<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/grabinski-salamandra/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Grabiński, Stefan</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Salamandra</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Świekatoń, Magdalena</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">powieść grozy</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Pauliny Choromańskiej. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/salamandra</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stefan Grabiński, Salamandra, Cień Bafomet, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Stefan Grabiński zm. 1936</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2007</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-08-18</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/salamandra.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0250-6</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/salamandra.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1307-6</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/salamandra.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2262-7</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/salamandra.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3246-6</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/salamandra.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4332-5</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6761.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ofiarowanie, Mikalojus Konstantinas Čiurlionis  (1875–1911), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6761</dc:relation.coverImage.source>
<category.legimi>Fantastyka i sci-fi</category.legimi>
    <category.thema.main>FKC</category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><powiesc>
<abstrakt>
<akap>W życiu Jerzego pojawia się coraz więcej tajemniczych postaci --- pod mostem widzi tę samą trzyosobową grupę ludzi, przybierających za każdym razem identyczne pozy, a wśród tłumu zakonnic dostrzega sobowtóra swojej narzeczonej.</akap>


 
<akap>Wkrótce poznaje jednego z dziwnych mężczyzn i kobietę, która mu towarzyszy. Okazuje się, że interesują się oni tajemniczymi rzeczami. Jerzy wkracza w świat przepowiedni, chiromancji, wędrówek poza ciałem, a także demonicznych wpływów femme fatale i magicznej zemsty...</akap>



<akap>Powieść <tytul_dziela>Salamandra</tytul_dziela> autorstwa Stefana Grabińskiego, została opublikowana w 1924 roku. Nazywany polskim Edgarem Allanem Poem Grabiński był najpopularniejszym przedstawicielem nurtu fantastyki grozy w Polsce. Zasłynął jako autor mrocznych powieści i noweli, jego bohaterowie konfrontują się nie tylko z tajemniczym światem mar i demonów, lecz także z dwudziestowiecznym światem uwikłanym w nadzieje i niepokoje związane z rozwojem cywilizacyjnym.</akap>


 </abstrakt>
<autor_utworu>Stefan Grabiński</autor_utworu>




<nazwa_utworu>Salamandra</nazwa_utworu>




<podtytul>Powieść fantastyczna</podtytul>

<nota_red>
<akap>Lionie -> Lyonie</akap>
<akap>Fleksja: rewelacyj -> rewelacji</akap>
<akap>Błędy źródła: zbik -> żbik, (...) każda, choćby krótko przez nas noszona, część ubrania, nawet
jakikolwiek przedmiot wzięty przez nas przelotnie do ręki (...) -> (...) każda, choćby krótko przez nas noszona część ubrania, (...).</akap>
</nota_red>

<naglowek_rozdzial>Ludzie z mostu Św. Floriana</naglowek_rozdzial>




<akap><begin id="b1407154551445-92467316"/><motyw id="m1407154551445-92467316">Tajemnica, Los</motyw>Od pewnego czasu wtargnęły w orbitę mego życia zagadkowe moce i natrętnie zastępują mi drogę; wpadłem na
trop zdarzeń, które pozornie niewinne, odziane dla niepoznaki w potulny płaszczyk codzienności, muszą zastanawiać przez swą uporczywość. Bo muszę uznać za przypadek
wyjątkowy zbieg okoliczności powtarzających się raz, dwa,
trzy razy w jakimś odstępie czasu --- lecz jeśli coś podobnego rzuca mi się w oczy niemal codziennie i prześladuje
sobą od kilku tygodni, mimo woli budzi się podejrzenie,
czy nie ma się do czynienia z ukrytym celem. Czyżbym
stał na progu nowego okresu w mym życiu? Miałażby po
latach szarzyzny i cichej powszedniości odchylić się w księdze mego losu pierwsza karta tajemnicza?...<end id="e1407154551445-92467316"/></akap>


<akap>Co mnie może obchodzić <wyroznienie>ten człowiek</wyroznienie>? Dlaczego
od miesiąca ciągle go spotykam w najrozmaitszych punktach miasta? Co mnie może obchodzić ten szczupły, wysoki człowiek w wichurze siwych włosów, w wytartej zarzutce?...</akap>


<akap>Nigdy nie zachodzi mi drogi od razu; zawsze przedtem
,,<wyroznienie>zapowiada się</wyroznienie>". Na parę minut przed spotkaniem
zawsze <wyroznienie>przywiduje mi się</wyroznienie> w kimś innym. Podobieństwo bywa czasem tak wielkie, że przysiągłbym na jego identyczność; dopiero w ostatniej chwili, gdy już mijam
nieznajomego przechodnia, orientuję się, że to przecież ktoś
inny. W kilka minut potem spotykam się z <wyroznienie>nim</wyroznienie> naprawdę.</akap>


<akap>Czy on to robi z umysłu<pe><slowo_obce>z umysłu</slowo_obce> --- dziś: umyślnie.</pe>? Wątpię. Przeciwnie --- zdaje
się, dotychczas nawet mnie nie zauważył: nigdy na mnie
nie patrzy --- jego łagodne, szaroniebieskie oczy zawsze
zatopione są gdzieś w przestrzeń... Dziwny człowiek. Czyżby go popychała ku mnie tajemnicza siła? A może on
w ogóle o tym wszystkim nic nie wie, a tylko ja, właśnie
ja chodzę za nim jak cień? Czy owo ,,przywidywanie się"
jest dziełem mojej podświadomej jaźni, która przeczuwając
jego zbliżanie się, dopatruje się jego rysów na twarzach innych --- czy też on naprawdę sygnalizuje swój rychły
,,przyjazd", narzucając chwilowo własną maskę jednemu
z przechodniów?... Problem nie do rozwiązania...</akap>


<akap>Parę razy, spotkawszy go gdzieś w samotnym zaułku,
chciałem go już zaczepić i wprost zapytać, dlaczego mnie
prześladuje, lecz jakiś wstyd wstrzymał mnie w ostatniej
chwili; nie mogłem zdobyć się na tę, bądź co bądź, impertynencję. Wszakże on mógł równie dobrze zadać <wyroznienie>mnie</wyroznienie>
to samo pytanie...</akap>


<separator_linia/>

<akap>Przechodząc dziś mostem Św. Floriana, znów ujrzałem
<wyroznienie>tych troje</wyroznienie>. O ile się nie mylę, przytrafia mi się to już
po raz piąty w tym miesiącu. Szczególny zbieg okoliczności! Kobieta, niezwykle piękna, rudowłosa, stoi pod prawym
obłękiem mostu, tuż przy wejściu, i wkłada rękawiczkę
perłowego koloru. O kilkanaście kroków od niej, mniej
więcej już w połowie mostu, przechyla się przez jego żelazne przęsła, jakby badając nurty pieniącej się dołem
Druczy, jakiś człowiek w rybackiej bluzie, z ostro zaciętą
w klin, ryżawą bródką; gdy przechodzę koło niego, odrywa oczy od wody i wpija je w nieznajomą; jest to spojrzenie pełne równocześnie nienawiści i bezgranicznego
uwielbienia. Ona widocznie nie zwraca na to żadnej uwagi...</akap>


<akap>A tam znów, u wylotu mostowego sklepienia, oparty
ramieniem o figurę św. Floriana, wodzi po niebie rozmarzonymi oczyma mój siwowłosy nieznajomy, którego spotykam teraz tak często.</akap>


<akap>Co za dziwny traf sprowadza mi tych troje razem już
po raz piąty zawsze na to samo miejsce i ustawia zawsze
w tych samych pozach?! Doprawdy, wyglądają na aktorów powtarzających tę samą scenę z niewiadomego powodu. Czy widzi ich też ktoś inny prócz mnie na moście?
Byłożby to wszystko uwerturą<pe><slowo_obce>uwertura</slowo_obce> --- wstęp (dosł.: wstępna część utworu muzycznego).</pe> do zdarzeń, które dopiero
przyjść mają --- projekcją mających zajść w dalekiej perspektywie wypadków? To pewne, że ci ludzie nie zdają
sobie z tego zupełnie sprawy i że mnie nie znają. Więc
czekajmy, czekajmy...</akap>


<separator_linia/>

<akap>Wczoraj wieczorem byłem znów w Parku Strzeleckim
na górze; jedyne miejsce spacerowe, które lubię; może
dlatego właśnie, że nikt tu prawie nie zagląda. Park zapuszczony bardzo i na pół zdziczały. Przeszedłem wzdłuż
aleję lipową i zatrzymałem się nad urwiskiem od strony
południowej. Godzina była szósta, złota, zachodowa. Z dołu szedł stłumiony gwar miasta spowitego w dymy wieczorne, płynęły spiżowe pacierze dzwonów. W sąsiednim
ogrodzie klasztornym poza siatką sztachet przesuwał się
orszak sióstr karmelitanek. Zdawało się, że w ciszy zachodu słyszę szept ich warg w <tytul_dziela>Pozdrowieniu anielskim</tytul_dziela>. Czarne kontury habitów rysowały się smukle na tle zieleni,
grały w purpurze konającego słońca białe kornety<pe><slowo_obce>kornet</slowo_obce> --- biały, sztywny czepiec stanowiący nakrycie głowy zakonnicy.</pe>... Skręciły gdzieś w bok pomiędzy drzewa i zniknęły mi z oczu.
Po chwili usłyszałem śpiew chóru i organy.</akap>


<akap>Nieszpory w kaplicy --- pomyślałem, odkrywając głowę.</akap>
<akap>Na dawnym placyku tenisowym nie było nikogo. Ze
szczelin popękanego w tysiączne rysy asfaltu wyzierały
kępy trawy, podarta nielitościwie druciana siatka załamała
się w śmieszną linię strzępów.</akap>


<akap><begin id="b1407155899108-2693867796"/><motyw id="m1407155899108-2693867796">Sobowtór</motyw>Usiadłem na jednej z ławek i utonąłem w zadumie.
Nagle obudził mnie szelest lekkich kroków poza mną. Odwróciłem głowę, by o parę kroków od siebie, poza kratą
klasztornego sadu ujrzeć w glorii zachodzącego słońca
smukłą jak stela<pe><slowo_obce>stela</slowo_obce> --- pomnik nagrobny w formie obelisku a. kolumny.</pe> grobowa zakonnicę. Z ram śnieżnych kornetu wychylała się ku mnie anielska jej twarz. Na chwilę
utkwiła we mnie spojrzenie dużych, smutnych oczu i zdawało się, że chce przemówić. Wstałem i mimo woli zbliżyłem się do dzielących nas sztachet. Kobieta z gestem
lęku cofnęła się, wydając lekki okrzyk. Wtedy z uczuciem
niewypowiedzianej trwogi i zdumienia ,,poznałem" moją
narzeczoną.</akap>


<akap_dialog>--- Halszko! --- rzuciłem się ku kracie. --- Halszko! Co
to ma znaczyć?</akap_dialog>


<akap>Pięknej mniszki już w sadzie nie było. Jak spłoszony
ptak pomknęła w gęstwę klasztornych jodeł, chroniąc się
w zacisza świętego ustronia...</akap>


<akap>Gnany biczami okropnej niepewności zbiegłem z góry
parkowej i wsiadłszy do przygodnej dorożki, kazałem się
zawieźć natychmiast do Grodzieńskich. Z łomocącym głośno sercem zapytałem sługę, czy panienka w domu. W odpowiedzi usłyszałem spoza drzwi jej drogi głos:</akap>


<akap_dialog>--- Ależ naturalnie, mój Jerzy --- jest we własnej osobie i czeka na próżno już od godziny, ty szkaradniku! Jak
można było spóźnić się tak okropnie? Obiecałeś przecież
być tu już o szóstej, niedobry!</akap_dialog>


<akap>Para słodkich ramion otacza mi szyję pieszczotą bluszczu, a na wargi moje spływa bezcenna łaska jej ust.
Patrzę jej w oczy szczęśliwy, ściskam ręce, tulę do piersi
jej cudną głowę.</akap>


<akap_dialog>--- Halszko, Halszko moja!</akap_dialog>


<akap>Spogląda wzruszona silnie, lecz i z odcieniem zdumienia na twarzy...<end id="e1407155899108-2693867796"/></akap>





<naglowek_rozdzial>Wierusz</naglowek_rozdzial>




<akap>Poznałem go dzisiaj na odczycie doktora S. Mój siwowłosy nieznajomy nazywa się Wierusz --- Andrzej Wierusz.
Znajomość zawarliśmy w czasie dyskusji, jaka rozwinęła
się po prelekcji. Temat jej poruszający zagadnienie ,,reinkarnacji i prawa karmy<pe><slowo_obce>karma</slowo_obce> (sanskr.) --- w hinduizmie i buddyzmie los wynikający z sumy czynów danej jednostki, realizujący się zasadniczo w następnym wcieleniu.</pe>" żywo nas obu zainteresował.
Zabierałem parę razy głos, polemizując z prelegentem.
Wierusz mi odpowiadał, biorąc poniekąd jego stronę. Po
zamknięciu pogadanki zbliżył się do mnie pierwszy i przedstawił się. Głos jego cichy a głęboki i łagodny uśmiech,
przewijający się na ustach, ilekroć mówi, działają ujmująco. Człowiek ten budzi od pierwszego słowa sympatię
i zaufanie. Kto wie, czy nie będziemy przyjaciółmi.</akap>


<akap>Zaprosił mnie do siebie jeszcze tegoż wieczora na
,,skromną kolację". Przyjąłem z miłą chęcią i byłem przyjemnie zdziwiony, gdy zamiast, jak przypuszczałem, na jakieś liche poddasze, zaprowadził mnie do pięknej parterowej willi w głębi zacisznego ogrodu przy ulicy Parkowej.</akap>


<akap>W urządzeniu wnętrza uderzał na pierwszy rzut oka
surowy niemal purytanizm. Wierusz zajmował właściwie
tylko dwa pokoje: sypialnię, wyposażoną po spartańsku
tylko w najkonieczniejsze sprzęty, i pracownię --- duży,
za dnia jasno oświetlony słońcem pokój z parą wielkich
gotyckich okien. Pozostałe dwie ubikacje<pe><slowo_obce>ubikacja</slowo_obce> --- tu: osobne pomieszczenie.</pe> zawierały bibliotekę, która przedstawiała się imponująco. Wszystkie ściany były pokryte literalnie od posadzki po strop książkami.</akap>


<akap>Korzystając z chwilowej nieobecności gospodarza, który
poszedł wydać instrukcje co do wieczerzy, przejrzałem kilka bibliotecznych kondygnacji, orientując się w treści po
tabliczkach, przybitych na półkach.</akap>


<akap>Przeważały dzieła treści filozoficznej. Z podziwem przekonałem się, że Wierusz posiadał prace niemal wszystkich
największych myślicieli od czasów najdawniejszych aż do
doby współczesnej. --- Nie mniej bogato przedstawiał się
zbiór dzieł z zakresu psychologii i nauk przyrodniczych:
nie brakło też książek poświęconych dociekaniom matematycznym i astronomii. Całą niemal ścianę drugiego pokoju zajęła ,,Wiedza tajemna", najcelniejsze<pe><slowo_obce>najcelniejszy</slowo_obce> (daw.) --- najlepszy, najważniejszy.</pe> prace okultystów wszystkich wieków i narodów.</akap>


<akap>Właśnie odczytywałem tytuł na grzbiecie książki jakiegoś hinduskiego filozofa, gdy usłyszałem za sobą głos Andrzeja:</akap>


<akap_dialog>--- Teraz proszę na wieczerzę. Na to --- wskazał oczyma
długie, w brązowy safian<pe><slowo_obce>safian</slowo_obce> --- zabarwiona kozia skóra.</pe> oprawne szeregi tomów --- będziemy mieli czasu dość i potem.</akap_dialog>


<akap>Wróciliśmy do pracowni, gdzie zastałem już na stole
dwie dymiące filiżanki mleka, świeży, pachnący chleb
i wazkę z masłem; obok, na pięknie rżniętym w kwarcu
talerzu, czerwieniły się jesienne jabłka i winogrona.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1407156962833-3364141184"/><motyw id="m1407156962833-3364141184">Ciało, Dusza</motyw>--- Wybaczy pan brak mięsnej przekąski, lecz jestem jaroszem, a gości się dziś wieczorem nie spodziewałem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mięsa na kolację nie jadam --- odparłem, wychylając szklankę z mlekiem. --- Czy pański wegetarianizm
jest wynikiem zasady filozoficznej, czy też wypływa z własności pańskiego organizmu?</akap_dialog>


<akap>Uśmiechnął się:</akap>


<akap_dialog>--- Ciało powinno iść za duszą, a organizm kształtować
się w planie zasady. Myśl stwarza ciało i jego fizyczne predyspozycje --- nie odwrotnie.<end id="e1407156962833-3364141184"/></akap_dialog>


<akap>Zapadło na chwilę milczenie. Chociaż żaden z nas nie
starał się go przerwać, nie czułem ani śladu zakłopotania,
które w podobnej sytuacji zwykle powstaje. W towarzystwie tego dziwnego człowieka byłem swobodny jak u siebie; obecność jego nie krępowała zupełnie, przeciwnie:
Wierusz działał szczególnie kojąco. Tutaj, w tym cichym,
dobrym domu można było wszczynać i przerywać rozmowę, kiedy się chciało. Owszem --- czuło się, że chwilowa przerwa w toku słów jest nie tyle wypoczynkiem, ile
pogłębieniem myśli.</akap>


<akap>Po pewnym czasie rzekł, patrząc mi bystro w oczy:</akap>


<akap_dialog>--- Niepotrzebnie stawał pan dzisiejszego wieczora
w opozycji do prelegenta; byłbym i tak dziś pana pierwszy zaczepił.</akap_dialog>


<akap>Spojrzałem nań, niedobrze rozumiejąc.</akap>


<akap_dialog>--- No tak --- tłumaczył z łagodnym uśmiechem na
ustach --- właściwie bowiem chciał pan polemizować ze
mną, nie z nim. Widząc, że poniekąd trzymam jego stronę,
usiłował pan wbrew przekonaniu przeciwstawić mu się,
aby mnie wyciągnąć na słowo i w ten sposób wejść ze
mną w bliższą styczność.</akap_dialog>


<akap>Mimo woli zarumieniłem się. Andrzej w tajemniczy sposób odgadł intencję, którą sobie sam w ciągu dyskusji tylko bardzo niewyraźnie uświadamiałem.</akap>


<akap_dialog>--- Istotnie --- przyznałem pochylając głowę. --- Zwrócił mi pan uwagę na rzecz, z której sobie sam nie zdawałem jasno sprawy. Pan czytał w moich myślach --- dodałem po chwili z odcieniem niepokoju w głosie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czasem udaje mi się pochwycić niektóre wibracje
ludzkiej psyche --- odpowiedział skromnie.</akap_dialog>


<akap>Podniosłem głowę i utkwiłem badawcze spojrzenie w jego twarzy:</akap>


<akap_dialog>--- W takim razie pan musi mnie znać już od dawna?
Spotykaliśmy się niby przypadkowo niemal codziennie już
od miesiąca. Czy pan o tym nic nie wie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem. Znam pana znacznie dawniej, niż przypuszczasz; jaźń pańska weszła w orbitę mego życia duchowego już od roku; wyczuwałem jej zbliżanie się na wiele
dni przed tym momentem, w którymśmy się po raz pierwszy fizycznie spotkali.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy być może? Szczególne!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lecz pańską fizyczną fizjognomię<pe><slowo_obce>fizjognomia</slowo_obce> (daw.) --- twarz.</pe> poznałem dopiero
dzisiaj, na odczycie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hm. To prawda. Ani razu przedtem nie zwrócił pan
na mnie uwagi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Raczej <wyroznienie>oczu</wyroznienie> --- chciał pan powiedzieć --- i to <wyroznienie>fizycznych</wyroznienie> oczu, wyrażając się ściśle.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzecz ciekawa. Zastanawiałem się nieraz już nad
celem tych pseudoprzypadkowych spotkań i nie mogę go
zrozumieć.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przyszłość okaże. Jestem starszy od pana, doświadczeńszy --- mogę mu się na coś w życiu przydać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ma pan słuszność --- przyznałem z pokorą w głosie. --- Czuję, że mi wiele, bardzo wiele niedostaje<pe><slowo_obce>niedostawać</slowo_obce> (daw.) --- brakować.</pe> i że tu,
u pana, znajdę to, czego brak w życiu odczuwam. Jakiś
głos wewnętrzny mówi mi w tej chwili, że dzięki panu
pozbędę się tej czczości<pe><slowo_obce>czczość</slowo_obce> --- odczucie pustki i jałowości.</pe> duchowej i pustki, jaka od czasu
do czasu rozwiera się przede mną w godzinie samotnych
rozmyślań. Pan mi nie odmówi swej pomocy w razie potrzeby, nieprawdaż?</akap_dialog>


<akap>Położył mi łagodnie rękę na ramieniu i rzekł po prostu:</akap>


<akap_dialog>--- Bądźmy przyjaciółmi, Jerzy!</akap_dialog>


<akap>Wzruszony wstałem i uścisnąłem wyciągniętą ku mnie
dłoń:</akap>


<akap_dialog>--- Dziękuję.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przypadek w ogóle nie istnieje --- mówił, siadając na
krześle naprzeciw dużego ściennego zwierciadła. --- Nigdy
nie można z góry wydawać sądu o bezcelowości pewnych
zdarzeń. Kto wie, czy nasza znajomość nie jest potrzebną
w równej mierze dla nas obu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czymże ja mogę przysłużyć się panu? --- zapytałem
zdziwiony.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Choćby tym, że pozwoli mi pan rozciągnąć nad sobą rodzaj duchowej opieki.</akap_dialog>


<akap>Nagle urwał, wpatrując się w lustro naprzeciw. Skierowałem oczy w tę stronę i mimo woli wydałem okrzyk
zdumienia... Z ram zwierciadła wychylała się ku nam postać demonicznie pięknej, rudowłosej kobiety w czarnej
dżetowej sukni i pomarańczowym szalu na głowie. Patrzyła wyzywająco, nakładając perłowoszarą rękawiczkę...</akap>


<akap>Poznałem ją. Była to kobieta z mostu Św. Floriana.
Obróciłem się w przekonaniu, że ujrzę ją poza moimi plecami w sąsiednim pokoju, lecz nie spostrzegłem nikogo:
poza mną czernił się tylko pusty, zmroczony poćmą nocy
czworokąt drzwi bibliotecznych... Spojrzałem powtórnie
w lustro. Teraz nie było w nim już nikogo; jasna, światłem
lampy gazowej przepojona gładź odbijała już tylko moją
własną postać. Zwróciłem się do Wierusza:</akap>


<akap_dialog>--- Widział pan?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widziałem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy ona jest tu może u pana, w tym domu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co za przypuszczenie! Nie znam jej zupełnie. W tej
chwili ujrzałem ją po raz pierwszy w życiu. Strzeż się pan
tej kobiety!</akap_dialog>


<akap>Uśmiechnąłem się pobłażliwie:</akap>


<akap_dialog>--- Kocham już inną; mam narzeczoną.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mimo wszystko miej się przed nią na baczności! To
niedobra kobieta!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie jest mi zupełnie obcą. Spotkałem ją już parę
razy.</akap_dialog>


<akap>I opowiedziałem mu o dziwacznym zgrupowaniu ludzi
na moście, nie tając obecności jego własnej osoby.</akap>


<akap_dialog>--- Hm --- szepnął, wysłuchawszy uważnie do końca ---
rzeczywiście byłem parę razy na przyczółku mostowym
koło figury świętego i wyczuwałem niejasno jakieś wrogie
prądy płynące nie wiadomo skąd. Hm... teraz rozumiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wyłaniają się powoli tajemnicze związki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niewątpliwie. Drogi nasze zaczynają krzyżować się
wzajemnie coraz częściej. Jakaś wyższa moc splata coraz
zwarciej dotychczas rozbieżne tory naszych losów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lecz co to było? Halucynacja?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie. Ona w tej chwili myślała o tobie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy to wystarcza?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie u każdego. U niej widocznie tak. Stąd wnoszę<pe><slowo_obce>wnosić</slowo_obce> (daw.) --- wnioskować.</pe>,
że kobieta ta musi posiadać ogromnie silną wolę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc uważasz tę wizję za rodzaj projekcji myśli?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie wiem; może. Zresztą --- dodał po namyśle --- kto
wie, czy ona rzeczywiście nie stała w owej chwili za nami?</akap_dialog>


<akap>Zadrżałem, odruchowo obracając się w stronę biblioteki:</akap>


<akap_dialog>--- Czyżby coś podobnego było możliwym?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczegóż by nie? <begin id="b1407157304075-696378475"/><motyw id="m1407157304075-696378475">Duch</motyw>Nasze myśli i wspomnienia lubią
czasem przyoblekać się w ciało. Świat pełen jest larw<pe><slowo_obce>larwa</slowo_obce> (daw.) --- maska a. zjawa.</pe>
i masek zrodzonych w ten sposób. Wałęsają się te strzępy
jaźni oderwane od macierzystego łożyska i straszą jak upiory czas pewien, dopóki nie rozwieją się w przestrzeni lub
nie ulegną absorpcji przez wiry silniejsze.<end id="e1407157304075-696378475"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Odsłaniasz przede mną nowe światy; piękne są
i straszne zarazem jak marzenia obłąkańca.</akap_dialog>


<akap>Wierusz uśmiechnął się smutno:</akap>


<akap_dialog>--- Niestety. Aż nazbyt często fosforyzują<pe><slowo_obce>fosforyzować</slowo_obce> --- świecić w ciemności bladym światłem.</pe> blaskiem
próchna.</akap_dialog>


<akap>Powstał i zbliżywszy się do pianina pod oknem, wziął
parę molowych akordów.</akap>


<akap_dialog>--- Przyjacielu --- rzekł, nie odejmując palców od klawiatury --- dziwnym zrządzeniem losu przyszedłeś dziś pod
dach mój w godzinę dla mnie osobliwą. Tęsknota dni minionych spłynęła na mnie nieukojną falą i porywa z sobą
w lata, co dawno już przebrzmiały. Przyrzeknij, że będziesz
spokojny, cokolwiek się zdarzy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przyrzekam --- odpowiedziałem, przejęty do głębi
tonem jego głosu. --- Przyrzekam, że nie ruszę się z tego
miejsca.</akap_dialog>


<akap>Wtedy Andrzej uspokojony zaczął grać jakąś rozlewną
jak morze, nabrzmiałą smutkiem fantazję. Wiała z niej
nieutulona tęsknota wielkich przestrzeni, żal pustych,
czarnych nocy, płacz doli zabłąkanej w stepie.</akap>


<akap>Grał jak pierwszorzędny artysta. Jego zwykle łagodny,
smutno uśmiechnięty profil stężał nagle i zaostrzył się,
śmiertelna bladość wypełzła na policzki, oddech stał się
krótki, świszczący; powieki, jakby znużone światłem, opadły ciężko, zakrywając oczy...</akap>


<akap>Grał, nie patrząc na klawisze. Może zasnął?</akap>


<akap>Nieokreślony lęk zaczął zakradać mi się do duszy; nie
mogąc dłużej patrzeć na tę śmiertelną maskę, odwróciłem
się ku oknu.</akap>


<akap>Było otwarte na ogród. Na dworze szalał jesienny wicher, miotając wściekle szkieletami drzew odartych z ostatnich już liści. Od czasu do czasu przy silniejszym ataku
wpadały do wnętrza całe ich przygarście i słały się zżółkłe
z szelestem na posadzce...</akap>


<akap>Zasłuchany w melodię Wierusza, utkwiłem wzrok
w czarny wykrój okna.</akap>


<akap>Wtem z głębi ogrodu wyszedł wysoki, biały starzec
i oparłszy się o framugę okna, przysłuchiwał się grze... Stłumiony okrzyk zamarł mi w piersi. Zimny pot sperlił mi
czoło i z rozszerzonymi od przerażenia oczyma siedziałem
jak przykuty do fotelu...</akap>


<akap>Po chwili widziadło, wyciągnąwszy ku Andrzejowi
chudą, trzęsącą się rękę, jakby na znak pożegnania, wsiąkło w mroki ogrodu...</akap>


<akap><begin id="b1407237734231-138441138"/><motyw id="m1407237734231-138441138">Muzyka</motyw>Wierusz, jakby nie wyczuwając tego, co się działo poza
nim, grał dalej. Spod palców jego wąskich, nerwowych
wypłynęła teraz przecudna kołysanka. Cicha a rzewna,
brała w macierzyńskie dłonie czyjąś maleńką duszyczkę
i pieszcząc tuliła do piersi:</akap>


<akap_dialog>--- Ach, lulaj mi, lulaj, dziecino kochana --- oczęta słodkie zmruż!... --- Para przeźroczych rąk, strojnych w pierścienie, wiotkich rąk kobiecych wysunęła się z ram okiennych i spocząwszy na głowie Andrzeja aktem błogosławieństwa, cofnęła się w przestrzeń nocy...</akap_dialog>


<akap>On grał dalej. Tylko postać jego, dotychczas sztywno
wyprostowana, przygarbiła się i skurczyła w sobie, podając
się<pe><slowo_obce>podać się</slowo_obce> (daw.) --- wychylić się w określonym kierunku.</pe> ku klawiaturze; na usta, zaciśnięte od wewnętrznej męki, wystąpiła piana...</akap>


<akap>Charakter melodii zmienił się. Kołysanka przeszła
w czerwoną od krzyku krwi pieśń miłości. Bezbrzeżna,
tryskająca gejzerami pasji namiętność rwała akordy,
przewalając się lawiną dźwięków rozpasanych do szału...<end id="e1407237734231-138441138"/></akap>


<akap>Oparte o uszak, z odchyloną wstecz dumną, tragicznie
piękną głową, stało teraz tam, za oknem, wśród jęku jesiennej zamieci, widmo młodej kobiety. Na oczach jej
smutnych, ciemnoorzechowych spoczęła cicha dłoń anioła
rezygnacji; usta wąskie, usta pąku róży rozchyliły się
w tęsknocie warg nieukojonej... Wtem wicher bólu przygiął
ją ku ziemi; obsunęła się na parapet okna i wyciągnąwszy
bezwładnie ramię, złożyła na nim głowę...</akap>


<akap>Nagle muzyka umilkła. Fantom rozwiał się gdzieś w czeluściach nocy...</akap>


<akap>Wyczerpany do ostatecznych granic, Wierusz upadł jak
martwy na posadzkę. Podbiegłem ku niemu ze szklanką
wody, lecz wkrótce przekonałem się, że cucenie tu na nic
się nie przyda. Był cały sztywny jak kawałek drewna;
należało uciec się do magnetycznych pociągnięć<pe><slowo_obce>magnetyczne pociągnięcia</slowo_obce> --- ruchy rąk służące wywołaniu hipnozy bądź wywieraniu wpływu na zahipnotyzowaną osobę.</pe>. Na szczęście zabieg nie był mi obcy. Po kilku passach<pe><slowo_obce>passy</slowo_obce> --- ruchy rąk służące wywołaniu hipnozy bądź wywieraniu wpływu na zahipnotyzowaną osobę.</pe> członki<pe><slowo_obce>członki</slowo_obce> (daw.) --- kończyny.</pe> Andrzeja zaczęły odzyskiwać normalną giętkość, białka oczu
wróciły do właściwego poziomu i wśród rzęsistego potu
Wierusz obudził się.</akap>


<akap_dialog>--- Dziękuję ci, Jerzy --- szepnął ściskając mi rękę. ---
Proszę cię --- dorzucił po pewnym czasie z głębokim westchnieniem --- nie wspominaj nikomu o tym, co tu widziałeś tej nocy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bądź spokojny --- zapewniłem wspierając go ramieniem. --- To nasza wspólna, święta tajemnica.</akap_dialog>


<akap>Gdy w pół godziny potem wracałem do domu, świtało
już na niebie i cicho gasły ostatnie już gwiazdy.</akap>






<naglowek_rozdzial>Maskarada</naglowek_rozdzial>




<akap>Owej środy, 29 maja br., nie zapomnę nigdy. Świetna
maskarada w domu Leżańskich wyryła mi się w duszy niezatartymi śladami. Zwłaszcza jej epilog nad ranem...</akap>


<akap>Halszka miała na sobie śliczne błękitne domino<pe><slowo_obce>domino</slowo_obce> --- rodzaj płaszcza z kapturem.</pe>, w którym wyglądała jak wiosenny poranek. Ja wziąłem na się
postać hiszpańskiego granda<pe><slowo_obce>grand</slowo_obce> --- arystokrata hiszpański.</pe> i intrygowałem ludzi maską
stylizowaną <slowo_obce>à la</slowo_obce> czarny charakter.</akap>


<akap>Tańce rozpoczęto dopiero po północy. Oczywiście przeważał <slowo_obce>two-step</slowo_obce> i <slowo_obce>fox-trot</slowo_obce>. Nie lubię tych tańców; gdzieś
w stepie meksykańskim tańczone przez autentycznych <slowo_obce>gauchos</slowo_obce> i <slowo_obce>cow-boyów</slowo_obce> na tle podzwrotnikowej prerii, przy jarzącym się krwawo ognisku muszą sprawiać silne, bo stylowe wrażenie; w Europie na zwykłej, banalnej sali balowej
rażą prostactwem i... wyuzdaniem. Halszka wie o tym i zapewne dlatego ograniczyła swe tury do minimum. Kochana dziewczyna...</akap>


<akap>Koło drugiej zauważyłem po raz pierwszy w szeregach
tańczących czarne, smukłe domino, starannie zamaskowane
koronką. Wkrótce przyłączył się do niej doża wenecki
i odtąd prawie nie odstępował na krok. Przy kadrylu, który tańczyłem z Halszką, nagle wyłoniła się tuż przed nami
zagadkowa para.</akap>


<akap_dialog>--- Czy możemy prosić o <slowo_obce>vis-à-vis<pe><slowo_obce>vis-à-vis</slowo_obce> (fr.) --- naprzeciwko; tu w znaczeniu figury tanecznej.</pe></slowo_obce>? --- zabrzmiał
dźwięczny, metaliczny głos czarnego domina.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z przyjemnością --- wyręczyła mnie w odpowiedzi
Halszka, oddając ukłon doży.</akap_dialog>


<akap>I stanęliśmy naprzeciw siebie w kolonie<pe><slowo_obce>kolon</slowo_obce> --- szereg (z fr. <slowo_obce>colonne</slowo_obce>).</pe>. Podczas 
jednego <slowo_obce>passez</slowo_obce><pe><slowo_obce>passez</slowo_obce> (fr.) --- przejście od jednej figury tanecznej do drugiej.</pe> drugiej figury wenecki dostojnik, mijając
mnie, rzekł półgłosem:</akap>


<akap_dialog>--- Pozdrawiają cię ludzie z mostu Św. Floriana, <slowo_obce>seńor
hidalgo<pe><slowo_obce>seńor hidalgo</slowo_obce> (hiszp.) --- panie szlachcicu.</pe></slowo_obce>.</akap_dialog>


<akap>I przeszedł ku swojej damie, by wykonać z prawdziwie
wielkopańskim wdziękiem <slowo_obce>tour des mains<pe><slowo_obce>tour des mains</slowo_obce> (fr.) --- nazwa figury tanecznej.</pe></slowo_obce>.</akap>


<akap>Głos wydał mi się jakiś znajomy; gdzieś już raz w życiu z tym człowiekiem mówiłem, ale gdzie i kiedy, nie mogłem sobie przypomnieć.</akap>


<akap>Tymczasem wodzirej zarządził ,,zmianę pań" i znalazłem
się u boku czarnego domina. Muszę przyznać, że tańczyła
bajecznie. Smukła i gibka jak tuja, płynęła lekko jak sylfida<pe><slowo_obce>sylfida</slowo_obce> --- żeński duch powietrza.</pe>, podając nieco wstecz kształtną główkę. Widocznie
taniec upajał ją, bo od czasu do czasu czułem nerwowe
dreszcze, zbiegające wzdłuż jej obnażonych ramion, i namiętny ruch gorsu. Raz, nie wiem, przypadkiem czy umyślnie, skroń jej dotknęła mojej; wtedy palce jej zacisnęły
się kurczowo na moim ramieniu i usłyszałem stłumione
słowa ekskuzy:</akap>


<akap_dialog>--- Przepraszam! --- a po chwili: --- <slowo_obce>Diamine<pe><slowo_obce>diamine!</slowo_obce> (wł.) --- do licha!</pe></slowo_obce>! Pan tak
dobrze tańczy! Zdaje mi się, że płynęłabym tak z panem
w wieczność.</akap_dialog>


<akap>Akcent słów brzmiał trochę obco. Byłażby cudzoziemką? Lecz w takim razie skąd się tu wzięła? Może to jaka
mistyfikacja?</akap>


<akap>Chciałem już wprost zapytać ją o rozwiązanie zagadki,
gdy wtem mijając jakąś parę spotkałem się z utkwionymi
we mnie oczyma Halszki. Nie wiem, czy rzeczywiście, czy
też mi się zdawało, była w nich cicha skarga. Spostrzegłszy,
że na nią patrzę, uśmiechnęła się z przymusem i zwróciła
się z jakąś uwagą do swego tancerza. Uczułem coś jakby
wyrzut sumienia i podziękowawszy intrygującej mnie maseczce, odprowadziłem ją na miejsce.</akap>




<akap_dialog>--- Już się pan zmęczył? --- zapytała, odymając niechętnie usta. --- A ja przypuszczałam, że kawalerowie
z Kastylii mają więcej tanecznego animuszu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prosiłem o najbliższy taniec moją narzeczoną --- odpowiedziałem po prostu, składając jej ukłon. --- Nie powinna na mnie czekać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ach, tak! --- zaśmiała się nerwowo. --- Jest pan wzorowym narzeczonym! Nie przeszkadzam.</akap_dialog>


<akap>I poszła w taniec z jakimś jegomościem przebranym za
ptasznika z Tyrolu.</akap>


<akap>Koło piątej nad ranem ochota zaczęła przygasać. Liczba
tańczących stopniała do połowy. Gros<pe><slowo_obce>gros</slowo_obce> --- większość, większa część.</pe> towarzystwa skupiło
się w sąsiedniej salce, oświetlonej różowym światłem dwu
żyrandoli.</akap>


<akap>Podano herbatę i poranne przekąski. Wciśnięte w ramiona foteli, sofek i kozetek postaci masek rysowały się
tajemniczo w purpurowym półmroku pokoju. Z póz niedbałych wyglądało znużenie i taneczny przesyt. Ktoś ziewał
dyskretnie...</akap>


<akap>Tylko w lewym rogu salki panowało szczególne ożywienie. Grupa mężczyzn i kobiet otoczyła widocznie kogoś
siedzącego przy stoliku i słuchała czegoś z zainteresowaniem.</akap>


<akap>Zaciekawiony podszedłem z Halszką opartą na moim
ramieniu.</akap>


<akap_dialog>--- Linia Saturna --- usłyszeliśmy z wnętrza grupy
dźwięczny głos czarnego domina --- niedobrze wróży. Czekają panią w niedalekiej przyszłości zawody i niepowodzenia.</akap_dialog>


<akap>Odpowiedział krótki, urwany śmiech kobiety.</akap>


<akap_dialog>--- Horoskopy wcale nie zachęcające --- odezwał się ktoś
z przeciwnej strony.</akap_dialog>


<akap>Teraz ujrzałem zamaskowaną damę w sukni koloru
,,tango"<pe><slowo_obce>kolor ,,tango"</slowo_obce> --- jaskrawy odcień pomarańczowego.</pe>, z ręką odwróconą grzbietem ku płaszczyźnie stołu, przy którym siedziało czarne domino.</akap>


<akap_dialog>--- Nic nie widzę --- zauważyła po chwili wróżka,
odrzucając niechętnie głowę. --- Potrzebuję więcej światła.</akap_dialog>


<akap>Jakiś usłużny pan przyniósł trójramienny kandelabr
z pianina i zaświecił.</akap>


<akap_dialog>--- Pani dużo już przeszła --- czytała z dłoni po chwilowej przerwie chiromantka<pe><slowo_obce>chiromantka</slowo_obce> --- osoba wróżąca z linii papilarnych.</pe>. --- Przygoda w Lyonie zaciążyła
fatalnie na całym jej życiu.</akap_dialog>


<akap>Kobieta wydała stłumiony okrzyk i szybko cofnęła rękę. W oczach jej, dziwnie świecących przez otwory maski,
zapaliły się na sekundę błyskawice gniewu:</akap>


<akap_dialog>--- Kim pani jesteś?!</akap_dialog>


<akap>Tamta, nie zmieniając pozycji w fotelu, odparła spokojnie:</akap>


<akap_dialog>--- Wszyscy korzystamy tu z prawa masek. Proszę uszanować i moją. Zresztą nikt pani nie zmuszał do pokazywania ręki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zupełnie słusznie --- poparło ją parę głosów.</akap_dialog>


<akap>Dama w ,,tango" bez słowa przeszła do sali sąsiedniej
i zniknęła w tłumie wirujących w takt walca.</akap>


<akap>Wtedy poczułem nieprzepartą chęć usłyszenia wróżby
z ust tej niezwykłej kobiety. Lecz Halszka usiłowała mnie
wstrzymać:</akap>


<akap_dialog>--- Jerzyku, daj spokój, ja się takich rzeczy ogromnie
boję. Może ci powiedzieć coś złego, jak tamtej pani.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ Halko --- uspakajałem ją półgłosem --- przecież to tylko zabawa --- taka sobie salonowa rozrywka
w antrakcie<pe><slowo_obce>antrakt</slowo_obce> (fr.) --- przerwa (dosł.: przerwa między aktami sztuki teatralnej).</pe> między jednym turem<pe><slowo_obce>tur</slowo_obce> --- tu z fr.: runda.</pe> walca a drugim.</akap_dialog>


<akap>I przystąpiłem do chiromantki, wyciągając lewą dłoń:</akap>


<akap_dialog>--- Może mnie z kolei zechce pani wywróżyć coś z ręki?</akap_dialog>


<akap>Drgnęła i żywo obróciła się ku mnie. Uczułem na sobie
mocne spojrzenie jej oczu.</akap>


<akap_dialog>--- Panu? --- zapytała z wahaniem w głosie. --- Wolałabym wstrzymać się od wróżby.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jerzy! --- usłyszałem za sobą błagalny szept Halszki. --- Sama ci odradza. Chodźmy stąd, Jerzy!</akap_dialog>


<akap>Słowa te, choć ciche, zdaje się dotarły do uszu wróżbiarki, wywołując skutek wprost przeciwny intencjom
mej narzeczonej.</akap>


<akap_dialog>--- Zresztą --- rzekła, decydując się nagle --- spróbuję
coś wyczytać z pańskiej dłoni. Ponieważ podał mi pan
rękę lewą, zaczniemy od odgadywania przeszłości i charakteru. U mężczyzny bowiem lewa ręka jest negatywną
i rejestruje tylko to, co już minęło lub jeszcze trwa do
chwili obecnej; u kobiety jest wprost przeciwnie. Cóż?
Nie obawia się pan ewentualnych rewelacji?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ani trochę --- odpowiedziałem ze sceptycznym
uśmiechem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie zaczynamy... Ręka pańska przedstawia
dość rzadki typ mieszany: jest to ręka artysty i myśliciela.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Ben toccato<pe><slowo_obce>ben toccato</slowo_obce> (wł.) --- dobrze trafione.</pe></slowo_obce>! --- pochwalił doża, który nagle znalazł
się, nie wiadomo jak, za moimi plecami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Proszę nie przeszkadzać! --- upomniał go któryś
z gości.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kształt palców i paznokci zdradza usposobienie nerwowe i łatwo pobudliwe. Jest pan chorobliwie ambitny
i tęsknisz do sławy; poklask tłumu mile łechce twe wrażliwe ucho. Mimo to ma pan okresy, w których pogardzasz
blichtrem ziemskiego szczęścia, i wtedy zamykasz się
w niebotycznej świątyni swych rozmyślań. Charakter ich
mistyczny skłania się ku panteizmowi<pe><slowo_obce>panteizm</slowo_obce> --- utożsamienie Boga z przyrodą.</pe> i panpsychicznej<pe><slowo_obce>panpsychiczny</slowo_obce> --- oparty na przekonaniu, że obiekty przyrody nieożywionej posiadają duszę.</pe>
kontemplacji świata... Dzieckiem musiał pan być nadzwyczaj pobożny; ślady głębokiej wiary przetrwały do dnia
dzisiejszego... Stosunek do przyrody, zrazu ścisły i serdeczny, później rozluźnił się nieco. Nic dziwnego; jest pan
wychowankiem miasta... Dzieciństwo miał pan ,,sielskie,
anielskie" do dwunastego roku życia, tj. do śmierci ojca.
W okresie młodzieńczym chorował pan długo i ciężko. O ile
się nie mylę, przeszedł pan dwukrotnie operację. I gdyby
nie dziwny przypadek, kto wie, czybyśmy dziś oglądali
pana między nami. Wyleczył pana człowiek bez doktorskiego dyplomu...</akap_dialog>


<akap>Umilkła wyczerpana widocznie wysiłkiem duchowym;
na czoło jej wystąpiły perły potu...</akap>


<akap>Byłem zdumiony. Wszystko, co powiedziała, było prawdą. Skąd ta kobieta znała tak dokładnie pewne szczegóły
z mego życia? Tak niechętnie dzielę się nimi z ludźmi, że
wydaje mi się wprost wykluczonym, by mogła je pozbierać u mych znajomych... Charakterystyka mojej osobowości była wprost świetną!</akap>


<akap_dialog>--- Przejdziemy do ręki prawej --- przerwała ogólne
milczenie niepewnym trochę, jakby od nagłego wzruszenia, głosem. --- Ta u mężczyzny jest pozytywną i wróży
przyszłość.</akap_dialog>


<akap>Z pewnym niepokojem podałem jej prawą dłoń. Ktoś
szarpnął mnie silnie za rękaw. Odwróciłem się i spotkałem
błagalne spojrzenie Halszki:</akap>


<akap_dialog>--- Dość tej zabawy, Jur! Proszę cię, nie pytaj o więcej!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za późno --- odpowiedziałem szeptem --- nie wypada mi już teraz cofać się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Linia życia --- zaczęła wróżbiarka, śledząc uważnie
rysunek mej dłoni --- ma bieg szczególny.</akap_dialog>


<akap>I podnosząc ku mnie swą zagadkową, pod koronką maski ukrytą twarz, dodała dobitnie:</akap>


<akap_dialog><begin id="b1407237682434-3688466535"/><motyw id="m1407237682434-3688466535">Los</motyw>--- Zrządzeniem wszechwładnego losu zbliżył się pan
ku punktowi węzłowemu dwu przeciwnych sobie prądów;
w chwili obecnej stoisz na płaszczyźnie wrogich sobie
śmiertelnie wpływów. Jesteś jak wędrowiec na rozstaju
dróg. Od decyzji pańskiej dużo zależy. Może czyjeś życie
nawet?... A tu wije się pięknym, wyraźnym szlakiem ,,linia Księżyca", zwana też ,,mleczną drogą"; zapowiada liczne podróże na lądzie i morzu; dalekie Południe uśmiecha
się panu: widzę dużo bujnych egzotycznych kwiatów i złoty piasek pustyni. Lecz linia ta zwykle zależy od poprzedniej; zdarzenia, które nam przepowiada, zawarunkowane
są drogą, którą pan obierze pod wpływem jednego z wymienionych przeze mnie prądów... A oto ,,linia Fortuny",
kapryśna, zwodnicza linia między ,,wzgórkiem Jowisza"
a ,,wzniesieniem Marsa".<end id="e1407237682434-3688466535"/> <begin id="b1407237697184-87650122"/><motyw id="m1407237697184-87650122">Wróg</motyw>Ma pan wielkie powodzenie u kobiet i łatwo zdobywasz przyjaźń u mężczyzn. Lecz strzeż
się człowieka o siwych włosach! Fałszywy to przyjaciel!...</akap_dialog>


<akap>Przeciągły, sardoniczny śmiech był odpowiedzią na
ostatnią przestrogę. <end id="e1407237697184-87650122"/>Obejrzałem się w kierunku, skąd zabrzmiał, lecz ujrzałem przed sobą same poważne, skupione twarze ludzi śledzących z zajęciem przebieg wróżby.</akap>


<akap_dialog>--- Nie ufaj też pięknej jasnowłosej osobie, która chwilowo zdołała cię opętać.</akap_dialog>


<akap>Tu głos jej załamał się na chwilę, a ręka, którą oparła
na przegubie mojej, zaczęła drgać w nerwowym ataku.
Nagle powstała i zwracając się wprost ku mnie, rzekła
mocnym, przedziwnie wibrującym głosem:</akap>


<akap_dialog>--- Szczęście, prawdziwe szczęście, rozkosz i bogactwo
przyniesie panu z sobą <wyroznienie>inna</wyroznienie> kobieta. Dzień jej na horyzoncie pańskiego życia już zaświtał. <wyroznienie>Tamta</wyroznienie> nigdy nie
zostanie twoją żoną.</akap_dialog>


<akap>Ostatnie słowa wróżby zmieszały się z okrzykiem Halszki. Blada jak płótno obsunęła się bez pamięci w moje
ramiona.</akap>


<akap_dialog>--- Wody! --- zawołałem, rozglądając się bezradnie wokoło.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mamy lepszy środek --- odezwał się tuż przy mnie
spokojny głos doży. --- Niezawodny.</akap_dialog>


<akap>I przytknął do nozdrzy omdlałej flakonik z solami.
Niemal równocześnie Halszka otworzyła oczy i wyrzucając z piersi głęboki oddech, uśmiechnęła się przecudnie:</akap>


<akap_dialog>--- Gdzie ta kobieta? --- zapytała rozglądając się z trwogą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Proszę się uspokoić --- odpowiedział doża, pomagając
mi wyprowadzić ją z pokoju do buduaru dla pań. --- Już
jej tu nie ma. Wśród zamieszania, które wywołała swym
nietaktownym finałem, wymknęła się z domu... Awanturnica! --- dokończył ciszej, przez zęby.</akap_dialog>


<akap>U wejścia do gotowalni zatrzymaliśmy się. Halszka
zniknęła za kotarą, ja z dożą skierowałem kroki do szatni
dla mężczyzn: był czas najwyższy wracać do domu. Po
drodze dziękowałem memu towarzyszowi.</akap>


<akap_dialog>--- Komu mam zawdzięczać pomoc i okazaną nam sympatię? --- zapytałem zatrzymując się pod arkadą przedsionka. --- Moje imię: Jerzy Drzewiecki.</akap_dialog>


<akap>W odpowiedzi doża zdjął maskę, wyciągając równocześnie przyjaźnie rękę.</akap>


<akap_dialog>--- Więc to ty, Andrzeju?! --- zawołałem zdziwiony, poznając zamyśloną twarz Wierusza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, to ja. Gra rozpoczęta. Cokolwiek się zdarzy,
pamiętaj o tym, że jest na świecie ktoś ci z duszy życzliwy, ktoś, kto interesuje się tobą żywiej, niż przypuszczasz.
Do widzenia, Jerzy!</akap_dialog>


<akap>I uścisnąwszy mi rękę, szybko zbiegł schodami ku wyjściu. Po chwili pomagałem już Halszce przy wsiadaniu
wraz z matką do karetki.</akap>


<akap_dialog>--- Do widzenia, Jur! --- rzuciła na pożegnanie, wyciągając ku mnie swą małą, drobną rączkę. --- Do widzenia
w sobotę! Pamiętaj!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Do widzenia, najdroższa!</akap_dialog>


<akap>Powóz ruszył, zanurzając się w poranną mgłę.</akap>


<akap><begin id="b1407239417015-2528979430"/><motyw id="m1407239417015-2528979430">Kobieta demoniczna</motyw>Wtem w świetle latarni, dogorywającej przed bramą,
stanęła przede mną smukła, szczelnie w płaszcz otulona
postać kobiety. Poznałem chiromantkę. Chwyciła mnie za
ramię i ściągnąwszy maskę z twarzy, szepnęła:</akap>


<akap_dialog>--- I ja oczekuję w sobotę. Kocham pana i dlatego musisz być moim. Oto mój adres.</akap_dialog>


<akap>I wcisnąwszy mi w rękę bilet wizytowy, przepadła
w półmroku zarania.</akap>


<akap>Stałem długo jak wryty, nie mogąc uczynić kroku naprzód. W uszach brzmiały wciąż słowa wróżbiarki jak nieprzeparty rozkaz, gdy palce ściskały kurczowo białą, sztywną kartę. Powoli, prawie bezwiednie podniosłem bilet do
poziomu oczu i odczytałem:</akap>


<akap_dialog>--- Kama Bronicz. Parkowa 6.</akap_dialog>


<akap>Kobieta z mostu Św. Floriana mieszkała w domu Wierusza!...<end id="e1407239417015-2528979430"/></akap>





<naglowek_rozdzial>Vivartha<pa><slowo_obce>Vivartha</slowo_obce> --- słowo hinduskie, oznacza wirowy proces
przejawiania się Boga we wszechświecie; vivartha = łacińskiemu <slowo_obce>vortex</slowo_obce> (lub: vertex) --- wir.</pa></naglowek_rozdzial>




<akap>W męce przeszedł mi czwartek i piątek. Te dwa dni
wpłynęły decydująco na długi okres mego życia, zarysowują fatalnie plan przyszłych zdarzeń. Gdy po bezsennej
nocy z piątku na sobotę wstałem wcześnie nad ranem
i wyjrzałem przez okno na senny jeszcze świat, uczułem
w całej pełni, jak jestem wewnętrznie rozbity; liść klonu
chwiejący się za szybą na wietrze był odporniejszym na
wpływy środowisk, niż byłem nim ja.</akap>


<akap>Mimo to --- rzecz dziwna --- czułem się w swej słabości
szczęśliwym; dobrze mi było z tym słodkim bezwładem
uczuć i woli. Z hedonistyczną lekkomyślnością zepchnąłem odpowiedzialność za wszystko na czyjeś barki i dałem
unosić się nieznanemu prądowi, którego zbliżanie się odczuwałem coraz wyraźniej z każdą nadchodzącą godziną.
<slowo_obce>Après moi le déluge!</slowo_obce><pe><slowo_obce>après moi le déluge </slowo_obce> (fr.) --- po mnie choćby potop; przen.: po mojej śmierci niech się dzieje, co chce.</pe>...</akap>


<akap>O jedenastej rano przebrałem się i poszedłem do Grodzieńskich. Przy powitaniu wyczytałem w jej oczach utajoną obawę i niepewność. Mój śmiech swobodny, beztroski
rozproszył wszystko; wkrótce swawoliła jak dzieciak.</akap>


<akap>Po obiedzie, koło trzeciej, przyszła kolej na <slowo_obce>garden
party<pe><slowo_obce>garden
party</slowo_obce> (ang.) --- przyjęcie w ogrodzie.</pe></slowo_obce>. Pozostawiono nas samych w olbrzymim, dziewiczym parku rodziny Grodzieńskich. Park ten, pół ogród,
pół las, jest unikatem w swoim rodzaju. Podobno niegdyś
stanowił część Dobieckiej Puszczy, która rozciągając się
na przestrzeni kilkunastu mil, kryła w swym wnętrzu burzliwą, głębokim jarem przebierającą się Drucz. Puszczę
wykarczowano --- pozostała rzeka i park Grodzieńskich,
szczątek minionej chwały boru.</akap>


<akap>Rodzina Halszki z pietyzmem usiłowała podtrzymać jego pierwotny charakter. Toteż park wyjątkowo rozległy
sprawiał istotnie raczej wrażenie lasu. Tylko drobną jego
część, przytykającą bezpośrednio do dworku, poddano
wpływom ogrodniczej kultury --- ogromna reszta, od lat
nie tykana ostrzem nożyc, nie kaleczona strychulcem<pe><slowo_obce>strychulec</slowo_obce> (daw.) --- deszczułka do wygładzania cegieł, tu przen.: coś, co wyrównuje.</pe> sekatora, żyła w stanie dzikim bujnie i swobodnie. Nikt nie
pełł zarosłych trawą ścieżek, nikt nie zbierał nagromadzonej stosami leżaniny, chrustu, nie usuwał obalonych przez
jesienne burze pni. Toteż dostęp do niektórych miejsc był
niemożliwy. Potężne, z wykrotów drzewnych powstałe zasieki, niezdobyte, drapieżnie jurzące<pe><slowo_obce>jurzyć się</slowo_obce> (daw.) --- gniewać się.</pe> się zastrzały broniły
zazdrośnie parkowych komyszy. Dlatego park Grodzieńskich był od lat przytułkiem dla wszelkiego rodzaju dzikiej zwierzyny, która nie płoszona przez dworskie polowania, chroniła się chętnie pod jego opiekuńcze spławy.</akap>


<akap>Najpiękniejszą była partia południowo-zachodnia, gdzie
park, staczając się w łagodnej pochylni ku rzece, dotykał
wydłużonym klinem zakrętu Druczy. Tam skierowaliśmy
z Halszką swe kroki. Ująwszy się za ręce, jak para roześmianych pogodą nieba dzieci, szliśmy starą, wysłaną warstwami zeschłych liści drożyną. Nad nami sklepił się strop
poplątanych konarów, szumiał szeroki rozhowor<pe><slowo_obce>rozhowor</slowo_obce> (rus.) --- rozmowa.</pe> dębów.</akap>


<akap>Włożyła mi rękę pod ramię i opierając głowę na piersi,
mówiła:</akap>


<akap_dialog><begin id="b1407240761167-10563245"/><motyw id="m1407240761167-10563245">Las</motyw>--- Jak tu dobrze, Jur, nieprawdaż? Wszystko tu takie
czcigodne, uroczyste...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dusza starodrzewu --- odpowiedziałem, chłonąc błękit jej oczu. --- Twój ojciec, Halszko, musi bardzo kochać
przyrodę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O tak --- uwielbia ją jak poganin. Nieraz spędza całe
dni w najgłębszych ostępach lasu. Po każdej takiej przechadzce jest dziwnie zamyślony i nie zwraca uwagi na
otoczenie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Las działa jak narkotyk; można się upić jego duszą.<end id="e1407240761167-10563245"/></akap_dialog>


<akap>Umilkliśmy i czas pewien słychać było tylko szelest
liści roztrącanych przez nasze stopy. Ona pierwsza przerwała milczenie:</akap>


<akap_dialog>--- Ojciec jest przy tym człowiekiem nadzwyczaj przesądnym.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dotychczas nie zauważyłem tego rysu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo się z tym kryje nawet przed nami. Zdaje mi się,
że odziedziczyłam po nim podobne skłonności.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty, Halszko?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziś właśnie rano, zanim przyszedłeś, miałam sposobność przekonać się o tym.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy mogę dowiedzieć się bliższych szczegółów?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem. Odczuwam potrzebę zwierzania ci się nawet z najbłahszych przeżyć.</akap_dialog>


<akap>Spojrzałem na nią z wdzięcznością.</akap>


<akap_dialog>--- Jestem trochę znużona przechadzką. Usiądźmy na
chwilkę tutaj, na mchu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Doskonale! --- odparłem, rozścielając jej miękki,
szkocki szal, który niosłem przewieszony przez ramię.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zatem --- zaczęła --- dziś rano, na godzinę przed
twoim przybyciem, siedziałam sama na werandzie, kończąc poranną toaletę. Wtem na stopniach od ogrodu ujrzałam jakąś żebraczkę, która z wyciągniętą ręką prosiła
o wsparcie. Wzrok starej nie podobał mi się: w czarnych,
namiętnych oczach czaiło się coś złośliwego; na ustach
zwiędłych i sinych błąkał się zagadkowy uśmiech.</akap_dialog>


<akap>By się jej pozbyć jak najprędzej, kazałam jej zaczekać
na schodach, obiecując wynieść za chwilę jałmużnę. Na
nieszczęście nie mogłam znaleźć portmonetki, którą przez
roztargnienie położyłam wczoraj na niewłaściwym miejscu. Nareszcie udało mi się ją odszukać.<begin id="b1407240940350-1031320534"/><motyw id="m1407240940350-1031320534">Zabobony</motyw> Odliczywszy parę
sztuk monety, wróciłam, by wręczyć je żebraczce. Lecz zamiast na stopniach tarasu zastałam ją w obrębie werandy, szukającą czegoś na taflach posadzki, tuż koło krzesła,
które przed chwilą zajmowałam. Spostrzegłszy mnie, szybko zgarnęła coś ręką do czerwonej chusteczki, zawiązała
skwapliwie na węzeł i rzekła uśmiechając się złośliwie:</akap>


<akap_dialog>--- Dziękuję panience za trud i dobre chęci. Zdobyłam
tu rzecz stokroć cenniejszą dla mnie od złota. <slowo_obce>Adieu<pe><slowo_obce>adieu</slowo_obce> (fr.) --- żegnaj (dosł.: z Bogiem).</pe></slowo_obce>, piękna panno! <slowo_obce>Adieu</slowo_obce>!... A w przyszłości prędzej usuwaj z podłogi ślady, które pozostawia po sobie poranne <slowo_obce>manicure</slowo_obce>,
jeśli nie chcesz, by coś z twych różanych paluszków nie
dostało się w obce ręce.</akap_dialog>


<akap>I z cichym, zjadliwym chichotem zbiegłszy po stopniach, zniknęła za bramą wchodową.</akap>


<akap_dialog>--- Szczególna przygoda... Więc pieniędzy nie przyjęła?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie. Mam wrażenie, że prośba o jałmużnę była tylko
pretekstem do wnęcenia się na werandę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hm... tak by wyglądało.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Po jej odejściu uczułam nieokreślony lęk, którego
nie mogę opanować dotychczas.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ, Halszko, jesteś przeczulona! Lepiej nie myśleć o tak błahym zdarzeniu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Boję się czegoś tej dziadówki. Babka moja mówiła
nieraz, że ucięte włosy, paznokcie lub wypadły ząb powinno się natychmiast palić, by nie dostały się do cudzych,
wrogich rąk.<end id="e1407240940350-1031320534"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cha, cha, cha! I ja coś o tym słyszałem. Ale to przecież śmieszny zabobon, Halko. Doprawdy, nie pojmuję,
jak możesz przywiązywać do czegoś podobnego jakąkolwiek
wagę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jednak ta baba <wyroznienie>zabrała z sobą coś ze
mnie</wyroznienie>. Wiesz, Jur, czasem zdaje mi się, że wskutek tego
powstał między mną a tą czarownicą tajemniczy, choć niewidzialny <wyroznienie>związek</wyroznienie>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przesadzasz. Pod wpływem chwilowego rozdrażnienia wyolbrzymiasz rzeczy nikłe i niegodne twej uwagi...
Brr... Chłodno tu jakoś... Chodźmy na słońce!</akap_dialog>


<akap>Westchnęła z uczuciem ulgi i podała mi ramię:</akap>


<akap_dialog>--- Masz słuszność. Jak ty umiesz zawsze uspokoić mnie,
Jur!</akap_dialog>


<akap>Przytuliłem ją do siebie i tak szliśmy czas jakiś... Las
przerzedził się i spoza trzonów drzewnych zamigotało ciche, drzemiące jezioro. Nad brzegami zarosłymi sitowiem
unosiły się roje błękitnoskrzydłych ważek, pluskotały kurki wodne, pruły wiosenną przestrzeń nieba lotem na wskos<pe><slowo_obce>na wskos</slowo_obce> --- dziś popr.: na skos.</pe>
kszyki. Z wody gęstej, ustałej szedł w górę odpar i przesłaniał mglistym woalem ospałą powierzchnię. Parę brzóz
płaczących nachyliło się w zadumie nad topielą, zarzucając
w głębię smutek swych warkoczy. Daleko od brzegu,
gdzieś na środku jeziorzanej gładzi, snuł się jaśniejszą
wstęgą ścieg wartu --- odpływu...</akap>


<akap>Wsiedliśmy do łódki ukrytej wśród brązowych pałek
rokiciny. Odwiązałem łańcuch i wparłszy wiosło o ląd,
odbiłem się mocno. Zabulgotała wytrącona z drzemki popołudniowej woda, zawirowały osadzie i męty. Łódź, otarłszy się burtami o kolana rogoży<pe><slowo_obce>rogoża</slowo_obce> --- tu: pałki tataraku.</pe>, roztrąciła kożuchy pleśni
i wypłynęła na środek. Sterowałem ku skalistej wysepce
w południowym kącie jeziora. Ten granitowy wykwit
gruntu był zagadką. Skąd się tu wzięły skały pierwotne?
Okolica płaska, typowo równinna, nie usprawiedliwiała
w niczym tej anomalii. Szara, poszarpana ściana wystrzelała groźnie ponad wierzchołki najwyższych drzew parkowych.</akap>


<akap>Gdy podpłynęliśmy na odległość kilku metrów do wyspy, zerwała się z gniazd po wnękach rzesza jaskółek i zatoczywszy nad nami parę kręgów, wróciła do skalnych
kryjówek. Okrążyliśmy wyspę, szukając miejsca do wylądowania. Strome, urwiste brzegi, obszyte na głucho krzami<pe><slowo_obce>kierz</slowo_obce> (reg.) --- krzak.</pe> głogu i jeżyny, strzegły zewsząd wejść i dostępów.
Tylko od strony południowej, tam, gdzie jezioro zwężało
się gwałtownie, by kilkanaście metrów dalej runąć po zboczach parku potężnym wodospadem do Druczy, zauważyłem za występem skały małą przystań. Ostrożnie, trzymając się brzegu, by nie wpaść w ramiona silnego już w tym
miejscu prądu, opłynąłem cypel i zawinąłem szczęśliwie
do zatoczki. Wyrzuciwszy z dna łódki łańcuch, okręciłem
go mocno parę razy dookoła pnia przybrzeżnej sosny-karlicy, po czym zwróciłem się do Halszki, która w milczeniu
śledziła wart<pe><slowo_obce>wart</slowo_obce> (daw.) --- nurt.</pe> wody:</akap>


<akap_dialog>--- Wysiadamy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Koniecznie? Czy nie lepiej obserwować stąd, z łódki? Widok wspaniały!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To prawda. Można podziwiać i z tego ruchomego
pomostu.</akap_dialog>


<akap>Zająłem ostatnią ławkę przy dziobie, gdy ona, usiadłszy
na szalu rozpostartym na dnie łódki, oparła się plecami
o moje kolana.</akap>


<akap_dialog>--- Lubię ten szum, Jerzy.</akap_dialog>


<akap>Odchyliła ku mnie głowę.</akap>


<akap_dialog>--- Dobrze ci tutaj?</akap_dialog>


<akap>I pochyliłem się ku jej słodkiej twarzy.</akap>


<akap_dialog>--- Jak w zaczarowanym śnie --- odparła, podając mi
usta. I znów słychać było tylko huk wodogrzmotu... Spad
był potężny: ciche, rozlane powyżej wysepki szeroko wody
jeziora nagle ujęte w kleszcze brzegów spadały przez wąską skalistą szyję jakich 200 metrów w dół ku poziomowi
rzeki. Stąd, z wysokości wysepki, widać było tylko chmurę pian i wrzątek wodnej ciekliny, obrzucającej białymi
płatami wiecznie mokre ściany wąwozu. A tam, w dole,
gdzie rozbita na miazgę woda przeciskała się pomiędzy
pylonami czarnych, strażujących raf, widniała w rozstępie
wąwozowego wylotu błękitna, spokojna już wstęga Druczy.</akap_dialog>


<akap>Godzina była trzecia, nasycona słońcem popołudnia,
rozleniwiająco senna. Z nagrzanej ziemi unosiły się ledwo
dostrzegalne fale powietrza, drgając w przestworzu niby
kosmiczny eter. Od lądu szły zapachy ziół i leśnych kwiatów, z wody bił surowy, rybą i szuwarem zaprawiony
obrzask. O łódkę uderzały co chwila wilgotne płetwy fal,
pluskocząc po burtach rytmem pieszczoty, rozkręcał się
z cichym zgrzytem, to znów przypadał gnuśnie do brzegu
żelazny wąż łańcucha...</akap>


<akap_dialog>--- Halszko! Co za dziwna godzina!</akap_dialog>


<akap>Odpowiedział mi jej równy, głęboki oddech. Usnęła
jak dziecko. Z opartej na mych kolanach z ufnością głowy
zesunęła się parą długich płowych warkoczy i spłynęła
na dno łodzi.</akap>


<akap>Ostrożnie, by jej nie obudzić, podniosłem jeden do ust
i całowałem długo, tuląc namiętnie do twarzy. Ciepłe, wonne włosy dziewczyny...</akap>


<akap>Wtem, podniósłszy oczy na rzekę, ujrzałem w przerwie
pomiędzy skałami płynące powoli czółno z siostrami
z klasztoru klarysek. Dwie pracowały przy wiosłach, jedna
przy sterze, inne z rękoma wplecionymi w różańce błądziły zamyślonym spojrzeniem po wodzie. W chwili, gdy
łódź mijała ujście jeziora, zasuwając się już swym dziobem
za skałę, jedna z zakonnic, ocknąwszy się z zadumy, zwróciła twarz w naszą stronę. Przez sekundę oczy jej spoczęły na nas z wyrazem głębokiego smutku, po czym wyciągnęła ku nam ręce spętane w czarne korale. W tej
chwili czółno pchnięte silniejszym uderzeniem wiosła
znikło za skalnym zrębem, unosząc z sobą postaci mniszek. Spojrzałem zaniepokojony na Halszkę. Twarz jej
cicha, półotwarte usta i oczy łagodnie przymknięte
upewniły mnie, że śpi spokojnie jak dziecko. Nic nie widziała.</akap>


<akap>Nagle ramię jej, dotychczas bezwładnie opuszczone
wzdłuż ciała, poruszyło się; prześliczne rzęsy zadrgały nerwowo parę razy i podniosła powieki.</akap>


<akap_dialog>--- Zasnęłam? --- zapytała rumieniąc się jak jutrzenka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na krótką chwilę --- odpowiedziałem pieszcząc pukle<pe><slowo_obce>pukiel</slowo_obce> (daw.) --- lok.</pe> jej włosów na skroni. --- Tylko na bardzo krótką chwilkę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Miałam taki dziwny sen...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Musiał być chyba przyjemny, bo przed samym przebudzeniem uśmiechnęłaś się.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1407267730214-958867935"/><motyw id="m1407267730214-958867935">Sen</motyw>--- Nie wiem, jak go sobie tłumaczyć... Szłam jakąś
łąką pełną czerwonych maków, szłam powoli, to strącając parasolką purpurowe głowy kwiatów, to biorąc je do
bukietu przy piersi... Na mur, który otaczał łąkę, padał
cień mój głęboki i soczysty, bo było południe... W pewnej
chwili ujrzałam naprzeciw siebie postać siostry zakonnej.
Szła ku mnie. Twarz posępnie słodką pochyliła ku ziemi,
w palcach przesuwała korale różańca. Stanąwszy przy
mnie, podniosła ciemne, przejmujące do głębi oczy i ujmując mnie pod ramię, rzekła cicho:</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nareszcie przyszłaś. Czekałam na ciebie dość długo,
siostro. Pójdź ze mną! Będzie nam dobrze z sobą.</akap_dialog>


<akap>I zawróciwszy mnie z drogi, poprowadziła w stronę
wprost przeciwną tej, którą iść zamierzałam. Przed nami
w perspektywie słonecznej dali zarysował się średniowieczny klasztor... Obudziłam się...<end id="e1407267730214-958867935"/></akap>


<akap_dialog>--- Szczególne!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak mi czegoś smutno, Jur --- poskarżyła się.</akap_dialog>


<akap>Milcząc, spuściłem łódkę z łańcucha. W pół godziny potem wstępowaliśmy na stopnie tarasu, na którym oczekiwali nas już zaniepokojeni trochę naszą długą nieobecnością starzy Grodzieńscy.</akap>


<akap>W czasie podwieczorku mówiliśmy mało. Halszka była
zamyślona i smutna, ja dziwnie podniecony i nieswój. Co
chwila spoglądałem na zegarek, zdenerwowany posuwaniem się wskazówek, jakby szybszym niż zwyczajnie. Koło
piątej, nie mogąc przezwyciężyć wewnętrznego przymusu,
wstałem w ciągu rozmowy i pożegnałem się.</akap>


<akap_dialog>--- Pan odchodzi dziś tak wcześnie? --- zapytała pani
Grodzieńska, patrząc na Halszkę, w której twarzy wyczytałem niemy wyrzut.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Muszę --- tłumaczyłem się niezgrabnie. --- Mam posiedzenie w Związku o wpół do szóstej, a stąd do lokalu
dość daleko.</akap_dialog>


<akap>W przedsionku Halszka chwyciła mnie za rękę, przyciskając ją mocno do serca:</akap>


<akap_dialog>--- Jur --- błagała głosem drżącym, przez łzy --- nie
odchodź ode mnie w tej chwili! Tylko nie teraz! Mam jakieś złe przeczucia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie mogę. Muszę tam być dzisiaj koniecznie. Jutro
będę u was znowu. Nie bądźże dzieckiem, Halko!</akap_dialog>


<akap>I szybko zbiegłem po schodach. Nieubłagana wola kierowała mnie w stronę Parkowej. Wskoczyłem do przejeżdżającego tramwaju i po kwadransie znalazłem się
u wylotu znanej mi dobrze ulicy. Teraz szedłem powoli,
umyślnie zwolniwszy kroku, by się wewnętrznie opanować.</akap>


<akap_dialog>--- Numer 6! --- powtarzałem w myśli, jakby w obawie,
żeby nie zapomnieć. --- Numer 6!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ to willa Wierusza! --- uświadomiłem sobie, jakby budząc się z ciężkiego uśpienia. --- Może to jego kochanka?</akap_dialog>


<akap>Ogarnęła mnie wesołość.</akap>


<akap_dialog>--- Kama Bronicz kochanką Andrzeja! Cha, cha, cha!
Kapitalny pomysł!</akap_dialog>


<akap>Lecz mimo wszystko bilet wskazywał ten adres.</akap>


<akap_dialog>--- Dlaczego on kryje się z tym przede mną? Byłem
przecież u niego już tyle razy i nigdy mi o tym nic nie
wspominał. Przeciwnie, zdaje się być dla niej wrogo usposobionym.</akap_dialog>


<akap>Uczułem coś w rodzaju niechęci do przyjaciela.</akap>


<akap_dialog>--- Siwy Don Juan! --- mruknąłem przez zęby. --- Stary
hipokryta!</akap_dialog>


<akap>Stanąłem przed willą.</akap>


<akap_dialog>--- Nr 6 --- odczytałem półgłosem na tabliczce bramy. ---
Nr 6. No, tak --- to przecież tutaj. Nie ma cienia wątpliwości...</akap_dialog>


<akap>Drzwi w siatce były uchylone. Wszedłem na ścieżkę
ogrodową. Wyłoniło się pytanie:</akap>


<akap_dialog>--- Co teraz? Dokąd zwrócić się? Jeśli pójdę przez werandę, spotkam się oko w oko z nim, jeśli wejściem z tyłu,
natychmiast zawiadomi go sługa. W ogóle, gdzie właściwie <wyroznienie>ona</wyroznienie> mieszka? Rozkład domu i ubikacji<pe><slowo_obce>ubikacja</slowo_obce> --- tu: osobne pomieszczenie.</pe> znam przecież na wylot. Miałżeby istnieć jeszcze jakiś zamaskowany
zręcznie pokój, o którym dotychczas nic nie wiedziałem?
A w takim razie kto mnie tam zaprowadzi?</akap_dialog>


<akap>Wszedłem do sieni wejściem tylnym i nagle zdumiony
zatrzymałem się w progu.</akap>


<akap>Przede mną rozciągał się w półmrocznej amfiladzie kolumn koryncki krużganek.</akap>


<akap_dialog>--- Gdzie jestem? --- usłyszałem pytanie, rzucone między marmurowe trzony. --- Gdzie jestem?!</akap_dialog>


<akap>Głos mój brzmiał obco, jakby nie z mojej piersi. Gdzie
się podziała ta wąska, płomykiem gazu zwykle rozświetlona sień, którą mnie tyle razy wyprowadzał? Gdzie się
podziało troje drzwi wychodzących na tę sień?</akap>


<akap>Przetarłem ręką oczy, by przekonać się, że nie śnię.
Gdzieś pod stropem rozbłysnęła łagodnym światłem grecka lampa; od kolumn padły na stiukową posadzkę cienie,
w górze, na głowicach rozkwitły liście akantu. Spłoszony
półmrok skurczył się, zmalał i przykucnął w głębi kamiennej alei...</akap>


<akap>Wtem pomiędzy filarami ujrzałem Wierusza. Szedł odwrócony ode mnie profilem, sztywny, z oczyma zatopionymi w przestrzeń, przed siebie, jak lunatyk... Podszedłem,
by doń przemówić, gdy coś mnie w nim uderzyło: Andrzej
nie szedł, lecz <wyroznienie>płynął w powietrzu</wyroznienie>. I nagle w moich oczach rozwiał się na tle jednej z kolumn.</akap>


<akap_dialog>--- Andrzeju! --- krzyknąłem, opasując ramieniem gładki, obły trzon. --- Andrzeju, co to znaczy?!</akap_dialog>


<akap>Odpowiedziało mi echo dziwnie zniekształcone...</akap>


<akap>Odwinąłem się od kolumny bezradny; okrutna samotność wkradła się do serca i rozpanoszyła wszechwładnie.
Na chybił trafił zacząłem iść w jakimś kierunku, aż dotarłem do jakichś schodów, pnących się krętą linią do góry. Środkiem stopni spływała ku mnie krwawą strugą
czerwień kobierca.</akap>


<akap>Wejście na piętro? --- pomyślałem, wpatrując się
w twarz Merkurego, podtrzymującego posochem żyrandol
u stóp klatki schodowej. --- Tu nigdy przedtem schodów
nie było! Dom jest przecież parterowy!</akap>


<akap_dialog>--- Tędy na górę --- zapraszała gościnnie wyciągnięta
ręka bożka.</akap_dialog>


<akap>Więc poszedłem na górę. Na piętrze, tuż naprzeciw
schodów, zastałem szeroko rozwarte drzwi od pokoju.</akap>
<akap>Wszedłem. W głębi, pochylona nad naczyniem kształtu
czary, stała Kama, ściskając w podniesionej ręce jedwabne
lasso. Usta jej wyrzucały słowa ciemne dla mnie i niezrozumiałe.</akap>


<akap>Podniosła głowę. Para oczu fanatycznych, oczu pantery
uderzyła mnie, paraliżując wolę.</akap>


<akap_dialog>--- Nareszcie! --- usłyszałem głos jej idący skądś, z nieskończonej dali i uczułem, jak zęby jej wgryzają się w moje wargi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tyś mój! --- szeptała oplątując się dookoła mnie skrętem bluszczu. --- Teraz tyś już mój! Kochasz mnie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kocham --- odpowiedziałem spętany czarem jej namiętności. --- Jakżeś piękna dziś, Kamo!</akap_dialog>


<akap>I piękną była w istocie. Z obcisłej, szafranowożółtej
tuniki w czarne tulipany wykwitała jej drobna, kształtna
głowa w otoku włosów koloru miedzi, niby płomienna
orchidea. Twarz owalną, bladą, z siatką lazurowych żyłek
na skroniach przepalał żar oczu o barwie szafiru... Rzuciła
się na sofę lubieżnie niedbała, leniwa, nęcąca.</akap>


<akap_dialog>--- Chodź do mnie, Jerzy! --- wezwała kusząco.</akap_dialog>


<akap>Usiadłem przy niej, pojąc oczy harmonią jej ruchów.
Wdzięk ich był nieporównany. Gibkie, opięte w obcisłą suknię jej ciało wiło się przede mną w nieuchwytnych,
wciąż zmieniających się liniach. Mimo woli nasunęło się
szczególne porównanie.</akap>


<akap_dialog>--- Kamo! Wyglądasz w tej chwili jak prześliczna złota
jaszczurka, wygrzewająca się w skwarze słońca.</akap_dialog>


<akap>Porwała się z sofy jak pod razem bicza; w cudnych,
aksamitnych oczach zapełgotały żagwie gniewu:</akap>


<akap_dialog>--- Jak śmiesz?!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ, Kamo, czy cię to obraża? Przyszło mi tak do
głowy ni stąd, ni zowąd.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie lubię podobnych porównań --- odpowiedziała
cierpko, wracając do poprzedniej pozycji.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przepraszam cię, Kamo.</akap_dialog>


<akap>Przyciągnęła mnie niemym ruchem ramion ku sobie.
Uczułem zawrót głowy i dreszcz rozkoszy. Gdzieś, w wizyjnej oddali wyłoniła się twarz Halszki w męce błękitnych oczu --- lecz zasłonił ją zaraz purpurowy płaszcz namiętności. W uściskach moich pieściłem młode, pachnące
ciało, rozszalałe wargi moje piły słodycz dziewiczych, stromych piersi, a ręce zanurzały się w miedziany bugaj jej
włosów, przesuwając przez palce sypkie, bezcenne ich złoto...</akap>


<akap>Wtem usta moje, błądzące po jej biodrach, natrafiły
na przeszkodę: szeroka, czarna szarfa zakrywała część ciała między lewą pachwiną a żebrem.</akap>


<akap_dialog>--- Zrzuć tę przepaskę, Kamo! Niechaj nie pozostanie
ani jedna cząsteczka twego ciała, której by nie dotknęły
wargi moje!</akap_dialog>


<akap>Przycisnęła mocno dłonią szarfę i rzekła stanowczo:</akap>


<akap_dialog>--- Nie wolno.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>


<akap>Zaśmiała się przekornie:</akap>


<akap_dialog>--- Nie należy być zbyt ciekawym. Może kiedyś, później,
gdy się z sobą bardziej zżyjemy, wszystko ci wytłumaczę.
Zresztą czy ci tak bardzo na tym zależy? Czyż mnie i tak
całej nie posiadasz?</akap_dialog>


<akap>I zaczęła wodzić ręką po mej piersi.</akap>


<akap_dialog>--- Masz skórę delikatną i białą jak u młodej dziewczyny. Czy zmywasz się czasem mlekiem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co za przypuszczenie! To trochę za kosztowny kosmetyk.</akap_dialog>


<akap><begin id="b1407268129064-2248813558"/><motyw id="m1407268129064-2248813558">Seks</motyw>Nie odpowiedziała. Tylko oddech jej stał się szybszym
i piersi zaczęły silnie falować. Czułem, jak dłoń jej spływa
po mym ciele coraz niżej, jak jej białe, wąskie palce sycą
się czarem dotknięcia.</akap>


<akap_dialog>--- Kamo! --- zawołałem w pewnej chwili. --- Przy tobie można oszaleć z rozkoszy!<end id="e1407268129064-2248813558"/></akap_dialog>


<akap>Czas płynął. Koło siódmej wieczorem, gdy pokój rozświetliły blaski ośmioramiennego pająka, oboje byliśmy
wyczerpani pieszczotą. Więc oparłszy się plecyma o kobierzec nad sofą i splótłszy się za ręce, patrzyliśmy na siebie przez mgłę upojenia.</akap>


<akap_dialog>--- Co to za medalion? --- zapytała nagle, sięgając ręką
ku mej szyi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pamiątka --- odparłem niechętnie, otrząsając się
z miłosnego odrętwienia.</akap_dialog>


<akap>Położyła go sobie na dłoni i otworzyła wieczko.</akap>


<akap_dialog>--- Zostaw to, Kamo, proszę cię.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A! Włosy! Jasnopopielate włosy!</akap_dialog>


<akap>Wyrwałem jej z rąk przedmiot.</akap>


<akap_dialog>--- Tak ci drogie? --- zapytała z przekąsem. --- To pewnie <wyroznienie>jej</wyroznienie> włosy, co? Tej pięknej panny, z którą byłeś na
maskaradzie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak --- to włosy z warkocza mej narzeczonej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cha, cha, cha! Co za sentyment!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przestań, Kamo!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to dlaczego? Któż mi zabroni?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Proszę cię --- dodałem łagodniej --- nie mówmy teraz o tym. Dobrze?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie cierpię jej! --- szepnęła mściwie.</akap_dialog>


<akap>Mimo woli zadrżałem.</akap>


<akap_dialog>--- Co robiłaś w chwili, gdy wchodziłem do tego pokoju? --- zapytałem, by sprowadzić rozmowę na inny temat.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czekałam na ciebie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Patrzyłaś w głąb tej czary --- rzekłem, zbliżając się
do stołu, na którym w środku zakreślonego kredą koła
stał szczerozłoty puchar. --- Co to za napój? Wino?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Woda. Czysta woda, tylko w stanie namagnetyzowania.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A te znaki tu, na obwodzie koła?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Symbole siedmiu planet. Ten tu, w kształcie kółka,
z krzyżykiem u spodu --- to znak Wenery; wskazuje, że
w sferze jej wpływów ważniejszym jest moment zasobu
sił życiowych niż warunki środowiska.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na nim skupiłaś swą uwagę, gdy wchodziłem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie. Ten moment operacyjny zaszedł znacznie wcześniej. Gdy wchodziłeś, wyglądałam już wyników na powierzchni wody; szukałam w niej wizerunku twej twarzy.</akap_dialog>


<akap>Spojrzałem na nią przerażony.</akap>


<akap_dialog>--- Ty mnie przyciągnęłaś do siebie w sposób magiczny! To nieuczciwie, Kamo! I cóż ci po takim zwycięstwie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie mogłam na razie inaczej; musiałam wpierw przełamać wrogi mi wir, który przede mną zdobył wpływ na
ciebie. Teraz już sztuk tych nie potrzebuję.</akap_dialog>


<akap>I lekceważącym ruchem ręki wywróciła czarę. Rozlany
płyn ściągnął się na stole w długą wąską taśmę i zaczął
ściekać na posadzkę.</akap>


<akap_dialog>--- Zbyt pewna jesteś swego osobistego uroku --- zauważyłem podrażniony.</akap_dialog>


<akap>Roześmiała się swobodnie:</akap>


<akap_dialog>--- Tak, mówię to otwarcie. Ponadto poznałam cię dzisiaj dokładnie. Tyś już mój, Jerzyku!</akap_dialog>


<akap>Zbliżyła usta do mojej twarzy i z lekka dmuchnęła mi
w oczy. Ciepły prąd przebiegł mnie od stóp do głów i przejął sobą całe me jestestwo.</akap>


<akap_dialog>--- Jakżeś piękna, Kamo! --- powtórzyłem parę razy
bezwiednie.</akap_dialog>


<akap>Ona tymczasem wyjęła z kredensu flaszkę i dwa kieliszki.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Maresciallo rosso antico</slowo_obce>, autentyczne --- zachęciła,
napełniając mi po brzegi kubek czerwonym moszczem. ---
Nie bój się! Nie otruję cię.</akap_dialog>


<akap>Przypiliśmy do siebie. Wino było dobre, tęgie. Czułem,
jak jego dobroczynna moc rozlewa mi się krzepiąco po żyłach. Trzymając w palcach trzon kieliszka, rozejrzałem się
po raz pierwszy z uwagą po pokoju.</akap>


<akap>Wydał się skądś znajomy. Obicia koloru turmalinowego<pe><slowo_obce>turmalin</slowo_obce> --- minerał o czarnej barwie przechodzącej w ciemny granat lub zieleń.</pe>, krzesła, fotele, stół sześcioboczny, oparty na sfinksach były mi znane... Nagle wyłoniła się szczególna orientacja: wszystkie te przedmioty, tylko w innym układzie
i rozmieszczeniu, widziałem u Wierusza. Miało się wrażenie, że wnętrze to w sposób zagadkowy skupiło w obrębie
swych czterech ścian rozproszone elementy mieszkania
mego przyjaciela.</akap>


<akap_dialog>--- Czy znasz Andrzeja Wierusza, Kamo? --- zapytałem
wprost.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie --- odpowiedziała, nie patrząc mi w oczy.</akap_dialog>


<akap>Byłem pewny, że kłamie. Ale dlaczego? Po co kryje
się z tym przede mną?</akap>


<akap_dialog>--- Czy wiesz, że dom ten należy do człowieka, który
jest moim przyjacielem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Teraz mieszkam w nim ja i to niech ci wystarczy.</akap_dialog>


<akap>W głosie jej brzmiała nuta triumfu i dumy.</akap>


<akap_dialog>--- Co to wszystko znaczy? Gdzie ja właściwie jestem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W zaczarowanym pałacu, jeśli już chcesz koniecznie
wiedzieć. Ach, wy mądrzy panowie --- dorzuciła z pogardliwym uśmiechem --- wiecznie wszystkiego dochodzący
rozumem, panowie --- sprytni rachmistrze i bałwochwalcy mózgu! Są sprawy, które się wam <wyroznienie>zawsze</wyroznienie> wymykać
będą spod kontroli... Czy ci to nie wystarcza, że jesteś tutaj ze mną i że przeżyłeś parę godzin rozkoszy? Czy owo
,,gdzie?" nie jest rzeczą drugorzędną lub zgoła obojętną?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Masz słuszność, Kamo --- przyznałem biorąc ją za
ręce. --- Zawdzięczam ci wyjątkowy wieczór! Gdybyś!...</akap_dialog>


<akap>Lecz rozpoczęte zdanie zamarło mi na ustach. W twarzy
Kamy, dotychczas tchnącej świadomością własnej potęgi
i czaru, nagle zaświtało coś jak wahanie; w oczach hardych, wyzywających zatliło błędne światło niepokoju. Szybko spojrzała na duży, wahadłowy zegar nad sofą. Była
ósma.</akap>


<akap_dialog>--- Idź już, Jur! --- rzekła łagodnie. --- Idź! Dłużej tu
dzisiaj pozostać nie możesz. Oczekuję cię we wtorek o tej
samej porze. Przyjdziesz, nieprawdaż, Jur?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przyjdę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie gniewaj się na mnie --- prosiła, patrząc mi przymilająco w oczy --- lecz pora już <wyroznienie>spóźniona</wyroznienie>. Muszę
<wyroznienie>stąd wyjść</wyroznienie> za chwilę. Są pewne <wyroznienie>przeszkody</wyroznienie>. Rozumiesz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumiem.</akap_dialog>


<akap>Przeciągła pieszczota pocałunku, pożegnalne zwarcie się
spojrzeń... i wyszedłem. Poza mną zapadły głucho w zamek ciężkie, dębowe drzwi...</akap>


<akap>Rozejrzałem się. Klatka schodowa znikła. Przede mną
biegł w głąb półmrocznej przestrzeni znany mi wąski korytarz z trojgiem drzwi, oświetlony słabo językiem gazu --- przedsień domu Wierusza...</akap>


<akap>Obejrzałem się poza siebie, szukając wejścia do pokoju,
z którego przed chwilą wyszedłem, i zamiast drzwi dębowych znalazłem gładką, białą ścianę...</akap>


<akap>Więc to wszystko było tylko snem?! Niemożliwe! Czułem przecież wciąż jeszcze słodką niemoc miłosnego wyczerpania.</akap>


<akap_dialog>--- Kamo! Kamo!</akap_dialog>


<akap>Głos powrócił z przeciwległego kąta korytarza i zgasł
w półmroku. Podszedłem do środkowych drzwi po lewej
stronie, prowadzących do pracowni Andrzeja, i zapukałem. Nikt nie odpowiedział. Pocisnąłem klamkę: drzwi
otworzyły się.</akap>


<akap>Wierusz siedział za stołem z głową odchyloną wstecz
na grzbiet fotelu. W twarzy bladej, ascetycznej ani kropli
krwi. Gdy zbliżyłem się doń na parę kroków, otworzył
ociężale powieki i spojrzał na mnie.</akap>


<akap_dialog>--- Jestem z <wyroznienie>powrotem</wyroznienie> --- wyrzekł z trudem ---
przychodzisz w porę, Jerzy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Spałeś?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak i nie. --- Uśmiechnął się. --- Która godzina?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Minęła ósma.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc potrzebowałem aż trzech godzin...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O piątej widziałem cię w korynckim krużganku. Wychodziłeś z domu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak --- o tej godzinie <wyroznienie>wyszedłem z domu
mego ciała</wyroznienie>... W korynckim krużganku... powiedziałeś? --- powtórzył, prostując się nagle z ożywieniem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak --- tu, w twoim domu <wyroznienie>na dole</wyroznienie>. A potem poszedłem schodami na <wyroznienie>piętro</wyroznienie>.</akap_dialog>


<akap>Patrzył mi przenikliwie w oczy i wyczytał resztę.</akap>


<akap_dialog>--- Źle się stało --- szepnął powstając. --- Bardzo, bardzo
źle... Tak, tak --- <wyroznienie>skorzystano ze sposobności</wyroznienie>.
Widzisz --- tłumaczył, zatrzymując się przede mną. ---
<wyroznienie>Wyzyskano moment, w którym opuściłem
na chwilę fizyczny plan</wyroznienie>. W innych warunkach
<wyroznienie>nigdy</wyroznienie> nie byłbym do tego dopuścił, bo wola moja silniejszą jest, gdy oparta o ciało fizyczne, niż w czasie eksterioryzacji<pe><slowo_obce>eksterioryzacja</slowo_obce> (z łac.) --- doświadczenie przebywania duszy poza ciałem.</pe>. W każdym razie pocieszającym objawem jest
to, że użyto podstępu. Widocznie nie czuje się na siłach do
otwartej walki ze mną.</akap_dialog>


<akap>Odstąpił parę kroków w głąb pokoju i stanąwszy pod
kapą swego olbrzymiego pieca do destylacji alchemicznych, zwanego Athanorem, rzekł mocno:</akap>


<akap_dialog>--- Z dwu magów o jednakowym astralnym rozwoju
zwycięża w walce ten, który rozporządza silniejszym systemem nerwowym w fizycznej płaszczyźnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy uważasz, że ona posiada zdolności nadprzyrodzone?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Magiczne; i to w wysokim stopniu rozwinięte. Lecz,
niestety, używa sił przez siebie zdobytych do celów błahych i pospolitych; dlatego nie będzie nigdy prawdziwą
adeptką. Mimo to może być groźną nawet dla wtajemniczonego w wyższe stopnie nauki tajemnej. Przez moją nieostrożność i brak czujności mimo woli wszedłem częściowo
w sferę jej wpływów. Dom mój, przynajmniej na czas
jakiś, został przepojony trującą aurą, która od niej płynie.
Czy wiesz, jak mahatmowie<pe><slowo_obce>mahatma</slowo_obce> --- indyjski tytuł nadawany m. in. mistykom, tu: wtajemniczony.</pe> nazywają podobny stan?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Skądże mam wiedzieć? Nie mam najmniejszego pojęcia o tych rzeczach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nazywają to <wyroznienie>astralnym</wyroznienie> <slowo_obce>condominium<pe><slowo_obce>astralne condominium</slowo_obce> (łac.) --- wg spirytystów przestrzeń opanowana jednocześnie przez dwa ciała astralne.</pe></slowo_obce>...
Nie jestem już wyłącznym panem tego domu; muszę się
wbrew mej woli dzielić swą władzą z tą kobietą. Czuję,
że walka będzie ciężką, lecz mam nadzieję, że mimo wszystko, mimo twej słabości, Jerzy, zwyciężę.</akap_dialog>


<akap>Pochyliłem głowę przygnębiony, w poczuciu swej winy.
Chociaż słowa przyjaciela były dla mnie ciemne i niejasne,
rozumiałem dobrze to jedno, że przeze mnie wplątał się
w wir sił sobie wrogich. Usiadłem i mechanicznie obracałem w palcach jakiś przedmiot leżący na stole. Po chwili
spostrzegłem, że trzymam w ręku tę samą popielniczkę,
którą widziałem przed paru minutami w pokoju Kamy.
Zauważywszy na spodzie niedopałek cygara, wyjąłem go
i przekonałem się, że na banderoli z marką ochronną
w kształcie żółwia był napis: Tortuga. Były to zatem te
same liście, które dopiero co wypaliłem tam ,,na górze".</akap>


<akap_dialog>--- Czy i ty zacząłeś palić ,,tortuga"? --- zapytałem
z niedowierzaniem.</akap_dialog>


<akap>Wierusz potrząsnął przecząco głową:</akap>


<akap_dialog>--- Skądże znowu? Przecież wiesz, że w ogóle nie palę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie wytłumacz mi, skąd się wziął u ciebie
ten niedopałek?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To szczątek <wyroznienie>twego</wyroznienie> cygara.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak by wyglądało, lecz to sprawy nie wyjaśnia. Tu
go przecież nie wypaliłem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy tylko ten szczegół powtarza ci się w tym pokoju?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, nie. Prócz popielniczki i cygara był ten sam
stół i identyczne obicia ścian.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I nic więcej?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem; lecz reszta urządzenia zdawała się pochodzić z twoich pokoi bibliotecznych.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>All right<pe><slowo_obce>all right</slowo_obce> (ang.) --- w porządku.</pe></slowo_obce>!</akap_dialog>


<akap>Patrzyłem na Andrzeja szeroko otwartymi oczyma. To,
co dla mnie było szaloną zagadką, jemu przedstawiało się
w zupełnym porządku.</akap>


<akap_dialog>--- Nadzwyczaj sprytnie umiała wyzyskać elementy mego mieszkania --- rzekł z uznaniem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ to było gdzieś na pierwszym piętrze! --- krzyknąłem niemal wyprowadzony z równowagi jego spokojem. --- Gdzie tu kto kiedy widział w tym domu jakieś
schody na piętro lub przedsionek z kolumnami?!</akap_dialog>


<akap>Uśmiechnął się pobłażliwie:</akap>


<akap_dialog>--- Więc wyobraź sobie np., że byłeś przez trzy godziny w tzw. czwartym wymiarze zaludnionym chwilowo
przez Kamę niektórymi elementami mego domu. No, cóż,
zrozumiałeś?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie bardzo.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Trudno. Na to już nie poradzę... Ale, ale!... Chciałem cię jeszcze o coś zapytać. Czy nie wpadł ci tam w oko
jakiś przedmiot, którego u mnie nie widziałeś? Rozumiesz?
Chodzi o to, czy nie zauważyłeś w tamtej przestrzeni jakiegoś elementu zupełnie tu obcego, heterogenicznego<pe><slowo_obce>heterogeniczny</slowo_obce> (z gr.) --- inny, należący do innego porządku.</pe>?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Poczekaj chwilę... Tak --- przypominam sobie... złotą czarę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Która stała w środku koła z wpisanym w nie znakiem septenera, co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Septener? Co to takiego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Obraz syntetyczny siódmego arkanu taroka<pe><slowo_obce>tarok</slowo_obce> a. <slowo_obce>tarot</slowo_obce> (wł.) --- dawna gra karciana bądź talia do niej, używana również do wróżenia.</pe>: figura
geometryczna w formie siedmioramiennej gwiazdy ze znakami siedmiu planet po rogach. Dewiza: <slowo_obce>Spiritus dominat
formam</slowo_obce><pa><slowo_obce>spiritus dominat formam</slowo_obce> (łac.) --- duch rządzi
kształtem.</pa>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Widziałem istotnie ten symbol nakreślony kredą na stole... Patrzyła w głąb tej czary, gdy wchodziłem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naturalnie była woda?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, lecz potem rozlała ją po stole na dowód, że
w przyszłości nie będzie już potrzebowała tego środka.</akap_dialog>

<akap>Oczy Andrzeja nagle ożywiły się.</akap>





<akap_dialog>--- W takim razie muszą tu być jeszcze jakieś ślady,
o ile woda nie wyparowała.</akap_dialog>


<akap>I uważnie zaczął badać płytę stołu.</akap>


<akap_dialog>--- Jest! --- zawołał po czasie z triumfem. --- Heureka<pe><slowo_obce>Heureka</slowo_obce> --- Eureka, legendarny okrzyk Archimedesa, oznaczający ,,znalazłem" i wyrażający radość z odkrycia.</pe>!</akap_dialog>

<akap>Podbiegł do Athanora i wyjąwszy z czeluści platynowy
tygiel, zgarnął doń łyżką resztki płynu.</akap>





<akap_dialog>--- Cudownie!</akap_dialog>



<akap>Wstawił naczynie w niszę w ścianie obok pieca i zatarł
z zadowoleniem ręce:</akap>


<akap_dialog>--- Znalazłem nareszcie punkt zaczepienia.</akap_dialog>


<akap>Patrzyłem na jego ruchy osłupiały.</akap>


<akap_dialog>--- Co to wszystko ma znaczyć?!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wyjaśnię ci kiedyś później. Na razie rzecz to zbyteczna. Gotujemy się do walki, Jur! --- dodał z błyskiem
energii w siwych oczach.</akap_dialog>


<akap>Wyjął zza gorsu koszuli jedwabny woreczek, rozsunął
taśmę szyjki i wydobył z wnętrza metalowy krążek z wizerunkiem sześcioramiennej gwiazdy na tle lazurowym.</akap>


<akap_dialog>--- Znasz to? --- pokazał mi z daleka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Talizman?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie --- pantakl.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W każdym razie coś pokrewnego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zapewne, lecz są i zasadnicze różnice. Talizman służy do zgęszczania i skupiania energii tej planety, w której
znaku urodził się jego właściciel. Posiada zatem znaczenie
czysto indywidualne; jako związany najściślej z danym osobnikiem i jego planetą wzmacnia tylko to, co już od jego
urodzenia <slowo_obce>in potentia</slowo_obce><pe><slowo_obce>in potentia</slowo_obce> (łac.) --- w stanie możliwości, jako możliwość.</pe> istnieje. Dlatego byłoby rzeczą bezcelową, gdyby ktoś urodzony np. pod znakiem wpływów
Marsa chciał nosić na sobie talizman planety Saturna.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czym są w takim razie pantakle?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pantakle, sporządzane ze stopu siedmiu planetarnych metali, przepaja się przy pomocy stosownych ceremonii magicznych fluidami odpowiadających im planet;
dlatego mogą one w <wyroznienie>sztuczny</wyroznienie> sposób zawiązać astralny stosunek pomiędzy tym, który je nosi, a elementami
planet. --- Pantakl, który masz przed sobą, nazywają zwykle ,,Pieczęcią Salomona", ,,Gwiazdą Salomonową" lub
,,Mistycznym Heksagramem<pe><slowo_obce>heksagram</slowo_obce> (z gr.) --- sześciokąt.</pe>".</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pozwól, chcę go obejrzeć dokładniej.</akap_dialog>




<akap>I wyciągnąłem rękę po krążek. Wierusz cofnął się przerażony, skwapliwie usuwając pantakl.</akap>


<akap_dialog>--- Nie waż się go dotykać! --- ostrzegł surowo.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo mógłbyś to przypłacić własnym zdrowiem, a nawet
życiem, powodując wyładowanie skupionych tu sił. Zaszkodziłbyś bezpośrednio sobie, wystawiając się na działanie
fluidów, pośrednio zaś mnie, gdyż rozbrojony pantakl straciłby swą moc i byłby dla mnie bez użytku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zdaje mi się, przywiązujesz zbyt wielką wagę do
tego krążka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mówisz jak dziecko, Jerzy, o rzeczach, których istoty
nie zgłębiłeś. Heksagram Salomona stanowi jedną z najpotężniejszych broni w ręku Wtajemniczonego. To symbol
dylematu dobra i zła, to syntetyczny skrót równowagi magicznej. I w tym znaku zwyciężę czarne moce, które ktoś
rozpętał wkoło mnie i ciebie. Dziś nie wiem jeszcze, kim
jest ta kobieta i skąd przybywa --- lecz że siły, które jej
towarzyszą, są złe i występne, o tym już teraz nie wątpię...
Zwyciężę --- powtórzył z mocą --- muszę zwyciężyć, <wyroznienie>chyba że</wyroznienie>...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chyba że działalność moja na Ziemi przypadła na
<wyroznienie>okres chwilowych uwstecznień</wyroznienie>...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co w takim razie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie --- odpowiedział cicho --- poniósłbym
porażkę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty i porażka! Czy to możliwe?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziękuję ci, Jerzy, za tę wiarę we mnie, lecz czasem
zbyt trudno jest płynąć pod wodę; <wyroznienie>fala inwolucji<pe><slowo_obce>inwolucja</slowo_obce> (łac.) --- cofanie się w rozwoju.</pe>
wszechświatowej zatapia nieraz i najwyższe szczyty</wyroznienie>. Zresztą w podobnej walce <wyroznienie>można
niekiedy odnieść pirrusowe zwycięstwo<pe><slowo_obce>pirrusowe zwycięstwo</slowo_obce> --- właśc. Pyrrusowe zwycięstwo, odniesione w sposób, który wyniszcza zwycięzcę, od imienia Pyrrusa, króla Epiru (319--272 p.n.e), ponoszącego w zwycięskich bitwach olbrzymie straty.</pe></wyroznienie>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to rozumiesz?</akap_dialog>



<akap_dialog>--- Zdarza się, że wyczerpany zapasami zwycięzca <wyroznienie>musi
zejść z pola na czas dłuższy</wyroznienie>, może <wyroznienie>na całe
wieki</wyroznienie>...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mówisz do mnie rzeczy tak dziwne...</akap_dialog>


<akap>I wpatrzyłem się zamyślony w tajemnicze znaki ,,pieczęci".</akap>


<akap>Po dłuższej chwili przerwałem milczenie pytaniem:</akap>


<akap_dialog>--- Co znaczą te dwa wplecione w siebie trójkąty ze
znakiem T w pośrodku: jeden złoty, drugi srebrny?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ten złoty, obrócony wierzchołkiem do góry, zwany
stąd <slowo_obce>triangulus ascendens</slowo_obce><pe><slowo_obce>triangulus ascendens</slowo_obce> (łac.) --- trójkąt o wierzchołku skierowanym ku górze.</pe>, symbolizuje Makroprozopa,
czyli Boga Białego --- ten drugi, srebrny, obrócony wierzchołkiem w dół, jest jego ponurym odbiciem: to znak Czarnobrodego Mikroprozopa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Znamienne połączenie wizerunków!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tu właśnie tkwi istota symbolu i jedna z zasadniczych zagadek bytu. ,,<slowo_obce>Quod superius, sicut quod inferius</slowo_obce>"<pa><slowo_obce>Quod superius...</slowo_obce> (łac.) --- Tak jak tam w górze --- podobnież i tu na dole.</pa> --- głoszą tajemnicze słowa Hermesa Trismegista<pe><slowo_obce>Hermes Trismegistos</slowo_obce> --- bóstwo okresu hellenistycznego, łączące cechy gr. Hermesa i egipskiego Thota, patronujące wiedzy tajemnej.</pe>
ze Szmaragdowych Tablic. --- ,,<slowo_obce>Et sicut omnes res fuerunt
ab uno meditatione unius, sic omnes res natae fuerunt ab
hac una re: adaptione</slowo_obce>"<pa><slowo_obce>Et sicut omnes...</slowo_obce> (łac.) --- I jako wszystko wyszło od
jednego pomyśleniem jednego, tak wszystko wywodzi swój początek od tej jednej rzeczy: przystosowania.</pa>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dla mnie najstraszliwszą zagadką będzie zawsze <wyroznienie>geneza zła</wyroznienie> we wszechświecie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dotknąłeś problemu, o który, jak o rafę, rozbijają
się spekulacje myślicieli wszystkich czasów. Zdaje mi się,
że zło zrodziło się z pędu do określania się, który od prawieków tkwi w istocie bytu. Przedwieczny Atma<pe><slowo_obce>Atma</slowo_obce> (sanskr.) --- tu: dusza wszechświata.</pe>, Bóg-Słowo, zapragnął wcielić się i wydał z siebie życie. Nie wystarczyła Mu milcząca świadomość własnego istnienia
i określił się kształtem. Bo uczuł, że nie jest doskonałym i że potrzebny Mu świat, by mógł w nim rozwijać
drzemiące w piersi możliwości. Przeto wysnuł z siebie materię i przyoblekł się nią niby płaszczem. Bo tylko przez
tarcie z ciałem możliwa dla ducha droga wzwyż. Lecz wyrzuciwszy z Swego łona życie, tym samym zstąpił w sferę
zła i grzechu; bo to, co się ma rozwijać, musi walczyć:
musi dźwigać się i znów upadać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zatem --- przerwałem mu --- nie wierzysz w absolutną doskonałość Przedwiecznego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie. Absolut jest czymś sztucznym i nienaturalnym;
to jedna z licznych abstrakcji mózgu ludzkiego, nie poparta życiem ani jego przejawami --- to zastój i nieruchomość. Przeciwnie! Wszystko wskazuje na wieczny
ruch, na <wyroznienie>wieczną zmianę, ciągłą i stałą
ewolucję</wyroznienie>. I on, ten Wielki Nieznajomy, musi się też
wraz z nami rozwijać --- i on ma Swoje wzloty i Swoje
upadki. Stwórca nie może być czymś heterogenicznym
w stosunku do stworzenia. Duch świata --- to wielki zbiornik niespożytych sił, to żelazny kapitał, z którego wciąż
czerpie materia, wytwór Jego przedwiecznej tęsknoty objawu<pe><slowo_obce>objaw</slowo_obce> --- tu: objawienie się.</pe>. Czerpie wciąż pełnymi garściami i odwdzięcza Mu się,
wzbogacając Go w doświadczenia bytu fenomenalnego
i rzeźbiąc poprzez wieki rozwoju Jego nigdy nie wykończony posąg.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mówiłeś coś o momencie uwstecznień...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ewolucja odbywa się w linii helikoidalnej<pe><slowo_obce>linia helikoidalna</slowo_obce> (gr.) --- linia spiralna, przypominająca gwint śruby.</pe>, ruchem
olbrzymiej śruby, wwiercającej się bez końca w coraz to
wyższe regiony bytu. Prawem cyklicznym okresów powrotnych panuje we wszechświecie bezkresna kolejność
przemian: po okresie twórczym, pełnym elementów porywających świat naprzód, następuje okres stagnacji i ruchów wstecznych; lecz zawsze punkt szczytowy w danym
okresie rozwojowym jest <wyroznienie>wyższy</wyroznienie> od punktu szczytowego w cyklu poprzednim.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Więc ostatecznie ciągle idziemy naprzód?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Wielki ruch wirowy myśli Bożej wspina się
wciąż na coraz to wyższe kondygnacje.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A my wraz z nim?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A my wraz z Nim i w <wyroznienie>Nim</wyroznienie>: drobne ogniwa gigantycznej <slowo_obce>vivarthy</slowo_obce><pa><slowo_obce>Vivartha</slowo_obce> --- słowo hinduskie, oznacza wirowy proces
przejawiania się Boga we wszechświecie; vivartha = łacińskiemu <slowo_obce>vortex</slowo_obce> (lub: vertex) --- wir.</pa>!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc zło, zdaniem twoim, jest równie wiecznym jak
dobro?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak --- niestety. Lecz zawsze suma jego energii rozproszonej we wszechświecie jest mniejszą od napięcia potencjału sił jasnych i czystych. I dlatego zawsze w końcu
zwyciężyć muszą te ostatnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lecz nie rozstrzygająco?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie. Zdaje się, że olbrzymi turniej trwać będzie
wiecznie; kres walki odsuwa się wciąż w perspektywę nieskończoności. Szanse zła wprawdzie maleją, lecz prawdopodobnie nigdy nie spadną do zera. Byłoby to chyba możliwym w jednym, jedynym wypadku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mianowicie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdyby Przedwieczny zniechęcony walką wchłonął
z powrotem w Siebie świat objawiony i zamknął się w Sobie na zawsze.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A czy to możliwe?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ty kochasz życie, Jerzy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Życie, mimo wszystko, jest przedziwnie piękne.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oto masz odpowiedź...</akap_dialog>


<akap>Wyjrzałem przez okno. Było już całkiem ciemno i na
niebie świeciły gwiazdy. Od miasta nadpłynął metaliczny
dźwięk zegarów: biła dziewiąta wieczór.</akap>


<akap>Andrzej włożył z powrotem do woreczka heksagram
i ściągnąwszy taśmę, ukrył na piersi.</akap>


<akap_dialog>--- Znak staurosa<pe><slowo_obce>stauros</slowo_obce> (gr.) --- krzyż.</pe> T <uwaga>znak jest narysowany, ma dłuższe kreski poziome niż szeryfy litery I, jak wstawić coś takiego?</uwaga> w środku pieczęci --- nawiązał
rozmowę --- symbolizuje stosunek ducha do materii; kreska pionowa --- to twórczy Fallus zapładniający poziomą
Kteis<pe><slowo_obce>kteis</slowo_obce> (gr.) --- kobiecy organ płciowy.</pe>. Życie jest pierwiastkiem żeńskim. Kobieta ściąga
nas ku Ziemi i jej sprawom. Czy cię to nie uderzyło, że
liczba czarownic w średniowieczu jest bez porównania
większa niż liczba czarowników?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Istotnie. Widocznie kult Zła jest silniejszy u kobiety
niż u mężczyzny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zawsze wszystko obraca się ostatecznie dookoła
aktu cielesnego z Szatanem --- tego aktu, który stwarza
życie, a wraz z nim Zło i występek. Kobieta --- <slowo_obce>Magna
Mater Terrae</slowo_obce><pe><slowo_obce>Magna Mater Terrae</slowo_obce> (łac.) --- Wielka Matka Ziemi.</pe> --- <slowo_obce>Matrix Admirabilis<pe><slowo_obce>Matrix Admirabilis</slowo_obce> (łac.) --- macierz przedziwna.</pe></slowo_obce>...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami.
Duch Św. zstąpił w łono Dziewicy i powiła Syna Bożego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nieśmiertelne prawo przeciwstawień i kontrastów ---
wieczna, niezniszczalna dwójka sił borykających się z sobą w zgiełku wieków...</akap_dialog>


<akap>Powstałem:</akap>


<akap_dialog>--- Czas już na mnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bądź zdrów, Jerzy! --- pożegnał mnie smutno. --- Bądź
zdrów! Zalecać ci teraz niczego nie mogę; wszystko zależy
od twej własnej, dobrej woli. Tylko mi... Halszki żal... To
dobra, czysta dziewczyna...</akap_dialog>


<akap>Wzruszony, z opuszczoną nisko głową wyszedłem.</akap>





<naglowek_rozdzial>Sabat</naglowek_rozdzial>




<akap>Żyję jak w śnie od paru miesięcy. Niby to spełniam
zawodowe obowiązki i oddaję się codziennym zajęciom,
lecz właściwie przebywam ciągle w innym świecie. Ten
inny świat, cudowny, czasem groźnie piękny, przestał mnie
już nawet dziwić; zżyłem się z nim na dobre i zdaje mi
się, że tak już być musi, że inaczej już być nie może...</akap>


<akap><begin id="b1407270007014-319644093"/><motyw id="m1407270007014-319644093">Miłość, Seks</motyw>U Grodzieńskich bywam jak dawniej. Kocham Halszkę,
lecz nie mogę równocześnie wyrzec się rozkoszy, którą
mi daje Kama. Nieraz wśród miłosnej ekstazy budzi się
we mnie nagle chęć zabicia jej, usunięcia raz na zawsze
z mej drogi. Ona zdaje się to przeczuwać, bo patrzy na
mnie w takich chwilach wzrokiem bezsilnego gołębia:</akap>


<akap_dialog>--- Uderz, uderz w pierś moją, jeżeli potrafisz!</akap_dialog>


<akap>I rozbraja mnie od razu...</akap>


<akap>Rzecz dziwna! Ona ma czasem w spojrzeniu coś z Halszki. Toteż nieraz zdaje mi się, że poprzez nią kocham właściwie tamtą. Halszka jest czymś świętym --- nie śmiem
myśleć o rozkoszy fizycznej, jaką dać by mi mogło jej ciało. I może właśnie dlatego Kama stała się dla mnie jej
uzupełnieniem? Może dlatego w niej szukam swej antytezy płciowej, której znaleźć u Halszki nie mam odwagi?...<end id="e1407270007014-319644093"/></akap>


<akap><begin id="b1407270040084-239406078"/><motyw id="m1407270040084-239406078">Kobieta demoniczna</motyw>Kama jest ciągle inną; niby ta sama, a jednak inna.
Stąd rozkoszne złudzenie nowości, iluzja czegoś jeszcze
nie doznanego. Co za mistrzowska taktyka! Jest wyuzdana do ostatecznych granic; jej wyrafinowanie erotyczne
przechodzi moją najśmielszą fantazję. A przecież jest jeszcze tak młodą! Tego się widocznie nie można nauczyć ---
z tym się przychodzi na świat. Idę za nią bez oporu, bo
mnie pociąga jej demonizm. Życie jest tak ubożuchne
w zdarzenia niezwykłe, w tak skąpych dawkach rozdziela
wyjątkowe wzruszenia...<end id="e1407270040084-239406078"/></akap>


<akap>Z niecierpliwością oczekuję przyszłego poniedziałku.
Przygotowuje mi na ten dzień jakąś nową niespodziankę.
Mam czekać na nią rano na rogu ul. Świętojańskiej, tam,
gdzie się kończy pierzeja ostatnich już domów.</akap>

<separator_linia/>


<akap>O dziewiątej byłem już na miejscu. Szary chłodny poranek otulał jeszcze ziemię zwojami mgieł; czołgały się
leniwo po ugorach, rozdzierając się na mleczne strzępy po
krzakach przydrożnej tarniny. Tu i tam wysiąkała od czasu do czasu z chaosu oparów sylweta starej gruszy lub
wyciągał nieruchome skrzydła wiatrak. Gdzieś, daleko,
na moczarach klekotał bocian...</akap>


<akap>Ktoś dotknął lekko mego ramienia.</akap>


<akap_dialog>--- No, cóż, idziemy?</akap_dialog>


<akap>Spod bobrowego kołpaczka patrzyła na mnie para szatańsko pięknych oczu.</akap>


<akap_dialog>--- Prowadź, Kamo!</akap_dialog>


<akap>I poszliśmy w mgłę polną ścieżyną. Przepojony wilgocią grunt oślizgiwał się pod nogami i przywierał do trzewików. Co krok chlupotały przedwiosenne bajury, powleczone delikatnym jak przędza pajęcza skrzepem. Po miedzach dumały szkielety zeszłorocznych ostów --- żebracze
resztki jesieni. Raz, na jakimś wydmuchu, przesunął się
wyolbrzymiony mgłą kontur konia orzącego przy pługu
i rozwiał się w mrace...</akap>


<akap>Po lewej, nad brzegiem urwiska, zamajaczył dom ---
chata.</akap>


<akap_dialog>--- Jesteśmy na miejscu.</akap_dialog>


<akap>Podeszliśmy gliniastym wydrożem pod próg. Było cicho i samotnie. Ze zbutwiałego okapu sączyły się łzy szronu, uderzały w szyby okienek nagie pręty leszczyny.</akap>


<akap>Kama pchnęła przed siebie drzwi. Weszliśmy przez sień
do izby na prawo. Była nieduża, kwadratowa, czysto wybielona. Jakiś stół, ława, dwa zydle i łóżko. We wnęce
przy drzwiach, między ścianami, mały, zgrabny Athanor ---
przedziwna miniatura tego, który ma Wierusz.</akap>


<akap>W porozstawianych na płycie tyglach i retortach gotowało się; bulgotał war, pieniły się zielonym szumem dekokty, wybiegał przez brzegi naczyń kipiątek<pe><slowo_obce>kipiątek</slowo_obce> --- wrzątek.</pe>; w środku na
kracie paleniska dymił parami brzuchaty sagan.</akap>


<akap>Kama, zrzuciwszy futrzaną świtkę, ubrała się w szeroki, biały fartuch.</akap>


<akap_dialog>--- Musisz mi pomagać, Jur --- obiecałeś.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak ci w tym do twarzy --- odpowiedziałem, wodząc
za nią zachwyconymi oczyma. --- Wyglądasz na tle tego
alchemicznego pieca jak nowożytna Canidia<pe><slowo_obce>Canidia</slowo_obce> --- trucicielka wspominana w poezji Horacego.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie traćmy czasu na porównania. Lepiej przeczytaj
mi receptę na maść Baptysty Porty.</akap_dialog>


<akap>I wskazała mi grubą, w skórę <slowo_obce>marrochino<pe><slowo_obce>marrochino</slowo_obce> (wł.) --- safian, tj. barwiona kozia skóra.</pe></slowo_obce> oprawną
księgę na stole.</akap>


<akap_dialog>--- Co za biały kruk! --- zauważyłem, biorąc dzieło z zainteresowaniem do ręki. --- Obiecujący tytuł! <tytul_dziela>Magiae naturalis libri XX<pe><slowo_obce>Magiae naturalis libri XX</slowo_obce> (łac.) --- Magii naturalnej ksiąg XX.</pe></tytul_dziela>. Autor: Jan Baptysta Porta<pe><slowo_obce>Porta, Gianbattista</slowo_obce> (1541--1597) --- lekarz włoski.</pe>. Znany, stary demonolog!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szukaj przepisu na maść czarownic!</akap_dialog>


<akap>Przeszedłem uważnie okiem parę kartek.</akap>


<akap_dialog>--- Mam! Są dwa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przeczytaj pierwszy!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Weź: tłuszcz, tojad (<slowo_obce>aconitum</slowo_obce>), młode gałązki topoli,
korzenie pokrzyku --- mandragory, liście lulka czarnego
i szaloną jagodę (<slowo_obce>solanum furiosum seu maniacum</slowo_obce>) ---
zmieszaj to wszystko razem z sadzami i zagotuj!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze. A drugi?</akap_dialog>



<akap_dialog>--- Recepta druga. --- Weź: tłuszcz, pięciopalczatkę (<slowo_obce>pentaphylium</slowo_obce>), szalej, czyli cień nocy, i korzeń dziędzierzawy --- bielunia, znanego też pod nazwą <slowo_obce>datura stramonium</slowo_obce>,
dodaj odwaru z pestek brzoskwini i parę kropel treści<pe><slowo_obce>treść</slowo_obce> --- tu: wywar, esencja.</pe>
laurowej, tej dzielnej<pe><slowo_obce>dzielny</slowo_obce> --- tu: mocny.</pe> trucizny, której odrobina wpuszczona do ucha lub na język zabija jak piorun, i zagotuj to
wszystko z jadem żmii, sokiem krzewu maniokowego
i spermą rozgrzanych w okresie rui klaczy --- potem odcedź i zanim ostygnie, dolej oliwy i trochę krwi nietoperza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wybieramy drugą. Jest dokładniejsza i budzi więcej
zaufania.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Najzjadliwsze substancje, jakie wydała ziemia ---
odpowiedziałem, przeglądając pożółkłe karty satanicznego
<slowo_obce>grimoire'u<pe><slowo_obce>grimoire</slowo_obce> (fr.) --- księga magiczna, zwł. stara.</pe></slowo_obce> --- same trucizny i narkotyki. Diabelska książka!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Są na świecie jeszcze ciekawsze, ukrywane starannie po rodzinnych bibliotekach, przekazywane w sekrecie
z ojca na syna --- istne klucze do bram piekła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy wiesz, Kamo, że za to, co teraz zamierzamy, parę wieków temu palono bez litości na stosie? Nawet u nas,
w znanej ze swej tolerancji Polsce, zginęła żywcem w płomieniach pod szubienicą w Poznaniu r. 1645 niejaka Regina Boroszka, rodem ze Stęszewa, która przed sądem zeznała, że była kochanką czterech szatanów: Turzego, Rokity, Trzcinki i Rogala; niewiasta owa ,,Boga Prawdziwego się zaprzawszy, zażywała co pewien czas z onymi czterema wszeteczeństwa brzydkiego", na co się zresztą chwalebnie oburza nieznany autor <tytul_dziela>Postępku prawa czartowskiego</tytul_dziela>
z wieku XVI.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1407274543236-3542416984"/><motyw id="m1407274543236-3542416984">Czarownica</motyw>--- Miałam w Polsce więcej poprzedniczek, niż przypuszczasz --- odparła rozcierając szklanym tłuczkiem zioła
w moździerzu. --- Poddawano ,,próbie wody i igły" też Annę Jedynaczkę, oskarżoną o czary i ,,szatańskie z diabłami
na Łysej Górze konwentykle<pe><slowo_obce>konwentykiel</slowo_obce> --- zebranie.</pe>", pławiono w stawie Annę
Bogdajkę za zbrodnię czarnoksięstwa i Magdę Strzeżyduszynę, którą wzięto z tej przyczyny na męki, że wrzucona
do rzeki ,,pływała, głowę z wody jako kaczka wyścibiając"... Szatan jest piękny i nigdy nie zabraknie takich,
którzy pójdą za jego rydwanem...<end id="e1407274543236-3542416984"/> Wrzuć to do tygla!</akap_dialog>


<akap>I podała mi skórzaną torebkę napełnioną czerwonym
proszkiem. Wsypałem go do naczynia i zamieszałem kopystką<pe><slowo_obce>kopystka</slowo_obce> --- rodzaj drewnianej łyżki lub łopatki.</pe>. Zaskwierczało coś na dnie, zapieniło się rdzawym
szumem i ucichło.</akap>


<akap>Kama wydobyła ze skrytki pod okapem piecowym małą prostokątną szkatułkę z drzewa orzechowego.</akap>


<akap_dialog>--- Przypatrz się temu korzonkowi! --- zwróciła się do
mnie, wyjmując z wnętrza kasety dziwacznie powykręcane kłącze jakiejś rośliny. --- Ciekawy, co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co to jest?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To właśnie mandragora-android<pe><slowo_obce>mandragora-android</slowo_obce> --- mandragora to roślina o korzeniu, który przypomina sylwetkę człowieka.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Android?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, tak --- korzeń --- <slowo_obce>homunculus<pe><slowo_obce>homunculus</slowo_obce> (łac.) --- sztucznie stworzony, niewielki człowieczek.</pe></slowo_obce>. Mówią, że gdy
go się wyrywa z ziemi, słychać głos podobny do ludzkiego
krzyku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziwna roślina! Zupełnie przypomina kształtem kłącza małego człowieczka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nazywają go też dlatego u nas pokrzykiem lub gniewoszem, bo zdaje się dąsać na tych, którzy ośmielają się
go dotykać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czyżby przyroda utrwaliła tu jedno ze stadiów ewolucyjnego pochodu? Byłżeby ten korzeń-karzełek przeczuciem człowieka w roślinie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może. W każdym razie wygląda jak jego zapowiedź.</akap_dialog>


<akap>Podeszła do tygli i przecedziła ich zawartość do wspólnej, jednoczącej ingrediencje<pe><slowo_obce>ingrediencja</slowo_obce> (z łac.) --- składnik.</pe> retorty; gęsty ciemnozielony
płyn zaczął w oczach naszych ostygać i krzepnąć w gruzły.
Kama niecierpliwie śledziła przebieg chemicznego procesu.</akap>


<akap_dialog>--- Gotowa! --- zawołała w pewnej chwili, wybierając
z naczynia na łyżkę ciemną, lepką jak smoła maść.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy zastosowałeś się do moich wskazówek? --- zapytała, rozściełając z kolei na podłodze duże, puszyste,
mlecznobiałe skóry niedźwiedzie. --- Nic nie jadłeś od wczoraj wieczór?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem na czczo.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie możemy zaczynać.</akap_dialog>


<akap>Ruchem szybkim, sobie właściwym, zrzuciła suknie
i stanęła na runie niedźwiedzim w swej olśniewającej nagości. Poszedłem za jej przykładem. Staliśmy chwilę
naprzeciw siebie, związawszy się oczyma.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1407274522975-3112164976"/><motyw id="m1407274522975-3112164976">Czary</motyw>--- Cudna czarownico moja! --- zawołałem, biorąc ją
w drżące ramiona.</akap_dialog>


<akap>Wywinęła mi się z uścisku:</akap>


<akap_dialog>--- Dzisiaj nie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dzisiaj mamy być tam.</akap_dialog>


<akap>I nabrawszy w palce ciepłej jeszcze maści, zaczęła ją
wcierać sobie mocno pod pachy.</akap>


<akap_dialog>--- Jeśli chcesz być ze mną <wyroznienie>tam</wyroznienie>, musisz robić to samo.</akap_dialog>

<akap>I kusząco patrząc mi w oczy, podała mi retortę z szatańską miksturą. Po chwili wahania zgodziłem się. Wkrótce uczuliśmy oboje zawrót głowy i senność. Kama znużona
wyciągnęła się na futrze.</akap>





<akap_dialog>--- Jeżeli <wyroznienie>wrócisz</wyroznienie> tu przede mną, wyjdź natychmiast
z tego domu --- mówiła sennie, już na pół przytomna.<end id="e1407274522975-3112164976"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze. Lecz gdybyś ty mnie uprzedziła?</akap_dialog>


<akap>Nie odpowiedziała już. Ciałem jej wstrząsały dreszcze,
na policzki wystąpił hektyczny<pe><slowo_obce>hektyczny</slowo_obce> (fr.) --- chorobliwy a. wyrażający niepokój i podniecenie.</pe> rumieniec, spieczone gorączką usta mamrotały coś niewyraźnie. Nachyliłem się
nad nią i zdołałem jeszcze uchwycić ostatnie, szeptem wymówione słowa:</akap>





<poezja_cyt><strofa>
Płot --- nie płot,/
Wieś --- nie wieś,/
A ty, biesie, nieś!...
</strofa></poezja_cyt>




<akap>Głowa jej opadła wstecz, bujne, rude włosy zmieszały
się z białymi kędziorami runa i rozrzuciwszy się bezładnie w poprzek futra, zasnęła.</akap>




<akap>Równocześnie niemal i ja straciłem resztki świadomości. Świat mi zawirował przed oczyma w zawrotnej sarabandzie i z rozkrzyżowanymi rękoma obsunąłem się jak
martwy obok Kamy. Przyszła noc czarna, bezwzględna
i zarzuciła płachtę cieni nie do przebicia...</akap>


<separator_linia/>

<akap>Z martwoty snu obudził mnie jęk wichru. Leciałem
gdzieś w przestworzach mroku, popychany nieznaną mocą
w nieznaną stronę. Pode mną gięły się w poświstach orkanu jakieś drzewa, obok mnie prześmigały z chichotem jakieś kształty. Po pewnym czasie lot mój zniżył się i wszedł
między ściany parowu. Czyjeś skrzydło szerokie, puszyste
musnęło mnie w przegonie i poszybowało dalej. Nad uchem
zabrzmiały mi głosy śmieszne, na pół zwierzęce, i odbite
od stoczni wąwozu zgłuchły gdzieś po manowcach...</akap>


<akap>Nagle chmury na niebie rozsunęły się i przez szczelinę
bluznęło światło księżyca, obrzucając ziemię upiornie zieloną powodzią. W powietrzu obok mnie w szalonym wyścigu pędził tabun nagich, ludzkich postaci: młode, długowłose kobiety przytulone gronami piersi do grzbietów koźlich, dorodne, latem życia dyszące niewiasty okrakiem na
olbrzymich odyńcach, gibcy, smagli młodzieńcy, mężczyźni w sile wieku i lubieżni starcy z iskrą żądzy w dogasających oczach unoszeni w opętańczym wirze przez zjuszone, ciekające się klacze, ohydne, siwowłose megiery na ożogach, łopatach, kijach --- rozszalały wyraj<pe><slowo_obce>wyraj</slowo_obce> (daw.) --- odlot ptaków na zimę.</pe> bezwstydnych
ciał, powykrzywianych maszkar, zbieszonych pałub ---
koczkodanów...</akap>


<akap>Wtem gardziel jaru rozwarła się w kotlinę okoloną
łańcuchem wzgórz; w środku podobny do ściętej głowy
cukru strzelał w niebo granitowy stożek. Tutaj opuściła się
szarańcza ludzka na ziemię, napełniając śródgórskie zagłębie zgiełkiem i rechotem. Skądś spod ziemi buchnął płomień i oświetlił krwawym blaskiem piekielną widownię.
Oczy zgrai podniosły się wzwyż, na płaski szczyt stożka,
oblany teraz purpurowym światłem. Tam na wykutym
w skale tronie siedział, podkuliwszy pod siebie kosmate
racice, gigantyczny androgyn<pe><slowo_obce>androgyn</slowo_obce> (gr.) --- obojniak, hermafrodyta, istota wyposażona w narządy właściwe dla obydwu płci.</pe> z głową brodatego kozła,
z wymionami samicy i ze sromem mężczyzny --- pół człowiek, pół zwierzę, okropny, posępny, skrzydlaty...</akap>


<akap>Po tłumie w dole poszedł szmer:</akap>


<akap_dialog>--- Patrzcie! To On! Nasz pan! To On, Baphomet<pe><slowo_obce>Baphomet</slowo_obce> --- bóstwo rzekomo czczone przez zakon templariuszy wedle niechętnej im propagandy.</pe> braci
mistycznego Templu<pe><slowo_obce>bracia mistycznego Templu</slowo_obce> --- templariusze.</pe>, Tyfon<pe><slowo_obce>Tyfon</slowo_obce> (mit. gr.) --- potwór, syn Gai i Tartarosa, utożsamiony z egipskim Sethem.</pe> egipskich magów, Aryman<pe><slowo_obce>Aryman</slowo_obce> --- irańsko-perski bóg ciemności, uosobienie zła.</pe>-Python przedwieczny!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chwała Ci, Panie ognistych czeluści, cześć Ci, Władco
grzechu i spraw cielesnych, Orędowniku odrzuconych od
oblicza Boga! W pokorze Ci się ścielem do stóp. Tobie jeno<pe><slowo_obce>jeno</slowo_obce> (daw.) --- tylko.</pe> służyć chcemy, Dawco rozkoszy i szałów krwi! Otośmy
przyszli do podnóża Twego tronu, by hołd Ci złożyć od wieków należny i adorację dzieci tej ziemi... Hosanna, Nadolny
Panie! Hosanna, Hosanna!...</akap_dialog>


<akap>I zakołysała się rzesza morzem głów pochylonych
w znak hołdu i falą grzbietów nagich, zgiętych w znak poddaństwa.</akap>




<akap>Na obliczu Szatana zagrał uśmiech --- dziwny uśmiech
nasyconej dumy i grymas złowieszczej radości. Powstał
z siedliszcza olbrzymi, nieprzenikniony i skinął wężowym
posochem<pe><slowo_obce>posoch</slowo_obce> --- laska stanowiąca symbol godności a. władzy.</pe>. Wtedy dwu braci przybranych w koźle skóry
i diabelskie poroża zaczęło prowadzić ku tronowi skalistym
wydrożem jakąś kobietę. Szła szybko, śnieżnobiała w swej
nagości, w płaszczu złotolitym włosów, spadającym do stóp
małych, niemal dziecięcych. A gdy już po raz trzeci okrążała stożek, wstępując ku górze, poznałem Kamę. Wlepiła
zachwycone oczy w Bafometa i szła zapatrzona weń jak
lunatyczka. Dotarłszy do podnóża tronu, zatrzymała się
pokorna i drżąca... Wtedy z paszczy potwora wyszedł
dźwięk podobny do chichotu i zabrzmiał rozkaz:</akap>


<akap_dialog>--- Oddaj należny pocałunek Panu twemu!</akap_dialog>


<akap>I z obrzydzeniem spostrzegłem, jak dotknęła ustami jego lewej nogi i ręki.</akap>


<akap_dialog>--- Hi, hi, hi! Hi, hi, hi! --- rechotała ludzka czereda
z dołu. --- Czyń swą powinność, młoda czarownico! Pozdrów Pana swego, jak na cię przystało!</akap_dialog>


<akap>Kozioł obrócił się do niej tyłem i podniósł kitę ogona.</akap>


<akap_dialog>--- Całuj! --- ryknął dominując nad rechotem wyznawców. --- Całuj!</akap_dialog>


<akap>A gdy spełniła ohydny rozkaz, potwór-obojniak położył
jej prawą dłoń na piersi i rzekł głosem huczącym jak grom:</akap>


<akap_dialog>--- Oto pieczęć --- dar mojego ducha. Przyjmij go i noś
na sobie w imię moje!</akap_dialog>


<akap>I gdy odjął rękę, pojawiło się na piersi Kamy haniebne
piętno diabelskiego stygmatu.</akap>


<akap_dialog>--- Przyjętaś w poczet sióstr i braci mojego zakonu.</akap_dialog>


<akap>Ceremoniał był skończony. Wśród piekielnej wrzawy
i śmiechów zeszła ze skalnego stogu i wmieszała się w zgraję sabatników...</akap>


<akap>Rozległy się tony niewidzialnej muzyki. Zrazu senna,
drzemiąca, powoli przerodziła się w orgię dźwięków chrapliwych, dyszących skwarem krwi, rują pożądania. Kilkaset
nagich postaci, ująwszy się za ręce, otoczyło olbrzymim kołem tron kozła. Rozpoczął się taneczny korowód. Wśród
jurnych okrzyków rozgrzanych samców i samek<pe><slowo_obce>samka</slowo_obce> (daw.) --- samica.</pe> rozkołysały się w takt szatańskiego bolera<pe><slowo_obce>bolero</slowo_obce> --- taniec hiszpański.</pe> obnażone torsy, wygięły w pałąk połyskujące oliwą i potem grzbiety. Powstał
wielki tupot bosych nóg na murawie, a odbity od wieńca
wzgórz wrócił wzmocniony echem...</akap>


<akap>W świetle pochodni zatkniętych za żelazne kuny<pe><slowo_obce>kuna</slowo_obce> --- tu: obręcz.</pe> prześmigało w coraz szybszym tempie kotłowisko kosmatych
łydek, napęczniałych lubieżą piersi, podanych ku sobie
w bezwstydnym pragnieniu podbrzuszy.</akap>


<akap_dialog>--- Huś, hejja! Huś! Hejja!</akap_dialog>


<akap><begin id="b1407275256943-1575343884"/><motyw id="m1407275256943-1575343884">Seks</motyw>Wtem pękł taneczny pierścień i rozpadł się na tysiące
ogniw, które znów jak planetarne mgławice jęły<pe><slowo_obce>jąć</slowo_obce> (daw.) --- zacząć.</pe> się owijać dookoła własnych rdzeni-ośrodków. Lecz i te wkrótce
uległy odśrodkowej tendencji, rozdrabniając się na coraz
to węższe kółka i wirówki. W końcu rozhukane stado ludzkie rozsypało się po kotlinie w dzikim wyścigu szukających
się wzajemnie płci...</akap>


<akap>Tu jakiś muskularny samiec przygniatał ciężarem włochatych bioder śnieżnobiałe, delikatne jak atłas łono oszalałej z chuci dziewicy, tam podstarzała, z obwisłymi workami wymion czarownica tuliła w objęciach rozkwitłego
w młodzieńczej krasie efeba, ówdzie brzemienna od miesięcy już matka kaziła się wszeteczną miłością z diabłem,
skazując na zagładę poczęty płód.<end id="e1407275256943-1575343884"/></akap>


<akap>W pieczarach góry, tam gdzie już nie docierał blask
czerwony ognia, skryła się najohydniejsza sromota. Tam
to, zaszywszy się w najciemniejsze zakątki, jakby w obawie, by sam szatan nie spłonął za nich rumieńcem sromu,
zaspakajali swe nieludzkie żądze sodomici<pe><slowo_obce>sodomita</slowo_obce> --- osoba odbywająca stosunki płciowe ze zwierzętami.</pe>. Pod skalnym
wiszarem<pe><slowo_obce>wiszar</slowo_obce> (daw.) --- nawis skalny.</pe>, co jak baldachim rozpiął się nad mensą<pe><slowo_obce>mensa</slowo_obce> --- stół stanowiący główną część ołtarza.</pe> upłazu<pe><slowo_obce>upłaz</slowo_obce> --- porośnięty trawą stok górski.</pe>,
odprawiał świętokradczy kapłan parodię mszy; za ołtarz
służyło mu nagie ciało rozciągniętej bezwstydnie kobiety,
zamiast wina miał w czarze krew...</akap>


<akap>Obok z ,,kazalnicy" przemawiał do gawiedzi pękaty,
w półwieczny kontusz przystrojony Kostruban<pe><slowo_obce>Kostruban</slowo_obce> --- imię mało znaczącego diabła z ludowych opowieści.</pe>, dalej na
stołach z tarcic, rzuconych w poprzek na kadzie i beczuły
z wódką, odprawiano sabatowy bankiet.</akap>


<akap>Ponad głowami biesiadujących przeciągały z łopotem
błoniastych skrzydeł strzygi<pe><slowo_obce>strzyga</slowo_obce> --- upiór żywiący się ludzką krwią.</pe>, które biorą z kołysek niemowlęta piękne, tłuste i niepłaczliwe, a podkładają w ich
miejsce chude i blade --- jędze-jeżybaby łase na krew dzieci, straszliwe empuzy i lamie-upiorzyce<pe><slowo_obce>empuzy</slowo_obce> a. <slowo_obce>lamie</slowo_obce> (mit. rzym.) --- upiory pod postacią pięknych kobiet, porywające i zjadające dzieci i młodych mężczyzn.</pe>. Z daleka od zgiełku ucztujących snuło się jak cień z załamanymi rękoma,
z prętem czarnym w dłoni widmo kraśnego<pe><slowo_obce>kraśny</slowo_obce> (reg.) --- czerwony.</pe> moru<pe><slowo_obce>mór</slowo_obce> (daw.) --- zaraza.</pe>, zwane
Cichą Dziewczyną...</akap>


<akap>Mnóstwo gacków, kruków, ogoniastych, z wyżartymi
pośladkami pawianów, kotów, świń, szczurów, myszy
i wszelakiego robactwa uwijało się wkoło po murawie,
wnęcało natrętnie do naczyń, przypijało się zuchwale do
ust, do oczu, do twarzy... Jakieś dziwaczne stwory, niepodobne ni do ludzi, ni do zwierząt --- złośliwe boby-babuki, złowieszcze mochy-matochy i okrutne mamuny<pe><slowo_obce>mamuna</slowo_obce> --- upiór z mitów słowiańskich, atakujący niemowlęta i ciężarne kobiety.</pe>
podkradały się chyłkiem do stołów i czyhały na resztki...</akap>


<akap>A ponad tym wszystkim tam, na platformie stożka, rozparty niedbale w kamiennym swym siedliszczu górował
Pan Zła i Nocy. W oczach jego zimnych i rozumnych krzyżowały się błyski bezgranicznej pogardy i dumy --- wyprężone w górę ramię prawe jakby na ironię wskazywało wybladły księżyc, który krył się właśnie za chmurą, by ustąpić miejsca swemu cieniowi tam, w dole, pod lewą ręką
potwora, czarnemu Geburah<pe><slowo_obce>Geburah</slowo_obce> --- jedno z imion ducha ciemności występujące w żydowskiej <tytul_dziela>Kabale</tytul_dziela>.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Huś, hejja! Huś, hejja! --- zawyło ponownie z głębi
kotliny. Zgasło upiorne, purpurowe światło, skonały pochodnie i wśród absolutnego mroku rozpoczął się ostatni
akt sabatu, zakryty już przed oczyma gwiazd. Tylko od
czasu do czasu z wężowiska skleszczonych ciał, tarzających
się w miłosnej duśbie grzbietów, tyłków, ud, splątanych
konwulsyjnie ramion, lędźwi, nóg, szedł charkot gżących
się klaczy-samic, jurny ryk rozbestwionych rują ludzkich
ogierów i rzężące pohutnywanie szaleńców. Raz na tle momentalnej ciszy odezwał się śmieszny odgłos czkawki:</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czha-hyk... czha-hyk...</akap_dialog>


<akap>Nagle ze szczytu stogu zabrzmiał przeciągły, przygłuszający wszystko jęk. Bolesna, tragiczna w swej bezdennej
głębi skarga rozorała kiry sabatowej nocy i odbita od milczących turni skonała gdzieś w nizinach...</akap>


<akap>Dreszcz grozy przejął ludzką trzodę.</akap>


<akap_dialog>--- Co to było? Skąd ten głos?</akap_dialog>


<akap>I oto po raz drugi rozdarł powietrze ten sam straszliwy
krzyk, tylko tym razem mocniejszy jeszcze, rozpaczliwszy,
beznadziejny...</akap>


<akap>Zadrżała w posadach góra, struchleli ludzie i zwierzęta.
Potężną musiała być pierś, co wydała ten ton...</akap>


<akap>Wtem wieniec ognistych języków otoczył purpurową koroną obrzeża szatańskiego stożka i oświetlił posępną zorzą
postać Bafometa.</akap>


<akap>Stał ogromny, ponury, głową przenoszący szczyty.
W twarzy koźlej, brodatej przebijała bezgraniczna męka ---
w oczach ogromnych, przepaścistych jak otchłań czaiło się
wielkie, bezdenne cierpienie, bezkresna rozpacz odrzuconego od oblicza Pana. Jak przed wiekami przesłonił dłonią
olbrzymie, w głębokie bruzdy poradlone czoło i jęczał. Potworną, włochatą piersią największego z buntowników
wstrząsało łkanie dziecka...</akap>


<akap_dialog>--- Panie! Przeczżeś<pe><slowo_obce>przecz</slowo_obce> (daw.) --- dlaczego.</pe> mnie odtrącił?...</akap_dialog>


<akap>Wtem blask przedziwny rozświetlił skamieniałe w męce rysy, pęk jasnych promieni strzelił spomiędzy koźlich
rosochów i stanął cały w strugach świetlanej łaski. I wtedy
za sprawą jednej z najcudniejszych przemian zniknął ohydny kozioł i z kręgu lśnień i ogni, jak odrodzony Feniks
z popiołów, dźwignął się ku niebu gigantyczny Adam-Lucifer<pe><slowo_obce>Adam-Lucifer</slowo_obce> --- niektóre wierzenia utożsamiały Adama z Lucyferem, tj. aniołem zbuntowanym przeciw Bogu.</pe>...</akap>


<akap>Olśniony tęczą świateł i blasków upadłem twarzą na ziemię i po raz wtóry straciłem przytomność...</akap>


<separator_linia/>

<akap>Było już koło piątej po południu, gdy otworzyłem ociężałe powieki. W okna chaty zaglądał smutny zachód lutowego odwieczerza i kładł długie, czerwone smugi na
podłodze...</akap>


<akap>Dźwignąłem się leniwo z niedźwiedziego futra, usiłując
powstać na nogi. Lecz mi odmówiły posłuszeństwa; jak
pijany zatoczyłem się i oparłem rękoma o stół. W głowie
miałem huk i szum, na ustach posmak gorączki. Zwilżyłem językiem spękane wargi, przyciskając dłonie do pulsujących wściekle skroni: tętniło mi w arteriach uderzeniami młotów potężnej kuźnicy...</akap>


<akap>Nabiegłe krwią oczy ześliznęły się z męczącej bielą wapna ściany naprzeciw i padły na śnieżną plamę runa z nagą kobietą w pośrodku. Kama leżała wciąż w głębokim
uśpieniu. Rozchylone jej usta drgały lekko jak para wiśnych jagód trącanych skrzydłem wiatru, rozrzucone swobodnie nogi wykonywały jakieś ruchy bezwstydnie lubieżne... Po raz pierwszy uczułem wtedy ku niej jakby wstręt.
Odwróciłem się z niesmakiem i spostrzegłszy, że sam jestem nagi, szybko ubrałem się. Szum w głowie powoli
przycichał, ustępując miejsca nieznośnemu bólowi.
W uszach dzwoniła wciąż na alarm krew. Rzuciłem raz jeszcze okiem na śpiącą i przykrywszy ją szalem, wypadłem
z izby na pole. Świeże, ścięte przymrozkiem powietrze
orzeźwiło mnie. Z odkrytą głową zacząłem zmierzać ku miastu. Chłodny powiew wieczora uderzył mnie w piersi i nagle zrobiło mi się zimno. Zapinając palto pod szyję, zauważyłem brak medalionu z puklem włosów Halszki.</akap>


<akap_dialog>--- Czyżbym zostawił tam, w tej diabelskiej lepiance?</akap_dialog>


<akap>Zawróciłem w stronę chaty. Musiałem odnaleźć ten
przedmiot za wszelką cenę. Lecz ku memu zdumieniu, stanąwszy nad brzegiem polnego urwiska, nie ujrzałem już
chaty. W miejscu, gdzie stała jeszcze przed chwilą, rozciągała się pusta, jałowa równia pola; tylko samotny, odarty z liści chochoł leszczyny potrząsał smutno kikutami prętów...</akap>






<naglowek_rozdzial>Pod poziomem Druczy</naglowek_rozdzial>




<akap>Wspólne przeżycie nocy sabatowej wpłynęło na stosunek mój do Kamy oziębiająco. Zamiast, jak zapewne przypuszczała, zbliżyć mnie, raczej oddaliło mnie od niej; zacząłem odwiedzać ją rzadziej. Za to częściej i dłużej przesiadywałem teraz u Grodzieńskich. Wrażliwa jak kwiat dusza Halszki wyczuła zaraz zaszłą we mnie zmianę; zniknął
odcień melancholii w jej błękitnych oczach, powróciło dawne ożywienie i humor w rozmowach. Widziałem, że znów
jest szczęśliwą.</akap>


<akap>Stosunki moje w tym czasie zaczęły układać się pomyślnie i pozwalały już myśleć w najbliższej przyszłości o poślubieniu ukochanej dziewczyny. Toteż całymi popołudniami snuliśmy daleko sięgające plany przyszłych podróży,
dając się unosić swobodnie nurtom młodej wyobraźni. Czasami Halszka siadała do pianina i ukołysana czarem fantazji wygrywała kompozycje natchnione morzem i jego potęgą. Wgłębiony w kącie salonu w jakimś fotelu, wsłuchiwałem się godzinami w huk fal, w szum piany lub cichą
melancholię wieczornych przypływów. Czasem przerwał
melodię krzyk mewy morskiej, czasem śpiew stęsknionego
majtka lub dźwięk syreny odbijającego statku. I znów wracał szeroki, rozlewny rytm żywiołu...</akap>


<akap>Lecz niedługo trwały chwile ukojenia. Pewnego dnia
Halszka zaczęła uskarżać się na ból powyżej łokcia. Z niewiadomej przyczyny ręka nabrzmiała niemal aż po pachę i w środku spuchlizny zaczęło formować się coś w rodzaju wrzodu. Zawezwany lekarz oświadczył się za natychmiastową operacją. Halszka wzbraniała się, prosząc o zwłokę. Wieczorem wrzód pękł sam bez przecinania. Wraz
z ropą wyszło parę igieł, jakieś obłe drewienko i zwitek czarnych nici. Stara niania Halszki, Kasia, spostrzegłszy wybroczyny, pociągnęła mnie za rękę do drugiego
pokoju.</akap>


<akap_dialog>--- Proszę pana --- tłumaczyła mi tajemniczo --- panience ktoś to paskudztwo ,,<wyroznienie>wrzucił</wyroznienie>".</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie rozumiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To czary, proszę pana. Niech się pan nie śmieje ze
starej baby, ale to są istne czary. Ktoś ma złość do naszej
panienki i rzucił uroki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Et, plecie Kasia androny!</akap_dialog>


<akap>Lecz sługa nie dała zbić się z tropu.</akap>


<akap_dialog>--- Kiedy mówię, że czary, to czary. Kto by kiedy słyszał, by takie rzeczy same się dostawały do ciała? Pewnie
panience pozazdrościła szczęścia jakaś zła kobieta i dlatego
,,wrzuca"...</akap_dialog>


<akap>Po paru dniach rana zagoiła się, nie pozostawiając śladu blizny. Lecz wkrótce potem ukształtował się podobny
guz na łopatce. Wrzód jątrzył się przez cały tydzień, a gdy
nareszcie ropa przebiła skórę, wypłynęły wraz z gruzłami
zbitej materii okruchy węgla, jakieś stare zardzewiałe
szpilki i kawałek ciemnozielonego sukna.</akap>


<akap>Widząc bezradność lekarzy, którzy nie umieli zapobiec
dalszemu rozwojowi dziwnej choroby, zwróciłem się o pomoc do Wierusza. Przyszedł, jak zwykle skupiony w sobie,
wysłuchał w milczeniu relacji Halszki o przebiegu cierpienia i obejrzał miejsca zaatakowane.</akap>


<akap_dialog>--- Uprzedzam panią z góry --- odezwał się na koniec,
robiąc magnetyczne pociągnięcia w kierunku od ognisk
owrzodzenia ku kończynom ciała --- że mogę ją wyleczyć
na razie tylko przemijająco; dziś jeszcze nie rozporządzam
takimi środkami, by kuracja, którą pani zalecę, dała wyniki bezwzględnie zadawalające i trwałe. Mam jednak nadzieję --- dodał z łagodnym uśmiechem, gładząc po ojcowsku jej jasne warkocze --- nawet pewność, że po pewnym
czasie, może wkrótce, uda mi się uzdrowić panią definitywnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wierzę, że tak się stanie --- odpowiedziała, patrząc
z ufnością w jego dobre, mądre oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiara pani ułatwi mi zadanie i wzmocni mnie na
siłach. --- Jerzy, przytrzymaj chwilę prawe ramię!</akap_dialog>


<akap>Wykonałem polecenie, ujmując lekko w palce przegub
jej ręki. Wtedy pod wpływem passów Wierusza chorobotwórcza materia nabrzmiała w duży, siny guz na obojczyku
i zdawała się posuwać od centrum zaognienia wzdłuż ramienia ku dłoni...</akap>


<akap>Popatrzyłem na Andrzeja. --- Stał milczący, z oczyma
skupionymi na chorej, z głęboką bruzdą na czole, trzymając rękę w odległości kilku centymetrów od ramienia
Halszki.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Progrediaris</slowo_obce>!<pa><slowo_obce>Progrediaris!</slowo_obce> (łac.) --- Postępuj! (Posuwaj się!).</pa> --- wyszedł nagle z zaciśniętych ust
jego cichy, lecz mocny rozkaz.</akap_dialog>


<akap>I podsunął dłoń o parę cali niżej ku przedramieniu.
Obrzęklina, jakby posłuszna woli lekarza, sklęsła u źródła,
wydłużając się wąską, czerwonosiną wstęgą ku łokciowi.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Porro</slowo_obce>!<pa><slowo_obce>Porro!</slowo_obce> (łac.) --- Dalej!</pa> --- rozkazał powtórnie.</akap_dialog>


<akap>Chora wydała cichy jęk:</akap>


<akap_dialog>--- Boli...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaraz uczujemy ulgę --- uspokajał, trzymając rękę
nad przegubem. --- Zwykle na zgięciach stawów wrażliwość jest większa... <slowo_obce>Porro</slowo_obce>!</akap_dialog>


<akap>Pręga ropy zesunęła się przedramieniem ku dłoni.</akap>


<akap_dialog>--- Teraz musisz podtrzymać rękę tam w górze.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie boli? --- zapytałem, ujmując ostrożnie w palce jej
ramię w miejscu, gdzie jeszcze przed kilku minutami siniał napęczniały ropą wrzód.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ani trochę --- odpowiedziała cudownie zapłoniona.</akap_dialog>


<akap>Tymczasem Wierusz odprowadzał chorą materię już ku
palcom. Po kwadransie pękł naprężony naskórek wskazującego i średniego, wydzielając z wybroczynami odłamki
szkła. Wierusz wymył rany sublimatem<pe><slowo_obce>sublimat</slowo_obce> --- chlorek rtęciowy, stosowany m. in. jako środek dezynfekcyjny.</pe> i wysmarowawszy
dłoń chorej jakąś maścią, założył bandaż.</akap>


<akap_dialog>--- Jak się pani czuje? --- zapytał po ukończeniu operacji.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Doskonale. Ani śladu bólu. Dziękuję panu, cudowny
lekarzu!</akap_dialog>


<akap>I ze łzami w oczach uścisnęła mu dłoń.</akap>


<akap_dialog>--- Niestety --- westchnął, zakłopotany widocznie zachowaniem się starego Grodzieńskiego, który usiłował
zmusić go do przyjęcia honorarium --- wszystko to, na razie przynajmniej, jest prowizoryczne... Nie, dziękuję panu --- stanowczo odmawiam --- rzekł zabierając się do wyjścia. --- Z zasady w ogóle nie zajmuję się leczeniem; zrobiłem tylko wyjątek dla narzeczonej przyjaciela.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie doprawdy nie wiem, jak się mam
panu odwdzięczyć --- mówił zażenowany z kolei ojciec
Halszki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Drobnostka, kochany panie. Proszę tylko teraz koniecznie wywieźć córkę na parę tygodni stąd na wieś, i to
możliwie daleko --- może gdzieś w nasze góry. Chodzi o to,
by na razie przedzielić ją jak największą przestrzenią od
tego miasta.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jutro wyjeżdżamy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>All right!</slowo_obce> Tak będzie najlepiej. A ty, mój kochany
Jerzyku, zostaniesz przez cały ten czas tutaj ze mną.</akap_dialog>


<akap>Nie pomogły protesty Halszki i biorącej zawsze jej stronę matki. Jeszcze tegoż wieczora, ulegając woli Andrzeja,
pożegnałem się z nią na czas dłuższy.</akap>


<akap_dialog>--- Musisz zaraz iść ze mną --- zaopiniował stanowczo,
wyciągając mnie za sobą niemal gwałtem z domu Grodzieńskich. --- Mam z tobą do omówienia wiele spraw pierwszorzędnej wagi.</akap_dialog>


<akap>Wkrótce potem siedzieliśmy już obaj w jego zacisznej
pracowni, wpatrując się zamyśleni w żar płonącego kominka. W pewnej chwili Andrzej oderwał oczy od ognia
i skierował je na mnie.</akap>


<akap_dialog>--- Sądzę --- rzekł --- że nie ma żadnych wątpliwości
co do tego, kto jest sprawcą ,,wrzutów" u Halszki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Wszystkie poszlaki prowadzą w jedną stronę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Musimy zatem działać, i to natychmiast, dopóki trujący wicher, który płynie <wyroznienie>stamtąd</wyroznienie>, nie rozpęta się
w orkan nie do opanowania.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem na twoje rozkazy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy pamiętasz resztki wody rozlanej przez Kamę
z owej czary?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naturalnie; zebrałeś ją wtedy do retorty i schowałeś w niszy Athanora.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Udało mi się nareszcie zbadać widmo astralne tej
wody.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc woda ma też swoje widmo astralne?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak każdy żywioł i każdy pierwiastek. Czy czytałeś Teofrasta Paracelsusa<pe><slowo_obce>Paracelsus</slowo_obce> (ok. 1493--1541) --- lekarz i alchemik szwajcarski, jeden z twórców nowożytnej medycyny, zajmował się też wiedzą tajemną.</pe>? <tytul_dziela>De ente astrorum<pe><slowo_obce>De ente astrorum</slowo_obce> (łac.) --- O istnieniu gwiazd.</pe></tytul_dziela> i <tytul_dziela>Archidoxis magica<pe><slowo_obce>Archidoxis magica</slowo_obce> (gr.-łac.) --- wiedza magiczna, wiedza tajemna.</pe></tytul_dziela>?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie. Słyszałem tylko o tym dziwnym człowieku.
Uchodzi podobno wśród okultystów za powagę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeden z najgłębszych magów w Europie, niesłusznie
ośmieszony przez wiedzę oficjalną. Otóż wspomniane przeze mnie dzieła tego filozofa rozróżniają cztery rodzaje widm
astralnych: <slowo_obce>Stannar</slowo_obce> lub <slowo_obce>Truphat</slowo_obce>, czyli widmo minerałów,
które będąc łącznikiem między ich częścią materialną a duszą, wywołuje krystalizację --- widmo astralne kwiatów,
czyli <slowo_obce>Leffas</slowo_obce>, tj. siłę życiową rośliny, którą można drogą
alchemiczną uwidocznić w rurce szklanej, w końcu widmo
zwierząt, zwane <slowo_obce>Evestrum</slowo_obce>, i dwojnika, czyli sobowtóra
ludzkiego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nas zatem obchodzi <slowo_obce>primum ens<pe><slowo_obce>primum ens</slowo_obce> (łac.) --- pierwiastek.</pe></slowo_obce> wody, czyli jej
<slowo_obce>Stannar</slowo_obce>?</akap_dialog>





<akap_dialog>--- Oczywiście. Zanalizowałem drogą alchemiczną wodę przepojoną fluidami tej kobiety. Zadanie było niełatwe
ze względu na drobną ilość płynu; musiałem przeprowadzić analizę parę razy. Lecz nie żałuję trudu; wyniki przeszły moje oczekiwania.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy udało ci się zdobyć jakiś wpływ na nią?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na razie nie, lecz otrzymałem nader ciekawe wskazówki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W jakim kierunku?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Truphat</slowo_obce> wody namagnetyzowanej przez Kamę zdradza rozgałęzienia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nic nie rozumiem.</akap_dialog>


<akap>Wierusz, zanurzywszy się w czeluść Athanora, wydobył ze skrytki cynowe naczynie podobne do ukariny<pe><slowo_obce>ukarina</slowo_obce> --- okaryna, ludowy instrument dęty wykonany z gliny.</pe>,
zamknięte wieczkiem, z dwoma wystającymi z boku rożkami.</akap>


<akap_dialog>--- Przypatrz się tym dwom wyskakującym palcom ---
rzekł, wskazując na cynowe sutki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jedna z nich jest znacznie krótsza od drugiej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I ona właśnie posłuży nam za drogowskaz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chyba nie zechcesz we mnie wmówić, że to naczynie zawiera astral wody?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bynajmniej. Ten można obserwować tylko w rurce,
i to przez nader krótką chwilę, wywołaną sposobem alchemicznym.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc co jest w naczyniu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Resztki wody namagnetyzowanej przez Kamę zmieszane ze specjalnym preparatem, sporządzonym przeze
mnie dla wzmocnienia fluidycznych jej własności. Owe
sutki wystające z tej alchemicznej ukariny --- to kierunki,
w których wydłużyło się widmo astralne wody podczas
analizy. Kierunki, w których obecnie wydłuża się płyn
w naczyniu, są wiernym odbiciem kierunków rozwidleń
jego widma.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To wszystko nie wyjaśnia jeszcze znaczenia wywołanego przez ciebie zjawiska.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumie się. Zaraz ci wyjaśnię resztę. Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że między Kamą a szczątkami namagnetyzowanej przez nią wody istnieje do dziś
dnia ciągły związek, tzw. <slowo_obce>rapport</slowo_obce><pe><slowo_obce>rapport</slowo_obce> (fr.) --- łączność, związek.</pe> magnetyczny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaczynam domyślać się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owe sutki, wystające z astralu wody niby macki
protoplazmy<pe><slowo_obce>protoplazma</slowo_obce> --- materia, z której składają się komórki żywych organizmów.</pe> zanurzonej w rozczynie, wskazują kierunki,
w których należy szukać Kamy <wyroznienie>względnie tego, co
z nią pozostaje w ostrej styczności</wyroznienie>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szukać Kamy nie potrzebujemy; o ile chcesz się z nią
rozmówić, mogę w każdej chwili...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cha, cha, cha! --- roześmiał się Wierusz, przerywając mi. --- Naturalnie, że jej nie potrzebujemy szukać ---
przynajmniej na razie. Lecz uważasz, Jerzy, zastanowiło
mnie, że w ogóle ten astral się rozgałęzia. Gdyby pozostawał w związku tylko z nią, wydłużałby się tylko
w <wyroznienie>jednym</wyroznienie> kierunku. Tymczasem rozwidla się. Tu cała
tajemnica! Rozumiesz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Widocznie istnieje tu podwójny <slowo_obce>rapport</slowo_obce> magnetyczny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Świetnie, mój kochany! Świetnie! Zaczynasz się wyrabiać. Właśnie o to chodzi. Mamy tedy dwie drogi, na
których być może uda mi się wtargnąć w orbitę jej jaźni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Którą wybrałeś?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pójdziemy w kierunku słabszego wychylenia astralu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To znaczy w kierunku wskazywanym przez krótszy
smoczek ukariny?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. A wiesz, dlaczego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie domyślam się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo przypuszczam, że odgałęzienie dłuższe jako symbol silniejszej atrakcji w tym kierunku zaprowadziłoby
nas wprost do Kamy. Nas obchodzi natomiast owo dyskretne, ledwo widoczne wychylenie, którego obrazem sutka
krótsza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Spodziewasz się zatem przy pomocy tego drogowskazu dotrzeć do czegoś innego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Będzie to właśnie owo <slowo_obce>tertium associationis
magneticae<pe><slowo_obce>tertium associationis magneticae</slowo_obce> (łac.) ---
trzeci element związku magnetycznego.</pe></slowo_obce>, którego szukam.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oryginalny pomysł!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tłumacząc tę operację na język geometrii, można
by powiedzieć, że stosunek magnetyczny przedstawia się
w postaci trójkąta. Będzie to <slowo_obce>triangulus magneticus</slowo_obce><pe><slowo_obce>triangulus magneticus</slowo_obce> (łac.) --- trójkąt magnetyczny.</pe>, którego szczytem jest Kama, zaś wierzchołkami przypodstawowymi: woda w tym naczyniu i owo nieznane X, na które wskazuje krótszy palec przyrządu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lecz w jaki sposób skorzystasz ze wskazówki? Naczynie cię chyba samo nie weźmie za rękę i nie zaprowadzi?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Coś w tym rodzaju. Odegra ono rolę astralnego kompasu, który odpowiednio ustawiony zawiedzie aż na miejsce.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właśnie chodzi o to ustawienie. Przy kompasie zwyczajnym wystarczy obrócić o pewien kąt tarczę ze stronami świata umieszczoną pod igłą, aby jej kierunek uzgodnić ze strzałką wskazującą Północ. Ale tu?... Kama jest
przecież biegunem ruchomym, zmieniającym wciąż swe
położenie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za to owo nieznane X zdaje się być punktem stałym.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzeczywiście?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Od dnia, w którym rozpocząłem analizę, tj. temu
już parę miesięcy, aż do dziś rana krótsze ramię odgałęzienia ciągle odchyla się o ten sam kąt od pionu, podczas
gdy przeciwnie ramię dłuższe ustawicznie zmienia kierunek.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I to właśnie naprowadziło cię zapewne na domysł,
że ono wskazuje na Kamę, co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Po części to, po części intensywność jego zasięgu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mimo wszystko jednak to jeszcze nie wystarcza, by
zaprowadzić nas do owego X.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niewątpliwie. By rozciąć te wątpliwości, powiem ci
wprost, że z tego kompasu może korzystać tylko człowiek
w stanie somnambulicznym<pe><slowo_obce>stan somnambuliczny</slowo_obce> --- stan hipnozy.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie przyrząd odgrywa tylko rolę czynnika pomocniczego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niemniej jednak decydującego; bez niego nie dotrę
do punktu związanego w sposób tajemniczy z istotą Kamy.
Muszę go mieć ciągle pod ręką, by bez przerwy wyczuwać
ruchy fluidów w nim zawartych.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zatem ostatecznie ,,kompas" będzie tobą kierował?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naturalnie. Lecz przede wszystkim musisz mnie
wprawić w stan konieczny do przeprowadzenia operacji.
Sposób znasz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Zrobiłem przecież z tobą już parę podobnych
doświadczeń.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak --- ale nie zapominaj o tym, że ani razu nie wychodziliśmy poza obręb hipnozy; teraz chodzi o stan
głębszy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumiem. Bądź spokojny; potrafię.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze więc. Zaraz zaczynamy. Pora dobra, wieczorna; w mroku nie będziemy zwracali na siebie uwagi
przechodniów. Gdy zasnę, wyprowadzisz mnie przed dom
za furtkę ogrodową.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie odstąpię cię ani na krok.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto wie, dokąd zajdziemy. Może to być tuż obok,
ale może też być w odległości kilku kilometrów albo i więcej. Musisz się przygotować na daleką drogę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pójdę wszędzie z tobą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze jedno. Gdy staniemy u celu, obudzisz mnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze. Czy mam zacząć?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaczynaj!</akap_dialog>


<akap>Wierusz ujął w palce lewej ręki astralny kompas
ukrywszy go w dłoni, usiadł na krześle i przez chwilę
wpatrywał się nieruchomo w kopię Rembrandtowskiej
<tytul_dziela>Lekcji anatomii</tytul_dziela> na ścianie naprzeciw. Stanąłem o parę
kroków przed nim i zacząłem go usypiać. Po szóstym pociągnięciu przymknął oczy, wydając głębokie westchnienie. Zrobiłem jeszcze parę passów<pe><slowo_obce>passy</slowo_obce> --- ruchy rąk służące wywołaniu hipnozy bądź wywieraniu wpływu na zahipnotyzowaną osobę.</pe>, by stan utrwalić, po
czym zacząłem go pogłębiać w kierunku zamierzonym.
Po upływie pięciu minut białka oczu podeszły w górę i
śpiący odzyskał charakterystyczną swobodę ruchów i mowy. Wyjąłem szpilkę z krawata i nakłułem mu lekko skórę na policzku.</akap>


<akap_dialog>--- Czy odczuwasz ból?</akap_dialog>


<akap>Uśmiechnął się przez sen.</akap>


<akap_dialog>--- Ani śladu.</akap_dialog>


<akap>Ponowiłem próbę na przedramieniu z tym samym
rezultatem. Andrzej ani drgnął. Chociaż przebiłem mu
skórę na wylot, nie wyciekła ani kropla krwi.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>All right!</slowo_obce> --- szepnąłem zadowolony. --- Teraz wstaniesz i pójdziesz za mną.</akap_dialog>


<akap>I wyprowadziłem go przez ogród na ulicę.</akap>


<akap>Był już wieczór. Płonąca koło willi latarnia rozrzucała
wkoło matowe poblaski. W powietrzu wisiała gęsta, zsiadła
mgła, skraplając się leniwo na bruk... Było cicho. Od czasu
do czasu wynurzał się z mgły jakiś przechodzień, wkraczał na chwilę w krąg światła i wsiąkał znów w mgłę z powrotem. Gdzieś w oddali dudniły tramwaje.</akap>


<akap>Wierusz stał na chodniku niezdecydowany. Odstąpiłem
na parę kroków, zostawiając mu zupełną swobodę.</akap>


<akap>Wyciągnął ramiona poziomo i rozpostarł je szeroko jak
skrzydła ptaka. Skurczone palce lewej ręki rozwarły się,
odsłaniając kompas na dłoni... Powoli, jak ślepiec, zaczął
obracać się na miejscu, badając przestrzeń. Po trzecim półobrocie w prawo zawahał się i powrócił w poprzednią pozycję; po chwili znów wychylił się w tamtą stronę i znów
cofnął w lewo. W końcu stanął na miejscu, opuścił ramię
prawe i znieruchomiał. Wyprężona ręka lewa wskazywała
coś uparcie w dali. Na usta wybiegł uśmiech zadowolenia.
Znalazł...</akap>


<akap>Przyrząd na dłoni śpiącego drgnął i jakby poruszany
ukrytą wewnątrz siłą, obrócił się o pewien kąt, ustawiając
krótszym smoczkiem w kierunku palca wskazującego.
Kompas zaczął działać...</akap>


<akap>Andrzej wciągnął ostrożnie ku sobie wyprężone ramię
i zamykając z powrotem dłoń, położył palec na krótszej
wskazówce przyrządu. Jakiś czas jeszcze stał na miejscu
bez ruchu, wsłuchując się w przestrzeń, a potem ruszył na
przełaj przez ulicę w kierunku wskazanym.</akap>


<akap>Poszedłem za nim. Tak przeszliśmy na ukos Parkową,
przemierzyliśmy plac Solarny i skręciliśmy w dół na Stromą. Droga prowadziła wyraźnie w stronę wybrzeża.</akap>


<akap>Co pewien czas, zwłaszcza tam, gdzie kierunek ulegał
zmianie, Andrzej zatrzymywał się i radził kompasu. Czuły
przyrząd ostrzegał go przy każdym zakręcie.</akap>


<akap>Zagłębiliśmy się w labirynt wąskich, małych uliczek nad
rzeką. Tu było ludniej. Co chwila wypadały z zaułków
podejrzane postaci ludzkie o spojrzeniach niepewnych, ponurych, z piętnem zbrodni na czole. Raz, gdy mijaliśmy
jeden z tych plugawych zaułków oświetlony światłem rozhulanej w tańcu oberży, zaczepił mnie jakiś pijany włóczęga:</akap>


<akap_dialog>--- A pan co tu robisz w naszej stronie, hę? Ślepca prowadzasz na sznurku po proszonym chlebie, co? Musieliście
pewnikiem dużo nazbierać grosiwa, bo obaj wyglądacie
niezgorsza. Może byście się ta ze mną podzielili, hę? Trzeba tego starego drania trochę obmacać po kieszeniach; może się ta co wydukwi.</akap_dialog>


<akap>I byłby już wprowadził w czyn swe pobożne intencje,
gdyby nie zimny błysk lufy mego browninga, którym mu
poświeciłem między oczy.</akap>


<akap_dialog>--- Psiakrew! Cholery ostrożne! --- zaklął, schodząc
nam z drogi.</akap_dialog>


<akap>Weszliśmy w długą, wąską sień. Było ciemno tu, choć
oko wykol. Zapaliłem czerwoną latarkę. Purpurowa struga
światła padła na deski podłogi spróchniałe, brudne, rojące się od wykrotów. Korytarz zdawał ciągnąć się bez końca; plugawe, odarte z wapna ściany, zamknięte w górze
beczkowatym sklepieniem, wydłużały się w dal czarną
perspektywą. Szła stamtąd na nas stęchlizna i zaduch. Lecz
Wierusz nie cofnął się. Przeciwnie; krok jego teraz stał
się pewniejszym, ruchy nabrały samodzielności. Widocznie
zbliżaliśmy się do celu. Wtem sień załamała się ostro na
prawo, a równocześnie grunt zaczął raptownie opadać
w dół. Skierowawszy promień latarki na poziom nóg, przekonałem się, że podłoga skończyła się: pod stopami mieliśmy teraz miałki, żółty piasek. Korytarz zwężał się w tym
miejscu do rozmiarów ciasnego przewodu; trzeba było iść
,,gęsiego". Uczułem dojmujący chłód wilgoci. Ze ścian sączyła się strużkami woda i wsiąkała w grunt. W pewnym
miejscu natrafiliśmy na kałużę błota, którą musieliśmy
przejść w bród. Wtedy domyśliłem się, że jesteśmy w podziemiach pod korytem rzeki...</akap>


<akap>O tych podziemiach chodziły po mieście tylko głuche
wieści. Ludzie mówili, że ciągną się one milami wzdłuż
i w poprzek pod poziomem Druczy, lecz że nikomu dotychczas nie udało się znaleźć wejścia do tajemnych korytarzy. Przypadek chciał, że najniespodziewaniej w świecie wtargnęliśmy do podrzecznego błędnika<pe><slowo_obce>błędnik</slowo_obce> --- tu: labirynt.</pe>... Wnosząc
z długości drogi, już parę razy dotarliśmy z Andrzejem do
przeciwległego brzegu Druczy, by znów zawrócić ku środkowi koryta; chodnik wił się w tysiączne zygzaki, uskakiwał to w prawo, to w lewo, kluczył jak kaprys szaleńca.
Po półgodzinnej wędrówce zaczęliśmy schodzić po kamiennych schodach niemal prostopadle w dół, w jakiś głęboki,
wilgotny szyb. Po paru minutach znaleźliśmy się na poziomie. Tutaj Wierusz zatrzymał się.</akap>


<akap>Podniosłem w górę latarkę. Byliśmy u celu; mała,
kwadratowa przestrzeń, zamknięta zewsząd ścianami, nie
miała innego wyjścia prócz wąskiego szybu, którymśmy
się tutaj dostali. Dookoła, pod ścianami stały spiętrzone
beczułki, drewniane, mocno w żelazo okute paki, pęki skór
wyprawionych i postawy<pe><slowo_obce>postaw</slowo_obce> (daw.) --- jednostka miary powierzchni tkaniny.</pe> sukna. W powietrzu czuć było
okowitę, skisłe piwo i jucht.</akap>


<akap>Nagle, rzuciwszy okiem w kąt izbicy, zadrżałem. Na
tapczanie w niszy muru spoczywały rozciągnięte zwłoki
ludzkie; na wiązce słomy, w czapce rybackiej naciśniętej
nisko na czoło, leżał zesztywniały w skurczu śmierci mężczyzna. W oczach wywróconych białkami ku górze zastygł
strach. Z zapadniętej głęboko twarzy sterczały kości policzkowe ostro, niemiłosiernie, wyzywająco. Z półotwartych
ust wychylał się język długi, wąski, czarny jak węgiel...</akap>


<akap>Śmierć nastąpiła prawdopodobnie niedawno, bo trup nie
zdradzał jeszcze śladów rozkładu. Czy zginął z głodu?...
Chyba nie; na stołku obok tapczanu leżało pół bochenka
chleba spleśniałego już od wilgoci i stała miska z jarzyną. --- Więc może z uduszenia? Może zaszła tu jakaś straszliwa zbrodnia, ukryta bezpiecznie przed światem w tym
ponurym miejscu, jakich sześć metrów pod dnem rzeki?...</akap>


<akap>Zbliżyłem się do Andrzeja i lekko dmuchnąłem mu
między oczy. Obudził się i spojrzał przytomnie.</akap>


<akap_dialog>--- Odpocznij chwilę --- rzekłem, przysuwając mu stołek.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzeczywiście potrzebuję odpoczynku --- odpowiedział siadając. --- Trochę mnie to za silnie wyczerpało.
Gdzie jesteśmy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawdopodobnie parę metrów pod korytem Druczy.
Nie jesteśmy sami...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mamy towarzysza.</akap_dialog>


<akap>I puściłem snop czerwonego światła w kąt izby.</akap>


<akap_dialog>--- Jakiś uduszony rybak.</akap_dialog>


<akap>Wierusz porwał się z miejsca ku zwłokom.</akap>


<akap_dialog>--- To jest człowiek, którego szukamy --- zawołał, wlepiając w twarz leżącego swe głębokie, badawcze spojrzenie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niestety, człowiek ten nie żyje.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mylisz się, Jerzy! On tylko śpi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żartujesz.</akap_dialog>


<akap>I przyłożyłem ucho do piersi nędzarza.</akap>


<akap_dialog>--- To trup --- oświadczyłem po chwili. --- Serce ani
drgnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jednak mimo wszystko utrzymuję, że człowiek
ten nie umarł, lecz pogrążany jest od dłuższego już czasu,
może od miesięcy, może nawet od lat w śnie podobnym
do letargu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Masz zamiar go obudzić?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na razie nie leży to w mojej mocy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc może go stąd wynieść?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To by narobiło nam dużo kłopotu i sprawa mogłaby
nabrać niepożądanego rozgłosu. Lepiej zostawić go do czasu w tej kryjówce.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale w takim razie niczego się od niego nie dowiemy.
Jeżeli on rzeczywiście pozostaje w jakimś związku z Kamą...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na pewno tak, lecz wątpię bardzo, czy umiałby nam
coś o niej powiedzieć. Najprawdopodobniej człowiek ten
nigdy w życiu swym Kamy nie widział; przynajmniej
w stanie swym normalnym na jawie. O tym zaś, co obecnie przeżywa jego jaźń poza obrębem ciała, albo całkiem
zapomni po przebudzeniu, lub też wspomnienia będą tak
mętne i powikłane, że zamiast pomóc, utrudnią nam tylko
zadanie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W rezultacie zatem musimy czekać na zmianę stanu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Można ją wywołać sztucznie. Właśnie ten stan rzuca
ciekawe światło na całą sprawę. Kto wie, czy podejrzenia,
jakich nabrałem co do Kamy, nie zaczynają się tu realizować?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy nie podzielisz się ze mną swoimi przypuszczeniami?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na razie nie. Nie lubię wypowiadać głośno hipotez,
których nie mogę poprzeć bezpośrednim doświadczeniem.
Musisz się zdobyć na cierpliwość, Jerzy. Powrócimy tu niebawem, może za tydzień, gdy będę odpowiednio przygotowany. Teraz czas nam wracać; pora i tak bardzo spóźniona.</akap_dialog>


<akap>Spojrzał raz jeszcze na zesztywniały kształt ludzki,
dotknął palcem jego skroni i skierował kroki ku wyjściu.
Wyprzedziłem go, by rozświetlać drogę latarką. Szliśmy
szybko i pewnie, bo chodnik, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż.</pe> kręty, nie rozwidlał się
nigdzie. Jakież było moje zdumienie, gdy po dziesięciu minutach wyszliśmy po jakiejś pochylni na powierzchnię
ziemi w miejscu oddalonym od zaułków nadbrzeżnych
o kilka kilometrów... Nad nami świecił jasno księżyc, dookoła nas czerniły się krzaki jałowcu.</akap>


<akap_dialog>--- Rzecz dziwna --- odezwałem się pierwszy --- wchodziliśmy przez jakąś plugawą sień w jednym z nadrzecznych domów, wychodzimy zaś tą piwnicą o parę kilometrów na wschód, w czystym polu!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widocznie jest podwójne wejście.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widocznie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I to drugie bezpieczniejsze od tamtego, bo poza miastem i dobrze ukryte w chaszczach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzeczywiście. Jesteśmy otoczeni wkoło zwartym żywopłotem, przez który trzeba się będzie przemocą przedzierać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tu była wąska przesiecz --- odpowiedział Wierusz,
badając grunt pod nogami. --- Lecz zarosła już prawie zupełnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Znać<pe><slowo_obce>znać</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> od dawna już nikt nie używał tej ścieżki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niewątpliwie. Lecz może się jakoś tędy przebierzemy. Toruj drogę jako młodszy!</akap_dialog>


<akap>Wtargnąłem w gąszcz krzewów i wkrótce znaleźliśmy
się obaj na rozległym, trawą i zaroślami podszytym wygonie. O sto kroków od nas szumiała w ciszy nocnej
Drucz...</akap>





<naglowek_rozdzial>Przygotowania</naglowek_rozdzial>




<akap>Najbliższy tydzień upłynął niemal cały na przygotowaniach. Pracownia Wierusza wyglądała w tym czasie jak
średniowieczne laboratorium alchemika. Od rana do późnej nocy huczał ogień w Athanorze, perkotało w tyglach,
pieniły się szumami retorty. Andrzej, ubrany w skórzany
fartuch, z heksagramem na piersi, uwijał się jak nowożytny Paracelsus pomiędzy rozstawionymi garami, dziwacznego kształtu alembikami<pe><slowo_obce>alembik</slowo_obce> --- naczynie służące do destylacji cieczy.</pe> i słojami, mieszał jakieś płyny,
warzył, prażył, przecedzał. Trzy razy na dzień byłem
świadkiem ceremoniału ablucji. Wśród szeptu rytualnych
modlitw zmywał Wierusz ręce olejkiem z werweny, ruty
i wawrzynu. W godzinach przedpołudniowych okadzało się
pracownię mieszaniną z lauru, kamfory, żywicy, soli i siarki. Na stole suszyły się pęki ziół, napełniając wnętrze odurzającą wonią mięty, szałwii i barwinku. Wśród dymu kadzideł i alchemicznych zaklęć, ujętych w lapidarną łacinę,
przeglądał Andrzej szkatułę z tajemniczymi przyrządami;
z wnętrza połyskiwały glewie<pe><slowo_obce>glewia</slowo_obce> (daw.) --- klinga.</pe> szpad z napisami w alfabecie hermetycznym, lśniły chłodem stali brzeszczoty dag<pe><slowo_obce>daga</slowo_obce> (wł.) --- odmiana krótkiego sztyletu.</pe>,
sztyletów, złote i srebrne czasze z inkrustacjami w znaku
siedmiu planet, wyzierały pióra wielkich ptaków, różdżki
magiczne, fantastyczne trójzęby...</akap>


<akap>Odkładał jedne, oczyszczał z pyłu drugie, kombinował,
brakował<pe><slowo_obce>brakować</slowo_obce> (daw.) --- wybierać.</pe>, dobierał...</akap>


<akap>Któregoś dnia otworzył wielką orzechową szafę, pełną
rytualnych strojów.</akap>


<akap_dialog>--- Oto szata, którą powinien mieć na sobie mag przystępujący do dzieła w niedzielę --- rzekł wskazując na
pierwszy z brzegu strój barwy purpurowej. --- Głowę jego
zdobi w ten dzień tiara i złote naramiennice.</akap_dialog>


<akap>Ten biały, lamowany srebrem płaszcz z potrójnym naszyjnikiem z pereł, kryształu i selenitu, przeznaczony na
poniedziałek, tj. na dzień Księżyca; tiarę maga otacza wtedy wstążka z żółtego jedwabiu z monogramem Gabriela
w języku hebrajskim; naramiennice są srebrne.</akap>


<akap>A oto szata na wtorek, dzień Marsa. Ta właśnie będzie
nam potrzebna.</akap>


<akap>I zdjął z wieszadła fałdzisty płaszcz w kolorze ognistordzawym, ściągnięty w połowie pasem ze stali.</akap>


<akap_dialog>--- Znamienna barwa --- zauważyłem, oglądając strój.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Krwawa --- jak na Marsa przystało. Garnitur uzupełniają stalowe naramiennice i tiara opasana wstęgą z żelaza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Płaszcz ten przypomina mi trochę <slowo_obce>palium</slowo_obce><pe><slowo_obce>palium</slowo_obce> --- rzymski gruby płaszcz.</pe> rzymskich
Saliów, którzy w podobnym rynsztunku odprawiali wojownicze tańce --- <slowo_obce>tripudia</slowo_obce><pe><slowo_obce>tripudia</slowo_obce> (łac.) --- tańce wojenne oparte na trzech krokach.</pe> po ulicach Romy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nic dziwnego; płaszcz kapłanów Marsa służył tu za
wzór.</akap_dialog>


<akap>Zamknął szafę i przewiesiwszy płaszcz przez poręcz fotelu, wydobył z biurka zgrabny, łosiową skórą obity kufereczek.</akap>


<akap_dialog>--- A to co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Écrin magique</slowo_obce><pe><slowo_obce>écrin magique</slowo_obce> (fr.) --- magiczna szkatułka.</pe>. Nie wiem doprawdy, jak ci to przetłumaczyć na polski. Jest to jeden z tych specyficznie francuskich wyrazów, których przekład na inny język o rozpacz przyprawia pedantów dosłowności. --- <slowo_obce>Ecrin</slowo_obce> --- coś
w rodzaju skrzynki na klejnoty, uważasz?</akap_dialog>


<akap>I przekręcił kluczyk w zamku. Odskoczyło sprężynowe
denko, odsłaniając przepiękny, mieniący się barwami tęczy
zbiór sygnetów i pierścieni.</akap>


<akap_dialog>--- Ten ze złotą osadą --- wyjaśniał, wskazując kolejno
klejnoty --- z rubinem w licu zdobi rękę adepta w niedzielę.
Ten z chryzolitem i jego sąsiad z berylem sieją złoto-zielone
blaski w dzień Luny... Agat --- to kamień Merkurego; czerni się na palcu maga w środę. Szmaragd jest klejnotem
Jowisza i dlatego nosi go się na palcu w czwartek; czasem
może go wyręczyć sygnet szafirowy, gdy pora spokojna,
a dusza operatora w pełni równowagi. --- Władczyni piątku,
słodko uśmiechnięta Wenus, rozmiłowana jest w turkusie
i lapis-lazuli. Pierścień z onyksu przeznaczono na dzień
Sabatu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To znaczy na dzisiaj?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, lecz dzisiaj nie jestem jeszcze dostatecznie
przygotowany do podjęcia operacji.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Domyślam się, że przesunąłeś termin na wtorek; tak
przynajmniej każe wnioskować płaszcz marsowy, który wydobyłeś z szatni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zgadłeś. Teraz musimy dobrać odpowiadający mu
sygnet.</akap_dialog>


<akap>I włożył na palec ciemnofiołkowy, ujęty w skromną
stalową oprawę ametyst.</akap>


<akap>W czasie tych przygotowań byłem niemal nieodstępnym
towarzyszem Andrzeja. Po co mu właściwie potrzebną była moja obecność, do dziś dnia nie wiem. Bo ,,pomoc" moja
ograniczała się do paru błahych i drugorzędnych czynności, pozostających tylko w luźnym związku z tym, co zamierzał. Przypuszczam, że głównie chodziło mu o to, ażebym zajął się przez tych parę dni sprawami gospodarskimi, których nie chciał w tym czasie powierzać komu innemu; jedyny sługa, Grzegorz, który dotychczas spełniał
te funkcje, zniknął gdzieś z domu bez śladu.</akap>


<akap>Zrozumiawszy, że przyjaciel mój pragnie w tym czasie
zredukować stosunki z otoczeniem do minimum, chętnie
podjąłem się zadania, choćby ze względu na to, że to ja
właściwie wywołałem ten przewrót w trybie jego życia.
Mimo usiłowań i prób wydobycia od niego bliższych wyjaśnień co do istoty zamierzonej operacji magicznej, o której ciągle wspominał, nie zdołałem dowiedzieć się niczego
określonego. Wierusz zamknął się w sobie i milczał jak
grób, ilekroć starałem się wyciągnąć go na słowo.</akap>
<akap>Wreszcie w poniedziałek rano kazał mi zabrać się na
cały dzień z domu.</akap>


<akap_dialog>--- Wybacz, Jur --- usprawiedliwiał się --- że cię stąd
wypędzam, lecz w interesie ,,sprawy" muszę pozostać aż
do wieczora zupełnie sam. Potrzebuję skupienia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumiem i wynoszę się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale wieczorem, koło dziewiątej, musisz wrócić koniecznie! Pamiętaj! Do widzenia, Jur!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Do widzenia! Stawię się w słowie.</akap_dialog>


<akap>I wyszedłem.</akap>


<akap>Poranek był jasny, majowy. Od rzeki płynęła ledwo dostrzegalna srzeżoga<pe><slowo_obce>srzeżoga</slowo_obce> --- światło przeświecające przez mgłę a. dym.</pe> mgły, rozwodząc się nad miastem przejrzystym welonem. Na wiosennym niebie kąpały się w słońcu obłoki, płynął cicho wrażonym w południe ostrzem
klucz jaskółek. Nad bulwarami krążył dwupłatowiec, połyskując pod słońce białym podbrzuszem łodzi. Cygara fabrycznych kominów wypuszczały z gardzieli sznury dymów, długie, wlokące się równolegle do poziomu pióropusze-proporce. Grzbietem wzgórza za miastem od strony Zaklicza mknął na północ jakiś pociąg...</akap>


<akap>Nie wiadomo jak znalazłem się na wybrzeżu Druczy,
daleko poza miastem. Miejsce było puste, odludne. Przed
pięciu laty, gdy stał jeszcze most, roiło się tu od wozów,
koni i ludzi. Lecz od wiosny r. 1905, gdy kra uniosła środkowe przęsła, zamilkło życie w tej stronie. Nowy, żelazny
most zbudowany bliżej miasta porwał je za sobą ku centrum. Na miejscu dawnej komunikacji pozostały tylko
szczątki: betonowe podpory z tej i tamtej strony rzeki,
fragmenty sztab, kikuty obłęków; ze środka koryta wystawały jeszcze tu i tam resztki żelaziwa zżarte przez rdzę,
czerwone --- bliżej brzegów jeżyły się z dna stalowe kolce,
niebezpieczne dla łodzi porą nocną, zdradzieckie żeleźca,
podruzgotane na szczapy przyporniki, trójkątne kobylice.
W pewnej odległości od brzegu sterczał w mule rzecznym
na pół zasuty<pe><slowo_obce>zasuty</slowo_obce> (daw.) --- zasypany, tu: pokryty.</pe> już szlamem i wodnym chwastem bagier<pe><slowo_obce>bagier</slowo_obce> (daw.) --- pogłębiarka.</pe>,
który służył przed laty do pogłębiania koryta. Teraz popsuty, stał bezczynnie ogromny, rdzawoczarny, z ,,łyżką"
zasuniętą głęboko w piasek.</akap>


<akap>Dawniej była tu przystań dla łódek i promów, którymi
przeprawiano na drugą stronę rzeki skóry z miejskiej garbarni i spławiano drzewo z Zawiercia --- od czasu zawalenia
się mostu, gdy żegluga w tym pasie Druczy stała się ryzykowną, ustał ruch przewoźniczy, przesuwając się ku południowi. ,,Stara spławnia" wyglądała teraz jak podmiejska rupieciarnia zardzewiałego żelaziwa, wyszłych z obiegu
rzecznego przedmiotów, podziurawionych czółen, skołatanych wysługą lat szkut, korabi i flisów. Nikt teraz nie
zapuszczał się w to miejsce; każdy skwapliwie unikał
szczerzących się z dna grotów. Chyba kiedy niekiedy, nocami, przy blasku księżyca prześlizgiwał się tędy na łódce
śmiały przemytnik i mylił czujność nadrzecznych celników.</akap>


<akap>Na zboczu wybrzeża, w otoczeniu starych kryp, spoglądających ku niebu dziurami den, pośród stosów beczek,
baryłek i porwanych na strzępy więcierzy stała samotnie
jak wierzba w skrajnym polu rybacka chata. Domostwo
było nad wyraz nędzne: marna, zszyta byle jak z łodzich
spodów kleć<pe><slowo_obce>kleć</slowo_obce> --- tu: nieudolnie sklecony budynek.</pe>. Ze ściany wychodzącej na rzekę wyglądała na
świat kaprawym spojrzeniem brudna i opajęczona szyba
okna. Drzwi złatane ze spróchniałych burt czółna były zabite na głucho i podparte kamieniem. Znać mieszkaniec
porzucił swą sadybę na czas dłuższy.</akap>


<akap>Zajrzałem przez okno do wnętrza. Świeciło niemal zupełną pustką; pod ścianą ława, w kącie kupa sieci, zresztą
nic...</akap>


<akap>Poza mną odezwał się szelest kroków. Odwróciłem się
i ujrzałem przed sobą rybaka z wędką w ręce, przepasanego wpół torbą, w której trzepotało parę świeżo złowionych pstrągów.</akap>


<akap_dialog>--- Dzień dobry panu! --- pozdrowił uprzejmie, zdejmując ciapkę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dzień dobry! --- odparłem, odpowiadając na ukłon. ---
To pańska chata?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Broń Boże! To letnisko Jastronia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kolega po zawodzie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niby tak, niby nie. Nie słyszał pan dotychczas nic
o Jastroniu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Był to jeden z najtęższych w okolicy ,,szczurów wodnych".</akap_dialog>


<akap_dialog>--- ,,Szczur wodny" --- to niby rybak, co?</akap_dialog>


<akap>Nieznajomy przymknął filuternie<pe><slowo_obce>filuternie</slowo_obce> --- figlarnie, prowokująco.</pe> oko:</akap>


<akap_dialog>--- Tylko pewna osobliwa odmiana. W dzień robi usadkę na ryby, a nocami poluje na grubszego zwierza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hm --- chrząknąłem domyślnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rodzaj korsarza rzecznego, uważa pan, gatunek rabusia-pirata, który operuje na słodkich wodach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ho, ho! Kum Onufry Jastroń był sprytnym chłopcem! Zwłaszcza w ciemne, burzliwe noce umiał być bardzo
niebezpiecznym. Przed jego ,,Kleniem", sławną na Druczy
krypą, mieli mores przewoźnicy i spławiacze skór. Nic to
mu było niby to niechcący zahaczyć z tyłu bosakiem jaką
beczułę pełną okowity lub piwa, ściągnąć z tratwy zakrzywionym krukiem bal z suknem lub grypsnąć przemytnikowi pakę z tytoniem. Szczwany był lis i gracz nie
lada! Wszyscy wiedzieli, że rabuś, a nikt mu nie mógł
dowieść niczego! W tym właśnie cała sztuka, mospanie,
żeby się nie dać złapać na gorącym. Musiał mieć gdzieś
setną kryjówkę, bo w tej budzie ani w domu jego na mieście nigdy nic nie znaleziono. --- Lecz wszystko ma swój
koniec. Podobno i kuma Onufrego diabli wzięli.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to podobno?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No tak, właściwie nie wiadomo, co się z nim stało.
Dwa lata temu z górą, koło Zielonych Świątek, sczezł bez
śladu. Ja pierwszy to zauważyłem. Przechodzę, mospanie,
jednego rana wedle tej budy, patrzę: zabita na śmierć
bretnalami i przyparta na głucho. Myślę: Wyjechał na wyprawę w dalsze strony, w dół rzeki, czy co? Czekamy tydzień, dwa, miesiąc, rok --- Jastronia nie ma. Przepadł bez
śladu. Może go ta kto gdzie zaciukał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niewielka byłaby strata.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A juści, pewnikiem --- zaśmiał się rybak. --- Nosił
wilk owce, ponieśli i wilka. Ale mnie czas na targowicę;
ryba dobra, póki świeża. Do widzenia, panie!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Do widzenia! Szczęśliwego targu!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziękuję! --- odkrzyknął oddalając się wybrzeżem
ku miastu.</akap_dialog>


<akap>Usiadłem przed ,,letniskiem" na wywróconej dnem
beczce. Przede mną toczyła burzliwe nurty Drucz, przerzucając się grzywami fal przez szczęty mostu. Zapatrzony w ruch wody myślałem o Jastroniu. Nazwisko tego
,,szczura" wraziło mi się głęboko w pamięć. To, co usłyszałem z ust rybaka, budziło pewne podejrzenia. Mimo
woli nasunął się domysł, czy przypadkiem nie wpadłem
na trop człowieka, którego znaleźliśmy z Wieruszem w podziemiach. Może on właśnie był zaginionym od dwu lat
Jastroniem? Stosy pak z towarami, poustawiane wzdłuż
ścian kryjówki, umocniły mnie w tym przypuszczeniu. Według wszelkiego prawdopodobieństwa wytropiliśmy podziemną norę ,,szczura wodnego", który tutaj gromadził od
lat swą zdobycz. Tylko jedna okoliczność zdawała się przemawiać przeciw tej hipotezie. Według tego, co utrzymywał rybak, należało przyjąć, że stan, w jakim zastaliśmy
Jastronia, trwał już od lat dwu. Czy to możliwe? Tu przypomniałem sobie, że Andrzej nie wykluczał czegoś podobnego. Owszem, pamiętam, jak energicznie odrzucił
moją supozycję co do rzekomej śmierci nieznajomego
mężczyzny, twierdząc z uporem, że nie umarł, lecz że
jest pogrążony w śnie podobnym do letargu może od
miesięcy lub nawet lat. W każdym razie postanowiłem
mu rzecz całą zakomunikować. Kto wie, czy mu się ta
wiadomość na co nie przyda i jakie z niej wyciągnie
wnioski?</akap>


<akap>Na razie jednak musiałem czekać. Godzina była jeszcze wczesna i nie mogłem wbrew woli Wierusza niepokoić go przed czasem. Lecz dzień dłużył mi się okropnie.
Po parogodzinnej przechadzce po wybrzeżu zjadłem obiad,
wypaliłem całą stertę papierosów i nie mogąc doczekać się
wieczora, poszedłem do teatru na przedstawienie popołudniowe. <begin id="b1407280298948-1553374548"/><motyw id="m1407280298948-1553374548">Śmiech</motyw>Grano jakąś głupią, jak zresztą przeważnie u nas,
komedię pełną ,,aktualnych" aluzji politycznych. Publika,
zachwycona tanim dowcipem i płytkim humorem ulubionego autora, wybuchała regularnie co parę minut szerokim, homeryckim śmiechem, który podobno jest zdrowy,
bo pomaga przy trawieniu i utwierdza w zwierzęcym błogostanie.<end id="e1407280298948-1553374548"/> Ponieważ polityka i wszelka ,,aktualność" mierżą
mnie kaducznie<pe><slowo_obce>kaducznie</slowo_obce> (daw.) --- diabelnie.</pe> i odczuwam żywiołowy wstręt do wszystkiego, co ,,ich jest" i z nich się wywodzi, przeto opuściłem
,,świątynię sztuki" już w połowie aktu drugiego zły i diabelnie znudzony. Resztę czasu postanowiłem dobić w kawiarni ,,Nad Druczą". Trafił się partner do szachów
i wkrótce zagłębiliśmy się obaj po uszy w arkanach gry.
Ani się nie spostrzegłem, jak minęło parę godzin i zbliżała
się dziewiąta. Zakończywszy zwycięsko czwartą z rzędu
partię, pożegnałem się i wyszedłem. W dziesięć minut potem byłem już u Wierusza.</akap>


<akap>Wiadomość o Jastroniu przyjął z zainteresowaniem.</akap>


<akap_dialog>--- Przypuszczenie twoje --- rzekł --- ma dużo cech prawdopodobieństwa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy tylko możliwym jest, by letarg trwał tak długo?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego nie? Fakirzy Wschodu dają się zakopywać
do ziemi na okres paru lat.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy przypuszczasz, że Jastroń popadł w swój dziwny sen dobrowolnie, czy też bez jego wiedzy i woli uśpił go
ktoś inny?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przypuszczam raczej, że owa szczególna śpiączka,
w której trwa do chwili obecnej, napadła go nagle, znienacka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zatem przyczyna tkwiłaby w nim samym, w jego
ustroju psychofizycznym?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak się domyślam.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W każdym razie objaw niezwykły u człowieka tego
typu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mnie zaś nie wydaje się to niezwykłym u osobnika
tego pokroju. Przeciwnie --- ludzie typu Jastronia może
łatwiej ulegają podobnym anomaliom niż zwykłe, ,,porządne" przeciętniaki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo częściej przechodzą po nich burze namiętności,
które wstrząsając potężnie ich ustrojem, wywołują w następstwie anormalne stany.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zatem według ciebie Jastroń zapadł w sen pod
wpływem silnego wstrząsu nerwowego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeśli nie wstrząsu, który może tu jest wyrażeniem
za silnym, to w każdym razie pod wpływem chwilowego
napięcia nerwowego.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1407280388927-381716937"/><motyw id="m1407280388927-381716937">Zbrodnia, Sen</motyw>--- Co? Ten ,,szczur", ten rzezimieszek?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto wie, czy w tym człowieku nie drzemią gorsze,
stokroć mocniejsze namiętności? Kto nam zaręczy, czy na
parę godzin przed zaśnięciem nie nosił się z zamiarem popełnienia zbrodni?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Słyszałem coś o tym. Zaobserwowano podobno, że
zbrodniarze po dokonaniu czynu zapadają nieraz w głęboki sen, trwający bez przerwy kilkanaście godzin. Przyczyna leży zdaje się w wyczerpaniu nerwowym.</akap_dialog>



<akap>--- To samo może mieć miejsce i <wyroznienie>przed</wyroznienie> spełnieniem zbrodni; decyzja, ów skok na ślepo w otchłań złoczynu, też
musi wyczerpywać ogromnie. Organizm wysilony walką,
która go poprzedza, szuka pokrzepienia w śnie --- szuka
tym skwapliwiej, że stoi u progu ponurych ziszczeń i potrzebuje sił...<end id="e1407280388927-381716937"/></akap>


<akap_dialog>--- I zapada w sen...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Który ze zwykłego może w podobnych okolicznościach zamienić się na stan letargiczny, podobny do
transu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy grozi mu wskutek tego jakie niebezpieczeństwo?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, o ile go żywcem nie pogrzebią, lecz pozostawią
w spokoju aż do chwili przebudzenia się. Niestety, nieraz
zachodzą tu straszliwe pomyłki. Może się też zdarzyć, że
dusza śpiącego nigdy już w ciało nie powróci.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrowolnie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z własnej woli lub wskutek tego, że jakaś inna monada<pe><slowo_obce>monada</slowo_obce> (gr.) --- podstawowa substancja duchowa, z definicji niezależna od wpływów otaczającej rzeczywistości (pojęcie z filozofii G. W. Leibnitza).</pe> duchowa spragniona inkarnacji skorzysta z nieobecności właściciela i wkradnie się w opuszczone chwilowo przezeń ciało.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wtedy chyba następuje przebudzenie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oczywiście, lecz z cudzą jaźnią. Budzi się całkiem
nowy, obcy otoczeniu człowiek, tylko wyglądem fizycznym
podobny do tamtego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To są szalone hipotezy!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, mój kochany, to są fakta --- rzadkie wprawdzie, ale fakta.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lecz o Jastronia możemy być spokojni; samiśmy się
przekonali naocznie, że nikt dotychczas nie złakomił się na
jego marną cielesną powłokę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na ciało fizyczne nie, ale kto wie, czy nie na jego
astral<pe><slowo_obce>astral</slowo_obce> (łac.) --- wg spirytystów eteryczne ciało ożywiające organizm fizyczny i wiążące duszę z ciałem.</pe>, na ten eteryczny łącznik między duszą a ciałem,
który hinduska joga określa terminem Linga Sharira?...
Z tej fluidycznej protoplazmy może Duch utworzyć sobie
<wyroznienie>dowolną</wyroznienie> postać, nadając jej łudzące pozory ciała fizycznego. Czy byłeś kiedy świadkiem materializacji mediumicznej?</akap_dialog>


<akap>Zanim zdołałem odpowiedzieć, usłyszeliśmy trzykrotne
uderzenie w drzwi od korytarza. Wierusz popatrzył na
mnie:</akap>


<akap_dialog>--- Kto to być może teraz, o tej godzinie?</akap_dialog>


<akap>Pukanie powtórzyło się.</akap>


<akap_dialog>--- Proszę --- odpowiedział Andrzej z niechęcią.</akap_dialog>


<akap>Wszedł mężczyzna imponującej postawy, rosły, barczysty, wytworny w ruchach. Rzuciwszy na mnie przelotne
spojrzenie, skupił całą swą uwagę na Wieruszu.</akap>



<akap_dialog>--- O ile się nie mylę --- rzekł powoli, z akcentem jakby
cudzoziemskim --- mam zaszczyt rozmawiać z panem tego
domu?</akap_dialog>


<akap>Wierusz powstał z krzesła:</akap>


<akap_dialog>--- Tak. Z kim mam przyjemność?</akap_dialog>


<akap>Nieznajomy uśmiechnął się dziwnie.</akap>


<akap_dialog>--- Przyjemność wątpliwego rodzaju. Mniejsza o moje
nazwisko. Ja pańskiego również nie znam i znać nie chcę.
Są sytuacje w życiu, w których te towarzyskie dodatki winny odpaść. Przychodzę tu jak człowiek do człowieka w chwili wyjątkowej. Sądzę, że <wyroznienie>panu</wyroznienie> tego nie potrzebuję tłumaczyć. Musisz być rzeczywiście jednostką niezwykłą, jeśli zdecydowałem się na ten krok wobec pana.</akap_dialog>


<akap>Słowa gościa widocznie podziałały silnie na Andrzeja,
bo twarz jego dotychczas roztargniona i niechętna nabrała wyrazu skupienia.</akap>


<akap_dialog>--- Proszę --- wskazał mu krzesło --- może pan zechce
zająć miejsce?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziękuję --- nie zabiorę panu dużo czasu; załatwię
sprawę w kilku słowach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Słucham pana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przychodzę <wyroznienie>przebaczyć</wyroznienie> panu krzywdę, jaka
wkrótce ma mnie spotkać z pańskiej strony.</akap_dialog>


<akap>Wierusz drgnął.</akap>


<akap_dialog>--- Krzywdę? --- powtórzył jak przez sen. --- Jaką
krzywdę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szczegółów nie znam. Pchany nieznaną siłą, przyszedłem to panu powiedzieć. Cokolwiek się zdarzy, <wyroznienie>przebaczam</wyroznienie> panu. Znać porządek moralny świata wymaga
tego ode mnie. Może nieszczęście, które wkrótce, może dziś
jeszcze, ma mnie dosięgnąć z pańskiej przyczyny, jest ekspiacją<pe><slowo_obce>ekspiacja</slowo_obce> --- zadośćuczynienie.</pe> mych win... Moich wielkich, ciężkich win --- dodał
ciszej, pochylając głowę.</akap_dialog>


<akap>Wierusz blady jak płótno wyszeptał głosem głęboko
wzruszonym:</akap>


<akap_dialog>--- Dziękuję panu.</akap_dialog>


<akap>Gość wyciągnął doń rękę:</akap>


<akap_dialog>--- Żegnaj mi!</akap_dialog>


<akap>Uścisnęli się w milczeniu. Po chwili znów pozostaliśmy samowtór<pe><slowo_obce>samowtór</slowo_obce> (daw.) --- we dwójkę.</pe> z Andrzejem.</akap>


<akap>Przyjaciel mój zamyślony i smutny przemierzał pokój
nerwowymi krokami; chmura bólu osiadła na jego zwykle
pogodnym, olimpijskim czole.</akap>


<akap>Usiłowałem rzecz obrócić w żart.</akap>


<akap_dialog>--- To jakiś wariat --- ośmieliłem się na lekkomyślną
uwagę.</akap_dialog>


<akap>Spojrzał na mnie poważnie, prawie surowo. Więc zmieszałem się i zamilkłem...</akap>





<naglowek_rozdzial>Zaklęcie Czterech</naglowek_rozdzial>




<akap>Zastaliśmy go w pozycji sprzed tygodnia; tylko policzki
śpiącego zapadły się głębiej i ciało stało się podobniejsze
do wyschłej drzazgi.</akap>


<akap>Zaświeciłem na sklepieniu trzy lampy z oliwą i łagodne
światło rozlało się po wnętrzu. Wierusz rozpakował tobół,
przyniesiony przez nas we dwójkę z Parkowej do podziemnej kryjówki. Zaczęliśmy wyjmować przybory i rozstawiać na pakach pod ścianami. Andrzej podał mi srebrną
kadzielnicę i polecił napełnić łódkę mieszaniną wawrzynu,
soli i żywicy. Sam wdział szatę barwy hematytu<pe><slowo_obce>hematyt</slowo_obce> --- minerał zawierający duże ilości rudy żelaza.</pe> ściągniętą w połowie pasem ze stali, zamknął w zatrzaski powyżej łokcia spinki żelaznych naramiennic i nałożył na
głowę wieniec z ruty i lauru.</akap>


<akap>Wręczyłem mu dymiącą kadzielnicę. Zawahał nią parę
razy, zwracając się na wszystkie cztery strony świata.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Tibi sunt Malchut et Geburah et Chesed per aeonas</slowo_obce><pe><slowo_obce>Tibi sunt Malchut et Geburah et Chesed per aeonas!</slowo_obce> (łac.) --- Niech przez eony staną na twoje usługi Malchut i Geburah i Chesed.</pe>! --- szeptały usta sakramentalne słowa rytuału.</akap_dialog>


<akap>Wśród kłębów żywicznego dymu postać maga zda się
urosła do nieludzkich kształtów i uniosła się w górę.</akap>


<akap_dialog>--- Michael, Gabriel, Rafael, Anael!</akap_dialog>


<akap>Odłożył kadzielnicę i rozpuszczoną na płyn minią z węglem zakreślił na ziemi szerokie, czerwone koło. Na jego
obwodzie w czterech punktach, odpowiadających stronom
świata, pojawiły się wizerunki: nietoperza z napisem: Berkaial, czaszki ludzkiej z dewizą: Amasarac, wolich rogów
z tajemniczym wyrazem Asaradec i kociej głowy w znaku
Akibeec. Potem wpisał w koło kabalistyczny trójkąt, w którego wierzchołku umieścił wysoki, miedziany trójnóg z naczyniem kształtu wazy. Naprzeciw, w środku koła stanął
ołtarz z muszlą na kadzidła.</akap>


<akap_dialog>--- Przygotowania skończone --- rzekł, wstępując w obręb
koła. --- Stań tu za mną po prawej stronie i cokolwiek
ujrzysz, nie ruszaj się z miejsca! Nie wolno ci wychodzić
ani na krok poza obwód czarnokręgu! Gdybyś z jakiegokolwiek powodu to uczynił, nie ręczę za następstwa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zastosuję się do twej rady --- odpowiedziałem, zajmując wskazane mi miejsce u dolnego węgła trójkąta.</akap_dialog>


<akap>Na chwilę zapadło milczenie. Wierusz stał nieruchomo
w środku rozstępu między ołtarzem a trójnogiem i wyciągnąwszy poziomo ręce, z przymkniętymi oczyma, trwał
w skupieniu modlitwy. Przyćmione światło lamp u stropu
padało na twarz jego wychudłą, ascetyczną, ześlizgiwało
się po kamieniach pektorału<pe><slowo_obce>pektorał</slowo_obce> --- ozdobny napierśnik noszony przez żydowskich arcykapłanów.</pe>, grało na siedmiu metalach
magicznego heksagramu. A tam, w półcieniu niszy, na drewnianej pryczy rysował się sztywny kształt człowieka ---
dziwny kształt-zagadka...</akap>


<akap>Wtem Andrzej ocknął się. Zanurzył rękę strojną w sygnet z ametystu w skórzany worek u pasa i wydobywszy
szczyptę kadzideł, rzucił ją w żar węgli jarzących się
w muszli ołtarza. Buchnął płomień, uniosły się dymy;
w powietrzu zapachniało mirrą i werweną. Mag sięgnął
po czarkę ze sproszkowaną strzyżą ziół, przechylił naczynie
nad konchą trójnoga zaklęć i wysypał treść... Gęsty, szaro-żółty kłąb uniósł się z magicznego trypodu<pe><slowo_obce>trypod</slowo_obce> (z gr.) --- trójnóg.</pe> i zawisł pod
sklepieniem; uczułem woń szaleju, lulka i mandragory...</akap>


<akap>Andrzej chwycił lewą rękojeść sztyletu, równocześnie
ujmując w palce prawej ręki pantakl płomiennego pentagramu, symbolu władzy nad żywiołami.</akap>



<akap_dialog>--- <slowo_obce>Caput mortuum</slowo_obce>!<pa><slowo_obce>Caput mortuum...</slowo_obce> (łac.) --- Martwa głowo! Niechaj ci rozkaże Pan przez żywego i poświęconego węża!... Cherubie! Niechaj ci rozkaże Pan przez Adama-Jotchavah! Orle błędny! Niech ci rozkaże Pan przez skrzydła Byka!..
Wężu! Niech ci rozkaże Pan w znaku tetragramu przez anioła i lwa! Michale! Gabrielu! Rafaelu! Anaelu! Niechaj spłynie wilgoć przez ducha Eloim. --- Niechaj trwa susza ziemi przez Adama-Jotchavahl --- Niech się stanie przeźrocze
niebios przez Jahve-Zebaoth. --- Niech się stanie sąd przez ogień w mocy Michała!</pa> --- rozkazał mocnym głosem, skierowując dwa rogi pięcioramiennej gwiazdy ku trójnogowi. --- <slowo_obce>Imperet tibi Dominus per vivum et devotum serpentem</slowo_obce>...</akap_dialog>


<dlugi_cytat><akap><slowo_obce>Cherub! Imperet tibi Dominus per Adam-Jotchavah</slowo_obce>!...</akap>


<akap><slowo_obce>Aquila errans! Imperet tibi Dominus per alas Tauri</slowo_obce>!..</akap>


<akap><slowo_obce>Serpens! Imperet tibi Dominus tetragrammaton per
angelum et leonem</slowo_obce>!...</akap>


<akap><slowo_obce>Michael, Gabriel, Rafael, Anael</slowo_obce>!</akap>


<akap><slowo_obce>Fluat <wyroznienie>Udor</wyroznienie> per spiritum Eloim</slowo_obce>!</akap>


<akap><slowo_obce>Maneat terra per Adam-Jotchavah</slowo_obce>!</akap>


<akap><slowo_obce>Fiat firmamentum per Jahve-Zebaoth</slowo_obce>!</akap>


<akap><slowo_obce>Fiat iudicium per ignem in virtute Michael</slowo_obce>!...</akap></dlugi_cytat>


<akap>Przerwał i oczyma wzniesionymi ku sklepieniu śledził
ruch dymów... Wysnuwały się leniwo podwójną kolumną
z ołtarza i trójnoga i łączyły się pod stropem w kształt
łuku...</akap>


<akap>Wierusz zatknął sztylet za pas i biorąc po kolei czarę
pełną wody, trójząb Paracelsa, pióro orle i szpadę, tak kończył formułę zaklęcia:</akap>


<akap_dialog>--- Aniele o oczach zamarłych, posłuchaj mnie lub odpłyń z tą świętą wodą!</akap_dialog>


<akap>Wężu ruchliwy, przepełznij do mych stóp lub bądź
dręczony ogniem świętym i ulotnij się wraz z wonnościami, które tutaj spalam!</akap>





<akap>Orle spętany, usłuchaj tego znaku lub cofnij się przed
tym podmuchem!</akap>


<akap>Byku skrzydlaty, pracuj lub powróć na ziemię, jeśli
nie chcesz, abym cię przekłuł tą szpadą!...</akap>


<akap>Niechaj <wyroznienie>woda</wyroznienie> powróci do wody, <wyroznienie>ogień</wyroznienie> niechaj
płonie, <wyroznienie>powietrze</wyroznienie> wiruje, niechaj <wyroznienie>ziemia</wyroznienie> padnie
na ziemię przez moc pentagramu i w imię tetragramu<pe><slowo_obce>tetragram</slowo_obce> (gr.: czteroliterowiec) --- określenie  imienia własnego Boga w Biblii, jako zapisywanego czterema literami hebrajskimi: JWHH.</pe>
wpisanego w środek świetlistego krzyża!...</akap>


<akap>Dymy drgnęły, zakołysały się, skłębiły... Z łuku arkady
wydzieliła się przeźrocza jak tiul kurtyna i stoczywszy się
w dół, odcięła niszę od reszty podziemia. Za nią poszła
druga, trzecia, czwarta... Zasunęły się kolejno poza siebie
warstwami, aż utworzyła się z nich gęsta, mlecznobiała
zasłona, poza którą znikła wnęka z tapczanem i leżący na
nim człowiek.</akap>


<akap>Mag dmuchnął na powierzchnię wody w czarze, wsypał
dwie szczypty soli i zanurzywszy w roztworze pęk gałązek
jesionu, barwinku i szałwii, pokropił nim ołtarz wśród
szeptu słów rytuału:</akap>


<akap_dialog>--- Niech od tej soli oddalą się stwory żywiołu, by była
solą niebiańską, by zachowała dusze i ciała nasze od wszelkiej zmazy i zepsucia i użyczyła nadziei naszej skrzydeł
do lotu.</akap_dialog>


<akap>Potem, wytrząsając w czaszę resztki popiołu z kadzielnicy, mówił słowa poświęcenia:</akap>


<akap_dialog>--- Niechaj popiół ten wróci do źródła wód żywych
i zapłodni sobą ziemię, by wydała drzewo żywota.</akap_dialog>


<akap>Włożył w naczynie kopystkę z jaspisu i zamieszał. A gdy
sól i popiół zaczęły się łączyć w wodzie, wypłynął z ust
cytatora rozkaz:</akap>


<akap_dialog>--- W soli mądrości wieczystej, w wodzie odrodzenia
i w popiołach rodzących ziemię nową niech się wszystko
stanie w imię Gabriela, Rafaela i Uriela!</akap_dialog>


<akap>Zamilkł i wpatrywał się w kotarę z dymów. A po niej
pod siłą jego wejrzenia zaczęły przebiegać fałdy dreszczy.</akap>


<akap>Wtedy czyniąc w powietrzu znak czarą, zawołał donośnie:</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Exorciso te, creatura aquae, ut sis mihi speculum Dei vivi in operibus Eius et fons vitae et ablutio
peccatorum! Amen</slowo_obce><pa><slowo_obce>Exorciso te...</slowo_obce> (łac.) --- Zaklinam cię, tworze wody, byś
był mi zwierciadłem Boga żywego w dziełach Jego, źródłem życia i obmyciem się z grzechów!</pa>.
</akap_dialog>


<akap>Ruślanie morza, królu straszliwy wody, który dzierżysz
klucze opustów niebieskich, władco potopu i ulew wiosennych, stróżu źródeł i fontann, wzywam cię!...</akap>


<akap>Zakotłowało w oponie dymów: jednolita, szarobiała
ściana podzieliła się, rozpadła i przeszła w kontur człeko-zwierza. Stwór, chwiejąc olbrzymim łbem, z którego spływały strzępy morszczyny i wodoziela, wlepił w cytującego
spojrzenie pełne niechęci:</akap>


<akap_dialog>--- Czego chcesz ode mnie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeżeliś ty lub który z podwładnych ci wodników,
spragniony kształtu widomego, skorzystał ze snu tego człowieka i przywłaszczył sobie jego mumię<pa><slowo_obce>mumia</slowo_obce> --- Tutaj tyle co: ciało astralne, czyli Linga Sharira (termin Parascelsa).</pa> --- rozkazuję
w imię pentagramu <wyroznienie>zwrócić mu ją</wyroznienie> natychmiast!</akap_dialog>


<akap>Na twarzy widma zaigrał złośliwy uśmiech. Wodnik
spojrzał zezem w stronę wnęki, uderzył się parę razy po
brzuchu płetwiastym ogonem i rozpłynął w bezkształt
dymu.</akap>


<akap_dialog>--- Więc to żaden z nich --- rzekł Andrzej, patrząc na
mnie. --- Przejdźmy do ich czerwonych antagonistów!</akap_dialog>


<akap>I rzuciwszy w konchę trójnoga kadzidło, żywicę, kamforę i siarkę, po trzykroć zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Dżin! Samael! Anael!</akap_dialog>


<akap>Następnie uczyniwszy w powietrzu znak trójzębem Paracelsa, powtórzył rozkaz dobitniej:</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Esorciso igitur te, creatura ignis, per pentagrammaton et in nomine tetragrammaton in quibus sunt
voluntas firma et fides recta. Amen</slowo_obce><pa><slowo_obce>Exorciso igitur...</slowo_obce> (łac.) --- Zaklinam cię tedy, tworze ognia, przez znak pentagramu i w imię tetragramu, w których jest wola mocna i wiara prawa. Amen.</pa>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Perkunie, panie ognia i władyko jaszczuro-salamander, włodarzu gór lawą ziejących i gromów, ukaż mi się
w twej własnej postaci lub w kształcie jednego z tworów
ci podwładnych! Duchu <wyroznienie>ognia</wyroznienie>, wzywam cię!</akap_dialog>


<akap>Rozległ się huk niszczącego żywiołu i nagle cała wnęka
napełniła się płomieniami.</akap>


<akap_dialog>--- Dżin! Samael! Anael! --- grzmiał wśród szelestu czerwonych jęzorów głos maga.</akap_dialog>


<akap>Na tle ognistej powodzi zarysowała się postać nagiej,
rudowłosej kobiety ze znamieniem jaszczurki na biodrze
prawym.</akap>


<akap_dialog>--- Kamo! --- krzyknąłem rzucając się ku płomiennej
kochance.</akap_dialog>


<akap>Lecz w drodze zatrzymało mnie stalowe ramię Andrzeja:</akap>


<akap_dialog>--- Ani kroku dalej!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kamo-Salamandro! --- usłyszałem dominujący nad
hukiem ognia jego głos. --- Czyń moją wolę! Otoć rozkazuję w imię pentagramu zwrócić śpiącemu jego własność...</akap_dialog>


<akap>Kama wlepiła weń spojrzenie zionące gniewem i nienawiścią. Z ust purpurowych wyszedł jęk bólu i skargi.
Znamię jaszczurcze na biodrze jej ożyło i zaczęło się potwornie rozrastać. Z łona wywiązał się fluidyczny sznur-pępowina i wąskim smoczkiem sięgnął ku piersiom śpiącego. I oto w miarę jak jaszczurka prawem szczególnej
absorpcji zajmowała sobą coraz to większą powierzchnię
ciała Kamy, zewłok człowieka na tapczanie zdradzał coraz
wyraźniejsze objawy życia. Zapadłe policzki zabarwiły się
koralem krwi, znikła martwota członków i klatka piersiowa zaczęła wykonywać miarowe ruchy... Nagle, gdy już
salamandra wchłonęła w siebie całą postać Kamy i zajęła
niepodzielnie jej miejsce wśród skrętów ognia, śpiący obudził się...</akap>


<akap>W tejże chwili zgasły płomienie i wizja potwornej jaszczurki, a przebudzony, otworzywszy zdumiałe oczy, zerwał się z barłogu i nie zwracając uwagi na nas, wypadł
jak opętany przez czeluść otworu w głąb galerii.</akap>


<akap_dialog>--- Za nim! --- krzyknął Wierusz, zrzucając płaszcz maga na dogasający już ołtarz. --- Za nim! Nie mamy ani
chwili czasu do stracenia!</akap_dialog>


<akap>I obaj wybiegliśmy z kagankami w korytarze podziemia.</akap>


<akap>Pościg trwał długo, gdyż Jastroń obrał drogę dalszą,
docierając chodnikami aż do domów rybackich nad brzegiem, w dolnej części miasta. W końcu zaświtał przed nami
wylot sieni. Stąd pędziliśmy już na powierzchni ziemi.
Jastroń wyprzedził nas spory kawał i wciąż mieliśmy go
przed sobą w znacznej odległości. Tak minęliśmy nadbrzeżne zaułki i skręciliśmy w uliczkę Św. Floriana. Jastroń zmierzał w stronę mostu...</akap>


<akap>Na świecie tymczasem zapadł już zmrok. Mdłe<pe><slowo_obce>mdły</slowo_obce> (daw.) --- słaby.</pe> błyski
latarń przyrzecznych rozświetlały drogę skąpo i niedokładnie. Musiał spaść niedawno deszcz, bo parę razy zapadliśmy po kostki w bajury, drzemiące po wykrotach ulic. Nareszcie zalśnił w blasku wieczystej lampki kask świętego
Centuriona<pe><slowo_obce>święty Centurion</slowo_obce> --- św. Florian, sprawujący funkcję centuriona (oficera) w armii rzymskiej.</pe> u przyczółka mostu. Postać zbiega czerniała
przed nami wyraźnie na środku mostu, w odległości niespełna 300 metrów. Z przeciwnej strony, zza rzeki, nadchodził wolnym krokiem jakiś mężczyzna...</akap>


<akap>Niespodziewanie, dziko, znienacka, w chwili gdy się
nawzajem mijali w połowie mostu, Jastroń jak rozjuszony
żbik rzucił się nań, zatapiając mu szpony palców pod
szyję. Nieznajomy na próżno usiłował otrząsnąć się z napastnika; pazury, które wbiły mu się w ciało, zdały się być
ze stali. Walka trwała zaledwie parę sekund. Zanim zdołaliśmy przyjść z pomocą, nieszczęśliwy uległ. Z siłą, jakiej nikt by się nie domyślił w wątłym, wyschłym na szkielet ciele tego człowieka, dźwignął Jastroń swą ofiarę na
barki, poniósł ją parę kroków ku balustradzie ochronnej
mostu i tu jednym pchnięciem ramion zrzucił w nurty Druczy. Po dokonaniu czynu chwilę jeszcze stał przechylony
przez parapet, jakby badając toczące się spodem fale; dopiero na odgłos naszych kroków ocknął się i lotem strzały
pomknął w kierunku przeciwnym, za rzekę. Dalszy pościg był bezcelowy. Raczej należało wyłowić ciało nieznajomego.</akap>


<akap>Odwiązaliśmy łódkę stojącą u brzegu i rozświecając
rzekę kagankami, rozpoczęliśmy poszukiwania. Wkrótce
pod jedną z arkad mostowych zamajaczyły zwłoki ofiary.
Podpłynęliśmy i przy pomocy osęków<pe><slowo_obce>osęk</slowo_obce> --- tu: bosak, drąg zakończony ostrzem i hakiem.</pe> udało nam się wciągnąć ciało do łódki.</akap>


<akap>Wierusz, skierowawszy światło na twarz nieszczęśliwego, wydał stłumiony okrzyk. Człowiekiem uduszonym przez
Jastronia był ten sam wysoki, barczysty mężczyzna, który
dnia poprzedniego wieczorem przyszedł do mego przyjaciela ze słowem przebaczenia...</akap>





<naglowek_rozdzial>W ,,Gospodzie pod Miętusem"</naglowek_rozdzial>




<akap>Śmierć barona de Castro, którego zwłoki znaleziono
w nurtach Druczy, wywołała w mieście niebywałą sensację. Bogaty cudzoziemiec, zamieszkały w tych stronach od
kilku lat, nie cieszył się zbyt pochlebną reputacją. Było
rzeczą powszechnie wiadomą, że baron prowadził życie rozwiązłe i wyuzdane. Toteż zgon jego nagły i tajemniczy dał
pochop<pe><slowo_obce>dał pochop</slowo_obce> (daw.) --- sens: stworzył okazję, skłonił.</pe> do najrozmaitszych komentarzy. Ponieważ badania
lekarskie stwierdziły ślady uduszenia, przeto sprawą tą
zajął się sąd. Lecz dochodzenia spełzły na niczym: sprawcy
mordu nie wykryto. Jakkolwiek ewentualne zeznania moje
i Andrzeja byłyby niewtąpliwie przyczyniły się do rozwikłania mglistej afery, żaden z nas nie zgłosił się u sędziego śledczego. Pogląd Wierusza na tę zbrodnię nie pozwalał nam występować w roli świadków i pomagać sprawiedliwości. Dlatego postanowiliśmy pozostawić swobodny
bieg wypadkom i zdać się na wolę losu.</akap>


<akap_dialog>--- W gruncie rzeczy --- tłumaczył mi Andrzej, widząc
me skrupuły i wątpliwości --- złoczyńca zawinił tu poniekąd tylko w części.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pełnia winy może być tylko tam, gdzie istnieje premedytacja.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No tak. Ale jeżeli on powziął decyzję w ostatniej
chwili, np. w celach rabunkowych? Powierzchowność ofiary mogła wzbudzić w mordercy pewne w tym kierunku
nadzieje...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie stwierdzono ani śladu czegoś podobnego. Przy
uduszonym znaleziono portfel z czekiem opiewającym na
milion kilkaset tysięcy gotówki. Niczego nie tknięto. Nie
brakowało nawet zegarka złotego z łańcuszkiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zatem chyba zemsta?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Skądże znów to przypuszczenie? Baron i ten pospolity szczur rzeczny mieli na to za mało powierzchni zetknięcia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A więc?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przypuszczam, że morderca spełniał akt w stanie na
pół przytomnym. Równie dobrze byłby udusił ciebie lub
mnie, gdyby którego z nas spotkał wtedy na <wyroznienie>moście</wyroznienie>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to dlaczego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Realizował prawdopodobnie tylko ostatnią swą myśl,
z którą zasnął przed dwoma laty.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zatem przypuszczasz, że nosił się z zamiarem zamordowania kogoś w wigilię swego fatalnego zaśnięcia?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. I to zamordowania kogoś, kto miał przechodzić w pewnej oznaczonej porze przez most Św. Floriana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szczególny domysł! W takim razie de Castro zginął
całkiem przypadkowo?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naturalnie. Zbrodnia Jastronia jest tylko spóźnioną
realizacją zamiaru powziętego mniej więcej przed dwoma
laty, a dziwny stan, w który popadł, wynikiem napięcia
nerwowego przed spełnieniem zamierzonego czynu. Dlatego pierwszą myślą jego po przebudzeniu się, która jak
pęd żywiołowy wypchnęła go z mroków podziemia na
świat, była nieodparta konieczność realizacji. Więc wypadł
i zamordował pierwszego spotkanego na moście człowieka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc baron miał poniekąd rację, przychodząc do ciebie ze słowem przebaczenia?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niestety tak. W niewytłumaczony sposób przeczuł,
że ja właśnie będę sprawcą jego śmierci. Gdybym nie był
powołał Jastronia do życia, tamten nie byłby zginął.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co za zagadkowy splot wydarzeń!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, tak --- powtórzył smutno --- to ja wypuściłem
nań z podziemnej pieczary tego człowieka i dlatego nie
mogę teraz świadczyć przeciw niemu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Masz słuszność...</akap_dialog>
<separator_linia/>

<akap>Ostatecznie jednak straciliśmy z oczu mordercę, który
zapadł się jak pod ziemię. Mimo gorliwych poszukiwań
nigdzie nie można go było wytropić. Identyczność jego
z Jastroniem nie ulegała już dla nas najmniejszej wątpliwości. Wkrótce bowiem po tragicznym zajściu na moście
Św. Floriana rozeszła się pomiędzy nadrzecznymi rybakami
pogłoska o ,,powrocie" Jastronia ,,z dalekiej wyprawy".
Przekonałem się o tym pośrednio, przechodząc raz koło
jego szatra<pe><slowo_obce>szatra</slowo_obce> (z tur.) --- buda, szałas.</pe> nad Druczą. Drzwi budy były tym razem
otwarte na oścież, a stos sieci w kącie pod ścianą zniknął
bez śladu. Widocznie tajemniczy właściciel ,,letniska" wpadł
tu na chwil parę, odbił swe mieszkanie i zabrawszy przybory rybackie, skwapliwie usunął się sprzed oczu ludzkich. Przeszukaliśmy parę razy z Wieruszem wszystkie zakamarki nad rzeką, zwiedziliśmy ponownie podziemia Druczy wzdłuż i wszerz, zaglądnęliśmy do kilku podejrzanych
spelunek odwiedzanych przez rybitwów --- wszystko na
próżno. Jastroń sczezł bez śladu.</akap>


<akap>Wprawdzie kilkakrotnie wśród rozmów i pogawędek,
którym przysłuchiwaliśmy się pilnie w tych gospodach,
obiło się nam o uszy jego imię, lecz nie udało się wyłowić
żadnych bliższych szczegółów co do jego osoby; solidarni
,,koledzy" odnosili się do obcych ,,panów" nieufnie i zachowywali znamienną dyskrecję.</akap>


<akap>Tymczasem upłynął miesiąc wilegiatury<pe><slowo_obce>wilegiatura</slowo_obce> (daw.) --- dłuższy wypoczynek na wsi.</pe> Halszki. Wróciła z Bolestraszyc piękniejsza jeszcze niż zwykle i mocno
za mną stęskniona. Na matowych jej policzkach zakwitł
znów cudowny bladoróżowy zwiastun zdrowia, przeczysty
lazur oczu pogłębił się i nabrał blasku. Uroda mojej dziewczyny zwracała powszechną uwagę, gdziekolwiek się pojawiła. Byłem dumny i szczęśliwy. Zazdroszczono mi jej
i czułem, że słusznie.</akap>


<akap>Tak minęło parę miesięcy pogodnych i słonecznych jak
dni lata. O Kamie słych zaginął. Od chwili ,,przebudzenia
się" Jastronia nie dawała o sobie znaku życia. Ustały nagle te namiętne <slowo_obce>billets doux</slowo_obce><pe><slowo_obce>billet doux</slowo_obce> (fr.) --- liścik miłosny.</pe>, urwała się cała ta szalona
korespondencja, pełna wybuchów namiętności, gwałtowna,
despotyczna w swej miłosnej tyranii.</akap>


<akap>Lecz Andrzej nie dowierzał.</akap>


<akap_dialog>--- Dopóki nie zdobędziemy absolutnej i trwałej władzy
nad Jastroniem, wszystko może powrócić, i to ze zdwojoną
siłą --- odpowiadał nieraz ze smutnym uśmiechem na moje
facecje. --- Pamiętajmy o tym, że istota, pod której wpływem pozostawałeś tak długo, jest jednym z duchów elementarnych; monady żywiołów, o ile zapragną ludzkiego
trybu życia i ludzkiego kształtu, nie zniechęcają się tak
łatwo byle czym i chętnie ponawiają próby powrotu do
fizycznego planu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jastroń przebudził się --- powtarzałem z przekorą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, lecz jako człowiek z krwi i kości wciąż musi
ulegać prawom snu i spoczynku. A my, niestety, nie możemy czuwać nad nim w owych chwilach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przypuszczam, że chyba nie ogarnie go tak prędko
po raz drugi chęć mordowania kogoś na moście i nie wywoła w następstwie letargu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ten warunek nie jest już teraz dla Kamy nieodzowny. Mimo wszystko ona ma silniejszy wpływ na niego niż
my. Kto przez dwa lata z górą pozostawał z tym człowiekiem w stosunku psychofizycznej symbiozy, temu z natury
rzeczy łatwiej niż komu innemu opanować go powtórnie.
Obawiam się tego tym bardziej, że nie wiemy, gdzie właściwie teraz Jastroń przebywa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właściwie cóż by nam przyszło z tego, gdybyśmy
wreszcie go odnaleźli? Przecież trudno go więzić przez czas
dłuższy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zapewne, lecz można wpłynąć nań w stosowny sposób, można wejść z nim w pertraktacje. Można by np. zaproponować mu, by przez pewien czas mieszkał pod naszą
opieką, choćby tu u mnie, w tym domu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hm... tak. To by było możliwe. Wiesz, ja bym się
chętnie podjął tej misji --- tylko w tym sęk, gdzie go szukać. Zagrzebał się gdzieś w jakiejś norze, jak na szczura
wodnego przystało.</akap_dialog>


<akap>Wierusz zamyślił się. Po twarzy jego pociągłej, o ostrym,
surowym profilu, przemknął cień wahania --- rzadki u tego człowieka ze stali moment wewnętrznej rozterki. Lecz
przemógł się szybko i patrząc mi w oczy ze zwykłym u siebie półsmutnym uśmiechem, rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Znam tylko jeden sposób, który może naprowadzić
nas na trop Jastronia: muszę użyć eksterioryzacji.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Termin dla mnie niezupełnie jasny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zrozumiesz w toku akcji. Lecz przede wszystkim
postawię ci jeden zasadniczy warunek.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z góry obiecuję spełnić wszystko co do joty.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Musisz sam rozmówić się z Jastroniem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ owszem; proszę o to. Bylem go tylko odnalazł.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Drogę wskaże ci przewodnik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przewodnik? Kto nim będzie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wędrowiec-pustelnik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzie mam go szukać?</akap_dialog>


<akap>Andrzej uśmiechnął się:</akap>


<akap_dialog>--- Przyjdzie tu sam; poznasz go od razu. Za nim pójdziesz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ty?</akap_dialog>


<akap>Na ustach Wierusza przewinął się ponownie szczególny
uśmiech:</akap>


<akap_dialog>--- Ja pozostanę tutaj; będę oczekiwał twego powrotu
tu w tym fotelu! Umieścisz mnie w nim, gdy zasnę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze. Czy mam cię zamknąć na klucz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Będzie to nawet rzeczą wskazaną. Mam dwa od
drzwi na korytarz; jeden zostanie przy mnie, drugi weźmiesz z sobą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kiedy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaraz. Tu masz klucz. Przyćmij lampę!... Tak! A teraz proszę cię, nie mów nic do mnie; potrzebuję bezwzględnego spokoju.</akap_dialog>


<akap>Cofnąłem się dyskretnie w kąt pokoju i tu usiadłszy
na sofie, nie spuszczałem zeń oczu. A on, przytknąwszy
do ust pantakl pentagramu, symbolicznej miniatury mikrokosmosu, pocałował w czoło wyryty w jego środku wizerunek Wielkiego Hierofanta<pe><slowo_obce>hierofant</slowo_obce> (gr.) --- kapłan kultu misteryjnego, przeznaczonego dla wtajemniczonych.</pe>. Potem, wyciągnąwszy
w dal rękę, z pochyloną kornie głową, zaczął monotonnym, śpiew muezina z galerii minaretu przypominającym
głosem odmawiać inwokację setramu. W ciszy wieczornej dziwnie brzmiała ta śpiewna modlitwa, którą mag
wzmacniał swe siły duchowe przed czynem. Zdawało mi
się, że nagle znalazłem się daleko od zacisznego zakątka
przy ul. Parkowej, gdzieś na złotych piaskach pustyni
w godzinę zachodu, gdy słońce ogromne, czerwone zanurza już tarczę w fale morza, i że otoczony rzeszą wiernych
wyznawców Allacha słucham wieczornych modłów namazu<pe><slowo_obce>namaz</slowo_obce> (tur.) --- obowiązkowa modlitwa muzułmańska odmawiana pięć razy w ciągu dnia.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Moce królestwa nieba i ziemi --- modlił się Andrzej ---
bądźcie pod moją nogą lewą i w mej ręce prawej! Sławo
i wieczności, dotknijcie obu mych ramion i skierujcie mnie
na drogę zwycięstwa! Miłosierdzie i sprawiedliwości, bądźcie równowagą i blaskiem mego życia! Mądrości i roztropności, uwieńczcie mą głowę! Duchy jasne, prowadźcie mnie
między kolumnami, na których spiera się ciężar chramu<pe><slowo_obce>chram</slowo_obce> (daw.) --- świątynia.</pe>!
Anioły sfer, utwierdźcie stopy moje na skalnym wiszarze
otchłani! Cherubiny, bądźcie mą siłą w imię Przedwiecznego! Eony<pe><slowo_obce>Eon</slowo_obce> --- według religii gnostyckich istota pośrednicząca między stwórcą a istotami stworzonymi.</pe>, walczcie w mej sprawie w imię tetragramatu! Serafiny, oczyśćcie mą miłość! Alleluja! Alleluja! Alleluja!</akap_dialog>


<akap>Głos maga słabł pod koniec setramu coraz bardziej,
aż słów ostatnich domówił ledwo dosłyszalnym szeptem...</akap>


<akap>Podniosłem się z sofy i zbliżyłem ku niemu. Był w pełnym transie. Łagodnie ująłem go za ramiona i posadziłem w fotelu. Przyćmione abażurem światło skąpało
w czerwonej topieli twarz jego cichą, skupioną i chude, nerwowe, bezwładnie wzdłuż poręczy opuszczone
ręce...</akap>


<akap>Wtem z piersi, spod pach i z ust nie domkniętych śpiącego zaczęły wywiązywać się mlecznobiałe taśmy materii.
Gibkie, ruchliwe wstęgi otoczyły go wkoło, zakrywając
głowę i tors. Na chwilę Wierusz zniknął mi z oczu wśród
kłębów ektoplazmy<pe><slowo_obce>ektoplazma</slowo_obce> --- wg spirytystów galaretowata substancja wydzielana przez uśpione medium.</pe>...</akap>


<akap>Po pewnym czasie fluidyczny wysiąk zaczął zdradzać
tendencje kształtotwórcze; zarysował się kontur głowy
ludzkiej, rąk, tułowia i po paru minutach ujrzałem obok
Andrzeja wyraźną już postać starca opartego bokiem o jego ramię. Twarz widziadła, poważna, szlachetna, o wyniosłym czole, z głęboką, pionową bruzdą nad osadą orlego
nosa przypominała trochę fizjognomię śpiącego w fotelu,
lecz nie była z nią identyczną --- był to jakby Wierusz,
lecz w stanie szczególnej transfiguracji.</akap>


<akap>Barki fantomu okrywał obszerny płaszcz pątniczy
z kapturem z potrójną linią fałdów; w prawej trzymał
starzec latarkę z płonącymi wewnątrz trzema knotami, w lewej laskę wędrowca z węzłami trzech sęków.</akap>


<akap>W pewnej chwili ,,przewodnik" odłączył się od Andrzeja i podniósłszy w górę latarkę, zaczął zmierzać ku
wyjściu. Ubrałem się i wyszedłem za nim.</akap>


<akap>Było już ciemno. Wczesny, jesienny zmrok zalegał ulice. Starzec, uniesiony parę cali nad ziemią, płynął przede
mną w powietrzu. Miałem wrażenie, że prócz mnie nikt
go nie widzi; mijający nas w drodze przechodnie nie zwracali nań uwagi. Parę razy przesiąkł jak mgła przez pnie
drzew w alei lipowej...</akap>


<akap>Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się na moście.
Uczułem mimowolny dreszcz grozy. Od czasu śmierci barona de Castro unikałem tego miejsca, przechodząc w razie potrzeby na drugą stronę Druczy innym mostem poniżej, koło urzędu celnego.</akap>


<akap>Przebywszy szczęśliwie fatalne przejście, skręciliśmy
w stronę zadruczańskich bulwarów. Tu było prawie pusto.
Gdzieniegdzie tylko zabłąkał się spóźniony furgon żołnierski w drodze od podmiejskich koszar lub przeszedł chwiejnym krokiem pijany włóczęga. Światła budek strażniczych,
rozrzucone tu i ówdzie po brzegu stromym i skalistym,
drgały na fali iglicami lśnień w barwach rubinu i szmaragdu. Jakiś rybak, powracający na łódce z wieczornego
połowu, nucił smętną piosenkę w takt miarowy pluskającego wiosła...</akap>


<akap>Przewodnik szedł dalej. Skończyły się bulwary, opustoszała droga, przestały snuć się refleksy świateł na wodzie. Posuwaliśmy się ścieżką zgłuszoną na poły kępami
ostu i burzanów. W pewnym miejscu ścieżka skończyła
się i przeszła w ubity twardo tok, w którego środku zamajaczyły zarysy budynku. Starzec stanął, otworzył szybkę
latarki i zdmuchnął światło; po chwili postać jego rozwiała
się w przestrzeni bez śladu. Byłem na miejscu.</akap>


<akap>Odurzony bezwzględną samotnością ruszyłem ku czerniejącemu przede mną o kilkadziesiąt kroków domowi.
Była to stara, półzawalona rudera z powybijanymi oknami i zapadniętym w głąb dachem. Ani jeden promyk światła nie przedostawał się z wnętrza. Dom stał głuchy i czarny pośród głuchej i czarnej nocy...</akap>


<akap>Wydobyłem z kieszeni palta nieodstępną w nocnych
wycieczkach lampkę elektryczną i rozświecając sobie drogę, zbliżyłem się ku drzwiom. Gdy na pukanie nikt nie
odpowiedział, wywaliłem drzwi nogą i wszedłem. Pierwsza
izba była zupełnie pusta; na podłodze szczerzącej się drapieżnie dziurami desek leżały tylko kupy gruzu i parę
nadpalonych cegieł. Przekraczając wysoki próg izby sąsiedniej, potknąłem się i z trudem tylko zdołałem utrzymać równowagę. Światło lampki padło na jedną ze ścian
i wytropiło parę wiszących na haku łachmanów. Odwróciłem się z obrzydzeniem i skierowałem spojrzenie w dół.
Tu podłogi nie było już wcale. Na gliniastym klepisku,
które zastąpiło jej miejsce, walały się stosy cuchnących
szmat. Jakieś stare, błotem i skrzepem krwi ochlastane
gałgany, plugawe ścierki i brudne flejtuchy<pe><slowo_obce>flejtuch</slowo_obce> --- tu: szmata.</pe> drzemały po
węgłach w oprzędzy kurzu i pajęczyn. Piwniczna wilgoć
szła od ścian odartych z tynku, zaduch stęchlizny bił
z każdego kąta. Na trupieszejących od łat szmatach odzieży
mrowiło się robactwo: ohydne, białawoszare stonogi...</akap>


<akap>Wtem spoza drzwi wiodących do trzeciej z rzędu izby
doszedł mnie dźwięk metalu cichy, ale wyraźny. Puściłem
guzik latarki, pogrążając wszystko w ciemność. Wtedy
przez szparę u dołu wpełznął z tamtego pokoju wąski pasek światła. Ktoś był za tymi drzwiami...</akap>


<akap>Z podniesioną do strzału bronią wszedłem. Była to
przestrzeń niewielka, prostokątna, oświetlona łojówką.
W kącie rozdarty barłóg, para krzeseł, stół nielitościwie
poszczerbiony i poplamiony, pod oknem duży kufer. Przy
tym kufrze klęczał człowiek, wychudły jak Piotrowin, i liczył pieniądze. Czynność pochłonęła go tak zupełnie, że
nawet nie zauważył mego wejścia i w dalszym ciągu z lubością przepuszczał przez piszczele palców złote i srebrne
krążki. Dźwięk kruszcu mile łechtał jego ucho, bo wciąż
nabierał garściami świeżych monet, potrząsał nimi jak
dziecko na dłoni i pobawiwszy się ich chrzęstem, pozwalał
im spływać wzdłuż palców w głąb kufra.</akap>


<akap>Były najrozmaitszego rodzaju i narodowości: masywne
holenderskie guldeny, francuskie luidory i napoleony, hiszpańskie dublony, pesetas i srebrne duros, staropolskie dukaty i czerwieńce, hinduskie rupie i tureckie piastry. Wypełniały kufer niemal pod wierzch lśniącą metalicznie powodzią. Zbiór przedstawiał wartość paru miliardów...</akap>


<akap>Namiętność tego nędzarza-bogacza bawiła mnie, budząc
zarazem uczucie wstrętu i litości. Denerwował mnie bezmyślny i dziecięcy ruch jego chudych palców gmerających wśród złota, śmieszył i drażnił równocześnie skurcz
jego rąk zanurzających się z rozkoszą w złoża szlachetnego
metalu.</akap>


<akap>Postanowiłem przerwać mu zabawę i chrząknąłem głośno. Zadrżał i odruchowo zatrzaskując wieko, porwał się
na nogi. Poznałem mordercę barona.</akap>


<akap_dialog>--- Dobry wieczór, panie Jastroń! --- pozdrowiłem, nie
spuszczając ku ziemi browninga.</akap_dialog>


<akap>W pierwszej chwili zdawało się, że się na mnie rzuci,
lecz widok lśniącej lufy gotowej do strzału zatrzymał go
w porę w przyzwoitej odległości. Na twarzy jego zawiędłej,
przeoranej tysiącem namiętności, odbił się wyraz stłumionej gwałtem wściekłości i strachu. Czuł się wytropionym.</akap>


<akap_dialog>--- Pan co za jeden?! --- zapytał gburowato zgrzytającym jak stare zawiasy głosem. --- Czego pan tu szuka po
nocy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ho, ho, panie Jastroń, tylko nie tak gorąco i hardo! ---
upomniałem, zajmując miejsce przy stole. --- Powolutko
wszystko się wyjaśni. Czasu sporo przed nami --- noc długa.
Przede wszystkim niech się pan uspokoi i przestanie patrzeć na mnie jak wilk. Ja panu ani wróg, ani przyjaciel.
Zwyczajnie człowiek. Nie przyszedłem tu ani rabować, ani
na przeszpiegi. Jak pan widzi, nie jestem ani rzezimieszkiem, jak np. pan, ani szpiclem policyjnym. No, cóż? Będzie pan grzeczny, panie Jastroń?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Skąd pan wie, że nazywam się Jastroń? --- odpowiedział trochę już łagodniejszym tonem. --- Skąd pan mnie
może znać, u licha? Niech mnie kaduk porwie, jeślim kiedy w życiu choć raz spotkał pańską gębę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ciszej, kochany panie Jastroń, ciszej i grzeczniej.
Nie wyjeżdżaj zbytnio z pyskiem, bo, jak mi Bóg miły,
grzmotnę ze ,,spluwa". A dobry jest i nigdy nie chybia...
Skąd się znamy --- chciałeś wiedzieć, kochanku? Zaraz ci
powiem: z mostu Św. Floriana.</akap_dialog>


<akap>Informacja podziałała piorunująco. Wlepił we mnie
przerażone oczy i zaczął bełkotać półprzytomnie:</akap>


<akap_dialog>--- Most Św. Floriana... Nie, n--n--n--ie z--znam, n--ie
by--byłem tam nnigdy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pomogę pamięci --- ciągnąłem, poprawiając się na
krześle. --- A tego jegomościa wysokiego, barczystego, który wyszedł ci wtedy naprzeciw późnym wieczorem na środku mostu, też nie pamiętasz, co?</akap_dialog>


<akap>Z piersi Jastronia wydobył się głuchy ryk; podniósł ręce
i szczerząc spróchniałe kły zębów, jak odyniec rzucił się
ku mnie.</akap>


<akap_dialog>--- Stój, bo strzelę!</akap_dialog>


<akap>Zatrzymał się tuż przede mną, dysząc ciężko.</akap>


<akap_dialog>--- Usiądź tam przy stole po drugiej stronie, naprzeciw --- rzekłem rozkazująco.</akap_dialog>


<akap>Usłuchał pokorny jak baranek.</akap>


<akap_dialog>--- Jak widzisz --- mówiłem dalej, nie spuszczając go
z oka --- jesteś w moim ręku. Wiem wszystko o tobie, co
potrzebne.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ile chcesz? --- warknął zagryzając wąsa.</akap_dialog>


<akap>Roześmiałem się głośno. Ten człowiek brał mnie oczywiście za szantażystę.</akap>


<akap_dialog>--- Słuchaj, Jastroń --- tłumaczyłem mu, opanowawszy
wesołość. --- Powtarzam ci raz jeszcze, że nie przyszedłem
tu po to, by coś od ciebie wyłudzić. Ja twoich pieniędzy
nie potrzebuję. Zatrzymaj sobie swój plugawy skarb i ciesz
się nim, jeśli ci to sprawia przyjemność.</akap_dialog>


<akap>Nędznik odetchnął z uczuciem ulgi.</akap>


<akap_dialog>--- Więc czego właściwie u kaduka pan chce ode
mnie? --- zagadnął już spokojniej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chciałbym z tobą trochę pogawędzić.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie mam czasu --- odburknął.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeśli nie masz czasu dla mnie teraz, to znajdziesz
go więcej jutro pod kluczem przy ulicy Stromej. Hm... No,
jakże? Będziesz ze mną teraz rozmawiał czy też wolisz
rozmyślać za kratami?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O co panu chodzi? --- zapytał z rezygnacją.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaczniemy od paru koniecznych informacji. Czy
znasz nazwisko człowieka, którego miesiąc temu udusiłeś
na moście Św. Floriana?</akap_dialog>


<akap>Jastroń popatrzył na mnie zaskoczony pytaniem.</akap>


<akap_dialog>--- Tak. Dowiedziałem się z gazet; nazywa się baron
de Castro. Ale skąd u diabła pan się domyślił tego, że nie
wiedziałem, kogo morduję? Bo Bóg mi świadkiem --- dodał, podnosząc uroczyście dwa palce do góry --- że wtedy
nie wiedziałem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiem o tym i wierzę ci na słowo. Tylko w takim
razie wytłumacz mi, dlaczego właściwie rzuciłeś się na
tego człowieka?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie wiem --- odparł bezradnie. --- Nie wiem...
Coś mnie pędziło o tej godzinie na most i kazało usunąć
z mej drogi pierwszego napotkanego tam człowieka. To
wszystko, co wiem o tej sprawie. Właściwie czuję się niewinnym.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, no --- zobaczymy. Pomogę ci przypomnieć sobie
pewne rzeczy, które twój czyn poprzedziły. Chyba musisz
to jeszcze pamiętać, skąd wypadłeś na tę nocną wycieczkę,
co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, tak --- pamiętam --- odpowiedział ponuro.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przebudziłeś się i poszedłeś, by wykonać swój zamiar.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przebudziłem się... --- powtórzył z namysłem. ---
Przebudziłem się...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy wiesz, jak długo spałeś w podziemiu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przeszło dwa lata.</akap_dialog>


<akap>Zerwał się z miejsca i osłupiałym wzrokiem błądził po
mej twarzy.</akap>


<akap_dialog>--- To nie może być --- szepnął wodząc dłonią po czole. --- Nie może być... Przez te dwa lata mnie tu w tych
stronach nie było...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A gdzie właściwie obracałeś się przez cały ten
czas? --- zapytałem z zainteresowaniem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie potrafię panu tego dokładnie powiedzieć. Byłem
w jakimś obcym kraju, wśród nieznanych ludzi... Wszystko
widzę dzisiaj jak przez mgłę... A może... a może to był
naprawdę tylko sen, długi, dziwny sen?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przypuśćmy, że istotnie ,,wyjechałeś" stąd, przypuśćmy... Czy zapamiętałeś sobie przynajmniej te szczegóły
z twego życia, które bezpośrednio poprzedziły tę ,,podróż"?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szczegóły? --- zapytał zakłopotany. --- Nie rozumiem.
Niech pan mówi do mnie po prostu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Innymi słowy: czy pamiętasz, co robiłeś mniej więcej dwa lata temu tuż przed owym ,,wyjazdem" w ,,obce"
strony?</akap_dialog>


<akap>Zmarszczył czoło i ściągnął ostre, silnie zarysowane łuki
brwi. Znać było intensywną pracę przypominania.</akap>


<akap_dialog>--- Czy nie nosiłeś się wtedy z jakim zamiarem?
Może ci kto wszedł w drogę, ktoś mocno niewygodny? Może miałeś wtedy z kim przedawnione rozrachunki?</akap_dialog>


<akap>W oczach Jastronia zaświtało ponurym brzaskiem.</akap>


<akap_dialog>--- Derkacz --- rzekł chrapliwie. --- Derkacz...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto to taki?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Towarzysz po zawodzie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Aha --- domyśliłem się --- wspólnik wypraw nocnych na Druczy, co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niby tak.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiedział o tobie za dużo i za często przychodziło ci
się dzielić z nim ,,zarobkiem"?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Coś w ten deseń --- uśmiechnął się zjadliwie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pewnego wieczora... --- poddałem mu, ułatwiając wyznania.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pewnego wieczora --- podchwycił Jastroń, opanowawszy już całkiem wspomnienia --- umówiłem się z nim
o schadzkę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hm... --- chrząknąłem --- mieliście się zejść na moście Św. Floriana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właśnie. Koło dziewiątej wieczorem. I wtedy powziąłem zamiar...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumiem. Postanowiłeś usunąć go z drogi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- He, he, he! Pan bardzo domyślny!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mniejsza o to. Tymczasem zasnąłeś.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zasnąłem?... --- wytrzeszczył na mnie oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W każdym razie nie zabiłeś Derkacza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie. Gdzieś mi sczezł bez śladu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Miał dobry węch. Musiał coś przeczuwać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może... Ale dlaczego właściwie pan mi to wszystko
przypomina?</akap_dialog>


<akap>Pytanie było szczere i naiwne. Widocznie nie ujmował
związku pomiędzy obiema sprawami. Lecz nie mając zamiaru wtajemniczać go w psychologiczny kompleks, jaki
istniał w jego własnej duszy, odpowiedziałem obojętnie:</akap>


<akap_dialog>--- Prosta ciekawość i nic więcej. Chciałem tylko stwierdzić prawdziwość swoich domysłów. Zresztą nie przystąpiliśmy dotychczas do właściwej rzeczy, która mnie tu sprowadza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czego pan jeszcze chce ode mnie? --- zagadnął znów
niechętnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaraz się dowiesz. Tymczasem zapalmy sobie papierosa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A i owszem.</akap_dialog>


<akap>I wyciągnął rękę ku mej papierośnicy.</akap>


<akap_dialog>--- Za pozwoleniem --- wstrzymałem go gestem --- nie
miałem zamiaru częstować cię. Za mało się znamy.</akap_dialog>


<akap>I zapaliwszy sam, schowałem papierośnicę do kieszeni.</akap>


<akap_dialog>--- Obejdzie się --- odburknął upokorzony. --- Mam własne lepsze.</akap_dialog>


<akap>I wydobywszy z zanadrza misternie emaliowane turkusem puzderko wypełnione szczelnie dwoma szeregami papierosów, wyjął jeden i zapalił. Przez chwilę milczeliśmy,
zaciągając się dymem tytoniowym. Przerwałem pierwszy
milczenie:</akap>


<akap_dialog>--- Czy nigdy przedtem nie zapadałeś w sen, który trwał
dłużej niż u innych ludzi?</akap_dialog>


<akap>Pytanie wydało mu się śmieszne.</akap>


<akap_dialog>--- He, he, he! Nigdy. Niby dlaczego? Przeciwnie: śpię
nieraz krócej niż inni. Bywało, letnią porą czasem noc całą
człek oka nie zmruży przy robocie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No tak. Zostawmy to... A czy od czasu tej przygody
na moście nie przytrafiło ci się ani razu coś podobnego do
tego, co ci się zdarzyło przed dwoma laty?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie wiem, o co panu właściwie idzie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy ani razu nie zdawało ci się w ciągu ubiegłego
miesiąca po przebudzeniu ze snu, że wędrowałeś gdzieś
w obcych stronach?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Aha --- odrzekł po chwili --- o to chodzi... Nie... nie ---
ani razu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A może zauważyłeś coś niezwykłego w czasie snu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hm... Niby pyta mnie pan o moje sny, co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Może pamiętasz jakiś obraz, zdarzenie, czyjąś
twarz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- We śnie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No tak. Może coś ci się w nim ciągle powtarza?</akap_dialog>


<akap>Przez oczy Jastronia przesunął się cień niepokoju.</akap>


<akap_dialog>--- Skąd pan to wszystko może wiedzieć? --- zapytał
szczerze zdumiony. --- Mówi pan tak, jak gdyby pan we
mnie siedział... W samej rzeczy prześladuje mnie we śnie
noc w noc od kliku tygodni ten sam zwid.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jaki?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Śni mi się duża żółta jaszczurka w czarne cętki.
Wyłazi z nory jakiejś zapadłej piwnicy, przypełza ku mnie
i pcha mi się do ust. Brr...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ciekawy sen!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Obrzydliwy! Odtrącam rękami natrętny pstrokaty
łeb, bronię ciała mego od jej dotknięcia. Brrr... Oślizgła
jest i mokra...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co dalej?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dalej? Ano nic. Tak schodzi mi noc. Czasem męczy
mnie ta zmora godzinami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Otóż widzisz, Jastroń --- mógłbym cię od niej uwolnić.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Od tej jaszczurzycy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Miałbyś odtąd spokojne noce. Musisz tylko spełnić jeden warunek; przyszedłem tu właśnie po to, by ci
zrobić pewną propozycję...</akap_dialog>


<akap>Zanim zdołałem dokończyć, rozległ się w pobliżu przeraźliwy huk i wśród kłębów dymu wtargnęły do wnętrza
czerwone kędziory ognia. W jednej chwili izba napełniła
się duszącym swędem spalenizny. Gęsty dym zaciągnął
wszystko brudnoszarą płachtą, poza którą znikł mi z oczu
Jastroń i otoczenie. Po rękach i twarzy lizały mnie jęzory
żywiołu, w piersiach i gardle czułem nieznośną suchość
i zgagę. Rozpalona rękojeść browninga piekła mnie w dłoń
i palce. Więc wypuściłem z ręki broń, która padając wystrzeliła. Zaczęło tlić się na mnie ubranie...</akap>


<akap>Na oślep, dusząc się od dymu i swędu, dopadłem okna
i wybiwszy pięścią szybę, wyskoczyłem na zewnątrz.
W tym momencie doszedł mnie złowrogi trzask przepalonych belek pułapu...</akap>


<akap>Świeży powiew nocnego wiatru przywrócił mi gasnącą
przytomność. Odetchnąłem i obejrzałem się na płonącą ruderę. Wtedy z nieopisanym zdumieniem spostrzegłem, że
pożar ustał. Przede mną czernił się znowu martwy i głuchy kontur domu; dym i płomienie wsiąkły gdzieś bez ślalu. Zajrzałem przez wybitą szybę w głąb trzeciej izby. Było ciemno tam wewnątrz, choć oko wykol; najlżejszy szmer
nie przerywał ciszy. Więc obszedłem zagrodę wokoło, by
po raz drugi wejść ze światłem do środka. Lecz nie znalazłem teraz już nikogo. Jastroń zniknął. Tylko na podłodze leżał mój wystrzelony browning i niedopałek mego
papierosa.</akap>


<akap>Podniosłem broń i obejrzawszy naboje, schowałem do
kieszeni.</akap>


<akap_dialog>--- Wymknął mi się powtórnie --- mruknąłem, zawracając zły i zbity z tropu ku wyjściu.</akap_dialog>


<akap>Już na progu odwróciłem się raz jeszcze, by po raz
ostatni obrzucić spojrzeniem to miejsce przeklęte i ten
dom. Światło mej latarki padło na trójkątny przyczółek
dachu i oświetliło jego godło. Brzmiało charakterystycznie: ,,Gospoda pod Miętusem". --- Budynek był szczątkiem
dawnej rybackiej austerii<pe><slowo_obce>austeria</slowo_obce> (daw.) --- zajazd, karczma.</pe>...</akap>





<naglowek_rozdzial>Kukła</naglowek_rozdzial>




<akap>W trzy dni po nieudałej wyprawie do zagrody ,,Pod Miętusem" otrzymałem list od Kamy. W formie bezwzględnej,
posłuch absolutny nakazującej, naznaczała mi schadzkę
w domu przy ulicy Parkowej.</akap>


<akap>W pierwszej chwili chciałem natychmiast skomunikować się z Wieruszem i zasięgnąć jego rady; potem zmieniłem zamiar. Żądza zobaczenia choćby raz jeszcze tej dziwnej istoty wzięła górę nad rozwagą i sumieniem; nie mogłem się oprzeć pokusie. Obrazy przeżytych z nią chwil,
chwil niezwykłych, jedynych, powróciły w szkarłacie wspomnień i złamały mą wolę. Poszedłem...</akap>


<akap>Poszedłem i nie żałuję --- mimo wszystko, co potem
przyjść miało, nie żałuję. Jestem głęboko przekonany, że
żadna kobieta na świecie nie potrafiłaby dać mi tej pełni
rozkoszy, jakiej doznałem wtedy w ten wieczór --- w ten
nasz ostatni, pożegnalny wieczór. Jakby w przeczuciu, że
nigdy się już więcej nie zobaczymy, zapragnęła w godzinę
rozstania utrwalić mi się w duszy niezatartym wspomnieniem. I dopięła celu. Nie zapomnę jej nigdy!</akap>


<akap>Wicher miłosnego szału, który w tę noc miotał nami w pożodze krwi i zapamiętania, przepalił mi ciało
i spopielił duszę. I dziś jestem jak wygasły krater wulkanu...</akap>


<akap>O Jastroniu i Andrzeju nie mówiliśmy wcale. Nie wspominała o nich ani razu w ciągu krótkiej, upalnej nocy.
Usta jej pełne, soczyste jak winograd nabrzmiały treścią
jesieni, miały dla mnie tylko pieszczotę --- nie wyszło z nich
ani jedno słowo wyrzutu lub skargi...</akap>


<akap>Gdy nad ranem, wyczerpany rozkoszą i bezsennością,
leniwym krokiem przechadzałem się po pokoju, wzrok mój
padł na woskową figurkę umieszczoną pod szklanym kloszem na kominku. Coś mnie zastanowiło w twarzyczce kukły, zresztą śmiesznej i karykaturalnej --- jakiś rys skądś
mi znany. Korzystając z chwilowej nieuwagi Kamy, która
rozczesywała w lustrze swe bujne, rude warkocze, podniosłem klosz i wyjąłem figurkę. Wtedy spostrzegłem, że
wyobraża kobietę i że głowę jej zdobią jasne, popielatoblond włosy. Z dreszczem nieokreślonej trwogi poznałem
je po barwie i ciepłym, metalicznym odcieniu; były to włosy Halszki Grodzieńskiej...</akap>


<akap>Bez namysłu schowałem kukłę do wewnętrznej kieszeni żakietu... W parę minut później pożegnaliśmy się.</akap>


<akap>Zamyślony zeszedłem w dół schodami. U wyjścia odwróciłem się, by przekonać się, że i tym razem zaszła szczególna metamorfoza miejsca. Byłyżby fikcją mego chorego
mózgu te schody obite czerwonym kobiercem i ten koryncki krużganek?...</akap>


<akap>Byłażby nią i moja demoniczna kochanka?...</akap>

<separator_linia/>


<akap>Następstwa odnowienia stosunku z Kamą były fatalne.
Wkrótce po mej ostatniej schadzce w domu Wierusza zaczęła Halszka skarżyć się na gwałtowne bóle w całym ciele. Przychodziły nagle, ni stąd, ni zowąd, i trwały nieraz
przez parę godzin z rzędu bez przerwy, pozostawiając po
sobie jako ślad ogromne wyczerpanie. Biedna dziewczyna
moja wyszczuplała w przeciągu kilku dni w sposób zatrważający; na twarz jej pożółkłą nagle i wyciągniętą przez
cierpienie wystąpił ceglasty rumieniec, w oczach płonęły
trawiące ognie gorączki. Sztuka lekarska okazała się znów
w tym wypadku bezradną. Przyzwani do łóżka chorej wybitni interniści, dr Biegański i Mokrzycki, stanęli wobec
problemu nie do rozwiązania. Stwierdzili wprawdzie, że
organizm panny Grodzieńskiej zdradzał zagadkową przemianę krwi, lecz przyczyny choroby i środków zaradczych
podać nie umieli. Zrozpaczony uciekłem się ponownie do
pomocy Andrzeja...</akap>


<akap>Było w same południe 24 czerwca r. 1910. Straszliwa,
biała od blasków słońca godzina trwa wciąż niezmiennie
na zegarze mego życia...</akap>


<akap>Pamiętam, jak młode, zielone gałązki modrzewi pozdrowiły mnie po drodze u wejścia do parku, jak przefrunęła mimo para ślicznych dzieci w pogoni za obręczą, jak
zaczepił mnie biedny kamlot<pe><slowo_obce>kamlot</slowo_obce> (z fr.) --- uliczny sprzedawca gazet.</pe> z pękiem gazet pod pachą.
Takie drobne, takie śmiesznie błahe szczegóły --- a jednak --- a jednak ktoś mi je kazał zapamiętać na zawsze.
Silny, przejaskrawiony do barw obłędu obraz zdarzeń,
które miały wnet potem nastąpić, rzucił otęcz promieni na
wszystko, co je poprzedziło, i wciągnął w krąg swój magiczny szczegóły uboczne... Gdy wchodziłem w próg domu
Andrzeja, biła dwunasta.</akap>


<akap>Przyjął mnie z chmurą na czole i wyrzutem w oczach.
Nie mówiliśmy nic o Kamie, chociaż z zachowania się
przyjaciela poznałem, że wiedział o wszystkim.</akap>


<akap_dialog>--- Musisz koniecznie raz jeszcze widzieć się z tą wiedźmą --- rzekł po wysłuchaniu mej relacji o stanie zdrowia
Halszki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Po co? --- zapytałem przygnębiony.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ona musi mieć u siebie coś, co należało dawniej do
Halszki: jakiś przedmiot, może wstążkę do włosów, może
coś z ubrania. Musisz to jej stanowczo odebrać, rozumiesz?
Odebrać i oddać natychmiast w moje ręce.</akap_dialog>


<akap>Nagle przypomniałem sobie woskową kukłę. Dziwna
myśl przemknęła przez głowę.</akap>


<akap_dialog>--- Zdaje mi się, że ta figurka może ci się na coś przydać.</akap_dialog>


<akap>Wydobywszy z kieszeni lalkę, podałem ją Andrzejowi:</akap>


<akap_dialog>--- Znalazłam to u niej na kominku pośród cacek buduarowych<pe><slowo_obce>buduarowy</slowo_obce> --- przynależny do buduaru, tj. kobiecego pokoju do odpoczynku.</pe>. Włosy tej kukły należą niewątpliwie do Halszki: jest to ten sam jasny, bezcenny pukiel, który zgubiłem
wtedy, w noc sabatową. Pamiętasz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pamiętam --- odparł, biorąc skwapliwie do ręki woskowy odlew. --- Pamiętam --- powtórzył ciszej, oglądając
figurkę starannie ze wszystkich stron. --- Mówiłeś mi o tym
swego czasu; już wtedy zrodziło się we mnie podejrzenie,
że owa ,,zguba" nie jest czymś przypadkowym.</akap_dialog>


<akap>Umieścił sobie kukłę na dłoni i zapytał, uśmiechając
się zagadkowo:</akap>


<akap_dialog>--- Czy wiesz, kogo ta figurka ma wyobrażać?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Twoją narzeczoną.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wolne żarty.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mówię całkiem serio. Przy podobnych praktykach
nie chodzi bynajmniej o podobieństwo rysów i postaci;
kształt odgrywa tu rolę podrzędną --- rozstrzyga intencja,
zamiar. Lalka --- to tylko symbol, to tylko taki sobie znak
algebraiczny, wprowadzony w miejsce osoby, której się
chce zaszkodzić. Wystarczy, jeżeli operujący nim czarny
mag powie sobie, że oznacza ona pewne ściśle określone
indywiduum. W naszym wypadku usuwają wszelkie wątpliwości co do intencji owe włosy, które rozpoznałeś.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak; to jest pukiel włosów, który zginął mi wraz
z medalionem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pi, pi, pi! --- zawołał nagle Wierusz, przybliżając do
oczu ręce lalki. --- Oglądałeś te palce?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Istotnie zdumiewające! Nie brak nawet paznokci. Co
za precyzja w wykonaniu!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Raczej dokładność i gruntowność. Czy wiesz, czyje
te paznokcie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przypuszczam, że sztuczne, zrobione z jakiejś masy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja, przeciwnie, sądzę, że też należą do Halszki. Kama musiała je zdobyć w jakiś sprytny sposób.</akap_dialog>


<akap>Słowa Wierusza rozdarły ostrym błyskiem przypomnienia półcień chwil ubiegłych.</akap>


<akap_dialog>--- Poczekaj --- rzekłem, trąc czoło --- coś sobie przypominam... Aha!... Mam! Halszka wspominała mi raz, może
rok temu, o jakiejś dziadówce, która zastała ją na werandzie przy porannym <slowo_obce>manicure</slowo_obce>...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zatem miałem słuszność.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale jaki właściwie związek ma to wszystko z chorobą Halszki?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bardzo prosty i wyraźny. Wskutek włączenia w organizm tej woskowej figurki włosów i paznokci rywalki
nawiązała Kama między nią a jej sobowtórem-kukłą astralny stosunek sympatii i wzajemności. Mając w swej mocy
tak spreparowaną lalkę, uzyskała tym samym władzę niemal absolutną nad ciałem Halszki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzecz nie do wiary! Jeżeli to, co mówisz, jest prawdą, biedna dziewczyna jest zgubioną! Ale, nie, nie! To
przecież niemożliwe! W jaki sposób posiadanie czyichś
włosów lub paznokci może oddać władzę nad nim komukolwiek?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Komukolwiek --- nie; tylko temu, kto obznajmiony
jest z arkanami czarnej magii. Pamiętaj o tym, że każda,
choćby najmniejsza, drobina naszego ciała, co więcej, każda, choćby krótko przez nas noszona część ubrania, nawet
jakikolwiek przedmiot wzięty przez nas przelotnie do ręki, przepojony jest w większej lub mniejszej mierze naszymi fluidami. Na wszystkim, czego się tylko tknie, pozostawia człowiek po sobie ślad swego astrosomu<pe><slowo_obce>astrosoma</slowo_obce> (gr.) --- ciało astralne.</pe>. W momencie kontaktu odrywa się od nas coś z przenikającej nas
na wskroś psychofizycznej aury i przywiera do rzeczy
dotkniętej. Osobniki hiperwrażliwe umieją nieraz wyczuć
szczątki astralnych pozostałości na ubraniach lub przedmiotach, które należały do ludzi zmarłych nawet przed
kilkunastu laty.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Astralne remanenty --- szepnąłem zamyślony.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Im to właśnie zawdzięczamy cały szereg zjawisk zakresu tzw. psychometrii<pe><slowo_obce>psychometria</slowo_obce> (z gr.) --- obecność śladów psychicznych osoby w zamieszkiwanej przez nią przestrzeni.</pe>.</akap_dialog>



<akap_dialog>--- Przypuśćmy tedy, że rzeczywiście udało się Kamie
wytworzyć w ten sposób ów szczególny związek między
łątką a Halszką --- cóż stąd? Dlaczego to miałoby u niej
wywołać objawy chorobliwe?</akap_dialog>


<akap>Zamiast odpowiedzi Andrzej przybliżył mi do oczu kukłę.</akap>


<akap_dialog>--- Widzisz te otworki porozrzucane w rozmaitych punktach ciała woskowej pałuby<pe><slowo_obce>pałuba</slowo_obce> (daw.) --- niekształtna lalka.</pe>?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hm. Istotnie. Wyglądają jak dołki i rowki, powstałe
od nakłucia szpilką.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właśnie. To są ślady magicznej operacji, przedsięwziętej przez Kamę w celu zniszczenia znienawidzonej rywalki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To niemożliwe! To nonsens!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To fakt nie ulegający dla mnie wątpliwości. Jest
rzeczą dowiedzioną od dawna, że wszelka rana zadana takiej kukle odbija się straszliwie wiernym echem na ciele
jej pierwowzoru. Kama, nakłuwając szpilką woskową tę
lalkę, tym samym zadawała na odległość niewidzialne rany Halszce.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To szaleństwo i zabobon! --- krzyknąłem wzburzony. --- To przesąd niegodny człowieka XX wieku! --- Ty
się mylisz, Andrzeju!</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1407320839276-2759715196"/><motyw id="m1407320839276-2759715196">Czary, Zło</motyw>--- Mówię prawdę. Operacja czarnoksięska, chociażby
była zabobonną i nacechowaną szaleństwem ciemnoty, bywa mimo to niejednokrotnie skuteczną i cel swój zgubny
osiąga, o ile jest realizacją silnej, skoncentrowanej w sobie
woli. Narzędzie, którym się mag przy swych praktykach
posługuje, jest tylko symbolem wielkiego czynnika magicznego, który pod wpływem złej woli operatora zamienia
się w trujący wicher astralny. Biada temu, w czyją stronę
skieruje on swe zabójcze prądy!... Magia czarna jest w istocie swej kultem szatana, jest znienawidzeniem Dobra spotęgowanym do granic obłędnego paroksyzmu. Jest to stek
świętokradztw i zbrodni, których celem znieprawienie do
gruntu woli i natury ludzkiej, a ideałem przekształcenie
człowieka w ohydny koszmar demona!<end id="e1407320839276-2759715196"/></akap_dialog>


<akap>Namiętny ton, jakim Wierusz wypowiedział ostatnie
słowo, sprawił na mnie wrażenie; czułem, że moc jego
przekonania zaczyna mi się udzielać.</akap>


<akap>On tymczasem zdjął z półki bibliotecznej parę starych,
w pomarańczowy safian oprawionych tomów i rozłożywszy je przede mną na stole, mówił:</akap>


<akap_dialog>--- Znany był ten straszliwy proceder już jednemu
z najstarszych ludów na ziemi, tajemniczemu szczepowi
Akkadów<pe><slowo_obce>Akkadowie</slowo_obce> --- lud semicki, zamieszkujący Mezopotamię od III tysiąclecia p.n.e.</pe> w Azji, znali go starożytni Hindusi, Żydzi,
Egipcjanie i Grecy; rozpętał się też istną orgią szału i zbrodni w ponurym średniowieczu. Znasz tę książkę? --- zapytał nagle, podając mi gruby, drobnym gotykiem zapełniony
foliał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Johannis Baptistae Portae <wyroznienie>Magiae naturalis libri
XX </wyroznienie>--- odczytałem stronicę tytułową.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niezwykła książka --- mówił Wierusz, z pietyzmem
przerzucając karty. --- Jedno z podstawowych dzieł starszego okultyzmu. A oto masz ponurego Glanvilla<pe><slowo_obce>Glanvill, Joseph</slowo_obce> (1638--1680) --- ang. filozof i demonolog.</pe> i jego
<slowo_obce>Sadducismus triumphatus</slowo_obce> --- księga dziwna jak szaleństwo i groźna jak wizja opętanego. Obaj ci ludzie, lubo
rozdzieleni czasem, narodowością i przestrzenią, wierzyli
mocno w potęgę czarów i kult szatana.</akap_dialog>


<akap>Wziąłem do ręki ciężki, w pergamin ujęty tom, z winietą przypominającą genialny cykl fantazji Goyi pt.
<tytul_dziela>Caprichos</tytul_dziela>.</akap>


<akap_dialog>--- Cóż to znów za książka?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To Del Rio i jego <tytul_dziela>6 ksiąg Badań magicznych</tytul_dziela>. A tuż
obok <tytul_dziela>Pseudomonarchia demonów</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Zwodnicze majaki 
szatańskie</tytul_dziela> jednego z najfanatyczniejszych tępicieli satanizmu
i czarownictwa w Niemczech, Jana Wiera<pe><slowo_obce>Wier (Weyer), Johannes</slowo_obce> (1515--1588) --- niemiecki demonolog.</pe>. Znajdziesz tu
i niesamowitą <tytul_dziela>Demonomanię magów</tytul_dziela> mistrza Bodina<pe><slowo_obce>Bodin, Jean</slowo_obce> (1530--1596) --- fr. polityk i demonolog.</pe>, i Remigiusza z Lotaryngii <tytul_dziela>Demonolatrię</tytul_dziela>, Hieronima Cardanusa<pe><slowo_obce>Cardano, Geronimo</slowo_obce> (1501--1576) --- matematyk,
lekarz, filozof i astrolog włoski.</pe> <tytul_dziela>O różnorodności rzeczy</tytul_dziela> i Tomasza Campanelli<pe><slowo_obce>Campanella, Tommaso</slowo_obce> (1568--1639) --- filozof włoski.</pe>
<tytul_dziela>O istocie rzeczy i magii</tytul_dziela>. Żaden z nich nie wątpi w skuteczność astralnych projekcji na odległość, chociaż w miarę
postępu wiedzy i badań nad naturą ludzką przyjmują one
u każdego coraz to inną nazwę. Lecz istota przejawu pozostaje ta sama: zła, występna i tajemnicza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego jednak dzisiaj nie słyszy się o podobnych
praktykach?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mylisz się, Jerzy. Dziś dzieje się to samo, lubo rzadziej i w zmienionej formie. Czy nie słyszałeś nic o doświadczeniach wybitnego psychiatry francuskiego Boiraca
i jego <tytul_dziela>Psychologie inconnue<pe><slowo_obce>psychologie inconnue</slowo_obce> (fr.) --- psychologia nieznana.</pe></tytul_dziela>? Lub o eksperymentach pułkownika de Rochas?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Coś sobie przypominam. Podobno ten ostatni pisał
o eksterioryzacji wrażliwości?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właśnie o to chodzi. Doświadczenia jego i Boiraca
z nakłuwaniem powierzchni wody w szklance, na którą
przeniesiono w części otoczkę wrażeniową pacjenta, znane
są dziś już powszechnie wśród psychiatrów i neurologów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Byłyżby te zjawiska współmiernymi z gusłami półobłąkanych histeryczek średniowiecza?</akap_dialog>





<akap_dialog>--- Niewątpliwie --- tylko bez przymieszki demonizmu.
I u nas, w Polsce, istnieje jeszcze po dziś dzień między
ludem wiara, że za pomocą odlewanych figurek z wosku
lub ołowiu można czarować. O tym świadczy przedmowa
do klasycznego pod tym względem dzieła z XVII w. pt.
<tytul_dziela>Czarownica Powołana</tytul_dziela>. Podobnie mówią akta kryminalne
miasta Poznania z r. 1544 o spaleniu żywcem na stosie za
czary Doroty Gnieczkowej, która na prośbę pani Kierskiej
,,lała wosk na wodę, dochodząc do tego, kto jej był pieniądze ukradł. A lejąc ten wosk, mówiła była te słowa,
odmówiwszy przódzi trzy pacierze: --- Poszła była miła
Panna Maria; czekał Ją Syn Boży i pyta: --- Gdzie idziesz,
Matuniu moja miła? --- Idę, mój miły Synu, zamawiać tego
złodzieja, który uczynił złość tej pani. --- Zamawiaj, Panno
Czysta, Swoją mocą boską, mocą wszystkich Świętych Pańskich i <wyroznienie>moją mocą</wyroznienie>, iżby tu stanął ten człowiek, który
wziął te pieniądze, w imię Ojca i Syna i Ducha Św. Za
tymi słowy, gdy też już wosk wylała, ukazał jej się służebnik pani Kierskiej, który pieniądze namienione był
ukradł, jakoby palec, w tejże postaci, w której prawie był,
a przy nim duże gromady pieniędzy; a on po nie sięgał
i ze dwa razy te pieniądze brał".</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zastanawia świętokradcze kojarzenie osób świętych
z praktyką czarodziejską.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzeczywiście. Podobne próby wciągania żywiołów
przejętych z kultu chrześcijańskiego w świat guseł i procederów czarnoksięskich spotykamy nierzadko w rocznikach naszego okultyzmu. Są to objawy religijnej perwersji, której szczytem cześć dla Szatana i czarna msza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy słyszy się cośkolwiek o operacjach tego rodzaju
związanych z postaciami historycznymi?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem. Właśnie wspomniany przeze mnie Del Rio,
którego <slowo_obce>Disquisitiones magicae<pe><slowo_obce>Disquisitiones magicae</slowo_obce> (łac.) --- badania magiczne.</pe></slowo_obce> przed chwilą oglądałeś,
mówiąc o tajemniczej śmierci króla francuskiego, Karola IX, utrzymuje, że zginął on wskutek tzw. przebicia <slowo_obce> in
effigie<pe><slowo_obce>effigie</slowo_obce> (łac.) --- w podobiźnie, za pośrednictwem obrazu.</pe></slowo_obce>, dokonanego przez heretyków z zemsty za prześladowanie ich wiary. --- Nasz poczciwy Benedykt Chmielowski tak opisuje ten proceder w swych <tytul_dziela>Nowych Atenach</tytul_dziela>:</akap_dialog>


<akap>,,Heretycy więc takich znaleźli czarnoksiężników, którzy
portret jego, alias osobę uformowawszy z wosku <slowo_obce>ad instar<pe><slowo_obce>ad instar</slowo_obce> (łac.) --- na podobieństwo.</pe></slowo_obce> króla, ten portret potem różnymi kłuli instrumentami to w głowę, to w bok, to w serce, to w nogi; a król żywy w tych samych członkach w te same czasy nieznośne
ponosił boleści przez najdoskonalszych nie uśmierzone medyków".</akap>


<akap_dialog>--- Przyznasz jednak sam, że chyba niepodobna<pe><slowo_obce>niepodobna</slowo_obce> (daw.) --- nieprawdopodobne, niemożliwe.</pe> w tych
sprawach zasłaniać się ,,powagą" autora <tytul_dziela>Nowych Aten</tytul_dziela>?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zapewne. Zresztą przytacza on opinię cudzą, nie
własną. Poza tym rzecz była zbyt głośna w swoim czasie
i nie stanowi faktu odosobnionego. Mógłbym ci podobnych
wypadków naliczyć tysiące. W Anglii np. wydano za Henryka I specjalne ustawy karzące takich odlewaczy woskowych figurek, znanych wtedy pod nazwą <slowo_obce>vultivoli</slowo_obce> lub <slowo_obce>vultuarii</slowo_obce>. Również Walter Scott w jednym ze swych listów
o demonologii mówi, że w Szkocji przypisywano śmierć
króla Duffusa przebiciu jego wizerunku odlanego z wosku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzecz wygląda tak fantastycznie, że trudno uwierzyć.
Słucha się tego wszystkiego jak opowieści wylęgłej w mózgu naiwnym i przewrotnym zarazem. Podziwiać tylko się
musi złośliwość inwencji.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Demonizm natury ludzkiej przyobleka najdziwaczniejsze kształty i formy. Ponura groza, wiejąca z obrzędów
niektórych ludów pierwotnych, kojarzy się w zagadkowy
sposób z humorystyką ekspresji i stwarza niesamowity
stop, który nazwano groteską. Z otchłani życia wyglądają
ku nam od czasu do czasu dziwnie uśmiechnięte maszkary.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1407321698782-2495439506"/><motyw id="m1407321698782-2495439506">Śmiech, Śmierć</motyw>--- Śmiech i groza --- szczególne połączenie!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szczególne, a tak przecież częste. Czyż to nie charakterystyczne, że trupie głowy są zawsze uśmiechnięte?<end id="e1407321698782-2495439506"/></akap_dialog>


<akap>Opuścił głowę i przez chwil parę siedział pogrążony
w zadumie.</akap>


<akap_dialog>--- Symbolika guseł ludowych --- podjął po czasie ---
pełna wewnętrznej treści i znaczeń, kryje zarodki głębokiej filozofii. Trzeba tylko umieć odczytywać te znaki...</akap_dialog>


<akap>Wyciągnął rękę po ciężki foliał in quarto w wiśniowej
oprawie, zamknięty na miedzianą klamrę.</akap>


<akap_dialog>--- Moje ukochane dziwadła! --- ciągnął dalej, otwierając
księgę. --- Oto żmudnie zebrane przeze mnie najstarsze
polskie książki i pisma czarnoksięskie. Przeczytaj!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- <tytul_dziela>Czarnoksięgu Polskiego ręką Andrzeja Wierusza,
adepta Wiedzy Tajemnej, sporządzonego ksiąg pięcioro,
czyli Polski Pentateuch<pe><slowo_obce>pentateuch</slowo_obce> (gr.) --- pięcioksiąg.</pe> Czarodziejski</tytul_dziela>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czytaj dalej!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- ,,Księga pierwsza: <wyroznienie>Postępek prawa czartowskiego</wyroznienie>
z roku Pańskiego 1570. --- Księga wtóra: Stanisława Poklateckiego <tytul_dziela>Pogrom czarnoksięskich błędów, latawców zdrady i alchemickie fałsze</tytul_dziela> z r. Pańskiego 1595. --- Księga trzecia: <tytul_dziela>Thesaurus Magicus</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Thesaurus Magicus</slowo_obce> (łac.) --- skarbiec magiczny.</pe> z r. 1637. --- Księga czwarta: <tytul_dziela>Czarownica Powołana</tytul_dziela> z r. 1639. --- Księga piąta i ostatnia:
<tytul_dziela>Appendix</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Appendix</slowo_obce> (łac.) --- dodatek.</pe>, <tytul_dziela>czyli przepisy i recepty czarodziejskie zbieranej drużyny</tytul_dziela>".</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A teraz poszukaj na stronicy 323!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jest.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czytaj od trzeciego wiersza z góry!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- ,,Przepisy w materiej używania czarodziejskiej kukły: <slowo_obce>homunculus cerreus<pe><slowo_obce>homunculus cerreus</slowo_obce> (łac.) --- woskowy człowieczek.</pe> alias<pe><slowo_obce>alias</slowo_obce> (łac.) --- inaczej.</pe></slowo_obce> człowiekiem woskowym
zwanej". --- Charakterystyczny nagłówek!</akap_dialog>


 <akap>--- Co dalej?</akap>


<akap_dialog>--- ,,Skoro już w <slowo_obce>homunculusa</slowo_obce> onego stworzonego na
obraz a podobieństwo upatrzonej ofiary włosy tejże zaczynisz alboli zęby, wtedy łuk przygotuj. A łuk ten winien być z tarniny, a cięciwę mieć z włosów kozła, zasię
strzały z ości rybich lub gwoździ podkowy. Gdy tedy człowieczka onego i łuk tarninowy nadobnie przysposobisz,
czekajże cierpliwie konstelacjej Saturna libo Marsa.</akap_dialog>


<akap>A skoro figury one wrogie na niebie zaświtają, łuk
napnij i strzałę wypuść w pierś kukły serdeczną..."</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Clausura nigromanticae</slowo_obce><pe><slowo_obce>clausura nigromanticae</slowo_obce> (łac.) --- zamknięcie magiczne, konstelacja magiczna (mowa o czarnej magii).</pe> --- objaśnił Wierusz. ---
Jakby wyjęta skądś z Paracelsa. Przerzuć dwie kartki i czytaj dalej!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- ,,W noc cichą, w noc księżycową zwierciadło weź
panieńskie, zwierciadło, co odbiło już nieraz kraśne lico,
i zanurzywszy w kadź z wodą, obróć gładzią ku światłu.
A gdy już księżyc wzejdzie i w głąb kadzi zajrzy, rzuć na
zwierciadło owo wieniec ze strzępów koszuli skalanej krwią
dziewki, co chorobę przebywa miesięczną. Wieniec ten,
gdy się już światłem księżyca nasyci, na głowę włóż kukle..."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Fragment bez końca.</akap_dialog>


<akap>Obróciłem znów kartę i czytałem dalej:</akap>


<akap_dialog>--- ,,Rozdział 10. --- Praktyki czarnoksięskie ludu na
Kujawach w wieku XVII. --- ...Jeśli tedy kogo tobie niemiłego na zdrowiu uszkodzić zapragniesz, ulepże przódzi
z wosku libo z gliny świeżej łątko<pe><slowo_obce>łątko</slowo_obce> (daw.) --- kukiełka.</pe> małe, kształtem a posturą człeka onego przypominające, któremu choróbsko
zadać chcesz, a ulepiwszy, włosów parę jego spod pachy libo
ząb jego, libo paznokiet w przydatku zaczyń... Potem
z członków figurynki onej mierę bierz nitką unurzaną
w miazdze z rozduszonego pająka i mierę ową przywiąż
do szyi żabie alboli leciwej ropusze, co ją w sadzie swoim
najdziesz. A skoro już mierę na szyi jakoby pętlę zawiesisz, przekłujże żabie oko igłą, którą szyto przódzi żgło<pe><slowo_obce>żgło</slowo_obce> (daw.) --- koszula śmiertelna.</pe>
dla człeka zmarłego... Wierę w tydzień najdalej wróg twój
serdeczny ciężko zaniemoże..."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy nie dostrzegasz w tej naiwnie złośliwej recepcie
czegoś w rodzaju metody sympatetycznej? --- zapytał, uśmiechając się pobłażliwie, Andrzej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzeczywiśaie: ciekawy związek między kukłą, zwierzęciem i ofiarą.</akap_dialog>

<akap>--- Jeżeli chcesz wiedzieć coś o homeopatii magicznej
względnie o tzw. <slowo_obce>magia contagiosa</slowo_obce>, czyli magii zakaźnej,
posłuchaj, jak brzmi najbliższy z kolei przepis:</akap>





<akap_dialog>--- ,,Przywiąż <slowo_obce>homunculo</slowo_obce> do szyi szmatę przepojoną
krwią chorej niewiasty i ochłap ścierwa ze świni lub zarażonej owcy, a przywiązawszy, miarę przyłóż z nici czarami uświęconej. Wrychło ciało tego, na czyją intencją <wyroznienie>homunculus</wyroznienie> ulepion został, pokryje się wrzodami i zmarnieje..."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeżeli wszystkie te szatańskie zabiegi choć w części
osiągały kiedykolwiek zamierzony skutek, a nie są tylko
wytworem obłąkanych mózgów, dobrze zrobiłem, usuwając tę kukłę ze sfery wpływów Kamy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niezawodnie. Kama jest tym groźniejszym przeciwnikiem, że zbrojnym w wysoką inteligencję i wtajemniczonym w arkana wiedzy magicznej. Mylisz się jednak zasadniczo, jeżeli przypuszczasz, że figurka ta wyszła już
poza linię jej ,,magicznego obstrzału"!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przecież jest w naszych rękach!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To nie zmienia sprawy. Mimo wszystko Kama pozostaje z nią ciągle w astralnym kontakcie i przez nią może
w dalszym ciągu szkodzić Halszce.</akap_dialog>


<akap>Opuściłem bezradnie głowę.</akap>


<akap_dialog>--- Co robić zatem? Czy nie ma już ratunku?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem, lecz musisz zgodzić się na ewentualną
,,śmierć" Kamy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Śmierć?</akap_dialog>


<akap>--- Śmierć względnie powrót w dziedzinę żywiołu, z którego pochodzi.</akap>


<akap_dialog>--- Wybieram to drugie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niestety, wybór nie od ciebie zależy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc od kogo?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Od tego, w jakiej formie bytowania znajduje się
Kama w chwili obecnej. Jeżeli znów opanowała astral
Jastronia i jest kobietą, musi zginąć --- jeżeli zaś jest znów
tylko salamandrą, dozna prawdopodobnie tylko czasowego
wstrząśnienia na drodze magicznej, a powrót w ludzkie
ciało zostanie jej uniemożliwiony na wieki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czyń więc, jak sam uznasz za stosowne.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze zatem. Lecz uprzedzam, że walka, którą podejmujemy w tej chwili, jest rozstrzygającą i dlatego ryzykowną; narażamy życie obaj.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem gotów oddać je za życie Halszki. Zbyt ciężko
względem niej zawiniłem.</akap_dialog>


<akap>Andrzej uścisnął mi rękę.</akap>


<akap_dialog>--- Przede wszystkim muszę rozluźnić związek między
Halszką a jej woskowym sobowtórem --- rzekł, zdejmując
z palców kukły paznokcie i usuwając włosy z głowy. ---
Tak --- teraz kontakt częściowo osłabiony.</akap_dialog>


<akap>Zebrał włosy i paznokcie do kryształowej puszki i umieściwszy ją sobie na dłoni, zaczął drugą ręką zataczać wkoło
niej koliste, współśrodkowe kręgi.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>All right</slowo_obce>! --- odetchnął z ulgą po kilku minutach ---
otoczka gotowa. Teraz są zamknięte bezpiecznie jakby
w magicznej kuli. Dostęp ze wszystkich stron odcięty.</akap_dialog>


<akap>Postawił puszkę na stole.</akap>


<akap_dialog>--- Lecz to dopiero początek.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co zamierzasz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Musimy teraz stanowczo i nieodwołalnie przeciąć
astralny sznur łączący kukłę z twoją narzeczoną. I tu właśnie grozi nam największe niebezpieczeństwo.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego nam?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ta lalka z wosku przepojona jest fluidami Halszki
i jej rywalki; fluid pierwszej, niewinny i bierny, połączony astralną pępowiną z jej ciałem fizycznym, pozostaje
wciąż pod wpływem Kamy, która wysyła w stronę kukły
wicher zgubnie działających prądów. Jeżeli teraz wydzielę
pierwiastki astralne panny Grodzieńskiej i każę wrócić im
do ich macierzystego źródła, nastąpi miejscowe naruszenie
równowagi astralnych form, do której ułożyły się od pewnego już, dłuższego czasu oba fluidy. Ponieważ wszelki
ruch astralny odbywa się po linii kolistej, przeto każdy
ładunek magnetyczny czy fluidyczny, który nie spotyka na
swej drodze upatrzonego celu, musi wrócić do swego punktu wyjścia. Innymi słowy astralne środowisko musi wrócić
do nowego stanu równowagi zachwianej wskutek mojej
interwencji.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z tego wynikałoby, że szkodliwe prądy idące od Kamy powinny do niej powrócić, czy nie tak?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naturalnie. Rozpętany wicher astralny, który jest
właściwie skoncentrowaną wolą, zawsze osiąga swój skutek i nie może cofnąć się bez wywołania czyjejś śmierci.
Jeżeli przedmiot ataku usunie mu się z drogi lub wyminie go w drodze, zabójczy prąd wraca do tego, kto go wysłał, i godzi weń bez litości.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zjawisko zdumiewające! Zatem mag ginie w tym
wypadku zatruty własnym jadem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Jest to tzw. w magii ,,powrotne uderzenie".
W ten sposób nieraz spełnia się na operatorze wielkie prawo ,,reprobacji<pe><slowo_obce>reprobacja</slowo_obce> (z łac.) --- dezaprobata a. potępienie.</pe>", czyli magicznej ,,kary osądzenia".</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przyszło mi na myśl szczególne skojarzenie ze znaną historią z Nowego Testamentu o demonach wypędzonych z ciała opętanego w świnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przykład nader trafny, mój Jerzy. Chrystus, wyzwalający nieszczęśliwego opętańca w ten dziwny sposób,
dokonał dzieła świadczącego o Jego wysokiej sile magicznej; było to potężne przerwanie prądu magnetycznego, zakażonego przez złą wolę. Znamienną przy tym jest rzeczą,
że czarne siły, które opanowały ciało nieszczęśliwego, musiały przejść w inny, lubo niższy organizm. Wyparty z człowieka wir astralny wszedł w zwierzęta, które z kolei opętane przez demony, rzuciły się w morze i potonęły.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zatem właściwie nie nam grozi niebezpieczeństwo
w razie rozerwania kontaktu z Halszką, lecz Kamie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak by należało się spodziewać, gdyby nie jedna
okoliczność. Kama z wszelką pewnością wie o tym, że czarny mag, uwalniający kogoś od czaru przez siebie rzuconego, musi mieć w rezerwie <wyroznienie>drugą</wyroznienie> upatrzoną ofiarę;
w przeciwnym razie prąd ugodzi w niego samego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie rozumiem. Przecież Kama nie ma chyba zamiaru wypuszczać Halszki spod swej władzy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak --- lecz ja ją do tego zmuszę, przerywając więźbę magiczną między kukłą a twoją narzeczoną. Efekt będzie taki sam, jak gdyby Kama dobrowolnie oswobodziła
spod czaru swą rywalkę. Tak czy owak, z pewnością przygotowała się na tę ewentualność i niewątpliwie zadzierżgnęła podwójną pętlicę. Chodzi tylko o to, komu przeznaczyła
rolę ofiary ,,zastępczej" i kto ma wchłonąć w siebie ładunek wyzwolony z ciała Halszki?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Teraz rozumiem. Nietrudno domyślić się: jeden
z nas.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak: ty lub ja... --- Mam wrażenie, że cały mój dom
przepojony jest zatrutym jadem tej mściwej istoty. Przeczuwam, że siła jej jest olbrzymią i uderzenie będzie potężne. Lecz spróbuję je sparaliżować choć w części.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W jaki sposób?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widzisz tę araukarię?... Mój ulubiony krzew --- pamiątka po niej, jedyny, ostatni upominek w dzień rozstania. Jest mocna i pełna soków. Ona nas ocali. Może wytrzyma wicher trującego jadu...</akap_dialog>


<akap>Patrzyłem zdumiony, nie wiedząc, o czym myśli.</akap>


<akap_dialog>--- Nie rozumiesz, Jerzy? Zanim przetnę związek
z Halszką, połączę kukłę z araukarią.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy się to na co przyda?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może choć w części. To też istota organiczna. Może
przyjmie w swe zielone łono cios przeznaczony dla jednego
z nas.</akap_dialog>


<akap>I wykonał ręką w powietrzu między figurką a sosną
parę łukowatych, zamykających niby zwora magnetyczna,
pociągnięć.</akap>


<akap_dialog>--- Połączenie dokonane --- rzekł opuszczając rękę. ---
Teraz przystąpimy do rozerwania łańcucha z Halszką.</akap_dialog>


<akap>Spojrzał mi głęboko w twarz. W siwych, bystrych oczach
jego ujrzałem wtedy po raz pierwszy dwie ciche, męskie
łzy...</akap>


<akap_dialog>--- Jerzy! --- rzekł silnie wzruszony. --- A teraz na wszelki wypadek przyjdzie nam się pożegnać. Może to nasz dzień
ostatni. Żegnaj mi, Jur!... Kochałem cię jak syna... Do
widzenia!... na tamtym brzegu!...</akap_dialog>


<akap>Rzuciłem mu się w ramiona na długą, długą chwilę.
Łkanie zdławiło mi słowa...</akap>


<akap>W parę minut potem Andrzej ,,szukał" już kierunku,
w którym rozpinał się ,,astralny węzeł". Z oczyma wbitymi w przestrzeń, z wyprężonymi w przestwór ramionami
krążył dookoła osi pionowej własnego ciała jak fakir zaklęty w wir tańca. Wreszcie znalazł... Stanął w miejscu
jak wryty i zaczął wykonywać rękoma szczególne, zrazu
dla mnie nieuchwytne ruchy. Po pewnym czasie wyróżniłem w nich dwie linie; jedna zmierzała wyciągniętą krzywizną ku nam, druga odginała się w stronę wprost przeciwną; układ ich przypominał nader hiperbolę...</akap>


<akap>Nagle Wierusz sprężył się w sobie jak do skoku i podniósłszy dłoń prawą do góry, przeciął nią gwałtownie przestrzeń w rozstępie między niewidzialnymi liniami. Mimo
woli zadrżałem...</akap>


<akap>A on, oparłszy mi ciężko rękę na ramieniu, wskazał
oczyma araukarię:</akap>


<akap_dialog>--- Popatrz tam!</akap_dialog>


<akap>Wtedy to w czasie krótszym od mgnienia sekundy stało
się z pięknym, rozkosznym krzewem coś straszliwego. Jak
pod dotknięciem ognistego wichru pustyni zmienił momentalnie barwę; miejsce soczystej zielonej rośliny zajął
w wazonie rudordzawy, przeżarty gorączką jej szkielet.
Jeszcze przed chwilą bujne, prężne spławy opadły bezradnie ku trzonowi, poskręcały się w suche zwitki zwarzone
jadem liście, wykrzywiły się w konwulsjach bólu pień
i gałęzie. W oczach naszych sosna skonała...</akap>


<akap>Lecz zanim zdołałem otrząsnąć się z przerażenia, rozległ
się dookoła nas głuchy, złowieszczy łoskot. Instynktownie
zwróciłem się ku Andrzejowi:</akap>


<akap_dialog>--- Co to?</akap_dialog>


<akap>Twarz przyjaciela była trupio blada, oczy fosforyzowały
dzikim, błędnym światłem.</akap>


<akap_dialog>--- Rysują się mury mego domu --- odpowiedział bezdźwięcznie.</akap_dialog>


<akap>Popatrzyłem po ścianach: Wierusz miał słuszność; na
wszystkie strony od posadzki do sufitu biegły po nich, krzyżując się złowrogo, długie, rozsadzające mur żyły...</akap>


<akap>Uczułem, jak ręka Andrzeja wpija mi się kurczowo
w ramię.</akap>


<akap_dialog>--- Spójrz w tamtą stronę! --- wyszeptał zbielałymi wargami. --- Tam, tam, za biurkiem, w kącie, pod ścianą!...
Widzisz?!... To <wyroznienie>on</wyroznienie>!...</akap_dialog>


<akap>Wśród piekielnego łomotu rozstępujących się ścian
ujrzałem w rogu pokoju na podłodze wyłaniające się nagle
nagie ludzkie ciało --- nie! --- szkielet, okropnie wychudły,
okryty żółtą jak pergamin skórą szkielet człowieka. Od
szyi jego aż do stopy lewej biegła na ukos podłużna, czarno
krwią podeszła pręga jak od uderzenia pioruna. W jednym
miejscu, gdzie porażenie było najsilniejsze, pękła skóra na
szerokość dwu palców, ukazując czarne, zwęglone doszczętnie mięso... Straszliwą musiała być siła, która przeszła
przez ten łachman człowieczy...</akap>


<akap>Spojrzałem na twarz małą, wykrzywianą w okrutnym
uśmiechu, z ostrą, ryżą bródką i poznałem Jastronia...</akap>


<akap>Jak przez sen zabrzmiały mi jeszcze w uszach ostatnie, westchnieniu konającego podobne słowa Andrzeja:</akap>


<akap_dialog>--- <wyroznienie>Jego</wyroznienie> wybrała...</akap_dialog>


<akap>Huk, wstrząsający posadami świata, huk i łoskot zagłuszyły wszystko. Zachwiały się ściany, zakołysały stropy
i z upiornym łomotem runęły w proch. W okamgnieniu
willa zamieniła się w rumowisko drobnych, oślepiająco
białych odruzgów. A w pośrodku startego na biały miał
domu stałem ja, cudem ocalały człowiek. Przede mną o parę kroków leżały półzasypane gruzem zwłoki Jastronia,
nade mną świeciło popołudniowe słońce...</akap>


<akap_dialog>--- Andrzeju! --- zawołałem głosem bezradnego dziecka. --- Andrzeju!</akap_dialog>


<akap>I obejrzałem się wkoło, szukając przyjaciela. --- Na
próżno! Wierusz zniknął. Byłem sam --- zupełnie sam...</akap>


<akap>Wśród blasków pastwiącego się nad pustką słońca wypełzła spod rumowia duża, złoto-czarna jaszczurka, przebiegła w poprzek ciało Jastronia i wśliznęła się z powrotem pomiędzy gruzy... Straciłem przytomność...</akap>





<naglowek_rozdzial>Epilog</naglowek_rozdzial>




<akap>Po długiej, nieskończenie długiej nocy ujrzałem nad sobą czyjąś twarz. Była znajoma mi i życzliwa. Podniosłem
się i wyciągnąłem rękę. Ujęła ją dłoń ciepła i przyjacielska.</akap>


<akap_dialog>--- Nie wolno się ruszać! --- mówił ktoś pochylony nade mną.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To pan, panie doktorze? --- zagadnąłem, przemagając ogromne znużenie, które przyciskało mi powieki żelaznymi palcami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie wolno mówić --- brzmiał ten sam głos z wielkiej
oddali.</akap_dialog>


<akap>Wbrew zakazowi usiadłem na łóżku. Poznałem dr. Biegańskiego.</akap>


<akap_dialog>--- Gdzie jestem? Czy Wierusz wrócił?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- U siebie w domu. Pana Wierusza nie znam.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto mnie tutaj przyniósł? Czy od dawna tu leżę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powoli, powoli. Proszę leżeć cicho i nie wykonywać
żadnych gwałtownych ruchów. Przebył pan szczęśliwie nader poważną chorobę; wszelkie wzruszenia mogłyby panu
zaszkodzić.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Którego mamy dzisiaj? --- rzuciłem okrążające pytanie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- 26 lipca.</akap_dialog>


<akap>Policzyłem dni i zrobiło mi się nieswojo.</akap>


<akap_dialog>--- Więc aż cały miesiąc leżałem w malignie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mniejsza o to, od kiedy i jak długo; dzięki Bogu,
niebezpieczeństwo minęło.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co to było? Chyba zapalenie mózgu? Co?!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Panie Jerzy --- odpowiedział wymijająco lekarz ---
co zależy na rodzaju choroby? Nomenklatura obojętna.
Przeszło, minęło --- myślmy o chwili obecnej. Jak się pan
czuje?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem straszliwie wyczerpany.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naturalnie. Przez parę tygodni żywiłeś się pan niemal wyłącznie kwaśnym mlekiem w dawkach minimalnych.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy był tu Wierusz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie było nikogo. Przyszły tylko pocztą z początkiem
lipca dwa listy; leżą tam na biurku nie rozpieczętowane.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziękuję panu, doktorze! Ocaliłeś mi życie.</akap_dialog>


<akap>Uścisnąłem mu rękę.</akap>


<akap_dialog>--- Głupstwo. Teraz muszę odejść na parę godzin. Wieczorem zajrzę tutaj znowu. Pozwalam panu zjeść dobry
rosół i kawałek białego mięsa; najlepiej coś z drobiu. Do
widzenia!</akap_dialog>


<akap>Ledwo wyszedł, wyskoczyłem z łóżka.</akap>


<akap_dialog>--- Listy, listy!</akap_dialog>


<akap>Drżącą ręką rozłamałem pieczęci. Pierwszy był od pani Stanisławy Grodzieńskiej z datą 28 czerwca.</akap>


<sekcja_swiatlo/>

<dlugi_cytat><akap>,,Łaskawy Panie Jerzy! --- pisała matka Halszki. --- Od
czterech dni nastąpiło w chorobie Halszki szczęśliwe przesilenie; bóle ustały nagle 24 bm. w godzinach popołudniowych. Dr Biegański stwierdził, że znikła bez śladu zagadkowa przemiana krwi. Bogu Najwyższemu dzięki!... To cudowne, prawdziwie opatrznościowe ocalenie naszej dzieweczki musiało wywrzeć na niej silne i głębokie wrażenie.
Zdaje się pod jego wpływem dojrzało w niej niezłomne
postanowienie, by odtąd poświęcić życie wyłącznie Bogu i Jego chwale. Trzeba przyjąć to spokojnie, Panie Jerzy,
uznać jej wolę, tak jak myśmy oboje z Henrykiem ją
uznali. Widocznie to jej było losem przeznaczone...</akap>


<akap>Jutro wieczorem wyjeżdżamy do północnej Francji, do
Trouville nad morzem. Tam Halszka rozpocznie swój nowicjat w klasztorze panien klarysek...</akap>


<akap>Żegnam Pana, Panie Jerzy, żegnam jak syna. Bóg mi
świadkiem, pragnęłam widzieć Was Oboje połączonych węzłem małżeńskim, pragnęłam z duszy całej pobłogosławić
Wasze drogie głowy. Lecz znać sądzonym było inaczej.
Przyjm z pokorą wolę Nieba i pomyśl, że może od Twego
wyrzeczenia się zawisło<pe><slowo_obce>zawisnąć</slowo_obce> (daw.) --- zależeć.</pe> jej życie...</akap>


<nota><akap>Szczerze życzliwa</akap>


<akap>Stanisława Grodzieńska"</akap></nota></dlugi_cytat>




<akap><begin id="b1407324131901-150065158"/><motyw id="m1407324131901-150065158">List</motyw>Jak piorunem rażony siedziałem długo, wpatrując się
bezmyślnie w pismo. W głowie huczało mi nieznośnie, gardło ściskały niewidzialne kleszcze. Machinalnie opuściwszy
wzrok na adres listu drugiego, poznałem jej rękę. Błysk
nieuzasadnionej nadziei rozdarł mrok rozpaczy. Otworzyłem kopertę. Z wnętrza wypadły dwa arkusiki papieru:
jeden, pisany ręką Halszki, zawierał tylko te trzy słowa:
,,Przebaczam Panu. --- Helena" --- drugim był jeden
z listów pisanych przeze mnie do Kamy: namiętny, pełen
uwielbienia i szału.<end id="e1407324131901-150065158"/></akap>


<akap>Wzdrygnąłem się jak pod ukąszeniem węża. Straszliwa
zemsta kochanki dosięgła mnie w samo serce... Ból ostry
przeszył mnie na wskroś i pogrążył w odrętwienie. Głucha
rozpacz zaległa martwotę domu i tłukła się bezsilna po
ścianach. Jakiś biedny, słaby człowiek tarzał się w podrzutach katuszy i gryzł palce w nieludzkim cierpieniu.
Biedny, marny człowiek...</akap>


<akap>Jęk mnie obudził żałosny, przeciągły jak wycie wichury.
Tępym, automatycznym krokiem wywlokłem się z mieszkania...</akap>


<akap>Po drodze mijałem jakieś domy, ulice, spotykałem jakichś ludzi, odpowiadałem na czyjś ukłon. Ktoś mnie raz
zaczepił i mówił coś do mnie żywo i wśród gestów, nie pamiętam co. Na rogu którejś z przecznic ktoś inny potrącił
mnie w pędzie, omal nie obalił na bruk. Nie wziąłem mu
tego za złe. Zatoczyłem się tylko jak pijany i poszedłem
dalej...</akap>


<akap>Gdzieś już pod zachód zadzwoniłem do bramy znanego
mi domu. Wyszedł sługa stary, w ciemnowiśniowej liberii<pe><slowo_obce>liberia</slowo_obce> --- oficjalny strój służby.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Państwo w domu? --- rzucam śmieszne pytanie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wyjechali za granicę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na długo?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie wiem, proszę pana...</akap_dialog>


<akap>Brama zamknęła się z powrotem. Kalwaria włóczęgi
bez celu rozpoczęła się od nowa. Znalazłem się wreszcie na
Parkowej.</akap>


<akap_dialog>--- Numer 6! --- powtarza mi wciąż głos czyjś uparty. ---
Numer 6!</akap_dialog>


<akap>Jest, jest! Widnieje z daleka biała tabliczka z czarną
szóstką na czole furtki. Bo tylko furtka została --- żelazna
furtka i siatka z zielonego drutu. He, he, he! Siatka otaczająca starannie, z pedanterią godną lepszej sprawy, czworobok z rumowia! Co?!... Jest i taster<pe><slowo_obce>taster</slowo_obce> --- tu: przycisk.</pe> od dzwonka?... Czemuż by nie? Ocalał guzik i część drutu rozpiętego na parkanie.</akap>


<akap>Podnoszę palec i naciskam kontakt.</akap>


<akap_dialog>--- Halo! Andrzeju, jesteś w domu?...</akap_dialog>


<akap>O ironio! O mocy przyzwyczajenia!</akap>


<akap>Wchodzę w obręb siatki; przemierzam jak lunatyk mały wirydarz<pe><slowo_obce>wirydarz</slowo_obce> (daw.) --- czworoboczny dziedziniec, zwykle z ogrodem.</pe>, zasypany w części odmiotami gruzu, i staję
w samym sercu ruiny. Jest zachód i czerwony uśmiech
słońca krwawi się na strzyży z wapna, tynku i cegieł.
Ani śladu choćby jednej ściany, choćby ułamka muru,
choćby wspomnienia zrębu. Wszystko na proch starte,
na biały, sypki, chrzęszczący pod stopą miał... Co za
pustka!...</akap>


<akap>Słyszę głos swój chrapliwy, zmieniony, obcy:</akap>


<akap_dialog>--- Andrzeju! Andrzeju!</akap_dialog>


<akap>Z sąsiedniej willi wychyla się z okna nad granicznym
parkanem głowa jakiejś kobiety.</akap>


<akap_dialog>--- Kogo pan szuka?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy pan Andrzej Wierusz wyjechał?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie znam tego pana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to? Sąsiad pani najbliższy, były właściciel tego
domu.</akap_dialog>


<akap>I ruchem ręki wskazuję ruiny.</akap>


<akap_dialog>--- Nazwisko mi zupełnie nie znane. Właścicielem był
inżynier Rudzki, który zginął pogrzebany pod gruzami tej
willi <wyroznienie>jeszcze przed 10 laty</wyroznienie>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A potem? Kto odbudował dom ten potem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nikt. Od 10 lat miejsce leży odłogiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To szaleństwo! Tutaj jeszcze przed miesiącem stał
dom! Katastrofa nastąpiła 24 czerwca!</akap_dialog>


<akap>Kobieta uśmiecha się i patrzy na mnie w szczególny
sposób.</akap>


<akap_dialog>--- Pan uległ zapewne pomyłce. Może to przy innej ulicy. <wyroznienie>Te ruiny istnieją tu od 10 lat</wyroznienie>... --- Uśmiecha
się raz jeszcze i znika w głębi mieszkania. W głowie odczuwam nagły ból, na oczy kładzie mi się czarny, nieprzenikniony całun...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc czym byłem ja od roku? Kim był Wierusz?
Kim Kama?...</akap_dialog>


<akap>A może to wszystko jest snem tylko, złym, trującym
czadem swych wyziewów snem?...</akap>


<akap>Nie! Nie!... Tu, na piersiach, mam jej list, jej pożegnalny list, streszczający się w trzech okrutnych słowach! To
rzeczywistość, to straszliwa w swej prostocie rzeczywistość!...</akap>


<akap>Z królestwa zmory, z mrocznych snu krużganków wyniosłem na światło dnia tę jedną, tę jedyną pamiątkę...</akap>


<nota><akap>Jesienią i zimą r. 1922.﻿</akap></nota>




</powiesc></utwor>