<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#"><rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/jasienski-piesn-o-glodzie/">
    <dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jasieński, Bruno</dc:creator>
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2015-12-01</dc:date>
    <dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2009</dc:date.pd>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl) na podstawie tekstu dostępnego w serwisie Wikiźródła (http://pl.wikisource.org). Redakcję techniczną wykonała Paulina Choromańska, a korektę ze źródłem wikiskrybowie. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
    <dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
    <dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/piesn-o-glodze</dc:identifier.url>
    <dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
    <dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
    <dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Bruno Jasieński zm. 1938</dc:rights>
    <dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bruno Jasieński, Pieśń o głodźe, wyd. Instytut Wydawniczy "Nezależnyh", Kraków 1922.</dc:source>
    <dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://pl.wikisource.org/wiki/Pie%C5%9B%C5%84_o_g%C5%82od%C5%BAe/ca%C5%82o%C5%9B%C4%87#cite_ref-8</dc:source.URL>
    <dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Poemat</dc:subject.genre>
    <dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
    <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pieśń o głodźe</dc:title>
<developmentStage>0.3</developmentStage>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/piesn-o-glodze.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0320-6</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/piesn-o-glodze.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1372-4</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/piesn-o-glodze.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2327-3</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/piesn-o-glodze.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3316-6</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/piesn-o-glodze.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4402-5</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.legimi>Poezja</category.legimi>
    <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7204.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kompozycja 4, Olga Rozanowa (1886-1918), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7204/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>DC.WL-P</category.thema.main>
    <category.thema>DCC</category.thema>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    </rdf:Description></rdf:RDF><liryka_l>

<abstrakt>
<akap>Ponad sześciusetwersowy poemat, w dużej części utrwalony zgodnie z zasadami zapisu fonetycznego.</akap>



 

<akap>Bruno Jasieński w swojej ,,Pieśni o głodzie" (1922) za nic zdaje się mieć zasady ortograficzne. Cały tekst, poza krótkim fragmentem ,,Śpiew maszyńistuw", zapisana jest pisownią fonetyczną. To utwór chaotyczny i przesycony metaforami. Jest wyrazem radykalizacji poglądów poety na kwestie polityczne i przedstawia wzburzony proletariat.</akap>



</abstrakt>

<nota_red>
<akap>Poprawiono błędy zgodnie z <tytul_dziela>Erratą</tytul_dziela> ze źródła: mi -> im, zaćągńęli -> zaćągnęli, krzyk -> kszyk, ekranie -> ekrańe, jacśy ludźe -> ludźe jacyś, mami -> mamy.</akap>


</nota_red>



<autor_utworu>Bruno Jasieński</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Pieśń o głodźe</nazwa_utworu>

<dedykacja><strofa>
REŃI/
W ROCZŃICĘ ŚMIERĆI/
7 --- V --- 1922/
ZAMIAST KWIATUW
</strofa></dedykacja>



<motto><strofa>
<slowo_obce>libres de tous liens</slowo_obce>/
<slowo_obce>donnons-nous la main</slowo_obce>
</strofa></motto><motto_podpis>apollinaire</motto_podpis>













<naglowek_rozdzial>Prolog</naglowek_rozdzial>

<strofa>w wielotyśęcznyh, stuulicyh miastah/
wyhodzą codźenńe tyśące gazet, /
długie, czarne kolumny słuw, /
wykszykiwane głośno po wszystkih bulwarah. /
piszą je mali, starśi ludźe w okularah. /
ńeprawda, /
pisze je Miasto/
stenografją tyśąca wypadkuw. /
rytmem. tętnem. krwią. /
długie czterdźestoszpaltowe poematy. /
wystukują je stutyśęczne aparaty, /
kture słyszą puls świata za miljony mil, /
agencje reutera, havasa, paty, /
długie, kilometrowe papierowe zwitki. /
komuńikaty. /
miasto słyszy wszystko. /
wie za kogo wyhodźi kśężńiczka hiszpańska/
i co spiskują w gdańsku ńemcy wćąż ńesforńi, /
o budowie w himalajah nowego wiaduktu, /
radiodepesze z kaliforńji/
i stan pogody w timbuktu. /
o wszystkim pisze miasto w swoih 40-szpaltowyh poematah: /
strajki w elektrowńah. pszejehańa. samobujstwa. /
oto jest prawdźiwa gigantyczna poezja. /
jedyna. dwudźestoczterogodźinna. wieczńe nowa. /
ktura dźała na mńe, jak śilny elektryczny prąd. /
jak śmieszne są wobec ńej wszystkie poezje. /
poeći, jesteśće ńepotszebńi! /
ja ńe czytam strinberga, ańi norwida, /
ńe pszyznaję śę do żadnego spadku. /
czytam świeże, pahnące farbą dźenńiki, /
z bijącym sercem pszeglądam rubryki wypadkuw, /
kture mńe kłują, jak ostre pilńiki. </strofa>

<strofa>o, nadzwyczajne wypadki. /
samobujstwa. podżuceńa. katastrofy. /
krutkie spięća. tajemńicze pożary. /
czarne strajki. rozstszelańa. napady. /
jaka ogromna kryje śę w was tajemńica. /
ńepszetłumaczalna. /
tajemńica pulsującyh miast. /
kszyczy w was ukszyżowana ulica. /
żywe, odpreparowane od naskurka mięso. /
ja, /
ktury śpię, /
kiedy otello morduje desdemonę, /
czuję, jak mi śę nogi pszerażone tszęsą, /
gdy na rogu, otoczony gawiedźą/
zdyha ślepy, zajeżdżony koń. /
oto jest prawdźiwy, ńemalowany teatr. /
wielobarwne, heraklitowskie wszystko, /
walące konkretnośćą, jak obuhem, z nug. /
wie o tem dobże i motłoh, /
kiedy gapi śę na bezpłatne widowisko. /
ńe wiedzą tego pańe i panowie/
z taktem/
pszehodzący na drugą stronę, gdy na płytah/
wśrud grobowej, naprężonej ćiszy/
idźe ćężki, pszedśmiertelny balet. /
panowie ńe mogą pogodźić śę z faktem/
że teatr ten ma wiele ńewątpliwyh zalet. </strofa>

<strofa>piszą o tym wszystkim gazety. /
piszą więcej. /
w rubryce nadzwyczajnyh wypadkuw/
są małe, ńewyraźne wzmianki/
o śmierćah/
jakihś ńewiadomyh ludźi, /
kture śę kończą słowami: /
«... zawezwany lekaż pogotowia skonstatował śmierć głodową...»</strofa>

<strofa>o ńewiadomi, bezimienńi ludźe/
zagłodzeńi w saharah miljonowyh miast, /
kturym ńe miał kto podać nawet bułki z masłem. /
o wasze śine, popuhńęte trupy, /
jak o własne, /
upomńi śę żarłoczne, wszystkożerne Miasto. /
czarne, natłoczone prosektorja/
wyeksploatują wasze zwłoki, /
rozdłubią resztki waszyh ćał od kośći. /
wy jesteśće pszedźiwnym nawożącym sokiem/
wielkiej, ńeobliczalnej, wspańałej Ludzkośći! /
</strofa>

<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>

<strofa>daj tważ do kolan swoih pszytulić. /
krew z twoih palcuw zliżem. </strofa>

<strofa>z odżuconymi bezwładńe/
rękami/
ulic/
leżało Miasto kszyżem. </strofa>

<strofa>pszybili go do źemi ćwiekami lamp/
jażące białe gwoźdźe wżarły śę, /
jak kszyki. /
pszyszła noc/
i pszylgnęła do krwawyh ramp/
palącą hustą werońiki. /
okropna, /
lepiej deszczem po tważy tłuc, /
jak tyh/
ukszyżowanyh na bramah rajuw. /
krople czarne, /
maleńkie, /
natrętne, /
wyżucone z krwią razem zpowrotem/
z płuc/
po czarnej pooranej szynami tważy/
spłynęły łzami tramwajuw. </strofa>

<strofa>jeszcze i jeszcze/
bezkształtne, wypukłe/
domy czarne, obślizgłe, karmione deszczem/
napęczńały, jak gąbki, /
napuhły, /
rozlały śę, rozpełzły rozdęte, stulice/
wystąpiły ńa hodńiki z ćemnośći, /
zsunęły śę, /
pszyćęły kszyczącą ulicę/
--- ludźe! /
--- pomużće! /
--- rozgńotą! </strofa>

<strofa>wypłynęły w uśćisku skrwawione wnętsznośći/
i bez jęku wylały śę w błoto. </strofa>

<strofa>a czarne śćany rosną, /
ćągną śę do gury. /
zasłońiły całe ńebo, /
zakryły szczyty, /
jakby ogromne ołowiane hmury/
na źemi użądźiły meeting. </strofa>

<strofa>ńe będę żył, jak kato, ńi walczył, jak samson. /
głud, ktury rośńe we mńe, ćiska mną w gorączce. /
był człowiek, ktury ńe jadł, nazywał śę hamsun/
i zrobił na tym puźńej sławę i pieńądze. </strofa>

<strofa>na wytartej kanapie, skręcony w sześć/
leżę prężąc do gury zśińały profil. /
dźeń odhodząc wył długo zjeżywszy szerść, /
a teraz noc mi śpiewa swe dźiwne strofy... </strofa>

<strofa>zaraz sufit bez szmeru zsuńe śę w pokoju. /
pszygńeće pomaleńku/
ćiho i jasno. /
wolno tynk śę na śćanah rozdwoił, /
jakby pokuj wargami mlasnął. /
śćan rozmokńętyh bezzębne dźąsła /
poruszyły śę wolno. /
żują cmokając. /
nagle stuł po podłodze zapląsał/
i piec podskoczył, jak pajac. </strofa>

<strofa>coraz bliżej i bliżej zsunęły śę śćany. /
ńe odephnąć rękami pełznącyh tapet. /
ćiho... /
na palcah... /
jak pies śćigany... /
już tylko za parapet... /
<wyroznienie>TERAZ!!</wyroznienie></strofa>

<strofa>a ku ku! </strofa>

<strofa>głową w duł. /
cztery okna/
i/
trrrah! /
o miękki asfaltowy materac. </strofa>

<strofa>polećało. /
zatańczyło. /
upadło. /
i jeszcze/
odbity, jak od gutaperkowej posadzki/
lecę. /
odskakuję od gzymsuw, jak piłka, /
z deszczem/
i w gurę wystszelam świece. </strofa>

<strofa>gumową czaszką o bruk/
i wyżej/
hop! /
odbijam śę zpowrotem. /
do gury i na duł. /
z rozpostartymi rękami lecę pod strop/
i znowu na źemię spadam. </strofa>

<strofa>już myśli, jak kobiety, walą śę z nug, /
oćężałe, /
jak kłęby w zbużonym ruszće. /
jeszcze hwila i czaszka tszaśńe o bruk. /
--- pomużće! /
--- pomużće!!/
--- pomużće!!! </strofa>

<strofa>pszybiegli wystraszeńi. /
otoczyli kołem. /
w rozpostartego wparli pszerażone oczy. /
--- ńe bujće śę. /
--- ńe kszyczće. /
--- ńic ńe zwihnąłem. /
--- pszyćiśńijće mńe. /
--- mocńej! /
--- odskoczę!!</strofa>

<strofa>pohylili śę. /
pszygńetli. /
zagrali na trąbce. /
blizkie zmieszane tważe, pszestraszone trohę. /
dwuh wyśadło z karetki i wsadźić mne w głąb hce! /
na skołataną głowę wćągną mi pończohę!!</strofa>

<strofa>położyli na miękkie. /
... daleko. /
... pszyszłość. /
... długie źelone palmy kołyszą śę w czaszce. </strofa>

<strofa>Reńu! /
to ty? /
jak dobże że pszyszłaś. /
aksamitnymi rękami po tważy mńe głaszczesz. </strofa>

<strofa>pamiętasz wtedy wieczur... /
deszcz za oknem śpiewał. /
słuhałem czy hoć jeden nerw Twuj jeszcze drży mną. /
na źelonym cmentażu teraz skomlą dżewa/
i jest tak bezlitośńe, pszejmująco źimno. </strofa>

<strofa>teraz sam, jak podżutek pszez pusty pszytułek, /
pujdę pomiędzy ludźi daleki i obcy. /
w maleńkim gńazdku serca ńema już jaskułek, /
zabili mi ostatatńą źli, ńegżeczńi hłopcy. </strofa>

<strofa>hlipiący skowyt z krtańi na wieżh śę wyspinał. /
czepia śę Twojej sukńi, pełzńe ku dłońom. /
ućekać ńe mam śiły. /
nadhodźi finał. /
zajadli mali ludźe z psami mńe gońą. </strofa>

<strofa>ogromny tłum/
z laskami/
czarny, /
jak powudź/
rośńe, /
wije śę za mną/
długi, /
jak ogon. /
zamknęli dżwi! /
zapuźno! /
ńe mam gdźe śę shować! /
malutki prosty człowiek podstawił mi nogę!!</strofa>

<strofa>już. /
już. /
dopadli. /
stratowali. /
zmięli. /
podeptanego trupa podńeśli, jak sztandar/
wysoko/
i na pszedźe, /
nad tłumem/
obok kapeli/
pońeśli. </strofa>

<strofa>śńeg padał gruby i w oczah narastał. /
szli ludźe ńezliczeńe, bezładńe i tłumńe, /
kiedy zakrepionymi ulicami miasta/
pońeśli mńe w ogromnej ołowianej trumńe. </strofa>

<strofa>szli kśęża z kadźidłami, jeden długi gest rąk/
i związek literatuw w cylindrah i krepie/
i cehy z horągwiami, /
w tużurkah, /
z orkiestrą, /
a potem tłum śę czarny na rogah doczepiał. </strofa>

<strofa>na placu teatralnym tłum rozlał śę w mrowie. /
dzwony dwońiły w dzwony i w dzwonah ih kszyk ńikł, </strofa>

<strofa>gdy nagle/
straszny, /
obandażowany/
człowiek/
podńosłem śę ogromny, /
groźny, /
jak wykszykńik! </strofa>

<strofa>panowie! /
jestem wzruszony. /
widźiće, zbladłem. /
żegńaće mńe tak piękńe i tyle tu kobiet, /
ale zapominaće, że ńic dziś ńe jadłem/
i muszę iść zaraz na obiad. </strofa>

<strofa>o! /
cisza. /
i ryk jeden! /
kszyki. spazmy. płacze. /
hałas powstał i tumult. /
kszyczeli: «zmartwyhwstał»! /
jakby na pszedstawieńu opery w teatsze/
nagle zaśpiewał statysta. </strofa>

<strofa>panowie! /
ńe klękajće. /
ńe płaczće. /
ńe kszyczće. /
widźiće, stoję zdrowy, cudowny i prosty! /
ah, skurcz śę w sobie, /
wyksztuś na bruk swoje żyće/
i idźće z ńim pod ręce tańcować na mosty. </strofa>

<strofa>ńe będźemy już odtąd umierać więcej, /
ktużby nas takih pięknyh i olbżymih gżebał. /
roześmiejće śę wszyscy, /
weźće śę za ręce/
i prosto marszałkowską pujdźemy do ńeba. </strofa>

<strofa>jak może każdy z nas, /
co dźiśaj tańczą, /
stać sę martwym, /
śmierdzącym, /
po kturym śę skrupulatńe wykadza zakrystję. /
nas, /
z kturyh każdy sam jest żyjącą monstrancją/
na serca swego białą euharystję. </strofa>

<strofa>pozdejmujće ih z kszyżuw! /
ńeh źemią kroczą/
ći, /
co hćeli pszez wieki umierać za nas. /
żyće cudownym sokiem trysnęło nam w oczy, /
jak pod nożem dojżały ananas! </strofa>

<strofa>... z pszyczajonyh zaułkuw w noc ku spelunkom/
czarna zmowa wypełzła, /
wije śę, jak skorek. /
pohwyćili mńe z tyłu! /
wiążą! /
ratunku!!/
na głowę mi wćągają straszny czarny worek! </strofa>

<strofa>pszyszła noc głuhońema i w głowah śadła, /
małe kaszlące serce pszyćisnęła ręką. /
słyszę! /
źemia już dudńi od stup, jak kowadła. /
tszymajće! /
tętna mi pękną! </strofa>

<strofa>z daleka jeszcze. /
słońce głowy im paży. /
olbżymi głodńi ludźe, czarńi od maszyn! /
idźeće, /
wiem. /
ńe patszće! /
ńe tszeba tważy! /
każdy z was będźe mesjaszem! !</strofa>

<strofa>o wyksztuś śę z twyh piwńic, /
wywal śę na wieżh, /
jak krew buhńij pszez okna i wszystko zalej/
tłumie hamuw, /
co ńebo głowami dźurawisz! /
jakie ogromne może wyobrażeń! /
jakie cudowne dale! </strofa>

<strofa>serce olbżymie w krtańi stanęło i skacze. /
wypluję pod nogi, w piah wam. /
idźeće! /
kszyczeć ńe mogę! /
ogromńi w zoży pożodze. /
trup muj/
krwawy, /
stratowany, /
czerwony, /
jak łahman, /
z kturego może szmatę na swuj sztandar udrą, /
w śmiertelnym zapatszeńu leży wam na drodze, /
po kturej pszehodźiće/
<wyroznienie>w JUTRO!</wyroznienie>/
</strofa>

<naglowek_rozdzial>II</naglowek_rozdzial>

<strofa>w maju, /
w zaźeleńonej słonecznej stolicy/
spacerowały po trotuarah kobiety dźeći i żołńeże, /
gdy nagle/
z buhającej aorty pszeczńicy/
bęben udeżył. </strofa>

<strofa>szli kolumnami, /
za rogiem ginęli/
szereg za szeregiem rytmiczny i twardy/
na pierśah szarych, żołńerskih szyneli, /
jak kwiaty, /
czerwieńały czerwone kokardy. </strofa>

<strofa>za szeregami uliczńicy/
z kszykiem i świstem/
gońili tańczący, /
wyżucali czapki. /
ulice śę kłańały białe i czyste. /
w wypiekah słońca opadały kwiatki. </strofa>

<strofa>pszehodźiły kompańje ruwno, jak na mustsze, /
bez komendy tszymały swuj cudowny krok, /
wszyscy porwańi jednym/
miljonowym/
spazmem. /
i w tłumie błysk bagnetuw odbił śę, /
jak w lustsze/
i zahłysnął śę cały dźikim entuzjazmem. </strofa>

<strofa>na ulice tłumy jasnyh roześmianyh ludźi/
wyżygały na słońce obdrapane domy. /
panny. służące. prostytutki/
uśmiehają śę do śebie, /
jak znajome, /
i serca pod bluzkami tłuką im, /
jak gongi. /
na gmahu poczty i telegrafu/
rozwińęta/
olbżymia czerwona horągiew/
na wszystkih piętrah stukające aparaty/
wyżucają podłużne papierowe świstki: /
wieść na cztery końce świata/
wszystkim. wszystkim. wszystkim. </strofa>

<strofa>w tokio zdenerwowany japoński mikado/
odbiera rozedrgane, dzwońące depesze/
i rozmawia iskrami z londynem/
że wyrosły już, zagrażając zagładą/
światu/
czerwone ręce proletorjatu. </strofa>

<strofa>a wieczorem/
z czarnego oszalałego miasta, /
z katedry, /
ćemnymi zaułkami wśrud śpiewuw i świstu/
w pole płaszcza kryjąc tważ/
ućekał hrystus, /
gdy nagle tłum go na placu/
dopadł. /
pohwyćili ze ręce. /
zawlekli. /
czarńi obdarći ludźe od kielńi i łopat. /
zaćągnęli kszyczącego, /
boso, /
na rug, /
na miejscu samosąd. /
kuharki zahrypńęte podnośiły pięśći: /
--- za naszą kszywdę! /
--- za nasze curki, co śę poszły po hotelah łajdaczyć! /
--- za nasze stare, sharowane matki! /
--- za naszą hańbę pszepłakanyh mąk, /
--- kturąś dzwonkiem zagłuszał i karmił opłatkiem! /
kułakami, laskami zabili, zatłukli. /
poturbowane, umęczone ćało/
upadło pod razami spracowanyh rąk. </strofa>

<strofa>w tym samym czaśe, /
kiedy dusza moja w kaloszah «treugolnik»/
w warszawie, /
w natłoczonym kińe, /
śćiśnęta/
prużno czekała zbawieńa. /
w środku detektywicznego włoskiego dramatu/
odńehceńa zerwała śę lenta/
i na płutńe wśrud śmiertelnej ćiszy/
ukazała śę ta sama scena. /
kszyk powstał na sali i pańika. /
żućili śę w popłohu do dżwi. /
mężczyźńi tratowali kobiety. /
prużno ćiskał śę pszy aparaće mehańik, /
a gdy wreszće zapalono kinkiety/
na ekrańe zostały czarne plamy krwi. </strofa>

<strofa>po ulicah snują ludźe jacyś, /
ćeńe prawie/
i giną zańim słowo śę głośno wymuwi, /
a w oświetlonej sali tow. hygieńicznego/
histeryczne studentki i gawiedź/
oklaskują źewającą estradę, /
z kturej kłańał śę glinka i kohał śę tuwim/
tważe krwią im zahwytu nabiegły/
nalane. /
czekajće, tważe te, skądś znam! /
to tłum ten sam, /
ktury we mńe w zakopanem/
rozjuszony w bezbronnego ćiskał jajka i cegły. </strofa>

<strofa>i kiedy żegnany oklaskami shodźił ostatńi błazen, /
wszedłem wolno na estradę/
i powiedźałem prawie ze smutkiem. /
--- panowie, /
--- ńic ńe wieće. /
--- dostałem depeszę. /
--- dźiśaj wyjeżdżam. /
zdaję śę że ńikt śę <wyroznienie>ńe</wyroznienie> rozpłakał. /
było ćiho. /
ktoś zaczął bić brawo. /
wyszedłem wolno na ulicę. /
dorożka odwiozła mńe na dwożec. /
kłańały śę latarńe ńewiadomo po co;/
gdy poćąg szyby okien hustką dymu czyśćił. /
shyleńi pod piecami/
majową nocą/
śpiewali na zwrotńicah czarńi maszyńiśći. /
</strofa>

<naglowek_rozdzial>Śpiew maszyńistuw</naglowek_rozdzial>

<strofa>słońce pszygńutłszy kolanem, skury dymiące śę połće/
długo do mięsa obdźerał nasz pokrwawiony scyzoryk. /
w noce bezgwiezdne majtkom na świata płonącym drednouće/
tważ wylizały do krwi nam zoży czerwone ozory. /
nam-li wyrosłym w trudźe pod wśćekłą zdażeń ulewą/
błądźić po możah uńeśeń w gwiezdne wsłuhanym kapele? /
zgodnym wyśiłkiem twardyh rąk rozhuśtamy w lewo/
czarńi, maleńcy ludźe źemi olbżymi propeller. </strofa>

<strofa>patszył na wszystko z gury nasz bezpartyjny pan bug. /
płakał nad nami deszczem, aż wreszće krwią śę wysmarkał. /
gdy walec wiekuw gńutł nas, krwi naszej twardyh jambuw/
słuhało stare słońce łyse, jak łeb bismarka. /
długo świećiło w ślepia nam, purpurowym mużynom, /
w mordy zwęglone w hutah, do kturyh pszyrusł kopeć. /
gdy go, zwleczone na źemię, nuż robotńiczy zażynał, /
tłum śę na trupa żućił krew buhającą żłopać. </strofa>

<strofa>z żyćem rozgranym pod ręce na świata szerokie trakty/
wyszliśmy rano, śpiewając, z płahtą koloru flamingo. /
paszcz wytoczonyh mitraljez suhe rytmiczne antrakty/
w krtań zabijemy z powrotem kulą wyplutą z brauninga. /
kto nam, kto nam teraz drogę zagrodźi samym? /
wszystko zmiażdżymy butami piękńi, ogromńi i ludzcy. /
miejsca! gromada idźe. proletarjacki samum! /
czapkami drogę wymośćił taneczny krok rewolucji. </strofa>

<strofa>świat postawiony pod śćanę, jak mały, blady człowieczek, /
mrugał bezradńe oczkami, gdy kolbyśmy wzńeśli do ramion. /
płakał zmartwiony hrystus o dusze swoih owieczek/
gdy salwą gruhnęły lufy i śńeg śę krwią poplamił. /
nam-li dźiś skomleć nad trupem, gdy hymnem tętńi nerw, /
czaszką o źemię gżmoćić i kszyczeć: ńe pszeklinaj! ? /
do wszystkih okien i dżwi już wali kolbami mauzeruw/
w łunah wshodzącej żoży wielka świetlana NOWINA! </strofa>

<strofa><wers_wciety typ="6">robotńikom warszawy i łodźi, czyje</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">uśmiehy zawsze oślepiają. </wers_wciety>/
</strofa>

<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>

<strofa>a potem pszyszły dńi, /
dńi dźiwne, /
pełne purpurowej grozy/
i krutkie, blade, pszerażone noce. /
ulicami pędźiły ćężkie autowozy/
naładowane ludźmi, od bagnetuw ostre/
i pełno było wszędźe lepkiej, skszepłej krwi, /
jakby kto rozdarł wielką, zaropiałą krostę. </strofa>

<strofa>hodńikami wałęsali śę bladźi, dźiwńi ludźe/
z błyszczącymi ńesamowiće, wklęsłymi oczyma/
i wszystko był dźiwńe mętne, /
jak w gorączce. /
czas śę zatszymał. /
dńi pszyhodźiły śpiące/
i noce koloru khaki. /
nad pustymi ulicami żażyły śę lampy, /
żucając długie ćeńe białe i czerwone. /
po nocah, pod eskortą, zawsze w jedną stronę/
wywoźili żołńeże długie, czarne paki. </strofa>

<strofa>jednego rana żeki wygłodńałyh ludźi/
korytami zaułkuw spłynęły na plac/
i kszyk miasto obudźił: </strofa>

<strofa>te śćerwy! /
oszukją nas władzą, kturej ńe hcą dać. /
mamy ih władzę gdźeś! /
nam praw ńe potszeba! /
ńeh nam dadzą hleba! /
my --- hcemy --- jeść! ! </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- --- </strofa>

<strofa>na możu białym ćiho z dołu, /
gdy pszypływ okręt muj kołysze/
pszykładam ręce tubą do ust/
i kszyczę: /
<wyroznienie>SŁYSZĘ</wyroznienie>!!/
coś śę wyrwało z pętuw tam, /
kszyk zbuntowanej czarnej załogi. /
czekajće, sprute mam wyłogi. /
powiodę wszystkih dźiśaj sam! /
na cztery strony cztery drogi, /
rozkładam ręce, wszystkie tam! </strofa>

<strofa>hodźće tu, /
wołam was, jak gustaw, /
kturyh zapadłe w głąb policzki/
pozwolą jasno mi policzyć/
ileśće dńi ńe mieli w ustah. /
czarńi, brązowi, biali braća! /
zgrajo obdarta i wyhudła! /
gdy nocą kśężyc wyjży z hmur, /
jak szczury wyłaźiće z nur. /
pełzńeće, /
wlokąc nug swyh szczudła, /
pod okna, gdźe pszy stołah żrą/
za szybą natłoczonyh baruw/
sterty kompotuw i homaruw/
drańe spaśone waszą krwią/
i dźiwńe oczy wam śę lśńą, /
aż was ńe spłoszy kszyk zegaruw. </strofa>

<strofa>gdy wiatr pułnocny dżewa czesze, /
pszez taśmy gur po nocy widnej/
od śńeżnyh tundr do portu w sidney/
widzę rozlane wasze żesze. /
gdy w polah czarne ćeńe tańczą, /
splątane w jeden długi łańcuh, /
do miast spełzaće śę szarańczą, /
śadaće ćiho w progah dżwi/
czuwać nad zdrowym snem mieszkańcuw, /
kturym śę wtedy w snah/
majaczą/
kałuże czarnej, tłustej krwi. </strofa>

<strofa>o braća moi wszystkih ras/
z europy, azji i ameryk, /
ilu was jeszcze jest gdźe więcej, /
armje zgłodńałe! /
nowe stany! /
nastąpił czas/
i świat, jak kleryk/
pszyjmuje hszest czerwonyh święceń. /
pujdźeće za mną dźiśaj tam, /
gdźe żrą zamorskie mangustany! </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- --- /
opadała na miasto mgła jeśennej słoty. /
był dźeń hłodny, bezbarwny, wilgotny, jak kanał. /
w mokrej mgle po zaułkah do rana/
kasłały kulomioty. </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- </strofa>

<strofa> --- --- --- --- --- --- --- </strofa>

<strofa>
 --- --- --- --- --- --- --- 
</strofa>



<strofa>
bżuhy nasze źelone, granatowe, śine, /
takie lekkie pszedźiwńe, ćężą nam, jak więzy. /
w dźeń żujemy ńesmaczną słodkockliwą ślinę, /
a w nocy śśemy własny zskorupiały język. </strofa>

<strofa>w głowie huczą nam ćągle jakieś dźiwne szmery/
i straszna czczość w żołądku okropńe nas nudźi, /
widźimy tylko w guże pszez okna suteryn/
nogi szybko ulicą pszehodzącyh ludźi. </strofa>

<strofa>a nocą gdy zaśńemy strawieńi bezruhem, /
poskręcawszy wyhudłe, popuhńęte członki, /
śńi nam śę taki słodki prawdźiwy baumkuhen/
na dźedźińcu słonecznym sąśedńej ohronki. </strofa>

<strofa>wyćągamy do ńego ręce pszez sztahety, /
węsząc palcami prużńę, jak ssawkami macek, /
a małe, czyste dźeći i białe kobiety/
kładą nam w ńe pahnący ukrajany placek. </strofa>

<strofa>pożeramy ksztusząc śę, kawałami, gwałtem/
dobre, słodkie, pszedźiwne, wypieczone ćasto... /
gdźeś blizko słyhać trąbki... /
<wers_cd>... to mięćutkie auta</wers_cd>/
pszysyła po nas wielkie, dobroczynne <wyroznienie>MIASTO</wyroznienie>. /
</strofa>

<naglowek_rozdzial>Finał</naglowek_rozdzial>

<strofa>na miękkiej trawie tważą do hmur/
leżę ogromny hiński bogdyhan. /
ńe tknął mńe żaden piorun ńi mur, /
a jednak czuję, że zdyham. </strofa>

<strofa>i kiedy z estrad płonącyh jaśńej/
ćiskam swoje ohłapy brutalny i wielki, /
śmierć moja może dogryza już właśńe/
moje ostatńe cukierki. </strofa>

<strofa>ńe będę pisał wierszy. --- jak pusty kłos są, /
lecz wiem, że ći, co raz słyszeli je, /
jak zarazę za sobą wszędźe pońosą/
kaprysuw moih ewangelje. /
</strofa>
<sekcja_swiatlo/>
<strofa><wyroznienie>ortografja według mańifestu</wyroznienie>/
<wyroznienie>autora z dńa 25 marca 1921</wyroznienie>/
<wyroznienie>«w sprawie ortografji uprosz-</wyroznienie>/
<wyroznienie>czonej» («1-a jednodńuwka fu-</wyroznienie>/
<wyroznienie>turystuw. mańifesty futuryz-</wyroznienie>/
<wyroznienie>mu polskiego. czerwiec 1921.»</wyroznienie></strofa>






</liryka_l></utwor>