<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/lalka-tom-drugi/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Prus, Bolesław</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Lalka, tom drugi</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://www.wolnelektury.pl/katalog/lektura/lalka</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sutkowska, Olga</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Pozytywizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Powieść</dc:subject.genre>
<dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://www.wolnelektury.pl/katalog/lektura/lalka-tom-drugi</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl"/>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Bolesław Prus, Lalka, przedm. Henryk Markiewicz, PIW, wyd. 31, Warszawa 1975</dc:source>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - Bolesław Prus zm. 1912</dc:rights>
<dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">1983</dc:date.pd>
<dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="en">text</dc:type>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2008-12-22</dc:date>
<dc:audience xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">L</dc:audience>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="pdf">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/lalka-tom-drugi.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0738-9</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="html">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/lalka-tom-drugi.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1717-3</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="txt">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/lalka-tom-drugi.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2672-4</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="epub">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/lalka-tom-drugi.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3734-8</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="mobi">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/lalka-tom-drugi.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4820-7</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6310.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Żydówka z pomarańczami, Aleksander Gierymski, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6310</dc:relation.coverImage.source>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><powiesc>
<autor_utworu id="e1">Bolesław Prus</autor_utworu>

<nazwa_utworu id="e2">Lalka</nazwa_utworu>


<naglowek_czesc id="e3">Tom II</naglowek_czesc>




<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e4">I. Pamiętnik starego subiekta</naglowek_rozdzial>





<akap id="e5"><begin id="b1229367845772"/><motyw id="m1229367845772">Polityka</motyw>Sytuacja polityczna jest tak niepewna, że wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby około grudnia wybuchła wojna.</akap>


<akap id="e6"><begin id="b1204390256375"/><motyw id="m1204390256375">Wiosna, Zima, Wojna</motyw>Ludziom ciągle się zdaje, że wojna może być tylko na wiosnę; widać zapomnieli, że wojny: pruska i francuska, rozpoczynały się w lecie<pr><slowo_obce>wojny: pruska i francuska, rozpoczynały się w lecie</slowo_obce> --- wojna prusko-austriacka rozpoczęła się w czerwcu 1866 r., wojna francusko-niemiecka w lipcu 1870 r.</pr>. Nie rozumiem zaś, skąd wyrósł przesąd przeciw kampaniom zimowym?... W zimie stodoły są pełne, a droga jak mur; tymczasem na wiosnę u chłopa jest przednówek, a drogi jak ciasto; przejedzie bateria i możesz się w tym miejscu kąpać.</akap>


<akap id="e7">Lecz z drugiej strony --- zimowe noce, które ciągną się po kilkanaście godzin, potrzeba ciepłej odzieży i mieszkań dla wojska, tyfus... Doprawdy, nieraz dziękuję Bogu, że mnie nie stworzył Moltkem<pr>Moltke Helmut (1800--1891) --- pruski feldmarszałek i szef sztabu, opracował plany zwycięskich wojen z Danią, Austrią i Francją.</pr>; on musi kręcić głową, nieborak!...<end id="e1204390256375"/></akap>


<akap id="e8">Austriacy, a raczej Węgrzy już na dobre wleźli do Bośni i Hercegowiny, gdzie ich bardzo niegościnnie przyjmują. Znalazł się nawet jakiś Hadżi Loja<pr>Hadżi Loja --- dowódca powstańców bośniackich walczących z austriackimi okupantami, proklamował ,,świętą wojnę" muzułmanów przeciw Austrii.</pr>, podobno znakomity partyzant, który im napędza dużo zgryzot. Szkoda mi węgierskiej piechoty, ale też i dzisiejsi Węgrzy diabła warci. Kiedy ich w 49 roku dusił szwarcgelber<pr><slowo_obce>szwarcgelber</slowo_obce> (z niem.) --- ,,czarno-żółty", Austriak (od dawnych barw państwowych Austrii).</pr>, krzyczeli: każdy naród ma prawo bronić swojej wolności!... A dziś co?... Sami pchają się do Bośni, gdzie ich nie wołano, a broniących się Bośniaków nazywają złodziejami i rozbójnikami.</akap>


<akap id="e9">Dalibóg coraz mniej rozumiem politykę! I kto wie, czy Stach Wokulski nie ma racji, że przestał się nią zajmować (jeżeli przestał?...).<end id="e1229367845772"/></akap>


<akap id="e10">Ale co ja rozprawiam o polityce, skoro w moim własnym życiu zaszła ogromna zmiana. Kto by uwierzył, że już od tygodnia nie zajmuję się sklepem; tymczasowo, rozumie się, bo inaczej chyba oszalałbym z nudów.</akap>


<akap id="e11">Rzecz jest taka. Pisze do mnie Stach z Paryża (prosił mnie o to samo przed wyjazdem), ażebym się zaopiekował kamienicą, którą kupił od Łęckich. ,,Nie miała baba kłopotu!...", myślę, ale cóż robić?... Zdałem sklep Lisieckiemu i Szlangbaumowi, a sam --- jazda w Aleje Jerozolimskie na zwiady.</akap>


<akap id="e12">Przed wyjściem pytam Klejna, który mieszka w Stachowej kamienicy, aby mi powiedział, jak tam idzie. Zamiast odpowiedzieć, wziął się za głowę.</akap>

<akap_dialog id="e13">--- Jest tam jaki rządca?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e14">--- Jest --- mówi Klejn krzywiąc się. --- Mieszka na trzecim piętrze od frontu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e15">--- Dosyć!... --- mówię --- dosyć, panie Klejn!... --- (Nie lubię bowiem słuchać cudzych opinii pierwej, nim zobaczę na własne oczy. Zresztą Klejn, chłopak młody, łatwo mógłby wpaść w zarozumiałość pomiarkowawszy, że starsi zapytują go o informacje.)</akap_dialog>


<akap id="e16">Ha! trudno... Posyłam tedy do odprasowania mój kapelusz, płacę dwa złote, na wszelki wypadek biorę do kieszeni krócicę<pe><slowo_obce>krócica</slowo_obce> --- ręczna broń palna nazywana krócicą, ponieważ miała krótką lufę.</pe> i maszeruję gdzieś aż za kościół Aleksandra<pr><slowo_obce>kościół Aleksandra</slowo_obce> --- kościół na placu Trzech Krzyży, zniszczony zupełnie w czasie powstania warszawskiego, odbudowany został w takim kształcie, jaki miał w czasie akcji <tytul_dziela>Lalki</tytul_dziela> a nie w takim, jaki miał tuż przed zburzeniem (tj. po przebudowie w latach 1886--1894). Rzecki idzie ,,aż za kościół Aleksandra", prawdopodobnie na ul. Kruczą.</pr>.</akap>


<akap id="e17"><begin id="b1204544269615"/><motyw id="m1204544269615">Dom</motyw>Patrzę: dom żółty o trzech piętrach, numer ten sam, ba!... nawet już na tabliczce znajduję nazwisko Stanisława Wokulskiego... (Widocznie kazał ją przybić stary Szlangbaum.)</akap>


<akap id="e18">Wchodzę na podwórko... oj! niedobrze... Pachnie bestia jak apteka. Śmietnik naładowany do wysokości pierwszego piętra, wszystkimi zaś rynsztokami płyną mydliny. Dopiero teraz spostrzegłem, że na parterze w dziedzińcu znajduje się ,,Pralnia paryska", z dziewuchami jak dwugarbne wielbłądy.<end id="e1204544269615"/> To dodało mi otuchy.</akap>


<akap id="e19">Wołam tedy: ,,Stróż!..." Przez chwilę nie widać nikogo, nareszcie pokazuje się baba tłusta i tak zasmolona, że nie mogę pojąć, jakim sposobem podobna ilość brudu mieści się w sąsiedztwie pralni, i do tego paryskiej.</akap>

<akap_dialog id="e20">--- Gdzie stróż? --- pytam dotykając ręką kapelusza.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e21">--- A czego to?... --- odwarknęła baba.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e22">--- Przychodzę w imieniu właściciela domu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e23">--- Stróż siedzi w kozie --- mówi baba.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e24">--- Za cóż to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e25">--- O!... ciekawy pan!... --- wrzasnęła. --- Za to, że mu gospodarz pensji nie płaci.</akap_dialog>


<akap id="e26">Ładnych rzeczy dowiaduję się na wstępie!</akap>


<akap id="e27"><begin id="b1204544381835"/><motyw id="m1204544381835">Dziecko, Przemoc</motyw>Naturalnie poszedłem od stróża do rządcy, na trzecie piętro. Już na drugim piętrze słyszę krzyk dzieci, jakieś trzaskanie i głos kobiety wołającej:</akap>

<akap_dialog id="e28">--- A gałgany!... a nicponie!... a masz!... a masz!...</akap_dialog>


<akap id="e29">Drzwi otwarte, we drzwiach jakaś jejmość w nieco białym kaftaniku wali troje dzieci rzemieniem aż świszcze.<end id="e1204544381835"/></akap>

<akap_dialog id="e30">--- Przepraszam --- mówię --- czy nie przeszkadzam?...</akap_dialog>


<akap id="e31">Na mój widok dzieci rozpierzchły się w głąb mieszkania, a jejmość w kaftaniku chowając za siebie rzemień zapytała zmieszana:</akap>

<akap_dialog id="e32">--- Czy nie pan gospodarz?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e33">--- Nie gospodarz, ale... przychodzę w jego imieniu do szanownego małżonka pani... Jestem Rzecki...</akap_dialog>


<akap id="e34">Jejmość chwilę przypatrywała mi się z niedowierzaniem, nareszcie rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e35"><begin id="b1204630190447"/><motyw id="m1204630190447">Salon, Przestrzeń</motyw>--- Wicek, biegnij do składu po ojca... A pan może pozwoli do saloniku...</akap_dialog>


<akap id="e36">Między mną i drzwiami wyrwał się obdarty chłopak i dopadłszy do schodów począł zjeżdżać na poręczy na dół. Ja zaś, zażenowany, wszedłem do saloniku, którego główną ozdobę stanowiła kanapa z wyłażącym na środku włosieniem.</akap>

<akap_dialog id="e37">--- Oto los rządcy --- odezwała się pani wskazując mi nie mniej obdarte krzesło. --- Mój mąż służy niby to bogatym panom, a gdyby nie chodził do składu węgli i nie przepisywał u adwokatów, nie mielibyśmy co włożyć w usta. --- Oto nasze mieszkanie, niech pan spojrzy --- mówiła --- za trzy ciupy dopłacamy sto osiemdziesiąt rubli rocznie...<end id="e1204630190447"/></akap_dialog>


<akap id="e38">Nagle od strony kuchni doleciało nas niepokojące syczenie. <begin id="b1204630253992"/><motyw id="m1204630253992">Złodziej</motyw>Jejmość w kaftaniku wybiegła szepcząc po drodze:</akap>

<akap_dialog id="e39">--- Kaziu! idź do sali i uważaj na tego pana...</akap_dialog>


<akap id="e40"><begin id="b1204544477468"/><motyw id="m1204544477468">Dziecko</motyw>Istotnie, weszła do pokoju dziewczynka bardzo mizerna, w brązowej sukience i brudnych pończoszkach. Usiadła na krześle przy drzwiach i wpatrywała się we mnie wzrokiem o tyle podejrzliwym, o ile smutnym. Nigdy bym doprawdy nie sądził, że na stare lata wezmą mnie za złodzieja...<end id="e1204630253992"/></akap>


<akap id="e41">Siedzieliśmy tak z pięć minut milcząc i obserwując się wzajemnie, gdy nagle rozległ się krzyk i łoskot na schodach i w tej chwili wbiegł z sieni ów obdarty chłopak, zwany Wickiem, za którym ktoś gniewnie wołał:</akap>

<akap_dialog id="e42">--- A szelmo!... dam ja ci...</akap_dialog>


<akap id="e43">Odgadłem, że Wicek musi mieć żywy temperament i że ten, kto mu wymyśla, jest jego ojcem.<end id="e1204544477468"/> <begin id="b1229368135866"/><motyw id="m1229368135866">Handel, Mieszczanin, Szlachcic</motyw>Jakoż istotnie, ukazał się sam pan rządca w poplamionym surducie i spodniach u dołu oberwanych. Miał przy tym gęsty, szpakowaty zarost i czerwone oczy.</akap>


<akap id="e44">Wszedł, grzecznie ukłonił mi się i zapytał:</akap>

<akap_dialog id="e45">--- Wszak mam honor z panem Wokulskim?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e46">--- Nie, panie, jestem tylko przyjacielem i dysponentem pana Wokulskiego...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e47">--- A tak!... --- przerwał mi wyciągając do uścisku rękę. --- Miałem przyjemność zauważyć pana w sklepie... Piękny sklep! --- westchnął. --- Z takich sklepów rodzą się kamienice, a... a z majątków ziemskich --- takie oto mieszkania...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e48">--- Pan dobrodziej miał majątek? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e49">--- Ba!... Ale co tam...<end id="e1229368135866"/> <begin id="b1204544715016"/><motyw id="m1204544715016">Dom</motyw>Zapewne chce pan poznać bilans tej kamienicy? --- odparł rządca. --- Otóż powiem krótko. Mamy dwa rodzaje lokatorów: jedni już od pół roku nie płacą nikomu, inni płacą magistratowi kary lub zaległe podatki za gospodarza. Przy tym stróż nie odbiera pensji, dach zacieka, cyrkuł ekscytuje nas, ażebyśmy wywieźli śmiecie, jeden lokator wytoczył nam proces o piwnicę, a dwu lokatorów procesuje się o obelgi z powodu strychu...<end id="e1204544715016"/> Co się zaś tyczy --- dodał po chwili, nieco zmieszany --- co się zaś tyczy dziewięćdziesięciu rubli, które ja będę winien szanownemu panu Wokulskiemu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e50">--- Nie niepokój się pan --- przerwałem mu. --- Stach, to jest pan Wokulski, zapewne umorzy pański dług do października, a następnie zawrze z panem nowy układ.</akap_dialog>


<akap id="e51">Ubogi eks-właściciel majątku ziemskiego serdecznie uściskał mi obie ręce.</akap>


<akap id="e52"><begin id="b1204544758834"/><motyw id="m1204544758834">Dom</motyw>Taki rządca, który miał kiedyś własne dobra, wydawał mi się bardzo ciekawą osobistością; ale jeszcze ciekawszym wydał mi się dom, który nie przynosi żadnych dochodów. Z natury jestem nieśmiały: wstydzę się rozmawiać z nieznanymi ludźmi, a prawie boję się wchodzić do cudzych mieszkań... (Boże miłosierny! jak ja już dawno nie byłem w cudzym mieszkaniu...) Tym razem jednak wstąpił we mnie jakiś diabeł i koniecznie zapragnąłem poznać lokatorów tej dziwnej kamienicy.<end id="e1204544758834"/></akap>


<akap id="e53">W roku 1849 bywało goręcej, a przecie szedł człowiek naprzód!...</akap>

<akap_dialog id="e54">--- Panie --- odezwałem się do rządcy --- czy byłbyś łaskaw... przedstawić mnie niektórym lokatorom?... Stach... to jest pan Wokulski... prosił mnie o zajęcie się jego interesami, dopóki nie wróci z Paryża...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e55"><begin id="b1204544979715"/><motyw id="m1204544979715">Wspomnienia</motyw>--- Paryż!... --- westchnął rządca. --- Znam Paryż jeszcze z roku 1859. Pamiętam, jak przyjmowali cesarza<pr><slowo_obce>cesarz</slowo_obce> --- Napoleon III.</pr>, kiedy wracał z kampanii włoskiej<pr><slowo_obce>kampania włoska</slowo_obce> --- wojna Francji i Królestwa Sardynii z Austrią w r. 1859.</pr>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e56">--- Pan --- zawołałem --- pan widziałeś triumfalny powrót Napoleona do Paryża?...</akap_dialog>


<akap id="e57">Wyciągnął do mnie rękę i odparł:</akap>

<akap_dialog id="e58">--- Widziałem lepszą rzecz, panie... Podczas kampanii byłem we Włoszech i widziałem, jak Włosi przyjmowali Francuzów w wigilię bitwy pod Magentą<pr>Magenta --- miejscowość w północnych Włoszech, gdzie 4 czerwca 1859 r. wojska francuskie i włoskie odniosły zwycięstwo nad armią austriacką.</pr>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e59">--- Pod Magentą?... W roku 1859?... --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e60">--- Pod Magentą, panie...</akap_dialog>


<akap id="e61">Popatrzyliśmy sobie w oczy z tym eks-obywatelem<pr><slowo_obce>eks-obywatel</slowo_obce> --- tu w znaczeniu: były właściciel ziemski.</pr>, który nie mógł zdobyć się na wywabienie plam ze swego surduta. Popatrzyliśmy sobie --- mówię --- w oczy. Magenta... Rok 1859... Eh! Boże miłosierny...</akap>

<akap_dialog id="e62">--- Powiedz pan --- rzekłem --- jak to was przyjmowali Włosi w wigilię bitwy pod Magentą?</akap_dialog>


<akap id="e63"><begin id="b1229368878407"/><motyw id="m1229368878407">Szlachcic</motyw>Ubogi eks-obywatel siadł na wytartym fotelu i mówił:</akap>

<akap_dialog id="e64">--- W roku 1859, panie Rzecki... Zdaje mi się, że mam honor...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e65">--- Tak, panie, jestem Rzecki, porucznik, panie, węgierskiej piechoty, panie...</akap_dialog>


<akap id="e66">Znowu popatrzyliśmy sobie w oczy. Eh! Boże miłosierny...<end id="e1204544979715"/></akap>

<akap_dialog id="e67">--- Mów pan dalej, panie szlachcicu --- rzekłem ściskając go za rękę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e68"><begin id="b1204545028056"/><motyw id="m1204545028056">Chłop</motyw>--- W roku 1859 --- prawił eks-obywatel --- byłem o dziewiętnaście lat młodszy niż dziś i miałem z dziesięć tysięcy rubli rocznie... Na owe czasy! panie Rzecki... Co prawda, brało się nie tylko procent, ale i coś z kapitału. Więc, jak przyszło uwłaszczenie<pr><slowo_obce>uwłaszczenie</slowo_obce> --- uwłaszczenie chłopów w zaborze rosyjskim, przeprowadzone przez rząd carski dekretem z 2 marca 1864 r. Z chwilą uwłaszczenia chłopi otrzymywali na bezwzględną własność uprawianą przez siebie ziemię, a ich dotychczasowe ,,powinności" wobec szlachty (pańszczyzna, czynsze) zostały zniesione. Podstawowe grunty folwarczne pozostały jednak w posiadaniu obszarników.</pr>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e69">--- No --- rzekłem --- chłopi są także ludźmi, panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e70">--- Wirski --- wtrącił rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e71">--- Panie Wirski --- rzekłem --- chłopi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e72">--- Wszystko mi jedno --- przerwał --- czym są chłopi.<end id="e1204545028056"/> Dość że w roku 1859 miałem z dziesięć tysięcy rubli dochodu (łącznie z pożyczkami) i byłem we Włoszech. Ciekawy byłem, jak wygląda kraj, z którego wypędzają Szwaba... A żem nie miał żony i dzieci, nie miałem dla kogo oszczędzać życia, więc przez amatorstwo jechałem z przednią strażą francuską...<end id="e1229368878407"/> Szliśmy pod Magentę, panie Rzecki, choć nie wiedzieliśmy jeszcze, ani dokąd idziemy, ani kto z nas jutro zobaczy zachodzące słońce... Pan zna to uczucie, kiedy człowiek niepewny jutra znajdzie się w kompanii ludzi również niepewnych jutra?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e73">--- Czy ja znam!... --- Jedź pan dalej, panie Wirski...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e74"><begin id="b1204545161896"/><motyw id="m1204545161896">Młodość, Wolność</motyw>--- Niech mnie kaczki zdepczą --- mówił ubogi eks-obywatel --- że to są najpiękniejsze chwile w życiu. Jesteś młody, wesół, zdrów, nie masz na karku żony i dzieci, pijesz i śpiewasz, i co chwilę spoglądasz na jakąś ciemną ścianę, za którą ukrywa się nasze jutro... Hej! --- wołasz --- lejcie mi wina bo nie wiem, co jest za tą ciemną ścianą... Hej!... wina. Nawet pocałunków... panie Rzecki --- szepnął nachylając się rządca.<end id="e1204545161896"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e75">--- Więc tedy, jakeście szli z przednią strażą pod Magentę?... --- przerwałem mu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e76"><begin id="b1204545473404"/><motyw id="m1204545473404">Żołnierz</motyw>--- Szliśmy z kirasjerami<pr><slowo_obce>kirasjerzy</slowo_obce> --- żołnierze ciężkiej jazdy noszący kirys, czyli zbroję, która osłania tylko tułów.</pr> --- mówił rządca. --- Pan znasz kirasjerów, panie Rzecki?... Na niebie świeci jedno słońce, ale w szwadronie kirasjerów jest sto słońc...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e77">--- Ciężka to jazda --- wtrąciłem. --- Piechota gryzie ją jak stalowy dziadek orzechy...<end id="e1204545473404"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e78">--- Zbliżamy się tedy, panie Rzecki, do jakiejś włoskiej mieściny, aż chłopi tamtejsi dają znać, że niedaleko stoi korpus austriacki. Szlemy<pe><slowo_obce>szlemy</slowo_obce> --- ślemy.</pe> ich tedy do miasteczka z rozkazem, a właściwie z prośbą, ażeby mieszkańcy, gdy nas zobaczą, nie wydawali żadnych okrzyków...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e79">--- Rozumie się --- rzekłem. --- Kiedy nieprzyjaciel w sąsiedztwie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e80"><begin id="b1204545839538"/><motyw id="m1204545839538">Kwiaty, Miasto, Żołnierz</motyw>--- W pół godziny --- ciągnął rządca --- jesteśmy w mieście. Ulica wąska, po obu stronach naród, ledwie można przejechać czwórkami, a w oknach i na balkonach kobiety... Jakie kobiety, panie Rzecki!... Każda ma w ręku bukiet z róż. Ci, którzy stoją na ulicy, ani pary z ust... bo Austriacy blisko... Ale tamte, co na balkonach, skubią, panie, swoje bukiety i spoconych, pyłem okrytych kirasjerów zasypują listkami z róż jak śniegiem... Ach, panie Rzecki, gdybyś widział ten śnieg: amarantowy, różowy, biały, i te ręce, i te Włoszki...</akap_dialog>


<akap id="e81">Pułkownik tylko dotykał ust i na prawo, i na lewo słał pocałunki. A tymczasem śnieg różanych listków zasypywał złote kirysy<pr><slowo_obce>kirysy</slowo_obce> --- zbroja na piersi.</pr>, hełmy i parskające konie... Na domiar jakiś stary Włoch, z krzywym kijem i siwymi włosami do kołnierza, zastąpił drogę pułkownikowi. Schwycił za szyję jego konia, pocałował go i krzyknąwszy: <slowo_obce>Eviva Italia!</slowo_obce><pr><slowo_obce>Eviva Italia!</slowo_obce> (właście <slowo_obce>evviva...</slowo_obce> wł.) --- Niech żyją Włochy!</pr>, padł trupem na miejscu... --- Taka była nasza wigilia przed Magenta!<end id="e1204545839538"/></akap>


<akap id="e82"><begin id="b1204545875464"/><motyw id="m1204545875464">Łzy</motyw>To mówił eks-obywatel, a z oczu spływały mu łzy na poplamiony surdut.</akap>

<akap_dialog id="e83">--- Niech mnie diabli wezmą, panie Wirski! --- zawołałem --- jeżeli Stach nie odda panu darmo tego mieszkania.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e84">--- Sto osiemdziesiąt rubli dopłacam! --- szlochał rządca.</akap_dialog>


<akap id="e85">Obtarliśmy oczy.<end id="e1204545875464"/></akap>

<akap_dialog id="e86">--- Panie --- mówię --- Magenta Magentą, a interes interesem. Może przedstawisz mnie pan kilku lokatorom.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e87">--- Chodź pan --- odpowiedział rządca zrywając się z obdartego fotelu. --- Chodź pan, pokażę panu najosobliwszych...</akap_dialog>


<akap id="e88">Wybiegł z saloniku i wtykając głowę do drzwi, zdaje mi się do kuchennych zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e89"><begin id="b1204546209935"/><motyw id="m1204546209935">Dziecko, Ojciec</motyw>--- Maniu! ja wychodzę... A z tobą, Wicek, obrachujemy się wieczorem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e90">--- Ja nie gospodarz, żeby się tatko ze mną rachował --- odpowiedział mu dziecięcy głos.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e91">--- Daruj mu pan --- szepnąłem do rządcy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e92">--- Akurat!... --- odparł. --- Nie zasnąłby, gdyby nie dostał wałów. Dobry chłopak --- mówił --- sprytny chłopak, ale szelma!...<end id="e1204546209935"/></akap_dialog>


<akap id="e93">Wyszliśmy z mieszkania i zatrzymaliśmy się przede drzwiami obok schodów. Rządca ostrożnie zapukał, a mnie wszystka krew uciekła z głowy do serca, a z serca do nóg. Może nawet z nóg uciekłaby do butów i gdzieś het! po schodach aż do bramy, gdyby nie odpowiedziano z wnętrza:</akap>

<akap_dialog id="e94">--- Proszę!...</akap_dialog>


<akap id="e95"><begin id="b1204546292061"/><motyw id="m1204546292061">Dom</motyw>Wchodzimy.</akap>


<akap id="e96">Trzy łóżka. Na jednym z książką w ręku i nogami opartymi o poręcz leży jakiś młody człowiek z czarnym zarostem i w studenckim mundurku; na dwu zaś innych łóżkach pościel wyglądała tak, jakby przez ten pokój przeleciał huragan i wszystko do góry nogami przewrócił. Widzę też kufer, pustą walizkę tudzież mnóstwo książek leżących na półkach, na kufrze i na podłodze. Jest nareszcie kilka krzeseł giętych i zwyczajnych i niepoliturowany stół, na którym przyjrzawszy się uważniej spostrzegłem wymalowaną szachownicę i poprzewracane szachy.</akap>


<akap id="e97">W tej chwili mdło mi się zrobiło; obok szachów bowiem spostrzegłem dwie trupie główki: w jednej był tytuń, a w drugiej... cukier!...<end id="e1204546292061"/></akap>

<akap_dialog id="e98">--- Czego to? --- zapytał młody człowiek z czarnym zarostem nie podnosząc się z łóżka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e99"><begin id="b1204546390779"/><motyw id="m1204546390779">Gospodarz</motyw>--- Pan Rzecki, plenipotent<pe><slowo_obce>plenipotent</slowo_obce> --- pełnomocnik, osoba upoważniona do działania w czyims imieniu.</pe> gospodarza... --- odezwał się rządca wskazując na mnie.</akap_dialog>


<akap id="e100"><begin id="b1204546474829"/><motyw id="m1204546474829">Sąsiad, Konflikt</motyw>Młody człowiek oparł się na łokciu i bystro patrząc na mnie rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e101">--- Gospodarza?... W tej chwili ja tu jestem gospodarzem i wcale sobie nie przypominam, ażebym mianował plenipotentem tego pana...</akap_dialog>


<akap id="e102">Odpowiedź była tak uderzająco prosta, że obaj z Wirskim osłupieliśmy.<end id="e1204546390779"/> Młody człowiek tymczasem ociężale podniósł się z łóżka i bez zbytniego pośpiechu począł zapinać spodnie i kamizelkę. Pomimo całej systematyczności, z jaką oddawał się temu zajęciu, jestem pewny, że przynajmniej połowa guzików jego garderoby pozostała nie zapiętą.</akap>

<akap_dialog id="e103">--- Aaa!... --- ziewnął.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e104">--- Niech panowie siadają --- rzekł manewrując ręką w taki sposób, że nie wiedziałem, czy każe nam umieścić się w walizie czy na podłodze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e105">--- Gorąco, panie Wirski --- dodał --- prawda?... Aaa!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e106"><begin id="b1229369090278"/><motyw id="m1229369090278">Ciało</motyw>--- Właśnie sąsiad z przeciwka skarży się na panów dobrodziejów!... --- odparł z uśmiechem rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e107">--- O cóż to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e108">--- Że panowie chodzą nago po pokoju...</akap_dialog>


<akap id="e109">Młody człowiek oburzył się.</akap>

<akap_dialog id="e110">--- Zwariował stary czy co?... On może chce, żebyśmy się ubierali w futra na taką spiekotę?... Bezczelność! słowo honoru daję...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e111">--- No --- mówił rządca --- niech panowie raczą uwzględnić, że on ma dorosłą córkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e112">--- A cóż mnie do tego?... Ja nie jestem jej ojcem. Stary błazen! słowo honoru, i przy tym łże, bo nago nie chodzimy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e113">--- Sam widziałem... --- wtrącił rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e114">--- Słowo honoru, kłamstwo! --- zawołał młody człowiek rumieniąc się z gniewu. --- Prawda, że Maleski chodzi bez koszuli, ale w majtkach, a Patkiewicz chodzi bez majtek, lecz za to w koszuli. Panna Leokadia więc widzi cały garnitur...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e115">--- Tak, i musi zasłaniać wszystkie okna --- odparł rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e116">--- To stary zasłania, nie ona --- odparł student machając ręką. --- Ona wygląda przez szpary między firanką a oknem. Zresztą, proszę pana: jeżeli pannie Leokadii wolno drzeć się na całe podwórko, to znowu Maleski i Patkiewicz mają prawo chodzić po swoim pokoju, jak im się podoba.<end id="e1229369090278"/><end id="e1204546474829"/></akap_dialog>


<akap id="e117">Mówiąc to młody człowiek spacerował wielkimi krokami. Ile razy zaś stanął do nas tyłem, rządca mrugał na mnie i robił miny oznaczające wielką desperację. Po chwili milczenia odezwał się:</akap>

<akap_dialog id="e118"><begin id="b1229474881287"/><motyw id="m1229474881287">Pieniądz</motyw>--- Panowie dobrodzieje winni nam są za cztery miesiące...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e119">--- O, znowu swoje!... --- wykrzyknął młody człowiek wsadzając ręce w kieszenie. --- Ileż razy jeszcze będę musiał powtarzać panu, ażeby pan o tych głupstwach nie gadał ze mną, tylko albo z Patkiewiczem, albo z Maleskim?... To przecież tak łatwo pamiętać: Maleski płaci za miesiące parzyste, luty, kwiecień, czerwiec, a Patkiewicz za nieparzyste: marzec, maj, lipiec...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e120">--- Ależ nikt z panów nigdy nie płaci! --- zawołał zniecierpliwiony rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e121">--- A któż winien, że pan nie przychodzi we właściwej porze?!... --- wrzasnął młody człowiek wytrząsając rękoma. --- Sto razy słyszałeś pan, że do Maleskiego należą miesiące parzyste, a do Patkiewicza nieparzyste...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e122">--- A do pana dobrodzieja?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e123">--- A do mnie, łaskawy panie, żadne --- wołał młody człowiek grożąc nam pod nosami --- bo ja z zasady nie płacę za komorne. Komu mam płacić?... Za co?... Cha! cha! dobrzy sobie...</akap_dialog>


<akap id="e124">Począł chodzić jeszcze prędzej po pokoju śmiejąc się i gniewając. Nareszcie zaczął świstać i wyglądać przez okno, hardo odwróciwszy się tyłem do nas...</akap>


<akap id="e125">Mnie już zabrakło cierpliwości.</akap>

<akap_dialog id="e126"><begin id="b1204547009335"/><motyw id="m1204547009335">Obraz świata, Pozycja społeczna</motyw>--- Pozwoli pan zrobić uwagę --- odezwałem się --- że takie nieszanowanie umowy jest dość oryginalne... Ktoś daje panu mieszkanie, a pan uważa za stosowne nie płacić mu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e127"><begin id="b1229475073591"/><motyw id="m1229475073591">Pieniądz, Praca, Własność</motyw>--- Kto mi daje mieszkanie?!... --- wrzasnął młody człowiek siadając na oknie i huśtając się w tył, jakby miał zamiar rzucić się z trzeciego piętra. --- Ja sam zająłem to mieszkanie i będę w nim dopóty, dopóki mnie nie wyrzucą. Umowy!... paradni są z tymi umowami... Jeżeli społeczeństwo chce, ażebym mu płacił za mieszkanie, to niechaj samo płaci mi tyle za korepetycje, żeby z nich wystarczyło na komorne... Paradni są!... Ja za trzy godziny lekcyj co dzień mam piętnaście rubli na miesiąc, za jedzenie biorą ode mnie dziewięć rubli, za pranie i usługę trzy... A mundur, a wpis?... I jeszcze chcą, żebym za mieszkanie płacił. Wyrzućcie mnie na ulicę --- mówił zirytowany --- niech mnie złapie hycel i da pałą w łeb... Do tego macie prawo, ale nie do uwag i wymówek...<end id="e1204547009335"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e128">--- Nie rozumiem pańskiego uniesienia --- rzekłem spokojnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e129">--- Mam się czego unosić! --- odparł młody człowiek huśtając się coraz mocniej w stronę podwórka. --- Społeczeństwo, jeżeli nie zabiło mnie przy urodzeniu, jeżeli każe mi się uczyć i zdawać kilkanaście egzaminów, zobowiązało się tym samym, że mi da pracę ubezpieczającą mój byt... Tymczasem albo nie daje mi pracy, albo oszukuje mnie na wynagrodzeniu... Jeżeli więc społeczność względem mnie nie dotrzymuje umowy, z jakiej racji żąda, abym ja jej dotrzymywał względem niego. Zresztą co tu gadać, z zasady nie płacę komornego, i basta.<end id="e1229474881287"/> Tym bardziej że obecny właściciel domu nie budował tego domu; nie wypalał cegieł, nie rozrabiał wapna, nie murował, nie narażał się na skręcenie karku. Przyszedł z pieniędzmi, może ukradzionymi, zapłacił innemu, który może także okradł kogo, i na tej zasadzie chce mnie zrobić swoim niewolnikiem. Kpiny ze zdrowego rozsądku!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e130"><begin id="b1204547550910"/><motyw id="m1204547550910">Pozycja społeczna, Praca, Sprawiedliwość</motyw>--- Pan Wokulski --- rzekłem powstając z krzesła --- nie okradł nikogo... Dorobił się majątku pracą i oszczędnością...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e131">--- Daj pan spokój! --- przerwał młody człowiek. --- Mój ojciec był zdolnym lekarzem, pracował dniem i nocą, miał niby to dobre zarobki i oszczędził... raptem trzysta rubli na rok! A że wasza kamienica kosztuje dziewięćdziesiąt tysięcy rubli, więc na kupienie jej za cenę uczciwej pracy mój ojciec musiałby żyć i zapisywać recepty przez trzysta lat... Nie uwierzę zaś, ażeby ten nowy właściciel pracował od trzystu lat...<end id="e1229475073591"/><end id="e1204547550910"/></akap_dialog>


<akap id="e132">W głowie zaczęło mi krążyć od tych wywodów; młody człowiek zaś mówił dalej:</akap>

<akap_dialog id="e133">--- Możecie nas wypędzić, owszem!... Wtedy dopiero przekonacie się, coście stracili. Wszystkie praczki, wszystkie kucharki z tej kamienicy stracą humor, a pani Krzeszowska już bez przeszkody zacznie śledzić swoich sąsiadów, rachować każdego gościa, który przychodzi do nich z wizytą, i każde ziarno kaszy, które sypią do garnka... Owszem, wypędźcie nas!... Wtedy dopiero panna Leokadia zacznie wyśpiewywać swoje gamy i wokalizy<pr><slowo_obce>wokalizy</slowo_obce> --- ćwiczenia w śpiewie bez słów, polegające na śpiewaniu jednej samogłoski.</pr> z rana sopranem, a po południu kontraltem... I diabli wezmą dom, w którym my jedni jako tako utrzymujemy porządek!</akap_dialog>


<akap id="e134">Zabraliśmy się do odejścia.</akap>

<akap_dialog id="e135"><begin id="b1204547629263"/><motyw id="m1204547629263">Społecznik</motyw>--- Więc pan stanowczo nie zapłaci komornego? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e136">--- Ani myślę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e137">--- Może choć od października zacznie pan płacić?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e138">--- Nie, panie. Niedługo już będę żył, więc pragnę przeprowadzić choćby jedną zasadę: jeżeli społeczność chce, ażeby jednostki szanowały umowę względem niej, niechaj sama wykonywa ją względem jednostek. <begin id="b1204547658115"/><motyw id="m1204547658115">Starość</motyw>Jeżeli ja mam komuś płacić za komorne, niech inni tyle płacą mi za lekcje, żeby mi na komorne wystarczyło. Rozumie pan?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e139">--- Nie wszystko, panie --- odparłem.<end id="e1204547629263"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e140">--- Nic dziwnego --- rzekł młody człowiek. --- Na starość mózg więdnie i nie jest zdolny przyjmować nowych prawd...<end id="e1204547658115"/></akap_dialog>


<akap id="e141">Ukłoniliśmy się sobie nawzajem i wyszliśmy obaj z rządcą. Młody człowiek zamknął za nami drzwi, lecz za chwilę wybiegł na schody i zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e142">--- A niechaj komornik przyprowadzi ze sobą dwu stójkowych<pr><slowo_obce>stójkowy</slowo_obce> --- posterunkowy ówczesnej policji rosyjskiej.</pr>, bo mnie będą musieli wynosić z mieszkania...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e143">--- Owszem, panie! --- odpowiedziałem mu z grzecznym ukłonem, myśląc w głębi duszy, że nie godzi się jednak wyrzucać takiego oryginała.</akap_dialog>


<akap id="e144">Kiedy szczególny młodzieniec ostatecznie cofnął się do pokoju i zamknął drzwi na klucz dając tym sposobem do zrozumienia, że konferencję z nami uważa za skończoną, zatrzymałem się w połowie schodów i rzekłem do rządcy:</akap>

<akap_dialog id="e145">--- Widzę, macie tu kolorowe szyby, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e146">--- O, bardzo kolorowe.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e147">--- Ale są zakurzone...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e148">--- O, bardzo zakurzone --- odparł rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e149"><begin id="b1204547759262"/><motyw id="m1204547759262">Dom</motyw>--- I myślę --- dodałem --- że ten młody człowiek pod względem niepłacenia komornego dotrzyma słowa, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e150">--- Panie --- zawołał rządca --- on to nic. On mówi, że nie zapłaci, no i nie płaci; ale tamci dwaj nic nie mówią i także nie płacą. To są, panie Rzecki, nadzwyczajni lokatorowie!... Oni jedni nigdy nie robią mi zawodu.</akap_dialog>


<akap id="e151">Mimo woli, i nie wiem nawet dlaczego, pokręciłem głową, choć przeczuwam, że gdybym był właścicielem podobnego domu, kręciłbym głową cały dzień.<end id="e1204547759262"/></akap>

<akap_dialog id="e152">--- Więc tu nikt nie płaci, a przynajmniej nie płaci regularnie? --- zapytałem eks-obywatela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e153">--- I nie ma się czemu dziwić --- odparł pan Wirski. --- W domu, z którego od tylu lat komorne pobierają wierzyciele, najuczciwszy lokator musi się znarowić<pe><slowo_obce>znarowić się</slowo_obce> --- spowodować, że ktoś stał sie zuchwały i samowolny.</pe>. Pomimo to mamy kilku bardzo punktualnych, na przykład baronowa Krzeszowska...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e154">--- Co?!... --- zawołałem. --- Ach, prawda, że baronowa tu mieszka... Chciała nawet kupić ten dom...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e155">--- I kupi go --- szepnął rządca --- tylko, panowie, trzymajcie się ostro!... Kupi go, choćby miała oddać cały swój majątek... A niemały to majątek, choć pan baron mocno go nadszarpnął...</akap_dialog>


<akap id="e156"><begin id="b1204547962969"/><motyw id="m1204547962969">Kobieta</motyw>Wciąż stałem na połowie schodów, pod oknem z żółtymi, czerwonymi i niebieskimi szybami. Wciąż stałem zapatrzony we wspomnienie pani baronowej, którą widziałem zaledwie kilka razy w życiu i zawsze przedstawiała mi się jako osoba bardzo ekscentryczna. Umie być pobożną i zawziętą, pokorną i ordynaryjną...</akap>

<akap_dialog id="e157">--- Cóż to za kobieta, panie Wirski? --- spytałem. --- To niezwykła kobieta, panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e158">--- Jak wszystkie histeryczki --- mruknął eks-obywatel. --- Straciła córeczkę, mąż ją porzucił... Same awantury!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e159">--- Pójdziemy do niej, panie --- rzekłem schodząc na drugie piętro. Czułem w sobie takie męstwo, że baronowa nie tylko nie trwożyła mnie, lecz prawie pociągała.<end id="e1204547962969"/></akap_dialog>


<akap id="e160">Ale kiedy stanęliśmy pode drzwiami i rządca zadzwonił, doznałem skurczu w łydkach. Nie mogłem ruszyć się z miejsca i tylko dlatego nie uciekłem. W jednej chwili opuściła mnie odwaga, przypomniałem sobie sceny z licytacji...</akap>


<akap id="e161"><begin id="b1204548028120"/><motyw id="m1204548028120">Sługa</motyw>Obrócił się klucz w zamku, stuknęła zasuwka i w uchylonych drzwiach ukazała się twarz niestarej jeszcze dziewczyny, ubranej w biały czepeczek.</akap>

<akap_dialog id="e162">--- A kto to? --- spytała dziewczyna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e163">--- Ja, rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e164">--- Czego pan chce?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e165">--- Przychodzę z pełnomocnikiem właściciela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e166">--- A ten pan czego chce?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e167">--- Ten pan właśnie jest pełnomocnikiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e168">--- Więc jak mam powiedzieć?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e169">--- Powiedz pani --- odparł już zirytowany rządca --- że przychodzimy pogadać o lokalu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e170">--- Aha!</akap_dialog>


<akap id="e171"><begin id="b1204630311102"/><motyw id="m1204630311102">Przestrzeń, Salon</motyw>Zamknęła drzwi i odeszła. Upłynęło ze dwie albo trzy minuty, zanim wróciła na powrót i po otworzeniu wielu zamków wprowadziła nas do pustego salonu.<end id="e1204548028120"/></akap>


<akap id="e172"><begin id="b1204548423987"/><motyw id="m1204548423987">Dom</motyw>Dziwny był widok tego salonu. Meble okryte ciemnopopielatymi pokrowcami, to samo fortepian, to samo pająk zawieszony u sufitu; nawet stojące w kątach kolumny z posążkami miały także popielate koszule. W ogóle robił on wrażenie pokoju, którego właściciel wyjechał zostawiwszy tylko służbę bardzo dbałą o porządek domu.<end id="e1204548423987"/><end id="e1204630311102"/></akap>


<akap id="e173">Za drzwiami było słychać rozmowę na głos kobiecy i męski. Kobiecy należał do baronowej; męski znałem dobrze, ale nie mogłem sobie przypomnieć, czyj jest.</akap>

<akap_dialog id="e174">--- Przysięgłabym --- mówiła baronowa --- że utrzymuje z nią stosunki. Onegdaj przysłał jej przez posłańca bukiet...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e175">--- Hum!... Hum!... --- wtrącił głos męski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e176">--- Bukiet, który ta obrzydliwa kokietka, dla oszukania mnie, kazała natychmiast wyrzucić za okno...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e177">--- Przecież baron na wsi... tak daleko od Warszawy... --- odparł mężczyzna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e178">--- Ale ma tu przyjaciół --- zawołała baronowa. --- I gdybym nie znała pana, przypuszczałabym, że pośredniczysz mu w tych bezeceństwach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e179">--- Ależ, pani!... --- zaprotestował głos męski. I w tej samej chwili rozległy się dwa pocałunki, sądzę, że w rękę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e180">--- No, no, panie Maruszewicz, bez czułości!... Znam ja was. Obsypujecie pieszczotami kobietę, dopóki wam nie zaufa, a potem trwonicie jej majątek i żądacie rozwodu...</akap_dialog>


<akap id="e181">,,Więc to Maruszewicz --- pomyślałem. --- Ładna para...”</akap>

<akap_dialog id="e182">--- Ja jestem zupełnie inny --- odparł ciszej męski głos za drzwiami i znowu rozległy się dwa pocałunki, z pewnością w rękę.</akap_dialog>


<akap id="e183">Spojrzałem na eks-obywatela. Podniósł oczy do sufitu, a ramiona prawie do wysokości uszu.</akap>

<akap_dialog id="e184">--- Frant<pe><slowo_obce>frant</slowo_obce> --- (daw.) człowiek miły, zabawny, ale do tego cechujący sie przebiegłością.</pe>!... --- szepnął wskazując na drzwi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e185">--- Znasz go pan?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e186">--- Bah!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e187">--- Więc --- mówiła baronowa w drugim pokoju --- niechże pan zaniesie do Św. Krzyża<pr><slowo_obce>Św. Krzyż</slowo_obce> --- kościół Św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu z końca XVII w. (zniszczony w czasie powstania, obecnie odbudowany).</pr> te dziewięć rubli na trzy wotywy<pr><slowo_obce>wotywa</slowo_obce> --- msza śpiewana, odprawiana specjalnie na czyjąś intencję.</pr>, na intencję, ażeby Bóg go upamiętał... Nie --- dodała po chwili nieco zmienionym głosem. --- Niech będzie jedna wotywa za niego, a dwie za duszę mojej nieszczęśliwej dzieweczki.</akap_dialog>


<akap id="e188">Przerwało jej ciche szlochanie.</akap>

<akap_dialog id="e189">--- Niechże się pani uspokoi!... --- łagodnie reflektował<pr><slowo_obce>reflektować</slowo_obce> --- tu: uspokajać, hamować.</pr> ją Maruszewicz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e190">--- Idź pan już, idź... --- odparła.</akap_dialog>


<akap id="e191">Nagle otworzyły się drzwi salonu i jak wryty stanął na progu Maruszewicz, za którym ujrzałem żółtawą twarz i zaczerwienione oczy pani baronowej. Rządca i ja podnieśliśmy się z krzeseł. <begin id="b1204548667088"/><motyw id="m1204548667088">Sługa</motyw>Maruszewicz cofnął się w głąb drugiego pokoju i widocznie wyszedł innymi drzwiami, a pani baronowa zawołała gniewnie:</akap>

<akap_dialog id="e192">--- Marysia!... Marysia!...</akap_dialog>


<akap id="e193">Wbiegła dziewczyna w białym, jak wyżej, czepeczku, w ciemnej sukni i białym fartuchu. W ubraniu tym wyglądałaby na dozorczynię chorych, gdyby jej oczy nie rzucały za wiele iskier.</akap>

<akap_dialog id="e194">--- Jak mogłaś wprowadzić tu tych panów? --- zapytała ją baronowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e195">--- Pani przecie kazała prosić...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e196">--- Głupia... precz!... --- syknęła baronowa.<end id="e1204548667088"/> Następnie zwróciła się do nas:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e197">--- Czego pan chce, panie Wirski?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e198">--- Pan Rzecki jest plenipotentem właściciela domu --- odparł rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e199">--- A, a!... To dobrze... --- mówiła baronowa, powoli wchodząc do salonu i nie prosząc nas, żebyśmy usiedli. <begin id="b1204630370420"/><motyw id="m1204630370420">Kobieta</motyw>Rysopis tej damy: czarna suknia, żółtawa twarz, sinawe usta, zaczerwienione z płaczu oczy i włosy gładko uczesane.<end id="e1204630370420"/> Skrzyżowała ręce na piersiach jak Napoleon I i patrząc na mnie rzekła:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e200">--- A, a, a!... To pan jest plenipotentem, zdaje mi się, że pana Wokulskiego... Czy tak?... Niechże mu pan powie, że albo ja wyprowadzę się z tego mieszkania, za które płacę mu siedemset rubli bardzo regularnie, wszak prawda, panie Wirski?...</akap_dialog>


<akap id="e201">Rządca ukłonił się.</akap>

<akap_dialog id="e202">--- Albo --- ciągnęła baronowa --- pan Wokulski usunie ze swego domu te brudy i niemoralność...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e203">--- Niemoralność? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e204">--- Tak, panie --- potwierdziła baronowa kiwając głową. --- Te praczki, które przez cały dzień śpiewają jakieś wstrętne piosenki na dole, a wieczorem śmieją się nad moją głową u tych... studentów... Ci zbrodniarze, którzy na mnie rzucają z góry papierosy albo leją wodę... Ta nareszcie pani Stawska, o której nie wiem, czym jest: wdową czy rozwódką, ani z czego się utrzymuje... Ta pani bałamuci mężów żonom cnotliwym, a tak strasznie nieszczęśliwym...</akap_dialog>


<akap id="e205">Zaczęła mrugać oczyma i rozpłakała się.</akap>

<akap_dialog id="e206"><begin id="b1204548790337"/><motyw id="m1204548790337">Dom, Dziecko, Żałoba</motyw>--- Okropność!... --- mówiła łkając. --- Być przykutą do tak wstrętnego domu przez pamięć dla dziecka, której nic już nie wydrze z serca. Wszakże ona biegała po tych wszystkich pokojach... Ona bawiła się tam, od podwórza... I wyglądała oknem, przez które mnie, matce--sierocie, wyjrzeć dzisiaj nie wolno... Chcą mnie wypędzić stąd... wszyscy chcą mnie wypędzić... wszystkim zawadzam... A przecież ja stąd nie mogę wyprowadzić się, bo każda deska tej podłogi nosi ślady jej nóżek... w każdej ścianie uwiązł jej śmiech albo płacz...</akap_dialog>


<akap id="e207"><begin id="b1204630476875"/><motyw id="m1204630476875">Przestrzeń, Rozpacz, Wspomnienia</motyw>Upadła na kanapę i zaniosła się od łkania.</akap>

<akap_dialog id="e208">--- Ach! --- płakała --- ludzie są okrutniejsi od zwierząt... Chcą mnie wygnać stąd, gdzie moja dziecina wydała ostatnie tchnienie... Jej łóżeczko i wszystkie zabawki leżą na swoich miejscach... Sama ścieram kurze w jej pokoju, ażeby nie poruszyć najmniejszego sprzętu... Każdy cal<pr><slowo_obce>cal</slowo_obce> --- dawna miara długości: 2,4 cm.</pr> podłogi wydeptałam kolanami, wycałowałam ślady mojej dzieciny, a oni mnie chcą wygnać!... Wygnajcież stąd pierwej mój ból, moją tęskonotę, moją rozpacz...<end id="e1204548790337"/></akap_dialog>


<akap id="e209">Zasłoniła twarz i szlochała rozdzierającym głosem. Spostrzegłem, że rządcy nos czerwienieje, a i ja sam uczułem łzy pod powiekami.</akap>


<akap id="e210">Rozpacz baronowej po zmarłym dziecku tak mnie rozbroiła, że nie miałem odwagi mówić z nią o podwyższeniu komornego. Płacz zaś jej tak znowu denerwował, że gdyby nie wzgląd na drugie piętro, wyskoczyłbym chyba oknem.<end id="e1204630476875"/></akap>


<akap id="e211">W rezultacie chcąc za jakąkolwiek cenę utulić szlochającą kobietę, odezwałem się z całą łagodnością:</akap>

<akap_dialog id="e212">--- Proszę pani, niech się pani uspokoi... Czego pani żąda od nas?... Czym możemy służyć?...</akap_dialog>


<akap id="e213">W głosie moim było tyle współczucia, że rządcy nos jeszcze bardziej poczerwieniał. Pani baronowej zaś obeschło jedno oko, lecz jeszcze płakała drugim, na znak, że nie uważa swojej akcji za skończoną, a mnie za pobitego.</akap>

<akap_dialog id="e214">--- Żądam... żądam --- mówiła wśród westchnień --- żądam, aby mnie nie wypędzano z miejsca, gdzie umarło moje dziecko... i gdzie wszystko mi je przypomina. Nie mogę, no... nie mogę oderwać się od jej pokoju... nie mogę ruszyć jej sprzętów i zabawek... Podłością jest w taki sposób wyzyskiwać niedolę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e215">--- Któż ją wyzyskuje? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e216">--- Wszyscy, począwszy od gospodarza, który każe mi płacić siedemset rubli...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e217">--- A, wybacz pani baronowa! --- zawołał rządca. --- Siedem pysznych pokoi, dwie kuchnie jak salony, dwa schowki... Niech pani komu odstąpi ze trzy pokoje: przecież są dwa frontowe wejścia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e218">--- Nic nikomu nie odstąpię --- odparła stanowczo --- gdyż jestem pewna, że mój zbłąkany mąż lada dzień opamięta się i powróci...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e219">--- W takim razie trzeba płacić siedemset rubli...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e220">--- Jeżeli nie więcej... --- szepnąłem.</akap_dialog>


<akap id="e221">Pani baronowa spojrzała tak, jakby chciała mnie spalić wzrokiem i utopić we łzach. Oj! co to za setna kobietka... Aż mi zimno, kiedy o niej pomyślę.</akap>

<akap_dialog id="e222">--- Mniejsza o komorne --- rzekła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e223">--- Bardzo rozsądnie! --- pochwalił ją Wirski kłaniając się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e224"><begin id="b1204548978700"/><motyw id="m1204548978700">Dom, Sąsiad</motyw>--- Mniejsza o pretensje gospodarza... Ale przecież nie mogę płacić siedmiuset rubli za lokal w podobnym domu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e225">--- Czego pani baronowa chce od domu? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e226">--- Ten dom jest hańbą uczciwych ludzi --- zawołała gestykulując rękoma. --- Więc nie od siebie, ale w imieniu moralności proszę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e227">--- O co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e228">--- O usunięcie tych studentów, którzy mieszkają nade mną, nie pozwalają mi wyjrzeć oknem na podwórze i demoralizują wszystkie...</akap_dialog>


<akap id="e229">Nagle zerwała się z kanapy.</akap>

<akap_dialog id="e230">--- O! słyszy pan? --- rzekła wskazując na drzwi, które prowadziły do pokoju od strony dziedzińca.</akap_dialog>


<akap id="e231">Istotnie, usłyszałem głos ekscentrycznego brunecika, który z trzeciego piętra wołał:</akap>

<akap_dialog id="e232">--- Marysiu!... Marysiu, chodź do nas...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e233">--- Marysiu! --- krzyknęła baronowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e234">--- Przecież jestem... Czego pani chce? --- odparła nieco zarumieniona służąca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e235">--- Ani mi się rusz z domu!... Oto ma pan... --- mówiła baronowa --- tak jest po całych dniach. A wieczorem chodzą do nich praczki... <begin id="b1229475248857"/><motyw id="m1229475248857">Gotycyzm</motyw>Panie! --- zawołała składając pobożnie ręce --- wygnajcie tych nihilistów<pe><slowo_obce>nihilizm</slowo_obce> --- nurt społeczny w XIX wieku odrzucajacy wszelkie społeczne normy i wartości. Nihilista to osoba żyjąca według zasad nihilizmu.</pe>, bo to źródło zepsucia i niebezpieczeństwa dla całego domu... Oni w trupich główkach trzymają herbatę i cukier... Oni kośćmi ludzkimi poprawiają węgle w samowarze... Oni chcą tu kiedy przynieść całego nieboszczyka!...<end id="e1229475248857"/><end id="e1204548978700"/></akap_dialog>


<akap id="e236">Zaczęła znowu tak płakać, iż myślałem, że dostanie spazmów.</akap>

<akap_dialog id="e237">--- Panowie ci --- rzekłem --- nie płacą komornego, więc bardzo być może...</akap_dialog>


<akap id="e238">Baronowej obeschły oczy.</akap>

<akap_dialog id="e239">--- Ależ naturalnie --- przerwała mi --- że musicie ich wypędzić... <begin id="b1229475543428"/><motyw id="m1229475543428">Nienawiść, Zazdrość</motyw>Lecz, panie! --- zawołała --- jakkolwiek są oni źli i zepsuci, to przecież gorszą od nich jest ta... ta Stawska!...</akap_dialog>


<akap id="e240">Zdziwiłem się zobaczywszy płomień nienawiści, jaki błysnął w oczach pani baronowej przy wymówieniu nazwy: Stawska.</akap>

<akap_dialog id="e241"><begin id="b1204549178384"/><motyw id="m1204549178384">Kobieta</motyw>--- Pani Stawska tu mieszka? --- spytałem mimo woli. --- Ta piękna?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e242">--- O... nowa ofiara!... --- wykrzyknęła baronowa wskazując na mnie i z pałającymi oczyma zaczęła mówić głębokim głosem:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e243">--- Ależ, człowieku siwowłosy, zastanów się, co robisz?... Wszakże to kobieta, której mąż oskarżony o zabójstwo uciekł za granicę... A z czego ona żyje?... Z czego się tak stroi?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e244">--- Pracuje kobiecisko jak wół --- szepnął rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e245">--- O... i ten!... --- zawołała baronowa. --- Mój mąż (jestem pewna, że to on) przysyła jej ze wsi bukiety... Rządca tego domu kocha się w niej i bierze od niej komorne z dołu co miesiąc...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e246">--- Ależ, pani!... --- zaprotestował eks-obywatel, a jego oblicze stało się tak rumiane jak nos.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e247">--- Nawet ten poczciwy niedołęga Maruszewicz --- ciągnęła baronowa --- nawet on po całych dniach wygląda do niej oknem...</akap_dialog>


<akap id="e248">Dramatyczny głos baronowej przeszedł znowu w szlochanie.<end id="e1204549178384"/></akap>

<akap_dialog id="e249">--- I pomyśleć --- jęczała --- że taka kobieta ma córkę, córkę... którą wychowuje dla piekła, a ja... O! wierzę w sprawiedliwość... wierzę w miłosierdzie boskie, ale nie rozumiem... tak... nic nie rozumiem tych wyroków, które mnie pozbawiły, a jej zostawiają dziecko... tej... tej... Panie! --- wybuchnęła z nową siłą głosu --- możesz zostawić nawet tych nihilistów, ale ją... musisz wygnać!... Niech lokal po niej stoi pustką... będę za niego płacić, byle ona nie miała dachu nad głową...<end id="e1229475543428"/></akap_dialog>


<akap id="e250">Ten wykrzyknik już całkiem mi się nie podobał. Dałem znak rządcy, że wychodzimy, i kłaniając się rzekłem ozięble:</akap>

<akap_dialog id="e251">--- Pozwoli pani baronowa, że w tej sprawie zadecyduje sam gospodarz, pan Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e252">Baronowa rozkrzyżowała ręce jak człowiek trafiony kulą w piersi.</akap>

<akap_dialog id="e253">--- Ach!... więc tak?... --- szepnęła. --- Więc już i pan i... ten, ten... Wokulski związaliście się z nią?... Ha!... zaczekam tedy na sprawiedliwość boską...</akap_dialog>


<akap id="e254">Wyszliśmy, nie zatrzymywani dłużej; na schodach zatoczyłem się jak pijany.</akap>

<akap_dialog id="e255"><begin id="b1204549244282"/><motyw id="m1204549244282">Kobieta</motyw>--- Co pan wiesz o tej pani Stawskiej? --- zapytałem Wirskiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e256">--- Najuczciwsza kobieta --- odparł. --- Młode to, piękne i pracuje na cały dom... Bo emerytura jej matki ledwie starczy na komorne...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e257">--- Ma matkę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e258">--- Ma. Także dobra kobiecina.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e259">--- A ile płacą za lokal?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e260">--- Trzysta rubli --- odpowiedział rządca. --- To, panie, jakbyśmy z ołtarza zdejmowali...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e261">--- Pójdziemy do tych pań --- rzekłem.<end id="e1204549244282"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e262"><begin id="b1204549277462"/><motyw id="m1204549277462">Zazdrość</motyw>--- Z największą chęcią! --- zawołał. --- A co o nich plecie ta wariatka, niech pan nie słucha. Ona nienawidzi Stawskiej, nie wiem nawet za co. Chyba za to, że jest piękna i ma córeczkę jak cherubinek...<end id="e1204549277462"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e263">--- Gdzie mieszkają?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e264">--- W prawej oficynie, na pierwszym piętrze.</akap_dialog>


<akap id="e265"><begin id="b1204549322512"/><motyw id="m1204549322512">Los, Bóg</motyw>Nie pamiętam nawet, kiedy zeszliśmy ze schodów frontowych, a kiedy minęliśmy podwórko i weszliśmy na pierwsze piętro oficyny. Tak ciągle stała mi przed oczyma pani Stawska i Wokulski... Mój Boże! jaka by to była piękna para; ale i cóż z tego, kiedy ona ma męża. Chociaż to są sprawy, do których najmniej miałbym ochoty mieszać się. Mnie się wydaje tak, im wydałoby się owak, a losowi jeszcze inaczej...</akap>


<akap id="e266">Los! los!... on dziwnie zbliża ludzi. Gdybym przed laty nie zeszedł do piwnicy Hopfera, do Machalskiego, nie poznałbym się z Wokulskim. Gdybym jego znowu nie wyprawił do teatru, on może nie spotkałby się z panną Łęcką. Raz mimo woli nawarzyłem mu piwa i już nie chcę powtarzać tego po raz drugi. Niech sam Bóg radzi o swej czeladzi...<end id="e1204549322512"/></akap>


<akap id="e267">Gdy stanęliśmy pode drzwiami mieszkania pani Stawskiej, rządca uśmiechnął się filuternie i szepnął:</akap>

<akap_dialog id="e268">--- Uważa pan... naprzód dowiemy się, czy młoda jest w domu. Jest co widzieć, panie!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e269">--- Wiem, wiem...</akap_dialog>


<akap id="e270"><begin id="b1204549373909"/><motyw id="m1204549373909">Sługa</motyw>Rządca nie dzwonił, ale zapukał raz i drugi. Nagle drzwi otworzyły się dość gwałtownie i stanęła w nich gruba i niska służąca z zawiniętymi rękawami i z mydłem na rękach, których mógłby jej pozazdrościć atleta.<end id="e1204549373909"/></akap>

<akap_dialog id="e271">--- O, to pan rządca!... --- zawołała. --- Myślałam, że znowu jaki tam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e272">--- Cóż, dobijał się kto?... --- spytał Wirski z akcentem oburzenia w głosie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e273">--- Nie dobijał się nijaki --- z chłopska odparła służąca --- ino jeden przysłał dziś bukiet. Mówią, że to ten Marusiewicz z przeciwka...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e274">--- Łotr! --- syknął rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e275"><begin id="b1229475703068"/><motyw id="m1229475703068">Mężczyzna</motyw>--- Mężczyzny wszystkie takie. Niech mu się co podoba, to zaraz będzie lazł jak ćma w ogień.<end id="e1229475703068"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e276">--- A panie obie są? --- spytał Wirski.</akap_dialog>


<akap id="e277">Gruba służąca spojrzała na mnie podejrzliwie.</akap>

<akap_dialog id="e278"><begin id="b1204549406207"/><motyw id="m1204549406207">Starość</motyw>--- Pan rządca z tym panem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e279">--- Z tym panem. To plenipotent gospodarza.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e280">--- A młody on czy stary? --- badała dalej, przypatrując mi się jak sędzia śledczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e281">--- Widzisz przecie, że stary!... --- odparł rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e282">--- W średnim wieku... --- wtrąciłem. (Oni, dalibóg, niedługo piętnastoletnich chłopców zaczną nazywać starymi.)<end id="e1204549406207"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e283">--- Są obie panie --- mówiła służąca. --- Tylko co do pani młodszej przyszła jedna dziewczynka wydawać lekcje. Ale pani starsza jest w swoim pokoju.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e284">--- Phy! --- mruknął rządca. --- Wreszcie powiedz pani starszej...</akap_dialog>


<akap id="e285"><begin id="b1204549440303"/><motyw id="m1204549440303">Dziecko</motyw>Weszliśmy do kuchni, gdzie stała balia pełna mydlin i dziecinnej bielizny. Na sznurze zawieszonym w pobliżu komina suszyły się również dziecinne spódniczki, koszule i pończoszki. (Jak to zaraz znać, że w mieszkaniu jest dziecko!)<end id="e1204549440303"/></akap>


<akap id="e286">Spoza uchylonych drzwi usłyszeliśmy głos już starszej kobiety.</akap>

<akap_dialog id="e287">--- Z rządcą?... jakiś pan? --- mówiła niewidzialna dama. --- Może to Ludwiczek, bo akurat śnił mi się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e288"><begin id="b1204630537638"/><motyw id="m1204630537638">Salon</motyw>--- Niech panowie idą --- rzekła służąca otwierając drzwi do saloniku.</akap_dialog>


<akap id="e289"><begin id="b1204549500674"/><motyw id="m1204549500674">Dom</motyw>Salonik nieduży, koloru perłowego. Szafirowe sprzęty, pianino, w obu oknach pełno kwiatów białych i różowych, na ścianach premia Towarzystwa Sztuk Pięknych<pr><slowo_obce>premia Towarzystwa Sztuk Pięknych</slowo_obce> --- Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych (założone w 1858 r.) wydawało corocznie reprodukcje obrazów jako premie dla swych członków.</pr>, na stole lampa ze szkłem w formie tulipana. Po cmentarnym salonie pani Krzeszowskiej z meblami w ciemnych pokrowcach wydało mi się tu weselej. Pokój wyglądał, jakby oczekiwano na gościa. Ale jego sprzęty zanadto symetrycznie ustawione dokoła stołu świadczyły, że gość jeszcze nie przyjechał.<end id="e1204630537638"/><end id="e1204549500674"/></akap>


<akap id="e290">Po chwili z przeciwległych drzwi wyszła osoba w wieku poważnym, ubrana w popielatą suknię. Uderzył mnie prawie biały kolor jej włosów, obok twarzy mizernej, lecz niezbyt starej i bardzo regularnej. Rysy tej damy były mi gdzieś znajome.</akap>


<akap id="e291">Tymczasem rządca zapiął swój poplamiony surdut na dwa guziki i ukłoniwszy się z elegancją prawdziwego szlachcica rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e292">--- Pozwoli pani zaprezentować: pan Rzecki, plenipotent naszego gospodarza, a mój kolega...</akap_dialog>


<akap id="e293">Spojrzeliśmy sobie obaj w oczy. Wyznaję, że byłem trochę zdziwiony naszym koleżeństwem... Wirski spostrzegł to i dodał z uśmiechem:</akap>

<akap_dialog id="e294">--- Mówię: kolega, gdyż obaj widzieliśmy równie ciekawe rzeczy będąc za granicą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e295">--- Szanowny pan był za granicą? no proszę!... --- odezwała się staruszka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e296">--- W roku 1849 i nieco później --- wtrąciłem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e297">--- A czy szanowny pan nie zetknął się gdzie przypadkowo z Ludwikiem Stawskim?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e298">--- Ależ, pani dobrodziejko! --- zawołał Wirski śmiejąc się i kłaniając. --- Pan Rzecki był za granicą przed trzydziestu laty, a zięć pani wyjechał dopiero przed czterema...</akap_dialog>


<akap id="e299">Staruszka machnęła ręką, jakby odganiając muchę.</akap>

<akap_dialog id="e300">--- Prawda! --- rzekła --- co też ja plotę... Ale tak ciągle myślę o Ludwiczku... Niechże panowie raczą spocząć...</akap_dialog>


<akap id="e301">Usiedliśmy, przy czym eks-obywatel znowu ukłonił się poważnej damie, a ona jemu.</akap>


<akap id="e302"><begin id="b1204549590074"/><motyw id="m1204549590074">Bieda, Czas, Pozycja społeczna, Przemijanie</motyw>Teraz dopiero spostrzegłem, że popielata suknia staruszki jest w wielu miejscach pocerowana, i dziwna melancholia ogarnęła mnie na widok tych dwojga ludzi w poplamionym surducie i w pocerowanej sukni, którzy zachowywali się jak książęta. Nad nimi już przeszedł wszystko wyrównywający pług czasu.<end id="e1204549590074"/></akap>

<akap_dialog id="e303"><begin id="b1204549650780"/><motyw id="m1204549650780">Morderstwo, Zbrodniarz</motyw>--- Bo zapewne pan nie wie o naszym zmartwieniu --- rzekła poważna dama zwracając się do mnie. --- Mój zięć przed czterema laty miał bardzo przykrą sprawę, najniesłuszniej... Zamordowano tu jakąś straszną lichwiarkę... Ach, Boże! nie ma o czym mówić... Dosyć, że ktoś z bliskich ostrzegł go, że na niego pada posądzenie... Najniewinniej, panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e304">--- Rzecki --- wtrącił eks-obywatel.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e305">--- Najniesprawiedliwiej, panie Rzecki... No i on... biedak, uciekł za granicę. W roku zeszłym znalazł się istotny morderca, ogłoszono niewinność Ludwika, ale i cóż, kiedy on już od dwu lat nie pisał...<end id="e1204549650780"/></akap_dialog>


<akap id="e306">Tu pochyliła się do mnie z fotelu i rzekła szeptem:</akap>

<akap_dialog id="e307">--- Helenka, córka moja, panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e308">--- Rzecki --- odezwał się rządca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e309"><begin id="b1204549701936"/><motyw id="m1204549701936">Cierpienie, Córka</motyw>--- Córka moja, panie Rzecki, rujnuje się... szczerze mówię, że się rujnuje na ogłoszenia po zagranicznych pismach, a tu nic i nic... Kobieta młoda, panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e310">--- Rzecki --- powiedział Wirski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e311">--- Kobieta młoda, panie Rzecki, niebrzydka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e312">--- Prześliczna! --- wtrącił rządca z zapałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e313">--- Byłam trochę do niej podobna --- ciągnęła sędziwa dama wzdychając i kiwając głową eks-obywatelowi. --- Jest tedy córka moja niebrzydka i młoda, już jedno dziecko ma i... może tęskni za innymi. Chociaż, panie Wirski, przysięgam, że nigdy od niej o tym nie słyszałam... Cierpi i milczy, ale że cierpi, domyślam się. Ja także miałam trzydzieści lat...<end id="e1204549701936"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e314">--- Kto z nas ich nie miał! --- ciężko westchnął rządca.</akap_dialog>


<akap id="e315"><begin id="b1204549739462"/><motyw id="m1204549739462">Dziecko</motyw>Skrzypnęły drzwi i wbiegła mała dziewczynka z drutami w ręku.</akap>

<akap_dialog id="e316">--- Proszę babci! --- zawołała --- ja nigdy nie skończę kaftanika dla mojej lalki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e317">--- Heluniu! --- odezwała się staruszka surowo. --- Ty nie ukłoniłaś się...</akap_dialog>


<akap id="e318">Dziewczynka zrobiła dwa dygi, na które ja odpowiedziałem niezręcznie, a pan Wirski jak hrabia, i mówiła dalej, pokazując babce druty, przy których chwiał się czarny, włóczkowy kwadracik.</akap>

<akap_dialog id="e319">--- Proszę babci, nadejdzie zima i moja lalka nie będzie miała w czym wyjść na ulicę... Proszę babci, znowu mi spadło oczko.</akap_dialog>


<akap id="e320">(Prześliczne dziecko... Boże miłosierny! dlaczego Stach nie jest jego ojcem. Może nie szalałby tak...)</akap>


<akap id="e321">Babcia przepraszając nas wzięła włóczkę i druty<end id="e1204549739462"/>, a w tej chwili weszła do salonu pani Stawska...</akap>


<akap id="e322">Muszę sobie przyznać, że ja na jej widok zachowałem się z godnością; ale Wirski zupełnie stracił głowę. Zerwał się z krzesła jak student, zapiął surdut jeszcze na jeden guzik, powiem nawet: zarumienił się, i zaczął bełkotać:</akap>

<akap_dialog id="e323"><begin id="b1204549786457"/><motyw id="m1204549786457">Gość</motyw>--- Pozwoli pani zaprezentować sobie: pan Rzecki, plenipotent naszego gospodarza...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e324">--- Bardzo mi przyjemnie --- odpowiedziała pani Stawska kłaniając mi się ze spuszczonymi oczyma. Ale silny rumieniec i ślad obawy na jej twarzy upewniły mnie, że nie jestem przyjemnym gościem.<end id="e1204549786457"/></akap_dialog>


<akap id="e325">,,Poczekaj! --- myślę. I wyobraziłem sobie, że na moim miejscu jest w tym pokoju Wokulski. --- Poczekaj, zaraz cię przekonam, że nie masz się nas czego lękać."</akap>


<akap id="e326">Tymczasem pani Stawska usiadłszy na krześle była tak zmieszana, że zaczęła coś poprawiać około sukienki swojej córeczki. Jej matka również straciła humor, a rządca kompletnie zbaraniał. ,,Poczekajcie!" --- myślę i przybrawszy bardzo surowy wyraz twarzy odezwałem się:</akap>

<akap_dialog id="e327">--- Panie dawno mieszkają w tym domu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e328">--- Pięć lat... --- odpowiada pani Stawska rumieniąc się jeszcze mocniej. Jej matka aż drgnęła na fotelu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e329">--- Ile panie płacą?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e330">--- Dwadzieścia pięć rubli miesięcznie... --- szepnęła młoda pani. Jednocześnie pobladła, zaczęła skubać sukienkę i z pewnością mimo woli rzuciła na Wirskiego takie błagalne spojrzenie, że... że gdybym był Wokulskim, zaraz bym się o nią oświadczył...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e331">--- Jesteśmy --- dodała jeszcze ciszej --- jesteśmy winne panom za lipiec...</akap_dialog>


<akap id="e332">Zachmurzyłem się jak Lucyper<pe><slowo_obce>Lucyper</slowo_obce> --- inaczej: Lucyfer.</pe> i nabrawszy tyle tchu, ile było powietrza w mieszkaniu rzekłem:</akap>

<akap_dialog id="e333">--- Nic panie nie są nam aż do... października. Właśnie Stach... --- to jest pan Wokulski pisze mi, że to istny rozbój brać trzysta rubli za trzy pokoje na tej ulicy. Pan Wokulski nie może pozwolić na podobne zdzierstwo i kazał mi zawiadomić panie, że ten lokal od października będzie do wynajęcia za dwieście rubli. A jeżeli panie nie życzą sobie...</akap_dialog>


<akap id="e334">Rządca aż posunął się w tył z fotelem. Staruszka złożyła ręce, a pani Stawska patrzyła na mnie wielkimi oczyma. Oto dopiero oczy!... i jak ona nimi umie patrzeć!... <begin id="b1229475856915"/><motyw id="m1229475856915">List, Małżeństwo, Mąż</motyw>Przysięgam, że gdybym był Wokulskim, oświadczyłbym się jej na poczekaniu. Z męża już pewnie nie ma nawet kosteczki, jeżeli nie pisał przez dwa lata. Wreszcie, od czego są rozwody?... Na co Stach ma taki majątek?...<end id="e1229475856915"/></akap>


<akap id="e335"><begin id="b1204550110470"/><motyw id="m1204550110470">Dziecko</motyw>Znowu skrzypnęły drzwi i ukazała się w nich może dwunastoletnia dziewczynka, w pasterce<pr><slowo_obce>pasterka</slowo_obce> --- kapelusz damski z dużym prostym rondem.</pr> na głowie i z paczką kajetów w ręce. Było to dziecko z twarzą rumianą i pełną, lecz nie zdradzającą zbyt wielkiej inteligencji. Ukłoniła się nam, ukłoniła się pani Stawskiej i jej matce, ucałowała w oba policzki małą Helenkę i wyszła, oczywiście do domu.<end id="e1204550110470"/> Następnie wróciła się z kuchni i zarumieniona powyżej oczu, spytała pani Stawskiej:</akap>

<akap_dialog id="e336">--- Pojutrze o której mogę przyjść?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e337">--- Pojutrze, kochanko... Przyjdź o czwartej --- odpowiedziała pani Stawska również zmieszana.</akap_dialog>


<akap id="e338">Gdy dziewczynka ostatecznie wyszła, matka pani Stawskiej odezwała się niezadowolnym tonem:</akap>

<akap_dialog id="e339">--- I to nazywa się lekcja, Boże odpuść... Helenka pracuje z nią przynajmniej półtorej godziny i za taką lekcję bierze czterdzieści groszy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e340">--- Mateczko! --- przerwała pani Stawska, błagalnie patrząc na nią.</akap_dialog>


<akap id="e341"><begin id="b1204550146314"/><motyw id="m1204550146314">Kobieta</motyw>(Gdybym był Wokulskim, już bym z nią wracał od ślubu. Co to za kobieta!... co za rysy... co za gra fizjognomii. W życiu nie widziałem nic podobnego!... A rączka, a figurka, a wzrost, a ruchy, a oczy, oczy!...)<end id="e1204550146314"/></akap>


<akap id="e342">Po chwili kłopotliwego milczenia odezwała się znowu młoda pani:</akap>

<akap_dialog id="e343">--- Bardzo jesteśmy wdzięczne panu Wokulskiemu za warunki, na jakich zostawia nam ten lokal!... Jest to chyba jedyny wypadek, ażeby gospodarz sam zniżał komorne. Ale nie wiem, czy... wypada nam korzystać z jego uprzejmości?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e344">--- To nie uprzejmość, pani, to uczciwość szlachetnego człowieka! --- wtrącił rządca. --- Mnie pan Wokulski również zniżył komorne i przyjąłem... Ulica, proszę pani, trzeciorzędna, ruch mały...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e345">--- Ale o lokatorów na niej łatwo --- wtrąciła pani Stawska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e346">--- Wolimy dawnych, znanych nam ze spokójności i porządku --- powiedziałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e347">--- Ma pan słuszność --- pochwaliła mnie siwowłosa dama. --- Porządek w mieszkaniu to pierwsza zasada, której przestrzegamy... Nawet jeżeli Helunia potnie kiedy papierki i rzuci je na podłogę, zaraz zmiata je Franusia...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e348">--- Przecie ja, proszę babci, wycinam tylko koperty, bo piszę list do tatki, ażeby już wracał --- odezwała się dziewczynka.</akap_dialog>


<akap id="e349">Po obliczu pani Stawskiej przeleciał cień jakby żalu i zmęczenia.</akap>

<akap_dialog id="e350">--- I nic, żadnej wiadomości? --- spytał rządca.</akap_dialog>


<akap id="e351">Młoda pani z wolna potrząsnęła głową; nie jestem pewny, czy nie westchnęła, ale tak cicho...</akap>

<akap_dialog id="e352"><begin id="b1204550237800"/><motyw id="m1204550237800">Kobieta, Kondycja ludzka</motyw>--- Oto los młodej i niebrzydkiej kobiety! --- zawołała starsza dama. --- Nie panna, nie mężatka...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e353">--- Mateczko!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e354">--- Nie wdowa, nie rozwódka, słowem --- nie wiadomo co i nie wiadomo za co... Ty, Helenko, mów sobie, co chcesz, a ja ci powiadam, że Ludwik już nie żyje...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e355">--- Mateczko!... mateczko!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e356">--- Tak --- ciągnęła matka z uniesieniem. --- My go tu wszyscy oczekujemy każdego dnia, o każdej godzinie, ale to na nic... Albo umarł, albo zaparł się ciebie, więc nie masz obowiązku czekać...</akap_dialog>


<akap id="e357">Obu paniom łzy nabiegły do oczu: matce z gniewu, a córce... Czy ja wiem?... Może z żalu za złamanym życiem.<end id="e1204550237800"/></akap>


<akap id="e358">Nagle przeleciała mi przez głowę myśl, którą (gdyby nie o mnie chodziło) poczytałbym za genialną. Zresztą mniejsza o jej nazwę. Dość, że było w mojej twarzy i całej postaci coś takiego, że gdy poprawiłem się na krześle, założyłem nogę na nogę i odchrząknąłem, wszyscy wlepili we mnie spojrzenia --- nawet mała Helenka.</akap>

<akap_dialog id="e359">--- Znajomość nasza --- rzekłem --- zbyt jest krótka, ażebym śmiał...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e360">--- Wszystko jedno! --- przerwał mi pan Wirski. --- Dobre usługi przyjmuje się nawet od nieznajomych.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e361">--- Znajomość nasza --- mówiłem skarciwszy go wzrokiem --- jest wprawdzie niedługa. Pozwolą panie jednak, ażebym nie tylko ja, ile pan Wokulski użył swoich wpływów do odszukania małżonka pani...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e362">--- Aaa!... --- jęknęła starsza dama w sposób, którego nie mógłbym uważać za objaw radości.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e363">--- Mateczko! --- wtrąciła pani Stawska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e364">--- Heluniu --- rzekła babcia stanowczo --- idź do swojej lalki i rób jej kaftanik. Oczko już znalazłam, idź...</akap_dialog>


<akap id="e365">Dziewczynka była trochę zdziwiona, może nawet zaciekawiona, ale ucałowała ręce babci i matce i wyszła ze swymi drutami.</akap>

<akap_dialog id="e366">--- Proszę pana --- ciągnęła staruszka --- jeżeli mamy mówić szczerze, to mnie nie tyle chodzi... To jest... nie wierzę, ażeby Ludwik żył. Kto przez dwa lata nie pisze...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e367">--- Mamo, dosyć!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e368">--- O nie! --- przerwała matka. --- Jeżeli ty jeszcze nie czujesz swego położenia, to już ja je rozumiem. Nie można żyć z taką wieczną nadzieją czy groźbą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e369"><begin id="b1204550336356"/><motyw id="m1204550336356">Szczęście</motyw>--- Mamo droga, o moim szczęściu i obowiązkach ja tylko mam prawo...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e370">--- Nie mów mi o szczęściu --- wybuchnęła matka. --- Ono skończyło się w dniu, kiedy twój mąż uciekł przed sądem, który dowiedział się o jakichś ciemnych jego stosunkach z lichwiarką. Że był niewinny, wiem, na to gotowa byłam przysiąc. Ale nie rozumiem ani ja, ani ty, po co on u niej bywał.<end id="e1204550336356"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e371">--- Mamo! --- przecież ci panowie są obcy... --- zawołała z desperacją pani Stawska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e372">--- Ja obcy?... --- spytał rządca tonem wymówki; ale powstał z krzesełka i ukłonił się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e373">--- I pan nie jesteś obcy, i ten pan --- rzekła staruszka wskazując na mnie. --- To musi być uczciwy człowiek...</akap_dialog>


<akap id="e374">Teraz ja ukłoniłem się.</akap>

<akap_dialog id="e375">--- Więc mówię panu --- ciągnęła staruszka, bystro patrząc mi w oczy --- żyjemy w ciągłej niepewności co do mego zięcia i niepewność ta zatruwa nam spokój. Ale ja, wyznam szczerze, więcej boję się jego powrotu...</akap_dialog>


<akap id="e376"><begin id="b1204550368435"/><motyw id="m1204550368435">Łzy</motyw>Pani Stawska zasłoniła twarz chustką i wybiegła do swego pokoju.</akap>

<akap_dialog id="e377">--- Płacz sobie, płacz... --- mówiła grożąc za nią rozdrażniona staruszka. --- Takie łzy, chociaż bolesne, lepsze są od tych, które co dzień wylewasz...<end id="e1204550368435"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e378">--- Panie --- zwróciła się do mnie --- przyjmę wszystko, co nam Bóg zeszle, ale czuję, że gdyby ten człowiek wrócił, zabiłby do reszty szczęście mojego dziecka. Przysięgnę --- dodała ciszej --- że ona go już nie kocha, choć sama nie wie o tym, ale jestem pewna, że... pojechałaby do niego, gdyby ją wezwał!...</akap_dialog>


<akap id="e379">Tłumione łkanie przerwało jej mowę. Spojrzeliśmy po sobie z Wirskim i pożegnaliśmy sędziwą damę.</akap>

<akap_dialog id="e380">--- Pani --- rzekłem na odchodnym --- nim rok upłynie, przyniosę wiadomość o jej zięciu. A może --- szepnąłem z mimowolnym uśmiechem --- sprawy ułożą się tak, że... wszyscy będziemy zadowoleni... Wszyscy... nawet ci, których tu nie ma!...</akap_dialog>


<akap id="e381">Staruszka spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, alem nic nie odpowiedział. Jeszcze raz pożegnałem ją i wyszliśmy obaj z rządcą nie dopytując się już o panią Stawską.</akap>

<akap_dialog id="e382">--- A niechże pan zagląda do nas choćby co wieczór!... --- zawołała sędziwa dama, gdy już byliśmy w kuchni.</akap_dialog>


<akap id="e383">Naturalnie, że będę zaglądał... Czy uda mi się moja kombinacja ze Stachem? Bóg raczy wiedzieć. Tam gdzie serce wchodzi w grę, na nic wszelkie rachuby. Ale spróbuję rozwiązać ręce kobiecie, a i to coś znaczy.</akap>


<akap id="e384">Po opuszczeniu mieszkania pani Stawskiej i jej matki rozeszliśmy się z rządcą domu, bardzo z siebie zadowoleni. To jakiś dobry człeczyna. Ale kiedy wróciwszy do siebie zastanowiłem się nad skutkami mego przeglądu lokatorów, ażem się schwycił za głowę.</akap>


<akap id="e385">Miałem uregulować finanse kamienicy i otóż uregulowałem je tak, że na pewno dochód zmniejszył się o trzysta rubli rocznie. Ha! może tym rychlej Stach opatrzy się i sprzeda swój nabytek, który wcale nie był mu potrzebny.</akap>


<akap id="e386">Ir wciąż mi niedomaga. Polityka stoi w jednej mierze: ciągła niepewność...</akap>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e387">II. Szare dnie i krwawe godziny</naglowek_rozdzial>





<akap id="e388"><begin id="b1204551942179"/><motyw id="m1204551942179">Podróż</motyw>W kwadrans po wyjeździe z Warszawy koleją warszawsko--bydgoską<pr><slowo_obce>kolej warszawsko--bydgoska</slowo_obce> --- linia kolejowa Skierniewice--Łowicz--Kutno--Włocławek zbudowana w r. 1862.</pr> Wokulski doznał dwu szczególnych, choć zupełnie różnych uczuć: owionęło go świeże powietrze, a on sam wpadł w jakiś dziwny letarg.<end id="e1204551942179"/></akap>


<akap id="e389"><begin id="b1204552314663"/><motyw id="m1204552314663">Nuda, Melancholia, Burza</motyw>Poruszał się swobodnie, był trzeźwy, myślał jasno i szybko, tylko nic go nie obchodziło; ani kto z nim jedzie, ani którędy jedzie, ani dokąd jedzie. Apatia ta rosła w miarę oddalania się od Warszawy. Za Pruszkowem<pr>Pruszków --- miasto i stacja kolejowa, 16 km na zachód od Warszawy w kierunku Skierniewic.</pr> prawie ucieszyły go krople deszczu, przez otwarte okno padające do wnętrza wagonu; później nieco ożywiła go gwałtowna burza za Grodziskiem; miał nawet pragnienie, ażeby go piorun zabił. Ale gdy burza przeszła, wpadł znowu w obojętność i nie interesował się niczym; nawet tym, że jego sąsiad z prawej strony spał mu na ramieniu, a sąsiad z przeciwka zdjął kamasze i oparł mu na kolanach nogi, w czystych zresztą skarpetkach.<end id="e1204552314663"/></akap>


<akap id="e390"><begin id="b1204552339433"/><motyw id="m1204552339433">Sen</motyw>Około północy napadło na niego coś, jakby sen, a może tylko jeszcze większa obojętność. Zasłonił firanką latarnię wagonu, przymknął oczy i myślał, że ta osobliwa apatia skończy się ze wschodem słońca. Ale nie skończyła się; owszem, do rana wzrosła i rosła coraz bardziej. Nie było mu z nią dobrze ani źle; tak sobie.<end id="e1204552339433"/></akap>


<akap id="e391"><begin id="b1204552436128"/><motyw id="m1204552436128">Podróż</motyw>Potem wzięto od niego paszport, potem zjadł śniadanie, kupił nowy bilet, kazał przenieść rzeczy do innego pociągu i ruszyli dalej. Nowa stacja, nowa zmiana pociągów, nowa jazda... Wagon drżał i turkotał, lokomotywa co pewien czas świstała, zatrzymywała się... Do przedziału zaczęli siadać ludzie mówiący po niemiecku, dwoje, troje... Potem całkiem zniknęli ludzie mówiący po polsku i wagon napełnił się samymi Niemcami.</akap>


<akap id="e392">Zmieniał się też krajobraz. Ukazały się lasy otoczone wałami i złożone z drzew stojących w tak równej odległości jak żołnierze. Znikły drewniane chaty kryte słomą i coraz częściej zaczęły się pojawiać piętrowe domki kryte dachówką, otoczone ogródkami. Znowu postój, znowu jedzenie. Jakieś ogromne miasto... Ach! To chyba Berlin... Znowu jazda... Do wagonu siadają ludzie wciąż mówiący po niemiecku, ale jakby innym akcentem. Potem noc i sen... Nie, to nie sen, to tylko apatia.</akap>


<akap id="e393">Zjawia się dwu Francuzów w przedziale. Krajobraz całkiem odmienny; szerokie horyzonty, wzgórza, winnice. Tu i owdzie wielki dom piętrowy, stary, ale krzepki, zasłonięty drzewami, zawinięty jakby w bluszcze. Znowu rewizja walizki. Zmiana pociągów, do wagonu wchodzi dwu Francuzów i jedna Francuzka i robią taki hałas, jakby ich było z dziesięcioro. Są to ludzie widocznie dobrze wychowani; pomimo to śmieją się, kilka razy zmieniają miejsca i przepraszają Wokulskiego, lecz za co, on sam nie wie.</akap>


<akap id="e394">Na jednej ze stacyj Wokulski pisze kartkę do Suzina: ,,Paris --- Grand Hotel"<pr>Grand Hotel --- jeden z największych i najwytworniejszych hoteli paryskich, przy bulwarze Kapucyńskim, koło Opery. Posiadał ok. 70 wspaniale umeblowanych salonów i 700 pokoi.</pr>, i daje ją konduktorowi wagonu razem z jakimś banknotem, nie troszcząc się ani o to, ile dał, ani o to, czy depesza dojdzie. Na następnej stacji ktoś wsuwa mu w rękę cały zwitek banknotów i jadą dalej. <begin id="b1204552458060"/><motyw id="m1204552458060">Sen</motyw>Wokulski spostrzega, że znowu jest noc, i znowu zapada w stan, który może być snem, a może tylko utratą przytomności.<end id="e1204552436128"/></akap>


<akap id="e395">Ma oczy zamknięte, pomimo to myśli, że śpi i że ten dziwny stan zobojętnienia opuści go w Paryżu.<end id="e1204552458060"/></akap>


<akap id="e396">,,Paryż!... Paryż!... (mówi sobie, ciągle śpiąc). Wszakże od tylu lat o nim tylko marzyłem. To przejdzie... Wszystko przejdzie!..."</akap>


<akap id="e397">Godzina dziesiąta rano, nowa stacja. Pociąg staje pod dachem; hałas, krzyk, bieganina. Wokulskiego napada od razu trzech Francuzów ofiarujących mu usługi. Nagle ktoś chwyta go za ramię.</akap>

<akap_dialog id="e398">--- No, Stanisławie Piotrowiczu, twoje szczęście, żeś przyjechał...</akap_dialog>


<akap id="e399">Wokulski przypatruje się przez chwilę jakiemuś olbrzymowi z czerwoną twarzą i konopiastą brodą, wreszcie mówi:</akap>

<akap_dialog id="e400">--- Ach, Suzin!</akap_dialog>


<akap id="e401">Padają sobie w objęcia. Suzinowi towarzyszy jeszcze dwu Francuzów, z których jeden odbiera Wokulskiemu bilet na rzeczy.</akap>

<akap_dialog id="e402">--- Twoje szczęście, żeś przyjechał --- mówi Suzin całując go jeszcze raz. --- Myślałem, że się skręcę w tym Paryżu bez ciebie...</akap_dialog>


<akap id="e403">,,Paryż..." --- myśli Wokulski.</akap>

<akap_dialog id="e404">--- O mnie mniejsza --- ciągnie dalej Suzin. --- Takeś zhardział pomiędzy waszą parszywą szlachtą, że o mnie już nie dbasz. Ale dla ciebie samego szkoda pieniędzy... Straciłbyś z pięćdziesiąt tysięcy rubli...</akap_dialog>


<akap id="e405">Dwaj Francuzi, towarzyszący Suzinowi, ukazują się znowu i mówią im, że już mogą jechać. <begin id="b1204552651445"/><motyw id="m1204552651445">Miasto</motyw>Suzin bierze pod rękę Wokulskiego i wyprowadza go na plac, gdzie stoi mnóstwo omnibusów i powozów jedno- i dwukonnych, z woźnicami umieszczonymi z przodu lub z tyłu. Przeszedłszy kilkanaście kroków trafiają na dwukonny powóz z lokajem. Siadają i jadą.</akap>

<akap_dialog id="e406">--- Patrzaj --- mówi Suzin --- to ulica Lafayette<pr>Lafayette --- długa ulica, prowadząca z dworca północnego (przy placu de Roubaix), na którym wysiadł Wokulski, w kierunku Grand Hotelu. Przecina ją bulwar Magenta (zbudowany za rządów Napoleona III).</pr>, a ot bulwar Magenta. Jedziem wciąż Lafayettem aż do hotelu przy Operze<pr><slowo_obce>Opera</slowo_obce> --- gmach opery paryskiej, wówczas największy na świecie, bogato ozdobiony rzeźbami i malowidłami, został oddany do użytku w 1875 r. Liczy 2200 miejsc.</pr>. Powiadam tobie, cud, nie miasto! No, a jak zobaczysz Elizejskie Pola<pr>Pola Elizejskie --- olbrzymia, szeroka aleja, łącząca plac Gwiazdy z placem Zgody, jedna z najpiękniejszych w Paryżu, wówczas ulubione miejsce spacerów eleganckiego świata.</pr>, a potem między Sekwaną i Rivoli<pr>Rivoli --- jedna z największych i najruchliwszych ulic w Paryżu, równoległa do Sekwany. Między Sekwaną a Rivoli znajdują się między innymi Tuileries, Louvre i inne okazałe budowle.</pr>... Eh! ja tobie mówię, cud, nie miasto... Kobiety tylko trochę zanadto wypychają się. Ale tu inszy smak... Na wszelki sposób cieszę się, żeś przyjechał; pięćdziesiąt albo i więcej tysięcy rubli to nie nic... Ot, widzisz, Opera, a ot bulwar Kapucyński, a ot nasza chata.</akap_dialog>


<akap id="e407">Wokulski spostrzega ogromny pięciopiętrowy gmach, formy klinowatej, na wysokości drugiego piętra otoczony żelazną balustradą, przy szerokiej ulicy wysadzonej niezbyt starymi drzewami, pełnej omnibusów, powozów, ludzi konnych i pieszych. Ruch jest tak wielki, jak gdyby co najmniej połowa Warszawy biegła na zobaczenie jakiegoś wypadku; ulica jest tak gładka jak posadzka. Widzi, że jest w samym środku Paryża, lecz nie doznaje ani wzruszenia, ani ciekawości.<end id="e1204552651445"/> Nic go nie obchodzi.</akap>


<akap id="e408">Powóz wjeżdża we wspaniałą bramę, lokaj otwiera drzwiczki, wysiadają. Suzin bierze Wokulskiego pod rękę i prowadzi do małego pokoiku, który po chwili zaczyna wznosić się w górę.</akap>

<akap_dialog id="e409">--- A ot winda --- mówi Suzin. --- Ja mam tu dwa mieszkania. Jedno na pierwszym piętrze za sto franków dziennie, drugie na trzecim za dziesięć franków. I dla ciebie wziąłem za dziesięć franków. Trudna rada --- wystawa!...</akap_dialog>


<akap id="e410"><begin id="b1204630760147"/><motyw id="m1204630760147">Salon</motyw>Wychodzą z windy na korytarz i po chwili znajdują się w eleganckim saloniku, który posiada mahoniowe meble, szerokie łóżko pod baldachimem i szafę mającą zamiast drzwi ogromne lustro.<end id="e1204630760147"/></akap>

<akap_dialog id="e411"><begin id="b1204552769035"/><motyw id="m1204552769035">Handel, Interes</motyw>--- Siadaj, Stanisławie Piotrowiczu. Chcesz jeść czy pić, tu czy w sali? No, pięćdziesiąt tysięcy twoje... Bardzom kontent...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e412"><begin id="b1229476679286"/><motyw id="m1229476679286">Rosjanin</motyw>--- Powiedz mi --- po raz pierwszy odezwał się Wokulski --- za cóż to ja mam dostać pięćdziesiąt tysięcy?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e413">--- Może i więcej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e414">--- Dobrze, ale za co?</akap_dialog>


<akap id="e415">Suzin rzuca się na fotel, opiera ręce na brzuchu i wybucha śmiechem.</akap>

<akap_dialog id="e416">--- Ot, za to samo, że się pytasz!... Inny nie pyta: za co weźmie pieniądze, tylko dawaj... A ty jeden chcesz wiedzieć: za co zarobisz takie pieniądze. Ach, ty gołąbku!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e417">--- To nie jest odpowiedź.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e418">--- Zaraz ja tobie odpowiem --- mówi Suzin. --- Najpierw za to, żeś ty mnie jeszcze w Irkucku przez cztery lata rozumu uczył. Żeby nie ty, ja nie byłbym ten Suzin co dziś. No, a ja, Stanisławie Piotrowiczu, ja nie wasz człowiek: za dobro daję dobro...<end id="e1229476679286"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e419">--- I to nie odpowiedź --- wtrącił Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e420">Suzin wzruszył ramionami.</akap>

<akap_dialog id="e421">--- Już ty w tej izbie nie chciej ode mnie objaśnienia; a tam na dole sam zrozumiesz. Może być, kupię trochę galanteryj paryskich, a może być, kilkanaście statków kupieckich. Ja po francusku ani w ząb i po niemiecku też, więc trzeba mi człowieka takiego jak ty...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e422">--- Nie znam się na statkach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e423">--- Bądź spokojny. Znajdziem tu inżynierów kolejowych i morskich, i wojskowych... Mnie nie o nich chodzi, ale o człowieka, który by gadał za mnie --- dla mnie. Zresztą, mówię tobie, jak zejdziemy tam na dół, miej ty dwie pary oczów i dwie pary uszów, ale jak wyjdziemy stamtąd, nie miej ty nawet pamięci. Ty to potrafisz, Stanisławie Piotrowiczu, a o resztę nie pytaj się. Ja zarobię dziesięć procent, tobie dam dziesięć procent od mego zarobku i sprawa skończona. A na co to, dla kogo i przeciw komu --- nie pytaj.<end id="e1204552769035"/></akap_dialog>


<akap id="e424">Wokulski milczał.</akap>

<akap_dialog id="e425">--- O czwartej przyjdą do mnie fabrykanci amerykańscy i francuscy. Możesz zejść? --- spytał Suzin.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e426">--- Dobrze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e427">--- A teraz przejdziesz się po mieście?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e428">--- Nie. Teraz pójdę spać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e429"><begin id="b1204630792708"/><motyw id="m1204630792708">Salon</motyw>--- No, to i dobrze. Chodźże do twego mieszkania.</akap_dialog>


<akap id="e430">Opuścili numer Suzina i o kilkanaście kroków dalej weszli do podobnego zupełnie saloniku: Wokulski rzucił się na łóżko, Suzin wyszedł na palcach i zamknął drzwi.<end id="e1204630792708"/></akap>


<akap id="e431"><begin id="b1204552822127"/><motyw id="m1204552822127">Sen</motyw>Po odejściu Suzina Wokulski przymknął oczy i usiłował zasnąć. Może nie tyle zasnąć, ile odpędzić od siebie jakąś myśl natrętną, przed którą uciekł z Warszawy. Przez pewien czas zdawało mu się, że jej nie ma, że została tam i że dopiero szuka go stroskana, tułając się od Krakowskiego Przedmieścia do Alei Ujazdowskiej.<end id="e1204552822127"/></akap>


<akap id="e432">,,Gdzie on jest?... gdzie on jest?..." --- szeptało widmo.</akap>


<akap id="e433">,,A jeżeli poleci za mną?... --- spytał samego siebie Wokulski. --- No, już chyba tu mnie nie znajdzie w tak wielkim mieście, w takim ogromnym hotelu..."</akap>


<akap id="e434">,,A może mnie już szuka?..." --- pomyślał.</akap>


<akap id="e435">Zamknął oczy jeszcze mocniej i począł huśtać się na materacu, który wydał mu się nadzwyczajnie szerokim i wyjątkowo sprężystym. Był pogrążony w dwu szmerach. Za drzwiami, na hotelowym korytarzu, ludzie rozmawiali i biegali, jakby w tej chwili stało się coś; za oknem, na ulicy, rozlegał się nieokreślony hałas, na który składają się turkoty licznych wozów, dźwięki dzwonów, głosy ludzkie, trąbki, wystrzały i Bóg nie wie co, a wszystko przytłumione i odległe.</akap>


<akap id="e436">Potem przywidziało mu się, że jakiś cień zagląda do jego okna, a później, że po długim korytarzu ktoś chodzi ode drzwi do drzwi, puka i pyta:</akap>


<akap id="e437">,,Czy nie ma go tu?..."</akap>


<akap id="e438">Istotnie ktoś chodził, pukał i nawet zapukał do jego drzwi; lecz nie odebrawszy odpowiedzi poszedł dalej.</akap>


<akap id="e439">,,Nie znajdzie mnie!... nie znajdzie..." --- myślał Wokulski.</akap>


<akap id="e440"><begin id="b1204552896869"/><motyw id="m1204552896869">Sobowtór</motyw>Wtem otworzył oczy i włosy powstały mu na głowie.</akap>


<akap id="e441">Naprzeciw siebie zobaczył taki sam pokój jak jego, takie samo łóżko z baldachimem, a na nim... siebie!... Było to jedno z najsilniejszych wstrząśnień, jakich doznał w życiu, sprawdziwszy własnymi oczyma, że tu, gdzie uważał się za zupełnie samotnego, towarzyszy mu nieodstępny świadek... on sam!...</akap>


<akap id="e442">,,Co za oryginalne szpiegowanie... --- mruknął. --- Głupie te szafy z lustrami."</akap>


<akap id="e443">Zerwał się z łóżka, jego sobowtór zerwał się równie szybko. Pobiegł do okna --- <wyroznienie>tamten</wyroznienie> także. Otworzył gorączkowo walizkę, ażeby przebrać się, i <wyroznienie>tamten</wyroznienie> również zaczął przebierać się, widocznie z zamiarem wyjścia na miasto.</akap>


<akap id="e444">Wokulski czuł, że musi uciec z tego pokoju. Widmo, przed którym wyjechał z Warszawy, było już tu i stało za progiem.<end id="e1204552896869"/></akap>


<akap id="e445">Umył się, włożył czystą bieliznę, przebrał się. Było ledwie wpół do pierwszej.</akap>


<akap id="e446">,,Trzy i pół godzin! --- pomyślał. --- Coś trzeba z nimi zrobić..."</akap>


<akap id="e447">Ledwie otworzył drzwi, już znalazł się służący z frazesem:</akap>

<akap_dialog id="e448">--- <slowo_obce>Monsieur?</slowo_obce><pr><slowo_obce>Monsieur?</slowo_obce> (fr.) --- Panie?</pr>...</akap_dialog>


<akap id="e449">Wokulski kazał zaprowadzić się do schodów, dał służącemu franka i zbiegł z trzeciego piętra na dół, jak człowiek, którego ścigają.</akap>


<akap id="e450"><begin id="b1204553366023"/><motyw id="m1204553366023">Miasto</motyw>Wyszedł przed bramę i zatrzymał się na chodniku. Ulica szeroka, wysadzona drzewami<pr><slowo_obce>Ulica szeroka, wysadzona drzewami</slowo_obce> --- bulwar Kapucyński.</pr>. W jednej chwili przelatuje około niego ze sześć powozów i żółty omnibus, naładowany podróżnymi wewnątrz i na dachu. Na prawo, gdzieś bardzo daleko, widać plac<pr><slowo_obce>Na prawo, gdzieś bardzo daleko, widać plac</slowo_obce> --- plac Vendóme z kolumną tejże nazwy, wzniesioną na cześć armii napoleońskiej w 1805 r.</pr>, na lewo --- pod hotelem --- niedużą markizę<pr><slowo_obce>markiza</slowo_obce> --- ruchomy daszek z płótna chroniący przed słońcem.</pr> a pod nią gromadę mężczyzn i kobiet, którzy siedzą przy okrągłych stoliczkach, prawie na chodniku, i piją kawę. Panowie są jak wydekoltowani, mają w dziurkach od guzików kwiaty lub wstążeczki i zakładają nogi na kolana akurat tak wysoko, jak przystoi w sąsiedztwie pięciopiętrowych domów; kobiety szczupłe, małe, śniade, z ognistymi spojrzeniami, lecz skromnie ubrane.</akap>


<akap id="e451">Wokulski idzie w lewo i za węgłem tego samego hotelu, w tymże samym hotelu, widzi drugą markizę i drugą gromadę ludzi, pijących coś, obok chodnika. Tu siedzi ze sto osób, jeżeli nie więcej; panowie mają miny impertynentów, damy są ożywione, przyjacielskie i pełne prostoty. Powozy jedno-- i dwukonne toczą się w dalszym ciągu, gromady pieszych pędzą co chwilę w jedną i drugą stronę, przesuwa się żółty i zielony omnibus, tym zaś przecinają drogę omnibusy brunatne, wszystkie napełnione wewnątrz, wszystkie obładowane podróżnymi na dachach.</akap>


<akap id="e452">Wokulski znajduje się na środku placu, z którego rozchodzi się siedem ulic<pr><slowo_obce>plac, z którego rozchodzi się siedem ulic</slowo_obce> --- plac Opery.</pr>. Liczy raz i drugi --- siedem ulic... Gdzie iść?... Chyba w kierunku drzew... Akurat dwie ulice, przecinające się pod kątem prostym, są zadrzewione...</akap>


<akap id="e453">,,Pójdę w kierunku ściany hotelu" --- myśli Wokulski.</akap>


<akap id="e454">Robi pół obrotu w lewo i staje zdumiony.</akap>


<akap id="e455">W głębi na lewo widać jakiś potężny gmach<pr><slowo_obce>na lewo... potężny gmach</slowo_obce> --- Opera.</pr>.</akap>


<akap id="e456"><begin id="b1229476801975"/><motyw id="m1229476801975">Warszawa</motyw>Na parterze --- szereg arkad i posągów, na pierwszym piętrze olbrzymie kolumny kamienne i nieco mniejsze marmurowe, ze złoconymi kapitelami<pr><slowo_obce>kapitel</slowo_obce> --- głowica, najwyższa część kolumny, łącząca ją z belkowaniem, zwykle ozdobiona rzeźbą.</pr>. Na wysokości dachu w kątach orły i złocone posągi, unoszące się nad złoconymi figurami rozhukanych koni. Dach bliżej płaski, dalej kopuła zakończona koroną, a jeszcze dalej --- dach trójkątny, również dźwigający na szczycie grupę figur. Wszędzie marmur, brąz, złoto, wszędzie kolumny, posągi i medaliony<pr><slowo_obce>medalion</slowo_obce> --- tu: płaskorzeźba okrągła lub owalna.</pr>...</akap>


<akap id="e457">,,Opera?... --- myśli Wokulski. --- Ależ tu jest więcej marmurów i brązów aniżeli w całej Warszawie!..."</akap>


<akap id="e458">Przypomina sobie swój sklep, ozdobę miasta, rumieni się i idzie dalej<pr><slowo_obce>idzie dalej</slowo_obce> --- przez tzw. wielkie bulwary: des Capucines, des Italiens, Montmartre, Poissonniere, Bonne Nouvelle, Saint Denis, największe i najbardziej ożywione ulice Paryża.</pr>. Czuje, że Paryż na pierwszym kroku przytłoczył go, i --- jest kontent.<end id="e1229476801975"/></akap>


<akap id="e459">Ruch powozów, omnibusów i ludzi pieszych zwiększa się w zastraszający sposób. Co kilka kroków werendy, okrągłe stoliki, ludzie siedzący przy chodnikach. Za powozem, który ma z tyłu lokaja, toczy się wózek ciągniony przez psa, mija go omnibus, potem dwaj ludzie z tragami<pr><slowo_obce>tragi</slowo_obce> --- nosze.</pr>, potem większy wóz na dwu kołach, potem dama i mężczyzna konno i znowu nieskończony szereg powozów. Bliżej chodnika --- wózek z bukietami, drugi z owocami, naprzeciw pasztetnik<pr><slowo_obce>pasztetnik</slowo_obce> --- specjalista przyrządzający pasztety (siekane mięso lub ryba zapieczone w powłoce z ciasta).</pr>, roznosiciel gazet, handlarz starzyzny, szlifierz, roznosiciel książek...</akap>

<akap_dialog id="e460">--- <slowo_obce>M'rchand d'habits</slowo_obce><pr><slowo_obce>M’rchand d'habits</slowo_obce>... (fr.) --- handlarz odzieżą!... (okrzyk paryskich tandeciarzy).</pr>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e461">--- »Figaro«...<pr>»Figaro« --- popularny dziennik paryski, założony w 1854 r.</pr></akap_dialog>

<akap_dialog id="e462">--- <slowo_obce>Exposition!</slowo_obce>...<pr><slowo_obce>Exposition!...</slowo_obce> (fr.) --- Wystawa!...</pr></akap_dialog>

<akap_dialog id="e463">--- »Guide Parisien«!... <slowo_obce>trois francs!... trois francs!...</slowo_obce><pr>»Guide Parisien«... <slowo_obce>trois francois!...</slowo_obce> --- »Przewodnik paryski«!... trzy franki!...</pr></akap_dialog>


<akap id="e464">Ktoś wsuwa Wokulskiemu książkę w rękę, on płaci trzy franki i przechodzi na drugą stronę ulicy. Idzie szybko, lecz pomimo to widzi, że wszystko go wyprzedza: powozy i piesi. Oczywiście, jest to jakiś olbrzymi wyścig; więc przyśpiesza kroku, a choć jeszcze nikogo nie wyścignął, już zwraca na siebie powszechną uwagę. Jego przede wszystkim atakują roznosiciele gazet i książek, na niego patrzą kobiety, z niego w drwiący sposób uśmiechają się mężczyźni. Czuje, że on, Wokulski, który tyle hałasu robił w Warszawie, tutaj jest onieśmielony jak dziecko i... dobrze mu z tym... Ach, jakże pragnąłby znowu zostać dzieckiem z owej epoki, kiedy to jego ojciec naradzał się z przyjaciółmi: czy go oddać do kupca, czy do szkół?</akap>


<akap id="e465">W tym miejscu ulica nieco zgina się na prawo. Wokulski pierwszy raz spostrzega dom trzypiętrowy i napełnia go jakaś rzewność. Dom trzypiętrowy między pięciopiętrowymi!... cóż to za miła niespodzianka...<end id="e1204553366023"/></akap>


<akap id="e466">Nagle --- mija go powóz z groomem<pr><slowo_obce>groom</slowo_obce> (z ang.) --- chłopak do koni.</pr> na koźle, wiozący dwie kobiety. Jedna całkiem mu nie znana, druga...</akap>


<akap id="e467">,,Ona?... --- szepcze Wokulski. --- Niepodobieństwo!..."</akap>


<akap id="e468">Mimo to czuje, że siły go opuszczają. Na szczęście, jest obok kawiarnia. Rzuca się na krzesło, tuż przy chodniku; zjawia się garson<pr><slowo_obce>garson</slowo_obce> (z fr.) --- kelner.</pr>, o coś pyta, a następnie przynosi mazagran<pr><slowo_obce>mazagran</slowo_obce> --- kawa czarna z cukrem, koniakiem i lodem.</pr>. Jednocześnie jakaś kwiaciarka przypina mu różę do tużurka<pr><slowo_obce>tużurek</slowo_obce> --- rodzaj czarnego surduta męskiego na dwa rzędy guzików, przywdziewanego szczególnie na uroczystości.</pr>, a roznosiciel gazet kładzie przed nim ,,Figaro".</akap>


<akap id="e469">Wokulski tej rzuca dziesięć franków, temu franka, pije mazagran i zaczyna czytać: ,,Jej K. M.<pr><slowo_obce>Jej K. M.</slowo_obce> --- skrót tytułu królewskiego ,,Jej Królewska Mość".</pr> Królowa Izabela<pr><slowo_obce>Izabela</slowo_obce> --- królowa hiszpańska Izabela II (1830--1904); panowała w latach 1844--1868. Po abdykacji na rzecz syna, Alfonsa XII, przebywała w Paryżu.</pr>..."</akap>


<akap id="e470">Mnie gazetę i chowa ją do kieszeni, nie dokończywszy mazagranu płaci za niego i --- wstaje od stołu. Garson patrzy spod oka, dwaj goście, bawiący się cienkimi laseczkami, zakładają nogi jeszcze wyżej, a jeden z nich impertynencko przypatruje mu się przez monokl.</akap>


<akap id="e471">,,Gdybym tego franta uderzył w twarz? --- myśli Wokulski. --- Jutro pojedynek i może zabiłby mnie... Ale gdybym ja jego zabił?..."</akap>


<akap id="e472">Przeszedł około franta i spojrzał mu w oczy. Elegantowi monokl spadł na kamizelkę i opuściła go ochota do półuśmieszków.</akap>


<akap id="e473">Wokulski idzie dalej i z największą uwagą przypatruje się kamienicom. Cóż tu za sklepy!... Najlichszy z nich lepiej wygląda aniżeli jego, który jest najpiękniejszym w Warszawie. Domy ciosowe<pr><slowo_obce>Domy ciosowe</slowo_obce> --- z kamienia piaskowego, ciosanego w bloki.</pr>; prawie na każdym piętrze wielkie balkony albo balustrady biegnące wzdłuż całego piętra.</akap>


<akap id="e474"><begin id="b1204553494188"/><motyw id="m1204553494188">Miasto</motyw>„Ten Paryż wygląda, jakby wszyscy mieszkańcy czuli potrzebę ciągłego komunikowania się jeżeli nie w kawiarniach, to za pomocą ganków" --- myśli Wokulski.</akap>


<akap id="e475">I dachy są jakieś oryginalne, wysokie, obładowane kominami, najeżone blaszanymi kominkami i szpicami. I na ulicach co krok wyrasta albo drzewo, albo latarnia, albo kiosk, albo kolumna zakończona kulą. Życie kipi tu tak silnie, że nie mogąc zużyć się w nieskończonym ruchu powozów, w szybkim biegu ludzi, w dźwiganiu pięciopiętrowych domów z kamienia, jeszcze wytryskuje ze ścian w formie posągów lub płaskorzeźb, z dachów w formie strzał i z ulic w postaci nieprzeliczonych kiosków.<end id="e1204553494188"/></akap>


<akap id="e476">Wokulskiemu zdaje się, że wydobyty z martwej wody wpadł nagle w ukrop, który ,,burzy się i szumi, i pryska..." On, człowiek dojrzały i w swoim klimacie gwałtowny, poczuł się tu jak flegmatyczne dziecko, któremu imponuje wszystko i wszyscy.</akap>


<akap id="e477">Tymczasem dokoła niego wciąż ,,wre i kipi, i szumi i pryska"<pr><slowo_obce>...burzy się i szumi, i pryska... wre i kipi, i szumi, i pryska</slowo_obce> --- cytaty z opisu Charybdy (wiru morskiego w Cieśninie Mesyńskiej) w balladzie Fryderyka Schillera (1759--1805) <tytul_dziela>Nurek</tytul_dziela>.</pr>; nie widać końca tłumów ani powozów, ani drzew, ani olśniewających wystaw, ani nawet samej ulicy. Wokulski stopniowo zapada w odurzenie. Przestaje słyszeć hałaśliwą rozmowę przechodniów, potem głuchnie na krzyki handlarzy ulicznych, wreszcie na turkot kół. Potem zdaje mu się, że już gdzieś widział takie domy, taki ruch, takie kawiarnie; później myśli, że ostatecznie jest to nic wielkiego, a nareszcie budzą się w nim zdolności krytyczne, i mówi sobie, że --- jakkolwiek w Paryżu częściej można słyszeć język francuski aniżeli w Warszawie, to jednak akcent tutejszy jest gorszy i wymowa mniej wyraźna.</akap>


<akap id="e478">Tak rozważając zwalnia kroku i zaczyna nie ustępować z drogi. I kiedy myśli, że dopiero teraz Francuzi zaczną go wytykać palcami, spostrzega ze zdziwieniem, że już coraz mniej zwracają na niego uwagę. Po jednogodzinnym pobycie na ulicy stał się zwyczajną kroplą paryskiego oceanu.</akap>


<akap id="e479">,,To i lepiej!" --- mruczy.</akap>


<akap id="e480"><begin id="b1204620142625"/><motyw id="m1204620142625">Miasto</motyw>Do tej chwili co kilkadziesiąt kroków, na prawo i na lewo, rozsuwały się domy i widać było jakąś boczną ulicę. Teraz jednolita ściana domów ciągnie się przez kilkaset kroków. Zaniepokojony, pośpiesza i ku wielkiemu zadowoleniu dociera nareszcie do bocznej ulicy; skręca trochę na prawo i czyta: Rue St. Fiacre<pr>Rue St. Fiacre --- ulica Św. Fiakra.</pr></akap>


<akap id="e481">Uśmiecha się, przychodzi mu bowiem na myśl jakiś romans Pawła Kocka<pr>Paweł de Kock (1794--1871) --- pisarz fr., autor licznych popularnych powieści z życia drobnej burżuazji.</pr>. Znowu boczna ulica i znowu czyta: Rue du Sentier<pr>Rue du Sentier --- dosłownie ,,ulica ścieżki".</pr>.</akap>


<akap id="e482">,,Nie znam" --- mówi do siebie.</akap>


<akap id="e483">O kilkadziesiąt kroków dalej widzi: Rue Poissonniere<pr>Rue Poissonniere --- <slowo_obce>poissonniere</slowo_obce>: po fr. naczynia na ryby.</pr>, która mu przypomina jakąś sprawę kryminalną, a potem cały szereg krótkich uliczek wychodzących naprzeciw teatru ,,Gymnase"<pr>,,Gymnase" --- znany teatr paryski o repertuarze komediowym.</pr>.</akap>


<akap id="e484">,,Cóż to znowu?..." --- myśli spostrzegłszy na lewo ogromny budynek<pr><slowo_obce>ogromny budynek</slowo_obce> --- Porte Saint--Martin, brama triumfalna zbudowana w r. 1674 na cześć Ludwika XIV.</pr>, niepodobny do żadnego z tych, jakie znał dotychczas. Jest to olbrzymi prostokąt z kamienia, a w nim brama z półkolistym sklepieniem. Oczywiście brama, która stoi na przecięciu się dwu ulic. Obok niej budka, gdzie zatrzymują się omnibusy; prawie naprzeciw kawiarnia i chodnik oddzielony od środka ulicy krótką, żelazną balustradą.</akap>


<akap id="e485">O paręset kroków dalej druga podobna brama<pr><slowo_obce>druga podobna brama</slowo_obce> --- Porte Saint--Denis, również brama triumfalna na cześć Ludwika XIV z r. 1672.</pr>, a między nimi szeroka ulica, ciągnąca się na prawo i lewo<pr><slowo_obce>szeroka ulica, ciągnąca się na prawo i lewo</slowo_obce> --- wielkie bulwary: Strasburski (,,na lewo") i Sebastopolski (,,na prawo"), przecinające Paryż z północy na południe, zbudowane za rządów Napoleona III.</pr>. Ruch nagle potęguje się; tędy bowiem przejeżdżają aż trzy gatunki omnibusów i tramwaje.</akap>


<akap id="e486">Wokulski spogląda na prawo i znowu widzi dwa szeregi latarń, dwa szeregi kiosków, dwa szeregi drzew i dwa szeregi pięciopiętrowych domów ciągnących się na długość Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu. Końca ich nie widać, tylko gdzieś het, daleko, ulica podnosi się ku niebu, dachy zniżają się ku ziemi i wszystko znika.<end id="e1204620142625"/></akap>


<akap id="e487">,,No, choćbym miał zbłądzić i spóźnić się na sesję, pójdę w tamtą stronę!..." --- myśli.</akap>


<akap id="e488">Wtem na skręcie wymija go młoda kobieta, której wzrost i ruchy robią na Wokulskim silne wrażenie.</akap>


<akap id="e489">,,Ona?... Nie... Naprzód, ona została w Warszawie, a po wtóre --- spotykam już drugą taką... Złudzenia..."</akap>


<akap id="e490">Ale siły opuszczają go, a nawet pamięć. Stoi na przecięciu się dwu ulic wysadzonych drzewami i absolutnie nie wie, skąd przyszedł? Ogarnia go strach paniczny, znany ludziom, którzy zbłądzili w lesie; szczęściem, nadjeżdża jednokonka, której furman uśmiecha się do niego w sposób bardzo przyjacielski.</akap>

<akap_dialog id="e491"><begin id="b1204620423687"/><motyw id="m1204620423687">Obcy</motyw>--- Grand Hotel --- mówi Wokulski siadając.</akap_dialog>


<akap id="e492">Dorożkarz dotyka ręką kapelusza i woła:</akap>

<akap_dialog id="e493">--- Naprzód, Lizetka!.... Ten szlachetny cudzoziemiec postawi ci za fatygę kwartę piwa.</akap_dialog>


<akap id="e494">Następnie, odwróciwszy się bokiem do Wokulskiego, mówi:</akap>

<akap_dialog id="e495">--- Jedno z dwojga, obywatelu: albo dopiero dziś przyjechaliście, albo jesteście po dobrym śniadaniu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e496">--- Dziś przyjechałem --- odpowiada Wokulski, uspokojony widokiem jego pełnej, czerwonej twarzy bez zarostu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e497">--- I piliście trochę, to zaraz widać --- wtrąca dorożkarz. --- A taksę znacie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e498">--- Wszystko jedno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e499">--- Naprzód, Lizetka!... Bardzo podobał mi się ten cudzoziemiec i myślę, że tylko tacy powinni pokazywać się na naszej wystawie. Czy aby jesteście pewni, obywatelu, że mamy jechać do Grand Hotel?... --- zwraca się do Wokulskiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e500">--- Najzupełniej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e501">--- Naprzód, Lizetka! Ten cudzoziemiec zaczyna mi imponować. --- Czy nie jesteście, obywatelu, z Berlina?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e502">--- Nie.</akap_dialog>


<akap id="e503">Dorożkarz przypatruje mu się chwilę, wreszcie mówi:</akap>

<akap_dialog id="e504">--- Tym lepiej dla was. Nie mam wprawdzie pretensji do Prusaków, choć zabrali nam Alzację i spory kawał Lotaryngii<pr><slowo_obce>zabrali nam Alzację i spory kawał Lotaryngii</slowo_obce> --- Alzacja: wschodnia część Francji między Wogezami a górnym Renem. Lotaryngia: --- między Wogezami i Szampanią. Po klęsce Francji w wojnie 1870--1871 Alzacja i część Lotaryngii zostały przyłączone do Niemiec.</pr>, ale zawsze nie lubię mieć Niemca za kołnierzem. <begin id="b1204620445890"/><motyw id="m1204620445890">Polak</motyw>Skądże jesteście, obywatelu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e505">--- Z Warszawy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e506">--- <slowo_obce>Ah, ca!</slowo_obce>...<pr><slowo_obce>Ah, ca!</slowo_obce>... (fr.) --- Ach, tak!...</pr> Piękny kraj... bogaty kraj... Naprzód, Lizetka!... Więc pan jesteś Polak?... Znam Polaków!... Oto plac Opery, obywatelu, a oto Grand Hotel...<end id="e1204620445890"/><end id="e1204620423687"/></akap_dialog>


<akap id="e507"><begin id="b1204620507125"/><motyw id="m1204620507125">Sługa</motyw>Wokulski rzucił trzy franki dorożkarzowi, pędem wbiegł do bramy, a z niej na trzecie piętro. Ledwie stanął przed swoim numerem, już ukazał się uśmiechnięty służący i oddał mu bilet Suzina i pakiet listów.</akap>

<akap_dialog id="e508">--- Dużo interesantów... dużo interesantek! --- rzekł służący patrząc na niego figlarnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e509">--- Gdzież oni?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e510">--- Są w salonie przyjęć, są w czytelni, są w sali jadalnej... Pan Jumart niecierpliwi się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e511">--- Któż jest pan Jumart? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e512">--- Marszałek dworu<pr><slowo_obce>Marszałek dworu</slowo_obce> --- urzędnik zarządzający dworem (zazwyczaj panującego), jedna z najwyższych godności w hierarchii urzędniczej.</pr> pańskiego i pana <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie><pr><slowo_obce>Siuzę</slowo_obce> --- nazwisko rosyjskie ,,Suzin" wymówione tak, jakby było wyrazem francuskim.</pr>... Bardzo zdolny człowiek i duże mógłby panu oddać usługi, gdyby był pewny tak... z tysiąc franków gratyfikacji... --- mówił wciąż figlarnie służący.<end id="e1204620507125"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e513">--- Gdzież on jest?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e514">--- Na pierwszym piętrze, w pańskim salonie przyjęć. Pan Jumart jest bardzo zdolny człowiek, ale i ja może przydałbym się waszej ekscelencji, jakkolwiek nazywam się Miler. Naprawdę jednak jestem Alzatczyk i na honor, zamiast brać od pana, jeszcze płaciłbym dziesięć franków dziennie, byleśmy raz skończyli z Prusakami.</akap_dialog>


<akap id="e515">Wokulski wszedł do numeru.</akap>

<akap_dialog id="e516">--- Nade wszystko niech panowie strzegą się tej baronowej... która już czeka w czytelni, a ma niby to przyjść dopiero o trzeciej... Przysięgnę, to Niemka... Jestem przecie Alzatczyk!...</akap_dialog>


<akap id="e517">Ostatnie zdania Miler wypowiedział zniżonym głosem i cofnął się na korytarz.</akap>


<akap id="e518"><begin id="b1204620777750"/><motyw id="m1204620777750">List</motyw>Wokulski otworzył bilet Suzina i czytał: ,,Sesja dopiero o ósmej --- pisał Suzin --- masz czasu dosyć, więc załatw się z tymi interesantami, a nade wszystko z babami. Ja już, dalibóg, za stary, żeby im wszystkim dogodzić."</akap>


<akap id="e519">Wokulski zaczął przeglądać listy. Po większej części były to reklamy kupców, fryzjerów, dentystów, prośby o wsparcie, propozycje wyjawienia jakichś tajemnic, jedna odezwa od Armii Zbawienia<pr>Armia Zbawienia --- angielska organizacja religijno--filantropijna założona w drugiej połowie XIX w. przez Williama Bootha (1829--1912) i zorganizowana na sposób wojskowy.</pr>.</akap>


<akap id="e520"><begin id="b1204620794687"/><motyw id="m1204620794687">Miasto</motyw>Z całego mnóstwa tych korespondencyj uderzyła Wokulskiego następna: ,,Osoba młoda, elegancka i przystojna pragnie zwiedzać z panem Paryż na wspólny koszt. Odpowiedź złożyć u szwajcara hotelu."</akap>


<akap id="e521">,,Oryginalne miasto!" --- mruknął Wokulski.<end id="e1204620794687"/></akap>


<akap id="e522">Drugi, jeszcze ciekawszy list pochodził od owej baronowej... która od trzeciej miała czekać na schadzkę w czytelni.<end id="e1204620777750"/></akap>


<akap id="e523">,,To jeszcze pół godziny..."</akap>


<akap id="e524"><begin id="b1204620838812"/><motyw id="m1204620838812">Jedzenie</motyw>Zadzwonił i kazał przynieść do numeru śniadanie. W kilka minut podano mu szynkę, jaja, befsztyk, jakąś nieznaną rybę, kilka butelek rozmaitych trunków i maszynkę kawy czarnej. Jadł z wilczym apetytem, pił nie gorzej, wreszcie kazał Milerowi zaprowadzić się do owej sali przyjęć.<end id="e1204620838812"/></akap>


<akap id="e525">Służący wyszedł z nim na korytarz, dotknął dzwonka, coś powiedział przez tubę i wprowadził Wokulskiego do windy. W minutę później Wokulski był na pierwszym piętrze, a gdy opuszczał windę, zastąpił mu drogę jakiś dystyngowany pan, z niedużymi wąsami, we fraku i białym krawacie.</akap>

<akap_dialog id="e526">--- Jumart... --- odezwał się ten pan z ukłonem.</akap_dialog>


<akap id="e527"><begin id="b1204630835171"/><motyw id="m1204630835171">Salon</motyw>Poszli kilkanaście kroków korytarzem i Jumart otworzył drzwi wspaniałego salonu. Wokulski o mało nie cofnął się, zobaczywszy złocone meble, olbrzymie lustra i ściany ozdobione płaskorzeźbami. Na środku stał duży stół pokryty kosztownym obrusem i przywalony stosem papierów.</akap>

<akap_dialog id="e528">--- Mogę wprowadzić interesantów? --- spytał Jumart. --- Ci nie są, zdaje mi się, niebezpieczni. Tylko na baronowę... ośmielę się zwrócić uwagę... Czeka w czytelni.<end id="e1204630835171"/></akap_dialog>


<akap id="e529">Ukłonił się i wyszedł z powagą do innego salonu, który zdawał się być poczekalnią.</akap>


<akap id="e530">,,Czy ja, do licha, nie wpadłem w jaką awanturę?" --- pomyślał Wokulski.</akap>



<akap id="e531">Ledwie Wokulski usiadł na fotelu i zaczął przeglądać papiery, wszedł lokaj w błękitnym fraku ozdobionym złotymi haftami i podał mu bilet na tacy. Na bilecie był napis: ,,Pułkownik", i jakieś nic nie mówiące nazwisko.</akap>

<akap_dialog id="e532">--- Prosić.</akap_dialog>


<akap id="e533">Po chwili ukazał się mężczyzna pięknego wzrostu, z siwą hiszpanką, takimiż wąsami i czerwoną wstążeczką przy klapie surduta.</akap>

<akap_dialog id="e534">--- Wiem, że mało ma pan czasu --- odezwał się gość, lekko kłaniając się. --- Mój interes jest krótki. Paryż, miasto wspaniałe pod każdym względem: czy chodzi o zabawę, czy o naukę; ale potrzebuje wytrawnego przewodnika. Ponieważ znam wszystkie muzea, galerie, teatry, kluby, monumenta, instytucje rządowe i prywatne, słowem wszystko... więc jeżeli pan życzy sobie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e535">--- Niech pan raczy zostawić swój adres --- odpowiedział Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e536">--- Władam czterema językami, mam znajomości w świecie artystycznym, literackim, naukowym i przemysłowym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e537">--- W tej chwili nie mogę panu dać odpowiedzi --- przerwał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e538">--- Mam zgłosić się czy czekać na pańskie wezwanie? --- spytał gość.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e539">--- Tak, odpowiem panu listownie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e540">--- Polecam się pamięci --- odparł gość. Wstał z krzesła i ukłoniwszy się wyszedł.</akap_dialog>


<akap id="e541"><begin id="b1204621124250"/><motyw id="m1204621124250">Handel</motyw>Lokaj przyniósł drugi bilet i niebawem ukazał się drugi gość. Był to człowiek pulchny i rumiany i wyglądał na właściciela sklepu bławatnego, kłaniał się na całej przestrzeni ode drzwi do stołu.</akap>

<akap_dialog id="e542">--- Co pan każe? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e543">--- Jak to, nie odgadł pan przeczytawszy nazwisko Escabeau?... Hannibal Escabeau?... --- zdziwił się przybyły. --- Karabin Escabeau daje siedemnaście strzałów na minutę; ten zaś, który będę miał honor zaprezentować panu, wyrzuca trzydzieści kul...</akap_dialog>


<akap id="e544">Wokulski miał tak zdziwioną minę, że Hannibal Escabeau sam począł się dziwić.</akap>

<akap_dialog id="e545">--- Sądzę, że nie omyliłem się? --- spytał gość.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e546">--- Omylił się pan --- odparł Wokulski. --- Jestem kupcem galanteryjnym i karabiny nic mnie nie obchodzą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e547">--- Mówiono mi jednak... poufnie... --- rzekł z naciskiem Escabeau --- że panowie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e548">--- Źle pana poinformowano.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e549">--- Ach, w takim razie przepraszam... To może być pod innym numerem... --- mówił gość cofając się i kłaniając.<end id="e1204621124250"/></akap_dialog>


<akap id="e550">Nowy występ błękitnego fraka i białych spodni i nowy gość; tym razem mały, szczupły, czarny, z niespokojnym wejrzeniem. Ten prawie przybiegł do stołu, padł na krzesło, obejrzał się na drzwi i przysunąwszy się do Wokulskiego zaczął przyciszonym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e551">--- Pewnie dziwi to pana, ale... rzecz jest ważna... zbyt ważna... W tych dniach zrobiłem olbrzymie odkrycie co do rulety... Trzeba tylko sześć do siedmiu razy dublować stawkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e552">--- Wybaczy pan, ale ja się tym nie zajmuję --- przerwał mu Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e553">--- Nie ufa mi pan?... To całkiem naturalne... Ale mam właśnie przy sobie małą ruletę... Możemy spróbować...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e554">--- Przepraszam pana, w tej chwili nie mam czasu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e555">--- Trzy minuty, panie... minutkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e556">--- Ani pół minuty.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e557">--- Więc kiedyż mam przyjść? --- pytał gość z miną bardzo zdesperowaną.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e558">--- W każdym razie nieprędko.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e559">--- Niechże mi pan przynajmniej pożyczy sto franków na oficjalne próby...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e560">--- Mogę służyć pięcioma --- odparł Wokulski sięgając do kieszeni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e561">--- O nie, panie, dziękuję... Nie jestem awanturnikiem... Zresztą... niech pan da... jutro odniosę... Pan może się tymczasem namyśli...</akap_dialog>


<akap id="e562">Następny gość, człowiek okazałej tuszy, ze sznurem miniaturowych orderów na klapie surduta, proponował Wokulskiemu: dyplom doktora filozofii, order lub tytuł, i wydawał się bardzo zdziwionym, gdy propozycji nie przyjęto. Odszedł, nawet nie pożegnawszy się.</akap>


<akap id="e563"><begin id="b1204621239625"/><motyw id="m1204621239625">Kobieta</motyw>Po nim nastąpiła paruminutowa przerwa. Wokulskiemu zdawało się, że w poczekalni słyszy szelest kobiecej sukni. Wytężył ucho... W tej chwili lokaj zameldował baronowę...</akap>


<akap id="e564">Znowu długa pauza i ukazała się w salonie kobieta tak piękna i dystyngowana, że Wokulski mimo woli powstał z fotelu. Mogła mieć około czterdziestu lat; wzrost okazały, rysy bardzo regularne, postawa wielkiej damy.</akap>


<akap id="e565">Milcząc wskazał jej fotel. Gdy zaś usiadła, spostrzegł, że jest wzburzoną i szarpie w rękach haftowaną chusteczkę.<end id="e1204621239625"/> Nagle odezwała się, dumnie patrząc mu w oczy:</akap>

<akap_dialog id="e566">--- Pan mnie zna?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e567">--- Nie, pani.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e568">--- Nie widział pan nawet moich portretów?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e569">--- Nie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e570">--- Więc chyba nigdy pan nie był ani w Berlinie, ani w Wiedniu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e571">--- Nie byłem.</akap_dialog>


<akap id="e572">Dama głęboko odetchnęła.</akap>

<akap_dialog id="e573">--- Tym lepiej --- rzekła --- będę śmielszą. Nie jestem baronowa... jestem zupełnie kim innym. Ale o to mniejsza. Chwilowo znalazłam się w trudnym położeniu... potrzebuję dwudziestu tysięcy franków... A ponieważ nie chcę w tutejszych lombardach<pr><slowo_obce>lombard</slowo_obce> --- zakład udzielający pożyczek pod zastaw przedmiotów wartościowych.</pr> zastawiać moich klejnotów, więc... Pojmuje pan?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e574">--- Nie, pani.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e575"><begin id="b1204621290015"/><motyw id="m1204621290015">Tajemnica</motyw>--- Więc... mam do zbycia ważną tajemnicę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e576">--- Nie mam prawa nabywać tajemnic --- odpowiedział już zmieszany Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e577">Dama poruszyła się na fotelu.</akap>

<akap_dialog id="e578">--- Nie ma pan prawa?... Więc po cóż pan tu przyjechał?... --- rzekła z lekkim uśmiechem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e579">--- A jednak nie mam...</akap_dialog>


<akap id="e580">Dama podniosła się.</akap>

<akap_dialog id="e581">--- Tu --- mówiła wzruszona --- jest adres, pod którym można się zgłosić do mnie w ciągu dwudziestu czterech godzin, a tu... notatka, która może panu da trochę do myślenia... Żegnam.</akap_dialog>


<akap id="e582">Wyszła z szelestem. Wokulski spojrzał na notatkę i znalazł w niej szczegóły dotyczące osoby jego i Suzina, które zazwyczaj stanowią treść paszportów.<end id="e1204621290015"/></akap>


<akap id="e583">,,No tak!... --- myślał. --- Miler przeczytał mój paszport i zrobił z niego wyciąg, nawet nie bez błędów... Woklusky!... Cóż, u diabła, czy oni mnie uważają za dziecko?..."</akap>


<akap id="e584">Ponieważ nikt z gości już nie przychodził, Wokulski wezwał do siebie Jumarta.</akap>

<akap_dialog id="e585">--- Co pan rozkaże? --- spytał elegancki marszałek dworu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e586">--- Chciałem z panem pomówić.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e587"><begin id="b1204621345500"/><motyw id="m1204621345500">Theatrum mundi</motyw>--- Prywatnie?... W takim razie pozwoli pan, że usiądę. Przedstawienie skończone, kostiumy idą do składu, aktorzy stają się równi sobie.</akap_dialog>


<akap id="e588">Mówił to nieco ironicznym tonem i zachowywał się, jak przystało na człowieka bardzo dobrze wychowanego. Wokulski dziwił się coraz więcej.<end id="e1204621345500"/></akap>

<akap_dialog id="e589">--- Powiedz mi pan --- rzekł --- co to są za ludzie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e590">--- Ci, którzy byli u pana? --- spytał Jumart. --- Ludzie, jak inni: przewodnicy, wynalazcy, pośrednicy... Każdy pracuje, jak umie, i stara się swoją pracę zbyć najkorzystniej. A że lubią zarobić, jeżeli się da, więcej, niż warto, to już cecha Francuzów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e591">--- Pan nie jesteś Francuzem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e592">--- Ja?... Urodziłem się w Wiedniu, kształciłem się w Szwajcarii i w Niemczech, długi czas mieszkałem we Włoszech, Anglii, Norwegii, Stanach Zjednoczonych... Moje zaś nazwisko najlepiej streszcza narodowość<pr><slowo_obce>Moje... nazwisko... streszcza narodowość</slowo_obce> --- <slowo_obce>jumeau</slowo_obce> znaczy po fr.: bliźniak, aluzja więc jest niezrozumiała.</pr>: tym jestem, w czyjej mieszkam oborze; wołem między wołami, koniem między końmi. A że wiem, skąd mam pieniądze i na co je wydaję, i ludzie o mnie wiedzą, więc zresztą nic mnie nie obchodzi.</akap_dialog>


<akap id="e593">Wokulski przypatrywał mu się z uwagą.</akap>

<akap_dialog id="e594">--- Nie rozumiem pana --- rzekł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e595"><begin id="b1204621459312"/><motyw id="m1204621459312">Filozof</motyw>--- Widzi pan --- mówił Jumart przebierając palcami po stole --- za dużo zwiedziłem świata, ażebym miał troszczyć się o czyjąś narodowość. Dla mnie istnieją tylko cztery narodowości bez względu na języki. Numer pierwszy mają ci, o których wiem: skąd biorą pieniądze i na co je wydają. Numer drugi --- ci, o których wiem, skąd biorą, ale nie wiem na co wydają. Numer trzeci ma znane wydatki, choć nieznane dochody, a numer czwarty noszą ci, których nie znam ani źródła dochodów, ani wydatków. O panu Escabeau wiem, że ma dochody z fabryki trykotaży, a wydaje pieniądze na zbudowanie jakiejś piekielnej broni, więc szanuję go... Zaś o pani baronowej... nie wiem, ani skąd bierze pieniądze, ani na co je wydaje, i dlatego jej nie ufam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e596">--- Ja jestem kupcem, panie Jumart --- odpowiedział Wokulski, niemile draśnięty wykładem powyższej teorii.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e597">--- Wiem o tym. I jeszcze jest pan przyjacielem pana <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie>, co także daje pewien procent. Nie do pana zresztą stosowały się moje uwagi; wypowiedziałem je jako odczyt, który mam nadzieję, opłaci mi się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e598"><begin id="b1204621501265"/><motyw id="m1204621501265">Praca, Sługa</motyw>--- Jesteś pan filozofem --- mruknął Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e599">--- Nawet doktorem filozofii dwu uniwersytetów --- odparł Jumart.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e600">--- I spełniasz pan rolę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e601">--- Służącego?... chciałeś pan powiedzieć ---<end id="e1204621459312"/> przerwał śmiejąc się Jumart. --- Pracuję, panie, aby żyć i zabezpieczyć sobie rentę<pr><slowo_obce>renta</slowo_obce> --- tu: stały roczny dochód z kapitału złożonego w banku.</pr> na starość. A o tytuł nie dbam: tyle ich już miałem!... <begin id="b1204621518015"/><motyw id="m1204621518015">Theatrum mundi</motyw>Świat podobny jest do amatorskiego teatru więc nieprzyzwoicie jest pchać się w nim do ról pierwszych, a odrzucać podrzędne. Wreszcie, każda rola jest dobra, byle grać ją z artyzmem i nie brać jej zbyt poważnie.<end id="e1204621518015"/><end id="e1204621501265"/></akap_dialog>


<akap id="e602">Wokulski poruszył się. Jumart wstał z krzesła i ukłoniwszy się elegancko, rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e603">--- Polecam panu moje usługi.</akap_dialog>


<akap id="e604">Następnie wyszedł z salonu.</akap>


<akap id="e605">,,Mam gorączkę, czy co?... --- szepnął Wokulski ściskając głowę rękoma. --- Wiedziałem, że Paryż jest dziwny, ale żeby był aż tak dziwny..."</akap>


<akap id="e606"><begin id="b1204621640687"/><motyw id="m1204621640687">Czas</motyw>Kiedy Wokulski spojrzał na zegarek, było dopiero wpół do czwartej.</akap>


<akap id="e607">,,Przeszło cztery godziny do sesji" --- mruknął czując, że ogarnia go trwoga na myśl: co robić z czasem? Widział tyle nowych rzeczy, rozmawiał z tyloma nowymi ludźmi i jest dopiero wpół do czwartej!...<end id="e1204621640687"/></akap>


<akap id="e608"><begin id="b1204621721906"/><motyw id="m1204621721906">Nuda</motyw>Trapił go nieokreślony niepokój, czuł brak czegoś... ,,Może by znowu co zjeść? --- nie. Może czytać? --- nie. Może rozmawiać? --- Już mam dosyć tej rozmowy..." Ludzie obrzydli mu; najmniej wstrętnymi byli ci chorzy na manię wynalazków i ten Jumart, ze swoją klasyfikacją człowieczego gatunku.<end id="e1204621721906"/></akap>


<akap id="e609">Nie miał odwagi wracać do swego numeru z wielkim lustrem; cóż mu więc pozostało, jeżeli nie oglądanie paryskich osobliwości. Kazał zaprowadzić się do sali jadalnej Grand Hotel. Wszystko tu pyszne i ogromne, począwszy od ścian, sufitu i okien, skończywszy na liczbie i długości stołów. Ale Wokulski nie przypatrywał się; utkwił oczy w jednym z olbrzymich złoconych pająków i myślał:</akap>


<akap id="e610"><begin id="b1204621780406"/><motyw id="m1204621780406">Handel, Kobieta, Pieniądz, Tajemnica</motyw>„Kiedy <wyroznienie>ona</wyroznienie> dosięgnie wieku baronowej... ona, przywykła do wydawania dziesiątków tysięcy rubli rocznie, kto wie, czy nie pójdzie też drogami baronowej?... Przecie i ta kobieta była młodą, i za nią mógł szaleć taki wariat jak ja, i ona nie pytała, skąd się biorą pieniądze... Dziś już wie skąd: z handlu tajemnicami!... Przeklęta sfera, która hoduje takie piękne i takie kobiety..."<end id="e1204621780406"/></akap>


<akap id="e611">W sali było mu ciasno, więc wybiegł przed hotel utopić się w ulicznym gwarze.</akap>


<akap id="e612"><begin id="b1204621827687"/><motyw id="m1204621827687">Miasto</motyw>„Pierwej szedłem na lewo --- myślał --- teraz pójdę w prawo..."</akap>


<akap id="e613">Wędrówka na oślep w niezmiernym mieście była jedyną rzeczą mającą dla niego jakiś gorzki powab.</akap>


<akap id="e614">,,Gdybym między tymi tłumami mógł zgubić samego siebie..." --- szepnął.</akap>


<akap id="e615">Skręcił tedy na prawo. Wyminął nieduży plac i wszedł na bardzo duży<pr><slowo_obce>wszedł na bardzo duży</slowo_obce> (plac) --- Place de la Madelaine, plac Magdaleny.</pr>, obficie zasadzony drzewami. Na środku jego stał gmach prostokątny<pr><slowo_obce>gmach prostokątny</slowo_obce> --- kościół Św. Magdaleny, zbudowany w latach 1764--1842.</pr>, otoczony kolumnami jak grecka świątynia; wielkie drzwi spiżowe, okryte płaskorzeźbą, na szczycie frontonu<pr><slowo_obce>fronton</slowo_obce> --- frontowa, przednia część budynku; szczytowe zakończenie fasady budynku, trójkąt ujęty gzymsami, wypełniony często rzeźbą lub płaskorzeźbą.</pr> również płaskorzeźba przedstawiająca, zdaje się, sąd ostateczny<pr><slowo_obce>płaskorzeźba przedstawiająca, zdaje się, sąd ostateczny</slowo_obce> --- przypuszczenia Wokulskiego są słuszne.</pr>.<end id="e1204621827687"/></akap>


<akap id="e616"><begin id="b1204621855671"/><motyw id="m1204621855671">Warszawa, Siła</motyw>Wkoło obszedł gmach myśląc o Warszawie. Z jakim trudem dźwigają się tamtejsze budowle nieduże, nietrwałe i płaskie, gdy tu siła ludzka, jakby dla rozrywki, wznosi olbrzymy i tak dalece jest niewyczerpana pracą, że jeszcze zalewa je ozdobami.<end id="e1204621855671"/></akap>


<akap id="e617"><begin id="b1204621961781"/><motyw id="m1204621961781">Miasto</motyw>Naprzeciw zobaczył niedługą ulicę<pr><slowo_obce>niedługa ulica</slowo_obce> --- rue Royale.</pr>, a za nią ogromny plac<pr><slowo_obce>ogromny plac</slowo_obce> --- plac Zgody, największy i najpiękniejszy plac w Paryżu.</pr>, na którym majaczyła wysmukła kolumna. Poszedł w tamtą stronę. Im bardziej zbliżał się, tym wyżej rosła kolumna i plac się rozszerzał. Przed i za kolumną biły duże wodotryski: na prawo i na lewo ciągnęły się już żółknące kępy drzew jak ogrody; w głębi widać było rzekę, nad którą co chwilę rozsnuwał się dym szybko przelatującego parostatku.</akap>


<akap id="e618">Na placu kręciło się niewiele stosunkowo powozów; natomiast było dużo dzieci z matkami i bonami<pe><slowo_obce>bona</slowo_obce> --- niania, wychowawczyni małych dzieci, pracująca dawniej w zamożnych rodzinach.</pe>. Krążyli wojskowi różnej broni i gdzieś grała orkiestra.</akap>


<akap id="e619">Wokulski zbliżył się do obelisku<pr><slowo_obce>obelisk</slowo_obce> --- słup kamienny, czworoboczny, zwężający się ku górze. W Egipcie był symbolem kultu boga słońca. Wspomniany tu granitowy obelisk, wysokości 23 m, pochodzi ze świątyni egipskiej w Luksorze (starożytne Teby). Był darem paszy egipskiego dla króla Ludwika Filipa. Ustawiony w r. 1836.</pr> i ogarnęło go zdumienie. Znajdował się na środku obszaru mającego ze dwie wiorsty długości i z pół szerokości. Za sobą miał ogród<pr><slowo_obce>ogród</slowo_obce> --- Ogród Tuileryjski z czasów Ludwika XIV (druga połowa XVII w.), chętnie uczęszczane miejsce spacerowe.</pr>, przed sobą bardzo długą aleję<pr><slowo_obce>bardzo długa aleja...</slowo_obce> --- Pola Elizejskie.</pr>. Po obu jej stronach ciągnęły się skwery i pałace<pr><slowo_obce>pałace</slowo_obce> --- wśród nich i Pałac Elizejski zbudowany w w. XVIII, siedziba prezydenta republiki.</pr>, a daleko, na wzgórzu, wznosiła się ogromna brama<pr><slowo_obce>ogromna brama</slowo_obce> --- Łuk Triumfalny (zbudowany w latach 1806--1836) na cześć Napoleona I i zwycięstw armii francuskiej; liczy 50 m wysokości, znajduje się na placu Gwiazdy, z którego rozchodzi się 12 ulic.</pr>. Wokulski czuł, że w tym miejscu może mu zabraknąć przymiotników i stopni najwyższych.</akap>

<akap_dialog id="e620"><begin id="b1204622096109"/><motyw id="m1204622096109">Złodziej</motyw>--- To jest plac Zgody, to obelisk z Luxor (oryginalny, panie!), za nami ogród Tuileryjski, przed nami Pola Elizejskie, a tam, na końcu... Łuk Gwiazdy...<end id="e1204621961781"/></akap_dialog>


<akap id="e621">Wokulski obejrzał się: przy nim kręcił się jakiś pan w ciemnych okularach i nieco podartych rękawiczkach.</akap>

<akap_dialog id="e622">--- Możemy tam podejść... Boski spacer!... Czy widzisz pan ten ruch... --- mówił nieznajomy.</akap_dialog>


<akap id="e623"><begin id="b1204622115140"/><motyw id="m1204622115140">Obcy</motyw>Nagle umilkł, szybko odszedł i zniknął między dwoma przejeżdżającymi powozami. Natomiast zbliżył się jakiś wojskowy w krótkiej pelerynie, z kapturem na plecach. Wojskowy chwilę przypatrzył się Wokulskiemu i rzekł z uśmiechem.</akap>

<akap_dialog id="e624">--- Pan cudzoziemiec?... Niech pan będzie ostrożny ze znajomościami w Paryżu...</akap_dialog>


<akap id="e625">Wokulski machinalnie dotknął bocznej kieszeni surduta i już nie znalazł tam srebrnej papierośnicy.<end id="e1204622115140"/> Zarumienił się, grzecznie podziękował wojskowemu w pelerynie, lecz nie przyznał się do straty. Przyszły mu na myśl definicje Jumarta i powiedział sobie, że już zna źródło dochodów pana w podartych rękawiczkach, choć nie wie jeszcze o jego wydatkach.</akap>


<akap id="e626">,,Jumart ma rację --- szepnął. --- Złodzieje są mniej niepewni od ludzi, którzy nie wiadomo skąd czerpią dochody..."</akap>


<akap id="e627">I przypomniał sobie, że w Warszawie jest bardzo wielu takich.</akap>


<akap id="e628">,,Może dlatego nie ma tam gmachów i łuków triumfalnych..."<end id="e1204622096109"/></akap>


<akap id="e629"><begin id="b1204622166984"/><motyw id="m1204622166984">Kondycja ludzka, Miasto, Robak</motyw>Szedł Polami Elizejskimi i odurzał się ruchem nieskończonych sznurów karet i powozów, między którymi przesuwali się jeźdźcy i amazonki<pr><slowo_obce>amazonki</slowo_obce> --- tu: kobiety jeżdżące konno.</pr>. Szedł odpędzając od siebie posępne myśli, które krążyły nad nim jak stada nietoperzy. Szedł i lękał się spojrzeć za siebie; zdawało mu się, że na tej drodze, kipiącej przepychem i weselem, on sam jest jak zdeptany robak, który wlecze za sobą wnętrzności.<end id="e1204622166984"/></akap>


<akap id="e630">Dotarł do Łuku Gwiazdy i powoli zawrócił się z powrotem. Gdy znowu dosięgał placu Zgody, zobaczył, poza Tuileryjskim ogrodem, ogromną czarną kulę, która szybko szła w górę, zatrzymała się pewien czas i powoli opadła na dół.</akap>


<akap id="e631">,,Ach, to tu jest balon Giffarda<pr>Henryk Giffard (1825--1882) --- francuski konstruktor balonów. W czasie wystawy paryskiej 1878 r. loty balonem na uwięzi, na linie (na wys. 540 m), były dużą atrakcją dla zwiedzających.</pr>? --- pomyślał. --- Szkoda, że nie mam dziś czasu!..."</akap>


<akap id="e632"><begin id="b1204622232265"/><motyw id="m1204622232265">Nuda</motyw>Z placu skręcił w jakąś ulicę<pr><slowo_obce>Z placu skręcił w jakąś ulicę...</slowo_obce> --- ulicę Rivoli.</pr>, gdzie na prawo ciągnął się ogród<pr><slowo_obce>na prawo ciągnął się ogród</slowo_obce> --- Ogród Tuileryjski.</pr> oddzielony żelaznymi sztachetami i słupami, na których stały wazony, a na lewo --- szereg kamienic z półokrągłymi dachami, z lasem kominów i kominków, z niekończącymi się balustradami... Szedł powoli i z trwogą myślał, że ledwie po ośmiogodzinnym pobycie Paryż zaczyna go nudzić...</akap>


<akap id="e633">,,Bah! --- szepnął. --- A wystawa, a muzea, a balon?..."<end id="e1204622232265"/></akap>


<akap id="e634">Idąc wciąż ulicą Rivoli około siódmej dotarł do placu, na którym wznosiła się, samotna jak palec, wieża gotycka<pr><slowo_obce>wieża gotycka</slowo_obce> --- wieża Saint--Jacąues, pozostałość po kościele gotyckim, zburzonym w końcu XVIII w. Z wysokiej tej wieży (50 m) rozpościera się piękny widok.</pr>, otoczona drzewami i niskim płotem z prętów żelaznych. Stąd znowu rozbiegało się kilka ulic; Wokulski uczuł znużenie, kiwnął na fiakra<pr><slowo_obce>fiakier</slowo_obce> --- dorożkarz.</pr> i po upływie pół godziny znalazł się w hotelu spotkawszy po drodze znajomą już bramę St. Denis.</akap>


<akap id="e635">Sesja z fabrykantami okrętów i odnośnymi inżynierami przeciągnęła się do północy, przy udziale bardzo wielu butelek szampana. Wokulski, który musiał wyręczać w rozmowie Suzina i robił dużo notatek, dopiero przy tej pracy uspokoił się zupełnie. <begin id="b1204622417250"/><motyw id="m1204622417250">Miasto</motyw>Rześko pobiegł do swojego numeru i zamiast dręczyć się lustrem, wziął do poduszki plan Paryża umieszczony w <tytul_dziela>Przewodniku</tytul_dziela>.</akap>


<akap id="e636">,,Bagatela! --- mruknął. --- Około stu wiorst kwadratowych<pr><slowo_obce>Około stu wiorst kwadratowych</slowo_obce> --- w przybliżeniu 114 km kwadratowych.</pr> powierzchni, dwa miliony mieszkańców, kilka tysięcy ulic i kilkanaście tysięcy powozów publicznych..."</akap>


<akap id="e637">Potem przejrzał długi spis najznakomitszych budowli paryskich i ze wstydem pomyślał, że chyba nigdy nie zorientuje się w tym mieście.</akap>


<akap id="e638">,,Wystawa... Notre--Dame<pr>Notre--Dame --- słynna katedra paryska pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, na wyspie Cite na Sekwanie, arcydzieło sztuki gotyckiej (w. XII--XIV). Posiada dwie wieże wys. 68 m.</pr>... Hale Centralne<pr><slowo_obce>Hale Centralne</slowo_obce> --- ogromne pawilony, w których odbywała się sprzedaż produktów żywnościowych.</pr>... Plac Bastylii<pr>Plac Bastylii --- niegdyś znajdowała się na nim twierdza Bastylia, zamieniona w w. XVII na więzienie polityczne. Zdobycie i zburzenie Bastylii przez lud paryski w dniu 14 lipca 1789 r. zapoczątkowało wielką rewolucję francuską. Obecnie na placu Bastylii wznosi się Kolumna Lipcowa, pomnik ku czci ofiar rewolucji lipcowej 1830 r.</pr>... Magdalena... Ścieki<pr><slowo_obce>Ścieki</slowo_obce> --- słynne kanały paryskie, długości (w r. 1878) ok. 800 km, tworzą rozległą sieć podziemnych korytarzy; ówcześnie stanowiły najwyższe osiągnięcie techniki w tej dziedzinie.</pr>... No, dajcie mi spokój!" --- mówił.<end id="e1204622417250"/></akap>


<akap id="e639"><begin id="b1204622474906"/><motyw id="m1204622474906">Noc, Sen</motyw>Zgasił świecę. Na ulicy było cicho; przez okno napływał szary blask świateł odbitych chyba od obłoków. Ale Wokulskiemu szumiało i dzwoniło w uszach, a przed oczyma ukazywały mu się to ulice gładkie jak posadzka, to drzewa otoczone żelaznymi koszykami, to gmachy budowane z ciosowego kamienia, to znowu ciżba ludzi i powozów wychodzących nie wiadomo skąd i biegnących nie wiadomo dokąd. Przypatrując się tym pierzchliwym widziadłom usypiał i myślał, że jednak ten pierwszy dzień w Paryżu upamiętni mu się na całe życie.</akap>


<akap id="e640">Potem marzyło mu się, że to morze domów i las posągów, i nieskończone szeregi drzew zwalają się na niego i że on sam już śpi w niezmiernym grobowcu samotny, cichy, prawie szczęśliwy. Śpi, o niczym nie myśli, o nikim nie pamięta, i tak przespałby wieki, gdyby, ach! nie ta kropla żalu, która leży w nim czy obok niego, tak mała, że jej nie dojrzy ludzkie oko, a tak gorzka, że mogłaby cały świat zatruć.<end id="e1204622474906"/></akap>


<akap id="e641"><begin id="b1204622629546"/><motyw id="m1204622629546">Podróż</motyw>Od dnia, w którym po raz pierwszy skąpał się w Paryżu, zaczęło się dla Wokulskiego życie prawie mistyczne. Poza obrębem kilku godzin, które poświęcał naradom Suzina z budowniczymi okrętów, Wokulski był zupełnie swobodny i używał tego czasu na najnieporządniejsze zwiedzanie miasta. Wybierał jakąś miejscowość według alfabetu w <tytul_dziela>Przewodniku</tytul_dziela> i nawet nie patrząc na plan jechał tam otwartym powozem. Wdrapywał się na schody, obchodził gmachy, przebiegał sale, zatrzymywał się przed ciekawszymi okazami i tym samym fiakrem, wynajętym na cały dzień, przenosił się do innej miejscowości, znowu według alfabetu. A ponieważ największym niebezpieczeństwem, jakiego lękał się, był brak zajęcia, więc wieczorami oglądał plan miasta, wykreślał już obejrzane punkta i robił notatki.</akap>


<akap id="e642">Niekiedy w wycieczkach towarzyszył mu Jumart i prowadził go do miejsc, o których nie wspominają przewodniki: do składów kupieckich, do warsztatów fabrycznych, do mieszkań rękodzielników, do kwater studenckich, do kawiarni i restauracyj na ulicach czwartego rzędu. I tu dopiero Wokulski poznawał właściwe życie Paryża.</akap>


<akap id="e643">W ciągu tych wędrówek wchodził na wieże: St. Jacques, Notre--Dame i Panteonu<pr>Panteon --- okazała budowla (z drugiej połowy XVIII w.), pierwotnie kościół Św. Genowefy, później groby zasłużonych. W Panteonie jest pochowany Wolter, Rousseau, Hugo, Zola i inni. Z kopuły Panteonu (wys. 80 m), wznoszącego się na górze Św. Genowefy, rozciąga się malowniczy widok na Paryż.</pr>, wjeżdżał windą na Trocadero<pr>Trocadero --- fort w Andaluzji w Hiszpanii, zdobyty w 1823 r. przez Francuzów. Na tę pamiątkę nazwano tak wzgórze w Paryżu na prawym brzegu Sekwany i wzniesiony tam w r. 1878 pałac wystawowy w stylu orientalnym.</pr>, zstępował do ścieków paryskich i do ozdobionych trupimi głowami katakumb<pr><slowo_obce>katakumby</slowo_obce> --- podziemne cmentarze. Katakumby paryskie są to dawniejsze kamieniołomy, od drugiej połowy XVIII wieku zamienione na zbiorowe cmentarze dla zwłok ekshumowanych z cmentarzy, które zostały zabudowane. Katakumby te tworzą obok kanałów drugie podziemne miasto Paryża.</pr>, zwiedzał wystawę powszechną, Louvre<pr>Louvre --- dawny pałac królewski w Paryżu (z XVI--XVII w.), od roku 1793 muzeum światowej sławy, mieszczące wspaniałe dzieła sztuki i pamiątki historyczne.</pr> i Cluny<pr>Cluny --- właściwie Hotel de Cluny, pałac z w. XV, mieszczący cenne zbiory z zakresu sztuki stosowanej i rzemiosła (XIV--XVI w.); nazwa od opactwa w Cluny, do którego niegdyś należał.</pr>, Lasek Buloński<pr>Lasek Buloński --- obszerny park naturalny na zachodnim krańcu Paryża, ulubione miejsce spacerów.</pr> i cmentarze<pr><slowo_obce>cmentarze</slowo_obce> --- słynne cmentarze paryskie: Montmartre (północna część miasta), Montparnasse (południowa), Pere--Lachaise (wschodnia).</pr>, kawiarnie de la Rotonde, du Grand Balcon<pr>de la Rotonde, du Grand Balcon --- popularne kawiarnie paryskie.</pr> i fontanny, szkoły i szpitale, Sorbonę<pr>Sorbona --- uniwersytet paryski, założony w 1253 r. przez Roberta de Sorbon; znajduje się w dzielnicy łacińskiej.</pr> i sale fechtunku, hale i konserwatorium muzyczne<pr><slowo_obce>konserwatorium muzyczne</slowo_obce> --- nazwa znakomitej paryskiej szkoły operowej. Koncerty publiczne w konserwatorium mają europejską sławę.<uwaga>Olu!</uwaga></pr>, bydłobójnie i teatry, giełdę<pr><slowo_obce>giełda</slowo_obce> --- monumentalny gmach, wzniesiony w XIX w.</pr>, Kolumnę Lipcową i wnętrza świątyń. Wszystkie te widoki tworzyły dokoła niego chaos, któremu odpowiadał chaos panujący we własnej duszy.<end id="e1204622629546"/></akap>


<akap id="e644"><begin id="b1204622685078"/><motyw id="m1204622685078">Wspomnienia</motyw>Nieraz przebiegając myślą oglądane przedmioty: od pałacu wystawy, mającego dwie wiorsty w obwodzie, do perły w koronie Burbonów<pr>Burbonowie --- dynastia królów francuskich (1589--1792 i 1815--1830).</pr>, nie większej od ziarna grochu, pytał: czego ja chcę?... I okazywało się, że nie chciał niczego. Nic nie przykuwało jego uwagi, nie przyśpieszało bicia serca, nie pobudzało go do czynów. Gdyby za cenę pieszej podróży od cmentarza Montmartre do cmentarza Montparnasse ofiarowano mu cały Paryż pod warunkiem, żeby go to zajęło i rozgrzało, nie przeszedłby tych pięciu wiorst. Przechodził zaś ich dziesiątki dziennie dlatego tylko, ażeby zagłuszyć wspomnienia.<end id="e1204622685078"/></akap>


<akap id="e645"><begin id="b1204622697062"/><motyw id="m1204622697062">Kondycja ludzka, Sen</motyw>Nieraz zdawało mu się, że jest istotą, która dziwnym zbiegiem wypadków urodziła się przed kilkoma dniami tu, na bruku paryskim, i że wszystko, co mu przychodziło na pamięć, jest złudzeniem, jakimś snem przedbytowym, który nigdy nie istniał w rzeczywistości. <begin id="b1229477645956"/><motyw id="m1229477645956">Choroba</motyw>Wówczas mówił sobie, że jest zupełnie szczęśliwy, jeździł z jednego końca Paryża na drugi i jak szaleniec garściami rozrzucał luidory<pr><slowo_obce>luidor</slowo_obce> --- tradycyjna nazwa dwudziestofrankówki.</pr>.<end id="e1204622697062"/></akap>


<akap id="e646">,,Wszystko jedno!" --- mruczał.</akap>


<akap id="e647">Ach, gdyby tylko nie ta kropla żalu, tak mała, a tak gorzka!</akap>


<akap id="e648">Czasami na tle szarych dni, w których zdawało mu się, że na jego głowę wali się cały świat pałaców, fontann, rzeźb, obrazów i machin, trafiał się wypadek, który przypominał mu, że on nie jest złudzeniem, ale rzeczywistym człowiekiem, chorym na raka w duszy.</akap>


<akap id="e649"><begin id="b1204622762921"/><motyw id="m1204622762921">Teatr</motyw>Był raz w teatrze ,,Variétés"<pr>,,Variétés" --- teatr ,,Rozmaitości", wystawiał sztuki lekkiej treści, operetki, wodewile, farsy itp.</pr> na ul. Montmartre, o paręset kroków od swego hotelu. Miano grać trzy wesołe sztuczki, między nimi jedną operetkę. Poszedł tam, ażeby odurzyć się błazeństwem, i prawie natychmiast po podniesieniu kurtyny usłyszał na scenie frazes<pr><slowo_obce>frazes</slowo_obce> u Prusa: zdanie, wyrażenie (bez zabarwienia ujemnego).</pr> wypowiedziany płaczliwym głosem:</akap>


<akap id="e650"><begin id="b1204622810656"/><motyw id="m1204622810656">Kochanek, Miłość</motyw>„Kochanek wszystko wybaczy kochance, wyjąwszy drugiego kochanka..."</akap>

<akap_dialog id="e651">--- Niekiedy trzeba wybaczyć trzech albo czterech!... --- odezwał się ze śmiechem siedzący obok niego Francuz.</akap_dialog>


<akap id="e652">Wokulski uczuł brak powietrza, zdawało mu się, że ziemia rozstępuje się pod nim i sufit upada na niego. Nie mógł wytrzymać w teatrze; wstał z krzesła, na nieszczęście położonego gdzieś we środku teatru, i oblany zimnym potem, depcząc po nogach sąsiadów, uciekł z przedstawienia.<end id="e1229477645956"/><end id="e1204622762921"/></akap>


<akap id="e653">Biegł w stronę hotelu i wpadł do pierwszej narożnej kawiarni. O co go pytano, co odpowiedział, nie pamięta. Wiedział tylko, że podano mu kawę i karafkę koniaku, naznaczoną kreskami, które odpowiadały objętości kieliszka.</akap>


<akap id="e654">Wokulski pił i myślał:</akap>


<akap id="e655"><begin id="b1229477787590"/><motyw id="m1229477787590">Ciało, Dusza, Kobieta, Upadek</motyw>,,Starski to jest ten drugi kochanek, Ochocki trzeci... A Rossi?... Rossi, któremu ja urządzałem klakę i znosiłem mu do teatru prezenta... Czymże on był?... Głupi człowieku, ależ to jest Mesalina<pr>Mesalina (I wiek n.e.) --- żona cesarza rzymskiego Klaudiusza, słynna z rozwiązłości.</pr>, jeżeli nie ciałem, to duchem... I ja, ja mam szaleć dla niej?... Ja!..."<end id="e1229477787590"/><end id="e1204622810656"/></akap>


<akap id="e656"><begin id="b1204622851734"/><motyw id="m1204622851734">Alkohol, Pijaństwo</motyw>Czuł, że oburzenie uspakaja go; gdy przyszło do rachunku, przekonał się, że... karafka była pusta...</akap>


<akap id="e657">,,A jednakże ten koniak uspakaja..." --- pomyślał.</akap>


<akap id="e658">Odtąd, ile razy przypomniała mu się Warszawa albo ile razy spotkał kobietę mającą coś szczególnego w ruchach, w ubiorze czy fizjognomii, wpadał do kawiarni i wypijał karafkę koniaku. Tylko wówczas śmiało przypominał sobie pannę Izabelę i dziwił się, że taki jak on człowiek mógł kochać taką jak ona kobietę.</akap>


<akap id="e659">,,Przecież chyba zasługuję na to --- myślał --- ażebym był pierwszym i ostatnim..."</akap>


<akap id="e660">Karafka koniaku wypróżniała się, a on opierał głowę na rękach i drzemał, ku wielkiej uciesze garsonów i gości.<end id="e1204622851734"/></akap>


<akap id="e661">I znowu po całych dniach zwiedzał wystawę, muzea, studnie artezyjskie<pr><slowo_obce>studnie artezyjskie</slowo_obce> --- studnie stosowane już w starożytności; dostarczają wody z głębokich warstw ziemi. W Europie wiercono je po raz pierwszy w XII w. w Artois we Francji, stąd nazwa.</pr>, szkoły i teatry nie dlatego, ażeby coś poznać, ale ażeby zagłuszyć wspomnienia. <begin id="b1204623447484"/><motyw id="m1204623447484">Miasto</motyw>Powoli, na tle głuchych i nieokreślonych cierpień, poczęło się w nim rodzić pytanie: czy istnieje jaki porządek w budowie Paryża? Czy jest przedmiot, z którym można by go porównać, i ład, pod który dałoby się go podciągnąć?</akap>


<akap id="e662">Widziany z Panteonu i z Trocadero, Paryż przedstawiał się jednakowo: było to morze domów, przecięte tysiącem ulic, nierówne dachy wyglądały jak fale, kominy jak odpryski, a wieże i kolumny jak większe fale.</akap>


<akap id="e663">,,Chaos! --- mówił Wokulski. --- Zresztą nie może być inaczej tam, gdzie zbiegają się miliony usiłowań. Wielkie miasto jest jak obłok kurzu; ma przypadkowe kontury, lecz nie może mieć logiki. Gdyby ją miało, już od dawna wykryliby ten fakt autorowie przewodników; bo i od czegóż oni są?..."</akap>


<akap id="e664">I przyglądał się planowi miasta wyśmiewając własne wysiłki.</akap>


<akap id="e665">,,Tylko jeden człowiek, i w dodatku genialny człowiek, może wytworzyć jakiś styl, jakiś plan --- myślał.</akap> 
<akap_dialog id="e666">--- Ale żeby miliony ludzi, pracujących przez kilka wieków i nie wiedzących jeden o drugim, wytworzyło jakąś logiczną całość, jest to wprost niepodobne."</akap_dialog>


<akap id="e667">Powoli jednakże, ku największemu zdziwieniu, spostrzegł, że ów Paryż, budowany przez kilkanaście wieków, przez miliony ludzi, nie wiedzących o sobie i nie myślących o żadnym planie, ma jednakże plan, tworzy całość, nawet bardzo logiczną.</akap>


<akap id="e668">Uderzyło go naprzód to, że Paryż jest podobny do olbrzymiego półmiska, o dziewięciu wiorstach szerokości z północy na południe i o jedynastu długości ze wschodu na zachód. Półmisek ten w stronie południowej jest pęknięty i przedzielony Sekwaną, która przecina go łukiem biegnącym od kąta południowo--wschodniego przez środek miasta i skręca do kąta południowo--zachodniego. Ośmioletnie dziecko mogłoby wyrysować taki plan.</akap>


<akap id="e669">,,No dobrze --- myślał Wokulski --- ale gdzież tu jest jakiśkolwiek ład w ustawieniu osobliwych budynków... Notre--Dame w jednej stronie, Trocadero w innej stronie, a Louvre, a giełda, a Sorbona!... Chaos, i tyle..."</akap>


<akap id="e670">Lecz gdy pilniej zaczął rozglądać się w planie Paryża, spostrzegł to, czego nie dojrzeli rodowici paryżanie (co byłoby mniej dziwne) ani nawet K. Baedeker<pr>Baedeker Karl (1801--1859) --- księgarz niemiecki, wydawca słynnych przewodników turystycznych.</pr>, roszczący sobie prawo do orientowania się po całej Europie.</akap>


<akap id="e671">Paryż pomimo pozornego chaosu ma plan, ma logikę, chociaż budowało go przez kilkanaście wieków miliony ludzi nie wiedzących o sobie i bynajmniej nie myślących o logice i stylu.</akap>


<akap id="e672">Paryż posiada to, co można by nazwać kręgosłupem, osią krystalizacji<pr><slowo_obce>oś krystalizacji</slowo_obce> --- linia przechodząca przez środek kryształu.</pr> miasta.</akap>


<akap id="e673">Lasek Vincennes<pr>Lasek Vincennes --- lasek podmiejski, na wschodnim krańcu Paryża, zamieniony w park naturalny, miejsce spacerów i wypoczynku paryżan.</pr> leży w stronie południowo--wschodniej, a kraniec Lasku Bulońskiego w północno--zachodniej stronie Paryża. Otóż: owa oś krystalizacji miasta podobna jest do olbrzymiej gąsienicy (mającej prawie sześć wiorst długości), która znudziwszy się w Lasku Vincennes poszła na spacer do Lasku Bulońskiego.</akap>


<akap id="e674">Ogon jej opiera się o plac Bastylii, głowa o Łuk Gwiazdy, korpus prawie przylega do Sekwany. Szyję stanowią Pola Elizejskie, gorset Tuileries i Louvre, ogonem jest Ratusz<pr>Ratusz --- wspaniały pałac renesansowy z XVI w. obok ul. Rivoli, spalony w czasie Komuny Paryskiej (1871), odbudowany w latach 1872--1882.</pr>, Notre--Dame i nareszcie Kolumna Lipcowa na placu Bastylii.</akap>


<akap id="e675">Gąsienica ta posiada wiele nóżek krótszych i dłuższych. Idąc od głowy pierwsza para jej nóżek opiera się na lewo: o Pole Marsowe<pr>Pole Marsowe --- ogromny plac na lewym brzegu Sekwany, miejsce uroczystości narodowych, ćwiczeń wojskowych, od r. 1900 park. W r. 1878 na Polu Marsowym mieściła się wystawa światowa.</pr>, pałac Trocadero i wystawę, na prawo aż o cmentarz Montmartre. Druga para (nóżki krótsze) na lewo sięga do Szkoły Wojskowej<pr>Szkoła Wojskowa --- pałac z połowy XVIII w., obok Pola Marsowego, pierwotnie szkoła wojskowa dla szlachty, później koszary.</pr>, Hotelu des Invalides<pr>Hotel des Invalides --- Pałac Inwalidów, z czasów Ludwika XIV, na lewym brzegu Sekwany. Znajduje się w nim wojskowe muzeum historyczne i grobowiec Napoleona I oraz innych wodzów francuskich.</pr>. i Izby Deputowanych<pr>Izba Deputowanych --- zgromadzenie ustawodawcze we Francji, wybrane w powszechnym głosowaniu. Siedzibą jego jest Palais--Bourbon (na lewym brzegu Sekwany, naprzeciw placu Zgody), pałac z pierwszej połowy XVIII w.</pr>, na prawo kościoła Magdaleny i Opery. Potem idzie (wciąż ku ogonowi) na lewo Szkoła Sztuk Pięknych<pr>Szkoła Sztuk Pięknych --- pałac z połowy XIX w. (obok Instytutu Francuskiego), zawiera cenne zbiory sztuki.</pr>, na prawo Palais Royal<pr>Palais Royal --- wspaniały pałac z XVII w., naprzeciw Louvre'u, z pięknym parkiem, niegdyś rezydencja książąt orleańskich, później siedziba Rady Państwa i słynnego teatru Komedia Francuska.</pr>, bank i giełda; na lewo Institut de France<pr>Institut de France --- Instytut Francuski, obejmujący pięć towarzystw naukowych: Akademię Francuską, Akademię Napisów i Literatury Pięknej, Akademię Nauk, Akademię Sztuk Pięknych i Akademię Nauk Moralnych i Politycznych. Siedzibą Instytutu jest pałac naprzeciw Louvre'u.</pr> i mennica<pr>Mennica znajduje się w gmachu z XVIII w. na lewym brzegu Sekwany, niedaleko Instytutu Francuskiego, posiada bogate zbiory numizmatyczne.</pr>, na prawo Hale Centralne; na lewo Pałac Luksemburski<pr>Pałac Luksemburski --- okazały pałac książęcy z XVII w., na lewym brzegu Sekwany, ze słynną galerią malarstwa nowożytnego. Był siedzibą senatu.</pr>, muzeum Cluny i Szkoła Medyczna<pr>Szkoła Medyczna --- wyższa uczelnia w dzielnicy łacińskiej, z bogatą biblioteką i muzeum anatomii porównawczej. Mieści się w gmachu z XVII w.</pr>, na prawo plac Republiki<pr>Plac Republiki --- na prawym brzegu Sekwany, na przedłużeniu linii wielkich bulwarów.</pr>, z koszarami ks. Eugeniusza<pr><slowo_obce>koszary ks. Eugeniusza</slowo_obce> --- nazwa od ks. Eugeniusza Beauharnais (1781--1824), pasierba Napoleona I.</pr>.</akap>


<akap id="e676">Niezależnie od osi krystalizacyjnej i prawidłowości w ogólnym konturze miasta Wokulski przekonał się jeszcze (o czym zresztą mówiły przewodniki), że w Paryżu istnieją całe dziedziny prac ludzkich i jakiś porządek w ich układzie. Pomiędzy placem Bastylii i placem Rzeczypospolitej skupia się przemysł i rzemiosła; naprzeciw nich, po drugiej stronie Sekwany, leży ,,dzielnica łacińska"<pr>,,dzielnica łacińska" --- dzielnica Paryża na lewym brzegu Sekwany, między Panteonem a pałacem Luksemburskim, od XII w. stanowi centrum naukowe. Tu znajdują się najważniejsze szkoły wyższe i instytuty naukowe.</pr>, gniazdo uczących się i uczonych. Między Operą, placem Rzeczypospolitej i Sekwaną gromadzi się handel wywozowy i finanse; między Notre--Dame, Instytutem Francuskim i cmentarzem Montparnasse gnieżdżą się szczątki arystokracji rodowej. Od Opery do Łuku Gwiazdy ciągnie się dzielnica bogatych dorobkiewiczów, a naprzeciw nich, po lewej stronie Sekwany, obok Hotelu Inwalidów i Szkoły Wojskowej jest siedziba militaryzmu i wszechświatowych wystaw.</akap>


<akap id="e677"><begin id="b1229478226470"/><motyw id="m1229478226470">Kondycja ludzka, Los</motyw>Obserwacje te zbudziły w duszy Wokulskiego nowe prądy, o których pierwej nie myślał albo myślał niedokładnie. Zatem wielkie miasto, jak roślina i zwierzę, ma właściwą sobie anatomię i fizjologię. Zatem praca milionów ludzi, którzy tak głośno krzyczą o swojej wolnej woli, wydaje te same skutki, co praca pszczół budujących regularne plastry, mrówek wznoszących ostrokrężne kopce albo związków chemicznych układających się w regularne kryształy.</akap>


<akap id="e678">Nie ma więc w społeczeństwie przypadku, ale nieugięte prawo, które jakby na ironię z ludzkiej pychy, tak wyraźnie objawia się w życiu najkapryśniejszego narodu, Francuzów! Rządzili nimi Merowingowie i Karlowingowie, Burboni i Bonapartowie<pr>Merowingowie, Karlowingowie, Burboni, Bonapartowie --- nazwy dynastii kolejno panujących we Francji od V do XIX w.</pr>, były trzy republiki<pr><slowo_obce>trzy republiki</slowo_obce> --- pierwsza republika 1792--1804, druga republika 1848--1852, trzecia republika 1870--1940.</pr> i parę anarchii, była inkwizycja<pr><slowo_obce>inkwizycja</slowo_obce> --- instytucja policyjno--sądowa, ustanowiona przez Kościół katolicki w w. XIII w celu walki z herezjami. Posługiwała się szpiegostwem i torturami, wydawała bardzo surowe wyroki. Zniesiona dopiero w XIX w.</pr> i ateizm, rządcy i ministrowie zmieniali się jak krój sukien albo obłoki na niebie... Lecz pomimo tylu zmian, tak na pozór głębokich, Paryż coraz dokładniej przybierał formę półmiska rozdartego przez Sekwanę; coraz wyraźniej rysowała się na nim oś krystalizacji, biegnąca z placu Bastylii do Łuku Gwiazdy, coraz jaśniej odgraniczały się dzielnice: uczona i przemysłowa, rodowa i handlowa, wojskowa i dorobkiewiczowska.<end id="e1204623447484"/></akap>


<akap id="e679">Ten sam fatalizm<pr><slowo_obce>fatalizm</slowo_obce> --- przeznaczenie, nieunikniony rozwój zdarzeń.</pr> spostrzegł Wokulski w historii kilkunastu głośniejszych rodzin paryskich. Dziad, jako skromny rzemieślnik, pracował przy ulicy Temple<pr>Temple --- stara ulica obok Ratusza paryskiego w dzielnicy zamieszkiwanej przez drobnomieszczaństwo i biedotę.</pr> po szesnaście godzin na dobę; jego syn skąpawszy się w cyrkule łacińskim założył większy warsztat przy ulicy Św. Antoniego<pr>Ulica Św. Antoniego łączy ulicę Rivoli z placem Bastylii, w dzielnicy przemysłowej.</pr>. Wnuk, jeszcze lepiej zanurzywszy się w naukowej dzielnicy, przeniósł się jako wielki handlarz na bulwar Poissonniere<pr>Poissonniere --- jeden z wielkich bulwarów paryskich, w dzielnicy zamieszkiwanej przez wielką burżuazję.</pr>, zaś prawnuk, już jako milioner, zamieszkał w sąsiedztwie Pól Elizejskch po to, ażeby... jego córki mogły chorować na nerwy przy bulwarze St. Germain<pr>St. Germain --- na lewym brzegu Sekwany, okolica zamieszkiwana przez arystokrację.</pr>. I tym sposobem ród spracowany i zbogacony około Bastylii, zużyty około Tuileries, dogorywał w pobliżu Notre--Dame. Topografia<pr><slowo_obce>Topografia</slowo_obce> --- tu: opis jakiejś miejscowości.</pr> miasta odpowiadała historii mieszkańców.<end id="e1229478226470"/></akap>


<akap id="e680">Wokulski rozmyślając o tej dziwnej prawidłowości w faktach, uznawanych za nieprawidłowe, przeczuwał, że jeżeli co mogłoby go uleczyć z apatii, to chyba tego rodzaju badania.</akap>


<akap id="e681">,,Jestem dziki człowiek --- mówił sobie --- więc wpadłem w obłęd, ale wydobędzie mnie z niego cywilizacja."</akap>


<akap id="e682"><begin id="b1229478343342"/><motyw id="m1229478343342">Miłość, Śpiew, Wiosna, Głupiec</motyw>Każdy zresztą dzień w Paryżu przynosił mu nowe idee albo rozjaśniał tajemnice jego własnej duszy. Raz, gdy siedział przed kawiarnią pijąc mazagran, zbliżył się do werendy jakiś uliczny tenor i przy akompaniamencie arfy zaśpiewał:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e719">Au printemps, la feuille repousse/
Et la fleur embellit des pres,/
Mignonette, en joulant la mousse,/
Suivons les papillons diapres./
Vois les se poser sur les roses;/
Comme eux aussi je veux poser/
Ma levre sur tes levres closes,/
Et te ravir un doux baiser!<pr><slowo_obce>Au printemps...</slowo_obce> --- Na wiosnę liście wytryskują z drzewa i kwiaty upiększają łąkę; więc, pieszczotko moja, biegnijmy na trawę i naśladujmy barwne motyle. Widzisz, jak tulą się do róż? Jak one, ja przytulę moje usta do twoich i wykradnę słodki pocałunek. [Przyp. Aut.]</pr></strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e683">I natychmiast kilku gości powtórzyło ostatnią strofę:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e720">Vois les se poser sur les roses;/
Comme eux aussi je veux poser/
Ma levre sur tes levres closes,/
Et te ravir un doux baiser!</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e684">,,Głupcy! --- mruknął Wokulski. --- Nie mają co powtarzać, tylko takie błazeństwa."</akap>


<akap id="e685">Wstał zachmurzony i z bólem w sercu przesuwał się pomiędzy potokiem ludzi tak ruchliwych, krzykliwych, rozmawiających i śpiewających jak dzieci wypuszczone ze szkoły.</akap>


<akap id="e686">,,Głupcy! głupcy!..." --- powtarzał.</akap>


<akap id="e687">Nagle przyszło mu na myśl: czy to on raczej nie jest głupi?...</akap>


<akap id="e688">,,Gdyby ci wszyscy ludzie --- mówił sobie --- byli podobni do mnie, Paryż wyglądałby jak szpital smutnych wariatów. Każdy trułby się jakimś widziadłem, ulice zamieniłyby się w kałuże, a domy w ruinę. Tymczasem oni biorą życie, jakim jest, uganiają się za praktycznymi celami, są szczęśliwi i tworzą arcydzieła.<end id="e1229478343342"/></akap>


<akap id="e689">A ja za czym goniłem? Naprzód za perpetuum mobile i kierowaniem balonami, potem za zdobyciem stanowiska, do którego nie dopuszczali mnie moi właśni sprzymierzeńcy, nareszcie za kobietą, do której prawie nie wolno mi się zbliżyć. A zawsze albo poświęcałem się, albo ulegałem ideom wytworzonym przez klasy, które chciały mnie zrobić swoim sługą i niewolnikiem."</akap>


<akap id="e690">I wyobrażał sobie, jakby to było, gdyby zamiast w Warszawie przyszedł na świat w Paryżu. Przede wszystkim dzięki mnóstwu instytucyj mógłby więcej nauczyć się w dzieciństwie. Później, nawet dostawszy się do kupca, doznałby mniej przykrości, a więcej pomocy w studiach. Dalej, nie pracowałby nad perpetuum mobile przekonawszy się, że w tutejszych muzeach istnieje wiele podobnych machin, które nigdy nie funkcjonowały. Gdyby zaś wziął się do kierowania balonami, znalazłby gotowe modele, całe grupy podobnych jak on marzycieli, a nawet pomoc w razie praktyczności pomysłów.</akap>


<akap id="e691">A gdyby nareszcie, posiadając majątek, zakochał się w arystokratycznej pannie, nie napotkałby tylu przeszkód w zbliżeniu się do niej. Mógłby ją poznać i albo wytrzeźwiałby, albo zdobyłby jej wzajemność. W żadnym zaś wypadku nie traktowano by go jak Murzyna w Ameryce.</akap>


<akap id="e692"><begin id="b1229478437954"/><motyw id="m1229478437954">Miłość</motyw>Zresztą, czy w tym Paryżu można zakochać się tak jak on do szaleństwa?</akap>


<akap id="e693">Tu zakochani nie rozpaczają, ale tańczą, śpiewają i w ogóle najweselej pędzą życie. Gdy nie mogą zdobyć się na małżeństwo urzędowe, tworzą wolne stadło; gdy nie mogą przy sobie chować dzieci, oddają je na mamki. Tu miłość nigdy chyba nie doprowadziła do obłędu rozsądnego człowieka.<end id="e1229478437954"/></akap>

<akap id="e694">,,Dwa ostatnie lata mojej egzystencji --- mówił Wokulski --- schodzą na uganianiu się za kobietą, której może bym się nawet wyrzekł poznawszy ją dokładniej. Cała moja energia, nauka, zdolności i taki ogromny majątek toną w jednym afekcie dlatego tylko, że ja jestem kupcem, a ona jakąś tam arystokratką. Czyliż ten ogół w mojej osobie nie krzywdzi samego siebie..."</akap>


<akap id="e695">Tu Wokulski dosięgnął najwyższego punktu samokrytyki: poznał niedorzeczność swego położenia i postanowił wydobyć się.</akap>


<akap id="e696">,,Co robić, co robić?... --- myślał. --- Jużci to, co robią inni."</akap>


<akap id="e697"><begin id="b1229478570502"/><motyw id="m1229478570502">Miasto, Praca</motyw>A cóż oni robią?... Przede wszystkim nadzwyczajnie pracują, po szesnaście godzin na dobę, bez względu na niedzielę i święta. Dzięki czemu spełnia się tu prawo doboru, wedle którego tylko najsilniejsi mają prawo do życia. Chorowity zginie tu przed upływem roku, nieudolny w ciągu kilku lat, a zostają tylko najsilniejsi i najzdolniejsi. Ci zaś dzięki pracy całych pokoleń takich jak oni bojowników znajdują tu zaspokojenie wszelkich potrzeb.</akap>


<akap id="e698">Olbrzymie ścieki chronią ich od chorób, szerokie ulice ułatwiają im dopływ powietrza; Hale Centralne dostarczają żywności, tysiące fabryk --- odzieży i sprzętów. Gdy paryżanin chce zobaczyć naturę, jedzie za miasto albo do ,,lasku"<pr><slowo_obce>,,lasek"</slowo_obce> --- Lasek Buloński.</pr>, gdy chce nacieszyć się sztuką, idzie do galerii Luwru, a gdy pragnie zdobyć wiedzę, ma muzea i gabinety<pr><slowo_obce>gabinety</slowo_obce> --- tu: zbiory naukowe.</pr>.</akap>


<akap id="e699">Praca nad szczęściem we wszystkich kierunkach --- oto treść życia paryskiego. Tu przeciw zmęczeniu zaprowadzono tysiące powozów, przeciw nudzie setki teatrów i widowisk, przeciw niewiadomości setki muzeów, bibliotek i odczytów. Tu troszczą się nie tylko o człowieka, ale nawet o konia dając mu gładkie gościńce; tu dbają nawet o drzewa, przenoszą je w specjalnych wozach na nowe miejsce pobytu, chronią żelaznymi koszami od szkodników, ułatwiają dopływ wilgoci, pielęgnują w razie choroby.</akap>


<akap id="e700">Dzięki troskliwości o wszystko przedmioty znajdujące się w Paryżu przynoszą wielorakie korzyści. Dom, sprzęt, naczynie jest nie tylko użyteczne, ale i piękne, nie tylko dogadza muskułom, ale i zmysłom. I na odwrót --- dzieła sztuki są nie tylko piękne, ale i użyteczne. Przy łukach triumfalnych i wieżach kościołów znajdują się schody ułatwiające wejście na szczyt i spoglądanie na miasto z wysokości. Posągi i obrazy są dostępne nie tylko dla amatorów, ale dla artystów i rzemieślników, którzy w galeriach mogą zdejmować kopie.</akap>


<akap id="e701">Francuz, gdy coś wytwarza, dba naprzód o to, ażeby dzieło jego odpowiadało swemu celowi, a potem, ażeby było piękne. I jeszcze nie kończąc na tym troszczy się o jego trwałość i czystość. Prawdę tę stwierdzał Wokulski na każdym kroku i na każdej rzeczy, począwszy od wózków wywożących śmiecie do otoczonej barierą Wenus milońskiej<pr>Wenus milońska --- słynna rzeźba starożytna przedstawiająca boginię miłości Afrodytę, rzymską Wenus. Wykopana na wyspie Milos w r. 1820, znajduje się w muzeum Louvre'u.</pr>. Odgadł również skutki podobnego gospodarstwa, że nie marnuje się tu praca: każde pokolenie oddaje swoim następcom najświetniejsze dzieła poprzedników dopełniając je własnym dorobkiem.</akap>


<akap id="e702">Tym sposobem Paryż jest arką, w której mieszczą się zdobycze kilkunastu, jeżeli nie kilkudziesięciu wieków cywilizacji... Wszystko tu jest zacząwszy od potwornych posągów asyryjskich i mumij egipskich, skończywszy na ostatnich rezultatach mechaniki i elektrotechniki, od dzbanków, w których przed czterdziestoma wiekami Egipcjanki nosiły wodę, do olbrzymich kół hydraulicznych z Saint--Maur<pr>Saint--Maur --- kanał na rzece Marnie pod Paryżem.</pr>.</akap>


<akap id="e703">,,Ci, którzy stworzyli te cuda --- myślał Wokulski --- albo je gromadzili w jedno miejsce, ci nie byli jak ja szalonymi próżniakami..."</akap>


<akap id="e704">Tak sobie mówiąc czuł, że wstyd go ogarnia.<end id="e1229478570502"/></akap>


<akap id="e705">I znowu załatwiwszy w ciągu paru godzin interesa Suzina włóczył się po Paryżu. Błądził po nieznanych ulicach, tonął wśród krociowego tłumu, zanurzał się w pozorny chaos rzeczy i wypadków i na dnie jego znajdował porządek i prawo. To znowu, dla odmiany, pił koniak, grał w karty i w ruletę, albo oddawał się rozpuście.</akap>


<akap id="e706">Zdawało mu się, że w tym wulkanicznym ognisku cywilizacji spotka go coś nadzwyczajnego, że tu zacznie się nowa epoka jego życia. Zarazem czuł, że rozpierzchnięte dotychczas wiadomości i poglądy zbiegają się w pewną całość, w jakiś system filozoficzny, który tłomaczył mu wiele tajemnic świata i jego własnego bytu.</akap>


<akap id="e707">,,Czym ja jestem?" --- pytał się nieraz i stopniowo formułował sobie odpowiedź:</akap>


<akap id="e708"><begin id="b1229478699166"/><motyw id="m1229478699166">Klęska, Upadek, Walka</motyw>,,Jestem człowiek zmarnowany. Miałem ogromne zdolności i energię, lecz --- nie zrobiłem nic dla cywilizacji. Ci znakomici ludzie, jakich tu spotykam, nie mają nawet połowy moich sił i mimo to zostawiają po sobie machiny, gmachy, utwory sztuki, nowe poglądy. Lecz ja co zostawię?... Chyba mój sklep, który dziś upadłby, gdyby go nie pilnował Rzecki... A przecież nie próżnowałem: szarpałem się za trzech ludzi i gdyby mi nie pomógł przypadek, nie miałbym nawet tego majątku, jaki posiadam!..."</akap>


<akap id="e709">Później przyszło mu na myśl: na co to on strwonił siły i życie?...</akap>


<akap id="e710">Na walkę z otoczeniem, do którego nie przystawał. Gdy miał ochotę uczyć się, nie mógł, ponieważ w jego kraju potrzebowano nie uczonych, ale --- chłopców i subiektów sklepowych. Gdy chciał służyć społeczeństwu, choćby ofiarą własnego życia, podsunięto mu fantastyczne marzenia zamiast programu, a potem --- zapomniano o nim. Gdy szukał pracy, nie dano mu jej, lecz wskazano szeroki gościniec do ożenienia się ze starszą kobietą dla pieniędzy. Gdy nareszcie zakochał się i chciał zostać legalnym ojcem rodziny, kapłanem domowego ogniska, którego świętość wszyscy dokoła zachwalali, postawiono go w położeniu bez wyjścia. Tak, że nie wie nawet, czy kobieta, za którą szalał, jest zwykłą kokietką o przewróconej głowie, czy może taką jak on zbłąkaną istotą, która nie znalazła właściwej dla siebie drogi. Sądząc jej czyny, jest to panna na wydaniu, która szuka najlepszej partii; patrząc w jej oczy, jest to anielska dusza, której konwenanse ludzkie spętały skrzydła.<end id="e1229478699166"/></akap>


<akap id="e711"><begin id="b1229478842065"/><motyw id="m1229478842065">Kondycja ludzka, Siła</motyw>,,Gdyby mi wystarczyło kilkadziesiąt tysięcy rubli rocznie i komplet do wista, byłbym w Warszawie najszczęśliwszym człowiekiem --- mówił do siebie. --- Ale ponieważ oprócz żołądka mam duszę, która łaknie wiedzy i miłości, więc musiałbym tam zginąć. W tej strefie nie dojrzewają ani pewnego gatunku rośliny, ani pewnego gatunku ludzie..." </akap>


<akap id="e712">Strefa!... Raz będąc w obserwatorium rzucił okiem na klimatyczną mapę Europy i zapamiętał, że średnia temperatura Paryża jest o pięć stopni wyższą aniżeli Warszawy. Znaczy, że ów Paryż ma rocznie więcej o dwa tysiące stopni ciepła aniżeli Warszawa. A że ciepło jest siłą, i to potężną, jeżeli nie jedyną siłą twórczą, więc... zagadka rozwiązana...</akap>


<akap id="e713">,,Na północy jest chłodniej --- myślał --- świat roślinny i zwierzęcy jest mniej obfity, a więc o żywność dla człowieka trudniej. Nie dość na tym: ten sam człowiek musi jeszcze wkładać mnóstwo pracy w budowę ciepłych mieszkań i przygotowanie ciepłej odzieży. Francuz w porównaniu z mieszkańcem północy ma więcej wolnych sił i czasu, a nie potrzebując zużywać ich na zaspokojenie potrzeb materialnych obraca je na twórczość duchową.</akap>


<akap id="e714">Jeżeli do ciężkich warunków klimatycznych dodać jeszcze arystokrację, która opanowała wszystkie oszczędności narodu i utopiła je w bezmyślnej rozpuście, to zaraz wyjaśni się: dlaczego ludzie niezwykle zdolni nie tylko nie mogą rozwijać się tam, ale wprost muszą ginąć."<end id="e1229478842065"/></akap>


<akap id="e715">,,No, już ja nie zginę!..." --- mruknął, głęboko zniechęcony.</akap>


<akap id="e716">I w tej chwili, po raz pierwszy, jasno zarysował mu się projekt niewracania do kraju.</akap>


<akap id="e717">,,Sprzedam sklep --- myślał --- wycofam moje kapitały i osiądę w Paryżu. Nie będę zawadzał tym, którzy mnie nie chcą... Będę tu zwiedzał muzea, może wezmę się do jakiej specjalnej nauki i życie upłynie mi, jeżeli nie w szczęściu, to przynajmniej bez boleści..."</akap>


<akap id="e718">Powrócić go do kraju i zatrzymać w nim mógł już tylko jeden wypadek, jedna osoba... Ale ten wypadek nie nadchodził, a natomiast zdarzały się inne, coraz bardziej odsuwające go od Warszawy i coraz mocniej przykuwające do Paryża.</akap>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e721">III. Widziadło</naglowek_rozdzial>





<akap id="e722">Pewnego dnia, jak zwykle, załatwiał się z interesantami w salonie przyjęć. Już odprawił jegomościa, który ofiarował się staczać za niego pojedynki, drugiego, który jako brzuchomówca chciał odegrać rolę w dyplomacji, i trzeciego, który obiecywał mu wskazać skarby zakopane przez sztab Napoleona I nad Berezyną<pr>Berezyna --- prawy dopływ Dniepru; słynna z klęski poniesionej w czasie przeprawy przez armię Napoleona I, cofającą się spod Moskwy (1812).</pr>, kiedy lokaj w błękitnym fraku zameldował:</akap>

<akap_dialog id="e723">--- Profesor Geist.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e724">--- Geist?... --- powtórzył Wokulski i doznał szczególnego uczucia. Przyszło mu na myśl, że żelazo za zbliżeniem się magnesu musi doznawać podobnych wrażeń.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e725">--- Prosić...</akap_dialog>


<akap id="e726">Po chwili wszedł człowiek bardzo mały i szczupły, z twarzą żółtą jak wosk. Na głowie nie miał ani jednego siwego włosa.</akap>


<akap id="e727">,,Ile on może mieć lat?..." --- pomyślał Wokulski.</akap>


<akap id="e728">Gość tymczasem bystro mu się przypatrywał; i tak siedzieli minutę, może dwie, taksując się nawzajem. Wokulski chciał ocenić wiek przybysza, Geist zdawał się badać go.</akap>

<akap_dialog id="e729">--- Co pan rozkaże? --- odezwał się wreszcie Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e730">Gość poruszył się na krześle.</akap>

<akap_dialog id="e731">--- Co ja tam mogę rozkazać! --- odparł wzruszając ramionami. --- Przyszedłem żebrać, nie rozkazywać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e732">--- Czym mogę służyć? --- spytał Wokulski, twarz bowiem gościa wydała mu się dziwnie sympatyczną.</akap_dialog>


<akap id="e733">Geist przeciągnął ręką po głowie.</akap>

<akap_dialog id="e734">--- Przyszedłem tu z czym innym --- rzekł --- a mówić będę o czym innym. Chciałem panu sprzedać nowy materiał wybuchowy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e735">--- Ja go nie kupię --- przerwał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e736">--- Nie?... --- spytał Geist. --- A jednak --- dodał --- mówiono mi, że panowie staracie się o coś podobnego dla marynarki. Zresztą mniejsza... Dla pana mam coś innego...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e737">--- Dla mnie? --- spytał Wokulski, zdziwiony nie tyle słowami, ile spojrzeniem Geista.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e738">--- Onegdaj puszczałeś się pan balonem captif<pr><slowo_obce>balon captif</slowo_obce> (fr.) --- balon na uwięzi, na linie.</pr> --- mówił gość.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e739">--- Tak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e740">--- Jesteś pan człowiek majętny i znasz się na naukach przyrodniczych.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e741">--- Tak --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e742"><begin id="b1204623933937"/><motyw id="m1204623933937">Samobójstwo</motyw>--- I była chwila, że chciałeś pan wyskoczyć z galerii?... --- pytał Geist.</akap_dialog>


<akap id="e743">Wokulski cofnął się z krzesłem.</akap>

<akap_dialog id="e744">--- Niech pana to nie dziwi --- mówił gość. --- Widziałem w życiu około tysiąca przyrodników, a w moim laboratorium miałem czterech samobójców, więc znam się na tych klasach ludzi... Za często spoglądałeś pan na barometr, ażebym nie miał odkryć przyrodnika, no, a człowieka myślącego o samobójstwie poznają nawet pensjonarki.<end id="e1204623933937"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e745">--- Czym mogę służyć? --- spytał jeszcze raz Wokulski ocierając pot z twarzy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e746"><begin id="b1204624011968"/><motyw id="m1204624011968">Nauka</motyw>--- Powiem niedużo --- rzekł Geist. --- Pan wie, co to jest chemia organiczna?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e747">--- Jest to chemia związków węgla...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e748">--- A co pan sądzisz o chemii związków wodoru?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e749">--- Że jej nie ma.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e750">--- Owszem, jest --- odparł Geist. --- Tylko zamiast eterów, tłuszczów, ciał aromatycznych daje nowe aliaże<pr><slowo_obce>aliaże</slowo_obce> --- właściwie stopy metali, tu w znaczeniu: związki chemiczne.</pr>... Nowe aliaże, panie <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie>, z bardzo ciekawymi własnościami...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e751">--- Cóż mnie to obchodzi --- rzekł głucho Wokulski --- jestem kupcem.<end id="e1204624011968"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e752">--- Nie jesteś pan kupcem, tylko desperatem --- odparł Geist. --- Kupcy nie myślą o skakaniu z balonu... Ledwiem to zobaczył, zaraz pomyślałem: ,,To mój człowiek..." Ale znikłeś mi pan z oczu po wyjściu z ganku... Dziś traf zbliżył nas powtórnie... Panie <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie>, my musimy pogadać o związkach wodoru, jeżeli jesteś pan bogaty...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e753">--- Przede wszystkim nie jestem <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e754">--- To mi wszystko jedno, gdyż potrzebuję tylko majętnego desperata --- rzekł Geist.</akap_dialog>


<akap id="e755">Wokulski patrzył na Geista nieledwie z trwogą; w głowie zapalały mu się pytania: kuglarz<pe><slowo_obce>kuglarz</slowo_obce> --- osoba oszukująca ludzi w sprytny i podstępny sposób.</pe> czy tajny agent --- wariat, a może naprawdę jaki duch?... Kto wie, czy szatan jest legendą i czy w pewnych chwilach nie ukazuje się ludziom?... Faktem jest jednak, że ten starzec, o niezdecydowanym wieku, wytropił najtajemniejszą myśl Wokulskiego, który w tych czasach marzył o samobójstwie, ale jeszcze tak nieśmiało, że sam przed sobą nie miał odwagi sformułować tego projektu.</akap>


<akap id="e756">Gość nie spuszczał z niego oka i uśmiechał się z łagodną ironią; gdy zaś Wokulski otworzył usta, ażeby zapytać go o coś, przerwał mu:</akap>

<akap_dialog id="e757">--- Nie fatyguj się pan... Z tyloma już ludźmi rozmawiałem o ich charakterze i o moich wynalazkach, że z góry odpowiem na to, o czym chcesz się poinformować. Jestem profesor Geist, stary wariat, jak mówią we wszystkich kawiarniach pod uniwersytetem i szkołą politechniczną. Kiedyś nazywano mnie wielkim chemikiem, dopóki... nie wyszedłem poza granicę dziś obowiązujących poglądów chemicznych. Pisałem rozprawy, robiłem wynalazki pod imieniem własnym lub moich wspólników, którzy nawet sumiennie dzielili się ze mną zyskami. Ale od czasu gdym odkrył zjawiska nie mieszczące się w rocznikach Akademii<pr><slowo_obce>Akademia</slowo_obce> --- francuska Akademia Nauk, zajmująca się naukami przyrodniczymi i matematyką.</pr>, ogłoszono mnie nie tylko za wariata, ale za heretyka i zdrajcę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e758">--- Tu, w Paryżu? --- szepnął Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e759">--- Oho! --- roześmiał się Geist --- tu, w Paryżu. W jakimś Altdorfie lub Neustadzie<pr>Altdorf, Neustadt --- nazwy miejscowości w południowych Niemczech użyte na oznaczenie zapadłej prowincji niemieckiej.</pr> kacerzem i zdrajcą jest ten, kto nie wierzy w pastorów, Bismarcka, w dziesięcioro przykazań i konstytucję pruską<pr><slowo_obce>konstytucja pruska</slowo_obce> --- właściwie konstytucja cesarstwa niemieckiego z 1871 (zapewniała panowanie klasowe obszarnikom, silną władzę cesarzowi i przewagę Prus w Rzeszy); opracowana według wskazówek Bismarcka.</pr>. Tu wolno kpić z Bismarcka i konstytucji, ale za to pod grozą odszczepieństwa trzeba wierzyć w tabliczkę mnożenia, teorię ruchu falistego<pr><slowo_obce>teoria ruchu falistego</slowo_obce> --- teoria o falowym rozchodzeniu się światła, stworzona przez Huyghensa (1629--1695).</pr>, w stałość ciężarów gatunkowych<pr><slowo_obce>ciężar gatunkowy</slowo_obce> --- ciężar właściwy, ciężar 1 cm3 danego ciała wyrażony w gramach.</pr> itd. Pokaż mi pan jedno miasto, w którym nie ściskano by sobie mózgów jakimiś dogmatami, a --- zrobię je stolicą świata i kolebką przyszłej ludzkości...</akap_dialog>


<akap id="e760">Wokulski ochłonął; był pewny, że ma do czynienia z maniakiem.</akap>


<akap id="e761">Geist patrzył na niego i wciąż uśmiechał się.</akap>

<akap_dialog id="e762">--- Kończę, panie <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie> --- mówił dalej. --- Porobiłem wielkie odkrycia w chemii, stworzyłem nową naukę, wynalazłem nieznane materiały przemysłowe, o których ledwie śmiano marzyć przede mną. Ale... brakuje mi jeszcze kilku niezmiernie ważnych faktów, a już nie mam pieniędzy. Cztery fortuny utopiłem w moich badaniach, zużyłem kilkunastu ludzi; dziś zaś potrzebuję nowej fortuny i nowych ludzi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e763">--- Skądże do mnie nabrał pan takiego zaufania? --- pytał Wokulski już spokojny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e764">--- To proste --- odparł Geist. --- O zabiciu się myśli wariat, łajdak albo człowiek dużej wartości, któremu za ciasno na świecie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e765"><begin id="b1204624305718"/><motyw id="m1204624305718">Kondycja ludzka, Potwór</motyw>--- A skąd pan wiesz, że ja nie jestem łotrem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e766">--- A skąd pan wiesz, że koń nie jest krową? --- odpowiedział Geist. --- W czasie moich przymusowych wakacyj, które niestety, ciągną się po kilka lat, zajmuję się zoologią i specjalnie badam gatunek człowieka. W tej jednej formie, o dwu rękach, odkryłem kilkadziesiąt typów zwierzęcych począwszy od ostrygi i glisty, skończywszy na sowie i tygrysie. Więcej ci powiem: odkryłem mieszańce tych typów: skrzydlate tygrysy, węże z psimi głowami, sokoły w żółwich skorupach, co zresztą już przeczuła fantazja genialnych poetów. I dopiero wśród całej tej menażerii bydląt albo potworów gdzieniegdzie odnajduję prawdziwego człowieka, istotę z rozumem, sercem i energią. Pan, panie Siuzę, masz niezawodnie cechy ludzkie i dlatego tak otwarcie mówię z panem; jesteś jednym na dziesięć, może na sto tysięcy...<end id="e1204624305718"/></akap_dialog>


<akap id="e767">Wokulski zmarszczył się, Geist wybuchnął:</akap>

<akap_dialog id="e768">--- Co? może sądzisz pan, że pochlebiam ci dla wytumanienia kilku franków?... Jutro będę jeszcze raz u pana i przekonam cię, jak w tej chwili jesteś niesprawiedliwy i głupi...</akap_dialog>


<akap id="e769">Zerwał się z krzesła, ale Wokulski zatrzymał go.</akap>

<akap_dialog id="e770">--- Nie gniewaj się, profesorze --- rzekł --- nie chciałem pana obrazić. Ale mam tu prawie co dzień wizyty różnego gatunku filutów<pe><slowo_obce>filut</slowo_obce> --- żartowniś, spryciarz, wariat.</pe>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e771">--- Jutro przekonam pana, żem nie filut ani wariat --- odpowiedział Geist. --- Pokażę ci coś, co widziało zaledwie sześciu albo siedmiu ludzi, którzy... już nie żyją... O, gdyby oni żyli!... --- westchnął.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e772"><begin id="b1204624431343"/><motyw id="m1204624431343">Żebrak</motyw>--- Dlaczego dopiero jutro?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e773">--- Dlatego, że mieszkam daleko stąd, a nie mam na fiakra.</akap_dialog>


<akap id="e774">Wokulski uścisnął go za rękę.</akap>

<akap_dialog id="e775">--- Nie obrazisz się, profesorze? --- spytał --- jeżeli...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e776">--- Jeżeli dasz mi na fiakra?... Nie. Wszakże z góry powiedziałem ci, że jestem żebrakiem, i kto wie, czy nie najnędzniejszym w Paryżu?...</akap_dialog>


<akap id="e777">Wokulski podał mu sto franków.</akap>

<akap_dialog id="e778">--- Daj spokój --- uśmiechnął się Geist --- wystarczy dziesięć... Kto wie, czy jutro nie dasz mi stu tysięcy... Duży masz majątek?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e779">--- Około miliona franków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e780">--- Milion! --- powtórzył Geist chwytając się za głowę. --- Za dwie godziny wrócę tu. Bodajbym stał ci się tak potrzebny, jak ty mnie jesteś...<end id="e1204624431343"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e781">--- W takim razie może pozwolisz, profesorze, do mego numeru, na trzecie piętro. To lokal urzędowy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e782">--- Wolę, wolę na trzecie piętro... Za dwie godziny będę --- odparł Geist i szybko wybiegł z pokoju.</akap_dialog>


<akap id="e783">Po chwili ukazał się Jumart.</akap>

<akap_dialog id="e784">--- Wynudził pana stary --- rzekł do Wokulskiego --- co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e785">--- Cóż to za człowiek? --- spytał niedbale Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e786">Jumart wyciągnął naprzód dolną wargę.</akap>

<akap_dialog id="e787">--- Wariat to on jest --- odparł --- ale jeszcze za moich studenckich czasów był wielkim chemikiem. No i porobił jakieś wynalazki, ma nawet podobno kilka dziwnych okazów, ale...</akap_dialog>


<akap id="e788">Stuknął się palcem w czoło.</akap>

<akap_dialog id="e789">--- Dlaczego nazywacie go wariatem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e790">--- Nie można inaczej nazywać człowieka --- odpowiedział Jumart --- który sądzi, że uda mu się zmniejszyć ciężar gatunkowy ciał czy tylko metalów, bo już nie pamiętam...</akap_dialog>


<akap id="e791">Wokulski pożegnał go i poszedł do swego numeru.</akap>


<akap id="e792"><begin id="b1204624491531"/><motyw id="m1204624491531">Miasto</motyw>„Cóż to za dziwne miasto --- myślał --- gdzie znajdują się poszukiwacze skarbów, najemni obrońcy honoru, dystyngowane damy, które handlują tajemnicami, kelnerzy rozprawiający o chemii i chemicy, którzy chcą zmniejszyć ciężar gatunkowy ciał..."<end id="e1204624491531"/></akap>


<akap id="e793">Przed piątą w numerze zjawił się Geist; był jakiś rozdrażniony i zamknął za sobą drzwi na klucz.</akap>

<akap_dialog id="e794"><begin id="b1229486090290"/><motyw id="m1229486090290">Obowiązek</motyw>--- Panie <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie> --- rzekł --- wiele mi na tym zależy, ażebyśmy się porozumieli... Powiedz mi, czy masz jakie obowiązki: żonę, dzieci?... --- Chociaż --- nie zdaje mi się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e795">--- Nie mam nikogo.<end id="e1229486090290"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e796">--- I majątek masz? Milion...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e797">--- Prawie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e798"><begin id="b1204624655437"/><motyw id="m1204624655437">Kobieta, Samobójstwo</motyw>--- A powiedz mi --- mówił Geist --- dlaczego ty myślisz o samobójstwie?...</akap_dialog>


<akap id="e799">Wokulski wstrząsnął się.</akap>

<akap_dialog id="e800">--- To było chwilowe --- rzekł. --- Doznałem zawrotu w balonie...</akap_dialog>


<akap id="e801">Geist kręcił głową.</akap>

<akap_dialog id="e802">--- Majątek masz --- mruczał --- o sławę, przynajmniej dotychczas, nie dobijasz się... Tu musi być kobieta!... --- zawołał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e803">--- Może --- odparł Wokulski, bardzo zmieszany.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e804">--- Jest kobieta! --- rzekł Geist. --- To źle. O niej nigdy nie można wiedzieć, co robi i dokąd zaprowadzi... W każdym razie słuchaj --- dodał patrząc mu w oczy. --- Gdyby ci kiedy jeszcze raz przyszła ochota próbować... Rozumiesz?... Nie zabijaj się, ale przyjdź do mnie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e805">--- Może zaraz przyjdę... --- rzekł Wokulski spuszczając oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e806">--- Nie zaraz! --- odparł żywo Geist. --- Kobiety nigdy nie gubią ludzi od razu. Czy już skończyłeś z tamtą osobą rachunki?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e807">--- Zdaje mi się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e808">--- Aha! dopiero zdaje ci się. To źle. Na wszelki wypadek, zapamiętaj radę. W moim laboratorium bardzo łatwo można zginąć, i jeszcze jak!...<end id="e1204624655437"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e809">--- Coś pan przyniósł, profesorze? --- zapytał go Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e810">--- Źle! źle!... --- mruczał Geist. --- Muszę szukać kupca na mój materiał wybuchowy. A myślałem, że połączymy się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e811"><begin id="b1204631013325"/><motyw id="m1204631013325">Szaleniec</motyw>--- Pierwej pokaż pan, coś przyniósł --- przerwał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e812">--- Masz rację... --- odparł Geist i wydobył z kieszeni średniej wielkości pudełko. --- Zobacz --- rzekł --- za co to ludzi nazywają szaleńcami!...</akap_dialog>


<akap id="e813">Pudełko było z blachy, zamknięte w szczególny sposób; Geist po kolei dotykał sztyftów osadzonych w różnych punktach, od czasu do czasu rzucając na Wokulskiego spojrzenia gorączkowe i podejrzliwe. Raz nawet zawahał się i zrobił taki ruch, jakby chciał schować pudełko; ale opamiętał się, dotknął jeszcze paru sztyftów i --- wieko odskoczyło.</akap>


<akap id="e814">W tej chwili opanował go nowy atak podejrzliwości. Starzec padł na kanapę, ukrył pudełko za siebie i trwożnie spoglądał to na pokój, to na Wokulskiego.</akap>

<akap_dialog id="e815">--- Głupstwa robię!... --- mruczał. --- Co za nonsens narażać wszystko dla pierwszego lepszego z ulicy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e816">--- Nie ufasz mi pan?... --- spytał nie mniej wzruszony Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e817">--- Nikomu nie ufam --- mówił zgryźliwie starzec. --- Bo jaką mi dać kto może rękojmię?... Przysięgę czy słowo honoru?... Za stary jestem, aby wierzyć w przysięgi... Tylko wspólny interes jako tako zabezpiecza od najpodlejszej zdrady, a i to nie zawsze...</akap_dialog>


<akap id="e818">Wokulski wzruszył ramionami i usiadł na krześle.</akap>

<akap_dialog id="e819">--- Nie zmuszam pana --- rzekł --- do dzielenia się ze mną twoimi kłopotami. Mam dosyć własnych.</akap_dialog>


<akap id="e820">Geist nie spuszczał z niego oka, lecz stopniowo uspakajał się.<end id="e1204631013325"/> W końcu odezwał się:</akap>

<akap_dialog id="e821">--- Przysuń się tu do stołu... Spojrzyj, co to jest?</akap_dialog>


<akap id="e822"><begin id="b1204631149608"/><motyw id="m1204631149608">Nauka</motyw>Pokazał mu metalową kulkę ciemnej barwy.</akap>

<akap_dialog id="e823">--- Zdaje mi się, że to jest metal drukarski<pr><slowo_obce>metal drukarski</slowo_obce> --- stop ołowiu, antymonu i cyny, używany do wyrobu czcionek drukarskich.</pr>.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e824">--- Weź w rękę...</akap_dialog>


<akap id="e825">Wokulski wziął kulkę i aż zdziwił się, tak była ciężka.</akap>

<akap_dialog id="e826">--- To jest platyna<pr><slowo_obce>platyna</slowo_obce> --- ciężki metal, o ciężarze właściwym 21,44 g.</pr> --- rzekł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e827">--- Platyna?... --- powtórzył Geist z drwiącym uśmiechem. --- Oto masz platynę...</akap_dialog>


<akap id="e828">I podał mu tej samej wielkości kulkę platynową. Wokulski przekładał obie z rąk do rąk; zdziwienie jego wzrosło.</akap>

<akap_dialog id="e829">--- To jest chyba ze dwa razy cięższe od platyny?... --- szepnął.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e830">--- A tak... tak!... --- śmiał się Geist. --- Nawet jeden z moich przyjaciół akademików<pr><slowo_obce>akademik</slowo_obce> --- tu w znaczeniu: członek Akademii (jako towarzystwa naukowego).</pr> nazwał to ,,komprymowaną<pr><slowo_obce>komprymowany</slowo_obce> --- zgęszczony.</pr> platyną"... Dobry wyraz, co? na oznaczenie metalu, którego ciężar gatunkowy wynosi 30,7 g... Oni tak zawsze. Ile razy uda im się wynaleźć nazwę dla nowej rzeczy, zaraz mówią, że ją wytłomaczyli na zasadzie już poznanych praw natury. Przepyszne osły... najmędrsze ze wszystkich, jakimi roi się tak zwana ludzkość... A to znasz? --- dodał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e831">--- No, to jest sztabka szklana --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e832">--- Cha! cha!... --- śmiał się Geist. --- Weź do ręki, przypatrz się... Prawda, że ciekawe szkło?... Cięższe od żelaza, z odłamem ziarnistym, wyborny przewodnik ciepła i elektryczności, pozwala się strugać... Prawda, jak to szkło dobrze udaje metal?... Może chcesz je rozgrzać albo kuć młotem?...</akap_dialog>


<akap id="e833">Wokulski przetarł oczy. Nie ulega kwestii, że takiego szkła nie widziano na świecie.</akap>

<akap_dialog id="e834">--- A to?... --- spytał Geist pokazując mu inny kawałek metalu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e835">--- To chyba stal...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e836">--- Nie sód<pr><slowo_obce>sód</slowo_obce> --- lekki metal (ciężar właściwy 0,97 g).</pr> i nie potas<pr><slowo_obce>potas</slowo_obce> --- również lekki metal (ciężar właściwy 0,865 g).</pr>?... --- pytał Geist.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e837">--- Nie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e838">--- Weźże do rąk tę stal...</akap_dialog>


<akap id="e839">Tu już podziw Wokulskiego przeszedł w pewien rodzaj zaniepokojenia: owa rzekoma stal była lekką jak płatek bibułki.</akap>

<akap_dialog id="e840">--- Chyba jest pusta w środku?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e841">--- Więc przetnij tę sztabkę, a jeżeli nie masz czym, przyjedź do mnie. Zobaczysz tam nierównie więcej podobnych osobliwości i będziesz mógł robić z nimi próby, jakie ci się podoba.</akap_dialog>


<akap id="e842">Wokulski oglądał po kolei ów metal cięższy od platyny, drugi metal przeźroczysty, trzeci lżejszy od puchu... Dopóki trzymał je w rękach, wydawały mu się rzeczami najnaturalniejszymi pod słońcem: cóż jest bowiem naturalniejszego aniżeli przedmiot, który oddziaływa na zmysły? Lecz gdy oddał próbki Geistowi, ogarniało go zdziwienie i niedowierzanie, zdziwienie i obawa. Więc znowu oglądał je, kręcił głową, wierzył i wątpił na przemian.<end id="e1204631149608"/></akap>

<akap_dialog id="e843">--- No i cóż? --- zapytał Geist.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e844">--- Czy pokazywał pan to chemikom?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e845">--- Pokazywałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e846">--- I cóż oni?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e847">--- Obejrzeli, pokiwali głowami i powiedzieli, że to blaga i kuglarstwo, którym poważna nauka zajmować się nie może.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e848">--- Jak to, więc nawet nie robili prób? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e849">--- Nie. Niektórzy z nich wprost mówili, że mając do wyboru między pogwałceniem ,,praw natury" a złudzeniami własnych zmysłów, wolą nie dowierzać zmysłom. I jeszcze dodawali, że robienie poważnych doświadczeń z podobnymi kuglarstwami może obłąkać zdrowy rozsądek, i stanowczo wyrzekli się doświadczeń.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e850"><begin id="b1204631215259"/><motyw id="m1204631215259">Tajemnica</motyw>--- I nie ogłaszasz pan o tym?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e851">--- Ani myślę. Owszem, ta bezwładność mózgów daje mi najlepszą gwarancję bezpieczeństwa tajemnicy moich wynalazków. W przeciwnym razie pochwycono by je, prędzej lub później odkryto by metodę postępowania i znaleziono by to, czego bym im dać nie chciał...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e852">--- Mianowicie?... --- przerwał mu Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e853">--- Znaleziono by metal lżejszy od powietrza --- spokojnie odparł Geist.</akap_dialog>


<akap id="e854">Wokulski rzucił się na krześle; przez chwilę obaj milczeli.</akap>

<akap_dialog id="e855">--- Dlaczegóż ukrywasz pan przed ludźmi ów transcendentalny<pr><slowo_obce>transcendentalny</slowo_obce> --- tu: wychodzący poza granice doświadczenia, nadnaturalny.</pr> metal? --- odezwał się wreszcie Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e856">--- Dla wielu powodów --- odparł Geist. --- Naprzód chcę, ażeby ten produkt wyszedł tylko z mojego laboratorium, choćbym nawet nie ja sam go otrzymał. A po wtóre, podobny materiał, który zmieni postać świata, nie może stać się własnością tak zwanej dzisiejszej ludzkości. Już za wiele nieszczęść mnoży się na ziemi przez nieopatrzne wynalazki.<end id="e1204631215259"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e857">--- Nie rozumiem pana.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e858"><begin id="b1229486240344"/><motyw id="m1229486240344">Nauka, Potwór</motyw>--- Więc posłuchaj --- mówił Geist. --- Tak zwana ludzkość, mniej więcej na dziesięć tysięcy wołów, baranów, tygrysów i gadów, mających człowiecze formy, posiada ledwie jednego prawdziwego człowieka. Tak było zawsze, nawet w epoce krzemiennej<pr><slowo_obce>epoka krzemienna</slowo_obce> --- okres, w którym człowiek używał narzędzi sporządzonych z kamieni, głównie z krzemienia.</pr>. Na taką tedy ludzkość w biegu wieków spadały rozmaite wynalazki. Brąz, żelazo, proch, igła magnesowa, druk, machiny parowe i telegrafy elektryczne dostawały się bez żadnego wyboru w ręce geniuszów i idiotów, ludzi szlachetnych i zbrodniarzy... A jaki tego rezultat?... Oto ten, że głupota i występek dostając coraz potężniejsze narzędzia mnożyły się i umacniały, zamiast stopniowo ginąć. Ja --- ciągnął dalej Geist --- nie chcę powtarzać tego błędu i jeżeli znajdę ostatecznie metal lżejszy od powietrza, oddam go tylko prawdziwym ludziom. Niech oni raz zaopatrzą się w broń na swój wyłączny użytek; niechaj ich rasa mnoży się i rośnie w potęgę, a zwierzęta i potwory w ludzkiej postaci niechaj z wolna wyginą. Jeżeli Anglicy mieli prawo wypędzić wilków ze swej wyspy<pr><slowo_obce>Anglicy mieli prawo wypędzić wilków ze swej wyspy...</slowo_obce> --- w XVII w. wilki zostały w Anglii doszczętnie wytępione przez systematyczne polowania. (W dialekcie warszawskim często występuje osobowa odmiana nazw zwierząt.)</pr>, istotny człowiek ma prawo wypędzić z ziemi przynajmniej tygrysy ucharakteryzowane na ludzi...<end id="e1229486240344"/></akap_dialog>


<akap id="e859"><begin id="b1204631336138"/><motyw id="m1204631336138">Idealista, Szaleniec</motyw>„On ma jednakże tęgiego bzika" --- pomyślał Wokulski. Później dodał głośno:</akap>

<akap_dialog id="e860">--- Cóż więc panu przeszkadza do wykonania tych zamiarów?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e861">--- Brak pieniędzy i pomocników. Do ostatecznego odkrycia potrzeba wykonać około ośmiu tysięcy prób, co, lekko licząc, jednemu człowiekowi zabrałoby dwadzieścia lat pracy. Ale czterech ludzi zrobi to samo w ciągu pięciu do sześciu lat...</akap_dialog>


<akap id="e862">Wokulski wstał z krzesła i zamyślony począł chodzić po numerze; Geist nie spuszczał z niego oka.</akap>

<akap_dialog id="e863">--- Przypuśćmy --- odezwał się Wokulski --- że ja mógłbym panu dać pieniądze i jednego, a nawet... dwu pomocników... Lecz gdzie dowód, że pańskie metale nie są jakąś dziwną mistyfikacją, a pańskie nadzieje złudzeniami?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e864">--- Przyjdź do mnie, obejrzyj, co jest, sam zrób kilka doświadczeń, a przekonasz się. Innego sposobu nie widzę --- odparł Geist.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e865">--- I kiedy można by przyjść?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e866">--- Kiedy zechcesz. Daj mi tylko kilkadziesiąt franków, gdyż nie mam za co kupić potrzebnych preparatów. A oto mój adres --- zakończył Geist podając zabrudzoną notatkę.</akap_dialog>


<akap id="e867">Wokulski wręczył mu trzysta franków. Starzec zapakował swoje okazy, zamknął pudełko i rzekł na odchodne:</akap>

<akap_dialog id="e868">--- Napisz do mnie list na dzień przed przybyciem. Prawie ciągle siedzę w domu ocierając kurze z moich retort<pe><slowo_obce>retorta</slowo_obce> --- rodzaj naczynia laboratoryjnego.</pe>!...</akap_dialog>


<akap id="e869">Po odejściu Geista Wokulski był jak odurzony. Spoglądał na drzwi, za którymi zniknął chemik, to na stół, gdzie przed chwilą okazywano mu nadnaturalne przedmioty, to znowu dotykał swoich rąk i głowy lub chodził stukając głośno obcasami po pokoju dla przekonania się, że nie marzy, ale czuwa.<end id="e1204631336138"/></akap>


<akap id="e870"><begin id="b1229486308709"/><motyw id="m1229486308709">Idealista</motyw>,,A przecież faktem jest --- myślał --- że człowiek ten pokazał mi jakieś dwa materiały: jeden cięższy od platyny, drugi znakomicie lżejszy od sodu. Nawet zapowiedział mi, że szuka metalu lżejszego od powietrza!...</akap>


<akap id="e871">Gdyby w rzeczach tych nie tkwiło jakieś niepojęte oszustwo --- rzekł głośno --- już miałbym ideę, dla której warto się skazać na całe lata niewoli. Nie tylko znalazłbym pochłaniającą pracę i spełnienie najśmielszych marzeń młodości, ale jeszcze widziałbym przed sobą cel, wyższy nad wszystkie, do jakich kiedykolwiek rwał się duch ludzki. Kwestia żeglugi powietrznej byłaby rozstrzygniętą, człowiek dostałby skrzydeł."<end id="e1229486308709"/></akap>


<akap id="e872">I znowu wzruszał ramionami, rozkładał ręce i mruczał:</akap>


<akap id="e873">,,Nie, to niepodobna!..."</akap>


<akap id="e874">Brzemię nowych prawd czy nowych złudzeń tak go gniotło, że uczuł konieczność podzielenia go z kimkolwiek, choćby tylko w części. Zbiegł więc na pierwsze piętro do paradnej sali przyjęć i wezwał Jumarta.</akap>


<akap id="e875">Właśnie gdy zastanawiał się, w jaki sposób rozpocząć z nim tę dziwną rozmowę, Jumart sam mu ją ułatwił. Ledwie bowiem ukazał się w sali, rzekł z dyskretnym uśmiechem:</akap>

<akap_dialog id="e876">--- Stary Geist wyszedł od pana bardzo ożywiony. Przekonał pana czy też został pobity?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e877">--- No, mówieniem nikt nikogo chyba nie przekona, tylko faktami --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e878">--- Więc były i fakta?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e879">--- Tymczasem dopiero zapowiedź ich... Powiedz mi pan jednak --- ciągnął Wokulski --- co byś sądził, gdyby Geist pokazał ci metal pod każdym względem przypominający stal, lecz dwa lub trzy razy lżejszy od wody?... Gdybyś podobny materiał oglądał na własne oczy, dotykał go własnymi rękoma?...</akap_dialog>


<akap id="e880">Uśmiech Jumarta przerodził się w jakiś ironiczny grymas.</akap>

<akap_dialog id="e881">--- Cóż bym miał powiedzieć, dobry Boże, nad to, że profesor Palmieri jeszcze większe cuda pokazuje za pięć franków od osoby...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e882">--- Co za Palmieri? --- spytał zdziwiony Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e883">--- Profesor magnetyzmu --- odparł Jumart --- znakomity człowiek... Mieszka w naszym hotelu i trzy razy dziennie pokazuje magnetyczne sztuki w sali mogącej od biedy pomieścić ze sześćdziesiąt osób... Jest właśnie ósma, więc w tej chwili zaczyna się przedstawienie wieczorne. Jeżeli pan chce, możemy tam pójść; ja mam wstęp darmo...</akap_dialog>


<akap id="e884">Na twarz Wokulskiego wystąpił tak silny rumieniec, że oblał mu czoło, a nawet szyję.</akap>

<akap_dialog id="e885">--- Chodźmy --- rzekł --- do owego profesora Palmieri. W duchu zaś dodał:</akap_dialog>


<akap id="e886">,,Więc ten wielki myśliciel, Geist, jest kuglarzem, a ja głupcem, który płaci trzysta franków za widowisko warte pięć franków... Jakże on mnie złapał!..."</akap>


<akap id="e887"><begin id="b1204631527850"/><motyw id="m1204631527850">Salon</motyw>Weszli na drugie piętro do salonu urządzonego równie bogato jak inne w tym hotelu. Większą jego część już zapełniali widzowie starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni, ubrani elegancko i bardzo zajęci profesorem Palmierim, który właśnie kończył krótką prelekcję o magnetyzmie.<end id="e1204631527850"/> Był to mężczyzna średnich lat, zawiędły, brunet, z rozczochraną brodą i wyrazistymi oczyma. Otaczało go parę przystojnych kobiet i kilku młodych mężczyzn o twarzach mizernych i apatycznych.</akap>

<akap_dialog id="e888">--- To są media<pr><slowo_obce>media</slowo_obce>, lm. od <slowo_obce>medium</slowo_obce> (łac.) --- osoby poddane działaniu hipnotyzera.</pr> --- szepnął Jumart. --- Na nich Palmieri pokazuje swoje sztuki.</akap_dialog>


<akap id="e889"><begin id="b1204631699862"/><motyw id="m1204631699862">Teatr, Czary</motyw>Widowisko, trwające około dwu godzin, polegało na tym, że Palmieri za pomocą wzroku usypiał swoje media, w taki jednak sposób, że mogły one chodzić, odpowiadać na pytanie i wykonywać rozmaite czynności. Prócz tego uśpieni przez magnetyzera w miarę jego rozkazów objawiali bądź niezwykłą siłę muskularną, bądź jeszcze niezwykłejszą nieczułość lub nadwrażliwość zmysłów.</akap>


<akap id="e890">Ponieważ Wokulski pierwszy raz widział podobne zjawiska i bynajmniej nie ukrywał niedowierzania, więc Palmieri zaprosił go do pierwszego rzędu krzeseł. Tu po kilku próbach Wokulski przekonał się, że zjawiska, na które patrzy, nie są kuglarstwem, lecz polegają na jakichś nieznanych właściwościach systemu nerwowego.</akap>


<akap id="e891">Ale najwięcej zajęły, a nawet przeraziły go dwa doświadczenia mające pewien związek z jego własnym życiem. Polegały one na wmawianiu w medium rzeczy nie istniejących.</akap>


<akap id="e892">Jednemu z uśpionych podał Palmieri korek od karafki mówiąc, że podał mu różę. W tej chwili medium zaczęło wąchać korek okazując przy tym wielkie zadowolenie.</akap>

<akap_dialog id="e893">--- Co pan robisz? --- zawołał Palmieri do medium --- wszakże to asafetyda<pr><slowo_obce>asafetyda</slowo_obce> --- materia żywiczna, o nieprzyjemnym zapachu, otrzymywana z rośliny o tej samej nazwie, rosnącej w Persji, używana jako środek leczniczy.</pr>...</akap_dialog>


<akap id="e894">I medium natychmiast z obrzydzeniem odrzuciło korek wycierając ręce i narzekając, że cuchną.</akap>


<akap id="e895">Innemu podał chustkę od nosa, a gdy powiedział mu, że chustka waży sto funtów, uśpiony począł uginać się, drżeć i potnieć pod jej ciężarem.</akap>


<akap id="e896">Wokulski widząc to sam spotniał.</akap>


<akap id="e897">,,Już rozumiem --- pomyślał --- tajemnicę Geista. On mnie zamagnetyzował..."</akap>


<akap id="e898"><begin id="b1204631733175"/><motyw id="m1204631733175">Kłamstwo, Rozczarowanie, Miłość</motyw>Lecz najboleśniejszego uczucia doznał wówczas, gdy Palmieri, uśpiwszy jakiegoś wątłego młodzieńca, owinął ręcznikiem łopatkę od węgli i wmówił w swoje medium, że jest to młoda i piękna kobieta, którą trzeba kochać. Zamagnetyzowany ściskał i całował łopatkę, klękał przed nią i robił najczulsze miny. Gdy ją włożono pod kanapę, popełznął za nią na czworakach jak pies, odepchnąwszy pierwej czterech silnych mężczyzn, którzy chcieli go zatrzymać. A gdy nareszcie Palmieri schował ją mówiąc, że umarła, młody człowiek wpadł w taką rozpacz, że tarzał się po podłodze i bił głową o ścianę.</akap>


<akap id="e899">W tej chwili Palmieri dmuchnął mu w oczy i młodzian obudził się ze strumieniami łez na policzkach, wśród oklasków i śmiechu obecnych.</akap>


<akap id="e900">Wokulski uciekł z sali straszliwie rozdrażniony.<end id="e1204631699862"/></akap>


<akap id="e901">,,A więc wszystko jest kłamstwem!... Rzekome wynalazki Geista i jego mądrość, moja szalona miłość i nawet <wyroznienie>ona</wyroznienie>... Ona sama jest tylko złudzeniem oczarowanych zmysłów... Jedyną rzeczywistością, która nie zawodzi i nie kłamie, jest chyba --- śmierć..."<end id="e1204631733175"/></akap>


<akap id="e902"><begin id="b1204631794911"/><motyw id="m1204631794911">Alkohol, Grób, Miasto, Samobójstwo</motyw>Wybiegł z hotelu na ulicę, wpadł do kawiarni i kazał podać koniak. Tym razem wypił półtorej karafki, a pijąc myślał, że ten Paryż, w którym znalazł najwięcej mądrości, największe złudzenia i ostateczne rozczarowania, stanie się chyba jego grobem.</akap>


<akap id="e903">,,Na co mam już czekać?... czego dowiem się?... Jeżeli Geist jest ordynarnym oszustem i jeżeli można kochać się w łopatce do węgli, jak ja w <wyroznienie>niej</wyroznienie>, to cóż mi jeszcze pozostaje?..."</akap>


<akap id="e904">Wrócił do hotelu rozmarzony koniakiem i zasnął w ubraniu.<end id="e1204631794911"/> A gdy obudził się o ósmej rano, pierwszą jego myślą było:</akap>


<akap id="e905">,,Nie ma kwestii, że Geist za pomocą magnetyzmu oszukał mnie co do owych metali. Lecz... kto magnetyzował mnie wówczas, kiedy oszalałem dla tej kobiety?..."</akap>


<akap id="e906">Nagle błysnął mu projekt, ażeby zasięgnąć informacyj u Palmieriego. Przebrał się więc szybko i zeszedł na drugie piętro.</akap>


<akap id="e907">Mistrz tajemniczej sztuki już czekał na gości; ale że gości jeszcze nie było, więc Wokulskiego przyjął natychmiast, pobrawszy z góry dwadzieścia franków opłaty za naradę.</akap>

<akap_dialog id="e908"><begin id="b1204631934546"/><motyw id="m1204631934546">Czary</motyw>--- Czy --- zapytał Wokulski --- w każdego może pan wmówić, że łopatka od węgli jest kobietą i że chustka waży sto funtów?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e909">--- W każdego, kto da się uśpić.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e910">--- Więc proszę mnie uśpić i powtórzyć na mnie sztukę z chustką.</akap_dialog>


<akap id="e911">Palmieri zaczął swoje praktyki; wpatrywał się Wokulskiemu w oczy, dotykał mu czoła, pocierał ręce od obojczyków do dłoni... Nareszcie odsunął się od niego zniechęcony.</akap>

<akap_dialog id="e912">--- Pan nie jesteś medium --- rzekł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e913">--- A gdybym ja miał w życiu wypadek taki, jak ów jegomość z chustką? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e914">--- To jest niemożliwe, pana niepodobna uśpić. Zresztą, gdybyś był uśpiony i miał złudzenie, że chustka waży sto funtów, to znowu obudziwszy się nie pamiętałbyś pan o tym.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e915">--- A czy nie sądzisz pan, że ktoś zręczniej może magnetyzować...</akap_dialog>


<akap id="e916">Palmieri obraził się.</akap>

<akap_dialog id="e917">--- Nie ma lepszego magnetyzera ode mnie --- zawołał. --- Zresztą i ja pana uśpię, ale na to trzeba kilkumiesięcznej pracy... To będzie kosztowało dwa tysiące franków... Nie myślę darmo tracić mego fluidu<pr><slowo_obce>fluid</slowo_obce> --- dosłownie płyn, przenośnie: bliżej nie określone oddziaływanie jednej osoby na drugą (tu: hipnotyzm).</pr>...</akap_dialog>


<akap id="e918">Wokulski opuścił magnetyzera wcale niezadowolony. Jeszcze nie wątpił, że panna Izabela mogła oczarować go; miała przecież dosyć czasu. Ale znowu Geist nie mógł go uśpić w ciągu paru minut. Zresztą Palmieri twierdzi, że uśpieni nie pamiętają swoich przywidzeń; on zaś pamięta każdy szczegół wizyty starego chemika.<end id="e1204631934546"/></akap>


<akap id="e919">Jeżeli więc Geist nie uśpił go, więc nie jest oszustem. Więc jego metale istnieją i... odkrycie metalu lżejszego od powietrza jest możliwe!...</akap>


<akap id="e920">,,Oto miasto --- myślał --- w którym więcej przeżyłem w ciągu jednej godziny aniżeli w Warszawie przez całe życie... Oto miasto!..."</akap>


<akap id="e921">Przez kilka dni Wokulski był bardzo zajęty.</akap>


<akap id="e922">Przede wszystkim wyjeżdżał Suzin, zakupiwszy kilkanaście statków. Najzupełniej legalny zysk z tej operacji był ogromny --- tak ogromny, że cząstka przypadająca na Wokulskiego pokryła wszystkie wydatki, jakie w ciągu ostatnich miesięcy poniósł w Warszawie.</akap>


<akap id="e923">Na parę godzin przed pożegnaniem się Suzin i Wokulski jedli śniadanie w swoim paradnym numerze i naturalnie rozmawiali o zyskach.</akap>

<akap_dialog id="e924"><begin id="b1204632121583"/><motyw id="m1204632121583">Bogactwo, Handel, Szczęście</motyw>--- Masz bajeczne szczęście --- odezwał się Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e925">Suzin pociągnął łyk szampana i oparłszy na brzuchu ręce ozdobione pierścieniami rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e926"><begin id="b1229486534457"/><motyw id="m1229486534457">Pieniądz</motyw>--- To nie szczęście, Stanisławie Piotrowiczu, to miliony. Nożykiem tniesz wiklinę, a toporem dęby. Kto ma kopiejki, robi interesa kopiejkowe i kopiejki zyskuje; ale kto ma miliony, musi zyskiwać miliony. Rubel, Stanisławie Piotrowiczu, jest jak zapracowana szkapa: kilka lat musisz czekać, zanim urodzi ci nowego rubla; ale milion jest mnożny jak świnia: co rok daje kilkoro. Za dwa albo trzy lata, Stanisławie Piotrowiczu, i ty zbierzesz okrągły milionik, a wtedy przekonasz się, jak za nim gonią inne pieniądze.<end id="e1229486534457"/> Chociaż z tobą...</akap_dialog>


<akap id="e927">Suzin westchnął, zmarszczył brwi i znowu wypił szampana.</akap>

<akap_dialog id="e928">--- Cóż ze mną? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e929">--- A ot, co z tobą --- odparł Suzin. --- Ty, zamiast w takim mieście robić interesa dla siebie do swego handlu, ty nic... Ty sobie wałęsasz się z głową na dół albo do góry, na nic się nie patrząc, albo nawet (wstyd powiedzieć chrześcijaninowi!) latasz w powietrze balonem... Cóż ty bałaganowym<pr><slowo_obce>bałaganowy</slowo_obce> --- jarmarczny (rusycyzm, <slowo_obce>bałagan</slowo_obce> --- po ros. buda jarmarczna).</pr> skoczkiem myślisz zostać, ha?... No i nareszcie, powiem tobie, Stanisławie Piotrowiczu, ty obraziłeś na siebie jedną bardzo dystyngowaną damę, tę ot baronowę... A przecie u niej można było i w karty pograć, i ładne kobiety znaleźć, i dowiedzieć się o niejednej rzeczy. Radzę tobie, daj ty jej co zarobić przed wyjazdem: nie dasz adwokatowi rubla, on tobie sto wyciągnie. Ach, ty ojcze rodzony...</akap_dialog>


<akap id="e930">Wokulski słuchał z uwagą, Suzin znowu westchnął i ciągnął dalej:</akap>

<akap_dialog id="e931">--- I z czarownikami naradzasz się (pfy! nieczysta siła...), na czym, mówię tobie, nie zyskasz rozbitej kopiejki<pr><slowo_obce>nie zyskasz rozbitej kopiejki...</slowo_obce> --- w znaczeniu: ,,złamanego grosza" (<slowo_obce>razbityj</slowo_obce> --- po ros. złamany, stłuczony).</pr>, a możesz na siebie obrazić Boga.<end id="e1204632121583"/></akap_dialog>


<akap id="e932">Nieładnie!... Najgorsze, co ty myślisz, że nikt nie wie, co tobie dolega? Tymczasem wszyscy wiedzą, że masz jakieś moralne cierpienie, tylko jeden myśli, że chciałbyś kupować tu fałszywe bankocetle, a inny dogaduje się, że rad byś zbankrutować, jeżeli już nie jesteś bankrut.</akap>

<akap_dialog id="e933">--- I ty w to wierzysz? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e934"><begin id="b1204632246565"/><motyw id="m1204632246565">Kobieta</motyw>--- Aj! Stanisławie Piotrowiczu, już komu, ale tobie nie godzi się awansować mnie na durnia. Ty myślisz: ja nie wiem, że tobie chodzi o kobietę?... Nu, kobieta smaczna rzecz i bywa, że nawet innemu solidnemu człowiekowi przewróci mózgi<pr><slowo_obce>przewróci mózgi</slowo_obce> --- rusycyzm (po ros. <slowo_obce>mózgi</slowo_obce> --- w lm.).</pr>. Baw więc się i ty, kiedy masz pieniądze. Ale ja tobie, Stanisławie Piotrowiczu, powiem jedno słówko, chcesz?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e935">--- Proszę cię.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e936">--- Kto prosi, żeby mu ogolić brodę, nie gniewa się na zdrapanie. Otóż, gołąbku, powiem tobie przypowieść. Znajduje się w tej Francji jakaś cudowna woda na wszystkie choroby<pr><slowo_obce>cudowna woda na wszystkie choroby</slowo_obce> --- Suzin mówi o ,,cudownej" wodzie z Lourdes.</pr> (nie pomnę jej nazwiska). Więc słuchaj mnie: są tacy, którzy przychodzą tam na kolanach i prawie nie śmią spojrzeć; a są inni, którzy tę wodę bez ceremonii piją i nawet zęby płuczą... Ach, Stanisławie Piotrowiczu, ty nie wiesz, jak ten pijący grubo żartuje z modlącego się... Zobacz więc, czy nie jesteś takim, a gdybyś był, pluń na wszystko... Ale co tobie?... Boli? prawda... No, pokosztuj wina...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e937">--- Czyś słyszał co o niej? --- głucho spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e938">--- Klnę się, żem nic nadzwyczajnego nie słyszał --- odparł Suzin uderzając się w piersi. --- Kupcowi trzeba subiektów, a kobiecie bijących przed nią czołem, choćby dla zasłonięcia tego zucha, który nie bije pokłonów. Rzecz całkiem naturalna.<end id="e1204632246565"/> Tylko ty, Stanisławie Piotrowiczu, nie wchodź między czeredę, a jeżeliś wszedł, podnieś głowę. Pół miliona rubli kapitału to przecie nie plewy; z takiego kupca nie powinni naśmiewać się ludzie.</akap_dialog>


<akap id="e939">Wokulski podniósł się i przeciągnął jak człowiek, któremu zrobiono operację rozpalonym żelazem.</akap>


<akap id="e940">,,Może tak nie być, a może... tak być!... --- pomyślał. --- Ale jeżeli tak jest... część majątku oddam szczęśliwemu wielbicielowi za to, że mnie wyleczył!..."</akap>


<akap id="e941">Wrócił do siebie i pierwszy raz całkiem spokojnie począł przebiegać myślą wszystkich adoratorów panny Izabeli, których widywał z nią lub o których tylko słyszał. Przypomniał sobie ich znaczące rozmowy, tkliwe spojrzenia, dziwne półsłówka, wszystkie sprawozdania pani Meliton, wszystkie sądy, jakie krążyły o pannie Izabeli wśród podziwiającej ją publiczności. Wreszcie głęboko odetchnął: zdawało mu się, że znalazł jakąś nitkę, która może wyprowadzić go z labiryntu<pr><slowo_obce>labirynt</slowo_obce> --- w starożytności nazwa budowli zawierającej mnóstwo sal i krętych korytarzy, a tylko jedno wejście i tak zagmatwany plan wnętrza, że osoby obce musiały w nim błądzić. Według legendy greckiej bohater ateński Tezeusz wydostał się z labiryntu na Krecie dzięki rozwiniętej nici, która wskazała mu drogę powrotną.</pr>.</akap>


<akap id="e942">,,Wyjdę z niego chyba do pracowni Geista" --- pomyślał czując, że już wpadło mu w serce pierwsze ziarno pogardy.</akap>


<akap id="e943">,,Ma prawo, ma wszelkie prawo!... --- mruczał uśmiechając się. --- Ale też wybór, czy może nawet wybory... Ehej, jakieżem ja podłe bydlę; a Geist uważa mnie za człowieka..."</akap>


<akap id="e944"><begin id="b1204632328915"/><motyw id="m1204632328915">List</motyw>Po wyjeździe Suzina Wokulski po raz drugi odczytał dziś wręczony mu list Rzeckiego. Stary subiekt mało pisał o interesach, ale bardzo dużo o pani Stawskiej, nieszczęśliwej a pięknej kobiecie, której mąż gdzieś zginął.</akap>


<akap id="e945">,,Do śmierci zobowiążesz mnie --- mówił Rzecki --- jeżeli coś obmyślisz dla ostatecznego wyjaśnienia: czy Ludwik Stawski żyje, czy umarł?"</akap>


<akap id="e946">Po czym następował rejestr dat i miejscowości, w których zaginiony przebywał opuściwszy Warszawę.<end id="e1204632328915"/></akap>


<akap id="e947">,,Stawska?... Stawska?... --- myślał Wokulski. --- Już wiem!... To ta piękna pani z córeczką, która mieszka w moim domu... Co za dziwny zbieg wypadków: może po to kupiłem dom Łęckich, ażeby poznać w nim tę drugą?... Nic mnie ona nie obchodzi, skoro tu zostanę, ale dlaczegóż nie miałbym jej dopomóc, jeżeli prosi Rzecki... Ach! wybornie... Będę miał zaraz powód dać prezent baronowej, którą mi tak rekomendował Suzin..."</akap>


<akap id="e948">Wziął adres baronowej i pojechał w okolice Saint--Germain<pr><slowo_obce>okolice Saint--Germain</slowo_obce> --- prawdopodobnie Prus ma na myśli wymieniony w poprzednim rozdziale bulwar St. Germain.</pr>.</akap>


<akap id="e949"><begin id="b1204632399376"/><motyw id="m1204632399376">Książka, Wspomnienia</motyw>W sieni domu, w którym mieszkała, był kramik antykwariusza. Wokulski rozmawiając ze szwajcarem mimo woli rzucił okiem na książki i z radosnym zdziwieniem spostrzegł egzemplarz poezji Mickiewicza, tej edycji, którą czytał jeszcze jako subiekt Hopfera. Na widok wytartych okładek i spłowiałego papieru cała młodość stanęła mu przed oczyma.</akap>


<akap id="e950">Natychmiast kupił książkę i o mało nie ucałował jej jak relikwii.<end id="e1204632399376"/></akap>


<akap id="e951">Szwajcar, któremu frank podbił serce dla Wokulskiego, zaprowadził go aż do drzwi apartamentów baronowej z uśmiechem życząc przyjemnej zabawy. Wokulski zadzwonił i zaraz na wstępie zobaczył lokaja w pąsowym fraku.</akap>


<akap id="e952">,,Aha!" --- mruknął.</akap>


<akap id="e953"><begin id="b1204632426498"/><motyw id="m1204632426498">Salon</motyw>W salonie, rzecz naturalna, były złocone meble, obrazy, dywany i kwiaty. Po chwili ukazała się baronowa z miną osoby obrażonej, która gotowa jednak przebaczyć.<end id="e1204632426498"/></akap>


<akap id="e954">Istotnie przebaczyła mu. W krótkiej rozmowie Wokulski wyłożył cel wizyty, napisał nazwisko Stawskiego i miejsc, w których przebywał, usilnie prosząc, ażeby baronowa przez swoje liczne stosunki dała mu o zaginionym dokładną wiadomość.</akap>

<akap_dialog id="e955">--- To jest możliwe --- odparła wielka dama --- ale... czy nie zniechęcą pana koszta?... Musimy odwołać się do policji niemieckiej, angielskiej, amerykańskiej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e956">--- Więc?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e957">--- Więc wyda pan ze trzy tysiące franków?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e958">--- Oto są cztery tysiące --- odparł Wokulski podając jej czek, na którym wypisał odnośną sumę. --- Kiedyż mam spodziewać się odpowiedzi?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e959">--- Tego nie jestem w stanie oznaczyć --- rzekła baronowa --- może za miesiąc, może za rok. Sądzę jednak --- dodała surowo --- że o rzeczywistości poszukiwań nie wątpi pan?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e960">--- Tak dalece nie wątpię, że zostawię u Rotszylda kwit jeszcze na dwa tysiące franków, płatnych po otrzymaniu wiadomości o tym człowieku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e961">--- Pan wkrótce wyjeżdża?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e962">--- O nie. Zabawię jakiś czas.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e963">--- Ach, zachwycił pana Paryż!... --- rzekła baronowa z uśmiechem. --- Spodoba się panu jeszcze bardziej z okien mego salonu. Przyjmuję co wieczór.</akap_dialog>


<akap id="e964">Pożegnali się oboje bardzo zadowoleni: baronowa z pieniędzy swojego klienta, Wokulski, że jednym zamachem spełnił radę Suzina i prośbę Rzeckiego.</akap>


<akap id="e965"><begin id="b1204632532272"/><motyw id="m1204632532272">Czas, Kondycja ludzka</motyw>Teraz Wokulski został w Paryżu zupełnie osamotniony, bez żadnego obowiązkowego zajęcia. Znowu zwiedzał wystawę, teatry, nieznane ulice, pominięte sale w muzeach... Znowu podziwiał olbrzymie siły Francji, prawidłowość w budowie i życiu milionowego miasta, wpływ łagodnego klimatu na przyśpieszony rozwój cywilizacji... Znowu pił koniak, jadał kosztowne potrawy albo grał w karty w salonie baronowej, gdzie zawsze przegrywał...</akap>


<akap id="e966">Taki sposób przepędzania czasu wyczerpywał go znakomicie, ale nie dawał ani kropli radości. Godziny wlokły mu się jak doby, dnie nie miały końca, a noce spokojnego snu. Bo choć spał twardo, bez żadnych marzeń przykrych albo przyjemnych, chociaż tracił świadomość, nie mógł jednakże pozbyć się uczucia niezgruntowanej goryczy, w której tonęła jego dusza na próżno szukająca tam dna albo brzegów.<end id="e1204632532272"/></akap>


<akap id="e967">,,Dajcie mi jakiś cel... albo śmierć!..." --- mówił nieraz patrząc w niebo. A w chwilę później śmiał się i myślał:</akap>


<akap id="e968"><begin id="b1229486678856"/><motyw id="m1229486678856">Los</motyw>,,Do kogo ja mówię?... Kto mnie wysłucha w tym mechanizmie ślepych sił, których stałem się igraszką? Cóż to za okrutna dola nie być do niczego przywiązanym, niczego nie pragnąć, a tak wiele rozumieć..."<end id="e1229486678856"/></akap>


<akap id="e969"><begin id="b1229486771103"/><motyw id="m1229486771103">Miłość</motyw>Zdawało mu się, że widzi jakąś niezmierną fabrykę, skąd wybiegają nowe słońca, nowe planety, nowe gatunki, nowe narody, a w nich ludzie i serca, które szarpią furie: nadzieja, miłość i boleść. Któraż z nich najgorsza? Nie boleść, bo ona przynajmniej nie kłamie. Ale ta nadzieja, która tym głębiej strąca, im wyżej podniosła... Ale miłość, ten motyl, którego jedno skrzydło nazywa się niepewnością, a drugie oszustwem...</akap>


<akap id="e970">,,Wszystko jedno --- mruczał. --- Jeżeli już musimy odurzać się czymś, odurzajmy się czymkolwiek. Ale czym?..."<end id="e1229486771103"/></akap>


<akap id="e971"><begin id="b1204632592336"/><motyw id="m1204632592336">Gwiazda</motyw>Wówczas w głębi mroku, nazywającego się naturą, ukazywały się przed nim jakby dwie gwiazdy. Jedna blada, ale niezmienna --- to był Geist i jego metale; druga iskrząca się jak słońce albo nagle gasnąca, a tą była <wyroznienie>ona</wyroznienie>...</akap>


<akap id="e972">,,Co tu wybrać? --- myślał --- jeżeli jedno jest wątpliwe, a druga niedostępna i niepewna. Bo choćbym nawet dosięgnął jej, czy ja jej kiedy uwierzę?... czy nawet mógłbym uwierzyć?..."<end id="e1204632592336"/></akap>


<akap id="e973"><begin id="b1204632646495"/><motyw id="m1204632646495">Rozum, Serce</motyw>Z tym wszystkim czuł, że zbliża się chwila decydującej walki pomiędzy jego rozumem i sercem. Rozum ciągnął go do Geista, serce do Warszawy. Czuł, że lada dzień coś z tego musi wybrać: albo ciężką pracę, która wiodła do nadzwyczajnej sławy, albo płomienną namiętność, która obiecywała chyba to, że spali go na popiół.</akap>


<akap id="e974">,,A jeżeli i to, i tamto jest złudzeniem, jak owa łopatka albo chustka ważąca sto funtów?..."<end id="e1204632646495"/></akap>


<akap id="e975">Poszedł jeszcze raz do magnetyzera Palmieriego i zapłaciwszy należne dwadzieścia franków za konferencję, począł zadawać mu pytania:</akap>

<akap_dialog id="e976">--- Więc twierdzisz pan, że mnie nie można zamagnetyzować?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e977">--- Co to jest nie można! --- oburzył się Palmieri. --- Nie można od razu, gdyż nie jesteś pan <wyroznienie>medium</wyroznienie>. Ale można by z pana zrobić medium, jeżeli nie w kilka miesięcy, to w kilka lat.</akap_dialog>


<akap id="e978">,,Zatem Geist stanowczo nie otumanił mnie" --- pomyślał Wokulski. Głośno zaś dodał:</akap>

<akap_dialog id="e979"><begin id="b1204632686543"/><motyw id="m1204632686543">Czary, Kobieta</motyw>--- A kobieta, panie Palmieri, może zamagnetyzować człowieka?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e980">--- Nie tylko kobieta, ale nawet drzewo, klamka, woda, no, słowem, wszystko, czemu magnetyzer nada władzę. Ja mogę moje media magnetyzować bodajby szpilką; mówię im: w tę szpilkę przelewam mój <wyroznienie>fluid</wyroznienie> i zaśniesz pan, kiedy na nią spojrzysz. Tym więc łatwiej mógłbym przekazać moją władzę jakiejś kobiecie. Byle, rozumie się, osoba magnetyzowana była medium.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e981">--- I wtedy do owej kobiety przywiązałbym się tak jak pańskie medium do łopatki od węgli?... --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e982">--- Bardzo naturalnie --- odpowiedział Palmieri spoglądając na zegarek.</akap_dialog>


<akap id="e983">Wokulski opuścił go i włócząc się po ulicach myślał: ,,Co do Geista, mam prawie dowód, że nie łudził mnie za pomocą magnetyzmu; nie starczyłoby na to czasu. Ale co do niej, nie mam pewności, że nie oczarowała mnie w ten sposób. Czasu było dosyć, ale... któż mnie zrobił jej medium?..."<end id="e1204632686543"/></akap>


<akap id="e984"><begin id="b1204632735461"/><motyw id="m1204632735461">Miłość, Miłość platoniczna</motyw>Im więcej porównywał swoją miłość do panny Izabeli z uczuciami ogółu mężczyzn dla ogółu kobiet, tym bardziej wydawała mu się nienaturalną. Bo jak można zakochać się w kimś od jednego rzutu oka? Albo jak można szaleć za kobietą, którą widzi się raz na kilka miesięcy, i tylko po to, ażeby przekonać się, że ona nie dba o nas?</akap>


<akap id="e985">,,Bah! --- mruknął --- rzadkie spotkania właśnie nadają jej charakter ideału. Kto wie, czy zupełnie nie rozczarowałbym się poznawszy ją dokładniej?"<end id="e1204632735461"/></akap>


<akap id="e986">Zdziwiło go, że od Geista nie miał żadnej wiadomości.</akap>


<akap id="e987">,,Czyby uczony chemik po to wziął trzysta franków, ażeby już wcale mi się nie pokazywać..." --- pomyślał.</akap>


<akap id="e988">Ale sam zawstydził się tych podejrzeń.</akap>


<akap id="e989">,,Może chory?" --- szepnął.</akap>


<akap id="e990">Wziął fiakra i pojechał według adresu, daleko za wały miasta, w okolice Charenton<pr>Charenton --- miejscowość pod Paryżem, przy ujściu Marny do Sekwany. (Znajduje się tu znany zakład dla obłąkanych.)</pr>.</akap>


<akap id="e991">Na wskazanej ulicy fiakier zatrzymał się przed murowanym parkanem; spoza niego widać było dach i górną część okien domu.</akap>


<akap id="e992"><begin id="b1204632791182"/><motyw id="m1204632791182">Dom</motyw>Wokulski wysiadł z powozu i zbliżył się do żelaznej furtki w murze, zaopatrzonej w młotek. Po kilkunastu uderzeniach furtka nagle uchyliła się i Wokulski wszedł na dziedziniec.</akap>


<akap id="e993">Dom był jednopiętrowy, bardzo stary; mówiły o tym ściany pokryte pleśnią, mówiły okna zakurzone, gdzieniegdzie wybite. W środku ściany frontowej znajdowały się drzwi, do których wchodziło się po kilku stopniach kamiennych, dość zrujnowanych.</akap>


<akap id="e994">Ponieważ furtka już zamknęła się z głuchym łoskotem, a nie było widać szwajcara, który ją otwierał, więc Wokulski stał na środku dziedzińca zdziwiony i zakłopotany. Nagle w oknie pierwszego, a zarazem jedynego piętra ukazała się jakaś głowa w czerwonej czapce i znajomy głos zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e995">--- Czy to wy, panie <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie>?... Dzień dobry!<end id="e1204632791182"/></akap_dialog>


<akap id="e996">Głowa znikła, lecz otwarty lufcik świadczył, że nie była złudzeniem. Wreszcie po kilku chwilach zgrzytnęły drzwi środkowe, otworzyły się i stanął w nich Geist. Był ubrany w podarte niebieskie spodnie, drewniane sandały na nogach i brudny flanelowy kaftanik na grzbiecie.</akap>

<akap_dialog id="e997">--- Powinszuj mi, panie <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie>! --- mówił Geist. --- Sprzedałem mój materiał wybuchowy anglo--amerykańskiej kompanii<pr><slowo_obce>kompania</slowo_obce> --- tu: spółka handlowa.</pr> i zdaje się, zrobiłem niezły interes. Sto pięćdziesiąt tysięcy franków gotówką z góry i dwadzieścia pięć centimów<pr><slowo_obce>centim</slowo_obce> --- francuska drobna moneta, 1/100 franka.</pr> od każdego sprzedanego kilograma.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e998">--- No, w tych warunkach chyba zarzuci pan swoje metale --- rzekł uśmiechając się Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e999">Geist spojrzał na niego z pobłażliwą wzgardą.</akap>

<akap_dialog id="e1000">--- Warunki te --- odparł --- o tyle zmieniły moje położenie, że na parę lat nie potrzebuję się troszczyć o majętnego wspólnika. Lecz co do metalów, właśnie w tej chwili pracuję nad nimi, spojrzyj...</akap_dialog>


<akap id="e1001">Otworzył drzwi na lewo od sieni. Wokulski zobaczył rozległą, kwadratową salę, bardzo chłodną. Na środku jej stał ogromny cylinder, podobny do kadzi: stalowa ściana jej miała z łokieć grubości i była w czterech miejscach ściśnięta potężnymi obręczami. Do górnego dna były przytwierdzone jakieś aparaty: jeden podobny do klapy bezpieczeństwa, spod której od czasu do czasu wydobywał się obłoczek pary i szybko niknął w powietrzu, drugi przypominał manometr, którego skazówka jest w ruchu.</akap>

<akap_dialog id="e1002">--- Kocioł parowy?... --- spytał Wokulski. --- Dlaczegóż takie grube ściany?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1003">--- Dotknij go --- rzekł Geist.</akap_dialog>


<akap id="e1004">Wokulski dotknął i syknął z bólu. Na palcach wyskoczyły mu pęcherze, lecz nie z gorąca, tylko z zimna... Kadź była straszliwie zimna, co zresztą czuło się w całej sali.</akap>

<akap_dialog id="e1005">--- Sześćset atmosfer ciśnienia wewnętrznego --- dodał Geist nie zważając na przygodę Wokulskiego, który aż wstrząsnął się usłyszawszy taką cyfrę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1006">--- Wulkan!... --- szepnął.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1007">--- Dlatego namawiałem cię, ażebyś u mnie pracował --- odparł Geist. --- Jak widzisz, łatwo tu o wypadek... Chodźmy na górę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1008">--- Kocioł zostawi pan bez dozoru? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1009">--- O, przy tej robocie nie potrzeba niańki; wszystko robi się samo i nie może być niespodzianek.</akap_dialog>


<akap id="e1010"><begin id="b1204633046615"/><motyw id="m1204633046615">Przestrzeń</motyw>Wszedłszy na górę znaleźli się w dużym pokoju o czterech oknach. Głównym jego umeblowaniem były stoły, literalnie zarzucone retortami, miseczkami i rurkami ze szkła, porcelany, nawet z ołowiu i miedzi. Na podłodze pod stołami i w kątach leżało kilkanaście bomb artyleryjskich, między nimi kilka pękniętych. Pod oknami stały wanienki kamienne lub miedziane, napełnione kolorowymi płynami; wzdłuż jednej ze ścian ciągnęła się ława czy tapczan, a na niej ogromny stos elektryczny.</akap>


<akap id="e1011">Dopiero odwróciwszy się Wokulski spostrzegł przy samych drzwiach żelazną szafę wmurowaną w ścianę, łóżko okryte podartą kołdrą, z której wyłaziła brudna wata, pod oknem stolik z papierami, a przed nim fotel obity skórą, popękaną i wytartą.<end id="e1204633046615"/></akap>


<akap id="e1012"><begin id="b1229486843587"/><motyw id="m1229486843587">Idealista</motyw>Wokulski spojrzał na starca obutego w drewniane sandały jak najuboższy wyrobnik, potem na jego sprzęty, z których wyzierała nędza, i pomyślał, że przecie ten człowiek za swoje wynalazki mógłby mieć miliony. Wyrzekł się ich jednak dla dobra jakiejś przyszłej, doskonalszej ludzkości... Geist wydał mu się w tej chwili jak Mojżesz, który do obiecanej ziemi prowadzi jeszcze nie urodzone pokolenia.<end id="e1229486843587"/></akap>


<akap id="e1013">Ale stary chemik tym razem nie odgadł myśli Wokulskiego; przypatrzył mu się pochmurnie i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e1014"><begin id="b1204633102292"/><motyw id="m1204633102292">Grób</motyw>--- Cóż, panie <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie>, niewesołe miejsce, niewesoła robota?... Od czterdziestu lat żyję w ten sposób. W tych aparatach uwięzło już kilka milionów i może dlatego ich posiadacz nie bawi się, nie ma służby, a czasami nawet nie ma co jeść... To nie dla pana zajęcie --- dodał machnąwszy ręką.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1015">--- Mylisz się, profesorze --- odparł Wokulski. --- Zresztą w grobie nie jest chyba weselej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1016"><begin id="b1229486949711"/><motyw id="m1229486949711">Kondycja ludzka, Nauka, Śmierć</motyw>--- Co tam grób... głupstwo... sentymentalizm!... --- mruknął Geist. --- W naturze nie ma grobów ani śmierci; są różne formy bytu, z których jedne pozwalają nam być chemikami, inne tylko preparatami chemicznymi.<end id="e1204633102292"/> Cała zaś mądrość polega na tym, ażeby korzystać z nadarzającej się okazji, nie tracić czasu na błazeństwa, lecz coś zrobić.<end id="e1229486949711"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1017">--- Rozumiem to --- odparł Wokulski --- ale... Wybacz pan, pańskie odkrycia są tak nowe...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1018">--- I ja rozumiem --- przerwał Geist. --- Moje odkrycia są tak nowe, że... uważasz je pan za oszustwo!... Pod tym względem nie są mędrszymi od ciebie członkowie Akademii, masz więc dobre towarzystwo... Aha!... chciałbyś jeszcze raz zobaczyć moje metale, wypróbować je?... Dobrze, bardzo dobrze...</akap_dialog>


<akap id="e1019">Pobiegł do żelaznej szafy, otworzył ją w sposób bardzo skomplikowany i po kolei począł wydobywać sztabki metalu cięższego od platyny, lżejszego od wody, to znowu przezroczystego... Wokulski oglądał je, ważył, ogrzewał, kuł, przepuszczał przez nie prąd elektryczny, ciął nożycami. Na próbach tych zeszło mu parę godzin; w rezultacie jednak przekonał się, że przynajmniej pod względem fizycznym ma do czynienia z autentycznymi metalami.</akap>


<akap id="e1020">Skończywszy próby Wokulski wyczerpany upadł na fotel; Geist pochował swoje okazy, zamknął szafę i śmiejąc się zapytał:</akap>

<akap_dialog id="e1021">--- No i cóż: fakt czy złudzenie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1022"><begin id="b1229487020392"/><motyw id="m1229487020392">Natura, Nauka</motyw>--- Nic nie rozumiem --- szepnął Wokulski ściskając rękoma skronie --- głowa mi pęka!... Metal trzy razy lżejszy od wody... niepojęta rzecz!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1023">--- Albo metal o jakie dziesięć procent lżejszy od powietrza, co?... --- śmiał się Geist. Ciężar gatunkowy obalony... prawa natury podkopane, co?... Cha! cha!... Nic z tego wszystkiego. Prawa natury, o ile je znamy, nawet przy moich metalach pozostaną nietknięte. Rozszerzą się tylko nasze pojęcia o własnościach ciał i ich budowie wewnętrznej, no i rozszerzą się granice ludzkiej techniki.<end id="e1229487020392"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1024">--- A ciężar gatunkowy? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1025">--- Posłuchaj mnie --- przerwał mu Geist --- a wnet zrozumiesz, na czym polega istota moich odkryć, chociaż, pośpieszam dodać, naśladować ich nie potrafisz. Tu nie ma ani cudów, ani oszustwa; tu są rzeczy tak proste, że pojąć je mógłby uczeń szkoły elementarnej.</akap_dialog>


<akap id="e1026">Wziął ze stołu stalowy sześcian i podawszy go Wokulskiemu mówił:</akap>

<akap_dialog id="e1027">--- Oto jest decymetr sześcienny, pełny, odlany ze stali; weź go w rękę, ile waży?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1028">--- Z osiem kilogramów...</akap_dialog>


<akap id="e1029">Podał mu drugi sześcian tej samej wielkości, również stalowy, pytając:</akap>

<akap_dialog id="e1030">--- A ten ile waży?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1031">--- No, ten waży z pół kilograma... Ale on jest pusty... --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1032">--- Doskonale! A ta sześcienna klatka ze stalowego drutu ile waży? --- spytał Geist podając ją Wokulskiemu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1033">--- Ta waży kilkanaście gramów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1034">--- Otóż widzisz --- przerwał Geist. --- Mamy trzy sześciany tej samej wielkości i z tego samego materiału, które jednak są nierównej wagi. A dlaczego? Gdyż w pełnym sześcianie jest najwięcej cząstek stali, w pustym mniej, a w drucianym najmniej. Wyobraź więc sobie, że udało mi się zamiast <wyroznienie>pełnych cząstek</wyroznienie> budować <wyroznienie>klatkowate cząstki ciał</wyroznienie><pr><slowo_obce>zamiast pełnych cząstek budować klatkowate cząstki ciał</slowo_obce> --- oczywiście pomysł fantastyczny.</pr>, a zrozumiesz tajemnicę wynalazku. Polega on na zmianie budowy wewnętrznej materiałów, co nawet dla dzisiejszej chemii nie jest żadną nowością. Cóż, jakże tam?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1035">--- Kiedy widzę okazy, wierzę --- odparł Wokulski --- kiedy pana słucham, rozumiem. Ale gdy wyjdę stąd... Rozłożył ręce w sposób desperacki.</akap_dialog>


<akap id="e1036">Geist znowu otworzył szafę, poszukał, i wydobywszy mały skrawek metalu, barwą przypominającego mosiądz, podał Wokulskiemu mówiąc:</akap>

<akap_dialog id="e1037">--- Weź sobie to jako amulet przeciw powątpiewaniu o moim rozumie czy prawdomówności. Ten metal jest około pięciu razy lżejszy od wody, dobrze więc będzie ci przypominał naszą znajomość. Przy tym --- dodał śmiejąc się --- ma on wielką zaletę: nie obawia się żadnych odczynników chemicznych... Prędzej zniknie, aniżeli zdradzi mój sekret... A teraz idź już, panie <wyroznienie>Siuzę</wyroznienie>, odpocznij i namyśl się: co masz zrobić ze sobą?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1038">--- Przyjdę tu --- szepnął Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1039">--- O nie! nie zaraz!... --- odparł Geist. --- Jeszcze nie ukończyłeś swoich rachunków ze światem; a że i ja mam na parę lat pieniądze, więc nie nalegam. Przyjdziesz tu, kiedy ci już nic nie zostanie z dawnych złudzeń...</akap_dialog>


<akap id="e1040">Niecierpliwie ścisnął go za rękę i popychał ku drzwiom. Na schodach pożegnał go jeszcze raz i cofnął się do laboratorium. Gdy Wokulski wyszedł na dziedziniec, furtka już była otwarta, a gdy wyminął ją i stanął obok swego fiakra, zatrzasnęła się.</akap>


<akap id="e1041">Wróciwszy do miasta Wokulski przede wszystkim kupił złoty medalion, umieścił w nim skrawek nowego metalu i zawiesił na szyi jak szkaplerz<pe><slowo_obce>szkaplerz</slowo_obce> --- wierzchnia część habitu mnisiego (płat materiału zakrywający piersi, ramiona i plecy, z otworem na głowę pośrodku) oraz jedno z uznanych przez kościół katolicki dewocjonaliów; wyposażony najczęściej w wizerunek Matki Boskiej bywa noszony również przez świeckich i księży; jego nałożenie odbywa się uroczyście, a noszenie wiąże się z pewnymi pobożnymi obowiązkami; sukienny szkaplerz bywa zastępowany medalikiem.</pe>. Chciał przespacerować się, ale spostrzegł, że ruch uliczny męczy go; więc poszedł do siebie.</akap>


<akap id="e1042">,,Czemu ja się wracam? --- szeptał. --- Dlaczego nie idę do Geista do roboty?..."</akap>

<akap id="e1043">Usiadł na fotelu i utonął we wspomnieniach. Widział sklep Hopfera, stołowe pokoje i gości, którzy drwili z niego; widział swoją maszynę o wieczystym ruchu i model balonu, któremu usiłował nadać kierunek. Widział Kasię Hopfer, która mizerniała z miłości dla niego...</akap>


<akap id="e1044">,,Do roboty!... Dlaczego ja nie idę do roboty?..."</akap>


<akap id="e1045"><begin id="b1204633327974"/><motyw id="m1204633327974">Książka, Poezja</motyw>Wzrok jego machinalnie padł na stół, gdzie leżał niedawno kupiony Mickiewicz.</akap>


<akap id="e1046">,,Ile ja to razy czytałem!..." --- westchnął biorąc książkę do ręki.</akap>


<akap id="e1047">Książka otworzyła się sama i Wokulski przeczytał:</akap>


<akap id="e1048">,,Zrywam się, biegnę, składam na pamięć wyrazy, którymi mam złorzeczyć okrucieństwu twemu, składane, zapomniane już po milion razy... Ale gdy ciebie ujrzę, nie pojmuję, czemu znowu jestem spokojny, zimniejszy nad głazy, aby goreć na nowo, milczeć po dawnemu..."<pr><slowo_obce>Zrywam się, biegną, składam na pamięć wyrazy...</slowo_obce> --- niezupełnie dokładny cytat z sonetu Mickiewicza <tytul_dziela>Mówię z sobą...</tytul_dziela> (1826): ,,Zrywam się, biegę, składam na pamięć wyrazy."</pr></akap>


<akap id="e1049">,,Teraz już wiem, przez kogo jestem tak zaczarowany..."<end id="e1204633327974"/></akap>


<akap id="e1050"><begin id="b1204633340853"/><motyw id="m1204633340853">Łzy</motyw>Uczuł łzę pod powieką, lecz pohamował się i nie splamiła mu twarzy.<end id="e1204633340853"/></akap>


<akap id="e1051"><begin id="b1204633385393"/><motyw id="m1204633385393">Książka, Poeta, Poezja</motyw>,,Zmarnowaliście życie moje... Zatruliście dwa pokolenia!... --- szepnął. --- Oto skutki waszych sentymentalnych poglądów na miłość."</akap>



<akap id="e1052">Złożył książkę i cisnął nią w kąt pokoju, aż rozleciały się kartki.</akap>


<akap id="e1053">Książka odbiła się od ściany, spadła na umywalnię i ze smutnym szelestem stoczyła się na podłogę.</akap>


<akap id="e1054">,,Dobrze ci tak! tam twoje miejsce... --- myślał Wokulski.<end id="e1204633385393"/> <begin id="b1204633417967"/><motyw id="m1204633417967">Miłość romantyczna</motyw>--- Bo któż to miłość przedstawiał mi jako świętą tajemnicę? Kto nauczył mnie gardzić codziennymi kobietami, a szukać niepochwytnego ideału?... Miłość jest radością świata, słońcem życia, wesołą melodią w pustyni, a ty co z niej zrobiłeś?... Żałobny ołtarz, przed którym śpiewają się egzekwie<pr><slowo_obce>egzekwie</slowo_obce> --- nabożeństwo za umarłych.</pr> nad zdeptanym sercem ludzkim!<end id="e1204633417967"/>"</akap>


<akap id="e1055">Wtem nasunęło mu się pytanie:</akap>


<akap id="e1056"><begin id="b1204633473412"/><motyw id="m1204633473412">Poeta, Poezja, Pozycja społeczna</motyw>,,Jeżeli poezja zatruła twoje życie, to któż zatruł ją samą? I dlaczego Mickiewicz, zamiast śmiać się i swawolić jak francuscy pieśniarze, umiał tylko tęsknić i rozpaczać?</akap>


<akap id="e1057">Bo on, tak jak i ja, kochał pannę wysokiego urodzenia<pr><slowo_obce>panna wysokiego urodzenia...</slowo_obce> --- Maryla Wereszczakówna, pochodząca z zamożnej rodziny ziemiańskiej. Z woli rodziców Wereszczakówna wyszła za mąż za hr. Wawrzyńca Puttkamera. Nieszczęśliwa miłość Mickiewicza do Wereszczakówny pozostawiła silne ślady w jego twórczości (poezje liryczne, IV część <tytul_dziela>Dziadów</tytul_dziela>).</pr>, która mogła stać się nagrodą nie rozumu, nie pracy, nie poświęceń, nawet nie geniuszu, ale... pieniędzy i tytułu..."</akap>


<akap id="e1058">,,Biedny męczenniku! --- szepnął Wokulski. --- Tyś oddał narodowi, coś miał najlepszego; lecz cóżeś winien, że przelewając w niego własną duszę, razem z nią przelałeś cierpienia, jakimi nasycali ciebie? To oni są winni twoim, moim i naszym nieszczęściom..."</akap>


<akap id="e1059">Podniósł się z fotelu i ze czcią zebrał porozdzierane kartki.</akap>


<akap id="e1060">,,Nie dość, że byłeś umęczony przez nich, ale jeszcze miałbyś odpowiadać za ich występki?... To oni winni, oni, że twoje serce, zamiast śpiewać, jęczało jak dzwon rozbity."<end id="e1204633473412"/></akap>


<akap id="e1061">Położył się na kanapie i znowu myślał:</akap>


<akap id="e1062"><begin id="b1204633510931"/><motyw id="m1204633510931">Ojczyzna, Pozycja społeczna</motyw>,,Szczególny kraj, w którym od tak dawna mieszkają obok siebie dwa całkiem różne narody: arystokracja i pospólstwo. Jeden mówi, że jest szlachetną rośliną, która ma prawo ssać glinę i mierzwę, a ten drugi albo przytakuje dzikim pretensjom, albo nie ma siły zaprotestować przeciw krzywdzie.</akap>


<akap id="e1063"><begin id="b1229488124448"/><motyw id="m1229488124448">Szlachcic</motyw>A jak się to wszystko składało na uwiecznienie monopolu jednej klasy i zdławienie w zarodku każdej innej! Tak silnie wierzono w powagę rodu, że nawet synowie rzemieślników i handlarzy albo kupowali herby, albo podszywali się pod jakieś zubożałe rody szlachetne.<end id="e1229488124448"/></akap>


<akap id="e1064">Nikt nie miał odwagi nazwać się dzieckiem swoich zasług, a nawet ja, głupiec, wydałem kilkaset rubli na kupno szlacheckiego patentu.</akap>


<akap id="e1065"><begin id="b1229488339272"/><motyw id="m1229488339272">Pieniądz, Praca</motyw>I ja miałbym tam wracać?... Po co?... Tu przynajmniej mam naród żyjący wszystkimi zdolnościami, jakimi obdarowano człowieka. Tu naczelnych miejsc nie obsiada pleśń podejrzanej starożytności, ale wysuwają się naprzód istotne siły: praca, rozum, wola, twórczość, wiedza, nawet piękność i zręczność, a nawet choćby szczere uczucie. Tam zaś praca staje pod pręgierzem, a triumfuje rozpusta! Ten, kto dorabia się majątku, nosi tytuł sknery, kutwy, dorobkiewicza; ten, kto go trwoni, nazywa się: hojnym, bezinteresownym, wspaniałomyślnym... Tam prostota jest dziwactwem, oszczędność wstydem, uczoność równoznaczy z obłędem, artyzm symbolizuje się dziurawymi łokciami. Tam, chcąc zdobyć miano człowieka, trzeba posiadać albo tytuł z pieniędzmi, albo talent wciskania się do przedpokojów. I ja bym tam miał wracać?..."<end id="e1229488339272"/><end id="e1204633510931"/></akap>


<akap id="e1066">Począł chodzić po pokoju i liczyć:</akap>


<akap id="e1067"><begin id="b1229488378593"/><motyw id="m1229488378593">Nauka, Wizja, Sława</motyw>,,Geist jeden, ja drugi, Ochocki trzeci... Ze dwu jeszcze znajdziemy i za cztery albo pięć lat wyczerpalibyśmy owe osiem tysięcy doświadczeń, potrzebnych do znalezienia metalu lżejszego niż powietrze. No, a wtedy co?... Co stanie się z dzisiejszym światem na widok pierwszej machiny latającej, bez skrzydeł, bez skomplikowanych mechanizmów, a trwałej jak okręt pancerny?"</akap>


<akap id="e1068">Zdawało mu się, że szmer uliczny za jego oknami rozszerza się i potęguje ogarniając cały Paryż, Francję i Europę. I że wszystkie głosy ludzkie zlewają się w jeden ogromny okrzyk:</akap>


<akap id="e1069">,,Sława!... sława!... sława!..."</akap>


<akap id="e1070">,,Oszalałem?" --- mruknął.<end id="e1229488378593"/></akap>


<akap id="e1071">Szybko rozpiął kamizelkę i wydobywszy spod koszuli złoty medalion otworzył go. Skrawek metalu, podobnego do mosiądzu i lekkiego jak puch, był na swoim miejscu. <begin id="b1229488491505"/><motyw id="m1229488491505">Idealista, Obowiązek</motyw>Geist nie łudził go; droga do olbrzymiego wynalazku była na oścież otwarta.</akap>


<akap id="e1072">,,Zostaję! --- szepnął. --- Bóg ani ludzie nie przebaczyliby mi zaniedbania podobnej sprawy."<end id="e1229488491505"/></akap>


<akap id="e1073"><begin id="b1204633564059"/><motyw id="m1204633564059">List</motyw>Mrok już zapadał. Wokulski zaświecił gazowe lampy nad stołem, wydobył papier i pióro i zaczął pisać:</akap>


<akap id="e1074">,,Mój Ignacy! chcę pogadać z tobą o bardzo ważnych rzeczach, a ponieważ do Warszawy już nie wrócę, proszę cię więc, ażebyś jak najśpieszniej..."</akap>


<akap id="e1075"><begin id="b1229488615323"/><motyw id="m1229488615323">Siła</motyw>Nagle rzucił pióro: jakaś trwoga opanowała go na widok napisanych przez siebie wyrazów: ,,do Warszawy już nie wrócę..."<end id="e1204633564059"/></akap>


<akap id="e1076">,,Dlaczego nie mam wrócić?..." --- szepnął.</akap>


<akap id="e1077">,,A po co?... Może po to, ażeby znowu spotkać pannę Izabelę, znowu stracić energię?..."<end id="e1229488615323"/></akap>


<akap id="e1078">,,Raz nareszcie muszę zamknąć te głupie rachunki..."</akap>


<akap id="e1079">Chodził i myślał:</akap>


<akap id="e1080">,,Oto dwie drogi: jedna wiedzie do nieobliczonych reform ludzkości, druga do podobania się, a nawet, przypuśćmy, do zdobycia kobiety. Co wybrać?...</akap>


<akap id="e1081">Bo jużci jest faktem, że każdy nowy a ważny materiał, każda nowa siła to nowe piętro cywilizacji. Brąz stworzył cywilizację klasyczną, żelazo wieki średnie; proch zakończył wieki średnie, a węgiel kamienny rozpoczął wiek dziewiętnasty. Co się tu wahać: metale Geista dadzą początek takiej cywilizacji, o jakiej nie marzono, i kto wie, czy wprost nie uszlachetnią gatunku ludzkiego...</akap>


<akap id="e1082">A z drugiej strony cóż mam?... Kobietę, która przy takich jak ja parweniuszach nie wahałaby się kąpać. Czym jestem w jej oczach obok tych wykwintnisiów, dla których pusta rozmowa, koncept, kompliment stanowią najwyższą treść życia. Co ta czereda, nie wyłączając jej samej, powiedziałaby na widok obdartego Geista i jego niezmiernych odkryć? Tak są ciemni, że nawet nie dziwiliby się temu.</akap>


<akap id="e1083"><begin id="b1229488660542"/><motyw id="m1229488660542">Małżeństwo</motyw>Przypuśćmy wreszcie, żebym się z nią ożenił, a wtedy co?... Natychmiast do salonu dorobkiewicza wleliby się wszyscy jawni i tajni wielbiciele, kuzyni rozmaitego stopnia, czy ja wiem wreszcie kto!... I znowu musiałbym zamykać oczy na ich spojrzenia, głuchnąć na ich komplimenta, dyskretnie usuwać się od ich poufnych rozmów --- o czym?... O mojej hańbie czy głupocie?...<end id="e1229488660542"/></akap>


<akap id="e1084">Po roku tego życia spodliliby mnie tak, że może zniżyłbym się do zazdrości o podobne indywidua...</akap>


<akap id="e1085">Ach, czy nie wolałbym rzucić serce głodnemu psu aniżeli oddać je kobiecie, która nawet nie domyśla się, jaka jest różnica między nimi a mną.</akap>


<akap id="e1086">Basta!..."</akap>


<akap id="e1087"><begin id="b1204633592798"/><motyw id="m1204633592798">List</motyw>Znowu usiadł przy stole i zaczął list do Geista. Nagle przerwał:</akap>


<akap id="e1088">,,Paradny jestem --- rzekł głośno --- chcę pisać zobowiązanie nie uregulowawszy moich interesów..."<end id="e1204633592798"/></akap>


<akap id="e1089"><begin id="b1229488735331"/><motyw id="m1229488735331">Anioł, Kobieta, Nauka, Szatan</motyw>,,Oto zmieniły się czasy! --- myślał. --- Dawniej taki Geist byłby symbolem szatana, z którym walczy o duszę ludzką anioł w postaci kobiety. A dzisiaj... kto jest szatanem, a kto aniołem?..."<end id="e1229488735331"/></akap>


<akap id="e1090"><begin id="b1204633654632"/><motyw id="m1204633654632">List</motyw>Wtem zapukano do drzwi. Wszedł garson i podał Wokulskiemu duży list.</akap>


<akap id="e1091">,,Z Warszawy --- szepnął. --- Od Rzeckiego?... Przysyła mi jakiś drugi list... Ach, od prezesowej!... Co, może donosi mi o ślubie panny Izabeli?..."</akap>


<akap id="e1092">Rozerwał kopertę, lecz przez chwilę wahał się z odczytaniem. Serce zaczęło mu bić spieszniej.</akap>


<akap id="e1093">,,Wszystko jedno!" --- mruknął i zaczął:</akap>


<akap id="e1094">,,Mój kochany panie Stanisławie! Dobrze, widać, bawisz się, podobno nawet w Paryżu, kiedy zapominasz o swoich przyjaciołach. A grób śp. biednego stryja twego wciąż czeka na obiecany kamień i ja także chciałabym poradzić się ciebie o budowę cukrowni, do której namawiają mnie na stare lata. Wstydź się, panie Stanisławie, a nade wszystko żałuj, że nie widzisz rumieńca na twarzy Beli, która w tej chwili jest u mnie i spiekła raczka usłyszawszy, że piszę do ciebie. Kochane dziecko! Mieszka u ciotki w sąsiedztwie i często mnie odwiedza. Domyślam się, że zrobiłeś jej jakąś dużą przykrość; nie ociągaj się więc z przeprosinami i jak najrychlej przyjeżdżaj prosto do mnie. Bela zabawi tu jeszcze kilka dni i może uda mi się wyjednać ci przebaczenie..."</akap>


<akap id="e1095">Wokulski zerwał się od stołu, otworzył okno i postawszy w nim chwilę przeczytał drugi raz list prezesowej; oczy zaiskrzyły mu się, na twarz wystąpiły wypieki.<end id="e1204633654632"/></akap>


<akap id="e1096">Zadzwonił raz, drugi, trzeci... Wreszcie sam wybiegł na korytarz wołając:</akap>

<akap_dialog id="e1097">--- Garson!... Hej, garson!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1098">--- Do usług...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1099">--- Rachunek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1100">--- Jaki?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1101">--- Cały rachunek za ostatnie pięć dni... Cały, nie rozumiesz?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1102">--- Czy zaraz? --- zdziwił się garson.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1103">--- Natychmiast i... powóz na dworzec kolei północnej<pr><slowo_obce>dworzec kolei północnej</slowo_obce> --- to jest wiodącej z Paryża w kierunku północnym (znajduje się przy placu de Roubaix).</pr>... Natychmiast!</akap_dialog>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1104">IV. Człowiek szczęśliwy w miłości</naglowek_rozdzial>






<akap id="e1105"><begin id="b1204634038852"/><motyw id="m1204634038852">List</motyw>Wróciwszy z Paryża do Warszawy, Wokulski zastał drugi list prezesowej.</akap>


<akap id="e1106">Staruszka nalegała, ażeby natychmiast przyjeżdżał i zabawił u niej parę tygodni.</akap>


<akap id="e1107">,,Nie myśl, panie Stanisławie --- kończyła --- że zapraszam cię z powodu twoich świeżych awansów<pr><slowo_obce>awanse</slowo_obce> --- otrzymanie wyższej rangi lub urzędu, tu: osiągnięcia, sukcesy.</pr>, dla pochwalenia się znajomością z tobą. Tak czasem bywa, ale nie u mnie. Chcę tylko, ażebyś odpoczął po swych ciężkich trudach, a może i rozerwał się w moim domu, gdzie oprócz gospodyni, starej nudziarki, znajdziesz jeszcze towarzystwo młodych i ładnych kobiet."<end id="e1204634038852"/></akap>


<akap id="e1108">,,Dużo mnie obchodzą młode i ładne kobiety!" --- mruknął Wokulski. W następnej zaś chwili przyszło mu na myśl: o jakich to awansach pisze prezesowa? Czyby już nawet na prowincji wiedziano o jego zarobku, choć sam nikomu o tym nie wspomniał?</akap>


<akap id="e1109"><begin id="b1204634305691"/><motyw id="m1204634305691">Handel, Interes</motyw>Słowa prezesowej przestały go jednak dziwić, gdy naprędce rozejrzał się w interesach. Od dnia wyjazdu do Paryża obroty jego handlu znowu wzrosły i wzrastały z tygodnia na tydzień. W stosunki z nim weszło kilkudziesięciu nowych kupców, a cofnął się ledwie jeden, dawny, napisawszy przy tym ostry list, że ponieważ on nie ma arsenału, tylko zwyczajny sklep bławatny, więc nie widzi interesu nadal utrzymywać stosunków z firmą jego, JW-go Wokulskiego, z którym na Nowy Rok ureguluje wszelkie rachunki. Ruch towarów był tak wielki, że pan Ignacy na własną odpowiedzialność wynajął nowy skład, zgodził ósmego subiekta i dwu ekspedytorów.<end id="e1204634305691"/></akap>


<akap id="e1110"><begin id="b1204634347577"/><motyw id="m1204634347577">List</motyw>Kiedy Wokulski skończył przeglądać księgi (na usilną prośbę Rzeckiego wziął się do nich w parę godzin po powrocie z banhofu<pr><slowo_obce>banhof</slowo_obce> (z niem.) --- dworzec.</pr>), pan Ignacy otworzył kasę ogniotrwałą i z uroczystą miną wydobył stamtąd list Suzina.</akap>

<akap_dialog id="e1111">--- Cóż to za ceremoniał? --- spytał ze śmiechem Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1112">--- Korespondencje od Suzina muszą być szczególnie pilnowane --- odparł Rzecki z naciskiem.</akap_dialog>


<akap id="e1113">Wokulski wzruszył ramionami i przeczytał list. Suzin proponował mu na zimowe miesiące nowy interes, prawie tej samej doniosłości co paryski.<end id="e1204634347577"/></akap>

<akap_dialog id="e1114">--- Cóż ty na to? --- zapytał pana Ignacego objaśniwszy, o co chodzi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1115">--- Mój Stachu --- odparł subiekt spuszczając oczy --- tak ci ufam, że gdybyś nawet spalił miasto, jeszcze byłbym pewny, że zrobiłeś to w szlachetnym celu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1116">--- Jesteś nieuleczony marzyciel, mój stary! --- westchnął Wokulski i przerwał rozmowę. Nie miał wątpliwości, że Ignacy znowu posądza go o jakieś polityczne knowania.</akap_dialog>


<akap id="e1117">Nie sam Rzecki myślał w taki sposób. <begin id="b1204634403024"/><motyw id="m1204634403024">List</motyw>Wstąpiwszy do swego mieszkania Wokulski znalazł całą pakę biletów wizytowych i listów. Przez czas nieobecności odwiedziło go około setki ludzi wpływowych, utytułowanych i majętnych, z których co najmniej połowy dotychczas nie znał... <begin id="b1204634445842"/><motyw id="m1204634445842">Plotka</motyw>Jeszcze większą osobliwość stanowiły listy. Były to prośby bądź o wsparcie, bądź o protekcję do rozmaitych władz cywilnych i wojskowych lub też anonimy po największej części wymyślające mu... Jeden nazywał go zdrajcą, inny fagasem, który tak wprawił się do służby u Hopfera, że dziś dobrowolnie wdziewa na siebie liberię arystokracji, a nawet więcej niż arystokracji. Inny anonim zarzucał mu opiekę nad kobietą złego życia, inny donosił, że pani Stawska jest kokietką i awanturnicą, a Rzecki oszustem, który w nowo nabytym domu wykrada mu komorne i dzieli się z rządcą, niejakim Wirskim.<end id="e1204634403024"/></akap>


<akap id="e1118">,,Muszą zdrowe plotki krążyć o mnie!..." --- pomyślał patrząc na stertę papierów.</akap>


<akap id="e1119"><begin id="b1204634494095"/><motyw id="m1204634494095">Sława</motyw>Na ulicy także, o ile miał czas zwracać uwagę, spostrzegł, że jest przedmiotem ogólnego zainteresowania. Mnóstwo osób kłaniało mu się; czasem zupełnie obcy wskazywali na niego, gdy przechodził; byli jednakże i tacy, którzy z widoczną niechęcią odwracali od niego głowę. Między nimi zauważył dwu znajomych, jeszcze z Irkucka, co go dotknęło w przykry sposób.</akap>


<akap id="e1120">,,Cóż ci znowu --- szepnął --- dostali bzika?..."<end id="e1204634445842"/></akap>


<akap id="e1121">Na drugi dzień swego pobytu w Warszawie odpisał Suzinowi, że propozycje przyjmuje i że w połowie października będzie w Moskwie. Późnym zaś wieczorem wyjechał do prezesowej, której majątek leżał o kilka mil od niedawno wybudowanej kolei<pr><slowo_obce>kilka mil od niedawno wybudowanej kolei</slowo_obce> --- mogła to być tzw. Kolej Nadwiślańska, łącząca Warszawę z Lubelszczyzną (otwarta w r. 1877).</pr>.</akap>


<akap id="e1122">Na dworcu spostrzegł, że i tu jego osoba robi wrażenie. Sam zawiadowca przedstawił się i kazał mu dać oddzielny przedział; nadkonduktor zaś prowadząc go do wagonu rzekł, że to on właśnie miał zamiar ofiarować mu wygodne miejsce, gdzie by można spać, pracować albo rozmawiać bez przeszkód.<end id="e1204634494095"/></akap>


<akap id="e1123">Po długim staniu pociąg z wolna ruszył. <begin id="b1204634531575"/><motyw id="m1204634531575">Gwiazda, Noc</motyw>Była już noc duża, bezksiężycowa i bezobłoczna, a na niebie więcej gwiazd niż zwykle. Wokulski otworzył okno i przypatrywał się konstelacjom. <begin id="b1229510820732"/><motyw id="m1229510820732">Ojczyzna</motyw>Przyszły mu na myśl syberyjskie noce, gdzie niebo bywa niekiedy prawie czarne, zasiane gwiazdami jak śnieżycą, gdzie Mała Niedźwiedzica krąży prawie nad głową, a Herkules, kwadrat Pegaza, Bliźnięta świecą niżej niż u nas nad horyzontem.<end id="e1204634531575"/></akap>


<akap id="e1124">,,Czy dziś umiałbym astronomię, ja, subiekt Hopfera, gdybym tam nie był? --- pomyślał z goryczą. --- A słyszałbym co o odkryciach Geista, gdyby mnie Suzin gwałtem nie zaciągnął do Paryża?"</akap>


<akap id="e1125">I oczyma duszy widział szerokie i niezwykłe życie swoje, jakby rozpięte między dalekim Wschodem i dalekim Zachodem. ,,Wszystko, co umiem, wszystko, co mam, wszystko, co zrobić jeszcze mogę, nie pochodzi stąd. Tu znajdowałem tylko upokorzenie, zawiść albo wątpliwej wartości poklask, gdy mi się wiodło; lecz gdyby mi się nie powiodło, zdeptałyby mnie te same nogi, które dziś się kłaniają..."<end id="e1229510820732"/></akap>


<akap id="e1126"><begin id="b1229510919602"/><motyw id="m1229510919602">Upadek</motyw>,,Wyjadę stąd --- szeptał --- wyjadę!... Chyba, że ona mnie zatrzyma... Bo co mi da nawet ten majątek, jeżeli nie mogę go zużytkować w taki sposób, jaki mnie najlepiej przypada do gustu? Co warte życie, pleśniejące między resursą<pe><slowo_obce>resursa</slowo_obce> --- klub towarzyski.</pe>, sklepem i prywatnymi salonami, gdzie trzeba grać w preferansa<pe><slowo_obce>preferans</slowo_obce> --- gra w karty, w którą grano dawniej. Przypomina brydża.</pe>, ażeby nie obmawiać, albo obmawiać, ażeby nie grać w preferansa?..."<end id="e1229510919602"/></akap>


<akap id="e1127">,,Ciekawym --- rzekł do siebie po chwili --- w jakim celu tak znacząco zaprasza mnie prezesowa? A może to panna Izabela?..."</akap>


<akap id="e1128"><begin id="b1229510955635"/><motyw id="m1229510955635">Przyjaźń</motyw>Zrobiło mu się gorąco i z wolna uczuł jakąś przemianę w duszy. Przypomniał sobie swego ojca i stryja, Kasię Hopfer, która tak go kochała, Rzeckiego, Leona, Szumana, księcia i tylu, tylu innych ludzi, którzy złożyli mu dowody niewątpliwej życzliwości. Co warta cała jego nauka i majątek, gdyby dokoła siebie nie miał serc przyjaznych; na co zdałby się największy wynalazek Geista, gdyby nie miał być orężem, który zapewni ostateczne zwycięstwo rasie ludzi szlachetniejszych i lepszych?...<end id="e1229510955635"/></akap>


<akap id="e1129">,,Jest i u nas niemało do zrobienia --- szepnął. --- Są i u nas ludzie, których warto wydźwignąć albo wzmocnić... Za stary jestem na robienie epokowych wynalazków, niech się tym zajmują Ochoccy... Ja wolę innym przysporzyć szczęścia i sam być szczęśliwym..."</akap>


<akap id="e1130">Przymknął oczy i zdawało mu się, że widzi pannę Izabelę, która patrzy na niego w dziwny, jej tylko właściwy sposób i łagodnym uśmiechem przytakuje jego zamiarom.</akap>


<akap id="e1131">Zapukano do drzwi przedziału i po chwili ukazał się nadkonduktor mówiąc:</akap>

<akap_dialog id="e1132">--- Pan baron Dalski pyta się, czy może tu przyjść. Jedzie tym samym wagonem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1133">--- Pan baron?... --- powtórzył zdziwiony Wokulski. --- Owszem, niech będzie łaskaw...</akap_dialog>


<akap id="e1134">Nadkonduktor cofnął się i przymknął drzwi, a Wokulski przypomniał sobie, że baron jest członkiem spółki do handlu ze Wschodem i jednym z niewielu już konkurentów panny Izabeli.</akap>


<akap id="e1135">,,Czego on chce ode mnie? --- myślał Wokulski. --- Może i on jedzie do prezesowej, ażeby na świeżym powietrzu złożyć pannie Izabeli stanowczą deklarację?... Jeżeli go nie uprzedził ten Starski..."</akap>


<akap id="e1136">W korytarzu wagonowym słychać było kroki i rozmowę; drzwi przedziału znowu usunęły się i ukazał się nadkonduktor, a obok niego bardzo szczupły pan, z malutkimi wąsikami szpakowatymi, jeszcze mniejszą bródką prawie siwą i dobrze siwiejącą głową.</akap>


<akap id="e1137">,,Chyba nie on?... --- myślał Wokulski. --- Tamten był zupełnie czarny..."</akap>

<akap_dialog id="e1138">--- Najmocniej przepraszam, że niepokoję pana! --- rzekł baron chwiejąc się z powodu ruchu pociągu. --- Najmocniej... Nie ośmieliłbym się przerywać samotności, gdyby nie to, że chcę zapytać: czy pan nie jedzie do naszej czcigodnej prezesowej, która pana już od tygodnia oczekuje?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1139">--- Właśnie do niej jadę. Witam pana barona. Niechże pan siądzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1140">--- A to doskonale! --- zawołał baron --- bo i ja tam jadę. Prawie od dwu miesięcy mieszkam tam. To jest... panie... nie tyle mieszkam, ile ciągle dojeżdżam. To od siebie, gdzie mi dom odnawiają, to z Warszawy... Teraz wracam z Wiednia, gdzie kupowałem meble, ale zabawię u prezesowej tylko parę dni, bo, panie, muszę zmienić wszystkie obicia w pałacu, założone nie dawniej jak dwa tygodnie temu. Ale cóż robić... nie podobały się, więc obedrzemy, nie ma rady!...</akap_dialog>


<akap id="e1141">Śmiał się i mrugał oczyma, a Wokulskiego zimno przeszło.</akap>


<akap id="e1142">,,Dla kogo te meble?... Komu nie podobały się obicia?..." --- pytał sam siebie z trwogą.</akap>

<akap_dialog id="e1143">--- Szanowny pan --- ciągnął baron --- już skończył swoją misję. Winszuję!... --- dodał ściskając go za rękę. --- Od pierwszego, panie, rzutu oka uczułem dla pana szacunek i sympatię, która teraz zamienia się w prawdziwą cześć... Tak, panie. Nasze usuwanie się od politycznego życia zrobiło nam wiele szkody. Pan pierwszy złamałeś nierozsądną zasadę abstynencji i za to, panie, cześć... Musimy się przecie interesować sprawami państwa, w którym znajdują się nasze majątki, gdzie leży nasza przyszłość...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1144">--- Nie rozumiem pana, panie baronie --- przerwał mu nagle Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e1145">Baron tak zmieszał się, że przez chwilę siedział bez ruchu i głosu. Nareszcie wybąkał:</akap>

<akap_dialog id="e1146">--- Przepraszam!... Doprawdy nie miałem zamiaru... Ale sądzę, że moja przyjaźń dla czcigodnej prezesowej, która, panie, tak...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1147">--- Skończmy, panie, z wyjaśnieniami --- rzekł ze śmiechem Wokulski ściskając go za rękę. --- Kontent pan z wiedeńskich sprawunków?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1148">--- Bardzo... panie... bardzo... Chociaż, czy pan uwierzy, była chwila, że za radą szanownej prezesowej miałem zamiar fatygować pana w Paryżu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1149">--- Chętnie służyłbym. O cóż to chodziło?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1150">--- Chciałem mieć stamtąd garnitur brylantowy --- mówił baron. --- Ale że w Wiedniu trafiły mi się pyszne szafiry... Właśnie mam je przy sobie i jeżeli pan pozwoli... Pan jest znawcą klejnotów?...</akap_dialog>


<akap id="e1151">,,Dla kogo te szafiry?" --- myślał Wokulski. Chciał poprawić się na siedzeniu, ale poczuł, że nie może podnieść ręki ani wyprostować nóg.</akap>


<akap id="e1152">Baron tymczasem wyjął z rozmaitych kieszeni cztery safianowe pudełka, ustawił je na ławce i po kolei zaczął otwierać.</akap>

<akap_dialog id="e1153">--- Oto bransoleta --- mówił --- prawda, jaka skromna, jeden kamień... Brosza i kolczyki już są ozdobniejsze; kazałem nawet zmienić oprawę... A to naszyjnik... Proste to, ale smaczne i może dlatego ładne... Ale ogień jest, prawda, panie?</akap_dialog>


<akap id="e1154">Mówiąc tak, przesuwał szafiry przed oczyma Wokulskiego, przy migotliwym blasku świecy.</akap>

<akap_dialog id="e1155">--- Nie podobają się panu? --- spytał nagle baron spostrzegłszy, że jego towarzysz nie odpowiada.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1156">--- Owszem, bardzo piękne. Komuż to baron wiezie taki prezent?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1157">--- Mojej narzeczonej --- odparł baron tonem zdziwienia. --- Sądziłem, że prezesowa wspomniała panu o naszym szczęściu rodzinnym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1158">--- Nic.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1159">--- A właśnie dziś jest pięć tygodni, jak oświadczyłem się i zostałem przyjęty.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1160">--- Komu się pan oświadczył?... Prezesowej?... --- rzekł innym już głosem Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1161">--- Ależ nie!... --- zawołał baron cofając się. --- Oświadczyłem się pannie Ewelinie Janockiej, wnuczce prezesowej... Nie pamięta jej pan? Była u hrabiny w tym roku na święconem, nie zauważył jej pan?...</akap_dialog>


<akap id="e1162">Długa chwila upłynęła, zanim Wokulski skombinował, że panna Ewelina Janocka nie jest panną Izabelą Łęcką, że baron nie oświadczył się pannie Izabeli i że nie dla niej wiezie szafiry.</akap>

<akap_dialog id="e1163">--- Przepraszam pana --- odezwał się do zaniepokojonego barona --- ale jestem tak rozstrojony, że po prostu nie wiedziałem, co mówię...</akap_dialog>


<akap id="e1164">Baron zerwał się z siedzenia i prędko zaczął chować pudełka.</akap>

<akap_dialog id="e1165">--- Co za nieuwaga z mojej strony! --- zawołał. --- Właśnie dostrzegłem w oczach pańskich znużenie i mimo to ośmieliłem się spłoszyć panu sen...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1166">--- Nie, panie, spać nie mam zamiaru i miło mi będzie odbyć resztę drogi w pańskim towarzystwie. To chwilowe osłabienie, które już przeszło.</akap_dialog>


<akap id="e1167">Baron z początku robił ceremonie i chciał wychodzić, ale widząc, że Wokulski istotnie orzeźwił się, usiadł zapewniając, że tylko na parę minut. Czuł potrzebę wygadania się przed kimś ze swoim szczęściem.</akap>

<akap_dialog id="e1168"><begin id="b1204635037530"/><motyw id="m1204635037530">Kobieta, Mężczyzna, Uroda</motyw>--- Bo co to za kobieta! --- mówił baron z coraz żywszą gestykulacją. --- Kiedym ją, panie, poznał, wydała mi się zimna jak posąg i tylko zajęta strojami. Dopiero dziś widzę, jakie tam skarby uczuć... Stroić się lubi jak każda kobieta, ale cóż to za rozum!... Nikomu bym tego nie powiedział, co teraz powiem panu, panie Wokulski. Ja bardzo młodo zacząłem siwieć i nie bez tego, ażebym od czasu do czasu nie dotknął wąsów fiksatuarem<pr><slowo_obce>fiksatuar</slowo_obce> --- pomada do włosów i wąsów; <slowo_obce>fiksatuarować</slowo_obce>: pomadować.</pr>. No i kto by, panie, pomyślał: ledwie spostrzegła to, raz na zawsze zabroniła mi fiksatuarować się; powiedziała, że ona ma szczególne upodobanie do siwych włosów i że dla niej prawdziwie pięknym może być tylko siwy mężczyzna. ,,A o szpakowatych co pani myśli?" --- zapytałem. ,,Że są tylko interesującymi" --- odpowiedziała. A jak ona to mówi!... Czy aby nie nudzę pana, panie Wokulski?<end id="e1204635037530"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1169">--- Ależ, panie!... Bardzo mi miło spotkać człowieka szczęśliwego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1170"><begin id="b1204635148490"/><motyw id="m1204635148490">Małżeństwo, Miłość</motyw>--- Prawdziwie jestem szczęśliwy, i to w sposób, który dla mnie samego jest niespodzianką --- ciągnął baron. --- Bo o ożenieniu się zawsze myślałem, już od kilku lat zalecają mi to doktorzy. No i projektowałem, że wezmę sobie, panie, kobietę piękną, dobrze wychowaną, z nazwiskiem i prezencją, bynajmniej nie wymagając od niej jakiejś romantycznej miłości. Tymczasem ma pan: sama miłość zastępuje mi drogę i jednym spojrzeniem roznieca pożar w sercu... Doprawdy, panie Wokulski, jestem zakochany... nie --- jestem szalony... Nikomu bym tego nie powiedział, ale panu, dla którego od pierwszej chwili uczułem nieledwie braterską sympatię... Jestem szalony!... Myślę tylko o niej, kiedy śpię --- śni mi się, kiedy jej nie widzę --- jestem, panie, formalnie chory. Brak apetytu, smutne myśli, jakieś ciągłe lękanie się...</akap_dialog>


<akap id="e1171">Tego, co panu teraz powiem, panie Wokulski, błagam, ażeby pan nie powtarzał nawet przed samym sobą. Chciałem ją wziąć na próbę; jest to niskie, nieprawda, panie? ale trudno, człowiek niełatwo wierzy w szczęście. Chcąc ją tedy wziąć na próbę (ale nikomu ani słóweczka o tym, panie!), kazałem napisać projekt intercyzy, według którego, gdyby małżeństwo nie doszło do skutku z czyjejkolwiek winy (rozumie pan?) --- ja płacę pięćdziesiąt tysięcy rubli pannie za zawód. Serce mi drętwiało z obawy, że... a nuż porzuci mnie?... Lecz co pan powie? Kiedy jej prezesowa wspomniała o tym projekcie, panna w płacz... ,,Cóż to --- mówiła --- on myśli, że wyrzeknę się go dla jakichś pięćdziesięciu tysięcy rubli? Bo jeżeli mnie posądza o interesowność i nie uznaje żadnych wyższych pobudek w sercu kobiety, to przecie powinien rozumieć, że za pięćdziesiąt tysięcy nie oddam miliona..."</akap>


<akap id="e1172">Kiedy mi to powtórzyła prezesowa, wbiegłem do pokoju panny Eweliny i nie powiedziawszy ani słówka upadłem jej do nóg... Teraz w Warszawie zrobiłem testament, a w nim mianowałem ją jedyną i wyłączną spadkobierczynią, choćbym umarł przed ślubem. Cała moja rodzina przez całe życie nie dała mi tyle szczęścia, ile to dziecko w ciągu kilku tygodni. A co będzie później!... Co będzie później, panie Wokulski?... Nikomu nie zadałbym podobnego pytania --- zakończył baron, mocno targając go za rękę. --- No, dobranoc...</akap>


<akap id="e1173">,,Zabawna historia! --- mruknął Wokulski po odejściu barona. --- Ten staruszek naprawdę wdeptał się po szyję..."<end id="e1204635148490"/></akap>


<akap id="e1174">I nie mógł odpędzić wizerunku barona, który jak cień coraz to wypływał na amarantowe tło siedzenia. Więc patrzył na jego chudą twarz, na której płonął ceglasty rumieniec, na włosy jakby posypane mąką, na oczy wielkie a zapadnięte, w których tlił się blask niezdrowy. Komiczne i smutne wrażenie robiły wybuchy namiętności w człowieku, który nieustannie zasłaniał sobie gardło, sprawdzał, czy okno jest dobrze zamknięte, i siadał w przedziale coraz na innym miejscu z obawy przeciągów.</akap>


<akap id="e1175"><begin id="b1229511152418"/><motyw id="m1229511152418">Miłość</motyw>,,Ubrał się! --- myślał Wokulski. --- Czy podobna, ażeby młoda panna mogła zakochać się w takiej mumii? Z pewnością jest o dziesięć lat starszy ode mnie, a jaki niedołężny, jaki przy tym naiwny!...</akap>


<akap id="e1176">Dobrze, ale jeżeli ta panna naprawdę go kocha?... Boć trudno przypuścić, ażeby go oszukiwała.<begin id="b1204635268276"/><motyw id="m1204635268276">Kobieta, Mężczyzna</motyw> W ogóle biorąc, kobiety są szlachetniejsze od mężczyzn; nie tylko mniej spełniają występków, lecz i poświęcają się nierównie częściej od nas. Jeżeli więc z trudnością znalazłby się tak podły mężczyzna, który od rana do nocy kłamałby dla pieniędzy, to czy można posądzać o coś podobnego kobietę, młodą pannę wychowaną wśród uczciwej rodziny?</akap>


<akap id="e1177">Oczywiście coś jej strzeliło do głowy i musi być także zadurzona, jeżeli nie w jego wdziękach, to w stanowisku. Inaczej musiałaby zdradzić się, że gra komedię, a baron musiałby spostrzec to, bo miłość patrzy przez mikroskop.<end id="e1229511152418"/></akap>


<akap id="e1178">A jeżeli młoda dziewczyna może pokochać takiego dziada, to dlaczegóż by mnie nie miała pokochać tamta?...<end id="e1204635268276"/>"</akap>


<akap id="e1179">,,Zawsze wracam do swego! --- szepnął. --- Ta myśl stała się już rodzajem monomanii<pr><slowo_obce>monomania</slowo_obce> --- obłęd polegający na opanowaniu umysłu przez jedną natarczywą myśl.</pr>..."</akap>


<akap id="e1180"><begin id="b1204635307659"/><motyw id="m1204635307659">Gwiazda</motyw>Odsunął okno zamknięte przez barona i dla odpędzenia natrętnych wspomnień począł znowu przyglądać się niebu. Kwadrat Pegaza opuszczał się już na zachód, a na wschodzie podnosił się Byk, Orion, Pies Mały i Bliźnięta<pr>Byk, Orion, Pies Mały... --- nazwy gwiazdozbiorów.</pr>. Przypatrywał się gwiazdom wielokrotnym, gęsto rozsianym w tej okolicy nieba, i przyszła mu na myśl ta dziwna, niewidzialna siła przyciągania, która odległe światy wiąże w jedną całość potężniej, niżby to mogły zrobić jakiekolwiek materialne łańcuchy.<end id="e1204635307659"/></akap>


<akap id="e1181"><begin id="b1229511321570"/><motyw id="m1229511321570">Miłość, Szaleństwo</motyw>,,Przyciąganie --- przywiązanie, toż to w gruncie jedno i to samo: siła tak wielka, że wszystko za sobą porywa, a tak płodna, że tryska z niej wszelkie życie. Pozbawmy ziemię jej przywiązania do słońca, a odleci gdzieś w przestrzeń i za parę lat stanie się bryłą lodu. Wtrąćmy jakąś tułaczą gwiazdę w sferę słonecznego systemu, a kto wie, czy i na niej nie rozbudzi się życie? Dlaczego więc baron ma wyłamywać się spod prawa przywiązania, które przenika całą naturę? I czy pomiędzy nim a jego panną Eweliną jest większa przepaść aniżeli między ziemią i słońcem? Co się tu dziwić szaleństwom ludzi, jeżeli w ten sam sposób szaleją światy..."<end id="e1229511321570"/></akap>


<akap id="e1182">Tymczasem pociąg szedł wciąż z wolna, długo zatrzymując się na stacjach. Powietrze zrobiło się chłodne, na wschodzie zaczęły blednąć gwiazdy. Wokulski zamknął okno i legł na bujającej kanapie.</akap>


<akap id="e1183">,,Jeżeli --- myślał --- młoda kobieta mogła zakochać się w baronie, to dlaczegóż bym ja... Bo przecież go nie oszukuje... Kobiety są w ogóle szlachetniejsze od nas... mniej kłamią..."</akap>

<akap_dialog id="e1184">--- Proszę pana, tu panowie wysiadają... Pan baron już pije herbatę.</akap_dialog>


<akap id="e1185">Wokulski ocknął się, nad nim stał konduktor i budził go w najuprzejmiejszy sposób.</akap>

<akap_dialog id="e1186">--- Jak to, już dzień? --- spytał zdziwiony.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1187">--- O, już jest dziewiąta i od pół godziny stoimy na stacji. Nie budziłem pana, bo pan baron nie kazał, ale że pociąg zaraz idzie dalej...</akap_dialog>


<akap id="e1188">Wokulski szybko wysiadł. Stacja była nowa, jeszcze niezupełnie wykończona. Pomimo to dano mu wody do umycia się i oczyszczono odzież. Rozbudził się już zupełnie i wszedł do małego bufetu, gdzie rozpromieniony baron pił trzecią szklankę herbaty.</akap>

<akap_dialog id="e1189">--- Dzień dobry! --- zawołał baron, z familiarną poufałością ściskając Wokulskiego za rękę. --- Panie gospodarzu, herbaty dla pana... Ładny dzień, prawda, akurat do spaceru końmi. Ale też zrobili nam figla!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1190">--- Cóż się stało?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1191">--- Musimy czekać na konie --- prawił baron. --- Całe szczęście, że o drugiej w nocy pchnąłem depeszę o pańskim przyjeździe. Bo onegdaj także wysłałem do prezesowej depeszę z Warszawy, ale mówi mi zawiadowca, żem się omylił i zamówiłem konie na jutro. Szczęście, panie, żem telegrafował dziś z drogi. O trzeciej posłali stąd sztafetę, o szóstej prezesowa odebrała telegram, o ósmej najpóźniej wysłano konie. Poczekamy jeszcze z godzinę, ale za to lepiej pozna pan okolicę. Bardzo, panie, ładna miejscowość.</akap_dialog>


<akap id="e1192">Po śniadaniu wyszli na peron. <begin id="b1229511454078"/><motyw id="m1229511454078">Chłop, Szlachcic, Wieś</motyw>Okolica z tego punktu wydawała się płaska i prawie bezleśna; tu i owdzie widać było kępę drzew, a wśród niej grupę murowanych budynków.</akap>

<akap_dialog id="e1193">--- To są dwory? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1194">--- A tak... dużo szlachty mieszka w tej stronie. Ziemia doskonale uprawna; ma pan łubin, koniczynę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1195">--- Wsi nie widzę --- wtrącił Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1196">--- Bo to dworskie grunta, a pan zna przysłowie: Na dworskim polu dużo stert, na chłopskim dużo ludzi.<end id="e1229511454078"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1197">--- Słyszałem --- rzekł nagle Wokulski --- że u prezesowej zbiera się dużo gości.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1198">--- Ach, panie! --- zawołał baron --- kiedy trafi się dobra niedziela, to jakbyś pan był na balu w resursie: zjeżdża się po kilkadziesiąt osób. A nawet dziś powinni byśmy znaleźć grono stałych gości. No, przede wszystkim bawi tam moja narzeczona. Dalej --- jest pani Wąsowska, milutka wdóweczka, lat trzydzieści, ogromny majątek. Zdaje mi się, że krąży około niej Starski. Zna pan Starskiego?... Niemiła figura: arogant, panie, impertynent... Dziwię się, doprawdy, że kobieta z takim rozumem i gustem jak pani Wąsowska może znajdować przyjemność w towarzystwie podobnego lekkoducha.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1199">--- Któż więcej? --- pytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1200">--- Jest jeszcze Fela Janocka, stryjeczna siostra mojej pani; bardzo miłe dziecko, ma z osiemnaście lat. No, jest Ochocki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1201">--- Jest?... Cóż on tam robi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1202">--- Kiedym wyjeżdżał, po całych dniach łowił ryby. Ale ponieważ gust zmienia mu się często, więc nie jestem pewny, czy nie zobaczę go teraz jako myśliwca... Ale cóż to za szlachetny młody człowiek, co za wiedza!... No i zasługi już ma; zrobił kilka wynalazków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1203">--- Tak, to niepospolity człowiek --- rzekł Wokulski. --- Któż jeszcze bawi u prezesowej?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1204">--- Stale to już nikt, ale bardzo często przyjeżdżają na kilka dni, czasem na tydzień, pan Łęcki z córką. Dystyngowana osoba --- mówił dalej baron --- pełna rzadkich przymiotów. Pan wreszcie ich zna? Szczęśliwy ten, komu odda serce i rękę! Co to, panie, za wdzięk, co za rozum; doprawdy, czcić ją można jak istną boginię... Nie znajduje pan?</akap_dialog>


<akap id="e1205">Wokulski oglądał się po okolicy nie mogąc zdobyć się na odpowiedź. Szczęściem, wybiegł w tej chwili posługacz stacyjny donosząc baronowi, że zajechał powóz.</akap>

<akap_dialog id="e1206">--- Wybornie! --- zawołał baron i dał mu parę złotych. --- Odnieś, kochanku, nasze rzeczy, a my, panie, jedźmy... Za dwie godziny pozna pan moją narzeczoną...</akap_dialog>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1207">V. Wiejskie rozrywki</naglowek_rozdzial>





<akap id="e1208">Z kwadrans upłynął, zanim upakowano rzeczy w powozie. Nareszcie Wokulski i baron usiedli, furman w piaskowej liberii<pe><slowo_obce>liberia</slowo_obce> --- oficjalny ubiór służby. Pierwotnie był to oficjalny strój noszony przez służących królewskich.</pe> machnął batem w powietrzu i para dzielnych siwych koni ruszyła wolnym kłusem.</akap>

<akap_dialog id="e1209">--- O, panią Wąsowską rekomenduję panu --- mówił baron. --- Brylant, nie kobieta, a jaka oryginalna!... Ani myśli iść drugi raz za mąż, choć lubi pasjami, ażeby ją otaczano. Trudno jej, panie, nie uwielbiać, a uwielbiać rzecz niebezpieczna. Starskiemu płaci dzisiaj za wszystkie jego bałamuctwa. Pan zna Starskiego?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1210">--- Widziałem go raz...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1211">--- Dystyngowany człowiek, ale nieprzyjemny --- mówił baron --- antypatia mojej narzeczonej. Tak działa jej na nerwy, że biedaczka traci humor w jego towarzystwie. I nie dziwię się, bo to są wprost przeciwne natury: ona poważna --- on letkiewicz<pe><slowo_obce>letkiewicz</slowo_obce> --- człowiek lekkomyślny.</pe>, ona uczuciowa, nawet sentymentalna --- on cynik.</akap_dialog>


<akap id="e1212">Wokulski słuchając gawędy barona oglądał się po okolicy, która powoli zmieniała fizjognomię. W pół godziny za stacją ukazały się na widnokręgu lasy, bliżej wzgórza; droga wiła się między nimi, wbiegała na ich szczyty lub spadała na dół.</akap>


<akap id="e1213">Na jednym z takich wzniesień furman zwrócił się do nich i wskazując batem przed siebie rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e1214">--- O, państwo tam jadą brekiem<pr><slowo_obce>brek</slowo_obce> --- powóz odkryty, z ławkami umieszczonymi naprzeciwko siebie, wzdłuż pojazdu.</pr>.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1215">--- Gdzie? kto? --- zawołał baron, prawie wspinając się na kozioł. --- A tak, to oni... Żółty brek i gniada czwórka... Ciekawym, kto jedzie? Niech no pan spojrzy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1216">--- Zdaje mi się, że widzę coś pąsowego --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1217">--- A, to pani Wąsowska. Ciekawym, czy jest i moja narzeczona?... --- dodał ciszej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1218">--- Jest kilka pań --- rzekł Wokulski, któremu w tej chwili przypomniała się panna Izabela. ,,Jeżeli jedzie z nimi, to dobra wróżba" --- pomyślał.</akap_dialog>


<akap id="e1219">Oba ekwipaże<pe><slowo_obce>ekwipaż</slowo_obce> --- rodzaj luksusowego powozu konnego.</pe> szybko zbliżały się do siebie. Na breku gwałtownie strzelano z bata, wołano, wywijano chustkami, w powozie zaś baron coraz wychylał się i drżał ze wzruszenia.</akap>


<akap id="e1220"><begin id="b1204636318679"/><motyw id="m1204636318679">Śmiech</motyw>Powóz stanął, ale rozpędzony brek przeleciał około niego jak burza śmiechów i okrzyków i zatrzymał się o kilkadziesiąt kroków dalej. Widocznie naradzano się nad czymś w sposób hałaśliwy i zapewne coś uradzono, gdyż towarzystwo wysiadło, a brek pojechał dalej.<end id="e1204636318679"/></akap>

<akap_dialog id="e1221">--- Dzień dobry, panie Wokulski! --- zawołał z kozła ktoś wywijając długim batem. Wokulski poznał Ochockiego.</akap_dialog>


<akap id="e1222">Baron pobiegł w stronę towarzystwa. Naprzeciw wysunęła się dama w białej narzutce, z białą koronkową parasolką i szła powoli z wyciągniętą do niego ręką, z której zdawał się opadać szeroki rękaw. Baron już z daleka zdjął kapelusz i dopadłszy narzeczonej, prawie zanurzył się w jej rękawie. Po wybuchu czułości, który o ile był krótkim dla niego, o tyle wydał się bardzo długim dla widzów, baron nagle oprzytomniał i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e1223">--- Pozwoli pani, że przedstawię pana Wokulskiego, mego najlepszego przyjaciela... Ponieważ zabawi tu dłużej, więc w tej chwili obliguję<pr><slowo_obce>obligować</slowo_obce> --- zobowiązywać.</pr>, ażeby w czasie mojej nieobecności zastępował przy pani moje miejsce...</akap_dialog>


<akap id="e1224">Znowu złożył kilka pocałunków w głąb rękawa, skąd do Wokulskiego wysunęła się prześliczna ręka. Wokulski uścisnął ją i poczuł lodowaty chłód; spojrzał na damę w białej narzutce i zobaczył pobladłą twarz z wielkimi oczyma, w których widać było smutek i obawę.</akap>


<akap id="e1225">,,Szczególna narzeczona!" --- pomyślał.</akap>

<akap_dialog id="e1226">--- Pan Wokulski!... --- zawołał baron zwróciwszy się do dwu pań i mężczyzny, którzy już zbliżyli się do nich. --- Pan Starski... --- dodał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1227">--- Już miałem przyjemność... --- odezwał się Starski uchylając kapelusz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1228">--- I ja --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1229">--- Jakże teraz usadowimy się? --- spytał baron na widok nadjeżdżającego breku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1230">--- Jedźmy wszyscy razem! --- zawołała młoda blondynka, w której Wokulski domyślił się panny Felicji Janockiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1231">--- Bo w naszym powozie są dwa miejsca... --- słodko zauważył baron.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1232">--- Rozumiem, ale nic z tego --- odezwała się pięknym kontraltem dama w pąsowej sukni. --- Narzeczeni pojadą z nami, a do powozu niech siądą, jeżeli chcą, pan Ochocki z panem Starskim.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1233">--- Dlaczego ja? --- zawołał z wysokości kozła Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1234">--- Albo ja? --- dodał Starski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1235">--- Bo pan Ochocki źle powozi, a pan Starski jest nieznośny --- odpowiedziała rezolutna wdówka.</akap_dialog>


<akap id="e1236">Teraz Wokulski spostrzegł, że dama ta ma pyszne kasztanowate włosy i czarne oczy, a całą fizjognomię wesołą i energiczną.</akap>

<akap_dialog id="e1237">--- Już mi pani daje dymisję! --- westchnął komicznie Starski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1238">--- Pan wie, że ja zawsze daję dymisję wielbicielom, którzy mnie nudzą. No, ale siadajmy, moi państwo. Narzeczeni naprzód. Fela obok Ewelinki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1239">--- O nie! --- zaprotestowała blondynka. --- Siądę na końcu, bo babcia nie pozwala mi siadać przy narzeczonych.</akap_dialog>


<akap id="e1240">Baron z większą elegancją aniżeli zręcznością podsadził narzeczoną i sam usiadł naprzeciw niej. Potem wdówka zajęła miejsce obok barona, Starski obok narzeczonej, a panna Felicja obok Starskiego.</akap>

<akap_dialog id="e1241">--- Prosimy --- odezwała się wdówka do Wokulskiego zbierając w fałdy swoją pąsową suknię, która rozesłała się na połowie ławki.</akap_dialog>


<akap id="e1242">Wokulski usiadł naprzeciw panny Felicji i spostrzegł, że dziewczynka patrzy na niego z pełnym zachwytu podziwem, rumieniąc się co chwilę.</akap>

<akap_dialog id="e1243">--- Czy nie moglibyśmy prosić pana Ochockiego, ażeby lejce oddał stangretowi? --- rzekła wdówka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1244">--- Moja pani, cóż mi pani wiecznie robi jakieś awantury! --- oburzył się Ochocki. --- Właśnie, że ja będę powoził.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1245">--- Więc daję słowo honoru, że wybiję pana, jeżeli nas wywrócisz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1246">--- To się jeszcze pokaże --- odparł Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1247">--- Słyszeliście państwo, ten człowiek mi grozi! --- zawołała wdówka. --- Czy nie ma tu nikogo, który by się za mną ujął?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1248">--- Ja panią pomszczę --- wtrącił Starski dość lichą polszczyzną. --- Przesiądźmy się we dwoje do tamtego powozu.</akap_dialog>


<akap id="e1249">Piękna wdowa wzruszyła ramionami, baron znowu całował rączki swojej narzeczonej, która uśmiechając się rozmawiała z nim półgłosem, ale ani na chwilę nie straciła wyrazu smutku i obawy.</akap>


<akap id="e1250">Podczas gdy Starski przekomarzał się z wdową, a panna Felicja rumieniła się, Wokulski patrzył na narzeczoną. Spostrzegła to, odpowiedziała mu pogardliwym wejrzeniem i nagle z bezbrzeżnego smutku przeszła do dziecinnej wesołości. Sama podała rękę baronowi do nowego pocałunku, a nawet niechcący potrąciła go nóżką. Jej wielbiciel był tak wzruszony, że pobladł i posiniały mu usta.</akap>

<akap_dialog id="e1251">--- Ależ pan nie ma idei o powożeniu! --- krzyknęła wdowa usiłując potrącić Ochockiego drutem parasolki.</akap_dialog>


<akap id="e1252"><begin id="b1229511807192"/><motyw id="m1229511807192">Koń</motyw>W tej chwili Wokulski wyskoczył. Jednocześnie konie lejcowe<pr><slowo_obce>konie lejcowe</slowo_obce> --- chodzące w lejcach, przed końmi dyszlowymi albo obok nich.</pr> skręciły na środek drogi, dyszlowe<pr><slowo_obce>konie dyszlowe</slowo_obce> --- zaprzężone do dyszla.</pr> poszły za nimi i brek silnie pochylił się na lewo. Wokulski podparł go, konie, ściągnięte przez stangreta, stanęły.<end id="e1229511807192"/></akap>

<akap_dialog id="e1253">--- Czy nie mówiłam, że ten potwór wywróci nas! --- zawołała wdowa. --- Cóż to znowu, panie Starski?...</akap_dialog>


<akap id="e1254">Wokulski spojrzał na brek i w ciągu jednej chwili zobaczył taką scenę: panna Felicja pokładała się ze śmiechu, Starski upadł twarzą na kolana pięknej wdówki, baron tarmosił za kark stangreta, a jego narzeczona, blada z trwogi, jedną ręką chwyciła za pręt kozła, drugą wpiła w ramię Starskiego.</akap>


<akap id="e1255">Mgnienie oka --- brek wyprostował się i wszystko wróciło do porządku. <begin id="b1204636291215"/><motyw id="m1204636291215">Śmiech</motyw>Tylko panna Felicja zanosiła się od śmiechu.</akap>

<akap_dialog id="e1256">--- Nie rozumiem, Felu, jak można śmiać się w takiej chwili --- odezwała się narzeczona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1257">--- Dlaczego nie mam się śmiać?... Cóż mogło stać się złego?... Przecież jedzie z nami pan Wokulski... --- mówiła panienka.<end id="e1204636291215"/> Spostrzegła się jednak i zarumieniona bardziej niż kiedykolwiek, naprzód ukryła twarz w dłonie, a potem spojrzała na Wokulskiego w sposób, który miał oznaczać, że jest bardzo obrażona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1258">--- Co do mnie, gotów jestem zaabonować<pr><slowo_obce>zaabonować</slowo_obce> --- zamówić.</pr> kilka podobnych wypadków --- odezwał się Starski, wymownie patrząc na wdówkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1259">--- Pod warunkiem, że ja będę zabezpieczona od dowodów pańskiej tkliwości. Felu, usiądź na moim miejscu --- odpowiedziała wdowa marszcząc się i siadając naprzeciw Wokulskiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1260"><begin id="b1204636439175"/><motyw id="m1204636439175">Wdowa</motyw>--- Cóż znowu, sama pani dziś powiedziała, że wdowom wszystko wolno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1261">--- Ale wdowy nie na wszystko pozwalają. Nie, panie Starski, pan musi oduczyć się swoich japońskich zwyczajów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1262">--- To są zwyczaje wszechświatowe --- odparł Starski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1263">--- W każdym razie nie z tej połowy świata, do której ja przywykłam --- odcięła wdówka krzywiąc się i patrząc na drogę.<end id="e1204636439175"/></akap_dialog>


<akap id="e1264">W breku zrobiło się cicho. Baron z zadowoleniem poruszał szpakowatymi wąsikami, a jego narzeczona posmutniała jeszcze bardziej. Panna Felicja, zająwszy miejsce wdówki obok Wokulskiego, odwróciła się do swego sąsiada prawie tyłem, od czasu do czasu rzucając mu przez ramię pogardliwe i melancholijne spojrzenia. Ale za co? tego nie wiedział.</akap>

<akap_dialog id="e1265">--- Pan dobrze jeździ konno? --- zapytała Wokulskiego pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1266">--- Z czego pani wnosi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1267">--- Ach, Boże! zaraz z czego? Pierwej niech pan odpowie na moje pytanie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1268">--- Nieszczególnie, ale jeżdżę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1269">--- Właśnie że musi pan dobrze jeździć, gdyż od razu zgadł pan, co zrobią konie w rękach takiego mistrza jak pan Julian. Będziemy jeździli razem... Panie Ochocki, od dzisiejszego dnia daję panu urlop ze spacerów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1270">--- Bardzo się z tego cieszę --- odparł Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1271">--- A, ładnie w taki sposób odpowiadać damom! --- zawołała panna Felcia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1272">--- Wolę odpowiadać aniżeli odbywać z nimi spacery. Kiedyśmy ostatni raz jeździli z panią Wąsowską, w ciągu dwu godzin sześć razy zsiadałem z konia, a pięciu minut nie miałem spokojności. Niech teraz pan Wokulski spróbuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1273">--- Felu, powiedz temu człowiekowi, że z nim nie rozmawiam --- odezwała się wdówka wskazując na Ochockiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1274">--- Człowieku, człowieku!... --- zawołała Felcia. --- Ta pani z wami nie rozmawia... Ta pani mówi, że jesteście ordynarni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1275">--- A co, już zatęskniła pani do towarzystwa ludzi z dobrymi manierami --- odezwał się Starski. --- Niech pani spróbuje, może dam się przeprosić.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1276">--- Dawno pan wyjechał z Paryża? --- zapytała wdówka Wokulskiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1277">--- Jutro będzie tydzień.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1278">--- A ja już nie widziałam go cztery miesiące. Kochane miasto...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1279">--- Zasławek!<pr><slowo_obce>Zasławek</slowo_obce> --- nazwa fikcyjna.</pr>... --- krzyknął Ochocki i zamachnął batem do ogromnego wystrzału, który mu się jednak nie udał, ponieważ bicz niezbyt szczęśliwie rzucony w tył, zaplątał się między parasolki dam i kapelusze panów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1280">--- Nie, moi państwo --- zawołała wdówka --- jeżeli chcecie mnie miewać na przejażdżkach, to wiążcie tego człowieka. On jest po prostu niebezpieczny...</akap_dialog>


<akap id="e1281">Na breku znowu wszczął się hałas, ponieważ Ochocki miał swoje stronnictwo w osobie panny Felicji, która utrzymywała, że jak na początkującego, dobrze powozi i że najwytrawniejszym furmanom zdarzają się wypadki.</akap>

<akap_dialog id="e1282">--- Moja Felciu --- odparła wdówka --- jesteś w tym wieku, że u ciebie każdy będzie dobrym furmanem, kto ma ładne oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1283">--- Dopiero dziś będę miał dobry apetyt... --- mówił baron do swej narzeczonej, lecz spostrzegłszy, że mówi za głośno, począł znowu szeptać.</akap_dialog>


<akap id="e1284"><begin id="b1204636577992"/><motyw id="m1204636577992">Dworek, Przestrzeń</motyw>Znajdowali się już na terytorium należącym do prezesowej i właśnie Wokulski przypatrywał się rezydencji. Na dość wysokim, choć łagodnym wzgórzu wznosił się piętrowy pałac z dwoma parterowymi skrzydłami. Za nim zieleniły się stare drzewa parku, przed nim rozścielała się jakby wielka łąka, poprzecinana ścieżkami, tu i owdzie ozdobiona klombem, posągiem albo altanką. U stóp wzgórza połyskiwała obszerna płachta wody, oczywiście sadzawka, na której kołysały się łódki i łabędzie.</akap>


<akap id="e1285">Na tle zieloności pałac jasnożółtej barwy z białymi słupami wyglądał okazale i wesoło. Na prawo i na lewo od niego widać było między drzewami murowane budynki gospodarskie.</akap>


<akap id="e1286">Przy odgłosie wystrzałów z bata, które tym razem udawały się Ochockiemu, brek po marmurowym moście zajechał przed pałac zawadziwszy tylko jednym kołem o trawnik. Podróżni wysiedli, Ochocki jednak nie oddał lejców, lecz jeszcze odprowadził ekwipaż do stajni.<end id="e1204636577992"/></akap>

<akap_dialog id="e1287"><begin id="b1229512079116"/><motyw id="m1229512079116">Jedzenie, Obyczaje</motyw>--- A niech pan pamięta, że o pierwszej śniadanie! --- zawołała panna Felicja.<end id="e1229512079116"/></akap_dialog>


<akap id="e1288"><begin id="b1229512040312"/><motyw id="m1229512040312">Sługa</motyw>Do barona zbliżył się stary służący w czarnym surducie.</akap>

<akap_dialog id="e1289">--- Jaśnie pani --- rzekł --- jest teraz w spiżarni. Może panowie pozwolą do siebie.</akap_dialog>


<akap id="e1290">I zaprowadziwszy ich do prawej oficyny wskazał Wokulskiemu obszerny pokój, którego otwarte okna wychodziły do parku. Po chwili wbiegł chłopiec w liberyjnej kurtce, przyniósł wody i zajął się rozpakowaniem walizy.<end id="e1229512040312"/></akap>


<akap id="e1291">Wokulski wyjrzał oknem. Przed nim rozciągał się trawnik ozdobiony kępami starych świerków, modrzewi, lip, poza którymi daleko było widać lesiste wzgórza. Tuż przy oknie stał krzak bzu, a w nim gniazdo, do którego zlatywały się wróble. Ciepły wiatr wrześniowy co chwilę wpadał do pokoju siejąc w nim niepochwytne wonie.</akap>


<akap id="e1292"><begin id="b1229512207179"/><motyw id="m1229512207179">Cisza, Obłok, Serce, Światło</motyw>Gość patrzył na obłoki, jakby dotykające wierzchołków drzew, na snopy światła, które przepływały między ciemnymi gałęźmi świerków, i było mu dobrze. Nie myślał o pannie Izabeli. Jej wizerunek, palący mu duszę, rozwiał się wobec prostych powabów natury; chore serce umilkło i pierwszy raz od dawna zaległy w nim ukojenie i cisza.<end id="e1229512207179"/></akap>


<akap id="e1293"><begin id="b1229512313456"/><motyw id="m1229512313456">Gospodyni, Gość</motyw>Przypomniawszy jednak sobie, że jest tu z wizytą, szybko począł się ubierać. Ledwie skończył, delikatnie zapukano do drzwi i wszedł stary służący.</akap>

<akap_dialog id="e1294">--- Jaśnie pani prosi do stołu.</akap_dialog>


<akap id="e1295">Wokulski udał się za nim... Minął korytarz i po chwili znalazł się w obszernym pokoju jadalnym, którego ściany do połowy były przysłonięte taflami z ciemnego drzewa. Panna Felicja rozmawiała w oknie z Ochockim, przy stole zaś między panią Wąsowską i baronem siedziała prezesowa na fotelu z wysoką poręczą.</akap>


<akap id="e1296">Zobaczywszy swego gościa wstała i wyszła parę kroków naprzód.</akap>

<akap_dialog id="e1297">--- Witam cię, panie Stanisławie --- rzekła --- i dziękuję, żeś posłuchał mojej prośby.</akap_dialog>


<akap id="e1298">Gdy zaś Wokulski pochylił się do jej ręki, pocałowała go w czoło, co na obecnych zrobiło pewne wrażenie.</akap>

<akap_dialog id="e1299"><begin id="b1204636707732"/><motyw id="m1204636707732">Kłótnia</motyw>--- Siadajże o tu, koło Kazi. A ty, proszę cię, pamiętaj o nim.<end id="e1229512313456"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1300">--- Pan Wokulski zasługuje na to --- odparła wdówka. --- Gdyby nie jego przytomność, pan Ochocki połamałby nam kości.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1301">--- Cóż znowu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1302">--- Nie umie powozić nawet parą koni, a rwie się do czwórki. Już wolałam go, kiedy sobie po całych dniach łapał ryby.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1303">--- Boże! jakie szczęście, że nie ożenię się z tą kobietą --- westchnął Ochocki, serdecznie witając Wokulskiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1304">--- O, panie, panie!... Tylko jeżeli ofiarujesz mi się na męża, to lepiej zostań furmanem --- zawołała pani Wąsowską.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1305">--- Ci zawsze kłócą się! --- rzekła ze śmiechem prezesowa.<end id="e1204636707732"/></akap_dialog>


<akap id="e1306">Weszła panna Ewelina Janocka, a w parę minut po niej, drugimi drzwiami, Starski.</akap>


<akap id="e1307">Powitali prezesową, która odpowiedziała im życzliwie, lecz z powagą.</akap>


<akap id="e1308">Podano śniadanie.</akap>

<akap_dialog id="e1309"><begin id="b1229512424865"/><motyw id="m1229512424865">Jedzenie, Obyczaje</motyw>--- U nas, panie Stanisławie --- mówiła prezesowa --- jest taki zwyczaj, że schodzimy się wszyscy obowiązkowo tylko do stołu. Poza tym każdy robi, co mu się podoba.<end id="e1229512424865"/> Radzę ci więc, jeżeli boisz się nudów, pilnować się Kazi Wąsowskiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1310">--- Ja też od razu biorę do niewoli pana Wokulskiego --- odparła wdówka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1311">--- Och!... --- szepnęła prezesowa spojrzawszy przelotnie na gościa.</akap_dialog>


<akap id="e1312">Panna Felicja zarumieniła się, nie wiadomo który już raz dzisiaj, i kazała Ochockiemu, ażeby nalał jej wina.</akap>

<akap_dialog id="e1313">--- Nie, nie... proszę wody --- poprawiła się.</akap_dialog>


<akap id="e1314">Ochocki spełnił zlecenie trzęsąc przy tym głową i rozkładając ręce w sposób desperacki.</akap>


<akap id="e1315">Po śniadaniu, w ciągu którego panna Ewelina rozmawiała tylko z baronem, a Starski umizgał się do czarnookiej wdowy, goście pożegnawszy gospodynią rozeszli się. Ochocki poszedł na strych pałacu, gdzie w pokoiku, świeżo na ten cel zbudowanym, urządzał obserwatorium meteorologiczne, baron z narzeczoną wybrali się do parku, a prezesowa zatrzymała Wokulskiego.</akap>

<akap_dialog id="e1316">--- Powiedzże mi --- rzekła --- bo to pierwsze wrażenia bywają najtrafniejsze, jak ci się podoba pani Wąsowską?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1317">--- Wygląda na dzielną i wesołą kobietę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1318">--- Masz rację. A baron?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1319">--- Mało go znam. To stary człowiek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1320">--- O stary, bardzo stary --- westchnęła prezesowa --- a pomimo to chce mu się żenić. A co powiesz o jego narzeczonej?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1321">--- Wcale jej nie znam, chociaż dziwi mnie, że upodobała sobie barona, który zresztą może być najzacniejszym człowiekiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1322">--- Tak, to jest dziwna dziewczyna --- mówiła prezesowa --- i powiem ci, że zaczynam tracić dla niej serce. Do jej małżeństwa nie mieszam się, skoro niejedna panna jej zazdrości, a wszyscy mówią, że robi świetną partię. Ale to, co miała dostać po mojej śmierci, przejdzie na innych. Kto ma krocie barona, nie potrzebuje moich dwudziestu tysięcy.</akap_dialog>


<akap id="e1323">Czuć było rozdrażnienie w głosie staruszki.</akap>


<akap id="e1324">Niebawem pożegnała Wokulskiego radząc mu przejść się po parku.</akap>


<akap id="e1325">Wokulski wyszedł na dziedziniec i około lewej oficyny, gdzie była kuchnia, skręcił do parku.</akap>


<akap id="e1326">Później bardzo często przychodziły mu na myśl dwa najpierwsze spostrzeżenia, jakie zrobił w Zasławku.</akap>


<akap id="e1327"><begin id="b1204636844538"/><motyw id="m1204636844538">Pies</motyw>Przede wszystkim niedaleko kuchni zobaczył budę, a przed nią na łańcuchu psa, który spostrzegłszy obcego począł tak szczekać, wyć i rzucać się, jakby dostał wścieklizny. Widząc, że mimo to pies ma wesołe oczy i kręci ogonem, Wokulski pogłaskał go, co okrutnego zwierza wprawiło w taki humor, że nie pozwolił gościowi odejść od siebie. Wył, chwytał za ubranie, kładł się na ziemi, jakby domagając się pieszczot, a przynajmniej widoku ludzkiej twarzy.</akap>


<akap id="e1328">,,Dziwny pies łańcuchowy!" --- pomyślał Wokulski.</akap>


<akap id="e1329"><begin id="b1229512524739"/><motyw id="m1229512524739">Chłop</motyw>W tej chwili z kuchni wyszło nowe dziwo: stary parobek otyły. Wokulski, który jeszcze nigdy nie spotkał otyłego chłopa, wdał się z nim w rozmowę.</akap>

<akap_dialog id="e1330">--- Po co wy tego psa trzymacie na łańcuchu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1331">--- Ażeby był zły i nie puszczał do domu złodziejów --- odparł uśmiechając się parobek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1332">--- Więc dlaczegóż od razu nie weźmiecie złego kundla?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1333">--- Kiej dziedziczka nie utrzymałaby złego psa. U nas to i pies musi być łaskawy.<end id="e1204636844538"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1334">--- A wy, ojcze, co tu robicie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1335">--- Jo jestem pasiecznik, ale przody byłem rataj<pr><slowo_obce>rataj</slowo_obce> --- rolnik, tu: parobek od wołów.</pr>. Ino jak mi wół złamał ziobro, to mi jaśnie pani kazała do pasieki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1336">--- I dobrze wam?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1337">--- Z początku to ckliło mi się<pr><slowo_obce>ckliło się</slowo_obce> (gwar.) --- nudziło się, przykrzyło się.</pr> bez roboty, ale późni przywykem i jestem.<end id="e1229512524739"/></akap_dialog>


<akap id="e1338"><begin id="b1229512578516"/><motyw id="m1229512578516">Cisza, Wieś</motyw>Pożegnawszy chłopa Wokulski skręcił do parku i długi czas przechadzał się po lipowej alei nie myśląc o niczym. Zdawało mu się, że przyjechał tu nasycony, zatruty zgiełkiem Paryża, hałasem Warszawy, dudnieniem kolei żelaznych i że wszystkie te niepokoje, wszystkie boleści, jakie przeżył, w tej chwili parują z niego. Gdyby go zapytano: czym jest wieś? odpowiedziałby, że jest ciszą.<end id="e1229512578516"/></akap>


<akap id="e1339">Wtem usłyszał szybki bieg za sobą. Gonił go Ochocki niosąc na ramieniu dwie wędki.</akap>

<akap_dialog id="e1340">--- Nie było tu panny Felicji? --- zapytał. --- Miała przyjść o wpół do trzeciej i iść ze mną na ryby... Ale taka to babska punktualność. Może pan pójdzie z nami? Nie ma pan ochoty. To może pan woli grać ze Starskim w pikietę?... Do tego on zawsze gotów, wyjąwszy, jeżeli znajdzie komplet do preferansa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1341">--- Cóż tu robi ten pan Starski?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1342">--- Jakże co? Mieszka u swojej ciotecznej babki a razem chrzestnej matki, prezesowej Zasławskiej, i jak teraz, martwi się, że zapewne nie odziedziczy po niej majątku. Ładny grosz, ze trzysta tysięcy rubli!... Ale prezesowa uważa, że lepiej wesprzeć nim podrzutków aniżeli kasę w Monako<pr>Monako --- maleńkie księstwo nad Morzem Śródziemnym. W jego największym mieście, Monte Carlo, znajduje się słynne kasyno gry.</pr>. Biedny chłopak!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1343">--- Cóż mu złego?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1344">--- Ale ba!... Po babci urwało się, z Kazią zerwało się i choć w łeb sobie strzel.</akap_dialog>


<akap id="e1345">Wiedz pan --- ciągnął Ochocki majstrując coś około wędek --- że kiedyś obecna pani Wąsowska, jeszcze jako panna, miała słabość do Starskiego. Kazio i Kazia, jaka dobrana para, co?... Zdaje się, że nawet pod wpływem tej idei pani Kazia zjechała do nas przed trzema tygodniami (a ma także grosz po nieboszczyku, bodaj czy nie tyle, co prezesowa!). Byli nawet ze sobą kilka dni dobrze i nawet Kazio na rachunek posagu zrealizował nowy weksel<pr><slowo_obce>zrealizować weksel</slowo_obce> --- zamienić weksel (dokument kredytowy) na gotówkę.</pr> u pachciarza<pr><slowo_obce>pachciarz</slowo_obce> --- dzierżawca, arendarz.</pr>, gdy wtem... coś się zepsuło... Pani Wąsowska po prostu kpi sobie z Kazia, a on tylko udaje dobrą minę. Słowem kiepsko! Trzeba będzie wyrzec się podróży i osiąść na piaszczystym folwarczku, dopóki nie umrze stryjcio, co prawda już dawno chory na kamień.</akap>

<akap_dialog id="e1346"><begin id="b1229512671990"/><motyw id="m1229512671990">Flirt, Mąż</motyw>--- Ale co dotychczas robił pan Starski?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1347">--- No, przede wszystkim robił długi. Trochę grał, trochę podróżował (zdaje mi się jednak, że głównie po paryskich i londyńskich knajpach, bo w te jego Chiny wierzyć mi się nie chce), ale specjalnie trudnił się bałamuceniem młodych mężatek. W tym to on mistrz i już ma tak ustaloną reputację, że mężatki wcale mu się nie opierają, a panny wierzą, że do której zacznie się umizgać Starski, natychmiast dostanie męża. Takie dobre zajęcie jak każde inne!...<end id="e1229512671990"/></akap_dialog>


<akap id="e1348">,,Zapewne --- szepnął Wokulski, już nieco spokojniejszy o rywala. --- Ten nie zbałamuci panny Izabeli."</akap>


<akap id="e1349"><begin id="b1229512781466"/><motyw id="m1229512781466">Chłop, Dworek, Szlachcic</motyw>Dochodzili do końca parku, poza sztachetami którego widać było szereg murowanych budynków.</akap>

<akap_dialog id="e1350">--- O, ma pan, jaka to oryginalna kobieta z tej prezesowej! --- rzekł Ochocki wskazując na sztachety. --- Widzi pan te pałace?... To wszystko czwórniaki<pr><slowo_obce>czwórniaki</slowo_obce> albo <slowo_obce>czworaki</slowo_obce> --- budynki podzielone na cztery izby, dla czterech rodzin parobków służących we dworze.</pr>, mieszkania parobków. A tamten dom --- to ochrona dla parobcząt; bawi się ich ze trzydzieści sztuk, wszystkie umyte i obłatane jak książątka... A ta znowu willa to przytułek dla starców, których w tej chwili jest czworo; uprzyjemniają sobie wakacje czyszcząc włosień na materace do gościnnych pokojów. Tułałem się po rozmaitych okolicach kraju i wszędzie widziałem, że parobcy mieszkają jak świnie, a ich dzieci harcują po błocie jak prosięta... Ale kiedym tu pierwszy raz zajechał, przetarłem oczy. Zdawało mi się, że jestem na wyspie Utopii<pr><slowo_obce>Utopia</slowo_obce> (z greckiego ,,kraj nigdzie") --- fantastyczna wyspa o idealnym ustroju społecznym, opartym na komunizmie, w utworze Tomasza Morusa (1478--1535) pod tym tytułem (1516).</pr> albo na kartce nudnego a cnotliwego romansu<pr><slowo_obce>nudny a cnotliwy romans...</slowo_obce> --- taką powieścią dydaktyczną jest np. <tytul_dziela>Pan Podstoli</tytul_dziela> Ignacego Krasickiego (1735--1801).</pr>, w którym autor opisuje, jakimi szlachcice być powinni, lecz jakimi nigdy nie będą. Imponuje mi ta staruszka...<end id="e1229512781466"/> A gdybyś pan jeszcze wiedział, jaką ona ma bibliotekę, co czyta... Zgłupiałem, kiedy raz zażądała, abym jej objaśnił pewne punkta transformizmu<pr><slowo_obce>transformizm</slowo_obce> --- darwinowska teoria ewolucji.</pr>, którym dlatego tylko brzydzi się, że uznał walkę o byt za fundamentalne prawo natury.</akap_dialog>


<akap id="e1351">Na końcu alei ukazała się panna Felicja.</akap>

<akap_dialog id="e1352">--- Cóż, idziemy, panie Julianie? --- zapytała Ochockiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1353">--- Idziemy i pan Wokulski z nami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1354">--- Aaa?... --- zdziwiła się panienka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1355">--- Pani nie życzy sobie? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1356">--- Owszem, ale... myślałam, że panu będzie przyjemniej w towarzystwie pani Wąsowskiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1357">--- Moja panno Felicjo! --- zawołał Ochocki --- tylko proszę nie bawić się w uszczypliwość, bo się to pani nie udaje.</akap_dialog>


<akap id="e1358">Obrażona panna poszła naprzód w stronę sadzawki, panowie za nią. Łowili ryby do piątej wieczorem, na spiekocie, gdyż dzień był gorący. Ochocki złapał dwucalowego kiełbia, a panna Felicja oberwała sobie koronkę u rękawa. Skutkiem czego wybuchnął między nimi spór o to, że młode panny nie mają pojęcia o trzymaniu wędki, a panowie nie mogą jednej chwili usiedzieć bez gadania.</akap>


<akap id="e1359"><begin id="b1229512833350"/><motyw id="m1229512833350">Jedzenie, Obyczaje</motyw>Pogodził ich dopiero dzwonek wzywający na obiad.</akap>


<akap id="e1360">Po obiedzie baron oddalił się do swego pokoju (o tej godzinie zawsze chorował na migrenę), reszta zaś towarzystwa miała zebrać się w parku, w altanie, gdzie zwykle jadano owoce.<end id="e1229512833350"/></akap>


<akap id="e1361">Wokulski przyszedł tam w pół godziny. Myślał, że będzie pierwszy, tymczasem zastał już wszystkie panie, którym Starski coś wykładał. Siedział rozparty na brzozowym fotelu i mówił z miną znudzoną, uderzając szpicrózgą w koniec buta:</akap>

<akap_dialog id="e1362"><begin id="b1229512971768"/><motyw id="m1229512971768">Historia, Małżeństwo, Polityka</motyw>--- Jeżeli w historii odegrały jakąś rolę małżeństwa, to bynajmniej nie te ze skłonności, ale te z rozsądku. Co wiedzielibyśmy dziś o Jadwidze albo o Marii Leszczyńskiej<pr>Maria Leszczyńska (1703--1768) --- córka króla polskiego Stanisława Leszczyńskiego, żona króla francuskiego Ludwika XV.</pr>, gdyby panie te nie umiały zdecydować się na rozsądny wybór? Czym byłby Stefan Batory<pr>Stefan Batory --- książę siedmiogrodzki, ożenił się w 1576 r. z księżniczką Anną Jagiellonką dla uzyskania tronu polskiego.</pr> albo Napoleon I<pr>Napoleon I --- wówczas gen. Bonaparte, po raz pierwszy ożenił się w 1796 r. z wicehrabiną Józefiną de Beauharnais (1763--1814), której wpływy ułatwiły mu karierę.</pr>, gdyby nie pożenili się z kobietami mającymi wpływy? <begin id="b1229513102584"/><motyw id="m1229513102584">Miłość, Pieniądz, Praca, Wolność</motyw>Małżeństwo jest zbyt doniosłym aktem, ażeby przystępując do niego można było radzić się tylko serca. To nie jest poetyczny związek dwu dusz, to jest ważny wypadek dla mnóstwa osób i interesów. Niech ja dziś ożenię się z pokojówką, choćby z guwernantką, a już jutro będę zgubiony w mojej sferze. Nikt mnie nie zapyta: jaka była temperatura moich uczuć? ale --- jakie mam dochody na utrzymanie domu i kogo wprowadzam do rodziny?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1363">--- Co innego małżeństwa polityczne, a co innego małżeństwa dla pieniędzy z człowiekiem, którego się nie kocha --- odpowiedziała prezesowa patrząc w ziemię i bębniąc palcami po stole. --- To gwałt zadany najświętszym uczuciom.<end id="e1229512971768"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1364">--- Ach, kochana babciu --- odparł Starski z westchnieniem --- łatwo to mówić o swobodzie uczuć, kiedy się ma dwadzieścia tysięcy rubli rocznie. ,,Podły pieniądz! brzydki pieniądz!" --- wołają wszyscy. Ale dlaczegóż to wszyscy, począwszy od parobka, skończywszy na ministrze, krępują swoją wolność pracą obowiązkową? Za co górnik i marynarz narażają życie? Naturalnie, za ów podły pieniądz, bo podły pieniądz daje swobodę choć przez parę godzin na dzień, choć przez parę miesięcy na rok, choć przez kilka lat w życiu. Wszyscy obłudnie gardzimy pieniędzmi, lecz każdy z nas wie, że jest to mierzwa, z której wyrasta wolność osobista, nauka, sztuka, nawet idealna miłość. Gdzież to wreszcie urodziła się miłość rycerzy i trubadurów? Z pewnością nie między szewcami i kowalami, a nawet nie między doktorami i adwokatami. Wypielęgnowały ją klasy majętne, które utworzyły kobietę z delikatną cerą i białą ręką, które wydały mężczyznę mającego dosyć czasu na ubóstwianie kobiety.<end id="e1229513102584"/></akap_dialog>


<akap id="e1365">Jest tu wreszcie między nami przedstawiciel ludzi czynu, pan Wokulski, który, jak mówi sama babcia, niejednokrotnie złożył dowody bohaterstwa. Co go ciągnęło do niebezpieczeństw?... Naturalnie pieniądz, który dziś w jego ręku jest potęgą...</akap>


<akap id="e1366">Zrobiło się cicho, wszystkie panie spojrzały na Wokulskiego. Ten odparł po chwili milczenia:</akap>

<akap_dialog id="e1367">--- Tak, ma pan rację, zdobyłem mój majątek wśród ciężkich przygód, ale czy pan wie, dlaczegom go zdobywał?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1368">--- Za pozwoleniem --- przerwał Starski --- nie robię panu zarzutu, tylko owszem, uważam to za chlubny przykład dla wszystkich. Skądże pan jednak wie, czy człowiek, który żeni się lub wychodzi za mąż dla pieniędzy, nie ma również na widoku szlachetnych celów? Moi rodzice podobno pobrali się z czystej miłości; jednak przez całe życie nie byli szczęśliwi, a o mnie, owocu ich uczuć, to już nie ma co mówić... Tymczasem moja czcigodna babka, tu obecna, wyszła za mąż wbrew skłonności i dziś jest błogosławieństwem całej okolicy. Nawet lepiej --- dodał całując prezesowę w rękę --- gdyż poprawia błędy moich rodziców, którzy tak byli zajęci miłością, że zapomnieli o majątku dla mnie...</akap_dialog>


<akap id="e1369">Zresztą --- mamy drugi dowód w osobie uroczej pani Wąsowskiej...</akap>

<akap_dialog id="e1370">--- O, mój panie --- przerwała zarumieniona wdowa --- mówisz tak, jakbyś był prokuratorem sądu ostatecznego. Ja także odpowiem jak pan Wokulski: czy wiesz, dlaczegom to zrobiła?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1371">--- Ale pani to zrobiła i babcia to zrobiła, i my wszyscy to samo zrobimy --- mówił z ironicznym chłodem Starski. --- Wyjąwszy, rozumie się, pana Wokulskiego, który ma akurat tyle pieniędzy, ile ich potrzeba dla pofolgowania uczuciom...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1372">--- I ja tak samo zrobiłem --- odezwał się stłumionym głosem Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1373">--- Ożenił się pan dla majątku? --- spytała wdówka szeroko otwierając oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1374">--- Nie dla majątku, ale dlatego, ażeby mieć pracę i nie umrzeć z głodu. Znam dobrze to prawo, o którym mówi pan Starski...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1375">--- A co? --- wtrącił Starski patrząc na babkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1376">--- I dlatego, że znam, żałuję tych, którzy muszą mu ulegać --- zakończył Wokulski. --- Jest to chyba największe nieszczęście w życiu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1377">--- Masz rację --- rzekła prezesowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1378">--- Zaczyna mnie pan interesować, panie Wokulski --- dodała pani Wąsowska, wyciągając do niego rękę.</akap_dialog>


<akap id="e1379">Panna Ewelina przez cały czas rozmowy była schylona nad haftem. W tej chwili podniosła głowę i spojrzała na Starskiego z takim wyrazem rozpaczy, że Wokulski zdziwił się... Ale Starski wciąż uderzał szpicrózgą w koniec swego buta, gryzł cygaro i uśmiechał się na pół drwiąco, na pół smutnie.</akap>


<akap id="e1380">Za altanką rozległ się głos Ochockiego:</akap>

<akap_dialog id="e1381">--- Widzisz, mówiłem ci, że tu jest pani...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1382">--- No, to w altance, ale nie w krzakach --- odpowiedziała młoda dziewczyna z koszykiem w ręku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1383">--- Ach, głupia jesteś! --- mruknął Ochocki wchodząc i niespokojnie patrząc na damy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1384">--- Oho! pan Julian znowu wkracza do nas jako triumfator --- rzekła wdówka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1385">--- Ależ słowo honoru daję, że tylko dla skrócenia drogi szedłem przez klomby --- tłomaczył się Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1386">--- I tak pan zjechał z drogi, jak dziś wioząc nas...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1387">--- No, słowo honoru daję...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1388">--- Już lepiej podprowadź mnie, zamiast się tłomaczyć --- przerwała prezesowa.</akap_dialog>


<akap id="e1389">Ochocki podał jej rękę, ale miał minę tak zakłopotaną i kapelusz tak wsadzony na bakier, że pani Wąsowska nie mogła pohamować nadmiaru wesołości, co na twarzy panny Felicji wywołało nową serię rumieńców, a Ochockiego zmusiło do rzucenia wdówce kilku gniewnych spojrzeń.</akap>


<akap id="e1390">Całe towarzystwo skręciło na lewo i boczną aleją szło do budynków folwarcznych. Naprzód prezesowa z Ochockim, za nimi dziewczyna z koszykiem, potem wdówka z panną Felicją, Wokulski, a za nim panna Ewelina ze Starskim. Przy furtce hałas na przodzie spotęgował się, a w tej chwili Wokulskiemu przywidziało się, że słyszy za sobą cichą rozmowę.</akap>

<akap_dialog id="e1391">--- Czasem zdaje mi się, że wolałabym w grobie leżeć... --- szepnęła panna Ewelina.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1392">--- Odwagi... odwagi... --- odpowiedział jej tym samym tonem Starski.</akap_dialog>


<akap id="e1393"><begin id="b1204880181294"/><motyw id="m1204880181294">Zwierzęta</motyw>Wokulski teraz dopiero zrozumiał cel wyprawy na folwark, gdy w dziedzińcu wybiegło naprzeciw prezesowej całe stado kur, którym ona rzucała ziarno z kosza. Za kurami ukazała się ich dozorczyni, stara Mateuszowa, donosząc pani, że wszystko jest dobrze, tylko że z rana krążył nad dziedzińcem jastrząb, a po południu jedna z kur trochę udławiła się kamieniem, ale już ją minęło.</akap>


<akap id="e1394"><begin id="b1204880146248"/><motyw id="m1204880146248">Koń</motyw>Po przeglądzie drobiu, prezesowa obejrzała obory i stajnie, gdzie parobcy, po większej części ludzie dojrzałego wieku, składali jej raporta. Tu o mało nie zdarzył się wypadek. Ze stajni bowiem nagle wybiegło spore źrebię i rzuciło się na prezesową przednimi nogami jak pies, który staje na dwu łapach. Szczęściem, Ochocki pohamował figlarne zwierzę, a prezesowa dała mu zwykłą porcję cukru...</akap>

<akap_dialog id="e1395">--- On babcię kiedy skaleczy --- odezwał się niezadowolony Starski. --- Kto widział przyzwyczajać do takich pieszczot źrebięta, z których później wyrastają konie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1396">--- Zawsze mówisz rozsądnie --- odpowiedziała mu prezesowa głaszcząc źrebaka, który kładł głowę na jej ramieniu, a później biegł za nią tak, że parobcy musieli go zawracać do stajni.<end id="e1204880146248"/></akap_dialog>


<akap id="e1397">Nawet niektóre krowy poznawały swoją panią i witały ją stłumionym rykiem, podobnym do mruczenia.</akap>


<akap id="e1398">,,Dziwna kobieta" --- pomyślał Wokulski patrząc na staruszkę, która umiała budzić miłość dla siebie nie tylko w sercach zwierząt, lecz --- nawet ludzi.<end id="e1204880181294"/></akap>


<akap id="e1399">Po kolacji prezesowa poszła spać, a pani Wąsowska zaproponowała spacer po parku.</akap>


<akap id="e1400">Baron, lubo niechętnie, zgodził się na projekt; włożył gruby paltot, szyję okręcił chustką i wziąwszy pod rękę narzeczoną wysunął się z nią naprzód. O czym mówili? Nikt nie wie, tyle tylko widziano, że ona była blada, a on miał wypieki na twarzy.</akap>


<akap id="e1401">Około jedynastej w nocy wszyscy rozeszli się, a baron pokaszlując odprowadził Wokulskiego do jego pokoju.</akap>

<akap_dialog id="e1402">--- Cóż, przypatrzył się pan mojej narzeczonej?... Jaka ona piękna!... Obraz westalki<pr><slowo_obce>westalka</slowo_obce> --- w starożytnym Rzymie dziewicza kapłanka bogini Westy. Westa: opiekunka ogniska domowego.</pr>, panie, prawda? A jeszcze kiedy na jej buzi ukaże się ten wyraz dziwnej melancholii, uważał pan, jest tak czarująca, że... oddałbym za nią życie. Nikomu bym tego nie powiedział, wyjąwszy pana, ale wie pan, ona robi na mnie takie wrażenie, że nie wiem, czy ośmielę się kiedykolwiek pieścić ją... chcę tylko modlić się do niej... Po prostu, panie, klęczałbym u jej nóg i patrzył w oczy szczęśliwy, gdyby mi pozwoliła, panie, pocałować brzeg swojej sukni... Ale czy nie nudzę pana?</akap_dialog>


<akap id="e1403">Gwałtownie zakaszlał się, tak że mu oczy krwią zabiegły. Odpocząwszy mówił dalej:</akap>

<akap_dialog id="e1404"><begin id="b1229513237821"/><motyw id="m1229513237821">Zdrowie</motyw>--- Ja nieczęsto kaszlę, ale dziś trochę zaziębiłem się... i nawet nie zawsze jestem skłonny do zaziębień, tylko w jesieni i na nowiu. No, ale to przejdzie, bo właśnie onegdaj zaprosiłem na konsylium Chałubińskiego<pr>Chałubiński Tytus (1820--1889) --- wybitny lekarz i przyrodnik, znany jako ,,odkrywca" Zakopanego.</pr> i Baranowskiego<pr>Baranowski Ignacy (1833--1919) --- warszawski lekarz i działacz społeczny, zwolennik polityki ugodowej.</pr> i ci mi powiedzieli, że bylem się szanował, będę zdrów... <begin id="b1204880304173"/><motyw id="m1204880304173">Małżeństwo</motyw>Pytałem ich również (mówię to tylko panu), co sądzą o moim małżeństwie. Ale oni powiedzieli, że małżeństwo to taka rzecz osobista... Zwróciłem ich uwagę, że lekarze berlińscy od dawna już kazali mi się żenić. To im dało do myślenia i zaraz któryś rzekł: ,,A to szkoda, wielka szkoda, że pan natychmiast nie spełnił ich zalecenia..." Toteż, powiem panu, obecnie jestem zdecydowany skończyć przed adwentem...<end id="e1229513237821"/><end id="e1204880304173"/></akap_dialog>


<akap id="e1405">Znowu napadł go kaszel. Odpoczął i nagle spytał Wokulskiego zmienionym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e1406">--- Wierzy pan w życie przyszłe?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1407">--- Dlaczego?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1408"><begin id="b1229513317542"/><motyw id="m1229513317542">Małżeństwo, Zaświaty</motyw>--- Bo widzi pan, ta wiara chroni człowieka od rozpaczy. Ja na przykład rozumiem, że ani sam nie będę już tak szczęśliwy, jakbym mógł być kiedyś, ani jej nie dam zupełnego szczęścia. Jedyną zaś pociechę mam w tej myśli, że spotkamy się na innym, lepszym świecie, gdzie oboje będziemy młodzi. Przecież ona --- dodał zadumany --- będzie i tam należała do mnie, gdyż Pismo Święte uczy: ,,Co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie..."<pr><slowo_obce>,,Co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie"</slowo_obce> --- słowa Chrystusa do apostołów (Mt 18:18).</pr> Pan może nie wierzy w to, tak jak i Ochocki; niech pan jednak przyzna, że... czasem... wierzy pan i wcale nie dałby pan słowa, że tak nie będzie?...<end id="e1229513317542"/></akap_dialog>


<akap id="e1409"><begin id="b1204881399361"/><motyw id="m1204881399361">Noc</motyw>Zegar za ścianą wybił północ, baron zerwał się wylękniony i pożegnał Wokulskiego. W kilka minut później jego zanoszący się kaszel było słychać w drugim końcu oficyny.</akap>


<akap id="e1410">Wokulski otworzył okno. Przy kuchni piały ogromnymi głosami koguty kałakuckie<pr><slowo_obce>koguty kałakuckie</slowo_obce> --- odmiana kogutów rasy indyjskiej; nazwa pochodzi od miasta Kalkuty.</pr>, w parku kwilił puszczyk; na niebie urwała się jedna gwiazda i spadła gdzieś za drzewami. Baron wciąż kaszlał.<end id="e1204881399361"/></akap>


<akap id="e1411"><begin id="b1204881706825"/><motyw id="m1204881706825">Małżeństwo, Miłość</motyw>,,Czy wszyscy zakochani są tak ślepi jak on? --- myślał Wokulski. --- Bo dla mnie, i chyba dla każdego tutaj, jest jasne, że ta panna wcale go nie kocha. Może nawet kocha Starskiego...</akap>


<akap id="e1412"><begin id="b1229513407775"/><motyw id="m1229513407775">Małżeństwo</motyw>Nie rozumiem jeszcze sytuacji --- ciągnął dalej --- ale najprawdopodobniej jest tak: panna idzie za mąż dla pieniędzy, a Starski swymi teoriami umacnia ją w tym zamiarze. A może i on podkochuje się w niej?... Niepodobna. Prędzej już się nią znudził i gwałtem namawia do zamążpójścia. Chociaż... Nie, to byłaby potworna kombinacja. Tylko kobiety publiczne mają kochanków, którzy prowadzą nimi handel. Co za głupie przypuszczenie!... Starski może istotnie być jej przyjacielem i radzić to, w co sam wierzy. On przecież mówi otwarcie, że sam ożeni się tylko z bogatą kobietą. Zasada taka dobra jak każda inna, powiedziałby Ochocki. Słusznie prezesowa mówiła kiedyś, że dzisiejsze pokolenie ma mocne głowy i zimne serca. Nasz przykład zniechęcił ich do sentymentalizmu, więc wierzą w potęgę pieniędzy, co zresztą dowodzi rozsądku. Nie, ten Starski sprytny człowiek; może trochę hulaka, próżniak, ale sprytu mu nie brak. Ciekawym tylko, za co tak na nim używa pani Wąsowska?... Zapewne ma do niego słabość, a że ma i pieniądze, więc w rezultacie pobiorą się. Zresztą --- co mnie to obchodzi?...<end id="e1229513407775"/></akap>


<akap id="e1413"><begin id="b1204881730154"/><motyw id="m1204881730154">Plotka</motyw>Ciekawym, dlaczego prezesowa nic dziś nie wspominała o pannie Izabeli? No, już ja pytać się nie będę... Od razu wzięliby nas na języki...<end id="e1204881730154"/>"<end id="e1204881706825"/></akap>


<akap id="e1414">Zasnął i marzyło mu się, że jest baronem zakochanym i chorym, a Starski odegrywa przy nim rolę przyjaciela domu.</akap>


<akap id="e1415">Ocknął się i roześmiał.</akap>


<akap id="e1416">,,Już to wyleczyłoby mnie od razu!" --- szepnął.</akap>


<akap id="e1417">Ranek znowu zeszedł mu na łapaniu ryb z panną Felicją i Ochockim. Gdy zaś o pierwszej wszyscy zebrali się na śniadanie, pani Wąsowska odezwała się:</akap>

<akap_dialog id="e1418">--- Babcia pozwoli nam osiodłać dwa konie: mnie i panu Wokulskiemu, prawda? --- A potem zwróciwszy się do Wokulskiego dodała:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1419">--- Za pół godziny jedziemy. Od tej chwili zaczyna pan służbę przy mnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1420">--- Państwo tylko we dwoje pojadą? --- spytała zapłoniona panna Felicja.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1421">--- Czy i ty miałabyś chęć jechać z panem Julianem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1422">--- Tylko proszę... bez żadnych dysponowań moją osobą --- zaprotestował Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1423">--- Felicja zostanie ze mną --- wtrąciła prezesowa.</akap_dialog>


<akap id="e1424">Pannie Felicji krew i łzy napłynęły do oczu. Spojrzała na Wokulskiego naprzód z gniewem, potem ze wzgardą, a nareszcie wybiegła z pokoju pod pozorem znalezienia chustki. Gdy wróciła, wyglądała jak Maria Stuart<pr>Maria Stuart (1542--1587) --- królowa szkocka i pretendentka do korony angielskiej, dwadzieścia lat więziona przez królową angielską Elżbietę i z jej rozkazu ścięta; przed śmiercią przebaczyła katom.</pr> przebaczająca swoim oprawcom i miała czerwony nosek.</akap>


<akap id="e1425"><begin id="b1229513502443"/><motyw id="m1229513502443">Koń</motyw>Punkt o drugiej przyprowadzono dwa piękne wierzchowce. Wokulski stanął przy swoim, a w parę minut ukazała się pani Wąsowska. Miała obcisłą amazonkę, kształty Junony<pr>Junona --- najbardziej czczona bogini rzymska, władczyni niebios, siostra i żona Jowisza. Rzeźba starożytna przedstawiała ją jako pełną majestatu kobietę.</pr>, kasztanowate włosy zebrane w jeden węzeł. Końcem nogi oparła się na ręku stangreta i jak sprężyna rzuciła się na siodło. Szpicrózga drżała w jej ręce.</akap>


<akap id="e1426">Wokulski tymczasem spokojnie dopasowywał strzemiona.</akap>

<akap_dialog id="e1427">--- Prędzej, panie, prędzej! --- wołała ściągając lejce koniowi, który kręcił się wokoło i przysiadał na zadzie. --- Za bramą ruszamy galopem... <slowo_obce>Avanti, Savoya!</slowo_obce>...<pr><slowo_obce>Avanti, Savoya!...</slowo_obce> (wł.) --- Naprzód, Sabaudio!...</pr><end id="e1229513502443"/></akap_dialog>


<akap id="e1428">Nareszcie Wokulski siadł na konia, pani Wąsowska niecierpliwie uderzyła swego szpicrózgą i wyjechali za folwark.</akap>


<akap id="e1429"><begin id="b1229513572435"/><motyw id="m1229513572435">Wieś</motyw>Droga ciągnęła się aleją lipową, mającą z wiorstę długości. Po obu stronach leżało szare pole, a na nim tu i owdzie widać było sterty pszenicy, duże jak chaty. Niebo czyste, słońce wesołe, z daleka dolatywał jęk młocarni.<end id="e1229513572435"/></akap>


<akap id="e1430">Kilka minut jechali kłusem. Potem pani Wąsowska położyła rękojeść szpicrózgi na ustach, pochyliła się i poleciała galopem. Welon kapelusza chwiał się za nią jak popielate skrzydło.</akap>

<akap_dialog id="e1431">--- <slowo_obce>Avanti! avanti!</slowo_obce>...</akap_dialog>


<akap id="e1432">Znowu biegli kilka minut. Nagle pani osadziła konia na miejscu, była zarumieniona i zadyszana.</akap>

<akap_dialog id="e1433">--- Dosyć --- rzekła --- teraz pojedziemy wolno.</akap_dialog>


<akap id="e1434">Uniosła się na siodle i uważnie patrzyła w stronę błękitnego lasu, który było widać daleko na wschodzie. Aleja skończyła się; jechali polem, na którym zieleniły się grusze i szarzały sterty.</akap>

<akap_dialog id="e1435"><begin id="b1204881900028"/><motyw id="m1204881900028">Bogactwo, Pieniądz, Szczęście</motyw>--- Powiedz mi pan --- rzekła --- czy to wielka przyjemność dorabiać się majątku?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1436">--- Nie --- odparł Wokulski po chwilowym namyśle.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1437">--- Ale wydawać przyjemnie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1438">--- Nie wiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1439">--- Nie wiesz pan? A jednak cuda opowiadają o pańskim majątku. Mówią, że masz pan ze sześćdziesiąt tysięcy rocznie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1440">--- Dziś mam znacznie więcej, ale wydaję bardzo mało.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1441">--- Ileż?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1442">--- Z dziesięć tysięcy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1443">--- Szkoda. Ja w roku zeszłym postanowiłam wydać masę pieniędzy. Plenipotent i kasjer zapewniają mnie, że wydałam dwadzieścia siedem tysięcy... Szalałam, no --- i nie spłoszyłam nudów... Dziś, myślę sobie, zapytam pana: jakie robi wrażenie sześćdziesiąt tysięcy wydanych w ciągu roku? ale pan tyle nie wydajesz. Szkoda. Wiesz pan co?... Wydaj kiedy sześćdziesiąt... no --- sto tysięcy na rok i powiedz mi pan: czy to robi sensację i jaką? Dobrze?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1444">--- Z góry mogę pani powiedzieć, że nie robi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1445">--- Nie?... Więc na cóż są pieniądze?... Jeżeli sto tysięcy rubli rocznie nie daje szczęścia, cóż go da?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1446">--- Można je mieć przy tysiącu rubli. Szczęście każdy nosi w sobie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1447">--- Ale je skądsiś bierze do siebie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1448">--- Nie, pani.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1449">--- I to mówi pan, taki człowiek niezwykły?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1450">--- Gdybym nawet był niezwykłym, to tylko przez cierpienia, nie przez szczęście. A tym mniej nie przez wydatki.<end id="e1204881900028"/></akap_dialog>


<akap id="e1451">Pod lasem ukazał się tuman kurzu. Pani Wąsowska chwilę popatrzyła, potem nagle zacięła konia i skręciła na prawo, w pole, bez drogi.</akap>

<akap_dialog id="e1452">--- <slowo_obce>Avanti!</slowo_obce>... <slowo_obce>avanti!</slowo_obce>...</akap_dialog>


<akap id="e1453">Jechali z dziesięć minut, a teraz Wokulski zatrzymał konia. Stał na wzgórzu, nad łąką tak piękną jak marzenie. Co w niej było pięknym, czy zieloność trawy, czy kręty bieg rzeczułki, czy drzewa pochylające się nad nią, czy pogodne niebo? Wokulski nie wiedział.</akap>


<akap id="e1454">Ale pani Wąsowska nie zachwycała się. Pędziła z góry na złamanie karku, jakby chcąc zaimponować swemu towarzyszowi odwagą.</akap>


<akap id="e1455">Gdy Wokulski powoli zjechał z góry, zwróciła do niego konia i zawołała niecierpliwie:</akap>

<akap_dialog id="e1456">--- Ach, panie, czy pan zawsze taki nudny? Przecież nie po to wzięłam pana na spacer, ażeby ziewać. Proszę mnie bawić, tylko zaraz...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1457">--- Zaraz?... Dobrze. Pan Starski jest to bardzo zajmujący człowiek.</akap_dialog>


<akap id="e1458">Pochyliła się na siodło, jakby padając w tył, i przeciągle spojrzała Wokulskiemu w oczy.</akap>

<akap_dialog id="e1459">--- Ach --- zawołała ze śmiechem --- nie spodziewałam się usłyszeć tak banalnego frazesu od pana... Pan Starski zajmujący... Dla kogo?... Chyba dla takich... takich... łabędzic jak panna Ewelina, bo na przykład już dla mnie przestał nim być...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1460">--- Jednakże...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1461"><begin id="b1204881994814"/><motyw id="m1204881994814">Małżeństwo, Wdowa</motyw>--- Nie ma jednakże. Był nim kiedyś, kiedym miała zamiar stać się męczennicą małżeństwa. Na szczęście, mój mąż znalazł się tak uprzejmie, że prędko umarł, a pan Starski jest tak nieskomplikowany, że nawet przy moim zasobie doświadczenia poznałam się na nim w tydzień. Ma zawsze taki sam zarost à la arcyksiążę Rudolf<pr>Arcyksiążę Rudolf (1858--1889) --- syn cesarza Franciszka Józefa I, ówczesny austriacki następca tronu.</pr> i ten sam sposób uwodzenia kobiet. Jego spojrzenia, półsłówka, tajemniczość znam tak dobrze jak krój jego żakietu. Zawsze tak samo unika panien bez posagu, jest cynicznym z mężatkami, a wzdychającym przy pannach, które mają wyjść za mąż. Mój Boże, ilu ja podobnych spotkałam w życiu!... Dziś trzeba mi czegoś nowego...<end id="e1204881994814"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1462">--- W takim razie pan Ochocki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1463">--- O tak, Ochocki jest zajmujący, a mógłby nawet być niebezpieczny, ale --- na to ja musiałabym drugi raz się urodzić. To człowiek nie z tego świata, do którego ja należę sercem i duszą... Ach, jaki on naiwny, a jaki wspaniały! Wierzy w idealną miłość, z którą zamknąłby się w swoim laboratorium i był pewnym, że go nigdy nie zdradzi... Nie, on nie dla mnie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1464"><begin id="b1204882054993"/><motyw id="m1204882054993">Flirt, Pożądanie</motyw>--- Cóż znowu z tym siodłem! --- zawołała nagle. --- Mój panie, popręg mi się odpiął... proszę zobaczyć...</akap_dialog>


<akap id="e1465">Wokulski zeskoczył z konia.</akap>

<akap_dialog id="e1466">--- Zsiądzie pani? --- zapytał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1467">--- Ani myślę. Niech pan tak obejrzy.</akap_dialog>


<akap id="e1468">Zaszedł z prawej strony --- popręg był mocno przypasany.</akap>

<akap_dialog id="e1469">--- Ależ nie tam... O tu... Tu coś psuje się, około strzemienia.</akap_dialog>


<akap id="e1470">Zawahał się, lecz odsunął jej amazonkę i włożył rękę pod siodło. Nagle krew uderzyła mu do głowy: wdówka w taki sposób ruszyła nogą, że jej kolano dotknęło twarzy Wokulskiego.</akap>

<akap_dialog id="e1471">--- No i cóż... No i cóż?... --- pytała niecierpliwie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1472">--- Nic --- odparł. --- Popręg jest mocny...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1473">--- Pocałowałeś mnie pan w nogę!... --- krzyknęła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1474">--- Nie.</akap_dialog>


<akap id="e1475">Wtedy trzasnęła konia szpicrózgą i poleciała cwałem, szepcąc:</akap>


<akap id="e1476">,,Głupiec czy kamień!..."<end id="e1204882054993"/></akap>


<akap id="e1477">Wokulski powoli siadł na konia. Niewysłowiony żal ścisnął mu serce, gdy pomyślał:</akap>


<akap id="e1478">,,Czy i panna Izabela jeździ konno?... I kto też jej poprawia siodło?..."</akap>


<akap id="e1479">Kiedy dojechał do pani Wąsowskiej, wybuchnęła śmiechem:</akap>

<akap_dialog id="e1480"><begin id="b1204882116426"/><motyw id="m1204882116426">Śmiech</motyw>--- Cha! cha! cha!... Jesteś pan nieoceniony!... --- A potem zaczęła mówić niskim, metalowym głosem: --- Na karcie mojej historii zapisał się piękny dzień --- odegrałam rolę Putyfarowej i znalazłam Józefa<pr><slowo_obce>odegrałam rolę Putyfarowej i znalazłam Józefa</slowo_obce> --- aluzja do biblijnej opowieści o Józefie kuszonym w Egipcie przez żonę dostojnika dworskiego Putyfara, u którego Józef był niewolnikiem.</pr>... Cha! cha! cha!... Jedna tylko rzecz napełnia mnie obawą: że pan nawet nie potrafisz ocenić, jak ja umiem zawracać głowy. W takiej chwili stu innych na pańskim miejscu powiedziałoby, że żyć beze mnie nie mogą, że zabrałam im spokój, i tam dalej... A ten odpowiada krótko: nie!... Za to jedno: ,,nie" powinieneś pan dostać w królestwie niebieskim krzesło pomiędzy niewiniątkami. Takie wysokie krzesełko z poręczą z przodu... Cha! cha! cha!...</akap_dialog>


<akap id="e1481">Tarzała się na siodle ze śmiechu.<end id="e1204882116426"/></akap>

<akap_dialog id="e1482"><begin id="b1204882155856"/><motyw id="m1204882155856">Flirt</motyw>--- I co by pani z tego przyszło, gdybym odpowiedział jak inni?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1483">--- Miałabym jeden triumf więcej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1484">--- A z tego co pani przyjdzie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1485">--- Zapełniam sobie pustkę życia. Z dziesięciu tych, którzy mi się oświadczają, wybieram jednego, który wydaje mi się najciekawszym, bawię się nim, marzę o nim...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1486">--- A potem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1487">--- Robię przegląd następnej dziesiątki i wybieram nowego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1488">--- I tak często?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1489">--- Choćby co miesiąc. Co pan chce --- dodała wzruszając ramionami --- to miłość wieku pary i elektryczności.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1490">--- A tak. Nawet przypomina kolej żelazną.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1491">--- Leci jak burza i sypie iskry?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1492">--- Nie. Jeździ prędko i bierze pasażerów, ilu się da.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1493">--- O, panie Wokulski!...<end id="e1204882155856"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1494">--- Nie chciałem obrazić pani; sformułowałem tylko to, com słyszał.</akap_dialog>


<akap id="e1495">Pani Wąsowska przygryzła usta.</akap>


<akap id="e1496">Jechali jakiś czas milcząc.</akap>


<akap id="e1497">Po chwili znowu zabrała głos pani Wąsowska.</akap>

<akap_dialog id="e1498">--- Już określiłam sobie pana: pan jesteś pedant. Co wieczór, nie wiem o której, ale zapewne przed dziesiątą, robisz pan rachunki, potem idziesz spać, ale przed spaniem mówisz pacierz, głośno powtarzając: Nie pożądaj żony bliźniego twego. Czy tak?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1499">--- Niech pani mówi dalej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1500">--- Nie będę nic mówić, bo mnie już i rozmowa z panem męczy. Ach, ten świat daje nam same zawody!... Kiedy kładziemy pierwszą suknię z trenem, kiedy idziemy na pierwszy bal, kiedy pierwszy raz kochamy --- zdaje się nam, że otóż jest coś nowego... Lecz po chwili przekonywamy się, że to już było albo że to jest --- nic...</akap_dialog>


<akap id="e1501">Pamiętam, w roku zeszłym, w Krymie, jechaliśmy w kilka osób bardzo dziką drogą, po której kiedyś snuli się rozbójnicy. I właśnie, gdy rozmawiamy o tym, wysuwa się spoza skały dwu Tatarów... Chwała Bogu! myślę, ci zechcą nas zabić, bo miny mieli okropne, choć bardzo przystojni ludzie. A oni, wie pan, z jaką wystąpili propozycją?... Ażeby kupić od nich winogron!... Panie! Oni nam sprzedawali winogrona, kiedy ja myślałam o bandytach. Chciałam ich wybić ze złości, naprawdę. Otóż --- pan dzisiaj przypomniał mi tych Tatarów... Prezesowa przez kilka tygodni tłomaczyła mi, że pan jesteś oryginalny człowiek, zupełnie różny od innych, a tymczasem widzę, że pan jesteś najzwyklejszy pedant. Czy tak?</akap>

<akap_dialog id="e1502">--- Tak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1503"><begin id="b1229513925092"/><motyw id="m1229513925092">Miłość</motyw>--- Widzi pan, jak ja się znam na ludziach. Może byśmy jeszcze pojechali galopem. Albo --- nie, już mi się nie chce, jestem zmęczona. Ach... gdybym choć raz w życiu spotkała prawdziwie nowego człowieka...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1504">--- A z tego co by pani przyszło?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1505">--- Miałby jakiś nowy sposób postępowania, mówiłby mi nowe rzeczy, czasami rozgniewałby mnie do łez, potem sam śmiertelnie obraziłby się na mnie, a potem --- naturalnie musiałby przepraszać. O, ten zakochałby się we mnie do szaleństwa! Wpiłabym mu się tak w serce i pamięć, że nawet w grobie nie zapomniałby o mnie... No, taką miłość rozumiem.<end id="e1229513925092"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1506">--- A pani co by mu dała w zamian? --- spytał Wokulski, któremu robiło się coraz ciężej i smutniej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1507">--- Czy ja wiem? Może i ja zdecydowałabym się na jakie szaleństwo...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1508">--- Teraz ja powiem, co by ten nowy człowiek dostał od pani --- mówił Wokulski czując, że zbiera w nim gorycz. --- Naprzód, dostałby długą listę wielbicieli dawniejszych, następnie, drugą listę wielbicieli, którzy nastąpią po nim, a w czasie antraktu miałby możność sprawdzania... czy na koniu dobrze leży siodło...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1509">--- To nikczemne, co pan powiedziałeś! --- krzyknęła pani Wąsowska ściskając szpicrózgę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1510">--- Tylko powtórzenie tego, co słyszałem od pani. Jeżeli jednak mówię za śmiało, na tak krótką znajomość...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1511">--- Owszem, słucham... Może pańskie impertynencje będą ciekawsze niżeli ta chłodna grzeczność, którą od dawna umiem na pamięć. Naturalnie, taki człowiek jak pan gardzi takimi kobietami jak ja... No, śmiało...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1512">--- Za pozwoleniem. Przede wszystkim nie używajmy zbyt silnych wyrazów, które wcale nie odpowiadają spacerowej sytuacji. Między nami nie ma mowy o uczuciach, tylko o poglądach. <begin id="b1204882349722"/><motyw id="m1204882349722">Kobieta, Miłość</motyw>Otóż, moim zdaniem, w poglądzie pani na miłość istnieją nie dające się pogodzić kontrasty.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1513">--- Proszę? --- zdziwiła się wdówka. --- To, co pan nazywasz kontrastami, ja najdoskonalej godzę w życiu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1514">--- Mówi pani o częstej zmianie kochanków...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1515">--- Jeżeli łaska, nazwijmy ich wielbicielami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1516">--- A następnie, chce pani znaleźć jakiegoś nowego i nietuzinkowego człowieka, który by nawet w grobie nie zapomniał o pani. Otóż, o ile ja znam ludzką naturę, jest to cel nie do osiągnięcia. Ani pani z rozrzutnej w swoich względach nie stanie się oszczędną, ani człowiek nietuzinkowy nie zechce zająć miejsca pośród kilku tuzinów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1517">--- Może o tym nie wiedzieć --- przerwała wdówka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1518">--- Ach, więc mamy i mistyfikację, dla udania się której potrzeba, ażeby bohater pani był ślepy i głupi. Ale choćby takim był wybrany, czy sama pani miałaby odwagę zwodzić człowieka, który by <wyroznienie>aż tak</wyroznienie> panią kochał?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1519">--- Dobrze, więc powiedziałabym mu wszystko kończąc w ten sposób: pamiętaj, że Chrystus przebaczył Magdalenie, od której przecie ja jestem mniej grzeszna, no i przynajmniej mam równie piękne włosy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1520">--- I to by mu wystarczyło?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1521">--- Ja sądzę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1522">--- A gdyby mu nie wystarczyło?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1523">--- Zostawiłabym go w spokoju i odeszłabym.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1524">--- Ale pierwej wpiłaby mu się pani w serce i w pamięć tak, ażeby o pani nawet w grobie nie zapomniał!... --- wybuchnął Wokulski. --- Piękny świat, ten wasz świat... I miłe są te kobiety, przy których, kiedy im człowiek w najlepszej wierze oddaje własną duszę, jeszcze musi spoglądać na zegarek, ażeby nie spotkał swoich poprzedników i nie przeszkadzał następcom. Pani, nawet ciasto, ażeby wyrosło, potrzebuje dłuższego czasu; czy więc podobna wielkie uczucie wyhodować w takim pośpiechu, na takim jarmarku?...</akap_dialog>


<akap id="e1525">Niech pani skwituje z wielkich uczuć, to pozbawia snu i odbiera apetyt. Po co kiedyś zatruwać życie jakiemuś człowiekowi, którego zapewne dziś jeszcze pani nie zna? Po co sobie samej mącić dobry humor? Lepiej trwać przy programie prędkich i częstych zwycięstw, które innym nie szkodzą, a pani jakoś zapełniają życie.<end id="e1204882349722"/></akap>

<akap_dialog id="e1526">--- Już pan skończył, panie Wokulski?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1527">--- Chyba że tak...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1528">--- Więc teraz ja panu powiem. Wszyscy jesteście podli...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1529">--- Znowu silny wyraz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1530"><begin id="b1204882406332"/><motyw id="m1204882406332">Kobieta, Mężczyzna, Miłość</motyw>--- Pańskie były silniejsze. Wszyscy jesteście nędznicy. Kiedy kobieta, w pewnej epoce życia, marzy o idealnej miłości, wyśmiewacie jej złudzenia i domagacie się kokieterii, bez której panna jest dla was nudna, a mężatka głupia. A dopiero gdy dzięki zbiorowym usiłowaniom pozwoli prawić sobie banalne oświadczyny, patrzeć słodko w oczy, ściskać za ręce, wówczas z ciemnego kąta wyłazi jakiś oryginalny egzemplarz w kapturze Piotra z Amiens<pr>Piotr z Amiens (1050--1115) --- asceta średniowieczny, jeden z organizatorów wypraw krzyżowych.</pr> i uroczyście wyklina kobietę stworzoną na obraz i podobieństwo Adamowych synów. ,,Tobie już nie wolno kochać, ty już nie będziesz nigdy prawdziwie kochana, bo miałaś nieszczęście znaleźć się wśród jarmarku, boś straciła złudzenia!" A któż ją z nich okradł, jeżeli nie pańscy rodzeni bracia?... I cóż to za świat, który naprzód obdziera z ideałów, a potem skazuje obdartego?...<end id="e1204882406332"/></akap_dialog>


<akap id="e1531"><begin id="b1204882425332"/><motyw id="m1204882425332">Łzy</motyw>Pani Wąsowska wydobyła chustkę z kieszeni i poczęła ją gryźć... Na rzęsach błysnęła jej łza i spadła na końską grzywę.<end id="e1204882425332"/></akap>

<akap_dialog id="e1532">--- Jedź pan już sobie --- zawołała --- jesteś pan drażniąco płytki. Jedź pan... jedź i przyszlij mi Starskiego; jego bezczelność jest zabawniejsza od pana księżowskiej powagi...</akap_dialog>


<akap id="e1533">Wokulski ukłonił się i pojechał naprzód. Był zgryziony i zakłopotany.</akap>

<akap_dialog id="e1534">--- Gdzie pan jedziesz?... nie tędy... Ach, prawda, gotów pan jesteś zbłądzić, a później mówić wszystkim przy obiedzie, żem cię sprowadziła z prostej drogi. Proszę za mną...</akap_dialog>


<akap id="e1535">Jadąc o kilka kroków za panią Wąsowska, Wokulski rozmyślał:</akap>


<akap id="e1536"><begin id="b1204882460654"/><motyw id="m1204882460654">Obraz świata</motyw>,,Więc to taki świat? Jedne w nim sprzedają się ludziom prawie zgrzybiałym, a inne traktują ludzkie serca jak polędwicę. Dziwna to jednak kobieta z tej pani!... bo złą nie jest, ma nawet szlachetne porywy..."<end id="e1204882460654"/></akap>


<akap id="e1537">W pół godziny wjechali znowu na wzgórza, z których widać było dwór prezesowej. Pani Wąsowska nagle zawróciła konia i bystro patrząc na Wokulskiego spytała:</akap>

<akap_dialog id="e1538">--- Między nami pokój czy wojna?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1539">--- Czy mogę być szczerym?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1540">--- Proszę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1541">--- Mam dla pani głęboką wdzięczność. W jednej godzinie dowiedziałem się od pani więcej aniżeli przez całe życie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1542">--- Ode mnie?... Zdaje się panu. Mam w sobie parę kropli krwi węgierskiej, więc kiedy wsiądę na konia, szaleję i plotę niedorzeczności. Notabene<pr><slowo_obce>Notabene</slowo_obce> (łac. <slowo_obce>nota bene</slowo_obce>) --- zapamiętaj dobrze, zauważ.</pr> --- nie cofam nic z tego, com powiedziała, ale mylisz się pan, jeżeli sądzisz, żeś mnie już poznał. A teraz pocałuj mnie pan w rękę; jesteś pan rzeczywiście interesujący.</akap_dialog>


<akap id="e1543">Wyciągnęła rękę, którą Wokulski ucałował, szeroko otwierając oczy ze zdziwienia.</akap>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1544">VI. Pod jednym dachem</naglowek_rozdzial>





<akap id="e1545"><begin id="b1204883341517"/><motyw id="m1204883341517">List, Podróż</motyw>W tej samej porze, kiedy Wokulski z panią Wąsowską kłócił się albo galopował po łące, z majątku hrabiny do Zasławka dojeżdżała panna Izabela. Wczoraj otrzymała od prezesowej list, wyprawiony przez umyślnego posłańca, a dziś na wyraźne żądanie swej ciotki wyjechała, lubo niechętnie. Była pewna, że w Zasławku już znajduje się mocno protegowany przez prezesowę Wokulski; taka więc nagła podróż wydała jej się niewłaściwą.<end id="e1204883341517"/></akap>


<akap id="e1546"><begin id="b1204883802679"/><motyw id="m1204883802679">Swaty</motyw>,,Choćbym nawet musiała kiedyś wyjść za niego --- mówiła sobie --- to jeszcze nie mam racji śpieszyć na powitanie."</akap>


<akap id="e1547">Ale ponieważ rzeczy spakowano, powóz zajechał, a nawet z przedniego siedzenia wyglądała już jej pokojówka, więc panna Izabela zdecydowała się na wyjazd.</akap>


<akap id="e1548">Pożegnanie jej z rodziną było pełne znaczenia. Pan Łęcki, ciągle rozstrojony, przecierał oczy, a hrabina wsunąwszy jej w rękę aksamitny woreczek z pieniędzmi pocałowała ją w czoło i rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e1549">--- Nie radzę ani odradzam. Masz rozum, wiesz, jakie jest położenie, więc sama musisz coś postanowić i przyjąć konsekwencje.</akap_dialog>


<akap id="e1550">Co postanowić?... jakie przyjąć konsekwencje?... o tym nie wspomniała hrabina.<end id="e1204883802679"/></akap>


<akap id="e1551">Tegoroczny pobyt na wsi głęboko zmodyfikował niektóre poglądy panny Izabeli; nie sprawiło tego jednak świeże powietrze ani piękne krajobrazy, ale wypadki i możność spokojnego zastanowienia się nad nimi.</akap>


<akap id="e1552"><begin id="b1229514567595"/><motyw id="m1229514567595">Małżeństwo, Pieniądz</motyw>Przyjechała tu na wyraźne żądanie ciotki, dla Starskiego, o którym powszechnie mówiono, że odziedziczy majątek po prezesowej. Tymczasem prezesowa przypatrzywszy się swemu ciotecznemu wnukowi oświadczyła, że co najwyżej zapisze mu tysiąc rubli dożywotniej renty, która zapewne bardzo mu się przyda na starość. Cały zaś majątek postanowiła zapisać na podrzutków i ich nieszczęśliwe matki.</akap>


<akap id="e1553">Od tej chwili Starski w oczach hrabiny stracił wszelką wartość. Stracił ją i u panny Izabeli oświadczywszy pewnego razu, że nigdy nie ożeniłby się z ,,gołą panną"; raczej z Chinką albo z Japonką, byle miała kilkadziesiąt tysięcy rubli rocznie.</akap>

<akap_dialog id="e1554">--- Za mniejszy dochód nie warto ryzykować przyszłości --- powiedział.</akap_dialog>


<akap id="e1555">Ponieważ tak powiedział, więc panna Izabela przestała go traktować jako poważnego epuzera. Ale ponieważ mówiąc to, z cicha westchnął i spojrzał na nią przelotnie, więc panna Izabela pomyślała, że piękny Kazio musi mieć jakąś sercową tajemnicę i że szukając bogatej żony robi ofiarę. Dla kogo?... Może dla niej... Biedny chłopiec, ale trudno. Kiedyś może znajdzie się sposób osłodzenia jego cierpień, lecz dziś należy go trzymać z daleka. Co przychodziło tym łatwiej, że Starski począł gwałtownie zalecać się do bogatej pani Wąsowskiej i krążyć z daleka koło panny Eweliny Janockiej, zapewne dla zatarcia do reszty śladów, że kiedyś kochał się w pannie Izabeli.</akap>


<akap id="e1556">,,Biedny chłopiec, ale trudno. Życie ma swoje obowiązki, które trzeba spełnić, choć są ciężkie."</akap>


<akap id="e1557">W taki sposób Starski, może najstosowniejszy dla panny Izabeli epuzer, wykreślony został z listy jej konkurentów. Nie mógł żenić się z panną ubogą, musiał szukać żony bogatej; były to dwie nieprzebyte między nimi przepaście.<end id="e1229514567595"/></akap>


<akap id="e1558">Drugi jej konkurent, baron, wykreślił się sam, zaręczywszy się z panną Eweliną. Panna Izabela czuła wstręt do barona, dopóki starał się o jej względy; lecz gdy ją tak nagle opuścił, prawie że się zatrwożyła. Jak to, więc na świecie są kobiety, dla których można wyrzec się jej?!... Jak to, więc może nadejść chwila, w której pannę Izabelę opuszczą nawet tak podeszłego wieku wielbiciele?...</akap>


<akap id="e1559">Zdawało jej się, że ziemia drży jej pod nogami, i pod wpływem nieokreślonych obaw, jakie ją wówczas ogarnęły, panna Izabela odezwała się do prezesowej o Wokulskim dosyć życzliwie. Kto wie nawet, czy nie powiedziała tych słów:</akap>

<akap_dialog id="e1560">--- Co się też dzieje z panem Wokulskim? Bardzo żałuję, że może mieć żal do mnie. Nieraz wyrzucam sobie, że nie postępowałam z nim tak, jak zasługiwał.</akap_dialog>


<akap id="e1561">Spuściła oczy i zarumieniła się w ten sposób, że prezesowej wydało się koniecznym zaprosić Wokulskiego na wieś.</akap>


<akap id="e1562">,,Niech się sobie przypatrzą na świeżym powietrzu --- myślała staruszka --- a będzie, co Bóg da. On brylant między mężczyznami, ona także dobre dziecko, więc może się porozumieją. Bo że on ma do niej słabość, to prawie bym się założyła."</akap>


<akap id="e1563">W kilka dni panna Izabela ochłonąwszy z nieprzyjemnych wrażeń poczęła żałować swojej wzmianki o Wokulskim przed prezesową.</akap>


<akap id="e1564">,,Jeszcze gotów pomyśleć, że wyszłabym za niego..." --- rzekła do siebie.</akap>


<akap id="e1565"><begin id="b1204884029692"/><motyw id="m1204884029692">Podstęp</motyw>Tymczasem prezesowa zwierzyła się przed bawiącą u niej panią Wąsowską, że przyjedzie do Zasławka Wokulski, bardzo bogaty wdowiec, człowiek ze wszech miar niepospolity, którego chciałaby ożenić i który kto wie, czy nie kocha się w pannie Izabeli...</akap>


<akap id="e1566">Pani Wąsowska bardzo obojętnie słuchała o majątku, o wdowieństwie i o matrymonialnych kwalifikacjach Wokulskiego. Lecz gdy prezesowa nazwała go człowiekiem niepospolitym, zaciekawiła się; dowiedziawszy się zaś, że może kochać pannę Izabelę, rzuciła się jak rumak szlachetnej krwi, niebacznie dotknięty ostrogą.</akap>


<akap id="e1567">Pani Wąsowską była najlepszą kobietą, nie myślała powtórnie wychodzić za mąż, a tym mniej odbierać innym paniom konkurentów. Dopóki jednak żyła na świecie, nie mogła pozwolić na to, ażeby jaki mężczyzna mógł kochać się w jakiejś innej kobiecie, nie w niej. Żenić się dla interesu ma prawo; pani Wąsowska gotowa mu była nawet pomagać, ale uwielbiać --- można było tylko ją. Nie dlatego nawet, ażeby uważała się za najpiękniejszą, ale że... taką już miała słabość.</akap>


<akap id="e1568">Dowiedziawszy się, że panna Izabela dziś przyjeżdża, pani Wąsowska gwałtem zabrała na spacer Wokulskiego. Gdy zaś na gościńcu pod lasem zobaczyła tuman kurzu, wzniecony przez powóz jej rywalki, skręciła na łąkę i tam zrobiła wielką scenę z siodłem, która jej się nie udała.<end id="e1204884029692"/></akap>


<akap id="e1569"><begin id="b1204884071952"/><motyw id="m1204884071952">Raj</motyw>Tymczasem panna Izabela dojechała do dworu. Całe towarzystwo przyjęło ją na ganku witając prawie tymi samymi wyrazami:</akap>

<akap_dialog id="e1570">--- Wiesz --- szepnęła jej prezesowa --- przyjechał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1571">--- Tylko pani nam brakło --- zawołał baron --- ażeby Zasławek był podobny do raju. Bo już mamy tu bardzo przyjemnego towarzysza i znakomitego gościa...<end id="e1204884071952"/></akap_dialog>


<akap id="e1572">Panna Felcia Janocka wzięła na bok pannę Izabelę i ze łzami w głosie poczęła jej opowiadać:</akap>

<akap_dialog id="e1573">--- Wiesz, przyjechał tu pan Wokulski... Ach, gdybyś wiedziała, co to za człowiek!... Ale wolę ci nic nie mówić, bo i ty jeszcze pomyślisz, że jestem nim zajęta... No i wyobraź sobie: pani Wąsowska kazała mu jechać ze sobą na spacer, sam na sam... Gdybyś wiedziała, jak się biedak rumienił!... A ja za nią. Bo i ja chodziłam z nim na ryby, ale tylko tu, do sadzawki, i jeszcze był z nami pan Julian. Ale żebym miała tylko z nim jechać konno?... Za nic w świecie!... wolałabym umrzeć...</akap_dialog>


<akap id="e1574">Uwolniwszy się od witających panna Izabela poszła do przeznaczonego dla niej pokoju.</akap>


<akap id="e1575">,,Drażni mnie ten Wokulski!... --- szepnęła.</akap>


<akap id="e1576">W gruncie rzeczy nie było to rozdrażnienie, ale coś innego. Jadąc tu panna Izabela czuła niechęć do prezesowej za jej gwałtowne zaprosiny, do ciotki, że jej kazała natychmiast jechać, a nade wszystko do Wokulskiego.</akap>


<akap id="e1577">,,Więc naprawdę --- mówiła sobie --- chcą mnie oddać temu parweniuszowi<pe><slowo_obce>parweniusz</slowo_obce> --- dorobkiewicz, który dostał się do wyższej klasy i nieumiejętnie naśladuje osoby z tej klasy.</pe>?... A, zobaczy, jak na tym wyjdzie!..."</akap>


<akap id="e1578">Była pewna, że pierwszym człowiekiem, który ją powita, będzie Wokulski, i postanowiła traktować go z najwyższą pogardą.</akap>


<akap id="e1579">Tymczasem Wokulski nie tylko nie wybiegł na jej spotkanie, ale --- pojechał na spacer z panią Wąsowską.</akap>


<akap id="e1580">To w przykry sposób dotknęło pannę Izabelę i pomyślała:</akap>


<akap id="e1581">,,Zawsze kokietka z niej, choć już ma lat trzydzieści!..."</akap>


<akap id="e1582">Gdy baron nazwał Wokulskiego znakomitym gościem, panna Izabela uczuła jakby dumę, ale było to bardzo przelotne uczucie. Gdy zaś panna Felicja w niedwuznaczny sposób zdradziła się, że jest o Wokulskiego zazdrosną, pannę Izabelę ogarnął jakby niepokój, ale tylko na chwilę.</akap>


<akap id="e1583">,,Naiwna jest ta Felcia" --- rzekła do siebie.</akap>


<akap id="e1584">Krótko mówiąc: przez całą drogę planowana wzgarda dla Wokulskiego całkiem zniknęła wobec mieszaniny takich uczuć, jak lekki gniew, lekkie zadowolenie i lekka obawa. W tej chwili Wokulski przedstawiał się pannie Izabeli inaczej niż dotychczas. Nie był to już jakiś tam kupiec galanteryjny, ale człowiek, który wracał z Paryża, miał ogromny majątek i stosunki, którym zachwycał się baron, którego kokietowała Wąsowska...</akap>


<akap id="e1585">Ledwie panna Izabela miała czas przebrać się, do pokoju jej weszła prezesowa.</akap>

<akap_dialog id="e1586"><begin id="b1204884397480"/><motyw id="m1204884397480">Pozycja społeczna</motyw>--- Moja Belu --- rzekła staruszka ucałowawszy ją jeszcze raz --- dlaczegóż to Joasia nie chce przyjechać do mnie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1587">--- Papo jest niezdrów, więc nie chce go opuszczać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1588">--- Proszę cię... proszę cię, tylko tego mi nie mów. Nie przyjedzie, bo nie chce spotkać się z Wokulskim, oto cały sekret... --- mówiła nieco wzruszona prezesowa. --- On dla niej wtedy dobry, kiedy sypie pieniądze na jej ochronę... Powiem ci, Belu, że twoja ciotka nigdy już nie będzie mieć rozumu...</akap_dialog>


<akap id="e1589">W pannie Izabeli odezwały się dawne gorycze.</akap>

<akap_dialog id="e1590">--- Może ciocia nie uważa za stosowne okazywać tylu względów kupcowi --- rzekła rumieniąc się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1591">--- Kupiec!... kupiec!... --- wybuchnęła prezesowa. --- Wokulscy są tak dobrą szlachtą jak Starscy, a nawet Zasławscy... A co się tyczy kupiectwa... Moja Belu, Wokulski nie sprzedawał tego, co dziadek twojej ciotki... Możesz jej to powiedzieć przy okazji. Wolę uczciwego kupca aniżeli dziesięciu austriackich hrabiów<pr><slowo_obce>austriaccy hrabiowie</slowo_obce> --- z końcem XVIII w. i w początkach XIX w. rząd austriacki łatwo nadawał tytuły arystokratyczne za odpowiednią opłatą. Wówczas to wiele zamożnej szlachty galicyjskiej nabyło tytuły hrabiowskie.</pr>. Znam ja dobrze wartość ich tytułów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1592"><begin id="b1204884412885"/><motyw id="m1204884412885">Krew</motyw>--- Przyzna pani jednak, że urodzenie...</akap_dialog>


<akap id="e1593">Prezesowa roześmiała się ironicznie.</akap>

<akap_dialog id="e1594">--- Wierz mi, Belu, że urodzenie jest najmniejszą zasługą tych, którzy się rodzą. A co do czystości krwi... Ach, Boże! wielkie to szczęście, że nie bardzo zajmujemy się sprawdzaniem tych rzeczy. Powiadam ci, że o czyimś urodzeniu nie warto rozmawiać z ludźmi starymi jak ja. Tacy bowiem zwykle pamiętają dziadów i ojców i nieraz dziwią się: dlaczego wnuk jest podobny do kamerdynera, a nie do ojca. No, wiele się tłomaczy zapatrzeniem.<end id="e1204884412885"/><end id="e1204884397480"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1595"><begin id="b1204884467321"/><motyw id="m1204884467321">Salon</motyw>--- Pani jednak bardzo lubi pana Wokulskiego --- szepnęła panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1596">--- Tak jest, bardzo! --- zawołała z mocą staruszka. --- Kochałam jego stryja, przez całe życie byłam nieszczęśliwa dlatego tylko, że oderwano mnie od niego, i to z tych samych pobudek, dla których twoja ciotka usiłuje dziś lekceważyć Wokulskiego. Ale on nie da sobą pomiatać, o nie!... --- mówiła prezesowa. --- Kto z takiej nędzy potrafił wydobyć się, kto bez cienia zarzutu zrobił majątek, wykształcił się tak jak on, ten może nie dbać o opinie salonów. Wiesz chyba, jaką on dziś gra rolę i po co jeździł do Paryża... Otóż zapewniam cię, że nie on do salonów, ale salony do niego przyjdą, a pierwszą będzie twoja ciotka, jeżeli zdarzy się interes. Ja znam salony lepiej niż ty, moje dziecko, i wierz mi, że one bardzo prędko znajdą się w przedpokoju Wokulskiego.<end id="e1204884467321"/> To nie taki próżniak jak Starski ani marzyciel jak książę, ani półgłówek jak Krzeszowski... To człowiek czynu... Szczęśliwą będzie kobieta, którą on wybierze za żonę... Na nieszczęście, nasze panny mają więcej wymagań aniżeli doświadczenia i serca. Choć nie wszystkie... No, ale przepraszam cię, jeżeli wypowiedziałam ostrzejszy wyraz. Zaraz będzie obiad.</akap_dialog>


<akap id="e1597">Po tych słowach prezesowa wyszła zostawiając pannę Izabelę pogrążoną w głębokim namyśle.</akap>


<akap id="e1598">,,Z pewnością mógłby zastąpić barona, o jeszcze i jak... --- mówiła w sobie panna Izabela. --- Tamto człowiek zużyty i śmieszny, tego przynajmniej szanują ludzie. Kazia Wąsowska zna się na tym, toteż wzięła go na spacer... Ha, zobaczymy, czy pan Wokulski potrafi być wiernym... Ładna wierność jeździć z inną kobietą na spacery!... To bardzo po rycersku..."</akap>


<akap id="e1599">Prawie w tej chwili Wokulski wracał z panią Wąsowską z przejażdżki i na folwarcznym dziedzińcu zobaczył powóz, od którego odprzęgano konie. Tknęło go jakieś nieokreślone przeczucie, ale nie śmiał pytać; nawet udał, że nie patrzy na powóz.</akap>


<akap id="e1600">Przed pałacem oddał konia chłopcu, a innemu chłopcu kazał przynieść wody do swego pokoju. <begin id="b1204884556189"/><motyw id="m1204884556189">Miłość</motyw>I właśnie kiedy miał zapytać: kto przyjechał? coś ścisnęło go za gardło i nie mógł słowa przemówić.</akap>


<akap id="e1601">,,Co za głupstwo! --- myślał. --- Choćby nawet i ona, więc cóż z tego?... Jest taką samą kobietą jak pani Wąsowska, panna Felicja, panna Ewelina... A ja znowu nie jestem takim jak baron..."</akap>


<akap id="e1602">Ale tak mówiąc czuł, że ona dla niego jest inną niż inne kobiety i że gdyby zażądała, złożyłby u jej nóg majątek, nawet życie.</akap>


<akap id="e1603">,,Głupstwo! głupstwo!... --- szepnął chodząc po pokoju. --- Jest tu przecie jej wielbiciel, pan Starski, z którym umawiali się, że wesoło przepędzą wakacje... Pamiętam te spojrzenia, ach..."</akap>


<akap id="e1604">Gniew w nim zakipiał.</akap>


<akap id="e1605">,,Zobaczymy, panno Izabelo: kim ty jesteś i co jesteś warta? Teraz ja będę twoim sędzią..." --- pomyślał.<end id="e1204884556189"/></akap>


<akap id="e1606">Zapukano do drzwi, wszedł stary lokaj. Obejrzał się po pokoju i rzekł przyciszonym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e1607">--- Jaśnie pani kazała powiedzieć, że jest panna Łęcka i że jeżeli jaśnie pan gotów, to prosi na obiad...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1608">--- Powiedzcie, że natychmiast służę --- odparł Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e1609">Po wyjściu służącego chwilę postał w oknie patrząc na park oświetlony ukośnymi promieniami słońca i na krzak bzu, na którym wesoło świegotały ptaki. Patrzył, ale serce nurtowała mu głucha obawa na myśl, w jaki sposób przywita się z panną Izabelą...</akap>


<akap id="e1610">,,Co ja jej powiem i jak będę wyglądał?"</akap>


<akap id="e1611">Zdawało mu się, że wszystkie oczy zwrócą się na nich i że on musi skompromitować się jakimś niewłaściwym czynem.</akap>


<akap id="e1612">,,Alboż nie powiedziałem jej, że jestem dla nich wiernym sługą... jak pies!...</akap>


<akap id="e1613">Trzeba jednak iść tam..."</akap>


<akap id="e1614">Wyszedł, znowu wrócił do siebie i znowu wyszedł na korytarz. Zbliżał się do drzwi powoli, noga za nogą, czując, że zamiera w nim wszelka energia, że jest jak prostak, który ma stanąć przed królem.</akap>


<akap id="e1615">Wziął za klamkę, lecz zatrzymał się... W pokoju jadalnym rozlegał się śmiech kobiecy. Pociemniało mu w oczach, chciał uciec i powiedzieć przez służącego, że jest chory. Nagle usłyszał za sobą czyjeś kroki i popchnął drzwi.</akap>


<akap id="e1616">W głębi pokoju zobaczył całe towarzystwo, a przede wszystkim pannę Izabelę rozmawiającą ze Starskim. Ona tak samo patrzyła na Starskiego, a on miał ten sam ironiczny uśmiech jak wówczas w Warszawie...</akap>


<akap id="e1617">Wokulski w jednej chwili odzyskał energię; fala gniewu uderzyła mu do mózgu. Wszedł z podniesioną głową, przywitał prezesową i ukłonił się pannie Izabeli, która zarumieniwszy się wyciągnęła do niego rękę.</akap>

<akap_dialog id="e1618">--- Witam panią. Jakże się miewa pan Łęcki?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1619">--- Papo trochę przyszedł do siebie... Zasyła panu ukłony...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1620">--- Bardzo jestem obowiązany za łaskawą pamięć. A pani hrabina?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1621">--- Ciocia jest zupełnie zdrowa.</akap_dialog>


<akap id="e1622">Prezesowa siadła na fotelu; obecni poczęli zajmować miejsca przy stole.</akap>

<akap_dialog id="e1623">--- Panie Wokulski, pan siada przy mnie --- odezwała się pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1624">--- Z największą chęcią, o ile żołnierz ma prawo siadać w obecności swego komendanta.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1625">--- Czy już wzięła cię pod komendę, panie Stanisławie? --- zapytała z uśmiechem prezesowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1626">--- Ale jak! Nieczęsto odbywa się podobną musztrę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1627">--- Mści się za to, że wodziłam go po manowcach --- wtrąciła pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1628">--- Po manowcach jeździć najprzyjemniej --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1629">--- Byłem pewny, że tak będzie, ale nie sądziłem, że tak prędko... --- odezwał się baron ukazując swój piękny garnitur sztucznych zębów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1630"><begin id="b1204884713616"/><motyw id="m1204884713616">Zabobony</motyw>--- Niech mi kuzyn przysunie sól --- rzekła panna Izabela do Starskiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1631">--- Służę... Ach, rozsypałem!... Pokłócimy się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1632">--- Już chyba nam ten wypadek nie grozi --- odparła panna Izabela z komiczną powagą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1633">--- Czy zobowiązaliście się nigdy nie kłócić? --- zapytała pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1634">--- Nie mamy zamiaru nigdy przepraszać się --- odpowiedziała panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1635">--- Ładnie! --- rzekła pani Wąsowska. --- Na pańskim miejscu, panie Kazimierzu, teraz straciłabym wszelką nadzieję.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1636">--- Alboż mi ją wolno było kiedy mieć! --- westchnął Starski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1637">--- Prawdziwe szczęście dla nas obojga... --- szepnęła panna Izabela.<end id="e1204884713616"/></akap_dialog>


<akap id="e1638">Wokulski słuchał i patrzył. Panna Izabela rozmawiała naturalnie, w bardzo spokojny sposób, żartując ze Starskiego, który wcale nie zdawał się tym martwić. Natomiast od czasu do czasu spoglądał ukradkiem na pannę Ewelinę Janocką, która szepcząc z baronem, rumieniła się i bladła.</akap>


<akap id="e1639">Wokulski uczuł, że z serca usuwa się mu ogromny ciężar.</akap>


<akap id="e1640">,,Oczywiście --- myślał --- jeżeli w tym towarzystwie Starski zajmuje się kimś, to tylko panną Eweliną, a ona nim..."</akap>


<akap id="e1641">W tej chwili obudziła się w nim radość i wielka życzliwość dla oszukiwanego barona.</akap>


<akap id="e1642">,,Już ja go nie będę ostrzegał!" --- rzekł w duchu. A potem dodał --- ,,że takie zadowolenie z cudzej biedy jest jednak bardzo podłym uczuciem."</akap>


<akap id="e1643">Obiad skończył się, panna Izabela zbliżyła się do Wokulskiego.</akap>

<akap_dialog id="e1644">--- Wie pan --- rzekła --- jakiego doznałam uczucia na widok pana? Oto żalu. Przypomniałam sobie, że mieliśmy we troje jechać do Paryża: ja, ojciec i pan, i że z naszej trójki los był dobry tylko dla pana. Bawił się pan przynajmniej?... Za nas troje?... Musi mi pan odstąpić trzecią część doznanych wrażeń.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1645">--- A gdyby nie były wesołe?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1646">--- Dlaczego?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1647">--- Choćby dlatego, że pani nie było tam, gdzie mieliśmy być razem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1648">--- O ile wiem, umie pan jednak bawić się dobrze tam, gdzie mnie nie ma --- odparła panna Izabela i odeszła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1649">--- Panie Wokulski!... --- zawołała pani Wąsowska. Lecz spojrzawszy na niego i na pannę Izabelę rzekła tonem niechęci:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1650">--- Albo nie... już nic... Daję panu na dziś urlop. Moi państwo, chodźmy do parku. Panie Ochocki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1651">--- Pan Ochocki ma mnie dziś uczyć meteorologii --- odezwała się panna Felicja.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1652">--- Meteorologii?... --- powtórzyła pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1653">--- A tak... Właśnie zaraz idziemy na górę do obserwatorium...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1654">--- Czy pan tylko meteorologię ma zamiar wykładać? --- spytała pani Wąsowska. --- Na wszelki jednak wypadek radziłabym zapytać babci, co ona sądzi o tej meteorologii...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1655">--- Pani zawsze musi mi zrobić jakiś skandal! --- oburzył się Ochocki. --- Pani może ze mną jeździć po wertepach, ale pannie Felicji nie wolno nawet zajrzeć do obserwatorium.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1656">--- Ależ zaglądajcie sobie, moi kochani, tylko już raz idźmy do parku. Baronie... Belu...</akap_dialog>


<akap id="e1657">Wyszli. W pierwszą parę pani Wąsowska z panną Izabelą, za nimi Wokulski, dalej baron z narzeczoną, a na końcu panna Felicja z Ochockim, który rozrzucał rękoma i prawił:</akap>

<akap_dialog id="e1658">--- Nic nigdy nie pozna pani nowego, chyba cudacki kapelusz albo siódmą czy ósmą figurę kontredansa, jeżeli jaki półgłówek wymyśli ją. Nic i nigdy!... --- dodał dramatycznym głosem --- bo zawsze znajdzie się jakaś baba...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1659">--- Fe! panie Julianie, któż tak mówi?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1660">--- Tak, nieznośna baba, która będzie uważać to za nieprzyzwoite, że pani ze mną pójdzie do laboratorium...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1661">--- Bo może to naprawdę jest źle...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1662">--- Tak, źle!... Dekoltować się do pasa jest dobrze, brać lekcje śpiewu od jakiegoś Włocha, który nie czyści paznokci...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1663">--- Ale widzi pan... Bo gdyby młode panny ciągle sam na sam przebywały z młodymi ludźmi, to mogłaby się która zakochać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1664">--- Więc cóż z tego? Niech się kocha. Czy lepiej, ażeby i nie kochała się, i była głupia?... Pani jest dzika kobieta, panno Felicjo...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1665">--- O panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1666">--- No, niech mi pani nie zawraca głowy swymi wykrzyknikami. Albo pani chce uczyć się meteorologii, a w takim razie idźmy na górę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1667">--- Ale z Ewelinką albo z panią Wąsowską.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1668">--- Dobrze, dobrze... Dajmy już spokój tej zabawie --- zakończył Ochocki, na znak gniewu kładąc ręce w kieszenie.</akap_dialog>


<akap id="e1669">Młoda para rozmawiała tak krzykliwie, że słychać ją było w całym parku, ku wielkiemu zadowoleniu pani Wąsowskiej, która zanosiła się ze śmiechu. Gdy umilkli, do uszu Wokulskiego doleciał szept barona i panny Eweliny.</akap>

<akap_dialog id="e1670">--- Prawda --- mówił baron --- jak ten Starski traci?... Z każdym dniem, panie, traci. Pani Wąsowska żartuje z niego, panna Izabela lekceważy go w najwyższym stopniu, a nawet nie zajmuje się nim panna Felicja. Zauważyła pani?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1671">--- Tak --- cicho szepnęła narzeczona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1672">--- Jest to jeden z tych młodych ludzi, których całą ozdobę stanowiły widoki na duży spadek. Czy nie mam racji?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1673">--- Tak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1674">--- Gdy zaś upadła nadzieja zapisu prezesowej, Starski przestał być interesującym. Wszak prawda?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1675">--- Tak --- odparła panna Ewelina z ciężkim westchnieniem. --- Siądę tu --- dodała głośno --- a pan może mi przyniesie szal z pokoju... Przepraszam...</akap_dialog>


<akap id="e1676">Wokulski odwrócił głowę. Panna Ewelina upadła na ławkę blada i zmęczona, a baron wdzięczył się do niej.</akap>

<akap_dialog id="e1677">--- Idę natychmiast --- rzekł. --- Panie Wokulski... --- dodał spostrzegłszy Wokulskiego --- może pan zechce mnie zastąpić... Biegnę i wracam za chwilę...</akap_dialog>


<akap id="e1678">Pocałował narzeczoną w rękę i poszedł ku pałacowi.</akap>


<akap id="e1679">Teraz dopiero Wokulski spostrzegł, że baron ma nogi bardzo cienkie i nieosobliwie nimi włada.</akap>

<akap_dialog id="e1680">--- Pan dawno zna barona? --- spytała panna Ewelina Wokulskiego. --- Przejdźmy się trochę ku altance...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1681">--- Właśnie dopiero w tych dniach miałem przyjemność zbliżyć się z nim.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1682">--- On dla pana jest z wielkim uwielbieniem... Mówi, że pierwszy raz spotkał człowieka tak miłego w rozmowie...</akap_dialog>


<akap id="e1683">Wokulski uśmiechnął się.</akap>

<akap_dialog id="e1684">--- Zapewne --- rzekł --- dlatego, że on sam ciągle mówi do mnie o pani.</akap_dialog>


<akap id="e1685">Panna Ewelina mocno się zarumieniła.</akap>

<akap_dialog id="e1686"><begin id="b1204884961174"/><motyw id="m1204884961174">Kobieta, Małżeństwo</motyw>--- Tak, to bardzo zacny człowiek, bardzo mnie kocha... Jest wprawdzie między nami różnica wieku, ale i cóż to szkodzi? Doświadczone panie utrzymują, że im mąż starszy, tym wierniejszy, a wszakże dla kobiety przywiązanie męża jest wszystkim, prawda, panie? Każda z nas szuka w życiu miłości, kto mi zaś zaręczy, że spotkam drugą, podobną do tej?... Są ludzie młodsi od niego, przystojniejsi, może nawet zdolniejsi; żaden z nich jednak nie powiedział mi z tak serdecznym zapałem, że ostatnie szczęście jego życia jest w moim ręku. Czy można się temu oprzeć, choćby nawet zezwolenie z naszej strony wymagało pewnej ofiary, niech pan sam powie?</akap_dialog>


<akap id="e1687">Zatrzymała się w alei i patrzyła mu w oczy, z niepokojem oczekując na odpowiedź.<end id="e1204884961174"/></akap>

<akap_dialog id="e1688">--- Nie wiem, pani. To sprawa uczuć osobistych --- odparł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1689">--- To źle, że mi pan tak odpowiada. <begin id="b1229514855801"/><motyw id="m1229514855801">Kobieta, Mężczyzna, Siła</motyw>Babcia mówi, że pan jest człowiekiem wielkiego charakteru; ja dotychczas nigdy nie spotykałam ludzi z wielkim charakterem, a sama mam bardzo słaby. Nie umiem oprzeć się niczemu, lękam się odmawiać... Może źle robię, a przynajmniej niektóre osoby dają mi do zrozumienia, że źle robię wychodząc za barona. Czy i pan tak sądzi? Czy pan potrafiłby usunąć się od kogoś, kto by powiedział, że pana kocha nad własną duszę, że bez wzajemności pana niewielka reszta życia, jaka została, zejdzie mu w osamotnieniu i rozpaczy? Gdyby ktoś w oczach pańskich zapadał w przepaść i błagał o ratunek, czy nie podałby mu pan ręki i w ten sposób nie przykuł się do niego, dopóki nie nadeszłaby pomoc?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1690"><begin id="b1204885034570"/><motyw id="m1204885034570">Miłość</motyw>--- Nie jestem kobietą i nigdy nie byłem proszony o spętanie mego życia na czyjąś korzyść, więc nie wiem, co bym zrobił --- odparł wzburzony Wokulski. --- To tylko wiem jako mężczyzna, że nie potrafiłbym żebrać nawet o miłość.<end id="e1229514855801"/></akap_dialog>


<akap id="e1691">I jeszcze pani powiem --- dodał patrzącej na niego z odchylonymi ustami --- nie tylko nie prosiłbym, ale wprost nie przyjąłbym wyżebranej ofiary z czyjegoś serca. Takie dary zwykle bywają tylko połowiczne...<end id="e1204885034570"/></akap>


<akap id="e1692">Boczną ścieżką biegł do nich Starski, bardzo zaaferowany, mówiąc:</akap>

<akap_dialog id="e1693">--- Panie Wokulski, damy szukają pana w lipowej alei... Jest moja babka, pani Wąsowska...</akap_dialog>


<akap id="e1694">Wokulski zawahał się, co ma robić w tej chwili.</akap>

<akap_dialog id="e1695">--- O, niech się pan mną nie krępuje --- rzekła, mocniej niż zwykle zaczerwieniona, panna Ewelina. --- Zresztą zaraz nadejdzie baron i we troje dogonimy państwa...</akap_dialog>


<akap id="e1696">Wokulski pożegnał ich i poszedł.</akap>


<akap id="e1697"><begin id="b1204885083328"/><motyw id="m1204885083328">Fałsz, Kłamstwo, Kobieta</motyw>,,Piękne rzeczy! --- myślał. --- Panna Ewelina przez litość wychodzi za barona i zapewne przez litość romansuje ze Starskim... Rozumiem kobietę, która wychodzi za mąż dla pieniędzy, choć to głupi rodzaj zarobku... Rozumiem nawet mężatkę, która po szczęśliwym pożyciu nagle zakocha się i oszukuje męża... Nieraz zmusza ją do tego obawa skandalu, dzieci, tysiące pęt... Ale panna oszukująca narzeczonego jest zupełnie nowym zjawiskiem..."<end id="e1204885083328"/></akap>

<akap_dialog id="e1698">--- Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... --- wołał baron zbliżając się w stronę Wokulskiego.</akap_dialog>


<akap id="e1699">Ten nagle skręcił i wpadł między gazony.</akap>


<akap id="e1700">,,Ciekawym --- szepnął --- co mu powiem, jeżeli mnie spotka?... Po diabła ja wlazłem w to błoto?..."</akap>

<akap_dialog id="e1701"><begin id="b1229514997976"/><motyw id="m1229514997976">Kochanek, Małżeństwo</motyw>--- Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... --- wołał baron już znacznie dalej.</akap_dialog>


<akap id="e1702">,,Słowik wabi samiczkę --- myślał Wokulski. --- Właściwie jednak, czy można absolutnie potępiać nawet tę kobietę?... Sama przyznaje głośno, że nie ma charakteru, a po cichu --- że trzeba jej pieniędzy, których nie posiada i bez których, jak ryba bez wody, żyć nie potrafi. Więc cóż ma robić?... Wychodzi nieszczęśliwa bogato za mąż. A że jednocześnie serce odzywa się w niej, wielbiciel namawia ją, ażeby szła za mąż, i oboje sądzą, że pieszczota starego męża nie zepsuje im smaku, więc robią nowy wynalazek: zdradę przed ślubem, nie starając się nawet o patent<pr><slowo_obce>patent</slowo_obce> --- tu: dokument uprawniający do wyłącznego korzystania z wynalazku.</pr>. Wreszcie może są aż tak cnotliwi, że umówili się, iż zdradzą go dopiero po ślubie... Bardzo ładne towarzystwo!... Społeczność wytwarza niekiedy ciekawe produkta... I pomyśleć, że każdemu z nas może trafić się podobny specjał!... Doprawdy, należałoby trochę mniej ufać poetom, kiedy zachwalają miłość jako najwyższe szczęście..."</akap>

<akap_dialog id="e1703">--- Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... --- odzywał się jękliwie baron.</akap_dialog>


<akap id="e1704">,,Cóż to za podła rola --- szepnął Wokulski. --- Wolałbym w łeb sobie strzelić aniżeli wyjść na podobnego błazna."<end id="e1229514997976"/></akap>


<akap id="e1705">W bocznej alei, przy folwarku, spotkał panie, z którymi była prezesowa i jej pokojówka ze swym koszem.</akap>

<akap_dialog id="e1706">--- A, jesteś --- rzekła staruszka do Wokulskiego --- to dobrze. Poczekajcież tutaj na Ewelinkę z baronem, który ją może nareszcie znajdzie --- dodała lekko marszcząc brwi --- a my z Kazią pójdziemy do koni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1707"><begin id="b1229515123121"/><motyw id="m1229515123121">Kobieta, Koń, Mężczyzna</motyw>--- Pan Wokulski mógłby także poczęstować cukrem swego konia, który tak go dziś dobrze nosił --- wtrąciła nieco zadąsana pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1708">--- Dajże mu spokój --- przerwała prezesowa. --- Mężczyźni lubią tylko jeździć, ale nie pieścić się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1709">--- Niewdzięcznicy! --- szepnęła pani Wąsowska podając rękę prezesowej.<end id="e1229515123121"/></akap_dialog>


<akap id="e1710">Odeszły i wkrótce znikły za furtką. Pani Wąsowska obejrzała się, lecz spostrzegłszy, że Wokulski patrzył na nią, szybko odwróciła głowę.</akap>

<akap_dialog id="e1711">--- Czy szukamy narzeczonych? --- spytała panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1712">--- Jak pani każe --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1713">--- To może lepiej zostawić ich w spokoju. Podobno szczęśliwi nie lubią świadków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1714">--- Pani nigdy nie była szczęśliwa?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1715">--- Ach, ja!... Owszem... Ale nie w ten sposób jak Ewelinka i baron.</akap_dialog>


<akap id="e1716">Wokulski uważnie spojrzał na nią.</akap>


<akap id="e1717">Była zamyślona i spokojna jak posągi greckich bogiń.</akap>


<akap id="e1718">,,No, już ta nie będzie oszukiwać" --- pomyślał Wokulski.</akap>


<akap id="e1719">Szli jakiś czas w milczeniu ku najdzikszej stronie parku. Kiedy niekiedy spomiędzy starych drzew mignęło okno pałacu, połyskujące czerwonymi blaskami zachodu.</akap>

<akap_dialog id="e1720">--- Pan był pierwszy raz w Paryżu? --- spytała panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1721">--- Pierwszy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1722">--- Prawda, jakie to cudowne miasto?!... --- zawołała nagle, patrząc mu w oczy. --- Niech mówią, co chcą, ale Paryż, nawet zwyciężony<pr><slowo_obce>Paryż, nawet zwyciężony...</slowo_obce> --- w wojnie francusko--pruskiej, 1870--1871.</pr> nie przestał być stolicą świata. Czy i na panu zrobił takie wrażenie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1723"><begin id="b1204885242840"/><motyw id="m1204885242840">Praca</motyw>--- Imponujące. Zdaje mi się, że po kilkutygodniowym pobycie przybyło mi sił i odwagi. Naprawdę, tam dopiero nauczyłem się być dumnym z tego, że pracuję.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1724">--- Niech mi pan to objaśni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1725">--- Bardzo łatwo. U nas praca ludzka wydaje mierne rezultaty: jesteśmy ubodzy i zaniedbani. Ale tam praca jaśnieje jak słońce. Cóż to za gmachy, od dachów do chodników pokryte ozdobami jak drogocenne szkatułki. A te lasy obrazów i posągów, całe puszcze machin, a te odmęty wyrobów fabrycznych i rękodzielniczych!...<end id="e1204885242840"/> <begin id="b1204885290277"/><motyw id="m1204885290277">Kondycja ludzka</motyw>Dopiero w Paryżu zrozumiałem, że człowiek jest tylko na pozór istotą drobną i wątłą. W rzeczywistości jest to genialny i nieśmiertelny olbrzym, który z równą łatwością przerzuca skały, jak i rzeźbi z nich coś subtelniejszego od koronek.<end id="e1204885290277"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1726"><begin id="b1204885414783"/><motyw id="m1204885414783">Pozycja społeczna, Praca, Walka klas</motyw>--- Tak --- odpowiedziała panna Izabela. --- Arystokracja francuska miała możność i czas tworzyć te arcydzieła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1727">--- Arystokracja?... --- spytał Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e1728">Panna Izabela zatrzymała się w alei.</akap>

<akap_dialog id="e1729">--- Chyba nie zechce pan twierdzić, że galerie Lurwru stworzyła Konwencja<pr><slowo_obce>Konwencja</slowo_obce> --- Konwent Narodowy, rewolucyjne przedstawicielstwo ludu francuskiego po obaleniu monarchii w latach 1792--1795.</pr> albo przedsiębiercy artykułów paryskich?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1730">--- Z pewnością, że nie, ale też nie stworzyli ich magnaci. Jest to zbiorowe dzieło francuskich budowniczych, mularzy, cieślów, wreszcie malarzy i rzeźbiarzy całego świata, którzy nic wspólnego nie mają z arystokracją. Wyborne jest to wieńczenie próżniaków zasługami i pracą ludzi genialnych, a choćby tylko --- pracujących!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1731">--- Próżniacy i arystokracja! --- zawołała panna Izabela. --- Myślę, że zdanie to jest raczej silne aniżeli słuszne.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1732">--- Pozwoli mi pani zadać jedno pytanie? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1733">--- Słucham.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1734">--- Naprzód cofnę wyraz: próżniacy, jeżeli on panią razi, a następnie... Niech mi pani raczy wskazać człowieka z tej sfery, o jakiej mówimy, który by coś robił?... Znam tych panów około dwudziestu, są to również znajomi pani. Cóż więc robią oni wszyscy, począwszy od księcia, najzacniejszej w świecie osobistości, który wreszcie może tłomaczyć się wiekiem, a skończywszy... choćby na panu Starskim, który swoich wiecznie trwających wakacyj nie może tłomaczyć nawet położeniem majątkowym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1735">--- Ach, mój kuzynek!... On chyba nigdy nie miał zamiaru służyć w czymkolwiek za przykład. Zresztą nie mówimy o naszej arystokracji, tylko o francuskiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1736">--- A tamci co robią?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1737">--- O, panie Wokulski, tamci dużo robili. Przede wszystkim stworzyli Francję, byli jej rycerzami, wodzami, ministrami i kapłanami. A nareszcie zgromadzili te skarby sztuki, które pan sam podziwia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1738">--- Niech pani powie: tamci dużo rozkazywali i wydawali pieniędzy, stworzył jednak Francję i sztukę kto inny. Tworzyli ją źle wynagradzani żołnierze i marynarze, przywaleni podatkami rolnicy i rękodzielnicy, a nareszcie uczeni i artyści. Jestem człowiekiem doświadczonym i zapewniam panią, że łatwiej projektować aniżeli wykonywać i łatwiej wydawać pieniądze aniżeli je gromadzić.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1739">--- Pan jest nieprzejednanym wrogiem arystokracji.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1740">--- Nie, pani, nie mogę być wrogiem tych, którzy w niczym mi nie szkodzą. Sądzę tylko, że zajmują oni uprzywilejowane miejsca bez zasługi i że dla utrzymania się na nich apostołują w społeczeństwach pogardę dla pracy, a cześć dla próżniaczego zbytku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1741">--- Jest pan uprzedzony, gdyż nawet i ta, jak pan mówi, próżnująca arystokracja odgrywa ważną rolę na świecie. To, co pan nazywa zbytkiem, jest właściwie wygodą, przyjemnością i polorem, której od arystokracji uczą się nawet niższe stany i tym sposobem cywilizują się. Słyszałam od bardzo liberalnych<pr><slowo_obce>liberalny</slowo_obce> --- tu: wolnomyślny.</pr> ludzi, że w społeczeństwach muszą być klasy pielęgnujące nauki, sztuki i wykwintne obyczaje, raz dlatego, ażeby inni mieli w nich żywe wzory, a po wtóre, ażeby mieli podnietę do szlachetnych czynów. Toteż w Anglii i Francji niejeden człowiek, nawet prostego pochodzenia, skoro tylko zdobędzie majątek, przede wszystkim urządza sobie dom, aby mógł w nim przyjąć ludzi z dobrego towarzystwa, a następnie stara się tak postępować, ażeby sam został przyjęty.</akap_dialog>


<akap id="e1742">Silny rumieniec wystąpił na twarz Wokulskiego. Panna Izabela nie patrząc spostrzegła to i mówiła dalej:</akap>

<akap_dialog id="e1743">--- Nareszcie to, co pan nazywa arystokracją, a co ja nazwałabym klasą wyższą, stanowi dobrą rasę. Może być, że pewna część jej za wiele próżnuje; lecz gdy który weźmie się do czegokolwiek, natychmiast odznaczy się: energią, rozumem, a choćby tylko szlachetnością. Przepraszam, że zacytuję tutaj słowa, które często książę powtarzał mi o panu: ,,Gdyby Wokulski nie był dobrym szlachcicem, nie byłby tym, czym jest dzisiaj..."</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1744">--- Myli się książę --- odparł sucho Wokulski. --- Tego, co posiadam i co umiem, nie dało mi szlachectwo, ale ciężka praca. Robiłem więcej, więc mam więcej niż inni.<end id="e1204885414783"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1745">--- Ale czy mógłby pan robić więcej urodziwszy się kimś innym? --- spytała panna Izabela. --- Mój kuzyn Ochocki jest przyrodnikiem i demokratą, jak pan, a mimo to wierzy w dobre i złe rasy, tak samo jak książę. On również przytaczał pana jako dowód dziedziczności. ,,Wokulski --- mówił --- od losu ma powodzenie, ale tęgość ducha ma od rasy."</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1746">--- Bardzo jestem wdzięczny tym wszystkim, którzy robią mi zaszczyt zaliczaniem do jakiejś uprzywilejowanej rasy --- rzekł Wokulski. --- Pomimo to nigdy nie uwierzę w przywileje bez pracy i zawsze będę wyżej stawiał źle urodzone zasługi od dobrze urodzonych pretensyj.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1747">--- Więc według pana nie jest zasługą pielęgnowanie delikatniejszych uczuć i wykwintniejszych obyczajów?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1748"><begin id="b1204885500040"/><motyw id="m1204885500040">Kobieta</motyw>--- Owszem, jest, ale taką rolę w społeczeństwie odgrywają kobiety. Im natura dała tkliwsze serca, ruchliwszą wyobraźnię, subtelniejsze zmysły, i one to, nie zaś arystokracja, utrzymują w życiu codziennym wykwintność, w obyczajach łagodność, a nawet umieją budzić w nas najwznioślejsze uczucia. Tą lampą, której blaski ozłacają drogę cywilizacji, jest kobieta. Ona też bywa niewidzialną sprężyną czynów wymagających niezwykłego natężenia sił...<end id="e1204885500040"/></akap_dialog>


<akap id="e1749">Teraz panna Izabela zarumieniła się. Szli jakiś czas w milczeniu. Słońce już schowało się za widnokrąg, a między drzewami parku na zachodzie błyszczał sierp księżyca. Wokulski, głęboko zamyślony, porównywał w duchu dwie dzisiejsze rozmowy, jedną z panią Wąsowską, drugą z panną Izabelą.</akap>


<akap id="e1750">,,Jakie to inne kobiety!... I czy nie miałem racji przywiązać się do tej oto..."</akap>

<akap_dialog id="e1751">--- Czy mogę zadać panu drażliwe pytanie? --- odezwała się nagle panna Izabela miękkim głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1752">--- Choćby najdrażliwsze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1753">--- Prawda, że wyjeżdżał pan do Paryża bardzo obrażony na mnie?...</akap_dialog>


<akap id="e1754">Chciał odpowiedzieć, że to było coś gorszego od obrazy; gdyż posądzenie o obłudę, ale milczał.</akap>

<akap_dialog id="e1755">--- Jestem winną wobec pana... Posądzałam pana...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1756">--- Czy nie o malwersację w nabyciu domu ojca pani za pośrednictwem Żydów? --- spytał uśmiechając się Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1757">--- O nie! --- odparła żywo. --- Przeciwnie, posądzałam pana o czyn wysoce chrześcijański, którego jednak nie mogłabym nikomu przebaczyć. Przez chwilę myślałam, że nasz dom kupił pan... za drogo...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1758">--- Dziś chyba uspokoiła się pani.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1759">--- Tak. Już wiem, że baronowa Krzeszowska chce za niego dać dziewięćdziesiąt tysięcy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1760">--- Doprawdy? Jeszcze nie rozmawiała ze mną, choć przewidywałem, że to nastąpi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1761">--- Bardzo cieszę się, że się tak stało, że pan nic nie straci, gdyż... dopiero teraz mogę panu podziękować z całego serca --- mówiła panna Izabela podając mu rękę. --- Rozumiem doniosłość pańskiej usługi. Mój ojciec miał być skrzywdzony, po prostu obdarty przez baronowę, a pan uratował go od ruiny, może od śmierci... Takich rzeczy nie zapomina się...</akap_dialog>


<akap id="e1762">Wokulski pocałował ją w rękę.</akap>

<akap_dialog id="e1763">--- Już wieczór --- rzekła zmieszana --- wracajmy do domu... Całe towarzystwo pewnie wyszło z parku...</akap_dialog>


<akap id="e1764"><begin id="b1229515361061"/><motyw id="m1229515361061">Anioł, Pies</motyw>,,Jeżeli ona nie jest aniołem, to ja jestem psem!..." --- pomyślał Wokulski.<end id="e1229515361061"/></akap>


<akap id="e1765">Wszyscy już byli w pałacu, gdzie wkrótce podano kolację. Wieczór zeszedł wesoło. Około jedynastej Ochocki odprowadził Wokulskiego do jego mieszkania.</akap>

<akap_dialog id="e1766">--- Cóż? --- rzekł Ochocki --- słyszę, że rozmawialiście państwo z kuzynką Izabelą o arystokracji?... Przekonałeś ją pan, że to hołota?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1767">--- Nie! Panna Izabela zanadto dobrze broni swoich tez. Jak ona świetnie rozmawia!... --- odparł Wokulski usiłując ukryć pomieszanie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1768"><begin id="b1204885665330"/><motyw id="m1204885665330">Krew</motyw>--- Musiała panu mówić, że arystokracja pielęgnuje nauki i sztuki, że jest mistrzynią dobrych obyczajów, a jej stanowisko celem, do którego dążą demokraci, i tym sposobem uszlachetniają się... Ciągle słyszę te argumenta; uszami już mi się wylewają.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1769">--- Sam pan wierzysz jednak w dobrą krew --- rzekł przykro dotknięty Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1770">--- Rozumie się... Ale ta dobra krew musi być ciągle odświeżana, gdyż inaczej prędko się psuje --- odpowiedział Ochocki.<end id="e1204885665330"/> --- No, ale dobranoc panu. Zobaczę, co mówi aneroid<pe><slowo_obce>aneroid</slowo_obce> --- czujnik ciśnieniomierza.</pe>, gdyż barona łamie po kościach i jutro możemy mieć słotę.</akap_dialog>


<akap id="e1771">Ledwie wyszedł Ochocki, w pokoju Wokulskiego ukazał się baron kaszlący, rozgorączkowany, ale uśmiechnięty.</akap>

<akap_dialog id="e1772">--- A, a... ładnie! --- mówił, a powieki drgały mu nerwowo. --- A ładnie... zdradził mnie pan... zostawił pan moją narzeczoną samą w parku... Żartuję... żartuję --- dodał ściskając Wokulskiego za rękę --- ale... Choć naprawdę mógłbym mieć do pana pretensję, gdyby nie to, że wróciłem dość wcześnie i... akurat zetknąłem się z panem Starskim, który z przeciwnego końca alei szedł ku naszej stronie...</akap_dialog>


<akap id="e1773">Wokulski już po raz drugi tego wieczora zarumienił się jak wyrostek.</akap>


<akap id="e1774">,,Po co ja wpadłem w tę sieć intryg i oszustw!" --- pomyślał, ciągle jeszcze rozdrażniony słowami Ochockiego.</akap>


<akap id="e1775">Baron zakaszlał się i odpocząwszy prawił dalej zniżonym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e1776"><begin id="b1204885773814"/><motyw id="m1204885773814">Anioł, Kobieta, Zazdrość</motyw>--- Niech pan jednak nie przypuszcza, że jestem zazdrosny o narzeczoną... Byłoby to bardzo niskie z mojej strony... To nie kobieta, to anioł, któremu każdej chwili powierzyłbym cały majątek, życie... Co mówię, życie?... Złożyłbym w jej ręce życie wieczne, tak spokojny, tak pewny o siebie jak to, że jutro słońce wejdzie... Słońca mogę nie zobaczyć, bo, mój Boże, każdy z nas jest śmiertelny, ale... Ale o nią nie mam obawy, cienia obawy, daję panu słowo, panie Wokulski... Oczom własnym nie wierzyłbym, nie tylko czyimś tam podejrzeniom albo półsłówkom... --- zakończył głośniej.<end id="e1204885773814"/></akap_dialog>


<akap id="e1777">Ale, widzi pan --- zaczął po chwili --- ten Starski to obrzydliwa figura. Nikomu nie powiedziałbym tego, ale... wie pan, jak on postępuje z kobietami?... Myśli pan, że wzdycha, umizga się, błaga o dobre słówko, o uścisk ręki?... Nie, on je traktuje jak samice, w najbrutalniejszy sposób... Działa im na nerwy rozmową, spojrzeniami...</akap>


<akap id="e1778">Baron zaciął się, oczy mu krwią nabiegły; Wokulski słuchał go i nagle rzekł cierpkim tonem:</akap>

<akap_dialog id="e1779"><begin id="b1204885827433"/><motyw id="m1204885827433">Kobieta</motyw>--- Kto wie, mój baronie, czy Starski nie ma racji. Nas nauczono widzieć w kobietach anioły i tak też je traktujemy. Jeżeli one jednak są przede wszystkim samicami, to my wydajemy się w ich oczach głupsi i niedołężniejsi, niż jesteśmy, a Starski musi triumfować. Ten jest panem kasy, kto posiada właściwy klucz do zamku, baronie! --- zakończył ze śmiechem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1780">--- Pan to mówisz, panie Wokulski?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1781">--- Ja, panie, i nieraz pytam się, czy my nie zanadto ubóstwiamy kobiety, czy w ogóle nie traktujemy ich zbyt poważnie; poważniej i uroczyściej niż siebie samych...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1782">--- Panna Ewelina należy do wyjątków!... --- zawołał baron.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1783">--- Istnieniu wyjątków nie przeczę, kto wie jednak, czy taki Starski nie odkrył ogólnego prawidła.<end id="e1204885827433"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1784">--- Może być --- odparł zirytowany baron --- ale to prawidło nie stosuje się do panny Eweliny. I jeżeli chronię ją... a raczej nie życzę jej stosunków ze Starskim, gdyż ona sama się chroni, to tylko dlatego, ażeby podobny człowiek nie skalał jej czystej myśli jakim wyrazem... No, ale pan jest znużony... Przepraszam za wizytę w tak niewłaściwej porze.</akap_dialog>


<akap id="e1785">Baron wyszedł, cicho zamykając drzwi; Wokulski został sam, pogrążony w niewesołych myślach:</akap>


<akap id="e1786">,,Co ten Ochocki mówił, że argumenta panny Izabeli już mu się wylewają uszami? Więc to, co słyszałem od niej, nie było wybuchem zadraśniętego uczucia, ale dawno wyuczoną lekcją?... Więc jej dowodzenia, uniesienia, a nawet wzruszenia są tylko sposobami, za pomocą których dobrze wychowane panny czarują takich jak ja głupców?...</akap>


<akap id="e1787">A może po prostu on kocha się w niej i chce ją zdyskredytować w moich oczach?... No, jeżeli kocha, po cóż ją ma dyskredytować; niech powie, a ona niech wybiera... Naturalnie, że Ochocki ma więcej szans aniżeli ja; tak jeszcze nie straciłem rozumu, ażeby tego nie oceniać... Młody, piękny, genialny... Ha!... niech wybiera: sławę czy pannę Izabelę...</akap>


<akap id="e1788">Zresztą --- ciągnął dalej w myśli --- co mnie obchodzi, że panna Izabela używa zawsze tych samych argumentów w swoich dysputach. Ani ona nie jest Duchem Świętym, ażeby wymyślać coraz nowe, ani ja jestem taką osobliwością, ażeby dla mnie warto było silić się na oryginalność. Niech sobie mówi, jak chce... Ważniejsze to, że chyba do niej nie stosuje się ogólne prawidło o kobietach... Pani Wąsowska to przede wszystkim piękna samica, ale ona nie...</akap>


<akap id="e1789">Czy nie tak samo mówił baron o swojej pannie Ewelinie?..."</akap>


<akap id="e1790">Lampa gasła. Wokulski zdmuchnął ją i rzucił się na łóżko.</akap>


<akap id="e1791">Przez dwa następne dnie padał deszcz i goście zasławscy nie opuszczali pałacu. Ochocki wziął się do książek i prawie nie pokazywał się, panna Ewelina chorowała na migrenę, panny Izabela i Felicja czytały francuskie ilustracje, a reszta towarzystwa, pod przewodnictwem prezesowej, zasiadła do wista.</akap>


<akap id="e1792">Przy tej okazji Wokulski spostrzegł, że pani Wąsowska zamiast kokietować go, do czego ciągle nastręczała się sposobność, zachowuje się bardzo obojętnie. <begin id="b1204885919152"/><motyw id="m1204885919152">Pocałunek</motyw>Uderzyło go zaś, że gdy Starski chciał ją raz pocałować w rękę, wyrwała ją i obrażona zapowiedziała mu, ażeby nigdy nie ważył się tego robić. Gniew jej był tak szczery, że sam Starski zdziwił się i zmieszał, a baron, choć mu nie szła karta, był w doskonałym humorze.</akap>

<akap_dialog id="e1793">--- Czy i mnie nie pozwoli pani ucałować swej rączki?... --- rzekł baron w jakiś czas po owym wypadku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1794">--- Panu owszem --- odparła podając mu rękę.</akap_dialog>


<akap id="e1795">Baron ucałował ją jak relikwię spoglądając z triumfem na Wokulskiego, który pomyślał, że jego utytułowany przyjaciel może nie ma powodu do zbyt wielkiej uciechy.</akap>


<akap id="e1796">Starski z takim zajęciem patrzył w karty, że zdawał się nie uważać na to, co zaszło.<end id="e1204885919152"/></akap>


<akap id="e1797">Na trzeci dzień wypogodziło się, a na czwarty było już tak pięknie i sucho, że panna Felicja zaproponowała spacer na rydze.</akap>


<akap id="e1798">Prezesowa tego dnia kazała podać wcześniej drugie śniadanie, a później obiad. Około wpół do pierwszej przed pałac zajechał brek i pani Wąsowska dała hasło do wsiadania.</akap>

<akap_dialog id="e1799">--- Śpieszmy się, bo szkoda czasu... Gdzie twój szal, Ewelinko?... Służące niech siądą do bryczki i zabiorą kosze. A teraz --- dodała, przelotnie spojrzawszy na Wokulskiego --- każdy z panów wybierze sobie damę...</akap_dialog>


<akap id="e1800">Panna Felicja chciała protestować, ale w tej chwili baron podskoczył do panny Eweliny, a Starski do pani Wąsowskiej, która przygryzając usta rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e1801">--- Myślałam, że już mnie pan nigdy nie wybierze...</akap_dialog>


<akap id="e1802">I posłała Wokulskiemu piorunujące wejrzenie.</akap>

<akap_dialog id="e1803">--- To my, kuzynko, będziemy trzymać się razem --- odezwał się Ochocki do panny Izabeli. --- Ale w takim razie musi pani siąść przy koźle, bo ja powożę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1804">--- Pani Wąsowska nie pozwala, bo pan wywróci! --- zawołała panna Felicja, której los przeznaczył Wokulskiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1805">--- Owszem, niech powozi, niech wywraca... --- rzekła pani Wąsowska. --- Jestem dziś w takim usposobieniu, że zgadzam się na łamanie nam nóg... Biedny ten rydz, który dostanie się w moje ręce!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1806">--- Jestem pierwszy z nich --- odezwał się Starski --- jeżeli chodzi o zjedzenie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1807">--- Owszem, jeżeli zgodzisz się pan na poprzednie ucięcie głowy --- odpowiedziała pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1808">--- Już jej dawno nie mam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1809">--- Nie dawniej, aniżeli ja to spostrzegłam, ale siadajmy i jedźmy...</akap_dialog>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1810">VII. Lasy, ruiny i czary</naglowek_rozdzial>





<akap id="e1811"><begin id="b1204886641074"/><motyw id="m1204886641074">Zazdrość</motyw>Ruszyli.</akap>


<akap id="e1812">Baron, jak zwykle, szeptał z narzeczoną, Starski w gwałtowny sposób umizgał się do pani Wąsowskiej, która ku zdumieniu Wokulskiego przyjmowała to dość życzliwie, a Ochocki powoził czwórką. Tym razem jednak jego furmański entuzjazm hamowało sąsiedztwo panny Izabeli, do której odwracał się co chwilę.</akap>


<akap id="e1813">,,Wesoły ptaszek z tego Ochockiego! --- myślał Wokulski. --- Do mnie mówi, że argumentacja panny Izabeli wylewa mu się uszami, a teraz z nią tylko rozmawia... Oczywiście, chciał mnie do niej zrazić..."</akap>


<akap id="e1814">I wpadł w bardzo posępny humor, był już bowiem pewny, że Ochocki kocha się w pannie Izabeli i że z takim współkonkurentem prawie nie ma walki.</akap>


<akap id="e1815">,,Młody, piękny, zdolny... --- mówił w sobie. --- Nie miałaby chyba oczu albo rozumu, gdyby wybierając między nim i mną nie oddała jemu pierwszeństwa... Lecz nawet i w tym razie musiałbym przyznać, że ma szlachetną naturę, jeżeli gustuje w Ochockim, nie w Starskim. Biedny baron, a jeszcze biedniejsza jego narzeczona, która tak widocznie durzy się w Starskim. Trzeba mieć bardzo pustą głowę i serce..."<end id="e1204886641074"/></akap>


<akap id="e1816"><begin id="b1206472003812"/><motyw id="m1206472003812">Jesień</motyw>Przyglądał się jesiennemu słońcu, szarym ścierniskom i pługom z wolna orzącym ugory i pełen głębokiego smutku w duszy, wyobrażał sobie chwilę, w której już zupełnie straci nadzieję i ustąpi miejsca przy pannie Izabeli Ochockiemu.<end id="e1206472003812"/></akap>


<akap id="e1817">,,Cóż robić?... Cóż robić, jeżeli go wybrała... Moje nieszczęście, żem ją poznał..."</akap>


<akap id="e1818">Wjechali na wzgórze, gdzie roztoczył się przed nimi rozległy horyzont, obejmujący kilka wiosek, lasy, rzekę i miasteczko z kościołem.</akap>


<akap id="e1819">Brek chwiał się w obie strony.</akap>

<akap_dialog id="e1820">--- Pyszny widok! --- zawołała pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1821">--- Jak z balonu, którym kieruje pan Ochocki --- dodał Starski trzymając się poręczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1822">--- Pan jeździł balonem? --- zapytała panna Felicja.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1823">--- Balonem pana Ochockiego?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1824">--- Nie, prawdziwym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1825">--- Niestety! nie jeździłem żadnym --- westchnął Starski --- ale w tej chwili wyobrażam sobie, że jadę bardzo lichym.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1826">--- Pan Wokulski pewnie jeździł --- rzekła tonem głębokiego przekonania panna Felicja.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1827">--- Ależ, Felu, o co ty niedługo zaczniesz posądzać pana Wokulskiego! --- zgromiła ją pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1828">--- Istotnie jeździłem... --- odparł zdziwiony Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1829">--- Jeździł pan?... ach, jak to dobrze! --- zawołała panna Felicja. --- Niech nam pan opowie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1830">--- Jeździł pan?... --- odezwał się z kozła Ochocki. --- Hola!... Niech pan zaczeka z opowiadaniem, zaraz tam przyjdę.</akap_dialog>


<akap id="e1831">Rzucił lejce furmanowi, choć zjeżdżali z góry, zeskoczył z kozła i po chwili siadł w breku naprzeciw Wokulskiego.</akap>

<akap_dialog id="e1832"><begin id="b1206472110812"/><motyw id="m1206472110812">Podróż</motyw>--- Jeździł pan?... --- powtórzył. --- Gdzie?... Kiedy?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1833">--- W Paryżu, ale tym uwięzionym balonem. Pół wiorsty w górę, prawie żadna podróż --- odparł nieco zmieszany Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1834">--- Niech pan mówi... To musi być olbrzymi widok?... Jakich uczuć doznawał pan?... --- mówił Ochocki. Był dziwnie zmieniony: oczy rozszerzyły mu się, na twarz wystąpił rumieniec. Patrząc na niego trudno było wątpić, że w tej chwili zapomniał o pannie Izabeli.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1835">--- To musi być szalona przyjemność... Mów pan... --- pytał natarczywie, schwyciwszy Wokulskiego za kolano.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1836">--- Widok jest istotnie wspaniały --- odpowiedział Wokulski --- ponieważ horyzont ma kilkadziesiąt wiorst w promieniu, a cały Paryż i jego okolice wyglądają jak na wypukłej mapie. Ale podróż nie jest miła; może tylko pierwszy raz...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1837">--- Jakież wrażenie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1838">--- Dziwaczne. Człowiek myśli, że sam pojedzie w górę; nagle widzi, że nie on jedzie, ale ziemia szybko zapada mu się pod nogami. Jest to zawód tak niespodziany i przykry, że... chciałoby się wyskoczyć...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1839">--- Cóż więcej?... --- nalegał Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1840">--- Drugim dziwowiskiem jest horyzont, który ciągle widać na wysokości wzroku. Skutkiem tego ziemia wydaje się wklęsłą jak ogromny, głęboki talerz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1841">--- A ludzie?... domy?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1842">--- Domy wyglądają jak pudełka, tramwaje jak duże muchy, a ludzie jak czarne krople, które szybko biegną w różnych kierunkach, ciągnąc za sobą długie cienie. W ogóle jest to podróż przeładowana niespodziankami.<end id="e1206472110812"/></akap_dialog>


<akap id="e1843">Ochocki zamyślił się i patrzył przed siebie nie wiadomo na co... Parę razy zdawało się, że chce wyskoczyć z breka i że go drażni towarzystwo, w którym też zapanowała cisza.</akap>


<akap id="e1844">Dojechali do lasu, za nimi dwie służące w bryczce. Panie wzięły do rąk koszyki.</akap>

<akap_dialog id="e1845">--- A teraz każda dama ze swoim kawalerem w inną stronę! --- zakomenderowała pani Wąsowska. --- Panie Starski, ostrzegam, że jestem dziś w wyjątkowym humorze, a co znaczy u mnie wyjątkowy humor, wie o tym pan Wokulski --- dodała śmiejąc się nerwowo. --- Panie Ochocki, Belu, proszę do lasu, i nie pokazujcie się, dopóki... nie zbierzecie całego kosza rydzów... Felu!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1846">--- Ja pójdę z Michalinką i z Joasią! --- szybko odpowiedziała panna Felicja patrząc na Wokulskiego w taki sposób, jakby to on był owym wrogiem, przeciw któremu należało uzbroić się we dwie służące.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1847">--- No, idźmyż, kuzynie --- rzekła do Ochockiego panna Izabela widząc, że towarzystwo weszło już w las. --- Ale weź mój koszyk i sam zbieraj rydze, bo mnie to, przyznam się, nie bawi.</akap_dialog>


<akap id="e1848">Ochocki wziął koszyk i rzucił go na bryczkę.</akap>

<akap_dialog id="e1849">--- Co mi tam wasze rydze! --- odparł zachmurzony. --- Straciłem dwa miesiące na rybach, grzybach, bawieniu dam i tym podobnych głupstwach... Inni przez ten czas jeździli balonem... Wybierałem się do Paryża, ale prezesowa tak nalegała, żebym u niej wypoczął... I pięknie wypocząłem... Zgłupiałem do reszty... Już nawet nie umiem myśleć porządnie... straciłem zdolności... Eh! dajcie mi święty spokój z rydzami... Jestem taki zły!...</akap_dialog>


<akap id="e1850">Machnął ręką, potem obie włożył do kieszeni i poszedł w las ze spuszczoną głową mrucząc po drodze.</akap>

<akap_dialog id="e1851">--- Miły towarzysz! --- odezwała się z uśmiechem panna Izabela do Wokulskiego. --- Już będzie z nim tak do końca wakacyj... Byłam pewna, że zepsuje mu się humor, jak tylko Starski wspomniał o balonach...</akap_dialog>


<akap id="e1852">,,Błogosławione te balony! --- pomyślał Wokulski. --- Taki współzawodnik przy pannie Izabeli nie jest niebezpieczny..."</akap>


<akap id="e1853">I w tej chwili uczuł, że kocha Ochockiego.</akap>

<akap_dialog id="e1854">--- Jestem pewny --- rzekł do panny Izabeli --- że kuzyn pani zrobi wielki wynalazek. Kto wie, czy nie stanie się on epoką w dziejach ludzkości... --- dodał myśląc o projektach Geista.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1855">--- Tak pan sądzi? --- odpowiedziała dosyć obojętnie panna Izabela. --- Może być... Tymczasem kuzynek jest chwilami impertynent, z czym mu niekiedy bywa do twarzy, ale chwilami jest nudny, co nie przystoi nawet wynalazcom. Kiedy na niego patrzę, przychodzi mi na myśl historyjka o Newtonie. Był to podobno bardzo wielki człowiek, czy tak, panie?... Ale i cóż, kiedy jednego dnia siedząc przy jakiejś panience wziął ją za rękę i... czy pan uwierzy?... zaczął czyścić swoją fajkę jej małym palcem!... No, jeżeli do tego prowadzi geniusz, dziękuję za genialnego męża!... Przejdźmy się trochę po lesie, dobrze, panie?</akap_dialog>


<akap id="e1856">Każdy wyraz panny Izabeli padał Wokulskiemu na serce jak kropla słodyczy.</akap>


<akap id="e1857">,,Więc ona lubi Ochockiego (bo któż by go nie lubił?), ale za niego nie wyjdzie!..."</akap>


<akap id="e1858">Szli wąską drogą, która stanowiła granicę dwu lasów: na prawo rosły dęby i buki, na lewo sosny.</akap>


<akap id="e1859">Między sosnami od czasu do czasu błysnął czerwony stanik pani Wąsowskiej albo biała okrywka panny Eweliny. W jednym miejscu rozwidlała się droga i Wokulski chciał skręcić, ale panna Izabela zatrzymała go...</akap>

<akap_dialog id="e1860"><begin id="b1206472569187"/><motyw id="m1206472569187">Las</motyw>--- Nie, nie --- rzekła --- tam nie idźmy, bo stracimy z oczu całe towarzystwo, a dla mnie las tylko wtedy jest piękny, kiedy w nim widzę ludzi. W tej chwili na przykład rozumiem go... Niech no pan spojrzy... Prawda, jak ta część jest podobna do ogromnego kościoła?... Te szeregi sosen to kolumny, tam boczna nawa, a tu wielki ołtarz... Widzi pan, widzi pan... Teraz między konarami pokazało się słońce jak w gotyckim oknie... Co za nadzwyczajna rozmaitość widoków! Tu ma pan buduar damski, a te niskie krzaczki to taburety. Nie brak nawet lustra, które zostało po onegdajszym deszczu... A to ulica, prawda?... Trochę krzywa, ale ulica... A tam znowu rynek czy plac... Czy pan widzi to wszystko?<end id="e1206472569187"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1861">--- Widzę, o ile mi pani pokazuje --- odpowiedział Wokulski z uśmiechem. --- Trzeba jednak mieć bardzo poetycką fantazję, ażeby spostrzec te podobieństwa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1862">--- Doprawdy?... A ja zawsze myślałem, że jestem uosobioną prozą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1863">--- Może być, że jeszcze nie miała pani sposobności odkryć wszystkich swoich zalet --- odparł Wokulski, niekontent, że zbliża się do nich panna Felicja.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1864">--- Jak to, nie zbieracie państwo rydzów? --- dziwiła się panna Felicja. --- Cudowne rydze; jest ich takie mnóstwo, że nam nie wystarczy koszyków i będziemy chyba musiały sypać je do bryczki. Dać ci, Belu, koszyk?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1865">--- Dziękuję ci!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1866">--- A panu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1867">--- Nie wiem, czy potrafiłbym odróżnić rydza od muchomora --- odpowiedział Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1868">--- Ślicznie! --- zawołała panna Fela. --- Nie spodziewałam się od pana takiej odpowiedzi... Powiem to babci i poproszę, ażeby żadnemu z panów nie pozwoliła jeść rydzów, a przynajmniej nie te, które ja zbieram.</akap_dialog>


<akap id="e1869">Kiwnęła głową i odeszła.</akap>

<akap_dialog id="e1870">--- Obraził pan Felcię --- rzekła panna Izabela. --- To nie godzi się... ona jest panu tak życzliwa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1871">--- Panna Felicja ma przyjemność w zbieraniu rydzów, ja wolę słuchać wykładu pani o lesie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1872">--- Bardzo mi to pochlebia --- odpowiedziała, lekko rumieniąc się, panna Izabela --- ale jestem pewna, że prędko znudzi pana mój wykład. <begin id="b1206472746968"/><motyw id="m1206472746968">Las, Niebezpieczeństwo, Potwór, Natura</motyw>Bo dla mnie nie zawsze las jest piękny, czasem bywa okropny. Gdybym tu była sama, z pewnością nie widziałabym ulic, kościołów i buduarów. Kiedy jestem sama, las mnie przeraża. Przestaje być dekoracją, a zaczyna być czymś, czego nie rozumiem i czego się boję. Głosy ptaków są jakieś dzikie, czasem podobne do nagłego krzyku boleści, a czasem do śmiechu ze mnie, że weszłam między potwory... Wtedy każde drzewo wydaje mi się istotą żywą, która chce mnie owinąć gałęźmi i udusić; każde ziele w zdradziecki sposób oplątuje mi nogi, ażeby mnie już stąd nie wypuścić...<end id="e1206472746968"/> A wszystkiemu temu winien kuzynek Ochocki, który tłomaczył mi, że natura nie jest stworzona dla człowieka... Według jego teorii wszystko żyje i wszystko żyje dla siebie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1873">--- Ma rację --- szepnął Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1874">--- Jak to, więc i pan w to wierzy? Więc według pana ten las nie jest przeznaczony na pożytek ludziom, ale ma jakieś swoje własne interesa, nie gorsze od naszych...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1875">--- <begin id="b1206879110187"/><motyw id="m1206879110187">Bóg</motyw>Widziałem ogromne lasy, w których człowiek ukazywał się raz na kilka lat, a jednak rosły bujniej aniżeli nasze...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1876"><begin id="b1206473324375"/><motyw id="m1206473324375">Natura, Religia</motyw>--- Ach, niech pan tak nie mówi!... To jest poniżanie wartości ludzkiej, nawet niezgodne z Pismem świętym. Bóg oddał przecie ludziom ziemię na mieszkanie, a rośliny i zwierzęta na pożytek...<end id="e1206879110187"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1877"><begin id="b1206879190671"/><motyw id="m1206879190671">Praca, Siła</motyw>--- Krótko mówiąc, według pani natura powinna służyć ludziom, a ludzie klasom uprzywilejowanym i utytułowanym?... Nie, pani. I natura, i ludzie żyją dla siebie, i tylko ci mają prawo władać nimi, którzy posiadają więcej sił i więcej pracują. Siła i praca są jedynymi przywilejami na tym świecie. Niejednokrotnie też tysiącletnie, ale bezwładne drzewa upadają pod ciosami kolonistów--dorobkiewiczów, a pomimo to w naturze nie zachodzi żaden przewrót. Siła i praca, pani, nie tytuł i nie urodzenie...<end id="e1206473324375"/><end id="e1206879190671"/></akap_dialog>


<akap id="e1878">Panna Izabela była rozdrażniona.</akap>

<akap_dialog id="e1879">--- Tu może mi pan mówić --- rzekła --- co pan chce, tu uwierzę we wszystko, bo dokoła widzę tylko pańskich sprzymierzeńców.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1880">--- Czy oni nigdy nie staną się sprzymierzeńcami pani?!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1881">--- Nie wiem... może... Tak często teraz słyszę o nich, że kiedyś mogę uwierzyć w ich potęgę.</akap_dialog>


<akap id="e1882">Weszli na polankę zamkniętą wzgórzami, na których rosły pochylone sosny. Panna Izabela usiadła na pniu ściętego drzewa, a Wokulski niedaleko niej na ziemi.</akap>


<akap id="e1883">W tej chwili na brzegu polanki ukazała się pani Wąsowska ze Starskim.</akap>

<akap_dialog id="e1884">--- Czy nie chcesz, Belu --- wołała --- wziąć sobie tego kawalera?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1885">--- Protestuję! --- odezwał się Starski. --- Panna Izabela jest całkiem zadowolona ze swego towarzysza, a ja z mojej towarzyszki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1886">--- Czy tak, Belu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1887">--- Tak, tak! --- zawołał Starski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1888">--- Niech będzie tak... --- powtórzyła panna Izabela bawiąc się parasolką i patrząc w ziemię.</akap_dialog>


<akap id="e1889">Pani Wąsowska i Starski znikli na wzgórzu, panna Izabela coraz niecierpliwiej bawiła się parasolką. Wokulskiemu pulsa biły w skroniach jak dzwony. Ponieważ milczenie trwało zbyt długo, więc odezwała się panna Izabela:</akap>

<akap_dialog id="e1890">--- Prawie rok temu byliśmy w tym miejscu na wrześniowej majówce... Było ze trzydzieści osób z sąsiedztwa... O, tam palono ogień...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1891">--- Bawiła się pani lepiej niż dziś?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1892">--- Nie. Siedziałam na tym samym pniu i byłam jakaś smutna... Czegoś mi brakło... I co mi się bardzo rzadko zdarza, myślałam: co też będzie za rok?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1893">--- Dziwna rzecz!... --- szepnął Wokulski. --- Ja także mniej więcej rok temu mieszkałem z obozem w lesie, ale w Bułgarii... Myślałem: czy za rok żyć będę i...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1894">--- I o czym jeszcze?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1895">--- O pani.</akap_dialog>


<akap id="e1896">Panna Izabela niespokojnie poruszyła się i pobladła.</akap>

<akap_dialog id="e1897">--- O mnie?... --- spytała. --- Alboż pan mnie znał?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1898">--- Tak. Znam panią już parę lat, ale niekiedy zdaje mi się, że znam panią od wieków... Czas ogromnie wydłuża się, kiedy o kimś myślimy ciągle, na jawie i we śnie...</akap_dialog>


<akap id="e1899">Podniosła się z pnia, jakby chcąc uciekać. Wokulski także powstał.</akap>

<akap_dialog id="e1900">--- Niech pani przebaczy, jeżeli mimowolnie zrobiłem jej przykrość. <begin id="b1206880346078"/><motyw id="m1206880346078">Pozycja społeczna</motyw>Może, według pani, tacy jak ja nie mają prawa myśleć o pani?... W waszym świecie nawet ten zakaz jest możliwy. Ale ja należę do innego... W moim świecie paproć i mech tak dobrze mają prawo patrzeć na słońce jak sosny albo... grzyby. Dlatego niech mi pani wręcz powie: czy wolno mi, czy nie wolno myśleć o pani? Na dziś nie żądam nic innego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1901">--- Ja pana prawie nie znam --- szepnęła, widocznie zakłopotana, panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1902">--- Ja też dziś nic nie żądam. Pytam się tylko, czy nie uważa pani za obrazę dla siebie tego, że ja myślę o pani, nic --- tylko myślę. Znam opinię klasy, wśród której wychowała się pani, o takich ludziach jak ja i wiem, że to, co mówię w tej chwili, nazwać można zuchwalstwem. Niech mi więc pani powie wprost: a jeżeli aż taka istnieje między nami różnica, nie będę się już dłużej starał o względy pani... Wyjadę dziś lub jutro bez cienia pretensji, owszem, zupełnie wyleczony.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1903">--- Każdy człowiek ma prawo myśleć... --- odparła panna Izabela, coraz mocniej zmieszana.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1904">--- Dziękuję pani. Tym słówkiem dała mi pani poznać, że w jej przekonaniu nie stoję niżej od panów Starskich, marszałków i im podobnych... Rozumiem, że nawet w tych warunkach mogę jeszcze nie zyskać sympatii pani... Do tego bardzo daleko... Ale wiem przynajmniej, że już mam ludzkie prawa i że pani będzie od tej pory sądzić moje czyny, nie tytuły, których nie posiadam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1905">--- Jest pan przecie szlachcicem, a mówi prezesowa, że tak dobrym, jak Starscy, a nawet Zasławscy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1906">--- Owszem, jeżeli pani życzy sobie, jestem szlachcicem, nawet lepszym od niejednego z tych, jakich spotykałem w salonach. Na moje nieszczęście, wobec pani, jestem także i kupcem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1907">--- No, kupcem można być i można nie być, to zależy od pana... --- odparła już śmielej panna Izabela.<end id="e1206880346078"/></akap_dialog>


<akap id="e1908">Wokulski zamyślił się.</akap>


<akap id="e1909">W tej chwili w lesie poczęto hukać i zwoływać się, a w parę minut później całe towarzystwo ze sługami, koszami i rydzami znalazło się na polance.</akap>

<akap_dialog id="e1910">--- Wracajmy do domu --- rzekła pani Wąsowska --- bo mnie te rydze znudziły i czas na obiad.</akap_dialog>


<akap id="e1911">Kilka dni następnych upłynęły Wokulskiemu w sposób dziwny; gdyby go zapytano: czym były dla niego? zapewne odpowiedziałby, że snem szczęścia, jedną z tych epok w życiu, dla których, może być, natura powołała na świat człowieka.</akap>


<akap id="e1912">Obojętny widz może nazwałby takie dnie jednostajnymi, a nawet nudnymi. Ochocki sposępniał i od rana do wieczora albo kleił, albo puszczał oryginalnej formy latawce. Pani Wąsowska z panną Felicją czytały albo zajmowały się szyciem ornatu dla miejscowego proboszcza. Starski z prezesową i baronem grali w karty.</akap>


<akap id="e1913">I tym sposobem Wokulski i panna Izabela nie tylko byli zupełnie osamotnieni, ale jeszcze musieli być ciągle razem.</akap>


<akap id="e1914">Chodzili po parku, czasem w pole, siedzieli pod wiekową lipą na podwórzu, ale najczęściej pływali po stawie. On wiosłował, ona od czasu do czasu rzucała okruchy ciastek łabędziom, które cicho sunęły za nimi. Niejeden podróżny zatrzymywał się na gościńcu za stawem i zdziwiony przypatrywał się niezwykłej grupie, którą tworzyły: biała łódka z siedzącą w niej parą i dwa białe łabędzie ze skrzydłami podniesionymi jak żagle.</akap>


<akap id="e1915"><begin id="b1206880103265"/><motyw id="m1206880103265">Miłość silniejsza niż śmierć, Ofiara</motyw>Później Wokulski nie umiał nawet przypomnieć sobie, o czym mówili w podobnych chwilach. Najczęściej milczeli. Raz zapytała go: dlaczego ślimaki pływają pod powierzchnią wody? drugi raz --- dlaczego obłoki mają tak rozmaitą barwę? Tłomaczył jej i wówczas zdawało mu się, że całą naturę od ziemi do nieba ogarnia w jednym uścisku i składa jej pod nogi.</akap>


<akap id="e1916">Pewnego dnia przyszło mu na myśl, że gdyby kazała mu rzucić się w wodę i umrzeć, umarłby błogosławiąc ją.<end id="e1206880103265"/></akap>


<akap id="e1917"><begin id="b1206880265421"/><motyw id="m1206880265421">Miłość, Życie snem, Cisza</motyw>Podczas tych wodnych przejażdżek, a także podczas spacerów w parku i zawsze, gdy byli razem, czuł jakiś niezmierny spokój, jakby cała dusza jego i cała ziemia od wschodnich do zachodnich kresów napełniona była ciszą, wśród której nawet turkot wozu, szczekanie psa albo szelest gałęzi wypowiadały się w cudownie pięknych melodiach. Zdawało mu się, że już nie chodzi, lecz pływa w oceanie mistycznego odurzenia, że już nie myśli, nie czuje, nie pragnie, tylko kocha. Godziny umykały gdzieś jak błyskawice zapalające się i gasnące na dalekim nieboskłonie. Dopiero był ranek --- już południe --- już wieczór i --- noc pełna przebudzeń i westchnień. Niekiedy myślał, że dobę podzielono na dwa nierówne okresy czasu: dzień krótszy od mgnienia powiek i noc długą jak wieczność dusz potępionych.<end id="e1206880265421"/></akap>


<akap id="e1918">Pewnego dnia wezwała go do siebie prezesowa.</akap>

<akap_dialog id="e1919">--- Siadajże, panie Stanisławie --- rzekła --- cóż, dobrze się u mnie bawisz?</akap_dialog>


<akap id="e1920">Drgnął jak człowiek przebudzony.</akap>

<akap_dialog id="e1921">--- Ja?... --- spytał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1922">--- Nudziłżebyś się?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1923">--- Za rok takich nudów oddałbym życie.</akap_dialog>


<akap id="e1924">Staruszka potrząsnęła głową.</akap>

<akap_dialog id="e1925">--- Tak czasem się zdaje --- odpowiedziała. --- <begin id="b1206880580875"/><motyw id="m1206880580875">Szczęście</motyw>Nie wiem, kto tam napisał, że człowiek jest wtedy najszczęśliwszy, kiedy dokoła siebie widzi to, co nosi w sobie samym... Ale ja mówię, że mniejsza, dlaczego jest szczęśliwy, byle nim był...<end id="e1206880580875"/> Wybaczysz mi, jeżeli cię obudzę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1926">--- Słucham panią --- odparł, mimo woli blednąc.</akap_dialog>


<akap id="e1927">Prezesowa wciąż przypatrywała mu się i z lekka chwiała głową.</akap>

<akap_dialog id="e1928">--- No, przecie nie myśl, że obudzę cię złymi wiadomościami. Zbudzę cię w zwykły sposób. Myślałżeś co o tej cukrowni, którą mi tu radzą budować?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1929">--- Jeszcze nie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1930">--- Nic pilnego. Ale o stryju zupełnie już zapomniałeś. A on, biedak, leży niedaleko stąd, o trzy mile, w Zasławiu... Może byście tam jutro pojechali. Okolica ładna, są ruiny zamku... Moglibyście bardzo przyjemnie czas przepędzić i zrobić coś z tym kamieniem nagrobnym.</akap_dialog>


<akap id="e1931"><begin id="b1206880527171"/><motyw id="m1206880527171">Poezja, Przemijanie, Miłość</motyw>Wiesz co --- dodała staruszka wzdychając --- namyśliłam się... Nie trzeba rozbijać kamienia pod zamkiem. Zostaw go tam i tylko każ wyryć na nim te wiersze: ,,Na każdym miejscu i o każdej dobie..."<pr><slowo_obce>Na każdym miejscu i o każdej dobie...</slowo_obce> --- urywek z wiersza Mickiewicza <tytul_dziela>Do M...</tytul_dziela> (Maryli): ,,Tak w każdym miejscu i o każdej dobie, Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił, Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie, Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił."</pr> Znasz to?...</akap>

<akap_dialog id="e1932">--- O tak, znam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1933">--- Pod zamkiem więcej bywa ludzi niż na cmentarzu, prędzej przeczytają i może zamyślą się nad ostatecznym kresem wszystkiego na tym świecie, nawet miłości...<end id="e1206880527171"/></akap_dialog>


<akap id="e1934">Wokulski wyszedł od prezesowej silnie rozstrojony. ,,Co znaczy jej rozmowa?..." --- pomyślał. Na szczęście, spotkał pannę Izabelę idącą w stronę stawu i zapomniał o wszystkim.</akap>


<akap id="e1935">Na drugi dzień istotnie całe towarzystwo pojechało do Zasławia. Mijali lasy, zielone pagórki, wąwozy z żółtymi ścianami. <begin id="b1206880716984"/><motyw id="m1206880716984">Przeczucie</motyw>Okolica była piękna, jeszcze piękniejsza pogoda, ale Wokulski nie uważał na nic, zatopiony w smutnych myślach... Już nie był sam z panną Izabelą, jak wczoraj jeszcze; nawet nie siedział w breku blisko niej, tylko naprzeciw panny Felicji, a nade wszystko... Ale to już mu się tylko zdawało i nawet śmiał się w duszy ze swych przywidzeń. Zdawało mu się, że Starski w jakiś dziwny sposób spojrzał na pannę Izabelę i że ją oblał rumieniec.</akap>


<akap id="e1936">,,Ach, głupstwo --- mówił do siebie --- po cóż miałaby mnie oszukiwać!... Ona mnie, który przecie nie jestem nawet jej narzeczonym."<end id="e1206880716984"/></akap>


<akap id="e1937">Otrząsnął się ze swych przywidzeń i tylko było mu trochę przykro, że Starski siedzi obok panny Izabeli. Ale tylko trochę...</akap>


<akap id="e1938"><begin id="b1206880754531"/><motyw id="m1206880754531">Zazdrość</motyw>,,No, przecież nie zabronię jej --- myślał --- siadać, przy kim zechce. I nie zniżę się do zazdrości, która bądź jak bądź jest podłym uczuciem, a najczęściej gruntuje się na pozorach... Zresztą, gdyby chcieli wymieniać ze Starskim tkliwe spojrzenia, nie robiliby tego tak jawnie. Szaleniec jestem..."<end id="e1206880754531"/></akap>


<akap id="e1939">W parę godzin znaleźli się na miejscu.</akap>


<akap id="e1940"><begin id="b1206880902015"/><motyw id="m1206880902015">Miasto, Upadek</motyw>Zasław, niegdyś miasteczko, dziś licha osada, stoi w nizinie otoczonej mokrymi łąkami. Oprócz kościoła i dawnego ratusza wszystkie budowle są parterowe, drewniane i stare. Na środku rynku, a raczej placu pełnego ostów i jam, wznosi się piętrowa kupa śmieci i studnia pod dziurawym dachem opartym na czterech zgniłych słupach.</akap>


<akap id="e1941"><begin id="b1206880938515"/><motyw id="m1206880938515">Obyczaje, Żyd</motyw>Z powodu szabasu<pr><slowo_obce>szabas</slowo_obce> --- święto sobotnie u Żydów.</pr> rynek był pusty, a wszystkie kramiki zamknięte.<end id="e1206880938515"/><end id="e1206880902015"/></akap>


<akap id="e1942"><begin id="b1229516080233"/><motyw id="m1229516080233">Ruiny, Zamek</motyw>Dopiero o wiorstę za miastem, w południowej stronie, leżała grupa wzgórz. Na jednym stały ruiny zamku, składające się z dwu wież sześciokątnych, gdzie ze szczytów i okien zwieszały się bujne zielska; na drugim rosła kępa starych dębów.<end id="e1229516080233"/></akap>


<akap id="e1943"><begin id="b1229516127009"/><motyw id="m1229516127009">Jedzenie</motyw>Gdy podróżni zatrzymali się w rynku, Wokulski wysiadł, ażeby zobaczyć się z proboszczem, Starski zaś objął komendę.</akap>

<akap_dialog id="e1944">--- Więc my --- rzekł --- jedziemy brekiem do tych dębów i tam zjemy, co Bóg dał, a kucharze przygotowali.<end id="e1229516127009"/> Następnie brek wróci się tu po pana Wokulskiego...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1945">--- Dziękuję --- odparł Wokulski. --- Nie wiem, jak długo zabawię, i wolę iść piechotą. Zresztą muszę jeszcze wstąpić do ruin...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1946">--- I ja z panem --- odezwała się panna Izabela. --- Chcę zobaczyć ulubiony kamień prezesowej... --- dodała półgłosem. --- Proszę mi dać znać, jak pan tam będzie.</akap_dialog>


<akap id="e1947">Brek odjechał, Wokulski wstąpił na plebanię i w ciągu kwadransa skończył interes. Proboszcz oświadczył mu, że nikt w mieście nie będzie miał pretensji, jeżeli na kamieniu zamkowym znajdzie się jaki napis, byle nie nieprzyzwoity i nie bezbożny... Dowiedziawszy się zaś, że chodzi o pamiątkę po nieboszczyku kapitanie Wokulskim, którego znał osobiście, proboszcz obiecał zająć się ułatwieniem tej sprawy.</akap>

<akap_dialog id="e1948">--- Jest tu --- rzekł --- niejaki Węgiełek, sprytny hultaj, trochę kowal, trochę stolarz, więc może on potrafi wyrzeźbić na kamieniu, co potrzeba. Zaraz ja po niego poszlę.</akap_dialog>


<akap id="e1949"><begin id="b1229516210140"/><motyw id="m1229516210140">Chłop</motyw>W ciągu następnego kwadransa zjawił się i Węgiełek, chłopak dwudziestokilkoletni, z fizjognomią wesołą i inteligentną. Dowiedziawszy się od księżego sługi, że można coś zarobić, ubrał się w szaraczkowy surdut z krótkim stanem i połami do ziemi i obficie wytarł sobie włosy słoniną.<end id="e1229516210140"/></akap>


<akap id="e1950">Ponieważ Wokulskiemu było pilno, więc pożegnał proboszcza i poszedł z Węgiełkiem w stronę ruin.</akap>


<akap id="e1951">Gdy znaleźli się za nieczynną dziś rogatką osady, Wokulski zapytał chłopaka:</akap>

<akap_dialog id="e1952">--- Dobrze umiesz pisać, mój bracie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1953">--- Oj, oj!... Przecie mi nieraz ze sądu dawali do przepisywania, choć nie mam lekkiej ręki. A te wiersze, co pan ekonom z Otrocza<pr>Otrocz --- nazwę taką miała wieś w powiecie janowskim (gub. lubelska).</pr> pisywał do leśniczanki, to wszystko moja robota. On tyle, że kupował papier i jeszcze mi do tej pory nie dopłacił czterdzieści groszy za pisanie. A o zakręty to tak się dopominał...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1954">--- I na kamieniu potrafisz pisać?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1955">--- Niby wklęsło, nie wypukło?... Co nie mam potrafić. Podjąłbym się pisania nawet na żelazie, a choćby na szkle i literami, jakimi chcąc: pisanymi, drukowanymi, niemieckimi, żydowskimi... Przecie ja tu, nie chwaląc się, wszystkie szyldy malowałem w mieście.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1956">--- I tego krakowiaka, co wisi nad szynkiem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1957">--- A jużci.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1958">--- A gdzieżeś ty widział takiego krakowiaka?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1959">--- U pana Zwolskiego jest furman, co się nosi z krakowska, wiecem se go obejrzał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1960">--- I widziałeś, że ma obie nogi na lewym boku?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1961">--- Proszę łaski pana, ludzie z prowincji nie patrzą na nogi, ino na butelkę. Jak dojrzy butelkę i kieliszek, to już nie chybi, ale trafi prosto do Szmula.</akap_dialog>


<akap id="e1962"><begin id="b1229516388699"/><motyw id="m1229516388699">Chłop, Małżeństwo</motyw>Wokulskiemu coraz więcej podobał się rezolutny chłopak.</akap>

<akap_dialog id="e1963">--- Nie ożeniłeś się jeszcze? --- zapytał go.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1964">--- Nie. Z taką, co chodzi w chustce, to ja się nie ożenię, a kapeluszowa mnie by nie chciała.<end id="e1229516388699"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1965">--- I cóż tu robisz, kiedy nie ma szyldów do malowania?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1966"><begin id="b1206881215343"/><motyw id="m1206881215343">Ogień, Pożar</motyw>--- O tak, panie: trochę to, trochę owo, a razem nic. Dawniej robiłem stolarszczyznę i nie mogłem nadążyć. Za jakie parę lat odłożyłbym z tysiąc rubli. Ale spaliłem się tamtego roku i już nie mogę przyjść do siebie. Drzewo, warsztaty, wszystko poszło na węgiel, a mówię łasce pana, był taki ogień, że najtwardsze pilniki stopiły się jak smoła. Kiedym spojrzał na pogorzel, tom ino plunął ze złości, ale dziś nawet mi szkoda tej śliny...<end id="e1206881215343"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1967">--- Odbudowałeś się? Masz warsztat?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1968">--- Ehe! panie... Odbudowałem w ogrodzie chałupę jak barak, żeby matka miała gdzie gotować, ale warsztaty... Toż by na to, panie, trzeba z pięćset rubli gotowego grosza, słowo honoru daję, jak mi Bóg miły... Ileż to przecie lat ojciec nieboszczyk harował, nim postawił dom i zebrał naczynie.</akap_dialog>


<akap id="e1969">Zbliżali się do ruin. Wokulski rozmyślał.</akap>

<akap_dialog id="e1970"><begin id="b1206881337203"/><motyw id="m1206881337203">Chłop, Pan, Pieniądz, Opieka, Bogactwo, Bieda</motyw>--- Słuchaj, Węgiełek --- rzekł nagle --- podobasz mi się. Będę w tej okolicy --- dodał, cicho wzdychając --- będę jeszcze z tydzień... A jeżeli wyrzeźbisz mi dobrze napis, wezmę cię do Warszawy na jakiś czas... Tam przekonam się, co jesteś wart, i... może odnajdą się twoje warsztaty.</akap_dialog>


<akap id="e1971">Chłopak pochylał głowę na prawo i na lewo, przypatrując się Wokulskiemu. Nagle przyszło mu na myśl, że musi to być bardzo bogaty pan, a może nawet z takich panów, których niekiedy Bóg zsyła, ażeby opiekowali się ludźmi biednymi i --- zdjął czapkę.</akap>

<akap_dialog id="e1972">--- Cóżeś stanął? Nakryj głowę... --- rzekł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1973">--- Przepraszam pana... może ja co złego powiedziałem?... Ale u nas, panie, to tacy panowie nie bywają... Podobno bywali dawnymi czasy... Nawet ojciec nieboszczyk gadał, że sam widział takiego pana, co wziął z Zasławia sierotę i zrobił z niej wielką panią, a jegomości zostawił tyle pieniędzy, że z nich wybudowali nową dzwonnicę...</akap_dialog>


<akap id="e1974">Wokulski uśmiechał się patrząc na zakłopotaną minę chłopaka i z dziwnym uczuciem myślał, że za swój jednoroczny dochód mógłby uszczęśliwić stu kilkudziesięciu takich jak ten oto...</akap>


<akap id="e1975">,,Pieniądz naprawdę jest wielką potęgą, tylko trzeba go umieć użyć..."<end id="e1206881337203"/></akap>


<akap id="e1976">Byli już pod górą zamkową, kiedy z sąsiedniej odezwał się głos panny Felicji:</akap>

<akap_dialog id="e1977">--- Panie Wokulski, my tu jesteśmy!...</akap_dialog>


<akap id="e1978"><begin id="b1229516623435"/><motyw id="m1229516623435">Sługa</motyw>Wokulski podniósł oczy i zobaczył między dębami wesoły ogień, dokoła którego siedziało zasławskie towarzystwo. O kilkanaście kroków z boku chłopak kredensowy<pr><slowo_obce>chłopak kredensowy</slowo_obce> --- usługujący przy stole.</pr> i pokojówka nastawiali samowar.<end id="e1229516623435"/></akap>

<akap_dialog id="e1979">--- Niech pan zaczeka, idę do pana! --- zawołała panna Izabela podnosząc się z dywanu.</akap_dialog>


<akap id="e1980">Starski podskoczył do niej.</akap>

<akap_dialog id="e1981">--- Sprowadzę kuzynkę --- rzekł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1982">--- O, dziękuję, sama zejdę --- odpowiedziała panna Izabela cofając się. Potem zaczęła iść ze stromej ściany z taką swobodą i wdziękiem, jakby to była ulica w parku.</akap_dialog>


<akap id="e1983">,,Podły jestem z moimi posądzeniami!" --- szepnął Wokulski.</akap>


<akap id="e1984"><begin id="b1206881512015"/><motyw id="m1206881512015">Społecznik</motyw>W tej chwili przywidziało mu się, że jakiś tajemniczy głos każe mu robić wybór między tysiącami takich jak Węgiełek, którzy potrzebują pomocy, i jedną kobietą, która schodziła tam z góry.</akap>


<akap id="e1985">,,Już zrobiłem wybór!..." --- pomyślał Wokulski.<end id="e1206881512015"/></akap>

<akap_dialog id="e1986"><begin id="b1229516767814"/><motyw id="m1229516767814">Ruiny, Zamek</motyw>--- Ale do zamku nie wejdę sama, musi mi pan podać rękę --- rzekła panna Izabela stanąwszy przy Wokulskim.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1987">--- Może państwo pozwolą lżejszą drogą --- odezwał się Węgiełek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1988">--- Prowadź!</akap_dialog>


<akap id="e1989">Okrążyli górę i poczęli wspinać się na jej szczyt łożyskiem wyschłego potoku.</akap>

<akap_dialog id="e1990"><begin id="b1229516840008"/><motyw id="m1229516840008">Krew</motyw>--- Jaki dziwny kolor tych kamieni --- odezwała się panna Izabela patrząc na kawały wapienia poplamionego brunatnymi piętnami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1991">--- Ruda żelazna --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1992">--- O nie --- wtrącił Węgiełek --- to nie ruda, to krew...</akap_dialog>


<akap id="e1993">Panna Izabela cofnęła się.</akap>

<akap_dialog id="e1994">--- Krew?... --- powtórzyła.<end id="e1229516840008"/></akap_dialog>


<akap id="e1995">Stanęli na szczycie wzgórza, zasłonięci od reszty towarzystwa walącym się murem. Z tego miejsca widać było dziedziniec zamkowy zarośnięty cierniem i berberysem. Pod jedną z wież stał oparty o jej ścianę olbrzymi granit.</akap>

<akap_dialog id="e1996">--- Oto jest kamień --- rzekł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1997">--- Ach, ten... Ciekawam, jak go tu wnieśli?... Mój człowieku, co mówiliście o krwi? --- spytała panna Izabela Węgiełka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1998">--- To dawna historia --- odparł Węgiełek --- jeszcze mi ją dziaduś opowiadał... Wreszcie tu wszyscy o niej wiedzą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1999">--- Opowiedzcie ją --- nalegała panna Izabela. --- Między ruinami bardzo lubię słuchać legend. Nad Renem pełno tego...<pr><slowo_obce>Nad Renem pełno tego...</slowo_obce> --- z przeszłością zamków nadreńskich łączy się wiele legend niemieckich.</pr></akap_dialog>


<akap id="e2000">Weszła na dziedziniec, ostrożnie wymijając cierniste krzaki, i usiadła na kamieniu.</akap>

<akap_dialog id="e2001">--- Opowiedzcie historię o tej krwi...<end id="e1229516767814"/></akap_dialog>


<akap id="e2002">Węgiełek wcale nie zmieszał się tą propozycją; owszem, uśmiechnął się i zaczął:</akap>

<akap_dialog id="e2003">--- W dawnych czasach, kiedy jeszcze mój dziaduś łapał ptaki między dębami, po tych kamieniach, cośmy nimi szli, płynęła woda. Teraz ona pokazuje się tylko na wiosnę albo po wielkim deszczu, ale za małości dziadusia szła przez cały rok. I był strumień w tym miejscu.</akap_dialog>


<akap id="e2004"><begin id="b1229517612785"/><motyw id="m1229517612785">Sen</motyw>Na dnie potoku, jeszcze za małości dziadusia, leżał jeden spory kamień, jakby nim kto dziurę zatykał. W rzeczy samej była tam dziura, właśnie nawet okno do podziemiów<pr><slowo_obce>do podziemiów</slowo_obce> (gwar.) --- do podziemi (końcówka ów pod wpływem odmiany rzeczowników męskich).</pr>, gdzie są zachowane wielkie skarby, jakich by na całym świecie nie znalazł. A między tymi majątkami, na szczerozłotym łóżku, śpi panna, może nawet jaka hrabini<pr><slowo_obce>hrabini</slowo_obce> (gwar.) --- zamiast hrabina, pod wpływem form takich, jak: gospodyni, ochmistrzyni itd.</pr>, bardzo śliczności i bogato odziana. Mówią, że za to samo, co ona ma we włosach, kupiłby wszystkie dobra od Zasławia do Otrocza.</akap>


<akap id="e2005"><begin id="b1229517665499"/><motyw id="m1229517665499">Potwór</motyw>Ta zaś panna śpi przez taki interes, że jej ktoś wbił złotą szpilkę w głowę, może ze zbytków, a może i z nienawiści; Bóg ich tam wie. Tak śpi i nie ocknie się, dopóki jej kto szpilki z głowy nie wyciągnie i potem się z nią nie ożeni. Ale to rzecz ciężka i nawet niebezpieczna, bo tam w podziemiach pilnują skarbów i samej panny różne straszydła. A jakie one są, to wiem dobrze, bo póki mi się dom nie spalił, chowałem taki jeden ząb jak pięść, który ząb dziaduś znalazł w tym miejscu (sprawiedliwie mówię i nic nie kłamę). A jeżeli jeden ząb był jak pięść (widziałem go przecie i miałem w rękach przez długie czasy), to już łeb musiał być jak piec, a cała osoba chyba jak stodoła... Więc borykać się z takim było trudno i jeszcze nie z jednym, ale z wieloma. Dlatego najśmielszy człowiek, choćby mu się i jak spodobała panna, a jeszcze lepiej jej majętności, wejść do podziemiów nie miał odwagi, ażeby go co nie ujadło...<end id="e1229517665499"/><end id="e1229517612785"/></akap>


<akap id="e2006">O tej pannie i o tych majątkach --- prawił dalej Węgiełek --- wiedzieli ludzie od dawna; takim sposobem, że dwa razy do roku, na Wielkanoc i na święty Jan, usuwał się kamień, co leżał na dnie potoku, i jeżeli kto stał wtedy nad wodą, mógł zajrzeć do otchłani i widzieć tamtejsze dziwy.</akap>


<akap id="e2007">Jednej Wielkanocy (dziadusia jeszcze wtedy nie było na świecie) przyszedł tu do zamku młody kowal z Zasławia. Stanął nad potokiem i myśli: ,,Nie mogłyby się to mnie pokazać skarby?... Zaraz bym wlazł do nich, choćby przez najciaśniejszą dziurę, naładowałbym kieszenie i już nie potrzebowałbym dymać miechem." Ledwie tak pomyślał, aż naraz --- usuwa się kamień, a mój ci kowal widzi wory pieniędzy, misy ze szczerego złota i tyle drogiej odzieży jak na jarmarku...</akap>


<akap id="e2008"><begin id="b1206881903921"/><motyw id="m1206881903921">Sen</motyw>Ale najpierw wpadła mu przed oczy śpiąca panna, taka, mówił dziaduś, śliczna, że kowal stanął słupem. Spała se i tylko jej łzy płynęły, a co która upadła, czy na jej koszulę, czy na łóżko, czy na podłogę, zaraz zamieniała się w klejnot. Spała i wzdychała z bólu od szpilki; a co westchnęła, to na drzewach nad potokiem zaszelepały liście z żalu nad jej strapieniem.</akap>


<akap id="e2009">Już kowal chciał wejść do podziemiów; ale że czas przeszedł, więc znowu kamień zamknął się, aż zabulgotało w potoku.</akap>


<akap id="e2010"><begin id="b1206881950765"/><motyw id="m1206881950765">Tęsknota, Miłość, Serce</motyw>Od tego dnia mój kowal nie mógł sobie miejsca znaleźć na świecie. Robota leciała mu z ręki. Gdzie nie spojrzał, widział ino potok jak szybę, a za nią pannę, której łzy płynęły. Aż pomizerniał, bo go coś ciągle trzymało za serce rozpalonymi obcęgami. Zwyczajnie zamroczyło go.</akap>


<akap id="e2011">Kiedy już całkiem nie mógł wytrzymać z tęskności, poszedł do jednej baby, co znała się na ziołach, dał jej srebrnego rubla i spytał o radę.</akap>

<akap_dialog id="e2012">--- Ano --- mówi baba --- nie ma tu inszej rady, tylo musisz doczekać świętego Jana i kiedy się kamień odłoży, musisz leźć w otchłań. Byleś pannie wyjął szpilkę z głowy, obudzi się, ożenisz się z nią i będziesz wielki pan, jakiego świat nie widział.<end id="e1206881903921"/><end id="e1206881950765"/> Tylko wtedy o mnie nie zapomnij, że ci dobrze poradziłam. <begin id="b1229517899890"/><motyw id="m1229517899890">Strach, Zło</motyw>I to se spamiętaj: kiedy cię strachy otoczą, a zaczniesz się bać, zaraz przeżegnaj się i umykaj w imię boskie... Cała sztuka w tym, żebyś się nie zląkł; złe nie ima się nie bojącego człowieka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2013">--- A powiedzcież mi --- mówił kowal --- jak poznać, że człowieka strach zdejmuje?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2014">--- Takiś ty?... --- mówiła baba. --- No, to już idź do otchłani, a jak wrócisz, o mnie pamiętaj.<end id="e1229517899890"/></akap_dialog>


<akap id="e2015">Dwa miesiące chodził kowal po potoku, a na tydzień przed świętym Janem wcale się stąd nie ruszył, tylko czekał. I doczekał. W samo południe kamień odsunął się, a mój kowal z siekierą w garści skoczył w jamę.</akap>


<akap id="e2016"><begin id="b1229517981735"/><motyw id="m1229517981735">Potwór, Wąż</motyw>Co się tam --- mówił dziaduś --- koło niego nie działo, włosy na głowie stają. Otoczyły go przecie takie poczwary, że inny umarłby od samego ich wejrzenia. Były --- mówił dziaduś --- niedopyrze<pr><slowo_obce>niedopyrz</slowo_obce> (gwar.) --- nietoperz.</pr> wielkie jak psy, ale ino wachlowały nad nim skrzydliskami. To zastąpiła mu drogę ropucha, duża jak ot ten kamień, to wąż zaplątał mu się między nogi, a kiedy kowal ciapnął<pr><slowo_obce>ciapnąć</slowo_obce> (gwar.) --- uderzyć.</pr> go, wąż zaczął płakać ludzkim głosem. Były wilki takie na niego zajadłe, że co im piana padła z pyska, to buchnęła płomieniem, a w opoce wypalała dziury.</akap>


<akap id="e2017"><begin id="b1229518019441"/><motyw id="m1229518019441">Odwaga, Strach</motyw>Wszystkie te potwory siadały mu na plecach, chwytały go za surdut, za rękawy, ale żaden nie śmiał go skrzywdzić. Bo widzieli, że się kowal nie boi, zaś przed nie bojącym się złe umyka jak cień przed człowiekiem. ,,Zginiesz tu, kowalu!..." --- wołały strachy, ale on tylko ściskał siekierę w garści i przepraszam... tak im odpowiadał, że wstyd państwu powtórzyć...<end id="e1229518019441"/><end id="e1229517981735"/></akap>


<akap id="e2018">Dobrał się nareszcie mój kowal do złotego łóżka, gdzie już nawet poczwary nie miały dostępu, ino stanęły wkoło, kłapiący zębami. On zaraz zobaczył w głowie panny złotą szpilkę, szarpnął i wyciągnął ją do połowy...</akap>


<akap id="e2019">Aż krew trysnęła... Wtem panna łapie go rękami za surdut i woła z wielkim płaczem:</akap>

<akap_dialog id="e2020">--- Czego mi ból robisz, człowieku!...</akap_dialog>


<akap id="e2021">Wtedy dopiero kowal się zląkł... Zatrząsł się i ręce mu opadły. Strachom tego tylko było trzeba. Który miał największy pysk, skoczył na kowala i tak go kłapnął, że krew trysnęła przez okno i poplamiła kamienie, co państwo na własne oczy widzieli. Ale przy tym bestia wyłamał sobie ząb duży jak pięść, co go później mój dziaduś znalazł w potoku.</akap>


<akap id="e2022">Od tej pory kamień zatkał okno do podziemiów, że go już nikt znaleźć nie może. Potok wysechł, a panna została w otchłani na pół rozbudzona. Płacze teraz już tak głośno, że ją czasem i pastuchy słyszą na łąkach, i będzie płakać wiek wieków.</akap>


<akap id="e2023">Węgiełek skończył. Panna Izabela spuściła głowę i końcem parasolki rysowała jakieś znaki na gruzach. Wokulski nie śmiał spojrzeć na nią.</akap>


<akap id="e2024">Po długim milczeniu odezwał się do Węgiełka:</akap>

<akap_dialog id="e2025">--- Ciekawa jest twoja historia... ale powiedz no mi: w jaki sposób zabierzesz się do wycięcia napisu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2026">--- Kiedy nie wiem, co mam wyciąć?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2027">--- Prawda.</akap_dialog>


<akap id="e2028">Wokulski wydobył noteskę, ołówek i napisawszy podał chłopcu.</akap>

<akap_dialog id="e2029">--- Tylko cztery wiersze!... --- rzekł Węgiełek. --- Za trzy dni, panie, będzie gotowe... Na tym kamieniu można wyciąć bodaj calowe litery... Oj, zapomniałem sznurka, żeby wymierzyć. Zejdę, panie, do furmanów, to może oni mi dadzą... Zaraz wrócę.</akap_dialog>


<akap id="e2030">Węgiełek zbiegł ze wzgórza. Panna Izabela spojrzała na Wokulskiego. Była blada i wzruszona.</akap>

<akap_dialog id="e2031">--- Co to za wiersze?... --- spytała wyciągając rękę.</akap_dialog>


<akap id="e2032">Wokulski podał jej kartkę; zaczęła czytać półgłosem:</akap>

<akap_dialog id="e2033">--- ,,Na każdym miejscu i o każdej dobie, gdziem z tobą płakał, gdziem z tobą się bawił, zawsze i wszędzie będę ja przy tobie, bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił..."</akap_dialog>


<akap id="e2034">Dokończyła szeptem. Usta jej drżały, oczy zaszły łzami. Przez chwilę mięła kartkę w palcach, potem z wolna odwróciła głowę, i kartka upadła na ziemię...</akap>


<akap id="e2035">Wokulski przykląkł, ażeby podnieść papier. Wtem dotknął sukni panny Izabeli i już nie wiedząc, co robi, schwycił ją za rękę.</akap>

<akap_dialog id="e2036">--- Obudzisz się, ty, moja królewno... --- rzekł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2037">--- Nie wiem... może... --- odpowiedziała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2038">--- Hop!... hop!... --- zawołał z dołu Starski. --- a chodźcie już, państwo, bo obiad wystygnie...</akap_dialog>


<akap id="e2039">Panna Izabela obtarła oczy i prędko opuściła ruinę. Za nią wyszedł Wokulski.</akap>

<akap_dialog id="e2040">--- Cóżeście państwo tak długo robili? --- pytał ze śmiechem Starski podając rękę pannie Izabeli, która przyjęła ją pośpiesznie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2041">--- Słyszeliśmy nadzwyczajną historię!... --- odpowiedziała panna Izabela. --- Doprawdy, nigdy nie myślałam, że w tym kraju mogą istnieć podobne legendy i że mogą je w tak zajmujący sposób opowiadać ludzie prości... Cóż nam dasz na obiad, kuzynie? Ach, ten chłopak jest niezrównany!... Poproście go, ażeby ją wam powtórzył...</akap_dialog>


<akap id="e2042">Wokulskiego nie raziło już to, że panna Izabela idzie ze Starskim pod rękę, że opiera się na nim, a nawet, że go kokietuje. Wzruszenie, którego był świadkiem, i jedno nic nie znaczące jej słówko rozproszyło wszystkie jego obawy. Ogarnęło go spokojne zamyślenie, w którym nie tylko Starski, ale całe towarzystwo zniknęło mu sprzed oczu.</akap>


<akap id="e2043">Pamiętał, że wszedł na górę pod dęby, że coś jadł z wielkim apetytem, że był wesoły, rozmowny i nawet umizgał się do panny Felicji. Ale o czym mówili?... co on im sam odpowiadał, nie wiedział...</akap>


<akap id="e2044">Zachodziło słońce, a na niebie pokazały się chmury, kiedy Starski kazał służbie sprzątnąć naczynia, kosze i dywan, a paniom zaproponował powrót.</akap>


<akap id="e2045">Siedli do breku w tym samym porządku co pierwej. Otuliwszy Ewelinę szalami baron pochylił się do Wokulskiego i szepnął z uśmiechem:</akap>

<akap_dialog id="e2046">--- Jeżeli jeszcze jeden dzień będziesz pan w takim humorze jak dzisiaj, pozawracasz głowy wszystkim paniom.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2047">--- Ach, tak!... --- odparł Wokulski wzruszając ramionami.</akap_dialog>


<akap id="e2048">Usiadł na końcu breka, naprzeciw panny Felicji. Ochocki umieścił się przy furmanie i ruszyli.</akap>


<akap id="e2049">Niebo chmurzyło się, ciemność zapadała coraz szybciej. Na breku pomimo to było bardzo wesoło, dzięki kłótni pani Wąsowskiej z Ochockim, który zapomniał o swych latawcach i przełożywszy nogi przez poręcz kozła, odwrócił się do towarzystwa. Nagle, chcąc zapalić papierosa, potarł zapałkę i oświetlił cały brek, najlepiej zaś Starskiego.</akap>


<akap id="e2050">W tej chwili Wokulski gwałtownie cofnął się; coś mignęło mu przed oczyma.</akap>


<akap id="e2051">,,Głupstwo!... --- pomyślał --- piłem za wiele..."</akap>


<akap id="e2052">Pani Wąsowska parsknęła króciutkim śmiechem, lecz wnet opanowała się i zaczęła mówić:</akap>

<akap_dialog id="e2053">--- Cóż to za oryginalny sposób siedzenia, panie Ochocki!... Fe, jutro musi pan klęczeć!... Ach, niegodziwiec, ależ on niedługo postawi komu nogi na kolanach... Odwróćże się pan natychmiast, bo każę furmanowi, ażeby pana zostawił na drodze...</akap_dialog>


<akap id="e2054">Wokulskiemu zimny pot wystąpił na czoło; ale wzruszył ramionami i myślał: ,,Przywidzenia... przywidzenia!... Co za głupstwo..."</akap>


<akap id="e2055">I nadludzkim wysiłkiem woli odegnał w końcu przywidzenia. Znowu odzyskał humor i bardzo wesoło począł rozmawiać z panią Wąsowską.</akap>


<akap id="e2056">Gdy zaś wrócili do Zasławka późno w nocy, spał jak zabity i nawet śniło mu się coś zabawnego.</akap>


<akap id="e2057">Nazajutrz, gdy przed śniadaniem wyszedł Wokulski na spacer, pierwszą osobą, którą spotkał na dziedzińcu, była pokojówka panny Izabeli; niosła kilka sukien, a za nią chłopak dźwigał kufer.</akap>


<akap id="e2058">,,Cóż to jest?... --- pomyślał. --- Dziś niedziela, więc chyba nie wyjedzie... Nie może wyjechać w niedzielę... Zresztą wspomniałaby mi coś o tym ona lub prezesowa..."</akap>


<akap id="e2059">Poszedł nad staw, obleciał park wokoło, jakby chcąc zgubić w drodze złe przeczucia. Na próżno. Uczepiła go się myśl, że panna Izabela może wyjechać. Tłumił ją i przytłumił o tyle, że już nie rysowała mu się jasno, tylko gdzieś na dnie serca drażniła go nieznacznie.</akap>


<akap id="e2060">Przy śniadaniu zdawało mu się, że prezesowa przywitała go czulej niż zwykle, że wszyscy zachowują się uroczyściej, że panna Felicja wpatruje się w niego uporczywie i jakby z wyrzutem. Po śniadaniu znowu przywidziało mu się, że prezesowa dała jakiś znak pani Wąsowskiej.</akap>


<akap id="e2061">,,Oczywiście jestem chory" --- myślał.</akap>


<akap id="e2062">Wnet jednak ozdrowiał, gdy panna Izabela oświadczyła, że chce przejść się po parku.</akap>

<akap_dialog id="e2063">--- Ma kto z państwa ochotę iść ze mną? --- spytała.</akap_dialog>


<akap id="e2064">Wokulski zerwał się z krzesła, inni siedzieli. Więc znalazł się sam z panną Izabelą w ogrodzie i znowu powrócił mu ten spokój, jaki miał zawsze w jej obecności.</akap>


<akap id="e2065">W połowie alei odezwała się panna Izabela:</akap>

<akap_dialog id="e2066">--- Bardzo mi żal będzie Zasławka...</akap_dialog>


<akap id="e2067">,,Żal?..." --- pomyślał Wokulski, a ona prędko mówiła dalej:</akap>

<akap_dialog id="e2068">--- Muszę już jechać. Ciocia pisała jeszcze we środę, ażeby wracać, ale prezesowa nie pokazała mi listu, zatrzymała mnie. Dopiero kiedy wczoraj przybył umyślny posłaniec...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2069">--- Jedzie pani jutro?... --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2070">--- Dziś po drugim śniadaniu... --- odpowiedziała spuszczając głowę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2071">--- Dziś!... --- powtórzył.</akap_dialog>


<akap id="e2072">Właśnie przechodzili mimo sztachet, za którymi na dziedzińcu folwarcznym stał powóz, ten sam, którym przyjechała panna Izabela. Nawet około dyszla furman układał zaprzęgi. Ale na Wokulskim ani wiadomość, ani przygotowania do wyjazdu nie zrobiły tym razem wrażenia.</akap>


<akap id="e2073">,,No cóż --- myślał --- kto przyjechał, musi odjechać... Rzecz całkiem naturalna..."</akap>


<akap id="e2074">Nawet dziwił go ten spokój.</akap>


<akap id="e2075"><begin id="b1206882275265"/><motyw id="m1206882275265">Rozpacz</motyw>Przeszli jeszcze kilkanaście kroków pod zwieszającymi się gałęźmi i nagle --- opanowała go straszna rozpacz. Zdawało mu się, że gdyby w tej chwili zajechał powóz po pannę Izabelę, on rzuciłby się pod koła i nie pozwoliłby jej jechać. Niechby go roztratowali i niechby już raz przestał cierpieć.<end id="e1206882275265"/></akap>


<akap id="e2076">Wnet jednak przyszła nowa fala spokoju i Wokulski znowu dziwił się, skąd mu się biorą takie żakowskie myśli. Przecież panna Izabela ma prawo jechać, kiedy chce, gdzie chce i z kim jej się podoba...</akap>

<akap_dialog id="e2077">--- Długo pani jeszcze zabawi na wsi? --- spytał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2078">--- Najwyżej miesiąc.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2079">--- Miesiąc!... --- powtórzył. --- Czy przynajmniej wolno mi będzie po tym miesiącu odwiedzać państwa?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2080">--- O tak, bardzo prosimy... --- odparła. --- Mój ojciec jest wielkim przyjacielem pana.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2081">--- A pani?</akap_dialog>


<akap id="e2082">Zarumieniła się i milczała.</akap>

<akap_dialog id="e2083">--- Nie odpowiada pani... --- rzekł Wokulski. --- Nie domyśla się pani nawet, jak jest mi drogie każde jej słowo, których tak mało słyszałem... I oto dziś odjeżdża pani nie zostawiając mi nawet cienia nadziei...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2084">--- Może czas to zrobi --- szepnęła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2085">--- Bodajby zrobił! --- W każdym razie coś pani powiem.<begin id="b1206882427640"/><motyw id="m1206882427640">Cierpienie, Miłość, Los</motyw> Widzi pani, w życiu można spotkać ludzi weselszych ode mnie, eleganckich, z tytułami, nawet z majątkiem większym niż mój... Ale przywiązania, jak moje, chyba pani nie znajdzie. Bo jeżeli miłość mierzy się wielkością cierpień, takiej jak moja może jeszcze nie było na świecie.</akap_dialog>


<akap id="e2086">I nie mam nawet prawa skarżyć się o to na kogokolwiek. Los to robi. Jakimiż bo on dziwnymi drogami prowadził mnie do pani! Ile klęsk musiało spaść na ogół, zanim ja, ubogi chłopak, mogłem zdobyć ukształcenie, które mi dziś pozwala mówić z panią. Jaki traf popchnął mnie do teatru, gdzie pierwszy raz zobaczyłem panią. A na majątek, który posiadam, czy może nie złożył się szereg cudów?...</akap>


<akap id="e2087">Kiedy dziś myślę o tych rzeczach, zdaje mi się, że jeszcze przed urodzeniem naznaczone mi było zejść się z panią. Gdyby mój biedny stryj nie kochał się za młodu i nie umarł osamotniony, ja dziś nie znajdowałbym się w tym miejscu. I nie jestże to dziwne, że ja sam, zamiast bawić się kobietami, jak robią inni, unikałem ich dotychczas i prawie świadomie czekałem na jedną, na panią...<end id="e1206882427640"/></akap>


<akap id="e2088">Panna Izabela nieznacznie otarła łzę... Wokulski nie patrząc na nią mówił:</akap>

<akap_dialog id="e2089">--- Nie dalej jak teraz, kiedy byłem w Paryżu, miałem przed sobą dwie drogi. Jedna prowadzi do wielkiego wynalazku, który może zmieni dzieje świata, druga do pani. Wyrzekłem się tamtej, bo mnie tu przykuwa niewidzialny łańcuch: nadzieja, że mnie pani pokocha. Jeżeli to jest możliwym, wolę szczęście z panią od największej sławy bez pani; bo sława to liczman<pr><slowo_obce>liczman</slowo_obce> --- krążek miedziany lub mosiężny zastępujący monetę, służący do rozliczania się w grze; przenośnie: rzecz fałszywa podawana za prawdziwą.</pr>, za który własne szczęście poświęcamy dla innych. Ale jeżeli się łudzę, tylko pani może zdjąć ze mnie to zaklęcie. Powiedz, że nie masz i nie będziesz miała nic dla mnie i... Wrócę tam, gdzie może od razu powinienem był zostać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2090">--- Czy tak?... --- dodał biorąc ją za rękę.</akap_dialog>


<akap id="e2091">Nie odpowiedziała nic...</akap>

<akap_dialog id="e2092">--- Więc zostaję... --- rzekł po chwili. --- Będę cierpliwym, a pani sama da mi znak, że spełniły się moje nadzieje.</akap_dialog>


<akap id="e2093">Wrócili do pałacu. Panna Izabela była trochę zmieniona, ale rozmawiała ze wszystkimi wesoło. Wokulskiemu znowu powrócił spokój. Nie rozpaczał już, że panna Izabela odjeżdża; powiedział sobie, że zobaczy ją za miesiąc, i to mu obecnie wystarczało.</akap>


<akap id="e2094">Po śniadaniu zajechał powóz; zaczęto się żegnać. Na ganku panna Izabela szepnęła do pani Wąsowskiej:</akap>

<akap_dialog id="e2095">--- Mogłabyś też, Kaziu, już nie dręczyć tego biedaka...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2096">--- Kogóż to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2097">--- Twego imiennika.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2098">--- Ach, Starskiego... Zobaczymy.</akap_dialog>


<akap id="e2099">Panna Izabela podała rękę Wokulskiemu.</akap>

<akap_dialog id="e2100">--- Do widzenia! --- szepnęła z akcentem w głosie.</akap_dialog>


<akap id="e2101">Odjechała. Całe towarzystwo stało w ganku patrząc na powóz, który z początku oddalał się, potem skręcił za stawem, znikł za pagórkiem, znowu ukazał się i nareszcie został po nim tylko tuman żółtego kurzu.</akap>

<akap_dialog id="e2102">--- Bardzo piękny dzień --- rzekł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2103">--- O, bardzo ładny --- odparł Starski.</akap_dialog>


<akap id="e2104">Pani Wąsowska spod spuszczonych brwi przypatrywała się Wokulskiemu.</akap>


<akap id="e2105">Powoli rozeszli się wszyscy. Wokulski został sam. Wstąpił do swego pokoju, lecz wydał mu się bardzo pusty; potem chciał iść do parku, ale coś go stamtąd odepchnęło... Potem przywidziało mu się, że panna Izabela jeszcze musi być w pałacu, i w żaden sposób nie mógł zrozumieć, że wyjechała, że jest już o milę od Zasławka i że każda sekunda oddala ją od niego.</akap>


<akap id="e2106">,,A jednak wyjechała! --- szepnął. --- Wyjechała, więc i cóż?..."</akap>


<akap id="e2107">Poszedł nad staw i przypatrywał się białej łódce, dokoła której błyszczała woda, aż oczy bolały. Nagle jeden z łabędzi, pływających przy tamtym brzegu, spostrzegł go i rozpuściwszy skrzydła, z szelestem przyleciał do czółna.</akap>


<akap id="e2108">I dopiero w tej chwili schwycił Wokulskiego taki smutek, taki niezmierny, niezgruntowany smutek, jak gdyby już miał rozstać się z życiem...</akap>


<akap id="e2109">Zatopiony we własnej goryczy, Wokulski nie bardzo uważał, co się dokoła niego dzieje. Mimo to nad wieczorem spostrzegł, że towarzystwo zasławskie po powrocie z parku jest skwaszone. Panna Felicja zamknęła się z panną Eweliną w jej pokoju, baron był rozdrażniony, a Starski ironiczny i zuchwały.</akap>


<akap id="e2110">Po obiedzie wezwała Wokulskiego do siebie prezesowa. Na staruszce również było znać ślady irytacji, którą starała się opanować.</akap>

<akap_dialog id="e2111">--- Myślałżeś co, panie Stanisławie, o tej cukrowni? --- rzekła wąchając swój flakonik, co było znakiem wzruszenia. --- Pomyśl o tym, proszę cię, i pogadaj ze mną, bo już mi zbrzydły te komeraże...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2112">--- Ma pani jakie zmartwienie? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e2113">Machnęła ręką.</akap>

<akap_dialog id="e2114">--- Ech! zmartwienie... Chciałabym tylko, ażeby albo skojarzył się ten mariaż Eweliny z baronem, albo żeby się zerwał... Albo niechaj sobie jadą ode mnie oni oboje czy Starski... Wszystko jedno...</akap_dialog>


<akap id="e2115">Wokulski spuścił głowę i milczał zgadując, że umizgi Starskiego do narzeczonej barona musiały już przybrać bardziej widoczne formy. Lecz cóż jego to obchodziło?</akap>

<akap_dialog id="e2116"><begin id="b1229518256676"/><motyw id="m1229518256676">Kobieta, Sen</motyw>--- Głupiutkie są te panny --- zaczęła po chwili prezesowa. --- Im się zdaje, że jak złapie która bogatego męża, a poza nim przystojnego kochanka, to już wypełni sobie życie... Głupiutkie. Ani wiedzą, że wnet sprzykrzy się stary mąż i pusty kochanek i że prędzej czy później każda zechce poznać prawdziwego człowieka. A jeżeli się taki trafi, na jej nieszczęście, co ona mu da?... Czy wdzięki, które sprzedała, czy serce zaszargane z takimi oto Starskimi?...</akap_dialog>


<akap id="e2117">I pomyśleć, że prawie każda z nich musi przejść podobną szkołę, zanim pozna ludzi. Przedtem, choćby się jej trafiał najszlachetniejszy, nie oceni go. Wybierze starego bogacza albo śmiałego hultaja, w ich towarzystwie zmarnuje życie, a dopiero kiedyś chce się odrodzić... Zwykle za późno i na próżno!...</akap>


<akap id="e2118">Co mnie jednak dziwi najmocniej --- prawiła --- to okoliczność, że na podobnych lalkach nie poznają się mężczyźni. Dla żadnej kobiety, począwszy od Wąsowskiej, kończąc na mojej pokojówce, nie jest to sekret, że w Ewelinie nie zbudził się jeszcze ani rozum, ani serce; wszystko w niej śpi... A tymczasem baron widzi w niej bóstwo i durzy się, biedak, że ona go kocha!<end id="e1229518256676"/></akap>

<akap_dialog id="e2119">--- Dlaczegóż go pani nie ostrzeże? --- odezwał się Wokulski stłumionym głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2120">--- Dajże spokój, to się na nic nie zda... Czy ja mu raz dawałam do zrozumienia, że Ewelina dziś jest tylko zepsute dziecko i lalka? Może kiedyś coś z niej wyrośnie, ale w tej chwili!... akurat Starski dla niej dobry.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2121">--- Cóż --- dodała po przerwie --- pomyślisz o tej cukrowni?... Każ sobie jutro osiodłać konia, przejedź się po polach sam, a jeszcze lepiej z Wąsowską... To kobieta dużo warta, mówię ci...</akap_dialog>


<akap id="e2122">Wokulski opuścił prezesowę przerażony.</akap>


<akap id="e2123">,,Co ona mówi --- myślał --- o baronie i Ewelinie?... Czy po prostu nie ostrzega mnie?... Starski bodajże umizga się nie tylko do panny Eweliny. Co to było tam w breku?... Ach, wolałbym w łeb sobie palnąć..."</akap>


<akap id="e2124">Wnet jednak opamiętał się.</akap>


<akap id="e2125">,,W breku --- myślał --- było albo przywidzenie, albo fakt. Jeżeli przywidzenie, w takim razie krzywdziłbym niewinną, a jeżeli fakt... No, to przecież nie będę rywalem tego uwodziciela z operetek i nie poświęcę życia dla kobiety przewrotnej. Wolno jej romansować, z kim chce, ale nie wolno oszukiwać człowieka, którego jedynym występkiem jest, że ją kocha... Trzeba wyjeżdżać z tej Kapui<pr>Kapua --- miejscowość we Włoszech, przysłowiowa z powodu zniewieścienia w niej żołnierzy kartagińskich Hannibala (koniec III w. p.n.e.).</pr> i wziąć się do roboty. W laboratorium Geista lepiej zapełnię życie aniżeli w salonach..."</akap>


<akap id="e2126">Około dziesiątej wieczór wszedł do jego pokoju baron strasznie zmieniony. Z początku śmiał się i dowcipkował, następnie zadyszany upadł na krzesło, a po chwili rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e2127">--- Uważa pan, szanowny panie Wokulski, ja czasami myślę, nie z własnego doświadczenia, bo moja narzeczona jest najszlachetniejszą kobietą... ale czasami myślę, że kobiety to nas niekiedy zwodzą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2128">--- Tak, niekiedy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2129">--- Może nie jest to ich wina --- mówił baron --- trzeba jednak przyznać, że niekiedy pozwalają bałamucić się zręcznym intrygantom...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2130">--- O, pozwalają.</akap_dialog>


<akap id="e2131">Baron drżał tak, że chwilami zęby mu szczękały.</akap>

<akap_dialog id="e2132">--- Nie sądzisz pan --- zapytał po namyśle --- że jednak należałoby temu zapobiec?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2133">--- W jaki sposób?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2134">--- Choćby usuwając kobietę od stosunków z intrygantami...</akap_dialog>


<akap id="e2135">Wokulski głośno roześmiał się...</akap>

<akap_dialog id="e2136">--- Można kobietę uwolnić od intrygantów, ale czy podobna uwolnić ją od jej własnych instynktów?... Co pan poradzisz, jeżeli ten, który w pańskich oczach jest tylko bałamutem czy intrygantem, dla niej jest --- samcem tego co ona gatunku?...</akap_dialog>


<akap id="e2137">Stopniowo opanowywał go wściekły gniew. Chodził po pokoju i mówił:</akap>

<akap_dialog id="e2138"><begin id="b1206882803953"/><motyw id="m1206882803953">Natura, Zwierzęta</motyw>--- Jaka walka jest możliwą z prawem natury, według którego suka, choćby najlepszej rasy, nie pójdzie za lwem, ale za psem? Postaw jej pan całą menażerię najszlachetniejszych zwierząt, a ona wyrzeknie się jej dla kilku psów... I trudno się temu dziwić, gdyż one stanowią jej gatunek.<end id="e1206882803953"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2139"><begin id="b1206882894171"/><motyw id="m1206882894171">Kłamstwo, Wolność</motyw>--- Więc według pana nie ma rady? --- spytał baron.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2140">--- Dziś żadnej, a kiedyś będzie jedna: szczerość w ludzkich stosunkach i wolny wybór. Gdy kobieta nie będzie potrzebowała udawać miłości ani kokietować wszystkich, wówczas od razu odsunie tych, którzy jej nie są mili, i pójdzie za tym, który jej przypada do gustu. Wówczas nie będzie oszukiwanych ani oszukujących, stosunki uporządkują się w sposób naturalny.<end id="e1206882894171"/></akap_dialog>


<akap id="e2141">Po odejściu barona Wokulski położył się. Nie spał całą noc, ale wrócił do równowagi.</akap>


<akap id="e2142">,,Co ja mam za pretensje do panny Izabeli? --- myślał. --- Przecie nie mówiła, że mnie kocha; dała mi ledwie cień nadziei, że to może kiedyś nastąpić. Jest w porządku, gdyż prawie mnie nie zna. I co za przywidzenia snują mi się po głowie!... Starski?... Ależ ona chce wyswatać go z panią Wąsowską, więc chyba romansować z nim nie myśli. Prezesowa?... Prezesowa lubi pannę Izabelę, sama mi o tym mówiła, wreszcie kazała mi tu przyjechać... Mam czas. Poznam się z nią bliżej, a jeżeli mnie pokocha, będę szczęśliwy i mogę być spokojny. Jeżeli nie --- wrócę do Geista. Na wszelki wypadek sprzedam kamienicę i sklep, a zostanę przy spółce do handlu z Rosją. To mi da za parę lat ze sto tysięcy rubli rocznie, a jej nie narazi na tytuł kupcowej galanterii."</akap>


<akap id="e2143">Nazajutrz po pierwszym śniadaniu kazał osiodłać konia i wyjechał pod pozorem obejrzenia okolicy. Nie myśląc skręcił na drogę, gdzie wczoraj toczył się powóz panny Izabeli i gdzie zdawało mu się, że jeszcze widać ślady kół... <begin id="b1229518560485"/><motyw id="m1229518560485">Serce, Wspomnienia</motyw>Potem, również machinalnie, zawrócił w stronę lasu, dokąd tak niedawno jeździli na rydze. W tym miejscu śmiała się, tu rozmawiała z nim, tu spoglądała na okolicę...</akap>


<akap id="e2144">Podejrzenia, gniewy, wszystko w nim wygasło.</akap>


<akap id="e2145">Zamiast nich począł wpływać mu do serca żal strugą tak cienką jak łzy, a palącą jak ogień wieczny...<end id="e1229518560485"/></akap>


<akap id="e2146">Wjechawszy do lasu zsiadł z konia i prowadził go za cugle.</akap>


<akap id="e2147"><begin id="b1229518625466"/><motyw id="m1229518625466">Las, Wspomnienia</motyw>Oto ścieżka, którą wówczas szli oboje, ale wydaje się jakaś inna. Ta część lasu miała być podobna do kościoła --- dziś ani śladu podobieństwa. Dokoła szaro i cicho. Słychać tylko krakanie wron, które w tej chwili przelatują nad lasem, i krzyk spłoszonej wiewiórki, co wdrapując się na drzewo szczeka jak mały piesek.</akap>


<akap id="e2148"><begin id="b1229518748101"/><motyw id="m1229518748101">Niewola, Praca, Wolność</motyw>Wokulski doszedł do polanki, gdzie wówczas rozmawiali z panną Izabelą; znalazł nawet pień, na którym siedziała. Wszystko jest, jak było; tylko jej nie ma... Na krzakach leszczyny już żółkną liście, z sosen zwiesza się smutek, jak sieci pajęcze. Taki nieujęty, a tak go omotał!<end id="e1229518625466"/></akap>


<akap id="e2149">,,Co za głupstwo --- myślał --- robić się zależnym od jednej ludzkiej istoty! Wszakże ja dla niej tylko pracowałem, o niej myślę, nią żyję. Co gorsze --- dla niej porzuciłem Geista... No, ale cóż lepszego miałbym u Geista? Byłbym tak samo zależny jak dziś, tylko zamiast pięknej kobiety panem moim byłby stary Niemiec. I tak samo pracowałbym, nawet ciężej; z tą różnicą, że dziś pracuję dla mego szczęścia, a wówczas dla szczęścia innych, którzy tymczasem bawiliby się i kochaliby się na mój rachunek.<end id="e1229518748101"/></akap>


<akap id="e2150">Zresztą, czy ja mam prawo narzekać? Rok temu ledwie śmiałem marzyć o pannie Izabeli, a dziś już ją znam, staram się nawet o jej wzajemność... Czy ja ją aby znam?... Jest zakamieniałą arystokratką, no ale nie rozejrzała się jeszcze w świecie... Ma duszę poetyczną czy może tak się tylko przedstawia... Kokietka ona jest, ale i to się zmieni, jeżeli mnie pokocha... Słowem --- nie jest źle, a za rok..."</akap>


<akap id="e2151">W tej chwili koń jego wyrzucił głową i zarżał; odpowiedziało mu w głębi lasu inne rżenie i tętent. Niebawem na końcu ścieżki pokazała się amazonka, w której Wokulski poznał panią Wąsowską.</akap>

<akap_dialog id="e2152">--- Hop! hop!... --- zawołała śmiejąc się. Zeskoczyła z konia i oddała cugle Wokulskiemu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2153">--- Przywiąż go pan --- rzekła. --- Ach, jak ja pana już znam!... Pytam się przed godziną prezesowej: gdzie Wokulski? ,,Pojechał w pole oglądać miejsce na cukrownię." ,,Akurat! --- myślę. --- On pojechał do lasu marzyć." Kazałam sobie podać konia i otóż znajduję pana siedzącego na pniu, rozgorączkowanego... Cha!... cha!... cha!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2154">--- Czy tak śmiesznie wyglądam?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2155">--- Nie! dla mnie nie wygląda pan śmiesznie, ale jakby tu powiedzieć?... niespodziewanie. Wyobrażałam sobie pana całkiem inaczej. Kiedy mi powiedziano, że pan jest kupcem, który w dodatku szybko zrobił majątek, pomyślałam:</akap_dialog>


<akap id="e2156"><begin id="b1206883094234"/><motyw id="m1206883094234">Kochanek romantyczny, Rycerz</motyw>,,Kupiec?... Zatem przyjechał na wieś albo starać się o posażną pannę, albo wydobyć od prezesowej pieniądze na jakieś przedsiębiorstwa."</akap>


<akap id="e2157">W każdym razie sądziłam, że pan jest człowiek zimny, rachunkowy, który chodząc po lesie taksuje drzewo, a na niebo nie patrzy, bo to nie daje procentu. Tymczasem cóż widzę?... Marzyciela, średniowiecznego trubadura, który wymyka się do lasu, ażeby wzdychać i wypatrywać zeszłotygodniowe ślady jej stóp! Wiernego rycerza, który kocha na życie i śmierć jedną kobietę, a innym robi impertynencje. Ach, panie Wokulski, jakie to zabawne... jakie to niedzisiejsze!...<end id="e1206883094234"/></akap>

<akap_dialog id="e2158">--- Już pani skończyła? --- spytał zimno Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2159">--- Już... Teraz pan zabierze głos?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2160">--- Nie, pani. Zaproponuję, ażebyśmy wracali do domu.</akap_dialog>


<akap id="e2161">Panią Wąsowską oblał mocny rumieniec.</akap>

<akap_dialog id="e2162">--- Za pozwoleniem --- rzekła biorąc konia za uzdę. --- Czy nie myślisz pan, że mówię w ten sposób o pańskiej miłości, ażeby sama wydać się za pana?... Milczysz pan... Otóż mówmy serio. <begin id="b1229518850213"/><motyw id="m1229518850213">Duma, Miłość</motyw>Była chwila, żeś mi się pan podobał; była i --- już przeszła. Ale choćby nie przeszła, choćbym miała umrzeć z miłości dla pana, co zapewne nie nastąpi, bo nie straciłam jeszcze ani snu, ani apetytu, nie oddałabym się panu, słyszysz pan... choćbyś mi się u nóg włóczył. Nie mogłabym żyć z człowiekiem, który tak kochał inną kobietę, jak pan to robisz. Jestem za dumna.<end id="e1229518850213"/> Wierzy mi pan?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2163">--- Tak!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2164">--- Przypuszczam. Jeżeli więc dziś drasnęłam pana moimi żartami, to tylko przez życzliwość dla pana. <begin id="b1206883256250"/><motyw id="m1206883256250">Kobieta</motyw>Imponuje mi pańskie szaleństwo, chciałabym, ażebyś był szczęśliwy, i dlatego mówię: wyrzuć pan z siebie średniowiecznego trubadura, bo już mamy wiek dziewiętnasty, w którym kobiety są inne, niż pan je sobie wyobraża, o czym wiedzą nawet dwudziestoletni chłopcy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2165">--- Jakież są?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2166">--- Ładne, miłe, lubią was wszystkich prowadzić za nos, a kochają się tylko o tyle, o ile robi im to przyjemność. Na miłość dramatyczną nie zgodzi się żadna, a przynajmniej nie każda... Musiałaby pierwej znudzić się miłostkami, a następnie znaleźć dramatycznego kochanka.<end id="e1206883256250"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2167">--- Krótko mówiąc, insynuuje<pe><slowo_obce>insynuować</slowo_obce> --- dawać do zrozumienia, sugerować coś ze złośliwą intencją.</pe> pani, że panna Izabela...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2168">--- O, ja nic nie insynuuję pannie Izabeli --- żywo zaprotestowała pani Wąsowska. --- Jest w niej materiał na dzielną kobietę i ten, kogo ona pokocha, będzie szczęśliwy. Zanim jednak pokocha!... Pomóż mi pan wsiąść...</akap_dialog>


<akap id="e2169">Wokulski podsadził ją i sam wsiadł na swego konia. Pani Wąsowska była rozdrażniona. Jakiś czas jechała naprzód, milcząc; nagle odwróciła się i rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e2170"><begin id="b1229519057207"/><motyw id="m1229519057207">Czyn, Rozczarowanie</motyw>--- Ostatnie słowo. Znam ludzi lepiej, niż pan sądzisz, i... lękam się pańskiego rozczarowania. Otóż gdyby ono kiedy nadeszło, przypomnij sobie moją radę: nie działaj pod wpływem uniesienia, tylko czekaj. Wiele rzeczy na pozór wygląda gorzej aniżeli w rzeczywistości.<end id="e1229519057207"/></akap_dialog>


<akap id="e2171">,,Szatan!" --- mruknął Wokulski. Cały świat zaczął przed nim krążyć i nabiegać krwią.</akap>


<akap id="e2172">Jechali, nic już nie mówiąc do siebie. Wróciwszy do Zasławka Wokulski poszedł do prezesowej.</akap>

<akap_dialog id="e2173">--- Jutro jadę --- rzekł. --- A cukrowni niech pani nie stawia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2174">--- Jutro?... --- powtórzyła staruszka. --- A cóż będzie z kamieniem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2175">--- Właśnie, jeżeli pani pozwoli, pojadę na Zasław. Obejrzę kamień, zresztą mam tam jeszcze interes.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2176">--- Ha! jedź z Bogiem... nie masz tu co robić. A w Warszawie zachodźże do mnie. Wrócę jednocześnie z hrabiną i z Łęckimi...</akap_dialog>


<akap id="e2177">Wieczorem wpadł do niego Ochocki.</akap>

<akap_dialog id="e2178">--- Do licha! --- krzyknął --- tyle miałem z panem do pogadania... Ale cóż, pan ciągle okładałeś się babami, a teraz wyjeżdżasz...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2179">--- Nie lubisz pan kobiet? --- rzekł z uśmiechem Wokulski. --- Może masz rację!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2180">--- Nie to, żebym nie lubił. Ale od czasu jak przekonałem się, że wielkie damy nie różnią się od pokojówek, wolę pokojówki.</akap_dialog>


<akap id="e2181">Te baby --- prawił --- to wszystko gęsi nie wyłączając najmądrzejszych. Wczoraj na przykład pół godziny tłomaczyłem Wąsowskiej: na co przyda się kierowanie balonami? Mówiłem o zniknięciu granic, o braterstwie ludów, o olbrzymich postępach cywilizacji... Ona patrzyła mi w oczy tak, iż głowę oddałbym, że mnie rozumie. A kiedy skończyłem, zapytała:</akap>

<akap_dialog id="e2182">--- Panie Ochocki, czemu się pan nie żeni?... --- Słyszałeś pan!...</akap_dialog>


<akap id="e2183"><begin id="b1206883359062"/><motyw id="m1206883359062">Małżeństwo</motyw>Naturalnie, przez drugie pół godziny wykładałem jej, że ani myślę się żenić, że nie ożeniłbym się ani z panną Felicją, ani z panną Izabelą, ani nawet z nią. Diabli mi po żonie, która by się szastała po moich laboratoriach w sukni z długim ogonem, wyciągałaby mnie na spacery, wizyty, teatry... Dalibóg, nie znam ani jednej kobiety, w której ciągłym towarzystwie nie zgłupiałbym w pół roku.<end id="e1206883359062"/></akap>


<akap id="e2184">Umilkł i chciał odchodzić.</akap>

<akap_dialog id="e2185">--- Słówko --- rzekł Wokulski. --- Kiedy pan wróci do Warszawy, niech pan do mnie wstąpi. Może zakomunikuję panu wiadomość o wynalazku, który wprawdzie zabierze połowę życia, ale... przypadnie panu do gustu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2186">--- Balony?... --- spytał Ochocki z pałającym wzrokiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2187">--- Coś lepszego. Dobranoc.</akap_dialog>


<akap id="e2188">Na drugi dzień około południa Wokulski pożegnał dom prezesowej. W parę godzin później był w Zasławiu. Odwiedził proboszcza i kazał Węgiełkowi zabierać się w drogę do Warszawy. Załatwiwszy to poszedł do ruin zamkowych.</akap>


<akap id="e2189"><begin id="b1206883426578"/><motyw id="m1206883426578">Rozpacz, Rozstanie</motyw>Na kamieniu już był wyryty czterowiersz. Wokulski przeczytał go kilka razy i zatrzymał wzrok na słowach:</akap>


<dlugi_cytat><akap id="e2198">Zawsze i wszędzie będę ja przy tobie...</akap></dlugi_cytat>


<akap id="e2190">,,A jeżeli nie?..." --- szepnął.</akap>


<akap id="e2191">Na myśl o tym opanowała go rozpacz. W tej chwili miał jedno tylko pragnienie: ażeby ziemia rozstąpiła się pod nim i pochłonęła go razem z tymi ruinami, z tym kamieniem i z tym napisem...<end id="e1206883426578"/></akap>


<akap id="e2192">Gdy wrócił do miasteczka, konie już były nakarmione; przy powozie stał Węgiełek z zieloną skrzynką.</akap>

<akap_dialog id="e2193">--- A czy wiesz, kiedy tu wrócisz? --- zapytał go Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2194">--- Kiedy Bóg da, panie --- odparł Węgiełek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2195">--- Siadaj.</akap_dialog>


<akap id="e2196">Sam rzucił się na poduszki powozu i ruszyli. <begin id="b1229519160020"/><motyw id="m1229519160020">Matka, Syn</motyw>Z daleka stara kobieta przeżegnała ich na drogę. Węgiełek spostrzegł ją i zdjął czapkę.</akap>

<akap_dialog id="e2197">--- Niech mama będzie zdrowa!... --- zawołał z kozła.<end id="e1229519160020"/></akap_dialog>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2199">VIII. Pamiętnik starego subiekta</naglowek_rozdzial>





<akap id="e2200"><begin id="b1207331650265"/><motyw id="m1207331650265">Historia, Polityka</motyw>Mamy tedy rok 1879.</akap>


<akap id="e2201">Gdybym był przesądny, a nade wszystko gdybym nie rozumiał, że po najgorszych czasach nadchodzą dobre, lękałbym się tego roku 1879. Bo jeżeli jego poprzednik zakończył się źle, to już on zaczął się jeszcze gorzej.</akap>


<akap id="e2202">Anglia, na przykład, w końcu roku zeszłego wdeptała w wojnę z Afganistanem<pr><slowo_obce>wojna z Afganistanem</slowo_obce> --- Afganistan: wtedy królestwo we wschodniej części Wyżyny Irańskiej. Od początku XIX w. przedmiot stałego sporu między Rosją a Anglią. Z końcem listopada 1878 r. Wielka Brytania, niezadowolona ze wzrostu wpływów rosyjskich w Afganistanie, wypowiedziała mu wojnę. Po pierwszych sukcesach ofensywa angielska napotkała (w połowie grudnia) przejściowe trudności (powstanie plemion górskich na tyłach armii), które wkrótce jednak zostały pokonane.</pr> i w grudniu było nawet z nimi źle. Austria miała dużo kłopotów w Bośni, a w Macedonii wybuchło powstanie<pr><slowo_obce>w Macedonii wybuchło powstanie</slowo_obce> --- z końcem października 1878 r. wybuchło w Rumelii Wschodniej i Macedonii powstanie ludności słowiańskiej przeciw Turcji. Celem powstania, które przybrało duże rozmiary, było przyłączenie Rumelii Wschodniej i Macedonii do Bułgarii. Powstańcy zostali jednak pokonani przez przeważające siły tureckie.</pr>. W październiku i listopadzie były zamachy na króla Alfonsa hiszpańskiego i króla Humberta włoskiego<pr><slowo_obce>zamachy na króla Alfonsa hiszpańskiego i króla Humberta włoskiego</slowo_obce> --- 25 października 1878 r. anarchista Juan O1iva y Moncasi dokonał w Madrycie zamachu na króla hiszpańskiego Alfonsa XII (panował: 1874--1885), który wyszedł bez szwanku. 17 listopada tego roku król włoski Humbert (panował: 1878--1900) został w Neapolu zraniony przez zamachowca Passanante.</pr>. Obaj wyszli cało. Również w październiku umarł hr. Józef Zamoyski<pr>Józef Zamoyski --- finansista i przemysłowiec, prezes Warszawskiego Towarzystwa Kredytowego, zmarł 23 października 1878 r.</pr>, wielki przyjaciel Wokulskiego. Myślę nawet, że jego śmierć w niejednej sprawie pokrzyżowała plany Stachowi.</akap>


<akap id="e2203">Rok 1879 dopiero się zaczął, ale niechaj go kaczki zdepczą!... Anglicy, jeszcze nie wygrzebawszy się z Afganistanu, już mają wojnę w Afryce, gdzieś na Przylądku Dobrej Nadziei, z jakimiś Zulusami<pr><slowo_obce>wojna... z Zulusami</slowo_obce> --- Zulusi: wojownicze plemię murzyńskie w Afryce południowo-wschodniej. W początkach roku 1879 Anglia rozpoczęła wojnę z Zulusami, którzy po półrocznej walce zostali pokonani przez gen. Wolseleya. Od tego czasu kraj Zulusów był kolonią angielską.</pr>.<end id="e1207331650265"/> <begin id="b1207331709921"/><motyw id="m1207331709921">Choroba</motyw>Tu zaś, w Europie, ani mniej, ani więcej, tylko --- wybuchła dżuma<pr><slowo_obce>dżuma</slowo_obce> --- o wybuchu epidemii dżumy w okolicach Astrachania (miasto u ujścia Wołgi) przyniósł pierwszą wiadomość »Kurier Warszawski« z 7 stycznia 1879 r.</pr> w okolicach Astrachania i lada dzień może do nas zajrzeć.</akap>


<akap id="e2204">Co my mamy przez tę dżumę!... Kogo spotkam, mówi: ,,Co, dobrze wam sprowadzać perkaliki z Moskwy? Zobaczysz pan, że razem z nimi sprowadzicie morową zarazę." A ile się to odbiera anonimów wymyślających na czym świat stoi!<end id="e1207331709921"/> Zdaje mi się jednak, że autorami ich są przede wszystkim kupcy, nasi współzawodnicy, albo też fabrykanci perkalików łódzkich.</akap>


<akap id="e2205">Ci utopiliby nas w łyżce wody, choćby żadnej dżumy nie było. Naturalnie, że nawet setnej części tych wymysłów nie powtarzam Wokulskiemu; myślę jednak, że on sam słyszy ich i czyta więcej aniżeli ja.</akap>


<akap id="e2206">Właściwie mówiąc, chciałem na tym oto miejscu napisać historię niesłychanej sprawy, sprawy kryminalnej, którą pani baronowa Krzeszowska wytoczyła, komu?... Nikt by nie zgadł!... Oto tej pięknej, tej poczciwej, tej kochanej pani Helenie Stawskiej. Ale taka mnie pasja ogarnia, że nie mogę myśli zebrać. Więc dla rozerwania uwagi napiszę sobie o czym innym.</akap>


<akap id="e2207"><begin id="b1229532203597"/><motyw id="m1229532203597">Alkohol</motyw>Wytoczyła pani Stawskiej proces kryminalny o kradzież!... Jej, o kradzież... Naturalnie, że wyszliśmy z tego błota jak triumfatorowie. Ale co nas to kosztowało... Ja na przykład, dalibóg, nie mogłem sypiać po nocach blisko przez dwa miesiące. A jeżeli dzisiaj lubię wieczorem wstąpić na piwo, czego nigdy nie robiłem, i nawet siedzę w knajpie do północy, to po prostu robię to ze zmartwienia. Jej, tej świętej kobiecie, wytoczyć proces o kradzież!...<end id="e1229532203597"/> Na to, Bóg mi świadkiem, trzeba być taką półwariatką jak pani baronowa.</akap>


<akap id="e2208">Za to też nam zapłaciła dzika baba dziesięć tysięcy rubli... Ach, gdyby to ode mnie zależało, wydusiłbym ze sto tysięcy. Niechby płakała, niechby spazmowała, niechby nawet umarła... Niegodziwa kobieta!</akap>


<akap id="e2209">Ale myślmy o czym innym, nie o ludzkich niegodziwościach.</akap>


<akap id="e2210">Właściwie mówiąc, kto wie, czy poczciwy Stach nie był mimowolną przyczyną nieszczęścia pani Stawskiej; a nawet może nie tyle on, ile ja... Ja go do niej gwałtem prowadziłem, ja radziłem Stachowi, ażeby nie odwiedzał tej poczwary, pani baronowej, ja wreszcie pisałem do Wokulskiego, kiedy był w Paryżu, ażeby zasięgnął tam wiadomości o Ludwiku Stawskim. Krótko mówiąc: ja, nikt inny, tylko ja rozdrażniłem tę jędzę Krzeszowską. Odpokutowałem też przez dwa miesiące!... <begin id="b1229532392186"/><motyw id="m1229532392186">Bóg, Dusza</motyw>Ha, trudno. Panie Boże, jeżeli jesteś, zbaw pomimo to duszę moją, jeżeli ją mam --- jak mówił pewien żołnierz z czasów rewolucji francuskiej.<end id="e1229532392186"/></akap>


<akap id="e2211">(<begin id="b1208178344703"/><motyw id="m1208178344703">Starość</motyw>Ach, jak ja się starzeję, jak ja się starzeję!... Zamiast od razu przystąpić do rzeczy, baję, kręcę, nudzę...<end id="e1208178344703"/> Choć, dalibóg, krew by mnie chyba zalała, gdybym miał od razu napisać o tym potwornym, o tym haniebnym procesie...)</akap>


<akap id="e2212">Zaraz, niech zbiorę myśli.</akap>


<akap id="e2213"><begin id="b1229532668291"/><motyw id="m1229532668291">Swaty</motyw>Stach przez wrzesień był na wsi u prezesowej Zasławskiej. Po co on tam jeździł, co robił?... domyśleć się nie mogę. Ale z paru listów, które do mnie napisał, widzę, że musiało mu się dziać nieosobliwie. Jaki diabeł sprowadził tam pannę Izabelę Łęcką?... Eh! przecież nią się już chyba nie zajmuje. I będę chłystkiem, jeżeli go nie wyswatam z panią Stawską. Wyswatam, odprowadzę ich do ołtarza, dopilnuję, ażeby przysiągł jak się należy, a potem... Może sobie w łeb palnę, czy ja wiem?...<end id="e1229532668291"/></akap>


<akap id="e2214">(Stary głupcze!... i tobież to myśleć o takim aniele?... Zresztą ja o niej wcale nie myślę, osobliwie od czasu, kiedy przekonałem się, że ona kocha Wokulskiego. Niechże go sobie kocha, byle oboje byli szczęśliwi. A ja?... Ej, Katz, mój stary przyjacielu, miałżebyś być odważniejszy ode mnie?...)</akap>


<akap id="e2215">W listopadzie, właśnie w tym samym dniu, kiedy zawalił się dom na ulicy Wspólnej<pr><slowo_obce>w dniu, kiedy zawalił się dom na ulicy Wspólnej...</slowo_obce> --- 27 listopada 1878 r. zawaliła się ściana frontowa domu budowanego przy ul. Wspólnej 36. Jeden robotnik został zabity, pięciu ciężko rannych.</pr>, Wokulski wrócił z Moskwy. I znowu nie wiem, co tam robił, dość, że zarobił około siedemdziesięciu tysięcy rubli... Takie zyski przechodzą moje pojęcie, ale przysięgnę, że interes, do którego Stach należał, musiał być uczciwy.</akap>


<akap id="e2216">W parę dni po jego powrocie przychodzi do mnie jeden solidny kupiec i mówi:</akap>

<akap_dialog id="e2217"><begin id="b1229533760918"/><motyw id="m1229533760918">Ojczyzna, Plotka, Rosja, Zdrada</motyw>--- Kochany panie Rzecki, nie mam zwyczaju mieszać się do cudzych spraw, ale --- ostrzeż pan Wokulskiego (nie ode mnie, tylko od siebie), że ten jego wspólnik Suzin to wielki hultaj i zapewne niedługo zbankrutuje... Ostrzeż go pan, bo szkoda człowieka... Zawsze Wokulski, jakkolwiek wszedł na fałszywą drogę, zasługuje na współczucie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2218">--- Co pan nazywasz fałszywą drogą? --- pytam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2219">--- No jużci, panie Rzecki --- mówi on --- kto jeździ do Paryża, kupuje okręty w czasie nieporozumień z Anglią i tak dalej, ten, panie Rzecki, nie odznacza się obywatelskimi cnotami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2220">--- Panie drogi --- ja mówię --- a czymże kupno okrętów różni się od kupna chmielu? Chyba większym zarobkiem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2221">--- No --- mówi znowu on --- panie Rzecki, nie będziemy rozprawiali o tej materii. Gdyby to zrobił kto inny, nie miałbym nic przeciw temu, ale Wokulski!... Obaj przecie znamy jego przeszłość, a ja może lepiej niż pan, bo nieraz świętej pamięci Hopfer robił u mnie przez niego obstalunki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2222">--- Pan --- mówię do owego kupca --- rzucasz podejrzenia na Wokulskiego?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2223">--- Nie, panie --- mówi znowu on --- ja tylko powtarzam, co gada całe miasto. Nie myślę bynajmniej szkodzić Wokulskiemu, osobliwie w opinii pana, który jesteś jego przyjacielem (i słusznie, boś patrzył na tego człowieka, kiedy był inny niż dziś), ale... Przyznaj pan, że ten człowiek szkodzi naszemu przemysłowi... Nie sądzę również jego patriotyzmu, panie Rzecki, ale... szczerze panu powiem (bo przecie wobec pana muszę być szczery), że te perkaliki moskiewskie... Rozumie pan?...</akap_dialog>


<akap id="e2224">Byłem wściekły. Gdyż jakkolwiek jestem eks-porucznikiem węgierskiej piechoty, nie mogę jednak pojąć: czym perkaliki niemieckie są lepsze od moskiewskich? Ale z moim kupcem nie było gawędy. W taki sposób bestia podnosił brwi, tak ruszał ramionami, a tak rozkładał ręce, iż w końcu pomyślałem, że on jest wielki patriota, a ja gałgan, choć w tym czasie, kiedy on nabijał kieszenie rublami i imperiałami, mnie paręset kul przeleciało nade łbem...<end id="e1229533760918"/></akap>


<akap id="e2225">Naturalnie, że opowiedziałem o tym Stachowi, który wysłuchawszy odparł:</akap>

<akap_dialog id="e2226">--- Uspokój się, mój kochany. Ci sami ludzie, którzy mnie ostrzegają, że Suzin jest hultaj, przed miesiącem pisali do Suzina, że ja jestem bankrut, szachraj, eks-powstaniec.</akap_dialog>


<akap id="e2227">Po rozmowie z tym poczciwym kupcem, którego nawet nazwiska nie wymienię, i po wszystkich anonimach, jakie odebrałem, postanowiłem sobie zapisywać rozmaite opinie wypowiadane przez dobrych ludzi o Wokulskim.</akap>


<akap id="e2228">A więc tedy na pierwszą porcję: Stach jest złym patriotą, ponieważ tanimi perkalikami zepsuł trochę interesa łódzkim fabrykantom. <slowo_obce>Bene!</slowo_obce><pr><slowo_obce>Bene!</slowo_obce> (łac.) --- Dobrze!</pr>... Zobaczymy, co będzie dalej.</akap>


<akap id="e2229">W październiku, jakoś w tym czasie, kiedy Matejko skończył malować bitwę grunwaldzką<pr><slowo_obce>w tym czasie, kiedy Matejko skończył malować bitwę grunwaldzką</slowo_obce> --- Matejko zakończył pracę nad nią wcześniej (wiadomość o gotowym obrazie przynosi »Kurier Warszawski« już w sierpniu 1878). W październiku natomiast odbyły się w Krakowie wielkie uroczystości ku czci Matejki.</pr> (duży to obraz i okazały, i tylko nie trzeba go pokazywać żołnierzom, którzy przyjmowali udział w bitwach), <begin id="b1229533846233"/><motyw id="m1229533846233">Ciało, Strój</motyw>wpada do sklepu Maruszewicz, ten przyjaciel pani baronowej Krzeszowskiej. Widzę --- magnat całą gębą! Na brzuchu, a raczej w tym samym miejscu, gdzie ludzie mają brzuch, złota dewizka gruba na pół palca, a długa --- że choć psy na niej ciągnij. W krawacie brylantowa spinka, na rękach nowe rękawiczki, na nogach nowe buty, na całym ciele (mizerne to ciało, pożal się Boże!) nowy garnitur. Przy tym mina, jakby jednej nitki nie miał na kredyt, tylko wszystko za gotówkę.<end id="e1229533846233"/> (Później Klejn, który mieszka w tym samym domu, objaśnił mnie, że Maruszewicz grywa w karty i że od pewnego czasu szczęście mu służy.)</akap>


<akap id="e2230">Wpada tedy mój elegant do sklepu w kapeluszu na głowie, z hebanową laseczką w ręku i rozejrzawszy się niespokojnie (on bo ma jakieś niepewne spojrzenie), pyta:</akap>

<akap_dialog id="e2231">--- Pan Wokulski jest?... Ach, pan Rzecki!... Na słówko...</akap_dialog>


<akap id="e2232">Weszliśmy za szafy.</akap>

<akap_dialog id="e2233">--- Z wyborną nowiną przychodzę --- mówił, czule ściskając mnie za rękę. --- Możecie panowie sprzedać swoją kamienicę, tę po Łęckim... Baronowa Krzeszowska ją kupi. Już wyprocesowała od męża swoje kapitały i (jeżeli potraficie się targować) da dziewięćdziesiąt tysięcy rubli, a nawet może coś odstępnego...</akap_dialog>


<akap id="e2234">Musiał spostrzec zadowolenie na mojej twarzy (mnie to kupno kamienicy nigdy nie przypadało do gustu), bo ścisnął mnie za rękę jeszcze mocniej, o ile taki zdechlak może coś mocno robić, i słodko uśmiechając się (mdło mi od tej słodyczy) zaczął szeptać:</akap>

<akap_dialog id="e2235">--- Mogę panom oddać usługę... ważną usługę... Pani baronowa bardzo polega na moim zdaniu i... jeżeli ja...</akap_dialog>


<akap id="e2236">Tu dostał lekkiego kaszlu.</akap>

<akap_dialog id="e2237">--- Rozumiem --- odezwałem się zgadując, z kim mam do czynienia. --- Pan Wokulski zapewne nie będzie robił trudności co do porękawicznego<pr><slowo_obce>porękawiczne</slowo_obce> --- tu: wynagrodzenie dla pośrednika.</pr>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2238">--- Ależ proszę pana --- zawołał --- cóż znowu!... Tym bardziej że ze stanowczą propozycją przyjdzie do panów adwokat baronowej. Zresztą nie o mnie chodzi... To, co mam, zupełnie mi wystarcza... Ale znam pewną ubogą rodzinę, której na moją rekomendację panowie zechcecie coś...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2239">--- Proszę pana --- przerwałem mu --- wolimy złożyć jakąś sumę wprost na pańskie ręce, o ile naturalnie interes dojdzie do skutku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2240">--- O, że dojdzie, mogę ręczyć honorem! --- zapewnił pan Maruszewicz.</akap_dialog>


<akap id="e2241">Ponieważ jednak ja wcale nie dałem mu słowa, że otrzyma porękawiczne, więc chwilę pokręcił się po sklepie i opuścił go gwiżdżąc.</akap>


<akap id="e2242">Nad wieczorem powiedziałem o tym Stachowi; ale on zbył mnie milczeniem, co mnie nawet zastanowiło. Więc na drugi dzień pobiegłem do naszego adwokata (który zarazem jest adwokatem księcia) i zakomunikowałem mu wiadomość Maruszewicza.</akap>

<akap_dialog id="e2243">--- Daje dziewięćdziesiąt tysięcy rubli!... --- zdziwił się adwokat (jest to bardzo znakomity człowiek). --- Ależ, drogi panie Rzecki, teraz kamienice idą w górę, a nawet na przyszły rok wybudują ze dwieście nowych domów... W tych warunkach, drogi panie Rzecki, jeżeli sprzedamy im nasz dom za sto tysięcy rubli, zrobimy im łaskę... Pani baronowa bardzo pali się do tej kamienicy (jeżeli podobnego wyrażenia wolno używać o damach tak dystyngowanych) i możemy wyciągnąć z niej nierównie większą sumę, drogi panie Rzecki.</akap_dialog>


<akap id="e2244">Pożegnałem znakomitego adwokata i wróciłem do sklepu mocno postanawiając nie mieszać się już do sprzedaży kamienicy. Teraz dopiero, zresztą nie po raz pierwszy, przyszło mi na myśl, że Maruszewicz jest to wielki frant.</akap>


<akap id="e2245">Obecnie uspokoiwszy się o tyle, że już mogę zebrać myśli, opiszę wstrętny proces pani baronowej z tym aniołem, z tą doskonałą kobietą, panią Stawską. Gdybym go nie opisał, za rok albo dwa nie wierzyłbym własnej pamięci, że mogło zdarzyć się coś równie potwornego.</akap>


<akap id="e2246">Zapamiętaj że sobie tedy, kochany Ignacy, że pani baronowa Krzeszowska naprzód od dawna nie cierpiała pani Stawskiej myśląc, że wszyscy w niej się kochają, a po drugie, że taż pani baronowa chciała jak najtaniej kupić od Wokulskiego kamienicę. To są dwa ważne fakta, których doniosłość dziś dopiero rozumiem. (Jak ja się starzeję, Boże miłosierny, jak ja się starzeję!...)</akap>


<akap id="e2247">U pani Stawskiej, od czasu zaznajomienia się z nią, bywałem dosyć często. Nie powiem co dzień. Czasami raz na kilka dni, a czasem i dwa razy w ciągu dnia. Byłem przecie opiekunem tej kamienicy, to jedno. Dalej, musiałem donieść pani Stawskiej, żem pisał do Wokulskiego w sprawie odnalezienia jej męża. Dalej, wypadło mi być u niej z zawiadomieniem, że Wokulski nie dowiedział się nic stanowczego. Potem odwiedzałem ją, ażeby z okien jej mieszkania poznać obyczaje Maruszewicza, który lokował się w oficynie naprzeciw niej. Następnie chodziło mi o zbadanie pani Krzeszowskiej i jej stosunku do mieszkających nad nią studentów, na których ciągle się skarżyła.</akap>


<akap id="e2248">Ktoś obcy mógłby myśleć, że bywam u pani Stawskiej za często. Ja jednak po dojrzałej rozwadze doszedłem do przekonania, żem bywał za rzadko. W jej mieszkaniu miałem przecie doskonały punkt obserwacyjny na całą kamienicę, no i przy tym byłem życzliwie przyjmowany. Pani Misiewiczowa (zacna matka pani Heleny), ile razy przyszedłem, witała mnie otwartymi rękoma, mała Helunia wskakiwała mi na kolana, a sama pani Stawska ożywiała się na mój widok i mówiła, że w tych godzinach, które u niej przepędzam, zapomina o swoich kłopotach!...</akap>


<akap id="e2249">Czy wobec podobnych przyjęć mogłem nie bywać często? Dalibóg, myślę, że bywałem za rzadko i że gdybym miał więcej rycerskich usposobień, powinienem był tam siedzieć od rana do wieczora. Niechby się nawet pani Stawska ubierała przy mnie. Cóż by mi to szkodziło?</akap>


<akap id="e2250">W czasie tych wizyt zrobiłem kilka ważnych spostrzeżeń.</akap>


<akap id="e2251">Naprzód ci studenci, z trzeciego piętra od frontu, byli to istotnie ludzie niespokojnego ducha. Do godziny drugiej po północy śpiewali i krzyczeli, czasami nawet ryczeli i w ogóle starali się wydawać jak najwięcej głosów nieludzkich. W ciągu dnia, gdy choćby jeden z nich był w domu, a zawsze był któryś, jeżeli tylko pani baronowa Krzeszowska wychyliła głowę przez lufcik (robiła to po kilkanaście razy na dzień), zawsze jej ktoś usiłował wylać z góry wodę na głowę.</akap>


<akap id="e2252">Powiem nawet, że między nią a mieszkającymi nad nią studentami wytworzył się pewien rodzaj sportu, polegający na tym, że ona wyjrzawszy przez lufcik starała się jak najprędzej cofnąć głowę, a oni usiłowali wylewać na nią wodę jak najczęściej i w jak największych ilościach.</akap>


<akap id="e2253">Wieczorami zaś ci młodzi ludzie, nad którymi już nikt nie mieszkał i nikt nie mógł ich oblewać wodą, wieczorami zwoływali do siebie praczki i służące z całej kamienicy. Wówczas w lokalu pani baronowej rozlegały się krzyki i płacze spazmatyczne.</akap>


<akap id="e2254">Drugie moje spostrzeżenie odnosiło się do Maruszewicza, który mieszkał prawie <slowo_obce>vis a vis</slowo_obce> pani Stawskiej. Człowiek ten prowadzi bardzo osobliwy tryb życia cechujący się niezwykłą regularnością. Regularnie nie płaci komornego. Regularnie co parę tygodni wynoszą mu mnóstwo gratów z mieszkania: jakieś posągi, lustra, dywany, zegary... Ale co ciekawsze --- również regularnie do lokalu przynoszą mu nowe lustra, nowe dywany, nowe zegary i posągi...</akap>


<akap id="e2255">Po każdym fakcie wynoszenia rzeczy pan Maruszewicz przez kilka następnych dni ukazuje się w jednym ze swych okien. Goli się w nim, czesze, fiksatuaruje, nawet ubiera się, rzucając bardzo dwuznaczne spojrzenia w kierunku okien pani Stawskiej. Lecz gdy jego lokal napełni się nowymi artykułami wygody i zbytku, wówczas pan Maruszewicz zasłania swoje okna na kilka dni sztorami.</akap>


<akap id="e2256">Wtedy (rzecz nie do uwierzenia!) palą się u niego dniem i nocą światła, a w mieszkaniu słychać głosy wielu mężczyzn, czasami nawet i kobiet...</akap>


<akap id="e2257">Ale co mi tam do cudzych interesów!</akap>


<akap id="e2258">Jednego dnia, w początkach listopada, rzekł do mnie Stach:</akap>

<akap_dialog id="e2259">--- Podobno bywasz u tej pani Stawskiej?</akap_dialog>


<akap id="e2260">Gorąco mi się zrobiło.</akap>

<akap_dialog id="e2261">--- Przepraszam cię --- zawołałem --- jak to mam rozumieć?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2262">--- W najzwyczajniejszy sposób --- odparł. --- Przecież chyba nie składasz jej wizyt oknem, tylko drzwiami. Zresztą składaj sobie, jak chcesz, a przy pierwszej sposobności oświadcz tym paniom, że miałem list z Paryża...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2263">--- O Ludwiku Stawskim? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2264">--- Tak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2265">--- Znaleźli go nareszcie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2266">--- Jeszcze nie, ale już są na tropie i spodziewają się niedługo rozstrzygnąć kwestię jego pobytu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2267">--- Może biedak umarł! --- zawołałem ściskając Wokulskiego. --- Proszę cię, Stachu --- dodałem nieco ochłonąwszy ze wzruszenia --- zróbże mi łaskę, odwiedź te panie i sam zakomunikuj im wiadomość...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2268">--- A cóż to ja jestem grabarz, ażeby robić ludziom tego rodzaju przyjemności? --- oburzył się Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e2269">Gdy mu jednak zacząłem przedstawiać, jakie to zacne kobiety, jak wypytywały się: czy ich kiedy nie odwiedzi?... a gdy jeszcze napomknąłem, że warto by rzucić okiem na kamienicę, zaczął mięknąć.</akap>

<akap_dialog id="e2270">--- Mało dbam o tę kamienicę --- rzekł wzruszając ramionami --- sprzedam ją lada dzień...</akap_dialog>


<akap id="e2271">Ale w końcu dał się namówić i pojechaliśmy tam około pierwszej w południe. Na podwórzu spostrzegłem, że sztory w lokalu Maruszewicza są starannie zasłonięte. Widocznie miał już nowy garnitur mebli.</akap>


<akap id="e2272">Stach niedbale rozejrzał się po oknach domu i bez najmniejszej uwagi słuchał mego sprawozdania o melioracjach<pr><slowo_obce>melioracja</slowo_obce> --- tu: ulepszenie.</pr>. Daliśmy nową podłogę w bramie, wyreperowaliśmy dachy, odmalowaliśmy ściany, myliśmy schody co tydzień. Słowem, z zaniedbanej zrobiliśmy wcale okazałą kamienicę. Wszystko było w porządku nie wyłączając dziedzińca i wodociągów; wszystko, oprócz komornego.</akap>

<akap_dialog id="e2273">--- Zresztą --- zakończyłem --- bliższych informacyj o komornem udzieli ci twój rządca, pan Wirski, po którego zaraz poszlę stróża...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2274">--- A daj że mi spokój z komornem i rządcą --- mruknął Stach. --- Idźmy już do tej pani Stawskiej i wracajmy do sklepu.</akap_dialog>


<akap id="e2275">Weszliśmy na pierwsze piętro lewej oficyny, gdzie czuć było zapach gotowanych kalafiorów; Stach zmarszczył się, a ja zapukałem do kuchni.</akap>

<akap_dialog id="e2276">--- Są panie? --- zapytałem grubej kucharki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2277">--- Jeszcze by też nie były, jak pan przychodzi --- odpowiedziała mrużąc oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2278">--- Widzisz, jak nas przyjmują!... --- szepnąłem po niemiecku do Stacha.</akap_dialog>


<akap id="e2279">W odpowiedzi kiwnął głową i wysunął wargę.</akap>


<akap id="e2280">W saloniku matka pani Stawskiej, jak zwykle, robiła pończochę; zobaczywszy nas uniosła się nieco z fotelu i zdziwiona przypatrywała się Wokulskiemu.</akap>


<akap id="e2281">Z drugiego pokoju wyjrzała Helcia.</akap>

<akap_dialog id="e2282">--- Mamo --- szepnęła tak głośno, że zapewne słychać ją było na dziedzińcu --- przyszedł pan Rzecki i jeszcze jakiś pan.</akap_dialog>


<akap id="e2283">W tej chwili wyszła do nas i pani Stawska.</akap>


<akap id="e2284">Widząc obie damy odezwałem się:</akap>

<akap_dialog id="e2285">--- Nasz gospodarz, pan Wokulski, przychodzi złożyć paniom uszanowanie i zakomunikować wiadomości...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2286">--- O Ludwiczku?... --- pochwyciła pani Misiewiczowa. --- Czy żyje?...</akap_dialog>


<akap id="e2287"><begin id="b1229535539008"/><motyw id="m1229535539008">Miłość</motyw>Pani Stawska pobladła, a potem równie szybko zarumieniła się. Była w tej chwili tak piękna, że nawet Wokulski przypatrywał się jej, jeżeli nie z zachwytem, to przynajmniej z życzliwością. Jestem pewny, że z miejsca zakochałby się w niej, gdyby nie ten podły zapach kalafiorów zalatujący z kuchni.<end id="e1229535539008"/></akap>


<akap id="e2288">Siedliśmy. Wokulski zapytał panie, czy są zadowolone z lokalu, a następnie opowiedział im, że Ludwik Stawski był przed dwoma laty w New Yorku, a następnie przeniósł się do Londynu pod przybranym nazwiskiem. Napomknął z lekka, że Stawski był wówczas chory i że za parę tygodni spodziewa się o nim stanowczych wiadomości.</akap>


<akap id="e2289">Słuchając tego pani Misiewiczowa kilka razy odwołała się do pomocy chustki... Pani Stawska była spokojniejsza, tylko parę łez stoczyło się jej po twarzy. Aby ukryć wzruszenie, zwróciła się z uśmiechem do córeczki i rzekła półgłosem:</akap>

<akap_dialog id="e2290">--- Podziękuj, Heluniu, panu, że nam przyniósł wiadomość o tatce.</akap_dialog>


<akap id="e2291">Znowu łzy jej błysnęły, ale opanowała się. Tymczasem Helunia zrobiła dyg przed Wokulskim, a następnie przypatrzywszy mu się wielkimi oczyma, nagle schwyciła go za szyję i ucałowała w same usta.</akap>


<akap id="e2292">Nieprędko zapomnę zmian, jakim uległa fizjognomia Stacha wobec tak niespodzianych pieszczot. Ponieważ, o ile wiem, jeszcze nigdy nie pocałowało go żadne dziecko, więc w pierwszej chwili cofnął się zdziwiony; potem objął Helunię za ramiona, wpatrywał się w nią ze wzruszeniem i pocałował w głowę. Byłbym przysiągł, że wstanie z krzesła i powie pani Stawskiej:</akap>


<akap id="e2293">,,Pozwól pani, ażebym zastąpił ojca tej kochanej dziecinie..."</akap>


<akap id="e2294">Ale... nie powiedział tego; spuścił głowę i wpadł w zwykłą sobie zadumę. Dałbym połowę mojej rocznej pensji, ażeby dowiedzieć się, o czym on wtedy myślał? Może o pannie Łęckiej?... Eh, znowu starość wyłazi... Cóż panna Łęcka? ani umywała się do Stawskiej!</akap>


<akap id="e2295">Po paruminutowym milczeniu Wokulski spytał:</akap>

<akap_dialog id="e2296">--- Zadowolone panie z sąsiadów?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2297">--- Jak z których --- odezwała się pani Misiewiczowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2298">--- Owszem, bardzo --- wtrąciła pani Stawska. Przy tym spojrzała na Wokulskiego i zarumieniła się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2299">--- Czy i pani Krzeszowska jest równie miłą sąsiadką? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2300">--- O panie!... --- zawołała pani Misiewiczowa podnosząc palec w górę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2301">--- To nieszczęśliwa kobieta --- przerwała pani Stawska. --- Straciła córkę.</akap_dialog>


<akap id="e2302">Mówiąc to obracała w palcach rąbek chusteczki i spod swoich cudownych rzęs usiłowała patrzeć... jużci nie na mnie. Ale powieki musiały jej ciężyć jak ołów, więc tylko rumieniła się coraz mocniej i stawała się coraz poważniejszą, jak gdyby ją który z nas obraził.</akap>

<akap_dialog id="e2303">--- A któż to jest ten pan Maruszewicz? --- mówił dalej Wokulski, jakby nie myśląc nawet o obecnych damach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2304">--- Letkiewicz, urwisz... --- prędko odpowiedziała pani Misiewiczowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2305">--- Ależ mateczko, to tylko oryginał... --- poprawiła ją córka. W tej chwili miała oczy tak wielkie i źrenice tak roszerzone jak chyba jeszcze nigdy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2306">--- Bo ci studenci to podobno bardzo niesforni --- rzekł Wokulski patrząc na fortepian.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2307">--- Zwyczajnie młodzi --- odparła pani Misiewiczowa i głośno utarła nos.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2308">--- Widzisz, Heluniu, znowu odpina ci się kokardka --- rzekła pani Stawska nachylając się do córeczki, może aby ukryć zakłopotanie na samą wzmiankę o niesfornościach studenckich.</akap_dialog>


<akap id="e2309">Znudził mnie już Wokulski swoją rozmową. Istotnie, trzeba być albo półgłówkiem, albo źle wychowanym człowiekiem, ażeby tak piękną kobietę wypytywać o współlokatorów! Przestałem go też słuchać i machinalnie począłem wyglądać na podwórze.</akap>


<akap id="e2310">I oto, com zobaczył... W jednym z okien Maruszewicza uchyliła się roleta i przez szparę z boku można było dojrzeć, że ktoś patrzy w naszą stronę.</akap>


<akap id="e2311">,,Szpieguje nas ten poczciwiec!" --- pomyślałem. <begin id="b1229535751442"/><motyw id="m1229535751442">Kara, Sąsiad, Szpieg</motyw>Zwróciłem oczy ku drugiemu piętru od frontu. Masz pociechę!... W najdalszym pokoju pani baronowej Krzeszowskiej oba lufciki otwarte, a w głębi widać... ją samą, jak przypatruje się lokalowi pani Stawskiej przez teatralną lornetkę.</akap>


<akap id="e2312">,,Że też Pan Bóg nie ukarze tej jędzy..." --- rzekłem do siebie, pewny, że z tego lornetkowania wyniknie kiedy skandal.</akap>


<akap id="e2313">Modliłem się nie na próżno. Kara boska już wisiała nad głową intrygantki, w postaci śledzia, który wysuwał się z lufcika na trzecim piętrze. Śledzia owego trzymała jakaś tajemnicza ręka, odziana w granatowy rękaw ze srebrnym galonem, spoza ręki zaś co kilka sekund wychylała się mizerna twarz ze złośliwym uśmiechem.<end id="e1229535751442"/></akap>


<akap id="e2314">Nie trzeba było mojej przenikliwości, ażeby zgadnąć, że był to jeden z nie płacących komornego studentów, który tylko czekał na ukazanie się baronowej w lufciku, ażeby na nią puścić śledzia.</akap>


<akap id="e2315">Ale baronowa była ostrożna, więc mizerny studencina nudził się. Przekładał opatrznościowego śledzia z jednej ręki do drugiej i zapewne dla zabicia czasu robił bardzo nieprzystojne miny do dziewcząt z paryskiej pralni.</akap>


<akap id="e2316">Właśnie kiedy zastanawiałem się, że zamach, przygotowywany na baronowę przez studenta ze śledziem, spełznie na niczym, Wokulski wstał z krzesła i zaczął żegnać damy.</akap>

<akap_dialog id="e2317">--- Tak prędko panowie odchodzą! --- szepnęła pani Stawska i w tej chwili ogromnie zmieszała się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2318">--- Może panowie będą łaskawi częściej... --- dodała pani Misiewiczowa.</akap_dialog>


<akap id="e2319">Ale safanduła Stach, zamiast poprosić panie, ażeby pozwoliły mu bywać co dzień albo nawet ażeby go stołowały (co ja niezawodnie powiedziałbym będąc na jego miejscu), ten... ten dziwak, zapytał: czy nie potrzebują jakich reparacyj w mieszkaniu?...</akap>

<akap_dialog id="e2320">--- O, już wszystko, co było potrzebne, zrobił poczciwy pan Rzecki --- odparła pani Misiewiczowa zwracając się do mnie z sympatycznym uśmiechem. (Szczerze mówiąc, nawet nie lubię takich uśmiechów u osób w pewnym wieku.)</akap_dialog>


<akap id="e2321">W kuchni Stach zatrzymał się sekundę, a że widać drażnił go zapach kalafiorów, więc rzekł do mnie:</akap>

<akap_dialog id="e2322">--- Trzeba by tu urządzić jaki wentylator albo co...</akap_dialog>


<akap id="e2323">Na schodach nie mogłem już wytrzymać i zawołałem:</akap>

<akap_dialog id="e2324">--- Gdybyś tu bywał częściej, sam byś poznał, jakie melioracje należałoby zaprowadzić w tym domu. Ale co ciebie obchodzi dom albo nawet taka piękna kobieta!</akap_dialog>


<akap id="e2325">Wokulski stanął w sieni i patrząc na rynnę mruknął:</akap>

<akap_dialog id="e2326">--- Phy!... gdybym ją poznał wcześniej, może bym się z nią ożenił.</akap_dialog>


<akap id="e2327">Usłyszawszy to doznałem dziwnego uczucia: byłem kontent, a jednocześnie jakby mnie kto w serce kolnął.</akap>

<akap_dialog id="e2328">--- A tak, to już się nawet nie ożenisz? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2329">--- Kto wie?... --- odparł. --- Może się i ożenię... Ale nie z nią.</akap_dialog>


<akap id="e2330">Usłyszawszy zaś to doznałem jeszcze dziwniejszego uczucia; było mi żal, że pani Stawska nie dostanie Stacha za męża, a jednocześnie jakby kto mi zdjął ciężar z piersi.</akap>


<akap id="e2331">Ledwie wyszliśmy na dziedziniec, patrzę, a pani baronowa wychyla się ze swego lufcika i woła, oczywiście do nas:</akap>

<akap_dialog id="e2332">--- Panie!... Proszę!...</akap_dialog>


<akap id="e2333">Nagle --- rozdzierającym głosem krzyknęła: ,,Ach! nihiliści...", i cofnęła się w głąb pokoju.</akap>


<akap id="e2334">Jednocześnie o kilka kroków od nas spadł na podwórze śledź, na którego stróż rzucił się z taką drapieżnością, że nawet mnie nie spostrzegł.</akap>

<akap_dialog id="e2335">--- Nie zajdziesz do pani baronowej? --- zapytałem Stacha. --- Ona, zdaje mi się, ma do ciebie interes.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2336">--- Niech mi da święty spokój! --- odparł machnąwszy ręką.</akap_dialog>


<akap id="e2337">Na ulicy zawołał dorożkę i wróciliśmy do sklepu nie rozmawiając ze sobą. Jestem jednak pewny, że myślał o pani Stawskiej i że gdyby nie te podłe kalafiory...</akap>


<akap id="e2338">Taki byłem nieswój, taki zmartwiony, że zamknąwszy sklep poszedłem na piwo. Spotkałem tam radcę Węgrowicza, który wciąż psy wiesza na Wokulskim, ale miewa bardzo szczęśliwe pomysły polityczne... i kłóciliśmy się z nim do północy. Węgrowicz ma rację: <begin id="b1207332925250"/><motyw id="m1207332925250">Historia, Polityka</motyw>istotnie widać z gazet, że w Europie na coś się zanosi. Kto wie, czy po Nowym Roku mały Napoleonek (nazywają go Lulu, zrobi on wam lulu!) nie przeniesie się z Anglii do Francji... Prezydent MacMahon za nim, ks. Broglie<pr>ks. Broglie Jacques Victor Albert (1821--1901) --- reakcyjny polityk i publicysta francuski, zwolennik monarchii.</pr> za nim, w narodzie większość za nim... Można by się założyć, że zostanie cesarzem jako Napoleon IV, a na wiosnę zacznie taniec z Niemcami. Teraz przecie Niemcy nie pójdą do Paryża<pr><slowo_obce>Teraz przecie Niemcy nie pójdą do Paryża</slowo_obce> --- jak w czasie wojny francusko--pruskiej 1870--1871 r.</pr>; nie udaje się dwa razy ta sama sztuka.<end id="e1207332925250"/></akap>


<akap id="e2339">Otóż tedy... Co ja chciałem powiedzieć?... Aha!</akap>


<akap id="e2340">We trzy, może we cztery dni po naszej wizycie u pani Stawskiej przychodzi Stach do sklepu i podaje mi list, ale adresowany do niego.</akap>

<akap_dialog id="e2341">--- Przeczytaj no --- rzekł ze śmiechem.</akap_dialog>


<akap id="e2342">Otworzyłem --- czytam:</akap>


<akap id="e2343">,,Panie Wokulski! Wybacz, że nie nazywam cię szanownym, ale trudno dawać taki tytuł człowiekowi, od którego już wszyscy odwracają się ze wstrętem. Nieszczęsny człowieku! Jeszcze nie zrehabilitowałeś się ze swych dawniejszych występków, a już hańbisz się nowymi. Dziś o niczym więcej nie mówi całe miasto, tylko o twoich odwiedzinach u kobiety tak źle prowadzącej się jak Stawska. Już nie tylko miewasz z nią schadzki na mieście, nie tylko zakradasz się do niej po nocach, co by jeszcze dowodziło, żeś niezupełnie wstyd zatracił, ale nawet odwiedzasz ją w biały dzień, wobec służby, młodzieży i uczciwych mieszkańców tej skompromitowanej kamienicy.</akap>


<akap id="e2344">Nie łudź się jednak, nieszczęsny, że sam tylko romans z nią prowadzisz. Pomaga ci jeszcze twój rządca, ten nędznik Wirski, i ten osiwiały w rozpuście twój plenipotent Rzecki.</akap>


<akap id="e2345">Muszę dodać, że Rzecki nie tylko uwodzi ci twoją kochanicę, ale jeszcze okrada cię w dochodach z domu: pozniżał bowiem komorne niektórym lokatorom, a przede wszystkim tej Stawskiej. Skutkiem tego dom twój już nic niewart, ty sam stoisz nad brzegiem przepaści i zaprawdę! wielką wyrządziłby ci łaskę szlachetny dobroczyńca, który by zechciał kupić tę ruderę po Łęckich z małą dla ciebie stratą.</akap>


<akap id="e2346">Gdyby więc znalazł się taki dobrodziej, pozbądź się ciężaru, weź z wdzięcznością, co się da, i uciekaj za granicę, pierwej, nim sprawiedliwość ludzka okuje cię w kajdany i wtrąci do lochów. Czuwaj nad sobą!... strzeż się!... i posłuchaj rady życzliwego przyjaciela."</akap>

<akap_dialog id="e2347">--- Zuch baba, co?... --- zapytał Wokulski spostrzegłszy, żem już skończył czytanie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2348">--- Niech ją diabli porwą! --- zawołałem domyślając się, że mówi o autorce listu. --- Ja, według niej, osiwiałem w rozpuście!... Ja kradnę!... Ja romansuję!... Przeklęta jędza.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2349">--- No, no, uspokój się, bo już widzę jej adwokata --- rzekł Stach.</akap_dialog>


<akap id="e2350">Istotnie, w tej chwili wszedł do sklepu człeczyna w starym futrze, wypłowiałym cylindrze i ogromnych kaloszach. Wszedł, rozejrzał się jak ajent śledczy, zapytał Klejna, kiedy będzie pan Wokulski, potem nagle udał, że dopiero nas spostrzega, i przybliżywszy się do Stacha szepnął:</akap>

<akap_dialog id="e2351">--- Wszak pan Wokulski?... Czy mogę mieć z panem króciutką konferencję na osobności?</akap_dialog>


<akap id="e2352">Stach mrugnął na mnie i poszliśmy we trzech do mego mieszkania. Gość rozebrał się, przy czym zauważyłem, że jego spodnie są jeszcze bardziej wytarte, a zarost mocniej zjedzony przez mole niż futro.</akap>

<akap_dialog id="e2353">--- Prezentuję się panom --- rzekł wyciągając do Wokulskiego prawą, a do mnie lewą rękę. --- Jestem adwokat...</akap_dialog>


<akap id="e2354">Tu wymienił nazwisko i --- tak został z rękoma w powietrzu. Dziwnym bowiem trafem ani Stach, ani ja nie czuliśmy ochoty do uściskania go.</akap>


<akap id="e2355">Poznał to, ale nie zmieszał się. Owszem, z najlepszą miną zatarł ręce i rzekł śmiejąc się:</akap>

<akap_dialog id="e2356">--- Panowie nawet nie pytają: jaki mnie tu interes sprowadza?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2357">--- Domyślamy się, że pan sam powiesz --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2358">--- Racja! --- zawołał gość. --- Otóż mówię krótko. Jest tu jeden bogaty, ale bardzo skąpy Litwin (Litwini są bardzo skąpi!), który prosił mnie, ażebym mu nastręczył do nabycia jaką kamienicę. Mam ich z piętnaście, ale przez szacunek do pana, panie Wokulski, bo wiem, co pan robisz dla kraju, nastręczyłem mu pańską, tę po Łęckim, i po dwutygodniowej pracy nad nim tylem zrobił, że gotów dać... Zgadnijcie panowie: ile?... Osiemdziesiąt tysięcy rubli!... Co? Kokosowy interes. Nieprawdaż?...</akap_dialog>


<akap id="e2359">Wokulski zaczerwienił się z gniewu, a przez chwilę myślałem, że wyrzuci gościa za drzwi. Pohamował się jednak i odparł, ale już tym swoim tonem, tym ostrym i nieprzyjemnym:</akap>

<akap_dialog id="e2360">--- Znam tego Litwina, nazywa się baronowa Krzeszowska...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2361">--- Co?... --- zdziwił się adwokat.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2362">--- Ten skąpy Litwin daje nie osiemdziesiąt, ale dziewięćdziesiąt tysięcy za mój dom, pan zaś proponujesz mi niższą cenę, ażeby więcej zarobić...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2363">--- Hę! hę! hę!... --- zaczął śmiać się adwokat. --- Któż by inaczej robił, szanowny panie Wokulski?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2364">--- Powiedz pan zatem swojemu Litwinowi --- przerwał mu Stach --- że sprzedam kamienicę, ale za sto tysięcy rubli. I to do Nowego Roku. Po Nowym Roku cenę podniosę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2365">--- Ależ to jest nieludzkie, co pan mówi!... --- wybuchnął gość. --- Pan chce tej nieszczęśliwej kobiecie wydrzeć ostatni grosz... Co świat na to powie, zastanów się pan!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2366">--- Co powie świat, o to nie dbam --- rzekł Wokulski. --- A jeżeli zechce mnie moralizować, tak jak pan, pokażę mu drzwi. O, tam są drzwi, widzisz pan, panie adwokacie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2367">--- Daję panu dziewięćdziesiąt dwa tysiące rubli i ani grosza więcej --- odparł adwokat.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2368">--- Niech pan włoży futro, bo się pan zaziębi na dziedzińcu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2369">--- Dziewięćdziesiąt pięć... --- wtrącił adwokat i szybko zaczął się ubierać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2370">--- No, żegnam pana... --- rzekł Wokulski otwierając drzwi.</akap_dialog>


<akap id="e2371">Adwokat nisko ukłonił się i wyszedł, zza proga zaś dodał słodkim tonem:</akap>

<akap_dialog id="e2372">--- To ja tu przyjdę za parę dni. Może szanowny pan będzie lepiej dysponowany.</akap_dialog>


<akap id="e2373">Stach zamknął mu drzwi przed nosem.</akap>


<akap id="e2374">Po wizycie obrzydliwego adwokata wiedziałem już, co myśleć. Pani baronowa z pewnością kupi kamienicę Stacha, ale pierwej użyje wszelkich środków, ażeby coś utargować. Znam te środki! Jednym z nich był ów list anonimowy, w którym szkaluje panią Stawską, a o mnie mówi, że osiwiałem w rozpuście.</akap>


<akap id="e2375">Skoro zaś kupi kamienicę, przede wszystkim wypędzi z niej studentów, a zapewne i biedną panią Helenę. Gdybyż choć na tym ograniczyła swoją nienawiść...</akap>


<akap id="e2376">Teraz już mogę opowiadać galopem wszystkie wypadki, które później nastąpiły.</akap>


<akap id="e2377"><begin id="b1207333127468"/><motyw id="m1207333127468">Przeczucie</motyw>Otóż po wizycie tego adwokata tknęło mnie złe przeczucie. Postanowiłem dziś jeszcze odwiedzić panią Stawską i ostrzec ją, ażeby się miała na baczności przed baronową. Nade wszystko zaś, ażeby jak najrzadziej siadała w oknie.</akap>


<akap id="e2378">Te panie bowiem, obok zdobiących je cnót, mają fatalny zwyczaj, że ciągle siedzą w oknie. Pani Misiewiczowa sobie, pani Stawska sobie, Helunia sobie i nawet kucharka Marianna też sobie. I nie dość, że siedzą cały dzień, ale jeszcze siedzą wieczorami przy lampach i nawet nie zapuszczają rolet, chyba przed udaniem się na spoczynek. Toteż widać wszystko, co się dzieje w ich mieszkaniu, jak w latarni.</akap>


<akap id="e2379">Dla uczciwych sąsiadów taki sposób przepędzania czasu byłby najlepszym dowodem ich zacności: pokazują się wszystkim cały dzień, bo nie mają czego ukrywać. Gdym sobie jednak przypomniał, że te kobiety są ciągle szpiegowane przez Maruszewicza i przez panią baronowę, i gdy jeszcze pomyślałem, jak baronowa nienawidzi pani Stawskiej --- ogarnęły mnie najgorsze przeczucia.<end id="e1207333127468"/></akap>


<akap id="e2380">Tego samego wieczora chciałem pobiec do moich szlachetnych przyjaciółek i zakląć na wszystkie świętości, ażeby tak ciągle nie przesiadywały w oknach i nie narażały się na śledztwo baronowej. Tymczasem akurat o wpół do dziewiątej zachciało mi się pić i --- zamiast do pań, poszedłem na kufelek.</akap>


<akap id="e2381">Był już tam radca Węgrowicz i Szprot, ajent handlowy. Właśnie mówili coś o tym domu, co zawalił się przy ulicy Wspólnej, kiedy naraz Węgrowicz trąca swoim kuflem w mój kufel i mówi:</akap>

<akap_dialog id="e2382">--- Niejeden się to jeszcze dom zawali przed Nowym Rokiem!</akap_dialog>


<akap id="e2383">A Szprot mrugnął okiem.</akap>


<akap id="e2384">Nie podobało mi się jego mruganie, bo nigdy nie lubiłem przemrugiwać się z lada błaznem, więc pytam:</akap>

<akap_dialog id="e2385">--- Cóż to, panie, mają znaczyć pańskie pantominy<pr><slowo_obce>pantomina</slowo_obce> --- przedstawienie o akcji dramatycznej, wyrażanej za pomocą mimiki, gestów i ruchów ciała.</pr>?</akap_dialog>


<akap id="e2386">On śmieje się głupowato i mówi:</akap>

<akap_dialog id="e2387">--- Przecież pan wie lepiej aniżeli ja, co to znaczy. Wokulski sprzedaje sklep...</akap_dialog>


<akap id="e2388">Męko Chrystusowa!... Żem go nie trzasnął kuflem w łeb, dziwię się samemu sobie. Na szczęście, pohamowałem pierwszy impet, wypiłem dwa kufle piwa jeden po drugim i pytam go niby spokojnym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e2389">--- <begin id="b1207333379750"/><motyw id="m1207333379750">Żyd</motyw>Po cóż by Wokulski miał sklep sprzedać i komu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2390">--- Komu?... --- wtrąca Węgrowicz. --- Alboż to mało Żydów w Warszawie?<end id="e1207333379750"/> --- Złożą się we trzech, bodaj w dziesięciu, i zaparszywią Krakowskie Przedmieście z łaski jaśnie wielmożnego pana Wokulskiego, co trzyma własny powóz i jeździ do arystokracji na letnie mieszkanie. Mój Boże!... pamiętam, jak mi to biedactwo podawało rozbratel u Hopfera... Nie ma teraz, jak jeździć na wojnę i rewidować tureckie kieszenie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2391">--- Ale po co by sprzedawał sklep? --- pytam szczypiąc się w kolano, ażeby nie wybuchnąć na tego dziada.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2392">--- Dobrze robi, że sprzedaje! --- odparł Węgrowicz wziąwszy w garść już nie wiem który kufel piwa. --- Co on ma robić między kupcami, taki pan, taki... dyplomata, taki... nowator, co nam tu nowe towary sprowadza?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2393">--- Mnie się zdaje, że jest inny powód --- wtrącił Szprot. --- Wokulski stara się o pannę Łęcką, a choć zrazu dostał odkosza, jednak dziś znowu tam bywa, więc musi mieć widoki... A że panna Łęcka nie wyszłaby za galanteryjnego kupca, choćby on był dyplomatą i nowatorem...</akap_dialog>


<akap id="e2394"><begin id="b1229536023174"/><motyw id="m1229536023174">Honor, Mieszczanin, Pojedynek</motyw>W oczach zaczęły mi ognie latać. Uderzyłem kuflem w stół i krzyknąłem:</akap>

<akap_dialog id="e2395">--- Kłamiesz pan, wszystko pan kłamiesz, panie Szprot!... A oto mój adres... --- dodałem rzucając mu bilet na stół.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2396">--- Co mi pan dajesz adresy? --- odparł Szprot. --- Mam panu przysłać partię kortu czy co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2397">--- Satysfakcji żądam od pana --- krzyknąłem, wciąż bijąc w stół.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2398">--- Tere--fere! --- mówi Szprot i kręci palcem w powietrzu. --- Łatwo panu żądać satysfakcji, boś oficer węgierski. Zamordować człowieka albo nawet dwu czy samemu dać się porąbać to u pana chleb z masłem... Ale ja, panie, jestem ajent handlowy, mam żonę, dzieci i terminowe interesa...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2399">--- Zmuszę pana do pojedynku!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2400">--- Co to zmuszę?... Ciupasem mnie pan sprowadzisz czy co?... A jakbyś mi pan coś podobnego powiedział po trzeźwemu, to bym poszedł do cyrkułu i daliby panu pojedynek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2401">--- Jesteś pan bez honoru! --- zawołałem.</akap_dialog>


<akap id="e2402">Teraz on zaczął bić w stół.</akap>

<akap_dialog id="e2403">--- Kto bez honoru?... Komu pan to mówisz?... Nie płacę weksli czy daję zły towar, czym zbankrutował?... Zobaczymy w sądzie, kto ma honor!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2404">--- Uspokójcie się! --- prosił radca Węgrowicz. --- Pojedynki to były w modzie dawniej, nie teraz... Podajcie sobie ręce...<end id="e1229536023174"/></akap_dialog>


<akap id="e2405">Wstałem od stołu zalanego piwem, zapłaciłem w bufecie i wyszedłem. Noga moja więcej nie postanie w tej podłej dziurze...</akap>


<akap id="e2406">Naturalnie, że po takim wzburzeniu nie mogłem już być u pani Stawskiej. Z początku myślałem nawet, że całą noc spać nie będę. Alem jakoś zasnął. A gdy Stach przyszedł na drugi dzień do sklepu, zapytałem go:</akap>

<akap_dialog id="e2407">--- Wiesz, co mówią?... Że sklep sprzedajesz?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2408">--- A choćbym sprzedał, cóż by w tym było złego?...</akap_dialog>


<akap id="e2409">(Prawda! Cóż by w tym było złego?... Że też mi tak prosta myśl nie przyszła do głowy.)</akap>

<akap_dialog id="e2410">--- Ale bo widzisz --- szepnąłem --- mówią jeszcze, że żenisz się z panną Łęcką...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2411">--- Gdyby tak... Więc i cóż? --- odparł.</akap_dialog>


<akap id="e2412">(Jużci, ma rację! Cóż to, jemu nie wolno żenić się, z kim by chciał, nawet z panią Stawską?... Że też nie zorientowałem się i bez potrzeby zrobiłem awanturę temu Szprocinie.)</akap>


<akap id="e2413">Naturalnie, ponieważ tego wieczora musiałem pójść nie tyle na piwo, ile ażeby pogodzić się z niesłusznie obrażonym Szprotem, więc znowu nie byłem u pani Stawskiej i nie ostrzegłem, ażeby nie siadała w oknie.</akap>


<akap id="e2414">Tak więc nie bez przykrości dowiedziałem się, że do Wokulskiego między kupcami wzrasta niechęć, że sklep nasz będzie sprzedany i że Stach żeni się z panną Łęcką. Mówię: żeni się, bo on nie mając pod tym względem pewności nie wyraziłby się tak stanowczo, nawet przede mną.</akap>


<akap id="e2415">Dziś już na pewno wiem, za kim on tęsknił w Bułgarii, dla kogo zębami i pazurami zdobywał majątek... Ha, wola boska!...</akap>


<akap id="e2416">No i patrzcie, jak ja odbiegam od przedmiotu. Ale teraz już na dobre zajmę się awanturą pani Stawskiej i opowiem z szybkością błyskawicy.</akap>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2417">IX. Pamiętnik starego subiekta</naglowek_rozdzial>





<akap id="e2418">Jednego wieczora, zaraz po ósmej, poszedłem do tych pań. Pani Stawska swoim zwyczajem w ostatnim pokoju odrabiała lekcje z jakimiś panienkami, a pani Misiewiczowa z Helunią... znowu swoim zwyczajem siedziały w oknie. Nie rozumiem, co mogły widzieć po nocy, ale że ich wszyscy widzieli, to pewne. Nawet przysiągłbym, że pani baronowa w jednym ze swoich nie oświetlonych okien siedzi z lornetą i penetruje pierwsze piętro, bo rolety jak zwykle nie były zasunięte.</akap>


<akap id="e2419">Cofnąłem się tedy za firankę, ażeby choć mnie ta poczwara nie widziała, i prosto z mostu pytam pani Misiewiczowej:</akap>

<akap_dialog id="e2420">--- Bez obrazy pani dobrodziejki, dlaczego panie tak ciągle siedzicie w oknach?... To niedobrze...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2421">--- Ja się cugów<pr><slowo_obce>cugi</slowo_obce> (z niem.) --- przeciągi.</pr> nie boję --- odparła szanowna dama --- a mam w tym wielką przyjemność. Bo imaginuj sobie pan, co Helunia odkryła. Czasami okna bywają w takim porządku oświetlone, że układa się z nich jakby abecadło... Heluniu! --- zwróciła się do dziecka --- a nie ma tam jakiej literki?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2422">--- Jest, babciu, i nawet dwie. Jest H i jest T.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2423">--- Prawda! --- potwierdziła staruszka. --- Jest H i jest T. Niechże pan spojrzy...</akap_dialog>


<akap id="e2424">Spojrzałem. Istotnie, naprzeciw nas były oświetlone dwa okna na trzecim piętrze, trzy na drugim i dwa na pierwszym w taki sposób, że tworzyły znak: H</akap>

<extra>ilustracja</extra>

<akap id="e2425">Zaś w tylnej oficynie pięć okien trzeciego piętra, jedno drugiego, jedno pierwszego i jedno na parterze, również oświetlone, tworzyły znak: T</akap>

<extra>ilustracja</extra>

<akap_dialog id="e2426">--- Przez te okna, panie --- mówiła babcia --- (choć rzadko układają się z nich literki) Helunia nabrała ciekawości do abecadła, a i teraz jeszcze bawi się najlepiej, jeżeli potrafi złożyć z oświetlonych okien jakąś formę. Dlatego nawet nie zapuszczamy rolet wieczorem.</akap_dialog>


<akap id="e2427">Wzruszyłem ramionami, bo i jakże tu bronić dziewczynce, ażeby wyglądała oknem, jeżeli się ona tym tak ładnie bawi!</akap>

<akap_dialog id="e2428">--- Jak tu nie wyglądać oknem --- westchnęła pani Misiewiczowa --- kiedy to nasza jedyna przyjemność. Czy my gdzie bywamy? Czy kogo widujemy?... Od czasu jak Ludwik wyjechał, zerwały się nasze stosunki z ludźmi. Dla jednych jesteśmy za ubogie, dla innych podejrzane...</akap_dialog>


<akap id="e2429">Otarła oczy chustką i mówiła dalej:</akap>

<akap_dialog id="e2430">--- <begin id="b1208109080703"/><motyw id="m1208109080703">Tęsknota</motyw>O, Ludwiczek źle zrobił, że wyjechał; bo choćby go nawet uwięzili, okazałaby się jego niewinność i znowu bylibyśmy razem. A teraz on Bóg wie gdzie, a Stawska... Mówi pan, żeby nie wyglądać!... Przecież ona, biedactwo, ciągle czeka, nasłuchuje i wypatruje, czy Ludwik nie wraca, a przynajmniej czy nie będzie od niego listu? Niech tylko kto biegnie prędzej przez dziedziniec, ona zaraz do okna myśląc, że to bryftrygier<pr><slowo_obce>bryftrygier</slowo_obce> (z niem.) --- listonosz.</pr>. A jeżeli kiedy do nas wstąpi bryftrygier (my, panie Rzecki, bardzo rzadko odbieramy listy, to gdybyś pan widział Helenkę!... Mieni się, blednie, drży...<end id="e1208109080703"/></akap_dialog>


<akap id="e2431">Nie śmiałem ust otworzyć, a staruszka odpocząwszy prawiła:</akap>

<akap_dialog id="e2432">--- I ja sama lubię siedzieć w oknie, osobliwie kiedy jest ładny dzień i czyste niebo, bo wtedy staje mi w pamięci mój mąż nieboszczyk jak żywy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2433">--- Tak --- szepnąłem --- przypomina go pani niebo, gdzie on mieszka obecnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2434">--- Nie pod tym względem, panie Rzecki --- przerwała. --- Że on jest w niebie, to wiem, bo gdzieżby mógł być taki spokojny człowiek? Ale jak patrzę na niebo i na ścianę tej kamienicy, zaraz przychodzi mi na myśl szczęśliwy dzień naszego ślubu... Klemens nieboszczyk miał wtedy na sobie szafirowy frak i żółte nankinowe spodnie, zupełnie tego koloru co nasza kamienica...</akap_dialog>


<akap id="e2435">O, panie Rzecki --- mówiła staruszka płacząc --- wierz mi, że dla takich jak my nieraz okno starczy za teatr, koncert i znajomości. Bo i na co my już mamy patrzeć!</akap>


<akap id="e2436">Nie potrafię opisać, jak mi się zrobiło smutno, kiedy z powodu marnego wyglądania oknem usłyszałem taki dramat... Nagle w drugim pokoju zrobił się szelest... <begin id="b1208109130578"/><motyw id="m1208109130578">Anioł</motyw>Uczennice pani Stawskiej skończywszy lekcje zabierały się do domu, a ich przecudna nauczycielka uszczęśliwiła mnie swoim widokiem.</akap>


<akap id="e2437">Kiedym ją witał, miała zimne ręce, a na boskiej twarzy wyraz zmęczenia i smutku. Zobaczywszy mnie jednak raczyła się uśmiechnąć. (Drogi anioł! jakby domyślała się, że jej słodki uśmiech na cały tydzień rozświetla mi ciemności życia.)<end id="e1208109130578"/></akap>

<akap_dialog id="e2438">--- Mówiła panu mama --- rzekła pani Stawska --- jaki nas dziś spotkał honor?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2439">--- Aha, prawda, zapomniałam... --- wtrąciła pani Misiewiczowa.</akap_dialog>


<akap id="e2440">Tymczasem dwie panienki wyszły dygając i zostaliśmy sami, jakby w kółku familijnym.</akap>

<akap_dialog id="e2441">--- Niech pan sobie wyobrazi --- mówiła pani Stawska --- że miałyśmy dziś wizytę baronowej... W pierwszej chwili prawie zlękłam się, bo ona, biedaczka, nie ma przyjemnej powierzchowności, tak blada, tak zawsze czarno ubrana, takie ma jakieś spojrzenie... Ale rozbroiła mnie w jednej chwili, kiedy zobaczywszy Helunię rozpłakała się i upadła przed nią na kolana wołając: takie było moje małe biedactwo i już nie żyje!...</akap_dialog>


<akap id="e2442">Zimno mi się zrobiło, kiedym tego słuchał. Nie chcąc jednak może na próżno przerażać pani Stawskiej, nie śmiałem zakomunikować jej moich przeczuć. Zapytałem tylko:</akap>

<akap_dialog id="e2443">--- I czego ona chce od pani?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2444">--- Przyszła mnie prosić, ażebym pomogła jej w uporządkowaniu bielizny, sukien, koronek, słowem, całego gospodarstwa. Ona spodziewa się, że wkrótce mąż do niej wróci, i chce poodświeżać jedne drobiazgi, inne zakupić. A że jak mówi, nie ma gustu, więc prosi mnie do pomocy i obiecuje mi płacić po dwa ruble za trzy godziny co dzień.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2445">--- A pani co na to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2446">--- Mój Boże, cóż miałam robić?... Naturalnie, że przyjęłam z podziękowaniem. Jest to wprawdzie chwilowe zajęcie, ale bardzo przyszło mi w porę, bo właśnie onegdaj (nie rozumiem nawet z jakiego powodu) straciłam jedną lekcję muzyki, za pięć złotych godzina...</akap_dialog>


<akap id="e2447">Westchnąłem domyślając się, że powodem utraty lekcji mógł być jaki list anonimowy, w pisaniu których pani Krzeszowska odznacza się wielką biegłością. Ale --- nie powiedziałem nic. Bo czy mogłem radzić pani Stawskiej, aby odrzuciła dwa ruble dziennie?</akap>


<akap id="e2448">Oj, Stachu, Stachu!... dlaczego byś ty się z nią nie miał ożenić?... Panna Łęcka zajechała ci w głowę!... Bodaj byś tego nie żałował.</akap>


<akap id="e2449">Od tej pory, ile razy przyszedłem do moich zacnych przyjaciółek, pani Stawska opowiadała mi jak najszczegółowiej historię swoich stosunków z baronową Krzeszowską, u której bywała co dzień i rozumie się, zamiast trzech, pracowała pięć i sześć godzin, wciąż za owe dwa ruble.</akap>


<akap id="e2450">Pani Stawska jest bardzo pobłażliwą kobietą, niemniej jednak, o ile mogłem wymiarkować z jej oględnych wyrażeń, zarówno mieszkanie baronowej, jak i całe otoczenie dziwiło i robiło przykrość pani Stawskiej.</akap>


<akap id="e2451">Przede wszystkim baronowa wcale nie korzysta ze swego obszernego apartamentu. Salon, buduar, pokój sypialny, jadalny, pokój barona, wszystko stoi pustką. Meble i lustra pozasłaniane pokrowcami; z roślin, jakie tam były kiedyś, dziś są patyki albo tylko wazony pełne próchna zamiast ziemi; na kosztownych obiciach kurz. Jada także Bóg wie po jakiemu, nie biorąc czasem przez parę dni nic ciepłego w usta, i trzyma na tak wielki dom tylko jedną służącę, której w dodatku wymyśla od rozpustnic i złodziejek.</akap>


<akap id="e2452">Kiedy ją zapytała pani Stawska: czy jej nie smutno żyć w tej pustce? --- odparła:</akap>

<akap_dialog id="e2453">--- Cóż mam robić, nieszczęsna sierota i prawie wdowa? Chyba jak mego występnego męża natchnie dobry Bóg, ażeby żałował za swoje niecne czyny i wrócił do mnie, chyba wtedy zmieni się nieco moje pustelnicze życie. <begin id="b1208109310750"/><motyw id="m1208109310750">Przeczucie</motyw>O ile zaś mogę wnosić ze snów i przeczuć, jakie na mnie zsyła niebo podczas gorących modłów, mąż mój powinien by nawrócić się lada dzień, bo już i pieniędzy, i kredytu nie ma ten nieszczęśliwy opętaniec...<end id="e1208109310750"/></akap_dialog>


<akap id="e2454">Pani Stawska słysząc to zrobiła w duchu uwagę, że los barona, po jego nawróceniu się, może nie być godnym zazdrości.</akap>


<akap id="e2455">Osoby odwiedzające baronowę także nie wzbudzały zaufania w pani Stawskiej. Najczęściej bywały tam jakieś stare, niemiłej powierzchowności kobiety, z którymi w przedpokoju półgłosem rozmawiała o swym mężu. Niekiedy zjawiał się Maruszewicz albo jakiś adwokat w starym futrze. Tych panów baronowa brała do pokoju jadalnego, ale rozmawiając z nimi, płakała i wymyślała tak głośno, że w całym domu było słychać.</akap>


<akap id="e2456"><begin id="b1208109420625"/><motyw id="m1208109420625">Chciwość, Rodzina</motyw>Na nieśmiałą uwagę pani Stawskiej: dlaczego nie żyje z familią? --- baronowa odpowiedziała:</akap>

<akap_dialog id="e2457">--- Z jaką, kochana pani? Ja już nie mam nikogo, a choćbym nawet miała, nie mogłabym przyjmować u siebie ludzi tak chciwych i ordynarnych. Familia zaś mego męża wypiera się mnie, gdyż nie pochodzę ze szlachty; co im zresztą nie przeszkadzało wytumanić ode mnie ze dwieście tysięcy rubli. Dopóki pożyczałam im na wieczne nieoddanie, politykowali ze mną; ale gdy się opatrzyłam, zerwali stosunki i nawet oni to namawiali mego nieszczęśliwego męża, ażeby położył mi areszt na majątku. O, co ja przeżyłam z tymi ludźmi!... --- dodała płacząc.<end id="e1208109420625"/></akap_dialog>


<akap id="e2458"><begin id="b1208109489171"/><motyw id="m1208109489171">Żałoba</motyw>Jedyny pokój (mówi pani Stawska), w którym baronowa cały dzień spędza, jest pokoik jej zmarłej córeczki. Ma to być bardzo smutny i dziwaczny zakątek, wszystko w nim bowiem zostało jak za życia nieboszczki. Jest więc łóżeczko, na którym co kilka dni zmienia się pościel, szafka z ubraniem, które równie często trzepie się i czyści w salonie, bo na dziedziniec nie pozwoliłaby baronowa wynieść tych świętych pamiątek. Jest mały stolik z książkami i z kajetem otwartym na tej stronie, na której biedne dziecko pisało ostatni raz: ,,Najświętsza Panno form..." I nareszcie jest półka, pełna lalek małych i dużych, ich łóżeczek i ich garderoby.<end id="e1208109489171"/></akap>


<akap id="e2459">Pani Stawska w tym właśnie pokoju ceruje koronki albo jedwabie, których baronowa ma pełno. Czy się w nie będzie kiedy ubierać? --- pani Stawska nie może zgadnąć.</akap>


<akap id="e2460">Jednego dnia baronowa zapytała panią Stawską: czy zna Wokulskiego. Lecz choć odebrała odpowiedź, że pani Helena zna go bardzo mało, zaczęła mówić:</akap>

<akap_dialog id="e2461">--- Wyrządzi mi kochana pani wielką łaskę, prawdziwe dobrodziejstwo, jeżeli wstawi się za mną do tego pana w ważnym dla mnie interesie. Ja chcę kupić tę kamienicę i daję mu już dziewięćdziesiąt pięć tysięcy rubli, a on przez upór, bo przez nic innego, żąda stu tysięcy. On mnie chce zrujnować, ten człowiek!... Niech mu pani powie, że on mnie zabije... że ściągnie na siebie karę boską za taką chciwość!... --- krzyczała i płakała pani baronowa.</akap_dialog>


<akap id="e2462">Pani Stawska, bardzo zmieszana, odpowiedziała baronowej, że w żaden sposób nie może mówić o tym z Wokulskim.</akap>

<akap_dialog id="e2463">--- Nie znam go... Zaledwie raz był u nas... Zresztą, czy wypada mi wtrącać się do podobnych rzeczy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2464">--- O, pani wszystko mogłaby z nim zrobić --- odparła baronowa. --- Ale jeżeli pani nie chce uratować mnie od śmierci --- wola boska... Niech więc pani przynajmniej spełni chrześcijański obowiązek i powie temu człowiekowi, jak jestem dla pani życzliwa...</akap_dialog>


<akap id="e2465">Pani Stawska usłyszawszy to podniosła się z krzesła, ażeby wyjść. Ale baronowa rzuciła jej się na szyję i tak przepraszała, tak zaklinała, aby jej przebaczyć, że zacnej pani Helenie łzy zakręciły się w oczach i została.</akap>


<akap id="e2466">Opowiedziawszy to wszystko pani Stawska zakończyła pytaniem, które miało ton jakby prośby:</akap>

<akap_dialog id="e2467">--- Więc pan Wokulski nie chce sprzedać tej kamienicy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2468">--- Owszem --- odpowiedziałem rozdrażniony --- sprzeda kamienicę, sprzeda sklep... Wszystko sprzeda...</akap_dialog>


<akap id="e2469">Mocny rumieniec oblał twarz pani Stawskiej; odwróciła krzesło tyłem do lampy i spytała cichym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e2470">--- Dlaczego?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2471">--- Albo ja wiem! --- rzekłem czując tę okrutną przyjemność, jaką sprawia dręczenie bliźnich. --- Albo ja wiem!... Mówią, że chce się żenić...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2472">--- Aha --- wtrąciła pani Misiewiczowa. --- Mówią coś o pannie Łęckiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2473">--- Czy to prawda?... --- szepnęła pani Stawska. Nagle przycisnęła ręką piersi, jakby jej tchu zabrakło, i wyszła do drugiego pokoju.</akap_dialog>


<akap id="e2474">,,Ładny interes! --- pomyślałem. --- Widziała go raz i już mdleje...".</akap>

<akap_dialog id="e2475">--- Nie wiem, po co by on się żenił --- rzekłem do pani Misiewiczowej. --- Bo on chyba nawet nie może mieć szczęścia do kobiet.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2476">--- Ach, co też pan mówi, panie Rzecki! --- oburzyła się staruszka. --- On nie może mieć szczęścia do kobiet?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2477">--- No, przecież nie jest piękny...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2478">--- On?... Ależ on kompletnie piękny człowiek!... Cóż to za budowa, jaka szlachetna fizjognomia, a co za oczy!... Pan się chyba nie znasz, panie Rzecki. A ja wyznam (bo mi to wolno w moim wieku), że lubo widziałam wielu pięknych mężczyzn (Ludwik był także bardzo przystojny), przecież takiego jak Wokulski widzę pierwszy raz. On między tysiącem zwróciłby uwagę...</akap_dialog>


<akap id="e2479">Dziwiłem się w duchu tym pochwałom. Bo choć wiem, że Stach jest bardzo przystojny, to jednak żeby aż tak... Ha, nie jestem kobietą!</akap>


<akap id="e2480">Kiedy około dziesiątej wieczór żegnałem moje damy, pani Stawska była zmieniona i smutna i skarżyła się, że ją głowa boli. Oto osioł Stach! Taka kobieta szaleje za nim od jednego spojrzenia, a on, wariat, ugania się za panną Łęcką. I czy jest jaki porządek na tym świecie?</akap>


<akap id="e2481">Gdybym to ja był Panem Bogiem... Ale co to gadać na próżno.</akap>


<akap id="e2482">Mówią coś o kanalizacji Warszawy<pr><slowo_obce>Mówią coś o kanalizacji Warszawy</slowo_obce> --- ,,Od kilku lat cała prasa warszawska [...] upomina się o zaprowadzenie kanalizacji w Warszawie. Dziś żądanie to bliskie jest urzeczywistnienia" --- pisał Prus w <tytul_dziela>Kronice tygodniowej</tytul_dziela> w »Kurierze Warszawskim« z 5 kwietnia 1879 r. W roku bowiem 1877 została zawarta umowa między magistratem warszawskim a inżynierem W. Lindleyem na sporządzenie projektu i budowę wodociągów i kanalizacji. Prace rozpoczęto jednak dopiero w 1882 r.</pr>. Był nawet u nas książę i zaprosił Stacha na sesję w tej materii. Skończywszy zaś rozmowę o kanalizacji zagadnął go o kamienicę. Byłem przy tym i wszystko dobrze pamiętam.</akap>

<akap_dialog id="e2483">--- Czy prawda (przepraszam, że zapytuję o podobne rzeczy), czy prawda, panie Wokulski, że za swój dom chce pan od baronowej Krzeszowskiej sto dwadzieścia tysięcy?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2484">--- Nieprawda --- odpowiedział Stach. --- Chcę sto tysięcy i nie odstąpię od nich.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2485">--- Baronowa to jakaś dziwaczka, histeryczka, ale... nieszczęśliwa kobieta --- mówił książę. --- Chce kupić ten dom raz dlatego, że w nim umarła jej ukochana córeczka, a po wtóre, ażeby zabezpieczyć resztę funduszów przed swoim mężem, który lubi trwonić pieniądze... Może by więc pan zrobił jej jakąś ulgę. To tak pięknie robić dobrze nieszczęśliwym!... --- zakończył książę z westchnieniem.</akap_dialog>


<akap id="e2486">Wyznaję, że choć jestem tylko subiektem, zadziwiła mnie ta dobroczynność z cudzej kieszeni. Stach uczuł to jeszcze mocniej, bo odpowiedział twardym tonem:</akap>

<akap_dialog id="e2487">--- Więc dlatego, że baron trwoni pieniądze, a jego żonie podoba się mieć mój dom, ja mam tracić kilka tysięcy rubli. Z jakiej racji?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2488">--- No, nie obrażaj się pan, szanowny panie --- rzekł książę ściskając Wokulskiego za rękę. --- Wszyscy przecież żyjemy z ludźmi; oni nam pomagają do naszych celów, więc i my mamy niejakie obowiązki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2489">--- Mnie bodaj czy kto pomaga, a wielu przeszkadza --- odparł Stach.</akap_dialog>


<akap id="e2490">Pożegnali się bardzo chłodno. Zauważyłem nawet, że książę był niekontent.</akap>


<akap id="e2491">Osobliwi ludzie! Nie dość, że Wokulski, stworzywszy spółkę do handlu z cesarstwem, dał im okazję zarabiania piętnastu procent od ich kapitałów, oni jeszcze chcą, ażeby na ich słowo darowywał baronowej kilka tysięcy rubli...</akap>


<akap id="e2492"><begin id="b1208109808859"/><motyw id="m1208109808859">Kobieta</motyw>Ale co to za frant baba i gdzie ona nie trafi!... Bo już nawet był u Stacha jakiś ksiądz z religijnym upomnieniem, ażeby sprzedał baronowej kamienicę za dziewięćdziesiąt pięć tysięcy. A ponieważ Stach odmówił, więc zapewne niedługo usłyszymy, że jest bezbożnikiem.<end id="e1208109808859"/></akap>


<akap id="e2493">Teraz następuje wypadek główny, który opowiem z szybkością uderzenia piorunu.</akap>


<akap id="e2494">Kiedy znowu zaszedłem wieczorem do pani Stawskiej (było to w dzień objęcia rządów przez cesarza Wilhelma, po historii z Nobilingiem<pr><slowo_obce>objęcie rządów przez cesarza Wilhelma...</slowo_obce> --- Wilhelm I, raniony 3 czerwca 1878 r. przez zamachowca Nobilinga, przekazał władzę na czas choroby następcy tronu, Fryderykowi Wilhelmowi. Na powrót objął rządy 5 grudnia 1878 r.</pr>), kiedy zaszedłem tam, moje bóstwo, ta nieoceniona kobieta była w cudnym humorze i pełna zachwytu dla... baronowej!...</akap>

<akap_dialog id="e2495">--- Niech pan sobie wyobrazi --- mówiła --- jaka ta pani Krzeszowska, mimo swoich dziwactw, jest zacna kobieta. Spostrzegła, że mi smutno bez Heluni, i prosiła mnie raz na zawsze, ażebym brała Helunię ze sobą do niej na te parę godzin...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2496">--- Na te sześć godzin za dwa ruble?... --- wtrąciłem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2497">--- Nie, przecie nie sześć, najwyżej cztery... Helunia bawi się tam doskonale, bo choć jej niczego dotykać nie wolno, ale za to jak ona się przypatruje zabawkom po nieboszczce...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2498">--- To takie piękne zabawki? --- spytałem robiąc sobie pewien plan w duchu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2499">--- Prześliczne! --- mówiła z ożywieniem pani Stawska. --- Szczególniej jest tam jedna ogromna lalka, która ma ciemne włosy, a kiedy nacisnąć ją... tu, pod gorsem --- dodała zarumieniona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2500">--- Czy nie w brzuszek?... za pozwoleniem pani --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2501">--- Tak --- rzekła prędko. --- Wtedy lalka rusza oczyma i woła: mama!... Ach, jaka ona zabawna, sama bym ją chciała mieć. Nazywa się Mimi. Kiedy Helunia zobaczyła ją pierwszy raz, złożyła ręce i stanęła jak posąg. A kiedy pani Krzeszowska dotknęła jej i lalka zaczęła mówić, Helunia zawołała:</akap_dialog>


<akap id="e2502">,,Ach, mamo, jaka ona piękna, jaka ona mądra!... czy ja ją mogę pocałować w buzię?..."</akap>


<akap id="e2503">I pocałowała ją w koniec lakierowanego bucika.</akap>


<akap id="e2504">Od tej pory mówi przez sen o tej lalce; ledwie obudzi się, chce iść do pani baronowej, a kiedy tam jest, gotowa przez cały czas wpatrywać się w lalkę złożywszy ręce jak do pacierza.</akap>


<akap id="e2505">Doprawdy --- zakończyła pani Stawska półgłosem (Helunia bawiła się w drugim pokoju) --- byłabym bardzo szczęśliwa, gdybym mogła kupić jej taką lalkę...</akap>

<akap_dialog id="e2506">--- Z pewnością musi to być bardzo droga zabawka --- wtrąciła pani Misiewiczowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2507">--- Co tam droga, moja mamo. Kto wie, czy kiedykolwiek będę mogła sprawić jej tyle szczęścia, ile dziś jedną lalką --- odpowiedziała pani Stawska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2508">--- Zdaje mi się --- rzekłem --- że u nas znajdzie się taka właśnie lalka. I gdyby pani raczyła wstąpić do sklepu...</akap_dialog>


<akap id="e2509">Nie śmiałem zrobić prezentu pojmując, że matce przyjemniej będzie, jeżeli sama przyczyni się do radości dziecka.</akap>


<akap id="e2510">Helunia, choć rozmawialiśmy zniżonym głosem, usłyszała widać, że mówimy o lalce, i wybiegła z drugiego pokoju z błyszczącymi oczyma. Ażeby zwrócić jej uwagę na inny przedmiot, spytałem:</akap>

<akap_dialog id="e2511">--- Cóż, podoba ci się, Heluniu, pani baronowa?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2512">--- Tak sobie --- odpowiedziało dziecko opierając się na moim kolanie i patrząc na matkę. (Mój Boże, dlaczego ja nie jestem jej ojcem?)</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2513">--- A rozmawia z tobą?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2514">--- Niewiele. Raz tylko wypytywała się, czy mnie bardzo pieści pan Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2515">--- Tak?... I cóż ty na to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2516">--- Ja powiedziałam, że nie wiem, który to pan Wokulski. A wtedy pani baronowa mówi... Ach, jak pański zegarek głośno puka. Niech pan pokaże...</akap_dialog>


<akap id="e2517">Wydobyłem zegarek i podałem go Heli.</akap>

<akap_dialog id="e2518">--- Cóż pani baronowa mówi? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2519">--- Pani baronowa mówi: ,,Jak to, nie wiesz, który jest pan Wokulski? Przecież ten, co u was bywa z tym roz... z tym rozpsotnikiem Rzeckim..." Cha! cha! cha!... pan jest psotnik... Niech mi pan pokaże zegarek we środku...</akap_dialog>


<akap id="e2520">Spojrzałem na panią Stawską. Była tak zdziwiona, że nawet zapomniała upomnieć Helunię.</akap>


<akap id="e2521">Po herbatce z suchymi bułeczkami (bo jak mówiła służąca, masła nie można było dziś dostać), pożegnałem zacne damy przysięgając sobie, że gdybym był na miejscu Stacha, nie odstąpiłbym baronowej kamienicy niżej stu dwudziestu tysięcy rubli.</akap>


<akap id="e2522">Tymczasem jędza ta wyczerpawszy rozmaite protekcje i lękając się, ażeby Wokulski albo nie podniósł ceny, albo nawet nie sprzedał kamienicy komu innemu, zdecydowała się ostatecznie kupić ją za sto tysięcy rubli!</akap>


<akap id="e2523">Była podobno wściekła przez kilka dni, dostała spazmów, zbiła służącą, zwymyślała swego adwokata w biurze rejentalnym, ale podpisała akt nabycia.</akap>


<akap id="e2524">Przez kilka następnych dni po kupieniu naszej kamienicy było cicho.</akap>


<akap id="e2525">To jest o tyle cicho, że już nie słyszeliśmy nic o pani baronowej, tylko jej lokatorowie wpadali do nas z pretensjami.</akap>


<akap id="e2526">Najpierw przybiegł szewc, ten z trzeciego piętra w tylnej oficynie, płacząc, że nowa właścicielka podwyższyła mu komorne o trzydzieści rubli na rok. Gdym mu zaś w ciągu pół godziny wytłomaczył, że nas to nic nie obchodzi, otarł oczy, zmarszczył się i pożegnał mnie słowami:</akap>

<akap_dialog id="e2527">--- Pan Wokulski to widać nie ma Boga w sercu, żeby sprzedać dom takiemu, co krzywdzi ludzi!...</akap_dialog>


<akap id="e2528">Słyszeliście państwo coś podobnego?...</akap>


<akap id="e2529">Na drugi dzień zjawia się właścicielka paryskiej pralni. Ma aksamitną salopę, dużo godności w ruchach i jeszcze więcej stanowczości w fizjognomii. Siada w sklepie na fotelu i ogląda się, jakby miała zamiar kupić parę japońskich wazonów, a następnie zaczyna:</akap>

<akap_dialog id="e2530">--- A, dziękuję panu!... Porządnie pan ze mną wyszedł, nie ma co mówić... Kupił pan kamienicę w lipcu, a sprzedał ją w grudniu, rychtyg<pr><slowo_obce>rychtyg</slowo_obce> (z niem.) --- właśnie, dokładnie.</pr> jak na handel, nie uprzedzając o tym nikogo...</akap_dialog>


<akap id="e2531">Robi się czerwona i prawi dalej:</akap>

<akap_dialog id="e2532">--- Dziś ta flądra przysyła do mnie jakiegoś draba z wymówieniem komornego. Nie wiem nawet, co jej do łba strzeliło, bo płacę przecież regularnie... A ona mi wymawia komorne, ta lafirynda, i jeszcze rzuca cień na mój zakład... Mówi, że moje panny wdzięczyły się do studentów, co łże, i myśli... Ona sobie myśli, że ja w środku zimy znajdę lokal... że się wyprowadzę z domu, do którego przywykli moi kundmani... Ależ ja mogę na tym stracić kilka tysięcy rubli, a kto mi to zwróci?...</akap_dialog>


<akap id="e2533">Było mi na przemian zimno i gorąco, kiedym słuchał tej perory wypowiadanej silnym kontraltem przy gościach. Ledwiem babę wyciągnął do mego mieszkania i uprosiłem, ażeby nam wytoczyła proces o szkody i straty.</akap>


<akap id="e2534">W parę godzin po babie --- traf! wpada student, ten brodacz, co to z zasady nie płaci komornego.</akap>

<akap_dialog id="e2535">--- A, jak się pan masz? --- mówi. --- Czy prawda, że ta diablica Krzeszowska kupiła od was dom?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2536">--- Prawda --- mówię ja, w duchu jestem pewny, że ten chyba już mnie bić zechce.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2537">--- A do licha!... --- mówi brodacz strzelając z palców. --- Taki był dobry gospodarz z tego Wokulskiego (PS. Stach nie widział od nich ani grosza za lokal) i sprzedał dom... Więc Krzeszowska może nas wylać z chałupy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2538">--- Hum! hum!... --- odpowiedziałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2539">--- I wyleje --- dodał z westchnieniem. --- Już był tam u nas jakiś bursz<pr><slowo_obce>bursz</slowo_obce> (z niem.) --- chłopak.</pr> z żądaniem, ażebyśmy się wynosili... Ale zjedzą diabła, czy nas ruszą bez procesu, a jeżeli ruszą... Zrobimy uciechę całemu domowi! Żegnam pana.</akap_dialog>


<akap id="e2540">,,No --- myślę --- że przynajmniej ten nie ma do nas pretensji. Zdaje się jednak, że oni naprawdę gotowi są zrobić uciechę baronowej..."</akap>


<akap id="e2541">Nareszcie na następny dzień wpada Wirski.</akap>

<akap_dialog id="e2542">--- Wiesz, kolego --- mówi wzburzony --- wymówiła mi baba rządcostwo i każe wynosić się od Nowego Roku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2543">--- Wokulski --- odparłem --- już pomyślał o panu: dostaniesz posadę przy spółce do handlu z cesarstwem...</akap_dialog>


<akap id="e2544">I tak słuchając jednych, uspakajając drugich, pocieszając trzecich, przetrzymałem jakoś atak główny. Zrozumiałem również, że baronowa sroży się między lokatorami jak Tamerlan<pr>Tamerlan (1336--1405) --- wielki zdobywca mongolski, podbił Azję Środkową, Persję, Indie; znany z okrucieństwa.</pr>, i czułem instynktowny niepokój o śliczną i cnotliwą panią Helenę.</akap>


<akap id="e2545">W drugiej połowie grudnia patrzę --- otwierają się drzwi i wchodzi pani Stawska. Śliczna jak nigdy (ona jest zawsze śliczna, i wtedy kiedy jest wesoła, i kiedy ma minę zakłopotaną). Patrzy na mnie swymi czarującymi oczyma i mówi cichym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e2546">--- Czy zechce mi pan pokazać tę lalkę?</akap_dialog>


<akap id="e2547">Lalka (a nawet trzy podobne) od dawna była przygotowana, ale tak się zmieszałem, że przez parę minut nie mogłem jej znaleźć. Śmieszny jest Klejn ze swoimi minami; on gotów myśleć, że ja kocham się w pani Stawskiej.</akap>


<akap id="e2548">W końcu wydobywam pudło --- są trzy duże lalki: brunetka, blondynka i szatynka. Każda ma prawdziwe włosy, każda, naciśnięta w brzuszek, przewraca oczyma i wydaje głos, który dla pani Stawskiej brzmi jak ,,mama", dla Klejna jest ,,tata", a dla mnie jak ,,u--hu"...</akap>

<akap_dialog id="e2549">--- Prześliczna! --- mówi Stawska --- ale naprawdę musi być bardzo droga...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2550">--- Proszę pani --- odpowiadam --- jest to towar, którego się pozbywamy, więc możemy go odstąpić bardzo tanio. Zaraz pójdę do pryncypała...</akap_dialog>


<akap id="e2551">Stach pracował za szafami, lecz gdy mu powiedziałem, że jest pani Stawska i po co przyszła, rzucił rachunki i wbiegł do sklepu w doskonałym humorze. Spostrzegłem nawet, że przypatruje się pani Stawskiej tak życzliwie, jakby na nim zrobiła silne wrażenie. No, przynajmniej teraz!... chwała Bogu.</akap>


<akap id="e2552">Targ w targ, wytłomaczyliśmy pani Helenie, że lalkę, jako towar wybrakowany i nie znajdujący nabywców, możemy oddać za trzy ruble: blondynkę albo brunetkę.</akap>

<akap_dialog id="e2553">--- Wezmę tę --- odpowiedziała biorąc szatynkę --- ponieważ jest zupełnie taka jak baronowej. Helcia będzie zachwycona.</akap_dialog>


<akap id="e2554">Kiedy przyszło do płacenia, panią Stawską znowu napadły skrupuły; zdawało jej się, że taka lalka musi być warta z piętnaście rubli, i dopiero połączonym usiłowaniom moim, Wokulskiego i Klejna udało się ją przekonać, że biorąc trzy ruble jeszcze mamy zarobek.</akap>


<akap id="e2555">Wokulski wrócił do swoich zajęć, a ja zapytałem pani Heleny: co nowego w domu i w jakich jest stosunkach z baronową?</akap>

<akap_dialog id="e2556">--- Już w żadnych --- odparła rumieniąc się. --- Pani Krzeszowska zrobiła mi taką scenę za to, że musiała zapłacić sto tysięcy za kamienicę, że ja nie protegowałam jej u pana Wokulskiego, i tak dalej, że... pożegnałam ją i już tam nigdy nie pójdę. Naturalnie, wymówiła nam komorne od Nowego Roku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2557">--- A czy pani zwróciła należność?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2558">--- Ach!... --- westchnęła pani Stawska upuszczając na ziemię mufkę, którą Klejn zaraz podniósł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2559">--- Więc nie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2560">--- Nie... powiedziała, że nie ma teraz pieniędzy ani pewności, czy mój rachunek jest dokładny.</akap_dialog>


<akap id="e2561">Naśmieliśmy się oboje z panią Stawską z dziwactw baronowej i pożegnaliśmy się pełni otuchy. Gdy zaś wychodziła, Klejn otworzył jej drzwi tak szarmancko, że jedno z dwojga: albo już ją uważa za naszą pryncypałową, albo --- sam kocha się w niej. Półgłówek!... On także mieszka w domu baronowej i niekiedy bywa u pani Stawskiej; ale podczas wizyt siedzi tak strasznie smutny, że Helunia pewnego wieczora zapytała babki: czy pan Klejn nie brał dziś olejku?... Marzyciel! Komu to myśleć o podobnej kobiecie...</akap>


<akap id="e2562">A teraz opiszę tragedię, na wspomnienie której gniew mnie dusi.</akap>


<akap id="e2563"><begin id="b1208179560687"/><motyw id="m1208179560687">Mąż</motyw>W wigilię Wigilii r. 1878 jestem w sklepie, kiedy po południu odbieram od pani Stawskiej list, ażebym przyszedł wieczorem. Pismo uderzyło mnie, znać było wzruszenie; więc pomyślałem, że może odebrała wiadomość o mężu.</akap>


<akap id="e2564">,,Pewnie wraca --- pomyślałem. --- Diabli z tymi zaginionymi mężami, którzy po kilku latach opamiętują się."<end id="e1208179560687"/></akap>


<akap id="e2565">Ku wieczorowi wpada Wirski zadyszany i zmieszany; ciągnie mnie do mego mieszkania, zamyka drzwi, nie zdejmując futra rzuca się na fotel i mówi:</akap>

<akap_dialog id="e2566">--- Wiesz pan, po co wczoraj Krzeszowska siedziała w mieszkaniu Maruszewicza do północy?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2567">--- Do północy, u Maruszewicza?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2568">--- Tak, i jeszcze z tym łotrem swoim adwokatem?...</akap_dialog>


<akap id="e2569">Hultaj Maruszewicz wypatrzył ze swych okien, że pani Stawska ubiera lalkę, a baronowa poszła do niego z lornetką, ażeby to sprawdzić...</akap>

<akap_dialog id="e2570">--- Więc i cóż?... --- pytam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2571">--- To, że baronowej przed kilkoma dniami zginęła lalka po nieboszczce córce i że dziś ta wariatka posądza panią Stawską...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2572">--- O co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2573">--- O kradzież lalki!...</akap_dialog>


<akap id="e2574">Przeżegnałem się.</akap>

<akap_dialog id="e2575">--- Śmiej się pan z tego --- rzekłem --- lalka u nas kupiona...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2576">--- Wiem --- odparł. --- Z tym wszystkim dziś, o dziewiątej, pani baronowa wpadła z rewirowym<pr><slowo_obce>rewirowy</slowo_obce> --- urzędnik policyjny w carskiej Rosji, czuwający nad porządkiem w rewirze (dzielnicy miasta).</pr> do mieszkania pani Stawskiej, kazała zabrać lalkę i spisać protokół. Już poszła skarga do sądu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2577">--- Oszalałeś, panie Wirski! lalka przecież u nas...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2578">--- Wiem, wiem, ale co to wszystko znaczy, kiedy już jest skandal --- mówi Wirski. --- Co najgorsze (wiem to od rewirowego), że pani Stawska nie chcąc, ażeby Helunia dowiedziała się o lalce, z początku nie chciała jej pokazać, prosiła, ażeby mówić cicho, rozpłakała się... Rewirowy mówi, że sam był zakłopotany, bo przede wszystkim nie wiedział, po co go baronowa ciągnie do mieszkania pani Stawskiej. Ale jak zaczęła jędza wrzeszczeć: ,,Okradła mnie!... lalka zginęła tego samego dnia, kiedy Stawska była ostatni raz u mnie... aresztujcie ją, bo odpowiadam całym majątkiem za prawdziwość skargi!..." --- tak tedy mój rewirowy wziął lalkę do cyrkułu i poprosił ze sobą panią Stawską... Skandal, no, straszny skandal...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2579">--- A cóż wy na to?... --- zawołałem wściekły z gniewu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2580">--- Mnie nie było już w domu. Służąca pani Stawskiej pogorszyła sprawę wymyślając rewirowemu na ulicy, za co nawet siedzi w kozie... Ta znowu właścicielka paryskiej pralni, ażeby przypochlebić się baronowej, wymyślała pani Stawskiej... Tyle tylko mamy dziś satysfakcji, że poczciwe studenciny wylały na łeb baronowej coś tak obrzydliwego, że się domyć nie może...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2581">--- Ależ sąd!... ależ sprawiedliwość!... --- krzyczałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2582">--- Sąd panią Stawską uniewinni --- rzekł --- to przecie jasna sprawa. Ale co skandal jest, to jest... Biedna kobieta zgubiona; już nawet dziś poodprawiała uczennice i sama nie poszła na lekcje. Zapłakują się obie z matką.</akap_dialog>


<akap id="e2583">Rozumie się, że nie czekając na zamknięcie sklepu (teraz zdarza mi się to coraz częściej), pobiegłem do pani Stawskiej, a nawet pojechałem dorożką.</akap>


<akap id="e2584">W drodze przyszła mi jedna z najszczęśliwszych myśli, ażeby o sprawie zawiadomić Wokulskiego, do którego też wstąpiłem, niepewny, czy jest w domu, bo coraz częściej przesiadywał na służbie u panny Łęckiej.</akap>


<akap id="e2585">Wokulski był u siebie, ale jakiś rozstrojony; konkury oczywiście nie wychodziły mu na zdrowie. Gdym mu jednak opowiedział historię pani Stawskiej z baronową i z lalką, chłopak ożywił się, podniósł głowę i błysnęły mu oczy. (Nieraz spostrzegłem, że najlepszym lekarstwem na nasze własne kłopoty jest cudze nieszczęście.)</akap>


<akap id="e2586">Wysłuchał mnie z zajęciem (smutne myśli pierzchnęły mu gdzieś) i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e2587">--- Zuch baba z tej baronowej... ale pani Stawska może spać spokojnie; sprawę ma jasną jak słońce. Czy to wreszcie na nią jedną rzuca się ludzka podłość!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2588">--- Dobrze ci tak mówić --- odparłem --- bo jesteś mężczyzna, a nade wszystko masz pieniądze... Tymczasem ona, biedaczka, skutkiem tej awantury już dziś straciła wszystkie lekcje, a raczej sama się ich wyrzekła. Z czego więc będzie żyć?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2589">--- Aj! --- syknął Wokulski uderzając się w czoło. --- Nie pomyślałem o tym...</akap_dialog>


<akap id="e2590">Przeszedł się parę razy po pokoju (silnie marszcząc brwi), potrącił krzesło, zabębnił na szybie i nagle stanął przede mną.</akap>

<akap_dialog id="e2591">--- Dobrze! --- rzekł. --- Jedźże do tych pań, a ja tam będę za godzinę. Zdaje mi się, że zrobimy interes z panią Milerową...</akap_dialog>


<akap id="e2592">Spojrzałem na niego z uwielbieniem. Pani Milerową straciła niedawno męża, kupca galanteryjnego tak jak i my; cały zaś jej sklep, majątek, kredyt zależał od Wokulskiego. Więc już prawie zgadywałem, co Stach zrobi dla pani Stawskiej...</akap>


<akap id="e2593">Cwałuję tedy na ulicę, buch! w dorożkę, jadę jak trzy lokomotywy i wpadam jak raca kongrewska<pr><slowo_obce>raca kongrewska</slowo_obce> --- rodzaj rakiet zapalających wynalezionych przez angielskiego generała Williama Congreve (1772--1828), zastosowanych po raz pierwszy w r. 1804.</pr> do tej pięknej, tej szlachetnej, tej nieszczęśliwej, tej od wszystkich opuszczonej pani Heleny. Mam pełne piersi wesołych okrzyków i otwierając drzwi chcę zawołać ze śmiechem: ,,Kpijcie, panie, z całego świata!..." Wtem wchodzę i --- cały mój dobry humor zostaje za progiem.</akap>


<akap id="e2594">Bo proszę sobie wyobrazić, com znalazł. W kuchni Marianna ma zawiązaną głowę i obrzmiałą fizjognomię, niewątpliwy dowód, że była dziś w cyrkule. Na kominie ciemno, naczynia od obiadu nie pozmywane, samowar nie nastawiony, a nad spuchniętą biedaczką siedzi stróżowa, dwie służące i mleczarka, z minami jak na pogrzebie.</akap>


<akap id="e2595">Chłód przeleciał mi po kościach, ale wchodzę do salonu.</akap>


<akap id="e2596">Prawie ten sam widok. Na środku siedzi w fotelu pani Misiewiczowa, również z obwiązaną głową, a dokoła niej pan Wirski, pani Wirska, właścicielka paryskiej pralni, która znowu pokłóciła się z baronową, i jeszcze jakichś parę dam, które rozmawiają półgłosem, ale za to ucierają nosy o całą oktawę wyżej aniżeli w codziennych okolicznościach. Na domiar spostrzegam pod piecem panią Stawską, która siedzi na stołeczku biała jak kreda.</akap>


<akap id="e2597">Słowem, atmosfera katakumbowa<pr><slowo_obce>atmosfera katakumbowa</slowo_obce> --- nastrój smutku i przygnębienia; katakumby: cmentarze rzymskie, w czasach prześladowań pierwszych chrześcijan służyły im jako schronienie.</pr>, twarze blade lub żółte, oczy załzawione, nosy zaczerwienione. Tylko Helunia trzyma się jako tako. Siedzi przy fortepianie ze swą dawną laleczką i jej rękoma od czasu do czasu uderza w klawisz mówiąc:</akap>

<akap_dialog id="e2598">--- Cicho, Zosiu, cicho... Nie graj, bo babcię głowa boli.</akap_dialog>


<akap id="e2599">Proszę dodać do tego przyćmione światło lampy, która trochę filuje, i... poodsłaniane rolety, a każdy pojmie, jakie mnie uczucia ogarnęły.</akap>


<akap id="e2600">Ujrzawszy mnie pani Misiewiczowa zaczęła wylewać chyba już resztki łez.</akap>

<akap_dialog id="e2601">--- Ach, więc przyszedłeś, szlachetny panie Rzecki?... nie wstydzisz się biednych kobiet okrytych hańbą?... O, nie całuj że mnie w rękę!... Nieszczęśliwa nasza rodzina... Niedawno Ludwiczek posądzony, a teraz na nas przyszła kolej... Musimy się stąd wynieść choćby na koniec świata... Mam pod Częstochową siostrę, tam pojedziemy dokonać złamanego życia...</akap_dialog>


<akap id="e2602">Szepnąłem Wirskiemu, ażeby delikatnie wyprosił stąd gości, i zbliżyłem się do pani Stawskiej.</akap>

<akap_dialog id="e2603">--- Wolałabym nie żyć... --- rzekła mi na powitanie.</akap_dialog>


<akap id="e2604">Wyznaję, że po kilkuminutowym pobycie zupełnie skołowaciałem. Byłbym przysiągł, że pani Stawska, jej matka, a nawet jej obecne tu przyjaciółki są naprawdę zhańbione i że nam wszystkim nie pozostaje nic innego, tylko śmierć. Pragnienie śmierci nie przeszkodziło mi jednak poprawić filującej lampy, która zaczęła już cały pokój zasypywać delikatną, ale bardzo czarną sadzą.</akap>

<akap_dialog id="e2605">--- No, moje panie --- odezwał się nagle Wirski --- wynośmy się stąd, bo pan Rzecki musi pogadać z panią Stawską.</akap_dialog>


<akap id="e2606">Wizytujące damy, w których współczucie nie osłabiło ciekawości, oświadczyły, że i one mogą z nami pogadać. Ale Wirski tak zamaszyście zaczął podawać im salopy, że zakłopotane biedaczki ucałowawszy panią Stawską, panią Misiewiczowa, Helunię i panią Wirską (myślałem, że w końcu zaczną całować krzesełka) wyniosły się nareszcie i nadto zmusiły małżonków Wirskich do wyjścia razem z nimi.</akap>

<akap_dialog id="e2607">--- Kiedy sekret, to sekret --- rzekła najrezolutniejsza z nich. --- Państwo także nie jesteście tu potrzebni.</akap_dialog>


<akap id="e2608"><begin id="b1208179874984"/><motyw id="m1208179874984">Kobieta</motyw>Nastąpił nowy atak pożegnań, pocałunków, pocieszeń i ledwie że wyszli na złamanie karku całą bandą, ceremoniując się jeszcze we drzwiach i na schodach. Ach, te baby!... Czasem myślę, że Pan Bóg po to stworzył Ewę, ażeby obmierzić Adamowi pobyt w raju.<end id="e1208179874984"/></akap>


<akap id="e2609">Zostaliśmy nareszcie w kółku familijnym, ale salonik był już tak nasycony kopciem i smutkiem, że ja sam straciłem wszelką energię. Biadającym głosem poprosiłem panią Stawską, ażeby mi było wolno otworzyć lufcik, i tonem mimowolnego wyrzutu poradziłem jej, ażeby przynajmniej od tej pory zasłaniała rolety w oknach.</akap>

<akap_dialog id="e2610">--- Pamięta pani --- rzekłem do pani Misiewiczowej --- jak ja dawno zwracałem uwagę na te rolety?... Gdyby były zasłonięte, pani Krzeszowska nie mogłaby śledzić, co się dzieje w mieszkaniu pań.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2611">--- Prawda, ale któż się tego spodziewał? --- odparła pani Misiewiczowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2612">--- Takie już nasze szczęście --- szepnęła pani Stawska.</akap_dialog>


<akap id="e2613">Usiadłem na fotelu, splotłem ręce tak, że mi kości w nich trzeszczały, i ze spokojną rozpaczą przysłuchiwałem się jękliwym opowiadaniom pani Misiewiczowej o hańbie, jaka na ich rodzinę spada co kilka lat, o śmierci, która jest kresem ludzkich cierpień, o nankinowych spodniach śp. Misiewicza i mnóstwie tym podobnych rzeczy. Nim upłynęła godzina, byłem pewny, że sprawa o lalkę skończy się aktem jakiegoś ogólnego samobójstwa, przy którym ja, konając u nóg pani Stawskiej, ośmielę się wyznać, że ją kocham.</akap>


<akap id="e2614">Wtem ktoś mocno zadzwonił do kuchni.</akap>

<akap_dialog id="e2615">--- Rewirowy! --- krzyknęła pani Misiewiczowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2616">--- Panie przyjmują? --- zapytał gość Marianny głosem tak pewnym, że od razu odzyskałem otuchę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2617">--- Jest Wokulski --- rzekłem do pani Stawskiej i pokręciłem wąsa.</akap_dialog>


<akap id="e2618">Na cudnej twarzy pani Heleny ukazał się rumieniec podobny do listka bladej róży na śniegu. Boska kobieta!... O, dlaczegóż ja nie jestem Wokulskim... Dopieroż bym...</akap>


<akap id="e2619">Wszedł Stach. Pani Helena wysunęła się na jego spotkanie.</akap>

<akap_dialog id="e2620">--- Nie gardzi pan nami?... --- spytała zdławionym głosem.</akap_dialog>


<akap id="e2621">Wokulski ze zdziwieniem popatrzył jej w oczy i... dwa razy, raz po raz... dwa razy, żebym tak zdrów był, pocałował ją w rękę. Z jaką zaś zrobił to tkliwością, najlepszy dowód, że nie było słychać zwykłego w takich razach mlaśnięcia.</akap>

<akap_dialog id="e2622">--- Ach, więc przyszedłeś, szlachetny panie Wokulski?... nie wstydzisz się nieszczęśliwych kobiet okrytych hańbą... --- zaczęła nie wiem już który raz pani Misiewiczowa swoją mowę powitalną.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2623">--- Za pozwoleniem --- przerwał jej Wokulski. --- Położenie pań jest niewątpliwie przykre, ale nie widzę powodu do desperacji. Za parę tygodni sprawa wyjaśni się, a dopiero wtedy będzie mogła rozpaczać, ale nie żadna z pań, tylko ta wariatka baronowa. Jak się masz, Heluniu --- dodał całując dziewczynkę.</akap_dialog>


<akap id="e2624">Głos jego był tak spokojny i stanowczy, a całe zachowanie tak naturalne, że pani Misiewiczowa przestała jęczeć, a pani Stawska jakby raźniej spojrzała na mnie.</akap>

<akap_dialog id="e2625">--- Więc cóż mamy robić, szlachetny panie Wokulski, który nie wstydziłeś się... --- zaczęła pani Misiewiczowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2626">--- Trzeba czekać na proces --- przerwał Wokulski --- dowieść w sądzie pani baronowej, że kłamie, wytoczyć jej sprawę o oszczerstwo i jeżeli pójdzie za to do kozy, nie darować ani jednej godziny. Jakiś miesiąc przepędzony w celi zrobi jej bardzo dobrze. Zresztą mówiłem już z adwokatem, który jutro przyjdzie do pań.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2627">--- Bóg cię zesłał, panie Wokulski!... --- zawołała już zupełnie naturalnym głosem pani Misiewiczowa zrywając z głowy chustkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2628">--- Przyszedłem tu w ważniejszym interesie --- rzekł Stach do pani Stawskiej (pilno mu widać było pożegnać ją, temu osłu!) --- Pani rzuciła swoje lekcje?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2629">--- Tak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2630">--- Niech je pani rzuci raz na zawsze. To licha praca i niepopłatna. Niech się pani weźmie do handlu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2631">--- Ja?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2632">--- Tak, pani. Pani umie rachować?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2633">--- Uczyłam się buchalterii... --- szepnęła pani Stawska. Była tak czegoś wzruszona, że usiadła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2634">--- Wybornie. Otóż spadł tu na mnie jeszcze jeden sklep z jego właścicielką, wdową. Ponieważ prawie cały kapitał należy do mnie, więc w interesie tym muszę mieć kogoś ze swej ręki; wolałbym zaś kobietę ze względu na właścicielkę sklepu. Czy więc przyjmie pani miejsce kasjerki z płacą... tymczasem siedemdziesięciu pięciu rubli na miesiąc?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2635">--- Słyszysz, Helenko? --- zwróciła się do córki pani Misiewiczowa robiąc przy tym desperacko zdziwioną minę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2636">--- Więc powierzyłby pan swoją kasę mnie, której wytoczono... --- rzekła pani Stawska i rozpłakała się.</akap_dialog>


<akap id="e2637">Wnet jednak obie damy uspokoiły się, a w pół godziny później piliśmy wszyscy herbatę, nie tylko rozmawiając, ale nawet śmiejąc się...</akap>


<akap id="e2638">Wokulski to sprawił... Jedyny w świecie człowiek! I jak go tu nie kochać? Co prawda, może i ja miałbym równie dobre serce, tylko brak mi do niego bagatelki... pół miliona rubli, które posiada kochany Stach.</akap>


<akap id="e2639">Zaraz po Bożym Narodzeniu zainstalowałem panią Stawską w sklepie Milerowej, która przyjęła nową kasjerkę bardzo serdecznie i przez pół godziny tłomaczyła mi, jaki ten Wokulski jest szlachetny, mądry, przystojny... Jak to on sklep uratował od bankructwa, a ją i dzieci od nędzy, i jak by to było dobrze, gdyby się taki człowiek ożenił.</akap>


<akap id="e2640"><begin id="b1208180117312"/><motyw id="m1208180117312">Kobieta</motyw>Figlarna kobiecinka, pomimo swoich trzydziestu pięciu lat!... Ledwie jednego męża odwiozła na Powązki, a już (dałbym sobie rękę uciąć) sama przejechałaby się drugi raz za mąż, naturalnie za Wokulskiego.<end id="e1208180117312"/> Nie zliczyłbym, dalibóg, ile tych bab ugania się za Wokulskim (czy też za jego krociami?).</akap>


<akap id="e2641">Pani Stawska ze swej strony zachwyca się wszystkim: i posadą, która przynosi jej pensję, jakiej nie miała nigdy, i nowym mieszkaniem, które jej znalazł Wirski.</akap>


<akap id="e2642">Rzeczywiście niezłe mieszkanko: mają przedpokój, kuchenkę ze zlewem i wodociągiem, trzy pokoiki wcale zgrabne, a nade wszystko ogródek. Tymczasem rosną w nim trzy zeschłe kije i leży kupa cegieł; ale pani Stawska wyobraża sobie, że w ciągu lata zrobi z tego raj. Raj, który można by nakryć chustką od nosa!...</akap>


<akap id="e2643"><begin id="b1208180168296"/><motyw id="m1208180168296">Historia</motyw>Rok 1879 zaczął się zwycięstwem Anglików w Afganistanie<pr><slowo_obce>zwycięstwo Anglików w Afganistanie</slowo_obce> --- w walkach z Afganistanem Anglicy odnieśli zwycięstwo, 26 maja 1879 r. został zawarty korzystny dla Anglii, ale krótkotrwały pokój. Do zajęcia Kabulu, stolicy Afganistanu, przez Anglików wówczas nie doszło. Kabul został zdobyty przez gen. F. S. Robertsa dopiero w nowej kampanii, 3 października 1879 r.</pr>, którzy pod jenerałem Robertsem weszli do Kabulu. Pewnie sos <wyroznienie>kabul</wyroznienie> zdrożeje!... Ale Roberts chwat; nie ma jednej ręki i pomimo to łupi Afgańczyków, aż się wata sypie... Chociaż takich dzikusów walić nietrudno; lecz zobaczyłbym ja cię, panie Roberts, jak byś ty sobie poczynał mając sprawę z węgierską piechotą!...<end id="e1208180168296"/></akap>


<akap id="e2644">Wokulski także miał po Nowym Roku batalię z tą spółką, którą założył do handlu z cesarstwem. Myślę, że jeszcze jedna sesja, a rozpędzi swoich wspólników na cztery wiatry. Cóż to za dziwni ludzie, choć wszystko inteligencja: przemysłowcy, kupcy, szlachta, hrabiowie! On im stworzył spółkę, a oni uważają go za wroga tej spółki i sobie tylko przypisują zasługę. On im daje siedem procent za pół roku, a ci jeszcze się krzywią i chcieliby pozniżać pensje pracownikom.</akap>


<akap id="e2645">A ci kochani pracownicy, za których ujada się Wokulski!... Co oni na niego wygadują, jak nazywają go wyzyskiwaczem (NB. w naszym interesie są największe pensje i gratyfikacje!), a jak jedni pod drugimi kopią doły...</akap>


<akap id="e2646">Ze smutkiem widzę, że od pewnego czasu między naszymi ludźmi zaczynają kwitnąć nie znane przedtem obyczaje: mało robić, głośno narzekać, a po cichu snuć intrygi i puszczać plotki. Ale co mi tam do cudzych spraw...</akap>


<akap id="e2647">A teraz z nadzwyczajną szybkością dokończę opowiadania o tragedii, która powinna była wstrząsnąć każde szlachetne serce.</akap>


<akap id="e2648">Już nawet zapomniałem o szkaradnym procesie pani Krzeszowskiej przeciw tej niewinnej, tej czystej, tej cudnej pani Stawskiej, kiedy jakoś w końcu stycznia, spadły na nas dwa gromy: wieść o tym, że w Wietlance wybuchła dżuma<pr><slowo_obce>w Wietlance wybuchła dżuma...</slowo_obce> --- Wietlanka: stanica kozacka w guberni astrachańskiej, gdzie wybuchła epidemia dżumy. Dokładne informacje o tym przyniósł »Kurier Warszawski« z 24 stycznia 1879 r. Rozszerzająca się w całej guberni zaraza wywołała duże zaniepokojenie we wschodniej i środkowej Europie. Dżuma znikła na wiosnę 1879 r.</pr>, i awizacje<pr><slowo_obce>awizacja</slowo_obce> --- pisemne zawiadomienie.</pr> z sądu do Wokulskiego i do mnie na jutro. Mnie nogi pocierpły i tak mi to cierpnięcie szło od pięt do kolan, później do żołądka, celując oczywiście w stronę serca. Myślę: ,,Dżuma albo paraliż?..." Ale że Wokulski przyjął awizacje bardzo obojętnie, więc i ja nabrałem otuchy.</akap>


<akap id="e2649">Idę tedy wieczorem, wciąż pełen otuchy, do tych pań, już na nowe ich mieszkanie, gdy naraz słyszę na środku ulicy: brzęk--brzęk... brzęk--brzęk!... O rany boskie, ależ to aresztantów prowadzą!... Co za okropna wróżba...</akap>


<akap id="e2650">Oj, jakież mnie smutne myśli opanowały: ,,A jeżeli sąd nie uwierzy nam (boć przecie omyłki są możliwe) i jeżeli tę najszlachetniejszą kobietę wtrącą do więzienia, choćby na tydzień, choćby na jeden dzień --- cóż wtedy?... Ona tego nie przeżyje ani ja... Gdybym zaś przeżył, to chyba tylko --- ażeby biedna Helunia miała opiekę..."</akap>


<akap id="e2651">Tak! Ja muszę żyć. Ale jakie to będzie życie!...</akap>


<akap id="e2652">Wchodzę do tych dam... A, znowu cała awantura! Pani Stawska siedzi blada na stołeczku, a pani Misiewiczowa ma na głowie chustkę zmoczoną w wodzie uśmierzającej. Pachnie staruszka o dwa łokcie kamforą i mówi lamentującym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e2653">--- O, szlachetny panie Rzecki, który nie wstydzisz się nieszczęśliwych, zhańbionych kobiet... Wyobraź sobie, co za nieszczęście: jutro sprawa Helenki... I tylko pomyśl: co będzie, jeżeli się sąd omyli i tę nieszczęśliwą kobietę skaże do rot aresztanckich<pr><slowo_obce>roty aresztanckie</slowo_obce> --- w carskiej Rosji kara więzienia połączona z robotami przymusowymi.</pr>?... Ale uspokój się, Helciu, bądź odważna, może to Bóg odwróci... Chociaż tej nocy miałam sen okropny...</akap_dialog>


<akap id="e2654">(Ona miała sen, ja spotkałem aresztantów... Nie obejdzie się bez katastrofy.)</akap>

<akap_dialog id="e2655">--- Ale --- mówię --- cóż znowu! Sprawa nasza jest jak złoto, wygramy ją... <begin id="b1208180374640"/><motyw id="m1208180374640">Choroba</motyw>Zresztą co tam taka sprawa; gorsza historia z dżumą... --- dodałem, ażeby zwrócić uwagę pani Misiewiczowej w innym kierunku.</akap_dialog>


<akap id="e2656">I piękniem trafił!... Gdyż jak moja staruszka nie wrzaśnie:</akap>

<akap_dialog id="e2657">--- Dżuma?... tu?... w Warszawie?... A co, Helenko, nie mówiłam?... Aaa... już zginęliśmy wszyscy!... Bo to w czasie dżumy każdy zamyka się w domu... jedzenie podają sobie na drągach... trupów ściągają do dołów hakami...<end id="e1208180374640"/></akap_dialog>


<akap id="e2658">Uuu... widzę, że mi się rozhulała starowina, więc żeby ją pohamować na punkcie dżumy, napomknąłem znowu o procesie, na co ta kochana pani odpowiedziała mi długim wywodem o hańbie ścigającej jej rodzinę, o możliwym uwięzieniu pani Stawskiej, o tym, że się rozlutował samowar...</akap>


<akap id="e2659">Krótko mówiąc, ostatni wieczór przed sprawą, kiedy właśnie najpotrzebniejsza była energia, ostatni ten wieczór upłynął nam pomiędzy dżumą i śmiercią a hańbą i kryminałem. W głowie mi się zamieszało tak, że kiedym się znalazł na ulicy, nie wiedziałem, gdzie iść: w lewo czy w prawo?</akap>


<akap id="e2660">Na drugi dzień (sprawa miała być o dziesiątej) już o ósmej pojechałem do moich pań i nie zastałem nikogo. Wszystkie poszły do spowiedzi: matka, córka, wnuczka i kucharka, i jednały się z Bogiem do wpół do dziesiątej, a ja nieszczęśliwy (był przecie styczeń) spacerowałem przed bramą na mrozie i myślałem:</akap>


<akap id="e2661">,,Ładny interes! Spóźnią się do sądu, jeżeli się już nie spóźniły, sąd wyda wyrok zaoczny i naturalnie, nie tylko skaże panią Stawską, ale jeszcze uzna ją za zbiegłą, rozeszle listy gończe... Tak zawsze z tymi babami!..."</akap>


<akap id="e2662">Nareszcie przyszły wszystkie cztery z Wirskim (czy i ten pobożny człowiek chodził dziś do spowiedzi?) i --- dwoma dorożkami pojechaliśmy na sprawę: ja z panią Stawską i Helunią, a Wirski z panią Misiewiczową i kucharką. Szkoda jeszcze, że nie wzięły ze sobą rondli, samowara i naftowej kuchenki!... Przed sądem spotkaliśmy powóz Wokulskiego, którym przyjechał on i adwokat. Czekali nas przy schodach tak zabłoconych, jak gdyby przeszedł tędy batalion piechoty --- i mieli miny zupełnie spokojne. Założyłbym się nawet, że rozmawiali o czym innym, nie o pani Stawskiej.</akap>

<akap_dialog id="e2663">--- O, zacny panie Wokulski, który nie wstydzisz się biednych kobiet, okrytych... --- zaczęła pani Misiewiczowa.</akap_dialog>


<akap id="e2664">Ale Stach podał jej rękę, adwokat pani Stawskiej, Wirski wziął za rączkę Helunię, a ja asystowałem Mariannie i tak weszliśmy do biura sędziego pokoju<pr><slowo_obce>sędzia pokoju</slowo_obce> --- sędzia najniższej instancji; należały do niego sprawy cywilne mniejszej wagi i drobne wykroczenia.</pr>.</akap>


<akap id="e2665"><begin id="b1209924619781"/><motyw id="m1209924619781">Szkoła</motyw>Sala przypomniała mi szkołę: sędzia siedział na wzniesieniu jak profesor na katedrze, a naprzeciw niego, w dwu szeregach ławek, mieścili się oskarżeni i świadkowie. W tej chwili tak żywo stanęły mi w pamięci młode lata, że mimo woli rzuciłem okiem pod piec, pewny, że zobaczę woźnego z rózgą i ławkę, na której nas bito w skórę. Chciałem nawet przez roztargnienie krzyknąć: ,,Póki życia nie będę, panie profesorze!...", alem się w porę opamiętał.<end id="e1209924619781"/></akap>


<akap id="e2666"><begin id="b1209924656562"/><motyw id="m1209924656562">Żyd</motyw>Zaczęliśmy rozsadzać nasze damy w ławkach i spierać się przy tej okazji z Żydkami, którzy, jak mi to później objaśniono, są najcierpliwszymi audytorami<pr><slowo_obce>audytor</slowo_obce> --- słuchacz.</pr> spraw sądowych, szczególniej o kradzież i oszustwo.<end id="e1209924656562"/> Znaleźliśmy nawet miejsce dla poczciwej Marianny, która usiadłszy zrobiła taką minę, jakby miała zamiar przeżegnać się i zmówić pacierz.</akap>


<akap id="e2667">Wokulski, nasz adwokat i ja uplacowaliśmy się w pierwszej ławce, obok jegomości z rozerwanym paltotem i podbitym okiem, na którego brzydko spoglądał jeden z obecnych rewirowych.</akap>


<akap id="e2668">,,Pewnie znowu jakiś zatarg z policją" --- pomyślałem.</akap>


<akap id="e2669">Nagle usta same otworzyły mi się z podziwu; ujrzałem bowiem przed katedrą sędziego pokoju całą gromadę znanych mi osób. Na lewo od stołu --- pani Krzeszowska, jej robaczywy adwokat i ten hultaj Maruszewicz, a na prawo dwaj studenci. Jeden z nich odznaczał się bardzo wytartym mundurem i niezwykle obfitą wymową; drugi miał jeszcze mocniej wytarty mundur, kolorowy szalik na szyi i wyglądał, dalibóg, jak emigrant z przedpogrzebowego domu.</akap>


<akap id="e2670">Przypatrzyłem mu się lepiej. Tak, to on, to jest ten sam mizerny młody człowiek, który podczas pierwszej bytności Wokulskiego u pani Stawskiej rzucił baronowej śledzia na głowę. Kochany chłopak!... Ale też nie zdarzyło mi się widzieć nic równie chudego i żółtego...</akap>


<akap id="e2671">W pierwszej chwili myślałem, że między tymi przyjemnymi młodzieńcami i baronową toczy się proces właśnie o owego śledzia. Wnet jednak przekonałem się, że chodzi o co innego, że mianowicie pani Krzeszowska zostawszy właścicielką domu chce z niego wyrzucić swoich najzapamiętalszych wrogów, a zarazem najniewypłacalniejszych lokatorów.</akap>


<akap id="e2672">Sprawa między baronową a młodymi ludźmi w tej chwili dosięgła najwyższego punktu.</akap>


<akap id="e2673">Jeden ze studentów, ładny chłopak z wąsikami i faworytami, wspinając się na palcach albo opadając na obcasy opowiadał coś sędziemu; przy czym prawą ręką wykonywał okrągłe ruchy, a lewą kokieteryjnie zakręcał wąsik, wysoko podnosząc mały palec, ozdobiony pierścionkiem bez oczka.</akap>


<akap id="e2674">Drugi młodzieniec milczał posępnie i krył się za kolegę. W postawie jego zauważyłem pewną osobliwość: przyciskał on do piersi obie ręce, a dłonie rozłożył w taki sposób, jakby w nich trzymał książkę albo obrazek.</akap>

<akap_dialog id="e2675">--- Więc jak się panowie nazywacie? --- spytał sędzia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2676">--- Maleski --- odparł z ukłonem właściciel faworytów --- i Patkiewicz... --- dodał wskazując gestem pełnym dystynkcji na ponurego towarzysza.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2677">--- A trzeci pan gdzie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2678">--- Jest cierpiący --- odparł krygując się pan Maleski. --- Jest to nasz sublokator i zresztą bardzo rzadko mieszka z nami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2679">--- Jak to? Bardzo rzadko mieszka? Gdzież on siedzi w dzień?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2680">--- W uniwersytecie, w prosektorium, czasem na obiedzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2681">--- No, a w nocy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2682">--- Pod tym względem mogę panu sędziemu dać tylko poufne objaśnienia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2683">--- A gdzież on zapisany w księgi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2684">--- O, zapisany jest ciągle w naszym domu, ponieważ nie chciałby robić władzom subiekcji --- objaśnił pan Maleski z miną lorda.</akap_dialog>


<akap id="e2685">Sędzia zwrócił się do pani Krzeszowskiej.</akap>

<akap_dialog id="e2686">--- Cóż, pani wciąż nie chce trzymać tych panów?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2687">--- Za żadne skarby! --- jęknęła pani baronowa. --- Po całych nocach ryczą, tupią, pieją, gwiżdżą... Nie ma służącej w domu, której by nie zwabiali do siebie... Ach, Boże!... --- krzyknęła odwracając głowę.</akap_dialog>


<akap id="e2688">Sędzia był zdziwiony wykrzyknikiem, ale ja nie... Spostrzegłem bowiem, że pan Patkiewicz nie odejmując rąk od piersi nagle wywrócił oczy i opuścił dolną szczękę w taki sposób, że zrobił się podobny do stojącego trupa. Jego twarz i cała postawa istotnie mogła przerazić nawet zdrowego człowieka.</akap>

<akap_dialog id="e2689">--- Najokropniejsze jest to, że ci panowie wylewają oknem jakieś płyny...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2690">--- Czy na panią? --- spytał zuchwale pan Maleski.</akap_dialog>


<akap id="e2691">Baronowa posiniała z gniewu, ale umilkła; wstyd jej było przyznać się.</akap>

<akap_dialog id="e2692">--- Cóż dalej? --- rzekł sędzia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2693">--- Ale najgorsze ze wszystkiego (przez co nawet wpadłam w nerwową chorobę), że ci panowie po kilka razy na dzień stukają do mego okna trupią główką...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2694">--- Tak panowie robią? --- zapytał sędzia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2695">--- Będę miał honor objaśnić pana sędziego --- odparł Maleski, z postawą człowieka, który chce odtańczyć menueta. --- Nam usługuje stróż domu mieszkający na dole; ażeby więc nie marnować się<pr><slowo_obce>marnować się</slowo_obce> --- męczyć się.</pr> schodzeniem i wchodzeniem na trzecie piętro, mamy u siebie długi sznur, wieszamy na nim, co jest pod ręką (może czasem zdarzyć się i trupia główka), i... pukamy do jego okna --- zakończył tak słodkim tonem, że trudno było przestraszyć się równie delikatnego pukania.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2696">--- Ach, Boże!... --- krzyknęła znowu pani baronowa zataczając się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2697">--- Oczywiście, chora kobieta --- mruknął Maleski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2698">--- Nie chora! --- zawołała baronowa. --- Ale wysłuchaj mnie, panie sędzio!... Ja nie mogę patrzeć na tego drugiego... bo on ciągle robi miny jak nieboszczyk... Ja niedawno straciłam córkę!... --- zakończyła ze łzami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2699">--- Słowo honoru, że ta pani ma halucynacje --- rzekł Maleski. --- Kto tu jest podobny do nieboszczyka?... Patkiewicz?... taki przystojny chłopak!... --- dodał wypychając naprzód mizernego kolegę, który... w tej chwili właśnie już po raz piąty udawał trupa.</akap_dialog>


<akap id="e2700">W sali wybuchnął śmiech; sędzia dla uratowania powagi zanurzył głowę w papierach i po dłuższej pauzie surowo zapowiedział, że śmiać się nie wolno i że każdy, zakłócający porządek, ulegnie karze pieniężnej.</akap>


<akap id="e2701">Korzystając z zamieszania Patkiewicz szarpnął kolegę za rękaw i szepnął ponuro:</akap>

<akap_dialog id="e2702">--- Cóż ty, świnio, Maleski, kpisz sobie ze mnie w publicznym miejscu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2703">--- Bo jesteś przystojny, Patkiewicz. Kobiety wściekają się za tobą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2704">--- To przecież nie dlatego... --- mruknął Patkiewicz znacznie spokojniejszym tonem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2705"><begin id="b1209924767250"/><motyw id="m1209924767250">Pieniądz</motyw>--- Kiedyż panowie zapłacą dwanaście rubli kopiejek pięćdziesiąt za miesiąc styczeń? --- spytał sędzia.</akap_dialog>


<akap id="e2706">Pan Patkiewicz tym razem udał człowieka, który ma bielmo na lewym oku i lewą część twarzy sparaliżowaną; pan Maleski zaś pogrążył się w głębokim zamyśleniu.</akap>

<akap_dialog id="e2707">--- Gdybyśmy --- rzekł po chwili --- mogli zostać do wakacyj, to... Ale tak!... Niech nam pani baronowa zabierze umeblowanie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2708">--- Ach, nic już nie chcę, nic... Tylko wyprowadźcie się, panowie! Nie mam żadnej pretensji o komorne... --- zawołała baronowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2709">--- Jak się ta kobieta kompromituje --- szepnął nasz adwokat. --- Włóczy się po sądach, bierze takiego szubrawca na doradcę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2710">--- Ale my mamy do pani pretensję o szkody i straty! --- odezwał się Maleski. --- Kto słyszał o tej porze wymawiać przyzwoitym ludziom komorne?... Gdybyśmy nawet znaleźli lokal, to będzie taki podły, że przynajmniej ze dwu z nas umrze na suchoty...<end id="e1209924767250"/></akap_dialog>


<akap id="e2711">Pan Patkiewicz zapewne w celu dodania większej wagi słowom mówcy zaczął poruszać uchem i skórą na głowie, co w sali wywołało nowy atak wesołości.</akap>

<akap_dialog id="e2712">--- Pierwszy raz widzę coś podobnego! --- rzekł nasz adwokat.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2713">--- Taką sprawę? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2714">--- Nie, ale żeby człowiek uchem ruszał. To artysta!...</akap_dialog>


<akap id="e2715">Sędzia tymczasem napisał i przeczytał wyrok, mocą którego panowie: Maleski i Patkiewicz, zostali skazani na zapłacenie dwunastu rubli i pięćdziesięciu kopiejek komornego tudzież na opuszczenie lokalu przed 8 lutym.</akap>


<akap id="e2716">Tu zdarzył się fakt nadzwyczajny. Pan Patkiewicz usłyszawszy wyrok doznał tak silnego wstrząsnienia moralnego, że twarz zrobiła mu się zieloną i --- zemdlał. Szczęściem, padając trafił w objęcia pana Maleskiego; inaczej strasznie rozbiłby się nieborak.</akap>


<akap id="e2717">Naturalnie, w sali odezwały się głosy współczucia, kucharka pani Stawskiej zapłakała. Żydki zaczęły pokazywać palcami na baronowę i chrząkać. Zakłopotany sędzia przerwał posiedzenie i kiwnąwszy głową Wokulskiemu (skąd oni się znają?), poszedł do swego pokoju, a dwaj stójkowi prawie wynieśli na rękach nieszczęśliwego młodzieńca, który tym razem był naprawdę podobny do trupa.</akap>


<akap id="e2718">Dopiero w przedpokoju, gdy złożono go na ławce, a jeden z obecnych zawołał, ażeby oblać go wodą, chory nagle zerwał się i rzekł głośno:</akap>

<akap_dialog id="e2719">--- No, no!... tylko bez głupich żartów...</akap_dialog>


<akap id="e2720">Po czym natychmiast sam ubrał się w palto, energicznie naciągnął niezbyt całe kalosze i lekkim krokiem opuścił sądową salę ku zdziwieniu stójkowych, oskarżonych i świadków.</akap>


<akap id="e2721">W tej chwili zbliżył się do naszej ławki jakiś oficjalista sądowy i szepnął Wokulskiemu, że sędzia prosi go na śniadanie. Stach wyszedł, a pani Misiewiczowa zaczęła nawoływać mnie rozpaczliwymi znakami:</akap>

<akap_dialog id="e2722">--- Jezus! Maria!... --- rzekła --- nie wiesz pan, po co sędzia wezwał tego najszlachetniejszego z ludzi?... Pewnie chce mu powiedzieć, że Helenka zgubiona!... O, ta niepoczciwa baronowa musi mieć wielkie stosunki... już jedną sprawę wygrała i pewnie będzie to samo z Helenką... O, ja nieszczęśliwa!... czy nie masz, panie Rzecki, jakich kropli trzeźwiących?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2723">--- Pani słabo?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2724">--- Jeszcze nie, choć tu jest zaduch... Ale strasznie boję się o Helenkę... Jeżeli ją skażą, zemdleje i może umrzeć, jeżeli prędko jej nie otrzeźwimy... Czy nie sądzisz, kochany panie, że dobrze bym zrobiła, gdybym upadła do nóg sędziemu i zaklęła go...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2725">--- Ależ, pani, to wszystko niepotrzebne... Właśnie mówił nasz adwokat, że baronowa może by i chciała cofnąć skargę, tylko już nie wolno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2726">--- Ależ my ustąpimy! --- zawołała staruszka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2727">--- O, co to, to nie, szanowna pani --- odezwałem się trochę niecierpliwie. --- Albo wyjdziemy stąd kompletnie oczyszczeni, albo...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2728">--- Umrzemy, chcesz powiedzieć? --- przerwała staruszka. --- O, nie mów tego... Pan nawet nie wiesz, jak przykro w moim wieku słyszeć o śmierci...</akap_dialog>


<akap id="e2729">Cofnąłem się od zrozpaczonej staruszki i podszedłem do pani Stawskiej.</akap>

<akap_dialog id="e2730">--- Jakże się pani czuje?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2731">--- Doskonale! --- odpowiedziała z mocą. --- Jeszcze wczoraj bałam się okropnie; ale już po spowiedzi lżej odetchnęłam, a od chwili kiedy tu jestem, czuję się zupełnie spokojną.</akap_dialog>


<akap id="e2732">Uścisnąłem ją za rękę długo... długo... tak, jak umieją ściskać tylko prawdziwie kochający, i pobiegłem do swej ławki, gdyż Wokulski, a za nim sędzia weszli do sali.</akap>


<akap id="e2733">Serce mi uderzyło jak młot. Spojrzałem wokoło. Pani Misiewiczowa widocznie modliła się z zamkniętymi oczyma, pani Stawska była bardzo blada, lecz zdecydowana, pani baronowa szarpała swoją salopę, a nasz adwokat spoglądał na sufit i tłumił ziewanie.</akap>


<akap id="e2734">W tej chwili i Wokulski spojrzał na panią Stawską i --- niech mnie diabli wezmą --- jeżeli nie dostrzegłem w jego oczach rzadko trafiającego się tam wyrazu rozczulenia!...</akap>


<akap id="e2735">Żeby jeszcze parę takich procesów, jestem pewny, że zakochałby się w niej na śmierć.</akap>


<akap id="e2736">Sędzia przez parę minut coś pisał, a skończywszy zawiadomił obecnych, że teraz toczyć się będzie sprawa Krzeszowskiej przeciw Stawskiej o kradzież lalki.</akap>


<akap id="e2737">Jednocześnie zawezwał strony i ich świadków na środek.</akap>


<akap id="e2738">Stałem przy ławkach, dzięki czemu mogłem słyszeć rozmowę dwu kumoszek, z których młodsza i czerwona na twarzy tłomaczyła starszej:</akap>

<akap_dialog id="e2739">--- To widzi pani: ta ładna pani ukradła tamtej pani lalkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2740">--- Także miała się na co łakomić!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2741">--- Ha, trudno. Nie każdy może kraść magle...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2742">--- To pani ukradłaś magle --- odezwał się spoza kumoszek gruby głos. --- Nie ten złodziej, co zabiera swoją własność, ale ten, co da piętnaście rubli zadatku i myśli, że już kupił...</akap_dialog>


<akap id="e2743">Sędzia wciąż pisał, a ja chciałem przypomnieć sobie mowę, którą ułożyłem wczoraj na obronę pani Stawskiej, a na pohańbienie baronowej. Ale że mi się w głowie plątały wyrazy i zdania, więc zacząłem oglądać się po sali.</akap>


<akap id="e2744">Pani Misiewiczowa wciąż modliła się w ławce po cichu, a siedząca za nią Marianna płakała. Pani Krzeszowska miała szarą twarz, przycięte usta i spuszczone oczy; ale z każdego fałdu jej ubrania wyglądała złość... Obok niej stał Maruszewicz wpatrzony w ziemię, a za nim służąca baronowej, tak przestraszona, jakby ją miano prowadzić na szafot...</akap>


<akap id="e2745">Nasz adwokat tłumił ziewanie.</akap>


<akap id="e2746">Wokulski ściskał pięści, a pani Stawska spoglądała kolejno na wszystkich z takim łagodnym spokojem, że gdybym był rzeźbiarzem, wziąłbym ją za model do posągu oskarżonej niewinności.</akap>


<akap id="e2747"><begin id="b1219767724531"/><motyw id="m1219767724531">Dziecko</motyw>Wtem, pomimo protestu Marianny, Helunia wybiegła na salę i schwyciwszy matkę za rękę spytała półgłosem:</akap>

<akap_dialog id="e2748">--- Mamo, czego ten pan kazał mamie tu przyjść?... Ja coś powiem do uszka: pewnie mama była niegrzeczna i teraz będzie stać w kącie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2749">--- To wyuczone!... --- rzekła czerwona kumoszka do starszej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2750">--- Żebyś pani tak zdrowa była! --- mruknął za nią gruby głos..<end id="e1219767724531"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2751">--- Pan będziesz zdrów za moją krzywdę... --- odparła z gniewem kumoszka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2752">--- A pani skonasz na konwulsje i będą cię w piekle maglować na moich maglach --- odrzekł jej antagonista.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2753">--- Ciszej! --- zawołał sędzia. --- Co pani Krzeszowska mówi o sprawie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2754">--- Wysłuchaj mnie, panie sędzio! --- zaczęła deklamować pani baronowa wysunąwszy nogę naprzód. --- Po zmarłym dziecku została mi, jako najdroższa pamiątka, lalka, która bardzo podobała się tej oto pani --- wskazała na Stawską --- i jej córce...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2755">--- Oskarżona bywała u pani?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2756">--- Tak, wynajmowałam ją do szycia...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2757">--- Alem jej nic nie zapłaciła! --- huknął z końca sali Wirski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2758">--- Ciszej! --- zgromił go sędzia. --- Tak i cóż?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2759">--- W dniu, w którym tę panią oddaliłam od siebie --- mówiła baronowa --- zginęła mi lalka. Myślałam, że umrę z żalu, i zaraz na nią powzięłam podejrzenie... Miałam dobre przeczucie, gdyż w kilka dni później przyjaciel mój, pan Maruszewicz, zobaczył z okna, że ta pani (która mieszka vis a vis niego) ma u siebie moją lalkę i dla niepoznaki przebiera ją w inną suknię.</akap_dialog>


<akap id="e2760">Wtedy poszłam do jego mieszkania z moim doradcą prawnym i zobaczyłam przez lornetkę, że moja lalka jest rzeczywiście u tej pani. Na drugi dzień więc udałam się do niej, zabrałam lalkę, którą tu widzę na stole, i podałam skargę.</akap>

<akap_dialog id="e2761">--- A pan Maruszewicz jest pewny, że to ta sama lalka, która była u pani Krzeszowskiej? --- spytał sędzia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2762">--- To jest... właściwie mówiąc... pewności nie mam żadnej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2763">--- Tak dlaczegóż pan Maruszewicz powiedział to pani Krzeszowskiej?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2764">--- Właściwie... ja nie w tym znaczeniu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2765">--- Nie kłam pan! --- zawołała baronowa. --- Przybiegłeś do mnie, śmiejąc się, powiedziałeś, że Stawska ukradła lalkę i że to do niej podobne...</akap_dialog>


<akap id="e2766">Maruszewicz zaczął mienić się, potnieć i nawet przestępować z nogi na nogę, co jest chyba dowodem wielkiej skruchy.</akap>

<akap_dialog id="e2767">--- Podlec! --- mruknął Wokulski dosyć głośno.</akap_dialog>


<akap id="e2768">Spostrzegłem jednak, że uwaga ta nie wzmocniła w Maruszewiczu otuchy. Owszem, zdawał się być jeszcze więcej zmieszany.</akap>


<akap id="e2769">Sędzia zwrócił się do służącej pani Krzeszowskiej.</akap>

<akap_dialog id="e2770">--- U was była ta lalka?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2771">--- Nie wiem która... --- szepnęła zapytana.</akap_dialog>


<akap id="e2772">Sędzia wyciągnął do niej lalkę, ale służąca milczała mrugając oczyma i załamując ręce.</akap>

<akap_dialog id="e2773">--- Ach, to Mimi!... --- zawołała Helunia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2774">--- O, panie sędzio! --- krzyknęła baronowa. --- Córka świadczy przeciw matce...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2775">--- Znasz tę lalkę? --- spytał sędzia Heluni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2776">--- O znam!... Zupełnie taka sama była u pani tam w pokoiku...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2777">--- Czy to jest ta sama?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2778">--- O, nie, nie ta... Tamta miała popielatą sukienkę i czarne buciki, a ta ma brązowe buciki!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2779">--- Nu, tak... --- mruknął sędzia kładąc lalkę na stole. --- Co pani Stawska powie?... --- dodał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2780">--- Lalkę tę kupiłam w sklepie pana Wokulskiego...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2781">--- A ile pani dała za nią?... --- syknęła baronowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2782">--- Trzy ruble.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2783">--- Cha! cha! cha!... --- zaśmiała się baronowa. --- Ta lalka kosztuje piętnaście...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2784">--- Kto pani sprzedał tę lalkę? --- zapytał sędzia Stawskiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2785">--- Pan Rzecki --- odparła rumieniąc się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2786">--- Co powie pan Rzecki?... --- rzekł sędzia.</akap_dialog>


<akap id="e2787">Tu właśnie była pora wypowiedzieć moją mowę. Jakoż zacząłem:</akap>

<akap_dialog id="e2788">--- Szanowny sędzio!... Z bolesnym zdumieniem przychodzi mi... To jest... widzę przed sobą triumfującą złość i tego... uciśnioną...</akap_dialog>


<akap id="e2789">Nagle tak mi zaschło w ustach, że już nie mogłem słowa przemówić. Szczęściem, odezwał się Wokulski:</akap>

<akap_dialog id="e2790">--- Rzecki był tylko obecny przy kupnie, lalkę ja sprzedałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2791">--- Za trzy ruble? --- spytała baronowa błysnąwszy oczyma jaszczurki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2792">--- Tak, za trzy ruble. Jest to towar wybrakowany, którego się pozbywamy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2793">--- Czy i mnie pan sprzedałby taką lalkę za trzy ruble? --- indagowała baronowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2794">--- Nie! Pani już nic i nigdy nie sprzedadzą w moim sklepie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2795">--- Jaki pan ma dowód, że ta lalka jest kupiona u pana? --- spytał sędzia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2796">--- Otóż to! --- zawołała baronowa. --- Jaki dowód?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2797">--- Ciszej!... --- zgromił ją sędzia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2798">--- Gdzie pani swoją lalkę kupiła? --- spytał baronowę Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2799">--- U Lessera<pr>Lesser --- sklep braci Lesser przy ul. Rymarskiej (porcelana, galanteria, zabawki).</pr>.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2800">--- Więc mamy dowód --- rzekł Wokulski. --- Lalki takie sprowadzałem z zagranicy w kawałkach: oddzielnie głowy, oddzielnie korpusy. Niech więc pan sędzia odpruje głowę, a wewnątrz znajdzie moją firmę.</akap_dialog>


<akap id="e2801">Pani baronowa zaczęła się niepokoić.</akap>


<akap id="e2802">Sędzia wziął do rąk lalkę, która tyle narobiła zgryzoty, i urzędowym scyzorykiem rozciął jej naprzód stanik, a następnie począł z wielką uwagą odpruwać głowę od tułowia. Helenka, z początku zdziwiona, przypatrywała się tej operacji, następnie zwróciła się do matki mówiąc półgłosem:</akap>

<akap_dialog id="e2803">--- Mamo, dlaczego ten pan rozbiera Mimi? Przecież ona będzie się wstydzić...</akap_dialog>


<akap id="e2804">Nagle zrozumiawszy, o co chodzi, wybuchnęła płaczem i kryjąc twarz w suknię pani Stawskiej, zawołała:</akap>

<akap_dialog id="e2805">--- Ach, mamo, po co on ją kraje?... To strasznie boli!... O mamo, mamo, już nie chcę, ażeby Mimi krajali...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2806">--- Nie płacz, Heluniu. Mimi będzie zdrowa i jeszcze ładniejsza --- uspakajał ją Wokulski, wzruszony nie mniej od Helenki.</akap_dialog>


<akap id="e2807">Tymczasem głowa Mimi spadła na papiery. Sędzia spojrzał wewnątrz i podając maskę<pr><slowo_obce>maska</slowo_obce> --- tu: głowa lalki.</pr> pani baronowej rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e2808">--- Nu, niech pani przeczyta, co tam napisano?</akap_dialog>


<akap id="e2809">Baronowa przycięła usta i milczała.</akap>

<akap_dialog id="e2810">--- To niech pan Maruszewicz przeczyta głośno, co tam jest?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2811">--- Jan Mincel i Stanisław Wokulski... --- jęknął Maruszewicz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2812">--- Zatem nie Lesser?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2813">--- Nie.</akap_dialog>


<akap id="e2814">Przez cały ten czas służąca baronowej zachowywała się w sposób bardzo dwuznaczny: czerwieniła się, bladła, kryła się między ławki...</akap>


<akap id="e2815">Sędzia patrzył na nią spod oka; nagle rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e2816">--- Teraz panna nam powie, co to było z lalką? Tylko proszę prawdę, bo panna stanie do przysięgi...</akap_dialog>


<akap id="e2817">Zagadnięta, z najwyższym przestrachem schwyciła się za głowę i przypadłszy do stołu, prędko odpowiedziała:</akap>

<akap_dialog id="e2818">--- Lalka stukła się, panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2819">--- Ta wasza lalka, od pani Krzeszowskiej?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2820">--- Ta...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2821">--- Nu, to stukła się jej tylko głowa, a reszta gdzie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2822">--- Na strychu, panie... Oj, co ja będę miała!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2823">--- Nic panna nie będzie miała; gorzej byłoby nie odpowiedzieć prawdy. A pani oskarżycielka słyszy, co jest?...</akap_dialog>


<akap id="e2824">Baronowa spuściła oczy i skrzyżowała ręce na piersi jak męczennica.</akap>


<akap id="e2825">Sędzia zaczął pisać. Siedzący w drugiej ławce (maglarz oczywiście) odezwał się do damy czerwonej na twarzy:</akap>

<akap_dialog id="e2826">--- A co, ukradła?... Widzisz pani, co się teraz zrobiło z paninej gęby?... Hę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2827">--- Jak kobieta jest ładna, to się i z kryminału wygrzebie --- rzekła czerwona dama do swojej sąsiadki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2828">--- Ale pani się nie wygrzebiesz... --- mruknął maglarz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2829">--- Głupiś pan!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2830">--- Paniś głupsza...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2831">--- Ciszej!... --- zawołał sędzia.</akap_dialog>


<akap id="e2832">Kazano nam wstać i usłyszeliśmy wyrok najzupełniej uniewinniający panią Stawską.</akap>

<akap_dialog id="e2833">--- Teraz --- zakończył sędzia skończywszy czytanie --- może pani podać skargę o potwarz.</akap_dialog>


<akap id="e2834">Zeszedł na salę, uścisnął za rękę panią Stawską i dodał:</akap>

<akap_dialog id="e2835">--- Bardzo mi przykro, żem panią sądził, i bardzo mi przyjemnie, że mogę powinszować.</akap_dialog>


<akap id="e2836">Pani Krzeszowska dostała spazmów, a dama z czerwoną twarzą mówiła do swej sąsiadki:</akap>

<akap_dialog id="e2837">--- Na ładną buzię to i sędzia jest pażyrny<pr><slowo_obce>pażyrny</slowo_obce> (gwar.) --- żarłoczny, chciwy.</pr>... Ale nie tak to będzie w dniu ostatecznym! --- westchnęła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2838">--- Cholera!... jak to bluźni... --- mruknął maglarz.</akap_dialog>


<akap id="e2839">Poczęliśmy wychodzić. Wokulski podał rękę pani Stawskiej, z którą wysunął się naprzód, ja zaś ostrożnie zacząłem sprowadzać panią Misiewiczowę z brudnych schodów.</akap>

<akap_dialog id="e2840">--- Mówiłam, że się tak skończy --- upewniała mnie staruszka --- ale pan to nie miałeś wiary...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2841">--- Ja nie miałem wiary?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2842">--- Tak, chodziłeś jak struty... Jezus! Maria... A to co?...</akap_dialog>


<akap id="e2843">Ostatnie te słowa skierowane były do mizernego studenta, który wraz ze swoim towarzyszem czekał przed bramą, widocznie na panią Krzeszowską, a myśląc, że ona wychodzi, ucharakteryzował się na trupa przed... panią Misiewiczową. Wnet poznał swoją omyłkę i zawstydził się tak, że pobiegł parę kroków naprzód.</akap>

<akap_dialog id="e2844">--- Patkiewicz!... stójże... już idą... --- zawołał pan Maleski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2845">--- Niech cię diabli porwą!... --- wybuchnął pan Patkiewicz. --- Ty zawsze musisz mnie skompromitować.</akap_dialog>


<akap id="e2846">Usłyszawszy jednak hałas w bramie zawrócił się i jeszcze raz pokazał nieboszczyka... Wirskiemu!...</akap>


<akap id="e2847">To już młodych ludzi ostatecznie zdetonowało; więc poszli do domu bardzo rozgniewani na siebie i każdy inną stroną ulicy.</akap>


<akap id="e2848">Nimeśmy jednak dopędzili ich dorożkami, już znowu szli razem i ukłonili się nam z wielką galanterią.</akap>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2849">X. Pamiętnik starego subiekta</naglowek_rozdzial>





<akap id="e2850">Wiem ja, dlaczego tak szeroko rozpisałem się o sprawie pani Stawskiej. Oto dlaczego...</akap>


<akap id="e2851"><begin id="b1229554819806"/><motyw id="m1229554819806">Sprawiedliwość</motyw>Na świecie jest dużo niedowiarków i ja sam bywam czasami niedowiarkiem i wątpię o Opatrzności boskiej. Nieraz też, kiedy źle idą polityczne interesa albo kiedy patrzę na nędzę ludzką i na triumfy łajdaków (jeżeli taki wyraz wolno wymawiać), nieraz myślę sobie:</akap>


<akap id="e2852">,,Stary głupcze, nazywający się Ignacym Rzeckim! Ty wyobrażasz sobie, że Napoleonidzi wrócą na tron, że Wokulski zrobi coś nadzwyczajnego, bo jest zdolny, i będzie szczęśliwym, bo jest uczciwy?... Ty myślisz, ośla głowo, że chociaż hultajom zrazu dzieje się dobrze, a ludziom poczciwym źle, to jednakże w końcu źli zostaną pohańbieni, a dobrzy sławą okryci?... Tak sobie imaginujesz?... Więc głupio sobie imaginujesz!... Na świecie nie ma żadnego porządku, żadnej sprawiedliwości, tylko walka. O ile w tej walce zwyciężają dobrzy, jest dobrze, o ile źli, jest źle; ale ażeby istniała jakaś potęga protegująca tylko dobrych, tego sobie wcale nie wyobrażaj... Ludzie są jak liście, którymi wiatr ciska; gdy rzuci je na trawnik, leżą na trawniku, a gdy rzuci w błoto --- leżą w błocie..."</akap>


<akap id="e2853">Tak sobie nieraz myślałem w chwilach zwątpienia; lecz proces pani Stawskiej doprowadził mnie do wręcz przeciwnych rezultatów, do wiary, że dobrym ludziom prędzej czy później stanie się sprawiedliwość.</akap>


<akap id="e2854">Bo zastanów się tylko... Pani Stawska jest zacności kobieta, więc --- powinna być szczęśliwą; Stach jest wyższym nad wszelką wartość człowiekiem, więc --- i on powinien być szczęśliwy. Tymczasem Stach jest ciągle rozdrażniony i smutny (aż mi się czasem płakać chciało, kiedym na niego patrzył!), a pani Stawska miała sprawę o kradzież...</akap>


<akap id="e2855">Gdzież więc jest sprawiedliwość nagradzająca dobrych?...</akap>


<akap id="e2856">Zaraz ją zobaczysz, o człowieku małej wiary! Ażeby zaś lepiej przekonać się, że na tym świecie jest porządek, zapisuję tu następujące proroctwa:</akap>


<akap id="e2857">Po pierwsze --- pani Stawska wyjdzie za mąż za Wokulskiego i będzie z nim szczęśliwa.</akap>


<akap id="e2858">Po drugie --- Wokulski wyrzeknie się swojej panny Łęckiej, a ożeni się z panią Stawską i będzie z nią szczęśliwy.</akap>


<akap id="e2859">Po trzecie --- mały Lulu jeszcze w tym roku zostanie cesarzem Francuzów pod imieniem Napoleona IV, zbije Niemców na bryndzę i zrobi sprawiedliwość na całym świecie, co mi jeszcze przepowiadał śp. mój ojciec.<end id="e1229554819806"/></akap>


<akap id="e2860">Że Wokulski ożeni się z panią Stawską i że zrobi coś nadzwyczajnego, o tym już dziś nie mam najmniejszej wątpliwości. Jeszcze się, co prawda, nie zaręczył z nią, jeszcze się nawet nie oświadczył, zresztą... jeszcze nawet on sam sobie z tego nie zdaje sprawy. Ale ja już widzę... Jasno widzę, jak rzeczy pójdą, i głowę dam sobie uciąć, że tak będzie... Ja mam nos polityczny!</akap>


<akap id="e2861">Bo tylko uważ, co się dzieje.</akap>


<akap id="e2862">Na drugi dzień po procesie Wokulski był wieczorem u pani Stawskiej i siedział do jedynastej w nocy. Na trzeci dzień był w sklepie u Milerowej, przejrzał księgi i oddawał wielkie pochwały pani Stawskiej, co nawet trochę ubodło Milerową. Na czwarty zaś dzień...</akap>


<akap id="e2863">No, on wprawdzie nie był ani u Milerowej, ani u pani Stawskiej, ale za to mnie zdarzyły się dziwne wypadki.</akap>


<akap id="e2864">Przed południem (jakoś nie było gości w sklepie) ni stąd, ni zowąd przychodzi do mnie kto?... Młody Szlangbaum, ten starozakonny, który pracuje w ruskich tkaninach.</akap>


<akap id="e2865">Patrzę, mój Szlangbaum zaciera ręce, wąs do góry, głowa pod sufit... Myślę: ,,Zwariował czy co?..." A on --- kłania mi się, ale z głową zadartą, i mówi dosłownie te wyrazy:</akap>

<akap_dialog id="e2866">--- Spodziewam się, panie Rzecki, że cokolwiek nastąpi, będziemy dobrymi przyjaciółmi...</akap_dialog>


<akap id="e2867">Myślę: ,,Tam, do diabła, czy Stach nie dał mu dymisji?..." Więc odpowiadam:</akap>

<akap_dialog id="e2868">--- Możesz być pewny, panie Szlangbaum, mojej życzliwości, cokolwiek bądź nastąpi, byleś nie popełnił nadużycia, panie Szlangbaum...</akap_dialog>


<akap id="e2869">Na ostatnie słowa położyłem nacisk, bo mi mój pan Szlangbaum wyglądał tak, jakby miał zamiar albo nasz sklep kupić (co wydaje mi się nieprawdopodobnym), albo kasę okraść... Czego, lubo jest uczciwy starozakonny, nie uważałbym za rzecz niemożliwą.</akap>


<akap id="e2870">On to widać zmiarkował, bo uśmiechnął się nieznacznie i wyszedł do swojego oddziału. W kwadrans później wpadłem tam niby niechcący, ale zastałem go jak zwykle przy robocie. Owszem, powiedziałbym nawet, że pracował gorliwiej niż zwykle: wbiegał na drabinki, wydobywał sztuki rypsu i aksamitu, wkładał je na powrót do szaf, słowem --- kręcił się jak bąk.</akap>


<akap id="e2871">,,Nie --- myślę --- już ten chyba nas nie okradnie..."</akap>


<akap id="e2872"><begin id="b1229554909563"/><motyw id="m1229554909563">Obyczaje</motyw>Spostrzegłem, co mnie również zastanowiło, że pan Zięba jest uniżenie grzeczny dla Szlangbauma, a na mnie patrzy trochę z góry, choć jeszcze nie bardzo.</akap>


<akap id="e2873">,,Ha! --- myślę --- chce Szlangbaumowi wynagrodzić dawne krzywdy, a wobec mnie, najstarszego subiekta, zachowuje godność osobistą. Bardzo uczciwie robi, zawsze bowiem należy trochę zadzierać głowy wobec wyższych, a być uprzedzająco grzecznym dla niższych..."<end id="e1229554909563"/></akap>


<akap id="e2874">Wieczorkiem zaszedłem do restauracyjki na piwko. Patrzę, jest pan Szprot i radca Węgrowicz. Ze Szprotem od tamtej afery, co to o niej mówiłem, jesteśmy na stopie obojętności, ale z radcą witam się kordialnie<pr><slowo_obce>kordialnie</slowo_obce> --- serdecznie.</pr>. A on do mnie:</akap>

<akap_dialog id="e2875">--- No, i co, już?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2876">--- Przepraszam --- mówię --- ale nie rozumiem. (Myślałem, że robi aluzję do procesu pani Stawskiej.) Nie rozumiem --- mówię --- panie radco.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2877"><begin id="b1229555403673"/><motyw id="m1229555403673">Obcy, Żyd</motyw>--- Czego nie rozumiesz --- on mówi --- tego, że sklep sprzedany?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2878">--- Przeżegnaj się pan, panie radco --- ja mówię --- jaki sklep?</akap_dialog>


<akap id="e2879">Poczciwy radca był już po szóstym kuflu, więc zaczyna się śmiać i mówi:</akap>

<akap_dialog id="e2880">--- Phy! ja się przeżegnam, ale panu to się i przeżegnać nie pozwolą, jak z chrześcijańskiego chleba przejdziesz na żydowską chałę; wszak ci to, jak gadają, Żydzi wasz sklep kupili...</akap_dialog>


<akap id="e2881">Myślałem, że dostanę apopleksji.</akap>

<akap_dialog id="e2882">--- Panie radco --- mówię --- jesteś pan zbyt poważnym człowiekiem, ażebyś nie miał powiedzieć, skąd ta wiadomość?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2883">--- Całe miasto gada --- odparł radca --- a zresztą niech obecny tu pan Szprot pana objaśni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2884">--- Panie Szprot --- mówię kłaniając się --- nie chciałbym ubliżyć panu, tym więcej, że żądałem od pana satysfakcji, a pan odmówiłeś mi jej jak hultaj... Jak hultaj, panie Szprot... Oświadczam panu jednak, że albo powtarzasz, albo sam fabrykujesz plotki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2885">--- Co to jest?!... --- wrzasnął Szprot, znowu jak niegdyś bijąc pięścią w stół. --- Odmówiłem, gdyż nie jestem od dawania satysfakcji panu ani nikomu. Z tym wszystkim powtarzam, że sklep wasz kupują Żydzi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2886">--- Jacy Żydzi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2887">--- Diabeł ich wie: Szlangbaumy, Hundbaumy, czy ja ich zresztą znam!...</akap_dialog>


<akap id="e2888">Taka mnie porwała wściekłość, żem kazał przynieść piwa, a radca Węgrowicz mówi serdecznie.</akap>

<akap_dialog id="e2889">--- Z tymi Żydami to może być kiedyś głupia awantura. Tak nas duszą, tak nas ze wszystkich miejsc wysadzają, tak nas wykupują, że trudno poradzić z nimi. Już my ich nie przeszachrujemy, to darmo, ale jak przyjdzie na gołe łby i pięści, zobaczymy, kto kogo przetrzyma...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2890">--- Pan radca ma rację! --- dodał Szprot. --- Tak wszystko ci Żydzi zagarniają, że w końcu trzeba im będzie siłą odbierać, dla utrzymania równowagi. Bo zobaczcie tylko, panowie, co się dzieje, choćby z takimi kortami...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2891">--- No --- mówię --- jeżeli nasz sklep kupią Żydzi, to i ja się z wami połączę; jeszcze moja pięść coś zaważy... Ale tymczasem, na miłosierdzie boskie, nie rozpuszczajcie plotek o Wokulskim i nie drażnijcie ludzi przeciw Żydom, bo już i bez tego panuje rozgoryczenie...</akap_dialog>


<akap id="e2892">Wróciłem do domu z bólem głowy, wściekając się na cały świat. Budziłem się kilka razy w ciągu nocy, a po każdym zaśnięciu śniło mi się, że Żydzi naprawdę sklep nasz kupili i że ja, aby nie umrzeć z głodu, chodziłem po podwórzach z katarynką, na której był napis: ,,Ulitujcie się nad biednym, starym oficerem węgierskim!"<end id="e1229555403673"/></akap>


<akap id="e2893">Dopiero z rana wpadłem na jedyną myśl prostą i rozsądną, ażeby stanowczo rozmówić się ze Stachem i jeżeli istotnie sklep sprzedaje, wystarać się o miejsce.</akap>


<akap id="e2894">Ładna kariera po tylu latach służby! Gdyby człowiek był psem, to by mu przynajmniej w łeb strzelili... Ale że jest człowiekiem, więc musi wycierać obce kąty, niepewny zresztą, czy nie zbilansuje życia w rynsztoku.</akap>


<akap id="e2895">Przed południem Wokulski nie był w sklepie, więc około drugiej wybrałem się do niego. Może chory?...</akap>


<akap id="e2896">Idę i w bramie domu, w którym mieszka, wpadam na doktora Szumana. Gdy powiedziałem mu, że chcę odwiedzić Stacha, odparł:</akap>

<akap_dialog id="e2897">--- Nie chodź pan tam. Jest rozdrażniony i lepiej zostawić go w spokoju. Zajdź pan lepiej do mnie na herbatę... <slowo_obce>À propos</slowo_obce>, czy ja mam pańskie włosy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2898">--- Zdaje mi się --- odpowiedziałem --- że niedługo oddam panu moje włosy razem ze skórą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2899">--- Chcesz się pan wypchać?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2900">--- Powinien bym, bo świat jeszcze nie widział podobnego mi głupca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2901">--- Pociesz się pan --- odparł Szuman --- są głupsi. Ale o cóż to chodzi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2902"><begin id="b1229555532225"/><motyw id="m1229555532225">Antysemityzm, Żyd</motyw>--- Mniejsza, o co mnie chodzi, ale słyszałem, że Stach sklep sprzedaje Żydom... No, a ja już do nich w służbę nie pójdę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2903">--- Cóż to, czy i pana ogarnia antysemityzm?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2904">--- Nie; ale co innego nie być antysemitą, a co innego służyć Żydom.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2905">--- Któż więc im będzie służył?... Bo ja, choć jestem Żyd, także nie wdzieję liberii tych parchów. Zresztą --- dodał --- skądże panu takie myśli przychodzą? Jeżeli sklep zostanie sprzedany, pan będziesz miał świetną posadę przy spółce handlu z cesarstwem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2906">--- Niepewna to ta spółka --- wtrąciłem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2907">--- Bardzo niepewna --- odpowiedział Szuman --- bo za mało w niej Żydów, a za wielu magnatów. Ale pana i to nie obchodzi, bo... Tylko nie wydaj mnie z sekretu... Otóż pana to nic nie obchodzi, co się stanie ze sklepem i spółką, gdyż Wokulski zapisał panu dwadzieścia tysięcy rubli...<end id="e1229555532225"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2908">--- Mnie?... zapisał?... cóż to znaczy?!... --- wykrzyknąłem zdziwiony.</akap_dialog>


<akap id="e2909">Akurat weszliśmy do mieszkania Szumana i doktór kazał podać samowar.</akap>

<akap_dialog id="e2910">--- Co znaczy ten zapis? --- spytałem, trochę nawet zaniepokojony.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2911">--- Zapis... zapis!... --- mruczał Szuman chodząc po pokoju i pocierając sobie tył głowy. --- Co znaczy? nie wiem, dość, że Wokulski zrobił go. Widocznie chce być przygotowany na wszelki wypadek jako rozsądny kupiec!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2912">--- Czyby znowu pojedynek?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2913">--- Eh! cóż znowu... Wokulski za dużo ma rozumu, ażeby dwa razy popełniał to samo głupstwo. Tylko, kochany panie Rzecki, kto z taką babą ma do czynienia, ten musi być przygotowany...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2914">--- Z jaką babą?... Z panią Stawską?... --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2915">--- Co za pani Stawska! --- mówił doktór. --- Tu chodzi o grubszą rybkę, o pannę Łęcką, w którą ten wariat wdeptał bez ratunku. Już zaczyna poznawać, jakie to ziółko, cierpi, gryzie się, ale oderwać się od niej nie może. Najgorsza rzecz spóźnione amory, osobliwie, kiedy trafią na takiego diabła jak Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2916">--- Cóż się znowu stało? Przecie wczoraj był w ratuszu na balu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2917">--- Właśnie był dlatego, że ona była, a i ja tam byłem dlatego, że oni oboje byli. Ciekawa historia! --- mruknął doktór.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2918">--- Czy nie mógłbyś pan mówić jaśniej? --- spytałem niecierpliwie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2919">--- Dlaczegóż by nie, tym bardziej że wszyscy widzą to samo --- mówi doktór. <begin id="b1229556181205"/><motyw id="m1229556181205">Kobieta</motyw>--- Wokulski szaleje za panną, ona go bardzo mądrze kokietuje, a wielbiciele... czekają.</akap_dialog>


<akap id="e2920">Awantura --- ciągnął Szuman, precz chodząc po pokoju i trąc sobie głowę. --- <begin id="b1229556128328"/><motyw id="m1229556128328">Dama</motyw>Dopóki panna Izabela była bez grosza i bez konkurenta, pies do nich nie zaglądał. Ale gdy znalazł się Wokulski, bogaty, z wielką reputacją i stosunkami, które nawet przeceniają, dokoła panny Łęckiej zgromadził się taki rój więcej lub mniej głupich, wyniszczonych i ładnych kawalerów, że przecisnąć się między nimi nie można. A każdy wzdycha, przewraca oczy, szepcze tkliwe półsłówka, czule za rączkę ściska w tańcu...<end id="e1229556128328"/></akap>

<akap_dialog id="e2921">--- I cóż ona na to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2922">--- Marna kobieta! --- rzekł doktór machając ręką. --- Zamiast gardzić hołotą, która ją w dodatku po kilka razy opuszczała, ona upaja się ich towarzystwem. Wszyscy to widzą, a co najgorsze --- widzi sam Wokulski...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2923">--- Więc dlaczego, u diabła, nie puści jej?... Już kto jak kto, ale chyba on kpić ze siebie nie pozwoli.</akap_dialog>


<akap id="e2924">Podano samowar; Szuman odprawił służącego i nalał herbatę.</akap>

<akap_dialog id="e2925">--- Widzisz pan --- rzekł --- on by ją niezawodnie puścił, gdyby mógł oceniać rzeczy rozsądnie. Była taka chwila wczoraj na balu, że w naszym Stachu obudził się lew i kiedy przyszedł do panny Łęckiej, ażeby z nią zamienić parę wyrazów, przysiągłbym, że jej powie: ,,Dobranoc pani, już poznałem jej karty i ogrywać się nimi nie pozwolę!" Taką miał minę, kiedy szedł do niej. Ale i cóż z tego?... Panna raz spojrzała, szepnęła, ścisnęła go za rękę i mój Stach był taki szczęśliwy przez całą noc, taki szczęśliwy, że... dziś miałby ochotę w łeb sobie wypalić, gdyby nie czekał na drugie spojrzenie, szept i uścisk ręki... Nie widzi, cymbał, że ona zupełnie takimi samymi słodyczami obdzielała dziesięciu, nawet w znakomicie większych dozach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2926">--- Cóż to za kobieta?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2927">--- Jak setki i tysiące innych! Piękna, rozpieszczona, ale bez duszy. Dla niej Wokulski tyle wart, o ile ma pieniądze i znaczenie: jest dobry na męża, naturalnie, w braku lepszego. Ale na kochanków to już ona wybierze sobie takich, którzy do niej więcej pasują.<end id="e1229556181205"/></akap_dialog>


<akap id="e2928"><begin id="b1229556229917"/><motyw id="m1229556229917">Miłość romantyczna</motyw>A tymczasem on --- prawił Szuman --- czy to w piwnicy Hopfera, czy to na stepie<pr><slowo_obce>na stepie</slowo_obce> --- syberyjskim...</pr> tak się karmił Aldonami, Grażynami, Marylami<pr>Aldony, Grażyny, Maryle --- Aldona i Grażyna: bohaterki romantycznych poematów Mickiewicza: <tytul_dziela>Konrad Wallenrod</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Grażyna</tytul_dziela>, Maryla: Maryla Wereszczakówna, pochodząca z zamożnej rodziny ziemiańskiej. Z woli rodziców Wereszczakówna wyszła za mąż za hr. Wawrzyńca Puttkamera. Nieszczęśliwa miłość Mickiewicza do Wereszczakówny pozostawiła silne ślady w jego twórczości (poezje liryczne, IV część <tytul_dziela>Dziadów</tytul_dziela>).</pr>, i tym podobnymi chimerami<pr><slowo_obce>chimera</slowo_obce> --- potwór mitologiczny, przenośnie: urojenie, mrzonka.</pr>, że w pannie Łęckiej widzi bóstwo. On się już nie tylko kocha, ale uwielbia ją, modli się, padałby przed nią na twarz... Przykre go czeka zbudzenie!... Bo choć to romantyk pełnej krwi, jednak nie będzie naśladować Mickiewicza, który nie tylko przebaczył tej, co z niego zadrwiła, ale jeszcze tęsknił do niej po zdradzie, ba! nawet ją unieśmiertelnił... Piękna nauka dla naszych panien: jeżeli chcesz być sławną, zdradzaj najgorętszych wielbicieli!... My, Polacy, jesteśmy skazani na głupców nawet w tak prostej rzeczy jak miłość...<end id="e1229556229917"/></akap>

<akap_dialog id="e2929">--- I myślisz doktór, że Wokulski będzie taki błazen?... --- spytałem czując, że burzy się we mnie krew jak pod Vilagos.</akap_dialog>


<akap id="e2930">Szuman aż skoczył na krześle.</akap>

<akap_dialog id="e2931"><begin id="b1229556282471"/><motyw id="m1229556282471">Żyd</motyw>--- O, do licha, nie!... --- zawołał. --- Dziś może szaleć, dopóki mówi sobie: ,,A nuż mnie kocha, a nuż jest taką, jak myślę?..." Ale gdyby nie ocknał się spostrzegłszy, że z niego żartują, ja... ja pierwszy, jakem Żyd, plunąłbym mu w oczy... Taki człowiek może być nieszczęśliwym, ale nie wolno mu być podłym...</akap_dialog>


<akap id="e2932">Dawno już nie widziałem Szumana tak rozdrażnionego. Żyd, bo Żyd, ma to wypisane od czuba do pięty, ale rzetelny przyjaciel i człowiek z poczuciem honoru.<end id="e1229556282471"/></akap>

<akap_dialog id="e2933">--- No --- rzekłem --- uspokój się, doktorze. Mam dla Stacha lekarstwo.</akap_dialog>


<akap id="e2934">I opowiedziałem mu wszystko, co wiem o pani Stawskiej, dodając:</akap>

<akap_dialog id="e2935">--- Umrę, mówię ci, doktorze, umrę albo... ożenię Stacha z panią Stawską. To kobieta, która ma i rozum, i serce, i za miłość zapłaci miłością, a jemu takiej trzeba.</akap_dialog>


<akap id="e2936">Szuman kiwał głową i wznosił brwi.</akap>

<akap_dialog id="e2937">--- Ha! próbuj pan... Na żal po kobiecie jedynym lekarstwem może być tylko druga kobieta. Chociaż obawiam się, czy kuracja już nie jest spóźniona...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2938">--- Stalowy to człowiek --- wtrąciłem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2939">--- I dlatego niebezpieczny --- odparł doktór. --- Trudno zatrzeć, co się raz w takim zapisze, i trudno skleić, co pęknie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2940">--- Pani Stawska zrobi to.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2941">--- Bodajby.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2942">--- I Stach będzie szczęśliwy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2943">--- Oho!...</akap_dialog>


<akap id="e2944">Pożegnałem doktora pełen otuchy. Kocham, bo kocham panią Helenę, ale dla niego... wyrzeknę się jej.</akap>


<akap id="e2945">Byle nie było za późno!</akap>


<akap id="e2946">Ale nie...</akap>


<akap id="e2947">Nazajutrz w południe wpadł do sklepu Szuman; z jego uśmieszków i ze sposobu przygryzania warg poznałem, że mu coś dolega i nastraja go na ton ironiczny.</akap>

<akap_dialog id="e2948">--- Byłeś doktór u Stacha? --- spytałem. --- Jakże dziś...</akap_dialog>


<akap id="e2949">Pociągnął mnie za szafy i począł mówić zirytowanym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e2950">--- Oto patrz pan, do czego doprowadzają baby nawet takich ludzi jak Wokulski! Wiesz pan, dlaczego on rozdrażniony?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2951">--- Przekonał się, że panna Łęcka ma kochanka...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2952">--- Gdybyż się przekonał?... to może by go radykalnie uleczyło. Ale ona za sprytna, ażeby taki naiwny wielbiciel spostrzegł, co się dzieje za kulisami. Zresztą, w tej chwili chodzi o co innego. Śmiech powiedzieć, wstyd powiedzieć!... --- zżymał się doktór.</akap_dialog>


<akap id="e2953">Uderzył się w łysinę i mówił ciszej:</akap>

<akap_dialog id="e2954">--- Jutro bal u księcia, gdzie, naturalnie, będzie panna Łęcka. I czy pan wiesz, że książę do tej chwili nie zaprosił Wokulskiego, choć z innymi zrobił to już od dwu tygodni!... A czy uwierzyłbyś pan, że Stach chory z tego powodu?...</akap_dialog>


<akap id="e2955">Doktór zaśmiał się piskliwie, wyszczerzając popsute zęby, a ja --- dalibóg --- zarumieniłem się ze wstydu.</akap>

<akap_dialog id="e2956">--- Teraz rozumiesz pan, na jakiej pochyłości może znaleźć się człowiek?... --- spytał Szuman. --- Już drugi dzień truje się, że go jakiś książę nie zaprosił na bal!... On, ten nasz kochany, ten nasz podziwiany Stach...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2957">--- I on sam powiedział to panu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2958">--- Bah! --- mruknął doktór --- właśnie że nie powiedział. Gdyby miał siłę powiedzieć, potrafiłby odrzucić tak dalece spóźnione zaproszenie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2959">--- Myślisz pan, że go zaproszą?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2960"><begin id="b1229556341911"/><motyw id="m1229556341911">Pies</motyw>--- Och! Niezaproszenie kosztowałoby piętnaście procent rocznie od kapitału, który książę ma w spółce. Zaprosi go, zaprosi, gdyż, dzięki Bogu, Wokulski jest jeszcze rzeczywistą siłą. Ale pierwej, znając jego słabość dla panny Łęckiej, podrażni go, pobawi się nim jak psem, któremu pokazuje się i chowa mięso, ażeby nauczyć go chodzenia na dwu łapach. Nie bój się pan, oni go nie wypuszczą od siebie, na to są za mądrzy; ale go chcą wytresować, ażeby pięknie służył, dobrze aportował<pr><slowo_obce>aportować</slowo_obce> (o psie) --- przynosić na rozkaz wskazany przedmiot.</pr>, a choćby i kąsał tych, którzy im nie są mili.<end id="e1229556341911"/></akap_dialog>


<akap id="e2961">Wziął swoją bobrową czapkę i kiwnąwszy mi głową, wyszedł. Zawsze dziwak.</akap>


<akap id="e2962">Cały dzień upłynął mi marnie; nawet parę razy omyliłem się w rachunkach. Wtem, kiedym już myślał o zamknięciu sklepu, zjawił się Stach. Zdawało mi się, że przez parę tych dni schudł. Obojętnie przywitał się z naszymi panami i zaczął przewracać w biurku.</akap>

<akap_dialog id="e2963">--- Szukasz czego? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2964">--- Czy nie było tu listu od księcia?... --- odparł nie patrząc mi w oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2965">--- Odsyłałem ci wszystkie listy do mieszkania...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2966">--- Wiem, ale mógł się który zostać, zarzucić...</akap_dialog>


<akap id="e2967">Wolałbym rwać ząb aniżeli usłyszeć to pytanie. Więc Szuman miał rację: Stach gryzie się, że go książę na bal nie zaprosił!</akap>


<akap id="e2968">Gdy sklep zamknięto i panowie wyszli, Wokulski rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e2969">--- Co dziś robisz ze sobą? Nie zaprosiłbyś mnie na herbatę?</akap_dialog>


<akap id="e2970">Naturalnie, zaprosiłem go z radością i przypomniałem sobie dobre czasy, kiedy Stach przepędzał u mnie prawie każdy wieczór. Jakże daleko te czasy! Dziś on był posępny, ja zakłopotany i choć obaj mieliśmy sobie dużo do powiedzenia, żaden z nas nie patrzył drugiemu w oczy. Nawet zaczęliśmy rozmawiać o mrozie i dopiero szklanka herbaty, w której było pół szklanki araku<pr><slowo_obce>arak</slowo_obce> --- mocny napój alkoholowy, wyrabiany z ryżu lub trzciny cukrowej.</pr>, rozwiązała mi trochę usta.</akap>

<akap_dialog id="e2971"><begin id="b1229556404435"/><motyw id="m1229556404435">Żyd</motyw>--- Wciąż mówią --- odezwałem się --- że sprzedajesz sklep.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2972">--- Już go prawie sprzedałem --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2973">--- Żydom?...</akap_dialog>


<akap id="e2974">Zerwał się z fotelu i wsadziwszy ręce w kieszenie zaczął chodzić po pokoju.</akap>

<akap_dialog id="e2975">--- A komuż go sprzedam?... --- spytał. --- Czy tym, którzy nie kupią sklepu, gdyż mają pieniądze, czy tym, którzy by go dlatego tylko kupili, że nie mają pieniędzy? Sklep wart ze sto dwadzieścia tysięcy rubli, mam je rzucić w błoto?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2976">--- Strasznie ci Żydzi wypierają nas...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2977">--- Skąd?... Z tych pozycyj, których nie zajmujemy albo do zajmowania których sami ich zmuszamy, pchamy ich, błagamy, aby je zajęli. Mego sklepu nie kupi żaden z naszych panów, ale każdy da pieniądze Żydowi, aby on go kupił i... płacił dobre procenta od wziętego kapitału.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2978">--- Czy tak?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2979">--- Naturalnie, że tak, wiem przecie, kto Szlangbaumowi pożycza pieniędzy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2980">--- To Szlangbaum kupuje?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2981">--- A któż by inny? Klejn, Lisiecki czy Zięba?... Ci nie znaleźliby kredytu, a znalazłszy, może by go zmarnowali.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2982">--- Będzie kiedyś awantura z tymi Żydami --- mruknąłem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2983">--- Bywały już, trwały przez osiemnaście wieków i jaki rezultat?... W antyżydowskich prześladowaniach zginęły najszlachetniejsze jednostki, a zostały tylko takie, które mogły uchronić się od zagłady. I oto jakich mamy dziś Żydów: wytrwałych, cierpliwych, podstępnych, solidarnych, sprytnych i po mistrzowsku władających jedyną bronią, jaka im pozostała --- pieniędzmi. Tępiąc wszystko, co lepsze, zrobiliśmy dobór sztuczny<pr><slowo_obce>dobór sztuczny</slowo_obce> --- stosowany przez hodowców zwierząt celem otrzymania ras posiadających żądane cechy.</pr> i wypielęgnowaliśmy najgorszych.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2984"><begin id="b1229556476355"/><motyw id="m1229556476355">Obowiązek</motyw>--- Czy jednak pomyślałeś, że gdy twój sklep przejdzie w ich ręce, kilkudziesięciu Żydów zyska popłatną pracę, a kilkudziesięciu naszych ludzi straci ją?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2985">--- To nie moja wina --- odparł zirytowany Wokulski. --- Nie moja wina, że ci, z którymi łączą mnie stosunki, domagają się, ażebym sklep sprzedał. Prawda, że społeczność straci, ale też i społeczność chce tego.<end id="e1229556404435"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2986">--- A obowiązki?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2987">--- Jakie obowiązki?!... --- wykrzyknął. --- Czy względem tych, którzy nazywają mnie wyzyskiwaczem, czy tych, którzy mnie okradają? Spełniony obowiązek powinien coś przynosić człowiekowi, gdyż inaczej byłby ofiarą, której nikt od nikogo nie ma prawa wymagać. A ja co mam w zysku? Nienawiść i oszczerstwa z jednej strony, lekceważenie z drugiej. Sam powiedz: czy jest występek, którego by mi nie zarzucano i za co?... Za to, żem zrobił majątek i dałem byt setkom ludzi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2988">--- Oszczercy są wszędzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2989">--- Ale nigdzie w tym stopniu co u nas. Gdzie indziej taki jak ja uczciwy dorobkiewicz miałby wrogów, ale miałby też uznanie, które wynagradza krzywdy... A tu...</akap_dialog>


<akap id="e2990">Machnął ręką.<end id="e1229556476355"/></akap>


<akap id="e2991">Jednym łykiem wypiłem znowu pół szklanki araku z herbatą, na odwagę. Stach tymczasem usłyszawszy kroki w sieni stanął przy drzwiach. Odgadłem, że tak czeka na książęce zaprosiny!...</akap>


<akap id="e2992">Już mi w głowie szumiało, więc zapytałem:</akap>

<akap_dialog id="e2993">--- A czy ci, ci, dla których sprzedajesz sklep, ocenią cię lepiej?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2994">--- A jeżeli ocenią?... --- spytał zamyśliwszy się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2995">--- I będą cię lepiej kochać aniżeli ci, których opuszczasz?</akap_dialog>


<akap id="e2996">Przybiegł do mnie i bystro popatrzył mi w oczy.</akap>

<akap_dialog id="e2997">--- A jeżeli będą kochać?... --- odparł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2998">--- Jesteś pewny?...</akap_dialog>


<akap id="e2999">Rzucił się na fotel.</akap>

<akap_dialog id="e3000">--- Czy ja wiem?... --- szepnął. --- Czy ja wiem?... Co jest pewnego na tym świecie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3001">--- I czy nigdy nie przyszło ci na myśl --- mówiłem coraz śmielej --- że możesz być nie tylko wyzyskiwany i oszukiwany, ale jeszcze wyśmiewany i lekceważony?... Powiedz, nigdyś o tym nie pomyślał?... Wszystko jest możliwe na świecie, a w takim wypadku należy się zabezpieczyć, jeżeli nie od zawodu, to przynajmniej od śmieszności.</akap_dialog>


<akap id="e3002">Do diabła! --- zakończyłem uderzając szklanką w stół --- można ponosić ofiary mając z czego, ale nie można pozwalać na maltretowanie siebie...</akap>

<akap_dialog id="e3003">--- Kto mnie maltretuje? --- krzyknął zrywając się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3004">--- Wszyscy ci, którzy cię nie szanują tak, jakeś na to zasłużył.</akap_dialog>


<akap id="e3005">Przestraszyłem się własnej śmiałości, ale Wokulski nic nie odpowiedział. Położył się na kozetce i splótł ręce pod głową, co było objawem niezwykłego wzruszenia. Potem zaczął mówić o interesach sklepowych głosem zupełnie spokojnym.</akap>


<akap id="e3006">Około dziewiątej otworzyły się drzwi i wszedł lokaj Wokulskiego.</akap>

<akap_dialog id="e3007">--- Jest list od księcia!... --- zawołał.</akap_dialog>


<akap id="e3008">Stach przygryzł wargi i nie podnosząc się wyciągnął rękę.</akap>

<akap_dialog id="e3009">--- Daj --- rzekł --- i idź spać.</akap_dialog>


<akap id="e3010">Służący wyszedł. Stach powoli otworzył kopertę, przeczytał i --- rozdarłszy list na kilka kawałków, rzucił go pod piec.</akap>

<akap_dialog id="e3011">--- Cóż to jest? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3012">--- Zaproszenie na bal jutrzejszy --- odparł sucho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3013">--- Nie idziesz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3014">--- Ani myślę.</akap_dialog>


<akap id="e3015">Osłupiałem... I nagle w tym osłupieniu przyszła mi najgenialniejsza myśl pod słońcem.</akap>

<akap_dialog id="e3016">--- Wiesz co? --- rzekłem --- a może byśmy jutro poszli do pani Stawskiej na wieczór?...</akap_dialog>


<akap id="e3017">Usiadł na kozetce i odparł z uśmiechem:</akap>

<akap_dialog id="e3018">--- A wiesz, że to będzie nieźle!... Wcale miła kobieta i dawnom już tam nie był. Trzeba by przy okazji posłać parę zabawek tej małej.</akap_dialog>


<akap id="e3019">Lodowata ściana, jaka utworzyła się między nami, pękła.</akap>


<akap id="e3020">Obaj odzyskaliśmy dawną szczerość i do północy rozmawialiśmy o przeszłych czasach. Na dobranoc powiedział mi Stach:</akap>

<akap_dialog id="e3021">--- Człowiek niekiedy głupieje, ale też niekiedy odzyskuje rozum... Bóg ci zapłać, mój stary!</akap_dialog>


<akap id="e3022">Złoty, kochany Stach!...</akap>


<akap id="e3023">Żebym miał pęknąć, ożenię go z panią Stawską!...</akap>


<akap id="e3024">W dzień balu u księcia ani Stach, ani Szlangbaum nie byli w sklepie.</akap>


<akap id="e3025">Odgadłem, że muszą układać się o sprzedaż naszego interesu.</akap>


<akap id="e3026">W każdym innym razie podobny wypadek zatrułby mi humor na całą dobę. Ale dziś ani myślałem o zniknięciu naszej firmy i zastąpieniu jej szyldem żydowskim. Co mi tam sklep! byle Stach był szczęśliwy, a przynajmniej wydobył się ze swych zgryzot. Muszę go ożenić, żeby pioruny biły!...</akap>


<akap id="e3027">Z rana wysłałem do pani Stawskiej liścik donosząc, że przyjdziemy dziś na herbatę obaj z Wokulskim. Do listu ośmieliłem się załączyć pudełko zabawek dla Heluni. Był tam las ze zwierzętami, całe umeblowanie dla lalki, mały serwis i mosiężny samowar. Razem za rs 13 kop. 60 towaru z opakowaniem.</akap>


<akap id="e3028">Muszę jeszcze coś wymyślić dla pani Misiewiczowej. Tym sposobem zrobię obcążki z babuni i z wnuczki i tak nimi piękną mamę ścisnę za serce, że musi kapitulować przed świętym Janem...</akap>


<akap id="e3029">(Aj, do licha! a ten mąż za granicą?... No, co tam mąż, niechby się pilnował... Zresztą, za jakiś dziesiątek tysięcy rubli dostaniemy rozwód z nieobecnym i zapewne już nieżyjącym.)</akap>


<akap id="e3030">Po zamknięciu sklepu idę do Stacha. Lokaj otwiera mi drzwi i trzyma w ręku wykrochmaloną koszulę. Przechodząc przez pokój sypialny widzę na krześle frak, kamizelkę... Oj, czy z naszej wizyty nie miałoby nic być?...</akap>


<akap id="e3031">Stach w gabinecie czytał angielską książkę. (Czort wie, na co jemu ta angielszczyzna? Przecie można ożenić się będąc nawet głuchoniemym...) Przywitał mnie serdecznie, chociaż nie bez pewnego wahania. ,,Trzeba wziąć byka za rogi!" --- pomyślałem --- i nie kładąc czapki na stole, mówię:</akap>

<akap_dialog id="e3032">--- No, chyba nie ma co czekać. Idźmy, bo te panie spać się pokładą.</akap_dialog>


<akap id="e3033">Wokulski złożył książkę i zamyślił się.</akap>

<akap_dialog id="e3034">--- Brzydki wieczór --- rzekł --- śnieżyca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3035"><begin id="b1229556543815"/><motyw id="m1229556543815">Sługa</motyw>--- Innym ta śnieżyca nie przeszkodzi jechać na bal, więc dlaczegóż nam miałaby psuć wieczorek --- odpowiedziałem z głupia frant.</akap_dialog>


<akap id="e3036">Jakbym kolnął Stacha. Zerwał się z krzesła i kazał podać futro. Służący ubierając go mówił:</akap>

<akap_dialog id="e3037">--- Tylko niech pan żara wracza, bo już pora ubierać się i fryzjer przyjdzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3038">--- Nie potrzeba --- odparł Stach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3039">--- Przecie nie uczesany nie pójdzie pan tańczować...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3040">--- Nie idę na bal.</akap_dialog>


<akap id="e3041">Służący rozłożył ze zdziwieniem ręce i rozstawił nogi.</akap>

<akap_dialog id="e3042">--- Czo pan dziś wyrabia? --- zawołał. --- Pan tak robi, jakby pan miał źle w głowie... Pan Łęczki tak prosił...</akap_dialog>


<akap id="e3043">Wokulski prędko wyszedł z pokoju i zatrzasnął drzwi pod nosem zuchwałemu famulusowi<pr><slowo_obce>famulus</slowo_obce> --- pogardliwie: służący.</pr>.<end id="e1229556543815"/></akap>


<akap id="e3044">,,Aha! --- myślę --- więc książę spostrzegł, że Stach może nie przyjść, i na przeprosiny wysłał tego niby teścia!... Szuman ma rację, że oni go nie zechcą wypuścić, no, ale my wam go odbierzemy!"</akap>


<akap id="e3045">W kwadrans byliśmy u pani Stawskiej. Rozkosz, jak nas przyjęto!... Marianna wysypała kuchnię piaskiem, pani Misiewiczowa ubrała się w jedwabną suknię tabaczkowego koloru, a pani Stawska miała dziś takie śliczne oczy, rumieńce i usta, że można się było na śmierć zacałować przy tej pięknej kobiecie.</akap>


<akap id="e3046">Nie chcę się uprzedzać, ale dalibóg! Stach spoglądał na nią z wielkim zajęciem przez cały wieczór. Nie miał nawet czasu spostrzec, że Helunia ubrała się w nową szarfę.</akap>


<akap id="e3047">Co to był za wieczór!... Jak pani Stawska dziękowała nam za zabawki, jak ona osładzała Wokulskiemu herbatę, jak go parę razy trąciła brzegiem rękawa... Dziś już jestem pewny, że Stach będzie tu przychodził jak najczęściej, z początku ze mną, później beze mnie.</akap>


<akap id="e3048">W środku kolacji zły czy dobry duch skierował oczy pani Misiewiczowej na »Kurier«.</akap>

<akap_dialog id="e3049">--- Widzisz, Helenko --- rzekła do córki --- że to dziś bal u księcia.</akap_dialog>


<akap id="e3050">Wokulski sposępniał i zamiast w oczy pani Stawskiej zaczął patrzeć w talerz. Wziąwszy na odwagę odezwałem się nie bez ironii:</akap>

<akap_dialog id="e3051"><begin id="b1229556633605"/><motyw id="m1229556633605">Dama, Robotnik, Strój</motyw>--- Piękne to musi być towarzystwo u takiego księcia! Stroje, elegancja...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3052">--- Nie tak piękne, jak się wydaje --- odpowiedziała staruszka. --- Stroje bardzo często nie popłacone, a elegancja!... Zapewne, inna musi być w salonie z hrabiami i książętami, a inna w garderobie z biednymi robotnicami.</akap_dialog>


<akap id="e3053">(O, jakże mi staruszka w porę wystąpiła ze swoją krytyką). ,,Słuchajże, Stasiu" --- pomyślałem i pytam dalej:</akap>

<akap_dialog id="e3054">--- Więc te wielkie damy nie bardzo są eleganckie w stosunkach z pracownicami?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3055">--- Proszę pana!... --- odparła pani Misiewiczowa trzęsąc ręką. --- Znamy tu jedną magazynierkę, której te panie dają roboty, bo jest bardzo zręczna i tania. Łzami się nieraz zalewa, kiedy od nich wraca. Ile się to trzeba naczekać z przymierzeniem sukni, z poprawieniem, z rachunkiem... A jaki ton w rozmowie, jakie impertynencje, jakie targi... Ta magazynierka mówi (jak dobrze życzę!), że woli mieć do czynienia z czterema Żydówkami aniżeli z jedną wielką damą. Choć teraz i Żydówki psują się: gdy która zbogaci się, zaraz zaczyna mówić tylko po francusku, targować się i grymasić.<end id="e1229556633605"/></akap_dialog>


<akap id="e3056">Chciałem spytać: czy panna Łęcka nie stroi się u tej magazynierki? ale żal mi było Stacha. Tak mienił się na twarzy, biedaczysko!...</akap>


<akap id="e3057">Po herbacie Helunia zaczęła ustawiać na dywanie dziś otrzymane zabawki, co chwilę wykrzykując z radości; pani Misiewiczowa i ja usiedliśmy pod oknem (staruszka nie może odzwyczaić się od tych okien!), a Wokulski i pani Stawska uplacowali się na kanapie: ona z jakąś siatką, on z papierosem.</akap>


<akap id="e3058">Ponieważ starowina z wielkim ogniem zaczęła mi opowiadać, jakim doskonałym naczelnikiem powiatu<pr><slowo_obce>naczelnik powiatu</slowo_obce> --- zwierzchnik administracyjny powiatu w zaborze rosyjskim.</pr> był śp. jej mąż, więc nie bardzo słyszałem, o czym rozmawiała pani Stawska z Wokulskim. A musiało to być interesujące, gdyż mówili półgłosem:</akap>


<akap id="e3059">,,Ja panią widziałem w roku zeszłym u Karmelitów przy grobach."</akap>


<akap id="e3060">,,A ja pana najlepiej zapamiętałam, kiedy pan w lecie był w tej kamienicy, gdzie mieszkałyśmy. I nie wiem dlaczego, zdawało mi się..."</akap>

<akap_dialog id="e3061">--- A co to był za kłopot z tymi paszportami!... Bóg wie, kto brał, komu oddawał, czyje wpisywał nazwisko... --- opowiadała pani Misiewiczowa.</akap_dialog>


<akap id="e3062">,,...Owszem, ile tylko razy pan zechce..." --- mówiła rumieniąc się pani Stawska.</akap>


<akap id="e3063">,,...I nie będę natrętny?..."</akap>

<akap_dialog id="e3064">--- Piękna para! --- rzekłem półgłosem do pani Misiewiczowej.</akap_dialog>


<akap id="e3065">Spojrzała na nich i wzdychając odparła:</akap>

<akap_dialog id="e3066">--- Cóż z tego, choćby nieszczęśliwy Ludwik już nawet nie żył?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3067">--- Miejmy w Bogu ufność...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3068">--- Że żyje?... --- spytała staruszka, wcale nie zdradzając zachwytu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3069">--- Nie, nie o tym mówię... Ale...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3070">--- Mamo, ja już spać chcę --- odezwała się Helunia.</akap_dialog>


<akap id="e3071">Wokulski wstał z kanapki i pożegnaliśmy damy.</akap>


<akap id="e3072">,,Kto wie --- pomyślałem --- czy ten jesiotr nie połknął już haczyka?..."</akap>


<akap id="e3073">Na dworze wciąż sypał śnieg; Stach odwiózł mnie do domu i nie wiem, z jakiej racji czekał w sankach, aż wejdę w bramę.</akap>


<akap id="e3074">Wszedłem, ale zatrzymałem się w sieni. I dopiero, kiedy stróż zamknął bramę, usłyszałem na ulicy dzwonki odjeżdżających sanek.</akap>


<akap id="e3075">,,Takiś to ty? --- pomyślałem. --- Zobaczymy, dokąd teraz pójdziesz..."</akap>


<akap id="e3076">Wstąpiłem do siebie, włożyłem mój stary płaszcz, cylinder i tak przebrany, w pół godziny wyszedłem na ulicę.</akap>


<akap id="e3077">W mieszkaniu Stacha było ciemno, zatem nie siedzi w domu. Więc gdzież jest?...</akap>


<akap id="e3078">Kiwnąłem na przejeżdżające sanki i w parę minut wysiadłem niedaleko domu, w którym mieszka książę.</akap>


<akap id="e3079">Na ulicy stało kilka karet, inne jeszcze zajeżdżały; ale już pierwsze piętro było oświetlone, muzyka grała, a w oknach od czasu do czasu migały cienie tańczących.</akap>


<akap id="e3080">,,Tam jest panna Łęcka" --- pomyślałem i czegoś serce mi się ścisnęło.</akap>


<akap id="e3081">Rozejrzałem się po ulicy. Uf! jakie tumany śniegu... Ledwie można dojrzeć targane przez wiatr płomyki gazowe. Trzeba iść spać.</akap>


<akap id="e3082">Chcąc złapać sanki przeszedłem na drugi chodnik i... prawie otarłem się o Wokulskiego... stał pod drzewem zasypany śniegiem, zapatrzony w okna.</akap>


<akap id="e3083">,,Więc to tak?... O, żebyś zdechł, mój kochanku, musisz ożenić się z panią Stawską."</akap>


<akap id="e3084">Wobec takiego niebezpieczeństwa postanowiłem działać energicznie. Więc zaraz na drugi dzień wybrałem się do Szumana i mówię:</akap>

<akap_dialog id="e3085">--- A wiesz, doktór, co się stało ze Stachem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3086">--- Cóż, złamał nogę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3087">--- Gorzej. Bo jakkolwiek, pomimo dwukrotnych zaproszeń, nie był na balu u księcia, lecz około północy wymknął się pod jego dom i stojąc na śnieżycy patrzył w okna. Rozumiesz pan?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3088">--- Rozumiem. Na to nie trzeba być psychiatrą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3089">--- Zatem --- mówię dalej --- nieodwołalnie postanowiłem ożenić Stacha w tym jeszcze roku, nawet przed świętym Janem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3090">--- Z panną Łęcką? --- pochwycił doktór. --- Radzę nie mieszać się do tego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3091">--- Nie z panną Łęcką, ale z panią Stawską.</akap_dialog>


<akap id="e3092">Szuman zaczął bić się po głowie.</akap>

<akap_dialog id="e3093">--- Szpital wariatów! --- mruczał. --- Nie brak ani jednego... Pan, oczywiście, masz wodę w głowie, panie Rzecki --- dodał po chwili.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3094">--- Pan mnie obrażasz! --- krzyknąłem zniecierpliwiony.</akap_dialog>


<akap id="e3095"><begin id="b1229556719377"/><motyw id="m1229556719377">Miłość, Serce</motyw>Stanął przede mną i schwyciwszy mnie za klapy surduta mówił zirytowanym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e3096">--- Słuchaj pan... Użyję porównania, które powinieneś zrozumieć. Jeżeli masz pełną szufladę, na przykład, portmonetek, czy możesz w tę samą szufladę nakłaść, na przykład, krawatów?... Nie możesz. Więc jeżeli Wokulski ma pełne serce panny Łęckiej, czy możesz mu tam wpakować panią Stawską?...</akap_dialog>


<akap id="e3097">Odczepiłem mu ręce od moich klap i odparłem:</akap>

<akap_dialog id="e3098">--- Wyjmę portmonetki i włożę krawaty, rozumiesz pan, panie uczony?...<end id="e1229556719377"/></akap_dialog>


<akap id="e3099">I zaraz wyszedłem, bo już mnie jego arogancja rozdrażniła. Myśli, że wszystkie rozumy pozjadał.</akap>


<akap id="e3100">Od doktora pojechałem do pani Misiewiczowej. Stawska była w swoim sklepie, Helunię wyprawiłem do drugiego pokoju, do zabawek, a sam przysiadłem się do staruszki i bez żadnych wstępów zaczynam:</akap>

<akap_dialog id="e3101">--- Pani dobrodziejko!... Czy sądzi pani, że Wokulski jest godnym człowiekiem?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3102">--- Ach, dobry panie Rzecki, jak możesz o to pytać?... W swoim domu zniżył nam komorne, wydobył Helenkę z takiej hańby, dał jej posadę na siedemdziesiąt pięć rubli, Heluni przysłał tyle zabawek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3103">--- Za pozwoleniem --- przerywam. --- Jeżeli więc zgadza się pani, że to człowiek zacny, to muszę pani dodać, pod największym sekretem, że jest bardzo nieszczęśliwy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3104"><begin id="b1229556821458"/><motyw id="m1229556821458">Bogactwo, Pieniądz, Serce, Szczęście</motyw>--- W imię Ojca i Syna!... --- przeżegnała się staruszka. --- On nieszczęśliwy, on, który ma taki sklep, spółkę, taki straszny majątek?... On, który niedawno sprzedał kamienicę?... Chyba że ma długi, o których ja nic nie wiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3105">--- Długów ani grosza --- mówię --- a po zlikwidowaniu interesu ma ze sześćset tysięcy rubli, choć dwa lata temu miał ze trzydzieści tysięcy rubli, rozumie się, oprócz sklepu... Ale, pani dobrodziejko!... pieniądze nie stanowią wszystkiego, bo człowiek oprócz kieszeni ma jeszcze i serce...<end id="e1229556821458"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3106">--- Przecież słyszałam, że się żeni, nawet z piękną osobą, z panną Łęcką?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3107">--- Tu jest nieszczęście; Wokulski nie może, nie powinien żenić się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3108">--- Czyżby miał defekt?... Taki zdrowy mężczyzna...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3109">--- Nie powinien żenić się z panną Łęcką, to nie dla niego partia. Dla niego trzeba by żony takiej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3110">--- Takiej jak moja Helenka... --- wtrąciła spiesznie pani Misiewiczowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3111">--- Otóż to!... --- zawołałem. --- Nie tylko takiej, ale wprost tej samej... Jej samej, pani Heleny Stawskiej, trzeba nam za żonę.</akap_dialog>


<akap id="e3112">Staruszka rozpłakała się.</akap>

<akap_dialog id="e3113">--- Czy wiesz, kochany panie Rzecki --- mówiła szlochając --- że to jest moje najmilsze marzenie... Bo, że poczciwy Ludwiczek już umarł, za to głowę sobie dam uciąć... Tyle razy mi się śnił, a zawsze albo nagi, albo jakiś inny, nie ten...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3114">--- Zresztą --- mówię --- choćby nie umarł, dostaniemy rozwód.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3115">--- Naturalnie. Za pieniądze wszystkiego można dostać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3116">--- Otóż to!... Cała rzecz w tym, ażeby pani Stawska nie opierała się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3117">--- Zacny panie Rzecki! --- zawołała starowina. --- Ależ ona, przysięgnę, już dziś kocha się, biedactwo, w Wokulskim... Humor jej się zepsuł, po nocach nie sypia, tylko wzdycha, mizernieje kobiecisko, a kiedyście tu byli wczoraj, cóż się z nią działo... Ja, matka, poznać jej nie mogłam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3118">--- Więc --- basta!... --- przerwałem. --- Moja głowa w tym, ażeby Wokulski bywał tu jak najczęściej, a pani... niech dobrze usposabia panią Helenę. Wyrwiemy Stacha z rąk tej panny Łęckiej i... bodaj przed świętym Janem wesele...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3119">--- Bój się Boga, ależ Ludwiczek?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3120">--- Umarł, umarł... --- mówię. --- Głowę sobie dam uciąć, że już nie żyje...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3121">--- Ha, w takim razie wola boska...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3122">--- Tylko... proszę panią o sekret. To gruba gra.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3123">--- Za kogóż to mnie masz, panie Rzecki? --- obraziła się staruszka. --- Tu... tu... --- dodała stukając się w piersi --- tu każda tajemnica leży jak w grobie. A tym więcej tajemnica mego dziecka i tego szlachetnego człowieka.</akap_dialog>


<akap id="e3124">Oboje byliśmy głęboko wzruszeni.</akap>

<akap_dialog id="e3125">--- Cóż --- rzekłem po chwili, zabierając się do wyjścia --- cóż, czy przypuściłby kto, że taka drobna rzecz jak lalka może przyczynić się do uszczęśliwienia dwojga ludzi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3126">--- Jak to lalka?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3127">--- No, jakże?... Gdyby pani Stawska nie kupiła u nas lalki, nie byłoby procesu, Stach nie wzruszyłby się losem pani Heleny, pani Helena nie pokochałaby go, a więc i nie pobraliby się... Bo, ściśle rzeczy biorąc, jeżeli w Stachu zbudziło się jakieś gorętsze uczucie dla pani Stawskiej, to dopiero od owego procesu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3128">--- Zbudziło się, powiadasz pan?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3129">--- Bah! Czy to pani nie widziała, jak wczoraj szeptali na tej kanapie?... Wokulski dawno już nie był tak ożywiony, a nawet wzruszony jak wczoraj...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3130">--- Bóg cię zesłał, kochany panie Rzecki! --- zawołała staruszka i na pożegnanie pocałowała mnie w głowę.</akap_dialog>


<akap id="e3131">Dziś kontent jestem z siebie i choćbym nie chciał, muszę przyznać, że mam metternichowską głowę<pr><slowo_obce>metternichowska głowa</slowo_obce> --- Metternich Klemens Lothar (1773--1859) austriacki mąż stanu --- minister spraw zagranicznych do 1809 r., a od r. 1809 kanclerz monarchii zasłynął jako wytrawny i przebiegły polityk.</pr>. Jak to ja wpadłem na myśl zakochania Stacha w pani Helenie, jak ja to wszystko ułożyłem, ażeby im nie przeszkadzano!...</akap>


<akap id="e3132">Bo dziś nie mam już najmniejszej wątpliwości, że i pani Stawska, i Wokulski wpadli w zastawioną na nich pułapkę. Ona w ciągu paru tygodni zmizerniała (ale jeszcze lepiej wyładniała, bestyjka!), a on formalnie traci głowę. Jeżeli tylko nie jest wieczorem u Łęckich, co zresztą trafia się nieczęsto, bo panna wciąż baluje, to zaraz chłopak sprowadza się do pani Stawskiej i siedzi tam choćby do północy. A jak się wtedy ożywia, jak jej opowiada historie o Syberii, o Moskwie, o Paryżu!... Wiem, bo choć nie bywam wieczorami, ażeby im nie przeszkadzać, to zaraz na drugi dzień wszystko opowiada mi pani Misiewiczowa, rozumie się pod największym sekretem.</akap>


<akap id="e3133">Jedno mi się tylko nie podobało.</akap>


<akap id="e3134">Dowiedziawszy się, że Wirski załazi czasem do naszych pań i, naturalnie, płoszy gruchającą parę, wybrałem się, ażeby go ostrzec.</akap>


<akap id="e3135">Właśnie już ubrany wychodzę z domu, gdy wtem spotykam w sieni Wirskiego. Naturalnie, zawracam się, zapalam światło, pogadaliśmy trochę o polityce... Następnie zmieniam przedmiot rozmowy i zaczynam obcesowo:</akap>

<akap_dialog id="e3136">--- Chciałem też panu poufnie zakomunikować...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3137">--- Wiem już, wiem!... --- on mówi śmiejąc się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3138"><begin id="b1229556899972"/><motyw id="m1229556899972">Kobieta, Plotka</motyw>--- Co pan wiesz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3139">--- A że Wokulski kocha się w pani Stawskiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3140">--- Rany boskie! --- wołam. --- A panu kto powiedział?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3141">--- No, przede wszystkim nie bój się pan zdradzenia sekretu --- mówi on poważnie. --- W naszym domu sekret to jak w studni...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3142">--- Ale kto panu powiedział?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3143">--- Mnie, widzisz pan, powiedziała żona, która dowiedziała się o tym od pani Kolerowej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3144">--- A ona skąd?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3145">--- Pani Kolerowej powiedziała pani Radzińska, a pani Radzińskiej pod najświętszym słowem powierzyła tę tajemnicę pani Denowa, wiesz pan, ta przyjaciółka pani Misiewiczowej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3146">--- Jakaż nieostrożna pani Misiewiczowa!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3147">--- Ale! --- mówił Wirski --- cóż miała robić, nieboga, jeżeli Denowa wpadła na nią z góry, że Wokulski przesiaduje u nich do rana, że to jakieś nieczyste sprawy... Naturalnie, zatrwożona staruszka powiedziała jej, że tu nie chodzi o figle, ale o sakrament, i że może pobiorą się około świętego Jana.</akap_dialog>


<akap id="e3148">Aż mnie głowa zabolała, ale cóż robić? Aj, te baby, te baby!...<end id="e1229556899972"/></akap>

<akap_dialog id="e3149">--- Cóż słychać na mieście? --- pytam Wirskiego, ażeby raz skończyć kłopotliwą rozmowę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3150">--- Awantury --- mówi --- awantury z baronową! Ale daj mi pan cygaro, bo to dwie duże historie.</akap_dialog>


<akap id="e3151">Podałem mu cygaro, a on opowiedział rzeczy, które ostatecznie przekonały mnie, że źli prędzej czy później muszą być ukarani, dobrzy wynagrodzeni i że w najzakamienialszym sercu tli się przecież iskra sumienia.</akap>

<akap_dialog id="e3152">--- Dawnoś pan był u naszych dam? --- zaczyna Wirski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3153">--- Ze cztery... z pięć dni... --- odparłem. --- Pojmujesz pan, że nie chcę przeszkadzać Wokulskiemu, a... i panu radzę to samo. Młoda z młodym prędzej porozumie się aniżeli z nami, starymi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3154">--- Za pozwoleniem! --- przerywa Wirski. --- Mężczyzna pięćdziesięcioletni nie jest starym; jest dopiero dojrzałym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3155">--- Jak jabłko, które już spada.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3156">--- Masz pan rację; mężczyzna pięćdziesięcioletni jest bardzo skłonny do upadku. I gdyby nie żona i dzieci... Panie Ignacy!... panie Rzecki!... niech mnie diabli wezmą, jeżelibym się nie ścigał z młodymi. Ale panie, żonaty człowiek to kaleka: kobiety na niego nie patrzą, chociaż... panie Ignacy...</akap_dialog>


<akap id="e3157">W tym miejscu oczy mu się zaiskrzyły i zrobił taką pantominę, że jeżeli jest naprawdę pobożnym, jutro powinien iść do spowiedzi.</akap>


<akap id="e3158"><begin id="b1229556955538"/><motyw id="m1229556955538">Szlachcic</motyw>Już to w ogóle uważam, że ze szlachtą jest tak: do nauki ani do handlu nie ma głowy, do roboty go nie napędzisz, ale do butelki, do wojaczki i do sprośności zawsze gotów, choćby nawet trumną zalatywał. Paskudniki!<end id="e1229556955538"/></akap>

<akap_dialog id="e3159">--- Wszystko to dobrze --- mówię --- panie Wirski, ale cóżeś mi pan miał opowiedzieć?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3160">--- Aha! właśnie o tym myślałem --- mówi on, a dymi cygarem jak kocieł asfaltu. --- Otóż tedy, pamiętasz pan tych studentów z naszej kamienicy, co mieszkali nad baronową?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3161"><begin id="b1229557037847"/><motyw id="m1229557037847">Obyczaje, Ojciec, Syn, Szlachcic</motyw>--- Maleski, Patkiewicz i ten trzeci. Co nie miałbym pamiętać takich diabłów. Jowialne chłopaki!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3162">--- Bardzo, bardzo! --- potwierdza Wirski. --- Niech mnie Bóg skarze, jeżeli przy tych urwipołciach można było utrzymać młodą kucharkę dłużej jak osiem miesięcy. Panie Rzecki! mówię ci, że oni we trzech zaludniliby wszystkie ochrony... Ich tam, widać, w uniwersytecie uczą tego. Bo za moich czasów, na wsi, jeżeli ojciec mający młodego syna dał trzy, a cztery krowy na rok... fiu!... fiu!... to już zaraz obrażał się nawet ksiądz proboszcz, ażeby mu nie psuć owieczek. A ci, panie...<end id="e1229557037847"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3163">--- Miałeś pan mówić o baronowej --- wtrąciłem, bo nie lubię, jeżeli głupstwa trzymają się szpakowatej głowy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3164">--- Właśnie... Otóż tedy... A najgorszy bestia to ten Patkiewicz, co trupa udaje. Jak zapadł wieczór, a ten pokraka wylazł na schody, to mówię ci, taki był pisk, jakby stado szczurów tamtędy przechodziło...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3165">--- Miałeś pan przecie o baronowej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3166">--- Właśnie też... Otóż tedy, mości dobrodzieju... No i Maleskiemu nic nie brak!... Otóż tedy, jak panu wiadomo, baronowa uzyskała wyrok na chłopaków, ażeby się wyprowadzili ósmego. Tymczasem ci --- ani weź... Ósmy, dziewiąty, dziesiąty... oni siedzą, a pani Krzeszowskiej rośnie wątróbka z irytacji. W końcu, naradziwszy się z tym swoim niby adwokatem i z Maruszewiczem, na dzień 15 lutego pchnęła im komornika z policją.</akap_dialog>


<akap id="e3167">Drapie się tedy komornik z policją na trzecie piętro, stuk --- puk! drzwi u chłopców zamknięte, ale ze środka pytają się: ,,Kto tam?" --- ,,W imieniu prawa otwórzcie!" --- mówi komornik. ,,Prawo prawem --- mówią mu ze środka --- ale my nie mamy klucza. Ktoś nas zamknął, pewnie pani baronowa." --- ,,Panowie żarty robicie z władzy --- mówi komornik --- a panowie wiecie, że powinniście się wyprowadzić." --- ,,Owszem --- mówią ze środka --- ale przecież dziurką od klucza nie wyjdziemy. Chybaby..."</akap>


<akap id="e3168">Naturalnie, komornik wysyła stróża po ślusarza i czeka na schodach z policją. W jakie pół godziny przychodzi i ślusarz: otworzył ten zwyczajny zamek wytrychem, ale angielskiemu zatrzaskowi nie może dać rady. Kręci, wierci --- na próżno... Dyma znowu po narzędzia, na co znowu schodzi mu z pół godziny, a tymczasem w podwórzu zbiegowisko, wrzask, a na drugim piętrze pani baronowa dostaje najstraszniejszych spazmów.</akap>


<akap id="e3169">Komornik ciągle czeka na schodach, aż tu wpada do niego Maruszewicz. ,,Panie! --- woła --- zobacz no, co ci dokazują..." Komornik wybiega na dziedziniec i widzi taką scenę:</akap>


<akap id="e3170">Okno na trzecim piętrze otwarte (miarkuj pan, w lutym!) i z owego okna lecą na podwórze: sienniki, kołdry, książki, trupie główki i tam dalej. Niedługo poczekawszy zjeżdża na sznurze kufer, a po nim --- łóżko.</akap>


<akap id="e3171">,,No i cóż pan na to?" --- woła Maruszewicz.</akap>


<akap id="e3172">,,Trzeba spisać protokół --- mówi komornik. --- Zresztą wyprowadzają się, więc może nie warto im przeszkadzać."</akap>


<akap id="e3173">Wtem --- nowa szopka. W otwartym oknie na trzecim piętrze ukazuje się krzesło, na krześle siada Patkiewicz, dwaj koledzy spychają go i --- mój Patkiewicz jedzie z krzesłem na sznurach na dół!... To już i komornika zemdliło, a jeden stójkowy przeżegnał się.</akap>


<akap id="e3174">,,Kark skręci --- mówią baby. --- Jezus Maria! ratuj duszę jego..." Maruszewicz, jako człowiek nerwowy, uciekł do pani Krzeszowskiej, a tymczasem krzesełko z Patkiewiczem zatrzymuje się na wysokości drugiego piętra, przy oknie baronowej.</akap>


<akap id="e3175">,,Skończcież, panowie, z tymi żartami!" --- woła komornik do dwu kolegów Patkiewicza, którzy go spuszczali.</akap>


<akap id="e3176">,,Ale ba! kiedy nam się sznur zerwał..." --- mówią tamci.</akap>


<akap id="e3177">,,Ratuj się, Patkiewicz!" --- woła z góry Maleski.</akap>


<akap id="e3178"><begin id="b1229557124430"/><motyw id="m1229557124430">Kobieta, Mężczyzna</motyw>Na dziedzińcu awantura. Baby (ile, że niejedna mocno interesowała się zdrowiem Patkiewicza) zaczynają wrzeszczeć, stójkowi osłupieli, a komornik zupełnie stracił głowę.</akap>


<akap id="e3179">,,Stań pan na gzymsie!... Bij w okno..." --- woła do Patkiewicza.</akap>


<akap id="e3180">Memu Patkiewiczowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zaczyna tedy pukać do okna baronowej tak, że sam Maruszewicz nie tylko mu otworzył lufcik, ale jeszcze własnoręcznie wciągnął chłopa do pokoju.</akap>


<akap id="e3181">Nawet baronowa przybiegła zatrwożona i mówi do Patkiewicza:</akap>


<akap id="e3182">,,Boże miłosierny! potrzebne też to panu takie figle?"</akap>


<akap id="e3183">,,Inaczej nie miałbym przyjemności pożegnać szanownej pani" --- odpowiada Patkiewicz i słyszę, pokazał jej takiego nieboszczyka, że baba runęła na wznak na podłogę wołając:</akap>


<akap id="e3184">,,Nie ma mnie kto bronić!... Nie ma już mężczyzn!... Mężczyzny!... Mężczyzny!..."</akap>


<akap id="e3185">Krzyczała tak głośno, że ją było słychać na całym dziedzińcu, i nawet komornik bardzo opacznie wytłomaczył sobie jej wołania, bo powiedział do stójkowych:</akap>


<akap id="e3186">,,Ot, w jaką chorobę wpadła biedna kobieta!... Trudno, już ze dwa lata jest w separacji z mężem."<end id="e1229557124430"/></akap>


<akap id="e3187">Patkiewicz, jako medyk, pomacawszy puls baronowej, kazał jej zadać waleriany i najspokojniej wyszedł. A tymczasem w ich lokalu ślusarz wziął się do odbijania angielskiego zatrzasku. Kiedy już skończył swoją czynność i dobrze drzwi pokaleczył, Maleski nagle przypomniał sobie, że oba klucze: od zamku i zatrzasku --- ma w kieszeni.</akap>


<akap id="e3188">Ledwie baronowa doszła do przytomności, zaraz ów adwokat począł ją namawiać, ażeby wytoczyła proces i Patkiewiczowi, i Maleskiemu. Ale baba jest już tak zrażona do procesów, że tylko zwymyślała swego doradcę i przysięgła, iż od tej pory żadnemu studentowi nie wynajmie lokalu, choćby na wieki miał stać pustkami.</akap>


<akap id="e3189">Potem, jak mi mówiono, z wielkim płaczem zaczęła namawiać Maruszewicza, ażeby on nakłonił barona do przeproszenia jej i do sprowadzenia się do niej.</akap>


<akap id="e3190">,,Ja wiem --- szlochała --- że on już nie ma ani grosza, że za mieszkanie nie płaci i nawet ze swoim lokajem jada na kredyt. Mimo to, wszystko mu zapomnę i popłacę długi, byle nawrócił się i sprowadził do domu. Bez mężczyzny nie mogę rządzić takim domem... umrę tu w ciągu roku..."</akap>


<akap id="e3191">W tym widzę karę boską --- zakończył Wirski odmuchując cygaro. --- A narzędziem tej kary będzie baron...</akap>

<akap_dialog id="e3192">--- A druga historia? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3193">--- Druga jest krótsza, ale za to ciekawsza. Wyobraź pan sobie, że baronowa, baronowa Krzeszowska, złożyła wczoraj wizytę pani Stawskiej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3194">--- Oj, do licha... --- szepnąłem. --- To zły znak...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3195">--- Wcale nie --- rzekł Wirski. --- Baronowa przyszła do pani Stawskiej, spłakała się, dostała spazmów i prosiła obie damy prawie na klęczkach, ażeby jej zapomniały ów proces o lalkę, bo inaczej nie będzie mieć spokoju do końca życia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3196">--- I one obiecały zapomnieć?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3197">--- Nie tylko obiecały, ale jeszcze ucałowały ją i nawet przyrzekły wyjednać jej przebaczenie u Wokulskiego, o którym baronowa odzywa się z wielkimi pochwałami...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3198">--- Oj, do diabła!... --- zawołałem. --- Po cóż one z nią rozmawiały o Wokulskim?... Gotowe nieszczęście...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3199">--- Ale, co pan mówisz! --- reflektował mnie Wirski. --- To kobieta skruszona, żałuje za grzechy i niezawodnie poprawi się.</akap_dialog>


<akap id="e3200">Była już północ, więc sobie poszedł. Nie zatrzymywałem go, bo mnie trochę zraził swą wiarą w skruchę baronowej. Ha! zresztą kto ją tam wie, może się i naprawdę nawróciła?...</akap>


<akap id="e3201"><wyroznienie>Postscriptum</wyroznienie>. Byłem pewny, że MacMahonowi uda się zrobić zamach na rzecz małego Napoleonka. Tymczasem dziś dowiaduję się, że MacMahon upadł, prezydentem rzeczypospolitej został mieszczanin Grévy<pr><slowo_obce>MacMahon upadł, prezydentem rzeczypospolitej został... Grévy...</slowo_obce> --- w wyborach do senatu francuskiego (5 stycznia 1879 r.) odnieśli zwycięstwo republikanie. Na skutek konfliktu z republikańską większością dotychczasowy prezydent MacMahon podał się do dymisji. 30 stycznia prezydentem został wybrany umiarkowany republikanin Jules Grévy.</pr>, a mały Napoleonek pojechał na wojnę, do jakiegoś Natalu<pr><slowo_obce>mały Napoleonek pojechał na wojnę do... Natalu...</slowo_obce> --- Natal: port w kraju tejże nazwy w południowo--wschodniej Afryce (posiadłość brytyjska). 27 lutego 1879 Napoleon IV wyjechał do Natalu, ażeby jako ochotnik wziąć udział w walkach Anglików z Zulusami.</pr> do Afryki.</akap>


<akap id="e3202">Trudna rada --- niech się chłopak uczy wojować. Za jakie pół roku wróci okryty sławą, tak że go sami Francuzi gwałtem zaczną ciągnąć do siebie, a my tymczasem --- ożenimy Stacha z panią Heleną.</akap>


<akap id="e3203">O, bo ja, kiedy uwezmę się na co, to mam metternichowskie sposoby i rozumiem naturalny bieg rzeczy.</akap>


<akap id="e3204">Niech więc żyje Francja z Napoleonidami, a Wokulski z panią Stawską!...</akap>








<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e3205">XI. Damy i kobiety</naglowek_rozdzial>





<akap id="e3206">W minionym karnawale i w bieżącym wielkim poście fortuna po raz trzeci czy czwarty znowu łaskawym okiem spojrzała na dom pana Łęckiego.</akap>


<akap id="e3207">Jego salony pełne były gości, a do przedpokoju sypały się bilety wizytowe jak śnieg. I znowu pan Tomasz znalazł się w tej szczęśliwej pozycji, że nie tylko miał kogo przyjmować, ale nawet mógł robić wybór pomiędzy odwiedzającymi.</akap>

<akap_dialog id="e3208">--- Pewnie już niedługo umrę --- mówił nieraz do córki. --- Mam jednak tę satysfakcję, że ludzie ocenili mnie choć przed śmiercią.</akap_dialog>


<akap id="e3209">Panna Izabela słuchała tego z uśmiechem. Nie chciała rozpraszać ojcowskich złudzeń, ale była pewna, że rój wizytujących jej składa hołdy --- nie ojcu.</akap>


<akap id="e3210">Wszakże pan Niwiński, najwykwintniejszy aranżer<pr><slowo_obce>aranżer</slowo_obce> --- urządzający tańce, zabawy.</pr>, najczęściej z nią tańczył, nie z ojcem. Pan Malborg, wzór dobrych manier i wyrocznia mody, z nią rozmawiał, nie z ojcem, a pan Szastalski, przyjaciel poprzedzających, nie przez ojca, tylko przez nią czuł się nieszczęśliwym i niepocieszonym. Pan Szastalski wyraźnie jej to oświadczył, a chociaż sam nie był ani najwykwintniejszym tancerzem jak pan Niwiński, ani wyrocznią mody jak pan Malborg, był jednak przyjacielem panów: Niwińskiego i Malborga. Mieszkał blisko nich, z nimi jadał, z nimi sprowadzał sobie angielskie lub francuskie garnitury, damy zaś dojrzałe nie mogąc w nim dopatrzeć żadnych innych zalet nazywały go przynajmniej --- poetycznym.</akap>


<akap id="e3211">Dopiero drobny fakt, jedno zdanie zmusiło pannę Izabelę do szukania w innym kierunku tajemnicy jej triumfów.</akap>


<akap id="e3212"><begin id="b1229564720989"/><motyw id="m1229564720989">Kobieta, Salon</motyw>Podczas pewnego balu rzekła do panny Pantarkiewiczówny:</akap>

<akap_dialog id="e3213">--- Nigdy tak dobrze nie bawiłam się w Warszawie jak tego roku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3214">--- Bo jesteś zachwycająca --- odpowiedziała krótko panna Pantarkiewiczówna zasłaniając się wachlarzem, jakby chciała ukryć mimowolne ziewnięcie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3215">--- Panny ,,w tym wieku" umieją być interesujące --- odezwała się na cały głos pani z de Ginsów Upadalska do pani z Fertalskich Wywrotnickiej.</akap_dialog>


<akap id="e3216">Ruch wachlarza panny Pantarkiewiczówny i słówko pani z de Ginsów Upadalskiej zastanowiły pannę Izabelę. Za dużo miała rozumu, ażeby nie zorientować się w sytuacji, jeszcze tak jaskrawo oświetlonej.</akap>


<akap id="e3217">,,Cóż to za wiek? --- myślała. --- Dwadzieścia pięć lat jeszcze nie stanowią «tego wieku»... Co one mówią?..."</akap>


<akap id="e3218">Spojrzała na bok i zobaczyła utkwione w siebie oczy Wokulskiego. Ponieważ miała do wyboru albo przypisać swoje triumfy ,,temu wiekowi", albo Wokulskiemu, więc... poczęła zastanawiać się nad Wokulskim.</akap>


<akap id="e3219">Kto wie, czy nie był on mimowolnym twórcą uwielbień, które ją ze wszech stron otaczały?...<end id="e1229564720989"/></akap>


<akap id="e3220">Zaczęła przypominać sobie.</akap>


<akap id="e3221">Przede wszystkim ojciec pana Niwińskiego miał kapitały w spółce, którą założył Wokulski, a która (o czym było wiadomo nawet pannie Izabeli) przynosiła wielkie zyski. Następnie pan Malborg, który ukończył jakąś szkołę techniczną (z czym się nie zdradzał), za pośrednictwem Wokulskiego (co w najgłębszej zachował dyskrecji) starał się o posadę przy kolei. I rzeczywiście, dostał taką, która posiadała jedną wielką zaletę, że nie wymagała pracy, i jedną straszną wadę, że nie dawała trzech tysięcy rubli pensji. Pan Malborg miał nawet o to żal do Wokulskiego; lecz ze względu na stosunki ograniczał się na wymawianiu jego nazwiska z ironicznym półuśmiechem.</akap>


<akap id="e3222">Pan Szastalski nie miał kapitałów w spółce ani posady przy kolei. Ale ponieważ dwaj jego przyjaciele, panowie Niwiński i Malborg, mieli do Wokulskiego pretensję, więc i on miał do Wokulskiego pretensję, którą formułował wzdychając obok panny Izabeli i mówiąc:</akap>

<akap_dialog id="e3223">--- Są ludzie szczęśliwi, którzy...</akap_dialog>


<akap id="e3224">O tym, jak wyglądają ci ,,którzy...", panna Izabela nigdy nie mogła się dowiedzieć. Tylko przy wyrazie ,,którzy" przychodził jej na myśl Wokulski. Wtedy zaciskała drobne pięści i mówiła do siebie:</akap>


<akap id="e3225">,,Despota... tyran..."</akap>


<akap id="e3226">Choć Wokulski nie zdradzał najmniejszych skłonności ani do tyranii, ani do despotyzmu. Tylko przypatrywał się jej i myślał:</akap>


<akap id="e3227"><begin id="b1229564830561"/><motyw id="m1229564830561">Idealista, Kobieta, Miłość</motyw>,,Tyżeś to czy... nie ty?..."</akap>


<akap id="e3228">Czasami na widok młodszych i starszych elegantów otaczających pannę Izabelę, której oczy błyszczały jak brylanty albo jako gwiazdy, po niebie jego zachwytów przelatywał obłok i rzucał mu na duszę cień nieokreślonej wątpliwości. Ale Wokulski na cienie zamykał oczy. Panna Izabela była jego życiem, szczęściem, słońcem, którego nie mogły zaćmić jakieś przelotne chmurki, może nawet zgoła urojone.</akap>


<akap id="e3229">Niekiedy przychodził mu na myśl Geist, zdziczały mędrzec wśród wielkich pomysłów, który wskazywał mu inny cel aniżeli miłość panny Łęckiej. Ale wówczas starczyło Wokulskiemu jedno spojrzenie panny Izabeli, ażeby go otrzeźwić z mrzonek.</akap>


<akap id="e3230"><begin id="b1229564898071"/><motyw id="m1229564898071">Pocałunek</motyw>,,Co mi tam ludzkość! --- mówił wzruszając ramionami. --- Za całą ludzkość i za całą przyszłość świata, za moją własną wieczność... nie oddam jednego jej pocałunku..."</akap>


<akap id="e3231">I na myśl o tym pocałunku działo się z nim coś niezwykłego. Wola w nim słabła, czuł, że traci przytomność i ażeby odzyskać ją, musiał znowu zobaczyć pannę Izabelę w towarzystwie elegantów.<end id="e1229564898071"/> I dopiero wówczas, gdy słyszał jej szczery śmiech i stanowcze zdania, kiedy widział jej ogniste spojrzenia rzucane na panów: Niwińskiego, Malborga i Szastalskiego, przez mgnienie oka zdawało mu się, że spada przed nim zasłona, poza którą widzi jakiś inny świat i jakąś inną pannę Izabelę. Wtedy nie wiadomo skąd zapalała się przed nim jego młodość pełna tytanicznych wysiłków. Widział swoją pracę nad wydobyciem się z nędzy, słyszał świst pocisków, które kiedyś przelatywały mu nad głową, a potem widział laboratorium Geista, gdzie rodziły się niezmierne wypadki, i spoglądając na panów: Niwińskiego, Malborga i Szastalskiego, myślał:</akap>


<akap id="e3232">,,Co ja tu robię?... Skąd ja modlę się do jednego z nimi ołtarza?..."<end id="e1229564830561"/></akap>


<akap id="e3233">Chciał roześmiać się, ale znowu wpadał w moc obłędu. I znowu wydawało mu się, że takie jak jego życie warto złożyć u nóg takiej jak panna Izabela kobiety.</akap>


<akap id="e3234">Bądź jak bądź, pod wpływem nieostrożnego słówka pani z de Ginsów Upadalskiej, w pannie Izabeli poczęła wytwarzać się zmiana na korzyść Wokulskiego. Z uwagą przysłuchiwała się rozmowom panów odwiedzających jej ojca, i w rezultacie spostrzegła, że każdy z nich ma albo kapitalik, który chce umieścić u Wokulskiego, ,,bodajby na piętnaście procent", albo kuzyna, któremu chce wyrobić posadę, albo pragnie poznać się z Wokulskim dla jakichś innych celów. Co się zaś tyczy dam, te albo również chciały kogoś protegować, albo miały córki na wydaniu i nawet nie taiły się, że pragną odbić Wokulskiego pannie Izabeli, albo, o ile nie były zbyt dojrzałymi, rade były uszczęśliwić go same.</akap>

<akap_dialog id="e3235">--- Oto być żoną takiego człowieka! --- mówiła z Fertalskich Wywrotnicka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3236">--- Choćby nawet i nie żoną! --- odparła z uśmiechem baronowa von Ples, której mąż od pięciu lat był sparaliżowany.</akap_dialog>


<akap id="e3237">,,Tyran... despota..." --- powtarzała panna Izabela czując, że lekceważony przez nią kupiec zwraca ku sobie wiele spojrzeń, nadziei i zazdrości.</akap>


<akap id="e3238">Pomimo resztek pogardy i wstrętu, jakie w niej jeszcze tlały, musiała przyznać, że ten szorstki i ponury człowiek więcej znaczy i lepiej wygląda aniżeli marszałek, baron Dalski, a nawet aniżeli panowie: Niwiński, Malborg i Szastalski.</akap>


<akap id="e3239">Najsilniej jednak wpłynął na postanowienia jej książę.</akap>


<akap id="e3240">Książę, na którego prośbę Wokulski nie tylko w grudniu roku zeszłego nie chciał ofiarować pani Krzeszowskiej dziesięciu tysięcy rubli, ale nawet w styczniu i lutym roku bieżącego nie dał ani grosza na protegowanych przez niego ubogich, książę na chwilę stracił serce do Wokulskiego. Wokulski zrobił księciu przykry zawód. Książę sądził i wierzył, iż ma prawo tak sądzić, że człowiek podobny Wokulskiemu, raz posiadłszy książęcą życzliwość, powinien wyrzec się nie tylko swoich gustów i interesów, ale nawet majątku i osoby. Że powinien lubić to, co lubi książę, nienawidzieć tego, co nienawidzi książę, służyć tylko księcia celom i dogadzać tylko jego upodobaniom. Tymczasem ten parweniusz (aczkolwiek niewątpliwie dobry szlachcic) nie tylko nie myślał być książęcym sługą, ale nawet odważył się być samodzielnym człowiekiem; nieraz sprzeczał się z księciem, a co gorsza, wręcz odmawiał jego żądaniom.</akap>


<akap id="e3241">,,Szorstki człowiek... interesowny... egoista!..." --- myślał książę --- ale coraz mocniej dziwił się zuchwalstwu dorobkiewicza.</akap>


<akap id="e3242">Traf zdarzył, że pan Łęcki, nie mogąc już ukryć zabiegów Wokulskiego o pannę Izabelę, zapytał księcia o zdanie o Wokulskim i o radę.</akap>


<akap id="e3243">Otóż książę, pomimo rozmaitych słabości, był z gruntu uczciwym człowiekiem. W sądzie o ludziach nie polegał na własnym upodobaniu, ale zasięgał opinii.</akap>


<akap id="e3244">Poprosił więc pana Łęckiego o parę tygodni zwłoki ,,dla uformowania sobie zdania", a ponieważ miał rozmaite stosunki i jakby własną policję, podowiadywał się więc różnych rzeczy.</akap>


<akap id="e3245">Naprzód tedy zauważył, że szlachta, lubo o Wokulskim odzywa się z przekąsem jako o dorobkiewiczu i demokracie, w cichości jednak chełpi się nim:</akap>

<akap_dialog id="e3246">--- Znać, że nasza krew, choć przystał do kupców!</akap_dialog>


<akap id="e3247">Ile razy zaś chodziło o przeciwstawienie kogoś żydowskim bankierom, najzakamienialsi szlachcice wysuwali naprzód Wokulskiego.</akap>


<akap id="e3248">Kupcy, a nade wszystko fabrykanci, nienawidzili Wokulskiego, najcięższe jednak zarzuty, jakie mu stawiali, były te: ,,To szlachcic... wielki pan... polityk!...", czego znowu książę w żaden sposób nie mógł mu brać za złe...</akap>


<akap id="e3249">Najciekawszych jednak wiadomości dostarczyły księciu zakonnice. Był jakiś furman w Warszawie i jego brat dróżnik na Kolei Warszawsko--Wiedeńskiej, którzy błogosławili Wokulskiego. Byli jacyś studenci, którzy głośno opowiadali, że Wokulski daje im stypendia; byli rzemieślnicy, którzy zawdzięczali mu warsztaty, byli kramarze, którym Wokulski pomógł do założenia sklepów.</akap>


<akap id="e3250">Nie brakło nawet (o czym siostry mówiły z pobożną zgrozą i rumieniąc się), nie brakło nawet kobiety upadłej, którą Wokulski wydobył z nędzy, oddał do magdalenek i ostatecznie zrobił z niej uczciwą kobietę, o ile (mówiły siostry) taka osoba może być uczciwą kobietą.</akap>


<akap id="e3251">Relacje te nie tylko zdziwiły, ale wprost przestraszyły księcia. I naraz Wokulski spotężniał w jego opinii. Był przecie człowiekiem, który ma swój własny program, ba! nawet prowadzi politykę na własną rękę, i który ma wielkie znaczenie wśród pospólstwa...</akap>


<akap id="e3252">Toteż kiedy książę w oznaczonym terminie przyszedł do pana Łęckiego, nie omieszkał jednocześnie zobaczyć się z panną Izabelą. W znaczący sposób uścisnął ją i powiedział te zagadkowe słowa:</akap>

<akap_dialog id="e3253">--- Szanowna kuzynko, trzymasz w ręku niezwykłego ptaka... Trzymaj że go i pieść tak, ażeby wyrósł na pożytek nieszczęśliwemu krajowi...</akap_dialog>


<akap id="e3254">Panna Izabela bardzo zarumieniła się; odgadła, że owym niezwykłym ptakiem jest Wokulski.</akap>


<akap id="e3255">,,Tyran... despota!..." --- pomyślała.</akap>


<akap id="e3256">Pomimo to w stosunku Wokulskiego do panny Izabeli pierwsze lody były przełamane. Już decydowała się wyjść za niego...</akap>


<akap id="e3257">Pewnego dnia, kiedy pan Łęcki był trochę niezdrów, a panna Izabela czytała w swoim gabinecie, dano jej znać, że w salonie czeka pani Wąsowska. Panna Izabela natychmiast wybiegła tam i zastała, oprócz pani Wąsowskiej, kuzynka Ochockiego, który był bardzo zachmurzony.</akap>


<akap id="e3258">Obie przyjaciółki ucałowały się z demonstracyjną czułością, ale Ochocki, który widział nie patrząc, spostrzegł, że albo jedna z nich, albo obie mają do siebie jakąś pretensję, zresztą niewielką.</akap>


<akap id="e3259">,,Czyżby o mnie?... --- pomyślał. --- Nie trzeba się zbytecznie angażować..."</akap>

<akap_dialog id="e3260">--- A, i kuzynek jest tutaj! --- rzekła panna Izabela podając mu rękę --- czegóż taki smutny?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3261">--- Powinien być wesoły --- wtrąciła pani Wąsowska --- gdyż przez całą drogę, od banku do was, umizgał się do mnie, i to z dobrym skutkiem. Na rogu Alei pozwoliłam mu odpiąć dwa guziki u rękawiczki i pocałować się w rękę. Gdybyś wiedziała, Belu, jak on nie umie całować...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3262">--- Tak?... --- zawołał Ochocki rumieniąc się powyżej czoła. --- Dobrze! Od tej pory nigdy nie pocałuję pani w rękę... Przysięgam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3263">--- Jeszcze dziś przed wieczorem pocałujesz mnie pan w obie --- odparła pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3264">--- Czy mogę złożyć uszanowanie panu Łęckiemu? --- spytał uroczyście Ochocki i nie czekając na odpowiedź panny Izabeli wyszedł z salonu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3265">--- Zawstydziłaś go --- rzekła panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3266">--- To niech się nie umizga, kiedy nie umie. W podobnych wypadkach niezręczność jest śmiertelnym grzechem. Czy nieprawda?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3267">--- Kiedyżeś przyjechała?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3268">--- Wczoraj rano --- odpowiedziała pani Wąsowska. --- Ale dwa razy musiałam być w banku, w magazynie, zrobić porządki u siebie. Tymczasem asystuje mi Ochocki, dopóki nie znajdę kogoś zabawniejszego. Jeżeli mi kogo odstąpisz... --- dodała z akcentem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3269">--- Cóż znowu za pogłoski! --- rzekła rumieniąc się panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3270">--- Które doszły aż do mnie na wieś. Starski opowiadał mi, nie bez zazdrości, że w tym roku, jak zawsze zresztą, byłaś królową. Podobno Szastalski zupełnie głowę stracił.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3271">--- I obaj jego równie nudni przyjaciele --- wtrąciła panna Izabela z uśmiechem. --- Wszyscy trzej kochali się we mnie co wieczór, każdy oświadczał mi się w takich godzinach, ażeby nie przeszkadzać innym, a później wszyscy trzej zwierzali się przed sobą ze swoich cierpień. Ci panowie wszystko robią na spółkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3272">--- A ty co na to?</akap_dialog>


<akap id="e3273">Panna Izabela wzruszyła ramionami.</akap>

<akap_dialog id="e3274">--- Ty mnie pytasz? --- rzekła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3275">--- Słyszałam również --- mówiła pani Wąsowska --- że Wokulski oświadczył się...</akap_dialog>


<akap id="e3276">Panna Izabela zaczęła bawić się kokardą swej sukni.</akap>

<akap_dialog id="e3277">--- No, zaraz: oświadczył się!... Oświadcza mi się, ile razy mnie widzi: patrząc na mnie, nie patrząc, mówiąc, nie mówiąc... jak zwykle oni...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3278">--- A ty?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3279">--- Tymczasem przeprowadzam mój program.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3280">--- Wolno wiedzieć jaki?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3281">--- Owszem, nawet zależy mi, ażeby nie był tajemnicą. Naprzód jeszcze u prezesowej... Jakże ona się ma?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3282">--- Bardzo źle --- odparła pani Wąsowska. --- Starski już prawie nie opuszcza jej pokoju, a rejent przyjeżdża co dzień, ale zdaje się na próżno... Więc co do programu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3283">--- Jeszcze w Zasławku --- ciągnęła panna Izabela --- wspomniałam o pozbyciu się tego sklepu (tu oblał ją rumieniec), który też ma być sprzedany najpóźniej w czerwcu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3284">--- Pysznie. Cóż dalej?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3285">--- Następnie mam kłopot z tą spółką handlową. On, rozumie się, rzuciłby ją natychmiast, ale ja się zastanawiam. Przy spółce dochody wynoszą około dziewięćdziesięciu tysięcy rubli, bez niej tylko trzydzieści tysięcy, więc pojmujesz, że można wahać się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3286">--- Widzę, że zaczynasz znać się na cyfrach.</akap_dialog>


<akap id="e3287">Panna Izabela pogardliwie rzuciła ręką.</akap>

<akap_dialog id="e3288">--- Ach, już chyba nigdy nie poznam się z nimi. Ale on mi to wszystko tłomaczy, trochę ojciec... i trochę ciotka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3289">--- I mówisz z nim tak wprost?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3290">--- No, nie... Ale ponieważ nam nie wolno pytać się o wiele rzeczy, więc musimy tak prowadzić rozmowę, ażeby nam wszystko powiedziano. Czyżbyś tego nie rozumiała?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3291">--- Owszem. I cóż dalej? --- badała pani Wąsowską nie bez cienia niecierpliwości.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3292">--- Ostatni warunek dotyczył strony czysto moralnej. Dowiedziałam się, że nie ma żadnej rodziny, co jest jego największą zaletą, i zastrzegłam sobie, że utrzymam wszystkie moje dotychczasowe stosunki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3293">--- A on zgodził się bez szemrania?</akap_dialog>


<akap id="e3294">Panna Izabela trochę z góry spojrzała na przyjaciółkę.</akap>

<akap_dialog id="e3295">--- Wątpiłaś? --- rzekła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3296">--- Ani przez chwilę. Więc Starski, Szastalski...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3297"><begin id="b1229565005788"/><motyw id="m1229565005788">Miłość, Zazdrość</motyw>--- Ależ Starski, Szastalski, książę, Malborg... no wszyscy, wszyscy, których podoba mi się wybrać dziś i na przyszłość, wszyscy muszą bywać w moim domu. Czy może być inaczej?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3298">--- Bardzo słusznie. I nie obawiasz się scen zazdrości?</akap_dialog>


<akap id="e3299">Panna Izabela zaśmiała się.</akap>

<akap_dialog id="e3300">--- Ja i sceny!... Zazdrość i Wokulski... Cha! cha! cha!... Ależ nie ma na świecie człowieka, który ośmieliłby się zrobić mi scenę, a tym bardziej on... Nie masz pojęcia o jego uwielbieniu, poddaniu się... A jego bezgraniczna ufność, nawet zrzeczenie się wszelkiej osobistości doprawdy rozbrajają mnie... I kto wie, czy to jedno nie przywiąże mnie do niego.<end id="e1229565005788"/></akap_dialog>


<akap id="e3301">Pani Wąsowska nieznacznie przygryzła usta.</akap>

<akap_dialog id="e3302">--- Będziecie bardzo szczęśliwi, a przynajmniej... ty --- rzekła pohamowawszy westchnienie. --- Chociaż...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3303">--- Widzisz jakieś: chociaż? --- spytała panna Izabela z nieudanym zdziwieniem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3304">--- Powiem ci coś --- ciągnęła pani Wąsowska tonem niezwykłego u niej spokoju. --- Prezesowa bardzo lubi Wokulskiego, zdaje mi się, że go bardzo dobrze zna, choć nie wiem skąd, i często rozmawiała ze mną o nim. I wiesz, co mi raz powiedziała?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3305">--- Ciekawam?... --- odparła panna Izabela, coraz mocniej zdziwiona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3306">--- Powiedziała mi: obawiam się, że Bela wcale nie rozumie Wokulskiego. Zdaje mi się, że z nim igra, a z nim igrać nie można. I jeszcze zdaje mi się, że oceni go za późno...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3307">--- Tak powiedziała prezesowa? --- rzekła chłodno panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3308">--- Tak! Zresztą powiem ci wszystko. Swoją rozmowę zakończyła słowami, które dziwnie mnie poruszyły... ,,Wspomnisz sobie moje słowa, Kaziu, że tak będzie, bo umierający widzą jaśniej..."</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3309">--- Czy z prezesową aż tak źle?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3310">--- W każdym razie niedobrze --- sucho zakończyła pani Wąsowska czując, że rozmowa zaczyna się rwać.</akap_dialog>


<akap id="e3311">Nastała chwila milczenia, którą szczęściem przerwało wejście Ochockiego. Pani Wąsowska znowu bardzo serdecznie pożegnała pannę Izabelę i rzucając na swego towarzysza ogniste spojrzenie rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e3312">--- Więc teraz jedziemy do mnie na obiad.</akap_dialog>


<akap id="e3313">Ochocki zrobił wielką minę, która miała oznaczać, że nie pojedzie z panią Wąsowską. Nachmurzywszy się jednak jeszcze bardziej, wziął kapelusz i wyszedł.</akap>


<akap id="e3314">Gdy wsiedli do powozu, odwrócił się bokiem do pani Wąsowskiej i spoglądając na ulicę zaczął:</akap>

<akap_dialog id="e3315">--- Żeby ta Bela raz już skończyła z Wokulskim tak albo owak...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3316"><begin id="b1229565223582"/><motyw id="m1229565223582">Kobieta, Mężczyzna</motyw>--- Zapewne wolałbyś pan: tak, ażeby zostać jednym z przyjaciół domu? Ale to się na nic nie zdało --- rzekła pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3317">--- Bardzo proszę, moja pani --- odparł z oburzeniem. --- To nie mój fach... Zostawiam to Starskiemu i jemu podobnym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3318">--- Więc cóż panu zależy na tym, ażeby Bela skończyła?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3319">--- Bardzo wiele. Dałbym sobie głowę uciąć, że Wokulski zna jakąś ważną tajemnicę naukową, ale jestem pewny, że nie odkryje mi jej, dopóki sam będzie w takiej gorączce... Ach, te kobiety z ich obrzydliwą kokieterią...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3320">--- Wasza jest mniej obrzydliwa? --- spytała pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3321">--- Nam wolno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3322">--- Wam wolno... pyszny sobie!... --- oburzyła się. --- I to mówi człowiek postępowy, w wieku emancypacji!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3323">--- Niech licho weźmie emancypację! --- odparł Ochocki. --- Piękna emancypacja. Wy chciałybyście mieć wszystkie przywileje: męskie i kobiece, a żadnych obowiązków... Drzwi im otwieraj, ustępuj im miejsca, za które zapłaciłeś, kochaj się w nich, a one...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3324">--- Bo my jesteśmy waszym szczęściem --- odpowiedziała drwiąco pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3325">--- Co to za szczęście?... Sto pięć kobiet przypada na stu mężczyzn, więc czym się tu drożyć?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3326">--- Toteż pańskie wielbicielki, garderobiane, zapewne nie drożą się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3327">--- Naturalnie! Ale najnieznośniejsze są wielkie damy i służące z restauracji. Co to za wymagania, jakie grymasy!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3328">--- Zapominasz się pan --- rzekła dumnie pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3329">--- No, to pocałuję w rączkę --- odparł, natychmiast wykonywając swój zamiar.<end id="e1229565223582"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3330">--- Proszę nie całować w tę rękę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3331">--- Więc w tamtą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3332">--- A co, nie powiedziałam, że przed wieczorem pocałujesz mnie pan w obie ręce?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3333">--- Ach, jak Boga kocham!... Nie chcę być u pani na obiedzie... tu wysiadam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3334">--- Zatrzymaj pan powóz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3335">--- Po co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3336">--- No, jeżeli chcesz tu wysiąść...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3337">--- Właśnie, że tu nie wysiądę... O, ja nieszczęśliwy z takim podłym usposobieniem!...</akap_dialog>


<akap id="e3338">Wokulski przychodził do państwa Łęckich co kilka dni i najczęściej zastawał tylko pana Tomasza, który witał go z ojcowską czułością, a następnie po parę godzin rozmawiał o swoich chorobach lub o swoich interesach dając z lekka do zrozumienia, że uważa go już za członka rodziny.</akap>


<akap id="e3339">Panny Izabeli zazwyczaj nie było wtedy w domu: była u hrabiny ciotki, u znajomych albo w magazynach. Jeżeli zaś Wokulski trafił szczęśliwie, rozmawiali ze sobą krótko i o rzeczach obojętnych, gdyż panna Izabela nawet i wówczas albo wybierała się gdzieś, albo u siebie przyjmowała wizyty.</akap>


<akap id="e3340">W parę dni po odwiedzinach pani Wąsowskiej Wokulski zastał pannę Izabelę. Podając mu rękę, którą jak zwykle z religijną czcią ucałował, rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e3341">--- Wie pan, że z prezesową jest bardzo niedobrze...</akap_dialog>


<akap id="e3342">Wokulski stropił się.</akap>

<akap_dialog id="e3343">--- Biedna, zacna staruszka... Gdybym był pewny, że moje przybycie nie przestraszy jej, pojechałbym... Czy aby ma opiekę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3344">--- O tak --- odparła panna Izabela. --- Są tam baronostwo Dalscy --- rzekła z uśmiechem --- bo Ewelinka już wyszła za barona. Jest Fela Janocka i... Starski...</akap_dialog>


<akap id="e3345">Twarz jej oblał lekki rumieniec i umilkła.</akap>


<akap id="e3346">,,Oto skutki mego nietaktu --- pomyślał Wokulski. --- Spostrzegła, że ten Starski wydaje mi się niesmacznym, i teraz miesza się na lada wspomnienie o nim. Jakże to podle z mojej strony!"</akap>


<akap id="e3347">Chciał powiedzieć coś życzliwego o Starskim, ale uwięzły mu wyrazy. Aby więc przerwać kłopotliwe milczenie, rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e3348">--- Gdzież w tym roku wybiorą się państwo na lato?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3349">--- Czy ja wiem? Ciotka Hortensja jest trochę słaba, więc może pojedziemy do niej do Krakowa. Ja jednak, muszę przyznać, miałabym ochotę do Szwajcarii, gdyby to ode mnie zależało.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3350">--- A od kogóż? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3351">--- Od ojca... Zresztą, czy ja wiem, co się jeszcze stanie? --- odpowiedziała rumieniąc się i spoglądając na Wokulskiego w sposób jej tylko właściwy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3352">--- Przypuściwszy, że wszystko stanie się według woli pani --- rzekł --- czy mnie przyjęłaby pani za towarzysza?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3353">--- Jeżeli pan zasłuży...</akap_dialog>


<akap id="e3354">Powiedziała to takim tonem, że Wokulski stracił władzę nad sobą, już nie wiadomo po raz który w tym roku.</akap>

<akap_dialog id="e3355">--- Czym ja mogę zasłużyć na łaskę pani? --- spytał biorąc ją za rękę. --- Chyba litość... Nie, nie litość. Jest to uczucie równie przykre dla ofiarowującego, jak i dla przyjmującego. Litości nie chcę. Ale niech pani tylko pomyśli, co ja pocznę, tak długo nie widząc pani? Prawda, że i dziś widujemy się bardzo rzadko; pani nawet nie wie, jak wlecze się czas tym, którzy czekają... Ale dopóki mieszka pani w Warszawie, mówię sobie: zobaczę ją pojutrze... jutro... Zresztą mogę zobaczyć każdej chwili, jeżeli nie panią, to przynajmniej ojca, Mikołaja, a choćby ten dom...</akap_dialog>


<akap id="e3356">Ach, mogłaby pani spełnić uczynek miłosierny i jednym słowem zakończyć --- nie wiem... moje cierpienia czy przywidzenia... Wszak zna pani to zdanie, że najgorsza pewność jest lepsza od niepewności...</akap>

<akap_dialog id="e3357">--- A jeżeli pewność nie jest najgorsza?... --- spytała panna Izabela nie patrząc mu w oczy.</akap_dialog>


<akap id="e3358">W przedpokoju zadzwoniono, a po chwili Mikołaj podał bilety panów Rydzewskiego i Pieczarkowskiego.</akap>

<akap_dialog id="e3359">--- Proś --- rzekła panna Izabela.</akap_dialog>


<akap id="e3360">Do salonu weszli dwaj bardzo eleganccy młodzi ludzie, z których jeden odznaczał się cienką szyją i dość wyraźną łysiną, a drugi powłóczystymi spojrzeniami i subtelnym sposobem mówienia. Weszli rzędem, jeden obok drugiego, trzymając kapelusze na tej samej wysokości. Jednakowo ukłonili się, jednakowo usiedli, jednakowo założyli nogę na nogę, po czym pan Rydzewski zaczął pracować nad utrzymaniem swojej szyi w kierunku pionowym, a pan Pieczarkowski zaczął mówić bez wytchnienia.</akap>


<akap id="e3361">Mówił o tym, że obecnie świat chrześcijański obchodzi wielki post za pomocą rautów, że przed wielkim postem był karnawał, w czasie którego bawiono się wyjątkowo dobrze, i że po wielkim poście nastąpi czas najgorszy, w którym nie wiadomo, co robić. Następnie zakomunikował pannie Izabeli, że podczas wielkiego postu obok rautów odbywają się odczyty, na których można bardzo przyjemnie czas spędzać, jeżeli się siedzi obok znajomych dam, i że najwykwintniejsze przyjęcia w tym poście są u państwa Rzeżuchowskich.</akap>

<akap_dialog id="e3362"><begin id="b1229565296789"/><motyw id="m1229565296789">Jedzenie</motyw>--- Coś zachwycającego, coś oryginalnego!... --- powiadam pani --- mówił. --- Kolacja, rozumie się, jak zwykle: ostrygi, homary<pr><slowo_obce>homary</slowo_obce> --- jadalne raki morskie.</pr>, ryby, zwierzyna, ale na zakończenie, dla amatorów, wie pani co?... Kasza!... Prawdziwa kasza... jakaż to?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3363">--- Tatarska --- wtrącił pierwszy i ostatni raz pan Rydzewski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3364">--- Nie tatarska, ale tatarczana. Coś cudownego, coś bajecznego!... Każde ziarnko wygląda tak, jakby oddzielnie gotowane... Formalnie zajadamy się nią: ja, książę Kiełbik, hrabia Śledziński... Coś przechodzącego wszelkie pojęcie... Podaje się zwyczajnie, na srebrnych półmiskach...<end id="e1229565296789"/></akap_dialog>


<akap id="e3365">Panna Izabela z takim zachwytem patrzyła na mówiącego, w taki sposób każdy jego wyraz podkreślała ruchem, uśmiechem lub spojrzeniem, że Wokulskiemu zaczęło robić się ciemno w oczach. Więc wstał i pożegnawszy towarzystwo wybiegł na ulicę.</akap>


<akap id="e3366">,,Nie rozumiem tej kobiety! --- pomyślał. --- Kiedy ona jest sobą, z kim ona jest sobą?..."</akap>


<akap id="e3367">Ale po przejściu paruset kroków na mrozie ochłonął.</akap>


<akap id="e3368">,,W rezultacie --- myślał --- cóż w tym nadzwyczajnego? Musi żyć z ludźmi, do których nawykła; a jeżeli z nimi żyje, musi słuchać ich błazeńskiej rozmowy. Co ona zaś temu winna, że jest piękna jak bóstwo i że dla każdego jest bóstwem?... Chociaż... gust do podobnego towarzystwa... Ach, jakiż ja jestem nikczemny, zawsze i zawsze nikczemny!..."</akap>


<akap id="e3369">Ile razy po wizycie u panny Izabeli jak dokuczliwe muchy rzucały się na niego wątpliwości, biegł do pracy. Przeglądał rachunki, uczył się angielskich słówek, czytał nowe książki. A gdy i to nie pomagało, szedł do pani Stawskiej, u niej spędzał cały wieczór i dziwna rzecz, w jej towarzystwie znajdował jeżeli nie zupełny spokój, to przynajmniej ukojenie...</akap>


<akap id="e3370">Rozmawiali o rzeczach najzwyklejszych. Najczęściej ona opowiadała mu o tym, że w sklepie Milerowej interesa idą coraz lepiej, ponieważ ludzie dowiedzieli się, że sklep ten w większej części należy do pana Wokulskiego. Potem mówiła, że Helunia robi się coraz grzeczniejsza, a jeżeli jest kiedy niegrzeczną, wówczas babcia straszy ją, że powie przed panem Wokulskim, i --- dziecko zaraz się uspakaja. Potem jeszcze napomykała o panu Rzeckim, który bywa tu niekiedy i jest bardzo lubiany przez babcię, ponieważ opowiada jej mnóstwo szczegółów z życia pana Wokulskiego. I że babcia równie lubi pana Wirskiego, który po prostu zachwyca się panem Wokulskim.</akap>


<akap id="e3371">Wokulski patrzył na nią zdziwiony. W pierwszych czasach zdawało mu się, że słucha pochlebstw, i --- uczuł przykrość. Lecz pani Stawska opowiadała to z tak naiwną prostotą, że powoli zaczął odgadywać w niej najlepszą przyjaciółkę, która jakkolwiek przecenia go, jednak mówi bez cienia obłudy.</akap>


<akap id="e3372"><begin id="b1229565375066"/><motyw id="m1229565375066">Anioł, Kobieta, Święty</motyw>Spostrzegł również, że pani Stawska nigdy nie zajmuje się sobą. Kiedy skończy ze sklepem, myśli o Heluni, służy matce, troszczy się interesami służącej i mnóstwa ludzi obcych, po największej części biedaków, którzy niczym odwdzięczyć się jej nie mogli. Gdy zaś i tych kiedy zabrakło, wówczas zagląda do klatki kanarka, ażeby mu zmienić wodę albo dosypać ziarna.</akap>


<akap id="e3373">,,Anielskie serce!..." --- myślał Wokulski. Pewnego zaś wieczora rzekł do niej:</akap>

<akap_dialog id="e3374">--- Wie pani, co mi się zdaje, kiedy patrzę na panią?</akap_dialog>


<akap id="e3375">Spojrzała na niego zalękniona.</akap>

<akap_dialog id="e3376">--- Zdaje mi się, że gdyby pani dotknęła człowieka ciężko poranionego, nie tylko ból by go opuścił, ale chyba zagoiłyby mu się rany.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3377">--- Pan myśli, że jestem czarodziejką? --- spytała bardzo zakłopotana.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3378">--- Nie, pani. Ja myślę, że tak jak pani wyglądały kobiety święte.<end id="e1229565375066"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3379">--- Pan Wokulski ma rację --- potwierdziła pani Misiewiczowa.</akap_dialog>


<akap id="e3380">Pani Stawska zaczęła się śmiać.</akap>

<akap_dialog id="e3381">--- O, ja i święta!... --- odparła. --- Gdyby kto mógł zajrzeć w moje serce, dopiero przekonałby się, jak dalece zasługuję na potępienie... Ach, ale teraz wszystko mi jedno!... --- zakończyła z desperacją w głosie.</akap_dialog>


<akap id="e3382">Pani Misiewiczowa nieznacznie przeżegnała się. Wokulski nie zwrócił na to uwagi.</akap>


<akap id="e3383">Myślał o innej.</akap>


<akap id="e3384">Swoich uczuć dla Wokulskiego pani Stawska nie umiałaby określić.</akap>


<akap id="e3385">Z widzenia znała go od lat kilku, nawet wydawał jej się przystojnym człowiekiem, ale nic ją nie obchodził. Potem Wokulski zniknął z Warszawy, rozeszła się wieść, że pojechał do Bułgarii, a później, że zrobił wielki majątek. Dużo mówiono o nim, i pani Stawska zaczęła się nim interesować jako przedmiotem publicznej ciekawości. Gdy zaś jeden ze znajomych powiedział o Wokulskim: ,,To człowiek diabelnie energiczny", pani Stawskiej podobał się frazes: ,,diabelnie energiczny", i postanowiła lepiej przypatrzeć się Wokulskiemu.</akap>


<akap id="e3386">Z tą intencją nieraz zachodziła do sklepu. Parę razy wcale nie znalazła tam Wokulskiego, raz widziała go, ale z boku, a raz zamieniła z nim parę słów i wtedy zrobił na niej szczególne wrażenie. Uderzył ją kontrast pomiędzy zdaniem: ,,diabelnie energiczny" a jego zachowaniem się; wcale nie wyglądał na diabelnego, był raczej spokojny i smutny. I jeszcze dostrzegła jedną rzecz: oto --- miał oczy wielkie i rozmarzone, takie rozmarzone...</akap>


<akap id="e3387">,,Piękny człowiek!" --- pomyślała.</akap>


<akap id="e3388">Pewnego dnia w lecie zetknęła się z nim w bramie domu, gdzie mieszkała. Wokulski spojrzał na nią ciekawie, a ją ogarnął taki wstyd, że zarumieniła się powyżej oczu. Była zła na siebie za ten wstyd i za ten rumieniec i długi czas miała pretensję do Wokulskiego, że tak ciekawie na nią spojrzał.</akap>


<akap id="e3389">Od tej pory nie mogła ukryć zakłopotania, ile razy wymawiano przy niej to nazwisko; czuła jakiś żal, nie wiedziała jednak, czy do niego, czy do siebie? Ale najprędzej do siebie, gdyż pani Stawska nigdy do nikogo nie czuła żalu; a wreszcie --- cóż on temu winien, że ona jest taka zabawna i bez powodu wstydzi się?...</akap>


<akap id="e3390">Gdy Wokulski kupił dom, w którym mieszkała, i gdy Rzecki za jego wiedzą zniżył im komorne, pani Stawska (lubo jej wszyscy tłomaczyli, że bogaty właściciel nie tylko może, ale nawet ma obowiązek zniżać komorne) poczuła dla Wokulskiego wdzięczność. Stopniowo wdzięczność zamieniła się w podziw, gdy począł bywać u nich Rzecki i opowiadać mnóstwo szczegółów z życia swojego Stacha.</akap>

<akap_dialog id="e3391">--- To nadzwyczajny człowiek! --- mówiła jej nieraz pani Misiewiczowa.</akap_dialog>


<akap id="e3392">Pani Stawska słuchała w milczeniu, lecz powoli doszła do przekonania, że Wokulski jest najbardziej nadzwyczajnym człowiekiem, jaki istniał na ziemi.</akap>


<akap id="e3393">Po powrocie Wokulskiego z Paryża stary subiekt częściej odwiedzał panią Stawską i robił przed nią coraz poufniejsze zwierzenia. Mówił, rozumie się, pod największym sekretem, że Wokulski jest zakochany w pannie Łęckiej i że on, Rzecki, wcale tego nie pochwala.</akap>


<akap id="e3394">W pani Stawskiej zaczęła budzić się niechęć do panny Łęckiej i współczucie dla Wokulskiego.</akap>


<akap id="e3395">Już wówczas przyszło jej na myśl, ale tylko na chwilę, że Wokulski musi być bardzo nieszczęśliwy i że miałby wielką zasługę ten, kto by wydobył go z sideł kokietki.</akap>


<akap id="e3396">Później spadły na panią Stawską dwie duże klęski: proces o lalkę i utrata zarobków. Wokulski nie tylko nie wyparł się znajomości z nią, co przecież mógł zrobić, ale jeszcze uniewinnił ją w sądzie i ofiarował jej korzystne miejsce w sklepie.</akap>


<akap id="e3397">Wówczas pani Stawska wyznała przed samą sobą, że ten człowiek obchodzi ją i że jest jej równie drogim jak Helunia i matka.</akap>


<akap id="e3398">Odtąd zaczęło się dla niej dziwne życie. Ktokolwiek przyszedł do nich, mówił jej wprost albo z ogródkami o Wokulskim. Pani Denowa, pani Kolerowa i pani Radzińska tłomaczyły jej, że Wokulski jest najlepszą partią w Warszawie; matka napomykała, że Ludwiczek już nie żyje, a zresztą choćby żył, nie zasługuje na jej pamięć. Nareszcie Rzecki za każdą bytnością opowiadał, że jego Stach jest nieszczęśliwy, że trzeba go ocalić, a ocalić go może tylko ona.</akap>

<akap_dialog id="e3399">--- W jaki sposób?... --- zapytała, sama niedobrze rozumiejąc, co mówi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3400">--- Niech go pani pokocha, to znajdzie się sposób --- odparł Rzecki.</akap_dialog>


<akap id="e3401"><begin id="b1229565460858"/><motyw id="m1229565460858">Miłość, Serce</motyw>Nie odpowiedziała nic, ale w duszy robiła sobie gorzkie wyrzuty, że nie potrafi kochać Wokulskiego, choćby chciała. Już serce jej wyschło; zresztą ona sama nie jest pewna, czy ma serce. Wprawdzie myślała wciąż o Wokulskim podczas zajęć sklepowych czy w domu; czekała jego odwiedzin, a gdy nie przyszedł, była rozdrażniona i smutna. Często śnił jej się, ale to przecie nie miłość; ona nie jest zdolna do miłości. <begin id="b1229565485640"/><motyw id="m1229565485640">Drzewo</motyw>Jeżeli miałaby powiedzieć prawdę, to już nawet męża przestała kochać. Zdawało jej się, że wspomnienie o nieobecnym jest jak drzewo w jesieni, z którego opadają liście całymi tumanami i zostaje tylko czarny szkielet.<end id="e1229565485640"/></akap>


<akap id="e3402">,,Gdzie mnie tam do kochania! --- myślała. --- We mnie już namiętności wygasły."<end id="e1229565460858"/></akap>


<akap id="e3403">Rzecki tymczasem wciąż wykonywał swój chytry plan. Z początku mówił jej, że panna Łęcka zgubi Wokulskiego, potem, że tylko inna kobieta mogłaby go otrzeźwić; potem wyznał, że Wokulski jest znacznie spokojniejszy w jej towarzystwie, a nareszcie (ale o tym wspomniał w formie domysłu), że Wokulski zaczyna ją kochać.</akap>


<akap id="e3404">Pod wpływem tych zwierzeń pani Stawska szczuplała, mizerniała, nawet zaczęła się trwożyć. Opanowała ją bowiem jedna myśl: co ona odpowie, jeżeli Wokulski wyzna, że ją kocha?... Wprawdzie serce w niej już od dawna zamarło, ale czy będzie miała odwagę odepchnąć go i przyznać, że ją nic nie obchodzi? Czy mógł jej nie obchodzić człowiek taki jak on, nie dlatego, że mu coś zawdzięczała, ale że był nieszczęśliwy i że ją kochał. ,,Która kobieta --- myślała sobie --- potrafi nie litować się nad sercem tak głęboko zranionym, a tak cichym w swojej boleści?"</akap>


<akap id="e3405">Zatopiona w wewnętrznej walce, z której nie miała się nawet przed kim zwierzyć, pani Stawska nie spostrzegła zmiany w postępowaniu pani Milerowej, nie zauważyła jej uśmiechów i półsłówek.</akap>

<akap_dialog id="e3406">--- Jakże się miewa pan Wokulski? --- pytała jej nieraz kupcowa. --- O, dziś jest pani mizerniutka... Pan Wokulski nie powinien już pozwolić, ażeby pani tak pracowała...</akap_dialog>


<akap id="e3407">Pewnego dnia, było to jakoś w drugiej połowie marca, pani Stawska wróciwszy do domu zastała matkę zapłakaną.</akap>

<akap_dialog id="e3408">--- Co to znaczy, mamo?... Co się stało?... --- spytała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3409">--- Nic, nic, moje dziecko... Co ci mam życie zatruwać plotkami!... Boże miłosierny, jacy ci ludzie niegodziwi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3410">--- Pewnie mama odebrała anonim. Ja co parę dni odbieram anonimy, w których nawet nazywają mnie kochanką Wokulskiego, no i cóż?... Domyślam się, że to sprawka pani Krzeszowskiej, i rzucam listy do pieca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3411">--- Nic, nic, moje dziecko... Gdybyż to anonimy... Ale była dziś u mnie ta poczciwa Denowa z Radzińską i... Ale co ja ci mam życie zatruwać!... One mówią (słychać to podobno w całym mieście), że ty zamiast do sklepu chodzisz do Wokulskiego...</akap_dialog>


<akap id="e3412">Pierwszy raz w życiu w pani Stawskiej obudziła się lwica. Podniosła głowę, oczy jej błysnęły i odpowiedziała twardym tonem:</akap>

<akap_dialog id="e3413">--- A gdyby tak było, więc i cóż?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3414">--- Bój się Boga, co mówisz?... --- jęknęła matka składając ręce.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3415">--- No, ale gdyby tak było? --- powtórzyła pani Stawska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3416">--- A mąż?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3417">--- Gdzież on jest?... Zresztą niech mnie zabije...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3418">--- A córka?... a Helunia?... --- wyszeptała staruszka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3419">--- Nie mówmy o Heluni, tylko o mnie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3420">--- Heleno... dziecko moje... Ty przecież nie jesteś...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3421">--- Jego kochanką... Tak, nie jestem, bo on tego jeszcze nie zażądał. Co mnie obchodzi pani Denowa czy Radzińska albo mąż, który mnie opuścił... Już nie wiem, co się ze mną dzieje... To jedno czuję, że ten człowiek zabrał mi duszę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3422">--- Bądźże przynajmniej rozsądna... Zresztą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3423">--- Jestem nią, dopóki być mogę... Ale ja nie dbam o taki świat, który dwoje ludzi skazuje na tortury za to tylko, że się kochają.</akap_dialog>


<akap id="e3424">Nienawidzieć się wolno --- dodała z gorzkim uśmiechem --- kraść, zabijać... wszystko, wszystko wolno, tylko nie wolno kochać... Ach, moja mamo, jeżeli ja nie mam racji, więc dlaczegóż Jezus Chrystus nie mówił ludziom: bądźcie rozsądni, tylko --- kochajcie się?</akap>


<akap id="e3425">Pani Misiewiczowa umilkła, przerażona wybuchem, którego nigdy nie oczekiwała. Zdawało się, że niebo spada jej na głowę, kiedy z ust tej gołębicy bryzgnęły zdania, jakich dotychczas nie słyszała, nie czytała, jakie jej samej nie przeszły przez myśl, nawet kiedy była w tyfusie.</akap>


<akap id="e3426">Na drugi dzień był u niej Rzecki; przyszedł z miną zakłopotaną, a gdy mu wszystko opowiedziała, wyszedł złamany.</akap>


<akap id="e3427">Bo właśnie dziś w południe zdarzył mu się taki wypadek.</akap>


<akap id="e3428">Do sklepu, do Szlangbauma, przyszedł kto?... Maruszewicz i rozmawiał z nim blisko godzinę. Inni subiekci, od czasu gdy dowiedzieli się, że Szlangbaum kupuje sklep, natychmiast wobec niego spokornieli. Ale pan Ignacy zhardział i po odejściu Maruszewicza zaraz zapytał:</akap>

<akap_dialog id="e3429">--- Cóż pan masz za interesa z tym łotrem, panie Henryku?</akap_dialog>


<akap id="e3430">Ale i Szlangbaum już zhardział, więc odpowiedział panu Rzeckiemu, wysunąwszy pierwej dolną wargę:</akap>

<akap_dialog id="e3431">--- Maruszewicz chce dla barona pożyczyć pieniędzy, a dla siebie chciałby jakiejś posady, bo już gadają na mieście, że Wokulski odstępuje mi swoją spółkę. Za to obiecuje mi, że baron będzie odwiedzał mój dom z baronową...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3432">--- I pan przyjmiesz taką jędzę? --- spytał Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3433">--- Dlaczegóż by nie?... Baron będzie dla mnie, a baronowa dla mojej żony. W duszy jestem demokratą, ale co pocznę, kiedy wobec głupich ludzi salon lepiej wygląda z baronami i hrabiami aniżeli bez nich. Wiele robi się dla stosunków, panie Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3434">--- Winszuję.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3435">--- Ale, ale... --- dodał Szlangbaum. --- Mówił mi jeszcze Maruszewicz, iż po mieście kursuje, że Stasiek wziął na utrzymanie tę... tę... Stawską... Czy to prawda, panie Rzecki?...</akap_dialog>


<akap id="e3436">Stary subiekt plunął mu pod nogi i wrócił do swego biurka.</akap>


<akap id="e3437">Nad wieczorem zaszedł do pani Misiewiczowej, ażeby się z nią naradzić, i tu dowiedział się z ust matki, że pani Stawska dlatego tylko nie jest kochanką Wokulskiego, ponieważ on tego nie żądał...</akap>


<akap id="e3438">Opuścił panią Misiewiczową strapiony.</akap>


<akap id="e3439">,,Niechby sobie była jego kochanką --- mówił w duchu. --- Ojej!... ile to dam bardzo renomowanych są kochankami jeszcze jak lichych facetów...</akap>


<akap id="e3440">Ale to gorsze, że Wokulski wcale o niej nie myśli. Tu jest awantura!... Ha, trzeba coś poradzić."</akap>


<akap id="e3441">Ale że sam już nie znajdował rady, więc poszedł do doktora Szumana.</akap>









<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e3442">XII. W jaki sposób zaczynają się otwierać oczy</naglowek_rozdzial>





<akap id="e3443">Doktór siedział przy lampie z zieloną umbrelką<pr><slowo_obce>umbrelką</slowo_obce> --- zasłona na lampę.</pr> i pilnie przeglądał stos papierów.</akap>

<akap_dialog id="e3444">--- Cóż --- spytał Rzecki --- znowu doktór pracuje nad włosami?... Phi! co za mnóstwo cyfr... Jak sklepowe rachunki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3445">--- Bo też to są rachunki z waszego sklepu i waszej spółki --- odparł Szuman.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3446">--- A pan skąd je masz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3447"><begin id="b1229565706534"/><motyw id="m1229565706534">Pieniądz</motyw>--- Mam tego dosyć. Szlangbaum namawia mnie, ażebym mu powierzył mój kapitał. Ponieważ wolę mieć sześć tysięcy aniżeli cztery tysiące rocznie, więc jestem gotów wysłuchać jego propozycji. Ale że nie lubię działać na ślepo, więc zażądałem cyfr. No, i jak widzę, zrobimy interes.</akap_dialog>


<akap id="e3448">Rzecki był zdumiony.</akap>

<akap_dialog id="e3449">--- Nigdy nie myślałem --- rzekł --- ażebyś pan zajmował się podobnymi kwestiami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3450">--- Bom był głupi --- odparł doktór wzruszając ramionami. --- W moich oczach Wokulski zrobił fortunę, Szlangbaum robi ją, a ja siedzę na paru groszach jak kamień na miejscu. Kto nie idzie naprzód, cofa się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3451">--- Ależ to nie pańska specjalność zbijanie pieniędzy!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3452">--- Dlaczego nie moja? Nie każdy może być poetą albo bohaterem, ale każdy potrzebuje pieniędzy --- mówił Szuman. --- Pieniądz jest spiżarnią najszlachetniejszej siły w naturze, bo ludzkiej pracy. On jest <wyroznienie>sezamem</wyroznienie><pr><slowo_obce>sezam</slowo_obce> --- czarodziejskie zaklęcie otwierające wrota do skarbu w baśni arabskiej Ali Baba i czterdziestu rozbójników. Przenośnie: środek magiczny pokonywający wszelkie trudności; klucz odkrywający tajemnice.</pr>, przed którym otwierają się wszystkie drzwi, jest obrusem, na którym zawsze można znaleźć obiad, jest lampą Aladyna<pr><slowo_obce>lampa Aladyna</slowo_obce> --- cudowna lampa z baśni arabskich <tytul_dziela>Tysiąca i jednej nocy</tytul_dziela>, za której potarciem ma się wszystko, czego się pragnie.</pr>, za której potarciem ma się wszystko, czego się pragnie. Czarodziejskie ogrody, bogate pałace, piękne królewny, wierna służba i gotowi do ofiar przyjaciele, wszystko to ma się za pieniądze...</akap_dialog>


<akap id="e3453">Rzecki przygryzł wargi.</akap>

<akap_dialog id="e3454">--- Nie zawsze --- rzekł --- byłeś pan tego zdania.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3455">--- <slowo_obce>Tempora mutantur et nos mutamur in illis</slowo_obce><pr><slowo_obce>Tempora mutantur et nos mutamur in illis</slowo_obce> (łac.) --- czasy się zmieniają i my zmieniamy się wraz z nimi. (Zdanie przypisywane cesarzowi niemieckiemu Lotariuszowi I 795--855).</pr> --- spokojnie odpowiedział doktór. --- Dziesięć lat zmarnowałem na badaniu włosów, wydałem tysiąc rubli na druk broszury o stu stronicach i... pies nie wspomniał ani o niej, ani o mnie. Spróbuję dziesięć następnych lat poświęcić operacjom pieniężnym i jestem z góry pewny, że mnie będą kochać i podziwiać. Bylem otworzył salon i kupił ekwipaż...<end id="e1229565706534"/></akap_dialog>


<akap id="e3456">Chwilę milczeli nie spoglądając na siebie. Szuman był pochmurny, Rzecki prawie zawstydzony.</akap>

<akap_dialog id="e3457">--- Chciałbym --- odezwał się nareszcie --- pogadać z panem o Stachu...</akap_dialog>


<akap id="e3458">Doktór niecierpliwie odsunął od siebie papiery.</akap>

<akap_dialog id="e3459"><begin id="b1229565782327"/><motyw id="m1229565782327">Polak, Żyd</motyw>--- Co ja mu pomogę --- mruknął. --- To nieuleczony marzyciel, który już nie odzyska rozsądku. Fatalnie posuwa się do ruiny materialnej i moralnej, tak jak wy wszyscy i cały wasz system.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3460">--- Jaki system?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3461">--- Wasz, polski system...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3462">--- A co doktór postawisz na jego miejsce?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3463">--- Nasz, żydowski...</akap_dialog>


<akap id="e3464">Rzecki aż podskoczył na krześle.</akap>

<akap_dialog id="e3465">--- Jeszcze miesiąc temu nazywałeś pan Żydów parchami?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3466">--- Bo oni są parchy. Ale ich system jest wielki: on triumfuje, kiedy wasz bankrutuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3467">--- A gdzież on siedzi, ten nowy system?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3468">--- W umysłach, które wyszły z masy żydowskiej, ale wzbiły się do szczytów cywilizacji. Weź pan Heinego<pr>Heine Henryk (1797--1856) --- znakomity poeta niemiecki, rewolucyjny demokrata.</pr>, Börnego<pr>Börne Ludwik (1786--1837) --- wybitny demokratyczny poeta i krytyk niemiecki.</pr>, Lassala<pr>Lassalle Ferdynand (1825--1864) --- działacz niemieckiego ruchu robotniczego, zapoczątkował kierunek oportunistyczny w socjaldemokracji niemieckiej.</pr>, Marksa, Rotszylda, Bleichrödera<pr>Bleichröder Gerszon (1822--1893) --- mąż zaufania Bismarcka; wpływowy bankier berliński, jeden z największych w Europie.</pr>, a poznasz nowe drogi świata. To Żydzi je utorowali: ci pogardzani, prześladowani, ale cierpliwi i genialni.</akap_dialog>


<akap id="e3469">Rzecki przetarł oczy; zdawało mu się, że śni na jawie. Wreszcie rzekł po chwili:</akap>

<akap_dialog id="e3470"><begin id="b1229565896635"/><motyw id="m1229565896635">Kondycja ludzka</motyw>--- Wybacz, doktór, ale... czy pan nie żartujesz ze mnie?... Pół roku temu słyszałem od pana coś zupełnie innego...<end id="e1229565782327"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3471">--- Pół roku temu --- odparł rozdrażniony Szuman --- słyszałeś pan protesty przeciw starym porządkom, a dziś słyszysz nowy program. Człowiek nie jest ostrygą, która tak przyrasta do swojej skały, że dopiero trzeba ją nożem odrywać. Człowiek patrzy dokoła siebie, myśli, sądzi i w rezultacie odpycha dawne złudzenia przekonawszy się, że są złudzeniami...<end id="e1229565896635"/> Ale pan tego nie pojmujesz ani Wokulski... <begin id="b1229565975395"/><motyw id="m1229565975395">Polak, Żyd, Szlachcic, Mieszczanin</motyw>Wszyscy bankrutujecie, wszyscy... Całe szczęście, że wasze miejsca zajmują świeże siły.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3472">--- Nic pana nie rozumiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3473">--- Zaraz mnie pan zrozumiesz --- prawił doktór gorączkując się coraz mocniej. --- Weź pan rodzinę Łęckich, co oni robili? Trwonili majątki: trwonił dziad, ojciec i syn, któremu w rezultacie zostało trzydzieści tysięcy ocalonych przez Wokulskiego i --- piękna córka dla dopełnienia niedoborów.</akap_dialog>


<akap id="e3474">A co tymczasem robili Szlangbaumowie? Pieniądze. Zbierał je dziad i ojciec, tak że dziś syn, do niedawna skromny subiekt, za rok będzie trząsł naszym handlem. A oni to rozumieją, bo stary Szlangbaum jeszcze w styczniu napisał szaradę:</akap>


<akap id="e3475">,,<wyroznienie>Pierwsze</wyroznienie> po niemiecku znaczy wąż, <wyroznienie>drugie</wyroznienie> roślina, <wyroznienie>wszystko</wyroznienie> do góry się wspina..." I zaraz mi objaśnił, że to znaczy: <wyroznienie>Szlang--Baum</wyroznienie>. Kiepska szarada, ale porządna robota --- dodał śmiejąc się doktór.</akap>


<akap id="e3476">Rzecki spuścił głowę. Szuman mówił dalej:</akap>

<akap_dialog id="e3477">--- Weź pan księcia, co on robi? Wzdycha nad ,,tym nieszczęśliwym krajem", i tyle. A pan baron Krzeszowski? Myśli, ażeby wydobyć pieniądze od żony. A baron Dalski? Usycha ze strachu, ażeby go nie zdradziła żona. Pan Maruszewicz poluje na pożyczki, a gdzie nie może pożyczyć, tam wykpiwa; zaś pan Starski siedzi przy dogorywającej babce, ażeby podsunąć jej do podpisania testament ułożony według jego myśli.</akap_dialog>


<akap id="e3478">Inni, więksi i mniejsi panowie, przeczuwając, że cały interes Wokulskiego przejdzie w ręce Szlangbauma, już składają mu wizyty. Nie wiedzą, biedaki! że on co najmniej o pięć procent zniży im dochody... <begin id="b1229566065192"/><motyw id="m1229566065192">Marzenie</motyw>Najmądrzejszy zaś z nich, Ochocki, zamiast wyzyskać lampy elektryczne swego systemu, myśli o machinach latających. Ba!... zdaje mi się, że od kilku dni radzi o nich z Wokulskim. Zawsze znajdzie swój swego: marzyciel marzyciela...<end id="e1229565975395"/></akap>

<akap_dialog id="e3479">--- No, już chyba Stachowi nie będziesz doktór nic zarzucał --- przerwał niecierpliwie Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3480">--- Nic, oprócz tego, że nigdy nie pilnował fachu, a zawsze gonił za mrzonkami. Będąc subiektem chciał zostać uczonym, a zacząwszy uczyć się postanowił awansować na bohatera. Majątek zrobił nie dlatego, że był kupcem, ale że oszalał dla panny Łęckiej; a dziś, kiedy jej dosięga, co wreszcie bardzo jest niepewne, już zaczyna naradzać się z Ochockim... Słowo honoru, nie pojmuję: o czym finansista może rozmawiać z takim Ochockim?... Lunatycy!...<end id="e1229566065192"/></akap_dialog>


<akap id="e3481">Rzecki szczypał się w nogę, ażeby doktorowi nie zrobić awantury.</akap>

<akap_dialog id="e3482">--- Uważa pan --- odezwał się po chwili --- przyszedłem do pana w sprawie już nie tylko Wokulskiego, ale kobiety... Kobiety, panie Szuman, a przeciw tym nic pan chyba nie znajdziesz do powiedzenia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3483"><begin id="b1229566177675"/><motyw id="m1229566177675">Kobieta, Małżeństwo, Polak, Żyd</motyw>--- Wasze kobiety są akurat tyle warte co i mężczyźni. Wokulski za dziesięć lat mógłby być milionerem i potęgą w tym kraju, ale ponieważ związał losy swoje z panną Łęcką, więc sprzedał sklep doskonale procentujący, rzuci spółkę, wcale nie gorszą od sklepu, a potem strwoni majątek. Albo ten Ochocki... Inny, na jego miejscu, już pracowałby nad oświetleniem elektrycznym, skoro udał mu się wynalazek. Tymczasem on hula po Warszawie z tą ładną panią Wąsowską, dla której więcej znaczy dobry tancerz aniżeli największy wynalazca.</akap_dialog>


<akap id="e3484">Żyd zrobiłby inaczej. Gdyby był elektrotechnikiem, znalazłby sobie kobietę, która albo siedziałaby z nim w pracowni, albo --- handlowała elektrycznością. A gdyby był finansistą, jak Wokulski, nie kochałby się na oślep, tylko szukałby żony bogatej. Wreszcie może by wziął ubogą i piękną, ale wtedy musiałyby procentować jej wdzięki. Ona prowadziłaby mu salon, zwabiała gości, uśmiechałaby się do możnych, romansowałaby z najmożniejszymi, słowem, na wszelki sposób popierałaby interes firmy, zamiast ją gubić.</akap>

<akap_dialog id="e3485">--- I w tym wypadku byłeś pan przed pół rokiem innego zdania --- wtrącił Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3486">--- Nie przed pół rokiem, ale przed dziesięcioma laty. Ba! trułem się po śmierci narzeczonej, ale to właśnie jeden więcej argument przeciw waszemu systematowi. Dziś aż cierpnę, kiedy pomyślę, że albo mogłem umrzeć, licho wie po co, albo ożenić się z kobietą, która strwoniłaby mi majątek.<end id="e1229566177675"/></akap_dialog>


<akap id="e3487">Rzecki podniósł się z krzesła.</akap>

<akap_dialog id="e3488">--- Więc teraz --- rzekł --- ideałem pańskim jest Szlangbaum.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3489">--- Ideałem nie, ale dzielnym człowiekiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3490">--- Który wydobył rachunki sklepowe...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3491">--- Ma do tego prawo. Wszak od lipca zostanie właścicielem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3492">--- A tymczasem demoralizuje kolegów, swoich przyszłych subiektów?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3493">--- On ich rozpędzi!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3494">--- I ten pański ideał, kiedy prosił Stacha o posadę, to już wówczas myślał o zagarnięciu naszego sklepu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3495">--- Nie zagarnia, tylko kupuje! --- zawołał doktór. --- Może wolałbyś pan, ażeby sklep zmarniał nie znalazłszy nabywcy?... I kto z was mądrzejszy: pan, który po kilkudziesięciu latach nie masz nic, czy on, który w ciągu roku zdobywa taką fortecę, nikomu notabene nie robiąc krzywdy, a Wokulskiemu płacąc gotówką?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3496">--- Może masz pan rację, ale mnie jakoś się to nie wydaje --- mruknął Rzecki potrząsając głową.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3497"><begin id="b1229566296876"/><motyw id="m1229566296876">Obraz świata, Przemiana</motyw>--- Nie wydaje się panu, bo należysz do tych, co sądzą, że ludzie jak kamienie muszą porastać mchem nie ruszając się z miejsca. Dla pana Szlangbaumy zawsze powinni być subiektami, Wokulscy zawsze pryncypałami, a Łęccy zawsze jaśnie wielmożnymi... Nie, panie! Społeczeństwo jest jak gotująca się woda: co wczoraj było na dole, dziś pędzi w górę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3498">--- A jutro znowu spada na dół --- zakończył Rzecki. --- Dobranoc, doktorze.<end id="e1229566296876"/></akap_dialog>


<akap id="e3499">Szuman ścisnął go za rękę.</akap>

<akap_dialog id="e3500">--- Gniewasz się pan?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3501">--- Nie... Tylko nie wierzę w ubóstwienie pieniędzy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3502">--- To stan przejściowy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3503">--- A któż panu zaręczy, że marzycielstwo Wokulskich albo Ochockich nie jest stanem przejściowym? Machina latająca śmieszna to rzecz na pozór, ale tylko na pozór; wiem coś o jej wartości, bo przez całe lata tłomaczył mi to Stach. Lecz gdyby takiemu na przykład Ochockiemu udało się ją zbudować, pomyśl pan, co byłoby więcej warte dla świata: czy spryt Szlangbaumów, czy marzycielstwo Wokulskich i Ochockich?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3504">--- Tere--fere --- przerwał doktór. --- Już ja na tych godach nie będę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3505">--- Ale gdybyś pan był, musiałbyś chyba trzeci raz zmienić program.</akap_dialog>


<akap id="e3506">Doktór zmieszał się...</akap>

<akap_dialog id="e3507">--- No, co tam --- rzekł. --- Jakiż to interes miałeś pan do mnie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3508">--- Tej biednej Stawskiej... Ona naprawdę zakochała się w Wokulskim...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3509">--- Ehe!... takimi sprawami już mógłbyś pan mnie nie zajmować --- ofuknął go doktór. --- Kiedy jedni zbogacają się i rosną w siłę, a inni bankrutują, on mi zawraca głowę amorami jakiejś pani Stawskiej. Nie trzeba było bawić się w swata!...</akap_dialog>


<akap id="e3510">Rzecki opuścił doktora tak zmartwiony, że nawet nie uważał na brutalność jego ostatnich słów.</akap>


<akap id="e3511">Dopiero na ulicy spostrzegł się i uczuł żal do Szumana.</akap>


<akap id="e3512">,,Ot, przyjaźń żydowska!" --- mruknął.</akap>


<akap id="e3513"><begin id="b1229566384078"/><motyw id="m1229566384078">Zabawa</motyw>Wielki post<pr>Wielki post 1879 rozpoczął się 26 lutego.</pr> nie był tak nudny, jak obawiano się w modnym świecie.</akap>


<akap id="e3514">Naprzód Opatrzność zesłała wezbranie Wisły<pr><slowo_obce>wezbranie Wisły</slowo_obce> --- w połowie lutego wezbrana Wisła zalała szereg wsi podwarszawskich. Szkody wyrządzone przez powódź były bardzo duże. Komitet pomocy powodzianom zorganizował na ich cel koncert w Teatrze Wielkim (2 marca).</pr>, co dało powód do publicznego koncertu i kilku prywatnych wieczorów z muzyką i deklamacją. Następnie w szeregu prelegentów na Osady Rolne<pr><slowo_obce>Osady Rolne</slowo_obce> --- Towarzystwo Osad Rolnych i Przytułków Rzemieślniczych (dla małoletnich) urządziło na swoje cele w czasie wielkiego postu 1879 r. cykl płatnych odczytów.</pr> wystąpił jeden krakowianin, nadzieja partii arystokratycznej<pr><slowo_obce>krakowianin, nadzieja partii arystokratycznej...</slowo_obce> --- w cyklu wykładów na rzecz Towarzystwa Osad Rolnych 3 kwietnia 1879 r. wygłosił odczyt pt. <tytul_dziela>Wisła w wiekach średnich</tytul_dziela> historyk Michał Bobrzyński (1849--1935), autor właśnie wydanych wówczas <tytul_dziela>Dziejów Polski</tytul_dziela>, wybitny działacz stronnictwa konserwatywnego w Galicji. W parę dni później (9--12 kwietnia) odbyły się odczyty o <tytul_dziela>Panu Tadeuszu</tytul_dziela> Stanisława hr. Tarnowskiego (1837--1917), jednego z przywódców konserwatystów galicyjskich i profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego; Tarnowski odnosił duże sukcesy jako prelegent.</pr>, na którego odczyt wybrało się najlepsze towarzystwo. Potem Szegedyn<pr>Szegedyn --- miasto węgierskie blisko granicy z Jugosławią. W nocy z 11 na 12 marca, wskutek wylewu Cisy, prawie cały Szegedyn uległ zniszczeniu, kilkaset ludzi straciło życie.</pr> uległ powodzi, co znowu wywołało wprawdzie nieduże składki, ale za to ogromny ruch w salonach. Odbył się nawet w domu hrabiny teatr amatorski, na którym odegrano dwie sztuki w języku francuskim i jedną w angielskim.</akap>


<akap id="e3515"><begin id="b1229566434081"/><motyw id="m1229566434081">Flirt</motyw>We wszystkich tych filantropijnych zajęciach panna Izabela przyjmowała czynny udział. Bywała na koncertach, zajmowała się wręczeniem bukietu uczonemu krakowianinowi, występowała w żywym obrazie w roli anioła litości i grała w sztuce Musseta <tytul_dziela>Nie igra się z miłością</tytul_dziela><pr>Musset Alfred (1810--1857) --- romantyk francuski, autor znakomitych komedii, do których należy m.in. <tytul_dziela>Nie igra się z miłością</tytul_dziela>.</pr>. <begin id="b1229566483063"/><motyw id="m1229566483063">Miłość</motyw>Panowie Niwiński, Malborg, Rydzewski i Pieczarkowski prawie zasypali ją bukietami, a pan Szastalski zwierzył się kilku damom, że prawdopodobnie w tym jeszcze roku będzie musiał odebrać sobie życie.<end id="e1229566434081"/><end id="e1229566384078"/></akap>


<akap id="e3516">Gdy rozeszła się wieść o zamierzonym samobójstwie, pan Szastalski stał się bohaterem rautów, a panna Izabela zyskała przydomek --- okrutnej. Kiedy panowie powymykali się na wista, wówczas damy pewnego wieku miały największą przyjemność w tym, ażeby za pomocą dowcipnych manewrów zbliżyć pannę Izabelę z Szastalskim. Z nieopisanym współczuciem przypatrywały się przez lornetki cierpieniom młodego człowieka; prawie starczyło im to za koncert. Gniewały się tylko na pannę Izabelę widząc, że ona rozumie swoje uprzywilejowane stanowisko, a każdym ruchem i spojrzeniem zdaje się mówić: patrzcie, to mnie on kocha, przeze mnie jest nieszczęśliwy!...</akap>


<akap id="e3517">Wokulski znajdował się niekiedy w tych towarzystwach, widział lornetki dam skierowane na Szastalskiego i pannę Izabelę, nawet słyszał uwagi, które brzęczały mu około uszu jak osy, ale nic nie rozumiał. Nim wreszcie nikt się nie zajmował, odkąd dowiedziano się, że jest poważnym konkurentem.<end id="e1229566483063"/></akap>

<akap_dialog id="e3518">--- Nieszczęśliwa miłość budzi daleko więcej interesu --- szepnęła raz panna Rzeżuchowska do pani Wąsowskiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3519">--- Kto wie, gdzie tu naprawdę jest miłość nieszczęśliwa, a nawet tragiczna!... --- odpowiedziała pani Wąsowska patrząc na Wokulskiego.</akap_dialog>


<akap id="e3520">W kwadrans później panna Rzeżuchowska kazała przedstawić sobie Wokulskiego, a w ciągu następnego kwadransa zawiadomiła go (spuszczając przy tym oczy), że jej zdaniem najpiękniejszą rolą kobiety jest pielęgnować ranione serca, które cierpią w milczeniu.</akap>


<akap id="e3521">Pewnego dnia przy końcu marca Wokulski przyszedłszy do panny Izabeli zastał ją w doskonałym humorze.</akap>

<akap_dialog id="e3522"><begin id="b1229566550240"/><motyw id="m1229566550240">Artysta, Sława</motyw>--- Wyborna wiadomość! --- zawołała witając się z nim niezwykle gorąco. --- Czy wie pan, że przyjechał ten znakomity skrzypek Molinari<pr><slowo_obce>Molinari</slowo_obce> --- postać fikcyjna. Wrażenie, jakie wywiera jego gra na bohaterach <tytul_dziela>Lalki</tytul_dziela>, przypomina nawet w szczegółach echa występów warszawskich znakomitego hiszpańskiego skrzypka i kompozytora Pablo Sarassate (1844--1908), które odbyły się z końcem marca i w początkach kwietnia 1879 r.</pr>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3523">--- Molinari?... --- powtórzył Wokulski. --- Ach, tak, widziałem go w Paryżu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3524">--- Tak pan chłodno o nim mówi? --- zdziwiła się panna Izabela. --- Czyby jego gra nie podobała się panu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3525">--- Przyznam się pani, że nawet nie uważałem, jak on gra.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3526">--- To niepodobna!... to chyba nie słyszał go pan... Pan Szastalski (no, on zawsze przesadza) powiedział, że tylko słuchając Molinariego mógłby umrzeć bez żalu. Pani Wywrotnicka jest nim zachwycona, a pani Rzeżuchowska ma zamiar wydać dla niego raut.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3527">--- O ile mi się zdaje, jest to dosyć mierny skrzypek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3528">--- Ależ, panie!... Pan Rydzewski i pan Pieczarkowski mieli sposobność widzieć jego album, złożone z samych recenzyj... Pan Pieczarkowski mówi, że Molinariemu ofiarowali to jego wielbiciele. Otóż wszyscy europejscy recenzenci nazywają go genialnym.</akap_dialog>


<akap id="e3529">Wokulski potrząsnął głową.</akap>

<akap_dialog id="e3530">--- Widziałem go w sali, gdzie najdroższe miejsce kosztowało dwa franki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3531">--- To niepodobna, to chyba nie on... On dostał order od Ojca świętego, od szacha perskiego, ma tytuł... Miernych skrzypków nie spotykają takie odznaczenia.<end id="e1229566550240"/></akap_dialog>


<akap id="e3532">Wokulski z podziwem przypatrywał się zarumienionej twarzy i błyszczącym oczom panny Izabeli. Były to tak silne argumenta, że zwątpił we własną pamięć i odparł:</akap>

<akap_dialog id="e3533">--- Może być.</akap_dialog>


<akap id="e3534">Ale pannę Izabelę w przykry sposób dotknęła jego obojętność dla sztuki. Sposępniała i przez resztę dnia rozmawiała z Wokulskim dosyć chłodno.</akap>


<akap id="e3535">,,Głupiec jestem! --- pomyślał wychodząc. --- Zawsze muszę się wyrwać z czymś, co jej robi przykrość. Jeżeli jest melomanką, może uważać za świętokradztwo moje zdanie o Molinarim..."</akap>


<akap id="e3536">I przez cały następny dzień gorzko wyrzucał sobie nieznajomość sztuki, prostactwo, niedelikatność, a nawet brak szacunku dla panny Izabeli.</akap>


<akap id="e3537">,,Z pewnością --- mówił --- znakomitszym jest ten skrzypek, który na niej zrobi wrażenie, aniżeli ten, który by mnie się podobał. Trzeba być arogantem, ażeby wypowiadać sądy tak stanowcze, tym bardziej że musiałem nie poznać się na jego grze..."</akap>


<akap id="e3538">Wstyd go ogarnął.</akap>


<akap id="e3539">Na trzeci dzień otrzymał od panny Izabeli krótki liścik:</akap>


<akap id="e3540">,,Panie --- pisała. --- Musi mi pan ułatwić zaznajomienie się z Molinarim, ale to koniecznie, koniecznie... Obiecałam Cioci, że skłonię go, ażeby zagrał u niej na ochronę; pojmuje więc pan, ile mi na tym zależy."</akap>


<akap id="e3541">W pierwszej chwili zdawało się Wokulskiemu, że zbliżenie się do genialnego skrzypka będzie jednym z najtrudniejszych zadań, jakie mu kazano rozwiązać. Szczęściem, przypomniał sobie, że ma znajomego muzyka, który nie tylko poznał się z Molinarim, ale już chodził za nim i przesiadywał u niego jak cień.</akap>


<akap id="e3542">Kiedy zwierzył się z kłopotu przed muzykiem, ten naprzód szeroko otworzył oczy, potem zmarszczył brwi, w końcu zaś, po długim namyśle, odparł:</akap>

<akap_dialog id="e3543">--- O, to sprawa trudna, bardzo trudna, ale dla pana postaramy się. Tylko muszę go przygotować, dobrze usposobić... I wie pan, jak zrobimy?... Niech pan jutro zajdzie do hotelu o pierwszej w południe; ja tam będę na śniadaniu. Wtedy niech pan wywoła mnie nieznacznie przez służącego, a już ja wyrobię panu audiencję.</akap_dialog>


<akap id="e3544">Te ostrożności i ton, jakim je wypowiadano, przykro dotknęły Wokulskiego; mimo to w oznaczonym terminie poszedł do hotelu.</akap>

<akap_dialog id="e3545">--- Pan Molinari w domu? --- zapytał szwajcara.</akap_dialog>


<akap id="e3546">Szwajcar, człowiek znajomy, wyprawił pomocnika na górę, sam zaś zaczął bawić Wokulskiego rozmową:</akap>

<akap_dialog id="e3547"><begin id="b1229566620119"/><motyw id="m1229566620119">Artysta, Dama, Flirt</motyw>--- To, wielmożny panie, mamy ruch w hotelu z tym Włochem!... Schodzą się państwo jak do cudownego obrazu, ale najwięcej kobiety...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3548">--- Oho?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3549">--- Tak, wielmożny panie. Taka najpierwej przysyła mu list, potem bukiet, a nareszcie sama przychodzi za woalką, bo myśli, że jej nikt nie pozna... To, panie, śmiech dla całej służby!... On nie każdą przyjmuje, choć która da jego lokajowi ze trzy ruble. Ale czasem, jak trafi mu się dobry humor, to nieraz dobiera sobie chłopisko jeszcze dwa numery, każdy w innej stronie korytarza, i w każdym inną rozwesela... Taki, bestia, zajadły.</akap_dialog>


<akap id="e3550">Wokulski spojrzał na zegarek. Upłynęło z dziesięć minut na czekaniu, więc pożegnał szwajcara i poszedł na schody czując, że gniew zaczyna w nim kipieć.</akap>


<akap id="e3551">,,Tęgi blagier! --- myślał. --- Ale też i miłe te kobietki..."<end id="e1229566620119"/></akap>


<akap id="e3552">W drodze spotkał go zadyszany pomocnik szwajcara.</akap>

<akap_dialog id="e3553">--- Pan Molinari --- rzekł --- kazał prosić, ażeby jaśnie pan chwilkę zaczekał...</akap_dialog>


<akap id="e3554">Wokulski chciał schwycić za kark posłańca, ale pohamował się i --- zawrócił na dół.</akap>

<akap_dialog id="e3555">--- Jaśnie pan odchodzi?... Co mam powiedzieć panu Molinariemu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3556">--- Powiedz mu, ażeby... Rozumiesz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3557">--- Powiem, jaśnie panie, tylko on nie zrozumie --- odpowiedział zadowolony lokaj, a wpadłszy do szwajcara rzekł:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3558"><begin id="b1229566689638"/><motyw id="m1229566689638">Lud, Obyczaje, Przekleństwo</motyw>--- Przynajmniej znalazł się choć jeden pan, co się poznał na tym kundlu Włochu... O hycel! łeb to zadziera, ale nim ci da, człeku, dziesiątczynę, to ją pierwej ze trzy razy obejrzy... Legawa suka<pr><slowo_obce>Legawa suka</slowo_obce> --- legawiec: wyżeł, pies myśliwski.</pr> go urodziła, pokrakę... Zgnilec... obieżyświat... Kopernik<pr><slowo_obce>Kopernik</slowo_obce> --- tu: wyzwisko warszawskie.</pr>!...<end id="e1229566689638"/></akap_dialog>


<akap id="e3559">Była chwila, że Wokulski uczuł żal do panny Izabeli. Jak można zapalać się do człowieka, z którego nawet hotelowa służba żartuje!... Jak można zapisywać się na długą listę jego wielbicielek... Czy w końcu godziło się zmuszać go, ażeby szukał znajomości z takim płytkim blagierem!...</akap>


<akap id="e3560">Ale wnet ochłonął; przyszła mu bardzo słuszna uwaga, że panna Izabela nie znając Molinariego daje się tylko unosić prądowi jego reputacji.</akap>


<akap id="e3561">,,Pozna go i ochłonie --- pomyślał. --- Tylko już ja nie będę im służył za pośrednika."</akap>


<akap id="e3562">Kiedy Wokulski wrócił do domu, zastał u siebie Węgiełka, który czekał na niego od godziny.</akap>


<akap id="e3563">Chłopak wyglądał po warszawsku, ale był trochę mizerny.</akap>

<akap_dialog id="e3564">--- Wychudłeś, zbladłeś --- rzekł Wokulski przypatrzywszy mu się. --- Łajdaczysz się czy co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3565">--- Nie, panie, tylko dziesięć dni chorowałem. Coś mi się zrobiło na szyi takie paskudne, że mnie doktór pokrajał. Ale już wczoraj poszedłem do roboty.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3566">--- Potrzebujesz pieniędzy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3567">--- Nie, panie. Chciałem tylko opowiedzieć się względem powrotu do Zasławia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3568">--- Już cię korci. A nauczyłeś się czego?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3569">--- Ojej! I ze ślusarkom się trochę... i według stolarki... Koszyków nauczyłem się też wcale pięknych i rysować. A nawet jakby przyszło do malowania, to też...</akap_dialog>


<akap id="e3570">Mówiąc to kłaniał się, rumienił i miętosił czapkę w ręku.</akap>

<akap_dialog id="e3571">--- Dobrze --- odezwał się po chwili Wokulski. --- Na narzędzia dostaniesz sześćset rubli. Wystarczy?... A kiedy chcesz wracać?</akap_dialog>


<akap id="e3572">Chłopak zaczerwienił się jeszcze mocniej i pocałował Wokulskiego w rękę.</akap>

<akap_dialog id="e3573"><begin id="b1229566926675"/><motyw id="m1229566926675">Małżeństwo, Upadek</motyw>--- Bo ja jeszcze, z przeproszeniem łaski pańskiej, chciałbym się ożenić... Tylko nie wiem...</akap_dialog>


<akap id="e3574">Poskrobał się w głowę.</akap>

<akap_dialog id="e3575">--- Z kimże to? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3576">--- Z tą panną Marianną, co mieszka u furmanów Wysockich. Ja też mieszkam w tym domu, tylko na górze.</akap_dialog>


<akap id="e3577">,,Chce się żenić z moją magdalenką?" --- pomyślał Wokulski. Przeszedł się po pokoju i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e3578">--- A dobrze ty znasz pannę Mariannę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3579">--- Co nie mam znać? Przecie widujemy się co dzień trzy razy, a czasami to i przez całą niedzielę albo ja siedzę u niej, albo oboje u Wysockich.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3580">--- No tak. Ale czy wiesz, czym ona była przed rokiem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3581">--- Wiem, panie. Ledwiem tu przyjechał z łaski pańskiej, zaraz Wysocka mówi do mnie: ,,Uważaj, młody, bo ona się puszczała..." Takim sposobem od pierwszego dnia wiedziałem, co ona za jedna; okpistwa ze mną nie robiła żadnego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3582">--- I jakże się stało, że chcesz żenić się z nią?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3583">--- Bóg wie, panie, ani tak, ani owak. Nawet z początku to śmiałem się z niej i jak kto przechodził za oknem, mówiłem: ,,Pewno i ten znajomy panny Marianny, boś panna nie z jednego pieca chleb jadła." A ona nic, tylko spuści głowę, kręci maszyną, aż warczy, i ognie jej na twarz biją.</akap_dialog>


<akap id="e3584">Później spostrzegłem się, że mi ktoś łata bieliznę; więc na Boże Narodzenie kupiłem jej za dziesięć złotych parasol, a ona sześć chustek perkalowych z moim nazwiskiem. A Wysocka mówi: ,,Nie daj się, młody, bo to probantka<pr><slowo_obce>probantka</slowo_obce> --- dziewczyna, która niejedno już przeszła w życiu.</pr>!..." Więcem se do głowy nie dopuszczał, choć gdyby nie była ladaco, już bym się w zapusty ożenił.</akap>


<akap id="e3585">Akurat w Popielec Wysocki rozpowiedział mi, jak się z nią zrobił ten interes, niby z panną Marianną. Zgodziła ją jakaś pani w aksamitach do służby, no i miała służbę, niech ręka boska broni! Coraz chce uciekać, ale ją łapią i mówią: ,,Albo siedź tu, albo oddamy cię do kryminału za złodziejstwo." ,,Cóżem ja ukradła?" --- ona mówi. ,,Nasze dochody, psiawiaro!" --- oni krzyczą. I tak by siedziała (rozpowiadał Wysocki) do sądnego dnia, gdyby jej pan Wokulski nie zobaczył w kościele. Wtedy ją wykupił i wyratował.</akap>

<akap_dialog id="e3586">--- Mów dalej, mów --- odezwał się Wokulski spostrzegłszy, że Węgiełek waha się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3587"><begin id="b1229566979806"/><motyw id="m1229566979806">Kobieta, Mężczyzna</motyw>--- Zaraz mnie tknęło --- ciągnął Węgiełek --- że to nie żadne łajdactwo, tylko nieszczęście. I pytam się Wysockiego: ,,Ożeniłby się pan z panną Marianną?" ,,I z jedną babą jest utrapienie" --- on mówi. ,,Ale żeby pan Wysocki był w kawalerskiej kondycji, to co?" ,,Eh --- mówi --- kiedy już nie mam ciekawości do kobiet." Widząc ja, że stary nie chce gadać, takem go zaklął, że mi w końcu powiedział: ,,Nie ożeniłbym się, bo nie miałbym przekonania, że się w niej stary obyczaj nie odezwie. Kobieta jak dobra, to dobra, ale jak się rozwydrzy, niczym diabeł."<end id="e1229566979806"/></akap_dialog>


<akap id="e3588"><begin id="b1229567050963"/><motyw id="m1229567050963">Choroba, Kobieta, Mężczyzna, Opieka</motyw>Tymczasem na początku świętego postu zesłał Pan Bóg miłosierny na mnie takiego bolaka<pr><slowo_obce>bolak</slowo_obce> --- bolesny wrzód.</pr>, żem musiał leżeć w domu, i jeszcze doktór mnie pokrajał. Aż tu panna Marianna jak nie zacznie do mnie chodzić, łóżko prześciełać, pokrajanie mi opatrywać... Mówił doktór, żeby nie jej opatrunki, to bym z tydzień dłużej leżał. Mnie nieraz złość brała, osobliwie, jak mnie trzęsło, więc jednego dnia mówię: ,,Co sobie panna Marianna robi subiekcję<pr><slowo_obce>robić sobie subiekcję</slowo_obce> --- zadawać sobie trud.</pr>?... Panna myśli, że ja się z panną ożenię, a ja chybabym zgłupiał, żeby się z taką wiązać, co się dziesięciu wysługiwała..."</akap>


<akap id="e3589">A ona na to nic, tylko spuściła głowę i łzy jej kap... kap...</akap>


<akap id="e3590">,,Przecie ja rozumiem --- mówi --- żeby się pan Węgiełek ze mną nie ożenił..."</akap>


<akap id="e3591">Aż mnie, z przeproszeniem łaski pańskiej, zemdliło z wielkiej litości, kiedym to usłyszał. I zaraz powiedziałem Wysockiej: ,,Wie pani Wysocka co, może ja się z panną Marianną ożenię..."<end id="e1229567050963"/></akap>


<akap id="e3592">A ona na to: ,,Nie bądź głupi, bo..."</akap>


<akap id="e3593">Kiedy nie śmiem mówić --- dodał nagle Węgiełek, znowu całując Wokulskiego w rękę.</akap>

<akap_dialog id="e3594">--- Mów śmiało.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3595">--- ,,Bo --- rzekła mi pani Wysocka --- jakbyś się ożenił z panną Marianną, to może byś obraził pana Wokulskiego za jego łaskę nad nami wszystkimi... Kto zaś wie, czy panna Marianna do niego nie chodzi..."</akap_dialog>


<akap id="e3596">Wokulski zatrzymał się przed nim.</akap>

<akap_dialog id="e3597">--- Tego się lękasz? --- spytał. --- Daję ci słowo honoru, że nigdy nie widuję tej panny.</akap_dialog>


<akap id="e3598">Węgiełek odetchnął.</akap>

<akap_dialog id="e3599">--- To i chwała Bogu. Bo jedno, że nie śmiałbym przecie panu włazić w drogę za jego dobroć, a po drugie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3600">--- Cóż po drugie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3601">--- Po drugie, widzi pan, że ona się puszczała, to przez nieszczęście, źli ludzie ją skrzywdzili i temu ona nie winna. Ale żeby ona teraz nade mną chorym płakała, a do wielmożnego pana chodziła, to już byłaby taka szelma jak wściekły pies, co to tylko zabić, ażeby ludzi nie kąsał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3602">--- A zatem? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3603">--- Ha, cóż? ożenię się po świętach --- odparł Węgiełek. --- Przecie ona za nie swoje grzechy cierpieć nie może. Nie jej to była wola.<end id="e1229566926675"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3604">--- Masz jeszcze jaki interes?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3605">--- Już nic.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3606">--- Więc bywaj zdrów, a przed ślubem wstąp do mnie. Ona będzie miała pięćset rubli posagu, no i co potrzeba na bieliznę i gospodarstwo.</akap_dialog>


<akap id="e3607">Węgiełek opuścił go bardzo wzruszony.</akap>


<akap id="e3608">,,Oto logika prostych serc! --- pomyślał Wokulski. --- Pogarda dla występku, miłosierdzie dla nieszczęścia."</akap>


<akap id="e3609">Naiwny mieszczanin w jego oczach wyrósł na posłannika odwiecznej sprawiedliwości, który zdeptanej kobiecie przyniósł spokój i przebaczenie.</akap>


<akap id="e3610">W końcu marca u państwa Rzeżuchowskich odbył się wielki raut z Molinarim; Wokulski także otrzymał zaproszenie zaadresowane piękną rączką panny Rzeżuchowskiej.</akap>


<akap id="e3611">Przybył tam dosyć późno, właśnie w chwili kiedy mistrz dał się uprosić do uszczęśliwienia słuchaczy koncertem własnej kompozycji. Jeden z miejscowych muzyków usiadł towarzyszyć mu na fortepianie, drugi przyniósł mistrzowi skrzypce, trzeci odwracał nuty akompaniatorowi, czwarty stał za mistrzem w zamiarze podkreślania fizjognomią i gestami piękniejszych albo trudniejszych ustępów.</akap>


<akap id="e3612">Ktoś poprosił obecnych o spokojność, damy usiadły w półkole, mężczyźni zgromadzili się za ich krzesłami, koncert zaczął się.</akap>


<akap id="e3613">Teraz Wokulski spojrzał na skrzypka i przede wszystkim spostrzegł pewne podobieństwo między nim i Starskim. Molinari miał takie same niewielkie faworyciki, jeszcze mniejsze wąsiki i ten sam wyraz znużenia, jaki cechuje ludzi posiadających szczęście u płci pięknej. Grał dobrze i wyglądał przyzwoicie, lecz było widać po nim, że już pogodził się z rolą półbożka łaskawego dla swoich wiernych.</akap>


<akap id="e3614"><begin id="b1229567173223"/><motyw id="m1229567173223">Artysta, Kobieta, Mężczyzna, Muzyka, Obyczaje, Sztuka</motyw>Od czasu do czasu skrzypce odezwały się głośniej, stojący za mistrzem muzyk robił minę zachwyconą, a po sali przebiegał cichy i krótki szmer. Pomiędzy uroczyście nastrojonymi mężczyznami i zasłuchanymi, zamyślonymi, rozmarzonymi lub drzemiącymi damami Wokulski dostrzegał kobiece fizjognomie napiętnowane niezwykłym wyrazem. Były tam namiętnie odrzucone głowy, zarumienione policzki, pałające oczy, rozchylone i drgające usta, jakby pod wpływem narkotyku.</akap>


<akap id="e3615">,,Straszna rzecz! --- pomyślał Wokulski. --- Cóż to za chore indywidua wprzęgają się do triumfalnego wozu tego pana..."</akap>


<akap id="e3616">Wtem spojrzał na bok i zrobiło mu się zimno... Zobaczył pannę Łęcką bardziej odurzoną i roznamiętnioną od innych. Nie wierzył własnym oczom.</akap>


<akap id="e3617">Mistrz grał z kwadrans, ale Wokulski nie słyszał już ani jednej nuty. Rozbudził go dopiero przeciągły grzmot oklasków. Potem znowu zapomniał, gdzie jest, ale za to doskonale widział, jak Molinari szepnął coś do ucha panu Rzeżuchowskiemu, jak pan Rzeżuchowski wziął go pod rękę i --- przedstawił pannie Izabeli.</akap>


<akap id="e3618">Przywitała go rumieńcem i wejrzeniem nieopisanego zachwytu.<end id="e1229567173223"/> A ponieważ proszono na kolację, mistrz podał jej rękę i zaprowadził do sali jadalnej. Przeszli tuż obok niego, Molinari potrącił go łokciem, ale tak byli zajęci sobą, że panna Izabela nawet nie spostrzegła Wokulskiego. Potem usiedli we czworo przy jednym stoliku: pan Szastalski z panną Rzeżuchowską, Molinari z panną Izabelą, i było znać, że jest im bardzo dobrze razem.</akap>


<akap id="e3619">Wokulskiemu znowu zdawało się, że z oczu spada mu zasłona, poza którą widać zupełnie inny świat i inną pannę Izabelę. Ale w tej samej chwili uczuł taki zamęt w głowie, ból w piersiach, szał w nerwach, że uciekł do przedpokoju, a stamtąd na ulicę obawiając się, że traci rozum.</akap>


<akap id="e3620">,,Boże miłosierny! --- szepnął --- zdejmijże ze mnie to przekleństwo..."</akap>


<akap id="e3621">O kilka kroków od Molinariego, przy mikroskopijnym stoliczku, siedziała pani Wąsowska z Ochockim.</akap>

<akap_dialog id="e3622">--- Moja kuzynka zaczyna mi się coraz mniej podobać --- rzekł Ochocki patrząc na pannę Izabelę. --- Widzi ją pani?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3623">--- Od godziny --- odparła pani Wąsowska. --- Ale zdaje mi się, że i Wokulski coś spostrzegł, bo był bardzo zmieniony. Żal mi go.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3624"><begin id="b1229567263766"/><motyw id="m1229567263766">Kobieta, Mężczyzna, Miłość</motyw>--- O, niech pani będzie spokojna o Wokulskiego. Prawda, że dziś jest rozbity, ale jeżeli się raz ocknie... Takich nie zabijają wachlarzem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3625">--- Więc może być dramat...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3626">--- Żadnego --- rzekł Ochocki. --- Ludzie o skoncentrowanych uczuciach wówczas tylko są niebezpieczni, jeżeli nie mają rezerw...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3627">--- Mówisz pan o tej pani... jakże ona... Sta... Star?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3628">--- Boże uchowaj, tam nic nie ma i nigdy nie było. Zresztą dla zakochanego mężczyzny nie stanowi rezerwy inna kobieta.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3629">--- Więc cóż?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3630">--- Wokulski ma silny umysł i wie o cudownym wynalazku, którego wykończenie naprawdę przewróciłoby świat...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3631">--- I pan wiesz o nim?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3632">--- Treść znam, dowód widziałem; nie znam tylko bliższych szczegółów. Przysięgam --- mówił zapalając się Ochocki --- że dla takiej sprawy można by poświęcić nawet dziesięć kochanek!<end id="e1229567263766"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3633">--- Więc i mnie poświęciłbyś, niewdzięczniku?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3634">--- Alboż pani jest moją kochanką?... Nie jestem przecie lunatykiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3635">--- Ale kochasz się we mnie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3636">--- Może jeszcze tak jak Wokulski w Izabeli?... Ani myślę... Choć każdej chwili jestem gotów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3637">--- W każdej chwili jesteś pan źle wychowany. Ale... tym lepiej, że się we mnie nie kochasz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3638">--- I nawet wiem, dlaczego lepiej. Pani wzdycha do Wokulskiego...</akap_dialog>


<akap id="e3639">Panią Wąsowską oblał mocny rumieniec; zmieszała się tak, że wachlarz upadł jej na posadzkę. Ochocki podniósł go.</akap>

<akap_dialog id="e3640">--- Nie chcę grać z panem komedii, mój potworze --- odparła po chwili. --- Obchodzi mnie tak, że... robię wszystko, co jest w mojej mocy, ażeby dostał Belę, ponieważ... ją kocha ten szaleniec...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3641">--- Przysięgam, że spomiędzy znajomych mi dam jesteś pani jedyną kobietą, która naprawdę coś warta... Ale dosyć o tym. Od czasu kiedym poznał, że Wokulski kocha Belę (a jak on ją kocha!) moja kuzynka robi na mnie dziwne wrażenie. Dawniej uważałem ją za wyjątkową, dziś wydaje mi się pospolitą, dawniej wzniosła, dziś jest płaska... Ale to tylko chwilami i jeszcze ostrzegam, że mogę się mylić.</akap_dialog>


<akap id="e3642">Pani Wąsowską uśmiechnęła się.</akap>

<akap_dialog id="e3643"><begin id="b1229567322225"/><motyw id="m1229567322225">Kobieta, Mężczyzna, Szatan</motyw>--- Podobno --- rzekła --- ile razy mężczyzna patrzy na kobietę, szatan zakłada mu różowe okulary.<end id="e1229567322225"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3644">--- Czasami zdejmuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3645">--- Ale nie bez cierpień --- odpowiedziała pani Wąsowską. --- Wiesz pan co --- dodała --- ponieważ jesteśmy prawie kuzynami, mówmy sobie ty...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3646">--- Bardzo dziękuję.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3647">--- Dlaczego?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3648">--- Nie mam zamiaru być wielbicielem pani.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3649">--- Ja proponuję panu przyjaźń.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3650">--- Właśnie. Jest to mostek, po którym...</akap_dialog>


<akap id="e3651"><begin id="b1229567518538"/><motyw id="m1229567518538">Flirt, Kobieta, Mężczyzna, Salon, Zdrowie</motyw>W tej chwili panna Izabela wstała nagle od swego stolika i podeszła do nich; była wzburzona.</akap>

<akap_dialog id="e3652">--- Porzucasz mistrza? --- spytała ją pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3653">--- Ależ to jest impertynent! --- rzekła panna Izabela tonem, w którym czuć było gniew.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3654">--- Bardzom kontent, kuzynko, że tak prędko poznałaś się na tym poliszynelu<pr><slowo_obce>poliszynel</slowo_obce> --- bohater komiczny francuskiego teatru lalek i parad (widowisk jarmarcznych); słynne powiedzenie: tajemnica Poliszynela --- w znaczeniu rzekomej tajemnicy.</pr> --- odezwał się Ochocki. --- Może pani siądzie?</akap_dialog>


<akap id="e3655">Ale panna Izabela rzuciła na niego piorunujące spojrzenie, zaczęła rozmawiać z Malborgiem, który właśnie zbliżył się do niej, i odeszła do sali.</akap>


<akap id="e3656">Na progu, spoza wachlarza, spojrzała w stronę Molinariego, który bardzo wesoło rozmawiał z panną Rzeżuchowską...</akap>

<akap_dialog id="e3657">--- Zdaje mi się, panie Ochocki --- rzekła pani Wąsowska --- że prędzej zostaniesz naszym Kopernikiem, aniżeli nauczysz się ostrożności! Jak mogłeś wobec Izabeli nazwać tego pana poliszynelem?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3658">--- Ona przecież nazwała go impertynentem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3659">--- Niemniej interesuje się nim.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3660">--- No, proszę ze mnie nie żartować. Jeżeli nie interesuje się człowiekiem, który ją ubóstwia...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3661">--- To właśnie będzie interesować się takim, który ją lekceważy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3662">--- Pociąg do ostrych sosów jest oznaką nietęgiego zdrowia --- zauważył Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3663">--- Która tu jest zdrowa! --- rzekła pani Wąsowska, pogardliwie obwodząc wzrokiem towarzystwo. --- Podaj mi pan rękę i idźmy do salonu.<end id="e1229567518538"/></akap_dialog>


<akap id="e3664">Na przejściu spotkali księcia, który z wielkim zadowoleniem przywitał panią Wąsowską.</akap>

<akap_dialog id="e3665">--- Cóż, mości książę, Molinari?... --- zapytała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3666">--- Ma bardzo ładny ton... Bardzo...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3667">--- I będziemy przyjmować go u siebie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3668">--- O tak... w przedpokoju...</akap_dialog>


<akap id="e3669">W parę minut dowcip księcia obleciał wszystkie sale... Pani Rzeżuchowska z powodu nagłej migreny musiała opuścić gości.</akap>


<akap id="e3670">Gdy pani Wąsowska rozmawiając po drodze ze znajomymi weszła z Ochockim do salonu, zobaczyła już pannę Izabelę siedzącą w towarzystwie Molinariego.</akap>

<akap_dialog id="e3671">--- Kto z nas miał rację? --- rzekła trącając Ochockiego wachlarzem. --- Biedny Wokulski!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3672">--- Zapewniam panią, że jest mniej biednym aniżeli panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3673">--- Dlaczego?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3674">--- Bo jeżeli kobiety kochają tylko tych, którzy je lekceważą, to moja kuzynka bardzo prędko będzie musiała oszaleć za Wokulskim.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3675">--- Powiesz mu pan?... --- oburzyła się pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3676">--- Nigdy! <begin id="b1229567605881"/><motyw id="m1229567605881">Kobieta, Mężczyzna, Przyjaźń</motyw>Jestem przecie jego przyjacielem, a już to samo wkłada na mnie obowiązek nieostrzegania o niebezpieczeństwach. Ale jestem także mężczyzną i dalibóg, czuję, że gdy między mężczyną i kobietą zacznie się tego rodzaju walka...<end id="e1229567605881"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3677">--- To przegra mężczyzna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3678">--- Nie, pani. Przegra kobieta, i to na łeb, na szyję. Przecież dlatego kobiety wszędzie są niewolnicami, że lgną do tych, którzy je lekceważą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3679">--- Nie bluźnij pan.</akap_dialog>


<akap id="e3680">Ponieważ Molinari zaczął rozmawiać z panią Wywrotnicką, pani Wąsowska zbliżyła się do panny Izabeli, wzięła ją pod rękę i zaczęły spacerować po salonie.</akap>

<akap_dialog id="e3681">--- Pogodziłaś się jednak z tym impertynentem? --- zapytała pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3682">--- Przeprosił mnie --- odparła panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3683">--- Tak prędko? A czy choć obiecał poprawę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3684">--- Moją będzie rzeczą, ażeby nie potrzebował się poprawiać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3685">--- Był tu Wokulski --- mówiła pani Wąsowska --- i dosyć nagle wyszedł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3686">--- Dawno?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3687">--- Kiedyście siedli do kolacji; stał nawet w tych drzwiach.</akap_dialog>


<akap id="e3688">Panna Izabela zmarszczyła brwi.</akap>

<akap_dialog id="e3689">--- Moja Kaziu --- rzekła --- wiem, o co ci chodzi. Otóż oświadczam ci raz na zawsze, że ani myślę wyrzekać się dla Wokulskiego moich sympatyj i upodobań. Małżeństwo nie jest więzieniem, a ja mniej niż kto inny nadaję się na więźnia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3690">--- Masz słuszność. Czy jednakże dla kaprysu godzi się drażnić takie uczucia?</akap_dialog>


<akap id="e3691">Panna Izabela zmieszała się.</akap>

<akap_dialog id="e3692">--- Więc cóż mam robić?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3693">--- To już od ciebie zależy. Jeszcze nie jesteś z nim związana...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3694">--- Ach, tak!... już pojmuję... --- uśmiechnęła się panna Izabela.</akap_dialog>


<akap id="e3695">Stojący pod oknem pan Malborg z panem Niwińskim przypatrywali się obu damom przez binokle.</akap>

<akap_dialog id="e3696">--- Piękne kobiety! --- westchnął pan Malborg.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3697">--- A każda w innym guście --- dodał pan Niwiński. --- Którą byś wolał?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3698">--- Obie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3699">--- A ja Izabelkę, a potem... Wąsowską.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3700">--- Jak one tulą się do siebie... jak się uśmiechają!... To wszystko, ażeby nas podrażnić. Sprytne są te kobietki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3701">--- A w gruncie mogą się nienawidzieć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3702">--- No, przynajmniej nie w tej chwili --- zakończył pan Niwiński.</akap_dialog>


<akap id="e3703">Do spacerujących pań zbliżył się Ochocki.</akap>

<akap_dialog id="e3704">--- Czy i kuzynek należy do spisku przeciw mnie? --- zapytała panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3705">--- Do spisku nigdy; mogę z panią być tylko w otwartej wojnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3706">--- Z panią? W otwartej wojnie?... Cóż to znaczy. Wojny prowadzą się w celu zawarcia korzystnego pokoju!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3707">--- To nie mój system.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3708">--- Czy tak?... --- rzekła panna Izabela z uśmiechem. --- Więc załóżmy się, że kuzynek złożysz broń; bo wojnę uważam już za rozpoczętą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3709">--- Przegrasz ją, kuzynko, nawet w tych punktach, w których liczysz na najzupełniejsze zwycięstwo --- odpowiedział uroczyście Ochocki.</akap_dialog>


<akap id="e3710">Panna Izabela sposępniała.</akap>

<akap_dialog id="e3711">--- Belu --- szepnęła do niej przechodząca w tej chwili hrabina --- wyjeżdżamy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3712">--- Cóż, Molinari obiecał?... --- zapytała tym samym tonem panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3713">--- Wcale go nie prosiłam --- odpowiedziała dumnie hrabina.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3714">--- Dlaczego, ciociu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3715">--- Zrobił niekorzystne wrażenie.</akap_dialog>


<akap id="e3716">Gdyby doniesiono pannie Izabeli, że umarł Wokulski z powodu Molinariego, wielki skrzypek nie straciłby nic w jej oczach. Ale wiadomość, że zrobił złe wrażenie, dotknęła ją w niemiły sposób.</akap>


<akap id="e3717">Pożegnała artystę chłodno, prawie wyniośle.</akap>


<akap id="e3718">Pomimo znajomości, trwającej ledwie kilka godzin, Molinari żywo zainteresował pannę Izabelę.</akap>


<akap id="e3719">Kiedy późno wróciwszy do domu spojrzała na swego Apollina, zdawało jej się, że marmurowy bożek ma coś z postawy i rysów skrzypka. Zarumieniła się przypomniawszy sobie, że posąg bardzo często zmieniał fizjognomię; nawet przez krótką chwilę był podobny do Wokulskiego. Uspokoiła się jednak uwagą, że dzisiejsza zmiana jest ostatnią, że dotychczasowe jej upodobania polegały na omyłkach i że Apollo, jeżeli mógł kogoś symbolizować, to tylko Molinariego.</akap>


<akap id="e3720">Nie mogła zasnąć, w sercu jej walczyły najsprzeczniejsze uczucia: gniew, obawa, ciekawość i jakaś tkliwość. Czasem nawet budziło się zdumienie, kiedy przypominała sobie zuchwałe czyny skrzypka. Przy pierwszych słowach powiedział, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką zna; idąc na kolację namiętnie przytulał jej ramię i oświadczył, że ją kocha. A przy kolacji, bez względu na obecność Szastalskiego i panny Rzeżuchowskiej, tak natarczywie szukał pod stołem jej ręki, że... cóż miała zrobić?...</akap>


<akap id="e3721">Podobnie gwałtownych uczuć nie spotkała jeszcze nigdy. On naprawdę musiał ją pokochać od pierwszego wejrzenia, szalenie, na śmierć. Czy jej wreszcie nie szepnął (co nawet zmusiło ją do opuszczenia stolika), że bez namysłu oddałby życie za kilka dni spędzonych z nią razem.</akap>


<akap id="e3722">,,I na co on się narażał mówiąc coś podobnego?" --- pomyślała panna Izabela. Nie przyszło jej do głowy, że co najwyżej narażał się na opuszczenie towarzystwa przed końcem kolacji.</akap>


<akap id="e3723">,,Co za uczucie!... co za namiętność!..." --- powtarzała w duchu.</akap>


<akap id="e3724">Przez dwa dni panna Izabela nie wychodziła z domu i nikogo nie przyjmowała. W trzecim dniu zdawało jej się, że Apollo, jakkolwiek wciąż podobny do Molinariego, chwilami przypomina Starskiego. Tegoż dnia po południu przyjęła panów Rydzewskiego i Pieczarkowskiego, którzy oświadczyli jej, że Molinari opuszcza już Warszawę, że zraził do siebie całe towarzystwo, że jego album z recenzjami jest blagą, ponieważ nie umieszczono w nim krytyk nieprzychylnych. Dodali w końcu, że tak mierny skrzypek i pospolity człowiek tylko w Warszawie mógł doznać podobnych owacyj.</akap>


<akap id="e3725">Panna Izabela była oburzona i przypomniała panu Pieczarkowskiemu, że nie kto inny, tylko on chwalił artystę. Pan Pieczarkowski zdziwił się i powołał się na świadectwo obecnego pana Rydzewskiego i nieobecnego Szastalskiego, że Molinari od pierwszej chwili nie budził w nim zaufania.</akap>


<akap id="e3726">Przez następne dwa dni panna Izabela uważała wielkiego artystę jako ofiarę zawiści. Powtarzała sobie, że tylko on jeden zasługuje na jej współczucie i że nigdy o nim nie zapomni.</akap>


<akap id="e3727">W tym czasie pan Szastalski przysłał jej bukiet fiołków, a panna Izabela nie bez wyrzutów spostrzegła, że Apollo zaczyna być podobnym do Szastalskiego i że Molinari szybko zaciera się w jej pamięci.</akap>


<akap id="e3728">Prawie w tydzień po koncercie, kiedy bez światła siedziała w swoim pokoju, przed oczyma jej stanęła dawno zapomniana wizja. Zdawało jej się, że w towarzystwie ojca zjeżdża powozem z jakiejś góry w dolinę napełnioną chmurami dymów i pary. Spomiędzy chmur wysunęła się olbrzymia ręka trzymająca kartę, na którą pan Tomasz patrzył z niespokojną ciekawością. ,,Z kim ojciec gra?..." --- pomyślała. W tej chwili wionął wiatr i z tumanów ukazała się twarz Wokulskiego, także w olbrzymich rozmiarach.</akap>


<akap id="e3729">,,Rok temu miałam toż samo widzenie --- rzekła do siebie panna Izabela. --- Co to znaczy?..."</akap>


<akap id="e3730">I dopiero teraz przypomniała sobie, że Wokulski nie był u nich od tygodnia.</akap>


<akap id="e3731">Po raucie u państwa Rzeżuchowskich Wokulski wrócił do siebie w niezwykłym nastroju ducha. Atak szału minął go i ustąpił miejsca apatycznemu spokojowi. Wokulski nie spał całą noc, ale stan ten nie wydawał mu się przykrym. Leżał spokojnie, nie myślał o niczym i tylko ciekawie przysłuchiwał się bijącym godzinom. Pierwsza... druga... trzecia...</akap>


<akap id="e3732">Na drugi dzień wstał późno i do południa, pijąc herbatę, znowu przysłuchiwał się biciu zegara. Jedynasta... dwunasta... pierwsza... Jakie to nudne!...</akap>


<akap id="e3733"><begin id="b1229567701938"/><motyw id="m1229567701938">Natura, Śmierć</motyw>Chciał coś czytać, ale nie chciało mu się pójść do biblioteki po książkę; więc położył się na szezlongu i zaczął myśleć o teorii Darwina.</akap>


<akap id="e3734">,,Co to jest dobór naturalny? Jest to skutek walki o byt, w której giną istoty nie posiadające pewnych uzdolnień, a zwyciężają więcej uzdolnione. Jaka jest najważniejsza zdolność: czy pociąg płciowy? Nie, wstręt do śmierci. Istoty, które nie miałyby wstrętu do śmierci, musiałyby wyginąć najpierwej. Gdyby człowieka nie hamował wstręt do śmierci, ten najmędrszy zwierz nie dźwigałby kajdan życia. W poezji staroindyjskiej są ślady, że istniała kiedyś ludzka rasa mająca mniejszy wstręt do śmierci aniżeli my. No i rasa ta wyginęła, a jej potomkowie są albo niewolnikami, albo ascetami.</akap>


<akap id="e3735">A co to jest wstręt do śmierci? Naturalnie, instynkt polegający na złudzeniu. Są osoby mające wstręt do myszy, która jest zupełnie niewinnym stworzeniem, albo nawet do poziomek, które są wcale smaczne. (Kiedy to ja jadłem poziomki?... Aha, w końcu września roku zeszłego w Zasławku... Zabawna miejscowość ten Zasławek; ciekawym, czy jeszcze żyje prezesowa i czy ma wstręt do śmierci?...)</akap>


<akap id="e3736">Bo cóż to jest obawa śmierci?... Złudzenie! Umrzeć jest to nie być nigdzie, nic nie czuć i o niczym nie myśleć. W iluż ja miejscach dziś nie jestem: nie jestem w Ameryce, w Paryżu, na księżycu, nie jestem nawet w moim sklepie i nic mnie to nie trwoży. A o ilu ja rzeczach nie myślałem przed chwilą i o ilu nie myślę? Myślę tylko o jakiejś jednej rzeczy, a nie myślę o miliardzie innych rzeczy, nie wiem nawet o nich i nic mnie to nie obchodzi.</akap>


<akap id="e3737">Cóż więc może być przykrego w tym, że nie będąc w milionie miejsc, tylko w jakimś jednym, i nie myśląc o miliardzie rzeczy, tylko o jakiejś jednej, przestanę być i w tym jednym miejscu i myśleć o tej jednej rzeczy?... Istotnie, obawa śmierci jest najkomiczniejszym złudzeniem, jakiemu od tylu wieków ulega ludzkość. Dzicy boją się piorunu, huku broni palnej, nawet zwierciadła; a my, niby to ucywilizowani, lękamy się śmierci!..."<end id="e1229567701938"/></akap>


<akap id="e3738">Wstał, wyjrzał przez okno i z uśmiechem przypatrywał się ludziom, którzy gdzieś biegli, kłaniali się sobie, asystowali damom. Przypatrywał się ich gwałtownym ruchom, wielkiemu zainteresowaniu, bezświadomej szarmanterii mężczyzn, automatycznej kokieterii kobiet, obojętnym minom dorożkarzy, męce ich koni i nie mógł oprzeć się uwadze, że całe to życie, pełne niepokoju i udręczeń, jest kapitalnym głupstwem.</akap>


<akap id="e3739">Tak przesiedział cały dzień. Następnego przyszedł Rzecki i przypomniał mu, że dziś jest dzień pierwszego kwietnia i że panu Łęckiemu trzeba zapłacić dwa tysiące pięćset rubli procentów.</akap>

<akap_dialog id="e3740">--- A prawda --- odparł Wokulski. --- Odwieź mu tam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3741">--- Myślałem, że sam odwieziesz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3742">--- Nie chce mi się...</akap_dialog>


<akap id="e3743">Rzecki kręcił się po pokoju, chrząkał, nareszcie rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e3744">--- Pani Stawska jest jakaś markotna. Może byś ją odwiedził?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3745">--- A prawda, że już dawno u niej nie byłem. Pójdę wieczorem.</akap_dialog>


<akap id="e3746">Odebrawszy taką odpowiedź Rzecki już nie zatrzymywał się. Bardzo czule pożegnał Wokulskiego, wpadł do sklepu po pieniądze, potem siadł w dorożkę i kazał jechać do pani Misiewiczowej.</akap>

<akap_dialog id="e3747">--- Przybiegłem tylko na chwilę, bo mam załatwić pilny interes --- zawołał uradowany. --- Wie pani, Stach będzie tu dzisiaj... Zdaje mi się (ale mówię to pani w największej tajemnicy), że Wokulski już stanowczo zerwał z Łęckimi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3748">--- Czyby tak?... --- rzekła pani Misiewiczowa składając ręce.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3749">--- Jestem prawie pewny, ale... żegnam panią... Stach będzie dziś wieczorem...</akap_dialog>


<akap id="e3750">Istotnie, Wokulski był wieczorem i co ważniejsza, zaczął bywać każdego wieczora. Przychodził dosyć późno, kiedy Helunia już spała, a pani Misiewiczowa odchodziła do swego pokoju, i z panią Stawską przepędzał po parę godzin. Zwykle milczał i słuchał jej opowiadań o sklepie Milerowej albo o brukowych wypadkach. Sam odzywał się rzadko, a wtedy wypowiadał aforyzmy, nawet nie mające związku z tym, co do niego mówiono.</akap>


<akap id="e3751">Raz rzekł bez powodu:</akap>

<akap_dialog id="e3752"><begin id="b1229567745402"/><motyw id="m1229567745402">Kondycja ludzka, Motyl</motyw>--- Człowiek jest jak ćma: na oślep rwie się do ognia, choć go boli i choć się w nim spali. Robi to jednak dopóty --- dodał po namyśle --- dopóki nie oprzytomnieje. I tym różni się od ćmy...<end id="e1229567745402"/></akap_dialog>


<akap id="e3753">,,Mówi o pannie Łęckiej!..." --- pomyślała pani Stawska i serce jej spieszniej uderzyło.</akap>


<akap id="e3754"><begin id="b1229567828534"/><motyw id="m1229567828534">Los</motyw>Innym razem opowiedział jej dziwaczną historię:</akap>

<akap_dialog id="e3755">--- Słyszałem o dwu przyjaciołach, z których jeden mieszkał w Odessie, a drugi w Tobolsku<pr>Tobolsk --- miejscowość w zachodniej Syberii, nad Irtyszem.</pr>; nie widzieli się kilka lat i bardzo tęsknili za sobą.</akap_dialog>


<akap id="e3756">Nareszcie przyjaciel tobolski, nie mogąc wytrzymać dłużej, postanowił zrobić odeskiemu niespodziankę, i nie uprzedzając go pojechał do Odessy. Nie zastał go jednak w domu, ponieważ jego przyjaciel odeski, również stęskniony, pojechał do Tobolska...</akap>


<akap id="e3757">Interesa nie pozwoliły im zetknąć się w czasie powrotu. Zobaczyli się więc dopiero po kilku latach i wie pani, co się pokazało?...</akap>


<akap id="e3758">Pani Stawska podniosła na niego oczy.</akap>

<akap_dialog id="e3759">--- Oto obaj, szukając się, tego samego dnia zjechali się w Moskwie, stanęli w tym samym hotelu i w sąsiednich numerach. Los czasami mocno żartuje z ludzi...<end id="e1229567828534"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3760">--- W życiu chyba nieczęsto się tak trafia... --- szepnęła pani Stawska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3761">--- Kto wie?... Kto wie?... --- odparł Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e3762">Pocałował ją w rękę i wyszedł zamyślony.</akap>


<akap id="e3763">,,Z nami tak nie będzie!..." --- pomyślała, głęboko wzruszona.</akap>


<akap id="e3764">Podczas wieczorów przepędzanych w domu pani Stawskiej Wokulski stosunkowo był najbardziej ożywiony, trochę jadł i rozmawiał.</akap>


<akap id="e3765">Lecz przez resztę dnia zapadał w apatię. Prawie nie jadł, tylko wypijał mnóstwo herbaty, nie zajmował się interesami, nie był na kwartalnym posiedzeniu spółki, nic nie czytał, a nawet nie myślał. Zdawało mu się, że potęga, której nie umiałby nazwać, wyrzuciła go poza obręb wszelkich spraw, nadziei, pragnień i że jego życie, podobne dziś do martwego ciężaru, toczy się wśród pustki.</akap>


<akap id="e3766"><begin id="b1229567873342"/><motyw id="m1229567873342">Samobójstwo</motyw>,,Przecież w łeb sobie nie wypalę --- myślał. --- Gdybym choć zbankrutował, ale tak!... Pogardzałbym sam sobą, gdyby z tego świata miała mnie wymieść spódnica... Trzeba było zostać w Paryżu... Kto wie, czy już dziś nie posiadałbym broni, która prędzej czy później wytępi potwory z ludzką twarzą."<end id="e1229567873342"/></akap>


<akap id="e3767">Rzecki odgadując, co się z nim dzieje, zachodził w różnych porach dnia i próbował wciągnąć go w rozmowę. Ale ani stan pogody, ani handel, ani polityka nie obchodziły Wokulskiego. Raz się tylko ożywił, gdy pan Ignacy zrobił wzmiankę, że Milerowa prześladuje panią Stawską.</akap>

<akap_dialog id="e3768">--- O cóż jej chodzi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3769">--- Może zazdrości, że bywasz u pani Stawskiej, że jej płacisz dobrą pensję.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3770">--- Uspokoi się Milerowa --- rzekł Wokulski --- jak oddam sklep Stawskiej, a ją zrobię kasjerką.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3771">--- Bój się Boga, dajże spokój!... --- zawołał przestraszony Rzecki. --- Zgubiłbyś tym panią Stawską.</akap_dialog>


<akap id="e3772">Wokulski zaczął chodzić.</akap>

<akap_dialog id="e3773">--- Masz rację. Ale swoją drogą, jeżeli baby kłócą się, trzeba je rozdzielić... Namów Stawską, ażeby sama na siebie założyła sklep, a my jej dostarczymy funduszów. Od razu o tym myślałem, a teraz widzę, że nie warto dłużej odkładać.</akap_dialog>


<akap id="e3774">Pan Ignacy, naturalnie, w tej chwili pobiegł do swoich pań i zawiadomił je o wielkiej nowinie.</akap>

<akap_dialog id="e3775">--- Nie wiem, czy nam wypada przyjmować taką ofiarę? --- odezwała się zakłopotana pani Misiewiczowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3776">--- Cóż to za ofiara? --- zawołał Rzecki. --- Spłacicie nas panie w ciągu paru lat, i basta. Jakże pani sądzi?... --- zapytał pani Stawskiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3777">--- Zrobię tak, jak zechce pan Wokulski. Każe mi otworzyć sklep, otworzę; każe zostać u Milerowej, zostanę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3778">--- Ależ, Helenko!... --- zreflektowała ją matka. --- Pomyśl, na co się narażasz mówiąc w podobny sposób?... Całe szczęście, że nas nie słyszy nikt obcy.</akap_dialog>


<akap id="e3779">Pani Stawska umilkła ku wielkiemu zmartwieniu pani Misiewiczowej, którą przerażała stanowczość córki dotychczas tak łagodnej i uległej.</akap>


<akap id="e3780">Pewnego dnia Wokulski przechodząc ulicą spotkał karetę pani Wąsowskiej. Ukłonił się i szedł dalej bez celu; wtem dopędził go służący.</akap>

<akap_dialog id="e3781">--- Jaśnie pani prosi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3782">--- Co się z panem dzieje?... --- zawołała piękna wdówka, gdy Wokulski zbliżył się do powozu. --- Siądź no pan, przejedziemy się po Alejach.</akap_dialog>


<akap id="e3783">Wsiadł, pojechali.</akap>

<akap_dialog id="e3784">--- Co to znaczy? --- ciągnęła pani Wąsowska. --- Wyglądasz pan okropnie, już blisko dziesięć dni nie byłeś u Beli... No, mówże pan coś!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3785">--- Nie mam nic do powiedzenia. Nie jestem chory i nie sądzę, ażeby pannie Izabeli były potrzebne moje wizyty.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3786">--- A jeżeli są potrzebne?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3787">--- Nigdy nie miałem tych złudzeń; dziś mniej niż kiedykolwiek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3788">--- No, no... mój panie... mówmy jasno. Jesteś pan zazdrośnik, a to poniża mężczyznę w oczach kobiet. Zirytowałeś się pan Molinarim...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3789">--- Myli się pani. Tak dalece nie jestem zazdrosny, że wcale nie przeszkadzam pannie Izabeli wybierać pomiędzy mną i panem Molinarim. Wiem przecie, że w tym wypadku obaj mamy równe prawa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3790">--- O panie, to już zbyt ostre! --- zgromiła go pani Wąsowska. --- Cóż to, więc biedna kobieta, jeżeli raczy ją uwielbiać jeden z was, nie może rozmawiać z innymi?... Nie spodziewałem się, ażeby taki człowiek jak pan w taki haremowy sposób traktował kobietę. Zresztą, o co panu chodzi?... Gdyby nawet Bela kokietowała Molinariego, to i cóż?... Trwało to jeden wieczór i skończyło się tak wzgardliwym pożegnaniem go ze strony Beli, że aż przykro było patrzeć.</akap_dialog>


<akap id="e3791">Zgnębienie opuściło Wokulskiego.</akap>

<akap_dialog id="e3792"><begin id="b1229567948683"/><motyw id="m1229567948683">Flirt, Kobieta, Mężczyzna, Miłość</motyw>--- Pani łaskawa, nie udawajmy, że się nie rozumiemy. Pani wie, że dla mężczyzny kochającego kobieta jest świętością jak ołtarz. Słusznie czy niesłusznie, ale tymczasem tak jest. Otóż jeżeli pierwszy lepszy awanturnik zbliża się do tej świętości jak do krzesła i postępuje z nią jak z krzesłem, a ołtarz prawie zachwyca się podobnym traktowaniem, wówczas... pojmuje pani?... Zaczynamy przypuszczać, że ów ołtarz jest naprawdę tylko krzesłem. Jasno się wytłomaczyłem?...<end id="e1229567948683"/></akap_dialog>


<akap id="e3793">Pani Wąsowska rzuciła się na poduszkach powozu.</akap>

<akap_dialog id="e3794">--- O panie, aż nadto jasno!... Co byś pan jednak powiedział, gdyby kokieteria Beli była tylko niewinnym odwetem, a raczej ostrzeżeniem?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3795">--- Do kogo wystosowanym?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3796">--- Do pana; wszakże pan ciągle zajmujesz się panią Stawską?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3797">--- Ja?... Kto to powiedział?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3798">--- Przypuśćmy, że naoczni świadkowie: pani Krzeszowska, pan Maruszewicz...</akap_dialog>


<akap id="e3799">Wokulski pochwycił się za głowę.</akap>

<akap_dialog id="e3800">--- I pani wierzy temu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3801">--- Nie, ponieważ zapewnił mnie Ochocki, że tam nic nie ma; czy jednak Belę uspokoił kto w podobny sposób i czy mogłaby na tym poprzestać, to już inna sprawa.</akap_dialog>


<akap id="e3802">Wokulski ujął ją za rękę.</akap>

<akap_dialog id="e3803">--- Pani droga --- szepnął --- cofam wszystko, com powiedział z powodu tego Molinariego... Przysięgam pani, że czczę pannę Izabelę i że największym dla mnie nieszczęściem jest moje nierozważne słowo... Teraz dopiero widzę, czego się dopuściłem, mówiąc to...</akap_dialog>


<akap id="e3804">Był tak wzruszony, że pani Wąsowskiej żal go się zrobiło.</akap>

<akap_dialog id="e3805">--- No, no --- rzekła --- niech pan się uspokoi i nie przesadza... Pod słowem honoru (choć kobiety podobno nie mają honoru) zapewniam pana, że to, o czym mówiliśmy, zostanie między nami. Zresztą jestem pewna, że nawet Bela przebaczyłaby panu jego wybuch. Była to niegodziwość, ale... zakochanym wybacza się nie takie niegodziwości.</akap_dialog>


<akap id="e3806">Wokulski ucałował jej obie ręce, które mu wydarła.</akap>

<akap_dialog id="e3807">--- Proszę się do mnie nie umizgać, bo dla zakochanej kobiety mężczyzna jest ołtarzem... A teraz wysiadaj pan, idź, o tam, do Beli i...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3808">--- I co, pani?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3809">--- I przyznaj, że umiem dotrzymywać obietnic.</akap_dialog>


<akap id="e3810">Głos jej drgnął, ale Wokulski nie spostrzegł tego. Wyskoczył z karety i pobiegł do kamienicy zajmowanej przez pana Łęckiego, gdzie właśnie stanęli.</akap>


<akap id="e3811">Gdy Mikołaj otworzył mu drzwi, kazał zameldować się pannie Łęckiej. Była sama i przyjęła go natychmiast, zarumieniona i zmieszana.</akap>

<akap_dialog id="e3812">--- Tak dawno nie był pan u nas --- rzekła. --- Czy pan był chory?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3813">--- Gorzej, pani --- odpowiedział nie siadając. --- Ciężko obraziłem panią bez powodu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3814">--- Pan mnie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3815">--- Tak, pani, obraziłem panią podejrzeniami. Byłem --- mówił stłumionym głosem --- byłem na koncercie u państwa Rzeżuchowskich... Wyszedłem nawet nie pożegnawszy się z panią... Już nie chcę mówić dalej... Czuję tylko, że ma pani prawo nie przyjmować mnie jako człowieka, który nie ocenił pani... śmiał posądzać...</akap_dialog>


<akap id="e3816">Panna Izabela głęboko spojrzała mu w oczy i wyciągając rękę rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e3817">--- Przebaczam... niech pan siada.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3818">--- Niech pani nie spieszy się z przebaczeniem, bo ono może podnieść moje nadzieje...</akap_dialog>


<akap id="e3819">Zamyśliła się.</akap>

<akap_dialog id="e3820">--- Mój Boże, i cóż na to poradzę?... niechże już pan ma nadzieję, jeżeli tak o nią chodzi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3821">--- I to pani mówi, panno Izabelo?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3822">--- Tak widać było przeznaczone --- odpowiedziała z uśmiechem.</akap_dialog>


<akap id="e3823">Namiętnie ucałował jej rękę, której mu nie broniła, potem odszedł do okna i coś zdjął z szyi.</akap>

<akap_dialog id="e3824">--- Niech pani przyjmie to ode mnie --- rzekł i podał jej złoty medalion z łańcuszkiem.</akap_dialog>


<akap id="e3825">Panna Izabela ciekawie zaczęła się przyglądać.</akap>

<akap_dialog id="e3826">--- Dziwny prezent, nieprawdaż --- mówił Wokulski otwierając medalion. --- Widzi pani tę blaszkę, lekką jak pajęczyna?... A jednak jest to klejnot, jakiego nie posiada żaden skarbiec, nasienie wielkiego wynalazku, który może ludzkość przemienić. Kto wie, czy z tej blaszki nie urodzą się okręty napowietrzne. Ale mniejsza o nie... Oddając go pani, składam moją przyszłość...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3827">--- Więc to jest talizman?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3828">--- Prawie. Jest to rzecz, która mogła mnie wyciągnąć z kraju, a cały mój majątek i resztę życia utopić w nowej pracy. Może byłaby ona stratą czasu, maniactwem, ale w każdym razie myśl o niej była jedyną rywalką pani. Jedyną... --- powtórzył z naciskiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3829">--- Myślał pan opuścić nas?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3830">--- Nawet nie dawniej jak dziś rano. Dlatego oddaję pani ten amulet. Odtąd, oprócz pani, już nie mam innego szczęścia na świecie; została mi pani albo śmierć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3831">--- Jeżeli tak, więc biorę pana do niewoli --- rzekła panna Izabela i zawiesiła medalion na szyi. A kiedy przyszło wsunąć go za stanik, spuściła oczy i zarumieniła się.</akap_dialog>


<akap id="e3832">,,Otom podły --- pomyślał Wokulski. --- I ja taką kobietę podejrzywałem... Ach, nędznik..."</akap>


<akap id="e3833">Kiedy wrócił do siebie i wpadł do sklepu, był tak rozpromieniony, że pan Ignacy nieledwie przeraził się.</akap>

<akap_dialog id="e3834">--- Co tobie? --- zapytał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3835">--- Powinszuj mi. Jestem narzeczonym panny Łęckiej.</akap_dialog>


<akap id="e3836">Ale Rzecki, zamiast winszować, mocno pobladł.</akap>

<akap_dialog id="e3837">--- Miałem list od Mraczewskiego --- rzekł po chwili. --- Suzin, jak wiesz, jeszcze w lutym wysłał go do Francji...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3838">--- Więc?... --- przerwał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3839">--- Ano pisze mi teraz z Lyonu, że Ludwik Stawski żyje i mieszka w Algierze, tylko pod nazwiskiem Ernesta Waltera. Podobno handluje winem. Przed rokiem ktoś go widział.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3840">--- Sprawdzimy to --- odpowiedział Wokulski i spokojnie zanotował w katalogu adres.</akap_dialog>


<akap id="e3841">Odtąd każde popołudnie spędzał u państwa Łęckich, a nawet raz na zawsze został zaproszony na obiady.</akap>


<akap id="e3842">W kilka dni przyszedł do niego Rzecki.</akap>

<akap_dialog id="e3843">--- Cóż, mój stary! --- zawołał Wokulski. --- Jakże tam z księciem Lulu?... Gniewasz się jeszcze na Szlangbauma, że śmiał sklep kupić?...</akap_dialog>


<akap id="e3844">Stary subiekt pokręcił głową.</akap>

<akap_dialog id="e3845">--- Pani Stawska --- rzekł --- już nie jest u Milerowej... trochę chora... Mówi coś o wyjeździe z Warszawy... Może byś tam wstąpił?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3846">--- Prawda, trzeba by zajść --- odparł pocierając czoło. --- Mówiłeś z nią o sklepie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3847">--- Owszem; pożyczyłem jej nawet tysiąc dwieście rubli.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3848">--- Z twoich biednych oszczędności?... Dlaczegóż nie ma pożyczyć ode mnie?...</akap_dialog>


<akap id="e3849">Rzecki nic nie odpowiedział.</akap>


<akap id="e3850">Przed drugą Wokulski pojechał do pani Stawskiej. Była bardzo mizerna; jej słodkie oczy wydawały się jeszcze większe i jeszcze smutniejsze.</akap>

<akap_dialog id="e3851">--- Cóż to --- spytał Wokulski --- słyszałem, że pani chce opuścić Warszawę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3852">--- Tak, panie... Może mąż powróci... --- dodała stłumionym głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3853">--- Mówił mi o tym Rzecki i pozwoli pani, że postaram się o sprawdzenie tej wiadomości...</akap_dialog>


<akap id="e3854">Pani Stawska zalała się łzami.</akap>

<akap_dialog id="e3855">--- Pan taki dobry dla nas --- szepnęła. --- Niechże pan będzie szczęśliwy...</akap_dialog>


<akap id="e3856">O tej samej godzinie pani Wąsowska była z wizytą u panny Izabeli i dowiedziała się od niej, że Wokulski został przyjęty.</akap>

<akap_dialog id="e3857">--- Nareszcie... --- rzekła pani Wąsowska. --- Myślałam, że nigdy się nie zdecydujesz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3858">--- Więc zrobiłam ci przyjemną niespodziankę --- odpowiedziała panna Izabela. --- W każdym razie jest to idealny mąż: bogaty, nietuzinkowy, a nade wszystko człowiek gołębiego serca. Nie tylko nie jest zazdrosny, ale nawet przeprasza za podejrzenia. To mnie ostatecznie rozbroiło... Prawdziwa miłość ma zawiązane oczy. Nic mi nie odpowiadasz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3859">--- Myślę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3860">--- O czym?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3861">--- Że jeżeli on tak zna ciebie, jak ty jego, to oboje bardzo się nie znacie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3862">--- Tym przyjemniej zejdzie nam miodowy miesiąc.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3863">--- Życzę...</akap_dialog>









<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e3864">XIII. Pogodzeni małżonkowie</naglowek_rozdzial>





<akap id="e3865">Od połowy kwietnia pani baronowa Krzeszowska nagle zmieniła tryb życia.</akap>


<akap id="e3866">Do tej pory dzień schodził jej na wymyślaniu Mariannie, na pisywaniu listów do lokatorów o to, że schody są zaśmiecone, na wypytywaniu stróża: czy nie zdarł kto karty wynajmu mieszkań? czy praczki z paryskiej pralni nocują w domu albo czy rewirowy nie miał do niej jakiego interesu? Nie zapominała przy tym upominać go, ażeby w razie zgłoszenia się konkurenta o lokal na trzecim piętrze bacznie przypatrywał się, szczególniej ludziom młodym, a gdyby to byli studenci, ażeby odpowiadał, że lokal już wynajęty.</akap>

<akap_dialog id="e3867">--- Uważaj, Kacprze, co ci mówię --- kończyła --- bo stracisz miejsce, jeżeli mi tu zakradnie się jaki student. Mam już dosyć tych nihilistów, rozpustników, ateuszów, którzy znoszą trupie główki.</akap_dialog>


<akap id="e3868">Po każdej takiej konferencji stróż wróciwszy do swej komórki rzucał czapkę na stół i wykrzykiwał:</akap>

<akap_dialog id="e3869">--- Albo się, psiamać, powieszę, albo dłużej nie wytrzymam z taką panią! W piątek na targ --- idź, stróżu, do apteki po dwa razy na dzień lataj, do magla drałuj i choroba wie, gdzie nie chodź. Przecie już mi zapowiedziała, że będę z nią jeździł na cmentarz do porządkowania grobu!... Słychane to rzeczy na świecie?... Odejdę stąd na święty Jan, żebym miał dać komu dwadzieścia rubli odstępnego...</akap_dialog>


<akap id="e3870">Ale od połowy kwietnia pani baronowa złagodniała.</akap>


<akap id="e3871">Złożyło się na to kilka okoliczności.</akap>


<akap id="e3872"><begin id="b1229594949975"/><motyw id="m1229594949975">Mąż, Pieniądz, Żona</motyw>Przede wszystkim któregoś dnia odwiedził ją nieznany adwokat z poufnym zapytaniem, czy pani baronowa nie wie czego o funduszach pana barona... Gdyby zaś takowe gdzie istniały, o czym zresztą wątpi adwokat, należałoby je wskazać dla uwolnienia pana barona od kompromitacji. Wierzyciele jego bowiem gotowi są chwycić się ostatecznych środków.</akap>


<akap id="e3873">Pani baronowa solennie upewniła adwokata, że jej małżonek, baron, pomimo całej przewrotności i udręczeń, jakie jej zadał, żadnych funduszów nie posiada. W tym miejscu dostała spazmów, co skłoniło adwokata do szybkiego odwrotu. Gdy zaś kapłan sprawiedliwości opuścił jej mieszkanie, nader szybko powróciła do zdrowia i zawoławszy Marianny rzekła do niej niezwykle spokojnym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e3874">--- Trzeba by, moja Marysiu, założyć świeże firanki, bo mam przeczucie, że nieszczęśliwy nasz pan nawróci się...</akap_dialog>


<akap id="e3875">W parę dni później był u baronowej książę w swojej własnej osobie. Zamknęli się oboje w najodleglejszym pokoju i mieli długą konferencję, w trakcie której pani parę razy zaniosła się od płaczu, a raz zemdlała. O czym by jednak mówili, tego nie wie nawet Marianna. Tylko po odejściu księcia baronowa kazała natychmiast wezwać pana Maruszewicza, a gdy przybiegł, rzekła dziwnie łagodnym głosem, przeplatając mowę westchnieniami:</akap>

<akap_dialog id="e3876">--- Zdaje mi się, panie Maruszewicz, że mój zbłąkany mąż nareszcie się opamięta... Bądź więc łaskaw, jedź do miasta i kup męski szlafrok i parę pantofli. Weź na twoją miarę, bo wy obaj, biedacy, jesteście jednakowo szczupli...</akap_dialog>


<akap id="e3877">Pan Maruszewicz ruszył brwiami, ale wziął pieniądze i zrobił sprawunek. Baronowej cena czterdziestu rubli za szlafrok i sześciu za pantofle wydała się nieco wysoką, ale pan Maruszewicz odpowiedział, że nie zna się na cenie, że kupował w pierwszorzędnych magazynach, i już nie mówiono o tym.</akap>


<akap id="e3878">Znowu po kilku dniach do mieszkania pani Krzeszowskiej zgłosiło się dwu Żydków zapytując, czy pan baron jest w domu... Pani baronowa, zamiast wpaść na nich z krzykiem, jak to zwykle robiła, kazała im bardzo spokojnym tonem wyjść za drzwi. Potem zawoławszy Kacpra rzekła mu:</akap>

<akap_dialog id="e3879">--- ,,Zdaje mi się, kochany Kacprze, że nasz biedny pan sprowadzi się do nas dziś albo jutro. Trzeba położyć sukno na schodach od drugiego piętra... Tylko uważaj, moje dziecko, ażeby nie pokradli prętów... I sukno trzeba co kilka dni trzepać...</akap_dialog>


<akap id="e3880">Od tej chwili już nie wymyślała Mariannie, nie pisywała listów, nie dręczyła stróża... Tylko po całych dniach, z rękoma założonymi na piersi, chodziła po swym rozległym mieszkaniu, blada, cicha, zirytowana.</akap>


<akap id="e3881">Na turkot dorożki, zatrzymującej się przed domem, biegła do okna; na odgłos dzwonka rzucała się do progu i spoza zamkniętych drzwi salonu nasłuchiwała, kto rozmawia z Marianną.</akap>


<akap id="e3882">Po paru dniach takiego trybu życia zrobiła się jeszcze bledszą i jeszcze bardziej rozdrażnioną. Biegała coraz prędzej po coraz mniejszej przestrzeni, często upadała na krzesło lub fotel, z biciem serca, a nareszcie położyła się do łóżka.</akap>

<akap_dialog id="e3883">--- Każ zdjąć sukno ze schodów --- rzekła do Marianny schrypniętym głosem. --- Panu znowu musiał jakiś łotr pożyczyć pieniędzy...</akap_dialog>


<akap id="e3884">Ledwie to powiedziała, energicznie zadzwoniono do drzwi. Pani baronowa posłała naprzód Mariannę, a sama tknięta przeczuciem, pomimo bólu głowy, zaczęła się ubierać. Wszystko leciało jej z rąk.</akap>


<akap id="e3885"><begin id="b1229595039801"/><motyw id="m1229595039801">Sługa</motyw>Tymczasem Marianna, uchyliwszy drzwi zaczepione na łańcuch, zobaczyła w sieni jakiegoś bardzo dystyngowanego jegomościa z jedwabnym parasolem i ręczną walizką. Za jegomościem, który pomimo starannie ogolonych wąsów i bujnych faworytów wyglądał nieco na kamerdynera, stali tragarze z kuframi i tłomokami.</akap>

<akap_dialog id="e3886">--- A co to?... --- machinalnie zapytała służąca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3887">--- Otworzyć drzwi, obie połowy!... --- odparł jegomość z walizką. --- Rzeczy pana barona i moje...</akap_dialog>


<akap id="e3888">Drzwi otworzyły się, jegomość kazał tragarzom złożyć kufry i tłomoki w przedpokoju i zapytał:</akap>

<akap_dialog id="e3889">--- Gdzie tu gabinet jaśnie pana?...</akap_dialog>


<akap id="e3890">W tej chwili przybiegła baronowa w nie zapiętym szlafroku, z włosami w nieładzie.</akap>

<akap_dialog id="e3891">--- Co to?... --- zawołała wzruszonym głosem. --- Ach, to ty, Leonie... Gdzie pan?...<end id="e1229594949975"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e3892">--- Zdaje się, że jaśnie pan u Stępka<pr><slowo_obce>u Stępka</slowo_obce> --- mowa o bardzo popularnym wówczas w Warszawie handlu win i delikatesów Antoniego Stępkowskiego (przy placu Teatralnym).</pr>... Chciałbym złożyć rzeczy, ale nie widzę ani gabinetu pana, ani pokoju dla mnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3893">--- Zaczekajże... --- mówiła gorączkowo baronowa. --- Zaraz Marianna wyniesie się z kuchni, to ty tam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3894">--- Ja w kuchni?... --- spytał jegomość nazwany Leonem. --- Chyba jaśnie pani żartuje. Według umowy z panem mam mieć swój pokój...</akap_dialog>


<akap id="e3895">Pani baronowa zmieszała się.</akap>

<akap_dialog id="e3896">--- Co ja mówię!... --- rzekła. --- To wiesz, mój Leonie, wprowadź się tymczasem na trzecie piętro, do mieszkania po studentach...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3897">--- Tak to rozumiem --- odparł Leon. --- Jeżeli tam jest parę pokoików, to mogę nawet mieszkać z kucharzem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3898">--- Jak to z kucharzem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3899">--- Bo przecież jaśnie państwo bez kucharza obejść się nie mogą. Bierzcie te rzeczy na górę --- zwrócił się do tragarzy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3900">--- Co wy robicie?... --- krzyknęła baronowa widząc, że zabierają wszystkie kufry i tłomoki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3901">--- Biorą moje rzeczy. Nieście! --- komenderował Leon.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3902">--- A gdzież pana barona?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3903">--- O, proszę... --- odparł służący podając Mariannie ręczną walizkę i parasol.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3904">--- A pościel?... garderoba?... sprzęty?... --- zawołała pani łamiąc ręce.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3905">--- Niechże jaśnie pani nie robi skandalu przy służbie!... --- zgromił ją Leon. --- Wszystkie te rzeczy jaśnie pan powinien mieć w domu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3906">--- Prawda... prawda!... --- szepnęła upokorzona baronowa.</akap_dialog>


<akap id="e3907">Zainstalowawszy się na górze, gdzie mu jeszcze musiano zanieść łóżko, stół, parę krzeseł i miednicę z dzbankiem wody, pan Leon ubrał się we frak, biały krawat, świeżą koszulę (trochę ciasną na niego), wrócił do pani baronowej i poważnie zasiadł w przedpokoju.</akap>

<akap_dialog id="e3908">--- Za pół godziny --- rzekł do Marianny spoglądając na złoty zegarek --- jaśnie pan powinien być, bo co dzień sypia od godziny czwartej do piątej. --- Cóż, nudno tu pannie? --- dodał. --- No, ale ja pannę rozruszam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3909">--- Marianno!... Marianno, chodź tutaj!... --- zawołała ze swego pokoju baronowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3910">--- Cóż panna zaraz tak lecisz? --- zapytał Leon. --- Ucieknie starej interes czy co?... Niech trochę poczeka...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3911">--- Kiedy boję się, bo strasznie zła --- szepnęła Marianna wydzierając mu się z rąk.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3912">--- Zła, boś ją sama panna zepsuła. Im tylko pozwolić, to by zaraz człowiekowi kołki na łbie ciosali... Z baronem będziesz panna miała lżej, bo to koneser<pr><slowo_obce>koneser</slowo_obce> --- znawca.</pr>... Ale ubrać się panna musisz inaczej, nie tak po tercjarsku<pr><slowo_obce>po tercjarsku</slowo_obce> --- <slowo_obce>tercjarz</slowo_obce>: członek stowarzyszenia zakonnego dla osób świeckich.</pr>. My nie lubimy zakonnic.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3913">--- Marysia!... Marysia!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3914">--- No, to idź już panna, tylko powoli --- upominał ją Leon.</akap_dialog>


<akap id="e3915">Wbrew przewidywaniom Leona baron przybył do swej małżonki nie o czwartej, ale dopiero około piątej.</akap>


<akap id="e3916">Był ubrany w nowy tużurek i świeży kapelusz, w ręku trzymał laseczkę ze srebrną końską nogą. Miał minę spokojną, ale pod tymi pozorami wierny sługa dostrzegł mocne wzruszenie. Już w przedpokoju binokle dwa razy spadły baronowi, a lewa powieka drgała mu bez porównania częściej aniżeli przed pojedynkiem albo nawet przy sztosie<pr><slowo_obce>sztos</slowo_obce> --- uderzenie kijem w kulę bilardową.</pr>.</akap>

<akap_dialog id="e3917">--- Zamelduj mnie pani baronowej --- rzekł pan Krzeszowski nieco przytłumionym głosem.</akap_dialog>


<akap id="e3918">Leon otworzył drzwi salonu i prawie groźnie zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e3919">--- Jaśnie pan!...</akap_dialog>


<akap id="e3920">A gdy baron wszedł, zamknął za nim drzwi, odprawił Mariannę, która przybiegła z kuchni, i --- sam zaczął podsłuchiwać.<end id="e1229595039801"/></akap>


<akap id="e3921">Pani baronowa, siedząca z książką na kanapie, na widok męża powstała. Gdy baron złożył jej głęboki ukłon, chciała odkłonić się, ale znowu upadła na kanapę.</akap>

<akap_dialog id="e3922">--- Mężu mój... --- szepnęła zasłaniając twarz rękoma. --- O! co ty robisz...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3923">--- Przykro mi bardzo --- rzekł baron kłaniając się po raz drugi --- że składam pani uszanowanie w takich warunkach...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3924">--- Ja wszystko gotowa jestem przebaczyć, jeżeli...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3925">--- Jest to bardzo zaszczytne dla nas obojga --- przerwał baron --- ponieważ i ja gotów jestem zapomnieć pani wszystko, co dotyczy mojej osoby. Na nieszczęście, raczyła pani wprowadzić w grę moje nazwisko, które lubo w historii świata nie odznaczyło się żadną niezwykłością, zasługuje przecież na to, aby je oszczędzano.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3926">--- Nazwisko?... --- powtórzyła baronowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3927">--- Tak, pani --- odparł baron kłaniając się po raz trzeci, ciągle z kapeluszem w ręku. --- Daruje pani, że dotknę tej niemiłej sprawy, ale... Od pewnego czasu nazwisko moje figuruje we wszystkich sądach... W tej chwili na przykład podoba się pani mieć aż trzy procesy: dwa z lokatorami, a jeden z jej byłym adwokatem, który nie uchybiając mu, jest skończonym łotrem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3928">--- Ależ, mężu! --- zawołała baronowa zrywając się z kanapy. --- Wszakże w tej chwili ty masz jedenaście procesów o trzydzieści tysięcy rubli długów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3929">--- Przepraszam!... Mam siedemnaście procesów o trzydzieści dziewięć tysięcy rubli długów, jeżeli mnie pamięć nie myli. Ale to są procesy o długi. Między nimi nie ma ani jednego, który wytoczyłbym uczciwej kobiecie o kradzież lalki... Między moimi grzechami nie ma ani jednego anonimu, który by spotwarzał niewinną, a spomiędzy moich wierzycieli ani jeden nie musiał uciekać z Warszawy wygnany przez oszczerstwa, jak się to zdarzyło niejakiej pani Stawskiej, dzięki troskliwości pani baronowej Krzeszowskiej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3930">--- Stawska była twoją kochanką...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3931">--- Przepraszam. Nie twierdzę, że nie starałem się o jej względy, ale przysięgam na honor, że jest to najszlachetniejsza kobieta, jaką spotkałem w życiu. Niech pani nie obraża ten superlatyw<pr><slowo_obce>superlatyw</slowo_obce> --- najwyższy stopień przymiotnika; przenośnie: najwyższa pochwała.</pr> zastosowany do osoby obcej i niech pani raczy mi wierzyć, że pani Stawska jest kobietą, która nawet moje... moje starania zostawiała bez odpowiedzi. A ponieważ, pani baronowo, ja mam honor znać przeciętne kobiety, więc... moje świadectwo coś znaczy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3932">--- W rezultacie czego chcesz, mój mężu? --- zapytała pani baronowa już pewnym głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3933">--- Chcę... bronić nazwiska, które oboje nosimy. Chcę... nakazać w tym domu szacunek dla baronowej Krzeszowskiej. Chcę zakończyć procesy i dać pani opiekę... Dla dopięcia tego celu zmuszony jestem prosić panią o gościnność. Gdy zaś ureguluję stosunki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3934">--- Opuścisz mnie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3935">--- Zapewne.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3936">--- A twoje długi?</akap_dialog>


<akap id="e3937">Baron powstał z krzesła.</akap>

<akap_dialog id="e3938">--- Moje długi niech panią nie interesują --- odparł tonem głębokiego przekonania. --- Jeżeli pan Wokulski, zwyczajny szlachcic, mógł w ciągu paru lat zrobić miliony, człowiek z moim nazwiskiem potrafi spłacić czterdzieści tysięcy długów. I ja pokażę, że umiem pracować...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3939">--- Jesteś chory, mój mężu --- odparła baronowa. --- Przecie wiesz, że pochodzę z rodziny, która zrobiła swój majątek, i dlatego mówię ci, że ty nie potrafisz zapracować nawet na własne utrzymanie... Ach, nawet na wykarmienie najuboższego człowieka!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3940">--- Zatem pani odrzucasz moją opiekę, którą ofiaruję jej pod wpływem próśb księcia i dbałości o honor nazwiska?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3941">--- Ale owszem!... Zacznijże się nareszcie mną opiekować, bo dotychczas...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3942">--- Co do mnie --- przerwał baron z nowym ukłonem --- będę się starał zapomnieć o przeszłości...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3943">--- Zapomniałeś o niej dawno... Nie byłeś nawet na grobie naszej córki...</akap_dialog>


<akap id="e3944">W taki sposób baron zainstalował się w mieszkaniu swej żony. Przerwał procesy z lokatorami, byłemu adwokatowi baronowej oświadczył, że każe mu dać baty, jeżeli kiedykolwiek wyrazi się bez szacunku o swej klientce, do pani Stawskiej napisał list z przeprosinami i posłał jej (aż pod Częstochowę) ogromny bukiet. Nareszcie przyjął kucharza i wraz ze swoją małżonką złożył wizyty rozmaitym osobom z towarzystwa, powiedziawszy pierwej Maruszewiczowi, który ogłosił to po mieście, że jeżeli która z dam nie odda im rewizyty, wówczas baron od jej męża zażąda satysfakcji.</akap>


<akap id="e3945">W salonach zgorszono się dzikimi pretensjami barona; rewizyty jednak złożyli państwu Krzeszowskim wszyscy i prawie wszyscy zawarli z nimi bliższe stosunki.</akap>


<akap id="e3946">W zamian pani baronowa, co z jej strony było dowodem nadzwyczajnej delikatności, nic nikomu nie mówiąc spłacała długi męża. Niektórym z wierzycieli robiła impertynencje, wobec innych płakała, prawie wszystkim odtrącała jakieś sumy na rachunek lichwiarskich procentów, irytowała się, ale --- płaciła.</akap>


<akap id="e3947">Już w osobnej szufladzie jej biurka leżało kilka funtów mężowskich weksli, kiedy zdarzył się następny wypadek.</akap>


<akap id="e3948">Sklep Wokulskiego w lipcu miał objąć w posiadanie Henryk Szlangbaum; a ponieważ nowy nabywca nie życzył sobie przejmować ani długów, ani wierzytelności dawnej firmy, więc pan Rzecki na gwałt regulował rachunki.</akap>


<akap id="e3949">Między innymi posłał notatkę na paręset rubli baronowi Krzeszowskiemu, z prośbą o rychłą odpowiedź.</akap>


<akap id="e3950">Notatka, jak wszystkie tego rodzaju dokumenta, dostała się w ręce baronowej, która zamiast zapłacić, odpisała Rzeckiemu list impertynencki, gdzie nie brakło wzmianki o szachrajstwie, o nieuczciwym kupnie klaczy, i tak dalej.</akap>


<akap id="e3951">Akurat we dwadzieścia cztery godzin po wysłaniu tego listu w lokalu państwa Krzeszowskich zjawił się Rzecki oświadczając, że chce się widzieć z baronem.</akap>


<akap id="e3952">Baron przyjął go bardzo życzliwie, choć nie ukrywał zdziwienia spostrzegłszy, że były sekundant jego przeciwnika jest mocno rozdrażniony.</akap>

<akap_dialog id="e3953">--- Przychodzę do pana z pretensją --- zaczął stary subiekt. --- Onegdaj ośmieliłem się przysłać panu rachunek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3954">--- Ach, tak... jestem coś winien panom... Ileż to wynosi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3955">--- Dwieście trzydzieści sześć rubli kopiejek trzynaście...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3956">--- Jutro postaram się zaspokoić panów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3957">--- To nie wszystko --- przerwał mu Rzecki. --- Wczoraj bowiem od szanownej małżonki pańskiej otrzymałem ten oto list...</akap_dialog>


<akap id="e3958">Baron przeczytał podany mu papier, zamyślił się i odparł:</akap>

<akap_dialog id="e3959">--- Przykro mi bardzo, że baronowa użyła tak nie parlamentarnych wyrazów, ale... co do tej klaczy, to ma rację... Pan Wokulski (czego mu zresztą nie mam za złe) dał mi istotnie za klacz sześćset, a wziął kwit na osiemset rubli.</akap_dialog>


<akap id="e3960">Rzecki pozieleniał z gniewu.</akap>

<akap_dialog id="e3961">--- Panie baronie, boleję nad tym wypadkiem, ale... jeden z nas dwu jest ofiarą mistyfikacji... grubej mistyfikacji, panie!... A oto dowód.</akap_dialog>


<akap id="e3962">Wydobył z kieszeni dwa arkusze i jeden z nich podał Krzeszowskiemu. Baron rzucił okiem i zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e3963">--- Więc to ten łotr Maruszewicz?... Ależ honorem ręczę, że oddał mi tylko sześćset rubli i jeszcze dużo mówił o interesowności pana Wokulskiego...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3964">--- A to?... --- spytał Rzecki podając drugi papier.</akap_dialog>


<akap id="e3965">Baron obejrzał dokument z góry na dół i z dołu do góry. Usta mu pobladły.</akap>

<akap_dialog id="e3966">--- Teraz wszystko rozumiem --- rzekł. --- Ten kwit jest sfałszowany, a sfałszowany przez Maruszewicza. Ja nie pożyczałem pieniędzy od pana Wokulskiego!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3967">--- Niemnej jednak pani baronowa nazwała nas szachrajami.</akap_dialog>


<akap id="e3968">Baron podniósł się z fotelu.</akap>

<akap_dialog id="e3969">--- Wybacz pan --- rzekł. --- W imieniu mojej żony uroczyście przepraszam i niezależnie od satysfakcji, jaką gotów jestem dać panom, zrobię, co potrzeba, ażeby naprawić krzywdę wyrządzoną panu Wokulskiemu... Tak, panie. Złożę wizyty wszystkim moim przyjaciołom i oświadczę im, że pan Wokulski jest dżentelmenem, że zapłacił za klacz osiemset rubli i że obaj staliśmy się ofiarami intryg tego łotra Maruszewicza. Krzeszowscy, panie... panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3970">--- Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3971">--- Szanowny panie Rzecki, Krzeszowscy nigdy i nikogo nie oczerniali. Mogli błądzić, ale w dobrej wierze, panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3972">--- Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3973">--- Szanowny panie Rzecki.</akap_dialog>


<akap id="e3974">Na tym zakończyła się rozmowa; stary subiekt bowiem pomimo nalegań barona nie chciał ani słuchać usprawiedliwień, ani nawet widzieć się z panią baronową.</akap>


<akap id="e3975">Baron odprowadziwszy Rzeckiego do drzwi, nie mogąc wytrzymać, odezwał się do Leona:</akap>

<akap_dialog id="e3976"><begin id="b1229595147399"/><motyw id="m1229595147399">Honor, Pieniądz</motyw>--- Ci kupcy to jednak honorowi ludzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3977">--- Mają gotówkę, jaśnie panie, mają kredyt --- odparł Leon.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3978">--- Głupcze jakiś!... więc my już nie mamy honoru dlatego, że nie mamy kredytu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3979">--- Mamy, jaśnie panie, ale na inszy sposób.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3980">--- Spodziewam się, że nie na kupiecki sposób!... --- odparł dumnie baron.<end id="e1229595147399"/></akap_dialog>


<akap id="e3981">I kazał sobie podać garnitur wizytowy.</akap>


<akap id="e3982">Prosto od barona Rzecki udał się do Wokulskiego i treściwie opowiedział mu o nadużyciach Maruszewicza, o skrusze barona, a nareszcie oddał sfałszowane dokumenta radząc wytoczenie procesu.</akap>


<akap id="e3983">Wokulski słuchał go poważnie, nawet kiwał głową, ale patrzył nie wiadomo gdzie i myślał nie wiadomo o czym.</akap>


<akap id="e3984">Stary subiekt zmiarkowawszy, że nie ma tu co robić dłużej, pożegnał swego Stacha i rzekł na odchodne:</akap>

<akap_dialog id="e3985">--- Widzę, że jesteś diabelnie zajęty, więc najlepiej zrobisz, jeżeli od razu oddasz sprawę adwokatowi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3986">--- Dobrze... dobrze... --- odparł Wokulski nie zdając sobie sprawy z tego, co mówi pan Ignacy. Właśnie w tej chwili myślał o ruinach zasławskiego zamku, wśród których pierwszy raz zobaczył łzy w oczach panny Izabeli.</akap_dialog>


<akap id="e3987">,,Jaka ona szlachetna!... Jaka delikatność uczuć!... Jeszcze nieprędko poznam wszystkie skarby tej pięknej duszy..."</akap>


<akap id="e3988">Po dwa razy dziennie bywał u pana Łęckiego, a jeżeli nie u niego, to przynajmniej w tych towarzystwach, gdzie mógł spotkać się z panną Izabelą, patrzeć na nią i zamienić choć parę wyrazów. To mu na dziś wystarczało, a o przyszłości nie śmiał myśleć.</akap>


<akap id="e3989">,,Zdaje mi się, że umrę u jej nóg... --- mówił sobie. --- No i co z tego?... Umrę patrząc na nią i może przez całą wieczność będę ją widział. Któż wie, czy życie przyszłe nie zamyka się w ostatnim uczuciu człowieka?..."</akap>


<akap id="e3990">I powtarzał za Mickiewiczem:</akap>


<akap id="e3991">,,A po dniach wielu czy po latach wielu, kiedy mi każą mogiłę porzucić, wspomnisz o twoim sennym przyjacielu i spłyniesz z nieba, aby go ocucić... Znowu mnie złożysz na twym łonie białem... Znowu mnie ramię kochane otoczy... Zbudzę się --- myśląc, że chwilkę drzemałem, całując lica, patrząc w twoje oczy..."<pr><slowo_obce>A po dniach wielu czy po latach wielu...</slowo_obce> --- zwrotka z wiersza Mickiewicza pt. <tytul_dziela>Sen</tytul_dziela> (1825). W tekście Mickiewiczowskim jest: ,,I zstąpisz z niebios, aby go ocucić."</pr><uwaga>Być może należałoby zapisać to jako wierszowany cytat?</uwaga></akap>


<akap id="e3992">W kilka dni wpadł do niego baron Krzeszowski.</akap>

<akap_dialog id="e3993">--- Byłem już u pana dwa razy! --- zawołał majstrując około binokli, które, zdaje się, stanowiły jedyny kłopot jego życia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3994">--- Pan?... --- spytał Wokulski. I nagle przypomniał sobie opowiadanie Rzeckiego i to, że na swym stole znalazł wczoraj dwa bilety barona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3995">--- Domyśla się pan, z czym przychodzę? --- mówił baron. --- Panie Wokulski, czy mam przeprosić pana za mimowolną krzywdę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3996">--- Ani słowa więcej, baronie!... --- przerwał Wokulski ściskając go. --- Drobna to sprawa. Zresztą gdybym nawet utargował na pańskiej klaczy dwieście rubli, czy potrzebowałbym się z tym kryć?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e3997">--- To prawda!... --- odparł baron uderzając się w czoło. --- Że też mi wcześniej nie przyszła podobna myśl... <slowo_obce>A propos</slowo_obce> zarobku, czy nie wskazałbyś mi pan sposobu szybkiego zbogacenia się? Potrzebuję na gwałt stu tysięcy rubli w ciągu roku...</akap_dialog>


<akap id="e3998">Wokulski uśmiechnął się.</akap>

<akap_dialog id="e3999">--- Śmiejesz się pan, mój kuzynie (bo sądzę, że już mogę pana tak nazywać?). Śmiejesz się, a przecież sam na uczciwej drodze zdobyłeś miliony w ciągu dwu lat?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4000">--- Niecałych --- dodał Wokulski. --- Ale to majątek nie wypracowany, tylko wygrany. Wygrałem, kilkanaście razy z rzędu dublując stawkę jak szuler, a cała moja zasługa polega na tym, że grałem niefałszowanymi kartami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4001">--- Więc znowu szczęście! --- krzyknął baron obrywając binokle. --- A ja, mój kuzynie, ani za grosz nie mam szczęścia. Pół majątku przegrałen, drugą połowę zjadły kobietki i --- choć w łeb sobie strzel!...</akap_dialog>


<akap id="e4002">Nie, ja stanowczo nie mam szczęścia!... Oto i teraz. Myślałem, że osioł Maruszewicz zbałamuci baronowę... Dopieroż miałbym spokój w domu!... Jaka byłaby ona pobłażliwa na moje drobne grzechy... Ale i cóż?... Baronowa ani myśli mi się sprzeniewierzyć, a tego błazna czekają roty aresztanckie... Proszę cię, wsadź go tam koniecznie, bo jego łotrostwa nawet mnie już zaczynają nudzić.</akap>


<akap id="e4003">A więc --- zakończył --- między nami zgoda. Dodam tylko, że odwiedziłem wszystkich znajomych, do których mogły dojść moje nieostrożne słowa o klaczy, i najskrupulatniej rzecz wyjaśniłem... Maruszewicz niech idzie do więzienia; tam dla niego najwłaściwsze miejsce, a ja na jego nieobecności zyskam parę tysięcy rubli rocznie... Byłem także u pana Tomasza i u panny Izabeli i również wytłomaczyłem nasze nieporozumienie... Strach, jak ten łotr umiał ze mnie wyciskać pieniądze! Choć już od roku nic nie mam, on jednak zawsze ode mnie pożyczał. Genialny hultaj!... Czuję, że jeżeli nie przeflancują<pr><slowo_obce>przeflancować</slowo_obce> --- przesadzić (o roślinach); żartobliwie --- przenieść na inne miejsce czy stanowisko.</pr> go do ciężkich robót, nie będę umiał uwolnić się od niego. Do widzenia, kuzynie.</akap>


<akap id="e4004">Nie upłynęło dziesięć minut po wyjściu barona, kiedy służący zameldował Wokulskiemu jakiegoś pana, który koniecznie chce się widzieć, ale nie mówi swego nazwiska.</akap>


<akap id="e4005">,,Czyżby Maruszewicz?..." --- pomyślał Wokulski.</akap>


<akap id="e4006">Istotnie, wszedł Maruszewicz, blady, z pałającymi oczyma.</akap>

<akap_dialog id="e4007">--- Panie! --- rzekł ponurym głosem, zamykając drzwi gabinetu. --- Widzisz przed sobą człowieka, który postanowił...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4008">--- Cóżeś pan postanowił?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4009">--- Postanowiłem zakończyć życie... Ciężka to chwila, ale trudno. Honor...</akap_dialog>


<akap id="e4010">Odpoczął i mówił dalej wzburzony.</akap>

<akap_dialog id="e4011">--- Mógłbym wprawdzie pierwej zabić pana, który jesteś przyczyną moich nieszczęść...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4012">--- O, nie rób pan ceremonii --- rzekł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4013">--- Pan żartuje, a ja doprawdy mam broń przy sobie i jestem gotów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4014">--- Spróbuj no pan swojej gotowości.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4015">--- Panie, tak nie przemawia się do człowieka stojącego nad grobem. Jeżelim przyszedł, to tylko, ażeby dać panu dowód, że pomimo błędów mam serce szlachetne.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4016"><begin id="b1229595415025"/><motyw id="m1229595415025">Więzienie</motyw>--- I dlaczegóż to stajesz pan nad grobem? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4017">--- Ażeby ocalić honor, który chcesz mi pan wydrzeć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4018">--- O!... zachowaj że pan ten drogi skarb --- odparł Wokulski i wydobył z biurka fatalne dokumenta. --- Czy o te papiery panu chodzi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4019">--- Pan pytasz?... pan naigrawasz się z mojej rozpaczy!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4020">--- Uważa pan, panie Maruszewicz --- mówił Wokulski przeglądając papiery --- mógłbym panu w tej chwili wypowiedzieć kilka morałów albo nawet przez pewien czas zostawić pana w niepewności. Ale że obaj jesteśmy już pełnoletni, więc...</akap_dialog>


<akap id="e4021">Rozdarł papiery i kawałki ich oddał Maruszewiczowi.</akap>

<akap_dialog id="e4022">--- Więc niech pan zachowa sobie to na pamiątkę.</akap_dialog>


<akap id="e4023">Maruszewicz ukląkł przed nim.</akap>

<akap_dialog id="e4024">--- Panie! --- zawołał --- darowałeś mi życie... Wdzięczność moja...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4025">--- Nie bądź pan śmieszny --- przerwał mu Wokulski. --- O życie pańskie byłem zupełnie spokojny, tak jak jestem pewny, że kiedyś dostaniesz się do więzienia. Cała rzecz, że ja nie chcę panu ułatwiać tej podróży.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4026">--- O, pan jesteś nielitościwy! --- odparł Maruszewicz, machinalnie otrzepując spodnie. --- Jedno życzliwsze słowo, jeden cieplejszy uścisk ręki może wprowadziłby mnie na nowe tory. Ale pan nie możesz się na to zdobyć...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4027">--- No, żegnam pana, panie Maruszewicz. Niech tylko panu nie przyjdzie koncept podpisać kiedy mego nazwiska, bo wówczas... Rozumie pan?</akap_dialog>


<akap id="e4028">Maruszewicz wyszedł obrażony.</akap>


<akap id="e4029"><begin id="b1229595460853"/><motyw id="m1229595460853">Miłosierdzie, Sprawiedliwość</motyw>,,To dla ciebie, dla ciebie, ty ukochana, ubył dziś jeden więzień. Straszna to rzecz uwięzić kogoś, nawet złodzieja i oszczercę" --- pomyślał Wokulski.<end id="e1229595415025"/></akap>


<akap id="e4030">Przez chwilę jeszcze toczyła się w nim walka. Raz --- wyrzucał sobie, że mogąc uwolnić świat od hultaja nie zrobił tego, to znowu myślał, co działoby się z nim, gdyby tak jego samego uwięziono, oderwano od panny Izabeli na całe miesiące, może na lata.</akap>


<akap id="e4031">,,Cóż to za okropność już nigdy jej nie zobaczyć... Kto zresztą wie, czy miłosierdzie nie jest najlepszą sprawiedliwością?... Jaki ja się robię sentymentalny!..."<end id="e1229595460853"/></akap>









<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e4032">XIV. <slowo_obce>Tempus fugit, aeternitas manet</slowo_obce><pr><slowo_obce>Tempus fugit, aeternitas manet</slowo_obce> (łac.) --- czas ucieka, wieczność trwa.</pr></naglowek_rozdzial>





<akap id="e4033">Jakkolwiek sprawa z Maruszewiczem załatwiła się we cztery oczy, jednak wieść o niej rozeszła się... Wokulski powiedział o tym Rzeckiemu i kazał wykreślić z księgi rzekomy dług barona. Maruszewicz zaś opowiedział baronowi dodając, że baron już nie powinien gniewać się na niego, ponieważ dług został umorzony, a on, Maruszewicz, ma zamiar poprawić się.</akap>

<akap_dialog id="e4034">--- Czuję --- mówił wzdychając --- że byłbym inny, gdybym miał choć ze trzy tysiące rubli rocznie... Nikczemny świat, na którym tacy jak ja ludzie muszą się marnować!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4035">--- No, daj spokój, Maruszewicz --- uspokajał go baron. --- Kocham cię, ale przecie wszyscy wiedzą, że jesteś hultaj.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4036">--- Zaglądałeś, baron, w moje serce?... wiesz, jakie tam uczucia?... O, gdyby istniał jakiś trybunał, który umie czytać w duszy człowieka, zobaczylibyśmy, kto z nas lepszy: ja czy ci, co mnie sądzą i potępiają!...</akap_dialog>


<akap id="e4037">W rezultacie tak Rzecki, jak baron, jak książę i paru hrabiów, którzy dowiedzieli się o ,,nowym figlu" Maruszewicza, wszyscy przyznawali, że Wokulski postąpił szlachetnie, ale nie po męsku.</akap>

<akap_dialog id="e4038">--- To bardzo piękny czyn --- mówił książę --- ale... nie w stylu Wokulskiego. On mi wyglądał na jednego z tych ludzi, którzy w społeczeństwie stanowią siłę tworzącą rzeczy dobre, a karcącą łotrów. Tak jak postąpił Wokulski z Maruszewiczem, mógłby zrobić każdy ksiądz... Obawiam się, że ten człowiek traci energię.</akap_dialog>


<akap id="e4039">W rzeczywistości Wokulski nie stracił energii, ale zmienił się pod wieloma względami. Sklepem na przykład nie zajmował się, nawet czuł do niego wstręt, ponieważ tytuł kupca galanteryjnego szkodził mu w oczach panny Izabeli. Natomiast zaczął goręcej zajmować się spółką do handlu z cesarstwem, ponieważ ona przynosiła ogromne dochody, a tym samym zwiększała majątek, który chciał ofiarować pannie Izabeli.</akap>


<akap id="e4040">Prawie od chwili kiedy oświadczył się i został przyjęty, opanowała go dziwna rzewność i współczucie. Zdawało mu się, że nie tylko nie umiałby nikomu zrobić przykrości, ale nawet sam nie umiałby się bronić przeciw krzywdom, byle te nie dotykały panny Izabeli.</akap>


<akap id="e4041">Natomiast czuł niepokonaną potrzebę robienia dobrze innym. Oprócz zapisu dla Rzeckiego, przeznaczył Lisieckiemu i Klejnowi, swoim byłym subiektom, po cztery tysiące rubli, tytułem wynagrodzenia szkód, jakie wyrządził im sprzedając sklep Szlangbaumowi. Przeznaczył również około dwunastu tysięcy rubli na gratyfikacje dla inkasentów, woźnych, parobków i furmanów.</akap>


<akap id="e4042">Węgiełkowi nie tylko sprawił huczne wesele, ale jeszcze do sumy obiecanej młodemu małżeństwu dołożył kilkaset rubli. Ponieważ w tym czasie furmanowi Wysockiemu urodziła się córka, więc trzymał ją do chrztu; gdy zaś sprytny ojciec dał dziecku imię Izabeli, Wokulski złożył dla niej pięćset rubli na posag.</akap>


<akap id="e4043">Imię to było mu bardzo drogie. Nieraz, gdy siedział samotny, brał papier i ołówek i bez końca pisał: Izabela... Iza... Bella... a potem palił, ażeby nazwisko ukochanej nie wpadło w obce ręce. Miał zamiar kupić pod Warszawą mały folwark, zbudować willę i nazwać ją Izabelinem. Przypomniał sobie, że w czasie jego wędrówek po Górach Uralskich pewien uczony, który znalazł nowy minerał, radził się: jakby go nazwać? I wyrzucał sobie, że nie znając wówczas panny Izabeli, nie wpadł jednakże na pomysł nazwania go izabelitem. Nareszcie przeczytawszy w gazetach o znalezieniu nowej planetoidy<pr><slowo_obce>planetoidy</slowo_obce> --- niewielkie ciała niebieskie krążące dokoła słońca między drogą Marsa a Jowisza.</pr>, której znalazca również kłopotał się o danie jej nazwiska, chciał przeznaczyć dużą nagrodę temu z astronomów, który odkryje nowe ciało niebieskie i nazwie je: Izabelą.</akap>


<akap id="e4044">Odurzające przywiązanie do jednej kobiety nie wykluczało jednak myśli o drugiej. Niekiedy przypominał sobie panią Stawską, o której wiedział, że wszystko gotowa była dla niego poświęcić, i czuł jakby wyrzuty sumienia.</akap>


<akap id="e4045">,,No, co ja zrobię?... --- mówił. --- Com winien, że tę kocham, a tamtą... Gdybyż ona zapomniała o mnie i była szczęśliwą."</akap>


<akap id="e4046">Na wszelki sposób postanowił zabezpieczyć jej przyszłość i stanowczo dowiedzieć się o jej mężu.</akap>


<akap id="e4047">,,Niech przynajmniej nie potrzebuje troszczyć się o jutro... Niechaj ma posag dla dziecka..."</akap>


<akap id="e4048">Co kilka dni widywał pannę Izabelę w licznych towarzystwach, otoczoną młodszymi i starszymi ludźmi. Ale już nie raziły go ani umizgi mężczyzn, ani jej spojrzenia i uśmiechy.</akap>


<akap id="e4049">,,Taką ma naturę --- myślał --- nie umie ani śmiać się, ani patrzeć inaczej. Jest jak kwiat albo jak słońce, które mimo woli uszczęśliwia wszystkich, dla wszystkich jest piękne."</akap>


<akap id="e4050">Pewnego dnia otrzymał telegram z Zasławka wzywający go na pogrzeb prezesowej.</akap>


<akap id="e4051">,,Zmarła?... --- szepnął. --- Jaka szkoda tej zacnej kobiety!... Dlaczego ja nie byłem przed jej śmiercią?..."</akap>


<akap id="e4052">Zmartwił się, posmutniał, ale --- nie pojechał na pogrzeb staruszki, która dała mu tyle dowodów życzliwości. <begin id="b1229595646148"/><motyw id="m1229595646148">Miłość</motyw>Nie miał odwagi rozstać się z panną Izabelą nawet na kilka dni...</akap>


<akap id="e4053">Już zrozumiał, że nie należy do siebie, że wszystkie jego myśli, uczucia i pragnienia, wszystkie zamiary i nadzieje przykute są do tej jednej kobiety. Gdyby ona umarła, nie potrzebowałby się zabijać; jego dusza sama odleciałaby za nią jak ptak, który tylko chwilę odpoczywa na gałęzi. Zresztą nawet nie mówił z nią o miłości, jak nie mówi się o ciężarze ciała albo o powietrzu, które człowieka napełnia i ze wszystkich stron otacza. Jeżeli w ciągu dnia wypadło mu pomyśleć o czym innym niż o niej, wstrząsał się ze zdumienia jak człowiek, który cudem znalazłby się w nie znanej sobie okolicy.<end id="e1229595646148"/></akap>


<akap id="e4054">Nie była to miłość, ale ekstaza.</akap>


<akap id="e4055">Pewnego dnia, już w maju, wezwał go pan Łęcki.</akap>

<akap id="e4056">--- Wyobraź sobie --- rzekł do Wokulskiego --- musimy jechać do Krakowa. Hortensja jest chora, chce widzieć Belę (zdaje się, że chodzi o zapis), no, a zapewne rada by poznać ciebie... Możesz jechać z nami?...</akap>

<akap_dialog id="e4057">--- Każdej chwili --- odparł Wokulski. --- Kiedyż to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4058">--- Powinni byśmy jechać dziś, ale zapewne zejdzie do jutra.</akap_dialog>


<akap id="e4059">Wokulski obiecał być gotowym na jutro. Kiedy pożegnał pana Tomasza i wstąpił do panny Izabeli, dowiedział się od niej, że jest w Warszawie Starski...</akap>

<akap_dialog id="e4060">--- Biedny chłopak! --- mówiła śmiejąc się. --- Dostał po prezesowej tylko dwa tysiące rubli rocznie i dziesięć tysięcy ciepłą ręką. Radzę mu, ażeby ożenił się bogato, ale on woli jechać do Wiednia, a stamtąd zapewne do Monte Carlo... Mówiłam, ażeby jechał z nami. Będzie weselej, nieprawdaż?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4061">--- Zapewne --- odparł Wokulski --- tym bardziej że weźmiemy osobny wagon.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4062">--- Więc do jutra!</akap_dialog>


<akap id="e4063">Wokulski załatwił najpilniejsze interesa, na kolei zamówił wagon salonowy do Krakowa, a koło ósmej wieczór, wyekspediowawszy swoje rzeczy, był u państwa Łęckich. Wypili herbatę we troje i przed dziesiątą udali się na kolej.</akap>

<akap_dialog id="e4064">--- Gdzież pan Starski? --- zapytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4065">--- Czy ja wiem? --- odpowiedziała panna Izabela. --- Może wcale nie pojedzie... to taki lekkoduch!...</akap_dialog>


<akap id="e4066">Już siedzieli w wagonie, ale Starskiego jeszcze nie było. Panna Izabela przygryzała usta, co chwilę wyglądając oknem. Nareszcie po drugim dzwonku Starski ukazał się na peronie.</akap>

<akap_dialog id="e4067">--- Tutaj, tutaj!... --- zawołała panna Izabela. Ale ponieważ młody człowiek nie dosłyszał jej, więc wybiegł Wokulski i wprowadził go do saloniku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4068">--- Myślałam, że już pan nie przyjdzie --- rzekła panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4069">--- Niewiele do tego brakowało --- odparł Starski witając się z panem Tomaszem. --- Byłem u Krzeszowskiego i niech sobie kuzynka wyobrazi, od drugiej po południu do dziewiątej graliśmy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4070">--- I naturalnie, przegrał pan?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4071">--- Rozumie się... Szczęście ucieka od takich jak ja... --- dodał spoglądając na nią.</akap_dialog>


<akap id="e4072">Panna Izabela lekko się zarumieniła.</akap>


<akap id="e4073">Pociąg ruszył. Starski usiadł po lewej stronie panny Izabeli i zaczął z nią rozmawiać w połowie po polsku, w połowie po angielsku, coraz częściej wpadając w angielszczynę. Wokulski siedział na prawo od panny Izabeli, nie chcąc jednak przeszkadzać w rozmowie wstał stamtąd i usiadł za panem Tomaszem.</akap>


<akap id="e4074">Pan Łęcki, trochę niezdrów, odział się w hawelok<pr><slowo_obce>hawelok</slowo_obce> --- płaszcz bez rękawów, z peleryną.</pr>, w pled i jeszcze położył kołdrę na nogach. Kazał pozamykać wszystkie okna w wagonie i przyćmić latarnie, które go raziły. Obiecywał sobie, że zaśnie, nawet czuł, że go sen morzy; tymczasem wdał się w rozmowę z Wokulskim i szeroko zaczął mu opowiadać o siostrze Hortensji, która za młodu była do niego bardzo przywiązana, o dworze Napoleona III, który z nim kilka razy rozmawiał, o uprzejmości i miłostkach Wiktora Emanuela i o mnóstwie innych rzeczy.</akap>


<akap id="e4075">Wokulski słuchał go uważnie do Pruszkowa. Za Pruszkowem zmęczony i jednostajny głos pana Tomasza zaczął go męczyć. Za to coraz wyraźniej wpadała mu w ucho rozmowa panny Izabeli ze Starskim, prowadzona po angielsku. Usłyszał nawet kilka zdań, które go zainteresowały, i zadał sobie pytanie: czy nie należałoby ostrzec ich, że on rozumie po angielsku?</akap>


<akap id="e4076"><begin id="b1229595880611"/><motyw id="m1229595880611">Fałsz, Flirt</motyw>Już chciał powstać z siedzenia, kiedy wypadkiem spojrzał w przeciwległą szybę wagonu i zobaczył w niej jak w lustrze słabe odbicie panny Izabeli i Starskiego. Siedzieli bardzo blisko siebie, oboje zarumienieni, choć rozmawiali tonem tak lekkim, jakby chodziło o rzeczy obojętne.</akap>


<akap id="e4077">Wokulski jednakże spostrzegł, że obojętny ton nie odpowiada treści rozmowy; czuł nawet, że tym swobodnym tonem chcą kogoś w błąd wprowadzić. I w tej chwili, pierwszy raz od czasu jak znał pannę Izabelę, przeleciały mu przez myśl straszne wyrazy: ,,fałsz!... fałsz!..."</akap>


<akap id="e4078">Przycisnął się do ławki wagonu, patrzył w szybę i --- słuchał. Zdawało mu się, że każde słowo Starskiego i panny Izabeli pada mu na twarz, na głowę, na piersi jak krople ołowianego deszczu...</akap>


<akap id="e4079">Już nie myślał ich ostrzegać, że rozumie, co mówią, tylko słuchał i słuchał...</akap>


<akap id="e4080">Właśnie pociąg wyjechał z Radziwiłłowa<pr>Radziwiłłów --- wieś i stacja kolejowa w pobliżu Łowicza, 55 km na zachód od Warszawy w kierunku Skierniewic.</pr>, a pierwszy frazes, który zwrócił uwagę Wokulskiego, był ten:</akap>

<akap_dialog id="e4081">--- Wszystko możesz mu zarzucić --- mówiła panna Izabela po angielsku. --- Nie jest młody ani dystyngowany; jest zanadto sentymentalny i czasami nudny, ale chciwy?... Już dosyć, kiedy nawet papo nazywa go zbyt hojnym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4082">--- A sprawa z panem K?... --- wtrącił Starski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4083">--- O klacz wyścigową?... Jak to zaraz znać, że wracasz z prowincji. Niedawno był u nas baron i powiedział, że jeżeli kiedy, to w tej sprawie pan, o którym mówimy, postąpił jak dżentelmen.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4084">--- Żaden dżentelmen nie uwolniłby fałszerza, gdyby nie miał z nim jakichś zakulisowych interesów --- odparł z uśmiechem Starski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4085">--- A baron ile razy uwalniał go? --- spytała panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4086">--- I akurat baron ma rozmaite grzeszki, o których wie pan M. Źle bronisz swoich protegowanych, kuzynko --- mówił drwiącym tonem Starski.</akap_dialog>


<akap id="e4087">Wokulski przycisnął się do ławki wagonu, ażeby nie zerwać się i nie uderzyć Starskiego. Ale pohamował się.</akap>


<akap id="e4088">,,Każdy ma prawo sądzić innych --- myślał. --- Zresztą zobaczymy, co będzie dalej!..."</akap>


<akap id="e4089">Przez kilka chwil słyszał tylko turkot kół i zauważył, że wagon się chwieje.</akap>


<akap id="e4090">,,Nigdy nie czułem takiego chwiania się wagonu" --- rzekł do siebie.</akap>

<akap_dialog id="e4091">--- I ten medalion --- drwił Starski --- jest całym prezentem przedślubnym?... Niezbyt hojny narzeczony: kocha jak trubadur, ale...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4092">--- Zapewniam cię --- przerwała panna Izabela --- że oddałby mi cały majątek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4093">--- Bierzże go, kuzynko, i mnie pożycz ze sto tysięcy... A cóż, znalazła się ta cudowna blaszka?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4094">--- Właśnie że nie, i jestem bardzo zmartwiona. Boże, gdyby on się kiedy dowiedział...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4095">--- Czy o tym, że zgubiliśmy jego blaszkę, czy że szukaliśmy medalionu? --- szepnął Starski przytulając się do jej ramienia.</akap_dialog>


<akap id="e4096">Wokulskiemu mgłą zaszły oczy.<end id="e1229595880611"/></akap>


<akap id="e4097">,,Tracę przytomność?..." --- pomyślał chwytając za pas przy oknie.</akap>


<akap id="e4098">Zdawało mu się, że wagon zaczyna skakać i lada moment nastąpi wykolejenie.</akap>

<akap_dialog id="e4099"><begin id="b1229596014610"/><motyw id="m1229596014610">Kobieta, Kochanek, Mąż, Mężczyzna, Żona</motyw>--- Wiesz, że jesteś zuchwały!... --- mówiła przyciszonym głosem panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4100">--- To właśnie stanowi moją siłę --- odparł Starski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4101">--- Zlituj się... Ależ on może spojrzeć!... Znienawidzę cię...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4102">--- Będziesz szaleć za mną, bo nikt nie zdobyłby się na to... Kobiety lubią demonów...</akap_dialog>


<akap id="e4103">Panna Izabela przysunęła się do ojca. Wokulski patrzył w przeciwległą szybę i słuchał.</akap>

<akap_dialog id="e4104">--- Oświadczam ci --- mówiła zirytowana --- że nie wejdziesz za próg naszego domu... A gdybyś ośmielił się... powiem mu wszystko...</akap_dialog>


<akap id="e4105">Starski roześmiał się.</akap>

<akap_dialog id="e4106">--- Nie wejdę, kuzynko, dopóki sama mnie nie wezwiesz; jestem zaś pewny, że nastąpi to bardzo prędko. W tydzień znudzi cię ten ubóstwiający mąż i zapragniesz weselszego towarzystwa. Przypomnisz sobie łobuza kuzynka, który ani przez jedną chwilę w życiu nie był poważnym, zawsze dowcipnym, a niekiedy bezczelnie śmiałym... i pożałujesz tego, który zawsze gotów do uwielbiania cię, nigdy nie był zazdrosnym, umiał ustępować innym, szanował twoje kaprysy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4107">--- Wynagradzając sobie na innych drogach --- wtrąciła panna Izabela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4108">--- Właśnie!... Gdybym tak nie robił, nie miałabyś mi czego przebaczać i mogłabyś lękać się wymówek z mojej strony...</akap_dialog>


<akap id="e4109">Nie zmieniając pozycji objął ją prawą ręką, a lewą ściskał jej rączkę, ukrytą pod płaszczykiem.</akap>

<akap_dialog id="e4110">--- Tak, kuzynko --- mówił. --- Takiej jak ty kobiecie nie wystarczy powszedni chleb szacunku ani pierniczki uwielbień... Tobie niekiedy potrzeba szampana, ciebie musi ktoś odurzyć choćby cynizmem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4111">--- Cynikiem być łatwo...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4112">--- Ale nie każdy ośmieli się być nim. Zapytaj tego pana, czy on wpadłby kiedy na myśl, że jego miłosne modlitwy są mniej warte od moich bluźnierstw?...<end id="e1229596014610"/></akap_dialog>


<akap id="e4113">Wokulski już nie słyszał dalszej rozmowy; uwagę jego pochłonął inny fakt: zmiana, która szybko poczęła odbywać się w nim samym. Gdyby wczoraj powiedziano mu, że będzie niemym świadkiem podobnej rozmowy, nie uwierzyłby; myślałby, że każdy wyraz zabije go albo przyprawi o szaleństwo. Kiedy się to jednak stało, musiał przyznać, że od zdrady, rozczarowania i upokorzeń jest coś gorszego.</akap>


<akap id="e4114">Ale co?... Oto --- jazda koleją. Jak ten wagon drży... jak on pędzi!... Drżenie pociągu udziela się jego nogom, płucom, sercu, mózgowi; w nim samym wszystko drży, każda kosteczka, każde włókno nerwowe...</akap>


<akap id="e4115">A ten pęd przez pole nie ograniczone niczym, pod ogromnym sklepieniem nieba!... I on musi jechać, nie wiadomo jak jeszcze daleko... może z pięć, może z dziesięć minut!...</akap>


<akap id="e4116">Co tam Starski albo i panna Izabela... Jedno warte drugiego!... Ale ta kolej, ach, ta kolej... to drżenie...</akap>


<akap id="e4117">Zdawało mu się, że się rozpłacze, że zacznie krzyczeć, że wybije okno i wyskoczy z wagonu... Gorzej. Zdawało mu się, że będzie błagać Starskiego, aby go ratował... Przed czym?... Była chwila, że chciał schować się pod ławkę, prosić obecnych, ażeby na nim usiedli, i tak dojechać do stacji...</akap>


<akap id="e4118">Zamknął oczy, zaciął zęby, schwycił się rękoma za frędzle obicia; pot wystąpił mu na czoło i spływał po twarzy, a pociąg drżał i pędził... Nareszcie rozległ się świst jeden... drugi i pociąg zatrzymał się na stacji.</akap>


<akap id="e4119">,,Jestem ocalony" --- pomyślał Wokulski.</akap>


<akap id="e4120">Jednocześnie obudził się pan Łęcki.</akap>

<akap_dialog id="e4121">--- Co to za stacja? --- spytał Wokulskiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4122">--- Skierniewice --- odpowiedziała panna Izabela.</akap_dialog>


<akap id="e4123">Konduktor otworzył drzwi. Wokulski zerwał się z siedzenia. Potrącił pana Tomasza, zatoczył się na przeciwną ławkę, potknął się na stopniu i wbiegł do bufetu.</akap>

<akap_dialog id="e4124">--- Wódki!... --- zawołał.</akap_dialog>


<akap id="e4125">Zdziwiona bufetowa podała mu kieliszek. Podniósł go do ust, ale uczuł ściskanie w gardle i nudności i postawił kieliszek nie tknięty.</akap>


<akap id="e4126">W wagonie Starski rozmawiał z panną Izabelą.</akap>

<akap_dialog id="e4127">--- No, już daruj, kuzynko --- rzekł --- ale z takim pośpiechem nie wychodzi się z wagonu przy damach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4128">--- Może chory? --- odpowiedziała panna Izabela czując jakiś niepokój.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4129">--- W każdym razie jest to choroba nie tyle niebezpieczna, ile nie cierpiąca zwłoki... Czy każesz sobie co podać, kuzynko?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4130">--- Niech mi dadzą wody sodowej.</akap_dialog>


<akap id="e4131">Starski poszedł do bufetu; panna Izabela wyglądała oknem. Jej nieokreślony niepokój wzrastał.</akap>


<akap id="e4132">,,W tym coś jest... --- myślała. --- Jak on dziwnie wyglądał..."</akap>


<akap id="e4133">Wokulski z bufetu poszedł na koniec peronu. Kilka razy odetchnął głęboko, napił się wody z beczki, przy której stała jakaś uboga kobieta i paru Żydków. Powoli oprzytomniał, a spostrzegłszy nadkonduktora rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e4134">--- Kochany panie, weź do rąk jaki papier...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4135">--- Co to panu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4136">--- Nic. Weź pan z biura jaki papier i przed naszym wagonem powiedz, że jest telegram do Wokulskiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4137">--- Do pana?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4138">--- Tak...</akap_dialog>


<akap id="e4139">Nadkonduktor mocno się zdziwił, ale poszedł do telegrafu. W parę minut wyszedł z biura i zbliżywszy się do wagonu, w którym siedział pan Łęcki z córką, zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e4140">--- Telegram do pana Wokulskiego!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4141">--- Co to znaczy?... pokaż pan... --- odezwał się zaniepokojony pan Tomasz.</akap_dialog>


<akap id="e4142">Ale w tej chwili obok nadkonduktora stanął Wokulski, odebrał papier, spokojnie otworzył go i choć w tym miejscu było zupełnie ciemno, udał, że czyta.</akap>

<akap_dialog id="e4143">--- Co to za telegram?... --- zapytał go pan Tomasz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4144">--- Z Warszawy --- odparł Wokulski. --- Muszę wracać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4145">--- Wraca pan?... --- zawołała panna Izabela. --- Czy jakie nieszczęście?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4146">--- Nie, pani. Mój wspólnik wzywa mnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4147">--- Zysk czy strata?... --- szepnął pan Tomasz wychylając się przez okno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4148">--- Ogromny zysk --- odparł tym samym tonem Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4149">--- A... to jedź... --- poradził mu pan Tomasz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4150">--- Ale po cóż ma pan tu zostawać? --- zawołała panna Izabela. --- Musi pan czekać na pociąg, a w takim razie lepiej niech pan jedzie z nami naprzeciw niego. Będziemy jeszcze parę godzin razem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4151">--- Bela wybornie radzi --- wtrącił pan Tomasz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4152">--- Nie, panie --- odpowiedział Wokulski. --- Wolę stąd pojechać na lokomotywie aniżeli tracić parę godzin.</akap_dialog>


<akap id="e4153">Panna Izabela przypatrywała mu się szeroko otwartymi oczyma. W tej chwili spostrzegła w nim coś zupełnie nowego i --- zainteresował ją.</akap>


<akap id="e4154">,,Jaka to bogata natura!" --- pomyślała.</akap>


<akap id="e4155">W ciągu paru minut Wokulski bez powodu spotężniał w jej oczach, a Starski wydał się małym i zabawnym.</akap>


<akap id="e4156">,,Ale dlaczego on zostaje?... Skąd się tu wziął telegram?..." --- mówiła w sobie i po nieokreślonym niepokoju ogarnęła ją trwoga.</akap>


<akap id="e4157">Wokulski znowu zwrócił się ku bufetowi, aby znaleźć posługacza, który wyjąłby mu rzeczy, i zetknął się ze Starskim.</akap>

<akap_dialog id="e4158">--- Co panu jest!... --- zawołał Starski wpatrując się w niego przy świetle padającym z sali.</akap_dialog>


<akap id="e4159">Wokulski wziął go pod ramię i pociągnął za sobą wzdłuż peronu.</akap>

<akap_dialog id="e4160">--- Niech pana to nie gniewa, panie Starski, co powiem --- rzekł głuchym głosem. --- Pan myli się co do siebie... W panu jest tyle demona, ile trucizny w zapałce... I wcale pan nie posiada szampańskich własności... Pan ma raczej własności starego sera, co to podnieca chore żołądki, ale prosty smak może pobudzić do wymiotów... Przepraszam pana...</akap_dialog>


<akap id="e4161">Starski słuchał oszołomiony. Nic nie rozumiał, a jednak zdawało mu się, że coś rozumie. Zaczął przypuszczać, że ma przed sobą wariata.</akap>


<akap id="e4162">Odezwał się drugi dzwonek, podróżni tłumem wybiegli z bufetu do wagonów.</akap>

<akap_dialog id="e4163">--- I jeszcze dam panu radę, panie Starski. Przy korzystaniu ze względów płci pięknej lepszą jest tradycyjna ostrożność aniżeli więcej lub mniej demoniczna śmiałość. Pańska śmiałość demaskuje kobiety. A że kobiety nie lubią być demaskowane, więc możesz pan stracić u nich kredyt, co byłoby nieszczęściem i dla pana, i dla pańskich pupilek.</akap_dialog>


<akap id="e4164">Starski wciąż nie rozumiał, o co chodzi.</akap>

<akap_dialog id="e4165">--- Jeżeli pana czym obraziłem --- rzekł --- gotów jestem dać satysfakcję...</akap_dialog>


<akap id="e4166">Zadzwoniono po raz trzeci.</akap>

<akap_dialog id="e4167">--- Panowie, proszę siadać!... --- wołali konduktorzy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4168">--- Nie, panie --- mówił Wokulski zwracając się z nim do wagonu państwa Łęckich. --- Gdybym czuł potrzebę satysfakcji od pana, już byś nie żył, bez dodatkowych formalności. To raczej pan masz prawo żądać ode mnie satysfakcji, że ośmieliłem się wejść do tego ogródka, gdzie pielęgnujesz swoje kwiaty... Będę w każdym czasie do dyspozycji... Pan wie, gdzie mieszkam?...</akap_dialog>


<akap id="e4169">Zbliżyli się do wagonu, przy którym już stał konduktor. Wokulski siłą wprowadził Starskiego na stopnie, popchnął go do saloniku, a konduktor zatrzasnął drzwi.</akap>

<akap_dialog id="e4170">--- Cóż to, nie żegnasz się, panie Stanisławie?... --- zapytał zdziwiony pan Tomasz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4171">--- Przyjemnej podróży!... --- odparł kłaniając się.</akap_dialog>


<akap id="e4172">W oknie stanęła panna Izabela. Nadkonduktor świsnął, odpowiedziano mu z lokomotywy.</akap>

<akap_dialog id="e4173">--- <slowo_obce>Farewell, miss Iza, farewell!</slowo_obce><pr><slowo_obce>Farewell, miss Iza, farewell!</slowo_obce> (ang.) --- Żegnaj, panno Izo, żegnaj!</pr> --- zawołał Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e4174">Pociąg ruszył. Panna Izabela rzuciła się na ławkę naprzeciw ojca; Starski odszedł w drugi kąt saloniku.</akap>


<akap id="e4175">,,No... no... no!... --- mruknął do siebie Wokulski. --- Zbliżycie wy się jeszcze przed Piotrkowem..."</akap>


<akap id="e4176">Patrzył na odchodzący pociąg i śmiał się.</akap>


<akap id="e4177">Został na peronie sam i przysłuchiwał się szumowi odlatującego pociągu; szum niekiedy słabnął, czasem milknął, znowu potężniał i nareszcie ucichł.</akap>


<akap id="e4178">Potem słyszał stąpanie rozchodzącej się służby, przesuwanie stołków w bufecie; potem w bufecie zaczęły gasnąć światła i ziewający kelner zamknął szklane drzwi, które wyskrzypiały jakiś wyraz.</akap>


<akap id="e4179">,,Zgubili moją blaszkę szukając medalionu!... --- myślał Wokulski. --- Ja jestem sentymentalny i nudny... Ona oprócz powszedniego chleba szacunku i pierniczków uwielbień jeszcze musi mieć szampana... Pierniczki uwielbień to dobry dowcip!... Ale jakiego to ona lubi szampana?... Ach, cynizmu!... Szampan cynizmu --- także dobry dowcip... No, przynajmniej opłaciła mi się nauka angielskiego..."</akap>


<akap id="e4180"><begin id="b1229596171570"/><motyw id="m1229596171570">Błądzenie, Rozczarowanie, Rozpacz</motyw>Błąkając się bez celu, wszedł między dwa sznury zapasowych wagonów. Przez chwilę nie wiedział: dokąd iść? --- i nagle doznał halucynacji. Zdawało mu się, że stoi we wnętrzu ogromnej wieży, która zawaliła się nie wydawszy łoskotu. Nie zabiła go, ale otoczyła ze wszystkich stron wałem gruzów, spośród których nie mógł się wydostać. Nie było wyjścia!...<end id="e1229596171570"/></akap>


<akap id="e4181">Otrząsnął się i widzenie znikło.</akap>


<akap id="e4182">,,Oczywiście, morzy mnie senność --- myślał. --- Właściwie mówiąc nie spotkała mnie żadna niespodzianka; wszystko można było z góry przewidzieć, ja nawet wszystko to widziałem... <begin id="b1229596251832"/><motyw id="m1229596251832">Dama</motyw>Jakie ona ze mną płaskie rozmowy prowadziła!... Co ją zajmowało?... Bale, rauty, koncerta, stroje... Co ona kochała?... Siebie. Zdawało jej się, że cały świat jest dla niej, a ona po to, ażeby się bawić. <begin id="b1229596426507"/><motyw id="m1229596426507">Kobieta, Upadek, Prostytutka</motyw>Kokietowała... ależ tak, najbezwstydniej kokietowała wszystkich mężczyzn; ze wszystkimi kobietami walczyła o piękność, hołdy i toalety... Co robiła?... Nic. Przyozdabiała salony. Jedyną rzeczą, za pomocą której mogła zdobyć sobie byt materialny, była jej miłość, fałszywy towar!... A ten Starski... Cóż Starski? Taki pasożyt jak i ona... Był zaledwie epizodem w jej życiu pełnym doświadczeń. Do niego przecież nie mogę mieć pretensji: znalazł swój swoją. Ani do niej...<end id="e1229596251832"/> Tak, to Mesalina przez imaginację!... Ściskał ją i szukał medalionu, kto chciał, nawet ten Starski, biedak, który z powodu braku zajęcia musiał zostać uwodzicielem...</akap>


<poezja_cyt><strofa id="e4267"><begin id="b1229596324138"/><motyw id="m1229596324138">Anioł, Kobieta</motyw>Niegdyś wierzyłem, że są tu, na ziemi,/
Białe anioły z skrzydłami jasnemi...<pr><slowo_obce>Niegdyś wierzyłem, że są tu na ziemi...</slowo_obce> --- zniekształcony cytat z wierszowanej wstawki w powieści <tytul_dziela>Poganka</tytul_dziela> (1846) Narcyzy Żmichowskiej. Tekst autentyczny brzmi: ,,Raz mi mówiono, że są tu na ziemi / Białe anioły z skrzydłami białemi..."</pr></strofa></poezja_cyt>


<akap id="e4183">Piękne anioły!... jasne skrzydła!... Pan Molinari, pan Starski i Bóg wie ilu ich jeszcze... Oto skutki znajomości kobiet z poezji!<end id="e1229596324138"/></akap>


<akap id="e4184">Trzeba było poznawać kobiety nie przez okulary Mickiewiczów, Krasińskich albo Słowackich, ale ze statystyki, która uczy, że każdy biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką; no i jeżeli spotkałoby cię rozczarowanie, to choć przyjemne..."<end id="e1229596426507"/></akap>


<akap id="e4185"><begin id="b1229596532825"/><motyw id="m1229596532825">Gotycyzm, Szaleństwo</motyw>W tej chwili rozległ się jakiś ryk: nalewano wody do kotła czy do rezerwuaru. Wokulski przystanął. Zdawało mu się, że w tym przeciągłym i melancholijnym dźwięku słyszy całą orkiestrę wygrywającą inwokację<pr><slowo_obce>inwokacja</slowo_obce> --- wezwanie, przywołanie.</pr> z <tytul_dziela>Roberta Diabła</tytul_dziela><pr><tytul_dziela>Robert Diabeł</tytul_dziela> (1831) --- popularna opera Meyerbeera.</pr>. ,,Wy, co spoczywacie tu, pod zimnym śmierci głazem..." Śmiech, płacz, żal, pisk, niesforne okrzyki, wszystko to odzywało się razem, a nad wszystkim unosił się głos potężny, pełen beznadziejnego smutku.</akap>


<akap id="e4186">Byłby przysiągł, że słyszy taką orkiestrę, i znowu uległ halucynacji. Zdawało mu się, że jest na cmentarzu, pośród otwartych grobów, z których wymykały się wstrętne cienie. Po chwili każdy cień stawał się piękną kobietą, między którymi ostrożnie przesuwała się panna Izabela, wabiąc go ręką i spojrzeniem...</akap>


<akap id="e4187">Ogarnęła go taka trwoga, że przeżegnał się, i widma znikły.<end id="e1229596532825"/></akap>


<akap id="e4188">,,Basta! --- pomyślał --- ja tu rozum stracę..."</akap>


<akap id="e4189">I postanowił zapomnieć o pannie Izabeli.</akap>


<akap id="e4190">Była już druga po północy. W biurze telegrafu paliła się lampa z zielonym daszkiem i słychać było pukanie aparatu. Obok dworca przechadzał się jakiś człowiek, który zdjął czapkę.</akap>

<akap_dialog id="e4191">--- Kiedy jedzie pociąg do Warszawy? --- spytał go Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4192">--- O piątej, wielmożny panie --- odparł człowiek robiąc ruch, jakby chciał pocałować go w rękę. --- Ja, wielmożny panie, jestem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4193">--- Dopiero o piątej!... --- powtórzył Wokulski. --- Koni można... A z Warszawy o której?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4194">--- Za trzy kwadranse. Ja, wielmożny panie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4195">--- Za trzy kwadranse... --- szepnął Wokulski. --- Kwadranse... kwadranse... --- powtarzał czując, że niedokładnie wymawia literę r.</akap_dialog>


<akap id="e4196">Odwrócił się od nieznajomego i wzdłuż plantu poszedł w kierunku Warszawy. Człowiek patrzył za nim, kręcił głową i zniknął w ciemnościach.</akap>


<akap id="e4197">,,Kwadranse... kwadranse... --- mruczał Wokulski. --- Język mi kołowacieje?... Jaka dziwna plątanina wypadków; uczyłem się, ażeby zdobyć pannę Izabelę, a nauczyłem się, aby ją stracić... Albo i Geist. Po to zrobił wielki wynalazek, po to powierzył mi święty depozyt, ażeby pan Starski miał jeden więcej powód do swoich poszukiwań... Wszystkiego mnie pozbawiła, nawet ostatniej nadziei... Gdyby w tej chwili zapytano mnie: czy ja istotnie znałem Geista? czym widział jego dziwny metal? nie umiałbym odpowiedzieć i już sam nie wiem, czy to nie było złudzeniem... Ach, gdybym mógł o niej nie myśleć... Choćby przez kilkanaście minut...</akap>


<akap id="e4198">Otóż nie będę o niej myślał..."</akap>


<akap id="e4199">Noc była gwiaździsta, pola ciemne, wzdłuż kolei w wielkich odstępach paliły się sygnałowe latarnie. Wokulski idąc rowem potknął się o spory kamień i w jednej chwili stanęły mu przed oczyma ruiny zamku w Zasławiu, kamień, na którym siedziała panna Izabela, i jej łzy. Ale tym razem poza łzami błysnęło spojrzenie pełne fałszu.</akap>


<akap id="e4200">,,Otóż nie będę o niej myślał... Pojadę do Geista, będę pracował od szóstej rano do jedynastej w nocy, będę musiał uważać na każdą zmianę ciśnienia, temperatury, natężenia prądu... Nie zostanie mi ani jednej chwili..."</akap>


<akap id="e4201">Zdawało mu się, że ktoś za nim idzie. Odwrócił się, ale nie dojrzał nic. Natomiast spostrzegł, że lewym okiem widzi gorzej niż prawym, co niewymownie zaczęło go drażnić.</akap>


<akap id="e4202">Chciał wrócić się do ludzi, ale uczuł, że nie zniósłby ich widoku. Już samo nawet myślenie męczyło go, prawie bolało.</akap>


<akap id="e4203">,,Nie wiedziałem, że człowiekowi może ciężyć własna dusza..." --- mruknął.</akap>


<akap id="e4204">,,Ach, gdybym mógł nie myśleć..."</akap>


<akap id="e4205">Daleko na wschodzie zamajaczył blask i ukazał się wąski sierp księżyca oblewając krajobraz niewymownie ponurym światłem. I nagle ukazało się Wokulskiemu nowe widzenie. Był w cichym i pustym lesie; pnie sosen rosły pochylone w dziwaczny sposób, nie odzywał się żaden ptak, wiatr nie poruszał najmniejszej gałązki. Nie było nawet światła, tylko smutny półmrok. Wokulski czuł, że ten mrok, żal i smutek wypływał z jego serca i że to wszystko zakończy się chyba z życiem, jeżeli się zakończy...</akap>


<akap id="e4206">Spomiędzy sosen, gdziekolwiek spojrzał, przeglądały płaty szarego nieba; każdy zamieniał się w drgającą szybę wagonu, w której widać było blady obraz panny Izabeli w uścisku Starskiego.</akap>


<akap id="e4207">Wokulski już nie mógł oprzeć się widzeniom: opanowały go, pożarły mu wolę, skrzywiły myśl i zatruły serce. Duch jego stracił wszelką samodzielność: rządziło nim lada wrażenie, odbijające się w tysiącznych, coraz posępniejszych, coraz boleśniejszych formach, jak echa w pustej budowli.</akap>


<akap id="e4208"><begin id="b1229596684406"/><motyw id="m1229596684406">Kondycja ludzka, Przyroda nieożywiona</motyw>Znowu potknął się o kamień i ten nie znaczący fakt obudził w nim straszliwe medytacje.</akap>


<akap id="e4209">Zdawało mu się, że kiedyś, kiedyś on sam był kamieniem, zimnym, ślepym, nieczułym.</akap>


<akap id="e4210">A gdy leżał pyszny w swojej martwocie, której największe ziemskie kataklizmy nie zdołały ożywić, w nim czy nad nim odezwał się głos zapytujący:</akap>


<akap id="e4211">,,Chcesz zostać człowiekiem?"</akap>


<akap id="e4212">,,Co to jest człowiek?..." --- odparł kamień.</akap>


<akap id="e4213">,,Chcesz widzieć, słyszeć, czuć?..."</akap>


<akap id="e4214">,,Co to jest czuć?..."</akap>


<akap id="e4215">,,Więc czy chcesz zaznać coś zupełnie nowego? Czy chcesz istnienia, które w jednej chwili doświadcza więcej aniżeli wszystkie kamienie w ciągu miliona wieków?"</akap>


<akap id="e4216">,,Nie rozumiem --- odparł kamień --- ale mogę być wszystkim."</akap>


<akap id="e4217">,,A jeżeli --- pytał głos nadnaturalny --- po tym nowym bycie pozostanie ci wieczny żal?..."</akap>


<akap id="e4218">,,Co to jest żal?... Mogę być wszystkim."</akap>


<akap id="e4219">,,Więc niech się stanie człowiek" --- odpowiedziano.</akap>


<akap id="e4220"><begin id="b1229596713187"/><motyw id="m1229596713187">Cierpienie</motyw>I stał się człowiek. Żył kilkadziesiąt lat, a w ciągu nich tyle pragnął i tyle cierpiał, że martwy świat nie zaznałby tego przez całą wieczność. Goniąc za jednym pragnieniem znajdował tysiące innych, uciekając przed jednym cierpieniem wpadł w morze cierpień i tyle odczuł, tyle przemyślał, tyle pochłonął sił bezświadomych, że w końcu obudził przeciw sobie całą naturę.<end id="e1229596713187"/><end id="e1229596684406"/></akap>


<akap id="e4221">,,Dosyć!... --- poczęto wołać ze wszystkich stron. --- Dosyć!... ustąp innym miejsca w tym widowisku..."</akap>


<akap id="e4222">,,Dosyć!... dosyć!... już dosyć!... --- wołały kamienie, drzewa, powietrze, ziemia i niebo... --- Ustąp innym!... niech i oni poznają ten nowy byt..."</akap>


<akap id="e4223">Dosyć!... Więc znowu ma zostać niczym i to w chwili kiedy ów wyższy byt jako ostatnią pamiątkę daje mu tylko rozpacz po tym, co stracił, i żal za tym, czego nie dosięgnął!...</akap>


<akap id="e4224"><begin id="b1229596865514"/><motyw id="m1229596865514">Samobójstwo</motyw>,,Ach, gdyby już słońce weszło! --- szepnął Wokulski. --- Wracam do Warszawy... zabiorę się do jakiejkolwiek roboty i skończę z tymi głupstwami, które mi rozstrajają nerwy... Chce Starskiego? niech ma Starskiego!... Przegrałem na niej?... Dobrze!... Za to wygrałem na innych rzeczach... Wszystkiego nie można posiadać..."</akap>


<akap id="e4225">Od kilku chwil czuł na wąsach jakąś gęstą wilgoć.</akap>


<akap id="e4226">,,Krew?" --- pomyślał. Otarł usta i przy świetle zapałki zobaczył na chustce pianę.</akap>


<akap id="e4227">,,Wściekam się czy co, u diabła?..."</akap>


<akap id="e4228">Wtem z daleka zobaczył dwa światła, powoli zbliżające się w jego stronę; za nimi majaczyła ciemna masa, za którą ciągnął gęsty snop iskier.</akap>


<akap id="e4229">,,Pociąg?..." --- rzekł do siebie, i przywidziało mu się, że jest to ten sam pociąg, którym jedzie panna Izabela. Znowu zobaczył salonik oświetlony latarnią przysłoniętą niebieskim kamlotem<pr><slowo_obce>kamlot</slowo_obce> --- gatunek tkaniny wełnianej albo jedwabnej.</pr>, a w kącie dostrzegł pannę Izabelę w objęciach Starskiego...</akap>


<akap id="e4230">,,Tak kocham... tak kocham... --- szepnął. --- I nie mogę zapomnieć!..."</akap>


<akap id="e4231">W tej chwili opanowało go cierpienie, na które w ludzkim języku już nie ma nazwiska. Dręczyła go zmęczona myśl, zbolałe uczucie, zdruzgotana wola, całe istnienie... I nagle uczuł już nie pragnienie, ale głód i żądzę śmierci.</akap>


<akap id="e4232">Pociąg z wolna zbliżał się. Wokulski nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, upadł na szyny. Drżał, zęby mu szczękały, schwycił się oburącz podkładów, miał usta pełne piasku... Na drogę padł blask latarń, szyny zaczęły cicho dźwięczeć pod toczącą się lokomotywą...</akap>


<akap id="e4233">,,Boże, bądź miłościw..." --- szepnął i zamknął oczy.</akap>


<akap id="e4234">Nagle uczuł ciepło i gwałtowne szarpnięcie, które strąciło go z szyn... Pociąg przeleciał o kilka cali od głowy obryzgując go parą i gorącym popiołem. Na chwilę stracił przytomność, a gdy ocknął się, zobaczył jakiegoś człowieka, który siedział mu na piersiach i trzymał za ręce.</akap>

<akap_dialog id="e4235">--- Co wielmożny pan robi najlepszego?... --- mówił człowiek. --- Kto słyszał takie rzeczy... Przecie Bóg...</akap_dialog>


<akap id="e4236">Nie dokończył. Wokulski zepchnął go z siebie, pochwycił za kołnierz i jednym szarpnięciem rzucił na ziemię.</akap>

<akap_dialog id="e4237">--- Czego chcesz ode mnie, ty podły!... --- zawołał.<end id="e1229596865514"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4238">--- Panie... wielmożny panie... ja przecie jestem Wysocki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4239">--- Wysocki?... Wysocki?... --- powtórzył Wokulski. --- Kłamiesz, Wysocki jest w Warszawie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4240">--- Ale ja jego brat, dróżnik. Przecie mi wielmożny pan sam miejsce tu wyrobił jeszcze w przeszłym roku, po Wielkanocy... I gdzieżbym ja mógł patrzeć na takie nieszczęście pana?... Zresztą, panie, na kolei nie wolno włazić pod maszynę...</akap_dialog>


<akap id="e4241">Wokulski zamyślił się i puścił go.</akap>


<akap id="e4242">,,Wszystko zwraca się przeciw mnie, cokolwiek zrobiłem dobrego" --- szepnął.</akap>


<akap id="e4243"><begin id="b1229596956741"/><motyw id="m1229596956741">Drzewo</motyw>Był bardzo zmęczony, więc usiadł na ziemi, obok dzikiej gruszki, co w tym miejscu rosła, nie większa od dziecka. W tym czasie wiał wiatr i poruszał listkami drzewa wywołując szelesty, które nie wiadomo skąd przypomniały Wokulskiemu dawne lata.</akap>


<akap id="e4244"><begin id="b1229597052809"/><motyw id="m1229597052809">Łzy, Rozpacz</motyw>,,Gdzie moje szczęście!..." --- pomyślał.</akap>


<akap id="e4245">Uczuł ściskanie w piersiach, które stopniowo doszło do gardła. Chciał odetchnąć, lecz nie mógł; myślał, że się dusi, i objął rękoma drzewko, które wciąż szeleściło.<end id="e1229596956741"/></akap>


<akap id="e4246">,,Umieram!..." --- zawołał.</akap>


<akap id="e4247">Zdawało mu się, że go krew zalewa, że mu pękają piersi, wił się z bólu i nagle zaniósł się od płaczu.</akap>


<akap id="e4248">,,Boże miłosierny... Boże miłosierny!..." --- powtarzał wśród łkań.</akap>


<akap id="e4249">Dróżnik przypełznął do niego i ostrożnie wsunął mu rękę pod głowę.</akap>

<akap_dialog id="e4250"><begin id="b1229597149178"/><motyw id="m1229597149178">Bóg, Lud</motyw>--- Płacz, wielmożny panie!... --- mówił nachylając się nad nim. --- Płacz, wielmożny panie, i wzywaj boskiego imienia... Nie będziesz go wzywał nadaremnie... ,,Kto się w opiekę poda Panu swemu, a całym sercem szczerze ufa jemu, śmiele rzec może, mam obrońcę Boga, nie spadnie na mnie żadna straszna trwoga... Ciebie on z sideł zdradzieckich wyzuje..."<pr><slowo_obce>Kto się w opiekę poda Panu swemu...</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Psalm XCI</tytul_dziela> w przekładzie Kochanowskiego, przerobiony przez Franciszka Karpińskiego.</pr> Co tam, wielmożny panie, dostatki, co największe skarby!... Wszystko człowieka zawodzi, tylko jeden Bóg nie zawiedzie...</akap_dialog>


<akap id="e4251"><begin id="b1229597101476"/><motyw id="m1229597101476">Wierność, Zdrada</motyw>Wokulski przytulił twarz do ziemi. Zdawało mu się, że z każdą łzą spada mu z serca jakiś ból, jakiś zawód i rozpacz. Wykolejona myśl poczęła układać się do równowagi. Już zdawał sobie sprawę z tego, co robił, i już zrozumiał, że w chwili nieszczęścia, kiedy go wszystko zdradziło, jeszcze pozostała mu wierną --- ziemia, prosty człowiek i Bóg...<end id="e1229597149178"/><end id="e1229597101476"/></akap>


<akap id="e4252">Powoli uspokajał się, łkania coraz rzadziej rozdzierały mu piersi, uczuł niemoc w całym ciele i twardo zasnął.<end id="e1229597052809"/></akap>


<akap id="e4253">Świtało, kiedy się obudził; usiadł, przetarł oczy, zobaczył obok siebie Wysockiego i wszystko sobie przypomniał.</akap>

<akap_dialog id="e4254">--- Długo spałem? --- zapytał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4255">--- Może kwadrans... może pół godziny --- odparł dróżnik.</akap_dialog>


<akap id="e4256"><begin id="b1229597251638"/><motyw id="m1229597251638">Samobójstwo</motyw>Wokulski wyjął pugilares, wydobył kilka sturublówek i podając je Wysockiemu rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e4257">--- Uważasz... Wczoraj byłem pijany... Nie mówże nic i nikomu, co się tu stało. A oto masz... dla dzieci...</akap_dialog>


<akap id="e4258">Dróżnik pocałował go w nogi.</akap>

<akap_dialog id="e4259">--- Myślałem --- rzekł --- że jaśnie pan stracił wszystko i dlatego...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4260">--- Masz rację! --- odparł w zamyśleniu Wokulski --- straciłem wszystko... oprócz majątku. Nie zapomnę o tobie, chociaż... Wolałbym już nie żyć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4261">--- Ja też zaraz mówiłem, że taki pan nie szukałby nieszczęścia, choćby stracił wszystkie pieniądze. Zrobiła to złość ludzka... Ale i na nią przyjdzie koniec. Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy, przekona się pan...</akap_dialog>


<akap id="e4262">Wokulski podniósł się z ziemi i zaczął iść do stacji. Nagle zwrócił się do Wysockiego.</akap>

<akap_dialog id="e4263">--- Jak będziesz w Warszawie --- rzekł --- wstąp do mnie... Ale ani słowa o tym, co się tu stało...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4264">--- Tak mi Boże dopomóż, że nie powiem --- odparł Wysocki i zdjął czapkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4265">--- A na drugi raz... --- dodał Wokulski kładąc mu rękę na ramieniu --- na drugi raz... Gdybyś spotkał takiego człowieka... rozumiesz?... gdybyś spotkał, nie ratuj go... Kiedy kto chce dobrowolnie stanąć ze swoją krzywdą przed boskim sądem, nie zatrzymuj go...</akap_dialog>


<akap id="e4266">Nie zatrzymuj!...<end id="e1229597251638"/></akap>









<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e4268">XV. Pamiętnik starego subiekta</naglowek_rozdzial>





<akap id="e4269"><begin id="b1229597514922"/><motyw id="m1229597514922">Polityka</motyw>Sytuacja polityczna zarysowuje się coraz wyraźniej. Mamy już dwie koalicje<pr><slowo_obce>Mamy już dwie koalicje</slowo_obce> --- ta ocena ówczesnej sytuacji politycznej przez Rzeckiego opiera się częściowo na przesłankach rzeczywistych. Po kongresie berlińskim gwałtownie pogorszyły się stosunki rosyjsko--niemieckie, gdyż rząd rosyjski uważał stanowisko Niemiec za przyczynę swych niepowodzeń dyplomatycznych na kongresie. Z drugiej strony doszło do zbliżenia dyplomatycznego Austrii i Anglii (prasa donosiła o ,,nie pisanym przymierzu" obu państw) oraz Rosji i Turcji, zrażonej imperialistyczną polityką Anglii w Egipcie. Przy trwającym nadal antagonizmie angielsko-rosyjskim i francusko-niemieckim zaostrzyły się w związku z sytuacją na Bałkanach stosunki rosyjsko-austriackie. Latem 1879 r. groźba wojny była poważną. Wówczas jednak bismarckowskie Niemcy związały się z dotychczasowym wrogiem, Austro--Węgrami, przymierzem skierowanym przeciw Rosji i Francji (7 października). Przymierze to (rozszerzone w 1882 r. przez przystąpienie doń Włoch) zmieniło układ sił w Europie i odsunęło wybuch wojny.</pr>. Z jednej strony Rosja z Turcją, z drugiej strony Niemcy, Austria i Anglia. A jeżeli tak jest, więc znaczy, że lada chwilę może wybuchnąć wojna, w której zostaną rozstrzygnięte bardzo, ale to bardzo ważne sprawy.</akap>


<akap id="e4270">Czy tylko będzie wojna? bo my zawsze lubimy się łudzić. Otóż będzie, tym razem niezawodnie. Mówił mi Lisiecki, że ja co roku zapowiadałem wojnę i nigdy się nie sprawdziło. Głupi on, uczciwszy uszy... Co innego było w tamtych latach, a co innego dziś.</akap>


<akap id="e4271">Czytam na przykład w gazetach, że Garibaldi agituje we Włoszech<pr><slowo_obce>Garibaldi agituje we Włoszech</slowo_obce> --- z początkiem kwietnia 1879 r. Garibaldi przybył z Caprery do Rzymu i rozpoczął działalność propagandową na rzecz wyzwolenia Triestu spod panowania austriackiego i wprowadzenia we Włoszech republiki.</pr> przeciw Austrii. Dlaczegóż on agituje?... Bo spodziewa się wielkiej wojny. I nie na tym koniec, gdyż w kilka dni później słyszę, że jenerał Türr<pr>Türr Istvan (1825--1908) --- generał węgierski, uczestnik wielu wojen i spisków przeciw Austrii.</pr> na wszystkie świętości zaklina Garibaldiego ażeby nie robił kłopotu Włochom...</akap>


<akap id="e4272">Co to znaczy?... To znaczy, przetłomaczone na ludzki język, że: ,,wy, Włosi, nie ruszajcie się, bo i bez tego Austria da wam Triest, jeśli wygra. Gdyby zaś z waszej winy przegrała, nie dostaniecie nic..."</akap>


<akap id="e4273">To są ważne zapowiedzi te agitacje Józia Garibaldiego i uspakajania Türra. Józio agituje, bo widzi wojnę na długość ręki, a Türr uspakaja, bo widzi dalsze interesa.</akap>


<akap id="e4274">Ale czy zaraz wybuchnie wojna? w końcu czerwca czy w lipcu?... Tak by myślał niedoświadczony polityk, ale nie ja. Niemcy bowiem nie rozpoczęłyby wojny nie zabezpieczywszy się od Francji.</akap>


<akap id="e4275">Jakże się zaś zabezpieczą?... Szprot mówi, że na to nie ma sposobu, ale ja widzę, że jest, i jeszcze bardzo prosty. O, Bismarck to sprytny ptaszek, zaczynam się do niego przekonywać!...</akap>


<akap id="e4276">Bo i po co Niemcy i Austria wciągnęły do związku Anglię?... Rozumie się po to, ażeby mieć plaster na Francję i ją namówić do przymierza. Zrobi się to w następujący sposób:</akap>


<akap id="e4277">W wojsku angielskim służy młody Napoleonek, Lulu, i bije się z Zulusami w Afryce jak jego dziadek, Napoleon Wielki. Kiedy zaś Anglicy skończą wojnę, mianują Napoleonka jenerałem i powiedzą do Francuzów te słowa:</akap>

<akap_dialog id="e4278">--- Moi kochani! Macie tu Bonapartego, który wojował w Afryce i okrył się tam nieśmiertelną chwałą jak jego dziad. Zróbcie go więc waszym cesarzem jak dziada, a my za to wypolitykujemy u Niemców Alzację i Lotaryngię. Zapłacicie im kilka miliardów, no, ale to lepsze aniżeli przeprowadzić nową wojnę, która będzie kosztowała z dziesięć miliardów i jest dla was wątpliwa...</akap_dialog>


<akap id="e4279">Francuzi, naturalnie, zrobią Lulu cesarzem, odbiorą swoją ziemię, zapłacą, wejdą w przymierze z Niemcami, a wtedy Bismarck mając tyle pieniędzy pokaże swoją sztukę<pr><slowo_obce>Bismarck (...) pokaże swoją sztukę</slowo_obce> --- w przewidywanej przez Rzeckiego wojnie Niemiec z Rosją. W rzeczywistości Bismarck przygotowywał ponowną wojnę przeciw Francji, a wojny z Rosją chciał uniknąć zabezpieczając się przed walką na dwa fronty --- przymierzem z Austro--Węgrami.</pr>!...</akap>


<akap id="e4280">O, Bismarck mądra ryba i jeżeli kto, to tylko on może taki plan przeprowadzić. Ja już od dawna czułem, że to frant szpakami karmiony<pr><slowo_obce>szpakami karmiony</slowo_obce> --- chytry, przebiegły.</pr>, i miałem do niego słabość, chociaż się z nią taiłem... To, panie, ziółko!... Jest on ożeniony z Puttkamerówną<pr><slowo_obce>Jest on ożeniony z Puttkamerówną</slowo_obce> --- Bismarck był żonaty z Joanną z domu Puttkamer, córką junkra pruskiego, Henryka von Puttkamer.</pr>; wiadomo zaś, że Puttkamerowie są spokrewnieni z Mickiewiczem<pr><slowo_obce>Puttkamerowie są spokrewnieni z Mickiewiczem</slowo_obce> --- jest to oczywiście fantastyczna kombinacja Rzeckiego; Puttkamerów z Litwy, którzy nie byli krewnymi Mickiewicza, nic nie łączyło również z junkrami niemieckimi tegoż nazwiska.</pr>. Przy tym podobno pasjami lubi Polaków<pr><slowo_obce>pasjami lubi Polaków</slowo_obce> --- w okresie tarć niemiecko--rosyjskich, na przełomie lat 70-- i 80--tych, Bismarck kilkakrotnie w nieoficjalnych rozmowach i inspirowanych przez siebie artykułach wspominał o możliwości wskrzeszenia państwa polskiego.</pr>, a nawet synowi następcy tronu niemieckiego<pr><slowo_obce>syn następcy tronu...</slowo_obce> --- przyszły cesarz Wilhelm II (lata panowania: 1888--1918) syn ówczesnego następcy tronu, Fryderyka Wilhelma.</pr> radził uczyć się po polsku...</akap>


<akap id="e4281">No, jeżeli w tym roku nie będzie wojny... Dopieroż to Lisieckiemu powiem bajkę o kpie! On, biedak, myśli, że polityczna mądrość polega na tym, ażeby w nic nie wierzyć. Głupstwo!... Polityka polega na kombinacjach, które wynikają z porządku rzeczy.<end id="e1229597514922"/></akap>


<akap id="e4282">A więc niech żyje Napoleon IV!... Bo chociaż dzisiaj nikt o nim nie myśli, ja przecie jestem pewny, że w tym rozgardiaszu on główną odegra rolę. A jeżeli potrafi się wziąć do rzeczy, to nie tylko odzyska Alzację i Lotaryngię darmo, ale jeszcze granice Francji może posunąć do Renu na całej linii. Byle Bismarck nie spostrzegł się za wcześnie i nie zmiarkował, że posługiwać się Bonapartym znaczy to samo, co lwa zaprzęgać do taczek. Zdaje mi się nawet, że w tej jednej kwestii Bismarck przerachuje się. I powiem prawdę, że nie będę go żałował, bo nigdy nie miałem do niego zaufania.</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e4283">Jakoś z moim zdrowiem nie jest dobrze. Nie powiem, ażeby mi coś dolegało, ale ot tak... Chodzić wiele nie mogę, apetyt straciłem, nawet nie bardzo chce mi się pisać.</akap>


<akap id="e4284">W sklepie prawie nie mam zajęcia, już tam bowiem rządzi Szlangbaum, a ja --- tylko na przyprzążkę załatwiam interesa Stacha. Przed październikiem ma nas Szlangbaum spłacić zupełnie. Biedy nie zaznam, bo poczciwy Stach zapewnił mi półtora tysiąca rubli dożywotniej pensji; ale jak sobie człowiek pomyśli, że niedługo już nic nie będzie znaczył w sklepie, do niczego nie będzie miał już prawa...</akap>


<akap id="e4285">Nie warto żyć... Gdyby nie Stach i nie Napoleonek, to czasem jest mi tak ciężko na świecie, że zrobiłbym sobie co... Kto wie, stary kolego Katz, czy nie najmądrzej postąpiłeś? Nie masz wprawdzie żadnych nadziei, ale też i nie boisz się zawodów... Nie twierdzę, ażebym się ich lękał, bo przecie ani Wokulski, ani Bonaparte... Ale zawsze... tak coś...</akap>


<akap id="e4286"><begin id="b1229597631469"/><motyw id="m1229597631469">Marzenie, Podróż</motyw>Jaki ja jestem zmęczony; już nawet ciężko mi pisać. Tak bym gdzie pojechał... Mój Boże, dwadzieścia lat nie wyjrzałem za warszawskie rogatki!... A tak mi czasami tęskno, ażeby jeszcze choć raz przed śmiercią spojrzeć na Węgry... Może na dawnych polach bitew znalazłbym bodaj kości kamratów... Ej, Katz, ej, Katz!... pamiętasz ty ten dym, ten świst, te sygnały?... Jaka wtedy była zielona trawa i jak świeciło nam słońce?...</akap>


<akap id="e4287">Nic nie pomoże, muszę wybrać się w podróż, spojrzeć na góry i lasy, wykąpać się w słońcu i w powietrzu szerokich równin i zacząć nowe życie. Może nawet wyniosę się gdzie na prowincję, w sąsiedztwo pani Stawskiej, bo i cóż więcej pozostaje emerytowi?...<end id="e1229597631469"/></akap>


<akap id="e4288">Ten Szlangbaum dziwny człowiek; anibym myślał znając go biedakiem, że on tak potrafi zadzierać nosa. Już widzę, zapoznał się przez Maruszewicza z baronami, przez baronów z hrabiami, a tylko jeszcze nie może dostać się do księcia, który z Żydami jest bardzo grzeczny, ale i bardzo z daleka.</akap>


<akap id="e4289">I kiedy tak Szlangbaum zadziera nosa, w mieście na Żydów krzyk. Ile razy wstąpię na piwo, zawsze ktoś napada mnie i wymyśla, że Stach sprzedał sklep Żydom. Radca narzeka, że Żydzi zabierają mu trzecią część emerytury; Szprot utyskuje, że Żydzi popsuli mu interesa; Lisiecki płacze, że mu Szlangbaum wymówił miejsce od świętego Jana, a Klejn milczy.</akap>


<akap id="e4290">Już i w gazetach zaczynają pisać przeciw Żydom, ale co dziwniejsze, że nawet doktór Szuman, choć sam starozakonny, miał raz ze mną taką rozmowę:</akap>

<akap_dialog id="e4291">--- Zobaczysz pan, że przed upływem kilku lat z Żydami będzie jakaś awantura.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4292">--- Za pozwoleniem --- mówię --- przecie sam doktór niedawno chwaliłeś ich!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4293">--- Chwaliłem, bo to genialna rasa, ale podłe charaktery. Wyobraź pan sobie, że Szlangbaumy, stary i młody, mnie chcieli okpić, mnie...</akap_dialog>


<akap id="e4294">,,Aha! --- myślę sobie --- zaczynasz się znowu nawracać, kiedy cię połaskotali za kieszeń..."</akap>


<akap id="e4295">I mówiąc prawdę, do reszty straciłem serce dla Szumana.</akap>


<akap id="e4296">A co oni wygadują na Wokulskiego!... Marzyciel, idealista, romantyk... Może za to, że nigdy nie zrobił świństwa.</akap>


<akap id="e4297">Kiedy Klejnowi opowiedziałem moją rozmowę z Szumanem, nasz mizerny kolega odparł:</akap>

<akap_dialog id="e4298">--- On mówi, że dopiero za kilka lat będzie awantura z Żydami?... Uspokój go pan, będzie wcześniej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4299">--- Rany Chrystusowe! --- mówię --- dlaczego ma być?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4300">--- Bo <wyroznienie>my</wyroznienie> dobrze ich znamy, choć się i do <wyroznienie>nas</wyroznienie> umizgają... --- odpowiedział Klejn. --- To migdały<pr><slowo_obce>migdały</slowo_obce> --- przenośnie: fircyki, oszuści.</pr>! ale przerachowali się... <wyroznienie>My</wyroznienie> wiemy, do czego oni są zdolni, gdyby mieli siłę.</akap_dialog>


<akap id="e4301">Uważałem Klejna za człowieka bardzo postępowego, może nawet zanadto postępowego, ale teraz myślę, że to jest wielki zacofaniec. Zresztą, co znaczą owe: <wyroznienie>my</wyroznienie> --- <wyroznienie>nas</wyroznienie>?...</akap>


<akap id="e4302">I to ma być wiek, który nastąpił po XVIII, po tym XVIII wieku, co napisał na swoich sztandarach: wolność, równość, braterstwo?... Za cóż ja się, u diabła, biłem z Austriakami?... Za co ginęli moi kamraci?...</akap>


<akap id="e4303">Facecje!<pr><slowo_obce>facecje</slowo_obce> --- żarty.</pr> przywidzenia! wszystko to odrobi cesarz Napoleon IV.</akap>


<akap id="e4304">Wówczas i Szlangbaum przestanie być arogantem, i Szuman przestanie chełpić się swoim żydostwem, i Klejn nie będzie im groził.</akap>


<akap id="e4305">A niedalekie to czasy, bo nawet Stach Wokulski...</akap>


<akap id="e4306">Ach, jaki ja jestem zmęczony... Muszę gdzieś wyjechać.</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e4307">Nie jestem przecie taki stary, ażebym miał myśleć o śmierci; ale, mój Boże, kiedy z wody wyjmą rybę, choćby najmłodszą i najzdrowszą, musi zdychać, gdyż nie ma właściwego sobie żywiołu...</akap>


<akap id="e4308">Bodaj czy ja nie stałem się taką rybą wyciąganą z wody; w sklepie już rozpanoszył się Szlangbaum i ażeby zamanifestować swoją władzę, wypędził szwajcara i inkasenta za to tylko, że nie okazywali mu dosyć szacunku.</akap>


<akap id="e4309">Kiedy prosiłem za biedakami, odparł z gniewem:</akap>

<akap_dialog id="e4310"><begin id="b1229597848845"/><motyw id="m1229597848845">Przemiana, Władza, Żyd</motyw>--- Patrz pan, jak oni mnie traktują, a jak Wokulskiego!... Jemu nie kłaniali się tak nisko, ale w każdym ruchu, w każdym spojrzeniu było widać, że by za nim poszli w ogień...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4311"><begin id="b1229597904778"/><motyw id="m1229597904778">Pieniądz, Wierność</motyw>--- Więc i pan, panie Szlangbaumie, chcesz, ażeby za tobą szli w ogień? --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4312">--- Naturalnie. Przecie jedzą mój chleb, mają u mnie zarobki! ja im płacę pensję...</akap_dialog>


<akap id="e4313">Myślałem, że Lisiecki, który posiniał słuchając tych bredni, palnie go w ucho. Pohamował się jednak i tylko spytał:</akap>

<akap_dialog id="e4314">--- A czy wiesz pan, dlaczego my za Wokulskim poszlibyśmy w ogień?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4315">--- Bo on ma więcej pieniędzy --- odparł Szlangbaum.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4316">--- Nie, panie. Bo on ma to, czego pan nie masz i mieć nie będziesz --- rzekł Lisiecki bijąc się w piersi.<end id="e1229597904778"/></akap_dialog>


<akap id="e4317">Szlangbaum zaczerwienił się jak upiór.</akap>

<akap_dialog id="e4318">--- Co to jest?... --- zawołał. --- Czego ja nie mam?... My nie możemy razem pracować, panie Lisiecki... pan obrażasz moje obrządki religijne...</akap_dialog>


<akap id="e4319">Schwyciłem Lisieckiego za rękę i odciągnąłem za szafy. Śmieli się wszyscy panowie z tej obrazy Szlangbauma... Tylko Zięba (on jeden zostaje przy sklepie) zaperzył się i zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e4320">--- Pryncypał ma rację... nie można drwić z wyznania, bo wyznanie to święta rzecz!... Gdzież wolność sumienia?... gdzie postęp?... cywilizacja?... emancypacja<pr><slowo_obce>emancypacja</slowo_obce> --- tu w szerszym znaczeniu: wyzwolenie od zależności, ucisku itd.</pr>?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4321">--- Lizus bestia --- mruknął Klejn, a potem rzekł mi do ucha:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4322">--- Czy nie ma Szuman racji, że oni muszą się doczekać awantury?... Widziałeś go pan, jaki był, kiedy do nas nastał, a jaki jest dzisiaj?...</akap_dialog>


<akap id="e4323">Naturalnie, że zgromiłem Klejna, bo i co on ma za prawo straszyć swoich współobywateli awanturami? Nie mogę jednak ukryć przed sobą, że Szlangbaum mocno zmienił się w ciągu roku.</akap>


<akap id="e4324">Dawniej był potulny, dziś arogant i pogardliwy; dawniej milczał, kiedy go krzywdzono, dziś sam rozbija się bez powodu. Dawniej mianował się Polakiem, dziś chełpi się ze swego żydostwa. Dawniej nawet wierzył w szlachetność i bezinteresowność, a teraz mówi tylko o swoich pieniądzach i stosunkach. Może być źle!...</akap>


<akap id="e4325">Za to wobec gości jest uniżony, a hrabiom, a nawet baronom właziłby pod podeszwy. Ale wobec swoich podwładnych istny hipopotam: ciągle parska i depcze ludzi po nogach. To nawet nie jest pięknie... Swoją drogą radca, Szprot, Klejn i Lisiecki nie mają racji grozić mu jakimiś awanturami.<end id="e1229597848845"/></akap>


<akap id="e4326">Cóż więc ja dziś znaczę w sklepie przy takim smoku? Gdy chcę zrobić rachunek, on zagląda mi przez ramię; wydam jaką dyspozycję, on ją zaraz głośno powtarza. Ze sklepu usuwa mnie coraz bardziej, przy znajomych gościach ciągle mówi: ,,Mój przyjaciel Wokulski... mój znajomy baron Krzeszowski... mój subiekt Rzecki..." Gdy zaś jesteśmy sami, nazywa mnie ,,kochanym Rzesiem"...</akap>


<akap id="e4327">Parę razy w najdelikatniejszy sposób dałem mu do zrozumienia, że te pieszczotliwe nazwiska nie robią mi przyjemności. Ale on, biedak, nawet nie poznał się na tym; ja zaś mam zwyczaj długo czekać, nim komu nawymyślam. Lisiecki robi to z miejsca, więc Szlangbaum szanuje go.</akap>


<akap id="e4328"><begin id="b1229597964993"/><motyw id="m1229597964993">Pieniądz</motyw>Swoją drogą Szuman miał rację mówiąc wtedy, że my, z dziada pradziada, myślimy: jak trwonić pieniądze? a oni: jakby je zrobić? Pod tym względem byliby już dziś pierwszymi na świecie, gdyby ludzka wartość zasadzała się tylko na pieniądzach. Ale co mi tam!...<end id="e1229597964993"/></akap>


<akap id="e4329">Ponieważ w sklepie nie mam wiele zajęcia, więc coraz częściej myślę o podróży do Węgier. Przez dwadzieścia lat nie widzieć ani zboża, ani lasu... To strach!...</akap>


<akap id="e4330">Zacząłem się już starać o paszport; myślałem, że mi zejdzie z miesiąc. Tymczasem wziął się do tego Wirski i paf!... traf!... wyrobił mi paszport w ciągu czterech dni. Ażem się przestraszył...</akap>


<akap id="e4331">Nie ma co, trzeba wyjechać choćby na kilka tygodni. Zdawało się, że przygotowania do wyjazdu zabiorą mi trochę czasu... Gdzie tam!... Znowu wmieszał się Wirski, jednego dnia kupił mi podróżny kufer, drugiego dnia spakował mi rzeczy i mówi: ,,Jedź!..."</akap>


<akap id="e4332">Ażem się rozgniewał. Czego oni, u diabła, chcą mnie się pozbyć?... Kazałem im na złość rozpakować rzeczy i kufer nakryć dywanem, bo mnie to już drażni. Ale swoją drogą, tak bym gdzieś pojechał... tak bym jechał...</akap>


<akap id="e4333">Muszę jednak pierwej trochę sił nabrać. Wciąż brak mi apetytu, chudnę, źle sypiam, choć przez cały dzień jestem senny; miewam jakieś zawroty, bicia serca... Ech! wszystko to przejdzie...</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e4334">Klejn także zaczyna się zaniedbywać. Spóźnia się do sklepu, znosi jakieś książeczki, chodzi na sesje nie wiadomo z kim?... Ale to najgorsze, że z sumy przeznaczonej mu przez Wokulskiego wziął już tysiąc rubli i wydał w ciągu jednego dnia. Na co?...</akap>


<akap id="e4335">Pomimo to wszystko dobry chłopak! A najlepszą miarą jego poczciwości jest fakt, że nawet baronowa Krzeszowska nie wyrzuciła go ze swego domu, gdzie po dawnemu mieszka na trzecim piętrze, zawsze cichutki, nikomu nie mącąc wody.</akap>


<akap id="e4336">Gdyby tylko wydobył się z tych niepotrzebnych stosunków; bo z Żydami może nie być awantury, ale z nim!...</akap>


<akap id="e4337">Niech go tam Pan Bóg oświeca i chroni.</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e4338">Zabawną historię i pouczającą opowiedział mi Klejn. Uśmiałem się do łez, a zarazem przybył mi jeden więcej dowód sprawiedliwości boskiej nawet w drobiazgowych rzeczach.</akap>


<akap id="e4339">,,Krótki jest triumf bezbożników" --- mówi, zdaje mi się, Pismo święte czy może jaki ojciec Kościoła. Ktokolwiek zresztą powiedział, jest niezawodnym, że zdanie to sprawdziło się i na baronowej, i na Maruszewiczu.</akap>


<akap id="e4340">Wiadomo, że baronowa raz pozbywszy się Maleskiego i Patkiewicza zapowiedziała stróżowi, ażeby pod żadnym pozorem nie wynajmował mieszkania na trzecim piętrze studentom, choćby miało stać pustką. Rzeczywiście, pokój studencki przez parę miesięcy był nie zajęty, ale pani miała przynajmniej satysfakcję.</akap>


<akap id="e4341">Tymczasem wrócił do niej mąż, baron, i naturalnie objął zarząd kamienicy. A ponieważ baron ciągle potrzebuje pieniędzy, więc mocno korcił go i ów pusty pokój, i zakaz baronowej, który zmniejszał dochody o sto dwadzieścia rubli rocznie.</akap>


<akap id="e4342">Nade wszystko jednak buntował go Maruszewicz (już się pogodzili!...), który znowu ciągle od Krzeszowskiego pożycza pieniędzy.</akap>

<akap_dialog id="e4343">--- Co baron --- mówił mu nieraz --- masz sprawdzać, czy kandydat na lokatora jest czy nie jest studentem? Na co ten kłopot? Byle nie przyszedł w mundurze, to już nie student; a jak z góry za miesiąc zapłaci, to brać, i kwita.</akap_dialog>


<akap id="e4344">Baron mocno wziął do serca te rady; nakazał nawet stróżowi, ażeby gdy trafi się lokator, nie pytając przysłał go na górę. Stróż, rozumie się, powiedział o tym swej żonie, a żona Klejnowi, któremu znowu chciało się mieć sąsiadów najlepiej odpowiadających jego gustowi.</akap>


<akap id="e4345">Więc w parę dni po owej dyspozycji zjawia się u barona jakiś elegant z dziwną fizjognomią, a jeszcze dziwniej ubrany: jego spodnie nie pasowały do kamizelki, kamizelka do surduta, a krawat do wszystkiego.</akap>

<akap_dialog id="e4346">--- W domu pana barona jest kawalerski pokój do wynajęcia --- mówił elegant --- za dziesięć rubli miesięcznie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4347">--- A tak --- mówi baron --- może go pan obejrzy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4348">--- O, to zbyteczne! Jestem pewny, że pan baron nie wynajmowałby złego mieszkania. Czy mogę dać zadatek?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4349">--- Proszę --- odpowiada baron. --- A ponieważ pan ufasz mi na słowo, więc i ja nie będę żądał bliższych informacyj...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4350">--- O, jeżeli pan baron życzy sobie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4351">--- Między ludźmi dobrze wychowanymi wystarcza wzajemne zaufanie --- odparł baron. --- Mam więc nadzieję, że ani ja, ani moja żona, a nade wszystko moja żona nie będzie miała powodu skarżyć się na panów...</akap_dialog>


<akap id="e4352">Młody człowiek gorąco ścisnął go za rękę.</akap>

<akap_dialog id="e4353">--- Daję panu słowo --- rzekł --- że nigdy nie zrobimy przykrości pańskiej żonie, która może niesłusznie uprzedziła się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4354">--- Dość! dość!... panie --- przerwał baron. Wziął zadatek i wydał kwit.</akap_dialog>


<akap id="e4355">Po wyjściu młodzieńca wezwał do siebie Maruszewicza.</akap>

<akap_dialog id="e4356">--- Nie wiem --- rzekł strapiony baron --- czy nie palnąłem głupstwa... bo lokatora już mam, ale sądząc z opisu obawiam się, czy nie będzie nim jeden z tych młodych ludzi, których właśnie wypędziła moja żona...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4357">--- Wszystko jedno! --- odparł Maruszewicz --- byle z góry płacili.</akap_dialog>


<akap id="e4358">Na drugi dzień z rana wprowadzili się do pokoiku trzej młodzi ludzie, ale tak cicho, że nikt ich nawet nie widział. Nikt nawet nie uważał, że wieczorami sesjonują<pr><slowo_obce>sesjonować</slowo_obce> --- zbierać się, obradować.</pr> z Klejnem. Zaś w kilka dni później wpadł do barona mocno zirytowany Maruszewicz wołając:</akap>

<akap_dialog id="e4359">--- A wie baron, że to istotnie są ci hultaje, których wyrzuciła baronowa. Maleski, Patkiewicz...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4360">--- Wszystko jedno --- odpowiada baron. --- Żonie mojej nie dokuczają, więc byle płacili...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4361">--- Ale mnie dokuczają! --- wybuchnął Maruszewicz. --- Jeżeli okno otworzę, jeden z nich strzela do mnie grochem przez świstułę<pr><slowo_obce>świstuła</slowo_obce> --- zabawka, rurka, z której wydmuchuje się drobne pociski.</pr>, co wcale nie jest przyjemne. Gdy się zaś zejdzie u mnie parę osób albo któraś z dam (dodał ciszej), bębnią mi grochem w okna tak, że wysiedzieć nie można... To mi przeszkadza... to mnie kompromituje. Ja pójdę na skargę do cyrkułu!...</akap_dialog>


<akap id="e4362">Baron naturalnie opowiedział o tym swoim lokatorom prosząc ich, aby nie strzelali do okien Maruszewicza. Ci przestali strzelać, ale za to, jeżeli Maruszewicz przyjmuje u siebie jaką damę, co trafia mu się dosyć często, zaraz jeden z chłopaków wychyla się przez okno i wrzeszczy:</akap>

<akap_dialog id="e4363">--- Stróżu! stróżu!... a nie wiecie, jaka to pani poszła do pana Maruszewicza?</akap_dialog>


<akap id="e4364">Naturalnie, stróż nie wie nawet, czy jaka poszła, ale po podobnym zapytaniu dowiaduje się o tym cała kamienica.</akap>


<akap id="e4365">Maruszewicz jest wściekły na nich, tym bardziej że baron na jego skargi odpowiada:</akap>

<akap_dialog id="e4366">--- Sam mi radziłeś, ażebym nie trzymał pustego lokalu...</akap_dialog>


<akap id="e4367">I baronowa spokorniała, bo z jednej strony boi się męża, a z drugiej studentów.</akap>


<akap id="e4368">Takim sposobem baronowa za swoją złość i mściwość, a Maruszewicz za intrygi, z jednej i tej samej ręki ponoszą karę; uczciwy zaś Klejn ma towarzystwo, jakiego pragnął.</akap>


<akap id="e4369">O, jest sprawiedliwość na świecie!...</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e4370">Ten Maruszewicz, dalibóg, jest bezwstydny!</akap>


<akap id="e4371">Przyleciał dziś do Szlangbauma ze skargą na Klejna.</akap>

<akap_dialog id="e4372">--- Panie --- mówił --- jeden z pańskich oficjalistów, który mieszka w domu baronowej Krzeszowskiej, po prostu kompromituje mnie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4373">--- Jak on pana kompromituje? --- zapytał Szlangbaum otwierając oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4374">--- On bywa u tych studentów, których okno wychodzi na podwórze. A oni, panie, zaglądają w moje okna, strzelają do mnie grochem, a jeżeli zbierze się kilka osób, wrzeszczą, że u mnie jest szulernia!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4375">--- Pan Klejn już nie będzie u mnie służył od lipca --- odparł Szlangbaum. --- Więc niech pan rozmówi się z panem Rzeckim, oni znają się dawniej.</akap_dialog>


<akap id="e4376">Maruszewicz z kolei wpadł na mnie i znowu opowiedział historię studentów, którzy nazywają go szulerem albo kompromitują damy bywające u niego.</akap>


<akap id="e4377">,,Porządne damy!" --- pomyślałem, głośno zaś odparłem:</akap>

<akap_dialog id="e4378">--- Pan Klejn cały dzień siedzi w sklepie, więc nie może odpowiadać za swoich sąsiadów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4379">--- Tak, ale pan Klejn ma z nimi jakieś konszachty, namówił ich, ażeby znowu sprowadzili się do kamienicy, bywa u nich, przyjmuje ich u siebie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4380">--- Młody chłopak --- odparłem --- woli przestawać z młodymi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4381">--- Ale ja z tego powodu nie chcę cierpieć!... Niech więc ich uspokoi albo... wszystkim wytoczę proces.</akap_dialog>


<akap id="e4382">Dzika pretensja, ażeby Klejn uspakajał studentów, a może jednał u nich sympatię dla Maruszewicza! Swoją drogą, ostrzegłem Klejna i dodałen, że byłby to bardzo przykry wypadek, gdyby on, subiekt Wokulskiego, miał proces o jakieś studenckie awantury.</akap>


<akap id="e4383">Klejn wysłuchał i wzruszył ramionami.</akap>

<akap_dialog id="e4384">--- Co mnie to obchodzi! --- odparł. --- Ja może powiesiłbym takiego nicponia, ale mu w okna grochu nie rzucam i nie nazywam go szulerem. Co mnie do jego szulerki?...</akap_dialog>


<akap id="e4385">Ma rację! Toteż nie odezwałem się ani słowa więcej.</akap>


<akap id="e4386">Trzeba jechać... trzeba jechać!... Żeby tylko Klejn nie wdeptał się w jakie głupstwo. Strach, co to za dzieciaki: chcieliby świat przebudować, a jednocześnie robią tak płaskie figle.</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e4387">Albo jestem w grubym błędzie, albo znajdujemy się w przededniu nadzwyczajnych wypadków.</akap>


<akap id="e4388">W maju jednego dnia pojechał Wokulski z panną Łęcką i z panem Łęckim do Krakowa i wyraźnie mi zapowiedział, że nie wie, kiedy wróci, może dopiero za miesiąc.</akap>


<akap id="e4389">Tymczasem wrócił nie za miesiąc, ale na drugi dzień, taki sponiewierany, że litość brała patrzeć na niego. Okropność, co się zrobiło z tym człowiekiem przez jedną dobę!</akap>


<akap id="e4390">Kiedym go pytał: co się stało? dlaczego wrócił? z początku wahał się, a potem powiedział, że otrzymał telegram od Suzina i że pojedzie do Moskwy. Lecz znowu po upływie doby rozmyślił się i oświadczył, że do Moskwy nie pojedzie.</akap>

<akap_dialog id="e4391">--- A jeżeli to ważny interes?... --- spytałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4392">--- Pal diabli interesa! --- mruknął i machnął ręką.</akap_dialog>


<akap id="e4393">Teraz po całych dniach nie wychodzi z domu i po większej części leży. Byłem u niego, ale przyjął mnie rozdrażniony; od lokaja zaś dowiedziałem się, że nikogo nie każe przyjmować.</akap>



<akap id="e4394">Posłałem mu Szumana, ale Stach i z Szumanem nie chciał gadać, tylko powiedział mu, że nie potrzebuje doktorów. Szumanowi to jednak nie wystarczyło; a że jest trochę wścibski, więc zaczął śledztwo na własną rękę i dowiedział się dziwacznych rzeczy.</akap>


<akap id="e4395">Mówił, że Wokulski wysiadł z pociągu około północy w Skierniewicach, udając, że otrzymał telegram, że potem zniknął sprzed stacji i wrócił dopiero nad ranem powalany ziemią i jakby pijany. Na stacji myślą, że on naprawdę podchmielił sobie i zasnął gdzieś w polu.</akap>


<akap id="e4396">Wyjaśnienie to nie trafiło do przekonania ani mnie, ani Szumanowi. Doktór twierdzi, że Stach musiał zerwać z panną Łęcką i może nawet próbował jakiej niedorzeczności... Ale ja myślę, że on naprawdę miał telegram od Suzina.</akap>


<akap id="e4397">W każdym razie trzeba jechać, dla zdrowia. Jeszcze nie jestem inwalidem<pr><slowo_obce>inwalid</slowo_obce> --- dziś tylko: inwalida (kaleka).</pr> i dla chwilowego osłabienia nie mogę się wyrzekać przyszłości.</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e4398">Jest tu Mraczewski i mieszka u mnie. Wygląda chłopak jak bernardyński prowincjał<pr><slowo_obce>prowincjał</slowo_obce> --- zwierzchnik zakonu na terenie danej prowincji.</pr>, zmężniał, opalił się, utył. A ile on świata obleciał przez parę ostatnich miesięcy...</akap>


<akap id="e4399">Był w Paryżu, potem w Lyonie; z Lyonu wpadł pod Częstochowę do pani Stawskiej i z nią przyjechał do Warszawy. Potem odwiózł ją pod Częstochowę, siedział z tydzień i podobno pomógł jej do urządzenia sklepu. Następnie poleciał aż do Moskwy, stamtąd znowu wrócił pod Częstochowę, do pani Stawskiej, znowu u niej siedział trochę i obecnie jest u mnie.</akap>


<akap id="e4400">Mraczewski twierdzi, że Suzin wcale nie telegrafował do Wokulskiego, a przy tym jest pewny, że Wokulski zerwał z panną Łęcką. Musiał nawet coś mówić pani Stawskiej, gdyż ten anioł, nie kobieta, będąc przed paroma tygodniami w Warszawie raczyła mnie odwiedzić i mocno wypytywała się o Stacha.</akap>


<akap id="e4401">,,A czy zdrów?... a czy bardzo zmieniony i smutny?... a czy już nigdy nie wydobędzie się ze swej rozpaczy?..."</akap>


<akap id="e4402">Z jakiej rozpaczy?... Gdyby nawet zerwał z panną Łęcką, to jeszcze, dzięki Bogu, nie brak kobiet i jeżeli Stach zechce, może się ożenić choćby z panią Stawską.</akap>


<akap id="e4403">Złote, diamentowe kobiecisko, jak ona go kochała i kto wie, czy teraz nie kocha?... Dalibóg, śmiałbym się, żeby Stach powrócił do niej. Taka piękna, taka szlachetna, tyle w niej poświęcenia... Jeżeli jest ład na świecie (o czym niekiedy wątpię), to Wokulski powinien by się ożenić ze Stawską.</akap>


<akap id="e4404">Ale musi się spieszyć, bo jeżeli się nie mylę, naprawdę zaczyna o niej myśleć Mraczewski.</akap>

<akap_dialog id="e4405">--- Panie! --- mówi nieraz do mnie załamując ręce. --- Panie, co to za kobieta, co to za kobieta... Gdyby nie ten nieszczęsny jej mąż, już bym się jej oświadczył.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4406">--- A przyjęłaby cię? --- pytam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4407">--- Otóż nie wiem --- westchnął.</akap_dialog>


<akap id="e4408">Padł na krzesło, aż zatrzeszczało, i mówił:</akap>

<akap_dialog id="e4409">--- Kiedy ją spotkałem pierwszy raz po jej wyjeździe z Warszawy, jakby we mnie piorun trzasł, tak mi się podobała...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4410">--- No, ona i dawniej robiła na tobie wrażenie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4411">--- Ale nie takie. Po przyjechaniu z Paryża do Częstochowy byłem rozmarzony, a ona taka blada, z takimi smutnymi oczyma, że zaraz pomyślałem: nuż mi się uda?... i dalejże w umizgi. Tymczasem ona po pierwszych słowach odpycha mnie, a gdym upadł przed nią na kolana i przysiągłem, że ją kocham... rozbeczała się!... Ach, panie Ignacy, te łzy... Zupełnie straciłem głowę, zupełnie... Gdyby raz tego jej męża diabli wzięli albo gdybym miał pieniądze na rozwód... Panie Ignacy!... po tygodniu życia z tą kobietą albo umarłbym, albo jeździłbym wózkiem... Tak, panie... Dziś dopiero czuję, jak ją kocham.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4412">--- A gdyby ona kochała się w innym? --- pytam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4413">--- W kim?... Może w Wokulskim?... Cha! cha!... Kto w tym mruku może się kochać?... Kobiecie potrzeba okazywać uczucie, namiętność, mówić jej o miłości, ściskać za ręce, a jeżeli można, to i... A czy ten głaz potrafiłby coś podobnego?... Wystawał do panny Izabeli jak wyżeł do kaczki, bo mu się zdawało, że wejdzie w stosunki z arystokracją i że panna ma posag. Ale gdy poznał stan rzeczy, uciekł ze Skierniewic. O panie, z kobietami tak nie można...</akap_dialog>


<akap id="e4414">Wyznaję, że nie podobają mi się zapały Mraczewskiego. Jak zacznie padać do nóg, skomleć, płakać, to w końcu zawróci głowę pani Stawskiej. A Wokulski może tego żałować, bo, na mój honor oficerski, była to jedyna kobieta dla niego.</akap>


<akap id="e4415"><begin id="b1229598078809"/><motyw id="m1229598078809">Marzenie, Podróż</motyw>Ale zaczekajmy, a tymczasem jedźmy... jedźmy!...</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e4416">Brr!... Otóż i pojechałem... Kupiłem bilet do Krakowa, na Dworcu Warszawsko-Wiedeńskim siadłem do wagonu i kiedy już było po trzecim dzwonku, wyskoczyłem...</akap>


<akap id="e4417">Nie mogę ani na chwilę rozstać się z Warszawą i ze sklepem... Żyć bym bez nich nie potrafił...</akap>


<akap id="e4418">Rzeczy odebrałem z kolei dopiero na drugi dzień, gdyż zajechały aż do Piotrkowa.</akap>


<akap id="e4419">Jeżeli wszystkie moje plany spełnią się w taki sposób, to winszuję...<end id="e1229598078809"/></akap>









<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e4420">XVI. Dusza w letargu</naglowek_rozdzial>





<akap id="e4421">Leżąc albo siedząc w swoim pokoju Wokulski machinalnie przypominał sobie, w jaki sposób ze Skierniewic powrócił do Warszawy.</akap>


<akap id="e4422">Około piątej rano kupił na dworcu bilet pierwszej klasy, nie był jednak pewny, czy takiego żądał, czy dano mu go bez żądania. <begin id="b1229598174223"/><motyw id="m1229598174223">Obyczaje, Strój</motyw>Następnie wsiadł do przedziału drugiej klasy i zastał tam księdza, który przez cały czas podróży wyglądał oknem, tudzież rudego Niemca, który zdjął kamasze i oparłszy nogi w brudnych skarpetkach na przeciwległej ławce, spał jak zarżnięty. Wreszcie naprzeciw siebie miał jakąś starą damę, którą tak bolały zęby, że nawet nie obrażała się na postępowanie swego sąsiada w skarpetkach.<end id="e1229598174223"/></akap>


<akap id="e4423">Wokulski chciał porachować liczbę osób jadących w przedziale i z wielkim trudem zmiarkował, że bez niego jest ich trzy, a z nim cztery. Potem zaczął rozmyślać: dlaczego trzy osoby i jedna osoba stanowią razem cztery osoby --- i zasnął.</akap>


<akap id="e4424">W Warszawie opamiętał się dopiero w Alejach Jerozolimskich, już jadąc dorożką. Kto mu jednak wyniósł walizkę, jakim sposobem on sam znalazł się w dorożce? o tym nie wiedział i nawet nic go to nie obchodziło.</akap>


<akap id="e4425">Do swego mieszkania dostał się ledwie po półgodzinnym dzwonieniu, choć była blisko ósma rano. Otworzył mu służący zaspany, rozebrany, przerażony jego nagłym powrotem. Wszedłszy zaś do sypialni Wokulski przekonał się, że wierny sługa spał na jego własnym łóżku. Nie robił mu jednak wymówek, lecz kazał podać samowar.</akap>


<akap id="e4426">Służący, otrzeźwiony, ale i zakłopotany, szybko zmienił prześcieradła i poszewki, Wokulski zaś zobaczywszy świeżo posłane łóżko nie pił herbaty, ale rozebrał się i legł spać.</akap>


<akap id="e4427">Spał do piątej po południu, a potem, umywszy się i ubrawszy jak do wyjścia, całkiem mimo woli usiadł na fotelu w salonie i drzemał do wieczora. Gdy zaś na ulicach zapłonęły latarnie, kazał podać światło i przynieść befsztyk z restauracji. Zjadł go z apetytem, popił winem i około północy znowu poszedł spać.</akap>


<akap id="e4428">Na drugi dzień odwiedził go Rzecki, ale jak długo siedział i o czym rozmawiali, nie pamięta. Tylko następnej nocy, kiedy obudził się na chwilę, zdawało mu się, że widzi Rzeckiego z twarzą bardzo zafrasowaną.</akap>


<akap id="e4429"><begin id="b1229598363976"/><motyw id="m1229598363976">Czas, Przestrzeń, Rozpacz</motyw>Potem zupełnie stracił rachubę czasu, nie spostrzegał różnic pomiędzy dniem i nocą, nie uważał, ażeby godziny mijały za prędko albo za wolno. W ogóle nie zajmował się czasem, który dla niego jakby nie istniał. Czuł tylko pustkę w sobie i naokoło siebie i nie był pewny, czy nie powiększyło się jego mieszkanie.<end id="e1229598363976"/></akap>


<akap id="e4430"><begin id="b1229598453366"/><motyw id="m1229598453366">Śmierć</motyw>Raz przywidziało mu się, że leży na wysokim katafalku, i zaczął myśleć o śmierci. Zdawało mu się, że musi umrzeć koniecznie na paraliż serca; ale ani przerażało go to, ani cieszyło. Niekiedy z ciągłego siedzenia na fotelu cierpły mu nogi, a wówczas myślał, że idzie śmierć i z obojętną ciekawością uważał, jak szybko owo cierpnięcie posuwa się do serca? Obserwacje te chwilowo robiły mu jakby cień przyjemności, ale i one rozpływały się w apatii.<end id="e1229598453366"/></akap>


<akap id="e4431">Służącemu nakazał nie przyjmować nikogo; pomimo to kilka razy odwiedził go doktór Szuman.</akap>


<akap id="e4432">Na pierwszej wizycie wziął go za puls i kazał pokazać język.</akap>

<akap_dialog id="e4433">--- Może angielski?... --- spytał Wokulski, lecz wnet opamiętał się i wyrwał rękę.</akap_dialog>


<akap id="e4434">Szuman bystro popatrzył mu w oczy.</akap>

<akap_dialog id="e4435">--- Nie jesteś zdrów --- rzekł --- co ci dolega?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4436">--- Nic. Czy znowu zajmujesz się praktyką?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4437">--- Spodziewam się! --- zawołał Szuman --- a pierwszą kurację zrobiłem na samym sobie: uleczyłem się z marzycielstwa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4438">--- Bardzo pięknie --- odparł Wokulski. --- Rzecki wspominał mi coś o twoim wyleczeniu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4439">--- Rzecki jest półgłówek... stary romantyk... To rasa już ginąca! Kto chce żyć, musi trzeźwo patrzeć na świat... Uważaj no i po kolei zamykaj oczy. Kiedy ci powiem: lewe... prawe... prawe... Załóż nogę na nogę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4440">--- Co ty robisz, mój kochany?... --- zapytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4441">--- Badam cię.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4442">--- O!... I masz nadzieję zbadać?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4443">--- Spodziewam się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4444">--- A potem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4445">--- Będę cię leczył.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4446">--- Z marzycielstwa?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4447">--- Nie, z neurastenii.</akap_dialog>


<akap id="e4448">Wokulski uśmiechnął się i rzekł po chwili:</akap>

<akap_dialog id="e4449">--- Czy możesz wyjąć człowiekowi jego mózg i włożyć na to miejsce inny?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4450">--- Tymczasem nie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4451">--- No, to daj spokój leczeniu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4452"><begin id="b1229598572360"/><motyw id="m1229598572360">Cierpienie, Narodziny</motyw>--- Mogę podsunąć ci nowe pragnienia...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4453">--- Już je mam. Chciałbym zapaść się pod ziemię, choć tak głęboko jak... studnia w zasławskim zamku... I jeszcze chciałbym, ażeby mnie zasypały gruzy, mnie i mój majątek, i nawet ślad tego, że kiedykolwiek istniałem. Oto moje pragnienia, owoc wszystkich poprzednich.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4454">--- Romantyzm!... --- zawołał Szuman klepiąc go po ramieniu. --- Ale i to przejdzie.</akap_dialog>


<akap id="e4455">Wokulski już nic nie odpowiedział. Gniewał się za swoje ostatnie wyrazy i dziwił się: skąd nagle przyszła mu taka otwartość?... Głupia otwartość!... Co komu do jego pragnień?... Po co on to mówił?... Po co jak bezwstydny żebrak odsłonił swoje rany?</akap>


<akap id="e4456">Po wyjściu doktora spostrzegł, że coś się w nim zmieniło; oto na tle dotychczas bezwzględnej apatii pojawiło się jakieś uczucie. Był to bezimienny ból, z początku bardzo mały, który szybko powiększył się i stanął w mierze. W pierwszej chwili można go było porównać do delikatnego ukłucia szpilką, a później do jakiejś zawady w sercu, nie większej od laskowego orzecha. Już żałował apatii, kiedy przyszło mu na myśl zdanie Feuchterslebena<pr>Feuchtersleben Ernst (1806--1849) --- austriacki poeta, eseista i lekarz. Przytoczony cytat znajduje się w jego <tytul_dziela>Higienie duszy</tytul_dziela> (1838), jako motto jednego z rozdziałów, z podpisem: Fryderyk Schlegel (1772--1829); wybitny niemiecki krytyk i estetyk romantyczny.</pr>:</akap>


<akap id="e4457">,,Radowałem się w mojej boleści; bo zdawało mi się, żem spostrzegł w sobie tę płodną walkę, która tworzyła i tworzy wszystko na tym świecie, gdzie bez przerwy walczą nieskończone siły."</akap>


<akap id="e4458">,,Jednakże co to jest?" --- spytał siebie czując, że w jego duszy miejsce apatii zajmuje głucha boleść. I wnet odparł:</akap>


<akap id="e4459">,,Aha, jest to budzenie się świadomości..."</akap>


<akap id="e4460">Powoli w jego umyśle, dotychczas jakby zasnutym mgłą, począł zarysowywać się obraz. Wokulski ciekawie wpatrywał się w niego i dostrzegł --- sylwetkę kobiety w objęciach mężczyzny... Obraz ten miał z początku słaby blask fosforycznego światła, potem stał się różowym... żółtawym., zielonawym... błękitnym... wreszcie zupełnie czarnym jak aksamit. Potem zniknął na kilka chwil i znowu zaczął ukazywać się kolejno we wszystkich barwach, począwszy od fosforycznej, kończąc na czarnej.</akap>


<akap id="e4461">Jednocześnie ból wzmagał się.</akap>


<akap id="e4462">,,Cierpię, więc jestem!..."<pr><slowo_obce>Cierpię, więc jestem </slowo_obce> --- Wokulski trawestuje (przystosowuje) słynne zdanie francuskiego filozofa--racjonalisty, Kartezjusza (1596--1650): ,,Myślę, więc jestem" (łac. <slowo_obce>Cogito, ergo sum</slowo_obce>).</pr> --- pomyślał śmiejąc się Wokulski.</akap>


<akap id="e4463">Tak upłynęło kilka dni na wpatrywaniu się już to w ów obraz zmieniający barwę, już to w ból, który zmieniał natężenie. Czasami zupełnie ginął, pojawiał się drobny jak atom, rósł, wypełniał serce, całą istotę, cały świat... I w chwili kiedy już przekroczył wszelką miarę, znowu niknął ustępując miejsca absolutnemu spokojowi i zdziwieniu.</akap>


<akap id="e4464">Z wolna zaczęło się rodzić w duszy coś nowego: pragnienie pozbycia się i tych bólów, i tych obrazów. Było to podobne do iskry zapalającej się na tle nocy. Jakaś słaba otucha błysnęła Wokulskiemu.<end id="e1229598572360"/></akap>


<akap id="e4465">,,Czy tylko aby potrafię jeszcze myśleć?" --- rzekł do siebie.</akap>


<akap id="e4466">Ażeby sprawdzić to, zaczął przypominać sobie tabliczkę mnożenia, potem mnożyć liczby dwucyfrowe przez jednocyfrowe i dwucyfrowe przez dwucyfrowe. Nie dowierzając sobie zapisywał rezultaty działań, a potem sprawdzał je... Mnożenia na papierze zgadzały się z pamięciowymi i Wokulski odetchnął.</akap>


<akap id="e4467">,,Jeszcze nie straciłem rozumu!" --- pomyślał z radością.</akap>


<akap id="e4468">Zaczął wyobrażać sobie rozkład własnego mieszkania, ulice Warszawy, Paryż... Otucha rosła; spostrzegł bowiem, że nie tylko dokładnie pamięta, ale że jeszcze ćwiczenia te przynoszą mu pewien rodzaj ulgi. Im więcej myślał o Paryżu, im żywiej przedstawiały mu się tamtejszy ruch, budowle, targi, muzea, tym mocniej zacierała się sylwetka kobiety spoczywającej w objęciach mężczyzny...</akap>


<akap id="e4469">Już zaczął spacerować po mieszkaniu i oczy jego przypadkowo zatrzymały się na stosie ilustracyj. Były tam kopie z galerii drezdeńskiej i monachijskiej<pr><slowo_obce>galeria drezdeńska i monachijska</slowo_obce> --- w Dreźnie i Monachium znajdują się bardzo bogate zbiory słynnych dzieł malarstwa europejskiego.</pr>, <slowo_obce>Don Quichot</slowo_obce> z rysunkami Dobrego<pr>Dore Gustaw (1832--1883) --- znakomity ilustrator arcydzieł literatury światowej.</pr>, Hogart<pr>Hogarth William (1697--1764) --- angielski malarz i rytownik, uprawiał malarstwo rodzajowe o śmiałej tematyce obyczajowej.</pr>...</akap>


<akap id="e4470">Przypomniał sobie, że skazani na gilotynę najznośniej przepędzają czas oglądając rysunki... I odtąd całe dnie schodziły mu na przeglądaniu rysunków. Skończywszy jedną książkę, brał się do drugiej, trzeciej... i znowu powracał do pierwszej.</akap>


<akap id="e4471">Ból głuchnął; widziadła ukazywały się coraz rzadziej, otucha rosła...</akap>


<akap id="e4472">Najczęściej jednak przeglądał <tytul_dziela>Don Quichota</tytul_dziela>, który robił na nim potężne wrażenie.</akap>


<akap id="e4473">Przypomniał sobie tę dziwną historię człowieka, przez kilkanaście lat żyjącego w sferze poezji --- tak jak on, który rzucał się na wiatraki --- jak on, był druzgotany --- jak on, który zmarnował życie uganiając się za ideałem kobiety --- jak on, i zamiast królewny znalazł brudną dziewkę od krów --- znowu jak on!...</akap>


<akap id="e4474">,,A jednakże ten don Quichot był szczęśliwszy ode mnie! --- myślał. --- Dopiero nad grobem zaczął budzić się ze swych złudzeń... A ja?..."</akap>


<akap id="e4475">Im dłużej przypatrywał się rysunkom, im bardziej oswajał się z nimi, tym mniej pochłaniały jego uwagę. Spoza don Quichota, Sancho Pansy<pr>Sancho Pansa --- postać z <tytul_dziela>Don Kichota</tytul_dziela> Cervantesa, giermek bohatera będący uosobieniem sprytu i praktyczności życiowej.</pr> i mulników Dorégo, spoza <tytul_dziela>Walki kogutów</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Ulicy pijackiej</tytul_dziela> Hogarta, coraz częściej pokazywało mu się wnętrze wagonu, drgająca szyba, a w niej niewyraźny obraz Starskiego i panny Izabeli...</akap>


<akap id="e4476"><begin id="b1229598652323"/><motyw id="m1229598652323">Fałsz, Książka, Prawda</motyw>Wtedy odrzucił ilustracje i zaczął czytać książki znane mu jeszcze z epoki dzieciństwa albo z piwnicy Hopfera. Z niewymownym wzruszeniem odświeżał w pamięci: <tytul_dziela>Żywot św. Genowefy</tytul_dziela><pr><tytul_dziela>Żywot św. Genowefy</tytul_dziela> --- najpopularniejsza w XIX wieku książka religijna dla ludu, przekład z niemieckiego oryginału napisanego przez kanonika Krzysztofa Schmida (1768--1854); od 1835 r. wyszło kilkadziesiąt polskich wydań.</pr>, <tytul_dziela>Różę z Tannenburgu</tytul_dziela><pr><tytul_dziela>Róża z Tannenburgu</tytul_dziela> --- powieść dla młodzieży o tendencji umoralniającej, napisana również przez kanonika Schmida (w latach 1833--1866 pięć polskich wydań).</pr>, <tytul_dziela>Rinaldiniego</tytul_dziela><pr><slowo_obce>Rinaldini</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Rinaldo Rinaldini</tytul_dziela> (1798), niegdyś bardzo popularna powieść awanturnicza niemieckiego pisarza Vulpiusa, której bohaterem jest rozbójnik.</pr>, <tytul_dziela>Robinsona Kruzoe</tytul_dziela>, a nareszcie --- <tytul_dziela>Tysiąc i jedną nocy</tytul_dziela>. Znowu zdawało mu się, że już nie istnieje czas ani rzeczywistość i że jego raniona dusza uciekłszy z ziemi błądzi po jakichś czarodziejskich krainach, gdzie biją tylko szlachetne serca, gdzie podłość nie stroi się w maskę obłudy, gdzie rządzi wieczna sprawiedliwość kojąca bóle i nagradzająca krzywdy...</akap>


<akap id="e4477">I tu uderzył go jeden dziwny szczegół. Kiedy z własnej literatury wyniósł złudzenia, które zakończyły się rozkładem jego duszy --- ukojenie i spokój znajdował tylko w literaturach obcych.<end id="e1229598652323"/></akap>


<akap id="e4478">,,Czy my naprawdę --- myślał z trwogą --- jesteśmy narodem marzycieli i czy już nigdy nie zejdzie anioł, który by poruszył betsedejską sadzawkę<pr><slowo_obce>betsedejską sadzawka</slowo_obce> --- według Ewangelii sadzawka w Jerozolimie, której woda, poruszana przez anioła, posiadała moc uzdrawiania chorych.</pr> obłożoną tylu chorymi?..."</akap>


<akap id="e4479">Pewnego dnia przyniesiono mu z poczty gruby pakiet.</akap>


<akap id="e4480">,,Z Paryża?... --- rzekł. --- Tak, z Paryża. Ciekawym, co to?..."</akap>


<akap id="e4481">Ale ciekawość jego nie była dość silną, ażeby zachęcić go do otworzenia i przeczytania listu.</akap>


<akap id="e4482">,,Taki gruby list!... Komu, u licha, chce się dziś tyle pisać?"</akap>


<akap id="e4483">Rzucił pakiet na biurko i w dalszym ciągu wziął się do czytania <tytul_dziela>Tysiąca i jednej nocy</tytul_dziela>.</akap>


<akap id="e4484">Co to za rozkosz dla zmęczonego umysłu te pałace z drogich kamieni, drzewa, których owocami były klejnoty!... Te kabalistyczne słowa<pr><slowo_obce>kabalistyczne słowa</slowo_obce> --- <slowo_obce>kabała</slowo_obce>: żydowska mistyczna filozofia religii w średniowieczu. Kabaliści stosowali w swych dociekaniach kombinacje liczb i liter, którym przypisywali głębsze znaczenie.</pr>, przed którymi ustępowały mury, te cudowne lampy, dzięki którym można było zwalczać nieprzyjaciół, przenosić się w mgnieniu oka o setki mil... A ci potężni czarodzieje!... Co za szkoda, że taka władza dostawała się ludziom złośliwym i nikczemnym!...</akap>


<akap id="e4485">Odkładał książkę i śmiejąc się sam z siebie marzył, że on jest czarodziejem, który posiada dwie bagatelki: władzę nad siłami natury i zdolność stawania się niewidzialnym...</akap>


<akap id="e4486">,,Myślę --- rzekł --- że po kilku latach mojej gospodarki świat wyglądałby inaczej... Najwięksi hultaje zmieniliby się na Sokratesów i Platonów."</akap>


<akap id="e4487">Wtem spojrzał na list paryski i przypomniał sobie Geista i jego słowa:</akap>


<akap id="e4488">,,Ludzkość składa się z gadów i tygrysów, między którymi ledwie jeden na całą gromadę znajdzie się człowiek... Dzisiejsze niedole pochodzą stąd, że wielkie wynalazki dostawały się bez różnicy ludziom i potworom... Ja nie popełnię tego błędu i jeżeli ostatecznie znajdę metal lżejszy od powietrza, oddam go tylko prawdziwym ludziom. Niech oni choć raz zaopatrzą się w broń na swój wyłączny użytek, niechaj ich rasa mnoży się i rośnie w potęgę..."</akap>


<akap id="e4489">,,Niezawodnie byłoby lepiej --- mruknął --- gdyby tacy Ochoccy i Rzeccy mieli siłę, a nie Starscy i Maruszewicze..."</akap>


<akap id="e4490">,,To jest cel!... --- myślał w dalszym ciągu. --- Gdybym był młodszy... Chociaż... No i tutaj bywają ludzie, i tu jest niemało do zrobienia..."</akap>


<akap id="e4491">Zaczął znowu czytać historię z <tytul_dziela>Tysiąca nocy</tytul_dziela>, lecz spostrzegł, że i ona już nie absorbuje go. Dawny ból zaczął nurtować serce, a przed oczyma coraz wyraźniej rysowała się sylwetka panny Izabeli i Starskiego.</akap>


<akap id="e4492"><begin id="b1229598730982"/><motyw id="m1229598730982">Marzenie, Nauka</motyw>Przypomniał sobie Geista w drewnianych sandałach, później jego dziwny dom otoczony murem... I nagle przywidziało mu się, że ten dom jest pierwszym stopniem olbrzymich schodów, na szczycie których stoi posąg niknący w obłokach. Przedstawiał on kobietę, której nie było widać głowy ani piersi, tylko spiżowe fałdy sukni. Zdawało mu się, że na stopniu, którego dotykają jej nogi, czerni się napis: ,,Niezmienna i czysta." Nie rozumiał, co to jest, ale czuł, że od stóp posągu napływa mu w serce jakaś wielkość pełna spokoju. I dziwił się, że on, który był zdolnym doświadczać podobnego uczucia, mógł kochać czy gniewać się na pannę Izabelę albo zazdrościć jej Starskiemu!...<end id="e1229598730982"/></akap>


<akap id="e4493">Wstyd uderzył mu na twarz, choć nikogo nie było w pokoju.</akap>


<akap id="e4494"><begin id="b1229598778089"/><motyw id="m1229598778089">Burza, Przemiana</motyw>Widzenie znikło, Wokulski ocknął się. Był znowu tylko człowiekiem zbolałym i słabym; ale w jego duszy huczał jakiś potężny głos niby echo kwietniowej burzy, grzmotami zapowiadającej wiosnę i zmartwychwstanie.<end id="e1229598778089"/></akap>


<akap id="e4495">Pierwszego czerwca odwiedził go Szlangbaum. Wszedł zakłopotany, ale przypatrzywszy się Wokulskiemu nabrał otuchy.</akap>

<akap_dialog id="e4496">--- Nie odwiedzałem cię do tej pory --- zaczął --- bo wiem, żeś był niezdrów i nie chciałeś nikogo widywać. No, ale dzięki Bogu, już wszystko przeszło...</akap_dialog>


<akap id="e4497">Kręcił się na krześle i spod oka rzucał spojrzenia na pokój; może spodziewał się znaleźć w nim więcej nieładu.</akap>

<akap_dialog id="e4498">--- Masz jaki interes? --- zapytał go Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4499">--- Nie tyle interes, ile propozycję... Właśnie kiedy dowiedziałem się, żeś chory, przyszło mi na myśl... Uważasz... tobie potrzeba dłuższego wypoczynku, usunięcia się od wszelkich zajęć, więc przyszło mi na myśl, czybyś nie zostawił u mnie tych stu dwudziestu tysięcy rubli... Miałbyś bez kłopotu dziesiąty procent.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4500">--- Aha!... --- wtrącił Wokulski. --- Ja moim wspólnikom bez kłopotu, nawet dla siebie, płaciłem piętnaście.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4501">--- Ale teraz cięższe czasy... Zresztą chętnie dam piętnasty procent, jeżeli mi zostawisz swoją firmę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4502">--- Ani firmy, ani pieniędzy --- odparł niecierpliwie Wokulski. --- Firma bodajby nigdy nie istniała, a co do pieniędzy... Tyle ich mam, że mi wystarczy procent, jaki dają papiery. Aaa... i tego za dużo.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4503">--- Więc chcesz odebrać swój kapitał na święty Jan? --- spytał Szlangbaum.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4504">--- Mogę ci go zostawić do października, nawet bez procentu, pod warunkiem, że zatrzymasz przy sklepie tych ludzi, którzy zechcą zostać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4505">--- Ciężki warunek, ale...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4506">--- Jak chcesz.</akap_dialog>


<akap id="e4507">Nastała chwila milczenia.</akap>

<akap_dialog id="e4508">--- Cóż myślisz robić ze spółką do handlu z cesarstwem? --- zapytał Szlangbaum. --- Bo mówisz tak, jakbyś się i z niej chciał wycofać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4509">--- Jest to bardzo prawdopodobne.</akap_dialog>


<akap id="e4510">Szlangbaum zarumienił się, chciał coś powiedzieć, ale dał spokój. Pogadali jeszcze o rzeczach obojętnych i Szlangbaum wyszedł żegnając się z nim bardzo serdecznie.</akap>


<akap id="e4511">,,On, widzę, ma zamiar wszystko odziedziczyć po mnie --- myślał Wokulski. --- Ha! niech dziedziczy... świat należy do tych, którzy go biorą."</akap>


<akap id="e4512">Swoją drogą Szlangbaum rozmawiający z nim w tej chwili o swoich interesach wydał mu się zabawny.</akap>


<akap id="e4513">,,Wszyscy w sklepie skarżą się na niego --- myślał --- mówią, że głowę zadziera, że wyzyskuje... Co prawda, o mnie mówili to samo..."</akap>


<akap id="e4514">Spojrzenie jego znowu padło na biurko, gdzie od kilku dni leżał list z Paryża. Wziął go do rąk, ziewnął, ale nareszcie odpieczętował.</akap>


<akap id="e4515">Była to korespondencja od baronowej, mającej dyplomatyczne stosunki, tudzież kilka urzędowych aktów. Przejrzał je i przekonał się, że są to dowody śmierci Ernesta Waltera, inaczej Ludwika Stawskiego, który zmarł w Algierze.</akap>


<akap id="e4516">Wokulski zamyślił się.</akap>


<akap id="e4517">,,Gdybym przed trzema miesiącami dostał te papiery, kto wie, co by dziś było?... Stawska --- piękna, a nade wszystko jaka szlachetna... jaka szlachetna!... Czy ja wiem, może ona naprawdę mnie kochała?... Stawska mnie, a ja tamtą... Co za ironia losu!..."</akap>


<akap id="e4518">Rzucił papiery na biurko i przypomniał sobie ten mały, czysty salonik, w którym tyle wieczorów przepędził z panią Stawską, gdzie czuł się tak spokojny.</akap>


<akap id="e4519">,,No --- mówił --- i odrzuciłem szczęście, które samo wpadło mi w ręce... Ale czy może być szczęściem to, czego nie pragniemy?... I jeżeli ona choć przez jeden dzień tyle cierpiała co ja?...</akap>


<akap id="e4520">Okrutne jest to urządzenie świata, na którym dwoje ludzi nieszczęśliwych z tego samego powodu nie mogą sobie pomóc..."</akap>


<akap id="e4521">Dokumenta o śmierci Stawskiego leżały kilka dni, a Wokulski jeszcze nie zdecydował się, co z nimi zrobić?</akap>


<akap id="e4522">Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia.</akap>


<akap id="e4523">,,Ostatecznie --- mówił --- sprowadziłem je dla pani Stawskiej, więc trzeba to oddać pani Stawskiej; ale gdzie ona jest?... Nie wiem... Zabawna byłaby historia, gdybym się z nią ożenił... Miałbym towarzystwo, Helunia miłe dziecko... miałbym cel w życiu. No, ale ona sama nie zrobiłaby interesu... Cóż bym jej wreszcie powiedział? Jestem chory, potrzebuję dozorczyni i dlatego ofiaruję pani kilkanaście tysięcy rubli rocznie... Nawet pozwolę się pani kochać, chociaż sam... Mam już dosyć miłości..."</akap>


<akap id="e4524">Dzień schodził za dniem, a Wokulski nie wymyślił sposobu odesłania papierów pani Stawskiej. Trzeba by dowiedzieć się, gdzie mieszka, napisać list rekomendowany<pr><slowo_obce>list rekomendowany</slowo_obce> --- polecony.</pr>, oddać go na pocztę... W końcu przypomniał sobie, że najprostszą rzeczą będzie wezwać Rzeckiego (z którym nie widział się od kilku tygodni) i jemu oddać dokumenta. Lecz chcąc wezwać Rzeckiego, trzeba dzwonić na lokaja, posłać go do sklepu...</akap>


<akap id="e4525">,,Aaa... dajcież mi spokój!" --- mruknął.</akap>


<akap id="e4526">Wziął się znowu do czytania, tym razem podróży. Zwiedził Stany Zjednoczone, Chiny, ale papiery pani Stawskiej nie dawały mu spokoju. Rozumiał, że coś trzeba zrobić z nimi, a czuł, że on nic nie zrobi.</akap>


<akap id="e4527">Taki stan ducha jego samego zaczął dziwić.</akap>


<akap id="e4528">,,Myślę przecież prawidłowo --- mówił --- no, o ile nie przeszkadzają mi wspomnienia... Czuję prawidłowo... ach, nawet zanadto prawidłowo! Tylko... nie chce mi się załatwić tego interesu i zresztą żadnego... Jest to więc modna dzisiaj choroba woli<pr><slowo_obce>modna dzisiaj choroba woli</slowo_obce> --- jeden z przejawów psychologii dekadentyzmu, często poruszany w literaturze i publicystyce polskiej, w czasie jednak o kilka lat późniejszym od akcji <tytul_dziela>Lalki</tytul_dziela>.</pr>... Pyszny wynalazek!... Ależ ja, u diabła, nigdy nie stosowałem się do mody... W końcu, co mi tam moda czy nie moda; jest mi z nią dobrze, zatem..."</akap>


<akap id="e4529">Właśnie kończył podróż do Chin, kiedy przyszło mu na myśl, że gdyby on miał wolę, to mógłby prędzej czy później zapomnieć i o pewnych wypadkach, i o pewnych osobach.</akap>


<akap id="e4530">,,A tak mnie to dręczy... tak dręczy!..." --- szepnął.</akap>


<akap id="e4531">Już zupełnie stracił rachubę czasu.</akap>


<akap id="e4532">Pewnego dnia gwałtem wszedł do niego Szuman.</akap>

<akap_dialog id="e4533">--- No, jakże tam? --- spytał. --- Czytamy, widzę... powieści, dobrze... podróże, doskonale... Nie miałbyś ochoty wyjść na spacer? Ładny dzień, a przez pięć tygodni chyba nacieszyłeś się swoim mieszkaniem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4534">--- Ty z dziesięć lat cieszyłeś się swoim --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4535">--- Racja! Ale ja miałem zajęcie, badałem ludzkie włosy i myślałem o sławie. Nade wszystko zaś nie miałem na karku interesów cudzych i swoich. <begin id="b1229600348318"/><motyw id="m1229600348318">Polak, Szlachcic, Mieszczanin, Żyd</motyw>Przecież za kilka tygodni będzie sesja tej spółki do handlu z cesarstwem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4536">--- Wycofuję się z niej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4537">--- Proszę... Dobra myśl --- mówił z ironią Szuman. --- I jeszcze, ażeby cię lepiej ocenili, pozwól im wziąć na dyrektora Szlangbauma. On ich urządzi!... tak jak mnie... Genialna rasa te Żydki, ale cóż to za łajdaki!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4538">--- No, no, no...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4539">--- Tylkoż ty ich nie broń przede mną --- zawołał gniewnie Szuman --- bo ja ich nie tylko znam, ale i odczuwam... Dałbym gardło, że już w tej chwili Szlangbaum kopie pod tobą doły w owej spółce i jestem pewny, że się tam wkręci, bo jakżeby polska szlachta mogła obejść się bez Żyda...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4540">--- Widzę, że nie lubisz Szlangbauma?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4541">--- Owszem, nawet podziwiam go i chciałbym naśladować, ale nie potrafię! A właśnie teraz zaczyna się budzić we mnie instynkt przodków: skłonność do geszefciarstwa... O naturo! jakżebym chciał mieć z milion rubli, ażeby zrobić drugi milion, trzeci... i stać się młodszym bratem Rotszylda. Tymczasem nawet Szlangbaum wyprowadza mnie w pole... Tak długo kręciłem się w waszym świecie, żem w końcu utracił najcenniejsze przymioty mojej rasy... Ale to wielka rasa: oni świat zdobędą, i nawet nie rozumem, tylko szachrajstwem i bezczelnością...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4542">--- Więc zerwij z nimi, ochrzcij się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4543">--- Ani myślę. Naprzód, nie zerwę z nimi, choćbym się ochrzcił, a jestem znowu taki fenomenalny Żydziak, że nie lubię blagować. Po wtóre --- jeżeli nie zerwałem z nimi, kiedy byli słabi, nie zerwę dziś, kiedy są potężni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4544">--- Mnie się zdaje, że właśnie teraz są słabsi --- wtrącił Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4545">--- Czy dlatego, że ich zaczynają nienawidzieć?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4546">--- No, nienawiść zbyt silne słowo.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4547">--- Dajże spokój, nie jestem ślepy ani głupi... Wiem, co mówi się o Żydach w warsztatach, szynkach, sklepach, nawet w gazetach... I jestem pewny, że lada rok wybuchnie nowe prześladowanie, z którego moi bracia w Izraelu wyjdą jeszcze mędrsi, jeszcze silniejsi i jeszcze solidarniejsi... A jak oni wam kiedyś zapłacą!... Szelmy spod ciemnej gwiazdy, ale muszę uznać ich geniusz i nie mogę wyprzeć się sympatii... Czuję, że dla mnie brudny Żydziak jest milszym od umytego panicza; a kiedy po dwudziestu latach pierwszy raz zajrzałem do synagogi i usłyszałem śpiewy, na honor, łzy mi w oczach stanęły... Co tu gadać... Pięknym jest Izrael triumfujący i miło pomyśleć, że w tym triumfie uciśnionych jest cząstka mojej pracy!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4548">--- Szuman, zdaje mi się, że masz gorączkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4549">--- Wokulski, jestem pewny, że masz bielmo, i to nie na oczach, ale na mózgu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4550">--- Jakże możesz wobec mnie mówić o takich rzeczach?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4551">--- Mówię, bo naprzód, nie chcę być gadem, który kąsa podstępnie, a po wtóre... ty, Stachu, już nie będziesz z nami walczył... Jesteś złamany, i to złamany przez swoich... Sklep sprzedałeś, spółkę porzucasz... Kariera twoja skończona.</akap_dialog>


<akap id="e4552">Wokulski spuścił głowę na piersi.</akap>

<akap_dialog id="e4553">--- Pomyśl zresztą --- ciągnął Szuman --- kto dziś jest przy tobie?... Ja, Żyd, tak pogardzany i tak skrzywdzony jak ty... I przez tych samych ludzi... przez wielkich panów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4554">--- Robisz się sentymentalny --- wtrącił Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4555">--- To nie sentymentalizm!... Bryzgali nam w oczy swoją wielkością, reklamowali swoje cnoty, kazali nam mieć ich ideały... A dziś, powiedz sam: co warte są te ideały i cnoty, gdzie ich wielkość, która musiała czerpać z twojej kieszeni?... Rok tylko żyłeś z nimi, niby na równej stopie, i co z ciebie zrobili?... Więc pomyśl, co musieli zrobić z nami, których gnietli i kopali przez całe wieki?... I dlatego radzę ci: połącz się z Żydami. Zdublujesz majątek i jak mówi Stary Testament, zobaczysz nieprzyjacioły twoje u podnóżka nóg twoich... Za firmę i dobre słowo oddamy ci Łęckich, Starskiego i nawet jeszcze kogo na przykładkę... Szlangbaum to nie dla ciebie wspólnik, to błazen.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4556"><begin id="b1229600432297"/><motyw id="m1229600432297">Lud</motyw>--- A jak zagryziecie owych wielkich panów, to co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4557">--- Z konieczności połączymy się z waszym ludem, będziemy jego inteligencją, której dziś nie posiada... Nauczymy go naszej filozofii, naszej polityki, naszej ekonomii i z pewnością lepiej wyjdzie na nas aniżeli na swoich dotychczasowych przewodnikach... Przewodnikach!... --- dodał ze śmiechem.<end id="e1229600432297"/></akap_dialog>


<akap id="e4558">Wokulski machnął ręką.</akap>

<akap_dialog id="e4559">--- Mnie się zdaje --- rzekł --- że ty, który chcesz wszystkich leczyć na marzycielstwo, sam jesteś marzycielem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4560">--- A toż znowu?... --- zapytał Szuman.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4561">--- Tak... Nie macie gruntu pod nogami, a chcecie innych brać za łeb... Myślcie wy lepiej o uczciwej równości z innymi, nie o zdobywaniu świata, i nie leczcie cudzych wad przed uleczeniem własnych, które mnożą wam nieprzyjaciół. Zresztą ty sam nie wiesz, czego się trzymać: raz gardzisz Żydami, drugi raz oceniasz ich zbyt wysoko...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4562">--- Gardzę jednostkami, szanuję siłę gromady.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4563">--- Wprost przeciwnie aniżeli ja, który gardzę gromadami, a niekiedy szanuję jednostki<end id="e1229600348318"/>.</akap_dialog>


<akap id="e4564">Szuman zamyślił się.</akap>

<akap_dialog id="e4565">--- Rób, jak chcesz --- rzekł biorąc za kapelusz. --- Faktem jest jednak, że jeżeli ty wyjdziesz ze swojej spółki, to ona wpadnie w ręce Szlangbauma i całej zgrai parszywych Żydziaków. Tymczasem gdybyś został, mógłbyś tam wprowadzić ludzi uczciwych i przyzwoitych, którzy mają niewiele wad, a wszystkie żydowskie stosunki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4566"><begin id="b1229600685305"/><motyw id="m1229600685305">Antysemityzm</motyw>--- Tak czy owak, spółkę opanują Żydzi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4567">--- Ale bez twej pomocy zrobią to Żydzi chederowi<pr><slowo_obce>Żydzi chederowi</slowo_obce> --- którzy uczęszczali do chederu, początkowej szkoły żydowskiej, i otrzymywali tradycyjne wychowanie, wyobcowujące ich z kultury europejskiej.</pr>, a z tobą zrobiliby uniwersyteccy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4568">--- Czy to nie wszystko jedno! --- odparł Wokulski wzruszając ramionami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4569">--- Nie wszystko. Nas z nimi łączy rasa i wspólne położenie, ale dzielą poglądy. My mamy naukę, oni Talmud<pr>Talmud --- zbiór żydowskich zasad religijno-prawnych z I--V w. n. e. obowiązujący prawowiernych Żydów.</pr>, my rozum, oni spryt; my jesteśmy trochę kosmopolici<pr><slowo_obce>kosmopolici</slowo_obce> --- tu w znaczeniu: obywatele świata, ludzie nie uznający ojczyzny.</pr>, oni partykularyści<pr><slowo_obce>partykularyści</slowo_obce> --- ludzie zaściankowi, ciaśni, ograniczeni.</pr>, którzy nie widzą dalej poza swoją synagogę i gminę<pr><slowo_obce>gmina</slowo_obce> --- tj. żydowska gmina wyznaniowa (<slowo_obce>kahał</slowo_obce>).</pr>. Gdy chodzi o wspólnych nieprzyjaciół, są wybornymi sprzymierzeńcami, ale gdy o postęp judaizmu... wówczas są dla nas nieznośnym ciężarem! Dlatego w interesie cywilizacji leży, ażeby kierunek spraw był w naszych rękach. Tamci mogą tylko zaplugawić świat chałatami i cebulą, ale nie posunąć go naprzód...<end id="e1229600685305"/> Pomyśl o tym, Stachu!...</akap_dialog>


<akap id="e4570">Uściskał Wokulskiego i wyszedł pogwizdując arię: ,,Rachelo, kiedy Pan w dobroci niepojęty..."<pr><slowo_obce>Rachelo, kiedy Pan...</slowo_obce> --- aria z popularnej opery <tytul_dziela>Żydówka</tytul_dziela> Halevy'ego (1799--1862).</pr></akap>


<akap id="e4571"><begin id="b1229600596540"/><motyw id="m1229600596540">Mieszczanin, Polak, Żyd</motyw>,,Tak tedy --- myślał Wokulski --- zanosi się na walkę między Żydami postępowymi i zacofanymi o naszą skórę, a ja mam brać w niej udział jako sprzymierzeniec tych albo tamtych... Piękna rola!... Ach, jak mnie to nudzi i nuży..."<end id="e1229600596540"/></akap>


<akap id="e4572"><begin id="b1229600549500"/><motyw id="m1229600549500">Cierpienie, Idealista, Marzenie, Nauka</motyw>Zaczął marzyć i znowu zobaczył odrapany mur domu Geista i nieskończoną ilość schodów, na szczycie których siedział posąg spiżowej bogini, z głową w chmurach i z zagadkowym napisem u stóp: ,,Niezmienna i czysta..."</akap>


<akap id="e4573">Przez chwilę, kiedy patrzył na fałdy jej sukni, śmiać mu się chciało i z panny Izabeli, i z jej triumfującego wielbiciela, i z własnych cierpień.</akap>


<akap id="e4574">,,Czy to podobna?... czy to podobna?... --- szepnął. --- Ażebym ja..."</akap>


<akap id="e4575">Ale posąg wnet zniknął, a ból powrócił i rozsiadł się w jego sercu jak wielki pan, któremu nikt nie sprosta.<end id="e1229600549500"/></akap>


<akap id="e4576">W parę dni po wizycie Szumana zjawił się u Wokulskiego Rzecki.</akap>


<akap id="e4577">Był bardzo mizerny, podpierał się laską i tak zmęczył się wejściem na pierwsze piętro, że zadyszany upadł na krzesło i z trudnością mówił.</akap>


<akap id="e4578">Wokulski przeraził się.</akap>

<akap_dialog id="e4579">--- Co tobie, Ignacy?... --- zawołał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4580">--- Et, nic!... Trochę starość, trochę... Ot, nic!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4581">--- Ależ ty lecz się, mój drogi, wyjedź gdzie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4582">--- Powiem ci, że próbowałem wyjeżdżać... Już nawet byłem na kolei. Ale ogarnęła mnie taka tęsknota za Warszawą i... za naszym sklepem --- dodał ciszej --- że... Iii... co tam!... Przepraszam cię, żem tu przyszedł...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4583">--- Ty mnie przepraszasz, kochany stary?... Ja myślałem, że gniewasz się na mnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4584">--- Ja na ciebie?... --- odparł Rzecki wpatrując się w niego z przywiązaniem. --- Ja na ciebie?... --- Ale co tam!... Przypędziły mnie tu interesa i ciężki kłopot...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4585">--- Kłopot?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4586">--- Wyobraź sobie, że Klejn aresztowany<pr><slowo_obce>Klejn aresztowany</slowo_obce> --- chronologia tego faktu w czasie powieściowym odpowiada w przybliżeniu aresztowaniom, które w lipcu 1879 r. rozbiły warszawską organizację socjalistyczną.</pr>...</akap_dialog>


<akap id="e4587">Wokulski cofnął się z krzesłem.</akap>

<akap_dialog id="e4588">--- Klejn i ci dwaj... pamiętasz?... Ten Maleski i Patkiewicz...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4589">--- Za co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4590">--- Oni mieszkali w domu baronowej Krzeszowskiej, no i trochę, co prawda, szykanowali tego... tego Maruszewicza... On groził, a ci jeszcze lepiej... W końcu poleciał na skargę do cyrkułu... Zeszła policja, zrobił się jakiś skandal i wszystkich trzech wzięto do kozy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4591">--- Dzieciaki... dzieciaki!... --- szepnął Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4592">--- Ja to samo mówiłem --- ciągnął Rzecki. --- Naturalnie, nic im się nie stanie, ale zawsze niemiła historia. Ten osioł Maruszewicz sam przestraszony... Wpadł do mnie, przysięgał, że on temu nie winien... Nie mogłem już wytrzymać i odpowiedziałem mu: ,,Żeś pan nie winien, jestem pewny; ale i to pewne, że w naszych czasach Pan Bóg opiekuje się hultajami... Bo naprawdę, to pan powinieneś siedzieć dziś pod kluczem za fałszowanie podpisów, ale nie te lekkoduchy..." Aż rozpłakał się. Przysiągł, że odtąd wejdzie na dobrą drogę i że jeżeli dotychczas nie wszedł na nią, to tylko z twojej winy.</akap_dialog>


<akap id="e4593">,,Byłem pełen najszlachetniejszych zamiarów --- mówił --- ale pan Wokulski, zamiast podać mi rękę, zamiast utwierdzić w zacnych intencjach, zbył mnie lekceważeniem..."</akap>

<akap_dialog id="e4594">--- Poczciwa dusza! --- rozśmiał się Wokulski. --- Cóż więcej?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4595">--- W mieście gadają --- mówił Rzecki --- że opuszczasz spółkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4596">--- Tak...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4597">--- I że odstępujesz ją Żydom.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4598"><begin id="b1229600869035"/><motyw id="m1229600869035">Handel, Żyd</motyw>--- No, przecież moi wspólnicy nie są starą garderobą, ażebym mógł ich odstępować --- wybuchnął Wokulski. --- Mają pieniądze, mają głowy na karkach... Niech znajdą ludzi i niech sobie radzą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4599">--- Kogo oni tam znajdą, a choćby znaleźli, komu zaufają, jeżeli nie Żydom!... A Żydzi na serio myślą o tym interesie. Nie ma dnia, ażeby nie odwiedził mnie Szuman albo Szlangbaum, a każdy namawia, ażebym ja po tobie prowadził spółkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4600">--- Właściwie ty ją dziś prowadzisz.</akap_dialog>


<akap id="e4601">Rzecki machnął ręką.</akap>

<akap_dialog id="e4602">--- Twoimi pomysłami i pieniędzmi! --- odparł. --- Ale mniejsza... <begin id="b1229600926670"/><motyw id="m1229600926670">Antysemityzm</motyw>Z tego widzę, że Szuman należy do jednej partii, a Szlangbaum do drugiej i że potrzebują sztromanów<pr><slowo_obce>sztroman</slowo_obce> (z niem.) --- osoba podstawiona, figurant.</pr>... Przede mną jeden na drugiego wiesza psy, ale wczoraj słyszałem, że obie partie już mają się porozumieć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4603">--- Mądrzy! --- szepnął Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4604">--- Ale ja do nich straciłem serce --- odparł Rzecki. --- Jestem przecie stary kupiec i mówię ci, że u nich wszystko stoi na bladze, szacherce i tandecie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4605">--- Nie bardzo im wymyślaj --- wtrącił Wokulski --- boć to przecie my ich wyhodowaliśmy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4606">--- Nie my!... --- zawołał gniewnie Rzecki --- oni wszędzie tacy... Gdziekolwiek ich spotkałem: w Peszcie<pr>Peszt --- część Budapesztu, na lewym brzegu Dunaju, do 1872 r. osobne miasto.</pr>, Konstantynopolu, w Paryżu i w Londynie, zawsze widziałem jedną zasadę: dawać jak najmniej, a brać jak najwięcej, tak we względzie materialnym, jak i w moralnym... Blichtr... zawsze blichtr!...</akap_dialog>


<akap id="e4607">Wokulski zaczął chodzić po pokoju.</akap>

<akap_dialog id="e4608">--- Szuman miał rację --- rzekł --- że wzrasta do nich niechęć, kiedy nawet ty...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4609">--- Ja nie jestem niechętny... ja już schodzę z pola... Ale spojrzyj tylko, co się tu dzieje?... Gdzie oni nie włażą, gdzie nie otwierają sklepów, do czego nie wyciągają rąk?... A każdy, byle zajął jakie stanowisko, prowadzi za sobą cały legion swoich, bynajmniej nie lepszych od nas, nawet gorszych. Zobaczysz, co zrobią z naszym sklepem: jacy to tam będą subiekci, jakie towary... I ledwie zagarnęli sklep, już wkręcają się między arystokrację, już biorą się do twojej spółki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4610">--- Nasza wina... Nasza wina!... --- powtarzał Wokulski. --- Nie możemy odmawiać ludziom prawa do zdobywania stanowisk, ale możemy bronić własnych.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4611">--- Ty sam opuszczasz stanowisko.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4612">--- Nie przez nich; oni ze mną uczciwie wychodzili<pr><slowo_obce>uczciwie wychodzić</slowo_obce> --- uczciwie postępować.</pr>.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4613">--- Boś był im potrzebny. Z ciebie i twoich stosunków zrobili szczebel...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4614">--- No, co tam --- przerwał Wokulski --- obaj nie przekonamy się...<end id="e1229600926670"/><end id="e1229600869035"/> Ale, ale... Mam tu urzędowe papiery o śmierci Ludwika Stawskiego.</akap_dialog>


<akap id="e4615">Rzecki zerwał się z fotelu.</akap>

<akap_dialog id="e4616">--- Męża pani Heleny?... Gdzie?... --- mówił rozgorączkowany. --- Ależ to ocalenie dla nas wszystkich!...</akap_dialog>


<akap id="e4617">Wokulski podał dokumenta, które Rzecki schwycił drżącymi rękoma.</akap>

<akap_dialog id="e4618">--- Wieczny odpoczynek i... chwała Bogu!... --- prawił czytając. --- No, kochany Stachu, dziś nie ma już żadnej przeszkody... Żeń się z nią... Ach, gdybyś wiedział, jak ona cię kocha... Zaraz doniosę o tym biedaczce, a papiery ty sam zawieź i... oświadcz się z miejsca... Już widzę, że spółka będzie uratowana, a może i sklep... Paruset ludzi, których uchronisz od nędzy, pobłogosławi was... Co to za kobieta!... Przy niej dopiero znajdziesz spokój i szczęście...</akap_dialog>


<akap id="e4619">Wokulski stanął przed nim i pokiwał głową.</akap>

<akap_dialog id="e4620">--- A ona ze mną znajdzie szczęście? --- spytał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4621">--- Szalenie cię kocha... Ty nawet nie domyślasz się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4622">--- A wie ona: co kocha?... Czy ty nie widzisz, że ja już jestem tylko ruiną, najgorszą, bo moralną... Zatruć komu szczęście potrafię, ale dać!... I jeżeli mógłbym dać coś światu, to chyba pieniądze i pracę, ale... nie dla dzisiejszych ludzi i jak najdalej od nich.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4623">--- Eh, przestań!... --- zawołał Rzecki. --- Ożeń się z nią, a zaraz inaczej spojrzysz...</akap_dialog>


<akap id="e4624">Wokulski śmiał się smutno.</akap>

<akap_dialog id="e4625">--- Tak... ożenić się!... Spętać dobrą i niewinną istotę, wyzyskiwać najszlachetniejsze uczucia, a myślą być gdzie indziej... I może jeszcze za rok lub dwa wymawiać, że dla niej porzuciłem wielkie zamiary...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4626">--- Polityka?... --- szepnął tajemniczo Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4627">--- Co tam polityka!... już miałem czas i okazję rozczarować się do niej... Jest coś ważniejszego od polityki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4628">--- Może wynalazek tego Geista?... --- pytał Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4629">--- A ty skąd wiesz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4630">--- Od Szumana.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4631">--- Ach prawda!... Zapomniałem, że Szuman musi wiedzieć o wszystkim. To także talent...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4632">--- I bardzo pomocny. Swoją drogą, radzę ci: pomyśl o pani Stawskiej, bo...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4633">--- Ty mi ją odbijesz?... --- uśmiechnął się Wokulski. --- Odbij, odbij!... Gwarantuję wam, że nie zaznacie biedy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4634">--- Tfy! dajże spokój!... Ziemia by się zapadła, gdyby taki stary grat jak ja myślał o podobnej kobiecie. Ale jest tu ktoś niebezpieczniejszy... Mraczewski... Szaleje za nią, mówię ci, i już pojechał do niej trzeci czy czwarty raz... Serce kobiety nie kamień...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4635"><begin id="b1229601015473"/><motyw id="m1229601015473">Kobieta, Pieniądz, Polityka</motyw>--- O!... Mraczewski?... Już nie bawi się w socjalizm?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4636">--- Ale skąd! on mówi, że byle człowiek odłożył pierwszy tysiąc rubli, a jeszcze poznał taką piękną kobietę jak Stawska, zaraz polityka wywietrzeje mu z głowy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4637">--- Biedny Klejn był innego zdania --- rzekł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4638">--- Co tam Klejn, narwaniec!... Dobry chłopak, ale żaden subiekt...<end id="e1229601015473"/> Mraczewski, oto była perła!... Piękny, paplał po francusku, a jak on spoglądał na klientki, jak podkręcał wąsy!... Ten zrobi interes na świecie i zdmuchnie ci panią Stawską... Zobaczysz!...</akap_dialog>


<akap id="e4639">Zabrał się do wyjścia, ale jeszcze stanął i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e4640">--- Żeń się z nią, Stachu, żeń... Uszczęśliwisz kobietę, uratujesz spółkę, a może i sklep ocalisz. Co tam wynalazki!... Rozumiałbym cele polityczne w tych czasach, kiedy mogą zajść najdonioślejsze wypadki. Ale te machiny latające... Chociaż może i one przydałyby się? --- dodał po namyśle. --- Ha! zresztą rób, jak chcesz, ale prędko decyduj się co do Stawskiej, bo czuję, że Mraczewski nie zaśpi gruszek w popiele. To frant! Machiny latające... Phy! czy ja wiem?... Może i to... może i to na coś się przyda.</akap_dialog>


<akap id="e4641">Wokulski został sam.</akap>


<akap id="e4642">,,Paryż czy Warszawa?... --- myślał. --- Tam wielki cel, ale niepewny, tu paruset ludzi... Na których nie mogę patrzeć..." --- dodał po chwili.</akap>


<akap id="e4643">Zbliżył się do okna i jakiś czas wyglądał na ulicę, po prostu ażeby się przemóc. Ale wszystko drażniło go: ruch powozów, bieganina pieszych, ich zafrasowane lub uśmiechnięte twarze. Najbardziej zaś rozstrajał go widok kobiet. Zdawało mu się, że każda jest uosobieniem głupoty i fałszu.</akap>


<akap id="e4644">,,Każda znajdzie swego Starskiego, prędzej lub później --- myślał. --- Każda go szuka."</akap>


<akap id="e4645">Wkrótce znowu odwiedził Wokulskiego Szuman.</akap>

<akap_dialog id="e4646">--- Mój drogi --- zawołał od progu śmiejąc się --- choćbyś miał mnie wyrzucić za drzwi, będę cię prześladował wizytami...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4647">--- Ale owszem, przychodź jak najczęściej --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4648">--- Więc zgadzasz się?... Wybornie!... To połowa kuracji... Co znaczy jednakże silny mózg!... Po niecałych siedmiu tygodniach ciężkiej mizantropii już zaczynasz tolerować gatunek człowieczy, i to jeszcze w mojej osobie... Cha! cha! cha!... Cóż by było, gdyby wpuścić do twej klatki jakąś szykowną kobietkę...</akap_dialog>


<akap id="e4649">Wokulski zbladł.</akap>

<akap_dialog id="e4650">--- No, no... wiem, że jeszcze za wcześnie... Choć już pora, ażebyś zaczął ukazywać się między ludźmi. To uleczyłoby cię do reszty. Bo weź za przykład mnie --- prawił Szuman. --- Dopóki siedziałem w czterech ścianach, nudziłem się jak diabeł w dzwonnicy; a dziś ledwiem pokazał się w świecie, już mam tysiące rozrywek. Szlangbaum chce mnie okpić i z jednego zdziwienia wpada w drugie, dzień po dniu przekonywając się, że choć mam tak naiwną minę, przecież z góry przewidziałem wszystkie jego cugi<pr><slowo_obce>cugi</slowo_obce> (niem.) --- tu: pociągnięcia.</pr>. To nawet zjednało mi u niego szacunek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4651">--- Dosyć skromna zabawa --- wtrącił Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4652">--- Zaczekaj! Drugą uciechę sprawiają mi moi współwyznawcy ze sfer finansowych, ponieważ zdaje im się, że ja mam nadzwyczajny spryt do interesów i że pomimo to będą mną mogli kierować, jak im się podoba... Wyobrażam sobie ich bolesne rozczarowanie, kiedy przekonają się, że ani jestem dość sprytnym do interesów, ani dość głupim, ażeby stać się pionkiem w ich rękach...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4653">--- A tak namawiałeś mnie do wejścia w spółkę z nimi?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4654">--- To co innego. Ja i dziś jeszcze cię namawiam. <begin id="b1229601143673"/><motyw id="m1229601143673">Interes, Ojczyzna, Polak, Żyd</motyw>Na ostrożnej spółce z rozumnymi Żydami nikt nigdy nie stracił, przynajmniej finansowo. Ale co innego być wspólnikiem, a co innego pionkiem, jakim mnie chcą zrobić... Ach, te Żydziaki!... zawsze szelmy, w chałatach czy we frakach...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4655">--- Co ci jednak nie przeszkadza uwielbiać ich, a nawet łączyć się ze Szlangbaumem?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4656">--- To znowu co innego --- odparł Szuman. --- Żydzi, moim zdaniem, są najgenialniejszą rasą w świecie, a przy tym moją rasą, więc ich podziwiam i w gromadzie kocham. A co do porozumienia ze Szlangbaumem... Bój się Boga, Stachu! czyby to była rzecz rozsądna z naszej strony, gdybyśmy się żarli między sobą wówczas, kiedy idzie o uratowanie tak świetnego interesu jak spółka do handlu z cesarstwem?... Ty ją rzucasz, więc albo runie, albo złapią ją Niemcy i w każdym razie kraj straci. A tak i kraj zyska, i my...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4657">--- Coraz mniej rozumiem cię --- wtrącił Wokulski. --- Żydzi są wielcy i Żydzi są szelmy... Szlangbauma trzeba wyrzucić ze spółki i trzeba go znowu przyjąć... Raz Żydzi na tym zyskują, to znowu kraj zyska... Kompletny chaos!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4658">--- Masz, Stachu, mózg przewrócony... To żaden chaos, to najjaśniejsza prawda... W tym kraju tylko Żydzi tworzą jakiś ruch przemysłowy i handlowy, a więc każde ich ekonomiczne zwycięstwo jest czystym zyskiem dla kraju... Nie mam racji?...<end id="e1229601143673"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4659">--- Muszę się nad tym zastanowić --- odparł Wokulski. --- No, a jaką jeszcze masz uciechę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4660">--- Największą. Wyobraź sobie, że na pierwszą wieść o moich przyszłych sukcesach finansowych już chcą mnie żenić!... Mnie, z moją żydowską mordą i łysiną!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4661">--- Kto?... z kim?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4662">--- Naturalnie że nasi znajomi, z kim?... Z kim zechcą. Nawet z chrześcijanką, i to z pięknej familii, bylem się ochrzcił...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4663">--- A ty?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4664">--- Wiesz co, że gotówem to zrobić przez ciekawość. Po prostu dla dowiedzenia się w jaki sposób przekona mnie o swej miłości chrześcijanka piękna, młoda, dobrze wychowana, a nade wszystko z porządnej familii?... Tu już miałbym miliony zabaw. Bawiłbym się widząc jej konkury o moją rękę i serce. Bawiłbym się słysząc, jak mówi o swej wielkiej ofierze dla dobra rodziny, a może nawet ojczyzny. Bawiłbym się w końcu śledząc, w jaki sposób powetowałaby sobie swoją ofiarę: czy oszukiwałaby mnie starą metodą, to jest potajemnie, czy nową, to jest jawnie, i może nawet żądając mego przyzwolenia?...</akap_dialog>


<akap id="e4665">Wokulski schwycił się za głowę.</akap>

<akap_dialog id="e4666">--- Okropność... --- szepnął.</akap_dialog>


<akap id="e4667">Szuman patrzył na niego spod oka.</akap>

<akap_dialog id="e4668"><begin id="b1229601241436"/><motyw id="m1229601241436">Błoto, Kobieta, Mężczyzna, Miłość</motyw>--- Stary romantyku!... stary romantyku!... --- mówił. --- Chwytasz się za głowę, bo w twojej chorej wyobraźni ciągle jeszcze pokutuje chimera idealnej miłości, kobiety z anielską duszą... Takich jest ledwie jedna na dziesięć, więc masz dziewięć przeciw jednemu, że na taką nie trafisz. A chcesz poznać normę?... więc rozejrzyj się w stosunkach ludzkich. Albo mężczyzna jak kogut uwija się między kilkunastoma kurami, albo kobieta, jak wilczyca w lutym, wabi za sobą całą zgraję ogłupiałych wilków czy psów... I powiadam ci, że nie ma nic bardziej upadlającego jak ściganie się w takiej gromadzie, jak zależność od wilczycy... W tym stosunku traci się majątek, zdrowie, serce, energię, a w końcu i rozum... Hańba temu, kto nie potrafi wydobyć się z podobnego błota!<end id="e1229601241436"/></akap_dialog>


<akap id="e4669">Wokulski siedział milczący, z szeroko otwartymi oczyma. Wreszcie rzekł cichym głosem:</akap>

<akap_dialog id="e4670">--- Masz rację...</akap_dialog>


<akap id="e4671">Doktór pochwycił go za rękę i gwałtownie targając nią, zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e4672">--- Mam rację?... ty to powiedziałeś?... A więc --- jesteś ocalony!... Tak, jeszcze będą z ciebie ludzie... Pluń na wszystko, co minęło: na własną boleść i na cudzą nikczemność... Wybierz sobie jaki cel, jakikolwiek, i zacznij nowe życie. Rób dalej majątek czy cudowne wynalazki, żeń się ze Stawską czy zawiąż drugą spółkę, byleś czegoś pragnął i coś robił. Rozumiesz? I nigdy nie pozwól nakrywać się spódnicą... rozumiesz? Ludzie twojej energii rozkazują, nie słuchają, prowadzą, nie zaś są prowadzeni... Kto mając do wyboru ciebie i Starskiego wybrał Starskiego, ten dowiódł, że niewart nawet Starskiego... Oto moja recepta, pojmujesz?... A teraz bądź zdrów i zostań z własnymi myślami.</akap_dialog>


<akap id="e4673">Wokulski nie zatrzymywał go.</akap>

<akap_dialog id="e4674">--- Gniewasz się? --- rzekł Szuman. --- Nie dziwię się, wypaliłem ci tęgiego raka; a to, co jeszcze zostało, samo zginie. Bywaj zdrów.</akap_dialog>


<akap id="e4675">Po odejściu doktora Wokulski otworzył okno i rozpiął koszulę. Było mu duszno, gorąco i zdawało mu się, że go krew zaleje. Przypomniał sobie Zasławek i oszukiwanego barona, przy którym on sam odgrywał wówczas prawie taką rolę, jak dzisiaj przy nim Szuman...</akap>


<akap id="e4676">Zaczął marzyć i obok wizerunku panny Izabeli w objęciach Starskiego ukazała mu się teraz gromada zziajanych wilków uganiających się po śniegu za wilczycą... A on był jednym z nich!...</akap>


<akap id="e4677">Znowu ogarnął go ból, a zarazem wstręt i obrzydzenie do samego siebie.</akap>


<akap id="e4678">,,Jakim ja nikczemny i głupi!... --- zawołał uderzając się w czoło. --- Żeby tyle widzieć, tyle słyszeć i jednakże dojść do podobnego upodlenia... Ja... ja... ścigałem się ze Starskim i Bóg wie z kim jeszcze."</akap>


<akap id="e4679">Tym razem śmiało wywołał z pamięci obraz panny Izabeli; śmiało przypatrywał się jej posągowym rysom, popielatym włosom, oczom mieniącym się wszystkimi barwami, od niebieskiej do czarnej. I zdawało mu się, że na jej twarzy, szyi, ramionach i piersiach widzi jak piętna, ślady pocałunków Starskiego...</akap>


<akap id="e4680">,,Miał rację Szuman --- pomyślał --- jestem naprawdę uleczony..."</akap>


<akap id="e4681">Powoli jednak gniew ostygł w nim, a jego miejsce znowu zajął żal i smutek.</akap>


<akap id="e4682">Przez kilka następnych dni Wokulski już nic nie czytał. Prowadził ożywioną korespondencję z Suzinem i dużo rozmyślał.</akap>


<akap id="e4683">Myślał, że w obecnym położeniu, prawie od dwu miesięcy zamknięty w swoim gabinecie, już przestał być człowiekiem i zaczyna robić się czymś podobnym do ostrygi, która, siedząc na jednym miejscu, bez wyboru przyjmuje od świata to, co jej rzuci przypadek.</akap>


<akap id="e4684">A jemu co dał przypadek?</akap>


<akap id="e4685">Najpierw podsunął książki, z których jedne oświeciły go, że jest don Quichotem, a inne obudziły w nim pociąg do cudownego świata, w którym ludzie posiadają władzę nad wszelkimi siłami natury.</akap>


<akap id="e4686">Więc chciał już nie być don Quichotem i zapragnął posiadać władzę nad siłami natury.</akap>


<akap id="e4687"><begin id="b1229601375725"/><motyw id="m1229601375725">Handel, Interes, Polak, Żyd</motyw>Potem kolejno wpadali do niego Szlangbaum i Szuman, od których dowiedział się, że dwie partie żydowskie walczą między sobą o odziedziczenie po nim kierunku spółką... W całym kraju nie było nikogo, kto by mógł dalej rozwijać jego pomysły; nikogo, prócz Żydów, którzy występowali z całą kastową arogancją, przebiegłością, bezwzględnością i jeszcze kazali mu wierzyć, że jego upadek, a ich triumf --- będzie korzystnym dla kraju...</akap>


<akap id="e4688">Wobec tego poczuł taki wstręt do handlu, spółek i wszystkich zysków, że dziwił się samemu sobie: jakim sposobem on mógł, prawie przez dwa lata, mieszać się do podobnych rzeczy?</akap>


<akap id="e4689">,,Zdobywałem majątek dla niej!... --- pomyślał. --- Handel... ja i handel!... I to ja zgromadziłem przeszło pół miliona rubli w ciągu dwu lat, ja zmieszałem się z ekonomicznymi szulerami, stawiałem na kartę pracę i życie, no... i wygrałem... Ja --- idealista<pr><slowo_obce>idealista</slowo_obce> --- u Prusa: człowiek dążący do najwyższych ideałów, a nie zważający na rzeczy drobne, codzienne.</pr>, ja --- uczony, ja, który przecie rozumiem, że pół miliona rubli człowiek nie mógłby wypracować przez całe życie, nawet przez trzy życia... A jedyną pociechą, jaką jeszcze wyniosłem z tej szulerki, jest pewność, żem nie kradł i nie oszukiwał... Widocznie Bóg opiekuje się głupcami..."<end id="e1229601375725"/></akap>


<akap id="e4690">Potem znowu wypadek przyniósł mu wiadomość o śmierci Stawskiego w liście z Paryża i od tej chwili kolejno budziły się w nim wspomnienia pani Stawskiej i Geista.</akap>


<akap id="e4691"><begin id="b1229601439413"/><motyw id="m1229601439413">Bogactwo, Lud</motyw>,,Mówiąc prawdę --- myślał --- powinien bym ten wyszulerowany majątek zwrócić ogółowi. Biedy i ciemnoty u nas pełno, a ci ludzie biedni i ciemni są jednocześnie najczcigodniejszym materiałem... Jedyny zaś na to sposób byłby ożenić się ze Stawską. Ona z pewnością nie tylko nie paraliżowałaby moich zamiarów, ale byłaby najwierniejszą pomocnicą. Ona przecież zna pracę i biedę, i jest taka szlachetna!...<end id="e1229601439413"/></akap>


<akap id="e4692">Tak rozumował, ale czuł co innego: pogardę dla ludzi, których chciał uszczęśliwić. Czuł, że pesymizm Szumana nie tylko poderwał w nim namiętność dla panny Izabeli, ale jeszcze zatruł jego samego. Trudno mu było opędzić się przed skutkami słów, że rodzaj ludzki albo składa się z kur kokietujących koguta, albo z wilków uganiających się za wilczycą. I że gdziekolwiek zwróci się, ma dziewięć razy więcej szans, że trafi na zwierzę aniżeli na człowieka!...</akap>


<akap id="e4693">,,Niech go diabli wezmą z taką kuracją" --- szepnął.</akap>


<akap id="e4694">Teraz począł zastanawiać się nad Szumanem.</akap>


<akap id="e4695">Trzej ludzie upatrywali w człowieczym gatunku cechy mocno zwierzęce: on sam, Geist i Szuman. Ale on sądził, że zwierzęta w ludzkiej postaci są wyjątkami, ogół zaś składa się z dobrych jednostek. Geist twierdził, przeciwnie, że ogół ludzki jest bydlęcym, a jednostki dobre są wyjątkami; ale Geist wierzył, że z czasem rozmnożą się ci dobrzy ludzie, że opanują całą ziemię --- i od kilkudziesięciu lat pracował nad wynalazkiem, który by umożliwił ten triumf.</akap>


<akap id="e4696">Szuman także twierdził, że ogromna większość ludzi są zwierzętami, lecz ani wierzył w lepszą przyszłość, ani w nikim nie budził tej otuchy. Dla niego ludzki rodzaj był już skazany na wiekuiste bydlęctwo, wśród którego odróżniali się tylko Żydzi, jak szczupaki między karasiami.</akap>


<akap id="e4697"><begin id="b1229601515665"/><motyw id="m1229601515665">Idealista, Rozczarowanie</motyw>,,Piękna filozofia!" --- myślał Wokulski.</akap>


<akap id="e4698">Czuł jednak, że w jego zranionej duszy, jak w świeżo zaoranym polu, pesymizm Szumana bystro się pleni. Czuł, że gaśnie w nim nie tylko miłość, ale nawet żal do panny Izabeli. Bo jeżeli cały świat składa się z bydląt, to nie ma dobrej racji ani szaleć za jednym z nich, ani gniewać się za to, że jest zwierzęciem, nie lepszym i zapewne nie gorszym od innych.</akap>


<akap id="e4699">,,Piekielna jego kuracja! --- powtarzał. --- Ale kto wie, czy nie słuszna?... Ja fatalnie zbankrutowałem na moich poglądach; kto mi zaręczy, że i Geist nie myli się w swoich albo że nie ma racji Szuman?... Rzecki bydlę, Stawska bydlę, Geist bydlę, ja sam bydlę... Ideały --- to malowane żłoby, w których jest malowana trawa, niezdolna nikogo nasycić!... Więc co się poświęcać dla jednych albo uganiać za drugimi?... Po prostu trzeba się wyleczyć, a potem na odmianę jadać polędwicę albo ładne kobiety i popijać to dobrym winem... Czasami coś przeczytać, czasami gdzie wyjechać, wysłuchać koncertu i tak doczekać starości!"<end id="e1229601515665"/></akap>


<akap id="e4700">Na tydzień przed sesją, która miała zdecydować o losach spółki, wizyty u Wokulskiego stały się coraz częstszymi. Przychodzili kupcy, arystokracja, adwokaci zaklinając go, ażeby nie opuszczał stanowiska i nie narażał instytucji, która przecież jest jego dziełem. Wokulski przyjmował interesantów z tak lodowatą obojętnością, że nawet nie mieli ochoty wypowiedzieć mu swoich argumentów; mówił, że jest znużony i chory i że musi się wycofać.</akap>


<akap id="e4701">Interesanci odchodzili bez nadziei; każdy jednak przyznawał, że Wokulski musi być ciężko chory. Wychudł, odpowiadał krótko i cierpko, a w oczach paliła mu się gorączka.</akap>

<akap_dialog id="e4702">--- Zabił się chciwością! --- mówili kupcy.</akap_dialog>


<akap id="e4703">Na parę dni przed ostatecznym terminem Wokulski wezwał swego adwokata i prosił go o zawiadomienie wspólników, że stosownie do zawartej z nimi umowy, wycofuje kapitał i usuwa się ze spółki. Inni mogą zrobić to samo.</akap>

<akap_dialog id="e4704">--- A pieniądze? --- spytał adwokat.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4705">--- Dla nich już są gotowe w banku; ja zaś mam rachunki z Suzinem.</akap_dialog>


<akap id="e4706">Adwokat pożegnał go strapiony. Tegoż dnia przyjechał do Wokulskiego książę.</akap>

<akap_dialog id="e4707">--- Słyszę nieprawdopodobne rzeczy! --- zaczął książę ściskając go za rękę. --- Adwokat pański zachowuje się tak, jakby pan naprawdę miał zamiar nas opuścić...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4708">--- Czy książę myślał, że żartuję?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4709">--- No, nie... Ja myślę, że pan spostrzegł jakieś niedogodności w naszej umowie i...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4710">--- I targuję się, ażeby zmusić was do podpisania innej, która zmniejszy wasze procenta, a zwiększy moje dochody... --- pochwycił Wokulski. --- Nie, książę, usuwam się zupełnie na serio.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4711">--- Więc robi pan zawód swoim wspólnikom...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4712">--- Jaki? Panowie sami zawiązaliście ze mną spółkę tylko na rok i sami żądaliście takiego prowadzenia interesów, ażeby w ciągu miesiąca po rozwiązaniu umowy każdy wspólnik mógł wycofać swój wkład. To było wasze wyraźne żądanie. Ja zaś przekroczyłem je o tyle, że zwrócę pieniądze nie w miesiąc dopiero, ale w godzinę po rozwiązaniu spółki.</akap_dialog>


<akap id="e4713">Książę upadł na fotel.</akap>

<akap_dialog id="e4714"><begin id="b1229601678958"/><motyw id="m1229601678958">Interes, Pieniądz, Polak, Żyd</motyw>--- Spółka zostanie --- rzekł cicho --- ale na miejsce pana wejdą do niej starozakonni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4715">--- To już z wyboru panów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4716"><begin id="b1229601724225"/><motyw id="m1229601724225">Obcy, Słowo</motyw>--- Żydowszczyzna w naszej spółce!... --- westchnął książę. --- Oni nawet na posiedzeniach gotowi rozmawiać po żydowsku... Nieszczęsny kraj! Nieszczęsny język!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4717">--- Nie ma obawy --- wtrącił Wokulski --- Większość naszych wspólników ma zwyczaj rozmawiać na sesjach po francusku i językowi nic się nie stało, więc chyba nie zaszkodzi mu kilka frazesów w żargonie<pe><slowo_obce>żargon</slowo_obce> --- jidisz; język europejskiej diaspory żydowskiej.</pe>.</akap_dialog>


<akap id="e4718">Książę zarumienił się.</akap>

<akap_dialog id="e4719">--- Ależ starozakonni, panie... obca rasa... Teraz jeszcze zaczęła się przeciw nim jakaś niechęć...<end id="e1229601724225"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4720">--- Niechęć tłumu niczego nie dowodzi. Lecz któż zresztą broni panom zebrać odpowiednie kapitały, jak to zrobili Żydzi, i powierzyć je nie Szlangbaumowi, ale któremu z chrześcijańskich kupców?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4721"><begin id="b1229601898875"/><motyw id="m1229601898875">Handel, Lud, Szlachcic</motyw>--- Nie znamy takiego, któremu można by zaufać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4722">--- A Szlangbauma znacie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4723">--- Przy tym u nas nie ma ludzi dość zdolnych --- wtrącił książę. --- To są subiekci, nie finansiści...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4724">--- A ja czym byłem?... Także subiektem, i nawet restauracyjnym chłopcem; mimo to spółka przyniosła zapowiedziany dochód.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4725">--- Pan jesteś wyjątkiem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4726">--- Któż panom zaręczy, że nie znaleźlibyście więcej takich wyjątków w piwnicach i za kontuarami. Poszukajcie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4727">--- Starozakonni sami do nas przychodzą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4728"><begin id="b1229601976436"/><motyw id="m1229601976436">Obowiązek, Obywatel</motyw>--- Otóż to!... --- zawołał Wokulski. --- Żydzi przychodzą albo wy do nich, ale chrześcijański parweniusz do was nawet przyjść nie może, bo tyle napotyka zawad po drodze... Wiem coś o tym. Wasze drzwi tak szczelnie są zamknięte przed kupcem i przemysłowcem, że albo trzeba je zbombardować setkami tysięcy rubli, ażeby się otworzyły, albo wciskać się jak pluskwa... uchylcie trochę tych drzwi, a może będziecie mogli obchodzić się bez Żydów.</akap_dialog>


<akap id="e4729">Książę zasłonił rękoma oczy.</akap>

<akap_dialog id="e4730">--- O, panie Wokulski, to... bardzo słuszne, co pan mówi, ale i bardzo gorzkie... bardzo okrutne... Mniejsza jednak... Rozumiem, pański żal do nas, ależ... są jakieś obowiązki względem ogółu...<end id="e1229601898875"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4731">--- No, ja nie uważam tego za pełnienie obowiązków, że od mego kapitału miałem piętnaście procent rocznie. I nie sądzę, ażebym był gorszym obywatelem poprzestając na pięciu...<end id="e1229601976436"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4732">--- Ależ my wydajemy te pieniądze --- odparł już obrażony książę. --- Ludzie żyją około nas...<end id="e1229601678958"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4733">--- I ja będę wydawał. Pojadę na lato do Ostendy<pr>Ostenda --- port i znane kąpielisko w Belgii, nad Morzem Północnym.</pr>, na jesień do Paryża, na zimę do Nizzy<pr>Nizza --- słynne uzdrowisko o łagodnym klimacie, nad brzegiem Morza Śródziemnego (Riwiera francuska).</pr>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4734">--- Przepraszam!... Nie tylko za granicą żyją z nas ludzie... Iluż tutejszych rzemieślników...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4735">--- Czeka na swoje należności po roku i dłużej --- pochwycił Wokulski. --- My obaj, mości książę, znamy takich protektorów krajowego przemysłu, mieliśmy ich nawet w naszej spółce...</akap_dialog>


<akap id="e4736">Książę zerwał się z fotelu.</akap>

<akap_dialog id="e4737">--- Aaa!... to się nie godzi, panie Wokulski --- mówił zadyszany. --- Prawda, są wśród nas duże wady, są grzechy, ale żadnego z nich nie popełniliśmy względem pana... Miałeś naszą życzliwość... szacunek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4738">--- Szacunek!... --- zawołał śmiejąc się Wokulski. --- Czy książę sądzi, że nie rozumiałem, na czym on polegał i jakie zapewniał mi stanowisko między wami?... Pan Szastalski, pan Niwiński, nawet... pan Starski, który nigdy nic nie robił i nie wiadomo, skąd brał pieniądze, o dziesięć pięter stali wyżej ode mnie w waszym szacunku. Co mówię... Lada zagraniczny przybłęda bez trudu dostawał się do waszych salonów, które ja musiałem dopiero zdobywać, choćby... piętnastym procentem od powierzonych mi kapitałów!... To oni, to ci ludzie, nie ja, posiadali wasz szacunek, ba! mieli nierównie rozleglejsze przywileje... Choć każdy z tych wyżej oszacowanych mniej jest wart aniżeli mój szwajcar sklepowy, bo on coś robi i przynajmniej nie gnoi ogółu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4739">--- Panie Wokulski, krzywdzisz nas. Rozumiem, o czym pan mówisz, i na mój honor, wstydzę się... Ależ my nie odpowiadamy za występki jednostek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4740">--- Owszem, wy wszyscy odpowiadacie, bo owe jednostki wyrosły pośród was, a to, co książę nazywasz występkiem, jest tylko owocem waszych poglądów, waszej pogardy dla wszelkiej pracy i wszelkich obowiązków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4741">--- Żal mówi przez pana... --- odparł książę zabierając się do wyjścia. --- Żal słuszny, ale może niewłaściwie skierowany... Żegnam pana. Więc zostawiasz nas na pastwę starozakonnym?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4742">--- Mam nadzieję, że porozumiecie się z nimi lepiej niż z nami --- rzekł Wokulski z ironią.</akap_dialog>


<akap id="e4743">Książę miał łzy w oczach.</akap>

<akap_dialog id="e4744">--- Myślałem --- mówił wzruszony --- że będziesz pan złotym mostem między nami a tymi, którzy... coraz więcej odsuwają się od nas...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4745">--- Chciałem być mostem, ale podpiłowano go i zawalił się... --- odpowiedział Wokulski kłaniając się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4746">--- Wracajmy więc do okopów Świętej Trójcy!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4747">--- To jeszcze nie okopy... to dopiero spółka z Żydami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4748">--- Pan tak mówisz?... --- zapytał książę blednąc. --- A więc ja... nie należę do tej spółki... Nieszczęsny kraj!...</akap_dialog>


<akap id="e4749">Kiwnął głową i wyszedł.</akap>


<akap id="e4750">Nareszcie odbyła się sesja rozstrzygająca losy spółki do handlu z cesarstwem.</akap>


<akap id="e4751">Przede wszystkim zarząd, utworzony przez Wokulskiego, złożył sprawozdanie za rok ubiegły. Okazało się, że obroty przewyższały kilkanaście razy kapitał, który przyniósł nie piętnaście, ale osiemnaście procent zysku. Wspólnicy słuchając tego byli wzruszeni i na wniosek księcia podziękowali zarządowi i nieobecnemu Wokulskiemu przez powstanie.</akap>


<akap id="e4752">Potem podniósł się adwokat Wokulskiego i oświadczył, że jego klient z powodu choroby wycofuje się nie tylko od zarządu, ale nawet od udziału w spółce. Wszyscy od dawna byli przygotowani na tę wiadomość, niemniej zrobiła wrażenie bardzo przygnębiające.</akap>


<akap id="e4753">Korzystając z przerwy książę poprosił o głos i zawiadomił obecnych, że skutkiem usunięcia się Wokulskiego i on występuje ze spółki. Co powiedziawszy zaraz opuścił salę obrad; na odchodne zaś rzekł do któregoś ze swoich przyjaciół:</akap>

<akap_dialog id="e4754">--- Nigdy nie miałem zdolności do operacyj handlowych, a Wokulski jest jedynym człowiekiem, któremu mogłem powierzyć honor mego nazwiska. Dziś nie ma jego, więc i ja nie mam tu co robić.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4755">--- Ale dywidenda?... --- szepnął przyjaciel.</akap_dialog>


<akap id="e4756">Książę spojrzał na niego z góry.</akap>

<akap_dialog id="e4757">--- To, com robił, robiłem nie dla dywidendy, ale dla nieszczęśliwego kraju --- odparł. --- Chciałem do naszej sfery wlać trochę świeżej krwi i świeżych poglądów; muszę jednak wyznać, żem przegrał, i to nie z winy Wokulskiego... Biedny ten kraj!...</akap_dialog>


<akap id="e4758">Wyjście księcia, aczkolwiek nieoczekiwane, zrobiło mniejsze wrażenie; obecni bowiem już byli uprzedzeni, że spółka utrzyma się.</akap>


<akap id="e4759">Teraz wystąpił jeden z adwokatów i drżącym głosem odczytał bardzo piękną mowę, której treścią było to, że z usunięciem się Wokulskiego spółka traci nie tylko kierownika, ale i pięć szóstych kapitału. ,,Powinna by więc upaść --- ciągnął mówca --- i gruzami swoimi zasypać cały kraj, tysiące pracowników, setki rodzin..."</akap>


<akap id="e4760">Tu przerwał czekając na efekt. Ale obecni zachowywali się obojętnie, z góry wiedząc, co nastąpi dalej.</akap>


<akap id="e4761">Adwokat zabrał znowu głos i wezwał obecnych, ażeby nie tracili męstwa. ,,Znalazł się bowiem zacny obywatel, człowiek fachowy, nawet przyjaciel i wspólnik Wokulskiego, który jest zdecydowany, jak Atlas<pr>Atlas --- w mitologii greckiej olbrzym skazany przez Zeusa na podtrzymywanie stropu niebieskiego.</pr> niebo, podeprzeć zachwianą spółkę. Mężem tym, który chce obetrzeć łzy tysiącom, ocalić kraj od ruiny, handel popchnąć na nowe drogi..."</akap>


<akap id="e4762">W tym miejscu wszyscy obecni zwrócili głowy ku krzesłu, na którym siedział spotniały i zarumieniony Szlangbaum.</akap>

<akap_dialog id="e4763">--- Mężem tym --- zawołał adwokat --- jest pan...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4764">--- Mój syn, Henryś... --- odezwał się głos z kąta.</akap_dialog>


<akap id="e4765">Ponieważ ten efekt nie był oczekiwany, więc sala zatrzęsła się od śmiechu. Swoją drogą zarząd spółki udał radosne zdziwienie, zapytał obecnych: czy chcą przyjąć pana Szlangbauma na wspólnika i kierownika? a otrzymawszy jednomyślne zezwolenie, wezwał nowego kierownika na fotel prezydialny.</akap>


<akap id="e4766">Tu znowu zrobiło się małe zamieszanie. Natychmiast bowiem zażądał głosu Szlangbaum ojciec i wypowiedziawszy kilka pochwał synowi i zarządowi, postawił wniosek, że spółka nie może gwarantować wspólnikom więcej nad dziesięć procent rocznego zysku.</akap>


<akap id="e4767">Powstał hałas, kilkunastu mówców zabrało głos i po bardzo ożywionych rozprawach uchwalono, że spółka przyjmuje nowych członków, wskazanych przez pana Szlangbauma, a kierunek spraw powierza temuż panu Szlangbaumowi.</akap>


<akap id="e4768">Ostatnim epizodem było przemówienie doktora Szumana, którego wezwano na członka zarządu, ale który odmawiając przyjęcia tak zaszczytnego stanowiska w szyderczy sposób pozwolił sobie zażartować ze spółki między arystokracją i Żydami.</akap>


<akap id="e4769">,,Jest to jakby nieślubne małżeństwo --- mówił. --- Ale ponieważ z takich związków rodzą się niekiedy genialne dzieci, miejmy więc nadzieję, że i nasza spółka wyda jakieś niezwykłe owoce..."</akap>


<akap id="e4770">Zarząd był zaniepokojony, garstka obecnych oburzona; ale większość dała doktorowi rzęsiste brawo.</akap>


<akap id="e4771">Wokulski najdokładniej znał przebieg sesji: przez cały bowiem następny tydzień odwiedzano go i zasypywano listami lub anonimami.</akap>


<akap id="e4772">Przy tej sposobności odkrył w sobie nowy i dziwny nastrój duszy. Zdawało mu się, że pękły w nim wszystkie nici łączące go z ludźmi, że są mu obojętni, że go nic nie obchodzi, co ich obchodzi. Słowem, że jest podobny do aktora, który skończywszy rolę na scenie, gdzie przed chwilą śmiał się, gniewał lub płakał, zasiadł obecnie między widzami i na grę swoich kolegów patrzy jak na zabawę dzieci.</akap>


<akap id="e4773">,,Czego oni się tak rzucają?... Co to za głupstwa!..." --- myślał.</akap>


<akap id="e4774">Zdawało mu się, że spoza świata patrzy na ten świat, a jego sprawy widzi z jakiejś nowej strony, której dotychczas nie spostrzegał.</akap>


<akap id="e4775">Przez parę pierwszych dni nachodzili go wspólnicy, pracownicy albo klienci spółki, niezadowoleni z wejścia Szlangbauma, a może zatrwożeni o swoją przyszłość. Ci po największej części namawiali go, ażeby wrócił na porzucone stanowisko, które jeszcze może zająć, gdyż kontrakt ze Szlangbaumem nie podpisany.</akap>


<akap id="e4776">Niektórzy w tak smutnych barwach przedstawiali swoje położenie, a nawet płakali, że Wokulski doznał wzruszenia.</akap>


<akap id="e4777">Lecz zarazem odkrył w sobie taką obojętność, taki brak współczucia dla cudzej niedoli, że sam się zadziwił.</akap>


<akap id="e4778">,,Coś we mnie umarło!..." --- myślał i odprawił interesantów z niczym.</akap>


<akap id="e4779">Potem przyszła druga fala odwiedzających, którzy pod pozorem podziękowania mu za oddane usługi chcieli zaspokoić ciekawość i zobaczyć, jak wygląda ten niegdyś silny człowiek, o którym teraz mówiono, że całkiem zniedołężniał?</akap>


<akap id="e4780">Ci już nie prosili go, ażeby wszedł znowu do spółki, tylko wychwalali jego minioną działalność i mówili, że nieprędko znajdzie się działacz podobny do niego.</akap>


<akap id="e4781">Trzecia fala gości odwiedzała Wokulskiego nie wiadomo po co. Bo nawet już nie mówili mu komplimentów, ale coraz częściej wspominali o Szlangbaumie, jego energii i zdolnościach.</akap>


<akap id="e4782">Z gromady wizytujących wyróżnił się furman Wysocki. Przyszedł pożegnać się ze swoim dawnym chlebodawcą; chciał nawet coś powiedzieć, lecz nagle rozpłakał się, ucałował go w obie ręce i wybiegł z pokoju.</akap>


<akap id="e4783">Mniej więcej to samo powtarzało się w listach... W jednych znajomi i nieznajomi zaklinali go, ażeby nie cofał się od interesów, ustąpienie jego bowiem będzie klęską dla kraju. Inni chwalili jego minioną działalność lub żałowali go; jeszcze inni radzili mu połączyć się ze Szlangbaumem, jako z człowiekiem bardzo zdolnym i myślącym o dobru ogółu. Za to w anonimach wymyślano mu bez miłosierdzia, że zgubiwszy rok temu przemysł krajowy przez sprowadzanie obcych wyrobów, dziś zgubił handel sprzedawszy go Żydom. Nawet wymieniano sumę.</akap>


<akap id="e4784">Wokulski całkiem spokojnie rozmyślał nad tymi rzeczami. Zdawało mu się, że już jest zmarłym człowiekiem, który patrzy na własny pogrzeb. Widział tych, co żałowali go, co go chwalili, co mu złorzeczyli; widział swego następcę, do którego dziś zaczęły zwracać się sympatie ogółu, a nareszcie zrozumiał, że jest zapomniany i nikomu niepotrzebny. Był podobny do rzuconego w wodę kamienia, nad którym w pierwszej chwili powstaje wir i zamęt, a później tylko rozbiegają się fale coraz mniejsze, coraz mniejsze... I w końcu nad miejscem, gdzie upadł, tworzy się gładkie zwierciadło wody, gdzie znowu przebiegają fale, lecz zrodzone już w innych punktach wywołane przez kogo innego.</akap>


<akap id="e4785">,,No, ale co dalej?... --- mówił do siebie. --- Z nikim nie żyję... nic nie robię... cóż dalej?..."</akap>


<akap id="e4786">Przypomniał sobie, że Szuman radził mu upatrzyć jakiś cel w życiu. Rada dobra, ale... jak ją wykonać, kiedy on sam nie czuł żadnego pragnienia, nie miał sił ani ochoty?... Był jak zeschły liść, który tam pójdzie, gdzie nim wiatr rzuci.</akap>


<akap id="e4787">,,Kiedyś przeczuwałem ten stan --- myślał --- ale dziś widzę, że nie miałem o nim pojęcia..."</akap>


<akap id="e4788">Pewnego dnia usłyszał w przedpokoju głośny spór. Wyjrzał i zobaczył Węgiełka, którego lokaj nie chciał puścić do pokoju.</akap>

<akap_dialog id="e4789">--- Ach, to ty! --- rzekł Wokulski. --- Chodźże no... Co u was słychać?</akap_dialog>


<akap id="e4790">Węgiełek z początku przypatrywał mu się z miną niespokojną; stopniowo jednak ożywił się i nabrał otuchy.</akap>

<akap_dialog id="e4791">--- Mówili --- rzekł z uśmiechem --- że wielmożny pan już na ostatnich nogach, ale widzę, łgali. Zmizerniał pan, bo zmizerniał, ale na księżą oborę to już żadnym sposobem pan nie patrzy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4792">--- Co słychać? --- powtórzył Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e4793">Węgiełek szeroko opowiedział mu, że już ma dom, lepszy od tamtego, co się spalił, i że ma mnóstwo roboty. Dlatego właśnie przyjechał do Warszawy, ażeby kupić materiały i zabrać choćby ze dwu pomocników.</akap>

<akap_dialog id="e4794">--- Fabrykę mógłbym założyć, mówię wielmożnemu panu!... --- zakończył Węgiełek.</akap_dialog>


<akap id="e4795">Wokulski słuchał go milcząc. Nagle zapytał:</akap>

<akap_dialog id="e4796">--- A z żoną jesteś szczęśliwy?</akap_dialog>


<akap id="e4797">Cień przeleciał po twarzy Węgiełka.</akap>

<akap_dialog id="e4798">--- Dobra kobieta, wielmożny panie, ale... Wreszcie przed panem powiem jak przed Bogiem... Trochę nam już nie tak... Zawsze to prawda, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal; ale jak raz zobaczą...</akap_dialog>


<akap id="e4799">Otarł łzy rękawem.</akap>

<akap_dialog id="e4800">--- Co to znaczy!... --- zdziwił się Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4801">--- Ot, nic. Wiem przecie, kogo wziąłem, alem był spokojny, bo kobieta dobra, cicha, pracowita i przywiązana do mnie jak ten pies. No, ale co z tego?... Dopótym był spokojny, dopókim nie zobaczył jej dawnego gacha czy jak tam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4802">--- Gdzie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4803">--- W Zasławiu, panie --- ciągnął Węgiełek. --- Jednej niedzieli poszliśmy z Marysią na zamek; chciałem jej pokazać ten potok, gdzie zginął kowal, i ten kamień, co na nim wielmożny pan kazał mi wyciąć napis. Wtem patrzę, jest powóz pana barona Dalskiego, co ożenił się z wnuczką nieboszczki pani Zasławskiej...</akap_dialog>


<akap id="e4804">Dobra to była pani, niech jej Bóg da wieczne odpocznienie!...</akap>

<akap_dialog id="e4805">--- Znasz barona? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4806">--- Ojej! --- odparł Węgiełek --- przecie pan baron gospodaruje teraz dobrami po nieboszczce, dopóki się tam coś nie zrobi. A ja już za jego rządów wyklejałem pokoje i poprawiałem okna. Znam go!... rzetelny pan i hojny...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4807">--- Cóż dalej?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4808">--- Więc mówię wielmożnemu panu, stoimy w zamku z Marysią i patrzymy na potok, aż ci na jeden raz włażą między gruzy: pani baronowa, niby wnuczka nieboszczki, i ten psubrat Starszczak...</akap_dialog>


<akap id="e4809">Wokulski rzucił się na krześle.</akap>

<akap_dialog id="e4810">--- Kto?... --- szepnął.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4811">--- Ten pan Starski, także wnuk po nieboszczce pani Zasławskiej, co się podlizywał jej za życia, a teraz chce zwalić testament<pr><slowo_obce>zwalenie testamentu</slowo_obce> --- obalenie mocy prawnej testamentu.</pr>, bo mówi, że babka przed śmiercią zwariowała... Taki to on!</akap_dialog>


<akap id="e4812">Odpoczął i ciągnął dalej:</akap>

<akap_dialog id="e4813">--- Wzięli się z panią baronową pod ręce, patrzyli na nasz kamień, ale więcej gadali ze sobą i chichotali. Wtem Starszczak ogląda się. Zobaczył moją żonę i roześmiał się do niej nieznacznie, a ona tak zbielała jak chusta...</akap_dialog>


<akap id="e4814"><begin id="b1229602177017"/><motyw id="m1229602177017">Mąż, Własność, Zazdrość, Żona, Zdrada</motyw>,,Co ci to, Maryś?..." --- mówię. A ona: ,,Nic mi..." A tymczasem pani baronowa i ten bisurman<pr><slowo_obce>bisurman</slowo_obce> --- pogardliwie: mahometanin; przenośnie: rozpustnik, łajdak.</pr> zbiegli z górki zamkowej i poszli między leszczynę. ,,Co ci to?... --- mówię jeszcze raz do Marysi. --- Ino mi gadaj prawdę, bom zmiarkował, że się z tym cholerą znasz..." A ona siadła na ziemi i w płacz: ,,Żeby go Bóg skarał! --- mówi --- przecie on najpierwszy mnie zgubił..."</akap>


<akap id="e4815">Wokulski przymknął oczy, Węgiełek zirytowanym głosem opowiadał:</akap>

<akap_dialog id="e4816">--- Jakem to usłyszał, wielmożny panie, myślałem, że polecę za nim i choć przy pani baronowej, nogami go zabiję na miejscu. Taki mnie żal zdjął. Ale wnet przyszło mi do głowy: ,,Po cóżeś się, durny, z nią ożenił? Wiedziałeś przecie, co za jedna..." I w tym momencie serce mi zemdlało, żem się nawet bał zejść z górki, a na żonę wcalem nie spojrzał. Ona mówi: ,,Gniewasz się?..." A ja: ,,Pewnieście się tu spotykali?..." ,,Bogiem się świadczę --- ona odpowiada --- żem go tylko wtedy widziała..." ,,I dobrzeście się sobie przypatrzyli!... --- ja mówię. --- Bodajem był pierwej oślepł, nimem na cię spojrzał; bodajem zdechł, niżem się z tobą poznał..." A ona pyta się z płaczem: ,,Za co się gniewasz?..." Ja jej wtedy powiedziałem, pierwszy i ostatni raz: ,,Świnia jesteś, i tyle..." --- bom już nie mógł wytrzymać.</akap_dialog>


<akap id="e4817">Wtem patrzę, leci sam pan baron, zakaszlany, aż posiniał, i pyta: ,,Nie widziałeś, Węgiełek, mojej żony?..." Mnie coś wtedy do łba strzeliło, żem mu odpowiedział: ,,Widziałem, jaśnie panie, poszła w krzaki z panem Starskim. Już mu zabrakło pieniędzy na kupowanie dziewcząt, to teraz chwyta się mężatek..." No, jak on na mnie wtedy spojrzał, choć i pan baron!...</akap>


<akap id="e4818">Węgiełek ukradkiem otarł oczy.</akap>

<akap_dialog id="e4819">--- Ot, takie jest moje życie, wielmożny panie. Byłem spokojny, dopókim nie zobaczył jednego gacha; ale teraz na kogo spojrzę, wydaje mi się, że i on mój szwagier... A od żony, choć jej o tym nie gadam, to tak mnie odpycha... tak mnie odpycha, jakby co między mną i nią stało... Nawet pocałować jej nie mogę po dawnemu i żeby nie święta przysięga, to mówię panu, już bym porzucił dom i leciał gdzie na cztery strony... A wszystko tylko z tego idzie, żem do niej przywiązany. Bo żebym ja jej nie lubił, to co mi tam!... Gospodyni staranna, dobrze gotuje, pięknie szyje i w domu cichutka jak pajęczyna. Niechby tam miała gachów.</akap_dialog>


<akap id="e4820">Ale żem ją lubił, więc przez to taki mam żal i złość, że się we mnie wszystko pali na popiół...</akap>


<akap id="e4821">Węgiełek drżał z gniewu.</akap>

<akap_dialog id="e4822"><begin id="b1229602241101"/><motyw id="m1229602241101">Dziecko, Pies, Zabobony</motyw>--- Z początku, wielmożny panie, jakeśmy się pobrali, tom ino wyglądał dzieci. Ale dziś to mnie strach bierze, ażebym zamiast mojego dziecka nie zobaczył gachowego. Bo przecie wiadomo, że jak wyżlica ma raz szczenięta z kundlem, to później żebyś jej dawał wyżły najlepsze, zawsze się odezwie kundel w pomiocie, widać przez zapatrzenie...<end id="e1229602241101"/><end id="e1229602177017"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4823">--- Muszę wyjść --- rzekł nagle Wokulski --- więc bądź zdrów... A przed wyjazdem wstąp jeszcze do mnie...</akap_dialog>


<akap id="e4824">Węgiełek pożegnał go bardzo serdecznie, w przedpokoju zaś rzekł do lokaja:</akap>

<akap_dialog id="e4825">--- Coś waszemu panu dolega... Zrazu tom myślał, że zdrów, choć źle wygląda; ale on, widać, nietęgi... Niech się wami Pan Bóg opiekuje!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4826">--- A widzisz, mówiłem ci, żebyś tam nie właził i dużo nie gadał --- odparł pochmurnie lokaj wypychając go do sieni.</akap_dialog>


<akap id="e4827">Po odejściu Węgiełka Wokulski wpadł w głęboką zadumę.</akap>


<akap id="e4828">,,Stali naprzeciw mego kamienia i śmieli się!... --- szepnął. --- Nawet kamień musiał zbezcześcić, niewinny kamień."</akap>


<akap id="e4829">Przez chwilę zdawało mu się, że znalazł nowy cel, chodziło tylko o wybór: czy wypalić w łeb Starskiemu wymieniwszy mu pierwej listę osób, którym zrujnował szczęście, czyli też --- zostawić go przy życiu, lecz doprowadzić do ostatecznej nędzy i upodlenia?...</akap>


<akap id="e4830">Ale wnet przyszedł rozmysł i wydało mu się rzeczą dziecinną, a nawet niesmaczną, ażeby on miał poświęcać majątek, pracę i spokojność dla zemsty nad tego rodzaju człowiekiem.</akap>


<akap id="e4831">,,Wolałbym zastanawiać się nad tępieniem myszy polnych albo karaluchów, bo one są rzeczywistą klęską, a taki Starski... licho wie, co to jest?... Zresztą niepodobna, ażeby człowiek tak ograniczony mógł być wyłączną przyczyną tylu nieszczęść. On jest tylko iskrą, która podpala już gotowe materiały..."</akap>


<akap id="e4832">Położył się na szezlongu i myślał:</akap>


<akap id="e4833">,,Mnie urządził --- dlaczego?... Miał wspólniczkę najzupełniej godną siebie, no i drugą wspólniczkę: moją głupotę. Jak można było od razu nie poznać się na tej kobiecie i zrobić ją bożyszczem dlatego tylko, że pozowała na istotę wyższą?... Urządził też Dalskiego, ale kto winien Dalskiemu, że oszalał na starość dla osoby, której wartość moralna leżała jak na półmisku... Przyczyną klęsk świata nie są Starscy ani im podobni, ale przede wszystkim głupota ich ofiar. A znowu ani Starski, ani panna Izabela, ani pani Ewelina nie spadli z księżyca, tylko wyhodowali się w pewnej sferze, epoce i wśród pewnych pojęć. Oni są jak wysypka, która sama przez się nie stanowi choroby, ale jest objawem zakażenia społecznych soków. Co się tu mścić nad nimi, po co ich tępić..."</akap>


<akap id="e4834">Tego wieczora Wokulski pierwszy raz wyszedł na ulicę i przekonał się, jak jest osłabiony. Kręciło mu się w głowie od turkotu dorożek i ruchu przechodniów, i po prostu bał się zbyt daleko odchodzić od mieszkania. Zdawało mu się, że nie dojdzie do Nowego Światu, że nie trafi z powrotem albo że mimo woli zrobi jakiś śmieszny skandal. Nade wszystko zaś lękał się spotkania znajomej twarzy.</akap>


<akap id="e4835">Wrócił zmęczony i wzburzony, ale tej nocy spał dobrze.</akap>


<akap id="e4836">W tydzień po odwiedzinach Węgiełka wpadł Ochocki. Zmężniał, opalił się i wyglądał na młodego szlachcica.</akap>

<akap_dialog id="e4837">--- A pan skąd? --- zapytał go Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4838">--- Prosto z Zasławka, gdzie siedzę prawie od dwu miesięcy --- odparł Ochocki. --- A niechże ich w końcu diabli wezmą, w jakie wpadłem awantury!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4839">--- Pan?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4840">--- Ja, ja, panie, i w dodatku bez winy. Włosy panu powstaną na głowie!...</akap_dialog>


<akap id="e4841">Zapalił papierosa i prawił:</akap>

<akap_dialog id="e4842">--- Nie wiem, czyś pan słyszał, że nieboszczka prezesowa, oprócz drobnej części, cały swój majątek zapisała na cele dobroczynne. Szpitale, domy podrzutków, szkółki, sklepy wiejskie <slowo_obce>et caetera</slowo_obce><pr><slowo_obce>et caetera</slowo_obce> (łac.) --- i tak dalej.</pr>... A książę, Dalski i ja należymy do grona wykonawców jej woli... Bardzo dobrze!... Już zaczynamy wykonywać, a raczej starać się o zatwierdzenie testamentu, gdy wtem (będzie z miesiąc) wraca z Krakowa Starski i oświadcza nam, że w imieniu pokrzywdzonej rodziny wytoczy proces o zwalenie testamentu. Naturalnie, książę ani ja nie chcemy o tym słyszeć; ale baron, którego podburzyła żona, zbuntowana przez Starskiego, otóż baron zaczyna mięknąć... Nawet z tej racji przemówiliśmy się parę razy, a książę wprost zerwał z nim stosunki...</akap_dialog>


<akap id="e4843">Tymczasem co się dzieje --- mówił Ochocki zniżając głos. --- Pewnej niedzieli baron z żoną i ze Starskim pojechali do Zasławia na spacer. Co tam zaszło?... nie wiem, dość, że rezultat jest następujący. Baron jak najenergicznej oświadczył, że testamentu obalić nie pozwoli, ale to jeszcze nic... Bo tenże baron stanowczo rozwodzi się ze swoją ubóstwianą małżonką (słyszałeś pan?...). Ale i to jeszcze nic: gdyż baron przed dziesięcioma dniami strzelał się ze Starskim i dostał kulą po wierzchu żeber... Mówię panu, jakby mu kto hakiem rozdarł skórę od prawej do lewej strony piersi... Zły stary, wrzeszczy, wymyśla, gorączkuje, ale żonie kazał natychmiast wyjechać do familii i jestem pewny, że jej nie przyjmie... To twarda sztuka!... A tak się bestia zawziął, że na łożu boleści kazał felczerowi, ażeby mu, na złość żonie, ufarbował łeb i zarost i dziś wygląda na dwudziestoletniego trupa.</akap>


<akap id="e4844">Wokulski uśmiechnął się.</akap>

<akap_dialog id="e4845">--- Z panią dobrze zrobił --- rzekł --- ale ufarbował się niepotrzebnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4846">--- No i po żebrach dostał niepotrzebnie --- wtrącił Ochocki. --- A niewiele brakowało, ażeby prześwidrował mózgownicę Starskiemu!... Kule zawsze ślepe. Mówię panu, żem przechorował ten wypadek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4847">--- I gdzież teraz jest ten bohater? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4848">--- Starski?... Dmuchnął za granicę, i nie tyle przed impertynencjami, które go zaczęły spotykać, ile przed wierzycielami. Panie! co to za majster... Przecież on ma ze sto tysięcy rubli długów.</akap_dialog>


<akap id="e4849">Nastało długie milczenie. Wokulski siedział tyłem do okna ze spuszczoną głową. Ochocki cicho pogwizdując rozmyślał.</akap>


<akap id="e4850">Nagle ocknął się i zaczął mówić jakby do siebie:</akap>

<akap_dialog id="e4851">--- Co to za dziwna plątanina --- życie ludzkie! Kto by się spodziewał, że taki cymbał Starski może zrobić tyle dobrego... I właśnie z racji, że jest cymbałem...</akap_dialog>


<akap id="e4852">Wokulski podniósł głowę i pytająco spojrzał na Ochockiego.</akap>

<akap_dialog id="e4853">--- Prawda, że dziwne?... --- ciągnął Ochocki --- a przecież tak jest. Gdyby Starski był człowiekiem przyzwoitym i nie awanturował się z młodą panią baronową, Dalski niezawodnie poparłby jego pretensje do testamentu, ba! dałby mu nawet pieniędzy na proces, gdyż zyskałaby na tym i jego żona. Ale że Starski jest cymbał, więc naraził się baronowi i... uratował zapisy. Tym sposobem nawet nie urodzone jeszcze pokolenia chłopów zasławskich powinny błogosławić Starskiego za to, że umizgał się do baronowej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4854">--- Paradoks!... --- wtrącił Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4855"><begin id="b1229602304925"/><motyw id="m1229602304925">Kobieta, Maszyna</motyw>--- Paradoks!... To są przecie fakta. A cóż pan sądzisz, czy Starski nie ma zasługi, że uwolnił barona od takiej żony?... Mówiąc między nami, to żaba, nie kobieta. Myślała tylko o strojach, zabawach i kokietowaniu, ja nawet nie wiem, czy ona co kiedy czytała, czy na co patrzyła z uwagą... Istny kawał mięsa przy kości, który udawał, że ma duszę, a miał zaledwie żołądek... Pan jej nie znałeś, pan nie wyobrażasz sobie, co to jest za automat i jak tam pod wszelkimi pozorami człowieczeństwa nie było nic ludzkiego... Że baron nareszcie poznał się na niej, toż to jakby wygrał wielki los...<end id="e1229602304925"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4856">--- Boże miłosierny! --- szepnął Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4857">--- Co pan mówi? --- zapytał Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4858">--- Nic.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4859">--- Ale ocalenie zapisów nieboszczki prezesowej i uwolnienie barona od takiej żony to dopiero cząstka zasług Starskiego...</akap_dialog>


<akap id="e4860">Wokulski przeciągnął się na krześle.</akap>

<akap_dialog id="e4861"><begin id="b1229602390522"/><motyw id="m1229602390522">Mężczyzna, Obyczaje</motyw>--- Bo wyobraź pan sobie, że ten cymbał swoimi umizgami może przyczynić się do faktu rzeczywiście doniosłego --- mówił Ochocki. --- Rzecz jest taka. Ja nieraz napomykałem Dalskiemu (i zresztą wszystkim, którzy mają pieniądze), że warto by założyć w Warszawie gabinet doświadczalny do technologii chemicznej i mechanicznej. Bo pojmujesz pan, u nas nie ma wynalazków przede wszystkim dlatego, że nie ma ich gdzie robić... Naturalnie, baron słuchał moich wywodów jednym uchem, a drugim je wypuszczał. Coś mu z tego jednak ugrzęzło w mózgu, bo dziś, kiedy Starski połaskotał go po sercu i po żebrach, mój baron, rozmyślając nad sposobami wydziedziczenia żony, gadał ze mną po całych dniach o pracowni technologicznej. A na co się to zda?... A czy ludzie istotnie zrobią się mądrzejsi i lepsi, gdyby im ufundować pracownię?... A ile by kosztowała i czy ja podjąłbym się urządzenia podobnej instytucji?... Kiedym zaś wyjeżdżał, rzeczy tak stanęły, że baron wezwał do siebie rejenta i spisali jakiś akt, który, o ile mogę wnosić z półsłówek, dotyczy właśnie pracowni. Zresztą Dalski prosił mnie, ażeby mu wskazać facetów zdolnych do dyrygowania tym interesem. No i patrz pan, czy to nie ironia losu, ażeby takie zero jak Starski, taki gatunek publicznego mężczyzny na pociechę nudzących się mężatek, ażeby ten frant był zarodkiem technologicznej pracowni!... I niechże mi teraz dowodzą, że na świecie jest coś niepotrzebnego.<end id="e1229602390522"/></akap_dialog>


<akap id="e4862">Wokulski otarł pot z twarzy, która przy białej chustce wydawała się prawie popielatą.</akap>

<akap_dialog id="e4863">--- Ale może ja pana męczę?... --- zapytał Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4864">--- Owszem, niech pan mówi... <begin id="b1229602508586"/><motyw id="m1229602508586">Cierpienie, Idealista, Kobieta, Mężczyzna</motyw>Chociaż... zdaje mi się, że pan trochę przecenia zasługi tego... pana, a już całkiem zapomina pan...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4865">--- O czym?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4866">--- O tym, że pracownia technologiczna wyrośnie z cierpień, z gruzów ludzkiego szczęścia. I nawet nie zadaje pan sobie pytania, jaką drogę przeszedł baron od miłości dla swojej żony do... pracowni technologicznej!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4867">--- A cóż mnie to obchodzi! --- zawołał Ochocki wyrzucając rękoma. --- Kupić postęp społeczny za cierpienia, choćby najokropniejsze, jednostki, to dalibóg! tanie kupno...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4868">--- A czy pan przynajmniej wiesz, jakie bywają cierpienia jednostek? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4869">--- Wiem! wiem!... Wyrywali mi przecież bez chloroformu paznokieć u nogi i jeszcze u wielkiego palca...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4870">--- Paznokieć? --- powtórzył w zamyśleniu Wokulski. --- A czy pan zna ten dawny aforyzm: ,,Niekiedy duch ludzki rozdziera się i walczy z samym sobą?..." Kto wie, czy to nie gorsze od wyrywania paznokcia, a może od zdarcia całej skóry?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4871">--- Iii... to jakaś niemęska dolegliwość! --- odparł krzywiąc się Ochocki. --- To może kobiety doświadczają czegoś podobnego przy porodach... Ale mężczyzna...</akap_dialog>


<akap id="e4872">Wokulski roześmiał się głośno.<end id="e1229602508586"/></akap>

<akap_dialog id="e4873">--- Śmiejesz się pan ze mnie?... --- ofuknął Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4874">--- Nie, tylko z barona... A pan dlaczego nie podjąłeś się zorganizować pracowni technologicznej?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4875">--- Dajże mi pan spokój! Wolę pojechać do gotowej pracowni, a nie dopiero tworzyć nową, z której bym nie doczekał się owoców i sam zmarniał. Na to trzeba mieć zdolności administracyjne i pedagogiczne, a już bynajmniej nie myśleć o machinach latających...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4876">--- Więc?... --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4877">--- Jakie więc?... <begin id="b1229602675965"/><motyw id="m1229602675965">Kobieta, Nauka, Pozycja społeczna, Warszawa</motyw>Bylem odebrał mój kapitalik, jaki jeszcze mam na hipotece, a o który od trzech lat nie mogę się doprosić, zmykam za granicę i na serio biorę się do roboty. Tutaj można nie tylko rozpróżniaczyć się, ale zgłupieć i skwaśnieć...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4878">--- Pracować wszędzie można.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4879">--- Facecje!... --- odparł Ochocki. --- Bo nawet, pominąwszy brak pracowni, tu przede wszystkim nie ma naukowego klimatu. Tu jest miasto karierowiczów, między którymi istotny badacz uchodzi za gbura albo wariata. Ludzie uczą się nie dla wiedzy, ale dla posady; a posadę i rozgłos zdobywają przez stosunki, przez baby, przez rauty, czy ja wiem wreszcie przez co!... Skąpałem się w tej sadzawce. Znam prawdziwie uczonych, nawet ludzi z geniuszem, którzy nagle zatrzymani w swym rozwoju wzięli się do dawania lekcyj albo do pisania artykułów popularnych, których nikt nie czyta, a choćby czytał, nie rozumie. Rozmawiałem z wielkimi przemysłowcami myśląc, że skłonię ich do popierania nauki, choćby dla praktycznych wynalazków. I wiesz pan, com poznał?... Oto oni mają takie wyobrażenie o nauce jak gęsi o logarytmach. A wiesz pan, jakie wynalazki zainteresowałyby ich?... Tylko dwa: jeden, który by wpłynął na zwiększenie dywidend, a drugi, który by nauczył ich pisać takie kontrakty obstalunkowe, żeby na nich można było okpić kundmana bądź na cenie, bądź na towarze. Przecież oni, dopóki myśleli, że pan zrobisz szwindel na tej spółce do handlu z cesarstwem, nazywali pana geniuszem; a dziś mówią, że pan masz rozmiękczenie mózgu, ponieważ dałeś swoim wspólnikom o trzy procent więcej, aniżeli obiecałeś.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4880">--- Wiem o tym --- odparł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4881">--- No, więc spróbujże pan między takimi ludźmi pracować dla nauki. Zdechniesz z głodu albo zidiociejesz!... Ale za to jeżeli będziesz pan umiał tańczyć, grać na jakim instrumencie, występować w teatrze amatorskim, a nade wszystko bawić damy, aaa... to zrobisz pan karierę. Natychmiast ogłoszą pana za znakomitość i zajmiesz takie stanowisko, na którym dochody dziesięć razy przeniosą wartość pańskiej pracy. Rauty i damy, damy i rauty!... A ponieważ ja nie jestem lokajem, ażebym miał fatygować się na rautach, a damy uważam za bardzo pożyteczne, ale tylko do rodzenia dzieci, więc umknę stąd, chociażby do Zurychu.<end id="e1229602675965"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4882">--- A do Geista nie pojechałbyś pan? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e4883">Ochocki zamyślił się.</akap>

<akap_dialog id="e4884">--- Tam trzeba setek tysięcy rubli, których ja nie mam --- odparł. --- Zresztą, choćbym je miał, musiałbym pierwej przekonać się, co to jest naprawdę?... Bo owe zmniejszanie ciężaru gatunkowego ciał wygląda mi na bajkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4885">--- Przecież pokazywałem panu blaszkę --- rzekł Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4886">--- Aha, prawda... Niech no ją pan pokaże!... --- zawołał Ochocki.</akap_dialog>


<akap id="e4887">Wokulskiemu wystąpił na twarz chorobliwy rumieniec i szybko zniknął.</akap>

<akap_dialog id="e4888">--- Już jej nie mam!... --- rzekł stłumionym głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4889">--- Cóż się z nią stało? --- zdziwił się Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4890">--- Mniejsza!... Przypuść pan, że upadła gdzieś w kanał... Ale czy do Geista pojechałbyś pan mając na przykład pieniądze?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4891">--- Owszem, pojechałbym, ale najpierwej dla sprawdzenia faktu. Bo to, co ja wiem o materiałach chemicznych, wybacz pan, ale nie godzi się z teorią zmienności ciężarów gatunkowych poza pewną granicą.</akap_dialog>


<akap id="e4892">Obaj umilkli, a wkrótce Ochocki opuścił Wokulskiego. Wizyta Ochockiego zbudziła w Wokulskim nowy prąd myśli.</akap>


<akap id="e4893">Poczuł nie tylko chęć, ale żądzę przypomnienia sobie doświadczeń chemicznych i tego samego dnia wybiegł na miasto, ażeby kupić retort, rurek, epruwetek<pr><slowo_obce>epruwetka</slowo_obce> --- probówka.</pr> tudzież rozmaitych preparatów.</akap>


<akap id="e4894">Pod wpływem tej myśli wyszedł śmiało na ulicę, nawet wsiadł w dorożkę; na ludzi patrzył obojętnie i nie doznawał przykrości widząc, że jedni ciekawie przypatrują mu się, inni go nie poznają, a inni nawet uśmiechają się złośliwie na jego widok.</akap>


<akap id="e4895">Ale już w magazynie szkieł, a jeszcze bardziej w składzie materiałów aptecznych przyszło mu na myśl, jak dalece osłabła w nim nie tylko energia, ale wprost ludzka samodzielność, jeżeli rozmowa z Ochockim przypomniała mu chemię, którą nie zajmował się od kilku lat!...</akap>


<akap id="e4896">,,Wszystko jedno --- mruknął --- jeżeli mi to czas zapełni."</akap>


<akap id="e4897">Na drugi dzień zakupił wagę precyzyjną i kilka bardziej skomplikowanych narzędzi i wziął się do roboty jak uczeń, który dopiero zaczyna studia.</akap>


<akap id="e4898">Na początek otrzymał wodór, co przypomniało mu czasy akademickie, kiedy to wyrabiało się wodór we flaszce owiniętej ręcznikiem, przy pomocy puszek od szuwaksu. Jakie to były szczęśliwe czasy!... Potem przyszły mu na myśl balony jego pomysłu, a potem Geist, który utrzymywał, że chemia związków wodoru zmieni dzieje ludzkości...</akap>


<akap id="e4899">,,No, a gdybym tak ja za parę lat trafił na ów metal, którego Geist poszukuje? --- rzekł do siebie. --- Geist twierdzi, że odkrycie zależy od wypróbowania kilku tysięcy kombinacji; jest to więc loteria, a ja mam szczęście... Gdybym zaś znalazł taki metal, co wówczas powiedziałaby panna Izabela?..."</akap>


<akap id="e4900">Gniew zakipiał w nim na to wspomnienie.</akap>


<akap id="e4901">,,Ach --- szepnął --- chciałbym być sławnym i potężnym, ażebym mógł jej dowieść, jak nią gardzę..."</akap>


<akap id="e4902">Potem przyszło mu na myśl, że pogarda nie objawia się ani gniewem, ani chęcią upokorzenia kogoś, i znowu zabrał się do roboty.</akap>


<akap id="e4903">Elementarne doświadczenia z wodorem sprawiały mu najwięcej przyjemności, toteż powtarzał je najczęściej.</akap>


<akap id="e4904">Jednego dnia zrobił sobie harmonijkę fizyczną<pr><slowo_obce>harmonijka fizyczna</slowo_obce> --- mowa tu raczej o harmonijce chemicznej (płomień wodoru w rurce powodujący dźwięki).</pr> i tak głośno na niej wygrywał, że nazajutrz odwiedził go sam właściciel domu zapytując z całą uprzejmością, czy nie zgodziłby się na odstąpienie swojego mieszkania od kwartału?</akap>

<akap_dialog id="e4905">--- A ma pan kandydata? --- spytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4906">--- To jest... tak jakby... Prawie mam --- odpowiedział zakłopotany gospodarz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4907">--- W takim razie odstąpię.</akap_dialog>


<akap id="e4908">Gospodarz trochę się zdziwił gotowości Wokulskiego, ale pożegnał go bardzo zadowolony. Wokulski śmiał się.</akap>


<akap id="e4909">,,Oczywiście --- myślał --- uważa mnie za bzika albo za bankruta... Tym lepiej!... Prawdę bowiem powiedziawszy, mogę doskonale mieszkać w dwu pokojach zamiast ośmiu."</akap>


<akap id="e4910">Potem przychodziły chwile, że nie wiadomo dlaczego żałował pośpiechu w odstąpieniu mieszkania. Ale wówczas przypomniał sobie barona i Węgiełka.</akap>


<akap id="e4911">,,Baron --- mówił --- rozwodzi się z żoną, która romansowała z innym; Węgiełek stracił serce do swojej dlatego tylko, że na własne oczy zobaczył jednego z jej gachów... Cóż bym więc ja powinien zrobić?..."</akap>


<akap id="e4912">I znowu zabierał się do analiz, z przyjemnością widząc, że nie bardzo stracił wprawę.</akap>


<akap id="e4913">Zajęcia te wybornie go pochłaniały. Niekiedy przez kilka godzin z rzędu nie myślał o pannie Izabeli, a wtedy czuł, że jego zmęczony mózg naprawdę wypoczywa. Nawet przygasła w nim obawa ludzi i ulic, i zaczął coraz częściej wychodzić na miasto.</akap>


<akap id="e4914">Jednego dnia pojechał aż do Łazienek; zrobił więcej, gdyż spojrzał w aleję, po której niegdyś spacerował z panną Izabelą. Wtem zwabione przez kogoś łabędzie rozpuściły skrzydła i uderzając nimi o wodę przyleciały do brzegu. Zwykły ten widok straszne zrobił wrażenie na Wokulskim: przypomniał mu odjazd panny Izabeli z Zasławka... Jak szalony uciekł z parku, wpadł do dorożki i z zamkniętymi oczyma zajechał do domu.</akap>


<akap id="e4915">Tego dnia nie zajmował się niczym, a w nocy miał dziwny sen.</akap>


<akap id="e4916">Śniło mu się, że stanęła przed nim panna Izabela i ze łzami w oczach zapytywała go: czemu ją porzucił?... Wszakże owa podróż do Skierniewic, rozmowa ze Starskim i jego umizgi były tylko snem. Wszakże jemu się to tylko śniło...</akap>


<akap id="e4917">Wokulski zerwał się z pościeli i zapalił światło.</akap>


<akap id="e4918">,,Co tu jest snem?... --- pytał się. --- Czy podróż do Skierniewic, czy jej żal i wyrzuty?..."</akap>


<akap id="e4919">Do rana nie mógł zasnąć, trapiły go kwestie i wątpliwości największej wagi.</akap>


<akap id="e4920">,,Czy osoby, siedzące w słabo oświetlonym wagonie, mogły odbić się w szybie --- myślał --- i czy to, co widziałem wówczas, nie było halucynacją?... Czy posiadam w tym stopniu język angielski, ażebym nie mógł przesłyszeć się co do znaczenia niektórych wyrazów?... Jak ja wyglądam wobec niej, jeżelim zrobił tak straszny afront bez powodu?... Przecież kuzyni, i jeszcze znający się od dziecka, mogą prowadzić nawet dość drastyczne rozmowy nie zdradzając niczyjego zaufania?...</akap>


<akap id="e4921">Co ja zrobiłem, nieszczęśliwy, jeżelim się omylił tylko pod wpływem nieusprawiedliwionej zazdrości!... Wszakże ten Starski kochał się w baronowej, panna Izabela wiedziała o tym i już chyba nie miałaby wstydu romansując z cudzym kochankiem..."</akap>


<akap id="e4922">Potem przypomniał sobie swoje życie obecne, tak puste, tak okropnie puste!... Zerwał z dotychczasowymi zajęciami, zerwał z ludźmi i już nie miał przed sobą nic, no --- nic. Co dalej pocznie?... Czy ma czytać fantastyczne książki? Czy robić bezcelowe doświadczenia? Czy jechać gdzie? Czy ożenić się ze Stawską?... Ależ cokolwiek z tego wybierze, gdziekolwiek pójdzie, nigdy nie pozbędzie się ani żalu, ani uczucia samotności!</akap>


<akap id="e4923">,,No, a baron?... --- rzekł do siebie. --- Ożenił się ze swoją panną Eweliną i co?... Myśli dziś o założeniu pracowni technologicznej, on, który może nawet nie rozumie, co znaczy technologia..."</akap>


<akap id="e4924">Dzień i kąpiel pod prysznicem nadała znowu inny kierunek myślom Wokulskiego.</akap>


<akap id="e4925"><begin id="b1229602837691"/><motyw id="m1229602837691">Bogactwo, Lud</motyw>,,Mam, co najmniej, trzydzieści do czterdziestu tysięcy rubli rocznie; wydam na siebie dwa do trzech tysięcy, cóż zrobię z resztą, co z majątkiem, który mnie wprost przytłacza?... Za taką sumę mógłbym ustalić byt tysiącowi rodzin; ale co mi z tego, jeżeli jedne z nich będą nieszczęśliwymi jak Węgiełek, a inne odwdzięczą mi się tak jak dróżnik Wysocki?..."<end id="e1229602837691"/></akap>


<akap id="e4926">Znowu przypomniał sobie Geista i jego tajemniczy warsztat, w którym wykluwał się zarodek nowej cywilizacji. Tam włożony majątek i praca opłaciłaby się milion milionów razy. Tam był i cel kolosalny, i sposób zapełnienia czasu, a w perspektywie sława i potęga, jakiej nie widziano na świecie... Pancerniki unoszące się w powietrzu!... czy mogło być coś niezmierniejszego w skutkach?...</akap>


<akap id="e4927">,,A jeżeli nie ja znajdę ów metal, tylko ktoś inny, co jest bardzo prawdopodobne?..." --- pytał sam siebie.</akap>


<akap id="e4928">,,No to i cóż? --- odpowiadał. --- W najgorszym razie należałbym do tych kilku, którzy wynalazek posunęli naprzód. Taka sprawa warta przecie ofiary z bezużytecznego majątku i bezcelowego życia. Więc lepiej tu zmarnować się w czterech ścianach albo zgłupieć przy preferansie aniżeli tam sięgać po bezprzykładną chwałę?..."</akap>


<akap id="e4929">Stopniowo w duszy Wokulskiego coraz wyraźniej począł zarysowywać się jakiś zamiar; lecz im dokładniej pojmował go, im więcej odkrywał w nim zalet, tym lepiej czuł, że do wykonania brakuje mu energii, a nawet pobudki.</akap>


<akap id="e4930">Wola jego była zupełnie sparaliżowana; ocucić ją mogło tylko silne wstrząśnienie. Tymczasem wstrząśnienie nie przychodziło, a codzienny bieg wypadków pogrążał Wokulskiego w coraz głębszej apatii.</akap>


<akap id="e4931">,,Już nie ginę, ale gniję" --- mówił do siebie.</akap>


<akap id="e4932">Rzecki, który odwiedzał go coraz rzadziej, patrzył na niego z przerażeniem.</akap>

<akap_dialog id="e4933">--- Źle robisz, Stachu --- odzywał się nieraz. --- Źle, źle, źle!... Lepiej nie żyć aniżeli tak żyć...</akap_dialog>


<akap id="e4934">Pewnego dnia służący oddał Wokulskiemu list zaadresowany kobiecą ręką.</akap>


<akap id="e4935">Otworzył go i przeczytał:</akap>


<akap id="e4936">,,Muszę się z panem widzieć, czekam dziś o trzeciej po południu.</akap>


<akap id="e4937">Wąsowska"<extra>podpis listu z wyrównaniem do prawej strony</extra></akap>


<akap id="e4938">,,Czego ona może chcieć ode mnie?..." --- zapytał zdumiony.</akap>


<akap id="e4939">Ale przed trzecią pojechał.</akap>


<akap id="e4940">Punkt o trzeciej Wokulski znalazł się w przedpokoju Wąsowskiej. Lokaj, nawet nie pytając, kim jest, otworzył drzwi do salonu, po którym szybkimi krokami spacerowała piękna wdowa.</akap>


<akap id="e4941">Była w ciemnej sukni, doskonale uwydatniającej jej posągową figurę; rude włosy, jak zwykle, były zebrane w ogromny węzeł, ale zamiast szpilki tkwił w nich wąski sztylecik ze złotą rękojeścią.</akap>


<akap id="e4942">Na jej widok ogarnęło Wokulskiego osobliwe uczucie radości i rozrzewnienia; podbiegł do niej i gorąco ucałował jej rękę.</akap>

<akap_dialog id="e4943">--- Nie powinna bym mówić z panem!... --- rzekła pani Wąsowska wydzierając mu rękę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4944">--- W takim razie po cóż mnie pani wezwała? --- odparł zdziwiony. Zdawało mu się, że go na wstępie oblano zimną wodą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4945">--- Niech pan siada.</akap_dialog>


<akap id="e4946">Wokulski siadł milcząc; pani Wąsowska wciąż chodziła po salonie.</akap>

<akap_dialog id="e4947">--- Doskonale się pan popisuje, nie ma co mówić!... --- zaczęła po chwili wzburzonym głosem. --- Naraził pan osobę z towarzystwa na plotki, jej ojca na chorobę, całą rodzinę na przykrości... Zamyka się pan po parę miesięcy w domu, robi pan zawód kilkunastu ludziom, którzy mu nieograniczenie ufali, a potem nawet poczciwy książę wszystkie pańskie dziwactwa nazywa ,,przyczynkiem do działalności kobiet..." Winszuję panu... Gdybyż to jeszcze zrobił jaki student...</akap_dialog>


<akap id="e4948">Nagle umilkła... Wokulski był strasznie zmieniony.</akap>

<akap_dialog id="e4949">--- Ach, cóż znowu, przecież mi pan chyba nie zemdlejesz?... --- rzekła przestraszona. --- Dam panu wody albo wina...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4950">--- Dziękuję pani --- odparł. Jego twarz bardzo szybko odzyskała naturalną barwę i spokojny wyraz. --- Widzi pani, że naprawdę nie jestem zdrów.</akap_dialog>


<akap id="e4951">Pani Wąsowska zaczęła mu się pilnie przypatrywać.</akap>

<akap_dialog id="e4952">--- Tak --- mówiła --- trochę pan zeszczuplał, ale z tą brodą jest panu wcale nieźle. Nie powinien pan jej golić... Wygląda pan interesująco...</akap_dialog>


<akap id="e4953">Wokulski rumienił się jak dzieciak. Słuchał pani Wąsowskiej i dziwił się czując, że jest wobec niej nieśmiały, prawie zawstydzony.</akap>


<akap id="e4954">,,Co się ze mną dzieje?" --- pomyślał.</akap>

<akap_dialog id="e4955">--- W każdym razie powinien pan zaraz wyjechać na wieś --- ciągnęła dalej. --- Kto słyszał siedzieć w mieście na początku sierpnia?... O, basta, mój panie!... Pojutrze zabieram pana do siebie, bo inaczej cień nieboszczki prezesowej nie dałby mi spokoju... Od dzisiejszego dnia przychodzi pan do mnie na obiady i kolacje; po obiedzie jedziemy na spacer, a pojutrze... bądź zdrowa, Warszawo!... Dosyć tego...</akap_dialog>


<akap id="e4956">Wokulski był tak zahukany, że nie umiał zdobyć się na odpowiedź. Nie wiedział, co zrobić z rękoma, i czuł, że na twarz biją mu ognie.</akap>


<akap id="e4957">Zadzwoniła. Wszedł lokaj.</akap>

<akap_dialog id="e4958">--- Proszę podać wina --- rzekła pani Wąsowska. --- Wiesz, tego maślacza<pr><slowo_obce>maślacz</slowo_obce> --- gatunek słodkiego wina węgierskiego.</pr>... Panie Wokulski, niech pan zapali papierosa.</akap_dialog>


<akap id="e4959">Wokulski natychmiast zapalił papierosa modląc się w duszy, żeby mógł zapanować nad drżeniem rąk. Lokaj przyniósł wino i dwa kieliszki; pani Wąsowska nalała oba.</akap>

<akap_dialog id="e4960">--- Pij pan --- rzekła.</akap_dialog>


<akap id="e4961">Wokulski wypił duszkiem.</akap>

<akap_dialog id="e4962">--- O tak, to lubię!... Za pańskie zdrowie! --- dodała pijąc. --- A teraz musi pan wypić za moje...</akap_dialog>


<akap id="e4963">Wokulski wypił drugi kieliszek.</akap>

<akap_dialog id="e4964">--- A teraz wypije pan za spełnienie moich zamiarów... Proszę... proszę... tylko natychmiast...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4965">--- Za pozwoleniem pani --- odparł --- ale ja nie chcę upić się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4966">--- Więc pan nie życzy mi spełnienia zamiarów?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4967">--- Owszem, ale muszę je pierwej poznać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4968">--- Doprawdy?... --- zawołała pani Wąsowska. --- A to coś zupełnie nowego... Dobrze, niech pan nie pije.</akap_dialog>


<akap id="e4969">Zaczęła patrzeć w okno uderzając nogą w podłogę. Wokulski zamyślił się. Milczenie trwało parę minut, nareszcie przerwała je pani.</akap>

<akap_dialog id="e4970"><begin id="b1229603051046"/><motyw id="m1229603051046">Kobieta, Mąż, Mężczyzna, Żona</motyw>--- Słyszałeś pan, co zrobił baron?... Jak się to panu podoba?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4971">--- Dobrze zrobił --- odparł Wokulski już zupełnie spokojnym tonem.</akap_dialog>


<akap id="e4972">Pani Wąsowska zerwała się z fotelu.</akap>

<akap_dialog id="e4973">--- Co?!... --- zawołała. --- Pan bronisz człowieka, który okrył hańbą kobietę?... Brutala, egoistę, który dla dogodzenia zemście nie cofnął się przed najniższymi środkami...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4974">--- Cóż on zrobił?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4975">--- Ach, więc pan nic nie wiesz... Wyobraź pan sobie, że zażądał rozwodu z żoną i ażeby skandal zrobić jeszcze głośniejszym, strzelał się ze Starskim...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4976">--- To prawda --- rzekł Wokulski po namyśle. --- Bo przecież, nie mówiąc nikomu, mógł był tylko sobie w łeb strzelić zapisawszy pierwej żonie majątek.</akap_dialog>


<akap id="e4977">Pani Wąsowska wybuchnęła gniewem.</akap>

<akap_dialog id="e4978">--- Z pewnością --- rzekła --- tak by zrobił każdy mężczyzna mający iskrę szlachetności i poczucia honoru... Wolałby się sam zabić aniżeli ciągnąć pod pręgierz biedną kobietę, słabą istotę, nad którą tak łatwa jest zemsta, kiedy się ma za sobą majątek, stanowisko i przesądy publiczne!... Ale po panu nie spodziewałam się tego... Cha! cha! cha!... I to jest ten nowy człowiek, ten bohater, który cierpi i milczy... O, wy wszyscy jesteście jednakowi!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4979">--- Przepraszam, ale... o co właściwie ma pani pretensję do barona?</akap_dialog>


<akap id="e4980">Z oczu pani Wąsowskiej posypały się błyskawice.</akap>

<akap_dialog id="e4981">--- Kochał baron Ewelinę czy nie?... --- zapytała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4982">--- Wariował za nią!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4983">--- Otóż nieprawda, on udawał, że ją kocha, kłamał, że ubóstwia... Ale przy najpierwszej sposobności dowiódł, że nawet nie traktował jej jak równego sobie człowieka, ale jak niewolnicę, której za chwilę słabości można założyć powróz na szyję, wyciągnąć na rynek, okryć sromotą... O, wy panowie świata, obłudnicy!... Dopóki was zaślepia zwierzęcy instynkt, włóczycie się u nóg, gotowiście spełnić podłość, kłamiecie: ty najdroższa... ty ubóstwiana... za ciebie oddałbym życie... Kiedy zaś biedna ofiara uwierzy waszym krzywoprzysięstwom, zaczynacie się nudzić, a jeżeli i w niej odezwie się ludzka, ułomna natura, depczecie ją nogami... Ach, jakie to oburzające, jakie to nikczemne... Czy mi pan co nareszcie odpowiesz?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4984"><begin id="b1229603170066"/><motyw id="m1229603170066">Flirt</motyw>--- Czy pani baronowa nie romansowała z panem Starskim? --- zapytał Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4985">--- O!... zaraz romansowała. Flirtowała go, zresztą miała do niego feblik<pr><slowo_obce>feblik</slowo_obce> --- słabość, skłonność.</pr>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4986">--- Feblik?... Nie znałem tego wyrazu. Więc jeżeli miała feblik do Starskiego, to po cóż wyszła za barona?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4987">--- Bo ją o to błagał na klęczkach... groził, że odbierze sobie życie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4988">--- Przepraszam, ale... Czy on ją błagał tylko o to, ażeby raczyła przyjąć jego nazwisko i majątek, czy też i o to, ażeby nie miała feblika do innych mężczyzn?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4989">--- A wy?... a mężczyźni?... co wyrabiacie przed ślubem i po ślubie?... Więc kobieta...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4990"><begin id="b1229603282377"/><motyw id="m1229603282377">Anioł, Zwierzęta</motyw>--- Proszę pani, nam jeszcze kiedy jesteśmy dziećmi, tłomaczą, żeśmy zwierzęta i że jedynym sposobem uczłowieczenia się jest miłość dla kobiety, której szlachetność, niewinność i wierność trochę powściągają świat od zupełnego zbydlęcenia. No, i my wierzymy w tę szlachetność, niewinność et caetera, ubóstwiamy ją, padamy przed nią na kolana...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4991">--- I słusznie, bo jesteście daleko mniej warci od kobiet.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4992">--- Uznajemy to na tysiące sposobów i twierdzimy, że wprawdzie mężczyzna tworzy cywilizację, ale dopiero kobieta uświęca ją i wyciska na niej idealniejsze piętno... Jeżeli jednak kobiety mają nas naśladować pod względem owej zwierzęcości, to niby czymże będą lepsze od nas, a nade wszystko: za co mamy je ubóstwiać?...<end id="e1229603282377"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4993">--- Za miłość.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4994">--- I to piękna rzecz! Ale jeżeli pan Starski otrzymuje miłość za swoje wąsiki i spojrzenia, to znowu inny pan nie ma racji dawać za nią nazwiska, majątku i swobody.<end id="e1229603170066"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e4995">--- Ja pana coraz mniej rozumiem --- rzekła pani Wąsowska. --- Uznajesz pan, że kobiety są równe mężczyznom czy nie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4996">--- W sumie są równe, w szczegółach nie! Umysłem i pracą przeciętna kobieta jest niższą od mężczyzny; ale obyczajami i uczuciem ma być od niego o tyle wyższą, że kompensuje tamte nierówności. Przynajmniej tak nam to ciągle mówią, my w to wierzymy i pomimo wielu niższości kobiet stawiamy je wyżej od nas... Jeżeli zaś pani baronowa zrzekła się swoich zalet, a że się ich od dawna zrzekła, tośmy widzieli wszyscy, więc nie może dziwić się, że straciła i przywileje. Mąż pozbył się jej jako nieuczciwego wspólnika.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4997">--- Ależ baron to niedołężny starzec!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4998">--- Po cóż za niego wyszła, po co nawet słuchała jego miłosnych paroksyzmów?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e4999"><begin id="b1229603230728"/><motyw id="m1229603230728">Handel, Niewola</motyw>--- Więc pan nie pojmujesz tego, że kobieta może być zmuszoną do sprzedania się?... --- zapytała pani Wąsowska blednąc i rumieniąc się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5000">--- Pojmuję, pani, bo... ja sam kiedyś sprzedałem się, tylko nie dla zyskania majątku, ale z nędzy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5001">--- Cóż dalej?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5002">--- Ale żona moja przede wszystkim z góry nie posądzała mnie o niewinność, a ja jej, co prawda, nie obiecywałem miłości. Byłem bardzo lichym mężem, ale za to, jak człowiek kupiony, byłem najlepszym subiektem i najwierniejszym jej sługą. Chodziłem z nią po kościołach, koncertach, teatrach, bawiłem jej gości i faktycznie potroiłem dochody ze sklepu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5003">--- I nie miałeś pan kochanek?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5004">--- Nie, pani. Tak gorzko odczuwałem moją niewolę, żem po prostu nie śmiał patrzeć na inne kobiety. Niech więc pani przyzna, że mam prawo być surowym sędzią pani baronowej, która sprzedając się wiedziała, że nie kupowano od niej... jej pracy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5005">--- Okropność! --- szepnęła pani Wąsowska patrząc w ziemię.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5006">--- Tak, pani. Handel ludźmi jest rzeczą okropną, a jeszcze okropniejszą handel samym sobą. Ale dopiero transakcje zawierane w złej wierze są rzeczą haniebną.<end id="e1229603230728"/> Gdy się taka sprawa wykryje, następstwa muszą być bardzo przykre dla strony zdemaskowanej.<end id="e1229603051046"/></akap_dialog>


<akap id="e5007">Jakiś czas oboje siedzieli milcząc. Pani Wąsowska była zirytowana, Wokulski sposępniał.</akap>

<akap_dialog id="e5008">--- Nie!... --- zawołała nagle --- ja muszę z pana wydobyć zdanie stanowcze...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5009">--- O czym?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5010">--- O różnych kwestiach, na które mi pan odpowie jasno i wyraźnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5011">--- Czy to ma być egzamin?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5012">--- Coś na kształt tego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5013">--- Słucham panią.</akap_dialog>


<akap id="e5014">Można było myśleć, że się waha; przemogła się jednak i zapytała:</akap>

<akap_dialog id="e5015"><begin id="b1229603606377"/><motyw id="m1229603606377">Fałsz, Flirt, Honor, Interes, Kobieta, Mężczyzna, Pozory</motyw>--- Więc utrzymuje pan, że baron miał prawo odepchnąć i zniesławić kobietę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5016">--- Która go oszukała?... Miał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5017">--- Co pan nazywa oszustwem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5018">--- Przyjmowanie uwielbień barona pomimo feblika, jak pani mówi, do pana Starskiego.</akap_dialog>


<akap id="e5019">Pani Wąsowska przygryzła usta.</akap>

<akap_dialog id="e5020">--- A baron ile miał takich feblików?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5021">--- Zapewne tyle, na ile mu starczyło ochoty i okazji --- odparł Wokulski. --- Ale baron nie pozował na niewinność, nie nosił tytułu specjalisty od czystości obyczajów, nie był za to otaczany hołdami... Gdyby baron zdobył czyjeś serce twierdząc, że nigdy nie miał kochanek, a miał je, byłby także oszustem. Co prawda, nie tego w nim szukano.</akap_dialog>


<akap id="e5022">Pani Wąsowska uśmiechnęła się.</akap>

<akap_dialog id="e5023">--- Wyborny pan jesteś!... A któraż kobieta twierdzi czy zapewnia was, że nie miała kochanków?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5024">--- Ach, więc pani ich miała...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5025">--- Mój panie!... --- wybuchnęła wdówka zrywając się.</akap_dialog>


<akap id="e5026">Wnet jednak opamiętała się i rzekła chłodno:</akap>

<akap_dialog id="e5027">--- Zastrzegam sobie u pana niejaką względność w wyborze argumentów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5028">--- Na co to?... Przecież oboje mamy równe prawa, a ja wcale się nie obrażę, jeżeli pani zapyta mnie o liczbę moich kochanek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5029">--- Nie ciekawam.</akap_dialog>


<akap id="e5030">Zaczęła chodzić po salonie. W Wokulskim zadrgał gniew, ale go opanował.</akap>

<akap_dialog id="e5031">--- Tak, przyznaję panu --- mówiła --- że nie jestem wolną od przesądów. No, ale ja jestem tylko kobietą, mam mózg lżejszy, jak utrzymują wasi antropologowie; zresztą jestem spętana stosunkami, nałogami i Bóg wie czym!... Gdybym, jednak była rozumnym mężczyzną jak pan i wierzyła w postęp jak pan, umiałabym otrząsnąć się z tych naleciałości, a choćby tylko uznać, że prędzej lub później kobiety muszą być równouprawnione.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5032">--- Niby pod względem tych feblików?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5033">--- Niby... niby... --- przedrzeźniała go. --- Właśnie mówię o tych feblikach...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5034">--- O!... to po cóż mamy czekać na wątpliwe rezultaty postępu? Już dziś jest bardzo wiele kobiet równouprawnionych pod tym względem. Tworzą nawet potężne stronnictwo, nazywające się kokotami... Ale dziwna rzecz: posiadając względy mężczyzn, panie te nie cieszą się życzliwością kobiet...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5035">--- Z panem nie można rozmawiać, panie Wokulski --- upomniała go wdówka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5036">--- Nie można ze mną rozmawiać o równouprawnieniu kobiet?</akap_dialog>


<akap id="e5037">Pani Wąsowskiej zapłonęły oczy i krew uderzyła na twarz. Usiadła gwałtownie na fotelu i uderzywszy ręką w stół, zawołała:</akap>

<akap_dialog id="e5038">--- Dobrze!... otóż wytrzymam pański cynizm i będę mówiła nawet o kokotach... Dowiedzże się pan, że trzeba mieć bardzo niski charakter, ażeby zestawiać te damy, które sprzedają się za pieniądze, z kobietami uczciwymi i szlachetnymi, które oddają się z miłości...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5039">--- Ciągle pozując na niewinność...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5040">--- Chociażby.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5041">--- I po kolei oszukując naiwnych, którzy temu wierzą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5042">--- A co im szkodzi oszustwo?... --- zapytała, zuchwale patrząc mu w oczy.</akap_dialog>


<akap id="e5043">Wokulski zaciął zęby, ale opanował się i mówił spokojnie:</akap>

<akap_dialog id="e5044">--- Proszę pani, co by też powiedzieli o mnie moi wspólnicy, gdybym ja zamiast sześciukroć stu tysięcy rubli majątku, jak to ogłoszono, miał sześć tysięcy i nie protestował przeciw pogłoskom?... Chodzi przecież tylko o dwa zera...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5045">--- Wyłączmy kwestie pieniężne --- przerwała pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5046">--- Aha!... A więc co sama pani powiedziałaby o mnie, gdybym ja na przykład nazywał się nie Wokulski, ale --- Wolkuski i za pomocą tak małego przestawienia liter zdobył życzliwość nieboszczki prezesowej, wcisnął się do jej domu i tam miał honor poznać panią?... Jak by pani nazwała ten sposób robienia znajomości i pozyskiwania ludzkich względów?...</akap_dialog>


<akap id="e5047">Na ruchliwej twarzy pani Wąsowskiej odmalowało się uczucie wstrętu.</akap>

<akap_dialog id="e5048">--- Jakiż to znowu ma związek ze sprawą barona i jego żony?... --- odparła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5049">--- Ma, proszę pani, ten związek, że na świecie nie wolno przywłaszczać sobie tytułów. Kokota może być zresztą użyteczną kobietą i nikt nie ma prawa robić jej wymówek za specjalność; ale kokota maskująca się pozorami tak zwanej nieskazitelności jest oszustką. A za to już można robić wymówki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5050">--- Okropność!... --- wybuchnęła pani Wąsowska. --- Ale mniejsza... Powiedz mi pan jednak, co świat traci na podobnej mistyfikacji?...</akap_dialog>


<akap id="e5051">Wokulskiemu zaczęło szumieć w uszach.</akap>

<akap_dialog id="e5052">--- Świat niekiedy zyskuje, jeżeli jakiś naiwny prostak wpada w obłęd zwany miłością idealną i za cenę największych niebezpieczeństw zdobywa majątek, aby go złożyć u stóp swego ideału... Ale świat czasem traci, jeżeli ten wariat odkrywszy mistyfikację upada złamany, do niczego niezdolny... Albo... nie rozporządziwszy majątkiem rzuca się... To jest: strzela się z panem Starskim i dostaje kulą po żebrach... Świat traci, pani, jedno zabite szczęście, jeden zwichnięty umysł, a może i człowieka, który mógł coś zrobić...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5053">--- Ten człowiek sam sobie winien...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5054">--- Ma pani rację: byłby winien, gdyby spostrzegłszy się nie postąpił jak baron i nie zerwał ze swoim ogłupieniem i hańbą...<end id="e1229603606377"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e5055"><begin id="b1229603784585"/><motyw id="m1229603784585">Kobieta, Mężczyzna, Przemoc, Walka</motyw>--- Krótko mówiąc --- rzekła pani Wąsowska --- mężczyźni nie zrzekną się dobrowolnie swoich dzikich przywilejów wobec kobiet...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5056">--- To jest: nie uznają przywileju zwodzenia...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5057">--- Kto zaś odrzuca układy --- mówiła z uniesieniem --- ten rozpoczyna walkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5058">--- Walkę?... --- powtórzył śmiejąc się Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5059">--- Tak, walkę, w której strona silniejsza zwycięży... A kto silniejszy, to dopiero zobaczymy!... --- zawołała potrząsając ręką.</akap_dialog>


<akap id="e5060">W tej chwili stała się rzecz dziwna. Wokulski nagle schwycił panią Wąsowska za obie ręce i umieścił je między trzema palcami swojej.</akap>

<akap_dialog id="e5061">--- Cóż to znaczy?... --- zapytała blednąc.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5062">--- Próbujemy, kto silniejszy --- odparł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5063">--- No... już dosyć żartów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5064">--- Nie, pani, to nie są żarty... To tylko mały dowód, że z panią, jako reprezentantką walki, mogę zrobić, co mi się podoba. Tak czy nie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5065">--- Puść mnie pan --- zawołała szarpiąc się --- bo zawołam na służbę...</akap_dialog>


<akap id="e5066">Wokulski puścił jej ręce.</akap>

<akap_dialog id="e5067">--- Ach, więc będziecie panie walczyć z nami przy pomocy służby?... Ciekawym, jakiego wynagrodzenia zażądaliby ci sprzymierzeńcy i czy pozwoliliby nie dotrzymywać zobowiązań?</akap_dialog>


<akap id="e5068">Pani Wąsowska przypatrywała mu się naprzód z lekką trwogą, potem z oburzeniem, w końcu wzruszyła ramionami.</akap>

<akap_dialog id="e5069">--- Wie pan, co mi na myśl przyszło?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5070">--- Żem oszalał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5071">--- Coś na kształt tego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5072">--- Wobec tak pięknej kobiety i przy takiej dyskusji byłoby to rzeczą naturalną.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5073">--- Ach, jakiż płaski kompliment!... --- zawołała z grymasem. --- W każdym razie muszę wyznać, żeś mi pan trochę zaimponował. Trochę... Ale nie wytrzymałeś pan w roli, puściłeś mi ręce, i to mnie rozczarowało...<end id="e1229603784585"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e5074">--- O, ja potrafiłbym nie puścić rąk.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5075">--- A ja potrafiłabym zawołać na służbę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5076">--- A ja, przepraszam panią, potrafiłbym zakneblować usta...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5077">--- Co?... co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5078">--- To, co powiedziałem.</akap_dialog>


<akap id="e5079">Pani Wąsowska znowu się zadziwiła.</akap>

<akap_dialog id="e5080">--- Wie pan --- rzekła zakładając po napoleońsku ręce<pr>zakładając po napoleońsku ręce... --- krzyżując je na piersiach (ulubiony gest Napoleona I).</pr> --- że pan jest albo bardzo oryginalny, albo... bardzo źle wychowany...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5081">--- Wcale nie jestem wychowany...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5082">--- Więc istotnie oryginalny --- szepnęła. --- Szkoda, że z tej strony nie dałeś się pan poznać Beli...</akap_dialog>


<akap id="e5083">Wokulski osłupiał. Nie na dźwięk tego imienia, ale z powodu zmiany, jaką uczuł w sobie. Panna Izabela wydała mu się całkiem obojętna, a natomiast zaczęła go interesować pani Wąsowska.</akap>

<akap_dialog id="e5084">--- Trzeba jej było --- ciągnęła --- od razu wyłożyć swoje teorie tak jak mnie, a nie wynikłyby między wami nieporozumienia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5085">--- Nieporozumienia?... --- spytał Wokulski szeroko otwierając oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5086">--- Tak, bo o ile wiem, ona panu gotowa przebaczyć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5087">--- Przebaczyć?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5088">--- Jesteś pan, widzę, jeszcze bardzo... osłabiony --- mówiła obojętnym tonem --- jeżeli nie czujesz, że postępek pański był brutalny... Wobec pańskich ekscentryczności nawet baron wygląda na eleganckiego człowieka.</akap_dialog>


<akap id="e5089">Wokulski roześmiał się tak szczerze, iż jego samego to zaniepokoiło. Pani Wąsowska mówiła dalej:</akap>

<akap_dialog id="e5090">--- Śmiejesz się pan?... Wybaczam, ponieważ rozumiem taki śmiech... Jest to najwyższy stopień cierpienia...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5091">--- Przysięgam pani, że od dziesięciu tygodni nie czułem się tak swobodnym... Boże mój!... nawet od paru lat... Zdaje mi się, że przez cały ten czas szarpała mi mózg jakaś straszna zmora i przed chwilą znikła... Teraz dopiero czuję, że jestem ocalony, i to dzięki pani...</akap_dialog>


<akap id="e5092">Głos mu drżał. Wziął ją za obie ręce i całował prawie namiętnie. Pani Wąsowskiej zdawało się, że dostrzegła w jego oczach coś na kształt łez.</akap>

<akap_dialog id="e5093">--- Ocalony!... Uwolniony!... --- powtarzał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5094"><begin id="b1229603865752"/><motyw id="m1229603865752">Flirt, Kobieta, Mężczyzna</motyw>--- Posłuchaj mnie pan --- mówiła zimno, cofając ręce. --- Wszystko wiem, co między wami zaszło... Postąpiłeś pan niegodziwie podsłuchując rozmowę, którą znam w najdrobniejszych szczegółach, a nawet więcej... Była to najzwyklejsza flirtacja...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5095">--- Ach, więc to jest flirtacja?... --- przerwał. --- To, co robi kobietę podobną do restauracyjnej serwetki, którą każdy może obcierać usta i palce?... To jest flirtacja, bardzo dobrze!...<end id="e1229603865752"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e5096">--- Milcz pan!... --- zawołała pani Wąsowska. --- Nie przeczę, że Bela postąpiła źle, ale... osądź pan sam siebie, jeżeli powiem, że ona pana...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5097">--- Kocha, czy tak? --- spytał Wokulski bawiąc się swoją brodą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5098">--- O, kocha!... Dopiero żałuje pana... Nie chcę się wdawać w szczegóły, dość, jeżeli powiem, że widywałam ją przez dwa miesiące prawie co dzień... Że przez ten czas mówiła tylko o panu i że najulubieńszym miejscem jej przejażdżek jest... zamek zasławski!... Ile razy siadała na tym wielkim kamieniu z napisem, ile razy widziałam łzy w jej oczach... A nawet raz rozpłakała się na dobre, powtarzając wyryty tam dwuwiersz:</akap_dialog>


<poezja_cyt><strofa id="e5342">Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,/
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił...</strofa></poezja_cyt>


<akap id="e5099">Cóż pan na to?...</akap>

<akap_dialog id="e5100">--- Co ja na to?... --- powtórzył Wokulski. --- Przysięgam, że jedynym moim życzeniem w tej chwili jest, ażeby zaginął najdrobniejszy ślad mojej znajomości z panną Łęcką... A przede wszystkim ten nieszczęśliwy kamień, który ją tak roztkliwia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5101">--- Gdyby to była prawda, miałabym piękny dowód męskiej stałości...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5102">--- Nie, miałaby pani tylko dowód cudownej kuracji --- mówił wzruszony. --- O Boże!... zdaje mi się, że mnie ktoś na parę lat zamagnetyzował, że przed dziesięcioma tygodniami zbudzono mnie nieumiejętnie i że dopiero dziś ocknąłem się naprawdę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5103">--- Pan to mówisz na serio?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5104">--- Czyliż pani nie widzi, jaki jestem szczęśliwy?... Odzyskałem siebie i znowu należę do siebie... Niech mi pani wierzy, że jest to cud, którego najzupełniej nie rozumiem, ale który porównać można tylko z przebudzeniem z letargu człowieka, który już leżał w trumnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5105">--- I czemu pan to przypisuje?... --- zapytała spuszczając oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5106">--- Przede wszystkim pani... A następnie temu, że nareszcie zdobyłem się na jasne sformułowanie przed kimś rzeczy, którąm od dawna rozumiał, alem nie miał odwagi uznać. Panna Izabela to kobieta innego gatunku aniżeli ja i tylko jakieś obłąkanie mogło mnie przykuć do niej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5107">--- I co pan zrobi po tym ciekawym odkryciu?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5108">--- Nie wiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5109">--- Nie znalazł pan czasem kobiety swego gatunku?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5110">--- Może.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5111">--- Zapewne jest nią ta pani... pani Sta... Sta...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5112">--- Stawska?... Nie. Prędzej byłaby nią pani.</akap_dialog>


<akap id="e5113">Pani Wąsowska podniosła się z fotelu z miną bardzo uroczystą.</akap>

<akap_dialog id="e5114">--- Rozumiem --- rzekł Wokulski. --- Mam już odejść?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5115">--- Jak pan uważa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5116">--- I na wieś nie pojedziemy razem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5117">--- O, to z pewnością... Chociaż... nie bronię panu przyjechać tam... Zapewne będzie u mnie Bela...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5118">--- W takim razie nie przyjadę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5119">--- Nie twierdzę, że będzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5120">--- I zastałbym tylko samą panią?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5121">--- Przypuszczam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5122">--- I rozmawialibyśmy tak jak dzisiaj?... Jeździlibyśmy na spacer jak wówczas?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5123">--- I naprawdę rozpoczęłaby się między nami wojna --- odparła pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5124">--- Ostrzegam, że bym ją wygrał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5125">--- Doprawdy?... I może zrobiłby mnie pan swoją niewolnicą?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5126">--- Tak. Przekonałbym, że potrafię mieć władzę, a później u nóg pani błagałbym, ażebyś przyjęła mnie za swego niewolnika...</akap_dialog>


<akap id="e5127">Pani Wąsowska odwróciła się i wyszła z salonu. Na progu zatrzymała się chwilę i z lekka odwracając głowę rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e5128">--- Do widzenia... na wsi!...</akap_dialog>


<akap id="e5129">Wokulski opuścił jej mieszkanie jak pijany. Znalazłszy się na ulicy szepnął:</akap>


<akap id="e5130">,,Oczywiście, zgłupiałem."</akap>


<akap id="e5131">Spojrzał za siebie i zobaczył w oknie panią Wąsowską, która wyglądała spoza firanki.</akap>


<akap id="e5132">,,Do licha! --- pomyślał. --- Czy ja znowu nie wlazłem w jaką awanturę?..."</akap>


<akap id="e5133">Idąc ulicą Wokulski wciąż zastanawiał się nad zmianą, jaka w nim zaszła.</akap>


<akap id="e5134">Zdawało mu się, że z otchłani, w której panuje noc i obłęd, wydobył się na jasny dzień. Pulsa biły mu silniej, oddychał szerzej, myśli toczyły się z niezwykłą swobodą; czuł jakąś rześkość w całym organizmie i nie dający się opisać spokój w sercu.</akap>


<akap id="e5135">Już nie drażnił go ruch uliczny, a cieszyły tłumy. Niebo miało ciemniejszą barwę, domy wyglądały zdrowiej, a nawet kurz nasycony potokami światła był piękny.</akap>


<akap id="e5136">Największą jednak przyjemność robił mu widok młodych kobiet, ich giętkich ruchów, uśmiechających się ust i wabiących spojrzeń. Kilka z nich spojrzało mu prosto w oczy z wyrazem słodkiej tkliwości i kokieterii; Wokulskiemu serce uderzyło śpieszniej, jakiś prąd drażniący przeleciał po nim od stóp do głów.</akap>


<akap id="e5137">,,Ładne!..." --- pomyślał.</akap>


<akap id="e5138">Wnet jednak przypomniał sobie panią Wąsowską i musiał przyznać, że spomiędzy tych ładnych ona jest najładniejsza, a co lepiej, najponętniejsza... Co to za figura, jaki wspaniały kontur nogi, a płeć<pe><slowo_obce>płeć</slowo_obce> --- tu: cera.</pe>, a oczy mające w sobie coś z brylantów i aksamitu... Byłby przysiągł, że czuje zapach jej ciała, że słyszy spazmatyczny śmiech, i w głowie zaszumiało mu na samą myśl zbliżenia się do niej.</akap>


<akap id="e5139">,,Co to musi być za wściekła kobieta!... --- szepnął. --- Kąsałbym ją..."</akap>


<akap id="e5140">Widmo pani Wąsowskiej tak go prześladowało i drażniło, że nagle przyszedł mu projekt odwiedzić ją jeszcze dziś wieczorem.</akap>


<akap id="e5141">,,Przecież zaprosiła mnie na obiady i kolacje --- mówił do siebie, czując, że w nim coś kipi. --- Wyrzuci mnie za drzwi?... Po cóż by mnie kokietowała. Że nie ma do mnie wstrętu, wiem nie od dzisiaj, no, a ja, dalibóg, mam na nią apetyt, który także coś wart..."</akap>


<akap id="e5142">Wtem przeszła obok niego jakaś szatynka z fiołkowymi oczyma i twarzą dziecka, a Wokulski spostrzegł ze zdziwieniem, że i ta mu się podoba.</akap>


<akap id="e5143">O kilkanaście kroków od swojego domu usłyszał wołanie:</akap>

<akap_dialog id="e5144">--- Hej!... hej!... Stachu!...</akap_dialog>


<akap id="e5145">Wokulski odwrócił głowę i pod werendą cukierni zobaczył Szumana. Doktór zostawił nie dokończoną porcję lodów, rzucił na stół srebrną czterdziestówkę<pr><slowo_obce>czterdziestówka</slowo_obce> --- nazwa monety 20--kopiejkowej (dawniej 40 groszy).</pr> i wybiegł do niego.</akap>

<akap_dialog id="e5146">--- Idę do ciebie --- mówił Szuman biorąc go pod rękę. --- Wiesz co, że dawno już nie miałeś tak byczej miny... Założę się, że wrócisz do spółki i porozpędzasz tych parchów... Co za fizjognomia... co za oko... Dziś dopiero poznaję dawnego Stacha!...</akap_dialog>


<akap id="e5147">Minęli bramę, schody i weszli do mieszkania.</akap>

<akap_dialog id="e5148">--- A ja w tej chwili myślałem, że grozi mi jakaś nowa choroba... --- rzekł Wokulski ze śmiechem. --- Chcesz cygaro?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5149">--- Dlaczego grozi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5150"><begin id="b1229604056863"/><motyw id="m1229604056863">Jedzenie, Kobieta, Mężczyzna</motyw>--- Wyobraź sobie, że może od godziny ogromne wrażenie robią na mnie kobiety... Jestem przestraszony...</akap_dialog>


<akap id="e5151">Szuman roześmiał się na cały głos.</akap>

<akap_dialog id="e5152">--- Pyszny jesteś... Zamiast wydać obiad na znak radości, to ten się boi... A cóż ty myślisz, że wówczas byłeś zdrów, kiedyś wariował za jedną kobietą? Dziś jesteś zdrów, kiedy ci się wszystkie podobają, i nie masz nic pilniejszego jak postarać się o względy tej, która ci najlepiej przypadnie do gustu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5153">--- Bah!... A gdyby to była wielka dama?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5154">--- Tym lepiej... tym lepiej... Wielkie damy są daleko smaczniejsze od pokojówek. Kobiecość ogromnie zyskuje na szyku i inteligencji, a nade wszystko na dumie. Jakie czekają cię idealne rozmowy, jakie miny pełne godności... Ach, powiadam ci, to ze trzy razy więcej warte...<end id="e1229604056863"/></akap_dialog>


<akap id="e5155">Po twarzy Wokulskiego przeleciał cień.</akap>

<akap_dialog id="e5156">--- Oho! --- zawołał Szuman --- już widzę obok ciebie długie ucho tego patrona, na którym Chrystus wjeżdżał do Jerozolimy<pr><slowo_obce>patron, na którym Chrystus wjeżdżał do Jerozolimy</slowo_obce> --- według Ewangelii wjazd Chrystusa do Jerozolimy odbył się na ośle.</pr>. Czego się krzywisz?... Właśnie umizgaj się tylko do wielkich dam, bo one mają ciekawość do demokracji.</akap_dialog>


<akap id="e5157">W przedpokoju rozległ się dzwonek i wszedł Ochocki. Spojrzał na zacietrzewionego doktora i zapytał:</akap>

<akap_dialog id="e5158">--- Przeszkadzam panom?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5159">--- Nie --- odparł Szuman --- możesz pan nawet być pomocny. Bo właśnie radzę w tej chwli Stachowi, ażeby leczył się romansem, ale... nie idealnym. Z ideałami już dosyć...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5160">--- A wie pan, że tego wykładu i ja gotów jestem posłuchać --- rzekł Ochocki zapalając podane cygaro.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5161">--- Awantura! --- mruknął Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5162"><begin id="b1229604162966"/><motyw id="m1229604162966">Kobieta, Mężczyzna, Szczęście</motyw>--- Żadna awantura --- prawił Szuman. --- Człowiek z twoim majątkiem może być kompletnie szczęśliwy, do rozsądnego bowiem szczęścia potrzeba: co dzień jadać inne potrawy i brać czystą bieliznę, a co kwartał zmieniać miejsce pobytu i kochanki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5163">--- Zabraknie kobiet --- wtrącił Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5164">--- Zostaw pan to kobietom, a już one postarają się, ażeby ich nie zabrakło --- odparł szyderczo doktór. --- Przecież ta sama dieta<pr><slowo_obce>dieta</slowo_obce> --- tu: przepis lekarski.</pr> stosuje się i do kobiet.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5165">--- Ta kwartalna dieta?... --- spytał Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5166">--- Naturalnie. Dlaczegóż one mają być gorsze od nas?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5167">--- Nieciekawa to jednak służba w dziesiątym lub dwudziestym kwartale.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5168">--- Przesąd!... przesąd!... --- mówił Szuman. --- Ani się pan spostrzeżesz, ani się domyślisz, szczególniej, jeżeli cię zapewnią, że jesteś dopiero drugim lub czwartym, i to tym prawdziwie kochanym, tym od dawna przeczuwanym...<end id="e1229604162966"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e5169">--- Nie byłeś u Rzeckiego? --- spytał Szumana Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5170">--- No, jemu już nie zapiszę recepty na miłość --- odparł doktór. --- Stary kapcanieje...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5171">--- Istotnie, źle wygląda --- dorzucił Ochocki.</akap_dialog>


<akap id="e5172">Rozmowa przeszła na stan zdrowia Rzeckiego, potem na politykę, w końcu Szuman pożegnał ich.</akap>

<akap_dialog id="e5173">--- Bestia cynik!... --- mruknął Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5174">--- Nie lubi kobiet --- dodał Wokulski --- a w dodatku miewa gorzkie dnie i wtedy wygaduje herezje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5175">--- Czasami nie bez racji --- rzekł Ochocki --- Ale też dobrze trafił ze swymi poglądami... Bo akurat przed godziną miałem uroczystą rozmowę z ciotką, która koniecznie namawia mnie, abym się ożenił, i dowodzi, że nic tak nie uszlachetnia człowieka jak miłość zacnej kobiety...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5176">--- On nie radził panu, tylko mnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5177"><begin id="b1229604260451"/><motyw id="m1229604260451">Obowiązek, Pozycja społeczna, Praca</motyw>--- Ja też właśnie, gdym słuchał jego wywodów, myślałem o panu. Wyobrażam sobie, jakbyś pan wyglądał zmieniając co kwartał kochanki, gdyby kiedy stanęli przed panem ci wszyscy ludzie, którzy dziś pracują na pańskie dochody, i zapytali: ,,Czym się wywdzięczasz nam za nasze trudy, nędzę i krótsze życie, którego część tobie oddajemy?... Czy pracą, czy radą, czy przykładem?..."</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5178">--- Jacyż dziś ludzie pracują na moje dochody? --- spytał Wokulski. --- Wycofałem się z interesów i zamieniam majątek na papiery.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5179">--- Jeżeli na listy zastawne ziemskie<pr><slowo_obce>listy zastawne ziemskie</slowo_obce> --- papiery wartościowe (oprocentowane pożyczki) wydawane przez instytucje kredytowe ziemskie i banki hipoteczne.</pr>, to przecież kupony od nich płacą parobcy; a jeżeli na jakieś akcje<pr><slowo_obce>akcja</slowo_obce> --- świadectwo udziału w spółce akcyjnej, uprawniające do pobierania zysków w postaci dywidendy.</pr>, to znowu ich dywidendy pokrywają robotnicy kolejowi, cukrowniani, tkaccy, czy ja zresztą wiem jacy?...</akap_dialog>


<akap id="e5180">Wokulski jeszcze bardziej spochmurniał.</akap>

<akap_dialog id="e5181">--- Proszę pana --- rzekł --- czy ja potrzebuję myśleć o tym?... Tysiące żyją z procentów i nie troszczą się podobnymi pytaniami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5182">--- Ale ba --- mruknął Ochocki. --- Inni to nie pan... Ja mam wszystkiego półtora tysiąca rubli rocznie, a jednak bardzo często przychodzi mi na myśl, że taka suma stanowi utrzymanie trzech albo czterech ludzi i że jacyś faceci ustępują dla mnie ze świata albo muszą ograniczać swoje, już i tak ograniczone potrzeby...<end id="e1229604260451"/></akap_dialog>


<akap id="e5183">Wokulski przeszedł się po pokoju.</akap>

<akap_dialog id="e5184">--- Kiedy pan jedziesz za granicę? --- nagle zapytał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5185">--- I tego nie wiem --- odparł kwaśno Ochocki. --- Mój dłużnik nie zwróci mi pieniędzy wcześniej jak za rok. Spłaci mnie dopiero nową pożyczką, a tej dziś niełatwo zaciągnąć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5186">--- Duży daje procent?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5187">--- Siódmy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5188">--- A pewna to lokacja<pr><slowo_obce>lokacja</slowo_obce> --- umieszczenie (kapitału).</pr>?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5189">--- Pierwszy numer po Towarzystwie Kredytowym<pr>Towarzystwo Kredytowe Ziemskie, założone w 1825 r., udzielało pożyczek długoterminowych większej i średniej własności ziemskiej. <slowo_obce>Pierwszy numer po Towarzystwie Kredytowym</slowo_obce> --- tzn., że w razie sprzedaży majątku dłużnika (z powodu jego bankructwa) wierzytelność Ochockiego zostałaby spłacona w pierwszym rzędzie po zwrocie pożyczki zaciągniętej w Towarzystwie Kredytowym.</pr>.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5190">--- A gdybym ja panu dał gotówkę i wszedł w pańskie prawa, wyjechałbyś pan za granicę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5191">--- Jednej chwili!... --- zawołał Ochocki zrywając się. --- Cóż ja tu wysiedzę?... Chyba z desperacji ożenię się bogato, a później będę robił tak, jak radzi Szuman.</akap_dialog>


<akap id="e5192">Wokulski zamyślił się.</akap>

<akap_dialog id="e5193">--- Cóż by to było złego ożenić się? --- rzekł półgłosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5194">--- Dajże mi pan spokój!... Ubogiej żony nie wykarmię, bogata wciągnęłaby mnie w sybarytyzm<pr><slowo_obce>sybarytyzm</slowo_obce> --- skłonność do zbytku i zniewieściałości (od greckiego miasta Sybaris w starożytnej Italii, słynnego z takiego trybu życia swoich mieszkańców).</pr>, a każda byłaby grobem moich planów. Dla mnie trzeba jakiejś dziwnej kobiety, która by razem ze mną pracowała w laboratorium; a gdzież znajdę taką?...</akap_dialog>


<akap id="e5195">Ochocki zdawał się być mocno rozstrojony i zabrał się do wyjścia.</akap>

<akap_dialog id="e5196">--- Więc, kochany panie --- mówił żegnając się z nim Wokulski --- sprawę pańskiego kapitału obgadamy. Ja gotów jestem spłacić pana.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5197">--- Jak pan chce... Nie proszę o to, ale byłbym bardzo wdzięczny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5198">--- Kiedy pan wyjeżdżasz do Zasławka?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5199">--- Jutro, właśnie przyszedłem pożegnać pana.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5200">--- A więc interes gotów --- zakończył ściskając go Wokulski. --- W październiku możesz pan mieć pieniądze.</akap_dialog>


<akap id="e5201">Po wyjściu Ochockiego Wokulski położył się spać. Doznał dziś tylu silnych i sprzecznych wrażeń, że nie umiał ich uporządkować. Zdawało mu się, że od chwili zerwania z panną Izabelą wchodził na jakąś straszną wysokość, otoczoną przepaściami, i dopiero dziś dosięgnął jej szczytów, a nawet zeszedł na drugi skłon, gdzie ujrzał jeszcze niewyraźne, lecz całkiem nowe horyzonty.</akap>


<akap id="e5202">Jakiś czas snuły mu się przed oczyma roje kobiet, a między nimi najczęściej pani Wąsowska; to znowu widział gromady parobków i robotników, którzy zapytywali go: co im dał w zamian za swoje dochody?</akap>


<akap id="e5203">Nareszcie twardo zasnął.</akap>


<akap id="e5204">Obudził się o szóstej rano, a pierwszym wrażeniem było uczucie swobody i rześkości.</akap>


<akap id="e5205">Wprawdzie nie chciało mu się wstawać, lecz nie doznawał żadnego cierpienia i nie myślał o pannie Izabeli. To jest myślał, ale mógł nie myśleć; w każdym razie wspomnienie jej nie nurtowało go w sposób jak dotychczas bolesny.</akap>


<akap id="e5206">Ten brak cierpień znowu zatrwożył go.</akap>


<akap id="e5207">,,Czy to nie przywidzenie?" --- pomyślał.</akap>


<akap id="e5208">Przypomniał sobie historię dnia wczorajszego; pamięć i logika dopisywały mu.</akap>


<akap id="e5209">,,Może i wolę odzyskam?" --- szepnął.</akap>


<akap id="e5210">Na próbę postanowił, że wstanie za pięć minut, wykąpie się, ubierze i natychmiast pójdzie na spacer do Łazienek. Patrzył na posuwającą się skazówkę zegarka i z niepokojem zapytał: ,,A może ja się nawet na to nie zdobędę?..."</akap>


<akap id="e5211">Skazówka dosięgła pięciu minut i Wokulski wstał bez pośpiechu, ale też i bez wahania. Sam nalał sobie wody do wanny, wykąpał się, wytarł, ubrał i już w pół godziny szedł do Łazienek.</akap>


<akap id="e5212"><begin id="b1229604357061"/><motyw id="m1229604357061">Choroba, Miłość, Zdrowie</motyw>Uderzyło go, że przez cały ten czas nie myślał o pannie Izabeli, tylko o pani Wąsowskiej. Oczywiście, coś się w nim wczoraj zmieniło: może zaczęły działać jakieś sparaliżowane komórki w mózgu?... Myśl o pannie Izabeli straciła nad nim władzę.</akap>


<akap id="e5213">,,Co to za dziwna plątanina --- mówił. --- Tamtą wyrugowała pani Wąsowska, a panią Wąsowską może zastąpić każda inna kobieta. Jestem więc naprawdę uleczony z obłędu..."<end id="e1229604357061"/></akap>


<akap id="e5214">Przeszedł nad stawem i obojętnie przypatrywał się czółnom i łabędziom. Potem skręcił w aleję ku Pomarańczarni, na której byli wtedy oboje, i powiedział sobie, że... zje śniadanie z apetytem. Ale gdy wracał tą samą drogą, opanował go gniew i z dziką radością złośliwego dzieciaka poprzednie ślady własnych stóp zacierał nogą.</akap>


<akap id="e5215">,,Gdybym mógł wszystko tak zetrzeć... I tamten kamień, i ruiny... Wszystko!..."</akap>


<akap id="e5216">W tej chwili uczuł, że budzi się w nim niepokonany instynkt niszczenia pewnych rzeczy; lecz zarazem zdawał sobie sprawę, że jest to objaw chorobliwy. Wielką też robiło mu satysfakcję, że nie tylko spokojnie może myśleć o pannie Izabeli, ale nawet oddawać jej sprawiedliwość.</akap>


<akap id="e5217">,,O co ja się irytowałem? --- mówił do siebie. --- Gdyby nie ona, nie zdobyłbym majątku... Gdyby nie ona i nie Starski, za pierwszym razem nie wyjechałbym do Paryża i nie zbliżyłbym się z Geistem, a pod Skierniewicami nie uleczyłbym się z głupoty... Wszakże to moi dobrodzieje, ci państwo... Nawet powinien bym wyswatać tę dobraną parę, a przynajmniej ułatwiać im schadzki... I pomyśleć, że z takiej mierzwy kiedyś wykwitnie metal Geista!..."</akap>


<akap id="e5218"><begin id="b1229604468958"/><motyw id="m1229604468958">Idealista, Marzenie, Nauka, Sława, Wizja</motyw>W Ogrodzie Botanicznym było cicho i prawie pusto, Wokulski wyminął studnię i z wolna począł wstępować na ocieniony pagórek, na którym przeszło rok temu po raz pierwszy rozmawiał z Ochockim. Zdawało mu się, że wzgórze jest podwaliną tych ogromnych schodów, na szczycie których ukazywał mu się posąg tajemniczej bogini. Ujrzał ją i teraz i ze wzruszeniem spostrzegł, że chmury otaczające jej głowę rozsunęły się na chwilę. Zobaczył surową twarz, rozwiane włosy, a pod spiżowym czołem żywe, lwie oczy, które wpatrywały się w niego z wyrazem przygniatającej potęgi. Wytrzymał to spojrzenie i nagle uczuł, że rośnie... rośnie... że już przenosi głową najwyższe drzewa parku i sięga prawie do obnażonych stóp bogini.</akap>


<akap id="e5219">Teraz zrozumiał, że tą czystą i wieczną pięknością jest <wyroznienie>Sława</wyroznienie> i że na jej szczytach nie ma innej uciechy nad pracę i niebezpieczeństwa.</akap>


<akap id="e5220">Wrócił do domu smutniejszy, ale wciąż spokojny. Zdawało mu się, że podczas tej przechadzki nawiązał się jakiś węzeł między jego przyszłością a ową odległą epoką, kiedy jeszcze jako subiekt i student budował machiny o wiecznym ruchu albo dające się kierować balony. Kilkanaście zaś ostatnich lat były tylko przerwą i stratą czasu.<end id="e1229604468958"/></akap>


<akap id="e5221">,,Muszę gdzieś wyjechać --- rzekł do siebie --- muszę odpocząć, a później... zobaczymy..."</akap>


<akap id="e5222">Po południu wysłał długą depeszę do Suzina do Moskwy.</akap>


<akap id="e5223">Na drugi dzień, około pierwszej, kiedy Wokulski jadł śniadanie, wszedł lokaj pani Wąsowskiej i oświadczył, że pani czeka w powozie. Gdy wybiegł na ulicę, pani Wąsowska kazała mu wsiąść.</akap>

<akap_dialog id="e5224">--- Zabieram pana --- rzekła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5225">--- Czy na obiad?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5226">--- O nie, tylko do Łazienek. Bezpieczniej mi będzie rozmawiać z panem przy świadkach i na wolnym powietrzu.</akap_dialog>


<akap id="e5227">Ale Wokulski był pochmurny i milczał.</akap>


<akap id="e5228">W Łazienkach wysiedli z powozu, minęli pałacowy taras i zaczęli spacerować po alei dotykającej amfiteatru<pr><slowo_obce>amfiteatr</slowo_obce> --- Teatr na Wyspie w Łazienkach, na wolnym powietrzu, w pobliżu pałacu Łazienkowskiego; ma charakterystyczną półokrągłą widownię z miejscami wznoszącymi się ,,schodkowo", amfiteatralnie,</pr>.</akap>

<akap_dialog id="e5229">--- Musi pan wejść między ludzi, panie Wokulski --- zaczęła pani Wąsowska. --- Musi ocknąć się pan ze swej apatii, bo inaczej minie pana słodka nagroda...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5230">--- Och?... aż tak...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5231">--- Niezawodnie. Wszystkie damy są zainteresowane pańskimi cierpieniami i założę się, że niejedna chciałaby odegrać rolę pocieszycielki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5232">--- Albo pobawić się moim rzekomym cierpieniem jak kot poranioną myszą?... Nie, pani, ja nie potrzebuję pocieszycielek, ponieważ wcale nie cierpię, a już najmniej z winy dam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5233">--- Proszę?... --- zawołała pani Wąsowska. --- Myślałby kto, że naprawdę nie otrzymałeś pan ciosu z małych rączek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5234">--- I dobrze by myślał --- odparł Wokulski. --- Jeżeli zadał mi kto ciosy, to bynajmniej nie płeć piękna, ale... czy ja wiem co?... może fatalność.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5235">--- Zawsze jednak za pośrednictwem kobiety...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5236">--- A nade wszystko mojej własnej naiwności. Prawie od dzieciństwa szukałem jakiejś rzeczy wielkiej i nieznanej; a ponieważ kobiety widywałem tylko przez okulary poetów, którzy im przesadnie pochlebiają, więc myślałem, że kobieta jest ową rzeczą wielką i nieznaną. Omyliłem się i w tym leży sekret mego chwilowego zachwiania, na którym zresztą udało mi się zrobić majątek.</akap_dialog>


<akap id="e5237">Pani Wąsowska zatrzymała się w alei.</akap>

<akap_dialog id="e5238">--- No, wie pan co, że jestem zdumiona!... Nie widzieliśmy się od onegdaj, a dziś przedstawia mi się pan jako całkiem inny człowiek, coś w rodzaju starego dziada, który lekceważy kobiety...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5239">--- To nie lekceważenie, to spostrzeżenie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5240">--- Mianowicie?... --- zapytała pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5241">--- Że jest gatunek kobiet, które po to tylko żyją na świecie, ażeby drażnić i podniecać namiętności mężczyzn. Tym sposobem ogłupiają ludzi rozumnych, upadlają uczciwych i utrzymują w równowadze głupców. Mają licznych wielbicieli i dzięki temu wywierają na nas taki wpływ jak haremy na Turcję. Widzi więc pani, że damy nie mają powodu roztkliwiać się nad moimi cierpieniami ani prawa bawić się mną. Nie należę do ich referatu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5242">--- I nawet zrywasz pan z miłością?... --- zapytała ironicznie pani Wąsowska.</akap_dialog>


<akap id="e5243">W Wokulskim zakipiał gniew...</akap>

<akap_dialog id="e5244">--- Nie, pani --- odparł --- tylko mam przyjaciela pesymistę, który mi wytłomaczył, że nierównie korzystniej jest kupić miłość za cztery tysiące rubli rocznie, a wierność za pięć tysięcy aniżeli za to, co nazywamy uczuciem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5245">--- Piękna wierność!... --- szepnęła pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5246">--- Przynajmniej z góry zapowiada, czego się mamy od niej spodziewać.</akap_dialog>


<akap id="e5247">Pani Wąsowska przygryzła wargi i skręciła w stronę powozu.</akap>

<akap_dialog id="e5248">--- Powinien by pan zacząć apostołować swoje nowe poglądy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5249">--- Ja myślę, proszę pani, że na to szkoda czasu, bo jedni nigdy ich nie zrozumieją, a inni nie uwierzą bez osobistego doświadczenia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5250">--- Dziękuję panu za prelekcję --- rzekła po chwili. --- Zrobiła na mnie tak silne wrażenie, że nawet nie proszę pana, ażebyś mnie odwiózł do domu... Jesteś pan dziś w wyjątkowo złym humorze, sądzę jednak, że to minie... Ale... ale... Oto list --- dodała wsuwając mu w rękę kopertę --- który niech pan przeczyta. Popełniam niedyskrecję, ale wiem, że mnie pan nie zdradzi, a postanowiłam sobie ostatecznie rozwikłać nieporozumienie między panem i Belą. Jeżeli mi się zamiar uda, niech pan spali, jeżeli nie... niech mi pan ten list przywiezie na wieś... Adieu!</akap_dialog>


<akap id="e5251">Siadła do powozu i zostawiła Wokulskiego na ogrodowej szosie.</akap>


<akap id="e5252">,,Do licha, czyżbym ją obraził?... --- rzekł do siebie. --- A szkoda, bo warta grzechu!..."</akap>


<akap id="e5253">Szedł powoli w stronę Alei Ujazdowskiej i myślał o pani Wąsowskiej.</akap>


<akap id="e5254">,,Głupstwo!... przecież jej nie oświadczę, że mam na nią apetyt... A zresztą, choćbym trafił na dobrą chwilę, co bym dał jej w zamian?... Nawet nie mógłbym powiedzieć, że ją kocham."</akap>


<akap id="e5255">Dopiero w domu Wokulski otworzył list panny Izabeli.</akap>


<akap id="e5256">Na widok drogiego niegdyś pisma przeleciała po nim błyskawica żalu; ale zapach papieru przypomniał mu te dawne, bardzo dawne czasy, kiedy jeszcze zachęcała go do urządzania owacyj Rossiemu.</akap>


<akap id="e5257">,,To był jeden paciorek z różańca, na którym panna Izabela odprawiała nabożeństwo!.." --- szepnął z uśmiechem.</akap>


<akap id="e5258">Zaczął czytać.</akap>


<akap id="e5259">,,Moja droga Kaziu! Jestem tak zniechęcona do wszystkiego i tak jeszcze nie mogę zebrać myśli, że dziś dopiero zdobywam się na opowiedzenie ci wydarzeń, jakie u nas zaszły od twego wyjazdu.</akap>


<akap id="e5260">Już wiem, ile mi zapisała ciotka Hortensja: oto sześćdziesiąt tysięcy rubli; razem więc mamy dziewięćdziesiąt tysięcy rubli, które poczciwy baron obiecuje umieścić na siedem procent, co wyniesie około sześciu tysięcy rubli rocznie. Ale trudno, trzeba nauczyć się oszczędności.</akap>


<akap id="e5261">Nie umiem ci opowiedzieć, jak się nudzę, a może tylko tęsknię... Ale i to przejdzie. Ten młody inżynier ciągle u nas bywa, co parę dni. Z początku bawił mnie rozmową o mostach żelaznych, a obecnie opowiada, jak się kochał w osobie, która wyszła za innego, jak za nią rozpaczał, jak stracił nadzieję zakochania się po raz drugi i jakby pragnął uzdrowić się przez nową, lepszą miłość. Wyznał mi jeszcze, że niekiedy pisuje wiersze, w których jednak opiewa tylko wdzięki natury... Czasami płakać mi się chce z nudów, ale że bez towarzystwa umarłabym, więc udaję, że słucham, i niekiedy pozwalam mu ucałować moją rączkę..."</akap>


<akap id="e5262">Wokulskiemu żyły nabrzmiały na czole... Odpoczął i czytał dalej:</akap>


<akap id="e5263">,,Papo coraz słabszy. Płacze po kilka razy na dzień i byleśmy porozmawiali pięć minut sami, robi mi wymówki, wiesz za kogo!... Nie uwierzysz, jak mnie to rozstraja.</akap>


<akap id="e5264">W ruinach zasławskich bywam co parę dni. Coś mnie tam ciągnie, nie wiem --- piękna natura czy samotność. Kiedy jestem bardzo nieszczęśliwa, piszę różne rzeczy ołówkiem na spękanych ścianach i z radością myślę: jak dobrze, że to wszystko pierwszy deszcz zmyje.</akap>


<akap id="e5265">Ale, ale... Zapomniałam o najważniejszym! Wiesz: marszałek napisał do ojca list, w którym najnormalniej oświadcza się o moją rękę. Całą noc płakałam, nie dlatego, że mogę zostać marszałkowa, ale... że się to tak łatwo stać może!...</akap>


<akap id="e5266">Pióro wypada mi z ręki. Bądź zdrowa i wspomnij czasami o twej nieszczęśliwej Beli."</akap>


<akap id="e5267">Wokulski zmiął list.</akap>


<akap id="e5268">,,Tak pogardzam i... jeszcze ją kocham!" --- szepnął.</akap>


<akap id="e5269">Głowa mu pałała. Chodził tam i na powrót z zaciśniętymi pięściami i uśmiechał się do własnych marzeń.</akap>


<akap id="e5270">Nad wieczorem otrzymał telegram z Moskwy, po którym natychmiast wysłał depeszę do Paryża. Następny zaś dzień, od rana do późnej nocy, spędził ze swym adwokatem i rejentem.</akap>


<akap id="e5271">Kładąc się spać pomyślał:</akap>


<akap id="e5272">,,Czy tylko ja nie zrobię głupstwa?... No, przecież zbadam rzeczy na miejscu... Czy może istnieć metal lżejszy od powietrza, to inna kwestia, ale że coś w tym jest --- nie ma wątpliwości... Zresztą szukając kamienia filozoficznego<pr><slowo_obce>kamień filozoficzny</slowo_obce> --- domniemany środek, który według alchemików średniowiecznych miał posiadać cudowne własności przemiany metali nieszlachetnych w szlachetne. Próby uzyskania kamienia filozoficznego były oczywiście bezskuteczne, przyczyniły się jednak do stworzenia podstaw naukowych chemii.</pr> znaleziono chemię; kto zatem wie, co się napotka teraz?... W rezultacie wszystko mi jedno, byle wydobyć się z tego błota..."</akap>


<akap id="e5273">Dopiero nazajutrz w południe przyszła odpowiedź z Paryża, którą Wokulski parę razy odczytał. W chwilę później oddano mu list od pani Wąsowskiej, gdzie na kopercie, w miejsce pieczątki, znajdował się wizerunek Sfinksa.</akap>


<akap id="e5274">,,Tak --- mruknął z uśmiechem Wokulski --- twarz ludzka i tułów zwierzęcia: nasza zaś imaginacja dodaje wam skrzydeł."</akap>


<akap id="e5275">,,Niech pan do mnie wpadnie na kilka minut --- pisała pani Wąsowska --- gdyż mam bardzo ważny interes, a dzisiaj chciałabym jechać."</akap>


<akap id="e5276">,,Zobaczymy ten ważny interes!" --- rzekł do siebie.</akap>


<akap id="e5277">W pół godziny później był u pani Wąsowskiej; w przedpokoju stały już gotowe do drogi kufry. Pani przyjęła go w swoim gabinecie do pracy, w którym przecie ani jeden szczegół nie przypominał pracy.</akap>

<akap_dialog id="e5278">--- A, pan bardzo jest grzeczny! --- zaczęła obrażonym tonem pani Wąsowska. --- Wczoraj cały dzień czekałam na pana, a pan ani się pokazał...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5279">--- Przecież zabroniła mi pani przychodzić do siebie --- odparł zdziwiony Wokulski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5280">--- Jak to?... Czyliż wyraźnie nie zaprosiłam pana na wieś?... Ale mniejsza, policzę to na karb pańskiej ekscentryczności... Drogi panie, mam do pana bardzo ważny interes. Chcę niedługo wyjechać za granicę i chcę poradzić się pana: kiedy najlepiej kupić franki, teraz czy przed wyjazdem?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5281">--- Kiedyż pani jedzie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5282">--- Tak... w listopadzie... w grudniu... --- odparła rumieniąc się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5283">--- Lepiej przed samym wyjazdem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5284">--- Tak pan sądzi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5285">--- Przynajmniej tak wszyscy robią.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5286">--- Ja właśnie nie chcę robić jak wszyscy! --- zawołała pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5287">--- To niech pani kupi teraz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5288">--- A jeżeli do grudnia franki stanieją?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5289">--- To niech pani odłoży kupno do grudnia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5290">--- No, wie pan co --- mówiła drąc jakiś papier --- że jesteś pan jedyny do rady... Czarno to czarno, biało to biało... Cóż z pana za mężczyzna? Mężczyzna w każdej chwili powinien być stanowczy, a przynajmniej wiedzieć, czego chce. Cóż, odniósł mi pan list Beli?</akap_dialog>


<akap id="e5291">Wokulski milcząc oddał list.</akap>

<akap_dialog id="e5292">--- Doprawdy? --- zawołała ożywiona. --- Więc pan jej nie kochasz?... A w takim razie rozmowa o niej nie powinna panu robić przykrości. Bo ja muszę... pogodzić was albo... Niech się już biedna dziewczyna nie dręczy... Pan się do niej uprzedziłeś... pan wyrządzasz jej krzywdę... To nieuczciwie... tak nie postępuje człowiek honorowy, aby zbałamuciwszy kogoś rzucał jak zwiędły bukiet...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5293">--- Nieuczciwie! --- powtórzył Wokulski. --- Niech mi pani z łaski swej powie, jaka uczciwość może pozostać w człowieku, którego wykarmiono albo cierpieniem i upokorzeniem, albo upokorzeniem i cierpieniem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5294">--- Ale obok tego miałeś pan i inne chwile.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5295">--- O tak, parę życzliwych spojrzeń i kilka dobrych słówek, które dziś mają w moich oczach tę jedną wadę, że były... mistyfikacją.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5296"><begin id="b1229604821790"/><motyw id="m1229604821790">Ciało, Dusza, Upadek</motyw>--- Ale ona dziś tego żałuje i gdybyś pan zwrócił się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5297">--- Po co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5298">--- Ażeby pozyskać jej serce i rękę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5299">--- Zostawiając drugą dla znanych i nieznanych wielbicieli?... Nie, pani, już mam dosyć tych wyścigów, w których byłem bity przez panów Starskich, Szastalskich i licho nie wie jakich jeszcze!... Nie mogę odgrywać roli eunucha przy moim ideale i upatrywać w każdym mężczyźnie szczęśliwego rywala czy niepożądanego kuzyna...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5300">--- Jakież to niskie!... --- zawołała pani Wąsowska. --- Więc za jeden błąd, zresztą niewinny, poniewierasz pan niegdyś ukochaną kobietę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5301">--- Co do liczby owych błędów, to pozwoli pani, ażebym miał własną opinię; a co do niewinności... Boże miłosierny! w jak nędznym jestem położeniu, skoro nawet nie mam pojęcia, dokąd sięgała ich niewinność.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5302">--- Pan przypuszczasz?... --- surowo zapytała go pani Wąsowska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5303">--- Ja już nic nie przypuszczam --- odparł chłodno Wokulski. --- Wiem tylko, że w moich oczach, pod pozorami obojętnej życzliwości, toczył się najzwyklejszy romans i --- to mi wystarcza. Rozumiem żonę, która oszukuje męża; bo ona może się tłomaczyć pętami, jakie wkłada na nią małżeństwo. Ale ażeby kobieta wolna oszukiwała obcego sobie człowieka... Cha!... cha!... cha!... to już jest, dalibóg, zamiłowanie do sportu... Przecież miała prawo przenosić nade mnie Starskiego --- i ich wszystkich... Ale nie! Jej jeszcze było potrzeba mieć w swoim orszaku błazna, który ją naprawdę kochał, który dla niej wszystko był gotów poświęcić... I dla ostatecznego zhańbienia natury ludzkiej właśnie z mojej piersi chciała zrobić parawan dla siebie i adoratorów... Czy pani domyśla się, jak musieli drwić ze mnie ci ludzie, tak tanio obsypywani względami?... I czy pani czuje, co to za piekło być tak śmiesznym jak ja, a zarazem tak nieszczęśliwym, tak oceniać swój upadek i tak rozumieć, że jest niezasłużony?...</akap_dialog>


<akap id="e5304">Pani Wąsowskiej drżały usta; z trudnością powstrzymywała się od łez.</akap>

<akap_dialog id="e5305">--- Czy to nie jest imaginacja? --- wtrąciła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5306">--- Eh, nie, pani... Skrzywdzona ludzka godność to nie imaginacja.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5307">--- A zatem?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5308">--- Cóż być może? --- odparł Wokulski. --- Spostrzegłem się, odzyskałem siebie, a dziś mam tę tylko satysfakcję, że triumf moich współzawodników, przynajmniej co do mnie, nie był zupełny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5309">--- I to jest nieodwołalne?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5310">--- Proszę pani, rozumiem kobietę, która oddaje się z miłości albo sprzedaje się z nędzy. Ale na zrozumienie tej duchowej prostytucji, którą prowadzi się bez potrzeby, na zimno, przy zachowaniu pozorów cnoty, na to już brakuje mi zmysłu.<end id="e1229604821790"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e5311">--- Więc są rzeczy, których się nie przebacza? --- spytała cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5312">--- Kto i komu ma przebaczać?... Pan Starski chyba nigdy nie obrazi się o takie rzeczy, a może nawet będzie rekomendował swoich przyjaciół. O resztę zaś można nie dbać mając liczne i tak dobrane towarzystwo.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5313">--- Jeszcze słówko --- rzekła pani Wąsowska powstając. --- Wolno wiedzieć, jakie pan ma zamiary?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5314">--- Gdybyżem ja sam wiedział!...</akap_dialog>


<akap id="e5315">Podała mu rękę.</akap>

<akap_dialog id="e5316">--- Żegnam pana.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5317">--- Życzę pani szczęścia...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5318">--- O!... --- westchnęła i szybko weszła do następnego pokoju.</akap_dialog>


<akap id="e5319">,,Zdaje mi się --- myślał Wokulski schodząc ze schodów --- że w tej chwili załatwiłem dwa interesa... Kto wie, czy Szuman nie ma racji?..."</akap>


<akap id="e5320">Od pani Wąsowskiej pojechał do mieszkania Rzeckiego. Stary subiekt był bardzo mizerny i ledwie podniósł się z fotelu. Wokulskiego głęboko poruszył jego widok.</akap>

<akap_dialog id="e5321">--- Czy ty się gniewasz, stary, że tak dawno nie byłem u ciebie? --- rzekł ściskając go za rękę.</akap_dialog>


<akap id="e5322">Rzecki smutnie pokiwał głową.</akap>

<akap_dialog id="e5323">--- Alboż ja nie wiem, co się z tobą dzieje?... --- odparł. --- Bieda... bieda na świecie!... Coraz gorzej...</akap_dialog>


<akap id="e5324">Wokulski usiadł zamyślony, Rzecki począł mówić:</akap>

<akap_dialog id="e5325">--- Widzisz, Stachu, ja już miarkuję, że mi czas iść do Katza i do moich piechurów, co tam gdzieś wyszczerzają na mnie zęby, żem maruder... Wiem, że cokolwiek postanowisz ze sobą, będzie mądre i dobre, ale... <begin id="b1229604890274"/><motyw id="m1229604890274">Miłość, Ofiara</motyw>Czy nie byłoby praktycznie, gdybyś się ożenił ze Stawską?... Przecież to jakby twoja ofiara...</akap_dialog>


<akap id="e5326">Wokulski schwycił się za głowę.</akap>

<akap_dialog id="e5327">--- Boże miłosierny! --- zawołał --- a kiedyż ja się wyplączę z tych babskich stosunków?... Jedna pochlebia sobie, że ja stałem się jej ofiarą, druga jest moją ofiarą, trzecia chciała zostać moją ofiarą, a jeszcze znalazłby się z dziesiątek takich, z których każda przyjęłaby mnie i mój majątek w ofierze... Zabawny kraj, gdzie baby trzymają pierwsze skrzypce i gdzie nie ma żadnych innych interesów, tylko szczęśliwa albo nieszczęśliwa miłość!<end id="e1229604890274"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e5328">--- No, no, no... --- odrzekł Rzecki --- ja cię przecież za kark nie ciągnę!... Tylko, widzisz, mówił mi Szuman, że tobie na gwałt potrzeba romansu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5329">--- Iii... nie!... Mnie bardziej potrzeba zmiany klimatu i to lekarstwo już sobie zapisałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5330">--- Wyjeżdżasz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5331">--- Najdalej pojutrze do Moskwy, a potem... gdzie Bóg przeznaczy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5332">--- Masz co na myśli? --- spytał tajemniczo Rzecki.</akap_dialog>


<akap id="e5333">Wokulski zastanowił się.</akap>

<akap_dialog id="e5334">--- Jeszcze nic nie wiem; waham się, jakbym siedział na dziesięciopiętrowej huśtawce. Czasami zdaje mi się, że coś zrobię dla świata...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5335">--- Oj, to... to...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5336">--- Ale chwilami ogarnia mnie taka desperacja, że chciałbym, ażeby mnie ziemia pochłonęła i wszystko, czegom tylko dotknął...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5337">--- To nierozsądne... nierozsądne... --- wtrącił Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5338">--- Wiem... Toteż nie dziwiłbym się ani temu, gdybym kiedy narobił hałasu, ani temu, gdybym skończył wszelkie rachunki ze światem...</akap_dialog>


<akap id="e5339">Siedzieli obaj do późnego wieczora.</akap>


<akap id="e5340">W kilka dni rozeszła się wieść, że Wokulski gdzieś wyjechał nagle i może na zawsze.</akap>


<akap id="e5341">Wszystkie jego ruchomości, począwszy od sprzętów, skończywszy na powozie i koniach, nabył hurtem Szlangbaum za dosyć niską cenę.</akap>









<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e5343">XVII. Pamiętnik starego subiekta</naglowek_rozdzial>




<separator_linia/>


<akap id="e5344"><begin id="b1229620728109"/><motyw id="m1229620728109">Plotka, Polityka</motyw>Od kilku miesięcy utrzymuje się pogłoska, że w dniu 26 czerwca bieżącego roku zginął w Afryce książę Ludwik Napoleon<pr><slowo_obce>26 czerwca... zginął... książę Ludwik Napoleon</slowo_obce> --- w rzeczywistości książę Napoleon zginął 3 czerwca, zabity przez Zulusów podczas patrolu (wiadomość tę przyniósł »Kurier Warszawski« z 20 czerwca).</pr>, syn cesarza. I to jeszcze zginął w bitwie z dzikim narodem, o którym nie wiadomo, ani gdzie mieszka, ani jak się nazywa? bo przecie <wyroznienie>Zulusami</wyroznienie> nie może nazywać się żaden naród.</akap>


<akap id="e5345">Tak wszyscy mówią. Nawet miała tam pojechać cesarzowa Eugenia<pr><slowo_obce>miała tam pojechać cesarzowa Eugenia</slowo_obce> --- pogłoska ta nie sprawdziła się.</pr> i przywieźć zwłoki syna do Anglii. Czy tak jest w rzeczy samej, nie wiem, bo już od lipca nie czytuję gazet i nie lubię rozmawiać o polityce.</akap>


<akap id="e5346">Głupia jest polityka! Dawniej nie było telegramów i artykułów wstępnych, a przecie świat posuwał się naprzód i każdy człowiek rozsądny mógł zorientować się w sytuacji politycznej. Dziś zaś są telegramy, artykuły wstępne i ostatnie wiadomości, ale wszystko służy do bałamucenia w głowach.</akap>


<akap id="e5347">Gorzej nawet, niż bałamucą, bo odejmują serca ludziom. I gdyby nie Kenig<pr>Kenig Józef (1821--1900) --- redaktor zachowawczej »Gazety Warszawskiej« w latach 1859--1889.</pr> albo poczciwy Sulicki<pr>Sulicki Edmund (1833--1884) --- redaktor działu politycznego zachowawczej »Gazety Polskiej« w Warszawie.</pr>, to człowiek przestałby wierzyć w sprawiedliwość boską. Takie się dziś rzeczy wypisują w gazetach!...</akap>


<akap id="e5348">Co zaś do księcia Ludwika Napoleona, to mógł on zginąć, ale może się też i ukrył gdzie przed ajentami Gambetty. Ja tam do pogłosek nie przywiązuję wagi.<end id="e1229620728109"/></akap>


<separator_linia/>


<akap id="e5349">Klejna wciąż nie ma, a <begin id="b1229620844699"/><motyw id="m1229620844699">Antysemityzm</motyw>Lisiecki przeniósł się do Astrachania nad Wołgę. Na odjezdne powiedział mi, że tu niedługo zostaną tylko Żydzi, a reszta zżydzieje.<end id="e1229620844699"/></akap>


<akap id="e5350">Lisiecki zawsze był gorączka.</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e5351">Moje zdrowie jakoś nietęgie. Męczę się tak łatwo, że już bez laski nie wychodzę na ulicę. W ogóle nic mi nie jest, tylko czasem napada mnie dziwny ból w ramionach i duszność. Ale to przejdzie, a nie przejdzie, to wszystko mi jedno. Tak się jakoś zmienia świat na złe, że niedługo nie będę mógł z nikim gadać i w nic wierzyć.</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e5352"><begin id="b1229620935956"/><motyw id="m1229620935956">Korzyść, Pieniądz, Władza</motyw>W końcu lipca Henryk Szlangbaum wyprawiał urodziny jako właściciel sklepu i naczelnik naszej spółki. A choć i w połowie nie wystąpił tak jak Stach w roku zeszłym, jednakże zbiegli się wszyscy przyjaciele i nieprzyjaciele Wokulskiego i pili zdrowie Szlangbauma... aż okna się trzęsły.</akap>


<akap id="e5353">Oj, ludzie, ludzie!... Za pełnym talerzem i butelką wleźliby do kanału, a za rublem to już nawet nie wiem gdzie.<end id="e1229620935956"/></akap>


<separator_linia/>


<akap id="e5354">Fiu! fiu!... Pokazano mi dzisiaj kurierek, w którym pani baronowa Krzeszowska nazywa się jedną z najzacniejszych i najlitościwszych naszych niewiast za to, że dała dwieście rubli na jakiś przytułek. Widocznie zapomniano o jej procesie z panią Stawską i awanturach z lokatorami.</akap>


<akap id="e5355">Czyby mąż tak babę ujeździł?...</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e5356"><begin id="b1229621020935"/><motyw id="m1229621020935">Antysemityzm, Żyd</motyw>Przeciw Żydom ciągle rosną kwasy. Nie brak nawet pogłosek o tym, że Żydzi chwytają chrześcijańskie dzieci i zabijają na mace.</akap>


<akap id="e5357">Kiedy słyszę takie historie, dalibóg! że przecieram oczy i zapytuję samego siebie: czy ja teraz majaczę w gorączce, czyli też cała moja młodość była snem?...</akap>


<akap id="e5358">Ale najbardziej gniewa mnie uciecha doktora Szumana z tego fermentu.</akap>

<akap_dialog id="e5359">--- Dobrze tak parchom!... --- mówi. --- Niech im zrobią awanturę, niech ich nauczą rozumu. To genialna rasa, ale takie szelmy, że nie ujeździsz ich bez bata i ostrogi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5360">--- Mój doktorze --- odpowiedziałem, bo już mi zbrakło cierpliwości --- jeżeli Żydzi są takie gałgany, jak pan mówisz, to im nawet i ostrogi nie pomogą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5361">--- Może ich nie poprawią, ale napędzą im nową porcję rozumu i nauczą silniej trzymać się za ręce --- odparł. --- A gdyby Żydzi byli solidarniejsi... no!...<end id="e1229621020935"/></akap_dialog>


<akap id="e5362"><begin id="b1229621111541"/><motyw id="m1229621111541">Dusza, Rozum</motyw>Dziwny człowiek z tego doktora. Uczciwy to on jest, a nade wszystko rozumny; ale jego uczciwość nie wypływa z uczucia, tylko --- albo ja wiem? --- może z nałogu; a rozum ma tego gatunku, że łatwiej mu sto rzeczy wyśmiać i zepsuć aniżeli jedną zbudować. Kiedy z nim rozmawiam, czasami przychodzi mi na myśl, że jego dusza jest jak tafla lodu: nawet ogień może się w niej odbić, ale ona sama nigdy się nie rozgrzeje.<end id="e1229621111541"/></akap>


<separator_linia/>


<akap id="e5363">Stach wyjechał do Moskwy, zdaje mi się po to, ażeby uregulować rachunki z Suzinem. Ma u niego z pół miliona rubli (kto mógł przypuścić coś podobnego przed dwoma laty!), ale co zrobi z taką masą pieniędzy, ani się domyślam.</akap>


<akap id="e5364">Już to Stach był zawsze oryginał i robił niespodzianki. Czy nam teraz jakiej nie przygotowuje?... aż się lękam.</akap>


<akap id="e5365">A tymczasem Mraczewski oświadczył się pani Stawskiej i po krótkim wahaniu został przyjęty. Gdyby, jak projektuje sobie Mraczewski, otworzyli sklep w Warszawie, wszedłbym do spółki i przy nich bym zamieszkał. I mój Boże! niańczyłbym dzieci Mraczewskiego, choć myślałem, że podobny urząd mógłbym pełnić tylko przy dzieciach Stacha.</akap>


<akap id="e5366">Życie jest okrutnie ciężkie...</akap>


<separator_linia/>


<akap id="e5367">Wczoraj dałem pięć rubli na nabożeństwo na intencję księcia Ludwika Napoleona. Tylko na intencję, bo może nie zginął, choć tak wszyscy gadają... Gdyby zaś... Nie znam ja się na teologii, ale zawsze bezpieczniej wyrobić mu stosunki na tamtym świecie. Bo nużby?... Naprawdę jestem niezdrów, choć Szuman mówi, że wszystko idzie dobrze. Zabronił mi: piwa, kawy, wina, prędkiego chodzenia, irytacji... Wyborny sobie!... Taką receptę to i ja potrafię zapisać; ale potraf ty ją sam wykonać...</akap>


<akap id="e5368">On mówi ze mną tak, jakby podejrzewał, że ja niepokoję się losem Stacha. Zabawny człowiek!... A cóż to Stach nie jest pełnoletni albo czy ja go już nie żegnałem na siedem lat? Lata minęły, Stach wrócił i znowu puścił się na awanturę.</akap>


<akap id="e5369">Teraz będzie to samo; jak nagle zniknął, tak nagle powróci...</akap>


<akap id="e5370"><begin id="b1229621245261"/><motyw id="m1229621245261">Obraz świata, Siła, Vanitas</motyw>A jednakże ciężko żyć na świecie. I nieraz myślę sobie: czy naprawdę jest jaki plan, wedle którego cała ludzkość posuwa się ku lepszemu, czyli też wszystko jest dziełem przypadku, a ludzkość czy nie idzie tam, gdzie ją popchnie większa siła?... Jeżeli dobrzy mają górę, wówczas świat toczy się ku dobremu, a jeżeli gałgany są mocniejsi, to idzie ku złemu. Zaś ostatecznym kresem złych i dobrych jest garść popiołu.<end id="e1229621245261"/></akap>


<akap id="e5371">Jeżeli jest tak, nie dziwię się Stachowi, który nieraz mówił, że chciałby jak najprędzej sam zginąć i zniszczyć wszelki ślad po sobie. Ale mam przeczucie, że tak nie jest.</akap>


<akap id="e5372">Chociaż... Czy to ja nie miałem przeczuć, że książę Ludwik Napoleon zostanie cesarzem Francuzów?... Ha! jeszcze zaczekajmy, bo mi ta jego śmierć, w bitwie z gołymi Murzynami, jakoś dziwnie wygląda..."</akap>


<separator_linia/>









<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e5373">XVIII. ...?...</naglowek_rozdzial>





<akap id="e5374">Pan Rzecki istotnie niedomagał; według własnej opinii z powodu braku zajęcia, według Szumana z powodu sercowej choroby, która nagle rozwinęła się w nim i szła dosyć szybko pod wpływem jakichś zmartwień.</akap>


<akap id="e5375">Zajęć miał niewiele. Z rana przychodził do sklepu niegdyś Wokulskiego, obecnie Szlangbauma, lecz bawił tam, dopóki nie zaczęli się schodzić subiekci, a nade wszystko goście. Goście bowiem, nie wiadomo nawet dlaczego, przypatrywali mu się ze zdziwieniem, a subiekci, dziś z wyjątkiem pana Zięby starozakonni, nie tylko nie okazywali mu szacunku, do którego przywykł, ale nawet wbrew upomnieniom Szlangbauma traktowali go w sposób lekceważący.</akap>


<akap id="e5376">W tym stanie rzeczy pan Ignacy coraz częściej myślał o Wokulskim. Nie z racji, ażeby lękał się jakiegoś nieszczęścia, ale ot tak sobie.</akap>


<akap id="e5377">Z rana około szóstej myślał: czy Wokulski wstaje, czy śpi o tej porze i gdzie jest? W Moskwie czy może już wyjechał z Moskwy i dąży do Warszawy? W południe przypominał sobie te czasy, kiedy prawie nie było dnia, ażeby Stach nie jadł z nim obiadu, wieczorem zaś, szczególniej kładąc się do łóżka, mówił:</akap>


<akap id="e5378">,,Zapewne Stach jest u Suzina... To dopiero używają!... A może wraca w tej chwili do Warszawy i w wagonie zabiera się do spania?..."</akap>


<akap id="e5379">Ilekroć zaś wszedł do sklepu, a robił to po kilka razy na dzień, mimo niechęci subiektów i drażniącej grzeczności Szlangbauma, zawsze myślał, że jednak za czasów Wokulskiego było tu inaczej.</akap>


<akap id="e5380">Martwiło go, ale tylko trochę, że Wokulski nie dawał znać o sobie. Uważał to przecież za zwykłe dziwactwo.</akap>


<akap id="e5381">,,Nie bardzo rwał się on do pisania, kiedy był zdrów, więc cóż dopiero teraz, kiedy jest tak rozbity --- myślał. --- Oj, te baby, te baby!..."</akap>


<akap id="e5382">W dniu nabycia przez Szlangbauma sprzętów i powozu Wokulskiego pan Ignacy położył się do łóżka. Nie dlatego, ażeby miało mu to robić przykrość, bo przecie powóz i zbytkowne sprzęty były rzeczami wcale niepotrzebnymi, ale dlatego, że podobne sprawunki robią się tylko po ludziach już umarłych.</akap>


<akap id="e5383">,,No, a Stach, dzięki Bogu, jest zdrów!..." --- mówił do siebie.</akap>


<akap id="e5384">Pewnego wieczora, kiedy pan Ignacy siedząc w szlafroku rozmyślał: jak to on urządzi sklep Mraczewskiemu, ażeby zakasować Szlangbauma, usłyszał gwałtowne dzwonienie do przedpokoju i szczególny hałas w sieni.</akap>


<akap id="e5385">Służący, który już zabierał się do spania, otworzył drzwi.</akap>

<akap_dialog id="e5386">--- Jest pan? --- zapytał głos znany Rzeckiemu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5387">--- Pan chory.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5388">--- Co to chory!... Kryje się przed ludźmi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5389">--- Może, panie radco, zrobimy subiekcję... --- odezwał się inny głos.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5390">--- Co to subiekcję!... Kto nie chce mieć subiekcji w domu, niech przychodzi do knajpy...</akap_dialog>


<akap id="e5391">Rzecki podniósł się z fotelu, a jednocześnie ukazał się we drzwiach jego sypialni radca Węgrowicz i ajent Szprot... Spoza nich wychylała się jakaś kudłata głowa i oblicze nie pierwszej czystości.</akap>

<akap_dialog id="e5392">--- Nie chciała przyjść góra do Mahometów, więc Mahomeci przyszli do góry!... --- zawołał radca. --- Panie Rzecki... panie Ignacy!... co acan najlepszego wyrabiasz?... Przecież od czasu, jakeśmy pana ostatni raz widzieli, odkryliśmy nowy gatunek piwa... Postaw tu, kochanku, i zgłoś się jutro --- dodał zwracając się do zasmolonego kudłacza.</akap_dialog>


<akap id="e5393">Na to wezwanie kudłaty człowiek, ubrany w wielki fartuch, postawił na umywalni kosz wysmukłych butelek i trzy kufle. Potem zniknął, jak gdyby był istotą złożoną ze mgły i powietrza, nie zaś z dwustu funtów ciała.</akap>


<akap id="e5394">Pan Ignacy zdziwił się na widok wysmukłych butelek; uczucie to jednak nie łączyło się z żadną przykrością.</akap>

<akap_dialog id="e5395">--- Na miłość boską, cóż się z panem dzieje? --- zaczął znowu radca rozkładając ręce, jakby cały świat chciał ogarnąć w jednym uścisku. --- Tak dawno nie byłeś pan między nami, że Szprot nawet zapomniał, jak wyglądasz, a ja pomyślałem, że zaraziłeś się od swego przyjaciela, co to ma bzika...</akap_dialog>


<akap id="e5396">Rzecki sposępniał.</akap>

<akap_dialog id="e5397">--- Więc właśnie dziś --- prawił radca --- kiedy na pańskim przyjacielu wygrałem od Deklewskiego kosz piwa nowej marki, mówię do Szprota: wiesz pan co, zabierzmy piwo i chodźmy do starego, a może się chłop rozrusza... Cóż to, nawet nie prosisz nas, ażebyśmy usiedli?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5398">--- Ależ bardzo proszę --- odpowiedział Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5399">--- I stolik jest... --- mówił radca oglądając się po pokoju --- i miejsce, widzę, zaciszne. Ehe, he!... my tu będziem mogli złazić się do chorego na partyjkę co wieczór... Szprot, dobądź, synu, trybuszonik<pr><slowo_obce>trybuszonik</slowo_obce> --- korkociąg.</pr> i zabierz się do szkliwa... Niech poczciwiec zaznajomi się z nową marką...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5400">--- Jakiż to zakład wygrał radca? --- zapytał Rzecki, któremu znowu fizjognomia zaczęła się wyjaśniać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5401">--- Zakład o Wokulskiego. Widzisz pan, było tak. Jeszcze w styczniu roku zeszłego, kiedy to Wokulski awanturował się po Bułgarii, ja powiedziałem do Szprota, że pan Stanisław jest wariat, że zbankrutuje i źle skończy... Tymczasem dzisiaj, wyobraź sobie, Deklewski utrzymuje, że to on to powiedział!... Naturalnie, założyliśmy się o kosz piwa, Szprot rozstrzygnął na moją stronę i jesteśmy u ciebie...</akap_dialog>


<akap id="e5402">W ciągu tego wyjaśnienia pan Szprot ustawił na stole trzy kufle i odkorkował trzy butelki.</akap>

<akap_dialog id="e5403">--- No, tylko spojrzyj, panie Ignacy --- mówił radca podnosząc napełniony kufel. --- Kolor starego miodu, piana jak śmietana, a smak szesnastoletniej dziewczyny. Skosztujże... Co to za smak i co to za posmak?... Gdybyś zamknął oczy, przysiągłbyś, że to jest <wyroznienie>ale</wyroznienie><pr>Ale --- mocne angielskie piwo jasne.</pr>... O!... uważasz?... Ja powiadam, że przed takim piwem należałoby płukać usta. Powiedzże sam: piłeś kiedy coś podobnego?...</akap_dialog>


<akap id="e5404">Rzecki wypił pół kufla.</akap>

<akap_dialog id="e5405">--- Dobre --- rzekł. --- Skądże jednak przyszło radcy do głowy, że Wokulski zbankrutował?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5406">--- Bo nikt w mieście nie mówi inaczej. Przecież człowiek, który ma pieniądze, sens w głowie i nikogo nie zarwał, nie ucieka z miasta Bóg wie gdzie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5407">--- Wokulski wyjechał do Moskwy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5408">--- Tere, fere!... Tak wam powiedział, ażeby zmylić ślady. Ale sam się złapał, skoro wyrzekł się nawet swoich pieniędzy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5409">--- Czego się wyrzekł?... --- spytał już rozgniewany pan Ignacy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5410">--- Tych pieniędzy, które ma w banku, a nade wszystko u Szlangbauma... Przecież to razem wyniesie ze dwakroć sto tysięcy rubli... Kto więc taką sumę zostawia bez dyspozycji, po prostu rzuca ją w błoto, ten jest albo wariat, albo... zmajstrował coś takiego, że już nie czeka na wypłatę... W całym mieście rozlega się tylko jeden głos oburzenia przeciw temu... temu... że go nie nazwę właściwym imieniem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5411">--- Radco, zapominasz się!... --- zawołał Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5412">--- Rozum tracisz, panie Ignacy, ujmując się za takim człowiekiem --- odparł gwałtownie radca. --- Bo tylko pomyśl. Pojechał po majątek, gdzie?... na wojnę turecką... Na wojnę turecką!... czy rozumiesz doniosłość tych słów?... Tam zrobił majątek, ale w jaki sposób?... Jakim sposobem można w pół roku zrobić pół miliona rubli?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5413">--- Bo obracał dziesięcioma milionami rubli --- odparł Rzecki --- więc nawet zrobił mniej, niżby mógł...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5414">--- Ale czyje to były miliony?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5415">--- Suzina... kupca... jego przyjaciela.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5416">--- Otóż to!... Ale mniejsza; przypuśćmy, że w tym razie nie zrobił żadnego świństwa... Co to jednakże za interesa prowadził on w Paryżu, a później w Moskwie, na czym również grubo zarobił?... A godziło się to zabijać krajowy przemysł, ażeby dać osiemnaście procent dywidendy kilku arystokratom dla wkręcenia się pomiędzy nich?... A pięknie to sprzedawać całą spółkę Żydom i nareszcie uciekać zostawiając setki ludzi w nędzy lub w niepewności?... To tak robi dobry obywatel i człowiek uczciwy?... No, pijże, panie Ignacy!... --- zawołał trącając jego kufel swoim. --- Nasze kawalerskie!... Panie Szprot, pokaż, co umiesz... nie kompromituj się przy chorym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5417">--- Hola!... --- odezwał się doktór Szuman, który od kilku chwil stał na progu nie zdejmując kapelusza z głowy. --- Hola!... A cóż to wy, moi panowie, jesteście ajentami domu pogrzebowego, że mi w taki sposób urządzacie pacjenta?... Kazimierz! --- zawołał na służącego --- wyrzuć mi te butelki do sieni... A panów proszę, ażebyście pożegnali chorego... Szpital, choćby na jedną osobę, nie jest knajpą... To pan tak wykonywasz moje zlecenia?... --- zwrócił się do Rzeckiego. --- To pan mając wadę serca będziesz mi urządzał pijatyki?... Może jeszcze zaprosicie sobie dziewczęta?... Dobrej nocy panom --- rzekł do radcy i Szprota --- a na drugi raz nie otwierajcie mi tu piwiarni, bo was zaskarżę o zabójstwo...</akap_dialog>


<akap id="e5418">Panowie radca Węgrowicz i ajent Szprot wynieśli się tak szybko, że gdyby nie gęsty dym ich cygar, można by myśleć, że nikogo nie było w pokoju.</akap>

<akap_dialog id="e5419">--- Otwórz okno!... --- mówił doktór do służącego. --- Oj, to! to!... --- dodał patrząc ironicznie na Rzeckiego. --- Twarz w płomieniach, oczy szkliste, pulsa biją tak, że słychać na ulicy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5420">--- Słyszałeś pan, co on mówił o Stachu?... --- spytał Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5421">--- Ma rację --- odparł Szuman. <begin id="b1229621487070"/><motyw id="m1229621487070">Idealista, Marzenie, Realista</motyw>--- Całe miasto mówi to samo, chociaż myli się tytułując Wokulskiego bankrutem, bo on jest tylko półgłówkiem z tego typu, który ja nazywam polskimi romantykami.</akap_dialog>


<akap id="e5422">Rzecki patrzył na niego prawie wylękniony.</akap>

<akap_dialog id="e5423">--- Nie patrz pan tak na mnie --- ciągnął spokojnym głosem Szuman --- raczej zastanów się, czy nie mam racji? Wszakże ten człowiek ani razu w życiu nie działał przytomnie... Kiedy był subiektem, myślał o wynalazkach i o uniwersytecie; kiedy wszedł do uniwersytetu, zaczął bawić się polityką. Później zamiast robić pieniądze, został uczonym i wrócił tu tak goły, że gdyby nie Minclowa, umarłby z głodu... Nareszcie zaczął robić majątek, ale nie jako kupiec, tylko jako wielbiciel panny, która od wielu lat ma ustaloną reputację kokietki. Nie koniec na tym, już bowiem mając w ręku i pannę, i majątek, rzucił oboje, a dzisiaj co robi i gdzie jest?... Powiedz pan, jeżeliś mądry?... Półgłówek, skończony półgłówek! --- mówił Szuman machając ręką. --- Czystej krwi polski romantyk, co to wiecznie szuka czegoś poza rzeczywistością...<end id="e1229621487070"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e5424">--- Czy doktór powtórzy to Wokulskiemu, gdy wróci?... --- spytał Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5425">--- Sto razy mu tak mówiłem, a jeżeli teraz nie powiem, to tylko dlatego, że nie wróci...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5426">--- Co nie ma wrócić... --- szepnął Rzecki blednąc.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5427">--- Nie wróci, bo albo sobie gdzieś łeb rozbije, jeżeli odzyska rozsądek, albo weźmie się do jakiejś nowej utopii... Choćby do wynalazków tego mitycznego Geista, który także musi być patentowanym wariatem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5428">--- A doktór nie uganiałeś się nigdy za utopiami?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5429">--- Tak, ale robiłem to odurzywszy się w waszej atmosferze. Opatrzyłem się jednak w porę i ta okoliczność pozwala mi stawiać jak najdokładniejsze diagnozy podobnych chorób... No, zdejmij pan szlafrok, zobaczymy, jakie skutki wywołał wieczór spędzony w wesołym towarzystwie...</akap_dialog>


<akap id="e5430">Zbadał Rzeckiego, kazał mu natychmiast iść do łóżka, a na przyszłość nie robić ze swego mieszkania szynkowni.</akap>

<akap_dialog id="e5431">--- Pan to także jesteś okazem romantyka; tyle tylko, żeś miał mniej sposobności do robienia głupstw --- zakończył doktór.</akap_dialog>


<akap id="e5432">Po czym wyszedł zostawiając Rzeckiego w bardzo ponurym nastroju.</akap>


<akap id="e5433">,,Już tam twoje gadanie więcej mi zaszkodzi aniżeli piwo" --- pomyślał Rzecki, a po chwili dodał półgłosem:</akap>


<akap id="e5434">,,Mógłby jednakże Stach choć słówko napisać... Bo licho wie, jakie domysły snują się człowiekowi po głowie!..."</akap>


<akap id="e5435"><begin id="b1229621628929"/><motyw id="m1229621628929">Choroba, Historia, Starość, Upadek</motyw>Przykuty do łóżka pan Ignacy nudził się piekielnie.</akap>


<akap id="e5436">Więc dla zabicia czasu odczytywał, po raz nie wiadomo który, historię konsulatu i cesarstwa albo rozmyślał o Wokulskim.</akap>


<akap id="e5437">Oba te jednak zajęcia, zamiast uspakajać, drażniły go... Historia przypominała mu cudowne dzieje jednego z największych triumfatorów, na którego dynastii Rzecki opierał wiarę w przyszłość świata, a która to dynastia w jego oczach padła pod oszczepem Zulusa. Rozmyślania zaś o Wokulskim prowadziły go do wniosku, że ukochany przyjaciel, a tak niezwykły człowiek, co najmniej znajdował się na drodze do jakiegoś moralnego bankructwa.<end id="e1229621628929"/></akap>

<akap_dialog id="e5438">--- Tyle chciał zrobić, tyle mógł zrobić i nic nie zrobił!... --- powtarzał pan Ignacy ze smutkiem w sercu. --- Gdybyż choć napisał, gdzie jest i jakie ma zamiary... Gdyby chociaż dał znać, że żyje!...</akap_dialog>


<akap id="e5439">Od pewnego bowiem czasu trapiły pana Rzeckiego niejasne, ale złowrogie przeczucia. Przychodził mu na myśl jego sen, kiedy po przedstawieniu Rossiego marzyło mu się, że Wokulski skoczył za panną Izabelą z wieży ratuszowej. To znowu przypominał sobie dziwne, a nic dobrego nie zapowiadające zdania Stacha: ,,Chciałbym zginąć sam i zniszczyć wszelkie ślady mego istnienia!..."</akap>


<akap id="e5440">Jak łatwo podobne życzenie może się spełnić u człowieka, który mówił tylko to, co czuł, i umiał wykonywać to, co mówił!...</akap>


<akap id="e5441">Codziennie odwiedzający go doktór Szuman wcale nie dodawał mu otuchy i już prawie znudził go powtarzaniem jednej i tej samej zwrotki:</akap>

<akap_dialog id="e5442">--- Doprawdy, że trzeba być albo kompletnym bankrutem, albo wariatem, ażeby zostawiwszy tyle pieniędzy w Warszawie, nie wydać żadnej dyspozycji, a nawet nie donieść, gdzie jest!...</akap_dialog>


<akap id="e5443">Rzecki kłócił się z nim, ale w duszy przyznawał mu rację.</akap>


<akap id="e5444">Pewnego dnia doktór wpadł do niego w porze niezwykłej, bo o godzinie dziesiątej rano. Cisnął kapelusz na stół i zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e5445">--- A co, nie miałem racji, że to jest półgłówek!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5446">--- Cóż się stało?... --- zapytał pan Ignacy, z góry wiedząc, o kim mowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5447">--- Stało się, że już przed tygodniem ten wariat wyjechał z Moskwy i... zgadnij pan dokąd?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5448">--- Do Paryża?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5449">--- Ale gdzie zaś!... Wyjechał do Odessy, stamtąd ma zamiar udać się do Indyj, z Indyj do Chin i Japonii, a później przez Ocean Spokojny do Ameryki... Rozumiem podróż, nawet naokoło świata, sam bym mu ją radził. Ale ażeby nie napisać słówka, zostawiając, bądź jak bądź, ludzi życzliwych i ze dwakroć sto tysięcy rubli w Warszawie, na to, dalibóg! trzeba mieć w wysokim stopniu rozwiniętą psychozę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5450">--- Skądże te wiadomości? --- spytał Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5451">--- Z najlepszego źródła, bo od Szlangbauma, któremu zbyt wiele zależy na tym, ażeby dowiedzieć się o projektach Wokulskiego. Ma mu przecież w początkach października zapłacić sto dwadzieścia tysięcy rubli... No, a gdyby kochany Stasio w łeb sobie palnął czy utonął, czy umarł na żółtą febrę... Rozumiesz pan?... Wówczas moglibyśmy albo całemu kapitałowi ukręcić szyję, albo przynajmniej obracać nim z pół roku bez procentu... Pan już chyba poznałeś Szlangbauma? On przecież mnie... mnie chciał okpić!</akap_dialog>


<akap id="e5452">Doktór biegał po pokoju i gestykulował rękoma w taki sposób, jak gdyby sam był dotknięty początkami psychozy. Nagle zatrzymał się przed panem Ignacym, popatrzył mu w oczy i schwycił za rękę.</akap>

<akap_dialog id="e5453">--- Co... co... co?... Puls przeszło sto?... Miałeś pan dziś gorączkę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5454">--- Jeszcze nie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5455">--- Jak to: nie?... Przecież widzę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5456">--- Mniejsza --- odparł Rzecki. --- Czyby jednakże Stach zrobił coś podobnego?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5457">--- Ten nasz dawny Stach, pomimo romantyzmu, może by nie zrobił; ale ten pan Wokulski, zakochany w jaśnie wielmożnej pannie Łęckiej, może zrobić wszystko... No, i jak pan widzisz, robi, na co go stać...</akap_dialog>


<akap id="e5458"><begin id="b1229621725897"/><motyw id="m1229621725897">Praca, Samotnik, Starość, Śmierć</motyw>Od tej wizyty doktora pan Ignacy sam zaczął zeznawać, że jest z nim niedobrze.</akap>


<akap id="e5459">,,To byłoby zabawne --- myślał --- gdybym ja tak w tych czasach dał nura<pr><slowo_obce>dał nura</slowo_obce> --- tu w znaczeniu: umarł.</pr>... Phy! trafiało się to lepszym ode mnie... Napoleon I... Napoleon III... mały Lulu... Stach... No, cóż Stach?... przecież jedzie teraz do Indyj..."</akap>


<akap id="e5460">Zadumał się, wstał z łóżka, ubrał się jak należy i poszedł do sklepu ku wielkiemu zgorszeniu Szlangbauma, który wiedział, że panu Ignacemu zabroniono podnosić się.</akap>


<akap id="e5461">Za to przez następny dzień było mu gorzej; odleżał więc dobę i znowu na parę godzin zaszedł do sklepu.</akap>

<akap_dialog id="e5462">--- Cóż on sobie myśli, że sklep to trupiarnia?... --- rzekł jeden ze starozakonnych subiektów do pana Zięby, który z właściwą sobie szczerością znalazł, że ten koncept jest doskonały.<end id="e1229621725897"/></akap_dialog>


<akap id="e5463">W połowie września odwiedził pana Rzeckiego Ochocki, który na kilka dni przyjechał tu z Zasławka.</akap>


<akap id="e5464">Na jego widok pan Ignacy odzyskał dobry humor.</akap>

<akap_dialog id="e5465">--- Cóż pana tu sprowadza!... --- zawołał, gorąco ściskając kochanego przez wszystkich wynalazcę.</akap_dialog>


<akap id="e5466">Ale Ochocki był pochmurny.</akap>

<akap_dialog id="e5467">--- Cóż by innego, jeżeli nie kłopoty! --- odparł. --- Wiesz pan, że umarł Łęcki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5468">--- Ojciec tej... tej?... --- zdziwił się pan Ignacy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5469">--- Tej... tej!... I nawet bodaj czy nie przez nią...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5470">--- W imię Ojca i Syna... --- przeżegnał się Rzecki. --- Iluż ludzi ma zamiar zgubić ta kobieta?... Bo, o ile wiem, a zapewne i dla pana nie jest to tajemnicą, że jeżeli Stach wpadł w nieszczęście, to tylko przez nią...</akap_dialog>


<akap id="e5471">Ochocki pokiwał głową.</akap>

<akap_dialog id="e5472">--- Może mi pan powiedzieć, co się stało z Łęckim?... --- ciekawie zapytał pan Ignacy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5473">--- Żaden to sekret --- odparł Ochocki. --- W początkach lata oświadczył się o pannę Izabelę marszałek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5474">--- Ten... ten?... Mógł być moim ojcem --- wtrącił Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5475">--- Może też dlatego panna przyjęła go, a przynajmniej nie odrzuciła. Więc stary zebrał manatki po dwu swoich żonach i przyjechał na wieś do hrabiny... do ciotki panny Izabeli, u której mieszkała wraz z ojcem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5476">--- Oszalał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5477">--- Trafiało się to i mędrszym od niego --- ciągnął Ochocki. --- Tymczasem, pomimo że marszałek zaczął uważać się za konkurenta, panna Izabela co parę dni, a później nawet i co dzień jeździła sobie w towarzystwie pewnego inżyniera do ruin starego zamku w Zasławiu... Mówiła, że jej to rozpędza nudy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5478">--- I marszałek nic?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5479">--- Marszałek, naturalnie, milczał, ale kobiety perswadowały pannie, że tak robić nie wypada. Ona zaś ma w tych razach jedną odpowiedź: ,,Marszałek powinien być kontent, jeżeli wyjdę za niego, a wyjdę nie po to, aby wyrzekać się moich przyjemności..."</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5480">--- I pewnie marszałek przydybał ich na czym w owych ruinach? --- wtrącił Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5481">--- Ii... nie!... nawet tam nie zaglądał. A gdyby i zajrzał, przekonałby się, że panna Izabela brała z sobą naiwnego inżynierka po to, ażeby w jego asystencji tęsknić za Wokulskim...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5482">--- Za Wo--kul--skim?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5483">--- Przynajmniej tak domyślano się --- mówił Ochocki. --- Tym razem ja sam zwróciłem jej uwagę, że w towarzystwie jednego wielbiciela nie wypada tęsknić za drugim. Ale ona odpowiedziała mi swoim zwyczajem: ,,Niech będzie kontent, że pozwalam mu patrzeć na siebie..."</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5484">--- To osioł ten inżynier!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5485">--- Nie bardzo, gdyż pomimo całej naiwności spostrzegł się i pewnego dnia, a nawet przez wszystkie dnie następne nie pojechał z panną tęsknić między gruzami. Jednocześnie zaś marszałek, zazdrosny o inżyniera, zaprzestał konkurów i wyniósł się na Litwę w sposób tak demonstracyjny, że panna Izabela i hrabina dostały spazmów, a poczciwy Łęcki nawet nie kiwnąwszy palcem umarł na apopleksję...</akap_dialog>


<akap id="e5486">Skończywszy opowiadać Ochocki objął się rękoma za głowę i śmiał się.</akap>

<akap_dialog id="e5487">--- I pomyśleć tu --- dodał --- że tego rodzaju kobieta tylu ludziom głowy zawróciła...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5488">--- Ależ to potwór!... --- zawołał Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5489">--- Nie. Nawet niegłupia i niezła w gruncie rzeczy, tylko... taka jak tysiące innych z jej sfery.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5490">--- Tysiące?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5491">--- Niestety!... --- westchnął Ochocki. --- <begin id="b1229621875264"/><motyw id="m1229621875264">Bogactwo, Dama, Kobieta, Praca</motyw>Wyobraź pan sobie klasę ludzi majętnych lub zamożnych, którzy dobrze jedzą, a niewiele robią. Człowiek musi w jakiś sposób zużywać siły; więc jeżeli nie pracuje, musi wpaść w rozpustę, a przynajmniej drażnić nerwy... I do rozpusty zaś, i do drażnienia nerwów potrzebne są kobiety piękne, eleganckie, dowcipne, świetnie wychowane, a raczej wytresowane w tym właśnie kierunku... Toż to ich jedyna kariera...<end id="e1229621875264"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e5492">--- I panna Izabela zaciągnęła się w ich szeregi?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5493">--- To jest, właściwie zaciągnęli ją... Przykro mi to mówić, ale panu mówię, ażebyś wiedział, o jaką to kobietę potknął się Wokulski...</akap_dialog>


<akap id="e5494">Rozmowa urwała się --- zaczął ją Ochocki pytając:</akap>

<akap_dialog id="e5495">--- Kiedyż on wraca?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5496">--- Wokulski?... --- odparł pan Ignacy. --- Przecież wyjechał do Indyj, Chin, Ameryki...</akap_dialog>


<akap id="e5497">Ochocki rzucił się na krześle.</akap>

<akap_dialog id="e5498">--- To niepodobna!... --- zawołał. --- Chociaż... --- dodał po namyśle.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5499">--- Czy ma pan jakie wskazówki, że tam nie pojechał?... --- zapytał Rzecki zniżonym głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5500">--- Żadnych. Tylko dziwię się nagłej decyzji... Kiedym tu był ostatnim razem, obiecał mi załatwić pewien interes... Ale...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5501">--- I niezawodnie załatwiłby go ten dawny Wokulski. Ten nowy zaś zapomniał nie tylko o pańskich interesach... Przede wszystkim o własnych...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5502">--- Że on wyjedzie --- mówił Ochocki jakby do siebie --- tego można było spodziewać się, ale nie podoba mi się ta nagłość. Pisał do pana?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5503">--- Ani litery, i do nikogo --- odparł stary subiekt.</akap_dialog>


<akap id="e5504">Ochocki kręcił głową.</akap>

<akap_dialog id="e5505">--- Musiało się tak stać --- mruknął.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5506">--- Dlaczego musiało się stać?... --- wybuchnął Rzecki. --- Cóż to on bankrut czy może nie miał zajęcia?... Taki sklep, spółka to fraszki? A nie mógł ożenić się z kobietą piękną, zacną...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5507">--- Znalazłoby się więcej takich kobiet --- wtrącił Ochocki. --- Wszystko to było dobre --- mówił ożywiając się --- ale nie dla człowieka z jego usposobieniem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5508">--- Jak pan to rozumiesz? --- pochwycił Rzecki, któremu rozmowa o Wokulskim sprawiała taką przyjemność jak o kochance. --- Jak pan to rozumiesz?... Poznałeś pan bliżej tego człowieka?... --- pytał natarczywie, a oczy mu błyszczały.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5509">--- Poznać go łatwo. Był to jednym słowem człowiek szerokiej duszy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5510">--- Oto właśnie!... --- odezwał się Rzecki wybijając takt palcem i wpatrując się w Ochockiego jak w obraz. --- Co pan jednak rozumiesz przez tę szerokość?... Pięknie powiedziane!... Wytłomacz to pan, a jasno!...</akap_dialog>


<akap id="e5511">Ochocki uśmiechnął się.</akap>

<akap_dialog id="e5512"><begin id="b1229622196199"/><motyw id="m1229622196199">Idealista, Rozum</motyw>--- Widzi pan --- rzekł --- ludzie małej duszy dbają tylko o swoje interesa, nie sięgają myślą poza dzień dzisiejszy i mają wstręt do rzeczy nieznanych. Byle im było spokojnie i suto... Taki zaś facet jak on troszczy się interesami tysięcy, patrzy nieraz o kilkadziesiąt lat naprzód, a każda rzecz nieznana i nierozstrzygnięta pociąga go w sposób nieprzeparty. To nawet nie jest żadna zasługa, tylko mus. Jak żelazo bez namysłu rusza się za magnesem albo pszczoła lepi swoje komórki, tak ten gatunek ludzi rzuca się do wielkich idei i niezwykłych prac...<end id="e1229622196199"/></akap_dialog>


<akap id="e5513">Rzecki ściskał go za obie ręce i drżał ze wzruszenia.</akap>

<akap_dialog id="e5514"><begin id="b1229622276096"/><motyw id="m1229622276096">Kondycja ludzka</motyw>--- Szuman --- rzekł --- mądry doktór Szuman mówi, że Stach jest wariat, polski romantyk.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5515">--- Głupi Szuman ze swoim żydowskim klasycyzmem<pr><slowo_obce>klasycyzm</slowo_obce> --- tu w znaczeniu: realizm, trzeźwość życiowa w przeciwstawieniu do romantyzmu, rozumianego jako idealizm życiowy.</pr>!... --- odparł Ochocki. --- On nawet nie domyśla się, że cywilizacji nie stworzyli ani filistrowie<pr><slowo_obce>filister</slowo_obce> --- ograniczony mieszczuch.</pr>, ani geszefciarze, lecz, właśnie tacy wariaci... Gdyby rozum polegał na myśleniu o dochodach, ludzie do dzisiejszego dnia byliby małpami...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5516">--- Święte słowa... piękne słowa!... --- powtarzał subiekt.<end id="e1229622276096"/> --- Wytłomaczże pan jednak: jakim sposobem człowiek, podobny Wokulskiemu, mógł... tak oto... zaawanturować się?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5517">--- Proszę pana, ja się dziwię, że to tak późno nastąpiło!... --- odparł Ochocki wzruszając ramionami. --- Przecież znam jego życie i wiem, że ten człowiek prawie dusił się tutaj od dzieciństwa. Miał aspiracje naukowe, lecz nie było ich czym zaspokoić; miał szerokie instynkta społeczne, ale czego dotknął się w tym kierunku, wszystko padało... Nawet ta marna spółczyna, którą założył, zwaliła mu na łeb tylko pretensje i nienawiści...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5518">--- Masz pan rację!... masz pan rację!... --- powtarzał Rzecki. --- A teraz ta panna Izabela...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5519">--- Tak, ona mogła go uspokoić. Mając szczęście osobiste, łatwiej pogodziłby się z otoczeniem i zużyłby energię w tych kierunkach, jakie są u nas możliwe. Ale... nietęgo trafił...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5520">--- A co dalej?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5521"><begin id="b1229622345195"/><motyw id="m1229622345195">Drzewo</motyw>--- Czy ja wiem?... --- szepnął Ochocki. --- Dziś jest on podobny do wyrwanego drzewa. Jeżeli znajdzie grunt właściwy, a w Europie może go znaleźć, i jeżeli ma jeszcze energię, to wlezie w jakąś robotę i bodaj czy nie zacznie naprawdę żyć... Ale jeżeli wyczerpał się, co także w jego wieku jest możliwe...<end id="e1229622345195"/></akap_dialog>


<akap id="e5522">Rzecki podniósł palec do ust.</akap>

<akap_dialog id="e5523">--- Cicho!... cicho!... --- przerwał. --- Stach ma energię... o, ma!... On jeszcze wypłynie... wypły...</akap_dialog>


<akap id="e5524">Odszedł od okna i oparłszy się o futrynę zaczął szlochać.</akap>

<akap_dialog id="e5525">--- Taki jestem chory --- mówił --- taki rozdrażniony... --- Bo ja mam podobno wadę serca... Ale to przejdzie... przejdzie... Tylko dlaczego on tak ucieka... kryje się... nie pisze?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5526">--- Ach, jak ja rozumiem --- zawołał Ochocki --- ten wstręt człowieka rozbitego do rzeczy, które mu przypominają przeszłość!... Jak ja to znam, choćby z małego doświadczenia... Wyobraź pan sobie, że kiedy zdawałem w gimnazjum egzamin dojrzałości, musiałem w pięć tygodni przejść kursa łaciny i greki z siedmiu klas, bom się tego nigdy nie chciał uczyć. No i jakoś wykręciłem się na egzaminie, ale tak przedtem pracowałem, żem się przepracował.</akap_dialog>


<akap id="e5527">Od tej pory nie tylko nie mogłem patrzeć na książki łacińskie albo greckie, ale nawet myśleć o nich. Nie mogłem patrzeć na gmach szkolny, unikałem kolegów, którzy pracowali razem ze mną, ale nawet musiałem opuścić owe mieszkanie, gdzie uczyłem się dzień i noc. Trwało to parę miesięcy i naprawdę nie pierwej uspokoiłem się, ażem... Wiesz pan, com zrobił? Rzuciłem do pieca wszystkie podręczniki greckie i łacińskie i spaliłem bestie!... Paskudziło się to z godzinę, ale kiedy ostatecznie kazałem popioły wysypać na śmietnik, ozdrawiałem!... Chociaż i dziś jeszcze dostaję bicia serca na widok greckich liter albo łacińskich wyjątków: <slowo_obce>panis</slowo_obce>, <slowo_obce>piscis</slowo_obce>, <slowo_obce>crinis</slowo_obce><pr><slowo_obce>panis</slowo_obce>, <slowo_obce>piscis</slowo_obce>, <slowo_obce>crinis</slowo_obce> --- wyrazy łacińskie: chleb, ryba, włos --- wyjątki w gramatyce łacińskiej; są to rzeczowniki rodzaju męskiego, choć mają końcówkę --is, właściwą rzeczownikom żeńskim.</pr>... Aaa... jakie to obrzydliwe...</akap>


<akap id="e5528">Nie dziwże się pan --- kończył Ochocki --- że Wokulski umyka stąd aż do Chin... Długie udręczenie może doprowadzić człowieka do wścieklizny... Chociaż i to przechodzi...</akap>

<akap_dialog id="e5529">--- A czterdzieści sześć lat, panie?... --- zapytał Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5530">--- A silny organizm?... a tęgi mózg?... No, ale zagadałem się... Bywaj mi pan zdrów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5531">--- Co, może wyjeżdżasz pan?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5532">--- Aż do Petersburga --- odparł Ochocki. --- Muszę pilnować testamentu nieboszczki Zasławskiej, który chce obalić wdzięczna rodzina. Posiedzę tam, bodaj czy nie do końca października.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5533">--- Jak tylko będę miał wiadomość od Stacha, zaraz panu doniosę. Tylko przyszlij mi pan adres.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5534">--- I ja panu dam znać, tylko zachwycę języka... Chociaż wątpię... Do widzenia!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5535">--- Rychłego powrotu...</akap_dialog>


<akap id="e5536">Rozmowa z Ochockim orzeźwiła pana Ignacego. Zdawało się, że stary subiekt nabrał sił nagadawszy się z człowiekiem, który nie tylko rozumiał ukochanego Stacha, ale i przypominał go w wielu punktach.</akap>


<akap id="e5537">,,On był taki sam --- myślał Rzecki. --- Energiczny, trzeźwy, a mimo to zawsze pełen idealnych popędów..."</akap>


<akap id="e5538">Można powiedzieć, że od tego dnia zaczęła się rekonwalescencja pana Ignacego. Opuścił łóżko, potem szlafrok zamienił na surdut, bywał w sklepie i nawet często wychodził na ulicę. Szuman zachwycał się trafnością swojej kuracji, dzięki której choroba serca zatrzymała się w rozwoju.</akap>

<akap_dialog id="e5539">--- Co będzie dalej --- mówił do Szlangbauma --- nie wiadomo. Ale fakt, że od kilku dni stary ma się lepiej. Odzyskał apetyt i sen, a nade wszystko opuściła go apatia. Z Wokulskim miałem to samo.</akap_dialog>


<akap id="e5540">Naprawdę zaś Rzecki pokrzepiał się nadzieją, że prędzej lub później będzie miał list od swego Stacha.</akap>


<akap id="e5541">,,Już może jest w Indiach --- myślał --- więc w końcu września powinien bym mieć wiadomość... No, o spóźnienie w takich razach nietrudno; ale za październik dam głowę..."</akap>


<akap id="e5542">Rzeczywiście, w epokach wskazanych nadeszły wiadomości o Wokulskim, lecz bardzo dziwne.</akap>


<akap id="e5543">W końcu września wieczorem odwiedził pana Ignacego Szuman i śmiejąc się rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e5544">--- Tylko uważaj pan, jak ten półgłówek zainteresował ludzi. Pachciarz z Zasławka mówił Szlangbaumowi, że furman nieboszczki prezesowej widział niedawno Wokulskiego w lesie zasławskim. Opisywał nawet, jak był ubrany i na jakim koniu jechał...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5545">--- Może być!... --- wtrącił ożywiony pan Ignacy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5546">--- Farsa!... Gdzie Krym, gdzie Rzym, gdzie Indie, a gdzie Zasławek?... --- odparł doktór. --- Tym bardziej że prawie jednocześnie inny Żydek, handlujący węglami, widział znowu Wokulskiego w Dąbrowie<pr>Dąbrowa --- mowa o Dąbrowie Górniczej; miasto to należało wówczas do zaboru rosyjskiego.</pr>... A nawet więcej, bo jakoby dowiedział się, że ów Wokulski kupił od jednego górnika, pijaczyny, dwa naboje dynamitowe... No, już tego głupstwa chyba i pan nie zechcesz bronić?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5547">--- Ale cóż by to znaczyło?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5548">--- Nic. <begin id="b1229622411381"/><motyw id="m1229622411381">Cud, Pieniądz</motyw>Widocznie Szlangbaum musiał między Żydkami ogłosić nagrodę za dowiedzenie się o Wokulskim, więc teraz każdy będzie upatrywał Wokulskiego bodajby w mysiej jamie... I święty rubel tworzy jasnowidzących!... --- zakończył doktór śmiejąc się ironicznie.<end id="e1229622411381"/></akap_dialog>


<akap id="e5549">Rzecki musiał przyznać, że pogłoski nie miały sensu, a wyjaśnienie ich przez Szumana było najzupełniej racjonalne. Pomimo to niepokój o Wokulskiego wzmógł się.</akap>


<akap id="e5550"><begin id="b1229622536295"/><motyw id="m1229622536295">Testament</motyw>Niepokój jednak zamienił się w istotną trwogę wobec faktu, nie ulegającego już żadnej wątpliwości. Oto w dniu pierwszym października jeden z rejentów zawezwał do siebie pana Ignacego i pokazał mu akt, zeznany przez Wokulskiego przed wyjazdem do Moskwy. Był to formalny testament, w którym Wokulski rozporządził pozostałymi w Warszawie pieniędzmi, z których siedemdziesiąt tysięcy rs. leżały w banku, zaś sto dwadzieścia tysięcy rs. u Szlangbauma.</akap>


<akap id="e5551">Dla osób obcych rozporządzenie to było dowodem niepoczytalności Wokulskiego; Rzeckiemu jednak wydało się całkiem logiczne. Testator<pr><slowo_obce>testator</slowo_obce> --- robiący zapis, zostawiający testament.</pr> zapisał: ogromną sumę stu czterdziestu tysięcy rubli Ochockiemu, dwadzieścia pięć tysięcy rs. Rzeckiemu, dwadzieścia tysięcy rs. Helence Stawskiej. Pozostałe zaś pięć tysięcy rs. podzielił między swoją dawną służbę albo biedaków, którzy mieli z nim stosunki. Z tej sumy otrzymali po pięćset rubli: Węgiełek, stolarz z Zasławia, Wysocki, furman z Warszawy, i drugi Wysocki, jego brat, dróżnik ze Skierniewic.<end id="e1229622536295"/></akap>


<akap id="e5552">Wokulski rzewnymi słowami prosił obdarowanych, ażeby zapisy przyjęli jak od zmarłego; rejenta zaś zobowiązał do nieogłaszania aktu przed pierwszym październikiem.</akap>


<akap id="e5553">Między ludźmi, którzy znali Wokulskiego, zrobił się hałas, posypały się plotki, insynuacje, obrazy osobiste... Szuman zaś w rozmowie z Rzeckim wypowiedział taki pogląd:</akap>

<akap_dialog id="e5554">--- O zapisie dla pana dawno wiedziałem... Ochockiemu dał blisko milion złotych<pr><slowo_obce>blisko milion złotych</slowo_obce> --- to znaczy owe 140 tysięcy rubli.</pr>, ponieważ odkrył w nim wariata tego co sam gatunku... No i prezent dla córeczki pięknej pani Stawskiej rozumiem --- dodał z uśmiechem --- jedno mnie tylko intryguje...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5555">--- Cóż mianowicie? --- spytał Rzecki przygryzając wąsy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5556">--- Skąd się wziął między obdarowanymi ów dróżnik Wysocki?... --- zakończył Szuman.</akap_dialog>


<akap id="e5557">Zanotował jego imię i nazwisko i wyszedł zamyślony.</akap>


<akap id="e5558">Wielki był niepokój Rzeckiego o to, co mogło się stać z Wokulskim? dlaczego zrobił zapis i dlaczego przemawiał w nim jak człowiek myślący o bliskiej śmierci?... Wnet jednak trafiły się wypadki, które obudziły w panu Ignacym iskrę nadziei lub do pewnego stopnia wyjaśniły dziwne postępowanie Wokulskiego.</akap>


<akap id="e5559">Przede wszystkim Ochocki, zawiadomiony o darze, nie tylko natychmiast odpowiedział z Petersburga, że zapis przyjmuje i że całą gotówkę chce mieć w początkach listopada, ale jeszcze zastrzegł sobie u Szlangbauma procent za miesiąc październik.</akap>


<akap id="e5560">Nadto zaś napisał do Rzeckiego list z zapytaniem: czy pan Ignacy nie dałby mu ze swego kapitału dwudziestu jeden tysięcy rubli gotowizną, w zamian za sumę płatną na święty Jan, którą Ochocki miał na hipotece wiejskiego majątku?</akap>


<akap id="e5561">,,Bardzo zależy mi na tym --- kończył swój list --- ażeby wszystko, co posiadam, mieć w ręku, gdyż w listopadzie stanowczo muszę wyjechać za granicę. Objaśnię to panu przy osobistej rozmowie..."</akap>


<akap id="e5562">,,Dlaczego on tak nagle wyjeżdża za granicę i dlaczego zbiera wszystkie pieniądze?... --- zapytywał sam siebie Rzecki. --- Dlaczego w końcu odkłada wyjaśnienia do rozmowy osobistej?..."</akap>


<akap id="e5563">Naturalnie, że przyjął propozycję Ochockiego; zdawało mu się, że w tym nagłym wyjeździe i niedomówieniach tkwi jakaś otucha.</akap>


<akap id="e5564">,,Kto wie --- myślał --- czy Stach pojechał do Indyj ze swoim półmilionem?... Może oni obaj z Ochockim zejdą się w Paryżu, u tego dziwnego Geista?... Jakieś metale... jakieś balony!... Widocznie chodzi im o utrzymanie tajemnicy, przynajmniej do czasu..."</akap>


<akap id="e5565">W tym jednak razie pomieszał mu rachunki Szuman powiedziawszy przy jakiejś okazji:</akap>

<akap_dialog id="e5566"><begin id="b1229622609346"/><motyw id="m1229622609346">Nauka, Szaleniec</motyw>--- Dowiadywałem się w Paryżu o tego sławnego Geista myśląc, że Wokulski może się o niego zechce zaczepić. No, ale Geist, niegdyś bardzo zdolny chemik, jest dziś skończonym wariatem... Cała Akademia<pr><slowo_obce>Akademia</slowo_obce> --- tzn. francuska Akademia Nauk.</pr> śmieje się z jego pomysłów!...</akap_dialog>


<akap id="e5567">Drwiny całej Akademii z Geista mocno zachwiały nadziejami Rzeckiego. Jużci, jeżeli kto, to tylko Akademia francuska mogłaby oceniać wartość owych metali czy balonów... A jeżeli mędrcy zadecydowali, że Geist jest wariatem, to już chyba Wokulski nie miałby co robić u niego.<end id="e1229622609346"/></akap>


<akap id="e5568"><begin id="b1229622652733"/><motyw id="m1229622652733">Podróż</motyw>,,Gdzie i po co w takim razie wyjechał? --- myślał Rzecki. --- Ha, oczywiście, wyjechał w podróż, bo mu tu było źle... Jeżeli Ochocki musiał opuścić mieszkanie, w którym dokuczyła mu tylko gramatyka grecka, to Wokulski mógł tym bardziej wynieść się z miasta, gdzie mu tak dokuczyła kobieta... I gdybyż to tylko ona!... Czy był kiedy człowiek bardziej szkalowany od niego?..."<end id="e1229622652733"/></akap>


<akap id="e5569">,,Ale dlaczego on zrobił prawie testament i jeszcze napomykał w nim o śmierci?..." --- dodawał pan Ignacy.</akap>


<akap id="e5570">Tę wątpliwość rozjaśniła mu wizyta Mraczewskiego. Młody człowiek przyjechał do Warszawy niespodzianie i przyszedł do Rzeckiego z miną zakłopotaną. Rozmawiał urywkowo, a w końcu napomknął, że pani Stawska waha się przyjąć darowizny Wokulskiego i że jemu samemu dar ten wydaje się niepokojącym...</akap>

<akap_dialog id="e5571">--- Dzieciak jesteś, mój kochany!... --- oburzył się pan Ignacy. --- Wokulski zapisał jej czy Helci dwadzieścia tysięcy rubli, bo polubił kobietę; a polubił ją, bo w jej domu znajdował spokój w najcięższych czasach dla siebie... Wiesz przecie, że kochał się w pannie Izabeli?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5572">--- To wiem --- odparł nieco spokojniej Mraczewski --- ale wiem i o tym, że pani Stawska miała do Wokulskiego słabość...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5573">--- Więc i cóż?... Dziś Wokulski jest dla nas wszystkich prawie umarłym i Bóg wie, czy go kiedy zobaczymy...</akap_dialog>


<akap id="e5574">Mraczewskiemu twarz rozjaśniła się.</akap>

<akap_dialog id="e5575">--- To prawda --- rzekł --- to prawda!... Pani Stawska może przyjąć zapis od zmarłego, a ja nie potrzebuję się obawiać wspomnień o nim...</akap_dialog>


<akap id="e5576">I wyszedł bardzo kontent z tego, że Wokulski może już nie żyje.</akap>


<akap id="e5577">,,Stach miał rację --- myślał pan Ignacy --- nadając taką formę swoim zapisom. Umniejszył kłopotu obdarowanym, a nade wszystko tej poczciwej pani Helenie..."</akap>


<akap id="e5578">W sklepie Rzecki bywał ledwie raz na kilka dni, jedyne zaś jego zajęcie, notabene bezpłatne, polegało na układaniu wystawy w oknach, co zwykle robił w nocy z soboty na niedzielę. Stary subiekt bardzo lubił to układanie, a Szlangbaum sam go o nie prosił w nadziei, że pan Ignacy umieści swój kapitał w jego kantorze na niewysoki procent.</akap>


<akap id="e5579"><begin id="b1229622763246"/><motyw id="m1229622763246">Handel</motyw>Ale i te rzadkie odwiedziny wystarczyły panu Ignacemu do zorientowania się, że w sklepie zaszły gruntowne zmiany na gorsze. Towary, lubo pokaźne na oko, były liche, choć zarazem zniżyła się trochę ich cena; subiekci w arogancki sposób traktowali publiczność i dopuszczali się drobnych nadużyć, które nie uszły uwagi Rzeckiego. Nareszcie dwu nowych inkasentów dopuściło się malwersacji na sto kilkadziesiąt rubli.</akap>


<akap id="e5580">Kiedy pan Ignacy wspomniał o tym Szlangbaumowi, usłyszał odpowiedź:</akap>

<akap_dialog id="e5581">--- Proszę pana, publiczność nie zna się na dobrym towarze, tylko na tanim... A co do malwersacji, te się wszędzie trafiają. Skąd zresztą wezmę innych ludzi?</akap_dialog>


<akap id="e5582">Pomimo tęgiej miny Szlangbaum jednak martwił się, a Szuman drwił z niego bez miłosierdzia.</akap>

<akap_dialog id="e5583">--- Prawda, panie Szlangbaum --- mówił doktór --- że gdyby w kraju zostali sami Żydzi, wyszlibyśmy z torbami z interesu! Bo jedni okpiwaliby nas, a drudzy nie daliby się łapać na nasze sztuki...<end id="e1229622763246"/></akap_dialog>


<akap id="e5584">Mając dużo wolnego czasu pan Ignacy dużo rozmyślał i dziwił się, że teraz po całych dniach zaprzątały go kwestie, które dawniej nawet nie przeszły mu przez głowę.</akap>


<akap id="e5585">,,Dlaczego nasz sklep upadł?... --- mówił do siebie. --- Bo gospodaruje w nim Szlangbaum, nie Wokulski. A dlaczego nie gospodaruje Wokulski?... Bo jak to wspomniał Ochocki, Stach dusił się tutaj prawie od dzieciństwa i nareszcie musiał uciec na świeże powietrze..."</akap>


<akap id="e5586">I przypomniał sobie najwydatniejsze momenta z życia Wokulskiego. Kiedy chciał uczyć się, jeszcze jako subiekt Hopfera, wszyscy mu dokuczali. Kiedy wstąpił do uniwersytetu, zażądano od niego poświęceń. Kiedy wrócił do kraju, nawet pracy mu odmówiono. Kiedy zrobił majątek, obrzucono go podejrzeniami, a kiedy zakochał się, ubóstwiana kobieta zdradziła go w najnikczemniejszy sposób...</akap>


<akap id="e5587">,,Trzeba przyznać --- rzekł pan Ignacy --- że w takich warunkach zrobił, co mógł najlepszego..."</akap>


<akap id="e5588">Ale jeżeli Wokulskiego siła faktów wypchnęła z kraju, dlaczego sklepu po nim nie odziedziczył bodajby on sam, Rzecki, nie zaś Szlangbaum?...</akap>


<akap id="e5589">Bo on, Rzecki, nigdy o tym nie myślał, ażeby posiadać własny sklep. On walczył za interesa Węgrów albo czekał, aż Napoleonidzi świat przebudują. I cóż się stało?... Świat nie poprawił się, Napoleonidzi wyginęli, a właścicielem sklepu został Szlangbaum.</akap>


<akap id="e5590">,,Strach, ile się u nas marnuje uczciwych ludzi --- myślał. --- Katz palnął sobie w łeb, Wokulski wyjechał, Klejn Bóg wie gdzie, a Lisiecki musiał także się wynosić, bo dla niego nie było tu miejsca..."</akap>


<akap id="e5591">Wobec tych medytacyj pan Ignacy doznawał wyrzutów sumienia, pod wpływem których począł mu się zarysowywać jakiś plan na przyszłość...</akap>


<akap id="e5592">,,Wejdę --- mówił --- do spółki z panią Stawską i z Mraczewskim. Oni mają dwadzieścia tysięcy rubli, ja dwadzieścia pięć tysięcy, więc za taką sumę możemy otworzyć porządny sklep choćby pod bokiem Szlangbaumowi..."</akap>


<akap id="e5593">Projekt ten tak go opanował, że pod jego wpływem czuł się nawet zdrowszym. Wprawdzie coraz częściej doznawał bólu w ramionach i duszności, ale nie zważał na to...</akap>


<akap id="e5594">,,Pojadę na kurację choćby za granicę --- myślał --- pozbędę się tych głupich duszności i wezmę się do roboty naprawdę... Cóż to, czy tylko Szlangbaum ma robić u nas majątek?..."</akap>


<akap id="e5595">Czuł się młodszym i rzeźwiejszym, choć Szuman nie radził mu wychodzić na ulicę i zalecał unikać wzruszeń.</akap>


<akap id="e5596">Sam doktór jednakże często zapominał o własnym przepisie.</akap>


<akap id="e5597">Raz wpadł do Rzeckiego z rana, wzburzony tak, że zapomniał włożyć krawata na szyję.</akap>

<akap_dialog id="e5598">--- Wiesz pan --- zawołał --- pięknych rzeczy dowiedziałem się o Wokulskim!...</akap_dialog>


<akap id="e5599">Pan Ignacy położył na stole nóż i widelec (właśnie jadł befsztyk z borówkami) i uczuł ból w ramionach.</akap>

<akap_dialog id="e5600">--- Cóż się stało?... --- zapytał słabym głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5601">--- Pyszny jest Staś!... --- mówił Szuman. --- Odnalazłem tego dróżnika Wysockiego w Skierniewicach, wybadałem go i wiesz pan, com odkrył?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5602">--- Skądże mogę wiedzieć?... --- spytał Rzecki, któremu na chwilę zrobiło się ciemno w oczach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5603">--- Wyobraź pan sobie --- mówił zirytowany Szuman --- że... to bydlę... to zwierzę... wtedy w maju, kiedy jechał z Łęckimi do Krakowa, rzucił się w Skierniewicach pod pociąg!... Wysocki go uratował...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5604">--- Eh!... --- mruknął Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5605">--- Nie: eh!... tylko tak jest. Z czego widzę, że kochany Stasieczek, obok romantyzmu, miał jeszcze manię samobójstwa... Założyłbym się o cały mój majątek, że on już nie żyje!...</akap_dialog>


<akap id="e5606">Nagle umilkł spostrzegłszy straszną zmianę na twarzy pana Ignacego. Zmieszał się niesłychanie, sam prawie zaniósł go na łóżko i przysiągł sobie, że już nigdy nie będzie zaczepiać tych kwestyj.</akap>


<akap id="e5607">Ale los zrządził inaczej.</akap>


<akap id="e5608">W końcu października bryftrygier oddał Rzeckiemu list rekomendowany pod adresem Wokulskiego.</akap>


<akap id="e5609">List pochodził z Zasławia, pismo było niewprawne.</akap>


<akap id="e5610">,,Czyby od Węgiełka..." --- pomyślał pan Ignacy i otworzył kopertę.</akap>


<akap id="e5611">,,Wielmożny panie! --- pisał Węgiełek. --- Najpierwej dziękujemy wielmożnemu panu za pamięć o nas i za te pięćset rubli, którymi nas wielmożny pan znowu obdarzył, i za wszystkie dobrodziejstwa, które otrzymaliśmy z jego szczodrobliwej ręki, dziękujemy: matka moja, żona moja i ja... Po drugie zaś wszyscy troje zapytujemy się o zdrowie i życie wielmożnego pana i czy pan szczęśliwie do dom powrócił. Pewno, że tak jest, bo inaczej nie wysłałby nam pan swego wspaniałego daru. Tylko żona moja jest bardzo o wielmożnego pana niespokojna i po nocach nie sypia, a nawet chciała, ażebym sam do Warszawy pojechał, zwyczajnie jak kobieta.</akap>


<akap id="e5612">Bo to u nas, wielmożny panie, we wrześniu, tego samego dnia kiedy wielmożny pan idąc na zamek spotkał moją matkę przy kartoflach, trafiło się wielkie zdarzenie. Tylko co matka wróciła z pola i nastawiła wieczerzę, aż tu w zamku dwa razy tak strasznie huknęło, jak pioruny, a w miasteczku szyby się zatrzęsły. Matce garnczek wypadł z rąk i zaraz mówi do mnie:</akap>


<akap id="e5613">«Leć na zamek, bo tam może bawi się jeszcze pan Wokulski, więc żeby go nieszczęście nie spotkało. I ja też zaraz poleciałem.</akap>


<akap id="e5614">Chryste Panie! Ledwieżem poznał górę. Z czterech ścian zamku, co się jeszcze mocno trzymały, została tylko jedna, a trzy zmielone prawie na mąkę. Kamień, cośmy na nim rok temu wycięli wiersze, rozbity na jakie dwadzieścia kawałków, a w tym miejscu, gdzie była zawalona studnia, zrobił się dół i gruzów nasypało w niego więcej niż na stodołę. Ja myślę, że to mury same zawaliły się ze starości; ale matka mówi, że to może kowal nieboszczyk, com o nim wielmożnemu państwu rozpowiadał, że on taką psotę zrobił.</akap>


<akap id="e5615">Nic nie mówiąc nikomu o tym, że wielmożny pan szedł wtedy na zamek, przez cały tydzień grzebałem między gruzami, czy, broń Boże, nie stało się nieszczęście. I dopiero, kiedym śladu nie znalazł, ucieszyłem się tak, że na tym miejscu święty krzyż stawiam, cały z drzewa dębowego, nie malowany, ażeby była pamiątka, jako wielmożny pan od nieszczęścia się ocalił. Ale moja żona, kobiecym obyczajem, wciąż się niepokoi... Więc dlatego pokornie upraszam wielmożnego pana ażeby nam dał znać o sobie, że żyje i że zdrów jest...</akap>


<akap id="e5616">Ksiądz proboszcz jegomość taki poradził mi wyciąć napis na krzyżu:</akap>


<dlugi_cytat><akap id="e5739"><slowo_obce>Non omnis moriar</slowo_obce><pr><slowo_obce>Non omnis moriar</slowo_obce> (łac.) --- nie wszystek umrę, nie wszystko jest we mnie śmiertelne; cytat z ody rzymskiego poety Horacego (64--8 p.n.e.).</pr>...</akap></dlugi_cytat>


<akap id="e5617">Ażeby ludzie wiedzieli, że choć stary zamek, pamiątka z czasów dawnych, w gruzy się rozleciał, to przecie nie wszystek zginął i jeszcze niemało zostanie po nim do widzenia nawet dla naszych wnuków..."</akap>


<sekcja_swiatlo/>


<akap id="e5618">,,A zatem Wokulski był w kraju!..." --- zawołał ucieszony Rzecki i posłał po doktora prosząc go, ażeby przyszedł natychmiast.</akap>


<akap id="e5619">W niecały kwadrans zjawił się Szuman. Dwa razy przeczytał podany mu list i ze zdziwieniem przypatrywał się ożywionej fizjognomii pana Ignacego.</akap>

<akap_dialog id="e5620">--- Cóż doktór na to?... --- zapytał triumfalnie Rzecki.</akap_dialog>


<akap id="e5621">Szuman zdziwił się jeszcze mocniej.</akap>

<akap_dialog id="e5622"><begin id="b1229622857636"/><motyw id="m1229622857636">Samobójstwo</motyw>--- Co ja na to?... --- powtórzył. --- Że stało się, co przepowiadałem Wokulskiemu jeszcze przed jego wyjazdem do Bułgarii... Przecież to jasne, że Stach zabił się w Zasławiu.</akap_dialog>


<akap id="e5623">Rzecki uśmiechnął się.</akap>

<akap_dialog id="e5624">--- Ależ zastanów się, panie Ignacy --- mówił doktór, z trudnością hamując wzruszenie. --- Pomyśl tylko: widziano go w Dąbrowie, jak kupował naboje, potem widziano go w okolicach Zasławka, a nareszcie w samym Zasławiu. Myślę, że w zamku musiało coś kiedyś zajść między nim a tą... tą potępienicą... Bo nawet mnie raz wspomniał, że chciałby zapaść się pod ziemię tak głęboko jak studnia zasławska...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5625">--- Gdyby zechciał się zabić, mógłby to zrobić dawniej... Zresztą i pistolet by wystarczył, nie dynamit --- odparł Rzecki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5626">--- Toteż zabijał się... Ale że w każdym calu była to wściekła bestia, więc mu pistolet nie wystarczał... Jemu trzeba było lokomotywy, ażeby zginąć... Samobójcy umieją być wybredni, wiem o tym!...<end id="e1229622857636"/></akap_dialog>


<akap id="e5627">Rzecki kręcił głową i uśmiechał się.</akap>

<akap_dialog id="e5628">--- Więc co pan myślisz, u diabła?... --- zawołał zniecierpliwiony Szuman. --- Czy masz jaką inną hipotezę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5629">--- Mam. Stacha po prostu dręczyły wspomnienia tego zamku, więc chciał go zniszczyć, jak Ochocki zniszczył grecką gramatykę, kiedy się na niej przepracował. Jest to także odpowiedź dana tej pannie, która podobno co dzień jeździła tęsknić do tych gruzów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5630">--- Ależ to byłoby dzieciństwo!... Czterdziestoletni chłop nie może postępować jak uczeń...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5631">--- Kwestia temperamentu --- odparł Rzecki spokojnie. --- Jedni odsyłają pamiątki, a on swoją wysadził w powietrze... Szkoda tylko, że tej Dulcynei<pr>Dulcynea --- ukochana Don Kichota; w jego wyobraźni --- piękna i subtelna dama, w rzeczywistości brzydka i ordynarna chłopka.</pr> nie było między gruzami.</akap_dialog>


<akap id="e5632">Doktór zamyślił się.</akap>

<akap_dialog id="e5633">--- Wściekła bestia!... Ale gdzieżby teraz się podział, jeżeliby żył?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5634">--- Teraz właśnie podróżuje z lekkim sercem. A nie pisze, bośmy mu już widać wszyscy obrzydli... --- dokończył ciszej pan Ignacy. --- Zresztą, gdyby tam zginął, pozostałby jakiś ślad...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5635">--- Swoją drogą, nie przysiągłbym, że pan nie masz racji, chociaż... ja w to nie wierzę --- mruknął Szuman.</akap_dialog>


<akap id="e5636">Kiwał smutnie głową i mówił:</akap>

<akap_dialog id="e5637">--- Romantycy muszą wyginąć, to darmo; dzisiejszy świat nie dla nich... Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić...</akap_dialog>


<akap id="e5638">Ale jaki to człowiek stylowy!... --- zakończył. --- Umarł przywalony resztkami feudalizmu... Zginął, aż ziemia zadrżała... Ciekawy typ, ciekawy...</akap>


<akap id="e5639">Nagle schwycił kapelusz i wybiegł z pokoju mrucząc:</akap>

<akap_dialog id="e5640">--- Wariaty!... wariaty!... cały świat mogliby zarazić swoim obłędem...</akap_dialog>


<akap id="e5641">Rzecki wciąż uśmiechał się.</akap>


<akap id="e5642">,,Niech mnie diabli wezmą --- mówił do siebie --- jeżeli co do Stacha nie mam racji!... Powiedział pannie: <slowo_obce>adieu</slowo_obce>! i pojechał... Oto cały sekret. Byle wrócił Ochocki, dowiemy się prawdy..."</akap>


<akap id="e5643">Był w tak dobrym usposobieniu, że wydobył spod łóżka gitarę, naciągnął struny i przy jej akompaniamencie zaczął nucić:</akap>


<poezja_cyt><strofa id="e5740">Wiosna się budzi w całej naturze,/
Witana rzewnym słowików pieniem.../
W zielonym gaju, ponad strumieniem,/
Kwitnęły dwie piękne róże...</strofa></poezja_cyt>


<akap id="e5644">Ostry ból w piersiach przypomniał mu, że nie powinien się męczyć.</akap>


<akap id="e5645">Niemniej czuł w sobie ogromną energię.</akap>


<akap id="e5646">,,Stach --- myślał --- wziął się do jakiejś wielkiej roboty, Ochocki jedzie do niego, więc muszę i ja pokazać, co umiem... Precz z marzeniami!...</akap>


<akap id="e5647">Napoleonidzi już nie poprawią świata i nikt go nie poprawi, jeżeli i nadal będziemy postępować jak lunatycy... Zawiążę spółkę z Mraczewskimi, sprowadzę Lisieckiego, znajdę Klejna i spróbujemy, panie Szlangbaum, czy tylko ty masz rozum... Do licha, co może być łatwiejszego aniżeli zrobienie pieniędzy, jeżeli chce się tego?</akap>


<akap id="e5648">A jeszcze z takim kapitałem i takimi ludźmi!..."</akap>


<akap id="e5649"><begin id="b1229623002915"/><motyw id="m1229623002915">Kondycja ludzka, Obraz świata, Zabawa</motyw>W sobotę po rozejściu się subiektów wieczorem pan Ignacy wziął od Szlangbauma klucz od tylnych drzwi sklepu, ażeby na przyszły tydzień ułożyć wystawę w oknach.</akap>


<akap id="e5650">Zapalił jedną lampę, z głównego okna wydobył przy pomocy Kazimierza żardynierkę<pr><slowo_obce>żardynierka</slowo_obce> --- podstawka lub kosz na kwiaty.</pr> i dwa wazony saskie a na ich miejsce ustawił wazony japońskie i starorzymski stolik. Następnie kazał służącemu iść spać, miał bowiem zwyczaj własnoręcznie rozkładać przedmioty drobne, a osobliwie mechaniczne zabawki. Nie chciał zresztą, ażeby prosty człowiek wiedział, że on sam najlepiej bawi się sklepowymi zabawkami.</akap>


<akap id="e5651">Jak zwykle, tak i tym razem wydobył wszystkie, zapełnił nimi cały kontuar i wszystkie jednocześnie nakręcił. Po raz tysiączny w życiu przysłuchiwał się melodiom grających tabakierek i patrzył, jak niedźwiedź wdrapuje się na słup, jak szklana woda obraca młyńskie koła, jak kot ugania się za myszą, jak tańczą krakowiacy, a na wyciągniętym koniu pędzi dżokej.</akap>


<akap id="e5652">I przypatrując się ruchowi martwych figur po tysiączny raz w życiu powtarzał:</akap>


<akap id="e5653">,,Marionetki!... Wszystko marionetki!... Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one..."</akap>


<akap id="e5654">Kiedy źle kierowany dżokej wywrócił się na tańczących parach, pan Ignacy posmutniał.</akap>


<akap id="e5655">,,Dopomóc do szczęścia jeden drugiemu nie potrafi --- myślał --- ale zrujnować cudze życie umieją tak dobrze, jak gdyby byli ludźmi..."<end id="e1229623002915"/></akap>


<akap id="e5656">Nagle usłyszał łoskot. Spojrzał w głąb sklepu i zobaczył wydobywającą się spod kontuaru ludzką figurę.</akap>


<akap id="e5657">,,Złodziej?..." --- przeleciało mu przez głowę.</akap>

<akap_dialog id="e5658">--- Bardzo przepraszam, panie Rzecki, ale... ja zaraz przyjdę... --- odezwała się figura z oliwkową twarzą i czarnymi włosami. Pobiegła do drzwi, otworzyła je pośpiesznie i znikła.</akap_dialog>


<akap id="e5659">Pan Ignacy nie mógł podnieść się z fotelu; ręce mu opadły, nogi odmówiły posłuszeństwa. Tylko serce uderzało w nim jak dzwon rozbity, a w oczach zrobiło mu się ciemno.</akap>


<akap id="e5660">,,Cóż, u diabła, ja się zląkłem? --- szepnął. --- Wszakże to jest ten... ten Izydor Gutmorgen... tutejszy subiekt... Oczywiście, coś skradł i uciekł... Ale dlaczego ja się zląkłem?..."</akap>


<akap id="e5661">Tymczasem pan Izydor Gutmorgen po dłuższej nieobecności wrócił do sklepu, co jeszcze więcej zadziwiło Rzeckiego.</akap>

<akap_dialog id="e5662">--- Skądeś się pan tu wziął?... czego pan chcesz?... --- zapytał go pan Ignacy.</akap_dialog>


<akap id="e5663">Pan Gutmorgen zdawał się być mocno zakłopotany. Spuścił głowę jak winowajca i przebierając palcami po kontuarze, mówił:</akap>

<akap_dialog id="e5664">--- Przepraszam pana, panie Rzecki, ale pan może myśli, że ja co ukradłem?... Niech mnie pan zrewiduje...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5665">--- Ale co pan tu robisz? --- zapytał Rzecki. Chciał się podnieść z fotelu, lecz nie mógł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5666"><begin id="b1229623079972"/><motyw id="m1229623079972">Pieniądz, Praca</motyw>--- Mnie pan Szlangbaum kazał zostać tu dziś na noc...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5667">--- Po co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5668">--- Bo, widzi pan, panie Rzecki... z panem przychodzi tu do ustawiania ten Kazimierz... Więc pan Szlangbaum kazał mnie pilnować, ażeby on czego nie wyniósł... Ale że mnie się trochę niedobrze zrobiło, więc... ja pana bardzo przepraszam...</akap_dialog>


<akap id="e5669">Rzecki już powstał z siedzenia.</akap>

<akap_dialog id="e5670">--- Ach, wy kundle!... --- zawołał w najwyższej pasji. --- To wy mnie uważacie za złodzieja?... I za to, że wam darmo pracuję?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5671">--- Przepraszam pana, panie Rzecki --- wtrącił z pokorą Gutmorgen --- ale... po co pan darmo pracuje?...<end id="e1229623079972"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e5672">--- Niechże was milion diabłów porwie!... --- krzyknął pan Ignacy. Wybiegł ze sklepu i starannie zamknął drzwi na klucz.</akap_dialog>


<akap id="e5673">,,Posiedźże sobie do rana, kiedy ci niedobrze!... I zostaw pamiątkę swemu pryncypałowi" --- mruknął.</akap>


<akap id="e5674">Pan Ignacy nie mógł spać całą noc. A ponieważ jego lokal dzieliła tylko sień od sklepu, więc około drugiej usłyszał ciche pukanie wewnątrz sklepu i stłumiony głos Gutmorgena, który mówił:</akap>

<akap_dialog id="e5675">--- Panie Rzecki, niech pan otworzy... Ja zaraz wrócę...</akap_dialog>


<akap id="e5676">Wkrótce jednak wszystko ucichło.</akap>


<akap id="e5677">,,O, gałgany!... --- myślał Rzecki przewracając się na łóżku. --- To wy mnie traktujecie jak złodzieja... Poczekajcież!..."</akap>


<akap id="e5678">Około dziewiątej z rana usłyszał, że Szlangbaum uwolnił Gutmorgena, a następnie zaczął kołatać do jego drzwi. Nie odezwał się jednak, a kiedy przyszedł Kazimierz, zapowiedział mu, ażeby nigdy nie puszczał tu Szlangbauma.</akap>


<akap id="e5679">,,Wyniosę się stąd --- mówił --- bodaj od Nowego Roku... Żebym miał mieszkać na strychu albo wziąć numer w hotelu... Mnie zrobili złodziejem!... Stach powierzał mi krocie, a ten bestia, lęka się o swoje tandeciarskie towary..."</akap>


<akap id="e5680">Przed południem napisał dwa długie listy: jeden do pani Stawskiej proponując, ażeby sprowadziła się do Warszawy i zawiązała z nim spółkę; drugi do Lisieckiego zapytując: czyby nie zechciał powrócić i objąć posady w jego sklepie?...</akap>


<akap id="e5681">Przez cały czas pisania i odczytywania listów złośliwy uśmiech nie schodził mu z twarzy.</akap>


<akap id="e5682">,,Wyobrażam sobie minę Szlangbauma --- myślał --- kiedy otworzymy mu przed nosem sklep konkurencyjny... he!... he!... he!... On mnie kazał pilnować... Dobrze mi tak, kiedym pozwolił rozpanoszyć się temu filutowi... He! he! he!"</akap>


<akap id="e5683">W tej chwili trącił rękawem pióro, które z biurka upadło na podłogę. Rzecki schylił się, ażeby je podnieść, i nagle uczuł dziwny ból w piersiach, jakby kto przebił płuca wąskim nożykiem. Na chwilę zaćmiło mu się w oczach i doznał lekkich mdłości; więc nie podnosząc pióra wstał z fotelu i położył się na szezlongu.</akap>


<akap id="e5684">,,Będę ostatnim cymbałem --- myślał --- jeżeli za parę lat Szlangbaum nie wyjdzie na Nalewki... Stary głupiec ze mnie!... troszczyłem się o Bonapartych i o całą Europę, a tymczasem wyrósł mi pod bokiem tandeciarz, który każe mnie pilnować jak złodzieja... No, ale przynajmniej nabrałem doświadczenia; wystarczy mi go na całe życie... Przestaniecie wy mnie teraz nazywać romantykiem i marzycielem..."</akap>


<akap id="e5685"><begin id="b1229623219939"/><motyw id="m1229623219939">Śmierć, Wspomnienia</motyw>Coś jakby zawadzało mu w lewym płucu.</akap>


<akap id="e5686">,,Astma?... --- mruknął. --- Muszę ja się na serio wziąć do kuracji. Inaczej za pięć, sześć lat zostałbym kompletnym niedołęgą... Ach, gdybym się był spostrzegł dziesięć lat temu!.."</akap>


<akap id="e5687">Przymknął oczy i zdawało mu się, że widzi całe swoje życie, od chwili obecnej aż do dzieciństwa, rozwinięte na kształt panoramy, wzdłuż której on sam płynął, dziwnie spokojnym ruchem... Uderzało go tylko, że każdy miniony obraz zacierał mu się w pamięci tak nieodwołalnie, iż w żaden sposób nie mógł przypomnieć sobie tego, na co patrzył przed chwilą. Oto obiad w Hotelu Europejskim z powodu otwarcia nowego sklepu... Oto stary sklep, a w nim panna Łęcka rozmawia z Mraczewskim... Oto jego pokój z zakratowanym oknem, gdzie przed chwilą wszedł Wokulski, kiedy powrócił z Bułgarii...</akap>


<akap id="e5688">,,Zaraz... co to ja poprzednio widziałem..." --- myślał.</akap>


<akap id="e5689">Oto piwnica Hopfera, gdzie poznał się z Wokulskim... A oto pole bitwy, gdzie niebieskawy dym unosi się nad liniami granatowych i białych mundurów... A oto stary Mincel siedzi na fotelu i ciągnie za sznurek wiszącego w oknie kozaka...</akap>


<akap id="e5690">,,Czy ja to wszystko istotnie widziałem, czy mi się tylko śniło?... Boże miłosierny..." --- szepnął.</akap>


<akap id="e5691">Teraz zdawało mu się, że jest małym chłopcem i że podczas gdy jego ojciec rozmawiał z panem Raczkiem o cesarzu Napoleonie, on wymknął się na strych i przez dymnik patrzył na Wisłę w stronę Pragi... Stopniowo jednak obraz przedmieścia zatarł mu się przed oczyma i został tylko dymnik. Z początku był on wielki jak talerz, później jak spodek, a potem zmalał do rozmiarów srebrnej dziesiątki...</akap>


<akap id="e5692">Jednocześnie ze wszystkich stron ogarnęła go niepamięć i ciemność, a raczej głęboka czarność, wśród której tylko ów dymnik świecił jak gwiazda o nieustannie zmniejszającym się blasku.</akap>


<akap id="e5693">Nareszcie i ta ostatnia gwiazda zgasła...</akap>


<akap id="e5694">Może zobaczył ją znowu, ale już nie nad ziemskim horyzontem.<end id="e1229623219939"/></akap>


<separator_linia/>


<akap id="e5695">Około drugiej w południe przyszedł służący pana Ignacego, Kazimierz, z koszem talerzy. Hałaśliwie nakrył do stołu, a widząc, że pan nie budzi się, zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e5696">--- Proszę pana, obiad wystygnie...</akap_dialog>


<akap id="e5697">Ponieważ pan Ignacy nie ruszył się i tym razem, więc Kazimierz zbliżył się do szezlonga i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e5698">--- Proszę pana...</akap_dialog>


<akap id="e5699">Nagle cofnął się, wybiegł do sieni i zaczął pukać do tylnych drzwi sklepu, w którym jeszcze był Szlangbaum i jeden z jego subiektów.</akap>


<akap id="e5700">Szlangbaum otworzył drzwi.</akap>

<akap_dialog id="e5701">--- Czego chcesz?... --- szorstko zapytał służącego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5702">--- Proszę pana... naszemu panu coś się stało...</akap_dialog>


<akap id="e5703">Szlangbaum ostrożnie wszedł do pokoju, spojrzał na szezlong i również cofnął się...</akap>

<akap_dialog id="e5704">--- Biegnij po doktora Szumana!... --- zawołał. --- Ja tu nie chcę wchodzić...</akap_dialog>


<akap id="e5705">W tej samej porze u doktora był Ochocki i opowiadał mu, że wczoraj z rana powrócił z Petersburga, a w południe odprowadzał na pociąg wiedeński swoją kuzynkę, pannę Izabelę Łęcką, która wyjechała za granicę.</akap>

<akap_dialog id="e5706">--- Wyobraź pan sobie --- zakończył --- że wstępuje do klasztoru!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5707">--- Panna Izabela?... --- zapytał Szuman. --- Cóż to, czy ma zamiar nawet Pana Boga kokietować, czy tylko chce po wzruszeniach odpocząć, ażeby pewniejszym krokiem wyjść za mąż?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5708">--- Daj jej pan spokój... to dziwna kobieta... --- szepnął Ochocki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5709">--- One wszystkie wydają się nam dziwne --- odparł zirytowanym głosem doktór --- dopóki nie sprawdzimy, że są tylko głupie albo nędzne... O Wokulskim nie słyszałeś pan czego?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5710">--- A właśnie... --- odpowiedział. Lecz nagle zatrzymał się i umilkł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5711">--- Cóż, wiesz pan co o nim?... Czy może robisz z tego tajemnicę stanu?... --- nalegał doktór.</akap_dialog>


<akap id="e5712">W tej chwili wpadł Kazimierz wołając:</akap>

<akap_dialog id="e5713">--- Panie doktorze, coś się stało naszemu panu. Prędzej, panie!</akap_dialog>


<akap id="e5714">Szuman zerwał się, razem z nim Ochocki. Siedli w dorożkę i pędem zajechali przed dom, w którym mieszkał Rzecki.</akap>


<akap id="e5715">W bramie zastąpił im drogę Maruszewicz z mocno zafrasowaną miną.</akap>

<akap_dialog id="e5716">--- No, wyobraź pan sobie --- zawołał do doktora --- taki miałem do niego ważny interes... Chodzi przecież o mój honor... a ten tymczasem umarł sobie!...</akap_dialog>


<akap id="e5717">Doktór i Ochocki w towarzystwie Maruszewicza weszli do mieszkania Rzeckiego. W pierwszym pokoju był już Szlangbaum, radca Węgrowicz i ajent Szprot.</akap>

<akap_dialog id="e5718">--- Gdyby pił <wyroznienie>radzika</wyroznienie><pr><slowo_obce>radzik</slowo_obce> --- gatunek piwa jasnego.</pr> --- mówił Węgrowicz --- dosięgnąłby stu lat... A tak...</akap_dialog>


<akap id="e5719">Szlangbaum spostrzegłszy Ochockiego schwycił go za rękę i zapytał:</akap>

<akap_dialog id="e5720">--- Pan nieodwołalnie chce odebrać pieniądze w tym tygodniu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5721">--- Tak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5722">--- Dlaczego tak prędko?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5723">--- Bo wyjeżdżam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5724">--- Na długo?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5725">--- Może na zawsze --- odparł szorstko i wszedł za doktorem do pokoju, gdzie leżały zwłoki.</akap_dialog>


<akap id="e5726">Za nim na palcach weszli inni.</akap>

<akap_dialog id="e5727">--- Straszna rzecz! --- odezwał się doktór. --- Ci giną, wy wyjeżdżacie... Któż tu w końcu zostanie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5728">--- My!... --- odpowiedzieli jednogłośnie Maruszewicz i Szlangbaum.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5729">--- Ludzi nie zabraknie... --- dorzucił radca Węgrowicz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5730">--- Nie zabraknie... ale tymczasem idźcie panowie stąd!... --- krzyknął doktór.</akap_dialog>


<akap id="e5731">Cała gromada z oznakami oburzenia cofnęła się do przedpokoju. Został tylko Szuman i Ochocki.</akap>

<akap_dialog id="e5732">--- Przypatrz mu się pan... --- rzekł doktór wskazując na zwłoki. --- Ostatni to romantyk!... Jak oni się wynoszą... Jak oni się wynoszą...</akap_dialog>


<akap id="e5733">Szarpał wąsy i odwrócił się do okna.</akap>


<akap id="e5734">Ochocki ujął zimną już rękę Rzeckiego i pochylił się, jakby chcąc mu coś szepnąć do ucha. Nagle w bocznej kieszeni zmarłego spostrzegł wysunięty do połowy list Węgiełka i machinalnie przeczytał nakreślone wielkimi literami wyrazy:</akap>


<dlugi_cytat><akap id="e5741">Non omnis moriar...</akap></dlugi_cytat>


<akap_dialog id="e5735">--- Masz rację... --- rzekł jakby do siebie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5736">--- Ja mam rację?... --- zapytał doktór. --- Wiem o tym od dawna.</akap_dialog>


<akap id="e5737">Ochocki milczał.</akap>


<akap id="e5738">Koniec</akap>









<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e5742">Uzupełnienie<pr>Początek rozdziału <tytul_dziela>Pierwsze ostrzeżenie</tytul_dziela>, skreślony przez cenzurę carską z wydania książkowego <tytul_dziela>Lalki</tytul_dziela>. Fragmentu tego nie włączono do tekstu, gdyż w scenie zastępczej Prus wprowadził szereg nowych szczegółów, które później w toku powieści odgrywają pewną rolę.</pr></naglowek_rozdzial>





<akap id="e5743">Prawie w tej samej chwili, kiedy Rzecki studiował licytację domu Łęckich, w jego własnym mieszkaniu naradzali się dwaj panowie: jednym z nich był Wokulski, drugim moskiewski kupiec Suzin.</akap>


<akap id="e5744">Suzin był to niski olbrzym, z potężną głową, potężnymi plecami i jeszcze potężniejszymi rękoma; robił wrażenie ogniotrwałej szafy odzianej w surdut źle skrojony z bardzo cienkiego sukna. Z całej jego figury przeglądała niezmierna siła, a z czerwonej twarzy o nieregularnych rysach tryskało prawie kompromitujące zdrowie. Nosił długie konopiaste włosy, już gęsto przyprószone siwizną, podcięte przy kołnierzu i rozdzielone nad czołem, tudzież wielką brodę, również konopiastą w białe pasy. Na grubych palcach miał kilka pierścieni z ogromnymi brylantami, a na szyi złoty łańcuch, przy którym śmielej można było przyczepić berlinkę<pe><slowo_obce>berlinka</slowo_obce> --- statek.</pe> niż zegarek. Spod brwi, przypominających krzaki jałowcu, wyglądały mu nieduże siwe oczki, iskrzące się sprytem.</akap>


<akap id="e5745">Wokulski siedział w fotelu zamyślony, Suzin przeglądał jakieś papiery, pił sodową wodę z koniakiem od gorąca i mówił:</akap>

<akap_dialog id="e5746">--- Twoje prykaszczyki, Stanisławie Piotrowiczu, to same porządne panowie, polska szlachta... Nu, ale gdzie im do naszych!... Ten Żyd, jak jego zwą, Szlajmans?... on wygląda, jakby po tobie miał sklep wziąć. (Przegnaj Żydów, Stanisławie Piotrowiczu! a zresztą jak sobie chcesz...) A ten Klejn, on --- nihilist... Mraczewski także nihilist, ale on taki, co za dziewkami lata; a Klejn chudy nihilist, mizerny i już jak co zmaluje --- nie daj Boże!...</akap_dialog>


<akap id="e5747">Znowu czytał papiery, popijał wodę z koniakiem i ciągnął:</akap>

<akap_dialog id="e5748">--- A ja zawsze do swojego, jak ten gubernator rzymski (nie pomnisz?), co to gadał: zawsze taki zburzyć Kartaginę!<pr><slowo_obce>zawsze taki zburzyć Kartaginę!</slowo_obce> --- aluzja do Katona Starszego (232--148 p.n.e.), który każde ze swoich przemówień w senacie rzymskim kończył zdaniem: ,,Poza tym sądzę, że należy zburzyć Kartaginę."</pr>... I ja tobie zawsze będę gadał: jedź ze mną dziś na noc do Paryża. Piętnaście tysięcy rubli gwarantuję tobie od zaraz, a jak mnie się uda jedna sprawa --- może i pięćdziesiąt... Aj! pan Wokulski, szkoda takich pieniędzy... Ulituj się nade mną i nad sobą i jedź dzisiaj... Po co tu siedzieć? co wysiedzisz?... Ty już zupełnie nie ten, co byłeś; padło tobie na mózgi, i co?... Do Moskwy nie zaglądasz, na listy nie odpowiadasz i takimi pieniędzmi gardzisz!... A już stary Suzin u ciebie gorzej sobaki. Doktorów by zwołał, do Karlsbadu by jechał, ha?...</akap_dialog>


<akap id="e5749">W tej chwili drzwi ostrożnie uchyliły się i wszedł mizerny Klejn podając Wokulskiemu list w bladoniebieskiej kopercie, z litografowanym pęczkiem niezapominajek. Wokulski szybko chwycił list, pobladł, zarumienił się, rzucił na stół rozerwaną kopertę i począł czytać:</akap>


<akap id="e5750">,,Wieniec jest prześliczny; odsyłam go panu na powrót i z góry dziękuję w imieniu Rossiego. Niechże pan koniecznie, ale to koniecznie, przyjdzie do nas jutro na obiad, bo jeszcze musimy porozmawiać o tej kwestii.</akap>


<akap id="e5751">Życzliwa --- Izabela Łęcka"<extra>wyśrodkowanie do prawej strony; podpis listu</extra></akap>

<akap_dialog id="e5752">--- Ma czekać na odpowiedź? --- spytał cichym głosem Klejn.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5753">--- Nie.</akap_dialog>


<akap id="e5754">Klejn zniknął jak teatralny duch między kulisami, a Wokulski wciąż czytał list, drugi raz, trzeci i czwarty. Suzin odsunął papiery i z najwyższym skupieniem począł mu się przypatrywać swymi małymi oczkami. Potem wziął do rąk bladoniebieską kopertę, obejrzał i znowu zatopił spojrzenie w Wokulskim, nieznacznie uśmiechając się, z odcieniem łagodnej ironii.</akap>


<akap id="e5755">Kiedy Wokulski schował list, rozglądając się po pokoju jak człowiek dopiero co zbudzony, Suzin wskazał kopertę i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e5756">--- Rozumie się, od kobiety list... Czort z tymi babami!... nie wejdzie do pokoju, a poznasz, że jest... Nosem poznasz. Raz mnie jeden batiuszka<pr><slowo_obce>batiuszka</slowo_obce> (ros.) --- ojczulek (o popie).</pr> mówił, że Adam w raju musiał zjeść zakazany owoc, bo drzewo, na którym on wyrósł, pachniało jak kobieta... Czort z tymi babami!... Ale zawsze taki ona tobie musiała coś zadać, Stanisławie Piotrowiczu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5757">--- Kto?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5758">--- A ta, co przysłała tę kopertę. Zmieniłeś się tak, żem się zdziwił. Prędko z nią kończ, bo popadniesz w jakie nieszczęście...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5759">--- Gdybyż to można skończyć... --- westchnął Wokulski.</akap_dialog>


<akap id="e5760">Suzin zaśmiał się.</akap>

<akap_dialog id="e5761">--- Ach, ty gołąbku!... Co nie można?... Wszystko można... Ja był raz na jednej operze<pr><slowo_obce>na jednej operze</slowo_obce> --- mowa o <tytul_dziela>Fauście</tytul_dziela> (1859) kompozytora francuskiego Charlesa Gounoda (libretto oparte oczywiście na dramacie Goethego).</pr>, jakiego to Niemca (już pozwól, a Niemcy mają rozum!), gdzie sam diabeł nie wynalazł na kobietę lepszego sposobu jak brylanty... Zaniósł jej brylantów (może być na dziesięć, może być na piętnaście tysięcy rubli), nu i wszystko dobrze...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5762">--- Co wygadujesz, Suzin!... --- szepnął Wokulski, opierając głowę na ręku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5763"><begin id="b1229623581920"/><motyw id="m1229623581920">Polak, Serce</motyw>--- Ach, ty pan! ach, ty bezmozgi szlachcic polski! --- śmiał się Suzin. --- Ot, co was gubi wszystkich Polaków, u was na wszystko: i na handel, i na politykę, i na kobiety, u was na wszystko --- serce i serce... I to jest wasze głupstwo. Na wszystko ty miej kieszeń, a serce tylko dla siebie, ażeby radować się z tego, co kupisz za pieniądze. Osobliwie kobieta jest taki twór, że już u niej za serce nie wytargujesz nic, jak od Żyda za pacierze... Bo ona sobie z serca twojego zrobi umeblowanie, a przyjdzie inny bez serca, i z nim będzie kochać się, całować w twoich oczach... Ty mnie do niej poszlij, Stanisławie Piotrowiczu, a jej powiem krótkie słowo: ,,Ot, madamka --- ty zadała co to panu szlachcicu Wokulskiemu, a wzięła jemu rozum. Oddaj jego rozum, a ja tobie dam --- tuzin tuzinów katarzynek... Może mało?... Dam dwa razy tyle, i szabasz!..."<end id="e1229623581920"/></akap_dialog>


<akap id="e5764">Wokulski wyglądał tak okropnie, że Suzin przerwał, a potem zmienił temat rozmowy.</akap>

<akap_dialog id="e5765"><begin id="b1229623642087"/><motyw id="m1229623642087">Miłość, Polak, Rosjanin</motyw>--- A ty wiesz --- ciągnął --- co mnie przed wyjazdem mówiła Maria Siergiejewna o swojej córce?... ,,Ot --- mówiła --- głupia Luboczka! wciąż tęskni i tęskni za tym padlecem Wokulskim. Ja jej tłomaczę: ty i nie myśl o panu Wokulskim. Pan Wokulski siedzi sobie w Warszawie i gra na fortepiano: <tytul_dziela>Jeszcze Polska nie zginęła!</tytul_dziela>... a o takiej głupiej dziewczynie i nie pomyśli... A Luboczka nic, jak kamień..." I jeszcze mówi Maria Siergiejewna: ,,Czort mnie do ich parszywej Polski, niechaj ona i nie zginęła, ale mnie dziecka żal..."<end id="e1229623642087"/></akap_dialog>


<akap id="e5766"><begin id="b1229623696286"/><motyw id="m1229623696286">Kobieta, Małżeństwo</motyw>No, pomyśl tylko, Stanisławie Piotrowiczu: dziewczyna jak malina, Smolny Instytut<pr>Smolny Instytut --- słynna pensja w Petersburgu dla dziewcząt z rodzin szlacheckich.</pr> skończyła, wzięła medal, trzy miliony rubli położy tobie od razu na stół, i tańcuje, i maluje, i jeden pułkownik gwardyjski starał się o nią... Żeń się z nią, a będziesz miał pieniądze na trzy tutejsze madamy, byle Bóg dał zdrowie, bo kobiety nie takich Samsonów<pr>Samson --- bohater biblijny o niezwykłej sile, zwyciężony przez nieprzyjaciół na skutek zdrady swej żony Dalili.</pr> zjadły...<end id="e1229623696286"/></akap>


<akap id="e5767">Drzwi pokoju otworzyły się po raz drugi.</akap>

<akap_dialog id="e5768">--- Pan Łęcki prosi pana --- rzekł Klejn, ukazując jeden mankiet i wierzch głowy.</akap_dialog>


<akap id="e5769">Wokulski drgnął, Suzin ciężko podniósł się z kanapy.</akap>

<akap_dialog id="e5770">--- No, Stanisławie Piotrowiczu, to i ja już pójdę przespać się. Rzuć wszystko, radzę tobie i jedź ze mną dziś do Paryża; a nie dziś, to jutro albo pojutrze. Ja jeszcze wstąpię do Berlina popatrzyć na Bismarcka, a ty przyjeżdżaj...</akap_dialog>


<akap id="e5771">Ucałowali się i Suzin wyszedł kiwając głową.</akap>

<akap_dialog id="e5772">--- Gdzie jest pan Łęcki? --- spytał Wokulski Klejna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5773">--- W gabinecie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e5774">--- Idę natychmiast.</akap_dialog>


<akap id="e5775">Klejn wyszedł, Wokulski szybko zebrał papiery ze stołu i również opuścił mieszkanie pana Ignacego.</akap>

</powiesc></utwor>