Maurice Maeterlinck Peleas i Melisanda tłum. Zenon Przesmycki OSOBY: * Arkel, król Allemondy * Genowefa, matka Peleasa i Golauda * Peleas, wnuk Arkela * Golaud, wnuk Arkela * Melisanda * Mały Yniold, syn Golauda (z pierwszego łoża) * Doktor * Odźwierny * Służące, ubodzy itp. AKT I SCENA I / U bramy zamkowej. / SŁUŻĄCE / z wewnątrz / Otwórzcie bramę! Otwórzcie bramę! ODŹWIERNY / z wewnątrz / Kto tam? Po co mnie budzicie? Wychodźcie przez małe furty, wychodźcie przez małe furty, dość ich przecie!… JEDNA SŁUŻĄCA / z wewnątrz / Przychodzimy umyć próg, bramę i ganek. Otwierajcież, otwierajcież! DRUGA SŁUŻĄCA Nadchodzą wielkie wypadki! TRZECIA SŁUŻĄCA / z wewnątrz / Nadchodzą wielkie uroczystości! Otwórzcie prędko!… SŁUŻĄCE Otwierajcież, otwierajcież! ODŹWIERNY Czekajcie, czekajcie! Nie wiem, czy będę mógł otworzyć… Ona nie otwiera się nigdy… Czekajcie, aż się rozwidni… PIERWSZA SŁUŻĄCA Na dworze dość już widno, widzę słońce przez szpary… ODŹWIERNY Oto wielkie klucze… Och, och, jakże zgrzytają rygle i zamki… Pomóżcie mi, pomóżcie mi!… SŁUŻĄCE Ciągniemy, ciągniemy… DRUGA SŁUŻĄCA Nie otworzy się… PIERWSZA SŁUŻĄCA Ach, ach! Otwiera się, otwiera się pomału! ODŹWIERNY Jak skrzypi, jak skrzypi! Pobudzi wszystkich… DRUGA SŁUŻĄCA / zjawiając się w progu / Och, jakże już widno na dworze! PIERWSZA SŁUŻĄCA Słońce podnosi się nad morzem! ODŹWIERNY Otwarta… Otwarta na oścież!… / Wszystkie służące zjawiają się w progu i przestępują go. / PIERWSZA SŁUŻĄCA Umyję naprzód próg… DRUGA SŁUŻĄCA Nie zdołamy nigdy wyczyścić tego wszystkiego. INNE SŁUŻĄCE Przynoście wodę, przynoście wodę! ODŹWIERNY Tak, tak, lejcie wodę, lejcie wodę, lejcie wszystkie wody potopu; nie uporacie się z tym nigdy… SCENA II / Las. / / Po podniesieniu zasłony widać Melisandę nad brzegiem krynicy. Wchodzi Golaud. / GOLAUD Nie wydobędę się już z tego lasu. Bóg wie dokąd to zwierzę mnie zawiodło. A myślałem, że zraniłem je śmiertelnie; oto zresztą ślady krwi. Teraz wszakże zgubiłem je z oczu. Zdaje mi się, że i sam się zgubiłem, nawet psy moje nie mogą jakoś mnie odszukać, trzeba wracać swym tropem… Słyszę płacz jakiś… Och, och, cóż to tam nad brzegiem wody?… Małe dziewczątko płacze nad brzegiem wody?… / chrząka / Nie słyszy mnie. Nie widzę jej twarzy. / Zbliża się i dotyka ramienia Melisandy. / Czemu płaczesz? / Melisanda wzdryga się, zrywa i chce uciekać. / Nie lękaj się. Nie masz się czego obawiać. Czemu płaczesz, tu, sama jedna? MELISANDA Nie dotykaj mnie, nie dotykaj mnie! GOLAUD Nie lękaj się… Nic ci nie zrobię… Och, ale tyś piękna! MELISANDA Nie dotykaj mnie, nie dotykaj mnie, albo rzucę się w wodę!… GOLAUD Nie dotykam cię… Patrzaj, odsuwam się tu, pod drzewo. Nie lękaj się. Czy ktoś zrobił ci co złego? MELISANDA Och, tak, tak, tak!… / Szlocha gwałtownie. / GOLAUD Któż ci zrobił co złego? MELISANDA Wszyscy, wszyscy! GOLAUD Cóż złego ci zrobiono? MELISANDA Nie powiem tego, nie mogę tego powiedzieć!… GOLAUD No, no, nie płaczże tak. Skądżeś tu przyszła? MELISANDA Uciekłam… uciekłam… uciekłam… GOLAUD Tak, lecz skądżeś uciekła? MELISANDA Zbłąkałam się… zbłąkałam!… Och, och, zbłąkałam się tutaj… Ja nie jestem stąd… Jam się nie urodziła tam… GOLAUD Skądże jesteś? Gdzieżeś się urodziła? MELISANDA Och, och, daleko stąd… daleko… daleko… GOLAUD Cóż to błyszczy tak na dnie wody? MELISANDA Gdzie? Ach, to korona, którą on mi dał. Spadła w płaczu… GOLAUD Korona? Któż to ci dał koronę? Spróbuję ją wydostać… MELISANDA Nie, nie, już jej nie chcę! Już jej nie chcę!… Wolę umrzeć… umrzeć w tej chwili… GOLAUD Mógłbym wydobyć ją z łatwością. Woda nie jest bardzo głęboka. MELISANDA Już jej nie chcę! Jeżeli ją wydobędziesz, w miejsce jej rzucę się w wodę!… GOLAUD Nie, nie, zostawię ją tam, A jednak można by ją wydostać bez trudności. Wydaje się bardzo ładna. Dawno uciekłaś? MELISANDA Dawno, dawno… Kto jesteś, panie? GOLAUD Jestem książę Golaud, wnuk Arkela, starego króla Allemondy… MELISANDA Och, włosy masz już siwe, panie… GOLAUD Tak, trochę, tu, na skroniach… MELISANDA I brodę także… Czemu patrzysz tak na mnie? GOLAUD Przyglądam się twym oczom. Ty nie zamykasz nigdy oczu? MELISANDA Owszem, owszem, zamykam je w nocy… GOLAUD Czemu wydajesz się tak zdumiona? MELISANDA Jesteś olbrzymem, panie? GOLAUD Jestem człowiekiem takim, jak inni… MELISANDA Po coś tu przyszedł? GOLAUD Ja sam tego nie wiem. Polowałem w lesie. Ścigałem dzika. Zmyliłem drogę. Wyglądasz bardzo młodo. Ile masz lat? MELISANDA Zaczyna mi być zimno… GOLAUD Chcesz pójść ze mną? MELISANDA Nie, nie, zostanę tutaj… GOLAUD Nie możesz zostać tutaj sama jedna. Nie możesz zostać tutaj przez noc… Jak się nazywasz? MELISANDA Melisanda. GOLAUD Nie możesz zostać tutaj, Melisando. Pójdź ze mną… MELISANDA Zostanę tutaj… GOLAUD Będziesz się bała, sama jedna. Nie wiadomo, co się tu dzieje… całą noc… sama jedna… to niepodobna. Melisando, pójdź, daj mi rękę… MELISANDA Och, nie dotykaj mnie, panie!… GOLAUD Nie krzycz… Nie dotknę cię już. Ale pójdź ze mną. Noc będzie bardzo czarna i bardzo zimna. Pójdź ze mną… MELISANDA Dokąd idziesz?… GOLAUD Nie wiem… Zbłąkałem się także… / Wychodzą. / SCENA III / Sala w zamku. / / Po podniesieniu zasłony widać Arkela i Genowefę. / GENOWEFA Oto, co pisze do brata swego Peleasa: „Pewnego wieczora znalazłem ją całą we łzach nad brzegiem krynicy, w lesie, gdzie się zbłąkałem. Nie wiem ani jej wieku, ani kto ona, ani skąd jest — i nie śmiem jej badać, bo musiała doznać wielkiego przerażenia i gdy pytam, co jej się przytrafiło, płacze zaraz jak dziecko i szlocha tak głęboko, że strach przejmuje. W chwili gdy ją znalazłem koło źródeł, korona złota ześliznęła się z jej włosów i wpadła w głąb wodną. Ubrana była zresztą jak królewna, choć szaty jej poszarpały się na cierniach. Sześć miesięcy minęło, odkąd ją poślubiłem, i nie wiem o niej nic więcej, jak w dzień naszego spotkania. Tymczasem, drogi mój Peleasie, którego kocham bardziej niż brata, jakkolwiek nie z jednego zrodzeniśmy ojca; tymczasem, staraj się przygotować wszystkich do mego powrotu… Wiem, że matka przebaczy mi ochotnie. Lecz boję się króla, naszego czcigodnego dziada, boję się Arkela, mimo całej jego dobroci, bo przez to dziwaczne małżeństwo zawiodłem wszystkie jego projekty polityczne, i strach mnie bierze, czy piękność Melisandy zdoła usprawiedliwić w jego oczach, tak mądrych, moje szaleństwo. Gdyby się zgodził jednakże przyjąć ją tak, jak przyjąłby własną córkę, zapal trzeciego wieczora po odebraniu tego listu lampę na szczycie wieży zwróconej ku morzu. Spostrzegę ją z pokładu naszego statku. Jeśli nie, popłynę dalej i nie powrócę już…”. Co powiesz na to, panie! ARKEL Nie powiem nic. Zrobił to, co prawdopodobnie powinien był zrobić. Jestem bardzo stary, a jednak nie udało mi się dotąd choćby na chwilę wejrzeć jasno w siebie samego; jakże chcesz, abym sądził o tym, co zrobił ktoś inny. Jestem bliski grobu, a nie umiem po dziś wydać sądu o sobie samym… Mylimy się zawsze, o ile nie zamkniemy oczu. To może nam się wydawać dziwne; nic nad to. Przebył już wiek dojrzały, a poślubia, jak dziecko, małe dziewczątko, które znalazł nad krynicą… To może nam się wydawać dziwne, bo my widzimy zawsze tylko odwrotną stronę przeznaczeń… odwrotną stronę własnego nawet losu… Słuchał zawsze dotąd rad moich; sądziłem, iż dam mu szczęście, żądając dla niego ręki królewny Urszuli… Nie mógł żyć dalej tak sam; od śmierci żony samotność ta smuciła go widocznie. Z innej znowu strony, małżeństwo to położyłoby koniec długim wojnom i nienawiściom odwiecznym… Nie chciał tak. Niechaj będzie, jak chciał: nie stawałem nigdy w poprzek drogi przeznaczeniom; on zna lepiej niż ja swą przyszłość. Być może nie ma zdarzeń bezużytecznych… GENOWEFA Zawsze był taki rozsądny, taki poważny, taki stateczny… Gdyby to zrobił Peleas, rozumiałabym… Lecz on… w jego wieku… Kogóż on nam tu wprowadzi? Jakąś nieznajomą, znalezioną gdzieś przy drodze… Od śmierci żony żył tylko dla syna, małego Yniolda, a jeżeli miał się powtórnie ożenić, to dlatego żeś ty, panie, żądał… A teraz… małe dziewczątko w lesie… Zapomniał o wszystkim… Cóż poczniemy?… / Wchodzi Peleas. / ARKEL Któż to tam wchodzi? GENOWEFA To Peleas. Płakał. ARKEL Czyś to ty, Peleasie? Pójdź tu, bliżej nieco, niechaj ci się przyjrzę pod światło… PELEAS Dziadku, odebrałem jednocześnie z pismem od brata inny jeszcze list, list od przyjaciela mego Marcellusa… Jest na łożu śmierci i wzywa mnie. Chciałby mnie widzieć przed zgonem… ARKEL Chcesz odjechać przed powrotem brata? Twój przyjaciel nie jest może tak ciężko chory, jak sądzi… PELEAS List jego jest tak smutny, że czuć śmierć między wierszami… Powiada, iż wie dokładnie dzień, kiedy śmierć przyjdzie… Powiada, że jeżeli zechcę, mogę przybyć przed jej nadejściem, ale że nie ma czasu do stracenia. Podróż jest bardzo długa i jeżeli będę czekał na powrót Golauda, może być za późno… ARKEL A jednak trzeba, byś zaczekał czas jakiś… Nie wiemy, co nam powrót ten gotuje. A zresztą czyliż ojciec twój, tu, nad nami, nie jest ciężej może chory niż twój przyjaciel… Mógłżebyś robić wybór między ojcem a przyjacielem?… / Wychodzi. / GENOWEFA Pamiętaj zapalić lampę od dzisiejszego wieczora, Peleasie… / Wychodzą w różne strony. / SCENA IV / Przed zamkiem. / / Wchodzą Genowefa i Melisanda. / MELISANDA Ciemno w tych ogrodach. A co za bory, co za bory dookoła pałaców!… GENOWEFA Tak, dziwiło mnie to również, gdym tutaj przybyła; dziwi to każdego. Są tu miejsca, gdzie nigdy nie widać słońca. Ale przywyka się do tego tak prędko… Dawno to już, dawno… Czterdzieści lat już prawie, odkąd tu żyję… Spojrzyj w drugą stronę, tam masz jasność od morza… MELISANDA Słyszę szmer jakiś poniżej nas… GENOWEFA Tak, ktoś wchodzi ku nam pod górę… Ach, to Peleas… Wygląda jeszcze zmęczony tak długim na was czekaniem… MELISANDA Nie spostrzegł nas. GENOWEFA Ja myślę, że nas spostrzegł, lecz nie wie, co ma zrobić… Peleasie, Peleasie, czyś to ty? PELEAS Tak… Szedłem od strony morza… GENOWEFA My także, szukałyśmy jasności. Tu jaśniej trochę niż gdzie indziej, a jednak morze jest posępne. PELEAS Będziemy mieli burzę tej nocy. Mamy je co noc od jakiegoś czasu, a jednak morze takie teraz spokojne… Człowiek wypłynąłby, sam nie wiedząc o tym, i nie powróciłby już. MELISANDA Coś wypływa z portu… PELEAS Musi to być wielki okręt… Światła są bardzo wysoko, zobaczymy go za chwilę, gdy wejdzie w pas jasności… GENOWEFA Nie wiem, czy go zobaczymy, mgła jeszcze na morzu… PELEAS Rzec by można, że mgła podnosi się powoli… MELISANDA Tak, spostrzegam tam w dole małe światełko, którego nie widziałam poprzednio… PELEAS To latarnia morska; prócz niej są inne, których nie widzimy jeszcze. MELISANDA Okręt w świetle… Jest już bardzo daleko… PELEAS To jakiś obcy statek. Wydaje mi się większy od naszych… MELISANDA To statek, który przywiózł mnie tutaj!… PELEAS Oddala się pełnymi żaglami… MELISANDA To statek, który przywiózł mnie tutaj. Ma wielkie żagle… Poznaję go po żaglach… PELEAS Będzie miał złe morze dzisiejszej nocy. MELISANDA Czemuż odpływa dzisiejszej nocy?… Już go prawie nie widać… Rozbije się może… PELEAS Noc spada bardzo szybko… / Milczenie. / GENOWEFA Nikt nic nie mówi?… Czy nie macie sobie już nic do powiedzenia?… Czas wracać. Peleasie, pokaż drogę Melisandzie. Ja muszę zajrzeć na chwilę do małego Yniolda. PELEAS Nic już nie widać na morzu… MELISANDA Widzę jakieś inne światła. PELEAS To są inne latarnie morskie… Czy słyszysz, pani, morze?… To wiatr się podnosi… Zejdźmy tędy. Czy zechcesz mi, pani, podać rękę? MELISANDA Ależ spojrzyj, spojrzyj, panie, mam ręce pełne… PELEAS Będę cię podtrzymywał pod ramię, pani, droga jest urwista i ciemna bardzo… Wyjeżdżam jutro może… MELISANDA Och, czemu wyjeżdżasz, panie? / Wychodzi. / AKT II SCENA I / Krynica w parku. / / Wchodzą Peleas i Melisanda. / PELEAS Nie wiesz, pani, dokąd cię zaprowadziłem? Przychodzę często siedzieć tu o południu, gdy zbyt skwarno w ogrodach. Dziś zadusić się można, nawet w cieniu drzew. MELISANDA Och, woda taka przejrzysta… PELEAS Zimna jest jak zima. Stara to, opuszczona krynica. Zdaje się, że była to krynica cudowna, otwierała oczy ślepcom, zwie się jeszcze krynicą ślepców. MELISANDA Nie otwiera już oczu ślepcom? PELEAS Odkąd król sam ociemniał prawie zupełnie, nikt tu już nie przychodzi… MELISANDA Jak samotnym jest się tutaj… Nie słychać nic. PELEAS Cisza tu zawsze niezwykła… Można by dosłyszeć, jak woda śpi… Czy nie chcesz, pani, usiąść na skraju marmurowego basenu? Tu, pod tą lipą, gdzie słońce nigdy nie dochodzi… MELISANDA Położę się na marmurze. Chciałabym dojrzeć dno tej wody… PELEAS Nikt go nigdy nie dojrzał. Krynica ta jest może tak głęboka jak morze. Nikt nie wie, skąd wypływa. Wypływa być może z najgłębszych wnętrzy ziemi… MELISANDA Gdyby jakaś rzecz błyszczała na dnie, można by je może dojrzeć… PELEAS Nie przechylaj się, pani, tak… MELISANDA Chciałabym dotknąć wody… PELEAS Uważaj, pani, byś się nie ośliznęła… Będę cię trzymał za rękę… MELISANDA Nie, nie, chciałabym zanurzyć obie ręce… zdawałoby się, że ręce moje chore są dzisiaj… PELEAS Och, och, uważaj pani, uważaj! Melisando!… Melisando!… Och, twoje włosy, pani!… MELISANDA / podnosząc się / Nie mogę, nie mogę jej dosięgnąć… PELEAS Włosy twe, pani, zanurzyły się w wodzie… MELISANDA Tak, tak, dłuższe są od mych rąk… Dłuższe są ode mnie… PELEAS Więc to również nad brzegiem krynicy on cię znalazł, pani? MELISANDA Tak… PELEAS Co ci powiedział? MELISANDA Nic. Nie pamiętam już… PELEAS Czy stał tuż przy tobie? MELISANDA Tak. Obiecał mnie pocałować… PELEAS A tyś nie chciała? MELISANDA Nie. PELEAS Dlaczego nie chciałaś? MELISANDA Och, och, widziałam coś przesuwającego się na dnie wody… PELEAS Uważaj, uważaj! Wpadniesz w wodę! Czym się tak bawisz? MELISANDA Pierścieniem, który on mi dał… PELEAS Uważaj, pani, zgubisz go jeszcze… MELISANDA Nie, nie, pewna jestem swych rąk… PELEAS Nie baw się tak tuż nad wodą tak głęboką… MELISANDA Przecież ręce mi nie drżą. PELEAS Jak on błyszczy w słońcu! Nie rzucaj go tak wysoko pod niebo… MELISANDA Och!… PELEAS Upadł? MELISANDA Upadł w wodę!… PELEAS Gdzie, gdzie? MELISANDA Nie widzę, aby opadał w głąb… PELEAS Zdaje mi się, że widzę, jak błyszczy. MELISANDA Mój pierścionek? PELEAS Tak, tak, tam w głębi… MELISANDA Och, och, tak daleko od nas!… nie, nie, to nie on… to już nie on… Przepadł… przepadł… Nic prócz wielkiego koła na wodzie… Co poczniemy? Co poczniemy teraz?… PELEAS Po cóż się tak niepokoić o jakiś pierścionek? To nic… odnajdziemy go może. Albo znajdziemy inny… MELISANDA Nie, nie, nie odnajdziemy go już, nie znajdziemy też żadnego innego… A jednak zdawało mi się, że trzymam go w ręku… Zamknęłam już ręce, a on mimo wszystkiego wpadł w wodę… Rzuciłam go za wysoko, pod słońce… PELEAS Pójdź pani, pójdź, wrócimy tu innego dnia… pójdź, czas już. Wszyscy gotowi wyjść na nasze spotkanie. Południe biło w chwili, gdy pierścień ci upadł. MELISANDA Co powiemy Golaudowi, jeśli zapyta, co się z nim stało? PELEAS Prawdę, prawdę, prawdę… / Wychodzą. / SCENA II / Jedna z komnat zamkowych. / / Po podniesieniu zasłony widać Golauda wyciągniętego na łożu; Melisanda siedzi u jego wezgłowia. / GOLAUD Ach, ach, wszystko dobrze, nic mi nie będzie. Ale nie mogę sobie wytłumaczyć, jak się to stało. Polowałem spokojnie w lesie. Koń rozhukał mi się nagle bez powodu. Może zobaczył coś niezwykłego?… Słyszałem właśnie bijących dwanaście uderzeń południa. Z dwunastym uderzeniem spłoszył się nagle i poniósł mnie jak ślepy, jak szalony na jakieś drzewo. Nie słyszałem już nic więcej. Nie wiem już dalej, co się stało. Spadłem, a on musiał paść na mnie. Zdawało mi się, że cały las mam na piersiach, zdawało mi się, że serce mam zdruzgotane. Lecz serce me jest mocne. Zdaje się, że nic mi nie będzie… MELISANDA Czy chcesz, panie, napić się nieco wody? GOLAUD Dziękuję, dziękuję, nie mam pragnienia. MELISANDA Może dać ci, panie, inną poduszkę?… Na tej jest plamka krwi. GOLAUD Nie, nie, nie ma po co. Krew mi się rzuciła ustami przed chwilą. Być może jeszcze będę krwawił. MELISANDA A więc z pewnością?… Nie cierpisz, panie, zbyt wiele. GOLAUD Nie, nie, nie takie rzeczy mi się zdarzały. Jestem przyzwyczajony do krwi i żelaza… To nie to, to kosteczki dziecięcia; nie obawiaj się… MELISANDA Zamknij oczy, panie, i staraj się usnąć. Ja zostanę tutaj noc całą… GOLAUD Nie, nie, nie chcę, abyś się tak męczyła. Nie potrzebuję niczego, będę spał jak dziecko… Co ci jest, Melisando? Czemu rozpłakałaś się nagle?… MELISANDA / zalewając się łzami / Jestem… Jestem chora także… GOLAUD Jesteś chora?… Cóż ci jest, cóż ci jest, Melisando? MELISANDA Nie wiem… Jestem chora tutaj… Wolę ci to dzisiaj powiedzieć. Panie, panie, ja nie jestem tutaj szczęśliwa… GOLAUD Cóż się stało, Melisando? Cóż to jest takiego?… A ja nawet nie przeczuwałem czegoś podobnego… Cóż się stało?… Czy ktoś zrobił ci jaką przykrość? Czy ktoś obraził cię? MELISANDA Nie, nie, nikt mi nie zrobił najmniejszej przykrości… To nie to… To nie to… Ale ja nie mogę żyć tutaj dłużej. Nie wiem dlaczego… Chciałabym odejść stąd, odejść stąd!… Umrę, jeżeli będę musiała zostać tutaj… GOLAUD Ależ tu coś się stało? Ty coś ukrywasz przede mną?… Powiedz mi całą prawdę, Melisando… Król może?… Czy też moja matka?… Czy może Peleas?… MELISANDA Nie, nie, nie Peleas. Nikt… Nie zrozumiesz mnie, panie… GOLAUD Czemużbym nie miał zrozumieć?… Lecz jeżeli mi nic nie powiesz, cóż chcesz, abym począł… Powiedz mi wszystko, a zrozumiem wszystko. MELISANDA Ja sama nie wiem, co to jest… Ja sama nie wiem z pewnością, to jest… Gdybym mogła ci to, panie, powiedzieć, powiedziałabym… To coś mocniejszego ode mnie… GOLAUD No, no, bądź rozsądna, Melisando. Cóż chcesz, abym począł? Nie jesteś już dzieckiem. Czy może mnie chciałabyś porzucić? MELISANDA Och, nie, nie! To nie to… Chciałabym odejść stąd z tobą, panie… Ja tutaj nie mogę żyć dłużej… Czuję, że nie pożyję już długo… GOLAUD Ależ trzeba mieć przecie jakiś powód. Wszyscy wezmą cię za szaloną. Wszyscy wezmą to za jakieś urojenia dziecinne. No, powiedz, może to Peleas? O ile wiem, rzadko bardzo zdarza mu się pomówić z tobą… MELISANDA Owszem, owszem, rozmawia ze mną niekiedy. Nie lubi mnie, tak sądzę; dojrzałam to w jego oczach… Ale rozmawia ze mną, gdy się spotkamy… GOLAUD Nie bierz mu tego za złe. Zawsze był taki. Dziwak jest. A teraz ma smutek, myśli o swoim druhu Marcellusie, który leży na łożu śmierci, a którego on nie może odwiedzić… On się zmieni, on się zmieni, zobaczysz. Młody jest… MELISANDA Ale to nie to… to nie to… GOLAUD Cóż więc? Czy nie możesz przywyknąć do życia, jakie prowadzi się tutaj? Czy zbyt smutno tutaj? To prawda, że zamek ten jest bardzo stary i bardzo posępny. Zimny jest bardzo i bardzo głęboki. I wszyscy, którzy go zamieszkują, są już starzy. I okolica może się wydawać również smutna, ze wszystkimi swymi borami, prastarymi borami, kędy światło nie dochodzi. Lecz można rozweselić to wszystko, jeśli się zechce. A zresztą, radość, radość — nie miewa się już co dzień, trzeba brać rzeczy tak, jak są. Ale powiedzże mi cokolwiek, wszystko jedno, co. Zrobię, co zechcesz. MELISANDA Tak, tak, to prawda… nigdy tutaj nie widać nieba. Widziałam je po raz pierwszy dziś rano… GOLAUD Dlatego więc płaczesz, moja biedna Melisando? Dlatego więc jedynie? Płaczesz, że nie widzisz nieba? No, no, jużeś przecie nie w wieku, gdy się płacze o takie rzeczy… A potem: czyliż tu nie ma lata? Będziesz widywała niebo co dzień. A zresztą na przyszły rok… No, daj mi rękę, daj mi obie twe rączki. / Bierze ją za ręce. / Och, och, maluchne rączyny, które mógłbym zgnieść na kształt kwiatów… Masz tobie, gdzież pierścień, który ci dałem? MELISANDA Pierścień? GOLAUD Tak, pierścionek zaślubinowy, gdzież on? MELISANDA Zdaje mi się… Zdaje mi się, że spadł… GOLAUD Spadł? Gdzie spadł? Nie zgubiłaś go przecie? MELISANDA Nie, nie, spadł… musiał spaść… ale wiem, gdzie jest… GOLAUD Gdzież? MELISANDA Znasz, panie… znasz z pewnością… grotę nad brzegiem morza?… GOLAUD Znam. MELISANDA A więc to tam… Musiało to być tam… Tak, tak, przypominam sobie… Poszłam tam dziś rano, by nazbierać muszli dla małego Yniolda… Bywają tam bardzo piękne… Zsunął mi się z palca… potem morze zaczęło przybierać i musiałam wyjść, zanim go odnalazłam. GOLAUD Czy pewna jesteś, że to tam? MELISANDA Tak, tak, najpewniejsza w świecie… Czułam, jak się zsuwał… potem nagle łoskot fal… GOLAUD Trzeba iść szukać go zaraz. MELISANDA Mam iść szukać go zaraz? GOLAUD Tak. MELISANDA Teraz?… zaraz?… w ciemności? GOLAUD Teraz, zaraz, w ciemności. Trzeba iść szukać go zaraz. Wolałbym stracić raczej wszystko, co mam, aniżeli ten pierścień. Ty nie wiesz, co to jest. Ty nie wiesz, skąd on pochodzi. Morze będzie nader burzliwe tej nocy. Morze wyprzedzi cię i zabierze go. Śpiesz się. Trzeba iść szukać go zaraz… MELISANDA Boję się… Boję się iść sama… GOLAUD Idź, idź, z kim chcesz. Ale trzeba iść zaraz, czy słyszysz? Śpiesz się, poproś Peleasa, by poszedł z tobą. MELISANDA Peleasa? Z Peleasem? Ale Peleas nie zechce… GOLAUD Peleas zrobi wszystko, o co go poprosisz. Znam Peleasa lepiej niż ty. Idź, idź, śpiesz się. Nie zasnę, póki nie będę miał pierścionka. MELISANDA Och, och! Ja nie jestem szczęśliwa!… Ja nie jestem szczęśliwa! / Wychodzi z płaczem. / SCENA III / Przed grotą. / / Wchodzą Peleas i Melisanda. / PELEAS / mówi z wielkim wzburzeniem / Tak, to tu, jesteśmy na miejscu. Czarno tak, że wejścia do groty nie odróżnić od reszty nocy… Nie ma gwiazd po tej stronie. Zaczekajmy, aż księżyc rozedrze tę wielką chmurę, oświeci całą grotę i wówczas będziemy mogli wejść bez niebezpieczeństwa. Są tam miejsca niebezpieczne, wąziuchna ścieżyna prowadzi między dwoma jeziorami, których dna dotąd nie znaleziono. Nie pomyślałem, aby zabrać z sobą pochodnię lub latarnię, ale zdaje mi się, że światłość nieba wystarczy nam. Nie wchodziłaś, pani, nigdy do tej groty? MELISANDA Nie… PELEAS Wejdźmyż do niej, wejdźmyż do niej… Trzeba będzie, gdyby się wypytywał, umieć opisać miejsce, w którym zgubiłaś pani pierścionek… Jest bardzo wielka i bardzo piękna. Są w niej stalaktyty podobne do zwierząt i do ludzi. Pełna jest mroków błękitnych. Nikt jeszcze nie zwiedził jej w całości. Ukryto w niej, jak się zdaje, wielkie skarby. Zobaczysz tam, pani, szczątki dawno, dawno rozbitych okrętów. Ale nie trzeba zapuszczać się w nią bez przewodnika. Byli tacy, którzy już z niej nie powrócili. Ja sam nie ośmielam się iść zbyt daleko. Zatrzymamy się z chwilą, gdy światłość morza czy nieba zniknie nam z oczu. Gdy zapalić tam małe światełko, rzec by można, że sklepienie zasiane jest gwiazdami — jak niebo. Są to, jak powiadają, odłamki kryształu czy soli, świecące tak w łomach skały. Patrz, patrz, pani, zdaje mi się, że niebo się odsłania… Daj mi, pani, rękę, nie drżyj, nie drżyj tak. Nie ma niebezpieczeństwa; zatrzymamy się w chwili, gdy jasność morza zniknie nam z oczu… Może przestrasza cię ten szmer z groty? To szmer nocy lub szmer milczenia… Czy słyszysz, pani, morze poza nami? Nie wydaje się ono szczęśliwe tej nocy… Ach, oto i jasność!… / Księżyc sowicie rozjaśnia wejście i część ciemności w grocie. W pewnej głębokości widać śpiących u złomu skalnego trzech starych, siwowłosych żebraków, siedzących tuż koło siebie i podtrzymujących się wzajem. / MELISANDA Ach! PELEAS Cóż tam? MELISANDA Tam… tam… / Wskazuje trzech żebraków. / PELEAS Tak, tak, spostrzegłem ich także… MELISANDA Idźmy stąd!… Idźmy stąd!… PELEAS Tak… To trzech starych żebraków, którzy zasnęli… W kraju głód… Po co oni przyszli spać tutaj?… MELISANDA Idźmy stąd!… Pójdź, pójdź, panie… Idźmy stąd!… PELEAS Ostrożnie, nie mów, pani, tak głośno… Nie budźmy ich… Śpią jeszcze głęboko… Pójdź, pani. MELISANDA Puść mnie, puść mnie, panie. Wolę iść sama… PELEAS Powrócimy innego dnia… / Wychodzą. / SCENA IV / Jedna z komnat zamkowych. / / Po podniesieniu zasłony widać Arkela i Peleasa. / ARKEL Widzisz, że wszystko w tej chwili zatrzymuje się tutaj i że wszystko sprzeciwia się tej podróży bezużytecznej. Tajono dotąd przed tobą stan twego ojca, lecz być może nie ma dla niego już nadziei: to jedno powinno starczyć, by tu cię zatrzymać. Oprócz tej wszakże tyle innych przyczyn… Nie w dniu to, gdy wrogowie nasi się budzą, gdy lud umiera z głodu i szemrze wokół nas, wolno ci nas opuszczać. I na cóż ta podróż? Marcellus umarł, a życie ma obowiązki poważniejsze nad odwiedzanie grobów. Znużyło cię, powiadasz, życie bezczynne; ale działalności i obowiązku nie należy szukać po rozdrożach. Trzeba oczekiwać ich na progu i wprowadzić do siebie, gdy przechodzić będą; a przechodzą co dzień. Nie widziałeś ich nigdy? Ja nic już prawie sam nie widzę, a jednak ciebie patrzeć nauczę i pokażę ci je w dniu, kiedy zechcesz na nie skinąć. Tymczasem wszakże posłuchaj mnie i jeśli sądzisz, że grunt życia twego wymaga tej podróży, nie bronię ci jej przedsięwziąć, bo lepiej ode mnie powinieneś znać postępki, jakie powinieneś złożyć w dani swej istocie lub swemu przeznaczeniu. Prosiłbym cię jedynie, abyś zaczekał, aż się dowiemy, co się stać musi niezadługo. PELEAS Jak długo trzeba by czekać? ARKEL Kilka tygodni, może kilka dni… PELEAS Będę czekał… AKT III SCENA I / Jedna z komnat zamkowych. / / Po podniesieniu zasłony widać Peleasa i Melisandę. Melisanda przędzie kądziel w głębi pokoju. / PELEAS Yniold nie powraca; dokąd poszedł? MELISANDA Usłyszał coś w korytarzu; poszedł zobaczyć, co to jest. PELEAS Melisando… MELISANDA Co takiego? PELEAS Czy widzisz, pani, jeszcze tyle, aby móc pracować?… MELISANDA Pracuję równie dobrze w ciemności… PELEAS Sądzę, że wszyscy śpią już w zamku. Golaud nie powraca z polowania. A jednak późno już… Czy nie cierpi już z powodu owego upadku?… MELISANDA Powiedział, że już nie cierpi. PELEAS Powinien by być przezorniejszy, ciało jego nie ma już tej giętkości, co w dwudziestym roku… Widzę gwiazdy przez okno i poświatę miesiąca na drzewach. Późno jest, on już nie powróci. / Pukanie do drzwi. / Kto tam?… Proszę wejść!… / Yniold otwiera drzwi i wchodzi do pokoju. / To tyś tak pukał?… Nie puka się tak do drzwi. Pukasz, jakby jakieś nieszczęście się zdarzyło. Patrzaj, przestraszyłeś mateczkę. MAŁY YNIOLD Ja zapukałem tylko troszeczkę. PELEAS Późno jest, ojczulek nie wróci już dziś wieczór! Czas, byś szedł spać. MAŁY YNIOLD Ja nie pójdę spać wcześniej od was. PELEAS Co?… Co ty mówisz? MAŁY YNIOLD Ja mówię… nie wcześniej od was… nie wcześniej od was… / Wybucha łkaniem i chroni się koło Melisandy. / MELISANDA Co się stało, Ynioldzie?… Co się stało?… Czemu rozpłakałeś się nagle? YNIOLD / łkając / Bo… Och, och, bo… MELISANDA Bo co?… Bo co?… Powiedz mi… YNIOLD Mateczko… mateczko… ty masz odjechać… MELISANDA Ależ co ci przychodzi do głowy, Ynioldzie?… Nigdy nie myślałam o odjeździe… YNIOLD Owszem, owszem; ojczulek odjechał… ojczulek nie powraca, a ty masz odjechać także… Widziałem to… widziałem to… MELISANDA Ależ nigdy nie było o tym mowy, Ynioldzie… Z czegóż widziałeś, że mam odjechać?… YNIOLD Widziałem to… widziałem to… Mówiłaś do wuja rzeczy, których ja nie mogłem słyszeć… PELEAS Spać mu się chce… śniło mu się coś… Pójdź tu, Ynioldzie; śpisz już?… Pójdź popatrzeć z okna: łabędzie biją się z psami… YNIOLD / przy oknie / Och, och! Gonią za psami!… Gonią za nimi!… Och, och, woda!… skrzydła!… skrzydła!… Boję się… PELEAS / wracając do Melisandy / Spać mu się chce: walczy z sennością, oczy mu się zamykają… MELISANDA / przędąc, śpiewa półgłosem / Święty Daniel, święty Michał… Święty Michał, święty Rafał… YNIOLD / przy oknie / Och, och, mateczko! MELISANDA / podnosząc się gwałtownie / Co się stało, Ynioldzie?… Co się stało?… YNIOLD Zobaczyłem coś za oknem… / Peleas i Melisanda biegną do okna. / PELEAS Co się stało za oknem?… Co widziałeś?… YNIOLD Och, och, widziałem coś!… PELEAS Ależ nie ma nic. Ja nic nie widzę… MELISANDA Ani ja… PELEAS Gdzieżeś widział to coś? W której stronie?… YNIOLD Tam, tam!… Już tego tam nie ma… PELEAS On sam nie wie, co mówi. Widział zapewne poświatę miesięczną nad lasem. Bywają często dziwaczne odblaski… może coś mignęło na drodze… lub w jego śnie… Bo patrz, patrz, pani, on, zdaje mi się, zasypia na dobre. YNIOLD / przy oknie / Ojczulek jest tam! Ojczulek jest tam! PELEAS / idąc do okna / On ma słuszność: Golaud wchodzi na podwórzec… YNIOLD Ojczulek!… Ojczulek!… Biegnę na jego spotkanie!… / Wybiega. Chwila milczenia. / PELEAS Wchodzą na schody… / Wchodzi Golaud z małym Ynioldem, który niesie lampę. / GOLAUD Czekacie jeszcze w ciemności? YNIOLD Przyniosłem światło, mateczko, wielkie światło!… / Podnosi lampę i przygląda się Melisandzie. / Płakałaś, mateczko?… Płakałaś?… / Podnosi lampę ku Peleasowi i przygląda mu się z kolei. / Ty także, wuju, ty także, ty także płakałeś?… Ojczulku, patrz, ojczulku, płakali oboje… GOLAUD Nie przysuwaj im tak światła do oczu… SCENA II / Jedna z wieżyc zamkowych. Droga patrolowa przechodzi pod jednym z okien wieży. / MELISANDA / w oknie, czesze rozpuszczone włosy / Me długie włosy spływają W dół aż po wieży sień. Me włosy na cię czekają Wzdłuż wieży aż po sień Przez cały długi dzień, Przez cały długi dzień… Święty Daniel, święty Michał, Święty Michał, święty Rafał… Urodziłam się w niedzielę, W niedzielę w południe… PELEAS Hola, hola, ho!… MELISANDA Kto tam? PELEAS Ja, ja, i ja!… Co robisz tam w oknie, śpiewając jak ptaszę nie z naszej krainy? MELISANDA Układam włosy na noc… PELEAS Czy to to, co widzę na murze?… Myślałem, że to smuga światła od ciebie… MELISANDA Otworzyłam okno. Zbyt gorąco tu na wieży… Piękna noc dzisiaj… PELEAS Gwiazd nie policzyć; nigdy ich tyle nie widziałem, co dzisiaj wieczór… Księżyc jeszcze nad morzem… Nie kryj się w cieniu, Melisando, wychyl się nieco, niechaj ujrzę twe włosy rozplecione… MELISANDA Strasznie wyglądam tak… / Wychyla się z okna. / PELEAS Och, och, Melisando!… och, tyś piękna, tyś piękna tak!… Wychyl się, wychyl się!… Pozwól mi bardziej zbliżyć się do ciebie… MELISANDA Nie mogę bardziej zbliżyć się do ciebie… wychylam się, ile mogę… PELEAS A ja nie mogę wdrapać się wyżej… Daj mi przynajmniej rękę dziś wieczór… zanim odejdę… Wyjeżdżam jutro… MELISANDA Nie, nie, nie… PELEAS Tak, tak, tak. Wyjeżdżam, wyjadę jutro… daj mi rękę, rękę, twą małą rączkę na me wargi… MELISANDA Nie dam ci ręki, jeżeli odjeżdżasz. PELEAS Daj, daj, daj… MELISANDA Nie wyjedziesz?… PELEAS Zaczekam, zaczekam… MELISANDA Widzę różę w ciemnościach… PELEAS Gdzie?… Ja widzę tylko gałęzie wierzby wystające zza muru… MELISANDA Niżej, niżej, w ogrodzie; tam, pośród ciemnej zieleni… PELEAS To nie róża… Pójdę zaraz zobaczyć, ale naprzód daj mi rękę, naprzód rękę… MELISANDA Masz, masz… nie mogę wychylić się bardziej… PELEAS Moje wargi nie mogą dosięgnąć twej ręki… MELISANDA Nie mogę wychylić się bardziej… Jeszcze nieco, a spadnę… Och, och, włosy moje zsuwają się z wieży!… / Przy mocniejszym wychyleniu włosy jej rozsypują się nagle i fala ich zalewa Peleasa. / PELEAS Och, och, cóż to jest?… Twoje włosy, twoje włosy zsuwają się ku mnie!… Wszystkie twoje włosy, Melisando, wszystkie twoje włosy spadły z wieży!… Mam je w rękach, mam je na ustach… Mam je na ramionach, oplatam je sobie wkoło szyi. Nie otworzę już rąk dzisiejszej nocy… MELISANDA Puść mnie, puść mnie!… Będziesz powodem, że spadnę!… PELEAS Nie, nie, nie… Nie widziałem nigdy włosów takich jak twoje, Melisando!… Patrz, patrz, patrz! Idą z tak wysoka, a zatapiają mnie jeszcze aż po serce… Zatapiają mnie jeszcze aż po kolana!… A słodkie są, słodkie są jakby z nieba spadły!… Nie widzę już nieba spoza włosów twoich. Widzisz, widzisz?… Obie me ręce nie mogą ich już utrzymać… są aż tam, na gałęziach wierzby… Żyją jak ptaszyny w mych rękach… i kochają mnie, kochają mnie bardziej niż ty!… MELISANDA Puść mnie, puść mnie… Może ktoś nadejść… PELEAS Nie, nie, nie, nie uwolnię cię tej nocy… Jesteś mym więźniem przez tę noc, przez całą noc, przez całą noc… MELISANDA Peleasie! Peleasie!… PELEAS Wiążę je, wiążę je do gałęzi wierzby… Nie odejdziesz już… nie odejdziesz już… Patrz, patrz, całuję twe włosy… Nie cierpię już, tu, pośród twych włosów… Słyszysz pocałunki me wzdłuż twych włosów?… Wstępuję w górę wzdłuż twych włosów… Każdy z twych włosów nieść ci je musi… Widzisz, widzisz, mogę otworzyć ręce… Mam ręce wolne, a jednak ty nie możesz mnie już opuścić… MELISANDA Och, och, sprawiłeś mi ból… / Gołębie wylatują z wieży i unoszą się dokoła nich w ciemności nocnej. / Co to jest, Peleasie? Co to lata dokoła mnie? PELEAS To gołębie wyleciały z wieży… Wystraszyłem je, odlatują… MELISANDA To moje gołębie, Peleasie. Rozejdźmy się, puść mnie; one już nie powrócą… PELEAS Dlaczego nie miałyby już powrócić?… MELISANDA Zbłąkają się w ciemności… Pozwól mi, pozwól mi podnieść głowę… Słyszę szmer kroków… Puść mnie!… To Golaud!… Zdaje mi się, że to Golaud!… Usłyszał nas… PELEAS Czekaj!… Czekaj!… Włosy twe okręcone o gałęzie… Poplątały się w ciemności… Czekaj, czekaj!… Ciemno tu… / Wchodzi Golaud drogą patrolową. / GOLAUD Co tu robicie? PELEAS Co robię tu?… Ja… GOLAUD Jesteście dzieci… Melisando, nie wychylaj się tak z okna, spadniesz jeszcze… Czy nie wiecie, że to już późno? Koło północy. Nie bawcie się tak w ciemności. Jesteście dzieci… / śmiejąc się nerwowo / Co za dzieci!… Co za dzieci!… / Wychodzi z Peleasem. / SCENA III / Podziemie zamkowe. / / Wchodzą Golaud i Peleas. / GOLAUD Ostrożnie, tędy, tędy. Nie byłeś nigdy w tych podziemiach? PELEAS Owszem, raz jeden, przed laty, ale to już dawno… GOLAUD Są nadzwyczaj wielkie. Jest to cały szereg pieczar olbrzymich, które kończą się Bóg wie gdzie. Cały zamek zbudowany jest na tych pieczarach. Czujesz woń śmiertelną, która tu panuje? To właśnie chciałem ci pokazać. Według mnie pochodzi ona z jeziorka podziemnego, do którego cię prowadzę. Ostrożnie, idź przede mną, w świetle mej latarni. Uprzedzę cię, gdy będziemy na miejscu. / Idą dalej w milczeniu. / Hej, hej, Peleasie, stój, stój! / Chwyta go za ramię. / Na Boga!… Czyliż nie widzisz? Krok dalej, a byłbyś w przepaści. PELEAS Nie mogłem nic widzieć!… Latarnia nie oświecała mnie już… GOLAUD Stąpnąłem źle… ale gdybym cię nie był zatrzymał za ramię… A więc oto woda stojąca, o której ci mówiłem… Czujesz bijącą z niej woń śmierci? Idźmy aż do skraju tej chylącej się nad wodą skały. Tam pochyl się nieco. Woń buchnie ci w twarz. PELEAS Już ją czuję… rzekłby ktoś, że wyziew grobu. GOLAUD Dalej, dalej… Ona to niekiedy zatruwa zamek cały. Król nie chce wierzyć, że ona stąd pochodzi. Trzeba by zamurować pieczarę, w której leży ta woda martwa. Byłby czas, zresztą, zbadać nieco te podziemia. Czy zauważyłeś te szczeliny w murach i słupach podpierających sklepienia? Odbywa się tu jakaś praca ukryta, której nikt nie przeczuwa. Cały zamek zapadnie się w jedną z najbliższych nocy, jeżeli się na to zważać nie będzie. Ale cóż chcesz, nikt nie lubi schodzić aż tutaj… Są niezwykłe szczeliny w wielu murach… Och, oto… czujesz podnoszącą się woń śmierci? PELEAS Tak, jakaś woń śmierci powstaje dokoła nas… GOLAUD Pochyl się, nie bój się… będę cię trzymał… daj mi… nie, nie, nie rękę… mogłaby się wyśliznąć… ramię, ramię… Widzisz przepaść? / z pomieszaniem / Peleasie? Peleasie?… PELEAS Tak, zdaje mi się, że widzę dno przepaści… Czy to światło tak drży?… Ty… / Wyprostowuje się, obraca i spogląda na Golauda. / GOLAUD / drżącym głosem / Tak, to latarnia… Patrz, poruszałem nią, aby oświecić ściany wewnętrzne… PELEAS Duszę się tu… wychodźmy… GOLAUD Tak, wychodźmy… / Wychodzą w milczeniu. / SCENA IV / Taras przy wyjściu z podziemi. / / Wchodzą Golaud i Peleas. / PELEAS Ach! Oddycham nareszcie!… Myślałem przez chwilę, że zemdleję w tych pieczarach olbrzymich; już-już miałem upaść… Powietrze tam wilgotne i ciężkie jak rosa ołowiana, a ciemności gęste jak miazga zatruta… A teraz całe powietrze całego morza!… Wiatr taki świeży, patrzaj; świeży jak liść, który tylko co się otworzył ponad drobnymi, zielonymi falkami… Czujesz? Podlano przed chwilą kwiaty u stóp tarasu i woń zieleni i róż zwilżonych bije aż do nas… Musi być koło południa, bo na kwiaty pada już cień wieżycy… Południe; słyszę głosy dzwonów i dzieci schodzące na wybrzeże do kąpieli… Nie wiedziałem, że tak długo siedzieliśmy w podziemiach… GOLAUD Zeszliśmy tam koło jedenastej… PELEAS Wcześniej, musiało być wcześniej; słyszałem bijące wpół do dziesiątej… GOLAUD Wpół do jedenastej lub trzy kwadranse na jedenastą… PELEAS Otworzono wszystkie okna w zamku. Będzie nadzwyczaj gorąco dziś po południu… Patrz, oto matka nasza i Melisanda w jednym z okien wieży… GOLAUD Tak, schroniły się na stronę ocienioną. Ale, ale… co do Melisandy: słyszałem, co zaszło i co się mówiło wczoraj wieczór. Wiem dobrze, są to zabawy dziecinne, ale niechaj się to nie powtarza. Melisanda jest bardzo młoda i bardzo wrażliwa, trzeba ją oszczędzać, tym bardziej że jest może brzemienna obecnie… Stworzenie to bardzo delikatne, na wpół zaledwie kobieta, toteż najmniejsze wzruszenie mogłoby się stać powodem nieszczęścia. Nie po pierwszy to raz uważam, że mogłoby coś być między wami… tyś starszy od niej. To napomknienie powinno ci wystarczyć… Unikaj jej, o ile można, ale bez przesady, zresztą, bez przesady… Co to tam widać na drodze od strony lasu?… PELEAS To stada pędzone ku miastu… GOLAUD Płaczą jak dzieci zbłąkane; rzekłbyś, że czują już rzeźnika… Czas iść na obiad. Co za piękny dzień! Co za cudowny dzień na żniwa!… / Wychodzą. / SCENA V / Przed zamkiem. / / Wchodzą Golaud z małym Ynioldem. / GOLAUD Pójdź, siądziemy sobie tutaj, Ynioldzie. Pójdź do mnie na kolana, będziemy widzieli stąd, co się dzieje w lesie. Nie widuję cię zupełnie od pewnego czasu. I ty także mnie porzucasz, zawsze jesteś u mateczki… Patrz, usiedliśmy właśnie pod oknami mateczki. Ona odmawia może w tej chwili modlitwy wieczorne… Ale powiedz mi, Ynioldzie, ona często przebywa z wujem twym Peleasem, nieprawdaż? YNIOLD Tak, tak, zawsze, ojczulku, gdy ciebie nie ma, ojczulku…. GOLAUD Ach! Patrzaj: ktoś przechodzi z latarnią przez ogród. Ale mówiono mi, że oni się nie lubią… Podobno sprzeczają się często… nie? Czy to prawda? YNIOLD Tak, tak, to prawda. GOLAUD Tak? Ach, ach! Ale o cóż oni się sprzeczają? YNIOLD O drzwi. GOLAUD Jak to, o drzwi? Co ty mi pleciesz? No, ale wytłumacz się, dlaczego sprzeczają się o drzwi? YNIOLD Dlatego, że drzwi nie mogą być otwarte. GOLAUD Kto nie chce, aby były otwarte? No, czemuż się sprzeczają? YNIOLD Ja nie wiem, ojczulku; o światło. GOLAUD Nie mówię z tobą o świetle, pomówimy o nim za chwilę. Mówię z tobą o drzwiach. Odpowiadaj na to, o co cię pytam. Powinieneś nauczyć się mówić, już czas na to… Nie kładź tak ręki do ust… no… YNIOLD Ojczulku, ojczulku!… Już nie będę… / Płacze. / GOLAUD No, czegóż płaczesz teraz? Co się stało? YNIOLD Och, och, ojczulku, uraziłeś mnie… GOLAUD Ja cię uraziłem? Gdzie cię uraziłem? To niechcący… YNIOLD Tu, tu, w ramionko… GOLAUD To niechcący. No, nie płacz już, dam ci coś jutro… YNIOLD Co, ojczulku? GOLAUD Kołczan i strzały. Ale powiedz mi, co wiesz o drzwiach. YNIOLD Duże strzały? GOLAUD Tak, tak, bardzo duże strzały. Ale czemuż oni nie chcą, aby drzwi były otwarte? No, odpowiedzże mi nareszcie! Nie, nie, nie otwieraj ust do płaczu. Nie gniewam się. Będziemy rozmawiali spokojnie, jak Peleas i mateczka, kiedy są razem. O czym oni mówią, kiedy są razem? YNIOLD Peleas i mateczka? GOLAUD Tak. O czym oni mówią? YNIOLD O mnie, zawsze o mnie. GOLAUD I cóż oni mówią o tobie? YNIOLD Mówią, że będę bardzo duży. GOLAUD Ach, nędzo mego życia!… Oto jestem jako ślepiec szukający swego skarbu na dnie oceanu!… Oto jestem jako niemowlę zbłąkane w lesie, a wy… Ale… no, no, Ynioldzie, byłem roztargniony, pomówimy teraz poważnie. Czy Peleas i mateczka nie mówią czasem o mnie, kiedy mnie nie ma?… YNIOLD Tak, tak, ojczulku, mówią zawsze o tobie. GOLAUD Ach!… I cóż oni o mnie mówią? YNIOLD Mówią, że będę taki duży jak ty. GOLAUD Czy zawsze jesteś przy nich? YNIOLD Tak, tak, zawsze, zawsze, ojczulku. GOLAUD Czy nie mówią ci kiedy, abyś poszedł się bawić gdzie indziej? YNIOLD Nie, ojczulku, oni boją się, gdy nie jestem przy nieb. GOLAUD Boją się?… Z czego widzisz, że się boją? YNIOLD Mateczka mówi zawsze: „Nie odchodź, nie odchodź…”. Oni są nieszczęśliwi, ale się śmieją… GOLAUD Ale to nie dowodzi, aby się bali? YNIOLD Tak, tak, ojczulku, ona się boi… GOLAUD Dlaczego mówisz, że ona się boi? YNIOLD Oni zawsze płaczą w ciemności. GOLAUD Ach, ach!… YNIOLD Ja wtedy muszę także płakać… GOLAUD Tak, tak… YNIOLD Ona jest blada, ojczulku. GOLAUD Ach, ach… cierpliwości, mój Boże, cierpliwości… YNIOLD Co, ojczulku? GOLAUD Nic, nic, moje dziecko. Zobaczyłem wilka biegnącego przez las. A więc oni zgadzają się ze sobą? Cieszy mnie wiadomość, że są w zgodzie. Całują się czasami? Nie?… YNIOLD Czy się całują, ojczulku? Nie, nie… Ach, tak, ojczulku, tak, tak. Raz, raz, kiedy deszcz padał… GOLAUD Pocałowali się? Ale jak, jak się pocałowali?… YNIOLD Ot tak, ojczulku, ot tak!… / całuje go w usta, śmiejąc się / Ach, ach, twoja broda, ojczulku!… Kłuje, kłuje, kłuje! Robi się całkiem siwa, ojczulku, i włosy także; całkiem siwe, całkiem siwe, całkiem siwe… / Okno, pod którym siedli, rozjaśnia się w tej chwili i światło pada na siedzących. / Ach, ach, mateczka zapaliła lampę. Jasno, ojczulku, jasno… GOLAUD Tak, zaczyna być jasno… YNIOLD Idźmy tam także, ojczulku, idźmy tam także… GOLAUD Dokąd chcesz iść? YNIOLD Tam, gdzie jasno, ojczulku. GOLAUD Nie, nie, moje dziecko. Zostańmy jeszcze trochę w cieniu… nie wiadomo, nie wiadomo jeszcze… Widzisz tam tych biedaków, którzy starają się rozpalić ogieniek w lesie? Deszcz padał. A z tamtej znów strony — widzisz starego ogrodnika, który sili się podnieść drzewo rzucone przez wiatr w poprzek drogi? Nie może. Drzewo jest za wielkie, drzewo jest zbyt ciężkie i zostanie tam, gdzie upadło. Niepodobna nic poradzić na to wszystko… Ja myślę, że Peleas jest szalony… YNIOLD Nie, ojczulku, on nie jest szalony, ale jest bardzo dobry. GOLAUD Chcesz zobaczyć mateczkę? YNIOLD Chcę, chcę, chcę ją zobaczyć! GOLAUD Nie rób hałasu. Podsadzę cię aż do okna. Dla mnie okno za wysoko, jakkolwiek jestem wielkiego wzrostu… / podnosi dziecko / Nie rób najmniejszego hałasu, mateczka zlękłaby się okropnie. Widzisz ją? Jest w pokoju? YNIOLD Tak… Och, jak jasno! GOLAUD Jest sama? YNIOLD Tak… nie, nie! Wuj Peleas jest tam także. GOLAUD On!… YNIOLD Ach, ach, ojczulku, uraziłeś mnie!… GOLAUD To nic, cicho bądź, nie zrobię już tego. Patrz, patrz, Ynioldzie!… Potknąłem się, mów ciszej. Co robią? YNIOLD Nic nie robią, ojczulku, czekają na coś. GOLAUD Czy są koło siebie? YNIOLD Nie, ojczulku. GOLAUD A… A łóżko? Czy są przy łóżku? YNIOLD Łóżko, ojczulku? Nie widzę łóżka. GOLAUD Ciszej, ciszej, usłyszą cię. Rozmawiają? YNIOLD Nie, ojczulku, nie rozmawiają. GOLAUD Cóż robią? Muszą przecież coś robić… YNIOLD Patrzą na światło. GOLAUD Oboje? YNIOLD Tak, ojczulku. GOLAUD Nie mówią nic? YNIOLD Nic, ojczulku. Nie zamykają oczu. GOLAUD Nie zbliżają się jedno do drugiego? YNIOLD Nie, ojczulku, nie ruszają się z miejsca. GOLAUD Siedzą? YNIOLD Nie, ojczulku, stoją oparci o ścianę. GOLAUD Nie robią żadnych ruchów? Nie patrzą na siebie? Nie dają sobie znaków?… YNIOLD Nie, ojczulku. Och, och, ojczulku, oni wcale nie zamykają oczu… Boję się okropnie… GOLAUD Cicho bądź. Nie ruszają się jeszcze? YNIOLD Nie, ojczulku. Boję się, ojczulku, pozwól mi zejść!… GOLAUD Czegóż się boisz? Patrz! patrz!… YNIOLD Nie śmiem już patrzeć, ojczulku!… Pozwól mi zejść! GOLAUD Patrz, patrz!… YNIOLD Och, och, będę krzyczał, ojczulku! Pozwól mi zejść, pozwól mi zejść!… GOLAUD Pójdź, zobaczymy, co się stało. / Wychodzą. / AKT IV SCENA I / Korytarz w zamku. / / Wchodząc, spotykają się Peleas i Melisanda. / PELEAS Dokąd idziesz? Muszę z tobą mówić dziś wieczór. Czy cię zobaczę? MELISANDA Tak. PELEAS Wychodzę z pokoju ojca. Lepiej mu. Doktor powiedział nam, że uratowany… A jednak dziś rano miałem przeczucie, że dzień ten skończy się źle. Mam od pewnego czasu jakieś szmery nieszczęścia w uszach… Potem nastąpiła nagle wielka zmiana i dziś jest to już tylko kwestia czasu. Otworzono wszystkie okna w jego pokoju. Mówi, wydaje się szczęśliwy. Nie mówi jeszcze jak zwykły człowiek, ale myśli nie przychodzą mu już wyłącznie z tamtego świata… Poznał mnie. Wziął mnie za rękę i rzekł z tym dziwnym wyrazem twarzy, który go nie opuszcza, odkąd zachorzał: „Czyś to ty, Peleasie? Patrzaj, patrzaj, nie uważałem tego nigdy, a ty masz poważne i słodkie oblicze ludzi, którzy długo nie pożyją… Trzeba ci w drogę, trzeba ci w drogę…”. To dziwne, muszę mu być posłuszny… Matka słuchała go i płakała z radości. Nie uważałaś tego? Zdaje się, jakby dom cały odżył naraz, słychać oddychanie, słychać rozmowy, słychać chodzenie… Posłuchaj: słyszę głosy za tymi drzwiami. Prędko, prędko, odpowiedz prędko, gdzie cię zobaczę? MELISANDA Gdzież chcesz? PELEAS W parku, przy krynicy ślepców? Chcesz? Przyjdziesz? MELISANDA Dobrze. PELEAS Będzie to ostatni wieczór. Trzeba mi w drogę, jak to rzekł ojciec. Nie zobaczysz mnie już… MELISANDA Nie mów tak, Peleasie… Będę cię widziała zawsze, zawsze na cię będę patrzyła… PELEAS Cóż ci przyjdzie z patrzenia… będę tak daleko, że nie dojrzysz mnie już… Będę się starał odjechać bardzo daleko… Pełen jestem radości, a jednak rzec by można, że dźwigam dziś na sobie całe brzemię nieba i ziemi… MELISANDA Co się stało, Peleasie? Nie rozumiem już, co mówisz… PELEAS Odejdź, odejdź, rozejdźmy się. Słyszę głosy za tymi drzwiami… To cudzoziemcy, którzy dziś rano przybyli do zamku… Wyjdą za chwilę… Idźmy stąd. To cudzoziemcy… / Wychodzą, każde w swoją stronę. / SCENA II / Jedna z komnat zamkowych. / / Po podniesieniu zasłony widać Arkela i Melisandę. / ARKEL Teraz, gdy ojciec Peleasa uratowany i gdy choroba, stara służąca śmierci, opuściła zamek, trochę powietrza i trochę słońca wróci nareszcie do domu… A czas już był! Bo od przybycia twego żyliśmy jedynie w szeptach stłumionych dookoła zamkniętej komnaty… I doprawdy litowałem się nad tobą, Melisando… Przybyłaś tu cała rozradowana, jak dziecko spragnione wesela i uroczystości, i w tejże chwili, gdy wstąpiłaś do przedsionka, spostrzegłem, że zmieniłaś się na twarzy, a prawdopodobnie i w duszy, tak jak mimo woli zmienia się na twarzy człowiek, wchodząc w południe do jaskini zbyt ciemnej i zbyt zimnej… I odtąd, odtąd z powodu tego wszystkiego częstokroć nie rozumiałem cię już… Przyglądałem ci się, chodziłaś bez troski może, ale z dziwacznym, błędnym wejrzeniem człowieka, który na słońcu, w pięknym ogrodzie, wyczekuje ciągle jakiegoś wielkiego nieszczęścia… Nie mogę wytłumaczyć… Ale smutno mi było widzieć cię taką: boś ty za młoda i za piękna, aby żyć już tak dzień i noc pod tchnieniem śmierci… Ale teraz wszystko się zmieni. Przez wiek — i jest to być może najniezawodniejszy owoc mego żywota — przez wiek doszedłem do dziwnej jakiejś wiary w ścisłą odpowiedniość wydarzeń. Widziałem zawsze, iż każda istota młoda i piękna stwarzała wokół siebie wydarzenia młode, piękne i szczęśliwe… Ty to teraz otworzysz wrota nowej erze, którą przewiduję… Zbliż się, czemu stoisz tak, nie odpowiadając i nie podnosząc oczu? Raz tylko jeden uściskałem cię tutaj, w dzień twego przybycia. A jednak starcy potrzebują dotknąć niekiedy zwiędłymi usty czoła kobiety lub twarzyczki dziecięcia, aby móc wierzyć jeszcze w świeżość życia i oddalić na chwilę groźby… Czy obawiasz się mych starych ust? Jak ja się litowałem nad tobą w ciągu tych miesięcy!… MELISANDA Dziadku, ja nie byłam nieszczęśliwa. ARKEL Być może należysz do kobiet, które są nieszczęśliwe, nie wiedząc o tym… Te są najnieszczęśliwsze… Daj mi patrzeć na siebie tak, zupełnie z bliska, przez chwilę… Człowiek czuje taką potrzebę piękna na wybrzeżach śmierci… / Wchodzi Golaud. / GOLAUD Peleas wyjeżdża dziś wieczór. ARKEL Masz krew na czole. Co zrobiłeś? GOLAUD Nic, nic… Przechodziłem przez żywopłot cierniowy… MELISANDA Schyl nieco głowę, panie… Obetrę ci czoło… GOLAUD / odpychając ją / Nie chcę, abyś mnie dotykała, słyszysz? Idź precz, idź precz! Nie mówię z tobą. Gdzie mój miecz? Szedłem właśnie szukać miecza… MELISANDA Tu, na klęczniku. GOLAUD Podaj go. / do Arkela / Znaleziono znowu wieśniaka zmarłego z głodu, nad brzegiem morza. Rzec by można, iż wszystkim im chodzi o to, aby umierać w oczach naszych. / do Melisandy / No, cóż, mój miecz? Dlaczego drżysz tak, pani? Nie myślę cię zabijać. Chciałem po prostu obejrzeć ostrze. Nie używam miecza do takich rzeczy. Czemu przyglądasz mi się, pani, jak żebrakowi? Nie przychodzę prosić cię o jałmużnę. Spodziewasz się coś dojrzeć w moich oczach, nie dając mi nic dojrzeć w swoich? Czy myślisz, że ja wiem cokolwiek? / do Arkela / Widzisz, dziadku, te wielkie oczy? Rzec by można, że dumne są ze swych bogactw… ARKEL Ja widzę w nich tylko wielką niewinność… GOLAUD Wielką niewinność!… One są większe od niewinności!… One są czystsze od oczu jagnięcia… One Bogu mogłyby dawać lekcje niewinności! Wielką niewinność! Słuchaj, dziadku: jestem ich tak blisko, że czuję świeżość rzęs, gdy opadają. A jednak mniej daleko jestem od wszystkich wielkich tajemnic tamtego świata niż od najmniejszej tajemnicy tych oczu!… Wielką niewinność!… Więcej niż niewinność! Rzec by można, że anieli niebiescy święcą w nich bez ustanku chrztu obrządek! Ja znam te oczy! Ja je widziałem w robocie! Zamknij je, pani, zamknij je lub ja ci je zamknę na długo!… Nie kładź tak prawej ręki na piersiach; mówię rzecz bardzo prostą… Nie mam żadnej ukrytej myśli… Gdybym miał jaką myśl ukrytą, czemużbym jej nie powiedział? Ach, ach! Nie staraj się, pani, uciekać! Tu! Daj mi tę rękę! Ach, ręce twe, pani, są nazbyt gorące… Precz! Ciało twe jest mi wstrętne!… Tu! Nie ma co teraz uciekać! / Chwyta ją za włosy. / Na kolanach powleczesz się za mną! Na kolana! Na kolana przede mną! Ach, ach, twe długie włosy do czegoś nareszcie posłużą!… W prawo i w lewo! W lewo i w prawo! Absalomie! Absalomie! Naprzód! W tył! Do ziemi, do ziemi!… Widzisz, pani, widzisz: śmieję się już jak starzec… ARKEL / nadbiegając / Golaud!… GOLAUD / udając spokój nagły / Zrobisz, pani, jak będzie wola, oto wszystko. Ja nie przywiązuję do tego żadnej wagi. Jestem zbyt stary, a zresztą, nie jestem szpiegiem. Zaczekam na przypadek, a wtedy… Och, wtedy!… Po prostu dlatego, że to we zwyczaju; po prostu dlatego, że to we zwyczaju… / Wychodzi. / ARKEL Co mu jest? Czy on pijany? MELISANDA / we łzach / Nie, nie, ale już mnie nie kocha… Ja nie jestem szczęśliwa!… Ja nie jestem szczęśliwa!… ARKEL Gdybym był Bogiem, miałbym litość nad sercem ludzi… SCENA III / Jeden z tarasów zamkowych. / / Po podniesieniu zasłony widać małego Yniolda, który stara się podźwignąć wielki głaz. / YNIOLD Och, ten kamień jest ciężki!… Cięższy ode mnie… Cięższy od wszystkich… Cięższy od wszystkiego, co się zdarzyło… Widzę swoją piłkę złotą między skałą i tym niegodziwym kamieniem i nie mogę jej dosięgnąć… Moje ramionko nie jest dość długie… a ten kamień nie chce się dać podnieść… Ja nie mogę go podnieść… i nikt nie będzie mógł go podnieść… Cięższy jest od całego domu… zdawałoby się, że ma w ziemi korzenie… / Słychać w oddali beczenie stada. / Och, och, słyszę płacz baranków… / Biegnie patrzeć na skraj tarasu. / Patrzcie, już nie ma słońca… Nadchodzą baranki, nadchodzą… A jest ich!… A jest ich!… Boją się, że ciemno… Cisną się do siebie, cisną się do siebie!… Nie mogą prawie już iść… Płaczą, płaczą, a idą prędko!… Idą prędko!… Są już na wielkim rozdrożu. Ach, ach, nie wiedzą teraz, dokąd iść… Nie płaczą już… Czekają… Niektóre chciałyby zwrócić się na prawo… Wszystkie chciałyby iść na prawo… Nie mogą!… Pastuch rzuca w nie ziemią… Ach, ach, będą przechodziły tędy… Słuchają się, słuchają się! Będą przechodziły pod tarasem… Będą przechodziły pod skałami… Zobaczę je z bliska… Och, och, co ich jest!… Co ich jest!… Cała droga zapchana… Teraz wszystkie ucichły… Pastuchu, pastuchu, czemu one już nic nie mówią? PASTUCH / którego nie widać / Bo to już nie droga do owczarni… YNIOLD Dokądże one idą? Pastuchu, pastuchu, dokąd one idą? Nie słyszy mnie już. Są już za daleko… Idą prędko… Nie robią już hałasu… To już nie droga do owczarni… Gdzież one będą spały dziś w nocy? Och, och! Zbyt ciemno się robi… Muszę coś komuś powiedzieć… / Wychodzi. / SCENA IV / Krynica w parku. / / Wchodzi Peleas. / PELEAS To ostatni wieczór… ostatni wieczór… Wszystko musi się skończyć… Igrałem jak dziecko wokół rzeczy, której nie podejrzewałem… Igrałem we śnie wokół zasadzek przeznaczenia… Któż to rozbudził mnie nagle? Ucieknę, krzycząc z radości i z bólu, jak ślepiec uciekający z własnego domu w płomieniach… Powiem jej, że uciekam… Ojcu nic już nie grozi i nie mam już czym okłamywać siebie samego… Późno jest; ona nie przychodzi… Zrobiłbym lepiej, odjeżdżając bez widzenia się z nią. Muszę dobrze przyjrzeć się jej tym razem. Niektórych rzeczy już sobie nie przypominam… Rzec by można niekiedy, że od lat stu przynajmniej jużem jej nie widział… I nie przypatrzyłem się jeszcze jej spojrzeniu… Nie zostanie mi nic, jeżeli tak odejdę. I wszystkie te wspomnienia… to jak gdybym uwoził z sobą trochę wody w woreczku muślinowym… Muszę ją zobaczyć raz ostatni, zobaczyć aż po dno serca… Muszę jej powiedzieć wszystko, czego nie powiedziałem… / Wchodzi Melisanda. / MELISANDA Peleas! PELEAS Melisanda! Czyś to ty, Melisando? MELISANDA Tak. PELEAS Pójdź tutaj, nie stój tak nad brzegiem w świetle miesiąca. Pójdź tutaj. Mamy do powiedzenia sobie tyle rzeczy… Pójdź tutaj, w cieniu lipy. MELISANDA Zostaw mnie w świetle, panie… PELEAS Mógłby ktoś dojrzeć nas z okien wieży. Pójdź tutaj, tutaj nie mamy czego się obawiać. Strzeż się, ktoś może nas zobaczyć… MELISANDA Ja chcę, aby mnie widziano… PELEAS Co ci jest? Czy mogłaś wyjść niepostrzeżenie? MELISANDA Tak, brat twój, panie, spał… PELEAS Późno jest. Za godzinę pozamykają bramy. Trzeba uważać. Dlaczego przyszłaś tak późno? MELISANDA Brat twój, panie, miał przykry sen. A potem suknia ma zaczepiła się o gwoździe bramy. Patrzaj, panie, rozdarta. Straciłam cały ten czas i biegłam potem… PELEAS Moja biedna Melisaado!… Bałbym się prawie dotknąć cię… Cała jesteś jeszcze zdyszana, jak ptaszę ścigane… I to dla mnie, dla mnie robisz to wszystko?… Słyszę bicie twego serca, jak gdyby ono było moje… Pójdź tutaj… bliżej, bliżej do mnie… MELISANDA Czemu śmiejesz się, panie? PELEAS Ja nie śmieję się — albo może śmieję się z radości, nie wiedząc o tym… Byłoby raczej czego płakać… MELISANDA Byliśmy tu już kiedyś… Przypominam sobie… PELEAS Tak… tak… Kilka długich miesięcy temu. Wówczas nie wiedziałem… Czy wiesz, dlaczego prosiłem, abyś przyszła dziś wieczór? MELISANDA Nie. PELEAS Widzę cię po raz ostatni być może… Muszę odjechać na zawsze… MELISANDA Dlaczego mówisz zawsze, że odjeżdżasz?… PELEAS Mam ci powiedzieć to, co już wiesz? Ty nie wiesz, co ci chcę powiedzieć? MELISANDA Ależ nie, nie. Nie wiem nic… PELEAS Nie wiesz, dlaczego muszę się oddalić… Nie wiesz, że to dlatego… / Chwyta ją gwałtownie w ramiona. / Ja cię kocham… MELISANDA / cichym głosem. / Ja kocham cię także… PELEAS Och, och! Coś ty powiedziała, Melisando!… Nie usłyszałem tego prawie!… Złamano lody rozpalonym żelazem!… Mówisz to jakimś głosem, jak gdyby przychodzącym z końca świata!… Nie usłyszałem cię prawie!… Kochasz mnie? Kochasz mnie także?… Odkąd mnie kochasz? MELISANDA Od zawsze… Odkąd cię ujrzałam… PELEAS Och, jak ty to mówisz… Zdawałoby się, że głos twój płynął nad morzem o wiośnie!… Nie słyszałem go nigdy dotąd… Zdawałoby się, że deszcz świeży padł na me serce!… Mówisz to tak otwarcie!… Jak anioł spytany!… Nie mogę temu wierzyć, Melisando!… Dlaczegóż byś mnie miała kochać? Ależ dlaczego ty mnie kochasz? Prawdaż to, co mówisz? Nie łudzisz mnie? Nie kłamiesz trochę, aby na twarz moją uśmiech wywołać?… MELISANDA Nie, nie kłamię nigdy. Kłamię tylko twojemu bratu… PELEAS Och, jak ty to mówisz!… Twój głos, twój głos!… Świeższy jest i otwartszy od wody!… Rzekłby ktoś, woda czysta na moich ustach!… Rzekłby ktoś, woda czysta na moich rękach… Daj mi, daj mi twe ręce… Och, jakież małe twe rączki!… Nie wiedziałem, żeś taka piękna!… Nie widziałem nigdy nic równie pięknego przed tobą… Byłem niespokojny, szukałem wszędzie w domu… Szukałem wszędzie po okolicy… I nie znajdowałem piękności… Aż teraz cię znalazłem!… Znalazłem cię!… Nie wierzę, aby była na ziemi kobieta piękniejsza!… Gdzie jesteś? Nie słyszę już, byś oddychała… MELISANDA Bo patrzę na ciebie… PELEAS Dlaczego patrzysz na mnie tak poważnie? Jesteśmy już w cieniu. Zbyt czarno tu, pod tym drzewem. Pójdź do światła. Nie możemy tu widzieć, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi. Pójdź, pójdź, tak mało zostaje nam czasu… MELISANDA Nie, nie, zostańmy tutaj… Jestem bliżej ciebie w ciemności… PELEAS Gdzież twoje oczy? Nie chcesz przecie uciekać ode mnie? Ty nie myślisz o mnie w tej chwili. MELISANDA Ależ owszem, owszem, myślę tylko o tobie… PELEAS Patrzyłaś gdzie indziej… MELISANDA Widziałam cię gdzie indziej… PELEAS Jesteś roztargniona… Co ci jest? Nie wydajesz mi się szczęśliwa… MELISANDA Ależ owszem, owszem; jestem szczęśliwa, ale jestem smutna… PELEAS Ludzie częstokroć bywają smutni, gdy się kochają… MELISANDA Płaczę zawsze, gdy myślę o tobie… PELEAS Ja także… ja także, Melisando… Jestem tuż koło ciebie. Płaczę z radości, a jednak… / Całuje ją znowu. / Jesteś dziwna, gdy cię tak ściskam… Jesteś tak piękna, że zdawałoby się, iż masz umrzeć… MELISANDA Ty także… PELEAS Otóż, otóż… Nie robimy tego, co chcemy… Nie kochałem cię za pierwszym razem, gdym cię zobaczył… MELISANDA Ani ja… ani ja… Bałam się… PELEAS Nie mogłem się pogodzić z twymi oczami… Chciałem odjechać zaraz… a potem… MELISANDA Ja znowu nie chciałam tu jechać… Nie wiem jeszcze dlaczego, ale bałam się tu jechać… PELEAS Tyle jest rzeczy, których nigdy nie będzie się wiedziało… Oczekujemy zawsze, a potem… Co to za hałas? Zamykają bramy!… MELISANDA Tak, zamknięto bramy… PELEAS Nie możemy już wrócić! Słyszysz zgrzyt rygli? Słuchaj, słuchaj!… Wielkie łańcuchy!… wielkie łańcuchy!… Za późno, za późno!… MELISANDA Tym lepiej, tym lepiej, tym lepiej! PELEAS Ty?… Otóż właśnie, otóż właśnie!… To nie my już tego chcemy!… Wszystko stracone, wszystko uratowane! Wszystko uratowane dziś wieczór! Pójdź! pójdź… Serce mi bije jak szaleniec aż do głębi mych piersi… / Chwyta ją w uścisk. / Słuchaj, słuchaj, serce me o mało mnie nie zdławi… Pójdź, pójdź!… Ach, jak pięknie w ciemnościach!… MELISANDA Ktoś jest za nami!… PELEAS Nie widzę nikogo… MELISANDA Słyszałam szmer… PELEAS Ja słyszę tylko twoje serce w ciemności… MELISANDA Słyszałam chrzęst suchych liści… PELEAS To wiatr, który ucichł nagle… Ustał, gdyśmy się całowali… MELISANDA Jakie wielkie są nasze cienie dziś wieczór!… PELEAS Ciągną się w uścisku aż w głąb ogrodu… Och, jak one się całują daleko od nas!… Patrzaj, patrzaj!… MELISANDA / zdławionym głosem / A-a-ach! On jest za drzewem! PELEAS Kto? MELISANDA Golaud! PELEAS Golaud, gdzie? Nic nie widzę… MELISANDA Tam… na skraju naszych cieni… PELEAS Tak, tak, widziałem go… Nie odwracajmy się nagle… MELISANDA Ma miecz… PELEAS Ja nie mam swego… MELISANDA Widział, że całowaliśmy się… PELEAS Nie wie, żeśmy go spostrzegli… Nie ruszaj się, nie odwracaj głowy… Rzuciłby się natychmiast… Zostanie tam, póki będzie sądził, że nie wiemy… Obserwuje nas… Nie rusza się jeszcze… Odejdź, odejdź zaraz tędy… Ja będę na niego czekał… Ja go zatrzymam… MELISANDA Nie, nie, nie!… PELEAS Odejdź, odejdź! On widział wszystko!… On nas zabije!… MELISANDA Tym lepiej, tym lepiej, tym lepiej! PELEAS Idzie, idzie!… Twe usta!… Twe usta!… MELISANDA Tak!… tak, tak!… / Całują się szalenie. / PELEAS Och, och, wszystkie gwiazdy spadają!… MELISANDA Na mnie także, na mnie także!… PELEAS Jeszcze, jeszcze!… Daj, daj!… MELISANDA Całuj, całuj, całuj! / Golaud rzuca się na nich z mieczem w ręku i zadaje cios Peleasowi, który pada na brzegu krynicy. Melisanda ucieka przerażona. / MELISANDA / uciekając / Och, och! Nie mam odwagi!… Nie mam odwagi!… / Golaud ściga ją przez gaj w milczeniu. / AKT V SCENA I / Izba czeladna w suterenach zamku. / / Po podniesieniu zasłony widać zgromadzone służące. Z zewnątrz dochodzą glosy dzieci bawiących się przed jednym z okienek izby. / JEDNA ZE SŁUŻĄCYCH Zobaczycie, zobaczycie, dziewuchy; będzie to dziś wieczór. Przyjdą uprzedzić nas za chwilę… INNA SŁUŻĄCA Nikt nie przyjdzie nas uprzedzać… Oni sami już nie wiedzą, co robią… TRZECIA SŁUŻĄCA Czekajmy tutaj… CZWARTA SŁUŻĄCA Już my będziemy wiedziały, kiedy iść na górę… PIĄTA SŁUŻĄCA Gdy chwila nadejdzie, pójdziemy tam same z siebie… SZÓSTA SŁUŻĄCA Nie słychać już żadnego szmeru w domu… SIÓDMA SŁUŻĄCA Trzeba uciszyć dzieci bawiące się przed okienkiem… ÓSMA SŁUŻĄCA Ucichną one same za chwilę. DZIEWIĄTA SŁUŻĄCA Chwila nie przyszła jeszcze… / Wchodzi stara służąca. / STARA SŁUŻĄCA Nikt już nie może wejść do pokoju. Nadsłuchiwałam przeszło godzinę… Można by dosłyszeć muchy chodzące po drzwiach… Nic nie usłyszałam… PIERWSZA SŁUŻĄCA Czyliż zostawiono ją samą w komnacie? STARA SŁUŻĄCA Nie, nie, mnie się zdaje, że komnata pełna jest ludzi. PIERWSZA SŁUŻĄCA Przyjdą, przyjdą za chwilę… STARA SŁUŻĄCA Mój Boże! Mój Boże! Nieszczęście to weszło do domu… Nie wolno mówić, ale gdybym mogła powiedzieć, co wiem… DRUGA SŁUŻĄCA Wszak to ty znalazłaś ich przed bramą? STARA SŁUŻĄCA Ależ tak, ależ tak, to ja ich znalazłam. Odźwierny powiada, że to on pierwszy ich zobaczył, ale to ja go zbudziłam. Spał na brzuchu i nie chciał wstawać. A teraz powiada: „Ja pierwszy ich widziałem”. Czyż tak się należy? Patrzajcie, sparzyłam się, zapalając lampę, aby zejść do piwnicy. Cóż to ja miałam robić w piwnicy? Nie mogę już przypomnieć sobie, co miałam robić w piwnicy. Mniejsza z tym, dość że wstaję bardzo wczas; nie było jeszcze zupełnie widno. Powiadam sobie: przejdę przez podwórzec, a potem otworzę bramę. Dobrze; schodzę ze schodów na koniuszkach palców i otwieram bramę, jakby to była zwykła brama… Mój Boże, mój Boże! Cóżem ja tam ujrzała! Zgadnijcie, jeżeli możecie, com ujrzała!… PIERWSZA SŁUŻĄCA Oni stali przed bramą? STARA SŁUŻĄCA Leżeli wyciągnięci oboje przed bramą!… Zupełnie jak zbyt wygłodniali żebracy… Przytuleni byli do siebie jak małe dzieci, gdy się boją… Mała królewna była prawie nieżywa, a wielki Golaud miał jeszcze swój miecz utopiony w boku… Byłoż krwi na progu… DRUGA SŁUŻĄCA Trzeba by uciszyć dzieci… Krzyczą z całych sił przed okienkiem… TRZECIA SŁUŻĄCA Nie słychać już, co się mówi… CZWARTA SŁUŻĄCA Nic na to nie poradzi. Próbowałam już, nie chcą się uciszyć… PIERWSZA SŁUŻĄCA Zdaje się, że on prawie ozdrowiał? STARA SŁUŻĄCA Kto? PIERWSZA SŁUŻĄCA Wielki Golaud. TRZECIA SŁUŻĄCA Tak, tak, prowadzono go właśnie do pokoju żony. Spotkałam ich przed chwilą w korytarzu. Podtrzymywano go, jakby był pijany. Nie może jeszcze sam chodzić. STARA SŁUŻĄCA Nie zdołał siebie zabić, jest zbyt wielki. Ale ona prawie nie jest raniona — i ona właśnie ma umrzeć… Czy pojmujecie to? PIERWSZA SŁUŻĄCA Widzieliście ranę? STARA SŁUŻĄCA Tak jak ciebie widzę, ma córko. Widziałam wszystko, rozumiecie… Widziałam ją przed wszystkimi… Maleńka, drobniuchna ranka pod lewą piersią. Maleńka ranka, która by nie zabiła gołębia. Czyliż to naturalne? PIERWSZA SŁUŻĄCA Tak, tak, coś pod tym siedzi… DRUGA SŁUŻĄCA Tak, lecz ona porodziła przed trzema dniami… STARA SŁUŻĄCA Rzeczywiście!… Porodziła na łożu śmierci — czy to nie wielki znak? I co za dziecko! Widzieliście je? Maluchna dziewczynka, jakiej żebrak ostatni nie chciałby wydać na świat… Figurka woskowa, urodzona o wiele za wcześnie… figurka woskowa, która będzie musiała żyć w wełnach jagnięcych… Tak, tak, nieszczęście to weszło do domu… PIERWSZA SŁUŻĄCA Tak, tak, palec w tym boży… DRUGA SŁUŻĄCA Tak, tak, wszystko to nie stało się bez powodu… TRZECIA SŁUŻĄCA Albo i ten poczciwy książę Peleas… gdzież on jest? Nikt nie wie… STARA SŁUŻĄCA Owszem, owszem, wszyscy wiedzą… Ale nikt nie śmie o tym mówić… Nie mówi się o tym… nie mówi się o owym… nie mówi się już o niczym… nie mówi się już prawdy… Ale ja, ja wiem, że znaleziono go na dnie krynicy ślepców… lecz nikomu, nikomu nie było wolno go widzieć… I otóż właśnie, otóż właśnie, człowiek dowie się tego wszystkiego dopiero w ostatni dzień… PIERWSZA SŁUŻĄCA Ja boję się już spać tutaj… STARA SŁUŻĄCA Tak, tak, gdy raz nieszczęście weszło do domu, milczeniem nic nie poradzi… TRZECIA SŁUŻĄCA To prawda, ono i tak nas znajdzie… STARA SŁUŻĄCA Tak, tak, ale nie idziemy tam, gdzie chcemy… CZWARTA SŁUŻĄCA Tak, tak, nie robimy tego, co chcemy… PIERWSZA SŁUŻĄCA Oni boją się nas teraz… DRUGA SŁUŻĄCA Milczą wszyscy… TRZECIA SŁUŻĄCA Spuszczają oczy na korytarzach… CZWARTA SŁUŻĄCA Mówią już tylko szeptem. PIĄTA SŁUŻĄCA Zdawałoby się, że zrobili tu wszyscy razem. SIÓDMA SŁUŻĄCA Co robić, kiedy władcy się boją?… PIERWSZA SŁUŻĄCA Nie słyszę już, aby dzieci krzyczały. DRUGA SŁUŻĄCA Siadły wszystkie przed okienkiem. TRZECIA SŁUŻĄCA Przytuliły się do siebie. STARA SŁUŻĄCA Nie słyszę już nic w całym domu… PIERWSZA SŁUŻĄCA Nie słychać nawet oddechu dzieci… STARA SŁUŻĄCA Pójdźcie, pójdźcie, czas iść na górę… / Wszystkie wychodzą w milczeniu. / SCENA IV / Jedna z komnat zamkowych. / / Po podniesieniu zasłony widać Arkela, Golaud i Doktora w kącie pokoju. Melisanda spoczywa na łóżku. / DOKTOR Jeżeli umrze, to nie z tej ranki; ta ptaka by nie zabiła… Nie wyście więc ją zabili, mój dobry panie; nie rozpaczajcie tak… Ona po prostu nie mogła żyć… Urodziła się bez powodu… aby umrzeć; i umiera bez powodu… A potem, nie powiedziano jeszcze, że jej nie uratujemy… ARKEL Nie, nie, zdaje mi się, że mimo woli milczymy zbyt wiele w jej pokoju… To niedobry znak… Patrzcie, jak ona śpi… powoli, powoli… zdawałoby się, że duszyczce jej zimno na wieki… GOLAUD Zabiłem bez powodu! Zabiłem bez powodu!… Toż kamienie by nad tym płakały!… Całowali się jak małe dzieci… Całowali się po prostu… Jak brat i siostra… A ja, ja zaraz!… Zrobiłem to, widzicie, mimo woli… Zrobiłem to mimo woli… DOKTOR Uwaga, zdaje mi się, że się budzi… MELISANDA Otwórzcie okno… otwórzcie okno… ARKEL Czy chcesz, aby to okienko otworzyć, Melisando? MELISANDA Nie, nie. Wielkie okno… wielkie okno… chciałabym widzieć…. ARKEL Czy powietrze morskie nie będzie zbyt zimne pod wieczór? DOKTOR Nie sprzeciwiać się, nie sprzeciwiać się… MELISANDA Dziękuję… Czy to słońce zachodzi? ARKEL Tak, to słońce zachodzi nad morzem, późno już. Jak się czujesz, Melisando? MELISANDA Dobrze, dobrze. Dlaczego pytasz o to, dziadku? Nigdy nie byłam zdrowsza. Zdaje mi się jednak, że wiem coś… ARKEL Co mówisz? Nie rozumiem cię… MELISANDA I ja też, dziadku, nie rozumiem wszystkiego, co mówię… Nie wiem, co mówię… Nie wiem, co wiem… Nie mówię już tego, co chcę… ARKEL Ależ owszem, ależ owszem… Jestem niewypowiedzianie szczęśliwy, że słyszę cię tak mówiącą. Miałaś w tych dniach trochę gorączki i nie można cię było zrozumieć… Ale teraz wszystko to już gdzieś daleko… MELISANDA Nie wiem… Czy sam jesteś w pokoju, dziadku? ARKEL Nie. Jest tu też doktor, który cię wyleczył… MELISANDA A… ARKEL A potem — jest jeszcze ktoś… MELISANDA Któż to? ARKEL To… Ale nie przestrasz się… On ci nie chce zrobić nic złego, bądź pewna… Jeśli się boisz, on odejdzie… On jest bardzo nieszczęśliwy. MELISANDA Któż to? ARKEL To… to mąż twój… to Golaud… MELISANDA Golaud jest tutaj? Czemuż nie zbliży się do mnie? GOLAUD / na kolanach wlokąc się ku łożu / Melisando… Melisando… MELISANDA Czyś to ty, Golaud? Nie mogłam poznać cię już prawie… Mam słońce wieczorne w oczach… Czemu patrzysz tak po ścianach? Schudłeś i postarzałeś się… Czy to już dawno, odkąd nie widzieliśmy się? GOLAUD / do Arkela i Doktora / Proszę was, oddalcie się na chwilę, zróbcie mi tę łaskę… Zostawię drzwi otwarte na oścież… Chwilę tylko… Chciałbym jej coś powiedzieć; bez tego nie mógłbym skonać… Zróbcie to! Idźcie do końca korytarza, potem możecie powrócić zaraz, zaraz… Nie odmawiajcie mi tego… Jestem nieszczęśliwy… / Arkel i Doktor wychodzą. / Melisando, litujesz ty się nade mną, jak ja lituję się nad tobą?… Melisando?… Przebaczasz mi, Melisando?… MELISANDA Tak, tak, przebaczam ci… Co mam przebaczyć?… GOLAUD Wyrządziłem ci tyle złego, Melisando… Nie umiem wypowiedzieć zła, jakie ci wyrządziłem… Ale widzę je, widzę je tak jasno dzisiaj… od pierwszego dnia… I wszystko to, czego nie wiedziałem dotąd, rzuca mi się w oczy dziś wieczór… I wszystko to z mej winy, wszystko, co się stało, wszystko, co się stanie… Gdybym mógł to powiedzieć, widziałabyś tak, jak ja widzę!… Widzę wszystko, widzę wszystko!… Ale ja tak cię kochałem!… Ja tak cię kochałem!… Lecz teraz ktoś ma umrzeć… to ja mam umrzeć… I chciałbym wiedzieć… Chciałbym cię spytać… Nie weźmiesz mi tego za złe?… Chciałbym… Trzeba powiedzieć prawdę komuś, kto ma umrzeć… Trzeba, aby wiedział prawdę, bez tego nie mógłby spać w grobie… Przysięgasz mi, że powiesz prawdę? MELISANDA Tak. GOLAUD Kochałaś Peleasa? MELISANDA Ależ tak, kochałam go. Gdzie on? GOLAUD Nie rozumiesz mnie? Nie chcesz mnie zrozumieć! Zdaje mi się… A więc… po prostu: pytam cię, czy kochałaś go miłością zakazaną?… Czy byłaś… czy byliście występni? Powiedz, powiedz, tak, tak, tak?… MELISANDA Nie, nie, nie byliśmy występni. Czemu pytasz o to, panie? GOLAUD Melisando… powiedz mi prawdę, na miłość boską! MELISANDA Czemuż nie miałabym powiedzieć prawdy? GOLAUD Nie kłam już tak, w godzinie śmierci! MELISANDA Śmierci? Któż to ma umrzeć? Ja? GOLAUD Ty, ty! I ja, ja także, po tobie!… I trzeba nam prawdy… Trzeba nam prawdy nareszcie, słyszysz! Powiedz mi wszystko! Powiedz mi wszystko! Przebaczam ci wszystko!… MELISANDA Dlaczegóż ja mam umrzeć? Nie wiedziałam tego… GOLAUD Ale wiesz teraz!… Czas wielki, czas wielki!… Prędko, prędko!… Prawdę, prawdę!… MELISANDA Prawdę… prawdę… GOLAUD Gdzie jesteś, Melisando? Gdzie jesteś? To nie jest naturalne! Melisando, gdzie jesteś? Dokąd idziesz? / spostrzegając Arkela i Doktor we drzwiach. / Tak, tak, możecie powrócić… Nie wiem nic, wszystko na próżno… Za późno, ona już zbyt od nas daleko… Nie dowiem się nigdy… Umrę tu jak ślepiec najnędzniejszy!… ARKEL Coś zrobił? Zabijasz ją… GOLAUD Już ją zabiłem… ARKEL Melisando… MELISANDA Czy to ty, dziadku? ARKEL Tak, moje dziecię… Czy nie chcesz czegoś ode mnie? MELISANDA Czy to prawda, że zima się zaczyna? ARKEL Czemu pytasz o to? MELISANDA Bo zimno jest i nie ma już liści… ARKEL Zimno ci? Chcesz, aby zamknąć okno? MELISANDA Nie, nie… aż gdy słońce utonie w morzu. Zachodzi powoli, a więc zima się zaczyna? ARKEL Tak. Nie lubisz zimy? MELISANDA Och, nie. Boję się zimna. Tak się boję wielkich mrozów… ARKEL Czy czujesz się lepiej? MELISANDA Lepiej, lepiej. Nie mam już tych wszystkich niepokojów… ARKEL Chcesz zobaczyć dziecko? MELISANDA Jakie dziecko? ARKEL Twoje dziecko. Jesteś matką… Wydałaś na świat małą dziewczynkę… MELISANDA Gdzież ona jest? ARKEL Tutaj… MELISANDA To dziwne… Nie mogę podnieść rąk, aby ją wziąć… ARKEL Jesteś jeszcze bardzo osłabiona… Potrzymam ci ją sam; patrz… MELISANDA Nie śmieje się… Malutka jest… Zbiera jej się na płacz… Żal mi jej… / Pokój zapełnia się z wolna służącymi zamkowymi, które w milczeniu ustawiają się pod ścianami i czekają. / GOLAUD / zrywając się nagle / Co to jest? Czego chcą tutaj wszystkie te kobiety? DOKTOR To służące… ARKEL Kto je zawołał? DOKTOR Nie ja… GOLAUD Po co przyszłyście tutaj? Nikt was nie prosił… Czego tu chcecie? Cóż tam znowu takiego? Odpowiadajcie!… / Służące nie odpowiadają. / ARKEL Nie mów zbyt głośno… Ona zasypia, zamknęła oczy… GOLAUD Ale to nic?… DOKTOR Nic, nic, widzicie, panie, ona oddycha… ARKEL Oczy ma pełne łez. Teraz to już dusza jej płacze… Czemu ona wyciąga tak ręce? Czego ona chce? DOKTOR Ku dziecku, zapewne. To walka matki z… GOLAUD W tej chwili? W tej chwili? Powiedz otwarcie, mów, mów!… DOKTOR Być może. GOLAUD Zaraz?… Och, och! Ja muszę jej powiedzieć… Melisando! Melisando!… Zostawcie mnie samego, zostawcie mnie z nią samego!… ARKEL Nie, nie, nie zbliżaj się… Nie przeszkadzaj jej… Nie mów do niej… Ty nie wiesz, co to dusza… GOLAUD To nie moja wina… To nie moja wina!… ARKEL Uważaj… Uważaj… Musimy teraz mówić po cichu. Nie trzeba jej już niepokoić… Dusza ludzka jest bardzo milcząca… Dusza ludzka lubi odchodzić sama… Ona cierpi tak bojaźliwie… Ale smutek, Golaud… ale smutek tego wszystkiego, co się widzi!… Och, och, och!… / W tej chwili wszystkie służące padają nagle na kolana w głębi pokoju. / ARKEL / odwracając się / Co się stało? DOKTOR / zbliżywszy się do łóżka i dotknąwszy ciała / One mają słuszność… / Długie milczenie. / ARKEL Nic nie widziałem. Czy jesteś pewny?… DOKTOR Tak, tak. ARKEL Nic nie słyszałem… Tak prędko, tak prędko… Tak nagle… Odeszła, nic nie powiedziawszy… GOLAUD / łkając / Och, och, och! ARKEL Nie zostawaj tu, Golaud… Jej potrzeba teraz ciszy… Pójdź, pójdź… To okropne, ale to nie nasza wina… Była to istotka taka spokojna, taka bojaźliwa, taka milcząca… Była to biedna istotka, tajemnicza, jak wszyscy… Leżąc tam, wygląda na starszą siostrę swego dziecięcia… Pójdź, pójdź… Mój Boże, mój Boże!… I ja nic już z tego nie rozumiem… Nie zostawajmy tutaj. Pójdź. Dziecko także niechaj tu nie zostaje, w tym pokoju… Ono musi żyć teraz w jej miejsce… Kolej teraz na biedną malutką… / Wychodzą w milczeniu. / ----- Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, dostępna jest na stronie wolnelektury.pl. Wersja lektury w opracowaniu merytorycznym i krytycznym (przypisy i motywy) dostępna jest na stronie http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/maeterlinck-peleas-i-melisanda/. Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Wolne Lektury. Wszystkie zasoby Wolnych Lektur możesz swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać pod warunkiem zachowania warunków licencji i zgodnie z Zasadami wykorzystania Wolnych Lektur. Ten utwór jest w domenie publicznej. Wszystkie materiały dodatkowe (przypisy, motywy literackie) są udostępnione na Licencji Wolnej Sztuki 1.3: https://artlibre.org/licence/lal/pl/ Fundacja Wolne Lektury zastrzega sobie prawa do wydania krytycznego zgodnie z art. Art.99(2) Ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Wykorzystując zasoby z Wolnych Lektur, należy pamiętać o zapisach licencji oraz zasadach, które spisaliśmy w Zasadach wykorzystania Wolnych Lektur: https://wolnelektury.pl/info/zasady-wykorzystania/ Zapoznaj się z nimi, zanim udostępnisz dalej nasze książki. Tekst opracowany na podstawie: Maurycy Maeterlinck, Wybór pism dramatycznych, przeł. Zenon Przesmycki (Miriam), wyd. S. Lewental, Warszawa 1894. Wydawca: Fundacja Wolne Lektury Publikacja wydana w ramach biblioteki Wolne Lektury (wolnelektury.pl). Opracowanie redakcyjne i przypisy: Wojciech Kotwica.