<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/grabinski-na-wzgorzu-roz-w-willi-nad-morzem/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Grabiński, Stefan</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">W willi nad morzem</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/grabinski-na-wzgorzu-roz</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jóźwiak, Patrycja</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jóźwiak, Patrycja</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Pauliny Choromańskiej. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/grabinski-na-wzgorzu-roz-w-willi-nad-morzem</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stefan Grabiński, Nowele, Wyd. Literackie, Kraków 1980.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Stefan Grabiński zm. 1936</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2007</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-09-19</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2371.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Blue Peace..Paz Azul pendant, MiddleEarths@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2371</dc:relation.coverImage.source>
  <category.legimi>Horror</category.legimi>
<category.thema.main>FS.WL-N</category.thema.main>
    <category.thema>FMT</category.thema>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>


<autor_utworu>Stefan Grabiński</autor_utworu>



<dzielo_nadrzedne>Na wzgórzu róż</dzielo_nadrzedne>



<nazwa_utworu>W willi nad morzem</nazwa_utworu>

<nota_red>
<akap>Uwspółcześnienia: yacht -> jacht.
czy bym nie
zechciał posłuchać kilka jego utworów. -> czy bym nie
zechciał posłuchać kilku jego utworów.</akap>
</nota_red>


<akap>Krągłe, miękko zwiewne obłoczki dymu wysnuwały się
z wolna z kształtujących je ust, położyły w karbowanych
falisto pierścieniach i roztapiały na lazurowym tle nieba.
Cygara były wyborne; delikatnie zwinięte liście żarzyły
się wonnie, ulatniając soczystą, szlachetnie ześrodkowaną
treść. Paliliśmy powoli, zaciągając się z maestrią, jak znawcy. Znakomite miał hawana Ryszard Norski.</akap>




<akap>Przymknąłem senne nieco poobiedną porą oczy i z rozkoszą rzuciłem się wstecz w ramiona bujaka. Dobrze mi tu
było i wygodnie.</akap>




<akap>Siedzieliśmy na marmurowym tarasie willi wysoko
wzniesionej nad brzegiem morza. Stąd widziałem je jak na
dłoni. Lśniący jak lustro, zdobny mozaiką taras, na którym
stały nasze stoliki z czarną kawą, był na jednym poziomie
z murem okalającym willę.</akap>




<akap>Morze drzemało. Dziewiczy szmaragd wełn<pe><slowo_obce>wełny</slowo_obce> (daw.) --- fale.</pe> wydawał się
ciemniejszy, jako zwarty w masie i nie podrywany wiatrem. Od czasu do czasu leniwy odruch roztoczy wspinał
się pluszczącą pieszczotą na brzeżne załomy i spłukawszy
skały, powracał bezwładnie w łożysko. Czasem skrzydlata
flotyla barek, piórolekkich łodzi, wymknęła się z uwięzi
portowej i powiewając koszenilową<pe><slowo_obce>koszenilowy</slowo_obce> --- czerwony (od nazwy barwnika).</pe> banderą, sunęła
chyżo po łagodnej fali. Czasem na horyzoncie przewinął się
smukły jacht spacerowy i sczezał w dali, wlokąc za sobą
długi cylinder dymu...</akap>




<akap>I przystań zdrętwiała w skwarze południa. Ustała praca
w dokach, zamilkły gwizdy świstawek, zwinęły skrzydła
parowe albatrosy i cicho, opróżnione, stały na kotwicach.</akap>





<akap>Gdzieniegdzie zabłąkał się na pokładzie ogorzały od
wiatrów majtek i siadłszy na zwoju lin, nucił nieśmiertelną
<tytul_dziela>Palomę</tytul_dziela>. --- Gdzieniegdzie przesunął się jak cień wśród
czarnych kadłubów pilot portowy i uwiązawszy łódkę
łańcuchem u brzegu, znikał w czeluściach hali wchodowej...</akap>




<akap>Zresztą senność i spokój. Godzina popołudniowego
wczasu<pe><slowo_obce>wczas</slowo_obce> (daw.) --- odpoczynek.</pe>...</akap>




<akap>Cofnąłem rozmarzone słodkim lenistwem oczy z linii
morza i zatrzymałem na najbliższym otoczeniu pod tarasem. Przesuwałem się z lubością po jedwabistych piersiach
róż, ślizgałem lekko po kwiecistych gałązkach magnolii,
pomarańcz, błądziłem w myśli rozkochaną dłonią po smukłej kibici<pe><slowo_obce>kibić</slowo_obce> (daw.) --- talia.</pe> tuj.</akap>




<akap_dialog>--- Rozkosznie u ciebie, Ryszardzie. Mieszkasz jak król.
Nie chce mi się stąd ruszać. Tu wszystko upaja, czaruje.</akap_dialog>




<akap>Uśmiechnął się zadowolony pod cienkim kruczym wąsem.</akap>




<akap_dialog>--- Podoba ci się? To dobrze. Istotnie niezłe mieszkanko
na lato.</akap_dialog>




<akap>Mówił powoli, podobnie jak ja znużony upałem pory
poobiednej.</akap>




<akap>Bawiłem<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- przebywać.</pe> u niego w gościnie od tygodnia, odwiedziwszy
po wielu latach niewidzenia się. Ryszard Norski był mym
dalekim kuzynem i kolegą szkolnym. Po ukończeniu liceum drogi nasze rozeszły się. Odnowiliśmy stosunki jako
mężczyźni dojrzali. Ryszard był wtedy już wdowcem. Niegdyś znałem go dość dobrze. Ambitny do szaleństwa,
w przystępie zazdrości umiał być straszny. Pamiętam, gdy
raz jeden z kolegów opisał wiosnę piękniej od niego, wymierzył mu policzek i w wywiązanej stąd bitce ciężko go
zranił.</akap>




<akap>Szczególnie wygórowaną była ambicja Ryszarda na
punkcie sławy literackiej. Już na szkolnej ławie marzył
o rozgłosie wielkiego pisarza. Czy uroszczenia jego miały
jaką racjonalną podstawę, jako niekompetentny powiedzieć
nie mogę. Podobno nie był bez talentu. Zresztą nie śledziłem postępów jego na tym polu, oddany mym zawodowym
pracom. Tylko od czasu do czasu słyszałem od znajomych,
że pisze i wydaje.</akap>




<akap>Potem ożenił się bogato i podobno szczęśliwie.</akap>




<akap>Pani Róża Norska należała w swoim czasie do piękności stolicy; o względy jej ubiegała się najświetniejsza młodzież w kraju. Posiadł ją Ryszard. Czy wyszła z miłości,
nie wiadomo. Chodziły wersje o serdecznym stosunku,
który miał ją łączyć przed małżeństwem z pewnym młodym poetą, podobno nawet przyjacielem Norskiego. Dlaczego oddała rękę innemu, po dziś dzień jest dla mnie zagadką. Może tamten był zbyt dumny, by pojąć za żonę bogatą Różę z Wrockich, może ona postanowiła o jego losie
inaczej. Sprawy mi nie znane, już dawno zasnute przeszłością. Mówią, że była kobietą ekscentryczną i rządziły nią
chwile. Została żoną Ryszarda.</akap>




<akap>Znaczny majątek, który mu wniosła za sobą, pozwalał
Norskiemu na życie wystawne, bez troski.</akap>




<akap>Podróżował dużo, jesienie i zimy spędzał stale na południu. Pani Róża, odumierając go, zostawiła mu w spadku
synka Adasia i wielką fortunę.</akap>




<akap>Odnalazłem go po piętnastu latach mężczyzną w sile
wieku, rosłym i tęgo zbudowanym. Lubiałem go i z przyjemnością zajechałem doń na czas dłuższy. Łączyło mnie
z nim zamiłowanie do piękna i wytwornego trybu życia,
przynęcało wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe> wysokie pojęcie o jego inteligencji i poziomie umysłowym. Poza tym był kolegą lat młodych i dalekim kuzynem. Być może kazało mi zawitać w jego progi
jeszcze i coś innego, czego określić nie umiem, jakaś siła
przyciągająca nieświadomie z dali, szczególny przypadek,
nie wiem...</akap>




<akap>Przytknął do soczystych pąsowych warg czarkę z czarną
kawą i wychyliwszy do połowy, wyjął ze srebrnego puzdra<pe><slowo_obce>puzdro</slowo_obce> --- rodzaj pudła z szufladkami i przegródkami.</pe>
świeże cygaro.</akap>




<akap_dialog>--- Gdzie podział się Adaś? --- zapytałem, przypominając
sobie chłopca, który przed chwilą jeszcze głośno swywolił
dookoła gazonu<pe><slowo_obce>gazon</slowo_obce> --- ozdobny trawnik z krzewami i kwiatami.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pewnie znowu koło altany.</akap_dialog>




<akap>I podniósłszy się z fotelu, zawołał dość ostro na syna.</akap>
<akap><begin id="b1407103791922-1268743162"/><motyw id="m1407103791922-1268743162">Dziecko</motyw>W tej samej niemal chwili wypadł z bocznej ścieżki i stanął na stopniach tarasu szczupły, dziesięcioletni chłopczyk
o jasnych, na ramiona spadających kędziorach. Czarne,
smutne oczy dziecka z pewnym lękiem spoczęły na twarzy
ojca.</akap>




<akap_dialog>--- Gdzie byłeś!? Dlaczego kryjesz się ciągle po kątach?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Byłem w altanie, tatusiu, czytałem książkę.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dlaczego tam wiecznie zaglądasz? Tyle ci już razy
mówiłem, żebyś się bawił tu, na słońcu. Nieposłuszny jesteś, Adasiu.</akap_dialog>




<akap>Bladą, nerwową twarz chłopca omroczył cień żalu. Cicho pocałował ojca w rękę i odszedł w głąb domu...<end id="e1407103791922-1268743162"/></akap>




<akap_dialog>--- Właściwie nie rozumiem, dlaczego mu zabraniasz
przebywać w altanie? --- zapytałem po krótkim milczeniu. --- Chłodnik<pe><slowo_obce>chłodnik</slowo_obce> (daw.) --- altana.</pe> jest bardzo przyjemny, zwłaszcza przy
dzisiejszym upale.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Boję się, czy właśnie tam nie będzie dlań za chłodno.
W tym kącie pod murem jest utajona wilgoć. A on, jak ci
wiadomo, dość wrażliwy na podobne rzeczy.</akap_dialog>




<akap>Mówił spiesznie, nie patrząc na mnie, widocznie niezadowolony z mej interwencji. Zauważywszy jego rozdrażnienie dałem pokój i zmieniłem temat. Zaczęliśmy rozprawiać o literaturze, o jej najnowszych prądach i wpływach
zagranicy. Ryszard ożywił się i ze swadą wtajemniczał mnie
w objawy literackie ostatniej doby, nie omieszkując wspomnieć i o sobie. W końcu zaproponował mi, czy bym nie
zechciał posłuchać kilku jego utworów. Przystałem z prawdziwą przyjemnością. Za chwilę wyniósł z pokoju wiązkę
rękopisów i zaczął czytać.</akap>




<akap><begin id="b1407104006691-2869430792"/><motyw id="m1407104006691-2869430792">Poezja, Tajemnica</motyw>Były wiersze. Wprawdzie znawcą nie jestem, lecz niegdyś czytałem dużo i odczuwam poezję dość silnie. Utwory
Ryszarda zrobiły na mnie szczególne wrażenie. Forma była
bez zarzutu. Wzorowe sekstyny toczyły się gładko, rytmicznie. Treść była przeważnie myślowa. Rzecz jednak szczególna: zdało mi się, że podobne wątki już gdzieś raz słyszałem.</akap>




<akap>Poematy Ryszarda wyglądały jakby ciąg dalszy, konsekwentne rozwinięcie motywów dawniej mi gdzieś znanych. Nie było to to samo, lecz jakby stylowe przedłużenie.
</akap>


<akap>
Tak, należałoby się spodziewać, tworzyć będzie ktoś,
którego dawniej gdzieś czytałem. Lecz była między tymi
dwoma ludźmi zasadnicza różnica: tamten, którego nazwiska nie mogłem sobie na razie przypomnieć, pisał sercem
i stąd jego liryka refleksyjna wzruszała; utwory Ryszarda
natomiast lśniły jak brylantowa klinga blaskiem zimnym,
lodowo-skrzącym; wiało od nich wytwornym chłodem. To
był całkiem inny człowiek. --- Lecz kto był tamten drugi?<end id="e1407104006691-2869430792"/></akap>




<akap>Chęć przypomnienia sobie była tak silną, że mimo woli
przestałem słuchać z uwagą Ryszarda i wytężyłem całą
pamięć w poszukiwaniu zgubionego nazwiska. Nagle zabłysło mi na mglistym ekranie przeszłości czerwonymi głoskami: Stanisław Prandota.</akap>

<akap>Tak! To on!</akap>




<akap>Wynurzenie się tego nazwiska z mroków zapomnienia
wstrząsnęło mną do głębi, nawodząc na myśl jego przedwczesną śmierć.</akap>




<akap>Prandotę poznałem niegdyś osobiście za pośrednictwem
Ryszarda, z którym łączyły go rzekomo stosunki przyjazne. Subtelny, pełen wysokiej kultury umysł młodzieńca
zadziwiał mnie już wtedy i kazał rokować piękne nadzieje.
Umiał przedziwnie pogodzić skłonność do refleksji filozoficznej z głęboką, serdeczną uczuciowością, która przeglądała z oczu przepojonych cichą melancholią.</akap>




<akap>Po raz ostatni widziałem go przed laty u Ryszarda
w dzień mego rozstania z kuzynem. Potem nie spotkaliśmy
się już więcej w życiu. Przed miesiącem miał zatonąć podczas burzy na ,,Jaskółce", parowcu, którym odbywał podróż ku brzegom Południowej Ameryki. W liście pasażerów, pozostawionej przez kapitana statku w porcie, umieszczono na czele jego nazwisko. Wprawdzie, jak donosiły
później dzienniki, parę osób nie zgłosiło się w porę na
pokład odjeżdżającej ,,Jaskółki", lecz nazwisk nie podano.
W każdym razie odtąd nikt nigdzie Prandoty nie widział.
Bardzo tedy prawdopodobnym, prawie pewnym było przypuszczenie, że zginął na morzu podczas nawałnicy. Tak też
zgodnie powtarzały wszystkie pisma.</akap>




<akap>Zginął młodo, wzbudzając powszechny żal u tych, co
umieli ocenić tkwiące w jego początkowych utworach zarodki pierwszorzędnego talentu.</akap>




<akap>Sam nie wiem, jak się stało, że o tym tragicznym zgonie dotąd z Ryszardem nie zamieniłem ani słowa. A przecież od niego powinienem był usłyszeć niejedno o Prandocie, zwłaszcza że wsiadał na statek właśnie w tutejszym
porcie za bytności Norskiego.</akap>




<akap>Korzystając tedy z krótkiej przerwy w czytaniu, zwróciłem się do Ryszarda z pytaniem:</akap>




<akap_dialog>--- Kiedy widziałeś się z Prandotą po raz ostatni? Czy
nie wkrótce przed katastrofą? Podobno odbijał od tutejszego brzegu?</akap_dialog>




<akap>Norski oderwał gwałtownie oczy od rękopisu i wlepił
je we mnie ze szczególnym wyrazem. Pytanie widocznie
zaskoczyło go znienacka i w pierwszej chwili nie zrozumiał, skąd się wzięło. Lecz niebawem znać<pe><slowo_obce>znać</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> zorientował się
i wtedy na moment pojawiły się na tej marmurowej twarzy jakieś dziwne, zagadkowe błyski. Co miały oznaczać te
dzikie linie sfałdowanych nagle mięśni, jakie należało im
podłożyć odpowiedniki uczuciowe --- trudno mi było określić. Lecz trwało to tylko przez nieuchwytnie małą chwilę;
olbrzymim wysiłkiem woli opanował się i wrócił do zwykłej nieprzeniknioności. --- Przybladł tylko nieco i smutno odparł:</akap>




<akap_dialog>--- Tak. Domysł twój trafny. Istotnie, odwiedził mnie
przed odjazdem. Nawet...</akap_dialog>




<akap>Przerwał, jakby namyślając się, czy należy dokończyć
w zaczętym sensie. --- Lecz wkrótce wahanie ustąpiło i niemal wyzywająco odpowiedział:</akap>




<akap_dialog>--- Nawet, nie uwierzysz... wpadł tutaj na godzinę przed
wstąpieniem na statek. Zjedliśmy obaj lekki obiad, po
czym odprowadziłem go do portu. Biedny chłopak! Tak
mu było do twarzy w małym szafirowym kepi<pe><slowo_obce>kepi</slowo_obce> --- rodzaj sztywnej czapki o prostokątnym daszku.</pe>, które włożył fantazyjnie do podróży.</akap_dialog>




<akap>Ostatnie słowa brzmiały trochę dziwnie. Chyba piękne
kepi nie stanowiło naczelnej ozdoby Prandoty. Toteż nie
mogłem wstrzymać się od podkreślenia tego, o co chodziło.</akap>




<akap_dialog>--- Strata niepowetowana. Jestem najgłębiej przekonany, że w tym jasnookim, dobrym dziecku pewnego dnia
objawiłby się pierwszorzędny liryk. Co za serdeczność, co
za przepastność uczucia!</akap_dialog>




<akap>W oczach Ryszarda tlały jakieś żółte światła.</akap>




<akap>Gdy spostrzegł, że mu się przypatruję, przymknął lekko
powieki i wypuszczając gęsty kłąb dymu, wycedził spokojnie:</akap>




<akap_dialog>--- Być może. Zdaje mi się jednak, że przesadzasz. Chociaż był moim druhem od serca, nigdy zbyt wysoko nie
stawiałem jego talentu. Był trochę za sentymentalny. Czy
nie miałbyś ochoty przejść się trochę przed zachodem po
plaży? Pora przecudna. Do kolacji mamy jeszcze sporo
czasu.</akap_dialog>




<akap>Dokończył cygara i strząsnąwszy resztki popiołu, rzucił
niedogarek<pe><slowo_obce>niedogarek</slowo_obce> --- niedopałek.</pe> do perłowego wnętrza muszli.</akap>




<akap>Przykro dotknięty, udałem przecież, że wszystko w porządku, i z wyszukaną ochotą podniosłem się z nim do
wyjścia.</akap>




<akap>Gdy wróciliśmy pod wieczór do domu, był w najlepszym
humorze i podczas wieczerzy nieustannie żartował z Adasia. A jednak zauważyłem, że od czasu do czasu cień przelotny przesunął się po jego pięknej, męskiej twarzy i parę
razy pochwyciłem wzrok, spoczywający na mnie ze szczególną uwagą.</akap>


<separator_linia/>

<akap>Od owego popołudnia minęło parę tygodni.</akap>




<akap>Na pozór nic się nie zmieniło w mym stosunku do Ryszarda, z którym jak dawniej prowadziłem długie rozmowy,
odbywałem wspólne przechadzki i przejażdżki po morzu.
A jednak czuliśmy obaj, że coś zaszło, że jakiś cień padł
klinem pomiędzy nas i rozdziela coraz silniej. Czując to,
właściwie należało mi pożegnać go i opuścić willę. Jeżeli
tego nie uczyniłem, to chyba dzięki specjalnemu zwarciu
się z tym człowiekiem, który od dłuższego czasu był dla
mnie zagadką trudną do rozwiązania.</akap>




<akap>I jemu widocznie ciążyła moja obecność we willi, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż.</pe>
usilnie starał się zamaskować wszelki ślad niechęci. A jednak widziałem to dobrze z wyrazu twarzy, rzutów oczu,
z rozmów prowadzonych w sposób wymuszony i ostrożny. --- W ogóle Norski sposępniał i zmienił się w tych
ostatnich czasach bardzo. Często się zamyślał nad czymś
głęboko, na pytania odpowiadał niechętnie, unikał stale
pewnych tematów; i tak od pamiętnego dnia nie mówiliśmy ani razu o śp. Prandocie. Podobnie nie poruszyliśmy
odtąd zgoła kwestii literackich; gdy przypadkiem zwracałem konwersację na zmierzające ku temu tory, zręcznie
przechodził do rzeczy luźnie tylko z literaturą związanych,
po czym oddalał się skwapliwie<pe><slowo_obce>skwapliwie</slowo_obce> (daw.) --- szybko i/lub chętnie.</pe> coraz to bardziej od drażliwego punktu.</akap>




<akap>Zresztą banalność naszych dialogów wetowała<pe><slowo_obce>wetować</slowo_obce> (daw.) --- rekompensować.</pe> mi wspaniała biblioteka gospodarza, która w każdej porze stała
przede mną otworem. Toteż całymi godzinami, zwłaszcza
rano, zatapiałem się w lekturę.</akap>




<akap>Jednak rzecz dziwna: wśród poetów doby ostatniej, reprezentowanych tutaj wcale pokaźnie, nie mogłem znaleźć
ani jednego tomiku Prandoty. Mimo to, nie chcąc rozdrażniać Ryszarda, nie zwróciłem na to uwagi.</akap>




<akap>Wśród tego począłem ulegać jakimś specjalnym zmianom, z których zrazu sam sobie sprawy nie zdawałem,
gdyś przejawiały się w sposób raczej zewnętrzny. Ryszard,
przeciwnie, zauważył, że coś się ze mną dzieje, i to,
rzecz szczególna, z pewnym niezadowoleniem, a nawet
obawą.</akap>




<akap>Widocznie coś go we mnie uderzyło. Parę razy bacznie
śledził mą gestykulację dość ożywioną podczas roztrząsania
zajmującego tematu i wtedy ujrzałem na jego twarzy wyraz zdumienia, połączony z odcieniem niepokoju. Na razie
jednak nie zrobił mi pod tym względem żadnej uwagi. Powodowany ciekawością, postanowiłem go koniecznie o to zagadnąć.</akap>




<akap>Niebawem nadarzyła się dogodna sposobność.</akap>




<akap>Było rano, po śniadaniu. Obaj w lekkich domowych
strojach siedzieliśmy na werandzie. Ryszard czytał jakąś
książkę, gdy ja spoglądałem na morze, trochę w tej chwili
niespokojne. Naraz<pe><slowo_obce>naraz</slowo_obce> (daw.) --- nagle.</pe> zwróciły mą uwagę szybujące tam i na
powrót mewy. Oto niespodzianie wyodrębniła się jedna
gromada i ukształtowała w szerokie białe koło, przez które
pozostałe poczęły przefruwać długim łańcuchem. Widok
był tak niezwykły, że przerywając Norskiemu czytanie,
wskazałem ręką niebo.</akap>




<akap>Ten wprawdzie spojrzał w tę stronę, lecz mimo woli
rzucił równocześnie okiem na mnie i dziwnie zmienionym
głosem zapytał:</akap>




<akap_dialog>--- Co ty robisz?</akap_dialog>




<akap>Na razie nie zrozumiałem go. Istotnie nie robiłem nic
nadzwyczajnego. Podniosłem się tylko lekko na palcach
i wyciągnąłem ręką w dal.</akap>




<akap_dialog>--- Jak to co? Wskazuję na mewy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- No tak, tak, zapewne. Ale czynisz to w taki sposób,
że miałbym ochotę powiedzieć, iż gest ten jest ci obcy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czy zauważyłeś coś podobnego u mnie dopiero dziś
po raz pierwszy?</akap_dialog>




<akap>Norski zwłóczył z odpowiedzią. Wreszcie rzekł niby obojętnie:</akap>




<akap_dialog>--- Przyznam ci się, że rzeczywiście już od dłuższego
czasu dostrzegam dziwaczną zmianę w twych ruchach.
Mam wrażenie, że gesty, które wykonujesz, to nie te dawne, twoje, do jakich przywykłem, lecz jakieś obce, skądś
przejęte; jak gdyby ktoś drugi kierował nimi, usadowiwszy się w twym wnętrzu. Wyglądasz na aktora, który genialnie wżył się w cudzą mimikę.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Rzecz szczególna.</akap_dialog>




<akap>I mimowolnie obróciłem się ku lustru i przypatrywałem się sobie uważnie.</akap>




<akap_dialog>--- Jeśli się jednak istotnie nie mylisz, bądź pewny, że
robię to bezwiednie, odruchowo.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A jednak jakaś przyczyna być musi...</akap_dialog>




<akap>Norski badawczo patrzył mi w oczy.</akap>




<akap_dialog>--- Nie ulega wątpliwości. Prawdę mówiąc, zjawisko zaobserwowane przez ciebie na mojej osobie, które nazwałbym ,,ksenomimią<pe><slowo_obce>ksenonimia</slowo_obce> (gr. ) --- nieświadome naśladowanie gestów i uchowań osoby, o której intensywnie się myśli.</pe>", nie jest mi obcym. Śledziłem je
u paru osób na klinice w obserwatorium psychologicznym.
Można tu w ogóle postawić dwie hipotezy. Ksenomimia
może wypływać z prostego zapatrzenia się na drugiego,
jako na wzór, i w tej formie występuje bardzo często
u dzieci, gdy zmysł naśladownictwa jest tak silnie rozwinięty, że ruchy nabyte tą drogą utrwalają się w późniejszym życiu. Oczywiście w naszym wypadku nie ma o tym
mowy. Zmienione ruchy moje, o ileś mógł zauważyć, nie
naśladują ni ciebie, ni Adasia, a zresztą z nikim tutaj od
czasu, jak przybyłem, nie pozostaję w koniecznej do tego
bliskiej styczności.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, to jasne. Rzeczywiście to nie są ruchy ani moje,
ani małego. Przez ciebie przemawia ktoś inny.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pozostaje więc druga ewentualność.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mianowicie?</akap_dialog>




<akap>Ryszard okazywał wysokie zaciekawienie.</akap>




<akap_dialog>--- Najprawdopodobniej wchodzi tu w grę podświadome działanie telepatii.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jak to rozumiesz? Czyżbyś przypuszczał, że ktoś
wpływa na ciebie w ten sposób, że każe ci wykonywać
ruchy należące do osoby trzeciej lub nawet do samego nadawcy? A może są to gesty przezeń tylko pomyślane, czysto imaginacyjne?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Niezupełnie, lubo jesteś bliskim mej hipotezy. Zasadnicza różnica między nami polega na tym, że ty 
puszczasz działanie wprost świadome, przedsięwzięte
w pewnym celu, gdy ja, przeciwnie, sądzę, iż mamy tu
do czynienia z wpływem najzupełniej nieświadomym. Co
więcej, jestem głęboko przekonany, że mój nadawca zaprzestałby chętnie swych bezwiednych eksperymentów,
gdyby wiedział, jakie mogą pociągnąć za sobą następstwa.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wybacz, lecz nie rozumiem. Jak to? Przecież sądzę,
że przy telepatii koniecznym jest świadome siebie i określone pod względem kierunku wytężenie woli czy myśli. ---
Nadający musi wiedzieć, na kogo działa.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Niekoniecznie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W takim razie może przejąć depeszę ktokolwiek.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Stanowczo nie. Nie ulega bowiem wątpliwości, że
między obu stronami wytwarza się uprzednio stosunek
bliższy uwarunkowany obcowaniem, uczuciami, wspólnością myśli, przeżyć. Stąd to nic dziwnego, że niejednokrotnie, bo już przedtem, utorował sobie drogę podatną do przeprowadzenia operacji.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jak więc wyobrażasz sobie działanie telepatii w naszym względzie w twoim wypadku?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Bardzo prosto. Oto pewne indywiduum myśli o kimś
od dłuższego czasu w sposób niezmiernie intensywny; ów
ktoś wypełnia niemal zupełnie jego widnokrąg myślowy,
wżerając się niepodzielnie w jego duchową dziedzinę. Rozważa się głęboko jego mowę, ruchy, fizjognomię<pe><slowo_obce>fizjognomia</slowo_obce> (daw.) --- twarz.</pe>, słowem,
całą istotę, pozwala się opętać całą jaźnią. --- Przypuśćmy
teraz, że ową osobę, która tak wszechwładnie opanowała
danego osobnika, zna jeszcze ktoś drugi --- ktoś pozostający z opętanym w bliskich stosunkach --- a staniemy tuż
przed progiem tajemniczej dziedziny telepatii. Opętanie
myślowe zacznie się z wolna, bez świadomego przyczynienia się nadawcy, przenosić na drugiego osobnika i uzewnętrzniać, np. w naśladowaniu gestów zamyślonego indywiduum.</akap_dialog>




<akap>Przestałem na chwilę, trochę znużony wysiłkiem porządkowania mych wywodów, i spojrzałem na Norskiego.</akap>




<akap>Widocznie słowa moje podziałały nań silnie, bo oparł
zachmurzone nagle czoło na dłoni i utkwił zamyślony
wzrok w ziemię. Po chwili wahania zapytał niepewnie:</akap>




<akap_dialog>--- Lecz owo przejęcie się obcą jaźnią musi mieć w takim razie silne zabarwienie uczuciowe? Inaczej nie da się
wytłumaczyć ta jego intensywność.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zapewne. Telepatia działa najsprawniej tam, gdzie
wchodzi w grę uczucie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czy masz na myśli miłość?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Niekoniecznie. Sądzę, że potężne wywierać musi
skutki też uczucie strachu lub grozy związane z zamyśloną
jaźnią. Tak np., przypuszczam, mogą działać telepatycznie
niektórzy zbrodniarze. Myśli ich, krążące ustawicznie koło
nieszczęsnej ofiary, działają prawdopodobnie jak mocne,
jadowite wyziewy i przepajają sobą otoczenie, kłębiąc się
w dzikich jak wężowisko skrętach. --- Okropne są myśli
zbrodniarzy! W ten sposób zdarzyć się może, że morderca,
wpływając telepatycznie na innych, pewnego dnia ujrzy
w ich ruchach ofiarę rąk własnych.</akap_dialog>




<akap>Ryszard trupio blady wpatrywał się we mnie błędnym
wzrokiem.</akap>




<akap_dialog>--- To byłaby straszna zemsta, piekielna zemsta!...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, tak... Dobrześ to określił. To by była zemsta
umarłych... bez ich osobistego wdawania się. Istotnie, mocne być muszą myśli opętanych i działają potężnie. I tu
w całej grozie odsłaniają się otchłanie natury, świadczące
w znakach niesamowitych, jak okropną jest dusza człowieka.</akap_dialog>




<akap>Gdy domawiałem tych słów, Norski szybko podszedł
ku oknu werandy i silnie pchnął je na ogród. Z zewnątrz
wpadł słony wyziew morza zmieszany z wonią kwiatów
i orzeźwił nam czoła.</akap>




<akap_dialog>--- Trochę tutaj duszno --- zauważył. --- Może zejdziemy między klomby.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Owszem.</akap_dialog>




<akap>Zeszliśmy.</akap>




<akap>Ranek był parny, pochmurny. Szary blask rozlewał się
po świecie i nadawał wszystkiemu nijaki wyraz obojętności.</akap>




<akap>Było nam ciężko. Kroki nasze dźwigały się powoli,
ospale, zapuszczając się w kręte aleje eukaliptusów, okrążając dziwacznie powyginane desenie grządek z kwiatami.</akap>




<akap>Parę razy przejechał obok nas Adaś z swymi ulubionymi taczkami, w których woził dla zabawy ziemię i piasek
po szerokich ścieżkach ogrodu. Zauważyłem pewną regularność w tych wędrówkach. Rozpoczynał jazdę od pagórka,
gdzie za pomocą łopatki kopał ziemię i ładował na taczki,
przejeżdżał popod domek i znikał z ciężarem między krzakami bzu, na przeciwnym krańcu ogrodu, w którym wznosiła się altanka. Widocznie tam wysypywał ziemię, bo
wkrótce zjawiał się z próżnymi taczkami i rozpoczynał
ekspedycję powtórnie. Zabawa zajmowała go bardzo, bo
prawie nas nie zaczepiał, pilnie zajęty pracą. Spostrzegłem
jednak, jak od czasu do czasu śledził ruchy ojca, który zakazał mu przebywać w altanie; dopókiśmy go mieli przed
sobą na oku, kluczył po ścieżkach, zaledwo jednak obróciliśmy się doń plecyma, zbaczał w zakazanym kierunku
i szybko wytrząsnąwszy zawartość taczek, wracał pomiędzy
klomby.</akap>




<akap>Dziwny chłopak --- pomyślałem. --- Jakiś duch przekory ciągnie go do tego kąta.</akap>




<akap>Lecz nie zwróciłem na to uwagi zdenerwowanego ojca.
Ten tymczasem, zajęty w dalszym ciągu poruszoną dopiero
co kwestią, chciał ją doprowadzić do względnie określonego
końca.</akap>




<akap>Trochę chwiejnie, siląc się na spokojną obojętność, zauważył:</akap>




<akap_dialog>--- Pozostałoby do rozstrzygnięcia zagadnienie: Kto na
ciebie działa?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Sądzę, że raczej należałoby stwierdzić tożsamość
ruchów, jeżeli tylko nie są wytworem fantazji nadającego.
Łatwiej będzie mi odgadnąć, kto na mnie działa, gdy odpowiem na pytanie: Czyje gesty naśladuję?... Czy nie mógłbyś mi w tym przyjść z pomocą? Sprawa, o ile zauważyłem,
dość cię zajęła. Czy obecne ruchy moje nie przypominają
ci kogoś znajomego?</akap_dialog>




<akap>Norski znać nie przeczuwał, że kwestia weźmie taki
obrót. Pytanie stropiło<pe><slowo_obce>stropić</slowo_obce> (daw.) --- wprawić w zakłopotanie.</pe> go. Toteż dopiero po chwili odpowiedział, nie patrząc na mnie:</akap>




<akap_dialog>--- Niestety, ja ci się tu na nic nie przydam. Ta gestykulacja jest mi zupełnie obcą; nie widziałem jej u nikogo.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W takim razie musisz zrezygnować z upragnionej
odpowiedzi na zadane przedtem pytanie. Nie dowiesz się,
komu podobało się wybrać mnie za narzędzie swych dalekonośnych doświadczeń.</akap_dialog>




<akap>Mówiłem tonem umyślnie żartobliwym, by go nie zaniepokoić, i wkrótce zeszedłem na temat obojętny. On też
uznał za stosowne zmienić rozmowę i zaczął o czym innym.</akap>




<akap>A jednak jeszcze tegoż dnia dowiedziałem się, do kogo
należały ruchy, którymi tak dziwnie przesiąkłem.</akap>




<akap><begin id="b1407107514560-416178963"/><motyw id="m1407107514560-416178963">Sobowtór</motyw>Stało się wieczorem, wkrótce po zachodzie słońca. Jak
zwykle po kawie zaproponował Ryszard przechadzkę nad
morze. Przystałem chętnie i podczas gdy on już gotów do
wyjścia czekał na mnie na stopniach terasu, ja zaszedłem
jeszcze do pokoju po zarzutkę, bo wieczór zapowiadał się
chłodny. Po chwili wróciłem i włożywszy dość fantazyjnie
kapelusz na głowę, stanąłem w drzwiach wchodowych<pe><slowo_obce>wchodowy</slowo_obce> --- dziś popr.: wejściowy.</pe>, naciągając rękawiczki. Norski na razie mnie nie widział, odwrócony twarzą ku morzu. Tak minęło w milczeniu chwil kilka.</akap>




<akap>Wtem on, widocznie zniecierpliwiony czekaniem, odwrócił się, podniósł wzrok w stronę, gdzie stałem, i nagle,
jak przed widmem, zasłaniając się rękoma, pochylił się tak
silnie wstecz, że omal nie stoczył się ze schodów.</akap>




<akap_dialog>--- Ryszardzie! Co tobie? To ja!</akap_dialog>




<akap>Podbiegiem i w samą porę chwyciłem go pod ramię.
Uspokoił się, nie spuszczając ze mnie błędnych piekielnym
przerażeniem oczu, jakby nie dowierzał dźwiękowi mego
głosu.</akap>




<akap_dialog>--- Tak, to ty, prawda. Co za przeklęte przywidzenie.
Lecz ten ruch, ten twój nieszczęsny ruch i sposób założenia
kapelusza tak mi żywo przypomniał...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kogo? --- podchwyciłem z zapartym tchem.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Prandotę --- wyjąkał, jakby przerażony równocześnie
brzmieniem tego nazwiska, które od paru tygodni wyszło
poza obręb naszych rozmów.<end id="e1407107514560-416178963"/></akap_dialog>




<akap>I poszliśmy na plażę.</akap>
<sekcja_asterysk/>

<akap>Nazajutrz miałem wyjechać. Pobyt mój u Norskiego był
dlań widocznie z dniem każdym wzrastającą katuszą. Toteż
gdy mu oświadczyłem swój zamiar, zagrał w jego oczach
błysk nagłej radości. Odetchnął. I ja opuszczałem willę
z ulgą w sercu. Było mi tu już od dłuższego czasu za
duszno; atmosfera zionęła ukrytym jadem. Każda godzina
spędzona z Ryszardem działała na mnie jakoś niepokojąco
i oddalała coraz bardziej od tego dziwnego człowieka.</akap>




<akap>I on zmienił się bardzo. Pobladł, wyżółkł i zestarzał się
o lat kilkanaście. Tych parę miesięcy spędzonych razem
przekształciło tego energicznego, twardego jak stal mężczyznę do niepoznania. Jeżeli mimo to nie rozstał się ze
mną wcześniej, to zrobił to, sądzę, chyba z jakiejś okropnej
w swym tragizmie ciekawości rzeczy, które go miały
zdruzgotać, połączonej z duchem wewnętrznej przekory;
jakby chciał stoczyć ze mną rodzaj pojedynku bez wyzwania, bez słów. Jego dumny, męski charakter spostrzegłszy,
że pod pewnym względem mogę być dlań groźnym, postanowił stawić czoło i wytrwać do końca.</akap>




<akap>A przecież musiał ustąpić i ze źle tajoną radością oczekiwał mego rychłego wyjazdu. Bo gra była ponad ludzkie
siły, bo wmieszały się pierwiastki niewspółmierne, nieuchwytne w swej naturze i stąd nieobliczalne. Więc przerażony zaczął się cofać.</akap>




<akap>Żegnał mnie w sposób wytworny, pełen elegancji i dobrego smaku. Już to zawsze był estetą i gentlemanem.</akap>




<akap>Pożegnalny obiad był wspaniały. Stół formalnie uginał
się od ciast, pulardów<pe><slowo_obce>pularda</slowo_obce> --- utuczona kura.</pe>, sorbetów, mięsiw. Zastawa stylowa
zdradzała wyszukany smak i głęboką kulturę piękna. Miałem wrażenie, że cała dzisiejsza sztuka stosowana znalazła
przy tym kwiatami ubranym stole swój pełny, oszołomiający bogactwem i oryginalnością wyraz.</akap>




<akap>Dla mnie <slowo_obce>clou</slowo_obce><pe><slowo_obce>clou</slowo_obce> (z fr.) --- najważniejsze bądź najciekawsze zdarzenie.</pe> uczty stanowił pewien rodzaj minogów,
za którym przepadałem. Szczególnym trafem dotąd nigdy
ich u Norskiego nie jadłem, chociaż i on niegdyś był ich
zapalonym amatorem. Toteż przed odjazdem chciałem koniecznie uraczyć się tym wybornym mięsem, zwłaszcza że
nadarzała się po temu sposobność. Właśnie bowiem przyszedł do portu świeży transport i w mieście literalnie je
sobie rozchwytywano. Nic nie mówiąc Ryszardowi, kupiłem parę sztuk i poleciłem przyrządzić w kuchni w przekonaniu, te sprawię mu tym miłą niespodziankę. Lecz jakież
było me zdumienie, gdy Norski spostrzegłszy na półmisku
moją ulubioną potrawę, zwrócił się do służącego z zapytaniem, kto kazał ją podać. Wyjaśniłem sprawę natychmiast,
przepraszając za samowolne wdzieranie się w zakres praw
gospodarza.</akap>




<akap_dialog>--- O ile sobie przypominam, i ty byłeś zwolennikiem
minogów?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, tak... to prawda. Lecz od pewnego czasu dzięki
jakiejś idiosynkrazji<pe><slowo_obce>idiosynkrazja</slowo_obce> --- wstręt, niechęć do czegoś.</pe> nie mogę znieść ich widoku. Ale proszę cię bardzo, nie przeszkadzaj sobie. Należało tylko zwrócić mi uwagę na to, co lubisz, sam byłbym wydał odpowiednie instrukcje. Co do mnie, pozostaję przy moich
homarach.</akap_dialog>




<akap>I zręcznie chwycił swą białą, kobiecą ręką szczypce
okazałego kraba.</akap>




<akap>Trochę zmieszany zabrałem się do minogów. Były przyprawione świetnie, pełne korzennej podniety.</akap>




<akap>Na chwilę zapanowało milczenie.</akap>




<akap>Niebawem Ryszard skończył, popił perlistą maderą<pe><slowo_obce>madera</slowo_obce> --- rodzaj mocnego wina z Portugalii.</pe>
i otarłszy usta, zapalił papierosa.</akap>





<akap>Zajęty zdzieraniem z ryby delikatnego naskórka, czułem na sobie jego mocny wzrok: obserwował mnie. Nie
podnosząc oczu, włożyłem świeży kawałek do ust i w tej
chwili blednąc, oddałem go z powrotem na talerz.</akap>




<akap_dialog>--- Co tobie?! Niedobrze?</akap_dialog>




<akap>Ryszard stał tuż przy mnie i podawał kieliszek z winem.</akap>




<akap_dialog>--- Popij!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dziękuję. Wiesz, miałem w tej chwili szczególną
sensację: zdawało mi się, że ryba jest zatrutą.</akap_dialog>




<akap>Norski wbił mi paznokcie w ramię, aż syknąłem z bolu.</akap>




<akap_dialog>--- Oszalałeś?! --- zapytał cały wzburzony.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ależ rozumiem wybornie, że to tylko proste wrażenie i nic więcej; takie sensacje przychodzą czasem ni stąd,
ni zowąd. Zresztą minogi były doskonałe, brałem już drugą
porcję. Był to moment tylko. Jestem gotów jeść dalej.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie! Ja nie pozwolę. Lecz by cię upewnić, sam spróbuję.</akap_dialog>




<akap>I wziąwszy z półmiska drugą połowę, począł jeść. Zawstydzony usiłowałem protestować:</akap>




<akap_dialog>--- Ależ ja ci wierzę, Ryszardzie. Nie bądźże dzieckiem.</akap_dialog>




<akap>Lecz Norski spożył rybę do końca, po czym ponownie
zapaliwszy drżącą ręką papierosa, przeprosił mnie i odszedł
do sypialni.</akap>




<akap_dialog>--- Wybacz --- rzucił na pożegnanie --- jestem trochę
zdenerwowany. Przeraziłeś mnie. Adasiu, zostaniesz tymczasem z panem.</akap_dialog>




<akap>Istotnie wyglądał bardzo blady.</akap>




<akap>Zostałem sam z dzieckiem.</akap>




<akap>W jadalni było parno. Wyziewy potraw zmieszane z odurzającą wonią kwiatów wytworzyły atmosferę ciężką i nużącą. Wziąłem za rękę Adasia i przeszliśmy do biblioteki.</akap>




<akap>Chcąc chwil parę pozostać w samotnym skupieniu i uporządkować cisnące się gwałtem myśli, wydobyłem z górnej półki kilka ilustrowanych książek i dałem je do oglądania chłopcu. Jakoż niebawem zajął się nimi najzupełniej.
Usiadłem na sofce, naprzeciw drzwi wchodowych, i zamyśliłem się: poddawałem bacznemu rozbiorowi ową sensację pod koniec obiadu.</akap>




<akap>Że była to rzeczywiście tylko sensacja, nie wątpiłem
ani chwili. Kawałek ryby, który miałem w ustach, pod
względem smaku nie różnił się niczym od poprzednich,
które spożyłem przecież z największym apetytem.</akap>




<akap>Więc chyba autosugestia. Lecz ani mi wtedy przez myśl
nie przeszło wyobrażenie trucizny, nie pozostawało nic innego, jak przyjąć poddanie mi podobnej myśli przez Ryszarda. Tu przypomniał mi się instynktem wyczuty w tym
momencie wzrok jego, który spoczywał na mnie. Może wtedy myślał o truciźnie? Kto wie, może między nią a minogami istniał pewien związek? To by tłumaczyło wstręt
niespodziewany do ulubionej niegdyś ryby. Może kiedyś
w życiu był świadkiem podobnego zdarzenia, które mu
głęboko utkwiło w pamięci?...</akap>




<akap>Zmęczony, podniosłem z zadumy czoło i spotkałem się
z czarnymi jak aksamit oczyma dziecka.</akap>




<akap>Był zupełnie podobny do matki, którą znałem tylko
z portretu zawieszonego w salonie. Szczególnie fascynująco
musiały działać jej duże, czarne oczy, pełne niewysłowionej
słodyczy i głębi wyrazu. Podobnie w kraju, zanim wyszła
za mąż, budziła wszędzie podziw i zazdrość, była przedmiotem pragnień wielu i powodem kilku gorących afer.
Mówiono nawet, że ową tajemniczą nieznajomą, której
wdzięki opiewał tak wytwornie w swych sonetach Stanisław
Prandota, nie był nikt inny, tylko Róża z Wrockich, Adaś
miał te same namiętnie palące oczy i białą jak alabaster
cerę twarzy, tak bardzo podnoszącą ich wyraz.</akap>




<akap>Był to chłopak nad wiek rozwinięty, wrażliwy i nerwowy. Lubiał zadawać czasem pytania dziwaczne, rozmawiać
o rzeczach przykrych, dziwnie nie harmonizujących z pogodą lat dziecięcych. I teraz miał w twarzy taki wyraz,
jakby mi się chciał zwierzyć z czymś ważnym. Ośmieliłem
go, przyciągając łagodnie ku sobie.</akap>




<akap>Siadł mi na kolana i z miną tajemniczą wydobył z bocznej kieszonki jakiś drobny, świecący przedmiot. Chcąc mnie
snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> zaciekawić, trzymał go w zamkniętej dłoni i patrzył
na mnie w zagadkowy sposób.</akap>




<akap_dialog>--- No pokaż! Cóż to takiego?</akap_dialog>




<akap>Chłopak ociągał się:</akap>




<akap_dialog>--- Pokażę, jeśli pan da słowo, że nie powie nic tatusiowi.</akap_dialog>




<akap>Zapewniłem uroczyście. Wtedy otworzył rękę i na dłoni
ujrzałem mały, złoty medalion. Odchyliłem emaliowane
wieczko i ujrzałem subtelnie wykonaną miniaturę pani
Róży.</akap>




<akap_dialog>--- To od mamy?</akap_dialog>




<akap>Chłopak poruszył przecząco głową.</akap>




<akap_dialog>--- Więc od kogo?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Proszę zgadnąć.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie potrafię.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Od pana Stacha.</akap_dialog>




<akap>Pocisnął sprężynkę; miniatura odchyliła się i pod nią
przeczytałem wyryte na złotym tle słowa: ,,Synkowi Róży --- Stach".</akap>




<akap>Opanowało mnie dziwne uczucie. Tajemnica Adasia
wstrząsnęła mną do głębi, wywołując błyski niespodzianych myśli.</akap>




<akap>Prandota kochał żonę Norskiego. Może Adaś...</akap>




<akap>Wstrzymałem bieg myśli szalonej i zwróciłem się do
chłopca:</akap>




<akap_dialog>--- Kiedy dał ci to pan Stach?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dzień przed odjazdem. Pocałował mnie w czoło i kazał nosić na piersiach. Był wtedy tak smutny, tak bardzo
smutny. Jutro miał wyjechać. Nawet nie mogłem się z nim
pożegnać.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nazajutrz rano, zanim do nas przyszedł na pożegnanie, zabrał mnie z sobą pan guwerner i pojechaliśmy na
cały dzień na wieś. Gdyśmy wieczorem wrócili, pana Stacha już w domu nie było... Biedny pan Stach...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dlaczego? Przecież go kiedyś zobaczysz.</akap_dialog>




<akap>Udawałem, że nic nie wiem o zgonie Prandoty, wiedząc
na pewno, że ani ojciec, ani żaden z domowników nic o tym
chłopcu nie wspominał.</akap>




<akap>Lecz dziecko potrząsnęło smutno głową:</akap>




<akap_dialog>--- Pan Stach już więcej nie wróci.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kto ci to powiedział?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I mamusia już nie wróci.</akap_dialog>




<akap>To szczególne zestawienie upewniło mnie, że Adaś dziwnym, niektórym nerwowym dzieciom właściwym instynktem odgadł śmierć ukochanego człowieka. --- Więc zamilkłem. Lecz on miał mi widocznie jeszcze coś ważniejszego do zwierzenia, bo ująwszy mą rękę, pociągnął mnie
w ogród.</akap>




<akap_dialog>--- Coś panu jeszcze pokażę.</akap_dialog>




<akap>Prowadził w odległy kąt, dokąd zaglądałem rzadko, ze
względu na Ryszarda, który unikał tej partii. Właśnie w tę
stronę wiódł mnie, niecierpliwie szarpiąc za rękę. Przeszedłszy szpaler tuj, stanęliśmy przed altaną.</akap>




<akap>Myślałem, że tajemniczy chłopak każe mi wejść do środka, lecz omyliłem się. Nie wypuszczając ani na chwilę mej
ręki z dłoni, pociągnął mnie za altanę.</akap>




<akap><begin id="b1407108973038-2296515031"/><motyw id="m1407108973038-2296515031">Grób, Sen</motyw>To, co ujrzałem wtedy, wyryło się w mej duszy na zawsze ponurym obrazem.</akap>




<akap>W wąskim przesmyku, między tylną ścianą altany a murem ogrodowym, ujrzałem świeżo usypany nieudolną dłonią grób z małym, z gałązek złożonym krzyżykiem
w środku.</akap>




<akap>Patrzyłem oszołomiony przykrym widokiem na Adasia
z niemym pytaniem.</akap>




<akap_dialog>--- Czy dobrze usypałem?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Więc to ty? Kiedy? Po co?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wczoraj i przedwczoraj, kiedy tatuś wychodził z domu, zrobiłem; ziemię miałem zwiezioną już dawniej taczkami. To dla pana Stacha. Mamusia ma już na cmentarzu.</akap_dialog>




<akap>Dreszcz zgrozy przebiegł mnie od stóp do głowy.</akap>




<akap_dialog>--- Dlaczego właśnie tutaj?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tatuś kazał.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tatuś?!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, w nocy, we śnie, wiele dni temu. Śniło mi się,
że przyszedł do mego łóżka, wziął za rękę i zaprowadził
tutaj. Potem usiadł w altanie na ławce, dał mi moją łopatkę
i kazał sypać z tej strony grób dla pana Stacha. Płakałem,
wyrywałem się, lecz tatuś krzyczał i musiałem usłuchać.
Przez cały czas siedział tu na ławce i patrzył, jak kopię
ziemię. Gdy usypałem do końca, przebudziłem się. Było
rano, leżałem w łóżku. Odtąd pędziło mnie tutaj i nie dało
spokoju, aż zrobiłem tak, jak tatuś kazał we śnie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czy ojciec wie o tym? Czy pokazywałeś mu?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie. Boję się okropnie, by nie spostrzegł.<end id="e1407108973038-2296515031"/></akap_dialog>




<akap>W tej chwili usłyszeliśmy za sobą lekki szelest. Odwróciłem się mimo woli i krzyknąłem.</akap>




<akap>Za nami, ciężko oparty o róg chłodnika, stał blady jak
płótno, dziko uśmiechnięty Norski... Widział i słyszał
wszystko.</akap>




<akap>Popatrzyliśmy na siebie dziwnie, w milczeniu. Potem
on zawrócił chwiejnym krokiem do willi. Długi czas stałem bez słowa na tym samym miejscu, kurczowo ściskając
rączkę Adasia. Wreszcie obudził mnie z drętwoty dojmujący krzyk mewy. Otrząsłem się i spojrzawszy zdumiony
na wpatrzonego we mnie chłopca, rzekłem:</akap>




<akap_dialog>--- Chodźmy!</akap_dialog>




<akap>I wróciliśmy do mieszkania.</akap>




<akap>Tego wieczora nie było wspólnej kolacji. Adaś zasnął
wcześnie w swym pokoiku. Ryszard usunął się samotnie
na prawe skrzydło domu. Zostałem sam w przeznaczonej
mi sypialni.</akap>




<akap>Wstrząśnienia dni ostatnich, zwłaszcza sprzed paru godzin, nie dały mi zasnąć. Zgasiwszy lampę, usiadłem w kącie pokoju i paliłem papierosy.</akap>




<akap>Przez otwarte okno wpadały do wnętrza zielonawe
smugi księżyca, sięgając ku mnie wydłużonymi palcami.
Z ogrodu wionęły zapachy kwiatów, wibracje woni subtelne, upajające --- czasem podniósł się słony oddech morza.</akap>


</opowiadanie>



</utwor>