Spis treści

    AKT I
    1. SCENA I
    2. SCENA II
    3. SCENA III
    4. SCENA IV
  1. AKT II
    1. SCENA I
    2. SCENA II
    3. SCENA III
    4. SCENA IV
  2. AKT III
    1. SCENA I
    2. SCENA II
    3. SCENA III
    4. SCENA IV
    5. SCENA V
  3. AKT IV
    1. SCENA I
    2. SCENA II
    3. SCENA III
    4. SCENA IV
  4. AKT V
    1. SCENA I
    2. SCENA IV
  1. Choroba: 1
  2. Kochanek romantyczny: 1
  3. Miłość: 1 2
  4. Natura: 1
  5. Oko: 1
  6. Piękno: 1
  7. Pocałunek: 1
  8. Prawda: 1
  9. Rozstanie: 1
  10. Starość: 1 2
  11. Strach: 1
  12. Uczucie: 1
  13. Uroda: 1
  14. Wspomnienia: 1
  15. Władza: 1
  16. Śmierć: 1 2 3

Zmieniono formę imienia tytułowego bohatera, Pelleas (fr. Pelléas), na występującą w przyjętej w kulturze polskiej formie tytułu dzieła: Peleas i Melisanda.

Uwspółcześnienia:

* pisownia łączna/rozdzielna, w tym pisownia z łącznikiem np.: niema (=brak) > nie ma; poprostu > po prostu; zapóźno > za późno; mimowoli > mimo woli; naoścież > na oścież; z za > zza; w koło > wkoło; z po za > spoza; otwierajcie-ż > otwierajcież;

* pisownia joty, np.: kwestya > kwestia; lekcye > lekcje;

* fleksja, np.: tem > tym; mojem > moim ; dziwnem > dziwnym; wielkiem > wielkim; mojem > moim; pełnemi > pełnymi; wszystkiemi > wszystkimi; mię > mnie; jednę > jedną ;

* pisownia spółgłosek dźwięcznych i bezdźwięcznych, np.: blizki > bliski; z po za > spoza; módz > móc;

* inne zmiany pisowni, drobne zmiany leksykalne, np.: doktór > doktor; tłómaczyć > tłumaczyć; król-że-by > król może; Z podniesieniem zasłony, Za podniesieniem zasłony > Po podniesieniu zasłony.

Zmieniono składnię większości zdań z orzecznikiem przymiotnikowym w narzędniku, np.: wydajesz się tak zdumioną > wydajesz się tak zdumiona; wydawać dziwnym > wydawać dziwne.

Zaimki określone w funkcji nieokreślonych zamieniono na zaimki nieokreślone, np.: Czy kto zrobił > Czy ktoś zrobił; Czy nie chcesz czego > Czy nie chcesz czegoś.

Poprawki tłumaczenia: Golo > Golaud; Absalon > Absalom; w progu cię zatrzymać > tu cię zatrzymać; oczekiwać ich w progu > oczekiwać ich na progu; zdarzenia, jakie powinieneś złożyć > postępki, jakie powinieneś złożyć; oczy mu się zamykały > oczy mu się zamykają; rontowy > patrolowy; wyrywają się nagle z równowagi > rozsypują się nagle; Polano (…) kwiaty > Podlano (…) kwiaty; zmieniłaś się w twarzy > zmieniłaś się na twarzy; Baczność > Uwaga.

Uwspółcześniono interpunkcję.

Maurice MaeterlinckPeleas i Melisandatłum. Zenon Przesmycki

OSOBY:

  1. Arkel, król Allemondy
  2. Genowefa, matka Peleasa i Golauda
  3. Peleas, wnuk Arkela
  4. Golaud, wnuk Arkela
  5. Melisanda
  6. Mały Yniold, syn Golauda (z pierwszego łoża)
  7. Doktor
  8. Odźwierny
  9. Służące, ubodzy itp.

AKT I

SCENA I

U bramy zamkowej.

SŁUŻĄCE

z wewnątrz
1

Otwórzcie bramę! Otwórzcie bramę!

ODŹWIERNY

z wewnątrz
2

Kto tam? Po co mnie budzicie? Wychodźcie przez małe furty, wychodźcie przez małe furty, dość ich przecie!…

JEDNA SŁUŻĄCA

z wewnątrz
3

Przychodzimy umyć próg, bramę i ganek. Otwierajcież, otwierajcież!

DRUGA SŁUŻĄCA

4

Nadchodzą wielkie wypadki!

TRZECIA SŁUŻĄCA

z wewnątrz
5

Nadchodzą wielkie uroczystości! Otwórzcie prędko!…

SŁUŻĄCE

6

Otwierajcież, otwierajcież!

ODŹWIERNY

7

Czekajcie, czekajcie! Nie wiem, czy będę mógł otworzyć… Ona nie otwiera się nigdy… Czekajcie, aż się rozwidni…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

8

Na dworze dość już widno, widzę słońce przez szpary…

ODŹWIERNY

9

Oto wielkie klucze… Och, och, jakże zgrzytają rygle i zamki… Pomóżcie mi, pomóżcie mi!…

SŁUŻĄCE

10

Ciągniemy, ciągniemy…

DRUGA SŁUŻĄCA

11

Nie otworzy się…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

12

Ach, ach! Otwiera się, otwiera się pomału!

ODŹWIERNY

13

Jak skrzypi, jak skrzypi! Pobudzi wszystkich…

DRUGA SŁUŻĄCA

zjawiając się w progu
14

Och, jakże już widno na dworze!

PIERWSZA SŁUŻĄCA

15

Słońce podnosi się nad morzem!

ODŹWIERNY

16

Otwarta… Otwarta na oścież!…

Wszystkie służące zjawiają się w progu i przestępują go.

PIERWSZA SŁUŻĄCA

17

Umyję naprzód próg…

DRUGA SŁUŻĄCA

18

Nie zdołamy nigdy wyczyścić tego wszystkiego.

INNE SŁUŻĄCE

19

Przynoście wodę, przynoście wodę!

ODŹWIERNY

20

Tak, tak, lejcie wodę, lejcie wodę, lejcie wszystkie wody potopu; nie uporacie się z tym nigdy…

SCENA II

Las.
Po podniesieniu zasłony widać Melisandę nad brzegiem krynicy[1]. Wchodzi Golaud.

GOLAUD

21

Nie wydobędę się już z tego lasu. Bóg wie dokąd to zwierzę mnie zawiodło. A myślałem, że zraniłem je śmiertelnie; oto zresztą ślady krwi. Teraz wszakże zgubiłem je z oczu. Zdaje mi się, że i sam się zgubiłem, nawet psy moje nie mogą jakoś mnie odszukać, trzeba wracać swym tropem… Słyszę płacz jakiś… Och, och, cóż to tam nad brzegiem wody?… Małe dziewczątko płacze nad brzegiem wody?…

chrząka
22

Nie słyszy mnie. Nie widzę jej twarzy.

Zbliża się i dotyka ramienia Melisandy.
23

Czemu płaczesz?

Melisanda wzdryga się, zrywa i chce uciekać.
24

Nie lękaj się. Nie masz się czego obawiać. Czemu płaczesz, tu, sama jedna?

MELISANDA

25

Nie dotykaj mnie, nie dotykaj mnie!

GOLAUD

26

Nie lękaj się… Nic ci nie zrobię… Och, ale tyś piękna!

MELISANDA

27

Nie dotykaj mnie, nie dotykaj mnie, albo rzucę się w wodę!…

GOLAUD

28

Nie dotykam cię… Patrzaj, odsuwam się tu, pod drzewo. Nie lękaj się. Czy ktoś zrobił ci co złego?

MELISANDA

29

Och, tak, tak, tak!…

Szlocha gwałtownie.

GOLAUD

30

Któż ci zrobił co złego?

MELISANDA

31

Wszyscy, wszyscy!

GOLAUD

32

Cóż złego ci zrobiono?

MELISANDA

33

Nie powiem tego, nie mogę tego powiedzieć!…

GOLAUD

34

No, no, nie płaczże tak. Skądżeś tu przyszła?

MELISANDA

35

Uciekłam… uciekłam… uciekłam…

GOLAUD

36

Tak, lecz skądżeś uciekła?

MELISANDA

37

Zbłąkałam się… zbłąkałam!… Och, och, zbłąkałam się tutaj… Ja nie jestem stąd… Jam się nie urodziła tam…

GOLAUD

38

Skądże jesteś? Gdzieżeś się urodziła?

MELISANDA

39

Och, och, daleko stąd… daleko… daleko…

GOLAUD

40

Cóż to błyszczy tak na dnie wody?

MELISANDA

41

Gdzie? Ach, to korona, którą on mi dał. Spadła w płaczu…

GOLAUD

42

Korona? Któż to ci dał koronę? Spróbuję ją wydostać…

MELISANDA

43

Nie, nie, już jej nie chcę! Już jej nie chcę!… Wolę umrzeć… umrzeć w tej chwili…

GOLAUD

44

Mógłbym wydobyć ją z łatwością. Woda nie jest bardzo głęboka.

MELISANDA

45

Już jej nie chcę! Jeżeli ją wydobędziesz, w miejsce jej rzucę się w wodę!…

GOLAUD

46

Nie, nie, zostawię ją tam, A jednak można by ją wydostać bez trudności. Wydaje się bardzo ładna. Dawno uciekłaś?

MELISANDA

47

Dawno, dawno… Kto jesteś, panie?

GOLAUD

48

Jestem książę Golaud, wnuk Arkela, starego króla Allemondy…

MELISANDA

49

Och, włosy masz już siwe, panie…

GOLAUD

50

Tak, trochę, tu, na skroniach…

MELISANDA

51

I brodę także… Czemu patrzysz tak na mnie?

GOLAUD

52

Przyglądam się twym oczom. Ty nie zamykasz nigdy oczu?

MELISANDA

53

Owszem, owszem, zamykam je w nocy…

GOLAUD

54

Czemu wydajesz się tak zdumiona?

MELISANDA

55

Jesteś olbrzymem, panie?

GOLAUD

56

Jestem człowiekiem takim, jak inni…

MELISANDA

57

Po coś tu przyszedł?

GOLAUD

58

Ja sam tego nie wiem. Polowałem w lesie. Ścigałem dzika. Zmyliłem drogę. Wyglądasz bardzo młodo. Ile masz lat?

MELISANDA

59

Zaczyna mi być zimno…

GOLAUD

60

Chcesz pójść ze mną?

MELISANDA

61

Nie, nie, zostanę tutaj…

GOLAUD

62

Nie możesz zostać tutaj sama jedna. Nie możesz zostać tutaj przez noc… Jak się nazywasz?

MELISANDA

63

Melisanda.

GOLAUD

64

Nie możesz zostać tutaj, Melisando. Pójdź ze mną…

MELISANDA

65

Zostanę tutaj…

GOLAUD

66

Będziesz się bała, sama jedna. Nie wiadomo, co się tu dzieje… całą noc… sama jedna… to niepodobna. Melisando, pójdź, daj mi rękę…

MELISANDA

67

Och, nie dotykaj mnie, panie!…

GOLAUD

68

Nie krzycz… Nie dotknę cię już. Ale pójdź ze mną. Noc będzie bardzo czarna i bardzo zimna. Pójdź ze mną…

MELISANDA

69

Dokąd idziesz?…

GOLAUD

70

Nie wiem… Zbłąkałem się także…

Wychodzą.

SCENA III

Sala w zamku.
Po podniesieniu zasłony widać Arkela i Genowefę.

GENOWEFA

71

Oto, co pisze do brata swego Peleasa: „Pewnego wieczora znalazłem ją całą we łzach nad brzegiem krynicy, w lesie, gdzie się zbłąkałem. Nie wiem ani jej wieku, ani kto ona, ani skąd jest — i nie śmiem jej badać, bo musiała doznać wielkiego przerażenia i gdy pytam, co jej się przytrafiło, płacze zaraz jak dziecko i szlocha tak głęboko, że strach przejmuje. W chwili gdy ją znalazłem koło źródeł, korona złota ześliznęła się z jej włosów i wpadła w głąb wodną. Ubrana była zresztą jak królewna, choć szaty jej poszarpały się na cierniach. Sześć miesięcy minęło, odkąd ją poślubiłem, i nie wiem o niej nic więcej, jak w dzień naszego spotkania. Tymczasem, drogi mój Peleasie, którego kocham bardziej niż brata, jakkolwiek nie z jednego zrodzeniśmy ojca; tymczasem, staraj się przygotować wszystkich do mego powrotu… Wiem, że matka przebaczy mi ochotnie. Lecz boję się króla, naszego czcigodnego dziada, boję się Arkela, mimo całej jego dobroci, bo przez to dziwaczne małżeństwo zawiodłem wszystkie jego projekty polityczne, i strach mnie bierze, czy piękność Melisandy zdoła usprawiedliwić w jego oczach, tak mądrych, moje szaleństwo. Gdyby się zgodził jednakże przyjąć ją tak, jak przyjąłby własną córkę, zapal trzeciego wieczora po odebraniu tego listu lampę na szczycie wieży zwróconej ku morzu. Spostrzegę ją z pokładu naszego statku. Jeśli nie, popłynę dalej i nie powrócę już…”. Co powiesz na to, panie!

ARKEL

72

Nie powiem nic. Zrobił to, co prawdopodobnie powinien był zrobić. Jestem bardzo stary, a jednak nie udało mi się dotąd choćby na chwilę wejrzeć jasno w siebie samego; jakże chcesz, abym sądził o tym, co zrobił ktoś inny. Jestem bliski grobu, a nie umiem po dziś wydać sądu o sobie samym… Mylimy się zawsze, o ile nie zamkniemy oczu. To może nam się wydawać dziwne; nic nad to. Przebył już wiek dojrzały, a poślubia, jak dziecko, małe dziewczątko, które znalazł nad krynicą… To może nam się wydawać dziwne, bo my widzimy zawsze tylko odwrotną stronę przeznaczeń… odwrotną stronę własnego nawet losu… Słuchał zawsze dotąd rad moich; sądziłem, iż dam mu szczęście, żądając dla niego ręki królewny Urszuli… Nie mógł żyć dalej tak sam; od śmierci żony samotność ta smuciła go widocznie. Z innej znowu strony, małżeństwo to położyłoby koniec długim wojnom i nienawiściom odwiecznym… Nie chciał tak. Niechaj będzie, jak chciał: nie stawałem nigdy w poprzek drogi przeznaczeniom; on zna lepiej niż ja swą przyszłość. Być może nie ma zdarzeń bezużytecznych…

GENOWEFA

73

Zawsze był taki rozsądny, taki poważny, taki stateczny… Gdyby to zrobił Peleas, rozumiałabym… Lecz on… w jego wieku… Kogóż on nam tu wprowadzi? Jakąś nieznajomą, znalezioną gdzieś przy drodze… Od śmierci żony żył tylko dla syna, małego Yniolda, a jeżeli miał się powtórnie ożenić, to dlatego żeś ty, panie, żądał… A teraz… małe dziewczątko w lesie… Zapomniał o wszystkim… Cóż poczniemy?…

Wchodzi Peleas.

ARKEL

74

Któż to tam wchodzi?

GENOWEFA

75

To Peleas. Płakał.

ARKEL

76

Czyś to ty, Peleasie? Pójdź tu, bliżej nieco, niechaj ci się przyjrzę pod światło…

PELEAS

77

Dziadku, odebrałem jednocześnie z pismem od brata inny jeszcze list, list od przyjaciela mego Marcellusa… Jest na łożu śmierci i wzywa mnie. Chciałby mnie widzieć przed zgonem…

ARKEL

78

Chcesz odjechać przed powrotem brata? Twój przyjaciel nie jest może tak ciężko chory, jak sądzi…

PELEAS

79

List jego jest tak smutny, że czuć śmierć między wierszami… Powiada, iż wie dokładnie dzień, kiedy śmierć przyjdzie… Powiada, że jeżeli zechcę, mogę przybyć przed jej nadejściem, ale że nie ma czasu do stracenia. Podróż jest bardzo długa i jeżeli będę czekał na powrót Golauda, może być za późno…

ARKEL

80

A jednak trzeba, byś zaczekał czas jakiś… Nie wiemy, co nam powrót ten gotuje. A zresztą czyliż ojciec twój, tu, nad nami, nie jest ciężej może chory niż twój przyjaciel… Mógłżebyś robić wybór między ojcem a przyjacielem?…

Wychodzi.

GENOWEFA

81

Pamiętaj zapalić lampę od dzisiejszego wieczora, Peleasie…

Wychodzą w różne strony.

SCENA IV

Przed zamkiem.
Wchodzą Genowefa i Melisanda.

MELISANDA

82

Ciemno w tych ogrodach. A co za bory, co za bory dookoła pałaców!…

GENOWEFA

83

Tak, dziwiło mnie to również, gdym tutaj przybyła; dziwi to każdego. Są tu miejsca, gdzie nigdy nie widać słońca. Ale przywyka się do tego tak prędko… Dawno to już, dawno… Czterdzieści lat już prawie, odkąd tu żyję… Spojrzyj w drugą stronę, tam masz jasność od morza…

MELISANDA

84

Słyszę szmer jakiś poniżej nas…

GENOWEFA

85

Tak, ktoś wchodzi ku nam pod górę… Ach, to Peleas… Wygląda jeszcze zmęczony tak długim na was czekaniem…

MELISANDA

86

Nie spostrzegł nas.

GENOWEFA

87

Ja myślę, że nas spostrzegł, lecz nie wie, co ma zrobić… Peleasie, Peleasie, czyś to ty?

PELEAS

88

Tak… Szedłem od strony morza…

GENOWEFA

89

My także, szukałyśmy jasności. Tu jaśniej trochę niż gdzie indziej, a jednak morze jest posępne.

PELEAS

90

Będziemy mieli burzę tej nocy. Mamy je co noc od jakiegoś czasu, a jednak morze takie teraz spokojne… Człowiek wypłynąłby, sam nie wiedząc o tym, i nie powróciłby już.

MELISANDA

91

Coś wypływa z portu…

PELEAS

92

Musi to być wielki okręt… Światła są bardzo wysoko, zobaczymy go za chwilę, gdy wejdzie w pas jasności…

GENOWEFA

93

Nie wiem, czy go zobaczymy, mgła jeszcze na morzu…

PELEAS

94

Rzec by można, że mgła podnosi się powoli…

MELISANDA

95

Tak, spostrzegam tam w dole małe światełko, którego nie widziałam poprzednio…

PELEAS

96

To latarnia morska; prócz niej są inne, których nie widzimy jeszcze.

MELISANDA

97

Okręt w świetle… Jest już bardzo daleko…

PELEAS

98

To jakiś obcy statek. Wydaje mi się większy od naszych…

MELISANDA

99

To statek, który przywiózł mnie tutaj!…

PELEAS

100

Oddala się pełnymi żaglami…

MELISANDA

101

To statek, który przywiózł mnie tutaj. Ma wielkie żagle… Poznaję go po żaglach…

PELEAS

102

Będzie miał złe morze dzisiejszej nocy.

MELISANDA

103

Czemuż odpływa dzisiejszej nocy?… Już go prawie nie widać… Rozbije się może…

PELEAS

104

Noc spada bardzo szybko…

Milczenie.

GENOWEFA

105

Nikt nic nie mówi?… Czy nie macie sobie już nic do powiedzenia?… Czas wracać. Peleasie, pokaż drogę Melisandzie. Ja muszę zajrzeć na chwilę do małego Yniolda.

PELEAS

106

Nic już nie widać na morzu…

MELISANDA

107

Widzę jakieś inne światła.

PELEAS

108

To są inne latarnie morskie… Czy słyszysz, pani, morze?… To wiatr się podnosi… Zejdźmy tędy. Czy zechcesz mi, pani, podać rękę?

MELISANDA

109

Ależ spojrzyj, spojrzyj, panie, mam ręce pełne…

PELEAS

110

Będę cię podtrzymywał pod ramię, pani, droga jest urwista i ciemna bardzo… Wyjeżdżam jutro może…

MELISANDA

111

Och, czemu wyjeżdżasz, panie?

Wychodzi.

AKT II

SCENA I

Krynica w parku.
Wchodzą Peleas i Melisanda.

PELEAS

112

Nie wiesz, pani, dokąd cię zaprowadziłem? Przychodzę często siedzieć tu o południu, gdy zbyt skwarno w ogrodach. Dziś zadusić się można, nawet w cieniu drzew.

MELISANDA

113

Och, woda taka przejrzysta…

PELEAS

114

Zimna jest jak zima. Stara to, opuszczona krynica. Zdaje się, że była to krynica cudowna, otwierała oczy ślepcom, zwie się jeszcze krynicą ślepców.

MELISANDA

115

Nie otwiera już oczu ślepcom?

PELEAS

116

Odkąd król sam ociemniał prawie zupełnie, nikt tu już nie przychodzi…

MELISANDA

117

Jak samotnym jest się tutaj… Nie słychać nic.

PELEAS

118

Cisza tu zawsze niezwykła… Można by dosłyszeć, jak woda śpi… Czy nie chcesz, pani, usiąść na skraju marmurowego basenu? Tu, pod tą lipą, gdzie słońce nigdy nie dochodzi…

MELISANDA

119

Położę się na marmurze. Chciałabym dojrzeć dno tej wody…

PELEAS

120

Nikt go nigdy nie dojrzał. Krynica ta jest może tak głęboka jak morze. Nikt nie wie, skąd wypływa. Wypływa być może z najgłębszych wnętrzy ziemi…

MELISANDA

121

Gdyby jakaś rzecz błyszczała na dnie, można by je może dojrzeć…

PELEAS

122

Nie przechylaj się, pani, tak…

MELISANDA

123

Chciałabym dotknąć wody…

PELEAS

124

Uważaj, pani, byś się nie ośliznęła… Będę cię trzymał za rękę…

MELISANDA

125

Nie, nie, chciałabym zanurzyć obie ręce… zdawałoby się, że ręce moje chore są dzisiaj…

PELEAS

126

Och, och, uważaj pani, uważaj! Melisando!… Melisando!… Och, twoje włosy, pani!…

MELISANDA

podnosząc się
127

Nie mogę, nie mogę jej dosięgnąć…

PELEAS

128

Włosy twe, pani, zanurzyły się w wodzie…

MELISANDA

129

Tak, tak, dłuższe są od mych rąk… Dłuższe są ode mnie…

PELEAS

130

Więc to również nad brzegiem krynicy on cię znalazł, pani?

MELISANDA

131

Tak…

PELEAS

132

Co ci powiedział?

MELISANDA

133

Nic. Nie pamiętam już…

PELEAS

134

Czy stał tuż przy tobie?

MELISANDA

135

Tak. Obiecał mnie pocałować…

PELEAS

136

A tyś nie chciała?

MELISANDA

137

Nie.

PELEAS

138

Dlaczego nie chciałaś?

MELISANDA

139

Och, och, widziałam coś przesuwającego się na dnie wody…

PELEAS

140

Uważaj, uważaj! Wpadniesz w wodę! Czym się tak bawisz?

MELISANDA

141

Pierścieniem, który on mi dał…

PELEAS

142

Uważaj, pani, zgubisz go jeszcze…

MELISANDA

143

Nie, nie, pewna jestem swych rąk…

PELEAS

144

Nie baw się tak tuż nad wodą tak głęboką…

MELISANDA

145

Przecież ręce mi nie drżą.

PELEAS

146

Jak on błyszczy w słońcu! Nie rzucaj go tak wysoko pod niebo…

MELISANDA

147

Och!…

PELEAS

148

Upadł?

MELISANDA

149

Upadł w wodę!…

PELEAS

150

Gdzie, gdzie?

MELISANDA

151

Nie widzę, aby opadał w głąb…

PELEAS

152

Zdaje mi się, że widzę, jak błyszczy.

MELISANDA

153

Mój pierścionek?

PELEAS

154

Tak, tak, tam w głębi…

MELISANDA

155

Och, och, tak daleko od nas!… nie, nie, to nie on… to już nie on… Przepadł… przepadł… Nic prócz wielkiego koła na wodzie… Co poczniemy? Co poczniemy teraz?…

PELEAS

156

Po cóż się tak niepokoić o jakiś pierścionek? To nic… odnajdziemy go może. Albo znajdziemy inny…

MELISANDA

157

Nie, nie, nie odnajdziemy go już, nie znajdziemy też żadnego innego… A jednak zdawało mi się, że trzymam go w ręku… Zamknęłam już ręce, a on mimo wszystkiego wpadł w wodę… Rzuciłam go za wysoko, pod słońce…

PELEAS

158

Pójdź pani, pójdź, wrócimy tu innego dnia… pójdź, czas już. Wszyscy gotowi wyjść na nasze spotkanie. Południe biło w chwili, gdy pierścień ci upadł.

MELISANDA

159

Co powiemy Golaudowi, jeśli zapyta, co się z nim stało?

PELEAS

160

Prawdę, prawdę, prawdę…

Wychodzą.

SCENA II

Jedna z komnat zamkowych.
Po podniesieniu zasłony widać Golauda wyciągniętego na łożu; Melisanda siedzi u jego wezgłowia.

GOLAUD

161

Ach, ach, wszystko dobrze, nic mi nie będzie. Ale nie mogę sobie wytłumaczyć, jak się to stało. Polowałem spokojnie w lesie. Koń rozhukał mi się nagle bez powodu. Może zobaczył coś niezwykłego?… Słyszałem właśnie bijących dwanaście uderzeń południa. Z dwunastym uderzeniem spłoszył się nagle i poniósł mnie jak ślepy, jak szalony na jakieś drzewo. Nie słyszałem już nic więcej. Nie wiem już dalej, co się stało. Spadłem, a on musiał paść na mnie. Zdawało mi się, że cały las mam na piersiach, zdawało mi się, że serce mam zdruzgotane. Lecz serce me jest mocne. Zdaje się, że nic mi nie będzie…

MELISANDA

162

Czy chcesz, panie, napić się nieco wody?

GOLAUD

163

Dziękuję, dziękuję, nie mam pragnienia.

MELISANDA

164

Może dać ci, panie, inną poduszkę?… Na tej jest plamka krwi.

GOLAUD

165

Nie, nie, nie ma po co. Krew mi się rzuciła ustami przed chwilą. Być może jeszcze będę krwawił.

MELISANDA

166

A więc z pewnością?… Nie cierpisz, panie, zbyt wiele.

GOLAUD

167

Nie, nie, nie takie rzeczy mi się zdarzały. Jestem przyzwyczajony do krwi i żelaza… To nie to, to kosteczki dziecięcia; nie obawiaj się…

MELISANDA

168

Zamknij oczy, panie, i staraj się usnąć. Ja zostanę tutaj noc całą…

GOLAUD

169

Nie, nie, nie chcę, abyś się tak męczyła. Nie potrzebuję niczego, będę spał jak dziecko… Co ci jest, Melisando? Czemu rozpłakałaś się nagle?…

MELISANDA

zalewając się łzami
170

Jestem… Jestem chora także…

GOLAUD

171

Jesteś chora?… Cóż ci jest, cóż ci jest, Melisando?

MELISANDA

172

Nie wiem… Jestem chora tutaj… Wolę ci to dzisiaj powiedzieć. Panie, panie, ja nie jestem tutaj szczęśliwa…

GOLAUD

173

Cóż się stało, Melisando? Cóż to jest takiego?… A ja nawet nie przeczuwałem czegoś podobnego… Cóż się stało?… Czy ktoś zrobił ci jaką przykrość? Czy ktoś obraził cię?

MELISANDA

174

Nie, nie, nikt mi nie zrobił najmniejszej przykrości… To nie to… To nie to… Ale ja nie mogę żyć tutaj dłużej. Nie wiem dlaczego… Chciałabym odejść stąd, odejść stąd!… Umrę, jeżeli będę musiała zostać tutaj…

GOLAUD

175

Ależ tu coś się stało? Ty coś ukrywasz przede mną?… Powiedz mi całą prawdę, Melisando… Król może?… Czy też moja matka?… Czy może Peleas?…

MELISANDA

176

Nie, nie, nie Peleas. Nikt… Nie zrozumiesz mnie, panie…

GOLAUD

177

Czemużbym nie miał zrozumieć?… Lecz jeżeli mi nic nie powiesz, cóż chcesz, abym począł… Powiedz mi wszystko, a zrozumiem wszystko.

MELISANDA

178

Ja sama nie wiem, co to jest… Ja sama nie wiem z pewnością, to jest… Gdybym mogła ci to, panie, powiedzieć, powiedziałabym… To coś mocniejszego ode mnie…

GOLAUD

179

No, no, bądź rozsądna, Melisando. Cóż chcesz, abym począł? Nie jesteś już dzieckiem. Czy może mnie chciałabyś porzucić?

MELISANDA

180

Och, nie, nie! To nie to… Chciałabym odejść stąd z tobą, panie… Ja tutaj nie mogę żyć dłużej… Czuję, że nie pożyję już długo…

GOLAUD

181

Ależ trzeba mieć przecie jakiś powód. Wszyscy wezmą cię za szaloną. Wszyscy wezmą to za jakieś urojenia dziecinne. No, powiedz, może to Peleas? O ile wiem, rzadko bardzo zdarza mu się pomówić z tobą…

MELISANDA

182

Owszem, owszem, rozmawia ze mną niekiedy. Nie lubi mnie, tak sądzę; dojrzałam to w jego oczach… Ale rozmawia ze mną, gdy się spotkamy…

GOLAUD

183

Nie bierz mu tego za złe. Zawsze był taki. Dziwak jest. A teraz ma smutek, myśli o swoim druhu Marcellusie, który leży na łożu śmierci, a którego on nie może odwiedzić… On się zmieni, on się zmieni, zobaczysz. Młody jest…

MELISANDA

184

Ale to nie to… to nie to…

GOLAUD

185

Cóż więc? Czy nie możesz przywyknąć do życia, jakie prowadzi się tutaj? Czy zbyt smutno tutaj? To prawda, że zamek ten jest bardzo stary i bardzo posępny. Zimny jest bardzo i bardzo głęboki. I wszyscy, którzy go zamieszkują, są już starzy. I okolica może się wydawać również smutna, ze wszystkimi swymi borami, prastarymi borami, kędy światło nie dochodzi. Lecz można rozweselić to wszystko, jeśli się zechce. A zresztą, radość, radość — nie miewa się już co dzień, trzeba brać rzeczy tak, jak są. Ale powiedzże mi cokolwiek, wszystko jedno, co. Zrobię, co zechcesz.

MELISANDA

186

Tak, tak, to prawda… nigdy tutaj nie widać nieba. Widziałam je po raz pierwszy dziś rano…

GOLAUD

187

Dlatego więc płaczesz, moja biedna Melisando? Dlatego więc jedynie? Płaczesz, że nie widzisz nieba? No, no, jużeś przecie nie w wieku, gdy się płacze o takie rzeczy… A potem: czyliż tu nie ma lata? Będziesz widywała niebo co dzień. A zresztą na przyszły rok… No, daj mi rękę, daj mi obie twe rączki.

Bierze ją za ręce.
188

Och, och, maluchne rączyny, które mógłbym zgnieść na kształt kwiatów… Masz tobie, gdzież pierścień, który ci dałem?

MELISANDA

189

Pierścień?

GOLAUD

190

Tak, pierścionek zaślubinowy, gdzież on?

MELISANDA

191

Zdaje mi się… Zdaje mi się, że spadł…

GOLAUD

192

Spadł? Gdzie spadł? Nie zgubiłaś go przecie?

MELISANDA

193

Nie, nie, spadł… musiał spaść… ale wiem, gdzie jest…

GOLAUD

194

Gdzież?

MELISANDA

195

Znasz, panie… znasz z pewnością… grotę nad brzegiem morza?…

GOLAUD

196

Znam.

MELISANDA

197

A więc to tam… Musiało to być tam… Tak, tak, przypominam sobie… Poszłam tam dziś rano, by nazbierać muszli dla małego Yniolda… Bywają tam bardzo piękne… Zsunął mi się z palca… potem morze zaczęło przybierać i musiałam wyjść, zanim go odnalazłam.

GOLAUD

198

Czy pewna jesteś, że to tam?

MELISANDA

199

Tak, tak, najpewniejsza w świecie… Czułam, jak się zsuwał… potem nagle łoskot fal…

GOLAUD

200

Trzeba iść szukać go zaraz.

MELISANDA

201

Mam iść szukać go zaraz?

GOLAUD

202

Tak.

MELISANDA

203

Teraz?… zaraz?… w ciemności?

GOLAUD

204

Teraz, zaraz, w ciemności. Trzeba iść szukać go zaraz. Wolałbym stracić raczej wszystko, co mam, aniżeli ten pierścień. Ty nie wiesz, co to jest. Ty nie wiesz, skąd on pochodzi. Morze będzie nader burzliwe tej nocy. Morze wyprzedzi cię i zabierze go. Śpiesz się. Trzeba iść szukać go zaraz…

MELISANDA

205

Boję się… Boję się iść sama…

GOLAUD

206

Idź, idź, z kim chcesz. Ale trzeba iść zaraz, czy słyszysz? Śpiesz się, poproś Peleasa, by poszedł z tobą.

MELISANDA

207

Peleasa? Z Peleasem? Ale Peleas nie zechce…

GOLAUD

208

Peleas zrobi wszystko, o co go poprosisz. Znam Peleasa lepiej niż ty. Idź, idź, śpiesz się. Nie zasnę, póki nie będę miał pierścionka.

MELISANDA

209

Och, och! Ja nie jestem szczęśliwa!… Ja nie jestem szczęśliwa!

Wychodzi z płaczem.

SCENA III

Przed grotą.
Wchodzą Peleas i Melisanda.

PELEAS

mówi z wielkim wzburzeniem
210

Tak, to tu, jesteśmy na miejscu. Czarno tak, że wejścia do groty nie odróżnić od reszty nocy… Nie ma gwiazd po tej stronie. Zaczekajmy, aż księżyc rozedrze tę wielką chmurę, oświeci całą grotę i wówczas będziemy mogli wejść bez niebezpieczeństwa. Są tam miejsca niebezpieczne, wąziuchna ścieżyna prowadzi między dwoma jeziorami, których dna dotąd nie znaleziono. Nie pomyślałem, aby zabrać z sobą pochodnię lub latarnię, ale zdaje mi się, że światłość nieba wystarczy nam. Nie wchodziłaś, pani, nigdy do tej groty?

MELISANDA

211

Nie…

PELEAS

212

Wejdźmyż do niej, wejdźmyż do niej… Trzeba będzie, gdyby się wypytywał, umieć opisać miejsce, w którym zgubiłaś pani pierścionek… Jest bardzo wielka i bardzo piękna. Są w niej stalaktyty[2] podobne do zwierząt i do ludzi. Pełna jest mroków błękitnych. Nikt jeszcze nie zwiedził jej w całości. Ukryto w niej, jak się zdaje, wielkie skarby. Zobaczysz tam, pani, szczątki dawno, dawno rozbitych okrętów. Ale nie trzeba zapuszczać się w nią bez przewodnika. Byli tacy, którzy już z niej nie powrócili. Ja sam nie ośmielam się iść zbyt daleko. Zatrzymamy się z chwilą, gdy światłość morza czy nieba zniknie nam z oczu. NaturaGdy zapalić tam małe światełko, rzec by można, że sklepienie zasiane jest gwiazdami — jak niebo. Są to, jak powiadają, odłamki kryształu czy soli, świecące tak w łomach[3] skały. Patrz, patrz, pani, zdaje mi się, że niebo się odsłania… Daj mi, pani, rękę, nie drżyj, nie drżyj tak. Nie ma niebezpieczeństwa; zatrzymamy się w chwili, gdy jasność morza zniknie nam z oczu… Może przestrasza cię ten szmer z groty? To szmer nocy lub szmer milczenia… Czy słyszysz, pani, morze poza nami? Nie wydaje się ono szczęśliwe tej nocy… Ach, oto i jasność!…

Księżyc sowicie rozjaśnia wejście i część ciemności w grocie. W pewnej głębokości widać śpiących u złomu skalnego trzech starych, siwowłosych żebraków, siedzących tuż koło siebie i podtrzymujących się wzajem.

MELISANDA

213

Ach!

PELEAS

214

Cóż tam?

MELISANDA

215

Tam… tam…

Wskazuje trzech żebraków.

PELEAS

216

Tak, tak, spostrzegłem ich także…

MELISANDA

217

Idźmy stąd!… Idźmy stąd!…

PELEAS

218

Tak… To trzech starych żebraków, którzy zasnęli… W kraju głód… Po co oni przyszli spać tutaj?…

MELISANDA

219

Idźmy stąd!… Pójdź, pójdź, panie… Idźmy stąd!…

PELEAS

220

Ostrożnie, nie mów, pani, tak głośno… Nie budźmy ich… Śpią jeszcze głęboko… Pójdź, pani.

MELISANDA

221

Puść mnie, puść mnie, panie. Wolę iść sama…

PELEAS

222

Powrócimy innego dnia…

Wychodzą.

SCENA IV

Jedna z komnat zamkowych.
Po podniesieniu zasłony widać Arkela i Peleasa.

ARKEL

223

Widzisz, że wszystko w tej chwili zatrzymuje się tutaj i że wszystko sprzeciwia się tej podróży bezużytecznej. Tajono dotąd przed tobą stan twego ojca, lecz być może nie ma dla niego już nadziei: to jedno powinno starczyć, by tu cię zatrzymać. Oprócz tej wszakże tyle innych przyczyn… Nie w dniu to, gdy wrogowie nasi się budzą, gdy lud umiera z głodu i szemrze wokół nas, wolno ci nas opuszczać. I na cóż ta podróż? Marcellus umarł, a życie ma obowiązki poważniejsze nad odwiedzanie grobów. Znużyło cię, powiadasz, życie bezczynne; ale działalności i obowiązku nie należy szukać po rozdrożach. Trzeba oczekiwać ich na progu i wprowadzić do siebie, gdy przechodzić będą; a przechodzą co dzień. Nie widziałeś ich nigdy? Ja nic już prawie sam nie widzę, a jednak ciebie patrzeć nauczę i pokażę ci je w dniu, kiedy zechcesz na nie skinąć. Tymczasem wszakże posłuchaj mnie i jeśli sądzisz, że grunt życia twego wymaga tej podróży, nie bronię ci jej przedsięwziąć, bo lepiej ode mnie powinieneś znać postępki, jakie powinieneś złożyć w dani swej istocie lub swemu przeznaczeniu. Prosiłbym cię jedynie, abyś zaczekał, aż się dowiemy, co się stać musi niezadługo.

PELEAS

224

Jak długo trzeba by czekać?

ARKEL

225

Kilka tygodni, może kilka dni…

PELEAS

226

Będę czekał…

AKT III

SCENA I

Jedna z komnat zamkowych.
Po podniesieniu zasłony widać Peleasa i Melisandę. Melisanda przędzie kądziel[4] w głębi pokoju.

PELEAS

227

Yniold nie powraca; dokąd poszedł?

MELISANDA

228

Usłyszał coś w korytarzu; poszedł zobaczyć, co to jest.

PELEAS

229

Melisando…

MELISANDA

230

Co takiego?

PELEAS

231

Czy widzisz, pani, jeszcze tyle, aby móc pracować?…

MELISANDA

232

Pracuję równie dobrze w ciemności…

PELEAS

233

Sądzę, że wszyscy śpią już w zamku. Golaud nie powraca z polowania. A jednak późno już… Czy nie cierpi już z powodu owego upadku?…

MELISANDA

234

Powiedział, że już nie cierpi.

PELEAS

235

Powinien by być przezorniejszy, ciało jego nie ma już tej giętkości, co w dwudziestym roku… Widzę gwiazdy przez okno i poświatę miesiąca[5] na drzewach. Późno jest, on już nie powróci.

Pukanie do drzwi.
236

Kto tam?… Proszę wejść!…

Yniold otwiera drzwi i wchodzi do pokoju.
237

To tyś tak pukał?… Nie puka się tak do drzwi. Pukasz, jakby jakieś nieszczęście się zdarzyło. Patrzaj, przestraszyłeś mateczkę.

MAŁY YNIOLD

238

Ja zapukałem tylko troszeczkę.

PELEAS

239

Późno jest, ojczulek nie wróci już dziś wieczór! Czas, byś szedł spać.

MAŁY YNIOLD

240

Ja nie pójdę spać wcześniej od was.

PELEAS

241

Co?… Co ty mówisz?

MAŁY YNIOLD

242

Ja mówię… nie wcześniej od was… nie wcześniej od was…

Wybucha łkaniem i chroni się koło Melisandy.

MELISANDA

243

Co się stało, Ynioldzie?… Co się stało?… Czemu rozpłakałeś się nagle?

YNIOLD

łkając
244

Bo… Och, och, bo…

MELISANDA

245

Bo co?… Bo co?… Powiedz mi…

YNIOLD

246

Mateczko… mateczko… ty masz odjechać…

MELISANDA

247

Ależ co ci przychodzi do głowy, Ynioldzie?… Nigdy nie myślałam o odjeździe…

YNIOLD

248

Owszem, owszem; ojczulek odjechał… ojczulek nie powraca, a ty masz odjechać także… Widziałem to… widziałem to…

MELISANDA

249

Ależ nigdy nie było o tym mowy, Ynioldzie… Z czegóż widziałeś, że mam odjechać?…

YNIOLD

250

Widziałem to… widziałem to… Mówiłaś do wuja rzeczy, których ja nie mogłem słyszeć…

PELEAS

251

Spać mu się chce… śniło mu się coś… Pójdź tu, Ynioldzie; śpisz już?… Pójdź popatrzeć z okna: łabędzie biją się z psami…

YNIOLD

przy oknie
252

Och, och! Gonią za psami!… Gonią za nimi!… Och, och, woda!… skrzydła!… skrzydła!… Boję się…

PELEAS

wracając do Melisandy
253

Spać mu się chce: walczy z sennością, oczy mu się zamykają…

MELISANDA

przędąc, śpiewa półgłosem
Święty Daniel, święty Michał…
255
Święty Michał, święty Rafał…

YNIOLD

przy oknie
256

Och, och, mateczko!

MELISANDA

podnosząc się gwałtownie
257

Co się stało, Ynioldzie?… Co się stało?…

YNIOLD

258

Zobaczyłem coś za oknem…

Peleas i Melisanda biegną do okna.

PELEAS

259

Co się stało za oknem?… Co widziałeś?…

YNIOLD

260

Och, och, widziałem coś!…

PELEAS

261

Ależ nie ma nic. Ja nic nie widzę…

MELISANDA

262

Ani ja…

PELEAS

263

Gdzieżeś widział to coś? W której stronie?…

YNIOLD

264

Tam, tam!… Już tego tam nie ma…

PELEAS

265

On sam nie wie, co mówi. Widział zapewne poświatę miesięczną nad lasem. Bywają często dziwaczne odblaski… może coś mignęło na drodze… lub w jego śnie… Bo patrz, patrz, pani, on, zdaje mi się, zasypia na dobre.

YNIOLD

przy oknie
266

Ojczulek jest tam! Ojczulek jest tam!

PELEAS

idąc do okna
267

On ma słuszność: Golaud wchodzi na podwórzec…

YNIOLD

268

Ojczulek!… Ojczulek!… Biegnę na jego spotkanie!…

Wybiega. Chwila milczenia.

PELEAS

269

Wchodzą na schody…

Wchodzi Golaud z małym Ynioldem, który niesie lampę.

GOLAUD

270

Czekacie jeszcze w ciemności?

YNIOLD

271

Przyniosłem światło, mateczko, wielkie światło!…

Podnosi lampę i przygląda się Melisandzie.
272

Płakałaś, mateczko?… Płakałaś?…

Podnosi lampę ku Peleasowi i przygląda mu się z kolei.
273

Ty także, wuju, ty także, ty także płakałeś?… Ojczulku, patrz, ojczulku, płakali oboje…

GOLAUD

274

Nie przysuwaj im tak światła do oczu…

SCENA II

Jedna z wieżyc zamkowych. Droga patrolowa przechodzi pod jednym z okien wieży.

MELISANDA

w oknie, czesze rozpuszczone włosy
275
Me długie włosy spływają
W dół aż po wieży sień.
Me włosy na cię czekają
Wzdłuż wieży aż po sień
Przez cały długi dzień,
280
Przez cały długi dzień…
Święty Daniel, święty Michał,
Święty Michał, święty Rafał…
Urodziłam się w niedzielę,
W niedzielę w południe…

PELEAS

285

Hola, hola, ho!…

MELISANDA

286

Kto tam?

PELEAS

287

Ja, ja, i ja!… Co robisz tam w oknie, śpiewając jak ptaszę nie z naszej krainy?

MELISANDA

288

Układam włosy na noc…

PELEAS

289

Czy to to, co widzę na murze?… Myślałem, że to smuga światła od ciebie…

MELISANDA

290

Otworzyłam okno. Zbyt gorąco tu na wieży… Piękna noc dzisiaj…

PELEAS

291

Gwiazd nie policzyć; nigdy ich tyle nie widziałem, co dzisiaj wieczór… Księżyc jeszcze nad morzem… Nie kryj się w cieniu, Melisando, wychyl się nieco, niechaj ujrzę twe włosy rozplecione…

MELISANDA

292

Strasznie wyglądam tak…

Wychyla się z okna.

PELEAS

293

Och, och, Melisando!… och, tyś piękna, tyś piękna tak!… Wychyl się, wychyl się!… Pozwól mi bardziej zbliżyć się do ciebie…

MELISANDA

294

Nie mogę bardziej zbliżyć się do ciebie… wychylam się, ile mogę…

PELEAS

295

A ja nie mogę wdrapać się wyżej… Daj mi przynajmniej rękę dziś wieczór… zanim odejdę… Wyjeżdżam jutro…

MELISANDA

296

Nie, nie, nie…

PELEAS

297

Tak, tak, tak. Wyjeżdżam, wyjadę jutro… daj mi rękę, rękę, twą małą rączkę na me wargi…

MELISANDA

298

Nie dam ci ręki, jeżeli odjeżdżasz.

PELEAS

299

Daj, daj, daj…

MELISANDA

300

Nie wyjedziesz?…

PELEAS

301

Zaczekam, zaczekam…

MELISANDA

302

Widzę różę w ciemnościach…

PELEAS

303

Gdzie?… Ja widzę tylko gałęzie wierzby wystające zza muru…

MELISANDA

304

Niżej, niżej, w ogrodzie; tam, pośród ciemnej zieleni…

PELEAS

305

To nie róża… Pójdę zaraz zobaczyć, ale naprzód daj mi rękę, naprzód rękę…

MELISANDA

306

Masz, masz… nie mogę wychylić się bardziej…

PELEAS

307

Moje wargi nie mogą dosięgnąć twej ręki…

MELISANDA

308

Nie mogę wychylić się bardziej… Jeszcze nieco, a spadnę… Och, och, włosy moje zsuwają się z wieży!…

Przy mocniejszym wychyleniu włosy jej rozsypują się nagle i fala ich zalewa Peleasa.

PELEAS

309

Och, och, cóż to jest?… Twoje włosy, twoje włosy zsuwają się ku mnie!… Wszystkie twoje włosy, Melisando, wszystkie twoje włosy spadły z wieży!… Mam je w rękach, mam je na ustach… Mam je na ramionach, oplatam je sobie wkoło szyi. Nie otworzę już rąk dzisiejszej nocy…

MELISANDA

310

Puść mnie, puść mnie!… Będziesz powodem, że spadnę!…

PELEAS

311

Nie, nie, nie… Nie widziałem nigdy włosów takich jak twoje, Melisando!… Patrz, patrz, patrz! Idą z tak wysoka, a zatapiają mnie jeszcze aż po serce… Zatapiają mnie jeszcze aż po kolana!… A słodkie są, słodkie są jakby z nieba spadły!… Nie widzę już nieba spoza włosów twoich. Widzisz, widzisz?… Obie me ręce nie mogą ich już utrzymać… są aż tam, na gałęziach wierzby… Żyją jak ptaszyny w mych rękach… i kochają mnie, kochają mnie bardziej niż ty!…

MELISANDA

312

Puść mnie, puść mnie… Może ktoś nadejść…

PELEAS

313

Nie, nie, nie, nie uwolnię cię tej nocy… Jesteś mym więźniem przez tę noc, przez całą noc, przez całą noc…

MELISANDA

314

Peleasie! Peleasie!…

PELEAS

315

Wiążę je, wiążę je do gałęzi wierzby… Nie odejdziesz już… nie odejdziesz już… Patrz, patrz, całuję twe włosy… Nie cierpię już, tu, pośród twych włosów… Słyszysz pocałunki me wzdłuż twych włosów?… Wstępuję w górę wzdłuż twych włosów… Każdy z twych włosów nieść ci je musi… Widzisz, widzisz, mogę otworzyć ręce… Mam ręce wolne, a jednak ty nie możesz mnie już opuścić…

MELISANDA

316

Och, och, sprawiłeś mi ból…

Gołębie wylatują z wieży i unoszą się dokoła nich w ciemności nocnej.
317

Co to jest, Peleasie? Co to lata dokoła mnie?

PELEAS

318

To gołębie wyleciały z wieży… Wystraszyłem je, odlatują…

MELISANDA

319

To moje gołębie, Peleasie. Rozejdźmy się, puść mnie; one już nie powrócą…

PELEAS

320

Dlaczego nie miałyby już powrócić?…

MELISANDA

321

Zbłąkają się w ciemności… Pozwól mi, pozwól mi podnieść głowę… Słyszę szmer kroków… Puść mnie!… To Golaud!… Zdaje mi się, że to Golaud!… Usłyszał nas…

PELEAS

322

Czekaj!… Czekaj!… Włosy twe okręcone o gałęzie… Poplątały się w ciemności… Czekaj, czekaj!… Ciemno tu…

Wchodzi Golaud drogą patrolową.

GOLAUD

323

Co tu robicie?

PELEAS

324

Co robię tu?… Ja…

GOLAUD

325

Jesteście dzieci… Melisando, nie wychylaj się tak z okna, spadniesz jeszcze… Czy nie wiecie, że to już późno? Koło północy. Nie bawcie się tak w ciemności. Jesteście dzieci…

śmiejąc się nerwowo
326

Co za dzieci!… Co za dzieci!…

Wychodzi z Peleasem.

SCENA III

Podziemie zamkowe.
Wchodzą Golaud i Peleas.

GOLAUD

327

Ostrożnie, tędy, tędy. Nie byłeś nigdy w tych podziemiach?

PELEAS

328

Owszem, raz jeden, przed laty, ale to już dawno…

GOLAUD

329

Są nadzwyczaj wielkie. Jest to cały szereg pieczar olbrzymich, które kończą się Bóg wie gdzie. Cały zamek zbudowany jest na tych pieczarach. Czujesz woń śmiertelną, która tu panuje? To właśnie chciałem ci pokazać. Według mnie pochodzi ona z jeziorka podziemnego, do którego cię prowadzę. Ostrożnie, idź przede mną, w świetle mej latarni. Uprzedzę cię, gdy będziemy na miejscu.

Idą dalej w milczeniu.
330

Hej, hej, Peleasie, stój, stój!

Chwyta go za ramię.
331

Na Boga!… Czyliż nie widzisz? Krok dalej, a byłbyś w przepaści.

PELEAS

332

Nie mogłem nic widzieć!… Latarnia nie oświecała mnie już…

GOLAUD

333

Stąpnąłem źle… ale gdybym cię nie był zatrzymał za ramię… A więc oto woda stojąca, o której ci mówiłem… Czujesz bijącą z niej woń śmierci? Idźmy aż do skraju tej chylącej się nad wodą skały. Tam pochyl się nieco. Woń buchnie ci w twarz.

PELEAS

334

Już ją czuję… rzekłby ktoś, że wyziew grobu.

GOLAUD

335

Dalej, dalej… Ona to niekiedy zatruwa zamek cały. Król nie chce wierzyć, że ona stąd pochodzi. Trzeba by zamurować pieczarę, w której leży ta woda martwa. Byłby czas, zresztą, zbadać nieco te podziemia. Czy zauważyłeś te szczeliny w murach i słupach podpierających sklepienia? Odbywa się tu jakaś praca ukryta, której nikt nie przeczuwa. Cały zamek zapadnie się w jedną z najbliższych nocy, jeżeli się na to zważać nie będzie. Ale cóż chcesz, nikt nie lubi schodzić aż tutaj… Są niezwykłe szczeliny w wielu murach… Och, oto… czujesz podnoszącą się woń śmierci?

PELEAS

336

Tak, jakaś woń śmierci powstaje dokoła nas…

GOLAUD

337

Pochyl się, nie bój się… będę cię trzymał… daj mi… nie, nie, nie rękę… mogłaby się wyśliznąć… ramię, ramię… Widzisz przepaść?

z pomieszaniem
338

Peleasie? Peleasie?…

PELEAS

339

Tak, zdaje mi się, że widzę dno przepaści… Czy to światło tak drży?… Ty…

Wyprostowuje się, obraca i spogląda na Golauda.

GOLAUD

drżącym głosem
340

Tak, to latarnia… Patrz, poruszałem nią, aby oświecić ściany wewnętrzne…

PELEAS

341

Duszę się tu… wychodźmy…

GOLAUD

342

Tak, wychodźmy…

Wychodzą w milczeniu.

SCENA IV

Taras przy wyjściu z podziemi.
Wchodzą Golaud i Peleas.

PELEAS

343

Ach! Oddycham nareszcie!… Myślałem przez chwilę, że zemdleję w tych pieczarach olbrzymich; już-już miałem upaść… Powietrze tam wilgotne i ciężkie jak rosa ołowiana, a ciemności gęste jak miazga zatruta… A teraz całe powietrze całego morza!… Wiatr taki świeży, patrzaj; świeży jak liść, który tylko co się otworzył ponad drobnymi, zielonymi falkami… Czujesz? Podlano przed chwilą kwiaty u stóp tarasu i woń zieleni i róż zwilżonych bije aż do nas… Musi być koło południa, bo na kwiaty pada już cień wieżycy… Południe; słyszę głosy dzwonów i dzieci schodzące na wybrzeże do kąpieli… Nie wiedziałem, że tak długo siedzieliśmy w podziemiach…

GOLAUD

344

Zeszliśmy tam koło jedenastej…

PELEAS

345

Wcześniej, musiało być wcześniej; słyszałem bijące wpół do dziesiątej…

GOLAUD

346

Wpół do jedenastej lub trzy kwadranse na jedenastą[6]

PELEAS

347

Otworzono wszystkie okna w zamku. Będzie nadzwyczaj gorąco dziś po południu… Patrz, oto matka nasza i Melisanda w jednym z okien wieży…

GOLAUD

348

Tak, schroniły się na stronę ocienioną. Ale, ale… co do Melisandy: słyszałem, co zaszło i co się mówiło wczoraj wieczór. Wiem dobrze, są to zabawy dziecinne, ale niechaj się to nie powtarza. Melisanda jest bardzo młoda i bardzo wrażliwa, trzeba ją oszczędzać, tym bardziej że jest może brzemienna obecnie… Stworzenie to bardzo delikatne, na wpół zaledwie kobieta, toteż najmniejsze wzruszenie mogłoby się stać powodem nieszczęścia. Nie po pierwszy to raz uważam, że mogłoby coś być między wami… tyś starszy od niej. To napomknienie powinno ci wystarczyć… Unikaj jej, o ile można, ale bez przesady, zresztą, bez przesady… Co to tam widać na drodze od strony lasu?…

PELEAS

349

To stada pędzone ku miastu…

GOLAUD

350

Płaczą jak dzieci zbłąkane; rzekłbyś, że czują już rzeźnika… Czas iść na obiad. Co za piękny dzień! Co za cudowny dzień na żniwa!…

Wychodzą.

SCENA V

Przed zamkiem.
Wchodzą Golaud z małym Ynioldem.

GOLAUD

351

Pójdź, siądziemy sobie tutaj, Ynioldzie. Pójdź do mnie na kolana, będziemy widzieli stąd, co się dzieje w lesie. Nie widuję cię zupełnie od pewnego czasu. I ty także mnie porzucasz, zawsze jesteś u mateczki… Patrz, usiedliśmy właśnie pod oknami mateczki. Ona odmawia może w tej chwili modlitwy wieczorne… Ale powiedz mi, Ynioldzie, ona często przebywa z wujem twym Peleasem, nieprawdaż?

YNIOLD

352

Tak, tak, zawsze, ojczulku, gdy ciebie nie ma, ojczulku….

GOLAUD

353

Ach! Patrzaj: ktoś przechodzi z latarnią przez ogród. Ale mówiono mi, że oni się nie lubią… Podobno sprzeczają się często… nie? Czy to prawda?

YNIOLD

354

Tak, tak, to prawda.

GOLAUD

355

Tak? Ach, ach! Ale o cóż oni się sprzeczają?

YNIOLD

356

O drzwi.

GOLAUD

357

Jak to, o drzwi? Co ty mi pleciesz? No, ale wytłumacz się, dlaczego sprzeczają się o drzwi?

YNIOLD

358

Dlatego, że drzwi nie mogą być otwarte.

GOLAUD

359

Kto nie chce, aby były otwarte? No, czemuż się sprzeczają?

YNIOLD

360

Ja nie wiem, ojczulku; o światło.

GOLAUD

361

Nie mówię z tobą o świetle, pomówimy o nim za chwilę. Mówię z tobą o drzwiach. Odpowiadaj na to, o co cię pytam. Powinieneś nauczyć się mówić, już czas na to… Nie kładź tak ręki do ust… no…

YNIOLD

362

Ojczulku, ojczulku!… Już nie będę…

Płacze.

GOLAUD

363

No, czegóż płaczesz teraz? Co się stało?

YNIOLD

364

Och, och, ojczulku, uraziłeś mnie…

GOLAUD

365

Ja cię uraziłem? Gdzie cię uraziłem? To niechcący…

YNIOLD

366

Tu, tu, w ramionko…

GOLAUD

367

To niechcący. No, nie płacz już, dam ci coś jutro…

YNIOLD

368

Co, ojczulku?

GOLAUD

369

Kołczan i strzały. Ale powiedz mi, co wiesz o drzwiach.

YNIOLD

370

Duże strzały?

GOLAUD

371

Tak, tak, bardzo duże strzały. Ale czemuż oni nie chcą, aby drzwi były otwarte? No, odpowiedzże mi nareszcie! Nie, nie, nie otwieraj ust do płaczu. Nie gniewam się. Będziemy rozmawiali spokojnie, jak Peleas i mateczka, kiedy są razem. O czym oni mówią, kiedy są razem?

YNIOLD

372

Peleas i mateczka?

GOLAUD

373

Tak. O czym oni mówią?

YNIOLD

374

O mnie, zawsze o mnie.

GOLAUD

375

I cóż oni mówią o tobie?

YNIOLD

376

Mówią, że będę bardzo duży.

GOLAUD

377

Ach, nędzo mego życia!… Oto jestem jako ślepiec szukający swego skarbu na dnie oceanu!… Oto jestem jako niemowlę zbłąkane w lesie, a wy… Ale… no, no, Ynioldzie, byłem roztargniony, pomówimy teraz poważnie. Czy Peleas i mateczka nie mówią czasem o mnie, kiedy mnie nie ma?…

YNIOLD

378

Tak, tak, ojczulku, mówią zawsze o tobie.

GOLAUD

379

Ach!… I cóż oni o mnie mówią?

YNIOLD

380

Mówią, że będę taki duży jak ty.

GOLAUD

381

Czy zawsze jesteś przy nich?

YNIOLD

382

Tak, tak, zawsze, zawsze, ojczulku.

GOLAUD

383

Czy nie mówią ci kiedy, abyś poszedł się bawić gdzie indziej?

YNIOLD

384

Nie, ojczulku, oni boją się, gdy nie jestem przy nieb.

GOLAUD

385

Boją się?… Z czego widzisz, że się boją?

YNIOLD

386

Mateczka mówi zawsze: „Nie odchodź, nie odchodź…”. Oni są nieszczęśliwi, ale się śmieją…

GOLAUD

387

Ale to nie dowodzi, aby się bali?

YNIOLD

388

Tak, tak, ojczulku, ona się boi…

GOLAUD

389

Dlaczego mówisz, że ona się boi?

YNIOLD

390

Oni zawsze płaczą w ciemności.

GOLAUD

391

Ach, ach!…

YNIOLD

392

Ja wtedy muszę także płakać…

GOLAUD

393

Tak, tak…

YNIOLD

394

Ona jest blada, ojczulku.

GOLAUD

395

Ach, ach… cierpliwości, mój Boże, cierpliwości…

YNIOLD

396

Co, ojczulku?

GOLAUD

397

Nic, nic, moje dziecko. Zobaczyłem wilka biegnącego przez las. A więc oni zgadzają się ze sobą? Cieszy mnie wiadomość, że są w zgodzie. Całują się czasami? Nie?…

YNIOLD

398

Czy się całują, ojczulku? Nie, nie… Ach, tak, ojczulku, tak, tak. Raz, raz, kiedy deszcz padał…

GOLAUD

399

Pocałowali się? Ale jak, jak się pocałowali?…

YNIOLD

400

Ot tak, ojczulku, ot tak!…

całuje go w usta, śmiejąc się
401

Ach, ach, twoja broda, ojczulku!… Kłuje, kłuje, kłuje! Robi się całkiem siwa, ojczulku, i włosy także; całkiem siwe, całkiem siwe, całkiem siwe…

Okno, pod którym siedli, rozjaśnia się w tej chwili i światło pada na siedzących.
402

Ach, ach, mateczka zapaliła lampę. Jasno, ojczulku, jasno…

GOLAUD

403

Tak, zaczyna być jasno…

YNIOLD

404

Idźmy tam także, ojczulku, idźmy tam także…

GOLAUD

405

Dokąd chcesz iść?

YNIOLD

406

Tam, gdzie jasno, ojczulku.

GOLAUD

407

Nie, nie, moje dziecko. Zostańmy jeszcze trochę w cieniu… nie wiadomo, nie wiadomo jeszcze… Widzisz tam tych biedaków, którzy starają się rozpalić ogieniek w lesie? Deszcz padał. A z tamtej znów strony — widzisz starego ogrodnika, który sili się podnieść drzewo rzucone przez wiatr w poprzek drogi? Nie może. Drzewo jest za wielkie, drzewo jest zbyt ciężkie i zostanie tam, gdzie upadło. Niepodobna nic poradzić na to wszystko… Ja myślę, że Peleas jest szalony…

YNIOLD

408

Nie, ojczulku, on nie jest szalony, ale jest bardzo dobry.

GOLAUD

409

Chcesz zobaczyć mateczkę?

YNIOLD

410

Chcę, chcę, chcę ją zobaczyć!

GOLAUD

411

Nie rób hałasu. Podsadzę cię aż do okna. Dla mnie okno za wysoko, jakkolwiek jestem wielkiego wzrostu…

podnosi dziecko
412

Nie rób najmniejszego hałasu, mateczka zlękłaby się okropnie. Widzisz ją? Jest w pokoju?

YNIOLD

413

Tak… Och, jak jasno!

GOLAUD

414

Jest sama?

YNIOLD

415

Tak… nie, nie! Wuj Peleas jest tam także.

GOLAUD

416

On!…

YNIOLD

417

Ach, ach, ojczulku, uraziłeś mnie!…

GOLAUD

418

To nic, cicho bądź, nie zrobię już tego. Patrz, patrz, Ynioldzie!… Potknąłem się, mów ciszej. Co robią?

YNIOLD

419

Nic nie robią, ojczulku, czekają na coś.

GOLAUD

420

Czy są koło siebie?

YNIOLD

421

Nie, ojczulku.

GOLAUD

422

A… A łóżko? Czy są przy łóżku?

YNIOLD

423

Łóżko, ojczulku? Nie widzę łóżka.

GOLAUD

424

Ciszej, ciszej, usłyszą cię. Rozmawiają?

YNIOLD

425

Nie, ojczulku, nie rozmawiają.

GOLAUD

426

Cóż robią? Muszą przecież coś robić…

YNIOLD

427

Patrzą na światło.

GOLAUD

428

Oboje?

YNIOLD

429

Tak, ojczulku.

GOLAUD

430

Nie mówią nic?

YNIOLD

431

Nic, ojczulku. Nie zamykają oczu.

GOLAUD

432

Nie zbliżają się jedno do drugiego?

YNIOLD

433

Nie, ojczulku, nie ruszają się z miejsca.

GOLAUD

434

Siedzą?

YNIOLD

435

Nie, ojczulku, stoją oparci o ścianę.

GOLAUD

436

Nie robią żadnych ruchów? Nie patrzą na siebie? Nie dają sobie znaków?…

YNIOLD

437

Nie, ojczulku. Och, och, ojczulku, oni wcale nie zamykają oczu… Boję się okropnie…

GOLAUD

438

Cicho bądź. Nie ruszają się jeszcze?

YNIOLD

439

Nie, ojczulku. Boję się, ojczulku, pozwól mi zejść!…

GOLAUD

440

Czegóż się boisz? Patrz! patrz!…

YNIOLD

441

Nie śmiem już patrzeć, ojczulku!… Pozwól mi zejść!

GOLAUD

442

Patrz, patrz!…

YNIOLD

443

Och, och, będę krzyczał, ojczulku! Pozwól mi zejść, pozwól mi zejść!…

GOLAUD

444

Pójdź, zobaczymy, co się stało.

Wychodzą.

AKT IV

SCENA I

Korytarz w zamku.
Wchodząc, spotykają się Peleas i Melisanda.

PELEAS

445

Dokąd idziesz? Muszę z tobą mówić dziś wieczór. Czy cię zobaczę?

MELISANDA

446

Tak.

PELEAS

447

Wychodzę z pokoju ojca. Lepiej mu. Doktor powiedział nam, że uratowany… A jednak dziś rano miałem przeczucie, że dzień ten skończy się źle. Mam od pewnego czasu jakieś szmery nieszczęścia w uszach… Potem nastąpiła nagle wielka zmiana i dziś jest to już tylko kwestia czasu. Otworzono wszystkie okna w jego pokoju. Mówi, wydaje się szczęśliwy. Nie mówi jeszcze jak zwykły człowiek, ale myśli nie przychodzą mu już wyłącznie z tamtego świata… Poznał mnie. Wziął mnie za rękę i rzekł z tym dziwnym wyrazem twarzy, który go nie opuszcza, odkąd zachorzał: „Czyś to ty, Peleasie? Patrzaj, patrzaj, nie uważałem tego nigdy, a ty masz poważne i słodkie oblicze ludzi, którzy długo nie pożyją… Trzeba ci w drogę, trzeba ci w drogę…”. To dziwne, muszę mu być posłuszny… Matka słuchała go i płakała z radości. Nie uważałaś tego? Zdaje się, jakby dom cały odżył naraz, słychać oddychanie, słychać rozmowy, słychać chodzenie… Posłuchaj: słyszę głosy za tymi drzwiami. Prędko, prędko, odpowiedz prędko, gdzie cię zobaczę?

MELISANDA

448

Gdzież chcesz?

PELEAS

449

W parku, przy krynicy ślepców? Chcesz? Przyjdziesz?

MELISANDA

450

Dobrze.

PELEAS

451

Będzie to ostatni wieczór. Trzeba mi w drogę, jak to rzekł ojciec. Nie zobaczysz mnie już…

MELISANDA

452

Nie mów tak, Peleasie… Będę cię widziała zawsze, zawsze na cię będę patrzyła…

PELEAS

453

Cóż ci przyjdzie z patrzenia… będę tak daleko, że nie dojrzysz mnie już… Będę się starał odjechać bardzo daleko… Pełen jestem radości, a jednak rzec by można, że dźwigam dziś na sobie całe brzemię nieba i ziemi…

MELISANDA

454

Co się stało, Peleasie? Nie rozumiem już, co mówisz…

PELEAS

455

Odejdź, odejdź, rozejdźmy się. Słyszę głosy za tymi drzwiami… To cudzoziemcy, którzy dziś rano przybyli do zamku… Wyjdą za chwilę… Idźmy stąd. To cudzoziemcy…

Wychodzą, każde w swoją stronę.

SCENA II

Jedna z komnat zamkowych.
Po podniesieniu zasłony widać Arkela i Melisandę.

ARKEL

456

Choroba, ŚmierćTeraz, gdy ojciec Peleasa uratowany i gdy choroba, stara służąca śmierci, opuściła zamek, trochę powietrza i trochę słońca wróci nareszcie do domu… A czas już był! Bo od przybycia twego żyliśmy jedynie w szeptach stłumionych dookoła zamkniętej komnaty… I doprawdy litowałem się nad tobą, Melisando… Przybyłaś tu cała rozradowana, jak dziecko spragnione wesela i uroczystości, i w tejże chwili, gdy wstąpiłaś do przedsionka, spostrzegłem, że zmieniłaś się na twarzy, a prawdopodobnie i w duszy, tak jak mimo woli zmienia się na twarzy człowiek, wchodząc w południe do jaskini zbyt ciemnej i zbyt zimnej… I odtąd, odtąd z powodu tego wszystkiego częstokroć nie rozumiałem cię już… Przyglądałem ci się, chodziłaś bez troski może, ale z dziwacznym, błędnym wejrzeniem człowieka, który na słońcu, w pięknym ogrodzie, wyczekuje ciągle jakiegoś wielkiego nieszczęścia… Nie mogę wytłumaczyć… Ale smutno mi było widzieć cię taką: boś ty za młoda i za piękna, aby żyć już tak dzień i noc pod tchnieniem śmierci… Ale teraz wszystko się zmieni. Przez wiek — i jest to być może najniezawodniejszy owoc mego żywota — przez wiek doszedłem do dziwnej jakiejś wiary w ścisłą odpowiedniość wydarzeń. Widziałem zawsze, iż każda istota młoda i piękna stwarzała wokół siebie wydarzenia młode, piękne i szczęśliwe… Ty to teraz otworzysz wrota nowej erze, którą przewiduję… Zbliż się, czemu stoisz tak, nie odpowiadając i nie podnosząc oczu? Raz tylko jeden uściskałem cię tutaj, w dzień twego przybycia. AStarość, Pocałunek jednak starcy potrzebują dotknąć niekiedy zwiędłymi usty czoła kobiety lub twarzyczki dziecięcia, aby móc wierzyć jeszcze w świeżość życia i oddalić na chwilę groźby… Czy obawiasz się mych starych ust? Jak ja się litowałem nad tobą w ciągu tych miesięcy!…

MELISANDA

457

Dziadku, ja nie byłam nieszczęśliwa.

ARKEL

458

UczucieByć może należysz do kobiet, które są nieszczęśliwe, nie wiedząc o tym… Te są najnieszczęśliwsze… Starość, PięknoDaj mi patrzeć na siebie tak, zupełnie z bliska, przez chwilę… Człowiek czuje taką potrzebę piękna na wybrzeżach śmierci…

Wchodzi Golaud.

GOLAUD

459

Peleas wyjeżdża dziś wieczór.

ARKEL

460

Masz krew na czole. Co zrobiłeś?

GOLAUD

461

Nic, nic… Przechodziłem przez żywopłot cierniowy…

MELISANDA

462

Schyl nieco głowę, panie… Obetrę ci czoło…

GOLAUD

odpychając ją
463

Nie chcę, abyś mnie dotykała, słyszysz? Idź precz, idź precz! Nie mówię z tobą. Gdzie mój miecz? Szedłem właśnie szukać miecza…

MELISANDA

464

Tu, na klęczniku.

GOLAUD

465

Podaj go.

do Arkela
466

Znaleziono znowu wieśniaka zmarłego z głodu, nad brzegiem morza. Rzec by można, iż wszystkim im chodzi o to, aby umierać w oczach naszych.

do Melisandy
467

No, cóż, mój miecz? Dlaczego drżysz tak, pani? Nie myślę cię zabijać. Chciałem po prostu obejrzeć ostrze. Nie używam miecza do takich rzeczy. Czemu przyglądasz mi się, pani, jak żebrakowi? Nie przychodzę prosić cię o jałmużnę. Spodziewasz się coś dojrzeć w moich oczach, nie dając mi nic dojrzeć w swoich? Czy myślisz, że ja wiem cokolwiek?

do Arkela
468

Widzisz, dziadku, te wielkie oczy? Rzec by można, że dumne są ze swych bogactw…

ARKEL

469

Ja widzę w nich tylko wielką niewinność…

GOLAUD

470

Wielką niewinność!… One są większe od niewinności!… OkoOne są czystsze od oczu jagnięcia… One Bogu mogłyby dawać lekcje niewinności! Wielką niewinność! Słuchaj, dziadku: jestem ich tak blisko, że czuję świeżość rzęs, gdy opadają. A jednak mniej daleko jestem od wszystkich wielkich tajemnic tamtego świata niż od najmniejszej tajemnicy tych oczu!… Wielką niewinność!… Więcej niż niewinność! Rzec by można, że anieli niebiescy święcą w nich bez ustanku chrztu obrządek! Ja znam te oczy! Ja je widziałem w robocie! Zamknij je, pani, zamknij je lub ja ci je zamknę na długo!… Nie kładź tak prawej ręki na piersiach; mówię rzecz bardzo prostą… Nie mam żadnej ukrytej myśli… Gdybym miał jaką myśl ukrytą, czemużbym jej nie powiedział? Ach, ach! Nie staraj się, pani, uciekać! Tu! Daj mi tę rękę! Ach, ręce twe, pani, są nazbyt gorące… Precz! Ciało twe jest mi wstrętne!… Tu! Nie ma co teraz uciekać!

Chwyta ją za włosy.
471

Na kolanach powleczesz się za mną! Na kolana! Na kolana przede mną! Ach, ach, twe długie włosy do czegoś nareszcie posłużą!… W prawo i w lewo! W lewo i w prawo! Absalomie[7]! Absalomie! Naprzód! W tył! Do ziemi, do ziemi!… Widzisz, pani, widzisz: śmieję się już jak starzec…

ARKEL

nadbiegając
472

Golaud!…

GOLAUD

udając spokój nagły
473

Zrobisz, pani, jak będzie wola, oto wszystko. Ja nie przywiązuję do tego żadnej wagi. Jestem zbyt stary, a zresztą, nie jestem szpiegiem. Zaczekam na przypadek, a wtedy… Och, wtedy!… Po prostu dlatego, że to we zwyczaju; po prostu dlatego, że to we zwyczaju…

Wychodzi.

ARKEL

474

Co mu jest? Czy on pijany?

MELISANDA

we łzach
475

Nie, nie, ale już mnie nie kocha… Ja nie jestem szczęśliwa!… Ja nie jestem szczęśliwa!…

ARKEL

476

Gdybym był Bogiem, miałbym litość nad sercem ludzi…

SCENA III

Jeden z tarasów zamkowych.
Po podniesieniu zasłony widać małego Yniolda, który stara się podźwignąć wielki głaz.

YNIOLD

477

Och, ten kamień jest ciężki!… Cięższy ode mnie… Cięższy od wszystkich… Cięższy od wszystkiego, co się zdarzyło… Widzę swoją piłkę złotą między skałą i tym niegodziwym kamieniem i nie mogę jej dosięgnąć… Moje ramionko nie jest dość długie… a ten kamień nie chce się dać podnieść… Ja nie mogę go podnieść… i nikt nie będzie mógł go podnieść… Cięższy jest od całego domu… zdawałoby się, że ma w ziemi korzenie…

Słychać w oddali beczenie stada.
478

Och, och, słyszę płacz baranków…

Biegnie patrzeć na skraj tarasu.
479

Patrzcie, już nie ma słońca… Nadchodzą baranki, nadchodzą… A jest ich!… A jest ich!… Boją się, że ciemno… Cisną się do siebie, cisną się do siebie!… Nie mogą prawie już iść… Płaczą, płaczą, a idą prędko!… Idą prędko!… Są już na wielkim rozdrożu. Ach, ach, nie wiedzą teraz, dokąd iść… Nie płaczą już… Czekają… Niektóre chciałyby zwrócić się na prawo… Wszystkie chciałyby iść na prawo… Nie mogą!… Pastuch rzuca w nie ziemią… Ach, ach, będą przechodziły tędy… Słuchają się, słuchają się! Będą przechodziły pod tarasem… Będą przechodziły pod skałami… Zobaczę je z bliska… Och, och, co ich jest!… Co ich jest!… Cała droga zapchana… Teraz wszystkie ucichły… Pastuchu, pastuchu, czemu one już nic nie mówią?

PASTUCH

którego nie widać
480

Bo to już nie droga do owczarni…

YNIOLD

481

Dokądże one idą? Pastuchu, pastuchu, dokąd one idą? Nie słyszy mnie już. Są już za daleko… Idą prędko… Nie robią już hałasu… To już nie droga do owczarni… Gdzież one będą spały dziś w nocy? Och, och! Zbyt ciemno się robi… Muszę coś komuś powiedzieć…

Wychodzi.

SCENA IV

Krynica w parku.
Wchodzi Peleas.

PELEAS

482

To ostatni wieczór… ostatni wieczór… Wszystko musi się skończyć… Igrałem jak dziecko wokół rzeczy, której nie podejrzewałem… Igrałem we śnie wokół zasadzek przeznaczenia… Któż to rozbudził mnie nagle? Ucieknę, krzycząc z radości i z bólu, jak ślepiec uciekający z własnego domu w płomieniach… Powiem jej, że uciekam… Ojcu nic już nie grozi i nie mam już czym okłamywać siebie samego… Późno jest; ona nie przychodzi…Rozstanie, Wspomnienia, Miłość Zrobiłbym lepiej, odjeżdżając bez widzenia się z nią. Muszę dobrze przyjrzeć się jej tym razem. Niektórych rzeczy już sobie nie przypominam… Rzec by można niekiedy, że od lat stu przynajmniej jużem jej nie widział… I nie przypatrzyłem się jeszcze jej spojrzeniu… Nie zostanie mi nic, jeżeli tak odejdę. I wszystkie te wspomnienia… to jak gdybym uwoził z sobą trochę wody w woreczku muślinowym… Muszę ją zobaczyć raz ostatni, zobaczyć aż po dno serca… Muszę jej powiedzieć wszystko, czego nie powiedziałem…

Wchodzi Melisanda.

MELISANDA

483

Peleas!

PELEAS

484

Melisanda! Czyś to ty, Melisando?

MELISANDA

485

Tak.

PELEAS

486

Pójdź tutaj, nie stój tak nad brzegiem w świetle miesiąca. Pójdź tutaj. Mamy do powiedzenia sobie tyle rzeczy… Pójdź tutaj, w cieniu lipy.

MELISANDA

487

Zostaw mnie w świetle, panie…

PELEAS

488

Mógłby ktoś dojrzeć nas z okien wieży. Pójdź tutaj, tutaj nie mamy czego się obawiać. Strzeż się, ktoś może nas zobaczyć…

MELISANDA

489

Ja chcę, aby mnie widziano…

PELEAS

490

Co ci jest? Czy mogłaś wyjść niepostrzeżenie?

MELISANDA

491

Tak, brat twój, panie, spał…

PELEAS

492

Późno jest. Za godzinę pozamykają bramy. Trzeba uważać. Dlaczego przyszłaś tak późno?

MELISANDA

493

Brat twój, panie, miał przykry sen. A potem suknia ma zaczepiła się o gwoździe bramy. Patrzaj, panie, rozdarta. Straciłam cały ten czas i biegłam potem…

PELEAS

494

Moja biedna Melisaado!… Bałbym się prawie dotknąć cię… Cała jesteś jeszcze zdyszana, jak ptaszę ścigane… I to dla mnie, dla mnie robisz to wszystko?… Słyszę bicie twego serca, jak gdyby ono było moje… Pójdź tutaj… bliżej, bliżej do mnie…

MELISANDA

495

Czemu śmiejesz się, panie?

PELEAS

496

Ja nie śmieję się — albo może śmieję się z radości, nie wiedząc o tym… Byłoby raczej czego płakać…

MELISANDA

497

Byliśmy tu już kiedyś… Przypominam sobie…

PELEAS

498

Tak… tak… Kilka długich miesięcy temu. Wówczas nie wiedziałem… Czy wiesz, dlaczego prosiłem, abyś przyszła dziś wieczór?

MELISANDA

499

Nie.

PELEAS

500

Widzę cię po raz ostatni być może… Muszę odjechać na zawsze…

MELISANDA

501

Dlaczego mówisz zawsze, że odjeżdżasz?…

PELEAS

502

Mam ci powiedzieć to, co już wiesz? Ty nie wiesz, co ci chcę powiedzieć?

MELISANDA

503

Ależ nie, nie. Nie wiem nic…

PELEAS

504

Nie wiesz, dlaczego muszę się oddalić… Nie wiesz, że to dlatego…

Chwyta ją gwałtownie w ramiona.
505

Ja cię kocham…

MELISANDA

cichym głosem.
506

Ja kocham cię także…

PELEAS

507

Och, och! Coś ty powiedziała, Melisando!… Nie usłyszałem tego prawie!… Złamano lody rozpalonym żelazem!… Mówisz to jakimś głosem, jak gdyby przychodzącym z końca świata!… Nie usłyszałem cię prawie!… Kochasz mnie? Kochasz mnie także?… Odkąd mnie kochasz?

MELISANDA

508

Od zawsze… Odkąd cię ujrzałam…

PELEAS

509

Och, jak ty to mówisz… Zdawałoby się, że głos twój płynął nad morzem o wiośnie!… Nie słyszałem go nigdy dotąd… Zdawałoby się, że deszcz świeży padł na me serce!… Mówisz to tak otwarcie!… Jak anioł spytany!… Nie mogę temu wierzyć, Melisando!… Dlaczegóż byś mnie miała kochać? Ależ dlaczego ty mnie kochasz? Prawdaż to, co mówisz? Nie łudzisz mnie? Nie kłamiesz trochę, aby na twarz moją uśmiech wywołać?…

MELISANDA

510

Nie, nie kłamię nigdy. Kłamię tylko twojemu bratu…

PELEAS

511

Uroda, Miłość, Kochanek romantycznyOch, jak ty to mówisz!… Twój głos, twój głos!… Świeższy jest i otwartszy od wody!… Rzekłby ktoś, woda czysta na moich ustach!… Rzekłby ktoś, woda czysta na moich rękach… Daj mi, daj mi twe ręce… Och, jakież małe twe rączki!… Nie wiedziałem, żeś taka piękna!… Nie widziałem nigdy nic równie pięknego przed tobą… Byłem niespokojny, szukałem wszędzie w domu… Szukałem wszędzie po okolicy… I nie znajdowałem piękności… Aż teraz cię znalazłem!… Znalazłem cię!… Nie wierzę, aby była na ziemi kobieta piękniejsza!… Gdzie jesteś? Nie słyszę już, byś oddychała…

MELISANDA

512

Bo patrzę na ciebie…

PELEAS

513

Dlaczego patrzysz na mnie tak poważnie? Jesteśmy już w cieniu. Zbyt czarno tu, pod tym drzewem. Pójdź do światła. Nie możemy tu widzieć, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi. Pójdź, pójdź, tak mało zostaje nam czasu…

MELISANDA

514

Nie, nie, zostańmy tutaj… Jestem bliżej ciebie w ciemności…

PELEAS

515

Gdzież twoje oczy? Nie chcesz przecie uciekać ode mnie? Ty nie myślisz o mnie w tej chwili.

MELISANDA

516

Ależ owszem, owszem, myślę tylko o tobie…

PELEAS

517

Patrzyłaś gdzie indziej…

MELISANDA

518

Widziałam cię gdzie indziej…

PELEAS

519

Jesteś roztargniona… Co ci jest? Nie wydajesz mi się szczęśliwa…

MELISANDA

520

Ależ owszem, owszem; jestem szczęśliwa, ale jestem smutna…

PELEAS

521

Ludzie częstokroć bywają smutni, gdy się kochają…

MELISANDA

522

Płaczę zawsze, gdy myślę o tobie…

PELEAS

523

Ja także… ja także, Melisando… Jestem tuż koło ciebie. Płaczę z radości, a jednak…

Całuje ją znowu.
524

Jesteś dziwna, gdy cię tak ściskam… Jesteś tak piękna, że zdawałoby się, iż masz umrzeć…

MELISANDA

525

Ty także…

PELEAS

526

Otóż, otóż… Nie robimy tego, co chcemy… Nie kochałem cię za pierwszym razem, gdym cię zobaczył…

MELISANDA

527

Ani ja… ani ja… Bałam się…

PELEAS

528

Nie mogłem się pogodzić z twymi oczami… Chciałem odjechać zaraz… a potem…

MELISANDA

529

Ja znowu nie chciałam tu jechać… Nie wiem jeszcze dlaczego, ale bałam się tu jechać…

PELEAS

530

Tyle jest rzeczy, których nigdy nie będzie się wiedziało… Oczekujemy zawsze, a potem… Co to za hałas? Zamykają bramy!…

MELISANDA

531

Tak, zamknięto bramy…

PELEAS

532

Nie możemy już wrócić! Słyszysz zgrzyt rygli? Słuchaj, słuchaj!… Wielkie łańcuchy!… wielkie łańcuchy!… Za późno, za późno!…

MELISANDA

533

Tym lepiej, tym lepiej, tym lepiej!

PELEAS

534

Ty?… Otóż właśnie, otóż właśnie!… To nie my już tego chcemy!… Wszystko stracone, wszystko uratowane! Wszystko uratowane dziś wieczór! Pójdź! pójdź… Serce mi bije jak szaleniec aż do głębi mych piersi…

Chwyta ją w uścisk.
535

Słuchaj, słuchaj, serce me o mało mnie nie zdławi… Pójdź, pójdź!… Ach, jak pięknie w ciemnościach!…

MELISANDA

536

Ktoś jest za nami!…

PELEAS

537

Nie widzę nikogo…

MELISANDA

538

Słyszałam szmer…

PELEAS

539

Ja słyszę tylko twoje serce w ciemności…

MELISANDA

540

Słyszałam chrzęst suchych liści…

PELEAS

541

To wiatr, który ucichł nagle… Ustał, gdyśmy się całowali…

MELISANDA

542

Jakie wielkie są nasze cienie dziś wieczór!…

PELEAS

543

Ciągną się w uścisku aż w głąb ogrodu… Och, jak one się całują daleko od nas!… Patrzaj, patrzaj!…

MELISANDA

zdławionym głosem
544

A-a-ach! On jest za drzewem!

PELEAS

545

Kto?

MELISANDA

546

Golaud!

PELEAS

547

Golaud, gdzie? Nic nie widzę…

MELISANDA

548

Tam… na skraju naszych cieni…

PELEAS

549

Tak, tak, widziałem go… Nie odwracajmy się nagle…

MELISANDA

550

Ma miecz…

PELEAS

551

Ja nie mam swego…

MELISANDA

552

Widział, że całowaliśmy się…

PELEAS

553

Nie wie, żeśmy go spostrzegli… Nie ruszaj się, nie odwracaj głowy… Rzuciłby się natychmiast… Zostanie tam, póki będzie sądził, że nie wiemy… Obserwuje nas… Nie rusza się jeszcze… Odejdź, odejdź zaraz tędy… Ja będę na niego czekał… Ja go zatrzymam…

MELISANDA

554

Nie, nie, nie!…

PELEAS

555

Odejdź, odejdź! On widział wszystko!… On nas zabije!…

MELISANDA

556

Tym lepiej, tym lepiej, tym lepiej!

PELEAS

557

Idzie, idzie!… Twe usta!… Twe usta!…

MELISANDA

558

Tak!… tak, tak!…

Całują się szalenie.

PELEAS

559

Och, och, wszystkie gwiazdy spadają!…

MELISANDA

560

Na mnie także, na mnie także!…

PELEAS

561

Jeszcze, jeszcze!… Daj, daj!…

MELISANDA

562

Całuj, całuj, całuj!

Golaud rzuca się na nich z mieczem w ręku i zadaje cios Peleasowi, który pada na brzegu krynicy. Melisanda ucieka przerażona.

MELISANDA

uciekając
563

Och, och! Nie mam odwagi!… Nie mam odwagi!…

Golaud ściga ją przez gaj w milczeniu.

AKT V

SCENA I

Izba czeladna[8] w suterenach zamku.
Po podniesieniu zasłony widać zgromadzone służące. Z zewnątrz dochodzą glosy dzieci bawiących się przed jednym z okienek izby.

JEDNA ZE SŁUŻĄCYCH

564

Zobaczycie, zobaczycie, dziewuchy; będzie to dziś wieczór. Przyjdą uprzedzić nas za chwilę…

INNA SŁUŻĄCA

565

Nikt nie przyjdzie nas uprzedzać… Oni sami już nie wiedzą, co robią…

TRZECIA SŁUŻĄCA

566

Czekajmy tutaj…

CZWARTA SŁUŻĄCA

567

Już my będziemy wiedziały, kiedy iść na górę…

PIĄTA SŁUŻĄCA

568

Gdy chwila nadejdzie, pójdziemy tam same z siebie…

SZÓSTA SŁUŻĄCA

569

Nie słychać już żadnego szmeru w domu…

SIÓDMA SŁUŻĄCA

570

Trzeba uciszyć dzieci bawiące się przed okienkiem…

ÓSMA SŁUŻĄCA

571

Ucichną one same za chwilę.

DZIEWIĄTA SŁUŻĄCA

572

Chwila nie przyszła jeszcze…

Wchodzi stara służąca.

STARA SŁUŻĄCA

573

Nikt już nie może wejść do pokoju. Nadsłuchiwałam przeszło godzinę… Można by dosłyszeć muchy chodzące po drzwiach… Nic nie usłyszałam…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

574

Czyliż zostawiono ją samą w komnacie?

STARA SŁUŻĄCA

575

Nie, nie, mnie się zdaje, że komnata pełna jest ludzi.

PIERWSZA SŁUŻĄCA

576

Przyjdą, przyjdą za chwilę…

STARA SŁUŻĄCA

577

Mój Boże! Mój Boże! Nieszczęście to weszło do domu… Nie wolno mówić, ale gdybym mogła powiedzieć, co wiem…

DRUGA SŁUŻĄCA

578

Wszak to ty znalazłaś ich przed bramą?

STARA SŁUŻĄCA

579

Ależ tak, ależ tak, to ja ich znalazłam. Odźwierny powiada, że to on pierwszy ich zobaczył, ale to ja go zbudziłam. Spał na brzuchu i nie chciał wstawać. A teraz powiada: „Ja pierwszy ich widziałem”. Czyż tak się należy? Patrzajcie, sparzyłam się, zapalając lampę, aby zejść do piwnicy. Cóż to ja miałam robić w piwnicy? Nie mogę już przypomnieć sobie, co miałam robić w piwnicy. Mniejsza z tym, dość że wstaję bardzo wczas[9]; nie było jeszcze zupełnie widno. Powiadam sobie: przejdę przez podwórzec, a potem otworzę bramę. Dobrze; schodzę ze schodów na koniuszkach palców i otwieram bramę, jakby to była zwykła brama… Mój Boże, mój Boże! Cóżem ja tam ujrzała! Zgadnijcie, jeżeli możecie, com ujrzała!…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

580

Oni stali przed bramą?

STARA SŁUŻĄCA

581

Leżeli wyciągnięci oboje przed bramą!… Zupełnie jak zbyt wygłodniali żebracy… Przytuleni byli do siebie jak małe dzieci, gdy się boją… Mała królewna była prawie nieżywa, a wielki Golaud miał jeszcze swój miecz utopiony w boku… Byłoż krwi na progu…

DRUGA SŁUŻĄCA

582

Trzeba by uciszyć dzieci… Krzyczą z całych sił przed okienkiem…

TRZECIA SŁUŻĄCA

583

Nie słychać już, co się mówi…

CZWARTA SŁUŻĄCA

584

Nic na to nie poradzi. Próbowałam już, nie chcą się uciszyć…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

585

Zdaje się, że on prawie ozdrowiał?

STARA SŁUŻĄCA

586

Kto?

PIERWSZA SŁUŻĄCA

587

Wielki Golaud.

TRZECIA SŁUŻĄCA

588

Tak, tak, prowadzono go właśnie do pokoju żony. Spotkałam ich przed chwilą w korytarzu. Podtrzymywano go, jakby był pijany. Nie może jeszcze sam chodzić.

STARA SŁUŻĄCA

589

Nie zdołał siebie zabić, jest zbyt wielki. Ale ona prawie nie jest raniona — i ona właśnie ma umrzeć… Czy pojmujecie to?

PIERWSZA SŁUŻĄCA

590

Widzieliście ranę?

STARA SŁUŻĄCA

591

Tak jak ciebie widzę, ma córko. Widziałam wszystko, rozumiecie… Widziałam ją przed wszystkimi… Maleńka, drobniuchna ranka pod lewą piersią. Maleńka ranka, która by nie zabiła gołębia. Czyliż to naturalne?

PIERWSZA SŁUŻĄCA

592

Tak, tak, coś pod tym siedzi…

DRUGA SŁUŻĄCA

593

Tak, lecz ona porodziła przed trzema dniami…

STARA SŁUŻĄCA

594

Rzeczywiście!… Porodziła na łożu śmierci — czy to nie wielki znak? I co za dziecko! Widzieliście je? Maluchna dziewczynka, jakiej żebrak ostatni nie chciałby wydać na świat… Figurka woskowa, urodzona o wiele za wcześnie… figurka woskowa, która będzie musiała żyć w wełnach jagnięcych… Tak, tak, nieszczęście to weszło do domu…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

595

Tak, tak, palec w tym boży…

DRUGA SŁUŻĄCA

596

Tak, tak, wszystko to nie stało się bez powodu…

TRZECIA SŁUŻĄCA

597

Albo i ten poczciwy książę Peleas… gdzież on jest? Nikt nie wie…

STARA SŁUŻĄCA

598

Owszem, owszem, wszyscy wiedzą… Ale nikt nie śmie o tym mówić… Nie mówi się o tym… nie mówi się o owym… nie mówi się już o niczym… nie mówi się już prawdy… Ale ja, ja wiem, że znaleziono go na dnie krynicy ślepców… lecz nikomu, nikomu nie było wolno go widzieć… I otóż właśnie, otóż właśnie, człowiek dowie się tego wszystkiego dopiero w ostatni dzień…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

599

Ja boję się już spać tutaj…

STARA SŁUŻĄCA

600

Tak, tak, gdy raz nieszczęście weszło do domu, milczeniem nic nie poradzi…

TRZECIA SŁUŻĄCA

601

To prawda, ono i tak nas znajdzie…

STARA SŁUŻĄCA

602

Tak, tak, ale nie idziemy tam, gdzie chcemy…

CZWARTA SŁUŻĄCA

603

Tak, tak, nie robimy tego, co chcemy…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

604

Oni boją się nas teraz…

DRUGA SŁUŻĄCA

605

Milczą wszyscy…

TRZECIA SŁUŻĄCA

606

Spuszczają oczy na korytarzach…

CZWARTA SŁUŻĄCA

607

Mówią już tylko szeptem.

PIĄTA SŁUŻĄCA

608

Zdawałoby się, że zrobili tu wszyscy razem.

SIÓDMA SŁUŻĄCA

609

Władza, StrachCo robić, kiedy władcy się boją?…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

610

Nie słyszę już, aby dzieci krzyczały.

DRUGA SŁUŻĄCA

611

Siadły wszystkie przed okienkiem.

TRZECIA SŁUŻĄCA

612

Przytuliły się do siebie.

STARA SŁUŻĄCA

613

Nie słyszę już nic w całym domu…

PIERWSZA SŁUŻĄCA

614

Nie słychać nawet oddechu dzieci…

STARA SŁUŻĄCA

615

Pójdźcie, pójdźcie, czas iść na górę…

Wszystkie wychodzą w milczeniu.

SCENA IV

Jedna z komnat zamkowych.
Po podniesieniu zasłony widać Arkela, Golaud i Doktora w kącie pokoju. Melisanda spoczywa na łóżku.

DOKTOR

616

Jeżeli umrze, to nie z tej ranki; ta ptaka by nie zabiła… Nie wyście więc ją zabili, mój dobry panie; nie rozpaczajcie tak… Ona po prostu nie mogła żyć… Urodziła się bez powodu… aby umrzeć; i umiera bez powodu… A potem, nie powiedziano jeszcze, że jej nie uratujemy…

ARKEL

617

Nie, nie, zdaje mi się, że mimo woli milczymy zbyt wiele w jej pokoju… To niedobry znak… Patrzcie, jak ona śpi… powoli, powoli… zdawałoby się, że duszyczce jej zimno na wieki…

GOLAUD

618

Zabiłem bez powodu! Zabiłem bez powodu!… Toż kamienie by nad tym płakały!… Całowali się jak małe dzieci… Całowali się po prostu… Jak brat i siostra… A ja, ja zaraz!… Zrobiłem to, widzicie, mimo woli… Zrobiłem to mimo woli…

DOKTOR

619

Uwaga, zdaje mi się, że się budzi…

MELISANDA

620

Otwórzcie okno… otwórzcie okno…

ARKEL

621

Czy chcesz, aby to okienko otworzyć, Melisando?

MELISANDA

622

Nie, nie. Wielkie okno… wielkie okno… chciałabym widzieć….

ARKEL

623

Czy powietrze morskie nie będzie zbyt zimne pod wieczór?

DOKTOR

624

Nie sprzeciwiać się, nie sprzeciwiać się…

MELISANDA

625

Dziękuję… Czy to słońce zachodzi?

ARKEL

626

Tak, to słońce zachodzi nad morzem, późno już. Jak się czujesz, Melisando?

MELISANDA

627

Dobrze, dobrze. Dlaczego pytasz o to, dziadku? Nigdy nie byłam zdrowsza. Zdaje mi się jednak, że wiem coś…

ARKEL

628

Co mówisz? Nie rozumiem cię…

MELISANDA

629

I ja też, dziadku, nie rozumiem wszystkiego, co mówię… Nie wiem, co mówię… Nie wiem, co wiem… Nie mówię już tego, co chcę…

ARKEL

630

Ależ owszem, ależ owszem… Jestem niewypowiedzianie szczęśliwy, że słyszę cię tak mówiącą. Miałaś w tych dniach trochę gorączki i nie można cię było zrozumieć… Ale teraz wszystko to już gdzieś daleko…

MELISANDA

631

Nie wiem… Czy sam jesteś w pokoju, dziadku?

ARKEL

632

Nie. Jest tu też doktor, który cię wyleczył…

MELISANDA

633

A…

ARKEL

634

A potem — jest jeszcze ktoś…

MELISANDA

635

Któż to?

ARKEL

636

To… Ale nie przestrasz się… On ci nie chce zrobić nic złego, bądź pewna… Jeśli się boisz, on odejdzie… On jest bardzo nieszczęśliwy.

MELISANDA

637

Któż to?

ARKEL

638

To… to mąż twój… to Golaud…

MELISANDA

639

Golaud jest tutaj? Czemuż nie zbliży się do mnie?

GOLAUD

na kolanach wlokąc się ku łożu
640

Melisando… Melisando…

MELISANDA

641

Czyś to ty, Golaud? Nie mogłam poznać cię już prawie… Mam słońce wieczorne w oczach… Czemu patrzysz tak po ścianach? Schudłeś i postarzałeś się… Czy to już dawno, odkąd nie widzieliśmy się?

GOLAUD

do Arkela i Doktora
642

Proszę was, oddalcie się na chwilę, zróbcie mi tę łaskę… Zostawię drzwi otwarte na oścież… Chwilę tylko… Chciałbym jej coś powiedzieć; bez tego nie mógłbym skonać… Zróbcie to! Idźcie do końca korytarza, potem możecie powrócić zaraz, zaraz… Nie odmawiajcie mi tego… Jestem nieszczęśliwy…

Arkel i Doktor wychodzą.
643

Melisando, litujesz ty się nade mną, jak ja lituję się nad tobą?… Melisando?… Przebaczasz mi, Melisando?…

MELISANDA

644

Tak, tak, przebaczam ci… Co mam przebaczyć?…

GOLAUD

645

Wyrządziłem ci tyle złego, Melisando… Nie umiem wypowiedzieć zła, jakie ci wyrządziłem… Ale widzę je, widzę je tak jasno dzisiaj… od pierwszego dnia… I wszystko to, czego nie wiedziałem dotąd, rzuca mi się w oczy dziś wieczór… I wszystko to z mej winy, wszystko, co się stało, wszystko, co się stanie… Gdybym mógł to powiedzieć, widziałabyś tak, jak ja widzę!… Widzę wszystko, widzę wszystko!… Ale ja tak cię kochałem!… Ja tak cię kochałem!… Lecz teraz ktoś ma umrzeć… to ja mam umrzeć… I chciałbym wiedzieć… Chciałbym cię spytać… Nie weźmiesz mi tego za złe?… Chciałbym… Śmierć, PrawdaTrzeba powiedzieć prawdę komuś, kto ma umrzeć… Trzeba, aby wiedział prawdę, bez tego nie mógłby spać w grobie… Przysięgasz mi, że powiesz prawdę?

MELISANDA

646

Tak.

GOLAUD

647

Kochałaś Peleasa?

MELISANDA

648

Ależ tak, kochałam go. Gdzie on?

GOLAUD

649

Nie rozumiesz mnie? Nie chcesz mnie zrozumieć! Zdaje mi się… A więc… po prostu: pytam cię, czy kochałaś go miłością zakazaną?… Czy byłaś… czy byliście występni? Powiedz, powiedz, tak, tak, tak?…

MELISANDA

650

Nie, nie, nie byliśmy występni. Czemu pytasz o to, panie?

GOLAUD

651

Melisando… powiedz mi prawdę, na miłość boską!

MELISANDA

652

Czemuż nie miałabym powiedzieć prawdy?

GOLAUD

653

Nie kłam już tak, w godzinie śmierci!

MELISANDA

654

Śmierci? Któż to ma umrzeć? Ja?

GOLAUD

655

Ty, ty! I ja, ja także, po tobie!… I trzeba nam prawdy… Trzeba nam prawdy nareszcie, słyszysz! Powiedz mi wszystko! Powiedz mi wszystko! Przebaczam ci wszystko!…

MELISANDA

656

Dlaczegóż ja mam umrzeć? Nie wiedziałam tego…

GOLAUD

657

Ale wiesz teraz!… Czas wielki, czas wielki!… Prędko, prędko!… Prawdę, prawdę!…

MELISANDA

658

Prawdę… prawdę…

GOLAUD

659

Gdzie jesteś, Melisando? Gdzie jesteś? To nie jest naturalne! Melisando, gdzie jesteś? Dokąd idziesz?

spostrzegając Arkela i Doktor we drzwiach.
660

Tak, tak, możecie powrócić… Nie wiem nic, wszystko na próżno… Za późno, ona już zbyt od nas daleko… Nie dowiem się nigdy… Umrę tu jak ślepiec najnędzniejszy!…

ARKEL

661

Coś zrobił? Zabijasz ją…

GOLAUD

662

Już ją zabiłem…

ARKEL

663

Melisando…

MELISANDA

664

Czy to ty, dziadku?

ARKEL

665

Tak, moje dziecię… Czy nie chcesz czegoś ode mnie?

MELISANDA

666

Czy to prawda, że zima się zaczyna?

ARKEL

667

Czemu pytasz o to?

MELISANDA

668

Bo zimno jest i nie ma już liści…

ARKEL

669

Zimno ci? Chcesz, aby zamknąć okno?

MELISANDA

670

Nie, nie… aż gdy słońce utonie w morzu. Zachodzi powoli, a więc zima się zaczyna?

ARKEL

671

Tak. Nie lubisz zimy?

MELISANDA

672

Och, nie. Boję się zimna. Tak się boję wielkich mrozów…

ARKEL

673

Czy czujesz się lepiej?

MELISANDA

674

Lepiej, lepiej. Nie mam już tych wszystkich niepokojów…

ARKEL

675

Chcesz zobaczyć dziecko?

MELISANDA

676

Jakie dziecko?

ARKEL

677

Twoje dziecko. Jesteś matką… Wydałaś na świat małą dziewczynkę…

MELISANDA

678

Gdzież ona jest?

ARKEL

679

Tutaj…

MELISANDA

680

To dziwne… Nie mogę podnieść rąk, aby ją wziąć…

ARKEL

681

Jesteś jeszcze bardzo osłabiona… Potrzymam ci ją sam; patrz…

MELISANDA

682

Nie śmieje się… Malutka jest… Zbiera jej się na płacz… Żal mi jej…

Pokój zapełnia się z wolna służącymi zamkowymi, które w milczeniu ustawiają się pod ścianami i czekają.

GOLAUD

zrywając się nagle
683

Co to jest? Czego chcą tutaj wszystkie te kobiety?

DOKTOR

684

To służące…

ARKEL

685

Kto je zawołał?

DOKTOR

686

Nie ja…

GOLAUD

687

Po co przyszłyście tutaj? Nikt was nie prosił… Czego tu chcecie? Cóż tam znowu takiego? Odpowiadajcie!…

Służące nie odpowiadają.

ARKEL

688

Nie mów zbyt głośno… Ona zasypia, zamknęła oczy…

GOLAUD

689

Ale to nic?…

DOKTOR

690

Nic, nic, widzicie, panie, ona oddycha…

ARKEL

691

Oczy ma pełne łez. Teraz to już dusza jej płacze… Czemu ona wyciąga tak ręce? Czego ona chce?

DOKTOR

692

Ku dziecku, zapewne. To walka matki z…

GOLAUD

693

W tej chwili? W tej chwili? Powiedz otwarcie, mów, mów!…

DOKTOR

694

Być może.

GOLAUD

695

Zaraz?… Och, och! Ja muszę jej powiedzieć… Melisando! Melisando!… Zostawcie mnie samego, zostawcie mnie z nią samego!…

ARKEL

696

Nie, nie, nie zbliżaj się… Nie przeszkadzaj jej… Nie mów do niej… Ty nie wiesz, co to dusza…

GOLAUD

697

To nie moja wina… To nie moja wina!…

ARKEL

698

ŚmierćUważaj… Uważaj… Musimy teraz mówić po cichu. Nie trzeba jej już niepokoić… Dusza ludzka jest bardzo milcząca… Dusza ludzka lubi odchodzić sama… Ona cierpi tak bojaźliwie… Ale smutek, Golaud… ale smutek tego wszystkiego, co się widzi!… Och, och, och!…

W tej chwili wszystkie służące padają nagle na kolana w głębi pokoju.

ARKEL

odwracając się
699

Co się stało?

DOKTOR

zbliżywszy się do łóżka i dotknąwszy ciała
700

One mają słuszność…

Długie milczenie.

ARKEL

701

Nic nie widziałem. Czy jesteś pewny?…

DOKTOR

702

Tak, tak.

ARKEL

703

Nic nie słyszałem… Tak prędko, tak prędko… Tak nagle… Odeszła, nic nie powiedziawszy…

GOLAUD

łkając
704

Och, och, och!

ARKEL

705

Nie zostawaj tu, Golaud… Jej potrzeba teraz ciszy… Pójdź, pójdź… To okropne, ale to nie nasza wina… Była to istotka taka spokojna, taka bojaźliwa, taka milcząca… Była to biedna istotka, tajemnicza, jak wszyscy… Leżąc tam, wygląda na starszą siostrę swego dziecięcia… Pójdź, pójdź… Mój Boże, mój Boże!… I ja nic już z tego nie rozumiem… Nie zostawajmy tutaj. Pójdź. Dziecko także niechaj tu nie zostaje, w tym pokoju… Ono musi żyć teraz w jej miejsce… Kolej teraz na biedną malutką…

Wychodzą w milczeniu.

Przypisy

[1]

krynica (daw., poet.) — źródło. [przypis edytorski]

[2]

stalaktyt — naciek wapienny w postaci sopla zwisającego ze stropu jaskini. [przypis edytorski]

[3]

łom (daw.) — odłam skały, blok kamienny; łomy: rumowisko. [przypis edytorski]

[4]

kądziel — pęk włókien lnu, konopi albo wełny przygotowany do przędzenia. [przypis edytorski]

[5]

miesiąc (daw.; poet.) — księżyc. [przypis edytorski]

[6]

trzy kwadranse na jedenastą (daw.) — trzy kwadranse po godzinie dziesiątej, tj. godzina 10:45. [przypis edytorski]

[7]

Absalom (bibl.) — postać biblijna, syn króla Dawida; dumny ze swoich długich włosów, zginął w wojnie domowej przeciw ojcu, gdy uciekając, zaczepił włosami o gałęzie drzewa i nie zdołał się wyswobodzić przed nadejściem pogoni. [przypis edytorski]

[8]

czeladny (daw.) — przeznaczony dla czeladzi, tj. dla służby. [przypis edytorski]

[9]

wczas (reg.) — wcześnie. [przypis edytorski]