<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/hoffmann__skrzypce_z_cremony/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Hoffmann, E. T. A.</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Skrzypce z Cremony (Radca Crespel)</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Lange, Antoni</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ojdana, Ewelina</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ojdana, Ewelina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Śląską z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BŚ.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/powiesci-fantastyczne-skrzypce-z-cremony</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.sbc.org.pl/dlibra/doccontent?id=24502</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">E. T. A. Hoffmann, Powieści fantastyczne, T. I, red. Jan Lorentowicz,  oprac. Antoni Lange, nakł. i druk Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów, Skł.  gł. w Księgarni E. Wendego i S-ki, H. Altenberg, Warszawa [ca 1913]</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Antoni Lange zm. 1929</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2000</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2011-06-27</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/361.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">untitled, mariaaantonina@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/361</dc:relation.coverImage.source>
  <category.legimi>Fantastyka</category.legimi>
<category.thema.main>FM</category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<powiesc>




<autor_utworu>E. T. A. Hoffmann</autor_utworu>



<dzielo_nadrzedne>Powieści fantastyczne</dzielo_nadrzedne>


<nazwa_utworu>Skrzypce z Cremony (Radca Crespel)</nazwa_utworu>


<nota_red>

<akap>Uwspółcześnienia</akap>

<akap>fleksja, np.:</akap>
<wers_akap>doskonałem -> doskonałym</wers_akap>
<wers_akap>głębokiem -> głębokim</wers_akap>
<wers_akap>oczywistszem -> oczywistszym</wers_akap>
<wers_akap>najdelikatniejszem -> najdelikatniejszym</wers_akap>
<wers_akap>wszystkiemi -> wszystkimi</wers_akap>
<wers_akap>poczem -> po czym</wers_akap>
<wers_akap>niczem innem -> niczym innym</wers_akap>
<wers_akap>naszem -> naszym</wers_akap>
<wers_akap>tembardziej -> tym bardziej</wers_akap>
<wers_akap>tem -> tym</wers_akap>
<wers_akap>jakiemś -> jakimś</wers_akap>
<wers_akap>swemi -> swymi</wers_akap>
<wers_akap>innem -> innym</wers_akap>
<wers_akap>mojem -> moim</wers_akap>
<wers_akap>mię -> mnie</wers_akap>
<wers_akap>królowę -> królową</wers_akap>
<wers_akap>otwarłem -> otworzyłem</wers_akap>
<wers_akap>kompozycyj -> kompozycji</wers_akap>

<akap>pisownia joty, np.:</akap>
<wers_akap>memoryał -> memoriał</wers_akap>
<wers_akap>terytoryum -> terytorium</wers_akap>
<wers_akap>pretensye -> pretensje</wers_akap>
<wers_akap>kwestya -> kwestia</wers_akap>
<wers_akap>konstrukcya -> konstrukcja</wers_akap>
<wers_akap>psalmodyi -> psalmodii</wers_akap>
<wers_akap>dyabelskim -> diabelskim</wers_akap>
<wers_akap>melodyi -> melodii</wers_akap>
<wers_akap>tradycya -> tradycja</wers_akap>
<wers_akap>w Wenecyi -> w Wenecji</wers_akap>

<akap>pisownia łączna/rozdzielna:</akap>
<wers_akap>jakto -> jak to</wers_akap>
<wers_akap>dowoli -> do woli</wers_akap>
<wers_akap>nakoniec -> na koniec</wers_akap>
<wers_akap>jakąbądź -> jaką bądź</wers_akap>
<wers_akap>któraby -> która by</wers_akap>
<wers_akap>oddawna -> od dawna</wers_akap>
<wers_akap>poraz drugi -> po raz drugi</wers_akap>
<wers_akap>przedemną -> przede mną</wers_akap>
<wers_akap>dla tego -> dlatego</wers_akap>
<wers_akap>powinnaby -> powinna by</wers_akap>
<wers_akap>coby -> co by</wers_akap>

<akap>składnia:</akap>
<wers_akap>zaledwiem widział radcę -> zaledwie widziałem radcę</wers_akap>
<wers_akap>żem te skrzypce uszanował -> że uszanowałem te skrzypce</wers_akap>
<wers_akap>żem słyszał -> że słyszałem</wers_akap>
<wers_akap>żem sobie ostatnio kazał -> że sobie ostatnio kazałem</wers_akap>
<wers_akap>mimo pewną gburowatość swego zachowania -> mimo pewnej gburowatości swojego zachowania</wers_akap>
<wers_akap>com wyrażał -> co wyrażałem</wers_akap>

<akap>interpunkcja:</akap>
<wers_akap>,i > i</wers_akap>
<wers_akap>gdy, w szybkim ruchu pana radcy -> gdy w szybkim ruchu pana radcy</wers_akap>

<akap>leksyka:</akap>
<wers_akap>znaleść -> znaleźć</wers_akap>
<wers_akap>podług -> według</wers_akap>
<wers_akap>doktór -> doktor</wers_akap>
<wers_akap>śród -> wśród</wers_akap>
<wers_akap>głosem wstrząśnionym -> wstrząśniętym głosem</wers_akap>
<wers_akap>nawyknień -> nawyków</wers_akap>
<wers_akap>ciężyć -> ciążyć</wers_akap>
<wers_akap>jąłem -> zacząłem</wers_akap>
<wers_akap>naówczas -> wówczas</wers_akap>
<wers_akap>kiedy -> kiedyś</wers_akap>
<wers_akap>okno nie było wyższe nad pięć stóp -> okno nie było wyższe niż pięć stóp</wers_akap>
<wers_akap>arfy eolskiej -> harfy eolskiej</wers_akap>
<wers_akap>uledz -> ulec</wers_akap>
<wers_akap>gammy -> gamy</wers_akap>

<akap>inne:</akap>
<wers_akap>Ah -> Ach</wers_akap>
<wers_akap>Zmiana zapisu inicjałów nazw miejscowości, nazwisk, np.: H... -> H.; F... -> F.; R... -> R.</wers_akap>

<wers_akap>Poprawienie błędu źródła: ,,przysłał na tę szaloną konstrukcję" -> ,,przystał na tę szaloną konstrukcję".</wers_akap>

<akap>Zmiana tłumaczenia ze względu na zrozumiałość i poprawność językową:</akap>
<wers_akap>cóż słychać z naszą Antonią? -> coż słychać u naszej Antonii?</wers_akap>
<wers_akap>Dzieci go pokochały, mimo surową jego minę -> Dzieci go pokochały mimo jego surowej miny</wers_akap>
<wers_akap>Sądziliśmy go nieżonatym -> Sądziliśmy, że jest nieżonaty</wers_akap>
<wers_akap>przenikający krzyk -> przenikliwy krzyk</wers_akap>
<wers_akap>byłem zrezygnowany na najsroższą katastrofę -> byłem przygotowany na najsroższą katastrofę</wers_akap>
<wers_akap>Obietnica szczodrej zapłaty jedynie mogła zdecydować mularza, że przystał na tę szaloną konstrukcję -> Jedynie obietnica szczodrej zapłaty mogła sprawić, że mularz zdecydował się przystać na (...).</wers_akap>
<wers_akap>był posłuszny niepokonanemu ruchowi -> był posłuszny niepokonanemu odruchowi.</wers_akap>
<wers_akap>Antonia, leżąca nieprzytomnie na podłodze, z trudem otworzyła oczy a śmierć, zdawało się, natychmiast zamknie je na nowo -> Antonia, leżąca nieprzytomnie na podłodze, z trudem otworzyła oczy, a śmierć, zdawało się, że natychmiast zamknie je na nowo</wers_akap>

<akap>Zmiana tłumaczenia - uzgodnienie czasu narracji (styl):</akap>
<wers_akap>Nagle Crespel się zatrzymał i mówi -> Nagle Crespel się zatrzymał i rzekł</wers_akap>
<wers_akap>Spogląda na mnie z podziwem i składa na boku swe pilniki -> Spojrzał na mnie z podziwem i złożył na boku swe pilniki.
</wers_akap>


<akap>akap>Pozostawiono niezmienione wymieszanie czasu przeszłego i teraźniejszego (uznając to za zabieg dynamizujący wypowiedź)  we fragmencie:</akap>
<wers_akap>,,W parę chwil potem signora wchodzi do domu. Miała ona w tym momencie kaprys czułości; całuje radcę, rzucając nań spojrzenia pełne tęsknoty i głowę mu składa na ramieniu. Crespel uniesiony wirem swych akordów, dalej z zapałem ciągnie swą grę i przypadkowo dotyka signorę końcem swego smyczka. Wówczas ona rzuca się ku niemu, wściekła. Bestia tedesca! --- krzyczy, i wydzierając mu smyczek z rąk, łamie go na marmurowym stoliku”.</wers_akap>



</nota_red>


<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>





<akap><begin id="b1309268270139-497316502"/><motyw id="m1309268270139-497316502">Prawnik</motyw>Radca Crespel jest jednym z największych dziwaków, jakich znałem. Gdy
przybyłem do H., aby tam jakiś czas
przepędzić, o niczym innym nie mówiono,
tylko o nim; był on wtedy w największym
rozkwicie swej oryginalności. Crespel
zdobył sobie wielkie imię jako prawnik
i dyplomata.<end id="e1309268270139-497316502"/> Pewien dość potężny książę
niemiecki zwrócił się do niego, aby mu
zredagował memoriał przeznaczony dla
dworu cesarskiego w sprawie terytorium,
do którego miał rzekomo uprawnione pretensje. Memoriał powiódł mu się doskonale, a ponieważ <begin id="b1313005615754-2357600651"/><motyw id="m1313005615754-2357600651">Dom</motyw>Crespel żalił się pewnego razu, że nie mógł znaleźć wygodnego
mieszkania, książę, tytułem nagrody za
jego pracę, zobowiązał się na swój koszt
kazać mu wystawić dom, jaki radca chciał zbudować według własnego pomysłu. Książę ofiarował mu nawet wybór terenu. Ale Crespel nie chciał wcale przyjąć --- i zażądał, aby dom jego zbudowano w bardzo malowniczym ogrodzie, który posiadał pod miastem.</akap>


<akap>Od tej chwili gromadził i zwoził materiał budowlany. Przybrany w kostium,
który kazał sobie zrobić według swoich
własnych osobistych przepisów, cały
dzień miesił<pe><slowo_obce>miesić</slowo_obce> (daw.) --- ugniatać, mieszać, wyrabiać substancję o konsystencji ciasta.</pe> wapno, rozczyniał balk, tj.
mieszaninę wapna z piaskiem, budował
mury. Nie zwrócił się do żadnego z architektów i nie miał żadnego planu. Pewnego ranka jednak, wynalazł sobie jakiegoś
poczciwca majstra mularskiego z H.
i prosił go, by ten nazajutrz przyszedł do
jego ogrodu z pewną liczbą robotników
dla budowy domu. Majster oczywiście
zapytał, jaki plan miałby być nakreślony
i był niemało zdziwiony, gdy Crespel mu
odpowiedział, że dla wykończenia budowy zupełnie tego mu nie potrzeba. Nazajutrz majster przyszedł na oznaczone
miejsce ze wszystkimi ludźmi --- i widzi
rów tworzący czworobok prawidłowy.</akap>


<akap_dialog>--- Oto --- rzecze Crespel --- gdzie chcę
pomieścić fundamenty domu; na koniec poproszę was, budujcie cztery mury póty,
póki wam nie powiem: dosyć!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to? bez okien, bez drzwi, bez
ścian poprzecznych? --- zawołał mularz<pe><slowo_obce>mularz</slowo_obce> (daw.) --- murarz.</pe>,
prawie przerażony dziwactwem Crespela.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, właśnie jak wam mówię, mój
zacny człowieku --- spokojnie odpowiedział radca --- a reszta sama się ułoży.</akap_dialog>


<akap>Jedynie obietnica szczodrej zapłaty mogła sprawić, że mularz zdecydował się przystać<pe><slowo_obce>przystać na coś</slowo_obce> --- zgodzić się, pozwolić na coś.</pe> na tę szaloną konstrukcję, ale nigdy też
żadnego gmachu nie budowano tak wesoło. Mury urastały wśród śmiechu robotników, którzy nie opuszczali prawie
ogrodu Crespela, gdyż ten dawał jeść i pić
obficie.</akap>


<akap>Pewnego dnia Crespel zawołał: ,,Stój!"
Natychmiast kielnie<pe><slowo_obce>kielnia</slowo_obce> --- narzędzie pomocne przy murowaniu i tynkowaniu.</pe> i młoty zamilkły; robotnicy zeszli z rusztowania i otoczyli
Crespela, a każdy zdawał się go pytać:</akap>


<akap_dialog>--- Cóż teraz będziemy robili?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Miejsca! --- zawołał Crespel.</akap_dialog>





<akap>Pobiegł na jeden koniec ogrodu, wrócił
powoli ku swemu czworobokowi ścian,
potrząsnął głową, ruszył na drugi koniec,
jeszcze raz powrócił --- i kilkakrotnie powtórzył ten bieg, aż w końcu uderzył głową o ścianę i zawołał:</akap>


 
<akap_dialog>--- Przybywajcie, przybywajcie i zróbcie mi tu drzwi.</akap_dialog>



<akap>Określił szerokość i wysokość, a rozkaz jego natychmiast był wykonany. --- Skoro drzwi przebito, wszedł do środka,
i uśmiechnął się z zadowoleniem, gdy
majster mu powiedział, że ten budynek
ma ściśle wysokość domu dwupiętrowego. Crespel przechadzał się wzdłuż
i wszerz po podwórzu między murami,
a za nim szli mularze z młotkami i motykami w ręku i gdy tylko krzyknął:</akap>


<akap_dialog>--- Tu okno sześć stóp wysokie, cztery
stopy szerokie! Tam okienko --- natychmiast je otwierano.</akap_dialog>


<akap>Przybyłem do H. właśnie w czasie tej
roboty i zabawnie było oglądać setki ludzi, którzy się gromadzili dokoła ogrodu
i wydawali okrzyki radości na widok padających cegieł lub na widok okna, ukazującego się niespodzianie tam, gdzie tego nikt nie przewidywał. Reszta konstrukcji domu i inne prace konieczne wykonano w ten sam sposób, według nagłych
postanowień Crespela. Szczególność tego przedsięwzięcia, zdziwienie, jakiego
doznano, widząc, że ostatecznie dom był
o wiele lepszy niż oczekiwano, szczodrość Crespela --- wszystko to podtrzymywało
wesołość robotników. Trudności, jakie
przedstawiał ten szczególny sposób budowy były zwyciężone --- i w niedługim
czasie ukazał się dom, którego postać zewnętrzna była nadzwyczaj śmieszna, gdyż
żadne okno nie było podobne do drugiego;
ale wewnątrz --- rozkład pokojów bardzo
wygodny i urządzenie było szczególnie
przyjemne. Wszyscy ci, którzy dom oglądali, byli w zgodzie co do tego i ja też
stanąłem po stronie tej opinii, gdy mnie
Crespel do swego domu wprowadził.<end id="e1313005615754-2357600651"/></akap>




<naglowek_rozdzial>II</naglowek_rozdzial>




<akap><begin id="b1313005915532-518744473"/><motyw id="m1313005915532-518744473">Uczta, Dom, Pozycja społeczna</motyw>Nie miałem jeszcze sposobności rozmawiać z tym dziwakiem; budowa tak go
absorbowała, że nie przyszedł we wtorek,
jak to było w jego zwyczaju, obiadować
u profesora M. i nawet kazał mu powiedzieć, że nie opuści swego domu, póki nowego mieszkania nie poświęci. Wszyscy
jego przyjaciele i znajomi sądzili, że Crespel tego dnia urządzi wspaniałą ucztę;
tymczasem zaprosił tylko mularzy, majstrów, czeladników i uczniów, którzy pracowali w jego domu --- i zastawił im stół
najdelikatniejszym jadłem. Mularze połykali do woli pasztety z dziczyzny; stolarze smakowali z zadowoleniem złote bażanty, a głodni robotnicy rozkoszowali
się ptactwem na truflach. Wieczorem
przyszły ich żony i córki i był wielki bal.
Crespel tańczył walca z żonami majstrów; po czym wszedłszy do orkiestry,
wziął skrzypce i aż do samego rana przygrywał do tańca.<end id="e1313005915532-518744473"/></akap>


<akap>Następnego wtorku, ku swej wielkiej
radości, spotkałem radcę u profesora M.
Nic osobliwszego nad jego zachowanie:
był on bardzo nerwowy a ruchy miał tak
gwałtowne, że co chwila można się było
lękać, czy ten człowiek się nie zrani lub
czy nie połamie jakiego mebla. Ale nic
takiego mu się nie zdarzyło, a pani domu,
która go znała lepiej niż ja, bez trwogi się
przyglądała, jak wielkimi krokami szybko krążył dokoła stołu, ozdobionego piękną porcelaną, jak stawał przed wielkim
zwierciadłem lub brał do ręki jakąś subtelnie malowaną wazę, aby podziwiać
jej barwy. Crespel badał szczegółowo
przed obiadem wszystko, co się znajdowało w pokoju profesora; wlazł nawet na krzesło, aby zdjąć obraz ze ściany, po czym go z powrotem zawiesił. Mówił wiele i żywo, przeskakując od przedmiotu do
przedmiotu; po czym przyczepiał się do
jakiejś myśli i wracał do niej tysiącem
nawrotów, tysiącem szczególnych sposobów, gubiąc się sam w swoich odskokach,
aż na koniec inna myśl nim owładnęła.
Głos jego był już to surowy i gwałtowny,
już to żałosny i stopniowany, a zawsze
w niezgodzie z mową. Mówiono o muzyce i chwalono bardzo nowego kompozytora. Crespel zaczął się śmiać i zawołał
tonem jakby psalmodii<pe><slowo_obce> psalmodia</slowo_obce> --- śpiewanie i intonowanie psalmów.</pe>: ,,Chciałbym, aby
go szatan na czarnych skrzydłach porwał na dziesięć tysięcy milionów łokci,
w głąb otchłani bezdennej, aby porwał --- tego przeklętego układacza nut!"</akap>


<akap>Po czym dodał głosem twardym i rozdrażnionym:</akap>


<akap_dialog>--- Ona... to anioł niebiański... to akord
czysty, to harmonia boska, światło i gwiazda śpiewu...</akap_dialog>


<akap>Trzeba było sobie przypomnieć, że godzinę temu mówiliśmy o sławnej śpiewaczce.</akap>


<akap>Podano pieczeń zajęczą; zauważyłem,
że Crespel starannie odkładał kości z boku na swym talerzu i poprosił o nogę
zwierzęcia, którą mu z uśmiechem przyniosła córeczka profesora.</akap>


<akap>W czasie obiadu dzieci bardzo przyjaznym okiem spoglądały na radcę. W chwilę potem zbliżyły się do niego z szacunkiem i zatrzymały się na parę kroków
przed nim. Radca wyjął z kieszeni mały
stalowy przyrząd pilniczy --- i umieścił
go na stole; wówczas zgromadzone kości
brał po kolei --- zaczął z nich robić --- z nadzwyczajną zręcznością --- małe pudełka, kulki, kręgle i inne zabawki, które
dzieci przyjmowały z zachwytem. Po
obiedzie, siostrzenica profesora rzekła do
Crespela:</akap>


<akap_dialog>--- Drogi radco, cóż słychać u naszej
Antonii?</akap_dialog>


<akap>Crespel skrzywił się okropnie, i z jakimś ohydnym, prawdziwie diabelskim
uśmiechem rzekł głosem powolnym, miarowym, niemiłym:</akap>


<akap_dialog>--- Nasza dobra Antonia!</akap_dialog>


<akap>Profesor pospiesznie się zbliżył i rzucił
surowe spojrzenie na siostrzenicę, mówiąc
w ten sposób, że dotknęła struny, niemile
się odzywającej w sercu Crespela.</akap> 


<akap_dialog>--- Jakże miewają się skrzypce pana dobrodzieja? --- rzekł profesor swobodnie,
biorąc za ręce konsyliarza<pe><slowo_obce>konsyliarz</slowo_obce> (daw.) --- lekarz, doradca.</pe>.</akap_dialog>


<akap>Twarz Crespela zajaśniała natychmiast
i energicznym głosem powiedział:</akap>


<akap_dialog>--- Cudownie! dziś zacząłem rozbierać
na kawałki te doskonałe skrzypce Amatiego, o których panu mówiłem, a które
szczęśliwym trafem wpadły w moje ręce.
Mam nadzieję, że Antonia ostatecznie rozłoży je bardzo starannie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Antonia to dobra dziewczyna --- rzekł profesor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, niewątpliwie --- odrzekł radca,
odwróciwszy się nagle --- i skoczył ku
drzwiom.</akap_dialog>


<akap>Widziałem w lustrze, że łzy świeciły
mu w oczach.</akap>


<akap><begin id="b1309269049368-340591751"/><motyw id="m1309269049368-340591751">Muzyka</motyw>Skoro tylko wyszedł, prosiłem profesora, aby mię objaśnił, jaki jest stosunek
między radcą, skrzypcami a Antonią.</akap>


<akap_dialog>--- Ach --- odparł radca --- to człowiek
osobliwy i robi skrzypce w sposób nader
szczególny i zabawny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Robi skrzypce?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak jest. I jak mówią znawcy, są to
skrzypce najdoskonalsze, jakie można teraz znaleźć. Niegdyś, gdy mu się udało zrobić skrzypce według swego smaku,
obiecywał czasami przyjaciołom, że pozwoli im spróbować gry na tym instrumencie; teraz jednak ani myśleć o tym.
Gdy wykończył skrzypce, gra na nich
sam, godzinę lub dwie, z siłą nadzwyczajną i porywającą; potem zawiesza je obok
drugich i nigdy więcej ich nie dotyka i nie pozwala, aby ich dotknięto. Jeżeli są
skrzypce jakiego starego mistrza na
sprzedaż, Crespel je kupuje za jaką bądź
cenę; ale gra na nich tylko jeden raz: po czym je rozbiera, aby poznać ich budowę
wewnętrzną --- i jeżeli nie znajduje w nich
tego, co sobie wyobraził --- rzuca różne
kawałki do wielkiej skrzyni, już pełnej podobnych szczątków.<end id="e1309269049368-340591751"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale Antonia? --- zapytałem żywo.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jest to kwestia --- rzekł profesor --- która by mi kazała czuć wstręt do radcy,
gdybym nie był przekonany, znając dobroć jego charakteru, że w tym stosunku
kryje się jakaś okoliczność tajemnicza
i nieznana. Gdy radca przybył kilka lat
temu, aby się osiedlić w naszym mieście,
żył samotnie ze starą gospodynią w ubogim domu; wkrótce dziwactwa jego obudziły ciekawość sąsiadów --- i skoro tylko to dostrzegł, zaczął szukać znajomości
i znalazł je bez trudu. We wszystkich rodzinach, jak w mojej, przyzwyczajono się
do niego tak, że wkrótce stał się nieodzowny. Dzieci go pokochały mimo jego surowej miny --- i lękały się go znużyć. Widział pan dzisiaj sam, jak to on umie zdobyć sobie ich przyjaźń za pomocą dowcipnych wyrobów. Sądziliśmy, że jest nieżonaty --- i on też nigdy nie zaprzeczył tej
opinii. Przebywszy jakiś czas między
nami, odjechał nagle; nikt nie wiedział,
dokąd się udał, a powrócił w kilka miesięcy potem.</akap_dialog>


<akap><begin id="b1309269226497-696775564"/><motyw id="m1309269226497-696775564">Śpiew</motyw>Nazajutrz po jego powrocie okna w jego domu były rzęsiście oświetlone. Ta
nadzwyczajna jasność zwróciła uwagę sąsiadów. Wkrótce usłyszano cudowny
głos, głos kobiety, z towarzyszeniem fortepianu. Potem zabrzmiały akordy skrzypiec, które współzawodniczyły z głosem
ludzkim pod względem energii i giętkości.
Natychmiast poznano smyczek radcy.
Zmieszałem się z tłumem widzów, których
ta dziwna scena zgromadziła przed ogrodem --- i wyznaję, że wobec tego nieznanego głosu, wobec tych tonów, co tak żywo przenikały mą duszę, śpiew najsławniejszych śpiewaczek, jakie słyszałem kiedykolwiek, zdawał mi się mdły i bez wyrazu. Nigdy nie miałem pojęcia o tonach
tak długo wytrzymanych, o tych trylach
słowiczych, o tych nutach przezroczystych, które czasem urastały aż do grzmotu organów lub opadały do najcichszego
szmeru. Wszyscy słuchacze byli pod
czarem tych melodii i, gdy śpiewaczka
milkła, wszyscy ledwie oddychali w głębokim milczeniu. Było koło północy,
gdyśmy usłyszeli naraz głos pana radcy,
który mówił żywo i głośno. Drugi głos
męski zdawał się czynić mu wyrzuty,
a nadto, słyszano przerywany, rozżalony
głos młodej kobiety. Radca krzyczał coraz głośniej, aż na koniec przybrał ton
śpiewny, który pan już poznał. Przenikliwy krzyk młodej dziewczyny przerwał
tę rozmowę, po czym wszystko zapadło
w milczenie grobowe. Wówczas ukazał
się młody człowiek, który, łkając, wybiegł
z domu, rzucił się w wóz pocztowy, co
go oczekiwał --- i oddalił się pospiesznie.<end id="e1309269226497-696775564"/></akap>


<akap>Nazajutrz radca miał minę bardzo wesołą, a nikt nie zdobył się na odwagę, by
go zapytać o zdarzenia nocy poprzedniej.
Służąca opowiadała tylko, że radca sprowadził ze sobą młodą pannę nadzwyczajnej piękności; miała na imię Antonia
i śpiewała cudownie. Przybył z nią młodzieniec, który, zdaje się, czuł dla niej głęboki sentyment---i mógł być jej narzeczonym; ale radca go zmusił do rychłego odjazdu.</akap>


<akap>Stosunek radcy do Antonii --- mówił dalej profesor --- jest aż do dziś osnuty głęboką tajemnicą. Ale rzeczą jest pewną,
że Crespel wobec tej biednej dziewczyny
uprawia straszliwą tyranię; ukrywa ją,
jak doktor Bartolo<pe><slowo_obce>doktor Bartolo</slowo_obce> --- postać ze sztuki Pierre'a Beaumarchais (1732--1799) <tytul_dziela>Cyrulik sewilski</tytul_dziela>, będącej kanwą dla librett oper Giovanniego Paisella oraz Gioacchina Rossiniego (sławniejszej wersji z 1816 r.). Pilnie strzeżoną i więzioną w domu wychowanką doktora Bartola jest Rozyna, której pomaga w romansie Figaro, tytułowy cyrulik (pełniący funkcje golibrody, fryzjera i inne).</pe> krył swą wychowankę.
Zaledwie jej pozwoli wyjrzeć przez okno.
Jeżeli, ulegając ciągłym nagabywaniom,
wprowadza ją do jakiego salonu, nieustannie ją śledzi argusowym<pe><slowo_obce>argusowy</slowo_obce> --- czujny, wszechwidzący; od imienia Argusa, stuokiego olbrzyma, strażnika na usługach Hery w mit. gr.</pe> okiem i nie znosi,
aby wobec niej zagrano najmniejszy akord
muzyczny, a tym bardziej nie dopuści, aby
śpiewała. Nie może też śpiewać w swoim
domu, a melodie, jakie słyszeliśmy owej
nocy pamiętnej, a których całe miasto nigdy nie zapomni, pozostały wśród słuchaczów jako cudowna tradycja; i ci nawet,
którzy nie byli na tym koncercie, mówią,
gdy jaka śpiewaczka u nas wystąpi:
,,Wszystko to nic. Tylko Antonia umie
śpiewać".</akap>


 
<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>




<akap>Rzeczy fantastyczne mają dla mnie
urok niesłychany. Chciałem zapoznać się
z Antonią. Znałem już z zachwytu publiczności --- czar jej głosu. Sądziłem jednak, że ta młoda osoba była w tym mieście uwięziona pod władzą dziwacznego
Crespela. Następnej nocy --- w marzeniach sennych słyszałem idealny śpiew
Antonii; zdawało mi się, że w jakimś adagio<pe><slowo_obce>adagio</slowo_obce> (wł. wolno) --- wolne tempo w muzyce.</pe>, które sam skomponowałem, błagała
mnie, abym ją ocalił --- i postanowiłem
wejść do domu Crespela, przeniknąć, jak
drugi Astolf, do zamku Alcydy --- i z haniebnych więzów uwolnić królową pieśni.
Wszystko odbyło się wcale inaczej, niż sobie wyobrażałem. Zaledwie widziałem radcę dwa --- trzy razy i mówiłem mu z zapałem o najlepszej budowie skrzypiec, gdy
ten prosił mnie, bym go w domu odwiedził. Udałem się do niego, on zaś pokazał mi swoje skarby. Ujrzałem koło trzydzieści skrzypiec zawieszonych szeregiem koło siebie w jego gabinecie --- i wyróżniłem jedne z nich, godne uwagi
z oznak swej starożytności i urzeźbień. Skrzypce te wisiały wyżej niż inne --- i miały u wierzchołka wieniec z kwiatów,
niby król tych wszystkich instrumentów.</akap>





<akap_dialog><begin id="b1313012995744-442549839"/><motyw id="m1313012995744-442549839">Muzyka</motyw>--- Skrzypce te --- rzekł mi Crespel --- są
doskonałym dziełem nieznanego mistrza,
który żył zapewne za czasów Tartoniego.
Przekonany jestem, że w ich strukturze
wewnętrznej tkwi jakaś szczególna kombinacja i że, gdy je rozbiorę --- znajdę
w nich tajemnicę, której szukam od dawna.
Śmiej się pan, jeśli zechcesz, ale ten nieżywy instrument, któremu ja daję życie
i wyraz --- przemawia do mnie często cudownym językiem, a gdym grał na nim po
raz pierwszy, zdawało mi się, że jestem
magnetyzerem, który pobudza lunatyczkę,
aby mu wyjawiła swe utajone wrażenia.
Niech pan nie sądzi, że jestem dziwak,
który pozwala się opanować fantazjom
tego rodzaju; jest to jednak rzecz osobliwa: nie miałem nigdy tyle odwagi, by rozebrać tę niemą maszynę. Zresztą obecnie jestem zadowolony, że uszanowałem te skrzypce, gdyż odkąd tu jest Antonia,
gram na nich niekiedy wobec niej. Antonia słucha z przyjemnością, z nazbyt wielką przyjemnością.<end id="e1313012995744-442549839"/></akap_dialog>








<akap>Radca wygłosił te słowa ze wzruszeniem, które mnie ośmieliło tak, że powiedziałem:</akap>


<akap_dialog>--- O, drogi panie, czy nie zechciał by
pan zagrać przy mnie?</akap_dialog>


<akap>Twarz jego przybrała natychmiast wyraz niezadowolenia --- i głosem powolnym
a śpiewnym rzekł mi:</akap>


<akap_dialog>--- Nie, mój miły studencie!</akap_dialog>


<akap>I na tym się skończyło.</akap>


<akap>Pokazawszy mi dalej bardzo wiele osobliwości, z których niejedna była czystym
dzieciństwem --- wziął małą skrzyneczkę
i wyciągnął z niej rulonik papieru, który
mi włożył w rękę i uroczyście powiedział:</akap>


<akap_dialog>--- Jest pan miłośnikiem sztuki, przyjmij ten dar, który powinien ci na zawsze
stać się drogocennym.</akap_dialog>


<akap>To mówiąc, lekko popchnął mnie w plecy i ucałował mnie na progu. W istocie
rzec można --- symbolicznie wyrzucił mnie
za drzwi. Gdy otworzyłem rulonik papieru --- znalazłem w nim ułomek kwinty<pe><slowo_obce>kwinta</slowo_obce> --- interwał, odległość między dźwiękami.</pe> na
pół cala długości. Nad nutami napisane
były te słowa: ,,Kawałki kwinty, którą
znakomity Stamitz wykonał na skrzypcach, w czasie swego ostatniego koncertu".</akap> 


<akap>Po gwałtownej odpowiedzi, jaką mi dał,
gdy wymawiał imię Antonii --- sądziłem,
że już nigdy dziewczyny tej nie ujrzę; ale
inaczej się stało. Gdy odwiedziłem radcę
po raz drugi --- zastałem w jego pokoju
Antonię, która składała rozłączone części
skrzypiec. Na pierwszy widok Antonia
nie robiła wielkiego wrażenia, ale wkrótce
nie byłeś w stanie odwrócić spojrzenia od
jej oczu błękitnych, od jej ust różowych,
od jej twarzy łagodnej i tkliwej. Była
bardzo blada, ale z chwilą, gdy rozmowa
przybierała charakter dowcipny i ożywiony, policzki jej nabierały rumianej barwy --- i czarowny uśmiech błądził po jej
ustach.</akap>


<akap>Rozmawiałem z Antonią bez przymusu
i nie zauważyłem wcale u Crespela tych
argusowych oczu, o których mówił mi
profesor. Radca zachował usposobienie
zwykłe i rzekłbyś nawet podobała mu się
moja rozmowa z młodą panną. Często
go odwiedzałem --- i między nami trojgiem rozwinęła się swoboda i rodzaj serdeczności, która nadawała niemały czar
naszym zebraniom. Radca bawił mię
wielce swymi osobliwościami. Ale Antonia pociągała mnie ku sobie w sposób nieodparty, i dzięki niej znosiłem wiele rzeczy, których w innym położeniu nie wytrzymałaby moja niecierpliwa natura. Rozmowa radcy była często nudna i w złym
smaku, a co mnie zwłaszcza rozżalało przeciw niemu, to ten fakt, że za każdym razem, gdy zaczynało się mówić o muzyce, Crespel zwracał ku mnie twarz wykrzywioną z niezadowolenia, przykro
uśmiechniętą --- i śpiewnym głosem wypowiadał kilka szczególnych słów, aby
odwrócić rozmowę.</akap>


<akap>Ze smutku, jaki się w takich chwilach
objawiał na twarzy Antonii, mogłem sądzić, że radca działał tak jedynie, aby
przeszkodzić mi w życzeniu moim słabo
utajonym: słyszeć śpiew młodej panny.
Nie zrzekłem się mimo to swego projektu:
przeszkody, jakie radca stawiał mym pragnieniom, wzmacniały tylko moje postanowienie. Chciałem słyszeć śpiew Antonii,
aby się nie zatracić w marzeniach sennych, jakie mi dawało niewyraźne pojęcie o tym śpiewie. Pewnego wieczoru
Crespel był w humorze doskonałym. Rozebrał jedne ze skrzypiec z Cremony i odkrył, że tabela harmonii w tych skrzypcach była o pół linii bardziej nachylona niż w innych. Co za cenne odkrycie dla
praktyki! Udało mi się ożywić go jeszcze
bardziej, wypowiadając zdanie o prawdziwych sposobach gry smyczkowej. Metoda wielkich śpiewaków, starych mistrzów, o których mówił Crespel --- stała
się dla mnie motywem krytyki nowej metody śpiewu: potępiałem ten śpiew nowoczesny, który się układa według sztucznych efektów instrumentów muzycznych.</akap>


<akap_dialog>--- Cóż za niedorzeczność --- zawołałem,
powstając nagle z krzesła i otwierając
szybko fortepian --- cóż to za niedorzeczność rozwodzić po jednemu dźwięki po
ziemi!</akap_dialog>


<akap>Zaśpiewałem kilka nowych kompozycji, wtrącając w nie złe akordy.</akap>



<akap>Crespel śmiał się do rozpuku, i wołał:
</akap>

<akap_dialog>--- Ach, ach! zdaje mi się, że słyszę naszych
Niemców zwłoszczonych lub naszych
Włochów zniemczonych, śpiewających
coś z Pucchitta lub Porto-Gallo albo kawałki jakiegoś maestro de capella<pe><slowo_obce>maestro de capella</slowo_obce> (z wł. <slowo_obce>maestro di capella</slowo_obce>) --- kapelmistrz.</pe>.</akap_dialog>




<akap>Teraz, sądziłem, nadszedł moment.</akap> 

<akap_dialog>--- Jestem przekonany --- rzekłem zwracając się do Antonii --- że pani nie zna tej
ohydnej metody.</akap_dialog>



<akap>I zacząłem śpiewać pełną wyrazu, cudowną melodię starego
Leonarda Leo.</akap>




<akap>Twarz Antonii pokryła się świetnym
blaskiem; oczy jej zabłysły, żywo poskoczyła<pe><slowo_obce>poskoczyć</slowo_obce> --- skocznie podbiec.</pe> do fortepianu i otworzyła usta.</akap>


<akap>W tej samej chwili Crespel wziął mnie za
ramiona i rzekł mi wstrząśniętym głosem:</akap>

<akap_dialog>--- Dziecko, dziecko! --- po czym mówił dalej miarowo, kłaniając mi się z głębokim szacunkiem --- Uchybiłbym niewątpliwie, mój wielce szanowny panie, wszelkim konwenansom i zwyczajom grzeczności, gdybym powiedział głośno, aby cię
swymi ognistymi szponami diabeł porwał
natychmiast i uniósł na samo dno przepaści. Ale nie idąc tak daleko, przyznasz,
mój najmilszy, że noc jest bardzo ciemna
i że, ponieważ latarnie są niezapalone, jeżeli nawet nie wyrzucę cię przez okno,
zechcesz swoje ciało i kości zdrowo sprowadzić na sam dół klatki schodowej.
Weź zatem tę świeczkę, idź w spokoju do
domu i pamiętaj o tym, że masz we mnie
przyjaciela tkliwego i oddanego, choć już
nigdy, rozumiesz, nigdy! nie zobaczysz
mnie tu, w moim mieszkaniu.</akap_dialog>




<akap>To rzekłszy, ucałował mnie i powoli skierował ku drzwiom, trzymając mnie w ten
sposób, że nie mogłem już ani razu zobaczyć spojrzenia Antonii.</akap> 


<akap>Przyznacie, że na moim miejscu trudno było zwymyślać radcę, choć miałem
do tego wielką ochotę. Profesor śmiał się
wielce z mej przygody i twierdził, że moje
stosunki z radcą skończyły się na zawsze.
Antonia była dla mnie istotą zbyt szlachetną i zbyt świętą, abym mógł odgrywać
pod jej oknami tęsknotliwe amorosa<pe><slowo_obce>amoroso</slowo_obce> (hiszp.) --- pieszczotliwie, czule.</pe>. Opuściłem miasto H. z sercem rozżalonym
i zrozpaczonym; obraz Antonii ukazywał
mi się otoczony niby aureolą --- a jej śpiew,
którego nigdy nie słyszałem, brzmiał
w moim sercu, jak pocieszająca muzyka.</akap>




<naglowek_rozdzial>IV</naglowek_rozdzial>




<akap>Od dwóch lat przebywałem w B. gdy
przedsięwziąłem podróż po Niemczech południowych. Pewnego wieczoru --- w purpurze zachodzącego słońca --- ujrzałem
rysujące się wieże H. W miarę przybliżania czułem się opanowany jakimś niewypowiedzianym niepokojem. Miałem niby ciężar wielki na piersi, było mi duszno
i zlazłem z powozu, aby oddychać swobodnie. Wkrótce owo przybicie moralne
stało się cierpieniem fizycznym; zdawało
mi się, że słyszałem w powietrzu dźwięki uroczystego śpiewu. Melodia stała się
bardziej wyrazista, rozróżniałem głosy
mężczyzn modulujących pieśń kościelną.</akap>


<akap_dialog>--- Co się stało? co się stało? --- zawołałem z bólem niewymownym.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy pan nie widzi? --- odparł pocztylion; kogoś chowają tam na cmentarzu.</akap_dialog>


<akap><begin id="b1309269922407-908956810"/><motyw id="m1309269922407-908956810">Pogrzeb</motyw>W istocie, zbliżyliśmy się do cmentarza,
i ujrzałem grupę ludzi, ubranych czarno
i otaczających rów, który zasypywano.
Łzy mi popłynęły z oczu, zdawało mi się,
że oto chowają wszystkie me radości
i szczęście mego życia. Zestąpiłem w dolinę wzgórza i nie mogłem już widzieć, co
się dzieje na cmentarzu. Śpiew ustał i dostrzegłem na drodze ludzi w żałobie, wracających z pogrzebu. Profesor przeszedł
koło mnie ze swą siostrzenicą, ale mnie
oboje nie zauważyli. Siostrzenica trzymała chustkę przy oczach i łkała gorąco.
Nie mogłem żadną miarą wejść do miasta. Posłałem do gospody swego służącego wraz z powozem i zacząłem krążyć po tych miejscach, które znałem tak
dobrze, chcąc w ten sposób przyjść do siebie od wzruszenia, którego źródłem być
może było znużenie podróżą albo inna
przyczyna.<end id="e1309269922407-908956810"/> Szedłem teraz aleją, która prowadziła do ogrodu publicznego --- i tu
byłem świadkiem szczególnego widowiska. Radcę Crespela prowadzili dwaj ludzie w żałobie, ten zaś skakał i wydzierał
się im gwałtownie. Nosił jak zwykle swój
szary kostium, wykrajany w sposób
szczególny; z trójgraniastego kapelusza,
marsowo pomieszczonego na głowie, spadała powiewna czarna krepa; na biodrach
miał dokoła czarną szarfę --- i zawiesił na
niej zamiast szpady, smyczek skrzypcowy. Zimny lodowaty dreszcz przeszedł
całe moje ciało. Jest obłąkany --- mówiłem do siebie --- i szedłem za nim powoli.
Ci, co nad nim czuwali, odprowadzili go do
domu, on zaś całował ich z wybuchami
śmiechu. Gdy go pożegnali, Crespel zauważył moją osobę; utkwił we mnie oczy
i rzekł mi głosem głuchym:</akap>


<akap_dialog>--- Witaj mi,
mości studencie! rozumiesz zapewne...</akap_dialog>



<akap>Przy tych słowach, ujął mnie za ramię
i wciągnął do swego mieszkania. Tu pokazał mi pokój, w którym rozwieszone były skrzypce; wszystkie były pokryte czarną zasłoną, ale zamiast pięknych skrzypiec z Cremony wisiał wieniec cyprysowy. Zgadłem co się stało. ,,Antonia, Antonia!" --- zawołałem z głęboką boleścią.
Radca stał przede mną nieruchomy, założywszy na krzyż ramiona. Wskazałem na
wieniec cyprysowy.</akap>

<akap_dialog>--- Gdy umarła --- rzekł
mi uroczyście --- smyczek tych skrzypiec
pękł gwałtownie, a tabela harmonii rozpadła się na kawałki. Ten wierny instrument mógł żyć tylko z nią i dla niej; leży
w grobie wraz z nią pochowany.</akap_dialog>


<akap>Padłem na fotel w żywym wzruszeniu.
Radca zaczął głosem zgrzytliwym śpiewać jakąś wesołą śpiewkę. Był to widok
straszliwy, gdy starzec skakał na jednej
nodze, a krepa, przypięta do jego kapelusza, uderzała o skrzypce rozwieszone na
ścianie. Nie mogłem powstrzymać krzyku przerażenia, gdy w szybkim ruchu pana radcy, krepa spadła na moją twarz;
zdawało się, że mnie osnuje żałobnym welonem obłędu. Nagle Crespel się zatrzymał i rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Dziecko, dziecko! Czemu
tak krzyczysz? Czyś ujrzał anioła śmierci? Zawsze się go widzi przed pogrzebem.</akap_dialog>


<akap>Ruszył na środek pokoju, wziął smyczek skrzypcowy zawieszony u pasa,
ujął go w obie ręce, położył na głowie
i złamał na dwoje; po czym zawołał z wybuchem śmiechu:</akap>


<akap_dialog>--- Teraz laseczka złamała się na mnie! Czyż nie jestem wolny? Wolny! Chwała
wolności! Już nie będę robił skrzypiec...
brawo! już nie będę robił skrzypiec!</akap_dialog>

<akap>I na nowo zaczął śpiewać w sposób jeszcze okropniejszy jakąś figlarną melodię,
znowu biegając i skacząc na jednej nodze.
Przerażony tą sceną chciałem uciec; zatrzymał mnie silną ręką --- i spokojnie mi
powiedział:</akap>



<akap_dialog>--- Zostań, panie studencie.
Nie uważaj za szaleństwo tych wyskoków
boleści, która mnie zabija. Wszystko to
się stało dlatego, że sobie ostatnio kazałem zrobić szlafrok, nadający mi pozór
Przeznaczenia lub Boga.</akap_dialog>




<akap>Wezwałem jego starą gospodynię i byłem zadowolony, że na koniec mogę wyjść.
Nie wątpiłem, że Crespel ma pomieszanie
zmysłów; profesor jednak był przeciwnego zdania.</akap>


<akap_dialog>--- Są ludzie --- mówił --- co to im natura lub jakieś szczególne zdarzenie zdziera zasłonę, pod którą my zazwyczaj popełniamy różne szaleństwa w sposób
niepostrzeżony. Są oni, rzekłbyś, jak
te owady, w skórze przezroczystej, poprzez którą dostrzec można grę ich
muskułów. Wszystko, co u nas jest
w stanie myśli, u Crespela wyraża się czynem. Jego kurcze, jego dziwadlane
tańce --- malują gorzką ironię losu, który często igrał z nim na tym świecie; ale w tym jest jego zbawienie. Co
pochodzi z ziemi, odda on ziemi. Co idzie
z nieba, to potrafi zachować --- i, mimo
tego wstrząsającego obłąkania, nie utracił poczucia samego siebie. Nagła śmierć
Antonii przygnębiła go niezmiernie. Jednakże pewien jestem, że od jutra wróci do
swych nawyków.</akap_dialog>


<akap>W istocie wszystko się stało mniej więcej tak, jak przewidział profesor. Radca
ukazał się znów nazajutrz takim, jakim
był niegdyś. Oświadczył jedynie, że już
nie będzie robił skrzypiec i nie będzie grał
na tym instrumencie: jakoż istotnie dotrzymał słowa.</akap>




<naglowek_rozdzial>V</naglowek_rozdzial>




<akap>Słowa profesora dodały jeszcze mocy
podejrzeniom, jakie miałem co do stosunku radcy do Antonii. Sądziłem nawet, że
śmierć Antonii ciążyć musi surowo na sumieniu Crespela. Nie chciałem opuścić
H. zanim go nie złamię wyrzutami
w sprawie zbrodni, jaką moim zdaniem popełnił. Chciałem nim do głębi serca
wstrząsnąć i zmusić go, aby mi się przyznał do swego straszliwego postępku. Im
bardziej o tej sprawie myślałem, tym
oczywistszym było dla mnie, że Crespel
był zbrodniarzem --- i mowa, z którą miałem się zwrócić do niego, przybierała coraz bardziej koloryt gorący i gwałtowny.
Ostatecznie było to prawdziwe arcydzieło retoryki.</akap>


<akap>Tak przygotowawszy swą orację, którą mi rozpaliła wyobraźnia, pobiegłem do
Crespela: zastałem go w chwili, gdy
z twarzą spokojną i uśmiechniętą, strugał różne zabawki dziecinne.</akap>


<akap_dialog>--- Jak to? --- zawołałem oburzony --- jak może pan przez chwilę mieć duszę
spokojną, gdy myśl ohydnego czynu powinna by pana dręczyć bez litości.</akap_dialog>


<akap>Spojrzał na mnie z podziwem i złożył na boku swe pilniki.</akap>


<akap_dialog>--- Co chcesz powiedzieć, mój dobry
przyjacielu? --- zapytał --- proszę cię, zechciej usiąść.</akap_dialog>


<akap>Zapalałem się coraz bardziej; oskarżyłem go, że spowodował śmierć Antonii
i groziłem mu pomstą niebieską. Pełny
jeszcze dumy ze świeżo uzyskanej godności jurysty<pe><slowo_obce>jurysta</slowo_obce> (daw.) --- prawnik.</pe>, zacząłem go nawet zapewniać, że
poruszę wszystkie sprężyny, aby odkryć
ślady przestępstwa i oddać go w ręce
sprawiedliwości.</akap>


<akap>Czułem się jednak szczególnie zakłopotany, gdy po ukończeniu mej pompatycznej oracji, szanowny radca spoglądał na
mnie bez najmniejszego niepokoju, jakby
oczekując dalszego ciągu mego przemówienia. Chciałem jeszcze coś powiedzieć,
ale wszystko co wyrażałem, zdawało mi
się niewłaściwe i mętne tak, że nie śmiałem już dalej mówić. Crespel bawił się moim zakłopotaniem; ironiczny, złośliwy
uśmiech błądził po jego twarzy. Wkrótce
jednak przybrał minę poważną i rzekł mi
imponująco:</akap>


<akap_dialog>--- Młodzieńcze, możesz mnie uważać
za wariata, za oryginała, przebaczam
ci, gdyż obaj jesteśmy zamknięci w domu
obłąkanych i gniewasz się na mnie za to,
że ja sądzę się być Bogiem Ojcem, ty zaś
uważasz się za Boga Syna. Ale jakże ośmielasz się przeniknąć w tajemnicze nici żywota, który powinien ci być obojętny? Antonina już nie żyje, tajemnica ustała...</akap_dialog>


<akap>Podniósł się, zaczął chodzić po pokoju
wzdłuż, i wszerz; utkwił we mnie spojrzenie, wziął mnie za rękę, poprowadził mnie
do okna, otwarłszy jego dwie połowice.
Oparł się o kamień balkonu, oczy skierowawszy na ogród i opowiedział mi historię swego życia. Gdy skończył, pożegnałem go wzruszony i zawstydzony.</akap>


<akap>Oto w kilku słowach historia Antonii.</akap>


<akap>Na jakie dwadzieścia lat przed okresem,
o którym tu opowiadam, radca udał się do
Włoch, pragnąc odnaleźć najlepsze skrzypce dawnych mistrzów. Nie zbudował jeszcze żadnego z tych instrumentów i nie
myślał o ich rozbieraniu. <begin id="b1309270245694-2069739963"/><motyw id="m1309270245694-2069739963">Ślub, Śpiew, Sztuka, Imię</motyw>W Wenecji słyszał znakomitą śpiewaczkę Angelę, która
była wówczas gwiazdą teatru San-Benedetto, jako primadonna<pe><slowo_obce>primadonna</slowo_obce> (wł.) --- dosł.: pierwsza dama; śpiewaczka operowa, solistka w operze.</pe>, a widok jej obudził w nim niesłychany entuzjazm, wywołany nie tylko talentem, ale i anielską
pięknością signory<pe><slowo_obce>signora</slowo_obce> (wł.) --- pani.</pe>. Starał się z nią zapoznać i mimo pewnej gburowatości swojego
zachowania, zdobył sobie łaskę młodej artystki --- dzięki śmiałej i pełnej wyrazu
swojej grze na skrzypcach. W parę tygodni potem zawarł z nią ślub, który musiał
zostać tajemnicą, gdyż Angela nie chciała ani opuścić teatru, ani zrzec się swego
sławnego imienia, by je zastąpić mało
dźwięcznym nazwiskiem Crespel.<end id="e1309270245694-2069739963"/></akap>


<akap>Radca z szaloną ironią opisał mi wszystkie męczarnie, jakie znosić musiał ze
strony signory Angeli z chwilą, gdy ta została jego żoną. ,,Wszystkie kaprysy,
wszystkie szaleństwa wszystkich pierwszych śpiewaczek były złączone, zjednoczone w małym ciałku Angeli". Jeżeli mu
się kiedyś zdarzało wyrazić swoją wolę,
natychmiast Angela wypuszczała przeciw
niemu całą gromadę opatów, maestrów,
akademików, którzy, nie znając jego praw
małżeńskich, traktowali go jako nieznośnego i źle wychowanego amanta. Razu
pewnego, po jednym z takich burzliwych
dni, Crespel uciekł z miasta i schronił się
w wiejskim domu Angeli i dla zapomnienia swych cierpień, wygrywał różne fantazje na swych skrzypcach z Cremony.
W parę chwil potem signora wchodzi do
domu. Miała ona w tym momencie kaprys
czułości; całuje radcę, rzucając nań spojrzenia pełne tęsknoty i głowę mu składa
na ramieniu. Crespel uniesiony wirem
swych akordów, dalej z zapałem ciągnie
swą grę i przypadkowo dotyka signorę
końcem swego smyczka. Wówczas ona
rzuca się ku niemu, wściekła. ,,Bestia tedesca<pe><slowo_obce>bestia tedesca</slowo_obce> (wł.) --- niemieckie bydlę (zwierzę).</pe>!" --- krzyczy, i wydzierając mu smyczek z rąk, łamie go na marmurowym stoliku.</akap>


<akap>Radca przez chwilę stał wobec niej skamieniały, wreszcie budząc się niby ze snu,
silną ręką ujął signorę, wyrzucił ją przez
okno i nie zwracając uwagi na to, co się
stanie, wyjechał do Niemiec. Dopiero
w jakiś czas potem zaczął sobie zdawać
sprawę ze swego gwałtownego czynu.
Choć wiedział, że okno było nie wyższe
niż pięć stóp od ziemi i choć był posłuszny niepokonanemu odruchowi, wyzwalając się w ten brutalny sposób od gniewu
swojej żony, czuł jednak niepokój wewnętrzny, tym silniejszy, gdy przypomniał
sobie, że signora miała nadzieję zostać
matką. Drżał z pragnienia, by zyskać wiadomości i niemało był zdumiony, gdy
w osiem miesięcy po swym powrocie,
otrzymał bardzo tkliwy list od Angeli.
W liście nie było najmniejszej wzmianki
o tym, co się stało w willi podmiejskiej,
donosił tylko, że signora powiła czarującą córeczkę. Z tego powodu marito amato<pe><slowo_obce>marito amato</slowo_obce> (wł.) --- ukochany mąż.</pe>,
padre felicissimo<pe><slowo_obce>padre felicissimo</slowo_obce> (wł.) --- najszczęśliwszy ojciec.</pe> natarczywie był proszony, aby jak najprędzej przybył do Wenecji. Crespel, zanim przystał na tę prośbę,
napisał do kilku ze swoich przyjaciół, aby go dokładnie powiadomili, co się zdarzyło od chwili jego odjazdu i dowiedział się,
że signora, wyleciawszy przez okno, lekko
jak ptaszek, upadła na trawnik i że ten
upadek miał dla niej właśnie wyniki jak najlepsze. Energiczny czyn Crespela całkowicie zmienił kapryśną naturę młodej
kobiety. Od tego dnia nie dostrzegłbyś
w niej żadnego z dawnych dziwactw jej
charakteru. Maestro, który tego roku
komponował sztuki karnawałowe, był najszczęśliwszym z ludzi, gdyż signora zgodziła się śpiewać, nie narzucając mu tysiąca wariantów, czego niegdyś wymagała.</akap>


<akap>Radca, wzruszony tą zmianą, zamówił
konie i siadł do dyliżansu. Nagle się zatrzymał: ---,,Być może --- powiedział sobie --- że sam mój widok obudzi na nowo
w Angeli jej fantastyczne usposobienie,
 może jeszcze raz będę ją musiał wyrzucić przez okno!"</akap>


<akap>Wrócił do siebie i napisał do żony list
najczulszy w świecie, wyrażając radość,
jakiej doznał na wiadomość, że jego córka ma --- tak jak on --- mały znaczek za
uchem. Klął się, że ją kocha z całego serca, ale że musi pozostać w Niemczech. Korespondencja w tym tonie trwała dłuższy czas. Zapewnienia miłości, prośby,
pragnienia, wyrazy żalu płynęły z Wenecji do H. i z H. do Wenecji.</akap>


<akap>Na koniec Angela przybyła do Niemiec
i w charakterze primadonny uzyskała
wielkie powodzenie w teatrze miasta F.;
nie była już młoda, ale jej śpiew miał czar
nieprzeparty, gdyż głos jej nie utracił nic
ze swej mocy. Antonia urosła i matka jej
nie mogła się powstrzymać, by nie napisać radcy, że jej córka będzie pierwszorzędną śpiewaczką.</akap>


<akap>Pewnego dnia przyjaciele Crespela zawiadomili go, że dwoje sławnych wirtuozów przybyło do F. i bardzo go prosili,
aby się udał do tego miasta dla ich usłyszenia. Nie wiedział, jakie ścisłe węzły łączyły go z tą parą. Radca bardzo pragnął
zobaczyć swą córkę, ale gdy tylko pomyślał o żonie, natychmiast budziły się w nim
bardzo smutne myśli i został u siebie w towarzystwie swych połamanych skrzypiec.</akap>


<akap>Młody, bardzo znany kompozytor, do
szaleństwa zakochał się w Antonii, dziewczę odpowiedziało mu miłością. Angela
nie mogła nic zarzucić ich połączeniu, radca zaś przystał na nie tym skwapliwiej,
że dzieła młodego artysty znalazły łaskę
w oczach jego surowego sądu. Codziennie Crespel oczekiwał wiadomości, że małżeństwo było zawarte --- lecz, zamiast tej
radosnej nowiny, otrzymał list z czarną
pieczęcią, pisany nieznajomą ręką. Doktor R. zawiadamiał radcę, że poprzedniego wieczoru Angela po wyjściu z teatru przeziębiła się silnie i umarła w przededniu ślubu Antonii. Angela zawiadomiła
doktora, że jest żoną Crespela i że mu powierza los swojej córki.</akap>


<akap>Tegoż samego dnia radca wyjechał do
F. Nie jestem w stanie wypowiedzieć,
w jak wzruszający sposób Crespel mówił
mi o chwili, w której po raz pierwszy zobaczył swą córkę. Była nawet w dziwactwie jego wyrażeń pewna siła, której nie
mogę oddać słowem. Antonia miała
wszystkie wdzięki swej matki bez żadnej
z jej przywar. Gdy Crespel przybył, młody narzeczony siedział koło niej, Antonia
zaś, znając osobliwą naturę swego ojca,
zaczęła śpiewać motyw starego mistrza
Martiniego, który Angela niegdyś śpiewała radcy w okresie ich wielkiej miłości.
Crespel rozrzewnił się wielce i wylewał potoki łez; nigdy głos samej Angeli tak
potężnie nie drgał mu w uchu. Śpiew Antonii był szczególnej natury, już to był podobny do westchnień harfy eolskiej, już to
do trylów słowiczych: rzekłbyś tony, wyśpiewywane przez nią nie mogły się zawierać w piersi ludzkiej. Antonia, przejęta do głębi miłością i radością, śpiewała
swe najpiękniejsze melodie, gdy jej narzeczony pełny zachwytu, towarzyszył
jej na fortepianie. Crespel był pogrążony
niby w ekstazie: naraz stał się milczący,
zamyślony i zwracając się ku Antonii,
przycisnął ją do serca i mówił do niej głosem przygłuszonym:</akap>


<akap_dialog><begin id="b1313017774762-1645003787"/><motyw id="m1313017774762-1645003787">Śpiew, Śmierć</motyw>--- Nie śpiewaj już, jeżeli mnie kochasz.
Twój śpiew rozdziera mi duszę. Straszny
niepokój mnie ogarnia. Nie śpiewaj już, Antonio.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie --- rzekł nazajutrz do doktora
R. --- gdym podczas jej śpiewu zauważył
dwie czerwone plamy na jej policzkach,
widziałem, że to już nie jest podobieństwo
rodzinne, ale znak przerażający.</akap_dialog>


<akap>Doktor, którego twarz pociemniała na
te słowa radcy, odparł:</akap>


<akap_dialog>--- Być może w istocie, że skutkiem nadmiernego wysiłku lub skutkiem wady organicznej, Antonia ma jakąś chorobę piersiową, która właśnie głosowi jej nadaje tę
siłę cudowną i te wibracje wdzięczne
i nadprzyrodzone. Ten talent może być
powodem jej śmierci i jeżeliby dalej śpiewała, nie daję jej więcej nad sześć miesięcy życia.</akap_dialog>


<akap>To wyznanie doktora jak grot przeszywający uderzyło w serce radcy. Zdawało mu się, że widzi płodne drzewo, po
raz pierwszy okryte najpiękniejszymi
owocami, a skazane, by już więcej nie zazielenieć, nie zakwitnąć, lecz podciętym
być w korzeniu. Postanowił natychmiast
czynić, co należy. Wystawił wprost Antonii samej wszystkie swoje trwogi i pytał
ją, czy woli iść za swoim narzeczonym,
ulec czarom życia światowego i rychło
umrzeć, czy też iść za ojcem w jego starości, dać mu odpoczynek i radość, jakiej
ten nigdy nie zaznał, a za to żyć długo.
Antonia ze łkaniem rzuciła mu się w objęcia. Zrozumiał wszystką boleść, jaką odczuwała dziewczyna. Następnie zwrócił
się do narzeczonego i chociaż ten zaklinał
się, że nigdy żaden śpiew nie wyjdzie
z ust panny, radca jednak sądził, że młody muzyk nie zdoła się oprzeć pokusie, by usłyszeć Antonię wykonywającą utwory, przez niego skomponowane. Radca
zniknął z Antonią i udał się do H. Narzeczony, pełny rozpaczy z powodu tego nagłego odjazdu, ruszył ich śladem i przybył wraz z nimi do ich kryjówki.</akap>


<akap_dialog>--- Ujrzeć go raz jeszcze, a potem
umrzeć! --- mówiła Antonia głosem pełnym jęku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Umrzeć, umrzeć! --- krzyczał Crespel w szalonym gniewie; i lodowaty
dreszcz przenikał go aż do szpiku. Widział swą córkę, tę istotę uroczą i jedyną
w świecie, jedyną co mogłaby mu objawić
nieznane szczęście, jedyną, co by go pogodziła z istnieniem: tę córkę widział, jak
mu ją zabierają, odrywają od serca. Wówczas chciał uczynić najokropniejszą próbę. Narzeczony siadł do fortepianu, Antonia śpiewała, Crespel wesoło grał na
skrzypcach aż do chwili, gdy ujrzał dwie
czerwone plamy na jagodach panny. Wówczas przerwał koncert, a gdy muzyk pożegnał Antonię, ta z bolesnym krzykiem
zemdlona padła na podłogę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Sądziłem --- rzekł mi Crespel --- że
umarła, jak przewidywałem, że umarła
naprawdę, a ponieważ byłem przygotowany na najsroższą katastrofę, byłem spokojny. Łagodnie wziąłem muzyka za ramiona i rzekłem:</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ponieważ ci się podobało, mój czcigodny mistrzu fortepianu, zabić swoją narzeczoną, --- możesz iść w spokoju dokąd
zechcesz, chyba, że wolałbyś zostać tutaj, póki ci nie wbiję w serce tego noża
myśliwskiego, by twoją szlachetną krwią
ubarwić bladą twarz mojej córki. Oddal
się stąd co prędzej, bo nie odpowiadam
za siebie.</akap_dialog>


<akap>Słowa moje musiały mieć w owej chwili
ton przeraźliwy. Uciekł pośpiesznie i szybko zeskoczył ze schodów.</akap>


<akap>Gdy był już daleko, Antonia, leżąca
nieprzytomnie na podłodze, z trudem
otworzyła oczy, a śmierć, zdawało się, że natychmiast zamknie je na nowo. Crespel
wydał okrzyk rozpaczy. Lekarz, którego
sprowadziła stara gospodyni, powiedział,
że stan Antonii jest bardzo groźny,
lecz nie przedstawia niebezpieczeństwa
i w istocie wyzdrowiała znacznie wcześniej, niż się tego spodziewał radca. Od
tego dnia okazywała dla ojca niezmierną
czułość; z oddaniem przyłączyła się do
jego skłonności, a nawet do jego wszystkich dziwactw; pomagała mu rozbierać
stare skrzypce --- robić z nich nowe.</akap>


<akap>,,Nie chcę już śpiewać --- mówiła często --- chcę żyć dla ciebie" --- i opierała się
wszystkim prośbom tych, co się do niej
zwracali, by głos jej usłyszeć. Radca starał się, ile możności, by tych próśb jej
oszczędzono. Z niechęcią prowadził ją
w świat i starannie unikał wszystkich koncertów. Wiedział, co kosztowało Antonię
wyrzec się sztuki, którą podniosła do tak
wysokiego stopnia doskonałości.</akap>


<akap>Gdy kupił zadziwiające skrzypce, które
pochował wraz z nią w jednym grobie,
a które chciał zniszczyć tak, jak wszystkie
inne, Antonia patrzała na niego z miną
bolesną i pytała:</akap>


<akap_dialog>--- Jak to? i te skrzypce również?</akap_dialog>


<akap>Radca nie wiedział sam, jaka nieokreślona potęga przeszkadzała mu rozłożyć ten instrument i zmuszała, że na nim
grywał. Zaledwie pierwsze uderzył akordy, Antonia zawołała z akcentem radości:</akap>


<akap_dialog>--- Ach, poznaję siebie, śpiewam na
nowo!</akap_dialog>


<akap>W istocie jasne, srebrzyste tony skrzypiec, zdawały się wychodzić z piersi ludzkiej. Crespel wzruszony do głębi duszy grał z jeszcze większą ekspresją niż zwykle i gdy śmiało a mocno przebiegał
wszystkie tony gamy, Antonia klaskała
w ręce i wołała jakby w zachwyceniu:</akap>


<akap_dialog>--- Ach, jak dobrze śpiewam, jak dobrze
śpiewam!</akap_dialog>


<akap>Od tego dnia na nowo stała się pogodna
i wesoła. Często mówiła do radcy:</akap>


<akap_dialog>--- Ojcze, chciałabym jeszcze coś zaśpiewać.</akap_dialog>


<akap>Crespel zdejmował skrzypce ze ściany,
grał ulubione melodie córki i wtedy serce jej rozpływało się w rozkoszy.<end id="e1313017774762-1645003787"/></akap>


<akap><begin id="b1313017727107-3255512677"/><motyw id="m1313017727107-3255512677">Śpiew, Muzyka, Śmierć</motyw>Na krótki czas przed moim powrotem do
H. pewnego razu zdawało się radcy, że
pośrodku nocy usłyszał dźwięk fortepianu w sąsiedniej izbie. Natychmiast rozpoznał wyraźnie zwykłe preludium młodego muzyka. Chciał się podnieść, ale był
jakby przywiązany stalowymi łańcuchami i nie mógł uczynić najmniejszego poruszenia. W parę chwil później rozpoznał
głos Antonii, który się naprzód rozlewał
jak lekkie tchnienie, a potem rósł stopniowo aż do najdźwięczniejszego fortissimo<pe><slowo_obce>fortissimo</slowo_obce> (wł.) --- bardzo głośno.</pe>;
następnie usłyszał tony porywającej melodii, którą narzeczony skomponował dla
Antonii w stylu religijnym dawnych mistrzów. Crespel zapewniał, że był w tym
momencie pełen przerażającego wzruszenia; odczuwał naraz najokropniejszą
trwogę i rodzaj idealnej rozkoszy.</akap>


<akap>Naraz uderza go jasność oślepiająca;
widzi muzyka i Antonię, którzy się całują
i patrzą na siebie w zachwyceniu. Melodia brzmiała dalej, choć Antonia nie śpiewała i choć jej narzeczony nie dotykał
fortepianu. Radca upadł zemdlony. Gdy
wrócił do przytomności, na nowo się
w nim obudziła straszliwa trwoga, jakiej
doznawał niby we śnie. Popędził do pokoju Antonii; ujrzał ją na kanapie, z oczami zamkniętymi, z wargą uśmiechniętą, ze
złożonymi rękami: rzekłbyś, spała kołysana niebiańskimi marzeniami.</akap>


<akap>Umarła.<end id="e1313017727107-3255512677"/></akap>


</powiesc>


</utwor>