<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/hebbel-judyta/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Hebbel, Fryderyk</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Judyta</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kaszewski, Kazimierz</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ołtusek, Paulina</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ołtusek, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tragedia</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Wydano z finansowym wsparciem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Eine Publikation im Rahmen des Projektes Wolne Lektury. Herausgegeben mit finanzieller Unterstützung der Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/hebbel-judyta</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://polona.pl/item/3175414/2/</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fryderyk Hebbel, Judyta, tł. Kazimierz Kaszewski, Warszawa 1881.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Kazimierz Kaszewski zm. 1910</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1981</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-06-21</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/hebbel-judyta.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0298-8</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/hebbel-judyta.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1353-3</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/hebbel-judyta.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2308-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/hebbel-judyta.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3294-7</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/hebbel-judyta.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4380-6</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
  <category.legimi>Dramat</category.legimi>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7178.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Judyta z głową Holofernesa, Maurycy Gottlieb (1856-1879), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7178/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>DD.WL-R</category.thema.main>
    
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>




<dramat_wierszowany_l>
<abstrakt>
<akap>Holofernes, asyryjski wódz, planuje napaść na Betulię, żydowskie miasto. Kiedy jego mieszkańcy dowiadują się, że wojska Holofernesa się zbliżają, są przerażeni.</akap>


 
<akap>Dochodzą do wniosku, że jedynym sposobem na uniknięcie całkowitego upadku Betulii, jest poddanie się. Innego zdania jest jednak Judyta, która po gorącej modlitwie postanawia sama działać.</akap>


 

<akap>Tragedia Fryderyka Hebla <tytul_dziela>Judyta</tytul_dziela> odwołuje się do biblijnej historii z <tytul_dziela>Księgi Judyty</tytul_dziela>, wchodzącej w skład <tytul_dziela>Starego Testamentu</tytul_dziela>. Motyw Judyty i Holofernesa stał się jednym z najważniejszych motywów w sztuce.</akap>


 

<akap>Fryderyk Hebbel był niemieckim dramaturgiem i poetą. Dramat <tytul_dziela>Judyta</tytul_dziela> powstał w 1840 roku i jest najsłynniejszym utworem autora. Przekładu dokonał Kazimierz Kaszewski, innym tłumaczem, znawcą i propagatorem twórczości Hebbla w Polsce był Karol Irzykowski.</akap>


</abstrakt>
<autor_utworu>Fryderyk Hebbel</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Judyta</nazwa_utworu>


<podtytul>Tragedia w pięciu aktach</podtytul>



























<lista_osob>

<naglowek_listy>OSOBY:</naglowek_listy>




<lista_osoba><osoba>Holofernes</osoba>, hetman Nebukadnezara<pe><slowo_obce>Nebukadnezar</slowo_obce> a. <slowo_obce>Nabuchodonozor</slowo_obce> --- król Babilonii w latach 604--562 p.n.e.</pe>, władcy Asyrii.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Achijor</osoba>, wódz Moabitów.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Trzej porucznicy</osoba> Holofernesa.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Arcykapłan</osoba> asyryjski.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Żołnierz</osoba>.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Goniec</osoba> Nabukadnezara.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Poseł</osoba> z Libii.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Poseł</osoba> z Mezopotamii.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Podkomorzy</osoba> Holofernesa.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Drabant</osoba>.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Judyta</osoba>, młoda wdowa, z Betulii.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Mirza</osoba>, jej stara sługa.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Efraim</osoba>.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Samaja</osoba>, mieszczanin betulijski.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Jozua</osoba>, mieszczanin betulijski.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Hozea</osoba>, mieszczanin betulijski.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Ammon</osoba>, mieszczanin betulijski.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Ben</osoba>, mieszczanin betulijski.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Assad</osoba>, mieszczanin betulijski.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Daniel</osoba>, brat Assada, niemy i ślepy.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Delia</osoba>, żona Samai.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Najstarszy</osoba> z ludu w Betulii.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Kapłan</osoba> betulijski.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Drużyna</osoba> Libii i Mezopotamii, Moabitów i Ammonitów.</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>Wojownicy</osoba> asyryjscy i <osoba>kapłani</osoba> Betulii.</lista_osoba>

</lista_osob>

<miejsce_czas>Rzecz dzieje się: w trzecim akcie w mieście Betulii; w 1, 2 i 4, przed miastem; w piątym w namiocie <osoba>Holofernesa</osoba>.</miejsce_czas>




<naglowek_akt>AKT I</naglowek_akt>


<didaskalia>Obóz <osoba>Holofernesa</osoba>. Na przodzie po prawej stronie namiot hetmański. Dekoracje głębokie, namioty, lud wojenny, zgiełk. Głębię zamyka góra, pomiędzy wzgórzami widać miasto Betulię.</didaskalia>

<naglowek_scena>SCENA 1</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Holofernes</osoba> wychodzi ze starszyzną wojskową z otwartego namiotu. --- Muzyka. --- Po chwili daje znak. --- Muzyka milknie. --- <osoba>Arcykapłan</osoba>, <osoba>Drabant<pe><slowo_obce>drabant</slowo_obce> (daw.) --- żołnierz straży przybocznej.</pe></osoba>, <osoba>Żołnierz</osoba>, <osoba>Porucznik</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>

<didaskalia>do <osoba>Arcykapłana</osoba></didaskalia>


<kwestia><strofa>Który tam bóg obiatę<pe><slowo_obce>obiata</slowo_obce> (daw.) --- ofiara z płodów rolnych bądź zwierząt.</pe> pożarł wczoraj rano?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ARCYKAPŁAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Myśmy ciągnęli losem, panie, jak kazano,/
I los padł na Baala<pe><slowo_obce>Baal</slowo_obce> a. <slowo_obce>Belial</slowo_obce> --- bóstwo pogańskie, często wspominane w <tytul_dziela>Biblii</tytul_dziela>.</pe>.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>


<kwestia><strofa><wers_cd>To on dziś nie głodny!</wers_cd>/
Niech dziś ma inny bóg udział w obiacie:/
Ten, co go wszyscy niby znacie --- a nie znacie;/

<didask_tekst>śmiejąc się</didask_tekst>/

Taki to u mnie czci największej godny!</strofa></kwestia>








<naglowek_osoba>ARCYKAPŁAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Będzie, jak każesz. <didask_tekst>(poczyna się obiata)</didask_tekst></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Drabant, tu!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DRABANT</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>z głębokim pokłonem</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Hetmanie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Kto z wojska krzywdy doznał w pochodzie/
I chce wnieść skargę przeciw swemu wojewodzie<pe><slowo_obce>wojewoda</slowo_obce> --- tu: dowódca.</pe>,/
Niechaj tu stanie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>występując</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>
Ja skarżę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>O co?</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>W ostatniej potrzebie<pe><slowo_obce>potrzeba</slowo_obce> (daw.) --- bitwa.</pe>,</wers_cd>/
Przy szturmie zamku zdobyłem dla siebie/
Dziewicę lubą, a tak śliczną ciałem,/
Dziwną, że kiedy spojrzała, truchlałem;/
A jednak ona spoglądała mile.../
Była w namiocie. Wyszedłem na chwilę,/
A snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> i innych tknęła jej uroda:/
Bo po mnie zaraz wszedł sam wojewoda,/
Uporną przebił, i umarła z rany.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1378908528916-2982612840"/><motyw id="m1378908528916-2982612840">Sąd</motyw>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Więc wojewoda będzie śmiercią ukarany!/
Lecz oskarżyciel także śmierć poniesie/
<didask_tekst>do <osoba>Drabantów</osoba></didask_tekst>:/
Wziąć go!<end id="e1378908528916-2982612840"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>I ty mnie zabić chcesz, Holofernesie?</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Tak, bo twe wystąpienie jest nazbyt zuchwałem./
Ja, by was wypróbować, zlecenie wydałem,/
A gdybym czerni<pe><slowo_obce>czerń</slowo_obce> (pogardl.) --- tłum, motłoch.</pe> podobnej tobie/
Dał prawo skarżyć starszych w ich własnej osobie,/
To ich skargom i na mnie nie byłoby końca;/
A gdzieżby dla mnie wtedy znalazł się obrońca?/
Jam dawno zważał, że wy szemrzecie!...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jam tę dziewicę dla ciebie chował.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Gdy żebrak znajdzie koronę, to przecie/
Sam jej nie włoży --- chyba zwariował<pe><slowo_obce>zwariował</slowo_obce> --- dla rytmu należy czytać na 4 sylaby.</pe> ---/
Lecz ją odnosi królowi,/
Wiedząc, że ona własność królewską stanowi;/
I pan mu za to nie dziękuje srodze./
Jednak twą dobrą chęć ja nagrodzę:/
Dziś jam łaskawy w niezwykłej mierze./
Idź, upij się mym winem, nim cię śmierć zabierze!/

<didask_tekst><osoba>Drabanci</osoba> uprowadzają <osoba>Żołnierza</osoba> w głąb</didask_tekst>./

Konia mojego okiełznać!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Gotowy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Czym już kazał?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, ale mnie przyszło do głowy</wers_cd>/
Że każesz, wielki hetmanie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Kto jesteś ty, co śmiesz mnie odgadywać,/
Myśli mi moje z pod czoła wyrywać?/
Takie natrętne gniewa mnie postępowanie./
Myśl moja, to raz; a wasz czyn, to dwa;/
I nie na odwrót! Pomnij!</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>PORUCZNIK</naglowek_osoba>



<kwestia><strofa><wers_cd>Łaska twa</wers_cd>/
Niechaj mi wybaczy!</strofa></kwestia>
 


<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>





<naglowek_osoba>ARCYKAPŁAN</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>podchodząc</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Skończona obiata.</wers_cd></strofa></kwestia>



<didaskalia>Na znak <osoba>Holofernesa</osoba> odchodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>sam</didaskalia>



<kwestia><strofa>Kto ją rozumie, wysoka to sztuka:/
Być tajemnicą wieczystą dla świata!/
Nie jest nią morze: świat w nim czegoś szuka,/
Znajduje; łódka pierś jego ugniata./
Ogień? Zaiste, siłę ma nie lada:/
Lecz byle kuchta własność jego bada,/
I byle chłystek węgle nim rozpala./
Słońce? Choć płynie i przyświeca z dala,/
Jednak już śledzą dróg jego krążenie;/
Szewc, krawiec, mierzą czas na jego cienie./
Lecz jam nie taki. Oni też głęboko/
W szczeliny duszy mej puszczają oko,/
Nie pomnąc, iż ta ciekawość uśmierca./
Chwytają z ust mych żywe słowa, by je/
Przekuć na wytrych do mojego serca;/
Lecz moje dzisiaj jutro już nie żyje./
Jam nie z tych próżnych głupców, co się korzą/
Przed własnym <wyroznienie>ja</wyroznienie> i mają dlań cześć bożą;/
Przez co też zmiany najmniejszej się strzegą,/
Dzień dniem zdradzając. Nie! Ja dzisiejszego/
Człowieka w sobie rwę na sztuki krwawe,/
I jutrzejszemu rzucam go na strawę./
Nieraz mi zda się, przed tą moją zgrają,/
W tłumie, że jestem sam jeden wśród świata,/
A oni czucia wtedy nabywają/
Gdy miecz mój głowy ich jak kłosy zmiata./
Oni miarkują coś: lecz zamiast sami/
Biec z otwartymi, jak dzieci, rękami,/
Z miłością ku mnie, pierzchają gdzieś w stronę,/
Niby zające w ogniu oparzone./
<begin id="b1378908756588-545659187"/><motyw id="m1378908756588-545659187">Wróg</motyw>Gdybym miał wroga, a tak silnej wiary/
Iżby śmiał ze mną chwycić się za bary,/
Och! pocałowałbym go; i żelazem/
Przebił, i w walce padł śmiercią z nim razem!<end id="e1378908756588-545659187"/>/
Nebukadnezar, to liczba jedynie,/
Która się nudząc w swój czczości<pe><slowo_obce>czczość</slowo_obce> (daw.) --- marność.</pe> półbożéj;/
Wciąż dla rozrywki sama siebie mnoży:/
Jak mucha, płodzi tysiąc much w godzinie,/
Aż ćma ich słońce zasłoni na niebie./
Gdybym mu odjął Asyrię i siebie,/
Skóra by tylko człowiecza została,/
Wypchana sadłem bezwładnego ciała./
Ja mu świat poddam, a gdy go posiędzie,/
Słabość sił jego będę miał na względzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA 2</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający. --- <osoba>Goniec</osoba> Nebukadnezara.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Goniec naszego wielkiego pana/
Zapytuje o hetmana.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Sprowadź go.
<didask_tekst>na stronie</didask_tekst>/
<wers_cd>Czego tam chcą ode mnie?</wers_cd>/
Cóż dumny karku? Jestżeś giętkim tyle,/
Aby się ugiąć nikczemnie?/
Pan dba, byś nie zapomniał i na jedną chwilę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_wciety typ="1">Nebukadnezar, którego potęga</wers_wciety>/
Od wschodu słońca do zachodu sięga,/
Śle pozdrowienie dla swego hetmana.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W pokorze czekam na rozkazy pana.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nebukadnezar mówi: niech się strzegą/
Ludzie uznawać innych bóstw, prócz niego./
A płomieniom oddać każe/
Świątynie wszelkich innych bogów i ołtarze.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Zaprawdę, dogodniejszy jeden bóg niż trzysta,/
A dla samego króla --- oczywista!/
Bo zechce nadal modlić się, wystarczy/
Mu stanąć wobec zwierciadła swej tarczy;/
Chorować tylko niechaj się nie waży,/
By się nie przeląkł wykrzywionej twarzy./
Dawnoż przestał wydawać chorobliwe jęki?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jakoś zdrów teraz, wszystkim bogom dzięki.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>To jest jemu samemu, rozumiałeś pewnie./
Lepiej czcić boga w ciele aniżeli w drewnie./
Cóż dalej?/
<didask_tekst>na stronie</didask_tekst>/
<wers_cd>Mam ochotę zdusić tego gońca.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Co dzień, o wschodzie słońca, ma być czczon obiatą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Szkoda, że dzisiaj za późno już na to <didask_tekst>z intencją</didask_tekst>:/
Ano pomyślim przy <wyroznienie>zachodzie</wyroznienie> słońca.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Następnie, król prosi ciebie/
Byś życie swoje szczędził w wojennej potrzebie,/
Jako cię żaden sługa i kraju obrońca/
Nie zastąpi tak wiernie./
Na koniec król ci czyni nadzieję,/
Że dużo jeszcze łask swoich zleje/
Na głowę twoją, o Holofernie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Dobrze. Możem, zaprawdę, w wojnie czy w pokoju/
Nazbyt za zdrowie króla wychylał napoju./
Odpowiedz więc, że skoro jestem mu tak drogi,/
Będę sam siebie kochał: całuję go w nogi./
<didask_tekst><osoba>Goniec</osoba> odchodzi.</didask_tekst>/
Drabant!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DRABANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Hetmanie!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Ogłoś wśród żołnierzy,</wers_cd>/
Niech nikt w innego boga, prócz króla, nie wierzy!/
<didask_tekst>do <osoba>Arcykapłana</osoba>:</didask_tekst>/
A gdy król innych bogów mieć nam nie pozwala,/
Kapłanie! Trzeba rozbić głuchego Baala,/
Z którym się włóczym jeszcze po świecie./
Drzewo w podarku sobie zabierzcie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ARCYKAPŁAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jak mogę rozbić, do czego się modlę,/
Chciej zważyć, panie? To byłoby...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Podle?</wers_cd>/
Rozumiem. Ale cóż ja na to zrobię?/
Baal jak może, niech tam radzi sobie;/
Ja zaś wyraźne polecenie mam:/
Musisz go rozbić lub zabić się sam.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ARCYKAPŁAN</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>A no, postaram się, wielki hetmanie./
Spełnić twoje rozkazanie.</strofa></kwestia>


<didaskalia>zgina się i odchodzi</didaskalia>




<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>sam</didaskalia>

 

<kwestia><strofa><begin id="b1378968130414-2441285038"/><motyw id="m1378968130414-2441285038">Bóg, Kondycja ludzka</motyw>Przekleństwo tobie, królu pałacowy,/
Że-ć ta olbrzymia myśl przyszła do głowy!.../
On jej nie uczci, skoślawi myśl własną!/
Mnie bo od dawna rzecz ta była jasną,/
Że ludzkość, odkąd słońce skrzy na niebie,/
Miała cel wielki: wydać boga z siebie./
Lecz ten bóg, który ciągle jest w robocie,/
Czym o swój boskiej zaświadczy istocie?/
Walką wieczystą. Bogiem zwać się będzie,/
Gdy miecz i ogień weźmie za narzędzie,/
Gdy zmoże<pe><slowo_obce>zmóc</slowo_obce> (daw.) --- pokonać.</pe> czułość i litość dla ludzi,/
Gdy żadna zgroza dreszczu w nim nie wzbudzi,/
Gdy ludzkość zdepcze on na proch, a ona/
Z krzykiem wesela u nóg jego skona./
Nebukadnezar o to się nie stara;/
Sprawia się łatwiej: Nebukadnezara/
Woźny ogłasza bogiem między swémi,/
Ja zaś ogłosić mam go po wszej ziemi!<end id="e1378968130414-2441285038"/>/

<didask_tekst><osoba>Arcykapłan</osoba> powraca</didask_tekst>/

Baal zniszczony?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARCYKAPŁAN</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Już go żrą płomienie;</wers_cd>/
Oby dał mi przebaczenie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>On nie jest bogiem: na to nie ma rady,/
Gdy król i hetman nakazują tobie/
Znaleźć gruntowne tej prawdy zasady./
Masz trzy dni czasu. Doba po dobie,/
Coś przecie znajdziesz, byle ochota;/
A za każdą zasadę płacę-ć uncją złota.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ARCYKAPŁAN</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Spodziewam się rozkazom uczynić zadosyć<pe><slowo_obce>zadosyć</slowo_obce> --- dziś popr.: zadość.</pe>.</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Arcykapłan</osoba> odchodzi, wchodzi <osoba>Porucznik</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Posły jakiegoś króla przyszli o coś prosić.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jakiego króla?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Ot!... pamięć przeklęta!...</wers_cd>/
Kto tam imiona wszystkich pobitych spamięta?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>rzucając mu łańcuch złoty</didaskalia>



<kwestia><strofa>To pierwsza trudność, którą słyszę mile.../
Sprowadź ich!</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Porucznik</osoba> wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA 3</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający. --- <osoba>Posłowie</osoba> z Libii i z Mezopotamii.</didaskalia>

<didaskalia><osoba>Posłowie</osoba> z Libii, czarni i brzydcy, rzucają się na ziemię</didaskalia>


<naglowek_osoba>POSEŁ Z LIBII</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Jako nas widzisz tu w pyle,/
Tak król libijski przed tobą się schyli,/
Gdy raczysz ściągnąć do jego stolicy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do siebie</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>A! toż podli niewolnicy <didask_tekst>głośno:</didask_tekst>/
Czemu nie wczoraj, czemu aż w tej chwili/
Przybywacie z poddaniem? Spóźniona to pora./
Droga za wielka, czy też za mała pokora?/
Sąsiedzi wasi inaczej się korzą/
<didask_tekst>na stronie</didask_tekst>/
Wstręt mnie porywa na tę małpę bożą./
Muszę łaskawym być na czerń obrzydłą,/
By nie myślało przypadkiem to bydło,/
Że ich godnymi mego gniewu robię./
<didask_tekst>głośno:</didask_tekst>/
Rzeczcie królowi, iż może rachować...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>wracając</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Z Mezopotamii, hetmanie, ku tobie/
Przyszło powtórne poselstwo.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Przyprowadź!</wers_cd></strofa></kwestia>


<didaskalia>Na skinienie <osoba>Holofernesa</osoba> posłowie libijscy powstają i odchodzą. Wchodzą <osoba>posłowie</osoba> z Mezopotamii i podobnież jak pierwsi rzucają się na ziemię.</didaskalia>




<naglowek_osoba>POSEŁ Z MEZOPOTAMII</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Mezopotamia z pokorą tu staje,/
Tobie poddając się, wielki hetmanie,/
Jeżeli za to łaskę twą dostanie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ja łaski daję, ale nie sprzedaję.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>POSEŁ Z MEZOPOTAMII</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>My się oddajem bez warunku, cali,/
Lecz się łask twoich spodziewamy, panie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Nie mogę, nie wiem, nie rachujcie na nic./
Wyście z poddaniem za długo zwlekali,/
A jam zaprzysiągł na głowę mi drogą,/
Że lud, co podda się ostatni, srogo/
Wytępię z ziemi. Samiż rozumiecie,/
Że ta przysięga krępuje mnie przecie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>POSEŁ Z MEZOPOTAMII</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>My nie ostatni. Ma drodze mówiono,/
że lud Hebrejów walkę niecofnioną/
Przedsięwziął toczyć, a żądny swobody/
Zamyka bramy i szańcuje grody.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Donieścież tedy królowi, posłowie,/
Że łaski mojej może mieć nadzieję:/
Od mych się postów o warunkach dowie./
<didask_tekst>Na skinienie <osoba>Holofernesa</osoba>, <osoba>posłowie</osoba> wstają.</didask_tekst>/
Lecz mi powiedzcie, kto są ci Hebreje?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>POSEŁ Z MEZOPOTAMII</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>To lud szalony! Dosyć, że on szydzi/
Z twych gróźb, nie zważa na potęgę twą;/
A więcej jeszcze, że tam Boga czczą,/
Którego nikt nie słyszy, nikt nie widzi,/
Nikt nie wie, kędy<pe><slowo_obce>kędy</slowo_obce> (daw.) --- gdzie.</pe> mieszka: pełni wiary,/
Co dzień mu jednak składają ofiary;/
Jakby na równi on z naszymi bogi<pe><slowo_obce>bogi</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: bogami.</pe>/
Z ołtarza na nich wzrok opuszczał srogi./
Mieszkają w górach.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Kto królem tej ziemi?</wers_cd>/
Ile miast, hufców?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>POSEŁ Z MEZOPOTAMII</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Kto tam, panie, z niémi</wers_cd>/
Dojdzie do ładu! Lud nieufny srodze,/
Zamknięty w sobie, w każdym widzi wroga./
Mniej znamy ich niż oni swego Boga./
Strzegą się z kim bądź spotykać na drodze,/
Nie jedzą z nami, nie piją; najwyżéj,/
Bój o pastwisko czasami nas zbliży.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 



<kwestia><strofa>Co mówisz? Ciemne twoje odpowiedzi.../
<didask_tekst>Daje znak ręką. <osoba>Posłowie</osoba> z Mezopotamii odchodzą w niskich pokłonach.</didask_tekst>/
Niech tu najbliżsi przyjdą ich sąsiedzi,/
Moabitowie i Ammonitowie!/
<didask_tekst><osoba>Drabant</osoba> odchodzi; <osoba>Holofernes</osoba> na stronie:</didask_tekst>/
<begin id="b1378968672310-240865999"/><motyw id="m1378968672310-240865999">Wróg</motyw>Jednakże lud ten zaciężył mi w głowie./
Ja czczę ich opór, lecz szkoda mi ludzi:/
Muszę wytępić to co cześć mą budzi!<end id="e1378968672310-240865999"/></strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 4</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający, oprócz posłów obcych. --- <osoba>Drużyna</osoba> Moabitów i Ammonitów, pomiędzy nimi <osoba>Achior</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Co to za lud, co mieszka z tamtej strony?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Opowiem ci: ja znam ten lud szalony./
Oni pogardy godni są, gdy idą/
Na wojnę z mieczem, oszczepem lub dzidą,/
Bo to w ich ręku wygląda jak cacka<pe><slowo_obce>cacko</slowo_obce> (daw.) --- zabawka.</pe>,/
Które też Bóg ich łamie im znienacka;/
Nie chce, by oni we krwi się bryzgali/
I przeto sam ich nieprzyjaciół wali./
Lecz lud ten, wodzu, strasznym jest nie lada/
Gdy się w pokorze przed swym Bogiem pada,/
Gdy popiół sypać na głowę zaczyna,/
Gdy wielkim głosem sam siebie przeklina./
Wtedy coś wokół strasznego się dzieje:/
Jakby świat w inne wstępował koleje,/
Niepodobieństwo<pe><slowo_obce>niepodobieństwo</slowo_obce> (daw.) --- coś nieprawdopodobnego a. niemożliwego.</pe> istotą<pe><slowo_obce>istota</slowo_obce> --- tu: rzeczywistość.</pe> się stawa,/
Zda się, natura traci swoje prawa./
Więc rozstępuje się morze, bałwany/
Zdumione tworzą z obu stron dwie ściany,/
Środkiem ulica; to chleb z nieba spada,/
Głodnym przepiórek spuszczają się stada,/
Żywy zdrój tryska spod piasków pustyni.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jak się zwie bóg, co takie cuda czyni?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nie wolno jego wymawiać imienia,/
I śmierć obcemu, który je wymienia.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Mów dalej, jakież są miasta w tej ziemi?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>wskazując na miasto</didaskalia>



<kwestia><strofa>Betulia leży między najbliższémi,/
Widać ją stąd: ją teraz opasują wałem./
Lecz ich stolicą jest Jerozolima:/
Tam ja świątynię ich Boga widziałem./
Nie! Wspanialszego nic na ziemi nie ma./
Kiedym zdumiony patrzył na to dzieło,/
Na dół mi głowę coś gwałtownie gięło;/
Że nie wiem jak się to stało, gdy z czołem/
Ku ziemi u stóp świątyni klęknąłem./
Gdym powstał, znowu me bezwładne ciało/
Coś nieprzeparcie do wnętrza jej pchało;/
Lecz tam śmierć była. Aż jakaś dziewczyna,/
Czy przez wzgląd na mą młodość, czy też trwoga/
Zdjęła ją, aby przybytku jej Boga/
Nie pokalała noga poganina./
Ostrzegła w porę. Słuchaj mnie, o panie!/
Na moje baczność zwróć opowiadanie./
Rozkaż dowiedzieć się nasamprzód, czyli<pe><slowo_obce>czyli</slowo_obce> --- czy z partykułą pytajną -li.</pe>/
Oni przed Bogiem swoim nie zgrzeszyli:/
Jest-li tak, uderz, a możesz być pewny/
Że ich w twe ręce odda ten Bóg gniewny,/
I padną u stóp twoich w jednej chwili./
Lecz jeśli Bogu swojemu są mili,/
Odstąp, bo znowu użyje on cudu,/
A ty się staniesz pośmiewiskiem ludu./
Tyś jest, hetmanie, i wielki, i dzielny./
Lecz on dzielniejszy niż ty --- nieśmiertelny!/
Jeśli nie może przeciwstawić tobie/
Męża równego w mocy i ozdobie,/
To zmusi ciebie, byś sam sobie wrogi,/
W obłędzie zmysłów szedł i zbił się z drogi.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_wciety typ="1">Bojaźń czy chytrość każą ci, człowiecze,</wers_wciety>/
Proroczyć słowa, nie pytam się o to./
Mógłbym cię skarać śmiercią lub sromotą/
Że śmiesz <wyroznienie>innego</wyroznienie>, prócz mnie, bać się jeszcze,/
Lecz nie uczynię tego dziś. W tym względzie/
Tyś na się wyrok wypowiedział sam:/
Niech los Hebrejów twoim losem będzie,
<didask_tekst>do <osoba>Drabanta</osoba>:</didask_tekst>/
Wziąć go i żywcem odwieźć do ich bram!/
<didask_tekst>rozkaz wypełniają</didask_tekst>/
Ten, kto go w szturmie do miasta powali,/
Funt złota weźmie za głowę. Więc daléj!/
Ruszamy, kędy na barkach swych góra/
Dźwiga Betulię!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>z okrzykiem</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Na Betulię! Hurra!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Obóz wprawia się w ruch. Zasłona spada.</didaskalia>





<naglowek_akt>AKT II</naglowek_akt>








<didaskalia>Komnata <osoba>Judyty</osoba>.</didaskalia>








<naglowek_scena>SCENA 1</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Judyta</osoba> i <osoba>Mirza</osoba> przy krosnach.</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Cóż, Mirzo, mówisz o mym śnie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Mnie żal,</wers_cd>/
Że nie chcesz słuchać, co ja mówię.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379066555534-2976654982"/><motyw id="m1379066555534-2976654982">Sen</motyw>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Szłam</wers_cd>/
Wciąż bez wytchnienia gdzieś w bezbrzeżną dal,/
Lecz nie wiedziałam, co mnie parło tam./
Stanęłam... myślę... i zdawało mnie się/
Że grzech mnie straszny na swych skrzydłach niesie./
--- ,,Dalej!" --- coś we mnie zawrzało jak grom,/
I poszłam dalej.<end id="e1379066555534-2976654982"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Dajże pokój snom!</wers_cd>/
Przechodził tędy Efraim, Judyto,/
A miał twarz smutną i minę przybitą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Idę i zaszłam na górę wysoką./
Zawrot mnie ima<pe><slowo_obce>imać</slowo_obce> (daw.) --- chwytać.</pe>, dumą pała oko,/
Gdy na wyżynach tych stoję, bo zważ:/
Słońce mi sąsiad i patrzę mu w twarz./
Wtem się otwiera pod stopy<pe><slowo_obce>pod stopy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: pod stopami.</pe> mojemi/
Czarna i dymna a głęboka przepaść!/
Wstecz iść nie mogę ni dostać na ziemi,/
Więc się mocuję, ażeby w nią nie paść./
,,Boże!" --- zawołam w strachu, co mnie gnębi,/
,,Tu jestem!" --- mile ozwało się w głębi./
Skoczyłam... miękkie przyjmują mnie dłonie,/
Zda się, na czyimś że spoczęłam łonie;/
Nie widzę, kto jest, a błogo mi, błogo!/
Lecz ciężę nadto, czuję, że nie mogą/
Unieść mnie jego ręce; ulżyć radam,/
Ale daremnie; coraz głębiej spadam,/
Płacz jego słyszę przez zamglone zmysły,/
I łzy gorące na twarz moję trysły.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Judyto, powiedz, czemu ja daremnie/
Zawsze wspominam ci o Efraimie,/
Który w narodzie ma Dzielnego imię?/
Nie słuchasz...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Wstręt mężczyzni budzą we mnie.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Byłaś zamężną...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mąż mój nie miał żony.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jak?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tajemnica...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Mąż twój...</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Był szalony.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ja, stara sługa twoja, moje dziecię./
Gdyby tak było, spostrzegłabym przecie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Muszę tak mniemać, Mirzo; gdyby nie to,/
Byłabym sama straszliwą kobietą./
Wszak lat czternaście miałam, gdy mnie żoną/
Do Manassesa domu prowadzono./
Towarzyszyłaś mi z ojcem do proga,/
To wiesz, jak ciężką była moja droga,/
Jak straszną dla mnie była ta godzina!/
Dusiło w piersiach, pot spływał obficie./
Raz się zdawało, że zamiera życie./
To znów, że życie właśnie się poczyna./
<wers_wciety typ="1">Stanęłam w domu, wyście pożegnali</wers_wciety>/
Mnie, pozostałam. Lecz posłuchaj daléj./
Przybył Manasses. Ja zadrżałam cała./
Matka dziwactwa jakieś wyprawiała,/
Szepnęła swoje nam błogosławieństwo/
I wreszcie znikła; a z nią moje męstwo:/
Widok mężczyzny drętwił we mnie siły./
Noc była i trzy światła się paliły./
Chciał jedno zgasić. Mówię: ,,niech się pali!"/
,,Dziecko!" rzekł. Światło zagasło wśród nas:/
Lecz myśmy jakoś na to nie zważali./
Szedł mnie całować: drugie światło wraz/
Zagasło samo. Przerażenie nasze/
Zgadujesz. ,,Trzecie --- rzekł --- ja sam zagaszę."/
I zgasił. Lśniła twarz miesiąca<pe><slowo_obce>miesiąc</slowo_obce> (daw.) --- księżyc.</pe> blada./
,,Jak w dzień cię widzę;" do mnie on powiada./
Zbliża się... zadrżał... i coś go oniemia;/
Stanął jak wryty. Zda się, czarna ziemia/
Wychyla rękę doń i z całej siły/
Ciągnie go w swoje bezdenne mogiły./
Jam się zmieszała --- Wołam go: ,,pójdź do mnie!"/
On zaś nie słyszał, patrzył nieprzytomnie;/
Nie mnie on widział, choć byliśmy sami:/
Odszedł od okna i oczy zakrywa./
Więc coś strasznego widział miedzy nami.../
Tak, coś obcego widział...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Nieszczęśliwa!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Cichy płacz zdjął mnie, krew biła do głowy;/
Ręce wyciągam doń, ale daremnie:/
On stał w modlitwie odwrócon ode mnie./
Serce me stygło i tak mi się zdało,/
Jak gdybym weszła w obce sobie ciało.../
Aż sen na skronie zstępował łaskawie./
Czułam, jakobym dopiero na jawie/
Żyć poczynała. Usnęłam. Nad ranem,/
Gdym się zbudziła z sercem skołataném,/
Byłam tam sama i w szacie dziewicy./
Spotkałam męża, wychodząc z świetlicy,/
I jego matkę, która w modłach cała/
Ponuro, drwiąco na mnie spoglądała./
On to dostrzegłszy, z zapłonionym czołem/
Rzekł głośno, gniewnie: ,,ona jest aniołem!"/
Zbliżył się, chcąc mnie pocałować: alem/
Cofnęła usta. On odstąpił z żalem,/
Potrząsnął w sposób osobliwy głową/
I spojrzał, jakby miał na ustach słowo,/
Żem w jego oczach usprawiedliwioną./
Pół roku odtąd byłam jego żoną./
<didask_tekst>po długiej pauzie:</didask_tekst>/
Zwałam się żoną...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>A on?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1379067474564-143852478"/><motyw id="m1379067474564-143852478">Tajemnica, Śmierć</motyw>Chodził ze mną,</wers_cd>/
Mieszkał i jadał, ale to daremno!.../
Czy wpośród ludzi, czyśmy byli sami,/
Wciąż coś strasznego stało między nami,/
Coś nieznanego. Czasem jego oko/
Wpiło się we mnie dziko i głęboko,/
Z wyrazem takim, że drętwiałam cała;/
Ten wzrok w me serce wdzierał się jak strzała,/
I taki wtedy ból imał to serce/
Żem sobie nieraz: ja jego uśmiercę!/
Mówiła w duchu. --- Trzeci rok upływa,/
Jak on zachorzał, wracając ze żniwa,/
I umarł. Widząc go w ciężkiej chorobie,/
,,Nie, on nie umrze" powtarzałam sobie,/
,,W grób tajemnicy z sobą nie poniesie!"/
Więc na odwagę zdobyłam się raz./
Schylona nad nim, mówię: ,,Manassesie,/
Co w tę noc ślubną weszło między nas?"/
<wers_wciety typ="1">Podniósł powiekę przez śmierć ociężałą,</wers_wciety>/
Raz jeszcze na mnie zwrócił wzrok rozumny.../
Drgnęłam: bo w górę tak unosił ciało/
Jakby umarły iście wstawał z trumny./
,,Tak, rzekł, ja teraz powiedzieć ci muszę;/
Oto..." Nie skończył i wyzionął duszę,/
I tajemnica legła przy nim w grobie.<end id="e1379067474564-143852478"/>/
I jaż to nie mam wyobrażać sobie/
Żem obłąkana, jeżeli przestanę/
Mniemać<pe><slowo_obce>mniemać</slowo_obce> (daw.) --- uważać.</pe>, że on miał zmysły obłąkane?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Dreszcz mnie ogarnia.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Jeżeli zasiędę</wers_cd>/
Do mej roboty, układam lub przędę,/
<begin id="b1379067511922-2333990772"/><motyw id="m1379067511922-2333990772">Modlitwa</motyw>Wszak widzisz nieraz, zamyślam się, tonę/
W modlitwie, zmysły moje odrętwione;/
Wzruszoną jestem, a zdam się spokojną:/
I przez to ludzie zwą mnie bogobojną./
Ach! Ja nie mogę określić ci ściśléj:/
Modlitwa dla mnie samobójstwem myśli./
Uciekam w boskość, zamykam się w niebie;/
Aby żyć, Mirzo, ja zabijam siebie!<end id="e1379067511922-2333990772"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>odstępując</didaskalia>



<kwestia><strofa>Coś podobnego gdyby na cię padło/
Raz kiedy jeszcze, podstąp pod zwierciadło./
Przed blaskiem wdzięku i młodością twoją/
Pierzchną te widma, co cię niepokoją.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ty po swojemu sądzisz.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jestem szczera.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379067568928-1232174021"/><motyw id="m1379067568928-1232174021">Piękno, Samotność</motyw>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A znasz ty owoc, co się sam pożera?/
Czy młodość, piękność, może ci być drogą,/
Gdy młodą, piękną nie masz być dla kogo?<end id="e1379067568928-1232174021"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Któż ci zabrania dziś, za wspólną zgodą,/
Być komuś jeszcze i piękną i młodą?/
Wszak do wyboru stoić młodzież cała.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Widzę, żeś zgoła<pe><slowo_obce>zgoła</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe> mnie nie zrozumiała,/
Bo moja istność<pe><slowo_obce>istność</slowo_obce> (daw.) --- istota.</pe> pod ciała urodą/
To owoc w pięknej zatruty łupinie:/
Kto go skosztował, szaleje lub ginie!</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 2</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzające, <osoba>Efraim</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>I wy tak obie spokojne jesteście,/
Gdy Holofernes tak dobrze jak w mieście,/
Bo niedaleko stąd.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Wszechmocny Boże!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Widziałem tłuszczę wzrokiem nieprzebitą:/
Gdybyś ty na nią spojrzała, Judyto,/
To byś przysięgła, że co tylko może/
Wysyłać przodem Groza i Ruina,/
Wszystko ściągnęło w obóz poganina./
Mnóstwo taranów i wozów i koni,/
Roją się wojska różnych barw<pe><slowo_obce>barwa</slowo_obce> (daw.) --- tu: mundur.</pe> i broni;/
Szczęście, że oczu nie ma wał i brama:/
Ze strachu pewnie runęłaby sama.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Tyś pewnie widział więcej, niźli drudzy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A no, zapytaj: niech powiedzą słudzy./
Kto żyw, ratunku u Jehowy żebrze,/
Cała Betulia wygląda jak w febrze<pe><slowo_obce>febra</slowo_obce> --- gorączka połączona z dreszczami.</pe>./
Zdasz się nie wiedzieć o Holofernesie,/
Lecz ja wiem wszystko, co wieść o nim niesie/
I nie daj Boże spotkać się z tym księciem./
Tchnienie ust jego to ognista fala,/
Słowo wybiega drapieżnym zwierzęciem:/
Gdy noc nadejdzie....</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>drwiąco</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>On światła zapala.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Tak; tylko czyni to dosyć dogodnie:/
Wioski i miasta to jego pochodnie./
--- ,,Mnie one taniej kosztują niż inne"/
Mówi. To jego rozrywki niewinne./
Jeszcze za łaskę swą uważać każe,/
Gdy miecz wyczyści sobie przy pożarze,/
Upiecze mięso. On też, powiadają,/
Gród nasz zoczywszy, z uśmiechem na twarzy,/
Z szyderstwem, swoich zapytał kucharzy:/
Czy przy nim strusie usmaży się jajo.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Chciałabym go zobaczyć! <didask_tekst>na stronie</didask_tekst> Boże w niebie!/
Co ja też mówię?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Co też ci się marzy?</wers_cd>/
Biada ci, gdyby on zobaczył ciebie!/
Pada od jego umizgu<pe><slowo_obce>umizgi</slowo_obce> (daw.) --- zaloty.</pe> niewiasta,/
Jak mąż od miecza. Gdyby znał cię, wiedział,/
Że mu do ciebie tak niedługi przedział,/
Dla ciebie jednej wkroczyłby do miasta.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>z uśmiechem</didaskalia>



<kwestia><strofa>Jeśli tak sądzisz, wiedząc, co się dzieje,/
Tedy ja sama wyjść jestem gotową/
Naprzeciw niemu, i gród ocaleje.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ty jedna prawo masz wyrzec to słowo.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Czemu nie?... Jedna za wszystkich!... Judyta,/
Która się nieraz sama siebie pyta:/
,,Po co ty żyjesz?" A gdyby on wreszcie/
Nie mnie właściwie szedł szukać w tym mieście,/
To wy, obrońcy, nie mogąc inaczéj,/
Sprawcie to, niechaj taką mnie zobaczy,/
Jakiej pożąda. Ta olbrzymia głowa,/
Skoro przed wami w obłoki się chowa,/
Że ręką do niej sięgnąć nie możecie,/
Niech gród jej perłę pod nogi podmiecie;/
On, by ją podnieść, nachyli tę głowę,/
A wy pociski miejcie już gotowe.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do siebie</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Mój plan był lichy. Wszak to, co ją miało/
Nabawić trwogą i rzucić ją całą/
W moje objęcia, siły jej dodaje,/
Gdy ja w jej oczach jak podsądny staję./
Nadzieję miałem, widzę, nadaremnie,/
Że miło będzie jej w ogólnej trwodze/
Znaleźć obrońcę, a któż na jej drodze/
Znajdzie się bliższy, pewniejszy ode mnie?
<didask_tekst>(głośno):</didask_tekst>/
<begin id="b1379068192561-3146067664"/><motyw id="m1379068192561-3146067664">Odwaga</motyw>Judyto, męstwem tak ci oczy świecą,/
Że przez to ronisz swą piękność kobiécą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Mężczyznaż męstwo wymawiać mi może?<end id="e1379068192561-3146067664"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ja ci gorszego coś jeszcze wyłożę./
Złe czasy idą, Judyto; o wojnie/
Wieść krąży pewna: czasy, gdzie spokojnie/
Ci tylko żyją, którzy legli w grobie./
Bez brata, męża, jak poradzisz sobie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Czyż, Efraimie, trudność ci niezmierna/
Za swata wezwać sobie Holoferna?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Żartujesz, gardzisz. Ale to daremnie:/
Ja ciebie kocham, choć ty szydzisz ze mnie./
A gdyby nie to, że nam grozi burza,/
Już by mnie oczy twoje nie widziały./
<begin id="b1379068463158-1645460403"/><motyw id="m1379068463158-1645460403">Broń, Samobójstwo</motyw>Ten nóż czy widzisz?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Widzę: lśniący cały,</wers_cd>/
Własny mój obraz z niego się wynurza.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jam go wyostrzył w dniu, gdy moja droga/
Mnie odepchnęła z pogardą. Na Boga!/
Gdyby nie widok, że na naszą ziemię,/
Z mieczem i ogniem szło Assura plemię,/
W pierś mą żelazo to byłoby padło/
I zerdzewiałe krwią moją, Judyto,/
Nie mogłoby ci służyć za zwierciadło.<end id="e1379068463158-1645460403"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Podaj mi nóż ten, Efraimie./
<didask_tekst>chce zakłuć go w rękę, którą on usuwa</didask_tekst>/
<wers_cd>Czy to</wers_cd>/
O samobójstwie mówić ci przystało,/
Kiedy się chronisz przed ranką tak małą?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379069044968-3855276826"/><motyw id="m1379069044968-3855276826">Noc, Los</motyw>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Widzę cię, słyszę, czuję się przez ciebie/
Nieodepchniętym: błogo mi jak w niebie./
A tamto padło na mnie w czarną noc,/
Gdy nic nie czuwa w sercu, prócz cierpienia,/
Gdy duszę nam uciska śmierci moc,/
Jak sen powieki, ciężarem kamienia;/
Gdy człowiek spełnia bez myśli i woli/
Wyroki jakiejś niewidzialnej Doli.<end id="e1379069044968-3855276826"/>/
Krok na tej drodze daleko mnie niesie;/
Sam nie wiem, czemu nie zaszedłem daléj./
To źle, odwagą lub trwogą nazwali:/
To drzwi zaparcie, gdy komu spać chce się;/
Ja ciebie kocham --- ty masz serce harde:/
Nie winnaś temu, ja zasię inaczéj/
Nie mogę. Ale czy wiesz, co to znaczy/
Kochać i w zamian pozyskiwać wzgardę?../
To nie cierpieniem tylko się tłumaczy./
Postradam własność, to ją i odrobię:/
Utracę wolność, odbiję ją sobie;/
Poniosę ranę, uleczy się rana:/
Lecz, jeśli miłość moja prawa, wielka,/
Ma być wyśmiana, wzgardzona, zdeptana./
To dla mnie prawdę traci świętość wszelka./
Jeśli ten popęd, co ku tobie rwie mię,/
Zwodzi mnie tylko i śmierć mi nasyła,/
Gdzież mam rękojmię, że prawdą jest siła,/
Która przed Bogiem rzuca mnie na ziemię?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do <osoba>Judyty</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa>Czyś tak nieczuła? Zakończ jego mękę!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379069117693-1123409406"/><motyw id="m1379069117693-1123409406">Samobójstwo, Miłość</motyw>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Mamże dlatego oddać mu swą rękę,/
By on ze swojej nóż wypuścił? Przecie/
Miłość to nie jest obowiązek.<end id="e1379069117693-1123409406"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<didaskalia>błagalnie</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dziecię!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Jeszcze raz błagam cię, na Boga w niebie,/
Judyto! Zezwól mi nazwać cię żoną!/
To znaczy: ja chcę być tylko dla ciebie/
Tarczą; by ciosy mierzące w twe łono/
Przyjąć i odbić w tej okropnej chwili,/
Gdy wróg swą srogość przeciw nam wysili.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do siebie</didaskalia>



<kwestia><strofa>Tenże to człowiek, co przed chwilą jeszcze/
Na myśl o wrogu zdawał się czuć dreszcze?/
Ściska pięść, oczy mu płoną. Ja czczę go./
Przebóg! Gdy gardzą, to jakbym z własnego/
Ciała po żyłce pruła.
<didask_tekst>do <osoba>Efraima</osoba></didask_tekst>/
<wers_cd>Efraimie!</wers_cd>/
Jam ci cierpienie zadała olbrzymie./
Boli mnie, iżem w oczach twoich godną/
Miłości: chciałabym być mniej dorodną./
Mnie niepodobnym<pe><slowo_obce>niepodobny</slowo_obce> (daw.) --- nieprawdopodobny, niemożliwy.</pe> było twe żądanie/
Spełnić, szyderstwem więc odrzekłam na nie./
Teraz nagrodzić mi ciebie wypada;/
Lecz, jeśli ty mnie nie zrozumiesz, biada!/
Biada ci, jeśli, gdy wyrzeknę słowo,/
Ręka twa działać nie będzie gotową,/
A czyn nie stanie jasno ci przed oczy/
Musem, którego namysł nie odroczy;/
Jeśli nie uznasz się między wszystkiemi/
Sam jeden godnym spełnić go na ziemi./
--- Chcesz, bym ci była posłuszna i wierna?.../
Idź i przynieś mi głowę Holoferna.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Głowę! Judyto, masz ty rozum zdrowy?/
W tłumie wojsk jego jak dostać tej głowy?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Jak --- nie wiem. Gdybyż!.. Sama bym spełniła./
Ja, słaba duchem zarówno, jak ciałem;/
Lecz wiem, że to jest potrzebne.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>




 
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdzież siła?...</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>




 
<kwestia><strofa>Siła u wielkich mierzy się zapałem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Widzę go dziś, choć nigdy nie widziałem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>I ja go widzę, przeczuwam go wzrokiem./
Oblicze, które całe mu jest okiem,/
Promienie światła biją z jego czoła,/
Gdzie stopą dotknie, ziemia drży dokoła./
Był czas, gdy nie stał on w żyjących gronie,/
Więc czas przyjść może, który go pochłonie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Daj mu grom w rękę, a odejmij straże,/
Wtedy na niego rzucić się odważę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Chciej tylko; z głębin przepaści, z twierdz nieba,/
Wyzwij potęgi opiekuńcze, święte,/
One uderzą, osłonią, gdzie trzeba,/
Ciebie lub dzieło przez ciebie podjęte./
Skoro chcesz tego, czego wszystko chce,/
Czego Bóg w pierwszym gniewie swoim słucha,/
O czym natura duma w tęsknym śnie,/
Ona, co krzykiem boleści wybucha,/
Nigdy drugiego olbrzymiego ducha/
Zrodzić nie mogąc, a jeśli porodzi,/
To śmiercią razem pierwszego ugodzi.../
Więc powstań, dziecię Natury olbrzymie!/
I zmierz się z bratem swoim, Efraimie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Chyba ty zabić chcesz mnie z nienawiści,/
Chcąc, żebym ziścił, czego nikt nie ziści.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Widzisz, jak dobrze znam wartość twej duszy!/
Więc ciebie myśl ta nie znęci, nie wzruszy?/
Ja, którą kochasz, wskazuję ci drogę,/
Jaką wzajemnie pokochać cię mogę;/
Chcąc ciebie podnieść na wyżyny świata,/
Kładę ci w serce myśl wielką zamiarem,/
A ona tobie zawisła ciężarem,/
Który cię bardziej ku ziemi ugniata./
Gdybyś ty, słuchaj, zacnych przodków synu,/
Przyjął myśl moją z burzliwym zapałem/
I w miecz uderzył, i rwąc się do czynu,/
Nie rzekł: bądź zdrowa --- a ruszył stąd cwałem,/
To bym ja, czuję, sama przerażona,/
By cię powstrzymać otwarła ramiona/
I z sercem trwożnym o swoje kochanie,/
Wyobrażała, co się z tobą stanie,/
Tak, że ty musiałbyś zostać na progu,/
Albo ja z tobą szłabym przeciw wrogu./
Lecz teraz jestem usprawiedliwioną./
Ja nigdy twoją nie mogę być żoną,/
Miłość twa dla mnie, wiedziałam to z góry,/
Jest karą twojej ubogiej natury,/
Przekleństwem, które czyni cię ofiarą./
Własnej pogardy padłby na mnie cień,/
Gdybym się twoją przeraziwszy karą,/
Poszła za prądem miłosiernych drgnień./
Ty, znam cię z gruntu, mierzysz jedną miarą/
Wielkość i pospolitość. Śmieszy ciebie,/
To, na co mocy ja szukam aż w niebie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Gardź mną, lecz wprzódy zapytam cię o to,/
Kto niepodobne<pe><slowo_obce>niepodobne</slowo_obce> (daw.) --- nieprawdopodobne, niemożliwe.</pe> uczyni istotą<pe><slowo_obce>istota</slowo_obce> --- tu: rzeczywistość.</pe>?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Przyjdzie ktoś, musi! I iść będzie przodem./
Ty, Efraimie, dziwić się nie mogę,/
Dzielisz lękliwość swą z całym narodem./
W niebezpieczeństwie wy tylko przestrogę/
Widzicie, by go unikać, mężowie:/
Wam myśl natarcia nie postoi w głowie./
Słaba kobieta więc, wśród mdłego<pe><slowo_obce>mdły</slowo_obce> (daw.) --- słaby.</pe> gminu,/
Nabywa prawa do wielkiego czynu./
Jam cię do niego wzywała: daremnie!/
Ty niemożliwość chciałeś wmówić we mnie. <didask_tekst>po pauzie</didask_tekst>/
A więc... na ziemi niech dzieją się dziwy!/
Ja ci dowiodę, że on jest możliwy.</strofa></kwestia>

<didaskalia>zasłona zapada</didaskalia>







<naglowek_akt>AKT III</naglowek_akt>







<didaskalia>Komnata <osoba>Judyty</osoba>.</didaskalia>







<naglowek_scena>SCENA 1</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Judyta</osoba>, w lichej odzieży, siedzi skulona i osypana popiołem. --- <osoba>Mirza</osoba>
wchodzi i spogląda na nią.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MINA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Trzy dni, trzy noce, siedzi martwa, blada;/
Nie śpi, nie mówi, nie pije, nie jada;/
Westchnie lub jęknie: serce jej snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> chore,/
Żeby ją zbudzić, poruszyć zmartwiałą,/
Wczoraj umyślnie krzyknęłam: dom gore<pe><slowo_obce>gorzeć</slowo_obce> (daw.) --- płonąć.</pe>!/
I ani drgnęła. Nie wiem, co się stało,/
Lecz coś się stało. Wygląda tak blado,/
Iście człowieka gdy do trumny kładą. <didask_tekst>zwrócona</didask_tekst>/
Judyto! Słyszysz? Ja pytam się ciebie,/
Czy mam obwieścić o twoim pogrzebie?</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Judyta</osoba> daje znak <osoba>Mirzie</osoba>, ażeby odeszła.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Idę, lecz wrócę. Zapominam, dziecię,/
O wrogu i o grozie, ba i o tém,/
Że mnie za chwilę mogą przeszyć grotem./
Lecz co mi myśleć o sobie, o świecie,/
Odkąd cię widzę półmartwą, półżywą,/
Niby pogańskie, marmurowe dziwo./
Wprzód cię odwaga zagrzewała taka,/
Że on przy tobie wyglądał na żaka<pe><slowo_obce>żak</slowo_obce> --- student, uczeń.</pe>;/
Teraz... Aj! słusznie Efraim powiada:/
--- ,,Ona dlatego tak miota się rada,/
Aby strach pokryć, od którego ginie."/
Jak się tam skończy, Bóg to wie jedynie!</strofa></kwestia>



<didaskalia>odchodzi</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA 2</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Judyta</osoba> sama, wstaje.</didaskalia>




<kwestia><strofa>Wszechmocny Boże! Strząsam ten proch z głowy;/
Chwytam za rąbek twój płaszcz purpurowy,/
Czepiam się Ciebie, jakbym gdzieś w daleki/
Świat idąc, miała stracić Cię na wieki./
Jam już nie chciała modlić się do Ciebie,/
A jednak muszę, jak odetchnąć muszę,/
By się nie zdusić: widzisz, ja się duszę./
O Boże! Czemu Ty kryjesz się w niebie?/
Wychyl się, ukaż skinienie swej dłoni,/
Gdym ja za słaba, by dosięgnąć do niéj!/
Jak zewnątrz świata i czasu, leżałam/
W bólu, czekając znaku twego, Panie,/
Aby mnie podniósł, nakazał działanie./
Wtem, na wieść grozy, radością zapałam:/
To znak... Ty znowu chcesz, tak mi się zdało,/
Przez twe wybrane nową błysnąć chwałą./
To, co mnie wzniosło, innych powaliło;/
Widziałam z dumą, z rodzącą się siłą,/
Jakby twa ręka łaskawie wskazała,/
Że to przeze mnie ma błysnąć twa chwała./
Radością nawet duszę mą przejęło,/
Że ten, któremu zlecałam to dzieło,/
Zamiast z rycerską podjąć je ochotą,/
Skurczony robak, zwinął się w swe błoto./
--- To ty, Judyto! To ty! Tylko śmiało!.../
Tysiące głosów do mnie zawołało./
Padłam na ziemię i przysiędze wierna,/
Nie wstanę póty, aż Ty mi, o Panie!/
Boleści moich dając rozwiązanie,/
Wskażesz, jak zetrzeć serce Holoferna./
Patrzyłam wewnątrz siebie, czy przez lice/
Nie padną z duszy śmierci błyskawice;/
Patrzyłam zewnątrz, czy gdzie na pustyni/
Nie wstanie mąż, co zbytnią<pe><slowo_obce>zbytni</slowo_obce> --- dziś popr.: zbyteczny.</pe> mnie uczyni;/
Lecz wewnątrz, zewnątrz, wszędzie głucho, ciemno,/
Tylko myśl jedna wciąż krąży przede mną,/
Wzlatuje, wraca, w głąb serca się wpija.../
<begin id="b1379071260412-3993444022"/><motyw id="m1379071260412-3993444022">Grzech</motyw>Myślże to Twoja?... Czyja, Panie!... Czyja?.../

<didask_tekst>zrywa się</didask_tekst>/

Tak! To myśl Twoja... Wiatr niesie ją echem:/
Do mego czynu droga zwie się grzechem!/
Dzięki Ci za twą łaskę oczywistą!/
Nieczystość w ręku twym staje się czystą!/
A ja, kto jestem, nędzna, by się z Tobą/
Spierać i duszę okrywać żałobą?/
Do tej ofiary nie mogęż się wznieść?/
Mniejże mam kochać Ciebie, niż swą cześć?/
W oczach mi widniej! więzy moje pękną./
Teraz wiem, czemuś uczynił mnie piękną,/
Czemuś mnie skazał na wieczne panieństwo,/
Którym się brzydzą nasze obyczaje./
To, co ja miałam za twoje przekleństwo,/
Błogosławieństwem dziś mi się wydaje.<end id="e1379071260412-3993444022"/>/
<didask_tekst>spogląda w zwierciadło</didask_tekst>/
Zwierciadło!... Co też zobaczę dziś tam?/
Ha! dziwny obraz. Lica! Nie wstyd wam/
Za tę bezbarwność? Jakby do was wcale/
Nie dopływały krwi serdecznej fale./
Was, oczy, chwalę: wyście nie daremnie/
Piły ten ogień, gorejący we mnie;/
Płoniecie żarem gorączki. Nareszcie,/
Wam, biedne usta, nie mam za złe, żeście/
Tak blade, jakby zbiegło od was życie:/
Wasz pocałunek ma być zgrozą --- drżycie!/
<didask_tekst>wyprostowuje się, rękę podnosi do góry</didask_tekst>/
Tak! Mnie do grzechu duch ofiary niesie./
<didask_tekst>chwyta się obu rękami za pierś</didask_tekst>/
To wszystko twoim jest, Holofernesie!/
Lecz drżyj, gdy tobie zawróci się głowa:/
Do mojej drogi jam strasznie gotowa.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 3</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Judyta.</osoba> --- <osoba>Mirza</osoba>, powracając.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Czy wołasz mnie, Judyto?... <didask_tekst>wpatruje się</didask_tekst>/
<wers_cd>Jakaż blada!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nie! Nie wołałam, lecz zostań. Wypada/
Abyś mnie pięknie, och! pięknie przybrała.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MINA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Czy tak?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Do życia wracam!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Bogu chwała!</wers_cd>/
Oj! To ci większy pożytek przyniesie./
A zjeść co nie chcesz?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Nie. Ubierać chcę się.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Zjedz; bo ja chyba nie wytrzymam dłużéj.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Ty?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_wciety typ="1">Bo, gdy tobie koniecznym się zdało</wers_wciety>/
Głodem, pragnieniem nękać biedne ciało,/
Przysięgłam, choć mi post wcale nie służy,/
Nic do ust nie wziąć; sądząc, moje dziecię,/
Że ty, gdy nie masz nad sobą, to przecie/
Widząc to, litość mieć będziesz nade mną./
Ale przez trzy dni ja czekam daremno.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Takiej miłości chciałabym być godna.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Pójdź zjeść, napić się, boś zapewne głodna,/
Spragniona! Ale... napić się... mój Boże!/
Pójdźmy się napić... ostatni raz może.../
Ciągi od krynic<pe><slowo_obce>krynica</slowo_obce> (daw. a. poet.) --- źródło.</pe> przecięli poganie,/
Próżno pod murem świeci się zdrój mały,/
Już się do niego nikt dziś nie dostanie./
Bo wróg go obległ i wypuszcza strzały./
Po całym mieście obchodzi wołanie:/
Że lepiej umrzeć, niż żyć w takiej trwodze./
Jeden, przeszyty, jeszcze się po drodze/
Wlókł, by odwilżyć spiekłą w ustach suszę,/
Lecz nim zaczerpnął, już wyzionął duszę./
Nigdzie się wróg ten nie pastwił tak srodze;/
Tak wodę jego odjęli szpiegierze,/
Iż kto ma kroplę, jak skarbu jej strzeże.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Okropność!... Zamiast, wyszedłszy z ukrycia,/
Życiem tak nędznym zdobyć źródło życia!/
Mirzo, zbyt długo trzymam się zagrody!..</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379073160076-991284060"/><motyw id="m1379073160076-991284060">Miłość, Brat</motyw>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Patrzaj, Efraim wodę ci przysyła,/
Zobacz w tym dowód, jak mu jesteś miła:/
Własnemu bratu odmówił tej wody.<end id="e1379073160076-991284060"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Precz!... On należy do tej ludzkiej rzeszy,/
Która i dobrze czyniąc, jeszcze grzeszy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>I mnie to tknęło. Lecz tyś dlań zbyt sroga:/
Przyznaj to sama.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>O! nie, moja droga.</wers_cd>/
Każda kobieta wymagać ma prawo,/
By mąż w złej dobie<pe><slowo_obce>doba</slowo_obce> --- tu: moment.</pe> był radą i sławą;/
Trwożność mężowi mąż wybaczyć może,/
Kobieta nigdy. Wybaczym podporze,/
Jeśli się złamie; lecz duch nasz nieskory/
Wybaczać samą potrzebę podpory.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Czyś ty naprawdę to przypuszczać śmiała,/
Że według twego on życzenia zdziała?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Kto na się rękę podniósł w dni rozkwicie,/
I kto bezpańskiem uczynił swe życie,/
Ten mógł to zdziałać. Szałem tego nie mień<pe><slowo_obce>mienić</slowo_obce> --- nazywać, uznawać.</pe>,/
Bo nie ma szałów w tak przeświętej sprawie./
Jam uderzyła w niego, niby w krzemień,/
Niepewna, czy go rzucę, czy zostawię;/
Szukałam iskry, od której by cała/
Płomieniem dusza moja rozgorzała:/
Iskry nie było, kamień depczę nogą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ale nie pytasz o to, jaką drogą/
Dojść tam, gdzie można spełnić czyn ofiarny.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Łucznik, co pyta, nie trafi w punkt czarny/
Na białej tarczy. Jest ręka i oko./
Jak gołębica, szukająca gniazda,/
Jam go ujrzała w przestrzeni, wysoko:/
Mignął mi, niby zamglona gdzieś gwiazda;/
I dusza, która w tej zwątpienia nocy/
Pierwsza powstała z powszechnej niemocy,/
Musiała powziąć i myśl wyzwolenia./
Lecz idź się posil.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>To rzeczy nie zmienia:</wers_cd>/
Pójdę, lecz z tobą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Smutno patrzysz... Zgoda.</wers_cd>/
A potem użyj całego natchnienia:/
Niech będę strojną jako panna młoda;/
Dziś powinnością jest dla mnie uroda.</strofa></kwestia>


<didaskalia>obie odchodzą</didaskalia>




<didaskalia>Zmiana.</didaskalia>




<miejsce_czas>Scena przedstawia otwartą przestrzeń Betulii. Gdzieniegdzie widać tyły domów, pomiędzy drzewami palmowymi i platanami; w głębi zaryglowana brama miejska, nad którą panuje okolica górzysta.</miejsce_czas>





<naglowek_scena>SCENA 4</naglowek_scena>


<didaskalia>Tłum ludu. --- Grupa młodych mieszczan uzbrojonych. --- <osoba>Hozea</osoba>, <osoba>Ammon</osoba>,
<osoba>Ben</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>HOZEA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do <osoba>Ammona</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa>Czy nie słyszałeś co o Holofernie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Słyszałem... Zgroza!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOZEA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Opowiedz nam wiernie.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Stał on, gdzie pole staje się górzystszem/
I coś po cichu rozmawiał z rotmistrzem,/
Gdy wtem, w pobliżu, pod koniec rozmowy,/
Spostrzega draba, i wraz mu pytanie/
Rzuca: --- ,,Coś słyszał z moich słów?"/
<wers_cd>--- ,,Nic, panie!"</wers_cd>/
--- ,,Szczęście!... przez uszy pozbyłbyś się głowy."/
Mnie niepojętą cierpliwość Jehowy:/
Jeśli on takiej folguje potworze,/
To kogóż wreszcie nienawidzić może?/
Szczęśliwsi, widzę, są od nas poganie./
<begin id="b1379073622194-3956752319"/><motyw id="m1379073622194-3956752319">Śmierć</motyw>Słuchaj, Hozea, jakie twoje zdanie?/
Czy lepiej umrzeć tak, pod gołym mieczem,/
Gdy śmierć przychodzi chyża i nietrwożna,/
Ni się jej zlęknąć, ni czuć dość nie można,/
Czy piec się z wolna, tak, jak my się pieczem?<end id="e1379073622194-3956752319"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOZEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>By odpowiedzieć ci na to, Ammonie,/
Musiałbym gardło mniej suche mieć sam:/
Próżna gawęda, próżno ślinę chłonie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Masz słuszność.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379073686616-1854972683"/><motyw id="m1379073686616-1854972683">Głód</motyw>HOZEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Na toż wreszcie przyszło nam,</wers_cd>/
Że sobie samym zazdrościmy ninie<pe><slowo_obce>ninie</slowo_obce> (daw.) --- teraz.</pe>/
Kropel krwi, która w żyłach naszych płynie./
Ja bym sam siebie otworzył jak banię./
Co najlepszego w tej ciężkiej godzinie,/
To, że w pragnieniu, którym nas poganie/
Darzą, nie tyle już w nas głód się budzi.<end id="e1379073686616-1854972683"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Głód? Wszak żywność na długo nam stanie<pe><slowo_obce>stanąć</slowo_obce> (daw.) --- wystarczyć.</pe>.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOZEA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Na długo!.. jeśli znosić będziem ludzi/
Jak ty na przykład, co z wielką rozkoszą,/
Zamiast na barkach, w brzuchu mięso noszą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>A cóż to szkodzi? Przymawiasz<pe><slowo_obce>przymawiać</slowo_obce> (daw.) --- czynić uszczypliwe uwagi.</pe> nie w porę:/
Ja, to co zjadam, z własnych składów biorę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOZEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wszystko jest wspólnym w wojennej potrzebie./
Takich żarłoków, przede wszystkim ciebie,/
Trzeba by spędzić na mury, na wały,/
W pierwsze szeregi, tam, gdzie świszczą strzały./
Jeśli zwyciężą, więc dzięki szpikowi/
Wołów i skopów<pe><slowo_obce>skop</slowo_obce> --- wykastrowany baran.</pe>, co ich moc stanowi;/
A gdy na wałach pozostawią głowy,/
To zysk widoczny kuchni obozowéj.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Ty szydzisz z siły? Spróbuj wprzód niżeli...</strofa></kwestia>


<didaskalia>uderza go pięścią</didaskalia>




<naglowek_osoba>BEN</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>wchodząc między walczących</didaskalia>



<kwestia><strofa>Czyście wy, jeden z drugim, poszaleli?/
Bójka rozżarza pragnienie, a przecie/
Wodą zza bramy się nie napijecie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379073827555-2302979719"/><motyw id="m1379073827555-2302979719"></motyw><begin id="b1379073833802-635668069"/><motyw id="m1379073833802-635668069">Zdrada, Kara</motyw>AMMON</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Czy by, zaprawdę, nie było nam zdrowiéj,/
Otworzyć bramę Holofernesowi?/
Kto by odsunął rygle, tego pewnie/
Wódz asyryjski nie przyjąłby gniewnie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>BEN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Niechaj spróbuje: nie bronię mu wcale,/
Lecz sam na ziemię trupem go powalę!<end id="e1379073833802-635668069"/><end id="e1379073827555-2302979719"/></strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 5</naglowek_scena>


<didaskalia>Z lewej strony wchodzą: <osoba>Najstarszy</osoba> otoczony Ludem, kilku <osoba>Kapłanów</osoba>, <osoba>Mieszczanie</osoba> i <osoba>Kobiety</osoba>. --- <osoba>Assad</osoba>, <osoba>Daniel</osoba>, <osoba>Samaja</osoba>. --- Poprzedzający.</didaskalia>




<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Słuchajcie, wszyscy Betulii mężowie,/
Co arcykapłan Jojakim w mym słowie/
Wam zapowiada.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ASSAD</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>O! Arcykapłana</wers_cd>/
Dobra chęć wszystkim nam zarówno znana:/
On się otoczyć rad by lwów tysiącem,/
By sam tym snadniej mógł zostać zającem;/
Lecz mnie pociecha ta znaczy jedynie,/
Która ze zdrojów za wałami płynie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>On wam wspomina wielkiego Mojżesza,/
Który nie mieczem, jak myślała rzesza,/
Lecz nie straciwszy jednego człowieka,/
Samą modlitwą zwalczył Amaleka:/
To waszej zleca Jojakim pamięci./
Nie lękajcie się ni miecza, ni tarczy;/
Słowo świętego do zwycięstwa starczy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ASSAD</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
A gdzie jest Mojżesz, gdzie są nasi święci?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>I macie pomnieć<pe><slowo_obce>pomnieć</slowo_obce> (daw.) --- pamiętać.</pe> w swym pobożnym męstwie,/
Że świętość Pana jest w niebezpieczeństwie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ASSAD</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jam myślał, że Pan strzeże naszej bramy,/
A ninie<pe><slowo_obce>ninie</slowo_obce> (daw.) --- teraz.</pe> słyszę, iż my go strzec mamy!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A przede wszystkim on wam przypomina,/
Że choć was odda Pan w moc poganina,/
Zniszczyć was z mieniem i ciałem poleci,/
Nie lękajcie się: Pan was wynagrodzi/
Na waszych dzieciach i na dzieciach dzieci,/
W potomku, który w sto lat się urodzi.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ASSAD</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Kto mi poręczy, że z krwi mego syna/
Nie wzrośnie jaka niegodna drużyna,/
Która szyderstwem pamięć mą zbezcześci,/
Że ja się w grobie przewrócę z boleści./
Twe usta drgają, wzrok twój ćmi się, człecze;/
Ząb zębem słowo twe na poły siecze,/
Kryjące przestrach: i chcesz wmusić nam/
Odwagę, której pozbawionyś sam?/
Niechże i ja też odezwę się z raz,/
I nie za siebie, lecz za wszystkich nas!/
Idź, każ otworzyć miasto. Tak, poddanie/
Obudzić może litość w tym tyranie;/
Kiedy te rygle daremnie nas strzegą./
Mówię za wszystkich, za brata niemego,/
Za starce, dzieci, niewiasty. Więc prowadź/
Wszystkich nas ku tej nieszczęśliwej bramie!/
<didask_tekst>obraca się do ludu</didask_tekst>/
Nic słusznież mówię, co?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON, HOZEA I BEN</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>
<wers_cd>Słusznie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>DANIEL</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>który od wejścia trzymał się <osoba>Assada</osoba>, raptem odrywa się odeń</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>On kłamie!</wers_cd>/
Ukamienować go! Ukamienować!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>w różnych grupach, z poruszeniem, ręce wznosząc do góry</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Cud!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379074013308-691151880"/><motyw id="m1379074013308-691151880">Brat</motyw>AMMON, HOZEA I BEN</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Wszak to niemy?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ASSAD</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>z przerażeniem patrząc na brata</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, ślepy i niemy!</wers_cd>/
Nie rzekł ni słowa, odkąd z nim żyjemy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DANIEL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Tak, jest to brat mój; lecz wy go nie znacie!/
Karmił mnie, poił, dał mi kącik w chacie,/
I odzież na grzbiet. On i dniem, i nocą/
Ratował, słodził mą dolę sierocą./
Podaj mi rękę, czuły, drogi bracie,/
I stąd czym prędzej do domu mnie prowadź./
<didask_tekst>Kiedy <osoba>Assad</osoba> podchodzi, by mu podać rękę, <osoba>Daniel</osoba> jakby z przestrachem
wyrywa ją i woła wielkim głosem:</didask_tekst>/
Ukamienować go! Ukamienować!<end id="e1379074013308-691151880"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ASSAD</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Biadaż mi! Dola moja dokonana./
Przez usta niemych przemawia duch Pana!/
Ukamienujcież mnie, jak wyrzekł niemy!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DANIEL</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Ukamienujcie!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ukamienujemy!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Lud tłoczy się za nim, rzucając kamieniami, których odgłos coraz bardziej oddala się i cichnie.</didaskalia>




<naglowek_osoba>SAMAJA</naglowek_osoba>





<didaskalia>śpiesząc za niemi</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>
Co wy czynicie?
</strofa></kwestia>


<didaskalia>znika</didaskalia>




<naglowek_osoba><begin id="b1379074907722-2891712216"/><motyw id="m1379074907722-2891712216">Proroctwo</motyw>DANIEL</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>w natchnieniu</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Przychodzę --- Pan rzecze.</wers_cd>/
A skąd przychodzi, nie pytaj, człowiecze./
Azaż<pe><slowo_obce>azaż</slowo_obce> (daw.) --- czyż.</pe> myślicie, iż ja łudzę was?/
Ja wiem i ślepe widzą moje oczy,/
Kiedy ma nadejść dla was zbożny czas!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Prorok! Słuchajcie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Proroczy, proroczy!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DANIEL</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Pod moją pieczą wyrośliście żywo,/
I wybujali niby kłosy w lecie;/
Wy, trud rąk moich --- jakoż rozumiecie,/
Że ja was oddam poganom na żniwo?/
O nie! Cieszcie się! Kłosy me poranna/
Odwilży rosa: wstaniecie!<end id="e1379074907722-2891712216"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>LUD, AMMON, HOZEA I BEN</naglowek_osoba>





<didaskalia>rzucają się na ziemię z okrzykiem:</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Hosanna!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 6</naglowek_scena>

<didaskalia>Już podczas ostatnich słów, pomiędzy ludem ukazuje się <osoba>Judyta</osoba> z <osoba>Mirzą</osoba>. Poprzedzający, bez <osoba>Assada</osoba>; wkrótce potem z lewej strony wchodzi <osoba>Samaja</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DANIEL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jakkolwiek wielki wróg i mnogie tłuszcze/
Dom wasz obległy --- mnie małego dość,/
By wielkość zwalić i ukorzyć złość./
Ja mieszkam z wami, ja was nie opuszczę,/
Jeśli wy przy mnie zarówno dotrwacie.../
Podaj mi rękę, o! drogi mój bracie!...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>SAMAJA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Twój brat nie żyje: ukamienowany./
Słowo go twoje zabiło, nie ręka:/
Za jego miłość to twoja podzięka./
Razem spędziłem z nim wiek młodociany,/
To był przyjaciel mój drogi, jedyny;/
Chciałem go bronić: tych było zbyt wielu,/
Co na twe słowo wściekli się, Danielu!/
Nie poradziłem: on umarł bez winy./
,,Niech brat od ciebie opiekę otrzyma!"/
Rzekł, gasnącymi spojrzawszy oczyma/
Na mnie, gdy stałem z pochyloną głową,/
I padł z obliczem smutnie uśmiechniętém;/
A ja ci jego to ostatnie słowo/
Rzucam płomiennym w duszę testamentem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DANIEL</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>usiłuje przemówić, nie może, kończy jęczeniem</didaskalia>




<naglowek_osoba>SAMAJA</naglowek_osoba>





<didaskalia>do ludu</didaskalia>



<kwestia><strofa>Wstydźcie się za to, że jeszcze klęczycie,/
Wstydźcie się bardziej za odjęte życie/
Temu, co dobrze wam życzył. Azali<pe><slowo_obce>azali</slowo_obce> (daw.) --- czy.</pe>/
Myślicie, te was złości wasze strzegą?/
Żeście, rzucając tak gwałtownie w niego,/
W nim własne grzechy ukamienowali?.../
Oprzytomniejcież! Powiem wam, jak było:/
To, co on mówił z przekonania siłą,/
I bez obawy przed Najstarszym, ale/
Biorąc do serca wasze własne żale,/
Myśmy to we dwóch dziś na wszystkie strony/
Obgadywali, a niemiec<pe><slowo_obce>niemiec</slowo_obce> --- dziś popr.: niemowa.</pe> skulony/
Siedział jak zawsze, słuchał bez udziału,/
Żadnych nie dając oznak tego szału.
<didask_tekst>do <osoba>Najstarszego</osoba>:</didask_tekst>/
A ja wam mówię, żem chęci tej saméj,/
Co mój druh biedny. Tak! Otworzyć bramy,/
Gdy takie widać są Boskie wyroki;/
Zdać się na łaskę, niełaskę --- bez zwłoki.
<didask_tekst>do <osoba>Daniela</osoba>:</didask_tekst>/
Pokaż, iż przez cię przemawiał Pan świata,/
Przeklnij mnie, jakeś przeklął swego brata!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DANIEL</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>w najwyższem uniesieniu chce przemówić i nie może</didaskalia>




<naglowek_osoba>SAMAJA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Widzicie --- prorok!... Ot, przechwałka pusta!/
To szatan z piekła odemknął ci usta,/
A Bóg je zamknął na powrót na wieki./
Możecież wierzyć, że Pan w wielkiej chwili,/
Głos daje niemym, ślepym wzrok daleki,/
Po to, by mordy nad braćmi czynili?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DANIEL</naglowek_osoba>





<didaskalia>uderza się pięśćmi</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>wstępując w środek</didaskalia>



<kwestia><strofa>Nie daj się kusić, betulijski ludu!/
Gdy was owiała moc Boskiego cudu,/
Żeście w zachwycie upadli przed Panem,/
Ścierpicież, aby było powiedzianém/
Wpośród was samych i całego miasta,/
Że to kłam tylko?</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>SAMAJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Czego chce niewiasta?</wers_cd>/
Judyto zacna, co twe słowo znaczy?/
Czyliż nie widzisz, że ten tu w rozpaczy/
Miota się? On by krzyczał w niebogłosy,/
Gdyby mógł krzyczeć...
<didask_tekst><osoba>Daniel</osoba> wydaje przeraźliwy jęk</didask_tekst>/
<wers_cd>On rozpaczać musi,</wers_cd>/
Póki sumienie własne go nie zdusi,/
Póki człowiekiem jest./
<didask_tekst>do <osoba>Daniela</osoba></didask_tekst>/
<wers_cd>Rwij sobie włosy,</wers_cd>/
Głową w mur trzaśnij, zostaw mózg na murze,/
Aby go zbiegła lizać psów gromada;/
Oto jedyna ma dla ciebie rada,/
Ty, bratobójco! Co przeciw naturze,/
To przeciw Bogu!</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>On słusznie powiada.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>BEN</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Czyn bratobójczy nie może ujść płazem!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do <osoba>Samai</osoba></didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Czyś ty jest Panu świata drogoskazem?/
Wszakże to każdą Pan uświęca drogę,/
Po której stąpa?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>SAMAJA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Zgodzić się nie mogę,</wers_cd>/
By zbożnym było, co wstrętne naturze./
Jeśli zamierzył Pan uczynić cud,/
Czemu nie każe rozpęknąć się chmurze,/
Aby spragniony napoiła lud?/
Czemu, gdy jęczy jego rzesza wierna,/
Nie zmieni cudem serca Holoferna,/
Byśmy w odwrotnym ujrzeli go szyku/
Odchodzącego od nas?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOZEA I AMMON</naglowek_osoba>





<didaskalia>zamierzając się na <osoba>Daniela</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Giń, grzeszniku,</wers_cd>/
Który sprawiłeś kuglarskimi dziwy,/
Że śmiercią zginął człowiek sprawiedliwy!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>SAMAJA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>wstępując pomiędzy nich i <osoba>Daniela</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa>Kaina ramię nie dotknie niczyje,/
Wyrzekł Pan. --- Ja zaś w sobie ten głos Pana/
Słyszę dziś. Kain sam siebie zabije!/
Jeśli ten człowiek dożyje do rana,/
Grzech swój udźwignie przez dzień i noc całą,/
Niechby się według jego głosu stało;/
Schnijcie powoli, lub czekajcie, aże/
Dla wyzwolenia was cud Pan pokaże./
Lecz jeśli umrze, o! to moja rada,/
Abyście idąc za głosem Assada,/
Otwarli bramy. Jeśli was tak gniecie/
Grzechowy ciężar, że tuszyć<pe><slowo_obce>tuszyć</slowo_obce> (daw.) --- mieć nadzieję.</pe> nie śmiecie,/
By cud się zjawił dla was za bramami,/
I was wybawił --- wyrżnijcie się sami./
Ogłoście święto mordu; niech druh druha,/
Syn ojca, matki, brat brata usłucha,/
W dowód miłości nóż wbije mu w serce,/
I niech się wzajem wytępią morderce!/
Niemego biorę do domu./
<didask_tekst>do <osoba>Daniela</osoba></didask_tekst>/
<wers_cd>Więc w drogę!</wers_cd>/
<didask_tekst>do siebie</didask_tekst>/
Tegoż ja przecie dopuścić nie mogę,/
By przez jednego obłąkańca cała/
Społeczność miejska zagubić się dała./
Zamknę go z sobą, podam mu nóż w dłonie,/
I póty będę szeptał mu, aż skłonię,/
Aby się zabił: potem zobaczemy.../
Szczęście, że nie jest głuchy, tylko niemy.</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Samaja</osoba> i <osoba>Daniel</osoba> wychodzą</didaskalia>




<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Poddać się... poddać! To środek jedyny.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>BEN</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Więc nie czekajmy dłużéj..</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOZEA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Ni godziny!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Do bram!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Otwierać!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JOZUA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>mieszczanin</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>A czyja w tym sprawa,</wers_cd>/
Że miasto dotąd wciąż oporem stawa?.../
To nasi starsi i nasi kapłani...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>na stronie</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>O, nędzna tłuszcza! Ona teraz gani/
Tych, którzy jedni sprawili to przecie,/
Że ten lud, <wyroznienie>nicość</wyroznienie>, dziś jest <wyroznienie>czemś</wyroznienie> na świecie./
<didask_tekst>głośno</didask_tekst>/
Podłym postępkiem w tej nieszczęsnej chwili/
Chcecież pokazać, żeście zasłużyli/
Na to nieszczęście?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JOZUA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Ja gdym o pochodzie</wers_cd>/
Holofernesa wieść zasłyszał w grodzie,/
Wraz<pe><slowo_obce>wraz</slowo_obce> (daw.) --- zaraz.</pe> pomyślałem: co wszczynać niesnaski,/
Wyjść przeciw niemu i ubłagać łaski./
Dziś byśmy sobie siedzieli w spokoju,/
Mieli dostatek jadła i napoju./
A teraz, cóż się zrówna z nędzą naszą?/
Chyba męczarnia, którą w piekle straszą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Biada nam! Biada naszej krwi!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JOZUA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Więc śmiało!</wers_cd>/
Wydalić z miasta precz starszyznę całą,/
Holofernowi wydać ją! Jeżeli/
On przebaczenie opornej udzieli,/
To dobrze; jeśli przeciwnie, niech raczéj/
Zamiast nas, ona jemu się tłumaczy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON, BEN I HOZEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czy nas to zbawi?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>To do tego zmierza,</wers_cd>/
Jakbyście w jakiejś niebezpiecznej chwili,/
Zamiast się bronić, dzielnego płatnerza<pe><slowo_obce>płatnerz</slowo_obce> --- rzemieślnik wykonujący broń i zbroje.</pe>,/
Co wam miecz ukuł, w podziękę zabili!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON, BEN I HOZEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Czy to pomoże?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JOZUA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Zapewnić was mogę:</wers_cd>/
W starszyznie dajem nie rękę, nie nogę,/
Lecz głowę naszą!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Dobrze mówi! Zgoda!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JOZUA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do <osoba>Najstarszego</osoba>, który się nieruchomie przypatruje</didaskalia>



<kwestia><strofa>A cóż ty na to?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Dla mnie żadna szkoda.</wers_cd>/
Gdyby pomogło, sam bym wam poradził;/
Osiemdziesiąty rok ciężko mi służy,/
I czas mi wielki do wielkiej podróży:/
Ojce wołają, bym się k'nim sprowadził./
Mnie tam o kilka oddechów nie chodzi./
Choć przyzwoitszy grób mieć mi się godzi,/
Niż we wnętrznościach dzikiego zwierzęcia./
Lecz jeśli to ma uciszyć gniew księcia,/
I o grób mniejsza: ja jestem gotowy,/
I dar wam czynię z mojej siwej głowy;/
Tylko się śpieszcie z rozrządzeniem ciała,/
By was przypadkiem śmierć nie skrzyżowała./
Pozwól mi jednak raz jeszcze, narodzie,/
Użyć tej głowy ku własnej wygodzie./
Wszak nie ja jeden, lecz słyszę, wskazani/
Są wszyscy starsi i wszyscy kapłani?/
Nie łaskaż przejrzeć, jaka liczba będzie/
Tych, którzy stanąć mają w ofiar rzędzie?/
Jeśli sam ginąc, mogę zbawić --- zginę;/
Lecz niech za wszystkich wszystką przyjmę winę!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>groźnie</didaskalia>



<kwestia><strofa>O! wy bezduszni! Słyszycie te słowa,/
I jeszczeż wasza nie zgięła się głowa/
Pod stopy starca, który tak bez granic/
Wam się oddaje!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JOZUA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Człek to niedzisiejszy:</wers_cd>/
On wie, że opór nie zdałby się na nic;/
Wymyślił inny, własny a silniejszy./
Niechaj i jagnię ma język tak gładki,/
To ani jedno nie pójdzie na jatki./
Nie ciebie jedną wzruszył on wśród nas.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Sam sobie nie mógł on zaprzeczać; lecz/
Cały wasz zamiar zniweczyć miał czas./
Mógł się on zabić i chwycił za miecz;/
Jam to spostrzegła i podeszłam wraz,/
By mu przeszkodzić. Lecz błysło niebawem/
Zwycięstwo ducha na obliczu prawém:/
Jakby zawstydzon, cofnął rękę drżącą,/
I spojrzał w niebo łzawo i gorąco.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do <osoba>Judyty</osoba></didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Nazbyt szlachetnie przedstawiasz mnie: jam/
Słuchał tylko; rozkazał Ten... tam!</strofa></kwestia>


<didaskalia>wyciąga rękę do nieba</didaskalia>




<naglowek_osoba>AMMON I BEN</naglowek_osoba>





<didaskalia>do <osoba>Jozuara</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa>Zła twoja rada i na nic nam zda się.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOZEA I LUD</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>My nie pójdziemy za nią, Jozuasie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Dzięki wam!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JOZUA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Ale na to zgoda przecie,</wers_cd>/
Że bramy sami otworzyć każecie;/
Bo wróg, najdzikszy nawet, mniej się sroży,/
Kiedy przeciwnik bramy mu otworzy,/
Niż gdy je musi otwierać przebojem./
Jeśliś dotknięty przełożeniem<pe><slowo_obce>przełożenie</slowo_obce> --- tu: zdanie, opinia.</pe> mojém,/
Jutro przeproszę cię... gdy będziem żyli./
Teraz daj rozkaz i ruszajmy w drogę/
Do bramy!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<didaskalia>do <osoba>Najstarszego</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Odrzuć ten rozkaz.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Nie mogę.</wers_cd>/
Już i sam nie wiem, co radzić w tej chwili.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 7</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający. --- <osoba>Achior</osoba>, wchodzi uzbrojony.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Otwórzcie bramy! Nie mniemajcie przecie,/
Że Holoferna łaskę osiągniecie./
Przysiągł, że naród, co jego potęgi/
Niepomny, podda się ostatni, srodze/
Wytępi z ziemi: a wyście na drodze/
Jego ostatni.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przysiągł?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>I przysięgi</wers_cd>/
Dotrzyma wierniej, niż kto bądź na świecie./
Gniewał się na mnie i uznał za wroga,/
Żem mu przedstawiał moc waszego Boga./
Gniew jego --- to śmierć. Ale on, jak wiécie,/
Zamiast mnie zabić, do was mnie przysyła./
Tak on nie wątpi już, że żadna siła/
Upadku miasta nie wstrzyma, iż mnie,/
Względem którego nienawiścią tchnie,/
Głowę mą ceniąc na złoto --- śle przodem,/
Pewny, że w ręce ja wpadnę mu sam,/
Razem z podbitym przez niego narodem,/
I głowę oddam.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Nie otworzym bram!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jeżeli miecz ma rozstrzygać, toć przecie/
Miecz jest i u nas.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JOZUA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Więc oznaczcież czas:</wers_cd>/
Boć wszystko koniec musi mieć na świecie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>BEN I HOZEA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Czas, czas oznaczyć!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 


<kwestia><strofa><wers_cd>Bracia! błagam was!</wers_cd>/
Pięć dni wytrwajcie; pięć i szóstą noc:/
Pięć dni --- a Pańska okaże się moc.</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A gdy z pomocą Pan dłużej wytrzyma?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>To wtedy dla nas ratunku już nie ma:/
Umrzemy. Jeśli ma pomoc przyjść z nieba,/
Więcej niż pięciu dni na nią nie trzeba;/
I tak niejeden umrze z tego grona.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<didaskalia>uroczyście, tak jakby wymawiała wyrok śmierci</didaskalia>



<kwestia><strofa>Tak chcecie... a więc, za pięć dni On skona!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>W ostateczności, ostateczna rada./
Pięć dni wyżyjem: ale nam wypada/
Święcony olej rozdzielić i wino;/
Spożyć ofiarę. Biadaż mi, och! biada,/
Za taką radę!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Prawda!
<didask_tekst>do Ludu</didask_tekst>
Hej, drużyno!</wers_cd>/
Kto nie ma do stracenia, ten zwycięża!/
Zróbcie wycieczkę choć w kilkaset męża./
Wszak tuż za murem są małe krynice,/
Więc się rozdzielcie na dwie połowice:/
Jedna niech bramy i odwrotu strzeże,/
A druga wody obficie nabierze./
Nie lepiejż młodym, niż, jak radzi stary,/
Obdzierać ołtarz ze świętej ofiary?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Widzisz! Nikt z całej nie ozwał się rzeszy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Więc nie rozumiem, ale to mnie cieszy./
Gdy garstka ludzi za murem was straszy,/
Tym mniej do miary stosuje się waszéj/
To, byście miłe narażając głowy,/
Napój ściągali ze stołu Jehowy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ale potrzeba gwałtowna zachodzi,/
I to się stokroć, tysiąckroć nagrodzi ---/
Gdy twoja rada źle jest pomyślana./
Brama otwarta --- to śmiertelna rana/
Na ciele grodu. Wszak Dawid, w potrzebie/
Jedząc chleb święty, nie zjadł śmierci w chlebie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Dawid! Ależ to był wybraniec Boży!/
Bądźcie jak Dawid przesławnej pamięci,/
Czyńcie jak Dawid, a wróg się zatrwoży,/
Jedzcie i pijcie, a to was uświęci.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOZEA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Co będziem słuchać?..</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Hańba, kto nie słucha!</wers_cd>/
To jest niewiasta największego ducha/
W całej Betulii. Choć wielce zamożna,/
Taka jest dobra, tak dziwnie pobożna;/
Nędznych odwiedza w najlichszym zakątku,/
Szafarką<pe><slowo_obce>szafarka</slowo_obce> --- służąca zarządzająca majątkiem i spiżarnią.</pe> mieni się swego majątku,/
Nie właścicielką. Gdy złej naszej doli/
Pan zechce ulżyć, to tylko jej gwoli<pe><slowo_obce>jej gwoli</slowo_obce> (daw.) --- ze względu na nią.</pe>.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do <osoba>Achiora</osoba></didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Opowiedz o nim, wszak znasz Holoferna?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Siła nadludzka i buta niezmierna./
On krwi mej żądny, ale ja go przeto/
Nie nienawidzę. Wierzaj mi, kobiéto,/
Gdyby miecz podniósł i nadstawił szyję,/
I rzekł: ,,Zabij mnie, bo ja cię zabiję!".../
Ja nie wiem, co bym wybrał.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Toteż za to</wers_cd>/
Życiem, wolnością, spłacił cię bogato.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Bynajmniej! Gdybyż to tak było! Ale/
Mnie na myśl biją do głowy krwi fale,/
Jak on pogardzać musi takim mężem,/
Którego wrogom odsyła z orężem!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Więc to okrutnik?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Jednak nie bez granic,</wers_cd>/
I nie z natury. Cały świat ma za nic,/
Kto bawi<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- przebywać.</pe> przy nim. Za jego rozkazem/
Jechałem przy nim gór szczytem. Aż razem/
Wyjrzy przed nami taka rozpadlina,/
Że aż się w głowie zawracać poczyna./
On wspiął ostrogą swego berberczyka<pe><slowo_obce>berberczyk</slowo_obce> --- koń pochodzący z Berberii.</pe>,/
Który o lepsze lubił chodzić<pe><slowo_obce>o lepsze chodzić</slowo_obce> (daw.) --- ścigać się, konkurować.</pe> z chmurą:/
Ja go wstrzymuję, bo mnie strach przenika./
,,Ja nie chcę na dół, ale owszem górą!"/
Rzekł i nad przepaść takim prysnął lotem,/
Że nim ja ruszył, on był już z powrotem./
Zeskoczył z konia, znużenia ni znaku,/
I legł wygodnie do snu na czapraku<pe><slowo_obce>czaprak</slowo_obce> --- okrycie konia, umieszczane pod siodłem.</pe>./
I jam zsiadł z konia, a zdjęty zapałem,/
Kraj jego szaty ucałować chciałem./
Wstyd! W niewolniczym ku niemu zapale,/
Gdy mówię o nim, wciąż go tylko chwalę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Kobiety lubi on, jak niesie wieść?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Kobiety?... Lubi, tak jak pić i jeść.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Myślałam, że inaczéj..</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Byłaś w błędzie.</wers_cd>/
To jego cacka<pe><slowo_obce>cacko</slowo_obce> (daw.) --- zabawka.</pe>.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przeklętym niech będzie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Co chcesz! Jam jedną z mego ludu znał,/
Która, że ją porzucił, zdjęta szałem,/
Wkradła się do tej komnaty, gdzie spał,/
Gołym sztyletem grożąc mu nad ciałem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A on co?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Śmiał się tak długo, tak długo,</wers_cd>/
Aż ona padła zalana krwi strugą:/
Tak straszną była tego śmiechu siła,/
Że własnym nożem przebiła się biédna!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Dzięki ci! Taka wieść wystarczy jedna,/
By bohaterstwo męskie roznieciła./

<didask_tekst>Wstępuje w pośrodek Ludu, wszyscy ją otaczają półkolem; ona podnosi rękę do góry.</didask_tekst>/


Koniec być musi!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Judyto! Co tobie?</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379085738398-1965364389"/><motyw id="m1379085738398-1965364389">Sąd, Bóg</motyw>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>w natchnieniu, uroczyście</didaskalia>



<kwestia><strofa>Powstańcie wszyscy, coście legli w grobie/
Za jego sprawą. Otwórzcie swe rany,/
Niech się w nie wpatrzę! Dalecy i bliscy,/
Których on shańbił, powstańcie tu wszyscy!/
Sąd się rozpocznie przed Panem nad pany./
Ukażcie swoje oblicza wybladłe,/
Raz jeszcze oczy otwórzcie zapadłe,/
Niech w nich wyczytam wyrok wypisany/
Na głowę jego. Za was wszystkich mszczę się!/
Na sąd cię Boży zwę, Holofernesie!/
Więc zbrodnie twoje na widok, na słońce!/
Mszczę się za zmarłe, wstawiam za żyjące./
Minął czas gwałtu, powstaje czas kary.<end id="e1379085738398-1965364389"/>
<didask_tekst>do <osoba>Achiora</osoba></didask_tekst>/
Powiedz, czym dość jest piękną do ofiary?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>nadchodząc, do siebie</didaskalia>



<kwestia><strofa>Z jakimże dziwnym przemawia zapałem!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>spoglądając z bliska na <osoba>Judytę</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa>Tobie podobnej nigdy nie widziałem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do <osoba>Najstarszego</osoba></didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Z Holofernesem chcę widzieć się sama:/
Rozkaż, niech dla mnie otworzy się brama.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Co ty zamierzasz, jaki jest twój plan?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>To wiedzieć może tylko Bóg, mój Pan.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>dając znak</didaskalia>



<kwestia><strofa>Niechże się brama dla ciebie otworzy!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Judyto! Cóż cię tak nagli?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Duch Boży.</wers_cd>/
<didask_tekst>do <osoba>Mirzy</osoba></didask_tekst> /
Czy masz odwagę iść ze mną za bramę?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Mniej bym jej miała puścić cię tam samę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jakom prosiła cię, czy tak się stało?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Chleb, wino, olej --- jest; ale za mało.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Za wiele.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>na stronie</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Gdybym wiedział, co się stanie,</wers_cd>/
Byłbym stanowczo spełnił jej żądanie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379085841690-1065015351"/><motyw id="m1379085841690-1065015351">Pamięć</motyw>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>postępuje kilka kroków ku bramie, następnie zwraca się do Ludu</didaskalia>




<kwestia><strofa>Ufnością w Boga duszę mą uzbroję./
Módlcie się za mnie, jakby za umarłą!/
Imienia mego uczcie dzieci swoje,/
By się w pamięci ludu nie zatarło.<end id="e1379085841690-1065015351"/></strofa></kwestia>



<didaskalia>Odchodzi z wolna ku bramie, którą zbrojni otwierają. Na odchodzącą
pada blask zachodzącego słońca. Po jej odejściu wszyscy, oprócz <osoba>Efraima</osoba>,
padają na kolana, w skupieniu modlitewnym, któremu towarzyszy daleka
muzyka.</didaskalia>




<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Gdybym ją mógł ocalić!... Ach! Co czyni?/
Ha! Pójdę za nią do tej lwiej jaskini.</strofa></kwestia>

<didaskalia>odchodzi</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA 8</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający, prócz <osoba>Judyty</osoba>, <osoba>Mirzy</osoba> i <osoba>Efraima</osoba>. Przybywa <osoba>Delia</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DELIA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>w gwałtownym wzburzeniu rzuca się między Lud</didaskalia>



<kwestia><strofa>Biada mnie! biada i wam!... Co poczniemy?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Co ci jest, Delio?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DELIA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Ten ślepy i niemy,</wers_cd>/
Ten straszny, męża mi zabił.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOZEA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do Ludu</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>To żona</wers_cd>/
Samai.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak się to stało?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DELIA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Pytacie?...</wers_cd>/
Ach!... Mąż mój wraca stąd: twarz rozstrojona,/
Wiedzie Niemego i w dalszej komnacie/
Z nim się zaszczepia. Co mówi, nie słyszę;/
A Niemy łka wciąż i boleśnie dysze<pe><slowo_obce>dysze</slowo_obce> --- dziś popr. forma 3 os.lp: dyszy.</pe>./
Co to jest? myślę... Pode drzwi podchodzę,/
Patrzę przez szparę... Niemy jęczy wciąż,/
Trzyma miecz w ręku; tymczasem mój mąż/
Stoi i coś mu wypomina srodze,/
Niemy do piersi już kieruje miecz;/
Ale wtem naraz odrzuca go precz,/
Na mego męża rzuca się jak żmija,/
I szyję jego rękami obwija./
Wołam o pomoc. Wraz<pe><slowo_obce>wraz</slowo_obce> (daw.) --- zaraz.</pe> ogromną zgrają/
Ze wszystkich domów sąsiedzi zbiegają,/
Drzwi wyłamują... Ach! widok straszliwy!.../
Za późno... Mąż mój już leżał nieżywy:/
Niemy go zdusił! Za moim przybyciem/
Leżał przy trupie, jęcząc strasznym wyciem./
Gdym weszła, ucichł; bo choć było tłumnie,/
Poznał mnie z głosu i czołgał się ku mnie/
Na klęczkach. ,,Zbójco!" krzyknęłam doń, lecz/
On wskazał w niebo, podniósł z ziemi miecz,/
Podał mi do rąk, na pierś wskazał ręką,/
I zdał się błagać swym umarłym wzrokiem,/
Bym go przebiła.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KAPŁAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Daniel jest prorokiem.</wers_cd>/
Pan się zlitował nad narodu męką,/
Dał głos niememu i nie szczędził cudu,/
By zbudzić wiarę u wiernego ludu/
W te cuda, które Pan w przyszłości zdziała./
Samaja, teraz widzicie to sami,/
Próżno was straszył swymi proroctwami:/
Samaja upadł, Danielowi chwała!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AMMON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Idźmy doń, by mu krzywda się nie stała!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Tak! Do Daniela!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KAPŁAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Idźcie, lecz bez broni:</wers_cd>/
Pan go nam zesłał i Pan go osłoni.Pan go nam zesłał i Pan go osłoni.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Gruppa. --- Zasłona spada.</didaskalia>





<naglowek_akt>AKT IV</naglowek_akt>






<didaskalia>Przed namiotem <osoba>Holofernesa</osoba>. --- Okolica górzysta, jak w akcie pierwszym. ---
Widok Betulii w głębi. --- Przed namiotom kamienie do siedzenia.</didaskalia>







<naglowek_scena>SCENA 1</naglowek_scena>


<didaskalia>Dwaj <osoba>Porucznicy</osoba> Holofernesa, następnie <osoba>Holofernes</osoba>. --- Od czasu do
czasu zbrojni przechodzą przez scenę.</didaskalia>




<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Hetman wygląda jakiś zagadkowy:/
Coś niby płomień wybuchnąć gotowy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>2 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Więc niebezpieczny.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Czy wiesz, co się stało</wers_cd>/
W przeszłą noc?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>2 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Nie wiem.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Hetman nasz o mało</wers_cd>/
Sam się nie zabił.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>2 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Bajka!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>We śnie marzy,</wers_cd>/
Że ktoś przy łożu godzić się nań waży./
Chwyta za sztylet, by pchnąć przeciwnika,/
Aż sztylet własną pierś jego spotyka./
Szczęściem, iż żebra twardsze ma, niż miecze!/
Budzi się, widzi krew, śmiać się poczyna./
,,Krwi mam za wiele; to mnie chłodzi" --- rzecze,/
Gdy mu komornik<pe><slowo_obce>komornik</slowo_obce> --- tu: dworzanin a. sługa pokojowy.</pe> opaskę przepina ---/
,,Nie trudź się stary; niech sobie pociecze!"</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>2 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Trudno uwierzyć.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Spytaj komornika.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>wychodząc z namiotu</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>To już mnie lepiéj./
<didask_tekst>przerażenie Poruczników</didask_tekst>/
<wers_cd>Rycerze! Rycerze!</wers_cd>/
Dobrze wam życzę; a więc żal mnie bierze/
Za was, że z nudów nie szczędząc języka,/
Mielecie różne wieści i domysły,/
Od których gardła częstokroć zawisły./
Moja to wprawdzie w tym największa wina,/
Że was bezczynność nudzić już zaczyna,/
Tak, iż gawędki toczycie złowieszcze,/
By się okłamać, że żyjecie jeszcze./
Lecz mówcie, co byście też uczynili,/
Gdybym istotnie ja nie żył w tej chwili?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Ty, panie, powiedz nam, bo my nie wiemy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFORNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Choćbym i wiedział, milczałbym jak niemy./
Człowiek, co wskaże za życia po sobie/
Zastępcę, sam już tym samym legł w grobie./
Bo cóż to śmierć jest? Co śmierć?... Jak myślicie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>2 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>To rzecz, dla<pe><slowo_obce>dla</slowo_obce> (daw.) --- z powodu.</pe> której miłujemy życie...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Dobra odpowiedź... Więc nam z całej siły/
Trzymać się życia, by smak jego wszelki/
Aż do ostatniej wycisnąć kropelki,/
Aż do zerwania życiodajnej żyły,/
Która dla zręcznych tryska tak obficie;/
Ściągnąć rozkoszy najwyższe zachwyty/
Z dreszczami śmierci w węzeł jednolity,/
By użyć życia i umrzeć przez życie.../
Chociaż nie jeden jest, co śmierć poniesie/
Od miecza myśli swej.<end id="e1379089635683-739849938"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Holofernesie!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 


<kwestia><strofa>Wy się dziwicie, że ja na gawędę/
Z głowy swej myśli nić za nicią przędę,/
Niby z kądzieli?.. Sam nie wiem, prawdziwie;/
Ale to pewnie tak po krwi upływie.../
Czas wreszcie mamy na dalsze wypadki:/
Betulia, widzę, że nam nie uciecze;/
Coś jej obrońcy długo ostrzą miecze,/
Jakby czekali, aby pójść na jatki<pe><slowo_obce>jatka</slowo_obce> --- rzeźnia.</pe>.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 2</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający. --- <osoba>Trzeci Porucznik</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>3 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Opodal stoi hebrajska niewiasta;/
Ujęliśmy ją przed bramami miasta.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
A jak wygląda?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>3 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Czcze opowiadanie:</wers_cd>/
Tracisz czas, póki nie ujrzysz jej, panie!/
Gdyby nie piękna, czyżbym tu ją wiódł?../
<wers_wciety typ="1">Myśmy u źródeł obstawili straże,</wers_wciety>/
Bacząc, czy z miasta co się nie pokaże;/
Aż oto ona występuje z wrót./
Zrazu szła żywo, zakwefiona cała,/
Że sługa ledwie za nią podążała;/
Naraz stanęła ku miastu zwrócona,/
Jakby żegnając, otwarła ramiona,/
Zdała się modlić... I znowu ze sługą/
Ruszyła: obie stanęły pod strugą./
Jeden ze straży szybko mignął przy niéj:/
Sądziłem, że on krzywdę jej uczyni,/
Bo rozbestwieni bezczynnością długą;/
Lecz on się skłonił i podał do ręki/
Jej czarę z wodą: wzięła bez podzięki,/
Do ust poniosła, lecz nie tknąwszy wcale,/
Z wolna wylała na ziemię. Żołnierza/Z wolna wylała na ziemię. Żołnierza/
To rozzłościło tak, że w dzikim szale/
Już na wzgardliwą mieczem się zamierza;/
Lecz ona kwefu<pe><slowo_obce>kwef</slowo_obce> --- zasłona na twarz kobiety.</pe> uchyli i w oczy/
Spojrzy mu: naraz żołnierz się zatoczy,/
I jak pijany na kolana pada.../
,,Do Holoferna prowadź mnie! --- powiada ---/
Ja chcę obwieścić mu uległość miasta."</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wprowadź ją.
<didask_tekst><osoba>Trzeci Porucznik</osoba> wychodzi</didask_tekst>/
<wers_cd><begin id="b1379091833543-2798047051"/><motyw id="m1379091833543-2798047051">Matka</motyw>Miłą mi każda niewiasta,</wers_cd>/
Każdego kraju. Ciekawym sąsiadki/
Z kraju Hebrejów. Widziałem ich tyle!/
A jeśli piękne, zawsze widzę mile./
Jednej nie znałem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Której.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Własnej matki.</wers_cd>/
I tej zobaczyć już nie mam sposobu,/
Tak jak własnego nie zobaczę grobu./
Jam nawet temu rad<pe><slowo_obce>rad</slowo_obce> (daw.) --- zadowolony.</pe> jest nieskończenie,/
Że mi nieznane własne pochodzenie./
Gdym niemowlęciem jeszcze był --- w lwiej jamie/
Mnie zabłąkani znaleźli myśliwi:/
Ja ssałem lwicę; niech więc was nie dziwi,/
Jeśli lwią paszczę rozdziera me ramię./
Matka dla syna czym jest?.. Niczym więcej,/
Tylko zwierciadłem słabości dziecięcej.<end id="e1379091833543-2798047051"/></strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA 3</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający. --- <osoba>Trzeci Porucznik</osoba> wprowadza <osoba>Judytę</osoba> i <osoba>Mirzę</osoba>. --- Obie
stają opodal. --- <osoba>Judyta</osoba> zrazu pomieszana, opamiętywa się szybko, idzie
ku <osoba>Holofernesowi</osoba> i pada przed nim na kolana.</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tyś Holofernes!</strofa></kwestia>







<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Czy mnie po ubiorze</wers_cd>/
Poznałaś lśniącym i strojnym bogato?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nie! Jeden tylko tak wyglądać może.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ja też drugiemu głowę zdjąłbym za to,/
Że mi mą własność zabierać się waży:/
Tylko ja prawo mam do mojej twarzy.../
Jeszcze na klęczkach?.. Wstań!.. Imię?..</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Judyta</osoba> wstaje. On siada na kamieniu.</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Judyta.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Śmiało, Judyto. Mnie żadna kobiéta/
Na równi z tobą się nie podobała.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>To cel mych życzeń, moja przyszła chwała.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Powiedz mi, czemuś gród swój opuściła,/
I przyszła do mnie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Bo się ciebie boję;</wers_cd>/
Bo wiem, że twoja niezłomną jest siła,/
Że Bóg chce moich oddać w ręce twoje...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>z uśmiechem</didaskalia>

 
<kwestia><strofa>Że ufasz sobie tak, jako niewieście;/
Że Holofernes ma oczy nareszcie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Posłuchaj, panie!.. Bóg nasz zagniewany,/
Z dawna oznajmił przez proroki swe,/
Że przez mór<pe><slowo_obce>mór</slowo_obce> (daw.) --- zaraza.</pe>, ogień, lub obce kajdany/
Za grzechy jego lud ukarać chce.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Co to są grzechy?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>po chwili</didaskalia>

<kwestia><strofa><wers_cd>Raz mi to pytanie</wers_cd>/
Zadało dziecko: pocałunkiem na nie/
Odpowiedziałam. Nie wiem o sposobie,/
Jakim by rzecz tę wytłumaczyć tobie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Mów dalej.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Otóż, my dziś, panie, stoim</wers_cd>/
Pomiędzy gniewem i Boskim i twoim,/
I drżą ziomkowie moi. Głód ich nęka,/
Pragnienie pali, zmiata twoja ręka./
Czas jeszcze jakiś ściśnięci przez ciebie,/
Do świętokradztwa uciekną-ś<pe><slowo_obce>uciekną-ś</slowo_obce> --- uciekną się.</pe> w potrzebie:/
Bo grozą śmierci srodze przygnębieni,/
Gotowi spożyć są świętą ofiarę,/
Której dotknięcie już sprowadza karę:/
W ciele ich ona w ogień się przemieni!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Czemuż więc innych nie pójdą koleją/
I nie poddadzą się?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Czemu? Nie śmieją.</wers_cd>/
Wiedzą, że na złe ciężkie zasłużyli,/
Że Bóg ich odeń nie zbawi w tej chwili./
<didask_tekst>do siebie</didask_tekst>/
Chcę go wybadać.
<didask_tekst>głośno</didask_tekst>
Oni idą dalej/
W swej trwodze, niż ty w swym gniewie... Zuchwali!/
Na proch by zemsta twa zgniotła mnie srodze,/
Gdybym ci rzekła, jak oni w tej trwodze/
Ważą się w tobie, patrzący z daleka,/
Plamić rycerza godność i człowieka./
Ale ja z bliska patrzę w twoje lice,/
By gniewu twego wyśledzić granice./
Wstydzić się muszę, jak wspomnę, że oni/
Jedno<pe><slowo_obce>jedno</slowo_obce> (daw.) --- tylko.</pe> okrucieństw czekają z twej dłoni,/
I mąk, o jakich tylko złe sumienie/
W swym lęku może dać wyobrażenie:/
Czują, że na śmierć zasłużyli --- zatem/
W trwodze sumienia ciebie widzą katem./
<didask_tekst>klęka przed nim</didask_tekst>/
Panie! na klęczkach ja błagam cię o to,/
Byś się zmiłował nad taką ślepotą!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Powstań, Judyto!..
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>na stronie</didaskalia>

 

<kwestia><strofa><wers_cd>Jak mu oko pała!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Ja nie chcę, żebyś przede mną klęczała.</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Judyta</osoba> wstaje. <osoba>Porucznicy</osoba> otaczają <osoba>Mirzę</osoba> i prowadzą z nią mimiczną
rozmowę, wskazując na <osoba>Judytę</osoba> i słuchając, co mówi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Im wszystkim zda się, że padną nieżywi;/
Bo nic nie wiedzą o twojej wielkości./
Lecz uśmiech, nie gniew, na twarzy twej gości,/
Choć słuchasz obelg. Ciebie nic nie zdziwi,/
Bo ty, poznawszy wszelkiej miary ludzi,/
Śmiejesz się z tego, co w mniejszych gniew budzi;/
Nie dbasz, gdy mdłe zwierciadło zaślepienia/
Obraz twój w mętnym odbiciu odmienia./
To jedno dodać muszę za mojemi,/
Że na to sami by się nie ważyli:/
Bramę otworzyć chcieli w pierwszej chwili,/
Lecz mąż tam przybył z Moabitów ziemi,/
Achior; krzyknął: ,,Przebóg? Co czynicie?/
Holofern przysiągł odebrać wam życie!"/
Wszak tyś mu życie darował, powiada,/
Jednak, w podziękę za łaskawość twą,/
Każde ci serce w Betulii odkrada,/
Wielki twój obraz obryzgując krwią./
Lud mój o sobie wszak by zbyt wysoko/
Trzymał, mniemając, że on gniew twój budzi?/
Wszak ty nie możesz nienawidzić ludzi,/
Których twe nigdy nie widziało oko,/
Których przypadkiem spotkałeś na drodze,/
I którzy tobie ulegliby byli,/
Gdyby ich rozum nie ustąpił trwodze./
A jeśli iście w nich, w tak wielkiej chwili,/
Odżyło męstwo, toż na Boga w niebie!/
Nie powód, abyś ty odpadł od siebie./
O toż Holofern innych winić będzie,/
Co jego stawia w pierwszym ludzi rzędzie?/
To być nie może, to tobie zaprzecza,/
Temu zadaje kłam duma człowiecza:/
Kto kocha skutek, szanuje przyczynę!/
<didask_tekst>przypatruje mu się; on milczy</didask_tekst>/
<wers_wciety typ="1">Gdybym ja tobą była dzień, godzinę</wers_wciety>/
Taki bym tryumf odniosła... bez miecza,/
Jakiego nigdy miecz nie doznał jeszcze./
<wers_wciety typ="1">Ich w mieście śmierci przeszywają dreszcze:</wers_wciety>/
Ja bym krzyknęła: ,,Wy mnie złorzeczycie?/
Otóż, za karę, daruję wam życie./
Przez się ja samych na was mszczę, zuchwali!/
Daję wam wolność, byście mi wciąż daléj/
Niewolnikami byli całkowicie!"</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Czy wiesz, kobieto, że twego żądania/
To, że żądałaś, spełnić mi zabrania?/
Ach! Gdyby myśl ta zrodziła się we mnie,/
Kto wie, może bym... Lecz teraz... daremnie!/
Ona jest twoja, moją być nie może.../
<didask_tekst>z mocniejszym naciskiem</didask_tekst>/
Przykro mi, ale prawdę-ś rzekł, Achiorze.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>wybuchając dzikim śmiechem</didaskalia>




<kwestia><strofa>Pozwól, że z siebie rozśmieję się sama!/
To słabość! Kiedy pomyślę... ta brama/
Niewinnych dzieci tam zamknęła tyle,/
U piersi matek, które, gdy nóż błyśnie,/
Aby je przebić --- uśmiechną się mile/
Temu błyskowi, nim główka im zwiśnie./
Dziewic gromadka tam wstydliwie drżąca,/
Gdy im pod kwefik zajrzy promień słońca./
Otóż, myślałam, jak będzie z małemi,/
Gdy je w zaraniu śmierć ma sprzątnąć z ziemi;/
Jak z dziewicami, gdy w kwiecie żywota,/
Gorsza od śmierci zetrze je sromota<pe><slowo_obce>sromota</slowo_obce> (daw.) --- hańba.</pe>./
Byłam ofiarą mojej wyobraźni:/
Myśląc, że wobec tak okropnej kaźni/
I najsilniejszy wolą nie wytrzyma,/
Jeśli własnymi ujrzy ją oczyma./
Przebacz mi, panie! Jestem tak zuchwała,/
Żem własną słabość przypisać ci chciała.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ty chcesz mnie zdobić; za to dzięki tobie,/
Choć ja z tych ozdób nic sobie nie robię./
Każdy ma wreszcie swój wydział<pe><slowo_obce>wydział</slowo_obce> --- tu: dziedzina działania.</pe> na ziemi,/
Tak, iż nie może mieszać go z innemi./
Piękna Judyto! Jam jest powołany/
Zadawać rany, a ty leczyć rany:/
Gdybym ja skrzywił moje powołanie,/
Wtedy i twoje zbytecznym się stanie./
Na mych orężnych nie rachuj też wiele,/
Bo to są moi dobrzy przyjaciele,/
Którzy, nie wiedząc, czy jutro żyć będą,/
Dziś święcą życiu to, co dziś posiędą;/
Przeładowania nawet się nie boją,/
Gdy każdy światu wyrywa część swoją.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Mądrość twa, panie, wyższą jest od mojéj./
Jak większym twoje męstwo jest i siła./
Jam się na sobie zgoła omyliła;/
Lecz dzięki tobie rozum mój się stroi/
Do zgody z czuciem. Byłam niedorzeczną!/
Wiem, że śmierć moich jest rzeczą konieczną,/
Jako od dawna im prorokowana,/
A ty przychodzisz jako mściciel Pana;/
Jednakże widząc ich w ciężkiej potrzebie,/
Płochą<pe><slowo_obce>płochy</slowo_obce> (daw.) --- lekkomyślny, niestały w uczuciach.</pe> litością tylko podbudzona,/
Bez rozgarnięcia, sama jedna z grona,/
Rzucam się oślep między nich i ciebie./
To szczęście dla mnie, żeś ze swojej dłoni,/
Jak się godziło, nie wypuścił broni,/
By łzy kobiety osuszyć zuchwałéj,/
I wstrzymać ducha pęd niezrozumiały./
Nie, panie! Pokaż im swoją potęgę,/
Wytęp ich, pomny na dawną przysięgę!/
Tak przez me usta ten, co jest mym Bogiem,/
Każe ci, z takim przysyła cię celem:/
I tyle twoim będzie przyjacielem;/
Ile ty będziesz mego ludu wrogiem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Słuchaj, kobieto? Mnie się tak wydało,/
Jakoby ze mną igrały twe żale./
Wprawdzie sam sobie ubliżam niemało,/
Możliwość taką przypuszczając... <didask_tekst>po chwili</didask_tekst> Ale/
Ty ciężko ziomków swych oskarżasz.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa><wers_cd>Panie!</wers_cd>/
Ty nie wiesz, jak mi to rozdziera duszę./
Niech to za grzechy me karą się stanie,/
Że ich oskarżać dla nich samych muszę./
Nie sądź, żem z miasta umknęła jedynie,/
By tej powszechnej i krwawej ruinie,/
Która mi ciągle stała przed oczyma./
Nie ulec sama. Kiedy Pan sąd trzyma,/
Czyjaż się dusza tak czystą czuć może,/
By jej wyroki nie dotknęły Boże?/
Z rozkazu Boga, w czystości sukience,/
Przyszłam do ciebie ze skruchą i żalem./
Ja cię wprowadzić mam do Jeruzalem,/
Ja mam mój naród oddać w twoje ręce,/
Jak trzodę, która straciła pasterza./
Taki to wyrok raz w noc Bóg mi zwierza,/
Gdym Go z rozpaczą szukała po niebie,/
Prosząc, by zniszczył wszystkich twych i ciebie./
A gdy gorąca modlitwa mej duszy/
Ciebie wyzywa, roztrąca i kruszy,/
Słyszę z radością, że głos Boga wzlata;/
Ale modlitwy Pan mojej nie słucha,/
Śmierć on dla moich szepcze mi do ucha,/
I w duszę moją składa urząd kata./
Drżę z przerażenia, lecz słucham. Z pośpiechem/
Wychodzę z miasta stoczonego grzechem,/
Proch z nóg otrząsam, do ciebie przychodzę/
Podżegać, abyś tych wytępił srodze,/
Dla których bym się nie wahała chwilę/
Oddać krew, życie pruć żyła po żyle./
Oni mnie za to okryją sromotą,/
Na hańbę imię me skażą ich dzieje;/
Lecz Bóg tak każe, a więc mniejsza o to:/
Ja wytrwam w swoim, ani się zachwieję.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Nie! Skoro wszystkich do nogi wybiję,/
Nikt cię sromotą żadną nie okryje./
A jeśli Bóg twój spełni w każdym względzie/
To, co powiadasz --- moim Bogiem będzie./
Bądź więc spokojną; nikt ci nie ubliży./
Ja nieskończenie wyniosę cię wyżéj/
Nad wszystkie inne: ty będziesz panować. <didask_tekst>na zewnątrz:</didask_tekst>/
Hej, podkomorzy! <didask_tekst><osoba>Podkomorzy</osoba> ukazuje się</didask_tekst>/
<wers_cd>Tę kobietę wprowadź</wers_cd>/
Do mych namiotów. Rozkaz jej --- twe prawo;/
Dom mój --- jej domem; strawa ma --- jej strawą!</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Podkomorzy</osoba> odchodzi</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Bez grzechu strawy twojej ja nie mogę/
Używać jeszcze. Szłam tu nie z ochotą,/
Lecz iżby świadczyć za Bogiem, nie po to,/
By go się wyprzeć. Wzięłam więc na drogę/
Strawę domową: i pozwól mi, panie,/
Nią się posilać, dopóki jej stanie<pe><slowo_obce>stanie</slowo_obce> (daw.) --- wystarczy.</pe>.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A kiedyż koniec temu przedsięwzięciu?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! nim mi wyjdzie to, com z sobą wzięła,/
Przeze mnie swego Bóg dokona dzieła./
Na pięć dni starczy mi, a po dniach pięciu/
Boski przede mną objawi się goniec,/
Wskaże godzinę --- wtedy będzie koniec./
Wydaj więc rozkaz, by ze straży który/
Mnie nie przeszkadzał przechadzać się saméj/
W górach i modlić u grodowej bramy,/
I oczekiwać objawienia z góry.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Możesz bywać, choćby w samym mieście:/
Nie są strzeżone tu kroki niewieście.</strofa></kwestia>

<didaskalia>porozumiewa się z <osoba>Porucznikami</osoba></didaskalia>






<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>która ze zgrozą przypatrywała się <osoba>Judycie</osoba>, i od dawna miną wyrażała swe oburzenie --- do <osoba>Judyty</osoba>:</didaskalia>



<kwestia><strofa>Do tegoż przyszło, że lud swój, przeklęta,/
Zdradliwie wrogom śmiesz oddawać w pęta.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Mów głośniej. To wyglądać będzie szczerzéj,/
Skoro mym słowom sługa stara wierzy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jak to! Czyż ciebie nie przeklinać mogę?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379157269864-3783572641"/><motyw id="m1379157269864-3783572641">Kłamstwo</motyw>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Klnij z całej duszy: po tom szła w tę drogę!/
Jeśliś ty szczerość w słowach mych widziała,/
To on tym bardziej musiał: Boga chwała!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Płaczesz...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Z radości, że słowo cię zwiodło.</wers_cd>/
Patrz! Dreszcz mnie ima na tę mowę podłą/
W mych ustach, na to sprośne udawanie...<end id="e1379157269864-3783572641"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A więc za pięć dni, Judyto?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, panie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Holofernes</osoba> z <osoba>Porucznikami</osoba> odchodzi do namiotu</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<didaskalia>do siebie</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Ha! Podejmując tę okropną sprawę,/
Widzi Bóg, miałam o siebie obawę:/
A nuż ten człowiek, który wszystkich straszy,/
Wielki, choć różną wielkością od naszéj,/
Światłem wielkości obleje mnie swojéj,/
Ujarzmi ducha i rękę rozbroi?.../
Lecz szczęściem dla mnie, płonna ta obawa:/
Wszelkich drgnięć ludzkich szukałam w nim szczerze,/
Daremnie. W imię więc ludzkiego prawa/
To ludzkie zwierzę niech ginie jak zwierzę.</strofa></kwestia>


<didaskalia>zasłona opada</didaskalia>





<naglowek_akt>AKT V</naglowek_akt>







<didaskalia>Oświetlone wnętrze namiotu <osoba>Holofernesa</osoba>. W głębi sypialnia, przysłonięta kotarą.</didaskalia>







<naglowek_scena>SCENA 1</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Holofernes</osoba>, <osoba>Porucznicy</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do <osoba>pierwszego Porucznika</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa>Wysłałeś szpiegów: cóż więc słychać w mieście?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>A nic. Na murach jest ich tam ze dwieście./
We wnętrzu cicho, jakby w grób zapadli;/
Na murach zasię tak zwiędli i zbladli,/
Jak gdyby z grobu wyleźli. Jam zmierzył/
Tam do jednego: nim strzeliłem --- nie żył.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Tryumf bez walki to jak śmierć bez rąny,/
Mnie i za młodu nie był pożądany./
Życie mi zda się kradzieżą gotową,/
Gdy je nie co dzień zdobywam na nowo./
Ej! I tak będzie pewnie do siwizny:/
Nigdy za własność nie mam darowizny.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A po ulicach ponurzy kapłani/
Przechodzą, długo, biało przyodziani,/
Jak u nas na śmierć. Oczyma wpadłemi/
Szukają czegoś po niebie i ziemi;/
Gdy ręce złożą, kurcz ich chwyta w palce.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Szczędzić tych ludzi! Niech się nikt nie waży/
Zabić którego; bo na takiej twarzy/
Rozpacz jest moją sprzymierzoną w walce.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Patrząc tam, w niebo, nie szukają Boga,/
Lecz chmury, która dziś im wielce droga;/
Dawczyni deszczu: a słońce na górze/
Wypija wodę, spodziewaną w chmurze./
Więc człowiek głową uderza o ścianę/
I leżą we krwi czaszki roztrzaskane.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>To żadna nowość. I jam doznał biedy/
Głodowej niegdyś. Miesiąc brakło strawy:/
Niejeden z naszych cofał usta, kiedy/
Drugi całować go chciał: to z obawy/
Przed ukąszeniem. A myśmy się śmieli./
Hej! Uczta! Wino... I bądźmy weseli!/
<didask_tekst>Niewolnicy wnoszą stół z potrawami i winem</didask_tekst>/
Wszak jutro piąty dzień?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Piąty dzień, panie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A więc ukończy się oczekiwanie./
Jeśli, pomimo zaciętości w mieście,/
Betulia do nóg mych padnie nareszcie...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>Holofernesa czyż wątpi potęga?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>Wątpi tam, kędy<pe><slowo_obce>kędy</slowo_obce> (daw.) --- gdzie.</pe> rozkaz jej nie sięga./
Słowem, jak twierdzą nam słowa niewieście,/
Jeśli Betulia otworzy nam wieżę,/
Nim rękojeścią miecza w nią uderzę,/
Wtedy...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż wtedy? Powiedz nam, hetmanie.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wtedy pod inne przejdziem panowanie./
Bom przysiągł sobie, niech się co chce dzieje,/
Że Bóg, którego czczą owi Hebreje,/
Darząc mnie łaską, i moim się stanie,/
I mieć wiernego będzie przyjaciela./
<begin id="b1379157543846-2990870702"/><motyw id="m1379157543846-2990870702">Imię</motyw>O, tak! Przysięgam na Bela, Babela,/
Bala, na wszystkich bogów, których jeszcze/
Sam nie wiem, czemu we czci swojej mieszczę,/
Że przyrzeczenia mego dotrzymam. Na wiarę/
Słów moich spełniam tego wina czarę.../
Jak się on zowie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>W tym właśnie rzecz cała,</wers_cd>/
Że go imieniem rzesza nie nazwała.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Więc, Bezimienny! przyjmij tę ofiarę!/
Spełnia ją człowiek na cześć twą w zapale,/
Któremuś wreszcie niepotrzebien wcale.<end id="e1379157543846-2990870702"/></strofa></kwestia>


<didaskalia>wychyla czarę</didaskalia>




<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A gdy Betulia wytrwa w swym oporze?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Przysięga za przysięgę: wówczas wstanie/
Mój gniew. Betulię kluczem mym otworzę,/
Bezimiennemu sprawię biczowanie.../
Co wreszcie gniewu zakreślać granice!/
Kto zdoła z góry zmierzyć błyskawicę?/
A gdzież podziewa się śliczna Judyta?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Śliczna, bo śliczna; ależ niezdobyta!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>To tyś ją kusił?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Zaprzeczyć nie mogę...</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wiedząc, że ona mnie się podobała?/
Ty psie nikczemny!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>1 PORUCZNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz twarda jak skała...</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>uderza go pięścią w czoło, <osoba>Porucznik</osoba> pada bez duszy</didaskalia>



<kwestia><strofa>Oto masz!.. Rzucić to ścierwo na drogę!/
<didask_tekst>Inni otaczają <osoba>Porucznika</osoba> i wynoszą.</didask_tekst>/
Teraz wprowadzić Judytę. Wesoło!.../
Niech nas taneczne oczaruje koło!../
<didask_tekst>Na skinienie <osoba>Podkomorzego</osoba> wbiegają tancerki. Krótki taniec bajaderek;
po którym <osoba>Holofernes</osoba> mówi dalej i jakby do siebie.</didask_tekst>/
Wszystkie kobiety jednakie na świecie:/
My w nich różnice upatrujem przecie./
Dlaczego? Może Judyta mi powie/
I w tej nadziei piję za jej zdrowie.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 2</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający, <osoba>Judyta</osoba> wchodzi z <osoba>Mirzą</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Kazałeś przyjść mi tu, wielki hetmanie;/
Sługa twa staje na twe zawołanie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Siadaj, Judyto; jedz, pij: niedaremno/
Ty, piękna, łaskę zyskałaś przede mną./
Ośmiel się.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Jestem wesołą i śmiałą;</wers_cd>/
Nigdy mnie szczęście takie nie spotkało.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Czemuż więc zwlekasz?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>ze wzdrygnięciem wskazuje na krew</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Jam kobietą, panie.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Przypatrz się dobrze tej krwi: jej rozlanie/
Winno ci być pochlebnym. Wytrysnęła,/
Gdyż nadto czyjeś rozgrzewała serce/
Ku tobie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Biadaż!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do Niewolników</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Więc zmienić kobierce!</wers_cd>/
<didask_tekst>uskuteczniają. Do <osoba>drużyny</osoba></didask_tekst>/
Do jutrzejszego sposobić się dzieła.</strofa></kwestia>

<didaskalia>wszyscy rozchodzą się</didaskalia>






<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do siebie</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Włos mi się jeży; lecz dzięki Ci, Boże,/
Że mi okropność samą w tym potworze/
Wskazujesz: mniej mi to będzie okropne/
Co zamierzyłam, och! i czego dopnę!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Siadajże przy mnie. Jakażeś ty blada,/
I tchu ci braknie! Czyś ty mi nie rada?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Tyś był mi łaskaw.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Kobieto, bądź szczerą!</wers_cd>/
Mów prawdę!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Panie, ty byś mną dopiéro</wers_cd>/
Pogardzał, gdybym...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Dokończ!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jam nieśmiała...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Każę ci!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Gdybym ciebie pokochała.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Kobieto! Wielka to śmiałość z twej strony,/
Wybacz... nie wielka: jestem zaczepiony/
W sposób tak nowy, że mi się podoba./
Weź, niech ci służy ta złota ozdoba.</strofa></kwestia>


<didaskalia>rzuca jej łańcuch złoty</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>w zdumieniu</didaskalia>



<kwestia><strofa>Ależ ja ciebie nie rozumiem, panie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>I biada tobie, jeśli tak się stanie./
Lew z przyjemnością figle pacholęce<pe><slowo_obce>pacholęcy</slowo_obce> (daw.) --- dziecinny, chłopięcy.</pe>/
Widzi, gdy dziecko igra mu w paszczęce/
I nieświadome drobną rączką bije;/
Lecz niechaj gry tej nie próbuje późniéj,/
Kiedy się wzrostem od dziecka wyróżni:/
Lew świadomemu kły zapuści w szyję./
Siadaj. Pomówmy.
<didask_tekst><osoba>Judyta</osoba> siada</didask_tekst>/
<wers_cd>Poczniemy badanie.</wers_cd>/
Coś ty myślała na wieść, że ja wiodę/
Potężny zastęp pod waszą ogrodę<pe><slowo_obce>ogroda</slowo_obce> --- tu: granica, mur graniczny, fortyfikacje.</pe>/
I zagroziłem krajowi?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Nic, panie.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Ej, nie udawaj! Komu słuch doniesie,/
Że gdzieś tam mowa o Holofernesie,/
Ten musi myśleć o czymś, lub truchleje.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Ja myśl do Boga wzniosłam, który krzepi.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
I przeklinałaś mnie?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Miałam nadzieję,</wers_cd>/
Że to ode mnie Bóg uczyni lepiéj.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Dajże mi za to pierwszy pocałunek!</strofa></kwestia>

<didaskalia>całuje ją</didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>na stronie</didaskalia>



<kwestia><strofa>Boże! Zmiłuj się, zstąp na mój ratunek!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A coś myślała, słysząc tętent koni,/
Skrzyp moich wozów, huk trąb i szczęk broni?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Myślałam, żeś ty nie jeden na świecie,/
Że w Izraelu zjawi się ktoś przecie,/
Co ci dorówna duchem i ramieniem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>A gdyś widziała, że przed mym imieniem/
Już w proch padają przodownicy ludu,/
Że Bóg wasz jakoś nie skory do cudu,/
I że mężowie wasi w całym mieście/
Radzi by suknie przywdziewać niewieście...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wtedy nic z moją nie porównać męką,/
Twarz mą ze wstydu zakrywałam ręką/
Na widok mężczyzn. Myśli się wzburzyły,/
Chciałam się modlić i nie miałam siły./
Bo naraz, jakby oplątały żmije/
Ten obraz Boga, który we mnie żyje;/
Chmara nicestwa<pe><slowo_obce>nicestwo</slowo_obce> (daw.) --- nicość.</pe> zawisła nade mną,/
Dusza mi zdała się przepaścią ciemną./
Która, choć słońce czasem zajrzy do niéj,/
W zakątku straszne gniazdo gadów chroni.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>patrząc na nią z ubocza, do siebie</didaskalia>



<kwestia><strofa>Jak ona płonie! Na kształt meteora<pe><slowo_obce>meteora</slowo_obce> --- dziś popr. forma D.lp: meteoru.</pe>,/
Którym raz widział na niebie z wieczora./
Witaj miłości! Niech się na mnie ziści/
Twój czar przy wielkim ognia nienawiści/
Ugotowany <didask_tekst>do <osoba>Judyty</osoba></didask_tekst>/
<wers_wciety typ="4">Całuj mnie! <didask_tekst>ona uskutecznia</didask_tekst></wers_wciety>/
<wers_cd>Niestety!</wers_cd>/
Usta się twe wpijają, jak sztylety,/
Lecz jak lód zimne. Judyto, pij wino!/
W nim wszystkie ludzkie nienawiści giną.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>pijąc z czary nalanej przez <osoba>Mirzę</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa>W winie jest męstwo!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Męstważ ci potrzeba,</wers_cd>/
By wypić ze mną, zjeść kawałek chleba,/
Na wybuch zimną odstrzelić pieszczotą,/
Niby z przymusu; --- ponura istoto!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<didaskalia>groźnie powstając</didaskalia>



<kwestia><strofa>Ty! <didask_tekst>miarkując się, siada</didask_tekst>/
<wers_cd>Przebacz!</wers_cd></strofa></kwestia>

<didaskalia>płacze</didaskalia>






<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Widzę odcień wszelki</wers_cd>/
W twym sercu. Daj mi rękę. <didask_tekst><osoba>Judyta</osoba> się wzbrania</didask_tekst>/
<wers_cd>Po cóż opór?</wers_cd>/
Opowiedz o swej nienawiści wielkiéj!..</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Żądasz mej ręki... Hańba, która topór/
Pod rdzeń czci mojej podsadza zuchwale.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ależ to dla niej zginąć można w szale,/
Jakież to słońce wyjrzy zza tej burzy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>Rozpęknij, serce! Nie wytrzymam dłużej!/
<didask_tekst>powstaje, prostując się</didask_tekst>/
Nie cierpię ciebie, jako okrutnika!/
Wiedzieć to musisz, ja powiedzieć muszę,
Jaka przejmuje nienawiść mą duszę,
Gdy się twe oko z mym okiem spotyka.
Teraz mnie zabij!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<didaskalia>śmiejąc się</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Zabić? Jutro może,/
Nad ranem: teraz szkoda mi wieczora,/
Który przepędzić<pe><slowo_obce>przepędzić</slowo_obce> --- dziś popr.: spędzić.</pe> myślę z tobą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do siebie</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Boże!</wers_cd>/
Lżej teraz w sercu, teraz działać pora.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 3</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający. Z lewej strony wchodzi <osoba>Podkomorzy</osoba>; następnie
<osoba>Efraim</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PODKOMORZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Hebrajczyk jakiś przed namiotem czeka,/
Prosząc o wnijście<pe><slowo_obce>wnijście</slowo_obce> --- dziś popr.: wejście.</pe>. Ważne wieści, panie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Od nieprzyjaciół?... Wpuść tego człowieka!/
<didask_tekst><osoba>Podkomorzy</osoba> odchodzi. Do <osoba>Judyty</osoba>.</didask_tekst>/
Może Betulia oznajmia poddanie?/
To prędko wymień przyjaciół imiona,/
Których oszczędzę... Na cześć twego łona.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>Efraim</osoba>, prowadzony przez <osoba>Podkomorzego</osoba> i pada u stóp <osoba>Holofernesa</osoba>. Wzruszenie <osoba>Judyty</osoba> i <osoba>Mirzy</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Wodzu! Za życie czy ręczysz mi?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ręczę.</wers_cd>/
Wstań.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Za tę łaskę wraz ci się odwdzięczę!</strofa></kwestia>



<didaskalia>Podchodzi do niego, szybko dobywa ukryty sztylet i zamierza się, by go
uderzyć. <osoba>Holofernes</osoba> uchyla się i trąceniem w rękę wytrąca mu sztylet,
który pada z brzękiem na stół pomiędzy puchary.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PODKOMORZY</naglowek_osoba>





<didaskalia>podstępując szybko</didaskalia>




<kwestia><strofa>Zdrajco nikczemny! Zaraz ci pokażę,/
Jak się to ludzi zabija./
<didask_tekst>Rzuca się na <osoba>Efraima</osoba> i woła na zewnątrz.</didask_tekst>/

<wers_cd>Hej, straże!<didask_tekst><osoba>straż</osoba> wchodzi</didask_tekst></wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Stój!
<didask_tekst>do <osoba>Efraima</osoba></didask_tekst>/
Jak się zowiesz?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Efraim me imię.</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>na stronie</didaskalia>



<kwestia><strofa>Czemuż tak późno, biedny Efraimie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379235894083-2129762108"/><motyw id="m1379235894083-2129762108">Samobójstwo, Pogarda</motyw>EFRAIM</naglowek_osoba>





<didaskalia>do siebie</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>I jeszcze wobec Judyty! O wstydzie!../
Ha! Jak zaczęło się, niech dalej idzie!</strofa></kwestia>



<didaskalia>dobywa miecz z za pasa i chce się przebić</didaskalia>




<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<didaskalia>wstrzymując go</didaskalia>



<kwestia><strofa>Dajżeż raz pokój! To szalona głowa!/
Cóż to, chcesz, bym ja nie dotrzymał słowa?/
Wszekżem ci życie zaręczył; więc muszę/
Wbrew tobie, bronić własną twoją duszę./
<didask_tekst>do <osoba>Podkomorzego</osoba></didask_tekst>/
Miałem ja małpę, pięknego pawiana:/
Umarł; została klatka wyzłacana./
Weźcież i wsadźcie tam tego wietrznika<pe><slowo_obce>wietrznik</slowo_obce> (daw.) --- osoba niestała.</pe>/
I sztuk wyuczcie jego poprzednika./
Ten człek rzadkością jest w swoim rodzaju,/
Godnym oględzin będzie w naszym kraju./
Bo on jedyny pochwalić się może./
Iż rękę podnieść śmiał na moją głowę,/
A jednak obie unosi stąd zdrowe./
Precz! Ja go muszę pokazać na dworze.</strofa></kwestia>



<didaskalia><osoba>Straże</osoba> uprowadzają <osoba>Efraima<end id="e1379235894083-2129762108"/></osoba></didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA 4</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Holofernes</osoba>, <osoba>Judyta</osoba>, <osoba>Mirza</osoba>, <osoba>Podkomorzy</osoba></didaskalia>




<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<didaskalia>do <osoba>Judyty</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa>Czy wasze miasto dużo wężów chowa?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Nie; lecz szaleńców jest dość.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa><wers_cd>Ani słowa!</wers_cd>/
Zmieść Holoferna; błyskawicę bożą,/
Której pożarem łuny światu grożą/
Zagasić nagle; przerwać rozwój wątku,/
I nieśmiertelność zagłuszyć w zaczątku;/
Rzeknąć: Wasz olbrzym, patrzcie, jaki słaby!/
To, nie zaprzeczam, ma swoje powaby./
To znaczy prawie psuć losu układy;/
I ja, nie będąc, czym jestem, co tworzę./
Sam, na Baala! skusiłbym się może,/
Gdyby to smrodem nie trąciło zdrady./
<wers_wciety typ="1">Ale rzecz wielką spełnić w sposób mały;</wers_wciety>/
Powiedzieć sobie: --- lew, a więc wspaniały;/
Z tej wspaniałości usnuć nań sieć zdradnie/
I patrzeć, aż w nią nieoględnie wpadnie;/
Czyn niebezpieczny podjąć, lecz wprzód skrycie,/
Nikczemnie, sobie zabezpieczyć życie:/
To znaczy z błota lepić swoje bogi./
Ty sama byś to potępiła przecie;/
Choćby ofiarą był ci człowiek wrogi,/
A wykonawcą najmilszy na świecie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>Tyś olbrzym wpośród karłów. <didask_tekst>na stronie</didask_tekst> Ojców Boże!/
Przede mną samą ratuj moją duszę,/
Bym nie uczciła, co przeklinać muszę./
To mąż prawdziwy!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<didaskalia>do <osoba>Podkomorzego</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Przygotuj mi łoże.</wers_cd>/
<didask_tekst><osoba>Podkomorzy</osoba> odchodzi</didask_tekst>/
<begin id="b1379236062798-1983898973"/><motyw id="m1379236062798-1983898973">Siła</motyw>Słuchaj kobieto. Ręka ma po ramię/
Broczyła we krwi, myśl ma spokój łamie,/
Słowo jest śmiercią. Świat na wszystkie strony/
Zda mi się nędznym: myślę, żem zrodzony/
By go ze szczętem znieść, bo na ruinie/
Coś się lepszego pode mną rozwinie./
Ludzie mnie klną, gdy grom mój ich oślepia,/
Lecz się ich klątwa duszy mej nie czepia;/
Dusza zaledwie skrzydłami poruszy,/
Klątwa, jak puste nic, opada z duszy:/
Więc prawem chyba jest moje działanie./
<wers_wciety typ="1">--- ,,Musisz nie wiedzieć jak to boli, panie."</wers_wciety>/
Skomlał ktoś z mego palony rozkazu./
<wers_wciety typ="1">--- ,,Nie wiem istotnie" --- rzekłem. I od razu</wers_wciety>/
Rękę w płomienie włożyłem na chwilę./
Głupstwo, że o tym rozpowiadam tyle.<end id="e1379236062798-1983898973"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Przestań już, przestań! <didask_tekst>do siebie</didask_tekst> Ach! Jam go skazana/
Zabić, lub upaść przed nim na kolana.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1379236089069-3274877745"/><motyw id="m1379236089069-3274877745">Siła, Duma</motyw>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Tak! Tylko siła i wszystko jest w sile!/
Niech ktoś, i owszem, przeciwko mnie stanie,/
Niech mnie obali, weźmie panowanie;/
Ja tęsknię za nim... Puste to podniebie:/
Nikogo większym nie widzę nad siebie.<end id="e1379236089069-3274877745"/>/
Miecz coraz głębiej wpijam w łono świata./
Krzyk stamtąd coraz boleśniejszy wzlata,/
Żaden się jednak nie zrywa obrońca:/
Więc go snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> nie ma, jak drugiego słońca./
Jest ktoś przede mną, który idzie przodem,/
Który mi piersi uciska kolanem:/
Nebukadnezar... Czy równy mi rodem,/
Nie wiem, lecz to wiem, że jest moim panem./
Może on jeszcze, za miłą zabawę,/
Tę głowę moją rzuci psom na strawę;/
Może ja, jego spełniając zamiary,/
Raz jeszcze zwiedzę indyjskie obszary./
Wtedy --- och! wtedy... Ja wiem, że stanowię/
Miarę ludzkości całej, że na głowie/
Choć mi przekleństwa tłumów zaciężyły,/
Mnie nie roztrącą wiekuiste siły./
Przejdą przede mną zmienne pokolenia:/
Ja, niewzruszony, sam mocą ramienia/
Panować będę niepodzielnie, z chwałą,/
Jak bóstwo, które ze strachu powstało.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A jeśli niebo gromy piorunowe/
Zbudzi wprzód, aby strzaskały twą głowę?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wtedy ja rękę wyciągnę nad światem,/
Jakbym to niebu sprawić kazał sam./
A promień śmierci mnie swym majestatem/
Ostatnim kryjąc, niebu zada kłam.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ty! Straszny, wzniosły!... Mnie przejmuje trwoga./
Wciskasz się między mnie i mego Boga./
Chcę się doń modlić, myślę bezprzytomnie,/
Nie mogę zebrać ducha.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Módl się do mnie!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Straszny człowieku! Teraz widzę jasno/
Że ty zbytecznie ufasz w siłę własną./
Nie zważasz, jaka nastąpiła zmiana;/
Że ty ze sługi pozyskałeś pana./
Bo i do czegóż ona tobie służy?/
Nie, by nad sobą objąć panowanie;/
Ty jej zażywasz zuchwale, jak burzy,/
Sądząc, iż ona za wszystko ci stanie,/
Na łup oddajesz ją żądzy wszelakiéj:/
Jeźdźcze, ty własne zajeżdżasz rumaki.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Judyto, słusznie ty śmiejesz się ze mnie./
Kobiecie rzecz tę tłumaczyć daremnie,/
Do której ona nigdy się nie wzniesie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ucz się szanować mnie Holofernesie!/
<didask_tekst>dumnie</didask_tekst>/
Widzisz kobietę, która śmierci grotem/
Przyszła cię przeszyć i oznajmia o tém.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Oznajmia o tym! By w tym samym czasie/
Uniemożliwić w czynie wolę własną;/
Jest to lęk skryty, co za wielkość ma się./
Ja cię przenikam, widzę ciebie jasno:/
Umysł twój bywał do wielkości skory,/
Lubiłaś zawsze nadzwyczajne wzory,/
I tamci głupcy tobie uwierzyli./
Teraz twa dusza do ziemi się chyli,/
Boś tu pierwszy raz spostrzegła człowieka,/
I teraz inne cię wyjście nie czeka/
Od zwątpień tkwiących w głębi twego łona,/
Tylko dla wroga cześć nieokreślona./
Szukasz więc prądu, na którego fali/
Mogłabyś zwrócić bieg i płynąć daléj;/
I w najtajniejszych głębiach swej istoty/
Myślą przebiegasz te wszystkie obroty,/
Jak by mnie wtrącić w samoponiżenie/
A samej z prochu wznieść się nieskończenie./
Gdybym, nieprawdaż, kazał cię w kajdany/
Zakuć, umęczyć i zabić nareszcie,/
Byłby to dla cię tryumf niesłychany!/
Kobiety! Jakże wy śmieszne jesteście!/
Przyszłaś mnie zabić, ty, dumna niewiasto,/
By swe ocalić zagrożone miasto?/
A czy wiesz, jaka wzroku mego siła?/
Gdybyś mi wino zatruła w tym dzbanie,/
Spojrzałbym tylko na ciebie i na nie.../
I ty byś sama czarę wychyliła.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Prawdą więc były Achiora słowa:/
Nad wszystkie głowy Holoferna głowa.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Wielka umysłem a słabego serca!/
Chwiejesz się; tyś mnie nareszcie pojęła./
Przy moim łożu stał już raz morderca:/
Lecz zamiast żwawo przystąpić do dzieła,/
Dzwoniąc zębami błagał wszystkie bogi/
Aby do czynu dodały mu siły./
Aż mnie te modły jękliwe zbudziły.../
Pada przede mną, głosem pełnym trwogi/
O przebaczenie prosząc. Ja mu dałem/
Od tejże doby<pe><slowo_obce>od tejże doby</slowo_obce> (daw.) --- od tego momentu.</pe> straż nad moim ciałem,/
I odtąd wszędzie zasnąć mogłem śmiało:/
Padł przy mnie w bitwie ugodzony strzałą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do siebie, w pomieszaniu</didaskalia>



<kwestia><strofa>Ja chcę, ja muszę... Cicho, serce zdradne./
W jakąż ja hańbę na wieczność popadnę,/
Jeśli nie zdołam...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>ściskając jej rękę</didaskalia>

 

<kwestia><strofa><wers_cd>Powiadam ci szczerze,</wers_cd>/
Judyto: gdyby mi moi żołnierze/
Jeńcem przywiedli wyższego człowieka,/
Nie złość spotkałaby go, lecz opieka./
I gdyby to był przeciwnik mój srogi,/
Jak ty mi groził, jak ty patrzył dumnie,/
Przeszkody bym mu usuwał z pod nogi/
I włos by jemu nie spadł z głowy u mnie./
Bo ja znam tylko jeden grzech: jeżeli/
Na wielkość mały rzucić się ośmieli,/
I gdy w koronę ustroić się stara./
Toż czciłem nawet Nebukadnezara/
Póki zbytecznie nie zatył. <didask_tekst>bardzo poważnie</didask_tekst>/
<wers_cd>Judyto!</wers_cd>/
Gdybym mógł ulec przed jaką kobiétą,/
To tą kobietą ty jesteś jedyna;/
I ty byś była matką mego syna,/
Czyli, jak u was nazywają, żoną!/
Ale nie minął okres pięciodniowy:/
Więc gdy do jutra nie zdejmiesz mi głowy,/
Jaka ci kara ma być wymierzoną?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Wtedy przed tobą padnę na kolana,/
Czcząc jako mego jedynego pana/
I Boga ojców moich.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>HOLOFERNES</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Zgoda!... Wreszcie:</wers_cd>/
Czy tak, czy owak, jutro będę w mieście./
Już moi zbrojni tak je opasali,/
Ze tylko stuknąć, a brama się zwali. <didask_tekst>odpasuje miecz</didask_tekst>/
<wers_wciety typ="1">Teraz ja spać chcę, udam się na łoże.</wers_wciety>/
Jak ja, wojownik, snu czekać nie może:/
Ja jemu rozkazuję; i z wysokiéj/
Kolebki życia jednym żwawym skokiem/
Nurzam się w morzu ciemnym i głębokiém,/
Gdzie się do życia czerpią nowe soki./
<wers_wciety typ="1">Ty drżysz, kobieto, i cofasz się wstecz?...</wers_wciety>/
Chcesz być mym stróżem?... To leży mój miecz!</strofa></kwestia>



<didaskalia>Odchodzi do sypialni. <osoba>Judyta</osoba> idzie, tak jakby także chciała odejść, ku
drugiej stronie sceny; potem staje i wolno powraca na środek.</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA 5</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Judyta</osoba> i <osoba>Mirza.</osoba></didaskalia>




<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>Stanęłam nad tą przepaścią zbyt wcześnie,/
Którą mi, Panie, ukazałeś we śnie./
Lecz gdy się rzucę w to ciemne przestworze,/
Czy ty tam będziesz, ojców moich Boże,/
Czy mnie tam przyjmiesz w ojcowskie ramiona,/
Do ojcowskiego czy przyciśniesz łona,/
Czy sprawisz, zgrozy nim przejmą mnie dreszcze,/
By pamięć tego zagasła nade mną/
Com uczyniła... przebóg! czegom jeszcze/
Nie uczyniła? Jestem jak w noc ciemną/
Ów człowiek, który w cel zakryty mierzy,/
A trafić musi, bo na tym zależy/
Cały byt jego. Więc oko przymyka,/
Drży jego ręka... nacisnął... wykrzyka/
Krzykiem okropnym, bo zwalił on może/
To, co mu było najdroższym. O! Boże,/
W umysł mój wpija się jakaś myśl dzika,/
Jakobym w niego uderzając, razem/
Zabiła siebie, za Twoim rozkazem;/
Jakoby strzała w niego wymierzona/
Miała się zwrócić do mojego łona;/
Och! i jakkolwiek wzniosę się wysoko,/
Nie może nigdzie minąć go me oko./
Tylko go uczcić nie mogę. I czemuż?.../
Mnie się wydaje --- duszo moja, przemóż<pe><slowo_obce>przemóc</slowo_obce> (daw.) --- pokonać.</pe>/
Te trwogi --- że on ma słuszność: na świecie/
Nie ma dobrego i złego, jedynie/
Wielkie i małe. Boże! Ty sam przecie,/
Który w bezbrzeżnej panujesz dziedzinie;/
Zjawiasz się tylko w gromie, w błyskawicy,/
Bolesne łono rozdzierasz ziemicy,/
Że buchająca z głębin moc płomienia/
Oblewa grody i w popiół zamienia;/
Z okrytych źródlisk ty wypuszczasz wody,/
By przez nie całe wyniszczyć narody./
<wers_wciety typ="1">I on jest takim. Co ja mówię, Boże!</wers_wciety>/
Czyż on tak moją już opętał duszę,/
Że ona myśleć inaczej nie może/
I ja żyć według jego wskazań muszę?/
Ha! On mnie odwiódł od mojego Boga;/
Więc zginie. Tylko jeśli zniszczę wroga,/
Może Bóg moje odstępstwo przebaczy;/
Więc zginie. Czuję: to przeklęte serce/
Zdolne pokochać zbójcę i wydziercę;/
Więc zginąć musi Holofern: inaczéj/
Jam odtrącona. Stań przy mnie, Jehowo,/
I niech w tym domu stanie się Twe słowo!/

<didask_tekst>Otwiera zasłonę sypialni. <osoba>Holofernes</osoba> spoczywa na łożu: tarcza i zbroja
obok niego.</didask_tekst>/

On śpi spokojnie, mam otwartą drogę!/
Lecz czyż śpiącego zamordować mogę?/
Ach, niedorzeczna! Gdy go sen odleci,/
Czyż ramię twoje na czyn się odważy?/
Już jakby wietrzyk muska go po twarzy,/
Niebawem we śnie może go oświeci/
Błysk ducha: wtedy za późno, niewiasto!/
Rzeź i pożoga czeka twoje miasto./
A gdy mu obie ręce, wśród płomieni/
Dymiąca ziomków twych krew zaczerwieni,/
Ty musisz krzyknąć: chwała tobie, chwała!/
I doń się modlić, jakoś ślubowała./
Więc... Módl się za mnie, Mirzo!... Tam jest łoże,/
Tu miecz... Czas nadszedł... Dopomóż mi, Boże!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Chwyta za miecz <osoba>Holofernesa</osoba> i wpada do sypialni: zasłona się zasuwa.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Panie! Bądź przy niej i wskazuj jej drogę!/
Wątpiłam; teraz wątpić już nie mogę:/
Ona to spełni! <didask_tekst>Z dala słychać muzykę i okrzyk wojenny</didask_tekst>/
<wers_cd>Co to znaczy? Biada!</wers_cd>/
Jakiż to okrzyk do obozu wpada?/
Coraz to bliżej... Jeśli kto w tę stronę/
Zaniesie kroki, jesteśmy zgubione!/
<didask_tekst>Muzyka i okrzyki coraz bliższe i dziksze.</didask_tekst>/
Trąby i bębny... Czy mnie słuch nie myli?/
To nasi! Czyżby aż tu się przebili?</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA 6</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Mirza</osoba> --- <osoba>Podkomorzy</osoba>, wpada z pośpiechem; następnie <osoba>Judyta</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PODKOMORZY</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Zbudź się, hetmanie! Zerwij się na nogi,/
Holofernesie! Opadli nas wrogi,/
A wojsko twoje przerażone stoi/
Nie słysząc głosu, nie widząc twej zbroi./
Wróg zaś się wścieka, tratuje, uderza,/
Na kształt dzikiego i głodnego zwierza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



<didaskalia>pod otwartą kotarą ukazuje się z mieczem zakrwawionym w ręku; pomieszana, nieruchoma</didaskalia>



<kwestia><strofa>Cicho! Ach, cicho!... Widzicie mordercę.../
Jam ugodziła wasz świat w samo serce,/
Trafiłam dobrze... Słyszycie? Czujecie?/
Tam się sprężyna zrywa we wszechświecie./
Ziemia się chwieje pode mną, w jej łonie/
Pęka już otwór, który mnie pochłonie!</strofa></kwestia>



<didaskalia>Stoi wciąż odtąd jak martwa i patrzy nieruchomo w ziemię, na mieczu wsparta.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PODKOMORZY</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>zagląda do sypialni i cofa się z okrzykiem na zewnątrz</didaskalia>



<kwestia><strofa>Asyryjczycy! Precz, na wszystkie strony!/
Hetman nieżywy, leży krwią zbroczony <didask_tekst>uchodzi</didask_tekst>.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA 7</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Judyta</osoba>, <osoba>Mirza</osoba>. Do namiotu wkraczają: najsamprzód<pe><slowo_obce>najsamprzód</slowo_obce> (daw.) --- najpierw.</pe> <osoba>Achior</osoba>, następnie
<osoba>kapłani</osoba>, <osoba>Najstarszy</osoba>, <osoba>Zbrojni</osoba>, Lud, wśród którego <osoba>Efraim</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Cóż to się stało? Co ich onieśmiela?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>wskazując na <osoba>Judytę</osoba> i sypialnię</didaskalia>



<kwestia><strofa>Patrz!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ACHIOR</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>podchodzi do sypialni, rozgląda się</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Trup bez głowy... Okropność!... Widzicie?</wers_cd>/
To Holofernes!... Któż mu odjął życie?/
<didask_tekst>Spogląda na Judytę.</didask_tekst>/
Ręka kobiety! <didask_tekst>klęka</didask_tekst> Boże Izraela,/
Wielkim Ty jesteś na ziemi i w niebie,/
I nie ma boga innego prócz Ciebie <didask_tekst>wstaje</didask_tekst>/
Cośmy poczęli w rozpaczliwym szale,/
Pozwól dokonać w dzielności i chwale./
Myśmy ciągnęli na śmierci spotkanie,/
A Tyś zwycięstwem obdarzył nas, Panie!</strofa></kwestia>



<didaskalia>Chce odejść. <osoba>Efraim</osoba> i inni już mają iść za nim, kiedy następuje wrzawa
na scenie i za sceną. Płomienie dają się spostrzegać. Wchodzą: <osoba>Kapłan</osoba>
i <osoba>Najstarszy</osoba> w uroczystym orszaku.</didaskalia>




<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>rozejrzawszy się dokoła</didaskalia>



<kwestia><strofa>Judyta!... przez nią wy wolni jesteście./
Gdyby Holofern dziś posiadał życie,/
Żywa by dusza nie została w mieście:/
Więc na wiek wieków, cześć, chwała Judycie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Chwała Judycie!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>występuje z mieczem w ręku, jakby zbudzona z letargu</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Panu tylko chwała,</wers_cd>/
Nie mnie. Ja jestem podobną tej broni/
Holofernesa, wrosłej do mej dłoni:/
Miała go bronić i śmierć mu zadała.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Teraz nagrody żądać możesz śmiele.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>LUD</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Żądaj nagrody!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Cni obywatele,</wers_cd>/
Szydzicież sobie ze mnie? <didask_tekst>do <osoba>Najstarszego</osoba></didask_tekst> Gdyby nie to,/
Że mi nagroda nie była podnietą,/
Sama spełniła sprawę przedsięwziętą,/
Zamiast cudzymi rękami, dogodnie,/
Musiałabym się oskarżyć o zbrodnię./
<didask_tekst>do <osoba>Kapłanów</osoba></didask_tekst>/
Kiedy ofiarę wasz ołtarz pochłania,/
Czy o nagrodzie wy dla niej myślicie,/
I dokuczacie jej przez zapytania,/
Jakiej zażąda za krew swą i życie?/
<didask_tekst>Po chwili, jak gdyby nagle przyszła jej myśl jakaś</didask_tekst>/
A jednak żądam nagrody za trudy:/
Tylko udzielić ślubujcie mi wprzódy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do Ludu</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Żąda nagrody! Pytam, czy spełnicie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>LUD</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Zaprzysięgamy!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>po chwili, silnie</didaskalia>

 

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Odbierzcie mi życie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>LUD</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>
Nie chcemy!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>cofając się, do <osoba>Judyty</osoba></didaskalia>

 

<kwestia><strofa>
Lud twych życzeń nie podziela.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Lecz mam przysięgę w imię Izraela.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Ręce me ciebie, jak pancerz, opaszą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MIRZA</naglowek_osoba>



 

<kwestia><strofa>Judyto!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do <osoba>Najstarszego kapłana</osoba></didaskalia>

 

<kwestia><strofa>
Cóż ty?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NAJSTARSZY</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>z dreszczowym wysileniem</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ma przysięgę naszą.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>I ,,nie zabijaj --- mówi Pan --- człowiecze;"/
A kto krew przelał, tego krew pociecze./
<didask_tekst>do Achiora</didask_tekst>/
Tobie dziękuję za pomoc oręża./
<didask_tekst>do Efraima</didask_tekst>/
Dla ciebie miłość zachowuję bratnią.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>EFRAIM</naglowek_osoba>


<kwestia><strofa>Droga! <didask_tekst>Rzuca się ku niej; ona go skinieniem oddala</didask_tekst></strofa></kwestia>






<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>do Ludu</didaskalia>

 
<kwestia><strofa>Zabiłam najpierwszego męża;/
A wy zabijcie kobietę ostatnią.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Rzuca miecz. <osoba>Efraim</osoba> załamuje ręce i pada u jej nóg. Grupa żałobnicza
ukazuje się. Ostatni połysk palącego się namiotu. Zasłona spada.</didaskalia>

</dramat_wierszowany_l></utwor>