<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/mirandola-tropy-dola/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Mirandola, Franciszek</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Dola</dc:title>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Żak, Agnieszka</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska.</dc:description>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/mirandola-tropy-dola</dc:identifier.url>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Franciszek Mirandola, Tropy, Nakładem czasopisma ,,Maski", Skład główny w księgarni I. Czerneckiego w Krakowie, Kraków 1919</dc:source>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - Franciszek Mirandola zm. 1930</dc:rights>
<dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2001</dc:date.pd>
<dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="en">text</dc:type>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2012-10-15</dc:date>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2115.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">SuperNova - iPhone Background, Patrick Hoesly@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2115</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>




<autor_utworu>Franciszek Mirandola</autor_utworu>

<dzielo_nadrzedne>Tropy</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Dola</nazwa_utworu>

<akap>Wysoko, bardzo wysoko gdzieś, przewracał się po powietrzu, kąpał się w blaskach słońca, nurkował w światłości.</akap>


<akap>Poddawał ciepłu to plecy, to puszczał promienie po piersiach, to po bokach, ku stopom.</akap>


<akap>Jakże piecze! Jak zatapia! Jak mocni<pe><slowo_obce>mocnić</slowo_obce> --- wzmacniać.</pe>!</akap>


<akap>Chciałoby się jedną ręką chwycić kędyś w tej jaśni utajoną gwiazdę, drugą ręką drugą i tak wydźwignąć się na wyże niezmierne, jak gimnastyk wywija się na drążek.</akap>


<akap>Albo znów jak orzeł, skrzydła po ciele położyć i spaść w dół... piorunem spaść... ale dobiegając ziemi, skręcić w bok, minąć ten drobiazg i wpaść w pokryte jej cieniem otchłanie międzygwiezdne.</akap>


<akap>Szeroko, tu jest gdzie latać, nie zawadzi o nic, chyba tam niżej chmurę przetnie i znowu wynurzy się człek z oparu jak księżyc.</akap>


<akap>Przegiął się grzbietem do słońca i spojrzał w dół.</akap>


<akap>Zobaczył chmurę, a na niej DOLĘ zadumaną.</akap>


<akap>Płynęła ku zachodowi, by zastąpić od tamtej strony promieniowi słońca i przed zbytnim żarem zasłonić łan pszenicy.</akap>


<akap>Miała ciemną, siwą szatę. Siedziała ponura z łokciami na kolanach, głową w dłoni złożoną. Z czoła jej czarne spadały włosy. Palce rąk włożyła w zęby.</akap>


<akap>Cicha, spokojna, na ciągle zmiennej chmurze twardym obrysowana konturem, trwała, nieprzemijająca pośród rozpływań i skupiań, zatracań kształtów i tworzenia bezustannego --- dziwne sprawiała wrażenie. Zdawała się w swej realności, na tle złudy, lotną mgłą, pośród twardych skał rzeczywistości. Obcą się tu wydawała, paradoksalną na własnym terenie, nie na miejscu, tu, skąd rządzić światem nawykła.</akap>


<akap>Roześmiał się na myśl, ile ma ta Dola dziś do roboty i nagle, w poczuciu swego królewskiego nadmiaru czasu, rozpostarł skrzydła, zamknął oczy i całą siłą rzucił się prosto przed siebie.</akap>


<akap>Leciał bez pamięci i kierunku. Wichr<pe><slowo_obce>wichr</slowo_obce> --- dziś: wicher.</pe> mu gwizdał zrazu wielki koło uszu, ale potem i on ustał. Nie szarpał go teraz pęd za włosy, zrobiło się cicho, dreszcz nim tylko wstrząsnął zimny i czuł, że skrzydeł nie ma na czym oprzeć.</akap>


<akap>Mniejsza! Nie odmykał oczu, myślał tylko:</akap>


<akap>To jest chwila upojenia. Ach tak, to jest upojenie, to sen o wolności...</akap>


<akap>Ach, jakże się to robi... trzeba by zapamiętać... Mocne skupienie, wnętrzna<pe><slowo_obce>wnętrzny</slowo_obce> --- dziś: wewnętrzny.</pe> wola, a rozmach członków sam się wyzwala w ruch. Ledwo sobie to uświadomisz, już wichry przeganiasz, wichry lecące w służbie.</akap>


<akap>To inny lot, po służbie... to przymus...</akap>


<akap><begin id="b1360965491319-645513547"/><motyw id="m1360965491319-645513547">Rozkosz</motyw>Rozkosz to bezkierunkowość.<end id="e1360965491319-645513547"/></akap>


<akap>Im zbaczać z drogi nie wolno, chyba że się roztrzaskają o przeszkodę.</akap>


<akap>Latać... bez przynagleń, co późnią<pe><slowo_obce>późnić</slowo_obce> --- dziś: opóźniać.</pe>, bez brzemienia spełniań... to znaczy: latać... być wichrem-włóczęgą pośród wichrów żołnierzy, godzinami nie widzieć ziemi, nie czuć jej pod nogami nawet w wielkiej, ogromnej dali... być wysoko... wysoko, gdzie już nie ma nic do roboty nawet najprawowierniejszy promień słońca... to jest latać... Strasznie jakoś zimno!</akap>


<akap>Czuł pod zamkniętymi powiekami, że tonie w ciemni, pod bijącymi skrzydłami brakło powietrza...</akap>


<akap>Otworzył oczy.</akap>


<akap>Tkwił w czerni niezmiernej. Niby jarzące się knoty świec pogaszonych błyszczały czerwono gwiazdy w oddali przeraźnej.</akap>


<akap>Przewrócił się na wznak, zdrętwiały niemal, a jednocześnie rozkoszą zamrozu objęty w tej bezdennej bezgłosej ciszy.</akap>


<akap>Chciał nabrać tchu w piersi, a wetchnął pustkę jeno. Krzyknął... nie zaszemrało nawet...</akap>


<akap>Był gdzieś na krańcach atmosfery, gdzie życie ustające już form żadnych nie ma.</akap>


<akap>I nagle z czarnej tej pustaci wyjrzała ona, DOLA.</akap>


<akap_dialog>--- Czego chcesz? --- spytał szeptem --- Czegóż się we mnie wpatrujesz, ty czarnowłosa, na nicości pilnująca nicości...?</akap_dialog>


<akap>Znowu mu była onej chwili tak wyraźna, tak materialna, wśród bezmaterialności otoczenia, że się zdumiał.</akap>


<akap>Zbliżała się, szła na niego... szła... szła.... jak idą czasem różne rzeczy, gdy się w nie mocno, mocno wpatrywać... Wyłoniła się, jakby ot, z tamtej mgławicy błyszczącej, i pędziła, pędziła... Widać było coraz to lepiej owal twarzy na dłoniach opartej i oczy... Parły go, spychały w dół ku ziemi jak obce, wrogie ciała niebieskie.</akap>


<akap>Szła przed nią fala wielkiej energii, wiał prąd niewidzialny, zmiatający wszystko z drogi.</akap>


<akap_dialog>--- Precz! Precz!</akap_dialog>


<akap>Próbował walczyć, wbił się skrzydłami w rzadkie powietrze i stanął jej wbrew.</akap>


<akap>Chwila... i cofnął się, uśliznął, przegrał i pchnięty potężnie, spadł.</akap>


<akap>Uczuł znów pod skrzydłami ciepłej gęste powietrze kręgów przyziemnych.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<akap_dialog>--- I mówią --- prawił stary, że tylko wielka determinacja z nóg ją powalić zdoła... Choć znowu... pamiętam... ha... moiściewy, któż ta odgadnie co lepiej... Jemu, nieborakowi, nie na najlepsze wyszło...</akap_dialog>


<akap>Obciosywał siekierą kawałek drzewa na orczyk i słuchał starych.</akap>


<akap>Ale nie wiedział, o co im idzie. Myślał. Myślał, że wszystko, co się rusza na świecie, rusza się za pomału.</akap>


<akap>Prędzej! Prędzej! Jak wówczas!... Ach!</akap>


<akap>Sama wola... czuł, samo jeno: ,,CHCĘ"... samo to miało moc pochłaniania przestrzeni, zbliżania rzeczy odległych, usuwania bliskich zjaw.</akap>


<akap>CHCĘ... i gwizdał koło uszu wiatr...</akap>


<akap>CHCĘ... i ziemia stawała się małą połyskliwą kulką... Gdzieś, pod nogami znikały niebiosy i czerwieniały gwiazdy najzłotsze.</akap>


<akap>Mrok zapadł. Wstał, spostrzegłszy teraz dopiero, że nic nie widzi i że cała robota na nic.</akap>


<akap>Hej! Na świat! Na świat!</akap>


<akap>Nagle otworzył drzwi i okroczyć chciał próg. Ale zdążył się jeszcze rozpędzić, dać sobie rozmach. Dlatego nie przewalił się przez coś, co siedziało w drzwiach, szare, w pierwszym spojrzeniu nie do poznania.</akap>


<akap>Skoczył i zdziwiony obejrzał się zaraz, nie bez trwogi.</akap>


<akap>Siedziało ich dwoje. Stary wskazywał nań palcem i opowiadał coś kobiecie... kobiecie o czarnych włosach, siedzącej z głową w dłoniach z palcami w ustach... Tak... tak, to znowu ona... --- pomyślał --- DOLA... a on?...</akap>


<akap>Strach mu zjeżył włosy na głowie, uciekać począł i stanął dopiero, zmiarkowawszy, że go od nich sto kroków bodaj dzieli.</akap>


<akap>Obejrzał się w sam czas, by widzieć, że wstają i idą w jego stronę.</akap>


<akap>Kroczą powoli, a przestrzeni tak szybko ubywa... zauważył, zdrętwiały...</akap>


<akap>Wokół pusto, nic tylko krzaki. Naraz, wydało się, że za każdym skryty stwór jakiś, co go będzie łapał, przytrzymywał...</akap>


<akap>Kroczą powoli, a coraz są bliżej, coraz bliżej... już jeno sięgnąć ręką... Świecą... by<pe><slowo_obce>by</slowo_obce> --- tu: niby, jakby; jak.</pe> wilcze oczy DOLI... a on?</akap>


<akap>Starzec; włosy długie, płowe na twarz narzucił... twarzy nie miał żadnej. Wydało się, że szedł tyłem...</akap>


<akap>I w tym zamaskowaniu taki straszny był, że czuło się, iż życie się urwie jak nić pajęcza, skoro tylko... on... zechce...</akap>


<akap>Szedł. Szli. Prosto na niego.</akap>


<akap>Serce mu bić przestało... Już nie myślał nic... tylko coś w duszy, jakby obce, wrogie, a dobroczynne zarazem, bo skracające mękę czekanie, wołało ku zbliżającym się: ,,Prędzej! Prędzej!".</akap>


<akap>Ale nie umarł, bo oto oni ulitowali się w ostatniej chwili, skinęli sobie na pożegnanie i naraz rozeszli się w prawo i lewo, skręcając z nagła w pola objęte mrokiem.</akap>


<akap>Dawno ich nie było, nim się odetchnąć ważył.</akap>


<sekcja_asterysk/>

<akap>Szedł z wysiłkiem, prąd był wartki.</akap>


<akap>Minęły czasy górnych jazd, szczęśliwej bezkierunkowości. O nogi biły fale, każdy krok to zmaganie się bolesne, walka o nieświadome.</akap>


<akap>Pustać. Roztoką płynie potok, a zadanie... jakiś niewyraźny nakaz:</akap>


<akap>,,Tę oto łódź, bez wioseł, dla kogoś... po coś hen... aż do lodowca, skąd płynę, doprowadź!"</akap>


<akap>Dorosły jestem, czuł tak. To się zwie: pełnia sił!</akap>


<akap>Łzy do ócz napłynęły.</akap>


<akap>Ktoś inny prędko, w sekundzie z wartkim płynie prądem... może prześpi nawet chwilę podróży... A ty, rób!</akap>


<akap>Na płaczu cudzym, na łzach płynąć w Jutro? Po co?</akap>


<akap>Rzeką szedł, co rwała z gór nienazwanych.</akap>


<akap>Rzeką szedł i cierpiał, biorąc na siebie cały przeciwny prąd i całą świadomość, że to daremne, że kiedyś zostanie spostrzeżone i ustanie taka rzecz, zgoła niepotrzebna.</akap>


<akap>Rzeką szedł w górę i czuł cały żal, że go teraz nie ma wysoko, wysoko na niebie.</akap>


<akap>Dorosły jestem, czuł tak. To się zwie: pełnią sił!</akap>


<akap>I ledwo tak pomyślał, osłabł rozkosznie i nie mógł walczyć z prądem przeciwnym i nie mógł podnieść nogi.</akap>


<sekcja_swiatlo/>

<akap>Zdziwiony był i osłabły, prąd go znosił.</akap>


<akap>O jakże prędko! Dwa dni temu mijałem ten zakręt... idąc w górę rzeki...</akap>


<akap>Niosła go woda, tonął i dziwnie mu było:</akap>


<akap_dialog>--- Zwyciężam! --- myślał... --- Ginę! --- myślał jednocześnie.</akap_dialog>


<sekcja_swiatlo/>

<akap>Podniósł oczy.</akap>


<akap>Brzegiem rzeki, pod prąd szła kobieta.</akap>


<akap>Szła obojętna, cicha, szata za nią siwa wiała i włosy czarne płynęły w przeciwnym wietrze.</akap>


<akap>Głowę na piersi zwiesiła, złożyła ją w obu dłoniach.</akap>


<akap>Szła pewnie, równo po płaskim brzegu, nie oglądając się wcale.</akap>


<akap>Gdy ją ujrzał tonący, nabrał sił.</akap>


<akap>Wbił nogi w grunt, rękami czepił się umykających wodorostów i ruszył naprzód... naprzód... naprzód... z zaciśniętymi zębami... łkaniem przyczajonym w piersi... naprzód... naprzód... naprzód...</akap>


<sekcja_asterysk/>

<akap>Był gzyms kamienny stary, ścieżka skalna, niewiadomymi rękami ułożona dla stóp nieznanych.</akap>


<akap>Stał, w ręku dzierżąc koniec łańcucha długiego i ciężkiego.</akap>


<akap>Dorobek --- mówili --- wieków...</akap>


<akap>I podać go trzeba tam, naprzeciwko, o kroków sto... włożyć w dłoń, co się wyciągnie...</akap>


<akap>A jeśli nie? A jeśli tam nie ma nikogo?</akap>


<akap>Domki widział w dole niskie, jakby rozpłaszczone... przez komin by zajrzał niemal prosto w garnek...</akap>


<akap>Pod nogą się głazy chwieją. Powypierały je z oprawy zielska przerozmaite, poruszyły stopy czyjeś...</akap>


<akap>Ostrożnie... Ostrożnie!</akap>


<akap>Z dołu, spod nóg dolatuje głos dzwonu.</akap>


<akap>Świat do snu kołyszą te dzwony. Jakże nisko... Jak nisko zlatać muszą z nieba anioły z wiatykiem, do mrących tam w dole...</akap>


<akap>Na niczym nie możesz oprzeć dłoni. Skała odbiegła daleko, za dziesiątym krokiem... łańcuch ciężki... Spocznę!</akap>


<akap>Ale w spoczynku jeszcze trudniej... Nie. Ten gzyms, ten kawał drogi trzeba wziąć rozmachem...</akap>


<akap>Przeklęty kamień... Śliski gzyms łuku, którego filary niezmierne, wkopane gdzieś na dnie przepaści...</akap>


<akap>Ach, jakże daleko... Mówili: nie dalej, jak od jednej myśli, do drugiej... tak mówili...</akap>


<akap>W drogę! W drogę!</akap> 


<akap>Świat na dole, teraz czerwony. Słońce zachodzi właśnie... ogląda się... Na mnie patrzy... Czuje żal, że nie zobaczy, jak się to skończy... Widowisko niecodzienne...</akap>


<akap>Hej staruchu! A co się tam stało z ostatnim... z ostat...</akap>


<akap>Jezus Maria! Nie! Nie sposób... Spocznę!</akap>


<akap>Drżą nogi. Mówili... wytęż moc chcenia... nie spoglądaj na prawo, nie spoglądaj w lewo... Nie ma cieniów... nie daj się łudzić cieniom, co zastępują drogę... Ach... jest... jest cień... Wychylił się zza skały... Nie, to ręka się wychyla... ręka... Masz! Bierz!...</akap>


<akap>Idzie ktoś śmiało po śliskich głazach z wyciągniętą dłonią.</akap>


<akap_dialog>--- Pokaż stygmat!... --- wołam.</akap_dialog>


<akap>Idzie, nie słucha...</akap>


<akap_dialog>--- Pokaż znak!</akap_dialog>


<akap>Wyciąga dłoń... Nie ma znaku... A... to ona!</akap>


<akap>Czego chcesz? Nie dam!... Nie... nie! Precz! Z drogi!</akap>


<akap>Spoza pleców DOLI wychylił się człek z włosami płowymi na twarzy. Śledził tok walki... krótkotrwałej.</akap>


<akap>Człowiek z łańcuchem pchnął DOLĘ w pierś. Zachwiała się.</akap>


<akap_dialog>--- Precz --- krzyknął i wymierzył cios drugi, między oczy.</akap_dialog>


<akap>Wtedy ów przyczajony podniósł rękę do twarzy powoluteńku, drugą podtrzymując padającą od uderzenia DOLĘ.</akap>


<akap>I wpatrzony w wysłańca, rozchylił na czole włosy.</akap>


<akap>Ciężki łańcuch uderzył o kamienie i stoczył się w bezdeń przepaści wraz z zmartwiałym ciałem pielgrzyma, wysłanego pracownika JUTRA.... którego poraził ZAMRÓZ-STRACH.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<akap>Otworzył oczy. W szafirowej jakby mgle ujrzał śmigłe filary mostu. Leżał na wznak na łące kwietnej, bezsilny, jakby po ciężkiej chorobie.</akap>


<akap>Nie bolało go nic. Tylko przy każdym ruchu, przy każdym niemal oddechu, szeptało mu coś: ,,I na cóż! I na cóż!".</akap>


<akap>Wszystko już skończone, załatwione, wyczerpana treść życia... ot wspomnienie jedno, drugie i koniec.</akap>


<akap>Dawne czasy... Loty dalekie na wszystkie strony, bezobowiązkowe nadzorowanie wszechświata.. Porażenie Strachem...</akap>


<akap>Od jakichże drobnych rzeczy, pomyślał, zależy Jutro... Od jakichże nikłych ocznych złud...</akap>


<akap>Nie chciało mu się myśleć. Wodził oczy, a wokoło, po łące, na każdym kwiatku napotkanym dając wypoczywać oczom.</akap>


<akap>Podniósł wzrok.</akap>


<akap>Był łuk potężny, od skały do skały, górą gzymsem obrzeżony. Jakieś wpółzatarte na nim widniały rzeźby, końskie nogi wzniesione do skoku, ostrza dzid w rękach wojowników.</akap>


<akap>Zamykał widać jar głęboki, był jakby bramą doń... tak, bramą był.</akap>


<akap>Potężne skrzydła bramy, zawarte, świeciły ponuro pociemniałymi okuciami spiżu. Dźwigały się poważnie ku górze.</akap>


<akap>Wiódł oczyma po wstępującej linii potężnych gwoździ.</akap>


<akap>Nagle zerwał się. Siadł, przerażone oczy wbijając w półkolistą przestrzeń nad skrzydłami bramy.</akap>


<akap>Tkwiła tam twarz olbrzymia, ciemna, o wielkich, połyskujących oczach.</akap>


<akap>Dola złożyła głowę na splecionych rękach, palce włożyła w usta i wpatrywała się cicha, niema w siedzącego.</akap>


<akap>Teraz dopiero zobaczył, że ona to sama była skrzydliskami bramy, do jaru wiodącej... Suknia jej ciemna opadała w szerokich, płaskich fałdach, suknia siwa, usiana gwiazdami z poczerniałego złota.</akap>


<sekcja_asterysk/>

<akap>I nagle śmigło mu przez głowę, by stoczyć z nią bój.</akap>


<akap>Pamiętał, że się zachwiała pod jego ciosem wówczas... czuł moc teraz... czuł w sobie nakaz...</akap>


<akap>Zerwał się i rzucił na zapatrzoną.</akap>


<akap>Wymierzył cios potężny w jej kolano... i padł na ziemię. Pięść jego nie trafiła na ciało.</akap>


<akap>Wstał.</akap>


<akap>U stóp jego leżała siwa suknia Doli... Na trawie zaś, poczwarne jakieś błyszczały kwiaty czy oczy...</akap>


<akap>Wpatrzył się w nie...</akap>


<akap>Rozpływały się, wyraźnie zachodziły mgłą, wsiąkały w ziemię...</akap>


<akap>Gdy tak stał zapatrzony, uczuł nagle, że go ramię czyjeś obejmuje.</akap>


<akap>Podniósł oczy i ujrzał pochyloną nad sobą twarz anioła ciszy wieczornej.</akap>


<akap>Anioł podparł silnym ramieniem chwiejącego się z wysiłku walki i przerażenia i rzekł cichym, śpiewnym głosem:</akap>


<akap>,,Oto nadszedł czas odpocznienia... chodź, pracowniku wierny pożywać wieczerzę po dniu znojnym. Otwarte są ogrody pańskie dla spracowanych na polu jego".</akap>


<akap>Uczuł, że na oczy mgła mu spada jakaś przejrzysta, a przez tę mgłę ujrzał w zamkniętej łukiem przestrzeni długie, nieskończenie długie aleje cyprysowe, ginące gdzieś w pomroce dali.</akap>


<akap_dialog>--- Chodź! --- powtórzył anioł i poszli.</akap_dialog>


</opowiadanie></utwor>