<utwor>
  <rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/hoffmann__narozne_okno/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Hoffmann, E. T. A.</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Narożne okno</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Lange, Antoni</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gąssowska, Hanna</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gąssowska, Hanna</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Śląską z egzemplarza  pochodzącego ze zbiorów BŚ.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/powiesci-fantastyczne-narozne-okno</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.sbc.org.pl/dlibra/doccontent?id=24436</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">E. T. A. Hoffmann, Powiści fantastyczne, T. II, red. Jan Lorentowicz, oprac. Antoni Lange, nakł. i druk Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów, Skł. gł. w Księgarni E. Wendego i S-ki, H. Altenberg, Warszawa [ca 1913]</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Antoni Lange zm. 1929</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2000</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2011-06-27</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2849.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">untitled, mariaaantonina@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2849</dc:relation.coverImage.source>
    <category.legimi>Fantastyka</category.legimi>
    <category.thema.main>FM</category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
  <powiesc>










<autor_utworu>E. T. A. Hoffmann</autor_utworu>


<dzielo_nadrzedne>Powieści fantastyczne</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Narożne okno</nazwa_utworu>

<nota_red>
<akap>Pisownia joty:</akap>
<wers_akap>* historye --> historie</wers_akap>


<akap>Wielka litera:</akap>



<wers_akap>* francuzem --> Francuzem</wers_akap>


<akap>Składnia:</akap>



<wers_akap>* mimo szczupłą twórczość --> mimo niewielkiego dorobku</wers_akap>


<akap>Szyk wyrazów:</akap>



<wers_akap>* jakie w życiu swem widziałem --> jakie w swym życiu widziałem</wers_akap>


<akap>Pisownia s/z:</akap>



<wers_akap>* nizkich --> niskich</wers_akap>


<akap>Styl:</akap>



<wers_akap>* zrzędy inwalida --> zrzędliwego inwalidy</wers_akap>
<wers_akap>* mimo szczupłą twórczość --> mimo niewielkiego dorobku</wers_akap>
<wers_akap>* los jednaki ze znanym Scarronem --> taki sam los, jaki był udziałem znanego Scarrona</wers_akap>


<akap>Fleksja:</akap>



<wers_akap>* zrzędy inwalida --> zrzędliwego inwalidy</wers_akap>
<wers_akap>* tem ---> tym</wers_akap>


<akap>Pisownia łączna i rozdzielna:</akap>



<wers_akap>* nie mało --> niemało</wers_akap>
<wers_akap>* z pod --> spod</wers_akap>
<wers_akap>* staro-francuskim --> starofrancuskim</wers_akap>
<wers_akap>* toby --> to by</wers_akap>

<akap>Leksyka:</akap>



<wers_akap>* tytuń --> tytoń</wers_akap>
<wers_akap>* owdzie --> ówdzie</wers_akap>


<akap>Interpunkcja:</akap>



<wers_akap>* natura daleka od wszelkiej przesady, istota, pełna prawdziwie kobiecego ducha --> natura daleka od wszelkiej przesady, istota pełna prawdziwie kobiecego ducha</wers_akap>
<wers_akap>* --- Ha, --- zawołał kuzyn przy moim wejściu, --- na koniec się pokazujesz u mnie --> --- Ha --- zawołał kuzyn przy moim wejściu --- na koniec się pokazujesz u mnie</wers_akap>
<wers_akap>* ,,Człowiek ten, mówił, ma garb --> ,,Człowiek ten --- mówił --- ma garb</wers_akap>


<akap>Cudzysłów:</akap>



<wers_akap>* dźwięki: --- hm --- tak --- to by było --- niby --- --- Ale jakże mam ci opisać --> dźwięki: ,,Hm --- tak --- to by było --- niby ---". --- Ale jakże mam ci opisać</wers_akap>
<wers_akap>* ,,Człowiek ten, mówił, ma garb, ale gdzie mu ten garb siedzi --- o tym wie tylko diabeł" --> ,,Człowiek ten" --- mówił --- ,,ma garb, ale gdzie mu ten garb siedzi --- o tym wie tylko diabeł"</wers_akap>


<akap>Dalszy ciąg wypowiedzi:</akap>



<wers_akap>* --- O, mam! --- odparł kuzyn z bolesnym uśmiechem. Zobaczysz to zaraz. --> --- O, mam! --- odparł kuzyn z bolesnym uśmiechem --- zobaczysz to zaraz.</wers_akap>



<akap>Inne:</akap>
<wers_akap>* i t. d. --> itd.</wers_akap>
<wers_akap>* t. zw. --> tzw.</wers_akap>
<wers_akap>* nie tracąc jej z oka --> nie tracąc jej z oczu</wers_akap>
<wers_akap>* uniform --> oprawa</wers_akap>
<wers_akap>* szepcą z sobą --> szepcą między sobą</wers_akap>
<wers_akap>* podług --> według</wers_akap>
<wers_akap>* Uważaj, drogi kuzynie, że przez ten długi czas --> Zauważ, drogi kuzynie, że przez ten długi czas</wers_akap>


</nota_red>

<akap><begin id="b1310460597302-1755505933"/><motyw id="m1310460597302-1755505933">Choroba</motyw>Memu biednemu kuzynowi przypadł taki sam los, jaki był udziałem znanego Scarrona<pe><slowo_obce>Scarron, Paul</slowo_obce> (1610--1660) --- francuski pisarz, sparaliżowany przez ostatnie 20 lat swojego życia.</pe>. Jak ten,
tak i mój krewny, skutkiem upartej choroby, stracił zupełnie możność używania
nóg i zmuszony był z łóżka do lektyki
z poduszkami i z lektyki do łóżka przenosić się przy pomocy tęgiej kuli i sprężystego ramienia zrzędliwego inwalidy, który
z dobrej woli służy jako dozorca chorych.<end id="e1310460597302-1755505933"/>
Ale jeszcze jedno podobieństwo ma kuzyn mój z owym Francuzem, którego, mimo niewielkiego dorobku, wsławił w literaturze francuskiej pewien osobliwy rodzaj
humoru, odmienny od dowcipu francuskiego. <begin id="b1309871914729-2693514366"/><motyw id="m1309871914729-2693514366">Literat</motyw>Podobnie jak Scarron, pisuje mój kuzyn; jak on, posiada szczególną, żywą wesołość i na własny sposób wypowiada dziwaczne żarty. Jednak dla chwały pisarza
niemieckiego należy zaznaczyć, że nigdy
nie uważał za konieczne swoich małych, pikantnych miseczek przyprawiać <slowo_obce>asa
foetidą<pe><slowo_obce>asa
foetida</slowo_obce> (z łac.) --- nazywana czarcim łajnem lub smrodzieńcem, przyprawa o intensywnym, charakterystycznym zapachu porównywalnym z zapachem cebuli, który łagodnieje po dodaniu do gotującej się potrawy; tu przen.: skandaliczne wątki w utworze literackim.</pe></slowo_obce>, aby drażnić podniebienie czytelnika niemieckiego, który podobnej rzeczy
by nie zniósł. Dostateczną mu była szlachetna przyprawa, która podniecając, zarazem pokrzepia. Publiczność chętnie czyta jego pisma; mają być dobre i zabawne;
nie znam się na tym. Mnie osobiście bawiła rozmowa z moim kuzynem i przyjemniej mi było z nim gawędzić, niż go czytać. <begin id="b1309871841000-2260419477"/><motyw id="m1309871841000-2260419477">Choroba</motyw>Jednak ten niezwalczony pociąg do
pisania czarne nieszczęście sprowadził na
mego biednego kuzyna; najcięższa choroba nie zmogła kołowacizny jego fantazji,
która w nim wewnątrz wciąż pracowała,
tworząc wciąż a wciąż rzeczy nowe. Tak
się stało, że opowiadał mi nieustannie rozmaite, nader zabawne historie, które, pomimo niezmiernych cierpień fizycznych --- ciągle mu przychodziły do głowy. Ale
drogę, którą miała przepłynąć myśl, aby
się uzmysłowić na papierze, zamknął zły
demon choroby. Kiedy mój kuzyn chciał
coś pisać, nie tylko palce mu odmawiały
usługi, ale i sama myśl rozpraszała się
i ulatniała. Z tego powodu mój kuzyn popadł w najczarniejszą melancholię.<end id="e1309871914729-2693514366"/><end id="e1309871841000-2260419477"/></akap>


<akap_dialog><begin id="b1310460728962-1765160968"/><motyw id="m1310460728962-1765160968">Melancholia</motyw>--- Kuzynie, koniec mój nadchodzi. Jestem jak ów stary szaleństwem złamany
malarz, który całymi dniami siedział
przed czystym płótnem, w ramach umocowanym i wobec wszystkich gości, którzy go odwiedzali, wysławiał niezwykłe
piękności wspaniałego obrazu, który tylko
co wykończył. Zaniechałem czynnego
twórczego życia, które, zewnętrzną postać przybrawszy, mnie samego opuściło,
radując się światem. Duch mój ciągnie do
swego własnego zamknięcia.</akap_dialog>


<akap>Od tego czasu mój kuzyn nie pokazywał się nigdy ani mnie, ani komukolwiek.
Stary, mrukliwy inwalida wyrzucał nas za
drzwi, zrzędząc i mamrocząc jak złośliwy brytan.<end id="e1310460728962-1765160968"/></akap>


<akap><begin id="b1311951221719-3517312265"/><motyw id="m1311951221719-3517312265">Poeta, Dom</motyw>Trzeba zaznaczyć, że mój kuzyn mieszka dość wysoko w małych, niskich pokoikach. Jest to obyczaj pisarzy i poetów.
Cóż znaczy niska powała<pe><slowo_obce>powała</slowo_obce> --- drewniany strop, sufit.</pe> izby? Fantazja
się unosi i buduje sobie wysokie, radosne
sklepienie na błękitnym, promienistym niebie w wyżynach. I podobnie jak ten ciasny dom poety, tak i jego ogród zamknięty między czworgiem ścian, dziesięć stóp
szeroki i długi, ma przecie znakomitą wysokość. Nadto mieszkanie mego kuzyna
leży w najpiękniejszej części miasta stołecznego, mianowicie na wielkim rynku,
otoczonym wspaniałymi budynkami, a na
którego środku stoi olbrzymi, genialnie
obmyślany gmach teatralny. <begin id="b1310467208587-2791031742"/><motyw id="m1310467208587-2791031742">Okno</motyw>Jest to dom
narożny, a z okna narożnego pokoiku jednym spojrzeniem kuzynek mój ogląda
panoramę wspaniałego placu.<end id="e1311951221719-3517312265"/><end id="e1310467208587-2791031742"/></akap>


<akap>Był to właśnie dzień jarmarczny, gdy,
przeciskając się przez tłum ludu, wszedłem w ulicę, na której już z pewnej oddali widać narożne okno mego kuzynka.
Niemało się zadziwiłem, gdy mi z tego
okna zabłysła dobrze znana czerwona czapeczka, którą mój kuzyn zwykł był nosić
za swoich dobrych czasów. Bliżej podszedłszy, spostrzegłem, że mój kuzyn
włożył też swój państwowy szlafrok warszawski i kurzył tytoń z tureckiej fajki
świątecznej. Kłaniałem mu się, chustką powiewałem mu na znak: aż udało mi się
zwrócić jego uwagę na siebie; przyjaźnie
kiwnął głową. Co za nadzieja!</akap>


<akap>Z szybkością błyskawicy biegłem po
schodach. Inwalida drzwi mi otworzył;
twarz jego zwykle pomarszczona i sfałdowana, podobna do przemoczonej, starej
rękawiczki; teraz, dzięki wpływom jakiegoś promienia słonecznego, wygładziła się do pozorów znośnego pyska. Objaśnił mi,
że pan siedzi w fotelu i że można z nim
rozmawiać. Pokój był czysto wymyty
i sprzątnięty, a nad kotarą łóżka umocowany był arkusz papieru, na którym wielkimi literami wypisano:</akap>


<akap><slowo_obce>Et si male nunc, non olim sic erit<pe><slowo_obce>Et si male nunc, non olim sic erit</slowo_obce> (łac.) --- jeżeli teraz źle, nie zawsze tak ma być; fragm. z Horacego.</pe></slowo_obce>.</akap>


<akap>Wszystko świadczyło o powrocie nadziei, o nowo przebudzonej sile życiowej.</akap>


<akap_dialog>--- Ha --- zawołał kuzyn przy moim
wejściu --- na koniec się pokazujesz u mnie.
Czy wiesz, że prawdziwie tęskniłem za
tobą. Bo, chociaż jak kat ciągle się wypytujesz o moje nieśmiertelne dzieła, to
jednak ja cię bardzo lubię, bo jesteś pełny
życia i choćbyś mnie nie bawił, jesteś zawsze bardzo zabawny.</akap_dialog>


<akap>Czułem, że przy tym komplemencie
mego kuzyna, krew mi uderza do głowy.</akap>




<akap_dialog><begin id="b1310460990170-2841209897"/><motyw id="m1310460990170-2841209897">Choroba, Kaleka</motyw>--- Sądzisz --- mówił dalej kuzyn, nie
zwracając uwagi na mój ruch --- sądzisz
zapewne, że jestem zupełnie zdrowy lub
całkowicie z niebezpieczeństwa wyzwolony. Co do ciała --- to nie, wcale nie. <begin id="b1311952065676-1151125404"/><motyw id="m1311952065676-1151125404">Okno</motyw>Nogi moje --- to zdradliwe wasale<pe><slowo_obce>wasal</slowo_obce> (łac. <slowo_obce>vassus</slowo_obce>: sługa; z celt. <slowo_obce>gwas</slowo_obce>) --- w średniowieczu człowiek wolny oddający się w opiekę seniorowi, otrzymujący od niego lenno i zobowiązany wobec seniora do posłuszeństwa i świadczenia służby zbrojnej; tu przen.: poddany.</pe>, co to
sprzeniewierzyły się głowie swego pana,
i z pozostałą resztą prawdziwego trupa
nic już nie chcą mieć do czynienia. To znaczy, że nie mogę się ruszyć z miejsca i toczę się na tym krześle na kółkach tu i tam
bardzo wesoło, przy czym mój stary inwalida gwiżdże melodyjne marsze ze swoich lat wojennych. Ale to okno jest moją
największą pociechą; tu mi wzeszło na
nowo pstrokate życie i czuję się wielce zadowolony na widok tego nigdy nieprzerwanego ruchu.<end id="e1310460990170-2841209897"/> Pójdź, kuzynie, spójrz
przez okno.</akap_dialog>


<akap>Siadłem naprzeciw kuzyna na małym
taborecie, który jeszcze się mieścił w granicach okna. <begin id="b1310461537611-233304044"/><motyw id="m1310461537611-233304044">Tłum</motyw>Widok istotnie był szczególny i uderzający. Cały rynek zdawał się
jedną, gęsto zbitą masą ludu, tak, że można by myśleć, iż rzucone w nią jabłko nie
mogłoby nigdy dosięgnąć ziemi. Najrozmaitsze barwy jaśniały w promieniach
słońca --- i nawet w małych plamach; na
mnie robiło to wrażenie wielkiego, poruszanego od wiatru pola tulipanów i koniec końców doszedłem do wniosku, że jest
to widok bardzo ładny, ale po dłuższym
czasie męczący, a który nawet osobom
wrażliwym może sprawić zawrót głowy,
bliski jakimś przykrym bredzeniom sennym;<end id="e1310461537611-233304044"/> dlatego rozpytywałem się o przyjemność, jaką narożne okno sprawia kuzynkowi i wyraziłem mu to zupełnie
szczerze.<end id="e1311952065676-1151125404"/> Ale ten założył ręce na głowie
i oto rozwinęła się między nami taka rozmowa:</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap><begin id="b1310467612117-1118934168"/><motyw id="m1310467612117-1118934168">Oko, Literat</motyw>Kuzynie, widzę, że nawet najmniejsza iskra talentu pisarskiego nie
błyska w tobie. Brak ci pierwszego wymagania, abyś kiedykolwiek ruszył śladem twego beznogiego, kulawego kuzyna:
mianowicie oka, które istotnie widzi. Ten
rynek nie przedstawia ci nic więcej nad
widok jakiegoś pstrego, bezsensownego
zgiełku tłumów, poruszających się w działaniu bez treści? Hej, hej, przyjacielu!
Dla mnie rozwija się tu najwszechstronniejsze widowisko życia mieszczańskiego,
i mój duch, czujny Callot<pe><slowo_obce>Callot, Jacques</slowo_obce> (1592--1635) --- francuski grafik i rysownik.</pe> lub nowoczesny
Chodowiecki<pe><slowo_obce>Chodowiecki, Daniel</slowo_obce> (1726--1801) --- polsko-niemiecki malarz, miniaturzysta i rysownik.</pe>, zaznacza sobie wciąż szkic
po szkicu o zarysach dosyć śmiałych.<end id="e1310467612117-1118934168"/> Kuzynie, chcę widzieć, czy ci przynajmniej
mógłbym wyłożyć pierwsze zasady sztuki. Spójrz oto wprost przed siebie na ulicę; tu masz moją lornetkę: uważaj na tę
szczególnie ubraną osobę z wielkim
koszem na ramieniu, która pogrążona
w głębokiej rozmowie ze szczotkarzem,
zdaje się wykonywać zupełnie inne <slowo_obce>domestica<pe><slowo_obce>domestica</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>domesticus</slowo_obce>: domowy) --- sprawy domowe, związane z gospodarstwem.</pe></slowo_obce> niż te, co dotyczą przeżywienia<pe><slowo_obce>przeżywienie</slowo_obce> --- tu zapewne: żywienie oraz wykonywanie wszelkich czynności potrzebnych do przeżycia.</pe> ciała.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Widzę ją. Ma jaskrawą żółtą
chustkę, na sposób francuski, jak turban, obwiniętą dokoła głowy, a jej twarz,
jako też cała jej istota, jawnie świadczy o jej narodowości francuskiej. Zapewne jaka pozostałość po ostatniej wojnie<pe><slowo_obce>ostatnia wojna</slowo_obce> --- ponieważ utwór powstał w 1822 r. w Berlinie, chodzi tu zapewne o kampanie napoleońskie. W 1806 r. wojska francuskie zajęły Berlin, dążąc dalej na wschód (ten etap wojny został zakończony pokojem w Tylży), a następnie w czasie odwrotu spod Moskwy zostały rozgromione w bitwie pod Lipskiem w 1813 r.; w tym okresie miały miejsce przemarsze sił francuskich oraz migracje towarzyszącej armii ludności cywilnej na terenach należących do Prus.</pe>, która tu na suchym lądzie ocalała.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Nieźle powiedziane. Założyłbym
się, że jej mąż zawdzięcza jakiejś gałęzi rękodzielnictwa francuskiego wcale piękny dochód, tak że jego żona
może obficie napełnić swój koszyk dobrymi rzeczami. Teraz rzuca się ona w zgiełk.
Uważaj, kuzynie, czy możesz śledzić jej
bieg w najrozmaitszych kierunkach, nie
tracąc jej z oczu; żółta chustka świeci
wciąż przed twoimi oczami.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>O jakże ten żółty gorejący punkt
przecina masę ludzką! Teraz już jest
blisko kościoła, teraz znów targuje coś
koło straganów, teraz --- o, do licha! zgubiłem ją --- nie, tam na końcu znów
się pojawia --- tam koło drobiu --- chwyta oskubaną gęś --- obmacuje ją palcami
znawczyni.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Dobrze, kuzynie. Utkwić wzrok,
to kształci wyraźne spostrzeganie. Ale, zamiast w nudny sposób uczyć się sztuki, której zaledwie można się nauczyć --- pozwól mi raczej zwrócić ci
uwagę na wszelkiego rodzaju dziwy,
które tu dzieją się przed naszymi oczami.
<begin id="b1312038565551-1930582024"/><motyw id="m1312038565551-1930582024">Gospodyni</motyw>Czy widzisz tę kobietę, która sobie tam,
poprzez niemały ścisk, mocnymi łokciami
miejsce wyrabia?</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap><begin id="b1310468122974-2080785146"/><motyw id="m1310468122974-2080785146">Strój</motyw>Co za szalona figura! jedwabny
kapelusz, kapryśnie bezforemny, według
jakiejś zakazanej mody, a na nim wiejące w powietrzu pióra, krótki jedwabny
płaszcz, którego barwa powraca do
nicości pierwotnej --- na tym dość przyzwoity szal --- obszycie żółtej perkalowej sukni sięga do kostek, szaroniebieskie pończochy, sznurowane trzewiki.<end id="e1310468122974-2080785146"/> Za nią przyzwoicie ubrana służąca
z dwoma koszykami, siatką do ryb, workiem do mąki... Boże, czuwaj nad nami!
Jakże ta jedwabna osoba rzuca dokoła siebie wściekłe spojrzenia, z jakim szałem
pcha się w najgęstszy tłum, jakże się rzuca na wszystko, na jarzyny, owoce, ryby
itd.; jakże wszystko obziera<pe><slowo_obce>obzierać</slowo_obce> (daw.) --- oglądać.</pe>, obmacuje,
o wszystko się targuje, a nie kupuje nic...</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Powiem ci, co to za osoba, której nie brak na żadnym jarmarku, szalona gospodyni. Tak mi się zdaje, że to
musi być córka jakiegoś zamożnego łyka<pe><slowo_obce>łyk</slowo_obce> (daw.) --- pogard.: mieszczanin.</pe>,
może jakiego bogatego mydlarza, a której rękę <slowo_obce>cum annexis<pe><slowo_obce>cum annexis</slowo_obce> (łac.: z dodatkami) --- tu żart.: z posagiem.</pe></slowo_obce> zdobył sobie nie bez
wysiłku jaki tajny sekretarz. Pięknością
i wdziękiem nie obdarzyło jej niebo, natomiast uchodziła ona u wszystkich sąsiadów za najgospodarniejszą, najbardziej
domową pannę i rzeczywiście jest ona
tak gospodarna, i co dnia gospodaruje od
rana do wieczora w tak okropny sposób,
że biedny tajny sekretarz już mało co
zmysłów nie postradał i chciałby uciekać
tam, gdzie pieprz rośnie. Nieustannie wyciąga się tarabanowo-trombonowy<pe><slowo_obce>tarabanowo-trombonowy</slowo_obce> --- w znaczeniu przenośnym określenie utworzone dla wyrażenia nadmiaru, może przez porównanie do zbytniego zgiełku instrumentów, których tu nazw użyto; <slowo_obce>tarabnan</slowo_obce>: bęben wojskowy; <slowo_obce>trombon</slowo_obce>: puzon.</pe> rejestr zakupów, zamówień, kramarszczyzny
i wszelkich potrzeb domowych i tak gospodarstwo tajnego sekretarza wygląda
jak stary zegar w szafie, którego nakręcona maszyneria wiecznie wygrywa jakąś obłąkaną symfonię, co to ją sam diabeł skomponował. Niemal co czwarty
dzień targowy towarzyszy jej inna służąca. <slowo_obce>Sapienti sat</slowo_obce><pe><slowo_obce>sapienti sat</slowo_obce> (łac.) --- mądremu wystarczy; fragm. z <tytul_dziela>Persa</tytul_dziela> Plauta: <slowo_obce>dictum sapienti sat est</slowo_obce>: mądremu wystarczy to, co powiedziano.</pe>!<end id="e1312038565551-1930582024"/> Czy widzisz tam --- nie,
tu! --- tę grupę, co się naraz utworzyła,
godną istotnie, by ją uwiecznił ołówek
Hogartha<pe><slowo_obce>Hogarth, William</slowo_obce> (1697--1764) --- angielski malarz i grafik.</pe>. Spójrz no tylko, kuzynie, na te
trzecie drzwi teatru.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Para starych bab siedzi na miękkich stołkach, cały ich kram mieści się
w niewielkim koszu, jedna ma pstre
jaskrawe chusty, tak zwane towary
dokuczliwe, obliczone na efekt głupich
oczu, druga ma skład szarych i niebieskich pończoch, włóczki itd. Pochyliły
się ku sobie, szepcą między sobą coś do ucha,
jedna sączy kubeczek kawy; druga zdaje
się całkiem porwana przedmiotem rozmowy --- zapomniała o sznapsiku<pe><slowo_obce>sznaps</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Schnaps</slowo_obce>) --- żart.: wódka.</pe>, który miała wypić; rzeczywiście, para uderzających fizjonomii<pe><slowo_obce>fizjonomia</slowo_obce> (fr. <slowo_obce>physionomie</slowo_obce>: twarz, wyraz twarzy, cecha znamienna; z gr. <slowo_obce>physiognomía</slowo_obce>) --- wygląd, oblicze, postać czegoś, cechy charakterystyczne; twarz.</pe>! Co za śmiech demoniczny, co za gestykulacja suchymi, kościstymi rękami.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap><begin id="b1310463954895-2008969706"/><motyw id="m1310463954895-2008969706">Handel, Plotka, Wróg, Przyjaźń</motyw>Te dwie kobiety siedzą ciągle
razem i, nie bacząc na to, że rozmaitość ich handlu nie dopuszcza żadnego starcia, żadnej zawiści zarobkowej,
to jednak aż do dziś spoglądały one wciąż
na siebie nieprzyjaźnie, i, o ile mogę ufać swej wyćwiczonej fizjonomice<pe><slowo_obce>fizjonomika</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>physionomie</slowo_obce>: twarz, wyraz twarzy, cecha znamienna) --- umiejętność rozpoznawania właściwości umysłowych i postaw uczuciowych człowieka z wyglądu jego twarzy i całego ciała.</pe>,
rzucały sobie nawzajem różne przykre
wymysły. O, patrzże, patrz, kuzynie, jak
to one coraz bardziej stają się jednym sercem i jedną duszą. Handlarka chust udziela handlarce pończoch swego kubka kawy. Co to może znaczyć? Przed paroma minutami przechodziła tędy młoda, najwyżej szesnastoletnia dziewczyna, piękna
jak dzień, której cała postać i zachowanie świadczyło o dobrych obyczajach
i wstydliwych pożądaniach. Dziewczyna
znęcona towarem zapatrzyła się w jej
kosz. Cała jej dusza była skierowana ku
białej chustce z kolorowym brzegiem, której być może bardzo potrzebowała. Targowała o nią, stara zaś używała wszystkich sztuczek przebiegłości kupieckiej,
rozciągając szeroko chustkę i w promieniach słońca migając jej ostrymi kolorami. <begin id="b1310468384460-3867819049"/><motyw id="m1310468384460-3867819049">Drwina, Bieda</motyw>Zgodziły się wreszcie na cenę. Kiedy
jednak biedaczka wyjęła z supełka chustki do nosa ubogą swą kasę, gotówki jej
nie starczyło na tak wielki wydatek. Z gorączkową, rozpaloną wargą, ze łzami perlącymi się w oczach, oddaliła się dziewczyna tak szybko, jak jeno mogła, gdy
stara, śmiejąc się pogardliwie, złożyła
chustkę na nowo i rzuciła do kosza. Grzeczna przy tym wymiana słów miała zapewne miejsce. Ale oto drugi diabeł zna
małą i potrafi wyłożyć smutną historię
zbiedniałej rodziny jako skandaliczną kronikę lekkomyślności, a może występku,
czym udelektowała się dusza starej oszołomionej straganiarki. Kubkiem kawy wynagrodziła tęgie, grube jak pięść oszczerstwo.<end id="e1310468384460-3867819049"/><end id="e1310463954895-2008969706"/></akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Z tego wszystkiego, coś ty tu
wykombinował, drogi kuzynie, może nie ma ani słówka prawdy, ale, przypatrując się tym kobietom, wszystko to,
dzięki twemu pełnemu życia przedstawieniu rzeczy, wydaje mi się tak prawdopodobnym, że, chcąc nie chcąc, muszę w to
wierzyć.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap><begin id="b1310464139085-191409214"/><motyw id="m1310464139085-191409214">Handel</motyw>Zanim się odwrócimy od ściany
teatru, spójrzmy jeszcze na tę tłustą,
wesołą kobietę z twarzą tryskającą
zdrowiem, a która w stoickim spokoju i niewzruszoności, ukrywszy ręce pod
biały fartuch, siedzi na trzcinowym krześle, ustawiwszy bogaty stragan jasno
polerowanych łyżek, noży, widelców, naczyń fajansowych, talerzy i waz z porcelany zastarzałej formy, filiżanek do herbaty, dzbanuszków do kawy, towarów
pończoszniczych i Bóg wie czego jeszcze;
a wszystko to porządnie rozłożone na białym obrusie, tak, iż cały jej zapas, zapewne sklejony z małych zbiorów, tworzy
dziś prawdziwy <slowo_obce>orbis pictus<pe><slowo_obce>orbis pictus</slowo_obce> (łac.: świat w obrazkach) --- elementarz z obrazkami; tu: bogaty zbiór czegoś.</pe></slowo_obce>. Nie czyniąc
osobliwej miny, słucha ona gadaniny targujących obojętnie, jakby ją ten cały handel nic nie obchodził, zgadza się, wyciąga
jedną rękę spod fartucha, aby od kupującej tylko wziąć pieniądze, przy czym pozwala jej samej zabrać kupiony towar.
Jest to spokojna rozsądna kobieta, która
potrafi z każdego piasku bicz ukręcić.
Cztery tygodnie temu cały jej kram stanowiło pół tuzina bawełnianych pończoch,
i tyleż szklanek. Handel jej rośnie z każdym targiem, a ponieważ baba nie przynosi z sobą lepszego krzesła, ręce zaś pod
fartuchem chowa tak samo jak przedtem,
świadczy to, że posiada równowagę ducha i że powodzenie nie wywołuje w niej
pychy i arogancji. Przychodzi mi teraz
śmieszna idea do głowy! Wyobrażam sobie w tej chwili malutkiego złośliwego
diabełka, co by, jak na owym rysunku
Hogartha pod krzesłem żebraczki, ukrył
się tu pod zydlem kramarki i zazdrosny o jej szczęście w chytrze potajemny sposób podpiłował nogi stolika. Buch! szkło i porcelana nagle się wali
i cały handel przepada. Byłoby to bankructwo w znaczeniu dosłownym tego wyrazu.<end id="e1310464139085-191409214"/></akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Istotnie, drogi kuzynie! nauczyłeś mnie teraz lepiej patrzeć. <begin id="b1312069438613-1572965409"/><motyw id="m1312069438613-1572965409">Pozycja społeczna, Gospodyni, Korzyść</motyw>Patrząc tu
i tam w tę różnobarwną ciżbę, w tę
falującą gromadę, spostrzegam w różnych punktach młode panny, które w towarzystwie ciemno ubranych kucharek,
noszących duże, jasno barwne kosze, krążą po targowisku i robią zakupy różnych przedmiotów domowej potrzeby.
Modny ubiór tych panien, całe ich zachowanie wątpić nie pozwala, że są to co
najmniej osoby zamożnego stanu mieszczańskiego. Jakże one tu na targ przychodzą?</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>To rzecz łatwa do wyjaśnienia.
Od paru lat stało się zwyczajem, że
nawet córki wyższych urzędników państwowych bywają na targ wysyłane,
aby praktycznie poznać tę część gospodarstwa domowego, która dotyczy zakupu materiałów żywnościowych.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Bardzo chwalebny w istocie obyczaj, który przy swej użyteczności praktycznej, prowadzi do rozwoju zmysłu
gospodarczego.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Tak sądzisz, kuzynie! Co do
mnie, postrzegam tę sprawę wręcz odwrotnie. Jakiż inny cel może mieć to samoistne<pe><slowo_obce>samoistny</slowo_obce> --- tu: osobisty, dokonywany osobiście.</pe> kupowanie, niżeli przekonać się o dobroci towarów i o rzeczywistych cenach rynku? Własności, wygląd, oznaki
dobrej jarzyny, dobrego mięsa itd., zaczynająca gospodyni uczy się łatwo poznawać w inny sposób, a mała oszczędność na tzw. koszykowym, co się
i tak zdarza, gdyż towarzysząca pannie kucharka jest bezwarunkowo w tajemnym porozumieniu ze sprzedawcami --- nie usuwa tych ujemnych stron,
jakie bardzo łatwo ściągnąć musi odwiedzanie targowiska. Nigdy bym za cenę paru fenigów<pe><slowo_obce>fenig</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Pfennig</slowo_obce>) --- germańska nazwa denara używana od VIII do X w.</pe> nie wystawiał córki
na niebezpieczeństwo, by ją wepchnąć
między najgorszy motłoch, by usłyszała jakie plugastwo, lub by musiała
przełknąć niespójne słowa jakiejś brutalnej kobiety lub chama.<end id="e1312069438613-1572965409"/> I wreszcie, co dotyczy marzeń pewnych tęskniących do
miłości młodzieńców w niebieskich kurtach na koniu albo w żółtych wełniakach
z czarnym kołnierzem pieszo, to rynek
złą jest szkołą. Ale patrz, kuzynie! Jakże
ci się podoba ta panna, która tam koło
pompy idzie w towarzystwie starej kucharki? Weź mą lornetkę, weź mą lornetkę, kuzynie.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Ach, co za stworzenie, co za wdzięk, co za powaby! ale ona ze wstydem oczy spuszcza, każdy jej krok
jest pełny obawy, chwiejny. Bojaźliwie
trzyma się towarzyszki, która jej w ścisku przemocą drogę przebija. Śledzę je
dalej. Oto kucharka spokojnie stoi przed
koszami z jarzyną --- targuje --- pociąga
małą za rękę, ta zaś z twarzą na wpół odwróconą szybko, szybko wyciąga pieniądze z woreczka, podaje kucharce, zadowolona, znów idzie dalej. Nie mogę ich stracić z oczu! dzięki temu czerwonemu szalowi... Zdaje się szukają czegoś na próżno... Na koniec, na koniec: tam oto zatrzymały się koło jakiejś kobiety, która w ładnych koszykach wystawia swoje jarzyny --- śliczna mała całą swoją uwagę skupiła na najpiękniejszym kalafiorze
--- panienka sama wybiera główkę i kładzie ją do kosza kucharce --- ale ta, bezwstydna --- nie bacząc na nic, wyjmuje
kalafior ze swego kosza, kładzie go z powrotem do kosza przekupki --- i wybiera
inny, mocno przy tym kiwając pełną powagi, w wielobarwny czepiec strojną głową
i zawstydza wyrzutami biedną małą, która po raz pierwszy chciała być samodzielną.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Jakże ty wyobrażasz sobie uczucia
tej panienki, której chcą narzucić zmysł
gospodarczy, zupełnie niezgodny z jej delikatnym usposobieniem? Znam ja tę piękną małą. Jest to córka pewnego tajnego
nadradcy finansowego, natura daleka od
wszelkiej przesady, istota pełna prawdziwie kobiecego ducha i obdarzona tym
ściśle trafnym rozumem i delikatnym taktem, który jest właściwy kobietom tego
typu.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Ho, ho, kuzynie! Nazywam to szczęśliwym spotkaniem. Tu na rogu zjawia
się uzupełnienie tego obrazu. Jakże ci się
podoba ta panna?</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Ach, co za wdzięczna, smukła postać --- młoda --- trzpiotowata --- szeroko
otwartymi oczami w świat zapatrzona,
która na niebie widzi wciąż blask słońca, w powietrzu słyszy radosną muzykę, jakże śmiało, jak bez troski przebija się przez gęstą ciżbę. Służąca,
która jej z koszem towarzyszy, zdaje
się mało co od niej starsza i między nimi panuje, widać, pewna serdeczność. Panienka ma bardzo ładne rzeczy na sobie,
szal modny, kapelusz odpowiedni do rannego stroju, suknia uszyta według wielce gustownych wzorów. Wszystko ładne
i przyzwoite: ale co widzę! panienka nosi
białe jedwabne trzewiki. Wyranżerowane
pantofelki balowe na targu! W ogóle im
bardziej się przyglądam tej pannie, tym
bardziej mnie uderza w niej pewna osobliwość, której nie mogę określić słowami.
Prawda, bardzo gorliwie czyni swe zakupy, wybiera a wybiera, targuje się a targuje, gada, macha rękami, wszystko z najżywszym natężeniem; mnie się jednak coś
tak zdaje, jakoby ona chciała tu coś więcej nabyć niż prowiant gospodarski.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Brawo, brawo, kuzynie! Wzrok
twój zaostrza się jak widzę. Zauważ,
mój kochany, że pomimo bardzo modnego ubioru, nie bacząc na trzpiotowatość całej osoby, już te białe jedwabne trzewiki na jarmarku zdradzają
tajemnicę, że mała jest z baletu albo w ogóle należy do teatru. Czego ona jeszcze
pragnie, może to się da rozwiązać bez trudu --- ha, udało się! Patrz no, drogi kuzynie, nieco na prawo w ulicę do góry i powiedz mi, kogóż tam widzisz przed hotelem, gdzie jest dość odludnie.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Widzę tam wysokiego, smukłego
młodzieńca w żółtej, krótko skrojonej kurtce z wełniaka z czarnym kołnierzem i stalowymi guzikami. Nosi on
małą, czerwoną, srebrem haftowaną czapeczkę, spod której wyłaniają się piękne,
czarne, może nieco za obfite włosy. Wyraz bladej, męskiej pięknej twarzy niemało podnosi szczupła, czarna, modna bródka. Tekę trzyma pod pachą --- niewątpliwie student, który zamierzał iść na kolegium<pe><slowo_obce>kolegium</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>collegium</slowo_obce>: grupa urzędników równych stopniem, kolegów) --- tu: zebranie grupy studentów, zajęcia akademickie.</pe>; ale nagle w ziemię wrósł i stoi zapatrzony niezmiennie na rynek i zdaje się
zapomniał o kolegium i o wszystkim.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Tak jest, drogi kuzynie. Cały
jego duch skierowany jest ku naszej
małej komediantce. Chwila nadeszła.
<begin id="b1310470485012-3702441674"/><motyw id="m1310470485012-3702441674">Flirt</motyw>Zbliża się nasz student do budy z owocami, gdzie apetycznie zgromadzono najpiękniejsze okazy; i niby to o owoce
się pyta, ale takie, których właśnie nie ma. Nie do pomyślenia, aby dobry obiad nie
kończył się deserem z owoców; nasza mała komediantka musi więc zakończyć swe
zakupy stołowe przy tym straganie owocowym. Okrągłe czerwone jabłuszko wyślizguje się filuternie z małych paluszków,
żółty pochyla się i podnosi je, lekki dyg
małej wróżki teatralnej; rozwija się pogawędka --- wzajemna pomoc i rady przy wyborze jakiejś
należycie ciężkiej pomarańczy i tak się
utrwala pewnie już przedtem nawiązana znajomość, przy czym naznaczone zostaje miłe <slowo_obce>rendez-vouz<pe><slowo_obce>rendez-vouz</slowo_obce> (fr.) --- przestarz.: randka.</pe></slowo_obce>, które zapewne będzie się powtarzało
z różnymi urozmaiceniami.<end id="e1310470485012-3702441674"/></akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Niechaj syn Muz<pe><slowo_obce>Muza</slowo_obce> --- w mit. gr. bogini opiekunka sztuk pięknych i nauk.</pe> uprawia miłość
i wybiera pomarańcze, jak mu się spodoba; mnie to nie bawi, tym bardziej,
że oto w rogu frontowej ściany, gdzie stoją handlarki kwiatów, dostrzegam na nowo obraz anioła, przesłodką córkę tajnego
radcy.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Na kwiaty nie spoglądam tu chętnie, drogi kuzynie; ma to swe szczególne powody. <begin id="b1310470984183-967246737"/><motyw id="m1310470984183-967246737">Książka</motyw>Sprzedawczyni, która
według prawidła trzyma najpiękniejszy
kosz wyszukanych gwoździków, róż i innych rzadkich kwiatów, jest to bardzo
piękna, wytworna dziewczyna, która dąży do wyższej kultury ducha; toteż,
o ile nie jest zajęta handlem, gorliwie
czyta książki, których oprawa wskazuje,
że należą do głównej armii estetycznej
Kralowskiego, co to aż do najdalszego kąta rezydencji zwycięsko szerzy światło
kształcenia duchowego. Czytająca kwiaciarka, to dla pisarza beletrysty<pe><slowo_obce>belletrysta</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>belles lettres</slowo_obce>: literatura piękna) --- autor beletrystyki, utworów literatury pięknej, głównie powieści i nowel.</pe> widok
nieodparcie czarowny. Zdarzyło się, że,
dosyć już dawno, gdy mi droga wypadła
obok tych kwiatów (i w inne dni również
są tu kwiaty na sprzedaż), ujrzawszy tę
czytającą <slowo_obce>fioraję</slowo_obce><pe><slowo_obce>fioraja</slowo_obce> (z wł. <slowo_obce>fioràia</slowo_obce>) --- kwiaciarka.</pe>, w zdumieniu stanąłem
bez ruchu. Siedziała niby w gęstej altanie
kwitnących geraniów, na kolanach rozłożyła książkę, głowę oparłszy na rękach.
Bohater musiał być właśnie w jakimś
oczywistym niebezpieczeństwie albo też
jakiś ważny moment akcji musiał się dokonywać; jagody<pe><slowo_obce>jagoda</slowo_obce> (daw.) --- policzek.</pe> dziewczyny zaczerwieniły się żywiej, wargi jej drżały, zdawała
się zupełnie oderwana od otoczenia. <begin id="b1312072624281-1253176109"/><motyw id="m1312072624281-1253176109">Próżność, Twórczość, Literat</motyw>Kuzynie, chcę ci wyjątkową słabość pisarską
przedstawić bez żadnych względów. Stałem jak wryty wobec tego widoku --- dreptałem tu i tam; --- co też ta dziewczyna
czyta? Myśl ta zajmowała całą moją duszę. Duch próżności autorskiej poruszył
się we mnie i łechtał przeczuciem, że to jedno z moich dzieł właśnie przeniosło
dziewczynę w fantastyczny świat moich
marzeń. W końcu nabrałem odwagi, zbliżyłem się i zapytałem o cenę wiązki gwoździków, które leżały w dalszym szeregu.
W czasie więc, gdy dziewczyna podniosła się, by mi podać kwiaty, wziąłem rozwartą książkę do ręki i zapytałem: ,,Co
to czytasz, piękne dziecko?" O nieba, istotnie była to moja książka i właśnie ***.
Dziewczyna przyniosła mi kwiaty i zarazem oznaczyła cenę umiarkowaną. Ale
cóż mi kwiaty, cóż mi bukiet gwoździków!
dziewczyna była dla mnie w tej chwili daleko szacowniejszą publicznością niż cały elegancki świat rezydencji. Podniecony, rozpłomieniony najsłodszym poczuciem autorskim zapytałem na pozór obojętnie, jak się też dziewczynie książka podoba. ,,I, drogi panie" --- odrzekła tamta --- ,,to bardzo śmieszna książka; z początku
--- to prawie, że dostajesz zawrotu głowy,
ale potem jest ci tak, jakbyś tam siedział
w samym środku".</akap>


<akap>Ku niemałemu memu zdziwieniu opowiedziała mi dziewczyna treść mojej bajki wcale składnie i wyraziście, tak, iż widziałem, że musiała ją czytać kilkakrotnie;
powtórzyła, że to bardzo śmieszna książka, że, czytając, już to śmiała się serdecznie, już to robiło się jej na duszy zupełnie
łzawo; poradziła mi też, abym, jeżeli dotąd książki tej nie czytałem, wziął ją po
południu u Kralowskiego, gdyż ona zmienia książki po południu. --- Tu miało nastąpić uderzenie pioruna. Ze spuszczonymi oczami, głosem, który miał być słodyczą równą miodowi z Hybli<pe><slowo_obce>Hybla</slowo_obce> --- staroż. miasto gr. na Sycylii (znane są różne nazwy: Hybla Maior, Hybla Magna oraz Megara Hybla, odnoszące się do jednego lub różnych miast).
</pe>, z błogim
uśmiechem przepełnionego szczęściem
autora, szeptałem: ,,Tu, słodki mój aniele,
tu stoi autor książki, co ci dała tyle rozkoszy --- tu, w żywej osobie przed tobą!"
Dziewczyna wytrzeszczyła na mnie szeroko oczy i stała niema z otwartymi ustami. Stanowiło to dla mnie wyraz najwyższego podziwu, jakiegoś radosnego przerażenia, że podniosły geniusz, którego potęga twórcza takie dzieło wyłoniła --- zjawił się nagle tuż koło geraniów. Być może, myślałem sobie, gdy dziewczyna stała wciąż z niezmienioną twarzą, być może
dziewczyna wierzy w szczęśliwy przypadek, który ją postawił wobec znakomitego autora ***. Starałem się tedy we wszelki możliwy sposób wykazać jej swą tożsamość z owym autorem, ale ona była jak
skamieniała --- i z jej ust wymykały się
tylko dźwięki: ,,Hm --- tak --- to by było --- niby ---". <begin id="b1310472247666-35015681"/><motyw id="m1310472247666-35015681">Pogarda</motyw>--- Ale jakże mam ci opisać
głęboką pogardę, która mnie uderzyła
w tym momencie!? Okazało się, że dziewczyna nigdy nie pomyślała o tym, że książki, które czyta, musiały wprzód być
napisane. Pojęcie pisarza, poety było jej
zupełnie obce --- i sądzę rzeczywiście, że
przy bliższym badaniu, wyszłaby na jaw
jej pobożna, dziecinna wiara, że za sprawą miłego Boga książki rosną jak grzyby.</akap>


<akap>Zupełnie po cichu pytałem się jeszcze
raz o cenę gwoździków. Tymczasem zupełnie inna, ciemna idea o fabrykacji książek musiała się urodzić w dziewczynie;
bo gdym wypłacał pieniądze, pytała mnie
naiwnie i prostodusznie, czy to ja robię
wszystkie książki u pana Kralowskiego.<end id="e1312072624281-1253176109"/><end id="e1310472247666-35015681"/><end id="e1310470984183-967246737"/></akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Kuzynie miły, nazywam to ukaraną próżnością autorską; przecież w czasie gdyś mi opowiadał swoją tragiczną
historię, ja mimo to nie odwracałem
wzroku od swej ukochanej. Przy kwiatach dopiero utracił dumny demon kuchni całą swobodę. Markotna kuchmistrzyni postawiła ciężki kosz na ziemi i oddała się w całości nieopisanej rozkoszy pogawędzenia z trzema przyjaciółkami,
już to uderzając pulchne ręce o siebie, już to biorąc się za boki --- stosownie
do tego, czego wymagały retoryczne figury jej opowieści, a mowa jej była,
wbrew słowom Ewangelii, daleko więcej, niż: tak, tak i nie, nie. Spójrz no, jaki prześliczny bukiet kwiatów wybrał sobie ten
czarowny anioł i każe go nieść za sobą
tęgiemu parobkowi. Jak to? Nie, to mi
się niezupełnie podoba, że idąc skubie sobie ta panna wiśnie z koszyczka: jakże
się zaprzyjaźni z owocami chustka batystowa, która się w nim prawdopodobnie
znajduje.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Młodociany apetyt chwilowy nie
baczy na plamy wiśniowe, przeciw czemu ma ona sól szczawikową i inne
pewne środki domowe. I jest to prawdziwie dziecięcy brak uprzedzeń, że mała tylko w utrapieniu niemiłego targu
pozwala sobie zażywać tej na nowo odzyskanej swobody.</akap>

<akap>Ale od dłuższego już
czasu uderzył mnie ten tam człowiek,
jako nierozwiązana zagadka! <begin id="b1312144600570-1433510951"/><motyw id="m1312144600570-1433510951">Jedzenie</motyw>Patrz, ten,
co tam stoi koło pompy przy wozie,
na którym baba wiejska z dużej beczki
rozdaje tanie powidła śliwkowe. Przede wszystkim, kochany kuzynie, podziwiaj
ruchliwość kobiety, która zbrojna, długą
drewnianą łyżką naprzód załatwia duże
zakupy po ćwierć funta, po pół funta, po
funcie, a potem łasuchom pożądliwym, co wystawiają papierek, a pod nim nieraz
czapkę barankową --- z błyskawiczną szybkością rzuca wymaganą porcję za trojaka! Ci natychmiast zdrowo łykają powidła jako sutą przekąskę poranną --- ,,kawior dla ludu!" Przy okazji podziału powideł, za pomocą wymijającej się łyżki,
przypominam sobie, że raz w dzieciństwie
słyszałem, jak to na pewnym bogatym weselu chłopskim tak wspaniale się zdarzyło, że delikatną grubą skorupą z cynamonu, cukru i gwoździków pokryta zupa ryżowa była rozlewana warząchwią<pe><slowo_obce>warząchew</slowo_obce> --- dawna duża łyżka kuchenna, zwykle drewniana.</pe>. Każdy
z dostojnych gości winien był tylko poczciwie gębę otworzyć, aby otrzymać należną porcję --- i tak szło wszystko doskonale, jak w krainie pieczonych gołąbków.<end id="e1312144600570-1433510951"/>
Ale, kuzynie, czyś uchwycił wzrokiem tego
człowieka?</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Jużci. Cóż to za upiór ta szalona,
awanturnicza postać? Co najmniej sześć
stóp wysoki, zeschły od wiatrów mężczyzna, który nadto przy zgiętym grzbiecie
trzyma się prosto jak świeca. <begin id="b1310475121146-2801232758"/><motyw id="m1310475121146-2801232758">Strój</motyw>Pod małym,
trójkątnym, zgniecionym kapelusikiem
sterczy z tylu kokarda harbajtla<pe><slowo_obce>harbajtel</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Haarbeutel</slowo_obce>) --- pęk włosów z tyłu peruki zebranych w warkocz, kucyk lub zawiązanych ozdobną siatką; w XVII i XVIII wieku w Europie peruki stanowiły nieodzowny element modnego stroju obu płci, wyszły z powszechnego użycia na początku wieku XIX.</pe>, który się
potem szeroko po grzbiecie uwija. Stary,
skrojony według dawno przestarzałej mody surdut --- od góry do dołu na guziki spięty --- przylega ściśle do ciała, nie robiąc ani
jednej fałdy i już wtedy, gdy przechodził
koło wozu, mogłem zauważyć, że ma on
czarne spodnie, czarne pończochy i potężne cynowe sprzączki na trzewikach.<end id="e1310475121146-2801232758"/>
Co też on może mieć w tej czworokątnej
skrzynce, którą tak gorliwie trzyma pod
lewym ramieniem, a która bardzo przypomina kramik wędrownego Węgra?</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Zaraz się o tym dowiesz, tylko
patrz z uwagą.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap><begin id="b1310475762431-103416151"/><motyw id="m1310475762431-103416151">Grzeczność</motyw>Otwiera pokrywkę skrzynki --- słońce się w niej przegląda, są to promienne odbicia --- skrzynka jest blachą
pokryta --- babie ze śliwkami składa najpokorniejszy ukłon, zdejmując z głowy
kapelusik. Cóż to za osobliwa, pełna
wyrazu twarz! cienkie, zamknięte wargi,
nos jastrzębi, wielkie czarne oczy, mocne
brwi, wysokie czoło, czarny włos, tupet<pe><slowo_obce>tupet</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>toupet</slowo_obce>) --- kosmyk włosów na wierzchu głowy.</pe>
ufryzowany w kształt serca, małe sztywne loki koło uszu. <begin id="b1310476615649-2086925882"/><motyw id="m1310476615649-2086925882">Jedzenie</motyw>Podaje skrzynkę babie
wiejskiej na wozie; ta zaś bez pytania powidłami ją napełnia i przyjaźnie chyląc
głowę, oddaje z powrotem. Po raz drugi
się ukłoniwszy, człowiek się oddala, kieruje się ku beczce śledzi --- podaje handlarce jedną przegródkę swej skrzynki,
kładzie w nią parę nabytych rybek solonych, znów przegródkę do skrzynki składa. Trzecia przegródka, jak widzę, przeznaczona jest na pietruszkę i inne korzenie oraz przyprawy. Teraz przecina rynek
w rozmaitych kierunkach powolnym, pełnym niezmiernej powagi krokiem, aż go
zatrzymał widok rozłożonego na stole,
oskubanego drobiu. Jak wszędzie tak i tu,
zanim targować zacznie, głęboko się kłania --- mówi długo i wiele z kobietą, która
go ze szczególnie przyjazną miną wysłuchuje --- ostrożnie kładzie skrzynkę na
ziemi --- i bierze dwie kaczki, które nader
wygodnie wtrąca w szeroką kieszeń swego surduta. --- Boże, za nimi idzie gęś --- na indyka spogląda tylko wzrokiem pełnym
czułości --- nie może jednak odmówić sobie rozkoszy, by go miłośnie nie pomacać
wskazującym i wielkim palcem; szybko
podnosi skrzynkę, niezwykle uprzejmie
kłania się handlarce --- i gwałtownie się
odrywa od kuszących przedmiotów swej
żądzy;<end id="e1310475762431-103416151"/> stąd --- płynie właśnie ku budom
rybaczek. Czy ten człowiek jest kucharzem, co ma ucztę zgotować? Kupuje oto
jeszcze ćwiartkę cielęciny, którą jeszcze wsypuje do jednej ze swych olbrzymich
kieszeni. <end id="e1310476615649-2086925882"/>Teraz zakupy już ukończył.
Idzie w ulicę św. Karoliny, z tak osobliwym zachowaniem, jakby tu przybył z jakiejś dalekiej obcej ziemi.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Dość ja sobie nałamałem głowy nad tajemnicą tej egzotycznej figury. Jakże, kuzynie, myślisz o mojej
hipotezie? Człowiek ten to nauczyciel
rysunków, który żywot przepędził, a może jeszcze pędzi w średnich zakładach
szkolnych. <begin id="b1310475898997-2648987096"/><motyw id="m1310475898997-2648987096">Bogactwo, Skąpiec, Chciwość, Jedzenie</motyw>Za pomocą różnych zręcznych
interesów zarobił dużo pieniędzy; jest
skąpy, nieufny, cynik aż do ckliwości,
stary kawaler; jednemu tylko bogu składa
ofiary --- brzuchowi; jedyną jego rozkoszą jest dobrze jeść, rozumie się samemu
w swoim pokoju; żyje zupełnie bez służby, o wszystko troszczy się sam, w dni
targowe, jak widziałeś, nabywa swą prowizję na pół tygodnia i w małej kuchni,
tuż koło ubogiej izby sam przygotowuje
swe potrawy, które potem, ile że kucharz
ciągle o podniebieniu swego pana myśli,
pożera z chciwym, może nawet zwierzęcym apetytem.<end id="e1310475898997-2648987096"/> Jak zręcznie i celowo
przerobił on skrzynkę malarską na kosz
targowy --- sam widziałeś, drogi kuzynie.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Precz mi z tym wstrętnym człowiekiem.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Dlaczego wstrętnym? I takie
maszkary powinny być na świecie, mówi pewien bardzo doświadczony człowiek --- i ma rację, ponieważ rozmaitość nigdy nie może być dość rozmaita.
Ale jeżeli ci się ten człowiek tak bardzo
nie podoba, to mogę ci jeszcze o tym, kim on jest, co robi i czym się trudni,
inną postawić hipotezę. Czterej Francuzi, prawie sami paryżanie: nauczyciel języka francuskiego, nauczyciel fechtunku<pe><slowo_obce>fechtunek</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>fechten</slowo_obce>: bić się) --- szermierka, sztuka władania bronią białą.</pe>,
nauczyciel tańca i pasztetnik --- przybyli
w latach młodocianych razem do Berlina, i znaleźli tu obfity zarobek, jak to niegdyś (przy schyłku minionego wieku) --- nieraz się zdarzało. Od chwili, gdy ich
połączył dyliżans, zawarli najściślejszą
przyjaźń, byli jednym sercem i jedną duszą, i co wieczora po ukończeniu pracy
spędzali razem czas przy skromnej
kolacji i na ożywionej iście po francusku
rozmowie. Nogi tancmistrza z wolna zesztywniały, ramiona fechtmistrza<pe><slowo_obce>fechtmistrz</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Fechtmeister</slowo_obce>) --- nauczyciel szermierki.</pe> z biegiem lat osłabły, nauczyciela języka przewyższyli jego rywale sławą swej najnowszej pronuncjacji<pe><slowo_obce>pronuncjacja</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>pronuntiatio</slowo_obce>: wypowiedź) --- sposób wymawiania, wymowa.</pe> paryskiej, a chytre pomysły pasztetnika utraciły renomę wobec młodych łaskotaczy podniebienia,
wykształconych w szkole najdziwaczniejszych gastronomów paryskich.</akap>



<akap>Ale każdy członek wiernie złączonego
kwartetu wydostał się na suchy ląd. Razem się przenieśli do obszernego, przyzwoitego, choć oddalonego mieszkania;
zwinęli swe interesy i żyli razem, wierni
obyczajom starofrancuskim, wesoło i bez
troski, ponieważ oni jedni umieli ujść
zgryzot i ciężarów nieszczęśliwych czasów. Każdy ma jakiś osobny interes, który zaspakaja pewne, już to korzystne,
już przyjemne wymagania towarzyskie.
Tancmistrz i fechtmistrz odwiedzają
swych dawnych uczniów, wysłużonych
oficerów wyższej rangi, kamerherów<pe><slowo_obce>kamerher</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Kammerherr</slowo_obce>) --- szambelan dworu.</pe>,
hofmarszałków<pe><slowo_obce>hofmarszałek</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Hofmarschall</slowo_obce>) --- marszałek dworu.</pe> itd.; mieli oni bowiem
najlepszą praktykę i zbierają nowiny
dnia, jako materiał do rozmowy, która
się nigdy nie może przerwać. Nauczyciel
języka rozkopuje składy antykwarskie,
aby coraz więcej mieć dzieł francuskich,
których język uznała Akademia. Pasztetnik ma staranie o kuchnię; kupuje wszystko na targu sam, jako też sam przygotowuje, przy czym mu dopomaga stary francuski kuchta. Nadto jest u nich pod
opieką młody pucołowaty chłopiec, którego im pozostawiła stara, bezzębna Francuzka, niegdyś wytworna guwernantka,
a w końcu pomocnica w pralni; czterej
przyjaciele zabrali go z ,,Orphelins Français"<pe><slowo_obce>orphelins français</slowo_obce> (fr.) --- dosł. sieroty francuskie; jest to zapewne nazwa jakiegoś zakładu dla sierot francuskich.</pe> i przyjęli do służby. Tam oto idzie
ten mały w niebieskim ubraniu, dźwigając na jednym ramieniu kosz marymonckich bułek, na drugim kosz przesypujący się sałatą. W ten sposób wstrętnego,
cynicznego, niemieckiego nauczyciela rysunków przemieniłem ci naraz w miłego
Francuza-pasztetnika i wierzę, że jego postać zewnętrzna, jego cała istota doskonale temu odpowiada.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Pomysł ten przynosi zaszczyt twemu talentowi pisarskiemu. <begin id="b1310478692690-1570426020"/><motyw id="m1310478692690-1570426020">Dama</motyw>Ale oto od
paru chwil oślepiają mi oczy owe dwa
białe, wysokie, kołyszące się pióra, które się wydobywają z najgęstszej ciżby
narodu. W końcu zjawia się osoba tuż
koło pompy, wysoka, smukła kobieta,
wcale niebrzydka z postaci; jej płaszcz
z ciężkiej różowo-czerwonej materii jedwabnej, jak z igły zdjęty --- kapelusz
najnowszego fasonu, na nim welon piękny koronkowy --- białe rękawiczki jedwabne. Cóż to zmusiło elegancką, zapewne na śniadanie zaproszoną damę,
by się przeciskać przez ciżbę na targu?
Ale jak to --- i ona robi zakupy? Stoi cicho i daje znak starej, brudnej, łachmanami przyodzianej babie, która idzie za nią,
żywy obraz nędzy w mętach ludu; nieszczęsna dźwiga w ręku pół złamany kosz
i, pół kulejąc, idzie za nią z trudem. Wystrojona dama zatrzymuje się na rogu
budynku teatralnego, by oślepłemu landwerzyście<pe><slowo_obce>landwerzysta</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Landwehr</slowo_obce>: obrona krajowa) --- żołnierz landwery, tj. wojsk terytorialnych dawnych Niemiec i Austro-Węgier.</pe>, który pod ścianą stoi pochylony, dać jałmużnę. Z trudem zdejmuje rękawiczkę z prawej ręki --- o nieba! jakaż
się ukazuje czerwona od krwi, i przy tym
po męsku niemal zbudowana pięść! Nie
długo szuka i wybiera: szybko daje do ręki ślepemu sztukę monety, szybko biegnie na sam środek Charlottenstraße i dopiero teraz zaczyna stąpać majestatycznym krokiem promenadowym --- i, nie
troszcząc się już o swoją towarzyszkę
w łachmanach, z Charlottenstraße i wchodzi na Unter den Linden.<end id="e1310478692690-1570426020"/></akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Baba teraz, dla odpoczynku, postawiła kosz na ziemi --- i teraz możesz od
jednego rzutu oka przejrzeć cały zakup
eleganckiej damy.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Rzeczywiście zakup dość osobliwy. <begin id="b1310479561029-2559355905"/><motyw id="m1310479561029-2559355905">Jedzenie</motyw>--- Głowa kapusty, dużo ziemniaków,
parę jabłek, mały bochenek chleba, parę
śledzi zawiniętych w papier, serek owczy,
nie najbardziej apetycznej barwy wątróbka jagnięca,<end id="e1310479561029-2559355905"/> bukiecik róż, para pantofli, chłopiec do butów. --- Co u Boga Ojca?</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Dość już, dość kuzynie o tej różowo-czerwonej! <begin id="b1310480425224-998406517"/><motyw id="m1310480425224-998406517">Żebrak</motyw>--- Uważaj dobrze na
tego ślepca, któremu lekkomyślne dziecię
zepsucia dało jałmużnę. Czy istnieje bardziej wzruszający obraz niezasłużonej
nędzy ludzkiej oraz pobożnej rezygnacji, oddanej Bogu i losowi? Plecami
oparty o ścianę teatru, wyschnięte skostniałe ręce oparł na kiju, który postawił o jeden krok przed sobą na chodniku, aby tłum bezmyślny po nogach go nie
deptał; trupio blada jego twarz utkwiona
wprost przed siebie, czapka landwerska
naciśnięta na oczy; i tak bez ruchu stoi
on od wczesnego ranka, aż do końca targu --- wciąż --- w jednym miejscu.<end id="e1310480425224-998406517"/></akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Żebrze, a przecież dla oślepłych
żołnierzy istnieje przytułek.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Jesteś w wielkim błędzie. <begin id="b1310480683627-2873744246"/><motyw id="m1310480683627-2873744246">Krzywda, Okrucieństwo, Praca, Kaleka</motyw>Ten
biedny człowiek jest w służbie u kobiety handlującej jarzynami, która należy do najniższej klasy przekupek, gdyż
lepsze zwożą jarzyny w koszach, ułożonych na wózku. Mianowicie ten ślepiec przychodzi co rana obładowany jak
zwierzę juczne koszami pełnymi jarzyn,
tak że go ciężar niemal do ziemi ugina, on zaś z trudem jeno, chwiejnym idąc
krokiem, za pomocą kija utrzymuje się
prosto. Wielka, mocna kobieta, u której
służy, albo która go może używa tylko do przenoszenia jarzyn na targ --- zaledwie trud sobie zadaje, by, gdy go siły
niemal opuszczają, ująć go za ramię i dalej zaprowadzić na to miejsce, które
biedak teraz zajmuje. Tu baba zdejmuje
mu koszyki z pleców, sama je teraz zanosi --- i tak go pozostawia: ślepiec stoi,
ona zaś nic a nic nie troszczy się o niego,
aż do skończenia jarmarku --- i całkowicie lub do połowy puste kosze na nowo
wkłada mu na barki.<end id="e1310480683627-2873744246"/></akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Rzecz jednak dziwna, że ślepotę
rozpoznajemy natychmiast, choćby nawet
oczy były niezamknięte i choćby jej nie
zdradzał żaden widzialny brak na twarzy.
Rzecz, zdaje się na tym polega, że ślepi
mają nieustanną dążność do zobaczenia
czegoś w nocy, która ich otacza.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap><begin id="b1310480977069-882810423"/><motyw id="m1310480977069-882810423">Oko, Wzrok, Kaleka</motyw>Nie ma dla mnie bardziej wzruszającego widoku, niż kiedy widzę takiego ślepca, który z podniesioną do
góry głową, zdaje się patrzeć w szeroką dal. Zniknęła dla nieszczęśliwca
wieczorna zorza żywota, ale jego oko
wewnętrzne stara się już ujrzeć wieczne
światło, które świeci po tamtej stronie,
pełne pociechy, nadziei i błogosławieństwa.<end id="e1310480977069-882810423"/> --- Jednakże jestem zbyt poważny.
--- <begin id="b1312150462602-2347020707"/><motyw id="m1312150462602-2347020707">Kaleka, Żołnierz, Pieniądz, Miłosierdzie, Bieda</motyw>Ślepy landwerzysta w każdy dzień
targowy dostarcza mi całego skarbu spostrzeżeń. Możesz, drogi kuzynie, zauważyć wobec tego biedaka, jak się żywo wyraża miłosierdzie berlińczyków. Często
całe szeregi ludzi przechodzą koło niego,
a żaden nie pominie okazji i parę groszy
wsunie mu do ręki. Ale ład i sposób, w jaki się rzecz ta odbywa: oto wszystko.
Patrz no, drogi kuzynie, w tę stronę jakiś czas i powiedz mi, co spostrzegasz.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Właśnie przechodzą trzy, cztery
tęgie zdrowe służące; dźwigają ciężkie,
nad miarę wszelkim towarem przepełnione kosze, co wrzynają się prawie do krwi
w ich krzepkie sino nabrzmiałe ręce; nie
brak im powodów do pośpiechu, aby się
pozbyć ciężaru, a jednak każda chwilę się zatrzyma, szybko sięga do kosza, i ślepcowi miedziaka wciska w rękę, nawet nie
patrząc na niego. Wydatek ten jest konieczny i niepominięty w budżecie dnia
jarmarcznego. To prawda! Oto idzie kobieta, której ubiór, której cała osoba
wykazuje zamożność i wygody życiowe;
ta zatrzymuje się przed inwalidą, wyjmuje woreczek, i szuka, szuka --- a żaden
pieniążek nie wydaje się jej dość mały do
tego aktu dobroczynności, który zamierza wykonać --- woła swej kucharki --- zdarzyło się, że jej drobna moneta wyszła, musi więc naprzód zmienić pieniądze
u zieleniarek, w końcu znalazł się trojak
przeznaczony na jałmużnę, teraz uderza
ślepca w rękę, aby zauważył, że ma coś
otrzymać --- ten otwarł dłoń --- dobroczynna pani wciska mu trojaka i sama
rękę mu zamyka, aby ten wspaniały dar
nie zginął. --- Czemuż to drepce ta mała
wdzięczna panienka w tę i tamtą stronę,
i zbliża się coraz bardziej ku ślepcowi?
W przelocie szybko, tak że nikt tego nie
widzi, prócz mnie, co ją mam w środku
mej lornety --- dała w rękę ślepcowi pieniądz --- na pewno nie trojaka. --- Ten zażywny, dobrej tuszy pan w ciemnym surducie, który tam tak dobrodusznie nadchodzi --- to zapewne bardzo bogaty obywatel. I on zatrzymuje się przed ślepym
i rozpoczyna z nim długą rozmowę, przy czym innym ludziom drogę zamyka i przeszkadza im udzielać jałmużny landwerzyście; w końcu wyciąga potężną, zieloną
sakiewkę z kieszeni, otwiera jej węzełek
nie bez trudu, i tak ohydnie wśród pieniędzy
przebiera, że zdaje mi się, aż tutaj brzęk
ich słyszę. <slowo_obce>Parturiunt montes</slowo_obce><pe><slowo_obce>parturiunt montes</slowo_obce> (łac.) --- trudzą się góry; fragm. ze <tytul_dziela>Sztuki poetyckiej</tytul_dziela> Horacego: <slowo_obce>parturiunt montes, nascetur ridiculus mus</slowo_obce> (trudzą się góry, a porodzą śmieszną mysz); tu: o kimś, kogo dokonania są niewspółmiernie małe w stosunku do szumnych zapowiedzi.</pe>! --- Chcę jednak szczerze wierzyć, że szlachetny ten
filantrop<pe><slowo_obce>filantrop</slowo_obce> (z gr. <slowo_obce>philánthrōpos</slowo_obce>: kochający ludzkość) --- dobrodziej, wspomagający ubogich.</pe>, wzruszony widokiem nędzy,
zrujnował się na fałszywy grosz. Przy
tym wszystkim jednak myślę, że ślepy
w dni rynkowe stosunkowo niemałe zbiera zyski i dziwi mnie, że przyjmuje wszystko bez najmniejszego znaku wdzięczności;
tylko lekki ruch warg, który zdaje się dostrzegam, dowodzi, że stary mówi coś, co
może być podziękowaniem, ale i ten ruch
dostrzegam tylko od czasu do czasu.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Masz tu zdecydowany wyraz doskonale zamkniętej rezygnacji. <begin id="b1310482073824-1005148745"/><motyw id="m1310482073824-1005148745">Krzywda, Okrucieństwo</motyw>I cóż mu znaczą pieniądze? Korzystać z nich nie może; dopiero w rękach trzeciej osoby, której on bezwarunkowo zaufać musi, pieniądze jego otrzymają wartość. <begin id="b1310550749212-2776007437"/><motyw id="m1310550749212-2776007437">Wyzysk</motyw>Mogę się mylić, ale mi się zdaje, że baba, której kosze
z jarzynami dźwiga stary ślepiec, to wielka jędza, która biedaka źle żywi, mimo iż
prawdopodobnie zabiera mu też wszystkie
pieniądze, jakie ten otrzymuje od dobrych
ludzi.<end id="e1310550749212-2776007437"/> W każdym razie, gdy przynosi kosze z powrotem, zrzędzi i gdera na starego, mniej więcej w stosunku do tego, czy
miała targ lepszy czy gorszy. Już trupio blada twarz ślepca, odzież w łachmanach,
pozwalają mniemać, że jego położenie jest
dość kruche i byłoby to rzeczą energicznego filantropa zbadać ten stosunek.<end id="e1312150462602-2347020707"/><end id="e1310482073824-1005148745"/></akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Przypatrując się jarmarkowi w całości, widzę, że wozy z mąką, nad którymi
jak namioty rozpostarte są płótna, układają się w obraz malowniczy, gdyż tworzą punkt oparcia dla oka, tak iż dokoła
nich różnobarwny tłum w wyraźne grupy się zbiera.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>O białych wozach mącznych i mąką
obsypanych młynarczykach i młynareczkach z różowymi ustami, a każda tu jest
<slowo_obce>bella molinara</slowo_obce><pe><slowo_obce>bella molinara</slowo_obce> (wł.) --- piękna młynarka; odwołanie do powstałej w 1790 r. w Wiedniu opery <tytul_dziela>La Molinara</tytul_dziela> Giovanniego Paisiella (1740--1816), niezwykle popularnego i prominentnego w swoim czasie wł. kompozytora klasycznych oper gł. komicznych, zatrudnionego m. in. na dworze Katarzyny II w Petersburgu oraz na dworze Napoleona I w Paryżu.</pe> --- wiem niemało; wiem
też coś o ich przeciwieństwie. Z przykrością nie widuję już tu pewnej rodziny węglarzy, która sprzedawała swój towar
właśnie naprzeciw mego okna pod teatrem --- a teraz musiała się przenieść na
drugą stronę. Rodzina ta składa się z wysokiego silnego mężczyzny o twarzy wyrazistej; jest on porywczy, niemal gwałtowny w ruchach, dokładny obraz węglarza,
jak go zazwyczaj przedstawiają w romansach. W istocie, gdybym tego człowieka
samotny napotkał w lesie, to by mnie nieco
ciarki przeszły, a jego życzliwe usposobienie w jednej chwili byłoby dla mnie najmilsze na świecie. Obok tego człowieka,
jako drugi członek rodziny, w ostrym
z nim przeciwieństwie znajduje się ledwie
na cztery stopy wysoki<pe><slowo_obce>na cztery stopy wysoki</slowo_obce> --- tj. mierzący ok. 120 cm wzrostu; <slowo_obce>stopa</slowo_obce>: jednostka miary długości, równa ok. 30 cm.</pe>, osobliwie wyrosły chłopiec, niezmiernie pocieszny. Wiesz,
drogi kuzynie, że są ludzie szczególnie
zbudowani: na pierwszy rzut oka zdaje
się, że są garbaci, a jednak przy bliższym
badaniu, nie można określić, gdzie właściwie ich garb się mieści.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Przypominam sobie tu naiwne wyrażenie pewnego dowcipnego wojskowego, który z takim dziwem natury był w licznych interesach, a którego obrażała po prostu tajemnica jego dziwnej budowy.
,,Człowiek ten" --- mówił --- ,,ma garb, ale gdzie
mu ten garb siedzi --- o tym wie tylko diabeł".</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap><begin id="b1312154975059-1936944653"/><motyw id="m1312154975059-1936944653">Mężczyzna, Błazen</motyw>Natura zamierzała z mego węglarczyka utworzyć olbrzymią postać, co najmniej siedmiu stóp wysokości, gdyż o tym
świadczą kolosalne ręce i nogi, pewnie
największe, jakie w swym życiu widziałem. Ten mały parobczak, odziany krótkim płaszczem o wielkim kołnierzu, mający na głowie dziwaczną czapkę futrzaną,
trwa w bezustannym niepokoju bez odpoczynku; w nieprzyjemnej ruchliwości
wciąż podryguje i drepce tu i ówdzie, już
jest tu --- już tam --- i stara się grać rolę
najmilszego, najbardziej czarującego <slowo_obce>primo amoroso</slowo_obce><pe><slowo_obce>primo amoroso</slowo_obce> (wł.) --- pierwszy amant.</pe> na całym rynku. Nie przepuści żadnej kobiecie, choćby ta niekoniecznie należała do najwyższych kół społecznych: za każdą musi iść parę kroków
i zbliżać się do niej w nadzwyczajnych
krygach<pe><slowo_obce>kryg</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Krieg</slowo_obce>: dźwig) --- nienaturalny, przesadnie wykonywany ruch, gest.</pe>, drygach, grymasach, słodkościach, zapewne w najlepszym smaku węglarskim. Nieraz tak dalece swą galanterię<pe><slowo_obce>galanteria</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>galanterie</slowo_obce>: grzeczność) --- wyszukana grzeczność w obejściu, szczególnie w stosunku do kobiet.</pe> posuwa, że w rozmowie łagodnie otacza ramieniem biodra dziewczyny i, czapę
zdjąwszy z głowy, hołdy składa piękności
lub ofiaruje jej swoje służby rycerskie.
Szczególna rzecz, że dziewczęta nie tylko
że na to pozwalają, ale nawet małemu potworowi życzliwie składają ukłony i w ogóle chętnie przyjmują jego galanterię.
Mały ten urwis ma niewątpliwie bogaty
zasób naturalnego dowcipu, zdecydowany
talent do błazeństwa oraz siłę jego wykonania: jest to pajac, tysiącskoczek,
wszechurwis na całą okolicę, pod lasem,
który zamieszkuje; bez niego żadne
chrzciny, wesele, taniec, żadna biesiada
obejść się nie może; wszyscy się bawią
jego figlami i przez cały rok się z nich
śmieją.<end id="e1312154975059-1936944653"/> Reszta rodziny, ile że dzieci oraz
parę dziewek służebnych pozostawiają
w domu, składa się tylko jeszcze z dwóch
kobiet tęgo zbudowanych, o ciemnym,
markotnym wyglądzie twarzy, do czego
się zapewne przyczynia pył węglowy, który utkwił w ich twarzy. Przywiązanie
wielkiego szpica, z którym rodzina dzieli
każdy kęs, spożywany w czasie targu,
świadczy mi przy tym, że w chacie węglarskiej wszystko idzie uczciwie i patriarchalnie. Mały zresztą ma siłę olbrzymią, przeto rodzina używa go do roznoszenia po domach kundmanom<pe><slowo_obce>kundman</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Kundmann</slowo_obce>) --- stały klient, odbiorca.</pe> zakupionego węgla. Często widziałem, jak go kobiety objuczały dziesięcioma workami, ułożonymi w wysoką górę na sobie --- on zaś podskakiwał z nimi, jakby żadnego ciężaru nie miał na sobie. Z tyłu jego postać wyglądała tak wściekle i awanturniczo, jak
tylko można sobie wyobrazić. Naturalnie
z szanownej figury małego nie dostrzegłbyś nic więcej, tylko olbrzymi worek węgla, pod którym wyrastały niespodzianie
dwie pary nóg. Zdawało się, że to po rynku skacze jakieś bajeczne zwierzę, jakiś
rodzaj kangura z klechd<pe><slowo_obce>klechda</slowo_obce> --- podanie ludowe, baśń.</pe> ludowych.</akap>


<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>




<akap><begin id="b1310551139216-2537467195"/><motyw id="m1310551139216-2537467195">Kłótnia</motyw><begin id="b1310554392836-3857531789"/><motyw id="m1310554392836-3857531789">Tłum</motyw>Patrz no, patrz, kuzynie! tam koło
kościoła powstaje hałas. Dwie straganiarki zapewne rozpoczęły gwałtowny
spór o fatalne <slowo_obce>meum<pe><slowo_obce>meum</slowo_obce> (łac.) --- moje.</pe></slowo_obce> i <slowo_obce>tuum<pe><slowo_obce>tuum</slowo_obce> (łac.) --- twoje.</pe></slowo_obce> --- i, zdaje się,
zwarłszy pięści, na swój sposób ujadają.
Tłum się gromadzi --- gęste koło ludzi
otacza pokłócone baby --- głosy podnoszą
się coraz mocniej --- coraz gwałtowniej
poruszają się ręce w powietrzu --- coraz
bliżej podchodzą do siebie dwie kobiety --- wnet ci wnet zacznie się walka na pięści --- policja się przedziera przez tłum. Co to?
Naraz widzę mnóstwo błyszczących kapeluszy pomiędzy gniewnymi babami --- w jednej chwili udaje się kumoszkom złagodzić
rozpłomienione serca --- kłótnia skończona --- bez pomocy policji --- spokojnie
wracają kobiety do swych koszów z jarzynami --- tłum, który tylko raz jeden, zapewne w szczególnie drażliwym momencie walki, głośnym krzykiem określił
w niej swój współudział --- rozchodzi się
na wszystkie strony.<end id="e1310551139216-2537467195"/></akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Zauważ, drogi kuzynie, że przez ten
długi czas, co my tu siedzimy przy oknie,
była to jedyna kłótnia, zapalona na targu
i że jedynie sam lud ją uspokoił. Nawet
i poważniejszy, groźniejszy spór nieraz
w ten sposób lud przytłumia --- tak, iż się
wszyscy między skłóconych wciskają, aby
ich rozłączyć. <begin id="b1310551867960-1585173511"/><motyw id="m1310551867960-1585173511">Bijatyka</motyw>Przeszłego targu między
straganami rzeźników i owocarzy stał
wielki chłop w łachmanach, o zuchwałej
dzikiej minie i nagle rozpoczął walkę
z chłopcem od rzeźnika; nie bacząc na nic,
uderzył parobka straszliwym drągiem,
który nosił jako broń na ramieniu. Niewątpliwie tamten runąłby na ziemię, gdyby
się nie uchylił i nie poskoczył do swej budy. Tam uzbroił się mocnym toporem rzeźnickim i chciał nim walić w zuchwałego
chłopa. Wszystko tak wyglądało, jakby
się cała ta sprawa miała zakończyć mordem i śmiercią --- i sąd kryminalny o mało co nie miał tu roboty.<end id="e1310551867960-1585173511"/> Owocarki, wszystkie mocne i dobrze odżywiane baby,
uważały jednak za swój obowiązek tak przyjemnie i ściśle otoczyć rzeźnickiego
chłopca, że ten nie mógł się ruszyć z miejsca; stał między nimi z wysoko podniesionym orężem, jak to się opowiada w patetycznej mowie o surowym Pyrrusie<pe><slowo_obce>Pyrrus</slowo_obce> (319--272 p.n.e.) --- król Epiru, wybitny taktyk wojenny, pokonał Rzymian w bitwach pod Herakleją (280 p.n.e.) i Auskulum (279 p.n.e.), co okupił wielkimi stratami (stąd przysłowiowe wyrażenie: ,,pyrrusowe zwycięstwo").</pe>: jako malowany okrutnik, zawieszony pomiędzy siłą a wolą, nie czynił nic.</akap>


<akap>Tymczasem inne kobiety, szczotkarze,
kopyciarze i in., otoczywszy chłopa, nie dają mu się ruszyć, i umożliwiają w ten sposób policji, aby na czas przyszła i aresztowała tego niecnotę, który mi się wydaje zbiegiem z więzienia.</akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap>Zatem w istocie panuje wśród ludu poczucie koniecznego utrzymania porządku,
co na wszystkich zbawczo może oddziaływać.</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap><begin id="b1310552881335-516349589"/><motyw id="m1310552881335-516349589">Lud</motyw>Przede wszystkim, drogi kuzynie,
obserwacje prowadzone przeze mnie nad
rynkiem umocniły mnie w przekonaniu, że
lud berliński uległ znacznej przemianie
od czasu, gdy zuchwały, dumny wróg zalał kraj i na próżno starał się zgnębić ducha, który rozpostarł wkrótce swe skrzydła z odnowioną siłą, jak zgniecione pióro
spiralne. Słowem: lud zyskał na obyczajności zewnętrznej; i jeżeli kiedy w piękny
dzień letni po południu wybierzesz się na zabawę ludową i będziesz obserwował
towarzystwa, które się udają statkami do
Moabitu, to zauważysz nawet wśród zwykłych dziewek służebnych i najemników
dziennych --- dążenie do pewnej kurtuazji, co jest bardzo pocieszne. W masie odbyło się to samo, co w pojedynczej jednostce; ten, który dużo widział, dużo doświadczył nadzwyczajności --- z pomocą <slowo_obce>nil admirari</slowo_obce><pe><slowo_obce>nil admirari</slowo_obce> (łac.) --- niczemu się nie dziwić; fragm. z <tytul_dziela>Listów</tytul_dziela> Horacego.</pe> wypolerował swoje zewnętrzne obyczaje. Niegdyś lud berliński był
surowy i brutalny; np. jeżeli obcy pytał
o jaką ulicę albo o dom, albo o cokolwiek, dostawał odpowiedź grubiańską albo szyderczą --- albo też wprost fałszywą
informację, która go prowadziła na manowce. Berliński ulicznik, który korzystał
z najmniejszego pozoru, z nieco osobliwego ubioru, ze śmiesznego zdarzenia,
co się komu przytrafiło, i który je wyzyskiwał bezczelnie, taki ulicznik już nie
istnieje. Gdyż owe andrusy<pe><slowo_obce>andrus</slowo_obce> (gw.) --- łobuziak.</pe> --- cygarniki
pod bramą, które sprzedają ,,szczere hamburskie <slowo_obce>avec du feu<pe><slowo_obce>avec du feu</slowo_obce> (fr.) --- z ogniem.</pe></slowo_obce>, obwiesie, co to kończą życie w Szpandawie<pe><slowo_obce>Szpandawa</slowo_obce> --- właśc. Spandau, dzielnica Berlina, gdzie w XVI w. wzniesiono cytadelę, służącą m. in. jako więzienie.</pe> albo w Straussbergu<pe><slowo_obce>Straussberg</slowo_obce> --- miasto w Brandenburgii, w Marchii Odrzańskiej; pod koniec XVIII w. powstało tu sanatorium dla wojskowych oraz inwalidów wojennych, w którym następnie otworzono również oddział szkolno-wychowawczy dla zagrożonej społecznie młodzieży.</pe>, albo, jak to niedawno jeszcze było, na szafocie, nie są bynajmniej tym, czym
właściwy ulicznik berliński, który wcale nie był włóczęgą, ale zazwyczaj terminatorem u majstra, i choć to śmiesznie
mówić, przy całej bezbożności i zepsuciu,
miał zawsze pewien punkt honoru a nie
brakło mu też groteskowego dowcipu wrodzonego.<end id="e1310552881335-516349589"/></akap>

<naglowek_osoba>Ja:</naglowek_osoba>
<akap><begin id="b1312158075695-2309309586"/><motyw id="m1312158075695-2309309586">Żart</motyw>Drogi kuzynie, pozwól mi sobie co
rychlej opowiedzieć, jak to mnie taki rodzimy dowcip ludowy niedawno wielce
zawstydził. Przechodzę koło Bramy Brandenburskiej; dorożkarze z Charlottenburga ścigają mnie, ofiarując mi swe usługi;
jeden z nich, co najwyżej szesnasto, siedemnastoletni chłopak, był tak bezczelny,
że pociągnął mnie za ramię swoją brudną
pięścią. ,,Proszę bardzo nie dotykać mej
ręki" --- mówię rozgniewany. ,,No, panie" --- odparł wyrostek, nic sobie z tego
nie robiąc i wlepiwszy we mnie oczy --- ,,no,
panie! czemuż bym miał nie dotykać
pańskiej ręki? czy może pan nie jest uczciwy człowiek?"</akap>

<naglowek_osoba>On:</naglowek_osoba>
<akap>Ha, ha! ten dowcip, to prawdziwy
dowcip, ale wyłonił się z cuchnącej pieczary najgorszego zepsucia. --- Dowcipy
owocarek berlińskich itd. były zresztą
sławne i nawet zaszczyt im się czyni, że
się je zowie szekspirowskimi, choć przy bliższym oświetleniu widać, że ich energia
i oryginalność polegała przede wszystkim
na bezwstydnym zuchwalstwie, przy pomocy którego najohydniejsze brudy podawano jako pikantną potrawę.<end id="e1312158075695-2309309586"/> --- <begin id="b1312158181742-3097166490"/><motyw id="m1312158181742-3097166490">Lud</motyw>Nadto
rynek był miejscem pomieszania, kłótni,
kijobicia, oszustwa, kradzieży, i żadna
uczciwa kobieta nie mogła się ważyć, by
sama czynić zakupy, nie narażając się
przy tym na niesłychane obelgi. Bo nie tylko lud przekupniów w pole wyciągał przeciw sobie samemu i przeciw całemu światu, ale przychodzili tu również ludzie umyślnie w tym celu, aby wywoływać niepokój i przy tym w mętnej wodzie łowić ryby podobnie jak np. zwerbowany ze wszystkich końców świata motłoch, który niegdyś tkwił w rejmentach<pe><slowo_obce>rejment</slowo_obce> (daw.) --- regiment.</pe>. Spójrz, miły kuzynie, jak to obecnie rynek przedstawia
pociągający obraz przyzwoitości, pokoju
i obyczajności. Wiem, że entuzjastyczni
rygoryści, hiperpatriotyczni asceci żarliwie perorują<pe><slowo_obce>perorować</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>perorare</slowo_obce>) --- rozwodzić się nad czymś, wykładać.</pe> przeciw temu podwyższeniu zewnętrznego wyglądu masy ludowej,
uważają bowiem, że wraz z tym ogładzeniem obyczajów, zgładzi się również i zaginie ludowość w ogóle. Co do mnie, to sądzę, że lud, który traktuje zarówno swego jak obcego nie po prostacku albo z szyderczym lekceważeniem, ale z uprzejmością należytą, nie może przeto charakteru
swego postradać.<end id="e1312158181742-3097166490"/><end id="e1310554392836-3857531789"/></akap>

<separator_linia/>
<akap>Coraz bardziej zmniejszała się ciżba;
coraz bardziej i bardziej pusty stawał się rynek.
Handlarki warzyw składały swe kosze
częściowo na przyprowadzone ze sobą
wózki, częściowo same się z nimi wlokły,
wozy z mąką odjechały, ogrodniczki zgromadziły niewyprzedany towar, zapas
kwiatów na wielkie taczki, czynniejszą
stawała się policja, aby wszystko, a zwłaszcza szereg fur utrzymać w należytym
porządku. Porządek byłby nienaruszony,
gdyby się nie zdarzyło, że jakiś schizmatycki syn chłopski tędy i owędy w poprzek
placu odkrył swoją własną cieśninę Beringa i pokierował się wprost ku bramie
kościoła niemieckiego.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1310554963016-1062240448"/><motyw id="m1310554963016-1062240448">Carpe diem, Przemijanie, Obraz świata, Czas</motyw>--- Ten rynek --- mówił kuzyn --- jest to
i teraz wierny obraz wiecznie zmiennego
życia. Ruchliwa działalność, potrzeba
chwili ściąga masę ludzką w jeden punkt;
w parę chwil znowu wszystko pustoszeje. Głosy, które w hałaśliwym wrzasku przelewają się jedne z drugimi --- zamilkły i każde opuszczone miejsce głosi te okropne słowa: było! Trzeba korzystać z chwili.<end id="e1310554963016-1062240448"/></akap_dialog>


<akap>Uderzyła godzina pierwsza; markotny
inwalida wszedł do gabinetu --- a w jego
wydłużonej twarzy czytałeś: mógłby pan
wreszcie opuścić okno i zjeść obiad, bo
przyniesione potrawy ostygną.</akap>


<akap_dialog>--- A więc masz apetyt, kuzynie? --- pytałem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, mam! --- odparł kuzyn z bolesnym uśmiechem --- zobaczysz to zaraz.</akap_dialog>


<akap>Inwalida potoczył go na kółkach do pokoju. Przyniesione potrawy były to: talerz rosołu na mięsie, jajo na miękko, ugotowane w soli i pół białej bułki marymonckiej.</akap>


<akap_dialog>--- Tylko trochę więcej --- mówił kuzyn
cicho i smętnie, ściskając moją rękę --- troszyneczka więcej, najmniejszy kawałek najsławniejszego mięsa powoduje
mi niesłychane cierpienia, odbiera mi
wszelką odwagę życia, ostatnią iskrę dobrego humoru, która jeszcze od czasu do
czasu we mnie się zapala.</akap_dialog>


<akap>Wskazałem na papier, zawieszony nad łóżkiem, rzucając się kuzynowi na piersi
i gorąco go całując.</akap>


<akap_dialog>--- Tak, kuzynie --- odrzekł mi głosem,
który mnie przeniknął na wskroś i napełnił rozdzierającą tęsknotą --- tak kuzynie:</akap_dialog>


<akap><slowo_obce>Et si male nunc, non olim sic erit</slowo_obce>!</akap>


<akap>Biedny kuzyn! </akap></powiesc>
</utwor>