<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#"><rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/gruszecki-w-podziemiach-ruin/">
    <dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gruszecki, Artur</dc:creator>
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-07-16</dc:date>
    <dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2000</dc:date.pd>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl) na podstawie tekstu dostępnego w serwisie Wikiźródła (http://pl.wikisource.org). Redakcję techniczną wykonała Paulina Choromańska, natomiast korektę utworu ze źródłem wikiskrybowie w ramach projektu Wikiźródła. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
    <dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
    <dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/w-podziemiach-ruin</dc:identifier.url>
    <dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
    <dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
    <dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Artur Gruszecki zm. 1929</dc:rights>
    <dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Artur Gruszecki, W podziemiach ruin. Opowiadanie, nakładem Michała Arcta, druk P. Laskauer i Babicki, Warszawa 1898. </dc:source>
    <dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://pl.wikisource.org/wiki/W_podziemiach_ruin_%28Gruszecki%29/ca%C5%82o%C5%9B%C4%87</dc:source.URL>
    <dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
    <dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
    <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">W podziemiach ruin</dc:title>
    <dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/10651281784_0e82957825_k.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ruins - Rovine, Simone Tagliaferri , CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/4369</dc:relation.coverImage.source>
<developmentStage>0.3</developmentStage>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/w-podziemiach-ruin.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0292-6</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/w-podziemiach-ruin.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1348-9</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/w-podziemiach-ruin.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2303-7</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/w-podziemiach-ruin.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3288-6</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/w-podziemiach-ruin.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4374-5</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
  <category.legimi>Dwudziestolecie międzywojenne</category.legimi>
<category.thema.main>FS.WL-N</category.thema.main>
    <category.thema>FS</category.thema>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    </rdf:Description></rdf:RDF><opowiadanie>

<abstrakt>
<akap>Opowiadanie Artura Gruszeckiego (1852--1929) o odważnym chorążym Macieju Dzierzbickim, który dzielnie staje w obronie swojej córki Anielki, nie godząc się na oddanie jej ręki niemieckiemu grafowi.</akap>




<akap>,,W podziemiach ruin" to interesująca opowieść, którą czyta się łatwo, lekko i przyjemnie, niewymagająca podjęcia wysiłku intelektualnego. Tak też oceniano całą twórczość Gruszeckiego --- zgrabne stylistycznie utwory, niejednokrotnie publikowane w odcinkach w prasie codziennej, dostarczały ówczesnym czytelnikom wzruszeń i rozrywki, lecz próżno szukać w nich dogłębnych analiz psychologicznych postaci i szerokiej prezentacji tła społecznego. Utwory autora stanowią w swej istocie rodzaj zbeletryzowanej kroniki wydarzeń z XIX i XX wieku.</akap>



</abstrakt>

<autor_utworu>Artur Gruszecki</autor_utworu>

<nazwa_utworu>W podziemiach ruin</nazwa_utworu>

<nota_red>
<akap>Poprawiono błędy źródła: mężai -> męża i; graf -> Graf.</akap>


</nota_red>




<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>





<akap>Niedaleko granicy Marchii Brandeburskiej, a dzisiejszych Prus, stał nad Notecią zameczek obronny, Ostrów. </akap>

<akap>Gruby mur otaczał go wokoło, wewnątrz wznosił się piętrowy dom, w którym przemieszkiwała z dziada pradziada rodzina szlachecka Dzierzbickich. </akap>

<akap>W czasie, w którym rozpoczyna się to opowiadanie, właścicielem zameczku był Maciej Dzierzbicki. Jako młodzieniec brał on udział w sławnej wyprawie Króla Jana Sobieskiego pod Wiedeń, lecz ranny pod Parkanami wrócił do domu i osiadł w Ostrowie. </akap>

<akap>Czyniąc zadość woli zmarłego ojca, ożenił się, i wkrótce Pan Bóg dał mu dwie córki. Starsza Aniela liczyła już lat dziewiętnaście; wysoka, kształtna, piękna szatynka słynęła zarówno z urody jak i z dobroci. Okoliczni włościanie nazywali ją swoją matką, bo gdzie tylko zjawiła się choroba, a za nią głód i nędza, Aniela śpieszyła z pomocą. Często też wyjeżdżała konno do wsi okolicznych, a chłopi zdaleka poznawali dzielnego jej siwka, którego zazwyczaj dosiadała, odwiedzając chorych i potrzebujących pomocy. </akap>

<akap>Słońce wiosenne miało się już ku zachodowi. Pani Dzierzbicka z młodszą córką, dziesięcioletnią Janinką, siedziała obok męża na ganku zajęta robotą. Nagle, odkładając trzymany w ręku haft, rzekła: </akap>

<akap_dialog>--- Jestem niespokojna o Anielkę. Wyjechała tak dawno i dotychczas nie wraca. Może ją koń poniósł? Może spadła z siodła? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Anielka spadłaby z konia! --- zdziwiła się Janinka. --- Przecież ona jeździ doskonale! </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Prawdę mówi Janinka --- uspokajał mąż. --- Bóg nie dał mi syna, ale i on nie jeździłby tak dzielnie jak Anielka. Bywało koń skoczy w bok, zlęknie się, ona nawet nie drgnie na siodle. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czemuż nie wraca? --- niepokoiła się matka. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pewno pojechała daleko, ale zresztą, poco ten niepokój, wszak jest z nią stary Bartosz, a ten ją obroni w każdej potrzebie. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Otóż i Anielka! --- zawołało dziecko, wskazując na daleką kurzawę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Chwała Bogu! --- szepnęła matka. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ależ pędzi, Bartosz zaledwie zdąża, a to przecież jeździec nielada. </akap_dialog>

<akap>Zbliżywszy się do bramy, młoda dziewczyna zwolniła bieg konia, kłusem przejechała dziedziniec, lekko zeskoczyła z siodła przed gankiem i, oddawszy wierzchowca masztalerzowi, pośpieszyła do rodziców. Zarumieniona szybką jazdą weszła na ganek i, całując rękę matki, przemówiła dźwięcznym głosem: </akap>

<akap_dialog>--- Niech mi mama daruje to opóźnienie, ale miałam przygodę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jaką? Mów moje dziecko. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zaraz opowiem, tylko trochę odpocznę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Siadaj obok mnie Anielko i odpocznij --- rzekł ojciec. </akap_dialog>

<akap>Po chwili dziewczę zaczęło: </akap>

<akap_dialog>--- Byłam w ruinach... </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak daleko, i poco? --- przerwała matka. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To niedaleko mamo, może godzina drogi. Namówiłam Bartosza, aby mi towarzyszył, gdyż on wzdragał się, mówiąc o strachach i duchach. To podnieciło mnie jeszcze bardziej, uparłam się i pojechałam. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- I zobaczyłaś ducha? --- spytała ją siostra. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Żadnego, moja Janinko, ale wysłuchałam ciekawej opowieści i spotkałam znajomego. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kogóż to? --- zapytała matka. </akap_dialog>

<akap>Zanim Anielka zdołała odpowiedzieć, rzekł ojciec: </akap>

<akap_dialog>--- Opowiadaj po kolei, porządek przedewszystkiem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc najpierw opowiadanie o ruinach zamczyska. Dobrze mamo? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Słuchamy! --- zawołała wesoło Janinka. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Otóż dawno, już dawno temu, pan tego zamku miał trzy córki, a gdy żona mu zmarła, ożenił się powtórnie, aby dać dzieciom opiekę, gdyż sam musiał iść na wojnę. Minęło lat kilka --- ojciec jak nie wraca, tak nie wraca, a macocha rządzi i krzywdzi sieroty, by zabezpieczyć wszystko swemu synkowi. Wreszcie przyszła wieść o śmierci ojca; wówczas macocha postanowiła pozbyć się pasierbic. Idzie do wróżki, a ta jej mówi; strzeż się pasierbic, bo przez nie zginiesz nie swoją śmiercią. Zawzięta kobieta tak strasznie dokuczała i znęcała się nad sierotami, że one wreszcie z rozpaczy rzuciły się do głębokiej studni zamkowej. Właśnie w tym czasie bawił się na dziedzińcu synek tej srogiej kobiety, a chcąc zobaczyć, co się stało z jego przyrodniemi siostrami, nachylił się tak nieszczęśliwie, że wpadł również do studni i zabił się na miejscu. W jakiś czas wrócił z wojny pan zamku, gdyż wieść o jego śmierci była kłamliwą, a dowiedziawszy się o wszystkiem, zabił własnoręcznie swą drugą żonę, zamek podpalił i sam skoczył w płomienie. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- I co dalej? --- spytała Janinka, gdy siostra umilkła. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Od tego czasu w ruinach ciągle straszy; chodzą duchy, potwory dziwne, i każdy unika starego zamczyska. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Opowieść ładna, ale nieprawdziwa --- rzekł ojciec. --- Zamek zburzyli Niemcy; a że jest daleko od drogi i ludzi, więc nikt go nie odbudował. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zapewne tak napisano w tych wielkich księgach, które ojciec ma w swym pokoju --- rzekła Anielka --- i pewno to prawda; ale ja wolę tę żywą historyę o nieszczęśliwych sierotach, o macosze, o tych strachach, duchach, potworach. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nietylko ty wolisz --- odpowiedział ojciec. --- Wszyscy włościanie, a nawet szlachta są przekonani, że w tych ruinach coś straszy, i nikt nie odważyłby się pójść tam w nocy, a i w dzień jasny z pewną trwogą zbliżają się do zamczyska. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- O! w dzień nie bałabym się zupełnie! --- zawołała Janinka. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Teraz prawdopodobnie nie przytrafiłoby ci się nic złego, ale dawniej, jeszcze za ś.p. ojca mego, zamczysko to zamieszkiwali rozbójnicy i łotrzykowie. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- I co? I co? --- spytała Anielka z żywością. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A cóż ma być? Jak zwykle napadali podróżnych, dwory i chaty na odludziu okradali i rabowali, a blizkość granicy sprzyjała ich procederowi. Aż nareszcie sprzykrzyło się to ludziom, i starościńscy pachołkowie część zabili, a drugą powiesili. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Chciałam wejść w podziemia --- zaczęła znów Anielka --- podobno są tam skarby, ale Bartosz bardzo się wzbraniał, a że i światła nie miałam, wiec tylko pozostała mi chęć odwiedzić tę część zamczyska. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie spodziewałam się tego, Anielko, --- rzekła matka dość surowo, --- by moja córka mniej miała zastanowienia od masztalerza. Toż w podziemnych chodnikach o złe powietrze lub o nieszczęście nie trudno. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Matka ma zupełną słuszność --- dodał pan Dzierzbicki. --- W takich ciemnicach gnieżdżą się choroby, gady, jaszczurki. Proszę też waćpanny wybić sobie z głowy podobne przedsięwzięcia. </akap_dialog>

<akap>Anielka zawstydzona umilkła. Matka nie zapomniała jednak o drugiej części przygód i po chwili spytała: </akap>

<akap_dialog>--- Kogo też spotkałaś dzisiaj? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Znajomego rodziców, grafa von Tannenburg, który przesyła rodzicom pokłony. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Grafa von Tannenburg? Tu? na naszej stronie? --- zdziwił się ojciec. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jeździł w odwiedziny do kasztelana i wspominał coś, że był u starosty. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pewno łotrzyki z Brandeburgii uciekli do nas, albo nasi tam dokazują, więc żądał pomocy. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Albo też posunął się w konkury o starościankę, bo już panna z niej leciwa --- dorzuciła pani Dzierzbicka. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ee! także coś! --- odrzekł wzruszając ramionami pan Maciej. --- Tym niewiastom zawsze roi się o małżeństwie. Niemiec, protestant, ziemi ma niewiele i narażałby się tak łatwo na wyraźną rekuzę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Znowu zasię ja powiem --- zaczęła pani --- że młody on, i wiem, że dufa wiele w swe grafostwo. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A niech tam! --- machnął ręką mąż. --- Ja córki nie dałbym mu, chociażby był piękny, jak Adonis, i bogaty, jak Krezus. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ktoś jedzie do nas --- zawołała nagle Anielka. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ho, ho, i liczna kawalkata! --- rzekł pan Dzierzbicki. Wstał, wychylił się z ganku i, klasnąwszy w ręce na służbę, rozkazał: </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Hej! Niech klucznik przysposobi gościnne komnaty, ochmistrz i szafarz niech pomyślą o gościach, by przyjąć przystojnie. A stajnie niech będą w porządku. </akap_dialog>

<akap>Równocześnie pani Dzierzbicka wraz z córkami poszła do fraucymeru, by siebie i córki godnie przystroić na przyjęcie gości. </akap>




<naglowek_rozdzial>II. Wizyta</naglowek_rozdzial>






<akap>Pan Maciej Dzierzbicki, narzuciwszy na siebie ozdobniejszy kontusz, czekał na ganku gości, którzy, wjechawszy na dziedziniec zameczka i uchylając czapek, wołali: </akap>

<akap_dialog>--- Witamy z Bogiem i dobrem słowem. </akap_dialog>

<akap>Gospodarz z rozjaśnioną twarzą kłaniał się, założywszy rękę lewą za pas błyszczący, bowiem od czasu rany otrzymanej w ramię pod Parkanami z wielką tylko trudnością władał lewą ręką. </akap>

<akap>Gdy z konia zeskoczył gość, przybrany w kołpak z czaplem piórem i spinką brylantową, w żupan i kontusz bogaty, i, acz podróżny, z karabelą u pasa; pan Maciej Dzierzbicki zszedł ze schodów gankowych i, schylając głowę, witał: </akap>

<akap_dialog>--- Czołem, mości Kasztelanie! Czołem! </akap_dialog>

<akap>A gdy uścisnęli sobie ręce, rzekł kasztelan: </akap>

<akap_dialog>--- Czołem, mości chorąży! Czołem! Przyjechaliśmy do was w gościnę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Witam was, mości kasztelanie, całem sercem! Raczcie wstąpić w me progi. Wielce wam wdzięczny za honor i wielki zaszczyt, który mi czynicie. </akap_dialog>

<akap>Po dłuższych ceregielach i wzajemnych przemówieniach udał się kasztelan do gościnnych pokojów, by przebrać się w strój godniejszy. </akap>

<akap>Tymczasem pan Maciej Dzierzbicki, któremu ziemianie dla jego zasług wojennych dali tytuł chorążego, wraz z małżonką i służbą przysposabiali przyjęcie. </akap>

<akap>Pan chorąży wydawał krótkie rozkazy, dotyczące zapasów piwnicy. </akap>

<akap>Przed nim stał i słuchał uważnie, niegdyś ochmistrz, dziś poważany przyjaciel domu, Michał Ziembiński, ubrany w biały żupanik atłasowy i w kontusz z białemi wylotami. </akap>

<akap_dialog>--- Dla takiego gościa, jak kasztelan, dasz, mości Michale, to wino, które pamięta Jana Kazimierza. Dasz je pod koniec, a lżejsze do mięsiwa. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Rozumiem, mości chorąży, sam dopilnuję kolei. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przy stole miej baczne oko na towarzyszów kasztelana --- upominał gospodarz. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jak zawsze! --- odpowiedział pan Michał. --- Krzywdy mieć nie będą. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Idźże, waść, teraz do piwnicy, a klucza nie wypuszczaj z rąk. </akap_dialog>

<akap>Po jego odejściu chorąży spojrzał na wielki stół, uginający się pod bogatą zastawą srebrną. Przed każdym nakryciem stał puchar, a największy i najozdobniejszy, z czystego kryształu przed nakryciem dla kasztelana. Przybiegł wreszcie pachołek, dając znać, iż kasztelan już ubrany. </akap>

<akap>Wkrótce potem przyodziany w bogaty strój wszedł i sam kasztelan, człek niemłody, dobrze szpakowaty, ale okazały, pełen jeszcze sił i zdrowia, i już z progu mówił: </akap>

<akap_dialog>--- Witam uniżenie wielce miłościwą panią chorążynę! O zdrowie i pytać nie potrzebuję, bo wygląda pani chorążyna, jak róża. </akap_dialog>

<akap>Dygnęła pani, rumieniąc się, jak młoda dziewczyna, a tuż zwrócił się kasztelan i do Anielki: </akap>

<akap_dialog>--- Witam waćpannę chorążankę! Kwiat jej piękności słynie nietylko w całej Polsce, ale i zagranicą są zacni kawalerowie, którzy radziby uszczknąć ten pączek. </akap_dialog>

<akap>Anielka zapłoniona schyliła się, by ucałować rękę gościa, lecz nie pozwolił na to kasztelan, pocałował ją w czoło po ojcowsku, a ona w ramię. </akap>

<akap_dialog>--- Łaskawe słowa pana kasztelana przyjmujemy jako miłe komplimenta, gdyż pochodzą z ust szlachetnych. </akap_dialog>

<akap>Poczem pomodliwszy się, siedli do stołu. Gdy pierwszy apetyt minął, zapytał pan chorąży o sprawy publiczne. </akap>

<akap_dialog>--- Saskie wojsko, te pijawki, ssące naszą krew, ustępują z granic Rzeczypospolitej, a do Króla szwedzkiego, Karola XII, wysłał senat posłów, by zaprzestał walki z nami, bowiem inna rzecz jest król nasz August II, a inna Rzeczpospolita, która nie chce nowej wojny szwedzkiej. </akap_dialog>

<akap>Wszczął się żywy dyskurs polityczny, wszyscy obecni byli za utrzymaniem pokoju ze Szwecyą. Pod koniec uczty uprzejmy kasztelan zwrócił słów kilka do Michała Ziembińskiego i zapytał go w końcu: </akap>

<akap_dialog>--- Cóż się dzieje z waści siostrzeńcem Jakubowskim? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Narobiwszy mi wstydu, a sobie hańby, uciekł do Brandeburgii. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To waść i kontent --- rzekł kasztelan. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Z ucieczki tom rad, ale żal mi, żem tyle lat chował i pielęgnował tę gadzinę przy sobie, korzystając z łaski pana chorążego. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Szkoda, że go nie ubito --- westchnął chorąży,
bo o zakałę szlachectwa u takiego łotrzyka nietrudno. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co ma wisieć, nie utonie --- dodał kasztelan. </akap_dialog>

<akap>Gdy ucztę skończono, poprosił kasztelan chorążego i jego małżonkę na osobną rozmowę. Gdy usiedli we troje w pięknie przystrojonej bawialni, zagaił rozmowę kasztelan. </akap>

<akap_dialog>--- Do was panie chorąży, jako do ojca, i do pani chorążynej, jako do matki, zwracam me słowa, prosząc o łaskawą odpowiedź. Zacny kawaler, graf von Tannenburg, sam mnie prosił i przywiózł listy polecające od moich zagranicznych przyjaciół, bym został jego orędownikiem u was. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co? Graf von Tannenburg?... Niemiec?! --- krzyknął oburzony pan Dzierzbicki. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wysłuchajcie mnie wpierw, mości chorąży. Zacny ten kawaler wsławił się już w walce z Duńczykami, sam książę brandeburski wysoce go ceni, ród dobry, majątek jest, umiłował-ci też starszą córkę waszą, Anielkę, czemu się nie dziwię, i radby te amory zakończyć węzłem małżeńskim. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nic z tego! zawołał ostro chorąży. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jednak namyślcie się, mości chorąży, spytajcie żony, córki --- doradzał zakłopotany kasztelan. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pzedewszystkiem --- przerwał gorączkowo chorąży --- moja wola jest ich wolą, a córkę przeklnę i wolałbym ją widzieć na marach, jakkolwiek miła mi ona i bardzo, aniżeli żoną Niemca, protestanta i jakiegoś grafa von Tannenburg, który bodaj czy nie z mnichów krzyżackich pochodzi. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ale... ale... --- uspokajał go swat. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Chce pan kasztelan wiedzieć wolę mej żony i córki, to niechaj spyta. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Starczą mi wasze słowa, mości chorąży, i tę rekuzę prześlę grafowi z Tannenburga. Darujcie mi, że podjąłem się tego niefortunnego poselstwa, nakłoniony jego prośbami i listami. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przecież to nie żaden despekt dla nas --- rzekła pani. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dla waćpani może i nie, ale dla mnie jest, nie ośmieliłby się też Niemiec, gdybym miał syna ---
westchnął chorąży z żalem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wola Boga! --- przemówił kasztelan, a po chwili dodał: --- Wiedziałem ja dobrze, że córki nie dacie, bo
i szkoda dziecka z dobrego gniazda dla Niemca. Słyszałem, że w Sandomierskiem wiodą rej Dzierzbiccy, to już lepiej swojemu zostawić Ostrów i córkę. A teraz pobawiłbym się kielichem, bom i rad z waszej odpowiedzi. </akap_dialog>

<akap>Całą noc trwała uczta, na drugi dzień poprawiny, i dopiero trzeciego dnia wyjechał kasztelan, zapraszając serdecznie chorążostwo do siebie. </akap>



<naglowek_rozdzial>III. Oświadczyny</naglowek_rozdzial>





<akap>Dwa tygodnie minęły spokojnie po wyjeździe kasztelana, zapomniano prawie o Niemcu, gdyż chodziły głucho wieści o wojnie szwedzkiej, rozpoczętej wbrew woli senatu i sejmu, a one bardziej zajmowały Ostrów, aniżeli sprawa grafa. </akap>

<akap>Wtem jednego popołudnia zagrały trąby przed Ostrowom, i strojnie a zbrojnie, w sześć koni wjechał na zamek graf von Tannenburg. </akap>

<akap>Chorąży zły chciał się uwolnić od przyjęcia udaną chorobą, ale chorążyna umiała ugłaskać męża i skłonić do pozornej przynajmniej gościnności. </akap>

<akap_dialog>--- Tylko mi aśćka Anielki nie pokazuj, to ci mówię wyraźnie. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Już jegomość może być spokojny o Anielkę; ja wyjść do gościa muszę, bo takie prawo gościnności, ale nie obaczy on córek moich. </akap_dialog>

<akap>Wreszcie weszli oboje do sali jadalnej i kazali prosić grafa na skromny posiłek. </akap>

<akap>Niemiec wszedł śmiało, niemal dumnie i, schyliwszy głowę w stronę pani domu, rzekł złą polszczyzną; </akap>

<akap_dialog>--- Takie dziwne i nieprawdopodobne wieści przyniósł mi list kasztelana, że muszę je sprawdzić osobiście. Prosiłbym więc o chwilę rozmowy. </akap_dialog>

<akap>Chorąży z gniewu zaczął sapać i wąsa targać, ale chorążyna odpowiedziała z uśmiechem: </akap>

<akap_dialog>--- Zapewne i do pana grafa doszły słuchy o nowej wojnie, nie dziwię się, że chce je pan sprawdzić i miło mi, iż w dalekiej podróży możemy go ugościć chwilowo. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wojna, wojna --- odparł graf zmieszany trochę --- ale ja mam własny interes, który chciałbym zakończyć, i jestem pewien, że z panem chorążym, jako człekiem rycerskim, łatwo dojdę do ładu. Tymczasem, zanim wojna wybuchnie --- uśmiechnął się ironicznie --- pozwólcie złożyć u stóp waszych słowa głębokiego szacunku, z jakim dla was jestem zawsze. </akap_dialog>

<akap>Ucałował rękę chorążyny, uścisnął prawicę chorążego, który zwolna, jak gdyby zmuszony, mówił: </akap>

<akap_dialog>--- Cieszy mnie, panie grafie, że mój zameczek, jako leżący przy drodze z Marchii do Polski, został obrany na miejsce odpoczynku. Witaj nam jako gość, bądź pozdrowiony. </akap_dialog>

<akap>Młody graf aż pobladł z gniewu, położył rękę na szpadzie, ale pomiarkował się, musnął tylko wąsika i na zaproszenie chorążyny siadł do skromnego posiłku. </akap>

<akap>W rozmowie oświadczył Niemiec, że Karol XII, król szwedzki, już wkroczył na Litwę i przysłał posłów do księcia Brandeburgii z propozycyą wspólnego uderzenia na Rzeczpospolitą. Książe wzdraga się jeszcze, ale co znamienitsze rycerstwo ochotnie idzie pod sztandary protestanckiego króla. </akap>

<akap_dialog>--- A waszmość, panie grafie? --- spytał chorąży. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jeszcze nie wiem, --- odpowiedział Niemiec patrząc mu w oczy śmiało. --- Jeżeli znajdę tu, w Polsce krewnych, pójdę na Szwedów, uchybią zasię mej godności, to o lekarstwo przecież nietrudno. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To jest tak, panie grafie --- przerwał żywo chorąży --- kto nie chwyta za ogień, ten się nie poparzy. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja też nie po ogień, ale po ochłodę przyjechałem. </akap_dialog>

<akap>I już miał powstać, by uczynić wyznanie afektów, gdy drzwi się otworzyły, i wszedł Michał Ziembiński, donosząc chorążemu o przybyciu posłańca z pilnym listem. </akap>

<akap>Graf, który z dawniejszej bytności znał Ziembińskiego, zwrócił się do niego z zapytaniem: </akap>

<akap_dialog>--- Mości panie Ziembiński, a nie znacie wy Jakubowskiego? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Znam, albo co? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przyszedł do mnie prosić się o siużbę<pr>służbę. </pr> i powoływał się na wasze świadectwo. Kazałem mu zgłosić się później, póki nie dowiem się, co zacz. Cóż powiadacie? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przyjmie go pan graf, dobrze; nie przyjmie, także dobrze. Kiedyś go znalem, dziś umarł on dla mnie. --- Następnie zwrócił się do chorążego ze słowami: --- Co pan chorąży każe powiedzieć posłańcowi? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przynieś mi waszmość list, panie Michale. </akap_dialog>

<akap>Wkrótce potem chorąży, odczytawszy list przy stole, rzekł: </akap>

<akap_dialog>--- Zaproszenie na sejmik powiatowy jest w liście, powiedz waszmość, że stawię się na czas oznaczony. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na kiedyż ten sejmik? --- spytał Niemiec. </akap_dialog>

<akap>Chorąży, pragnąc pozbyć się niemiłego gościa, odpowiedział: </akap>

<akap_dialog>--- Pojutrze rano początek, a że daleko, więc jutro z wieczora wybrać się muszę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jeżeli tak, --- zaczął graf po chwili milczenia --- to i na mnie pora. Proszę więc obojga państwa na osobną rozmowę. </akap_dialog>

<akap>Chciała powstać chorążyna, ale mąż spojrzał na nią wymownie i rzekł: </akap>

<akap_dialog>--- Nikt nam i tu nie przeszkodzi. </akap_dialog>

<akap>Klasnął w ręce i pachołkowi wchodzącemu dał polecenie: </akap>

<akap_dialog>--- Pilnuj, by nikt tu nie wszedł aż do mego rozkazu. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zaczynaj mości grafie, słuchamy! </akap_dialog>

<akap>Ubodło to Niemca, że nie poproszono go do bawialni, że panny nie było przy stole, i że niechętnie go podejmowano; zmarszczył brwi, wstał i zwracając się do obojga małżonków, przemówił: </akap>

<akap_dialog>--- Nie tajno państwu, że córka ich starsza jest przedmiotem mych sentymentów małżeńskich. Przodkowie moi dobrze się zasłużyli, gdy cesarz niemiecki udarował ich tytułem grafowskim. Jestem młody, zdrów, bogaty i gdybym zechciał, nie odmówionoby mi nawet księżniczki. Lecz serce nie sługa, i oto amor ślepy zranił je, wypuściwszy strzałę z oczu panny chorążanki. Jako sąsiad wiem, że ród wasz dobry i stary; postanowiłem tedy ożenić się z nią i muszę się ożenić. W tym celu poprosiłem na swata człowieka, przez Polaków szanowanego, jest bowiem kasztelanem, senatorem u was; ale on nie potrafił widocznie przedstawić mojej sprawy dobrze, gdyż otrzymał nie dość jasną waszą odpowiedź, przyjechałem tedy sam, bo przez posłów wilk nie bywa syty. </akap_dialog>

<akap>Umilkł na chwilę, a chorąży, który z gniewu to bladł, to czerwieniał, wstał z krzesła i krzyknął: </akap>

<akap_dialog>--- Mości grafie! dość tych słów! Jedziesz waszmość fałszywą drogą, wskażę ci więc prawdziwą. Dziękuję, a nawet uznaję zaszczyt starania się waszmośćpana o rękę mej córki, ale nigdy ona nie zostanie waszą żoną, panie grafie, bo jest katoliczką i Polką. </akap_dialog>

<akap>Zabłysły oczy Niemca, który, mierząc pogardliwym wzrokiem chorążego, rzekł drwiącym tonem: </akap>

<akap_dialog>--- Uspokójcie się, panie chorąży. Nie chcecie mi dać córki z dobrej woli, to i dobrze. Ja zrobiłem, co do mnie należało, prosiłem was o rękę panny Anieli... a resztę zostawmy przyszłości. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gościem mi jesteś, panie grafie --- odezwał się spokojniejszym tonem chorąży, --- siadaj więc i spożywaj, co Bóg dał. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Darujcie, mości chorąży! Ciśnie mnie dach waszego domu a powietrze dusi, może kiedyś się zobaczymy w innych warunkach, a wówczas zaczniemy z innej beczki. </akap_dialog>

<akap>Skierował się ku drzwiom i, składając chorążynie ukłon głęboki, przemówił: </akap>

<akap_dialog>--- Zostańcie z Bogiem, czcigodna pani, zapomnijcie przeszłości, bo od dziś rozpoczynam nowe życie. </akap_dialog>

<akap>Chorąży nie ruszył się z krzesła, a gdy zamknęły się drzwi za Niemcem, rozparł się na stole i rzekł do żony: </akap>

<akap_dialog>--- Cóż aśćka, mościapanno, na to? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dopust boży! Zawsze jednak miło, że i obcy graf pokłonił się o naszą córkę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Białogłowom wżdy afekta w głowie --- odpowiedział drwiąco --- toż Niemczura zapowiada zemstę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A nie masz jegomość ludzi? Dałabym załogę, uzbroiła czeladź, i niech probuje! </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wiem to ja i bez aśćki rady, ale co mi po tem, gdy Anielka w niewoli być musi, bo może taki antychryst porwać ją, obaczywszy samą. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ee, porwanie to sprawa gardłowa --- zawołała chorążyna. --- I poco też jegomość wspomina o tem, a może to chwila nieszczęśliwa i sprawdzi się! </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Żartowałem, mościapanno! żartowałem! Toż byłby gardłem pokaran za taką sprawę porwania. Zawołaj jednak Anielkę. </akap_dialog>

<akap>Weszła świeża, piękna i młoda, jak poranek majowy. Stanęła pokornie z boku, czekając pytania. </akap>

<akap>Ojciec aż się rozjaśnił i z uśmiechem figlarnym rzeknie: </akap>

<akap_dialog>--- Ano, obmyśliliśmy męża dla waćpanny. Kawaler gładki, ma tytuł i majątek, tylko że to graf von Tannenburg! </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przebrzydły Niemczysko! --- szepnęła cichutko. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zostawiamy waćpannie przyjęcie kawalera; cóż powiesz? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czasem i żart boli, mój ojcze, --- odezwała się dziewczyna. --- Pradziadowie moi ginęli w bitwach z Niemcami, a ja miałażbym iść w ich niewolę dobrowolnie!? Powstaliby oni z grobów i obrzucili mnie przekleństwami! </akap_dialog>

<akap>Aż rozpłakał się chorąży, i tuląc córkę do piersi, mówił: </akap>

<akap_dialog>--- Nieodrodne ty moje dziecko! To też miłuję ciebie nad wszystko ziemskie! </akap_dialog>

<akap>Matka również ucałowała Anielkę, szepcząc: </akap>

<akap_dialog>--- Nie dam mego skarbu, chyba z życiem! </akap_dialog>

<akap>Rozochocony chorąży kazał dać całej służbie gorzałki i miodu, a zawoławszy Michała Ziembińskiego, posadził go u stołu i opowiedział szczegółowo całą rozmowę z grafem. </akap>

<akap>Ziembiński, wysłuchawszy opowieści do końca, nie taił swych obaw, iż graf może pokusić się o zdobycie siłą Ostrowa i zniewolenia Anielki groźbą. </akap>

<akap_dialog>--- Fraszki mości Michale! Alboż to ludzi nie mamy? Alboż Ostrów dwór bezbronny, czy co? Są mury, ludzie, zbroje, a w razie nagłego napadu jest wyjście skryte. </akap_dialog>

<akap>Aż drgnął Ziembiński na te słowa, bo przypomniał sobie, iż Jakubowski, on łotrzyk na niemieckich dworach poszukujący służby, zna owo przejście tajemne, przebywał bowiem długi czas w Ostrowie. Na razie jednak zamilkł i, stłumiwszy niepokój, bawił się kielichem do późna w noc. </akap>

<akap>Dopiero słowa stróża nocnego, wyśpiewane pod oknami: </akap>

<akap_dialog>--- Już dziewiąta na zegarze, idźcie do snu gospodarze! --- skłoniły ucztujących do spoczynku. </akap_dialog>



<naglowek_rozdzial>IV. Zemsta</naglowek_rozdzial>




<akap>Tydzień cały od bytności Niemca upłynął spokojnie, i już chorąży kpinkował sobie z groźb jego. Z jednej z takich chwil wesołości skorzystała Anielka i poprosiła ojca, by jej pozwolił wyjechać, ponieważ pupile wiejscy cierpieli z powodu nieobecności swej opiekunki. </akap>

<akap_dialog>--- Chcesz, to i jedź, ale na wszelki wypadek weź krucicę z sobą. </akap_dialog>

<akap>Samowtór z Bartoszem wyjechała tedy Aniela, bacząc zrazu pilnie na przydroża, lecz, gdy nic podejrzanego nie spostrzegła, puściła konia stępą. </akap>

<akap>Wtem z pobliskiego gaju wypada dwóch rajtarów, zastopują drogę i proszą by jechała z nimi. </akap>

<akap_dialog>--- Precz z drogi! --- krzyknęła, położywszy rękę na krucicy. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Precz rozbójnicy! --- wrzasnął Bartosz, naciskając konia, aby być bliżej. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nic nam do ciebie --- odezwał się jeden rajtar --- lecz ta panna musi iść z nami. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie pójdzie! --- krzyknął Bartosz i, wyciągnąwszy szablę, leciał na Niemca. </akap_dialog>

<akap>Ten spokojnie go wytrzymał i strzelił; widno trafił, bo Bartosz spadł z konia. </akap>

<akap>W tym czasie Anielka, widząc, że sprawa groźna, wyciągnęła krucicę i palnęła do bliższego rajtara. Skręcił się, ale dotrzymał na siodle i z obnażoną szablą zamierzył się na dziewczynę. Widząc się bezbronną, cmoknęła na posłusznego konia i popędziła cwałem do zamku. </akap>

<akap>Rajtarzy wypuścili swe konie, pragnąc odciąć Anielce powrót, lecz siwek, jak gdyby rozumiał niebezpieczeństwo, rwał jak wicher, i wkrótce rajtarzy zostali w tyle. Rozległ się strzał jeden i drugi, ale kule chybiły konia, i Anielka dopadła szczęśliwie bramy zamkowej. </akap>

<akap>Opowiedziała szczegóły napadu, i w tej chwili ruszył Ziembiński na czele dziesięciu jeźdźców w pogoń za rajtarami. Ci, widząc poważniejszą siłę, rzucili w rów rannego Bartosza, a sami umknęli do Marchii Brandeburskiej. </akap>

<akap>We dwa dni później na murach i u bramy zamku stoczono formalną bitwę z napadającymi Niemcami. Zginęło ich sporo, ale i z obrońców trzech zabito, a pięciu ciężko raniono. </akap>

<akap>Od tej pory Ostrów był strzeżony pilnie i w dzień i w nocy. Chorąży lub Ziembiński co godzina lustrowali warty i w ordynku wojskowym utrzymywali załogę. </akap>

<akap>Jednego dnia w południe zjawił się na drodze zamkowej parlamentarz z białą chorągiewką; zatrąbił kilkakrotnie, żądając rozmowy. </akap>

<akap>Chorąży pokazał się na murach w towarzystwie Ziembińskiego, pytając, co zacz? i skąd? </akap>

<akap_dialog>--- Od grafa von Tannenburg! </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czego? --- krzyknął chorąży. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mój pan potężny graf na Tannenburgu oświadcza: jeżeli pan chorąży odda mu córkę za żonę, zawrze z nim przyjaźń dozgonną; w przeciwnym razie zdobędzie zamek i nie pozostawi tu kamienia na kamieniu. </akap_dialog>

<akap>Usłyszawszy dźwięk tego głosu, Ziembiński zatrząsł się i zbladł, poznał bowiem swego siostrzeńca, Juliana Jakubowskiego, ale milczał i czekał. </akap>

<akap>Chorąży uśmiechnął się, pokręcił wąsa i rzecze: </akap>

<akap_dialog>--- Twój pan, graf von Tannenburg, jest łotrzyk wierutny i będzie wisiał prędzej czy później. Córki
nie dam, jakom mówił, a zamku niech dobywa. Zobaczym, kto silniejszy?!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ostrzegam, póki czas! --- zawołał parlamentarz. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ostrzegaj psich synów, jakoś jest sam, służąc niemieckiemu plugastwu, i radzę uciekaj, bo cię ustrzelę z rusznicy, jakem szlachcic. </akap_dialog>

<akap>Skończyła się tedy rozmowa na niczem, i oczekiwano nowego napadu. Ziembiński, po tej rozmowie, wziął dwudziestu zaufanych i kazał im przez całą noc kopać nowy chodnik podziemny, tłomacząc się, że jeden chodnik jest zaciasny na tylu ludzi. </akap>

<akap>I znów kilka dni było spokojnych, aż nagle dostrzeżono z zamku nowe wojsko. Poznał zaraz chorąży nieprzyjaciół Rzeczypospolitej: byli to Szwedzi. </akap>

<akap>Rozpierzchli się szeroko po kraju, pilnując każdej drożyny, każdego przesmyku i poczynając sobie, jak żołnierz doświadczony, przemyślny i w wojennem rzemiośle wyćwiczony. </akap>

<akap_dialog>--- Ano, zginę, to zginę! --- rzekł do ciebie chorąży i z wielką czułością oddawał dobranoc swej rodzinie. Nie wątpił on, że Szwedzi będą sprzymierzeńcami brandeburczyka i wspólnie uderzą na Ostrów. </akap_dialog>

<akap>Jakoż istotnie przypuszczenia jego wkrótce stały się rzeczywistością: pewnego dnia o świtaniu Szwedzi uderzyli ze wszech stron na Ostrów. Dzielną i skuteczną była obrona, gdy nagle w dziedzińcu zjawili się Niemcy, którzy pod dowództwem Jakubowskiego sforsowali tajemne przejście. </akap>

<akap>Obrońcy, wzięci we dwa ognie, bronili się rozpaczliwie, a chorąży tyle tylko miał czasu, że skoczył do domu i, dając znać żonie i córkom, zdołał ujść drugiem przejściem, zrobionem przez Ziembińskiego. </akap>

<akap>Niemcy poczęli tymczasem siać zniszczenie w zamku, a zrabowawszy go doszczętnie, szukali pod przewodnictwem grafa von Tannenburg chorążego i jego rodziny. Graf wściekał się tem zniknięciem, obiecywał to nagrody, to kary żołnierzom, wszystko napróżno. Chorąży z rodziną przepadł, jak kamień w wodę! </akap>

<akap>Rozgniewany i rozżalony bezowocnem zdobyciem Ostrowu, zawołał do siebie Jakubowskiego i rzekł: </akap>

<akap_dialog>--- Słuchaj przedawczyku, co ci powiem. Zdradziłeś swoich i żyjesz, ale to ci mówię, że chorąży z rodziną musi być w mojej mocy. Szukaj ich w niebie, w piekle, czy na ziemi --- to twoja rzecz, ale pamiętaj, że oni muszą się znaleźć... albo ty wisieć będziesz, jako zdrajca, bo tylko ty uprzedzić ich mogłeś, że zamek zdobędę. </akap_dialog>

<akap>Na bladą, chuderlawą twarz Jakubowskiego wypełzł strach śmierci, nędznik zadygotał cały i, dzwoniąc zębami, jęknął: </akap>

<akap_dialog>--- Znajdę ich, z pod ziemi dobędę, wielmożny grafie! </akap_dialog>


<naglowek_rozdzial>V. W Ruinach</naglowek_rozdzial>





<akap>W chwili zdobycia zamku wpadł chorąży do komnaty niewieściej i, skinąwszy na żonę i córki, skierował się ku ukrytemu przejściu. Tuż za nimi pośpieszał Ziembiński, dźwigając szkatułkę z klejnotami. </akap>

<akap>Wejście zatarasowano i zamaskowano starannie, poczem zmęczeni usiedli na ziemi, nasłuchując odgłosów zewnętrznych. </akap>

<akap>Po pewnym czasie rzucił chorąży zapytanie: </akap>

<akap_dialog>--- A teraz gdzie iść? </akap_dialog>

<akap>Żona i dzieci milczały, więc Ziembiński odpowiedział: </akap>

<akap_dialog>--- Korzystajmy z ciemności i uciekajmy w las. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Teraz już widno, --- odezwała się Anielka, --- mogą łatwo nas dostrzedz, lepiej i bezpieczniej doczekać nocy. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Prawdę mówisz, moja córko, ale rzecz w tem, gdzie uciec? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Możeby istotnie do lasu --- wmieszała się pani nieśmiało. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Drogi i drożyny są strzeżone przez Szwedów, a zamknięci w lesie z czego żyć, gdzie spać będziemy? --- wahał się chorąży. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czyż niema ruin? --- zawołała Janinka. --- Duchy są lepsze od Niemców! </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czasem Bóg przez usta dziecka przemówi, a więc do ruin! </akap_dialog>

<akap>Uradowali się wszyscy i już weselsi czekali nocy. Po chwili rzekł Ziembiński: </akap>

<akap_dialog>--- Pozwól, mości chorąży, że pierwszy wyjrzę na świat boty, rozpatrzę drogi, a jeżeli i zginę, to bezdzietny nie osierocę nikogo. </akap_dialog>

<akap>Skinął głową zezwalająco chorąży, wzruszony poczciwemi słowy, i Ziembiński zniknął w ciemnej perspektywie chodnika. W kilka godzin zjawił się i, donosząc że droga wolna, wiódł nieszczęśliwych zbiegów ku wylotowi tajnego przejścia. </akap>

<akap>Gdy w pomroku wieczornym spojrzał chorąży na Ziembińskiego, ledwie oczom swym wierzył, gdyż zamiast znanej sobie postaci, ujrzał starego dziada w stroju wieśniaczym, z kosturem w ręku. </akap>

<akap_dialog>--- Wszelki duch Pana Boga chwali! --- zawołał zdziwiony. --- A cóżeś waść zrobił z siebie? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mości chorąży, jako chłop i dziad będę bezpiecznie chadzał wśród wrogów, szlachcica zaraz powieszą lub zabiją. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Prawda! Ale skąd wziąłeś ten strój? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wyszedłszy na świat spotkałem trupa chłopskiego, obdarłem go z szat, bo i pocóż nieboszczykowi koszula i hajdawery? Toć użebrzę kawałek chleba i przyniosę go państwu, gdyż zwierzynę i jagody łatwo mieć w boru, tylko chleba brak. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Rozumnieś sobie począł; teraz wierzę, że dopłyniemy cało do portu ocalenia. </akap_dialog>

<akap>Wtem posłyszeli hasła żołnierskie, więc umilkli i, skradając się ostrożnie, ruszyli do lasu, kierując się w stronę ruin zamczyska. </akap>

<akap>Przybywszy na miejsce, odszukali podziemia z łatwością. Były tam dwie cele dobrze utrzymane, które wymieciono, ogrzano rozpalonem ogniskiem, zrobiono potrzebne łoża z mchu i traw. Na tych przygotowaniach upłynął dzień następny. </akap>

<akap>Rankiem poszedł Ziembiński po żebraninie do wsi okolicznych i pod wieczór przyniósł wiadomość, że Szwedzi ściągają posterunki i patrole, gdyż snąć gotują się do wymarszu. </akap>

<akap>Noc przeszła spokojnie, prócz hukaniu sów, śmiechu puszczyków, wyciu wilków i szczekania lisów, żaden ludzki czy nadludzki odgłos nie odezwał się wokoło i nie przerwał snu mieszkańcom ruin. </akap>

<akap>Tak przeszło dwa dni, aż wreszcie trzeciego zniecierpliwiony chorąży rzekł do powracającego Ziembińskiego. </akap>

<akap_dialog>--- Słuchaj waszmość, panie Michale, jaki plan obmyśliłem. Co my tu wysiedzimy w tych ruinach? Szwedzi cofnęli się, jak mówisz, zostawiwszy słabe załogi, więc jutro skoro świt ruszysz do naszych przyjaciół, postarasz się o konie i ludzi, przeprowadzisz ich tajnie do ruin zamczyska, i pojedziemy w świat. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wola twoja mości chorąży, ale pozwolę sobie zwrócić uwagę, że pani chorążyna i Janinka nie nadadzą się do konnej jazdy. </akap_dialog>

<akap>Obecna przy tem Janinka poczerwieniała i zawołała: </akap>

<akap_dialog>--- Nie jeżdżę ci ja tak, jak Anielka, ale zawsze dosiedzę na koniu. Niech się pan Michał o mnie nie boi. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- I ja w potrzebie pojadę. Pamiętam, że przed laty nie zsiadłam z konia przez dwanaście godzin, a było to dla zabawy, więc i teraz potrafię --- odezwała się pani chorążyna. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ha, jeżeli wola taka, pójdę i sprowadzę ludzi i konie. </akap_dialog>

<akap>W trzy dni wrócił Ziembiński, ale sam, bez orszaku. Zastał chorążostwo na zewnątrz zamczyska, zbliżył się, a tuż spytał impetycznie chorąży: </akap>

<akap_dialog>--- A oni gdzie? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zostawiłem przed lasem, w dobrem ukryciu, bo snuli się Szwedzi i bałem się zdradzić kryjówkę. </akap_dialog>

<akap>Nikt nie zważał, że o jakie sto kroków stała za drzewem postać z niemiecka ubrana, a widząc rodzinę chorążego, z uśmiechem tryumfu i złośliwości mruknęła: </akap>

<akap_dialog>--- Więc to są duchy zamczyska! </akap_dialog>

<akap>Był to Jakubowski, który, jadąc na czele patrolu, spostrzegł znajomą skądciś postać dziada i postanowił go śledzić. Zsiadł z konia i w lesie z łatwością szedł za mniemanym dziadem. Widząc rodzinę chorążego, wielce się ucieszył i szybko podążył w kierunku Ostrowa, by zawiadomić pana o odkryciu. Dotarł do zamku późną nocą, kazał jednak rozbudzić grafa i rzekł: </akap>

<akap_dialog>--- Znalazłem chorążego i córki. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jeżeli to prawda, dostaniesz sto talarów, a za kłamstwo sto batów. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Talary są moje i dziękuję za nie panu grafowi. </akap_dialog>

<akap>Tu opowiedział szczegóły. Graf chciał biedz natychmiast, powstrzymała go jednak ciemność nocy. </akap>

<akap>Dopiero nad ranem we czterech popędzili do ruin. Aby nie spłoszyć ptaszków zostawili konie na uboczu, a sami poszli pieszo. </akap>

<akap>Dotarłszy do ruin, gorączkowo zaczęli szukać wejścia do podziemi, nie zważając, że z drugiej strony, zasłonięci lasem, stali umówieni ludzie z Ziembińskim na czele. </akap>

<akap>Ten poznał Jakubowskiego, grafa i dwóch towarzyszących im Niemców, kazał ich wnet otoczyć, a gdy Niemcy nachyleni gotowali się wejść do odnalezionego podziemia, skoczyli na nich ludzie Ziembińskiego. </akap>

<akap>Walka trwała krótko. Niemców skrępowano sznurami, usta im zakneblowano, i na dany znak ruszył cały orszak w głąb lasu. </akap>

<akap>Ziembiński w milczeniu upatrywał dębu, a znalazłszy go kazał wnet zarzucić powrozy. </akap>

<akap_dialog>--- Jako zdrajca ma pierwszeństwo ten oto --- rzekł, wskazując na Jakubowskiego. </akap_dialog>

<akap>Potem przyszła kolej na grafa i na dwóch Niemców. Taki był smutny koniec nikczemnego zdrajcy i nienawistnych Niemców, którzy, nie jak rycerze, lecz jak rozbójnicy, przyszli poto ze swojej Marchii, aby grabić, palić i rabować. </akap>

<akap>Chorąży odzyskał wkrótce Ostrów przy pomocy sąsiadów, a wysławszy córki i żonę do miasta dla bezpieczeństwa, sam do końca wojny utrzymał w swych ręku obronny zameczek. </akap>



</opowiadanie></utwor>