<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/lessing-natan-medrzec/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Lessing, Gotthold Ephraim </dc:creator>
<dc:title xml:lang="ger" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Natan mędrzec</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kwiryn, Anastazy</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Oświecenie</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tragedia</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana z egzemplarza pochodzacego ze strony: http://polona.pl. Wydano z finansowym wsparciem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Eine Publikation im Rahmen des Projektes Wolne Lektury. Herausgegeben mit finanzieller Unterstützung der Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/natan-medrzec</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://polona.pl/item/10538408/0/</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="ger" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gotthold Ephraim Lessing, Natan mędrzec, tłum. Anastazy Kwiryn, nakł. i druk S. Lewentala, Warszawa 1877.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Gotthold Ephraim Lessing zm. 1781</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1852</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-10-28</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/natan-medrzec.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0504-0</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/natan-medrzec.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1510-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/natan-medrzec.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2465-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/natan-medrzec.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3500-9</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/natan-medrzec.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4586-2</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6950.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Starzec z brodą, Edvard Munch (1863-1944), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6950</dc:relation.coverImage.source>
<category.legimi>Dramat</category.legimi>
    <category.thema.main>DD.WL-D</category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wierszowany_l>

<abstrakt>
<akap>Dramat Gottholda Ephraima Lessinga z 1779 roku, napisany po tym, jak cenzura zabroniła mu dalszej polemiki z teologiem Johannem Melchiorem Goeze.</akap>


 
<akap>Sztuka jest pochwałą tolerancji religijnej, a jej centralnym dla wymowy ideowej punktem jest przypowieść o cudownym pierścieniu, którym ojciec miał obdarować ukochanego syna. Ponieważ nie mógł się zdecydować na żadnego z trzech potomków, wręczył im wszystkim identyczne pierścienie, więc nie było wiadomo, który jest cudowny. Tak samo zdaniem Lessinga nie można rozróżnić, która z trzech wielkich religii monoteistycznych (judaizm, chrześcijaństwo czy islam) jest prawdziwa.</akap>





<akap>Te i inne rozważania filozoficzne i teologiczne opakowane zostały w schemat fabularny, w którym młody templariusz ułaskawiony przez Saladyna zakochuje się w Resze, córce Natana – zaś w ostatnim akcie okazuje się bratankiem Saladyna i bratem Rechy.</akap>


</abstrakt>

<autor_utworu>Gotthold Ephraim Lessing</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Natan mędrzec</nazwa_utworu>

<podtytul>Poemat dramatyczny w pięciu aktach</podtytul>

<nota_red><akap>Fleksja: tem, czem, itp. -> tym, czym; końcówki przymiotników -em, -emi -> -ym, -ymi; uledz, przysiądz -> ulec, przysiąc.
Pisownia łączna i rozdzielna: poco -> po co, jakto -> jak to, to też -> toteż
Udźwięcznienia i ubezdźwięcznienia: zkąd -> skad, papiezkie -> papieskie, męzką -> męską
summa, kassa -> suma, kasa
błąd źródła: beidny -> biedny,  cyś -> czyś, nie -> niej
Inne: milczyć->milczeć
Oboczność chrześcijanin/chrześcianin i patryjarcha/patriarcha wprowadzono, by zachować rytm wiersza.</akap> </nota_red>

<lista_osob>

<naglowek_listy>OSOBY:</naglowek_listy>

<lista_osoba><osoba>Sułtan Saladyn</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Sittah</osoba>, jego siostra</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Natan</osoba>, bogaty żyd w Jerozolimie</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Recha</osoba>, jego przybrana córka</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Daja</osoba>, chrześcijanka, bawiąca<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- przebywać.</pe> w domu</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Natana</osoba>, jako towarzyszka Rechy</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Templariusz</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Derwisz</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Patriarcha jerozolimski</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Braciszek klasztorny</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Emir<pe><slowo_obce>emir</slowo_obce> --- dowódca wojskowy a. zarządca prowincji w krajach arabskich.</pe></osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Mamelucy</osoba><pe><slowo_obce>mameluk</slowo_obce> --- żołnierz gwardii przybocznej.</pe> <osoba>Saladyna</osoba></lista_osoba>

</lista_osob>

<miejsce_czas>Rzecz dzieje się w Jerozolimie.</miejsce_czas>




<naglowek_akt>AKT I</naglowek_akt>

<didaskalia>Przedsionek domu <osoba>Natana</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba> powraca z podróży; <osoba>Daja</osoba> wychodzi naprzeciw niemu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To on! To Natan!... Bóg niech przyjąć raczy/
Dzięki, że wreszcie powracacie do nas.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, Dajo, dzięki Bogu! Ale czemu/
Powiadasz: <wyroznienie>wreszcie</wyroznienie>? Czyż wprzód wrócić chciałem?/
Czyż wrócić mogłem?... Wszakże z Babilonu/
Do Jeruzalem, gdy kto zbaczać musi/
W prawo i w lewo, jest mil najmniej dwieście,/
A ściągać długi nie jest interesem/
Tak do zrobienia łatwym.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>O Natanie!</wers_cd>/
Do jakiej nędzy moglibyście byli/
Dojść tutaj!... Dom wasz...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Uległ pogorzeli.</wers_cd>/
o tym słyszałem już... Daj Boże, żebym/
Słyszał już wszystko, co mam słyszeć jeszcze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Niewiele brakło, żeby zgorzał<pe><slowo_obce>zgorzeć</slowo_obce> (daw.) --- spłonąć.</pe> cały.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Naówczas, Dajo, wznieślibyśmy nowy/
I wygodniejszy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawda. Lecz w pożarze</wers_cd>/
O włos, że Recha także nie straciła/
Życia!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1410556674682-3039803411"/><motyw id="m1410556674682-3039803411">Ojciec, Córka, Strach</motyw>Kto? Recha moja? Ona? Ona?</wers_cd>/
Tegom nie słyszał!... Ha! więc byłbym domu/
Nie potrzebował!... Więc o włos, powiadasz,/
Że nie spłonęła?... Ha! Spłonęła może!/
Może zginęła w tym pożarze?... powiedz!/
Mówże!... Od razu zabij mnie, a dłużej/
Nie dręcz... A zatem tak? Spłonęła?<end id="e1410556674682-3039803411"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Gdyby</wers_cd>/
Tak było, czyżbym ja wam to mówiła?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czemuż więc straszysz mnie?... O Recho, Recho!/
O Recho moja!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wasza? Wasza Recha?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyliż nie było zawsze mym zwyczajem/
To dziecko moim zwać?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czy równym prawem</wers_cd>/
Zowiecie swoim wszystko to, co macie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie większym! Wszystko dała mi przyroda<pe><slowo_obce>przyroda</slowo_obce> --- przyrodzenie, natura, charakter.</pe>/
I szczęście, tylko własność tę jedyną/
Zawdzięczam cnocie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jakże mi, Natanie,</wers_cd>/
Drogo za dobroć swą każecie płacić!/
Jeżeli dobroć, co ma takie cele,/
Dobrocią można nazwać!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Takie cele?...</wers_cd>/
Jakież to, Dajo?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie sumienie...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dajo,</wers_cd>/
Pozwól, że najprzód ci opowiem...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Moje</wers_cd>/
Sumienie, mówię...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jaką w Babilonie</wers_cd>/
Piękną materię ci kupiłem! Śliczna,/
I w najpiękniejszym guście! Nie przywożę/
Dla Rechy nawet nic wyszukańszego!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I cóż to znaczy, gdy sumienie moje ---/
Muszę to wyznać --- już się nie da dłużej/
Zagłuszać!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pozwól, pilno mi zobaczyć,</wers_cd>/
Czy będą ci się podobały sprzączki,/
Kolczyki, pierścień, oraz łańcuch, którem/
Kupił w Damaszku...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wyście zawsze tacy!</wers_cd>/
Pragniecie tylko darzyć, tylko darzyć!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc przyjm tak chętnie dary, jak je daję./
I milcz.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I milczeć! Któż by wątpił o tym,</wers_cd>/
Natanie, żeście hojni i uczciwi?/
A jednak...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jednak jestem tylko Żydem!</wers_cd>/
Co? Czyś to mówić chciała?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co chcę mówić,</wers_cd>/
Wiecie wy lepiej.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A więc milcz!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja milczę.</wers_cd>/
Co tu na bożą zasługuje karę,/
Czego nie mogę ani nie dopuścić,/
Ani odmienić, niechaj na was spadnie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech spadnie na mnie!... Lecz gdzież ona? Dajo!/
Jeśli mnie łudzisz!... Czyliż wie już o tym,/
Że przyjechałem?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410556868873-1315913915"/><motyw id="m1410556868873-1315913915">Szaleństwo</motyw>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Was się spytać o to!</wers_cd>/
Dotąd jej nerwy jeszcze drżą z przestrachu/
I dotąd pożar jej fantazja plącze/
W obrazy swoje. Duch jej śpi na jawie,/
A we śnie czuwa: raz mniej niż zwierzęciem/
Zda się, a czasem więcej niż aniołem.<end id="e1410556868873-1315913915"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedna! Czymżeśmy, ludzie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dzisiaj rano</wers_cd>/
Leżała, oczy zamknąwszy, jak martwa./
Nagle się zrywa, woła: ,,Słuchaj, słuchaj!/
Przyszły wielbłądy mego ojca... Słyszysz?/
To jego luby głos!..." I znów zamknęła/
Oczy, a głowa, którą podpierała/
Ręką, opadła na poduszki... Biegnę/
Do drzwi i patrzę: to wy! Wy wracacie!.../
Cóż w tym dziwnego? Dusza jej bawiła<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- przebywać.</pe>/
Przy was i przy nim cały czas.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I przy nim?</wers_cd>/
Jak to? i przy kim?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przy tym, co z pożaru</wers_cd>/
Ją wyratował.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Któż to był? Kto? Gdzie on?</wers_cd>/
Kto mi ocalił moją Rechę? Któż to?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Młody templariusz, przed kilkoma dniami/
Przyprowadzony tutaj jako jeniec,/
Którego sułtan ułaskawił.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?</wers_cd>/
Sułtan Saladyn podarował życie/
Templariuszowi? A więc mniejszym cudem/
Nie byłbyś Rechy mej ocalił, Boże?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gdyby on nie był chciał narazić życia,/
Które odzyskał tak niespodziewanie,/
Byłoby po niej.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdzież on? Dajo! Powiedz,</wers_cd>/
Gdzie ten szlachetny człowiek? Do nóg jego/
Prowadź mnie! Skarby, którem wam zostawił,/
Wszakże mu dałyście? Dałyście wszystkie?/
I więcej mu przyrzekłyście? Wiele więcej?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jakżeśmy mogły?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nic? Nic?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410708635991-491681998"/><motyw id="m1410708635991-491681998">Opieka</motyw>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie wiadomo,</wers_cd>/
Skąd przyszedł. Dokąd poszedł, nie wiadomo./
Nie znając wcale domu, tylko uchem/
Wiedziony, w swoim rozpostartym płaszczu,/
Przez dym i płomień śmiało szedł za głosem,/
Który o pomoc wołał. Już się zdało,/
Że zginął, kiedy z śród płomieni nagle/
Wyszedł, unosząc ją ramieniem silnym,/
I niewzruszony, zimny wobec dzięków,/
Złożył swą zdobycz, między lud się wcisnął,/
I znikł.<end id="e1410708635991-491681998"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Spodziewam się, że nie na zawsze.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410722796600-3105808235"/><motyw id="m1410722796600-3105808235">Duma</motyw>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ujrzałyśmy go znowu dni następnych,/
Jak się przechadzał w cieniu palm, którymi/
Jest otoczony grób Zmartwychwstałego./
Ja przystąpiłam doń i dziękowałam,/
I zaklinałam, by odwiedzić zechciał/
Biedną istotę, co spoczynku nie ma,/
Póki dziękczynnych łez swych nie wypłacze/
U jego kolan.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I cóż?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nadaremnie!<end id="e1410722796600-3105808235"/></wers_cd>/
Na prośby głuchym został, i wyszydził/
Mnie bez litości...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To cię odstraszyło...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bynajmniej! Co dzień doń przystępywałam/
On co dzień szydził ze mnie jednakowo./
Com wycierpiała odeń już! I czego/
Z chęcią nie zniosłabym!... Od dawna przecież/
Już nie przychodzi więcej pod te palmy,/
Co ocieniają grób naszego Pana.../
Nikt nie wie, gdzie się podział. Was to dziwi/
I zastanawia?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Myślę o tym, jaki</wers_cd>/
Wpływ to wywarło na umyśle Rechy./
<begin id="b1410722840275-710421021"/><motyw id="m1410722840275-710421021">Serce, Rozum</motyw>Tak się wzgardzoną widzieć, i przez tego,/
Którego serce każe cenić drogo;/
Być odepchniętą tak, i pociąganą/
Zarazem. Sądzę, że w podobnym razie/
Serce i głowa długo walczyć muszą,/
Czy ma zwycięstwo odnieść wstręt do ludzi,/
Czy cichy smutek? Często nie zwycięża/
Żadne z nich, tylko w walkę ich się miesza/
Bujna fantazja, tworząc marzycieli,/
U których głowa pełni serca rolę,/
A serce głowy!... Smutna to zamiana!/
Taki wypadek, jeśli się nie mylę,/
Musiał zajść z Rechą... Ona marzy...<end id="e1410722840275-710421021"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Marzy,</wers_cd>/
Tak słodko jednak, lubo...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ale marzy!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jedna z jej... chimer<pe><slowo_obce>chimera</slowo_obce> --- tu: wyobrażenie.</pe> --- jeśli tak je zwiecie ---/
Jest jej szczególniej godną. Ów templariusz/
Nie ziemską dla niej jest istotą, ale/
Aniołem owym, pod którego pieczę/
Oddane było serce jej od dziecka./
Spłynął on do niej z chmury, co go zawsze/
Okrywa, którą nawet wśród płomieni/
Był otoczony, i wziął templariusza/
Postać... Nie śmiejcie się z niej!... Kto wie?... Albo,/
Choć w was to budzi uśmiech, pozostawcie/
Jej to marzenie, w którym się jednoczą/
W jedno miłości koło: Żyd, chrześcianin<pe><slowo_obce>chrześcianin</slowo_obce> --- dziś popr.: chrześcijanin.</pe>/
I muzułmanin... Jest to tak przyjemne/
Marzenie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dla mnie także jest przyjemnym!</wers_cd>/
Idź, dobra Dajo, idź i spójrz, co robi,/
Czy mówić mogę z nią. Poszukam potem/
Tego dzikiego i tak gniewliwego/
Anioła stróża, a jeżeli jeszcze/
Na tym padole bawi, wzniosłe czyny/
W tak szorstki sposób pełniąc, to go znajdę/
I przyprowadzę tu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zadanie trudne</wers_cd>/
Przedsiębierzecie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wówczas obłęd miły</wers_cd>/
Ustąpi miejsca prawdzie milszej jeszcze;/
Bo wierz mi, Dajo, zawsze człowiekowi/
Człowiek jest milszym od anioła. Toteż/
I ty się na mnie nie rozgniewasz pewnie,/
Jeśli uzdrowię naszą marzycielkę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tacy jesteście dobrzy, a zarazem/
Tacy złośliwi!... Idę!... Ach! lecz patrzcie!.../
To ona!...</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Ciż sami</osoba>, <osoba>Recha</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tyżeś, tyżeś to, mój ojcze?</wers_cd>/
Sądziłam, żeś tu naprzód wysłał tylko/
Swój głos. Gdzież byłeś? Jakież to pustynie,/
Góry i rzeki z sobą nas dzieliły?/
Słyszałam prawie oddech twój, a przecież/
Nie pośpieszyłeś Rechy twej uściskać;/
Tej Rechy, która omal nie spłonęła!/
Omal, o mało, ledwie! Nie drżyj, ojcze!/
To brzydka bardzo śmierć, w płomieniach zginąć!/
Och!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Moje dziecię, moje dziecię drogie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ty tam musiałeś przez Eufrat, Tygrys,/
Jordan, i kto wie jakie jeszcze wody/
Brodzić... Och! Jakże często ja o ciebie/
Drżałam, dopóki sama się tak blisko/
Ognia nie tknęłam. Ale odkąd płomień/
Był mnie tak bliski, śmierć wśród fal zda mi się/
Ochłodą, czarem, ocaleniem. Jednak/
Tyś nie utonął, ja zaś nie zginęłam/
Wśród ognia. Będziem sobą się cieszyli/
I chwałę Bogu damy! On niósł ciebie/
I czółno twoje, na niewidzialnego/
Anioła skrzydłach, przez zdradliwe prądy,/
On dał znak także aniołowi memu,/
By mnie widzialny na swych skrzydłach białych/
Przeniósł przez płomień.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Na swych skrzydłach białych!</wers_cd>/
Tak, tak! To biały płaszcz, co templariusza/
Okrywał.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>On to mnie widzialnie przeniósł</wers_cd>/
Przez płomień, skrzydłem swoim owiewany./
Zatem anioła mogłam oko w oko/
Widzieć, anioła mego.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Byłoby to</wers_cd>/
Godnym mej Rechy, i nie znalazłaby/
Piękności więcej w nim, niż on w niej samej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>z uśmiechem</didaskalia>
<kwestia><strofa>Komuż to schlebiasz, ojcze? Aniołowi/
Czy sobie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jednak, chociażby to tylko</wers_cd>/
Zwyczajny człowiek, człowiek, jakich co dzień/
Spotykasz, taką oddał ci usługę,/
Musiałby stać się w oczach twych aniołem,/
I stałby się nim pewnie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, nie takim.</wers_cd>/
On był aniołem! Nie! On rzeczywistym,/
On rzeczywistym był z pewnością!... Czyżeś/
Mnie sam nie uczył, że są aniołowie?/
Czyś mnie nie uczył, że Bóg może czynić/
Cuda dla takich, którzy go kochają?/
A ja go kocham przecież.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I on ciebie</wers_cd>/
Kocha i cuda czyni w każdej chwili/
Dla ciebie i dla bliźnich twoich. Tak jest,/
Przez całą wieczność wciąż je dla was czynił.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wierzę w to chętnie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1410728444876-3269392130"/><motyw id="m1410728444876-3269392130">Cud</motyw>Jak to? Więc dlatego,</wers_cd>/
Że to zwyczajnie brzmi i naturalnie,/
Iż cię templariusz wyratował, ma to/
Już nie być cudem? Nie! Największym z cudów,/
Że powszednimi tak się dla nas mogły/
Stać rzeczywiste i prawdziwe cuda!/
I gdyby nie ten cud ogólny, to by/
Człowiek myślący rzadko uznał cudem/
To, co zwać cudem mogą tylko dzieci,/
Które się gapią na to, co niezwykłe,/
I za nowością tylko gonią.<end id="e1410728444876-3269392130"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Natana</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chcecież</wers_cd>/
Jej biedny umysł, i tak naprężony,/
Subtelnościami tymi do ostatka/
Obłąkać?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Daj mi pokój!... Dla mej Rechy</wers_cd>/
Nie dosyć wielkim zdaje się to cudem,/
Że ją ocalił z ognia człowiek taki,/
Który sam musiał wprzód być ocalony/
Przez cud... niemały cud! Bo czyż słyszano,/
Żeby Saladyn kiedy podarował/
Templariuszowi życie? By templariusz/
Chciał jego łaski? Albo się spodziewał,/
By mu za wolność swą chciał dać w zamianę/
Bodaj skórzany pas, na którym nosi/
Swój miecz lub sztylet?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To przemawia właśnie</wers_cd>/
Za moim zdaniem, ojcze. Z tej przyczyny/
Nie był on wcale templariuszem, tylko/
Postać tę przybrał. Czyliż do niewoli/
Wzięty templariusz przybył kiedykolwiek/
Po co innego do Jerozolimy,/
Jak po śmierć pewną? Czyliż chodził wolno/
Po Jeruzalem? Jakże mógł z nich który/
Mnie wyratować w nocy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ho! Jak zręcznie!</wers_cd>/
Teraz ty, Dajo, przemów. Wszak mówiłaś,/
Że sprowadzono go tu jako jeńca?/
Coś więcej musisz wiedzieć bez wątpienia.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>No, tak. Tak mówią, lecz zarazem mówią,/
Że mu Saladyn podarował życie,/
Bo w jego twarzy znalazł rysy brata,/
Którego niegdyś kochał bardzo. Brat ten,/
Jak powiadają, już od lat dwudziestu/
Nie żyje. Nie wiem, jakie nosił imię,/
Nie wiem, gdzie podział się... To wszystko razem/
Zda się tak dziwnym, nieprawdopodobnym,/
Że w tym zapewne słowa prawdy nie ma...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dlaczegóż, Dajo, nieprawdopodobnym/
To ci się zdaje? Czyliż nie dlatego,/
Że wolisz wierzyć w to, co jest mniej jeszcze/
Prawdopodobne? Czemużby Saladyn,/
Który tak kocha swe rodzeństwo całe,/
Nie miał mieć w młodszych latach swoich brata,/
Ukochanego bardziej niźli inni?/
Czyż być nie może dwóch podobnych twarzy?/
Nie może obraz rysów trwać w pamięci?/
Czyż przypomnienie nie wywiera wrażeń?/
Gdzież tu jest, w czym tu jest niepodobieństwo?/
Co, mądra Dajo? Więc to jest dla ciebie/
Nie cudem wcale, tylko w twoje cuda/
Koniecznie trzeba, warto jest uwierzyć?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szydzicie ze mnie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bo ty ze mnie szydzisz.</wers_cd>/
<begin id="b1410728611095-3897869790"/><motyw id="m1410728611095-3897869790">Bóg</motyw>Mimo to jednak, twoje ocalenie,/
Recho, zostaje cudem, który zdziałać/
Mógł Ten jedynie, co postanowienia/
Najstalsze królów i najniezmienniejsze/
Najsłabszej nici poruszeniem zwala,/
Są bowiem przed Nim głupstwem i błahością.<end id="e1410728611095-3897869790"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ojcze mój, ojcze, jeśli jestem w błędzie,/
Wiesz, że niechętnie bym w nim trwała.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyli,</wers_cd>/
Że chętnie przyjmiesz prawdę. Zważ więc tylko/
Wydatność większa albo mniejsza czoła,/
Inakszy zarys nosa, brwi osada/
Nieco odmienna na czołowej kości,/
Jeden rys, zmarszczka, zgięcie, kąt, nic jedno/
W twarzy jakiegoś Europejczyka,/
I to wystarcza, by cię tutaj, w Azji,/
Ocalić z ognia! Czyż to nie jest cudem?/
Jeśli koniecznie cudu wam potrzeba,/
Po co anioła trudzić?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż to szkodzi,</wers_cd>/
Natanie? --- Jeśli mówić mi jest wolno,/
Milej jest zawsze mniemać, że ratunek/
Winniśmy niebu, a nie człowiekowi./
Czyż tak mniemając, nie jesteśmy bliżsi/
Pierwszej przyczyny ocalenia?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pycha!</wers_cd>/
Nic tylko pycha!... Garnek z prostej gliny/
Pragnie, ażeby z żaru go wyjęto/
Srebrnymi cęgi<pe><slowo_obce>cęgi</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: cęgami.</pe>, by mu się zdawało,/
Że sam jest srebrny. Ba! Co szkodzi, mówisz?/
Ja spytam, jaką korzyść to przynosi,/
Bo twoja bliższość pierwszych, boskich przyczyn,/
To niedorzeczność tylko lub bluźnierstwo./
Ale to szkodzi, tak jest, zawsze szkodzi./
Słuchajcie tylko. Wszakże tej istocie,/
Co ocaliła cię, czy to był człowiek,/
Czy anioł, pragniesz szczerze oddać wzajem/
Jakieś usługi, jak najwięcej usług?/
Nieprawdaż? <begin id="b1410728862376-3062206480"/><motyw id="m1410728862376-3062206480">Anioł, Kondycja ludzka</motyw>Jakież można aniołowi/
Oddać usługi? Można mu dziękować,/
Można doń wzdychać, modlić się, w zachwycie/
Przed nim upadać, w święto jego pościć,/
Dawać jałmużny --- więcej już nic. Otóż/
Mnie się wydaje, że na tym wy same/
Większe korzyści niż on odnosicie./
Wasze go posty nie utuczą wcale,/
Wasze jałmużny jego nie zbogacą,/
Ani wasz zachwyt go nie uszczęśliwi,/
Ani go większym zrobi ufność wasza./
Czy tak? To wszystko tylko dla człowieka.<end id="e1410728862376-3062206480"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zaprawdę, człowiek więcej sposobności/
Byłby nam podał, by dlań coś uczynić,/
A Bóg wie, żeśmy szczerze jej pragnęły!/
Ale on nie chciał nic, nie potrzebował/
Nic, tak stanowczo, tak sam starczył sobie,/
Jak aniołowie tylko starczyć mogą.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wreszcie, gdy zniknął...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zniknął? ... jak to zniknął?</wers_cd>/
Nie pokazuje się już pod palmami!/
Czyście szukały go gdzie indziej jeszcze?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie szukałyśmy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to? Nie? Nie, Dajo?</wers_cd>/
To wielka szkoda!... Marzycielstwo wasze/
Jest okrucieństwem! A jeśli... a jeśli/
Anioł ten... chory?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chory!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chory! Gdzieżby!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jakiż dreszcz zimny mnie przebiega, Dajo!/
Skroń rozpaloną miałam, teraz czuję,/
Że lodowata.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jest on cudzoziemcem,</wers_cd>/
Nie przywykł jeszcze do klimatu tego,/
Jest młody, nie mógł jeszcze się wzwyczaić/
Do obowiązków twardych swego stanu,/
Do nocnych czuwań, głodu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dajo! Dajo!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To jest Natana tylko przypuszczenie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc teraz leży sam, bez przyjaciela/
I bez pieniędzy, by przyjaciół kupić.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Ojcze!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Leży bez opieki, rady,</wers_cd>/
Bez przychylnego głosu, przeznaczony/
Na pastwę cierpień, na łup śmierci!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdzie? Gdzie?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>On, co dla takiej, której nie znał, ani/
Nie widział przedtem... cóż stąd? To był człowiek!/
Rzucił się w ogień!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Litość nad nią miejcie,</wers_cd>/
Natanie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>On, co nie chciał ocalonej</wers_cd>/
Ujrzeć, ażeby dzięków jej oszczędzić!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Natanie! Litość! Litość nad nią miejcie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
On, co zobaczyć nie chciał jej i potem/
Chyba w tym razie, gdyby mu wypadło/
Powtórnie wyrwać ją z płomieni... Ale/
Cóż to jest wszystko? Był to tylko człowiek!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuchajcie! Patrzcie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410785136531-2793123934"/><motyw id="m1410785136531-2793123934">Lek</motyw>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>On! On, bliski zgonu.</wers_cd>/
Jedyny balsam ma we świadomości/
Swojego czynu!<end id="e1410785136531-2793123934"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dość! Przestańcie! To ją</wers_cd>/
Zabija! Patrzcie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tyś jego zabiła!...</wers_cd>/
Mogłaś go zabić!... Recho! Recho moja!.../
Ja ci lekarstwo, nie truciznę daję!.../
<begin id="b1410785193471-1380320839"/><motyw id="m1410785193471-1380320839">Bóg, Sprawiedliwość</motyw>On żyje, żyje!... Przyjdź do siebie!... Nawet/
Nie chory! Nawet nie jest chory!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pewno?...</wers_cd>/
Żyje? Nie chory?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Żyje niezawodnie!</wers_cd>/
Bo Bóg za dobro, które tu spełniamy,/
Nagradza tutaj jeszcze. <end id="e1410785193471-1380320839"/>Widzisz teraz,/
Że nie tak trudno jest pobożnie marzyć,/
Jak dobrze czynić. <begin id="b1410785238317-2620620775"/><motyw id="m1410785238317-2620620775">Kondycja ludzka</motyw>Jakże często ludzie/
Leniwi w święte bawią się marzenia,/
Ażeby tylko... choć zamiaru tego/
Nie są świadomi... aby tylko czynów/
Dobrych nie spełniać!<end id="e1410785238317-2620620775"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach! Mój ojcze! Nigdy</wers_cd>/
Już nie zostawiaj twojej Rechy samą!/
Nieprawdaż, może on wyjechał tylko?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak... niezawodnie... Patrzcie, tam w oddali/
Jakiś muzułman<pe><slowo_obce>muzułman</slowo_obce> --- dziś popr.: muzułmanin.</pe> wpatrzył się ciekawie/
W moje wielbłądy objuczone. Czyliż/
Znacie go?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To jest derwisz<pe><slowo_obce>derwisz</slowo_obce> --- pobożny wędrowny żebrak muzułmański.</pe> wasz.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kto?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Derwisz,</wers_cd>/
Co z wami w szachy grywa.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To on? Hafi?...</wers_cd>/
To jest Al-Hafi?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz jest sułtana</wers_cd>/
Skarbnikiem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to? On? Al-Hafi? Znowu</wers_cd>/
Zaczynasz marzyć! Tak... to on w istocie/
Zbliża się do nas. Idźcie już do domu!/
Cóż to usłyszę?</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Daja</osoba> i <osoba>Recha</osoba> odchodzą. Wchodzi <osoba>Derwisz</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Ciż sami</osoba>, <osoba>Derwisz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wytrzeszczajcie oczy</wers_cd>/
I patrzcie na mnie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tyżeś to, czy nie ty?</wers_cd>/
W tym świetnym stroju, derwisz?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż dziwnego?</wers_cd>/
Czyż się już zrobić nie da nic z derwisza?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To prawda. Ale mnie się wydawało,/
Że derwisz, prawy derwisz, nie pozwoli/
Nic robić z siebie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Na proroka! Zatem</wers_cd>/
Chyba nieprawym jestem... Ale skoro/
Kto musi...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Musi derwisz? Derwisz musi?</wers_cd>/
Nikogo zmusić niepodobna<pe><slowo_obce>niepodobna</slowo_obce> (daw.) --- nieprawdopodobne, niemożliwe.</pe>, czyżby/
Derwisza zmusić można? I do czego?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Do tego, o co bardzo jest proszony,/
A co sam uzna dobrem. To derwisza/
Jest obowiązkiem spełnić.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, na Boga!</wers_cd>/
Prawdęś powiedział. Chodź, niech cię uściskam,/
Człowieku! Wszakżeś moim przyjacielem?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410785389742-1045294610"/><motyw id="m1410785389742-1045294610">Strój</motyw>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc nie spytacie nawet, czym zostałem?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pomimo tego, czym zostałeś?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyliż</wers_cd>/
Stać się nie mogłem w stroju tym hultajem,/
Z którym wejść w przyjaźń brakłoby wam chęci?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jeśli derwisza serce ci zostało,/
To się nie lękam o to. Tym hultajem,/
Paradnie strojnym, może wtedy tylko/
Być twoja suknia.
<end id="e1410785389742-1045294610"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ona też wymaga</wers_cd>/
Poszanowania. No, i jak myślicie,/
Czym bym na waszym mógł był zostać dworze?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Derwiszem, niczym więcej. Przy tym może/
Jeszcze kucharzem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest! Bym mej sztuki</wers_cd>/
Zapomniał u was. Więc kucharzem? Czemu/
I nie piwniczym? No, nie zaprzeczycie,/
Że mnie Saladyn<pe><slowo_obce>Saladyn</slowo_obce> (1138--1193) --- wódz i polityk muzułmański.</pe> poznał lepiej, skoro/
Dał mi skarbnika urząd.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>On? U siebie?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak, ale tylko przy podręcznym skarbie,/
Albowiem główny wciąż ma ojciec jego/
W zawiadywaniu; ja domowy tylko.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dom jego wielki?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Większy niż myślicie,</wers_cd>/
Bo każdy żebrak doń należy...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jednak</wers_cd>/
Saladyn wrogiem jest żebraków...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Takim,</wers_cd>/
Że ich chce całkiem z państwa wykorzenić,/
Choćby miał przez to sam wyjść na żebraka.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tom właśnie myślał.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wyszedł też w istocie</wers_cd>/
Już na żebraka, bo skarb jego co dzień,/
Gdy przyjdzie wieczór, jest do szczętu pusty./
Chociażby z rana przypływ był największy,/
Wszystko odpływa do południa,</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Może</wers_cd>/
Do odpływania służą mu kanały,/
Których nie można zatkać lub napełnić?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zgadliście.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Łatwo było.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Źle jest, jeśli</wers_cd>/
Książę lud szarpie, niby sęp padlinę,/
Ale dziesięćkroć gorzej, jeśli jego,/
Jako padlinę, rozszarpują sępy!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O nie, derwiszu! Nie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wam mówić łatwo!...</wers_cd>/
No... ile dacie? a natychmiast moje/
Miejsce wam oddam.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ileż ci przynosi</wers_cd>/
To miejsce?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ile? Mnie niewiele, ale</wers_cd>/
Wam może ono przynieść lichwę<pe><slowo_obce>lichwa</slowo_obce> --- pożyczanie pieniędzy na procent, zwykle zawyżony; tu: procent.</pe> wielką,/
<begin id="b1410785582919-2462985265"/><motyw id="m1410785582919-2462985265">Pieniądz</motyw>Bo kiedy przyjdzie odpływ, który często/
Zdarza się, śluzy wasze otworzycie,/
Dacie zaliczkę, i będziecie mogli/
Wziąć procent, jaki sami chcecie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Procent</wers_cd>/
I od procentu procent.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Aż wreszcie</wers_cd>/
Zaliczka cała stanie się procentem.
<end id="e1410785582919-2462985265"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To was nie nęci? No, to piszcie kwita/
Z naszej przyjaźni, bo w istocie bardzo/
Na was liczyłem!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? W istocie? Jak to?</wers_cd>/
Jakże to?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Że mi pomożecie, abym</wers_cd>/
Mógł pełnić godnie urząd mój, to znaczy,/
Żebym otwartą miał wciąż waszą kassę./
Wstrząsacie głową?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Trzeba się w tym względzie</wers_cd>/
Dobrze zrozumieć... Jest różnica wielka.../
Ciebie, derwisza Al-Hafiego, chętnie/
Wesprę we wszystkim, co jest w mocy mojej,/
Ale Al-Hafi, co jest defterdarem<pe><slowo_obce>defterdar</slowo_obce> --- odpowiednik ministra finansów w państwach muzułmańskich.</pe>/
Sułtana... temu... ten...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A co? Nie zgadłem?</wers_cd>/
W was zawsze dobroć brata się z rozwagą,/
Rozwadze mądrość towarzyszy! Ale/
Bądźcie cierpliwi! To, co rozróżniacie/
W Al-Hafim, wkrótce samo się rozróżni./
Patrzcie, ta szata, którą dał mi sułtan,/
Zanim się zniszczy, nim się podrze w szmaty,/
W jakich derwisze chodzą, już na kołku/
Wisieć tu będzie w Jeruzalem; ja zaś/
Nad brzegiem świętej rzeki, nad Gangesem,/
Z mistrzami mymi, po gorących piaskach,/
Lekki i bosy błądzić będę...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wiem, żeś</wers_cd>/
Zdolny do tego.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I grać z nimi w szachy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To twe największe szczęście!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410785946389-3626403898"/><motyw id="m1410785946389-3626403898">Pochlebstwo</motyw>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A czy wiecie,</wers_cd>/
Co mnie skusiło, żebym przestał żebrać,/
I z żebrakami bawił się w bogacza?/
Co było zdolnym mnie, najbogatszego/
Między biednymi, w jednej chwili zmienić/
W najbiedniejszego wśród bogatych?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pewno</wers_cd>/
Nie świetna odzież?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Coś o wiele jeszcze</wers_cd>/
Gorszego. Oto, po raz pierwszy w życiu/
Byłem przedmiotem pochlebstw. Tak jest, sułtan,/
W obłędzie swojej wspaniałomyślności,/
Schlebiał mi.
<end id="e1410785946389-3626403898"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Rzekł mi: ,,Żebrak tylko</wers_cd>/
Wie, co żebrakom może być przyjemnym./
Żebrak nauczył się żebraków wspierać/
W sposób właściwy. Twój poprzednik nadto/
Był zimnym, ostrym. Szorstkim był w dawaniu,/
I jeśli dawał, to zbyt skrzętnie badał/
O biorącego. Nie dość mu się zdało,/
Że niedostatek widział, chciał przyczyny/
Jego wyśledzić, by wysokość datku/
Najskąpiej do nich zastosować. Tego/
Al-Hafi robić mi nie będzie. Takim/
Niedobroczynnym dobroczyńcą w Hafim/
Saladyn biednym się nie wyda. Hafi/
Nie będzie, jako zamulone ścieki,/
Które przyjmują strumień czystej wody,/
Aby zmąconą po kropelce sączyć,/
Bo Hafi myśli, czuje jak Saladyn."/
Tak brzmiał ptasznika wabik, i niebaczny/
Gil wpadł do siatki. Ach! pyszałek ze mnie!/
I pyszałkowi tak się podejść dałem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
No, no, powoli, mój derwiszu! Pozwól...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Nie nazwiecie tego pyszałkostwem,/
Że ktoś chce wobec stu tysięcy takich,/
Co ludzi gnębią, dławią i mordują,/
Sam jeden zdawać się ich przyjacielem?/
Nie pyszałkostwem, że ktoś chce małpować/
Wszechmogącego miłosierdzie, które/
Na złych i dobrych, na uprawną rolę/
I na pustynię spływa bez różnicy?/
Nie pyszałkostwem wreszcie, że ktoś mniema,/
Iż zawsze będzie miał dłoń pełną? Mówcie,/
Nie pyszałkostwem to jest czystym?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dosyć!</wers_cd>/
Przestań już!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zaraz, niechże i o moim</wers_cd>/
Zarozumieniu wspomnę! Czyż nie byłem/
I ja pyszałkiem, gdy w zamiarach takich/
Szukałem dobrych stron, żem je znajdował,/
I że w tym udział wziąłem?... Co? Nieprawda?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Al-Hafi, wracaj śpiesznie na pustynię,/
Bo się obawiam, żebyś pośród ludzi/
Nie przestał wkrótce być człowiekiem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Słusznie...</wers_cd>/
I ja się tego lękam... bądźcie zdrowi!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idziesz, Al-Hafi? Wstrzymajże się trochę!/
Czyż ci ucieknie puszcza? Czekaj chwilę!.../
Nie chce mnie słuchać... Hej! Al-Hafi, czekaj!...</strofa>
<didaskalia><osoba>Derwisz</osoba> wychodzi.</didaskalia>
<strofa>
Poszedł, a jeszcze chciałem go zapytać/
O templariusza... Wie coś o nim może.
</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Daja</osoba> wbiega szybko.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Natanie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co tam? Co nowego?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Znowu</wers_cd>/
Widzieć go można! Znowu jest widzialny!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ależ kto, Dajo?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>On! On!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>On? On?... Wszędzie</wers_cd>/
Jakoś ,,on" da się spotkać. Czyż dla ciebie/
On jest ,,on" tylko? ... Tak być nie powinno,/
Chociażby nawet był aniołem...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chodzi</wers_cd>/
Znów pod palmami i daktyle zrywa...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Przyjmuje pokarm?... i ma templariusza/
Postać?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie dręczcie mnie! Poza gęstwiną</wers_cd>/
Wzrok jej dopatrzył go, i wciąż go śledzi.../
Ona was prosi i zaklina, byście/
Do niego poszli bez odwłoki! Śpieszcie!.../
Ona wam z okna wskaże, w którą stronę/
Poszedł... O! Śpieszcież!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Tak jak z wielbłąda</wers_cd>/
Zsiadłem? Czyż można? Idź! Ty śpiesz do niego,/
Powiedz mu, żem już wrócił, bo ten dzielny/
Człowiek jedynie w mej nieobecności/
W me progi wstąpić nie chciał. Teraz chętnie/
Przyjdzie, gdy ojciec prosi... Idź i powiedz,/
Że ja go proszę, że go z serca proszę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daremnie! Do was przyjść nie zechce wcale,/
Nie zechce wstąpić w progi Żyda.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zatem</wers_cd>/
Wstrzymaj go chwilę, lub przynajmniej wzrokiem/
Śledź, gdzie się uda; ja natychmiast śpieszę.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Idzie spiesznie do domu, <osoba>Daja</osoba> odchodzi</didaskalia>

<didaskalia>Zmiana. Miejsce pod palmami.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Templariusz</osoba>, <osoba>Braciszek</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia><osoba>Templariusz</osoba> przechadza się pod palmami. <osoba>Braciszek</osoba> idzie za nim z boku, w pewnym oddaleniu, okazując, że chciałby do niego przemówić.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ten mnie nie z nudów ściga! Och! Jak zerka/
Na moje ręce!</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Dobry bracie!... Chociaż</wers_cd>/
Może was ojcem zwać winienem. Prawda?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410786662141-775965170"/><motyw id="m1410786662141-775965170">Dar</motyw>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Bratem, laikiem<pe><slowo_obce>laik</slowo_obce> --- tu: zakonnik bez święceń.</pe> jestem...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zatem, bracie,</wers_cd>/
Gdybym miał... ale... Bóg mi świadkiem... nie mam.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I za to dzięki! Niech wam Bóg odpłaci/
Stokroć, co byście chcieli dać, bo wola,/
Nie datek dawcę czyni... Nie po datek/
Zresztą za panem mnie wysłano...<end id="e1410786662141-775965170"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zatem</wers_cd>/
Wysłano?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest, stąd, z klasztoru!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Z tego,</wers_cd>/
Gdziem się spodziewał znaleźć kawał chleba/
Pielgrzymi?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Stoły były już zajęte,</wers_cd>/
Lecz niech pan wróci.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Po co? Wprawdzie mięsa</wers_cd>/
Dawno nie jadłem, ale cóż to szkodzi?/
Daktyle za to są dojrzałe.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niech pan</wers_cd>/
Ostrożny będzie z tym pokarmem; w większej/
Ilości bardzo na śledzionę działa,/
Melancholiczny temperament sprawia.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A jeśli lubię być melancholicznym?.../
No, ale przecież nie z tą tylko radą/
Was tu przysłano?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O nie! Mam zlecenie</wers_cd>/
Dojść myśli waszych, panie, i wybadać...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I to mówicie mi tak wprost?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dlaczegóż</wers_cd>/
Nie miałbym mówić tego? ...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To przebiegły</wers_cd>/
Braciszek!...
</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Pewno jest was tam w klasztorze</wers_cd>/
Więcej podobnych?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie wiem. Muszę słuchać,</wers_cd>/
Panie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Słuchacie więc, nic nie badając?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czyżby inaczej było to słuchaniem?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Prostota zawsze słuszność ma!
</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Możecież</wers_cd>/
Wyznać przede mną, kto to tak ciekawy/
Poznać mnie bliżej? Bo że nie wy sami,/
Przysiągłbym.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyżby mi to wypadało</wers_cd>/
Lub zdać się mogło?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Komuż więc wypada,</wers_cd>/
I ma się przydać na co ta ciekawość?/
Komuż?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak sądzę, patryjarsze, bowiem</wers_cd>/
On przysłał mnie tu.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co? Czyż patryjarcha</wers_cd>/
Na białym płaszczu czerwonego krzyża/
Nie zna?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja także znam go.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc, braciszku,</wers_cd>/
Jestem templariusz, jeniec... jeśli dodam,/
Żem do niewoli wzięty pod Tebninem,/
Gdyśmy w ostatniej chwili zawieszenia/
Broni to miasto chcieli zdobyć, aby/
Na Sydon prosto pójść... jeżeli dodam,/
Że nas dwudziestu wzięto, a jednego/
Mnie tylko sułtan ułaskawił, to już/
Dość będzie wiedział patryjarcha, może/
I więcej niż mu trzeba...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz nie więcej</wers_cd>/
Niż wie. On chciałby wiedzieć, z jakich przyczyn,/
Saladyn panu podarował życie,/
Panu jednemu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyż ja sam wiem? Miałem</wers_cd>/
Już obnażoną szyję, już klęczałem/
Na płaszczu moim, oczekując ciosu,/
Kiedy Saladyn spojrzał na mnie bystrzej,/
Przyskoczył, skinął. Wnet mnie podniesiono,/
Rozcięto pęta... Chciałem mu dziękować;/
Ujrzałem oczy jego we łzach... nie wyrzekłem/
Słowa, on milcząc odszedł... ja zostałem./
Co w tym być mogło, jak do tego przyszło,/
Niechaj odgadnie to sam patryjarcha.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wnosi on z tego, że was Bóg do wielkich,/
Do bardzo wielkich dzieł zachował.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prawda!</wers_cd>/
Żebym żydowskie dziewczę wyniósł z ognia,/
Żebym pielgrzymom na Synaju górę/
Był przewodnikiem, i do tym podobnych/
Dzieł wielkich.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Większe znajdą się. Te zresztą</wers_cd>/
Nie są tak drobne. Może patryjarcha/
Znajdzie sam dla was sprawy większej wagi.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Co, braciszku?... Czyli może o tym/
Wspomniał coś?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest! Dał mi polecenie</wers_cd>/
Wymiarkowanie<pe><slowo_obce>wymiarkować</slowo_obce> (daw.) --- zrozumieć, zorientować się.</pe> z pana, czyś pan skłonny/
Do tego...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zatem wymiarkujcie.</wers_cd>
</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Ciekaw</wers_cd>/
Jestem, jak sobie pocznie.
</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Cóż?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Najprościej</wers_cd>/
Będzie, gdy powiem panu bez ogródek/
Myśl patryjarchy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dobrze.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>On by pragnął</wers_cd>/
Przez pana przesłać list...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przeze mnie przesłać?</wers_cd>/
Jam nie posłaniec... Czyż to ma być zresztą/
Owo chlubniejsze dzieło niż wyrwanie/
Żydówki z ognia?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak się zdaje, bowiem</wers_cd>/
Na owym liście --- mówi patryjarcha ---/
Chrześciaństwu<pe><slowo_obce>chrześciaństwu</slowo_obce> --- dziś popr. forma C.lp: chrześcijaństwu.</pe> wiele ma zależeć. Tego,/
Kto list ten --- mówi patryjarcha --- wiernie/
Doręczy, Pan Bóg osobliwszą łaską/
Niebios obdarzy. A tej łaski --- mówi/
Patriarcha --- pan jest najgodniejszy z wszystkich.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja? Ja? Dlaczego?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bo pan jesteś wolny,</wers_cd>/
Możesz rozpatrzeć się gdzie trzeba, wszędzie,/
Wiesz, jak się broni miast i szturmem bierze/
Twierdze, więc mógłbyś --- mówi patryjarcha ---/
Wewnętrzny, drugi mur, świeżo wzniesiony,/
Najlepiej zbadać i najdokładniejszy/
Rycerzom krzyża --- mówi patryjarcha ---/
Dać jego opis.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dobry bracie, czyliż</wers_cd>/
Mogę treść tego listu wiedzieć?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja sam</wers_cd>/
Nie znam jej dobrze... List ten ma dojść ręki/
Króla Filipa... Patryjarcha... Często/
W podziw wpadałem, skąd tak święty człowiek,/
Żyjący niebem tylko, miewać może/
O sprawach ziemi tyle wiadomości,/
I myśleć o nich tyle... Muszą one/
Męczyć go bardzo...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc cóż? Patryjarcha...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wie on dokładnie, jak i z której strony,/
W razie nowego rozpoczęcia wojny,/
Saladyn swoje zacząć ma działania.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wie o tym?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest, i chce zawiadomić</wers_cd>/
Króla Filipa, aby mógł rozważyć,/
Czyli<pe><slowo_obce>czyli</slowo_obce> --- czy z partykułą pytajną -li.</pe> tak wielkie jest niebezpieczeństwo?/
Czy jest konieczność rozejm z Saladynem,/
Który wasz zakon złamał tak walecznie,/
Wznawiać, i ofiar na to łożyć tyle?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To mi patriarcha! Prawda, dzielny człowiek!/
Nie chce zwykłego ze mnie mieć posłańca,/
Lecz chce mieć --- szpiega! Powiedz patryjarsze,/
Dobry braciszku, że o ile mogłem/
Sam siebie zbadać, nie jest to rzemiosło/
Dla mnie... Za jeńca tutaj się uważam,/
A templariusza powołanie --- mieczem/
Walczyć z wrogami, nie wywiadom służyć!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I jam tak myślał... Lecz niech to was, panie,/
Nie gniewa... Teraz jeszcze coś... Patriarcha/
Powziął wiadomość, jak się zwie warownia,/
I w którym miejscu leży na Libanie,/
Gdzie przechowane są te skarby, z których/
Przezorny ojciec Saladyna płaci/
Wojsku, i z których koszta uzbrojenia/
Jego opędza. Często i Saladyn/
Do tej warowni zwykł przybywać boczną/
Ścieżką... bez straży prawie... Pan pojmuje?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dotąd nie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż by mogło być łatwiejszym,</wers_cd>/
Jak w tej wycieczce schwytać Saladyna,/
I raz z nim koniec zrobić?... Pan się wzdryga?/
Już Maronitów<pe><slowo_obce>Maronita</slowo_obce> --- członek wspólnoty chrześcijańskiej, która powstała w VI w.</pe> kilku bogobojnych/
Ofiarowało się do tego czynu,/
Byleby tylko jaki mąż waleczny/
Chciał przewodnikiem być...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I patryjarcha</wers_cd>/
Chce, żebym ja był tym walecznym mężem?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mniema on przy tym, że z Ptolomaidy/
Król Filip będzie mógł w tej sprawie pomóc.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Mnie, mnie więc wybrał, bracie? Czyż nie wiecie,/
Czyście przed chwilą znowu nie słyszeli,/
Żem wdzięczność winien sułtanowi?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest,</wers_cd>/
Lecz --- patryjarcha mówi --- że to piękne,/
Ale Bóg... zakon...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nic w tym nie odmienią,</wers_cd>/
I nie nakażą mi podłego czynu...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz --- patryjarcha mówi --- że czyn podły/
W obliczu ludzi, nie jest podłym czynem/
W obliczu Boga...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja Saladynowi</wers_cd>/
Zawdzięczam życie, i ja miałbym jemu/
Wydrzeć je?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawda... Ale --- patryjarcha</wers_cd>/
Mówi --- że zawsze wrogiem jest Saladyn/
Chrześciaństwa, zatem nie ma prawa waszym/
Być przyjacielem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Moim przyjacielem?</wers_cd>/
Ja tylko nie chcę łotrem względem niego/
Stać się! Niewdzięcznym łotrem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I to prawda!</wers_cd>/
Lecz patryjarcha mówi, że wdzięczności/
Nikt nie jest winien, tak w obliczu Boga,/
Jak wobec świata za usługę, której/
Nie uczyniono wprost dla niego. A że,/
Jak powiadają --- mówi patryjarcha ---/
Sułtan dlatego życie wam darował,/
Iż mu się zdało w rysach waszej twarzy/
Coś przypominać jego brata.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nawet</wers_cd>/
I o tym wie już patryjarcha?... Cóż stąd?.../
A gdyby było tak?... O Saladynie!/
Co? Więc natura dałaby mi tylko/
Twarz brata twego, a nic w duszy mojej/
Z rysami jego zgodnym by nie było?/
Albo, jeżeli coś się z nimi zgadza,/
Ja bym to stłumić miał dla patryjarchy?/
Nie! Tak przyroda kłamać nie jest zdolną!/
Tak Bóg w swych dziełach sam nie przeczy sobie!/
Idź, bracie! Nie burz żółci mej i odejdź!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Odchodzę, bardziej rad<pe><slowo_obce>rad</slowo_obce> (daw.) --- zadowolony.</pe>, niż tutaj szedłem./
Wybaczcie, panie! My, klasztorni ludzie,/
Winniśmy słuchać naszych przełożonych.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi. <osoba>Daja</osoba>, która już od pewnego czasu z daleka patrzyła na <osoba>Templariusza</osoba>, zbliża się do niego.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Templariusz</osoba>, <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Coś mi się zdaje, że go ten braciszek/
Nie bardzo dobrze usposobił... Ale/
Muszę zlecenie spełnić...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Otóż macie!</wers_cd>/
Czym się w szatańskie dostał dziś pazury?.../
Ledwiem uwolnił się od mnicha, zaraz/
Nadchodzi baba!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<didaskalia>przystępując do niego</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co ja widzę! Zacny</wers_cd>/
Rycerzu! Wyż-to!... Bogu dzięki! Dzięki/
Tysiączne! Gdzież to przez ten czas byliście?/
Nie chorowaliście?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zdrowie służy?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Myśmy bardzo o was zatrwożeni</wers_cd>/
Byli.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak?...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Podróż odbyliście pewno?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Właśnie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dopiero dziś z niej wróciliście?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wczoraj.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A dzisiaj ojciec Rechy wrócił,</wers_cd>/
A zatem Recha się spodziewa...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czego?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O co tak często prosić was kazała.../
Ojciec jej także was jak najusilniej/
Zaprasza. Wraca właśnie z Babilonu,/
Wraz z dwudziestoma wielbłądami, które/
Niosą na grzbietach wszystko, czym najlepszym/
Oraz najdroższym mogą się poszczycić/
Z drogich kamieni, tkanin i klejnotów,/
Indie i Persja, Syria, nawet Chiny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nic nie kupuję.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410795529577-2381695429"/><motyw id="m1410795529577-2381695429">Mądrość, Bogactwo</motyw>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>On wśród swego ludu</wers_cd>/
Czczonym jest, jakby książę. Często przecież/
Mnie to dziwiło, że go zwie lud jego/
Natanem ,,mądrym", nie ,,bogatym".
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Może</wers_cd>/
Lud jego mądrość ma za jedno z pełną/
Kieszenią...
<end id="e1410795529577-2381695429"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wprawdzie, chcąc go zwać właściwie,</wers_cd>/
Podobno ,,dobrym" zwać go trzeba. Nie wiem/
Jak wam przedstawić, jaki on jest dobry!/
Gdy się dowiedział, coście uczynili/
Dla jego Rechy, byłby w tym momencie/
Uczynił dla was wszystko...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Eh?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc pójdźcie,</wers_cd>/
Zobaczcie sami..
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Czy to, jak prędko</wers_cd>/
Minie ów moment?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdyby Natan nie był</wers_cd>/
Tak dobry, czyżbym chciała pozostawać/
Przy nim tak długo? Czyliż sądzisz, że ja/
Nie pomnę<pe><slowo_obce>pomnieć</slowo_obce> (daw.) --- pamiętać.</pe> o tym, żem chrześcianką, i że,/
Gdym za małżonkiem mym do Palestyny/
Dążyła, nie to było mym marzeniem,/
Że tu żydowskie dziewczę wychowywać/
Będę? Nieboszczyk mój małżonek służył/
W wojsku cesarza Fryderyka...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Z rodu</wers_cd>/
Był on Szwajcarem, i miał zaszczyt w jednej/
Rzece z cesarzem się utopić... Powiedz,/
Kobieto, ileś razy mi to plotła?/
Czyż nie przestaniesz ścigać mnie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja, ścigać?</wers_cd>/
Boże!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, ścigać. Mówię wam wyraźnie,</wers_cd>/
Że was już więcej widzieć ani słyszeć/
Nie chcę; że nie chcę, byście nieustannie/
Przypominali mi o czynie, który-m/
Spełnił nie myśląc, a gdy myśleć o nim/
Zacznę, zagadką sam się dla mnie stanie./
Wprawdzie żałować go nie będę. Ale,/
Jeśli wypadek taki się przytrafi/
Powtórnie, na was ciążyć będzie wina,/
Jeśli nie będę działał tak pochopnie,/
I pozostawię w ogniu, co się pali!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Boże uchowaj!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc mi zróbcie grzeczność,</wers_cd>/
Od dzisiaj więcej mnie nie napastujcie!/
Proszę was o to! Oraz uwolnijcie/
Mnie od jej ojca! Żyd jest Żydem, ja zaś/
Jestem Szwab prosty. Obraz tej dziewczyny/
Z duszy mej dawno znikł już, jeśli kiedy/
Tam był.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Lecz nie znikł obraz wasz z jej duszy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż stąd wynika? Co wynika?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kto wie?</wers_cd>/
Ludzie nie zawsze są tym, czym się zdają.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Lecz rzadko lepsi są.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Chce odejść.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czekajcież chwilę!</wers_cd>/
Gdzież się śpieszycie tak?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kobieto, czyliż</wers_cd>/
Chcesz mi obrzydzić palmy, pod którymi/
Lubię przechadzkę?</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Idź, idź, ty niemiecki</wers_cd>/
Niedźwiedziu! Idź! Idź! Muszę jednak zważać,/
Żebym zwierzyny tropu nie zgubiła.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Idzie za nim z daleka.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT II</naglowek_akt>

<didaskalia>W pałacu Sułtana.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Saladyn</osoba> i <osoba>Sittah</osoba> grają w szachy.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co, Saladynie, jak grasz dzisiaj?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Słabo?</wers_cd>/
Sądziłem jednak...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Grasz na moją korzyść...</wers_cd>/
To posunięcie trzeba cofnąć...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czemu?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Konik odkryty.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawda, więc tak.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>W takim</wers_cd>/
Razie uciekam.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dobrze. Szach!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Na cóż to</wers_cd>/
Przydało ci się? Dość mi się zastawić,/
I wszystko jest, jak było.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Z tej zasadzki</wers_cd>/
Nie uda mi się widać wyjść bezkarnie!/
Chcesz, to weź konia.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie chcę go. Przechodzę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie chcesz ustąpić. Na tym stanowisku/
Więcej zależy ci, niż na koniku.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Może.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Lecz nie ciesz się przedwcześnie. Oto</wers_cd>/
Coś, czego pewnie się nie spodziewałaś.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
W istocie, że nie. Jakżem się spodziewać/
Mogła, że pragniesz pozbyć się królowej?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Mojej królowej?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410796877643-3773949497"/><motyw id="m1410796877643-3773949497">Brat, Siostra, Gra, Pieniądz</motyw>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Widzę ja to dobrze,</wers_cd>/
Że wygrać muszę dziś bezwarunkowo/
Tysiąc denarów.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bo usilnie</wers_cd>/
Starasz się przegrać... Lecz ja tracę na tym/
Podwójnie. Najprzód, taka gra nie bawi,/
A przy tym z tobą, gdybym mogła przegrać,/
To bym wygrała więcej, bo masz zwyczaj/
W dwójnasób, kiedy przegram, na pociechę/
Obdarowywać mnie...<end id="e1410796877643-3773949497"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc miałbym prawo</wers_cd>/
Myśleć, siostrzyczko, że i ty usilnie/
Starasz się przegrać?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bądź co bądź, mój bracie,</wers_cd>/
Ta szczodrobliwość twoja jest powodem,/
Że nigdy lepiej grać się nie nauczę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
No, grajmy tylko dalej! Skończ raz wreszcie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak posunąłeś? Dobrze! Szach podwójny!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda! Takiego szachu nie spostrzegłem,/
Co by zabierał i królową razem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pomyśl, czy nie ma na to rady?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie ma.</wers_cd>/
Zabierz królową! Nie mam nigdy szczęścia/
Do niej.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czy w szachach tylko?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Precz z nią! Szkoda</wers_cd>/
Niewielka! Jestem znowu zasłonięty.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>nie biorąc</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Brat mój nauczył mnie, że się królowym/
Grzeczność należy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bierzesz, czy nie bierzesz,</wers_cd>/
Nie mam królowej..
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Po co brać?... Szach!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dalej!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jeszcze szach!... jeszcze!... jeszcze!... i raz jeszcze!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I mat!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bynajmniej. Możesz się konikiem</wers_cd>/
Zastawić, albo czym chcesz, choć to zresztą/
Jest wszystko jedno.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prawda!... Więc wygrałaś,</wers_cd>/
Hafi zapłaci. Trzeba zaraz posłać/
Po niego. Miałaś słuszność. Myśli moje/
Nie przy grze były, byłem roztargniony,/
Sitto, a przy tym, po cóż wciąż nam dają/
Te gładkie szachy, które nie przywodzą/
Na myśl niczego? Czyż z imanem grałem?/
Ale cóż znowu!... Chciałbym mą porażkę/
Czymś bądź osłonić.. --- Nie bezkształtność figur/
Spowodowała mą porażkę, Sitto,/
Ale twa sztuka, wzrok spokojny, bystry...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Te słowa również mają słodzić przykrość/
Przegranej... Dosyć... Byłeś roztargniony/
Bardziej ode mnie...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Cóż twą uwagę</wers_cd>/
Mogło rozpraszać?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie twe roztargnienie</wers_cd>/
Zapewne. Kiedyż będziem znów, mój bracie,/
Grali tak pilnie, jak bywało dawniej!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tym chętniej wówczas będziem grali!... Myślisz,/
Że wybuch wojny nam przeszkodzi?... Trudno!/
Cóż na to począć? Ja jej nie zaczynam!/
Chętnie na dłuższy rozejm bym pozwolił,/
I chętnie Sicie mojej dałbym męża,/
Dobrego męża, który byłby bratem/
Ryszarda, jego bratem...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zawsze chwalisz</wers_cd>/
Twego Ryszarda!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdyby brat nasz, Malek,</wers_cd>/
Siostrę Ryszarda pojąć mógł za żonę,/
Jakąż rodziną bylibyśmy razem!/
Najpierwszą z pierwszych! Słyszysz, że i sobie/
Nie szczędzę pochwał... Mam się za godnego/
Moich przyjaciół... Takie związki, to by/
Wydały ludzi!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Z pięknych twoich marzeń</wers_cd>/
Śmiałam się tylko!... <begin id="b1410798324756-3345152386"/><motyw id="m1410798324756-3345152386">Religia, Chrystus, Imię</motyw>Nie znasz chrześcian, bracie.../
Nie chcesz ich poznać... Nie to jest ich dumą,/
Żeby być ludźmi... oni chrześcianami/
Pragną być tylko, i to co im podał/
Twórca ich wiary, pełnią nie dlatego,/
Że to jest ludzkim, ale że tak uczył/
I że tak robił Chrystus. Szczęście dla nich,/
Że to był człowiek dobry... Szczęście dla nich,/
Że cnoty jego mogą naśladować/
Na ślepo... Ale czyliż jego cnoty?.../
Nie! Ich zadaniem głosić jego imię;/
Ono ma zaćmić i pochłonąć wszystkie/
Imiona ludzi dobrych. O to tylko,/
O imię tylko idzie im...<end id="e1410798324756-3345152386"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Inaczej,</wers_cd>/
Czyliż byliby chcieli od was, byście/
Ty wraz z Melekiem odmienili wiarę,/
Nim was małżeństwo z chrześcianami złączy?/
To chcesz powiedzieć?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest! Jakby miłość,</wers_cd>/
Którą Stworzyciel łączy męża z żoną,/
Było wyłącznym chrześcian przywilejem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chrześcianie wierzą w płonnych<pe><slowo_obce>płonny</slowo_obce> --- jałowy, nic nieznaczący.</pe> rzeczy tyle,/
Że i w to mogliby uwierzyć. Ale/
Mylisz się, siostro. Templariusze tylko,/
A nie chrześcianie winni są w tym względzie,/
I tylko jako templariusze, nie zaś/
Jako chrześcianie. Tylko z ich przyczyny/
Rzecz ta nie mogła przyjść do skutku. Oni/
Nie chcieli za nic puścić z rąk swych Akry,/
Którą Ryszarda siostra Melekowi,/
Bratu naszemu, miała wnieść w posagu./
Oni to głupich udawali mnichów,/
Aby zatrzymać gród zdobyty w wojnie;/
Oni pośpiesznie skorzystali z chwili,/
Zaledwie rozejm zdążył dojść do kresu.../
I owszem! Dobrze! Dalej, tylko dalej!/
Nic przeciw temu nie mam! Wszystko zresztą/
Stało się, jak się stać musiało.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zatem</wers_cd>/
W czymże się mylę? Cóż, jeżeli nie to,/
Swobodę myśli dzisiaj ci odjęło?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To, co jedynie odjąć mi ją może./
Niedawno byłem na Libanie, siostro,/
U ojca... walczy z ciągłym brakiem...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Biada!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie może wybrnąć... potrzeb tyle... wszędzie/
Brak...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czego braknie?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410798437764-921093848"/><motyw id="m1410798437764-921093848">Pieniądz</motyw>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czego braknie? Tego,</wers_cd>/
Czemu nie warto nawet dać nazwiska,/
Co, gdy posiadam, zda mi się zbytecznym,/
A kiedy nie mam, nieodzownym. Gdzież jest/
Al-Hafi? Gdzie jest? Czyli już posłano/
Po niego? Czego braknie? Tych przeklętych/
Nędznych pieniędzy!... Ach! Al-Hafi, dobrze,/
Żeś przyszedł!<end id="e1410798437764-921093848"/></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Al-Hafi</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Ciż sami</osoba>, <osoba>Derwisz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DERWISZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pewno przyszły już pieniądze</wers_cd>/
Z Egiptu? Czy też jest ich aby dużo?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc masz wiadomość?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja? Ja nie. Myślałem,</wers_cd>/
Że tu odebrać je mam.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wypłać Sicie</wers_cd>/
Tysiąc denarów! 
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Przechadza się w zamyśleniu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wypłać, zamiast odbierz!</wers_cd>/
To mniej podobno, niż nic! Mam je Sicie/
Wypłacić? Znowu Sicie? To przegrana?/
Znowu przegrana w szachy!... Prawda, stoją/
Jeszcze...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zazdrościsz mego szczęścia?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<didaskalia>patrząc na szachownicę</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czego</wers_cd>/
Zazdrościć, skoro... wiecie dobrze...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>dając mu znak</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Hafi!</wers_cd>/
Pst! Cicho!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<didaskalia>jak wyżej</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sami go zazdrośćcie sobie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pst! Pst! Al-Hafi!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Sitty</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Graliście białymi?</wers_cd>/
Tu szach daliście?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Szczęście, że nie słyszy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Teraz posuwa on?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>zblizając się do niego</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Powiedzże przecież,</wers_cd>/
Że mi pieniądze dasz?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<didaskalia>ciągle wpatrzony w grę</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak je weźmiecie,</wers_cd>/
Jak je braliście zawsze!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyś szalony!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gra nie skończona jeszcze, Saladynie!/
To nie przegrana partia!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>nie słuchając uważnie</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dość, dość, zapłać!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zapłać! Królowa przecież wasza stoi!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>jak wyżej.</didaskalia>
<kwestia><strofa>
To nic; nie wchodzi do gry.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie, do <osoba>Al-Hafiego</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dajże pokój!</wers_cd>/
Powiedz, że dasz mi zaraz te pieniądze...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<didaskalia>coraz bardziej zapatrzony w szachy.</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Tak, jak wam zawsze daję... naturalnie!.../
Choćby królowej w partii tej nie było,/
To jeszcze nie mat.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>zbliża się i przewraca szachy.</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mat. Tak chcę i basta!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Taka wygrana, jaka gra! Zapłaty/
Tak się dopełni, jak wygrano.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Sitty</osoba>.</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż to?</wers_cd>/
Co on powiada?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>dając co chwila znaki <osoba>Hafiemu</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyż go nie znasz, bracie?</wers_cd>/
Bywa upartym, pragnie być proszonym;/
Zazdrosny nawet trochę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Względem ciebie?</wers_cd>/
Względem mej siostry? Co ja słyszę, Hafi?/
Jesteś zazdrosny? Ty?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A może! może!</wers_cd>/
Pragnąłbym mieć jej rozum, i jak ona/
Być dobrym.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dotąd zawsze sprawiedliwie</wers_cd>/
Płacił mi, zatem teraz też zapłaci./
Przestańmy o tym mówić. Idź, Al-Hafi,/
Odejdź! Ja wkrótce przyślę po pieniądze.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
O nie! Już dłużej łudzić go nie będę,/
Niech raz wie prawdę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jaką? Kto?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Al-Hafi!</wers_cd>/
Przyrzekłeś przecież! Tak mi dotrzymujesz/
Słowa?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyż mogłem myśleć, że to zajdzie</wers_cd>/
Aż tak daleko?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>No! Niech raz się dowiem!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Al-Hafi, proszę, miej wzgląd...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Rzecz w istocie</wers_cd>/
Dziwna! I cóż to może być takiego,/
W czym Sittah woli ufać derwiszowi,/
Obcemu, niżli bratu?... Rozkazuję/
Tobie, Al-Hafi! Mów, derwiszu...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bracie,</wers_cd>/
Nie chciej w szczegóły wchodzić, bo nie warte/
Tego zupełnie. Wiesz, że wiele razy/
Podobną sumę wygrywałam w szachy/
Od ciebie, a że nie są mi potrzebne/
Pieniądze, w kasie zaś Al-Hafi nie ma/
Ich nazbyt wiele, więc te należności/
Są w zawieszeniu... Nie bój się jednakże;/
Nie myślę wcale robić z nich podarku/
Tobie, Hafiemu, ani kssie...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawda!</wers_cd>/
Lecz czyż to tylko to?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Są jeszcze jakieś</wers_cd>/
W takim rodzaju kwoty. Pensji, którą/
Mi wyznaczyłeś, od miesięcy kilku/
Nie pobierałam...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To nie wszystko jeszcze.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jeszcze nie wszystko, co ty mówisz?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Odkąd</wers_cd>/
Czekamy próżno na należne sumy/
Z Egiptu... ona...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Saladyna</osoba>.</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Po co tego słuchać?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie tylko, że nic wziąć nie chciała...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dobra</wers_cd>/
Dziewczyna! Ale to, co miała, wniosła/
Do kasy... Prawda?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, utrzymywała</wers_cd>/
Cały dwór, wszystkie koszta ponosiła!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ha! To jest moja siostra!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Ściska ją.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Któż uczynił</wers_cd>/
Mnie tak bogatą, żem to zrobić mogła,/
Jeżeli nie ty, bracie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Toteż wkrótce</wers_cd>/
Brat ten ją zrobi biedną, jak sam biedny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410981873937-2859469293"/><motyw id="m1410981873937-2859469293">Bieda, Własność</motyw>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja biedny? Brat jej biedny? Kiedyż miałem/
Mniej albo więcej nad miecz jeden, suknię/
Jednę, jednego konia i jednego/
Boga? I czegóż więcej mi potrzeba?/
I kiedyż tego może mi zabraknąć?<end id="e1410981873937-2859469293"/>/
Toteż, Al-Hafi, winien bym cię zgromić...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie łaj go, bracie... Gdybym tak i ojcu/
Naszemu ulżyć mogła w jego troskach...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Znów odpędzasz myśl swobodną... Mnie tu/
Niczego nie brak i nie może braknąć,/
Lecz braknie jemu, a przez niego braknie/
Nam wszystkim... Mówcie, co tu począć?... Sumy/
Z Egiptu może nie nadejdą prędko.../
Co jest powodem tego, Bóg wie. Przecież/
Jeszcze tam spokój trwa niezamącony.../
Uszczuplić, ująć, zaoszczędzić rad bym,/
Byleby tylko mnie się to tyczyło,/
A inni na tym nie cierpieli... Ale/
Cóż począć?... Przecież konia, miecz i szatę/
Mieć muszę... Trudno także utargować/
Coś z tej daniny, jaką składam Bogu,/
Który się zresztą zadawalnia<pe><slowo_obce>zadawalniać się</slowo_obce> --- dziś popr.: zadowalać się.</pe> małym,/
Bo sercem moim... Więc na zapas w kasie/
Twojej, Al-Hafi, wiele rachowałem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na zapas w kasie?... Chciejcie mi powiedzieć,/
Czy nie kazalibyście mnie zadusić,/
Albo też zakłuć, gdyby się wydało,/
Że mam zapasy? Na niedobór prędzej/
Odważyłbym się!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Lecz cóż zrobim teraz?</wers_cd>/
Czyż niepodobna<pe><slowo_obce>niepodobna</slowo_obce> (daw.) --- nieprawdopodobne, niemożliwe.</pe> było u nikogo/
Wprzód się zadłużyć, niż u Sitty?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyliż</wers_cd>/
Dałabym sobie wydrzeć to pierwszeństwo,/
Bracie? I teraz jeszcze o nie stoję!<pe><slowo_obce>I teraz jeszcze o nie stoję!</slowo_obce> --- sens: i jeszcze teraz zależy mi na nim.</pe>/
Całkiem ubogą nie zostałam jeszcze...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Całkiem ubogą? Tego brakowało!/
Idź zaraz, Hafi, bierz skąd się da, pożycz/
Skąd będzie można i jak będzie można.../
Przyrzecz, obiecuj! Tylko nie pożyczaj/
Od takich, którzy mnie bogactwo swoje/
Winni... Pożyczka u nich zaciągnięta/
Mogłaby zdawać się żądaniem zwrotu.../
Idź do najskąpszych... Tacy mi najchętniej/
Pożyczą, wiedzą bowiem, jak sowicie/
Pieniądz się u mnie procentuje.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Takich</wers_cd>/
Nie znam.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przychodzi mi na myśl, że właśnie</wers_cd>/
Wrócił przyjaciel twój.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<didaskalia>zdziwiony.</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Mój przyjaciel?</wers_cd>/
Któż to?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Żyd pewien, wielce szanowany.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410982262423-3610786326"/><motyw id="m1410982262423-3610786326">Bogactwo, Mądrość</motyw><begin id="b1410982295051-3527926909"/><motyw id="m1410982295051-3527926909">Żyd</motyw>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żyd szanowany wielce i przeze mnie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Któremu Bóg dał... mam jeszcze w pamięci/
Własne twe słowa... który z ręki Boga/
Posiadł ze wszystkich ziemskich dóbr najmniejsze,/
Oraz największe w szczodrobliwym dziale.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak powiedziałem? A cóż rozumiałem/
Przez to?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Najmniejsze dobro to bogactwo,</wers_cd>/
Największe: mądrość.<end id="e1410982262423-3610786326"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? o jakimś Żydzie,</wers_cd>/
O Żydzie tak się wyraziłem?<end id="e1410982295051-3527926909"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyliż</wers_cd>/
Nie powiedziałeś tego o Natanie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Tak! Tak! O tym! O nim! O Natanie!/
Na myśl nie przyszło mi od razu!... Prawda!/
Ą więc powrócił!... No, z nim tam zapewne/
Źle nie jest... Prawda! Ma u swego ludu/
Nazwisko mędrca i bogacza!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz</wers_cd>/
Bardziej niż kiedy może być nazwany/
Bogaczem. Całe miasto brzmi rozgłosem,/
Jakie klejnoty, jakie skarby przywiózł.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
No, jeśli bogacz wrócił, to i mędrzec/
Wrócił zapewne.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż Al-Hafi? Gdybyś</wers_cd>/
Poszedł do niego?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Po cóż mam iść? po co? ...</wers_cd>/
Nie po pożyczkę przecież... Nie! Znam ja go/
Dobrze... Pożyczyć?... On pożyczyć miałby?.../
Mądrością jego właśnie jest, że nigdy/
Nic nie pożycza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kiedyś wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe> inny</wers_cd>/
Dałeś mi jego obraz...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W konieczności</wers_cd>/
Zakredytuje towar, lecz pieniędzy,/
Pieniędzy nigdy nie pożyczy. Zresztą/
Jest to Żyd taki, jakich nie ma wielu:/
Rozumny, umie żyć, gra dobrze w szachy./
Lecz w złym odmienny jest tak, jak i w dobrym/
Od innych Żydów... Liczyć nań nie można./
<begin id="b1410982432949-2110413322"/><motyw id="m1410982432949-2110413322">Dar</motyw>Ubogim daje, daje na przekorę/
Saladynowi... może nie tak wiele/
Jak on, lecz jak on szczerze, bez wglądania/
W powody nędzy. Żyd czy muzułmanin,/
Pers czy chrześcianin, to dla niego jedno...<end id="e1410982432949-2110413322"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I taki człowiek...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jakże się to stało,</wers_cd>/
Że o nim dotąd nie słyszałem?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ten by</wers_cd>/
Nie chciał pożyczki dać Saladynowi,/
Saladynowi, co jej chce dla drugich,/
A nie dla siebie?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W tym się okazuje</wers_cd>/
Znów Żydem, zwykłym Żydem! Wierzcie, jest/
Kiedy o datek idzie, tak zazdrosny,/
Że chciałby wszystkie: ,,Niechaj Bóg zapłaci"/
Jakie wymawia kto bądź w świecie całym,/
Zabrać na własność swoją. Nie pożycza/
Nikomu, żeby mógł obdarzać zawsze./
Ponieważ zakon litość mu nakazał,/
A nie nakazał oddawania usług/
Tym, co litości nie żądają, przeto/
Litość nad nędzą sprawia, że ten człowiek/
Do usług możnym wcale nie jest skłonny./
Jestem ja wprawdzie trochę poróżniony/
Z nim od dość dawna, lecz nie sądźcie, żebym/
Nie chciał mu przyznać, co należy. Jest on/
Najlepszy w świecie do wszystkiego, tylko/
Do tego wcale nie... Gdzie indziej pójdę/
Szukać pomocy... Przypominam sobie,/
Że jest tu Murzyn jeden, wielki bogacz,/
I skąpiec wielki... Idę!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Po cóż śpieszysz</wers_cd>/
Tak bardzo, Hafi?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pozwól mu, niech idzie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Al-Hafi</osoba> wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Sittah</osoba>, <osoba>Saladyn</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Odszedł, jak gdyby wymknąć się chciał tylko./
Co to jest? Czyliż on by się tak na nim/
Oszukał, czy też chciałby nas oszukać?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? O co pytasz? Nie wiem prawie, o kim/
Mówiliście. Ja słyszę o tym Żydzie,/
O tym Natanie, dzisiaj po raz pierwszy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyż to podobna, by ci był nieznanym/
Człowiek, o którym mówią, że Dawida/
I Salomona odkrył grób? Że odgadł/
Potężne słowo, którym ich pieczęcie/
Otwierać można, i że stamtąd skarby/
Nieprzeliczone czerpie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jeśli skarby</wers_cd>/
Jego w istocie z grobów są czerpane,/
To nie Salomon ani Dawid leżą/
W tych grobach, ale głupcy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Albo łotry!...</wers_cd>/
Toteż obfitsze bogactw jego źródło/
Niż groby pełne złota.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak słyszałem,</wers_cd>/
Jest kupcem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest. Juczne<pe><slowo_obce>juczny</slowo_obce> --- tu: obładowany.</pe> ciężarami</wers_cd>/
Wielbłądy jego są na wszystkich drogach,/
I przez pustynie ciągną, a okręty/
Jego do wszystkich zawijają portów./
Mówił mi o tym kiedyś sam Al-Hafi,/
I z zachwyceniem opowiadał, jak on/
Szlachetnie, zacnie użytkuje z skarbów,/
Które tak pilnie stara się gromadzić./
Dodawał, jak jest wolnym od przesądów/
Duch jego, jak jest serce jego pełne/
Cnót wszelkich, które z pięknem chodzą w parze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
A teraz o nim mówił tak niepewnie,/
Tak zimno...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie tak zimno! Mówił, jakby</wers_cd>/
Sądził, że chwalić go jest niebezpiecznie,/
A ganić nie jest sprawiedliwie... Jak to?/
Więc i najlepszy pośród swego ludu/
Musiałby takim być, jak ten lud cały,/
Tak, że Al-Hafi musiałby się wstydzić/
Jego przyjaźni w pewnym względzie? Zresztą/
Żyd ten wystarczy nam, choćby był Żydem/
Mniej albo więcej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie chciałabyś przecież,</wers_cd>/
Żeby mu gwałtem zabrać jego własność?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410982678883-1517558822"/><motyw id="m1410982678883-1517558822">Przemoc</motyw>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co zowiesz gwałtem? Ogień? Miecz? Tych środków/
Nie radzę wcale. Trzebaż innej broni/
Na słabych, jak ich słabość?<end id="e1410982678883-1517558822"/> Chodź tymczasem/
Ze mną na chwilę do haremu mego,/
Posłuchać śpiewu nowej niewolnicy,/
Którą kupiłam wczoraj. Przez tę chwilę/
Dojrzeje może w mojej głowie projekt,/
Który powzięłam względem niego. Chodźmy!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>

<didaskalia>Zmiana. Miejsce przed domem <osoba>Natana</osoba>, dotykające ustroni pod palmami.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Recha</osoba> i <osoba>Natan</osoba> wychodzą z domu; później <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Bardzoś się spóźnił, ojcze. Już go może/
Nie będzie można zastać tutaj.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>No, no!</wers_cd>/
Jeśli nie znajdę go tu pod palmami,/
Znajdę gdzie indziej... Bądź spokojną... Widzisz!/
Daja się zbliża do nas!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niezawodnie</wers_cd>/
Zgubiła jego ślad.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To być nie może.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W przeciwnym razie szłaby prędzej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jeszcze</wers_cd>/
Nas nie spostrzegła pewno.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz widzi,</wers_cd>/
Że tu jesteśmy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I przyśpiesza kroku;</wers_cd>/
Patrz!... bądź spokojną, bądź spokojną!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyliż</wers_cd>/
Chciałbyś mieć córkę, która by w tej chwili/
Była spokojną, nie myślała o tym,/
Któremu winna życie, drogie dla niej/
Najwięcej przez to, że je ma od ciebie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie chcę, byś inną była, niżli jesteś,/
Chociażbym wiedział, że się w twojej duszy/
I co innego jeszcze budzi...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóżby,</wers_cd>/
Mój ojcze?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410982960192-2903531873"/><motyw id="m1410982960192-2903531873">Cnota</motyw>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pytasz? Pytasz tak nieśmiało?</wers_cd>/
Mnie? Wszystko, co się dzieje w twoim łonie,/
Jest niewinnością i przyrody prawem;/
Niech cię nie trwoży więc, jak mnie nie trwoży./
Ale mi przyrzecz, że gdy się wyraźniej/
Ozwie twe serce, kryć nie będziesz życzeń/
Swoich przede mną.<end id="e1410982960192-2903531873"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Na myśl, że przed tobą</wers_cd>/
Mogłabym taić... drżę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dość teraz o tym!</wers_cd>/
Układ zawarty raz na zawsze... Oto/
Daja!... Cóż?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chodzi jeszcze pod palmami,</wers_cd>/
I wkrótce przy tym murze się ukaże.../
Patrzcie, nadchodzi!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zdaje się rozważać,</wers_cd>/
Dokąd iść: naprzód? Czy też nazad<pe><slowo_obce>nazad</slowo_obce> (reg.) --- z powrotem.</pe>? W prawo?/
Czy w lewo?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie, nie! On tą właśnie drogą</wers_cd>/
Koło klasztoru chodzi częściej, zatem/
Będzie przechodził tędy... Zakład!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prawda!</wers_cd>/
Więc rozmawiałaś z nim? I cóż? Cóż dzisiaj?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Taki jak zawsze.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc ustąpcie, żeby</wers_cd>/
Was tu nie spostrzegł, albo lepiej wróćcie/
Do domu!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chwilkę jeszcze!... Ach! Te krzaki!</wers_cd>/
Kradną mi widok jego! ...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chodźmy, Recho!</wers_cd>/
Ojciec ma słuszność; gdyby cię tu spostrzegł,/
Gotów by wrócić zaraz!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach! Te krzaki!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kryją go, ale, skoro je wyminie,/
Spostrzec was musi... Idźcie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chodź więc, Recho.</wers_cd>/
Przez okno będziesz mogła go zobaczyć.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Doprawdy?
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą do domu.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, później <osoba>Templariusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>Natan</naglowek_osoba>
<didaskalia>sam.</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prawie że się lękać muszę</wers_cd>/
Tego dziwaka. Wobec tej surowej/
Zacności czuję, żem zapomnieć gotów/
Języka. Jest to rzecz szczególna, żeby/
Mógł się tak mięszać człowiek przed człowiekiem! .../
Ha! Idzie!... Boże!... Młodzian ten wygląda/
Na męża... Dobrze wróży ten wzrok śmiały/
I ten chód pewny. Może to łupina/
Gorzką jest tylko, a nie ziarno samo!.../
Gdziem ja mógł widzieć taką twarz?... Wybaczcie,/
Szlachetny Franku...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wybaczcie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czego?...</wers_cd>/
Czego chcesz, Żydzie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Że śmiem kilku słowy</wers_cd>/
Do was przemówić.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyż zabronić mogę?...</wers_cd>/
Lecz mówcie krótko.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Raczcie mi wybaczyć...</wers_cd>/
Nie wymijajcie pogardliwie tego,/
Co wam na wieki winien wdzięczność.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to?</wers_cd>/
Ach! Odgaduję!... Prawda? Wy jesteście...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zowię się Natan, jestem tej dziewczyny,/
Przez was z pożaru ocalonej, ojcem,/
I chcę...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410984500854-2428287473"/><motyw id="m1410984500854-2428287473">Pogarda</motyw>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dziękować?... To zbyteczne!... Dosyć,</wers_cd>/
Za wiele nawet dzięków znieść musiałem/
Za tę drobnostkę. Zresztą, nie jesteście/
Żadnej wdzięczności winni mi. Czym wiedział,/
Że ta dziewczyna była córką waszą?/
Jest obowiązkiem templariuszów śpieszyć/
Z pomocą wszystkim bez różnicy, których/
W nieszczęściu widzą. Życie dla mnie było/
Ciężarem wówczas; chętnie, bardzo chętnie/
Okoliczności się chwyciłem, w której/
Za inne dać je mogłem, choćby tylko/
Za życie jakiejś tam Żydówki.<end id="e1410984500854-2428287473"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wielkie,</wers_cd>/
Ale potworne słowa! Lecz to łatwo/
Zrozumieć... Skromność każe się wielkości/
Kryć za potworność, aby uniknęła/
Podziwu. Jeśli jednak pogardzacie/
Podziwem, raczcie odpowiedzieć, jaka/
Dań mniej byłaby dla was wstrętną? Zacny/
Rycerzu, obcym tu jesteście, oraz/
Jesteście jeńcem; tylko to jedynie/
Daje mi śmiałość spytać, czym wam mógłbym/
Usłużyć?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niczym.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jestem bogacz.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W moim</wers_cd>/
Pojęciu nie był nigdy Żyd bogaty/
Lepszym od innych Żydów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czemuż jednak</wers_cd>/
Nie mógłby służyć wam, pomimo tego/
Tym, co lepszego ma --- bogactwem swoim?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I owszem, tego nie chcę się zarzekać,/
Ze względu na mój płaszcz. Gdy mi się zniszczy,/
Spruje, rozpadnie w szmaty, przyjdę do was/
Pożyczyć sobie sukna lub pieniędzy/
Na nowy! Tylko niech to was nie trwoży,/
Nie spoglądajcie na mnie tak ponuro!/
Jeszcze do tego dość daleko, patrzcie!/
Jeszcze wygląda jako tako, chociaż/
Róg jeden brzydko ma splamiony. Jest to/
Przypalenizna, ślad pożaru, w którym/
Wyratowałem waszą córkę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przecież</wers_cd>/
Rzecz to szczególna, że ta brzydka plama/
Lepsze świadectwo daje człowiekowi/
Niż jego własne usta. Ucałować/
Chciałbym tę plamę... Ach! Wybaczcie, panie,/
To mimo woli...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Łza nań kapnęła.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie szkodzi to, nie jest on po raz pierwszy/
Skropionym.
</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Żyd ten wkrótce mnie zwycięży.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szlachetny panie! Czy nie pozwolicie/
Płaszcz ten na chwilę posłać do mej córki?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Po co?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>By mogła usta do tej plamy</wers_cd>/
Przycisnąć, skoro nadaremnie pragnie/
Kolana wasze oblać łzami...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ależ...</wers_cd>/
Żydzie... więc imię wasze Natan... zatem.../
Natanie... silnych słów umiecie użyć!/
Mięsza mnie mowa wasza... zresztą... byłbym...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kryjcie swe myśli, jak wam się podoba,/
Ja was odgadnę pod wszelaką maską.../
Jesteście nazbyt prawym, nazbyt zacnym,/
Abyście mogli być grzeczniejszym, panie./
Uczucie tylko mówi przez dziewczynę,/
A przez służącą posłuszeństwo; ojciec/
Wyjechał z domu... o jej dobre imię/
Szło wam, chcieliście uciec od pokusy,/
Ujść, byle tylko nie zwyciężyć. Dzięki/
I za to składam wam...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przyznaję, wiecie,</wers_cd>/
Jak templariusze myśleć winni.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?</wers_cd>/
Więc templariusze tylko?... i ,,powinni"? .../
Tylko ,,powinni", bo im tak kazały/
Prawa zakonu? Ja wiem tylko, jakie/
Są myśli ludzi dobrych, wiem też o tym,/
Że wszystkie kraje dobrych ludzi rodzą.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Którzy się jednak, sądzę, różnią trochę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, barwą twarzy, szatą i postacią,/
I że ich w jednym więcej, mniej zaś bywa/
W innym narodzie. O! W tej mierze niezbyt/
Różnica znaczna. Wielkim mężom, prawda,/
Jak wielkim drzewom, trzeba miejsca wiele,/
A gdy ich kilka obok siebie stanie,/
Łamią gałęzie sobie wzajem. Za to/
Średnio poczciwych znajdziem wszędzie wielu./
Niech tylko jeden drugim nie pogardza,/
Niech tylko zgodnie obok siebie żyją,/
Niech tylko szczytom drzewa się nie zdaje,/
Że nie wyrosły, jak pień, z łona ziemi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410984837483-3902850905"/><motyw id="m1410984837483-3902850905">Żyd, Duma, Pogarda</motyw>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze mówicie! Znam jednakże naród,/
Który okazał pierwszy tę pogardę/
Innym. Czy wiecie, który ród, Natanie,/
Najpierwszy nazwał się wybranym? Czyliż/
Nie miałbym prawa za tę jego dumę/
Odpłacać wzgardą albo nienawiścią?/
Za ową dumę, co uważa tylko/
Swojego Boga za prawego Boga?/
Dumę, przejętą później po tym ludzie/
W spadku przez chrześcian oraz muzułmanów?...<end id="e1410984837483-3902850905"/>/
Dziwi was, że tak mówię, ja, templariusz,/
Ja chrześcijanin? Ale gdzież szkaradniej/
Niż tu objawia się ten religijny/
Obłęd, co pragnie mieć lepszego Boga,/
I tego Boga wszystkim chce narzucić?.../
Jeżeli komu tu nie spadnie łuszczka<pe><slowo_obce>łuszczka</slowo_obce> --- łuska.</pe>/
Z oczu... Lecz co tam! Kto chce zostać ślepym,/
Niech będzie ślepym... Zapomnijcie o tym,/
Co powiedziałem... Idźcie!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Chce odejść.</didaskalia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ha! Nie wiecie,</wers_cd>/
Że mnie te wasze słowa pociągają/
Tym bardziej ku wam... Darmo! <begin id="b1410984940974-358954266"/><motyw id="m1410984940974-358954266">Przyjaźń, Naród</motyw>My musimy/
Być przyjaciółmi, tak! Musimy!... Gardźcie/
Narodem moim, jak wam się podoba!.../
Czyżeśmy sobie naród wybierali?/
Czyż my a naród nasz jesteśmy jedno?/
Cóż to jest naród? Żyd lub chrześcijanin,/
Czyż wprzód był Żydem lub chrześcijaninem,/
Niżli człowiekiem? Ach! Gdy w was człowieka/
Znajduję, dość mi, że się zwę człowiekiem.<end id="e1410984940974-358954266"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410985003060-3186958732"/><motyw id="m1410985003060-3186958732">Przyjaźń</motyw>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Na Boga, słuszność macie, macie słuszność,/
Natanie! Dajcie rękę! Wstyd mi teraz,/
Że się przez chwilę na was nie poznałem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
A mnie to dumnym czyni, bo od razu/
Poznać się tylko daje pospolitość.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za to w pamięci pozostaje wiecznie/
To, co niezwykłe. Tak, tak, przyjaciółmi/
Zostać musimy.<end id="e1410985003060-3186958732"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Już jesteśmy. Z jakąż</wers_cd>/
Radością Recha przyjmie tę wiadomość!.../
Ach! Jak urocza przyszłość w oddaleniu/
Przed moim wzrokiem się rysuje!... Najprzód/
Musicie poznać Rechę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Najgoręcej</wers_cd>/
Chcę tego... Któż to wybiegł od was z domu?/
Czy Daja?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest. Przestraszona.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyżby</wers_cd>/
Naszej się Resze stało co?
</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Daja</osoba> zbliża się spiesznie.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Ciż sami</osoba>, <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Natanie!</wers_cd>/
Natanie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż tam?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chciejcie mi wybaczyć,</wers_cd>/
Zacny rycerzu, że wam przerwać muszę!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cóż tam?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż zaszło?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Sułtan przysłał, sułtan</wers_cd>/
Chce z wami mówić. Boże! Sułtan!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ze mną?</wers_cd>/
Saladyn?... Pewno chce zobaczyć rzeczy,/
Które przywiozłem. Powiedz, że dotychcżas/
Wszystko to prawie nierozpakowane.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie, nie, nic widzieć nie chce, tylko z wami/
Chce mówić, prędko, jak najprędzej!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przyjdę;</wers_cd>/
Idź, powiedz!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Raczcie nam wybaczyć, gniewny</wers_cd>/
Rycerzu! Boże! Myśmy tak strwożone!.../
Czego chcieć może sułtan?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wnet to będzie</wers_cd>/
Wiadome... idź już. 
</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Daja</osoba> odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Templariusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zatem go nie znacie</wers_cd>/
Dotąd?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410985248715-1597939198"/><motyw id="m1410985248715-1597939198">Plotka, Sława</motyw>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Sułtana? Nie, nie unikałem,</wers_cd>/
Lecz nie szukałem jego znajomości./
Tyle dobrego wieści o nim głoszą,/
Żem wolał wierzyć temu, niż się starać/
Poznać go. Ale dziś niech sobie wieści/
Jakie chcą będą... Skoro wam darował/
Życie...<end id="e1410985248715-1597939198"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To prawda... Życie, którym żyję,</wers_cd>/
Jest jego darem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przez ten czyn podwójnie,</wers_cd>/
Po trzykroć życiem mnie obdarzył. Przez to/
Wszystko się między nim a mną zmieniło,/
Jednym tym czynem przykuł mnie na wieki/
Do siebie. Czekam tylko, co mi najprzód/
Spełnić rozkaże; wszystkom spełnić gotów,/
I wyznać przed nim, że to czynię dla was.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sam mu nie mogłem jeszcze podziękować,/
Choć go na drodze spotykałem często./
Widać wrażenie, jakie nań wywarłem,/
Jak szybkim było, tak też szybko znikło./
Kto wie, czy jeszcze mnie pamięta. Jednak/
Raz jeszcze musi mnie przypomnieć sobie,/
Aby rozstrzygnąć o mym losie... Nie dość,/
Że z jego tylko woli jestem, żyję,/
Lecz czekać muszę, podług czyjej woli/
Żyć mi rozkaże.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prawda, tym więc bardziej</wers_cd>/
Pośpieszać muszę. Może padnie słowo/
Z ust jego, które wspomnieć mi pozwoli/
O was... pozwólcie i wybaczcie... śpieszę.../
Lecz kiedyż w domu naszym was ujrzymy?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gdy pozwolicie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kiedy chcecie?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zatem</wers_cd>/
Dziś jeszcze.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410985452810-3367809171"/><motyw id="m1410985452810-3367809171">Imię</motyw>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jakże imię wasze, jeśli</wers_cd>/
Zapytać wolno?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zwę się Kurd von Stauffen...</wers_cd>/
Kurd...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Von Stauffen?... Co? Von Stauffen? Stauffen?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czy was to dziwi?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kurd von Stauffen!... Inni</wers_cd>/
Tego nazwiska byli tu...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, było</wers_cd>/
I legło tutaj z tego rodu kilku...<end id="e1410985452810-3367809171"/>/
Mój wuj... mój ojciec raczej... ale czemu/
Wzrok tak wlepiacie we mnie?... coraz bardziej...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic! Nic to! Czyżbym mógł się dość napatrzeć/
Na was?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc teraz was opuszczę. Oko</wers_cd>/
Badacza często dopatruje więcej/
Niż pragnął dojrzeć. Niechaj czas powoli,/
A nie ciekawość z sobą nas zapozna.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<didaskalia>patrząc za nim ze zdziwieniem.</didaskalia>
<kwestia><strofa>,,Oko badacza dopatruje często/
Więcej niż pragnął dojrzeć"! Jakby czytał/
W mej duszy... Tak jest... mnie to spotkać może./
Nie tylko Wolfa wzrost, chód Wolfa, ale/
I jego głos. Tak... tak zupełnie... tak jest.../
Tak samo wstrząsał głową Wolf, tak samo/
Wolf nosił miecz swój, Wolf tak samo ręką/
Czoło pocierał, żeby wzroku swego/
Przyćmić płomienie... Tak głęboko wryte/
W pamięć obrazy spać w nas mogą, aż je/
Dźwięk jeden, słowo jedno zbudzi! Stauffen!.../
Tak niezawodnie... tak jest... Filnek... Stauffen!.../
Wkrótce dokładniej wiedzieć będę... wkrótce.../
Lecz do sułtana najprzód... Cóż to? Daja/
Zagląda tutaj... Chodźże bliżej, Dajo.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA VIII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Daja</osoba>, <osoba>Natan</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż tam? Ciekawi was obydwie teraz/
Zapewne wcale co innego, nie to,/
Czego ode mnie sułtan żąda?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyliż</wers_cd>/
Można jej za złe brać to?... Zaczęliście/
Właśnie rozmawiać z sobą poufalej,/
Gdy nas przestraszył w oknie ten sułtański/
Posłaniec.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Możesz jej powiedzieć tylko,</wers_cd>/
Że w każdej chwili niechaj się spodziewa/
Jego przybycia.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pewno? Pewno?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Sądzę,</wers_cd>/
Że się na ciebie mogę spuścić<pe><slowo_obce>że się na ciebie mogę spuścić</slowo_obce> --- sens: że mogę na tobie polegać.</pe>, Dajo.../
Proszę cię, baczną bądź... nie pożałujesz/
Tego... sumienie nawet twoje może/
Dozna w tym ulgi... Tylko mi nie popsuj/
Mych planów, tylko opowiadaj, pytaj/
Z wstrzemięźliwością, z oględnością wszelką.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Że też wam przyszło na myśl mnie przestrzegać/
O tym! Odchodzę. Idźcie też, bo śpieszy/
Drugi posłaniec od sułtana, Hafi,/
Wasz Derwisz.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA IX</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Al-Hafi</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ha! Ha! Znów do was przychodzę!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyż to tak pilne? Czego chce ode mnie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Kto?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sułtan. Idę, idę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Do sułtana?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc nie Saladyn przysłał cię tu?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie on;</wers_cd>/
Zatem przysyłał już?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przysyłał.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zgadłem.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Coś zgadł?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Że... że... <begin id="b1410986220351-3027531809"/><motyw id="m1410986220351-3027531809">Przyjaźń, Kłamstwo</motyw>Jam niewinny temu,</wers_cd>/
Niewinny temu jestem... Ile mogłem,/
Tylem nagadał, tyle nakłamałem,/
By to odmienić!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ależ co odmienić?</wers_cd>/
Coś zgadł?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Że teraz wyście defterdarem<pe><slowo_obce>defterdar</slowo_obce> --- odpowiednik ministra finansów w państwach muzułmańskich.</pe></wers_cd>/
Zostali. Bardzo was żałuję, ale/
Patrzeć się na to nie chcę. Idę zaraz,/
Zaraz odchodzę... Jeśli macie jakie/
Dać mi zlecenia, abym je załatwił/
W drodze, to proszę. Tylko coś takiego,/
Co człowiek nagi wziąć lub spełnić może.../
Odchodzę, mówcie prędko.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz, Al-Hafi,</wers_cd>/
Zastanówże się, że o niczym nie wiem.../
Co pleciesz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wszakże worek zabieracie</wers_cd>/
Ze sobą?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Worek?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>No, tak jest, pieniądze,</wers_cd>/
Które zaliczyć macie sułtanowi.
<end id="e1410986220351-3027531809"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc o to tylko idzie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja mam na to</wers_cd>/
Patrzeć, jak będzie was dzień w dzień obdzierał/
Aż do ostatka? Ja mam patrzeć na to,/
Jak wciąż rozrzutność będzie pożyczała/
Z pełnego śpichrza mądrej przezorności,/
Dopóki biedne myszy w tym spichlerzu,/
Z głodu nie zginą? Czy wam się wydaje,/
Że kto pieniędzy waszych potrzebuje,/
Rad waszych słuchać będzie? On, Saladyn,/
Rad miałby słuchać? Kiedyż on pozwolił,/
By mu radzono? Wystaw<pe><slowo_obce>wystawić sobie</slowo_obce> (daw.) --- wyobrazić sobie.</pe> sobie tylko,/
Natanie, co mnie teraz z nim spotkało!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410986477388-3982529361"/><motyw id="m1410986477388-3982529361">Gra</motyw>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdy przyszedłem, właśnie ze swą siostrą</wers_cd>/
Przestał grać w szachy... Sittah gra dość dobrze,/
Lecz partia, którą miał już za przegraną/
Saladyn, jeszcze była ustawiona...<pe><slowo_obce> partia [...] była ustawiona</slowo_obce> --- pozycja była solidna, dziś mówi się: ,,dawała się ustać".</pe>/
Patrzę i widzę, że daleko bardzo/
Do mata!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Toż to tryumf był dla ciebie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dość było na jej szach posunąć króla/
W tył, ku pionkowi... Ja bym wam to zaraz/
Pokazał...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wierzę i tak.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tym sposobem</wers_cd>/
Mógłby wyjść z wieżą... chcę mu to powiedzieć,/
Wołam go, a on... Wyobraźcie sobie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Innego zdania był?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie słuchał wcale!</wers_cd>/
Rozrzucił całą partię!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czy podobna!...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I rzekł, że chce mieć mata! Chce mieć mata!/
Czyż to jest granie?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, jest to w istocie</wers_cd>/
Tylko bawienie się grą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dziurawego</wers_cd>/
Orzecha taka gra nie warta.
<end id="e1410986477388-3982529361"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Szastać</wers_cd>/
Pieniędzmi, trwonić, to drobnostka, ale/
Ciebie nie słuchać w jednym tylko razie,/
W razie tak ważnym ciebie nie wysłuchać,/
Bystrości twego oka nie podziwiać,/
To, to jest godne zemsty, czy nie prawda?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż znów? Powiadam wam to, byście mieli/
Jakieś pojęcie o uporze jego.../
Słowem, już dłużej wytrwać z nim nie mogę./
Teraz się włóczę po Murzynach brudnych,/
I rozpytuję, czyby mu z nich który/
Nie chciał pożyczyć. Nigdym u nich żebrać/
Nie chciał dla siebie, teraz u nich właśnie/
Szukać pożyczki dla innego muszę!/
Pożyczać, jest to prawie być żebrakiem,/
Tak jak na lichwę<pe><slowo_obce>lichwa</slowo_obce> --- pożyczanie pieniędzy na procent, zwykle zawyżony.</pe> dawać, jest kraść prawie./
Tam wpośród moich dawców, nad Gangesem,/
Nie będę tego potrzebował, ani/
Nie będę innym za narzędzie służył./
Tam nad Gangesem, tylko tam są ludzie!/
Tu wy jesteście jednym, który godzien/
Żyć nad Gangesem... A więc pójdźcie ze mną/
Na łup mu dajcie wszystkie te marności,/
O które idzie mu tak bardzo... Troski,/
Mozoły wasze raz się skończą... chodźcie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Sądzę, że to nam nie uciecze, Hafi./
Namyśleć mi się pozwól... czekaj...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Po co?...</wers_cd>/
Nad czymś podobnym się nie myśli wcale...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Póki nie wrócę od sułtana... póki/
Się nie pożegnam...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ten, kto się namyśla,</wers_cd>/
Szuka powodów niezrobienia czegoś.../
Kto nie ma siły zaraz, bez wahania,/
Zacząć dla siebie żyć, ten niewolnikiem/
Zostanie wiecznie. Bądźcie zdrowi. Żyjcie/
Jak sobie chcecie... Tam jest moja droga,/
A wasza tutaj...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Lecz, Al-Hafi, musisz</wers_cd>/
Zdać wprzód swój urząd...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AL-HAFI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ha! Ha! Żarty!... Tego,</wers_cd>/
Co jest w mej kasie, liczyć nie jest warto.../
Zresztą porękę za rachunki moje/
Wy dacie albo Sittah! Bądźcie zdrowi...</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dam ją z ochotą!... Dziki, dobry, zacny.../
Jak mam go nazwać... Tak, prawdziwy żebrak/
Jeden na świecie jest prawdziwym królem.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi w inną stronę.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT III</naglowek_akt>

<didaskalia>W domu <osoba>Natana</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Recha</osoba>, <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakże się ojciec mój wyraził, Dajo?.../
Że ,,w każdej chwili mogę się spodziewać/
Jego przybycia"?... --- Ileż chwil jednakże/
Już upłynęło!... Ach! i któż by myślał/
O upłynionych? ... Żyję teraz tylko/
Każdą najbliższą chwilą, bo z nich jedna/
Ma go sprowadzić tutaj!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>O przeklęte</wers_cd>/
To zawezwanie od sułtana! Natan/
Byłby go zaraz z sobą przyprowadził.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A gdyby teraz przyszedł? Gdyby teraz/
W tej chwili z życzeń moich najgorętsze/
Się wypełniło?... Cóż stąd? Cóż stąd?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż stąd?...</wers_cd>/
Sądzę, że także najgorętsze z moich/
Życzeń spełniłoby się.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż naówczas</wers_cd>/
W mej piersi zastąpiłoby pragnienie,/
Która odwykła czuć się próżną takich/
Najwyższych pragnień?... Nie?... Ach! To okropne!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Moje życzenie pragnień już spełnionych/
Miejsce obejmie... me życzenia, abym/
Mogła cię widzieć w Europie, w rękach,/
Które są godne ciebie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jesteś w błędzie!</wers_cd>/
<begin id="b1410987117244-2222314844"/><motyw id="m1410987117244-2222314844">Ojczyzna</motyw>Z tejże przyczyny, z której ono twoim,/
Życzenie takie moim być nie może./
Ciebie ojczyzna wabi, a mnie moja/
Czyżby zatrzymać tutaj nie zdołała?/
Czyliżby obraz twoich, w duszy twojej/
Przechowywany, miał być potężniejszym/
Od wpływu, który na mnie wywierają/
Ci, których widzę, słyszę i dotykam?<end id="e1410987117244-2222314844"/>/
Moi!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Daremnie pragniesz się upierać!...</wers_cd>/
Niebo ma swoje niepojęte drogi!/
Cóż, jeśli właśnie przez twojego zbawcę/
Bóg jego, Bóg ten, za którego walczy,/
Powiedzie cię do kraju i do ludu,/
Dla których jesteś przeznaczoną?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dajo!</wers_cd>/
<begin id="b1410987467030-302171500"/><motyw id="m1410987467030-302171500">Bóg</motyw>Co ty mi mówisz?... Masz pojęcia jakieś/
Dziwne... ,,Bóg jego, ten Bóg za którego/
On walczy"!... Czyliż może Bóg być czyim?/
Jaki to byłby Bóg, którego człowiek/
Mógłby zwać swoim własnym? Za którego/
Trzeba by było walczyć?<end id="e1410987467030-302171500"/> Skądby człowiek/
Wiedział, dla której cząstki tego świata/
Jest urodzony, jeżeli nie dla tej,/
Na której przyszedł na świat?... Dajo! Dajo!/
<begin id="b1410987546357-1576631698"/><motyw id="m1410987546357-1576631698">Kwiaty</motyw>Gdyby mój ojciec słyszał twoje słowa!.../
Co on ci zrobił, że mi zawsze tylko/
W dali od niego pokazujesz szczęście?.../
Co on ci zrobił, że do ziarn mądrości,/
Które tak czyste zasiał w mojej duszy,/
Mięszasz tak chętnie chwasty, czy też kwiaty/
Swojego kraju?... Dajo! Droga Dajo!/
On nie chce twoich kwiatów różnowzorych/
Na mojej grządce... A ja wyznać muszę,/
Że choćby kwiaty te na mojej grzędzie/
Najpiękniej rosły, wycieńczają one/
Jej grunt, a czuję się ich słodką wonią/
Zbyt odurzoną, upojoną prawie.<end id="e1410987546357-1576631698"/>/
Twój umysł do nich nawykł. Nie chcę ganić/
Silniejszych nerwów, co ten zapach znoszą,/
Lecz mnie nie dawaj ich... Już twym aniołem/
Małoś umysłu mi nie obłąkała.../
Jeszcze się wstydzę przed mym ojcem tego/
Głupstwa!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak! Głupstwa!... Jakby rozum zdrowy</wers_cd>/
Tu tylko znaleźć można!... Głupstwa! Głupstwa!.../
Gdybym ja mogła mówić!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyż nie możesz? ...</wers_cd>/
Czyżem cię kiedy nie słuchała pilnie,/
Gdyś mi o wiary swojej bohaterach/
Opowiadała?... Czym nie podziwiała/
Ich czynów?... Czylim nad ich cierpieniami/
Nie przelewała szczerych łez?... Ta wiara/
Nie zdała mi się w nich zbyt bohaterską,/
<begin id="b1410987702976-1525666563"/><motyw id="m1410987702976-1525666563">Bóg</motyw>Ale natomiast stała się tym dla mnie/
Większą pociechą ta nauka wzniosła,/
Że miłość Boga nie zależy wcale/
Od błędnych pojęć, jakie o nim mamy...<end id="e1410987702976-1525666563"/>/
Kochana Dajo! Ojciec nam tak często/
Mówił to! Samaś na to się zgadzała!/
Czemuż chcesz burzyć sama, coś z nim razem/
Wzniosła?... Nie, Dajo, nie jest to rozmowa/
Na chwilę, w której mamy go powitać.../
Chociaż... mnie samej... mnie zależy bardzo/
Na tym, czy i on... Dajo! Słuchaj! Dajo!/
Ktoś idzie... słuchaj!... On... on może!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Templariusz</osoba>, któremu ktoś z zewnątrz drzwi otwiera.</didaskalia>

<!--TRIM:3-->



<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Też same</osoba>, <osoba>Templariusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>GŁOS ZA DRZWIAMI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tutaj!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>przestrasza się, po chwili przychodzi do siebie i chce mu upaść do nóg</didaskalia>
<kwestia><strofa>To on... mój zbawca! Ach!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dla uniknienia</wers_cd>/
Tego jedynie tu nie przychodziłem/
Dotąd... więc...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pragnę tylko u stóp tego</wers_cd>/
Dumnego męża złożyć dzięki Bogu,/
Nie człowiekowi... Człowiek dzięków nie chce.../
Nie chce ich tak, jak kubeł wody, który/
Także był czynny przy gaszeniu ognia.../
Dał się napełnić, wylać, nic nikomu,/
Nikt jemu nic nie winien. Tak i człowiek!/
Coś go wrzuciło w ogień, ja upadłam/
W jego ramiona, niby na płaszcz jego/
Iskra, i potem znowu nas oboje/
Coś wyrzuciło z ognia. Za cóż tutaj/
Dziękować? Wino czasem w Europie/
Do jeszcze większych rzeczy jest podnietą,/
A templariusze muszą postępować/
W ten sposób, muszą, jak psy tresowane,/
Dobywać z wody równie jak z płomieni.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>który podczas tych słów patrzył na nią ze zdziwieniem i niepokojem</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>O niedobra Dajo!</wers_cd>/
Jeśli w przystępie żółci albo troski/
Przykrym być mogłem, czyż potrzeba było/
Wszystkie te głupstwa, co z języka mego/
Spłynęły, do niej tu przynosić?... Dajo!/
Była to zemsta zbyt okrutna!... Obyś/
Na przyszłość nie tak źle mnie przedstawiała/
Przed nią!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Rycerzu! Zdaje mi się, że te</wers_cd>/
Drobne ukłucia nie są zbyt bolesne/
Dla was...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Jak to? Więc mieliście troski?</wers_cd>/
I chętniej życie swe składacie innym/
W ofierze, niżli swoje troski?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dziecię!</wers_cd>/
Urocze dziecię! Dusza ma pomiędzy/
Okiem i uchem zda się podzieloną!/
Nie! Ro jest nie to dziewczę, nie to, które/
Wyniosłem z ognia! Któż by tę dziewczynę/
Mógł znać i w płomień za nią nie poskoczył?/
Któż byłby czekał na mnie?... Wprawdzie... przestrach.../
Odmienia w oczach postać...</strofa></kwestia>

<didaskalia>Chwila milczenia, podczas której wpatruje się w nią w niemym zachwycie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja jednakże</wers_cd>/
Takim was widzę, jak widziałam wówczas.
</strofa>
<didaskalia>Po nowej chwili milczenia, mówi dalej, ażeby przerwać jego wpatrywanie się</didaskalia>
<strofa>
Teraz, rycerzu, chciejcie mi powiedzieć,/
Gdzieście tak długo byli? Może nawet/
Winnabym spytać, gdzie jesteście teraz...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jestem... tam może, gdziem być nie powinien.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
A gdzież byliście?... Czy tam także, gdzieście/
Być nie powinni?... To niedobrze.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Byłem na... górze... jakże się ta góra/
Nazywa? Byłem... byłem na Synaju.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Na górze Synaj? ... Dobrze! Zatem mogę/
Was się zapytać, czyli<pe><slowo_obce>czyli</slowo_obce> --- czy z partykułą -li.</pe> to jest prawdą...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Co? Czy prawdą jest, że tam dziś jeszcze/
Oglądać można owo miejsce, w którym/
Mojżesz przed Bogiem stał, gdy...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, nie o to</wers_cd>/
Chciałam was spytać; wiem, że gdzie bądź stanął,/
To stał przed Bogiem; ale czy to prawda,/
Że nie tak trudno wchodzić na tę górę,/
Jak schodzić. Dotąd, ilem gór zwiedziła,/
Nie doświadczyłam tego nigdzie jeszcze./
Jakże, rycerzu? Cóż to? Odwracacie/
Twarz swą ode mnie? Widzieć mnie nie chcecie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Bo chcę was słuchać.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bo się ukryć chcecie,</wers_cd>/
Że was porywa pusty śmiech z dziewczyny,/
Która nie umie o tej świętej górze/
O coś innego spytać?... Prawdaż?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zatem</wers_cd>/
Znów będę patrzył na was. Co? Lecz teraz/
Wy spuszczacie wzrok, i wasze lica/
Uśmiech przebiega? Mamże więc dopiero/
Z wymowy rysów waszych chcieć to czytać,/
Co mi mówicie, tak wyraźnie milcząc?/
O Recho! Recho! Jak on słusznie mówił:/
,,Wprzód ją poznajcie"!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kto tak mówił? O kim?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Wprzód ją poznajcie". Tak wasz ojciec do mnie/
Powiedział o was!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A ja nie mówiłam?</wers_cd>/
Ja nie mówiłam tego?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ale gdzież on?</wers_cd>/
Gdzie jest wasz ojciec? Jeszcze u sułtana?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zapewne.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jeszcze! Jakąż ja mam pamięć!</wers_cd>/
Nie, tam tak długo być nie może; pewno/
Już oczekuje na mnie pod klasztorem./
Tak się umawiał ze mną przecież... Zatem/
Wybaczcie, muszę iść po niego.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To już</wers_cd>/
Należy do mnie... Pozostańcie tutaj,/
Rycerzu... Wkrótce razem z nim powrócę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie, on na mnie czeka, a nie na was./
A przy tym może... Któż wie? ... u sułtana/
Mógłby... Nie znacie Saladyna!... Mógłby.../
Wpaść w jakie przykre położenie... Wierzcie,/
Niebezpieczeństwo grozi... śpieszyć muszę...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niebezpieczeństwo grozi? Jakie? Komu?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Mnie, wam i jemu, jeśli stąd natychmiast,/
Zaraz nie pójdę.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Recha</osoba>, <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410991164889-1412590060"/><motyw id="m1410991164889-1412590060">Miłość, Tajemnica</motyw>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co to znaczy, Dajo?</wers_cd>/
Odszedł tak prędko? Co go wypędziło?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie obawiajcie się! Nie sądzę, by to/
Złym było znakiem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jest więc znakiem? Czego?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tego, co czuje... wre w nim, lecz się lęka/
Wykipieć... Waszym już jest...
<end id="e1410991164889-1412590060"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to, moim?</wers_cd>/
Ty, jak on także, jesteś niepojętą/
Dla mnie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niedługo wszystkie niepokoje,</wers_cd>/
Jakich nabawił was, będziecie mogli/
Mu odwzajemnić; ale nie należy/
Być zbyt surową, mściwą.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sama chyba</wers_cd>/
Wiesz, o czym mówisz.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyliż wam już teraz</wers_cd>/
Spokój nie wrócił?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wrócił, prawda, wrócił.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Przyznajcie zatem, że niepokój jego/
Radość wam sprawia, i że tylko temu/
Niepokojowi spokój wasz winniście.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410991549363-3330895877"/><motyw id="m1410991549363-3330895877">Miłość</motyw>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zupełnie o tym nie wiem. Tyle tylko/
Powiedzieć mogę, że się sama dziwię,/
Iż po tak strasznej burzy w sercu moim/
Tak błogi spokój nagle zapanował./
Jego wzrok, mowa i obejście jego,/
Wszystko w nim, tak mnie...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak was nasyciło?<end id="e1410991549363-3330895877"/></wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tego nie powiem, lecz...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Lecz głód wasz pierwszy</wers_cd>/
Zaspokoiło...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To już prędzej, jeśli</wers_cd>/
Tak sądzisz.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sądzić muszę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Drogim zawsze</wers_cd>/
Będzie on dla mnie i nad życie droższym,/
Choć już nie będzie na myśl każdą o nim/
Silniej mi biło serce... Lecz co plotę?.../
Chodź, droga Dajo, chodź do okna, które/
Wychodzi na te palmy...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Coś podobno</wers_cd>/
Nie tak zupełnie jest zaspokojony/
Głód pierwszy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz patrzeć chcę na palmy,</wers_cd>/
A nie na niego tylko pod palmami.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ten chłód gorączkę nową zapowiada.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chłód? Nie ostygłam! Równie chętnie patrzę/
Się na to, co spokoju mi nie mąci.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzą.</didaskalia>

<didaskalia>Zmiana. Sala posłuchalna w pałacu <osoba>Saladyna</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Saladyn</osoba>, <osoba>Sittah</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>wchodząc, mówi we drzwiach</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Tu przyprowadźcie go, gdy przyjdzie. Ale/
Coś się nie zdaje śpieszyć...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Może nie był</wers_cd>/
W domu i trudno było go odszukać.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oh! Siostro! Siostro!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zdajesz się być, jakby</wers_cd>/
Przed rozpoczęciem bitwy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Na broń taką,</wers_cd>/
Którą się władać nie uczyłem! Muszę/
Udawać, zwodzić, obiecywać!... Kiedyż/
W tym się ćwiczyłem, kiedyż próbowałem/
Tego?... Dziś muszę czynić to... i po co?/
Ażeby dostać garść pieniędzy! Żeby/
Trochę pieniędzy dostać z ręki Żyda! .../
Pieniędzy!... Takich jestem przymuszony/
Chwytać się środków, by zapewnić sobie/
Tę najmarniejszą z rzeczy marnych!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bracie!</wers_cd>/
Marności takie mszczą się, jeśli nimi/
Zbyt pogardzamy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prawda to, niestety!</wers_cd>/
A jeśli Żyd ten jest w istocie dobrym,/
Mądrym człowiekiem, jak go nam opisał/
Derwisz?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O! Wtedy czegóż się obawiać?</wers_cd>/
Łapki<pe><slowo_obce>łapka</slowo_obce> --- tu: pułapka.</pe> potrzebne są na chytrych tylko,/
Na bojaźliwych a przebiegłych Żydów,/
Nie na dobrego i mądrego. Taki/
Jest nasz, bez łapki. Będzie to przyjemność,/
Słuchać takiego słów... czy zechce śmiało/
Pozrywać sznurki sieci, czy zamierzy/
Zręcznym wybiegiem z niej ci się wyśliznąć?.../
Taką przyjemność masz w dodatku.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawda;</wers_cd>/
Rad<pe><slowo_obce>rad</slowo_obce> (daw.) --- zadowolony.</pe> jestem z takiej sposobności.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zatem</wers_cd>/
Nie ma już o co troszczyć się, albowiem,/
Jeśli to człowiek taki, jacy zwykle/
Bywają Żydzi, czemużbyś się wstydził/
Okazać takim, za jakich uważa/
On wszystkich ludzi?... Taki by lepszego/
Od innych pewno wziął za głupca.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A więc</wers_cd>/
Musiałbym czynić źle, by nie myśleli/
Źle o mnie ludzie źli?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ba! Jeśli zowiesz</wers_cd>/
Złem używanie każdej rzeczy w sposób/
Dla niej właściwy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to wy kobiety</wers_cd>/
Ubrać umiecie wszystko, co do głowy/
Wam przyjdzie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ubrać!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja bo się obchodzić</wers_cd>/
Z tym, co zręczności albo przebiegłości/
Większej wymaga, nie potrafię wcale.../
Kruszą się zaraz w mej niezgrabnej dłoni/
Podobne rzeczy... Coś takiego trzeba/
Z taką zgrabnością wykonywać, z jaką/
Jest pomyślane. Ale to już trudno! .../
Działam jak umiem... tegom tylko pewny,/
Że raczej gorzej mógłbym, niżli lepiej.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<begin id="b1410992151388-3801235316"/><motyw id="m1410992151388-3801235316">Mężczyzna, Walka, Podstęp</motyw>Tylkoż o sobie nie wątp. Jam gotowa/
Stanąć za ciebie, jeśli mi pozwolisz.../
Mężczyzni tacy jak ty, pragną zawsze/
Nam okazywać, że jedynie miecz ich/
Wywalcza dla nich wyższe stanowisko./
Tak lew się wstydzi walk na podstęp z lisem,/
Ale się lisa, nie podstępów wstydzi.
<end id="e1410992151388-3801235316"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to</wers_cd>/
Wam by się chciało dowieść, że mężczyźni/
Do was podobni! No, idź, idź już, siostro./
Sadzę, że umiem lekcję.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Mam odejść?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie myślisz przecież zostać?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Choć nie zostać</wers_cd>/
Tutaj, przy tobie... lecz w przyległej sali...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuchać!... Nie! Nic bym wskórać nie potrafił!/
Idź już!... Nadchodzi... tylko nie podsłuchuj!/
Ja zajrzę!</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Sittah</osoba> odchodzi jednymi drzwiami, jednocześnie drugimi wchodzi <osoba>Natan</osoba>. <osoba>Saladyn</osoba> siada.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Saladyn</osoba>, <osoba>Natan</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przystąp bliżej, Żydzie... bliżej...</wers_cd>/
Tu... Bez obawy...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ta niech twoim wrogom</wers_cd>/
Zostanie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zatem Natan się nazywasz?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Natan mędrzec?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sam siebie, prawda,</wers_cd>/
Tak nie nazywasz, lecz cię lud tak zowie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Lud, może.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410992426634-1588055236"/><motyw id="m1410992426634-1588055236">Mądrość</motyw>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie sądź, żebym miał w pogardzie</wers_cd>/
Głos ludu. Dawnom pragnął poznać męża,/
Którego lud zwie mądrym.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A jeżeli</wers_cd>/
Lud przez szyderstwo dał mu to nazwisko?/
Jeśli mądrością zwie roztropność zwykłą,/
A za roztropnych ma tych, co się znają/
Na tym, co korzyść niesie?
<end id="e1410992426634-1588055236"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Masz na myśli</wers_cd>/
Korzyść prawdziwą?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, bo w takim razie</wers_cd>/
Najroztropniejszym byłby, kto najchciwszy;/
Wtedy w istocie mądrość i roztropność/
Byłyby jednym.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Składasz dowód tego,</wers_cd>/
Czegoś się zaparł. Wiesz, co jest prawdziwą/
Korzyścią, której lud zazwyczaj nie zna./
Pragniesz ją poznać, myślisz o niej --- właśnie/
To czyni mędrzec.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Takim każdy sądzi</wers_cd>/
Samego siebie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dosyć tej skromności!</wers_cd>/
Nie lubię słuchać jej, gdziem się spodziewał/
Usłyszeć zimny rozum.
</strofa>
<didaskalia>wstaje</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Więc do rzeczy!</wers_cd>/
Lecz bądź otwartym, Żydzie, bądź otwartym.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sułtanie! Tak bym pragnął ci usłużyć,/
Żebym był godnym nadal twych poleceń.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Usłużyć? Jak to?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Będziesz miał najlepsze</wers_cd>/
Rzeczy i będziesz miał je za najtańszą/
Cenę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O czymże mówisz? O towarach?</wers_cd>/
Szachrować z tobą będzie moja siostra.</strofa>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<strofa>
To dla tej, co tam podsłuchuje.
</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Z kupcem</wers_cd>/
Nic do czynienia nie mam.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc zapewne</wers_cd>/
Chcesz się dowiedzieć, com w podróży mojej/
Mógł zauważyć względem nieprzyjaciół,/
Którzy się znów ruszają... Mówiąc szczerze...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I tegom także nie ciekawy teraz./
Wiem o tym tyle, ile mi potrzeba.../
Chcę tylko...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Rozkaż, panie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pragnę spytać</wers_cd>/
O co innego, co innego wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe>./
Ponieważ jesteś mądrym, więc mi powiedz,/
Jaka religia, zakon, twoim zdaniem/
Zawiera prawdę?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jestem Żydem, panie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja muzułmanin jestem. Między nami/
Stoi chrześcianin. Z tych trzech wiar prawdziwą/
Może być jedna tylko. Taki człowiek,/
Jak ty, pozostać tam nie może, gdzie go/
Los przypadkowy urodzenia rzucił,/
Lub gdy zostaje, czyni to z zasady,/
Z zastanowienia, z przekonania, z woli/
Swej wolnej. A więc objaw mi swe zdanie!/
Wskaż mi powody, których ja sam badać/
Czasu nie miałem. Wymień mi zasady,/
Które ten wybór twój spowodowały;/
Wymień poufnie, bym się przejął nimi.../
Jak to? Ty milczysz?... mierzysz mnie spojrzeniem?.../
Zapewne pierwszym muszę być sułtanem,/
Który objawia tę ciekawość, chociaż/
Sądzę, że godną ona jest sułtana.../
Nieprawdaż?... Mów więc!... Powiedz... Może żądasz/
Chwili namysłu... Chętnie ci ją daję...</strofa>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<strofa>
Czy ona słucha? Muszę ją podpatrzeć.../
Chce słyszeć, czy się zręcznie biorę...
</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Pomyśl,</wers_cd>/
Tak, pomyśl nad tym. Ja powrócę wkrótce.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi do pokoju, do którego weszła <osoba>Sittah</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<didaskalia>sam</didaskalia>
<kwestia><strofa><begin id="b1410992874882-2632142229"/><motyw id="m1410992874882-2632142229">Prawda</motyw>Hm! Hm! To dziwne! Co to znaczyć może?.../
Czego chce sułtan? żądać miał pieniędzy,/
A żąda... prawdy! Żąda jej tak zaraz.../
W gotówce, jakby była to moneta.../
Tak! Chyba z owych starych monet, które/
Na wagę brano --- taką, to być może,/
Lecz nie monetą nową, której wartość/
Stempel nadaje, którą by wyliczyć/
Można na stole... taką prawda nie jest./
Możnaż ją w głowę kłaść, jak pieniądz w worek?...<end id="e1410992874882-2632142229"/>/
Kto z nas dwóch tutaj, ja czy on, jest Żydem?.../
Tak... ale czemuż nie miałby istotnie/
Wymagać prawdy?... Może chce jej użyć/
Jako zasadzki na mnie?... To byłoby/
Nazbyt nikczemne; lecz cóż jest dla wielkich/
Nazbyt nikczemnym?... Tak ni stąd ni zowąd/
Wystąpił z takim zapytaniem. Prosto,/
Bez żadnych wstępów.. Muszę być ostrożnym./
Lecz jak postąpić?... Żydem się okazać,/
Wyłącznie Żydem, źle... nie Żydem... gorzej!/
Mógłby zapytać: czemu, gdy nie jestem/
Żydem, nie chciałbym być muzułmaninem?.../
Tak, tylko bajka może mnie ocalić./
Bajki nie tylko są dla dzieci... Idzie.../
Niech przyjdzie!...</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Saladyn</osoba>, <osoba>Natan</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>wchodząc, na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tam już oczyściłem pole.</wers_cd>
</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>Czym nie za prędko wrócił? Czyś już gotów?.../
Więc mów... nie słucha nikt nas...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Słuchać może</wers_cd>/
Choćby świat cały...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1410992948511-262105190"/><motyw id="m1410992948511-262105190">Prawda</motyw>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Natan swojej sprawy</wers_cd>/
Tak pewny? Dobrze! To jest mądrość właśnie!/
Nie kryć się z prawdą, dla niej na ofiarę/
Poświęcać wszystko: życie, byt, krew, mienie!
<end id="e1410992948511-262105190"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak, jeśli trzeba, i jeżeli może/
Zdać się to na co.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Odtąd może będzie</wers_cd>/
Słuszniejszym jeden z mych tytułów, tytuł/
Ulepszyciela świata i zakonu<pe><slowo_obce> zakon</slowo_obce> (daw.) --- prawo.</pe>.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Piękny to tytuł; lecz, sułtanie, pozwól,/
Że nim zupełnie moją myśl ci zwierzę,/
Przypowieść pewną wprzód opowiem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zgoda!</wers_cd>/
Lubiłem zawsze przypowieści, dobrze/
Opowiadane.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dobrze opowiadać</wers_cd>/
Nie moją rzeczą.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Znów ta skromność dumna!</wers_cd>/
No, mówże, mów już! Zacznij, opowiadaj!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niegdyś, przed laty, na dalekim wschodzie/
Żył mąż, co pierścień cenny z drogiej ręki/
Otrzymał. Opal igrał w tym pierścieniu/
Barw tysiącami i miał moc tajemną,/
Że czynił tego, kto go nosił ufnie,/
Bogu i ludziom miłym. Nie dziwota,/
Że mąż ze wschodu nigdy nie zdejmował/
Pierścienia tego z palca, i zamierzył/
Wiecznie go w swoim pozostawić rodzie,/
W ten sposób, że ten pierścień drogi złożył,/
Ze wszystkich synów najukochańszemu,/
I że mu zlecił, by po swoim zgonie,/
Znów dał go temu z synów, dla którego/
Największą miłość będzie miał, tak, aby/
Najulubieńszy, bez żadnego względu/
Na kolej rodu, tylko na podstawie/
Pierścienia, głową był i księciem domu.../
Czy mnie rozumiesz, panie?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mów, rozumiem.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak pierścień ciągle z syna szedł na syna,/
Aż go trzech synów ojciec odziedziczył,/
Który jednako kochał ich, i którzy/
Jednako wzajem go kochali. Czasem/
Ten mu się zdawał, czasem znowu inny,/
W miarę jak z którym bawił<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- przebywać.</pe>, gdy dwaj drudzy/
Byli od serca jego oddaleni,/
Godnym pierścienia, i przez słabość, której/
Źródło w miłości było, przyobiecał/
Pierścień każdemu. Póki żył, nie było/
Żadnych stąd skutków, lecz gdy umrzeć przyszło,/
Ojciec w kłopocie znalazł się niemałym./
Przykro mu było zmartwić tych dwóch synów,/
Którzy na jego polegali słowie.../
<begin id="b1411023608912-3885538605"/><motyw id="m1411023608912-3885538605">Religia</motyw>Cóż robić? Posłał skrycie do złotnika,/
Kazał mu zrobić dwa pierścienie nowe/
Na wzór pierwszego, kosztów ani trudu/
Nie szczędząc. Złotnik spełnił polecenie,/
I gdy robotę odniósł, sam właściciel/
Nie mógł rozpoznać, który był prawdziwy/
Wśród trzech pierścieni. Więc zawołał synów,/
Mówił osobno z każdym, i każdemu/
Dał pierścień jeden i błogosławieństwo,/
A potem umarł... Czy słuchacie, panie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Słucham cię, słucham. Powieść twoja pewnie/
Bliską jest końca.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Powieść już skończona,</wers_cd>/
Bo łatwo zgadnąć, co się potem stało.../
Zaledwie ojciec umarł, każdy przyszedł/
Ze swym pierścieniem, chcąc być panem domu.../
Zaczęli badać, skarżyć się i spierać.../
Daremnie!... Dowieść, który z trzech pierścieni/
Prawdziwy, było już niepodobieństwem<pe><slowo_obce>niepodobieństwo</slowo_obce> (daw.) --- coś nieprawdopodobnego a. niemożliwego.</pe>,/
Prawie zupełnie takim, jakim dla nas/
Powiedzieć, która wiara jest prawdziwą.<end id="e1411023608912-3885538605"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Więc to miało na pytanie moje/
Być odpowiedzią?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Miało to mnie tylko</wers_cd>/
Usprawiedliwić, że się nie podejmę/
Rozpoznawania tych pierścieni, które/
Ojciec polecił zrobić podobnymi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pierścienie! Żarty na bok! Mnie się zdaje,/
Że te religie, które wymieniłem,/
Różnią się wielce wszystkim, aż do jadła,/
Aż do napoju i odzieży...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tylko</wers_cd>/
Pod względem zasad nie są tak odmienne.../
Czyż nie są wszystkie wsparte na podstawie/
Dziejów pisanych, albo przekazanych/
Ustnym podaniem?... Otóż można dzieje/
Przyjmować tylko na podstawie wiary/
W czyjeś świadectwo... Wszakże tak?... A w czyim/
Świadectwie większą ufność pokładamy?/
Wszakże w świadectwie swoich, tych co mają/
Krew jednę z nami, którzy nam od młodu/
Okazywali miłość swoję<pe><slowo_obce>swoję</slowo_obce> --- dziś popr.: swoją.</pe>, którzy/
Tam nas zwodzili tylko, gdzie dla dobra/
Naszego zwieść nas było koniecznością?/
Mamże mojemu ojcu mniej dać wiary,/
Niż ty twojemu? Albo też przeciwnie,/
Czyż mogę żądać, żebyś ty swym przodkom/
Zarzucił kłamstwo, byłeś tylko moim/
Fałszu nie zadał? Co?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Na Boga! Prawda!</wers_cd>/
On słusznie mówi. Muszę milczeć.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wróćmy</wers_cd>/
Do tych pierścieni. Jak już powiedziałem,/
Synowie wnieśli skargę, i przed sędzią/
Każdy z nich przysiągł, że ma pierścień z własnej/
Ręki ojcowskiej --- jak w istocie było! ---/
I że każdemu z nich przyrzekał ojciec,/
Iż jemu pierścień odda w posiadanie, ---/
Co także było prawdą!... Każdy twierdził,/
Że względem niego ojciec nie popełnił/
Fałszu, że ojca o to podejrzewać/
Nie może, musi zatem mimowolnie/
Oskarżać braci, chociaż o nich zawsze/
Sądził najlepiej. Każdy żądał, żeby/
Zdrajcy wykryci byli i ponieśli/
Karę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A sędzia?... Bardzo mnie ciekawi,</wers_cd>/
Co odrzekł sędzia. Mów!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A sędzia na to</wers_cd>/
Rzekł: Jeśli ojca tutaj nie stawicie,/
To was oddalam z waszą sprawą! Cóż to?/
Czy wam się zdaje, żem ja tutaj po to,/
Abym zagadki rozwiązywał? Albo/
Sądzicie może, że prawdziwy pierścień/
Sam się odezwie? Ale stójcie! Wszakże/
Mówicie, że ten pierścień miał tajemną/
Siłę, że czynił swego posiadacza/
Bogu i ludziom miłym... To rozstrzygnie!/
Bo tej potęgi mieć nie mogą przecież/
Fałszywe.. Mówcie! Kto z was jest dwóm innym/
Najmilszy? Mówcie!... Ha! Milczycie... wszyscy!/
Wasze pierścienie widać są bezsilne!/
Każdy samego siebie tylko kocha.../
Więc widać z tego, że oszukanymi/
I oszustami wszyscy trzej jesteście!/
Wszystkie pierścienie wasze są fałszywe!/
Prawdziwy zginąć musiał, a wasz ojciec,/
Pragnąc utaić zgubę, zrobić kazał/
Trzy jednakowe!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Świetnie! Znakomicie!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A zatem --- mówił sędzia dalej --- jeśli/
Zamiast wyroku nie pragniecie rady,/
Odejdźcie!... Radziłbym wam jednak przyjąć/
To, co się stało. Każdy z was ma pierścień/
Od swego ojca, niech więc każdy wierzy,/
Że ma prawdziwy. Ojciec nie chciał może,/
Żeby przywilej, co jednego wznosił/
Nad innych, dłużej miał trwać w jego domu./
Musiał was wszystkich kochać jednakowo,/
I nie chciał krzywdzić dwóch, aby jednego/
Obdarzyć... Dobrze!... Niech się współubiega/
Każdy z innymi, aby rzeczywistą,/
Nie na przesądzie wspartą zyskać miłość!/
Niech się ubiega każdy, by w pierścieniu/
Swym dowieść siły jego tajemniczej!/
Niech dopomaga tej wewnętrznej sile/
Przez swą łagodność, słodycz, dobroczynność,/
Przez miłość Boga i przez ufność w Bogu!/
A gdy się kiedyś dzieciom dzieci waszych/
Kamienia tego moc objawi, wówczas,/
Po lat tysiącach, wzywam was znów przed ten/
Trybunał... Wtedy będzie tu zasiadał/
Mądrzejszy człowiek niźli ja, on wyda/
Wyrok!... Odejdźcie!... Tak powiedział skromny/
Ów sędzia...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Boże! Boże!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Saladynie!</wers_cd>/
Jeżeli czujesz, żeś tym przyrzeczonym,/
Mądrzejszym mężem...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>zbliża się do niego, chwyta go za rękę, której już następnie nie puszcza</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja, proch? Ja, nic? Boże!...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co ci jest, panie?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O Natanie! Drogi</wers_cd>/
Natanie! Owe lat tysiące jeszcze/
Nie upłynęły! Krzesło, w którym sędzia/
Twój siedział, nie jest moim tronem... Odejdź,/
Ale bądź moim przyjacielem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więcej</wers_cd>/
Saladyn nie ma nic do powiedzenia?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nic.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nic?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nic wcale... lecz dlaczego?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chciałem</wers_cd>/
Znaleźć sposobność, aby prośbę zanieść.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czyliż do prośby sposobności trzeba?/
Mów!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wracam właśnie z drogi... odebrałem</wers_cd>/
Należytości znaczne... Mam gotówki/
Trochę za wiele... Znowu czas zaczyna/
Być niespokojnym... Nie wiem, gdzie bezpiecznie/
Mógłbym ją chować... Więc mi przyszło na myśl,/
Czyżbyś ty może... skoro bliska wojna/
Wymaga wielkich kosztów... jakiej części/
Nie potrzebował?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>patrząc mu bystro w oczy</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co?... Natanie! Nie chcę</wers_cd>/
Pytać, czy Hafi nie był już u ciebie;/
Nie chcę dochodzić, czy nie podejrzliwość/
Skłania cię tylko, że mi dobrowolnie/
To proponujesz...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Podejrzliwość?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Słuszną</wers_cd>/
Byłaby... Wybacz mi!... Na co się zdało?.../
Muszę się przyznać, żem miał zamiar...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przecież</wers_cd>/
Nie o pieniądze mówić mi?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W istocie</wers_cd>/
O to...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tym lepiej!... Obu to nam będzie</wers_cd>/
Dogodne... Jednak, nie mógłbym ci całej/
Gotówki mojej dać, a to ze względu/
Na templariusza... Znasz go... Muszę wprzódy/
Spłacić mu wielki dług.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Templariuszowi?</wers_cd>/
Nie zechcesz przecież mych największych wrogów/
Wspierać swym złotem?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mówię o tym jednym,</wers_cd>/
Którego życie oszczędziłeś.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O tym!</wers_cd>/
Tegoś przypomniał mi! Ten młody człowiek/
Zupełnie wyszedł mi z pamięci! Znasz go?/
Gdzież on jest?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to? Nie wiesz więc, sułtanie,</wers_cd>/
Jak skutki łaski twojej względem niego/
Na mnie spłynęły? On to z narażeniem/
Owego życia, któreś mu darował,/
Mą córkę wyniósł z ognia.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>On to zrobił?</wers_cd>/
Wyglądał na to! Brat mój, co podobnym/
Był tak do niego, zrobiłby toż samo.../
Więc jest tu jeszcze?... Sprowadź go tu do mnie./
Mej siostrze, która wcale tego brata/
Nie znała, tylem o nim opowiadał,/
Że jej pokazać jego portret muszę./
Sprowadź go! Oto, jak z dobrego czynu,/
Choć był spełniony tylko pod wrażeniem/
Uczucia, dalej płyną dobre czyny!.../
Sprowadź go!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<didaskalia>puszczając rękę <osoba>Saladyna</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Idę. A z tą drugą sprawą</wers_cd>/
Rzecz załatwiona?</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach! I czemuż siostrze</wers_cd>/
Broniłem słuchać? Do niej! Do niej śpieszmy!/
Jak jej to wszystko teraz opowiedzieć?</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi w inną stronę.</didaskalia>

<didaskalia>Zmiana. Miejsce pod palmami, w bliskości klasztoru, gdzie <osoba>Templariusz</osoba> oczekuje <osoba>Natana</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA VIII</naglowek_scena>


<naglowek_osoba>Templariusz</naglowek_osoba>
<didaskalia>sam, przechadza się w milczeniu, walcząc sam z sobą; wreszcie wybucha</didaskalia>
<kwestia><strofa>Tutaj dopiero znów odetchnąć może/
Ścigana ze wszech stron ofiara! Dosyć!/
Sam wiedzieć nie chcę co się we mnie dzieje,/
Ani przypuszczać, co się będzie działo.../
Dość tego! Próżno uciekałem, próżno!/
I nic innego też nie byłem w stanie/
Zrobić! A teraz niech się stanie, co się/
Ma stać! Za prędko padł, bym ujść go zdołał,/
Ten cios, pod który tak się uporczywie/
Wzbraniałem podejść... <begin id="b1411025437686-790282833"/><motyw id="m1411025437686-790282833">Czyn</motyw>Ujrzeć ją raz jeszcze,/
Tę, którą ujrzeć tak się opierałem,/
I postanowić, że jej nigdy więcej/
Nie stracę z oczu... Jak to postanowić?.../
Postanowienie jest to czyn...<end id="e1411025437686-790282833"/> ja cierpię,/
Ja cierpię tylko... Ujrzeć ją i uczuć,/
Że nieodłącznie jestem z nią związany,/
Było to i jest jedno... Żyć w oddali/
Od niej, jest dla mnie rzeczą niepojętą,/
Śmiercią... w tym życiu, które się po zgonie/
Zacznie, tam nawet śmiercią.. Czy to miłość?.../
Tak!... Więc templariusz kocha... więc chrześcianin/
Kocha Żydówkę?... Ha! Tak!... Jestem w ziemi,/
Którą ludowi swemu Bóg na wieki/
Oddać ślubował, więc dlatego także/
I ja ślubuję oddać się na wieki.../
Wielu przesądów już się tu pozbyłem.../
Czego ode mnie może chcieć mój zakon?.../
Jako templariusz już nie żyję... Z chwilą,/
W której zostałem jeńcem Saladyna,/
Ustało życie moje. Głowa, którą/
On mi darował, czyliż jest tą samą?/
Nie, to jest nowa; nie wie, co wmówiono/
W tamtę, czym związaną była tamta.../
Dzisiejsza lepsza i godniejsza nieba,/
O którym ojciec mój miał kiedyś marzyć./
Tak, bo tą nową głową rozpoczynam/
Myśleć dopiero, jak mój ojciec pewnie/
Myślał, gdy tutaj bawił, jeśli tylko/
Baśni mi o nim nie prawiono. Baśni?/
Lecz wiarygodnych, które mi się teraz/
Podobniejszymi zdają być do prawdy,/
Niż przypuszczałem dotąd, gdy mi przyszło/
Potknąć się tylko, gdzie on upadł... Upadł?.../
Wolę z mężami upaść, niż stać z dziećmi!/
Przykład mi jego starczy za uznanie,/
A oprócz niego, mógłżebym o czyje/
Dbać jeszcze sądy? O Natana? Przecież/
Zachęty jego, nie uznania tylko/
Pewnym być mogę. Co to za Żyd! Chociaż/
Żydem się tylko okazywać pragnie.../
Idzie tu... śpieszy... twarz mu szczęściem płonie.../
Któż by inaczej szedł od Saladyna?.../
Hej! Hej! Natanie!</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA IX</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Templariusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to? Wy tu?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sułtan</wers_cd>/
Długo was trzymał.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie tak znowu długo.</wers_cd>/
Nim tam poszedłem, dość straciłem czasu./
Ach! Wierzcie, człowiek ten jest wart swej sławy,/
Jest ona tylko jego cieniem! Ale/
Najprzód wam powiem...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Że na was czeka,</wers_cd>/
Chce z wami mówić zaraz. Chodźcie do mnie/
Na chwilę, jeszcze coś załatwić muszę;/
Potem pójdziemy razem tam.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Natanie,</wers_cd>/
W progi waszego domu nie chcę wstąpić/
Powtórnie, póki...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc tam już byliście?</wers_cd>/
Więc z nią mówiliście? Cóż? Mówcie! Jakże/
Podoba się wam Recha?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nad pojęcie!...</wers_cd>/
Ale drugi raz widzieć jej nie będę/
Nigdy... nie!... nigdy! Chyba, gdybyście mi/
Przyrzekli tutaj, zaraz, że ją zawsze/
Będę mógł widzieć!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to mam rozumieć?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>po krótkim milczeniu, nagle, rzucając mu się na szyję</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Ojcze!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Młodzieńcze!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>puszczając go również nagle</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Nie synu? Błagam</wers_cd>/
O to, Natanie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Och! Młodzieńcze drogi! ...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie synu? Błagam was, Natanie, błagam,/
Zaklinam na Natury pierwsze związki:/
Nie przekładajcie<pe><slowo_obce>przekładać</slowo_obce> --- właśc. przedkładać, uznawać za ważniejsze.</pe> nad nie pęt późniejszych!/
Bądźcie człowiekiem i nie odpychajcie/
Mnie od nóg waszych!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Drogi przyjacielu!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie synu? Więc nie synu? Chociaż wdzięczność/
Już w sercu córki waszej dla miłości/
Utorowała drogę? Chociaż tylko/
Czekaliśmy skinienia waszej dłoni,/
By się zespolić z sobą? Co? Milczycie?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wy zadziwiacie mnie, rycerzu młody.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja was zadziwiam? Własną myślą waszą/
Ja was zadziwiam?... Czyż nie poznajecie/
Jej w moich ustach?... Więc was dziwi?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zanim</wers_cd>/
Wiem nawet, jaki Stauffen był wasz ojciec.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co wy mówicie? Jak to? Wy, Natanie,/
Wy w takiej chwili nic nie uczuwacie,/
Prócz ciekawości?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bo, widzicie, znałem</wers_cd>/
Kiedyś Stauffena... Konrad miał na imię...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc gdyby ojciec mój to imię nosił?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Doprawdy?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest. Ja mam imię ojca...</wers_cd>/
Kurd znaczy Konrad...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A więc, w takim razie</wers_cd>/
Mój Konrad nie był waszym ojcem, bowiem/
Był, czym jesteście wy, był templariuszem.../
Nie był żonaty.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż stąd?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż stąd?</wers_cd>/
Mimo to przecież mógł być ojcem moim.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wy chyba żartujecie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A wy chyba</wers_cd>/
Zbyt skrupulatnie się na rzecz patrzycie.../
Cóż stąd?... Bękartem mogę być... nieprawym/
Dzieckiem! Cóż stąd?... Ale mi darujcie/
Wywód mych przodków, a ja wam daruję/
Wywody waszych. Nie dlatego, żebym/
Myślał o waszym wątpić rodowodzie!/
Boże uchowaj! Wiem, że pokolenie/
Po pokoleniu, wywieść ród możecie/
Od Abrahama i od jego ojców,/
Wiem i sam na to przysiąc jestem gotów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gorycz przemawia przez was... Lecz czy słuszna?.../
Czym już odmówił wam?... Nie... Nie chcę tylko/
Tak w jednej chwili wiązać się. Nic więcej.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pewno? Nic więcej? O! Wybaczcie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chodźcie!</wers_cd>/
Pójdziemy!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dokąd? Do waszego domu?</wers_cd>/
Nie, nie, nie mogę! Tu was czekać będę!/
Idźcie! Jeżeli mam ją ujrzeć jeszcze,/
To dosyć często będę ją w tym życiu/
Widywał... jeśli nie, to już za wiele/
Na nią patrzyłem...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wrócę jak najspieszniej.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA X</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Templariusz</osoba>, wkrótce potem <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba><begin id="b1411048028912-703865414"/><motyw id="m1411048028912-703865414">Miłość</motyw>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>sam</didaskalia>
<kwestia><strofa>To już za wiele!... Mózg człowieczy zda się/
Móc objąć naraz tyle, a jednakże/
Często drobnostką jedną się przepełnia!/
Drobnostką!... Bieda! niechby czym nie wiedzieć/
Był przepełniony!... Ale cierpliwości!/
Duch prędko zwiąże wzdęte te pierwiastki,/
Utworzy przestrzeń, światło... ład powróci.../
Czyż po raz pierwszy kocham? Albo czyliż/
To, co miłością zwę, miłością nie jest?/
Czyż to miłością jest, co dzisiaj czuję?<end id="e1411048028912-703865414"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<didaskalia>wchodzi ostrożnie, ukrywając się za drzewami</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Rycerzu!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kto mnie woła? To wy, Dajo!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja przesunęłam się tak koło niego,/
Że mnie nie spostrzegł. Ale mógłby jeszcze/
Dojrzeć mnie stamtąd, gdzie jesteście... Chciejcie/
Zbliżyć się do mnie, pod to drzewo.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1411048083528-3262302962"/><motyw id="m1411048083528-3262302962">Tajemnica</motyw>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż tam?</wers_cd>/
Tak tajemniczo! Cóż tam?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tajemnicą</wers_cd>/
Jest rzeczywiście to, co mnie sprowadza,/
I to podwójną. Jedna mnie jest tylko/
Znaną, a druga tylko wam. Możemy/
Zrobić zamianę. Chciejcie mi powierzyć/
Waszą, a ja wam powiem moją.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chętnie,</wers_cd>/
Bylebym wiedział, co zowiecie moją.../
Ale to z waszej zaraz się wyjaśni./
Więc mówcie.<end id="e1411048083528-3262302962"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, nie! Wy powiedzcie pierwsi,</wers_cd>/
Ja potem powiem, bo wierzajcie, na nic/
Wam się nie przyda tajemnica moja,/
Jeśli ja waszej wiedzieć wprzód nie będę./
Więc dalej! Mówcie, bo gdy was wybadam,/
To znaczyć będzie, żeście mi niczego/
Nie powierzyli. Moja tajemnica/
Zostanie wówczas moją, a wy swojej/
Już nie będziecie panem. <begin id="b1411048134373-1871136512"/><motyw id="m1411048134373-1871136512">Kobieta, Tajemnica, Miłość</motyw>Och! rycerzu!/
I wam mężczyznom zdaje się, że można/
Oku kobiety ukryć tajemnicę/
Taką...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>O której często nawet sami</wers_cd>/
Nie wiemy.
<end id="e1411048134373-1871136512"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Może. Jestem więc zmuszoną</wers_cd>/
Tę tajemnicę waszą wam odsłonić!/
Cóż to znaczyło, żeście tak pośpiesznie/
Od nas odeszli, zostawili same?/
Żeście z Natanem teraz nie wrócili?/
Czy Recha na was tak wywarła mało/
Wrażenia? Albo czy tak wiele? Wiele!/
Tak wiele!... Mówcie, niech zobaczę, jak to/
Ptaszę na wiotkiej płonce<pe><slowo_obce>płonka</slowo_obce> --- gałązka bez owoców.</pe> skrzydełkami/
Trzepocze! Mówcie, chciejcie mi się przyznać,/
Że ją kochacie do szaleństwa... Ja wam/
Coś za to powiem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Do szaleństwa?... Prawda,</wers_cd>/
Że na szaleństwach wy się znać musicie/
Wybornie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zgódźcie tylko się na miłość,</wers_cd>/
Szaleństwo wam daruję...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czy datego,</wers_cd>/
Że o nim nikt nie wątpi? Wszak templariusz/
Kocha Żydówkę?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest, to się zdaje</wers_cd>/
Czemś bezsensownym, lecz w niejednej rzeczy/
Więcej jest czasem sensu niż myślimy./
Nie jest to wreszcie rzecz tak niezwyczajna,/
Że nas Zbawiciel mimo woli naszej/
Na takie drogi wiedzie, których rozum/
Nie byłby wskazał nam.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak uroczyście</wers_cd>/
Mówicie!
</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Jeśli zamiast Zbawiciela</wers_cd>/
Powiem Opatrzność, czyż nieprawdę mówi?</strofa>

<didaskalia>głośno</didaskalia>

<strofa>
Zaciekawiacie bardziej mnie, niż zwykłem/
Bywać ciekawym.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O! Tu jest kraina</wers_cd>/
Cudów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To prawda! Cudowności; czyżby</wers_cd>/
Inaczej mogło być? Tu świat się skupia.
</strofa>

<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>Niech więc tak będzie! Wyznam, że ją kocham,/
Wyznam, że bez niej nie pojmuję życia,/
Że...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Rzeczywiście? Więc mi zaprzysiążcie,</wers_cd>/
Panie rycerzu, że ją poślubicie,/
Uratujecie i docześnie na tym,/
I wiecznie też na tamtym świecie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to?</wers_cd>/
Mam przysiąc na to, co nie w mojej mocy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jest w mocy waszej... ja wam jednym słowem/
Tę moc dać mogę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, że nawet ojciec</wers_cd>/
Nic przeciw temu mieć nie będzie?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ojciec?</wers_cd>/
Ech! Co tam ojciec!... Ojciec będzie musiał.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co musiał, Dajo?... W ręce rozbójników/
Nie wpadł, ażeby musiał...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Będzie musiał</wers_cd>/
Chętnie się zgodzić!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Musiał?... chętnie?... Dajo,</wers_cd>/
Powiem wam tylko, że sam próbowałem/
Dotknąć tej struny...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jakimże wam dźwiękiem</wers_cd>/
Odpowiedziała?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dźwiękiem, który ucho</wers_cd>/
Moje obraził.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co mówicie? Jak to?</wers_cd>/
Choć cień mu objawiliście tęsknoty/
Za Rechą i nie uczuł się szczęśliwym?/
Chłodno wymówił się, albo trudności/
Robił wam jakie?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, mniej więcej...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zatem</wers_cd>/
Dłużej się wahać nie chcę ani chwili!
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Chwila milczenia.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jednak wahacie się.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jest on tak dobry!</wers_cd>/
Sama mu tyle winnam!... Ale czemuż/
Nie chce posłuchać mnie! Wiadomo Bogu,/
Że serce pęka mi, gdy krok ten czynię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Proszę was, Dajo, chciejcie wyprowadzić/
Mnie z niepewności... Albo, jeśli jeszcze/
Macie niepewność, czyli to, co chcecie/
Powiedzieć, dobrym lub złym, czy chwalebnym,/
Czy też nagannym nazwać, to zamilczcie./
Zapomnę o tym nawet, że mieliście/
Do zamilczenia coś...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dajecie bodźca,</wers_cd>/
Zamiast wstrzymywać... A więc wiedzcie wszystko!/
Recha Żydówką nie jest, jest chrześcianką!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>zimno</didaskalia>
<kwestia><strofa>Czy tak? Winszuję!... Czy to trudne było?.../
Czyście dość bólów przy tym przecierpieli?.../
Dalej! gorliwie zaludniajcie niebo,/
Skoro już ziemi nie możecie!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to,</wers_cd>/
Rycerzu? Czyliż ta wiadomość godna/
Tego szyderstwa? Więc to was nie cieszy,/
Was, chrześcianina, i was, templariusza,/
Że jest chrześcianką ta, którą kochacie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Szczególnie, jeśli z waszej jest nauki/
Chrześcianką.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zatem tak zrozumieliście</wers_cd>/
Moje wyrazy! Tak, to wam wybaczam!/
Chciałabym widzieć tego, co nawrócić/
Ją by potrafił... Szczęście to jest dla niej,/
Że jest od dawna tym, czym by inaczej/
Nie była chyba nigdy...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mówcie jaśniej,</wers_cd>/
Albo odejdźcie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1411048561494-3821068740"/><motyw id="m1411048561494-3821068740">Ojciec, Córka, Religia, Tajemnica</motyw>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ona jest chrześcianką,</wers_cd>/
Z rodziców chrześcian urodzoną, chrzczoną.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>żywo</didaskalia>
<kwestia><strofa>
A Natan?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie jest ojcem jej.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co? Natan</wers_cd>/
Ojcem jej nie jest?... Wiecież, co mówicie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawdę, która mi często wyciskała/
Łzy krwawe... Och! Tak! On jej ojcem nie jest.<end id="e1411048561494-3821068740"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tylko wychował ją za swoją córkę,/
Tylko chrześciańskie dziecko na Żydówkę/
Wychował?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ona nie wiedziała</wers_cd>/
O swoim rodzie? Nigdy się od niego/
Nie dowiedziała, że jest chrześcijanką,/
A nie Żydówką?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nigdy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc nie tylko,</wers_cd>/
Że w tym obłędzie dziecię to wychował,/
Lecz je zostawił dotąd w tym obłędzie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Niestety!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Natan... jak to? Dobry, mądry</wers_cd>/
Natan odważył się fałsz taki zadać/
Głosom natury? Tak wykrzywić drogę/
Serca, które by zostawione sobie/
Zapełnię inną poszło?... Tak, w istocie,/
Coś mi ważnego zwierzyliście, Dajo,/
Coś, co mieć może skutki... co mnie w zamęt/
Wprowadza... Nie wiem, co mam wobec tego/
Uczynić... zatem czas mi pozostawcie.../
Odejdźcie! Może będzie szedł tą stroną,/
Mógłby nas spotkać... Idźcie!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chyba bym zginęła!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Mówić z nim teraz jestem najzupełniej/
Niezdolny. Jeśli go ujrzycie, to mu/
Powiedzcie tylko, że się u sułtana/
Zejdziemy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ale nic nie okazujcie</wers_cd>/
Po sobie. Wszystko, com wam powiedziała,/
Miało na celu popchnąć was, zachęcić.../
Rozwiać skrupuły wasze względem Rechy.../
Lecz wówczas, gdy ją wziąć będziecie mogli/
Do Europy, mnie nie zostawicie/
Tutaj? ...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To pewna. Teraz idźcie! idźcie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>




<naglowek_akt>AKT IV</naglowek_akt>

<didaskalia>W krużgankach klasztoru.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Braciszek</osoba>, wkrótce potem <osoba>Templariusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<didaskalia>sam</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Tak, tak! Ma słuszność patriarcha! Prawda,/
Bardzo niewiele z tego się powiodło,/
Co mi polecił... Lecz dlaczego na mnie/
Podobne rzeczy wkłada?... Ja przebiegłym/
Być nie chcę... nie chcę przekonywać... nie chcę/
We wszystko nosa wtykać, do wszystkiego/
Rąk swych przykładać!... Czym się z światem po to/
Rozstał dla siebie, abym się dla innych/
Do niego mięszał?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>przystępując spiesznie do niego</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wyż-to, dobry bracie?</wers_cd>/
Dość długo już was szukam.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Mnie, panie?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie poznajecie mnie więc?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, tak, ale</wers_cd>/
Sądziłem, że już pana nie zobaczę/
W mym życiu. Miałem tę nadzieję w Bogu./
Bóg wie, jak przykro było mi, żem pana/
Nakłaniać musiał do podobnych rzeczy;/
Bóg wie, czym pragnął znaleźć posłuchanie!/
Bóg wie, jak byłem rad, że tak otwarcie/
I bez namysłu pan odrzucił wszystko,/
Co nie przystoi rycerzowi... Ale/
Wracasz pan, widać... Namysł odniósł skutek.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc wy już wiecie, z czym przychodzę? Ja zaś/
Prawie sam nie wiem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pan rozważył sobie</wers_cd>/
I wytłumaczył, że ma patriarcha/
Niejaką słuszność, że w tej sprawie można/
Cześć i pieniądze jednocześnie zyskać,/
Że wróg jest wrogiem, choćby siedmiokrotnie/
Aniołem zbawczym dla nas się okazał./
Toś pan rozważył i powracasz... Boże!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pobożny, dobry człeku! Bądź spokojny!/
Nie po tom przyszedł; ni edlatego wcale/
Chcę z patriarchą mówić!... Jeszcze dotąd/
Myślę o wszystkim, tak jak wprzód myślałem,/
I za nic w świecie nie chciałbym utracić/
Dobrej opinii, którą powziął o mnie/
Tak dobry, prosty i uczciwy człowiek,/
Jak wy... Przychodzę tu zasięgnąć rady...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Od patriarchy?... Wy od patriarchy?.../
Rycerz od... mnicha?</strofa></kwestia>

<didaskalia>Ogląda się bojaźliwie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak... rzecz ta jest rzeczą</wers_cd>/
Mnichów...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I cóż stąd? Czyliż mnich się pyta</wers_cd>/
Rycerza w rzeczach jakich, choćby one/
Były rycerskie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bo mnich ma przywilej</wers_cd>/
Wiedzieć o wszystkim... My nie zazdrościmy/
Mu tego... Wprawdzie, gdyby tu szło o mnie,/
Gdybym miał sobie tylko liczbę zdawać,/
Do patriarchy bym nie poszedł. Ale/
Są rzeczy, które wolę według cudzej/
Woli źle zrobić, niż według swej dobrze./
<begin id="b1411048978202-2531061218"/><motyw id="m1411048978202-2531061218">Religia</motyw>A przy tym widzę, że religia jest to/
Stronnictwo. Każdy, choćby się bezstronnym/
Mniemał, jednakże mimowolnie stoi/
Przy jego godłach. Skoro tak jest, widać,/
Że to jest dobrym.<end id="e1411048978202-2531061218"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Na to milczeć wolę,</wers_cd>/
Bo nie rozumiem pana dobrze...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jednak...</wers_cd>
</strofa>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<strofa>
Czegom ja tutaj szukać przyszedł?... Rady/
Czy też wyroku?... Rady szczerej, czy też/
Uczonej tylko? ...
</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Dzięki, bracie, dzięki</wers_cd>/
Wam za wskazówkę! Co mi patriarcha?.../
Bądźcie patriarchą moim... Pragnę przecież/
Chrześcianina raczej w patriarsze,/
Niż patriarchy w chrześcianinie pytać!.../
Rzecz jest...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie kończcie, panie mój, nie kończcie!...</wers_cd>/
Po co?... Mylicie się co do mnie, panie!/
Ten, kto wie wiele, wiele ma na głowie,/
Ja zaś o jedno chcę się troszczyć tylko./
O, dobrze! Patrzcie! Na me szczęście właśnie/
On sam... Tu tylko stańcie... Już was spostrzegł.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Patriarcha</osoba>, w całym przepychu kościelnym wychodzi z jednego z krużganków klasztornych.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Ciż sami</osoba>, <osoba>Patriarcha</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wolałbym odejść stąd. Inaczej sobie/
Wyobrażałem go. Rumiany, tłusty/
Prałat... A jaki przepych!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż dopiero,</wers_cd>/
Gdy do sułtana idzie! Od chorego/
Teraz powraca tylko.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sam Saladyn</wers_cd>/
Pewno nie może się z nim mierzyć.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>zbliżając się, daje znak <osoba>braciszkowi</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zbliż się!</wers_cd>/
To ów templariusz? Czego żąda?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie wiem.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>skinąwszy na <osoba>braciszka</osoba> i na swój orszak, żeby się usunęli</didaskalia>
<kwestia><strofa>Witam, rycerzu!... Ho! Tak młody człowiek!/
Ba! Z bożą łaską może coś być z tego!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więcej niż dziś jest trudno, godny panie,/
I mniej też trudno.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja bym życzył szczerze,</wers_cd>/
By tak pobożny rycerz jeszcze długo/
Ku chrześciaństwa chwale i korzyści/
Bożego dzieła, w czci i pobożności/
Żył nam i kwitnął! I tak będzie pewno,/
Jeżeli tylko młoda dzielność zechce/
Dojrzałej rady starszych słuchać!... Czymże/
Mam panu służyć?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Właśnie tym, co będzie</wers_cd>/
Młodości mojej pożyteczne: radą.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>

Chętnie. Lecz radę trzeba przyjąć.

</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ślepo?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Któż tego żąda?... Każdy niech używa/
Rozumu, który Bóg mu dał --- gdzie trzeba;/
Czy jednak wszędzie trzeba? Nie!... Jeżeli/
Bóg przez anioła... że tak powiem... to jest/
Przez sługę słowa swego, nam wskazuje,/
Że chrześcijaństwa dobro i Kościoła/
W jaki szczególny sposób moglibyśmy/
Podnieść, powiększyć... Któż śmie wówczas badać/
Rozumem swoim słabym wolę Tego,/
Co rozum stworzył? Któż śmie wieczne prawa/
Nieba stosować do prawideł marnych/
Swego honoru?... Lecz dość o tym!... W czymże/
Naszej porady dziś pan potrzebuje?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przypuśćmy, godny panie, że Żyd pewien/
Jedyne dziecko ma, na przykład córkę,/
Którą starannie i w miłości dobra/
Wychował, którą kocha nad swą duszę,/
Która mu wzajem okazuje miłość/
Najczulszą. Otóż doniesiono komuś,/
Że ta dziewczyna nie jest córką Żyda,/
Że ją w dzieciństwie znalazł, ukradł, kupił,/
Lub tym podobnie --- doniesiono dalej,/
Że ta dziewczyna jest chrześciańskim dzieckiem,/
Że jest ochrzczone, lecz Żyd ją wychował/
Jako Żydówkę i zostawił w błędzie,/
Że jest Żydówką oraz jego córką.../
Powiedźcież, godny ojcze, w takim razie/
Co trzeba zrobić?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dreszcz mnie przebiegł! Ale</wers_cd>/
Powiedzcie najprzód, panie, czy wypadek/
Taki jest faktem, czy też hipotezą?.../
To jest czy panu tylko się myśl taka/
Nasuwa, czy też to się wydarzyło/
I jest tak?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sądzę, że to wszystko jedno,</wers_cd>/
Chcę tylko słyszeć waszej dostojności/
Zdanie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To jedno?... Niech się pan przekona,</wers_cd>/
Jak dumny rozum ludzki błądzić może/
W rzeczach duchownych! Nie! To nie jest jedno!/
Jeśli przypadek ten jest tylko płodem/
Dowcipu, nie wart on jest, by się nad nim/
Namyślać serio i mozolnie. Wtedy/
Na teatr panu wskażę, gdzie się często/
Rozbierać zwykły takie <slowo_obce>pro</slowo_obce> i <slowo_obce>contra<pe><slowo_obce>pro i contra</slowo_obce> (łac.) --- za i przeciw.</pe></slowo_obce>/
Z wielkim sukcesem. Lecz w przeciwnym razie,/
Jeśli to nie jest teatralną bajką,/
Jeśli to fakt jest, jeśli fakt ten zaszedł/
W naszej diecezji, w naszym drogim mieście/
Jerozolimie... wtedy...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I cóż wtedy?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wtedy na Żyda wnet by spadła kara,/
Jaką papieskie i cesarskie prawa/
Stanowią na tę straszną niegodziwość.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czy tak?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A prawa, które wzmiankowałem,</wers_cd>/
Żyda, który by przywiódł chrześcianina/
Do apostazji<pe><slowo_obce>apostazja</slowo_obce> --- odrzucenie wiary religijnej przez osobę ochrzczoną.</pe>, na stos przeznaczają.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czy tak?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tym bardziej zatem Żyda, który</wers_cd>/
Przemocą, gwałtem chrześcijańskie dziecko/
Ze społeczności chrześcijańskiej wyrwał./
<begin id="b1411075498305-476800316"/><motyw id="m1411075498305-476800316">Dziecko, Religia, Przemoc</motyw>Albowiem czyliż nie jest gwałtem wszystko,/
Co czynim z dziećmi... oprócz tego tylko,/
Co z nimi Kościół czyni.<end id="e1411075498305-476800316"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jeśli jednak</wers_cd>/
Dziecię byłoby w nędzy zaginęło,/
Gdyby się nad nim Żyd ów nie zlitował?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic to nie znaczy! Żyd spalonym będzie.../
Gdyż lepiej, żeby zaginęło w nędzy,/
Niż ocalało ku zagubie wiecznej./
Po cóż się zresztą mięszał w sprawę bożą/
Ów Żyd? Bóg mógłby dziecko to ocalić/
Bez niego.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Również mógłby je bez niego</wers_cd>/
Zbawić!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie znaczy i to nic! Żyd będzie</wers_cd>/
Spalony!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ależ to okropne! Zwłaszcza</wers_cd>/
Że powiadają, iż nie wychowywał/
Dziecka w swej wierze, tylko w nie nie wszczepił/
Żadnej religii. Uczył je o Bogu,/
Jedynie tego, co sam rozum uczy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic to nie znaczy! Żyd spalonym będzie!.../
I nawet właśnie z tej przyczyny wart jest/
Stosu trzykrotnie!... Jak to? Dać wyrosnąć/
Dziecku bez żadnej wiary!... Jak to?... W dziecko/
Nie wlać pojęcia, że jest obowiązkiem/
Najpierwszym wierzyć! Tego już za wiele!/
Dziwi mnie, żeście wy, rycerzu, mogli...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czcigodny panie, resztę na spowiedzi/
Powiem, jeżeli Bóg pozwoli. 
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Chce odejść.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to?</wers_cd>/
Nie chcecie wyznać?... tego łotra Żyda/
Wyjawić?... zaraz stawić go przede mną? .../
Mam na to radę!... Zaraz do sułtana/
Pójdę!... Saladyn w moc kapitulacji,/
Którą zaprzysiągł, jest obowiązany/
Dawać nam pomoc, musi nas popierać/
We wszystkich prawach i naukach wszelkich,/
Które do zasad naszej świętej wiary/
Liczymy. Mamy na to, Bogu dzięki,/
Oryginalny akt z podpisem jego,/
Z jego pieczęcią! Mamy!... Przy tym łatwo/
Zdołam mu dowieść, jak jest niebezpieczną/
Niewiara dla państw nawet... Wszystkie węzły/
Poddańcze wówczas rwą się, rozwiązują,/
Jeżeli człowiek w nic nie wierzy... Biada!/
Biada zbrodniarzom takim!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Żal mi bardzo,</wers_cd>/
Że nie mam więcej czasu do słuchania/
Tak trafnych nauk... Jestem zawezwany/
Do Saladyna...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak?... więc... to jest... bowiem...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Mogę sułtana przysposobić, jeśli/
Wasza dostojność sobie tego życzy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wiem, że pan łaskę ma u Saladyna;/
Proszę nie natchnąć mu złych myśli o mnie,/
Tylko gorliwość koło służby bożej/
Jest dla mnie bodźcem. Jeśli więcej czynię,/
Niż trzeba, czynię tylko z tej przyczyny./
Pamiętać, panie, o tym zechciej, proszę./
Przy tym, rycerzu, to co mówiliśmy/
O Żydzie, było tylko problematem/
Zapewne... to jest.. niby...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Problematem...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PATRIARCHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Który rozważyć muszę zasadniczo/
Brat Bonafides<pe><slowo_obce>Bonafides</slowo_obce> --- imię znaczące: łac.: dobrej wiary.</pe> będzie mógł najlepiej/
Rozstrzygnąć taką kwestię.</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Zbliż się, synu!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi, rozmawiając z <osoba>Braciszkiem</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia>Zmiana. Pokój w pałacu <osoba>Saladyna</osoba>. Niewolnicy wnoszą wielką liczbą worków z pieniądzmi i ustawiają jedne przy drugich.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Saladyn</osoba>, wkrótce potem <osoba>Sittah</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>wchodząc</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Doprawdy, że to nie ma końca!... Czy tam/
Jest tego dużo jeszcze?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JEDEN Z NIEWOLNIKÓW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Drugie tyle</wers_cd>/
Prawie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc resztę odnieść do mej siostry...</wers_cd>/
Lecz gdzież Al-Hafi? To, co tu jest, niechaj/
Zaraz do siebie weźmie... Albo może/
Byłoby lepiej posłać ojcu?... Tutaj/
Wszystko to pójdzie w mgnieniu oka. Chociaż/
Człowiek się w końcu staje twardym. Teraz/
Dokaże sztuki ten, kto wydobędzie/
Ode mnie większy datek, nim nadejdzie/
Haracz z Egiptu... Niechaj chociaż trochę/
Nędza poczeka... Byle tylko datki/
Przy grobie trwały wciąż, i byle tylko/
Nie odchodzili próżno chrześcijańscy/
Pielgrzymi... byle...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>wchodząc</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż to znaczy? Po co</wers_cd>/
Pieniądze znoszą do mnie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wypłać sobie</wers_cd>/
Swoją należność i na zapas zostaw,/
Co zbywać będzie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czy nie przyszedł Natan</wers_cd>/
Z tym templariuszem?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jeszcze go nie znalazł.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Patrz, co przypadkiem wpadło mi dziś w ręce,/
Kiedym klejnoty przeglądała stare.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Pokazuje mu małe malowidło.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój brat!... to on jest!... to on był niestety!/
Dzielny młodzieńcze, czemuż cię tak wcześnie/
Straciłem!... Cóż bym teraz mógł przedsięwziąć,/
Gdybym przy boku miał cię! Sitto, daj mi/
Ten portret. Znam go! Dał go starszej siostrze,/
Swej drogiej Lilii, gdy pewnego razu/
Z objęć swych puścić go nie chciała wcale./
Było to po raz już ostatni; potem/
Pojechał... ja mu pozwalałem jeździć/
Samemu!... Lilia zmarła wkrótce z żalu!/
Nie przebaczyła mi, żem mu samemu/
Pozwolił jeździć! Nie powrócił więcej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Biedny brat!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dosyć!... Wszyscy my tak kiedyś</wers_cd>/
Nie powrócimy... Któż wie zresztą?... Czyliż/
Śmierć tylko jedna młodych zwraca z drogi?.../
Jest innych wrogów dosyć... Często silny/
Tak samo pada, jak najsłabszy... Trudno!/
Stało się! Muszę teraz wizerunek/
Porównać z młodym templariuszem, sprawdzić,/
Czy wyobraźnia bardzo mnie złudziła.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Właśnie też po to tutaj go przyniosłam,/
Lecz mi go oddaj... Ja porównam sama.../
Oko kobiety lepiej zna się na tym...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do wchodzącego służącego</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Kto tam?... Templariusz? Niechaj przyjdzie tutaj...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie chcąc przeszkadzać wam i ciekawością/
Moją go mięszać...
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Siada na boku na sofie i zapuszcza zasłonę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dobrze.</wers_cd>
</strofa>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>A głos jego?</wers_cd>/
Jakiż ten będzie?... Przecież głos Assada/
Na dnie mej duszy musi być uśpiony...
</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Templariusz</osoba>, <osoba>Saladyn</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Sułtanie, jestem twoim jeńcem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jeńcem?</wers_cd>/
Czyż, komu daję życie, to nie daję/
Razem wolności?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co przystoi tobie</wers_cd>/
Czynić, przystoi mnie z ust twych usłyszeć,/
A nie zgadywać... Lecz, sułtanie, nie jest/
Z mym charakterem i z mym stanem zgodne/
Szczególne dzięki składać ci za życie.../
Jest ono w każdym razie znów na twoje/
Rozkazy...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie chciej tylko go używać</wers_cd>/
Przeciw mnie. Chętnie nieprzyjacielowi/
Zwracam dwie ręce, lecz takiego serca/
Nie chciałbym zwracać mu. Nie byłem w błędzie,/
Młodzieńcze, co do ciebie... Duszą, równie/
Jak ciałem, jesteś mym Assadem. Widzisz,/
Prawie mnie bierze chęć zapytać, gdzieś się/
Krył czas tak długi?... Czyś w zaklętej jakiej/
Pieczarze zasnął? Czyli<pe><slowo_obce>czyli</slowo_obce> --- czy z partykułą -li.</pe> w Gennistanie<pe><slowo_obce>Gennistan</slowo_obce> --- prawdop.: kraina dżinnów.</pe>/
Dobre cię duchy uchowały dotąd/
W świeżej młodości? Widzisz, chęć mnie bierze/
Przypomnieć, cośmy w rozmaitych miejscach/
Razem robili! Chciałbym się pogniewać,/
Żeś miał przede mną jednę tajemnicę,/
Żeś mi przygody jednej twego życia/
Nie dał podzielić z sobą... I to wszystko/
Pewnie bym zrobił, gdybym tylko ciebie/
Widział, nie siebie także... Lecz daremnie/
Łudzić się!... Tylko to jest jedno prawdą/
Z tych słodkich marzeń, że w jesieni mojej,/
Wiosna Assada mego znów zakwita.../
A ty, rycerzu, czyś zadowolony/
Z tego?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To wszystko, co mi z twojej ręki</wers_cd>/
Przychodzi... czym bądź będzie... mojej duszy/
Było życzeniem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zróbmy zaraz próbę...</wers_cd>/
Chcesz zostać przy mnie? U mnie?... Chrześcianinem,/
Czy muzułmanem, mniejsza!... W białym płaszczu,/
Czy w jamerlonku<pe><slowo_obce>jamerlonk</slowo_obce> (niem.) --- rodzaj płaszcza.</pe>, w kapeluszu twoim,/
Czy też w turbanie, mniejsza!... Nigdym nie chciał,/
By wszystkie drzewa miały jednę korę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcąc tego, nie stałbyś się, czym się stałeś,/
Nie byłbyś stał się bohaterem, godnym/
Być ogrodnikiem bożym.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A więc, jeśli</wers_cd>/
Nie myślisz gorzej o mnie, to już z nami/
Zgoda w połowie! Co?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zupełna.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>podając mu rękę</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Słowo?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>podając mu rękę</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Ręka! Przyjm więcej, niż odebrać mogłeś;/
Cały twój jestem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zbytek powodzenia</wers_cd>/
Na ten dzień jeden... On czy przyszedł z tobą?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Kto taki?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Natan...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>zimno</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie... ja sam przyszedłem.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jaki szlachetny, dzielny czyn spełniłeś!/
I jak się dobrze stało, że czyn taki/
Wypadł na korzyść podobnego męża!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak, tak.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak zimno mówisz? Nie, młodzieńcze,</wers_cd>/
Kiedy Bóg przez nas działa, nie należy/
Być obojętnym, ani też przez skromność/
Chcieć obojętność okazywać...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawda!</wers_cd>/
Rzecz każda jednak ma tak różne strony,/
Że często pojąć nawet niepodobna<pe><slowo_obce>niepodobna</slowo_obce> (daw.) --- nieprawdopodobne, niemożliwe.</pe>,/
By razem jedno stanowiły.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Trzeba</wers_cd>/
Zawsze najlepszą tylko mieć na oku,/
I wielbić Boga, bo On sam jedynie/
Wie, jak się one godzą z sobą... Ale,/
Gdyś tak surowym, to być muszę bardzo/
Ostrożnym z tobą, bo ja też, niestety,/
Mam różne strony, co nie zawsze z sobą/
Zgadzać się zdają.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zarzut to bolesny,</wers_cd>/
Gdyż podejrzliwość nie jest moją wadą.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A więc mi powiedz, względem kogo jednak/
Masz podejrzenie... Jeśli się nie mylę,/
Względem Natana?... Jak to? Względem niego/
Masz podejrzenie? Ty? Mów jaśniej, powiedz,/
Ufności we mnie daj mi pierwszy dowód.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Przeciwko niemu nie mam nic zupełnie,/
Lecz się nań gniewam.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>O cóż?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Oto, że mi</wers_cd>/
Mogło się marzyć, iż Żyd może czasem/
Nie być zupełnie Żydem, że na jawie/
Mogłem tak marzyć...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ten swój sen na jawie</wers_cd>/
Opowiedz-że mi.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wiesz, sułtanie, o tym,</wers_cd>/
Że on ma córkę... Com uczynił dla niej,/
To uczyniłem, bom uczynił. Jestem/
Zanadto dumny, by tam wdzięczność zbierać,/
Gdziem jej nie posiał. Widzieć jej raz jeszcze/
Nie chciałem. Ojciec był w podróży, wraca,/
Mówią mu, słucha, szuka mnie, znajduje,/
Składa mi dzięki, pragnie, żeby córka/
Spodobać mi się mogła, napomyka/
Coś o widokach, o przyszłości błogiej/
W oddali... Dałem się namówić, idę,/
I rzeczywiście napotykam dziewczę.../
Ach! Muszę wstydzić się, sułtanie!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czego?</wers_cd>/
Przecież nie tego, żeś wrażenia doznał,/
Widząc żydowskie dziewczę?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Że me serce,</wers_cd>/
Pod wpływem mowy ojca ujmującej,/
Tak się wrażeniu opierało słabo./
Ja głupiec! W chwilę byłem znów w płomieniach!.../
Potem prosiłem o nią i zostałem/
Wzgardzony!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mądry ojciec wprawdzie</wers_cd>/
Wprost nie odmówił, ale mądry ojciec/
Chce wprzód wybadać, chce się wprzód namyślać!.../
Ma słuszność!... Czyliż ja tak nie robiłem?.../
Czym nie namyślał się? Nie dowiadywał,/
Gdym głos jej w ogniu słyszał? Słusznie! Słusznie!/
Na Boga! Jest to pięknie, tak być mądrym,/
Tak być przezornym!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>No, staremu trzeba</wers_cd>/
Ustąpić trochę!... Czyliż długo będą/
Jego wahania trwały? Czyż zażąda,/
Byś wprzódy Żydem został?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kto wie! ...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kto wie? ...</wers_cd>/
Ten, kto zna lepiej tego Żyda.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przesąd,</wers_cd>/
W którym my wzrośli, chociaż go poznamy,/
Jeszcze nad nami władzy swej nie traci.../
Nie wszyscy wolni, co z swych kajdan szydzą!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Trafna uwaga; ale Natan, Natan/
Zaprawdę...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1411076977407-3854098795"/><motyw id="m1411076977407-3854098795">Zabobony</motyw>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jest to między przesądami</wers_cd>/
Największy przesąd, sądzić, że nasz własny/
Mniej jest przesądny, niżli inne...
<end id="e1411076977407-3854098795"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawda!</wers_cd>/
Lecz Natan...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pragnąc w tym przesądzie całą</wers_cd>/
Utrzymać ludzkość, nim dzień prawdy dla niej/
Zaświeci... pragnąć...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawda! Ale Natan....</wers_cd>/
On tej słabości nie podlega wcale.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I jam tak sądził. A jeżeli jednak/
Ten wyborowy mąż jest pospolitym/
Żydem, co szuka chrześcijańskich dzieci,/
By je w żydostwie chować, to cóż wtedy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Któż go oskarża o to?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ta dziewczyna,</wers_cd>/
Której nadzieją pragnie mi zapłacić/
To, com był winien darmo dla niej zrobić,/
Otóż to dziewczę nie jest jego córką,/
Jest zagubionym chrześcijańskim dzieckiem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I dać ci nie chciał jej pomimo tego?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>żywo</didaskalia>
<kwestia><strofa>Chce dać, czy nie chce, zdarta z niego maska,/
I wyjaśnione są przechwałki jego!/
Za tym żydowskim wilkiem, przyodzianym/
W baranią skórę mędrca, nie tak trudno/
Będzie mi puścić sforę psów, co w szmaty/
Porwą fałszywą odzież!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>poważnie</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chrześcianinie,</wers_cd>/
Spokojnie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to? Co?... spokojnie,</wers_cd>/
Chrześcijaninie?... Gdy Żyd i muzułman/
Przy swym żydostwie i przy muzułmaństwie/
Obstają, tylko chrześcijanin winien/
O swe chrześciaństwo nie dbać?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<didaskalia>jeszcze poważniej</didaskalia>
<wers_cd>Chrześcianinie,</wers_cd>/
Spokojnie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>spokojnie</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czuję całą moc wyrzutu,</wers_cd>/
Jaki Saladyn w tym wyrazie mieści!.../
Ach! Gdybym wiedział, jak by Assad w moim/
Postąpił miejscu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie o wiele lepiej!</wers_cd>/
Zapewne również tak porywczo! Ale/
Kto cię nauczył tak mnie jednym słowem/
Rozbrajać, powiedz? Rzeczywiście, jeśli/
Rzecz się tak miała, to Natana mego/
Sam nie poznaję wcale. Jest on zresztą/
Mym przyjacielem. Moi przyjaciele/
Gniewać się z sobą nie powinni. Słuchaj!/
Działaj ostrożnie! Nie śpiesz się, Natana/
Dawać na pastwę fanatykom waszym!/
Milcz o tym, za co wasze duchowieństwo/
Karać go zechce, mnie sprawiając boleść.../
Nie sil się na to, byś na przekór Żydom/
I muzułmanom był chrześcijaninem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Omal wszystkiego już nie wyjawiłem./
To mnie wstrzymało, że mi patryjarcha/
Swoją żądnością krwi zohydził zamiar/
Wyznania prawdy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to? Więc poszedłeś</wers_cd>/
Do patryjarchy wprzód niż do mnie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>W szale,</wers_cd>/
Pod namiętności wpływem... Przebacz... Teraz/
Lękam się, czyli nadal zechcesz we mnie/
Uznawać jeszcze jaki rys Assada.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tę twą obawę właśnie. Widzę teraz,/
Z jakich to błędów rosną nasze cnoty./
Bądź tylko takim, jakim jesteś, dalej,/
Nic nie zaszkodzi ci to w sercu moim./
Lecz idź go szukać, jak on szukał ciebie,/
Sprowadź go tutaj. Chcę cię z nim pojednać./
Jeśli ci idzie tak o tę dziewczynę,/
To się nie lękaj, będzie ona twoją,/
I Natanowi nie przepuszczę płazem,/
Że chrześcijańskie dziecko śmiał wychować/
Bez wieprzowiny!... Idź!...
</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Templariusz</osoba> odchodzi, <osoba>Sittah</osoba> opuszcza sofę.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Saladyn</osoba>, <osoba>Sittah</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To rzecz szczególna!...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc prawda, Sitto? Assad mój być nie mógł/
Ani dzielniejszym, ani też piękniejszym/
Młodzieńcem?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jeśli takim był, i jeśli</wers_cd>/
Z niego ten portret, a nie z templariusza/
Jest zdjęty!... Ale jakżeś mógł zapomnieć/
Zapytać się go o rodziców?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zwłaszcza</wers_cd>/
O matkę?... Czyli kiedy w naszym kraju/
Nie była?... Prawda?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, to jest możebne.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O! To możebne! Assad był widziany/
Mile przez piękne chrześcijańskie damy,/
I tak lgnął do nich, że opowiadano.../
No, no... niechętnie o tym mówię... Dosyć!.../
Więc mam go znowu! Z całym charakterem/
I miękkim sercem! Dziecko swoje Natan/
Musi mu oddać --- prawda?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Raczej mu zostawić,</wers_cd>/
Niżeli oddać!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>W każdym razie! Jakie</wers_cd>/
Ma prawo do niej, gdy jej ojcem nie jest?.../
Ten, kto przedłużył życie jej w ten sposób,/
Wstępuje w prawa tego, co dał życie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż teraz zrobić myślisz, Saladynie?/
Gdybyś dziewczynę zaraz wziął do siebie,/
By ją usunąć spod nieprawej władzy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc sądzisz, że to byłoby koniecznym?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Koniecznym może nie... ciekawość tylko/
Nasuwa mi tę radę, bo o pewnych/
Ludziach chciałabym jak najprędzej wiedzieć,/
Jaką dziewczynę mogą kochać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zatem</wers_cd>/
Poślij i każ ją przyprowadzić.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mogęż,</wers_cd>/
Mój bracie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tylko wzgląd miej na Natana!</wers_cd>/
Niechaj nic nie wie, że ją ma od niego/
Przemoc oddzielić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie bój się.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tymczasem</wers_cd>/
Pójdę dowiedzieć się, gdzie jest Al-Hafi.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>

<didaskalia>Zmiana. Otwarte podwórze w domu <osoba>Natana</osoba> od strony palm, jak w pierwszej scenie pierwszego aktu. Część towarów i kosztowności leży rozpakowana.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszystko wspaniałe, wszystko wyborowe!/
Takie, jak tylko wy umiecie dawać!/
Gdzież to robiona ta materia srebrna/
W złote gałązki? Co kosztuje?... Śliczna/
Suknia do ślubu!... Dla królowej nawet/
Lepszej nie trzeba!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Suknia ślubna? Czemu</wers_cd>/
Ślubna?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Być może, żeście nie myśleli</wers_cd>/
O tym, kupując... Lecz, Natanie, tylko/
Ta, a nie inna, może być do ślubu.../
Jest jak umyślnie wyrobiona na to.../
Tło białe jest to godło niewinności,/
A pasma złote, co widnieją na nim,/
Godło bogactwa!... Czy widzicie?... Śliczna!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Skąd ci te żarty, i o czyjej sukni/
Majaczysz w sposób tak uczony?... Czyliż/
Chcesz panną młodą zostać?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dlaczegóż!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ja?... mocny Boże!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Skąd więc i o czyjej</wers_cd>/
Mówisz mi sukni ślubnej? Ta jest twoja,/
Więcej niczyja!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Moja? Ma być moja?...</wers_cd>/
Więc nie dla Rechy?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Com dla Rechy przywiózł,</wers_cd>/
Jest w innych skrzyniach... Zabierz to dla siebie,/
Zabierz manatki swoje!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kusicielu! ...</wers_cd>/
Nie! Nie! Za wszystkie kosztowności świata,/
Nie!... Nie tknę się ich, chyba że mi zaraz/
Zaprzysiężecie użyć tej jedynej/
Okazji, którą niebo wam nastręcza!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Okazji? Jakiej? Użyć? Lecz do czego?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Po co udawać, że nie rozumiecie?/
Powiem wam krótko: ten templariusz kocha/
Rechę. Oddajcie mu ją... Tym sposobem/
Skończy się grzech wasz, grzech, o którym dłużej/
Milczeć nie mogę. Tak dziewczyna wróci/
Znów między chrześcian, będzie tym, czym była,/
A wy za dobro, które nam świadczycie,/
Ogni piekielnych nie będziecie dłużej/
Ściągali na swą głowę...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Znowu stara</wers_cd>/
Piosenka! Struny wprawdzie naciągnięte/
Nowe, lecz jakoś niezbyt strojnie dźwięczą.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jak to?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Templariusz miłym jest. Jemu</wers_cd>/
Oddałbym Rechę pewno jak najchętniej,/
Lecz... cierpliwości.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cierpliwości!... Czyż to</wers_cd>/
Nie wasza stara piosnka?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tylko kilka</wers_cd>/
Dni cierpliwości. Patrzaj... ktoś tu idzie../
Braciszek! Spytaj, czego żąda?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czego</wers_cd>/
Pragnie?
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I daj mu, nim poprosi.</wers_cd>
</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Gdybym</wers_cd>/
Mógł znaleźć sposób, jak do templariusza/
Przystąpić, przyczyn mojej ciekawości/
Nie wyjawiając... Bo jeżeli powiem,/
A me domysły są bezzasadnymi,/
To niepotrzebnie wmięszam jego ojca.</strofa>
<didaskalia>głośno do wracającej <osoba>Daji</osoba></didaskalia>
<strofa>
Cóż tam?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chce mówić z wami.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc go wprowadź,</wers_cd>/
A sama odejdź.
</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Daja</osoba> wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Braciszek</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak bym chętnie ojcem</wers_cd>/
Rechy pozostał... Ba! Czyż być przestanę,/
Chociaż przestanę nosić nazwę?... Dla niej/
Ojcem się zawsze będę zwał, gdy pozna/
Jak chętnie byłbym nim.</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Pobożny bracie,</wers_cd>/
Witajcie! Czymże służyć wam?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O! Niczym!...</wers_cd>/
Panie Natanie, cieszę się, że w zdrowiu/
Znów was oglądam...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc mnie znacie?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyliż</wers_cd>/
Może kto nie znać was?... Czyż nie wsuwacie/
Każdemu w rękę, wraz ze szczodrym datkiem,/
Wspomnienia swego? Ja mam je od wielu/
Lat...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<didaskalia>sięgając po pieniądze</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dobry bracie, niechże się odświeży...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dziękuję... Biednych okradłbym, nie mogę/
Przyjąć... Pozwólcie jednak, że ja wzajem/
Wspomnienie moje wam odświeżę trochę.../
Chlubię się bowiem, że i ja wsunąłem/
Coś w waszą rękę, co swą wartość miało...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wybaczcie!... wstyd mi... mówcie co... Za karę/
Zwrócę siedemkroć wartość...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przede wszystkim</wers_cd>/
Muszę powiedzieć wam, jak się to stało,/
Że dziś dopiero przypomniałem sobie/
O tym, com kiedyś wam powierzył.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mnieście</wers_cd>/
Coś powierzyli?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Do niedawna jeszcze,</wers_cd>/
Jako pustelnik żyłem pod Jerycho,/
Przy kwarantannie, lecz arabscy zbójcy/
Obrabowali mi mój domek boży,/
Złupili celę i uprowadzili/
Mnie z sobą. Szczęściem w drodze im umknąłem,/
I tu przybyłem, by od patryjarchy/
Otrzymać inne miejsce, w którym mógłbym/
Bogu samotnie przez dni moich resztę/
Służyć...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niepokój dręczy mnie, więc, bracie,</wers_cd>/
Mówcie od razu, coście powierzyli/
Mnie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zaraz, panie. Otóż patryjarcha</wers_cd>/
Na górze Tabor przyrzekł mi pustelnię,/
Jak tylko która będzie opróżnioną;/
Tymczasem kazał przyjąć mnie w klasztorze,/
Jako braciszka... Po sto razy dziennie/
Do mej pustelni wzdycham, bo patriarcha/
Wciąż mnie używa do spraw, co są dla mnie/
Wstrętne... Na przykład...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kończcie, bracie, proszę.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zaraz. Na przykład teraz ktoś mu mówił,/
Że jest tu pewien Żyd, co chrześcijańskie/
Dziecko za córkę sobie wychowuje.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<didaskalia>z niepokojem</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Co?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Posłuchajcie tylko!... Zatem na mnie</wers_cd>/
Włożył zlecenie, żebym, jeśli zdołam,/
Wpadł na trop tego Żyda, i okropnie/
Gniewał się na to straszne wykroczenie,/
Które się zbrodnią zwie przeciw Duchowi/
Świętemu, to jest najstraszniejszym grzechem/
Ze wszystkich grzechów... chociaż, Bogu dzięki,/
Nie wiemy dobrze, na czym to właściwie/
Grzech ten zależy... Wtenczas się zbudziło/
Nagle sumienie we mnie i w pamięci/
Mojej stanęło, że to ja sam może/
Do tego grzechu nieodpuszczonego/
Przed laty powód dałem... Więc powiedzcie,/
Czy nie wam konny giermek przed latami/
Osiemnastoma oddał do rąk dziecko,/
Dziewczynkę kilkotygodniową?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?...</wers_cd>/
W istocie... to jest...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz przypatrzcie mi się,</wers_cd>/
Ten konny giermek to ja...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To wy?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pan ów,</wers_cd>/
Który wam oddać kazał dziecko, zwał się.../
Jak sądzę... Filneck.. Wolf von Filneck...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Właśnie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ponieważ matka krótko przed tym zmarła,/
A ojciec musiał... jeśli pomnę dobrze.../
Jechać do Gazza, dokąd nie mógł z sobą/
Zabrać robaczka, więc go przysłał do was.../
Czy to nie w Darun wówczas was znalazłem?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak jest.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie byłoby to wcale dziwnym,</wers_cd>/
Gdyby mnie pamięć zwiodła. Rozmaitych/
Miewałem panów, a u tego krótko/
Służyłem... Poległ wnet pod Askalonem.../
Dobry to zresztą pan był!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prawda! Prawda!</wers_cd>/
Tyle wdzięczności jemu winien jestem,/
Tyle mi razy uratował życie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To bardzo ładnie. A więc tym ochotniej/
Córeczkę jego przyjęliście?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Łatwo</wers_cd>/
To pojąć!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A więc gdzież jest ona? Przecież</wers_cd>/
Nie zmarła? Śmiało mówcie, że nie zmarła.../
Jeśli nikt zresztą więcej o tym nie wie,/
To nie ma strachu...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie ma?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mnie możecie</wers_cd>/
Ufać, Natanie! Bo ja sobie myślę/
Tak: jeśli z dobrem, które mam uczynić,/
Blisko graniczy złe, to tego dobra/
Czynić nie trzeba, bo choć dość dokładnie/
Wiemy, co złem jest, ale co jest dobrem,/
Tego tak ściśle nie możemy wiedzieć./
Było to bardzo naturalnym, żeście,/
Chcąc chrześcijańskie dziecię dobrze chować,/
Jako swe własne je chowali. Miłość/
Kazała wam tak zrobić, i miałaby/
Was za to czekać kara? To byłoby/
Niesprawiedliwe. Prawda, że przezorniej/
Zrobilibyście, gdybyście kazali/
Obcym chrześciańskie wychowywać dziecię/
W wierze chrześciańskiej, ale w takim razie/
Czyżby to dziecko przyjaciela było/
Kochanym przez was? <begin id="b1411078518697-3560377815"/><motyw id="m1411078518697-3560377815">Dziecko, Miłość, Religia</motyw>A miłości dziecku,/
Choćby dzikiego zwierza, jest potrzeba/
W tych młodych latach bardziej, niż chrześciaństwa.<end id="e1411078518697-3560377815"/>/
Na chrześciaństwo jeszcze ma dość czasu./
Jeśli więc dziewczę zdrowo i pobożnie/
Pod okiem waszym wzrosło, to zostało/
Przed okiem bożym tym, czym było. Czyliż/
Całe chrześciaństwo nie jest zbudowane/
Na judaizmie? <begin id="b1411078570080-2827741620"/><motyw id="m1411078570080-2827741620">Chrystus, Żyd</motyw>Nieraz mnie bolało,/
I wiele nad tym łez wylałem, żeśmy/
Chrześcianie często zapominać zwykli,/
Iż sam Zbawiciel nasz był także Żydem.<end id="e1411078570080-2827741620"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wy, dobry bracie, za mną przemówicie,/
Gdy złość, obłuda, przeciw mnie podniosą/
Głosy... z powodu czynu... czynu, który.../
Wy tylko sami wiedzieć to będziecie,/
Ale do grobu weźcie tajemnicę.../
Nigdy mnie jeszcze nie popchnęła pycha,/
Bym ją powierzył komukolwiek... wam ją/
Opowiem tylko... Zacnej ją prostocie/
Opowiem tylko... Bo wy tylko sami/
Zdolniście pojąć, jakie czyny może/
Wymóc na sobie człowiek, co się boi/
Boga...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wzruszenie was przejęło... oczy</wers_cd>/
Wasze łez pełne...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1411078651886-1764603255"/><motyw id="m1411078651886-1764603255">Religia, Przemoc</motyw>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W Darun z owym dzieckiem</wers_cd>/
Mnie znaleźliście, lecz nie wiecie o tym,/
Że na dni kilka przedtem chrześcijanie/
Wymordowali Żydów w Gath, nie szczędząc/
Kobiet i dzieci... lecz nie wiecie o tym,/
Że między nimi była moja żona/
Z siedmiu synami, co się ukrywała/
U mego brata, i że wszyscy razem/
Zginęli w ogniu...<end id="e1411078651886-1764603255"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sprawiedliwy Boże!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdym przybył, trzy dni, w prochu i popiele/
Dzień i noc leżąc, przepędziłem w płaczu/
Przed Bogiem... W płaczu? Nie! Ja przeciw Bogu/
Bunt podnosiłem, wrzałem, przeklinałem/
Siebie, świat, wszystko, a chrześciaństwu wieczną/
Zaprzysięgałem zemstę...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach! Pojmuję!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powoli jednak rozum mój powrócił/
I rzekł łagodnie: ,,Przecież na niebiosach/
Jest Bóg! To wszystko było jego wolą!/
Idź, pełń to, co już dawno pojmowałeś,/
A co trudniejszym nie jest do spełnienia,/
Niż do pojęcia, byłeś pełnić zechciał./
Wstań!" A więc wstałem... Zawołałem: ,,Boże!/
Chcę, jeśli ty chcesz, żebym chciał". W tej chwili/
Zsiedliście z konia i oddaliście mi/
Dziecię, co było w płaszcz wasz zawinięte./
Coście mówili, co odpowiedziałem,/
Już nie pamiętam... Tylko wiem, że dziecię/
Wziąłem do siebie, że je całowałem,/
Żem na kolana upadł, i żem wołał:/
,,Boże! Z siedmiorga jednoś mi już zwrócił!"</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Natanie! Wyście chrześcijanin! Świadkiem/
Bóg wielki, żeście chrześcijanin! Nie ma/
Lepszego nad was chrześcianina!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bracie!</wers_cd>/
Co w waszych oczach mnie chrześcijaninem/
Czyni, to w moich was przedstawia Żydem.../
Lecz rozczulenia rzućmy! Trzeba czynu!.../
I choć mnie wkrótce siedmiokrotna miłość/
Do tej dziewczyny cudzej przywiązała,/
Choć mnie zabija sama myśl, że mogę,/
Tracąc ją, znowu siedmiu moich synów/
Utracić --- jeśli chce Opatrzność z moich/
Rąk ją odebrać --- słucham.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja to samo</wers_cd>/
Chciałem wam radzić, co wam duch wasz własny/
Poradził mądrze.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ale pierwszy lepszy</wers_cd>/
Nie może mi jej wydrzeć.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O! To pewna!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Większych praw do niej, niż ja, mieć nie może/
Nikt, więc przynajmniej musi mieć wcześniejsze.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Które natura mu i krew nadała?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak właśnie myślę! A więc mi wymieńcie/
Kogoś, co jako brat, stryj albo krewny,/
Lub kuzyn zgłasza się... ja się nie wzbronię/
Oddać jej, pewny, że ją wychowałem/
Tak, żeby mogła dla każdego domu/
I każdej wiary być ozdobą. Sądzę,/
Że o tym waszym panu i o rodzie/
Jego cokolwiek więcej wiecie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dobry</wers_cd>/
Natanie, to już trudno. Powiedziałem,/
Żem krótko w służbie był u niego.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wiecież</wers_cd>/
Choć to, z jakiego rodu była matka?.../
Czy nie z Stauffenów?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Może... Tak, tak sądzę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czy brat jej nie był Konrad ze Stauffenów/
Rodziny? Czyli nie był templariuszem?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeżeli dobrze pomnę... Ale zaraz!/
Przyszło mi na myśl, że po nieboszczyku/
Panu książeczkę jeszcze mam... Wyjąłem/
Mu ją z zanadrza, gdy pod Askalonem/
Grzebaliśmy go...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Są tam modlitwy.</wers_cd>/
Brewiarzem<pe><slowo_obce>brewiarz</slowo_obce> --- książka zawierająca modlitwy i czytania dla duchownych na każdy dzień tygodnia.</pe> zwiemy ją... Chrześcianin każdy,/
Jak sądzę, może jej używać. Wprawdzie/
Ja nie... nie umiem czytać...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mniejsza o to!</wers_cd>/
Do rzeczy!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1411079984832-3275272298"/><motyw id="m1411079984832-3275272298">Książka, Język</motyw>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>W książce tej jest na okładkach,</wers_cd>/
Jak mi mówiono, własną ręką pana,/
Pisane o nim i o jego rodzie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co za szczęśliwy traf! Biegnijcie! Idźcie!/
Prędko! przynieście mi tu tę książeczkę.../
Na wagę złota gotów jestem za nią/
Zapłacić, stokroć jeszcze będę wdzięczny!/
Idźcie! Biegnijcie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bardzo chętnie! Ale</wers_cd>/
To po arabsku jest, co tam pisane.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To wszystko jedno, tylko ją przynieście.
<end id="e1411079984832-3275272298"/></strofa>
<didaskalia><osoba>Braciszek</osoba> odchodzi.</didaskalia>
<strofa>O Boże! Gdybym zdołał ją zachować,/
I mógł pozyskać podobnego zięcia! .../
Trudno przypuścić to!... Lecz niech się stanie,/
Co się stać musi!... Kto by mógł jednakże/
Do patryjarchy o tym donieść?... Muszę/
Pamiętać o to spytać... Może Daja/
Coś wygadała...</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Daja</osoba> wbiega spiesznie.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA VIII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Daja</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<didaskalia>pomięszana</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wyobraźcie sobie,</wers_cd>/
Natanie! ...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż tam?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Biedne dziecko, tak się</wers_cd>/
Zlękło!... Przysłano po nią...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Od patriarchy?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, od sułtana siostry, księżny Sitty.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie od patriarchy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie --- od Sitty, przecież</wers_cd>/
Tak powiedziałam... Od księżniczki Sitty.../
Chce, żeby do niej przyszła...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kto? Czy Recha?...</wers_cd>/
Chce, żeby Recha przyszła?... No, jeżeli/
Nie patryjarcha przysłał, ale Sittah...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Skądże wam myśl ta?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyś ty nie słyszała</wers_cd>/
O nim w tych czasach?... czyś mu nie szepnęła?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja? Jemu?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdzież jest ten posłaniec? ...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tutaj.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ostrożność każe, bym z nim sam pomówił./
Chodź. Oby tylko w tym nie było ręki/
Patriarchy!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DAJA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A ja drżę o co innego!...</wers_cd>/
Tak, jedynaczka, domniemana córka/
Tak bogatego Żyda, być by mogła/
Dosyć ponętną i dla muzułmana.../
Oho! Templariusz przepadł!... Przepadł, jeśli/
Na jeden jeszcze krok się nie odważę.../
Jeśli jej samej prawdy nie odkryję.../
Dobrze! Skorzystam z pierwszej sposobności,/
Gdy sama będę z nią, by to uczynić./
Sposobność taka może wnet się zdarzy,/
Gdy ją prowadzić będę do pałacu.../
Przynajmniej szkody tym nie zrobię! Tak jest!/
Teraz lub nigdy! Trzeba to uczynić!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Idzie za <osoba>Natanem</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT V</naglowek_akt>

<didaskalia>Pokój w pałacu <osoba>Saladyna</osoba>, ten sam co w czwartym akcie. Worki z pieniędzmi na tym samym miejscu.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Saladyn</osoba>, wkrótce potem trzej <osoba>mamelucy</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>wchodząc</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Pieniądze tu są jeszcze! A derwisza/
Ani wynaleźć! Musiał się zasiedzieć/
Nad szachownicą i o sobie samym/
Zapomniał, czemuż więc nie miałby o mnie/
Zapomnieć?... Ale cierpliwości...
</strofa>
<didaskalia>do wchodzącego <osoba>mameluka</osoba>.</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Cóż tam?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sułtanie, radość! Pożądane wieści!/
Właśnie z Kairu przyszła karawana,/
Przyszła szczęśliwie, i przynosi haracz/
Znad bogatego Nilu za lat siedem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zuch, Ibrahimie, z ciebie!... Pożądaną/
Wieść mi przynosisz!... A więc wreszcie!... wreszcie!.../
Dzięki ci za to!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMELUK</naglowek_osoba>
<didaskalia>czekając, do siebie</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>No? Co będzie dalej? ...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I na cóż czekasz?... Odejdź.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1411080805107-684857546"/><motyw id="m1411080805107-684857546">Dar</motyw>MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zwiastunowi</wers_cd>/
Dobrej nowiny więcej nic?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż więcej?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żadnego daru dla zwiastuna?... Czyliż/
Ja mam być pierwszy, co od Saladyna/
Jedynie z dobrym słowem wyszedł? Pierwszy,/
Względem którego mąż tak sławny, skąpym/
Chce się okazać?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Weźże sobie jeden</wers_cd>/
Z tych worków.
<end id="e1411080805107-684857546"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz nie chcę, choćbyś nawet</wers_cd>/
Dawał mi wszystkie.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż znów? Chodź! Dwa zabierz!...</wers_cd>/
Odszedł na serio! Czyż we wspaniałości/
Mnie chce przewyższyć? Bo mu przykrzej pewno/
Odmawiać, niż mnie dawać!... Ibrahimie!.../
Skądże mi przyszło w moich dni ostatku/
Chcieć być inakszym, niż dotychczas byłem?/
Czyliż Saladyn nie ma Saladynem/
Umrzeć!... Musiałby chyba wówczas nie żyć/
Jako Saladyn.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI MAMELUK</naglowek_osoba>
<didaskalia>wchodząc</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dobra wieść, sułtanie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jeśli chcesz donieść mi...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Że karawana</wers_cd>/
Przyszła z Egiptu.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To już wiem.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zbyt późno</wers_cd>/
Przybyłem zatem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czemu późno? Zabierz</wers_cd>/
Za dobrą wolę jeden lub dwa worki.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jeden i dwa to trzy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ha! Skoro liczysz</wers_cd>/
Tak, to weź.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przyjdzie tutaj jeszcze trzeci,</wers_cd>/
Jeśli tu będzie mógł przyjść.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to jeśli?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ot, bo kark skręcił... Gdyśmy byli pewni,/
Że karawana już się zbliża, każdy/
Rzucił się naprzód, by ci pierwszy donieść./
Ten nas wyścignął wszystkich, lecz spadł z konia,/
Więc wyprzedziłem ja go. Aż do miasta/
Byłem na przodzie, lecz Ibrahim, hultaj,/
Lepiej tu w mieście zna ulice.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Biedak!</wers_cd>/
Spadł!... przyjacielu! Jedź do niego! Wracaj!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wracam natychmiast, i jeżeli żyje,/
Połowa tego złota doń należy.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I to poczciwy chłopiec! Kto się może/
Poszczycić, że ma takich mameluków?.../
Gdyby mi wolno było, to bym myślał,/
Że im mój przykład pomógł, by się stali/
Takimi, jacy są... Precz zatem z myślą/
Przyzwyczajenia ich do inakszego/
Postępowania na dni moich schyłku.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI MAMELUK</naglowek_osoba>
<didaskalia>wchodząc</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Sułtanie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tyś spadł z konia?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI MAMELUK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie. Donoszę</wers_cd>/
Tylko, Emir Mansor, dowodzący/
Transportem zsiada z konia..
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niech przychodzi</wers_cd>/
Co prędzej! Otóż i on!...
</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Saladyn</osoba>, emir <osoba>Mansor</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pozdrowiony</wers_cd>/
Bądź nam, emirze! Jakże poszła droga?.../
Mansorze! Długo czekać nam kazałeś/
Na siebie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MANSOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>List ten powie ci, sułtanie,</wers_cd>/
Jakie w Tebajdzie musiał Abdulkassem/
Stłumić zamieszki, nim mogliśmy ruszyć./
Ja przyśpieszałem transport, ile było/
W mej mocy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wierzę ci. Bez zwłoki teraz</wers_cd>/
Weź nowy konwój... musisz zaraz jechać/
Dalej, odstawić większą część pieniędzy/
Na Liban, ojcu memu... Czy to chętnie/
Uczynisz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MANSOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chętnie, bardzo chętnie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tylko</wers_cd>/
Niech konwój będzie silny... Na Libanie/
Nie tak bezpiecznie teraz. Nie słyszałeś?/
Znów się ruszają templariusze... Miej się/
Na ostrożności. Idź!... Gdzież karawana?.../
Pójdę zobaczyć ją i sam zarządzę/
Wszystko. A potem muszę iść do Sitty.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>

<didaskalia>Zmiana. Miejsce pod palmami, przed domem <osoba>Natana</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>sam, przechadza się</didaskalia>
<kwestia><strofa>Do domu jego wejść nie mogę... Przecież/
Musi się wreszcie tu pokazać. Przedtem/
Tak przed tym domem chętnie mnie widziano!/
Mamże doczekać tego, że się stanie/
Przykrym dla niego, iż tak uporczywie/
Tu się przechadzam?... Hm! Tak wielka gorycz/
Mówi przeze mnie!... Cóż mnie nań zgniewało/
Tak bardzo?... Nic mi jeszcze nie odmówił,/
Jak sam powiada, a Saladyn przyrzekł/
Wziąć to na siebie, przyrzekł go nakłonić.../
Czyżby chrześcianin we mnie jeszcze bardziej/
Był wkorzeniony, niż w nim Żyd?... Ha! Może!.../
Któż się zna dobrze?..<begin id="b1411119994192-182162078"/><motyw id="m1411119994192-182162078">Ojciec, Córka</motyw>. Jakże mogłem zresztą/
Przeczyć mu tego łupu, który sobie/
Na chrześcijaństwie zdobył?... Jest to, prawda,/
Łup niezwyczajny!... tak urocze dziecko!.../
Dziecko, lecz czyje?... Czy tamtego, który/
Nieurobioną bryłę na pustynię/
Żywota rzucił, a sam poszedł dalej?/
Czyli też tego, co tę bryłę podniósł,/
I boskie dla niej obmyśliwszy kształty,/
W nie ją przyoblókł? Niechaj chrześcijanie/
Mówią co zechcą, ojcem Rechy, ojcem/
Prawdziwym, mimo tego chrześcianina/
Co jej dał życie, zawsze Żyd zostanie!...<end id="e1411119994192-182162078"/>/
Gdy myślę o niej, jako o chrześciance,/
Gdy wyobrażam sobie, że jej braknie/
Tego wszystkiego, co jedynie mogła/
Od podobnego nabyć Żyda, wtedy.../
Mów serce moje, co by ciebie do niej/
Wabiło?... Prawie nic! Jej uśmiech nawet,/
Gdyby był tylko kurczem jej muskułów,/
Pięknym i miłym, ale gdyby to, co/
Uśmiech ten budzi, czaru, co przystraja/
Usta jej lube miało nie być godnym, ---/
Nie! Taki uśmiech mnie by nie porywał!.../
Tyle uśmiechów takich już widziałem,/
Którymi hojnie obdarzano głupców,/
Frantów, szyderców, zalotników, albo/
Pochlebców --- przecież mnie nie czarowały.../
Czyżbym i wtedy uczuł jakąś żądzę,/
Bujać motylem w jej słonecznym blasku? ---/
Nie wiem!... I oto jestem zagniewany/
Na tego, co jej taką wartość nadał!.../
O co? Dlaczego?... Bom zasłużył na to/
Szyderstwo, jakim żegnał mnie Saladyn!.../
Źle ze mną bardzo, gdy Saladyn mógł w to/
Uwierzyć!.. Jakże małym ja się muszę/
Wydawać w jego oczach, jakże nędznym!.../
I to z powodu tej dziewczyny!... Kurdzie!/
Kurdzie!... Inaczej być powinno! Zwróć się/
Z tej błędnej drogi! Jeśli zresztą Daja/
Mówiła rzeczy, których dowieść trudno?/
A! On nareszcie!... Wyszedł z domu... mówi.../
Aa! Lecz z kim mówi?... Z kim?... Z braciszkiem!/
Wie już o wszystkim... może już wydany/
Przed patryjarchą!... Ha! W mej zaciekłości/
Co ja zrobiłem?... Jak to jedna iskra/
Namiętnych ogni łatwo mózg wypala! .../
Prędko! Pomyślmy, co uczynić trzeba!.../
Będę nań czekał tutaj, aż odejdzie/
Braciszek.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi na stronę.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Braciszek</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dzięki! Jeszcze dzięki, dobry</wers_cd>/
Bracie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja także wam winienem dzięki!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wy? Mnie? I za co?... żem wam uporczywie/
Narzucił to, co nie jest wam potrzebne?.../
Gdybyście tylko uporowi swemu/
Ulec nie chcieli; gdybyście wy gwałtem/
Bogatszym się ode mnie stać nie chcieli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wszakże i tak ta książka nie jest moją,/
Lecz jest własnością córki, jest jedynym/
Spadkiem po ojcu jej... Daj tylko, Boże,/
Abyście kiedyś nie pożałowali,/
Żeście tak wiele dla niej uczynili.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czyżbym mógł?... Nigdy nie mógłbym żałować...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, lecz patriarcha oraz templariusze...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niezdolni tyle złego mi wyrządzić,/
Bym czegokolwiek kiedy mógł żałować,/
Tym bardziej tego. Czy jesteście pewni,/
Że to templariusz podał myśl patriarsze?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Niepodobieństwo prawie, żeby to był/
Kto inny! Tyle wiem, że niezbyt dawno/
Pewien templariusz mówił z nim, a z tego,/
Co uszu moich doszło, wnosić mogę...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ale w tej chwili w całym Jeruzalem/
Jeden jest tylko. Tego znam. Ten moim/
Jest przyjacielem. Zacny, szczery człowiek.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ten sam... Lecz często to, czym rzeczywiście/
Jesteśmy w świecie i czym być musimy,/
Nie bywa w zgodzie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak niestety! Kto bądź</wers_cd>/
Mógł to być zresztą, niechaj co chce czyni,/
Ja z waszą książką, na nic nie zważając,/
Zaraz stąd prosto pójdę do sułtana.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Życzę wam szczęścia; żegnam was...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A nawet</wers_cd>/
Jej nie widzieliście... Wróćcież się jeszcze.../
Byleby tylko dziś się patriarcha/
Nic nie dowiedział... Bah! I dziś możecie/
Powiedzieć wszystko, co wam się podoba.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BRACISZEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nic mu nie powiem. Bądźcie zdrowi.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bracie,</wers_cd>/
Chciejcie pamiętać o nas!
</strofa>
<didaskalia><osoba>Braciszek</osoba> odchodzi.</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Boże wielki!</wers_cd>/
Czemuż nie mogę upaść na kolana/
Tu, zaraz! Jakże łatwo się rozplata/
Ten węzeł, który często mnie przerażał!/
<begin id="b1411120357424-3229251416"/><motyw id="m1411120357424-3229251416">Bóg, Czyn</motyw>Boże! Jak lekkim czyni mnie nadzieja,/
Że już nie będę nic kryć potrzebował,/
Że tak swobodnie będę mógł wśród ludzi/
Stawać, jak staję przed Twym tronem, Boże,/
Który nie sądzisz ludzi podług czynów,/
Bo wiesz, że czyny te rzadko własnymi/
Są ich czynami!<end id="e1411120357424-3229251416"/></strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Natan</osoba>, <osoba>Templariusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>zbliżając się</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zaczekajcie na mnie,</wers_cd>/
Natanie, pójdę z wami!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kto mnie woła?</wers_cd>/
To wy, rycerzu? Gdzieżeście bawili<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- przebywać.</pe>,/
Żem u sułtana z wami się nie spotkał!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zminęliśmy się... za złe mi nie bierzcie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ja nie, lecz sułtan.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wnet po wyjściu waszym...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Mówiliście z nim, to już dobrze.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ale</wers_cd>/
Chce mówić z nami obydwoma.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Owszem,</wers_cd>/
Tym lepiej. Chodźmy. Ja tam szedłem właśnie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czy mogę spytać was, Natanie, z kim to/
Rozstaliście się?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyliż go nie znacie?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli się nie mylę, był to ten poczciwy/
Braciszek, który patryjarsze musi/
Służyć za wyżła.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Może u patriarchy</wers_cd>/
Jest rzeczywiście.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Fortel to jest zręczny</wers_cd>/
Użyć prostoty, żeby torowała/
Drogi matactwu...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, prostoty głupiej,</wers_cd>/
Lecz nie poczciwej.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyż w poczciwą wierzyć</wers_cd>/
Może patriarcha?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja za tego ręczę,</wers_cd>/
Że patryjarsze swemu nie pomoże/
Do żadnych czynów złych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak się wydaje</wers_cd>/
Przynajmniej. Czy wam nic nie mówił o mnie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
O was?... Właściwie o was nic. Być może,/
Że mu nieznane nawet wasze imię.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zapewne.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ale mi o templariuszu</wers_cd>/
Mówił.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co mówił?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Coś takiego, co się</wers_cd>/
Was niezawodnie nie tyczyło.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kto wie!...</wers_cd>/
Powiedzcie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Że mnie jeden z templariuszów</wers_cd>/
Przed patryjarchą miał oskarżyć...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Że was</wers_cd>/
Oskarżył, jest to, chciejcie wierzyć, kłamstwo!/
Chciejcie posłuchać mnie, Natanie. Jestem/
Nie z takich ludzi, którzy się umieją/
Zapierać czynów swoich. Com uczynił,/
To uczyniłem! I nie jestem z takich,/
Którzy o wszystkim, co uczynią, twierdzą,/
Że było dobrem. Czemużbym się wstydził/
Błędu? Czyż nie mam chęci go naprawić?.../
I czyliż nie wiem, ile z taką chęcią/
Dokonać może człowiek?... Posłuchajcie.../
Jam ten templariusz, który miał was niby/
Oskarżyć. Wiecie, co mnie rozdrażniło,/
Co krew w mych żyłach wprowadziło w wrzenie!.../
Zarozumialec jestem!... Tak od razu/
Ciałem i duszą padłem wam w objęcia!.../
Jak mnie przyjęliście, jak zimno... chłodno.../
A chłodno, wierzcie, to jest gorzej jeszcze,/
Niżeli zimno... jak się staraliście/
Wymówkę znaleźć, i zapytaniami/
Obojętnymi, jakeście mi chcieli/
Do zrozumienia dać odmowę waszą,/
Otem i teraz jeszcze nie potrafię/
Myśleć spokojnie!... A więc, posłuchajcie.../
Byłem wzburzony strasznie, kiedy Daja/
Cichaczem przyszła do mnie i wyznała/
Mi tajemnicę waszą. Zdało mi się,/
Że w niej znajduję wyjaśnienie, co was/
Skłoniło, byście tak zrobili.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciejcie wysłuchać mnie. Zdawało mi się,/
Żeście nie chcieli w ręce chrześcianina/
Powrócić tego, co wam się udało/
Wydrzeć chrześcianom. Więc mi przyszło na myśl/
Po prostu zmusić was... nóż wam do gardła/
Przyłożyć...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyż to tak po prostu? czyż to</wers_cd>/
Jest proste?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chciejcie mnie posłuchać. Prawda!</wers_cd>/
Źlem zrobił!... Może nie jesteście winni,/
I głupia Daja plecie bez podstawy;/
Może ma do was złość i chce w ten sposób/
Szkodzić wam... może, może!... Jestem młokos,/
Z ostateczności jednej wpadam w drugą,/
I raz za wiele czynię, a za mało/
Drugi raz! Sam to widzę! Więc wybaczcie,/
Natanie!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jeśli tak mnie uważacie...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>U patryjarchy byłem, lecz imienia/
Waszego przed nim nie zdradziłem. Jest to/
Kłamstwo, powtarzam. Tylkom mu ogólnie/
Opisał zajście i żądałem zdania.../
I tego czynić nie potrzeba było,/
Prawda, bom wiedział wprzód, że patryjarcha/
Jest niegodziwcem... Czyż nie mogłem z wami/
Mówić otwarcie?... Czyż mi wolno było/
Narażać dziewczę na utratę ojca/
Takiego, jakim wy jesteście? ... Trudno!.../
Sam patryjarcha swą niegodziwością,/
Której utaić nie potrafi, prędko/
Zwrócić mnie umiał na właściwą drogę../
Bo posłuchajcie mnie, Natanie!... Dajmy,/
Że jest mu znanym wasze imię!.. Cóż stąd?/
Może dziewczynę wam odebrać wtedy,/
Jeżeli tylko waszą jest, niczyją/
Więcej. Z waszego domu do klasztoru/
Zabrać ją może, a więc mnie ją dajcie!.../
Mojej mi żony nie zabierze!... Dajcie,/
Mnie ją oddajcie! Prędko!... Czy jest waszą/
Córką, czy nie jest, czy jest chrześcijanką,/
Czy też Żydówką, czy bez żadnej wiary.../
To wszystko jedno!... Ja was ani teraz,/
Ani też nigdy o to w moim życiu/
Pytać nie będę... Jak jest, tak niech będzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc wam się zdaje, że mi tak zależy/
Na ukrywaniu prawdy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niech tak będzie,</wers_cd>/
Jak jest.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja przecież ani do was, ani</wers_cd>/
Do kogokolwiek, co ma do niej prawo,/
Nie zaprzeczyłem, że jest chrześcijanką,/
I że jest tylko mą wychowanką.../
Żem zaś nie odkrył tego, z tego liczbę/
Jej jestem winien tylko.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nawet przed nią</wers_cd>/
Wyjawiać tego nie potrzebujecie!/
Pozwólcie, żeby nic jej nie zmuszało/
Inaczej na was patrzeć, jak na ojca!/
Służy wam jeszcze nad nią cała władza,/
Więc mnie ją dajcie!... Błagam was, Natanie,/
Mnie ją oddajcie!... Ja ją tylko mogę/
I pragnę po raz drugi uratować!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak jest, wy byście byli mogli, ale/
Już nie w tej chwili... Teraz już za późno!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? Za późno?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dzięki patryjarsze...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Patryjarsze? Dzięki?... Dzięki? Za co?/
On by zasłużyć mógł na wasze dzięki?.../
Jakim sposobem?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bo przez niego wiemy,</wers_cd>/
Czyją jest krewną, wiemy, w czyje ręce/
Z całą pewnością może być wydaną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Niech mu dziękuje za to ten, kto będzie/
Mógł mu dziękować za coś więcej.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz</wers_cd>/
Z tych rąk możecie dostać ją, nie z moich.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O biedna Recho! Jakiż los cię ściga!.../
Co by dla innych sierot szczęściem było,/
Nieszczęściem staje się dla ciebie... Gdzie są,/
Natanie, gdzie są owi krewni?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Gdzie są?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I kim są oni?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jest brat, od którego</wers_cd>/
Zależeć będzie ręka jej...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Brat? Kto jest</wers_cd>/
Tym bratem?... Żołnierz? Kapłan? Niech się dowiem,/
Czego się mam spodziewać!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak ja sądzę,</wers_cd>/
Nie jest tym ani owym, albo może/
Jest tym i owym... Ja go zresztą jeszcze/
Nie znam tak dobrze...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I cóż więcej?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Człowiek</wers_cd>/
Zacny, i Recha pod opieką jego/
Szczęśliwą pewnie będzie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To chrześcianin!...</wers_cd>/
Ja czasem nie wiem, co mam o was myśleć.../
Nie chciejcie tego za złe brać, Natanie!.../
Czyż w pośród chrześcian żyjąc, nie zostanie/
Zmuszoną także grać chrześcianki rolę?../
Czyż się nie przejmie nią, gdy ją odgrywać/
Będzie zbyt długo?... Czy zdrowego ziarna,/
Któreście sieli, kąkol nie zagłuszy?.../
I o to wy się tak troszczycie mało?.../
I nie zważając na to, powiadacie,/
Że jej u brata będzie dobrze?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest,</wers_cd>/
Tak myślę; zresztą gdyby jej u niego/
Czego zabrakło, czyż mnie i was nie ma?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O! Czegóż może braknąć jej u brata?.../
Czyż jej braciszek nie nakarmi, czyż jej/
Nie zaopatrzy w stroje i łakocie?.../
A czegóż więcej dla siostrzyczki trzeba?.../
Ach! Prawda! Jeszcze męża!... No, i tego,/
Znajdzie brat dla niej w końcu, a im będzie/
Bardziej chrześciańskim, tym się lepszym wyda!.../
Natanie! Z waszych rąk aniołem wyszła,/
A tam jej duszę szpecić będą inni!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ja nie obawiam się!... Miłości naszej/
Zawsze zostanie godną!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak nie mówcie!</wers_cd>/
O mej miłości tak nie mówcie! Ja jej/
Udać nie umiem, nie, ani na chwilę.../
Ale czekajcie!... Czy się ona może/
Domyślać, co się ma z nią stać?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ha! Kto wie,</wers_cd>/
Choć nie wiem, skąd by...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A więc wie, czy nie wie</wers_cd>/
O tym, co losom jej zagraża, musi/
Z ust moich także to usłyszeć!... Zamiar/
Niezobaczenia jej, aż kiedy będę/
Mógł ją zwać moją, zmieniam, cofam!... Śpieszę...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czekajcie! Dokąd?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Do niej! Tam się dowiem,</wers_cd>/
Czy ta dziewczęca dusza dość jest męską,/
Aby się mogła na krok godny siebie/
Odważyć?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Na krok jaki?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Żeby o was,</wers_cd>/
Ani o swego brata nie pytała,/
Nie dbała więcej...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I poszła za mną,</wers_cd>/
Chociażby miała przez to zostać żoną/
Muzułmanina!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Stójcie! Nie znajdziecie</wers_cd>/
Jej w domu, jest u Sitty, u sułtana/
Siostry...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dlaczego? Odkąd?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jeśli chcecie.</wers_cd>/
Zastać tam z nią jej brata, chodźcie ze mną...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Brata czyjego? Sitty czy też Rechy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ich obu może!... Chodźcie, chodźcie, proszę!
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi, wyprowadzając go.</didaskalia>

<didaskalia>Zmiana. Harem <osoba>Sitty</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Sittah</osoba>, <osoba>Recha</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>w dalszym ciągu rozmowy</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Jakże się cieszę tobą, dziewczę lube! .../
Lecz tak spłoszona nie bądź, tak trwożliwa!.../
Rozpogódź czoło, bądź rozmowną, ufną...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Księżniczko!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie! Nie! Nie zwij mnie księżniczką!</wers_cd>/
Nazwij mnie Sittą, przyjaciółką, siostrą,/
Mateczką twoją. Mogłabym, jak sądzę,/
Być nią!... Tak młoda jesteś, tak rozsądna,/
Ile ty rzeczy umiesz! Coś ty pewno/
Już przeczytała!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja?... Żartujesz, Sitto,</wers_cd>/
Z swej młodej siostry... Ja zaledwie umiem/
Czytać!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zaledwie umiesz! O! Kłamczyni!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cokolwiek pismo ojca mego... Ale/
Myślałam, że o książkach mówisz...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest,</wers_cd>/
O książkach.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1411211450212-1384258154"/><motyw id="m1411211450212-1384258154">Książka</motyw>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Książki trudno mi jest czytać.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Doprawdy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest. Ojciec mój nie lubi</wers_cd>/
Mądrości z książek zaczerpniętej, która/
Martwymi znaki<pe><slowo_obce>znaki</slowo_obce> --- dzis popr. forma N.lm: znakami.</pe> zbyt się słabo wpaja/
W umysł.<end id="e1411211450212-1384258154"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co mówisz?... Ha! Ma słuszność może,</wers_cd>/
Lecz wiadomości twe...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Te zaczerpnęłam</wers_cd>/
Z ust jego własnych, i przy każdej prawie/
Mogę wymienić, z jakich przyczyn, kiedy,/
Gdzie, w jaki sposób on mi jej udzielił.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
W ten sposób wiedza łatwo się udziela,/
A nauczyciel uczy duszą całą.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pewno i Sittah nie czytała dużo,/
Lub wcale?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?... Wprawdzie się nie chlubię,</wers_cd>/
Że nie tak było, ale powiedz, czemu/
Tak sądzisz?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jesteś taka szczera, taka</wers_cd>/
Otwarta, taka naturalna...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż stąd?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ojciec powiada, że takimi rzadko/
Nas zostawiają książki... tak powiada/
Ojciec.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Och! Ten twój ojciec, jakiż to jest</wers_cd>/
Człowiek!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nieprawdaż? ...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak on zawsze bliskim</wers_cd>/
Jest prawdy!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawda?... I takiego ojca...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co ci jest, Recho droga?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I takiego</wers_cd>/
Ojca...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O Boże! Płaczesz!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I takiego</wers_cd>/
Ojca... Ach! Muszę to powiedzieć! Muszę!.../
Serce me pragnie wylać boleść swoją...</strofa></kwestia>

<didaskalia>Zalana łzami pada do nóg <osoba>Sitty</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co ci jest, Recho?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I takiego ojca</wers_cd>/
Ja mam... mam... stracić!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ty? Masz stracić ojca?...</wers_cd>/
Jak to?... Spokojną bądź!... Nie, nigdy!... Powstań...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Och! Ty daremnie moją przyjaciółką/
I moją siostrą być nie chciałaś!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jestem,</wers_cd>/
Jestem twą siostrą, przyjaciółką, ale/
Powstań, bo zwołam ludzi!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>odzyskuje moc nad sobą i wstaje</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przebacz! Przebacz!</wers_cd>/
W boleści mojej zapomniałam o tym,/
Kim jesteś... Wobec Sitty nie przystoją/
Jęki i rozpacz!... Zimny tylko rozum,/
Spokojny, może zrobić wszystko! Czyjej/
On sprawy broni, ten zwycięża...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż więc?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie! Przyjaciółko moja, moja siostro,/
Ty nie pozwalaj na to, nie pozwalaj,/
By mi innego narzucano ojca!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ojca innego ci narzucić? Tobie?/
Któż by mógł? Któż by pragnął tego, dziecię?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Kto?... moja dobra... niepoczciwa Daja.../
I chce... i może... Tak... ale ty nie znasz/
Tej niepoczciwej... dobrej Dai... Boże!/
Przebacz jej! Ty ją nagródź za to!... Tyle/
Dobrego, tyle złego mi zrobiła!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tyle zrobiła złego? O! To pewnie/
Dobrego w niej niewiele...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wiele, bardzo</wers_cd>/
Wiele!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Któż ona jest?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chrześcianka, która</wers_cd>/
<begin id="b1411211863018-1284135376"/><motyw id="m1411211863018-1284135376">Dziecko, Religia</motyw>W dzieciństwie moim mnie pielęgnowała,/
Pielęgnowała tak troskliwie!... Nie chcesz/
Mi wierzyć?... Dzięki jej, nie czułam braku/
Matki. Nagrodzić racz ją za to, Boże!.../
Lecz tak straszyła mnie, tak mnie męczyła!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak? Czym?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach! Biedna Daja!... już mówiłam,</wers_cd>/
Że jest chrześcianką, więc z miłości musi/
Dręczyć... należy do tych marzycieli,/
Którym się zdaje, że poznali jednę,/
Jedyną drogę, co do Boga wiedzie.
<end id="e1411211863018-1284135376"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Teraz pojmuję!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I dlatego sądzą,</wers_cd>/
Że obowiązkiem ich każdego zwracać/
Na ową drogę. Jest to naturalne,/
Bo jeśli wierzą, że to jest jedyna,/
Prawdziwa droga, jakże pozostawiać/
Mogą na innej swych przyjaciół, którzy/
Dążą do zguby i do potępienia?.../
Chyba musieliby tych samych ludzi/
Kochać, a razem nienawidzić. Toteż/
Nie o to się dziś skarżyć na nią głośno/
Jestem zmuszona... Łkania jej, przestrogi,/
Groźby, modlitwy, chętnie bym znosiła/
I nadal jeszcze, bo gdym ich słuchała,/
Dobre się myśli po mej głowie snuły.../
I komuż wreszcie by to nie schlebiało,/
Że dla istoty innej jest tak drogim,/
Iż ta istota drży z obawy, aby/
W wieczności odeń nie być odłączoną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To prawda...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ale... tego już za wiele,</wers_cd>/
Tego odeprzeć niczym już nie mogę,/
Ani słowami, ani cierpliwością.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Czego?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tego, co mi, jak powiada,</wers_cd>/
Teraz dopiero wyjawiła.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1411212331293-3579919764"/><motyw id="m1411212331293-3579919764">Świątynia</motyw>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, właśnie teraz, kiedyśmy z nią tutaj.../
Koło opuszczonej przechodziły/
Świątyni chrześcian. Ona nagle staje,/
Zdaje się walczyć z sobą, wilgotnymi/
Oczyma patrzy w niebo, to znów na mnie.../
Chodź --- mówi wreszcie --- tędy, przez ten kościół/
Pójdziemy prosto... Idę, z dreszczem patrzę/
Na rozpadnięte ściany... Ona staje.../
Widzę, że jestem na zwalonych stopniach/
Ołtarza, który mchem już porósł. Co się/
Działo tam ze mną, kiedy ona nagle,/
Łzy rzewne lejąc, załamując ręce,/
Do stóp mych padła...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Biedne dziecię!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kiedy</wers_cd>/
Na Boga, co tam tylu modłów słuchał,/
I tyle cudów czynił, zaklinała/
Mnie... ze współczuciem zaklinała, abym/
Miała nad sobą litość, lub przynajmniej/
Jej przebaczyła to, że jest zmuszoną/
Odkryć przede mną, jakie prawa do mnie/
Ma jej religia... Kościół...<end id="e1411212331293-3579919764"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>do siebie</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nieszczęśliwa! ...</wers_cd>/
Jam to przeczuła!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Żem ja z krwi chrześciańskiej...</wers_cd>/
Że jestem chrzczona... że nie jestem córką/
Natana!... że on nie jest moim ojcem!.../
O Boże! Boże!... on mym ojcem nie jest!.../
Sitto! Ach! Sitto! Jam u nóg twych znowu...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Recho! Nie! Powstań! Mój brat! Powstań, Recho!...</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Też same</osoba>, <osoba>Saladyn</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cóż to się stało, Sitto?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jest w rozpaczy,</wers_cd>/
O Boże!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Któż to?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przecież wiesz...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To córka</wers_cd>/
Natana! Co jej?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przyjdź do siebie, dziecię!</wers_cd>/
Sułtan!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>czołgając się na kolanach, ze spuszczoną głową, do stóp <osoba>Saladyna</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie wstanę! Nie! Nie wstanę wprzódy!</wers_cd>/
Nie spojrzę wprzódy w to oblicze, które/
Sprawiedliwości i dobroci bożej/
Jest nam odblaskiem...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wstań!... wstań!...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Aż przyrzecze...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wstań! Wstań, przyrzekam wszystko, co chcesz...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Że mi</wers_cd>/
Zostawią ojca mego, a mnie jemu!.../
Nie wiem dotychczas, kto chce być mym ojcem,/
I kto chcieć może... Nie chcę tego wiedzieć!.../
Bo czyż krew tylko czyni ojcem?... Czyliż/
Krew tylko?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>podnosząc ją</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz zrozumiałem! Któż to</wers_cd>/
Był tak okrutny, że mógł tobie samej,/
Mógł tobie samej mówić takie rzeczy?.../
Czyż to sprawdzone?... dowiedzione?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak się</wers_cd>/
Zdaje, bo Daja mówi, że od mamki/
Mojej wie o tym.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Od twej mamki?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Która</wers_cd>/
Konając, wyznać miała jej...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Konając! ...</wers_cd>/
I bezprzytomna może!... Choćby wreszcie/
Prawdą to było, to krew, krew jedynie/
Nie czyni jeszcze ojcem... Co najwięcej/
Zwierzęcia ojcem czyni, co najwięcej/
Nadaje pierwsze prawo do nabycia/
Tego imienia... Więc się nie bój, dziecię!.../
Skoro dwóch ojców spiera się o ciebie,/
Porzuć ich obu, weź trzeciego... mnie weź/
Za swego ojca!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Uczyń tak, ach! Uczyń!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja będę dobrym ojcem, bardzo dobrym.../
Ale poczekaj! Mam myśl jeszcze lepszą!.../
Co ci po ojcach?... Oni umierają!/
Lepiej obejrzyj się za takim, kto by/
Mógł żyć tak długo, jak ty... Czy takiego/
Nie znasz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Rumienić się ją zmuszasz!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tego</wers_cd>/
Właśnie pragnąłem. Bo rumieniec nawet/
Brzydką twarz piękną czyni, czyżby pięknej/
Nie miał piękniejszą jeszcze zrobić?... Właśnie/
Natana, ojca twego, czekam tutaj,/
I kogoś jeszcze... Czy zgadujesz, kogo?.../
Tutaj... wszak na to mi pozwolisz, Sitto?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Bracie!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przed tamtym, lube dziewczę, pewno</wers_cd>/
Jeszcze się bardziej zarumienisz...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przed kim?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oh! Obłudnico!... No, no, zblednij, zblednij,/
Jeśli potrafisz i chcesz.</strofa>
<didaskalia>Wchodzi niewolnica i zbliża się do <osoba>Sitty</osoba>.</didaskalia><strofa>
<wers_cd>Czy to oni?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dobrze, niech przyjdą. Tak, to oni, bracie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA VIII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Ciż sami</osoba>, <osoba>Natan</osoba>, <osoba>Templariusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Moi drodzy przyjaciele! Tobie/
Tobie, Natanie, muszę przede wszystkim/
Powiedzieć, że już kiedy tylko zechcesz,/
Możesz odebrać, coś mi dał...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sułtanie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ja teraz nawet mógłbym ci sam służyć...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Sułtanie!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przyszła karawana. Jestem</wers_cd>/
Taki bogaty, jak nie byłem dawno./
Powiedz mi, może ci potrzeba złota/
Na jakie wielkie przedsięwzięcie? Wiem ja,/
Że i wy kupcy czasem nie miewacie/
Gotówki nazbyt wiele.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I dlaczegóż</wers_cd>/
Otej drobnostce mówisz najprzód? Mam tu/
Oko złzawione, które mi jest pilno/
Osuszyć!
</strofa>
<didaskalia>Zbliża się do <osoba>Rechy</osoba>.</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Recho! Tyś płakała!... Co ci?</wers_cd>/
Przecieżeś jeszcze moją córką!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ojcze!...</wers_cd>/
Mój ojcze!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dosyć!... Wzajem pojmujemy</wers_cd>/
Siebie. Wesołą bądź, spokojną!... Jeśli/
Twe serce twoim jeszcze jest, jeżeli/
Nic mu innego nie zagraża, ojciec/
Twój jeszcze twym jest ojcem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nikt! Nikt inny!...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nikt inny! Zatem byłem w błędzie! Czego/
Nie obawiamy się utracić, tego/
Nie posiadaliśmy i nie pragniemy!.../
Dobrze! Tak! Dobrze!... To rzecz całą zmienia,/
Natanie, to rzecz zmienia!... Saladynie!/
Przybyliśmy na twe wezwanie, ale/
W błąd wprowadziłem cię. Już nie potrzeba,/
Żebyś się trudził.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak porywczo znowu</wers_cd>/
Działasz, młodzieńcze! Czyliż ma ci wszystko/
Iść w ręce samo? Chęci twe zgadywać?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Widziałeś przecież sam, sułtanie, przecież/
Słyszałeś!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest. Ale to niedobrze,</wers_cd>/
Żeś tak niepewny był swej sprawy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz</wers_cd>/
Jestem jej pewny!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kto zbyteczne prawa</wers_cd>/
Rości z powodu najlepszego czynu,/
Ten czyn ów cofa... To, coś wyratował,/
Nie jest własnością twoją, bo inaczej/
Zbójca, którego chciwość w płomień rzuca,/
Byłby podobnym tobie bohaterem.</strofa>
<didaskalia>Zbliża się do <osoba>Rechy</osoba>.</didaskalia>
<strofa>
Chodź, moje dziecię, chodź!... Nie bądź zbyt srogą!.../
Gdyby on mniej był dumnym, zapalonym,/
Byłby cię pewno nie ratował... Niechże/
Jedno za drugie mu się liczy... Chodź więc,/
Zawstydź go! Uczyń to, co należało/
Uczynić jemu... Wyznaj mu swą miłość,/
Oddaj się jemu, a jeżeli tobą/
Pogardzi, albo jeśli kiedykolwiek/
Zapomni o tym, że już przez to samo/
Więcej dla niego czynisz, niż on zrobił/
Dla ciebie... Bo cóż zrobił on dla ciebie?.../
Trochę okopcił się?... i cóż to znaczy?.../
Jeśli zapomni o tym, to w nim nie ma/
Duszy Assada... Jego tylko maskę/
Ma, a nie serce! Chodź więc!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Idź, idź, dziecię!</wers_cd>/
Dla twej wdzięczności i to poświęcenie/
Niczym się wyda!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wstrzymaj się, sułtanie!...</wers_cd>/
Wstrzymaj się, Sitto!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czemuż?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ktoś tu jeszcze</wers_cd>/
Ma prawo mówić!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Któż zaprzecza temu?...</wers_cd>/
Tak... przybranemu ojcu służy prawo/
Mówić, najpierwsze nawet, jeśli zechcesz.../
Słyszysz?... o wszystkim wiem już!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie o wszystkim! ...</wers_cd>/
Ja nie o sobie mówię. Jest kto inny,/
Wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe> kto inny. Temu, Saladynie,/
Głos przede wszystkim udziel.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Któż to?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Brat jej!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Brat Rechy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Brat mój? Więc mam brata?...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>budząc się z zadumy</didaskalia>
<kwestia><strofa>Gdzie? Gdzie on? Gdzie ten brat? Więc jeszcze nie tu?/
Mieliśmy go tu zastać!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cierpliwości!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>z największą goryczą</didaskalia>
<kwestia><strofa>Potrafił ojca jej narzucić!... Miałby/
Brata nie znaleźć?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Znowu cios chybiony!...</wers_cd>/
Chrześcijaninie! Takie podejrzenie/
Nędzne, Assada ust by nie splamiło!.../
Dobrze! Bądź takim dalej! ...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przebacz mu to,</wers_cd>/
Sułtanie! Ja mu chętnie to przebaczam.../
Któż wie, jak w miejscu jego, w jego wieku/
Postępowalibyśmy? ...</strofa>
<didaskalia>zbliżając się do niego, przyjaźnie</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Naturalna</wers_cd>/
To rzecz, <begin id="b1411214117365-3906084121"/><motyw id="m1411214117365-3906084121">Imię</motyw>rycerzu... gdybyście mi byli/
Od razu chcieli wyznać swe prawdziwe/
Nazwisko...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie jesteście Stauffen.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Któż zatem jestem?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie jesteście Kurdem</wers_cd>/
Von Stauffen.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kimże jestem?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Imię wasze</wers_cd>/
Leon von Filneck.
<end id="e1411214117365-3906084121"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Was to dziwi?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zapewne! Któż tak twierdzi?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja tak twierdzę,</wers_cd>/
I wiele jeszcze rzeczy twierdzić mogę,/
Choć nie oskarżam was o kłamstwo...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Być może także, że i tamto imię/
Nosicie prawnie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak i mnie się zdaje...</wers_cd>
</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa>
To Bóg mu natchnął te wyrazy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wasza</wers_cd>/
Matka z Stauffenów pochodziła rodu./
Jej brat, a wuj wasz, który was wychował,/
I u którego was pozostawili/
Wasi rodzice w Niemczech, gdy ich ostry/
Klimat wypędził stamtąd, ten w istocie/
Zwał się von Stauffen, ten miał Kurd na imię,/
I jako syna mógł was adoptować.../
Czyście od dawna z nim się rozłączyli?/
Czy żyje jeszcze?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż wam powiem na to?</wers_cd>/
Natanie! Prawda, co mówicie! Tak jest!/
Lecz on nie żyje. Ja przybyłem tutaj/
Wraz z ostatnimi posiłkami, które/
Nasz zakon ściągnął z Europy... Ale/
Jakiż to związek mieć by mogło z bratem/
Rechy?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wasz ojciec...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak to? Więc i jego</wers_cd>/
Znaliście?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Był on moim przyjacielem.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Był przyjacielem waszym? Czy podobna,/
Natanie?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zwał się Wolf von Filneck, Niemcem</wers_cd>/
Jednakże nie był.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc i o tym wiecie?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tylko żonaty z Niemką, matką waszą,/
Krótki czas tylko w Niemczech z nią przebywał.../
Następnie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ani słowa więcej? Błagam</wers_cd>/
Was o to!... Ale mówcież, gdzież ten/
Brat Rechy?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bratem Rechy wy jesteście!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ja?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>On mym bratem?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To rodzeństwo?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Oni</wers_cd>/
Rodzeństwo?...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>zbliżając się do <osoba>Templariusza</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ah! mój bracie!...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>cofając się</didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja jej bratem!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>RECHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>wstrzymując się i zwracając do <osoba>Natana</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>To być nie może! Nie! Bo jego serce/
Nic o tym nie wie!... Boże! My jesteśmy/
Oszuści!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Templariusza</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to? To oszuści?... Czyliż</wers_cd>/
Możesz tak myśleć?... Ty tak myślisz?... Chyba/
Tyś sam oszustem, bo jest kłamstwem w tobie/
Wszystko: postawa, głos i twarz!... Nie uznać/
Podobnej siostry! Idź!..</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>zbliżając się do niego z pokorą</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>O! Źle nie tłumacz</wers_cd>/
Mego zdziwienia, Saladynie! W chwili/
Takiej zapewne nigdy nie widziałeś/
Swego Assada, a więc nie potępiaj/
Mnie, ani jego!</strofa>
<didaskalia>śpiesząc do <osoba>Natana</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Coście mi zabrali,</wers_cd>/
To oddajecie pełną dłonią!... Więcej/
Dajecie nawet, niżeście mi wzięli!/
Tak! Nieskończenie więcej!..</strofa>
<didaskalia>ściskając <osoba>Rechę</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Siostro moja!</wers_cd>/
O siostro! Siostro moja! Recho!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Blanda</wers_cd>/
Von Filneck!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Blanda! Blanda! Więc nie Recka?</wers_cd>/
Nie wasza Recha? Więc ją odpychacie?.../
Więc jej dajecie znów chrześciańskie imię?.../
Czyż to z przyczyny mojej?... O Natanie!.../
Czemuż ma za to cierpieć ona? Ona?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co znów?... O dzieci moje! Moje dzieci!.../
Czyż brat mej córki nie jest także moim/
Synem... jeżeli chce...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>pozostawiając ich we wzajemnych uściskach, zbliża się ze zdumieniem i niepokojem do <osoba>Sitty</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co powiesz, siostro?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jestem wzruszona!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mnie przejmuje drżeniem</wers_cd>/
Myśl, że doznamy większych jeszcze wzruszeń./
Przygotuj umysł do nich, jeśli możesz.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jak to?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Natanie! Jeszcze słowo! Słowo!</wers_cd></strofa>
<didaskalia>Przystępuje do <osoba>Natana</osoba> i rozmawia z nim po cichu; tymczasem <osoba>Sittah</osoba> zbliża się do rodzeństwa z oznakami współczucia</didaskalia>
<strofa>
Słuchaj, Natanie, czyliż nie mówiłeś...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czego?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Że ojciec Rechy nie był z rodu</wers_cd>/
Niemcem... Któż zatem był i skąd pochodził?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tej tajemnicy nigdy mi nie zwierzył,/
Z ust jego nie wiem o tym...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ale nie był</wers_cd>/
Z Zachodu? Frankiem?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Z tym się nie ukrywał!</wers_cd>/
Najchętniej mówił mową perską.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Perską?</wers_cd>/
Perską? I czegóż więcej jeszcze trzeba?.../
To on!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kto?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Brat mój! Tak jest! On! Mój Assad</wers_cd>/
Z pewnością.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Skoro sam na domysł wpadasz,</wers_cd>/
To w tej książeczce znajdziesz potwierdzenie.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Oddaje mu książeczkę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>otwierając ją szybko</didaskalia>
<kwestia><strofa>
A! Jego pismo! Także je poznaję!...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NATAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nic jeszcze nie wiesz! Od twej woli tylko/
Zawisło<pe><slowo_obce>zawisnąć</slowo_obce> (daw.) --- zależeć.</pe>, czego chcesz się stąd dowiedzieć!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>przejrzawszy książeczkę</didaskalia>
<kwestia><strofa>Co? Ja bym nie chciał dzieci mego brata/
Uznać za moją krew, za moje dzieci?/
Ich bym nie uznał? Tobie je zostawił?/
To one, Sitto, tak, to one! One!/
Tak! To są moje... mego brata dzieci!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Rzuca się w ich objęcia.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<didaskalia>podobnież</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Co słyszę?... Ale mogłoż być inaczej?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Templariusza</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>
Teraz, uparty chłopcze, musisz, musisz/
Mnie kochać!
</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Rechy</osoba></didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Chcesz, czy nie chcesz, czym być chciałem,</wers_cd>/
Jestem dla ciebie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SITTAH</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak! I ja, me dzieci!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Templariusza</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>
Synu! Mój synu! Mój Assadzie! Synu/
Mego Assada!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEMPLARIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja z twej krwi pochodzę!</wers_cd>/
A więc te bajki, które mi prawiono/
W dzieciństwie moim, nie snem tylko były!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Pada mu do nóg.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SALADYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>podnosząc go</didaskalia>
<kwestia><strofa>
Patrzcie! Niedobry! Więc coś słyszał o tym,/
I swym mordercą chciał mnie zrobić! Czekaj!
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Ściskają się w milczeniu. Zasłona spada.</didaskalia>

</dramat_wierszowany_l></utwor>