<utwor>
  <rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
    <rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/julian-tuwim-kwiaty-polskie/">
    <dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tuwim, Julian</dc:creator>
    <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kwiaty polskie</dc:title>
    <dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
    <dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
    <dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">poemat dygresyjny</dc:subject.genre>
    <category.thema.main>DCC</category.thema.main>
    
    <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Wolne Lektury</dc:publisher>
    <dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2024</dc:date.pd>
    
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2025-12-08</dc:date>
    <dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
    <dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/tuwim-kwiaty-polskie/</dc:identifier.url>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach biblioteki Wolne Lektury (wolnelektury.pl). Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego. </dc:description>
    <dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Julian Tuwim zm. 1953</dc:rights>
    <dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Julian Tuwim, Kwiaty polskie, oprac. Tadeusz Januszewski, wyd. Czytelnik, Warszawa 1993.</dc:source>
    <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7825.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Visiting grandfather., H. A. Brendekilde, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7825/</dc:relation.coverImage.source>
    <dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/htmlmobi/tuwim-kwiaty-polskie.html</dc:relation.hasFormat><meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8105-1</meta><meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta><dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/txtmobi/tuwim-kwiaty-polskie.txt</dc:relation.hasFormat><meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8106-8</meta><meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta><dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/pdfmobi/tuwim-kwiaty-polskie.pdf</dc:relation.hasFormat><meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8107-5</meta><meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta><dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/epubmobi/tuwim-kwiaty-polskie.epub</dc:relation.hasFormat><meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8108-2</meta><meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta><dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/mobimobi/tuwim-kwiaty-polskie.mobi</dc:relation.hasFormat><meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8109-9</meta><meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta></rdf:Description>
  </rdf:RDF>
  
<liryka_l>




  <autor_utworu>Julian Tuwim</autor_utworu>
  
  
  <uwaga>źródło skanów: Julian Tuwim, <tytul_dziela>Kwiaty polskie. Pisma zebrane</tytul_dziela>, opracował Tadeusz Januszewski, Czytelnik Warszawa 1993</uwaga>
<uwaga>Niniejsza publikacja opiera się na najpełniejszej, krytycznej edycji <tytul_dziela>Kwiatów polskich</tytul_dziela> z 1993 r. w opracowaniu Tadeusza Januszewskiego, który sięgnął również do wydań poprzednich oraz rękopisów i maszynopisów z archiwum poety. Ustalone przez redaktora tomu warianty nie zostały włączone.</uwaga><uwaga>Przypisy, wstęp i opracowanie nie są w domenie.</uwaga>
<uwaga>Objaśnienia i inne teksty dodatkowe - tylko do wiedzy redaktorki/redaktora, nie do publikacji ze wzgl. na prawa autorskie:</uwaga>
<uwaga>od skanu 394 - Odmiany tekstu i fragmenty poniechane (skan 392: skróty i oznaczenia używane tamże). Do rozpatrzenia podczas redakcji (niektóre istotne fragmenty mogą zostać ewentualnie uwzględnione w przypisach)</uwaga>
<uwaga>skany 364-389 - Zasady wydania źródła.</uwaga>
  <uwaga>skany 294-362 - Objaśnienia (przypisy źródła)</uwaga>
  
<nota_red>
<akap>Poprawiono błędy źródła: pegzem > pegazem.</akap>
  
  <akap>Zmiana tekstu za źródłem: Krzemiński > Krzymiński.</akap>



<akap>Uwspółcześnienia: niezaczęte > nie zaczęte, niezmąconej > nie zmąconej, dawno niewietrzonych > dawno nie wietrzonych itp.; 
Jak barłog suki obłąkanej  > Jak barłóg (...); 
Zabił-ż > Zabiłż; wzion-byś > wzionbyś; po to-żeś > po to żeś</akap>
<akap>Rozwinięcie skrótu: itd. > i tak dalej [w wersie: ,,Więc gdyby nawet i tak dalej", rym do ,,(...) owszem, ale"].</akap>
  <akap>Uwaga: ,,pijany", jak wynika z rytmu wiersza, u Tuwima czyta się jako słowo dwusylabowe: [pjany].</akap>



</nota_red>


<abstrakt>
  <akap>Opowieść o wielkich namiętnościach i zwykłych ludziach, Łodzi, Inowłodzu i Warszawie, okresie międzywojennym w Polsce, wojnie i emigracji poety. ,,Epos, liryka, satyra, groteska, wszystko w magicznym powiązaniu" --- pisał o swym <slowo_obce>opus magnum</slowo_obce> Julian Tuwim.</akap><akap><tytul_dziela>Kwiaty polskie</tytul_dziela>, obszerny poemat synkretyczny Tuwima, powstawał w cieniu II wojny światowej: od 1940 r. do 1944 r. w Rio de Janeiro i Nowym Jorku oraz po powrocie do kraju, aż do śmierci poety w 1953 r. Stanowi osobistą opowieść o Polsce i Polakach, ogarniającą żywiołem lirycznym sprawy i czynności codzienne na równi z kwestiami politycznymi czy społecznymi. Zamysł utworu opiera się na technice montażu, kompozycji cytatów z różnych konwencji stylistycznych i gatunkowych, różnych odmian polszczyzny i nawet sama konstrukcja całości, na co zwrócił uwagę prof. Edward Balcerzan, jest cytatem strukturalnym nawiązującym do romantycznego poematu dygresyjnego. Spoiwo stanowią prywatne wspomnienia (od dzieciństwa poety po podróż morską do Rio) oraz dzieje postaci fikcyjnych stworzonych na potrzeby utworu.</akap>

<akap>Zosia, córka ogrodnika Dziewierskiego z Inowłodza, kierując się sercem, wychodzi za mąż za carskiego oficera Iłganowa. Szczęście pary trwa krótko: w 1905 roku oficer ginie w trakcie zbrojnego tłumienia manifestacji robotników łódzkich, a wdowa po nim umiera przy porodzie, wydając na świat Anielę. Wychowaniem dziewczynki zajmuje się dziadek. Ignacy Dziewierski i jego wnuczka Aniela są jednymi z głównych bohaterów poematu. Ale takich zbliżeń na poszczególne osoby jest wiele w utworze, którego konstrukcja jest podobna do --- bukietu, jakiego opisem rozpoczynają się <tytul_dziela>Kwiaty polskie</tytul_dziela>.</akap>
  
<akap>Wśród wyraziście zarysowanych postaci znajduje się przedstawiciel wielkiej finansjery: utracjusz i rozpustnik Alfred Folblut, u którego pracuje jako kucharka matka chrzestna Anieli, Tekla Bielska. Ona też poleca chrześniaczkę do służby u Folbluta i już w chwili poznania tych dwojga wiemy, jaki będzie los dziewczyny --- wielki pan ,,wyhoduje" ją sobie na utrzymankę. Kunsztownie opisane zostało również spotkanie u witryny kwiaciarni innej pary bohaterów --- Anieli i Kazika, przedstawiciela miejskiej biedoty, syna tkacza ze Zgierza, Jana Mergla, który zastrzelił dowódcę pacyfikującego manifestację robotniczą 37 pułku rosyjskiej piechoty Iłganowa i sam padł od kul carskiego wojska.</akap>
  
<akap><tytul_dziela>Kwiaty polskie</tytul_dziela> to bukiet fragmentów poetyckich, niekiedy osobnych wierszy (jak np. słynny <tytul_dziela>Grand Valse Brillant</tytul_dziela> rozsławiony później w wykonaniu Ewy Demarczyk) powiązanych opowieścią, ale niezbyt ściśle: poszczególnym kwiatom zostawiono wiele swobody. Żaden z wątków fabularnych nie zostaje doprowadzony do końca, choć istnieją tropy wskazujące, jak miały być poprowadzone. Kazik zabije Anielę, swoją kochankę, co zapowiedziane zostało już na początku poematu (,,I wie --- bez róż --- że ją zabije, / Czy dziś, czy jutro, czy za tydzień"). Jak jednak zamierzał poeta uczynić parę z tych dwojga, tak odległymi szlakami prowadzonych ku sobie? Kiedy pierwszy raz stykają się ich spojrzenia w oknie wystawowym, są istotami z całkowicie obcych sobie światów. Ona: wykwintna, w rozkwicie kobiecej urody, zapewne wykształconej umiejętnie przez Folbluta, według jego zamierzeń, które znamy ze sceny pierwszego spotkania; wiemy też, że występowała na scenie teatru Alhambra jako zmysłowa tancerka. On: pokiereszowany przez życie (również na ciele) wyrostek, który ze zbieracza petów awansował na gazeciarza. Różni ich stan posiadania, poziom kultury i --- język. Co może ich połączyć? I co podzielić potem tak, by spełniły się złowieszcze wersy przepowiedni?</akap>
  
<akap>Zasłużony wydawca dzieł Tuwima, Tadeusz Januszewski, odtworzył na podstawie korespondencji poety zamysł fabularny co do dalszych losów Kazika. Miał on z gazeciarza stać się chłopcem na posyłki w jednym z warszawskich teatrzyków (może to tam poznają się bliżej z Anielą?), następnie podrzędnym dziennikarzem i ,,marnym wierszopisem", którego spotykamy w migawkowym obrazie z pierwszego rozdziału, jak pije koniak, szklanym wzrokiem patrzy na obdarowaną różami przez Folbluta Anielę, do której sam przychodził ,,po natchnienie", i dyszy żądzą mordu. Miał też Kazika wówczas wziąć pod swe skrzydła demoniczny aptekarz Rozpędzikowski, który w dzieciństwie molestował Anielę, potem skłonił ją do zaspokojenia go z litości, a następnie miał zostać założycielem i wodzem skrajnie nacjonalistycznej organizacji Prasłowian. Jaki jednak motyw miałby pchnąć Kazika Merlga do zabójstwa? Czy byłby to resentyment klasowy wobec plutokracji, rasowy, chęć zemsty za śmierć ojca czy zazdrość o kobietę? A może wszystkie razem? Nie sposób rozstrzygnąć.</akap>
  
  
<akap>Dzieje postaci fikcyjnych stanowią rodzaj pretekstu dla opowieści o Polsce jako kraju lat dziecinnych i młodości autora, ,,świecie sprzed katastrofy" --- z tego powodu poemat zestawiano z <tytul_dziela>Panem Tadeuszem</tytul_dziela>. Gustaw Herling-Grudziński wyraził przekonanie, że jak dzieło Mickiewicza stało się w historii literatury epopeją kończącej się epoki szlacheckiej w Polsce, tak <tytul_dziela>Kwiaty polskie</tytul_dziela> spełnią tę samą rolę w odniesieniu do epoki mieszczańskiej. Tło dla przedstawionych zdarzeń, dygresji i impresji stanowią przełomowe wydarzenia historyczne: manifestacje 1905 roku, odzyskanie niepodległości w roku 1918, wreszcie II wojna światowa --- mamy więc cechę gatunkową eposu. Bohaterowie wywodzą się istotnie z mieszczaństwa, ze środowisk najlepiej Tuwimowi znanych; jednak opis zwyczajów i obyczajów nie jest podporządkowany celowi upamiętnienia tej społeczności. Świadczy o tym choćby pieczołowite, a heroikomiczne w swej wymowie, odtworzenie podwórkowego życia i etosu ,,chłopackiego". Poemat Tuwima ma charakter polifoniczny, pluralistyczny i demokratyczny zarówno w swej treści, jak i formie. Wiele fragmentów jest autotematycznych (jak choćby długie żartobliwe litanie o tym, co lubi, a czego nie lubi poeta), lecz bohaterami utworu są też samo słowo  jako takie i chwyt artystyczny, technika tworzenia --- z tego powodu najważniejszym punktem odniesienia dla <tytul_dziela>Kwiatów polskich</tytul_dziela> Juliana Tuwima pozostaje <tytul_dziela>Beniowski</tytul_dziela> Słowackiego. </akap>
 
  <akap>Dla Tuwima równie wielką wagę, jak poetyckie ,,odbudowanie" Polski, w której wyrósł i ukształtował się jako twórca, miało zapisanie i przekazanie postulatów dotyczących przebudowania kraju po wojnie. Do fragmentów tego rodzaju należała drukowana jeszcze w czasie wojny w prasie podziemnej <tytul_dziela>Modlitwa</tytul_dziela> zaczynająca się od słów: ,,My ludzie skromni, ludzie prości...". Była obecna na Pawiaku (w warszawskim więzieniu) i w obozie w Oświęcimiu, a po latach wyrażała pragnienia robotników zrzeszonych w NSZZ ,,Solidarność". <tytul_dziela>Kwiaty polskie</tytul_dziela> zapisują życie zwykłych ludzi, zwykłe czynności  (wiązanie bukietu, skręcanie papierosów) i może brzmiące naiwnie, po kolejnych klęskach realizacji, a jednak zwykłe, elementarne pragnienia:</akap>
  


<poezja_cyt><strofa>
 ,,Lecz nade wszystko --- słowom naszym,/
Zmienionym chytrze przez krętaczy,/
Jedyność przywróć i prawdziwość:/
Niech prawo zawsze prawo znaczy,/
A sprawiedliwość --- sprawiedliwość". 
</strofa></poezja_cyt>



  

  <akap>Pracę nad <tytul_dziela>Kwiatami polskimi</tytul_dziela> rozpoczął Julian Tuwim 29 listopada 1940 r. --- w 22. rocznicę powstania kawiarni ,,Pod Pikadorem", gniazda jego rodzimej grupy poetyckiej Skamander. Moment ten poprzedził okres zastoju w pracy twórczej, trwający już przez kilka lat przed wojną z uwagi na nieznośną atmosferę w ojczyźnie (parafrazując słowa poety) i następnie około rok od wybuchu wojny. Tuwim udał się na emigrację 5 września 1939 r., początkowo przez Rumunię i Włochy dotarł w końcu września do Paryża, gdzie pozostał do maja 1940 r., do czasu inwazji Niemiec. Następnie Tuwim z żoną Stefanią oraz innym skamandrytą, Janem Lechoniem, wyruszyli do Portugalii, udało im się zdobyć wizy brazylijskie i na statku ,,Angola" 2 sierpnia 1940 r. dotarli do Rio de Janeiro, gdzie poeta spędził kolejnych 9 miesięcy, starając się o wizę do Stanów Zjednoczonych, a uzyskawszy ją, dotarł w maju 1941 roku do Nowego Jorku. Tam pozostał do końca wojny; wyjechał w maju 1946, by wrócić do Polski za namową Jerzego Borejszy, założyciela i prezesa Spółdzielni Wydawniczej ,,Czytelnik".</akap>
  
  
  
  <akap>Utwór drukowano już w trakcie powstawania, w czasopismach emigracyjnych i krajowych, począwszy od londyńskich ,,Wiadomości Polskich" pod red. Grydzewskiego (między 16 lutego a 30 listopada 1941) i ,,Nowej Polski" pod red. Antoniego Słonimskiego (od czerwca 1942 do stycznia 1946). Pierwsze wydanie książkowe ukazało się w styczniu 1949 roku nakładem ,,Czytelnika", drugie w lipcu 1950 roku i było ono ostatnim przejrzanym przez autora. Wydanie poematu przypadło na niekorzystny okres dla tego rodzaju dzieła: w styczniu 1949 roku na szczecińskim zjeździe literatów przyjęto jako obowiązujący kurs ideowy twórczości socrealizm. Mimo licznych opuszczeń na skutek działania cenzury i autocenzury autorskiej --- nie można było dostosować <tytul_dziela>Kwiatów polskich</tytul_dziela> do wymogów literatury tendencyjnej. Zarzuty dotyczyły wybranego gatunku poematu dygresyjnego (jako już wymarłego), idealizacji drobnomieszczaństwa, nadmiernej swobody w przedstawianiu wątków erotycznych i wielu innych kwestii. Odbiór publiczności natomiast był entuzjastyczny.</akap>
  
  <akap>Poemat <tytul_dziela>Kwiaty polskie</tytul_dziela> Juliana Tuwima jest dostępny jako e-book w formatach EPUB i MOBI oraz jako PDF. </akap>


</abstrakt>




  
<uwaga>UWAGA 1. Nie pokrywa się u nas z oryginałem (źródłem) numeracja wersów, ponieważ wersy wcięte (i specjalnie stylizowane) oraz wers_cd zaburzają u nas numerację właściwą.</uwaga><uwaga>UWAGA 2. należałby ustalić stały format dla zawartości zastępnika wersu, np. wykropkowanie o długości wersu powyżej; pauzy oddzielone spacjami o długości średniego wersu w utworze itp.</uwaga><nazwa_utworu>Kwiaty polskie</nazwa_utworu>




<motto><akap>Próchno się w gwiazdy rozlata...<pe><slowo_obce>próchno się w gwiazdy rozlata...</slowo_obce> --- cytat z poematu dygresyjnego <tytul_dziela>Beniowski</tytul_dziela> Juliusza Słowackiego; Pieśń III.</pe></akap></motto>





 

<motto_podpis>Słowacki</motto_podpis>



<motto>

<strofa><slowo_obce>И всюду страсти  роковые</slowo_obce>... /
  <slowo_obce>И от судеб защиты нет</slowo_obce>...
<pe><akap><slowo_obce>И всюду страсти  роковые... 
  И от судеб защиты нет...</slowo_obce> --- </akap>
 
<strofa>
 ,,I wszędzie fatum namiętności,/
I nic przed losem nie obroni" (tłum. J. Tuwim).
</strofa>


 
  <akap>Ostatnie wersy <tytul_dziela>Epilogu</tytul_dziela> poematu Aleksandra Puszkina <tytul_dziela>Cyganie</tytul_dziela> (oryg. <tytul_dziela>Цыганы</tytul_dziela>, 1824).</akap></pe></strofa>





</motto>




<motto_podpis>Puszkin</motto_podpis>




<dedykacja><akap>Żonie</akap></dedykacja>







<naglowek_czesc>Część pierwsza</naglowek_czesc>




  <naglowek_rozdzial>Rozdział pierwszy</naglowek_rozdzial>




  <naglowek_podrozdzial>I</naglowek_podrozdzial>
 <numeracja></numeracja>

<strofa>
Bukiety wiejskie, jak wiadomo, /
  Wiązane były wzwyż i stromo./
W barwach podobne do ołtarza, /
  Kształt serca miały lub wachlarza /
  Albo palety. Z niej to, kwietnej,/
Kolory brał bohomaz świetny,/
Rafael Rawy<pe><slowo_obce>Rawa</slowo_obce> --- od 1924 r.: Rawa Mazowiecka, miasto położone rzekami Rawką i Rylką, notowane od XIII w., prawa miejskie uzyskało w 1321 r.; wśród najcenniejszych zabytków znajdują się ruiny zamku książąt mazowieckich z XIV w.; siedziba powiatu, obecnie w województwie łódzkim.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q578284"></ref> i Studzianny<pe><slowo_obce>Studzianna</slowo_obce> --- wieś położona w województwie łódzkim, w powiecie opoczyńskim, w gminie Poświętne, ok. 25 km na wschód od Tomaszowa Mazowieckiego i ok. 8 km na wschód od Inowłodza; słynna jako cel pielgrzymek religijnych odwiedzających sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej oraz barokową bazylikę z objętym kultem religijnym <tytul_dziela>Cudownym Obrazem Najświętszej Rodziny</tytul_dziela>, powstałym na pocz. XVII w. zapewne z inspiracji miedziorytem <tytul_dziela>La Benédicité</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Błogosławieństwo stołu</tytul_dziela>) Jacques'a Callota (1592--1635), grafika z Lotarynii.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q7628452"></ref>,/
Kiedy ku czci Najświętszej Panny /
  Malował uczuć swoich kwiaty /
  W tonacji bladej, choć pstrokatej./
Ja nie o wiechciach z byle chwastu, /
  Stawianych na werandzie na stół,/
Nie o wiązankach z kwiatów polnych, /
  Może i wdzięcznych, lecz dowolnych, /
  Nie o «naręczach», specjalności /
  Wiochen i starszych dam rozwianych, /
  Noszących je dla wykazania /
  Polskości swej lub niewinności;/
<begin id="b1744975425201-2119217546"/><motyw id="m1744975425201-2119217546">Praca, Robotnik, Artysta, Twórczość, Kwiaty</motyw>Ja o bukietach z kunsztem, ładem,/
Z przewodnią myślą i układem,/
O zaściankowych, niestołecznych, /
  Lecz ogrodniczych, lecz dorzecznych, /
  Z kwiatów ścinanych nożycami, /
  Ściąganych pasemkami łyka /
  Przez popękane, czarnoziemne, /
  Zgrubiałe ręce ogrodnika./
Spójrz, jak przejmuje i przetyka /
  Łodygi ich między palcami,/
Jak coraz nową barwą plami,/
Przeplata, więzi i zamyka,/
Znów kładzie, przewiązuje, ściąga,/
Palcami jak na drutach robi --- /
  I rośnie wizja półokrągła,/
On wzmacnia ją, przystraja, zdobi,/
Śledzi spod gęstych brwi oczyma,/
Jak pełznie w górę klombik pnący,/
A taśmę łyka w zębach trzyma,/
Milczek surowy --- bo tworzący.
</strofa>



  

<strofa>
Patrz: znowu wybrał --- odgryzł --- wstawił, /
  Na przejmy chwycił i przewinął,/
Łyczaną ścieśnił pępowiną /
  I świeżym rzutem pojaskrawił,/
Tu tknął, tu trzepnął, tutaj prztyknął,/
A bukiet zaraz się odezwał:/
Rezedą szepnął, różą krzyknął,/
Westchnął, pokiwał się i przestał./
Więc on palcami po bukiecie /
  Przejechał się jak po szpinecie<pe><slowo_obce>szpinet</slowo_obce> --- instrument muzyczny strunowo-klawiszowy, popularny w XV--XVII w., odmiana klawesynu; także: spinet, oktawka.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q623941"></ref>,/
Falistym musnął go pasażem  /
  I wtem --- do góry go nogami./
Łodygi chlasnął nożycami,/
Że aż omdlały pod żelazem,/
Aż dreszczem poszło przez ogrody,/
Aż pobladł w grządkach lud pstrokaty... /
  Więc mistrz nabiera do ust wody /
  I opryskując cuci kwiaty.<end id="e1744975425201-2119217546"/>
</strofa>



  

<strofa>
Jakiż to bukiet? Zaraz służę /
  Opisem ścisłym. Najpierw róże.
</strofa>



  

<strofa>
Nie <begin id="b1744975575649-1817281458"/><motyw id="m1744975575649-1817281458">Kwiaty</motyw>karminowe, kosmetyczne,/
Róże królowe poetyczne./
Pragnące, pachnąc, uszczęśliwić,/
Z łodygą jak balowa kibić:/
Metr wysokości, płatki rżnięte /
  W krwawym koralu, zawinięte;/
Róże Hiszpanki feudalne,/
Nieopisanie seksualne,/
Przy których by sam rubin pobladł<end id="e1744975575649-1817281458"/>,/
Z jakimi na bajeczny obiad /
  Przychodził bogacz pełnokrwisty, /
  Lawendą woniejący ogier,/
Do giętkiej i wysokonogiej /
  Panny Anieli --- smutnej, czystej, /
  Szarojedwabnej, no i z tymi /
  Wargami z lekka mięsistymi,/
Którymi, po koniaku ciemnym /
  I mocnej kawie na wanilii,/
Chwytała róży płomień silny /
  I warg Alfreda smak korzenny./
Piękna Aniela, utrzymanka,/
Tańczyła na stołecznej scenie. /
  Przychodził do niej («po natchnienie») /
  Ktoś inny jeszcze prócz amanta:/
Marny wierszopis, neurastenik,/
Z dziurami w płucach i w kieszeni./
Jest właśnie teraz: zły, pijany /
  I patrzy w róże wzrokiem szklanym; /
  Patrzy nie widząc; pije koniak /
  I młotem żar mu wali w skroniach,/
I wie --- bez róż --- że ją zabije,/
Czy dziś, czy jutro, czy za tydzień, /
  Choć nie wie nic i róż nie widzi,/
I ciągle tamten koniak pije./
A róże niezauważone /
  Jak rany jątrzą się czerwone,/
Osypujące pierś kochanki,/
Pięknej Anieli-utrzymanki./
I oto krwi morderczej kurzem/
Już dymią gorejące róże.../
Jak dziś, jak jutro, jak za tydzień,/
Żegna się i do «Adrii»<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q110951352"></ref><pe><slowo_obce>Adria</slowo_obce> --- modny w l. 30. XX w. lokal gastronomiczno-rozrywkowy, mieszczący się w elegancko urządzonej suterenie (tzw. przyziemiu) oraz podziemiach budynku przy ul. Moniuszki 10 (po wojnie Moniuszki 8) w Warszawie; lokal składał się z hallu, kawiarnianego ogrodu zimowego pod szklanym dachem (z roślinami oraz ptakami), sali kawiarnianej, baru oraz sali dancingowej (tu atrakcję stanowił parkiet obrotowy); kierownikiem i współwłaścicielem ,,Adrii" był Franciszek Moszkowicz; lokal funkcjonował w l. 1931--1944. W międzywojniu w ,,Adrii" spotykała się elita towarzyska i kręgi rządowe; w okresie okupacji niemieckiej od 1940 r. była zastrzeżona jako ,,<slowo_obce>Nur für Deutsche</slowo_obce>" i chętnie odwiedzana przez funkcjonariuszy SS i policji niemieckiej (22 maja 1943 r. miał miejsce zamach członka AK na gości lokalu); po wojnie ponownie otwarto ,,Adrię" w 1973 r., lokal przetrwał do 2005 r. początkowo jako restauracja, potem jako klub nocny. </pe> idzie./
Ja też tam siedzę z moją żoną,/
Bardzo daleko zapatrzoną;/
I patrzy na nas krwisty, brwisty,/
Pijący przy stoliku whisky,/
I puszcza z gęby kłęby dymne,/
A w kłębach widać czerwonawe /
  Płatki odblasków, prawie krwawe,/
I huczy noc pijackim hymnem.../
Więc to nie takie róże. Inne.
</strofa>



  

<strofa>
<begin id="b1744975968587-1841153977"/><motyw id="m1744975968587-1841153977">Kwiaty</motyw>W bukiecie wiejskim, jak wiadomo,/
Róże są skromne, bo po-domu;/
Nie tkwią w kryształach na wystawie /
Za lśniącą taflą szkła w Warszawie,/
Nie sterczą swą łodygą długą,/
Jakby połknęły jedna drugą;/
Bez aspiracji do salonu,/
Bez wywodzenia się z Saronu<pe><slowo_obce>Saron</slowo_obce> --- żyzna równina w Izraelu, nad morzem Śródziemnym rozciągająca się między Karmelem a Jaffą; o bujnej roślinności, w tym o kwiatach, a szczególnie różach Saronu nadmienia już Biblia (por. <tytul_dziela>Pieśń nad Pieśniami</tytul_dziela> 2, 1).</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q218907"></ref>,/
Bez dąsów, pąsów i purpury,/
Nie zadzierają głów do góry;/
Jak porzucone narzeczone,/
Trzymają główki opuszczone,/
A oczy wznoszą --- i tak trwają,/
I spoglądając --- przepraszają./
Owe z cieplarni emigrantki,/
Sztamowych<pe><slowo_obce>sztamowe róże</slowo_obce> --- róże szczepione na pniu; róże pienne a. drzewkowe.</pe> biedne familiantki<pe><slowo_obce>familiantka</slowo_obce> (daw.) --- krewna.</pe>,/
Nie są wyniosłe ni zawistne,/
Lecz dobroduszne, drobnolistne./
Gęste i niskie, krasne, kraśne./
Zawsze z żółtawym proszkiem w środku,/
Dobre przy bluzkach u podlotków /
Lub w szklance. Takie róże właśnie.<end id="e1744975968587-1841153977"/> /
A woń kwiatowej mają wody,/
Świeżej jak w mojej Łodzi młodej /
Kwietniowy dyngus na Piotrkowskiej /
I uśmiech Zosi Opęchowskiej<pe><slowo_obce>Zosia Opęchowska</slowo_obce> --- według ustaleń Tadeusza Januszewskiego, który opracował wydanie <tytul_dziela>Kwiatów polskich</tytul_dziela> dla Wydawnictwa Czytelnik (1993) była to, podobnie jak Irena Tuwim, siostra poety, uczennica gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej w Łodzi, rówieśnica Juliana Tuwima, mógł znać ją przede wszystkim z widzenia, ze spacerów po Piotrkowskiej, głównej łódzkiej ulicy.</pe>./
<begin id="b1744976142380-647165458"/><motyw id="m1744976142380-647165458">Wspomnienia, Lato</motyw>Gdzie jesteś dziś, dziewczyno śliczna/
O dwu warkoczach wyzłoconych,/
Na pierś, wzdłuż ramion, przerzuconych, /
Smukła i smagła, i pszeniczna,/
Miodna, dysząca plonem pszczelnym/
I wiatrem w zbożu pochylonem,/
I wczesnym na wsi dniem niedzielnym, /
Gdy kolorowe, krochmalone,/
Krajkami szumiąc wzorzystymi,/
Ścieżką przydrożną idą z sioła /
Kwietne dziewczęta do kościoła:/
Z oczyma niebu odjętymi /
I chabrom inowłodzkiej ziemi;/
Choć wystrojone, idą boso,/
Trzewiki na ramionach niosą./
Wcześnie na świecie --- i po łące /
Świeżości płyną parujące./
Ja, siadłszy na zwalonym drzewie, /
Patykiem w pniu żywicznym grzebię, /
Wyciągam bursztynowe pasmo /
W nitkę wciąż cieńszą, aż pajęczą;/
Las pachnie mocno, kwiaty brzęczą; /
Zamykam oczy --- jak w nich jasno! /
Otwieram oczy --- co to? o czem?/
Urwana nitka... Gdzie warkocze?/
Gdzie echo napiętego rymu?/
Gdzie wiersz? gdzie sen?<end id="e1744976142380-647165458"/>/
<wers_cd>«Kłębami dymu</wers_cd>/ 
  Niechaj otoczę się»<pr><slowo_obce>Kłębami dymu niechaj się otoczę</slowo_obce> --- cytat z poematu dygresyjnego <tytul_dziela>Beniowski</tytul_dziela> Słowackiego (Pieśń IV, w. 473); wers rozpoczynający passus będący wspomnieniem o młodzieńczej miłości poety, Ludwice Śniadeckiej.</pr>... I płaczę.
</strofa>



  

<strofa>
Drobnomieszczańskie nasze róże, /
  Różyczki raczej lub różęta,/
Tak jak je widzę i pamiętam,/
Z barwy przyrównałbym tynkturze<pe><slowo_obce>tynktura</slowo_obce> (z łac.) --- nalewka lecznicza na bazie alkoholu.</pe> /
  Na siódmej wodzie po purpurze./
Coś miały z barszczu i coś z malin /
  Rosnących dziko śród rozwalin, /
  Gdzie żużle, cegły, osypiska /
  I złom kredowy w słońcu błyska,/
I rozpalony wielki kamień /
  (I błystki lśniącej miki na nim,/
A pod nim wilgny, chłodny piasek /
  I panika spłoszonych mrówek:/
Dla skarbów wymarzony schówek, /
  Więc ukrywałem je tam czasem.../
O, czarodziejstwo tych kryjówek!) --- /
  Gdzie stary trzewik szpilki szczerzy,/
  Gdzie zardzewiały nocnik leży,/
Gdzie na cykorii kwiat niebieski, /
  Falując, siada paź królewski<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q179530"></ref>, /
  Progenitury<pe><slowo_obce>progenitura</slowo_obce> --- potomstwo, dzieci.</pe> półjaskółczej,/
Skrzydełka składa i rozkłada /
  I w lot --- i na dziewannę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q57051"></ref> spada: /
  Bardziej mu swojsko tam, bo żółciej; /
  Gdzie stare gonty, klepki z cebra /
  I smród, i żar, i końskie żebra /
  Albo zbielały kundla szkielet,/
I potłuczone szkło butelek,/
Przez które widać świat na piwno, /
  Gdzie rozeschnięte kół obręcze. /
  Gdzie chaos zielska i rozbrzęczeń, /
  Gdzie parzę się o dzicz pokrzywną<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q57051"></ref> /
  I siekę kijem, mały wariat./
Roślinny lumpenproletariat --- /
  Tam zawsze w rumowisku owem/
Stał malinowy krzak<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q12252383"></ref>, przybłęda./
Sam nie wie, jak się tu przyszwendał, /
  Lecz rósł, lecz trwał --- i malinowe /
  Grube łzy ronił... Jednym słowem,/
Róż wiejskich czerwień rozcieńczona /
  Coś miała z malin, coś z buraków,/
Coś z pomidorów i coś z raków,/
Ot, jakaś niedoczerwieniona.
</strofa>



  

<strofa>
Ogrodnik, czuły na harmonię /
  I rozkład sił między barwami,/
Rezedę przypiął pod różami./
Poeta dałby tu piwonie,/
Lewkonie albo pelargonie,/
Żeby słuchowi była radość,/
By rymem wzmocnić, tę harmonię --- /
  Lecz on, kwiecistej znawca flory, /
  Patrzącym oczom czyniąc zadość,/
Dbał nie o rymy, lecz kolory./
Posłuszny tedy barw naturze,/
Kępką rezedy podparł róże./
Bo jeśli czerwień róż naoczna/
Jakaś barszczowa jest, uboczna /
  (Patrz wyżej, bo już nie powtórzę),/
To zieleń, tutaj mu niezbędna,/
Też musi w tonie być podrzędna, /
  Inaczej --- zginą biedne róże.../
Przez zieleń brnąć i jej odcienie /
  Można, jak wiemy, nieskończenie /
  (Patrz <tytul_dziela>Zieleń</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Zieleń</slowo_obce> --- tytuł tzw. fantazji słowotwórczej Tuwima z tomu <tytul_dziela>Treść gorejąca</tytul_dziela> (inc. ,,O zieleni można nieskończenie").</pe>, bo już nie powtórzę), /
  Lecz gdy się pióro raz rozjedzie /
  (Rok nie pisałem, nawet dłużej),/
To trudno! muszę o rezedzie. 
</strofa>



  

<strofa>
Jak barszcz (pamiętaj i o uszkach!) /
  Przedstawił róże-prowincjałki,/
Tak o rezedzie --- ulęgałki /
  Niech barwą świadczą; owoc miałki, /
  Bękarty po karlicach gruszkach. /
  Zgniławe były i rudawe,/
A gdy rozgryzłeś miąższ ich cierpki, /
  Fermentujący, ziarnkowaty,/
Widziałeś brąz --- brąz taki prawie /
  Jak cukier umoczony w kawie./
A przysypane są te kwiaty /
  Rdzą bardzo świeżą lub przetartą/
Pomarańczową skórką. Rosną --- ---/
  Nie wiem, jak rosną; lecz że mszyste, /
  Gąbczaste, wilgne i porzyste,/
Jakby szczeliny w nich otwarto,/
By chłód chłonęły i ciemń nocną --- /
  I że są rdzawe, więc w pobliżu /
  Musi być woda zielonawa,/
 Staw zarzęsiony, zgniła trawa /
  I jar bedoński<pe><slowo_obce>bedoński</slowo_obce> --- tj. położony w okolicy Bedonia, wsi pod Łodzią.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2059933"></ref> na Zakrzyżu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q16618703"></ref>/
--- I stąd ten przyrodzony wyrzut,/
I leśność kwiatu stąd wynika /
  (Za pozwoleniem botanika,/
Który mi tutaj racji nie da,/
Bo --- ogrodowa jest rezeda)./
A pachnie --- Właśnie! Jak opiszę/
Woń, którą kwiat swobodnie dysze? /
  Ile słów trzeba i łamańców!/
 Jaki zawiły sprzęgnąć muszę /
  Metafor i porównań łańcuch!/
Jak mózg utrudzę i wysuszę,/
Zanim wykrętnie i wymyślnie /
  Pióro tę woń w wyrazy wciśnie,/
W słowa bezradne i bezsilne, /
W fałszywe słowa i omylne,/
Co już, tuż-tuż, są niby blisko,/
Już wlazły w kwietny pył jak osa --- /
  I nic. A przytknąć kwiat do nosa,/
 Powąchać raz --- i wie się wszystko./
Weź jaśmin. Choćbyś zamknął oczy,/
On całą jaśmień mleczną leje /
  I żółtą farbką złociścieje,/
I blaski listków swoich toczy,/
I pąki jak jajeczka ptasie,/
I giętkich krzaków gąszcz i trzepot/
--- Wszystko na dłoni masz, głuptasie,/
Gdy raz nim westchniesz choć na ślepo. /
  A róża, pachnąc samej sobie,/
 Sobie i głupiej twej osobie /
  (I niezawodnie innym różom,/
Które na wyścig tamtej wtórzą),/
Róża, wkrwawiona w dzień rozgrzany, /
  Składa ci paszport swój różany./
Ona w ogrodzie, ty w pokoju,/
Ale ci całą siebie powie,/
Jeśli na chwilę dzień u znoju /
  Wybłaga upragniony powiew:/
Ten aromatów wierny aliant /
  Przywionie przez otwarte okno /
  Nią jedną tchnący, oczywisty,/
Cudowny dowód osobisty,/
Zawierający personalia./
Jak pachną niezapominajki /
  W glinianej misce pod kamieniem?/
Jak narcyz, biały książę z bajki,/
W kryzie, z zieloną długą szpadą?/
Jakim wyrazić mam imieniem /
  Woń miękkiej mięty nad strumieniem?/
 Za aptekarską stanąć ladą/
I poczęstować czytelnika /
  Pastą do zębów albo proszkiem?/
A może pani dobrodzika /
  Pozwoli eliksiru troszkę?/
A może podam na ochłodę /
  Angielkę<pe><slowo_obce>angielka</slowo_obce> --- rodzaj niewielkiej szklanki używanej zwykle do picia alkoholu.</pe> pepermintu<pe><slowo_obce>pepermint</slowo_obce> --- likier miętowy.</pe> z lodem? /
  Bardzo orzeźwia zgrzanych gości,/
A także, co do zieloności.../
Rzecz by to była niepojęta,/
Gdyby po tylu porównaniach /
  Ktoś nie wyrobił sobie zdania,/
Jak (najdokładniej) pachnie mięta. /
  Z tym zastrzeżeniem i pointą /
  (Niechaj czytelnik się nie żachnie), /
  Że to nie mięta nimi pachnie,/
Lecz wprost przeciwnie: one miętą. /
  Stwierdziwszy tedy niewątpliwie, /
  Że z «opisami» wielka bieda, /
  Należy uznać, że właściwie /
  Rezeda pachnie --- jak rezeda.
</strofa>





<strofa>
A polski bez jak pachniał w maju /
  W Alejach<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2118294"></ref> i w Ogrodzie Saskim<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2304363"></ref>,/
W koszach na rogu i w tramwaju, /
  Gdy z Bielan<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q857304"></ref> wracał lud warszawski! /
  Szofer nim maił swą taksówkę /
  Frajerów wioząc na majówkę,/
Na trawkie, pifko i muzykie;/
Gnał na sto jeden, na rezykie;/
A wiózł śmietankie towarzyskie:/
Kuchtę Walercię, tę ze Śliskiej, /
  Burakoszczaka z Czerniakowskiej /
  I Józia Gwizdalskiego z Wolskiej. /
  Byli spocone i zziajane /
  I wszystka trzech w drebiezgi pjane, /
I jak jechali bez Pułaskie,/
Fordziak w latarnię wyrżnął z trzaskiem, /
  I przybiegł (tyż pod gazem krzynkie) /
  Flimon szarpany za podpinkie./
Szofer czarował go natralnie,/
 Że on zapychał leguralnie/
I «Niech ja skonam, niech ja skonam /
  (Zawsze dwa razy! rzecz stwierdzona), /
  Skoro jeżeli znakiem tego /
  Nie jest to wina bzu danego,/
Któren cholernie się uwietrzniał /
  I mocny zapach uskuteczniał;/
Ciut, ciut mnie z niego zamroczyło /
  I właśnie bez to się zdarzyło»./
Policjant mówił: «Ja nie frajer /
  I pan nie weźmiesz mnie na bajer,/
Pan się zatrudniasz ankoholem» --- /
  I nagle krzyk: «To ja chromolę!»/
I «Nie bądź pan tu za szemrany!»/
A kuchta w pisk: «Zabiją! Rany!»/
A Józio w pysk, a Józia w mordę,/
I już w powietrzu pachnie mordem,/
I wszyscy do komisariatu,/
A z winy --- majowego kwiatu./
Potem to ślicznie Wiech<pe><slowo_obce>Wiech</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Stefan Wiechecki</slowo_obce> (1896--1979) --- publicysta i prozaik, satyryk, autor pisanych stylizowanych na warszawską gwarę miejską felietonów, których styl językowy zwano również ,,wiechem". Przez lata wraz z rodziną (ojciec był właścicielem sklepu wędliniarskiego) mieszkał w okolicach znanego bazaru na warszawskiej Woli, tzw. Kercelaka, gdzie mógł obficie zbierać materiał pisarski. Następnie zamieszkał na Pradze, gdzie na ul. Stalowej 1 prowadził sklep ze słodyczami. Jako reporter publikował w ,,Kurierze Warszawskim" i ,,Kurierze Czerwonym" początkowo sprawozdania ze śródmiejskich sądów grodzkich. W swoich felietonach stworzył komentujące codzienne życie stolicy postacie Teofila Piecyka (historyka amatora), Walerego Wątróbki, jego żony Gieni Wątróbkowej, szwagra Piekutoszczaka i in. Przed II wojną światową ukazał się drukiem zbiór jego humoresek i felietonów pt. <tytul_dziela>Ja panu pokażę!</tytul_dziela> (1938); po wojnie m.in. <tytul_dziela>Wiadomo --- stolica!</tytul_dziela> (1946), <tytul_dziela>Helena w stroju niedbałem</tytul_dziela> (1949).</pe> uwieczniał,/
Z daleka więc do pana Wiecha /
  Pełen wdzięczności się uśmiecham.../
I cóż pan teraz uskutecznia?/
  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
</strofa>




<strofa>
...Więc jak pachniałeś, bzie warszawski, /
  Kiedy, rażąca i nieznośna,/
Przyszła, ruiny strojąc w blaski,/
Nowej niewoli pierwsza wiosna?/
Gdy szafirami cię uświetnił/
Bezwstydnie piękny strop niebieski,/
Ty, znad ogrodzeń<pe><slowo_obce>znad ogrodzeń wzdłuż Królewskiej</slowo_obce> --- chodzi tu o Ogród Saski, pierwszy publiczny park miejski w Warszawie, założony w l. 1724--1748 dla króla Augusta II Mocnego, pierwotnie w stylu geometrycznego ogrodu francuskiego; usytuowany w śródmieściu Warszawy, między placem Piłsudskiego, daw. placem Żelaznej Bramy, ul. Marszałkowską i ul. Królewską, na Osi Saskiej. W ogrodzie znajdował się m.in. działający w latach 1870--1939 Teatr Letni, należący do Warszawskich Teatrów Rządowych (spłonął 9 września 1939 r.).</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2304363"></ref> wzdłuż Królewskiej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365538"></ref>,/
 Z zarośli przy Teatrze Letnim<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11836839"></ref>,/
I ty, od Żabiej, od Niecałej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q106859802"></ref> /
  I z tego wzgórza ponad stawem,/
Na którym, w owym wrześniu krwawym, /
  Ptaki, od huku oszalałe,/
Przed śmiercią --- jeszcze pożegnały /
  Łabędzią pieśnią swą Warszawę!/
Jakżeś się wstydem nie zapłonił,/
Kiściami pachnąc obfitymi?/
Nic nie mów. Nie chcę znać tej woni./
 Lecz już chrapami rozdętymi/
Węszę twój mokry, chłodny zapach,/
Gdy znów nurtować będę w krzakach /
  Świeżego bzu na wolnej ziemi./
O, jakie salwy aromatu /
  Zagrzmią z gałęzi twych kwitnących,/
Z pąków na wiwat pękających./
Na zazdrość i na dziw armatom,/
Armatom tobą umajonym./
Grzmocącym hordy rozgromione /
  Tych zbirów, łotrów, szuj, psubratów, /
  Swołoczy, bydła, ścierw, szubrawców. /
  Łajdaków, chamów, szelm, plugawców, /
  Kanalii, drani, nikczemników,/
Opryszków, hyclów, rozbójników, /
  Zdzierców, pijawek, włamywaczy. /
  Oszustów, kłamców, podpalaczy, /
  Bandytów, chciwców, kieszonkowców, /
  Świń, hijen, wściekłych psów, nożowców, /
  Rabusiów, szantażystów, katów,/
 Tych zbirów, łotrów, szuj, psubratów /
  (Proszę powtórzyć znów <slowo_obce>da capo<pe><slowo_obce>da capo</slowo_obce> (wł.) --- od początku. </pe></slowo_obce>...),/
<begin id="b1764961570851-537240101"/><motyw id="m1764961570851-537240101">Niemiec</motyw>A to nie tylko o gestapo,  /
O hitlerowcach czy «rasistach»/
Ta komplementów długa lista.../
Nie! To katalog synonimów /
  (Ozdobny garstką kiepskich rymów)/
Do słowa «Niemiec». Nie w szczególe /
  Do <slowo_obce>Volksdeutsch</slowo_obce>, ale <slowo_obce>Deutsch</slowo_obce> w ogóle./
A że «Dichtery» i «Denkery»<pe><slowo_obce>Dichtery i Denkery</slowo_obce> --- z niem. <slowo_obce>Dichter</slowo_obce>: poeta, <slowo_obce>Denker</slowo_obce>: myśliciel.</pe>,/
To nie pomoże. Będę szczery:/
Bo «<slowo_obce>Dichtung</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>Dichtung</slowo_obce> (niem.) --- poezja, poemat.</pe> jedno, «<slowo_obce>Wahrheit</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>Wahrheit</slowo_obce> (niem.) --- prawda.</pe> drugie. /
  Nie wdając się w dyskusje długie /
  Przyznam, że wielbię ich poetę /
  Nazwiskiem Goethe. Goethem Goethe, /
  Bach Bachem i Dürerem Dürer,/
A zbójem jest nie tylko Führer,/
Lecz cały szczep --- z babami, dziećmi, /
  Cały teutoński ród bezecny!/
Miał Goethów czy ich nie ma właśnie,/
 To niech go jasny piorun trzaśnie<end id="e1764961570851-537240101"/>,/
Łączny: Wotana i Jehowy!/
O, strzel najprędzej, bzie majowy!
</strofa>





<strofa>
  I wy, warszawskie psy, w dniu kary /
  Psi obowiązek swój spełnijcie,/
Zwyjcie się wszystkie i zbiegnijcie /
  Straszliwie pomścić swe ofiary./
Za psy bombami rozszarpane,/
Za zmarłe pod strzaskanym domem,/
Za te, co wyły nad swym panem,/
 Drapiąc mu ręce nieruchome;/
Za te, co z wdziękiem beznadziejnym /
  Łasiły się do nieboszczyków,/
Za śmierć szczeniaczków, co w piwnicy /
  Jeszcze bawiły się w koszyku;/
Za biegające rozpaczliwie,/
Pozostawione po mieszkaniach, /
  W dymie duszące się, półżywe, /
  Pamiętające o swych paniach;/
Za nastroszone, za wierzące,/
 Że człowiek wróci --- bo pies czeka:/
I tak, w pozycji czekającej,/
Siadł ufny pies na grób człowieka;/
Za wzrok błagalny, przerażony /
  Tumultem, trzaskiem, pożarami,/
Za psy, co same pazurami /
  W ogrodach ryły sobie schrony --- /
  Za wszystkie męki i niedole,/
Własne i tych, co was kochali /
  Śród wspólnych ścian i śród rozwalin, /
  Zwyjcie się, bracia, na Psie Pole!/
  Niechaj w was wściekłe piany wzbiorą /
  I hurmem w trop zdyszaną sforą,/
W trop, kiedy z Polski będą dymać /
  I tylko pludry w garści trzymać!/
O cegły gruzów kły wyostrzcie/
I o zbielałe ludzkie koście,/
A gdy ich dopadniecie --- skoczcie /
  Do grdyk, brytany, do gardzieli!/
Ostrymi kłami wgryźć się, szarpnąć,/
 By nie zdążyli, hycle, charknąć!/
Do grdyk, wilczyce! A pazury /
  W ślepia! by nawet nie mrugnęli./
A powalonych niech opadną /
  Wojska pomniejszych psów-mścicieli. /
  Niech ich poszarpią na kawały./
Żeby i matki nie wiedziały,/
Gdzie szukać rozwłóczonych cząstek!...
</strofa>




<strofa>
Bo nasze --- też nie znajdywały /
  Główek swych dzieci, nóżek, piąstek...
</strofa>

<naglowek_podrozdzial>II</naglowek_podrozdzial>

 
<strofa>
Ero kamienia łupanego,/
A jeśli bliżej --- to Asyrio!/
Prawieku, w który myśli biegą, /
  Wspomnień maligno i delirium!/
  Przedpotopowe czy kopalne, /
  Znieruchomiałe czasy ludów! /
  Panopticum prowincjonalne, /
  Jarmarczna kosmoramo cudów!/
(O, czarodziejskie widowisko:/
Mekka, Wezuwiusz, chińskie mury,/
 Hamburg, Wenecja z gołębiami /
  I papież w lektyce --- a wszystko /
  Z wychodzącymi za kontury /
  Bardzo rzewnymi kolorkami...)/
O, kalkomanio sprzed lat tylu!/
O, «Muchy», «Kolce» i «Bociany»<pe><slowo_obce>,,Mucha", ,,Kolce", ,,Bocian"</slowo_obce> --- ilustrowane czasopisma satyryczne: ,,Mucha" wyd. w Warszawie w latach 1868--1939 i 1946--1952 (w tym W latach 1905--1907 pod nazwami ,,Bąk", ,,Chrabąszcz" i ,,Komar"), tu swoje pierwsze utwory publikował Bolesław Prus; ,,Kolce" wyd. w Warszawie w latach 1871--1914 jako dwutygodnik, a następnie tygodnik, którego współpracownikami byli m.in. Michał Bałucki, Adam Asnyk, Bolesław Prus i Janusz Korczak piszący pod pseudonimem Hen-ryk; ,,Bocian" wyd. w latach 1896--1932 w Krakowie kolorowy tygodnik dla panów, eksploatujący tematykę erotyczną.</pe>! /
  Stary, poczciwy wodewilu,/
Przez amatorów odegrany:/
Z kupletem o automobilu,/
Z mężusiem, co kobitki lubi,/
Teściową, która majtki gubi,/
I jak ją podszedł chytry filut./
Słowem --- letnisko tuż pod miastem /
  W dawnej «Gubiernji Pietrakowskoj»<pe><slowo_obce>Gubernia piotrkowska</slowo_obce> (ros. <slowo_obce>Петроковская губерния</slowo_obce>) --- obszar administracyjny w zaborze rosyjskim (podział przeprowadzono po powstaniu styczniowym, w 1867 r.) ze stolicą Piotrkowie Trybunalskim, do guberni tej (tu w zapisie fonetycznym ros. nazwy: ,,Gubiernji Pietrakowskoj") należała m.in. Łódź.</pe>, /
  I stuknął już, z pomocą boską,/
Rok tysiąc dziewięćset dwunasty./
Był to na lato punkt inwazji /
  Drobnej żydowskiej burżuazji, /
  Tusculum<pe><slowo_obce>Tusculum</slowo_obce> --- w starożytności letnia miejscowość wypoczynkowa zamożnych Rzymian.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q754314"></ref> skromnych i bez herbów /
  Rodzin Goldbergów i Grynbergów,/
Abramowiczów, Jacobsohnów /
  I klanu gubernialnych Konów /
  (Tu, zawsze czuły na wspominki,/
Miłośnie wzdycham do Halinki<pe><slowo_obce>Halina Kon</slowo_obce> --- córka adwokata Maurycego Kona z Tomaszowa Mazowieckiego, pierwsza młodzieńcza miłość Juliana Tuwima, który poznał ją w Inowłodzu latem 1909 r.</pe>)./
Nie było tam potężnych szczepów, /
  Wsławionych w przemysłowym dziele, /
  Lecz tacy sobie właściciele /
  Mniejszych fabryczek, większych sklepów,/
  Bo księstwo o manierach dworskich,/
Rody Rotwandów i Przeworskich,/
 Poznańscy ani Natansony /
  Nie zaglądały w tamte strony./
Oni po Ritzach<pe><slowo_obce>Ritz</slowo_obce> --- nazwa luksusowych hoteli.</pe>, Biarritzach<pe><slowo_obce>Biarritz</slowo_obce> --- francuska miejscowość uzdrowiskowa, kąpielisko nad adriatycką Zatoką Biskajską.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q132790"></ref>,/
Ostendach<pe><slowo_obce>Ostenda</slowo_obce> ---  kąpielisko morskie i uzdrowisko w Belgii.</pe>, badach<pe><slowo_obce>bad</slowo_obce> (z niem.) --- kurort, kąpielisko.</pe>, zagranicach,/
A moi łódzcy Goldbergowie /
  I co lepszego w Tomaszowie --- /
  Zjeżdżali tu. I tu, nieśmiała,/
Panieńsko smutna i nerwowa,/
Z Irą<pe><slowo_obce>Tuwim, Irena</slowo_obce> (1898--1987) --- poetka, pisarka, tłumaczka z języka angielskiego i rosyjskiego, siostra Juliana Tuwima, w l. 1922--1935 żona poety i tłumacza z francuskiego, niemieckiego i angielskiego, Stefana Marka Eigera (Stefana Napierskiego) straconego w Palmirach w 1940 r.; przełożyła m.in. utwory A.A. Milne'a <tytul_dziela>Kubuś Puchatek</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Chatka Puchatka</tytul_dziela>.</pe> i Julkiem przyjeżdżała /
  Pani Adela Tuwimowa<pe><slowo_obce>Tuwim, Adela</slowo_obce> (1871 a. 1872--1943) --- z d. Krukowska, od 22 grudnia 1893 r. żona Izydora Tuwima, matka Juliana i Ireny.</pe><pe><slowo_obce>tu (...) z Irą i Julkiem przyjeżdżała pani Adela Tuwimowa</slowo_obce> --- w Inowłodzu nad Pilicą Julian Tuwim spędzał wraz z matką i siostrą wakacje w czasach szkolnych, w l. 1907--1914.</pe>.
</strofa>



  
 
<strofa>
Ojciec<pe><slowo_obce>Tuwim, Izydor</slowo_obce> (1857--1935) --- ojciec Juliana Tuwima i Ireny Tuwim, pracownik bankowy.</pe> jest w mieście. Głowę wspiera /
  Na lewej dłoni, prawą pisze.../
...Była uliczka od Piotrkowskiej,/
Od tego rogu, gdzie Roszkowski<pe><slowo_obce>Roszkowski</slowo_obce> --- popularna  cukiernia i kawiarnia w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej 76, przy skrzyżowaniu z pasażem Meyera, istniejąca od 1892 r., założona przez Aleksandra Roszkowskiego; miejsce spotkań towarzyskich elity łódzkiej, u Roszkowskiego Reymont prowadził obserwacje do powieści <tytul_dziela>Ziemia obiecana</tytul_dziela>).
</pe>,/
Co zwała się «Pasaż Majera»<pe><slowo_obce>Pasaż Majera</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>pasaż Meyera</slowo_obce> --- dziś ul. Moniuszki w Łodzi; istniejąca od lat 80. XIX w., początkowo ulica prywatna, wybudowana przez Ludwika Meyera, fabrykanta i właściciela Grand Hotelu, przekazana miastu w 1905 r.</pe>,/
Potem Chopina (--- a jak teraz /
  Przezwały ją piekielne zbiry./
Co z Łodzi Litzmannstadt zrobiły?/
Ale nam dawną ŁÓDŹ oddacie,/
Po strasznej rzezi w Litzmannstadtcie!)./
 Na tej uliczce, tam gdzie krzaczki,/
A naprzeciwko państwo Klaczkin,/
Ojciec mój, ojciec nieumarły,/
W Azowsko-Dońskim Banku siedzi,/
Pisze francuskie długie listy /
  I liczb sumuje ciąg spadzisty,/
I siwiejącą głowę biedzi./
Setki tysięcy wstawia w kratki /
  Buchalteryjnych swoich rubryk,/
A brak mu sześćdziesięciu rubli /
  Dla nas, tam na wieś, na wydatki./
A weksel... a krawcowi rata.../
Znów się zadłuży i załata.../
Pisze i pisze w głównej księdze /
  Fortuny panów fabrykantów,/
Zadowolonych posiadaczy /
  Pałaców, karet i brylantów./
Wybija pierwsza. Zamknął księgę./
Wyjął lusterko kieszonkowe,/
Małą szczoteczką i grzebykiem /
  Przyczesał krótki wąs i głowę --- /
  I w marynarce czesuczowej<pe><slowo_obce>czesuczowy</slowo_obce> --- wykonany z <slowo_obce>czesuczy</slowo_obce>, ciężkiej tkaniny z surowego jedwabiu naturalnego, charakteryzującej się niejednolitą powierzchnią ze względu na występowanie nieregularnych zgrubień i supełków w przędzy; z czesuczy (nazwa z chiń.; także: szantung) szyto marynarki, suknie i płaszcze.
</pe>,/
W słomkowym kapeluszu lotnym,/
Z laseczką w prawej; lewa z tyłu,/
Wychodzi z banku./
<wers_cd>Ja, markotny</wers_cd>/ 
  Myślami o nim, biedą, plamą,/
Złymi stopniami, sprzeczką z mamą,/
Nową miłością, dość zawiłą,/
Idę na hamak --- z nienawistną /
Książką, bodaj ją dunder świsnął,/
 Mistyczną, apokaliptyczną,/
Z abrakadabrą liter greckich,/
Szatańskich szyfrów, cięć zdradzieckich:/
Z kabałą trygonometryczną.
</strofa>




<strofa>
Ojciec wstępuje do cukierni /
  Na swą partyjkę karambolu<pe><slowo_obce>karambol</slowo_obce> (fr. <slowo_obce>carambolage</slowo_obce>) --- odmiana gry w bilard (tzw. bilard francuski, znany od średniowiecza), rozgrywanej na stole bez otworów bocznych (łuz), polegającej na celowaniu jedną bilą (czerwoną, zw. carambola) w dwie inne (białą i żółtą, względnie białą i białą pikową, tj. z kropką).</pe>./
Kładę się. Skwar niemiłosierny./
Za łąką ogród. A na polu /
  Żniwiarze koszą. Ojciec stawia/
Trzy ciężkie kule na zielonym /
  Suknie bilardu. Dwie są białe,/
Jedna czerwona. Wonią zawiał /
  Gorący oddech. Skier miliony /
  Migocą w oczach ociężałych./
Cóż z tą miłością będzie, z biedą,/
Z tą plamą, co mi życie truje<pe><slowo_obce>Z tą plamą, co mi życie truje</slowo_obce> --- wzmianka dotyczy sporego znamienia (tzw. myszki) na lewym policzku, które było przyczyną prześladowań ze strony rówieśników w dzieciństwie i powodem strapień w młodości.</pe>?/
Ach, zamalować by ją kredą!... /
  Cotangens<pe><slowo_obce>cotangens</slowo_obce> --- jedna z funkcji trygonometrycznych; w trójkącie prostokątnym cotangens kąta ostrego to stosunek długości przyprostokątnej przyległej do tego kąta do długości przyprostokątnej naprzeciwległej temu kątowi; stosunek ten można wyrazić także jako iloraz cosinusa i sinusa tego samego kąta.</pe>... Ojciec kij smaruje,/
Dwa sinus alfa do kwadratu./
Białość i czerwień na zieleni./
 Patrzę na łąkę szmaragdową/
W kulkach śniegułek, w plamach maków,/
O, nieszczęśliwa moja głowo,/
Zasypiająca na hamaku!/
Książka, na której cień gałązki /
  Buja migotem listków wąskich,/
Wypada z rąk --- i jedna zwisa,/
Gdy druga odwróconą dłonią /
  Zasłania oczy. Chwile dzwonią./
Już hamak w senność się wkołysał/
 I, skrzypiąc, sznur o korę trze się./
Słyszę cosecans<pe><slowo_obce>cosecans</slowo_obce> a. <slowo_obce>kosekans</slowo_obce> --- jedna z funkcji trygonometrycznych; odwrotność sinusa.</pe> cienki osy /
  I szorstki dźwięk ostrzonej kosy./
I recital kukułczy w lesie,/
Metronomicznie odmierzany,/
I, w senną sieć zasznurowany,/
Wzdłuż ciała czuję złoty tangens/
I wraz z Pilicą wpływam w Ganges,/
Który, indyjskim będąc wężem,/
Kukaniem nakrapianym lśniąco,/
 Ruchami sprężeń i rozprężeń /
  Pełznie przez trawę, sen, gorąco/
I, jak kipiącym śniegiem, błyska /
  Upajającą pianą z pyska. /
  O, jak mi ciężko w tej podróży!.../
Ojciec się schylił, złamał, zastygł /
  W wyraźny wykres, w kąt kanciasty /
  Dwa sinus beta. Oko zmrużył,/
Drugim odmierza. Już odmierzył --- /
  I łokciem w tył! i jak uderzył,/
 Obudził mnie stuknąwszy białą/
W czerwoną, ta znów w białą stuknie,/
I w pojedynku bil po suknie /
  Szpadami barw zamigotało./
Otwieram oczy. Po zieleni /
  Barwa się z barwą w słońcu mieni /
  Na połyskliwej trawie gładkiej:/
I wiatrem zwiało, przemieszało /
  Białe i krwawe kwiatów płatki.
</strofa>



  

<strofa>
Ogrodnik, palacz i astmatyk,/
 Więc pokasływacz i chrząkała,/
Z gęstą szczeciną, szpakowaty /
  (Rzekłbyś: sól z pieprzem przemieszana), /
  Siąknął nad wąsem tabaczanym /
  I znad cynowych okularów /
  Piwnymi patrzy się oczami<pe><slowo_obce>piwnymi (...) oczami</slowo_obce> --- Dziewierski ma w innym miejscu oczy siwe (a więc jasnoniebieskie).</pe> /
  Na duet woni i kolorów,/
Na róż z rezedą dwugłos miękki /
  (Rzekłbyś: jak lody malinowe /
  Z pistacjowymi). Z lekkiej, cienkiej /
  Paprociej siatki koronkowej /
  Tło za kwiatami. Mistrz zapala /
  Szczątek zgasłego papierosa,/
Przymruża oczy i z ukosa /
  Ogląda kwiaty --- i pochwala./
Kaszlnął, pochrząkał, postanowił: /
  Ważkości doda bukietowi./
Więc znowu parę muśnięć, prztyków/
I wziął ze stołu garść goździków. /
  Najpierw śnieżyście białe, dzienne,/
 Potem czerwone --- nocne, ciemne, /
  Głębokokrwawe albo ściślej:/
Bordo, jak małe czarne wiśnie,/
Które w pękatej bani szklanej,/
Obficie cukrem przysypane,/
Stawiano w słońcu, robiąc wiśniak;/
I on, i wiśnie --- przedni przysmak. /
  Zapach ich także ciężki, ciemny,/
Tyleż kwiatowy, co korzenny,/
Razem aromat i przyprawa./
A woń i barwa, gdy ich cechy /
  Zespolić, łącząc dwa oddechy,/
Dadzą nam wyraz sangwaraba,/
Które to drzewo rośnie w mroku,/
Pnącz rubinowy je oplata,/
I jest moc tajna w jego soku,/
Gdy Rhodomelos nad nim lata,/
A kwitnie w piątej porze roku /
  I tylko w szóstej części świata...
</strofa>



  

<strofa>
Gdy on goździki w bukiet wwija,/
Na ławce, obok, siada wnuczka: /
  Wysmukła, czysta, jak lilija,/
Z wargami z lekka mięsistymi, /
  Dziewczynka smutna, choć malutka;/
Ma sześć lat może. Milcząc patrzy, /
  Znać, że ją przebieg sztuki zajął./
Ten bukiet bowiem to teatrzyk,/
Gdzie kwiaty za kukiełki grają./
Ogrodnik w bukiet białość wtrąca,/
Która porankiem jest pachnąca,/
Przedwakacyjnym w mieście czerwcem, /
  Kiedy zamierające serce/
W kolana lękiem zapadało,/
Płynęło potem do przełyku,/
Słabło po drodze, w dołku mdlało /
  I ćmiło markotnością słodką /
  Przelewów, ciągot i dreszczyków:/
Gdy do gimnazjum na egzamin /
  Piśmienny szło się --- i dlatego /
  Z rulonem kancelaryjnego/
Papieru --- razem z narcyzami.../
Z obłoków musującej pianki,/
Z narcyzów i lirycznej tremy /
  I z jakiejś struchlałości niemej /
  Brały swą białość te poranki./
Powiesz, że czerwiec czas zieleni, /
  Błękitu, złota, a mnie --- biało.../
Nie wiem. Białością we wspomnieniu, /
  Białością ślubną pozostało,/
Białością nieodżałowaną...
</strofa>



  

<strofa>
Na scenie dramat. Do ogrodu,/
Gdzie pośród róż i rezed mieszka /
  Błękitnooka białośnieżka,/
Królewna z lilijnego rodu,/
Wdarł się gorący Murzyn krwawy, /
  Straszny, błyszczący król z Afryki, /
  Gdzie smok zamorski pełznie z sykiem /
  I kwitną dzikie sangwaraby. /
  Nabrzmiały krwią, jak czarne wiśnie, /
  Rzuca się na nią, w usta wpija,/
Przygniata, pierś do piersi ciśnie! /
  Dygocą kwiaty, kłonią, gną się,/
I nagle --- słodko, błogo, słabo.../
W rozkoszy przejmującym wstrząsie /
  Anielka tonie w ciemnym pąsie, /
  Durzącym mroczną sangwarabą. /
  Za dziesięć lat --- okrutniej, słodziej /
  W tym samym stanie się ogrodzie;/
I w chwili gdy nią rozkosz targnie,/
Gdy mu do krwi rozgryzie wargę,/
Drgnie jasnym, ostrym przypomnieniem: /
  Murzyn i śnieżne. Jedno mgnienie.
</strofa>



  

<strofa>
Wstaję z hamaka, jeszcze w sennej /
  Zmorze widziadeł białodziennej, /
  Chmurzę się, gniewny, burzą wzbieram, /
  Kropiisty z czoła pot wycieram./
Cisza. Ta wielka --- straszna prawie. /
  Skwarna martwota. Bezruch. Ale /
  Złowróżbny słyszę szum w upale,/
Syczy jak żmija w suchej trawie.../
Niby to prosty pejzaż polski./
Ten znany i widziany co dzień,/
Ale za łąką, już w ogrodzie, /
  Olśniewający gad zamorski,/
Wężysko jakiejś opowieści./
Barwami czarów nakrapiane./
Pijaną z pyska tocząc pianę,/
Sunie przez życie i szeleści./
Ruchami sprężeń i rozprężeń /
  To ukazuje się, to znika,/
I błyska, i owija wężem /
  Samotny domek ogrodnika.
</strofa>


<naglowek_podrozdzial>III</naglowek_podrozdzial>


<strofa>
Przed żółtą willą, dzikim stworem,/
Z opasującą ją galerią,/
Ze zwariowaną boazerią,/
Zgniłym budulcem i kolorem,/
O oknach, co szarzyzną zioną,/
O ścianach w sękach, szparach, piętnach,/
Z drabiną schodów przystawioną/
Na zewnątrz do górnego piętra;/
O dachu w asfaltowe łaty,/
Skwierczące w słońcu smolnym smrodem, /
Willą --- mieszańcem kurnej chaty,/
Bóżnicy, szopy i pagody /
--- Przy stole, przedobiednią porą,/
Mężusiów brzuszkowatych czworo,/
W rannych pantoflach, cyklistówkach /
  Na mniej lub więcej łysych główkach,/
Bez marynarek, ale w szelkach,/
Gra w «telefona» lub «mauszelka»,/
Inaugurując letni salon.../
(Gdzieżeś, Kostrzewski<pe><slowo_obce>Kostrzewski, Franciszek</slowo_obce> --- malarz, rysownik, autor ilustracji obyczajowych z zacięciem humorystycznym; współpracownik warszawskich czasopism, takich jak ,,Tygodnik Ilustrowany" czy ,,Kłosy"; autor pierwszych polskich komiksów (<tytul_dziela>Historya Jedynaczka</tytul_dziela> drukowana w latach 1859 i 1860). </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3595563"></ref>?) Grają, palą,/
Kto «Carski Diubek», kto «Renomę»,/
A kto cygarko, które ścina /
  W takim breloczku-gilotynce./
W tymże salonie, tuż przed domem,/
Kurczęta hurtem się zarzyna/
I lody kręci się w maszynce./
(Tradycja! Któż by nie pamiętał?/
Niedziela: lody i kurczęta.)/
Są to tak zwani «kominiarze»,/
Opuszczający miejskie mury /
  Dla łona żony i natury,/
I innych poetycznych wrażeń /
  Od piątku do niedzieli wieczór;/
Więc grają, nucąc, głupek z głupkiem /
  To <tytul_dziela>Oczi czornyje<pe><slowo_obce>Oczi czornyje</slowo_obce> (ros. <slowo_obce>Очи чёрные</slowo_obce>) --- popularna piosenka; jej słowa napisał w 1843 r. ukraiński poeta Jewhen Hrebinka, muzykę oparto na melodii walca <tytul_dziela>Hommage</tytul_dziela> Floriana Hermanna; w ten sposób powstał jeden z najbardziej znanych ,,cygańskich" romansów rosyjskich, opublikowany w 1884, rozsławiony w zmienionej wersji przez ros. śpiewaka operowego Fiodora Szalapina w początkach XX w. </pe></tytul_dziela>, to <tytul_dziela>Puppchen</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Puppchen</slowo_obce> (niem.) --- laleczka; tytuł popularnej piosenki. </pe>./
Za kilka lat --- zagrają w skeczu/
  W «Qui pro Quo»<pe><slowo_obce>Qui pro Quo</slowo_obce> --- kabaret działający w okresie międzywojnia (1919--1931) w Warszawie przy ul. Senatorskiej 29 (w Galerii Luxemburga) pod kierownictwem Jerzego Boczkowskiego; Julian Tuwim był jednym ze współpracowników ,,Qui pro Quo" od początków kabaretu.</pe> (z Tomem<pe><slowo_obce>Tom, Konrad Adam</slowo_obce> (1885--1957) --- pseud. Tim-Tom; artysta kabaretowy, scenarzysta, piosenkarz, reżyser filmowy i aktor, autor piosenek, librett operetkowych i skeczów (np. szmoncesowego skeczu <tytul_dziela>Sęk</tytul_dziela>), mąż aktorki i tancerki Zuli Pogorzelskiej; związany z wieloma teatrami i kabaretami, m.in. z  ,,Qui pro Quo" (od 1919 r. z przerwami do 1931 r.), zmarł na emigracji w Los Angeles.</pe> i Lawińskim<pe><slowo_obce>Lawiński, Ludwik</slowo_obce> (1887--1971) --- ur. jako Ludwik Latajner, pseud. Kiwdul Talajner, aktor kabaretowy, recytator, komik, autor tekstów, piosenkarz, monologista (specjalista od szmoncesów); związany z wieloma kabaretami we Lwowie i Warszawie, m.in. ,,Qui pro Quo" (od 1922 z przerwami do 1932), ,,Perskie Oko" (pod kierownictwem Konrada Tama, 1925--1927), ,,Banda" (współkierowanym przez Tuwima) i in., zmarł na emigracji w Londynie.</pe>), /
  Mówiąc «pidginem<pe><slowo_obce>pidgin</slowo_obce> --- uproszczony język angielski używany w krajach podlegających wpływom kultur anglosaskich w celach transakcyjnych, urzędowych itp.</pe>», nie tym chińskim,/
Lecz nie mniej dźwięcznym: tym z Piotrkowskiej, /
Berlińsko-łódzko-berdyczowskim./
Opodal --- na leżakach --- panie, /
  Kolorystyczne niesłychanie:/
W szlafrokach kalejdoskopowych, /
  Pomidorowo-fioletowych,/
W pstre kwiaty, ptaki, psy, komety /
  I azjatyckie alfabety./
Wygląda to, gdy spojrzysz na nie /
  I parę razy szybko mrugniesz,/
Jak sen papugi zwariowanej/
O pawiu, zwariowanym również./
Przy nich na trawie dwaj młodzieńcy. /
  Jeden, wymokły i cielęcy,/
Warszawiak --- rzadki gość w tych stronach /
  W zaprasowanych pantalonach,/
Z przedziałkiem, woniejący Pulsem<pe><slowo_obce>Puls</slowo_obce> --- tu: marka wody kolońskiej produkowanej w warszawskiej fabryce mydła i perfum, zał. w 1851 r. przez Fryderyka Pulsa (1828--1905), przemysłowca wyznania ewangelicko-augsburskiego przybyłego do Warszawy z Prus, od 1870 r. członka Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego; w 1892 r. firma została sprzedana Klementynie Neprosowej (1848--1922), z prawem używania wyrobionej już marki, podbijającej m.in. rynek rosyjski i francuski; główny magazyn firmy mieścił się na ul. Wierzbowej 11 przy Placu Teatralnym, istniały też filie przy ul. Nowy Świat 41 i Marszałkowskiej 131.</pe>,/
W żółtych sztybletach<pe><slowo_obce>sztyblety</slowo_obce> --- buty z cholewką nad kostkę, niesznurowane, wciągane na stopę dzięki wszytym z boku gumom.</pe> i koszulce /
  «A la Słowacki»<pe><slowo_obce>koszula á la Słowacki»</slowo_obce> --- koszula z szeroko wykładanym na boki kołnierzem.</pe>. Jest to pyskacz. /
  Dowcipniś, Chlestakow<pe><slowo_obce>Chlestakow, Iwan Aleksandrowicz</slowo_obce> --- bohater sztuki Mikołaja Gogola <tytul_dziela>Rewizor</tytul_dziela>, młodzieniec lat około dwudziestu trzech, ubogi urzędnik z Petersburga, niefortunny gracz w karty, z powodu braku pieniędzy niemogący się wydostać z prowincjonalnego miasteczka i wrócić do stolicy; wg autorskiego opisu postaci jest on ,,cieniutki, chudziutki, z lekka głupawy", jednakże ubrany według mody.
</pe> letniska,/
Don Juan «zza Żelaznej Bramy»<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q136650"></ref>,/
Masowo uwodzący damy./
Kiedy zaśpiewa --- dolce<pe><slowo_obce>dolce</slowo_obce> (wł., muz.) --- słodko.</pe>, lento<pe><slowo_obce>lento</slowo_obce> (wł., muz.) --- wolne tempo w muzyce (pośrednie między adagio, a largo).</pe> /
  <tytul_dziela>O sole mio<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q205891"></ref></tytul_dziela> czy <tytul_dziela>Sorrento</tytul_dziela><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1788199"></ref>,/
Lub, z frywolnością godną Reda<pe><slowo_obce>Redo, Józef Stanisław</slowo_obce>  (1872--1941) --- baryton, śpiewak i aktor operetkowy i filmowy, reżyser teatralny; występował w warszawskim Teatrze Nowości, a także we Lwowie i w Wilnie, gdzie miał własny teatr operetkowy; nagrywał płyty dla wytwórni Syrena Rekord, cieszył się wielką popularnością. </pe>,/
Kuplecik z <tytul_dziela>Krysi leśniczanki<pe><slowo_obce>Krysia leśniczanka</slowo_obce> --- operetka Georga Jarno (1868--1920) z librettem Bernharda Buchbindera (1849--1922), której prapremiera miała miejsce w Wiedniu w 1907 r.; w Warszawie grano ją już w 1908 r., a we wznowieniu na scenie Teatru Nowości grał Józef Redo.</pe></tytul_dziela>,/
Omdlewa każda z nich jak Leda<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q182019"></ref> /
  I któraż się całować nie da /
  W mroku alejki lub altanki?/
Pan Wacio właśnie opowiada,/
Jak dobrze z bracią jest aktorską. /
  Łodzianka marzy, wzdycha z cicha /
  I sama czuje się Bogorską<pe><slowo_obce>Bogorska, Helena</slowo_obce> (zm. 1920) --- aktorka, śpiewaczka (sopran); data jej urodzin nie jest znana, debiutowała w 1894 r. w Warszawskim Teatrze Rozmaitości, grała z wielkim powodzeniem w farsach i operetkach w Teatrze Małym, Teatrze Nowym, a w l. 1901--1915 w Teatrze No­wości, gdzie była drugą primadonną, obok Wiktorii Kaweckiej, a następnie Lucyny Messal; po opuszczeniu Teatru Nowości występowała  na innych scenach warszawskich; zmarła śmiercią samobójczą w lecznicy w Grodzisku Mazowieckim. </pe>.../
Drugi, pan Szura, jak maszkara:/
W zgniecionych krągłych szarawarach,/
W «kosoworotce»<pe><slowo_obce>kosoworotka</slowo_obce> (z ros.) --- tradycyjna rosyjska, koszula męska zapinana z boku, ze stójką; zapięcie i stójka często zdobione haftem.</pe> malinowej,/
W trepkach, binoklach, a na głowie /
  Biała chusteczka z supełkami /
  Na czterech rogach. Ten marksista /
  Z pryncypialnymi zasadami,/
 Słuchając, obojętnie śwista./
Jest w ideowo obcym gronie,/
Więc gryzie źdźbło zerwanej trawy, /
  Żeby gryzącą swą ironię /
  Wyrazić tu dla ich Warszawy./
Patrzy na Wacia z wysokości /
  «Mieżdunarodnych otnoszenij»<pe><slowo_obce>mieżdunarodnyje otnoszenija</slowo_obce> (z ros.) --- stosunki międzynarodowe.</pe>/
I gardzi nim --- ale zazdrości,/
To w uchu dłubiąc, to w kieszeni./
...Za kilka lat, po krachu carskim,/
Zasiądzie w Kremlu komisarskim /
  (Car właśnie gra w ogrodzie spalskim<pe><slowo_obce>ogród spalski</slowo_obce> --- ogród pałacowy w Spale nad Pilicą; carski pałac został spalony w styczniu 1945 r., ocalały jedynie fundamenty oraz pusty plac w miejscu ogrodu.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q7574168"></ref> /
  W tenisa). Za dwadzieścia parę,/
Jako wróg ludu, zaprzedany /
  Faszystom --- on, na równi z carem, /
  Pod Kremlem będzie rozstrzelany. /
  (Smashem<pe><slowo_obce>smash</slowo_obce> (ang., sport.) --- w grze w tenisa mocne ścięcie piłki sponad głowy na pole przeciwnika.</pe> wycięła rzut rakieta,/
Car woła: «<slowo_obce>Out</slowo_obce>!» --- i wygrał seta.)
</strofa>



  

<strofa>
Takie letnisko. Jedno słowo: /
  Wypisz-wymaluj --- Soplicowo.
</strofa>




<strofa>
Przechodząc krokiem Guliwera, /
  Zagarniam dłonią i zabieram /
  Papuzie damy, dwóch młodzianów /
  I willę, i grających panów./
Robię to błyskawicznym ruchem /
  (Jak się na stole łapie muchę)/
I dalej idę. Oni, w garści,/
Bzykają, nudzą, więc ich gniotę/
I, gniewny, rzucam gdzieś pod płotem, /
Jak sforę biesów do przepaści./
 Znowu się chmurzę, burzą wzbieram /
  I naprzód --- krokiem Guliwera --- /
  Do mej altany.
</strofa>



  

<strofa>
Altana była naturalna,/
Uformowana z bzu, leszczyny /
  I jakiejś bujnej plątaniny,/
Przez którą przeświecając, słońce/
  Przesypywało blaszki drżące,/
Przeróżne złocistości, plamki /
  I cienkie liści wycinanki./
 W altanie stół, jak młyński kamień,/
Stojący na kamiennej osi,/
Upstrzony gęsto nazwiskami,/
Inicjałami w dat chaosie,/
Gdzie «Kuba bardzo kocha Zosię»,/
Gdzie «R. K.» z «M. P.» w jednym sercu, /
  Przebici strzałą, razem sterczą./
Gdzie «Staś jest świnia» («a ty większa»). /
  Gdzie «Frenkiel» podpis swój upiększa /
  Profilem wyrzezanym z boku/
 W tysiąc dziewięćset trzecim roku... /
  Runiczny kamień! Gdybyż mogli /
  Uczeni w piśmie serc klinowem,/
Tych letnisk Champolliony<pe><slowo_obce>Champollion, Jean-François</slowo_obce> (1790--1832) --- językoznawca, poliglota i archeolog francuski, uznawany za twórcę nowoczesnej egiptologii, w 1822 r. pierwszy odczytał hieroglificzne pismo egipskie.</pe> nowe, /
  Odczytać nam ów głaz-hieroglif!/
  Zwyczajnych ludzi zwykłe dzieje, /
  Codzienne sprawy ich i troski./
Nie mniej ciekawe niż koleje /
  Person tragedii Szekspirowskiej./
Tak kwiaty na zwyczajnej łące/
 Codzienne są, zwyczajne, znane,/
A rosną z głębi wstrząsającej,/
Z walki żywiołów opętanej. /
  A potem --- trzeba by Szekspirów,/
By w wiekopomne zakuć słowa /
  Łódzkich Otellów, królów Learów /
  I was, Ofelie z Tomaszowa!</strofa>
<strofa>Przy takim stole, otoczonym /
  Zmurszałej ławki ośmiokątem,/
Siedzę, wzorzyście zaliściony /
  Słonecznym piątem-przez-dziesiątem,/
I scyzorykiem na kamieniu /
  Drapiąc, uwieczniam nowe serce,/
Ryję literkę po literce /
  I stawiam imię przy imieniu. /
  Przeszywam serce nową strzałą, /
  Strzepuję pył --- i już gotowa/
  Wrzeźbiona w granitowe ciało /
  I miłość, i tragedia nowa.
</strofa>




<strofa>
Przede mną książka. Lecz już inna./
 Wiersze, od których nie potrafię /
  Oderwać się od dwóch lat prawie, /
  Książka --- rozpaczy mojej winna, /
  Rozkoszy, smutku i zachwytu,/
Śmieję się nad nią, wzdycham, płaczę, /
  Książka --- nowina pełna mitów/
  I starych słów, i nowych znaczeń. /
  Tytuł (litery są czerwone):/
<tytul_dziela>Wybór poezyj</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Wybór poezyj (...) nam przedstaffia</slowo_obce> --- Leopold Staff, <tytul_dziela>Wybór poezyi. Z portretem autora</tytul_dziela>, Księgarnia Polska B. Połonieckiego, Lwów 1911.</pe>. Fotografia /
  Autora w profil nam przedstaffia:/
 Wysokoczoły i brodaty,/
Z opuszczonymi w dół oczyma, /
  Książkę --- czy rękę na niej --- trzyma, /
  Za nim, w wazonie, mgliste kwiaty. /
  Czytam, po stokroć już czytane,/
Strofy liściami przeplatane./
Migot poezji i gałązek /
  Drżąc rozkołysał mą altanę./
Czytałem je pod ławką w szkole,/
Czytałem w helenowskim parku /
  Warkoczykowym pensjonarkom /
  I Jej czytałem na przynętę,/
Lecz ich słuchała obojętnie./
Czytałem w łóżku i przy stole,/
Gdzie każdy łyk rosołu złoty /
  Popijam haustem złotej strofy,/
Nie mówiąc, nie słuchając rozmów... /
  Czytam, miotany. Dłoń na czole,/
A druga na kamiennym stole /
  Gra werblem niecierpliwym, to znów /
  Grzebieniem palców po czuprynie/
  Od czoła aż po kark przepłynie;/
To oczy w strofie, to na niebie./
To nogi w węzeł, to pod siebie./
To się przebiegnę po altanie /
  I głośno powiem jakieś zdanie,/
To znów na ławce klęknę --- z książki /
  Ścierając błyskotliwe prążki./
Czytam: «Poezja starych studni»<pe><slowo_obce>Poezja starych studni</slowo_obce> --- nawiązanie do wiersza <tytul_dziela>Dzieciństwo</tytul_dziela> Leopolda Staffa, którego początkowy wers brzmi: ,,Poezja starych studni, zepsutych zegarów"; również poniżej znajdują się urywki i nieco zmienione cytaty z tegoż wiersza.</pe> --- ---/
  Tak, to poezja: gdy głos dudni /
  W chłodnym spleśniałym mroku studni;/
I to poezja: martwy zegar --- ---/
  Milczenie, śmierć, a czas ubiega./
Strych, nieme skrzypce, już bez grajka --- ---/
  I one martwe jak ten zegar:/
Są, ale pieśń się nie rozlega./
Rupiecie strychów --- marność, marność. /
  Znieruchomienie i umarłość.../
«Księga, gdzie niezapominajka/
  Drzemie» --- znów martwość, zaprzestanie, /
  Jak zegar, skrzypce: bezruch, trwanie. ---  ---/
Dzieciństwo pełne snów, oniemień.../
Znam to. Przychodzi chwila czasem,/
Gdy znużę się hałasem gwarów /
  I nagle czuję, jak na ziemię/
Śmierć spada. Osłupiały, drzemię --- ---/
  ...«Były dzieciństwu memu lasem /
  Czarów... Zbierałem zardzewiałe/
Klucze» --- --- I znów rupiecie, graty,/
Jak zegar, skrzypce, księga, kwiaty /
  I strych, i studnia --- wszystko stare,/
Skazane śmierci na ofiarę;/
Tak od zarania do starości /
  Trwa niszczycielskiej mocy pościg /
  (I to poezja? Jak latarki /
  Magicznej cuda na tapecie?)./
Wszystko jak ja: motyle, marki<pe><slowo_obce>marka</slowo_obce> (daw.) --- znaczek pocztowy.</pe>,/
Odjazdy w wszystkie świata częście,/
Sen niedorzeczny... sen jak szczęście...
</strofa>



  
  

<strofa>
Jak on wie wszystko, ten czarodziej.../
 We Lwowie<pe><slowo_obce>czarodziej... we Lwowie</slowo_obce> --- Leopold Staff (1878--1957) urodził się i mieszkał do 1915 r. we Lwowie, tam ukończył gimnazjum, na Uniwersytecie Lwowskim studiował prawo, filozofię i romanistykę (1897--1901), należał do lwowskiej grupy poetyckiej Płanetnicy, w czasie I wojny światowej przebywał w Charkowie, następnie zamieszkał w Warszawie.</pe>? Nie. To było w Łodzi./
To było wszędzie i tak samo!/
Tak, to poezja, bo --- to samo...
</strofa>




<strofa>
Raptem z altany mnie wygoni./
Idę jak ksiądz z modlitewnikiem,/
Modlę się szeptem o jabłoni,/
O srebrnych brzozach nad strumykiem,/
O deszczu sennej monotonii,/
O rozhukaniu dzwonów dzikiem/
I --- «gdy mi wspomnień dzwon dziś dzwoni, /
  Stary żal moim jest dzwonnikiem»<pe><slowo_obce>gdy mi wspomnień dzwon dziś dzwoni (...)</slowo_obce> --- fragment wiersza Leopolda Staffa <tytul_dziela>Radość i smutek szczęścia i chwili</tytul_dziela> z tomu <tytul_dziela>Gałąź kwitnąca</tytul_dziela>.</pe>./
Modlę się w słodkich i gorących /
  Ustach, gdy pachniał bez w ogrodzie --- /
  Ach, i to także było w Łodzi, /
Pod nocną burzą drzew szumiących!/
Od wolnych ptaków i od włóczęg /
  Radosnej się mądrości uczę,/
Bez celu idę w świat, jak oni,/
Przyszłość wesołym witam krzykiem /
  (I gdy mi wspomnień dzwon dziś dzwoni, /
  Stary żal moim jest dzwonnikiem...).
</strofa>




<strofa>
...I tak, w skrzydlaty prawie sposób,/
Na wierszach płynę przez letnisko.../
Wtem szepty słyszę innych głosów,/
Tak blisko!/
I taka jasna dal za rzeką,/
Taki na prawo bór ciemnieje,/
Na lewo tak się łąka śmieje /
  Pod białozłotą słońca spieką,/
Taka tęsknota za daleką,/
 Za zbłękitnioną, legendarną,/
Miłośnie wznosi się pod gardło /
  I przejmująco bzami dysze,/
W rytmy uwodzi i kołysze /
  W takie tkliwości i bezkresy,/
Że, bazgrząc książki marginesy,/
W sąsiedztwie Staffa wierszyk piszę!
</strofa>






<strofa>
Autor wyraża tam swój podziw /
  Dla dnia letniego i przyrody, /
  Oświadcza, że po polu chodzi, /
  Ubóstwia łąki i ogrody,/
Prócz tego zaś --- dla pewnej panny /
  Odczuwa afekt nieustanny,/
A widząc nieba wspaniałości /
  I kwiaty na rodzimej glebie,/
Jak afekt ten wyrazić --- nie wie, /
  Więc zapytuje w naiwności: /
«Jakże ci powiem o miłości,/
Jeżeli więcej kocham --- ciebie!...»</strofa>
  

<strofa>
...Kpisz sobie z niego, kpisz, poeto./
Nieładnie, mistrzu. Spójrz: biedaczek /
  Nieomal ze wzruszenia płacze./
Nie wolno, mistrzu. Kładę <slowo_obce>veto</slowo_obce>./
Nie umie tak jak ty, magiku/
Spod ciemnej gwiazdy, strof budować,/
Młody jest, trzeba mu darować,/
Kocha się, zmartwień ma bez liku.../
Niech sobie będą «szczęścia włości», /
  Przepuść mu także «śnię jak w niebie»; /
  Jeszcze nie umie dobrnąć prościej /
  Do tego swego «...o miłości,/
Jeżeli więcej kocham ciebie».
</strofa>




<strofa>
...Chłopcze! przepraszam najgoręcej. /
  Doprawdy, już nie będę więcej... /
  Błogosławiącą rękę kłoni /
  Kpiarz stary nad tym biednym smykiem /
  I --- gdy mi wspomnień dzwon dziś dzwoni, /
  Stary żal moim jest dzwonnikiem.
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>IV</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Spłakany, lekki i pokorny,/
Zamykam książkę i odchodzę./
Wracam do willi. A po drodze/
Był sad<pe><slowo_obce>Był sad</slowo_obce> --- Adam Mickiewicz, <tytul_dziela>Pan Tadeusz. Księga druga</tytul_dziela>, w. 404.</pe>. <wyroznienie>BYŁ SAD</wyroznienie>. Zauważ plagiat,/
Dwusłowy wprawdzie, lecz bezsporny./
Lecz jakaż poetycka magia/
Ten fakt wczaruje w nowe formy,/
Oryginalne, własne? Rad bym, /
  Ale nie będę usiłował /
  Dwu słów ubierać w nowe słowa. /
  Piszę: «był sad», bo właśnie sad był: /
  Mizerny, rzadki i zwarzony,/
 Z ubogim sadownikiem-Żydem,/
Co klepał w nim nie tylko bidę,/
Lecz i obuwie rozłażone/
  Letników. Gdy owoce nie szły, /
  Podciągał budżet przez podeszwy /
  I jako tako w ciągu lata /
  Łatami nędzę swoją łatał./
Zgarbiony, z głową pochyloną,/
Pod gruszą wapnem pobieloną,/
Na niskim stołku, przed stolikiem,/
W brudnej koszuli, zarośnięty, /
  Obdarty, siedzi nad trzewikiem /
  Między kolana zaciśniętym, /
  Młotkiem zelówkę przybijając, /
  Drewienka szpilek w ustach mając. /
  Umorusani, zasmarkani,/
W czapkach i brudnych tałesikach<pe><slowo_obce>tałes</slowo_obce> (jid.) a. <slowo_obce>talit</slowo_obce> (hebr.) --- szal modlitewny; prostokątna chusta nakładana na głowę bądź ramiona w czasie modlitwy przez wyznawców judaizmu; przeważnie biała z czarnymi a. granatowymi pasami oraz z frędzlami (<slowo_obce>cicit</slowo_obce> a. <slowo_obce>cyces</slowo_obce>) na rogach; tu: forma zdrobn. tałesik.</pe>. /
  Łażą synkowie sadownika /
  Zbierając z trawy udeptanej /
  Twarde jak kamień, cierpkie gruszki, /
  Że na myśl samą biorą dreszcze; /
  Dziewczynka zaś, niemowlę jeszcze, /
  Z trudem czołgając się po ziemi. /
  Chce rączynami ruchliwemi /
  Złapać tekturkę po pudełku /
  Od gilz --- i ująć jej nie może,/
Więc coś gaworzy i gaworzy... /
  Skrzywione rozkraczyła nóżki /
  I widać wszystko. A na płocie /
  Czerwone wietrzą się poduszki,/
Płowiejąc z wolna na spiekocie, /
Gdy sadownica, znów brzuchata,/
Wyżółkła, gniewna, w barwnych szmatach, /
  Do żelaznego wgląda garnka,/
Parującego na trójnogu,/
Jak razem Pitia<pe><slowo_obce>Pitia</slowo_obce> a. <slowo_obce>Pytia</slowo_obce> --- kapłanka świątyni Apollina w Delfach w starożytnej Grecji, słynąca z niejasnych przepowiedni, które wygłaszała wśród dymów i oparów wydobywających się ze skalnej pieczary; przed wieszczeniem żuła liście laurowe, wróżyła, siedząc na trójnogu.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q220344"></ref> i Cyganka,/
Kradnąca tajemnice bogom.
</strofa>



  

<strofa>
Mijam sad, to śmietnisko ludzkie,/
I dalej idę, chmurny młodzik,/
Dumając o fabrycznej Łodzi,/
O rozpalonej nędzy łódzkiej./
Muskając dłonią falę pszenną,/
Szumiącą sennie piosnkę wiejską,/
Skąd chabry<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q156921"></ref> śmieją się niebiesko,/
<begin id="b1750764745477-3551139479"/><motyw id="m1750764745477-3551139479">Wspomnienia, Wojna</motyw>Idę przez Wschodnią, przez Kamienną, /
  Północną, Średnią, Nowomiejską<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q4575342"></ref>... /
  Tragarze, zgięci najokropniej, /
  Apoplektycznie purpurowi,/
Dźwigają, tępi i surowi,/
Garby skrzyń ciężkich. Gdy przystaną,/
Odsapną, wesprą się pod ścianą,/
Z twarzy ich trądem żrących kropli /
  Pot na pierś spływa rozchełstaną... /
  I ja, zziajany, w strugach potu,/
 Dnia 10 grudnia rano,/
 W Brazylii, w dusznym piekle roku/
  Tysiąc dziewięćset czterdziestego,/
 Uginam się pod kamieniami /
  Przerażonego serca swego, /
  Gdy w Londyn, tony za tonami,/
 Kiedy to piszę, biją bomby<pe><slowo_obce>Gdy w Londyn (...) biją bomby</slowo_obce> --- naloty niemieckie na Wielką Brytanię podczas II wojny światowej (kampania <slowo_obce>Blitz</slowo_obce>) miały miejsce między 7 września 1940 a 10 maja 1941 r., głównym celem ataku, szczególnie na początku kampanii był Londyn, w czasie ataków zginęło ponad 40 tys. osób cywilnych, z czego połowę ofiar stanowili mieszkańcy stolicy kraju.</pe> /
  I syren jerychońskie trąby/
O pomstę nieba groźnie wyją ---<end id="e1750764745477-3551139479"/>/
  <begin id="b1750765074775-1651591796"/><motyw id="m1750765074775-1651591796">Wojna, Strach, Rozpacz, Rodzina</motyw>I wszystkie pękające bomby /
  W maleńką Ircię moją biją,/
Co teraz ścieżką inowłodzką /
  Idzie śród zboża i rwie chabry... /
  Biegam zdyszany po Otwocku, /
  Szukam krzyczącej Matki mojej,/
Żeby ją, biedną, uspokoić,/
 Że Ira żyje, zrywa chabry --- ---<end id="e1750765074775-1651591796"/>/
  I wtem pod bomb stalową młocką /
  Wali się Dorset House<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q26609426"></ref> w Londynie, /
  Jęczą syreny łódzkich fabryk,/
Że moja Ircia, Ircia ginie!/
O, jak zawodzą! o, jak wyją!/
O, jaki żar od rana w Rio<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q8678"></ref>!/
I jaki zaduch w czarnym tłoku/
Dnia 15 lipca, roku/
Tysiąc dziewięćset dwunastego,/
 Gdy kurzem sypie bies płomienny /
  W gardziele Wschodniej i Kamiennej!
</strofa>




  

<strofa>
<begin id="b1750768900360-930481493"/><motyw id="m1750768900360-930481493">Bieda, Dziecko, Dzieciństwo, Zabawa, Marzenie</motyw>Bałuckie<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q4573205"></ref> limfatyczne dzieci /
  Z wyostrzonymi twarzyczkami /
  (Jakbyś z bibułki sinoszarej /
  Wyciął ich rysy nożyczkami),/
Upiorki znad cuchnącej Łódki<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9395003"></ref>,/
Z zapadłą piersią, starym wzrokiem, /
  Siadając w kucki nad rynsztokiem, /
  Puszczają papierowe łódki /
  Na ścieki, tęczujące tłusto /
  Mętami farbek z apretury<pe><slowo_obce>apretura</slowo_obce> --- końcowy proces uszlachetniania i wykańczania materiału przy obróbce tkanin, drewna, papieru, skór i in., a także substancja stosowana w tym procesie.</pe> --- /
  I płyną w ślad nędzarskich jachtów /
  Marzenia, a za nimi --- szczury.<end id="e1750768900360-930481493"/>/
Wiatr zawiał. A z szumnego wiewu /
  Napływa śpiew rozkołysany /
  Szaleńca: «<slowo_obce>J'ai heurté, savez-vous</slowo_obce>?/
<slowo_obce>D'incroyables Florides</slowo_obce>?»<pe><slowo_obce>J'ai heurté, savez-vous, d'incroyables Florides</slowo_obce> (fr.) --- Potrącałem, czy wiecie? Florydy bajeczne (w przekł. Zenona Przesmyckiego ,,Miriama"); fragm. z wiersza Jeana Arthura Rimbauda (1854--1891) <tytul_dziela>Statek pijany</tytul_dziela>; Poniższy cytat zaczynający się od słów ,,Jeżeli jakiej wody pragnę (...)" również stanowi nieco zmieniony cytat z tegoż wiersza w tłumaczeniu Miriama.</pe> --- --- Pijany/
Rozbujał statek oceany/
  Śród tłoku cudów, barw zalewu;/
 Tańcząc na pieśni fal --- i nagle:/
«Jeżeli jakiej wody pragnę /
  Tam w Europie, to kałuży,/
Gdzie dziecko schyla się nad bagnem /
  I puszcza o zmrokowej chwili /
  Statki wątlejsze od motyli».../
Ale wjechała na podwórze /
  Kloaczna beczka z pompą ssącą; /
  Półkolem stają więc przy dziurze, /
  Wpatrzeni w gęstą ciecz chlupiącą,/
 Gdy wtem, przez obszarpaną zgraję /
  Dzieci z sąsiedztwa otoczony,/
Zjawia się skoczek upragniony, /
  Niedościgniony wzór artysty;/
Zdejmuje palto i zostaje /
  W trykocie, brudnym, bo cielistym,/
Z pstrymi skrawkami szczęścia na nim. /
  Rozkłada płowy swój dywanik, /
  Wyjmuje z worka trzy butelki /
  I --- patrz! --- w powietrzu pisze niemi /
  Nieustający bieg ósemki./
Dzieci są w niebie. A na ziemi --- /
  Na ziemi, gdy tak w polu stoję /
  (A dawno stoję, osłupiały),/
Kłosy się wiatrem rozechwiały,/
A z nimi --- proste myśli moje:/
Że też tym ludziom braknie chleba!/
Że też się im tak męczyć trzeba!/
Że też z tych łanów życiodajnych,/
Ze szczodrych, tłustych, urodzajnych, /
  Ze złotych, srebrnych, takich cudnych, /
  I z blasku błękitnego nieba /
  Życie odrzuca tym nędzarzom /
  Żebraczy kęs czarnego chleba,/
Zaduch bałuckich «stancji» brudnych, /
  Wszy, co po bladych dzieciach łażą,/
Samą brzydotę i ohydę /
  Z kloaką i szczurami złemi!.../
Tak sobie myśląc, dalej idę /
  Po niepojętej, pięknej ziemi,/
 Rozważający boże dzieło/
Cudowne, nędzne i złowieszcze...
</strofa>



  

<strofa>
Dwadzieścia osiem lat minęło,/
Wciąż idę --- i wciąż nie wiem jeszcze.
</strofa>



  

<strofa>
Staję, «gościńców król, włóczęga»<pe><slowo_obce>Staję, ,,gościńców król, włóczęga"</slowo_obce> --- por. początkowy wers <tytul_dziela>Sonetu szalonego</tytul_dziela> Leopolda Staffa: ,,Włóczęga, król gościńców, pijak słońca wieczny".</pe>,/
Przed chłopską chatą. Dach jej stromy, /
  Spadzista strzecha ziemi sięga /
  Zwichrzoną brodą burej słomy./
Mech, szary liszaj spopielony,/
W szczeliny powtykany, sterczy /
  Jak siwe kłaki starczej piersi /
  Dziadygi, co na progu sieni /
  Siadł w gaciach, ćmiąc machorkę<pe><slowo_obce>machorka</slowo_obce> --- tytoń bakun (Nicotiana rustica L.), uprawiany również w Polsce, jego suszone liście zawierają kilkakrotnie więcej nikotyny (do 9%) niż tytoń szlachetny.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q602633"></ref> czarną... /
  Przedpotopowe w sieni żarno,/
Prosiak pomyje z garnka siorba,/
W izbie na stole jedna miska /
  Z jałową paćką dla sześciorga,/
Baba wnukowi w główce iska,/
Dzieci i kury na podłodze,/
Dym, zaduch, kwaśny chleb razowy,/
 Gliniasty jak podłoga w izbie.../
Wypijam mleko i wychodzę /
  Od dobrej pani Michałowej /
  I dalej idę --- a po drodze /
  Coraz gwałtowniej, coraz gęściej /
  Wyrywam z ziemi garście zboża./
Szarpię i depcę ziemskie --- szczęście?/

Nieszczęście? Radość? Klęskę? --- nie wiem! /
  Bunt, rozpacz, pasja, w piersi pożar,/
Pędzę jak pocisk gnany gniewem!/
Sad --- łódzkie dzieci --- chłopska nędza --- /
  A ziemia żyzna, szczodra, tłusta,/
A słońce czystym złotem chlusta!/
Tak! pocisk, którym bunt popędza!/
Uderzyć! rozbić! Zmiażdżę! zburzę!/
Zbuduję nowy! Pomszczę nędzę!/
Wyrwę zło! zetrę!/
<wers_cd><begin id="b1750879878925-2020936986"/><motyw id="m1750879878925-2020936986">Urzędnik, Pieniądz, Walka</motyw>Ojciec w biurze</wers_cd>/ 
  Pisze i pisze w głównej księdze /
  Już nie jednego --- wszystkich banków, /
  Fortuny panów fabrykantów,/
Zadowolonych posiadaczy /
  Pałaców, karet i brylantów./
«Ojcze!» --- w dalekie krzyczę pole --- /
  «Widzisz tę butlę na twym stole?/
Chwyć ją! Syn każe! Podnieś! Przechyl! /
  Zalej majątki ich rozdęte!/
Czerwonym chluśnij atramentem /
  W tę główną księgę, gdzie przeklęte /
  Wpisujesz zbrodnie ich i grzechy!»<end id="e1750879878925-2020936986"/>/
...<begin id="b1750880156320-1576906501"/><motyw id="m1750880156320-1576906501">Miasto, Potwór</motyw>Nad kolosalną mordą miasta,/
Bruzdami ulic pooraną,/
Z zapiekłą rewolucji raną,/
Mordą o mętnych podwórz wzroku,/
W którym gniew czasem błyskiem stali/
  Lub łuną ognia się zapali,/
Ustach gotowych do krwotoku,/
O zębach czarnych kół zębatych,/
Mordą oknami dziur dziobatą,/
W wypiekach fabryk, wągrach tłoku,/
Zżartą kwasami chemikalii<pe><slowo_obce>chemikalii</slowo_obce> ---  dziś popr. forma D.lm: chemikaliów.</pe>,/
 Drgawiącą w epilepsji wrzecion, /
  Gdy pasów, nici, kół zamiecią /
  Maszyna trzaskająca chlasta,/
Nad kolosalną mordą miasta,/
Którą niedawno pręgą przeciął /
  Kałmuk z kolczykiem, ciąwszy szablą --- /
  --- Pychą kominów w chmury wrasta /
  Stumilionowa Wieża Scheibler<pe><slowo_obce>Scheibler, Karol Wilhelm</slowo_obce> (1820--1881) --- niemiecki przemysłowiec, nazywany ,,królem bawełny", założyciel (w 1854 r.) potężnej fabryki włókienniczej, kompleksu usytuowanego w Księżym Młynie w Łodzi; od lat 70. XIX w. zakłady Scheiblera były hegemonem nie tylko w Królestwie Polskim, ale również w Cesarstwie Rosyjskim; nagrodzony złotym medalem podczas wystawy światowej w 1878 r. w Paryżu za wysokogatunkowe wyroby, odznaczony przez cara Aleksander II Orderem Świętego Stanisława w 1879 r. Osoba tego przemysłowca-milionera posłużyła za wzór Władysławowi Reymontowi do stworzenia postaci Hermana Bucholca w powieści <tytul_dziela>Ziemia obiecana</tytul_dziela>. </pe>.<end id="e1750880156320-1576906501"/>/
  ................................................
</strofa>




<strofa>
W okrągłych lat dwadzieścia potem, /
  Już nie «włóczęga, król gościńców», /
  Lecz ważniak z własnym samochodem, /
  Wpadłem tam: wspomnieć lata młode, /
  Odwiedzić leśnych pobratymców, /
  Podumać nad kamiennym stołem,/
Jak nad młodości świeżym grobem, /
  Pożegnać starą wieś nad rzeką,/
Powitać życie wolne, nowe --- /
  I napić się zimnego mleka /
  U dobrej pani Michałowej.../
Już jej nie było. Była inna./
 I inny dziad w zapadłej chacie /
  Te same zgrzebne nosił gacie, /
  Machorkę ćmiąc. Na starczej piersi /
  Kępami siwe włosie sterczy,/
Jak mchu zeschłego liszaj szary /
  W zapchanych szparach chaty starej,/
  Co brodą strzechy sięga ziemi... /
  Przedpotopowe żarno w sieni,/
Prosiak pomyje z garnka siorba,/
Babka wnukowi w główce iska,/
 W izbie na stole jedna miska /
  Z jałową paćką dla... ośmiorga./
Dzieci z kurami na podłodze,/
Dym, zaduch, kwaśny chleb razowy.../
Wypijam mleko i wychodzę /
  Od spadkobierców Michałowej...
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>V</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Kurz --- konie --- powóz --- i z powozu /
  Wysiada Mgła --- Ułuda --- Pozór --- /
  Bzem wieje --- srebrnym bzem z tumanu /
  Mglistego snu. «Dzień dobry panu».
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>VI</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Zabawa dzisiaj w Inowłodzu...<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1898628"></ref>
</strofa>




<strofa>
Weź duży szklany słój pamięci /
  I nasyp chciwych wpatrzeń swoich /
  W żywy za szybą sen dziecięcy,/
Gdy przed Matiatki sklepem stoisz /
  (Obok baptystów, na Andrzeja,/
Tam gdzie przecina ją Aleja):/
Gdzie kordelasy, strzelby, flasze,/
Jelenie rogi, patrontasze<pe><slowo_obce>patrontasz</slowo_obce> --- ładownica; torba na ładunki do broni palnej używana w XVIII i XIX w.</pe> /
  I głowa dzika, który kłami /
  Ściska kopertę z celofanu.../
W niej --- tysiąc Sjamów, Kong, Tasmanij, /
  Boliwij, Sumatr i Sudanów./
Zamyśl się sypką mieszaniną /
  Marzeń o markach i wyprawach /
  Myśliwskich --- pstrych jak dźwięki imion /
  Onych Gwatemal i Nikaragw./
Wrzuć ją do słoja. Potem dodaj /
  Zmrużonych spojrzeń przez krysztalik /
  Żyrandolowy, gdzie się pali/
  Bengalska i spektralna woda. /
  Ściągnij oczyma blask z motyli /
  I z «beija-florów» tej Brazylii /
  (Tak zwą kolibry: «całuj-kwiatki», /
  Bo dziobkiem włażą między płatki). /
  Wstrząśnij --- i napuść w szkło pamięci /
  Iluminację Barwistanu,/
Gdy dzień przymierza swego święcił /
  Z władcą Vangoghii i Cézannu./
Przysyp to szeptem ust subiekta /
  (Ach, gdybyś wiedział, jak on szeptał!), /
  Co jest w klientce zakochany,/
Gdy jej zachwala kreton tani /
  Na wyprzedaży wielokwietnych /
  Resztek, prześwietnych i tandetnych: /
  Ceny zniżone, głos ściszony /
  W temperaturze podwyższonej;/
Płyną metrami odwijane /
  Kwieciste łaszki nieprzebrane /
  I płyną nieprzerwane, miłe /
  Szepty kwieciste i zawiłe./
Wrzuć i to niebo nad Czorsztynem<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1149715"></ref> /
  Po burzy apokaliptycznej /
  (Burzy, co miała dwie przyczyny:/
Bożą i moją: narodziny /
  Zdrady i rany, i zawycia);/
I wywróć słownik stujęzyczny /
  Imperatrycy Katarzyny /
  (Płonne marzenie mego życia! /
  Zeszedłbym po tę księgę w Hades!/
 I nie zastąpił mi jej nigdy /
  Adelungowy<pe><slowo_obce>Adelung, Johann Christoph</slowo_obce> (1732--1806) ---  leksykograf, gramatyk i filologa niemiecki, autor m.in. pięciotomowego opisowego słownika języka niemieckiego (właśc. języków: wysokoniemieckiego, częściowo dolnoniemieckiego, archaizmów, słownictwa fachowego, wyd. 1774--1786), a także monumentalnego dzieła z zakresu językoznawstwa ogólnego prezentującego opis pięciuset języków świata, opublikowanego w Berlinie w czterech tomach w l. 1806--1817 pod tytułem <tytul_dziela>Mithridates, oder allgemeine Sprachenkunde mit dem Vater Unser als Sprachprobe in bey nahe fünfhundert Sprachen und Mundarten</tytul_dziela>. </pe> <tytul_dziela>Mithridates</tytul_dziela>)./
Wpuść też tęczowy wspomnień balet/
O widmach kwiatów zza witraży /
  I z najfantastyczniejszych palet/
Wygnioty z tubek i rozmazy,/
Przemieszaj wszystko kilka razy /
  I w słońcu postaw słój pamięci,/
I patrz przez brylantową pryzmę --- /
  --- Jeśli chcesz ujrzeć pstrokaciznę /
  Nowych w bukiecie naszym gości /
  W całej ich przekolorowości./
Patrz --- właśnie na promieniach słońca /
  Wjeżdża, <slowo_obce>confetti</slowo_obce> barw sypiąca /
  W centrum bukietu, banda pijana /
  Lwich pyszczków./
<wers_wciety typ="1">Przyjrzyj się tym pyszczkom.</wers_wciety>
</strofa>




<strofa>
Rozdziawiły się wszystkie i piszczą /
  Rozgardiaszem weneckiej zabawy /
  W lesie,/
 Gdzie skaczące letniaczki się mizdrzą,/
Gdzie się/
Sypią pstre confettiowe kurzawy./
Galopada mieszczańska śród sosen,/
Miotająca farbiarskim bigosem /
  Strojów,/
W bachanalii się wije i niesie /
  W znoju/
Pod dyndaniem lampionów po lesie --- ---/
  Lampionów, festonów, kretonów, pomponów,/
 Krawatów rozwianych, kolorowych balonów,/
W girlandowym unosi się roju./
Już z lwich pyszczków --- lwie pyski w orkiestrze: /
  To puzony mosiężne dmą w przestrzeń, /
  Wydymają balony, syfony,/
Mnożą pstre kotyliony w miliony!/
Dmą --- i z trąb wyfruwają tancerze /
  (Z trąb, co lśnią jak kuchenne moździerze):/
Płuc wydechem ich trębacz wyrzuca, /
Potem wdechem znów wchłania ich w płuca,/
 Więc latają jak ptaki na wichrze/
Straszne pyszczki letników, wciąż dziksze.../
...Już z lwich pyszczków --- sto pysków (parzystych / 
  Twarzy),/
W wirującym kolisku mętnieją /
  Pary,/
Ze studentów, dentystek i apte-/
  karzy,/
Z pań rozgrzanych, podlotków i «komi-/
  niarzy»/
 Kołujący się zrobił karuzel /
  Szary.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1750883854199-1490471812"/><motyw id="m1750883854199-1490471812">Zabawa, Taniec, Alkohol</motyw>Ja --- wódkę za wódką w bufecie.../
Oczami po sali drewnianej --- /
  I serce mi wali./
Pijany./
(Czy pamiętasz?) /
  orkiestra /
  powoli /
  opada /
  przycicha /
  powiada, /
  że zaraz/
(Czy pamiętasz, jak z tobą...?) /
  już znalazł/
mój wzrok twoje oczy, /
  już idę --- /
  po drodze /
  zamroczy --- /
  już zaraz /
  za chwilę.../
(Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem?...) /
  podchodzę/
  na palcach /
  i naraz /
  nad głową/
grzmotnęło do walca/
i porywam --- na życie i śmierć --- do tańca.<end id="e1750883854199-1490471812"/>
</strofa>



  
<uwaga>to jest osobno wykonywany utwór - piosenka Demarczyk</uwaga><naglowek_podrozdzial>Grande Valse Brillante</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1750884312247-1483197986"/><motyw id="m1750884312247-1483197986">Taniec, Bieda, Bogactwo, Kobieta, Zazdrość</motyw>Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem walca? /
  Panno, madonno, legendo tych lat?/
 Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca, /
  Świat, co w ramiona mi wpadł?/
Wylękniony bluźnierca,/
Dotulałem do serca /
  W utajeniu kwitnące, te dwie,/
Unoszone gorąco,/
Unisono dyszące,/
Jak ty cała, w domysłach i mgle./
I tych dwoje nad dwiema,/
Co też są, lecz ich nie ma,/
 Bo rzęsami zakryte i w dół,/
Jakby tam właśnie były /
  I błękitem pieściły,/
Jedno tę, drugie tę, pół na pół./
<wers_wciety typ="1">Rośnie grom i strun, i trąb,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Rośnie krąg i zachwyt rąk,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Coraz więcej kibici</wers_wciety>/ 
  <wers_wciety typ="1">Chciwe ramię ochwyci,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Świętokradczo napełza </wers_wciety>/
 <wers_wciety typ="1">Drżąca ręka na pąk</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">drżący,</wers_wciety>/
 Huczą słońca grzmiących trąb, /
  Kołujący rośnie krąg,/
Pędzi zawrót/
<wers_srodek>kolisty</wers_srodek>/
Po elipsie/
<wers_srodek>falistej,</wers_srodek>/
Jednomętnym rozpływem wiruje jak bąk.
</strofa>




<strofa>
Gdy przez sufit przetaczam --- /
  <wers_wciety typ="1">Nosem gwiazdy zahaczam,</wers_wciety>/
Gdy po ziemi młynkuję,/
<wers_wciety typ="1">To udaję siłacza.</wers_wciety>/
Wątłe mięśnie naprężam,/
 <wers_wciety typ="1">Pierś cherlawą wytężam,</wers_wciety>/
Będziesz miała atletę/
<wers_wciety typ="1">I huzara za męża.</wers_wciety>
</strofa>




<strofa>
Wniebowziętym bełkotem/
<wers_wciety typ="1">O zabawie coś plotę,</wers_wciety>/
Będziesz miała za męża/
<wers_wciety typ="1">Skończonego idiotę,</wers_wciety>/
Słuchasz, chłodna i obca,/
<wers_wciety typ="1">Cudo-chłopca, co hopsa,</wers_wciety>/
Żebyś miała za męża /
  <wers_wciety typ="1">Wytwornego światowca.</wers_wciety>
</strofa>




<strofa>
A tu noga ugrzęzła,/
<wers_wciety typ="1">Drzazga w dziurze uwięzła,</wers_wciety>/
Bo ma dziurę w podeszwie /
  <wers_wciety typ="1">Twój pretendent na męża.</wers_wciety>/
Ale szarpnę się, wyrwę ---/
  <wers_wciety typ="1">I już wolny, odeszło,</wers_wciety>/
I walcuję, szurając/
<wers_wciety typ="1">Odwiniętą podeszwą.</wers_wciety>
</strofa>




<strofa>
Z jakąś gracją diabelską,/
 <wers_wciety typ="1">Czardaszowo-węgierską,</wers_wciety>/
Czarcie kręgi zataczam /
  <wers_wciety typ="1">Tą przeklętą podeszwą,</wers_wciety>/
Trzęsę tyłkiem łatanym/
<wers_wciety typ="1">I na pysku mam łatę,</wers_wciety>/
Sześć kopiejek w kieszeni/
<wers_wciety typ="1">I nic więcej poza tem.</wers_wciety>
</strofa>




<strofa>
Palce lewej mej dłoni,/
<wers_wciety typ="1">Dziarsko w bok odrzuconej,</wers_wciety>/
Między palce twe wchodzą /
  <wers_wciety typ="1">I znajdują pierścionek,</wers_wciety>/
Zaciskają się kleszcze /
  <wers_wciety typ="1">Choć krzyknęłaś, to jeszcze!</wers_wciety>/
Niech cię boli, ty podła,/
<wers_wciety typ="1">To kółeczko złowieszcze.</wers_wciety>
</strofa>




<strofa>
Ja ci inny dam pierścień:/
<wers_wciety typ="1">Ja ci moim nieszczęściem</wers_wciety>/ 
  Śliczną szyjkę owinę/
<wers_wciety typ="1">Jeszcze przed tym zamęściem.</wers_wciety>/
Mściwą pętlą zacisnę /
  <wers_wciety typ="1">Tę łabędzią, tę wonną,</wers_wciety>/
Będziesz tańczyć na stryczku,/
<wers_wciety typ="1">Wiarołomna madonno.</wers_wciety>
</strofa>




<strofa>
Krąży koło powroźne i podnosi się, zwęża./
Po wariacku wywija twój pretendent na męża,/
A w to koło się wtańcza fabrykańcza szarańcza,/
Pan właściciel, posiadacz, kareciarz, brylanciarz!/
Jak z piekielnej czeluści wyskakują ci tłuści,/
Odbijają cię, kradną, ci złodzieje, oszuści,/
W pulchne łapska cię chwycą --- żywo, w supeł, pętlico!/
 I ty w węzeł, berlińska tajemnicza ulico!
<end id="e1750884312247-1483197986"/></strofa>




<strofa>
Sercem teraz (zmiłuj się, zmiłuj),/
Echem teraz (miłuj mnie, miłuj), /
  Zlituj się, daruj, pożałuj,/
Weź w ciemny las --- i zacałuj,/
Szeptem teraz, cichą namową,/
Szeptem tajnym, żalem-żałobą,/
Płynną melodią --- zwolnioną --- /
  W las cię wytańczam, madonno.../
Tajnym szeptem,/
<wers_srodek>żałobą,</wers_srodek>/
Czy pamiętasz,/
<wers_srodek>jak z tobą</wers_srodek>/
W ciemny las mego życia wkroczyłem --- /
  Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem /
  <wers_srodek>walca ---</wers_srodek>/ 
  Moja najbliższa /
  <wers_wciety typ="3">i najdalsza</wers_wciety>/ 
  <wers_wciety typ="6">i najdalsza ---</wers_wciety>/ 
  Tańczyłaś z obcym --- z twoim mężem.../
Z twoim mężem... z tamtym chłopcem/
<begin id="b1750884256614-125460940"/><motyw id="m1750884256614-125460940">Wąż, Nienawiść, Zazdrość</motyw>I powolutku/
<wers_wciety typ="2">w ten las</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">na palcach</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">walca...</wers_wciety>/
--- I jak za nami, sunąc wężem,/
Ruchami sprężeń i rozprężeń,/
 Syczący, wieczny, niewidzialny,/
Wśliznął się w leśne uroczyska,/
Pijaną pianę tocząc z pyska./
On --- nienawistnik, Gad Fatalny.
<end id="e1750884256614-125460940"/></strofa>



<naglowek_podrozdzial>VII</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
A tam już rojno. Gości tyle /
  Wtargnęło rozigraną zgrają, /
  Że już i pszczoły zaglądają,/
Że przysiadają już motyle,/
Aby pożywić się na nowym /
  Nieznanym klombie ogrodowym./
 Jak wypalane w aksamicie/
Serduszka, w barwach pawiookie, /
  <begin id="b1750884572237-3740022736"/><motyw id="m1750884572237-3740022736">Kwiaty</motyw>Bratki, z ciem nocnych konwertyci<pe><slowo_obce>konwertyta</slowo_obce> --- nawrócony; osoba, która zmieniła wyznanie religijne.</pe>, /
  Kucnęły pęczkiem pod róż bokiem: /
  Gdy się im przyjrzysz, zauważysz /
  Upiorkowaty wyraz twarzy, /
  Usłyszysz kazirodcze szepty,/
Jak bratek uwiódł kwietną siostrę... /
  Już i mieczyki sterczą ostre/
I są strzeliste jak afekty.../
 Już pachnie groszek najwonniejszy, /
  Matki mej kwiat najulubieńszy,/
I inne godne podziwienia,/
Ale nieznane mi z imienia /
  Dzwoneczki, uszka, mordki, pyszczki, /
  Miseczki, czarki i kieliszki<end id="e1750884572237-3740022736"/>,/
A wszystko wita się, całuje,/
Pozdrawia, gwarzy i plotkuje, /
  Zazdrośnie na ładniejsze łypie, /
  Błyszczy, dygoce, oczka sypie,/
 Podzwania, mruga, zerka, wzdycha,/
Na pierwsze miejsce się wypycha, /
  Trąca się, gada, opowiada /
  Okropne rzeczy o sąsiadach,/
Po nogach depce się, uwija,/
Przewagi cudzych barw wypija,/
Woń własną wzmaga, inne tłumi, /
  Podkreśla wyższość swą w tym tłumie ---/
  «<slowo_obce>Vanity Fair</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>Vanity Fair</slowo_obce> (ang.) --- <tytul_dziela>Targowisko próżności</tytul_dziela>, tytuł powieści Williama Makepeace'a Thackeraya (1811--1863).</pe> lub imieniny /
  Prowincjonalnej starościny!
</strofa>



  

<strofa>
<wers_wciety typ="1">Mistrz mruczy, chrząka, zrzędzi, warczy,</wers_wciety>/ 
  Uśmiechem karci dobrodusznym /
  Niesfornych kwiatów zgiełk jarmarczny,/
  Rozkazom jego nieposłuszny,/
Tutaj da klapsa, tu znów ręką /
  Zgęszczenia barw rozluźnia miękko,/
Kłąb dymu kwiatom puści w oczy,/
Gdy się zanadto bractwo tłoczy --- /
  Nic nie pomaga. Jak dzieciarnia,/
Gdy rozkrzyczaną mitygujesz,/
 Na złość zaczyna głośniej, gwarniej/
I jeszcze język pokazuje,/
Tak się kwiecista pepiniera<pe><slowo_obce>pepiniera</slowo_obce> (z fr.) --- ośrodek przygotowujący przyszłe kadry zawodowe, naukowe, artystyczne itp.; szkółka drzewek.</pe> /
  Rozzuchwaliła na wesoło.../
Mistrz surowieje, marszczy czoło/
I rozbiegane myśli zbiera./
Pociągnął cuga<pe><slowo_obce>pociągnął cuga</slowo_obce> --- zaciągnął się papierosem.</pe>. Postanowił:/
Swobody ujmie bukietowi./
Więc by go stłumić, ściszyć, przyćmić /
  (Rym podpowiada: «umistycznić»,/
 Ale to byłaby przesada),/
Ogrodnik mu obłoczność nada:/
Otuli bukiet senną chmurką,/
Która nazywa się «przybiórką»./
Ona najśliczniej i najprościej /
  Poskromi owe jaskrawości./
Jest to koronka, jest obsłona,/
Mgiełka przez sito przepuszczona,/
Perlisty dymek nikłych kwiecin,/
Rośne, tiulowe oczka sieci,/
 Gazowy welon, szron roślinny,/
Drobniutka manna z kwiatów innych, /
  Maczek konwalii bardzo młodej,/
Kaszka z kropeczek srebrnej wody. /
  Fontanny wonnej rozpylenie,/
Sen przyprószony jasnym cieniem, /
  Kurzem świetlistym... prochem czasu... /
  Bukiet się mglistą złudą zasnuł... /
  Szepcąc ucicha... milknie... zasnął. /
  Zmierzch na ogrodzie --- i mgła siwa /
  Nisko po łąkach się rozpływa,/
I siwa nad bukietem głowa/
Chyli się... twarz śród kwiatów chowa/
I już zostaje w nim straceńczo:/
I grób ma z kwiatów, co ją wieńczą. 
</strofa>



  <numeracja></numeracja>
<naglowek_rozdzial>Rozdział drugi</naglowek_rozdzial>



 

<strofa>
O, siwa mgło! O, srebrna mgło!/
O, szara mgło! O, mgło bez końca! /
  Jakbym przez zadymione szkło /
  Przyglądał się zaćmieniu słońca:/
Gdy się spacerem lekko szło ---/
  O, gęsta mgło! wciąż gęstsza mgło! --- /
  Sto razy tam i sto z powrotem /
  Pomiędzy Krótką<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9366328"></ref> i Nawrotem<pe><slowo_obce>Krótka, Nawrot</slowo_obce> --- ulice w Łodzi przecznice ul. Piotrkowskiej.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365701"></ref>.
</strofa>




<strofa>
Przez welon łez, przez szary szron, /
  Przez mglistą gazę półwidomą /
  Znów widzę każdy sklep i dom,/
I każde okno w każdym domu./
<begin id="b1750961509389-144144702"/><motyw id="m1750961509389-144144702">Wzrok, Wspomnienia</motyw>Przez welon łez, przez szary szron /
  Najbliżej do rodzinnych stron,/
Bo gdy tak mgliście jest, to właśnie /
  Tęsknocie lżej, wspomnieniom jaśniej.<end id="e1750961509389-144144702"/>
</strofa>




<strofa>
Dziś w Rio dżdżysty polski dzień /
  I polskie chmury niebo kryją./
Jak okręt-widmo, okręt-cień,/
 Dziś Łódź wylądowała w Rio./
Jak zawsze, deszcz wyciąga mnie /
  Na spacer... Avenidą<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3375901"></ref>? Nie./
Od Krótkiej do Nawrotu. Potem /
  Sto razy tam i sto z powrotem.
</strofa>




<naglowek_podrozdzial>I</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Rozdział z dziecinnej «<slowo_obce>Farbenlehre</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>Farbenlehre</slowo_obce> (niem.) --- nauka o barwach; także tytuł trzytomowego dzieła J. W. Goethego <tytul_dziela>Zur Farbenlehre</tytul_dziela> (wyd. 1810).</pe>: /
  <begin id="b1750961782697-2384114278"/><motyw id="m1750961782697-2384114278">Robotnik, Bieda</motyw>Śródmieście ma ziemistą cerę, /
  W bramie robotnik usiadł stary,/
Suche kartofle z miski je,/
A kolor jego żółtoszary,/
 Bo głodno, chłodno, brudno, źle.<end id="e1750961782697-2384114278"/>/
Na cmentarz żółta trójka<pe><slowo_obce>żółta trójka (...) szóstka granatowa</slowo_obce> --- poszczególne linie tramwajowe w Łodzi miały różna kolory tablic oraz numery.</pe> wiedzie,/
Do domu szóstka granatowa,/
Zieloną czwórką się dojedzie /
  Do zielonego Helenowa<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11811340"></ref>./
Popatrz na usta tej dziewczyny, /
  Podręcznej<pe><slowo_obce>podręczna</slowo_obce> --- tu: pomocnica sprzedawcy. </pe> z magazynu mód:/
A kolor ich niebieskosiny,/
Bo smutno, trudno, chłód i głód./
Piątka, spod lasu, też zielona,/
 Lecz białym pasem przedzielona;/
W tryby maszyny rozpętanej /
  Robotnik rzuca resztki sił,/
A kolor jego ołowiany,/
Bo na nim metalowy pył./
Dziesiątka jest niebiesko-biała,/
Dwójka czerwienią fabryk pała,/
W drukarni, znad zecerskiej<pe><slowo_obce>zecer</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Setzer</slowo_obce>) --- składacz; wykwalifikowany pracownik odpowiadający za ręczny a. maszynowy skład tekstów przeznaczonych do druku.</pe> kaszty<pe><slowo_obce>kaszta</slowo_obce> --- szuflada drukarska, zawierająca w odpowiednich przegródkach (tzw. króbkach) posegregowane czcionki odpowiednich liter określonego kroju pisma oraz innych elementów (np. justunek) pozwalających składać stronę tekstu przeznaczonego do druku.</pe>, /
  Rumieńcem płonie chuda twarz,/
A kolor jego jest ceglasty --- /
  --- I całą «<slowo_obce>Farbenlehre</slowo_obce>» masz./
Już nie pamiętam, jak ósemka.../
Żółta z niebieskim? Czy w pasemka?/
Nic nie wiem... Przewrócona na bok /
  Na szynach leży barykadą /
  W poprzek przez jezdnię (gdzie był Zielke<pe><slowo_obce>Zielke</slowo_obce> --- sklep z towarami galanteryjnymi i zabawkami przy ul. Piotrkowskiej.</pe>, /
  A naprzeciwko Petersilge<pe><slowo_obce>Petersilge, Johann</slowo_obce> (1830--1905) --- wydawca i drukarz łódzki, założyciel pierwszej gazety w tym mieście  ,,Lodzer Zeitung" (1865--1915), siedziba wydawnictwa Petersilgego mieściła się w wybudowanej w l. 1893--1896 Kamienicy pod Gutenbergiem przy ul. Piotrkowskiej.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q4993520"></ref>)./
Za barykadą --- tłum stłoczony,/
A nad nią, w górę podniesiony, /
  Sztandar-wyzwanie, sztandar-gniew:/
 A kolor jego jest czerwony,/
Bo na nim robotników krew<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11692187"></ref><pe><slowo_obce>Sztandar-wyzwanie, sztandar-gniew:
 A kolor jego jest czerwony, Bo na nim robotników krew</slowo_obce> --- nawiązanie do słów pieśni <tytul_dziela>Czerwony sztandar</tytul_dziela> (znanej też pod tytułem od incipitu <tytul_dziela>Krew naszą długo leją katy</tytul_dziela>), będącej polską wersją (tekst Bolesław Czerwieński, muzyka Jan Kozakiewicz, 1881) pieśni szwajcarskich anarchistów <tytul_dziela>Le drapeau rouge</tytul_dziela> (tekst Paul Brousse, muzyka Jacques Vogt, 1877); od roku 1882, kiedy pieśń ukazała się drukiem w Genewie w zbiorze poezji <tytul_dziela>Czegóż chcą</tytul_dziela>, stała się rewolucyjnym hymnem polskiego proletariatu.</pe>.
</strofa>





<strofa>
<wers_wciety typ="1">Tak (pod jarzębinowym drzewkiem)</wers_wciety>/ 
  Dróżnik, stojący przed szlabanem, /
  Czerwoną wznosi chorągiewkę,/
Gdy pędzi pociąg zasapany,/
Łoskocąc w rozpalone szyny,/
I maszynista osmalony,/
Z lokomotywy wychylony,/
Zwalnia powoli bieg maszyny /
  I pociąg w pustym polu staje...
</strofa>




<strofa>
Piotrkowska, w stronę Grand Hotelu<pe><slowo_obce>Grand Hotel</slowo_obce> --- istniejący od 1888 r. hotel w łodzi; w czasie rewolucji 1905 r. mieścił się w nim sztab wojsk carskich (pułku symbirskiego) ściągniętych do miasta dla stłumienia rozruchów.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q741312"></ref>, /
  Jak wymieciona. Przed tramwajem /
  Beczki i skrzynie, a za niemi,/
Z browningiem w ręku, przyczajeni/
  Klęczą bojowcy patrząc w szarą, /
  Bezludną przestrzeń trotuaru /
  I pustą jezdnię. Nic. Martwota./
Cisza i tam --- bo z morza tłumu /
  Nic nie usłyszysz prócz poszumu /
  Przybywających gromad ludzkich,/
Co napływają od Widzewa<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9344370"></ref>,/
Żeby na rynek iść bałucki<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q21191172"></ref>:/
Z Głównej, Nawrotu i Przejazdu<pe><slowo_obce>Przejazd</slowo_obce> --- ulica w Łodzi; dziś: Tuwima.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365373"></ref> /
  Strugami się w Piotrkowską<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1095484"></ref> wlewa /
  Burzliwy za przewałem przewał, /
  Zmierzając ku Staremu Miastu;/
Ale się mało kto przepycha /
  Pod Meisterhaus<pe><slowo_obce>Meisterhaus</slowo_obce> --- Dom Majstrów; siedziba Zgromadzenia Majstrów Tkackich przy ul. Piotrkowskiej 100, istniejący w l. 1839--1911.</pe> i pod Ulricha<pe><slowo_obce>Ulrich</slowo_obce> --- cukiernia i kawiarnia zał. przez Michała Ulrichsa w 1896 r. przy ul. Piotrkowskiej 97.</pe>,/
Bo stamtąd, aż po barykadę,/
 W jedną się szczelną zbił gromadę /
  Milczący tłum, przy głowie głowa. /
  Jakby głowami wybrukował.../
(Ten czarny tłok i nagła pustka /
  Są jak w dominie «mydło-szóstka».)
</strofa>



  


<strofa>
Ja, skamieniały na balkonie,/
W to jedno oczy mam utkwione:/
W owo czerwone na wagonie.
</strofa>




<strofa>
Wtem z krańca pustki w naszą stronę, /
  Od Benedykta<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q30349258"></ref>, od Zielonej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9366302"></ref>,/
 Sypnęło drobne, rozproszone.../
Przed każdym ostry punkcik stali.
</strofa>




<strofa>
Truchcikiem sypią, mętni, mali,/
Lecz rosną --- już się ludźmi stali, /
  Sztykami<pe><slowo_obce>sztyk</slowo_obce> --- bagnet.</pe> prują pas martwoty,/
Już rotą stali się piechoty /
  W krasnych lampasach furażerek. /
  Stanęli. A na czele roty /
  Maleńki, skoczny oficerek.
</strofa>




<strofa>
Wysokie buty, błyszcząc glancem,/
 Drepcą bez przerwy drobnym tańcem, /
  Maleńka rączka w ciągłym ruchu:/
To trąci wąsik małym palcem,/
Jakby swędziło coś, to w uchu, /
  Jakby dzwoniło coś, to znowu /
  Przy rękojeści srebrnej «szaszki»<pe><slowo_obce>szaszka</slowo_obce> (z ros.) --- szabla.</pe> /
  Maca wiszące fatałaszki.
</strofa>




<strofa>
Jak wryty stoi tłum. Nie dyszy./
A cisza taka, że w tej ciszy /
  Słyszysz, jak sypkim biegiem tyka /
  Szybka wskazówka sekundnika,/
Za którą teraz śledzą oczy /
  Już spokojnego porucznika./
Już tylko one, zimne, szare,/
Skaczą, drażnione tym sztandarem: /
  To spojrzą w tłum, to na zegarek. </strofa>
  
<strofa>
<wers_wciety typ="1">I ciągle cisza... dech martwoty...</wers_wciety>
</strofa>




<strofa>
Jekaterynoburskie zuchy /
  (37 pułk piechoty)<pe><slowo_obce>37 Jekaterynburski pułk piechoty</slowo_obce> --- ros. oddział piechoty sformowany w 1796 r. na rozkaz cara Pawła I; brał udział w walkach Imperium Rosyjskiego podczas wojen napoleońskich, wojny krymskiej i I wojny światowej; po wojnie z Turcją stacjonował w Łodzi i brał początkowo udział w tłumieniu strajków robotniczych; rozformowany w 1918 r. </pe>/
Bezmyślnie patrzą w niemy, głuchy /
  Tłum./
Tylko czasami któryś zerknie/
  W bok,/
Śledząc za małym oficerkiem./
I cisza, ciągle jeszcze cisza /
  Trwa.
</strofa>




<strofa>
Trzasnęło krótko. To koperta /
  Zegarka pana oficerka./
Właśnie minęło przed sekundą./
Więc chowa go, obciąga mundur,/
 Po szablę sięga dłoń malutka /
  I wtedy --- nikły ruch podbródka,/
A rota --- jednym zamków szczękiem./
  Jednym podrzutem --- broń pod szczękę /
  I gdy wyświsnął szablę z brzękiem, /
  Gruchnęło nagle spod tramwaju./
Od skrzyń, od beczek poszło grzmotem. /
  Zagrało jak piorunem w maju,/
Stalowym sypie się terkotem,/
Płasnęła szabla ciętym lotem /
  I --- «rota pli!<pe><slowo_obce>pli</slowo_obce> (z ros.) --- pal (komenda otwarcia ognia). </pe>» --- i plunął z roty /
  Deszcz ołowiany, ale złoty./
Bo salwą blasków trysło z luf --- /
  I zawył z bólu mur ponury,/
Pękł, wzbił się w górę, stoczył z góry /
  I runął bruk stłoczonych głów./
  Odchłysnął tłum rozbiegiem rojnym. /
  Mrowiskiem biega niespokojnym./
Wre jak kipiący kocioł smoły/
I oszalałe czarne pszczoły:/
 Chmarami ulatuje w bramy /
  Lub miota wrzątku odpryskami /
  I kamienice szare plami/
--- I biją, trzeszczą, nie ustają /
  Celne browningi spod tramwaju.
</strofa>




<strofa>
Balkony i otwarte okna /
  Opustoszały. Nieszczęśliwa,/
Jakaś krzycząca i okropna,/
Matka z balkonu mnie porywa. /
  Ludzie biegają po pokojach,/
 Jak gdyby tamtych udawali,/
A tam, choć głuszej, ciągle wali, /
  Lecz jakby naprzód... Jakby dalej... /
  Otwórzcie balkon! Niech zobaczę! /
  Matka zanosi się od płaczu! /
  Otwórzcie! Patrzcie, co się dzieje! /
  Patrzcie! Spęczniałe i spienione /
  Chlusnęły tłumy nad wagonem. /
  Czarna się fala środkiem leje! /
  Patrzcie! Porwała to czerwone /
  I płynie, płynie podniesione, /
  Czerwone płonie ponad czarnem! /
  Machają, włażą na latarnie!/
Mamo! śpiewają, idą, rosną!/
Niesie kobieta z twarzą groźną, /
  Usta szeroko... Mamo! Ona /
  Krzyczy, przeklina, pięścią do nas! /
  Mamusiu! Za co? Patrz! Wydarła,/
O brzuch oparła kij --- a na nim /
  Niesie czerwone z literami/
 Dwa P i S<pe><slowo_obce>Dwa P i S</slowo_obce> --- PPS, Polska Partia Socjalistyczna, partia polityczna o charakterze niepodległościowym, socjalistycznym i pracowniczym, założona na zjeździe założycielskim  17--23 listopada 1892 w Paryżu początkowo jako Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich; po pierwszym zjeździe krajowym w 1893 r. w Lasach Ponarskich, doszło do rozłamu związku na partie: Socjal-Demokrację Królestwa Polskiego i Polską Partię Socjalistyczną, której organem było czasopismo ,,Robotnik" (wyd. od 1894 r.), której redaktorem od nr. 7 był Józef Piłsudski, członka Centralnego Komitetu Robotniczego PPS. </pe>... Litery złote/
I złota kielnia na krzyż z młotem. /
  ...<begin id="b1750970933565-3245621081"/><motyw id="m1750970933565-3245621081">Tłum, Miasto</motyw>Ulica czarna, w oczach czarno,/
Jakby się całe miasto wparło /
  Między dwa rzędy szarych domów,/
I z okien krzyk, i tłok z balkonów /
  W jedną się czarną wrzawę zlewa,/
I domy, oblepione mrowiem,/
Idą, dach w dach i głowa w głowę,/
  Dumnym pochodem trzypiętrowym,/
 I już kołysze się nasz dom,/
I płynie, morzem uniesiony,/
A za sztandarem ciągnie śpiew<end id="e1750970933565-3245621081"/>:/
<wers_wciety typ="2">«Niesie on</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">zemsty grom,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">ludu gniew.</wers_wciety>/ 
  <wers_wciety typ="2">Przyszłości rzucając siew,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">A kolor jego jest czerwony,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Bo na nim robotników krew,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Bo na nim robotników krew»<pe><slowo_obce>Niesie on zemsty grom (...) Bo na nim robotników krew</slowo_obce> --- fragment pieśni <tytul_dziela>Czerwony sztandar</tytul_dziela>.</pe>...</wers_wciety>
</strofa>



  

<strofa>
<begin id="b1750971054213-2477639947"/><motyw id="m1750971054213-2477639947">Krew, Walka, Pieniądz, Walka klas</motyw>Potem do bram wnosili stróże /
  Zwłoki bojowców i sołdatów./
 Zostały po nich krwi kałuże:/
Lepka purpura łódzkich kwiatów. /
  Najpierw je wodą polewano./
Potem je piaskiem przysypano, /
  Nazajutrz zaś pędziły po nich, /
  Wprzężone w pary świetnych koni, /
  Powozy panów fabrykantów,/
Panów prezesów i bogaczy, /
  Zadowolonych posiadaczy /
  Pałaców, banków i brylantów.<end id="e1750971054213-2477639947"/>
</strofa>




<strofa>
 Padł tam i mały oficerek./
Śmierć mu przypięła na mundurze /
  Zapiekłą karminową różę /
  Barwy pułkowych furażerek./
Miał piękny pogrzeb. Pop na przedzie /
  Konstantynowską<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q125157088"></ref> kondukt wiedzie./
Za nim, z poduszką, szedł żołnierzyk, /
  Czapka i szabla na niej leży./
Potem był wieniec od kamratów, /
  Jekaterynoburskich chwatów,/
 Dwóch go trzymało oficerów,/
Miał szarfę: «Za caria, za wieru /
  I za otieczestwo»<pe><slowo_obce>Za caria, za wieru i za otieczestwo</slowo_obce>  (z ros.) --- za cara, za wiarę i za ojczyznę. </pe>. Następnie /
  Rota miarowo i posępnie /
  Kroczyła w rytm warczących bębnów, /
  I sztyk za sztykiem, sztyk za sztykiem /
  Armiejskim<pe><slowo_obce>armiejski</slowo_obce> (z ros.) --- wojskowy.</pe> połyskiwał szykiem,/
Potem koledzy nieśli małą /
  Trumnę, kwiatami osypaną,/
A wreszcie, dzwoniąc ostrogami,/
 Brzęcząc szablami, orderami,/
Wolno, żałobnie szli panowie /
  Oficerowie. <begin id="b1764962217237-1778447109"/><motyw id="m1764962217237-1778447109">Wdowa, Matka, Polak, Rosjanin, Pogrzeb, Nienawiść, Konflikt wewnętrzny</motyw>Ale pierwsza,/
Przez pułkownika prowadzona,/
Idzie wysmukła oficersza<pe><slowo_obce>oficersza</slowo_obce> (z ros.) --- oficerowa; żona oficera. </pe>:/
Żona./
Idzie --- a idąc nienawidzi:/
Wszystkich, wszystkiego, ich i siebie, /
  Najwięcej siebie nienawidzi,/
Pompy się wstydzi, kwiatów wstydzi /
  I tych Moskali na pogrzebie,/
Tego welonu żałobnego.../
I nawet trupa nienawidzi:/
Jego --- biednego, kochanego,/
W tej bliskiej trumnie niesionego. /
  Jezu, niewinnie umęczony, /
  Najświętsza Matko Boleściwa, /
  Sprawcie, by tak nie pobrzękiwał /
  Ten tłum w ordery przystrojony!/
Nie dzwońcie, szable i ostrogi,/
 Nie warczcie, bębny, psy żałobne! /
  Zmiłujcie się nade mną biedną,/
Wyrwę się, pójdę, wszystko jedno, /
  Ucieknę! Kostia, miły, drogi!/
Matko Najświętsza i jedyna!/
(«O, matko Polko!» --- przypomina --- /
  «O, matko Polko! gdy u syna /
  Twego na czole...<pe><slowo_obce>O, matko Polko! gdy u syna / Twego na czole...</slowo_obce> --- nieco zmieniony fragment wiersza Adama Mickiewicza <tytul_dziela>Do Matki Polki</tytul_dziela> z 1830 r.: ,,O matko Polko! gdy u syna twego
/ W źrenicach błyszczy genĳuszu świetność".</pe>») --- i urywa,/
I pod welonem, który spływa /
  Z czoła na łono --- gładzi ono /
  Dzieciątkiem napęczniałe łono,/
  Błogosławiącą głaszcze dłonią /
  I z niewinnego czółka ściera /
  Straszliwe piętno, znak Kaina.../
Brzęczą ostrogi, szable dzwonią,/
Zły z trotuarów tłum spoziera,/
Pod welon się oczyma wdziera /
  I milcząc grozi i przeklina:/
«O, matko Polko! gdy u syna /
  Twego na czole...!!» Matko Boża,/
 Nieszczęścia się mojego pożal!/
Brzęk---brzęk---brzęk w oficerskim tłumie. /
  Bębny żałobne grochem drobnym /
  Biją... Szesnaście pójdzie trumien /
  Przez miasto... Pójdzie długi szereg /
  Sierot i wdów... A zamordował /
  Kto? On, jej mały oficerek.../
Przystaje oficerska wdowa,/
Przystaje tłum --- i brzęk ustaje... /
  Pułkownik twarz nachyla chmurną /
  Do ucha Zofii: «Szto? Wam durno<pe><slowo_obce>Szto? Wam durno</slowo_obce> (z ros.) --- Co? Źle się pani czuje? </pe>,/
Sofia Ignatiewna?» --- «Niet... tolko...»<pe><slowo_obce>Niet... tolko...</slowo_obce> (z ros.) --- Nie, tylko. </pe>/
I dalej idzie matka-Polka.<end id="e1764962217237-1778447109"/> 
</strofa>



  

<strofa>
<wers_wciety typ="1">W drodze z cmentarza napotkała</wers_wciety>/
  Szesnastokrotny, wydłużony,/
Gęsto policją otoczony/
Pogrzeb tych przedwczorajszych ofiar.../
Nie drgnęła. Zimna i zuchwała,/
Wprost w oczy wdowom spoglądała.
</strofa>




<strofa>
Nazajutrz rano biedna Zofia /
  Do ojca na wieś pojechała./
Przez trzy miesiące, smutna, dzika, /
  Chodziła, modląc się, śród kwiatów,/
Aż legła --- córkę dając światu /
  W samotnym domku ogrodnika. /
  Jeszcze szepnięto jej: «Pannica!» /
  Jeszcze szeroko otworzyła /
  Oczy (zdumione? zawiedzione? /
  Szczęśliwe?), jeszcze się toczyła/
  Łza przez śmiertelnie blade lica,/
 Jeszcze coś chciała szepnąć tymi /
  Wargami, nieco mięsistymi,/
Kiedy na pierś opadła głowa /
  I zmarła oficerska wdowa:
</strofa>




<strofa>
<wers_srodek>†</wers_srodek>/
<wers_srodek>Zofia z Dziewierskich Iłganowa</wers_srodek>/ 
  <wers_srodek>zm. dnia 7 października</wers_srodek>/ 
  <wers_srodek>r. 1905</wers_srodek>/ 
  <wers_srodek>przeżywszy lat 21.</wers_srodek>/
<wers_srodek>Prosi o westchnienie do Boga.</wers_srodek>
</strofa>



  
  <naglowek_podrozdzial>II</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Na chrzcie dziewczynce imię dano /
  Aniela. Tak chciał dziadek. «Bo to/
  Anielskie jest powiedział, miano,/
A ona <wyroznienie>właśnie</wyroznienie>... pod tym względem...» /
  Pochrząkał, mruknął... «...Co tam będę /
  Tego... I jeszcze to, że <wyroznienie>lubię</wyroznienie>...»/
Tu chrząknął znów, i znacznie grubiej. /
  Różni na świecie są dziwacy,/
Więc dla porządku dobrze wiedzieć,/
Że po sezonie pan Ignacy,/
Gdy ogrodniczej nie miał pracy /
  (A bez roboty nie chciał siedzieć), /
  Malarstwem świętym się zatrudniał... /
  Najlepiej znał się na aniołach:/
Złocił im skrzydła po kościołach, /
  Niebieścił, srebrzył je, wycudniał,/
Rzeźbił im z gipsu trąbki śliczne,/
Odznaki dawał hieratyczne,/
Pucołowatym serafinom /
  Podkrążał oczki farbką siną,/
Kędziory z gliny na cherubie /
  Powlekał lekkim tchem pozłótki/
--- Więc przez to <wyroznienie>właśnie</wyroznienie> i że <wyroznienie>lubię</wyroznienie> /
  Anielcia będzie tej malutkiej.
</strofa>




<strofa>
Nie, czytelniku... Całkiem płonne /
  Są twe obawy, że rozpocznę /
  Na temat imion snuć przestronne /
  Poetyczności zaobłoczne./
Nie podejrzewaj, że Anielę /
  W związku z imieniem wyanielę,/
Że wdam się, <slowo_obce>à la</slowo_obce> Iłła<pe><slowo_obce>Iłła</slowo_obce> --- Kazimiera Iłłakowiczówna (1892--1983), poetka i tłumaczka, autorka m.in. zbioru wierszy <tytul_dziela>Obrazy imion wróżebne</tytul_dziela> (1926, we wznowieniach pod tytułem <tytul_dziela>Portrety imion</tytul_dziela>), którego część druga pt. <tytul_dziela>Czarodziejskie zwierciadełka</tytul_dziela> (1929) stanowiła 50 wróżb wierszem.</pe> miła,/
 Co z tego wierszy tom zrobiła,/
W sprawy magiczne i wróżebne;/
Są one tutaj niepotrzebne.../
Nie sądź też, chytry czytelniku,/
Że zaraz zrobi się «cudownie».../
Nie myśl o naszym ogrodniku /
  Pochopnie zbyt i powierzchownie. /
  <begin id="b1750972961679-149092405"/><motyw id="m1750972961679-149092405">Religia, Polak, Fałsz</motyw>Zawczasu nie bój się, że autor, /
  Posłuszny ustalonym kształtom,/
W «świątkowe» zabrnie mistycyzmy,/
 Tak dobrze znane nam z ojczyzny,/
Gdy ze świętkami, jak na hasło, /
  Świętoszkowano ile wlazło,/
Gdy frasobliwość wystruganą /
  Za wykapaną polskość miano...<end id="e1750972961679-149092405"/>/
«Łot, wicie, gazdo, beło, beło/
I, tak jak syćko, pseminęło».../
O, jakże łatwo z ogrodnika /
  Sporządzić można by «mistyka», /
  Którego by kościelne lalki /
  Drabiną wzniosły Jakubową,/
Aby o gwiazdy stuknął głową /
  I z Bogiem wiódł zażarte walki.../
Jak łatwo mógłbym puścić w górę/
  Te rawskie i studziańskie kukły,/
Żeby, zrobiwszy w niebie dziurę,/
W zaświatach się z Ignacym tłukły./
Już w kwiatach dużo było pokus,/
By rozprowadzić fantastyczny, /
  Psychologiczno-botaniczny,/
 Bardzo wygodny hokus-pokus./
Lecz pan Dziewierski, człowiek trzeźwy, /
  Nie wierzył w malowane rzeźby,/
W tajemniczościach się nie gubił,/
Lubił anioły --- no bo lubił./
Z gustami bowiem --- jak popadnie:/
Kto woli popa, kto popadię,/
Ja --- za popadią, jeśli ładna.../
Nie lubię zaś motorów, radia,/
  Wycieczek, sportów, generałów, /
  Szparagów, wodzów i upałów,/
  Dyskusji, energicznych twarzy,/
Mycia żyletki, prasy, plaży,/
Jajek, żelaznych charakterów,/
Galerii sztuki, biusthalterów<pe><slowo_obce>biusthalter</slowo_obce> (z niem.) --- biustonosz.</pe>, /
  Wielkoświatowych poliglotów, /
  Truskawek z kremem, samolotów,/
  Wizyt, szpinaku, wszechtalentów, /
  Historiozofów, monumentów, /
  Młodzieży, kiedy nazbyt dziarska,/
 Potęgowiczów, gosudarstwa<pe><slowo_obce>gosudarstwo</slowo_obce> (z ros.) ---  państwo.</pe>, /
  Dowcipów niedowcipnych osób, /
  Opiumowanych papierosów,/
Babskich pazurów purpurowych, /
  Balów, a także ich królowych, /
  Mówców, czekania, histeryczek, /
  Deklamatorów, zapalniczek,/
Pieczeni, jeśli nie jest krucha, /
  Prawników, świąt i <tytul_dziela>Króla Ducha</tytul_dziela>./
A lubię: milczeć, deszcz, słowniki,/
 Ilustrowanych pism roczniki/
(«Kłosy», «Wędrowce», «Tygodniki»), /
  Grochówkę z boczkiem, bzy, jarmarki,/
  Łacinę, las, pocztowe marki,/
Fachowe gwary, psy, Cyganów, /
  Kolekcjonerów, szarlatanów, /
  Etymologię, aptekarzy,/
Ungra warszawskie kalendarze<pe><slowo_obce>Ungra warszawskie kalendarze</slowo_obce> --- ,,Józefa Ungra Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy", ukazujący się w l. 1846--1915 periodyk (rocznik) wydawany przez Józefa Ungra (1817--1874), drukarza i księgarza warszawskiego.</pe>,/
Wiek dziewiętnasty, bibliografię, /
  Lawendę, stare fotografie,/
 Dyliżans, burzę, ozór z chrzanem, /
  Koniak, gorący barszcz nad ranem, /
  Walce i stare wodewile,/
Miłostki, Litwę, wiatr, motyle,/
Nie wstawać cały dzień z kanapy,/
Krościenko, zegarmistrzów, mapy,/
Piwo (choć Niemiec) Haberbusza<pe><slowo_obce>Haberbusch i Schiele</slowo_obce> --- działająca w l. 1846--1948 warszawska spółka i browar mieszczący się przy ul. Krochmalnej 59, zajmujący się produkcją ciemnego, mocnego piwa w stylu bawarskim, a także wódek, likierów i napojów gazowanych, zał. przez Błażeja Haberbuscha, Konstantego Schiele i Jana Henryka Klawe (ten ostatni wycofał się ze spółki w 1865 r.).</pe> /
  I kocham <tytul_dziela>Pana Tadeusza</tytul_dziela>./
<begin id="b1750974123220-1230833841"/><motyw id="m1750974123220-1230833841">Rosjanin, Polak, Małżeństwo, Miłość, Ojciec, Córka</motyw>Jak mocno swędzi wietrzne piórko,/
By w związku z nieszczęśliwą córką /
  Na konia wsadzić ogrodnika,/
Nie, nie na konia! --- na konika,/
Co, kłusem lekkich jambów gnany,/
  Wystukałby nam podkówkami /
  Starą piosenkę o małżeństwie /
  Polki z «Moskalem» --- i męczeństwie /
  Ojca, prawego Polonusa.../
Przepraszam --- nie ruszymy kłusa!/
Nie będzie pan Dziewierski kiczem /
  Z obliczem wielce cierpiętniczem./
 On zięcia lubił. On z czułością /
  Cieszył się młodą ich miłością, /
  Uśmiechał się, gdy zięć wesoły /
  Przynosił z miasta kwiaty Zońce /
  I wołał śmiesznie: «Zońka-słońce,/
Masz od Moskala polskie kwiaty,/
Za to mu ruskiej daj herbaty!»/
Syczeli ludzie: «Hańba! Zdrada!»/
I była racja w tym syczeniu./
Milczała Zosia zakochana /
  I była racja w tym milczeniu./
<begin id="b1764962955905-353430570"/><motyw id="m1764962955905-353430570">Prawda</motyw>Dwie racje były.<end id="e1750974123220-1230833841"/> Dwa oblicza /
  Prawdy, jak dwie są w prawdzie zgłoski<end id="e1764962955905-353430570"/>, /
  Aż jedną --- kula robotnicza /
  Trafiła w serce na Piotrkowskiej./
A druga prawda --- czarna fala,/
Te tłumy, trupa tratujące,/
I czarny blask, co nagle zalał /
  Jasne twe oczy, Zońka-słońce!
</strofa>


<naglowek_podrozdzial>III</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Jan Mergiel zwał się tkacz ze Zgierza<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q104407"></ref>, /
  Który w ów dzień pamiętny zabił /
  Ojca Anielki. Pozostawił /
  Synka w pieluszkach, Kazimierza./
Sam bowiem padł pod barykadą./
  «Kazinku!» krzyknął, kiedy padał.
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>IV</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1751021798143-427968046"/><motyw id="m1751021798143-427968046">Ojczyzna, Wolność, Powstanie, Śmierć, Nadzieja, Lud, Robotnik</motyw>Ogrodnikowi --- nie utaję ---/
  Niewola była obojętna,/
Nie miał wspólnego z Polską tętna;/
Kraj cierpiał --- on nie cierpiał z krajem, /
  Kraj żył nadzieją --- on jej nie miał,/
 Kraj broczył krwią, a on kamieniał /
  I w myślach mruczał swym zwyczajem: /
  «Powstanie robią... cóż, powstanie... /
  Śmierć przyjdzie, nic nie pozostanie. /
  Mój ojciec w lasy chodził bić się./
Ja nic nie mówię... chcecie, idźcie... /
  Tak czy inaczej, tu czy indziej,/
A ona po każdego przyjdzie./
Ojca złapała na Sybirze,/
A tu by miała jeszcze bliżej./
 Wy powiadacie: dla wolności.../
Ni ma jej, proszę jegomości./
Dla dzieci, wnuków, dla pokoleń.../
A jaką wy im dacie wolę,/
Kiedy niewola i tak skosi,/
Tak dobrze u nas, jak i w Rosji. /
  Szczyrka dopadła w Port Arturze<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q210800"></ref>, /
  Galotkę, jak na saksy<pe><slowo_obce>saksy</slowo_obce> (pot.) --- wyjazd za granicę w celach zarobkowych, zwł. do Niemiec (pierwotnie okresowa emigracja zarobkowa dotyczyła pracy w Saksonii, stąd nazwa).</pe> chodził./
Bielskiego, kiedy śpiewał w chórze,/
A moją Andzię w mieście Łodzi».<end id="e1751021798143-427968046"/>/
 (Na myśl o żonie, choć umarła,/
Posępna złość mu dech zaparła;/
Westchnął, łzę połknął, jakby kawał /
  Nieszczęścia, w gardle uwięzłego./
Lecz o tym później. Jest to sprawa /
  Zupełnie inna.) «No więc... tego.../
Chcesz --- bij się z carem, nie chcesz --- nie bij.../ 
  Czy Polak jesteś, czy Japoniec,/
Zwali Japońca, cara, ciebie,/
Ot tobie wolność: klaps i koniec».
</strofa>




  
<strofa>
<begin id="b1764963196863-2520710428"/><motyw id="m1764963196863-2520710428">Pustynia, Melancholia, Dusza</motyw>Pustynia była w nim. Pustynia/
  Nieustającej śmierci w duszy.<end id="e1764963196863-2520710428"/>/
Ciągnęła się tam dal olbrzymia,/
Na którą bezustannie prószył /
  Śmiertelny popiół znikomości,/
Skazania, beznadziejnej czczości;/
Jak wiatr w kominie zawodziło,/
Bezkresnym zatroskaniem ćmiło /
  Natrętne, słotne, bezforemne /
  I mżące rozrzedzeniem ciemnem /
  Swej uprzykrzonej obecności.../
Pamięta: spadło to wszechmocne /
  Popołudniową pustą porą,/
Jak szary i bezgłośny piorun./
Szedł w drugie święto wielkanocne /
  Ewangelicką. Obok żona /
  Wlokła się, jak się wszystko wlokło:/
On --- czas --- ulica wyludniona --- /
  Dorożkę koń ciągnący stępa<pe><slowo_obce>stępa</slowo_obce> --- najwolniejszym końskim chodem.</pe> --- /
  Myśli tej żółtej, co przez okno /
  Patrzyła na ulicę tępo --- /
  I tacy sami jak i oni, /
Wlokący się po drugiej stronie /
  Z chłopcem w ubranku granatowem --- /
  Wszystko, powolne i matowe,/
Wlokło się przykro i markotnie.../
I coraz było niepowrotniej,/
Głuszej i martwiej, i samotniej;/
Co myśl się zjawi, to obwiśnie.../
Szedł coraz wolniej i bezmyślniej.../
 Pustoszał czas. Dręczyło zmorą./
Upodobniło się upiorom./
To były widma: żony --- konia --- /
  Tej żółtej --- tamtych z chłopcem --- --- widma... /
  I nagle cichy, pusty piorun --- /
  I świat śmiertelnie znieruchomiał/
  W pustynię, co go w nieskończoność /
  Poniosła --- i popiołem smętnym /
  Zamżyła. W ten to dzień pamiętny/
  Śmierć powziął, rozpacz i znikomość.
</strofa>



 
  
<strofa>Gdy legła przed nim pustka sroga /
  Żarłocznym mrokiem, siłą ciemną, /
  <begin id="b1764964088427-3281314176"/><motyw id="m1764964088427-3281314176">Sztuka, Ucieczka</motyw>Chciał wyrwać się z zasadzki wroga.../
  Dokąd z pustyni prosta droga?/
O, nie wymawiaj nadaremno /
  Imienia-echa! Nie do Boga /
  Pognała go rosnąca trwoga,/
Nie w starodawne Niewiadome, /
  Pochłaniające swym ogromem./
Bo znienawidzi «wielkie», «wieczne», /
  Bo właśnie puścił się w ucieczkę /
  Przed tą potęgą przeraźliwą.../
Więc dokąd?/
<wers_cd>W bliską, ziemską żywość</wers_cd>/
W radości sztuki --- w Dom Zbawienia:/
Dla osaczonych szarą zgrozą.../
Sztuki, powiadam.... no, bo sztuki./
  Łaskawy bowiem Srebrnołuki<pe><slowo_obce>Srebrnołuki</slowo_obce> --- przydomek Apollina, w mit. gr. boga opiekuńczego sztuk, związanego także z darem jasnowidzenia, światłem i śmiercią; jednym z jego atrybutów jest srebrny łuk, symbolizujący światłość (promienie świetlne), ale też śmierć, która może ugodzić w każdej chwili.</pe> /
  (Tutaj: Smintejski<pe><slowo_obce>Smintejski</slowo_obce> (gr. <slowo_obce>Σμινθεύς</slowo_obce>, <slowo_obce>Smintheus</slowo_obce>) --- przydomek Apollina, oznaczający ,,Apollo Myszy", czyli raczej ,,chroniący przed myszami".</pe>, co, jak wiecie, /
  Szarą mysz śmierci stopą gniecie)/
 Sprzyja nie tylko arcydziełom,/
Michel Angelom (lub <wyroznienie>Anhełłom</wyroznienie>, /
  Jak go Słowacki zwie), nie samym /
  Chopinom, w gwiazdach zapisanym, /
  Dantom astralnym i Horacym,/
Lecz i Dziewierskim, tym Ignacym,/
I tworom sztuki ich ubogiej:/
Apollo bowiem lubi ogień /
  Nie tylko gorejących krzaków,/
Ale i świeczek na choince,/
 I fajerwerków barwne młyńce;/
Nie same z ponadludzkich szlaków /
  Eurypidesy i Szekspiry,/
Ale i szopkę wiejskich żaków;/
Nie tylko psalmy złotej liry/
  I orle nad skałami skwiry /
  Czy «huczny lot olbrzymich ptaków»<pe><akap><slowo_obce>huczny lot olbrzymich ptaków</slowo_obce> --- cytat z poematu dygresyjnego <tytul_dziela>Beniowski</tytul_dziela> Juliusza Słowackiego (Pieśń V, w. 471):</akap>
<strofa>
Widzę, że nie jest On tylko robaków/
Bogiem i tego stworzenia, co pełza,/
On lubi huczny lot olbrzymich ptaków,/
A rozhukanych koni On nie kiełza
</strofa></pe>, /
  Ale i kosa, który śwista /
  U szewca na Podwalu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11837350"></ref> w klatce,/
I skromny, przepisany czysto,/
 Prowincjonalny wiersz w szufladce,/
I fotoplastikonu cuda,/
I śmieszną zwrotkę, gdy się uda,/
I kicz jarmarczny nieporadny,/
I bukiet wiejski, jeśli ładny.<end id="e1764964088427-3281314176"/></strofa>



  

<strofa>
Tak poszedł w kwiaty i anioły,/
Tak zaczął lepić chimeryczne /
  Zwierzyńce, armie egzotyczne, /
  Indiany, Turki i Mongoły, /
Tak się zaczęły obrazeczki /
  Techniką «kolorowej sieczki»:/
<tytul_dziela>Bój pod Cuszimą<pe><slowo_obce>bitwa pod Cuszimą</slowo_obce> --- bitwa morska stoczona 27--28 maja 1905 r. w pobliżu wyspy Cuszima w Cieśninie Koreańskiej (pomiędzy Japonią a Koreą) pomiędzy flotą rosyjską a japońską podczas wojny rosyjsko-japońskiej (1904--1905), starcie zakończyło się klęską Rosji i zadecydowało o wyniku wojny.  </pe></tytul_dziela>, <tytul_dziela>Smok wawelski</tytul_dziela>,/
  <tytul_dziela>Jarmark w Łowiczu</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Krąg anielski</tytul_dziela>, /
  <tytul_dziela>Kolumb pomiędzy tubylcami</tytul_dziela>,/
<tytul_dziela>Dno morskie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sklepik z zabawkami</tytul_dziela>... /
  (W tym czasie także namalował /
  <tytul_dziela>Śmierć porucznika Iłganowa</tytul_dziela>,/
Gdzie szereg sztywnych manekinów, /
  Wszystkie z profilu, z dymiącymi /
  Rewolwerami w rękach sztucznych /
  --- Przy czym lecące widać kule --- /
  Tyka piersiami wypiętymi /
  Luf nastawionych karabinów;/
Za serce trzyma się porucznik /
  I całą we krwi ma koszulę.)/
Tak na kółeczku kartonowym./
Co się w zegarku mogło zmieścić, /
  Kaligraficzny cud wypieścił:/
Psalm Dawidowy, przepisany/
  Czarnym i srebrnym atramentem /
  «W sprężynkę», dośrodkowo, kręto,/
Z mikroskopijną lutnią w centrum:
</strofa>




<strofa>
«Jak jeleń krzyczy do strumieni,/
Tak dusza moja Ciebie wzywa, /
  Żywego Boga pragnie żywa!/
O, kiedyż przed oczyma Twemi/
  Stanie spragniona, nieszczęśliwa?/
Łzy moje są mi zamiast chleba./
Gdy mi codziennie słyszeć trzeba: /
  Kędyż ten Bóg twój? gdzie przebywa? /
  Gdy prześmiewają się szyderce. /
  Wylewam w siebie własne serce:/
Nie chadzałżem<pe><slowo_obce>nie chadzałżem</slowo_obce> (daw.) --- czyż nie chadzałem (konstrukcja z partykułą pytającą -że, skróconą do -ż).</pe> do Twej świętynni/
Z weselem, z chwałą, jako inni?/
Czemu się, duszo moja, smucisz?/
 Nie trwóż się sobą, lecz się ucisz:/
  Dostąpisz Boga, który zbawia./
O, jakże będę go wysławiał!.../
...Powiem ja Bogu, mojej skale: /
  Przeczżeś<pe><slowo_obce>przeczżeś</slowo_obce> (daw.) --- dlaczegożeś; czyżbyś.</pe> zapomniał o mej trwodze?/
 I gdy się uciśniony żalę,/
Czemu bez łaski Twojej chodzę?/
Jest jako rana na mym ciele,/
Gdy sobie kpią nieprzyjaciele:/
»Kędyż ten Bóg twój? Gdzie przebywa?«/ 
  Ozwij się, skało, gdy cię wzywam!...<pe><slowo_obce>Jak jeleń krzyczy do strumieni (...) Ozwij się, skało, gdy cię wzywam!</slowo_obce> --- parafraza Psalmu 42.</pe>»/
<zastepnik_wersu>.......................................................</zastepnik_wersu>
</strofa>



  
  
<strofa>
Obiecał nawet ksiądz Komoda,/
Że o tym do «Kuryera» poda: /
  «Chwalebne bowiem w tym to dziełku /
  Zdólności widać; osóbliwie /
  W powinkszajoncym widzunc szkiełku... /
  A kto ma talent, niech pamienta,/
Od kogó wszystkie som talenta./
Cóż, kiedy w tobie »zgryźluk« siedzi... /
  Jak dawno byłeś u spowiedzi?»
</strofa>




<strofa>
Tak --- w sposób ludziom niepojęty ---/
  W butelce zjawił się zaklęty /
  Ogródek --- z błystków, koralików, /
  Paciorków, szkiełek i kamyków.../
Tak w słojach zamieszkały żabki,/
 Jaszczurki, żuki i trytony;/
Tak napełniły się szufladki /
  Aromatami ziół suszonych;/
Tak mała izba przy sklepiku /
  (Na zimę bowiem do miasteczka/
  Przenosił się i z wnuczką mieszkał/
  W zacisznym, ciepłym pokoiku /
  Przy sklepie pani Tekli Bielskiej,/
Której mąż miał «zdólności» duże: /
  Basem w kościelnym śpiewał chórze, /
  Po czym powiększył chór anielski) /
  Przybrała wygląd tajemniczej/
  Wesołej groty czarodzieja:/
Pułap gwiazdami powyklejał /
  Z kołem zodiaku i księżycem;/
Pod lampą, prawie Aladyna,/
Bajeczne żagle swe rozpinał/
  Korsarski statek holenderski --- /
  Sam go zbudował pan Dziewierski /
  Według ryciny z kalendarza /
  «Czytelnia stanu włościańskiego». /
  Kalendarz był od aptekarza /
  Kamila Rozpędzikowskiego,/
Który miał prawe oko szklane /
  (Na noc podobno wyjmowane),/
  Szpicbródkę oraz wąsik rudy;/
Schylony był, wysoki, chudy,/
Olejkiem goździkowym pachniał /
  I koralowa kulka krwawa /
  Zdobiła biały jego krawat;/
 Prócz aptekarstwa drugi fach miał: /
  Manipulował tak palcami,/
Że cienie ich niezwykle wiernie /
  Imitowały menażerię;/
Gdy palce puszczał w ruch pan Kamil, /
  Królik uszami strzygł pociesznie,/
  Garbaty wielbłąd klękał śmiesznie, /
  Kozioł rogaty brodą kiwał,/
A pan aptekarz pobekiwał/
  Wpadając w tony czysto koźle; /
  Ten jeszcze robi żart, że oto /
  Zakryje dłonią zdrowe oko/
  I samym szklanym patrzy groźnie/
  Na wątłą żonę Antoninę,/
Jęczącą walce przy pianinie./
Mieszkali w domku «pod lipami»,/
Więc byli Bielskiej sąsiadami.
</strofa>




<strofa>
Nie wspomnę już o innych w grocie/
  Zabawkach, fraszkach i igraszkach, /
  Wiatraczkach, samodziobach-ptaszkach --- /
  I różnych cackach, większych, mniejszych, /
  Którymi półki ponastawiał.../
Sto niespodzianek i sto pociech.../
Słowem --- nie zawiódł się Smintejczyk /
  («O, jakże będę go wysławiał!»).
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>V</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1752181453721-777713663"/><motyw id="m1752181453721-777713663">Teatr</motyw>Lecz nad czym się najbardziej czulił, /
  Najbardziej srożył jednocześnie,/
Co najmiłośniej w sercu tulił /
  I nad czym cierpiał najboleśniej;/
Co majster-klepka nasz magiczny /
  Najwięcej kochał w czas zimowy --- /
  To teatr, teatr swój tragiczny,/
Przybytek duchów tekturowy./
Było to wnętrze starej sali /
  Sellina<pe><slowo_obce>Sellin, Fryderyk</slowo_obce> (1831--1914) --- kupiec, cukiernik i przedsiębiorca, animator kultury teatralnej w Łodzi: 1865 r. początkowo na tyłach swojej cukierni przy ul. Konstantynowskiej w Łodzi, w budynku dawnej ujeżdżalni koni otworzył teatr zwany teatrem Sellina, który zyskał wkrótce nazwę Arkadia, w 1898 r. po przebudowie powstał w tym miejscu teatr letni Apollo, następnie w 1901 r. postawiono zaprojektowany specjalnie przez Adolfa Zeligsona nowy gmach, który stał się siedzibą Teatru Wielkiego w Łodzi; na jego uroczystym otwarciu 28 września tegoż roku obecni byli Henryk Sienkiewicz i Henryk Siemiradzki.</pe> w Łodzi. Tam przed laty /
  On z Andzią na galerii stali,/
Zaczarowani, skamieniali<end id="e1752181453721-777713663"/>,/
Kiedy ów czarny i zębaty /
  Przewracał błyskające oczy /
  I z warg mięsistych pianę toczył,/
 Gdy chytry judził go i kusił,/
Aż wódz uwierzył --- i zadusił. /
  Sklecił z deseczek i tekturki /
  Widownię, scenę i figurki /
  Przedstawiające, tak jak widział,/
  Wściekłego Negra, generała /
  Weneckich wojsk, i jego żonę, /
  Pod stropem zaś, na paradyzie<pe><slowo_obce>paradyz</slowo_obce> (daw., z fr.) --- najwyżej usytuowane i najtańsze miejsca na widowni w teatrze; galeria.</pe>, /
  Andzię i siebie. Świeczka stała /
  Przed teatrzykiem --- i drżącymi /
  Blaskami dramat oświetlała.
</strofa>




  

<strofa>
Trzy razy, wieczór po wieczorze,/
Musiał z nią chodzić --- tak ciągnęła.../
I tak do serca sobie wzięła /
  Tę smutną bajkę o potworze /
  Z Afryki i o białej pani,/
Że była jakby urzeczona /
  Prześliczna jego narzeczona.../
A już na zapowiedzi dali.
</strofa>




<strofa>
Pisze w kronikach starodawnych,/
 Że gościł w mym rodzinnym mieście /
  Pewien murzyński aktor sławny<pe><slowo_obce>Pewien murzyński aktor sławny</slowo_obce> --- Ira Frederick Aldridge (1807--1867) urodzony w Nowym Yorku aktor brytyjski (otrzymał obywatelstwo w 1863 r.), pierwszy czarnoskóry tragik szekspirowski. Zadebiutował w 1825 r. w Londynie w roli Otella, stworzył także sławne kreacje Ryszarda III oraz Shylocka z <tytul_dziela>Kupca weneckiego</tytul_dziela> Shakespeare'a i tytułowej postaci dramatu Thomasa Southerne'a <tytul_dziela>Oronooko, czyli królewski niewolnik</tytul_dziela>; był dyrektorem Coventry Theater. Pod koniec życia, w l. 1852--1867 odbywał <slowo_obce>tournée</slowo_obce>, występując na licznych scenach Europy, od Szwajcarii po Rosję, był przyjmowany i honorowany odznaczeniami przez koronowane głowy; zagościł również w Szczecinie, Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie i Radomiu. Zmarł prawdopodobnie na zapalenie płuc 7 sierpnia 1867 r., podczas przygotowań do inscenizacji <tytul_dziela>Otella</tytul_dziela> w zajeździe przy Teatrze Paradyż na ul. Piotrkowskiej 175 w Łodzi; został pochowany na miejscowym cmentarzu ewangelicko-augsburskim.</pe>./
Bóg raczy wiedzieć --- czy w przejeździe /
  Skądś dokądś --- czy go przeznaczenie, /
  Posłuszne czarnej jego gwieździe,/
Ku łódzkiej skierowało scenie,/
Dość, że nad Łódkę zawędrował,/
Tam na teatrze występował,/
Tam zmarł na jakieś zapalenie /
  Z dala od Afryki-macierzy /
  I na cmentarzu łódzkim leży./
A mieszkał u «Klukasa»<pe><slowo_obce>u ,,Klukasa"</slowo_obce> --- hotel ,,Klukas" przy daw. ul. Cegielnianej 64, którego właścicielem był Fryderyk Wilhelm Klukas (ur. 1854), powstał później, w pierwszych latach XX w., więc brytyjski aktor nie mógł w nim gościć.</pe> --- tam gdzie /
  Pan Ignaś poznał swoją Andzię./
Bo gdy był jeszcze, w czasy tamte,/
U pana Salwy<pe><slowo_obce>Salwa, Wojciech</slowo_obce> (1878 a. 1879--1961) --- łódzki właściciel popularnej kwiaciarni przy ul. Dzielnej 4, z późniejszą filią na ul. Piotrkowskiej i in.; mistrz bukieciarstwa, autor publikacji na ten temat oraz wspomnień (<tytul_dziela>Moje wspomnienia 1892--1912, </tytul_dziela>Łódź 1912 z <tytul_dziela>Pogadanką o bukieciarstwie</tytul_dziela> oraz <tytul_dziela>Z kwiatami przez kraje i ludzi od 1912 do 1927 r. Łódź-Rosja-Syberja-Nerczyńsk-Irkuck-Łódź. Garść wrażeń, przeżyć i opisów</tytul_dziela>, Łódź 1927).</pe> praktykantem,/
<begin id="b1752220004160-1520901652"/><motyw id="m1752220004160-1520901652">Miłość</motyw>Odnosił kwiaty do hotelu,/
Gdzie Andzia była pokojówką./
I, jak to bywa, uśmiech, słówko,/
Mała przejażdżka w karuzelu/
  Na Promenadzie<pe><slowo_obce>Promenada</slowo_obce> --- ulica w Łodzi, popularne miejsce spacerów.</pe> lub «na Mani»<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11767065"></ref><pe><slowo_obce>Mania</slowo_obce> --- fabryka i osada przy drodze z Łodzi do wsi Srebrna zał. w połowie XIX w., otoczone lasem; w międzywojniu powstał park na Mani.</pe>/
--- I byli w sobie zakochani:/
On więcej, ona mniej; tak bywa /
  I często miłość jest szczęśliwa,/
Jeśli nie wtrąci się nieszczęście./
Lecz ono wtrąca się najczęściej.<end id="e1752220004160-1520901652"/>
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1752220072078-3057705105"/><motyw id="m1752220072078-3057705105">Cień</motyw>Tutaj --- dziwacznym, smutnym cieniem /
  Weszło za nimi do kościoła./
Cień echem po imieniu wołał /
  Za księdzem; cień przyklękał, wstawał, /
  Ślubne obrączki im podawał,/
 Ciemniał w bukiecie białych lilii, /
  Sprawnie drużbował im żałobą,/
A gdy z kościoła wychodzili,/
Cień welon niósł za panną młodą./
A kiedy przyszła na świat Zosia,/
Ulżyło im --- i cień się rozsiał,/
Jak gdyby po raz drugi umarł./
Lecz wkrótce wrócił czarny tuman<end id="e1752220072078-3057705105"/>:/
Z kumą spiknęła się kumosia,/
Z kumosią się zmrugnęła kuma /
  I pochylone nad kołyską/
Patrzyły w dziecko bacznie, blisko, /
  Badając biel małego ciałka,/
Świdrując jasnych oczu białka --- /
  Aż przeniknęły tajemnicę /
  Genialne antropolożyce:/
«A nie mówiłam? Widzi pani? /
Usta, jak żywe, z Afrykanii»./
I trzeba przyznać --- miały rację.../
Była w nich lekka hipertrofia<pe><slowo_obce>hipertrofia</slowo_obce> --- przerost; nadmierny rozrost.</pe>./
 Zosieńka --- Zosia --- potem Zofia /
  Miała te wargi nie po matce /
  I nie po ojcu. Po kim? Nie wiem./
Nie wierzę, żeby tam coś «było».../
Nie wierzę, lecz nie jestem pewien.../
Ale niestety uwierzyło /
  <begin id="b1752220784589-2671616080"/><motyw id="m1752220784589-2671616080">Zwierzę, Zazdrość</motyw>Najdziksze w duszy ludzkiej zwierzę, /
  Stugłowa hydra --- podejrzenie...<end id="e1752220784589-2671616080"/>/
I tu --- o, jaka chęć mnie bierze,/
By w związku z fantastyczną fauną /
  Znowu zabawić się uczenie:/
Opisać hydrę fabularną!/
Po uszy zabrnąć w rygor srogi /
  Erudycyjnej mikrologii,/
W wykazy źródeł, bibliografie,/
Tak jak to lubię i potrafię.../
O, jaki wilczy mam apetyt /
  Zapuścić się w przypisów petit<pe><slowo_obce>petit</slowo_obce> --- drobna czcionka.</pe>,/
W owe p., ib., por., cf., l. c.<pe><slowo_obce>p., ib., por., cf., l.c.</slowo_obce> --- skróty stosowane w przypisach i bibliografii naukowej: patrz, ibidem (tamże), porównaj, confer (porównaj, zobacz), loco citato (miejsce cytowane).</pe>/
Itp. drobiazg ważny wielce./
 Odezwał się wrodzony nałóg /
  Zgłębiania kuriozalnych nauk,/
Szperania po foliałach grubych,/
By dwuwierszową złowić wzmiankę, /
  Gubienia się w drobnostkach lubych,/
Z których nie będzie mieć korzyści /
  Ani współczesność, ani przyszłość,/
Lecz tacy są już specjaliści:/
Im mniejsza rzecz, tym większa ścisłość; /
  Czytania mądrych traktacików:/
 O mumiach u Asyryjczyków,/
O chronostychach<pe><slowo_obce>chronostych</slowo_obce> a. <slowo_obce>chronogram</slowo_obce> --- kunsztowny sposób zapisywania dat rocznych (np. ufundowania budowli itp.) poprzez wyróżnianie w tekście łacińskim niektórych liter, mających odpowiedniki liczbowe (I, V, X, L, C, D, M), rodzaj łamigłówki popularnej zwłaszcza w okresie baroku.</pe> lub centonach<pe><slowo_obce>centon</slowo_obce> --- dosł. płaszcz zszyty z kawałków; poemat złożony z fragmentów innych utworów, tworzących nową całość, znany od starożytności ,,wierszomontaż" (por. Tuwim, <tytul_dziela>Pegaz dęba</tytul_dziela>, s. 143). </pe>, /
O synekdochach<pe><slowo_obce>synekdocha</slowo_obce> --- odmiana metafory (dokładniej: metonimii) i figura retoryczna zarazem; zastosowanie części zamiast całości (<slowo_obce>pars pro toto</slowo_obce>) dla przenośnego przywołania znaczenia.</pe> Cycerona<pe><slowo_obce>Cyceron</slowo_obce> a. <slowo_obce>Marcus Tullius Cicero</slowo_obce> (106--43 p.n.e.) --- rzymski pisarz, mówca, teoretyk sztuki wymowy, a także polityk, dowódca wojskowy, filozof i prawnik. </pe>,/
<slowo_obce>De carminibus figuratis<pe><slowo_obce>De carminibus figuratis</slowo_obce> (łac.) --- O wierszach obrazkowych; <slowo_obce>carmina figurata</slowo_obce> to wiersze ułożone graficznie tak, żeby powstały kształt odpowiadał tematowi wiersza.</pe></slowo_obce>,/
<slowo_obce>De barba Moysis</slowo_obce><pe><slowo_obce>De barba Moysis</slowo_obce> (łac.)  --- O brodzie Mojżesza.</pe>, <slowo_obce>De castratis<pe><slowo_obce>De castratis</slowo_obce> (łac.) --- O kastratach. </pe></slowo_obce>,/
<slowo_obce>De cantu cygni<pe><slowo_obce>De cantu cygni</slowo_obce> (łac.) --- O łabędzim śpiewie.</pe></slowo_obce>, <slowo_obce>De cornutis<pe><slowo_obce>De cornutis</slowo_obce> (łac.) --- O rogach.</pe></slowo_obce>,/
<slowo_obce>De jure ventris</slowo_obce><pe><slowo_obce>De jure ventris</slowo_obce> (łac.) --- O prawie brzucha.</pe>, <slowo_obce>Ligno crucis<pe><slowo_obce>Ligno crucis</slowo_obce> (łac.) --- Drzewo krzyża.</pe></slowo_obce>,/
<slowo_obce>De matrimoniis incantatis</slowo_obce><pe><slowo_obce>De matrimoniis incantatis</slowo_obce> (łac.) --- O małżeńskim oczarowaniu.</pe>,/
<slowo_obce>De bibliotheca Adami</slowo_obce><pe><slowo_obce>De bibliotheca Adami</slowo_obce> (łac.) --- O bibliotece Adama.</pe>,/
O św. Jacku z pierogami,/
<slowo_obce>De et cetera<pe><slowo_obce>et cetera</slowo_obce> (łac.) --- i inne; itp.</pe></slowo_obce> bomba... <slowo_obce>Satis<pe><slowo_obce>satis</slowo_obce> (łac.) --- wystarczy. </pe></slowo_obce>.
</strofa>




<strofa>
Lecz <slowo_obce>Monstra Fabulosa<pe><slowo_obce>Monstra Fabulosa</slowo_obce> (łac.) --- bajeczne potwory.</pe></slowo_obce>, postrach /
  Mediewalnych<pe><slowo_obce>mediewalny</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>medium aevum</slowo_obce>: średni wiek) --- średniowieczny.</pe> mrocznych katedr /
  (Niejeden średniowieczny frater<pe><slowo_obce>frater</slowo_obce> (łac.) --- brat; tu: zakonnik, mnich.</pe> /
  Biesa się uczył na tych monstrach),/
  Lecz zoologia legendarna, /
  Teratologia<pe><slowo_obce>teratologia</slowo_obce> (z gr.) --- nauka o potwornościach. </pe> fantastyczna,/
Z nauką o demonach styczna,/
Dziwy zamorskie i bestiaria<pe><slowo_obce>bestiarium</slowo_obce> --- w literaturze średniowiecznej utwór o charakterze dydaktycznym na temat zwierząt rzeczywistych i legendarnych, często z nawiązaniami biblijnymi.</pe>,/
Wysnute z wyobraźni mnichów /
  I «do Indyey» podróżników,/
Gnanych cudowną żądzą cudów /
  W bajeczne kraje barwnych ludów --- /
---  A pletli ci peregrynanci<pe><slowo_obce>peregrynant</slowo_obce> (z łac.) --- pielgrzym, podróżnik.</pe> /
  Troje niewidy z tych awantur --- /
  Te sprawy, czytelniku, znam ci /
  Nie gorzej niż profesor Jan Tur<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11719298"></ref><pe><slowo_obce>Tur, Jan Feliks</slowo_obce> (1875--1942) --- teratolog i embriolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, prowadził m.in. badania nad działaniem radu na zarodki organizmów żywych, autor wielu publikacji, m.in. <tytul_dziela>Co to są potwory? Ich historia i znaczenie</tytul_dziela> (1899).</pe>. /
  Znam Lycosthena<pe><slowo_obce>Lycosthenes, Conrad</slowo_obce>  (1518--1561) --- ur. jako Conrad Wolffhart, alzacki humanista i encyklopedysta, filolog i teolog protestancki, kaznodzieja w Bazylei, autor m.in. <tytul_dziela>Apophthegmatum sive responsorum memorabilium...</tytul_dziela> (1555), w którym znajdują się np. wywody o feniksie wraz z odnośnymi ilustracjami. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1126897"></ref>, Aldrovanda<pe><slowo_obce>Aldrovandi, Ulisses</slowo_obce> (1522--1605) --- włoski humanista, lekarz i przyrodnik okresu renesansu; profesor historii naturalnej na uniwersytecie w Bolonii, gdzie założył też ogród botaniczny i muzeum przyrodnicze; naczelny lekarz Bolonii; autor licznych ksiąg, m.in. spisu leków, prac z zakresu ornitologii i entomologii, jednakże wśród gatunków latających przez niego opisywanych  znalazły się smoki.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q321358"></ref>,/
Wiem z <tytul_dziela>Prodigiorum chroniconu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q134438686"></ref><pe><slowo_obce>Prodigiorum ac ostentorum chronicon</slowo_obce> --- dzieło Konrada L. Lycosthenesa z 1557 r., księga cudów i osobliwości, zawierająca wiele rycin przedstawiających zarówno krokodyla czy nosorożca, jak gryfa, człowieka bez głowy (z twarzą na piersi) i wszystkie te dziwy opisująca.</pe></tytul_dziela>/
O wszelkich bestiach i potworach/
  Antarktyki<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1555938"></ref> i Septentrionu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q659"></ref><pe><slowo_obce>Septentrion</slowo_obce> (daw.) --- biegun północny i jego okolice.</pe>,/
I wiem, co widział św. Brandan<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q208961"></ref><pe><slowo_obce>Brandan</slowo_obce> a. <slowo_obce>Brendan</slowo_obce> (ok. 484--577 a. 583) --- zw. Brendanem Żeglarzem, irl. Naomh Breandán; irlandzki mnich, założyciel i pierwszy przełożony opactwa w Clonfert (irl. Cluain Fearta, hrabstwo Galway), żeglarz i podróżnik, święty Kościoła katolickiego, jeden z dwunastu apostołów Irlandii; wg legendy (<tytul_dziela>Vita Brendani</tytul_dziela> oraz <tytul_dziela>Navigatio sancti Brendani abbatis</tytul_dziela>) przez siedem lat podróżował po nieznanych morzach w poszukiwaniu Ziemi Obiecanej (Edenu, Raju), odwiedzając wiele krain (wysp), w tym Piekło z potępionym Judaszem, raj mówiących ludzkim głosem ptaków, a także wyspę, która okazała się grzbietem potwora morskiego Jasconiusa. </pe>/
Na wyspach oraz co w Brazylii/
  Iwon d'Evreux<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3574012"></ref><pe><slowo_obce>d'Évreux, Yves</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Simon Michellet</slowo_obce> (ok. 1577--1632 a. 1633) --- historyk i odkrywca fr., autor dzieł traktującego o osobliwościach przyrodniczych Brazylii, gdzie był misjonarzem, pt. <tytul_dziela>Suitte de l'histoire des choses plus mémorables advenues en Maragnan es annśes 1613 et 1614</tytul_dziela>.</pe> i Pigafetta<pe><tytul_dziela>Pigafetta, Antonio</tytul_dziela> (ok. 1491-- po 1534) --- podróżnik, geograf, obywatel Republiki Weneckiej, uczestnik i kronikarz wyprawy dookoła kuli ziemskiej (1519--1522) dowodzonej przez Ferdynanda Magellana; autor <tytul_dziela>Relazione del Primo Viaggio Intorno Al Mondo</tytul_dziela> (Relacja z pierwszej wyprawy dookoła świata) wyd. we fragm. w 1525 w Paryżu.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q310922"></ref> /
  Czy św. Izydor z Sewilii<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q166876"></ref><pe><slowo_obce>Izydor z Sewilii</slowo_obce> (ok. 560--636) --- arcybiskup Sewilli, doktor Kościoła, przewodniczący IV synodu w Toledo w 633 r., zajmował się publikacją dekretów papieskich i postanowień synodalnych oraz klasyfikacją magii.; pochodził z Kartageny, jego braćmi byli biskup Leander i biskup Fulgencjusz, całe rodzeństwo, wraz z siostrą Florentyną to święci Kościoła katolickiego; św. Izydor jest patronem Internetu; na jego dziełach oparty został tzw. bestiariusz z Worksop z XII w.</pe>,/
Znam <tytul_dziela>Singularitéz</tytul_dziela><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q22676664"></ref> Théveta<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q523054"></ref><pe><slowo_obce>Théveta</slowo_obce> a. <slowo_obce>Theuvet, André</slowo_obce> (1516--1590) --- fr. odkrywca, autor dzieł geograficznych, podróżował na Bliski Wschód (do Konstantynopolu, Egiptu, Palestyny i Syrii) i do Ameryki Południowej (Brazylii); autor m.in. <tytul_dziela>Les Singularitez de la France antarctique, autrement nommeé Amérique, et de plusieurs terres et isles découvertes de notre temps</tytul_dziela> (1557) zawierającego ilustracje potworów; dzieło to stanowiło źródło inspiracji dla François Rabelais'go.</pe>/
I <tytul_dziela>Miroir du monde</tytul_dziela> Brunetta<pe><slowo_obce>Brunetto Latini</slowo_obce> (ok. 1220--1294) --- pisarz i polityk włoski z Florencji, autor <tytul_dziela>Li livres dou Tresor</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Skarbca wiedzy</tytul_dziela>, będącego rodzajem średniowiecznej encyklopedii), poematu <tytul_dziela>Tesoretto</tytul_dziela> (,,Skarbczyk"); <slowo_obce>Miroirs du monde</slowo_obce> to również zbiorowa nazwa tego rodzaju publikacji.</pe>,/
Księgi Wielkiego Albertusa<pe><slowo_obce>Albertus Magnus</slowo_obce> a. <slowo_obce>Albert Wielki</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Albert von Bollstädt</slowo_obce> (1193/1205--1280) --- średniowieczny uczony, przyrodnik; duchowny katolicki, dominikanin, teolog i filozof scholastyczny, pierwszy wybitny przedstawiciel  arystotelizmu scholastycznego, nauczyciel Tomasza z Akwinu; święty Kościoła katolickiego, doktor Kościoła (zw. <slowo_obce>doctor universalis</slowo_obce>, <slowo_obce>doctor expertus</slowo_obce>). </pe> /
  Tudzież Olafa (też Magnusa<pe><slowo_obce>Magnus, Olaf</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Olof Månsson</slowo_obce> (1490--1557) --- szwedzki humanista i kartograf, sporządził mapę obszarów nadbałtyckich (<tytul_dziela>Carta Marina</tytul_dziela>, tj. ,,Mapa Morska", wyd. 1539 w Wenecji), autor dzieła o ludach zamieszkujących basen Morza Bałtyckiego <tytul_dziela>Historia de gentibus septentrionalis</tytul_dziela> z rycinami (,,Historia ludów północnych", wyd. 1555); duchowny rzymskokatolicki, tytularny arcybiskup Uppsali, musiał emigrować ze Szwecji z powodów religijnych, w 1526 r. osiadł w Gdańsku, w 1537 r. wraz z bratem Johanem przeniósł się do Włoch.</pe>),/
Znam groźny i zaczarowany/
 Diabelskich stworów świat potworny,/
Te hipogryfy<pe><slowo_obce>hipogryf</slowo_obce> --- stworzenie fantastyczne, połączenie gryfa (pół orła, pół lwa) i klaczy, opisane w poemacie <tytul_dziela>Orland szalony</tytul_dziela> Ludovika Ariosta.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q335179"></ref>, lewiatanty<pe><slowo_obce>lewiatant</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Lewiatan</slowo_obce> --- biblijny mityczny potwór morski, rodzaj monstrualnego węża lub smoka o siedmiu głowach, uosobienie przeciwstawiającego się Bogu zła.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q192677"></ref>,/
Kynocephale<pe><slowo_obce>Kynocephal</slowo_obce> a. <slowo_obce>Cynocefal</slowo_obce> (gr. <slowo_obce>κῠνοκέφᾰλοι</slowo_obce>) --- Psiogłowy, mitologiczne stworzenie o korpusie człowieka i głowie psa; opisane w dziele <tytul_dziela>O Indiach</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Ἰνδικά</tytul_dziela>) gr. historyka i lekarza Ktezjasza (po 440-- po 380 p.n.e.), następnie przez Pliniusza (23--79 n.e.) w <tytul_dziela>Naturalis Historia</tytul_dziela>; o ludzie Psiogłowców pisał też Ratramnus z Korbei (zm. ok. 868), mnich benedyktyński i uczony okresu renesansu karolińskiego, oraz wenecki kupiec, podróżnik i pamiętnikarz Marco Polo (ok. 1254--1324). </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1122064"></ref>, unicorny<pe><slowo_obce>unicorn</slowo_obce> --- jednorożec.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q7246"></ref>,/
Śród jednorożców<pe><slowo_obce>jednorożec</slowo_obce> --- mityczne zwierzę, często pojawiające się w legendach średniowiecznych, podobne do konia, z jednym wyrastającym z czoła rogiem; uważano, że Biblia mówi o tym zwierzęciu w <tytul_dziela>Księdze Liczb</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Księdze Powtórzonego Prawa</tytul_dziela> niektórych <tytul_dziela>Psalmach</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Księdze Hioba</tytul_dziela>, tam gdzie użyto hebr. słowa <slowo_obce>re'em</slowo_obce> (dokładne znaczenie nieznane: zwierz równie dziki, jak silny; wielki tur, dziki byk, dziki wół asyryjski, oryks szablorogi jednorożec, nosorożec); o jednorożcu wspomina gr. historyk i lekarz Ktezjasz (po 440-- po 380 p.n.e.), zaś florentczyk Brunetto Latini (ok. 1220--1294) w pierwszej księdze swego dzieła <tytul_dziela>Skarbiec wiedzy</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Li livres dou Tresor</tytul_dziela>, cz. V, rozdz. CCI) opisuje jednorożca wśród innych zwierząt świata oraz twierdzi, że myśliwi, aby upolować jednorożca, uciekają się do podstępu i wysyłają na jego spotkanie dziewicę, przy której zwierzę się uspokaja i usypia.</pe> nie pomieszam /
  Eglisseriona<pe><slowo_obce>eglisserion</slowo_obce>, <slowo_obce>eglisseron</slowo_obce>  a. <slowo_obce>egloceron</slowo_obce> --- jeden z trzech typów jednorożców, które wskazał w swym dziele <tytul_dziela>De proprietatibus rerum</tytul_dziela> Bartholomeus Anglicus (Bartłomiej Anglik, ok.1203--1272), franciszkanin, profesor teologii na uniwersytecie w Paryżu, prekursor publikacji encyklopedycznych; pierwszy typ jednorożca to <wyroznienie>rhinoceros</wyroznienie>, którego za Pliniuszem opisuje jako zwierzę wielkości słonia, ale o krótszych nogach i z rogiem na nosie, drugi typ to <wyroznienie>monoceros</wyroznienie> z ciałem konia, głową jelenia i stopami słonia, trzeci zaś to właśnie <wyroznienie>egloceron</wyroznienie>, jednorożec mały, podobny do koźlęcia, a którego nazwa pochodzi od zniekształconego gr. słowa <slowo_obce>αιγόκερως</slowo_obce> (koziorożec) i który został opisany we wczesnochrześcijańskim, anonimowym dziele greckim, powstałym w II w. w Aleksandrii <tytul_dziela>Physiologos</tytul_dziela> (gr. <tytul_dziela>Φυσιολόγος</tytul_dziela>, czyli <tytul_dziela>Fizjolog</tytul_dziela>); zapis nazwy tego ostatniego typu jednorożca po francusku to <slowo_obce>eglisseron</slowo_obce> (u XIX-wiecznego bibliotekarza i historyka Julesa Bergera de Xivrey), stąd odmiany nazwy.</pe> z monocerem --- /
  Wszystko to znam jak własną kieszeń /
  I mógłbym tutaj, za Gesnerem<pe><slowo_obce>Gesner, Conrad</slowo_obce> (1516--1565) --- przyrodnik, lekarz i leksykograf szwajcarski, autor m.in. pięciotomowego ilustrowanego dzieła <tytul_dziela>Historia animalum</tytul_dziela> (wyd. 1551--1587) poliglota, humanista, bibliofil, komentator i wydawca dzieł starożytnych.</pe>,/
Hydrę<pe><slowo_obce>Hydra</slowo_obce> (mit. gr.) --- potwór żyjący w błotach Lerny, wielogłowy wąż, u którego na miejscu odciętej odrastały dwie lub trzy nowe głowy; zgładzenie Hydry było jedną z prac Heraklesa.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q170379"></ref> opisać... Lecz «<slowo_obce>referens</slowo_obce> /
  <slowo_obce>Horresco</slowo_obce>...»<pe><slowo_obce>referens horresco</slowo_obce> --- opowiadając o tym drżę; niedokładny cytat z Wergiliusza (<tytul_dziela>Eneida</tytul_dziela>, II, 204).</pe> <begin id="b1753710896883-2360800941"/><motyw id="m1753710896883-2360800941">Potwór</motyw>Czuję przerażenie,/
Gdy tylko wspomnę tę istotę.../
Lecz wierz mi, wierz mi --- wiem coś o tem ---/
  Gorszą jest bestią Podejrzenie./
Tym gorszą, że to chytre zwierzę.../
Wije się, łasi, do stóp ściele /
  I ani człowiek się spostrzeże,/
Jak już jest wroga przyjacielem./
Ten z piekła rodem zwierz stugłowy /
  Staje się wiernym psem domowym,/
Co cię na krok nie odstępuje /
  I służąc panu --- sam panuje...<end id="e1753710896883-2360800941"/>/
  <zastepnik_wersu>....................................................</zastepnik_wersu>/
 Tak wrócił cień i szedł przed nimi, /
  I szeptał «Tak» ustami Zosi.../
  <zastepnik_wersu>...................................................</zastepnik_wersu>/
Mówiły inne, mniej genialne, /
  Że się po prostu «zapatrzyła»<pe><slowo_obce>zapatrzyć się</slowo_obce> --- przesąd, że jeśli kobieta ciężarna będzie patrzeć na jakiegoś człowieka lub zwierzę odpowiednio intensywnie, dziecko urodzi się podobne do obiektu ,,zapatrzenia" matki.</pe>... /
  <zastepnik_wersu>...................................................</zastepnik_wersu>
</strofa>




<naglowek_podrozdzial>VI</naglowek_podrozdzial>





<strofa>
W głębokim śnie, w głębokim śniegu /
  Mieścina leży pogrążona./
Sennego księcia i śnieżnego /
  Twarz świeci, srebrnie zamrożona, /
  Uśmiechem białym nieruchoma. /
  <begin id="b1753734623193-2333863497"/><motyw id="m1753734623193-2333863497">Zima</motyw>Podpiera domki śnieg pierzasty,/
 W wysokie nawalony zaspy;/
Czasem je wiatr napadnie dmący /
  I z puszystego wierzchu zwiewa /
  Pył roziskrzony, kołujący./
Dwa bratnie przed sklepikiem drzewa /
  Są jak śmietaną ochlapane /
  Lub jakbyś mydlin gęstą pianę /
  Rozrobił na zwichrzonej brodzie/
  Świętego Mikołaja, który /
  Śpi stojąc; w ręku ma latarnię:/
 To szyba okna, cała w lodzie./
A za nią światło planetarne /
  Mrugliwej lampy. Mróz-kwiatodziej, /
  Co brylantową ma kwiaciarnię,/
Bystro tęczuje iskierkami,/
Miotając ognik za ognikiem, /
  Diamencik goniąc diamencikiem /
  Z takim pośpiechem, że chwilami /
  Sam nie wie, czy jest ogrodnikiem, /
  Czy wielkomiejskim jubilerem.<end id="e1753734623193-2333863497"/>/
Gdy przed witryną, rozigraną /
  Rozbłysków migających gamą, /
  Przystaje warszawianka śliczna/
I, przedgwiazdkowo elektryczna,/
  Napływem pragnień podniecona, /
  Klejnoty poleruje wzrokiem.../
Oczy, porwane skier potokiem, /
  Z błyskami skaczą po kamieniach... /
  Rozpromieniona od olśnienia, /
  Gwiazdeczki mroźne ma na futrze,/
A rzęsy w lodowatym cukrze./
Dwie perły po jej licu biegą:/
Uriańska<pe><slowo_obce>uriańska perła</slowo_obce> --- orientalna, należąca do najdroższych pereł importowanych ze Wschodu, odznaczających się wyjątkowym blaskiem.</pe> z noska zadartego,/
A z oczka --- kałakucka perła<pe><slowo_obce>kałakucka perła</slowo_obce> --- właściwie kalikucka, pochodząca z Kalikatu (Kozhikode, daw. Calicut), miasta na płd.-wsch. wybrzeżu Morza Arabskiego w Indiach.</pe>. /
  <begin id="b1753735349639-2279670364"/><motyw id="m1753735349639-2279670364">Pies</motyw>Tymczasem ziębnie psina wierna /
  I niecierpliwie chwile liczy,/
Dygocąc na zielonej smyczy;/
Więc, żeby skrócić to czekanie, /
  Dżoncio urządza się przy ścianie:/
Robi ze siebie trójnóg wschodni /
  I nagle śnieg topnieje pod nim./
--- Piesku najmilszy! Dżenteldogu, /
  Który umiałeś umrzeć w porę /
  I dziś nie tułasz się upiorem,/
I obcych nie obijasz progów!/
  Nabrałbyś może złych nawyczek /
  Na tej żebrackiej «emigracji»... /
  Dżonciu mój luby! Masz pomniczek... /
  Wybacz, że w takiej sytuacji.
<end id="e1753735349639-2279670364"/></strofa>



  

<strofa>
Mała w kołysce zakwiliła,/
Ogrodnik wstaje i przewija./
Ułożył wnuczkę, uspokoił./
Śpi. On, schylony, dalej stoi /
  I patrzy, szuka wzrokiem szpiega /
  I zdaje mu się, że dostrzega.../
Wtedy na białym tynku ściany /
  Cień się pojawia zapomniany /
  I trwa --- choć pan Ignacy odszedł /
  I znowu siadł przy swym <slowo_obce>theatrum</slowo_obce>. /
  Coś szepcąc... A ze ściany odszept./
 Za oknem cienka aria wiatru/
Wtóruje tekstom dwóm szeptanym.../
A prawda gdzie? Po wieki wieków,/
Póki odrzucasz cień, człowieku,/
Tylko w Williamie opętanym,/
Co wszystkie kręgi piekła obiegł!/
«Nie» mówi cień... «Tak» mruczy człowiek.../
  I myślą, że trafili w sedno,/
A straszny William, co był na dnie,/
Jak duch podnosi się z zapadni /
  I wyrokuje: «Wszystko jedno».../
...A noc wciąż wyższa i gwiaździstsza /
  I kręty wiatr wciąż wyżej śpiewa,/
I gwiezdny w okno pył nawiewa,/
Gdy w smutnym teatrzyku mistrza/
  Barwne figurki tekturowe /
  Wiodą zmyślonych serc rozmowę, /
  Prawdziwszą niźli serc prawdziwych,/
Ach, i tak samo nieszczęśliwych!
</strofa>




<strofa>Była to noc błogości. Poczuł /
  Napływające łzy do oczu /
  I ciepłą słodycz w zakochanym /
  Jak dawniej sercu.../
Była to może noc Przemiany /
  I cudu --- wyraźnego cudu:/
Bo ręką strącił cień ze ściany,/
Na ziemię rzucił i podeptał.../
I raptem, w mowie mu nieznanej,/
«<slowo_obce>Perdition catch my soul</slowo_obce>, wyszeptał,/
<slowo_obce>But I do love thee...</slowo_obce>»<pe><akap><slowo_obce>Perdition catch my soul, wyszeptał,
But I do love thee</slowo_obce> --- słowa tytułowej postaci w <tytul_dziela>Otellu</tytul_dziela> Williama Shakespeare'a (akt III, scena 3, w. 90--91) w przekładzie Józefa Paszkowskiego:</akap>
  
<strofa>
,,Wieczna kaźń mej duszy, /
  Jeśli nie kocham cię!"
</strofa></pe>/
<wers_cd>Lecz kto ona?</wers_cd>/
 Usiadła przy nim martwa żona,/
Dłoń położyła mu na dłoni/
I księżycowo wysrebrzona /
  Boleśnie trwała w ciszy wielkiej,/
Potem podniosło się zjawisko /
  I pochylone nad kołyską /
  «Zosiu» szepnęło do Anielki.../
Potem zaczęło mętnieć, szarzeć,/
I w bladą mroźność już się wrzynał /
  Amarantowy brzask zarzewiem.../
 «Było?» «Nie było?» --- nic już nie wiem... /
  «Prawda?» «Nieprawda?» --- wszystko jedno. /
  Znów się zimowy dzień zaczynał,/
Magiczne dekoracje bledną,/
W sercu i w izbie coraz jaśniej,/
Świeczka do dna dopływa... gaśnie.../
Może i «było»... Choć nie sądzę.../
Na wszystkim ślubnie śnieżny welon.../
«<slowo_obce>I am declined</slowo_obce>, jak rzekł Otello,/
<slowo_obce>Into the vale of years...</slowo_obce>»<pe><akap><slowo_obce>I am declined, jak rzekł Otello,
Into the vale of years</slowo_obce> --- Shakespeare, <tytul_dziela>Otello</tytul_dziela>, akt III, scena 3, w. 265--266; w przekładzie Józefa Paszkowskiego: </akap>
  
<strofa>
,,Żem już zszedł nieco  /
  W dolinę wieku".
</strofa></pe> I błądzę.</strofa>


 

<naglowek_podrozdzial>VII</naglowek_podrozdzial>





<strofa>
Tak jak rosła. Zimą w owej grocie,/
W aptece wonnej i sklepiku,/
A latem w lasach i w ogrodzie /
  Lub «na fabryce», śród letników. /
  Była jej matką pani Bielska /
  I wątła pani Kamilowa,/
A czasem doglądała dziecka /
  Moja poczciwa Michałowa./
I tak Anielkę Bóg uchował,/
Że z sierocego wzrastał zielska /
  Kwiat polski --- panna Iłganowa. /
  W sklepiku było ciepło, ciasno, /
  Siedziało się śród worków z mąką/
(Szczęśliwy, kto w dzieciństwie zasnął /
  Wtulony w taką białość miękką,/
Gdy świerszcz za ścianą struga cienko, /
  Gdy w śniegu drzemie ciche miasto, /
  Gdy jeszcze słychać: «łut rozenków, /
  Font cukru, mendel jaj, wanilii...»/
A już rosnące pachnie ciasto, /
  A już zapadasz w sen Wigilii,/
Już prawda się ze złudą miesza /
  I ćmi z komina modrym dymkiem:/
To Andersen senniki wiesza /
  Na planetarium twej choinki... /
  Ściągnąłem to z własnego wiersza/
O <tytul_dziela>Zasypianiu</tytul_dziela>.)/
<wers_cd>Więc, jak mówię,</wers_cd>/ 
  Siedziało się śród worków z mąką,/
  Tęczowe brało się landrynki /
  Z wysokiej cylindrycznej puszki,/
Która się trudno otwierała,/
Gryzło się «pestki» i «okruszki»,/
Chleb świętojański zajadało,/
A po szufladach --- jak u dziadka:/
Inny aromat co szufladka,/
Suszone śliwki i migdałki, /
  Muszkatołowe ciemne gałki,/
Angielskie ziele, pieprz, cynamon,/
  Tłuste pręciki waniliowe,/
I czarne, suche i z łebkami /
  Goździki... Tymiż goździkami/
Pachniał z daleka już pan Kamil,/
A pochodziło to z balsamu,/
Który przepisał sobie sam --- i /
  Polecał bardzo innym panom./
Sam też miksturę tę wyrabiał /
  Pod nazwą «Balsam Sangwarabia», /
  Że niby z jego stosowania /
  Krew ma się jak arabski ogier /
  (Tutaj palcami tak małpował,/
Że koń na ścianie galopował):/
«Browar, proszę ja pana! ogień!/
I wiesz pan co? Kobietki skłania /
  Tak, że pan będziesz się oganiał!»/
Lecz wątła pani Kamilowa /
  Innego o tym była zdania./
Aptekarz się z Anielcią bawił:/
To groźne oko swe postawi,/
To puści chiński cień z profilu /
  Z murzyńską wargą. Stary filut!/
Oko straszyło, twarz bawiła./
Z tego sen pierwszy: zła, zawiła /
  Okotwarz jakaś, z kotem w środku. /
  Seledynowo mżącym, zmiennym /
  (W aptece był zielonooki /
  I narkotycznie zawsze senny);/
Potem tę twarz miał zegar ścienny,/
Pan nieprzyjemny i wysoki./
Wciąż «tak» i «nie» powtarzający /
  I w sen wchodzący sztywnym krokiem. /
  Na górze stało nieszczęśliwe /
  Ogromne zwierzę połyskliwe. /
  Szczerzące czarno-żółte zęby;/
Pani siadała, biła zwierzę./
Krzyczała coś --- i od uderzeń /
  Brzęk drżący płynął z jego gęby.
</strofa>




<strofa>
Najładniej było --- i najsmutniej --- /
  Gdy dziadek «figurkami ruszał»/
Albo kwiatami... Kiedy plótł je /
  W powiastki i do życia zmuszał... /
  <begin id="b1753736243816-663888366"/><motyw id="m1753736243816-663888366">Dziecko, Dusza</motyw>Najładniej było i najsmutniej,/
Gdy powolutku w tej malutkiej /
  Budziła się zdumiona dusza.<end id="e1753736243816-663888366"/>
</strofa>




<naglowek_podrozdzial>VIII</naglowek_podrozdzial>





<strofa>
Dziewięć lat miała, kiedy z dziadkiem/
Na cmentarz poszła. «Tutaj klęknij. /
  Paciorek zmów za duszę matki./
Połóż te lilie. Krzyża sięgnij./
Tak. Teraz mów, powtarzaj za mną:/
  »Opiece Twej, Najświętsza Panno, /
  Polecam duszę męczennicy,/
 Matki mej«. Dosyć. Jak usłyszy,/
To starczy. A jak nie usłyszy,/
To szkoda słów./
Teraz za ojca męczennika /
  To samo zmów./
Za Konstantina... Konstantego!/
Przeżegnaj się. Tak. No i... tego... /
  Pójdziemy»... Lecz od wrót cmentarnych /
  Zawrócił nagle --- i pod czarny /
  Matczyny krzyż ją znów skierował /
  I krzyknął, aż dziewczynka zbladła, /
  Zatrzęsła się, na klęczki padła,/
Tak szarpnął! Pierwszy raz tak krzyczał./
A krzyczał: «Teraz się wyliczaj /
  Z nie swoich grzechów! Teraz, mała, /
  Za Polskę módl się! Nie za »Polszę«/
Lub, nie daj Boże, za najgorsze... /
  Rozumiesz?» Nic nie rozumiała, /
  Więc powtórzyła, co umiała:/
«Opiece Twej, Najświętsza Panno, /
  Polecam duszę męczennicy,/
Matki mej»... A on: «Nie płacz. Wstań no./
Już dobrze. Nie płacz! Wstyd pannicy /
  Być taką beksą»... A sam szlochał /
  I tulił ją... jak ja tę powieść./
Nie wiedział dotąd, <wyroznienie>jak</wyroznienie> ją kochał!... /
  Kogo? Ach --- kogo! --- --- ---
</strofa>



  

<strofa>
  <wers_cd>Po odpowiedź</wers_cd>/ 
  Pojechał autor w antypody./
Wiedział i w Polsce oczywiście,/
Lecz że tak mocno go to ściśnie,/
 O tym nie wiedział, wolny, młody./
Po tamtej stronie Wielkiej Wody, /
  Daleko --- z tamtej strony Wisły,/
Gdzie «kąpałásie» wrona,/
A pan kapitan myślał,/
Że to jego żona;/
Panie kapitanie,/
To nie twoja żona,/
To jest taki ptaszek./
Nazywa się wrona.../
 Bo ta piosneczka --- to też ona,/
Jedyna i nieunikniona,/
Dokąd poniosą wszystkie żagle. /
  Chociaż daleka --- zawsze bliska... /
  Ojczyzna jest to Węch --- i nagle: /
  Swąd dymu w polu, choć ogniska/
  Nie widzisz. + Biała chata niska /
  W sadku wiśniowym. + Na mokradle /
  Ognik wieczorem. + Róg Traugutta<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q65768427"></ref> /
  I Mazowieckiej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q24662364"></ref>. Jak tam zdrowie,/
 Kochana pani kwiaciareczko? +/
--- Daleko, panie, do Rdułtowej?/
--- Pół mili będzie, niedaleczko./
+ Zapach uprzęży mokrej. + Konie /
  W mróz parujące. + «Moja pani!/
Jakie to ludzie są!...» + W wagonie /
Nad ranem, zżółkli, niewyspani /
  Pasażerowie. + Zamek we mgle /
  Przymrozku. + «Skropić weżetalem<pe><slowo_obce>weżetal</slowo_obce> (z fr.) --- kwiatowa woda toaletowa.</pe>?»/
+ W podwórko nasze wozy z węglem/
  Wjechały. Sypią. + W karnawale /
  Świt przed «Oazą»<pe><slowo_obce>Oaza</slowo_obce> --- otwarta w 1922 r. ekskluzywna restauracja przy ul. Wierzbowej 9 w pobliżu pl. Teatralnego, najmodniejszy lokal Warszawy l. 20. XX w., w którym bywali artyści, politycy i przedstawiciele wielkiego biznesu; słynęła z kuchni francuskiej, z zaprojektowanego przez prof. Wincentego Drabika (autora dekoracji do kilku warszawskich teatrów) wystroju, iście pałacowego, ale ze zdobieniami inspirowanymi motywami ludowymi oraz dancingu.</pe>. + Targ na Rynku /
  Zielonym w Łodzi. + Koper w słoju /
  Ogórków. + Pod Simonem<pe><slowo_obce>Simon i Stecki</slowo_obce> --- istniejąca od 1825 r. winiarnia przy Krakowskim Przedmieściu 38 w Warszawie (tzw. Dom Mikołaja Pszennego, kupca winnego, dziś budynek nieistniejący, na tym terenie znajduje się skwer z pomnikiem Bolesława Prusa); mieścił się tam znany skład win J.F. Flatau, od 1864 r. prowadzony przez spółkę Hermana Simona i Antoniego Steckiego, w 1925 r. również restauracja, tuż przed II wojną światową zakład został wykupiony przez Henryka Fukiera.</pe> stoją /
  Taksówki. + Dróżką pogrzeb wiejski;/
Śpiewają. + Autem przez Aleje<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2546737"></ref> /
  Piłsudski<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q885"></ref> siwy i niebieski./
+ Noc. W szronie książę Józef<pe><slowo_obce>książę Józef</slowo_obce> --- tu: pomnik ks. Józefa Poniatowskiego w stylu klasycystycznym, autorstwa Bertela Thorvaldsena, usytuowany na pl. Józefa Piłsudskiego przed arkadową częścią Pałacu Saskiego w Warszawie (wówczas siedziba Sztabu Głównego), gdzie dziś usytuowany jest Grób Nieznanego Żołnierza; od 1965 r. pomnik znajduje się przed pałacem Radziwiłłowskim (tzw. Namiestnikowskim) przy Krakowskim Przedmieściu 46/48.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1683191"></ref>. + Dnieje /
  Nad Wisłą. + Pobekują owce /
  Na Kalatówkach<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11733443"></ref>. + Wielkanocne /
  Baranki na wystawach. + W Wilię /
  Ci, co ostatni drzewka niosą /
  Do domu. + Żółte wodne lilie /
  Na zzieleniałej wodzie. + Boso,/
Z płachtą na głowie, pastuch moknie /
  W polu. + Trumienka srebrna w oknie,/
Na niej «klapsydra». + Małe kartki /
  Ręcznie pisane, przyklejone /
  Do muru: «Pokój przy rodzinie».../
+ Hortensja. Wedel<pe><slowo_obce>Hortensja. Wedel</slowo_obce> --- na rogu ul. Szpitalnej i Hortensji (dziś Wojciecha Górskiego), mieścił się sklep firmowy fabryki czekolady Wedla (dziś pijalnia czekolady ul. Szpitalna 8).</pe>. + Mięsa ćwiartki,/
Sino ołówkiem poznaczone,/
Na haku. + «Wielka rewia» w kinie /
  Na Woli. + Drobne ogłoszenia /
  «Kuriera Warszawskiego»<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q6446001"></ref> (każde:/
Nowela Prusa; wnętrza mieszkań)./
+ Przez most<pe><slowo_obce>most na Pragę</slowo_obce> --- tu:  pierwszy warszawski stalowy most na Wiśle, zbudowany w latach 1859--1864 wg projektu Stanisława Kierbedzia, znany jako most Kierbedzia, a oficjalnie most Aleksandryjski; w sierpniu 1915 r. wysadzony przez wojska rosyjskie, odbudowany i funkcjonujący w międzywojniu, ponownie wysadzony we wrześniu 1944 r. przez wojska niemieckie, dziś zastąpiony przez most Śląsko-Dąbrowski. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q317211"></ref> na Pragę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1637419"></ref>, Nowym Zjazdem<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365724"></ref><pe><slowo_obce>Nowy Zjazd</slowo_obce> --- ulica w Warszawie dziś w sąsiedztwie Mostu Śląsko-Dąbrowskiego.</pe>,/
W dorożce. + Imieniny Leszka<pe><slowo_obce>imieniny Leszka</slowo_obce> --- Jan Lechoń (Leszek Serafinowicz), kolega Juliana Tuwima z grupy Skamander, wyprawiał w swym mieszkaniu przy ul. Przyrynek na Nowym Mieście w Warszawie imieniny, które zapisały się w pamięci jego współczesnych, ponieważ poza Skamandrytami, wybitnymi piórami międzywojnia, bywali na nich politycy i artyści młodszego i starszego pokolenia oraz różnych przekonań.</pe>; /
Przyrynek<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365866"></ref>, Freta<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365159"></ref>. + Pod Halami/
  Baby sprzedają na chodniku /
  Suszone zioła. + «Moniuszkami<pe><slowo_obce>Moniuszkami</slowo_obce> --- tj. ul. Moniuszki.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q99727383"></ref>/
 Nie przejadzie»... + Park wilanowski<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11796788"></ref> /
  W słoneczny ranek, w październiku; /
  Miedziany pożar liści. + Ryby /
  W kramach na rogu Mokotowskiej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365673"></ref>/
I Hożej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365276"></ref>. + «Szyby --- szyby --- szyby!» /
  (Szklarz, stary Żyd.) + Kościół Wizytek<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1351448"></ref> /
  W księżycu. + Nina Morsztynowa<pe><slowo_obce>Morstinowa, Janina</slowo_obce> (1896--1965) --- żona Ludwika Hieronima Morstina (1886--1966), dramaturga, tłumacza, poety i dyplomaty, blisko związanego ze skamandrytami, których gościł u siebie w majątku Pławowice w 1928 i 1929 r. na tzw. zjazdach.</pe>./
  Wódka w południe w Pławowicach./
+ Kwietnik w Sikorzu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3400559"></ref>. + Giętkość witek /
  Brzozowych (można w supeł). + Kowal /
  Podkuwa konia, a chłop trzyma /
  Za uzdę. + Migające ognie /
  W chatach, gdy jedzie się pociągiem /
  W zimowy wieczór. + Konik ciągnie/
  Masztową sosnę leśną drogą; /
  Skrzypienie kół; chłop zwiesił nogi./
+ Na Solcu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365958"></ref> «destrebucja». + «Kogo /
  Szanowny pan uważa?» + Magle./
  (Szyld: trup w surducie kręci koło.)/
+ «Poprosz-sze o bilety»... + Nagle /
  Z mariackiej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1143171"></ref> wieży rój gołębi/
Sfrunął. + «Choć goło, to wesoło», /
  «Grunt nie przejmować się», «Te, wariat, /
  Wisła się pali». + Smak jarzębin /
  Cierpki. + Kościołki na Podhalu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q115155"></ref> /
  Ciemne, drewniane. + Komisariat /
  W sobotę wieczór. + «To wypada /
  Dla kurwy tak?» + «Do Malinowskich/
  Nie chodzę: cugi<pe><slowo_obce>cug</slowo_obce> (z niem.) --- tu: przeciąg.</pe>!» + «Czekolada! /
  Brukowce, piwo, lemoniada!»/
 + «Ta gówno, panie» (akcent lwowski). /
  + Śliwki węgierki łamać. + Sztuczne /
  Kwiaty i wieńce makartowskie<pe><slowo_obce>makartowski</slowo_obce> --- w stylu Hansa Makarta (1840--1884), austriackiego malarza, projektanta dekoracji wnętrz, przedstawiciela akademizmu, od 1879 r. profesora  Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, tworzącego obrazy o tematyce mitologicznej, alegorycznej, rodzajowej i historycznej; styl Makarta, określany jako neobarokowy ze względu na zmysłowość i estetykę nadmiaru, zyskał sobie uznanie wśród zamożnego mieszczaństwa jego epoki. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q511444"></ref>./
+ Obrzękła z płaczu twarz Wieniawy<pe><slowo_obce>Wieniawa-Długoszowski, Bolesław</slowo_obce> (1881--1942) --- generał Wojska Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari; osobisty adiutant Józefa Piłsudskiego w l. 1915--1916 i 1918--1921, dyplomata (m.in. jako ambasador w Rzymie w l. 1938--1940 i poseł polskiego rządu emigracyjnego na Kubie w l. 1940--1942); w międzywojniu stały bywalec kawiarni ,,Ziemiańska", przyjaciel skamandrytów, animator życia literackiego; zmarł śmiercią samobójczą na emigracji w Nowym Jorku.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q879093"></ref>, /
  Gdy na tańczącym koniu wiedzie/
Pogrzeb marszałka<pe><slowo_obce>pogrzeb marszałka</slowo_obce> --- uroczystości pogrzebowe zmarłego 12 maja 1935 r. marszałka Józefa Piłsudskiego odbywały się w dniach 13–18 maja tego roku, 17 maja w Warszawie odprawiono mszę żałobną w katedrze św. Jana, następnie konduktowi żałobnemu, który tłumnie odprowadził trumnę przez całe miasto, na Pole Mokotowskie, towarzyszyło wojsko, a formacji kawaleryjskiej przewodził gen. Wieniawa-Długoszowski; następnie zmarłego przewieziono pociągiem do Krakowa, gdzie spoczął na Wawelu w krypcie św. Leonarda.</pe>. + Zwiedzam Wawel<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q18820"></ref> /
  Na parę dni przed wojną.../
  <zastepnik_wersu>.......................................................</zastepnik_wersu>/
  <zastepnik_wersu>......................................................</zastepnik_wersu>/
<wers_cd>Potem --- ---</wers_cd>/
  Potem to wszystko i mnie przedziel /
  Atlantykiem tęsknoty. Potem /
  Przez ten Atlantyk i tęsknotę /
  Sto razy pomnóż? Tysiąc! Mało!/
Tysiąc i jeden! <begin id="b1753889479098-2377001133"/><motyw id="m1753889479098-2377001133">Ojczyzna, Dom</motyw>Będą klechdy /
  Szeherezady, którą niegdyś /
  Co dzień się żyło, oddychało,/
Nie wiedząc wcale, że mitami /
  Na każdym kroku oddychamy!/
Że Łódź Bagdadem jest bajecznym /
  Albo La Manczą manczesterską, /
  Tomaszów --- ach! Tobosem<pe><slowo_obce>Tomaszów --- ach! Tobosem</slowo_obce> --- aluzja do Dulcynei z Toboso, damy serca Don Kichota z la Manchy, tytułowego bohatera powieści Miguel de Cervantesa.</pe> wiecznym, /
  Warszawa --- Troją bohaterską /
  I Jeruzalem, której murom/
  Śpiewają, płacząc, dwa narody /
  Jednej niedoli pieśń ponurą.../
Któż wtedy wiedział, że daleką /
  Stanie się Kraków świętą Mekką,/
A góra Giewont --- Siódmą Górą,/
A rzeka Wisła --- Siódmą Rzeką?
</strofa>




<strofa>
<slowo_obce>My country is my home</slowo_obce>. Ojczyzna /
  Jest moim domem. Mnie w udziele /
  Dom Polski przypadł. To --- ojczyzna,/
 A inne kraje są hotele.<end id="e1753889479098-2377001133"/>/
<begin id="b1753889683192-3666110905"/><motyw id="m1753889683192-3666110905">Przyroda nieożywiona, Ojczyzna</motyw>Mój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko./
A w nim (pamiętasz?) ta szuflada,/
Do której się przez lata składa /
  Nieużywane już portfele,/
Wygasłe kwity, wizytówki,/
Resztki żarówki, ćwierćołówki.../
Leży tam spinka, fajka, śrubka, /
  Syndetikonu<pe><slowo_obce>syndetikon</slowo_obce> --- klej.</pe> pusta tubka,/
Jakaś pincetka czy pipetka,/
Stara podarta portmonetka,/
Kostka do gry, koreczek szklany,/
Bilet na dworcu nie oddany,/
Szary zamszowy futeralik,/
Zeschły pędzelek, lak, medalik,/
Przycisk z jaszczurką bez ogona, /
  Legitymacja przedawniona,/
Brązowe pióro wypalane /
  Z białym napisem «Zakopane»,/
Korbka <wyroznienie>od</wyroznienie> czegoś, klucz <wyroznienie>do</wyroznienie> czegoś, /
  Lecz już oboje «do niczegoś» --- /
  Słowem, wiesz, jaka to szuflada.../
A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz, /
  Znajdziesz tam małe, zasuszone /
  Serce twe, w gratach zagubione... /
  Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj... /
  Przyda, nie przyda się --- niech leży. /
  Oszczędzaj graty przy «porządkach»/
W takich szufladach i zakątkach,/
Boś z każdym cząstkę życia przeżył /
  I trwasz, nie wiedząc, z tą starzyzną...
</strofa>




<strofa>
Jak z tą szufladą, tak z ojczyzną:/
 Nic nie wyrzucisz. Coś ci wzbrania /
  Przetrząsnąć lamus przywiązania /
  I «niepotrzebne», «nieużyte»/
 Usunąć. Niech zostanie z tobą.<end id="e1753889683192-3666110905"/>/
 Zabobon, mówisz? Tak, zabobon.../
 Ludzie uczeni zwą to --- mitem./
<begin id="b1753890058845-3424432081"/><motyw id="m1753890058845-3424432081">Ojczyzna, Historia, Polska, Lud</motyw>I z tej codziennej mitologii /
  Nagłych, z zaułka, zjawień, olśnień,/
To z barwy, z linii, to z melodii /
  Chwila ojczyzną ci wyrośnie./
Zjawi się taka niewątpliwa,/
Wyłączna, nie do podrobienia,/
Że poznasz z echa, zwęszysz z cienia:/
To ona --- twoja, własna, żywa.
</strofa>




<strofa>
A to silniejsze niż potęga /
  Batorych, Chrobrych, Jagiellonów,/
Niż pompatyczna dziejów księga,/
Niż namaszczona rozbajęda /
  Bombastów, bardów, fanfaronów!/
O, te histriony<pe><slowo_obce>histriony</slowo_obce> (łac. <slowo_obce>histrio</slowo_obce>) --- aktor w staroż. Rzymie; wędrowny aktor, sztukmistrz, akrobata.</pe> historyczne!/
O, ci histerycy historii,/
Rymarze «glorii» i «wiktorii»,/
Gęsi skrzeczące na zapłotkach/
O swych kapitolińskich przodkach!/
O, historyczne rymochlasty,/
«Patosem dziejów» rozegżone,/
Skrzydlate szkapy, zaprzężone /
  W dziejowy rydwan drabiniasty!/
 Dalej będziecież Polskę włóczyć/
Po «szlakach», «misjach», «przeznaczeniach»? /
  Znowu się będzie byle szczeniak,/
Fuks<pe><slowo_obce>fuks</slowo_obce> --- nowicjusz, osoba początkująca (w zawodzie, na uczelni itp.).</pe> gazeciarski i codzienniak /
  Tłustością dawnej chwały tuczyć?/
A szlag niech raz te «szlaki» trafi!/
Zamiast historii rozbuchanej,/
Może by trochę, dla odmiany,/
Botaniki lub geografii?/
A kysz, bajczarzu bałamutny,/
 Plotący szumne historyzmy!/
Nie okryć matejkowskim płótnem /
  Nędzy, nagości, ran ojczyzny!/
Na wielkość będziesz ją skazywał, /
  Na przeznaczenia, orły, szczerbce,/
A lud ci będzie pokazywał /
  Łatane portki, zdarte kierpce?/
Będziesz swym piórkiem naród wodził /
  Na historyczne dęte szlaki,/
A on o głodzie i o chłodzie /
  Po kurnych chatach będzie smrodził/
I pasem ściskał puste flaki /
  Albo pogubi je, wyprute,/
Na krwawych drogach ku «wielkości»... /
  Legną kurhany białych kości /
  Na polach... To jedyny skutek /
  Arcydziejowych wspaniałości.<end id="e1753890058845-3424432081"/>/
Historia! «Historyczne prawa»! /
  Patrz --- «<slowo_obce>die Geschichte</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>die Geschichte</slowo_obce> (niem.) --- historia. </pe> jest u celu! /
  Patrz --- leży stara kurwa krwawa /
  W spalonym własnym swym burdelu, /
  Ofiara własnych swych nakazów,/
  Przeznaczeń, szlaków, drogowskazów, /
  Które wbił w rdzeń germańskich mózgów /
  Jej pierwszy alfons oraz uczeń:/
W prościutkiej linii miłe wnuczę /
  Herulów<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q220643"></ref>, Wolsków<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q663655"></ref> i Cherusków<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q268307"></ref>!/
Patrz --- drugi! rzymski kipiszczyna<pe><slowo_obce>kipiszczyna</slowo_obce> (neol., z ros. <slowo_obce>kipiaszczij</slowo_obce>: wrzący) --- pogard. nerwus, ktoś pieniący się ze złości.</pe>, /
  <slowo_obce>Birbone</slowo_obce><pe><slowo_obce>birbone</slowo_obce> (wł.) --- szelma. </pe>, <slowo_obce>furbo</slowo_obce><pe><slowo_obce>furbo</slowo_obce> (wł.) --- spryciarz, osoba podstępna.</pe>, <slowo_obce>truffatore</slowo_obce><pe><slowo_obce>truffatore</slowo_obce> (wł.) --- oszust. </pe>,/
<slowo_obce>Il grande storico gridore</slowo_obce><pe><slowo_obce>Il grande storico gridore</slowo_obce> (wł.) --- wielki historyczny krzykacz. </pe>,/
 Antycznych małpujący Rzymian!/
Pokazał jeden jak i drugi /
  Wielkodziejowe swe zasługi /
  I --- trzeba przyznać --- zdał egzamin: /
  Pokazał Orbi<pe><slowo_obce>orbi</slowo_obce> (łac.) --- światu.</pe>, dowiódł Urbi<pe><slowo_obce>urbi</slowo_obce> (łac.) --- miastu. </pe>,/
 Do czego kurwę swą dokurwił /
  Historycznymi przesłankami./
Nie chcemy milionowych czeków,/
Płatnych na Marsie za sto wieków! /
  Drobne, lecz na stół! Dzień zwyczajny, /
  Dzisiejszy dzień strapionym dajmy!/
  Banknot radości --- nie numizmat --- /
  I bilon szczęścia --- nie brakteat<pe><slowo_obce>brakteat</slowo_obce> (łac. <slowo_obce>nummus bracteatus</slowo_obce>, od:  <slowo_obce>bractea</slowo_obce>: blaszka) --- pieniądz o niskiej wartości; późnośredniowieczna (XII--XIV w.) moneta srebrna wybijana jednostronnie z cienkiej blaszki kruszcu.</pe> --- /
  A piękny historyczny teatr/
  W muzeum może mieć ojczyzna!/
O, spekulanci! O, rzeźnicy;/
Którzy na ladzie swojej jatki /
  Padlinę macie dla ulicy,/
Kości pradziadów i odpadki,/
A Dzień Dzisiejszy --- tłusty, świeży --- /
  Pod ladą wielkim połciem leży:/
To --- dla was. To wynagrodzenie /
  Za patriotyzm i natchnienie./
O, telewizjonerzy świetni!/
Zapowiadacze szczęśliwości,/
  Propagujący «wyścig», «pościg», /
  Wszystko dla Jutra, dla Przyszłości,/
A dzisiaj --- bankiet dla proroka:/
Za bystrość przezierczego oka,/
Za śmiałość przenikliwych wejrzeń,/
 Za wiarę, ufność i za «hejże!».../
A innym --- generalny pościk.
</strofa>




<strofa>
Moi mocarni i dziejowi /
  Nieraz wzdychali, zazdrościli:/
«Gdybyż to <wyroznienie>nam</wyroznienie>... w dziejowej chwili../
Gdybyż <wyroznienie>naszemu</wyroznienie> narodowi /
  Takiego wodza i geniusza!.../
Wróg? Niemiec? Owszem, proszę pana, /
  Ale uchylam kapelusza./
Szatan? Bodajby i szatana /
  Takiego mieć, proszę ja pana, /
Bo to potęga --- a nam trzeba /
  Potęgi, jeszcze raz potęgi --- /
  I naprzód, ufni w pomoc nieba, /
  Naprzód --- po nasze ideały!/
Czytał pan przecież wieszczów księgi, /
  Więc wie pan: wiara wzrusza skały, /
  Słowo jest czynu testamentem<pe><akap><slowo_obce>Słowo jest czynu testamentem</slowo_obce> --- cytat z poematu Cypriana Kamila Norwida <tytul_dziela>Promethidion</tytul_dziela>, którego <tytul_dziela>Epilog</tytul_dziela> rozpoczyna się następującą refleksją: </akap><akap>,,Słowo --- jest <wyroznienie>czynu testamentem</wyroznienie>; czego się nie może czynem dopiąć, to się w słowie <wyroznienie>testuje</wyroznienie> --- przekazuje; takie tylko słowa są potrzebne i takie tylko zmartwychwstają czynem --- wszelkie inne są mniej lub więcej uczoną <wyroznienie>frazeologią</wyroznienie> albo mechaniczną koniecznością, jeżeli nie rzeczą samej sztuki".</akap></pe>.../
A Chopin! Gdyby naród cały /
  Zapalił się tym ogniem świętym /
  Wiary w potęgę! Gdyby znalazł /
  Taką jednostkę --- oczywiście /
  Polaka, Piasta, proszę pana --- /
  I zrzucił z nas niewiary balast,/
O, wtedy zobaczylibyście,/
Co może naród twardy, karny,/
Gotowy, zwarty i mocarny!».../
--- Znam, proszę pana, te «zwycięskie /
  Narody». Wiem też, ku przestrodze,/
Co taki naród z takim wodzem /
  Na «historycznej» swojej drodze /
  Potrafi zdziałać./
<wers_cd>Wolę --- klęskę,</wers_cd>/
Niż żeby w Polsce miał być panem /
  I zaprowadzić ład pogański /
  Antychryst zmotoryzowany /
  I chmurnych durniów rząd tyrański./
A cóż to, panie, za ideał:/
Ten sam szubrawiec w polskim sosie? /
  Pięknie by wieszczów polskich wcielał! /
  (Chopina sądziłby po nosie.)/
 I gdyby nawet był Polakiem,/
Z całą wyższością swego rodu /
  Nad owym, germańskiego chowu, /
  Dichterem<pe><slowo_obce>Dichter</slowo_obce> (niem.) --- poeta.</pe> z nożem za kubrakiem, /
  Denkerem<pe><slowo_obce>Denker</slowo_obce> (niem.) --- myśliciel.</pe> z jaskiniowym przodkiem,/
Jeszcze by wtedy był łajdakiem, /
  Jeszcze by większym był wyrodkiem.
</strofa>



  

<strofa>
<begin id="b1753976124975-963956981"/><motyw id="m1753976124975-963956981">Modlitwa, Ojczyzna, Polska, Odrodzenie, Przemiana, Sprawiedliwość</motyw>My, ludzie skromni, ludzie prości, /
  Żadni nadludzie ni olbrzymy, /
  Boga o inną moc prosimy,/
 O inną drogę do wielkości:
</strofa>



<strofa>
 Chmury nad nami rozpal w łunę,/
Uderz nam w serca złotym dzwonem,/
  Otwórz nam Polskę, jak piorunem /
  Otwierasz niebo zachmurzone./
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty /
  Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych,/
Jak z grzechów naszych, win przeklętych: /
  Niech będzie biedny, ale czysty/
  Nasz dom z cmentarza podźwignięty./
 Ziemi, gdy z martwych się obudzi /
  I brzask wolności ją ozłoci,/
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi, /
  Mocnych w mądrości i dobroci./
A kiedy lud na nogi stanie,/
Niechaj podniesie pięść żylastą:/
Daj pracującym we władanie /
  Plon pracy ich we wsi i miastach,/
  Bankierstwo rozpędź --- i spraw, Panie,/
By pieniądz w pieniądz nie porastał./
Pysznych pokora niech uzbroi,/
Pokornym gniewnej dumy przydaj,/
Poucz nas, że pod słońcem Twoim /
  «Nie masz Greczyna ani Żyda»./
Puszącym się, nadymającym /
  Strąć z głowy ich koronę głupią,/
A warczącemu wielkorządcy /
  Na biurku postaw czaszkę trupią. /
  Biegłymi zrób łacinnikami /
  Ministrów naszych, by wiedzieli, /
  Że są sługami, nie panami,/
A księży naucz ewangelii./
Piorunem ruń, gdy w imię sławy /
  Pyszałek chwyci broń do ręki,/
Nie dopuść, żeby miecz nieprawy /
  Miał za rękojeść krzyż Twej męki./
Niech się wypełni dobra wola /
  Szlachetnych serc, co w klęsce wzrosły, /
  Przywróć nam chleb z polskiego pola, /
  Przywróć nam trumny z polskiej sosny. /
  Lecz nade wszystko --- słowom naszym, /
  Zmienionym chytrze przez krętaczy, /
  Jedyność przywróć i prawdziwość: /
  Niech prawo zawsze prawo znaczy,/
A sprawiedliwość --- sprawiedliwość. /
  Niech więcej Twego brzmi imienia /
  W uczynkach ludzi niż w ich pieśni. /
  Głupcom odejmij dar marzenia,/
A sny szlachetnych ucieleśnij./
Spraw, byśmy błogosławić mogli /
  Pożar, co zniszczył nasz dobytek,/
Jeśli oczyszczającym ogniem /
  Będzie dla naszych dusz nadgnitych. /
  Każda niech Polska będzie wielka: /
  Synom jej ducha czy jej ciała /
  Daj wielkość serc, gdy będzie wielka,/
I wielkość serc, gdy będzie mała.<end id="e1753976124975-963956981"/> /
  Wtłoczonym między dzicz niemiecką /
  I nowy naród stu narodów --- /
  Na wschód granicę daj sąsiedzką,/
 A wieczną przepaść od zachodu./
<begin id="b1753976260432-2447509799"/><motyw id="m1753976260432-2447509799">Warszawa</motyw>Dłonie Twe, z których krew się toczy. /
  Razem z gwoździami wyrwij z krzyża/
I zakryj, zakryj nimi oczy,/
Gdy się czas zemsty będzie zbliżał./
Przyzwól nam złamać Zakon Pański,/
Gdy brnąć będziemy do Warszawy /
  Przez Tatry martwych ciał germańskich,/
Przez Bałtyk wrażej krwi szubrawej./
...A gdy będziemy, Nekropolu,/
Przybliżać się do twych przedmieści,/
Klękniemy kwarantanną w polu,/
Nadziei pełni i boleści:/
Nadziei --- że nam przyjaciele/
  Naprzeciw wyjdą z Miasta Krzyżów,/
Niosący w oczach przebaczenie /
  I łzy radości, a nie wyrzut./
Boleści --- że nam nie pomogą /
  Te łzy ni łaska, ni witanie.../
MILCZĄCE między nami stanie /
  Zjawą złowrogą.
<end id="e1753976260432-2447509799"/></strofa>




<naglowek_podrozdzial>IX</naglowek_podrozdzial>





<strofa>
Po tym rozdziale --- huczny wystrzał /
  Oklasków: «Prawda to najczystsza! /
  Mistrzu! Niech żyje demokracja!/
Mam zastrzeżenia, ale racja,/
Ja zawsze uwielbiałem mistrza,/
Zawsze mówiłem, że ten Tuwim --- ---»/
...Cóż to za jeden, co tak mówił?/
A to siurpryza<pe><slowo_obce>siurpryza</slowo_obce> (daw., z fr.) --- niespodzianka.</pe>! Popatrz, popatrz! /
  Zamordębierca, totalista,/
 Podjudzacz, hecarz, dołków kopacz /
  Do «zgniłej demokracji» przystał!/
Co się to stało? Proszę, proszę,/
<slowo_obce>Me diga, faz favor, amigo</slowo_obce><pe><slowo_obce>Me diga, faz favor, amigo</slowo_obce> (port.) --- Powiedz mi proszę, przyjacielu.</pe>, /
Jakżeś z faszyzmu się wymigał /
  I w Rio aż do tego doszedł,/
Że mówisz «łajdak Mussolini»,/
Że «bydlę» mówisz o Hitlerze,/
Z radości liżesz się i ślinisz,/
Gdy Grek albańskie miasta bierze./
W Warszawie --- Berlin był ci Mekką,/
A Rzym --- Betlejem niewątpliwem, /
  Londyn i Paryż --- Tel Avivem,/
A Hradczyn --- Kremlem. Jakżeś lekko/
  W drodze wykręcić się potrafił /
  Z tej politycznej geografii!/
  Już «w innym świetle» rzeczy widzisz. /
  Zmieniłeś «w pewnej mierze» zdanie,/
  Niewiele brak, a powiesz: Żydzi /
  To także ludzie. (Czyżby, panie?)/
 Co do przyszłości --- to na czele/
Zwycięskich wojsk z Sikorskim<pe><slowo_obce>Sikorski, Władysław Eugeniusz</slowo_obce> (1881--1943) --- generał broni Wojska Polskiego; członek Związku Strzeleckiego, żołnierz legionów, premier II Rzeczypospolitej  w l. 1922--1923 (po zamachu na prezydenta Narutowicza), minister spraw wojskowych w l. 1924--1925, stopniowo odsunięty na margines polityczny po zamachu majowym 1926 r.; po wybuchu II wojny światowej, 30 września 1939 został premierem rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie we Francji, a następnie w Wielkiej Brytanii, twórca i naczelny wódz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie; zginął w katastrofie lotniczej w Gibraltarze 4 lipca 1943 r.</pe> wkroczysz /
  I «razem, starzy przyjaciele,/
Ludu włościański i roboczy»/
(Bo choć w zakresie jak najwęższym,/
Aleś socjalizm w Polsce zwęszył). /
  Słowem: pobita dzicz germańska,/
Niech tam kto skoczy Rosję pobić,/
A my na piwo, proszę państwa,/
I gdzie tu można coś zarobić?.../
 --- Mój demokrato, któryś z wtorku /
  Na środę tak się zmył do czysta,/
Że, myślę, z Rio do New Yorku /
  Pojedziesz jako... komunista./
Mój anglofilu i zelancie<pe><slowo_obce>zelant</slowo_obce> --- osoba w sposób zbyt gorliwy, wręcz fanatyczny wyznaje jakieś poglądy lub angażuje się w jakieś działania.</pe> /
  Wolności, tolerancji, prawa,/
Co ze mną jesteś dziś w aliansie./
Za dobrze, mój figlarzu, znam cię.../
Kawa na ława!/
Gdy zwiądł rozmaryn, kwiat prześliczny /
  Polskiej paproci romantycznej /
  (Pamiętasz? «O, mój rozmarynie...»<pe><slowo_obce>O, mój rozmarynie rozwijaj się</slowo_obce> --- początkowe słowa jednej z najpopularniejszych polskich pieśni wojskowych, z czasów I wojny światowej (wyd. w 1916 r. w zbiorze Żołnierskie piosenki obozowe pod red. Adama Zagórskiego).</pe>/
I pierwsza łza gorąca spłynie,/
Że zakwitł... jest... więc ty do kwiecia: /
  «Rozwijaj się» --- i druga, trzecia,/
A ty przynaglasz, szerzej, głośniej,/
I płynie: «O, mój rozmarynie,/
Rozwijaj się!...» I tak miłośnie,/
Tak rzewnie kwiat na oczach rośnie,/
I coraz więcej łez i wiosny/
 Na rozmarynie, na miłosnym,/
I ciągniesz: «Pójdę do dziewczyny» --- /
  I śpiewasz: «Pójdę do jedynej,/
Zapytam się...») --- /
<wers_cd>Zapytaj się:</wers_cd>/
O podeptane butem kwiecie,/
Choćby o jedno pięciolecie --- /
  Kiedy się Wilk Żelazny rozpadł /
  Na setki piesków skocz-hitlerków,/
Kiedy jak trąd, jak czarna ospa,/
Pokryła Polskę dzicz burszowska<pe><slowo_obce>bursz</slowo_obce> (z niem.) --- członek korporacji studenckiej.</pe>/
 Szturmowców, stürmerowskich<pe><slowo_obce>,,Der Stürmer"</slowo_obce> --- rasistowski, antysemicki tygodnik, organ propagandy nazistowskiej wydawany w Norymberdze w l. 1923--1945 pod red. Juliusa Streichera,  członka NSDAP, organizatora bojkotów i pogromów Żydów.</pe> «clerków»<pe><slowo_obce>clerk</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>klerk</slowo_obce> --- tu daw.: intelektualista, artysta, członek inteligencji;  por. książkę Juliena Bendy <tytul_dziela>Zdrada klerków</tytul_dziela> (fr. <tytul_dziela>La Trahison des Clercs</tytul_dziela>) z 1927, która opisuje jako tytułową zdradę odejście w XX w. osób zajmujących się nauką, sztuką, filozofią od neutralności (w imię obiektywności i niezależności myśli) w kwestiach politycznych.</pe>;/
  Gdy generalskie Kaffeepflanze<pe><slowo_obce>Kaffeepflanze</slowo_obce> (niem.) --- roślina kawiarniana.</pe> /
  Złapały faszystowską francę<pe><slowo_obce>franca</slowo_obce> (pot.) --- syfilis.</pe>/
I matkowały bogom nowym:/
Pierwszej Kohorcie czy Falandze<pe><slowo_obce>Falanga</slowo_obce> --- Ruch Narodowo-Radykalny Falanga, polska narodowo-radykalna, faszystowska (wg. deklaracji jej założyciela i przywódcy, Bolesława Piaseckiego) organizacja, powstała w 1935, w wyniku rozłamu nielegalnego od 1934 r. ONR (Obozu Narodowo-Radykalnego), propagująca katolicyzm,  nacjonalizm, antysemityzm, antykomunizm, antydemokratyzm, ideę wodzostwa oraz uznająca za ustrój idealny państwo totalitarne; falangiści prowadzili akcje terrorystyczne. </pe> /
  Ostatnich mętów i szumowin;/
Kiedy ministrom wystraszonym /
  Na murach pisał epitafium/
Wódz, młokos, gówniarz «prześwietlony», /
  Z mistyczną misją wprost z Monachium;/
Gdy panowali na ulicy /
  Drobnomieszczańscy drobni dranie,/
Już znakomici «katolicy», /
  Tylko że jeszcze nie chrześcijanie;/
Gdy się szczycili krzepą pustą,/
A we łbie grochem i kapustą,/
Gdy bili Żydów z tej tężyzny, /
  Tak bili, rozjuszeni chwaci,/
Że większy wstyd był za ojczyznę /
  Niż litość dla mych bitych braci;/
 Gdy groził «nocą długich noży»<pe><slowo_obce>noc długich noży</slowo_obce> (niem. <slowo_obce>Nacht der langen Messer</slowo_obce>) --- akcja wymordowania przeciwników Adolfa Hitlera przeprowadzona w nocy z 30 czerwca na 1 lipca 1934 przez oddziały SS (Schutzstaffel NSDAP) i wojsko; ofiarami byli głównie inni członkowie ruchu narodowosocjalistycznego jak Gregor Strasser, związani z SA (Sturmabteilung NSDAP), na czele z dowódcą SA Ernstem Röhmem, ale także prawicowi politycy, jak b. kanclerz Kurt von Schleicher, czy działacze katoliccy (związani z Akcją Katolicką i in.).</pe>/
Liryk, deliryk, satanista<pe><akap><slowo_obce>groził ,,nocą długich noży / Liryk, deliryk, satanista</slowo_obce> --- Konstanty Ildefons Gałczyński w wierszu <tytul_dziela>Polska wybuchła w 1937 roku</tytul_dziela> (druk ,,Prosto z Mostu" z 21 lutego 1937 nr 9): </akap>
  
<strofa>
Na tych, co biorą wody w usta,/
na czytelników wuja Prousta,/
na skamandrytów, na hipokrytów,/
kalamburzystów rozmaitych/
ześlij, zepchnij, Aniele Boży,/
Noc Długich Noży.
</strofa>


</pe>,/
Gdy ksiądz Charszewski<pe><slowo_obce>Charszewski, Ignacy</slowo_obce> (1869--1940) --- literat, tłumacz, publicysta, ksiądz katolicki od 1894 r., związany z parafiami w Płocku, Żurominie, od 1905 r. proboszcz w Trzepowie k. Płocka, od 1912 w parafii Szpetal Górny k. Włocławka, od 1932 w Dobrzyniu nad Drwęcą w diecezji płockiej; politycznie związany ze Stronnictwem Polityki Realnej, a następnie z Narodową Demokracją, współpracował z wieloma czasopismami, publikował (pod pseudonimami m.in. ,,Don Inigo", ,,Charix", ,,Żegota", ,,Lojola", ,,Ks. Kolski", ,,Ks. Dzięcioł", ,,Ten Sam", ,,Trzepowiak", ,,Troglodyta", ,,Żurominiak") książki propagujące obsesyjny antysemityzm (jak powieść <tytul_dziela>Słońce Szatana</tytul_dziela> wyd. 1932); doskonale operował językiem ros., był też autorem przekładów antysemickich publikacji ros. (np. <tytul_dziela>Królestwo Szatana</tytul_dziela> 1935), ale także <tytul_dziela>Bajek</tytul_dziela> Kryłowa.</pe>, sługa boży,/
W stolicy sławił Antychrysta,/
Ksiądz Trzeciak<pe><slowo_obce>Trzeciak, Stanisław</slowo_obce> (1873--1944) --- ksiądz katolicki, czołowy polski antysemita i ideolog antysemityzmu w międzywojniu i podczas II wojny światowej, doktor teologii; w okresie dwudziestolecia międzywojennego związany z ONR-ABC (drugim obok Falangi odłamem ONR, kierowanym przez Henryka Rossmana i wydającym dziennik ,,ABC"); w 1898 otrzymał święcenia kapłańskie, studia teologiczne odbywał na Uniwersytecie we Fryburgu Bryzgowijskim oraz w Wiedniu, Rzymie, Krakowie (tu uzyskując doktorat) i Jerozolimie. W l. 1903--1905 prowadził w Egipcie i Palestynie badania obejmujące powierzchownie różne dziedziny związane z tematyką biblijną; 1907--1918 prof. Akademii Duchownej w Petersburgu, od 1912 r. członek Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Archeologicznego, współredaktor ,,Przeglądu Kościelnego", współpracownik ,,Monumenta Judaica" i ,,Małego Dziennika"; w l. 1923--1928 proboszcz w parafii w Dębowcu, od r. 1928 przebywał w Warszawie: był rektorem kościoła św. Jacka przy ul. Freta, następnie proboszczem parafii św. Antoniego z Padwy przy Senatorskiej 31, współzałożyciel Instytutu Wschodniego w Warszawie mającego zajmować się ,,studiami sowietologicznymi"; współpracował z narodowo-socjalistycznym Institut zur Erforschung der Judenfrage; zdaniem Trzeciaka Hitler chlubnie kontynuował antyżydowskie ustawodawstwo Kościoła katolickiego. Po wybuchu II wojny światowej Trzeciak stał się współzałożycielem (wraz z Władysławem Studnickim, Erazmem Samborskim, Andrzejem Świetlickim i Stanisławem Brochwiczem) proniemieckiej, antysowieckiej i antysemickiej Narodowej Organizacji Radykalnej w październiku 1939 r.</pe> w Norymberdze<pe><slowo_obce>w Norymberdze (...) Hołd składał parteitagom</slowo_obce> --- w Norymberdze w l. 1927--1939 odbywały się co roku zjazdy niem. partii nazistowskiej NSDAP, które od 1933 r. (czyli po dojściu do władzy Adolfa Hitlera) były wydarzeniami propagandowymi, organizowanymi w okresie jesiennej równonocy, połączonymi z paradami wojska, oddziałów hitlerjugend, wielogodzinnymi przemówieniami Hitlera itp. Obecność na tych uroczystościach była wyrazem poparcia dla ideologii hitlerowskiej.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2090"></ref> zasię /
  Hołd składał parteitagom<pe><slowo_obce>parteitag</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>der Parteitag</slowo_obce>) --- zjazd partii.</pe> wrażym<pe><slowo_obce>wraży</slowo_obce> (daw.) --- obcy, wrogi.</pe>,/
A księdza Pudra<pe><slowo_obce>Puder, Tadeusz</slowo_obce> (1908--1945) --- polski duchowny rzymskokatolicki żydowskiego pochodzenia; w 1932 r. otrzymał święcenia kapłańskie, studiował teologię na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Papieskim Instytucie Nauk Biblijnych w Rzymie (Biblicum), pracował od 1937 r. w parafii w Rzeczycy, następnie w Warszawie, w parafii św. Jakuba Apostoła św. Jakuba przy ul. Grójeckiej, w 1938 r. mianowany rektorem-wikariuszem kościoła św. Jacka przy ul. Freta, zastępując Stanisława Trzeciaka, przez co stał się obiektem kampanii nienawiści ze strony skrajnej prawicy. 3 lipca 1938 podczas mszy,  idąc od ołtarza ku ambonie, stał się obiektem napaści ze strony czeladnika szewskiego, Rafała Michalskiego, który z okrzykiem ,,to jest Żyd!" spoliczkował lub (według innych relacji) chwycił księdza za włosy i go pięścią w twarz, po czym został obezwładniony przez zebranych w kościele wiernych (nie doszło do pociągnięcia sprawcy do odpowiedzialności karnej, ponieważ został otoczony opieką zwolenników endecji). Po wybuchu wojny Tadeusz Puder pracował w kaplicy prowadzących sierociniec sióstr rodziny Maryi w Białołęce. 24 kwietnia 1941 r. został aresztowany przez gestapo na skutek donosu złożonego przez ks. Stanisława Trzeciaka, denuncjującego go jako Żyda, który nie nosi opaski, jaką wg rozporządzeń hitlerowskich od 1 grudnia 1939 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa powinni nosić wszyscy Żydzi powyżej 12 roku życia. 1 września 1941 ksiądz Puder został skazany na 20 miesięcy więzienia; karę odbywał w zakładzie przy ul. Rakowieckiej, skąd na skutek złego stanu zdrowia został przeniesiony do szpitala św.
Zofii przy ul. Żelaznej w Warszawie. 12 listopada 1942 dzięki pomocy znajomych zakonnic udało mu się uciec ze szpitala, po czym do wyzwolenia ukrywał się w Białołęce u sióstr rodziny Maryi; zginął w wyniku potrącenia przez samochód ciężarowy 23 stycznia 1945.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q57264495"></ref> o tym czasie /
  Policzkowano przed ołtarzem;/
Gdy cham i nieuk, jeden z drugim,/
Szpik<pe><slowo_obce>szpik</slowo_obce> (gw.) --- tu: szpieg. </pe>, łapacz z «dwójki»<pe><slowo_obce>dwójka</slowo_obce> --- wywiad; Oddział II Sztabu Głównego (Generalnego) w latach 1921--1939, zajmujący się wywiadem, kontrwywiadem, kryptologią i dywersją pozafrontową.</pe> czy z «Zadrugi»<pe><slowo_obce>,,Zadruga"</slowo_obce> --- czasopismo nacjonalistów polskich (zgodnie z deklaracją w podtytule miesięcznika) wydawane w l. 1937--1939, stawiające sobie za cel walkę o ,,czystość etniczną" słowiańskiej Polski, łączące antysemityzm z antykatolicyzmem. Jeden z głównych ideologów Zadrugi (ruchu powstałego wokół periodyku), Jan Stachniuk, pseud. Stoigniew (1905--1963), w książce <tytul_dziela>Dzieje bez dziejów</tytul_dziela> wskazywał jako przyczynę upadku Polski katolicyzm, w szczególności zaś kontrreformację i działalność jezuitów. Nazwa Zadruga nawiązywała do terminu określającego typ starosłowiańskiej wspólnoty plemiennej; zadrużanie mitologizowali dawnych Słowian, wywodzili ich bezpośrednio od staroż. Greków, przeciwstawiali się zarówno endecji i porządkowi kapitalistycznemu, jak i wpływom chrześcijaństwa, w tym krytykowali przechodzenie na katolicyzm i w ogóle asymilację Żydów w Polsce. Hasłem Zadrugi było ,,Odkatoliczyć, unarodowić, dowartościować Polaka!". Autor tego sloganu, Antoni Wacyk pseud. Gniewomir (1905--2000), opublikował na łamach pisma m.in. artykuł <tytul_dziela>Mesjonista Adam Mickiewicz</tytul_dziela> (,,Zadruga" nr. 4--5, kwiecień--maj 1939), dyskredytując romantycznego wieszcza jako Żyda, a jego światopogląd jako semicki.  
</pe> /
  Znieważał «Żyda» Mickiewicza /
  I --- nie bał się Jaroszewicza<pe><slowo_obce>Jaroszewicz, Władysław</slowo_obce> (1887--1947) --- urzędnik państwowy II Rzeczypospolitej, piłsudczyk; inspektor policji, po przewrocie majowym mianowany Komisarzem Rządu na m.st. Warszawę w randze wojewody (1926--1939), któremu podlegała m.in. policja i cenzura; towarzysko związany ze skamandrytami.</pe>,/
W dupie miał rząd, opinię, prasę,/
Bo szefa miał --- na Wilhelmstrasse<pe><slowo_obce>Wilhelmstrasse</slowo_obce> --- tu: synonim Niemiec, hitlerowskiego rządu; przy Wilhelmstrasse w Berlinie mieściły się instytucje rządowe, Królestwa Prus, a następnie zjednoczonej Rzeszy Niemieckiej, m.in. Ministerstwo Finansów (nr 61), Ministerstwo Spraw Zagranicznych (nr 75/76), Kancelaria Rzeszy (nr 77) czy Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy (nr 102/103 i 106).</pe>;/
Gdy Wielki Łowczy<pe><slowo_obce>Wielki Łowczy</slowo_obce> --- tytuł wielkiego łowczego III Rzeszy nosił Hermann Göring (1893--1946), jeden z głównych działaczy nazistowskich i współpracowników Hitlera, uczestnik puczu monachijskiego (1923), członek  NSDAP, organizator Gestapo (1933) oraz pierwszych niem. obozów koncentracyjnych w Oranienburgu i Papenburgu (1933), minister lotnictwa (1933--1945), dowódca niem. lotnictwa wojskowego (1935--1945), poseł do Reichstagu (1928--1945), premier Prus (1933--1945). Na zaproszenie prezydenta Ignacego Mościckiego uczestniczył w reprezentacyjnych polowaniach w Białowieży w dniach  27--31 stycznia 1935 r., 19--21 lutego 1936 r., 16--22 lutego 1937 r. i 22--26 lutego 1938, prowadząc przy tym rozmowy dyplomatyczne mające włączyć Polskę w pakt antykominternowski,  w lutym 1939 r. zastąpił go na polowaniu szef SS Heinrich Himmler (1900--1945). W dowód wdzięczności za gościnne przyjęcie w polskich lasach, gdzie miał okazję polować na wilki i rysie (w założeniu) oraz dziki (w rzeczywistości) Göring sprezentował prezydentowi Mościckiemu samochód myśliwski, Mercedes-Benz został przekazany 27 sierpnia 1938 roku. Oprócz prezydenta II RP w łowach w Białowieży uczestniczyli również inni najwyżsi polscy dygnitarze, m.in. marszałek Edward Rydz-Śmigły czy minister Józef Beck.</pe> w Polsce gościł/
  I wielkopańskie pił szampany,/
Gdy zesrywały się z radości /
  Ozońskie<pe><slowo_obce>Ozon</slowo_obce> --- potoczna nazwa Obozu Zjednoczenia Narodowego (OZN), sanacyjnej organizacji politycznej  o ideologii nacjonalistycznej i militarystycznej, tworzonej od roku 1936 (jej powstanie oficjalnie ogłoszono 21 lutego 1937) z polecenia marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego; pierwszym szefem OZN był płk Adam Koc. W 1937 r. powstał klub parlamentarny OZN; organizacją młodzieżową OZN był Związek Młodej Polski (1937--1939), w 1938 powstała też Służba Młodych Obozu Zjednoczenia Narodowego jako młodzieżówka OZN, skupiająca także inne organizacje; organem prasowym OZN-u została od grudnia 1937 r. była ,,Gazeta Polska".</pe> błazny i bałwany,/
Że podejmują Ribbentropa<pe><slowo_obce>Ribbentrop, Joachim von</slowo_obce> (1893--1946) --- polityk hitlerowskiej III Rzeszy, członek NSDAP, od 1938 minister spraw zagranicznych; 22 maja 1939 podpisał pakt stalowy z faszystowskimi Włochami, 23 sierpnia 1939 w Moskwie podpisał z ZSRR tzw. pakt Ribbentrop-Mołotow, w tajnym protokole decydujący o planowanym podziale Polski, Litwy, Łotwy, Estonii oraz Finlandii pomiędzy ZSRR a III Rzeszę. Warszawę Ribbentrop odwiedził w dniach 25--27 stycznia 1939 r.</pe> /
  (A wyrok był już podpisany,/
 Na śmierć skazana Europa);/
Gdy wielki grzmiał w obozie jubel<pe><slowo_obce>jubel</slowo_obce> (pot.) --- uroczyste obchody. </pe>,/
Że Józek<pe><slowo_obce>Beck, Józef</slowo_obce>  (1894--1944) --- polityk II RP, jeden z najbliższych współpracowników Piłsudskiego, minister spraw zagranicznych w l. 1932--1939; wobec nazistowskich Niemiec prowadził politykę ugodową.</pe> z Hessem<pe><slowo_obce>Hess, Rudolf</slowo_obce> (1894--1987) --- wysoki funkcjonariusz w strukturach III rzeszy; od 1933 r. zastąpił Hitlera jako przywódca NSDAP; w 1941 r. udał się do Wielkiej Brytanii, gdzie został internowany. Nie był goszczony przez przedstawicieli polskich władz państwowych przed II wojną światową; minister Józef Beck podejmował Heinricha Himmlera w lutym 1939 r.</pe> był na wódce,/
Że Ciano<pe><slowo_obce>Ciano, Galeazzo</slowo_obce> (1903--1944) --- wł. minister spraw zagranicznych w l. 1936--1943 i zięć Mussoliniego; gościł w Warszawie w dniach 25--27 lutego 1939 r., gdzie podejmował go Bolesław Wieniawa-Długoszowski, ówczesny ambasador polski w Rzymie.</pe> w tany porwał Dziubę<pe><slowo_obce>Dziuba</slowo_obce> --- zdrobn. od. Jadwiga; tu: o Jadwidze Beck (1896--1974) pisarce i dziennikarce polskiej, prywatnie żonie ministra Józefa Becka. </pe>,/
Że Bolek<pe><slowo_obce>Bolek</slowo_obce> --- tu: o Bolesławie Wieniawie-Długoszowskim.</pe> z Eddą<pe><slowo_obce>Edda</slowo_obce> --- tu: Edda Ciano, żona Galeazzo Ciano, wł. ministra spraw zagranicznych i zięcia Mussoliniego.</pe> tnie hołubce --- /
  O, <slowo_obce>danse macabre</slowo_obce>! Gdy wbijali /
  Tym tańcem gwoździe w naszą trumnę /
  I --- dobra nasza! A już w dali/
Trepakiem<pe><slowo_obce>trepak</slowo_obce> --- taniec ludowy o b. szybkim tempie, w metrum 2/4, tańczony drobnymi krokami, z przytupywaniem, charakterystyczny dla kultury Ukrainy i Rosji. </pe> przytupywał Stalin /
  I słusznie mrużył oczko «umne»<pe><slowo_obce>umny</slowo_obce> (z ros. <slowo_obce>умный</slowo_obce>) --- mądry.</pe>;/
 Kiedy berlińskich biesów szajka /
  Ze śmiechu się tarzała, patrząc,/
Jak się przyjaźnią z nimi paprzą,/
Jak Polskę toczy rak marszałka<pe><slowo_obce>rak marszałka</slowo_obce> --- marszałek Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 najprawdopodobniej na raka wątroby lub  żołądka z przerzutami do wątroby.</pe>;/
Gdy było «byczo» i rząd «amcił»<pe><slowo_obce>amcić</slowo_obce> (neol., z niem. <slowo_obce>der Amt</slowo_obce>: urząd państwowy, biuro) --- zajmować urządy, obsadzać stanowiska, szafować posadami rządowymi itp.</pe>,/
Śmigły<pe><slowo_obce>Rydz-Śmigły, Edward</slowo_obce> (1886--1941) --- marszałek Polski (od 1936), wcześniej inspektor sił zbrojnych (od 1921), w obozie sanacji reprezentujący frakcję skrajnie prawicową (stąd związki z Obozem Zjednoczenia Narodowego), po śmierci Piłsudskiego propaganda tworzyła jego kult jako wodza narodu; po wybuchu II wojny światowej wyemigrował do Rumunii, gdzie został internowany; 7 listopada 1939 r. prezydent RP na uchodźstwie Władysław Raczkiewicz zwolnił go ze stanowiska Naczelnego Wodza i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych (na jego miejsce został powołany gen. Władysław Sikorski); w październiku 1941 r., tuż przed śmiercią, Edward Rydz (,,Śmigły" było przydomkiem z czasów POW i I wojny światowej) wrócił potajemnie, pod przybranym nazwiskiem przez Węgry do Polski.</pe> «podciągał» gosudarstwo<pe><slowo_obce>gosudarstwo</slowo_obce> (z ros. <slowo_obce>государство</slowo_obce>) --- państwo.</pe>,/
A olrajtnicy<pe><slowo_obce>olrajtnik</slowo_obce> (neol., z ang. <slowo_obce>all right</slowo_obce>: tak jest, dobrze, zgoda) --- osoba przytakująca wszystkiemu, wypełniająca rozkazy itp.</pe>, adiutanci /
  Stukali obcasami dziarsko;/
Gdy się u stóp głuptasa wili/
Ten w «szczerym hołdzie», ów na żołdzie,/
 Gdy honor dziejów plugawili /
  Nikczemnym marszem na Zaolzie<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1811448"></ref><pe><slowo_obce>marsz na Zaolzie</slowo_obce> --- wykorzystanie przez Polskę słabości Czechosłowacji po konferencji monachijskiej (29--30 września 1938) i aneksja Zaolzia (części Śląska Cieszyńskiego) w 1938 r. Kiedy nazistowskie Niemcy, faszystowskie Włochy oraz liczące na zażegnanie za pomocą ustępstw zbliżającej się wojny Francja i Wielka Brytania zadecydowały o przyłączeniu do Niemiec Kraju Sudeckiego, rząd polski, w porozumieniu z Niemcami, wystosował do rządu Czechosłowacji (która właśnie utraciła ok. 40% terytorium) ultimatum w sprawie Śląska Zaolziańskiego, a kiedy 1 października rząd w Pradze wyraził zgodę, polska policja wkroczyła do Cieszyna. W październiku wojsko polskie pod dowództwem gen. Władysława Bortnowskiego (przygotowane do akcji w tym rejonie od pocz. września) zajęło cały teren Śląska Zaolziańskiego, następnie część Spiszu i Orawy. Akcja propagandowa szowinistycznych środowisk, szczególnie związanych z OZN, przedstawiała aneksję Zaolzia jako triumf polityki mocarstwowej Polski, w oderwaniu od szerszego kontekstu politycznego, społecznego i historycznego, w którym stanowiło to akceptację retoryki i metod działania III Rzeszy.</pe>;/
Kiedy sztrabanclom<pe><slowo_obce>sztrabancel</slowo_obce> (pot., reg., z austr. <slowo_obce>strawanzen</slowo_obce>: wałęsać się) --- włóczęga, ulicznik, urwis, łobuz. </pe> z oenerii<pe><slowo_obce>oeneria</slowo_obce> --- ONR, Obóz Narodowo-Radykalny.</pe> /
  Miedziński<pe><slowo_obce>Miedziński, Bogusław</slowo_obce> (1891--1972) --- polityk sanacyjny, wojskowy, publicysta; jeden z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego, a następnie Edwarda Rydza-Śmigłego; członek PPS-Frakcji Rewolucyjnej, Związku Strzeleckiego, POW (Polskiej Organizacji Wojskowej 1914--1921), podpułkownik piechoty WP, członek wywiadu wojskowego, przez cztery kadencje poseł na Sejm II RP (z list  PSL ,,Piast", PSL ,,Wyzwolenie", BBWR), wicemarszałek Sejmu w l. 1935--1938, uczestnik zamachu majowego, minister ministrem poczt i telegrafów w rządzie Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Bartla, senator i Marszałek Senatu II RP; członek Prezydium Rady Naczelnej Obozu Zjednoczenia; w l. 1929--1938 red. nacz. ,,Gazety Polskiej", w 1934 r. przejął koncern Prasa Polska SA (od 1935 Dom Prasy SA); zwolennik eliminacji populacji Żydów polskich w drodze emigracji.</pe> składał ukłon dworski,/
A Słonimskiego<pe><slowo_obce>Słonimski, Antoni</slowo_obce>  (1895--1976) --- poeta, satyryk, felietonista i krytyk teatralny. Współtworzył kabaret literacki Pikador i grupę poetycką Skamander. W międzywojniu współpracował z ,,Wiadomościami Literackimi". Wiele kabaretów (m.in. kabarety Czarny Kot, Qui Pro Quo, Cyrulik Warszawski) korzystało z jego tekstów satyrycznych; bliski znajomy i współpracownik Tuwima (razem pisali nasycone purnonsensem książki zebrane potem w tomie <tytul_dziela>W oparach absurdu</tytul_dziela>, 1958). W czasie II wojny światowej na emigracji w Paryżu i w Londynie, po wojnie wrócił do kraju, działał w Związku Literatów Polskich i w opozycji.</pe> bił w cukierni /
  Plagiografoman Ipohorski<pe><slowo_obce>Ipohorski-Lenkiewicz, Zygmunt Stanisław</slowo_obce> (1912--1944) --- bojówkarz oenerowski, dziennikarz, poeta, dyrektor warszawskich teatrów jawnych w czasie okupacji (od 1943 Teatru Rozmaitości Jar) i organizator zawodów bokserskich w lokalach teatrów, członek AK, płatny stały współpracownik Gestapo. Jako dziennikarz i literat związany był z czasopismami: ,,ABC" (red. działu literackiego dziennika od 1936), ,,Szarża" (tygodnik satyryczny, w którym publikował wiersze), ,,Żołnierz Polski" (tygodnik wojskowy, gdzie ukazywały się jego wiersze i opowiadania), a w czasie wojny ,,gadzinówek" niemieckich, jak ,,Nowy Kurier Warszawski". 13 stycznia 1938 w kawiarni Ziemiańska dwukrotnie spoliczkował Antoniego Słonimskiego z powodu wiersza <tytul_dziela>Dwie ojczyzny</tytul_dziela>, który uznał za ,,znieważający Polskę". Plagiat, o którym tu mowa dotyczy wiersza <tytul_dziela>Pierwszy śnieg</tytul_dziela> Ipohorskiego, wzorowanym na <tytul_dziela>Dwóch wiatrach</tytul_dziela> Tuwima (sprawę wyjaśniał autor splagiatowanego utworu w artykule <tytul_dziela>Wiatr i śnieg</tytul_dziela>, ,,Wiadomości Literackie" 1938, nr 5). Ipohorski został zlikwidowany 25 maja 1944 przez AK z wyroku Sądu Specjalnego Cywilnego Okręgu Warszawskiego w ramach akcji ,,Kośba" za kolaborację z okupantem.</pe>;/
Gdy arsenałów nie doglądał /
  Buławy legendarnej dziedzic,/
A dla mnie szubienicy żądał /
  Poeta polski Pierd-Piertkiewic<pe><slowo_obce>Pietrkiewicz, Jerzy</slowo_obce> (1916--2007) --- poeta, prozaik, tłumacz i historyk literatury; nacjonalista związany z ONR, stały współpracownik ,,Prosto z Mostu", zajmował się nienawistnymi, antysemickimi atakami na skamandrytów i ,,Wiadomości Literackie"; w artykule <tytul_dziela>Poezja żydowska w języku polskim. Dywersja polityczna i kulturalna</tytul_dziela> opublikowanym pod pseudonimem Eugenia Zdebska (,,Jutro Pracy" 1939, nr 14--15) za szerzenie pacyfizmu oraz pochodzenie domagał się konfiskaty książek Tuwima, Słonimskiego i Wittlina oraz powieszenia autorów. Po wybuchu wojny wyjechał przez Rumunię i Francji do Wielkiej Brytanii, gdzie ukończył studia, uzyskując doktorat, i osiedlił się; był profesorem i kierownikiem Departamentu Języków i Literatur Słowiańskich na Uniwersytecie Londyńskim (1950--1979), wykładał literaturę polską i publikował angielskojęzyczne powieści.</pe>;/
 Kiedy za rządów twych ozońców<pe><slowo_obce>ozoniec</slowo_obce> --- członek OZN, Obozu Zjednoczenia Narodowego.</pe>/
  Kto żyw, ten błotem mnie smarował: /
  Bandyci z rozwrzeszczanych «Gońców»<pe><slowo_obce>,,Goniec Warszawski"</slowo_obce> --- dziennik wieczorny, wyd.  w Warszawie w l. 1935--1939, prosanacyjny, o endeckim rodowodzie, założony przez b. właściciela ,,ABC", Tadeusza Kobylańskiego, do redakcji weszła część współpracowników, z red. nacz. Stanisławem Majewskim na czele.</pe>,/
  Klechici z Niepokalanowa<pe><slowo_obce>Klechici z Niepokalanowa</slowo_obce> --- franciszkanie z Niepokalanowa jako wydawcy m.in. czasopism ,,Rycerz Niepokalanej" (1922--1939, 1945--1951 i od 1981 do dziś), ,,Mały Dziennik" (1935--1939) oraz licznych broszur zaangażowanych politycznie w walkę z ruchami postępowymi i ,,żydokomuną", kolportowanych przez parafię, wielkonakładowych, niedrogich i obliczonych na masową akcję propagandową.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1283855"></ref>,/
«Myśl (do złudzenia) Narodowa»<pe><slowo_obce>,,Myśl Narodowa"</slowo_obce> --- czołowy endecki tygodnik polityczno-społeczny endecji, programowo antysemicki, wyd. w Warszawie w l. 1921--1939.</pe>, /
  <begin id="b1760180223102-2737332732"/><motyw id="m1760180223102-2737332732">Antysemityzm</motyw>Semi-sarmata z «Mosdorf<pe><slowo_obce>Mosdorf, Jan</slowo_obce> (1904--1943) --- skrajnie prawicowy publicysta, stały współpracownik tygodnika ,,Prosto z mostu"  Stanisława Piaseckiego; prezes Rady Naczelnej Młodzieży Wszechpolskiej od 1928 r. do rozwiązania Obozu Wielkiej Polski w 1933 r., współzałożyciel i przywódca Obozu Narodowo-Radykalnego w 1934 r. W czasie II wojny światowej działał w Stronnictwie Narodowym; zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.</pe> z mostu»<pe><slowo_obce>Piasecki, Stanisław</slowo_obce> (1900--1941) --- publicysta i działacz polityczny, jeden z czołowych antysemitów w okresie międzywojennym, głosiciel rasizmu duchowego, związany ze Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym, następnie z Obozem Narodowo-Radykalnym. Współpracownik dziennika ,,ABC" (1927--1935), red. naczelny nacjonalistycznego tygodnika ,,Prosto z mostu" (1935--1939). Wielokrotnie atakował zarówno Tuwima, jak i ,,Wiadomości Literackie" z pozycji rasistowskich. Zginął w podwarszawskich Palmirach, rozstrzelany przez hitlerowców.</pe>/
(A jak słyszałem --- Żyd po prostu,/
Co sarmackiego majufesa<pe><slowo_obce>majufes</slowo_obce> (jid., z hebr.) --- żydowska pieśń śpiewana podczas niektórych obrzędów zarówno religijnych, jak i zwyczajowych świeckich.</pe> /
  Na muzykę Goebbelsa tańczył,/
Wnuk krakowskiego handełesa<pe><slowo_obce>handełes</slowo_obce> (z jid.) --- kupiec, handlarz.</pe>,/
 Von Silberfeld<pe><slowo_obce>Silberfeld</slowo_obce> --- nazwisko rodowe matki Stanisława Piaseckiego, Gizeli Silberfeld, konwertytki na katolicyzm.</pe> --- a codreańczyk<pe><slowo_obce>codreańczyk</slowo_obce> --- naśladowca Corneliu Zelea Codreanu (1899--1938),  rumuńskiego polityka, założyciela skrajnie nacjonalistycznej partii o mistyczno-religijnych założeniach Legion Michała Archanioła (1927) oraz faszystowskiej organizacji (zbrojnego ramienia partii) Żelazna Gwardia (1931); Legion był odpowiedzialny za co najmniej dwa zabójstwa, w tym premiera Rumunii Iona Duki w 1933 r. Organizacja została zdelegalizowana, a przywódca wraz z wieloma członkami-legionistami na mocy decyzji króla rumuńskiego Karola II aresztowany; zginął w więzieniu.</pe>)<end id="e1760180223102-2737332732"/>,/
Z «Polski (na pozór) Zbrojnej»<pe><slowo_obce>,,Polska Zbrojna"</slowo_obce> --- dziennik, półoficjalny organ Ministerstwa Spraw Wojskowych, wydawany w Warszawie w l. 1921--1939. </pe> młokos, /
  Marsz, marsz, Dąbrowski<pe><slowo_obce>Dąbrowski, Mieczysław</slowo_obce> (1878--1958) --- polonista, dziennikarz i przedsiębiorca prasowy; założyciel, red. naczelny i wydawca krakowskiego dziennika ,,Ilustrowanego Kuriera Codziennego" (tzw. ,,IKC", wyd. 1910--1939) oraz właścicielem największego w Polsce koncernu prasowego; redakcja (wraz z drukarnią i in. instytucjami koncernu) mieściła się od 1024 r. w reprezentacyjnym, pięciopiętrowym gmachu przy ul. Wielopole 1 na tzw. Psiej Górce w Krakowie (daw. cmentarz kalwiński), zw. Pałacem Prasy, ozdobionym neonem oraz świetlną informacją o najważniejszych wiadomościach dnia. ,,IKC" miał siedziby również w innych miastach na terenie całej Polski (w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Lwowie, Wilnie, Katowicach, Bydgoszczy, Grudziądzu, Sosnowcu, Lublinie, Kielcach i Zakopanem) i był kolportowany zagranicą, w tym w USA, a koncern wydawał ponadto: dziennik popołudniowy ,,Tempo Dnia" (od 1933), tygodniki ,,Światowid" (od 1924), ,,Na szerokim świecie" (od 1928), ,,Wróble na dachu" (od 1930), ,,Raz, Dwa, Trzy" (od 1931), ,,Tajny Detektyw" (1931--1934), ,,As" (od 1935). Mimo swego rozmachu i zamożności (Dąbrowski ,,zrobił kokosy" na swoim przedsięwzięciu, stąd Tuwim przyznaje mu ,,herb Kokos") ,,IKC" słynął z żenująco niskich stawek proponowanych autorom.</pe>, herbu Kokos,/
Hula-babula Hulewica<pe><slowo_obce>Hulewicz, Jerzy</slowo_obce> (1886--1941) --- dramatopisarz, autor powieści, redaktor poznańskiego ,,Zdroju", nast. kierownik literacki warszawskiego ,,Kuriera Porannego".</pe>,/
Kontryfałowa hitlerzyca<pe><slowo_obce>Kontryfałowa hitlerzyca</slowo_obce> --- Maria Jehanne Wielopolska (1885--1940), autorka zbioru nowel <tytul_dziela>Kontryfałowe lichtarze u św. Agnieszki</tytul_dziela> (1922), publicystka warszawskiego ,,Kuriera Porannego" (w l. 1929--1939), zwolenniczka silnej władzy, Piłsudskiego, ale i Hitlera, autorka paszkwilów (m.in. <tytul_dziela>Silni, zwarci, gotowi, ale i... czujni. Rzecz o wczorajszych dywersantach</tytul_dziela>, 1939; broszura będąca atakiem na poetów: Broniewskiego, Słonimskiego i Tuwima).</pe>,/
Komersów<pe><slowo_obce>komers</slowo_obce> a. <slowo_obce>komersz</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>commercium</slowo_obce>) --- uroczyste spotkanie członków korporacji akademickiej, połączone z bankietem i tańcami. </pe> w deklach<pe><slowo_obce>dekiel</slowo_obce> --- tu: czapka korporancka. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1136952"></ref> sztab wałkoni, /
  Draby z «Żylecji»<pe><slowo_obce>Żylecja</slowo_obce> --- żart. o Welecji, korporacji studenckiej powstałej w 1883 r. na Politechnice w Rydze, w wyniku rozłamu w bardziej konserwatywnej Arkonii; Welecja zrzeszała studentów pochodzenia polskiego wszystkich wyznań, wywodzących się z różnych warstw społecznych; od 1916 r. działała w Warszawie.</pe> i «Pałkonii»<pe><slowo_obce>Pałkonia</slowo_obce> --- żart. o Arkonii, korporacji studenckiej zał. w 1879 r. na Politechnice w Rydze, skupiającej męską młodzież akademicką narodowości polskiej, po I wojnie światowej przeniesionej do Warszawy, blisko związanej z obozem narodowym.</pe>,/
Rydzowi «bierkamraci»<pe><slowo_obce>bierkamrat</slowo_obce> (z niem.) --- towarzysz od kufla; osoba, z którą razem pije się piwo. </pe> mili /
  (Razem warzyli, razem pili),/
Ksiądz Miłaszewski<pe><slowo_obce>Miłaszewski, Stanisław</slowo_obce> (1886--1944) --- dramatopisarz, poeta, recenzent literacki; współpracownik pism nacjonalistycznych (m.in. ,,Myśli Narodowej"), kierownik działu literackiego narodowo-radykalnego tygodnika ,,Podbipięta" wyd. w Warszawie w l. 1936--1937 pod red. Jana Rembielińskiego; od 1937 r. prezes Zjednoczenia Polskich Pisarzy Katolickich, ultrakatolik, nie był księdzem.</pe> z « Podbipięty»/
 Z samopiszącą żoną Jentys<pe><slowo_obce>Jentys, Wanda</slowo_obce>  (1894--1944) --- żona Stanisława Miłaszewskiego; powieściopisarka; jako recenzentka tomu wierszy dla dzieci Tuwima (<tytul_dziela>Życie ułatwione dla milusińskich</tytul_dziela>, ,,Kultura" 1939, nr 7) krytykowała przekaz utworów z pozycji antysemickich.</pe>,/
Stahl<pe><slowo_obce>Stahl, Zdzisław</slowo_obce> (1901--1987) --- publicysta, jeden z przywódców Ruchu Młodych Obozu Wielkiej Polski, następnie Obozu Zjednoczenia Narodowego, redaktor polityczny ,,Gazety Polskiej", po wojnie na emigracji publicysta ,,Orła Białego".</pe>, miglanc, śmiglanc i odmieniec,/
Co za tasiemcem rżnął tasiemiec /
  I fetorysta Młodorżeniec<pe><slowo_obce>Młodożeniec, Stanisław</slowo_obce> (1895--1959) --- poeta i prozaik, futurysta, współtwórca grupy i współpracownik redagowanej przez Tadeusza Peipera ,,Zwrotnicy", nast. ,,Kuriera Warszawskiego", związany blisko ze Związkiem Młodzieży Wiejskiej RP ,,Wici"; w 1937 r. pod pseud. Jan Chmurek w ,,Gońcu Warszawskim" zamieścił recenzję pt. <tytul_dziela>,,Jadzia wdowa", krotochwila Ryszarda Ruszkowskiego spaprana szmoncesami Juliana Tuwima</tytul_dziela> (1937, nr 220), w której określa wodewilową przeróbkę komedii Ruszkowskiego z 1896 r. pióra Tuwima, wystawioną w Teatrze Polskim w 1937 r. jako wydzielającą ,,smrodliwy odór", używając utartego tropu dyskursu antysemickiego (również Miłaszewska piętnowała ,,moralny klimat" wierszy Tuwima, ,,który bije w nozdrza polskie znajomym już skądinąd swędem"): stąd kalamburowe określenie ,,fetorysta Młodorżeniec". Odpowiedź Tuwima m.in. na recenzję Młodożeńca i inne napaści zamieściły ,,Wiadomości Literackie" w nr. 47 z 1937 r.</pe>,/
<slowo_obce>Item<pe><slowo_obce>item</slowo_obce> (łac.) --- także, podobnie, tak samo. </pe></slowo_obce> --- postawię je osobno --- /
  A B C<pe><slowo_obce>,,ABC"</slowo_obce> --- dziennik związany z ruchem narodowym (najpierw z endecją, od 1935 r. z ONR-ABC, drugim obok Falangi odłamem ONR, kierowanym przez Henryka Rossmana i wydającym dziennik), wydawany w Warszawie w latach 1926--1939, sponsorowany przez faszystowski rząd włoski.</pe> («DEF»<pe><slowo_obce>DEF</slowo_obce> --- żart słowny: kolejne po ABC litery, tworzące skrót od nazwy oddziału tajnej policji zajmującej się zwalczaniem opozycji: ,,defensywa".</pe> podobno,/
Jak i tajniaki z «Merkuriusza»<pe><slowo_obce>,,Merkuriusz"</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>,,Merkuriusz Polski Ordynaryjny"</slowo_obce> --- tygodnik prorządowy, prawicowo-nacjonalistyczny, wyd. w Warszawie w l. 1933--1939 pod red. Juliana Babińskiego i Władysława Zambrzyckiego; do twórców związanych z pismem należeli m.in. Alfred Łaszowski i Jerzy Braun. </pe>);/
Kiedy im, głupim, rosła dusza,/
Że będzie getto (już jest getto),/
Że będą mogli bić po mordzie /
  «Konstytucyjnie»; gdy <slowo_obce>in petto<pe><slowo_obce>in petto</slowo_obce> (wł.) --- w duszy, w sercu, po cichu (dosł. w piersi).</pe></slowo_obce> /
  Marzyli o germańskiej hordzie,/
Wiernie oddani duszą całą /
  Tym samym w końcu ideałom, /
  Bliźniaczym draństwom i ohydzie;/
Kiedy w żurnalii<pe><slowo_obce>żurnalia</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>journal</slowo_obce>) --- dziennikarstwo.</pe> robaczywej/
  Nic, tylko wrzało i migało:/
<begin id="b1760127897912-2336059487"/><motyw id="m1760127897912-2336059487">Antysemityzm</motyw>Żyd, Żyda, Żydom, Żydów, Żydzie,/
Żydy parchate czy parszywe./
Żyd jest największym naszym wrogiem, /
  Żyd z nożem czyha przed twym progiem,/
  Przez Żyda głód, przez Żyda nędza./
Żyd okradł, Żyd znieważył księdza./
  Białego orła Żyd podeptał,/
Żyd z niemowlęcia krew wychłeptał./
Żyd otruł, zgwałcił, zdradził, wydał. /
  Zbezcześcił Żyd, splugawił, splamił,/
I znowu: Żyd, Żydowi, Żyda, /
Żydom, o Żydach i Żydami<end id="e1760127897912-2336059487"/>;/
Gdy zaprawiony w drobnym kancie /
  Byle kto w łydki mi się wgryzał --- /
  --- Gdzie <wyroznienie>wtedy</wyroznienie> byłeś, mój aliancie? /
  Gdzie pies ci <wyroznienie>wtedy</wyroznienie> mordę lizał?/
«A sio!», jak mówią. «A ze szkody!»/
  <begin id="b1760188478507-591717299"/><motyw id="m1760188478507-591717299">Nadzieja, Sen, Marzenie, Wolność, Wiosna, Polska, Historia</motyw>...Bo ja pamiętam Grzmot Majowy /
  I ogień wiary mojej młodej,/
Że się w tej Polsce ucieleśni /
  Sen z czarodziejskiej opowieści,/
Jeśli się ziścił sen wiekowy.../
Ale się prześnił... prędko prześnił.<end id="e1760188478507-591717299"/>/
«A sio!» powtarzam. «A ze szkody!»/
  Nie ma «aliansu»... «<wyroznienie>NIE MA ZGODY</wyroznienie>,/
  <wyroznienie>MOPANKU</wyroznienie>»<pe><slowo_obce>Nie ma zgody, Mopanku</slowo_obce> --- wypowiedziane do Hrabiego podczas opowieści o dziejach konfliktu między rodami słowa Gerwazego z ks. II <tytul_dziela>Pana Tadeusza</tytul_dziela> (w. 256) Adama Mickiewicza: ,,Nie masz zgody, Mopanku, pomiędzy Soplicą / I krwią Horeszków!".</pe>./
<wers_cd>Taki koniec pieśni.</wers_cd>
</strofa>




  

<uwaga>Część druga: skan 120</uwaga><naglowek_czesc>Część druga</naglowek_czesc>





<naglowek_rozdzial>Rozdział pierwszy</naglowek_rozdzial>


<naglowek_podrozdzial>I</naglowek_podrozdzial>
 <numeracja></numeracja>



<strofa>
<begin id="b1760188872513-2218503229"/><motyw id="m1760188872513-2218503229">Poezja, Twórczość, Światło, Gwiazda, Ogień, Wino, Nieśmiertelność</motyw>Poezjo! jakie twoje imię?/
Tworząca? Cóż ty tworzysz? Siebie. /
  Krzesiwem jesteś --- ogniem --- dymem --- /
  Żniwem się złocisz w samym siewie. /
  Sypiesz się w ciemność gwiazdospadem, /
  Więc biegnę w noc na gwiazdobranie. /
  Nie ma ich. Tylko mi zostanie /
  Świetlisty w oczach ślad --- spadanie:/
Ty gwiazdą jesteś i jej śladem./
O, czaro, która sama przez się /
  Już winem jest i upojeniem,/
I pieśnią pijaną jednocześnie,/
A potem samą sobą we śnie,/
A potem --- o tym śnie wspomnieniem, /
  Podnoszę cię, kielichu tajny,/
Ogniu, gwiazd siewie urodzajny,/
Ty, któryś cel jest i przyczyna,/
Ty, pierwszość oraz ostateczność!/
I winem pijąc zdrowie wina,/
Tobą wysławiam twoją wieczność.<end id="e1760188872513-2218503229"/>
</strofa>




<strofa>
Poezjo! to na jubileusz /
  Ten toast. Mija lat trzydzieści,/
Jak mi przyniosłaś pierwsze wieści /
  W tę noc promienną --- dziś we mgle już./
I odtąd, Adam<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q70899"></ref> i Orfeusz<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q174353"></ref>,/
W raju czy w piekle --- w twojej mocy --- /
  Wyżyny zwiedzam i przepaście.../
Dziesięć tysięcy dni i nocy /
  Lub, bądźmy ściśli: jedenaście./
 Bo komuż tysiąc podaruję?/
Godziny jednej nie ustąpię,/
Chwila --- i chwili też poskąpię:/
Tak w ciebie wierzę, gdy całuję,/
Tak słodko męczę się, gdy wątpię.
</strofa>




<strofa>
Było to gdzieś na przesileniu /
  Zimy i wiosny nierychliwej,/
W porze zamyśleń, rozleniwień /
  (Leniuch był ze mnie, straszny leniuch); /
  Było to w pierwsze dni smętnienia,/
Za miłosnego bezkrólewia,/
<begin id="b1760190057263-3914235343"/><motyw id="m1760190057263-3914235343">Koń</motyw>W czas ewangelii, czas Chopina/
I --- <wyroznienie>KONIA</wyroznienie>, co na dachu rdzewiał./
Tak. Z okna widać było konia /
  Metalowego. Stał bez jeźdźca/
I dawno nęcił mnie, wałkonia,/
By wskoczyć --- i galopem z miejsca.<end id="e1760190057263-3914235343"/>/
A był to także czas zapatrzeń /
  W dym, szarość, nudę, czad ponury/
I w gwiazdy, słabsze wciąż i rzadsze.../
Więc się zbuntujmy i ożyjmy,/
Rumaku weterynaryjny<pe><slowo_obce>Rumaku weterynaryjny</slowo_obce> ---  koń z blachy, którego w tym fragmencie autor wspomina jako element krajobrazu dzieciństwa, zdobił dach kliniki weterynaryjnej w Łodzi.</pe>,/
I wzlećmy nad ten Kominogród /
  W pełen astralnych zwierząt ogród,/
W świętego Jana sny prorocze!/
Do pierwszej dowieź mnie mgławicy,/
A kiedy się na zodiak wtoczę,/
Tam cię już puszczę, tam przeskoczę /
  Na grzbiet Gwiaździstej Niedźwiedzicy. /
  Lecz stał jak wryty. Zziąbł i przemókł./
Dym gryzł go w oczy, żarła rdza, /
  A nie odwrócił nawet łba,/
Nawet nie zarżał. Trudno. Nie mógł.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1760189390924-3844158968"/><motyw id="m1760189390924-3844158968">Mgła</motyw>Rzucony na posępne tło,/
Szarości dżdżystej, dni bez słońca /
  (O, gęsta mgło! o, ćmiąca mgło!/
O, dymna mgło! o, mgło bez końca!), /
  Czekał mój Pegaz bez zajęcia /
  Na cud, na dziw, na czar odklęcia,/
Na właśnie <wyroznienie>TĘ</wyroznienie>: znającą Słowo./
Na właśnie <wyroznienie>TO</wyroznienie>: czyniące Słowo.
</strofa>




<strofa>
I przyszła <wyroznienie>TA</wyroznienie>, i przyszło <wyroznienie>TO</wyroznienie> /
  (O, modra mgło, złotawa mgło,/
Mgło opalowa, mgło od słońca,/
Ta od polany parująca,/
Gdy się po deszczu lasem szło/
I dygotały rozelśnione /
  Liście zarośli, przystrojone /
  W kropliste diamentowe szkło...)./
Kto dał ci adres, dobra mgło,/
 Z której się Ona wyłoniła?
</strofa>




<strofa>
Między przymrozkiem a przedwiośniem, /
  Między północą a półświtem,/
W czas niedomówień i niedośnień, /
  Mglistą złożyła mi wizytę,<end id="e1760189390924-3844158968"/>/
<begin id="b1760189419856-3851943937"/><motyw id="m1760189419856-3851943937">Słowo</motyw>Bezdźwięczne wymówiła imię/
I słowa, które szczęście znaczą,/
A równą szczęściu są rozpaczą...<end id="e1760189419856-3851943937"/>/
Za szybą, w księżycowym dymie,/
Koń obudzony skrzydleć zaczął.
</strofa>


<sekcja_asterysk/>

<strofa>
«Do Prześwietnego Magistratu /
  Miasta Bagdadu, czyli Łodzi /
  (Niegdyś, przejściowo, Litzmannstadtu, /
  W pień wyrżniętego, jeśli chodzi /
  O Niemców). Niżej podpisany /
  Tamtejszy uczeń, pętak, mikrus,/
Znany obibok i drapichrust,/
Zawalidroga i łachmytek,/
<begin id="b1760190115518-51319558"/><motyw id="m1760190115518-51319558">Koń</motyw>Ma zaszczyt prosić, żeby oną /
  Cudowną szkapę uskrzydloną /
  Uznało Miasto za zabytek./
Niech zawsze ma swój obrok gwiezdny,/
  Kastalską<pe><slowo_obce>kastalska woda</slowo_obce> --- woda ze źródła Kastalia u stóp Parnasu, siedziby Muz w mit. gr.</pe> wodę z rzeki Łódki,/
A jeszcze lepiej wiadro wódki;/
Niechaj ogląda ją przyjezdny,/
Kiedy do Łodzi się wybierze/
(Trzy gwiazdki z nieba w baedekerze)./
A na stajennych dla konika /
  Proszę przeznaczyć honorowo /
  Gryzmołów od »Orędownika«<pe><slowo_obce>,,Orędownik"</slowo_obce> --- dziennik Narodowej Demokracji (najważniejszy obok ,,Gazety Warszawskiej"), wyd. 1871--1939 w Poznaniu, ale mający też oddział łódzki.</pe>/
 I miejską frakcję narodową<end id="e1760190115518-51319558"/>».
</strofa>

<sekcja_asterysk/>


<strofa>
<begin id="b1760189764987-3468481743"/><motyw id="m1760189764987-3468481743">Poezja</motyw>Poezjo! lampo czarnoksięska /
  I lampo laboratoryjna!/
Misterna wraz i misteryjna /
  Jak ceremoniał nabożeństwa.<end id="e1760189764987-3468481743"/>/
O, matematyko anarchii,/
Nieubłagana w rozrachunku, /
  Chemiczko w masce kabalarki. /
  Trzeźwa szynkarko pijanych trunków! /
  Znam cię: półnaga, sprośna, bujna,/
Pod niebo skoczną bijesz nogą,/
Gdy własny cię upoi haszysz --- /
  Lecz przedtem, farmaceutko czujna, /
  W białym fartuchu, z miną srogą, /
  Każdą dziesiątą uncji zważysz./
Wiem: w planetarnym lunaparku /
  Jak piłką rzucasz wiecznościami,/
Lecz najpierw sprawdzisz każdy kamyk, /
  Każde kółeczko w swym zegarku./
Tak dwujedyny, Faust<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q332885"></ref> z Einsteinem<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q937"></ref>,/
 Widzenie do probówki bierze,/
Pod światło patrzy w gusła tajne,/
A liczby stawia na papierze./
Tak mgiełki srebrne i błękitne,/
Tak nawałnice snów i buntu /
  Mierz cyrklem, wagą, logarytmem /
  I dyscypliną kontrapunktu.
</strofa>

<sekcja_asterysk/>


<strofa>
<begin id="b1760190180683-1669159495"/><motyw id="m1760190180683-1669159495">Koń</motyw>Ja w szkole --- koń w ogrodzie szkolnym /
  Wiosenną ziemię nóżką grzebie,/
Ja wódkę piję --- koń swawolny /
  Harcuje, robiąc dziury w niebie,/
Ja w poetyckich dymów kłębach,/
A wrący koń pode mną dęba,/
Ja do dorożki, koń trabantem<pe><slowo_obce>trabant</slowo_obce> --- satelita planety; w średniowieczu: żołnierz należący do straży przybocznej monarchy a. dostojnika. </pe>,/
Ja do łaciny, koń się śmieje,/
A wkrótce został Rosynantem<pe><slowo_obce>Rosynant</slowo_obce> --- koń Don Kichota.</pe> /
  I zarżał widząc Dulcyneję<pe><slowo_obce>Dulcynea</slowo_obce> --- ukochana Don Kichota.</pe>./
Mój druh skrzydlaty i grzywiasty /
  Gorącą wtedy miał naturę,/
Aż w tysiąc dziewięćset czternastym /
  Wspaniałym skokiem wziął maturę,/
Stąd gadka między łódzkim ludem:/
«Koń raczy wiedzieć, jakim cudem».
</strofa>




<strofa>
Onże, mój rumak bohaterski,/
Gdy sobie z wiadra zdrowo łyknął,/
Raz mnie w warszawskim szynku spiknął /
  Z owym cyganem szwoleżerskim<pe><slowo_obce>cygan szwoleżerski</slowo_obce> --- o Bolesławie Wieniawie-Długoszowskim.</pe>,/
A gdy bywaliśmy pod gazem/
(To znaczy zawsze) --- koń promieniał<end id="e1760190180683-1669159495"/>,/
Mieliśmy bowiem stworzyć razem /
  Pierwszy Pegazów Pułk --- imienia /
  Pięknej Legendy... Mówię o tej /
  Błękitnej, Siwej, nie o Złotej./
Lecz co za pech! Nieszczęście chciało,/
Że się dowódcy pomieszało /
  I pokiełbasił wszystko razem:/
Obie legendy, gaz z pegazem,/
Konia z rumakiem, rum z koniakiem,/
Italską figę z polskim makiem,/
Babińską karczmę z Rzymem, Krymem,/
A wreszcie i Warszawę z Rzymem...
</strofa>




<strofa>
Jeszcześmy (wracam do bachmata)/
Zdążyli skoczyć nad Pilicę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q750418"></ref>,/
Pijani złotą pieśnią świata,/
Miłością, słońcem i księżycem,/
Jeszcze zwiedziliśmy Rzeczycę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q251389"></ref>,/
Liciążnę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q6543417"></ref>, Rawę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q149059"></ref>, Żądłowice<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q8083561"></ref>,/
Studziannę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q7628452"></ref> i Królową Wolę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q6440519"></ref> /
  (Z tej wsi na przełaj idąc polem/
  Spotkaliśmy pana Ignaca,/
 Właśnie z cmentarza z wnuczką wracał); /
  Jeszcześmy pędem na Toboso<pe><slowo_obce>Toboso</slowo_obce> --- miasto, z którego pochodzić miała Dulcynea, ukochana Don Kichota.</pe> /
  Zrobili romantyczny nalot /
  Dwa serca w jeden łącząc galop --- /
  A tam już popłoch... Tam już grozą /
  Niebo ciemnieje tego dnia,/
Wicher spęczniałe chmury gna,/
Drży serce jeźdźca i rumaka./
Legendo! ---/
  <wers_cd>A na murze plakat:</wers_cd>/
<slowo_obce>ГЕРМАНИЕЙ НАМЪ ОБЪЯВЛЕНА ВОЙНА</slowo_obce><pe><slowo_obce>Германией намъ объявлена война</slowo_obce> (ros.) --- Niemcy wypowiedziały nam wojnę.</pe>! 
</strofa>




<naglowek_podrozdzial>II</naglowek_podrozdzial>
  
<strofa>
Dwanaście dni, dwanaście nocy /
  Artyleryjski ogień walił,/
Rzucając miastem z rąk do rąk;/
To mieli Niemców, to Moskali,/
Kryli się w lesie, w kartoflisku,/
Na pamięć znali jęk pocisków /
  Przelatujących nad głowami,/
Padali plackiem i modlitwę /
  W gwiżdżące niebo wszeptywali,/
Aż trzynastego dnia nad ranem /
  Głuchy zza rzeki łoskot zamilkł /
  I rozwłóczone nad zgliszczami /
  Dymy kurzyły się rumiane,/
W których to trzaśnie, to zaskwierczy,/
To belka zsunie się zwęglona,/
A jeśli wiatr silniejszy wionął,/
<begin id="b1760190946366-3636385078"/><motyw id="m1760190946366-3636385078">Ogień</motyw>Widać płomyków bieganinę:/
Pełgiem przyziemne żmijki płoną /
  I podgryzają wierny komin,/
Co do ostatka domu broni /
  I kościotrupem nagim sterczy...<end id="e1760190946366-3636385078"/>/
<begin id="b1760190966435-1052668169"/><motyw id="m1760190966435-1052668169">Deszcz, Jesień</motyw>Ukośnie tnąc jesienną pustkę,/
Deszczyk szatkuje swą kapustkę /
  I szarą siatką dal zasnuwa.<end id="e1760190966435-1052668169"/>/
Lecz spójrz: ze słoty się wykluwa /
  Tłumek schylonych zmokłych człeczków /
  I sadzi z lasu ku miasteczku:/
Od leśnych widm, skaczących w błocie, /
  Roi się pole; zbiegów krocie,/
Skulone, chyłkiem biegną w strachu,/
Czy znajdą dom? czy są bez dachu?/
  Wpadli na rynek. Już na płocie /
  Przykleja Niemiec <slowo_obce>Bekanntmachung</slowo_obce><pe><slowo_obce>Bekanntmachung</slowo_obce> (niem.) --- obwieszczenie.</pe>. /
<begin id="b1760264466307-3524062318"/><motyw id="m1760264466307-3524062318">Żołnierz, Koń</motyw>Huzarzy w studni konie poją, /
  Wpatrzone dzieci kołem stoją.<end id="e1760264466307-3524062318"/>
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1760265508760-2920974932"/><motyw id="m1760265508760-2920974932">Ruiny, Wojna, Bezdomność</motyw>Sami jak z kopciu i popiołu,/
Więc swoi zgliszczom, nie intruzy,/
  Ludzie gramolą się na gruzy/
I, potykając, ostępując się,/
W duszącym swądzie i kurzawie,/
 Co krok z rumowisk wzbijającej się,/
  Omackiem błądzą śród zamętu,/
Ratują szczątki nędznych sprzętów, /
  Zawodzą w jednostajnej wrzawie./
Ten wydarł krzesło wyplatane,/
Ów deski dębowego łóżka,/
Ten tlący stolik o trzech nóżkach,/
Inny okienną ramę taszczy,/
Ten drzwi od szafy swej lustrzanej.<end id="e1760265508760-2920974932"/> /
  Gdzie rynek huśta się pijany,/
Jakby go nosił szał hulaszczy,/
Na kupę walą garnki, stołki,/
Miednice, lampy i tobołki,/
Wiaderka pełne szklanek, spodków, /
  Lanszafty, fotografie przodków,/
Fuksje<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q161066"></ref> w doniczkach, pelargonie<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q146118"></ref> --- /
  Wszystko na rynek. A pośrodku /
  Pluszowa otomana płonie /
  I kłaki włosia gorejące,/
Jak przerażone złote ptaki,/
 <begin id="b1760265706989-1294150337"/><motyw id="m1760265706989-1294150337">Drzewo, Wojna</motyw>Wiatr w górę niesie i nawiewa /
  Na obnażone, osmalone /
  Dwa bratnie przed sklepikiem drzewa. /
  Są one jak dwaj obłąkani /
  Zastygli w histerycznej pozie /
  Pokory i megalomanii;/
Przed chwilą jeszcze rozmiotani/
I wtem zdrętwieli w martwej grozie:/
Kaftany w strzępach, oczy w słup,/
Szyja i usta wykrzywione,/
Ramiona sztywne, palce --- szpony: /
  Konwulsjonista poskromiony./
Pionowo postawiony trup.<end id="e1760265706989-1294150337"/>
</strofa>




<strofa>
Już z dala, przez tę bramę śmierci,/
Ignacy widział, co się święci.../
«Nic... Dobrze...» --- szeptał do Anielci,/
Na ręku niosąc śpiące dziecko.../
«Spokój, pani Tekluniu, spokój,/
Nie płakać» --- mitygował Bielską,/
<begin id="b1760265764496-2040978426"/><motyw id="m1760265764496-2040978426">Strach</motyw>A czując, że w nim trwoga rośnie,/
«Spo-kój!» --- powtarzał coraz głośniej<end id="e1760265764496-2040978426"/>/
  I w górę, w górę --- aż do krzyku /
  Na zgliszczach «groty» i sklepiku./
O, jakim się zaniosła płaczem,/
Od tego krzyku obudzona!/
O, jak wyrwała mu się z ramion /
  I w gruzy, w dym --- i znów w ramiona: /
  «Dziadziu! --- szlochała --- Babciu! Mamo!» /
  (Do pani Bielskiej tak), a ona /
  Z popiołu jakimś pogrzebaczem /
  Puszkę landrynek wyciągała:/
Maź lepko-gęsta z puszki ciekła.../
  Pochlipywała cichym płaczem /
  Nad tym syropem pani Tekla.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1760265845872-1373316798"/><motyw id="m1760265845872-1373316798">Jedzenie</motyw>Tutaj, żer dając ludzkim kpinkom,/
Uwaga na ten temat drobna:/
Landrynka lubi być landrynką,/
Landrynka jest to rzecz <wyroznienie>OSOBNA</wyroznienie>; /
  Landrynki prawem jest normalna/
  Odrębność indywidualna;/
Gdy się w nią ktoś ustami wessie,/
Chce mieć walory sama przez się;/
  Schrupana pragnie być, schrupana!/
Ona nie syrop, proszę pana!<end id="e1760265845872-1373316798"/>
</strofa>




<strofa>
W pokoju pana Dziewierskiego /
  Sufitem było szczere niebo,/
W wyrwie podłogi --- deszcz kałużą.../
I burtą na bok przechylony,/
Przegrzmiałą obłąkany burzą,/
Korsarski statek krążył po niej,/
 Jakby go ciągnął kto magnesem.../
  Sprawdziło się przysłowie stare,/
Że «<slowo_obce>vivere non est necesse</slowo_obce>,/
<slowo_obce>Sed est necesse navigare</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>vivere non est necesse, sed est necesse navigare</slowo_obce> (łac.) --- życie nie jest rzeczą konieczną, ale żeglowanie jest konieczne (sentencja wyjęta z pism Plutarcha, który przytoczył ją jako słowa Pompejusza, właśc. <slowo_obce>navigare necesse est, vivere non est necesse</slowo_obce>).</pe>./
Żeglujcie tedy, przyjaciele:/
Okrętem, gdy wam okręt przypadł,/
A jeśli nie --- jest barka, krypa,/
Jest korab, galar, czółno, koga<pe><slowo_obce>koga</slowo_obce> (starop.) --- statek; także: typ żaglowca europejskiego używanego od XIII w. do pocz. XVI w. przez miasta hanzeatyckie do celów handlowych, ale dostosowanego do użytku wojennego.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q164057"></ref>,/
Bat<pe><slowo_obce>bat</slowo_obce> (daw., z fr. <slowo_obce>bateau</slowo_obce>) --- duża łódź drewniana o płaskim dnie, służąca do prac pomocniczych we flocie.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q4868744"></ref>, nawa<pe><slowo_obce>nawa</slowo_obce> (starop.) --- statek.</pe>, szkuta<pe><slowo_obce>szkuta</slowo_obce> --- płaskodenny statek używany do transportu śródlądowego ciężkich ładunków.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q572738"></ref>, łódź, komiega<pe><slowo_obce>komiega</slowo_obce> a. <slowo_obce>komięga</slowo_obce> --- flisacki statek bez masztu, obsługiwany za pomocą wioseł, używany od XVI do XIX w., dostosowany do żeglugi po płytkich wodach.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q5282662"></ref>,/
Prom albo tratwa --- co kto woli.../
Wsiadać i jazda! Lecz ostrzegam:/
Nie trzecią klasą na «Angoli»<pe><slowo_obce>Angola</slowo_obce> --- nazwa statku, na którym Tuwim z żoną Stefanią, po kilkumiesięcznym internowaniu w Portugalii (przebywali w obozie w Villar Formoso, następnie w Porto i Lizbonie), dokąd emigrowali po upadku Francji, dotarli do Brazylii. Wraz z nimi płynął  inny skamandryta, Jan Lechoń. Statek ,,Angola" wyruszył z Lizbony 21 lipca 1940 r., do Rio de Janeiro przybił z podróżującymi trzecią klasą polskimi uchodźcami 4 sierpnia, po drodze zatrzymując się na Maderze i Cabe Verde. </pe>./
Tam pcheł jak gwiazd, a gwiazd nad głową /
  <slowo_obce>Myrias myriadum<pe><slowo_obce>myrias myriadum</slowo_obce> (łac., z gr.) --- miriada miriad; mnóstwo, bez liku. </pe></slowo_obce> w noc lipcową,/
Tam szefem kuchni jest Belzebub,/
Tam na pokładzie straszy... Przebóg!/
To ja, ten upiór w białej płachcie./
Noc w noc, a było ich piętnaście./
Tłukłem się chwiejnie po okręcie./
Nurzany w gwiazd i fal odmęcie.../
Pięść własna była mi poduszką,/
A kołdrą futro Niedźwiedzicy,/
I piłem mleko Niedźwiedzicy/
  Lub whisky z Leszkiem<pe><slowo_obce>Lechoń, Jan</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Leszek Józef Serafinowicz</slowo_obce> (1899--1956) --- poeta, prozaik, krytyk literacki i teatralny, współtwórca grupy poetyckiej Skamander (powst. ok. 1916 r.), współredagował czasopismo ,,Pro Arte et Studio" (1916--1919), był współzałożycielem kawiarni ,,Pod Picadorem" (1918--1919) i  kabaretu literackiego Pikador; redaktor pisma satyrycznego ,,Cyrulik Warszawski", publicysta ,,Wiadomości Literackich"; w l. 1930--1939 attaché kulturalny ambasady polskiej w Paryżu; po upadku Francji wyemigrował do Brazylii, a nast. do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował dla radia i kilku periodyków polonijnych oraz stał się współzałożycielem Polskiego Instytutu Nauk i Sztuk w USA; zginął śmiercią samobójczą, skacząc z okna hotelu Hudson w Nowym Jorku.</pe> i Sanguszką<pe><slowo_obce>Sanguszko, Roman</slowo_obce> (1901--1986) --- ziemianin z tytułem książęcym, hodowca koni arabskich w Gumniskach k. Tarnowa; ponieważ matka nie akceptowała jego małżeństwa z Wandą z Turzańskich Krynicką, rozwódką, mieszkał stale we Francji, pod Paryżem; jego pierwsza żona zmarła w 1937 r., osierocając dwumiesięcznego synka, Piotra; swoją drugą żonę, Germaine Burhard Sanguszko poznał na statku, którym emigrował do Brazylii; zamieszkali w Sao Paulo.</pe>. /
  Kipiała rozchełb ołowiana,/
Stadniną srebrną tratowana,/
I chlupot barw pod kopytami /
  Bryzgał na zieleń wysp --- kwiatami./
A zwinni chłopcy z kwietnej wyspy /
  Małpio skakali w nurt barwisty,/
Gdy się rzuciło im eskuda<pe><slowo_obce>eskud</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>escudo</slowo_obce> --- waluta portugalska w l. 1911--2002; escudo dzieliło się na 100 centavos.</pe>,/
I wyfruwali z fali lśniącej /
  Z pieniążkiem w zębach --- a tak chybko /
  Jak mgliste rybki fruwające /
  (Bryzg piany mknie za taką rybką). /
  A inna wyspa --- czarnoluda, /
Tam się dziewczyny biją w uda, /
  Śpiewając: Wamba negro mbamba /
  Somba ubumba ay aé!/
Ay tamba tamba tamba tamba /
  Yamba mulata yambambé<pe><akap><slowo_obce>Wamba negro mbamba (...)
  Yamba mulata yambambé</slowo_obce> --- naśladownictwo fonetyczne fraz z wiersza <tytul_dziela>Canto Negro</tytul_dziela> Nicolása Guilléna (1902--1989), poety kubańskiego (o pochodzeniu Afrokubańskim), z tomu <tytul_dziela>Sóngoro Cosongo</tytul_dziela> (wyd. 1931) zawierającego również teksty wykorzystujące onomatopeje, współbrzmienia i paralelizmy, bazujące na gatunku muzyczno tanecznym <slowo_obce>son cubano</slowo_obce>:</akap>

<strofa>
¡Yambambó, yambambé!/
Repica el congo solongo,/
repica el negro bien negro;/
congo solongo del Songo/
baila yambó sobre un pie.
</strofa>

<strofa>
Mamatomba,/
serembe cuserembá.
</strofa>


<strofa>
El negro canta y se ajuma,/
el negro se ajuma y canta,/
el negro canta y se va./
Acuememe serembó,/
aé/
yambó,/
aé.
</strofa>

<strofa>
Tamba, tamba, tamba, tamba,/
tamba del negro que tumba;/
tumba del negro, caramba,/
caramba, que el negro tumba:/
¡yamba, yambó, yambambé!
</strofa>
</pe>! /
A potem woda --- nuda --- woda --- /
  Nudą i wodą płyną dnie.../
Ay, whisky whisky whisky-soda,/
Yamba, «Angola», yambambé!/
<begin id="b1760271429524-2406269432"/><motyw id="m1760271429524-2406269432">Podróż, Gwiazda, Niebo, Pijaństwo</motyw>...Nagle w sferycznym nocy szkle /
  Cyrkowy cud, nowiny, zmiany:/
Na głowie stanął zwierz gwiaździany, /
  Ciemieniem na księżyca łbie.../
Ktoś z nas na pewno jest pijany.../
Leżę na wznak, rozkołysany.../
Ay, tamba? yamba? yambambé?/
Trudno atoli stać na głowie /
  Takiej niezgrabie przysłowiowej /
  Pośród zawrotu planet, komet, /
  Sławnych Kasjopej i Andromed,/
I tak wysoko. Bo na oko /
  Była nade mną o kilometr.../
Więc już nazajutrz (yamba, kniaziu!/
Yamba, Leszuniu, yambambé!)/
 Spadła i wpadła... w whisky, kniaziu? /
  W niebo, Leszuniu? Kto ją wie.../
Bo już ocean jest nad nami,/
A gwiezdna noc --- pod statkiem wre,/
I płynie na dół kominami /
  Nasza «Angola» yambambé!/
 Trzymaj się, Leszku, mocno trzymaj,/
  Bremzuj<pe><slowo_obce>bremzować</slowo_obce> (gw., z niem. <slowo_obce>bremsen</slowo_obce>)--- hamować.</pe>, kniaziuniu! Nadszedł czas./
Tu glob najbardziej brzuch wydyma<pe><slowo_obce>Tu glob najbardziej brzuch wydyma</slowo_obce> --- zwyczajowo na statkach przekraczających równik świętuje się ten moment żywiołową zabawą.</pe>,/
Tu go ten słynny ściąga pas./
 I gdyśmy, jak ze skoczni śliskiej, /
  Zjechali w dno Astralnej Miski --- /
  --- Krzyż Południowy pięciobłyskiem /
  Na obalonym niebie stał,/
<slowo_obce>Viva Cruzeiro<pe><slowo_obce>viva vruzeiro</slowo_obce> (port.) --- niech żyje krzyż.</pe></slowo_obce>! <slowo_obce>Viva Whisky</slowo_obce>!/
<slowo_obce>Viva Bandeira Nacional</slowo_obce><pe><slowo_obce>viva bandeira nacional</slowo_obce> (port.) --- niech żyje sztandar narodowy.</pe>!/
A jeszcze przedtem (na wyjezdnym  /
  Z północnych niebios, mórz i ziem) /
  Klepsydrę czasu z piaskiem gwiezdnym /
  Przekręcił sen do góry dnem.<end id="e1760271429524-2406269432"/>/
  Krążyła statkiem zamieć złota. /
  Odwrotne wiry morskich trąb,/
I wicher lat jak liśćmi miotał /
  Drzeworytami starych ksiąg./
I oto płynie w ślad «Angoli»/
Armady mojej tren korsarski,/
A ja na dziobie przy busoli --- /
  Ja, ów admirał portugalski,/
Pedro Alvarez Cabral<pe><slowo_obce>Cabral, Pedro Álvares</slowo_obce> (ok. 1467--ok. 1520) --- żeglarz portugalski, dowódca sfinansowanej przez króla Manuela I (1469--1521) wyprawy 13 statków, które wyruszyły do Indii szlakiem Vasco da Gamy, jednakże płynąc ku Przylądkowi Dobrej Nadziei, zostały zniesione wiatrem i  22 kwietnia 1500 r. dotarły do wybrzeży Brazylii; Cabral nazwał nowo odkryty przez Europejczyków ląd Terra de Vera Cruz (Ziemia Prawdziwego Krzyża) i uczynił go kolonią Portugalii.</pe>, z woli /
  Monarchy mego, Manuela /
  Ku Indiom sterujący sławnym,/
Niczym ów Jazon<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q176758"></ref> starodawny, /
Gdy się po złote wybrał runo.../
Ale za aury niefortuną/
  Poniósł nas srogi wiatr przeciwny /
  Na ląd Brazylu wielodziwny,/
Co w słońcu mienił się i świetniał /
  Jak blask korony luzytańskiej<pe><slowo_obce>luzytański</slowo_obce> --- portugalski; od nazwy staroż. prowincji rzymskiej na tych terenach: Luzytania.</pe>./
Dzień był dwudziesty drugi kwietnia /
  W tysiąc pięćsetnym roku Pańskim./
 <begin id="b1760276190516-3928704520"/><motyw id="m1760276190516-3928704520">Dziki</motyw>Miedzianoskóry, długowłosy,/
W pstrych piórach powplatanych w kosy<pe><slowo_obce>kosa</slowo_obce> (daw., gw.) --- warkocz.</pe>, /
  Z gębami w pręgach barwnych szczeżuj,/
  Dziwolud nagi na wybrzeżu /
  Papuzio skrzeczy wniebogłosy./
W podrygach, trzęsąc oszczepami /
  Z nasadzonymi czerepami,/
Wojennym następuje pląsem,/
A łuków brzęk i chrzęst bransolet,/
I naszyjników kły bawole /
  Grzechocą śmiercią z każdym wstrząsem./
  To się ku ziemi w pałąk zegną,/
Czają się, pełzną na czworakach,/
To trysną z trawy i pobiegną,/
Za rzutem dzidy migną w krzakach,/
Z wrzaskiem wyskoczą i znów legną/
  Węsząc zwierzęcych skoków ślady... /
  Zwabiony wrzawą niepowszednią,/
  Wyszedł z kryjówek swych na zwiady /
  Zastęp stworzenia wieloraki:/
Na dziwoskały --- dziwogady,/
Na dziwodrzewa --- dziwoptaki./
I wtem okropna rzecz się stała.../
Niech mnie monarcha mój rozstrzela! /
  Manuel stracił admirała,/
Admirał zdradził Manuela!/
Bo nie przystoi w takiej chwili /
  Groźnemu konkwistadorowi,/
Żeby rozrzewnił się, rozmilił/
I zachwyconym wzrokiem krowim/
 W żywe wpatrywał się ryciny/
Cudnej powieści z lat dziecinnych: /
  <tytul_dziela>Młody wygnaniec<pe><slowo_obce>Młody wygnaniec</slowo_obce> --- tytuł powieści dla młodzieży spolszczonej przez Julię Marię Zaleską (1831--1889) na podstawie oryg. niem. tekstu Richarda Rotha (1835--1915) i wydanej po raz pierwszy w Warszawie w 1889 r. z ilustracjami Stanisława Wolskiego, a następnie wielokrotnie wznawianej (pełny tytuł adaptacji brzmiał: <tytul_dziela>Młody wygnaniec. Przygody wśród puszcz i stepów amerykańskich</tytul_dziela>, oryg. wzoru: <tytul_dziela>Die Heimat in der Wüste. Erzählung aus den wildnissen des südwestens von Nordamerika</tytul_dziela>).</pe></tytul_dziela> (...do Brazylii)./
  Hańba takiemu <slowo_obce>almirante</slowo_obce><pe><slowo_obce>almirante</slowo_obce> (port.) --- admirał. </pe>/
Niezwyciężonej Luzytanii,/
Gdy woła: «Serwus, ukochani! /
  Bracia tubylcy, dzikie ludy,/
Piękni Tamoje i Guarani,/
Tupi, Tapuje, Botokudy!/
Witaj, szlachetny Moxicambu /
  Znad rzeki Urucuricara,/
Zwany Wątrobą Jaguara!/
  W hołdzie do twoich stóp się ścielę /
  I Portugalię składam w darze/
  Razem z monarchą Manuelem./
Hej, na kolana, Blade Twarze!/
A ty, potęgo ludożercza,/
Spełń najtajniejsze z moich marzeń: /
  Niech nad ogniskiem raz usmażę...» <end id="e1760276190516-3928704520"/>/
  ...Już wiesz:/
 <wers_wciety typ="1">«Po chwili w ogniu skwierczał</wers_wciety>/ 
  <wers_wciety typ="1">Udziec tapira smakowity,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">I zapach smażonego tłuszczu</wers_wciety>/
  <wers_wciety typ="1">Podniecał wilcze apetyty</wers_wciety>/
 <wers_wciety typ="1">Naszych znużonych podróżników...»</wers_wciety>/
...Dym nad ogniskiem... dym nad puszczą... /
  I w dymie zgiełk wojennych krzyków/
  Przechodzi w gwar wielojęzyczny:/
To port w zatoce Guanabara<pe><slowo_obce>port w zatoce Guanabara</slowo_obce> --- Rio de Janeiro.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q224101"></ref>,/
Przede mną Murzyn atletyczny,/
  Koloru kawy i cygara,/
  Białkami błyska i zębami:/
«Taxi? Hotel?» i do hotelu /
  Wzdłuż oceanu, pod palmami.../
A mój rym o czym? O Otellu. /
  Dziewierski tylko oczy mrużył /
  Od łez. Z popiołów teatrzyku /
  Sterczała główka tekturowa: /
  Murzyn/
Tknął palcem. Tak się nieboszczyka, /
  Czując i lęk, i wstręt, dotyka,/
Wziął w garść popiołu i pochował./
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>
</strofa>




<strofa><begin id="b1760276503459-1438496761"/><motyw id="m1760276503459-1438496761">Ogień, Siła</motyw>Apteka cudem ocalała,/
A miałby ogień używanie!/
Tam by pokazał, tam zadziałał,/
Gdyby te słoje, butle, banie /
  Lwią łapą zaczął czule głaskać, /
  Krwawym jęzorem mlaskać po nich... /
  Niechby najmniejszy pękł flakonik,/
A wszystko by zaczęło trzaskać,/
Rozsadzać, pękać w kanonadzie /
  Piorunujących karamboli./
Niejeden by się tam wyzwolił /
  Więzień w butelce lub w szufladzie, /
  Pokazałby niejeden proszek,/
Jakim jest prochem-dynamitem,/
Jakie w nim siły są ukryte,/
Choć go sprzedają za trzy grosze. /
  Wyrwałyby się w niebo swoje /
  Z chemicznych ciał chemiczne dusze: /
  Wy, utajonych barw geniusze,/
Wy, symbolicznych elfów roje! /
  Niejeden by się tam rozwiązał /
  Zawiły związek, splot, kompleksik:/
O, błyskawiczna analizo /
  W drgawkach ogniowej epilepsji!/
O, ile zerwań, złączeń, strąceń/
W eksplodujących sekund trzasku!/
I wyzwolone ognia łaską/
Żywioły dymnym słupem --- w słońce.<end id="e1760276503459-1438496761"/>/
 <begin id="b1760276558813-2938631691"/><motyw id="m1760276558813-2938631691">Żywioły</motyw>--- Pamiętaj, mała, co od teraz /
  W aptece będziesz usługiwać,/
Butelki nosić, słoje dźwigać,/
Pamiętaj: pasja je rozpiera./
Z dala od ognia! by czasami /
  Jeniec płomieniem się nie zajął. /
  Ostrożnie, mała, z żywiołami,/
Bo --- wyzwolone --- zabijają.<end id="e1760276558813-2938631691"/></strofa>




<strofa>
Rano odwiedził dwie mogiły:/
Córki i kwiatów. Córkę kryły /
  <begin id="b1760276645060-663997554"/><motyw id="m1760276645060-663997554">Jesień</motyw>Pożółkłe, zmokłe liście klonu:/
Świeży się zapach z nich ulatniał, /
  Jesiennie rześki, choć przegniły.<end id="e1760276645060-663997554"/>/
Druga mogiła była bratnia./
Gniły tam w lejach od granatów /
  Skoszone bataliony kwiatów /
  I trupy w rowie, który wił się /
  Wężyskiem wklęsłym po ogrodzie,/
A drżąc na chłodzie, moknąc w wodzie, /
  Do pobliskiego lasu zmykał.../
I kupą cegieł, gontów, belek /
  Jeszcze się w wilgnym tlił popiele /
  Samotny domek ogrodnika...
</strofa>




<strofa>
Wracał do miasta twardym krokiem,/
Raz --- dwa --- trzy --- cztery./
Dumy głębokie, dumy wysokie/
  Niosły go naprzód rwącym potokiem, /
  Wiatr --- dwa --- trzy --- cztery./
Kładła się zwiędła trawa-bylica /
  W polu szerokiem,/
 Tęsknie szumiała rzeka-Pilica /
  Rokiem-Wyrokiem./
Wiatr pogwizdywał ostro i cienko,/
W uszach dzwoniło starą piosenką: /
  <wers_wciety typ="1">«Ach, moja droga, ach, moja miła,</wers_wciety>/
  <wers_wciety typ="1">Cóżeś ty z sercem moim zrobiła?»</wers_wciety>/ 
  Raz --- dwa --- a resztę wiatr /
  Porwał i poniósł w daleki świat...
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>III</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Przed Grand Hotelem w mieście Łodzi /
  Z trzaskiem parademarsz<pe><slowo_obce>parademarsz</slowo_obce> (z niem.) --- parada wojskowa.</pe> odchodzi. /
  Brodaty landszturm<pe><slowo_obce>landszturm</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>landsturm</slowo_obce>) --- pospolite ruszenie, żołnierze rezerwy.</pe>, w lewo łby,/
A karną linią za feldfeblem<pe><slowo_obce>feldfebel</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Feldwebel</slowo_obce>) --- sierżant. </pe> /
  Wyrzuca sztywno i uparcie /
  Podkute stopy. Trzeszczy werblem /
  Grzmot pruskich bębnów. A na warcie, /
  Wpatrzone w marsz jak wierne psy, /
  Giętkie lejtnanty<pe><slowo_obce>lejtnant</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>lieu tenant</slowo_obce>: utrzymujący pozycję) --- porucznik; w wojsku niem. podporucznik.</pe>, adiutanty:/
Czerwony kołnierz, monokl, trzcinka,/
  Cienka jak ostry gwizd piszczałek:/
«Za Ren, za Ren, niemiecki Ren»<pe><slowo_obce>Za Ren, za Ren, niemiecki Ren</slowo_obce> (niem. <slowo_obce>Zum Rhein, zum Rhein, zum deutschen Rhein</slowo_obce>) --- jeden z początkowych wersów piosenki (słowa Max Schneckenburger 1840, muzyka Karl Wilhelm 1854) <tytul_dziela>Die Wacht am Rhein</tytul_dziela> (,,Straż na Renie"), która zyskała popularność w związku z narastającym konfliktem między Francją a Prusami, który kulminował w wojnie prusko-francuskiej (1870--1871); był to jeden z nieoficjalnych hymnów Drugiej Rzeszy Niemieckiej; podczas I wojny światowej i w międzywojniu ze względu na okoliczności i kontekst wykonywania utworu piosenka zyskała tym mocniejszy wydźwięk silnie nacjonalistyczny. </pe>,/
 I gość dostojny --- feldmarszałek<pe><slowo_obce>feldmarszałek</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Feldmarschall</slowo_obce>) --- marszałek polny, najwyższy stopień wojskowy.</pe>, /
  Szkarłatno-siwy Mackensen<pe><slowo_obce>Mackensen, August von</slowo_obce> (1849--1945) --- feldmarszałek niem., dowódca wojsk niemieckich i austro-węgierskich podczas I wojny światowej, nominację ze stopnia generała na feldmarszałka otrzymał za przełamanie frontu rosyjskiego pod Gorlicami i zajęcie Galicji wraz ze Lwowem w 1915 r.; wcześniej, późną jesienią 1914 r. zajął na czele armii niem. Łódź.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q76909"></ref>./
A pośród tłumu gapiów łodzian /
  Miota się gniewnie chudy młodzian. /
  Kapelusz na nos, kołnierz sztorcem, /
  Wściekłością trzepie jak proporcem, /
  Oczami krzyczy <tytul_dziela>Marsyliankę</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Marsylianka</slowo_obce> --- francuska pieśń rewolucyjna (słowa i muzyka Claude Joseph Rouget de Lisle, 1792), jej pierwotny tytuł odwoływał się do historycznego wydarzenia wymarszu rewolucyjnej Armii Renu <tytul_dziela>Chant de marche de l'Armée du Rhin</tytul_dziela> (,,Marsz wojenny Armii Renu"), tytuł popularny zyskała jako śpiewana przez rewolucyjnych żołnierzy z Marsylii podczas szturmu na pałac Tuileries; pieśń stała się hymnem Wielkiej Rewolucji Francuskiej, w okresie Restauracji zakazana, od 1879 r. funkcjonuje jako hymn państwowy Republiki Francuskiej.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q41180"></ref> /
  I ostrzem wbija w pruski szyk/
  Nienawiść młodą, mściwy krzyk:/
Za Łódź, za wolność, za kochankę,/
Z którą umówił się na randkę/
  W cukierni naprzeciwko. Toć /
  Nie puści szucman<pe><slowo_obce>szucman</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Schutzmann</slowo_obce>) --- porządkowy; policjant.</pe>, rudy pałkarz,/
W obliczu sztabu, feldmarszałka /
  I krajskomendy<pe><slowo_obce>krajskomenda</slowo_obce> (z niem.) --- komenda okręgowa.</pe> miasta «Lodz»./
Nie wiedzą, jaka to męczarnia,/
Nie słyszy Foch<pe><slowo_obce>Foch, Ferdinand</slowo_obce> (1851--1929) --- marszałek Francji, od kwietnia 1918 r. naczelny dowódca sił sprzymierzonych.</pe>, nie wierzy Bóg!/
I wciąż, i wciąż cesarska armia /
  Paradą rąbie łódzki bruk,/
I wciąż rozdyma przez piszczałki /
  Sekundy w wieki jak balony,/
Butami bębnów bataliony /
  Druzgocą serce na kawałki./
Narody! Zaraz koniec! Stąd,/
Z armaty w gardle, cios ugodzi /
  I pęknie front, ostatni front /
  Przed Grand Hotelem w mieście Łodzi. /
  Zachód od lewej, wschód od prawej /
  W boki sprężyny wparły dwie ---/
Rwij! Wyskocz z łuku! Oczy lwie /
  W powietrze wrył --- i skacze, rwie,/
Drze uroczysty marsz plugawy,/
Między chorążym i doboszem /
  Prześliznął się zwycięskim Fochem /
  I w tłum po drugiej stronie --- szast!/
I wtedy jakby tysiąc miast /
  Runęło za nim. Jakby globus /
  Pękł wrzaskiem Niemca: «<slowo_obce>Sie, Mikrobus</slowo_obce>! /
  <slowo_obce>Kreuzsappermentrebelle Sie</slowo_obce>!»<pe><slowo_obce>Sie, Mikrobus!  Kreuzsappermentrebelle Sie!</slowo_obce> (niem.) --- Panie smarkacz! Rebeliancie sakramencki ty!</pe>/
...Wpadł do cukierni. Śmiech i łzy.
</strofa>




<strofa><begin id="b1760520346290-3686245590"/><motyw id="m1760520346290-3686245590">Miłość, Poeta, Kobieta, Poezja</motyw>Mgiełkami złudy opływana /
  Jak sen o Wenus snem o fali./
Co chwila topniejąca w dali /
  I o brzeg życia rozbijana /
  W rozbryzgi piany i konwalii/
(Konwalią bowiem upłynnioną /
  Kipiała białośnieżna piana),/
Jeszcze sekunda --- a upiorna:/
Tak niemożliwa, nieprawdziwa, /
  Wymykająca się, oporna /
  Spragnionym oczom, trudna słowom/
--- Siedziała święta i pozorna /
  I jadła babkę śmietankową./
«Pół czarnej, panie Madaliński!/
Dolna połowa...» Bez wrażenia./
  «Wiesz --- mówię --- taki zbir berliński...» /
  I opowiadam. Ani cienia /
  Uwagi. Mgławi się, odpływa/
  W pienną ojczyznę swej urody /
  I wraca sztormem konwaliowym,/
 Wtedy o stolik marmurowy /
  Druzgoce się kwiecista grzywa.../
List przed nią kładę. W liście skowyt /
  Rozpaczy, uwielbienia, modlitw,/
Płonę w nim, krwawię się, wyżalam, /
  Niebo rozdzieram, gwiazdy kradnę ---/
  ...Napływa czysta, chłodna fala /
  I świat zalewa: «Bardzo ładne».<end id="e1760520346290-3686245590"/></strofa>




<strofa>
W tej to cukierni staromodnej,/
Do której i ocean wpełzał,/
Czuły się mity najswobodniej,/
  Powiedzmy: jak u pana Dzeusa /
  Za piecem. Nieraz się wałęsał /
  Duch błędny w zadymionej sali... /
  Zwłaszcza wieczorem, gdy kelnerzy /
  Rachunki w kasie już zdawali,/
Gdy światła gasły, gdy ucichał /
  Brzęk szklanek, ludzi i talerzy,/
Gdy salę już zamiatał Michał/
I na stolikach stawiał krzesła,/
 A jeszcze wołał pan Bolesław:/
«Dwie herbat czarna raz!» --- i rzucał /
  Blaszane na stół kontramarki<pe><slowo_obce>kontramarka</slowo_obce> --- numerek np. w szatni, zamówienia w restauracji itp.</pe>,/
I tym wołaniem swym zakłócał /
  Szept czuły zakochanej parki /
  I mój samotny. Ja --- do ściany./
Samotnie byłem zakochany./
W takie wieczory nieraz zawiał/
  Po pustej sali gość z zaświatów,/
Marą się zjawiał i rozmawiał /
  Pukaniem w chłodny marmur blatów, /
  Jak na seansie... Ja po cichu /
  Odstukiwałem na stoliku /
  Sylaby przyszłych poematów.
</strofa>




<strofa>
Lecz w biały dzień? Przy pełnej sali?!/
I nawet papierosa pali?/
Sen? Jawa?/
<wers_cd>Blaskiem baśni trysnął,</wers_cd>/ 
  Srebrnym orzełkiem czapki błysnął /
  I siwą zamajaczył kurtką,/
Sumiasty wąs, krzaczaste brwi miał,/
 Przy szabli lewą rękę trzymał,/
Prawą zasalutował krótko /
  I szedł przez salę, pochylony,/
Jakiś rogaty, nastroszony,/
A przecież rześki i żołnierski.../
Tak zjawił się w cukierni łódzkiej/
  Duch w niewątpliwym kształcie ludzkim,/
  On właśnie --- stary nasz Dziewierski.
</strofa>




<strofa>
Zdrętwieli ludzie. «Legionista!»/
I zaraz poszło szeptem, szmerem,/
 Ten tego trąca, ten z kelnerem/
  Półgłosem dyskutuje, tamten /
  Klaruje tej, więc ta brylantem /
  W talerzyk stuka: «Płacić! płacić!» /
  Spode łba patrzy wielki przemysł:/
Pan prezes z panem fabrykantem /
  Spurpurowieli --- «Nie możemy /
  Rosyjskich rynków przez nich tracić!» /
  Gestykulują adwokaci,/
Zdenerwowani kupczykowie /
  Guziki sobie wyrywają:/
«Nieprawda! Pan mi to nie powie!»/
  Pruskiego Szwaba pyta łódzki:/
«<slowo_obce>Wer ist das eigentlich Piłsudski<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q885"></ref>?</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>Wer ist das eigentlich Piłsudski?</slowo_obce> (niem.) --- Właściwie kto to jest Piłsudski?</pe>/
  Endecka<pe><slowo_obce>endecki</slowo_obce> --- związany z Narodową Demokracją. Powstałe w 1896 r. Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne było ugrupowaniem programowo antysemickim, w okresie I wojny światowej prorosyjskim, utworzony przez  jej zwolenników Legion Puławski walczył jako 739 Nowoaleksandryjska Drużyna w składzie wojsk rosyjskich na froncie wsch. w imię ,,zjednoczenia ziem polskich pod berłem carów"; od listopada 1914 r. opiekę nad oddziałem sprawował Komitet Narodowy Polski kierowany przez Romana Dmowskiego.</pe> morda nienawistna /
  Dyskretnie a wzgardliwie śwista,/
A pannie Krysi błyszczą oczy,/
Ledwo ze skóry nie wyskoczy:/
«Ach, legionista! legionista!»/
Tutaj wzruszenie, a tam trwoga,/
 Ten patrzy z dumą, ów z nadzieją,/
A wszyscy niczym na raroga,/
A gdy się napatrzyli ---  wieją. /
  «Ostrożnie, panie, nasi blisko,/
Jutro tu będą, głowę kładę,/
W Strykowie<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q114093"></ref> słychać kanonadę,/
A my w cukierni z legionistą<pe><slowo_obce>legionista</slowo_obce> --- tu: żołnierz Legionów Polskich, formacji wojskowej utworzonej 27 sierpnia 1914 r. z inicjatywy polskich stronnictw politycznych w Galicji, w I wojnie światowej walczącej jako oddziały armii austro-węgierskiej po stronie państw centralnych. W skład LP weszły oddziały polskich organizacji paramilitarnych, m.in. Związku Strzeleckiego, Polskich Drużyn Strzeleckich, Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego ,,Sokół". W grudniu 1914 sformowano z oddziałów, które pod dowództwem Józefa Piłsudskiego miały już na swoim koncie pewne dokonania militarne utworzono I Brygadę Legionów Polskich, w maju 1915 r. II Brygadę Legionów Polskich tzw. Karpacką (pod dowództwem płk. Ferdynanda Küttnera, nast. płk. Józefa Hallera), i III Brygadę Legionów Polskich; 20 września 1916 utworzono z oddziałów legionowych Polski Korpus Posiłkowy, a 10 kwietnia 1917 Polską Siłę Zbrojną (<slowo_obce>Polnische Wehrmacht</slowo_obce>). W lipcu 1917 r. w wyniku sprowokowanego przez Piłsudskiego tzw. kryzysu przysięgowego (I i część III Brygady odmówiły złożenia przysięgi na wierność obcym monarchom) doszło do internowania legionistów (15 tys.) w obozach w Beniaminowie i Szczypiornie oraz karnego wcielenia (3 tys.) żołnierzy posiadających obywatelstwo austr. do armii austro-węgierskiej i wysłania na front włoski. Reszta Polskiego Korpusu Posiłkowego (gł. rekrutująca się z II Brygady), złożywszy przysięgę, pod dowództwem austro-węgierskim kontynuowała walkę na wschodzie. Część, która odmówiła przysięgi, tworzyła nadal Polską Siłę Zbrojną (od lipca 1917 do października 1918 zwiększyła swą liczebność z ok. 3 tys. do 9 tys.), dając początek Wojsku Polskiemu, które 13 października 1918 r. zaprzysiężono na wierność Radzie Regencyjnej; w listopadzie 1918 r. oddziały WP odegrały istotną rolę w rozbrajaniu oddziałów niem. w Warszawie.</pe>»./
I w nogi./
<wers_cd>Słucham nieprzytomny,</wers_cd>/
Co opowiada pan Dziewierski,/
Ach, nie Dziewierski --- zjaw rycerski /
  Stworzony przez fantasmagorię... /
  Przegalopował przez historię,/
A pędząc nadział na miecz złoty /
  Same świetności, same cnoty /
  I wieszczów pałające strofy,/
Więc w dziwny portret się układa:/
Chrobry<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q53436"></ref> <slowo_obce>en face<pe><slowo_obce>en face</slowo_obce> (fr.) --- twarzą na wprost. </pe></slowo_obce>, Anhelli<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9154630"></ref> w profil,/
Ma coś z Kościuszki<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q191479"></ref> i Konrada<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q48844953"></ref>,/
A jednocześnie jest Batorym<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q54030"></ref> /
  Z cechami Piasta<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q353255"></ref>, Wernyhory<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q35007"></ref>,/
 Księcia Józefa<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q154382"></ref> i Kordiana<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q6431535"></ref>.../
Taka to postać zawikłana,/
Taki to Mąż (czterdziesty czwarty),/
O szablę-miecz rycersko wsparty,/
Wiódł swą opowieść: «...no więc właśnie... /
  Jak się to stało, nie objaśnię,/
Bo nie wiem. Trzasło i gotowe./
U mnie tak zawsze. Jednym słowem:/
Mus, proszę Julcia... Gadać szkoda.../
Taka już nasza polska moda,/
Że trach i mu-si! No, a tego.../
(Popatrzył na mnie dobrotliwie,/
Jak gdyby mówił: »Śmiało, śmiało! /
  Powiedz mi: co cię powstrzymało? /
  Zrozumiem cię, usprawiedliwię«) ---/
  ...Julcio dlaczego nie w legionach?/
Zdrów, młody, byłby przystał do nas... /
  (Ginę, zapadam się pod ziemię,/
Stolika się kurczowo chwytam)/
Bo przecie, choć Izraelita,/
To Polak... Znam od dziecka. No więc...» /
  (Umilkł --- i znowu tym spojrzeniem:/
«Nie bój się, chłopcze, powiedz, powiedz...») /
  Ja gniewem się i wstydem mienię, /
  Ciemnym zalewam się rumieńcem ---/
  I mocnym szeptem: «Bo wy z Niemcem... /
  Wy --- z Niemcem, a ja nigdy z Niemcem.../
  Nigdy! I nawet gadać szkoda./
Taka znów moja polska moda...»
</strofa>




  

<strofa>
<wers_wciety typ="1">Uśmiechnął się. «Gorączka z Julcia...</wers_wciety>/
Z Niemcem tam, z Niemcem!... Ano zychier<pe><slowo_obce>zychier</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>sicher</slowo_obce>) --- pewnie.</pe>. /
  Jak mówił kapral Francek Cieślik,/
Jeżeli Niemcem jest manlicher<pe><slowo_obce>manlicher</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>mannlicher</slowo_obce> --- nazwa powtarzalnego, szybkostrzelnego karabinu Mannlicher M1895, skonstruowanego przez Ferdinanda Mannlichera; podczas I wojny światowej był to karabin Armii Austro-Węgier. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q983967"></ref>./
To z Niemcem... A ta szabla, jeśli /
  Ona Tatarka<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q109836314"></ref>, to z Tatarem.../
Kto z kim, nie moja rzecz, nie Francka,/
Ani nie Julcia. --- Komendancka<pe><slowo_obce>komendancki</slowo_obce> --- należący do komendanta; tak nazywano Józefa Piłsudskiego w międzywojniu. </pe>! /
  My się bijemy z ruskim carem./
Z Mosk...». Nie dokończył i sposępniał./
Po chwili, chociaż nie pytany,/
Jak gdyby na pytanie odrzekł:/
«A mała --- owszem, wszystko dobrze. /
  Radość popatrzyć... Będzie piękna /
  Dziewczyna. Smukłe to jak brzózka...»/
I najniespodziewaniej w świecie. /
  «Bie-rio-zień-ka...»<pe><slowo_obce>bieriozieńka</slowo_obce> (z ros.) --- brzózka.</pe> pociągnął z ruska: /
  «Krasotka<pe><slowo_obce>krasotka</slowo_obce> (z ros.) --- ślicznotka. </pe>... Biriuzà bieriozka»/
Z ironią ciągnął pieszczotliwą.../
«Jak Julcio sądzi --- Iłganowska,/
Dobre? Co? Czy Dziewierska lepiej?/
Bo... tego... nuż się ktoś przyczepi?/
Więc może by zawczasu lepiej?»/
I nie czekając na odpowiedź,/
Snuł dalej nieświadomą spowiedź: /
  «Śliczności, mówię, ta dziewczyna./
Nic z ojca, całkiem poszła w Zochę /
  I te usteczka już ma trochę --- /
  (Pokazał) nawet coraz więcej...». /
  Pochrząkał, ręką machnął. «I, tam! /
  Bóg z nią. Nie będę przypominał./
 Lecz jak już przyszło, to zapytam: /
  Grają tam jeszcze u Sellina<pe><slowo_obce>Sellina teatr</slowo_obce> --- Teatr Wielki w Łodzi przy ul. Konstantynowskiej, ufundowany przez Fryderyka Sellina i uroczyście otwarty w 1901 r., posiadający trzykondygnacyjną widownię na 1250 osób, centralne ogrzewanie, oświetlenie elektryczne i wentylację, mimo sąsiedztwa usytuowanych w tym samym gmachu restauracji, sali balowej i pijalni wód mineralnych, z uwagi na niską frekwencję wkrótce upadł. Próby ratowania instytucji pojęte od sezonu 1905/1906 pod dyrekcją Icchaka Zandberga (odnajmowano scenę m.in. na występy teatru japońskiego czy słynnej tancerki Isadory Duncan) pozwoliły utrzymać scenę do końca wojny; w 1912 r. gmach został sprzedany na licytacji, w czasie wojny służył jako niem. lazaret wojskowy, w 1920 r. spłonął.</pe>?/
Już nie? A gdzie? Na Cegielnianej<pe><slowo_obce>teatr na Cegielnianej</slowo_obce> --- Teatr Polski zorganizowany w 1909 r. w przebudowanym magazynie przez Aleksandra Zelwerowicza.</pe>... /
  To tam, gdzie »Klukas«<pe><slowo_obce>Klukas</slowo_obce> --- nazwa daw. hotelu w Łodzi, usytuowanego w narożnym budynku przy przy ul. Cegielnianej 64 w Łodzi (dziś Jaracza 34).</pe>...» Zadumany, /
  Do myśli swoich mówił: «No i /
  Dym, popiół... Trudno. Niech się Julcio /
  W razie by czegoś nic nie boi:/
Pokipi, potem się ustoi»./
(I to do własnych mówił myśli.)/
«Tak to jest... Może byśmy wyszli?»
</strofa>



  

<strofa>
 Nasunął czapkę z miną diablą /
  I szedł Piotrkowską, włócząc szablą, /
  On, żołnierz polski, żołnierz polski,/
Mój pierwszy w życiu żołnierz polski. /
  Idziemy milcząc. A po drodze:/
Najpierw fotograf Tyraspolski<pe><slowo_obce>fotograf Tyraspolski</slowo_obce> --- atelier fotograficzne Jakuba Tyraspolskiego działający od 1899 r., usytuowany przy ul. Piotrkowskiej 76; wcześniej Tyraspolski (tytułujący się jako ,,Nadworny fotograf", taką pieczątką opatrzone są jego fotografie) prowadził od 1894 r. zakład w Odessie, a filia łódzkiego  mieściła się w Warszawie (przy Mazowieckiej 12 w l. 1899--1905, Marszałkowskiej 130 w r. 1905 oraz Marszałkowskiej 87); choć zakład został przejęty przez Feliksa Buchcara w 1908 r., a następnie jego syna Jana, który był jego właścicielem do 1939 r., firmę prowadzono pod niezmienioną nazwą ,,J. Tyraspolski".</pe>,/
Tuż kwiaciarenka, potem bankier /
  Hieronim Schiff<pe><slowo_obce>bankier Hieronim Schiff</slowo_obce> --- Dom Bankowy Hieronim Schiff Spadkobiercy mieścił się przy ul. Piotrkowskiej 78 w Łodzi.</pe>: z łysiną, duży./
Przez długą, długą pipkę kurzył;/
Z bramy wychodzi Sergiusz Hofman,/
 Brunet w cylindrze, córka Stefcia /
  Otruła się; w tym samym domu /
  Wuj Henryk mieszka. Dalej --- mętnie... /
  Sunę przez szarość niewiadomą./
Migają sklepy niepamiętne --- /
  Tapety? lampy? skład papieru?/
Sto kroków ginie ze spaceru /
  (Uzupełnijcie go, łodzianie,/
Rówieśni moi!) --- i dopiero/
Przy «Luwrze»<pe><slowo_obce>Luwr</slowo_obce> --- kawiarnia i restauracja Henryka Fuglewicza, z nazwą na szyldzie w pisowni fr. ,,Louvre", przy ul. Piotrkowskiej 88; bardzo popularny w latach dwudziestych XX w., funkcjonował 1915--1933 r.</pe> (tam Dziewierski stanie)/
 <begin id="b1760533732893-3904335280"/><motyw id="m1760533732893-3904335280">Pamięć, Alkohol, Kawiarnia</motyw>Naftowa lampa mej pamięci /
  Płomieniem bucha jasnozłotym:/
Tam zalewałem żar tęsknoty /
  Wymyślną wódek mieszaniną /
  (Tak pożar gasi się benzyną),/
Tam na bufetu ślizgawicy /
  Objawił mi się, schylonemu./
Odblasków metalicznych demon,/
Duch wiecznie czynnej tajemnicy /
  W głębi przedmiotów: duch-alchemon...<end id="e1760533732893-3904335280"/>/
Tak, nurek den i dziejów rzeczy,/
A żeglarz sinych alkoholów,/
Zwątpiłem w ważność spraw człowieczych /
  I popłynąłem, nowy Kolumb,/
Wstecz --- w chaos --- w źródła tysiącwieczy.
</strofa>




<strofa>
Przy «Luwrze» (tam gdzie Petersilge,/
A naprzeciwko, lecz przed laty,/
Sklep z zabawkami miał pan Zielke) /
  Dziewierski stanął; chmurnym wilkiem /
  Na jezdnię patrzy; ja --- na balkon /
  (Osiemdziesiąty ósmy numer):/
Zakotłowało czarnym tłumem,/
Czerwienią, strzelaniną, walką.../
«Myślę, że rychtyk tu... Lecz Julcio /
  Był mały, to nie może wiedzieć,/
A mnie to krew zalewa żółcią.../
Bo ona... zresztą, co tam bede...»/
(Nic nie rozumiem, ale o nic /
  Nie pytam.) «Mówią, że tu jeden /
  Adwokat, co ich wtedy bronił,/
Poradzi, jak i co, bo muszę/
Ratować. Muszę! Prawda?...» Tutaj /
  Wyciągnął zza cholewy buta /
  Nagryzmolony karteluszek./
«Piotr Kon<pe><slowo_obce>Kon, Piotr</slowo_obce> (1865--1937) --- adwokat, obrońca w procesach robotników oskarżonych o działalność polityczną na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego (m.in. uczestników buntu tkaczy łódzkich w 1892 r., następnie uczestników wydarzeń Rewolucji 1905 r.); działacz Organizacji Radykalnej Inteligencji ,,Wolność" w Łodzi.</pe>. Zna Julcio? Mówią --- głowa /
  I gruba adwokacka ryba.../
Piotr Kon --- powtórzył. --- Będzie chyba/
  Naszego Mocia z Tomaszowa /
  Brat abo swat. On też mecenas»./
(Tu, zawsze czuły na wspominki,/
 Miłośnie wzdycham do Halinki.)/
«Przejazd sześć. Czołem». Skręcił w Przejazd.
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>IV</naglowek_podrozdzial>


<strofa>
Dwie sprawy miał do adwokata. /
  Pierwsza, powiedział, «narodowa», /
  Druga «dla duszy i dla świata»:/
Czy wnuczka jego, Iłganowa,/
Sierota, córka oficerska,/
Mogłaby (tu powody podał)/
Zmienić nazwisko na Dziewierska./
  Następnie: szuka prawdy, faktów,/
 Naocznych, wiarogodnych świadków /
  Tej demonstracji i wypadków/
  Sprzed lat dziesięciu. Czy widzieli,/
Kto «zaczął», tj. kto wystrzelił /
  Pierwszy? Kto zabił Iłganowa?/
Jak zachowywał się oficer,/
Nim salwę zakomenderował?/
Czy jest możliwe, że to szpicel,/
Ochrannik, wszystko sprowokował? /
  Czy można uznać, że Iłganow /
  Działał w obronie własnej? Moskal, /
  Ale też człowiek. Dostał rozkaz./
Więc musiał. Czy tą salwą splamił /
  Swój oficerski honor? Wreszcie:/
Kto jest «Kazinek»? «Bo na mieście /
  Mówili potem, że jakoby /
  Prowodyr między bojowcami,/
Co pierwszy zginął --- blondyn, młody. /
  Jasny garnitur, cera śniada ---/
  Może by pan mecenas zbadał /
  Co do zdarzenia i osoby?/
Mnie jeden letniak opowiadał --- /
  Więc, jak słyszałem, ten prowodyr /
  »Kazinku!« krzyknął, kiedy padał».
</strofa>


 



<strofa>
Gdy klient całą rzecz wymruczał, /
  Mecenas w grubym aktów tomie /
  Odnalazł stare «dieło... nomier»<pe><slowo_obce>dieło... nomier</slowo_obce> (z ros.) --- sprawa, numer.</pe>,/
Stronę po stronie je przerzucał; /
  Wreszcie, sięgając do binokli /
  Palcami w szczyptę zebranymi,/
 Wypalił: «Co będziemy mogli,/
Zrobimy, panie dobrodzieju»./
Mówił mniej więcej jak Franc Fiszer<pe><slowo_obce>Fiszer, Franciszek</slowo_obce> (1860--1937) --- erudyta i filozof, słynny z charakterystycznego dowcipu, autor i bohater wielu angdot, przyjaciel literatów i artystów (w tym skamandrytów), bywalec warszawskich kawiarni, wysoko ceniony w warszawskim środowisku literackim i wielokrotnie opisywany. </pe>, /
  Dziś jeszcze jak żywego słyszę:/
Co słowo, to soczysta wiśnia,/
W miąższ dźwięku wpijał się i wmyślał,/
  Rzecz wartko tocząc jednocześnie /
  (Łakomy był na te czereśnie)./
Po punkcie punkt, po kwestii kwestię /
  Kładł na stół, ufny w swą maestrię, /
  To --- tak, to --- nie, a tamto --- może,/
To da się zrobić, z tamtym gorzej. /
  Świadkowie --- słaba to nadzieja, /
  «Proszę ja pana dobrodzieja,/
Można poszukać --- owszem, ale /
  Świadek --- to zawsze łeb zakuty,/
Więc gdyby nawet» i tak dalej,/
I --- «<slowo_obce>solche Stiefel</slowo_obce><pe><slowo_obce>solche Stiefel</slowo_obce> (niem.) --- takie buty.</pe>, takie buty»./
...«Co do Kazinka zaś, to nas tu /
  Najsroższy zawód spotka, sądzę./
 Podsądnych było stu dwunastu,/
Zginęli zaś następujący:/
Bednarek, Łuczak, Hanc, Kiełpiński, /
  Stępień, Chajmowicz, Witusiński, /
  Kozłowski Jan, Kozłowska Wanda, /
  Włodarczyk, Mergiel, Mróz, Olanda, /
  Szejnman, Kleinówna i Kołodziej,/
Więc, jak pojmuje pan dobrodziej, /
  Trudno dziś dociec, czyj to synek, /
  Bo syn, przypuszczam, ten Kazinek.../
A czy... śmiem spytać, w jakim celu /
  Wielce szanowny pan dobrodziej /
  Chce znaleźć chłopca? O co chodzi?» /
  Dziewierski chrząknął... «Niby... w celu.../
  Jak by powiedzieć? Niby... że ja.../
I! co tam bede... Bardzo długa /
  Historia... Uniżony sługa»./
--- «Najniższy pana dobrodzieja».
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>V</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Co praczka robi, rzecz wiadoma,/
Nie sekret też, co zbieracz znaczy. /
  Matka chodziła prać po domach,/
A Kazek przystał do zbieraczy./
Co zbierał? Nie angielskie sztychy /
  I nie Courbety, Renoiry,/
Nie porcelanę, nie zegary,/
Ikony stare lub kielichy,/
Nie owe obrazeczki szklane, /
  Barwiczką cudnie malowane,/
Które wozili ochweśnicy<pe><slowo_obce>ochweśnik</slowo_obce> a. <slowo_obce>obraźnik</slowo_obce> --- daw. rzemieślnik i sprzedawca domokrążny, wytwarzający obrazy i ryciny (gł. odbitki drzeworytnicze na papierze), przede wszystkim o tematyce dewocyjnej, oraz zajmujący się ich sprzedażą, chodząc od domu do domu.</pe>/
(Ach, moja wdzięczna panieneczko,/
Janosikowa freireczko<pe><slowo_obce>freireczka</slowo_obce> a. <slowo_obce>frajereczka</slowo_obce> (gw.) --- dziewczyna, ukochana.</pe>,/
Co mi cię przysłał ksiądz z Niedzicy!), /
  Nie Hokusaje<pe><slowo_obce>Katsushika, Hokusai</slowo_obce> (1760--1849) --- jeden z najwybitniejszych i najpłodniejszych japońskich malarzy, twórców barwnych drzeworytów w stylu ukiyo-e (tj. ,,obrazów przepływającego świata"); znany szerzej w Europie pod swym imieniem Hokusai.  </pe> czy Fujity<pe><slowo_obce>Fujita</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Tsuguharu Foujita</slowo_obce> (1886--1969) --- japoński malarz, grafik i rysownik, od 1913 r. w Paryżu, należał do bohemy artystycznej Montparnasse'u, od 1955 r. posiadał obywatelstwo francuskie, po chrzcie w Kościele katolickim w 1959 r. używał też imienia Léonard; tematyka jego prac obejmowała akt, martwą naturę, wizerunki zwierząt (gł. kotów) i pejzaże.



</pe>,/
Nie perskie arcytwory tkackie --- /
  <begin id="b1760989503886-1385969155"/><motyw id="m1760989503886-1385969155">Bieda, Dzieciństwo</motyw>Nasz kolekcjoner znakomity /
  W innym zaprawiał się zbieractwie. /
  Węgiel na furze, on za furą --- /
  Wróci do domu z pełną czapką;/
Mąka się z worka sypie dziurą --- /
  I mąki nie pogardzi kapką;/
W rynsztoku jabłko --- a on cap go!/
Ukraść --- broń Boże! to nieładnie,/
Lecz łap, co pada, bo kto skradnie./
Co upolował, przyniósł matce./
A gdy bywało (oj, bywało!),/
Że jej się pranie nie trafiało,/
To tyle jedli, ile w czapce.
</strofa>




<strofa>
Jak każdy z sensem kolekcjoner,/
Po pewnym czasie zmienił system:/
Rzucił zbieranie rozproszone /
  I poczuł w sobie specjalistę./
Zrobił («<slowo_obce>mark registered</slowo_obce><pe><slowo_obce>mark registered</slowo_obce> (ang.) --- firmowy znak zastrzeżony.</pe>») «śpikulec» /
  (Szpilka wszczepiona w koniec pałki)/
I, znów do czapki, zbierał z ulic /
  Papierosowe niedopałki,/
Czyli «kumety» lub «podulce»./
Z tego powodu chłopcy potem /
  Nawet przezwali go «Śpikulcem».
</strofa>




<strofa>
W południe chodził pod Grand Hotel, /
  Gdzie kupcy ćmili i śmiecili,/
 Latem pod teatr lub do parku,/
Czasem trafiło się cygarko,/
Słowem, nie brakło mu surowca./
W domu to suszył i wykruszał,/
Przesiewał, wietrzył na arkuszach /
  Papieru --- i maszynką ojca,/
Zziębnięty nieraz, głodny, bosy,/
Po nocach robił papierosy.<end id="e1760989503886-1385969155"/>/
Po pierwszą setkę gilz «Fortuna»/
Poszedł na piechtę do Nachuma,/
Do Zgierza. <wyroznienie>NACHUM MAŁOPALNY</wyroznienie>. /
  <wyroznienie>RÓŻNYCH TOWARÓW KOLONIALNYCH</wyroznienie>. /
  Przyjaciel ojca nieboszczyka,/
Nachum od pieluch znał Kazika;/
A gdy do Łodzi się przenieśli /
  (Przez mamę --- «żeby bliżej grobu»), /
  Ojca towarzysz i rówieśnik,/
Gdy bywał w mieście, to zachodził /
  I opowiadał, jak ich obu /
  Tropiły «śpiony<pe><slowo_obce>śpion</slowo_obce> (z ros.) --- szpieg; tajny agent policji. </pe> i ziandarmy<pe><slowo_obce>ziandarm</slowo_obce> --- żandarm.</pe>»,/
 Jak ojciec stał w ten wtorek czarny /
  Pod barykadą... jak «poruczyk /
  Skakał i tańczył jak ten kucyk,/
Śmich było patrzyć! Jeszcze buty /
  Pamiętam... wszystko! No, a potem /
  Postawił termin: tri<pe><slowo_obce>tri</slowo_obce> (z ros.) --- trzy. </pe> minuty;/
To ja myślałem, że minęło /
  Trzy wieki tam i trzy z powrotem. /
  Potem z tą szablą --- o tak --- w górę /
  I z brodą machnął. Tu gruchnęło.../
 Szkoda tatusia! A szwarc jure<pe><slowo_obce>szwarc jure</slowo_obce> (jid.) --- ciężkie czasy; czarny rok; rok klęsk.</pe> /
Na tych podleców! Żeby znałeś/
  Jaśka Mergiela, jak ja znałem,/
Toby im kiedyś pokazałeś!/
Ty powinieneś być ten mściciel!! /
  Pani Merglowa, nie płacz pani.../
Tu sprawuneczek jest dla pani.../
No, a w ogóle co robicie?»
</strofa>




<strofa>
Interes nieźle prosperował,/
Bo szwarcowane<pe><slowo_obce>szwarcowany</slowo_obce> --- dostarczany nielegalnie, gł. przewożony przez granicę.</pe> były w modzie /
  Za okupacji. Więc się co dzień /
  Tych parę groszy zarobiło./
Kazek solidny dawał towar,/
Więc chętnie cały dom kupował, /
  Potem i inni. «Bida z nędzą,/
Mówili, niech choć tym opędzą<pe><slowo_obce>opędzić</slowo_obce> --- tu: zaspokoić (codzienne najpilniejsze potrzeby).</pe>».</strofa>
<strofa><wers_wciety typ="1"><begin id="b1760994081571-3600903739"/><motyw id="m1760994081571-3600903739">Poezja, Praca</motyw>Uwagi trzeba i skupienia,</wers_wciety>/
Gdy się wewnętrzne ciemne głosy/
  W wyraźny, jasny wiersz przemienia.<end id="e1760994081571-3600903739"/> /
  Uwagi trzeba i skupienia,/
 Kiedy się robi papierosy./
Zaduma czoło twe ocienia,/
Przecina bruzdą zasępienia,/
Bo zapatrzony, ważysz losy/
  Bibułki wątłej. Więc uwaga!/
  Umiejętności rzecz wymaga./
Nakładać musisz równomiernie, /
  Blaszany rowek zamknąć szczelnie, /
  Oskubać wystające kłączki, /
  Paznokciem jeszcze je wygładzić,/
 Gilzę na ścięty szpic nasadzić /
  I pchać ostrożnie pręcik «rączki»,/
W pierś ją wpierając słabowitą,/
Póki papieros nie wyskoczy.../
I gdy sterczący z gilzy tytoń /
  Pręcikiem znów do wnętrza wtłoczysz/
  Razem z koniuszczkiem bibułkowym, /
  Wtedy dopiero jest gotowy /
  «Prawdziwy przedwojenny prima /
  Ruski papieros! Lepszych nima!/
 Pali go Szajbler i Poznański,/
A także cały dwór sułtański,/
Kajzer Wiluś<pe><slowo_obce>kajzer Wiluś</slowo_obce> --- Wilhelm II Hohenzollern (1859--1941), cesarz niemiecki i król pruski 1888--1918. </pe> i jego piesek Miluś, /
  Cesarz Mikuś<pe><slowo_obce>cesarz Mikuś</slowo_obce> --- Mikołaj II Aleksandrowicz Romanow (1868--1918), cesarz (car) Rosji 1894--1917.</pe> i jego piesek Pikuś, /
  Maks Linder<pe><slowo_obce>Max Linder</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Gabriel-Maximilien Leuvielle</slowo_obce> (1883--1925) --- fr. aktor komiczny kina niemego, reżyser, jeden z pionierów kina; jako aktor stworzył typ lowelasa i eleganta w cylindrze i z wąsikiem, Charles Chaplin wskazywał go jako swego mistrza. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q152764"></ref> i jego cylinder,/
Proszę na ligę popierania /
  Żołądka!/
Paczka, dwaeścia sztuk, dziesiątka!/
  Pan da zarobić, panie legun<pe><slowo_obce>legun</slowo_obce> --- legionista, żołnierz legionów.</pe>!» /
  Zagadnął Kazek Dziewierskiego.../
 Wziął. Dał dziesiątkę. Kazek w piąstkę/
«Na szczęście» chuchnął i poleciał./
A pan Ignacy szedł na dworzec/
  I tak rozmyślał: «Kto wie... Dzieciak /
  Może głoduje, chory może.../
Sierota z grzechu mego zięcia... /
  Przygarnąć by to... zetrzeć winę... /
  »Kazinek«... A jak nie Kazinek,/
To inny... Ale go pokażcie.../
Kto? Gdzie? Jak znaleźć go? Szesnaście /
  Rodzin... I dziesięć lat minęło.../
Mówi, że trudno... Mądra głowa.../
Lecz gdyby coś... z pomocą boską... /
  Toby się chłopca przygarnęło...»/
A chłopiec sobie szedł Piotrkowską,/
Gdy pociąg ruszał do Piotrkowa.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1760994821904-3950695402"/><motyw id="m1760994821904-3950695402">Sen</motyw>W wagonie sen: że bukiet robi,/
A kwiatów nie ma. Wprawne palce /
  Jakby z powietrzem były w walce.../
Nic --- niczym, pustkę pustką zdobi,/
 Manipuluje pełnym kunsztem,/
Nie pofolguje drobiazgowi,/
Już go w przybiórkę mglistą spowił,/
A źdźbła lichego nie miał w ręce;/
I coraz zwinniej, coraz prędzej /
  Latają nieomylne ręce,/
Bo jakieś, których nie znał nigdy, /
  Niewidy, Nieistoty, Nikty /
  Gwałtują, naglą, krzykiem, stukiem: /
  «Nasz bukiet na wyjezdne! Bukiet/
  Pociąg odchodzi za minutę!»/
Więc on na koniu widziadlanym /
  Pędzi z bukietem-niebukietem,/
Wpada na rynek, pod aptekę,/
A tam aptekarz, ten i nie-ten,/
Z utkwionym w ścianę okiem szklanym, /
  Palcami wężowymi lata,/
Zwija, rozwija, skręca, splata,/
Spektaklem nad spektakle łudzi:/
Cwałują chmary zwierząt, ludzi,/
Gwiazd, czartów, kwiatów, wiedźm na mietle /
  W zielono-balladowym świetle /
  Kociego wzroku i księżyca.../
Wicher w miasteczku --- i śnieżyca /
  Zalepia ociężałe oczy./
Wtem wstrząs. Aż na sąsiada wskoczył./
«Bukiet! Gdzie bu --- ---? fet» dopowiedział/
Wstydliwie. Przecież dobrze wiedział,/
Gdzie jest w Koluszkach bufet./
<wers_cd>Wyszedł.</wers_cd>/
Był zły. Gdy wrócił, zmienił przedział.<end id="e1760994821904-3950695402"/>
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>VI</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
 Śledzące z lękiem za bibułką,/
Czy pełna, cała na stół skoczy, /
  Wcześnie zaczęły chmurnieć oczy,/
  Wcześnie dziecinne gładkie czółko /
  Przecięła bruzda zasępienia,/
I tak, jak wiosna za jaskółką,/
Za sępem jesień przyszła wczesna ---/
  Tęsknota chłopcu twarz ocienia /
  I ta, co rzeźbi zamyślenia:/
Zaciętość smutna i bolesna./
Bo całe noce, trudne noce, /
  Bezsenne, twarde i robocze,/
Gdy z gilz na stół wystrzeliwanych /
  Nie spuszczał wytężonych oczek ---/
  --- O ojcu myślał... Tak jak gdyby/
<begin id="b1760994995732-3136726368"/><motyw id="m1760994995732-3136726368">Ojciec, Syn, Dziedzictwo</motyw>Z maszynki starej szły fluidy /
  Przez dłonie ojca zostawione./
Są takie siły utajone /
  W najniewinnjejszych przedmiocikach. /
  «Synowie! Strzeżcie się zegarków /
  Po waszych ojcach nieboszczykach!»/
Rósł ojciec. Rosła noc chłopczyka/
  I ciężar życia rósł na karku.<end id="e1760994995732-3136726368"/>/
<begin id="b1760995720592-922992643"/><motyw id="m1760995720592-922992643">Ojciec, Bohaterstwo, Śmierć, Syn, Marzenie</motyw>Wznosił się ojciec z grobu w chmury,/
Syn za nim wspinał się i badał:/
Któż to był --- Ten --- Nieznany, który /
  «Kazinku!» krzyknął, kiedy padał?/
Bo to nie on, ten młody, cienki /
  I nawet (dziwne) uśmiechnięty,/
Co na nich z «fotegrafii» zerka,/
Gdy mama wyjmie ją z kuferka /
  I nosem pociągając, patrzy,/
Fartuchem najpierw ją obtarłszy./
Nie! To nie tatuś z barykady.../
Tamten był chyba wyższy, starszy,/
Z marsem na czole, z «lewerwerem»/
(Tu jeszcze srożej czółko marszczył)./
Tamten był groźnym bohaterem /
  Jak ubóstwiani półbogowie /
  Z makulatury zeszytowej:/
 Nick Carter<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2471023"></ref>, Sherlock Holmes<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q4653"></ref>, który/
<wers_wciety typ="1">«Ręce do góry! --- krzyknął, mierząc</wers_wciety>/ 
  <wers_wciety typ="1">W zbrodniarza. --- Mam cię, stary łotrze!</wers_wciety>/ 
  <wers_wciety typ="1">Ha, ha! Myślałeś, żeś mnie podszedł!» ---</wers_wciety>/ 
  <wers_wciety typ="1">Doktor Moriarty<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q283111"></ref>, wściekle rzężąc,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Wił się pod wzrokiem detektywa...</wers_wciety>/
I tutaj zeszyt się urywa./
Macistes, Jacek Texas --- oto /
  Jak mu się rysy ojca plotą/
W nadprzyrodzony stwór wyśniony,/
 W oblicze nie do uwierzenia,/
W posąg z tęsknoty i marzenia.../
To on, obrońca uciśnionych,/
On --- Sprawiedliwość zło miażdżąca,/
Miecz kary, ludzkich krzywd pogromca... /
  Tak Wielki Ojciec się wydźwignął,/
Ten, co nad życiem mu zaciążył,/
Ten, co «Kazinku!» jeszcze krzyknął,/
A «pomścij ojca!» --- już nie zdążył.<end id="e1760995720592-922992643"/>
</strofa>




<strofa>
Lecz nakaz zamarłego głosu /
  Syn spełni kiedyś. Z woli losu/
  Na rozpacz swoją i nieszczęście. /
  Tymczasem --- ćwicz się, synku, w zemście, /
  Niech bije mocniej, celniej, gęściej /
  Kartaczownica papierosów!
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>VII</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Awans maszynki na armatę /
  Automatycznie spowodował,/
Że i «Śpikulec» awansował:/
Już z mieczem chodził nasz bohater. /
  Okleił kijek glansowanym /
  Złotym papierem --- i na sznurku /
  Przy boku nosił, niesłychany /
  Szacunek budząc na podwórku,/
Tym większy, że na dumne czoło /
  Nacisnął trójgraniasty pierog /
  Z «Gazety Łódzkiej» --- więc dopiero /
  Napoleon (przed Waterloo!)./
Potęga była w nim monarsza... /
I patrz: na front pieroga siadła /
  Czereda wielkich liter: WARSZA/
 I z boku dalszy ciąg: WAPADŁA<pe><slowo_obce>Warszawa padła</slowo_obce> --- chodzi o zdobycie Warszawy przez wojska niemieckie 5 sierpnia 1915 r.</pe>.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761046339102-2279045160"/><motyw id="m1761046339102-2279045160">Dzieciństwo, Książka, Marzenie, Zabawa</motyw>Był za podwórkiem plac rozległy,/
A na nim trawa, kępy chwastów, /
  Baterie beczek, deski, cegły,/
Dół z wapnem, śmiecie i żelastwo./
Plac miał własności czarodziejskie:/
Gdy trzeba było, zmieniał miejsce, /
  Wysoko wznosił się do góry,/
Jak ów z arabskiej bajki dywan,/
I w obce ziemie ulatywał;/
Był więc, zależnie od lektury,/
Czym Kazek chciał. Meksykiem bywał, /
  Pampasem, puszczą, wsią indyjską, /
  Kopalnią srebra w Argentynie,/
Chińską dzielnicą w San Francisco /
  Lub sławną Baker Street w Londynie<pe><slowo_obce>Baker Street w Londynie</slowo_obce> --- tu określona jako sławna, ponieważ na tej ulicy pod numerem 221 b (nieistniejącym wówczas i aż do r. 1930) miał mieszkać detektyw Sherlock Holmes, bohater szeregu opowiadań i powieści kryminalnych Arthura Conan Doyle'a.</pe>.<end id="e1761046339102-2279045160"/> /
  Tym razem... Lecz poznajmy wprzódy /
  Świtę naszego Bonaparta:/
Czesiek --- «Cybula», Gieniek --- «Rudy», /
Edek --- «Mysz», drugi Edek --- «Tartak»/
 (Chwalił się wujem, co miał tartak/
  W Kaliszu; z tego poszło); wreszcie /
  Biedaczek Tadzik, zwany «Kulos»/
(«Te, Kulos, dużaś dzisia ulozł?»),/
Bo kiedyś mu na Starym Mieście /
  Tramwaj ściął nogę po kolano /
  I przyprawiono mu drewnianą /
  (Nawiasem: nieszczęśliwe dziecko /
  Z dumą znosiło swe kalectwo, /
  «Przywilej» czując w sztucznej nodze.../
 Po prostu zazdroszczono mu jej)./
Tych pięciu, ze «Śpikułą» wodzem, /
Na plac wkroczyło w pełnej gali /
  Co lepszych strzępów, jakie kto miał,/
I rozpoczęto ceremoniał:/
Najpierw do dołu nasikali/
I, pluszcząc w obrzędowej ciszy, /
  Popatrywali, który dalej /
  I kto wytoczy łuk najwyższy./
Potem obsiedli dół, popluli,/
 Strzykając plwiny<pe><slowo_obce>plwina</slowo_obce> --- plwocina.</pe> rekordowe,/
Kredową rozbełtując wodę,/
Kto brudną nogą, a kto kijem,/
Kto kamyk ciśnie rzutem ciętym /
  Tak zręcznie, że wapienne męty /
  Podskakującym ściegiem szyje.
</strofa>




<strofa>
Na tym im zeszło. Ani pluć tam,/
Ani już sikać. --- «Nie marudźta!»
</strofa>




<strofa>
Dał znak śpikulcem. Odmarsz. Rozkaz. /
  Ważny dziś, że niech ręka boska...
</strofa>




<strofa>
 Cygańskim truchtem, drobnym chodem/
  Gęsiego idą, a on przodem.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761047057643-1376924264"/><motyw id="m1761047057643-1376924264">Jesień</motyw>Na niebie jesień wstrząsająca,/
Obłoczne bory we krwi słońca.<end id="e1761047057643-1376924264"/>
</strofa>




<strofa>
Idą pod zachód jak pod górę./
Żarzą się szyby fabryk burych.
</strofa>




<strofa>
Idą, trzepocąc łachmanami/
Jak dzień świąteczny chorągwiami.
</strofa>




<strofa>
Przy stercie desek i żelastwa /
  Zwolniła nieco krok hałastra. 
</strofa>




<strofa>
 Ten gmera, ten by się pohuśtał /
  Na deskach... A on: «Nie marudźta!»
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761047096273-729678316"/><motyw id="m1761047096273-729678316">Niebo, Światło</motyw>Krwią złotej lwicy niebo broczy,/
Od blasku zasłaniają oczy.
<end id="e1761047096273-729678316"/></strofa>




<strofa>
<begin id="b1761047128278-244848495"/><motyw id="m1761047128278-244848495">Słońce, Wieczór</motyw>Wciąż niżej łeb się zsuwa krwawy, /
  Pożogą rdzawi kępy trawy.<end id="e1761047128278-244848495"/>
</strofa>




<strofa>
Do beczek doszli. Obstukali./
Gdzie woda była, wypluskali.
</strofa>




<strofa>
On --- nic. On nie tknie. Milczy, patrzy /
  I czeka, na kamieniu siadłszy.
</strofa>



 
<strofa>
Czegoś mu pilno. Coś wymyślił. /
  Przywidział sobie coś czy wyśnił.
</strofa>




<strofa>
Aż go podrywa od tych widzeń /
  I niecierpliwie: «Idziem! Idziem!»
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761047192238-1849926556"/><motyw id="m1761047192238-1849926556">Tęsknota, Sen</motyw>Jak ręką z wody rybkę złotą,/
Ze snu wyłowił to tęsknotą.<end id="e1761047192238-1849926556"/>
</strofa>




<strofa>
Więc gania, pili, bo to właśnie /
  Zaczyna na tym niebie dziać się.
</strofa>




<strofa>
Na niebie i na placu razem /
  Zabudowuje się obrazem.
</strofa>



 
<strofa>
Do warg śpikulec. Dmie w tę pałkę /
  Jako szczurołap w swą piszczałkę.
</strofa>




<strofa>
Na wzgórek wiedzie. Oni za nim,/
  Wpatrzeni w dal, zaczarowani.
</strofa>




<strofa>
A z tego wzgórka --- podziwienie:/
Niebo zwaliło się na ziemię.
</strofa>




<strofa>
W gruzach czerwone leżą skały,/
Złote lodowce i kryształy.
</strofa>




<strofa>
Złomy niebieskie potrzaskane,/
W pokrwawie świeżej unurzane.
</strofa>



 
<strofa>Zamki srebrzyste i zwierciadła --- --- ---/
  Aaa! --- ---/
  <wyroznienie>To tak, to tak WARSZAWA PADŁA</wyroznienie>!</strofa>




<strofa>
Spadła jak szklana kula z wieży /
  I w cud rozbita --- na placu leży.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761047379539-430262466"/><motyw id="m1761047379539-430262466">Warszawa</motyw>Wyciąga Kazek złotą buławę /
  I pokazuje miasto Warszawę:/
«Patrzta --- stolica»./
Patrzy Cybula, Tartak, Mysz,/
Rudy i Kulos. --- «Tam... Widziiisz?/
 Polska stolica»./
Ulice tam jak błyskawice /
  W żmijowe wiją się pętlice,/
Rozruch w stolicy! Słońca młoty /
  W kowadło grodu ogniem walą, /
  Tęczową taflą dachy wstają,/
Gmachy padają w drobiazg złoty,/
Domy w rozłomy, barwy falą /
  Biją, druzgocąc gród ruchomy,/
Palą się garby zwalisk jarkie,/
 Lawiną farb nieboskłon nawisł /
  Nad karkiem ziemi! Dudni ziemia /
  I bezustannym hurmem przemian /
  Dźwiga, przemiażdża się i kruszy/
Polska stolica!/
Strop się obruszył --- A znów śmiga /
  Czerwiennych murów roztrzęsieniem. /
  Żagwią się, pędzą chmur płomienie,/
  Faetonowa<pe><slowo_obce>Faeton</slowo_obce> (mit. gr.) --- syn boga słońca Heliosa; na jego prośbę ojciec pozwolił mu przez jeden dzień powozić rydwanem słońca; kiedy Faeton ruszył w drogę, okazało się, że nie potrafi kontrolować koni, które poniosły i zjechały z ustalonej trasy; ponieważ światu groziło spalenie, Zeus zmuszony był zabić Faetona piorunem, który spadł do rzeki Erydan.</pe> grzmi kwadryga<pe><slowo_obce>kwadryga</slowo_obce> --- dwukołowy rydwan zaprzęgany w czwórkę koni ustawionych równolegle.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q155987"></ref>! <end id="e1761047379539-430262466"/>/
<begin id="b1761048943740-1463471954"/><motyw id="m1761048943740-1463471954">Lud, Dziecko, Słowo</motyw>Mówi Cybula: «Tam swoboda./
 Tam na rzoncego<pe><slowo_obce>rzoncego</slowo_obce> (gw.) --- rządcę.</pe> skargę podam,/
Na strupla<pe><slowo_obce>strupel</slowo_obce> (gw.) --- strażnik; stróż. </pe> tyż. Nie bedom, psiamać,/
Z podwyrka wont chłopaków ganiać./
A co? Kot sro. Nie jego wydział./
Dracha<pe><slowo_obce>drach</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Drache</slowo_obce>) --- latawiec.</pe> robiłem. Rudy widział./
Co, nie? Widziałeś? Rudy świadek,/
To co mie kiszka? Całpsa w zadek./
Poliwasz, to poliwaj sobie,/
A ja przy pompie dracha robie./
Jak jemu w gumie dziurka sika,/
To ja? Że ja mam scezoryka?/
Ja patyk rznę, bo robie dracha,/
To co ja bede kichę<pe><slowo_obce>kicha</slowo_obce> --- dętka; wąż gumowy.</pe> ciachał?/
Jak woda z kichy bokiem bije,/
To co takiego, że ja pije?/
A rzonca do mnie: A ty śkrabie!/
I śturga<pe><slowo_obce>śturga</slowo_obce> (gw.) --- szturcha.</pe>...» <end id="e1761048943740-1463471954"/>Surmy grzmią w Warszawie.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761049300555-1371408153"/><motyw id="m1761049300555-1371408153">Warszawa, Król</motyw>Z niebieskich ruin rośnie Dwór /
  Ze szkarłatnymi oknami,/
Siedzi na tronie Warszawski Król /
  I wiedzie rzecz z dworzanami:/
«Jakże się miewa mój łódzki naród?/
Co porabiają chłopaki z Bałut?»
</strofa>




<strofa>
Otwiera wrota królewski mistrz /
  I wchodzą przed tron miłosierny /
  Śpikuta, Tartak, Cybula, Mysz,/
Rudy i Kulos kuterny.
</strofa>




<strofa>
«Moje<pe><slowo_obce>Moje!</slowo_obce> (gw.) --- przywitanie, zniekszt. niem. <slowo_obce>Morgen</slowo_obce>! (skrót od <slowo_obce>guten Morgen</slowo_obce>: dzień dobry).</pe>!» --- zawoła król łódzką mową, /
  «Twoje!» --- odkrzyknie chór przepisowo.
</strofa>




<strofa>
«Jak tam, chłopaki? --- tak zaczął król --- /
  Dobrze czy źle wam się wiedzie?/
Kto ma żal jaki, skargę czy ból,/
Niech powie, zaradzę biedzie».
<end id="e1761049300555-1371408153"/></strofa>




<strofa>
Sześciu ich było. Pięciu mówiło;/
Szósty --- jak niemy głaz nad mogiłą.
</strofa>




<strofa>
Zatrajkotali w tronowej sali,/
Aż ministrowie pouciekali.
</strofa>




<strofa>
Oświergotali królewską głowę,/
Jak wiecujące wróble marcowe.
</strofa>




<strofa>
Pięciu gadało, jak pięćset gada,/
 Gdy o przedwiośniu na drzewo siada.
</strofa>




<strofa>
Szósty --- duch szklisty, cień nadmogilny, /
  Stoi jak wryty, krzyknąć bezsilny.
</strofa>




<strofa>
Nic --- tylko patrzy, KTO ich tu wita... /
  Wreszcie zgiełk ucichł. Król dekret czyta:
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>VIII</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1761051409446-867848644"/><motyw id="m1761051409446-867848644">Zabawa, Dzieciństwo, Chłopak</motyw>«My, z bożej łaski Król Warszawski, /
  Margraf Bałucki, Książę Łódzki, /
  Aleksandrowski, Lutomierski, /
  Brzeziński, Radogoski, Zgierski, /
  Hrabia na Chojnach, Pabianicach, /
  Rogowie, Rudzie, Żakowicach,/
Wiśniowej Górze i Kraszewie,/
Strykowie, Głownie i Widzewie /
  I innych łódzkich okolicach,/
Dokąd pamięcią Swą sięgamy --- /
  <wyroznienie>CHŁOPACKIE PRAWA</wyroznienie> ogłaszamy:/
I) Podwórza wolne. Stróż ni rządca /
  Nie będzie się do zabaw wtrącał./
II) Chłopcom dajemy we władanie/
  Swobodne ulic polewanie/
 Z gumowych wężów. III) Do wychodka,/
  Kto chce, ma wolny wstęp do środka, /
  Choćby z innego był podwórza./
Precz z obyczajem »Klucz u stróża«./
IV) Wolna żegluga na rynsztokach /
  I na kałużach. V) Każdy chłopak /
  Ma prawo schodzić do piwnicy/
I, jak się trafi, skarb zakopać./
VI) W mróz dozwolone: 1) Siadać w sieni/
  Pod szóstym. Tam jest ciepła ściana /
  I chlebem pachnie; 2) od Grynśpana /
  Rogoże<pe><slowo_obce>rogoża</slowo_obce> --- tu: mata z trzciny.</pe> brać i spać pod niemi;/
3) Z chłopskich furmanek ściągać słomę,/
4) Z rolwag<pe><slowo_obce>rolwaga</slowo_obce> (gw., z niem. <slowo_obce>Rollwagen</slowo_obce>) --- platforma na kołach; wóz towarowy. </pe> pakuły<pe><slowo_obce>pakuły</slowo_obce> --- krótkie włókna słomy lnianej a. konopnej używane do uszczelniania itp.</pe>, szmaty, worki /
  I z bawełnianych bel »wydziorki«,/
By opatulać się jak w mieszek;/
5) Gdy zbiorą, palić koks przed domem /
  I kucać. Wszystko dozwolone,/
Włączając: 6) wyrywanie desek/
Ze skrzyń i płotów na podpałkę./
 VII) Gdy ogród murem otoczony./
Zabrania się, by szkłem tłuczonym /
  Osypywano go po wierzchu./
Od dzisiaj hyca się bez przeszkód./
VIII) Wolno, gdy wjedzie wóz w podwórze, /
  Na kozioł wliźć i trzymać lejce;/
 Kulosa zaś, co sam nie może,/
Podsadzi furman na to miejsce./
IX) Kto drzewo trzęsie, tego owoc,/
Tak jakby zrywał wlazłszy na nie./
X) Jeżeli klipa<pe><slowo_obce>klipa</slowo_obce> --- drewienko  zaostrzone na obu końcach; na podbijaniu go kijem polegała daw. gra podwórkowa.</pe> sztorcem stanie,/
Liczyć zaczyna się na nowo./
XI) W grze »w klasy« --- linia, choć zatarta, /
  O-bo-wią-zu-je skaczącego!/
(»A nie mówiłem!« syknie Tartak,/
Z tryumfem patrząc na Rudego.)/
XII) W sprawie chowanki: 1) Blincowanie<pe><slowo_obce>blincowanie</slowo_obce> (z niem.) --- stanie z zamkniętymi oczami.</pe> /
  Musowo<pe><slowo_obce>musowo</slowo_obce> (gw.) --- koniecznie.</pe> tam, gdzie ruła<pe><slowo_obce>ruła</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>ruhe</slowo_obce>: cisza, spokój, odpoczynek) --- miejsce do ,,zaklepywania" w zabawie w chowanego.</pe>. 2) W bramie /
  Giltuje<pe><slowo_obce>giltować</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>gilten</slowo_obce>: brać pod uwagę) --- liczyć się; zaliczać.</pe>, gdy się w szkło zaklepie. /
  Gwarantujemy to ustawą./
 XIII) Gdy drach (latawiec) się zaczepi/
O balkon z frontu, ma się prawo /
  Przejść na ratunek przez mieszkanie./
XIV) Co do guzików, to rzecz oną /
  Zdecydujemy po zbadaniu,/
Albowiem Nam ją przedstawiono/
  W niedostatecznie jasnym zdaniu: /
  »Zrówniać palice niemożliwość/
I bez to je niesprawiedliwość:/
Jak duży rękie rozczapierzy,/
 Wiency zachwaci jak odmierzy,/
To jemu for i kontrol dany,/
A maleńciejszy wykiwany«./
XV) W sprawie kaftanów, czyli kapot, /
  Wniesionej przez chłopacki raport,/
To wysuniętym argumentom/
  Musimy przyznać rację świętą:/
Że kiedy chłopak mały wzrostem /
  Dziedziczy surdut rodziciela,/
Strój ten, sięgając mu do kostek,/
 Ośmiesza go i onieśmiela/
Wobec przechodniów. Przyznajemy,/
Że to »tyjater<pe><slowo_obce>tyjater</slowo_obce> (gw.) --- teatr. </pe>«, »naśmichanie«,/
Jak zaznaczyli wnioskodawcy./
Będą więc odtąd Nasi krawcy /
  Obcinać poły przy kaftanie./
XVI) Kurs oficjalny na stalówki<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q14524064"></ref>:/
Jedna grajbera = dwie rondówki./
XVII) Co do chrabąszczów --- radzi byśmy /
  Zmienić obyczaj ich kapryśny,/
 Lecz prośba, »żeby gęściej niosły«, /
  Przekracza Naszą kompetencję.../
Zwrócimy się do Panny Wiosny,/
By ich puszczała jak najwięcej./
XVIII) Z woli Naszego Majestatu /
  Najuroczyściej się stanowi /
  Poniższy Tramwajowy Statut:/
1) Pasażerowie wysiadając /
  Dzieciom bilety swe oddają /
  Tudzież gazety przeczytane./
 2) Gdy tramwaj na »końcówce« stanie, /
  Chłopaki mają dostęp wolny/
  Do maszynerii na »placformy«;/
Nikt nie ma prawa im zabronić /
  »Poruchać korbkie« i »podzwonić«./
3) Zakazujemy najsurowiej: /
  a) Jazdy przyczepnej, b) buforowej, /
  c) Na stopniach, d) »z nogom nawieszonom« /
  (I o to bowiem Nas proszono), /
  e) »Skikania« w każdej formie, f) zabaw /
  I gier na szynach, g) figlów z prądem ---/
  I nie zgadzamy się z poglądem,/
Że »śmyrgnąć na bok zawsze zdążem« /
  (Tu Kulos, przyświadczając wtórem,/
W podłogę stuknie swym kosturem),/
Jak również mamy wątpliwości/
Co do opinii Naszych gości,/
Że »pod tranwajem elekstryka /
  W złoto kwardzieje, jak zapstryka«./
XIX) Z wielkim Naszego serca żalem, /
  Lecz troską o was kierowani,/
Z próśb innych nie spełnimy dalej:/
1) Tej, żeby was ze strażakami /
  Na pożar wozić. 2) By murarze /
  Odnawiający kamienice /
  W pustych wiaderkach was spuszczali /
  Z desek rusztowań na ulicę./
(Rezon<pe><slowo_obce>rezon</slowo_obce> --- tu: argument.</pe>: »Jużeśma próbowali<pe><slowo_obce>jużeśma próbowali</slowo_obce> (gw., starop.) --- już próbowaliśmy. </pe>,/
A jak król chce, to my pokażem« /
  Niedostatecznym jest rezonem./
 Nie chcemy patrzyć --- i skończone.)/
3) Z decyzji Naszej prawomocnej/
  Nieodwołalnie się zabrania /
  Ulicznej palby wielkanocnej,/
Owego »kalafiorkowania«.
</strofa>




<strofa>
Tym punktem zamykając rejestr /
  Potężnych praw i nieodzownych/
 Paru zakazów, zresztą drobnych, /
  Żywimy wiarę i nadzieję,/
Że udzielone przywileje  /
  Wykorzystacie bez nadużyć/
  I że staraniem waszym będzie/
  Na szereg nowych praw zasłużyć, /
  Które wam z góry tym orędziem /
  Najuroczyściej przyrzekamy /
  W szczodrobliwości Naszej łaski. /
  Podpisujemy własną ręką:/
Jan IV Dobry, Król Warszawski, /
  Pieczętujemy zaś Jutrzenką /
  Swobody, już nadciągającej,/
Za którą przyjdzie, rosnąc w blaski, /
  <wers_srodek>Zbawienia Słońce<pe><akap><slowo_obce>Jutrzenka Swobody (...) Zbawienia Słońce</slowo_obce> --- nawiązanie do <tytul_dziela>Ody do młodości</tytul_dziela> Adama Mickiewicza; por. końcową strofę: 
</akap>
    
<strofa>
Pryskają nieczułe lody,/
I przesądy, światło ćmiące…/
Witaj jutrzenko swobody,/
Zbawienia za tobą słońce!
</strofa>
 </pe>.</wers_srodek>
</strofa>




<strofa>
Teraz, Młodości, bądź szczęśliwa!/
  Teraz, chłopaki, hura! wiwat!/
Niech troski idą w zapomnienie!/
Niech żyje radość!» --- --- ---<end id="e1761051409446-867848644"/>/
  <wers_cd>Nic. Milczenie.</wers_cd>/ 
  Stoją złamani, osowiali,/
W posadzkę wbili smutne oczy,/
Żyć im się nie chce, świat się mroczy... /
  Nie! Tego się nie spodziewali!.../
 Na głowę by włożyli worki,/
Popiołem by się osypali --- /
  Taki ich straszny cios przywalił:/
Te «kalefiorki».
</strofa>




<strofa>
Wzdycha Cybula, Tartak, Mysz,/
Rudy i Kulos: «Masz ci... Tyż!.../
I jakże teraz?.../
W święta nie pukać? To co ze świąt? /
  Jak kalefiorki mają iść wont,/
Co za interes?»/
 Sześciu ich stało, pięciu biadało,/
A szósty --- marą znieruchomiałą,/
Nic, tylko patrzy.../
A król na niego jak na szklanego,/
Nie widzi, nie wie; samym kolegom /
  Te prawa świadczy.
</strofa>




<strofa>
Przymrużył oczko okrutny król,/
Spod wąsa się chytrze uśmiecha:/
«Ha, cóż! Na taką klęskę i ból /
  Przydałaby się pociecha... /
  A dziś zabawa w królewskim lesie! /
  Cisowe wrota, otwierajcie się!»
</strofa>


<naglowek_podrozdzial>IX</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Po błyszczącej trawie,/
Po pachnącej świeżo, /
  Chodzą panny ulubione,/
  Spódniczkami śnieżą.
</strofa>




<strofa>
Nie byle dziewczyny,/
Panów majstrów córki! /
  Pochrzęstują na staniczkach /
  Koralików sznurki.
</strofa>




  
<strofa>
Zobaczyły chłopców,/
Otoczyły mgiełką,/
Nawionęło, zawoniało/
  Różowe mydełko.
</strofa>




<strofa>
Prosimy, prosimy/
  Panów kawalerów!/
Na murawie obrus biały, /
  Tkany przez szpinerów<pe><slowo_obce>szpiner</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Spinnerei</slowo_obce>: przędzalnia) --- pracownik przędzalni. </pe>.
</strofa>




<strofa><begin id="b1761051694408-2177692274"/><motyw id="m1761051694408-2177692274">Jedzenie</motyw>Na obrusie bułki,/
Serdelki, ogórki,/
 Jak zaczęli wtrajać<pe><slowo_obce>wtrajać</slowo_obce> (gw.) --- zjadać.</pe>,/
Nie zostało skórki;/
Po bajgiełkach, obwarzankach /
  Połykali dziurki.</strofa>




<strofa>Maczali w musztardzie /
  Kaszanki, blutwurszty<pe><slowo_obce>blutwurszt</slowo_obce> (z niem.) --- kaszanka.</pe>,/
Jak zajadą w pełny słoik, /
  To on zaraz pusty.</strofa>




<strofa>Chrupali, chrustali /
  Chrząskie korniszonki,/
 A w kapuście skwarki były /
  I kawał golonki.
</strofa>




<strofa>
Oj, śledzie, piklingi,/
Oj, wędzone ryby!/
Żebyście wy nóżki miały, /
  Nie zostawiliby!
</strofa>




<strofa>
Nie poodlepiają /
  Szprotek pozlepianych,/
A w rolmopsach nie darują /
  Zatyczek drewnianych.
</strofa>



 
<strofa>
Czereśnie-kraszanki /
  I kwaskowe «szklanki»<pe><slowo_obce>kwaskowe ,,szklanki"</slowo_obce> ---  pot. nazwa odmiany wiśni.</pe> /
  Panny z drzewa otrząsały. /
  Napełniały dzbanki.
</strofa>




<strofa>
Przyfrunęły wróble,/
By odziobać resztki,/
A na trawie wokoluśko /
  Ani jednej pestki.
</strofa>




<strofa>
Potem im nosiły /
  Panów majstrów córki /
  Wielkie pączki z powidłami /
  I kremowe rurki,
</strofa>




<strofa>
Irysy, hopjesy<pe><slowo_obce>hopje</slowo_obce> --- holenderski cukierek, twardy, o prostopadłościennym kształcie, brązowym kolorze i smaku kawowym; nazwa pochodzi od nazwiska wynalazcy, barona Hendrika Hopa.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1495867"></ref>,/
Chałwę i cięguty, /
Sachar maroż<pe><slowo_obce>sachar maroż</slowo_obce> (z ros., daw.) --- lody.</pe>, rachat łukum<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q182339"></ref><pe><slowo_obce>rachat łukum</slowo_obce> a. <slowo_obce>rachatłukum</slowo_obce> --- wschodni tradycyjny smakołyk, o galaretowatej konsystencji i smaku owocowym (ale także np. różanym), obsypany cukrem pudrem lub wiórkami kokosowymi, wyrabiany ze skrobi pszennej a. mąki ziemniaczanej oraz cukru z dodatkami nadającymi kolor i aromat.</pe>, /
  Wafle i andruty<pe><slowo_obce>andrut</slowo_obce> --- cieniutki wafel pszenny.</pe>.
</strofa>




<strofa>
Rąbały toporkiem /
  Białomiodu kamień:/
Jak go zagryźć, to się w zębach /
  «Ciąga» pasemkami.
</strofa>




  
<strofa>
Wreszcie jabłka na patykach /
  Dostał każdy smakosz /
  I ledzieńce do lizania,/
Na drewienkach takoż.
</strofa>




<strofa>
Zapijali chlebnym kwasem /
  I sodową z sokiem:/
Malinowy, cytrynowy /
  Płynęły potokiem.
</strofa>




<strofa>Jak tę wodę łyżką mieszać,/
To ciareczki syczą,/
 Pęcherzyki pod nos biją /
  I jest bardzo byczo.<end id="e1761051694408-2177692274"/></strofa>

<sekcja_asterysk/>


<strofa>
<begin id="b1761066565289-2040031353"/><motyw id="m1761066565289-2040031353">Młodość, Tajemnica, Seks, Dziewczyna, Chłopak</motyw>Jak nie umkną te majstrówny w gąszcz leśny! /
  «Teraz gońcie nas, szukajcie, gdzieżeśmy!» /
  Zabiegały, zamigały wiewem białym;/
Białe sarny tak by w borze biegały./
Z drzew wynurzą się, oczyma zaświecą,/
  Zaobłoczą i w zadrzewie ulecą./
Byłoż tam mocowań, łaski, zadyszania,/
Kiedy chłopak skoczną pannę doganiał!/ Byłoż tam całowań, pisku, zamierań,/
Gdy do drzewa chłopak pannę przypierał!/
A łoskotu, a chichotu, przeciwień!.../
Bo majstrówny były bardzo łechczywe./
I mówiły im na ucho sekrety,/
I szeptały rozemdlałe: «Oj, rety!...» /
Szeleściły panny po mchu, po chruście,/
  Upraszały ich najmilej: «Oj, puść mie!»/
Cycki u nich gumiaste jak graca<pe><slowo_obce>graca</slowo_obce> --- tu: piłka z gumy kauczukowej.</pe>:/
Jak nacisnąć, to wklęśnie, potem wraca./
To sięgali, nagniatali: może strzeli?/
Z mlecznych czasów pamiętali. Pragnęli./
A to były już wiedzące dziewczyny,/
Miały one tej lubości przyczyny./
A ci chłopcy byli jeszcze bez wieści,/
Witkom w kwietniu nierozwitym rówieśni./
  Jeszcze byli w domyśle; nie wiedzieli, /
  Czemu łomot w piersi i zachłyst w gardzieli. /
  Kto przyciśnie swoją pannę do drzewa, /
  Temu serce tajna trwoga zalewa./
 Jak się która z chłopcem w krzakach szamoce, /
  On zębami, kolanami dygoce./
Słodko było mówić pannom z imienia:/
Erna, Fryda, Olga, Wanda, Terenia./
A i one grzecznie do nich i gładko:/
«Ach, prawdziwie, panie Edek, to zanadto!» /
  «Ach, i cóż pan, panie Czesiek, wyrabiasz?» /
  «Ależ z pana, panie Gieniek, niezgrabiasz!»/
  A te panny były wielkie chytrusy:/
Tak gadały, a wodziły w pokusy./
 Bo tam stało jezioreczko lustrzane,/
Otaczały je skały omszałe:/
To te panny nogi w wodzie pluskały,/
  Osrebrzone wychodziły na skały,/
A te nogi w jeziorze zostały --- /
  Panny srebrnym ogonem chlastały./
Śmiechu było między chłopakami --- /
  Śpiewające widzieć ryby z cyckami./
Było śmiechu, lecz i łez gorących,/
Od tych ślicznych piosenek smucących. /
  A najsłodziej śpiewała ta Erna, /
  Tadzikowi-kaleczkowi wierna./
Że on kulos nie mógł ganiać po lesie,/
To go sama w swoje gniazdo zaniesie./
  Było ono na drzewie-rozłogu,/
W leśnym niebie, w liściastym obłoku./
  Było ono koszem i łonem,/
Gdzie są w matkach dziecięta noszone. /
  To ten Tadzik w tym gnieździe się skulił,/
  A ta Erna miłosierna go tuli./
 Tuli w ciepłych, pachnących oplotach,/
A on płacze, że jest wielki sierota./
Przy chłopakach odstawia chojraka,/
A jak sam jest, toby tylko płakał./
W ośmiu latach dziadyga ubogi:/
Ani ojca, ani matki, ani nogi./
To ta Erna niebo roztworzyła,/
A tam jego noga chodziła./
To on złapał tę nogę, przystawił,/
Skoczył z drzewa i z chłopcami się bawił.<end id="e1761066565289-2040031353"/>/
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . </zastepnik_wersu>/
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>
</strofa>


<naglowek_podrozdzial>X</naglowek_podrozdzial>
 
<strofa>
Gasł i zapadał Dwór olbrzymi, /
  Potem z przepaści tylko dymił.
</strofa>




<strofa>
Zamknęło niebo usta złote /
  Na klucz marzenia, na tęsknotę.
</strofa>




<strofa>
Już gęsty wieczór plac zacienił, /
  A jeszcze stali zapatrzeni.
</strofa>




<strofa>
«Chodźta, bo zimno», mówi Tadzik/
  I kuśtykając ze wzgórka sadzi.
</strofa>




<strofa>
Mówi Cybula: «Te, Śpikuła,/
Bier siable, bo ci sie opsnuła».
</strofa>



 
<strofa>
Podnosi. Drży rycerska szpada/
W zsiniałej rączce. I wtem --- w ciemię /
  Cios mroku --- głuchy. Padł na ziemię./
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>/
«Tatusiu!» krzyknął, kiedy padał.
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>XI</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Przed domem stało Pogotowie,/
  Dzieci do środka zaglądały,/
Stróż się użerał z chłopakami,/
Merglowa głośno zawodziła,/
Na schodach było pełno ludzi,/
  Kumy stawiały diagnozy,/
Piskliwe odprawiały <wyroznienie>neniae</wyroznienie><pe><slowo_obce>nenia</slowo_obce> (łac.) --- pieśń pogrzebowa w kulturze staroż. Rzymu; w XVI--XVIII w. żałobny utwór literacki; tu forma M lm: <slowo_obce>neniae</slowo_obce>.</pe> /
  I obliczały koszt pogrzebu /
  (Czy znacie słowo «szterbekasa»?<pe><slowo_obce>szterbekasa</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Sterbekasse</slowo_obce>) --- oszczędności na wypadek śmierci; kasa pogrzebowa.</pe>). /
  Pachniało octem, amoniakiem /
  I walerianą. W smutnej stancji./
  Wyglądającej jak banalny /
  Drzeworyt ekspresjonistyczny /
  W organie «komunizującym». /
  Doktor Cybulę wypytywał,/
Jak się to stało, więc Cybula /
  W natchnieniu bujnej pseudologii /
  Nieopisane plótł androny /
  (O, wielka żądzo zabłyśnięcia /
  Własną ważnością, bohaterstwem!/
Wieczny «kalifie na godzinę»!)./
<begin id="b1761134351985-2855999458"/><motyw id="m1761134351985-2855999458">Lekarz, Dziecko, Choroba, Matka, Strach, Bieda</motyw>A gdy Kazika docucono,/
Leżał bledziutki i pogodny./
 Doktor mu mówił «kawalerze»,/
 Kazał oddychać, nie oddychać,/
 W kościste plecy młotkiem stukał,/
  Uderzył też w kolano zgięte /
  I noga sama odskoczyła /
  (Cybula parsknął na ten widok),/
Wreszcie powiedział: «Poleż sobie /
  Dzień, dwa w łóżeczku, kawalerze,/
I  będzie dobrze, a mamusia» --- ---/
  Pani Merglowa, uwieszona /
  Oczyma u doktorskich ust, /
  Czekała, biednie uśmiechnięta,/
To jest pokornie i poddańczo,/
 Aby powiedział, co mamusia./
«Mamusia, rzekł westchnąwszy, niech się /
  (Powiesi!!! --- ryknął w duchu)... niech się /
  Nie niepokoi. Do widzenia./
Trzymaj się ciepło, kawalerze». /
  Zadowcipkował, grzęznąc w błocie/

   Jakiegoś nikczemnego smutku./
   . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ./
  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ./
Lekarz z trzeciego piętra schodził/
Po słotnych stopniach. Stęchłe worki /
  Ze zmarzniętymi kartoflami /
  W piwnicy szczurzej --- oto zapach /
  Tych łódzkich schodów. I sam także /
  Był workiem mgły, niewiedzy, nudy,/
  Szatanów, troski i tęsknoty,/
Żeby tam wrócić, oddać wszystko, /
  Klęknąć i modlić się./
<wers_cd>Nie wrócił.<end id="e1761134351985-2855999458"/></wers_cd>/
<begin id="b1761134450381-2820378330"/><motyw id="m1761134450381-2820378330">Miasto, Bieda, Lekarz</motyw>Ludzie się w bramie rozstąpili,/
  Wszedł do karetki słotny lekarz, /
  Dzieci do środka zaglądały,/
A gdy odjechał, długo jeszcze /
  Gromadka frasobliwych istot /
  Przed domem stała, komentując,/
  Klarując, wspominając... Wreszcie /
  Ludzie po domach się rozeszli /
  I dalej dziwne dumy snuli.../
Bo dla biedoty staromiejskiej,/
Od kurzu troski poszarzałej /
  W jarzmie nudnego niedostatku,/
  Jest Pogotowie wehikułem /
  Z krainy zdarzeń czarodziejskiej: /
  Karocą, którą Grimm powozi,/
I w sześć Pegazów zaprzężoną./
A słotny lekarz (mój znajomy) /
  Powrócił do centrali nieszczęść<end id="e1761134450381-2820378330"/>,/
  Gdzie już na biało-ceratowej /
  Wąskiej kanapce leżał bredząc /
  Niejaki Leon Szulc, perukarz,/
  Rzymski katolik, lat trzydzieści /
  Dziewięć, Wólczańska 70, /
  Mieszkania dziewiętnaście. Leon, /
  Bez kołnierzyka, świecąc spinką /
  I medalikiem w formie serca,/
Walił się pięścią w brzuch i wołał: /
  «Ja tobie dam aktora, małpo./
Ja tobie dam aktora!» --- Lekarz /
  Odpiął świecącą spinkę. Potem /
  Szarpnął koszulę w lewą stronę /
  I zaczął podsłuchiwać serce.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761134507574-49489760"/><motyw id="m1761134507574-49489760">Wieczór, Miasto</motyw>A już był wieczór. Przed domami /
  Ludzie siedzieli na krzesełkach/
I wąski złoty pas wszechświata /
  Ukazał się korytom ulic. /
  Gwiazdy, niebiańskie zalotnice, /
  Pomrugiwały na ubogich.<end id="e1761134507574-49489760"/>
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>XII</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Nie miałem serca dla Warszawy,/
Gdy opuszczałem miasto Łódź,/
Polami sunął zmierzch zmurszały, /
  Pogrzebem w mgłę się pociąg wlókł,  /
  Drogę mą w przyszłość zawieszały/
  Kotary ciężkich, starych dum,/
Strach stukał we krwi, przemieszany /
  Z usypiającym stukiem kół,/
A powróz wspomnień, mokry, szary, /
  Taszczył za sobą miasto Łódź,/
Szedł brzęk żałosny przez obszary,/
Nie Łódź --- łódeczkę ciągnął sznur,/
I pociąg trząsł się jak blaszany, /
  Dziecinny śród dorosłych dróg,/
<begin id="b1761134645691-904651286"/><motyw id="m1761134645691-904651286">Dzieciństwo, Wspomnienia, Dorosłość</motyw>I zabierałem do Warszawy /
  Maleńki światek snów i zmór:/
 Te dwie, olbrzymie, niegdyś, szafy, /
  Gobelin płowy, zegar, stół /
  I gimnazjalnych klas koszary,/
I ulic kurz, i fabryk mur,/
I nieba łachman strupieszały,/
I złote na nim gwiazdy złud,/
I po podwórzach bieg zdyszany /
  W poszukiwaniu gór i burz --- /
  I już mnie z Łodzi do Warszawy /
  Nie pociąg, lecz karawan wiózł,/
 I jak żałobnych wieńców szarfy/
  Zwisały strzępy trosk i trwóg:/
Że jestem biedny i myszaty /
  I że w mieszkaniu będzie szczur, /
  Że ojciec coraz dalszy, starszy,/
I jak ja przejdę przez ten grób?/
Że matka roi swe koszmary /
  I wciąż nad biedną krąży kruk;/
Że siostra płaszczyk ma zwiotczały /
  I kreskę krzywdy w kątku ust;/
Że nie podołam sam wierszami, /
  Kamienie lepiej w Łodzi tłuc,/
I po co jechać do Warszawy?<end id="e1761134645691-904651286"/>/
Ach, wrócić, wrócić na twój próg /
  I w świętych oczu twoich szafir /
  Wtopić swój los i ból, i trud --- /
  I oto żalu depeszami /
  Telegraficzny szarpię drut,/
A tobie w kinie lśniący szatyn /
  Wgaduje w uszko rychły ślub, /
  Silnymi łudzi rozkoszami /
  I rwie płaczące druty strun,/
A szyby dziobie deszcz szurszawy<pe><slowo_obce>szurszawy</slowo_obce> (z ros. <slowo_obce>шуршать</slowo_obce>: szeleścić) --- szeleszczący. </pe> /
  I pociąg sapie w szumie chmur,/
I oszalałe widm orszaki/
  Podnoszą się ze słotnych pól...
</strofa>





<strofa>
Tak dojechałem do Warszawy,/

Gdy opuściłem miasto Łódź.
</strofa>







<naglowek_czesc>Część trzecia</naglowek_czesc>
 <numeracja></numeracja>






<naglowek_rozdzial>Rozdział pierwszy</naglowek_rozdzial>



<naglowek_podrozdzial>I</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1761134781365-405715434"/><motyw id="m1761134781365-405715434">Wiatr, Stworzenie, Obraz świata, Poezja, Wspomnienia</motyw>Wiatr Tobie, Boże, huczał pieśni,/
Gdyś z mroków wykrzesywał świat. /
  Chaosu świadek i rówieśnik,/
Wiatr Tobie, Boże, huczał pieśni, /
  Wodami wstrząsający wiatr./
Wiatr --- gniew otchłani zbuntowanej, /
  Potęgi Twojej pierwszy bard,/
Homer Genezis opętany,/
Co w chwiejbę wprawił oceany /
  Rytmicznym rykiem swoich skarg./
I taki był ów zryw stworzenny,/
Taki prawichru Tobie hymn,/
Że wód wzburzonych ogrom pienny /
  Do dziś w kołysie trwa bezsennym, /
  Pomrukiem w brzegi bijąc złym./
Do dziś --- bylinnik<pe><slowo_obce>bylinnik</slowo_obce> --- pieśniarz ludowy, spisujący i śpiewający byliny, tj. daw. ros. ludowe pieśni epickie, oparte na tematach historyczno-legendarnych, opiewające czyny bohaterów.</pe>, rapsod<pe><slowo_obce>rapsod</slowo_obce> --- tu: wędrowny śpiewak w staroż. Grecji, recytujący poematy epickie, własne lub cudze, głównie epopeje Homera. </pe>, epik, /
  Początku chmurobrody dziad, /
  Pierwotnej wojny wiarus ślepy --- /
  Wspomnienia szumne lubi wiatr...
<end id="e1761134781365-405715434"/></strofa>



 
<strofa>
Tak aktor, tragik starej szkoły,/
Co w rolach królów grzmiał przed laty,/
  Wspomina młodych dni żywioły: /
  Pięcioaktowe swe dramaty./
A ten najczęściej: gdy w zamęcie/
  Rozpaczy starczej, w noc burzliwą, /
  Przy gromów akompaniamencie /
  Łbem skołatanym dziko trzęsie,/
W chłoszczące niebo wznosi pięście /
  I klnie swą dolę nieszczęśliwą... /
  Lub gdy, przedśmiertnie obłąkany, /
  Trupowi córki ukochanej /
  Żale swe szlocha, klęski, krzywdy,/
Rzęzi chwytając się za szyję /
  I --- «Nigdy! nigdy! nigdy! nigdy!»/
I po raz piąty «Nigdy!» wyje.
</strofa>




<strofa>
Potem umierał. Potem brawa./
Huragan braw. Więc zmartwychwstawał./
  Wreszcie na wódkę szli z Gloucesterem,/
  Edgarem, Kentem<pe><slowo_obce>Gloucester, Edgar, Kent</slowo_obce> --- postaci z dramatu Shakespeare'a <tytul_dziela>Król Lear</tytul_dziela>.</pe> i suflerem./
 Dziś nie Szekspiry i nie Liry.../
Dziś za pięć złotych i kolację /
  Da w Starym Sączu w restauracji /
  «Wieczór humoru i satyry»./
W palcie, z kołnierzem podniesionym, /
  Jeden jedyny w zimnej sali,/
Czeka na gości. Blask się sączy /
  Pomarańczowy i przyćmiony/
  Wątłego prądu w Starym Sączu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1280257"></ref> /
  (Pamiętasz chyba, jak się pali /
  Żarówka na prowincji...). <begin id="b1761147851303-3998616516"/><motyw id="m1761147851303-3998616516">Wiatr</motyw>Huczną/
 Wicher na rynku sztukę gra,/
Afisz mu zrywa, strzępy gna...<end id="e1761147851303-3998616516"/>/
Słowem, miał rację Gogol: «Skuczno /
  Na etom swietie, gospodà<pe><slowo_obce>Skuczno na etom swietie, gospodà</slowo_obce> (ros.) --- Nudno jest na tym świecie, proszę państwa.</pe>!»
</strofa>




<strofa>
I wszystko jest jak Bóg przykazał:/
--- <slowo_obce>Panneau</slowo_obce><pe><slowo_obce>panneau</slowo_obce> (fr.: płaszczyzna) --- dekoracyjna płaszczyzna (malowidło, tkanina, płaskorzeźba) na ścianie, suficie, boazerii, meblu.</pe> na ścianie, malowane /
  Przez daltonistę-farbomaza;/
  Czekoladowo-ciemnolila/
Nimfa nad wodą się pochyla,/
 Opodal widać wiatrak w polu,/
A w głębi gruzy greckich kolumn.../
--- I lustro jest jak Bóg przykazał, /
Bo co odbicie, to obraza,/
I mętnie szkli się śród miraży /
  Półtora wydłużonej twarzy.../
<begin id="b1761148133864-2013021391"/><motyw id="m1761148133864-2013021391">Jedzenie</motyw>--- I, jak przykazał Bóg, jest obrus,/
Co geografią potraw obrósł:/
Sumatrą szczawiu, Grecją marchwi /
  I czarnej kawy Morzem Martwym.../
--- Przykazał także Bóg, by w karcie /
  Wodniście hektografowanej<pe><slowo_obce>hektografowany</slowo_obce> --- powielany za pomocą hektografu, tj. używanego w XIX w. powielacza do tekstów i rysunków.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1545659"></ref>/
Był barszcz, zraziki, sznycel z jajkiem, /
  Zupa rosolnik i sztukamięs <end id="e1761148133864-2013021391"/>/
  (Które to danie, przy atencji /
  Kelnera dla wybranych gości,/
Słup szpiku tłusty miało w kości /
  Mastodontycznej proweniencji).../
--- A bufet! Mógłbym <tytul_dziela>Bufetiadę</tytul_dziela> /
  Napisać polską! Tuzin pieśni!/
Lecz zakrakaliby współcześni/
(A o potomnych marzyć nie śmiem) /
  Ten temat... Więc pokrótce wspomnę/
  Delicje przednie, chociaż skromne: /
  Słoninki różowawe plastry /
  Pod pudrem papryki ceglastej;/
Przez pół na długość przekrajane /
  Czółenka twardych jajek z chrzanem; /
  Rolmopsy; owczy ser w talarki; /
  Myśliwskich kabanosów parki /
  (Probierczy kamień wędliniarski);/
  Chrzanowy sos i sos tatarski;/
Kiełbasa w kabłąk --- żmija śpiąca,/
  Własny swój ogon całująca;/
W pieprzonym occie ulik<pe><slowo_obce>ulik</slowo_obce> --- młody, pełnotłusty śledź pochodzący z połowów dalekomorskich, konserwowany w mocno stężonej solance.</pe> w dzwonka /
  I wokół garnir z korniszonka;/
Cielęce nóżki w galarecie /
  (Biedactwa! Jeszcze się trzęsiecie?)/
  I wreszcie on, srebrzystej wódki/
(Koniecznie dużej, zimnej, czystej)/
 Najulubieńszy druh srebrzysty,/
Kawior ubogich, ust pokusa,/
Bezsenne noce Lukullusa<pe><slowo_obce>Lukullus</slowo_obce> (117–56 p.n.e.) --- rzym. wódz i polityk; znany z wystawnego trybu życia, m.in. postawił liczne luksusowe rezydencje, założył wiele ogrodów egzotycznych oraz sprowadzał ze Wschodu wiele dzieł sztuki; słynął również jako smakosz, wyprawiając uczty, których przepych i wykwintność serwowanych dań stał się przysłowiowy. </pe>,/
Modły kartofli parujących,/
W niebo podniebień dym wznoszących, /
  Brat mleczny żwawych rybich panien:/
  Marynowany śledź w śmietanie!/
  ...Jest i w New Yorku ten specyjał /
  I wódkęm<pe><slowo_obce>wódkęm (...) pijał</slowo_obce> --- wódkę pijałem (daw. konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika).</pe> już pod niego pijał,/
Lecz wódka nie ta i śledź nie ten,/
 I nie ta aura nad bufetem,/
I nie ja nawet... Mówiąc krótko:/
Nam w Polsce, śledziu! w Polsce, wódko! /
  Tam sobie wami człek dogadzał,/
Tam bufet był jak Bóg przykazał!
</strofa>




<strofa><begin id="b1761148720651-1447573106"/><motyw id="m1761148720651-1447573106">Starość</motyw>I Bóg przykazał, by na starość /
  Siąść i obrastać śmiercią szarą./
Siąść, czekać --- i, na drzwi zerkając, /
  Łyżeczką bawić się blaszaną /
  (Pamiętasz chyba tę odwieczną:/
Bezblaską, lekką i bezdźwięczną).../
I taki los, i już nie sposób /
  Inaczej, bo tak przykazano,/
By wgniatać resztki papierosów /
  W kawę na spodku rozchlapaną;/
Czekać na lichy strzęp gotówki.<end id="e1761148720651-1447573106"/>/
Kolację zjadłszy już <slowo_obce>à conto</slowo_obce>;/
Śledzić zegara twarz z rozpaczą,/
Kiedy kwadransem na dziesiątą<pe><slowo_obce>kwadrans na dziesiątą</slowo_obce> --- tj. piętnaście minut po dziewiątej.</pe> /
  Przepołowiły ją wskazówki,/
 A miało się o ósmej zacząć;/
 Znosić kelnera wzrok litosny, /
A w uśmiech stroić się żałosny,/
Gdy bufetowa, dość obfita,/
Przelotnie trąci go oczyma/
I znów w warszawskim «Kinie»<pe><slowo_obce>,,Kino. Tygodnik Ilustrowany"</slowo_obce> --- tygodnik filmowy ukazujący się w od 3 marca 1930 do 10 września 1939 r. w Warszawie, cieszący się wielką popularnością w międzywojniu (nakład 50 tys. egz.).</pe> czyta /
  <tytul_dziela>Wywiad z fryzjerem Igo Syma<pe><slowo_obce>Sym, Igo</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Karol Antoni Juliusz Sym</slowo_obce> (1896--1941) --- popularny aktor filmowy (debiut <tytul_dziela>Wampiry Warszawy</tytul_dziela> z 1925 r.), odtwórca ról amantów, z pochodzenia pół Austriak (po matce), żonaty z córką słynnego malarza Juliana Fałata, Heleną; od 1929 w filmie pracował głównie w Niemczech, występując m.in. u boku Marleny Dietrich; w 1931 r. zaczął także karierę estradową w warszawskich teatrach rewiowych, śpiewał, grał na pile; jako agent niemieckiej Abwery, zginął zastrzelony na podstawie wyroku sądu polskiej organizacji podziemnej ZWZ; został pochowany z honorami na Powązkach, a jego śmierć stała się pretekstem dla władz okupacyjnych dla rozpoczęcia akcji odwetowych, zwłaszcza w środowisku teatralnym Warszawy.</pe></tytul_dziela>;/
Liczyć minuty coraz pustsze/
I oko w oko ze swą krzywdą /
  Przenicowane widzieć w lustrze /
  Litery <wyroznienie>ZCIWONIWDUL KIWDUL</wyroznienie> /
  <wyroznienie>YRYTAS I UROMUH RÓZCEIW</wyroznienie>:/
Afisz nieszczęścia, nędzy, włóczęg.../
Już nikt nie przyjdzie, bo wichura /
  W rozłopotanym płaszczu hula,/
Pustosząc miasto. Ciemne poły /
  Kołują śmieciem po ulicach,/
Rękawy dmą się nad kościołem,/
A w kapiszonie<pe><slowo_obce>kapiszon</slowo_obce>  (z fr. <slowo_obce>capuchon</slowo_obce>)--- tu: kaptur.</pe> --- twarz księżyca./
<begin id="b1761214966281-3457465627"/><motyw id="m1761214966281-3457465627">Wiatr</motyw>...Więc bywa tak, że wiatr przedwieczny,/
 Wiatr przedczłowieczy śpiewa pieśni/
O Jakimś --- Jednym --- Biednym --- Śmiesznym/
O Nudnym --- o Bezużytecznym ---/
  O Zawiedzionym najboleśniej /
  Wiatr Tobie, Boże, huczy pieśni.<end id="e1761214966281-3457465627"/></strofa>



  <sekcja_asterysk/>

<strofa>
<begin id="b1761215126754-1756569874"/><motyw id="m1761215126754-1756569874">Wiatr</motyw>Nie w Sączu i nie tamtej nocy,/
Lecz inny wiatr prowincjonalny, /
  Choć nad Pilicą<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q750418"></ref>, dął jak halny,/
W ataku żalu i nostalgii /
  Za mocą równą bożej mocy;/
Biblijnie wył wysokie psalmy, /
  Szlochał i smagał jak prorocy.<end id="e1761215126754-1756569874"/>/
I takie brał tonacje wieszcze,/
Takim chorałem grzmiał dantejskim, /
  Że gdyby stał się tekstem, wierszem,/
Rzekłbyś, że pisał go Ujejski<pe><slowo_obce>Ujejski, Kornel</slowo_obce>  (1823--1897) --- poeta późnego romantyzmu pol., autor m.in. tomu wierszy <tytul_dziela>Skargi Jeremiego</tytul_dziela> (wyd. anonimowe w Paryżu, datowane Londyn 1847), który za życia autora doczekał się siedmiu wydań; biblijna stylizacja jeremiady posłużyła Ujejskiemu do wyrażenia patriotycznej rozpaczy po upadku rewolucji krakowskiej 1846 r.; pochodzący z tego tomu <tytul_dziela>Chorał</tytul_dziela> (inc. <tytul_dziela>Z dymem pożarów...</tytul_dziela>) stał się hymnem manifestacji w Warszawie poprzedzających powstanie styczniowe.</pe>: /
  Szlachetnie cierpiał ów Jeremi, /
  Skowytał, skarżył się i żalił,/
Lecz w polskiej poetyckiej skali /
  Nie znajdziesz go między wielkiemi. /
  I wiatr był taki --- jako klasa,/
Styl, poziom, efekt i tonacja... /
  Wybaczcie, Wietrze i Poeto,/
Że was zestawiam. Wierzcie, że to/
  Nie zarzut, lecz klasyfikacja./
<begin id="b1761215947566-2788370278"/><motyw id="m1761215947566-2788370278">Wiatr</motyw>Pod niebem górnolotnie biadał,/
W maczugi tężał, hordą spadał,/
Lecz gdy rozbijał się o ziemię,/
Po ludzku syczał, ględził, zrzędził /
  I dni ostatnie listopada /
  Jak liście w stronę grudnia pędził. /
  Co jeszcze robił? Głupie psoty./
Bo cóż na ziemi do roboty?/
Z pułapów tynk otrząsał kruchy,/
  Naporem wgniatał w izbę szyby,/
W dygot wprawiając je brzękliwy,/
I jakimś kubłem przewróconym /
  Z jazgotem rzucał w próg sadyby/
  Lub zatkniętymi w kołki płota /
  Garnkami glinianymi miotał...<end id="e1761215947566-2788370278"/>
</strofa>




<strofa>
 W tę noc Anielka --- /
  <wers_cd>Witaj, mała,</wers_cd>/ 
  Trzynastoletnia już! Pamiętasz /
  Goździki, grotę, pożar, cmentarz? /
  Jakżeś wyrosła, wypiękniała! /
  Pamiętasz «oko»? Zegar-zmorę?/
A dziadek, dziadek gdzie najmilszy?/
Co z panią Bielską? Z prowizorem? /
 A co w aptece słychać?/
<wers_cd>Milczy</wers_cd>/
I coś tam sobie szepce tymi /
  Wargami z lekka mięsistymi,/
 Schylona chmurnie nad... A to co? /
  Książka? Ukradkiem? Późną nocą? /
  Pokaż!/
<wers_cd>Nieufna i surowa</wers_cd>/ 
  Podnosi oczy, książkę chowa; /
  Wyrywam. Zerwie się i krzyknie,/
Złymi zabłysły płomykami /
  Szarotki oczu aksamitne:/
«A panu co?...» I w płacz. Niech beczy. /
  «A tobie co się stało, że ty /
  Zaczęłaś czytać takie rzeczy?/
 Zawsze się bałem, że tak będzie,/
Że to odezwie się, nadejdzie,/
I widać przyszło... Jak? Dlaczego?/
I właśnie dziś, w tę noc upiorów,/
W noc polską wiatru ujejskiego,/
Co rapsodycznie dmie przez szpary? /
  Anielko!!»/
<wers_cd>(Tytuł: <tytul_dziela>Krótki zarys</tytul_dziela></wers_cd>/ 
  <tytul_dziela>Dziejów narodu rosyjskiego</tytul_dziela>./
Obok pieczątka: «Z księgozbioru /
  Kamila Rozpędzikowskiego».)
</strofa>



  <sekcja_asterysk/>

<strofa>
  Skończenie świata nad parafią,/
Urwanie głowy i księżyca!/
Podrywa śpiących dmuchawica,/
Stękną, pomruczą i znów chrapią./
Młyn nocy trzęsie się i miele /
  Lament pustego kotłowiska, /
Najsrożej gwiżdżąc przy kościele,/
Jakby się bies w igrzysko wświstał. /
  Spójrz w okno: po kościelnych ścianach /
  Wędruje blada światła plama,/
Błąka się, szuka, a gdy znajdzie/
  Szczerbę lub rysę na obrazie,/
Ręka w blask wchodzi --- i na skazie /
  Malarskim pędzlem barwę kładzie./
Owa świetlista plama mglista /
  Z latarki elektrycznej strzela./
Na ludzkiej piersi zawieszonej /
  Jak szkaplerz. Czujny i wzruszony./
Stary ogrodnik, legionista,/
Krąży tej nocy po świątyni /
  I generalny przegląd czyni;/
Fryzuje męczennikom włosy,/
Nadrabia im przytarte nosy,/
Przykrwawia ciernie Zbawiciela,/
Maryjne lilie zaś wybiela.../
A zwłaszcza stan aniołów sprawdza /
  Przysięgły niebian rzeczoznawca.
</strofa>




<strofa>Wysoko stojąc na drabinie,/
Dziewierski pośpiewuje z cicha:/
<wers_wciety typ="1">«O mój rozmarynie!»</wers_wciety>/
A jest przy wątłym cherubinie /
  I dziurę w oku mu zapycha /
  Srebrzystą glinką --- ślad po kuli --- /
  I znów fałszywie, lecz najczulej:/
<wers_wciety typ="1">«O mój rozmarynie!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">O mój rozmarynie!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Rozwijaj się!»</wers_wciety>/
I nawet w stęchłej, mrocznej wnęce, /
  Gdzie krzyż żelazny zardzewiały /
  Pół wieku rósł z omszałej skały,/
 Pootrzepywał z kurzu wieńce,/
 Zszarzałe wrzosy, niegdyś miodne,/
Skurczone kępki macierzanki,/
Nieśmiertelników żółte wianki,/
O grobach oschle szeleszczące/
(O, kwiaty-mumie, śmierć wieszczące!/
O, złudne życia prochowisko!/
O, bezcelowe i bezpłodne,/
Jak ja, jak wszyscy i jak wszystko!),/
Więc nawet tam, w grobowcu prawie,/
Przy głuchym głazie, skąd czas wyżarł/
 Nazwisko fundatorki krzyża:/
«Ewa Dziewierska» --- ach, tam nawet,/
Gdy przed śladami liter klęknął /
I czule je pogłaskał ręką,/
I święte ucałował imię,/
Powtórzył: «O mój rozmarynie! --- /
  Rozwijaj się!».../
 I długo, długo tak we dwoje/
 Pośpiewywali, każdy swoje:/
Wiatr jerychońsko-bohaterski/
O wiecznym śpiewał i ogromnym,/
A człowiek prosty, pan Dziewierski,/
O rozmarynie, kwiatku skromnym./
Świtem umilkły obie pieśni/
I nastał Wielki Dzień powieści.</strofa>


 <sekcja_asterysk/>

<strofa><begin id="b1761216264040-2299869188"/><motyw id="m1761216264040-2299869188">Wiatr, Jesień</motyw>Wył wicher, wył, aż dnia się dowył.../
 Na ziemi, wymiecionej skrzętnie,/
 Był suchy ziąb listopadowy,/
Cichutko było i odświętnie./
 Dął wicher, dął, aż płuca wydął /
  I dzień sprowadził jasnooki,/
 Oszklone słońce zimną dzidą/
Mierzyło w ziemię przez obłoki./
  Zwolniła biegu rzeka sina,/
Stwardniało błocko w koleinach,/
Więc miło stawiać prężne kroki/
  I słyszeć chrzęst przymrozku raźny,/
Gdy smacznie chrupią pod stopami /
  Świeże placuszki kruchych zmarźlin.<end id="e1761216264040-2299869188"/>/
I miło, gdy w ten ostry chrzęścik /
  Spod stąpających butów ciężkich /
  Wdzwania się szabli brzęk i ostróg /
  I wydłużony krok miarowy /
  Nóżek w płóciennych pantofelkach, /
  Strzelistych, młodych nóg... Anielka/
  Dotrzymać kroku chce dziadkowi./
Choć całą noc przy pracy spędził, /
  Dziewierski wesół jest i rześki,/
Burczy coś wprawdzie, lecz nie zrzędzi,/
  I siwe oczy w strop niebieski /
  Dziękczynnie wznosi, że dzień piękny/
  Po takiej nocy. Dziś w kościele /
  Msza uroczysta --- pierwsza w wolnej /
  Ojczyźnie. Jakiś ptaszek polny /
  Na poczerniałej siadł drzewinie,/
Pokręcił główką swym zwyczajem,/
  Zaświstał: «O mój rozmarynie!»/
I pierzchnął. Zapachniało majem./
Idą krok w krok i z dłonią w dłoni, /
  Brzęczą ostrogi, szabla dzwoni.</strofa>




<strofa>
«Dziadziu, odzywa się dziewczyna,/
A tatuś...» (ciarki go przebiegną,/
Jak zawsze, kiedy mu zaczyna/
O ojcu mówić «...tatuś toby /
  Już generałem był na pewno./
Musiałby dziadzio generała/
Rozkazów słuchać. Prawda? Musiał!/
Szkoda, że nie ma dziś tatusia,/
Szedłby tu z nami...» --- «Nie pleć, mała»./
 Ale uparła się i dalej:/
«A co mnie, dziadziu, powiadali,/
Że ja Moskiewka? Gdulów Ewka,/
Ta ruda... Ja dla śmiechu wczoraj:/
»Zyg, zyg, marchewka!« --- a ta zmora:/
»Zyg, zyg, Moskiewka!« do mnie...»/
<wers_cd>Stanął,</wers_cd>/
Zdjął czapkę, otarł pot. --- «Mówiłem,/
Żeby nie... tego!... A ty, panno,/
Wciąż o tym... Przecież tłumaczyłem,/
Uczyłem... Dam ja twojej Ewce!»/
 --- «Bo tatuś...» --- «Dosyć! Słuchać nie chcę!/
Ty żaden tatuś! Ty nie <wyroznienie>ONI</wyroznienie>!/
(Na usta spojrzał) Mama! Mama!»/
...Brzęczą ostrogi, szabla dzwoni./
Jakąś gałązkę podniósł, złamał,/
Cisnął, podeptał. --- «No już... dobrze...»/
I idzie brzęcząc. I wspomina,/
Bo chrzęst, bo brzęk mu przypomina /
  Straszną opowieść... Zosia sama /
  Opowiadała... Jak ten pogrzeb.../
 Jak szła... jak szła z tą małą w łonie,/
Też taki pochrzęst był i pobrzęk...
</strofa>




<strofa>
A ona --- wargi w półuśmiechu /
  Zagryzła chytrze --- i sprężyściej,/
Gniewniej nogami, jakby chciała /
  Świetnością kwitnącego ciała /
  Zemścić się. Bliska nienawiści,/
Żołniersko kroki wybijała/
I wciąż w tym drwiącym półuśmiechu /
  Rzucała szare bratki oczu/
W profil staremu: «Też mi piechur!/
O --- tak się chodzi!» Wreszcie poczuł,/
Co ten złośliwy znaczy wyścig./
--- «Gadiuka<pe><slowo_obce>gadiuka</slowo_obce> (z ros. <slowo_obce>гадюка</slowo_obce>) --- żmija.</pe>!» --- syknął. --- «Szatan w ciele!»/
--- «Co, dziadziu?» --- «Nic». Już są w kościele./
  (Stary miał rację, przyjaciele!)
</strofa>




<naglowek_podrozdzial>II</naglowek_podrozdzial>





<strofa>
W pijaną młodą noc zimową /
  Słyszałem w Łodzi na ulicy /
  Krzyk rozjuszonej ulicznicy:/
«Garrradowoj<pe><slowo_obce>garadowoj</slowo_obce> (z ros. <slowo_obce>городовой</slowo_obce>) --- policjant.</pe>! Jezusie święty!/
 Ratujcie kurwę!»/
Potem nóg tupot, odzew, świstek.../
  <begin id="b1761217225595-1248355455"/><motyw id="m1761217225595-1248355455">Chrystus</motyw>Biegłeś na pomoc, Jezu Chryste.
</strofa>




<strofa>
Oszołomiony, wniebowzięty,/
Słuchałem w rzymskiej Bazylice /
  Mszy wstrząsająco niepojętej,/
Gdy kameowe, smagłolice,/
Marquesy<pe><slowo_obce>marquesa</slowo_obce> (hiszp.) --- markiza.</pe> wykoronkowane /
  Wznosiły oczy zapłakane,/
Twej krwi przyjmując tajemnicę.
</strofa>



 
<strofa>
W Rio, na szczycie Corcovado<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q22044177"></ref>,/
Stoisz kamiennym wielkoludem /
  Z ramiony rozkrzyżowanemi;/
W dzień jesteś krzyżem, w nocy --- cudem: /
  Bóg, Krzyżo-Człowiek świeci ziemi /
  Jasnością fosforycznie bladą.
</strofa>




<strofa>
Z Brazylii płynąc na Manhattan<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11299"></ref>,/
Byłem na groźnym widowisku: /
  Na statku mszę odprawiał szatan/
  (W dzieciństwie bies o takim pysku /
  Wyłaniał się z sennego czadu...)./
A to był czarny arcybiskup /
  Z conradycznego Trynidadu./
Wołał: «<slowo_obce>O, Lamb of God</slowo_obce>! <slowo_obce>Redeemer</slowo_obce>!/
<slowo_obce>O, Lord</slowo_obce>!»<pe><slowo_obce>O, Lamb of God! Redeemer!
O, Lord!</slowo_obce> (ang.) --- Baranku Boży! Odkupicielu! O, Panie! </pe> A potem --- Twoje imię,/
I co wymówi je --- przyklęknie.
</strofa>




<strofa>
Ale co więcej i co piękniej:/
W ojczyźnie --- samym «pochwalony» /
  Sławiły Cię co dzień miliony!/
Więc bezimiennieżeś <wyroznienie>WIADOMY</wyroznienie> /
  Imieniem podrozumiewanem!/
I jak! «Na wieki wieków amen!»
</strofa>




<strofa>
Chwało ogromna, straszna chwało!/
To że się imię Twe na co dzień /
  Westchnieniem, wykrzyknikiem stało /
  I dźwiękiem pustym trwa w narodzie!/
O, czci cudowna! Stać się brzmieniem/
O zapomnianej dawno treści!/
Być bezpamiętnym przypomnieniem/
I bohaterem bez powieści!
</strofa>



 
<strofa>
Lecz zaszczyt rośnie. Gwiazd dosięgnął. /
  Już w aureoli gwiezdnych legend/
  Zajaśniał sfer nieziemskich Regent... /
  Więc, zdałoby się, kres zaszczytom,/
Kres wspaniałościom i potęgom,/
Gdy się na każdym Twoim słowie,/
Na kroku każdym --- klechdy lęgną./
Bo jedną znam prawdziwą sławę:/
Tę doskonałą, znamienitą,/
Kiedy <wyroznienie>CZŁOWIEKA</wyroznienie> --- a Tyś człowiek ---/
  Myśl odda we władanie <wyroznienie>MITOM</wyroznienie> /
  I puści w fantastyczny obieg,/
W kręgi tajemne, w baśń, w legendę... /
  Tak pamięć staje się obrzędem.<end id="e1761217225595-1248355455"/>
</strofa>




<strofa>
Więc --- mówię --- zdawać by się mogło,/
  Zdobywco chwały niedościgłej,/
Że nic Cię wyżej nie podźwignie /
  Niż cudowności złoty obłok:/
  Niepokalane Twe poczęcie, /
  Astrologiczne narodziny /
  Znachorsko-czarnoksięskie dziwy /
  I wzlot bajeczny --- wniebowzięcie,/
A potem --- tajna mszy alchemia, /
  Sakramentalna teofagia<pe><slowo_obce>teofagia</slowo_obce> --- zjadanie boga; bogożerstwo.</pe>,/
Spektakl ofiary, święta magia,/
  Codzienna cudów akademia.
</strofa>




<strofa>
To nic, to wszystko nic. Bo ludzie,/
My, świat, w malignie uwielbienia, /
  Uczciliśmy Cię w większym cudzie,/
W zawrotnym, nie do pomyślenia!/
  Bo ponad wszystkie chwały inne, /
  Należne Tobie i powinne /
  Za Twą naukę i męczeństwo,/
Przypadło Ci bezkresne, wieczne,/
Już najszczytniejsze, ostateczne,/
  Upajające Dostojeństwo:/
<wyroznienie>ABSURD</wyroznienie>./
<wers_cd><begin id="b1761232163743-76753069"/><motyw id="m1761232163743-76753069">Religia</motyw>Nie bluźnię. <slowo_obce>Credo, quia</slowo_obce>...<pe><slowo_obce>Credo, quia...</slowo_obce>, właśc.  <slowo_obce>Credo quia absurdum</slowo_obce> (łac.) --- Wierzę, bo jest to absurdalne; sentencja cytowana jako zdanie Tertuliana (ok. 160--ok. 240), rzym. apologety chrześcijaństwa, w istocie jest to bardziej soczysta parafraza zdania z rozdz. V, w. 4 dzieła <tytul_dziela>De carne Christi</tytul_dziela> (,,O ciele Chrystusa"): ,,<slowo_obce>credibile est, quia ineptum est</slowo_obce>", tj. jest to wiarygodne, ponieważ jest niedorzeczne (komentarz do religijnego dogmatu, że Syn Boży umarł). </pe></wers_cd>/
Bo oto na opoce szarej,/
Na twardym złomie prostej wiary /
  <wyroznienie>URZĄD</wyroznienie> namioty swe rozbijał /
  <wyroznienie>URZĄD</wyroznienie> uświęca bogożerstwo! /
  Ratyfikuje go w dekrecie!/
<wyroznienie>URZĄD</wyroznienie> i <wyroznienie>SZEF</wyroznienie>! O, Ministerstwo /
  Spraw Zaświatowych! MSZ-cie!/
O, łasko wiary objawionej!/
O, Gabrielu w Nazarecie!/
O, watykańskie remingtony<pe><slowo_obce>remington</slowo_obce> --- tu: maszyna do pisania; eponim od nazwy firmy E. Remington and Sons działającej w l. 1816--1896 i produkującej broń palną oraz (od 1873) maszyny do pisania.</pe>!/
O, kartoteki! O, budżecie!/
O, <slowo_obce>Rosa Mystica<pe><slowo_obce>O, Rosa Mystica</slowo_obce> (łac.) --- O, Mistyczna Różo; także: O Różo Duchowna; jedno z metaforycznych określeń Marii w religii chrześcijańskiej.</pe></slowo_obce>! O, Mario,/
Schylona słodko nad dziecięciem!/
O, buchalterio! Kancelario!/
O, konto w banku! O, pieczęcie!/
O, ciężki krzyżu męki Pańskiej!/
O, Talleyrandzie<pe><slowo_obce>Talleyrand</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord</slowo_obce> (1754--1838) --- fr. dyplomata i polityk; mimo że był duchownym (biskupem), co więcej z rodu książęcego, poparł Wielką Rewolucję Francuską 1789 r., patronował przeprowadzeniu ustaw dotyczących sekularyzacji dóbr kościelnych i został przewodniczącym Konwentu, po klęsce Napoleona I był reprezentantem Francji na Kongresie Wiedeńskim i kontynuował karierę również w czasach Restauracji. Talleyrand zasłynął jako inteligentny, cyniczny i bezwzględny pragmatyk, pełniąc funkcje agenta dyplomatycznego lub ministra spraw wewnętrznych kolejnych rządów: Dyrektoriatu, Napoleona, Burbonów i Ludwika Filipa I. </pe> watykański!<end id="e1761232163743-76753069"/>
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761336662114-2146956851"/><motyw id="m1761336662114-2146956851">Religia, Słowo, Obrzędy</motyw>Wznieś oczy, Piotrze! Spójrz: z wysoka /
  Skroś Babel ksiąg wielojęzyczny,/
Skroś pychę katedr niebotycznych,/
Mozaiki rzymskie i marmury,/
Przeziera blask wiecznego Oka /
  Z nawisłej nad urzędem chmury,/
 Oka w Trójkącie. Widzisz, Piotrze, /
  Promienia rozpalone ostrze?/
Widzisz, jak spada i przeszywa /
  Dyplomatyczne twe archiwa,/
Strzeliste wieże, skarbce, włości,/
  Nabożeństw lśniące obfitości,/
Ksiąg, bulli i encyklik góry/
  Zuchwale wyższe niż Oliwna?/
Spójrz: skroś ten przepych --- żar spojrzenia /
  Na dno przebija się, w podziemia,/
 Do <wyroznienie>NAUKI</wyroznienie>, do <wyroznienie>SŁÓW</wyroznienie> proroka,/
I pisze: «Piotrze! gdzie <wyroznienie>OPOKA</wyroznienie>?»<pe><slowo_obce>Piotrze! gdzie opoka?</slowo_obce> --- Por. Mat. XXI, 42--43; I list św. Piotra II. 6--7; Łuk. XXI. 5--6.</pe>/
<slowo_obce>Ubi haec Petra</slowo_obce>?<pe><slowo_obce>Ubi haec Petra?</slowo_obce> --- Gdzie ta opoka?</pe> Gdzie ta skała,/
Na której wzniósł się malowniczy /
  Wyrodny urząd namiestniczy,/
Brednia wymyślna i wspaniała? /
  Gdzie głaz węgielny? Gdzie testament/
  Wyraźny nakaz? W ziemię wryty,/
Porosły w tajemnice, mity,/
Pleśnieje w mroku. Lecz to <wyroznienie>NA NIM</wyroznienie>,/
Na fundamencie zapomnianym,/
Władztwo rozparło się wielebne,/
To wypiętrzone, to podniebne /
  Olśniewające Magic City!
</strofa>




<strofa>
Lecz ja Twej świętej krwi nie przyjmę/
  W cienkuszu sakralnego wina,/
Ani mi biskup ni kardynał,/
Sprawując gusła tragedyjne,/
Istoty Twojej nie opowie./
I nie w tym winie ani chlebie  /
  Znalazłem Ciebie, kocham Ciebie,/
Lecz w Skale --- w buntowniczym Słowie. /
  <wyroznienie>CO</wyroznienie> krzyczy pogrzebany kamień./
Lat przywalony dwutysiącem?/
<wyroznienie>CZYJ</wyroznienie> jest ten krzyż, to gniewne ramię,/
  Ogień skroś wieki miotające?/
<wyroznienie>KOMU</wyroznienie> On przyszedł? Ślepym, chromym, /
  Hołocie, nędzy, pokrzywdzonym,/
On, w szopie lichej urodzony /
  Rebeliant, Rewolucjonista!/
I grzesznej ziemi grożąc niebem,/
<wyroznienie>CO</wyroznienie> wam przykazał pod tym chlebem,/
  Wam, możnym i rozwielmożnionym?/
  Wam, żywcem go pożerającym?/
<wyroznienie>KTO</wyroznienie> jest ten Bóg w pochodach czczony./
  Pod baldachimem obnoszony/
  Przez Tłustych, Zbrojnych, Wyfraczonych,/
  Przez Chciwych, Pysznych i Rządzących?<end id="e1761336662114-2146956851"/>
</strofa>




<strofa>
<wers_wciety typ="1"><begin id="b1761337536562-1477525053"/><motyw id="m1761337536562-1477525053">Religia, Władza, Chrystus</motyw>Pamiętam, jak w Cielesne Święto,</wers_wciety>/
Pod rozjątrzonym gniewnym słońcem,/
 Procesję wiedli tragedianci,/
A żądło ognia pałające/
  Blasków mieniło się tysiącem/
  W centrum monstancji;/
I w ten peryskop tajemnicy/
  Nos utkwił Książę-Arcybiskup /
  (Nie nos --- ogórek fioletowy);/
Szedł, niosąc Ciało dla ulicy.../
Dla teatralnej niepoznaki /
  W magicznym stroju był godowym /
  Ów pałacowy Arcyfakir/
I wschodni kołpak miał na głowie,/
  Kołpak-niewidkę: by zataić,/
Że ziemska prawda --- w ziemskim słowie,/
  Zataić, że człowieka --- człowiek /
  Wielbi w ulicznym widowisku;/
Szedł z myślą: «Patrzcie, prostaczkowie, /
  To Boga niesie Arcybiskup»./
A któż to w kornej adoracji /
  Prowadzi ciebie? Arcyżandarm,/
 O czarowniku z nominacji/
  Watykańskiego Talleyranda!/
Małpa cezarów! Dzierżymorda!/
Kto jego moc? Stalowa horda!/
Kto jego «lud»? Pochlebców banda!/
A kto sług jego i statystów/
  Pogromca wieczny? Jezus Chrystus. /
  Jakże to, książę? Herodianin<pe><slowo_obce>herodianin</slowo_obce> --- członek stronnictwa politycznego skupionego wokół Heroda Wielkiego.</pe>/
  Pod baldachimem? Pod tym samym?! /
  Szepnij mu w ucho, którym strzyże /
  Przy <slowo_obce>sacrosanctum</slowo_obce><pe><slowo_obce>sacrosanctum</slowo_obce> (łac.) --- święta świętość; największa świętość. </pe> swojej wiary,/
On --- czciciel hostii i ofiary,/
Guseł celebrant i wielbiciel,/
Nie krzyż męczeństwa dźwigający,/
Lecz złote na mundurze krzyże,/
Szepnij mu --- niech się tak nie liże /
  Do onej z krwią niewinną czary!/
Niech raczej skrzyknie swe janczary, /
  Paktuje z pękatymi Żydy,/
Nowy krzyż ciosa, ostrzy dzidy,/
 Supły na biczach niech zaciąga,/
Niech uczy szydzić, plwać, urągać /
  I gorzką żółcią gąbkę poi!/
Tam jego miejsce i ochota,/
W katowni, nie przy boku Twoim./
Bo niechby tej procesji Sprawcę,/
  Wiekuistego Światłodawcę,/
Mógł w łapy dostać... Książę! Magu! /
  Wierz mi: znów rozdziałby do naga,/
Zbił, skopał, oplwał --- i rózgami,/
 Rózgami liktorskimi smagał/
Do krwi! do krwi! Tak! <wyroznienie>DO TEJ SAMEJ</wyroznienie>!/
  I ukrzyżowałby! I dobił!/
On, on, wiodący cię pod ramię/
  Zbir, wierny tylko cezarowi.../
... Książę! I wiedziałby, co robi...<end id="e1761337536562-1477525053"/>
</strofa>

<sekcja_asterysk/>


<strofa><begin id="b1761337625233-384585193"/><motyw id="m1761337625233-384585193">Chrystus, Władza, Rewolucja</motyw>Nazajutrz donos miał, anonim,/
Że... Zresztą nie czytałem listu./
To tylko wiem, że zaraz po nim /
  Zapisał sobie: «Jezus Chrystus /
  Agit. wywr. Zbadać. Żyd. Syn cieśli» /
  (Dwa razy słowo «Żyd» podkreślił.) /
  Potem się nadął --- i zadzwonił,/
By Ewangelię mu przynieśli. /
  (Pierwszy raz w życiu ją zobaczył...) /
  Nie dał się greckim zwieść tytułem,/
Długo studiował tę «bibułę», /
  Czerwonym ją ołówkiem znaczył,/
I taki z niej wyciągnął morał: /
  «Nowina --- niebezpieczna raczej... /
  Szengajsty<pe><slowo_obce>szengajst</slowo_obce> (z niem.) --- pięknoduch. </pe> i żydokomuna... /
  Zadzwonię chyba do cenzora...»
</strofa>




<strofa>Trzeba mu przyznać, że zrozumiał.../
I gdzieś w tym racja jest głęboka, /
  Gdy mocarz wzywa przed trybunał/
  Pieśniarza ludu lub proroka:/
Bo oto strzała mściwej kary /
  Przebijająca pierś ofiary /
  Na wskroś przebija mrok prastary, /
  Błyskiem wskazując, gdzie <wyroznienie>OPOKA</wyroznienie>.<end id="e1761337625233-384585193"/></strofa>



  

<naglowek_podrozdzial>III</naglowek_podrozdzial>




 
<strofa>
<begin id="b1761746270924-1477218992"/><motyw id="m1761746270924-1477218992">Świątynia, Obrzędy, Religia, Tłum, Wzrok</motyw>W kościele ścisk i zaduch zimny,/
  Wyziewy nędzy; para bucha /
  Z modlących ust i coraz mgławiej/
  Na ołtarz patrzeć. Obłok dymny /
  Rozsnuwa się po świętej nawie./
A ona w tym tumanie płynnym /
  Jeszcze na domiar oczy mruży.../
A że są popielato-mgliste,/
Więc gdy tak patrzy coraz dłużej, /
  Zanurza ołtarz w sennej chmurze /
  I widzi pole świec gwiaździste, /
  Zagon migotem kołysany,/
Przez łzy mieniący się rzęsiście /
  Łubinowymi płomykami./
Dlaczego łzy? Bo ją opływa/
  Miłosność słodka, tęskność tkliwa,/
Dziwność i żałość...<end id="e1761746270924-1477218992"/> (To nie ona /
  Te słowa myśli, zamyślona,/
Wpłakana ciepłym zapatrzeniem /
  W mgłę, mżącą złocistością świateł:/
To ja wyręczam ją uczenie/
W doborze brzmień i słów ocenie;/
Nie ona rządzi poematem.)/
<begin id="b1761746370646-1005541521"/><motyw id="m1761746370646-1005541521">Łzy, Miłosierdzie, Uczucie</motyw>Żałość --- żałosność --- żałościwość --- /
  Jak nazwać tęskność tę i tkliwość,/
Tę miłosierdzia błogą falę?/
Miłożal... Rzewność bez przyczyny... /
  Miłożal --- tak już zostawimy./
Bądź więc słowiańskim miłożalem,/
O, sprawco słodkich łez dziewczyny!<end id="e1761746370646-1005541521"/>
</strofa>



 
<strofa>
<begin id="b1761746430647-1845133405"/><motyw id="m1761746430647-1845133405">Dziewczyna, Młodość, Piękno, Tłum</motyw>Jak na skoszonym łanie zboża /
  Dziewanna ocalała stoi,/
Tak ona --- prężna, smukła, hoża,/
  Kwieciście sterczy wśród nabożan/
  I łan łachmanów sobą stroi./
  Wyprostowana i bezwiedna,/
W cekiny świeczek zapatrzona,/
Mgłą miłożalu otulona,/
Nad tłokiem chłopskich głów się wznosi /
  I szeptem parnym Boga prosi...<end id="e1761746430647-1845133405"/>
</strofa>



 
<strofa>
<wyroznienie>O swoje</wyroznienie> modli się dziewczyna:/
«Za muczenika Konstantina».
</strofa>




<strofa>
Trąca ją dziadek: «Klęknij». --- Klęka,/
By w swym paletku wyświechtanem /
  Jeszcze się jednym stać łachmanem... /
  <begin id="b1761746522068-816163681"/><motyw id="m1761746522068-816163681">Religia, Tłum, Obrzędy, Modlitwa, Słowo</motyw>Tłum pojękuje, chlipie, stęka,/
Modlą się ciemni, dobrzy, prości /
  Błagają Postać umęczoną/
Niby o łaskę nieskończoną,/
Niby o cud, o blask wieczności,/
 Bełkocą pozmieniane nazwy/
Zapadłych wiosek w Mniejszej Azji, /
  Imiona groźnych wojewodów,/
Rzymskich żołdaków i łajdaków, /
  Żydowskich cieśli i rybaków,/
 Bo w głębi serc, u dna, u spodu, /
  Wierzą, że <wyroznienie>TO</wyroznienie>, i nic innego,/
Że <wyroznienie>TO</wyroznienie> wybawi ich od złego,/
Od wojny, ognia, moru, głodu.../
  Wybawi --- i niechybnie sprawi/
  Cud urodzaju i przypłodu./
Brzęk dzwonka rozległ się --- i senne /
  Wzdrygnęły się aniołki ścienne.<end id="e1761746522068-816163681"/>
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761770047321-3908083059"/><motyw id="m1761770047321-3908083059">Tłum</motyw>Jak biedne zwierzę w wór zaszyte /
  W ciemności pełznie ślepym torem,/
  Tak nagle tłum ku ołtarzowi,/
Jednym łachmanem, jednym worem/
  Raz naprzód pełznął, o krok jeden,/
O nową nędzę i pokorę./
I tak jęknęli przy tym zrywie,/
I tak opadli żałościwie,/
A na ich twarzach, w bruzdach troski, /
  Taka czerniała moc surowa,/
Jakby to wyśnił Rostworowski<pe><slowo_obce>Rostworowski, Karol Hubert</slowo_obce> (1877--1938) --- dramaturg, poeta, kompozytor i publicysta; stronnik Narodowej Demokracji, przewodniczący Straży Narodowej, oboźny Obozu Wielkiej Polski; był autorem tragedii psychologicznej <tytul_dziela>Judasz z Kariothu</tytul_dziela> wyd. w 1913 r. i wystawionej w tym samym roku w Krakowie w reż. Leona Schillera, z udziałem Ludwika Solskiego w roli tytułowej.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q6373041"></ref>,/
A Schiller<pe><slowo_obce>Schiller, Leon</slowo_obce> (1887--1954) --- reżyser, autor scenariuszy, krytyk i teoretyk teatru; zyskał sławę w międzywojniu dzięki swym monumentalnym inscenizacjom wielkich romantyków polskich, m.in. <tytul_dziela>Dziadów</tytul_dziela> Adama Mickiewicza, <tytul_dziela>Kordiana</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Snu srebrnego Salomei</tytul_dziela> Słowackiego w latach 30. XX w. w teatrach we Lwowie, Wilnie i Warszawie.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q263043"></ref> wyreżyserował.<end id="e1761770047321-3908083059"/>/
Więc teatr. Tak. To gra Piotrowy /
  Ubogi zespół starodawny.../
Chwała bożemu teatrowi!/
Mistycznym przejmujący mrowiem,/
  Dramat zaczyna się przesławny.
</strofa>




<strofa>
<wers_wciety typ="1">Zgroza na scenie. Syn Józefa</wers_wciety>/ 
  I Marii --- Marii z Dłuskich --- krągły, /
  Różowy, dobroduszny blondyn,/
  Czterdziestoletni Adam Stefan/
  Komoda: znawca starych kolęd,/
Szachista, ziolarz i abonent /
  «Kuriera Warszawskiego» (nawet /
  I współpracownik: raz w niedzielnym /
  Numerze, przed dziesięciu laty,/
Artykuł był: <tytul_dziela>Co mogą kwiaty?</tytul_dziela>/
 Pod pseudonimem «Adam Zielny»./
  Dowodził w nim, że wyciąg z bratków /
  Oczyszcza krew. Aptekarz na to /
  Wykropił replikę zjadliwą:/
Że tak, że owszem, jako żywo,/
Że milion takich zna wypadków,/
Lecz, że to sprawa «<wyroznienie>od Adama</wyroznienie> /
  [Złośliwy, bestial!] <wyroznienie>taka znana</wyroznienie>,/
  <wyroznienie>Wypróbowana i stwierdzona</wyroznienie>, /
  <wyroznienie>Że szkoda czasu i atłasu</wyroznienie>,/
 <wyroznienie>By nowy Adam</wyroznienie>...» i tak dalej./
A tytuł był: <tytul_dziela>Królowa Bona</tytul_dziela> /
  <tytul_dziela>Umarła czyli świat się wali</tytul_dziela>./
Ale mu nie wydrukowali./
Tak się zaczęła waśń złowroga /
  I pokłócili się na wieki:/
Aptekarz przestał wierzyć w Boga,/
A ksiądz nie chodził do apteki.)
</strofa>




<strofa>
I oto --- z niepojętych przyczyn,/
Bo z ludzkich ksiąg, bo własnym trudem --- /
  Wzorowy teologii student /
  Przywilej zdobył tajemniczy:/
Adam Komoda <wyroznienie>pośredniczy</wyroznienie> /
  Między Zarządem Bóstw i ludem. /
Ach, prawda! Przecież mu <wyroznienie>święcenia</wyroznienie> /
  Na sprawowanie aktów boskich /
  Biskup Kuczyński w Płocku dawał,/
Syn palestranta Stanisława /
  I Apolonii z Woźniakowskich;/
A temu --- inny. A znów tamten.../
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>/
 I oto w mroku lat zamierzchłych/
W podziemiach klęczy pierwszy zwierzchnik,/
  Obdarty rybak galilejski,/
Przed promienistym Rebeliantem.
</strofa>



<strofa>Na scenie dziwy. Ksiądz Komoda,/
Odziany w ciężki płaszcz chaldejski, /
  Odgrywa z Szymkiem ministrantem /
  Dramat judejski --- po łacinie./
Rzecz ma charakter symboliczny, /
  Ucudowniony wątek ginie  /
  W błękitach mgiełki poetycznej,/
W oparach ciał... w kadzideł dymie.../
Rzecz o morderstwie politycznem./
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>/
<begin id="b1761770342415-3973224212"/><motyw id="m1761770342415-3973224212">Ogień</motyw>Bo to są ognia zwykłe dzieje,/
Że o nim wieść tajemniczeje:/
Że gwiazda staje się zwiastunem, /
  Że piorun staje się Perunem,/
A buntowniczy ducha ogień,/
  Ludzkiego serca żar najświętszy, /
  Srożeje, wzmaga się i rośnie /
  W poezji burzę i pożogę --- /
  I tak się człowiek staje Bogiem,/
I tak się kościół nad nim piętrzy.<end id="e1761770342415-3973224212"/>/
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>/
Dobiega końca adoracja/
  I dialog księdza z ministrantem. /
«<slowo_obce>Ite, missa est</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>Ite, missa est</slowo_obce> (łac.) --- Idźcie ofiara skończona; słowa kapłana w rozesłaniu, tj. końcowej części katolickiej mszy w języku łacińskim (tzw. ryt trydencki), odprawianej powszechnie od 1570 r. do soboru watykańskiego II (1962--1965).</pe>. --- «<slowo_obce>Deo gratias</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>Deo gratias</slowo_obce> (łac.) --- Bogu niech będą dzięki; słowa zebranych wiernych w rozesłaniu, końcowej części katolickiej mszy w języku łacińskim (tzw. ryt trydencki), odprawianej powszechnie od 1570 r. do soboru watykańskiego II (1962--1965).</pe> /
  Zawiedli basem i dyszkantem./
<begin id="b1761772279951-2454208741"/><motyw id="m1761772279951-2454208741">Ksiądz</motyw>Ksiądz w zachwyceniu głowę kłoni, /
  A potem --- zamiast w twarz zabójcy /
  Z ołtarza rzucić krzyk i płomień --- /
  «<slowo_obce>Placeat tibi</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>Placeat tibi</slowo_obce> (łac.) --- przyjmij z upodobaniem; pierwsze słowa formuły ofiarowania odprawionej właśnie mszy, wypowiadane przez kapłana w rozesłaniu, tj. końcowej części katolickiej łacińskiej mszy w rycie trydenckim. Cytowana dalej fragmentami pełna formuła: <slowo_obce>Placeat tibi, sancta Trinitas, obsequium servitutis meae: et praesta, ut sacrificium quod oculis tuae maiestatis indignus obtuli, tibi sit acceptabile, mihique, et omnibus pro quibus illud obtuli, sit te miserante propitiabile. Per Christum Dominum nostrum. Amen. </slowo_obce> tłumaczy się jako: ,,Trójco Przenajświętsza, przyjmij z upodobaniem hołd swego sługi i spraw, niech ta ofiara, którą ja niegodny złożyłem przed obliczem Twego majestatu, Tobie będzie miła, mnie zaś i wszystkim, za których ją ofiarowałem, niech przez miłosierdzie Twoje zjedna przebaczenie. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen".</pe> rzekł do Trójcy, /
  Pokornie prosząc tę Ideę,/
Aby dramatu wykonanie /
  («<slowo_obce>Obsequium servitutis meae</slowo_obce>») /
  Znalazło święte jej uznanie.../
Błaga też, <slowo_obce>manibus prostratis</slowo_obce><pe><slowo_obce>manibus prostratis</slowo_obce> (łac.) --- z wyciągniętymi rękami. </pe> /
  (Jak już łacina, to łacina),/
«<slowo_obce>Ut sacrificium, quod oculis</slowo_obce> /
  (= Przed oczy) <slowo_obce>tuae maiestatis</slowo_obce>/
  <slowo_obce>Indignus</slowo_obce> (= nie wart jej) <slowo_obce>obtuli</slowo_obce> /
  (= Złożyłem lub przyniosłem) <slowo_obce>tibi</slowo_obce> /
  <slowo_obce>Sit acceptabile; mihique</slowo_obce> /
  <slowo_obce>Et omnibus, pro quibus illud</slowo_obce> /
  <slowo_obce>Obtulit, sit, te miserante,</slowo_obce> /
  <slowo_obce>Propitiabile</slowo_obce>».../
<wers_cd>Tak w cezarów mowie</wers_cd>/
  Korzył się Adam, płatny człowiek, /
  Przed wiekuistym Rebeliantem.<end id="e1761772279951-2454208741"/></strofa>


<sekcja_asterysk/>


<strofa>
W kościele coraz duszniej, gęściej... /
  Kadzidło nędzy --- zaduch parny --- /
  Udaje stary dym ofiarny,/
A ludzki duch, rozgrzany ciałem /
  I modłów żarem, i zapałem,/
Przez pory lotnie się uwalnia./
Parują łachy odtajałe /
  I kościół kłębi się jak pralnia./
Już i epilog przecudowny/
  (Niedoceniony na widowni)./
Przebrzmiał... «<slowo_obce>Et verbum caro factum</slowo_obce>»<pe><slowo_obce>Et verbum caro factum [est]</slowo_obce> (łac.) --- A Słowo ciałem się stało. </pe>/
I --- koniec mistycznego aktu;/
Już <slowo_obce>Actor</slowo_obce> poszedł do zakrystii./
Po jego ciele pot kroplisty /
  Strumieni się pod szatą mszalną,/
Więc zdjął opończę orientalną/
  I siadł zziajany, wietrząc ciało/
  I rozgorączkowaną duszę./
Kiedy ochłonął, w rzewnej skrusze/
  Westchnął i szepnął: «Mój Jezusie!»/
I znów «O mój Jezusie!» --- jakby /
  W zdumieniu słodkim, w dziwie nagłym /
  I jakby w coś uwierzyć nie mógł... /
  Uszczypnął się, w policzek trzepnął,/
Nie, to nie sen. «O mój Jezusie!...»
</strofa>




<strofa>
Czy nic nie słyszysz w tym westchnieniu,/
O, muzykalny czytelniku?/
Bądź łaskaw i przysłuchaj mu się.../
Bo dla mnie ono echem płynie:/
Myślę o starym ogrodniku /
  I słyszę: «O mój rozmarynie,/
Rozwijaj się...»/
Ocknął się ksiądz i rzekł do Szymka,/
Co z namaszczeniem należytym /
  Sceniczne czyścił rekwizyty:/
«Skocz no, chroboczku, do Herślika /
  I przyniś ksiendzu śklanke mlika. /
  Zimnegó. I niech w Tómaszowie/
O »Kuryer« się kóniecznie dowie. /
  Spamiętasz? To się spiesz, bom ochrypł. /
  »Kuryer«! I mlika mi nie rozchlip».
</strofa>




<strofa>
Potem, zapałką dłubiąc w uchu,/
 Jakoś się tępo zaniemyślił/
Wpatrzeniem w pole spustoszone,/
W okienną ramę oprawione./
Dzień w uroczystym trwał bezruchu, /
  Wyraźny, duży, osowiały,/
Jak pomnik zapomnianej chwały. /
  Ksiądz rzekł: «I cóż ty, boże dzieło?»/
  Smutne pramgnienie go musnęło /
  I znikło, jeszcze niezaczęte./
Gdzieś w polu kozy zabeczały /
  O swoim, kozim, niepojętem.
</strofa>




<strofa>
Już lud wykichał się, wysiąkał,/
  Wykasłał hucznie i wychrząkał/
  (W koncercie tym, rzecz oczywista, /
  Świetny odznaczył się solista,/
Kto? Wiemy). Już się gospodynie/
  Łez do sytości nałykały,/
Głowami gorzko nakiwały,/
Już gospodarze: Drozdy, Binie,/
Galotki, Stępnie, Kłosy, Braccy,/
Mizery, Kwiatki, Sałagaccy,/
Rękawem wycierając wąsy, /
  Ponaszeptali sobie wzajem./
Gwarowym swoim obyczajem,/
Moc przygaduszek i <slowo_obce>parlance</slowo_obce>'ów<pe><slowo_obce>parlance</slowo_obce> (z fr.) --- mowa, przemówienie; tu: powiedzonko.</pe>, /
  Wątłych, z półsensem, asonansów, /
  Tych różnych «oci gorunc», «jogzez?», /
  «Aćcie go jagun», «to i dobze»,/
Lub «tyloz tego», «no i cóz wy?»/
(Są to właściwie macki <wyroznienie>drużby<pe><slowo_obce>drużba</slowo_obce> --- tu: przyjaźń.</pe></wyroznienie>,/
Próbne haczyki konwersacji);/
Już niepojęty drobiazg żwawy,/
  Wszędzie ochoczy do zabawy,/
Dość się śród ławek nauwijał,/
Nazbijał bąków i nawiercił, /
A ów drobniejszy, ów przy piersi, /
  Dosyć po chińsku nagaworzył /
  I smacznie śpi w przybytku bożym /
  W błogości niczym niezmąconej...
</strofa>




<strofa>
Ksiądz Adam wchodzi na ambonę.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761772913682-3571611976"/><motyw id="m1761772913682-3571611976">Światło</motyw>Solenne słońce lufą pyłu /
  Z górnego okna w głąb się wbiło, /
  Miriadyzując mgły gołębie,/
I promienisty słup wybuchu /
  W panicznym roi się rozruchu/
  Tęczowych dążeń i zakłębień.<end id="e1761772913682-3571611976"/> /
  Olśnienia ciepłe ją oprzędły... /
  Gorąco. Zdjęła płaszczyk zwiędły,/
  Siwy sweterek swój obciąga /
  I wczesne wzgórza piersi prężnych, /
  Dumna z nich, ślicznie wyokrągla;/
  Gromniczny ogród poza mgłami /
  Topazowymi kapie łzami.../
Tam są jej oczy zachwycone, /
  Przywarte do sennego lśniwa./
Z uśmiechem żalu je odrywa /
  I wzrok podnosi na ambonę. /
  Wiotka a rosła, wyśmienita,/
Stoi zuchwała Sulamita<pe><slowo_obce>Sulamita</slowo_obce> a. <slowo_obce>Szulamitka</slowo_obce> --- Oblubienica z biblijnej <tytul_dziela>Pieśni nad pieśniami</tytul_dziela>; pot. uosobienie orientalnej, śniadej (najczęściej żydowskiej) pięknej kobiety.</pe>.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761774763337-2812995446"/><motyw id="m1761774763337-2812995446">Kobieta, Ciało, Piękno, Uroda, Erotyzm</motyw>Od lata już to w niej wzbierało.../
I gdy w czerwcowym blasku rzeki /
  Pluskała przebudzone ciało,/
Lubiła, że owocowało,/
  Zagłaskiwała, przemieniona, /
  Złocony atłas morelowy,/
Smukłości nóg, krąglenie łona,/
A widząc w zielonawej wodzie/
  Uwodną kształtów miłościwość,/
  Potakiwała swej urodzie,/
Krzyczała <wyroznienie>szeptanymi słowy</wyroznienie> /
  (Zapamiętajmy tę właściwość) /
  Niepowiązany hymn zmysłowy, /
  Bezładny potok żarliwości,/
Obietnic, błagań i zaprosin ---/
  I rzekłbyś, że to smagłolica /
  Salomonowa miłośnica /
  Znów swej urody ogród głosi,/
Miłego woła pieszczotami,/
W ramiona go spragniona garnie<end id="e1761774763337-2812995446"/>: /
  «Piersi me jak bliźnięta sarnie /
  Pasące się między liliami!/
  Źródła ogrodne, żywe zdroje/
  Już się z Libanu gór wybiły,/
Wnijdź między wonne drzewa, miły,/
  Rozkoszne jedz owoce moje!»/
Nie taka brzmiała pieśń nad rzeką,/
Nie tymi słowy śpiew jej dzwonił,/
Ale jej było niedaleko:/
Tyle, co jabłku od jabłoni,/
Z której się <wyroznienie>teraz</wyroznienie> z cichym świstem /
  Gad wypłomieniał, gad ziejący.../
  Ołtarz się nagle stał złocistym./
  Dzwoniącym drzewem gałęzistym,/
A z drzewa giętkim spełzał wężem/
  Febryczny, fosforyzujący /
  Pomiot pamięci podnieconej./
Plamami gęstych barw spocony:/
Gad gorączkowych zjaw i przejrzeń. /
  Rozkwitów nagłych i rozbłyskań, /
  Ruchami sprężeń i rozprężeń,/
Pijaną pianę tocząc z pyska./
Wił się i drgawił w prochu ziemi/
Zwycięskim rytmem nieomylnym /
  I w susach naprzód bił wszechsilny/
  Jambami żądz napastliwemi.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1761774931665-3794401524"/><motyw id="m1761774931665-3794401524">Drzewo</motyw>Jak brzoza, gdy ją księżyc rzeźbi/
  Palcami nocy i magnezji,/
Wynika w całej srebrnobiałej /
  Swej brzozowości okazałej<end id="e1761774931665-3794401524"/>,/
Tak ona --- nagle urzeźbiona,/
Kurzawą blasku wyróżniona, /
  Zabłysła księdzu./
<wers_cd>--- «W imię Ojca</wers_cd>/ 
  I Syna, i świętego Ducha...»/
Szybko przed sobą zawiązała /
  Kokardkę krzyża w pyle słońca /
  I słucha --- cała dygocąca.
</strofa>



  
<naglowek_podrozdzial>IV</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1761775102322-2188206897"/><motyw id="m1761775102322-2188206897">Czas, Wspomnienia</motyw>Czas --- wstęgą snu. Na sennej wstędze /
  Mijanie. Mijam. Śnię i pędzę./
Mknę sekundami, co mnie dzieją./
  Sekunda: cięcie. Stań! Ktoś rozciął /
  Ten pęd na dwoje, a ja --- między:/
  Między wspomnieniem a nadzieją,/
  Między przeszłością a przyszłością./
Jak to już dawno! czy powróci?<end id="e1761775102322-2188206897"/>/
  Wróciło, raptem, na debiucie /
  I przemieniło teatr w kościół./
Kiedy reflektor z góry rzucił /
  Snop seledynu przydymiony,/
Kiedy zaczęła dziwnie nucić,/
Szeptać stopami i ramiony<pe><slowo_obce>ramiony</slowo_obce> (daw. forma) --- dziś N. lm: ramionami. </pe>,/ <begin id="b1762162167793-3897829624"/><motyw id="m1762162167793-3897829624">Erotyzm</motyw>Gdy, niepokojąc chciwe zmysły, /
Oddała panom na domysły /
  Skrzydlate piersi swych bliźnięta/
  I przepływała, zawinięta /
  W jedwab perłowy i obcisły<end id="e1762162167793-3897829624"/>,/
Jak tlący platynowy płomień --- /
  --- O, jak wyraźnie i widomie/
  Zaiskrzył w zjawie czarodziejskiej /
  Ów sprzed lat ośmiu ołtarz wiejski /
  I ksiądz mdlejący na ambonie,/
I chłopska ciżba parująca!.../
Szelest ze sceny. Sala słucha /
  I nie wie, że to «W imię Ojca /
  I Syna, i świętego Ducha...»/
Nie z pobożności lub przesądu /
  (Co u aktorów nie nowina)/
Tę inkantację wymówiła,/
Lecz jakby z uderzenia prądu/
  Błyskawicowej tożsamości:/
Że tak już było --- właśnie wtedy --- /
  Gdy padło «W imię Ojca, Syna»/
I że tak wspięła pierś dziewczyna,/
Jak dziś «<slowo_obce>The Whisper Dancing Lady</slowo_obce>, /
  Nelly Devera»... (U Brücknera<pe><slowo_obce>Brückner, Aleksander</slowo_obce>  (1856--1939) --- slawista, historyk literatury i kultury polskiej, autor m.in. <tytul_dziela>Słownika etymologicznego języka polskiego</tytul_dziela>.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q112029"></ref> /
  Powinno być pod hasłem «dziewierz»<pe><slowo_obce>dziewierz</slowo_obce> (starop.) --- brat męża; szwagier (Brückner jako purysta językowy zwalczający w polszczyźnie zapożyczenia, szczególnie z jęz. niem. zwracał uwagę na obcą etymologię tego drugiego określenia). </pe>, /
  Jedyny wywód, innym nie wierz.)
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1762174252275-3256337227"/><motyw id="m1762174252275-3256337227">Taniec</motyw>Swój taniec wzruszająco-śliczny /
  Anielka sama wynalazła.../
«Szeptańcem» Hemar<pe><slowo_obce>Hemar, Marian</slowo_obce> (1901--1972) --- polski poeta, satyryk, komediopisarz, autor tekstów piosenek (np. <tytul_dziela>Titina</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Upić się warto</tytul_dziela>), scenariuszy filmowych, szopek warszawskich, kierownik stołecznych kabaretów; urodzony jako Jan Maria Hescheles, pseud. Jan Mariański, Marian Wallenrod.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q367234"></ref> trafnie nazwał/
  Ten pomysł choreograficzny./
Gdy się rzucała wpław melodii,/
Z prądem jej płynąc lub pod prąd jej,/
  Gdy od muzycznej kropli każdej /
  Drżała jak liście i jak gwiazdy,/
Wtedy ten srebrny dygot ciała/
  Drobniutkim szeptem dosrebrzała,/
  Doszeptywała przejmujący /
  Niedosłyszalny wtór gorący.../
Tak morskiej pod księżycem fali/
  Danym jest, gdy napłynie z dali,/
I blaskiem, i pluskaniem nęcić.<end id="e1762174252275-3256337227"/>/
Lecz to nie była, jak pisali /
  Entuzjastyczni recenzenci,/
«Pantera» lub «Niesamowita /
  Kapłanka chuci», «Demonita», /
  «Sfinks oddający się bezbrzeżnie», /
  «Psyche ze żmij i żądz uwita»,/
Ani nie «wiła się lubieżnie».../
Czy była «tajemnicza»? Też nie./
Była po prostu --- znakomita./
Kto «marzycielkę» by z niej zrobił, /
  Zrobiłby krzywdę autorowi:/
Bo jakże trzeźwy i surowy,/
Jak ostro był wypunktowany /
  Ten atak rytmu opętany!/
Jak precyzyjne, wierne, skrzętne,/
  Uczuciem bujne, a oszczędne /
  Były akcenty jej, gdy celnie/
  Stopami na posadzce sceny /
  A ust szelestem na przestrzeni /
  Stawiała punkty nut namiętne!/
Oto w mazurku teraz bije /
  Rtęciową strugą słów a niesłów, /
  Bryzganych na sekundy gestów: /
  Syrena w biegłych łuskach tętna,/
  Promienna, a nie uśmiechnięta,/
A gdy na moment uśmiech przemknie/
  Między rzęsami i ustami,/
To zamiast krzyku: «O, jak pięknie!»/
I rozsypuje się szeptami./
 <begin id="b1762174574511-3744883245"/><motyw id="m1762174574511-3744883245">Taniec</motyw>To nie mazurek --- to algebra,/
  Rozwiązująca go zachwytem,/
Nie pląs --- febryczne ciarki srebra./
  Natchnienie ciała w dreszcz rozbite!<end id="e1762174574511-3744883245"/> /
  I gdy z widowni przyciemnionej /
  Tysiąc strzał oczu ją przeszywa,/
Napływa na nią czas miniony,/
Pamiętna wizja natarczywa:/
Z ambony patrzy sługa boży/
  (Jak teraz ten we fraku, z loży)/
 I woła: «Oto zmartwychwstała!»/
I załkał kościół --- czy załkała /
  Sala teatru? Słyszy z bliska /
  Szloch dziadka wcięty w szloch mazurka,/
  Cień tańczy z nią, strzelecka burka,/
Więc szuka trzepoczącą dłonią./
Chwyciła --- dziadziu! --- rękę ściska/
I, wibrująca w drobnych błyskach/
  Nut, tańca, rampy i ołtarza,/
Głos grzmiący słyszy --- a powtarza /
  Najcichszym szeptem: «...I znów słowo /
  Ciałem się stało...»/
«I zmiłowałaś się, Królowo /
  Koróny Polskiej... W prochu ziemi /
  Mócarze legli zwycinżeni,/
A myźma wolni!» Chłopi w lament,/
Co tak nią wstrząsnął, że na sali /
  Widzowie się zakołysali,/
Jak zboża łan przez wiatr porwany /
  I poniechany:/
W taki się nagle rozbieg wdała,/
Jak gdyby ze scenicznej ramy/
  W morze lamentu miała skoczyć, /
  Samobójczyni oszalała./
Lecz wnet uśmiechem lotnym zbywa /
I rozpęd swój, i tłumu odruch;/
I gdy śród widzów się rozpływa/
  Podziwu i zachwytu pomruk /
  (Tak luby teatralnej szmirze /
  «Szmerek na sali») --- słyszy groźny /
  Głos księdza, brzmiący wciąż donośniej: /
  «Za mynczenników tyj wólności,/
Co poginęli na Sybirze,/
Za owe bezimienne krzyże,/
Za bójowników, za ófiary/
  Carskich siepaczy» --- o, pamięta,/
Jak ręka dziadka, spazmem tknięta, /
  Boleśnie rączkę jej ścisnęła /
  I zabełkotał żołnierz stary:/
«Jezzusie! Zocha! Matko święta!» --- ---/
  Pamięta... Tańczy. Wir ją niesie,/
Wichura w huczny las poniosła!/
W mazurku Polski, jak drzew w lesie, /
  Czerwieni się w mazurku jesień,/
Zieleni się w mazurku wiosna!/
Śród drzew więdnących, drzew kwitnących /
  Liści i kwiecia szumna zamieć,/
I szept, i szept, i szept gorący/
  Popędza krew i rytm, i pamięć./
Gdybyż tak <wyroznienie>wtedy</wyroznienie> mogła uciec /
  Od owych spojrzeń litościwych,/
Łez jej ciekawych, wstydu chciwych,/
Gdy zapłakani parafianie /
  Westchnęli i spojrzeli --- na nią!/
Z gniewem? Nie. Raczej ze współczuciem, /
  Lecz co spojrzenie, to ukłucie./
O, gdybyż <wyroznienie>wtedy</wyroznienie> w bór muzyczny,/
W skrzypiący chór znajomych sosen,/
I rzucić się na ziemię zimną,/
I wspólnym z nimi leśnym głosem/
<begin id="b1762174886480-547175992"/><motyw id="m1762174886480-547175992">Sierota</motyw>Wypłakać krzywdę swą dziecinną, /
  Sieroctwo trudne i tęsknotę /
  Za czymś głęboko niedoznanym,/
Co przyszło jej utracić, zanim /
  Poznała imię utracenia:/
<wyroznienie>RODZICE</wyroznienie>, żal za <wyroznienie>RODZICAMI</wyroznienie>.../
To ci, o których świadczy ziemia /
  Wzgórzami nadmogilnej darni,/
Dwa legendarne nieistnienia /
  Z ciemnym początkiem: że umarli./
Czy ich kochała? To zagadka./
Nie wiem. A jeśli --- to jak matka /
  Swe dziecko martwo urodzone... /
  (Tutaj by mógł nastąpić traktat/
<tytul_dziela>O bezdzietności odwróconej</tytul_dziela> /
  <tytul_dziela>Czyli o prasieroctwie dzieci</tytul_dziela>.../
Lub może tak: <tytul_dziela>Czy słońce świeci</tytul_dziela> /
  <tytul_dziela>Od urodzenia niewidomym?</tytul_dziela>)/
Lecz ją korciły te niewidy,/
Tęskniła i marzyła o nich,/
Jak patriota Atlantydy/
O kontynentach zaginionych.<end id="e1762174886480-547175992"/> /
  «Umarli». Rosło w niej to słowo/
  Woskową różą i żałobą,/
Marą i bielą, i gromnicą;/
Sterczało obok niej pionowo,/
  Poważne, ciału równoległe,/
Z latami pięło się na szczeble /
  Chłodną i smutną tajemnicą. /
  «Umarli». A we wczesnym brzmieniu: /
  «U-mal-li» --- blade trzy sylaby /
  Widemkiem zapełgały bladym,/
Jak zbłąkanemu leśne próchno,/
I długo we wspomnieniu trwały/
  <wyroznienie>Przedmiotem</wyroznienie>... Był to dźwięk stężały. /
  (Daleka Irciu! Czuła druhno /
  Instynktu mego i sumienia!/
Prawdziwa siostro moich widzeń,/
  Zasłyszeń, doznań, nagłych zdumień!/
Kto, oprócz ciebie, to zrozumie?)/
 Umarli. Szkoda. Trudno. Smutno./
I cisza --- pokąd obraz słowa /
  Nieskazitelną biel zachował./
Aż wtem --- czerwone plamy na nim,/
  Jakby go nożem ktoś poranił.../
Umarli --- dotąd cisi --- krzyczą!/
Krew na ekranie. Dramat wtargnął/
  W balladę sylab oswojoną,/
Rozsadził słowa prawdą twardą:/
Umarli? Nie! Zamordowani!
</strofa>




<strofa>
 Kto ją w tę krwawą mgłę wprowadził?/
Kto tajemnicę zdradził? Otóż --- --- ---
</strofa>


  <naglowek_podrozdzial>V</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Otóż tańcząca (co w kościele /
  Kazania słucha jednocześnie) /
  Wspomnieniem wpełza pod wspomnienie... /
  <begin id="b1762174975468-129109444"/><motyw id="m1762174975468-129109444">Sen</motyw>Są takie sny: sen śni się we śnie.<end id="e1762174975468-129109444"/>/
Trzy kondygnacje: 1) Wiatr się wzmaga /
  W muzycznym lesie. Jęk mazurka /
  Porywa myśli, jak huragan,/
I w szopenowym listopadzie /
  Wiruje oficerska córka./
2) Gdy ksiądz «moskiewskich zbirów» gromi /
  I «rzundy carskich sług mordercze»/
Gniewnie zaczyna tłuc w niej serce,/
Na twarz gorące biją pąsy;/
Powolnym półobrotem głowy /
  Wymierza prosto w twarz dziadkowi/
  Wzrok groźnie o coś pytający.../
Bez odpowiedzi. --- 3) W tym momencie/
  Kościół w jej wizji zaczął mętnieć,/
Maleć i ściemniać się. Noc duszna /
  W komórce przy aptece. W sen jej,/
W oddech, karmiony zapachami /
  Leczniczych ziół i mdlącej chemii,/
  Wdziera się nagle mroczna, dzika, /
  Przygnębiająca woń goździków,/
A gawiedź dźwięków nieposłuszna,/
  Rojny tłum gwaru, gna głuchymi/
  Słoworodami strzępiastymi ---/
  W chaosy leci kwiatów ambra,/
Zmieszana z sennym dialektem;/
  Maszynka snu obrabia szeptem/
  Męczący wyraz: sombra --- sangra --- /
  Warga --- agawa --- arbia --- angwa --- /
  Aż wyrzuciła go w okrzyku!/
  Patrzy struchlała: zwid się wcielił... /
  Chuda, wysoka postać w bieli /
  Mątwi się w ciemnym pokoiku. 
</strofa>




<strofa>
Ze scenicznego reflektora /
  Kościelne słońce w oczy świeci./
Dwa snopy blasku. Nagle --- trzeci./
Trzy w jednym: ciemnię jej alkowy/
  Rozśnieża promień księżycowy./
Wysoki jak bocianie gniazdo /
  I sam jak bocian tokujący,/
W dreszczykach, gestach i ukłonach /
  Aptekarz w długich kalesonach/
  Stoi w poświacie. Szklane oko /
  Tkwi w oczodole martwą gwiazdą.
</strofa>




<strofa>
Posępny balsam Sangwarabia /
  Był to płyn ciemnorubinowy,/
Ciężki i gęsty. Gdy magister /
  Warzył go w tyglu nad ogniskiem,/
  Zapach wywaru ją przyprawiał/
O mętny lęk i zawrót głowy./
Szef, sypiąc z oka cętki iskier, /
  Specjalnie stawał się nerwowy./
To nowej cieczy w syrop strzyknie, /
  To proszku drobną doda szczyptę, /
  To schyli się i okiem lata/
Nad starożytnym manuskryptem /
  Z napisem <tytul_dziela>Magia Venerea<pe><slowo_obce>Magia Venerea</slowo_obce> (łac.) ---  magia Wenery; magia miłosna.</pe></tytul_dziela>/
I powie: --- «Ósmy cudzie świata! /
  Podaj »Cyanus Centaurea«<pe><slowo_obce>Centaurea cyanus</slowo_obce> --- łac. nazwa botaniczna dla chabra, bławatka.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q156921"></ref>/
Lub »Menyanthes Trifoliata«<pe><slowo_obce>Menyanthes Trifoliata</slowo_obce> --- łac. nazwa botaniczna rośliny zw. bobrek trójlistny.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q156153"></ref>».
</strofa>




<strofa>
Daremny trud! Choć biedny Kamil /
  Coraz innymi składnikami /
  Udoskonalał swą tynkturę,/
Nic nie pomogły zioła, które /
  Z miłosnej brał farmakopei./
Nic nie wskórały po kolei /
  Wszelkie sposoby, sposobiki/
  Ani paryskie specyfiki./
I machnął ręką owczarz Plicha /
  I królowolska kowalicha,/
Gdy go zawiodły «suche mrówki /
  I we krwi koźlej ikra żabia».../
I nie pomogli mu w Warszawie/
  Profesorowie ni «fretówki»<pe><slowo_obce>fretówka</slowo_obce> --- prostytutka z ulicy Freta w Warszawie.</pe>.../
Więc w desperację popadł prawie /
  Twórca balsamu Sangwarabia, /
  Któremu własny wynalazek,/
W najlepszym razie --- nie zaszkodził.../
  Wiadomo: szewc bez butów chodzi.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1762177298309-2724810726"/><motyw id="m1762177298309-2724810726">Starość, Młodość, Pożądanie, Ciało, Wzrok</motyw>Aż pomysł olśnił go szalony! /
  Oślepiający, słodki pomysł:/
Że ona... że to giętkie ciało,/
Co tak znacząco dojrzewało.../
Że tam zbawienie i ratunek!/
Zaczął zaloty. Sprośnym cieniem /
  Puścił na ścianę zaproszenie,/
Ruchami podnieconej małpy /
  Galanteryjnie wił się, skręcał./
Zerkając na jej smukłe kształty,/
I, zmysły jej młodziutkie trwożąc, /
  Niezgodą oczu ją zadręczał:/
Żywym błagając, sztucznym grożąc. /
  Lecz szklaną groźbę dawno znała, /
  Przyzwyczaiła się od dziecka;/
Prośba ją raczej przerażała.../
Pokorna niby i nieśmiała,/
A rozpaczliwa i zdradziecka./
Na ogół, choć nieswojo było,/
Było ciekawie, dziwnie, miło./
Nie mówił nic, nie napastował,/
Tylko tym oczkiem gorączkowo/
  Wgarniał się, wsysał w nią i wklejał, /
  W fantazji rosła mu w ideał,/
W jedyną, cudotwórczą łaskę,/
O którą wzywał, zapatrzony.../
W imaginacji rozjątrzonej/
Świętym stawała się obrazkiem,/
  Madonną, czczoną przez parafię --- /
  By wtem powalić ją, rozrzucić /
  I wcielić sen jałowej chuci /
  W pornograficzną fotografię./
(Miał całe stosy tych arcydzieł/
I marzeniami się wyżywał /
  W nieosiągalnym ich bezwstydzie.<end id="e1762177298309-2724810726"/>/
Z równą tęsknotą, głodną, chciwą,/
 Niegdyś przyglądał się rycinom/
W dziecinnych książkach podróżniczych /
  Lub dziwolągom nazw na mapach; /
  Patrząc, w wyprawach uczestniczył, /
  Pławił się w słońcu tropikalnym,/
Na kokosowe właził palmy /
  Lub słyszał złotej, gibkiej lwicy /
  Stąpanie na sprężystych łapach.)/
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1762177502705-520674065"/><motyw id="m1762177502705-520674065">Pożądanie, Ciało, Starość, Dziewczyna, Szantaż</motyw>Była to groźna noc. Nad ranem,/
Gdy już (jak muzealny szkielet: /
  Z rozluźnionymi wiązadłami)/
Osypał się, osunął kośćmi /
  I siedząc w kącie łóżka szarzał /
  Garbatą stertą znikomości;/
Gdy ręce, dotąd rozbiegane,/
Ręce karciarza i kuglarza,/
Przestały mlaskać po jej ciele,/
Tylko je smutnie załamywał,/
Gdy klęskę swą rozpamiętywał --- /
  Diabli go wiedzą, co go naszło,/
 Że wlepił w nią źrenicę straszną /
  I zdradził sekret... «Ale, mała,/
Jeżeli komu słowo piśniesz,/
Pamiętaj, będziesz żałowała...»/
Tu łypnął ślepiem. Obiecała.<end id="e1762177502705-520674065"/>/
Nie wiem, rozmyślnie czy bezmyślnie,/
Czy chciał doznany pomścić zawód /
  I przykrość zrobić, dopiec, dociąć,/
Czy rozczulony jej dobrocią/
  Chciał się odwdzięczyć opowieścią,/
 Czy też, po prostu, że bałamut,/
Fontanna plotek, gawęd, ramot,/
Wpadł z ekscytacji w trans gadulstwa /
  I zamiast pleść swe zwykłe bzdurstwa/
  Skierował rzecz na łódzki dramat:/
«Ty, nimfo, jesteś <wyroznienie>pogrobówka</wyroznienie>»/
(Miał takie swoje różne słówka:/
<wyroznienie>Wypęklak</wyroznienie>, <wyroznienie>szpunt</wyroznienie>, <wyroznienie>niedocof</wyroznienie>, <wyroznienie>boczniak</wyroznienie>,/
  Którymi z odpowiednim gestem /
  Rodzaje dzieci uwidoczniał),/
 «Sierota kwadratowa jesteś.../
Korzonki w ziemi... A rodzice» --- --- ---/
  No i wypaplał tajemnicę./
I dowiedziała się dziewczyna,/
Że ojciec «padł od polskiej kuli,/
A mamę na śmierć ci zaszczuli /
  <wyroznienie>Patriotniki w pejlerynach</wyroznienie>.../
A twój dziadunio z nimi trzyma!/
Teść porucznika Iłganowa /
  Z hersztem bandytów spod Rogowa<pe><slowo_obce>herszt bandytów spod Rogowa</slowo_obce> --- na stacji Rogów koło Koluszek dnia 8 listopada 1906 r. członkowie Organizacji Bojowej PPS pod dowództwem Józefa Mireckiego, pseud. Montwiłł (1879--1908) przeprowadzili napad na pociąg pocztowy w celu zdobycia pieniędzy na działalność partii.</pe>!/
 Hańba, kniaziówno!» Tu się zerwał /
  I w patos: «Iłganowa! Krewna /
  Mieszczerskich!» (zmyślił to). «O! Ty/
  Bogopodobnaja cariewna<pe><slowo_obce>Bogopodobnaja cariewna</slowo_obce> --- pierwsze słowa ody napisanej na cześć Katarzyny II przez wybitnego przedstawiciela ros. klasycyzmu poetę Gawriiła Romanowicza Dierżawina (1743--1816).</pe> /
  Kirgiz-Kajsackija Ordý!»/
Wreszcie zabredził o Drewlanach<pe><slowo_obce>Drewlanie</slowo_obce> --- plemię wschodniosłowiańskie zamieszkujące w dorzeczach Słuczy i Prypeci na Polesiu Wołyńskim (najważniejsze grody: Owrucz, Korosteń), w r. 884 podbici i obłożeni daniną przez Olega, władcę Rusi Kijowskiej; w 946 r. włączeni do Księstwa Kijowskiego. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q32739"></ref>,/
O Obotrytach<pe><slowo_obce>Obodryci</slowo_obce> (łac. Abodriti) --- także: Obodrzycy, Obodrzyce; grupa plemion Słowian połabskich zamieszkujących Pomorze Przednie i Szlezwik-Holsztyn,graniczących z Sasami i Wieletami; byli sojusznikami Karola Wielkiego i tworzyli oddziały pomocnicze wojsk cesarza Franków; z czasem, po wiekach zmagań z żywiołem niemieckim, zostali rozbici i wchłonięci (w 2. poł. XII w.), długo zachowując odrębność.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q156108"></ref> i Wiatyczach<pe><slowo_obce>Wiatycze</slowo_obce> --- także: Wiaticze, Węcicze; plemię słowiańskie zamieszkujące w IX--XII w. nad górną Oką i górnym Donem, wchłonięci przez Ruś Kijowską, długo zachowując odrębność etniczną (kronikarz Nestor z Kijowa wskazywał ich pochodzenie od Lachów, przynależność do Słowian zachodnich). </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1520835"></ref>,/
Nawet o runach i Swarogu<pe><slowo_obce>Swarog</slowo_obce> a. <slowo_obce>Swaróg</slowo_obce> (mit. słow.) --- słowiański bóg ognia i kowalstwa.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q689826"></ref>.../
«Dam ci książeczkę, to przeczytasz.../
Wam --- carstwowat'<pe><slowo_obce>carstwowat'</slowo_obce> (z ros.) --- panować jako car a. caryca. </pe>, kniażnà, jej Bogu!/
Gardź! Stroń, Sławianko, od swołoczy<pe><slowo_obce>swołocz</slowo_obce> (z ros., pogard.) --- osoba zasługująca na pogardę, podła.</pe>! /
Krew twego ojca na ich łapach.../
Nu, a tiepier pakojnoj noczi<pe><slowo_obce>a tiepier pakojnoj noczi</slowo_obce> (z ros.) --- a teraz spokojnej nocy.</pe>.../
Wybacz wujkowi, że fajtłapa.../
Pocałuj... Nie bądź taka dzika.../
Pakojnoj noczi, Anżelika /
  Konstantinowna»... I poczłapał /
  Ku drzwiom, przybity, zdruzgotany.../
Ale po drodze --- oczywiście,/
Mrocznego kozła sprezentował /
  Na popękanym wapnie ściany.
</strofa>




<strofa>
Ważna to była noc. Pomyślcie:/
«Dorosły» («z brodą»!), «szef», «mężczyzna», /
  «Bogaty» (ona była «biedna»), /
  Upokorzony klęczał przed nią,/
W nikczemnych płaszczył się umizgach,/
W tańcu komicznych podrygiwań,/
  Bełkotem nieprzytomnym bryzgał /
  I jak kościelny dziad w łachmanach /
  Jałmużnę jakąś wybłagiwał:/
 «Królowo!», skamlał, «ukochana,/
Uratuj, przytul, dobra, święta,/
Jedyna, twój niewolnik, wszystko!».../
I patrzał w nią jak stare psisko,/
Co jakieś grzechy ma rzekome /
  Na psim sumieniu przerażonem,/
Więc pysk do ziemi przywarł, leży /
  I boi się, że pan uderzy,/
I tylko oczy, zapłynięte/
  Łzawiącą urojoną winą,/
 Spode łba czasem wzniesie smętnie,/
Żeby zobaczyć, czy gniew minął./
Z początku dreszcz nią wstrząsał zmienny: /
  Ze wstydu --- żar, ze strachu --- zimno,/
Lecz gdy dostrzegła wzrok przyziemny,/
Wzrok żądzy, ostrej a daremnej,/
Gdy się poniżył, unicestwił /
  I stał się z napastliwej bestii /
  Bestią bezsilną, nieszczęśliwą,/
Wstąpiła w serce ciepła tkliwość,/
 Poczuła nagle niedziecinną /
  Litość... łaskawość miłosierną:/
Jak ziemia ojca jej bezmierną,/
Jak dusza tamtych stron --- głębinną./
I była w świecie Wielka Chwila,/
  Nieznana jak Nieznany Żołnierz, /
  Bez-sławna... ale w takich Chwilach/
  Niebo uśmiechem się rozchyla /
  I w wiecznej światła z mrokiem wojnie/
  Zwycięska dobroć zło przesila:/
 Na tę sekundę, na tę jedną,/
Niezapisaną, bezimienną./
Ewangeliczna była Chwila,/
Gdy, słodką łaską uskrzydlona,/
W gołębie wzięła go ramiona /
  I litościwie przytuliła,/
I nagle --- warg soczystym spazmem --- /
  Litość mu w usta wcałowała./
Zrozumiał: że się <wyroznienie>zmiłowała</wyroznienie> /
  Nad grzesznym, zrozpaczonym błaznem. /
  Sposępniał, zgasł. I zapadł, niemy, /
  Szkieletem w kąt. A dalej wiemy.
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>VI</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
Szept --- maczkiem dotąd się sypiący. /
  Usypiającym siewem ciszy,/
Tak że go sala ledwo słyszy --- /
  Zaczyna groźnieć i wyraźnieć,/
Zaczyna śrutem siec żelaźnie:/
Tancerka szepce jak szalona./
Kulomiot zemsty. Cel --- ambona./
Za krzywdę, za niesprawiedliwość!/
 Bo jakże to, na święte rany /
  Chrystusa!? Podli, podli, podli!/
Siepaczem jest --- zamordowany,/
A ksiądz się za morderców modli!? /
  Nie krzyknie, ale całą moc swą /
  Wytęży --- odwetowi zadość:/
Za pamięć ojca, za sieroctwo,/
Za wstyd przed ludźmi, za nieprawość!/
Ta moc napina nóg cięciwy /
  I łuk kwitnących biódr napręża,/
 Unosi piersi miłościwe/
Rozkołysanej krwi napływem,/
Rozchyla wargi, źrenice zwęża./
Ta moc jest w Ciepłem, Tajnem, Żeńskiem,/
  W onem, choć własne, <wyroznienie>podglądanem</wyroznienie> /
  W świtaniu rzeki zwierciadlanej.../
O, Mądre! Piękne! O, Zwycięskie! /
  Przedwczoraj właśnie, duszną nocą, /
  Unicestwiony ową mocą,/
Sam pan magister jęczał, kwiczał,/
 Na klęczkach trząsł się niewolniczo,/
Z modlitwą wspinał się do ust jej.../
Więc zaufana w swej potędze,/
Chytrze --- spokojnie a rozpustnie --- /
  <wyroznienie>Ciałem</wyroznienie> zaczyna walczyć z księdzem. /
  Szept coraz bardziej się nasila /
  I metalicznym pulsem wali,/
Jędrnieją celne rzuty sylab,/
W poemat rosną --- i na sali /
  Po widzach ciarki. W loży --- trwoga./
 Bo w lożę, jak w pozycję wroga, /
Jakby to była kazalnica, /
  Niewiarygodne bije słowa /
  Zrewoltowana tanecznica.
</strofa>




<strofa>
Loża jest sześcioosobowa,/
A jedna siedzi w niej osoba.
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>VII</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1762187009356-3252655225"/><motyw id="m1762187009356-3252655225">Deszcz, Czas, Jesień</motyw>Gdy się to dzieje, deszcz zacina /
  Szyby plebanii nad Pilicą./
Rozklekotała się mieścina,/
Rozchlupotała się mieścina,/
Rozsepleniła się mieścina /
  Listopadową chlustawicą./
I znany, smutny rozszept ciszy /
  Pluskowi deszczu towarzyszy:/
Szemrzące sączy się milczenie,/
Czas ciurkiem monotonnie ciecze /
  I świerszcz nakręca niestrudzenie /
  Mikroskopijny zegareczek.<end id="e1762187009356-3252655225"/>/
Wszystko jak echo. Ksiądz Komoda, /
  Wsłuchany w noc i niepogodę /
  Jak w muszlę jeszcze mokrą --- słyszy /
  Jakby stłumiony stuk klawiszy /
  W struny martwego fortepianu;/
Szybkie to, sypkie i dalekie /
  I klapie pod zamkniętym wiekiem /
  Młoteczkującą pieśń drewnianą./
Ksiądz <wyroznienie>znów</wyroznienie> zagląda do «Kuriera»/
I czyta, jak sto razy przedtem:/
«Teatr Alhambra... Dziś premiera.../
Nelly Devera... Taniec szeptem...»/
<begin id="b1762377741764-259576101"/><motyw id="m1762377741764-259576101">Deszcz, Światło</motyw>Wpatrzył się w szybę. Tam, jak w lustrze,/
Stołowej lampy blask się pluszcze, /
  Rozwidnia kręte dżdżu strumienie, /
  Rozwadnia ognie złotodrżące /
  W płynne iluzje i desenie,/
Jakbyś przez szkła oddalające /
  W uciekającą patrzał scenę...
<end id="e1762377741764-259576101"/></strofa>




<strofa>
Pod głuchy, tępy werblik rytmu,/
Pod echo słów płynących z dala, /
  Tętniąca pieśnią starożytną /
  Alhambra wspomnień się zapala.
</strofa>




<strofa>
I widzi ksiądz kościółek wiejski /
  Z trybunem bożym na ambonie /
  I ręce swoje roztańczone,/
Opadające, wzlatujące,/
Załamywane, błagające,/
Kiedy w ekstazie kaznodziejskiej/
O Polsce mówi. O Niej, o Niej,/
Którą w mistyczny obłok spowił,/
I niebo widzi, gdy ludowi/
O zmartwychwstaniu jej obwieszcza,/
Bo ją wyśnioną odziedziczył /
  Po fantastycznych naszych wieszczach;/
  Bo nierozumnie, ale święcie,/
Jak w Boga wierzy w to widziadło /
  (Cudoż bo cudo nam przypadło /
  W owym genialnym testamencie!) --- /
  Więc: gdy w serdecznym uniesieniu, /
  Płacząc ze szczęścia, myśli o Niej,/
Że jest Tęczowa, Chrystusowa,/
Ojczyzna Wcielonego Słowa,/
«Ty, Co Myśl Boga Nosisz W Łonie /
  I Losy Świata W Swym Zakonie...<pe><slowo_obce>Ty, Co Myśl Boga Nosisz W Łonie I Losy Świata W Swym Zakonie...</slowo_obce> --- por. fragment <tytul_dziela>Przedświtu</tytul_dziela> Zygmunta Krasińskiego: 
,,Bo myśl Boga w twojem łonie
I los świata --- w twym Zakonie!"</pe> /
  Kościele Widomego Czynu/
Ucieleśniony W Bożym Synu...» ---/
  Kiedy w natchnieniu i zapale/
  Wznosi się ku Niej Wywróżonej,/
W Niebiesiech Ducha Zawieszonej /
  Mesjanistycznym epinalem<pe><slowo_obce>epinal</slowo_obce> --- eponim od nazwy miasta Épinal we Francji, w regionie Grand Est, będącego stolicą departamentu Wogezy (fr. Vosges), w XVIII w. znanego z produkcji obrazków (tzw. płyt epinalskich): rycin o wyrazistych kolorach i formie, w schematyczny sposób przedstawiających sceny i postaci z życia codziennego, a także sceny religijne; fr. wyrażenie <slowo_obce>une image d'Epinal</slowo_obce>, tj. ,,obrazek z Epinal" oznacza naiwne uproszczenie, sentymentalny stereotyp.</pe>,/
I już ma krzyknąć z całej mocy:/
«Witaj, Błękitna Jeruzalem!» --- /
<begin id="b1762379351978-2051443752"/><motyw id="m1762379351978-2051443752">Wzrok</motyw>--- Szare, wilgotne, ciepłe oczy /
  Mrużkiem muskają jego lica. /
  Przestały. Potem znów. Na dłużej./
  Znikło. I znów. I miga, mruży,/
Już źrenicami drga w źrenicach.../
  Tak, czasem, blada błyskawica /
  Zwiastunką bywa krwawej burzy.<end id="e1762379351978-2051443752"/> /
  Zamiera ksiądz. Bo moc niezwykła /
  To z ziemi w niebo go uwodzi,/ To z nieba ściąga go najsłodziej.
</strofa>




<strofa>
(Tu --- apropoetycznie --- wykład/
O przyrodniczym rodowodzie /
  Tych grzesznych «oczu nad oczami»./
  Tej «pieśni nad pieśniami». Otóż: /
  Między gwiazdami i kwiatami /
  Są, jak wiadomo, silne błyski./
Prąd nieprzerwanie promienisty /
  Wzajemne rozprowadza iskry /
  Między gwiazdami i kwiatami./
I właśnie, kiedy na bankiecie /
  Botaników i astronomów /
  Śródgwiezdne omawiano kwiecie, /
  Śledząc świetlany bieg atomów,/
Gdy obłyskano toastami /
  Nokturny urojonych zjawisk,/
A Książę-Prezes srebrnorogi,/
  Wstępując po drabinie, zawisł/
Mniej więcej na połowie drogi /
  Między gwiazdami i kwiatami --- /
  Wtedy to pewien kwiat przeźroczy /
  Oczyma stał się... etc./
Taka jest moja hipoteza.../
Nie będę przy niej się upierał.)
</strofa>



  

<strofa><begin id="b1762379576821-2603550277"/><motyw id="m1762379576821-2603550277">Ksiądz, Kobieta, Oko, Wzrok, Słowo, Erotyzm, Pokusa</motyw>Jak działo ducha zenitowe /
  Wyrzuca ksiądz w Błękitne Tam /
  Pociski modłów, próśb, dziękczynień, /
  A z nimi --- siebie i świątynię,/
I z całą Polską w niebo płynie /
  Za rakietami rąk i zdań!/
Ale raz po raz z drogi zboczy,/
Gdy nieodstępnie patrzą nań /
  Zmrużone, ćmiące, mądre oczy./
Tropią go --- drwiące, prześladowcze, /
  Kuszą --- tumanne, obietnicze,/
Ścigają każde jego słowo,/
Myśli czepiają się zmysłowo,/
Chciałby oślepić je, przekrzyczeć,/
A one w grząską topiel ciągną,/
Pokusą wabią go nierządną,/
Ach, nie przekrzyczy, nie oślepi!/
I coraz częściej a ciekawiej /
  Szuka ich, łowi, wzrok w nich pławi... /
  A one: pająk aksamitny /
  Omotujący go kokonem.../
Ratuj mnie, ratuj, śnie błękitny!/
Ratuj, mocarstwo objawione!/
Utrąć te oczy! zgaś! A one:/
Dwie ćmy nadciągającej nocy,/
Miękko skrzydłami łopocące,/
Szept jakiś wzięły do pomocy,/
Szept --- echo pieśni starożytnej... /
I oto do psalmodii szczytnej,/
Do niebosiężnych wzlotów księdza /
  Żmijkami przebiegłymi wpełza /
  Pieśń Najprzedniejsza, pieśń orężna:/
A oręż jej --- nie zbrojne armie/
  Z rozwiniętymi chorągwiami,/
Lecz piersi jak bliźnięta sarnie /
  Pasące się między liliami!/
Lecz wino gęste i gorące/
Zdobywczych warg, gdy krwią spływają,/
  Wino cudownie sprawujące,/
Że usta śpiących przemawiają!/
Lecz żądnych nozdrzy wonność, świeża/
  Jak jabłek miazga rozgryziona!/
I biódr, i ramion wzniosła wieża, /
  Rozwierająca się na ścieżaj /
  Rozkoszom króla Salomona!/
I słyszy ksiądz, choć nikt nie słyszy,/
 Wysoki śpiew śród trwożnej ciszy: /
  «Źródła ogrodne, żywe zdroje /
  Już się z Libanu gór wybiły,/
Wnijdź między wonne drzewa, miły,/
  Rozkoszne jedz owoce moje!»</strofa>




<strofa>Wątleje głos bożego sługi /
  I słabną ręce wojujące,/
Ksiądz jąka się, wyrazy plącze.../
Już Tutivillus<pe><slowo_obce>Tutivillus</slowo_obce> a. <slowo_obce>Titivillus</slowo_obce> --- w średniowiecznej demonologii diabeł, który zbierał w worek lub zapisywał ludzkie błędy (początkowo przejęzyczenia mnichów podczas modlitwy i pomyłki skryptorów przepisujących manuskrypty), aby wykorzystać je jako dowody oskarżenia na Sądzie Ostatecznym; imię utworzone prawdopodobnie od łac. <slowo_obce>titivillicium</slowo_obce>: bagatela, błahostka, rzecz bezwartościowa.</pe>, księżych błędów /
  I przejęzyczeń kolekcjoner,/
Co na kazaniach jest z urzędu,/
Zagarnia słowa zniekształcone, /
  Poprzepuszczane, przekręcone:/
To dar dla Biesa Jegomości,/
Co nimi salon w piekle mości.../
Krztusi się ksiądz, nabrzmiewa pąsem,/
Cały w jej oczach, w grzesznej gędźbie. /
  Ostatnie słowo w krtani więźnie /
  Jak czasem jabłka ostry kąsek./
Ksiądz zachłystuje się, bełkoce,/
A głos rozkazy słodkie śpiewa:/
«Wejdź, miły, między wonne drzewa,/
  Rozkoszne ze mnie rwij owoce!» /
  Jeszcze resztkami sił się zrywa,/
  Odsieczy archanielskiej wzywa,/
Parafian wreszcie wzrokiem błaga --- ---/
  Na próżno! Już w oplotach księżych /
  Drga, bije, wije się i pręży,/
Króluje, beznadziejnie naga!/
I wtedy taka rzecz się stała/ 
Jakiej od wieków nie pamięta /
  Żadna w Koronie diecezja.../
<begin id="b1762380517392-3781494228"/><motyw id="m1762380517392-3781494228">Kobieta, Ksiądz, Czarownica, Wygnanie</motyw>Bo nagłą furią ksiądz zapałał /
  I wrzasnął: «Za drzwi! Precz, przeklęta! /
  Precz, pokuśnico! Milcz, zuchwała! /
  <slowo_obce>Taceat mulier in ecclesia</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>Taceat mulier in ecclesia</slowo_obce> (łac.) --- Niech milczy kobieta w kościele (cytat z pism Pawła: 1 Kor. 14, 34).</pe>/
<slowo_obce>Striga es</slowo_obce>! <slowo_obce>Striga</slowo_obce>! <slowo_obce>Vas daemonum</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>Striga es! Striga! Vas daemonum!</slowo_obce> (łac.) --- To jest wiedźma! Wiedźma! Naczynie demona!</pe>»/
I palcem wskazał potępioną,/
I wiódł tym palcem i oczyma /
  W świat...<end id="e1762379576821-2603550277"/>/
<wers_cd>Nie zdziwiła się dziewczyna.</wers_cd>/ 
  Westchnęła, poszła. Dwa strumyczki /
  Ściekały ciepło przez policzki./
A za dziewczyną, przerażony /
  Hańbą niewinnej czarowniczki,/
Biegł dziadek, błędny i pobladły, /
  Potykający się, bezradny,/
Niczym w łeb pałką uderzony...<end id="e1762380517392-3781494228"/></strofa>




<strofa>
Już przy drzwiach byli, gdy jak kłoda /
  Zwalił się biedny ksiądz Komoda./
Padł twarzą naprzód. Długie ręce /
  Przed siebie rzucił z balustrady /
  I zawisł na niej. Tak na scence /
  Marionetkowej Pierrot blady,/
Przez krawędź ramy przewieszony,/
Śpi, głową na dół./
Dosyć. Nie lubi ksiądz Komoda /
  Tych wspomnień. Wprawdzie to już osiem /
  Minęło lat, a wciąż na nosie /
  Znak po wypadku... I to dodam:/
Że autorytet podważony,/
Gdy się tak zwala ksiądz z ambony.../
«Gorunc go wziun», mówili chłopi,/
A inni, że «musowo popił»,/
A trzeci, że «z ckliwości dusy,/
Od tyj galówki... Bo un tsymo /
  Z legionem, to sie kapkę zrusył.../
A w tyj Dziewierce winy ni mo»./
Baby mądrzejsze: «Nie inacy,/
Ino zadała mu pokusy».
</strofa>




<strofa>
Tegoż wieczora pan Ignacy /
  Wyruszył z wnuczką do Warszawy.
</strofa>




<strofa>
Co dalej --- czytaj, kto ciekawy. 
</strofa>



  
<naglowek_rozdzial>Rozdział drugi</naglowek_rozdzial>



<naglowek_podrozdzial>I</naglowek_podrozdzial>
  <numeracja></numeracja>

<strofa>
  Loża jest sześcioosobowa,/
 A jedna siedzi w niej osoba--- /
  Fryderyk Alfred Folblut<pe><slowo_obce>Folblut</slowo_obce> --- nazwisko znaczące, iron., z niem. <slowo_obce>Vollblut</slowo_obce>: pełnej krwi, rasowy (gł. o koniu).</pe>. W skrócie:/
Faf, Fafik, Fafa. Syn Artura /
  I «Muszki» z ***onów --- która, /
  Nawiasem mówiąc, wycierpiała/
Gehennę mąk przy swym Folblucie;/
Pan Artur bowiem, lew salonów,/
Kankana bujny entuzjasta,/
Z niewiarogodną werwą szastał/
Rublami starych ***onów:/
W szampitrze<pe><slowo_obce>szampiter</slowo_obce> --- szampan.</pe> topił je, w węgrzynie, /
  U Stempka<pe><slowo_obce>U Stempka</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>U Stępka</slowo_obce> --- restauracja i winiarnia Antoniego Stępkowskiego (1831--1889) przy ul. Wierzbowej 9, nieopodal pl. Teatralnego w Warszawie (dawniej kamienica Dmuszewskiego), działająca pod tym adresem od 1858 r. (wcześniej przy sklepie na ul. Długiej), wspominana m.in. w <tytul_dziela>Kronikach</tytul_dziela> Bolesława Prusa; następnie, w międzywojniu, mieściła się tu jedna z najpopularniejszych warszawskich restauracji ,,Oaza".</pe> i w «Aleksandrynie»<pe><slowo_obce>Aleksandryna</slowo_obce> --- lokal nocny i kabaret przy ul. Mokotowskiej 73 w Warszawie, istniejący od ok. 1900 r. (wcześniej w l. 1897--1900 pod adresem Nowy Świat 73 na rogu Świętokrzyskiej 1).</pe>,/
W zawrotnych redutowych<pe><slowo_obce>redutowy</slowo_obce> --- przeznaczony na organizowanie redut, tj. rodzaju zabaw tanecznych (bal maskowy, na który sprzedawano bilety wejściowe).</pe> salach, /
  Na wszystkich balach i bazarach,/
A śród «koryntek» nasz Arturek /
  Używał jak w haremie Turek./
Ach, te śniadanka, kolacyjki,/
Cyrkówki płoche, kamelijki,/
Te lumpki, bibki, Ziutki, diwy,/
Nimfy z «ogródków» i syfildy,/
Szelmutki, bałamutki!... Słowem,/
Postanowiła pani «Muszka»,/
By mu w sypialni na Miodowej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q6871340"></ref>/
W ogóle nie ścielono łóżka. /
  Przebirbantował ćwierć miliona /
  Pod <slowo_obce>fin de siècle<pe><slowo_obce>fin de siècle</slowo_obce> (fr.) --- koniec wieku; także nazwa ruchu artystycznego u schyłku XIX w., dekadentyzm.  </pe></slowo_obce>. Ale po śmierci/
Anastazego ***ona /
  Zostało jeszcze siedem ćwierci./
<begin id="b1762468182533-1954931543"/><motyw id="m1762468182533-1954931543">Śmierć, Rozkosz</motyw>A gdy po latach i pan Artur, /
Zwany powszechnie Artiszokiem,/
Dał nagle susa w raj lampartów,/
Rażony erotycznym szokiem,/
Tj., gdy z ramion pewnej Ziutki/
Zwalił się martwy w słodkich drgawkach /
  Rzewnie żegnała go Warszawka<end id="e1762468182533-1954931543"/>:/
Szum żalu poszedł przez «ogródki». /
  Chlipały, w trykot obciągnięte,/
Skoczne szelmutki i filutki/
I żałowały go namiętnie/
  Panny od Wedla<pe><slowo_obce>Wedel</slowo_obce> --- tu: nazwa fabryki słodyczy w Warszawie.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1273613"></ref> waniliowe,/
Dziecinnych naszych lat królowe, /
  Kwiaciarki i kwiaciarze z Alej,/
Co zwinnie nocą wskakiwali /
  Na stopnie drynd<pe><slowo_obce>drynda</slowo_obce> --- dorożka; wynajmowany pojazd konny do poruszania się po mieście.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q535863"></ref> dwukonnych w biegu,/
I subiekt Piotr od Krzymińskiego<pe><slowo_obce>Krzymiński</slowo_obce> --- w l. 1829--1939 skład win P. A. Krzymińskiego połączony z częścią degustacyjną i niewielką restauracją (tzw. daw. ,,handelek") przy ul. Trębackiej 15 w Warszawie, obok Hotelu Angielskiego (skrzyżowanie z Wierzbową); do jego bywalców zaliczali się m.in. Kornel Makuszyński czy Ferdynand Ossendowski. Lokal reklamował się jako posiadający ,,Dokumenty i płynne dowody z roku założenia firmy 1828". W czasie wojny obronnej we wrześniu 1939 r. budynek został zbombardowany, a po wojnie nieodbudowany.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q61976517"></ref>,/
I subiekt Leon od Fukiera<pe><slowo_obce>Fukier</slowo_obce> --- tu: działająca do dziś winiarnia i restauracja o tradycji sięgającej początków XVI w., kiedy słynny handlarz winami, Grzegorz Korab, zbudował przy Rynku Starego Miasta w Warszawie kamienicę, w której piwnicach otworzył skład win; w XVIII w. instytucję tę przejęła rodzina Fukierów.</pe>,/
I Schmandtke, agent Roederera<pe><slowo_obce>Roederer</slowo_obce> --- słynny dom szampański, którego historia sięga 1833 r., kiedy Louis Roederer przejął rodzinny dom szampański, zał. w 1776 roku przez jego wuja; ciesząca się świetną renomą firma miała wiele przedstawicielstw w stolicach Europy, w tym w Warszawie.</pe>,/
I dwaj posłańcy spod Bristolu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1630844"></ref><pe><slowo_obce>Hotel Bristol</slowo_obce> --- funkcjonujący od 1901 r. luksusowy przy ul. Krakowskie Przedmieście 42/44 w Warszawie (róg Karowej).</pe>,/
Bajeczne wspominając «kursa»,/
I cwani pikolacy<pe><slowo_obce>pikolak</slowo_obce> --- chłopiec usługujący w kawiarni a. hotelu.</pe> w hallu,/
I babcia w katakumbach Lursa<pe><slowo_obce>Lurs</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Lours</slowo_obce> --- słynna cukiernia warszawska przy ulicy Miodowej 10, istniejąca od 1791 r., założona przez Szwajcara Laurentego (Wawrzyńca) Lourse'a i sławna ze swych wykwintnych wyrobów; kolejny lokal Lourse'a został otwarty w gmachu Teatru Narodowego na placu Krasińskich; w 1888 r. kawiarnię wraz z nawą firmy sprzedano Bernardowi Semadeniemu, po czym rodzina Semadenich prowadziła lokale pod nazwą ,,Lourse", z których najbardziej znanym był mieszczący się w Hotelu Europejskim w narożniku od strony Krakowskiego Przedmieścia; bywała tam śmietanka towarzyska i gwiazdy scen stolicy.</pe>,/
I zmarkotnieli, osowiali /
  Kelnerzy z Malinowej sali<pe><slowo_obce>Malinowa sala</slowo_obce> --- sala w hotelu Bristol w Warszawie, usytuowana od strony ul. Karowej. </pe>,/
A ober<pe><slowo_obce>ober</slowo_obce> --- przełożony obsługi sali w restauracji; starszy kelner.</pe>, który od Karowej/
  Prowadził raj gabinetowy /
  (Umysł sceptyczny i głęboki)./
Zapisał w swoim pamiętniku:/
«Artiszok klapł. Cios dla epoki».
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1762468743029-1356584117"/><motyw id="m1762468743029-1356584117">Bogactwo, Pieniądz, Interes</motyw>Prócz żalu został po Arturze /
  Pstrokaty melanż majątkowy:/
Pieniądze (dużo), domy (duże),/
Folwark (olbrzymie, tłuste krowy)./
Ogród (ogromne, duszne róże, /
  Z których spleciono mu z mozołem/
  Wieniec, co mógł być młyńskim kołem;/
  Czterech musiało nieść przez miasto/
  Tę zgrozę ciężką i kolczastą;/
Nieśli, pocili się, sapali,/
Zranione palce wysysali);/
Sad (słynne śliwki «folblutówki», /
  Soczyste, tłuste, słodkie, duże);/
Akcje ( --- nirwana dla gotówki,/
  Pieniądze na emeryturze ---),/
Akcje --- na mocnym, szeleszczącym,/
Na znakowanym, żyłkowanym,/
Na prężnym, na «opiewającym»,/
  Lśniącym papierze drukowane./
Przy nich --- kupony, co z macierzy /
  Ciągnęły złoty sok pyszczkami:/
Tak z przyssanymi prosiakami /
  Bezczynna Świnia w gnoju leży; /
  «Pakiety» akcji --- kupy takich /
  Kopert pakownych i pękatych:/
Węgiel «Buzowo», szkło «Jaskółka»,/
  Stal «Rumpel, Loevenherz i Spółka», /
  Cukrownia «Ćmierz», garbarnia «Góral», /
  Drożdże «Małeczno», cement «Ural», /
  Browary «Słód», żegluga «Fala» --- /
  Akcje przedsiębiorstw złotodajnych, /
  Niosących zyski z bliska, z dala,/
 Akcje kolei, nafty, lasów,/
Nawet metalów Hondurasu /
  I banków, banków... Spamiętajmy/
  Banco Ciudad de Guatemala./
Zostały chytre cyrografy/
  Przewidujące wszystko w świecie,/
Pełne pułapek jak na szczury,/
Zasadzek pełne, kruczków, sieci,/
Haczyków (spójrz na §§§ paragrafy) --- /
  Kontrakty, weksle (dojne z góry), /
  Złodziejskim prawem prawomocne, /
  Kładące areszt na waszeci<pe><slowo_obce>Kładące areszt na waszeci</slowo_obce> --- nawiązanie do słów Mefistofelesa z ballady Mickiewicza <tytul_dziela>Pani Twardowska</tytul_dziela> wypowiedzianych, kiedy diabłu udało się przychwycić Twardowskiego w sytuacji spełniającej warunki podpisanego przed laty cyrografu i pozwalającej przez to ostatecznie zawładnąć jego duszą (dokładny cytat: ,,Kładę areszt na waszeci"). </pe>,/
A nieraz z izby robotniczej /
  Na mróz «eksmitujące» dzieci.../
Zostały jakieś tajemnicze /
  «Salda dywidend» i «rozliczeń»,/
To z «<slowo_obce>conta</slowo_obce> tantiem», to z «udziałów»,/
Z «wkładów», «odsetków», «kapitałów», /
  Z sum «wierzytelnych» i «podzielnych», /
  Z «nadzorczych rad» i «rad naczelnych», /
  Z jakichś «zarządów» i «prezesur» /
  Czterdziestu fabryk i byznesów --- /
  Czterdziestu kolosalnych ssawek,/
  Wytresowanych, karnych nawet,/
W imię «wspólnoty interesów».../
Czyich? Familii. Bo familią /
  Stał Koncern Pomp, co ruble doił,/
A każdy grosz i każdy milion /
  Rozdymał wspólne brzucho «swoich». /
  Siecią pokrewieństw oplątane,/
Spółżyły w kazirodztwie wiecznem /
  Banki braterskie i siostrzane,/
Akcje cioteczne i stryjeczne,/
Akcje-kuzynki, akcje-szwagry, /
  Firmy-synowe, firmy-teście --- /
  Tak cielska banków, biur i fabryk/
  W rojnym płodziły się inceście<pe><slowo_obce>incest</slowo_obce> --- kazirodztwo.</pe>. /
  Wzmagało się rodzinne tarło /
  I oto trzecie pokolenie/
Narybek swój kosztowny żarło /
  I znów miotało grudki złota /
  Jak jesiotr, który ikrę miota<end id="e1762468743029-1356584117"/>:/
Więc astrachańską<pe><slowo_obce>astrachańska</slowo_obce> --- w domyśle: ikra, czyli kawior; Astrachań od XVIII w. jest ośrodkiem połowu jesiotra i produkcji czarnego (tzw. rosyjskiego) kawioru z jego ikry.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3927"></ref> smarowali/
Bułeczki grubo namaślone./
Od polskiej słoty uprzykrzonej /
  Luxami<pe><slowo_obce>Luxy</slowo_obce> --- Luxtorpedy; wagony spalinowe o aerodynamicznych kształtach, stosowane w szybkich połączeniach kolejowych PKP w l. 30. XX w., na trasach np. Kraków-Zakopane; w międzywojniu potoczne określenie superekspresowych pociągów w ogóle.</pe> się prześlizgiwali /
  W lazury adriatyckiej fali<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q13924"></ref>,/
Łatwiej im było o Riwierę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11124206"></ref> /
  Niż mamie do Bedonia<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2059933"></ref> z nami,/
Krócej mówili z jubilerem/
  Niż ona ze sklepikarzami,/
Łatwiej im było o szynszyle/
Niż jej o kostium od Maszkowskiej<pe><slowo_obce>Maszkowska</slowo_obce> --- pracownia krawiecka Aleksandry Maszkowskiej mieszcząca się w okresie międzywojennym w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej 117.</pe>,/
A Fafikowi o... mantylę<pe><slowo_obce>mantyla</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>mantellum</slowo_obce>: okrycie) --- element kobiecego stroju: rodzaj szala zarzucanego na głowę i ramiona, wykonanego cienkiego jedwabiu a. koronki.</pe>/
Niż mnie o nowy płaszcz uczniowski.
</strofa>




<strofa><begin id="b1762623503199-2677765053"/><motyw id="m1762623503199-2677765053">Dom, Bogactwo, Nuda</motyw>Mieszkało to we troje, czworo /
  W ośmiu pokojach, w jedenastu,/
Było się tedy gdzie rozhulać/
  Złośliwym mieszkaniowym zmorom: /
  Latały niewidzialną sforą,/
Bezczelnie wskakiwały na stół /
  I w fałdach zblakłych aksamitów /
  Pełzły od podłóg i z sufitów,/
Właziły gęsto i powoli/
Pod szklane dzwony żyrandoli,/
W całun pokrowców otulone,/
Na wachlarzowe parawany /
  Z samurajami i smokami,/
Na etażerki ufrędzlone,/
Na gobeliny idylliczne,/
Na meble --- raczej Meblozaury /
  Z samopoczuciem muzealnym --- /
  Znieruchomiałe dynastycznie /
  W zaduchu milionerskiej aury./
Całym ciężarem smutnych istnień /
  Wpierały nogi w dąb posadzek,/
By <wyroznienie>wrócić</wyroznienie> --- wrosnąć w swoje, bliskie,/
I wspominały las dębowy,/
Zielone wieki wielolistne /
  I palmom w ziemi doniczkowej /
  Przypatrywały się zawistnie.</strofa>




<strofa>Na wszystkim, w ciężkim śnie, leżała /
  Nuda żałobna i stężała./
Była tu cnotą i nakazem.<end id="e1762623503199-2677765053"/>/
Za dawnych lat, gdy się utrudził /
  Hulanką i do domu wracał,/
Artiszok ją czasami budził /
  I płoszył arią z operetki,/ Nucąc «Kobietki! ach, kobietki!...» /
  Potem już nikt. Już była głazem.</strofa>




<strofa><begin id="b1762623661948-2624354141"/><motyw id="m1762623661948-2624354141">Dom, Bogactwo, Bieda, Spotkanie, Przestrzeń</motyw>Gdy do ubogich przyjdziesz ludzi,/
<wyroznienie>Od razu</wyroznienie> wszyscy są i <wyroznienie>razem</wyroznienie>./
  Ubóstwo płytkim jest obrazem./
Bogaci --- zawsze w głębi, w głębi,/
W ramie masywnej i głębokiej,/
W domyśle, w perspektywie mrocznej./
  Dalecy są i niewidoczni,/
Zaszyci w ciszę jak w wojłoki./ Idzie się do nich, do bogatych,/
Po matach miękkich, po włochatych,/
Po pluszach, po dywanach grząskich,/
  Po śliskich idzie się, po gładkich./
Przez szereg uroczystych komnat,/
Drogą amfilad i kolonnad,/
Aż gdzieś, wgnieżdżeni w ciepłe ściany,/
  Za siedmią dźwierzy wyściełanych, /
  Siedzą i trwają, i dumają.../
Bogaci <wyroznienie>nie są</wyroznienie> --- przebywają./
Kołem zaklętym otoczeni,/
W zawiłej kryją się przestrzeni, /
Którą architekt, niczym pająk,/
W labirynt uformował kręty.<end id="e1762623661948-2624354141"/>/
Tam za pokojem goni pokój,/
A tajne pokoiki z boku,/
Tam korytarze, schodki, schówki,/
  Nieokreślone przybudówki,/
Tam nagłe ciemne zakamarki, /
  I gubisz się, i błądzisz po nich,/ Jak po wróżebnych liniach dłoni /
  Błąka się palec kabalarki.</strofa>




<strofa>
W centrum królował Arcysalon /
  W lwich, płowych tonach. Lew był stary /
  I naśladował piach Sahary./
Salon --- pustynna instytucja --- /
  Był owej nudy głuchoniemej /
  Tronową salą i centralą./
<begin id="b1762623947547-2807579231"/><motyw id="m1762623947547-2807579231">Mężczyzna, Młodość, Bogactwo</motyw>Tam, w cieniu palmy już nam znanej,/
Na sofie o piaskowej barwie,/
Jak Arab na wielbłądzim garbie /
  Rozmyślający o <tytul_dziela>Koranie</tytul_dziela>,/
Siedział Faf --- krwisty, brwisty, czarny,/
  Żelaznoudy, muskularny,/
Barczysty, z atletycznym torsem,/
Jakby stalowy nosił gorset /
  Na rozłożystej piersi skalnej;/
Siedział w szlafroku orientalnym,/
Piękny, dwudziestoczteroletni,/
Ciepły z kąpieli i gimnastyk,/
W obłoku aromatów kwietnych /
  Z flakonów swych wielograniastych;/
Pił mocną parującą kawę/
I puszczał z ust obrączki mgławe /
  Dymków błękitnych i pierzastych./
<end id="e1762623947547-2807579231"/>Dzień był trzydziesty listopada, /
A rok --- o, roku ów!<pe><slowo_obce>o, roku ów!</slowo_obce> --- cytat z <tytul_dziela>Pana Tadeusza</tytul_dziela> Adama Mickiewicza, początkowe słowa Księgi XI, zatytułowanej <tytul_dziela>Rok 1812</tytul_dziela>, będące inwokacją do roku ogromnych nadziei dla Polaków na wyzwolenie się spod zaborów i odzyskanie niepodległości państwowej w związku z wyprawą armii Napoleona I na Rosję; klęska armii napoleońskiej w tej wojnie unicestwiła polskie nadzieje, które spełnić się miały dopiero w 1918 r.</pe> --- przypadał /
  Tysiąc dziewięćset osiemnasty.
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>II</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1762625548275-1698095585"/><motyw id="m1762625548275-1698095585">Przemiana, Historia, Czas</motyw>Czas się rozłamał i podzielił /
  Czerwoną kresą wielkiej daty /
  Na dwie epoki, na dwa światy./
Już wiek ubiegły, Wiek Nadziei,/
  Wrośnięty w młody trzon stulecia /
  Starymi osiemnastu laty,/
Dał za wygraną. Już się zwalił./
  Podmyty nurtem krwawej fali,/
A nasz, skrzydlaty, w przyszłość leciał.<end id="e1762625548275-1698095585"/> /
  Już, przeskakując przez okopy, /
  Gęstymi ciągnąc się rzędami,/
Krzyże na polach Europy /
  Szły krzyżowymi pochodami /
  Zdobywać nową ziemię świętą, /
  Nasiąkłą krwią, trupami wzdętą. /
  Kolczastym drutem pozszywana,/
Goiła się olbrzymia rana:/
Ziemia, rozdarta i popruta /
  Rydwanem «wiekopomnej chwały»... /
  ...<begin id="b1762625690882-3239387638"/><motyw id="m1762625690882-3239387638">Krew</motyw>Dzikie różyczki krwi zrudziałej /
  Już więdły na cierniowych drutach<end id="e1762625690882-3239387638"/>. /
  <begin id="b1762625627158-2879476332"/><motyw id="m1762625627158-2879476332">Koń, Wojna, Trup</motyw>Czcigodne, dobrotliwe konie /
  Padłe w męczeństwie dobrowolnem /
  Za grzech i pychę ludzkiej hordy /
  (Było ich kopnąć, bracia-konie,/
W zębate bohaterskie mordy!)/
Leżały, śmiercią usztywnione/
  I puste wewnątrz. Ptaki polne /
  W prętach ich żeber gniazda wiły.<end id="e1762625627158-2879476332"/> /
Kruki z pikielhaub<pe><slowo_obce>pikielhauba</slowo_obce> (niem. Pickelhaube) --- hełm skórzany, z elementami metalowymi, zwieńczony na czubku wysokim szpikulcem, wprowadzony w 1842 r. przez króla Fryderyka Wilhelma IV jako ochronne nakrycie głowy pruskiej piechoty i stosowany w niem. wojsku do 1918 r.</pe> wodę piły.../
Zwabione ukończoną rzezią /
  Szakale kłusa wyruszyły /
  Dogryzać ludzkość. Gdzieś, z mogiły,/
Na cześć zwycięstwa, na znak święta,/
Pięść wystawała zaciśnięta,/
Tryumfująca zapowiedzią/
  Rewolucyjna czarna pięść.../
<begin id="b1762625758635-609651738"/><motyw id="m1762625758635-609651738">Wojna, Trup, Robak</motyw>Licz: jeden --- dwa --- trzy --- cztery --- pięć --- /
  Sześć --- siedem --- osiem --- dziewięć --- dziesięć --- --- ---/
--- Dziesięć milionów trupów w ziemi/
  Miesiła epokowa jesień./
Żercy podziemni, rozjątrzeni,/
Już dobierali się do kości./
Dziesięć milionów czaszek trupich,/
Pustymi ziejąc w mrok oczyma,/
Szczerzyło zęby ku wieczności.<end id="e1762625758635-609651738"/>/
(O, królewiczu duński! głupi!/
Tyś jedną tylko w ręce trzymał!)
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1762691515897-3128983470"/><motyw id="m1762691515897-3128983470">Zwycięstwo, Wolność, Państwo, Przywódca</motyw>Za oknem tłum, za oknem chór,/
Szum przemieszanej z marszem pieśni,/
A czasem trzask ostatnich kul /
  Zaszczeka krótko od przedmieści./
Ktoś jeszcze gdzieś --- wspanialszą pieśń /
  Dogrywa hardo swym naganem:/
O lepszy świat, o większy cud --- /
  I w partyturę srebrnych nut /
  Bemole wbija ołowiane./
Za oknem zgiełk: sztandarów las,/
Okrzyków grom, bagnetów blask,/
I szloch, i śmiech --- i Duchów Tren /
  Z pochodem zgodnie w dal płynący:/
Pod rękę z «prawdą» idzie «sen», /
Ach, noce snów z wyśnionym dniem /
  Na spacer wyszły pierwszy raz,/
Na spacer oszałamiający!/
To wielkie dni. Na zwykły bruk /
  Misterium zeszło --- maszeruje ---/
  I każdy łyk dmie w «złoty róg»! /
  Cudowne dni! To słowu «Bóg»/
Za słowo «wolność» lud dziękuje./
I modli się o słowo «moc»,/
I w obieg rusza zgłoska pusta,/
 Otwierająca puste O,/
Jak głupi tenor głupie usta./
Za nią «potęga» pędzi w ślad/
I «miecz», i «rubież», i «do czynu»,/
I sto upojnych synonimów.../
...On jeden milczy: symbol, znak./
Totem Sarmatów, Biały Ptak,/
Dumny, samotny --- i bez rymu.<end id="e1762691515897-3128983470"/>/
<begin id="b1762691644969-2418483311"/><motyw id="m1762691644969-2418483311">Słowo, Plotka, Polityka</motyw>Już się, krzykliwi i zuchwali,/
Do jego śnieżnych piór dorwali /
  «Dziejowej misji» misjonarze,/
Kpy, szarlatani rozchełstani,/
Wróżbici, nekrofile, beksy;/
Już je nurzali w kałamarze/
I tęczowymi inkaustami /
  Pluskali w przyszłość dzikie kleksy./
Już wyciągali ze słowników /
  Kleiste taśmy przymiotników<end id="e1762691644969-2418483311"/>/
I szły gromadnie na ten lep /
  Ćmy «wielkich idej» z mgły wysnutych... /
  <begin id="b1762691710801-451687353"/><motyw id="m1762691710801-451687353">Lud, Tłum, Realista</motyw>A lud --- jak lud, ma łeb zakuty/
I woli ów zakuty łeb /
  Czasownik «jeść», rzeczownik «chleb», /
  Czasownik «mieć», rzeczownik «buty».<end id="e1762691710801-451687353"/>/
Z gapiami, z muzyką wojskową/
 I z epitetów gminem czczym/
Przez miasto kroczy wyraz «Czyn»,/
Co dotąd był wyrazem «Słowo»./
 <begin id="b1762691793699-690021563"/><motyw id="m1762691793699-690021563">Polska, Państwo, Wolność, Historia</motyw>Wspaniałe dni! Wczorajszy mrok/
W zorzę przezłaca się jutrzejszą:/
To pospolita ciemna rzecz/
Zmienia się nam przez «czyn» i «miecz»/
W Rzeczpospolitą Najjaśniejszą./
Rodzi się trudne, biedne państwo.../
Od Pińska po Zatokę Gdańską,/
Od Wilna do Zakopanego /
  Dreszcz serc i iskry depesz biegą<pe><slowo_obce>biegą</slowo_obce> (daw. forma) --- dziś 3 os.lm: biegną. </pe>.<end id="e1762691793699-690021563"/>
</strofa>




  <naglowek_podrozdzial>III</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Partyzant z twarzą nietzscheańską /
  Z politykami pertraktuje,/
 A nocą czyta Słowackiego:/
  <wers_wciety typ="1">«...Kto dziś nie wstąpi w święte ognisko,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Jeno przez oczy ciekawe,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Taki dziś, bracia, pójdzie na sławę,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Jutro na urągowisko.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">I to mieć będzie, że gdy my wstajem</wers_wciety>/ 
  <wers_wciety typ="1">Zrzucić głaz, co ducha obarczał,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">On siedział, głupi, kłamstwa lokajem</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">I widział prawdę --- i warczał».<pa><slowo_obce>Kto dziś nie wstąpi w święte ognisko (...) i warczał</slowo_obce> --- końcowe wersy z wiersza <tytul_dziela>Do Ludwika Norwida w braterstwie idei świętej</tytul_dziela> (incipit ,,Bracie Ludwiku, módl się gorąco") opublikowanego w I tomie <tytul_dziela>Dzieł</tytul_dziela> Juliusza Słowackiego pod red. Bronisława Gubrynowicza w 1909 r.</pa></wers_wciety>/ 
W salonach dawno nie wietrzonych /
  Gniewne hrabiny i matrony/
 <slowo_obce>Contrecoeur</slowo_obce><pe><slowo_obce>contrecoeur</slowo_obce> (fr.) --- niechętnie. </pe> przyznawać zaczynają,/
Że piękny ten jakobin polski,/
A Książę Regent<pe><slowo_obce>Książę Regent</slowo_obce> --- książę Zdzisław Lubomirski (1865--1941), członek Rady Regencyjnej (wraz z arcybiskupem Aleksandrem Kakowskim i hr. Jerzym Ostrowskim), która, ustanowiona jako najwyższa władza w Królestwie Polskim przez cesarzy Niemiec i Austrii 15 października 1917 r., przekazała 11 listopada 1918 r. swoje kompetencje w ręce Józefowi Piłsudskiemu (przybyłemu do Warszawy dzień wcześniej) i po trzech dniach, 14 listopada rozwiązała się.</pe> --- zachwycony.../
Mówi, że wprawdzie krnąbrny, szorstki,/
  Lecz cóż? --- «w powiecie mejszagolskim<pe><slowo_obce>Mejszagoła</slowo_obce> --- miasteczko w powiecie wileńskim, tu: jako synonim wschodniej prowincji; Józef Piłsudski (1867--1935) urodził się w Zułowie, w powiecie święciańskim w guberni Wileńskiej, w niezamożnej rodzinie szlacheckiej o tradycjach patriotycznych.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3494848"></ref> /
  Jeszcze nie rodzą się Burbony»./
Nieswojo lekkim warszawiaczkom... /
  Obsiedli stolik --- i w perory<pe><slowo_obce>perora</slowo_obce> --- przemówienie, popis krasomówczy.</pe>,/
W domysły, plotki, dąsy, spory/
  Nad niebywałą do tej pory /
  Figurą żmudzko-austriacką./
Burza u Lursa. Z brzękiem, jękiem /
  Wali się, rzekłbyś, strop niebieski! /
  Grzmotami ciska Niemojewski<pe><slowo_obce>Niemojewski, Andrzej</slowo_obce> (1864--1921) --- pisarz, poeta, dramaturg i publicysta, redaktor czasopisma ,,Myśl Niepodległa" (1906--1921).</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3505543?wprov=srpw1_0"></ref>, /
  Błyskawicami gestów Frenkiel<pe><slowo_obce>Frenkiel, Mieczysław</slowo_obce> (1859--1935) --- wybitny aktor komediowy, od 1890 r. związany z warszawskim Teatrem Rozmaitości, znany publiczności przede wszystkim z ról w inscenizacjach utworów Moliera i Fredry: Tartufa w <tytul_dziela>Świętoszku</tytul_dziela>, Orgona w <tytul_dziela>Chorym z urojenia</tytul_dziela>, Cześnika w <tytul_dziela>Zemście</tytul_dziela>), tytułowej postaci w <tytul_dziela>Panu Geldhabie</tytul_dziela>, Szambelana w <tytul_dziela>Panu Jowialskim</tytul_dziela> czy Radosta w <tytul_dziela>Ślubach Panieńskich</tytul_dziela>.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q8861289"></ref>.</strofa>




<strofa>
<begin id="b1762952009239-731688372"/><motyw id="m1762952009239-731688372">Warszawa, Miasto, Lud, Historia</motyw>...Na wszystkich Hożych<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365276"></ref>, na Grzybowskich<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365228"></ref>,/
  Na Czerniakowskich<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365056"></ref>, Orlich<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q107453407"></ref>, Kruczych<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q9365523"></ref> /
  Łażą po schodach ludzkie troski,/
Drobne żałostki i radostki,/
Ten stęka, tamten sobie nuci,/
 Ten kicha, temu w brzuchu kruczy,/
A oprócz tego... oprócz tego /
  «Dzwon dziejów» uroczyście huczy.<end id="e1762952009239-731688372"/>
</strofa>




<strofa>
W pokoju gęsto nakłębionym /
  Dymem i «mgłami wyspiańskimi»<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11792645"></ref>,/
Co przytaszczyły się z Łazienek<pe><slowo_obce>mgłami wyspiańskimi, co przytaszczyły się z Łazienek</slowo_obce> --- nawiązanie do <tytul_dziela>Nocy Listopadowej</tytul_dziela> Stanisława Wyspiańskiego.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q345279"></ref> /
  Udekorować skromną scenę,/
<begin id="b1762953835599-3217810596"/><motyw id="m1762953835599-3217810596">Duch, Spotkanie</motyw>W pokoju tłok. Jak śledzi w beczce./
Tak tutaj masek, widm, potworów... /
  Zaduszki dziejów, raut upiorów,/
Roją się, pchają, jeszcze, jeszcze!/
Rycerze, króle, dziady, wieszcze,/
Duchy wisielców, męczenników,/
Ludzie katorżni, ludzie leśni,/
Echa wystrzałów, modłów, pieśni/
I cienie łódzkich robotników...<end id="e1762953835599-3217810596"/>
</strofa>





<strofa>Hej, panie stróżu, zamknij bramę, /
  Nie wpuszczać! zaduch! dosyć! amen!<pe><slowo_obce>Hej, panie stróżu, zamknij bramę (...)</slowo_obce> --- nawiązanie do frazy ,,Zamknijcie drzwi od kaplicy" przed rozpoczęciem obrzędów w <tytul_dziela>Dziadów części II</tytul_dziela> Adama Mickiewicza. </pe> /
  Nie, nie ustąpią... --- «Jak już, to już!/
Jeśli się stało i spełniło,/
To pozwól krzyczeć nam, mogiłom,/
To z szkieletami zawrzyj sojusz,/
To słuchaj, co grzechocą kości,/
I na tę mszę wielkością zarób,/
Uczniu cmentarzysk, rocznic, żałób,/
  Wielkości chcemy!...»/
<wers_cd>Ba! wielkości...</wers_cd>/ 
  Widzieliście ją czy wyśnili?/
...Na to z kościotrupiego grona /
  Wychodzi Dama ugreczona,/
Z krakowskiej sceny przywleczona,/
Odziana w powłóczysty chiton,/
Z mieczem, puklerzem, w kasku z kitą<pe><slowo_obce>Dama ugreczona (...) Odziana w powłóczysty chiton, Z mieczem, puklerzem, w kasku z kitą</slowo_obce> --- Pallas Atena, występująca w <tytul_dziela>Nocy Listopadowej</tytul_dziela> Wyspiańskiego.</pe>,/
I najpierw cudowności kwili,/
A potem woła: «Czyn zwycięski!»/
(Pół życia oddałby w tej chwili /
  Za <tytul_dziela>Słownik Chimerycko-Ziemski</tytul_dziela>.../
Mają <slowo_obce>volapük</slowo_obce><pe><slowo_obce>volapük</slowo_obce> a. <slowo_obce>wolapik</slowo_obce> --- sztuczny język opracowany w 1879 r. w oparciu o łacinę, niemiecki, francuski i angielski przez niem. księdza katolickiego Johanna Martina Schleyera, który pracując w Litzelstetten, natchniony przez Boga, postanowił stworzyć język ogólnoświatowy (nazwa pochodzi od ang. <slowo_obce>world</slowo_obce>: świat i <slowo_obce>speak</slowo_obce>: mówić); volapük okazał się zbyt zawiły i nie został spopularyzowany.</pe> swój Chimery /
  I swój rachunek, dziwny wielce:/
Na ziemi dwa i dwa jest cztery,/
U Chimer --- o czterdzieści więcej<pe><slowo_obce>Na ziemi dwa i dwa jest cztery,
U Chimer --- o czterdzieści więcej</slowo_obce> --- żart. nawiązanie do Widzenia księdza Piotra z <tytul_dziela>Dziadów części III</tytul_dziela> Adama Mickiewicza, gdzie pada niejasna przepowiednia przywódcy, który ma poprowadzić Polskę do odzyskania niepodległości ,,a imię jego czterdzieści i cztery".</pe>.)</strofa>




<strofa>
Tyle już nocy tak! Do świtu /
  Te schadzki natarczywych mitów, /
  Serdecznych, ukochanych widm.../
A świt otwiera się jak rana /
  I pięknie ścieka krew zorzana /
  Na żółty piach wiślanych wydm... /
  Wąziutką strugą purpurową /
  Strzyka przez mózg wspomnienia żmijka... /
  Jakiś moskiewski «stich<pe><slowo_obce>stich</slowo_obce> (z ros.) --- wiersz.</pe>»... Linijka: /
<slowo_obce>Горит восток зарею новой<pe><slowo_obce>Горит восток зарею новой</slowo_obce> (ros.) --- goreje wschód od zorzy nowej; fragment części III poematu Aleksandra Puszkina <tytul_dziela>Połtawa</tytul_dziela> (oryg. <tytul_dziela>Полтава</tytul_dziela>) w wolnym tłumaczeniu.</pe></slowo_obce>.../
<slowo_obce>Горит восток</slowo_obce>... I któż to ziścił?/
  <slowo_obce>Зарею новой</slowo_obce>... Każde słowo /
  Przeszywa ostrzem nienawiści,/
Zawiści --- że na dziejów szaniec,/
Z pożarem w łapie, jak z chorągwią,/
Wszedł obszarpaniec, dzikus, Mongoł,/
Nie on --- zułowski hardy panicz!
</strofa>




<strofa>
Ach, śnie młodości! śnie przeklęty!...
</strofa>




<strofa>
O, z jaką pasją i rozkoszą /
  Rzuciłby prosto w twarz truposzom /
  Nie tylko tej wielkości imię,/
Ale i adres nienawistny:/
«Wschód wszechświatowy! Wschód ognisty!» /
  Lecz nic nie powie. Zdusi w sobie/
  Ten wściekły żal na całe życie.../
I mściwa gorycz całe życie/
  Będzie go dręczyć./
  <wers_cd>Po błękicie</wers_cd>/
Już się jesienny brzask rozpostarł... /
  Wschód... wschód... Zostanie w mózgu wizja: /
  Wyraźna i błyszcząco-ostra /
  Jak nóż --- jak gwiazda --- jak decyzja.
</strofa>


<naglowek_podrozdzial>IV</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
--- <wyroznienie>PANOWIE SZLACHTA</wyroznienie>! <wyroznienie>BIJE GROM</wyroznienie>!<pe><slowo_obce>Panowie szlachta! Bije grom!</slowo_obce> --- cytat z wiersza <tytul_dziela>Carmagnola</tytul_dziela> Antoniego Słonimskiego, jednego z utworów prezentowanych w kawiarni artystycznej ,,Pod Picadorem", istniejącej od 29 listopada 1918 r., początkowo na ul. Nowy Świat 57 w Warszawie, a następnie w podziemiach Hotelu Europejskiego i będącej miejscem spotkań i prezentacji twórczości uformowanej ok. 1916 r. wokół czasopisma ,,Pro Arte et Studio" grupy literackiej ,,Skamander" (w której skład wchodzili Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński i Jan Lechoń).</pe> --- --- ---
</strofa>



 
<strofa>
 Faf dopił kawę. Gęsty cukier/
  Wygarnął z dna. Oblizał usta./
Stłumionym wirującym stukiem /
  Cwałuje w głowie noc rozpustna./
Fruwają kołem majtki, kiecki,/
Pończochy, szklanki, tyłki, łydki/
I pijany Wicek Jałowiecki,/
I szafirowa kołdra Litki./
A, byczo było. Wprawdzie sotern<pe><slowo_obce>sotern</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>sauternes</slowo_obce> --- gatunek białego wina francuskiego.</pe> /
  Był siarkowany... za to potem /
  Dziewczyna --- klasa! Jak ta lalka./
...Z portretu Lenca<pe><slowo_obce>Lentz, Stanisław</slowo_obce> (1861--1920) --- rysownik, karykaturzysta, malarz reprezentujący nurt realizmu, portrecista, w l. 1909--1920 dyrektor Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie; większość jego dzieł przedstawia postacie męskie, a najsławniejszym jest obraz <tytul_dziela>Strajk</tytul_dziela> z 1910 r. z grupą trzech robotników; z nielicznych przedstawień kobiecych trzy odrębne typy tworzą: <tytul_dziela>Wino, kobiety i śpiew</tytul_dziela> (grupa w strojach z epoki baroku, dwóch śpiewających mężczyzn, jeden z gitarą, oraz rozbawionej kobiety z obnażonym ramieniem i głębokim dekoltem niemal obnażającym biust); przedstawiający Zofię z Karnkowskich Goldstandową <tytul_dziela>Portret Pani G.</tytul_dziela> (nobliwa kobieta o melancholijnym spojrzeniu, w białej sukni, ze sznurem pereł na szyi, siedząca na jasnej sofie w towarzystwie czarnego pieska; 1913) oraz <tytul_dziela>Portret kobiety</tytul_dziela> (ciemnowłosa postać młodej kobiety ujęta z profilu, ale w półobrocie, od strony obnażonych pleców, w stroju o stylizacji orientalnej, złotych przepaskach na włosach) należący do cyklu obrazów warszawskiej społeczności żydowskiej. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2331375"></ref>, z ramy złotej /
  Artiszok mruga na synalka.
</strofa>




<strofa>
<wyroznienie>PANOWIE SZLACHTA</wyroznienie>! <wyroznienie>BIJE GROM</wyroznienie>!...
</strofa>




<strofa>
A przedtem --- przedtem byli z Wickiem /
  W nowej kawiarni poetyckiej<pe><slowo_obce>W nowej kawiarni poetyckiej</slowo_obce> --- kawiarnia ,,Pod Pikadorem"; w niej 29 listopada 1918 r. odbył się wieczór inauguracyjny grupy Skamander, na którym swoje wiersze recytowali Tuwim, Iwaszkiewicz i Lechoń.</pe> /
  Wymalowanej zwariowanie /
  W półtwarze, nuty, ostrokąty,/
Ukośne domy i afronty,/
A na estradę wskakiwali /
  Jacyś nieznani i zuchwali,/
Poezje swe wykrzykujący...
</strofa>




<strofa>
<wyroznienie>PANOWIE SZLACHTA</wyroznienie>! <wyroznienie>BIJE GROM</wyroznienie>!...
</strofa>




<strofa>I malarz z gębą jak Indianin<pe><slowo_obce>malarz z gębą jak Indianin</slowo_obce> --- Romuald Kamil Witkowski (1876--1950), malarz awangardowy, prezes Klubu Futurystów, wraz z Aleksandrem Świdwińskim (1887--1952) autor kubistycznego wystroju kawiarni ,,Pod Pikadorem".</pe> /
  Znieważał gości rykiem pijanym.../
<begin id="b1763069915117-815393329"/><motyw id="m1763069915117-815393329">Antysemityzm, Obyczaje</motyw>«Futuryzm<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q131221"></ref>» według zdania Wicka:/
«Kubizm<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q42934"></ref>, uważasz... Siewierianin<pe><slowo_obce>Siewierianin, Igor</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Igor Wasiljewicz Łotariew</slowo_obce> (1887--1942) --- przedstawiciel rosyjskiej grupy poetyckiej egofuturystów, po wybuchu rewolucji w Rosji zamieszkał w Estonii; gościł dwukrotnie w Polsce, w 1924 i 1928 r., wywarł wpływ m.in. na twórczość Brunona Jasieńskiego.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q707569"></ref>.../
Sztuka żydowsko-bolszewicka.../
Wybacz mi»... --- «Co ci mam wybaczyć?».../
«Że niby Żydzi»... «To co?»... «Widzisz,/
Jest tak: że gdyby wszyscy Żydzi /
  Byli jak ty, to co innego...»/
«Ja? Przecież ja katolik rzymski /
  Od dziecka»... «Tak... Ale... to znaczy.../
Widzisz... jak ci to wytłumaczyć?...»/
--- «No powiedz...» «Potem. Patrz --- Słonimski<pe><slowo_obce>Słonimski, Antoni</slowo_obce> (1895--1976) --- poeta, satyryk, felietonista i krytyk teatralny. Współtworzył kabaret literacki Pikador i grupę poetycką Skamander. W międzywojniu współpracował z ,,Wiadomościami Literackimi". Wiele kabaretów (m.in. kabarety Czarny Kot, Qui Pro Quo, Cyrulik Warszawski) korzystało z jego tekstów satyrycznych. W czasie wojny przebywał na emigracji w Paryżu i w Londynie, po wojnie działał w Związku Literatów Polskich i w opozycji.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q598050"></ref>»...<end id="e1763069915117-815393329"/></strofa>




<strofa>
<wers_wciety typ="1">(Antoni! Oto po ćwierćwieczu,</wers_wciety>/
Zza Atlantyku martwych czasów,/
Na którym mnie, rozbitka, trzyma /
  Poezji ratowniczy prom --- /
  Rozognionymi w dal oczyma /
  Widzę nasz brzask, ten pierwszy wieczór,/
  Gdy razem z nami się zaczynał/
  Historii Polski nowy tom:/
Gdy się na przestrzał nam otworzył,/
Może i w nędzy, ale w zorzy,/
Rozstajny nasz, przydrożny Dom...)
</strofa>




<strofa>
Na karuzeli, obwieszonej /
  Strzępami kawalerskiej fety,/
Krąży przed Fafem twarz poety,/
Brzmi głos podniosły i wzruszony:/
  «Panowie szlachta! bije grom!»/
Za oknem chór, za oknem szum... /
  Burzliwy bełkot... Wczoraj tłum /
  Przeciągał nocą pod kawiarnią,/
A dziś pod jego przyszedł dom --- /
  Hołota ciągnie groźną armią...
</strofa>




<strofa>
<wyroznienie>PANOWIE SZLACHTA</wyroznienie>! <wyroznienie>BIJE GROM</wyroznienie>!...
</strofa>



<strofa>
Co dalej? W głowie dymno, gwarno...
</strofa>




<strofa>
Jak w mocnej klatce silny zwierz, /
  Drapieżny miota się w nim wiersz, /
  Błyskają rymów kły jak noże,/
A w ślepiach krew, a rytmy w skok /
  I biją w pamięć łapy strof,/
A ona związać ich nie może.
</strofa>





<strofa>
<wers_wciety typ="1">Jak w mocnej klatce silny ptak,</wers_wciety>/ 
  Skrzydlaty wiersz łopoce takt,/
  Szamoce się, skrwawiony orzeł.../ I strząsa strzępki rymów-piór,/
Słów rozproszonych słychać wtór,/
A myśl zestawić ich nie może...</strofa>
  
<strofa>Na karuzelę tyłków, majtek,/
Klozetów, pończoch, łóżek, knajpek, /
  Toastów, ryków «Stolat! Stolat!»,/
  Koniaków, brzuchów, melb<pe><slowo_obce>melba</slowo_obce> --- deser ze świeżych brzoskwiń, lodów waniliowych i słodkiego przecieru truskawkowego a. malinowego (sos melba), którego przepis opracował na cześć australijskiej śpiewaczki Nellie Melby mistrz  kuchni francuskiej, Auguste Escoffier. </pe>, czekolad, /
  Rachunków, trunków, mord pękatych,/
  Ryb w majonezie, prezerwatyw, /
  Syfonów, piersi, zrazów, kolan --- /
  Wskoczyła groźna i wesoła,/
Z szarfą szkarłatną, w burzy, w łunie, /
  Pierwsza Wolności Carmagnola<pe><slowo_obce>Carmagnola</slowo_obce> a. <slowo_obce>Karmaniola</slowo_obce> --- taniec z okresu Wielkiej Rewolucji Francuskiej wykonywany przy wtórze pieśni rewolucyjnej z 1792 o tej samej nazwie, pochodzącej od miasta Carmagnola we Włoszech.</pe> --- /
  I co przefrunie, w pysk go lunie /
  I jazda! i na alarm woła:/
<wyroznienie>PANOWIE SZLACHTA</wyroznienie>! <wyroznienie>BIJE GROM</wyroznienie>!/
I oto w karuzeli głowy,/
Jak w mrocznej wieży silny dzwon, /
  Wiersz się rozlega metalowy,/
Już przypomniany, już gotowy:/
«Niebo się wali, płonie dom,/
Chamy się rządzą, chłopy, łyki!/
  Słyszycie wokół krwawy plusk?/
To wąż się wije! ogniem łusk /
  Noże w nim płoną! Bolszewiki!...»/
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>
</strofa>



  

<strofa>
<begin id="b1763102740558-3045662368"/><motyw id="m1763102740558-3045662368">Mężczyzna, Młodość, Ciało, Uroda</motyw>Fryderyk Alfred Folblut gładzi/
  Aksamit twarzy wygolonej,/
Z włosem... pod włos... Zadowolony./
Przed lustrem staje. Miny stroi:/
  Wzgardliwą. Dumną. Tajemniczą./
Sceptyczną. Dziką. Wszystko byczo.
</strofa>




<strofa>
Bicepsy maca. Pierś wypina./
Pięścią uderza się po biodrze./
Żelazobeton. Bardzo dobrze.
<end id="e1763102740558-3045662368"/></strofa>




<strofa>
Stan kasy sobie przypomina.../
Konta w Zurychu i w Londynie.../
A New York pies? <slowo_obce>All right</slowo_obce>. Nie zginie.
</strofa>




<strofa>
«Panowie szlachta!» ---? Gówno! Słowem: /
  «<slowo_obce>L'ordre règne à Varsovie<pe><slowo_obce>L'ordre regne a Varsovie</slowo_obce> (fr.) --- Porządek panuje w Warszawie. Słowa informujące o zdobyciu Warszawy przez wojska rosyjskie podczas tłumienia powstania listopadowego, wypowiedziane ministra spraw zagranicznych Horace′a Sébastianiego w sprawozdaniu przed francuską Izbą Deputowanych 16 września 1831; niezwłocznie zyskały wydźwięk ironiczny, szczególnie wobec fali uchodźczej Polaków uciekających do Francji przed rosyjskimi represjami; jeszcze w 1831 r. doczekały się karykaturalno-gorzkiej ilustracji autorstwa Grandville'a (właśc. Jeana Ignace'a Isidore'a Gérarda) ukazującej tytułowy porządek pod postacią przypominającego przedstawienia śmierci carskiego kozaka z długą piką, butami we krwi pomordowanych i z szubienicami w tle. </pe></slowo_obce>», panowie!/
A że ten czad i wirwar<pe><slowo_obce>wirwar</slowo_obce> (z niem.) --- zamieszanie. </pe> w głowie,/ To sotern... Czuje zgagę żrącą.../
Pan Folblut dzwoni na służącą.
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>V</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
W tych czasach autor tej gawędy /
  Dla różnych swoich wad i przywar,/
  Których mu Stwórca nie poskąpił, /
  <begin id="b1763113976189-2659232759"/><motyw id="m1763113976189-2659232759">Kuchnia</motyw>Salonów jeszcze nie dostąpił,/
A w kuchni już nie wysiadywał./
Bo dawniej, w swem chłopięctwie lubem, /
  Gdy spleen dziecinny go ogarniał,/
Kuchnia mu była pierwszym klubem,/
Jak potem knajpa i kawiarnia.<end id="e1763113976189-2659232759"/>/
Następnym był już Pen-Club... <slowo_obce>Sorry</slowo_obce>,/
  Wolę ten łódzki do tej pory./
<begin id="b1763114047717-2841649043"/><motyw id="m1763114047717-2841649043">Kuchnia</motyw>«Od kuchni» było wejście życia --- /
  Wrywało się to obce, rzadkie,/
Nowiną nęcąc i przypadkiem... /
Otworzyć było drzwi kuchenne /
  I wpadał wiatr innością tchnący/
  W szary nasz dzień, balansujący /
  Pomiędzy biedą i dostatkiem.<end id="e1763114047717-2841649043"/>/
(Tak między «Słotą» i «Pogodą»,/
  Niepewna, czy się niebo przetrze,/
Waha się igła w barometrze.../
Nasza domowa, w Łodzi mrocznej, /
  «Pochmurno» miała w średniej rocznej.) /
  <begin id="b1763114096341-408641600"/><motyw id="m1763114096341-408641600">Kuchnia, Salon, Pozycja społeczna</motyw>Od drzwi kuchennych do frontowych, /
  Tam i z powrotem wiodły drogi /
  Mieszczańskiej naszej socjologii /
  I tak się węch klasowy budził --- /
  Zdecydowany podział ludzi:/
Od frontu «pan» przychodził, «pani»,/
Od kuchni --- «człowiek» lub «kobieta»,/
  Tutaj --- «znajomi», tam --- nieznani,/
Tu --- my, tam --- oni, jacyś, skądsiś,/
  Którym zakazał ktoś przez front iść.<end id="e1763114096341-408641600"/>/
<begin id="b1763131926740-3234817503"/><motyw id="m1763131926740-3234817503">Kuchnia, Bieda, Jedzenie</motyw>Od kuchni przychodzili biedni /
  Po wyproszony chleb powszedni,/
W mróz sine ręce rozgrzewali /
  Nad czerwonymi fajerkami,/
Chciwie gorącą zupę jedli,/
Grochową, gęstą, z zacierkami. ---<end id="e1763131926740-3234817503"/> /
  <begin id="b1763131963418-2697666613"/><motyw id="m1763131963418-2697666613">Pielgrzym, Bezdomność, Robotnik, Życie jako wędrówka</motyw>Czasem, jak echo starej pieśni,/
Muzyce maszyn nierówieśnej, /
  Półfantastyczny, jak z Nestroya<pe><slowo_obce>Nestroy, Johann Nepomuk</slowo_obce> (1801--1862) --- austriacki aktor i komediopisarz, autor popularnych ludowych fars.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q44862"></ref>,/
  Wędrowny zjawiał się rzemieślnik, /
  Ostatni świata obywatel,/
Dumny, że jest obieżyświatem. ---<end id="e1763131963418-2697666613"/> /
  Tam zdun mogilny w piecu gmerał /
  I z białych kafli go odzierał /
  Do czerwonego mięsa cegieł;/
Chrapał jak we śnie, rzęził, sapał, /
Z trudem, jak piec, powietrze łapał. /
  Patrzyłem, jak się paprze, grzebie,/
  Rękoma grzęznąc w glinnej mazi; /
  A kiedy za głęboko właził,/
  Grabarzem był samego siebie. --- /
  Tam czarny handlarz chałatowy /
  Wzrokiem skupionym i surowym /
  Pod światło badał spodnie stare /
  I tak je wznosił przed oczyma,/
I rozpostarte w rękach trzymał,/
Jak kantor, kiedy w nabożeństwo /
  Podnosi Torę znad ołtarza.../
Gdyby wypadły z rąk handlarza, /
  Zostałoby --- błogosławieństwo. --- /
  <begin id="b1763132082738-1245646184"/><motyw id="m1763132082738-1245646184">Kuchnia</motyw>Prało się w kuchni. Dzień parował, /
  Pienił się, syczał. W balii puchła /
  Mydlana burza kolorowa;/
Bajeczne pieśni bulgotała /
  Mirażem opłynięta kuchnia./
Nad balią baśni zgięta stała /
  Domowa nasza praczka stara, /
  Wróżka tych dni, Teodorowa.<end id="e1763132082738-1245646184"/>/
O karbowaną blachę pralki /
  «Kolory» tarła --- lub «kawałki» /
  Chabrową spłukiwała farbką; /
  <begin id="b1763132119075-2947807281"/><motyw id="m1763132119075-2947807281">Kobieta, Starość, Ciało</motyw>Zmarszczona jak pieczone jabłko, /
  Chudziutka, krucha i maleńka<end id="e1763132119075-2947807281"/>,/
Tak czule żyje we wspomnieniu,/
  Gdy mamie mówi po imieniu,/
A na bieliznę --- bieliźnieńka. /
  Zwano ją u nas «Kociołeczek»/
I zawsze dostawała w kuchni /
  «Tyciusienieczki» «naparsteczek» /
  Swej ulubionej «cytryniuchny». /
  Musi być w raju dziś. I wierzę, /
  Że tam aniołom suknie pierze,/
A czasem krochmalony duch jej /
  Odwiedza starą łódzką kuchnię. --- /
  <begin id="b1763138530308-866949079"/><motyw id="m1763138530308-866949079">Bieda, Bogini, Matka</motyw>«Drobiara» przychodziła. Wdowa /
  Po gałganiarzu. Twarz jak ziemia./
  Bogini Nędzy i Cierpienia,/
Godna, by wszędzie, gdzie się zjawia,/
  Antyczny chór się w krąg ustawiał /
  I wieszcze rozpoczynał pienia./
Biegła przez miasto, jakby pomór /
  Ją gnał. A gnał. Na dzieci czyhał./
Od jego tchnienia i pogromu /
  Pędziła za zarobkiem --- dzika, /
  Zaciekła, trwogą oszalała /
  O «kindełach» --- o dzieci. Miała /
  Jedno przy piersi roztarganej,/
Dwoje przy sukni uszarganej,/
A czworo czekających «w domu»:/
W kącie wysłanym zgniłą słomą.<end id="e1763138530308-866949079"/> /
  Byłem tam z mamą; zanosiłem/
  Tłumok starzyzny i posiłek./
Leżała chora na barłogu, /
  Zmierzwionym, stęchłym i skopanym /
  Jak barłóg suki obłąkanej,/ Niemiłej, widać, psiemu bogu.../
Po kobiecemu zawstydzona,/
Starała się uśmiechać do nas,/
  Zgarniała słomę koło siebie,/
Lecz widać było, że myślami /
  Pędzi po piętrach z kurczętami,/
Chleb zdobywając dla swych dzieci,/
I marzy tylko o tym chlebie; /
  «Kindełach» zbiły się w gromadkę,/
To na nas patrząc, to na matkę.../
Byliśmy u niej po raz drugi, /
Byliśmy u niej po raz trzeci,/
Nie byliśmy na jej pogrzebie. --- /
  <begin id="b1763549572162-996295794"/><motyw id="m1763549572162-996295794">Mądrość, Lud, Kobieta</motyw>I kuchennymi przyszła drzwiami /
  Antosia, wieszczka ze wsi, saga, /
  Indyjska księżna spod Konina<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q52845"></ref> /
  (Gmina Golina). Bunt, odwaga, /
  Hardość z wesołych oczu tryska. /
  Ach, te jej oczy, gorejące /
  Jak hebanowe dwa ogniska! /
  Koścista, żółtozęba, ciemna /
  (Takie są noce u Mongołów,/
Takie Cyganki u aniołów)/
Przyszła --- mędrczyni niepiśmienna...<end id="e1763549572162-996295794"/>/
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>/
  <zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . </zastepnik_wersu>
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>VI</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
A teraz --- trafem czy nie trafem --- /
  (Traf, zresztą, to reguła ziemska /
  Rządząca życiem bez pardonu)/
Na dzwonek zjawi się przed Fafem /
  Znajoma nasza --- pani Bielska. /
  Przeszło dwa lata jest w tym domu... /
  Dostała się tu przez protekcję /
  Pani dziedziczki Jałowieckiej,/
Kiedy kucharza wyrzucono/
  Za pijaństwo. Fafcio jest gastronom,/
  <begin id="b1763549659581-3836435441"/><motyw id="m1763549659581-3836435441">Jedzenie</motyw>A Bielską, prócz kupieckiej weny /
  I szczerozłotych serca zalet, /
  Cechował kulinarny talent./
(Jej zrazy z kaszą! Boże! Zjesz tych /
  Tłuściochów tuzin --- prosisz więcej. /
  A barszcz jej! A tatarski befsztyk! /
A gęś! a klops! a stek cielęcy!...)<end id="e1763549659581-3836435441"/>/
<begin id="b1763549824775-1619758736"/><motyw id="m1763549824775-1619758736">Pan, Sługa, Kobieta, Mężczyzna</motyw>--- «Teklo», powiedział, «niech mi Tekla...» /
  Mówiąc przegląda «Porannego»<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11751229"></ref><pe><slowo_obce>,,Kurier Poranny"</slowo_obce> --- dziennik informacyjno-publicystyczny, wydawany w latach 1877--1939 w Warszawie. </pe>,/
Nie patrzy na nią, oczy biegą/
  Po szpaltach depesz, wzmianek, reklam.../
--- «Niech Tekla...» Pauza. Czyta. Zwleka./
<tytul_dziela>Oręż i Duch</tytul_dziela>. A Tekla czeka./
«Niech Tekla»... <tytul_dziela>Miraż. Dziś premiera</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Miraż</slowo_obce> --- kabaret działający w Warszawie w l. 1915--1921 w lokalu Kina Mirage na rogu ulic Nowy Świat i Świętokrzyska; wśród autorów związanych z tą sceną figurowali Andrzej Włast i Jan Brzechwa.</pe>./
<tytul_dziela>Madziarka</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Madziarka</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Janina Madziarówna</slowo_obce> (1895--1956) --- aktorka kabaretów i rewii warszawskich, występowała m.in. w Kabarecie Miraż.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q104977971"></ref> --- <tytul_dziela>Łoskot</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Łoskot, Wincenty</slowo_obce> (1890--1955) --- aktor kabaretów i rewii warszawskich, prywatnie mąż ,,Madziarki" (Janiny Madziarówny).</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q104439598"></ref> --- <tytul_dziela>Pikuś</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Pikuś</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Józef Urstein</slowo_obce> (1886--1923) --- aktor kabaretowy, piosenkarz, występował w łódzkim ,,Bi-Ba-Bo", warszawskim ,,Mirażu", ,,Qui pro Quo" i in.; przezwisko popularnego artysty pochodziło od odtwarzanej przez niego postaci scenicznej, monologów Pikusia (mówionych do słuchawki telefonicznej skeczy).</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11731563"></ref> --- <tytul_dziela>Gieras</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Gieras</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Romuald Gierasieński</slowo_obce> (1885--1956) --- aktor, tancerz, monologista, jeden z najpopularniejszych aktorów kabaretowych i rewiowych dwudziestolecia międzywojennego, występował w kabaretach warszawskich: ,,Renaissance", ,,Bagatela", ,,Venus", ,,Żywa Mucha", ,,Komedia", ,,Praskie Miniatury", ,,Miraż", ,,Czarny Kot", ,,Argus", ,,Qui pro Quo", ,,Morskie Oko", ,,Band", ,,Cyrulik Warszawski" i ,,Wielka Rewia"; występował również w filmie, grając charakterystyczne role drugoplanowe, m.in. w <tytul_dziela>Królowej przedmieścia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ada! To nie wypada!</tytul_dziela>, a tekże w ekranizacjach powieści Dołęgi-Mostowicza <tytul_dziela>Znachor</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Doktór Murek</tytul_dziela>.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q129948"></ref>./
«Niech Tekla»... <tytul_dziela>Chaos w Rosji</tytul_dziela>... <tytul_dziela>Premier</tytul_dziela> /
  <tytul_dziela>U Piłsudskiego<pe><slowo_obce>Premier u Piłsudskiego</slowo_obce> --- w roku 1918, dokładniej od 17 listopada 1918 do 16 stycznia 1919, premierem Rządu był Jędrzej Moraczewski (1870--1944).</pe></tytul_dziela>... <tytul_dziela>Rząd angielski</tytul_dziela>.../
<tytul_dziela>E. Wedel</tytul_dziela>... «Niech mi»... <tytul_dziela>Bunt w haremie</tytul_dziela>.../
A Tekla stoi... Tekla czeka.../
«Niech... tego...» Wreszcie ją spostrzega,/
Odkłada pismo --- i do Bielskiej:/
«Niech Tekla da mi... Nie ma Jana?»/
«Nie wrócił, proszę jaśnie pana,/
W pochodzie...» --- «A, w pochodzie»... Ziewnął. /
  «Co z Lodzią?» --- «Kiepsko. Byłam z rana/
  W szpitalu, proszę jaśnie pana,/ To znacznie gorzej... Z tą otrzewną /
  Jakieś coś... Nie wyżyje pewno»./
«Biedactwo», ziewnął. «Trudno, Teklo, /
  Wypadek... kula...» «Chryste Panie,/
I co się tak te ludzie pieklą,/
Żeby to takie zamieszanie /
  Na mieście robić! Taki przedział /
  Między narodem na tym świecie!/
Dziewczyna jak ta sarna przecie.../
Jaśnie pan wie...» Faf dobrze wiedział.<end id="e1763549824775-1619758736"/>/
<begin id="b1763556942373-1700457513"/><motyw id="m1763556942373-1700457513">Polak, Państwo, Kłótnia</motyw>Tu nastąpiły aforyzmy,/
Dygresje i wskazania zbawcze:/
Że jaka korzyść dla ojczyzny?/
Że u Polaków to tak zawsze,/
Że za ruskiego było lepiej, /
Że jeden się drugiego czepi,/
Że każdy w swoją stronę ciągnie /
  I stąd te niepokoje ciągle,/
Że grunt wszystkiego jedność, zgoda,/
Że niech brat bratu rękę poda<end id="e1763556942373-1700457513"/>,/
Że Wiluś<pe><slowo_obce>Wiluś</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Wilhelm II Hohenzollern</slowo_obce> (1859--1941) --- ostatni król Prus i cesarz niemiecki (od 1888 r.), pozbawiony władzy w wyniku tzw. rewolucji listopadowej w  Niemczech,  abdykację podpisał 28 listopada 1918 r.; od 10 listopada 1918 r. przebywał w Holandii, gdzie pozostał aż do śmierci.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2677"></ref> z Trockim<pe><slowo_obce>Trocki, Lew</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Lejb Bronstein</slowo_obce> (1879--1940) --- rewolucjonista rosyjski, marksista, bolszewik, współtwórca i zwolennik idei permanentnej rewolucji; jeden z twórców i przywódców RFSRR (rewolucyjnego federacyjnego państwa rosyjskiego w l. 1917--1922), a następnie ZSRR i Armii Czerwonej; aktywnie działał w czasie rewolucji 1905 roku, rewolucji lutowej, brał udział w obaleniu caratu i przejęciu władzy przez bolszewików; członek najwyższych organów partyjnych i państwowych rewolucyjnej Rosji, jako ludowy komisarz spraw zagranicznych RFSRR w l. 1917--1918 działał na rzecz opóźnienia podpisania traktatów pokojowych; po śmierci Lenina (1924) wszedł w spór z Józefem Stalinem o władzę i wizję rozwoju ZSRR, w 1927 usunięty z partii i Kominternu, w 1928 zesłany do Ałma-Aty, w 1929 pozbawiony obywatelstwa ZSRR i deportowany z kraju, przebywał na emigracji w Turcji, we Francji, w Norwegii i Meksyku, zginął zamordowany na zlecenie NKWD.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q33391"></ref> się pokumał /
  I to zysk dla nich w tym rozruchu.../
Faf słuchał --- i o Lodzi dumał /
  Z markotnym, mdlącym żalem w brzuchu./
  «Tak. Święta prawda», rzekł, «i szkoda,/
Że nie ma zgody... Czy jest soda?/
Proszę mi przynieść trochę sody /
  I wody z lodem... Syfon wody...»./
«Już daję». Lecz nie odchodziła./
Coś ją korciło. Widać było,/
Że «o skutecznym rad sposobie»<pe><slowo_obce>o skutecznym rad sposobie</slowo_obce> --- por. dzieło Stanisława Konarskiego (1700--1773) o tym tytule na temat reformy sejmu polskiego, wyd. 1763; tu: żart. </pe>/
Mówiła, by zaskarbić sobie /
  Sympatię pana, zaufanie./
Wreszcie chlipnęła, łzę otarła:/
«I co rzec chciałam, jaśnie panie,/
Że gdyby, nie daj Bóg, umarła,/
Albo, jak bywa po chorobie,/
Tej siły już nie miała w sobie,/
To chciałam jaśnie pana prosić,/
Żeby się jaśnie pan przyczynił,/
Bo mi się trafia zastępczyni,/
Sierota, z dziadkiem, są tu właśnie /
  W kuchni, wprost ze wsi, proszę jaśnie...» /
  I potoczyła się zawiła /
  Historia dziadka, ojca, matki /
  (Z powieści znamy te wypadki)/
I że dziewczyna grzeczna, miła,/
Mądra, a jaka pracowita,/
Po polsku i po rusku czyta./
Nocami sama się uczyła.../
«I jeszcze, proszę jaśnie pana,/
Że z aptekarstwem obeznana,/
Więc nada się przy medycynach /
  Dla jaśnie pani»... Znów chlipnęła. /
  (Jaka przezorna dyplomatka, /
  Wczorajszy skandal pominęła.)/
Zastąpił go potężny pean /
  I panegiryk na cześć dziadka.../
I wyszły z tego arcydzieła,/
Że pan Dziewierski, jako wojak, /
  Cebrami krew przelewał w bojach, /
  Batalie wiódł, prowadził armie,/
Sam ruszał przeciw stu w zapasy... /
  (Muszę poczciwca odbrązowić:/
Nie wyszedł poza kancelarie,/
Gdzie pismem, zdobnym w zawijasy, /
  Przepustki pisał i «siupasy». /
  Wieczorem siądzie i wspomina... /
  Zanuci, pochrząkując z lekka, /
  Fałszowanego rozmaryna,/
I, niepoprawny majster-klepka, /
  Łódeczki zgrabne struga z drzewa. /
  Chrzci je żeńskimi imionami:/
«Aniela», «Anna», «Zofia», «Ewa»,/
Lub --- mówiąc między nami --- «Tekla». /
  Gdzie znajdzie kwiatów parę grządek, /
  Wnet zaprowadzi w nich porządek,/
I chociaż lasy płoną w dali,/
Dogląda róż<pe><slowo_obce>chociaż lasy płoną w dali, dogląda róż</slowo_obce> --- nawiązanie do słów Rozy Wenedy z Prologu dramatu Juliusza Słowackiego <tytul_dziela>Lilla Weneda</tytul_dziela>, które zyskały sobie status sentencji, przysłowia: ,,Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy".</pe>. Co mu się chwali.)/
«A jaki kwiaciarz i ogrodnik!/
Co Urlich, Hozer! Większy od nich! /
  Gdzież im do niego, tym Hozerom! /
  Sam Nowakowski<pe><slowo_obce>Ulrich, Hozer (właśc. Hoser), Nowakowski</slowo_obce> --- nazwiska właścicieli cieszących się renomą i ulokowanych w reprezentacyjnych częściach Warszawy kwiaciarni.</pe> przy nim zero!/
Więc, proszę jaśnie pana łaski,/
Naszym ogrodem na Puławskiej/
Mógłby się zająć, bo już zarósł./
Artysta, mistrz, ten stary wiarus!/
Układa kwiaty w takie wzory,/
Że zgadnij, komu je uwije,/
Gdzie tu zapachy, gdzie kolory;/
Takie potrafi fantazyje!»/
(Ach, pani Teklo, pani Teklo!/
Choć go tak kocham, tobym przeklął /
  Za pewien bukiet!... Zabiłż mi on /
  Ćwieka na starość! Prosto w duszę /
  Zajechał nienasytną żmiją!)/
«No cóż», rzekł Faf, «sam nie wiem... Muszę /
  Pomyśleć... Może... Zobaczymy.../
Niech wejdzie...» (Ciekaw był dziewczyny.)
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>VII</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1763636795214-2257053986"/><motyw id="m1763636795214-2257053986">Kuchnia, Pozycja społeczna, Bogactwo</motyw>Siedzieli w kuchni, urzeczeni /
  Potęgą jej. Zdumionym wzrokiem /
  Anielka wodzi po wysokiej,/
Szerokiej, z ogromniastym piecem;/
A szafy wyższe niż w aptece,/
Pod sufit sam. A w nich dopiero /
  Jakie serwisy! Sześciokrotne, /
  Dwunasto i dwudziestocztero./
Na ścianach --- dziwy niewidziane: /
  Aluminiowe i miedziane/
  Patelnie lśniącym rzędem wiszą /
  I przypatrują się przybyszom.../
Jak wielki pan, co dla poddanych/
  Wyniosłą ma w spojrzeniu wzgardę, /
  Tak one z góry patrzą na nich --- /
  Bezczynne, ważne, chłodne, twarde... /
  I czajnik nadął się jak pasza, /
Fumy zadartym puszcza nosem /
  I mruczy nieprzychylnym głosem,/
Jak gdyby z kuchni ich wypraszał.../
I te na półkach rondle, dzbany /
  Puszą się niby jaśniepany /
  I brzuchy wystawiają miejskie.../
Tylko gliniany, wsiowy, drobny/
  Dwojaczek na jagody, zdobny /
  W pstre kwiatki ( --- ba! to pan Dziewierski /
  Malował go dla pani Bielskiej!)/
Życzliwie patrzy. Ten jest dobry./
Piją herbatę z pańskich szklanek,/
Nie byle jakich! powpuszczanych /
  W srebrne podstawki do połowy,/
Z rączką, by palców nie parzyły.../
Chytre to głowy wymyśliły./
A na łyżeczkach («na platerach»,/
Powiada dziadzio) F litera,/
Rzadka i obca... mniej ją lubi.../
(«Własność oznacza», dziadzio mówi.)/
F na widelcach, nożach, łyżkach,/
F na kieliszkach, F na miskach,/
F na talerzach, salaterkach,/
F na serwecie, F na ścierkach,/
F na tej szklance i na spodku,/
F --- F --- od ziemi do sufitu.../
I (wybacz żarcik, czytelniku!)/
Sufit ma także F pośrodku.<end id="e1763636795214-2257053986"/>/
Nieswojo tutaj, choć u chrzestnej.../
Gdzie dom? gdzie kąt? dlaczego tak nią /
  Poniewierają jak ostatnią?/
Za co ta hańba? co miał do niej?/
Dziadzio ma szablę --- nie obronił.../
A kto z parafian się sprzeciwił?/
To oni tacy sprawiedliwi? /
  O, gdyby tatuś był w kościele,/
Gdyby się tatuś do nich zabrał,/
Pokazałby im, co jest szabla,/
Gdy się dziewczynce krzywda dzieje.../
  Wzdycha zmęczona... W główce sennej /
  Krzyk księdza jeszcze brzmi przeciągle/
  <begin id="b1763637890642-74604"/><motyw id="m1763637890642-74604">Miasto, Hałas, Dźwięk</motyw>I podróż całą noc pociągiem,/
I tej Warszawy huk kamienny,/
Jakby kowale młotem tłukli,/
 I szurgot ludu, tupot domów/
I grom tramwajów-iskrodzwonów.../
Dudni jak kiedyś, gdy ukradkiem /
  Łyknęła <slowo_obce>vinum rubrum<pe><slowo_obce>vinum rubrum</slowo_obce> (łac.) --- czerwone wino. </pe></slowo_obce> z butli...<end id="e1763637890642-74604"/>/
«Dziadzio da rękę»... I na szorstkiej,/
Sękatej dłoni wspiera piąstki,/
A na nich skroń. <begin id="b1763637969609-2790106103"/><motyw id="m1763637969609-2790106103">Wzrok, Światło, Sen</motyw>I już spod powiek /
  Sypią się znane złote prążki,/
Świetlątka, skierki, ćwieczki, krążki --- /
  To szybkie i usłużne mrowie,/
Co w mroku snom rozświetla drogę...<end id="e1763637969609-2790106103"/>/
I dzicz napływa w smutne oczki /
  Bezdomnej oficerskiej doczki:/
Noc --- bójka --- żagwie --- nabożeństwo --- /
  Chorały --- wicher --- czarny sztandar ---/
  Matka żałobna --- powódź czarna --- /
  Tłum wali nieprzebytą gęstwą./
Żagwiami trzęsie --- zdrada! zdrada!/
A tam gdzie ołtarz (zemsto! zemsto!) /
  Piorunująca barykada./ Tam ojciec zza sztandaru strzela,/
Tak, ojciec! ale mundur dziadka.../
<wyroznienie>Aniela</wyroznienie>, krzyczy, <wyroznienie>hej, Aniela!</wyroznienie> /
  <wyroznienie>Aniela! gdzie jest twoja matka?</wyroznienie> /
  I gdy się wzmaga huk orkanu /
  I ludzi wrzask, i jęk organów --- /
<begin id="b1763638217658-2218814381"/><motyw id="m1763638217658-2218814381">Sen, Prawda</motyw>--- Sen rozwiązuje się w dziewczynie: /
  Za <wyroznienie>Polskę</wyroznienie> --- ach! za <wyroznienie>Polskę</wyroznienie> ginie /
  Porucznik Konstantin Iłganow...</strofa>

<strofa>
Co jest nieprawdą oczywistą,/
Lecz może przydać się freudystom.<end id="e1763638217658-2218814381"/>
</strofa>







<naglowek_podrozdzial>VIII</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
A o czym pan Dziewierski dumał?/
O różnych rzeczach. --- Czy też kuma<pe><slowo_obce>kuma</slowo_obce> --- daw. matka chrzestna w stosunku do rodziców dziecka i do ojca chrzestnego (i odwrotnie: matka dziecka w stosunku do rodziców chrzestnych); pot.: sąsiadka, dobra znajoma.</pe> /
  Z pomyślną wróci odpowiedzią?/
--- Że na ogrodzie bardzo chętnie,/
A w wojsku już by nie usiedział./
--- Że mają ziemię dawać. Może/
I jemu dadzą. Część zaorze,/
A część pod kwiaty i pod owoc;/
Dużo, niedużo, zawsze pomoc./
 --- Że mała pójdzie na pokoje,/
To i ogładzi się po troszku.../
A żeby jeszcze mogła do szkół!.../
Śpij sobie, śpij, biedactwo moje.../
<begin id="b1763647290355-1855520901"/><motyw id="m1763647290355-1855520901">Małżeństwo, Starość</motyw>--- Że kuma, daj jej Boże zdrowia,/
Jak arbuz jędrna i różowa,/
A jak obliczyć, no to przecie /
  Ślub był w dziewięćdziesiątym trzecim, /
  To znaczy... siedem... osiemnaście... /
  Dwadzieścia pięć... a miała... Iii tam!/
Miała, nie miała --- zuch kobita./
(Tutaj się przejrzał w srebrnej tacy,/
Co stała sztorcem na kredensie:/
Wcale niczego! «Zuch, Ignacy!/
Jeszcze i z ciebie się wytrzęsie!»)<end id="e1763647290355-1855520901"/>/
--- Że jutro (albo czemu nie dziś?)/
Kościoły co przedniejsze zwiedzi, /
  Świętych obejrzy... To go korci./
«Zobaczy się, czy moi gorsi».../
--- I jeszcze: sklepik był po drodze:/ «Radża Svengali, Mistrz Czarodziej»,/
Dziwy tam, złudy, zmyślne sztuki.../
Musi zaczerpnąć tej nauki./
--- Że jak się trafi parę setek,/
Otworzy teatr marionetek,/
Skromny... dla dzieci... dla uboższych.../
Za darmo... Lub za parę groszy.../
Lalki sporządzi sam. A słowa.../
Może Różycki z Tomaszowa?/
A może Julcio? Bo to chyba /
  Ten sam, co «na fabryce» bywał.../
Co za «Pikador»<pe><slowo_obce>Pikador</slowo_obce> --- kawiarnia literacka na ul. Nowy Świat 57 i prowadzony przez poetów Leszka Serafinowicza (Lechonia), Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima kabaret ,,Pod Picadorem", którego wieczór inauguracyjny odbył się w piątek 29 listopada 1918 r. </pe> taki? Czytał/
Ulotkę na ulicy... Czy to/
Ten łódzki chłopak? rymy składa?/
Wstąpi tam kiedy i pogada./
--- Ba! parę setek... Parę marek!/
Popsuty kupiłby zegarek,/
Rozebrałby --- i na drucikach /
  Wpuścił mechanizm do słoika;/
Pajac na korku --- i przez korek/ Pajacem ruszałby motorek.../
--- <begin id="b1763673294549-3124027763"/><motyw id="m1763673294549-3124027763">Pieniądz</motyw>I jeszcze: jak urządzić, żeby /
  Człowiek miał środki na potrzeby?/
Lub, na ten przykład, z tym zegarkiem... /
  Albo gdy pragnie mieć tokarkę.../
Nie że on tokarz... On amator.../
Dla przyjemności, dajmy na to...<end id="e1763673294549-3124027763"/>/
--- <begin id="b1763675781258-1138783232"/><motyw id="m1763675781258-1138783232">Sprawiedliwość, Prawo, Krzywda, Więzienie, Lud</motyw>Że musi nastać sprawiedliwość.../
(Lud prosty --- <wyroznienie>prawnik</wyroznienie> z krwi i kości, /
  Nie z praw pisanych, lecz z prawości,/
Chłop, żywe radło ziemnej głębi,/
Mistycznie <wyroznienie>Sprawiedliwość</wyroznienie> wielbi /
  I kiedy mówi: <wyroznienie>sprawiedliwie</wyroznienie>,/
To więcej w tym przysłówku Prawa /
  Niż w waszych sądach i ustawach./
A kiedy powie: <wyroznienie>krzywda</wyroznienie>, to z niej /
  Prawdziwa krzywda krzyczy groźniej /
  Niż z waszych więzień i katowni,/
Gdzie zwykle za wielmożne szuje/
  Nędza wyroki odsiaduje...<end id="e1763675781258-1138783232"/>/
<begin id="b1763675859590-3036567714"/><motyw id="m1763675859590-3036567714">Chłop, Sąd, Polska, Sprawiedliwość</motyw>Więc komu rządzić, temu rządzić,/
A chłopu w Polsce sądy sądzić.<end id="e1763675859590-3036567714"/>/
Sąd idzie. Wstać! To ludzie prości /
  Podnoszą Pięść Sprawiedliwości /
  Przeciwko pięści krzywdy starej!/
I ja cię przyjmę, prawo ciemne.../
Koślawych twoich słów posłucham,/
Choćbyś mnie miało zgnieść, mieszczucha,/
Półpanka, tchórza, co uboczem /
  Wygodnie przeszedł po epoce,/
I choć bez winy --- przyjmę karę.../
Przyjdź, Sprawiedliwe! Rządź, Robocze!/
Pieczętuj wyrok, Czarnoziemne!)/
--- Może i będzie sprawiedliwość.../
Powinna... Wszystko przez tę chciwość.../
Na co bogatym tyla tego?/
Posiadać lubią. I dlatego./
Ruski im teraz daje wnyki.../
Kto oni są, te bolszewiki,/
Te towariszcze? Kto ich najął?/
Pisało, że to Żydków paru,/
Co z Niemcem jakieś siuchty<pe><slowo_obce>siuchta</slowo_obce> (gw.) --- klika, zmowa. </pe> mają.../
Znaczy, że oni dobry naród,/
Jeśli bezrolnym ziemię dają.../
Może tej małej na trzewiki,/
Na płaszczyk dadzą bolszewiki? /
  Nie dadzą... «Wasz papasza strzelał /
  W łódzkich raboczych, marmuzela<pe><slowo_obce>marmuzela</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>mademoiselle</slowo_obce>) --- panna; panienka.</pe>».../
--- <begin id="b1763676276864-768675755"/><motyw id="m1763676276864-768675755">Żyd</motyw>Żydki są różne. Stary Zelman /
  Poczciwość sama, a Śmul --- szelma...<end id="e1763676276864-768675755"/> /
  I u nas tak: Kołodziej złodziej,/
A Gdulę to choć maczaj w miodzie. /
  Żyd je cebulę. Ja, katolik,/
Kapustę lubię. Co kto woli./
(Jeden u Żydów brak i feler:/
Świętych nie mają w swym kościele.) /
  Bądź ty, człowieku, Tatar, Greczyn, /
  Bądź Murzyn --- nie ma nic do rzeczy. /
  <begin id="b1763676339965-1116130565"/><motyw id="m1763676339965-1116130565">Krzywda, Kondycja ludzka</motyw>Człowieczy bądź. Nie gromadź dobra /
  Z krzywdy bliźniego. Bądź człowieczy.<end id="e1763676339965-1116130565"/>
</strofa>




<strofa>
Na myśl o Czarnym odruchowo /
  Zacisnął pięść --- obudził śpiącą,/
Ojcu odpowiedź swą krzyczącą /
  Przez chmury, motłoch i chorały,/
Przez żagwie, czarne wodozwały /
  Na tamten brzeg... Podniosła głowę /
  I coś dopowiadała tymi /
  Wargami grzesznie mięsistymi,/
A w oczach blaszczek pełgał przykry:/
  Smutny i drwiący, zły i chytry.../
Znał go. Nie lubił. Och, nie znosił!.../
Tu --- Bielska weszła: «Już! Pan prosi!»
</strofa>



<naglowek_podrozdzial>IX</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Co najpierw oczy jej przykuło /
  (Jak nieraz punkt świecący z boku, /
  Na który wcale nie patrzymy, /
  Przyciąga nieuwagę wzroku),/
To F wyszyte na szlafroku,/
Wypukłe, bordo, połyskliwe./
<begin id="b1763676461328-854904432"/><motyw id="m1763676461328-854904432">Wzrok, Mężczyzna, Dziewczyna, Pan, Pozycja społeczna, Seks</motyw>Potem spotkały się spojrzenia:/
Jej --- pełne jeszcze snu i cienia,/
Jego --- zdumione i życzliwe./
Od razu, migawkowym zdjęciem,/
Zdarł wszystko, co na sobie miała./
  Przewidział nieomylnie: stała/
  Naga i piękna nad pojęcie./
Więc z miejsca powziął plan. Nazwijmy /
  Rzecz po imieniu, komercjalnie --- /
  «Cielesny plan inwestycyjny»:/
Za dwa-trzy lata (dziś za wcześnie /
  I dla skrupułów prawnych nie śmie) /
  Chce tę dziewczynę mieć w sypialni,/
  <wyroznienie>Wyhodowaną</wyroznienie> idealnie. /
Wypielęgnuje ją, odkarmi /
  Na swoje gusta i apetyt,/
Dozując klimat jak w cieplarni, /
  Wzmagając komfort i podniety; /
  Kosmetykami pańskiej łaski /
  I kalotechniką<pe><slowo_obce>kalotechnika</slowo_obce> (z gr.) --- technika pielęgnacji piękna. </pe> dobroci /
  Uaksamitni ją, dozłoci,/
Przystroi w należyte blaski,/
Aż świetne ciało, małym kosztem,/
  Procenty zacznie nieść rozkoszne./
W myślach ją pieszcząc obnażoną, /
  Płonął.<end id="e1763676461328-854904432"/> A z miną niby chłodną /
  Na dziadka patrzył, drgawiąc drobno /
  Nogą na nogę założoną./
<begin id="b1763676676811-2224168772"/><motyw id="m1763676676811-2224168772">Pan, Pozycja społeczna</motyw>«Pan... jak? Dziewierski? Pan podobno /
  Ogrodnik. A panienka? Imię?/
Anielka? Mam kuzynkę w Rzymie /
  Za hrabią Galeazzo Scoda,/
Także Anielka»... Plótł, pozował, /
Chwalił się, zgrywał, imponował,/
I ciągle: «Niech mi Tekla poda /
  Zapałki... Niech mi Tekla poda /
  Chusteczkę... Niech mi Tekla poda /
  To album»... (gdzie im pokazywał /
  Rzym i palazzo Galeazza /
  Na piazza Santa Materazza /
  Czy innej... byle szumieć, dzwonić,/
Rozdymać pompą «wspaniałości»/
Puste pęcherze swej próżności,/
Byle prostaczków oszołomić...)<end id="e1763676676811-2224168772"/>/
«Pan legionista? Znał pan może /
  Majora Sępa-Białynicza?/
Nie słyszał pan? Majątek Zworzeń,/
W Czerskiem, sto włók»... Dziewierski milczał. /
  ...«Zapali pan? Khedive, prawdziwy,/
Z Kairu... Lubi pan khediwy?/
Pyszne, nie? Co pan o tym myśli?/
Mam zapas, przywiózł mi kapitan /
  De Chantilly, z francuskiej misji./
A dla panienki? Czekoladki?/
Niech Tekla poda czekoladki./
Ta z maraskinem<pe><slowo_obce>maraskin</slowo_obce> a. <slowo_obce>maraskino</slowo_obce> (fr. <slowo_obce>marasquin</slowo_obce>, wł. <slowo_obce>maraschino</slowo_obce>) --- bezbarwny likier z gorzkiej odmiany dzikiej wiśni  z Dalmacji (maraski), o charakterystycznym aromacie migdałowym.</pe> wyśmienita,/
To --- <slowo_obce>crême brûlée<pe><slowo_obce>crême brûlée</slowo_obce> (fr.) --- deser kuchni francuskiej; zapiekany krem na bazie śmietanki, żółtek i cukru z dodatkiem wanilii.</pe></slowo_obce>, a to pralinka.../
Mój ojciec z Wedlem<pe><slowo_obce>Wedel, Emil</slowo_obce> (1841--1919) --- warszawski cukiernik niem. pochodzenia, syn Karola Wedla (1813--1902), który w 1850 r. założył słynną z wyrobów czekoladowych firmę E. Wedel.</pe> grywał w winta»...</strofa>




<strofa>
<begin id="b1763710988107-1517071365"/><motyw id="m1763710988107-1517071365">Słowo, Dusza, Kondycja ludzka</motyw>Po co mu było to gadanie?/
Po co czarował, dął się, puszył?/
Nie wiem. Bezdenne są otchłanie /
  Nawet najpłytszej ludzkiej duszy.<end id="e1763710988107-1517071365"/>/
 Tam --- raj, potworny Raj Idiotów,/
Imperium pragnień utajonych,/
Ziszczonych i zaspokojonych,/
Tam cyrk tyranów opętany,/
Tam władzy gniją lewiatany,/
Tam sobie <wyroznienie>siebie</wyroznienie> użyj, bracie!/
Tam płonie Rzym! Tam Chamów Syjon!/
  Biesy odwetu na sabacie /
  Zwycięstwo trąbią, w bębny biją!/
Tam szczurza zgraja hitlerydów/
  Podgryza krzyż paszczęką głodną,/
Tam stosy z ksiąg, pogromy Żydów,/
Tam --- rzezie za rumieniec wstydu,/
  Masakry za urazę drobną!/
Tam --- w przepełnionym trzęsawisku /
  Nędznych tryumfów, szybkich zysków ---/
  Za wszystkie czasy się odbili,/
Dorwali się do siebie samych,/
Oni --- z gnębionych, wyszydzanych /
  Sami dziś władcy i szydercy /
  Z opuchłym słodką pychą sercem,/
Ze szczeniąt --- lwy, a orły z gadzin!/
Tam Boska Farsa! Tam, Wergili,/
Kolegę było zaprowadzić /
  Na połów infernalnych tercyn!
</strofa>




  

<strofa>
Lecz on? Fryderyk Alfred Folblut?/
Tak, nawet on się wdał w igrzysko/
  Nienasyconych żądz «wielkości»... /
  Zdawałoby się: młody, zdrowy,/
Tak górujący «towarzysko»/
Nad ludkiem małomiasteczkowym, /
  Bogaty, piękny! Słowem --- wszystko./
A jednak, wciąż sukcesów głodny,/
I tutaj, szelma, nie darował:/
Czarował. Wreszcie --- oczarował. /
  Szastając szarmem, krągłym, chłodnym, /
  Barwionym gładko w różne tony /
  (Tak nonszalancki krupier rzuca /
  Szczęśliwym graczom śliskie sztony, /
  By już za chwilę --- osowiałym --- /
  Zagrabić tryumf krótkotrwały),/
Mój dureń-buffo czarujący /
  Czadem otaczał ją trującym.
</strofa>




<strofa>
Werbeny zefir, dech wanilii,/
Khediwów dym, opary kawy,/
Łaskawych słówek wiew słodkawy /
  (Nawet jej raz powiedział: «Pani»...), /
  Dywanu miękkość pod stopami,/
Pańskość, jedwabiem słów pokryta,/
I lepkich oczu dotyk chwytny /
  (Tak w czułe łapki różę chwyta /
  Motyl, żałobnik aksamitny),/
I zdań stołecznych nowe rytmy,/
Dziwne słuchowi prowincjałki,/
Gesty, którymi ich kadencje /
  Serwował, jak rakietą piłki,/
I zawsze trafiał bez pomyłki --- /
  Wszystko to w nerwy jej dziewczęce /
  Wpływało jak morfina w żyły,/
I słodkie, ciepłe prądy szczęścia /
  Nieszczęsną główkę odurzyły,/
Kiedy tokował: «Jak panience /
  Podoba się Warszawa? Szkoda,/
Że taka dzisiaj niepogoda /
  I te pochody... Wziąłbym państwa/
  Na mały spacer samochodem./
Więc kiedy? Niech mi Tekla poda /
  Kalendarz... Zaraz: wtorek... środa.../
We czwartek, dobrze? Zapisuję: /
  «Dziewierski (tak?)... Dwunasta... Spacer... /
  Zamówię słońce.../
A jeśli chodzi o tę pracę,/
To jeszcze się poradzę matki,/
Ale co do mnie --- owszem, zgoda,/
Na pewno... Niech mi Tekla poda/
  Mój szary portfel... ten z szufladki... /
  Proszę... tymczasem... na wydatki, /
  Zaliczka...»/
<wers_cd>Pan Dziewierski przyjął</wers_cd>/ 
  I popłynęły przed oczyma:/
Laubzega, komplet farb, tokarka /
  I wymarzony werk zegarka,/
Słoiki pełne barwnych cieczy,/
Magiczne sztuczki i latarka,/
I dużo innych miłych rzeczy.../
Zaczął dziękować mu (swoiście),/
Że... zawsze... tego... rzeczywiście.../
Że... chrząk, bąk... bardzo... i że właśnie... /
  (Tutaj na wnuczkę rzucił okiem, /
  Westchnął i zamilkł. Tak «wyjaśnił»/
Dwa życiorysy i epokę.)
</strofa>

<naglowek_podrozdzial>X</naglowek_podrozdzial>


<strofa>
 W sypialni «Muszki», oddalonej /
  O pięć pokojów od salonu,/
Jeszcze się nocna lampka świeci./
O pięć pokojów... A już w trzecim /
  <begin id="b1763729119501-3920562811"/><motyw id="m1763729119501-3920562811">Choroba</motyw>Eterem<pe><slowo_obce>eter</slowo_obce> --- właśc. eter dietylowy, organiczny związek chemiczny z grupy eterów, posiadający właściwości nasenne i znieczulające oraz narkotyczne; od końca XIX w. pojawiła się jako poważny problem społeczny eteromania, czyli nałogowe wąchanie lub picie eteru, stanowiła.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q202218"></ref> pachnie, walerianą<pe><slowo_obce>waleriana</slowo_obce> --- ziołowy środek uspokajający i nasenny, sporządzany z korzenia i kłączy kozłka lekarskiego. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q157819"></ref>/
I duszą na wpół obłąkaną./
A kto przez czwarty pokój szedł, ten /
  Na palcach szedł, jak do zmarłego,/
I milkł, i nawet myślał szeptem,/
Bo idąc, już wyczuwał przedtem /
  Z zaduchu zalatującego,/
Że dalej, za piątymi drzwiami,/
Z żywego jeszcze ciała, w ciszy, /
Umarły duch uparcie dyszy,/
Umarłe oczy blask udają,/
Umarłe serce w pustkę bije.../
Tak niewidomy, wrót szukając,/
Uderza w nic żebraczym kijem.<end id="e1763729119501-3920562811"/>/
...Na piątych drzwiach, tych do sypialni,/
  Majaczył napis niewidzialny /
  (Węchem czytałeś go): «<slowo_obce>Lasciate</slowo_obce> /
  <slowo_obce>Ogni speranza voi ch'entrate</slowo_obce>...<pe><slowo_obce>Lasciate ogni speranza voi ch'entrate</slowo_obce> (wł.) --- Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie; napis nad bramą piekła w <tytul_dziela>Boskiej Komedii</tytul_dziela> Dantego Alighieri.</pe>»
</strofa>




<strofa>
Ileż się nad nią nawzdychały /
  Kuzynki, ciotki i bratowe,/
Bardzo poczciwe, ale... zdrowe /
  <begin id="b1763729475489-1929854322"/><motyw id="m1763729475489-1929854322">Choroba, Serce, Dusza</motyw>(Choć narzekały na wątrobę,/
Na żółć, na serce ostatecznie.../
Lecz cóż to są «sercowo chorzy»/
Dla tych, co chorzy są serdecznie?)<end id="e1763729475489-1929854322"/>,/
Ileż zbawiennych dla jej serca /
  Każda z nich rad gotowych miała!/
  To Hertza<pe><slowo_obce>Hertz, Maurycy</slowo_obce> (1872--1931) --- sławny  lekarz warszawski, laryngolog, redaktor periodyku medycznego ,,Nowiny Społeczno-Lekarskie", pełnił funkcję lekarza teatrów miejskich w Warszawie.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q11771772"></ref> wezwać, nie Landaua<pe><slowo_obce>Landau, Anastazy Stanisław</slowo_obce> (1876--1957) --- sławny lekarz warszawski, internista, specjalista chorób wątroby i dróg żółciowych, jeden z pionierów badań biochemicznych jako metody diagnostycznej, ordynator w Szpitalu Wolskim w Warszawie, autor licznych prac naukowych oraz podręczników, członek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego; po wojnie profesor Akademii Medycznej w Warszawie oraz członek Polskiej Akademii Nauk.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q18817274"></ref>,/
To znów Landaua, a nie Hertza./
Mówiły: Ems<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q490670"></ref>, mówiły: Karlsbad<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q384544"></ref>,/
Albo mówiły: rzuć to wszystko,/
I tych doktorów, i lekarstwa,/
Tobie potrzebne towarzystwo.../
<begin id="b1763737297218-16228803"/><motyw id="m1763737297218-16228803">Rozpacz, Choroba, Melancholia, Dusza, Ciało</motyw>Radziły zmienić otoczenie,/
Pytały: tutaj cię nie boli?/
Mówiły: trochę silnej woli,/
 Mówiły: weź na przeczyszczenie,/
  Stwierdzały: jesteś zbyt wrażliwa,/
Myślały: stara histeryczka --- --- ---  /
  A ona, trupia i tragiczna,/
Była po prostu nieszczęśliwa /
  Najgorszym z nieszczęść: bezimiennym... /
  A z duszą wraz nieszczęśliwiało/
Zdumione swym przetrwaniem ciało,/
I prawem połączonych naczyń /
  Równy był poziom ich rozpaczy.<end id="e1763737297218-16228803"/>
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1763737377294-726966603"/><motyw id="m1763737377294-726966603">Melancholia, Grób</motyw>...Najgorszym z nieszczęść: bezimiennym...
</strofa>




<strofa>
Wrośnięte w ziemię i kamienne,/
Nagrobki takie są... A tutaj/
Wrósł w duszę ów nadgrobny kamień./
Już nieczytelny --- nawet dla niej.<end id="e1763737377294-726966603"/></strofa>
  
<strofa>Pod konterfektem Marii Panny,/
Nubijsko czarnej, ozłoconej /
Poblaskiem lampki całonocnej,/
Klęczy złamany cień niemocny,/
Już o nic nawet nie proszący,/
Niepomny siebie, zatracony./
A przecież niegdyś --- <wyroznienie>dwa</wyroznienie> imiona /
Miało jej szczęście i nieszczęście./
Oba umarłe w jednej klęsce.
</strofa>



<strofa>
<begin id="b1763737805646-2567716202"/><motyw id="m1763737805646-2567716202">Matka, Dziecko, Sztuka, Ciąża</motyw>Nosiła go w kołysce łona /
  Jak przez Apolla nawiedzona./
Ledwo się zalągł i ukleił, /
Wdała się w czary macierzyńskie,/
W magię tęsknoty i nadziei./
Wpatrzona wiosną w niebo rzymskie, /
  Ściągała je oczyma w trzewia:/
Żeby w lazurze płód dojrzewał./
Mimozom kradła czułość złotą,/
Ogołacała z kwiatów drzewa,/
Noc --- z gwiazd i pieśni, świat --- z urody, /
  I wszystko w brzuch z rosnącym płodem. /
  Przed posągami, obrazami /
  Zastygłych muzeów i wystaw/
Stała, złodziejka, godzinami,/
Świadoma celu, uroczysta,/
 I, jak rentgenem, naświetlała /
  Zamknięty sezam swego ciała /
  Cnotami piękna tajemnymi<end id="e1763737805646-2567716202"/>:/
By to pokraczne, wczesne brzemię/
  Duchem przepoił Bóg-Artysta./
A kiedy, wstrząsający sławą /
  I rudą grzywą, i Warszawą,/
Republikański i królewski,/
Głaskał fortepian, jak kobietę,/
Rycerz muzyczny, Paderewski<pe><slowo_obce>Paderewski, Ignacy Jan</slowo_obce> (1860--1941) --- pianista i kompozytor, działacz niepodległościowy, mąż stanu i polityk; bezpośrednio pod wpływem Paderewskiego w ultimatum Stanów Zjednoczonych Ameryki dotyczącym podpisania traktatu pokojowego prezydent Woodrow Wilson umieścił sławny punkt trzynasty domagający się zgody stron na utworzenie niepodległego państwa polskiego, co zostało zapisane w wersalskim.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q191957"></ref> --- /
  --- Siedziała z rozchylonym sercem /
  (I lekko, lekko kolanami...)/
I wzbogacała płód koncertem,/
Rytmem, harmonią, melodiami,/
Wierząc w magiczny prąd, płynący /
  Ze strun --- w jej krew: w prąd kształtujący, /
  Czując, że się aż <wyroznienie>tam</wyroznienie> przedostał,/
Pewna, że «przyjmie się», jak ospa./
Pisała listy. Oto próbka:/
«Czcigodna i łaskawa Pani!/
Pod moim sercem, jeszcze młodym,/
Może naiwnym, ale szczerym,/
Dojrzewa owoc mej miłości./
Dodaj mi wiary i nadziei,/
Ty, która w księdze dusz kobiecych /
  Tak cudne zapisałaś karty,/
Ty --- w której święty znicz się pali, /
  Błogosławiące rzuć mi słowa!.../
Tusząc, że Pani»... i tak dalej;/
Podpis: Amelia Folblutowa./
Oto odpowiedź: «Droga Pani!/
Wzruszona poetycznym listem,/
Szlę... Niech otucha... Instynkt matki.../
Najzaszczytniejszym posłannictwem... /
  Dobrobyt i oświata kraju.../
Wspólne ogniwa... Społeczeństwo... /
  Ziarna przyszłości... Hartem stali... /
  Siew dobra... Wierzę... Wiosna nowa... /
  Więc oby dziecię»... i tak dalej;/
Podpis: Eliza Orzeszkowa<pe><slowo_obce>Orzeszkowa, Eliza</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Pawłowska, Elżbieta</slowo_obce> (1841--1910) --- pisarka epoki pozytywizmu pol., autorka m.in. powieści <tytul_dziela>Meir Ezofowicz</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Nad Niemnem</tytul_dziela> (1888), <tytul_dziela>Cham</tytul_dziela> (1888), <tytul_dziela>Bene nati</tytul_dziela> (1891), <tytul_dziela>Dwa bieguny</tytul_dziela> (1893), <tytul_dziela>Ad astra. Dwugłos</tytul_dziela> (1904); zbiorów nowel: <tytul_dziela>Melancholicy</tytul_dziela> (1896), <tytul_dziela>Iskry</tytul_dziela> (1898); opowiadań <tytul_dziela>Gloria victis</tytul_dziela> (zbiór z 1910 r.), a także społecznie zaangażowanych artykułów publicystycznych (<tytul_dziela>Kilka słów o kobietach</tytul_dziela> 1870, <tytul_dziela>Patriotyzm i kosmopolityzm</tytul_dziela> 1880, <tytul_dziela>O Żydach i kwestii żydowskiej</tytul_dziela> 1882), nominowana do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1905; po pierwszym mężu przyjęła nazwisko Orzeszko (rozwód 1869), po raz drugi wyszła za mąż w 1894 r. za swego wieloletniego przyjaciela Stanisława Nahorskiego.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q240174"></ref>.
</strofa>



  

<strofa>
Czytała wiersze. W owych czasach,/
W przededniu «purpurowych szałów», /
  A tuż po orgii czarnych żałób, /
  Nauczycielem serc kobiecych /
  Był Asnyk<pe><slowo_obce>Asnyk, Adam</slowo_obce> (1838--1897) --- poeta, epigon romantyzmu tworzący w epoce pozytywizmu i Młodej Polski, również autor dramatów i opowiadań; syn uczestnika powstania listopadowego 1830 r. i zesłańca; w czasie studiów prowadził działalność spiskową, był więziony w warszawskiej Cytadeli w 1860, w powstaniu styczniowym zaangażowany po stronie ,,czerwonych"; po upadku powstania podjął ponownie studia, uzyskując doktora filozofii w Heidelbergu (1866) oraz zaczął publikować pierwsze utwory w prasie lwowskiej (1864--1865); w 1870 r. osiadł w Krakowie, brał czynny udział w życiu samorządowym, był posłem na Sejm Krajowy z ramienia demokratów (1889); autor m.in. wierszy <tytul_dziela>Pijąc Falerno</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Między nami nic nie było</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Gdybym był młodszy</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Jednego serca...</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Daremne żale</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Do młodych</tytul_dziela> oraz cyklu sonetów <tytul_dziela>Nad głębiami</tytul_dziela>.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q348690"></ref>, bukiet «ideałów»;/
Dziś --- zielnik, wtedy --- bukiet świeży. /
  Błogosławiony wiek, co wierzył!/
<begin id="b1763739108597-303110403"/><motyw id="m1763739108597-303110403">Syn, Potwór</motyw>Więc wszeptywała w ołtarz brzucha /
  «Płomienie prawdy», «walki ducha», /
  Hasła «porywów» i «zapału»,/
 Modlitwą nasycała płód,/
Błagając Boga, by wysłuchał...
</strofa>




<strofa>
Daremne modły, próżny trud,/
Bezsilne sny, marzenia. Embrion /
  W folbluta rasowego zjędrniał,/
I oto z sacrosanctum<pe><slowo_obce>sacrosanctum</slowo_obce> (łac.) --- najwyższa świętość.</pe> biódr /
  Cesarskim cięciem wydobyty,/
Rósł --- trzeźwy, sprytny, głupi, syty, /
  Zakusom czartów i aniołów /
  Jednako w duszy niedostępny --- /
  Straszny!... Dla ludzi obojętny,/
Pełen pogardy dla żywiołów, /
  Przedmioty cenił --- trwałe rzeczy /
  Z trudu najemnych rąk człowieczych. /
  Wielbiciel zysku i wygody,/
Korzyści i pożytków łowca, /
Jeżeli wglądał w treść przyrody,/
To jak w nabity skład surowca:/
W żywocie miazgi, w masie bryły /
  <wyroznienie>Przedmioty</wyroznienie> niewydarte tkwiły /
  I dywidendy przemysłowca<end id="e1763739108597-303110403"/>./
  <zastepnik_wersu>..................................................</zastepnik_wersu>
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1763739128414-1087223798"/><motyw id="m1763739128414-1087223798">Matka, Syn, Kara</motyw>Nie wybaczyła im zawodu:/
Ani synowi, ani Bogu./
I dzień za dniem <wyroznienie>karała</wyroznienie> obu:/
Syna --- ironią dramatyczną /
  (Patosem rażąc go i dręcząc),/
Boga --- milczeniem. Ale klęcząc.
<end id="e1763739128414-1087223798"/></strofa>



<naglowek_podrozdzial>XI</naglowek_podrozdzial>

<strofa>
<begin id="b1763739230864-2731629958"/><motyw id="m1763739230864-2731629958">Praca, Kobieta, Choroba, Opieka</motyw>Siedziała dniami, tygodniami /
  Przy łóżku nieszczęśliwej pani,
</strofa>




<strofa>
W smutek wysoki oprawiona,/
W nieszczęściach jak w żałobnej ramie ---/
  Jak obraz --- jak anioła obraz --- /
  Milczała, gorejąco dobra,
</strofa>




<strofa>
Nieuśmiechnięta. To jej cecha./
  Wiedzcie, że trudno się uśmiecha.
</strofa>




<strofa>
Zastygła w nieprzebytej nudzie:/
W cierpliwym, beznadziejnym trudzie.
</strofa>




<strofa>
Wpatruje się w kamienną panią /
  I <wyroznienie>działa</wyroznienie> --- wynajęty anioł.
</strofa>




<strofa>
Oto jej <wyroznienie>praca za pieniądze</wyroznienie>. /
  Oto jak spełnia <wyroznienie>obowiązek</wyroznienie>.
</strofa>




<strofa>
Oto jak <wyroznienie>czynem</wyroznienie> oczywistym /
  Uprawia trud swój promienisty:
</strofa>




<strofa>
Rozkazująco i świadomie/
Wpaja w nią za promieniem promień.<end id="e1763739230864-2731629958"/>
</strofa>




<strofa>
I tu jest światło tych promieni, /
  Wyraźne i bardzo ważne,/
Mówione słowami żelaznemi,/
Żeby zostały żelazne.
</strofa>




<strofa>
Żeby były żywcem widziane /
  I gorąco pamiętne./
A kto rękę po nie wyciągnie ---/
  Żeby były dotknięte!
</strofa>




<strofa>
Bo jeżeli jaką zaletą /
  Błyśnie ta Kwiatów księga,/
To tą jedną: że prądów skrytych/
  Końcami palców sięgam.
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1763739324737-3256589481"/><motyw id="m1763739324737-3256589481">Poeta, Miłosierdzie</motyw>W nienazwanym, zanim je nazwę, /
  Dłubię jak monter w ścianie./
Ciągnę w mroku druty żelazne,/
 Ciągnę druty miedziane.
</strofa>




<strofa>
Jedną sprawę ten wiersz utwierdza,/
  Jednym blaskiem się złoci:/
Sławię techników miłosierdzia, /
  Elektromonterów dobroci!
</strofa>




<strofa>
Neonową zorzą arktyczną /
  Świecę, slogan-reklama:/
«Instalujcie, jak elektryczność, /
  Miłosierdzie w mieszkaniach!»<end id="e1763739324737-3256589481"/>
</strofa>




<naglowek_rozdzial>Epilog tomu pierwszego</naglowek_rozdzial>

<numeracja></numeracja>



<strofa>
Wierszu mój, dziwne twoje dzieje... /
  Bo pomyśl: <begin id="b1763740217398-1625608310"/><motyw id="m1763740217398-1625608310">Kwiaty</motyw>Rio de Janeiro /
  Było tych kwiatów oranżerią,/
A tam ( --- pamiętasz orchideje<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q25308"></ref>,/
Flor de Ipé<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2151255"></ref>, Jasmin de Cabo<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q740887"></ref>, /
  Maracujà<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q156790"></ref> i Flamboyanty<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q238486"></ref>, /
  Sześciopiętrowe drzew giganty, /
  Kwiatami osypane krwawo?),/
 A tam, powiadam, mało trzeba, /
  By z ziemi, jeśli łaska nieba,/ Trysnęło, co ci się zamarzy,/ I jeszcze więcej, nad marzenia ---/
  Takie tam niebo, taka ziemia.<end id="e1763740217398-1625608310"/>/
I nagle --- jakbym wonne żniwo /
  Garściami z miodnej łąki zgarniał --- /
  Z Copacabany<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q202730"></ref>, z Ipanemy<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q468540"></ref>,/
Z Tijuca<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2107829"></ref>, z Botafogo<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q894624"></ref>, z Leme<pe><slowo_obce>Copacabana, Ipanema, Tijuca, Botafogo, Leme</slowo_obce> --- dzielnice Rio de Janeiro, stolicy Brazylii.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q429284"></ref> /
  Wybucha polskich słów kwiaciarnia, /
  I grzmi po Rio de Janeiro /
  Zgiełkliwa, pstra jak jarmark perski/
  I jak karnawał cariocański<pe><slowo_obce>karnawał cariocański</slowo_obce> ---  karnawał w Rio de Janeiro, największe ludowe święto w Brazylii, obchodzone przez cztery dni przed Środą Popielcową, która rozpoczyna Wielkiego Postu; tu przym. od port. <slowo_obce>Carioca</slowo_obce>: mieszkaniec Rio de Janeiro.</pe>,/
A w niej --- ogrodnik, nie <slowo_obce>floreiro</slowo_obce>,/
Nie <slowo_obce>jardineiro brasileiro</slowo_obce>,/
Lecz nasz przyjaciel, pan Dziewierski. /
  O, Rio Barw! O, Colorio,/
Mozaik migające żmiją/
  Na wielkim łuku Avenidy!/
O, Rio, kępo Atlantydy<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q25373"></ref>,/
Cudem na globie ocalała /
  I trzymająca się lazuru/
  Masztami palm, linami lian,/
Zębami wzgórzy i skał stromych!/
Rio kolibrów wibrujących /
  Za oknem, w wilię, mgławym lotem!/
  <begin id="b1763741183078-2837259038"/><motyw id="m1763741183078-2837259038">Miasto</motyw>O, Rio nocy nieruchomych /
  I brzasków z rozpalonej miedzi, /
  Przezłacającej się w spiekotę!/
Kto cię wymyślił? Kto wybredził? /
  Chyba ocean swym bełkotem /
  Wmówił cię brzegom łatwowiernym /
  I wrzeźbił w ziemię cud bezmierny...<end id="e1763741183078-2837259038"/>/
A inni mówią --- i uwierzę --- /
  Że to Stworzyciel na spacerze/
  Pijanym krokiem cię wytańczył, /
  Gubiąc po drodze palmy, skały, /
  Murzynów, kwiaty i upały... /
  Błogosławiona eskapado!/
Dziękuję. <slowo_obce>Muito obrigado<pe><slowo_obce>muito obrigado</slowo_obce> (port.) --- bardzo dziękuję.</pe></slowo_obce> /
  Za Rio i za wiersz wygnańczy.
</strofa>

<sekcja_asterysk/>


<strofa>
 Wierszu mój, w klęsce, w bólu wszczęty, /
  Wężysko zamorskiego chowu!/
Z kwiatów żeś powstał, pstry i kręty,/
I w kwiaty się obrócisz znowu./
  Cokolwiek w tej powieści długiej /
  Za ludzi mówię, czynię, czuję./
Gdy czule dzieje ich wierszuję./
Gdy piórem w obcych duszach dłubię /
  Lub czegokolwiek nie domówię,/
Gdy w krzakach wierszy przyczajony /
  Podglądam los ich nieznajomy /
  (Jak uczniak, z żądzy dygocący,/
Nagim przygląda się służącym, /
  Wieczorem w rzece się kąpiącym:/
Ciemnawozłotym, połyskliwym,/
Gdy wakacyjny księżyc pływa/
  W rozcieku miodu i oliwy --- /
  I bulgocący słychać tercet:/
Chichot i wody plusk, i serce); /
  Gdziekolwiek tę gromadkę ludzką/
  Zapędzam poetycką rózgą,/
Na jakiekolwiek przeznaczenia/
  Skazuję ją, kapryśny rodzic --- /
  --- Zawsze na pamięć mi przychodzi /
  Jej tajne, kwietne pierworództwo./
Jak sztukmistrz, co z cylindra głębi /
  Wyciąga wielobarwne wstęgi,/
Wiązanki róż, rzucane damom,/
Królików parkę lub gołębi /
  I szklankę wina --- ja tak samo /
  Pod słów zaklęciem czarodziejskiem, /
  Spod podwójnego dna pamięci,/
Z głębi serdecznej i letejskiej/
  Dobywam pasma dni kwieciste.../
...Był sobie niegdyś bukiet wiejski.../
  («Bukiety wiejskie, jak wiadomo, /
  Wiązane były wzwyż i stromo».../
Już mi ten dwuwiersz mży legendą,/
Już się śród jego liter przędą/
  Słoneczne nitki żalu, marzeń...)/
 Był jakiś ogród snów szumiących /
  I róż jak wróżb... I to rozjarzeń,/
To gaśnień znów... I wzruszeń drżących... /
  Ach, tak się kocha po raz pierwszy!/
Był sobie.../
<wers_cd>Nagle wzrok przezierczy</wers_cd>/ 
  Śród kwiatów dostrzegł ludzkie twarze.../
I patrz --- zza gęstych sztachet wierszy/
  Rozbłysły wielkie oczy zdarzeń.../
Tam są już <wyroznienie>ludzie</wyroznienie>!... Ach, nieszczęsny, /
  Gorliwy uczniu czarnoksięski!/
Przebrałeś czarodziejstwa miarkę.../
Ach, wierszodzieju zatracony,/
Coś ty rozpętał swym szalonym /
  Magicznym drążkiem firmy Parker<pe><slowo_obce>Parker</slowo_obce> --- firma produkująca pióra wieczne, długopisy i artykuły piśmiennicze; marka piór wiecznych posiadająca patent od 1889 r.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q546004"></ref>!/
<begin id="b1763741659096-3233679341"/><motyw id="m1763741659096-3233679341">Poeta, Stworzenie, Bóg</motyw>Za sztachetami gęstych jambów /
  Grzmi burza losów, serc, pożądań.../
Patrz!/
<wers_cd>Patrzę. Tak do raju wglądał</wers_cd>/ 
  Ciekawy swoich stworzeń Pan Bóg.<end id="e1763741659096-3233679341"/>/
Tam, z kwietnych narodzeni przyczyn, /
  Ludzie swe losy wróżą z kwiatów /
  I liczą wiersze poematu,/
Jak więzień dni zostałe liczy./
Przypadli niespokojną zgrają /
  Do wierszowanych prętów lśniących /
  I trwogą oczu, głosów wrzawą/
O życie się dopominają,/
O łatwy dzień, o noc łaskawą,/
Jak pod balkonem wielkorządcy/
  Wzburzony tłum o chleb i prawo./
Chcą szczęścia. Proszą, by im, żywym,/
Szczęście na wichrze wierszy przywiać --- /
  Jednym to małe: «Być szczęśliwym»,/
  Innym to wielkie: «Uszczęśliwiać».
</strofa>


<strofa>
<zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . </zastepnik_wersu>/
<zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . </zastepnik_wersu>
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1763741808832-3596701454"/><motyw id="m1763741808832-3596701454">Poezja, Rzeka, Tęsknota, Ojczyzna</motyw>Wierszu mój --- z żalu, jak stół z drzewa./
  Wierszu z tęsknoty, jak dom z cegieł!/
  Syrena nad wiślanym brzegiem /
  Cichutko jednostajnie śpiewa,/
Że Wisła płynie, Wisła płynie/
I co ma przetrwać --- trwa w głębinie./
Wierszu mój, ścisły jak zaploty /
  Srebrnostrunnego jej warkocza!/
Z twardej wybiłeś się tęsknoty /
  Jak źródło z kamienistej ziemi.../
O, wierszu z gruzów i kamieni /
  Ojczyzny mojej i młodości!/
Płyń, wzbieraj, nurcie namiętności,/
Łzami grający tęczowemi!<end id="e1763741808832-3596701454"/>/
Wydłużaj się --- wyciągaj --- sięgnij /
  Dnia-Tam, Dnia-Domu, Dnia w krainie,/
Gdzie (słuchaj! słuchaj!) Wisła płynie,/
Z płynącą Wisłą bieg swój sprzęgnij,/
Rozchyl spragnione wargi rymów /
  I pij --- i chłoń --- i czule wymów/
  Te dwa wyrazy godne księgi!/
<begin id="b1763741999578-2151607998"/><motyw id="m1763741999578-2151607998">Słowo, Poezja, Dzieciństwo, Matka, Dziecko, Polska, Ojczyzna</motyw>Wierszu, rodzona moja mowo,/
Polsko, matczyne moje słowo,/
Matko, dla której żadnych nigdy/
  Słów nie znalazłem prócz modlitwy,/
Matko, co swemu niemowlęciu /
  Śliczności wśpiewywałaś tkliwe,/
 Do dziś szumiące w głowie siwej,/
A chłopcu mazurkowe zwrotki,/
Gdzie dźwięk z oddźwiękiem się sprzymierzał, /
  Wprawiając serce w podziw słodki,/
I nauczyłaś go pacierza,/
A potem «ty jesteś jak zdrowie» ---/
  --- A wszystko było w jednej mowie,/
W tej samej, którą dziś, struchlały,/
Nadziei pełen i rozpaczy,/
Śpiewam dwusłowy hymn prostaczy,/
Jakby to był poemat cały:/
Że Wisła płynie... Wisła płynie.../
Matko i wierszu, i ojczyzno,/
  Umiłowani trójjedynie!<end id="e1763741999578-2151607998"/>/
Płonę i dzwonię: «Wisła płynie!»/
Poszum jej gonię: «Wisła płynie!»/
I przed Poezją zasłuchaną /
  <begin id="b1763742106276-1433739201"/><motyw id="m1763742106276-1433739201">Poeta, Słowo</motyw>Zeznaję jak przed trybunałem:/
Że ja, co mowy tej caliznę<pe><slowo_obce>calizna</slowo_obce> --- niezaorana, nieuprawiana ziemia.</pe> /
  Do dna miłością przeorałem /
  I znam jej żwir i piasek złoty,/
Czarnoziem, węgiel i klejnoty,/
I jak jagody do kobiałki /
  Zbierałem rośne jej rozbłyski/
  I dźwięków samorodny kruszec/
  Z mięsistych kwiatów brazylijskich,/
Z drzew w White Plains<pe><slowo_obce>White Plains</slowo_obce> --- miejscowość nadmorska pod Nowym Jorkiem, miejsce wakacyjnych pobytów Tuwima w czasie wojny. </pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q462177"></ref>, z trawy w Massachusetts<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q771"></ref>;/
  Ja, wdany w żywot jej korzeni,/
Pnia i gałęzi, i zieleni,/
Jak pszczoła w plastry barci leśnej,/
Ja, co jej prawdę chwytam bystrzej/
  Niż usta świeży miąższ czereśni,/
Ja --- radośniejszej i srebrzystszej/
  W polszczyźnie nie słyszałem pieśni...<end id="e1763742106276-1433739201"/>
</strofa>




<strofa>
Rzeko, co wiernie w swojej fali/
  Warszawskie powtarzałaś gwiazdy /
  I każdy świt, i każdy zmierzch,/
Jak się powtarza piękny wiersz /
  (Płynnie i drżąco --- a czasami /
  Głos ze wzruszenia się załamie /
  Jak światło w strumienistej wodzie,/
Lecz jeszcze wdzięczniej, jeszcze słodziej /
  Toczy się wtedy razem z łzami),/
<begin id="b1763742429404-2815199535"/><motyw id="m1763742429404-2815199535">Rzeka, Miasto, Warszawa, Czas, Historia</motyw>O, rzeko, co na pamięć znałaś/
  Niebieskie nieba poematy /
  I strofy chmurek na wyrywki,/
I sagi burz, i zórz Iliady,/
 I Pismo Święte naszych gwiazd --- /
  Aż przyszło ci, pieśniarko szara,/
Ogniem stolicy swej zapałać /
  I wyć, gdy wycie usłyszałaś /
  Warszawy, Hioba polskich miast!/
Gdy się nad tobą strop roztrzaskał, /
  Płynęłaś w purpurowych blaskach /
  Tym samym prądem niewzruszonym, /
  Płynęłaś dumnie i swobodnie,/
A domy miasta, jak pochodnie,/
Lecz odwrócone w dół żałobnie,/
  Pochodem w tobie szły czerwonym...<end id="e1763742429404-2815199535"/>
</strofa>




<strofa>
Wrócimy, Wisło, po tę czerwień,/
W głębinie twej chowaną wiernie, /
  Wrócimy z wichrem, zbrojnym w gniew /
  I w nową młodość, wiarę nową.../
Ten wicher --- naszą pięść poderwie /
  I blask, i krzyk, i wiersz, i krew!
</strofa>




<nota><strofa>
Rio de Janeiro, listopad 1940/
--- New York, lipiec 1944
</strofa></nota>



<uwaga>Podpis powyżej nie powinien być liczony do numeracji.</uwaga><naglowek_czesc>Fragmenty osobne</naglowek_czesc>





<naglowek_rozdzial>Dwa fragmenty spoza I tomu poematu <br/>
ogłoszone za życia poety<pr><slowo_obce>ogłoszone za życia poety</slowo_obce> --- Z fragmentu pierwszego za życia poety ogłoszono wersy 1-74, 85-119</pr></naglowek_rozdzial>
 
  <numeracja></numeracja>

<strofa>
<begin id="b1763742737593-1746122585"/><motyw id="m1763742737593-1746122585">Wiosna</motyw>Był kwiecień-plecień hiacyntowy. /
  Hiacyntów<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q158758"></ref> tłuste, wonne świeczki/
  Barwnymi olejkami ciekły,/
Płynęły aromatem ciepłym, /
  Różowym, białym, fioletowym;/
Po świeżym niebie się turlały/
  Ni to baranki, ni owieczki --- /
  Pełne wełnianych, krętych loków, /
  Biegły, trącając się i trąc się,/
Jakby owczarek je zaganiał /
  Szczekając, zabiegając z boków,/
Na zlot obłoków --- w dom świtania /
  Na hiacyntowym horyzoncie. /
  Szybko i skocznie było wokół.<end id="e1763742737593-1746122585"/> /
  Nawet ponura głąb mieszkania /
  Zaczęła sypać niespodzianie /
  Słoneczne żarty i figliki,/
Z luster na ściany umykały /
  Ni to zajączki, ni króliki,/
Tęczowe plamki i promyki/
  I śliskie pląsy wyprawiały./
A jeden taki plusk zajęczy /
  Dał w obraz holenderski nura /
  (Martwa natura) --- i roztęczył /
  Cytrynę i bażancie pióra./
I na ulicach chyżym lotem /
  Słoneczne gonią się latawce:/
Z okien do okien i z powrotem,/
Jak piłki i jak kule złote,/
 Szyby rzucają sobie w darze/
  Przebłyski porozumiewawcze --- /
  Szybko i skocznie, i przelotnie,/
Jak w lustrze ptaków, snów i świateł, /
  Lekko-umkliwe i skrzydlate /
  W drodze mijają się stokrotnie.</strofa>
  
<strofa><begin id="b1763742832244-2089507750"/><motyw id="m1763742832244-2089507750">Młodość, Kobieta</motyw>Tak samo w myślach mojej panny,/
Gdy właśnie Mazowiecką kroczy /
  Z sercem bijącym jak fontanny /
  Bijące w lustro zakochania:/
W strop hiacyntowy, w niebo głowy,/
W wysoki sufit lazurowy --- /
  Szybko i skocznie, i przelotnie /
  Mkną po przechodniach szare oczy, /
  Powiew wiosenny ją pogania,/
Czasem przystanie przed wystawą, /
  Poprawi włosów prządź złotawą./
Rozchyli wargi afrykańskie /
  I doda dniowi nowych błysków:/
Zęby w czerwonym ust ognisku,/
Lśniące jak w słońcu śnieg tatrzański.<end id="e1763742832244-2089507750"/>
</strofa>




<strofa>
Oto wpatruje się w witrynę /
  Kwiaciarni «Złocień»<pe><slowo_obce>Kwiaciarnia Złocień</slowo_obce> --- istniejąca od 1900 r. w kamienicy przy ul. Mazowieckiej 8 w Warszawie, prowadzona była początkowo przez pannę J. Unszlicht i słynęła z pięknych ekspozycji na wystawie; następną właścicielką była pani Hassfeld, która spopularyzowała mini choineczki ze świeczkami.</pe>, przy «Ziemiańskiej»<pe><slowo_obce>Ziemiańska</slowo_obce> --- także tzw. Mała Ziemiańska: modna przedwojenna kawiarnia w Warszawie, mieszcząca się przy ul. Mazowieckiej 12; miejsce spotkań literatów, poetów, dziennikarzy, aktorów i innych osób z kręgów artystycznych, a także miłośników literatury  sztuki.</pe>.
</strofa>



  

<strofa>
--- «Co, wzionbyś<pe><slowo_obce>wzionbyś</slowo_obce> (gw.) --- wziąłbyś. </pe>, Kazek, te titine<pe><slowo_obce>titina</slowo_obce> --- tu: dziewczyna, panna (od popularnej wersji tytułu piosenki kabaretowej <tytul_dziela>Titina</tytul_dziela>, właśc. <tytul_dziela>Je cherche après Titine</tytul_dziela> Léo Daniderffa).</pe>?»/
Rzekł do koleżki-gazeciarza /
  Wesoły Maniek («Szprotka»), z paką /
  Grubych niedzielnych pism pod pachą: /
  «Taką na ksiuty<pe><slowo_obce>ksiuty</slowo_obce> (gw.) --- plotki; tu: randka.</pe> zabrać sobie /
  I łabadiù!... Uszanowanie,/
Panie Antolku!» wrzasnął Maniek /
  I pędem za Słonimskim pobiegł --- /
  Który siekanym, drobnym kroczkiem,/
W brązowej kurtce z wełny szkockiej,/
  Trzcinką-chaplinką wywijając,/
Sypie poważny, krótkowzroczny,/
Z lekka wyniosły a wstydliwy./
Dobiera w myśli słów do wiersza:/
Dla spraw nieziemskich --- słów potocznych,/
  A chłodnych słów dla spraw żarliwych. /
  «Express? Warszawski? Dać? Zarobię!/
Poranny, Ikac, Wieczór, Goniec?/
Nic? Znaczy kryzys. Marny koniec./
Co i raz gorzej i mizerniej.../
Te, Cypruś! nie denerwuj! Pcha się /
  Nie do swojego interesu!/
Wszystkie panowie już w cukierni:/
Hrabia Sobańszczak<pe><slowo_obce>Sobańszczak</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Antoni Sobański</slowo_obce> (1897--1941) --- publicysta i literat, współpracownik ,,Wiadomości Literackich", autor m.in. reportażu literackiego <tytul_dziela>Cywil w Berlinie</tytul_dziela> (1934).</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q598007"></ref>, pan profesór,/
Pan Leszek, pan Grydzewski<pe><slowo_obce>Grydzewski, Mieczysław</slowo_obce> (1894--1970) --- redaktor naczelny miesięcznika ,,Skamander" (1922--1939) i tygodnika ,,Wiadomości Literackie" (1924--1939).</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q6843597"></ref>... Czego?! /
  Mówiłem: nie denerwuj! Zmykaj!».../
(Tu łokciem Szprotka pchnął Kazika.)/
...«Pan Tuwin z panem pułkownikiem /
  Do Wróbla<pe><slowo_obce>Pod Wróblem</slowo_obce> --- bar mieszczący przy ul. Mazowieckiej 14 w Warszawie (róg Traugutta), w którym w okresie międzywojennym jadała bohema artystyczna.</pe> poszli na jednego.../
Jak dawno? Bedzie pół godziny.../
Skoczyć? Nie?... My takie chapliny<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q882"></ref> /
  Z panem Antolkiem... Express!... Wieczór!...»
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1763990845132-1213677349"/><motyw id="m1763990845132-1213677349">Lustro, Kwiaty, Radość, Kobieta</motyw>Odbita w tafli kwiaciarnianej,/
Anielka siebie wzrokiem wchłania;/
Z przenikań światła i załamań /
  Sama kwiatami jest gdzieniegdzie/
  W wiosennym lustrze zakochania,/
A kwiaty znowu, w ten sam sposób,/
To tu, to ówdzie, podchwytują /
  Momenty ust jej, oczu, włosów.../
Któremu uśmiech się dostanie,/
Ten myśli, że go motyl ujął/
W czerwone skrzydeł trzepotanie. /
  Miga: to kwiat to jej osoba,/
I bardzo jej się to podoba.<end id="e1763990845132-1213677349"/>
</strofa>




<strofa>
W kwitnącym lustrze zakochania /
  Majaczy obok niej na kwiatach /
  <begin id="b1763991307741-3638893977"/><motyw id="m1763991307741-3638893977">Dziecko, Chłopak, Bieda, Strój</motyw>Umorusana twarz pryszczata. /
  Wyrostek. Dasz mu lat trzynaście.../
(A osiemnaście ma już prawie) /
  Cherlawy jakiś i bezbronny,/
Jakby się w duszy zmarszczył, skulił/
  Przed ciosem życia nieuchronnym. /
  Spodnie przypięte do koszuli /
  Agrafką; surdut przydługawy,/
W dziurach nogawki i rękawy./
(Cały strój spadkiem był po Kosym,/
Po Józku Kosym, co przed pocztą/
  Zachwalał niskim, grubym głosem /
  «Najnowszy plan miasta Warszawy»./
  A buty? Butów nie zostawił,/
Przeto i Kazek nasz był bosy.<end id="e1763991307741-3638893977"/>/
Znałem Kosego. Pijak, «wojak»,/
Gracz --- specjalista w «moja-twoja»... /
  A przygadywał, wpadłszy w hazard: /
  «Ech, taka moja, taka-i twoja,/
Taka-że nasza tam i nazad»)
</strofa>




<strofa>
<begin id="b1763993335777-644059161"/><motyw id="m1763993335777-644059161">Spotkanie, Wzrok</motyw>W kwiatach spotkały się ich oczy,/
W kwiatach przecięły się spojrzenia /
  I na hiacyntach, na złocieniach,/
W jeziorze róż, śród [...] zawiłych /
  Odnajdywały się, gubiły /
  Jego --- tropiące, napastliwe,/
Jej --- nieświadome tej pogoni: /
  Patrząca ani myśli o nim,/
 Tylko się wzrokiem w szczęściu pluszcze/
  I woń ubiegłej nocy wchłania,/
I nurza się w kwitnącym lustrze /
  Swego sennego zakochania./
I już ją z lekka niepokoi /
  Ten ktoś, co o pół kroku stoi /
  I nosem siąka. Nie wie sama,/
Czy odejść? Ale odejść szkoda /
  Od róż, złocieni i hiacyntów...<end id="e1763993335777-644059161"/>/
A może wierny głos instynktu/
  Coś szepce pod dyktando losu?/
Może to rozkaz zmarłych osób /
  Z dwu starych grobów w mieście Łodzi? --- --- ---/
  Nie wie, dlaczego... Nie odchodzi.
</strofa>





<strofa>
I oto nikną spojrzeń smugi /
  W kwitnącym zakochania lustrze,/
I tu zaczyna się przeciągły, /
  Powolny, długi, bardzo długi /
  Ruch głowy w stronę tamtej głowy /
  (Lata w powieści tej opuszczę; /
  Gdybym wiekami operował,/
  Wieki bez żalu bym darował,/
 A takim chwilom nie daruję:/
  Rozciągnę, na sekundy potnę,/
Na cząstki sekund wielokrotne,/
  Utrwalę każdą jak mikrofilm, /
  Przemieniający Czas na Przestrzeń)./
  Anielka, ciągle jeszcze w profil, /
  Wolno, wolniutko, jeszcze, jeszcze, /
  Cedzi ów ruch, ostrożnie sączy,/
Jak farmaceuta płyn trujący. /
Aż --- twarzą w twarz./
<wers_cd>Więc po to, Boże,</wers_cd>/ 
  Rozjaskrawiłeś dzień warszawski,/
Kazałeś błyszczeć mu urodą /
  I tą ulewą lazurową?/
I w centrum świata złocień-jaskier/
  Po to kipiącym miota blaskiem?/
I po to się, wiosenny Boże,/
Przebiłeś pięścią przez niebiosa,/
By uwydatnić i obnażyć /
  Te krosty na wylękłej twarzy /
  I gęsty smark cieknący z nosa,/
I jedną po trzech zębach szczerbę,/
I oczu złych króliczą czerwień...?/
Po to się tarzasz w świetle, Boże,/
By zobaczyła taką <wyroznienie>ROŻĘ<pe><slowo_obce>roża</slowo_obce> (z ros.) --- gęba, morda.</pe></wyroznienie> /
  (To właśnie słowo pomyślała)/
I po to żeś dyszące drzewa /
  Aromatami ponalewał /
  I kadzielnice kwiatów rozgrzał,/
<begin id="b1763993619734-3987950466"/><motyw id="m1763993619734-3987950466">Zapach, Bieda</motyw>By oto w jej chwytliwe nozdrza /
  Zaduch uderzył: woń sparciała /
  Łachmanów i brudnego ciała.<end id="e1763993619734-3987950466"/>/
I na to w taki dzień kwietniowy /
  Zrywały się, za wiatrem wiosny,/
Z gęstych zarośli polskiej mowy /
  Skrzydlate stada słów miłosnych/
  I otrząsnąwszy pył słowników /
  Siadały na gałązkach wierszy,/
I nuż dopiero tkliwić, czulić,/
Rytmem trzepotać, w rym się tulić /
  I niepokoić serca dziewczyn --- /
  Na to? By w dniu takiego nieba,/
W obliczu kwiatów --- w dniu spotkania,/
  W kwitnącym lustrze zakochania/
Nagle usłyszeć --- po raz pierwszy: /
  «Hrabini poprze na font chleba,/
E-Tatuś w śpitalu, e-Mamusia w grobie, /
  Mortus! Tak się chce jeść... Zaroooobię...»/
I tu ( --- aż ją zakłuło mrowie ---) /
  <wyroznienie>ZAŚPIEWAŁ</wyroznienie>:
</strofa>




<strofa>
«Siedziała pod cyprysem, /
  Bawiła się z tygrysem,/
A potem miała syna,/
Titina, ach, Titina...<pe><slowo_obce>Titina, ach, Titina...</slowo_obce> --- słowa refrenu popularnej fr. piosenki kabaretowej <tytul_dziela>Je cherche après Titine</tytul_dziela> skomponowanej przez Léo Daniderffa w 1917; w Polsce znanej dzięki wersji wykonywanej przez Eugeniusza Bodo ze słowami Andrzeja Własta (pseud. Willy) oraz z filmu Dzisiejsze czasy (1936) z Charliem Chaplinem, a także z wersji z rewii <tytul_dziela>Orzeł czy Rzeszka</tytul_dziela> (premiera 31 maja 1939 w teatrzyku Ali-Baba w Warszawie) z nowymi słowami Mariana Hemara (<tytul_dziela>Ten wąsik, ach, ten wąsik</tytul_dziela>), w wykonaniu Ludwika Sempolińskiego.</pe>»<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q16035010"></ref>
</strofa>





</liryka_l>
  

  </utwor>