<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/grabinski-namietnosc-przypadek/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Grabiński, Stefan</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Przypadek</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dug, Katarzyna</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dug, Katarzyna</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nowela</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/grabinski-przypadek</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stefan Grabiński, Utwory wybrane, Tom I: Nowele, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Stefan Grabiński zm. 1936</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2007</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-04-25</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/grabinski-przypadek.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0249-0</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/grabinski-przypadek.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1306-9</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/grabinski-przypadek.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2261-0</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/grabinski-przypadek.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3245-9</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/grabinski-przypadek.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4331-8</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6814.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Lokomotywa, Hartmann, Walter (1899-1945), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6814</dc:relation.coverImage.source>
  <category.legimi>Horror</category.legimi>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    <category.thema.main>FKC</category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><opowiadanie>

<abstrakt>
<akap>W pociągu --- zawsze tylko w pociągu.</akap>




<akap>Tam, zupełnie przypadkiem, Kazimierz Zabrzeski poznał pewną kobietę, mężatkę. Tam też rozpoczął się ich romans. Odtąd rytm życia mężczyzny wyznaczały podróże kochanki i sekretne schadzki w zamkniętych przedziałach. I również w pociągu ich przygoda znalazła swój tragiczny finał.</akap>




<akap>Oto Łunińska przypadkiem widzi męża na korytarzu. Okazuje się, że to pomyłka, przywidzenie. Sytuacja jednak się powtarza, niepokojące zwidy dręczą kobietę coraz bardziej. Aż w końcu, pewnego dnia, również przypadkiem, do wagonu, którym podróżuje Zabrzeski wsiada mąż kochanki...</akap>




<akap>Stefan Grabiński, nazywany czasem ,,polskim Edgarem Allanem Poe", autor zbioru <tytul_dziela>Namiętność</tytul_dziela>, z którego pochodzi opowiadanie <tytul_dziela>Przypadek</tytul_dziela>, lubował się w tematyce kolejowej. Wokół niej osnuty jest również <tytul_dziela>Demon ruchu</tytul_dziela>, zbiór nowel grozy, dzięki któremu zyskał popularność.</akap>


</abstrakt>



<nota_red><akap>Uwspółcześnienia:</akap>
<akap>Uwspółcześnienie interpunkcji.</akap>
<akap>Fleksja: historyj > historii.</akap>
<akap>Pisownia łączna i rozdzielna: nie zaspokojony > niezaspokojony; nie zamąconej > niezamąconej.</akap>
</nota_red>

<autor_utworu>Stefan Grabiński</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Przypadek<pe><slowo_obce>Przypadek</slowo_obce> --- w pierwodruku (,,Nowa Reforma" 1926, nr 206--210) tytuł brzmiał: <tytul_dziela>Przypadek. Nowela</tytul_dziela>.</pe></nazwa_utworu>


<dedykacja><akap>Prof. Dr. Romanowi Pollakowi<pe><slowo_obce>Pollak, Roman</slowo_obce> (1886--1972) --- historyk literatury, nauczyciel gimnazjalny i wykładowca Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu; zapalony piłkarz.</pe>
poświęcam<pe><slowo_obce>Prof. Dr. Romanowi Pollakowi
poświęcam</slowo_obce> --- w pierwodruku (,,Nowa Reforma" 1926, nr 206--210) dedykacja brzmiała: Głębokiemu znawcy piękna i wytwornemu styliście, Jerzemu Eug. Płomieńskiemu, na pamiątkę wspólnie przemyślanych godzin poświęcam.</pe></akap></dedykacja>

<akap><begin id="b1365763661880-1810890484"/><motyw id="m1365763661880-1810890484">Spotkanie, Podróż, Flirt</motyw>Poznali się w pociągu. Zabrzeski wracał wtedy z pogrzebu zmarłej nagle narzeczonej, okryty świeżym kirem<pe><slowo_obce>kir</slowo_obce> --- czarny materiał, symbol żałoby.</pe> smutku, przesiąknięty jeszcze atmosferą domu żałoby. Zaczepiła
go pierwsza pod jakimś błahym pozorem. Odpowiadał zrazu
niechętnie, niemal opryskliwie, zajęty myślami o tamtej.
Powoli jednak przezwyciężyła wspomnienia o zmarłej i pan
Kazimierz zaczął zwracać na nią uwagę. Może instynktem
kobiety wyczuła przy nim bliskość anioła śmierci? Podobno róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach...</akap>


<akap>Gdy wysiadała z wagonu u celu podróży, wyraził żal
swój z powodu rychłego z nią rozstania. Wtedy naznaczyła
mu pierwszą schadzkę w... pociągu.</akap>


<akap_dialog>--- Za trzy dni --- mówiła, żegnając go czarującym
uśmiechem --- wracam tym samym pociągiem do Czerska.
Proszę być w oknie pociągu w Rudawie, gdzie będę wsiadała. Tylko niech mnie pan na tej stacji nie pozdrawia! Rozumie pan? Tak jak gdybyśmy się zupełnie nie znali. Proszę
też być przygotowanym na to, że mogę wracać w towarzystwie; wtedy wsiadłabym do innego przedziału.<end id="e1365763661880-1810890484"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lecz w takim razie zachodzi obawa, że moglibyśmy
się nigdy już więcej nie spotkać --- zauważył Zabrzeski,
którego zaczęła interesować ta kobieta. --- Jeżeli pani będzie w towarzystwie przez cały czas trwania podróży...</akap_dialog>


<akap>Na twarzy pani Łunińskiej odbił się wyraz zadowolenia.</akap>


<akap_dialog>--- A przecież panu coś na mnie zależy! Gdyby było
inaczej, nie okazałby pan tej chwalebnej przezorności.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ naturalnie, że mi zależy, nawet bardzo, bardzo
zależy --- zapewnił gorąco.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No dobrze już, dobrze --- odparła, podając mu rękę
na pożegnanie. --- W takim razie zobaczylibyśmy się na
pewno od dziś za dwa tygodnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale gdzie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W pociągu --- zawsze tylko w pociągu. 15 lutego pojadę znów z Czerska do Rudawy; pańską rzeczą już będzie
w porę zjawić się w jednym z okien wagonu. Lecz sądzę,
że zobaczymy się wcześniej; postaram się o to, by powracać
sama. A zatem do miłego widzenia!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Do widzenia! --- odparł, podnosząc ku ustom jej
rękę. --- Do widzenia, śliczna pani! --- dodał ciszej, wpatrując się zamyślony w jej rysy. --- Więc w piątek?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak --- koło 9 rano.</akap_dialog>


<akap>I dotrzymała słowa. W trzy dni potem spotkali się znowu w pociągu osobowym, zdążającym z Będziszyna w stronę Czerska. Pani Stacha dostrzegła go zaraz w oknie jednego z wagonów na stacji w Rudawie i gdy tylko pociąg
ruszył, znalazła się u jego boku zarumieniona cudownie,
przytulna jak kotka i pełna oszałamiających uśmieszków.</akap>


<akap>Tak zawiązana znajomość miała powoli przerodzić się
w stosunek zażyły, namiętny, w całym tego słowa znaczeniu <slowo_obce>un amore appassionato</slowo_obce><pr><slowo_obce>un amore appassionato</slowo_obce> (wł.) --- namiętna miłość.</pr>, w którym żądza przedziwnie
splotła się z uwielbieniem.</akap>


<akap>Łunińska nie była kobietą wolną. Okoliczność ta dodawała jeszcze tej niezwykłej znajomości specjalnego uroku
i pikanterii, lecz równocześnie kryła w sobie zarodki niebezpieczeństwa; musieli być ostrożni. Dlatego Stacha pod
żadnym warunkiem nie chciała się zgodzić na schadzki
poza obrębem czterech ścian przedziału; jedynie w pociągu,
w samotnym, drogo przez kochanka opłaconym <slowo_obce>coupé</slowo_obce><pe><slowo_obce>coupé</slowo_obce> (fr.) --- przedział.</pe> czuła
się bezpieczną. Widywali się dwa, niekiedy trzy razy w miesiącu zawsze na tej samej przestrzeni kolejowej między
Czerskiem a Rudawą. W jaki sposób zdołała pani Łunińska upozorować przed mężem częstość swoich wyjazdów, pozostało do końca jej tajemnicą. Zapytywana o to, odpowiadała wymijająco. Więc nie nalegał.</akap>


<akap>Dla Zabrzeskiego stosunek z tą rasową, namiętną kobietą był źródłem coraz to nowszych, coraz zawrotniejszych
upojeń. Od roku przeszło żył w stanie ciągłego podniecenia,
w jakiejś słodkiej, purpurowej gorączce. Demonizm kochanki, jej wyrafinowanie i szatański niemal spryt w pokonywaniu przeszkód, jakie okoliczności rzucały im pod
nogi, wzmagały w nim z dniem każdym nieprzeparty pociąg do Stachy, przejmując równocześnie podziwem i zachwytem bez granic. Ukradkowość schadzek na terenie
niezwykłym, ten ciągły pośpiech, by zdążyć w porę, by się
nie spóźnić ani na minutę, ta ustawiczna nerwica kolejowa
miały urok niewysłowiony, który zanurzał całe jego jestestwo w jakiejś rozdrganej, pulsującej arteriami krwi
czerwonej mgle, rozkołysywał duszę w rytm gorący, zapamiętały. Te wyczekiwania w słodkiej niepewności na dzień
umówiony, te dłużące się w nieskończoność chwile tuż
przed spotkaniem, te cudowne godziny, spędzane razem w szale zmysłów, w ekstazie uniesień... Zaprawdę,
za rok jeden takiego szczęścia warto było oddać resztę
życia...</akap>


<akap><begin id="b1366756481107-2573796386"/><motyw id="m1366756481107-2573796386">Miłość spełniona</motyw>Zabrzeski czuł, że miłość Stasi --- to szczytowy punkt
jego życia erotycznego, to jedna z tych najpiękniejszych
awantur, które się nigdy już więcej nie powtórzą, bo są
jedyne, rzadkie i wyjątkowe. Zapewne mógł jeszcze kiedyś
spotkać na swej drodze niejedną kobietę, lecz to rozumiał,
że żadna już nie odegra w jego życiu tej roli, co pani Łunińska. Cokolwiek łaskawa przyszłość miała mu przynieść,
wiedział z góry, z niezachwianą pewnością, że najświetniejszą perłę już mu złożyła w ofierze. Był to zenit, po którym
nie spodziewał się już żadnych niespodzianek. Dlatego pragnął przeciągnąć południe miłości w wieczyste trwanie, zatrzymać w miejscu nieubłagany bieg rzeczy i oddalić
w perspektywę nieskończoności smutną chwilę zachodu.<end id="e1366756481107-2573796386"/></akap>


<akap><begin id="b1365763906776-1749004507"/><motyw id="m1365763906776-1749004507">Podróż, Podstęp, Kochanek</motyw>Z rozkosznym drżeniem w sercu rozłamywał zawsze
pieczęcie depesz, które co tygodnia<pe><slowo_obce>co tygodnia</slowo_obce> --- dziś raczej: co tydzień.</pe> przychodziły od kochanki i normowały mu życie. Tych parę słów: ,,Jadę
w środę", ,,Wracam czwartego" lub ,,Dopiero za 2 tygodnie", pogrążało go w ekstazę szczęścia lub otchłań zgryzoty.
Gdy nie widzieli się przez czas dłuższy z powodu nieprzewidzianej przeszkody w ostatniej chwili lub też wskutek
tego, że Łuniński towarzyszył żonie w podróży, Zabrzeski
wpadał w fatalny nastrój: zaraz opadały go niby wściekłe
psy najczarniejsze przypuszczenia, najdziksze domysły
i szarpały nielitościwie aż do najbliższej schadzki. Lecz
wtedy ona umiała zawsze w dwójnasób wynagrodzić mu
dnie rozłąki i ukoić rozszalałą z goryczy tęsknotę...</akap>


<akap>Najczęściej widywali się w środy. Kilkumiesięczne doświadczenie przekonało, że był to dzień najodpowiedniejszy.
Już w wigilię schadzki chodził Zabrzeski rozgorączkowany
i podniecony do ostatecznych granic; znajomych w dzień
ten nie przyjmował, cały oddany przygotowaniom do wyjazdu nazajutrz, pochłonięty wyłączną myślą o ukochanej.
Chociaż pociąg poranny z Będziszyna, miejsca jego stałego
pobytu, odchodził dopiero o siódmej rano, był pan Kazimierz na stacji już o piątej i nerwowymi krokami przechadzał się tam i z powrotem po peronie. Trapiły go zawsze
te same wątpliwości:</akap>


<akap_dialog>--- A jeśli ona nie wsiądzie po drodze? A jeśli przyczepi
się do niej jakaś natrętna znajoma z Rudawy i pojedzie
z nią razem choćby do najbliższej stacji? To byłoby fatalne!...</akap_dialog>


<akap>Najbardziej jednak niepokoiła go ewentualna zmiana
konduktorów.</akap>


<akap>Licho nie śpi --- myślał nieraz, spoglądając w przestrzeń --- a nuż Stogryn zawiedzie?</akap>


<akap>I z trwogą w chwili nadejścia pociągu przesuwał spojrzenie po tłumie ludzi, szukając twarzy znajomego funkcjonariusza uśmiechniętej na poły chytrze, na poły złośliwie.
Lecz Stogryn, stary, szczwany wilk kolejowy, nigdy nie
zawiódł. Ujęty hojnymi napiwkami, ułatwiał kochankom
schadzki w iście mistrzowski sposób. Zawsze jakoś w jego
,,rejonie", obejmującym trzy wozy, znalazła się ustronna
,,seperatka", przeznaczona do wyłącznej dyspozycji Zabrzeskiego i jego przyjaciółki. Chytry człeczyna, nie chcąc budzić podejrzeń, nie od razu wpuszczał swego ,,klienta" do
upatrzonego przedziału, lecz kazał mu czas jakiś kręcić
się po korytarzu, dopóki ,,się nie uspokoi". Dopiero po ruszeniu pociągu, gdy fala świeżo przybyłych ,,gości" rozlała
się po wagonach i opróżniła kuluary<pe><slowo_obce>kuluary</slowo_obce> --- tu: korytarz, przejście.</pe>, otwierał Stogryn zarezerwowane <slowo_obce>coupé</slowo_obce> i zamykał je za Zabrzeskim na cztery
spusty. Usłużność swą posunął konduktor z czasem do tego
stopnia, że na stacji w Rudawie lub Czersku, zależnie od
tego, gdzie Łunińska wsiadała, sam wskazywał jej ,,właściwy" wagon i miejsce. Jednym słowem Stogryn w roli
<slowo_obce>messagero dell'amore</slowo_obce><pe><slowo_obce>messagero dell'amore</slowo_obce> (wł.) --- posłaniec miłości.</pe> był niezrównany: otoczeni jego życzliwą opieką kochankowie oddawali się rozkoszom miłości
z zupełną swobodą.<end id="e1365763906776-1749004507"/></akap>


<akap>Jedynym ciemnym punktem na horyzoncie była krótkość czasu: mogli spędzać razem bez przerwy zaledwie
4 godziny; chociaż bowiem umyślnie wybierali zawsze pociąg osobowy, który wlókł się na tej przestrzeni w dość
leniwym tempie, mimo to wystarczał ten krótki, zbyt krótki dla nich przeciąg czasu do pokonania przestrzeni między
Rudawą a Czerskiem. Lecz właśnie ta urywkowość wrażeń,
ten ciągły niedosyt upojeń, na jaki byli skazani, zaostrzał
jeszcze bardziej wzajemną sympatię, podsycając ustawicznie niezaspokojony głód szczęścia.</akap>


<akap>W Czersku, o ile tura była powrotną, wysiadała Stacha,
naturalnie sama, a p. Kazimierz jechał jeszcze o jedną stację dalej i tutaj dopiero opuszczał <slowo_obce>coupé d’amour</slowo_obce><pe><slowo_obce>coupé d'amour</slowo_obce> (fr.) --- przedział miłości.</pe>, by po
paru godzinach powrócić pospiesznym do Będziszyna. Zwykle w tydzień lub 10 dni potem, o ile nie nadszedł telegram
odwołujący, jechał Zabrzeski do Tulczyna, pierwszego przystanku za Czerskiem, spędzał tu noc w jakimś hoteliku,
a nazajutrz rano w drodze powrotnej spotykał w pociągu swoją jasnowłosą kochankę, która towarzyszyła mu aż do
Rudawy.</akap>


<akap>Tak upłynął rok wśród niezamąconej niczym pogody,
niezapomniany rok szczęścia i miłosnego szału. Wbrew
obawom Stachy namiętność Zabrzeskiego zdawała się wzrastać i potężnieć z każdym miesiącem. <begin id="b1365764020391-1190822084"/><motyw id="m1365764020391-1190822084">Zazdrość, Mąż, Kobieta, Kochanek, Seks, Erotyzm</motyw>Opętała go zupełnie
urodą trzydziestoletniej, bujnie w południe życia rozkwitłej
kobiety. Szedł od niej czar, który związał jego męską wolę
i rzucił jej pod stopy --- pod te śliczne, drobne stopy, które
tak namiętnie tulił do ust. Po każdej schadzce odkrywał
w niej nowe ponęty; była bowiem jak żywioł: wciąż inna.
Zwłaszcza oczy. Ogniste, ciemnoszafirowe, zmieniały się
ustawicznie; drzemała w nich tęsknota stepów, palił się
żar wschodniej hurysy<pe><slowo_obce>hurysa</slowo_obce> --- w <tytul_dziela>Koranie</tytul_dziela>: piękna i wiecznie młoda dziewica, nagroda dla wiernych w muzułmańskim raju.</pe> lub mroczyła się chłodna, wyniosła
zaduma westalki<pe><slowo_obce>westalka</slowo_obce> --- w starożytnym Rzymie: kapłanka Westy, strażniczka świętego ognia.</pe>. Zdumiewało go jej wyrafinowanie erotyczne.</akap>


<akap_dialog>--- Kto cię tego nauczył? --- pytał nieraz oszołomiony
bujnością jej fantazji miłosnej. --- Czy mąż?</akap_dialog>


<akap>Stacha odymała pogardliwie soczyste, podobne do rozkrojonego granatu wargi:</akap>


<akap_dialog>--- On?! Ten solidny, wyzuty zupełnie z wyobraźni pan?
Też przypuszczenie!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc chyba dużo czytałaś? No, przyznaj się --- nastawał wodząc ustami po jej cudnej szyi.</akap_dialog>


<akap>Ściągała niecierpliwie królewskie łuki brwi:</akap>


<akap_dialog>--- Nudny jesteś dzisiaj, Kazik; sprawiasz czasem wrażenie pedanta. Czyż nie prościej przypuścić, że wszystko
rozwinęło się u mnie samorzutnie w skwarze prawdziwej
miłości?</akap_dialog>


<akap>Oplótł jej kibić ramieniem i szeptał:</akap>


<akap_dialog>--- Stacha! Czy być może? Więc to ja, ja dopiero rozpętałem w tobie ten czarujący huragan, który przepala nam
dusze i ciała w rozkosznej męce? Więc to dzięki mnie dopiero dojrzał w tobie ten dziwny, egzotyczny kwiat, którego wonią poję się aż do zatraty zmysłów? O jakżeś piękna,
przyjaciółko moja, o jakżeś piękna!<pe><slowo_obce>O jakżeś piękna,
przyjaciółko moja, o jakżeś piękna!</slowo_obce> --- nawiązanie do <tytul_dziela>Pieśni nad Pieśniami</tytul_dziela>; por. np. PnP 1,15.</pe></akap_dialog>


<akap>I tulił głowę do jej kolan w pokorze uwielbienia...</akap>


<akap>Mimo kilkakrotnych prób nie udało mu się nakłonić
jej do ucieczki lub przynajmniej do zerwania z mężem.</akap>


<akap_dialog>--- Czy chcesz pozbawić mnie uroku, jaki ma dla mnie
właśnie ukradkowość naszego stosunku? --- odpowiadała
mu zawsze w takich razach. --- Lubię hazard. Kto wie, czy
zostawszy twoją żoną, nie przestałabym cię kochać?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jesteś straszliwie zepsuta, Stasiu --- moralizował
z uśmiechem Zabrzeski.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Do szpiku kości --- odcinała się, przegarniając mu
dłonią bujną, czarną czuprynę. --- Lecz co ci to właściwie
szkodzi?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chcę cię mieć wyłącznie. Nie lubię z nikim dzielić
się miłością. Przecie ty go chyba nie kochasz? Więc jak
możesz żyć z nim pod jednym dachem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, nie kocham go, lecz nie chcę z nim zrywać.
Nie nalegaj, Kazik, dłużej, bo się pogniewamy.</akap_dialog>


<akap>I na tym zwykle kończyły się wszelkie zakusy kochanka
w tej sprawie. Łunińska była pod pewnymi względami kobietą nieugiętą i umiała przeprowadzić swą wolę. Zabrzeskiego drażnił ten upór, wobec którego czuł się bezsilnym jak dziecko.<end id="e1365764020391-1190822084"/></akap>


<akap>Może ona chce nas obu trzymać w szachu? --- myślał
analizując ich stosunek. --- Może obaj, i ja, i jej mąż, jesteśmy tylko łątkami<pe><slowo_obce>łątka</slowo_obce> --- tu daw.: lalka, marionetka.</pe> jej kaprysu, którymi bawi się wedle
upodobania? A jednak ten Łuniński wydaje mi się człowiekiem z charakterem i mimo wszystko, co ona o nim mówi,
osobnikiem nieprzeciętnym. Hm... dziwna kobieta...</akap>


<akap>I odtwarzał w myśli śmiały, męski profil rywala, o pięknie zakrojonym orlim nosie i dumnym, wysokim czole.
Obserwował go nieraz ukradkiem z okna wagonu na stacji
w Czersku, gdy wychodził na spotkanie żony lub gdy ją
żegnał w chwili odjazdu. Ta twarz jasna, otwarta, z dobrym, trochę smutnym uśmiechem na ustach, te oczy siwe, jakby zapatrzone w dal, dawały mu dużo do myślenia.</akap>


<akap>Skończenie piękny człowiek --- przyznawał w duchu,
chcąc być bezstronnym w sądzie o mężu kochanki. --- No
i przypuszczam też, dzielny człowiek. Może tylko dla niej
trochę za stary; wygląda co najmniej na lat 45. Zresztą
sprawia wrażenie <slowo_obce>gentlemana</slowo_obce> w całym tego słowa znaczeniu. Musi być do niej ogromnie przywiązany; wita ją zawsze tak serdecznie i tak mu na jej widok rozjaśniają się
nagle te zamyślone oczy. Przypuszczam, że nie zgodziłby
się tak łatwo na utratę Stachy. Może ona to przeczuwa i dlatego boi się stanowczego kroku?...</akap>


<akap>Lecz z tymi domysłami nie zdradzał się przed panią
Łunińską, która w ogóle w ostatnich czasach coraz niechętniej mówiła o mężu, widocznie unikając rozmowy na temat swego z nim pożycia.</akap>


<akap>Aż zaszło coś, co mimo woli skierowało uwagę obojga
w tę stronę. Było to 15 czerwca, niespełna półtora roku po
zawarciu znajomości. Nie wiadomo dlaczego Zabrzeskiemu
utkwiła ta data głęboko w pamięci.</akap>


<akap>Jechali od dwóch przeszło godzin w stronę Rudawy,
jak zwykle izolowani od reszty podróżnych, rozkochani
w sobie, szczęśliwi... W jakiejś chwili Stacha wysunęła mu
się z objęć i zaczęła nasłuchiwać.</akap>


<akap_dialog>--- Ktoś przeszedł korytarzem i zatrzymał się przed naszym <slowo_obce>coupé</slowo_obce> --- szepnęła wskazując ruchem głowy oszklone
drzwi, wiodące do przedziału.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zdawało ci się --- uspokajał ją równie zniżonym głosem --- a zresztą każdemu wolno zatrzymać się na korytarzu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może nas podgląda?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Daremny trud, drzwi są szczelnie zasłonięte.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Muszę się przekonać, kto to taki.</akap_dialog>
<akap>I ostrożnie odsunąwszy rąbek firanki, wyjrzała przez
szparę na korytarz. Lecz niemal w tejże chwili śmiertelnie
blada cofnęła się od okna w głąb przedziału.</akap>


<akap_dialog>--- Co tobie, Stasiu?</akap_dialog>


<akap>Nie odpowiadała czas dłuższy, utkwiwszy przerażone
oczy w drzwi. W końcu, tuląc się drżąca do jego piersi, wyszeptała:</akap>


<akap_dialog>--- Henek stoi w korytarzu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To niemożliwe; sam widziałem, jak w momencie odjazdu z Czerska mąż twój wchodził do biura stacyjnego.
Śledziłem dobrze jego ruchy; gdyby był wskoczył w ostatniej chwili do pociągu, byłbym to niewątpliwie zauważył.
Przywidziało ci się, Stacha.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, nie --- upierała się --- to on, na pewno on.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A więc przekonam się naocznie; wyjdę i przypatrzę
mu się dokładnie. Męża twego znam dobrze z widzenia
i poznałbym go wszędzie na pierwszy rzut oka.</akap_dialog>


<akap>Zatrzymała go, chwytając kurczowo za ramię:</akap>


<akap_dialog>--- Chcesz mnie zgubić?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego? Bądźże rozsądną, Stasiu! Przecież on mnie
zupełnie nie zna; nigdy w życiu nie widział mej twarzy.
No, puśćże mnie i nie bądź dzieckiem!</akap_dialog>


<akap>I łagodnie, choć stanowczo, oswobodziwszy rękę z jej
nerwowego uścisku, wyszedł, zamykając za sobą szczelnie
drzwi.</akap>


<akap>Na korytarzu spostrzegł przy jednym z okien mężczyznę,
łudząco podobnego do Henryka Łunińskiego; te same rysy,
te same zamyślone oczy; tylko strój jego zwyczajny, spacerowy wykluczał identyczność z mężem Stachy, który
w chwili odejścia pociągu był w mundurze urzędnika kolejowego. Nieznajomy zdawał się nie zwracać nań najmniejszej uwagi. Na odgłos otwieranych drzwi nie drgnął
i nie zmienił pozycji: stał wciąż, oparty ramieniem o ścianę
wozu, i zapatrzony w przestrzeń poza oknem, palił spokojnie cygaro.</akap>


<akap>Zabrzeski postanowił zaczepić go. Wyjął z puzderka
papieros i przystąpił do towarzysza podróży, zwrócił się
doń z lekkim ukłonem:</akap>


<akap_dialog>--- Czy nie mógłbym prosić szanownego pana o ogień?</akap_dialog>


<akap>Nieznajomy ocknął się z zamyślenia i spojrzał nań
przytomnie.</akap>


<akap_dialog>--- Służę panu --- odpowiedział grzecznie, strzepując
popiół z cygara.</akap_dialog>


<akap>I wtedy Zabrzeski ze zdumieniem stwierdził szczególną
zmianę w wyrazie jego twarzy: przed nim stał w tej chwili
zupełnie inny człowiek, który nie miał nic wspólnego z Łunińskim.</akap>


<akap_dialog>--- Dziękuję --- odparł, pokrywając zdumienie wymuszonym uśmiechem.</akap_dialog>


<akap>I zaciągnąwszy się parę razy dymem z papierosa, wrócił
do Stachy. Zastał ją wtuloną w kąt przedziału z wyrazem
śmiertelnego niepokoju w oczach.</akap>


<akap_dialog>--- To jest stanowczo ktoś inny --- uspokoił ją, wchodząc
do wnętrza. --- Zresztą, jeżeli nie wierzysz, popatrz sama
spoza firanki. Ten człowiek wciąż jeszcze stoi na korytarzu.</akap_dialog>


<akap>Posłuchała z ociąganiem się i ostrożnie wyjrzała. Po
chwili uspokojona zupełnie, zwróciła się z uśmiechem ulgi
do kochanka:</akap>


<akap_dialog>--- Masz słuszność. To jest ktoś inny. Jak ja mogłam
w ogóle choćby przez chwilę wziąć go za Henka? Cha, cha,
cha! Zabawne <slowo_obce>qui pro quo<pe><slowo_obce>qui pro quo</slowo_obce> (łac.) --- nieporozumienie, pomyłka; dosł.: kto zamiast którego.</pe></slowo_obce>!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przywidziało nam się obojgu. Głupstwo. Takie pomyłki zdarzają się nieraz.</akap_dialog>


<akap>I złączyli się w długim, przeciągłym pocałunku.</akap>


<akap>W miesiąc później w chwili wysiadania na stacji w Rudawie wydała pani Łunińska nagle okrzyk przerażenia.
Wśród grupy pasażerów u stopnia wagonu powstało zamieszanie. Parę osób otoczyło przestraszoną kobietę, pytając
o powód. Z głębi korytarza nadbiegł Zabrzeski, zapominając o zwykłych środkach ostrożności. W tej chwili wysunął
się z gromadki podróżnych jakiś wytworny pan z walizką
w ręku i z ukłonem zwrócił się do Stachy:</akap>


<akap_dialog>--- Łaskawa pani czegoś się przelękła, nieprawdaż? Zapewne nerwowe wyczerpanie wskutek podróży? Może podać wody?...</akap_dialog>


<akap>I już chciał zawrócić ku dworcowi, by poprzeć czynem
swą propozycję, gdy Łunińska energicznym ruchem ręki
wstrzymała go od zamiaru:</akap>


<akap_dialog>--- Dziękuję panu. Już przeszło. Chwilowy zawrót głowy. Dziękuję panu.</akap_dialog>


<akap>I rzuciwszy spojrzenie w stronę Zabrzeskiego, który
właśnie w tej chwili ukazał się w drzwiach wagonu, odeszła spokojna już ku peronowi. Nieznajomy mężczyzna zgubił się gdzieś w tłumie pasażerów.</akap>


<akap>Gdy w tydzień potem Zabrzeski odprowadzał ukochaną
do domu, dowiedział się, że przyczyną jej przestrachu było
nagłe wyłonienie się z grupy podróżnych jakiejś męskiej
twarzy, uderzająco podobnej do Łunińskiego. Lecz na szczęście trwało to tylko moment; gdy nieznajomy przemówił,
przykre przywidzenie natychmiast się rozwiało.</akap>


<akap_dialog>--- Rzecz szczególna --- zauważył Zabrzeski po wysłuchaniu wyjaśnień Stachy. --- Twarz tego pana obserwowałem bacznie, gdy do ciebie mówił, lecz w niczym nie przypominał mi twego męża.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Masz rację; w chwili gdy usłyszałam dźwięk jego
głosu, złudzenie prysło. Wiesz, mam wrażenie, że w twarzy
jego zaszła w owej chwili momentalna przemiana, podobna do tej, o jakiej mi wspominałeś miesiąc temu --- pamiętasz? --- wtedy na korytarzu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Być może. W każdym razie dość dziwne powtórzenie.
Lecz zdaje mi się --- nie był to ten sam osobnik, w którym
przywidział nam się twój mąż po raz pierwszy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, nie! Na pewno nie. Tamten był znacznie wyższy.
Zresztą twarze obu po zajściu metamorfozy były zupełnie
różne.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, tak --- tym dziwniejsza. To byli dwaj całkiem
różni ludzie, którzy zapewne nic o sobie nie wiedzą. Hm...
szczególne, szczególne...</akap_dialog>


<akap>Pan Kazimierz zamyślił się. Mimo wybuchów wesołości Stachy, nie mógł dnia tego opanować uporczywej zadumy, która wciąż przychodziła nań w ciągu rozmowy...</akap>


<separator_linia/>


<akap>Od ostatniego zajścia upłynęły trzy tygodnie. Horyzont
miłości wypogodził się i nastało złote, nagrzane słońcem
południe. W któryś piękny, sierpniowy wieczór wracali
znowu razem do Czerska. Stasia była dnia tego czulszą
jeszcze i bardziej oddaną niż zwykle. Jakiś głęboki liryzm
drgał w jej namiętnych słowach i wił się motywem przewodnim poprzez miłosne pieszczoty...</akap>


<akap>Na pożegnanie wręczyła mu swoją gabinetową fotografię, zdjętą<pe><slowo_obce>zdjętą</slowo_obce> --- tu: zrobioną; por.: zdjęcie.</pe> przed paru dniami.</akap>


<akap_dialog>--- Umyślnie ubrałam się w tę czarną dżetową suknię,
w której tak mnie lubisz. Wyglądam w niej trochę po
staroświecku, lecz że tak sobie życzyłeś...</akap_dialog>


<akap>Zamknął jej usta pocałunkiem.</akap>


<akap_dialog>--- Dziękuję ci, Stacha, ty cudna, ty jedyna, ty moja
pani nieporównana!...</akap_dialog>


<akap>W parę minut potem wysiadała już z pociągu. Na stacji,
jak zwykle, czekał już mąż. Ukryty za ścianą wagonu, śledził Zabrzeski zazdrosnym okiem ich powitanie. Łuniński
pocałował żonę w czoło, lecz zamiast podać jej ramię i odprowadzić do domu, wyjął z kieszeni jakiś papier i wskazując ręką w stronę Tulczyna, coś jej żywo tłumaczył. Na
twarzy Stachy odbił się wyraz zdumienia i niepokoju;
spojrzała parę razy ukradkiem w kierunku wagonu i usiłowała odwieść męża od jakiegoś zamiaru. Lecz słowa jej
widocznie nie odniosły skutku, bo Łuniński potrząsał tylko
głową w sposób przeczący i parę razy uderzył ręką po wydobytej z kieszeni plice papierów. W końcu, gdy już zaczęły naglić gwizdy konduktorskich świstawek, uścisnął raz
jeszcze żonę i szybko zaczął zmierzać ku pociągowi.</akap>


<akap>Zabrzeski drgnął: przypadkiem czy naumyślnie skierował Łuniński swe kroki ku wagonowi, z którego przed
chwilą wysiadła jego żona. Przyszła myśl chyża jak piorun.</akap>


<akap_dialog>--- Wracaj do przedziału!</akap_dialog>


<akap>Spojrzał raz jeszcze w stronę Stachy, która z niepokojem
obserwowała z peronu ruchy męża, po czym odsunął drzwi
od swego <slowo_obce>coupé</slowo_obce> i wszedł do wnętrza w chwili, gdy tamten
wskakiwał na stopień wozu. Równocześnie zabrzmiała trąbka i pociąg ruszył.</akap>


<akap>Zabrzeski wsparł się wygodnie o polstrowanie<pe><slowo_obce>polstrowanie</slowo_obce> --- obicie polstramem, tapicerka ze sztucznej skóry.</pe> siedzenia
i przymknął znużone powieki. Po jakimś czasie ktoś otworzył drzwi przedziału i wszedł.</akap>


<akap>To on! --- zaświtała myśl pewna jak oczywistość.</akap>


<akap>Lecz nie otworzył oczu i udawał, że drzemie w dalszym
ciągu. Słyszał tylko, jak ów ktoś zajął miejsce naprzeciw,
jak wyjął papierośnicę i zapalił cygaro.</akap>


<akap>Zabawne spotkanie! --- pomyślał, rozchylając lekko powieki, by przez wąską ich szparę stwierdzić słuszność domysłu. --- Tak --- to on. Cha, cha! Przed chwilą żona, teraz
mąż. Niespodzianka!</akap>


<akap>Naprzeciw siedział istotnie Łuniński w mundurze inspektora kolejowego i palił cygaro, patrząc obojętnie przez
okno.</akap>


<akap>Nie zwraca na mnie wcale uwagi --- pomyślał Zabrzeski. --- Ani nie przypuszcza, z kim jedzie.</akap>


<akap>Sytuacja wydała mu się arcykomiczną. Lecz wciąż jeszcze trzymał oczy przymknięte i głowę lekko odchyloną na
wezgłowie, by go w tej pozycji lepiej obserwować spod
opuszczonych rzęs.</akap>


<akap>Jaki on spokojny! --- snuł dalsze ogniwo myśli. --- Jak
gdyby nigdy nic. Smutny, ale spokojny. Nie przeczuwa nic.
A jednak --- a jednak tamte dwa zdarzenia świadczyłyby
o czymś wprost przeciwnym. To dwukrotne przywidzenie
Stachy, z których jedno i mnie się udzieliło, nie wydaje
mi się rzeczą przypadku. <wyroznienie>Kto wie, co się z nim
w owych chwilach działo</wyroznienie>?... A to dzisiejsze przypadkowe z nim spotkanie wygląda mi na ciąg dalszy tamtych dwóch historii. Można tu wyczuć pewne jakby stopniowanie. Powiedziałbym, że Łuniński powoli, choć podświadomie zbliża się do odkrycia strasznej dla niego prawdy. Najpierw wysunął tylko, niby macki, myśl swą udręczoną --- szukał i znalazł --- lecz nie zaczepił: zachował się
biernie; nie popatrzył żonie w oczy tam --- na korytarzu.
To mu oczywiście nie wystarczyło. Więc zaatakował ją
wprost powtórnie na stacji w Rudawie, u stopni wagonu
w osobie tego nieznajomego pana z walizką... A dziś ---
jedzie ze mną w tym samym przedziale. Ciekawe, co z tego
wyniknie!...</akap>


<akap>I otworzył oczy. Łuniński patrzył wciąż przez szybę
na przesuwające się za nią pola, obrzeżone hen, hen, na
krańcach modrzejącą linią lasów. Zdawał się głęboko zamyślony, bo przestał nawet podnosić ku ustom cygaro, na
którego końcu wykwitł tymczasem gruby grzyb popiołu.
Zabrzeskiego zdjęła nagle szalona chęć zaczepienia tego
człowieka pod jakimkolwiek pozorem. Chciał koniecznie
zamienić z nim słów parę i poznać cel jego niespodzianej
podróży. Wyjął więc papieros, włożył w usta i zaczął udawać, że szuka na próżno zapałek. Tamten nie zwracał na to
żadnej uwagi, zatopiony w obserwacji krajobrazu. Wtedy
postanowił zaatakować go wprost. Powstał i z grzecznym
ukłonem zapytał:</akap>


<akap_dialog>--- Czy nie mógłbym prosić szanownego pana o ogień?</akap_dialog>


<akap>Łuniński oderwał oczy od szyby i spojrzał uważnie na
towarzysza podróży.</akap>


<akap_dialog>--- Proszę --- odparł po chwili, podając mu cygaro.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziękuję i przepraszam za przerwanie toku rozmyślań.</akap_dialog>


<akap>Tamten uśmiechnął się blado i zmarszczył czoło, jakby
coś sobie przypominając.</akap>


<akap_dialog>--- Rzecz szczególna --- odpowiedział z namysłem ---
mam wrażenie, żeśmy się już raz gdzieś w życiu widzieli.</akap_dialog>


<akap>Zabrzeski zdziwił się:</akap>


<akap_dialog>--- Prawdziwie, nie mogę sobie przypomnieć.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hm... i moje wspomnienie jest mętne i jakby zatarte. Zdaje mi się, że niedawno ktoś do pana bardzo podobny
w zupełnie ten sam sposób, <wyroznienie>i to w pociągu</wyroznienie>, ,,pożyczał"
sobie ode mnie ,,ognia". Sytuacja obecna wydaje mi się dosłownym powtórzeniem jakiejś innej, którą raz już przeżyłem, i to jakby niedawno.</akap_dialog>


<akap>Zabrzeski nie spuszczał zeń oczu.</akap>


<akap_dialog>--- Może we śnie widział pan twarz podobną do mojej.
Zdarza się nieraz, że takie senne pierwobrazy powtarzają
się względnie realizują potem na jawie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Być może --- przyznał Łuniński wpatrując się uważnie w rysy rywala --- być może, że śniłem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie jest też wykluczone zjawisko tzw. ,,fałszywego
rozpoznania", obserwowane dość często u osób wrażliwych
i hipernerwowych. ,,Powtórzenie sytuacji" w tych wypadkach jest pozorne i wynika z intensywności przeżycia, które
momentalnie przesuwa się w perspektywę przeszłości i rejestruje na ekranie pamięci jako rzecz dawno już przeżyta.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie sądzę --- rzekł Łuniński --- przynajmniej w tym
wypadku. Tu chyba nie można mówić o intensywności
przeżycia, tak w istocie swej błahego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ma pan rację. Więc...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc chyba śniłem... Hm... to dziwne jednak, po co
i dlaczego? Co nas obu może łączyć ze sobą?</akap_dialog>


<akap>Zabrzeski pochylił się, by ukryć uśmiech, który przewinął mu się po wargach.</akap>


<akap_dialog>--- Zresztą można czasem śnić i na jawie --- wtrącił
niby od niechcenia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na jawie? Nie rozumiem. Chyba użył pan tego wyrażenia w znaczeniu przenośnym?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bynajmniej. Miałem na myśli pewien specjalny stan
psychiczny na pograniczu między snem a jawą.</akap_dialog>

<akap>Łuniński poruszył się niespokojnie. Jego smutne siwe
oczy spoczęły na Zabrzeskim z wyrazem zdumienia i ukrytego lęku.</akap>


<akap_dialog>--- W każdym razie musiałby to być jakiś stan anormalny? --- zapytał z wahaniem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niewątpliwie. Wywołać go może zbytnie nasilenie
myśli lub nadzwyczajne napięcie uczuciowe.</akap_dialog>


<akap>W tej chwili pociąg, który w ciągu ostatnich słów rozmowy zwolnił biegu, zatrzymał się przed stacją.</akap>


<akap_dialog>--- Tulczyn! --- przesiąkł spoza okna głos konduktora. ---
Tulczyn!...</akap_dialog>


<akap>Zabrzeski odruchowo zerwał się z miejsca i sięgnął po
walizkę. Był u celu podróży. Tutaj zwykle wysiadał, by po
spędzeniu nocy w nędznym, prowincjonalnym hoteliku wrócić nazajutrz rannym pociągiem do domu.</akap>


<akap_dialog>--- Pan już wysiada? --- zapytał Łuniński.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właściwie jestem na miejscu; mam bilet do Tulczyna.</akap_dialog>


<akap>Zawahał się. Ogarnęło go niezdecydowanie. Przyszła
nagle myśl, że gdy teraz wysiądzie, ,,spotkanie" nie będzie
miało właściwie żadnego ,,sensu". Rozumiał, że jeżeli teraz
usunie się z drogi, całe to zdarzenie zapowiadające się tak
interesująco spełznie na niczym i ,,zrobi fiasko". W momencie rozstrzygającym zrodziła się <wyroznienie>demoniczna</wyroznienie>
chętka, by nie dopuścić do zbanalizowania nastręczonej
przez dziwny przypadek sytuacji. Zresztą nie chciał ,,uciekać". Jego duma nie pozwalała na to. Zdjął kapelusz, umieścił walizkę z powrotem w siatce i zajmując poprzednie
miejsce, oświadczył spokojnie zdumionemu trochę jego ruchami inspektorowi:</akap>


<akap_dialog>--- Zmieniłem zamiar i jadę do stacji końcowej na tej
linii. W tej chwili przypomniałem sobie właśnie, że muszę
być jeszcze w tym tygodniu we Wrębach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ach, tak --- przyznał rację tamten --- oczywiście należy wyzyskać sposobność, jeśli się już jest na tej przestrzeni. Musi pan tylko zgłosić dopłatę konduktorowi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Drobnostka. Zresztą --- dodał z uśmiechem --- nie
lubię przerywać rozmowy, która mnie zajęła.</akap_dialog>


<akap>Łuniński skłonił się uprzejmie:</akap>


<akap_dialog>--- Jestem szanownemu panu wielce zobowiązany za dotrzymywanie mi w dalszym ciągu towarzystwa. Temat
przez nas poruszony i mnie nadzwyczajnie zainteresował.
Ponieważ jadę aż do Leszna, sądzę, że czasu będzie dość do
dokładnego roztrząśnięcia problemu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, aż nadto --- zapewnił Zabrzeski zapalając świeżego papierosa.</akap_dialog>


<akap>Tymczasem pociąg ruszył w dalszą drogę. Przed oczyma
jadących zaczęły rozwijać się pierwsze akordy gór.</akap>


<akap_dialog>--- Przypuszczam --- podjął rozmowę mąż Stachy --- że
ów stan anormalny, o którym pan wspomniał, nie jest
połączony z pełną świadomością danego osobnika.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naturalnie, jak w ogóle przy każdym choćby tylko
częściowym rozszczepieniu jaźni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc zachodzi tu pewne rozszczepienie?</akap_dialog>


<akap>W pytaniu Łunińskiego drgał ton jakby obawy.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1365765425528-1710781858"/><motyw id="m1365765425528-1710781858">Wizja, Pojedynek, Podstęp, Podróż, Wspomnienia</motyw>--- Ależ tak --- to zupełnie jasne --- podtrzymywał złośliwie swe zdanie Zabrzeski. --- Proszę wyobrazić sobie,
że ktoś, opanowany jakąś wyłączną myślą, ,,wybiera się"
duchem swym, że się tak wyrażę, ,,na zwiady".</akap_dialog>


<akap>Łuniński oparł ciężko rękę o ramę okna i podniósłszy
się z miejsca, pochylił się twarzą ku twarzy przeciwnika.
W oczach jego, przed chwilą zamyślonych, czaił się teraz
strach przed czymś nieznanym i jakby tłumiony gniew.</akap>


<akap_dialog>--- ,,Na zwiady", powiedział pan? Jakież to ,,<wyroznienie>zwiady</wyroznienie>"
miał pan na myśli?</akap_dialog>


<akap>Zabrzeski uśmiechnął się z przymusem:</akap>


<akap_dialog>--- Nie wiem. Mówimy przecież w ogólnikach: teoretyzujemy. To zależy od treści myślowej odnośnego indywiduum.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, tak --- odetchnął z ulgą Łuniński. --- Przepraszam pana; wziąłem rzecz zbyt osobiście. Ale ma pan tak
sugestywny sposób rozsnuwania swych poglądów i przemawia pan stylem tak dosadnym...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ bagatela, panie inspektorze --- uspokajał go
pół drwiąco, pół zagadkowo uśmiechnięty rywal --- mogę
być tylko dumny z osiągniętego wrażenia.</akap_dialog>


<akap>Zaciągnął się dymem z papierosa i spuściwszy ramę
okna, wyrzucił niedogarek<pe><slowo_obce>niedogarek</slowo_obce> --- dziś: niedopałek.</pe>. Sytuacja zaczęła być zajmującą. Bawiła go ta gra w ciuciubabkę z nie przeczuwającym nic przeciwnikiem. Odczuwał złośliwą radość na myśl,
że igra bezkarnie z tym człowiekiem, z którym musi dzielić
miłość Stachy. Cały urok zabawy polegał właśnie na tym,
że mógł w każdej chwili, jak ślimak, wciągnąć w siebie
zbyt już natarczywie wystawione rogi, by po czasie znów
dźgnąć przeciwnika zatrutym żądłem przypuszczeń. A tamten jakby naumyślnie wystawiał się na wciąż nowe ciosy.</akap>


<akap_dialog>--- A jakiż cel mogą mieć owe pańskie przeszpiegi? ---
podtrzymywał w dalszym ciągu temat.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zwiady --- poprawił go grzecznie, uśmiechając się,
Zabrzeski.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mniejsza o nazwę. Otóż jakie, zdaniem pańskim,
mogą być zamiary takiego psychicznego rekonesansu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To znów zależy od okoliczności, które go wywołały.
Może ktoś chcieć wytropić wroga, wyśledzić ruchy osoby,
na której mu szczególnie zależy, lub...</akap_dialog>


<akap>Tu zawahał się na chwilę, niepewny, czy zadać cięcie
od razu, czy też zachować na później.</akap>


<akap_dialog>--- Lub co? --- nalegał Łuniński.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lub ostrzec kogoś w porę, ewentualnie zagrozić mu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to w jaki sposób?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Sposoby bywają rozmaite --- mówił wolno coraz spokojniejszy Zabrzeski. --- Można w kimś wzbudzić głuche
a nieokreślone przeczucie przed czymś grożącym lub, jeżeli
środek nie skutkuje, wywołać chwilowe <wyroznienie>przywidzenie</wyroznienie> lub rodzaj <wyroznienie>momentalnej wizji za pośrednictwem osoby trzeciej</wyroznienie>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie rozumiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Można własną maskę nałożyć chwilowo na twarz
cudzą i w ten sposób objawić się komuś, na kim mocno
zależy.</akap_dialog>


<akap>Przeciwnik zbladł jak płótno.</akap>


<akap_dialog>--- Czy coś podobnego jest możliwym? --- wyszeptał przecierając drżącą dłonią czoło.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Najzupełniej --- zapewnił Zabrzeski. --- Przy tym
cały ten proces może odbyć się całkiem podświadomie;
wywiadowca może o swoim czynie psychicznym nic nie
wiedzieć. Niemniej cel swój osiągnął: ostrzegł, zagroził lub
odstraszył.</akap_dialog>


<akap>Łuniński utopił błędne spojrzenie w twarzy kochanka
swej żony.</akap>


<akap_dialog>--- Skąd pan może wiedzieć o tym wszystkim? --- szeptał
na pół przytomny. --- Mówi pan do mnie rzeczy tak dziwne
i tak mnie obchodzące... Chwilami zdaje mi się, że budzi
pan we mnie drzemiące od pewnego czasu senne majaki,
cuci je, ożywia, wlewa w nie krew tętniczą... chwila jeszcze... chwila --- a przyobleką się w ciało.</akap_dialog>


<akap>Przeciągnął ręką po czole, które sfałdowało się w głębokie, bolesne bruzdy. Jakaś myśl przykra, męcząca znać,
lęgła się pod czaszką i dobijała do świadomości. Zabrzeski przezornie przyłożył chłodne ostrze lancetu do wątłej jeszcze tkanki i zniszczył niebezpieczną zaródź<pe><slowo_obce>zaródź</slowo_obce> (daw.) --- zaczątek, zalążek.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Jestem z zawodu psychiatrą --- skłamał bez zająknienia --- zagadnienia, które rozstrząsamy, z natury rzeczy
muszą mnie interesować. Dość dużo czytałem w tej materii.
Przy tym codzienna praktyka wyrabia sprawność w tym
kierunku. Rutyna, panie inspektorze, rutyna zawodowca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szczególne spotkanie --- rzekł półgłosem, jakby do
siebie, Łuniński.<end id="e1365765425528-1710781858"/></akap_dialog>


<akap>Rozmowę przerwało wejście konduktora. Spostrzegłszy
przełożonego, funkcjonariusz oddał mu należny ukłon, po
czym zwrócił się trochę zdumiony do cywilnego gościa:</akap>


<akap_dialog>--- Pan nie wysiadł w Tulczynie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pan doktor --- wyręczył go w odpowiedzi Łuniński ---
jedzie dalej aż do Wrębów i zgłasza dopłatę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszystko w porządku --- odparł Stogryn przykładając rękę do czapki --- zaraz obliczę należytość<pe><slowo_obce>należytość</slowo_obce> --- dziś: należność.</pe> i wystawię
bilet.</akap_dialog>


<akap>W parę minut potem znów pozostali sami. Inspektor
zdjął płaszcz i rozpiął parę guzików przy obcisłej urzędowej bluzie.</akap>


<akap_dialog>--- Gorąco tu jak w łaźni --- tłumaczył się, pochylając
twarz ku oknu, by zaczerpnąć powietrza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzeczywiście --- przyznał towarzysz. --- Lepiej może
było jechać w stroju cywilnym; mundur zbyt krępuje swobodę ruchów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niestety. Nie mogłem inaczej. Jadę w sprawie urzędowej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ach, tak.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przykra misja --- objaśnił po chwili. --- Jako rzeczoznawca muszę wydać opinię w sprawie niebezpiecznego
sabotażu, który zdarzył się wczoraj pod Lesznem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Istotnie niemiła historia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tym bardziej, że poza sprawcą głównym stoi, zdaje
się, kilku innych, i to prawdopodobnie sami kolejarze.
Wśród funkcjonariuszy stacyjnych podobno nastrój dla
władz nader nieprzychylny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Należy być ostrożnym --- zauważył Zabrzeski.</akap_dialog>


<akap>Tamten uśmiechnął się:</akap>


<akap_dialog>--- Damy sobie radę. Lecz ostrożność nie zawadzi. Na
wszelki wypadek wziąłem z sobą broń. Może pan zechce
przypatrzyć się bliżej temu bawidełku?</akap_dialog>


<akap>I wyciągnąwszy ze skórzanego olstra<pe><slowo_obce>olstro</slowo_obce> --- skórzany futerał na pistolet, przytraczany do siodła.</pe> ślicznie inkrustowaną<pe><slowo_obce>inkrustowany</slowo_obce> --- ozdobiony wzorami z metalu, kości słoniowej lub masy perłowej.</pe> krócicę<pe><slowo_obce>krócica</slowo_obce> --- daw. określenie broni palnej o krótkiej lufie, ładowanej od przodu, z zamkiem skałkowym lub kapiszonowym; odpowiednik dzisiejszego pistoletu.</pe>, podał ją do oglądnięcia<pe><slowo_obce>oglądnąć</slowo_obce> --- dziś raczej: obejrzeć.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Przepyszna broń! --- pochwalił ze szczerym uznaniem
rywal, biorąc pistolet do ręki. --- Co za robota! Co za wykończenie!</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1366788186469-3606818650"/><motyw id="m1366788186469-3606818650">Broń</motyw>--- Pamiątka rodzinna --- objaśniał zadowolony z pochwał właściciel. --- Rękojeść sięga podobno czasów wyprawy wiedeńskiej<pe><slowo_obce>wyprawa wiedeńska</slowo_obce> --- wiedeńska odsiecz; wyprawa wojsk Jana III Sobieskiego na odsiecz Wiedniowi oblężonemu przez armię turecką, ukoronowana zwycięską bitwą pod Wiedniem, stoczoną 12 września 1683 roku.</pe>, armaturę<pe><slowo_obce>armatura</slowo_obce> --- pomocnicze elementy w konstrukcji urządzenia; uzbrojenie, wyposażenie; plastyczna ozdoba broni.</pe> kazał później przerobić mój
ojciec.</akap_dialog>


<akap>Zabrzeski okiem znawcy oglądał części składowe.</akap>


<akap_dialog>--- Istne cacko! --- unosił się w dalszym ciągu. --- Co za
bajeczne okładki<pe><slowo_obce>okładki</slowo_obce> --- tu: ozdobna okładzina na rękojeści broni.</pe>!</akap_dialog>


<akap>I z lubością przesuwał palce po gryfie<pe><slowo_obce>gryf</slowo_obce> --- tu: listwa idąca wzdłuż łoża, drewnianego szkieletu broni palnej.</pe> z kości słoniowej,
inkrustowanej perłową masą.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1366788227771-3882950102"/><motyw id="m1366788227771-3882950102">Los</motyw>--- Ostrożnie! --- ostrzegł nagle Łuniński. --- Nabity!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Proszę być spokojnym --- zapewnił tamten badając
wylot. --- Umiem obchodzić się z bronią. Pi, pi! Świetna cyzelatura<pe><slowo_obce>cyzelatura</slowo_obce> --- wykończenie metalowe.</pe>!</akap_dialog>


<akap>Właśnie wtedy pociąg, zwolniwszy biegu, wjechał w las.
W czworokąt otwartego okna wpadły smukłe sylwety
brzóz, ważkie, barczyste dębów i białe trzony olch. Słodki,
sierpniowy zachód całował ich szczyty...</akap>


<akap>Zabrzeski podniósł na chwilę oczy i zanurzył zamyślone
spojrzenie w gęstwę drzew. Wtem zwrócił jego uwagę jakiś duży ptak, który na rozpostartych szeroko skrzydłach
leciał brzegiem lasu, jakby współzawodnicząc z pociągiem.
W Zabrzeskim odezwała się nagle namiętność myśliwca
i chęć popisania się swą zręcznością przed rywalem.</akap>


<akap_dialog>--- Widzi pan tego jastrzębia? --- zwrócił się ku inspektorowi, równocześnie podnosząc ku oknu krócicę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co pan zamierza? --- zapytał Łuniński, chwytając go za rękę. --- Z pociągu nie wolno strzelać! Zrobi się awantura. Możemy mieć grube nieprzyjemności.</akap_dialog>


<akap>Lecz tamten jakby nie słysząc naciskał już sprężynę<pe><slowo_obce>sprężyna</slowo_obce> --- tu: spust.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Panie! --- protestował inspektor. --- Ja na to pozwolić nie mogę!</akap_dialog>


<akap>I usiłował wydrzeć mu broń z ręki. Wśród szamotania
się, jakie stąd wynikło, lufa krócicy skręciła się o fatalny
kąt. Wtedy padł strzał...</akap>


<akap>Na twarzy Zabrzeskiego zaświtał niby uśmiech, niby
zdumienie i nagle wypuszczając z palców pistolet, bez słowa, bez jęku zwalił się wstecz na poduszki siedzenia.</akap>


<akap_dialog>--- Co to panu? --- zawołał zmienionym głosem Łuniński. --- Pan ranny?</akap_dialog>


<akap>I rzucił się ku niemu, by zatamować krew, która wąską
strugą sączyła się po kamizelce. Wtedy spostrzegł wystającą z wewnętrznej kieszeni jego żakietu fotografię Stachy... Ból ostry, przenikliwy zatargał nim do posad i skrzepł
gdzieś zmrożony momentem grozy. Utopił spojrzenie szalone od gniewu i męki w twarzy rywala...</akap>


<akap>Lecz ten już mu na nie nie odpowiedział --- znieruchomiałe oczy jego zaszły już od chwili bielmem śmierci.<end id="e1366788227771-3882950102"/><end id="e1366788186469-3606818650"/></akap>
</opowiadanie></utwor>