<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/keff_nie_jest_gotowy_siostra_hitlera/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Keff, Bożena</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Siostra Hitlera</dc:title>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Kopeć, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Szejko, Jan</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Współczesność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Wiersz</dc:subject.genre>
<dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów autora. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/keff-siostra-hitlera-albo-matka-natura</dc:identifier.url>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Bożena Keff, Nie jest gotowy, OPEN Wydawnictwo Naukowe i Literackie, Warszawa 2000.</dc:source>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Licencja Wolnej Sztuki 1.3</dc:rights>
<dc:rights.license xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://artlibre.org/licence/lal/pl/</dc:rights.license>
<dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="en">text</dc:type>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2017-08-08</dc:date>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5783.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dripping, dion gillard@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5783</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>
<autor_utworu>Bożena Keff</autor_utworu>



<dzielo_nadrzedne>Nie jest gotowy </dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Siostra Hitlera
</nazwa_utworu>


<podtytul>(albo Matka Natura)</podtytul>
<akap>Siedzę przy stole naprzeciwko mojego brata, Adolfa Hitlera. Pokój
jest mroczny, ciasny, zastawiony ciężką szafą, dużym stołem, krzesłami
i fotelem.</akap>




<akap>Aż duszno między nami od wrogości. Śledzimy się czujnie i z napięciem, choć staramy się niczym nie zdradzać. Udajemy neutralność.</akap>




<akap>Za jego plecami wisi pluszowa portiera zasłaniająca drzwi. Okna
nie ma. Na stół pada światło z wiszącej lampy. Widzę jego ręce na
blacie --- zawsze te za długie rękawy do marynarki. Staram się trzymać
w półmroku, odchylam się na oparcie krzesła, którego miękkie siedzenie
zapada mi się pod tyłkiem ---</akap>




<akap>--- grzęzawisko --- milczenie --- nienawiść ---</akap>




<akap>Coraz bliżej podpływa poczucie, że wiem, że rozumiem to, co
nazywają magnetyczną tajemnicą jego siły i władzy. To nie jest żadna
tajemnica, choć tak piszą w gazetach --- jeszcze mam te nagłówki przed
oczami --- nie, to jest proste, tylko zapomniane, bo są radia, samochody,
klozety, ale to jest to samo co w ruchach szczęki małpoluda, który
rozgryza kość drugiego małpoluda, to samo, tylko przebrane, umundurowane. <wyroznienie>Dzisiejsze</wyroznienie> --- a dzisiejsze znaczy, że znowu jesteśmy czyjąś
mroczną przeszłością ---</akap>




<akap>Tylko trzeba to jakoś przeciwko niemu obrócić, podsunąć to jego
własnym siłom i będzie po nim ---</akap>




<akap>Tylko jak, jak się to nazywa i jak to brzmi, czy będzie to można
wypowiedzieć krótko, jednym słowem, tak jak on wypowiada te swoje
jedyne słowa, krótko!</akap>




<akap>Błąd, błąd z mojej strony, że myślę o tym w jego obecności. Jest
wyczulony na zagrożenia, wyłapuje je z powietrza. Wstaje, podchodzi do
żelaznej kuchenki, która stoi pod ścianą obok szafy i nalewa do mojego
talerza gorącej, gęstej zupy. Stawia przede mną talerz, a ja słabnę ze
zgrozy. Wiem, że wsypał do środka trucizny, tego czerwonego proszku.</akap>




<akap>Nie mogę nie zjeść --- jestem w kręgu jego władzy. Więc jem ---
bardzo powoli, karmię sama siebie jak niańka karmi zagapione dziecko.
Wiem, że mam w sobie coraz więcej trucizny, ale nie czuję jej działania,
czuję tylko tę zupę. Kiedy reszta krzepnie na talerzu, oboje uznajemy, że
mam już prawo zostawić. Tak było zawsze: nie je się skrzepniętej, zimnej
zupy --- to szkodzi.</akap>




<akap>Przesiadam się na głęboki skórzany fotel poza kręgiem światła.
Czekam na działanie trucizny i chociaż nie mam poczucia nieuchronności, to liczę się z tym, że mogę umrzeć. Żal mi, że już nic nie zrobię, że
go nie powstrzymam.</akap>




<akap>Portiera się rozchyla --- to wróciła do domu nasza matka. Bez
pośpiechu, ruchami, w których jest głęboki wewnętrzny spokój, kładzie
na stole siatkę z zakupami, wyjmuje chleb, margarynę i powidła. Niewysoka, tłustawa, z dobroduszną twrarzą, siwymi włosami i głęboko
osadzonymi niedużymi oczami. Ogarnia wzrokiem pokój. Niczego nie
wyróżnia, wszystko jest dla niej jednakowo ważne. Jest w tym chroniąca
oczywistość i powszedniość, od których robi się jeszcze smutniej. Ale
to daleka melancholia, echo przygnębiającej nieodświętności, zwykłości
życia, blade wobec nadziei, jaka we mnie wstąpiła w jej obecności. Zdaje
mi się, że ona ma dla niego dużo sympatii --- ale w ostatecznym rozrachunku nie będzie go faworyzować. Spostrzega na stole talerz z resztką
zupy, widzi, że siedzę w półmroku i zwraca się do niego z rzeczowym
zarzutem:</akap>




<akap_dialog>--- Dlaczego jej dałeś tej zupy? Przecież wiesz, że ona tego <wyroznienie>nie lubi</wyroznienie>.</akap_dialog>




<akap>Nie lubi --- to o mnie! To dotyczy mnie indywidualnie; te słowa
działają jak odtrutka. Trucizna straciła moc. Nie umrę.</akap>




<akap>On robi jakiś ruch brwiami, ale nie pozwoli sobie --- nie wobec
niej.</akap>




<akap>Jestem jej wdzięczna. Do tej najgłębszej wdzięczności jest jednak
przyrośnięty smutek i dystans ---</akap>




<akap>Nigdy nie była mi bliska. Nigdy.</akap>


<nota><akap>1972</akap></nota>



</opowiadanie>



</utwor>