<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/lambro/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Słowacki, Juliusz</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Lambro</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kwiatkowska, Katarzyna</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dyja, Anna</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Powieść poetycka</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/lambro</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.polona.pl/dlibra/doccontent2?id=9317</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Juliusz Słowacki, Liryki i powieści poetyckie, wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1974</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Juliusz Słowacki zm. 1849</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1920</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2010-03-24</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/1750.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wood Railing, Steve Snodgrass@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/1750</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/lambro.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0937-6</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/lambro.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1905-4</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/lambro.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2860-5</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/lambro.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3933-5</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/lambro.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5019-4</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema.main>DC.WL-PP</category.thema.main>
    <category.thema>1DXG</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<liryka_l>

<autor_utworu>Juliusz Słowacki</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Lambro</nazwa_utworu>

<podtytul>Powstańca grecki<pe><slowo_obce>powstańca grecki</slowo_obce> --- bohaterem tytułowym jest powstaniec, który brał udział w walkach wyzwoleńczych Greków przeciw Turkom w latach 70. XVIII w. Utwór nawiązuje również do powstania z lat 1821--30, które doprowadziło do ogłoszenia niepodległości Grecji.</pe></podtytul>

<nota><akap>Powieść poetyczna w dwóch pieśniach</akap></nota>




<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial>Pieśń pierwsza</naglowek_rozdzial>

<motto>
<strofa>... Should we again provoke/
Our stronger, some worse way his wrath may find/
To our destruction; if there be in hell/
Fear to be worse destroy'd.....<pe><slowo_obce>Should we again (...) destroy'd...</slowo_obce> (ang.) --- Gdybyśmy znów wyzwali wroga silniejszego od nas, jego gniew mógłby znaleźć jakiś gorszy sposób zniszczenia nas, jeśli w piekle można obawiać się gorszego zniszczenia (<tytul_dziela>Raj utracony, Pieśń II</tytul_dziela>).</pe></strofa></motto><motto_podpis>Milton</motto_podpis>




<naglowek_podrozdzial>I</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety><begin id="b1265565142786"/><motyw id="m1265565142786">Morze, Woda</motyw>Falo błękitna, kołysz łódkę Greka,</wers_wciety>/
Niech mu po morzu ściele księżyc złoty/
Ścieżki obłędne, niech przed nim ucieka,/
Gdy po tej drodze puści żaglów loty;/
Kołysz go, falo, i łódkę Majnoty/
W samotną morza obłąkaj krainę<end id="e1265565142786"/>,/
I tam mu powiedz: ,,Ja nosiłam floty/
Na moich skrzydłach aż pod Salaminę<pe><slowo_obce>Salamina</slowo_obce> --- wyspa na M. Śródziemnym, przy której rozegrała się zwycięska dla niewielkiej floty gr. bitwa z Persami w 480 r. p.n.e.</pe>;/
Płynęłam taką, jaką dzisiaj płynę".</strofa>


<strofa><wers_wciety>W Archipelagu zanieś go ostrowy<pe><slowo_obce>ostrów</slowo_obce> (daw.) --- wyspa; szczególnie porosła roślinnością wyspa na rzece.</pe>.</wers_wciety>/
Tam góry chmurą owiane błękitną,/
Na górach kolumn potrzaskane głowy;/
Nad nimi wiecznie kwitnie laur różowy,/
Pomarańczowe drzewa wiecznie kwitną/
I śniegiem kwiatów zasypują gruzy.</strofa>


<strofa><wers_wciety><begin id="b1265565211245"/><motyw id="m1265565211245">Cierpienie</motyw>A ludzie --- cierpią, że umrzeć nie śmieli;</wers_wciety>/
Twarz ich boleści rysem naznaczona./
Gdyby tu błysnął dawny wzrok Meduzy<pe><slowo_obce>Meduza</slowo_obce> (mit. gr.) --- stwór, którego spojrzenie zamieniało w kamień.</pe>,/
Gdyby ci ludzie, jak są, skamienieli,/
Ileż by nowych posągów przybyło,/
Łamanych wiecznym bólem Laokona<end id="e1265565211245"/><pe><slowo_obce>Laokon</slowo_obce> (mit. gr.) --- właśc. Laokoon, zabity przez dwa węże morskie w zemście Apolla; zmaganie się Laokoona z wężami stanowi często wykorzystywany motyw w sztuce.</pe>./
Tu nad pomników i ludzi mogiłą/
Księżyc posępny płynie co wieczora./
Gdy góry światłem błękitnym przeniknął,/
Mgły zasłonami doliny ośnieżył,/
Szuka posągów, które widział wczora<pe><slowo_obce>wczora</slowo_obce> (daw.) --- dziś: wczoraj.</pe>,/
Do których twarzy wiekami przywyknął;/
Blady --- jak starzec, co na ziemi przeżył/
Zagasłe, mrące co dnia dzieci koło;/
Gdy wszyscy padną, gdy ostatni padnie,/
Tak ma wiekami wyniszczone czoło,/
Że się nie chmurzy żalem ani bladnie,/
I nikt cierpienia z twarzy nie odgadnie.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>II</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Archipelagu wysp wieniec różowy</wers_wciety>/
Lekkich kaików<pe><slowo_obce>kaik</slowo_obce> (z tur.) --- wąska, lekka łódka turecka.</pe> przerzynają wiosła./
Jak dawne nimfy, tak dziś te ostrowy,/
Przed tureckimi uciekając gwałty,/
Odmienne pierwszym biorą na się kształty./
Jak niegdyś Dafne<pe><slowo_obce>Dafne</slowo_obce> (mit. gr.) --- nimfa zmieniona w drzewo wawrzynu.</pe> w liść lauru porosła,/
Tak dzisiaj Hydra<pe><slowo_obce>Hydra</slowo_obce> (mit. gr.) --- jadowity potwór w postaci węża o wielu głowach.</pe> zielona laurami./
Ipsara skalnym błyszczy stroma brzegiem,/
Podobna córce głazowej Tantala<pe><slowo_obce>Tantal</slowo_obce> (mit. gr.) --- syn Zeusa i Omfale, za zdradzanie boskich sekretów strącony do Tartaru, gdzie nad jego głową chwiał się głaz, grożąc śmiercią.</pe><pa><slowo_obce>Podobna córce głazowej Tantala,/
Gdy</slowo_obce> (...) --- Te cztery wiersze są tłumaczeniem z <tytul_dziela>Antygony</tytul_dziela> Sofoklesa.</pa>,/
Gdy pod nią śnieżna rozbija się fala,/
Wiecznie od czoła wieńczonego śniegiem/
Kryształowymi upłakana łzami.</strofa>


<strofa><wers_wciety><begin id="b1265565257204"/><motyw id="m1265565257204">Miasto</motyw>Ipsarskie<pe><slowo_obce>Ipsara</slowo_obce> --- wyspa na M. Egejskim; mieszkańcy brali udział w powstaniu greckim w 1821, później wojska tur. dokonały na nich rzezi.</pe> miasto, jak dłutem snycerza<pe><slowo_obce>snycerz</slowo_obce> --- rzeźbiarz w drewnie lub kamieniu.</pe></wers_wciety>/
Ze skał ciemnego łona wydobyte,/
Barwy ma szare, od tła nieodbite/
I lasem masztów na poły schowane./
Gdzieniegdzie lekka minaretów wieża/
Niesie pod niebo szczyty ołowiane./
Tam rzędy okien, od łuny zachodu/
Jak mnogie lampy rozpalone, drżące,/
Co chwila bladsze, co chwila gasnące,/
Już zaszły mrokiem --- ale szczyty grodu/
Długo złociste miały słońcem dachy.<end id="e1265565257204"/></strofa>


<strofa><wers_wciety>Ostatnie światło z ciemnością się starło...</wers_wciety>/
Chociaż to miasto na pół obumarło,/
Gwar słychać w mieście --- bo bezludne gmachy/
Głośniejszym odgłos odbijają echem;/
Gwar smutny --- rzadko pomieszany śmiechem/
I tajemniczy jako te odgłosy,/
Które wiatr z martwej muszli wydobywa./
W głębiach haremów<pe><slowo_obce>harem</slowo_obce> (z arab.) --- prywatna część domu, przeznaczona dla kobiet z rodziny.</pe> lśniące perłą rosy/
Palą się róże --- smutno słowik śpiewa;/
Przez szczyty murów na ciche ulice/
Wonnych akacji zwieszają się kwiaty;/
Czasem pochodnia błyśnie spoza kraty;/
Księżyc turbanu olśni bawełnicę<pe><slowo_obce>bawełnica</slowo_obce> (daw.) --- tkanina bawełniana.</pe>./
To Turek dąży w znajomą gospodę,/
Co inne gmachy przenosi wytworem;/
Gdzie wielkie kotły wrącą źródeł wodę/
Leją w kanały złotym dziwotworem;/
Ta z kłębem pary wytryska w fontanny/
I wieczną walkę z zimną siostrą toczy,/
Opryska warem, parą ją omroczy,/
Wprzód nim zezwoli iść do wspólnej wanny./
Tam woń arabskich napojony duchem/
Przechodzi Turek w marmurowe sale;/
Jedna za drugą wiążą się łańcuchem,/
Kłamane dalej w zwierciadeł krysztale./
Tam Grek usłużny obiega wokoło,/
Dla muzułmanów nie szczędzi ukłonu:/
Do ziemi chyląc osiwiałe czoło/
Nalewa mokkę w łono róż z Japonu;/
Potem przed Grekiem stawia czarę z gliny,/
Chowając aspra<pe><slowo_obce>asper</slowo_obce> --- chodzi prawdop. o <slowo_obce>Sonchus asper</slowo_obce>, gatunek mlecza.</pe>, <begin id="b1265565316996"/><motyw id="m1265565316996">Sen, Śmierć</motyw>do czary nalewa/
Napój z makowej tłoczony rośliny,/
Co śmierć sprowadza<pe><slowo_obce>napój (...) co śmierć sprowadza</slowo_obce> ... --- chodzi o opium, które w dużej dawce powoduje śpiączkę i śmierć.</pe> --- jak cień tego drzewa,/
Które usypia snem głębokim zgonu.<end id="e1265565316996"/>/
Mrok spada w dymu stambulskiego chmurze,/
Gdzieniegdzie tylko z Etrusków wazonu/
Widać w połowie wychyloną różę;/
Gdzieniegdzie błyszczą sztyletów głowice;/
Tam nieruchome wyznańców<pe><slowo_obce>wyznańca</slowo_obce> --- dziś: wyznawca.</pe> turbany/
Porosły kołem jak łąk tulipany;/
Nad turbanami palą się księżyce.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>III</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Wchodzi do sali młody Ipsariota,</wers_wciety>/
<begin id="b1265565361239"/><motyw id="m1265565361239">Poeta, Śpiew</motyw>Jak u śpiewaka twarz blada i smutna;/
I na ramieniu miał kapotę z płótna,/
Niegęsto nićmi przetykaną złota./
Widać z gitary --- znać po blasku oka,/
Że z pieśnią sioła i grody przebiega.../
Wnet go tłum Greków dokoła oblega,/
Wypuścił bursztyn wierny syn Proroka./
Greki i Turki zarówno ciekawi,/
Jaki głos śpiewak, jaki lutnia wyda.<end id="e1265565361239"/>/
Czy ich upiorów powieścią zabawi?/
Czy brylantową bajką Alraszyda<pe><slowo_obce>Alraszyd</slowo_obce> --- właśc. Harun al-Raszid, władca muzułmański, bohater ,,Księgi z tysiąca i jednej nocy".</pe>?/
Śpiewak po sali wiódł wzrok obłąkany,/
Jak gdyby liczył tureckie turbany;/
A potem spojrzał w mnogie Greków twarze/
I gdy w nie patrzał --- znalazł dźwięk w gitarze.</strofa>



<srodtytul>Powieść Greka</srodtytul>


<naglowek_podrozdzial>IV</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Małe tu znajdę dla pieśni pokupy<pe><slowo_obce>pokup</slowo_obce> (daw.) --- popyt, zainteresowanie.</pe>,</wers_wciety>/
Miłość ją kraju i rozpacz uprzędły./
Tu zżółkłe twarze --- może serca zwiędły?/
<begin id="b1265565407110"/><motyw id="m1265565407110">Niewola</motyw>Miałem tu znaleźć ludzi --- widzę trupy./
Niezdolni z życia wybić się skonaniem,/
Wyście odważni --- lecz na pół otrucia,/
Wyście przywykli zabijać pół czucia/
I zmartwychwstawać, lecz półzmartwychwstaniem,/
Wiecznie okuci w żelazne ogniwa.<end id="e1265565407110"/>/
<begin id="b1265565432356"/><motyw id="m1265565432356">Poeta</motyw>Pieśń często z kajdan iskry wydobywa;/
Więc będę śpiewał i dążył do kresu;/
Ożywię ogień, jeśli jest w iskierce.<end id="e1265565432356"/>/
<begin id="b1265565462677"/><motyw id="m1265565462677">Zmartwychwstanie</motyw><begin id="b1265565493902"/><motyw id="m1265565493902">Serce</motyw>Tak Egipcjanin w liście z aloesu/
Obwija zwiędłe umarłego serce;/
Na liściu pisze zmartwychwstania słowa;/
Chociaż w tym liściu serce nie ożyje,/
Lecz od zepsucia wiecznie się zachowa,/
W proch nie rozsypie...<end id="e1265565493902"/><end id="e1265565462677"/> Godzina wybije,/
Kiedy myśl słowa tajemną odgadnie,/
Wtenczas odpowiedź będzie w sercu --- na dnie.</strofa>

<strofa><wers_wciety><begin id="b1265565531736"/><motyw id="m1265565531736">Poezja</motyw>Myśl syna pieśni ciemna, niezgłębiona,</wers_wciety>/
Jest jako fala umarłego morza;/
Co jej powierzysz, wnet wyrzuca z łona,/
Lecz barwą ciemnych głębi przyodzieje,/
Da nieśmiertelność kamiennego łoża,/
Kwiat w niej nie tracąc barwy kamienieje./
Lecz jeśli wieszczek nie znajdzie wyrazów,/
W głąb jego serca słuchacz nie dosięga;/
Często podobny sam do zimnych głazów,/
Choć pieśń ognista w myśli się wylęga;/
Często go słuchacz odbiegnie wesoły.../
A pieśń, co ledwo dopłynie połowy,/
Jak mórz zamarłych owoc rubinowy/
Bezpłodne w sobie zamyka popioły.<end id="e1265565531736"/></strofa>


<naglowek_podrozdzial>V</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Niegdyś nam północ miecz podała w dłonie,/
A potem chytra bezsilnych odbiegła<pa><slowo_obce>Niegdyś nam północ miecz podała w dłonie,
A potem chytra bezsilnych odbiegła</slowo_obce> (...) --- Mowa o Katarzynie carowej, która Greków podburzyła do powstania i zdradziła oczekujących od niej pomocy.</pa>./
<begin id="b1265565563501"/><motyw id="m1265565563501">Walka</motyw>Widziałem walkę --- widziałem to błonie,/
Gdzie siła naszych rycerzy poległa./
Ja byłem dzieckiem i patrzałem z chaty.../
Powietrze chmura proporców krajała,/
W tureckich szykach lśnił księżyc bogaty,/
Nad nim dym srebrny wyrzucały działa,/
Stamtąd huk leciał, stamtąd ziemia grzmiała/
I grad pocisków wyrzucały spiże;/
A stąd, zachodnim złocone promieniem,/
W ten dym ognisty szły błękitne krzyże/
Z upornym, z głuchym rozpaczy milczeniem./
Potem je dymy spiżowe pożarły,/
Mignęły w ogniu złote --- i pobladły./
<begin id="b1265565599152"/><motyw id="m1265565599152">Klęska</motyw>Przed nocą wszystkie szeregi wymarły/
I wszystkie krzyże w szeregach upadły.<end id="e1265565599152"/><end id="e1265565563501"/></strofa>


<naglowek_podrozdzial>VI</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Tak się zwycięstwa przeważyły szale...</wers_wciety>/
Lambra tureckie ominęły gromy,/
Wdarł się na skałę --- całą noc na skale,/
Patrzał na groby, na groby bez końca!/
I tak nazajutrz jeszcze nieruchomy/
Błyszczał w promieniach wschodzącego słońca... /
A stamtąd poszedł błąkać się po świecie./
Lecz nie samotny --- znalazł się ktoś drugi,/
Co przy nim giermka podjął się usługi;/
Kto to był taki? --- może odgadniecie.</strofa>


<strofa><wers_wciety>Po długich latach z krainy wygnania</wers_wciety>/
Ujrzał, jak Grecy z wiatrem na wyścigi/
Nieśli po górach hasło zmartwychwstania;/
Pieśń grzmiała w dzwonach --- była to pieśń Rygi<pa><slowo_obce>... była to pieśń Rygi.</slowo_obce> --- Sławny hymn powstańców, napisany przez Rygę, zaczyna się od słów: <slowo_obce>Deute, paides ton Hellenon</slowo_obce>.</pa>./
Ale niedługo Grek o szczęściu marzy,/
Kolejno w siołach milkła pieśń i dzwony,/
Gdzieniegdzie snuł się Kleft<pe><slowo_obce>kleft</slowo_obce> --- powstaniec grecki, członek ruchu oporu w powstaniu 1821--1829.</pe> --- lecz zakrwawiony,/
I z krwią miał rozpacz przysechłą do twarzy./
Płacz, narzekanie wstrząsa Greków chaty,/
Echami skał się rozpłakały łona./
,,Jutro" --- wołają --- ,,na maszcie fregaty/
Haniebną śmiercią młody Ryga skona".</strofa>


<naglowek_podrozdzial>VII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Na dzikich brzegach skalistej Ipsary</wers_wciety>/
Wznosi się klasztor wysoko nad morze;/
Krzyż jego pierwszy wita ranne zorze,/
Ostatnie słońcem złocą się filary./
Koło klasztoru bez czoła kolumny/
Stoją jak palmy pozbawione liści./
Tam mnich pracuje koło własnej trumny,/
Tam od tureckiej uciekł nienawiści.../
Ów dzwon, co dzisiaj ogłasza pacierze,/
Nieraz do broni powoła Majnotę;/
Nieraz od Turków okrążone wieże/
Czoła dział srebrnym uwieńczają dymem,/
Z tych okien błyszczą spiżu paszcze złote/
I mnich pokorny staje się olbrzymem./
Nieraz rozpaczy naglony potrzebą/
Rozwala miną poświęcone ściany;/
Rzekłbyś, że mnich ten chce zdobywać niebo/
Skał odłamami jak dawne Tytany.</strofa>


<strofa><wers_wciety><begin id="b1265565656611"/><motyw id="m1265565656611">Cmentarz</motyw>Na niższych skałach cmentarz muzułmanów,</wers_wciety>/
Czarowny, cichy, pełny drzew i kwiatów,/
I dłutowanych w marmurze turbanów,/
Jak odłam z rajskich oderwany światów/
I przesadzony na skalne urwiska.<end id="e1265565656611"/>/
Tam byłem wczora... Słońce zachodziło.../
Za marmurowe skryty grobowiska,/
Widziałem dwoje ludzi nad mogiłą;/
Widziałem Klefta i Greczynkę młodą./
Ona --- do Peri podobna urodą,/
Jak była piękną, wyraz nie okryśli<pe><slowo_obce>okryślić</slowo_obce> (daw.) --- dziś: określić.</pe>!/
Gdy długo, długo patrzałem w jej lica,/
Kiedy się potem obudziłem z myśli,/
Tak byłem tęskny --- rozmarzony --- smutny,/
Jak gdybym długo patrzał w twarz księżyca./
Snadź, że jej życie był to czas pokutny/
Za całą przeszłość szczęścia pogrzebaną;/
Miała na twarzy smutek --- lecz nie żałość,/
Barwę koralu łzą nie opłukaną;/
Rumieniec tonął w bezpromienną białość,/
I w białych szatach stała między drzewa,/
Wpół przeświecona blaskami zachodu,/
Podobna srebrnej fontannie ogrodu,/
Z której wiatr mgliste warkocze odwiewa.</strofa>


<strofa><wers_wciety><begin id="b1265565686538"/><motyw id="m1265565686538">Rycerz, Strój</motyw>Kleft, znać z ubioru, był kiedyś rycerzem</wers_wciety>/
I wierne rysom członków nosił szaty,/
Piersi jedwabnym zamknięte pancerzem,/
Co się od słońca w różne barwy łamie,/
Wypukło w złote wyszywany kwiaty;/
I miał kapotę rzuconą na ramię,/
Białą jak śniegi --- i pas złotolity,/
Nogę złoconym wiązaną rzemieniem,/
Małą misiurkę<pe><slowo_obce>misiurka</slowo_obce> (z arab.) --- rodzaj hełmu, osłaniającego kark i uszy.</pe>, której aksamity/
Pod kruczych włosów tonęły pierścieniem,/
Na niej w misternie ułożonej zwici<pe><slowo_obce>zwić</slowo_obce> --- tu: splot.</pe>/
Węzeł w złociste rozpadał się nici.<end id="e1265565686538"/></strofa>


<strofa><wers_wciety>Choć stłumionymi przemawiali słowy,</wers_wciety>/
Mogłem dosłyszeć ułamków rozmowy.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>VIII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>,,Lambro! ty w słowach dajesz mi obłudę,</wers_wciety>/
Nie odpowiadasz szczerze, gdy zapytam./
<begin id="b1265565747304"/><motyw id="m1265565747304">Nuda</motyw>Na twoim czole z przerażeniem czytam/ 
Ostatni stopień wszystkich nieszczęść --- nudę./
Blask twego oka nie odbłyska z duszy./
Serce jak brylant, chociaż się rozkruszy,/
W każdym odłamie iskra się zawiesza,/
A każda czystym lśni tęczy promieniem;/
Lecz na twym czole jakiś szatan miesza/
Rozpacz ze śmiechem, śmiech blady z cierpieniem...<end id="e1265565747304"/>/
Ty jesteś z ludzi, których serce żywi/
Łzami --- lub gorzką trucizną laurową./
O! bo też prawda, że my nieszczęśliwi,/
I czasem czuję, że pociechy słowo/
Ma dźwięk szyderczy i na serce spada./
<begin id="b1265565784961"/><motyw id="m1265565784961">Rozpacz, Wspomnienia</motyw>Gdy myślą wracam w przeszłości krainy,/
Widzę, jak przy nas stojąc rozpacz blada/
Czekała szczęściem niepełnej godziny,/
Aby się poznać z nami --- i być z nami.../
Czekała długo --- przyszła, choć nieskora;/
Ze wspólnych myśli jednego wieczora/
Myśmy się w stronę rozbiegli myślami.<end id="e1265565784961"/>/
I dziś mi nie chcesz odkryć serca głębi,/
Milczysz?..." ---</strofa>


<strofa><wers_cd>--- <begin id="b1265565818758"/><motyw id="m1265565818758">Słowo</motyw>,,Dziś nie chcę zabijać słowami,</wers_cd>/
Bo każde słowo do serca utonie/
I tak jak sztylet dreszczem je oziębi;/
A potem długim rozpamiętywaniem/
Jak żar piekielny rozpali się w łonie,/
I potem, potem --- cała przyszłość twoja/
Stanie się długim i ciężkim konaniem.<end id="e1265565818758"/>/
O! patrzaj na mnie --- ta złocista zbroja/
Dzikiego Klefta nigdy nie stroiła,/
Zmieniłem szaty --- tyś serce zmieniła./
Winnaś wyczytać na pobladłym czole/
Myśli ukryte i obecne bole,/
I wszystkie zbrodnie --- a żądasz wyrazów!/
Tak jak wędrowiec wśród grobowych głazów/
Nie umiesz czytać napisów cmentarza?/
Więc poznaj Lambra, jak ludzie poznali.../
Jam dzisiaj królem błękitnawej fali,/
Mszczę się... Dziś czarna bandera korsarza/
Rzuca cień śmierci, gdzie dosięgną działa:/
I zapomniałem zetrzeć z mego czoła/
Cieniu, co dzisiaj rzuciła nań rano;/
Otarłem tylko szablę krwią skalaną./
Kłócę<pe><slowo_obce>kłócić</slowo_obce> --- zakłócać.</pe> niebaczny spokojność anioła.../
Na pół przeklęty, na pół zapomniany,/
Rozpalam ogień miłosnej pochodni/
I wiążę serce dwoma talizmany,/
Wielkością nieszczęść --- i wielkością zbrodni./
<begin id="b1265565851822"/><motyw id="m1265565851822">Dusza</motyw>Mój obraz kształty przybierze olbrzymie/
W głębi twej duszy --- jak anioł upadły,/
We krwi skalany --- w dział omglony dymie,/
W blasku brylantów i złota wybladły./
O! bo ja miałem wielką niegdyś duszę!<end id="e1265565851822"/>/
Lecz gdy ją znudził smutek jednobrzmienny,/
Idę wśród ludzi jak przez las jesienny,/
Kędy pod stopą zżółkłe liście kruszę,/
I gardzę liściem, co ścieżki pozłaca/
Barwą uwiędłą --- lecz szum ich zasmuca!/
Wolę, niech moją łodzią fala rzuca,/
Niechaj mi wzgardą za wzgardę odpłaca./
Morze --- to wielka mogiła stworzenia,/
Dumającemu na niej myśli płyną./
Nieraz na fali umieram z pragnienia/
Jak obciążony Tantalową winą,/
I mogę niebo przeklinać --- i morze./
Usłałem sobie rozwahane łoże,/
Co mi piastunki daje kołysanie;/
<begin id="b1265565935588"/><motyw id="m1265565935588">Sen</motyw>Bo spać nie mogłem na ziemi --- a teraz/
Często mię zorza śpiącego zastanie/
I nie obudzi skrawym światłem --- nieraz/
Działo mi dając ranne powitanie/
Zbudzić nie może --- często sen przedłużę,/
Aby w tym życiu żyć jak najmniej --- nie snem.<end id="e1265565935588"/>/
Dziś nieszczęściami są mi niebios burze,/
Lina zerwana ujęciem niewczesnem<pe><slowo_obce>niewczesnem</slowo_obce> (daw. N) --- dziś: niewczesnym.</pe>;/
Mam jeszcze czucie... bo dziś mię rozczula,/
I łzy mam w oku, gdy rozryje kula/
Maszt, z którym długie przebiegałem drogi,/
Wycięty z rosłej Epiru<pe><slowo_obce>Epir</slowo_obce> --- kraina w Grecji, nad M. Jońskim.</pe> topoli,/
Co mi rodzinne wspominał rozłogi<pe><slowo_obce>rozłogi</slowo_obce> --- pędy roślin płożące się po ziemi.</pe>;/
Lecz gdy mrą majtki, wtenczas po niewoli/
Na moich ustach błyszczy uśmiech dziki,/
Jak gdybym szydził, że niezręczni byli/
Śmierci uniknąć --- a ci ludzie żyli/
Ze mną przez długie lata trosk, cierpienia,/
Jak krwi tygrysy --- druhy --- niewolniki.../
Ostatnia miłość, miłość przywyknienia,/
Skamieniałego serca nie poruszy.../
Ze złotem stawię człowieka na szale,/
A potem złoto rzucam w morskie fale,/
Jakby w tym była jaka wielkość duszy". ---</strofa>


<naglowek_podrozdzial>IX</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Słucha dziewica, jej rumieniec mgławy</wers_wciety>/
Zrazu rozkwitał i blasku nabywał.../
Gdy zaczął mówić, to uśmiech ciekawy/
Twarz jej oświecił --- we łzy się rozpływał/
I znów powracał tak w odcieniach zmienny,/
Że słów kochanka wydawał się echem;/
A gdy ten uśmiech gasiła zgryzota,/
Gdy obumierał zadumaniem senny,/
Podobną była do niewiasty Lota<pe><slowo_obce>niewiasta Lota</slowo_obce> --- żona biblijnego Lota, zamieniona w słup soli, ponieważ obejrzała się uciekając z Sodomy.</pe>,/
W chwili gdy tonie ostatnim uśmiechem/
W nieodgadnioną boleść, w sen kamienny,/
I jeszcze słucha w przeszłość odwrócona.../
I tak posągów brała kształt nieżywy,/
Tak opuściła bezwładnie ramiona,/
Że z ramion szata płynąca do ziemi/
Jakby w kamienne łamała się spływy.</strofa>


<strofa><wers_wciety>I Lambro bladnął, i usty drżącemi</wers_wciety>/
Mówił: ,,O luba, wybacz, że te słowa/
Zanadto czarną malowały duszę;/
Przywykłem kruszyć serca --- a gdy kruszę,/
Patrzeć, jak cierpią, i śmiać się szalenie./
Lecz twoja boleść, bladość marmurowa,/
To już nad moje siły, nad sumnienie!/
<begin id="b1265565992643"/><motyw id="m1265565992643">Zbrodnia</motyw>Czy wierzysz, luba? ja się wyznać wstydzę,/
Ja, korsarz krwawy! ja, ludzi morderca!/
Że się zabójstwem i zbrodniami brzydzę,<end id="e1265565992643"/>/
Że mam myśl jedną, wielką w głębi serca,/
Co kiedyś zbawi nawet pamięć moją./
O luba! teraz niech się ludzie boją;/
Niech się przed czarnym chronią pawilonem;/
Znajdę ich --- zbudzę... jeśli nagłym zgonem/
Bóg wielkiej we mnie myśli nie rozłamie./
<begin id="b1265566018885"/><motyw id="m1265566018885">Sława</motyw>Na moim czole widzisz dumy znamię,/
To jest przeczucie sławy; --- tam --- tam w dali/
Widzę okropną przyszłość --- ale sławną;<end id="e1265566018885"/>/
Precz te obrazy!... Luba! jakże dawno/
Z tobą po obcych błądziliśmy światach!/
Jakżeśmy dawno w przeczuciach szukali/
I w oberwanych po liściu róż kwiatach/
Naszej przyszłości! Z tobą moje losy/
I z tobą dotąd wiążę myśli moje./
<begin id="b1265566053002"/><motyw id="m1265566053002">Lustro</motyw>Często przed ludźmi w kajucie ukryty,/
Jak dziecię trefię<pe><slowo_obce>trefić</slowo_obce> (przestarz.) --- układać włosy w loki.</pe> przed zwierciadłem włosy,/
Szaty poprawiam --- brylantami stroję,/
Bo widzę jasno --- widzę w twych marzeniach/
Mój własny obraz wyraźnie odbity,/
Więc podobieństwa szukam w ukraszeniach/
I póty śmiechem rozjaśniam jagody,/
Aż póki czyste wróci mi zwierciadło/
Obraz twych wspomnień z twarzą mniej pobladłą,/
I mniej posępny i smutny --- i młody.<end id="e1265566053002"/></strofa>


<strofa><wers_wciety>,,O! świat ten gorzki, śmiechem przeraźliwy</wers_wciety>/
Dla tych, co płaczą czy to krwią, czy łzami./
Chroń się ty świata --- bo on nie był z nami/
W szczęścia godzinie, więc i dziś nie będzie;/
Bo przeciw wielkim czuciom on gniewliwy/
I nie przebacza tym, co toną w błędzie./
Patrz, jak ten klasztor czoło w chmurach trzyma./
Ja ci wynajdę mieszkanie w klasztorze;/
Zamknij się w cichej celi i ze skały/
Patrzaj nocami na rozległe morze,/
I błękitnymi po fali oczyma/
Mojego statku ścigaj żagiel biały./
A gdy zagrożą fali niepokoje,/
Kiedy się będziesz modlić zdjęta trwogą,/
Razem popłyną w niebo, jedną drogą,/
Twoje modlitwy i przekleństwa moje.</strofa>


<strofa><wers_wciety>,,Lecz nim obierzesz klasztorny spoczynek,</wers_wciety>/
Jutro, nim zorza świtem się rozpali,/
Przyjdź do mnie sama --- tam --- nad brzegi fali,/
Odziana płaszczem bogatych Turczynek./
I miej kalemkiar ciemny z musselinu<pe><slowo_obce>musselin</slowo_obce> (z fr.) --- muślin, lekka tkanina bawełniana lub wełniana.</pe>/
Lub czewrę gęsto haftowaną złotem<pa><slowo_obce>I miej kalemkiar ciemny z musselinu/
Lub czewrę</slowo_obce> (...) --- Rodzaj zasłony kobiet tureckich.</pa>;/
Niechaj się z wiatru nie wznosi polotem,/
Nie zdradzi twarzy przed oczyma gminu./
Jutro --- pamiętaj! --- tam łódź moja czeka,/
Gdzie się przy skale załamało morze./
Ja sam, przebrany w tureckim ubiorze,/
Płynę na pogrzeb ostatniego Greka". ---</strofa>


<strofa><wers_wciety><begin id="b1265566103727"/><motyw id="m1265566103727">Kwiaty, Łzy</motyw>Skończył --- a kiedy z ostatnimi słowy</wers_wciety>/
Na piersi chylił twarz cierpieniem zbladłą,/
Zda się, widziałem, kilka łez upadło.../
Nie wiem... to może z silniejszym powiewem/
Opadał z drzewa kwiat pomarańczowy?/
Nie wiem, czy płakał --- czyli zachwiał drzewem?<end id="e1265566103727"/></strofa>


<naglowek_podrozdzial>X</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Ranek był. Morze rozpalone świtem</wers_wciety>/
Wre z dala, szumi i srebrzy sią w pianę,/
Potem portową groblą odłamane,/
Brzegi spokojnym oblewa błękitem;/
A brzeg wysoko szarzeje granitem./
<begin id="b1265566130854"/><motyw id="m1265566130854">Drzewo</motyw>Wyżej palm błyszczy zieloność wesoła./
Te palmy, w niebo sięgające szczytem,/
Jako nam istność malują anioła;/
W mgle mają stopy --- a w błękicie czoła.<end id="e1265566130854"/></strofa>


<strofa><wers_wciety>O! jakże smutny fali szum bezdenny,</wers_wciety>/
Co się z cichego morza wydobywa!/
<begin id="b1265566160223"/><motyw id="m1265566160223">Las</motyw>I ten las masztów jako las jesienny,/
Z którego burza północy gniewliwa/
Połowę jasnych liści poobrywa;/
A pozostałym da rozliczne szaty,<end id="e1265566160223"/>/
Liść Sztatudera<pe><slowo_obce>Sztatuder</slowo_obce> (z niem.) --- właśc. <slowo_obce>Stadhouder</slowo_obce>, namiestnik niderlandzki; chodzi o Niderlandy.</pe> złotem się pokrywa,/
Róż Albijonu<pe><slowo_obce>Albijon</slowo_obce> --- właśc. Albion, dawna nazwa Wysp Brytyjskich.</pe> płonią się szkarłaty,/
Szronem się Franków osrebrzyły kwiaty.</strofa>


<strofa><wers_wciety>Słysząc szum żagli --- słyszysz jakby we śnie</wers_wciety>/
Gwarzące różnym językiem narody.../
Rozdarte gromem skarżą się boleśnie,/
Jakby mówiły doznane przygody/
I prześcignięte z wiatrami zawody./
A fala milczy --- choć może w niej tonie/
W tej chwili okręt nadziejami młody;/
I jęk rozpaczy wydany przy zgonie/
Uczuła fala --- lecz zamknęła w łonie.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XI</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety><begin id="b1265566191140"/><motyw id="m1265566191140">Okręt</motyw>Okręt troistą opasany spiżą</wers_wciety>/
Zatknął na maszcie księżyc, trzy buńczuki<pe><slowo_obce>buńczuk</slowo_obce> --- znak wojskowy i symbol władzy tureckiej w formie ogona końskiego, zatkniętego na długim kiju.</pe>,/
Omglił się dymem --- dział rozesłał huki:/
I wtenczas niby szatana był tronem;/
Gdy wiatr poddany dym unosił chyżo,/
Wszystkie go maszty witały pokłonem;/
A okręt ucichł, pił dumy kadzidła.<end id="e1265566191140"/>/
Mgła ranna, hukiem potrójnym rozbita,/
Srebrne po masztach zawieszała skrzydła;/
Na wschodzie skrawo dzień wschodzący świta./
Nie ma wyrazów język niezaskarbny/
Malować słońcem ukazane czary./
Jako rozkwitłe Nilu nenufary/
Z kwiatów kobierzec wiążą różnofarbny;/
Jak odświeżone muszle i kamyki/
Pieszczotą fali --- tak na cichej wodzie,/
Wiążąc się razem w jasne mozaiki,/
Spłynęły żaglem oskrzydlone łodzie./
Tam turban kitą ozłocony świetną,/
Tam srebrna dziewic zasłona powiała;/
Od łodzi fala różny połysk brała,/
Barwiona złotem lub purpurą Tyru./
Cała ta przestrzeń była łąką kwietną,/
Była doliną, szalem kaszemiru<pe><slowo_obce>kaszemir</slowo_obce> --- właśc. kaszmir, rodzaj tkaniny.</pe>./
Łódź każda wiosłem drugą łódź prześciga/
Pod maszt fregaty, gdzie ma skonać Ryga./
I tak jak chciwe sępy albo kruki,/
Gdy czują oddech śmierci, tak spłynęli/
W bogatych łodziach po morskiej topieli/
Z męczarni Greka różne brać nauki./
<begin id="b1265566218161"/><motyw id="m1265566218161">Śmiech</motyw>Wielu jest w tłumie, co się śmiać nauczą,/
Śmiech taki wrzkomo<pe><slowo_obce>wrzkomo</slowo_obce> (daw.) --- rzekomo.</pe> wielkość serca kłamie!<end id="e1265566218161"/>/
Wielu stąd wróci i miecze rozłamie,/
Co jutro w królów miały tonąć łona./
Gdy tacy zemstę aniołom poruczą,/
Nieliczny może z męczarni wyłamie/
Prawdę --- że skonać nietrudno --- i skona.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Wstąpił na pokład Ryga wśród janczarów<pe><slowo_obce>janczary</slowo_obce> --- dzwoneczki.</pe>,</wers_wciety>/
Kiedy chciał mówić, słowa mu nie dali;/
Więc tylko okiem raz rzucił po fali,/
Spojrzał na mgłami osrebrzone góry./
A wtenczas ucichł dźwięk niesfornych gwarów,/
W szmer się zamienił gasnący --- ponury,/
I była cisza...<begin id="b1265566245547"/><motyw id="m1265566245547">Śpiew</motyw> Z ciszy wybłąkana/
Pieśń, między Turków urodzona tłumem,/
Na kilka cichych głosów rozłamana,/
Rośnie i z fali kołysze się szumem,/
Rzuciła w tłumie grzmiące Rygi hasła:/
Powstańcie, Grecy! ale Grek nie słyszy./
Powstańcie, Grecy! brzmiało --- ale ciszéj<pe><slowo_obce>ciszéj</slowo_obce> --- forma z ,,e pochylonym", wymawianym jako ,,y", nie została uwspółcześniona z uwagi na rym.</pe> ---/ 
Do broni --- cicho --- pieśń znikła --- zagasła./
Pieśń serce Rygi przy skonaniu kruszy,/
Lecz radość widna z twarzy i z postawy./
<begin id="b1265566275038"/><motyw id="m1265566275038">Nieśmiertelność</motyw>Jak gdyby przeczuł nieśmiertelność duszy.../
Może czuł tylko nieśmiertelność sławy.<end id="e1265566275038"/><end id="e1265566245547"/></strofa>


<naglowek_podrozdzial>XIII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Widziałem! ja sam widziałem, o Greki!</wers_wciety>/
Jako na wielkie wstąpił rusztowanie;/
Widziałem wszystko --- i tłumiłem łkanie.../
On był tak młody --- nie zmrużył powieki,/
Choć śmierć tak bliska! choć śmierć tak straszliwa!/
Jeszcze go widzę, jak zasłonę zrywa,/
Jeszcze go widzę --- jak pod nieba stropy/
Na rusztowaniu stanął --- i smutnemi/
Oczyma dawał pożegnanie ziemi,/
Siłom młodości --- marzeniom młodości./
Wtem szczeble pękły wymknięte spod stopy.../
Nie mam wyrazów... Któż mu nie zazdrości/
Śmierci, teutońską<pe><slowo_obce>teutoński</slowo_obce> (z łac.) --- germański, niemiecki.</pe> sprowadzonej zdradą?/
Lecz któż się zemści? któż w całym narodzie?</strofa>


<strofa><wers_wciety>I właśnie słońce wstawało na wschodzie,</wers_wciety>/
I promień z rannej otrząśniony rosy/
Pozłocił Rygi twarz martwą i bladą/
I na ramiona spływające włosy./
Na twarzy siłę ukazał niezmienną,/
Uratowaną z męczarni rozbicia;/
Na twarzy walczy senna boleść życia/
Z drugą boleścią wieczności --- bezsenną.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XIV</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>A w tłumie widzów jedna łódź ożyła;</wers_wciety>/
Jak po jeziorze trzcinami zarosłem/
Wężową ścieżką z tłumu się wywiła;/
Turek ją pędził obustronnym wiosłem/
I bawił Turków, rzucając nad głowy/
Tysiączne kręgi wodnistych obręczy,/
Umalowane kolorami tęczy./
A łódź, jak delfin w wodzie rozigrana,/
Czasem tonęła w odmęt lazurowy,/
Równa powierzchni morza, tak że piana/
Żagiel srebrzyła; czasem statek złoty/
Po wierzchu fali szedł ptasimi loty,/
I coraz bliższy fregaty sułtana,/
Nie bacząc niby, pod srogimi kary<pe><slowo_obce>kary</slowo_obce> (daw. N lm) --- dziś: karami.</pe>/
Wzbronione łodziom granice przechodzi./
Nie śmieli strzelać strzegące janczary/
I od płynących zdrady się nie bali;/
Bo w tej złocisto malowanej łodzi/
<begin id="b1265566349041"/><motyw id="m1265566349041">Kobieta, Strój</motyw>Ujrzeli postać dziewicy --- i głośno/
Śmiejąc się wszyscy --- wszyscy przeklinali/
Szatę turecką --- zamkniętą --- zazdrośną,/
I ów kalemkiar z musselinu biały,/
Tak gęsto lśniącym haftowany złotem,/
Że go powiewy wiatru nie odwiały/
Ani łódź szybkim odsłoniła lotem.<end id="e1265566349041"/>/
Ta pod zasłoną róża niewidoma,/
Snadź z ciekawością dziecinną haremu,/
Może przejęta zgrozą --- nieruchoma,/
Chciała się bliżej przypatrzyć zmarłemu?/
Może się pod tą zasłoną ukrywa/
Uśmiech w połowie ciekawy --- wesoły?/
Z takim uśmiechem liście róż obrywa,/
Z takim uśmiechem te ziemskie anioły/
Widzą zgon róży --- serca --- lub człowieka.</strofa>


<strofa><wers_wciety><begin id="b1265566373449"/><motyw id="m1265566373449">Pożar</motyw>A wtem okrętu piersi niedaleka,</wers_wciety>/
Łódka uczuła silny popęd wiosła,/
Biegła po fali --- z fregatą się zrosła:/
I wnet z jej łona dym się wybił szary,/
A potem jasność błękitnawa siarki.<end id="e1265566373449"/></strofa>


<strofa><wers_wciety>Majtek przez chwilę patrzał na pożary;</wers_wciety>/
A gdy mu płomień ramiona otoczył,/
Odrzucił turban i do fali skoczył./
Za zbiegłym setne strzeliły janczarki,/
Przed kulą w morzu zanurzony zginął.../
Po chwili błękit pianą się zakłócił,/
Majtek na fali powierzchnie wypłynął,/
Pobladłym Turkom śmiech szyderczy rzucił.../
A gdy śmiech echo okrętu powtarza,/
Gdy się twarz majtka słońcem oświeciła,/
Śmiech ten poznałem --- był to śmiech korsarza,/
I twarz poznałem --- to twarz Lambra była.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XV</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety><begin id="b1265566420432"/><motyw id="m1265566420432">Pożar</motyw>Spłonęła łódka --- a w dymie z lazuru</wers_wciety>/
Błękitna siarka błyska --- zrazu blada,/
Całuje okręt jak czarę z marmuru,/
Jąć się nie może, ślizga się i spada ---/
Wgląda na pokład --- potem z trzaskiem nagle/
Czerwono dębu zajęła się ściana/
I w dymu kłębie iskra zabłąkana/
Jak gwiazda z nieba upadła na żagle./
Wnet płomień szybko aż na maszty wbiega,/
Spodem okrętu roztwiera szczeliny.../
Pękały szyby i rwały się liny,<end id="e1265566420432"/></strofa>


<strofa><wers_wciety>I maszt z węglowym padł na pokład dźwiękiem.</wers_wciety>/
Odgłos rozpaczy w trzasku się rozlega,/
A tysiąc jęków było jednym jękiem.../
Ucichły razem... huk płomieni głuchnął;/
Ciszą się zdawał, gdy doń słuch nawyknął./
Nagle --- w płomieniach nowy blask wybuchnął./
Jak tknięty różdżką czarowną aniołów,/
Z gromem wulkanu cały pożar zniknął,/
Zostawił przepaść --- i w niej wrącą<pe><slowo_obce>wrący</slowo_obce> --- dziś popr.: wrzący.</pe> pianę,/
I wszystkie łodzie burzą kołysane,/
A na nie chmura upadła popiołów.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XVI</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety><begin id="b1265566460617"/><motyw id="m1265566460617">Pogrzeb</motyw>Takim był Ryga uczczony pogrzebem...</wers_wciety>/
Nie poszedł próchnieć w marmurowe lochy,/
Stos miał wzniesiony pod błękitnym niebem/
Z dębów i trupów --- jako do łzawicy/
Do czary morza spadły jego prochy.<end id="e1265566460617"/> ---/
<begin id="b1265566472018"/><motyw id="m1265566472018">Śmierć</motyw>Lecz jak okropna śmierć młodej dziewicy!/
Anielskim niby ożywiona duchem,/
Kiedy ją ogień dokoła obchodzi,/
Boleści żadnym nie zdradziła ruchem,/
Bez jęku prochem opadła do łodzi.<end id="e1265566472018"/></strofa>


<naglowek_podrozdzial>XVII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>A Lambro w morzu przechował się cały,</wers_wciety>/
Do korsarskiego dopłynął okrętu;/
Przywołał pazia --- i na pół omdlały/
Padł na kobierce --- mówił --- a z odmętu/
Myśli zburzonych płynie mowa skora,/
W stu słowach ledwo jedna myśl rozkwita.../
Mówił do pazia: ,,Już pora! już pora!/
Zmienić banderę... Ale czy powstaną?/
Gdy krzyż na czarnej banderze zaświta,/
Może powiedzą: ,,Szalony! za rano!"/
Więc dla niczego tyle znieść męczarni?/
Paziu! idź w góry, gdzie się Klefty kryją,/
Do marmurowych zazieraj kawiarni/
I pieśń im śpiewaj --- i zobacz, czy żyją?/
Zobacz --- na grobach czy płaczą mściciele?/
Lecz wróć jak zwykle lać napój makowy,/
O każdą kroplę napoju się spierać;/
Bo dzisiaj czuję straszny ciężar głowy/
I ciężar myśli... wypiłbym za wiele./
Dzisiaj chcę marzyć dłużéj --- i spać dłużéj ---/
Ale żyć muszę --- z Grekami umierać.../
Idź, dobre wieści przynieś mi z podróży..."/
--- ,,Poszedłem" ---</strofa>


<strofa><wers_cd>Śpiewak cały się zapłonił,</wers_cd>/
Czuł, że się słowem nieroztropnym zdradził:/
Kryjąc zmięszanie --- silnie w lutnię dzwonił,/
Ręką przez wszystkie struny przeprowadził./
Obejrzał koło Greków... myśli czyta./
Zaśmiał się gorzko --- rzucił wzgardy okiem/
I wyszedł... Za nim śpiesznym wyszła krokiem/
Jakaś Greczynka zasłoną okryta./
Może ciekawa pieśni tajemnicy/
Za odchodzącym paziem zawołała?/
Potem z nim długo --- długo rozmawiała/
Na ośrebrzonej księżycem ulicy./
A choć rozmowy nie dosłyszeć dźwięku,/
Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (przestarz.) --- przecież, zapewne.</pe> gorącymi prosiła go słowy.../
Musiał zezwolić --- bo na jego ręku/
Błysnął księżycem pierścień brylantowy.</strofa>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial>Pieśń druga</naglowek_rozdzial>


<naglowek_podrozdzial>I</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety><begin id="b1265566508866"/><motyw id="m1265566508866">Piekło</motyw>Już noc zapada w korsarza kabinie,</wers_wciety>/
Zalana falą szyba bursztynowa/
Coraz ciemnieje; jak w piekła krainie/
Mrok był ognisty i cisza grobowa,/
Piekło to było... i te same słowa,/
Co na piekielnej wypisane bramie,/
Tu z pierwszym wiatrem na wchodzących wieją;/
Bo kto tu wejdzie, żegna się z nadzieją<pe><slowo_obce>te same słowa (...) żegna się z nadzieją...</slowo_obce> --- aluzja do <tytul_dziela>Boskiej komedii</tytul_dziela> Dantego, gdzie napis na bramie piekieł brzmiał: ,,Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie" (III, 9).</pe>./
Tu myśl starzeje w przeciągu godziny;/
Gdy się nad głową grzmiąca fala łamie,/
Gdy huczą płótna, jęczą starte liny,/
Choćbyś wrażenia powiązał łańcuchem,/
To się rozprysną --- ogarnąć nie mogą/
Ruchu, co ziemi wydaje się ruchem,/
Pojęty tylko jednym zmysłem --- trwogą.<end id="e1265566508866"/>/
Jest ktoś w kabinie --- bo chociaż wśród cienia/
Nie widać kształtu żyjącej istoty;/
Lecz słychać często ciężkie odetchnienia./
Ktoś w tym się grobie musiał zamknąć żywy./
Jeżeli czuwa, to ma myśl zgryzoty;/
Jeżeli zasnął, to ma sen straszliwy.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>II</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Paź wszedł... postawił na stół lampę kryształową.</wers_wciety>/
Przy stole siedział korsarz z pochyloną głową/
I zadrżał, bo te światło z marzenia go budzi,/
Bo te światło natrętne było jak tłum ludzi,/
Co widząc blade czoło o szaleństwo woła./
Korsarz długo ze światłem godził rysy czoła,/
Twarz jego jakby z kruszcu łamała się twardo,/
Malowana na przemian śmiechem, bólem, wzgardą;/
A potem się w bezwładną spokójność przybrała;/
Jeśli twarz może skonać, twarz Lambra skonała./
I spoczywał bezwładnie na stole oparty,/
Przed nim rozwite świata znajomego karty,/
Cała ziemia, ramieniem Lambra opasana,/
Leżała jak w żelaznych skrętach Lewiatana<pe><slowo_obce>Lewiatan</slowo_obce> (z hebr.) --- starotestamentowy potwór morski.</pe>.</strofa>


<strofa><wers_wciety>A te ściany są krwawą powieścią korsarza.</wers_wciety>/
Lampa, co przed nim płonie, zdjęta sprzed ołtarza,/
Świeci zbrodni, jak niegdyś przyświecała Bogu./
Tam dalej blask księżyca rzucony na progu/
Odbłyska jakby kawał śniegu błękitnawy./
I różne pawilony, z obcej wzięte nawy,/
Skarżą się pod stopami korsarza rozdarte./
A tam --- lampa oświeca pargaminu kartę,/
Firman<pe><slowo_obce>firman</slowo_obce> (z pers.) --- dokument wystawiony przez sułtana.</pe> --- złotem w sułtańskie ustrojony słowa;/
Na nim jak pieczęć z wosku leży trupia głowa,/
Od sułtana samego głowy mało mniejsza,/
Żółta, lśniąca i może z czaszek najpiękniejsza./
Dalej złotem wybite, krwią rdzawe oręże,/
Nad czarami ze spiżu okręcone węże/
Zginają kark do czary po szczątki trucizny./
Z tych ścian wyczytaj zbrodnie wygnańców z ojczyzny./
A sumnieniem<pe><slowo_obce>sumnienie</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr.: sumienie.</pe> kajuty są ścienne zwierciadła,/
Których powierzchnia parą wilgoci pobladła,/
I --- co dnia zasłonami grubszymi ciemnieją,/
I co dnia, na co patrzą, spowiadać nie śmieją. ---</strofa>


<strofa><wers_wciety>Czasem słychać szum morza, czasem cichość głucha.</wers_wciety>/
W ciszy korsarz podnosi blade czoło --- słucha./
Jego myślom, w dalekie rzuconym zawody,/
Odpowiadają dźwiękiem krople morskiej wody,/
Co ze szczelin sączone dźwięk wydają szklanny<pe><slowo_obce>szklanny</slowo_obce> --- dziś: szklany.</pe>,/
Jak płacz łzawy dalekiej w cytrynach fontanny.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>III</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Czegoż paź czeka? --- Powinien co nocy</wers_wciety>/
Podawać czarę, w niej napój makowy./
<begin id="b1265566549214"/><motyw id="m1265566549214">Sen</motyw>Bo Lambro, co dnia bladszy, o północy/
Szaleje trucizn namiętnym piciem;/
I życie mieni na sen gorączkowy,/
Sen tak jasnymi grający barwami,/
Że chwile życia zdają mu się snami,/
A sen szalony wydaje się życiem.<end id="e1265566549214"/>/
I co dnia czara o kroplę pełniejsza/
Te same widma i sny mu dawała./
A choć twarz bladła --- źrennica<pe><slowo_obce>źrennica</slowo_obce> --- dziś: źrenica.</pe> świetniejsza,/
W ciemność wlepiona, krwawa --- potem biała,/
W krainę duchów biegła --- i wracała/
W krainę myśli... wtenczas cierpiał --- szalał ---/
Żebrał u pazia trucizny nad miarę;/
Lecz paź jak dziecku groził, nie pozwalał./
I nieraz w morze ciskał zgubną czarę.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>IV</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Lecz cóż się stało, że choć noc zapadła,</wers_wciety>/
Paź jak zazwyczaj nie podaje czary?/
I korsarz milczy --- choć mu twarz pobladła;/
Snadź, że się lęka ze wspomnień zwierciadła/
Zamglić szaleństwem --- gorączkowej mary/
Owego widma płonącej fregaty,/
Co stoi przed nim pełna jęków, wrzasku/
Przeraźliwego --- wśród płomieni blasku,/
Dotknięta palcem anioła zatraty./
Więc nie chce trucizn --- ale czy wytrzyma/
Przez noc zwyczaju przełamać narowy?/
Obłąkanymi spogląda oczyma,/
Wstał --- i na pokład wyszedł okrętowy.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>V</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Noc była cicha. <begin id="b1265566630720"/><motyw id="m1265566630720">Morze, Okręt</motyw>Okręt na kotwicy</wers_wciety>/
Niepełnym żaglem brał wiatru pieszczoty./
Powietrze szkliste, pełne tajemnicy/
Księżycowego blasku i tęsknoty./
I tak się błękit ochylił dokoła,/
Że maszt najwyższy, schylony u szczytu,/
Nie śmiał jakoby wznieść dumnego czoła/
Pod kryształowym sklepieniem błękitu./
A w drżącej fali jak srebrne delfiny/
Igrały w koło blaski księżycowe,/
A dalej mgłami błękitne krainy,/
Archipelagu wyspy cytrynowe,/
Na widnokręgu nieraz czarna skała/
Albo w lodowej --- albo w gwiazd koronie,/
Przejdzie przez księżyc --- i we mgłach zatonie./
I nieraz z szumem fali doleciała/
Pieśń, którą słowik napełnia ogrody;/
I róż woniami, co na brzegach kwitną,/
Nieraz wiatr drżącą falę zakołysze./
I wszystkie barwy topią się w błękitną,/
I wonie --- w zapach tajemniczy wody,/
I wszystkie dźwięki toną w wielką ciszę.<end id="e1265566630720"/></strofa>


<strofa><wers_wciety>Gdy wyszedł Lambro, drużyna korsarza</wers_wciety>/
Długo --- ciekawie śledzi rysów lica.../
Twarz jego straszną bladością przeraża,/
Pobłękitniała od blasku księżyca.../
Odeszli... Lambro osłoniony w żagle/
Patrzał na morze, na odległe skały,/
I patrzał długo --- dumał... potem nagle/
Zachwiał się --- chylił i upadł --- omdlały.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>VI</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Wnet go tłum majtków dokoła otoczy...</wers_wciety>/
Blady był strasznie --- na poły nieżywy./
I paź krzyk wydał z piersi przeraźliwy,/
Gdy omdlałego przyniesiono pana./
Lambro zbielałe na krzyk podniósł oczy,/
Twarz mu roztlała śmiercią obłąkana./
Otworzył usta --- mówił nieprzytomnie:/
,,Kto tutaj jęczał --- kto tu płakał po mnie?/
Jeden znam tylko taki głos na ziemi,/
W płaczu z miłośnym pomieszany dźwiękiem./
Paziu --- płakałeś łzami nie twojemi,/
Ty mnie zabijesz takim drugim jękiem!/
Ten jęk dziewicy, posłyszany we śnie,/
Dziwnym połamał myśli moje kształtem;/
I wyciągnąłem dłonie, i sił gwałtem/
Z letargu wstałem... gdzież ona?... tu była.../
Nie --- tu paź tylko. --- Jakże mię boleśnie/
Noc ta urokiem ciszy przeraziła!/
Noc księżycowa --- czemu nie ciemniejsza?/
I noc przekląłem, i morza zwierciadło,/
Morze tak ciche, czemu burz nie miało?/
Gdy w nie patrzałem --- moje czucie mdlało,/
Patrzałem w czucie, moje czoło bladło/
I mgły na serce spadały jak śniegi./
Lecz to minęło... niechaj noc przemarzę./
Paziu, daj czarę nalaną po brzegi,/
Niech wiem przynajmniej, że w obfitej czarze/
Śmierć trzymam pełną, dotkniętą ustami;/
Nie spełnię całej --- chociaż drżącej ręki/
Nikt nie odchyli prośbą ani łzami,/
Lecz nie chcę skonać, póki ziomków jęki/
Będą pacierzem i grobu hymnami". ---</strofa>


<strofa><wers_wciety>Wnet paź, posłuszny rozkazowi pana,</wers_wciety>/
Podał mu czarę i odstąpił krokiem./
A czara była kształtnie dłutowana,/
Niepełna z roślin wytłoczonej śliny;/
Chwycił ją Lambro i pożerał okiem,/
Blady na czole i na ustach siny.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>VII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Wypił --- i z wolna płomieniem rozkwita;</wers_wciety>/
Z czoła zasłony opadają mgliste,/
<begin id="b1265566694315"/><motyw id="m1265566694315">Oko</motyw>W źrennicy płomień obłąkania świta,/
Oczy tak jasne, błyszczące i szkliste,/
Że można było przejrzeć w nie daleko,/
Straciły barwę --- stały się iskrami,/
I gorączkową rozpalone śpieką,/
Kryształowymi pokryły się łzami./
A potem czoło wsparł na drżącej dłoni,/
Oczy nie miały wzroku, choć bezsenne,<end id="e1265566694315"/>/
I wszystkie żyły wybłysły na skroni/
Jakby gałązki bluszczu powiązane;/
I wszystkie włosy jak liście jesienne/
Drżały na czole, wiatrem nie rozwiane;/
I w marmurowej na pozór postawie/
Rozkołysanie widać zmysłów pjane./
A o czym inni śnią --- widział na jawie,/
Tylko jaśniejsze. Jak węża kawały/
Rozcięte widma jednym życiem drgały.</strofa>


<strofa><wers_wciety>Ciszej! bo <begin id="b1265566728435"/><motyw id="m1265566728435">Sen</motyw>właśnie teraz sen czarowny</wers_wciety>/
Rzucił go lotem po nieba błękicie.../
Dzikiej rozkoszy urok niewymowny/
W naglonym tchnieniu zamknął zmysły --- życie ---/
Słowo poczęte śmiech porywa --- łamie ---/
I śmiech poczęty w odetchnieniu kona.<end id="e1265566728435"/>/
Bo to nie skrzydło ani silne ramię/
W lekkiej powietrza pławiło go fali;/
Lecz ciężar myśli opadł z głębi łona/
I ciężar wspomnień zniknął z uczuć szali.</strofa>


<strofa><wers_wciety><begin id="b1265566758407"/><motyw id="m1265566758407">Wizja</motyw>Stanął... i nagle tysiące błyskawic</wers_wciety>/
Wieńcem ognistym mignęły dokoła./
Rzekłbyś, że tysiąc zamachniętych prawic/
Wiało tysiącznym mieczem archanioła./
Pogasły, w błękit stopiły się ciemny,/
Tak przezroczysty --- głęboki --- tajemny,/
Jak nieskończoność... i słychać szum morza./
Potem z ciemnego błękitu przestworza/
Wykwitał mglisty obraz sennych czarów./
I gmach z tysiącznych złożony filarów,/
Lekką jasnością w powietrzu skreślony,/
Od stóp korsarza w dwie się rozbiegł strony/
Po całym niebie. A jedna połowa/
Uwiana była z promieni księżyca,/
Jasna i blada jak noc księżycowa,/
Cała w przezroczu błękitnawo szklista;/
A druga strona posępna, ognista,/
Jak piekło.<end id="e1265566758407"/> Wielkie zwierciadło egidy/
Gmach cały kryło jasności sklepieniem;/
Pod nim schylone duchów kariatydy<pe><slowo_obce>kariatyda</slowo_obce> --- podpora architektoniczna w kształcie postaci kobiecej.</pe>,/
Dwubarwnym światła uwiane promieniem,/
Z bliska ogromne --- jak ciemni szatani,/
Biegły w dwie strony oddaleniem mniejsze,/
I coraz dalsze --- i coraz świetniejsze,/
Jak mgliste gwiazdy niknęły w otchłani. ---</strofa>


<strofa><wers_wciety>A Lambro nie śmiał tchnąć --- bo choć wyniosła</wers_wciety>/
Była duchami otoczona sala,/
Lecz taka lekka, że powietrza fala,/
W otchłań człowieka tchnieniem potrącona,/
Może by duchów kolumny rozniosła./
Więc stał --- i tchnienie połykał do łona,/
By czarownego nie zamglić zwierciadła./
A w lesie kolumn widział ludzkie cienie,/
Kleftów od dawna pomarłych widziadła;/
A wszyscy w gmachu wplątani promienie,/
Bladzi --- posępno srebrni lub ogniści,/
Lekcy i liczni jako chmura liści/
Wiatrem zwichrzona, wiązali się w tłumy./
Ale dotknięci żywego oczyma,/
W twarzach zdradzili wiele ziemskiej dumy./
Widać, że znaczni rysami Kaima<pe><slowo_obce>Kaim</slowo_obce> --- właśc. Kain, biblijny bratobójca; rysy Kaina to twarz naznaczona zawiścią.</pe>/
I strojni dotąd w blask ziemskich kolorów,/
Nie mogli zasiąść wśród niebieskich chorów;/
I przed oczyma Lambra na pół sini,/
Na poły lśniący od złota, szkarłatów,/
Ziemskimi barwy, jak oazis<pe><slowo_obce>oazis</slowo_obce> --- Oasis, staroegipska miejscowość o bujnej roślinności, por. oaza.</pe> kwiatów/
Stali na srebrno-ognistej pustyni.</strofa>


<strofa><wers_wciety>A skoro Lambro stanął w duchów kole,</wers_wciety>/
Milijonowe<pe><slowo_obce>milijonowy</slowo_obce> --- dziś popr.: milionowy.</pe> patrzały nań duchy;/
I tak go w spojrzeń zakuli łańcuchy,/
Że nie mógł zamknąć oczu --- i na czole/
Palące uczuł znamię duchów wzroku,/
I drżał --- gdy szmerem rosnącym potoku/
W ciszy setnymi głosy zawołali:/
,,Czemuś nie skonał, gdy wszyscy konali?" ---</strofa>


<naglowek_podrozdzial>VIII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Straszna twarz Lambra łamana cierpieniem,</wers_wciety>/
Otworzył usta, chciał mówić --- i nie mógł.../
A potem słowo złamane westchnieniem,/
To słowo ,,żyję" rzucił z głębi łona.../
I wstał z dywanu --- wyciągnął ramiona,/
Widać, że walczył ze snem i sen przemógł./
Spojrzał wokoło... ,,Paziu! daj mi czarę;/
Za mało trucizn zapalonych piłem,/
Bo myślą ziemską we śnie się rozbiłem.../
Że nie zginąłem, życie mam za karę;/
A to piekielna kara niebios --- życie.../
Być w świecie dźwiękiem rozwiązanej struny,/
Co razi serca tonące w zachwycie!/
Być jako wieko przysypanej truny,/
Co zrazu każdej garści zapomnienia/
Posępnym, głuchym jękiem odpowiada;/
A potem milczy... Paziu, chcę marzenia!/
Lej mi trucizny, pić będę --- pić będę,/
Póki się wszystkich myśli nie pozbędę,/
I tej ostatniej, co serce przejada./
Paziu, daj czarę..." ---</strofa>


<strofa><wers_cd>,,Próżno błagasz, panie;</wers_cd>/
Tej czary żadna nie zdobędzie siła;/
Bo dziś, jak niosło twoje rozkazanie,/
Jam czarę (kłamał) do morza wrzuci..." ---</strofa>


<strofa><wers_wciety>Nie skończył, Lambra przerażony wzrokiem;</wers_wciety>/
Bo korsarz drżące wyciągnął ramiona/
I pochylony naprzód stąpił krokiem,/
Patrzał w twarz pazia i krzyknął: ,,To ona.../
O nie! to widmo z piekielnej otchłani,/
To mi upiora przysłali szatani,/
Aby tak za mną wiecznie szedł po świecie.../
Ha! wy anieli piekieł! wy nie wiecie,/
Że ona żyje --- i tylko dziś rano/
W jej szaty lalkę ubrałem słomianą;/
I tym podstępem omyliłem straże,/
Palnego statku Turcy nie poznali...<pa><slowo_obce>W jej szaty lalkę ubrałem słomianą;/
I tym podstępem omyliłem straże,/
Palnego statku Turcy nie poznali...</slowo_obce> --- W ostatniej wojnie o niepodległość Grecy często pod tureckie floty puszczali statki palne napełnione lalkami, czyli tak zwanymi manekinami, aby w Turkach podejrzenia nie wzbudzać. --- A łodzie takie miały pozór handlowych statków.</pa>/
O! gdyby ona spłonęła w pożarze,/
Chciałżebym z morskiej wynurzyć się fali?.../
Po cóż te widmo?... we mnie --- lub koło mnie/
Wiecznie i wiecznie --- czemuż ludzi twarze/
W jej twarz się mienią? Paziu! chodź tu do mnie,/
Chodź! niech przy lampie..."</strofa>


<strofa><wers_cd>Lecz paź nieprzytomnie</wers_cd>/
Nalewał napój w pozłacaną czarę/
I z drżącej ręki nie liczonych wiele/
Kropel trucizny upadło nad miarę./
I szedł zachwiany, i stąpał nieśmiele,/
Jakby od blasku ręką zakrył oczy;/
I tak przed lampą stanął --- że ją cieniem/
Swojej postaci nachylonej mroczy.../
Lambro miał usta spalone pragnieniem;/
Oczy, sennymi tłoczone ciężary,/
Z oblicza pazia --- upadły w głąb czary.</strofa>

<naglowek_podrozdzial>IX</naglowek_podrozdzial>


<strofa><wers_wciety>Wypił. Wnet całe spłonęło mu lice,</wers_wciety>/
W tym blasku, w oka obłąkanym rzucie/
Nieodgadnioną widać tajemnicę;/
Jakby niepewne boleści przeczucie./
Znów mu się senne ukazały barwy,/
Ciemno-ognista i miesięcznej bieli:/
I znów te same widział Kleftów larwy./
Stanął w ich kole, słuchał --- lecz milczeli./
<begin id="b1265566827387"/><motyw id="m1265566827387">Anioł, Diabeł</motyw>A przed Kleftami stali dwaj anieli;/
Jeden ognisty jak piorunu strzała,/
Bezkarnie wzrokiem człowieka nie tknięty,/
Był w Lambra myśli jako płód poczęty/
I nie mógł w zmysłów narodzić się świecie./
Drugiego istność księżycowa --- biała ---/
Miał skrzydła u głów, u rąk, u stóp trzecie<pa><slowo_obce>Miał skrzydła u głów, u rąk, u stóp trzecie...</slowo_obce> --- Obraz anioła naśladowany z Miltona.</pa>./
Widać, że kiedyś był Boga aniołem,/
Lecz barwy skrzydeł spłowiały, pobladły,/
Musiał je zrosić ów anioł upadły/
We łzach człowieka nad świata padołem./
Ma w ręku czarę, z której błękitnawy/
Płomyk wytryska i lice mu bieli.../
I w ciszy Lambra marzeń dwaj anieli/
Śpiewali razem hymn straszny i krwawy.<end id="e1265566827387"/></strofa>


<srodtytul>Hymn anioła</srodtytul>


<strofa><wers_wciety>Falo ludzi! falo ludzi!</wers_wciety>/
Przewracasz się, pienisz i mętna/
Bez wiatru usypiasz... któż ciebie obudzi?/
Czy sława paląca --- czy miłość namiętna?/
<wers_wciety>Falo ludzi! falo ludzi!</wers_wciety>/
<wers_wciety>Przed tronami niższa czołem,</wers_wciety>/
<wers_wciety>Przerzedzona mieczem wroga;</wers_wciety>/
Gdy chciałaś się modlić i modlić do Boga,/
Modliłaś się do mnie, jam zemsty aniołem./
O! byłem ja nieraz w ostatnim pacierzu/
Na ustach zmarłego... Ja stoję przy grobach,/
Gdy krewni przychodzą ubrani w żałobach,/
A kiedy się modlą po zmarłym rycerzu,/
Wzywają mnie więcej i więcej niż Boga.</strofa>


<strofa><wers_wciety>Płynęła od wschodu</wers_wciety>/
<wers_wciety>Szarańcza złowroga.</wers_wciety>/
<wers_wciety>Niszczona od głodu</wers_wciety>/
<wers_wciety>Na Stambuł upadła;</wers_wciety>/
<wers_wciety>Z tej chmury lazuru</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Jak ciemne widziadła</wers_wciety>/
<wers_wciety>Wybiło się wieży tysiące;</wers_wciety>/
I rzekłbyś, że wielkie olbrzymy milczące/
Szarańcze rozgniotły stopami z marmuru.</strofa>


<strofa>A potem te mrące na głazach owady/
Stworzyły myśl w chmurze, co duszą jej była./
I gryzły bezsilne z marmuru posady,/
I marły --- a mrących myśl we mnie ożyła,/
Myśl zemsty mrącego narodu.</strofa>


<strofa><wers_wciety>A kto chce iść za mną, gdy nie śmie lud cały,</wers_wciety>/
Na inne uczucia niech lice<pe><slowo_obce>lice</slowo_obce> --- dziś: lica.</pe> ma z lodu;/
Gdy lud będzie milczał, do zemsty nieśmiały,/
Gdy grobów gęściejsze porosną cyprysy,/
<wers_wciety>Gdy głośne łez będą rozpacze;</wers_wciety>/
Ja śmiechem złamane pokażę mu rysy,/
Aż póki w nim śmiechu nie wzbudzę szatana;/
I będzie go zgraja przeklinać spłakana,/
<wers_wciety>Że z nimi na grobach nie płacze.</wers_wciety></strofa>


<strofa><wers_wciety>Wylany ze łzami</wers_wciety>/
<wers_wciety>Mój duch obumiera,</wers_wciety>/
<wers_wciety>Mnie światło dnia plami,</wers_wciety>/
<wers_wciety>Mnie księżyc otwiera</wers_wciety>/
<wers_akap>Jak kwiaty, co kwitną nocami.</wers_akap>/
Ja czekam, aż Turki wychodzą z meczetu,/
I płynę w ich serca przed Bogiem otwarte./
Ja jestem modlitwą na stali sztyletu./
<wers_akap>Ja mieczem ognistym anioła</wers_akap>/
Wśród księgi wspomnienia zaginam tę kartę,/
<wers_wciety>Co o krew woła.</wers_wciety></strofa>


<srodtytul>Hymn anioła</srodtytul>


<strofa><wers_akap>Gdzie kilka palm pustyni, gdzie wrące powietrze</wers_akap>/
Drży przebiegane falą żółtawą płomyków,/
Tam ja byłem na spiekłym urodzony wietrze,/
Tam jak szakal pilnuję gryzących się szyków./
<wers_akap>A kiedy trupami pustynię pokryją,</wers_akap>/
<wers_akap>Nim księżyc się w niebie wyśrebrzy dwa razy,</wers_akap>/
<wers_akap>Szakale nocami pieśń sławy im wyją,</wers_akap>/
<wers_akap>Ja mszczę się umarłych --- jam anioł zarazy<pa><slowo_obce>Ja mszczę się umarłych --- jam anioł zarazy</slowo_obce> --- Zaraza, która w ostatnich czasach mściła się na Europie opuszczającej nasza sprawę, podała mi myśl połączenia anioła zarazy z zemsty aniołem.</pa>,</wers_akap>/
<wers_akap>I lecę ich żony zabijać i dzieci,</wers_akap>/
<wers_akap>Ażeby niedługo umarłych płakały.</wers_akap></strofa>


<strofa><wers_akap>A moje skrzydło krwi plamami świeci,</wers_akap>/
<wers_akap>Ani ich w morza opłucze kryształy.</wers_akap>/
I lecę miasta zamieniać w pustynie;/
A w miastach ludzie czują, że ja lecę/
W srebrnobłękitnej --- w nadpowietrznej rzece,/
Co nad krętymi ulicami płynie.</strofa>


<strofa><wers_wciety>Z sułtana powracam ja grodu,</wers_wciety>/
<wers_akap>Sto głów dziś sułtański ściął miecznik:</wers_akap>/
<wers_akap>A każda na postrach narodu</wers_akap>/
<wers_akap>Z bram miasta jak żółty słonecznik</wers_akap>/
<wers_akap>Spogląda za słońcem zachodu.</wers_akap>/
<wers_akap>I oczy wlepiły w mgłę białą,</wers_akap>/
<wers_akap>Co kraj im rodzinny zakrywa;</wers_akap>/
<wers_akap>I każda się zda jakby żywa,</wers_akap>/
<wers_akap>Krwią płaczą, gdy łez im nie stało.</wers_akap></strofa>


<strofa><wers_wciety typ="3"><begin id="b1265566876035"/><motyw id="m1265566876035">Zemsta</motyw>Zemsty natchnąłem je duchem,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">,,Mścijcie się" --- rzekłem --- ,,dam broni..."<end id="e1265566876035"/></wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Czarnym zarazy łańcuchem</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Sułtańskie grody związały,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">W meczetów zakradły się woni.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Za bramy wybiegł lud cały,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Na bramach była zaraza;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Lud martwe dał jej pokłony.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Głowy --- jak królów korony</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Świecą na słupach z żelaza</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">I mają poddanych --- trupy.</wers_wciety></strofa>


<strofa><wers_wciety typ="5">Z syryjskimi łupy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Ja okręt przez wały</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Po morza błękicie</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Do portu zawiałem.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">I stał oniemiały,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Nie spuścił szalupy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">A na żaglu szczycie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Nad cichymi trupy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Ja, anioł, siedziałem.</wers_wciety></strofa>


<strofa><wers_wciety typ="5"><begin id="b1265566907144"/><motyw id="m1265566907144">Grób</motyw>Lud widząc bitny</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">W grobów popiele,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Chciałem, by groby otwarli.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">,,Złoty aniele!" ---</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Rzekli umarli ---</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">,,Weź z naszych grobów płomyk błękitny</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">I mścij się za nas"... Duch grobów wziąłem</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">I lecę mściwy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Bo lud nieżywy</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Nazwał mnie zemsty aniołem.<end id="e1265566907144"/></wers_wciety></strofa>


<strofa><wers_wciety typ="4">Skonały dzikie dwóch aniołów pienia.</wers_wciety>/
Lambro je we snach gorączkowych składał./
Hymn ostatniego tak rymami spadał,/
Jak gdyby w piersi marzeń brakło tchnienia./
Wstał --- chciał się zbudzić --- lecz padł na dywany./
Usta mu tylko drżały blade, sine,/
Jakby chciał mówić --- i wzrok obłąkany/
Przebiegał marzeń zamgloną krainę./
A jego twarzy powleczonej w bieli/
Nawet szatani marzeń się przelękną./
I rzekł: <begin id="b1265566952569"/><motyw id="m1265566952569">Miłość, Zemsta</motyw>,,O duchy! --- o ciemni anieli!/
Wyście mi zemstę malowali piękną,/
Jak najpiękniejszą ze wschodnich odalisk<pe><slowo_obce>odaliska</slowo_obce> (z tur.) --- niewolnica w haremie sułtana.</pe>;/
Bo w moim sercu miłość zapaliła.<end id="e1265566952569"/>/
Choć sny wygasną --- ona będzie żyła,/
Dla niej utworzę --- pośród myśli zwalisk/
Krainę czucia, brylantowy Eden.../
I nie sam będę... choć klasztorna krata/
Już mię na wieki rozdzieliła z Idą.../
Szalona zemsta!... burzę świat sam jeden;/
Mamże być znowu piekieł Danaidą<pe><slowo_obce>Danaida</slowo_obce> (mit. gr.) --- jedna z 50 córek Danaosa, skazanych za zabicie mężów na napełnianie beczki bez dna.</pe>/
I krew lać wiecznie do tej czary świata,/
Co się krwią nigdy napełnić nie może? ---/
Czyż się beze mnie sam nie zemścisz, Boże?/
To są anieli twoi... ci... przede mną,/
Przynieśli na świat myśl wielką i ciemną,/
Całą na czołach ogniem wypisaną,/
Ale nie mogę wyłamać z niej słowa.../
Słuchajcie, ludy... mścić się nie za rano.../
Nie... dziś nie mogę --- dziś mi cięży głowa.../
Jutro --- dziś w marzeń upływam potopie.../
Jutro. --- Lecz dzisiaj sennym wydrę cudom/
Myśl wielką... potem tę myśl zmartwychwstania/
Jak Kleopatry perłę w krwi roztopię/
W czarze z kryształu i dam czarę ludom.../
A one może w chwili obłąkania/
Odepchną czarę... wieczna im mogiła!/
Jeżeli czarę od siebie odrzucą,/
Jeżeli usta dlatego odwrócą,/
Że się w krwi ludzkiej myśl ta roztopiła,/
Chociaż tak była bezcenna i droga,/
Że o niej dotąd nie śnił nikt --- prócz Boga.../
Lecz niech ją pojmę --- niech przeniknę jasno,/
Niech mi z posianych rozkwitnie zarodów/
Zemsta człowieka i zemsta narodów.../
Jest w sercu... w myślach... moje myśli gasną.../
Znów mię ogniste porywa marzenie;/
Widzę je sercem i okiem zamkniętem,/
Powietrze zda się wielkim dyjamentem,/
W którym kolory grają i płomienie./
<wers_wciety typ="2">Szatani! o ciemni szatani!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Jak płyną wirem obrazy!</wers_wciety>/
To mój okręt korsarski na ciemnej otchłani/
<wers_wciety typ="2">W skrzydlate widmo się mieni;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">A z prawej strony anioł zarazy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">A z lewej anioł ognisty,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Liny z promieni...</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">I morza obrus błękitno szklisty</wers_wciety>/
Nie łamie się w pianę pod statku piersiami,/
I okręt białymi nie szumi żaglami;/
<wers_wciety typ="2">I tylko czuję, że płynę</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Jak duchy w północną godzinę,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Posępny, okryty mgłami.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">I mgła błękitna pobiela</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Uciekające wstecz brzegi,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Topią się, nikną jak śniegi.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Znów widne... tam palma drząca</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Jako kapłan Izraela</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Do cichej twarzy miesiąca</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Wznosi dłonie --- twarz odwraca</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">I mówi modlitwy szmerem.</wers_wciety>/
Anioł zemsty kieruje okrętowym sterem,/
Odbłyskiem swego lica ciemny brzeg pozłaca./
Palmy się zamieniają w ogniste kolumny/
I brzeg cały przeraża pożarów ogromem,/
Tylko czarne cyprysy nie dotknięte gromem/
Stoją, zmarłego świata pilnujące trumny.../
<wers_wciety typ="2">A tam... Kolonny wybrzeże,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Białe posągów narody.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Wśród kolumn tureckie wieże,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Na gmachach las ostów szumi</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Jak babilońskie ogrody,</wers_wciety>/
I szmerem głos modlitwy Mahometa tłumi,/
Głos, co się smutnym dźwiękiem po fali rozlewa./
A tam, gdzie laur różowy, gdzie oliwne drzewa,/
Wybłysła jedna --- druga i czwarta kolumna,/
Szczęty<pe><slowo_obce>szczęt</slowo_obce> (daw.) --- pozostałość.</pe> gmachów Jowisza<pe><slowo_obce>Jowisz</slowo_obce> (mit. rzym.) --- bóg nieba, burzy i deszczu, ojciec bogów, patron świątyni na Kapitolu w Atenach.</pe> ściętą mają głowę./
<wers_wciety typ="2"><begin id="b1265567015344"/><motyw id="m1265567015344">Ptak</motyw>Jakaż to jaskółka dumna</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Na te gzymsy marmurowe</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Zaniosła gniazdo? --- Skonała</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">W tych gmachach wiara i chwała,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">A ta jaskółka nie skona?<end id="e1265567015344"/></wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">O nie... to chata Santona<pa><slowo_obce>to chata Santona</slowo_obce> (...) --- W Atenach, na gruzach koscioła Jowisza, Santon, derwisz turecki, zbudował chatę...</pa></wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Na gzymsów zawisła szczycie.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Posępna wokoło cisza...</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Przed chatą postać derwisza</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">W nieba skreślona błękicie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Jako posąg nieruchoma...</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Modli się... depcąc świątynie".</wers_wciety></strofa>


<strofa>Lambro marzył... a w twarzy zgryzota widoma/
Czerni się i łza wstydu po licach mu płynie./
Patrzał w anioła zemsty, w anioła zarazy,/
I oba stali cicho --- posępnie jak głazy,/
I w ich postawach ogień potępieńców bladnie./
,,Gdy cały kraj powstanie, ta chata upadnie" ---/
Rzekli... i okręt płynął na błękitne morze.</strofa>


<strofa><wers_wciety typ="3">,,Tam z dala okryta mgłami</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Turków stolica w Bosforze.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Tysiące gmachów --- meczetów</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">I tysiące minaretów</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Jakby złotymi głoskami</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Jakiś napis Alkoranu<pe><slowo_obce>Alkoran</slowo_obce> (z arab.) --- Koran, święta księga muzułmanów.</pe></wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Pisały w nieba błękicie.</wers_wciety></strofa>


<strofa>,,Zemstę będziemy winni przedwiecznemu Panu,/
Anioł zarazy siada na sofijskim szczycie/
I patrzy na stolicę... Gdzież sen mój? --- ciemnieje. ---/
<wers_akap>Paziu, ty rozbić musiałeś zwierciadło,</wers_akap>/
<wers_akap>W którym czytałem wszystko na te oczy.</wers_akap>/
<wers_akap>Rozbić musiałeś --- bo wszystko tak mgleje,</wers_akap>/
<wers_akap>Czerni się --- pierżcha --- rozbija --- pobladło,</wers_akap>/
<wers_akap>I coraz grubiej wzrok mi się zamroczy,</wers_akap>/
<wers_akap>Tak że nie widzę nic, prócz myśli własnych...</wers_akap>/
<wers_akap>O męka! męka z tych obrazów jasnych</wers_akap>/
<wers_akap>W ciemność myślenia nagle wpaść oczyma!</wers_akap>/
<wers_akap>O jak głęboko pośród myśli tłumu</wers_akap>/
<wers_akap>Wzrok mój zabiega --- jeszcze dna nie trzyma,</wers_akap>/
<wers_akap>To wzrok ocknienia... to promień rozumu</wers_akap>/
<wers_akap>Budzi się z marzeń piekielnych rozkuty..."</wers_akap>/
<wers_akap>Tu korsarz zamilkł --- sam w sobie zamknięty,</wers_akap>/
<wers_akap>Długo na łożu leżał rozciągnięty,</wers_akap>/
<wers_akap>Potem się zerwał, krzyknął: ,,Jam otruty".</wers_akap></strofa>


<naglowek_podrozdzial>X</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Zrazu się wahał i myśli przędziwa</wers_wciety>/
Żadnymi na jaw nie śmiał wydać słowy;/
Jakby się lękał, aby śmierć skwapliwa/
Nie rozwiązała w pół zaczętej mowy;/
I widać było, jak na jego czole/
Ze snu chmurami łamały się bole./
Chwyta za sztylet złotem wybijany,/
A tak był drzący, że go ledwo dźwignął;/
I krwi gwałtownym rozigraniem chwiany,/
Nad bladym paziem dłoń wzniesioną trzyma./
Palił się cały --- potem cały stygnął,/
Żelazo z dźwiękiem padło na podłogę./
,,Paź błękitnymi ściga mię oczyma,/
On ma twarz Idy --- zabić go nie mogę!/
Idź w świat --- tam ludzie wszyscy ciebie godni,/
Obłudą w serca wkradaj się tajemnie;/
Ty się ode mnie nauczyłeś zbrodni,/
Na Boga, szczęścia nie ucz się ode mnie./
Idź --- weź te złoto... może nim zapłacisz/
Za snu godzinę --- za czarę trucizny./
Weź i tę czarę --- wśród domowych zacisz/
Jeżeli kiedy dożyjesz siwizny,/
Niech do tej czary twoje dzieci własne/
Cypryjskich jagód nalewają wina;/
A może zaśniesz, jak ja teraz zasnę./
Ja nie przeklinam, śmierć ciebie przeklina,/
Śmierć od trucizny --- bezsławna --- i marna,/
I nadto wczesna... Głębi mego łona/
Bóg tajemnicze dał zarodu ziarna,/
Dał samobójczą myśl, ta wykarmiona/
Rosła jak bujne głuszące rośliny,/
Stała się zmysłem duszy --- rozkwitała./
Czekałem tylko szczęśliwej godziny,/
A wtenczas dusza rozwiązana z ciała/
Mogłaby skończyć pasmo wyobrażeń/
Uczuciem dumy i śmiercią bez marzeń./
Wtenczas koło mnie stałyby wokoło/
Z grobów wezwane dawnych druhów twarze./
Z uśmiechem gorzkim odwróciłbym czoło,/
Niechby widzieli, że śmierć była w czarze!/
Bo oni niegdyś niedowiarstwa wzrokiem/
Śledzili we mnie męstwa --- nie dostrzegli.../
I dziś --- dziś jeszcze nie wszyscy odbiegli./
Widzę ją --- widzę --- tam --- z błękitnym okiem,/
O nie --- to szatan ubiera w mgłę ciemną/
Takie obrazy. Wściekłość mnie porywa!/
To paź... to ona... martwa... jeśliś żywa?/
Ja konam! konam! --- chodź ze mną! chodź ze mną!"/
<wers_akap>Paź upadł we krwi. Lambro drzący, blady</wers_akap>/
Zbył w nim sztyletu --- szedł --- i niezatarte/
Stopami krwawe powyciskał ślady,/
Pot miał na czole --- usta w pół otwarte.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XI</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Taką twarz noszą anieli przeklęci.</wers_wciety>/
Na czole myśli biegające tłumem,/
Nie powiązane czuciem i rozumem,/
Zlały się w ciemną niepewność pamięci./
Niepomny zbrodni, którą był wykonał,/
Sennymi słowy trzykroć pazia woła;/
<begin id="b1265567108291"/><motyw id="m1265567108291">Śmierć</motyw>Paź jeszcze słyszał, podniósł nieco czoła,/
Westchnął głęboko --- chciał mówić i skonał.<end id="e1265567108291"/>/
Lambro spalony truciznami bladnie,/
Potem się drzący przyczołgał do stoła,/
Chwycił za czarę --- w czarze znalazł na dnie/
Męty napoju --- wypił je i ożył;/
I sen od powiek na chwilę oddalił,/
Śmierci przyśpieszył --- lecz marzeń przysporzył,/
Jak lampa blaskiem ostatnim się palił.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>,,Oto mój żywioł --- ta ciemność ponura,</wers_wciety>/
Już do otchłani myśl moja należy./
I nieskończoność jako ciemna chmura/
Świat opłynęła --- myśl, gdy w nią pobieży,/
Wraca zbłąkana i znów się zamyka/
W sennych marzeniach --- moja nie wróciła.../
Już nie mam myśli --- odbiega mnie --- znika./
Raz nad świat wzbita, nie jest częścią świata./
Zna nieskończoność, znała piekło --- żyła./
Niech jak zabójca pierworodny brata/
Leci, płomienną naznaczona blizną,/
W małej z początku żywiona iskierce,/
Kiedy w popioły obróciła serce,/
W proch się rozpadło dotknięte trucizną.../
<zastepnik_wersu/>......................................................../
O jak tu ciężko... <begin id="b1265567148307"/><motyw id="m1265567148307">Kwiaty</motyw>Po co pod sklepienia/
Zamknięto kwiaty?... Ta woń kwiatów nudzi!.../
Bo kwiaty nocą, jak dawne wspomnienia,/
Kiedy rozkwitną, zabijają ludzi./
Rozbić te okna! --- rozbić szklanne stropy!/
Czy mi się zdaje? Zali w tym wazonie/
Rosnące róże i helijotropy<pe><slowo_obce>helijotrop</slowo_obce> --- heliotrop, roślina o intensywnie pachnących kwiatach.</pe>/
Podobne z siebie jak krew dają wonie?<end id="e1265567148307"/>/
<zastepnik_wersu/>......................................................../
<begin id="b1265567168812"/><motyw id="m1265567168812">Sława</motyw>Wiele, tłum wspomnień zostawiam po sobie,/
Sławę... i zbrodni przebieżone stopnie,/
I krew. --- O sława! sława! to okropnie/
Stać jako posąg na ojczyzny grobie.<end id="e1265567168812"/>/
<zastepnik_wersu/>......................................................../
Wyście mnie wpletli w koło Iksyjona<pe><slowo_obce>Iksyjon</slowo_obce> (mit. gr.) --- właśc. Iksjon, za zabicie krewnego przykuty w Tartarze do płonącego koła.</pe>,/
Wyście się po mnie wiele spodziewali;/
<begin id="b1265567211020"/><motyw id="m1265567211020">Cierpienie</motyw>Lecz miałem skute cierpieniem ramiona,/
I wiecznie w tłumu zanurzony fali,/
Nie mogłem czoła wznieść nad tłum --- cierpiałem./
Precz, ludzie... dajcie spokojnie mi zasnąć!<end id="e1265567211020"/>/
Ha! i ta lampa chce ze mną zagasnąć./
Świeć, blada lampo, kiedy ja się mroczę,/
Świeć --- i świeć jutro nad korsarza ciałem.../
Dotknąłem lampy i całe przezrocze/
Krwią poplamiłem. --- Tu wrogi być muszą.../
Wpadli na pokład i krew się rozlała./
Słyszę nad głową, jak się deski kruszą,/
Jak pierś okrętu rozbijają działa./
Chodźcie tu wszyscy, choć mam twarz pobladłą,/
To nie od trwogi... Chodźcie wszyscy razem!/
Jeszcze nad głową powieję żelazem.../
O jak mi ciemno!... więc wszystko przepadło?/
Przekleństwo temu, co pomiędzy tłumem/
Jękiem rozpaczy przeraźliwie wrzasnął,/
Przekleństwo fali, co z piekielnym szumem/
Drze się, szczelinę rozwierając kruchą./
I okręt z głębi łona westchnął głucho.../
W głąb idę..." --- upadł na dywan i zasnął...</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XIII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Lampa zagasła. A korsarz otruty</wers_wciety>/
Przed śmierci chwilą tonął w sen głęboki...<pa><slowo_obce>korsarz otruty/
Przed śmierci chwilą tonął w sen głęboki...</slowo_obce> --- Otruci napojem opium, usypiają; lecz przed śmiercią budzą się.</pa>/
A teraz... słychać tajemnicze kroki,/
Ktoś przez otwarte cicho drzwi kajuty/
Wchodzi ostrożnie w krainę męczarni.../
,,Cicho?" --- rzekł --- ,,cóż to, oboje uspieni?"/
Więc nieco tajnej otworzył latarni/
Rzucając kołem kilka mdłych promieni:/
A gdy te biegły po ścianach komnaty,/
Gdy od zwierciadeł wróciły przezroczy,/
Widać przychodnia... Pazia nosił szaty,/
Do zabitego szat podobne krojem,/
I równie bliski postawą jak strojem;/
Ale miał czarne, jak noc czarne oczy,/
I mniej był młody i piękny na twarzy;/
Bo na niej uśmiech i bladość korsarzy,/
Jako na miękkim wosku odciśnięte,/
Świadczą, że bolem przed latami dojrzał,/
Że miał już serce na czucia zamknięte./
Stał... słuchał chwilę... potem ku drzwiom spojrzał/
Chcąc niezgłębioną rzucić tajemnicę,/
I tak jak ludzie niepewnością chwiani,/
Znów się odwrócił, z potu otarł lice/
I wołał coraz głośniej: ,,Pani! pani!/
Już ranek świta... Pani! o na Boga!/
Uciekaj ze mną --- korzystajmy z cieni.../
Bo teraz jeszcze mgłą pewniejsza droga,/
I on się zbudzi... korzystajmy z mroku.../
Choćbyś mi dała twoich sto pierścieni,/
Za sto pierścieni nie chcę czekać kary./
Ja nie wytrzymam nawet Lambra wzroku,/
Bo on jak człowiek, co się mści bez miary./
Pani! odpowiedz... chwil mamy niewiele.../
A korsarz... Cóż to? --- <begin id="b1265567269989"/><motyw id="m1265567269989">Trup</motyw>Podłoga zroszona/
I krew... na martwym spotknąłem się ciele./
Lampę odkryję... O Boże! to ona!/
Sztylet ma w piersiach... to ona... zabita"<end id="e1265567269989"/>./
Umilkł, tysiączne uczucie nim miota,/
Martwy z przestrachu --- przerażeniem ożył./
Spojrzał przez okno, krzyknął: ,,Świta! świta!"/
I z obłąkaniem chwycił za wór złota,/
Wybiegł i rygle za sobą założył.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XIV</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Bogini nocy przed blaskami świtu</wers_wciety>/
Gwiazdy z rozwianych strząsała warkoczy;/
Deszczem spadały do morza błękitu,/
Inne blask zorzy płonącej pochłonął./
Lambro otworzył mgliste snami oczy:/
Półową czucia jeszcze we śnie tonął,/
Półową myśli sen przenikał zdradny,/
Rozkołysany pośród burzy wrażeń./
<begin id="b1265567298109"/><motyw id="m1265567298109">Cierpienie</motyw>Lecz boleść była nicią Aryjadny<pe><slowo_obce>nić Aryjadny</slowo_obce> (mit. gr.) --- Ariadna dała Tezeuszowi kłębek nici, dzięki któremu wydostał się z labiryntu po zabiciu Minotaura.</pe>,/
Po której wyszedł z labiryntu marzeń./
A szatan ciemny, co się karmi łzami,/
Skąpy swych darów, żadnych nie uronił;/
I chwil boleściom ukradzionych snami/
Większym cierpieniem i bolem dogonił.<end id="e1265567298109"/>/
Skoro w komnaty dzień przeniknął jasny,/
Lambro krew ujrzał, stał nad martwym ciałem/
I rzekł: ,,Sztyletu głowicę poznałem./
To jam go zabił, to mój sztylet własny./
Boże! czyż w świecie byłem tak splątany/
Z tym tłumem ludzi, że nawet samotny/
Umrzeć nie mogę? ale w tłum wmięszany/
Konam --- i ludzie koło mnie padają/
Jak oberwany z drzewa liść stokrotny./
O! boleść! boleść umierać ze zgrają/
Jak pod gruzami zawalonej ściany!/
Gdzie nawet śmierci ostatnie westchnienie/
Głośnymi jęki ludzi zagłuszone;/
Gdzie i ostatnie o zmarłym wspomnienie/
Nie na człowieka, lecz na tłum upada.../
Wzniosę ten zawój --- pióra zakrwawione,/
Ujrzę twarz pazia, czy mściwa i blada?"</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XV</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Lambro schylony z drzeniem i nieśmiało</wers_wciety>/
Zdjął zawój pazia ze strusimi pióry.../
I uderzony jak gromem, o mało/
Nie padł na ziemię, gdy spotkał oczyma/
Na pół otwartej zrennicy lazury./
Upuścił zawój --- sztyletu się ima.../
Potem przypomniał śmierć... sztylet odrzucił.../
Bo miał na ustach gorycze napoju./
I z obłąkaniem odszedł --- i znów wrócił,/
I znów rękami od śmierci drzącemi/
Zdejmował zawój --- wtenczas spod zawoju/
Włos uwolniony sypał się po ziemi/
Ze smutnym szmerem i dokoła twarzy/
Kładł się w tysiączne pierścienie rozwity./
<begin id="b1265567323970"/><motyw id="m1265567323970">Trup</motyw>Okropny widok! Ta krew, co się warzy,/
Co poplamiła jej szat aksamity,/
Na twarzy smutek i miękka omdlałość,/
I przezroczysta alabastru białość;/
Kilka uwiędłych kwiatów w martwej dłoni/
Trzyma na piersiach --- a drugą dłoń dała/
Jak spiące dziecko za węzgłowie skroni,/
W takiej postawie martwa, jakby spała.<end id="e1265567323970"/></strofa>

<naglowek_podrozdzial>XVI</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety><begin id="b1265567354607"/><motyw id="m1265567354607">Serce</motyw>Siły korsarza na pomoc zwołane,</wers_wciety>/
W serce wrzucone, z boleścią się łamią./
On tak jak ludzie, co przed sobą kłamią/
Moc wielką duszy --- wstydzi się cierpienia./
A gdy mu własne serce zlitowane/
Niosło jałmużnę łez i użalenia;/
On ją odrzucił --- on sercem hartownie/
Boleści ciała brał i nie wydawał.<end id="e1265567354607"/>/
<begin id="b1265567383507"/><motyw id="m1265567383507">Cierpienie, Rozpacz</motyw>Ale po chwili --- nowych cierpień nawał/
Wszystkie mu członki połamał gwałtownie./
Straszna to boleść! Rwał na czole włosy,/
Ręką bił w piersi --- i krwawymi ciosy/
Rozdzierał w bojach odebrane blizny./
Skądże ta rozpacz? --- Oto w głębi łona/
Uczuł niknące cierpienie trucizny,/
I myśl okropna --- że siłami ciała/
Bole zwycięży --- trucizny pokona,/
Że się wyłamie śmierci --- zabijała.<end id="e1265567383507"/></strofa>


<strofa><wers_wciety>,,Tak" --- rzekł posępny --- ,,pochowam ją święcie</wers_wciety>/
W grób mój rodzinny, w ciche fal błękity./
Sam dałem rozkaz --- aby na okręcie/
Pod tą zasłoną pawilonu krwawą/
Nie przeszła stopa ani cień kobiéty/
Miałżebym pierwszy łamać dane prawo?/
Mogliby ze mnie urągać niegodni!/
Przed nimi trzeba kryć wszystko --- prócz zbrodni". ---</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XVII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Otworzył okna kajuty kratowe,</wers_wciety>/
Siadł nad cichymi morza zwierciadłami./
Morze się lśniło ciemno-lazurowe,/
Złociste słońcem --- osrebrzone mgłami;/
I wiatr po żaglach okrętowych szumiał./
Korsarz na łonie złożył Idy zwłoki/
I długo z martwą rozstać się nie umiał./
To patrzał w odmęt ciemny i głęboki,/
To na jej lice zwracał smutne oczy;/
A wiatr mu ranny przesłaniał oblicze/
Mgłą rozwiewaną jej długich warkoczy;/
Wtenczas czuł włosa wonie tajemnicze/
I dumał długo cichym wspomnień żalem,/
Ani go zmarłej twarz raziła zbladła./
Na płeć jej, niegdyś płonącą koralem,/
Śmierć bledsze barwy, ale piękne kładła./
Widząc jej kształty, zda się, że upadła/
W uściski Lambra zachwyceniem żywa;/
I tylko drząca tuli się do łona,/
O nadto skore rozstanie lękliwa./
Zda się, że szumem morza przerażona,/
Od grobu lice odwrócone trzyma;/
I z okiem Lambra wiąże się oczyma,/
I dłoń mu błędną kładzie na ramiona./
O! patrząc na nią musiał czuciom kłamać,/
Jeśli łzy nie miał na cierpienia nowe!/
Gdy przyszło z objęć martwych się wyłamać,/
Odrzucić z szyi ręce lilijowe/
I twarz odsłonić z wonnej włosów chmury./
Przebył męczarnie wszystkie, wszystko przeżył.../
<begin id="b1265567442793"/><motyw id="m1265567442793">Pogrzeb</motyw>Rzucił ją w morze i patrzał ponury,/
Jak się krąg fali złamanej rozszerzył;/
Patrzał, jak odmęt zrastał się rozbity,/
A martwe ciało, na poły widome,/
Na pół morskimi przykryte błękity,/
Wzruszonej morza fali się broniło,/
Łamiąc się w kształty życiem nieruchome;/
I utonęło pod morza mogiłą.<end id="e1265567442793"/></strofa>


<strofa><wers_wciety>A Lambro... on był szatanem --- czy głazem?</wers_wciety>/
<begin id="b1265567458921"/><motyw id="m1265567458921">Śmiech</motyw>Lambro schylony nad takim obrazem/
Śmiech miał na licach, wesołość na czole./
Ten śmiech, ustami wydany blademi,/
To były trucizn wracające bole,/
Był to śmiech Lambra --- ostatni na ziemi.<end id="e1265567458921"/></strofa>


<naglowek_podrozdzial>XVIII</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Lambro milczący usiadł na dywanie,</wers_wciety>/
Cały się mroczył i bladnął, i gasnął./
A potem głośno w obie dłonie klasnął,/
Wnet stary majtek wbiegł na zawołanie./
Lambro rzekł: ,,Majtku, niech pop okrętowy/
Zapali lampy jak o wielkim święcie;/
I niechaj głośno śpiewa hymn grobowy/
Przy mnogich światłach, w mrocznym kadzidł dymie,/
Za tych, co mają skonać na okręcie/
I co skonali..."/
<wers_cd>--- ,,Panie! jakież imię</wers_cd>/
Wspomni w modlitwach? czyjeż gaśnie życie?"</strofa>


<strofa>--- ,,Powiesić pazia na masztowym szczycie,/
Za niego modły niech wzniesie do Pana". ---/
--- ,,Lambro, twój rozkaz spełnić się nie może./
Twój paź gdzieś uszedł i zniknął od rana,/
Musiał tajemnie spuścić łódź na morze./
Lecz choćby w Pera ukrywał się wieże,/
Choćby się w gmachach zamykał sułtana,/
Nakarmię kruki jego ciała ćwiercią". ---</strofa>


<strofa>--- ,,To nic... Pop niechaj odmawia pacierze/
Za konających i za zmarłych duszę;/
Teraz ty --- odejdź... ja sam zostać muszę" ---/
I cicho dodał: ,,Sam jeden --- ze śmiercią".</strofa>


<naglowek_podrozdzial>XIX</naglowek_podrozdzial>

<strofa><wers_wciety>Oto na czarnej okrętu banderze</wers_wciety>/
Martwe korsarza spoczywają zwłoki./
Majtkowie wyszli na pokład szeroki,/
I słychać było szeptane pacierze,/
Szarawe kadzidł<pe><slowo_obce>kadzidł</slowo_obce> --- kadzideł.</pe> snuły się obłoki,/
W dymach żółtawe płonęły gromnice./
I był to widok pięknością straszliwy,/
Gdy majtki patrząc w umarłego lice/
Cicho brzęczące zrywali kotwice,/
I okręt płynął --- a Lambro nieżywy/
Po raz ostatni wędrował przez morze./
A skoro trzecie zabłysnęło zorze,/
Umalowane czerwonymi świty,/
Do fal rzucili ciało --- i zniknęło.../
I dział trzydzieście<pe><slowo_obce>trzydzieście</slowo_obce> --- trzydzieści.</pe> głęboko westchnęło/
Na bezechowe otchłani błękity.</strofa>

</liryka_l></utwor>