<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/heyse-dziecie-wieszczek/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Heyse, Paul</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dziecię wieszczek</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Konopnicka, Maria</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Poemat dygresyjny</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Wydano z finansowym wsparciem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Eine Publikation im Rahmen des Projektes Wolne Lektury. Herausgegeben mit finanzieller Unterstützung der Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziecie-wieszczek</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://cyfrowa.chbp.chelm.pl/dlibra/docmetadata?id=9270&amp;dirds=1&amp;tab=1</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Paul Heyse, Wybór pism, tom III. Dziecię wieszczek, tłum. Maria Konopnicka, nakł. i druk S. Lewentala, Warszawa 1880.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Paul Heyse zm. 1914</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1985</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2015-02-19</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/2098495573_bde17c53c9_o.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">A special couple, Ed Brambley , CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/4267</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/dziecie-wieszczek.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0300-8</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziecie-wieszczek.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1355-7</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/dziecie-wieszczek.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2310-5</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/dziecie-wieszczek.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3296-1</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/dziecie-wieszczek.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4382-0</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
  <category.legimi>Modernizm</category.legimi>
<category.thema.main>DC.WL-P</category.thema.main>
    <category.thema>FRF</category.thema>
    <category.thema>1DFG</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>
<abstrakt>
<akap>Krótki poemat dygresyjny, opowiadający historię astrachańskiego księcia Kalilbada, który w dzieciństwie przysiągł, że za żonę weźmie sobie wieszczkę (tj. wróżkę).</akap>


 
<akap>Kiedy kraj się o tym dowiedział, grupa Cyganek postanowiła go oszukać, udając wróżki w pałacowym ogrodzie i przyprowadzając mu piekną Giulnarę. Ta jednak ostrzegła księcia o planowanym podstępie, a następnie uciekła. Książę bezskutecznie szukał jej przez kilka lat. Zobaczył ją dopiero podczas ceremonii, mającej wyłonić jego przyszłą żonę. Dziewczyna usiłowała popełnić samobójstwo, rzucając się z wieży, książę jednak uratował ją i poślubił.</akap>


</abstrakt>
<autor_utworu>Paul Heyse</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Dziecię wieszczek<pe><slowo_obce>wieszczka</slowo_obce> --- tu: wróżka.</pe></nazwa_utworu>


<podtytul>nowela w trzech pieśniach</podtytul>

<nota_red>
<akap>Ortografię i interpunkcję dopasowano do współczesnych norm. Ważniejsze zmiany:
Fleksja:
tem->tym
naszę->naszą

Udźwięcznienia i ubezdźwięcznienia: 
blizka->bliska

Inne:
Przez las, co w dumaniach pogrążony cały
->
Przez las, w dumaniach pogrążony cały (bł. rytmu)</akap>
</nota_red>

<naglowek_rozdzial>Pieśń pierwsza</naglowek_rozdzial>




<strofa><begin id="b1423081237960-1778761884"/><motyw id="m1423081237960-1778761884">Poezja</motyw>Był sobie... tak się zwykle zaczynają/
Bajki; lecz któż ich chętnie dzisiaj słucha?/
Świat dziwnie dojrzał; a cuda nie mają/
Żadnego wpływu na ludzkiego ducha./
Romans, nowela nawet, rozkwitają/
Pod hasłem: ,,naprzód" --- Na pieśni --- posucha!/
A kto nadzieją sławy się kołysze,/
Niech póki życia nic wierszem nie pisze.<end id="e1423081237960-1778761884"/></strofa>


<strofa><begin id="b1423081278911-3633297104"/><motyw id="m1423081278911-3633297104">Poezja, Nauka</motyw>Gdzie czas, gdy starcom, mimo siwych włosów,/
Zaczarowany flecik Oberona<pe><slowo_obce>Oberon</slowo_obce> --- król elfów, bohater <tytul_dziela>Snu nocy letniej</tytul_dziela> Williama Shakespeare'a. </pe>/
wiat rzeczywisty zdmuchiwał z przed nosów?.../
Czas ów, gdy dziewczę tuliło do łona/
Swego Schillera<pe><slowo_obce>Schiller, Friedrich von</slowo_obce> (1759--1805) --- poeta, teoretyk sztuki, wraz z Goethem największy klasyk niemiecki; początkowo przedstawiciel preromantycznego nurtu burzy i naporu, później tworzył w stylu klasycznym; znany z dramatu historycznego (np. <tytul_dziela>Dziewica Orleańska</tytul_dziela> z 1801) i romantycznych ballad (np. <tytul_dziela>Rękawiczka</tytul_dziela>), a także z <tytul_dziela>Ody do radości</tytul_dziela> (1785).</pe>?... gdy z Goethem<pe><slowo_obce>Goethe, Johann Wolfgang</slowo_obce> (1749--1832) --- niemiecki poeta okresu ,,burzy i naporu", przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego, twórca nowego typu romantycznego bohatera. Dzieła: <tytul_dziela>Cierpienia młodego Wertera</tytul_dziela> (1774), <tytul_dziela>Król olch</tytul_dziela> (1782), <tytul_dziela>Herman i Dorota</tytul_dziela> (1798), <tytul_dziela>Faust</tytul_dziela> (cz. I 1808, cz. II 1831), <tytul_dziela>Powinowactwo z wyboru</tytul_dziela> (1809).</pe> niebiosów/
Sięgał młodzieniec? ... Odzie myśl rozmarzona,/
Co boskie dźwięki pieśni wieszczów chwyta?/
Zamiast ich czytać --- dziś o nich się czyta.<end id="e1423081278911-3633297104"/></strofa>


<strofa><begin id="b1423081418350-206181399"/><motyw id="m1423081418350-206181399">Postęp, Czas</motyw>Odkąd się życie po relsach<pe><slowo_obce>relsy</slowo_obce> (daw.) --- szyny.</pe>, wrąc, toczy/
I leci z parą --- śniąc tylko o złocie,/
Któż muz wybrańca chce widzieć na oczy/
Lub słuchać w zgrzycie maszyn i łoskocie?/
--- «Oddział<pe><slowo_obce>oddział</slowo_obce> --- tu: przedział.</pe> palących» --- tłum trzeźwy się tłoczy/
Ty Auerbacha dobywasz w przelocie.../
Zaledwo został przez ciebie odczuty,/
Świst... słychać okrzyk: «Stacja! Trzy minuty!»<end id="e1423081418350-206181399"/></strofa>


<strofa>Bogi wszechmocne! Cóż pocznie w tej wrzawie/
Mówiące rymem tylko «wieszczek dziecię»?/
Sądzę, te nikt z was trzech pieśni w oktawie<pe><slowo_obce>oktawa</slowo_obce> --- strofa złożona z ośmiu wersów, rymowana wg schematu abababcc.</pe>/
Z rękawa łatwo nie wytrząśnie; przecie/
Tłum ani głową nie skinie łaskawie.../
Przyjaciel nawet z zwątpieniem poecie/
Rękę podaje... a wielka krytyka/
Brak mi trzeźwości współczesnej wytyka.</strofa>


<strofa>Mniejsza! Dni lepsze ujrzy, kto dożyje.../
Co do mnie, choćby ludzie śmiać się mieli,/
Czar stary łatwo duszę mą podbije.../
Strofa Ariosta<pe><slowo_obce>Ariosto, Ludovico Giovanni</slowo_obce> (1474--1533) --- poeta włoski, autor pisanego oktawą poematu epickiego <tytul_dziela>Orland szalony</tytul_dziela>.</pe> zawsze mnie weseli!/
Pył --- i dym, który nad głową się wije/
W wiecznego piękna spłukuję kąpieli.../
Na wielkiej drodze, wbrew karnej ustawy,/
Pas rozwiązuję --- i pluskam w oktawy.</strofa>


<strofa>Kto się tym gorszy, niech z dala zostanie,/
I niech na sucho ratuje swą duszę./
Wam jednak, zacni panowie i panie,/
Maleńkie słówko powiedzieć tu muszę:/
Ściśle prawdziwym jest opowiadanie,/
Które fantazją upiększyć się kuszę;/
I mimo polot tych strof idealny,/
Kierunek cały na wskroś jest realny.</strofa>


<strofa>Już Jakub Cazotte<pe><slowo_obce>Cazotte, Jacques</slowo_obce> (1719--1792) --- pisarz francuski.</pe> rozsnuwał ten wątek;/
Duch jasny; przecież --- źródło mętnej wody,/
Większą część jego pieśni i pamiątek/
Czas zatarł; pisma jego wyszły z mody.../
I tylko jeden pozostał nam szczątek,/
Na wieki piękny i na wieki młody:/
<tytul_dziela>Le diable amoureux</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Le diable amoureux</slowo_obce> (fr.) --- zakochany diabeł.</pe> --- (ostrzegam w nawiasie,/
Że niedorostkom od książki tej zasię<pe><slowo_obce>zasię</slowo_obce> (daw.) --- precz.</pe>).</strofa>


<strofa>Otóż, opowieść naszą fantastyczną,/
Cazotte, z uśmiechem satyra<pe><slowo_obce>satyr</slowo_obce> (mit. gr.) --- jedna z istot wchodzących w skład orszaku Dionizosa, boga wina i dzikiej natury; satyrowie byli przedstawiani jako ludzie z koźlimi nogami i uszami, kojarzono ich z pożądaniem i lubieżnością.</pe>, podaje/
Pełną psot, figlów, cyniczną, drastyczną,/
Rażącą czasów naszych obyczaje.../
Lecz ja całą wartość artystyczną/
Na nowo, z źródeł pierwotnych, dostaję./
Co tu nadmieniam, niech przyzna lub przeczy/
Znawca Cazotta --- a teraz --- do rzeczy!</strofa>


<strofa><begin id="b1423478127499-1925023758"/><motyw id="m1423478127499-1925023758">Matka, Syn</motyw>Był sobie pewien książę w Astrachanie<pe><slowo_obce>w Astrachanie</slowo_obce> --- dziś popr. forma Msc.lp: w Astrachaniu.</pe>;/
Kalibad-chanem zwali go poddani;/
A był tak piękny, jak wiosny zaranie./
Królowa matka, mądra bardzo pani./
Gdy mąż jej zaległ grobowe posłanie,/
Tak wychowała syna, by był dla niej/
Podporą, chlubą, wsparciem i obroną,/
Gdy włos zbieleje pod ciężką koroną.</strofa>


<strofa>Zaledwo chłopca puszczała od boku:/
Na radzie państwa, na modłach w meczecie./
On wszędzie musiał dotrzymać jej kroku,/
Pieszo, czy konno, czy w dworskiej karecie./
W cnoty wzrastało w promieniach jej wzroku/
To ukochane i pieszczone dziecię;/
I nocą nawet przy niej zasypiało,/
Kotarą tylko oddzielone białą.<end id="e1423478127499-1925023758"/></strofa>


<strofa><begin id="b1423478286661-3572705673"/><motyw id="m1423478286661-3572705673">Władza, Sen, Sługa</motyw>Płoszony jednak troskami i trudem,/
sen odlatywał od powiek królowej./
Komuż, z tych wielkich, co stają nad ludem,/
Spać obowiązek pozwala surowy?/
Nie było zatem dziwem, ani cudem,/
Że próżno księżna w puchar kryształowy/
Mieszała opium... aż w szczęśliwej chwili/
Znalazł się sposób, co snem ją posili.</strofa>


<strofa>Trzy stare wiedźmy, wsławione bajkami,/
Co opowieści, jak przędzę, w lot snuły,/
Kazała przyzwać, hojnymi datkami/
Uposażyła je z własnej szkatuły;/
Zamianowawszy «hof-usypiaczkami<pe><slowo_obce>hof-usypiaczka</slowo_obce> (niem.-pol.) --- usypiaczka dworska.</pe>/
Królewskiej mości» --- te stare gaduły.../
A gdy noc przyszła, z kolei wezwana/
Bajarka dziwy prawiła do rana.<end id="e1423478286661-3572705673"/></strofa>


<strofa>Królowej jednak --- szczególnej kobiecie,/
Którą poddanych losy rozbudzały ---/
Baśnie o cudach niebywałych w świecie/
Zbyt dziecinnymi nieraz się zdawały./
W miejscach, gdzie każdy wzdrygnąłby się przecie,/
Jej cicho do snu powieki spadały;/
I często --- wolna od sztucznej ekstazy ---/
Ziewnęła przez nos, raz po raz, trzy razy.</strofa>


<strofa>Ale bajarzom nie zbraknie rezerwy/
Publiki, która oklaskuje rada<pe><slowo_obce>rada</slowo_obce> (daw.) --- chętnie.</pe>/
Dowcip --- i głupstwa, w równym stopniu werwy./
Jakie inaczej tyłaby gromada/
Partaczy w sztuce?... Bywają też nerwy,/
Których narkotyk do snu nie układa./
Dość, że ziewania królowej przyczyna/
W dziwną bezsenność wprawiała jej syna.</strofa>


<strofa>Wstrzymując oddech, by lekkiej kotary/
Nie wzruszyć, leżał --- i nie zmrużył oka./
Śledząc z przejęciem straszliwe poczwary,/
Karłów, olbrzymów, skrzydlatego smoka/
I pięknych książąt czyny nie do wiary,/
I dobrą wróżkę, co czuwa z wysoka,/
Aż przez płomienie i burze szalone,/
Luby zdobędzie królewską koronę.</strofa>


<strofa><begin id="b1423479736330-2750972791"/><motyw id="m1423479736330-2750972791">Młodość</motyw>O piękny wieku! O wieku złudzenia!/
Gdy wymysł z prawdą majaczą złączone.../
Gdy się do cudów zbliżamy bez drżenia,/
A rzecz zwyczajna przed oczy olśnione/
Jak cud się zjawia... gdy senne marzenia/
Na jawie snują niteczki złocone! .../
Obcą ni jeszcze ta mądrość wytarta:/
«Żadna rzecz twego podziwu nie warta».<end id="e1423479736330-2750972791"/></strofa>


<strofa>Tak fantastycznych i lotnych mar tłumy/
Nad Kalillbadem, znęcone, bujały,/
Że często w zmierzchu głębokiej zadumy/
Młodzieniec tonął w słoneczny dzień biały./
Wówczas odgarniał grzywy, co jak szumy/
Kaskady na kark rumaka spadały,/
Wbijał ostrogi --- i puszczał wędzidła ---/
A koń go nosił, jak gdyby miał skrzydła.</strofa>


<strofa>I jak dzień długi, lubił się przedzierać/
Przez las, w dumaniach pogrążony cały,/
Bez celu, ścieżki nie racząc wybierać./
A za nim Murzyn łuk nosił --- i strzały/
I milcząc, z nudów zdawał się umierać,/
Tak mu wycieczki owe dokuczały;/
Bo musiał gonić za pana rozpędem,/
Który się dziwnym stał pod każdym względem.</strofa>


<strofa>Przed lada jamą wydrążoną w skale/
Zsiadał, by drzeć się przez ciernie i głogi,/
I wołać: «Sezam, otwórz się!» --- zuchwale/
I wypatrywać tajemnicze drogi/
Do Aladyna skarbów; wierząc stale,/
Że trafi wreszcie w dobrej wróżki progi ---/
Ptakom i gadom przyglądał się bacznie;/
I czekał --- rychło który mówić zacznie.</strofa>


<strofa>I to w tym wieku, gdy chluba narodu,/
Młodzież współczesna od dawna urąga/
Podobnym baśniom --- i wie już od rodu,/
Że skarby wróżek niewarte szeląga;/
Że koń skrzydlaty, godzien jej zachodu,/
Jest ten, co stawkę w wyścigu osiąga;/
Że siłą --- wiedza, czas --- złotem, a stary/
Ideał, to wy --- o srebrne talary!</strofa>


<strofa>Lecz taki książę, któremu nie trzeba/
Zdobywać sobie karyjery w świecie,/
Ni w pocie czoła dorabiać się chleba,/
Ten --- śmiać się może z tego! Jemu przecie/
Czego zapragnie --- to wnet spada z nieba;/
On żyje we śnie rozkosznym, jak dziecię.../
I --- jeśli duchem nie chce spać na wieki,/
Musi cel pragnień mieć bardzo daleki!</strofa>


<strofa>Negr<pe><slowo_obce>Negr</slowo_obce> --- Murzyn.</pe> realistą był najczystszej wody ---/
I za wariata miał pana swojego,/
Sądząc, i słusznie, że książę ten młody/
Mógłby coś bardziej robić książęcego,/
Jak pukać w skały; sam lubił przygody/
I nie był wrogiem uciech, lecz innego/
Trochę rodzaju; a choć łeb miał siwy,/
W lot chwytał każdą, jak ptaka myśliwy.</strofa>


<strofa>Kiedy więc księżna spostrzegła stroskana/
Zadumę syna, wnet Negra przyzwała,/
Który znał jeszcze nieboszczyka pana,/
I rzekła: «dusza księcia posmutniała,/
(Znać, że w Szekspirze była oczytana),/
Dlatego-m ciebie do rady wybrała.../
Co robić?» --- Hussajn kłania się co słowo; ---/
«Pozwól mi działać wszechwładna królowo!»</strofa>


<strofa>I korzystając z pierwszej sposobności,/
Drogę skierował do uroczej wioski,/
Która wśród winnic świeżej zieloności/
Kryła się, jakby eden jaki boski./
Tam z ojcem starym żyły w samotności/
Trzy piękne dziewy, młode --- i bez troski;/
Z ich-to pomocą, w chlubnym przedsięwzięciu/
Miał mądry mentor rozum wrócić księciu.</strofa>


<strofa>Lecz dziki książę, gdy śliczne dziewczęta/
Puchar mu wina podały z uśmiechem,/
Nie spojrzał nawet w błyszczące oczęta;/
Jakby był ślepym, lub mniemał to grzechem;/
I czarę, która była owinięta/
Wieńcem róż młodych, odstawił z pośpiechem.../
A kiedy piękne puściły się w skoki,/
Ostrogą konia spiął w obadwa boki.</strofa>


<strofa>«Ha --- myślał Hussejn --- od jednego cięcia/
Drzewo nie pada; a pierwszy krok pono/
Zawsze najcięższy... ja-bo od chłopięcia/
Miałem nicponia sławę ustaloną../
Lecz do takiego białego panięcia,/
Co-to ma brodę ledwo opuszoną,/
Kobieta zawsze w pół drogi wyjść musi./
Inaczej --- mądry będzie, kto go skusi!</strofa>


<strofa>Z trzech sióstr, dwie były zbyteczne w intrydze;/
A wszystkie nadto pierzchliwe --- i młode./
Inny tu atut grę weźmie, jak widzę!»/
Pod wieczór zatem obmyśla wygodę/
(Księcia i koni folgując fatydze)/
W oberży, kędy<pe><slowo_obce>kędy</slowo_obce> (daw.) --- gdzie.</pe> lubiąca swobodę,/
Gosposia, hoża<pe><slowo_obce>hoża</slowo_obce> (daw.) --- piękna i zdrowa.</pe> i nie nazbyt święta/
Oskubywała wędrowne ptaszęta.</strofa>


<strofa>Przezacny mentor wciągnął ją do spisku;/
Jak łatwo zgadnąć, prosić się nie dała./
Chłopiec był piękny --- i godzien uścisku/
Tej nawet, która nigdy nie kochała.../
Opinia wprawdzie, lubo bez nacisku,/
Coś-nie-coś niby przeciw temu miała,/
Lecz pałac, stroje i tytuł «metresy<pe><slowo_obce>metresa</slowo_obce> --- kochanka i utrzymanka władcy.</pe>»,/
To też coś znaczy dla serca --- i kiesy.</strofa>


<strofa>Dała im tedy oddzielnie pokoje./
Hussejn zachrapał wnet, jak sprawiedliwy,/
Co wiernie spełnił obowiązki swoje./
Wtem, o północy, okrzyk przenikliwy/
Budzi go ze snu... przez pchnięte podwoje/
Kalilbad wpada; Negr nasz ledwo żywy,/
«Na Boga --- wola --- co to?» książę blady/
«Jedziemy» --- rzecze. --- «W nocy?» --- «Nie ma rady!»</strofa>


<strofa>--- «Wasza wysokość gorączką oddycha!/
Noc jest tak zimna... wicher dmie na dworze.../
A płaszcz... lecz gdzież on podział się u licha?/
Książę jest w nader dwuznacznym ubiorze!»/
Ale Kalilbad gwałtem go wypycha./
Istotnie, gdyby podzielić z nim łoże/
Smok przyszedł nocą ciemną, bez wątpienia/
Młodzieniec nie drżałby tak z przerażenia.</strofa>


<strofa>Odtąd się Hussejn utwierdził w swój wierze,/
Iż młody książę po prostu ma bzika./
Strzegł go, jak zwykle wariatów się strzeże,/
Nie dając w rękę nawet scyzoryka./
A gdy wzrok chłopca utonął w gwiazd sferze,/
Lub szukał ziela, co groty odmyka,/
Starego Negra mina tajemnicza/
Zdała się mówić: «szkoda nam panicza!»</strofa>


<strofa><begin id="b1423489422890-1758113026"/><motyw id="m1423489422890-1758113026">Śmierć</motyw>Wtem, nagle, marzeń idyllę różową/
Przerwał krzyk życia --- i jego niedoli;/
Królowa, która była już niezdrową,/
Od dawna niknąc i gasnąc powoli,/
Poznała, że śmierć większą jest królową,/
I że wszechmocy nie ma w ludzkiej woli;/
Zmarła; a wielka dostojników rada/
Berto złożyła w ręce Kalilbada.<end id="e1423489422890-1758113026"/></strofa>


<strofa><begin id="b1423489747997-1480063457"/><motyw id="m1423489747997-1480063457">Władza</motyw>Choć w Astrachanie barbaryzm panuje,/
Kulturą naszą ledwo złagodzony/
(Zarząd i władzę najwyższą sprawuje/
Sznurek, z cienkiego jedwabiu skręcony); ---/
Przecież jest jeden punkt, który znajduje/
Przykładnym nawet Zachód oświecony;/
Ten mianowicie, że książę nie robi/
Nic, tylko ludom dziedziców sposobi.</strofa>


<strofa>Co oprócz tego czyni --- nie popłaca./
Rządy królowej bywały ganionie,/
Więc się już wszystko na dobre obraca,/
Kiedy młodzieńczy pan bierze koronę,/
Jest bowiem pewność, że zrazi go praca,/
Że trud surowy odłoży na stronę;/
Rząd zda na Boga, rad swemu imieniu/
«Ojca narodu» w najmilszym znaczeniu.<end id="e1423489747997-1480063457"/></strofa>


<strofa>Jakież zdumienie, gdy siadłszy na tronie/
(Cud ten zrozumiał tylko Hussejn stary),/
Książę wziął krzepko cugle państwa w dłonie./
Praw i powagi pilnując się miary;/
A piękne panie zostały na stronie,/
Choćby tak chętnie dzieliły ciężary/
Rządu, ze ślicznym księciem, który tylko/
W oczach im mignął jakąś wolną chwilką.</strofa>


<strofa>Wysoka Rada pierwsza z przerażeniem/
Niebezpieczeństwo ojczyzny pojęła;/
Widząc ze smutkiem i z wielkim zgorszeniem,/
Że książę serio bierze się do dzieła;/
(Mówiono nawet, że bladym płomieniem/
Lampa po nocach w komnacie płonęła)/
Więc uradziły głosy zjednoczone/
W imieniu Indu błagać, by wziął żonę.</strofa>


<strofa>Gdy wezyr<pe><slowo_obce>wezyr</slowo_obce> --- dostojnik państwowy w państwach muzułmańskich.</pe> zamysł ten objawił panu/
I krasomówstwem poparł go cudownie,/
Z wzrostu dynastii robiąc kwestię stanu,/
Zląkł się o księcia Hussejn niewymownie!.../
Zakaszlał, począł biegać --- i z dywanu/
Podjąwszy cybuch, dym puszczał gwałtownie./
Jakby powiedzieć chciał: wszystkie te plany/
Tak się rozwieją, jako dym fajczany!</strofa>


<strofa>
Lecz jakże zdumiał, gdy pełen powagi/
Książę zapewnił, że jest oswojony/
Z obowiązkami tronu; że odwagi/
Mieć będzie dosyć, by ciężar korony/
Podźwignąć z jarzmem tak ogromnej wagi,/
Jak jest małżeństwo; lecz w wyborze żony/
Łatwym nie będzie --- a jeśli dziewicy/
Serca nie znajdzie, żyć woli w tęsknicy.
</strofa>


<strofa>«Dziewicy serca? --- rzeki wezyr z uśmiechem ---/
O tę, jak mniemam, nie będzie zbyt trudno...» ---/
Tu spis księżniczek wydobył z pośpiechem,
Małych i dużych... litanię dość nudną;
«Chciej spojrzeć, panie! Wszak nie jest-to grzechem!/
Wybierzem młodą, bogatą, przecudną;/
A jeśli kiedyś wypadnie inaczej,/
Książę w haremie pocieszać się raczy»,</strofa>


<strofa><begin id="b1423490466916-1645170722"/><motyw id="m1423490466916-1645170722">Przysięga, Szaleństwo</motyw>«Nie! --- rzeki młodzieniec --- poznajcie mą wolę!/
Przysiągłem, kiedy-m był chłopięciem jeszcze,/
Że urodzonej na ziemskim padole/
Kobiety jako żony nie popieszczę.../
Dla mnie dziewicę wybrały w swym kole/
Czarowne wróżki i geniusze wieszcze;/
Ona z błękitów spłynie do mnie cudem./
Idź i oznajmij to przed moim ludem».<end id="e1423490466916-1645170722"/></strofa>


<strofa>«Książę żartuje! --- rzekł dworak zmieszany ---/
Co? Dziecię wieszczek?... Myśl przednia! A przecie/
Śmiem się spodziewać, iż pewne odmiany/
W przysiędze owej --- sprawi --- ziemi dziecię»./
«To nie żart --- rzekł książę zadumany ---/
I choć z boleścią zostawię na świecie/
Kraj mój obcemu --- jednak rzecz skończona!/
Dla mnie --- lub wieszczka, lub też żadna żona».</strofa>


<strofa>Rzekł to --- i wyszedł. Jakby piorun psotny/
Padł nagle z nieba i brwi mu osmalił,/
Tak zdrętwiał wezyr; umysł jego lotny/
Był porażony; spojrzeniem się żalił/
Negrowi, który błysk jakiś przelotny/
Miał w czarnym oku --- i fajkę wciąż palił./
«I cóż ty na to?» --- rzekł do powiernika. ---/
«Dawno wiedziałem, że książę ma bzika».</strofa>


<strofa>Tegoż wieczora, gdy w chłodnym ogrodzie/
Spoczął Kalilbad, nadszedł mufti siwy,/
O długiej, białej, jak śnieg górski, brodzie,/
Prosząc o posłuch. Starzec też sędziwy/
Niejedną duszę w świętym swym zawodzie/
Chwale Allaha pozyskał; nie dziwy,/
Że za igraszkę miał sobie dziecięcą/
Z dziwnych mar głowę uleczyć książęcą.</strofa>


<strofa>Nie chcąc jednakże tak obces<pe><slowo_obce>obces</slowo_obce> (daw.) --- gwałtownie i bezpośrednio (częściej w formie ,,obcesem").</pe> napadać,/
Zasiadł do fajki --- i sorbetu<pe><slowo_obce>sorbet</slowo_obce> --- deser z soku owocowego, przypominający lody.</pe> czary,/
I krotofilnie<pe><slowo_obce>krotofilnie</slowo_obce> (daw.) --- żartobliwie.</pe> począł opowiadać/
Dworskie i miejskie plotki nie do wiary;/
I anegdotki, które umiał składać/
Naprędce; wreszcie wytykał przywary/
Młodego wieku, skarżąc się, że zawsze/
Obłęd ogarnia umysły najprawsze.</strofa>


<strofa>«Na przykład: mówią o Kalilbad-chanie,/
Że jakąś wieszczkę chce wybrać za żonę.../
Bardzo to pięknie! Lecz czyż w Alkoranie<pe><slowo_obce>Alkoran</slowo_obce> --- właśc. Koran, święta księga religii muzułmańskiej.</pe>/
Jest choćby słówko o nich wyrażone?.../
Kto, kiedy, wieszczki widział w Astrachanie,/
Albo też dziecię z wieszczki urodzone?/
I książę miałby, dla bajek poety,/
Wyrzec się szczęścia i pięknej kobiety?»</strofa>


<strofa>«Jak to! --- rzekł książę --- ty, starzec, zwiesz szałem/
Wiarę w to, czego nie widzi się w świecie?/
Koran! --- lecz jakąż surę<pe><slowo_obce>sura</slowo_obce> --- rozdział Koranu, świętej księgi muzułmanów.</pe> w nim czytałem/
O tej tu fajce, lub o tym sorbecie,/
Lub o mnie samym? Jeśli to, co ciałem/
Dotykam, prawdą jedyną na świecie,/
Cóż więc jest przestrzeń, czas, wiedza, sumienie,/
Duch, umiejętność?... czy tylko złudzenie? ---</strofa>


<strofa>Wszak sam chcesz, aby świętość była czczona;/
Dla mnie świętymi są wieszczek dziewice.../
I kto się waży wydrzeć z mego łona/
Wiarę, że w nich są szczęścia tajemnice?.../
Gdzie milczy ziemskość głucha i skażona,/
My światom duchów stawiamy granice,/
Jakby nad naszą tą znikomą bryłą/
Wyższej i świętszej sfery już nie było.</strofa>


<strofa>Czyż nie dość mamy dowodów pewności/
W wspólnych mniemaniach powszechnego świata?/
Cóż są porywy tajemne ludzkości/
Do czystszych wyżyn, kędy duch ulata?/
Czyliż proroka w rajskie wysokości/
Nie uniósł rumak --- jak mara skrzydlata?/
Wszak ja w to wierzę... a cóż mi odpowiesz/
Na wzlot Majmuna?... Czy kłamstwem to zowiesz?</strofa>


<strofa>Taką mieć żonę, jaką matka była!/
Lecz wiem, że drugiej nie znajdę na świecie./
Dlatego pragnę, by mi uskrzydliła/
Ducha istota wyższa, wieszczek dziecię./
W objęciach kobiet ginie wodzów siła,/
Tak mi mówiono --- ja ufam poecie,/
Że mnie do czynu zahartuje szczęście/
Z niebianką, którą pojąć chcę w zamęście!»</strofa>


<strofa>«No! --- odrzekł Mufti, któremu ten temat/
Zdał się krytycznym (gdyż kazuistyka<pe><slowo_obce>kazuistyka</slowo_obce> --- skomplikowana argumentacja, wyliczająca wyjątki od prawa a. zasady.</pe>,/
Która na każdy wypadek ma szemat<pe><slowo_obce>szemat</slowo_obce> --- dziś popr.: schemat.</pe>,/
Tu go nie miała, nawet sofistyka/
Przed taką wiarą milkła) jak problemat/
Postawmy kwestię tę... Wieszczek mistyka/
I tak ustąpi, na szczęście korony,/
Gdy książę będziesz więcej doświadczony.</strofa>


<strofa>Przysiąż mi tylko, że gdy za trzy lata/
Wieszczki w marzeniach twoich wypieszczone/
Dla ciebie swego nie porzucą świata,/
Weźmiesz po prostu ziemiankę za żonę./
A gdy się zjawi istota skrzydlata./
Wszak związki z lewej ręki dozwolone!»/
--- «Dobrze --- rzekł książę --- ja dotrzymam wiary,/
Masz moje słowo!» --- I z tym odszedł stary.</strofa>


<strofa>Jak tylko wieść ta wiadomą się stała,/
Wszedł u lwów miejskich rodzaj «wieszczek» w modę, ./
Młódź tylko «walce wieszczek» tańcowała,/
Dworski poeta pisał: «wieszczek odę»./
Publiczność serio całkiem roztrząsała,/
Kwestię płodności wieszczek, ich przyrodę<pe><slowo_obce>przyroda</slowo_obce> --- tu: natura.</pe>.../
A to, czy wieszczka zamężna podległą/
Jest śmierci, głośne dysputy zażegło<pe><slowo_obce>zażec</slowo_obce> (daw.) --- zapalić.</pe>.</strofa>


<strofa><begin id="b1423660171695-3930208066"/><motyw id="m1423660171695-3930208066">Kara</motyw>Filozof tylko wzruszał ramionami/
I dał do druku, przy tej sposobności/
<tytul_dziela>Metafizykę wieszczek</tytul_dziela> z przypisami/
I ofiarował «Jego Wysokości»./
Miał też za swoje! --- mówiąc między nami ---/
Książę nie znosił mądrych wątpliwości;/
Rozkazał przeto, by autor poślubił/
«Hof-usypiaczkę» --- lubił czy nie lubił!<end id="e1423660171695-3930208066"/></strofa>


<strofa>W miarę, jak wieść ta po kraju się niosła,/
Powstały krzyki i wielkie rozruchy.../
Chór starych panien wołał: «to rzecz wzniosła,/
Hamować zmysłów szalone wybuchy!»/
Mężczyźni drwili... straszna burza wzrosła/
W wszystkich haremach; chodziły posłuchy,/
Że panie mocno uczciły zniewagę,/
Iż je odrzucić książę miał odwagę.</strofa>


<strofa><begin id="b1423670856140-3013938588"/><motyw id="m1423670856140-3013938588">Cnota</motyw>Krewkość młodzieńcza sąd nader łaskawy/
U pięknych kobiet znajduje w ogóle;/
Don Juan<pe><slowo_obce>Don Juan</slowo_obce> --- postać literacka będąca uosobieniem kochanka; bohater sztuki Tirso de Moliny <tytul_dziela>Zwodziciel z Sewilli i kamienny gość</tytul_dziela> (1630), następnie dramatu Moliera (<tytul_dziela>Don Juan</tytul_dziela>, 1665), opery Mozarta (<tytul_dziela>Don Juan</tytul_dziela>, 1788) i poematu dygresyjnego Georga Byrona (<tytul_dziela>Don Juan</tytul_dziela> 1818); pot. uwodziciel, entuzjasta przygód miłosnych.</pe> tylko na scenie plugawy.../
W życiu nań patrzą ze smutkiem a czule.../
Cnota z krwią rybią --- okaz nieciekawy!/
Kto nie zapłynął nigdy wbrew regule,/
Wprawdzie chłopiętom za przykład się daje,/
Lecz grzesznik więcej współczucia doznaje.<end id="e1423670856140-3013938588"/></strofa>


<strofa>Dopieroż książę! Wszakże dlań goręcej/
Serce u każdej uderza kobietki.../
Mógł zrobić wybór z pomiędzy tysięcy.../
Fanatyk! Wszystkie blondynki, brunetki,/
Odrzucić!... Jakby te nie miały więcej/
Wdzięków od wieszczki, powietrznej kokietki./
I to bez próby! Młody jest, jak róża,/
A kobiet nie chce!... ależ to oburza!</strofa>


<strofa>Tak wyrzekały piękne Astrachanki,/
Które się różnią bardzo bez wątpienia/
Od naszych kobiet; ale kurtyzanki/
Mogą się od nich uczyć doświadczenia.../
Czy równie biegłe są śliczne sułtanki/
W intrygach dworskich, niechaj sam ocenia/
Każdy, kto tylko będzie dość cierpliwy,/
Żeby doczytać ten opis prawdziwy.</strofa>


<strofa>Ogród, gdzie z szumem biły chłodne zdroje<pe><slowo_obce>zdrój</slowo_obce> (poet.) --- źródło.</pe>,/
Leżał pod zamkiem; i z tej właśnie strony,/
Miały swe okna sypialne pokoje./
Tu nieraz książę w dumach pogrążony,/
Słowiczych pieśni słuchał --- i gwiazd roje/
Pozdrawiał, blady, samotny, stęskniony;/
Nieraz, w godzinie duchów go widziano/
W oknie objętym girlandą różaną.</strofa>


<strofa>Była noc letnia; srebrzysty i blady/
Księżyc wszedł w pełni; Kalilbad wpół senny/
Czytał, jak zwykle, tom Szecherezady,/
(Duszy to jego pokarm był codzienny)/
W komnacie łuny miesięcznej<pe><slowo_obce>miesięczny</slowo_obce> (daw.) --- księżycowy.</pe> kaskady/
Biły, zmierzch tworząc przejrzysty, promienny.../
Wstał wreszcie książę --- i w oknie wsparł głowę/
Śniąc światy duchów --- cudne, księżycowe.</strofa>


<strofa>Wtem widzi --- nisko, kędy złote piaski/
Znaczą trzy ścieżki na rozstaj przecięte,/
Zjawisko srebrne, jak księżyca blaski.../
Kobieta --- czy też widziadło zaklęte/
Stoi w okręgu, który końcem laski/
Zakreśla druga... obie owinięte/
Od stóp do głowy w obłoczne zasłony./
Których nie może przebić wzrok zdumiony.</strofa>


<strofa>Patrzy --- wtem pierwsza na kolana pada,/
A druga, z twarzą ku niebu zwróconą,/
W płowych pobłyskach stoi cicha, blada.../
Nagle posłyszał pieśń dziwnie nuconą,/
Która w westchnieniach rwie się, jak ballada.../
Ledwo śpiew umilkł, jak gdyby rzuconą/
Z nieba, gołąbkę ujrzał --- a z altany/
Pełznął wąż w dziwne cętki nakrapiany.</strofa>


<strofa>Przypełzł --- i żywą przepaską się zwinął/
Wokoło szyi tej, co stała w kole;/
Tymczasem biały gołąbek opłynął/
Nad głową drugiej --- i siadł na jej czole,/
I jak diadem skrzydełka rozwinął;/
Zasłony z ramion frunęły na wolę;/
Jedna w czerwieni --- a draga w błękicie,/
Zaczęły tańczyć, jakoby w zachwycie.</strofa>


<strofa>A gdy się obie zgodnym niosą ruchem,/
Gołąbek wzleciał... wąż kręgiem go ściska,/
Mieszając pierścień szmaragdowy z puchem/
Białej ptaszyny, jak twór bez nazwiska.../
A kiedy pragnień porwany wybuchem,/
Książę chce wybiec, cud obaczyć z bliska,/
Nim krok postąpił --- wszystko jedną chwilką/
Znikło, jak gdyby snem to było tylko.</strofa>


<strofa>I niedowiarka --- o to się założę ---/
Zmieszałby dziw ten; cóż Kalilbad-chana?/
Z płonącą duszą chodził tam, po dworze,/
Gdzie znikła para tanecznic świetlana./
I ledwo wtedy rzucił się na łoże,/
Gdy kogut opiał świt białego rana;/
Wierząc najmocniej, gorączką trawiony,/
Że mu cud wielki był dziś objawiony.</strofa>


<strofa>Jak człowiek, który w najdroższym spojrzeniu,/
Ujrzawszy pierwszy promyk wzajemności,/
Chodzi jak gdyby w sennym osłupieniu/
I żadnej zwykłej nie tknie się czynności/
Czekając, rychło w lubym upojeniu/
Znów mu zabłyśnie błogi świt miłości:/
Tak pełen jakiejś rozkosznej niemocy,/
Czekał Kalilbad przyjścia drugiej nocy.</strofa>


<strofa>Tym razem jednak nie chciał tam, na górze,/
W oknie, z daleka oczekiwać wróżek./
Zaledwo księżyc zabłysnął w lazurze,/
Szedł gorejący wzdłuż kwiecistych dróżek,/
Jak w szału swego zatopiony chmurze,/
Iż posłyszawszy kroki (nóg, nie nóżek),/
Zapomniał, że się wieszczki we mgłach rodzą/
I że bujają w wietrze --- nie zaś chodzą.</strofa>


<strofa>I znów, jak wczoraj, mary zakwefione/
Stanęły, kędy koła widne ślady;/
I znów te same sztuki powtórzone:/
Klękanie, modły, tajemne narady.../
Znów pod wężowe pierścienie zielone/
Podpłynął gołąb... gdy wtem wypadł blady/
Książę z ukrycia i z błagalnym gestem/
Rzekł: «Duchy jasne, sługą waszym jestem!</strofa>


<strofa>Błogie istoty! Niech znam imię wasze,/
I cel przybycia i tajne zamiary!.../
Żadnych się trudów dla was nie ustraszę,/
Jeśli zechcecie przyjąć me ofiary!»/
Tutaj wzruszone obie panie nasze/
Spojrzały milcząc, zwyczajnie, jak mary./
A jedna wzrokiem zdawała się błagać,/
Druga: «No, dalej! Przestań-że się wzdragać!»</strofa>


<strofa>«Książę! --- wyrzekła wreszcie grubym głosem,/
Jaki z ust wieszczki od początku świata/
Kie wyszedł (zgadłby słuchacz z lepszym nosem,/
Że nie ambrozja<pe><slowo_obce>ambrozja</slowo_obce> (mit. gr.) --- pokarm bogów olimpijskich.</pe> z ustek tych zalata),/
Przebaczam, nad twym litując się losem,/
Żeś złamał koło, które nas oplata./
Jeśli przysiężesz wierność i milczenie,/
Usłyszysz rzeczy ważne nieskończenie.</strofa>


<strofa>Znasz już zapewne wsławione imiona/
Cnej Mofetuzy oraz Kankrelady?/
Patrz! Tych to wieszczek para uwielbiona/
Chce ci łask swoich użyczyć i rady./
Pragniesz, by z świata duchów narzeczona/
Żoną ci była, o młodzieńcze blady?/
Jest takie dziewczę, więc nie trać otuchy,/
Jednym zamachem dwie zabijem muchy.</strofa>


<strofa>Wiedz, że prawdziwa wieszczka, czystej rasy,/
Która się waży poślubić człowieka,/
Chociażby króla, na wieczne już czasy/
Wygnana, próżno przebaczenia czeka./
Taka to kara, za miłość Karkasy/
Dla Foh książęcia, dotąd się przewleka;/
Z krainy wieszczek za chwilę słabości/
Wyklęta, żyje w ciężkiej samotności.</strofa>


<strofa>Na dzikiej wyspie, w pośród mórz, nieznana,/
Hoduje dziecię, istnego anioła,/
Czasem odwiedza ją wieszczka Morgana;/
(Morganatyczność<pe><slowo_obce>morganatyczność</slowo_obce> --- związek morganatyczny zawierany jest przez władcę z osobą niższego stanu, która nie dziedziczy tronu ani tytułu, a również dzieci ich nie nabywają.</pe> nie razi jej zgoła)/
I ta przysięga, że w krainach chana,/
A może nawet na świecie dokoła,/
Nie ma piękności tak cudownej miary/
Jak piękność wieszczki dziecięcia, Giulnary.</strofa>


<strofa>Przecież, nieszczęsna! za matki swej winy/
Ponosi karę, choć niezasłużoną;/
Żaden duch z wieszczek uroczej krainy,/
Dziecięcia błędu nie nazwie swą żoną./
Świat nawet gani takie zaślubiny./
Któż chce, by żonę »podrzutkiem« mu lżono?/
Choć tron ozdobić może wdzięk Giulnary,/
Któż zechce patrzeć na ród jej przez szpary?»</strofa>


<strofa>«Ja! --- krzyknął nagle wzruszony młodzieniec ---/
Dzięki wam wieczne!... Więc lud mój obaczy,/
Żem nie fantastyk żaden, nie szaleniec,/
Co w chorej głowie widziadła majaczy!/
Niegodny wprawdzie jestem oblubieniec/
Dziecięcia wieszczki, lecz gdy przyjąć raczy/
Miłość mą, wierny będę aż za grobem!/
Lecz gdzież ją znajdę i jakim sposobem?»</strofa>


<strofa>«Cicho, na Boga, burzliwy młokosie!/
Już my królową przez węża pytały/
I przez gołębia, co o twoim losie/
Postanowił? Wieść dobrą nam dały./
Lecz teraz, gdy krzyk, lecący po rosie,/
Potargał pasma mgły, co szal jej tkały,/
Gniew ją ogarnął! Nie wiem, czy przebaczy,/
Dla dawnych zasług, ten hałas prostaczy.</strofa>


<strofa>«Odejdź! Będziemy pytać jej na nowo;/
Jeśli »tak« powie, jutro już dziewica,/
Na puchach ptasich, nocą księżycową,/
Spłynie w twe progi, jak oblubienica.../
Lecz musisz tutaj książęce dać słowo,/
Że nie wpierw zechcesz oglądać jej lica,/
Aż a drzwi swoich usłyszysz pukanie/
I głos: »już czas jest«. Wtedy... niech się stanie!</strofa>


<strofa>Matka nie życzy, aby przed miesiącem,/
Żoną ci było niewinne jej dziecię,/
Nie waż się tedy słówkiem zbyt gorącym/
Drażnić ją pierwej<pe><slowo_obce>pierwej</slowo_obce> (daw.) --- wcześniej.</pe>; lecz, jak bywa w świecie,/
Królewskich skarbów opromień ją słońcem,/
Jako swą przyszłą; wszak wy to umiecie!/
Lecz ani słówka! Ni w domu, ni w tłumie.../
Nie wart jest szczęścia, kto milczeć nie umie».</strofa>


<strofa>Umilkła wróżka; książę zachwycony/
Skłonił się niemy i do zamku wrócił./
Zapewne, każdy więcej doświadczony/
Gruby ten figiel w śmiech byłby obrócił;/
Lecz nasz marzyciel, szczęściem odurzony,/
Zamknąwszy oczy, w kraj ułud się rzucił./
Przebiegał pokój wzdłuż, wszerz i ukośno,/
Strofy Hafiza<pe><slowo_obce>Hafiz</slowo_obce> (1319--1389) --- poeta perski, uznawany za klasyka perskiej literatury.</pe> deklamując głośno.</strofa>


<strofa><begin id="b1423767894978-3171969752"/><motyw id="m1423767894978-3171969752">Jedzenie</motyw>Wtem: puk, puk! «Kto tam?» «Czas wieczerzać, panie»./
«Nie jestem głodny». «Ach! Niechby obaczył,/
Pan mój choć pasztet... ostygło już danie,/
Gdy książę klątwy jakieś szeptać raczył...»/
Kalilbad odrzekł:. O! Gdybyś był w stanie/
Ocenić raj ten! Próżno bym tłumaczył,/
Milczeć mi trzeba!... jedzcie, przyjaciele.../
Pieśni! Muzyki! Przyślij mi kapelę!»</strofa>


<strofa>Westchnął i odszedł Negr, drapiąc się w głowę./
Wkrótce, gdzie kwitną pomarańcze złote,/
Zabrzmiały dźwięki stłumione, echowe,/
Jakby nadzieję głosząc i tęsknotę./
Hussejn tymczasem miał kłopoty nowe,/
Siedząc za stołem i ciężką robotę.../
Spożywał za dwóch, ażeby we dworze/
Nikt nie powiedział, że pan jeść nie może.<end id="e1423767894978-3171969752"/></strofa>


<strofa>A gdy do pełna boki już wyłożył,/
Zapalił fajkę na długim cybuchu/
I na puchowej sofie się rozłożył,/
Taki monolog wiodąc sobie w duchu:/
<begin id="b1423767978056-3744924398"/><motyw id="m1423767978056-3744924398">Władza</motyw>«Większego głupca jeszcze Bóg nie stworzył,/
Jak marzyciela sławy o czczym brzuchu!/
Niech mi kto zechce pytanie rozwiąże:/
Kto tu jest panem? ja --- czy też nasz książę?</strofa>


<strofa>Jak król jem, piję; odziewam się w złoto,/
W jedwab, w aksamit; ministrom powiadam/
O każdym księcia katarze... hołotą/
Dworską, jak zechcę tylko sam, tak władam./
Kobietki wdzięczą się do mnie, z ochotą/
Szepcząc najmilsze słóweczka... posiadam/
Młode huryski, stare wina, wpływy.../
I król Salomon nie był tak szczęśliwy.</strofa>


<strofa>Brak tylko nazwy, lecz kto ją ma, dziennie/
Podpisać musi dekretów tuziny/
(Czytając, jeśli rzecz bierze sumiennie)/
A przy tym dobrze napocić czupryny,/
Zmarszczywszy czoło monarsze solennie./
Taka królewskość --- a! To czyste drwiny!/
Ten tylko żywot prowadzi książęcy,/
Kto je, używa, pije --- i nic więcej!
<end id="e1423767978056-3744924398"/></strofa>


<strofa>Tak zwykli czynić mądrzy monarchowie,/
Ale nasz książę... zmiłuj się ty, Boże!/
Wolałbym diabłu powiedzieć »na zdrowie!«/
Niż nosić takich umartwień obrożę,/
Co on, u licha, powinien mieć w głowie,/
Jeśli nie piękne odaliski<pe><slowo_obce>odaliska</slowo_obce> --- niewolnica w haremie sułtana.</pe> hoże<pe><slowo_obce>hoża</slowo_obce> (daw.) --- piękna i zdrowa.</pe>?»/
Tu począł drzemać, pełen przeświadczenia,/
Że kamerdyner --- jest panem stworzenia!</strofa>



<naglowek_rozdzial>Pieśń druga</naglowek_rozdzial>




<strofa>Pierwsze «<slowo_obce>rendez-vous<pe><slowo_obce>rendez-vous</slowo_obce> (fr.) --- randka (dosł.: spotkanie).</pe></slowo_obce>!» Wiosenne podmuchy/
W zakrzepłe piersi wieją z tego słowa!/
Któż jest tak stary, tak zimny, tak głuchy,/
Co ca dnie duszy w świeżości nie chowa/
Młodzieńczych wspomnień? Tak szkła odłam kruchy/
Na wieki znaczy rysa diamentowa./
<begin id="b1423770198173-662760546"/><motyw id="m1423770198173-662760546">Młodość</motyw>Ileż lat! Przecież dotąd mi się marzy,/
Jak kapelusik ów był jej do twarzy!</strofa>


<strofa>Sama go matka włożyła na włosy.../
«W ogrodzie chłodno» --- Chłodno? Pani droga!/
Wszak dziewczę płonie, jak świtem niebiosy./
W szesnastym roku --- i zima nie sroga!<end id="e1423770198173-662760546"/>/
Drobnymi kroki wilgotną od rosy/
Łąkę przebiega... to potknie się noga,/
To się przychyli, gdzie rośnie wyniosły/
Buk, jakby fiołki dziś jeszcze tam rosły!</strofa>


<strofa>Jak to! Znajomych kroków tak się lęka,/
Jakby o niczym zgoła nie wiedziała?/
O obłudnico! Czyliż moja ręka/
Czarno na białym ci nie napisała,/
Że «serce moje ból śmiertelny nęka.../
Że gdybyś tylko wieczorem zechciała.../
Dzisiaj... nad stawem... łaskawym obliczem ---»/
I ty przychodzisz --- i nie wiesz o niczem?</strofa>


<strofa>Pod wpływem chwili, choć bardzo dziecinny,/
(Od Kalilbada młodszy rokiem przecie)/
Byłem poważny tak, jak każdy inny,/
Co kiedykolwiek rozprawiał na świecie/
O wiecznym związku serc! Ona --- niewinny/
Wzrok opuściła... wstążki w palcach gniecie./
A gdy jej rączkę uściśnieniem pieszczę,/
Jak błyskawica przebiegły ją dreszcze.</strofa>


<strofa>Wreszcie na ławie siedliśmy oboje./
«Serio to bierzesz?» --- pytałem z pośpiechem./
Pobladła, wzniosła jasne oczy swoje,/
I «bardzo serio!» --- odrzekła z uśmiechem!/
Więc dalej gadać!... prawych<pe><slowo_obce>prawy</slowo_obce> (daw.) --- prawdziwy.</pe> dzieci dwoje,/
Słów my się naszych nie strzegli przed echem;/
I chociaż mogłem (tak byliśmy sami),/
Ust jej moimi nie tknąłem ustami.</strofa>


<strofa>Po prostu, na myśl nie przyszło! Inaczej/
Byłbym się ważył... ty byś nie broniła!.../
Nie byłem wcale nieśmiały, a raczej/
Wyznam, że tęskność dawno mnie trawiła!/
Lecz teraz, jak to dziecko, co obaczy/
Przysmak, który mu matka przyrządziła,/
Nie je, szczęśliwe, że go swoim zowie;/
Tak mnie pragnienia nie postały w głowie!</strofa>


<strofa>Nigdym nie posiadł, o czym ja tam marzył.../
I nigdy ust tych, co się oddawały,/
Nie tknąłem! Jakiś chłód uczucia zwarzył./
A gdym ją żegnał na zawsze, zdrętwiały,/
Tom do ust niosąc dłoń jej, zauważył.../
Przez rękawiczkę!... że palce jej drżały./
Koniec był zwykły, szpetny, obojętny.../
Ale początek --- wieczyście pamiętny!</strofa>


<strofa>Gdzie ty się błąkasz pieśni? Z Astrchana/
Do... cicho! przecież nie pamiętnik piszę!/
Powróćmy lepiej do Kalilbad-chana./
Jak wolno chwile zapadają w ciszę,/
Zanim w gwiazd blasku nadejdzie czekana!/
Kto nie wie, jak się wahadło kołysze/
W oczekiwaniu, jak minuty cieką/
Śmiertelnie długo... ma pod nosem mleko<pe><slowo_obce>ma pod nosem mleko</slowo_obce> (daw., pot.) --- jest jeszcze dzieckiem.</pe>.</strofa>


<strofa>Kalilbad był sam --- i pełen tęsknoty/
Szukał spokoju, biegając po gmachu.../
Przyjdzie?... nie przyjdzie?... puchar szczerozłoty/
Nadziei na dnie --- mieści gorycz stracha./
Zbierał wachlarze przedziwnej roboty,/
Szkatułki drogie o cudnym zapachu,/
Mnożąc weselne dary, jakie w świecie/
Tysiąca nocy zaledwie znajdziecie.</strofa>


<strofa>Nawet korona z pereł i rubinów,/
Którą królowa nieboszczka nosiła/
Podczas wspaniałych, dorocznych festynów,/
Na młodszym czole będzie dziś świeciła./
Hussejn, zdziwiony niezwykłością czynów,/
Pyta: «Czy jego wielkość zaprosiła/
Gości na dzisiaj?...» Lecz książę rozkazał/
Krótko: «Idź spać już!» --- i drzwi mu pokazał.</strofa>


<strofa><begin id="b1423774532315-3584788986"/><motyw id="m1423774532315-3584788986">Szpieg</motyw>Istniał gdzieś w starym, jedwabnym obiciu/
Otwór nieduży --- lecz przecie dość wielki,/
By przezeń można wypatrzeć w ukrycia/
Tajniki państwa --- i różne figielki/
Książąt --- przy jakim <slowo_obce>tête-à-tête<pe><slowo_obce>tête-à-tête</slowo_obce> (fr.) --- spotkanie, zwł. osób przeciwnej płci.</pe></slowo_obce>... W użyciu/
Był on od dawna na przypadek wszelki;/
Tam podglądała służba ich wielkości,/
Z wyższych poleceń --- albo z ciekawości.</strofa>


<strofa>I Hussejn takoż udał się na czaty,<end id="e1423774532315-3584788986"/>/
Wstrzymując oddech... Nic nie widział długo;/
I tylko książę, jak jeniec skrzydlaty,/
Wzdychał, księżyca oświecony smugą./
Z pobladłą twarzą, w pośrodku komnaty,/
Wstrząsany dreszczem stał przed wiernym sługą,/
Przygryzłszy wargi, nasłuchiwał bacznie/
Ilekroć wietrzyk w drzewach szumieć zacznie.</strofa>


<strofa>Księcia zdobiła szata purpurowa./
Gronostajami w koło bramowana<pe><slowo_obce>bramowany</slowo_obce> --- obrębiony.</pe>;/
Rękojeść szabli jego szmaragdowa/
Zawstydzić mogła skarb wielkiego chana;/
Lustro pochlebne szeptało mu słowa.../
Że piękna była postać młodociana,/
Dawno już wiedział! Wszak pochwał czczym dymem/
Był okadzany --- i prozą --- i rymem.</strofa>


<strofa>Lecz jakże z wieszczką równać się w urodzie/
I najpiękniejszy ze śmiertelnych zdoła?.../
To też od rana niepokój go bodzie,/
Czy narzeczona nie uzna go zgoła/
Brzydkim?... kto wie też, czy przy swej przyrodzie<pe><slowo_obce>przyroda</slowo_obce> --- tu: natura.</pe>/
Człowieka zechce pokochać?... I z czoła/
Odgarnął ręką, od gorączki drżącą,/
Bujnych swych włosów masę czarną, lśniącą.</strofa>


<strofa>Przyjdzie?... nie przyjdzie?... a nuż przedsięwzięcia/
Królowa wieszczek nie uzna?... a może/
Matka zabroni wybrać córce księcia?.../
Pewno w pałacu jej, o każdej porze,/
Skrzydlate smoki pilnują dziewczęcia.../
I czary wkoło otaczają łoże?.../
O biedny książę!... Wtem --- przestał oddychać.../
Na schodach --- zda się, chrzęst jedwabiów słychać!</strofa>


<strofa>Stanął --- i patrzy --- i drżą mu kolana.../
Puka!... tak tylko wieszczki pukać zwykły!/
Rzucił się do drzwi... Zawoalowana/
Dziewczyna w progu stoi, jak cień nikły,/
Bez ruchu. Więc to, co dusza młodociana/
W snach przeczuwała, cud dziwny, niezwykły,/
Spełnił się wreszcie!... nadzieje --- dojrzały!/
On może ręką dotknąć --- ideały! ...</strofa>


<strofa>Bez tchu stał przed nią, jak ci, co się boją/
Spłoszyć widziadło... dziewczę milczy skromnie./
«Giuluaro! --- wyrzekł wreszcie --- daj mi twoją/
Rączkę!... Prawdaż to?... ty przyszłaś tu, do mnie?/
Kraj swój zamieniasz na ojczyznę moją?.../
Zda się, że marzę o czymś nieprzytomnie.../
O, pójdź tu bliżej! Niech dotknę się ciebie./
Powiedz: jam twoja, na ziemi i w niebie!...»</strofa>


<strofa>Ona jednakże bez ruchu, milcząca,/
Stoi na progu... książę dłoń ujmuje/
Z słodką przemocą, ciesząc się bez końca,/
Że mu na skrzydłach gdzie nie ulatuje.../
A gdy stanęła w jasności miesiąca,/
Z dziewiczych rysów zasłonę zdejmuje,/
Wstrzymując ledwo okrzyk uwielbienia.../
Tak cud ten żywy --- przechodził marzenia!</strofa>


<strofa>Z rożnych widzianych dotąd wizerunków/
Znał tylko wieszczki o długich blond włosach,/
Z płcią różowawą --- jak od pocałunków;/
I uśmiechnięte --- jak gwiazdki w niebiosach./
A tutaj --- widzi ślad ciężkich frasunków<pe><slowo_obce>frasunek</slowo_obce> (daw.) --- zmartwienie.</pe>/
I więcej płaczu odgaduje w losach,/
Niźli uśmiechów... Ta cera smagława<pe><slowo_obce>smagławy</slowo_obce> --- o nieco ciemnej karnacji (od: smagły).</pe>,/
Wśród łez zgubiła kędyś do róż prawa.</strofa>


<strofa>Twarzyczka ściągła --- i szczupła --- i śniada<pe><slowo_obce>śniady</slowo_obce> --- o ciemnej skórze.</pe>,/
Purpura wzruszeń ledwo zapłoniona;/
Ważkie jej czoło opływa kaskada/
Czarnych i bujnych włosów --- jak korona;/
Brew w łuk zagięta, ku skroni opada,/
Jak pióro krucze. Jeśli dowiedziona/
Rzecz, że blondynką była jej nadobna/
Matka, to ona --- do ojca podobna.</strofa>


<strofa>I kto wie nawet, czy wieszczki Karkasy/
Książę Foh włosy nie zjednał czarnymi?/
Sprzeczność przyciąga; i po wszystkie czasy,/
Blondynki --- pragną brunetów na ziemi./
Wszak jednostajność niszczy piękność rasy!.../
Lecz jeśli można względami ludzkimi/
Tłumaczyć winy wieszczek --- bez uśmiechu/
Przyznaję: --- dziecię warte było grzechu.</strofa>


<strofa>Historia stroju jej nie opisuje;/
A że nie myślę iść Cazotta śladem/
I zmyślać bajek, więc mocno żałuję/
Iż brak mi źródeł; przecież --- za przykładem/
Mojej kroniki --- serio utrzymuję,/
Że piękność --- z lada kwiatka ma diadem./
Zwięzły historyk po prostu jest zdania,/
Iż «była cudną do pocałowania».</strofa>


<strofa><begin id="b1423775897048-3769193137"/><motyw id="m1423775897048-3769193137">Oko</motyw>«Giulnaro! --- błagał --- czyś ty nieszczęśliwa,/
Że tutaj jesteś?... czy nigdy spojrzenia/
Twego nie ujrzę?» Naówczas, trwożliwa,/
Podniosła rzęsy długie, pełne cienia.../
A z modrych oczu taka jasność żywa/
Błękitną smugą drżącego promienia/
Biła w młodzieńca pierś, iż mu się zdało,/
Jakoby serce jego zmartwychwstało.<end id="e1423775897048-3769193137"/></strofa>


<strofa>Znacie szafiry?... o nie! --- te nie żyją.../
Leśne fijołki?... nie! --- te są zbyt płowe<pe><slowo_obce>płowy</slowo_obce> --- tu: blady.</pe>.../
Wrześniowe niebo, gdy błękity piją/
Różaność wschodu --- i rosy perłowe?/
Zimne... zbyt zimne!... Jakże więc i z czyją/
Pomocą znajdę porównanie nowe?/
Chyba z poety tego wezmę słowo,/
Co w Capri zwiedził «grotę lazurową».</strofa>


<strofa>Ten, kto na płaskim czółnie pochylony/
Przepływał popod zębate granity,/
Wie, jaki zachwyt, z trwogą połączony,/
Budzą tam blade, kryształowe świty.../
Wtem pluśnie rybka, grzbiet swój prześwietlony/
Odbłyskiem słońca niosąc w wód błękity.../
Wtedy lazury drżą blaski takimi,/
Że nic równego --- na niebie --- i ziemi!</strofa>


<strofa>Chyba --- Giuluary oczy, które płoną/
Wstydliwie rzęsy<pe><slowo_obce>rzęsy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: rzęsami.</pe> przyćmione długimi./
I jeśli śniade lica, pod koroną/
Czarnych warkoczy, zdradzają krew ziemi,/
Przecież, że z wieszczki została zrodzoną,/
Kto raz się spotkał z oczyma takimi,/
Pewno nie wątpił --- i nie szukał fary<pe><slowo_obce>fara</slowo_obce> (daw.) --- kościół parafialny.</pe>,/
By w księdze metryk znaleźć dowód wiary.</strofa>


<strofa>«Droga! --- rzekł książę --- jak dzięki mam składać,/
Że nieznanemu powierzasz się śmiało?.../
Przebacz mil... pięknych słów nie umiem gadać.../
Wzruszenie szczęścia głos mi odebrało.../
Wszystko czćm jestem, co mogę posiadać,/
Bez ograniczeń --- i duszę --- i ciało/
U nóg twych składam! --- i chciałbym się łudzić,/
Że tęskność ze snn nie będzie cię budzić!...</strofa>


<strofa>Ty jednak milczysz... masz wzrok zadumany.../
O, pójdź tu!... spocznij!... ty jesteś znużona!.../
Czy zechcesz spojrzeć na skromne te ściany?/
Nie jest to wieszczek siedziba złocona.../
Dom mój jest mały --- ale gaj różany/
Kwitnie wokoło --- i palma zielona.../
Przywykniesz, jeśli nie będzie ci wstrętny/
Pan domu... jakże?...» Spuściła wzrok smętny.</strofa>


<strofa>«Nie! Nie chcę, nie chcę, by usta mówiły,/
Czego twe serce czuć jeszcze nie może.../
Kiedy mnie poznasz --- i będę ci miły ---/
Przyznasz, że ludzie --- też stworzenia boże!/
Prawdaż to, że nas losy rozłączyły/
Na cały miesiąc, nim błyśniesz na dworze,/
Jako królowa?... O! Jak zimno sądzą/
Miłość te, które losem naszym rządzą!</strofa>


<strofa>«Znasz je?...» Skinęła zamiast odpowiedzieć;/
Westchnienie łonem wzruszylo dziewiczym./
Zamilkł i książę; on rad<pe><slowo_obce>rad</slowo_obce> (daw.) --- chętnie.</pe> by coś wiedzieć/
Więcej o życiu wieszczek tajemniczym,/
Ale Giulnara zdawała się siedzieć/
Bez czucia, jakby przed strasznym obliczem/
Meduzy<pe><slowo_obce>Meduza</slowo_obce> --- najmłodsza i najstraszniejsza z trzech Gorgon, zabijająca spojrzeniem.</pe> jakiej... tylko dłoń, co drżała/
W ręku książęcia, życie w niej zdradzała.</strofa>


<strofa><begin id="b1423898116817-841249263"/><motyw id="m1423898116817-841249263">Milczenie</motyw>Rozmowa w dwoje, której koszt opłaca/
Ktoś jeden z pary gruchającej tkliwie,/
Rychło zasypia; niemała to praca/
Mówić, gdy luba milczy uporczywie;/
W niwecz się cały dowcip twój obraca/
I --- że całujesz --- wcale się nie dziwię!/
Ale Kalilbad, choć nieraz czytywał/
O pocałuukach, sam w ogniu nie bywał.<end id="e1423898116817-841249263"/></strofa>


<strofa>Podał jej czarę wina --- wzrusza głową./
Sorbet, owoce przepyszne z koszykiem ---/
Nie chce; ust żadne nie otwiera słowo.../
Jakże ma mówić, czy wieszczek językiem?/
Książę przestraszył się... wszak taką mową/
W całym się dworze nie dogada z nikim.../
«Lecz do wesela zrozumiem ją pewnie!»/
Tymczasem dary przedstawia królewnie.</strofa>


<strofa>«Pójdź, o najdroższa! --- rzekł w tkliwym wzruszeniu ---/
Obacz, czy skarb mój zająć cię nie zdoła.../
Oto dyjadem, co w włosów twych cieniu/
Ma błyszczeć, na kształt miesięcznego<pe><slowo_obce>miesięczny</slowo_obce> (daw.) --- księżycowy.</pe> koła.../
Oto korona --- kamień przy kamieniu ---/
Co była godną matki mojej czoła/
Dotykać --- teraz błogą ma nadzieję,/
Że w niej młodzieńcza księżna zajaśnieje.</strofa>


<strofa>A oto pierścień, co jak słońce płonie;/
Syn go najstarszy brał z ojca i dziada,/
By nim ozdobić tę, która na tronie,/
Jak monarchini, przy boku mu siada.../
A jak ten klejnot, tu, w całej koronie/
Równego nie ma, tak dla Kalilbada/
Tyś jest jedyna!... o, daj mi swą rączkę ---/
I weź na wieczne śluby tę obrączkę!»</strofa>


<strofa>Tu się pochylił --- i gibkim ramieniem/
Objął ją --- w usta całując... Pobladła ---/
I ze śmiertelnym jakimś przerażeniem/
Nagle mu do nóg na dywan upadła,/
Kolana jego rączek swych pierścieniem/
Objąwszy --- z twarzą jakby n widziadła/
Bidą... Usta jej: «łaski!» --- wyszeptały,/
A on stał przed nią, drżąc z wzruszenia cały.</strofa>


<strofa>Wreszcie się schylił, by jej uścisk błogi/
Złożyć na czole; zerwała się z ziemi.../
«Ach paść mnie, panie! puść!... na wszystkie bogi!.../
Z zamku mnie wypędź rękami własnymi.../
Niech się nade mną dopełni los srogi!.../
A gdy już ujdę krokami cichymi/
W cień i w noc --- przebacz! Zapomnij, o panie,/
Żeś mnie tu widział!...» Głos stłumiło łkanie.</strofa>


<strofa>Lecz ten szalony wybuch był dla księcia/
Jak objawieniem uroków dziewicy./
«O nie! --- zawołał --- z mojego objęcia/
Nikt cię nie wyrwie, blasku mej źrenicy!/
Nie wzbraniaj sercu miłości przyjęcia!.../
Wyznaj, dla jakiej smutnej tajemnicy/
Chcesz mi ulecieć?...» --- Łzy jej w oczach stają:/
«Panie! nie godna-m być i sługą twoją!»</strofa>


<strofa>On patrzy, jakby z oczu chciał dochodzić./
Co za szał nagły unosi jej ducha?.../
Prędzej by wierzył, iż kłamstwa dowodzić/
Mogą mu zmysły, niż --- że prawdy słucha./
«O panie! Dłużej nie mogę cię zwodzić! ---/
Ze łkaniem znowu dziewczyna wybuchła ---/
i choćby w sztuki poszarpać mnie miano,/
Wyznam ci zdradę podle uknowaną.</strofa>


<strofa>Gdyż wiedz, o książę, iż nie jestem zgoła/
Dziecięciem wieszczek, lecz nędzną istotą,/
Podrzutkiem, który nie śmie podnieść czoła.../
A jeśli umrzeć mam --- umrę z ochotą!/
Bom bez ojczyzny, jak wiatr, co dokoła/
Lata... i ręce bezlitosne oto/
W mocy mnie swojej mają... lud tułaczy/
Podjął mnie kędyś, na żywot żebraczy!</strofa>


<strofa>Step był mym łożem --- lub kamień wśród drogi.../
Mlekiem mnie klaczy Cyganki karmiły.../
Ciernie mi bose kaleczyły nogi ---/
A skórę żary słońca przepaliły.../
Ilekroć w wioski przybyliśmy progi,/
Musiałam tańczyć, choć mi brakło siły.../
I wróżyć w chatach --- i żebrać przy drodze./
Wróciłam próżno<pe><slowo_obce>próżno</slowo_obce> --- tu: bez niczego.</pe> --- to bito mnie srodze.</strofa>


<strofa>Lecz chociaż nigdym dawniej nie słyszała/
O cnocie, zbrodni, o prawdzie, o Bogu,/
Przecież mnie hańba zawsze przerażała;/
I --- czysta żyłam tam --- na tym barłogu!/
<begin id="b1424040852995-2142889231"/><motyw id="m1424040852995-2142889231">Modlitwa</motyw>Aż raz, gdym meczet otwarty ujrzała/
I prawa niebios posłyszałam w progu,/
Codziennie modły prorokowi składam/
I z doli mojej Bogu się spowiadam!<end id="e1424040852995-2142889231"/></strofa>


<strofa>Tak żyłam dotąd; a kiedy nareszcie,/
Do twego państwa losy nas przywiodły,/
O niczym innym nie mówiono w mieście,/
Jak o książęciu, którego nie zwiodły/
Aż dotąd wdzięki i sztuki niewieście./
Matkę przywódcy pobudził zysk podły/
Korzyści --- i mnie mając w mocy,/
Podstępne dzieło rozpoczęła w nocy.</strofa>


<strofa><begin id="b1424041245857-2934468581"/><motyw id="m1424041245857-2934468581">Podstęp</motyw>Dwie stare wiedźmy, co nieraz w pochodzie/
Durzyły ludzi gołębiem i wężem,/
Ciebie! o książę! w zamkowym ogrodzie/
Podeszły, własnych złudzeń twych orężem,/
Prawiąc o wieszczki przecudnej urodzie.../
A gdyś im przyrzekł zostać dla niej mężem,/
Rade, że sztuka taki obrót wzięła,/
Mnie przystroiły, by dokończyć dzieła.<end id="e1424041245857-2934468581"/></strofa>


<strofa>Tak one złe są! Ich całe zadanie/
Obmyślać zdrady, zyski mieć z sromoty<pe><slowo_obce>sromota</slowo_obce> (daw.) --- wstyd.</pe>.../
Lecz sprawiedliwie dziwisz się, o panie,/
Czemu ja do tej należę roboty?/
Ach! Jak niechętnie! Lecz próżne błaganie/
I nadaremnym był opór sieroty,/
W bandzie mi śmiercią okrutną grożono,/
Jeśli ich wola nie będzie spełnioną.</strofa>


<strofa>A teraz --- teraz ostatnie wyznanie,/
Chociażbym tutaj ze wstydu skonała!/
Ja-m do pałacu twego idąc, panie,/
Ze szczęścia raczej, nie ze strachu drżała.../
Myślałam sobie: niech się co chce stanie,/
Bylem go jeszcze raz w życiu ujrzała!/
Bom ja cię, książę, widziała już w tłumie,/
Kiedyś przejeżdżał pogrążon w zadumie.</strofa>


<strofa><begin id="b1424094703840-1087258959"/><motyw id="m1424094703840-1087258959">Tajemnica</motyw>Za nic mam perły, za nic mam klejnoty,/
Chociaż łudzono mnie ich obietnicą./
Wiedziałam także, iż nędznej sieroty/
Nie zrobisz, panie, swą oblubienicą./
Przyszłam --- bo dusza mdlała mi z tęsknoty,/
Bo się dławiłam podłą tajemnicą/
Grożącą tobie!<end id="e1424094703840-1087258959"/> Widziałam na świecie/
Kłamstw tyle, panie! Snem jest »wieszczek dziecię«.</strofa>


<strofa>Ileż to razy wróżek kunszt nikczemny/
Podpatrywałam w tym życiu tułaczym,/
Gdy nim Cyganki łudziły tłom ciemny!/
Dziś wiem, że duchy są kłamstwem prostaczym./
Ludzkiej nam doli żaden znak tajemny/
Nie jawi... w gwiazdach nic my nie obaczym,/
Tylko pragnienie cudów łatwowierne/
Daje nam pędzić to życie mizerne!</strofa>


<strofa>Wyznałam wszystko! Jedyne żądanie,/
Niech umrę w twoich zaślubin godzinie!/
Ach! Jedno twoich ust pocałowanie/
Odkryło całą ohydę w mej winie!/
Tyś się uniżył do kuglarki, panie,/
Która wśród tłumów tańczyła na linie./
Ostatnią łaskę twą przyjmę z podzięką,/
Jeśli mnie zabić zechcesz własną ręką».</strofa>


<strofa>W prochu, u jego stóp, leżała blada/
Twarz jej, a ciemna główka jej bez ruchu/
Zdała się czekać na cios Kalilbada./
Lecz książę w niemej boleści wybuchu/
Stoi i sercem swoim ledwo włada,/
Tak udręczony i wstrząśnięty w duchu,/
Jak gdyby piorun rozwiał złote mary./
On życie dałby za powrót swej wiary.</strofa>


<strofa>«Powstań, Giulnaro!» --- rzekł wreszcie --- ,,choć może/
Innym cię trzeba nazywać imieniem,/
Gdy wszystko, czemu wierzyłem, w tej porze/
Niknie, jak śniegi pod słońca promieniem./
Ja mam cię zabić? Ja, ciebie? O Boże!/
Tyś ocaliła mnie swym poświęceniem/
Przed siecią intryg grożących mej sławie,/
I obudziła mnie, com spał na jawie?</strofa>


<strofa><begin id="b1424095242291-2889840064"/><motyw id="m1424095242291-2889840064">Miłość</motyw>«Nie! Ty żyć będziesz! A szczęścia kwiat biały/
Z tej chwili smutku zakwitnie na nowo./
Gdy cię wywyższę, kto będzie dość śmiały,/
By o przeszłości wspomnieć choćby słowo?/
Nie sądź, że jakieś przelotne zapały/
Myśl tę kaprysem przewiały nad głową;/
Nie! Gdym całował usta twe, poznałem,/
Żeś ty mi źródłem szczęścia w życiu całym!»</strofa>


<strofa>Do piersi swoich tuli ją i czeka/
Rozpłomieniony, aż ozwie się blada./
Czytelnik widząc, że się to przewleka,/
Oczekiwanie dzieli Kalilbada./
Ona się płoni<pe><slowo_obce>płonić się</slowo_obce> (daw.) --- czerwienić się.</pe>... «tak» z cicha wyrzeka./
Uścisk, łez trochę i zasłona spada./
A jak to wszystkim wiadomo, publika/
Przed końcem aktu z teatru umyka.<end id="e1424095242291-2889840064"/></strofa>


<strofa>Co do mnie, nic bym znowu tak dalece/
Nie miał przeciwko połączeniu pary/
Bez żadnych przeszkód; bo wszystkie te hece/
Z zakochanymi --- to wymysł już stary/
I tylko jakieś intrygi kobiece.../
Jeśli nie biorąc nazbyt ścisłej miary/
Na ród tej, z którą wesele obchodzi,/
Książę jest kontent<pe><slowo_obce>kontent</slowo_obce> (daw.) --- zadowolony.</pe>, a cóż mnie to szkodzi?</strofa>


<strofa>Ale gdzie idzie o prawdę, któż pakta/
Z kłamstwem zawiera dla marnej uciechy?/
Wszak w Astrachanie dziecko zna te fakta!/
Nuż przetłumaczą mnie? (za ciężkie grzechy)/
Miałbym się z pyszna! Nie, <slowo_obce>alea iacta</slowo_obce><pe><slowo_obce>alea iacta [est]</slowo_obce> (łac.) --- kości zostały rzucone (przen. o podjęciu nieodwracalnej decyzji).</pe>./
Kronik się przecie nie pisze na śmiechy./
Kto mniema, że to trudy są stracone,/
Może nie słuchać dłużej, jest... «padrone».</strofa>


<strofa>Ja się historii tutaj trzymam święcie!/
A ona świadczy (są cuda na ziemi),/
Że się Giulnara broniła zawzięcie/
Losowi, co jej czoło «dyjademi»/
(Wyraz ten w jakimś znalazłem fragmencie);/
I choć się brzydzę dobrami cudzymi,/
Brak uczy żebrać, brak rymu --- rabować.../
W oktawach trudno uczciwość zachować.</strofa>


<strofa>«Panie» --- błagała --- «co czynisz, o panie?/
Jak to, królewską matki twej koronę/
Podrzutek miałby nosić w Astrachanie?/
Przeciw mnie, której życie jest wzgardzone,/
Nienawiść ludu i wielkich powstanie?/
Czyż nie powiedzą tłumy oburzone,/
Żem cię uwiodła czarami tajemnie?/
Ach! Nawet dobrzy będą szydzić ze mnie.</strofa>


<strofa>Niechaj cię litość nie unosi rzewna./
O szczęściu moim nie myśl, panie drogi!/
Dla ciebie kędyś urosła królewna,/
Co skarby wieszczek przyniesie w twe progi./
Ja niechaj zniknę, jako mgła rozwiana,/
A gdy za bramę twą przejdą me nogi,/
Gdy znów zapadnę w noc życia nędznego,/
Pomyśl: to sen był --- zbudziłem się z niego.</strofa>


<strofa>Cyganom powiem, ie twarz moja śniada/
Łaski przed twoim nie miała obliczem./
Ja, zanim zorza błysnęłaby blada,/
Miałam przed tobą nie mówić o niczym./
Przed świtem odejść nie mogę. Gromada,/
Nim szpiegi zwietrzą, przejściem tajemniczym/
Powróci w lasy; lecz przyrzecz mi, panie,/
Że w kraju twoim nic im się nie stanie!»</strofa>


<strofa>Zamilkła; piękne swe błękitne oczy/
Wzniosła na księcia z błagalnym wyrazem./
Młodzieniec ciężką walkę z sercem toczy,/
Wie, że mu szczęście przepadnie z nią razem./
Gdy tak, zbliżeni w księżyca przezroczy,/
Są jakby cudnym tęsknoty obrazem,/
Poza obiciem sąsiednich podwoi/
Zakaszlał Hussejn, na znak, że tam stoi.</strofa>


<strofa>Frant! Uznał, że czas już ratować człowieka,/
Który miłością stał tam udręczony./
On pojąć nie mógł, na co książę czeka/
I życie sobie zatruwa, szalony!.../
Więc z miną sługi, któremu dopieka/
Długie czuwanie, jak z drzemki zbudzony,/
Przetarł powieki i ziewnął z hałasem,/
Biedak, chciał pomóc, przeszkodził tymczasem.</strofa>


<strofa>Gdy pierwszy szelest doleciał dziewczyny,/
Pierzchła jak łania, którą szczują charty./
Pokój pozostał (dla prostej przyczyny,/
Że książę wstydził się zamknąć) otwarty./
Widział ją Hussejn, który od godziny/
Po za obiciem odprawiał już warty;/
«Co chcesz?» --- «Czy jest kto u waszej książęcej/
Mości?» --- «Sam jestem --- i któż miał być więcej?»</strofa>


<strofa>«Hm!» --- mruknął Murzyn --- dziwaczne rozruchy/
Ze snu mnie dzisiaj ciągle przebudzały./
Słyszałem jakby wołające duchy./
Lecz, chwała Bogu, książę zdrów i cały!»/
Kalilbad, ledwo wstrzymując wybuchy/
Gniewu: «Precz --- krzyknął --- służalcze zuchwały!/
Na oczy odtąd stanąć mi nie wolno!»/
--- «O panie! Przebacz winę mimowolną!</strofa>


<strofa>Przyśniłem widać gwar bitwy i błyski,/
Bom czytał długo z wieczora Szah-Namę./
Lecz ja tu czuję zapach odaliski<pe><slowo_obce>odaliska</slowo_obce> --- niewolnica w haremie sułtana.</pe>!/
Książę pan miałeś tu wizytę? Damę?/
O! Ja wiem, kto tak duchów zawsze bliski,/
Anioły tylko ten przyjmuje same!/
Któż to był, panie? Stawiam w zakład brodę,/
Że jakieś piękne stworzonko i młode.</strofa>


<strofa>Ale gdzież ona jest, na moją duszę?/
Mamże ją gonić?» --- «Stój! Nie waż się krokiem!» ---/
Zawołał książę. --- <begin id="b1424097973147-949643613"/><motyw id="m1424097973147-949643613">Kobieta, Przysięga</motyw>«Wyrzec się jej muszę,/
Nigdy z tym cudnym nie spotkam się wzrokiem!»/
--- «I ja to słyszę pierwszy raz? Nie ruszę/
Palcem n nogi! I klnę się prorokiem,/
Że nie ma za czym wiatru gnać po świecie!/
Drogi wskazywać nie trzeba kobiecie.</strofa>


<strofa>Powróci sama.» --- «Co ten stary plecie?/
Nigdy. --- przysięgła!» --- «I książę jej wierzy?<end id="e1424097973147-949643613"/>/
Lecz po co było puszczać ją? Toż przecie/
U drzwi są zamki, klucze, jak należy!»/
--- «Ja miałbym gwałtem zatrzymać to dziecię?/
Tę, co mej cześci<pe><slowo_obce>cześci</slowo_obce> --- dziś popr. forma C.lp: czci.</pe> ufnie się powierzy,/
Przeciw jej woli tulić w mym objęciu?»/
--- «I! Ona by to przebaczyła księciu!»</strofa>


<strofa><begin id="b1424098656266-3666335172"/><motyw id="m1424098656266-3666335172">Kobieta, Miłość, Przemoc</motyw>«Trochę przymusu żadnej nie zaszkodzi;/
One bo wszystkie lubią ceregiele!/
Na Boga! Krzyczy, kiedy kto nadchodzi,/
A niech się wstrzyma --- powiedzą, że cielę./
Te zwłaszcza, którym bardzo o to chodzi,/
By o ich cnotach rozprawiano wiele./
Wierzaj mi, książę, żadna nie pokocha/
Chłopca, co nie jest zuchwałym choć trocha».<end id="e1424098656266-3666335172"/></strofa>


<strofa>Lecz książę krzyknął: «Milcz, ty sprośny gadzie!/
O! Ty jej nie znasz! dziewica ta czysta/
Przed swoim własnym szczęściem --- moje kładzie;/
Dusza jej, jak jej oczy, przezroczysta./
Ona zawdzięczać berła nie chce zdradzie,/
Z ofiary tronu mego nie korzysta»./
--- «Mądrze! Lecz niech mnie jasny piorun z nieba,/
Jeśli do tego tronu aż potrzeba.</strofa>


<strofa>Dosyć cienistej i wonnej alkowy<pe><slowo_obce>alkowa</slowo_obce> --- sypialnia.</pe>,/
Różanych sprzętów, miękkiego obicia,/
A ptaszek --- wolność za żer swój perłowy/
Odda! Wierz, panie, doświadczeniu życia!»/
Lecz książę bardziej niż Koran surowy.../
Przy księciu ludzkość zostałaby... tycia.../
<begin id="b1424105439573-3628354900"/><motyw id="m1424105439573-3628354900">Król, Seks</motyw>I może chciałbyś, jak król chrześcijański,/
Z jedyną żoną cieszyć swój gust pański?</strofa>


<strofa>Ależ i oni, wbrew swojej regule/
Monogamicznej, nie są zbyt drażliwi./
Niejeden, chociaż żonę kocha czule,/
Kiedy-niekiedy kaprys jakiś żywi/
Toteż «ojcami ludu» zwą się króle!/
Wszak sam Abraham<pe><slowo_obce>Abraham</slowo_obce> --- biblijny patriarcha, syn Teracha. Pierwotnie miał na imię Abram. Gdy miał 77 lat ukazał mu się Bóg i nakazał mu wyruszyć do miejsca, które mu wskaże; gdy dotarł do miasta Sychem, Bóg oznajmił, że to miejsce oddaje jego potomstwu (Rdz 12,1--7). W wieku 99 lat ponownie ukazał mu się Bóg, by odnowić z nim przymierze; zapowiedział, że Abram będzie ojcem wielu narodów i wówczas zmienił mu imię na Abraham; wtedy również Bóg nakazał dokonywać obrzezania chłopców (Rdz 17,1--11). Abraham pojął za żonę Saraj, która była bezpłodna (Rdz 11,29--30), dlatego pierworodnym jego synem jest syn urodzony przez niewolnicę Hagar --- Izmael (Rdz 16,2--11). Dzięki łasce boskiej Saraj, której Bóg zmienił imię na Sara, zaszła w ciążę i urodziła Izaaka (Rdz 17,19--21). Po śmierci Sary, Abraham pojął za żonę Keturę, z którą miał jeszcze sześciu synów (Rdz 25,1--2). Bóg wystawił Abrahama na próbę wiary i kazał mu złożyć w ofierze ukochanego syna Izaaka. Abraham przystał na to i gdy miał go zabić, Bóg pozwolił mu złożyć w zamian ofiarę z baranka (Rdz 22,1--13).</pe> (i to mnie nie dziwi)/
Przykłady uciech podaje niewinnych,/
Że Salomona<pe><slowo_obce>Salomon</slowo_obce> --- biblijny król Izraela, syn Dawida, słynny z mądrości, w tradycji żydowskiej przypisuje mu się autorstwo <tytul_dziela>Księgi Koheleta</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Księgi Przysłów</tytul_dziela> oraz <tytul_dziela>Pieśni nad Pieśniami</tytul_dziela>.</pe> nie wspomnę i innych.
<end id="e1424105439573-3628354900"/></strofa>


<strofa>Jak to! Nie mogłeś książę tu, na dworze./
Zapewnić nadal opieki dziewczęciu?/
Biedne stworzenie zostawiasz w tej porze/
Na łaskę losu? Nie wstyd-że to księciu?/
Książę się gniewa, lecz pożal się Boże/
Nad taką dolą! Wypadnie ptaszęciu/
Tułać się teraz, do samego ranka,/
Gdzieś tam po nocy, jakoby Cyganka!»</strofa>


<strofa>«Hussejnie! --- przerwał Kalilbad z zapałem ---/
Żalem i wstydem zażegłeś<pe><slowo_obce>zażec</slowo_obce> (daw.) --- zapalić.</pe> mi duszę!/
Śpiesz! Biegnij! Szukaj jej w królestwie całym!/
To, com zaniedbał, nagrodzić jej muszę./
Ach! Dachu nawet nie ma nad swym ciałem./
Błąka się w nędzy, w głodzie, zawierusze,/
Wśród burz i słoty znużona upada./
Wróć ją! Pół państwa weźmiesz Kalilbada!»</strofa>


<strofa>«Ależ mój książę! --- rzekł Negr --- w nocy szare/
Są wszystkie koty; a ta piękna kotka/
Kto wie, w jaką się schowała już szparę?/
Są przecież jamy, których bies nie spotka!/
Czyż ona jedna tylko? Znam ja parę/
Takich śliczności... każda jak miód słodka!/
Gdy książę każe.» --- «Milcz, ty podły sługo!/
Nigdyś mnie nie znał, choć znasz mnie tak długo!</strofa>


<strofa>Sam pójdę! Jeśli to jest w losu woli,/
Ślad jej odszukam. Fez mi podaj!» --- «Oto/
Jest; pójdę z księciem, książę pan pozwoli?»/
--- «Nie chcę, sam idę! I najczystsze złoto/
Brudem bezwstydny dowcip twój osmoli!»/
--- «Niech Allah darzy księcia swą szczodrotą,/
By się ta droga zguba odszukała!»/
Ale Kalilbad już prysnął jak strzała.</strofa>


<strofa>Czarny szyderca popatrzał za księciem;/
Szpetnym grymasem drgnęła twarz odęta,/
I z małych oczu przebiegłem mrugnięciem/
Rzekł sam do siebie: «Dzierlatka przeklęta!/
Mogę spać teraz! Najgorzej z zaczęciem;/
Lwiątko poczuło krew! Ta mała święta/
O śniadej buzi pewno go wyleczy/
Z »dzieciństwa<pe><slowo_obce>dzieciństwo</slowo_obce> --- tu: coś dziecinnego.</pe> wieszczek«, no i z różnych rzeczy...</strofa>


<strofa>Ja miałbym biegać? Bezsenność mi szkodzi,/
Kto by tam wierzył w tę »państwa połowę?«/
Choćbym ją znalazł nawet? O cóż chodzi?/
Książę łaskawie raczy skłonić głowę!/
<begin id="b1424105941832-3072102142"/><motyw id="m1424105941832-3072102142">Miłość, Kobieta, Młodość</motyw>»Ta albo żadna!« A że też ci młodzi/
Zawsze szaleństwa cierpią romansowe./
»Miłość, ból, serce«, at, bajki przedwieczne./
Cóż są kobiety, proszę? --- złe konieczne».<end id="e1424105941832-3072102142"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>Pieśń trzecia</naglowek_rozdzial>




<strofa>Za każdym wzlotem w ślad idzie znużenie;/
Za szałem --- niemoc; w zwykłym biegu rzeczy,/
Wzniosłe --- powszedniość otacza jak cienie,/
A bohaterom duch Tersyta<pe><slowo_obce>Tersytes</slowo_obce> (mit. gr.) --- bohater <tytul_dziela>Iliady</tytul_dziela> Homera, złośliwy, tchórzliwy i brzydki wojownik grecki.</pe> przeczy./
Tak i ja czasem daję zezwolenie,/
By Hussajn mówił, choć uszy kaleczy,/
Prawiąc nam rzeczy takie, na mą duszę,/
że sam za niego rumienić się muszę.</strofa>


<strofa><begin id="b1424113302929-712810795"/><motyw id="m1424113302929-712810795">Kobieta</motyw>Na przykład takie, jak wyżej, gadanie,/
Którego dłużej nie mogłem już znosić./
To: «złe konieczne» czy gburowi panie/
Przebaczyć zechcą? Muszę je przeprosić./
Słysząc szyderców i pochlebców zdanie,/
Że prawda w środku --- słusznie można wnosić:/
«Złem» nie jesteście, wszakże «koniecznością»/
Prawdziwy mędrzec uzna was z trudnością.</strofa>


<strofa>Ktoś, kiedyś, nazwał was «upojeń czarą»/
Przy uczcie życia wy --- to słodki trunek!/
Lecz nawet dobre --- dobrem jest pod miarą./
Do głowy nieraz idzie pocałunek.<end id="e1424113302929-712810795"/>/
I święty Paweł rozkosz zwie przywarą,/
Choć na wzmocnienie --- konieczny warunek ---/
Zaleca puchar. Któż grona przeklina,/
Gdy go odurzą flasze pełne wina?</strofa>


<strofa>Wszak z tym się drażnim, co nam miłe bywa:/
Pozna uroki kobiet, kto je łaje./
Cała Hussejna wymowa złośliwa/
Zdradza słabostkę i lekkie zwyczaje./
W czarnej swej skórze prostak ten ukrywa/
Właściwe sobie cnoty, choć się zdaje/
Teraz bezczelnym, rozpustnym, cynicznym./
Nie zawsze bywał tak pesymistycznym.</strofa>


<strofa>Niegdyś go w smutek pogrążała błogi/
Wełnistowłosa piękność pokolenia;/
Lecz odkąd handlarz dusz porwał ją srogi,/
Wygasł żar tego czarnego płomienia./
Dziś zna «kobiety» tylko w liczbie mnogiej./
Czas jednak czarną swą żagwią zniszczenia/
Czarnej sylwetki nie starł z czarnej duszy,/
Łatwo więc miłość, choć cudza, go wzruszy.</strofa>


<strofa>I chociaż zaraz chrapnął prawowiernie,/
I siedem długich godzin spał głęboko,/
Ciekawość jednak kłuła go, jak ciernie,/
Czy też odszukał książę modrooką?/
Posępność pana drażni go niezmiernie./
«Przepadła!» mówi zgasłe jego oko./
«Zostaw mnie!» Ręką dał mu znak odprawy/
I nie tknął nawet cybucha ni kawy.</strofa>


<strofa>Kultura była wówczas w Astrachanie/
Dosyć pierwotną i żadna depesza/
Nie mogła ścigać tej, co niespodzianie/
Z sercem monarchy w lasy gdzieś pośpiesza;/
Policja, która raport zdać jest w stanie./
Jak trawa rośnie --- milczy; szpiegów rzesza/
Nie może trafić na ulotne ślady/
Cnej Mofetuzy oraz Kankrelady.</strofa>


<strofa>W miarę szukania jednak to zdarzenie/
Poczęło dziwnym odmianom podlegać;/
Pogłoska leci z wiatrem, jak płomienie,/
By nowe kłamstwa po drodze zażegać./
Kobiety zwłaszcza wpadły w uniesienie/
Domysłów: kto też mógł do zamku biegać?/
Cichą nadzieję żywiły piękności,/
że zajmą wakans<pe><slowo_obce>wakans</slowo_obce> --- wakat, nieobsadzone stanowisko.</pe>, tak godny zazdrości.</strofa>


<strofa>Myślały biedne, że z tego wyłomu/
Ta harda twierdza szturmem będzie wzięta./
Gdziekolwiek tedy książę wyszedł z domu,/
Wszędzie spotykał prześliczne oczęta./
Wiersze, bukiety dziwnego ogromu./
Jak deszcz spadały... płeć piękna zajęta/
Była strojami kosztownymi, które/
Zdradzały mocno zaczepną naturę.</strofa>


<strofa>Tak, do ogrodu raz wkradła się panna/
W stroju rusałki, z kosą<pe><slowo_obce>kosa</slowo_obce> (daw.) --- warkocz.</pe> rozpuszczoną,/
By czekać księcia, gdzie biła fontanna;/
Kąpiel tu była surowo wzbronioną./
Przyszedł i sądził, że go mgła poranna/
Łudzi... Gdy prawda została stwierdzoną,/
Cofnął się, jakby uciekał przed osą,/
Wołając: «niech jej bieliznę zaniosą».</strofa>


<strofa>Więc, by mieć spokój, zostawał w swym dworze;/
Ale i tutaj bywał nachodzony/
Przy grze, przy stole, kiedy kładł się w łoże,/
Bo każdy sługa mógł być przekupiony./
Sam nawet wezyr, co miał córki hoże,/
(Tytuł «kokietek» był im przysądzony)/
Przysłał z nich jedną do księcia z depeszą:/
«Papa jest chory, a kuriery śpieszą».</strofa>


<strofa><begin id="b1424114242978-3226420549"/><motyw id="m1424114242978-3226420549">Podróż</motyw>Wreszcie, gdy wszystko przebrało już miarę,/
Książę się uciekł do takiej odprawy:/
Wiernym poddanym, za uczuć ofiarę,/
Wyraził dzięki i afekt łaskawy,/
Wiadomym czyniąc, iż rok lub lat parę/
Chce podróżować dla zdrowia poprawy;/
Oraz by poznać, jakich rządów drogą/
Królowie ludy uszczęśliwiać mogą.</strofa>


<strofa>I dnia pewnego z garstką towarzyszy,/
(Hussejn w ich liczbie) wyruszył w świat oto,/
Żywiąc nadzieję, że spocznie gdzie w ciszy;/
Lecz z miejsca w miejsce gnany był tęsknotą./
Tutaj kroniki (niech je potną myszy),/
O tym, co przeżył, takie bajki plotą,/
Jak o podróży gdzieś na «szklaną górę»./
A więc opuszczam rozdziały niektóre.<end id="e1424114242978-3226420549"/></strofa>


<strofa>O geografii wówczas w Astrachanie/
Słabe pojęcie miał uczony światek:/
(W Bawarii --- książę był na oceanie!/
A gdzieś w Saharze --- rozbił mu się statek! )/
Znajomość ludów w równym kwitła stanie:/
Naprzypinali Europie łatek,/
Dowodząc, że my, z humanizmem naszym,/
Cywilizacją tylko wróble straszym!</strofa>


<strofa>Tutaj na ostrej satyry wycieczki/
W stylu Byrona mam obszerne pole!/
Przecież ja z nikim nie chcę szukać sprzeczki/
I o podróży tej zamilczeć wolę./
(Kłótnie nie warte są i torby sieczki!)/
<begin id="b1424119987445-1801397415"/><motyw id="m1424119987445-1801397415">Tęsknota</motyw>Przeszły dwa lata; na książęcym czole/
Chmury tęsknoty... więc w rodzinne strony/
Powracał mędrszy --- lecz nie uleczony.</strofa>


<strofa>Jest-że to dziwem? «Widnokręgi zmienia/
Ale nie serce, kto morza przepływa».<end id="e1424119987445-1801397415"/>/
Twarz mu pobladła, oczy pełne cienia ---/
I --- jak był smutny --- do kraju przybywa./
Gdy wjeżdżał w miasto pełne świateł, wrzenia,/
Flag, godeł --- myśl mu błysła niecierpliwa,/
Że wkrótce takież pochodnie, festyny,/
Uświetniać mają jego zaślubiny!</strofa>


<strofa>Jak pielgrzym, który cień fatamorgany/
Ściga w pustyni ruchomymi ślady,/
Tak on dopędzał każdej karawany ---/
I każdej hordy, gdzie żyją nomady,/
Szukając lubej... a Hussejna plany,/
By go zachęcić do życia biesiady/
Przez bajadery<pe><slowo_obce>bajadera</slowo_obce> --- hinduska tancerka.</pe> --- i przez wielkie panie,/
Upadły, zachwiać go nie będąc w stanie.</strofa>


<strofa>Więc kiedy wezyr słowy kwiecistymi/
Wspomniał o dawnym księcia przyrzeczeniu,/
Przed Kalilbada oczyma smutnymi/
Stanął Giulnary cień w lubym widzeniu.../
Westchnął młodzieniec i wzrok wbił do ziemi;/
I rozdrażniony, w gniewnym uniesieniu/
Odrzekł dość szorstko: «Allah wszechmogący!/
Wy mnie zamęczyć chcecie!... jestem śpiący!»</strofa>


<strofa>Lecz noc mu żadnej nie podała rady./
Z rana więc kazał przynieść tuzin cały/
Księżniczek, które wśród wielkiej parady,/
Wymalowane olejno, wisiały/
W galerii dworskiej; lecz choć te z zasady/
Wdzięcząc się, serce jego ująć chciały/
Przez słodkie minki i oczy i twarze,/
Żadna nie była podobną Giulnarze.</strofa>


<strofa>«Bezduszne lalki! Obłudne gadziny!» ---/
Zawołał książę --- i pchnął je do kąta./
Tymczasem Hussejn składa odwiedziny/
I z nowym planem dowcipnie się krząta./
«Na nic olejne wasze mazaniny!/
Pokost ten głupcom niech głowę zaprząta./
Tu jest rzecz inna! --- ogień malowany/
Nie stopi lodu --- i nie zada rany.</strofa>


<strofa>Jak wiecie, co rok obchodzimy w kraju,/
Przez tydzień cały uroczyste święto/
»Jedwabnej pętli« --- gdy nów błyśnie w maju,/
I --- jak powszechnie tutaj jest przyjęto,/
Sam panujący pilnuje zwyczaju./
A choć nasz książę pętlę zwie przeklętą/
I wolny oddech przywykł protegować,/
Przecież obyczaj dawny musi chować!</strofa>


<strofa>Otóż ja radzę w archiwum korony/
Odkryć dokument, który niech omawia,/
Że tysiącletni okres już skończony,/
Jak sznur jedwabny rządy u nas uprawia./
Motyw, jak mniemam, dość uzasadniony,/
Choć się tam pan nasz wstrętami zastawia,/
Aby zaprosić książąt z okolicy/
Na jubileusz do naszej stolicy.</strofa>


<strofa>Przybędą tłumnie z bliska i z daleka,/
Pięknymi córy<pe><slowo_obce>córy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: córami.</pe> ubłogosławieni.../
Wówczas, jak sądzę, i on się doczeka/
Ludzkiej przygody, która go odmieni./
Gdy przez dni siedem żar słońca dopieka,/
I bryła lodu topnie od promieni.../
Chwilka słabości... poknsa niewieścia.../
A książę zdrów jest --- i ma lat dwadzieścia».</strofa>


<strofa>Tak mówił; wszyscy słuchają z uznaniem/
I nie zwlekając, do dzieła się biorą./
Z historycznego aktu zgotowaniem/
Archiwum państwa zwinęło się skoro./
Cieszą się starcy, że przed swym skonaniem/
Dzień ten obaczą! Rankiem, nocną porą,/
Kuriery śpieszą --- ścigają się posły./
Tak jubileusz wnet wieści rozniosły.</strofa>


<strofa><begin id="b1424121880694-605609930"/><motyw id="m1424121880694-605609930">Grzeczność</motyw>Książę Kalilbad, choć mu bardzo wstrętnym/
Był cały tumult tej uroczystości,/
Przykładu mądrych monarchów pamiętny,/
Dawał dowody świętej cierpliwości./
Przybyłych witał --- i chociaż był smętny,/
Czynił honory podług ich godności;/
Zmuszał się nawet do praw etykiety,/
Całując w rączki nadobne kobiety.<end id="e1424121880694-605609930"/></strofa>


<strofa>Jak księżyc gwiazdy zaćmiewa bez sądu,/
Tak wpośród wszystkich dyjademów oto/
Błyszczy prześliczna księżna Trebizondu,/
Której rudawe włosy, z barwą złotą/
(Tak nazwanego «impertynent-blondu»)/
W improwizacji --- natchnioną robotą,/
Dworski poeta mianował być słońcem,/
Nad Astrachanem rozkosznie wschodzącym.</strofa>


<strofa>Na płowym koniu, pysznie ujeżdżonym,/
Przybyła: szata aksamitna cała,/
Z szlakiem siedemkroć perły obwiedzionym,/
W bogatych fałdach na ziemię spadała./
Rumakiem dęba stającym, spienionym,/
Z łatwością ręka jej powodowała<pe><slowo_obce>powodować</slowo_obce> (daw.) --- kierować.</pe>.../
A białe ząbki --- i ogniste oczy/
Cudnie się godzą z blaskiem jej warkoczy.</strofa>


<strofa>Nawet Kalilbad skłonił się olśniony;/
A Hussejn szepnął wezyrowi szybko:/
«Baczność! Nim dzień ten będzie ukończony,/
Panicz nasz pozna się z tą złotą rybką...»/
Posłyszał książę... a wtem z drugiej strony/
Przybył, w lektyce kołysząc się gibko,/
Książę Perefis, ojciec jej, którego/
Ośmiu Murzynów niesie --- a dwaj strzegą.</strofa>


<strofa>Pan ten czcigodny podeszłe ma lata;/
A tak go tusza uciążliwa nęka,/
Że --- ani chodzić --- ni dosiąść bachmata<pe><slowo_obce>bachmat</slowo_obce> --- koń używany przez jazdę tatarską lub polską.</pe>!/
W lektyce nawet często jeszcze stęka./
Na siwej głowie jarmułka mu lata,/
A stary chałat, zda się, że już pęka!/
W milczeniu siedzi i lekko porusza/
Wachlarz, o ile pozwala mu tusza.</strofa>


<strofa>Gdy młodzian podszedł, jaśniejszym wyrazem/
Błysła twarz starca; zapewnić pośpieszył,/
Że księżnę matkę wielbił; --- a zarazem/
Wspomnieniem ojca książęcia się cieszył./
Wbrew etykiecie już nawet tym razem/
Poczciwy tłuścioch na łzy się rozgrzeszył ---/
I rzekł wzruszony: «Byłbym w siódmym niebie,/
Gdybym, jak zięcia, mógł uścisnąć ciebie!</strofa>


<strofa>Lecz córki mojej strzeż się, na mą duszę!/
Gdyż w swych kaprysach, jak marzec jest zmienna!/
Dzisiaj podobna burzy, zawierusze,/
Jutro znów milczy i chodzi jak senna;/
Jak ona zagra, tak ja tańczyć muszę!/
Dwór cały dręczy, jak plaga codzienna./
Bóg wie, skąd matka łagodności znanej/
Przyszła do takiej córki wyuzdanej!</strofa>


<strofa>Tobie za żonę brać diabła takiego?.../
Lecz ciebie dla niej szkoda jest, mój drogi!/
Jej Czyngis-chana potrzeba jakiego,/
Co ją ukróci i weźmie za rogi./
Tu ona świętą uda... znam ją z tego!/
Oj, ma rozumek! Nie uczyć ją drogi./
Lecz strzeż się! Troski chcę oszczędzić tobie ---/
I bez zarzutu spocząć kiedyś w grobie!»</strofa>


<strofa>Tak mówił stary pan --- i łzę ciekącą/
Otarł rękawem --- i strapiony stęka./
Lecz młody orzeł węża z skórą lśniącą,/
Co syczy w słońcu, zaledwo się lęka.../
Wszak miłość czysta, tęsknotą paląca/
Hartuje serce, które z bólu pęka.../
Książę za jedno spojrzenie Giulnary/
Oddałby wszystkie Trebizondu czary.</strofa>


<strofa>Przecież u stołu --- gdy piękna blondyna/
(Sprawka Hussejna) przy buku mu siadła,/
Można by mniemać, że książę zaczyna/
Godzić się z losem; ledwo dotknął jadła;/
Głos jej do głowy szedł, jak puchar wina.../
A chociaż papa, z głębi swego sadła/
Mrugał --- to przecież w piersiach Kalilbada/
Jakaś iskierka zażegła się blada...</strofa>


<strofa>Coś-nie-coś było w tym winy szampana;/
Ileż on ogniów roznieca, niestety,/
<slowo_obce>Entre deux verres<pe><slowo_obce>Entre deux verres</slowo_obce> (fr.) --- między dwiema szklankami.</pe></slowo_obce>, gdy jest kompania dobrana!/
Więc gdy po stole podano już wety<pe><slowo_obce>wety</slowo_obce> (daw.) --- deser.</pe>,/
I poszły szepty --- żart Kalilbad-chana/
Wzięto tak serio, że piękne kobiety/
Mdlały z zazdrości!... Utrzymuję zatem:/
Wieczerza bywa nader zręcznym swatem.</strofa>


<strofa>Gdy jednak z sercem swym sam na sam, nocą/
Znalazł się książę --- i dzień przypominał,/
Zdawało mu się, że postać sierocą/
Swojej Giulnary zdradził... i przeklinał/
Wesołe śmiechy, do których przemocą/
Ten wąż złocisty usta mu naginał,/
I opuszczony widział cień ten drogi ---/
I chciałby upaść, całując mu nogi!...</strofa>


<strofa>«O dziewczę moje! --- zawołał młodzieniec ---/
Przebacz mi! Patrzaj, co ja cierpieć muszę,/
Znosząc dla ciebie, nędzny potępieniec,/
Beznadziejnego pragnienia katusze!»/
Gdy tak się dręczy nasz biedny szaleniec,/
Wszedł Hussejn: «Cóż-to --- rzecze --- na mą duszę!/
Pan mój się smuci, wyrzeka i płacze,/
Kiedy weselne pieką jut kołacze?»</strofa>


<strofa>«Ach, coś ty wspomniał! --- szepnął książę blady ---/
Lecz tak, masz słuszność... straconego raju/
Łzy nie powrócą! --- udziel mi swej rady,/
Jakbyś ofiarę sam czynił dla kraju,/
Która z księżniczek ma najmniejsze wady?» ---/
«Ej! to się mówi tak też, dla zwyczaju,/
Wady! --- a we mnie dusza by skakała,/
żeby mnie tylko pierwsza lepsza chciała!</strofa>


<strofa>Oto, na przykład, najbrzydsza z tej bandy,/
Księżna Irena! --- przepyszne ma włosy/
I piękne ząbki --- i skarb Samarkandy ---/
I usta, jako szkarłat róż z pod rosy!/
<begin id="b1424125618593-3380611404"/><motyw id="m1424125618593-3380611404">Głupota</motyw>Mógłby tam jakiś salonowy <slowo_obce>dandy<pe><slowo_obce>dandy</slowo_obce> (ang.) --- elegant, wyrafinowany mężczyzna.</pe></slowo_obce>/
Twierdzić, że ciągle ziewa... dajcież losy/
Mnie taką żonę!... Głupota --- dar boży!/
Najgłupsza często mężowi raj stworzy.<end id="e1424125618593-3380611404"/></strofa>


<strofa>Albo księżniczka Bizancjum, ta gruba,/
Co po trzy razy przybiera z półmisków?.../
A niechby sobie jadła żonka luba!/
Księciu do szczęścia nie trzeba uścisków.../
Kto je --- śpi dobrze; więc --- prosta rachuba!/
Wszak Juliusz Cezar<pe><slowo_obce>Cezar, Gajusz Juliusz</slowo_obce> (100--44 p.n.e.) --- rzym. dowódca wojskowy, polityk, dyktator i pisarz; członek I triumwiratu; zdobywca Galii; odegrał kluczową rolę w wydarzeniach, które doprowadziły do upadku republiki i początku cesarstwa w państwie rzymskim.</pe>, co zginął dla spisków/
Wyschłego Kaski<pe><slowo_obce>Kaska</slowo_obce> --- właśc. Publius Servilius Casca Longus, zm. ok. 42 p.n.e., trybun ludowy, jeden ze spiskowców przeciw Juliuszowi Cezarowi.</pe>, żyłby doskonale,/
Gdyby dwór sami składali brzuchale!</strofa>


<strofa>A teraz szczupłe... jakiż tam interes/
Z księżniczką Badrul-Budur, co ma nosek/
Cienki jak igła?... Coś mówią, że xeres<pe><slowo_obce>xeres</slowo_obce> --- sherry, rodzaj wzmocnionego wina hiszpańskiego.</pe>/
Zbyt chętnie pija... a kiedy o włosek/
Przebierze miarkę, to na dworze skweres,/
Bo panna w żartach ma zbyt wolny głosek.../
Ojciec ją z siedmiu wychował synami:/
Trza by na nowo... mówiąc między nami.</strofa>


<strofa>Księżna Amina, z modrymi oczyma/
I śnieżną szyjką, jest wcale niczego!/
Jakaś tam wprawdzie plotka jej się trzyma.../
Ale, że osy owocu kwaśnego/
Nie ruszą, tylko słodki, zatem nie ma/
Sobie co robić tak dalece z tego!/
Wszak nieraz żony najlepsze bywały/
Z tych, co w panieńskim stanie wyszumiały.</strofa>


<strofa>Tak --- <slowo_obce>last not least</slowo_obce><pe><slowo_obce>last not least</slowo_obce> (ang.) --- ostatni [lecz] nie najmniej ważny.</pe> --- Trebizondu słońce,/
Jak książę widzi, wszystkie tu zaćmiewa!.../
I choć kaprysów różnych ma tysiące,/
Choć sługi płaczą, chociaż wieść opiewa,/
Że jej wybryki są nieraz gorszące,/
Choć spazmy na dzień cztery razy miewa,/
Przecież wiadomo, że im głębsze cienie,/
Tym gwiazda rzuca świetniejsze promienie.</strofa>


<strofa>Jeśli mam radzić --- radzę: bierz ją, panie!/
Dworski obyczaj uskromi i żmiję./
Gdyby tak chłopu, co z żoną posłanie/
I misę dzieli --- i co dzień ją bije ---/
To bardzo wierzę, że takie kochanie,/
Jak łańcuch, wkrótce przetarłoby szyję./
Lecz księciu, który ma własne pokoje,/
Nic się nie stanie, gardło daję moje!</strofa>


<strofa>Książę chcesz jednej tylko żony... zgoda!/
Lecz i najlepszą uprzykrzyłbyś sobie,/
A ta ci będzie jak zmienna pogoda;/
Harem mieć będziesz cały w jej osobie./
Już to cię gryzie --- już ci usta poda;/
Śmieje się, płacze, śpiewa --- w jednej dobie<pe><slowo_obce>w jednej dobie</slowo_obce> (daw.) --- w tym samym czasie.</pe>.../
Dziś --- choć do rany przyłóż; jutro --- wściekła.../
A długi robi --- jak sam diabeł z piekła!</strofa>


<strofa>To mi królowa! --- puści między ludem/
Pieniądze, nowe skandale --- i mody./
Książę wiesz dobrze, z jakim przyszło trudem/
Z gminem tutejszym dojść do jakiejś zgody;/
Wnet popularnym zrobi cię, jak cudem./
Taka małżonka! A gdy z Antypody<pe><slowo_obce>Antypody</slowo_obce> --- obszary po przeciwnej stronie kuli ziemskiej.</pe>/
Żyjemy w pysznej harmonii, jak w niebie,/
Przeto --- ja lepszej nie widzę dla ciebie!»</strofa>


<strofa>«Dość! --- rzekł Kalilbad --- zostaw mnie w spokoju!»/
Hussejn tryumfem szedł rozpromieniony,/
Aby wypocząć po swatania znoju./
Go mógł, to zrobił; a teraz, z swej strony,/
Niechaj księżniczka wystąpi do boju!/
Ale nazajutrz, Kalilbad zmieniony/
Nie szuka pięknej; chce wybrać za żonę/
Tę, którą wskażą mu gałki rzucone.</strofa>


<strofa>Blady, strapiony, pochyliwszy czoło,/
Szedł książę, kędy narodowe święto/
Lud na równinie obchodził wesoło./
Wnet się radosnym: «hurra!» okrzyknięto;/
Z fontanny wino bije; przy tym w koło/
Czuć woń rozkoszną, tłuszczem przesiąkniętą;/
Gdyż aby dzień ten uczcić dziś wielmożnie,/
Tysiąc się wołów daje piec na rożnie.</strofa>


<strofa>Cel zaś zebrania wiernym przypomina/
I sam środek równiny zaszczyca/
Wyniosła wieża, którą wiatr opina/
W setne chorągiewki; w niej to tajemnica/
Sprawiedliwości spoczywa jedyna:/
Królowa balu --- jedwabna pętlica./
Ma się rozumieć, że autentyczna,/
Którą «lat tysiąc» wielbi cześć publiczna.</strofa>


<strofa>U wejścia schodki; kto da trzy dukaty ---/
(Cena, jak widzim, nie nazbyt jest niska) ---/
Może się wdrapać --- i tam, spoza kraty,/
Jubileuszu skarb obejrzeć z bliska./
Lecz amatorów mało... kto bogaty,/
Tego sam widok już za gardło ściska.../
Niejeden myśli, jeśli Allah raczy,/
I tak, aż nadto prędko sznur obaczy!</strofa>


<strofa>Dzieje relikwii, jak z ojca na syna/
Szła spadkiem, podług archiwum korony ---/
Idąc z rąk do rąk, wszystkim przypomina/
Ulotny świstek, pięknie wyzłocony./
A ten, kto truć się zwątpieniem zaczyna,/
(Choć, chwała Bogu, nie takie te strony!)/
Kręci kark, byle z świętobliwym drżeniem/
Ten symbol państwa mógł objąć spojrzeniem.</strofa>


<strofa>Jak skamieniały, z ponurym wyrazem/
W twarzy, siadł książę, gdzie dworska estrada;/
Można by mniemać, iż martwym jest głazem.../
Nic mu pod oczy błogo nie podpada;/
Tańce rycerskie, kuglarze, tym razem/
Nie mają więcej łaski, niż parada/
Miejskiej milicji... ledwo bąknie słowo,/
Gdy go kto spyta o to lub też owo.</strofa>


<strofa>A przecież, przy nim promienna blondyna/
Siadła --- przez Negra wcześnie uprzedzona;/
A jej zwycięska, uśmiechnięta mina/
Zdaje się mówić: «wędka już chwycona»./
Inne coś szepczą, księżniczka Amina/
Szyderczo wznosi białe swe ramiona,/
Irena ziewa --- i je konfitury,/
Księżna Bizancjum nos trzyma do góry.</strofa>


<strofa>Lud wierny pilnie gapi się na gości;/
Do księcia swego przywykły już tłumy;/
I łamie głowy, która z tych piękności/
Zdobędzie serce sławne z swojej dumy?/
A stare księżne, pilnując godności/
W wyborze miejsca, szerzą wielkie szumy.../
Piór, wstęg, koronek przytłoczone mocą,/
W oczekiwaniu --- jak myszy się pocą.</strofa>


<strofa>Z daleka, w ciżbie, gdzie motłoch zmieszany/
Gryzie melony, figle różne broi./
Drażniąc z taborem przybyłe Cygany,/
Młoda kobieta zadumana stoi./
Szal różnobarwny, złotem przetykany,/
Drobną jej postać i włos ciemny stroi./
Wśród zgiełku, który ją otacza --- cicha,/
Patrzy przed siebie i boleśnie wzdycha.</strofa>


<strofa>Ręce jej wiszą bez ruchu; dłoń śniada/
Brzmiący tamburyn przyciska namiętnie;/
A na jej lewym ramieniu zasiada/
Biały gołąbek, drzemiąc obojętnie./
Na gry, zabawy, dziewczyna ta blada/
Nie patrzy wcale, lub patrzy niechętnie;/
A wzrok jej cichy, gwiaździsty, niebieski/
Ściga z oddali pyszny dwór królewski.</strofa>


<strofa><begin id="b1424130038894-1579277687"/><motyw id="m1424130038894-1579277687">Taniec</motyw>Wtem z wozu, który stał tam pod namiotem,/
Wyszedł wódz bandy --- i do tej marzącej/
Przemawia, prosząc --- potem grożąc, potem/
Lżąc ją, lecz ona znak daje przeczący;/
Wtedy mu w pięści nóż błysnął przelotem.../
«Krwią mi zapłacisz!» --- poszepnął. --- Gorący/
Płomień z jej źrenic trysnął.... «Niech się stanie!/
Tańczę ostatni raz w mym życiu, panie!»</strofa>


<strofa>I wnet, jak róża, wichrem uniesiona,/
Wzleciała w tańcu, porwana swym szałem;/
A jej przejrzysta, jaskrawa zasłona/
Lekko powiała nad drobnym jej ciałem./
Ciżba w milczeniu pogląda zdumiona,/
Na też, co tańczyć śmie przed gronem całym/
Książąt --- i gniewne rozchodzą się szmery,/
O tym zuchwalstwie śniadej bajadery.<end id="e1424130038894-1579277687"/></strofa>


<strofa>Wkrótce umilkło... i tylko «ach!» z cicha/
Leci z ust do list między patrzącymi;/
Widziano różne tańce, lecz --- do licha!/
To dziewczę, zda się, nie dotyka ziemi!/
Lekka, jak powiew ten, którym oddycha,/
Niby pstry płomyk wzlatuje; bosymi/
Stopkami ledwo czasem muśnie oto/
Piasek, jak gdyby drażniąc go pieszczotą!</strofa>


<strofa>Protekcję miewał od dawna już balet,/
Na wszystkich dworach wschodu --- i zachodu. /
Książę Perefis, znawca jego zalet,/
Trochę się jakoś rozruszał; --- on z młodu/
Zbadał kunszt tańca, gestów i tualet/
I nie miał większej rozkoszy powodu,/
Jak z loży swojej, z książęcą swobodą,/
Za «<slowo_obce>faux-pas</slowo_obce><pe><slowo_obce>faux-pas</slowo_obce> (fr.) --- fałszywy krok.</pe>» karcić figurantkę młodą.</strofa>


<strofa>Eisler, jak mówią, historię tańczyła/
I filozofii systemat Heglowski<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- filozof niemiecki, twórca systemu idealistycznego, w myśl którego świat jest poznawalny, ponieważ zjawiska dadzą się wydedukować z absolutu, o ile pojąć go jako rozwijającego się ducha. Stworzona przez niego metoda dialektyczna tłumaczy rozwój ducha jako ciągłe uzgadnianie się sprzeczności: po tezie (pierwszym stadium), następuje antyteza (drugie stadium, przeciwne pierwszemu), ostatecznie zastępowane przez syntezę (stadium trzecie, uzgadniające tezę i antytezę). Rozwój myśli filozoficznej wyglądał wg Hegla następująco: 1. logika, która tworzy abstrakcyjny schemat metodologiczny poznania ducha; 2. filozofia przyrody, która prowadzi do poznania ducha w jego fizycznych, materialnych przejawach; 3. filozofia ducha, która prowadzi do poznania ducha dzięki zyskanej w poprzednich etapach elementów umożliwiają uzyskanie samowiedzy.</pe>:/
Geniuszu tańca czarodziejska siła/
Po wszystkie czasy wpływ wywiera boski!/
Nauka taka korzystną już była/
Nieraz; tu widzi polityk bez troski,/
Jak równowagę (Europy) zachować ---/
A czasem zręcznie za drugich się schować.</strofa>


<strofa>Lecz choć ekspertem był nasz książę tłusty,/
Tutaj się jego kończyła łacina!/
Patrzy ciekawie, z otwartymi usty,/
Pojąc się tańcem, jak pucharem wina./
Klaszcze z zapałem, niby młokos pusty ---/
I nogą ruszać do taktu zaczyna,/
Mimo podagry<pe><slowo_obce>podagra</slowo_obce> --- przewlekła choroba stawów stóp; artretyzm a. dna moczanowa.</pe>; chwycony za serce,/
Rzuca nareszcie chustkę swą tancerce.</strofa>


<strofa>Lecz ona po nią schylić się nie raczy;/
Iskry radości w oczach jej nie płoną./
Jej ruch namiętny ból tylko tłumaczy,/
Ucieczkę smutną --- i pogoń stęsknioną.../
Cóż ją obchodzi cały tłum dworaczy?/
Ach! Jedną tylko źrenicę zwróconą/
Chce mieć na siebie --- lecz ta jej nie błyska.../
Nie wie, że cierpi --- i że tak jest bliska.</strofa>


<strofa>Trzykroć się skłania; a blade jej czoło/
Dotyka ziemi; --- nagle, szybkim ruchem/
W powietrze rwie się, oblatując wkoło/
Wieżę w pośrodku równiny... z wybuchem/
Jakiegoś szału stopką swoją gołą/
Przefruwa schody --- jakby była duchem ---/
I na wierzchołku staje jednym skokiem,/
Wiejąc zasłoną jak mglistym obłokiem.</strofa>


<strofa><begin id="b1424179973941-1069494391"/><motyw id="m1424179973941-1069494391">Taniec</motyw>W tysiącu piersi serce uderzyło/
Zgrozą, kiedy tak na blanku<pe><slowo_obce>blanki</slowo_obce> --- zwieńczenie muru obronnego.</pe> zwieszona,/
Gdzie ludzkiej stopie postać się nie śniło,/
Dziewczyna drobne wyciąga ramiona!.../
Czyż śmierć zakończy tę zabawę milą.?.../
Czy się odważy tancerka szalona/
Na szczuplej, stopę szerokiej przestrzeni,/
Kręcić się na kształt wirowych promieni?</strofa>


<strofa>Waży się! Tańczy!... Jak dym lekka chmurka,/
Ponad zgaszoną pochodnią drży w wietrze,/
Tak ona krąży... dech niosący piórko/
Mógłby ją także porwać gdzieś w powietrze...<end id="e1424179973941-1069494391"/>/
Gołąbek lata nad tą wieszczek córką,/
Która podnosi lica coraz bledsze ---/
A jej tamburyn, jak czarów muzyka,/
Brzmi kędyś w chmurach --- i dreszczem przenika.</strofa>


<strofa>Niemy, jak gdyby okrzyk mógł ocucić/
Ducha, co igra ze śmiercią uśpiony,/
Tłum nie mógł od niej spojrzenia odwrócić./
Kalilbad tylko, jako ptak raniony,/
Pochylił głowę --- i zdawał się smucić./
I siedział w sobie tylko zatopiony/
I myślał o tym, że nim zajdzie słońce,/
On wybrać musi... i serce miał drżące!</strofa>


<strofa>Nagle --- z błękitów wysokich dolata/
Śpiew przenikliwy --- aż do jego ucha.../
Czy on śni? ... głos ten, przez tak długie lata/
Stracony!... on go dzisiaj znowu słucha!.../
Dreszcz mu gorący po żyłach przelata.../
Podnosi oczy --- i widzi, jak ducha/
W powietrzu --- postać drobną, ukochaną,/
Złotymi łuny<pe><slowo_obce>łuny</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: łunami.</pe> zachodu oblaną!</strofa>


<strofa><begin id="b1424181044333-1408075792"/><motyw id="m1424181044333-1408075792">Samobójstwo</motyw>Lecz ona śpiewa...  a nuta tęskliwa/
Łzy wywołuje między przytomnymi<pe><slowo_obce>przytomny</slowo_obce> (daw.) --- obecny.</pe>./
«Żegnaj, o książę!... i ty, o szczęśliwa/
Oblubienico, raj stwórz mu na ziemi!/
Mnie czeka podróż, skąd nikt nie przybywa.../
Żegnaj raz jeszcze!... słowy ostatnimi...»/
I otulona w swe lekkie zasłony/
Chce z wzniesionymi rzucić się ramiony<pe><slowo_obce>ramiony</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: ramionami.</pe>.<end id="e1424181044333-1408075792"/></strofa>


<strofa>«Stój! --- zabrzmiał okrzyk --- stój, o ulubiona! .../
Chcesz-że wraz z sobą zabrać moje życie?.../
Giulnaro moja! Kochanko stracona!/
Teraz na wieki złączym się w błękicie!...»/
I nim kompania jaśnie oświecona/
Zdołała fakt ten pojąć należycie,/
Już młody książę biegł do wieży szczytu,/
Pełen uniesień, tęsknoty, zachwytu!</strofa>


<strofa>A gdy miłością swoją upojony,/
Wpadł jako wicher na najwyższe blanki,/
Podniósł zemdloną --- i tulił ramiony ---/
Usta i czoło całując kochanki./
W powietrzu gasnął krąg słońca czerwony ---/
Wzruszone tłumy cisną się przez szranki<pe><slowo_obce>szranki</slowo_obce> --- tu: barierki, ogrodzenie.</pe>.../
W ciszy zabrzmiały uroczyste słowa:/
«Ludu mój! --- oto jest twoja królowa!»</strofa>


<strofa>Wyznać tu muszę, że to zakończenie/
Wygląda, jakby z ostatnią odsłoną/
Na scenie błysły bengalskie płomienie ---/
I pyszny finał zabrzmiał <slowo_obce>unisono</slowo_obce><pe><slowo_obce>unisono</slowo_obce> (muz.) --- jednym głosem (także: o wielu głosach lub instrumentach wydających dźwięk o tej samej wysokości).</pe>!/
Cóż jednak począć!... wszystko to, uczenie/
W kronice mojej stoi dowiedziono,/
Jakby dziejopis stawszy się poetą,/
Do czarodziejskich sztuk pisał libretto<pe><slowo_obce>libretto</slowo_obce> --- tekst opery bądź operetki.</pe>.</strofa>


<strofa>Na drugiej stronie dodaje on przecie,/
Że widowisko sykaniem przyjęto/
Zrazu; nieznanym było ,,wieszczek dziecię"/
Chyba urokiem i tańca ponętą;/
A baletnicy, jak zwykle na świecie,/
Za godną tronu nie miano --- ni świętą;/
Więc takież było przyjęcie Giulnary,/
Jak pewnej «Loli» na brzegach Izary.</strofa>


<strofa>Książę Perefis, co przed balleriną/
Niejedną klękał --- w latach swej młodości,/
Teraz trząsł turban z pomieszaną miną,/
Mrucząc: «No proszę!... po cóż wzywał gości?»/
Dopiero kiedy książę z swą jedyną/
Poszedł do tronu --- a wszystkie piękności/
Zagasły wobec uroku Giulnary,/
Dał się pozyskać dobry pan ten stary!</strofa>


<strofa>Zacierał ręce --- i przymrużał oczy:/
«Oj! Dobrze ci tak, moja panno córko!.../
Myślałaś, że mu serce już wyskoczy?.../
Teraz bez męża wracaj, choćby czwórką!.../
A powiedz-że mi, mój książę uroczy,/
Gdzie się poznałeś z tą śliczną figurką?.../
To awantura, na proroka brodę!.../
Ażem przypomniał lata moje młode!»</strofa>


<strofa>Tutaj Kalilbad --- o święta prostoto! ---/
Przed całym ludem romans swój wyznaje;/
Jak ujrzał, stracił, jak szukał z tęsknotą,/
Przez obce długo przebiegając kraje ---/
Jak wreszcie skarb swój odzyskuje oto!/
Tu okrzyk tłumu jak burza powstaje/
A wpośród gwaru tego i wesela,/
Zabrzmiała hucznie książęca kapela.</strofa>


<strofa>Do stopni tronu ciśnie się, kto może;/
Od dostojnika państwa --- aż do dziada./
Dam tylko miejsca głuche są w tej porze;/
Dobry ton pierwszy --- pchać się nie wypada!/
Księżne są mocno dotknięte w honorze.../
Księżniczki, mszcząc się, szepczą: «Jaka śniada!/
A jaka chuda! --- Ręczę, ta kobieta/
Nie zwykła myć się! --- Co za tualeta!»</strofa>


<strofa>Pobladło nagle słońce Trebizondu ---/
I Badrul-Budur z uroczą Aminą!.../
A żadna z dam tych wyższego poglądu/
Nie będzie dzisiaj na balu z rodziną!/
Tego by tylko brakło?... Bez przesądu,/
Czy można z jakąś wdawać się dziewczyną?.../
Nie! --- jedną, jaka pozostała, drogą ---/
Jest list francuski, że... przybyć nie mogą.</strofa>


<strofa>Kiedy Hussejna doszły takie wieści,/
«No! --- rzekł --- straciłem porządne faktorne<pe><slowo_obce>faktorne</slowo_obce> (daw.) --- prowizja.</pe>!/
Lecz wiem, że książę odda mi w czterdzieści.../
Więc przyrządziłem nakrycie wieczorne/
W małym salonie; dwoje się tam zmieści!/
Książę Perefis, panisko wyborne,/
Moją »ciemnością« --- niech mi to wybaczy ---/
Dziś przy wieczerzy obywać się raczy!»</strofa>


<strofa>Późną już nocą, kiedy tłumów gwary/
Szumiały w mieście echy<pe><slowo_obce>echy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: echami.</pe> dalekimi,/
Spoczęła postać uroczej Giulnary,/
W miejscu, gdzie niegdyś upadła na ziemi/
W łzach i rozpaczy... i znów księżyc stary/
Komnatę zalał blaskami srebrnymi.../
A książę tulił gorącym objęciem/
Tę, co mu była znów «wieszczek dziecięciem».</strofa>


<strofa>Jakże jest cudną! --- głód, nędza, strapienie,/
Długie tułactwo, tęsknota miłości,/
Stracone szczęście --- i śmierci pragnienie/
Nic nie zmniejszyło uroku piękności./
Usta jej kwitną --- jak wiosny marzenie,/
A długie rzęsy z wyrazem tkliwości/
Wznoszą się, jakby pytając miłego:/
«Snem-że to wszystko?... nie zbudzę-ż się z niego?...»</strofa>


<strofa>«O mój jedyny! --- cichutko szeptała ---/
Mnie tak jest w duszy, jakbym znów na szczycie/
Wieży tej, wobec śmierci bliskiej stała!.../
O, jakże dziwnym w szczęiu jest to życie!.../
Daj mi dłoń swoją!... Teraz bym nie chciała/
Umrzeć, w najwyższej rozkoszy zachwycie!.../
Teraz żyć pragnę --- z tobą --- i przy tobie.../
Ja, com dziś na pół prawie była w grobie!»</strofa>


<strofa>Tu następują cztery bite karty,/
A na nich długa miłosna rozmowa,/
Którą, jak dywan kwiatów rozpostarty,/
Kronikarz utkał w najdobrańsze słowa./
Lecz duch, do wyżyn swoich gdzieś wyparty,/
Milczy; rozkoszy --- niemą jest wymowa!/
A że i Hussejn rzucił się na łoże,/
Nikt jej --- na szczęście --- podsłuchać nie może.</strofa>


<strofa>Tutaj mi tylko to dodać wypada,/
Że serc wierniejszych nie znała kraina ---/
I że ramiona księcia Kalilbada,/
Nim rok upłynął --- kołysały syna./
Książę wczas dziecię w ręce Negra składa,/
Bo --- doświadczony --- nie chce, by chłopczyna/
Słuchał bajarek i starych piastunek,/
Których opowieść upaja jak trunek.</strofa>


<strofa>Lecz chociaż Hussejn --- wówczas wezyr stary ---/
Kształcił książątko, o ile miał siły,/
Nie wyrwał przecież z duszy jego wiary/
I marzeń, które widać we krwi tkwiły./
Lud sławił piękność i dobroć Giulnary/
I pozostawił jej przydomek miły,/
Twierdząc, iż ona tak żyła na świecie,/
Jak nie z tej ziemi, prawe «wieszczek dziecię».</strofa>


</liryka_l></utwor>