<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/grabinski-namietnosc-namietnosc/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Grabiński, Stefan</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Namiętność</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dug, Katarzyna</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dug, Katarzyna</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nowela</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/grabinski-namietnosc</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stefan Grabiński, Utwory wybrane,  Tom I: Nowele, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Stefan Grabiński zm. 1936</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2007</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-04-25</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/grabinski-namietnosc.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0246-9</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/grabinski-namietnosc.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1304-5</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/grabinski-namietnosc.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2259-7</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/grabinski-namietnosc.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3242-8</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/grabinski-namietnosc.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4328-8</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6813.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wenecja, Kowalski, Leon (1870-1937), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6813</dc:relation.coverImage.source>
  <category.legimi>Horror</category.legimi>
    <category.thema.main>FK</category.thema.main>
    <category.thema>FR</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    <category.thema>1DST</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><opowiadanie>

<abstrakt>
<akap>Miłość w Wenecji. Adam, młody Polak, udaje się do Wenecji. Tam, podczas rejsu poznaje piękną i ponętną Hiszpankę, Inez de Torrę Orpegę, młodą wdowę.</akap>


 
<akap>Ich romantyczna wenecka przygoda rozwija się, młodzi kochankowie są szczęśliwi jak w raju. Wenecka sielanka jest jednak podszyta pewnym niepokojem --- donia de Orpega ma przeszłość z samobójstwem męża w tle, a ulicami miasta snuje się obłąkana Gina Vamparone, znana jako Donna Rotonda...</akap>


 
<akap>Utwór <tytul_dziela>Namiętnosć</tytul_dziela> autorstwa Stefana Grabińskiego, został opublikowany w 1930 roku. Nazywany ,,polskim Edgarem Allanem Poem" Grabiński był najpopularniejszym przedstawicielem nurtu fantastyki grozy w Polsce. Zasłynął jako autor mrocznych powieści i noweli, jego bohaterowie konfrontują się nie tylko z tajemniczym światem mar i demonów, lecz także z dwudziestowiecznym światem uwikłanym w nadzieje i niepokoje związane z rozowjem cywilizacyjnym.</akap>


 </abstrakt>

<nota_red>
<akap>Informacja o dokonanych zmianach</akap>
<akap>Poprawiono błędy źródła: w nazwisku malarza Ciargi > Ciardi; Ramōn Gomez > Ramón Gómez; pontestorto > ponte storto; a bout > about; wolna nam > wolno nam; fantanna > fontanna.</akap>
  <akap>Zmodernizowano ortografię i interpunkcję zgodnie z obowiązującymi współcześnie zasadami.</akap>
<akap>Przykładowe zmiany: mię > mnie; żaluzyj > żaluzji; rozprószyć > rozproszyć; lubiał > lubił; we fotelu > w fotelu, ze seniorą > z seniorą itp.</akap>

</nota_red>

<autor_utworu>Stefan Grabiński</autor_utworu>




<nazwa_utworu>Namiętność


(<slowo_obce>L'appassionata</slowo_obce>)</nazwa_utworu>



<podtytul>Opowieść wenecka</podtytul>

<akap>Nad <slowo_obce>sestiere</slowo_obce><pa><slowo_obce>sestiere</slowo_obce> (wł.) --- dzielnica wenecka.</pa> di Cannareggio, w samym sercu laguny,
wisiała lekka, ledwo dostrzegalna mgła. W blaskach lipcowego słońca przecedzanych przez ten najsubtelniejszy
z woali drzemały senne wody Canal Grande<pa><slowo_obce>Canal Grande</slowo_obce> (wł.) --- Kanał Wielki.</pa>, a w nich,
jak wyczarowane z bajki, nieprawdopodobnie piękne przeglądały się pałace, wille, domy i kościoły. I widziało się
wszystko niby miraż złocisty, powołany do życia przez przepyszną fantazję, niby obraz senny utkany z marzeń artysty w chwilę dziwnej, twórczej szczodroty.</akap>


<akap>Tylko fala przybrzeżna z cichym chlupotem roztrącająca stopnie schodów, tylko piosenka gondoliera, co przejechał mimo w żałobnej swej łodzi, budziły z zadumy
olśnienia i kazały stwierdzać ten ponad wszystko radosny
fakt, że jestem naprawdę w Wenecji...</akap>


<akap>Tak to rozkochany w mieście dożów, pijany czarem
architektury i smętkiem czarnych, tajemniczych wód, czekałem w ten cudowny poranek na <slowo_obce>vaporetto</slowo_obce><pe><slowo_obce>vaporetto</slowo_obce> (wł.) --- tramwaj wodny.</pe> które miało
mnie przewieźć na tamtą stronę Wielkiego Kanału. Poza
mną był stary, połowy XVIII wieku sięgający kościół
S. Marcuola z małym dziedzińcem przed bramą wchodową,
po lewej, po drugiej stronie wąskiego <slowo_obce>rio</slowo_obce><pa><slowo_obce>rio</slowo_obce> (wł.) --- rodzaj kanału.</pa> może najwspanialszy po siedzibie dożów pałac Vendramin-Calergi, ten
sam, w którym ostatnie swe tchnienie oddał wielki twórca
<tytul_dziela>Nibelungów</tytul_dziela><pe><slowo_obce>twórca <tytul_dziela>Nibelungów</tytul_dziela></slowo_obce> --- Ryszard Wagner (1813--1883), kompozytor niemiecki, twórca m.in. wielkiego dzieła operowego w czterech częściach, opartego na motywach mitologii starogermańskiej pt. <tytul_dziela>Pierścień Nibelunga</tytul_dziela>.</pe>. Właśnie gdy błądząc spojrzeniem po jego fasadzie odczytywałem dewizę: ,,<slowo_obce>Non nobis --- Domine --- Non nobis</slowo_obce>"<pe><slowo_obce>Non nobis, Domine, non nobis</slowo_obce> (łac.) --- Nie nam, Panie, nie nam.</pe>, rozległ się przeciągły, trochę szorstko rozdzierający ciszę tej godziny gwizd parowczyka.</akap>


<akap>Więc rzuciwszy<pe><slowo_obce>rzuciwszy raz jeszcze na koronkę pałacu</slowo_obce> --- prawdopodobnie: rzuciwszy okiem a. rzuciwszy spojrzenie.</pe> raz jeszcze na koronkę pałacu, wstąpiłem na ruchomy pomost i za chwilę siedziałem już na rufie
statku.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Avanti</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>avanti</slowo_obce> (wł.) --- naprzód.</pe> --- podał sternik hasło przez tubę w czeluście kotłowni i <slowo_obce>vaporetto</slowo_obce> wyzwolone z uwięzi zaczęło rozgarniać sztabą leniwe wody.</akap_dialog>


<akap>Podróż moja nie miała trwać długo: wysiadałem na najbliższym przystanku, S. Staë. Statek minął były dom patrycjusza Teodora Correr i założone przezeń Museo Civico,
minął stary śpichlerz<pe><slowo_obce>śpichlerz</slowo_obce> --- dziś popr.: spichlerz.</pe> Republiki, pałace Erizzo, Grimani
della Vida i Fontana i dotarłszy do linii Palazzo Tron, zwrócił się dziobem w prawo ku brzegowi.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Ferma</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>ferma</slowo_obce> (wł.) --- stop, zatrzymać się.</pe> --- spadł rozkaz z wyżki w środku <slowo_obce>vaporetta</slowo_obce>.</akap_dialog>


<akap>Przycichł warkot śruby, ustała oddenna praca kotła
i parowczyk przyciągnięty łagodnie liną do burty pontonu
zbratał się znów z przystanią w chwilowym uścisku.</akap>




<akap>Przepchawszy się szczęśliwie przez zastęp pasażerów,
stanąłem na bulwarze przybrzeża. Stąd do Galleria d'Arte
Moderna<pe><slowo_obce>Galleria d'Arte Moderna</slowo_obce> --- właśc. Galleria Internazionale d'Arte Moderna: wenecka galeria sztuki.</pe> w pałacu Pesaro, celu mojej wędrówki, było już
niedaleko. Przeszedłem krótki, ponad rio di Mocenigo gibkim łukiem rozpięty <slowo_obce>ponticello</slowo_obce><pe><slowo_obce>ponticello</slowo_obce> (wł.) --- mostek.</pe> i znalazłem się na Fondamenta Pesaro.</akap>


<akap>Cicho tu było jakoś o tej porannej godzinie i plusk fali
wdzierający się leniwo na omszałe stopnie tarasu rozbrzmiewał wyraźnie w podsieniach pałacu.</akap>


<akap>Wszedłem na pierwsze piętro. U wejścia do galerii spotkały mnie osowiałe i niechętne spojrzenia funkcjonariuszy,
którzy zdawali się mieć mi za złe, że im przerywam <slowo_obce>dolce far niente</slowo_obce><pe><slowo_obce>dolce
far niente</slowo_obce> (wł.) --- słodka bezczynność.</pe> żądając biletu.</akap>


<akap><begin id="b1363791849112-3378258116"/><motyw id="m1363791849112-3378258116">Kobieta, Sztuka</motyw>Wpuszczono mnie do wnętrza. W salonach pustki: tu i tam
błąkało się kilku <slowo_obce>stranieri</slowo_obce><pa><slowo_obce>stranieri</slowo_obce> (wł.) --- cudzoziemcy.</pa> z baedekerami<pe><slowo_obce>baedeker</slowo_obce> a. <slowo_obce>bedeker</slowo_obce> --- przewodnik turystyczny.</pe> w ręku, a jakaś
koścista <slowo_obce>miss</slowo_obce> w cwikierze<pe><slowo_obce>cwikier</slowo_obce> (daw.) --- binokle; okulary.</pe> pożerała oczyma ponętny akt
męski. Uwagę moją zaprzątnęła grupa <tytul_dziela>Mieszczan z Calais</tytul_dziela>
Augusta Rodina. Gdy po pewnym czasie oderwałem wzrok
od rzeźby i spojrzałem w głąb najbliższej sali, spostrzegłem
przed jednym z obrazów młodą piękną damę. Profil jej,
subtelny a zdecydowany, z orlikowatym nosem, odcinał się
na tle silnie oświetlonej przez słońce ściany wyraźnie i mocno. Krucze, połyskami metalu grające włosy okalały twarz
smagłą, pociągłą, z parą ciemnoorzechowych, ognistych
oczu. <begin id="b1366366634050-73498694"/><motyw id="m1366366634050-73498694">Oko, Uroda, Kobieta demoniczna</motyw>Spojrzenie ich jedyne, niezapomniane łączyło w sposób przedziwny kobiecą słodycz ze stalowymi błyskami
nieugiętej woli: w momentach gniewu oczy te musiały być
straszne.<end id="e1366366634050-73498694"/> Z tą doskonale piękną, patrycjuszowską głową
harmonizowała wybornie wysmukła i giętka kibić, której
linie przeglądały dyskretnie a kusząco przez czarną, pełną
spokojnej elegancji i smaku tualetę<pe><slowo_obce>tualeta</slowo_obce> --- dziś popr.: toaleta, tj. strój.</pe>. A na tle tej wyrafinowanie prostej i skromnej sukni wykwitał jak płomień szal
pomarańczowy i zlewał się w barwną symfonię z dużą, herbacianą różą wpiętą we włosy.</akap>


<akap><begin id="b1366481033352-3860628916"/><motyw id="m1366481033352-3860628916">Flirt</motyw>Cudna kobieta! --- pomyślałem, przestępując próg sali.
Odwróciła się i po raz pierwszy spotkały się nasze spojrzenia: jej --- trochę roztargnione, potem badawcze, wreszcie
zaintrygowane --- moje --- hołdownicze i podziwem brzemienne. Na ustach jej zaświtał zarys uśmiechu i zgaszony
wolą rozwiał się powoli bez śladu; obojętne, aksamitne
oczy przeniosły znów łaskę spojrzenia na obraz Fragiacoma<pe><slowo_obce>Pietro Fragiacomo</slowo_obce> (1856--1922) --- wł. malarz, pejzażysta, członek Akademii Sztuk Pięknych w Wenecji.</pe>
<tytul_dziela>Kutry rybackie podczas sztormu</tytul_dziela>.<end id="e1363791849112-3378258116"/></akap>


<akap>I wtedy przyszedł mi w pomoc<pe><slowo_obce>przyjść w pomoc</slowo_obce> --- dziś popr.: przyjść z pomocą.</pe> szczęśliwy przypadek.</akap>


<akap>Już gdy mijałem ją ze ściśniętym sercem i uczuciem
zawodu, książka, którą trzymała w ręku, wysunęła się
z palców i upadła na posadzkę koło mnie. Błyskawicznym
ruchem schyliłem się po nią i odczytałem tytuł: --- <slowo_obce>El secreto del acueducto --- por Ramón Gómez de la Serna</slowo_obce><pe><slowo_obce>El secreto del acueducto, por Ramón Gómez de la Serna</slowo_obce> (hiszp.) --- <tytul_dziela>Tajemnica akweduktu</tytul_dziela>, książka pisarza hiszpańskiego Ramóna Gómeza de la Serna (1888--1963), prekursora surrealizmu.</pe>.</akap>


<akap>To Hiszpanka --- pomyślałem i z ukłonem zwracając jej
własność, zapytałem:</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Dispense V. --- Este libro pertence a V. No es verdad?</slowo_obce><pa><slowo_obce>Dispense V. Este libro pertence a V. No es verdad</slowo_obce> (hiszp.) --- Przepraszam panią, ta książka należy do pani, czyż nie?</pa></akap_dialog>


<akap>Spojrzała przyjemnie zdziwiona i odbierając książkę,
odpowiedziała w tymże języku:</akap>


<akap_dialog>--- Pan mówi po hiszpańsku. Może jest pan moim rodakiem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, łaskawa pani --- odparłem --- jestem Polakiem,
lecz nie jest mi obcym język szlachetnych synów Kastylii.</akap_dialog>


<akap>Znajomość była zawarta. I potoczyła się między nami
rozmowa żywa a malownicza, bo i ona lubiła styl trochę kwiecisty, w kunszt słowa bogaty, i ja urzeczony czarem
jej postaci mimo woli dobierałem zwrotów barwnych, jak
motyle skrzydlatych.<end id="e1366481033352-3860628916"/></akap>


<akap><slowo_obce>Donia</slowo_obce><pe><slowo_obce>donia</slowo_obce> (hiszp. <slowo_obce>doña</slowo_obce>) --- pani.</pe> Inez de Torre Orpega rodem z Estramadury była
od kilku lat wdową. Większą część roku spędzała w Madrycie u starszej siostry zamężnej za jakimś dworskim dostojnikiem, a tylko na miesiące letnie przyjeżdżała w odwiedziny do krewnych w Wenecji. O Polsce i Polakach
wiedziała niewiele i z zajęciem słuchała moich informacji.
Gdy w pół godziny potem opuściliśmy galerię obrazów i znaleźliśmy się na bulwarze Fondamenta Pesaro, byliśmy
już dobrymi znajomymi.</akap>


<akap_dialog>--- Dokąd się pan teraz wybiera? --- zagadnęła. --- Pora
jeszcze za wczesna na obiad, lecz stosowna na drugie śniadanie. Czy nie zechciałby go pan spożyć w moim towarzystwie gdzieś w jakiejś restauracji z widokiem na Ponte
Rialto? Lubię bardzo obserwować go w godzinach porannych.</akap_dialog>


<akap>Byłem zachwycony.</akap>


<akap_dialog>--- Najlepiej będzie --- zaproponowałem --- jeżeli wstąpimy do Corvo Nero opodal przystanka<pe><slowo_obce>przystanka</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lp: przystanku.</pe> <slowo_obce>vaporettów</slowo_obce>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wybornie. Proszę zatem podać mi rękę i sprowadzić
do gondoli.</akap_dialog>


<akap>Spojrzałem trochę zdziwiony:</akap>


<akap_dialog>--- Na razie nie widzę żadnej. Musimy trochę zaczekać,
aż któraś podpłynie.</akap_dialog>


<akap>Odpowiedziała srebrzystym śmiechem:</akap>


<akap_dialog>--- Mój Beppo nie każe nam długo czekać. Oto już poznał mnie z dala po głosie i zbliża się ku nam na swej
,,Rondinelli".</akap_dialog>


<akap>I rzeczywiście, spoza węgła bulwaru wychylił się dziób
,,Jaskółeczki", która przywarłszy czarnym podbrzuszem do
wód kanaliku między pałacem Pesaro a Corner della Regina, przyczaiła się tam na chwilę i tylko czekała na
hasło.</akap>


<akap_dialog>--- Beppo Gualcioni, mój nadworny <slowo_obce>gondoliere</slowo_obce> --- przedstawiła mi z miną pół serio, pół <slowo_obce>buffo</slowo_obce><pe><slowo_obce>buffo</slowo_obce> (wł.) --- żartobliwie; groteskowo.</pe> swego przewoźnika ---
stary, długoletni sługa domu Ramorinów, mych krewnych.</akap_dialog>


<akap>I wsiedliśmy do łodzi.</akap>


<akap>Gondola <slowo_obce>donii</slowo_obce> Inez była istnym cackiem. Smukła, zgrabna i zwrotna jak fryga, z ślicznie rzeźbionym dzióbem<pe><slowo_obce>dzióbem</slowo_obce> --- dziś popr.: dziobem.</pe> w kształcie szyi łabędziej, kołysała się na fali jak kolebka królewskiego panięcia. Oparci plecami o poduszki siedzeń
z ciemnozielonego pluszu, pod osłoną niskiego, w złote
frędzle strojonego baldachimu, który tutaj <slowo_obce>felze</slowo_obce> zowią,
płynęliśmy jakby w nieskończoność, zasłuchani w rytmikę
wiosła.</akap>


<akap><begin id="b1365584934629-648142215"/><motyw id="m1365584934629-648142215">Miasto</motyw>Rozwiały się doszczętnie woale mgły i pod turkusowym
kloszem nieba rozwinęła się bajecznie kolorowa perspektywa Canal Grande. Jej dominantą były trzy barwy:
czarna, dżetowa<pe><slowo_obce>dżetowy</slowo_obce> --- błyszcząco czarny; <slowo_obce>dżet</slowo_obce> --- błyszczący czarny kamień ozdobny, czarny paciorek.</pe> wody, biała domów i pomarańczowa żaluzji i pozapuszczanych stor<pe><slowo_obce>stora</slowo_obce> --- ciężka zasłona.</pe>. Zmieszane ze sobą te trzy
kolory, stopione powinowactwem szczęśliwego doboru ---
były jak dźwięk jedyny i konieczny, jak wyraz tajemny
ukrytej gdzieś głęboko duszy tego miasta. I wszystko było
przesiąknięte tym naczelnym, suwerennym tonem, wszystko rozdrganą w bezlik dreszczy jedną struną --- złotym monokordem, któremu na imię --- Wenecja.</akap>


<akap>Jak przez sen przesuwały się mimo naszej łodzi arcytwory weneckiej architektury, te koronkowe pałace i domy, z których niemal każdy chlubił się dziełami dłuta
i pędzla wielkich artystów. Lipcowe słońce wyzłacało miedzią i cynobrem dumne, arystokratyczne frontony i przyczółki, rozświecało mrokiem wieków nasiąkłe podziemia
i kolumnady, spływało palącą pieszczotą na zielone oazy
ogrodowych teras i winoroślą otulonych loggii<pe><slowo_obce>loggia</slowo_obce> --- ozdobny otwarty pawilon, altana.</pe>.</akap>


<akap>Przepłynęliśmy mimo pałacu Ca d'Oro, najozdobniejszego gotyku dawnej Republiki, minęliśmy Segredo, Michiel dalle Colonne i Morosini i znaleźliśmy się na linii
Rybiego Targu. Odór wodnej żywizny, płynący z głębi
hali targowej, ogarnął nas duszącym wyziewem. <slowo_obce>Peschiera</slowo_obce>
w pełnym toku porannego ruchu tętniła gwarem i zgiełkiem.</akap>

<akap><slowo_obce>Donia</slowo_obce> Inez przytknęła do nosa chusteczkę i patrząc na mnie z uśmiechem, wdychiwała zapach perfumy<pe><slowo_obce>wdychiwała zapach perfumy</slowo_obce> --- dziś popr.: wdychała zapach perfum.</pe>. Gondola
była już na wysokości Przystani Jarzynowej. Znużone orgią
światła oczy spoczęły z ulgą na zieleni główek kapusty,
kalafiorów, selerów, pietruszek i marchwianej naci.<end id="e1365584934629-648142215"/></akap>


<akap_dialog>--- Jaki kontrast między tym prozaicznym, choć tak
ożywczym widokiem a wyrafinowanym pięknem pałaców ---
zauważyła <slowo_obce>donia</slowo_obce> de Orpega.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzeczywiście --- przyznałem --- i mnie to zawsze uderza, ilekroć mijam Erberia<pe><slowo_obce>Erberia</slowo_obce> --- dawny wenecki targ owocowo-warzywny.</pe>. Trudno, nie może być inaczej;
nie można żyć samą kontemplacją dzieł sztuki. Powiedziałbym nawet, że to pomieszanie prozy życia codziennego
z poezją sztuki i przeszłości stanowi największy urok tego
dziwnego miasta.</akap_dialog>


<akap>Skłoniła głowę na znak zgody. W bliskiej już perspektywie rozpiął się szary, patyną wieków okryty most Ponte
Rialto. Kilku zręcznymi uderzeniami wiosła skierował Beppo łódkę ku przeciwnemu brzegowi i przesunąwszy się lewą
burtą mimo Fondaco dei Tedeschi, podpłynął pod łuk mostu. Za chwilę wyskakiwałem już z gondoli na oblepione
wodną pleśnią schody nabrzeża i podawałem rękę Inezie.</akap>


<akap>Była godzina 11 rano. Przeszliśmy stację <slowo_obce>vaporettów</slowo_obce>
Cerva i wciąż trzymając się brzegu kanału, wstąpiliśmy na
Riva del Carbon. Ruch był ogromny; nadjeżdżające co kilkanaście minut parowczyki wyrzucały wciąż nowe zastępy
pasażerów. Schroniliśmy się w zaciszny zakątek Corvo Nero,
małej ustronnej <slowo_obce>gelateria</slowo_obce><pa><slowo_obce>gelateria</slowo_obce> (wł.) --- cukiernia, w której wyłącznie podają lody.</pa> z widokiem na Rialto. Tu pod
skrzydłem płóciennej markizy wydała mi się <slowo_obce>donia</slowo_obce> Inez
jeszcze piękniejszą; głębokie cienie pod oczyma podkreślały
ich słodycz i żar. Patrzyłem na nią bez przerwy. A ona,
widząc mój zachwyt, uśmiechała się tylko kącikami ust
i cedziła przez perły ząbków oranżadę. Spojrzenie jej senne, lekko rozmarzone błądziło bez celu po tamtym brzegu
kanału, potem przerzuciło się na grupę gondol rozkołysaną
w przystani i zatrzymało się na łuku Rialto.</akap>


<akap_dialog>--- Czy nie przypomina panu trochę florenckiego Ponte Vecchio<pe><slowo_obce>Ponte Vecchio</slowo_obce> (wł.) --- Most Złotników, najstarszy florencki most na rzece Arno, zabudowany niewielkimi budynkami.</pe>? --- zapytała.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tamten jest trójdzielny --- odpowiedziałem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chodzi mi o partie górne.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A tak, oczywiście --- przyznałem --- oba są zabudowane, zwłaszcza ten we Florencji.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Te sklepy i bazary, te budy jarmarczne rozbite nad
wodą mają w sobie coś tak oryginalnego...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przemawiają do przechodnia wieku XX z lapidarną
swadą przeszłości. Może chce pani przejść się tamtędy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właśnie chciałam to panu zaproponować; lubię czasem taką przechadzkę pomiędzy pierzejami rozkrzyczanych
sklepów.</akap_dialog>


<akap>Opuściliśmy nasz cienisty przytułek i niebawem znaleźliśmy się na łuku mostu. Otoczyła nas atmosfera hali
targowej. Wąską uliczkę między dwoma rzędami bazarów
wypełniał skłębiony malowniczo tłum. Przeważały kobiety:
smukłe, rasowe mieszczanki w charakterystycznych, czarnych szalach z frędzlami. Ich zgrabne, często w ogniste
wstążki przystrojone główki pochylały się z zainteresowaniem nad próbkami towarów rozłożonymi na ławkach i ladach, a śliczne o wytwornym rysunku ręce z lubością gładziły postawy jedwabiu, satyny i perkalu; kapryśne, wybredne, brakujące<pe><slowo_obce>brakować</slowo_obce> (daw.) --- tu: wybierać towar.</pe> ręce.</akap>


<akap>Chaosowi barw wtórzył chaos woni: wśród ich zgiełku
wybijał się na powierzchnię zapach tanich perfum, szorstki
odór juchtu<pe><slowo_obce>jucht</slowo_obce> --- wyprawiona bydlęca skóra.</pe> i wnętliwa<pe><slowo_obce>wnętliwy</slowo_obce> (daw.) --- tu: dojmujący, drążący.</pe> symfonia zamorskich korzeni.</akap>


<akap>Szczególniejszymi względami cieszył się bazar z lalkami
i sąsiadujący z nim sklep z przyborami tualetowymi; zwłaszcza ten ostatni był stale oblężony przez płeć piękną. Właściciel jego, barczysty, średnich lat mężczyzna, z parą melancholijnie opuszczonych ku dołowi wąsów, przynęcał weneckie strojnisie, przesuwając między opierścienionymi
palcami sznury fałszywych pereł, korali i bursztynu lub
przesiewając z dłoni w dłoń migotliwe przygarście kolczyków, broszek i manel<pe><slowo_obce>manela</slowo_obce> (daw.) --- metalowa bransoletka.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Signor</slowo_obce> Giuliano robi jak zwykle świetne interesa --- zauważyła, mijając bazar, <slowo_obce>donia</slowo_obce> Inez. --- Umie zachwalać
swój towar.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Sama tandeta i surogaty --- odpowiedziałem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niekoniecznie --- zaoponowała --- można tu czasem
wyłowić i prawdziwą perłę: trzeba tylko znać się na rzeczy
i odróżnić ziarno od plewy. Buda Giuliana --- to też rodzaj
<slowo_obce>bric à brac</slowo_obce><pe><slowo_obce>bric à brac</slowo_obce> (fr.) --- rupieciarnia.</pe> starożytności. Powrócimy tutaj jeszcze kiedyś
w porze poobiedniej, gdy na Rialto trochę przestronniej. 
A teraz proszę mnie odprowadzić do gondoli; muszę wracać
do siebie.</akap_dialog>



<akap>Przesyceni gwarem i krzykiem zeszliśmy do łodzi. Beppo, pokrzepiony kilku szklanicami piwa i porcją makaronu
w przybrzeżnej <slowo_obce>trattoria</slowo_obce><pe><slowo_obce>trattoria</slowo_obce> (wł.) --- gospoda.</pe>, odwiązywał raźno gondolę od
palika na bulwarze. Gdy zdjąłem kapelusz i utkwiłem
w <slowo_obce>donię</slowo_obce> Orpega oczy pełne niemej prośby o najbliższe spotkanie, pociągnęła mnie za sobą w głąb gondoli.</akap>


<akap_dialog>--- Podwiezie mnie pan pod moje mieszkanie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jaka pani dobra --- szepnąłem, przyciskając ku ustom
jej rękę.</akap_dialog>


<akap>Gondola pruła już dzióbem wody kanału. Płynęliśmy
z powrotem w kierunku Cannareggio. Po drodze Inez wyznaczyła mi schadzkę tegoż dnia po południu.</akap>


<akap_dialog>--- Pan tu jest nowicjuszem --- mówiła, przechylając na
ramię swą cudną główkę --- chcę być pańskim <slowo_obce>cicerone</slowo_obce><pe><slowo_obce>cicerone</slowo_obce> (daw., z wł.) --- przewodnik.</pe>,
chcę pokazać panu wszystkie osobliwości tego miasta. Sama
ułożę porządek naszych wędrówek. Zgadza się pan?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z najgłębszą wdzięcznością. Od czego zaczniemy?</akap_dialog>


<akap>Uśmiechnęła się.</akap>


<akap_dialog>--- To tajemnica. Dowie się pan po południu. Chcę panu
zrobić niespodziankę. Proszę zatem oczekiwać mnie o czwartej na Ca d'Oro. Do widzenia!</akap_dialog>


<akap>Gondola przybiła do brzegu; łabędzia jej szyja położyła
się na omszałych stopniach schodów, co wiodły pomiędzy
kolumny jednego z tych cudnych pałaców, które odbija
tak wiernie ciemna fala Canal Grande. Tutaj Inez wysiadła. Podał jej rękę czekający już lokaj, bo schody od
pleśni zielone śliskie były i niepewne.</akap>


<akap_dialog>--- Beppo, odwieziesz pana do S. Marcuola --- poleciła
na pożegnanie i posławszy mi czarujący uśmiech, zniknęła
za kotarą w głębi krużganka.</akap_dialog>
<separator_linia/>

<akap>Nie mogłem doczekać się utęsknionej godziny. Stan
podniecenia, w który mnie wprawiła radosna przygoda, był
tak silny, że zapomniałem o obiedzie i nie wróciłem do
swego mieszkania obok dworca kolejowego, lecz wałęsałem
się nad kanałem w okolicy Złotego Domu<pe><slowo_obce>Złoty Dom</slowo_obce> --- Ca d'Oro, pałac uważany za najwspanialszy nad Canale Grande.</pe>; nie mogłem
dopuścić do tego, by jakakolwiek banalna czynność przerwała mi rozkoszną ciągłość marzenia o <wyroznienie>niej</wyroznienie>; nie chciałem
pozwolić na to w żaden sposób, by pomiędzy pierwsze
a drugie spotkanie z ukochaną wcisnęło się jakiekolwiek
prozaiczne zdarzenie. Dlatego wolałem krążyć w pobliżu
miejsca wyznaczonego przez nią na schadzkę. Gdy po paru
godzinach uczułem dotkliwy głód i zmęczenie, odszedłem
na chwilę od przystani Ca d'Oro ciemną, ciasną <slowo_obce>vicoletto</slowo_obce><pa><slowo_obce>vicoletto</slowo_obce> (wł.) --- uliczką.</pa>
i dopadłszy jakiejś podrzędnej kawiarenki na rogu ulicy
Vittorio Emanuele, wychyliłem duszkiem szklankę kawy.
W parę minut potem stałem znów na bulwarze i zapuszczałem niecierpliwe spojrzenie w stronę, skąd miała nadpłynąć gondolą Ineza.</akap>


<akap>W końcu nadpłynęła. Słodka, smagława, oszałamiająca.
Gdy chciałem jej pomóc przy wysiadaniu, potrząsnęła przecząco głową:</akap>


<akap_dialog>--- Pojedziemy dalej gondolą. Proszę usiąść tu przy mnie.</akap_dialog>


<akap>I wskazała mi miejsce w łodzi.</akap>


<akap_dialog>--- Beppo, <slowo_obce>cava il felze</slowo_obce>!<pa><slowo_obce>cava il felze</slowo_obce> (wł.) --- odsłoń kabinę.</pa> --- rozkazała gondolierowi.</akap_dialog>


<akap>I podczas gdy sługa spełniając polecenie zwijał ponad
naszymi głowami jedwabny baldachim, ona opierając się
o moje ramię i zaglądając mi filuternie w oczy, zapytała:</akap>


<akap_dialog>--- Czy też pan choć raz pomyślał o mnie od chwili naszego pierwszego rozstania?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Seniora</slowo_obce> --- odparłem, tonąc oczyma w jej oczach ---
jestem panią oczarowany.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak trzeba, tak być powinno. <slowo_obce>Avanti</slowo_obce>, Beppo!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dokąd płyniemy? --- rzuciłem odruchowo pytanie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W stronę Fondamente Nuove systemem kanałów poprzecznych. Lubię przesuwać się na gondoli po tych cichych
ścieżkach wodnych, wijących się pomiędzy starymi, przesiąkniętymi ich wilgocią domami.</akap_dialog>


<akap>Odbiliśmy od przystani. Kierowana wprawnym wiosłem
gondoleria łódź trzymała się blisko brzegu, by wkrótce, po
dokonaniu zręcznego półobrotu w prawo, porzucić Canal
Grande i wcisnąć się we wąską szyję Rio di S. Felice.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>A --- oel!</slowo_obce> --- rozległo się ostrzegawcze wołanie wioślarza. --- <slowo_obce>A --- oel! Sia stali!<pe><slowo_obce>A, oel! Sia stali!</slowo_obce> (gw. weneckich gondolierów) --- Uwaga! Na prawo!</pe></slowo_obce></akap_dialog>


<akap>Gondola prześmignęła popod<pe><slowo_obce>popod</slowo_obce> --- dziś: pod.</pe> łękiem mostku łączącego
ulicę Wiktora Emanuela z placem św. Feliksa i skręciła
znów na prawo w Rio di S. Sofia. Zasłuchani w plusk wiosła, rozkoszowaliśmy się w milczeniu żeglugą.</akap>


<akap><begin id="b1363792020994-547980643"/><motyw id="m1363792020994-547980643">Miasto</motyw>A miała ta przejażdżka pomiędzy kamienicami szczególny urok. Mimo całej życiowej prozy wyzierającej z tych
kilkupiętrowych starych, obdrapanych domostw z suszącą
się tu i tam na żerdziach i sznurach bielizną było coś tajemniczego w ich atmosferze. Coś taiło się w tych mrocznych, skąpo rozświetlonych językami gazu podsieniach, coś
drzemało w ciemnych, gdzieniegdzie przeglądających przez
wykroje bram podwórzach, czaiło się w brudnych, zatęchłych od lat basenach. Czasem wychyliła się z okna jakaś
ludzka głowa, wyjrzała para oczu namiętnych, południowych i znikała jakby spłoszona widokiem obcych; czasem
z głębi zagadkowych wnętrz wypłynęła cudna, tęsknotą
wezbrana piosenka, zawibrowała między ścianami domów
rozełkanym <slowo_obce>arpeggio</slowo_obce><pe><slowo_obce>arpeggio</slowo_obce> (wł., muz.) --- wykonanie akordu, polegające na zagraniu kolejnych dźwięków kolejno w szybkim tempie.</pe> i milkła zawstydzona niewczesną
swą urodą.</akap>


<akap>W czarnej, gęstej, nieruchawej wodzie łączyły się w
drżącym uścisku pokraczne odbicia kamienic, snuły się,
tęczując pod światło, jakieś brudno-tłuste ściegi i popławy.
Miejscami wysuwały się z masywów domostw i budynków
nadpowietrzne, kryte galerie, ,,mosty westchnień" szarej,
smutnej codzienności, i jak dłonie podane nad przepaścią
sprzęgały ze sobą brzegi kanałów; gdzie indziej łuk kamiennego sklepienia rozpięty spodem nad powierzchnią
wody przerzucał się giętkim grzbietem z zaułka w zaułek.</akap>
<akap>Ciszę uliczek przerywały od czasu do czasu okrzyki
gondolierów.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Sia premi</slowo_obce>! --- <slowo_obce>Sia stali</slowo_obce>! --- <slowo_obce>Sia di lungo</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>Sia premi! Sia stali! Sia di lungo!</slowo_obce> (gw. weneckich gondolierów) --- Na lewo! Na prawo! Prosto przed siebie!</pe> --- wołali,
wymijając się na zakrętach.</akap_dialog>


<akap>Na Rio di S. Andrea musieliśmy się zatrzymać trochę
dłużej, bo z łódek stłoczonych na wąskim pasie wody powstał zator; zwłaszcza brzuchata, węglem naładowana barża towarowa nie mogła wywikłać się z duśby<pe><slowo_obce>duśba</slowo_obce> --- tłok; por. czas. <wyroznienie>dusić</wyroznienie>.</pe>; wreszcie
otarłszy się bokiem o bulwar, wydostała się z matni i otworzyła przejście. Wpłynęliśmy na Kanał św. Katarzyny.<end id="e1363792020994-547980643"/></akap>


<akap_dialog>--- Na lewo, Beppo! Pod arkadę <slowo_obce>ponticello</slowo_obce>! --- poleciła
<slowo_obce>donia</slowo_obce>.</akap_dialog>


<akap>Gondola podpłynęła do schodków debarkaderu<pe><slowo_obce>debarkader</slowo_obce> --- przystań na rzece, jeziorze; miejsce
wyładowywania.</pe>. Wysiedliśmy. Pani zwróciła się do przewoźnika:</akap>


<akap_dialog>--- Oczekuj nas za 10 minut w przystani Fondamente
Nuove.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Sta bene, signora, sta bene</slowo_obce><pa><slowo_obce>Sta bene, signora, sta bene</slowo_obce> (wł.) --- Dobrze, pani.</pa>.</akap_dialog>


<akap>I podczas gdy Inez wsparta o moje ramię wychodziła
po stopniach na brzeg, stary gondolier ruszył w dalszą drogę kanałem, by potem wykręcić na północ i przez Stacca
della Misericordia wydostać się na pełniejsze wody Nowych
Nadbrzeży. My tymczasem przeszliśmy mimo kościoła św.
Katarzyny i Jezuitów i zagłębiliśmy się w labirynt zaułków
weneckiej suburry.</akap>


<akap>Popołudniowe słońce skłaniające się powoli ku zachodowi zalewało płynnym złotem kwadratowe płyty bruku
i świeciło nam prosto w oczy.</akap>


<akap_dialog>--- Jak tu wesoło, jak słonecznie! --- zawołała Inez, której
wyniosła, elegancka postać rzucała poza siebie cień mocny
i długi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szczególnie po wyjściu z mrocznych czeluści kanałów --- uzupełniłem jej uwagę.</akap_dialog>


<akap>I jak mogłem, zacząłem opędzać się drobnymi datkami
przed gromadką brudnych, obdartych dzieci, które towarzyszyły nam z uporem już od pewnego czasu.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Un baiocco, bella signora, un baiocco ai poveri
bambini</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>Un baiocco, bella signora, un baiocco ai poveri bambini</slowo_obce> (wł.) --- Pieniążek,
piękna pani, pieniążek dla biednych dzieci.</pe> --- skamlała w imieniu innych chuda piegowata
dziewczyna.</akap_dialog>


<akap><slowo_obce>Donia</slowo_obce> Orpega wyjęła z torebki kilkanaście sztuk półlirowych, zawinęła w papier i śmiejąc się, podrzuciła w górę. Z brzękiem rozsypały się pieniądze po flizach uliczki.</akap>


<akap_dialog>--- Teraz uciekajmy, dopóki zajęte zbieraniem.</akap_dialog>


<akap>Skwapliwie zboczyliśmy w sąsiedni zaułek. O parę kroków przed nami zalśniła brylantowymi blaskami laguna.</akap>


<akap_dialog>--- Jesteśmy na miejscu. To Fondamente Nuove w pełnej
chwale lipcowego popołudnia.</akap_dialog>


<akap>Wyciągnięta w dal linia bulwaru roiła się od ludzi. Przy
stolikach porozstawianych przed winiarniami i cukierniami
popijano słodko-cierpką marsalę<pe><slowo_obce>marsala</slowo_obce> --- wino włoskie, produkowane na Sycylii, w gminie Marsala.</pe>, turmalinowe<pe><slowo_obce>turmalinowy</slowo_obce> --- w kolorze turmalinu, ciemnego minerału.</pe> <slowo_obce>chianti</slowo_obce><pe><slowo_obce>chianti</slowo_obce> --- wytrawne wino włoskie, produkowane w Toskanii.</pe>, purpurową granatinę<pe><slowo_obce>granatina</slowo_obce> (wł.) a. <slowo_obce>grenadyna</slowo_obce> (z fr.) --- słodki syrop z owoców granatu, używany w drinkach.</pe> lub krzepkie <slowo_obce>nostrano</slowo_obce> z pobliskich winnic rodem. Gondolierzy w pomarańczowych koszulach i szerokich, czarnych kapeluszach nagabywali przechodniów,
proponując przejażdżkę na Lido, Wyspy św. Michała, Murano, Burano lub uroczą <slowo_obce>isola</slowo_obce><pe><slowo_obce>isola</slowo_obce> (wł.) --- wyspa.</pe> di S. Francesco del Deserto.
Beppo uśmiechnięty i zadowolony, że nas wyprzedził, już
czekał w malowniczej pozie, wsparty o wiosło na wyżce
swej ,,Rondinelli". Skierowałem na Inezę pytające spojrzenie. A ona schodząc do łodzi, zgrabna i wytworna, w obcisłej, satynowej sukni koloru <slowo_obce>bleu foncé</slowo_obce><pe><slowo_obce>bleu foncé</slowo_obce> (fr.) --- ciemnoniebieski, granatowy.</pe>, określiła cel jazdy
w dwóch słowach:</akap>


<akap_dialog>--- San Michele!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na Wyspę Cmentarną? --- zapytałem, zajmując obok
niej miejsce w gondoli. --- Dlaczego właśnie tam?</akap_dialog>


<akap>Podniosła na mnie zdziwione oczy:</akap>


<akap_dialog>--- Był pan tam już może?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, nie byłem --- odpowiedziałem, patrząc na nią
zamyślony --- lecz widzi pani, nie lubię cmentarnych zaciszy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jednak warto obejrzeć; w klasztorze obok jest podobno kilku mnichów Polaków. Cóż, sprzeciwia się pan
stanowczo?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż znowu? --- zaprzeczyłem. --- Jak można sprzeciwiać się pani? <slowo_obce>Avanti, signor gondoliere, avanti</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>Avanti, signor gondoliere, avanti!</slowo_obce> (wł.) --- Naprzód, panie gondolierze, naprzód!</pe> Trochę mi
tylko nieprzyjemnie, że zaczynamy nasze wycieczki od tego
miejsca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Por Dios</slowo_obce>!<pa><slowo_obce>Por Dios</slowo_obce> (hiszp.) --- Na Boga.</pa> --- rzekła, zasłaniając siebie i mnie parasolką przed natarczywymi promieniami słońca. --- Nie lubię przesądnych mężczyzn. <slowo_obce>Adelante<pe><slowo_obce>adelante</slowo_obce> (hiszp.) --- naprzód.</pe>, Beppo</slowo_obce>! <slowo_obce>Sia di lungo</slowo_obce>!<pa><slowo_obce>Sia di lungo</slowo_obce>! --- Prosto przed siebie! (po włosku, tj.
po wenecku).</pa></akap_dialog>


<akap>Gondola odbijała od brzegu. Rozcięte pałaszem wiosła
fale zalśniły miriadami blasków i rozbiegły się wokół łodzi karbami fałdów w kręgach koncentrycznych.</akap>


<akap_dialog>--- Ta woda czysta, odświeżana ustawicznie dopływem
z pełnego morza, sprawia orzeźwiające wrażenie --- przerwałem uwagą milczenie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ani porównania z ospałą, gęstą i cuchnącą wodą kanałów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale za to tamta ma w sobie coś tajemniczego; jeżeli
można mówić o duszy weneckiej laguny, to kryje się ona
w tej czarnej, drzemiącej, przesyconej wyziewami miasta
topieli.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Patrz pan! --- przerwała mi, wskazując na prawo. ---
Co za obraz! Jedyny motyw dla malarza!</akap_dialog>


<akap>Obok przepływała obciążona do pół burty krypa pod
trójkątnym żaglem latyńskim; wiozła do Wenecji na targ jarzyny z ogrodów wyspy Le Vignole i owoce z sadów jej
sąsiadki, zielonej Torcello. Cytrynowożółte płótno żagla
z wizerunkiem św. Marka, patrona, wydymało się łagodnie
w podmuchach zachodniego wiatru nad kopczykami czerwonoceglastych pomidorów, piramidami marchwi, buraków,
rzepy i stożkami winogron, brzoskwiń, renglotów<pe><slowo_obce>rengloty</slowo_obce> --- odmiana śliwek.</pe> i oliwek.</akap>


<akap_dialog>--- Barwy dobrane jak na palecie Claude Moneta<pe><slowo_obce>Monet, Claude</slowo_obce> (1840--1926) --- malarz francuski, jeden z twórców impresjonizmu.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lub naszego Wyczółkowskiego<pe><slowo_obce>Wyczółkowski, Leon</slowo_obce> (1852--1936) --- malarz młodopolski, przedstawiciel nurtu realistycznego.</pe>.</akap_dialog>


<akap>W perspektywie wyłonił się biały kontur cmentarnego
muru.</akap>


<akap_dialog>--- Tu gdzieś w pobliżu --- objaśniła mnie <slowo_obce>donia</slowo_obce> Inez ---
uchodzi naczółek mostu pontowego, który dla wygody ludności każe rozpinać w Dnie Zaduszne zarząd miasta między
Wenecją a Wyspą św. Michała.</akap_dialog>


<akap>Gondola przesunęła się popod murem obmywanym przez
chlupoczącą łagodnie falę i zawinęła do przystani naprzeciw
klasztornego portalu. Wysiedliśmy i przekroczywszy bramę
opactwa oo. Franciszkanów, weszliśmy w krużganek. W głębi, pomiędzy filarami, przechadzało się kilku mnichów.
Postacie ich ujęte w szorstkie linie habitów odrzynały się
wyraziście ciemnymi plamami od rozsłonecznionego tła
z murów, kolumn i posadzki. Wychylone z szerokich rękawów zakonnej sukni ręce przebierały paciorki różańca lub
zanurzone palcami w miąższ brewiarzy<pe><slowo_obce>brewiarz</slowo_obce> --- zbiór modlitw obowiązujących duchownych; modlitewnik.</pe> przewracały szeleszczące cicho ich kartki. Z wnętrza bazyliki po lewej stronie
krużganka szła woń kadzidła i płonących świec --- z głębi
przedsionka, z prześlicznej Capella Emiliana płynęły słodkie tony harmonium<pe><slowo_obce>harmonium</slowo_obce> a. <slowo_obce>fisharmonia</slowo_obce> --- klawiszowy dęty instrument muzyczny, używany zamiast organów.</pe>: ktoś grał <tytul_dziela>Ave Maria</tytul_dziela> <pe><slowo_obce>Ave Maria</slowo_obce> --- pieśń oparta na łacińskim tekście modlitwy <tytul_dziela>Zdrowaś Mario</tytul_dziela>. Napisana przez Charles'a Gounoda jako głos solowy do <tytul_dziela>Preludium C-dur</tytul_dziela> z <tytul_dziela>Das Wohltemperierte Klavier</tytul_dziela> Jana Sebastiana Bacha.</pe>Gounoda<pe><slowo_obce>Gounod, Charles-François</slowo_obce> (1818--1893) --- fr. kompozytor operowy.</pe>.</akap>


<akap>Przeszliśmy zamknięty kolumnadą podwórzec i przez
drugą, wewnętrzną bramę dostaliśmy się na cmentarz. Była
godzina szósta po południu. Zalane potokami zachodu zacisze pławiło się w złocie i bieli: w złocie słońca i bieli marmurów. Przymknąłem na chwilę olśnione oczy. Szliśmy
wzdłuż cmentarnego muru inkrustowanego płytami napisów, grobowcowych wnęk i nisz. Pod stopami dudniały nam
głucho podziemne komnaty, z boku raziły oślepiająco białe
refleksy słonecznych rzutów.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1363792075537-2805088697"/><motyw id="m1363792075537-2805088697">Cmentarz</motyw>--- Jak tu mało zieleni! --- rzekłem tonem skargi. --- Co
za rozpaczliwa posucha bieli! Doprawdy, <slowo_obce>seniora</slowo_obce>, ta despotyczna, wszystko sobą przygłuszająca biel jest straszliwa.
Zadaje mi niemal fizyczny ból.</akap_dialog>


<akap>Popatrzyła, lekko podnosząc brwi.</akap>


<akap_dialog>--- Przemawia z pana syn Północy. Wasze cmentarze muszą mieć wygląd zupełnie odmienny?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O tak. U nas w miejscach wiecznego spoczynku pełno
drzew i krzewów; bujna, soczysta zieleń przegradza domy
zmarłych, przykrywa festonami<pe><slowo_obce>feston</slowo_obce> --- girlanda; malowniczo zwieszająca się roślinność.</pe> bluszczu, spławami brzóz
i kalin martwą biel nagrobków i mauzoleów. Na polskich
cmentarzach przyroda otula w macierzyńskie ramiona przybytki śmierci --- gdy tu, w tej błogosławionej, wiecznie
roześmianej słońcem krainie, nawet w ustroniach zmarłych
sztuka święci bezwzględnie swój zimny, marmurowy
tryumf: smutny tryumf pobielanych grobów. Ach, jakże
mi brak tu zieleni!<end id="e1363792075537-2805088697"/></akap_dialog>


<akap>Zatrzymałem się przy jednym z grobowców, który nagle
skupił na sobie moją uwagę. Rzucała się w oczy od razu
oryginalna kompozycja.</akap>


<akap><begin id="b1363792102537-3411446667"/><motyw id="m1363792102537-3411446667">Grób</motyw>Na tarasie przed domem stała naturalnej wielkości postać kobiety o miłej, przepojonej niewieścią słodyczą powierzchowności; lewą ręką zbierała fałdy sukni, w prawej
podniesionej do góry gestem pełnym wdzięku niosła doniczkę z kwiatami.</akap>


<akap>,,<slowo_obce>A Luisa Riccardi, moglie adorata --- il marito</slowo_obce>"<pa><slowo_obce>A Luisa Riccardi, moglie adorata, il marito</slowo_obce> (wł.) --- Ludwice Riccardi, uwielbianej żonie, mąż.</pa> --- czytałem napis u dołu.</akap>


<akap_dialog>--- Jest to mogiła jednej z patrycjuszek<pe><slowo_obce>patrycjuszka</slowo_obce> --- włoska arystokratka, przedstawicielka uprzywilejowanego rodu.</pe> weneckich ---
wyjaśniła mi Inez. --- Umarła nagle śmiercią gwałtowną.
Zrozpaczony mąż kazał utrwalić postać ukochanej w chwili, gdy wychodzi z domu na przechadzkę po ogrodzie: taką
ją widział podobno po raz ostatni --- taką oglądały jego
oczy na kilka godzin przed śmiercią. Moment ten uwiecznił
rzeźbiarz w marmurze.<end id="e1363792102537-3411446667"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakie to piękne, <slowo_obce>seniora</slowo_obce> --- rzekłem w zamyśleniu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I może właśnie dlatego sąsiaduje z pięknem innego
pokroju --- odpowiedziała, posuwając się ku najbliższemu
grobowcowi. --- A co pan powie o tej mogile?</akap_dialog>


<akap><begin id="b1363792126864-2813706147"/><motyw id="m1363792126864-2813706147">Grób</motyw>Na płycie z alabastru odcinały się <slowo_obce>en relief</slowo_obce> dwa torsy:
młodego mężczyzny i czarująco pięknej kobiety. On utkwił
w niej rozkochane oczy i wyciągnął usta spragnione ku
czarze, którą mu podawała z uśmiechem. Mimo woli rodziło się podejrzenie, czy puchar nie zawiera trucizny. Bo
w uśmiechu kobiety czaił się odcień fałszu i okrucieństwa.
Lecz tego zaślepiony mężczyzna zdawał się nie dostrzegać --- jak nie dostrzegał na pewno żądła wąskiej weneckiej dagi<pe><slowo_obce>daga</slowo_obce> --- krótki sztylet.</pe>, którą ściskała w drugiej, w tył podanej ręce...</akap>


<akap>Rzuciłem okiem na wstążkę napisu.</akap>


<akap>,,<slowo_obce>Al suo adorato sposo, Don Antonio de Orpega, spento
nel supremo piacere --- la moglie</slowo_obce>"<pa><slowo_obce>Al suo adorato sposo, Don Antonio de Orpega, spento nel supremo piacere, la moglie</slowo_obce> (wł.) --- Swemu uwielbianemu małżonkowi, Don Antoniowi de Orpega, zgasłemu w najwyższej rozkoszy, żona.</pa> --- zwierzał światu swą
tajemnicę w zwięzłych, lapidarnych słowach szczególny
grobowiec.</akap>


<akap>Patrzyłem na Inezę wstrząśnięty do głębi.</akap>


<akap_dialog>--- Więc tu spoczywa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mój mąż --- dokończyła z dziwnym, nie znanym mi
dotychczas uśmiechem.</akap_dialog>


<akap>I wtedy dopiero, po tym uśmiechu poznałem, że kobietą
na płycie grobowej była ona.<end id="e1363792126864-2813706147"/></akap>


<akap_dialog>--- Usiądźmy tam na ławce w alei cyprysów --- zaproponowała.</akap_dialog>


<akap>Usłuchałem pełen sprzecznych uczuć. Usiedliśmy w cyprysowej niszy. Na chwilę zapadło między nami milczenie.
Długie cienie nagrobnych strażników kładły się nam pod
stopy ostrymi zrysami wierzchołków i czerniły na złotym
żwirze ścieżki hieroglifami śmierci. Skądś, z wnętrza cmentarza, dochodził łoskot kamieniarskiego młotka trudzącego się przy nowym nagrobku, dolatywał odzew nieszpornych<pe><slowo_obce>nieszpory</slowo_obce> --- katolicka msza wieczorna.</pe>
organów...</akap>


<akap_dialog>--- Mój mąż skończył samobójstwem --- usłyszałem nagle jej głos altowy --- w piątym roku naszego pożycia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To pani pchnęła go w objęcia śmierci, <slowo_obce>seniora</slowo_obce> --- odpowiedziałem niemal surowo.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1366480825559-2194219208"/><motyw id="m1366480825559-2194219208">Kobieta demoniczna</motyw>--- Skądże ten prokuratorski ton? --- zapytała, lekko
uderzając mnie końcem swej płomienistej <slowo_obce>umbrella</slowo_obce><pe><slowo_obce>umbrella</slowo_obce> --- parasolka.</pe>. --- Niech się pan nie zapomina. Zresztą on umierał w ekstazie najwyższego szczęścia, umierał dla mnie i przeze mnie. Czyż
nie pięknie?</akap_dialog>


<akap>Potwór czy obłąkana? --- pomyślałem, lecz spojrzawszy
na nią, zapomniałem zupełnie o kategoriach etycznych
i chłonąłem tylko diaboliczną jej piękność. A ona tymczasem opowiadała głosem równym i spokojnym, jak gdyby
chodziło o kogoś znanego jej tylko ze słyszenia:</akap>


<akap_dialog><begin id="b1363792193833-2720445323"/><motyw id="m1363792193833-2720445323">Miłość tragiczna, Miłość spełniona, Samobójstwo, Seks</motyw>--- Przyszło do tego niespodziewanie. Tak niespodzianie, tak znienacka, jak bywa nieraz ze szczęściem lub
śmiercią. I właśnie w tym widzę najpiękniejszy motyw tej
historii. Bo chyba przyzna pan, że zasługuję na to, by życie moje obfitowało w momenty wyjątkowe.</akap_dialog>


<akap>I popatrzyła na mnie wyzywająco. Była za piękna, by
nie przyznać jej racji.<end id="e1366480825559-2194219208"/> Więc spuściłem milcząco głowę i słuchałem dalej.</akap>


<akap_dialog>--- W jedną z tych nocy księżycowych, rozełkanych mandolinami nocy weneckich, rzekł don Antonio de Orpega,
tuląc roznamiętnioną twarz pomiędzy wzgórza mych
piersi:</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dałaś mi najwyższe szczęście tej nocy, Inezo; nie
wiem, czy zdołam je przeżyć do brzasku rana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cha, cha, cha! --- zaśmiałam się lekkomyślnie, pieszcząc ręką jego męską urodę. --- Jesteś patetyczny, mój
piękny małżonku!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie wierzysz, Inezo?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie wierzę, Antonio. Zbyt mnie pożądasz, by tak
łatwo przyszło ci teraz rozstawać się z życiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie wierzysz? --- zapytał powtórnie z odcieniem obłąkania w swych ślicznych, niezapomnianych oczach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chodź do mnie, Antonio; wszak jesteśmy tylko ludźmi, tylko parą spragnionych siebie kochanków.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc ja ci udowodnię.</akap_dialog>


<akap>I wyszedł z sypialni. Po chwili strzał z rewolweru zakończył poemat jego życia. Pięknym człowiekiem był <slowo_obce>don</slowo_obce>
Antonio de Orpega, mój mąż --- nieprawdaż, kochany przyjacielu?</akap>


<akap_dialog>--- On panią kochał, jak mało który mężczyzna na Ziemi
kocha kobietę --- odparłem cicho.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. To było <slowo_obce>l'amore altissimo --- l'amore supremo</slowo_obce><pe><slowo_obce>l'amore altissimo, l'amore supremo (wł.)</slowo_obce> ---
miłość najwyższa, miłość ostateczna.</pe>.
I dlatego bał się, by dnia pewnego nie stanąć nad jego grobem; usunął się w porę w cienie zaświatów, bo nie chciał
przeżyć swego wielkiego uczucia. To był geniusz miłości.<end id="e1363792193833-2720445323"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Podziwiam was oboje: namiętność jego i twój obiektywizm, pani.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Uczucia moje --- rzekła wyniośle --- są moją wyłączną
własnością; wobec osób trzecich uważam za stosowne mówić o tym zdarzeniu jako o dziele sztuki jedynym, wyjątkowym. Zechciej i pan, kochany przyjacielu, patrzeć na nie
i oceniać je tylko z tego punktu widzenia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zastosuję się do woli pani, <slowo_obce>seniora</slowo_obce> --- zresztą pozwoli
pani zwrócić sobie uwagę na to, że nie prosiłem o zwierzenia.</akap_dialog>


<akap>I powstałem z ławki. Milcząc wyciągnęła ku mnie rękę
na znak zgody. Przycisnąłem ją do ust i rzekłem:</akap>


<akap_dialog>--- Późno już i strażnik wzywa do opuszczenia cmentarza.</akap_dialog>

<akap>I rzeczywiście, zbliżający się z głębi alei jakiś mężczyzna dawał nam z daleka znaki.</akap>





<akap_dialog>--- Tak, czas wracać --- przyznała zamyślona. --- Cmentarz zamykają tu wcześnie.</akap_dialog>


<akap>Wkrótce znów żeglowaliśmy gondolą po lagunie.</akap>


<akap_dialog>--- Dokąd płyniemy? --- zapytałem, ślizgając się spojrzeniem po rozlewisku wód.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na Riva degli Schiavoni. Chcę posłuchać z panem
koncertu orkiestry w ,,Café Orientale" i śledzić ruch wieczorny przy Molo św. Marka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Najpiękniejsza partia miasta --- odpowiedziałem, nagle poważniejąc.</akap_dialog>


<akap>Trąciła mnie wachlarzem w ramię.</akap>


<akap_dialog>--- Skądże to nagłe zamyślenie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cel naszej jazdy wywołał we mnie smutne skojarzenia; jakie, powiem na miejscu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc dobrze; tymczasem porzuć pan te niewesołe
medytacje i zachwycaj się krajobrazem.</akap_dialog>


<akap>Inez miała rację; piękno laguny narzucało się z żywiołową siłą. Właśnie gondola okrążała wschodni cypel Wenecji i minąwszy doki Arsenału, wcisnęła się w kanał między Wyspą św. Piotra a zrębem właściwego miasta. Rozcinana skrzelem wiosła fala chlupotała łagodnie o burty
łodzi i odtrącona od czarnego jej kadłuba odchodziła w tysiącznych zmarszczach ku brzegom. Gdy mijaliśmy przylądek Punta di Quintavalle, nadszedł skądś wielki, mięsisty fałd wody i zakołysał silnie gondolą. Inez spojrzała zaniepokojona na Beppa.</akap>


<akap_dialog>--- To <slowo_obce>piroscafo</slowo_obce><pe><slowo_obce>piroscafo</slowo_obce> (wł.) --- parowiec.</pe> z Torcello w drodze do Ponte del Vin rozorał brzuchem lagunę i rzucił nam pod gondolę masę wypchniętej przez siebie wody --- wyjaśnił przewodnik.</akap_dialog>


<akap>Wjechaliśmy w czeluść wodną pomiędzy Wyspą św. Heleny a Ogrodami Publicznymi. Z daleka zaczęły dochodzić
dźwięki muzyki. Po wysypanym żwirem i piaskiem deptaku, który wąską wstęgą owijał się dookoła Punta della
Motta, przechadzało się kilka par. Z oplotów krzewów na
szkarpie<pe><slowo_obce>szkarpa</slowo_obce> --- dziś: skarpa.</pe> ogrodowej całowanej bez przerwy przez falę laguny wychylał się silny w wyrazie, brązowy biust<pe><slowo_obce>biust</slowo_obce> (tu daw.) --- popiersie.</pe> Ryszarda
Wagnera.</akap>


<akap_dialog>--- Trzeba przyznać --- zauważyłem --- że wybór miejsca nader szczęśliwy. Zdaje się, jak gdyby duch twórcy
<tytul_dziela>Latającego Holendra</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Latający Holender</slowo_obce> --- opera Richarda Wagnera.</pe> wciąż odchodził z falą w zawrotne
dale...</akap_dialog>


<akap>Wypłynęliśmy na szerokie wody Canale di S. Marco.
Przed nami rozwinęła się wspaniała panorama portu. Niezliczona ilość gondol i uskrzydlonych żółtymi lub koloru
<slowo_obce>à la terra cotta</slowo_obce> żaglami łodzi pląsała po lagunowej płani. Zewsząd niby ku centralnemu punktowi ciążenia zdążały
ku przystani statki, łopocząc na wietrze defiladą bander
i flag. Tu wjeżdżał tryumfalnie od strony <slowo_obce>porto</slowo_obce> di Lido
jakiś kolos morski chlubiący się z daleka barwami Albionu,
tam po przebyciu bramy wjazdowej z Adrii przy porcie
w Malamocco wyrastała na horyzoncie zatoki zgrabna jak
sylfida francuska fregata, ówdzie z cieśniny między Giudeccą a wyspą S. Giorgio Maggiore wysuwał się pasażerski
parowiec w drodze powrotnej z Chioggii.</akap>


<akap>Beppo, obejmując rozmiłowanym spojrzeniem ojczyste
miasto i lagunę, zanucił nieśmiertelną <tytul_dziela>Santa Lucia<pe><slowo_obce>Santa Lucia</slowo_obce> --- pieśń sławiąca nadmorską dzielnicę Neapolu, Santa Lucia.</pe></tytul_dziela>. Gondola docierała do molo. Kilka uderzeń wiosła, kilka zwinnych zwrotów wśród labiryntu łódek --- i przybiliśmy do
mostu della Paglia.</akap>


<akap_dialog>--- Beppo --- pożegnała gondoliera seniora de Orpega ---
na dziś jesteś wolny. Do domu wrócę stąd pieszo.</akap_dialog>


<akap>I przy mojej pomocy wyszła na marmurowy cokół nabrzeża.</akap>


<akap_dialog>--- Idziemy do ,,Café Orientale".</akap_dialog>


<akap>Jak zwykle i tym razem ogarnąłem zachwyconym spojrzeniem śnieżny cud Pałacu Dożów, przesunąłem zamyślone
oczy po Moście Westchnień, po ponurym bloku Więzień
Karnych i zatrzymałem je na ,,tym długim wrębie granitowym, zielonymi poprzerywanym kanałami, białymi mostami pospajanym, gdzie kilka tysięcy okrętów przystań
miewa"<pa><slowo_obce>tym długim wrębie granitowym, zielonymi poprzerywanym kanałami, białymi mostami pospajanym, gdzie kilka tysięcy okrętów przystań miewa</slowo_obce> --- cytat
z noweli Cypriana Kamila Norwida <tytul_dziela>Menego</tytul_dziela>.</pa> --- na Riva degli Schiavoni. I nagle pośród tego przepychu barw i kolorów, pośród tej boskiej rozrzutności
piękna, dech zapierającej od podziwu i ciągłego zachwytu,
uczułem ogromny, bezbrzeżny smutek.</akap>


<akap>Lecz smutek ten ,,nie do mnie należał"<pa><slowo_obce>nie do mnie należał</slowo_obce> --- cytat z noweli Norwida
<tytul_dziela>Garstka piasku</tytul_dziela>.</pa>. Jego żałobne,
czarne kwefy wysnuły się ku mnie z perspektywy lat ubiegłych, spłynęły falą powrotnych ech z przeżycia wielkiego
poety-samotnika, który tu, po tym samym brzegu, ,,pod
zorzę wieczorną" przechadzał się kiedyś cichy i ,,w siebie
pochylon"<pe><slowo_obce>w siebie
pochylon</slowo_obce> --- cytat z wiersza Cypriana Kamila Norwida <tytul_dziela>Klaskaniem mając obrzękłe prawice</tytul_dziela>.</pe>...</akap>


<akap>I gdy potem, zająwszy miejsce u boku pięknej kobiety
przy jednym ze stolików kawiarnianych, wodziłem olśnionymi od blasków i świateł oczyma po nurzającej się w purpurze zachodu zatoce, przyszły mi znów na pamięć słowa
zapomnianego poety o tymże miejscu mówiące:</akap>


<dlugi_cytat><akap>Tam, o jutrzni we mgłach, odpływają małe statki rybackie... Tam, o południowym świetle widzisz tajemnice
kolorów Veronesa<pe><slowo_obce>Veronese, Paolo</slowo_obce> (1528--1588) --- włoski malarz renesansowy.</pe>, Tintoretta<pe><slowo_obce>Robusti, Jacopo</slowo_obce>, zw. <slowo_obce>Tintoretto</slowo_obce> (1518--1594) --- włoski malarz manierystyczny, przedstawiciel szkoły weneckiej.</pe>, Tycjana<pe><slowo_obce>Tycjan</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Tiziano Vecellio</slowo_obce> (ok. 1488--1576) --- włoski malarz renesansowy.</pe>... Tam, w blasku
księżyca znikają okręty w mroku wielkim, a gdzie światło
miesięczne wysrebrzyło falę, lśniący topór u gondoli dziobu
przytwierdzony profilem zębatym się określa...<pe><slowo_obce>Tam, o jutrzni we mgłach, odpływają małe statki rybackie (...) lśniący topór u gondoli dziobu
przytwierdzony profilem zębatym się określa...</slowo_obce> --- cytaty z noweli Cypriana Kamila Norwida <tytul_dziela>Menego</tytul_dziela>.</pe></akap></dlugi_cytat>


<akap>Z zamyślenia obudził mnie głos Inezy:</akap>


<akap_dialog>--- Teraz może zechce się pan podzielić ze mną niewesołymi refleksjami, które mu podobno nasuwa Riva degli
Schiavoni. Przypominam obietnicę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I dotrzymam jej wiernie.</akap_dialog>


<akap>Popiłem czarną kawą, zapaliłem papierosa i rzekłem,
patrząc w stronę Pałacu Dożów:</akap>


<akap_dialog><begin id="b1363792261920-3295550527"/><motyw id="m1363792261920-3295550527">Sztuka</motyw>--- Tędy, tym samym nabrzeżem, co słońcu wschodzącemu bielą marmurów dumnie się uśmiecha, o tej samej dnia umierającego godzinie szedł lat temu 83 genialny twórca symbolizmu w Europie przed M. Maeterlinckiem<pe><slowo_obce>Maurice Maeterlinck</slowo_obce> (1862--1949) --- piszący po francusku belgijski dramaturg, eseista i poeta.</pe>, zapoznany przez własnych rodaków poeta polski, potomek Sobieskich po kądzieli, Cyprian Kamil Norwid. A towarzyszył mu w tej wieczornej, smutnych przeczuć pełnej promenadzie niejaki Tytus Byczkowski, malarz, Polak również, który nazajutrz rano w czasie kąpieli na Lido ,,za
głęboko w fale zaszedł<pe><slowo_obce>za
głęboko w fale zaszedł</slowo_obce> --- cytat z noweli Cypriana Kamila Norwida pt. <tytul_dziela>Menego</tytul_dziela>.</pe>" i niby to przypadkiem utonął.
Byczkowski miał lat około 60; studiował najpierw w akademii drezdeńskiej, a potem w Monachium, ,,wszędzie
łatwo miejscowym tradycjom się poddając z posłuszeństwem słowiańskim szkole każdej --- wzór cierpliwości, zaparcia się i pokory"<pa><slowo_obce>wszędzie łatwo miejscowym tradycjom się poddając z posłuszeństwem słowiańskim szkole każdej, wzór cierpliwości, zaparcia się i pokory</slowo_obce> --- cytat z <tytul_dziela>Menego</tytul_dziela> Cypriana Kamila Norwida [cytat nieznacznie zmieniony; red. WL].</pa>; i dlatego w wigilię swej śmierci
kończył obraz mały przedstawiający rybaka z dziećmi jego,
rybaka, co się trudził dzień cały, by pod wieczór trzymać
,,w ręku ułowioną rzecz jedną --- muszlę pustą<pe><slowo_obce>w ręku ułowioną rzecz jedną, muszlę pustą</slowo_obce> --- cytat z noweli Cypriana Kamila Norwida pt. <tytul_dziela>Menego</tytul_dziela>.</pe>". Ci tedy
dwaj polscy wędrownicy, tak niepodobni do siebie --- jeden,
co się twórcą urodził, drugi słowiańskim niewolnikiem ---
przechadzali się wieczorną godziną r. 1844 po wybrzeżu dei
Schiavoni, ,,albo jak jeszcze jeden niezatarty zapis się wyraża<pe><slowo_obce>albo jak jeszcze jeden niezatarty zapis się wyraża</slowo_obce> --- cytat z noweli Cypriana Kamila Norwida pt. <tytul_dziela>Menego</tytul_dziela>.</pe>": Riva dei Slavi, czyli Wybrzeżu Słowian.</akap_dialog>


<akap>Rozmawiali o Sztuce, a gdy schodzili już z Ponte della
Paglia ku <slowo_obce>piazzetta</slowo_obce><pe><slowo_obce>piazzetta</slowo_obce> (wł.) --- placyk.</pe>, Byczkowski zwrócił uwagę na bogactwo <wyroznienie>inwencji</wyroznienie> kapitelów<pe><slowo_obce>kapitel</slowo_obce> --- zwieńczenie kolumny.</pe>, które podpierają Pałac Dożów, dziwnym przypadkiem rozmowę całą na to właśnie
skierowując, czego brakowało własnej jego twórczości: na
pomysłowość i oryginalność.</akap>


<akap>I wtedy wyjaśnił mu wielki twórca <tytul_dziela>Promethidiona</tytul_dziela><pe><slowo_obce>twórca <tytul_dziela>Promethidiona</tytul_dziela></slowo_obce> --- Cyprian Kamil Norwid.</pe>, że
<wyroznienie>nieśmiertelnym</wyroznienie> w Sztuce jest tylko to, <wyroznienie>co poczęło się w ukochaniu</wyroznienie> i że prawdziwe <wyroznienie>piękno
kształtem jest miłości</wyroznienie>.<end id="e1363792261920-3295550527"/></akap>
<akap_dialog>--- A potem, kochany przyjacielu? --- przerwała chwilowe 
milczenie Ineza. --- A potem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A potem zstąpili na plac św. Marka, gdy był już
zmierzch i ,,dokoła pod obiegającym czworobok placu korytarzem zaczynało być gwarno, porozświecały się kawiarnie
i czekano muzyki przez wojskową kapelę z Czechów zwykle (w owych czasach) złożoną, wykonywanej tu w wieczór<pe><slowo_obce>dokoła pod obiegającym czworobok placu korytarzem zaczynało być gwarno, porozświecały się kawiarnie
i czekano muzyki przez wojskową kapelę z Czechów zwykle (w owych czasach) złożoną, wykonywanej tu w wieczór</slowo_obce> --- cytat z noweli Cypriana Kamila Norwida pt. <tytul_dziela>Menego</tytul_dziela>. Wtrącenie <wyroznienie>w owych czasach</wyroznienie> pochodzi od Stefana Grabińskiego.</pe>". Do jednej z tych kawiarń, zapewne w podsieniach
Procuratie Vecchie weszli...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A nazajutrz --- dokończyła <slowo_obce>donia</slowo_obce> --- Byczkowski już
nie żył.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak. Poszedł na dno --- jak córka Hjalmara z <tytul_dziela>Dzikiej
kaczki</tytul_dziela> Ibsena --- zstąpił w głębiny morza, uświadomiwszy
sobie przedtem rozdzierającą prawdę swego żywota. ,,Zaiste
smutny jest ten świat aż do śmierci<pe><slowo_obce>Zaiste
smutny jest ten świat aż do śmierci</slowo_obce> --- cytat z utworu Cypriana Kamila Norwida <wyroznienie>Garstka piachu</wyroznienie>.</pe>"...</akap_dialog>


<akap>Umilkłem i zamyślony patrzyłem na czerniejący u naszych stóp tabor gondol, łodzi i motorówek. Tymczasem
zmierzchło się zupełnie. Jak na znak dany przez niewidzialną rękę rozjarzyły się nagle elektryczne łuki bań, kloszów i latarń, a od placu św. Marka nadpłynęła serenada
kapeli: Wenecja uczciła swój wieczór pochwalnym nokturnem. Na lagunie zaczęły tułać się tam i sam błędne ognie
sygnałów; naprzeciw molo jakiś statek wojenny na kotwicy
przed basenem wyspy San Giorgio Maggiore, cały we flagach i banderach, święcił imieniny admirała uroczystą iluminacją. Od Punta della Salute, po tamtej stronie kanału,
wzbijały się pod niebo wrzeciona rakiet, pękały ulewą
iskier ogniste fontanny i bukiety; na Lido rozbłysła wydłużoną linią świateł i kinkietów wieczorna rampa wybrzeża...</akap>


<akap>Oderwałem oczy od zatoki i spotkałem się z badawczym
spojrzeniem Inezy. Wytrzymałem je spokojnie przez chwilę. <begin id="b1363792356952-2563942225"/><motyw id="m1363792356952-2563942225">Proroctwo, Omen, Zabobony</motyw>Wtem ni stąd, ni zowąd nasunęło mi się pytanie:</akap>


<akap_dialog>--- Pani wierzy we wróżby?</akap_dialog>


<akap>Chwyciła mnie za rękę i odpowiedziała z akcentem zdumienia:</akap>


<akap_dialog>--- Skąd panu przyszło to na myśl właśnie w tej chwili?
Czyżby umiał pan czytać w cudzych duszach?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Narzuciło mi się to jakoś tak znienacka, że nie mogłem się oprzeć. Czasem pewne myśli nadciągają nie wiadomo skąd i dlaczego.</akap_dialog>


<akap>Zaprzeczyła żywo:</akap>


<akap_dialog>--- O nie! Pan się myli w tym wypadku. To ja w tej
chwili myślałam o starej Cygance z Asturii, która mi wywróżyła przedwczesną śmierć męża.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A zatem myśl pani przeniosła się na mnie --- wyciągnąłem wniosek.<end id="e1363792356952-2563942225"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Do you know something about painter-medium Luigi Bellotti</slowo_obce>?<pa><slowo_obce>Do you know something about painter-medium Luigi Bellotti</slowo_obce> (ang.) --- Czy wie pan o malarzu medium Luigi Bellotti?</pa> --- usłyszeliśmy nagle oboje wyraźny fragment rozmowy prowadzonej przy
sąsiednim stoliku.</akap_dialog>


<akap>Siedziało tam dwóch mężczyzn: jeden w pepitkowym
garniturze z monoklem w oku, o charakterystycznych dla
Anglików rysach starannie wygolonej twarzy, i drugi znacznie słabiej akcentujący swą przynależność szczepową.</akap>


<akap_dialog>--- Też dziwny kaprys przypadku --- rzekła <slowo_obce>donia</slowo_obce>. ---
Ten wyjątek z dialogu naszych sąsiadów jest jakby dalszym ciągiem interesującego nas właśnie problemu, a równocześnie przypomnieniem dla mnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż ma wspólnego malarz Bellotti z zajmującą nas
sprawą? --- zapytałem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie słyszał pan dotychczas o nim?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1363792948978-2369240406"/><motyw id="m1363792948978-2369240406">Duch</motyw>--- Jest to fenomenalne medium, które w transie z zawiązanymi oczyma maluje obrazy naśladujące do złudzenia manierę starych włoskich mistrzów. Czytałam o nim
niedawno ciekawy artykuł w ,,La Tribuna".</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze nie widzę związku z naszą rozmową.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaraz go pan ujrzy. Otóż Bellotti podobno pozostaje
też w kontakcie z zaświatem i jak sam utrzymuje, słyszy
od czasu do czasu głosy zmarłych.</akap_dialog>


<akap>Spojrzałem z odcieniem ironii:</akap>


<akap_dialog>--- Pani wierzy w te bajeczki z ,,duchami"?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc nazwijmy to usymbolizowaniem podświadomej
jaźni samego medium, jeśli pan woli. W każdym razie po
przeczytaniu artykułu w ,,La Tribuna" postanowiłam odwiedzić p. Bellottiego. Spodziewam się, że mi coś powie
o mojej przyszłości za pośrednictwem swych ,,głosów".<end id="e1363792948978-2369240406"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ach tak, teraz rozumiem --- to też rodzaj wróżby.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozmowa tych dwóch panów przypomniała mi zamiar, który uskutecznię w najbliższych dniach. Pan pójdzie
tam ze mną, nieprawdaż?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to pójdę? Czy Bellotti mieszka tu gdzieś niedaleko?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przebywa stale w Wenecji: mieszka przy <slowo_obce>calle</slowo_obce><pe><slowo_obce>calle</slowo_obce> (hiszp.) --- ulica.</pe> della
Rosa. Więc będzie mi pan towarzyszył?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z prawdziwą przyjemnością. Od pewnego czasu widzę, jak rozwija się przede mną wstęga niezwykłych zdarzeń.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak bywa w życiu, że po okresie szarzyzny i codzienności następuje seria zajść wyjątkowych. Mnie np. jakiś
głos wewnęrzny mówi, że żyję w przededniu decydujących
o moim losie wypadków. Kto wie, może zawarcie znajomości z panem, <slowo_obce>signor Polacco<pe><slowo_obce>signor Polacco</slowo_obce> (wł.) --- panie Polaku.</pe></slowo_obce>, jest pierwszym ogniwem w ich
łańcuchu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie przypuszczam --- odparłem z uśmiechem. --- Byłoby to dla mnie zbyt pochlebne.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co za skromność! Nie wierzę w nią ani trochę. Wy,
mężczyźni, wszyscy jesteście urodzonymi obłudnikami
w stosunku do nas.</akap_dialog>


<akap>I zaatakowała mnie brylantami swych oczu. Tak na rozmowie upłynął nam wieczór i nie spostrzegliśmy się nawet, jak wskazówki kawiarnianego zegara przesunęły się
na godzinę dziesiątą.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Por Dios</slowo_obce>! --- zawołała nagle, orientując się w czasie. --- Pora wracać do domu.</akap_dialog>


<akap>I poszliśmy najpierw <slowo_obce>rivą</slowo_obce>, potem przez molo, otarliśmy
się o tłum zalegający <slowo_obce>piazzettę</slowo_obce> i marmurowy czworobok
przed kościołem św. Marka, aż przeszedłszy popod łukiem
Torre dell'Orologio<pa><slowo_obce>Torre dell'Orologio</slowo_obce> (wł.) --- Wieża Zegarowa.</pa>, zboczyliśmy na Merceria.</akap>


<akap>Mimo spóźnionej godziny miasto tętniło pełnią życia.
Zdawało się nawet, że puls jego bije teraz silniej niż za
dnia pod prażącymi promieniami słońca. Z pootwieranych
sklepów, kawiarń i restauracji biła łuna świateł i załamywała się tajemniczo w czarnych wodach kanałów i kanalików. <begin id="b1366475653471-803955829"/><motyw id="m1366475653471-803955829">Miasto</motyw>Lokatorowie, kupcy, dozorcy domów i przekupnie,
zwłaszcza kobiety i dzieci, wylegli z dusznych nasiąkniętych skwarem mieszkań i obsiedli bramy i wejścia ---
punkty obserwacyjne nocnego ruchu i ogniska --- kuźnie
małomiasteczkowych plotek. Bo Wenecja --- ta śliczna,
przez świat kulturalny podziwiana Wenecja, ze swoimi pałacami, muzeami i galeriami jest mimo wszystko prowincją. I w tym może jej szczególny urok. Właśnie w tym
jedynym zestrojeniu wysokiej kultury wieków z prostotą
i bezpretensjonalnością małego miasta. Dlatego cudzoziemiec czuje się w Wenecji lepiej niż np. we Florencji lub
Rzymie, gdzie przygniatają go chwilami monumentalność
i kulturalna ,,oficjalność" środowiska. I ja ukochałem głęboko perłę Adriatyku właśnie za jej ,,desinwolturę<pe><slowo_obce>desinwoltura</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>dezynwoltura</slowo_obce> (wł. <slowo_obce>disinvoltura</slowo_obce>) --- swobodny sposób bycia.</pe>". Mimo
swą nieporównaną piękność Wenecja pozwalała mi czuć się
sobą i nie zmuszała do sztucznej i męczącej odświętności.<end id="e1366475653471-803955829"/></akap>


<akap>Dzieląc się wzajemnie uwagami i spostrzeżeniami na
temat miasta lagun, minęliśmy linię Ponte Rialto, teatr
Malibran, Scuola dell'Angelo Custode i weszliśmy na
zawsze rojną <slowo_obce>calle</slowo_obce> Vittorio Emanuele.</akap>


<akap_dialog>--- Jak to dobrze --- rzekła Ineza --- że nie ma tu nigdzie
miejsca dla aut, tej plagi XX wieku. To cudne miasto leczy
mi corocznie przez dwa miesiące moje potargane nerwy.</akap_dialog>


<akap>Przez <slowo_obce>calle</slowo_obce> di Traghetto zapuściliśmy się w system
ciasnych, poprzecznych uliczek uchodzących ku Canal
Grande. Tu było znacznie ciszej: ruch nocny, ześrodkowany
w arteriach ulic Wiktora Emanuela i Lista di Spagna, odzywał się w tych nadbrzeżnych odgałęzieniach silnie zmatowanym podźwiękiem. Tylko tu i tam przesunęła się półmrocznym parowem kamienic postać samotnego przechodnia, tu i tam przemknął na przełaj jakiś kot wychudły
i zdziczały.</akap>


<akap>U wylotu jednego z tych zaułków, w tzw. <slowo_obce>calle</slowo_obce> dei Preti,
czyli uliczce Księżej, bawiła się pod murem domu grupa
dzieciaków. Płonąca nad bramą latarnia obejmowała je
kręgiem niedokrwistych blasków i z trudem przenoszącym
jej siły obdzielała światłem sąsiedni placyk. Nagle wśród
dzieci powstał popłoch; zamarła na ustach przerwana w połowie piosenka, opadły połączone w korowód taneczny ręce, a wątłe, wynędzniałe postacie przywarły szeregiem do
ściany domu.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1363792482976-239449323"/><motyw id="m1363792482976-239449323">Szaleniec</motyw>--- <slowo_obce>Donna Rotonda passa! Donna Rotonda</slowo_obce>!<pa><slowo_obce>Donna Rotonda passa</slowo_obce>! (wł.) --- Pani Rotonda (Okrągła) przechodzi!</pa> --- usłyszeliśmy trwożne szepty.</akap_dialog>


<akap>Na czworobok placyku między uliczkami padł fantastycznie wydłużony cień kobiety, która nadchodziła z głębi
przyległego zaułka. Była wysoka i trzymała się sztywnie
jak kolumna. Kapelusz dzwonowy <slowo_obce>à la</slowo_obce> Lindbergh<pe><slowo_obce>Lindbergh, Charles Augustus</slowo_obce> (1902--1974) --- amerykański pilot, sławny z tego, że jako pierwszy pokonał Atlantyk.</pe> nasunięty do pół czoła z przystułkami na policzkach i podpinką
na szyi okrywał tak szczelnie jej głowę, że sprawiał wrażenie hełmu z uchyloną lekko przyłbicą: z małego prostokątnego wykroju pozostawionego z przodu wyglądał tylko
fragment śnieżnobiałej, jakby mrozem ściętej twarzy
o drobnych, zaciętych ustach: fragmentu tego nieruchomego i surowego jak mumia lub maska tragiczna nie ożywiało żadne spojrzenie; bo oczy osłaniał starannie zapuszczony na brwi brzeg górny kapelusza. I gdyby nie pewność i stanowczość jej ruchów, można by było przypuszczać, że <slowo_obce>Donna Rotonda</slowo_obce> jest ślepą.</akap>


<akap>Dziwaczność powierzchowności potęgował jeszcze strój
niemodny, staroświecki: stanik obcisły z bufiastymi rękawami barwy przepalonego piasku i takiegoż koloru suknia
na krynolinie. Ta suknia przydługa i szeroka jak umbra<pe><slowo_obce>umbra</slowo_obce> --- daw. abażur.</pe>,
zapylona i postrzępiona nielitościwie, której zapewne zawdzięczała <slowo_obce>Rotonda</slowo_obce> swe smutno-śmieszne przezwisko, wlokła się za nią po ziemi z cichym, charakterystycznym szelestem.</akap>


<akap>Wyprostowana i zimna jak stela grobowa, przeszła
krokiem równym, spokojnym, trzymając oburącz na prawym ramieniu wysmukłe naczynie, podobne do greckiej
amfory.</akap>


<akap_dialog>--- To obłąkana --- objaśniła Ineza, gdy <slowo_obce>Rotonda</slowo_obce> zniknęła za węgłem kościoła. --- Mieszka tu gdzieś w pobliżu.
Spotykam ją czasami. Nie bardzo miłe sąsiedztwo.<end id="e1363792482976-239449323"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Donna Rotonda</slowo_obce> --- powtórzyłem zamyślony. --- Okrągła Pani. Nie dziwię się wcale, że wywołuje taki popłoch
wśród dzieci. Jest w tej nieszczęśliwej coś niepokojącego.
Przeszła mimo jak symbol cierpienia i śmieszności splecionych w tragiczny węzeł.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I ja nie lubię spotykać jej na swej drodze --- zwierzyła mi się cicho Ineza, przyciskając silniej me ramię. ---
Omijam ją z daleka... Lecz jestem już u siebie. <slowo_obce>Buena noche, caballero! Hasta luego</slowo_obce>!<pa><slowo_obce>Buena noche, caballero! Hasta luego!</slowo_obce> (hiszp.) --- Dobranoc panu! Do rychłego zobaczenia!</pa> </akap_dialog>


<akap>Wyjęła z torebki klucz i włożyła go w zamek małych
niepozornych drzwi, stanowiących boczne wejście do pałacyku od strony lądu. Przywarłem ustami do jej ręki na
długą chwilę. Cofnęła ją łagodnie i znikła w głębi domu.</akap>


<akap>Pozostałem sam u wylotu tonącej w półmroku uliczki.
O parę kroków ode mnie pluskały o stopnie schodni wody
Canal Grande, w głębi, na rogu dogorywała latarnia. Powoli odszedłem ku miastu, zapuszczając się w błędnik ulic,
uliczek i zaułków. Nie spieszyło mi się do domu. Ciepła,
lipcowa noc usposabiała do romantycznej włóczęgi. Rozmarzony przeżyciami dnia, długo jeszcze wałęsałem się jak
lunatyk pomiędzy wąwozami kamienic, w krzyżowej matni
weneckich <slowo_obce>rughe</slowo_obce> i <slowo_obce>rughette</slowo_obce>, <slowo_obce>corti</slowo_obce>, <slowo_obce>salizzade</slowo_obce>, <slowo_obce>sottoportici</slowo_obce>,
<slowo_obce>rami</slowo_obce>, <slowo_obce>rioterrà</slowo_obce> i <slowo_obce>sacche</slowo_obce><pa><slowo_obce>rughe i rughette, corti, salizzade, sottoportici, rami, rioterrà i sacche</slowo_obce> (wł.) --- rodzaje weneckich ulic, placów i podsieni.</pa>. Aż znużony wędrówką i syt nastroju znalazłem się w końcu pod bramą mej cichej gospody w zaułku zwanym <slowo_obce>calle</slowo_obce> di Priuli.</akap>


<akap>Ostatnim wrażeniem, które nawiedziło mnie tuż przed
zaśnięciem, był tajemniczy a charakterystyczny szelest.
Lecz źródło jego nie płynęło z rzeczywistości; było to uparte
wspomnienie szelestu, jaki wydawała suknia <slowo_obce>Donny Rotondy</slowo_obce> w zetknięciu z brukiem uliczki dei Preti...</akap>


<separator_linia/>

<nota><akap>15 lipca</akap></nota>







<akap>Parę dni temu byliśmy z Inezą u Luigi Bellottiego przy
<slowo_obce>calle</slowo_obce> della Rosa. Wizyta ta wywarła na nas obojgu głębokie
wrażenie; dotychczas nie możemy się z niego otrząsnąć.</akap>


<akap><begin id="b1363792510576-859046496"/><motyw id="m1363792510576-859046496">Artysta</motyw>Na powitanie wyszedł nam mężczyzna niespełna 30-letni,
szczupły, bardzo blady, o szerokim, wydatnym czole i podłużnym owalu twarzy, w którego ponurym spojrzeniu błąkały się jeszcze błyski niedawnej ekstazy. Jakoż, jak sam
potem wyznał, był właśnie po świeżo odbytym ,,seansie"
z jakimś francuskim profesorem, który przyjechał doń specjalnie dla eksperymentów z Paryża.</akap>


<akap>Przypuszczając, że chcemy obejrzeć jego obrazy, z wielką
uprzejmością oprowadzał nas po swym atelier i pokazywał
parę pejzaży naśladujących do złudzenia manierę Segantiniego<pe><slowo_obce>Giovanni Segantini</slowo_obce> (1858--1899) --- malarz włoski.</pe> oraz kilka płócien podpisanych nazwiskami Ciardiego<pe><tytul_dziela>Guglienno Ciardi</tytul_dziela> (1843--1917) --- wł. malarz,
wenecki pejzażysta.</pe> i Maggiolego<pe><slowo_obce>Maggioli</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Cesare Maggi</slowo_obce> (1881--1961) --- malarz włoski, pejzażysta.</pe>. Zapytany przeze mnie, jak sobie tłumaczy swe niezwykłe zdolności, oświadczył bez wahania,
że uważa się za narzędzie zmarłych artystów, którzy kierują jego ręką.</akap>


<akap_dialog>--- Badacze zjawisk tej kategorii, którzy urządzają z panem naukowe seanse, podobno zapatrują się na to trochę
odmiennie --- zrobiłem oględną uwagę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiem o tym --- odpowiedział --- lecz nie podzielam
ich zdania, a moje doświadczenie wewnętrzne przyznaje mi
rację.<end id="e1363792510576-859046496"/></akap_dialog>


<akap>Gdy mu wyjaśniłem cel naszej wizyty, uśmiechnął się
i rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Wątpię bardzo, czy uda mi się spełnić życzenie państwa; nie zajmuję się mantyką<pe><slowo_obce>mantyka</slowo_obce> (gr.) --- sztuka przepowiadania przyszłości,
wróżbiarstwo.</pe>, a głosy, które czasami
słyszę, nie odsłaniają przede mną niczyjej przyszłości. Przynajmniej tak było dotychczas. Mimo to spróbuję wprawić
się w trans, któremu nadam specjalny kierunek przez nawiązanie łączności z <wyroznienie>seniorą</wyroznienie>. Proszę o jakiś przedmiot, którzy należy do pani od dłuższego czasu.</akap_dialog>


<akap>Inez podała mu obrączkę. Włożył ją na mały palec swej
lewej ręki i usiadłszy w fotelu obok sztalugi ze świeżo
rozpiętym płótnem, zawiązał sobie oczy czarną przepaską.</akap>


<akap_dialog>--- Teraz proszę o parę minut bezwzględnej ciszy ---
rzekł, pochylając się trochę ku przodowi.</akap_dialog>


<akap>Usiedliśmy z Inezą obok siebie na sofie i nie spuszczaliśmy zeń oczu. W atelier zapadło głuche milczenie. Słyszałem wyraźnie szmer miasta, przesiąkający do wnętrza przez
otwarte okno, i tykanie zegara na przeciwległej ścianie.
Inez nerwowo ściakała mi rękę. Tak upłynęło 10 minut.</akap>


<akap><begin id="b1363792541905-3474656905"/><motyw id="m1363792541905-3474656905">Szaleniec, Duch, Wizja, Proroctwo, Los, Omen, Przeczucie</motyw>Nagle Bellotti chwycił za pędzel i paletę i zaczął malować. Na palcach podeszliśmy do sztalugi, by śledzić przebieg pracy. Postępowała w tempie nadzwyczaj szybkim,
tak że wkrótce można było zorientować się w treści obrazu.</akap>


<akap>W poprzek płótna rozwinęła się stalowobłękitna szarfa
wzburzonej rzeki. Na prawym jej brzegu rozsiadło się jakieś
wielkie miasto, na lewym nieprzejrzane morze mgieł. Pomiędzy oboma brzegami rozpiął się łuk mostu. Dziwny to był
most! Lewe jego przęsło wypadające z wężowiska mgły i oparów zdało się być ich widmowym przedłużeniem: było jak
one, mgliste i zatarte; prawe, od miasta kwitnącego biegnące, tchnęło tężyzną i wyrazistością określonych kształtów.</akap>


<akap>Na tym moście spotkało się dwoje ludzi: z morza mgieł
wyszedł mężczyzna, ze strony przeciwnej kobieta. Poznaliśmy ich. To widmo <slowo_obce>don</slowo_obce> Antonia de Orpega i obłąkana
<slowo_obce>Rotonda</slowo_obce> zeszli się na rubieży dwóch światów. Stanęli na
środku mostu i podali sobie dłonie, jakby na znak przymierza...</akap>


<akap>Obraz był skończony. Malarz odłożył pędzel i zaczął
mówić monotonnie i sennie:</akap>


<akap_dialog>--- Słyszę głos z lewej: ,,Zawarliśmy pakt, siostro w cierpieniu. Związani braterstwem bólu, oboje ofiary wielkich
namiętności, schodzimy się tu, na pograniczu życia i śmierci, dziś po raz ostatni. Bo godzina twoja już się zbliża, siostro. Człowiek, który ma się stać łącznikiem między <wyroznienie>nią</wyroznienie>
a tobą, już nadszedł. Pamiętaj, siostro, pamiętaj!..."<end id="e1363792541905-3474656905"/></akap_dialog>


<akap>Bellotti wyczerpany opadł w ramiona fotelu. Staliśmy
w milczeniu, wpatrzeni w enigmatyczny obraz, odtwarzając w myśli ciemne słowa interpretacji...</akap>


<akap>Wtem Bellotti chwycił ponownie za pędzel i kilku energicznymi pociągnięciami przekreślił swe dzieło; zmąciły
się kontury, zlały barwy i miejsce zajęła kakofonia plam:
wszystko zniknęło jak wizja.</akap>


<akap>Malarz zerwał z oczu opaskę i oddając Inezie obrączkę,
zapytał:</akap>


<akap_dialog>--- Cóż? Czy w tym, co namalowałem lub co mówiłem,
znaleźliście państwo jaką wskazówkę na przyszłość?</akap_dialog>


<akap>Opowiedziałem mu treść obrazu i powtórzyłem jego słowa. Pochylił w zamyśleniu głowę i zwrócił się do Inezy:</akap>


<akap_dialog>--- Pani jest wdową, <slowo_obce>seniora</slowo_obce>?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, panie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Obrączka więc uwarunkowała wizję nieboszczyka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lecz skąd się wzięła postać <slowo_obce>Donny Rotondy</slowo_obce>? ---
wmieszałem się do rozmowy. --- I jaki może mieć ona
związek ze śp. mężem <slowo_obce>seniory</slowo_obce>?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może pani w ostatnich czasach myślała o tej nieszczęśliwej? --- rzucił przypuszczenie Bellotti.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzeczywiście --- odpowiedziała --- spotkaliśmy ją
oboje niedawno na ulicy w porze wieczornej. Spotkanie to,
nie wiem dlaczego, sprawiło na mnie bardziej przykre niż
zwykle wrażenie i myślałam tej nocy o obłąkanej dłużej
może, niż należało.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszystko to jednak --- zauważyłem --- nie tłumaczy
jeszcze symbolizmu schadzki i treści rozmowy.</akap_dialog>


<akap>Bellotti rozkrzyżował bezradnie ramiona.</akap>


<akap_dialog>--- Nie wiem, nic nie wiem --- powtórzył parę razy. ---
Byłem w owej chwili tylko narzędziem sił nieznanych:
a może --- a może tylko ich igraszką...</akap_dialog>


<akap>Podziękowaliśmy i zamyśleni zeszliśmy do gondoli.</akap>


<akap>Wieczór dnia tego spędziłem z Inezą w Giardini Publici.
Tutaj, w zaciszu parku, w obliczu kolumn greckich jednego
z pawilonów Sztuki spłynęła na mnie łaska pierwszego jej
pocałunku: a w parę godzin później tuliłem ją w swoich
objęciach w jednej z komnat starego, czasy dożów pamiętającego pałacu.</akap>


<akap_dialog>--- Stało się --- mówiła do mnie, słodko przeciągając swe
cudne, smagłe ciało na tle średniowiecznego łoża pod baldachimem. --- Nie mogłam opierać się dłużej: przyszedłeś
jak przeznaczenie...</akap_dialog>


<akap>Gdy odurzony miłosnym czadem i nie wierzący własnemu szczęściu wymykałem się z jej domu bocznym wyjściem, biła północ. Chwiejnym krokiem zagłębiłem się pomiędzy zaułki. Na zakręcie <slowo_obce>calle</slowo_obce> della Misericordia zaszła
mi drogę <slowo_obce>Donna Rotonda</slowo_obce>. Gdyśmy się mijali, podniosła
głowę, jak gdyby chcąc odczytać godzinę na kościelnym
zegarze. Wtedy ujrzałem jej oczy. Są ciemnofiołkowe, z odcieniem stali i beznadziejnie smutne. Piękne oczy...
</akap>
<separator_linia/>



<nota><akap>10 sierpnia</akap></nota>








<akap><begin id="b1363792693586-2227749246"/><motyw id="m1363792693586-2227749246">Miłość, Szczęście, Seks, Kochanek</motyw>Od miesiąca już jestem szczęśliwym, nadludzko szczęśliwym kochankiem <slowo_obce>donii</slowo_obce> Inez de Torre Orpega. Ta kobieta jest stokroć piękniejsza i bardziej wyrafinowana, niż
przypuszczałem. Jest mistrzynią w sztuce kochania. A przy
tym zawsze umie zachować estetyczny umiar i nie popada
nigdy w pospolite wyuzdanie.</akap>


<akap>Od miesiąca żyjemy jak para rozkochanych półbogów,
nie bardzo zważając na otoczenie i niewiele sobie robiąc
z ludzkiej opinii. Dnie poświęcamy wycieczkom. Codziennie
przeprawiwszy się na Lido, kąpiemy się w morzu, a potem
zwiedzamy osobliwości laguny. Obejrzeliśmy już fabryki
szkła na Murano i sławną szkołę koronczarską na wyspie
Burano, rozmawialiśmy z rybakami w cieniu uroczych winnic Torcello i spędziliśmy parę pięknych godzin w cyprysowych gajach wyspy S. Francesco del Deserto. Takie są
nasze dnie. Lecz nie oddałbym za nie wszystkie ani jednej
z naszych nocy. Bo noce nasze są podobne do czarownych
baśni Wschodu, w których marzenie haftuje tęczowe miraże na kanwie wciąż zapominanej rzeczywistości. W egzotycznych parkach miłości naszej opalizują światła alabastrowych lamp, zatopione w senną posrebrz księżyca kołyszą się na gałęziach rzadkie, złotopióre ptaki i suną po
cichych wodach zakochane łabędzie.<end id="e1363792693586-2227749246"/></akap>


<akap>Błogosłowioną niech będzie noc na wyspie Chioggi, jedyna noc, którą wolno nam było spędzić aż do rana pod
jednym dachem w charakterze małżonków.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Un letto matrimoniale, signore?</slowo_obce><pe><slowo_obce>Un letto matrimoniale, signore?</slowo_obce> (wł.) --- Łóżko małżeńskie, proszę pana?</pe> --- zabrzmiało
u wstępu pytanie uprzejmego hotelarza --- pytanie w tonie
tak naturalne i oczywiste, że wykluczało jakiekolwiek
wątpliwości.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1363792740337-1947634908"/><motyw id="m1363792740337-1947634908">Małżeństwo, Miłość</motyw>--- <slowo_obce>Si, signore, un letto matrimoniale</slowo_obce><pe><slowo_obce>Si, signore, un letto matrimoniale</slowo_obce> (wł.) --- Tak, proszę pana, łóżko małżeńskie.</pe> --- odpowiedziałem.</akap_dialog>


<akap>I wzięto nas za małżeństwo.</akap>


<akap>Nie wiem, czy ta mimo woli narzucona nam rola, czy
też malowniczy smętek przystani w porze wieczorowej
nastroiły Inezę na nutę głębokiego liryzmu, który nocy
owej roztopił w sobie nawet szlachetny kruszec jej namiętności. Gdy wśród pocałunków i pieszczot wziąłem ją z łoża i chodząc po sypialni, huśtałem jak dziecko, objęła
mię za szyję i rozpłakała się na głos.</akap>


<akap_dialog>--- Mój kochanku, mój mężu najdroższy! --- usłyszałem
przerywany szlochaniem jej szept.<end id="e1363792740337-1947634908"/></akap_dialog>


<akap>Koło drugiej nad ranem wyczerpana usnęła mi na piersi.
Nigdy ani przedtem, ani potem nie widziałem jej tak rozrzewnionej...</akap>


<akap>Takie bywają nasze noce.</akap>


<akap>Nadmiar szczęścia usposabia mnie względem ludzi życzliwie i pojednawczo; jestem wyrozumiały i współczujący:
prawem kontrastu silniej teraz odczuwam cudze nieszczęście. Tym bardziej że życie zdaje się na każdym kroku mi
je ukazywać. Jak gdyby obawiało się, że mogę zapomnieć.
Jak gdyby chciało mnie ostrzec. Codziennie niemal przypomina o tym, wysyłając mi na spotkanie Rotundę.</akap>


<akap>Bo tak teraz nazywam biedną wariatkę, postrach weneckiej dziatwy i istne wcielenie pokutującego ducha laguny.</akap>


<akap><begin id="b1363793319041-2329354618"/><motyw id="m1363793319041-2329354618">Kochanek, Miłość romantyczna</motyw>Nieszczęśliwa obudziła we mnie szczere zainteresowanie i zasiągnąłem już co do niej informacji. Rotunda nazywa się w rzeczywistości Gina Vamparone i jest córką
dozorczyni jednego z pałaców nad Canal Grande. Dostała
obłąkania, gdy porzucił ją, niegdyś słynną z piękności
dziewczynę, jakiś baron wenecki. Wyjeżdżając z miasta
lagun na zawsze, uwodziciel pozostawił Ginie na pamiątkę
swój pałac wraz z urządzeniem; lecz matka jej wolała pozostać w swym skromnym pokoiku w głębi oficyny i tu
dokonać reszty smutnego żywota u boku obłąkanej, niż
przenosić się na pańskie pokoje. Dlatego pałac nie zamieszkany przez nikogo stoi pustką; tylko Gina od czasu do
czasu robi w nim porządki, odkurzając meble i kobierce.
Podobno nie uważa się za właścicielkę, lecz za stróżkę tego
domu i łudzi się wciąż nadzieją, że pan jej powróci i że
wtedy zda mu sprawę ze wszystkiego.<end id="e1363793319041-2329354618"/></akap>


<akap><slowo_obce>A propos</slowo_obce> amfory greckiej, zapewne jednej z pamiątek
po ukochanym --- nosi w niej codziennie rano i wieczorem
mleko dla matki.</akap>


<akap>Oto garść szczegółów zebranych przeze mnie u sąsiadów i znajomych. Nie zaspokoiła ona mej ciekawości ---
owszem, podnieciła ją tylko. Jest coś we formie jej obłędu,
w wyrazie twarzy i stroju, co pozostaje dla mnie jeszcze
zagadką. Pociąga mnie ona i dlatego od kilku dni w wolnych chwilach śledzę z daleka Rotundę. Czy to nie wygląda
na paradoks? Ja, najszczęśliwszy człowiek w Wenecji, ja,
kochanek <slowo_obce>donii</slowo_obce> de Torre Orpega, śledzę ukradkiem obłąkaną córką dozorczyni domu! Jestże to litość króla dla
żebraczki czy kaprys <slowo_obce>grand seigneura<pe><slowo_obce>grand seigneur</slowo_obce> (z fr.) --- wielki pan.</pe></slowo_obce> fortuny? Dziwne to,
śmieszne, lecz prawdziwe. Tak! Gina Vamparone mnie intryguje...</akap>

<separator_linia/>
<nota><akap>30 sierpnia</akap></nota>





<akap>Jak to się stało?! W jaki sposób? Jak mogłem dopuścić
do czegoś podobnego? To przecież wstrętne, to ohydne!...</akap>


<akap>A jednak stało się i nic na świecie faktu nie odmieni.
A było tak.</akap>


<akap>Wczoraj około jedenastej wieczorem jak zwykle wracałem od Inezy do siebie. Noc była parna, księżycowa. Szedłem powoli rozmarzony i czułem wciąż jeszcze w żyłach
pożar miłosnych uniesień. Na jakimś <slowo_obce>ponte storto</slowo_obce><pe><slowo_obce>ponte storto</slowo_obce> (wł.) --- wygięty most.</pe>, co krzywą zworą spinał dwa brzegi, przystanąłem i rozkoszując
się ciszą, przechylony przez balustradę mostu, wpatrywałem się w czarną wodę kanału. Wtem posłyszałem za sobą
szmer. Odwróciłem się i ujrzałem Rotundę. Szła przez most
o parę kroków ode mnie sztywna i obojętna, w nasuniętym, jak zawsze, głęboko na oczy hełmowym kapeluszu,
podtrzymując lewą ręką amforę opartą na ramieniu. Na
mnie zdawała się nie zwracać najmniejszej uwagi, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- tu: pomimo że, chociaż.</pe>
byłem jedynym człowiekiem w tym miejscu o tej spóźnionej już porze. Może w ogóle mnie nie widziała. Przeszła
mimo jak widmo i zaczęła oddalać się w stronę S. Felice.</akap>


<akap>Powodowany ciekawością poszedłem za nią, zachowując dyskretny dystans. Tak dotarliśmy do drugiego mostu nad
Rio di Noale, po czym Gina zwróciła się na lewo w stronę
wybrzeża. Zatrzymałem się w cieniu narożnego domu, bo
teraz przechodziła przez pusty plac, zalany powodzią księżycowego światła. Lecz gdy tylko zniknęła mi z oczu za załomem jakiegoś budynku, przebiegłem szybko dzielącą nas
przestrzeń i znów miałem ją przed sobą o parę kroków. Teraz już nie ulegało wątpliwości, że wraca do siebie, do pałacyku byłego swego kochanka.</akap>


<akap>Wkrótce postać jej wsiąkła w mroki jego podsieni.
Ostrożnie, skradając się, podszedłem do pierwszej kolumny
i ukryty za jej trzonem objąłem spojrzeniem podwórze. Było
prostokątne, okolone zewsząd krużgankami w stylu maurytańskim; w pośrodku, pośród bukietów paproci, dżdżyła
cicho srebrzysta fontanna. Na drugim końcu perystylu<pe><slowo_obce>perystyl</slowo_obce> --- wewnętrzny dziedziniec domu.</pe> ujrzałem znikającą mi z oczu Rotundę.</akap>


<akap>Tam musi być loża dozorcy domu --- pomyślałem ---
i tam zapewne mieszka z matką.</akap>


<akap>I już miałem odejść, gdy ukazała mi się znowu w blaskach miesięcznej poświetli. Z pękiem kluczy w ręku przystanęła na środku podwórza i zdawała się namyślać; potem
weszła na schody po prawej wiodące na górę.</akap>


<akap>Pod osłoną cieni rzucanych przez filary i kolumny dostałem się na pierwsze piętro i przez uchylone drzwi
wszedłem za nią do jednej z sal. Wnętrze było stylowym
dziełem wczesnego renesansu. Zdjęty podziwem na widok
arcytworów mistrzów pędzla rozwieszonych po ścianach,
omal nie zdradziłem swej obecności przed obłąkaną. Na
szczęście była zajęta wyłącznie sobą. Ukryłem się za parawanem obok staroświeckiego kominka i stąd śledziłem jej
ruchy.</akap>


<akap>Zatrzymała się przed dużym, stojącym lustrem i zrzuciła z głowy swój dziwaczny kapelusz. Miękkie, miedzianozłote zwoje włosów stoczyły się na ramiona połyskliwą
kaskadą. Wtedy zmieniła oświetlenie; wnętrze wypełniła
łagodna, ciepła purpura spływająca spod abażurów żyrandolu.</akap>


<akap>Zbliżyła się do otomany na środku pokoju i szybko zaczęła rozbierać się.<begin id="b1363793253476-2638362150"/><motyw id="m1363793253476-2638362150">Kobieta, Piękno, Sztuka</motyw> Jak pod dotknięciem różdżki czarodziejskiej przeistoczyła się jej postać. Odpadły zakurzone
i brudne łachmany jej codziennego stroju, zniknęła śmieszna krynolina i w pęku czerwonych promieni stanęła bujna,
rudowłosa piękność. Nie była to już <slowo_obce>Donna Rotonda</slowo_obce>, ponure straszydło na dzieci, smutno-groźne widmo drzemiącej
laguny --- to była Gina Vamparone, nieszczęśliwe dziecię
ludu weneckiego, rozkwitłe w zaciszu samotnego pałacu
w cudną, obłąkaną z miłości kobietę. W obliczu swej dumnej, królewskiej nagości zmieniła się do niepoznania. Rysy
twarzy złagodniały, zatarła się surowość zaciętych ust,
a ciemnofiołkowe oczy nabrały wilgotnych blasków. Była
doskonale piękna. Takie kobiety musiał widywać w ukochanym mieście boski Tycjan i takie mu się zwidziały później w jego twórczej wizji <slowo_obce>Donna incomparabile</slowo_obce><pe><slowo_obce>Donna incomparabile</slowo_obce> (wł.) --- kobieta niezrównana.</pe>...</akap>


<akap>Nasyciwszy oczy widokiem własnej krasy, zaczęła z powrotem ubierać się. Lecz teraz włożyła strój zgoła odmienny. Kosztowny był i stylowy, jakby wzorowany na jednym
z kobiecych portretów naprzeciw niej na ścianie.</akap>


<akap>W błękitnej, brokatowej sukni z kołnierzem rozchylającym się jak kielich tulipanu dookoła prześlicznej szyi
podobna była teraz Gina do jakiejś Lukrecji Borgia<pe><slowo_obce>Borgia, Lukrecja</slowo_obce> (1480--1519) --- córka kardynała Rodrigo Borgii, późniejszego papieża Aleksandra VI, nazywana przez kronikarza weneckiego ,,największą kurtyzaną Rzymu". Plotki przypisywały jej liczne zbrodnie, m.in. trucicielstwo i kazirodztwo. <slowo_obce>Lukrecji Borgia</slowo_obce> --- dziś popr. forma D.: Lukrecji Borgii.</pe> lub demonicznej Beatryczy, która pod czarem zaklęcia zstąpiła z ram renesansowego obrazu. Uśmiech zalotny zaigrał w oczach, zstąpił ku wargom kusząco rozchylonym i rozpłynął się powoli w kątach ust. Może przypomniały jej się
lata miłości i szczęścia? Może powtarzała jedną ze scen,
której była protagonistką? Może to <wyroznienie>on</wyroznienie> ją tak ubierał,
stylizując na modłę wielkich włoskich piękności?...</akap>


<akap>Porwany czarem, który bił od całej jej postaci, zapomniałem o środkach ostrożności i wyszedłem z kryjówki
pełen podziwu i adoracji. Na szelest mych kroków odwróciła głowę i spostrzegła mnie. Cofnęła się gwałtownie, zakrywając twarz rękoma, potem opuściła je sztywnie wzdłuż
ciała, przybierając maskę <slowo_obce>Rotondy</slowo_obce>, wreszcie pod siłą mych spojrzeń zapłonęła wstydem jak róża.<end id="e1363793253476-2638362150"/> <begin id="b1363793200371-1954808450"/><motyw id="m1363793200371-1954808450">Seks, Szaleństwo, Miłość, Zdrada</motyw>Nagle wyciągnęła
ku mnie ramiona i paląc mnie żarem swych przedziwnych
oczu, szepnęła w ekstazie:</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Giorgio mio! Giorgio mio! Mio carissimo Giorgino</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>Giorgio mio! Mio carissimo Giorgino!</slowo_obce> (wł.) --- Mój Jerzy! Mój Jerzy! Mój najdroższy Jerzyku!</pe></akap_dialog>


<akap>Pociągnięty tym wezwaniem, niepomny, że było ono
wynikiem tragicznej pomyłki, że w rzeczywistości widziała
we mnie <wyroznienie>tamtego</wyroznienie>, ukląkłem przed nią, obejmując jej kolana. Wtedy uczułem, że drży cała i słania mi się w uścisku. Usta nasze spotkały się, a ciała splotły w miłosnym szale.</akap>


<akap>Gdy oprzytomniałem i zdałem sobie sprawę z tego, co
się stało, spostrzegłem, że Gina zemdlała. Pobiegłem po
wodę i zacząłem ją cucić. Skoro pierwsze jutrznie krwi zaświtały na śmiertelnie bladych jej jagodach i z głębokim
westchnieniem otworzyła smutne, zdumione oczy, uciekłem
stamtąd jak złodziej.<end id="e1363793200371-1954808450"/></akap>
<separator_linia/>


<nota><akap>6 września</akap></nota>






<akap>Od pamiętnego zajścia w nocy z 29 na 30 sierpnia
upłynął tydzień. Niby nic się nie zmieniło. Jak przedtem,
codziennie widujemy się z Inezą i pijemy rozkosz ze wspólnego kielicha, jak dawniej, pływamy gondolą po lagunie
i robimy bliższe lub dalsze wycieczki. A jednak coś wkradło
się do naszego stosunku i położyło się w poprzek nieokreślonym sprzeciwem.</akap>


<akap>Parę już razy przyłapała mnie Inez na tym, że bez widocznego powodu popadłem w zamyślenie; kiedy indziej
zrobiła mi pełen goryczy wyrzut, że nieraz wśród miłosnych
uniesień czynię wrażenie roztargnionego. Lecz i ja zauważyłem zmiany u niej. Nie było w nich nic takiego, co by
mogło mi świadczyć o ochłodzeniu jej uczuć ku mnie: zmiany te miały charakter specjalny. <slowo_obce><begin id="b1363793365977-667797822"/><motyw id="m1363793365977-667797822">Strach, Przeczucie</motyw>Donia</slowo_obce> Orpega stała się od pewnego czasu lękliwa i nerwowa. Lada szmer budzi
w niej przesadną obawę, lada cień rozrasta się do wymiarów grozy. W ostatnich czasach zdaje się ustawicznie czegoś nasłuchiwać, na coś czekać.</akap>


<akap>Onegdaj wieczorem przytuliła się do mnie drżąca, a zapytana o powód, odpowiedziała:</akap>


<akap_dialog>--- Ciągle mi się zdaje, że ktoś skrada się ku mnie cichymi kroki<pe><slowo_obce>cichymi kroki</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: cichymi krokami.</pe> lub że czai się poza moimi plecyma. Kiedy
indziej znów mam wrażenie, że ktoś tu miał przyjść i zatrzymał się w drodze; lecz zamiaru swego nie zaniechał ---
tylko go na czas pewien odłożył --- na termin nieokreślony.<end id="e1363793365977-667797822"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ to są wszystko dzieciństwa, najdroższa --- uspokajałem. --- Jesteś trochę wyczerpana nerwowo i stąd może
przewrażliwiona.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, nie, Adamello<pe><slowo_obce>Adamello</slowo_obce> --- włoskie zdrobnienie od imienia Adam (Adamo).</pe>! Ty się mylisz. To jest coś całkiem
innego. Najbardziej denerwuje mnie właśnie ta nieokreśloność, owo wahanie się, ten brak decyzji...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakiej decyzji?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie wiem. Gdybym wiedziała, nie lękałabym się.
Najgroźniejszym jest strach przed czymś nieuchwytnym.
Czuję dookoła siebie złe, wrogie mi wiry.</akap_dialog>


<akap>Wzruszyłem ramionami i umyślnie przeszedłem do innego tematu. Zresztą prawie zawsze udaje mi się rozproszyć w niej ten chorobliwy lęk przed nieznanym i gdyby nie
te chwilowe, choć nader przykre nastroje, życie nasze byłoby jak park rozkwitły w maju.</akap>


<akap>Przez cały ten czas widziałem Rotundę tylko raz jeden.
Zdaje się, że mnie nie poznała; przeszła obok jak dawniej surowa i obojętna z oczyma ukrytymi pod kaskiem. Unikam
jej teraz i często wracam od Inezy do siebie okrężną drogą...
</akap>
  
  <separator_linia/>


<nota><akap>10 września</akap></nota>







<akap><begin id="b1363793400201-325391981"/><motyw id="m1363793400201-325391981">Strach, Szaleniec</motyw>A jednak Inez miała rację. Obawy jej zaczynają przybierać formy bardziej określone. Dziś już można powiedzieć,
że poniekąd są uzasadnione. O ile w ogóle można się czegoś obawiać ze strony biednej, nieszczęśliwej wariatki.</akap>


<akap>Rotunda ją prześladuje! To nie ulega wątpliwości. Od
pewnego czasu krąży wciąż w jej pobliżu jak złowróżbny
puszczyk, wykwita wciąż na jej drodze jak kwiat smutku
i żałoby. Nie jest agresywna --- bynajmniej: przechodzi tylko mimo jak nieubłagane memento<pe><slowo_obce>memento</slowo_obce> (łac.: pamiętaj) --- tu: przestroga.</pe>. Nigdy nie patrzy na
nas --- chociaż czujemy to dobrze, że wie o naszej obecności, że nas, a raczej Inezy szuka. I może właśnie ten jej
kamienny, pogardliwy spokój, ta wyrafinowana obojętność
najwięcej denerwują moją ukochaną. Nie można się nawet
przed nią bronić, bo nigdy nie zaczepia, nie prowokuje.
Cała jej siła w tym, że przechodzi, że mija. <slowo_obce>Donna Rotonda
che passa</slowo_obce><pa><slowo_obce>Donna Rotonda
che passa</slowo_obce> (wł.) --- Donna Rotonda przechodząca.</pa>...<end id="e1363793400201-325391981"/></akap>


<akap>Lubi też robić niespodzianki --- lubi zaskoczyć znienacka,
i to wtedy, gdy się najmniej spodziewamy. Przed paru
dniami późnym wieczorem odbiliśmy gondolą od Ca d'Oro.
Zajęty rozmową z Beppem, któremu pomagałem we wiosłowaniu, odwróciłem się plecyma do wybrzeża i śledziłem
światła odbite w kanale. Nagle uczułem, że Inez ściska mi
nerwowo rękę.</akap>


<akap_dialog>--- Co, <slowo_obce>carissima</slowo_obce><pe><slowo_obce>carissima</slowo_obce> (wł.) --- najdroższa.</pe>?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Patrz, patrz tam --- na wybrzeżu --- <wyroznienie>ona</wyroznienie>!</akap_dialog>


<akap>Popatrzyłem we wskazanym kierunku i rzeczywiście
spostrzegłem ją stojącą nad samą wodą wyniosłą i prostą
jak kolumna.</akap>


<akap_dialog>--- Widocznie wyszła na brzeg, by nas pożegnać ---
próbowałem zażartować, lecz spojrzawszy na Inezę, zamilkłem...</akap_dialog>


<akap>Innym razem w czasie mej nieobecności niespodzianie
zjawiła się Rotunda w ogrodzie Papadopoli, gdzie <slowo_obce>donia</slowo_obce>
Orpega oczekiwała mego przybycia. Wysunęła się spoza
grupy drzew tak nagle, że Inez mimo woli wydała okrzyk
przerażenia. Na szczęście w tejże chwili nadszedłem. To
właśnie spotkanie utrwaliło we mnie podejrzenie, że <slowo_obce>Donna Rotonda</slowo_obce> prześladuje Inezę.</akap>


<akap>Bo moją osobę zdaje się zupełnie ignorować, jak gdybym
dla niej nie istniał. Byłżeby to tylko manewr zazdrosnej
kobiety? Chociaż skąd ta pewność, że Gina jest o mnie
zazdrosna, że nie kierują nią zgoła inne motywy? Może ja
rzeczywiście miałem być tylko ,,łącznikiem" między tymi
dwiema kobietami, łącznikiem i niczym więcej? To pewna,
że szuka zbliżenia tylko do Inezy. I to właśnie przejmuje
<slowo_obce>donię</slowo_obce> dreszczem przerażenia.</akap>


<akap_dialog>--- Nie chciałabym nigdy zostać z nią sam na sam ---
wyznała mi dzisiaj podczas kolacji. --- Zawsze miałam jakąś
instynktową odrazę do tej obłąkanej, a teraz lękam się
jej wprost jak widma. Mam wrażenie, że wczoraj, już po
twoim odejściu, gdy wyszłam na chwilę do loggi w parterze, by odetchnąć wieczornym chłodem, <slowo_obce>Rotonda</slowo_obce> usiłowała
podpłynąć do mnie na gondoli.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To niemożliwe! --- zaprzeczyłem żywo. --- Zdawało
ci się. Czyżby śmiała?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem pewna, że to była ona; poznałam ją po stroju,
po tym okropnym pół hełmie, pół kapeluszu. Była już na
linii moich schodów i widocznie chciała tu wylądować.
Przerażona uciekłam w głąb domu i zaryglowałam za sobą
bramę wchodową. To zuchwała wariatka! Nie powinieneś
teraz odstępować ode mnie na krok; ja się boję, Adamello...
</akap_dialog><separator_linia/>


<nota><akap>14 września</akap></nota>







<akap>A przecież Rotunda jest o mnie zazdrosna! Zazdrosna jak
o kochanego mężczyznę! Przekonała mnie o tym dzisiejsza
śmieszna w istocie rzeczy przygoda na Ponte Rialto.</akap>


<akap>Poszliśmy tam z Inezą w samo południe, przypatrzyć
się wzmożonemu z powodu jarmarku ruchowi i obejrzeć
bazary. Most roił się od przechodniów, przekupni i kupujących; zwłaszcza ciemnowłose, niebieskookie mieszczanki,
<slowo_obce>cittadine</slowo_obce><pe><slowo_obce>cittadine</slowo_obce> (wł.) --- obywatelka, patrycjuszka.</pe> weneckie, o powłóczystych spojrzeniach, w czarnych, żałobnych sukniach i tradycyjnych szalach i mantylach, rej wodziły w rozkrzyczanym i roznamiętnionym gorączką targu zbiorowisku.</akap>


<akap>Zatrzymaliśmy się przed bazarem <slowo_obce>signor</slowo_obce> Giuliana, który
głośno i z emfazą wyliczał zalety swych naszyjników. Jeden z nich z owalnych ziarn perłowej masy podobał się
Inezie. Przerwałem przekupniowi potok pochwał na rzecz
towaru i zapytałem o cenę. Podał ją z wyszukaną nonszalancją, oczywiście podnosząc ją momentalnie w dwójnasób.
Zapłaciłem i już mieliśmy odejść, gdy wtem obok <slowo_obce>donni</slowo_obce>
de Orpega wyrosła jak spod ziemi Rotunda. Zanim zdołałem jej przeszkodzić, wyrwała Inezie z rąk naszyjnik i zniknęła ze zdobyczą w otaczającym nas tłumie. Stało się tak
niespodzianie, że w pierwszej chwili wszyscyśmy oniemieli
ze zdumienia. Dopiero po czasie zerwała się burza okrzyków
i posypały się dosadne epitety pod adresem obłąkanej:</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Ladra Rotonda! Ladra, ladra</slowo_obce>!<pa><slowo_obce>ladra</slowo_obce> (wł.) --- złodziejka.</pa></akap_dialog>


<akap>Kilka osób rzuciło się nawet w pogoń za zbiegłą. Na
twarzy Inezy zbladłej z przerażenia pojawił się uśmiech.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Lasciate la!</slowo_obce> --- uspokajała oburzonych. --- <slowo_obce>Lasciate la
povera pazza! Non m'importa!</slowo_obce><pa><slowo_obce>Lasciate la! Lasciate la povera pazza! Non m'importa</slowo_obce> (wł.) --- Zostawcie ją. Zostawcie w spokoju
biedną obłąkaną! Nic mi na tym nie zależy!</pa></akap_dialog>


<akap>A potem rzekła do mnie półgłosem:</akap>


<akap_dialog>--- Niechaj jej służy. W gruncie rzeczy zadowolona jestem z tego, co zaszło. Może nareszcie pozostawi nas w spokoju.</akap_dialog>
<separator_linia/>

<akap>Zajście na Rialto zaniepokoiło mnie na serio i poważnie
zatroskałem się o bezpieczeństwo Inezy. Tegoż jeszcze wieczora postanowiliśmy opuścić Wenecję i przenieść się na
Chioggię. Zamiar nasz mieliśmy zrealizować zaraz nazajutrz
po południu. Ponieważ parowiec, kursujący między Wenecją a malowniczą wyspą w południowej części laguny,
odjeżdżał koło piątej, a żegluga trwa około dwóch godzin, spodziewaliśmy się przed nocą stanąć u celu i znaleźć tymczasowy przytułek w jednym z hoteli. Potem miałem wynająć jakąś willę od strony Adriatyku i tam zamieszkać
z Inezą.</akap>


<akap>Na układaniu planów i przygotowaniach do podróży
upłynął nam wieczór i część nocy. Ineza była bardzo ożywiona i z błyszczącymi gorączkowo oczyma żegnała mnie
około północy. Umówiliśmy się, że przyjdę po nią nazajutrz
o trzeciej i gondolą podpłyniemy do przystani w kanale
św. Marka. Odszedłem z uczuciem ulgi i wkrótce zasnąłem
głęboko.</akap>


<akap>Ranek dnia następnego poświęciłem załatwieniu sprawunków związanych z przeprowadzką, a w południe zjadłem obiad w <slowo_obce>trattoria</slowo_obce> na Cannareggio. Gdy opuszczałem
restaurację, była godzina druga. Opanowany już przez nerwicę podróży przeszedłem się parę razy po <slowo_obce>calle</slowo_obce> Vittorio
Emanuele, spaliłem mnóstwo papierosów i nie mogąc doczekać się godziny trzeciej, kazałem pierwszemu z brzegu
gondolierowi zawieźć się do Inezy. Gdy podpływaliśmy pod
pałac, zauważyłem u stopni debarkaderu jakąś gondolę
uwiązaną do jednego z błękitnych słupów. Łódka nie należała do Inezy i gondolierem drzemiącym na ławce nie był
Beppo.</akap>


<akap_dialog>--- Czy <slowo_obce>seniora</slowo_obce> ma gości? --- zapytałem go niechętnie.</akap_dialog>

<akap>Przewoźnik ziewnął i przeciągając się leniwo, odpowiedział z dziwnym uśmiechem:</akap>





<akap_dialog>--- O tak, <slowo_obce>signora</slowo_obce> ma gościa --- rzadkiego gościa.</akap_dialog>


<akap>Gdy wszedłem na stopnie, kotara oddzielająca loggię
od wnętrza rozchyliła się i wyszła Rotunda. Spostrzegłszy
mię, drgnęła, lecz natychmiast opanowała się i obojętna,
z kamiennym spokojem na twarzy chciała mnie minąć. Zawrzałem gniewem.</akap>


<akap_dialog>--- Czego tu szukasz? --- zapytałem ostro. --- Dlaczego
włóczysz się koło tego domu?</akap_dialog>


<akap>Zbyła mnie milczeniem i zeszedłszy po schodkach, wsiadła
do swej gondoli. Plusnęło skrzele wiosła, sfałdowała się
woda i łódź wysunęła się skwapliwie na środek kanału.</akap>


<akap>Rzuciłem się ku wejściu i odsunąwszy draperię, wpadłem do przedsionka. Tu, na posadzce pod jedną z kolumn
leżała na wznak Ineza; w piersi jej wbity po rękojeść tkwił
wenecki puginał<pe><slowo_obce>puginał</slowo_obce> --- krótka broń sieczna, podobna do małego miecza.</pe>. Pewną miała rękę Gina Vamparone,
pewną i niezawodną: ugodziła w samo serce...</akap>
<separator_linia/>

<akap><begin id="b1363791777129-528786452"/><motyw id="m1363791777129-528786452">Pogrzeb, Podróż</motyw>I znów jest piękne, weneckie popołudnie, słońce gra
na opalowej fali i roztocz laguny skrzy się miriadami blasków. I znów, jak dnia pierwszego, kiedy ją poznałem, odbijam od Fondamente Nuove z moją ukochaną. I jak wtedy, płyniemy znów w tę samą stronę: ku Wyspie Cmentarnej...</akap>


<akap>Spoczywa przede mną na dnie czarnej gondoli słodka
i pogodna, z uśmiechem na alabastrowej twarzy, w powodzi
fiołków i białych róż --- śpi cicha i królewska na rozkołysanej fali, a nad nią sklepi się szafirowe niebo...</akap>


<akap>Pochylam się ku małym, w atłasowe ciżmy<pe><slowo_obce>ciżma</slowo_obce> --- lekko wydłużony but z miękkiej skóry.</pe> odzianym stopom, tulę je do ust mych i słyszę, jak poza mną, na
wyżce łodzi ktoś płacze... To Beppo --- nasz gondolier...<end id="e1363791777129-528786452"/></akap>


<nota><akap>Wenecja, lipiec r. 1927</akap></nota>


</opowiadanie></utwor>