<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/goszczynski-zamek-kaniowski/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Goszczyński, Seweryn</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Zamek kaniowski</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Powieść poetycka</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Katarzyny Dug. Publikacja sfinansowana ze środków pozostałych ze zbiórek, które nie zakończyły się sukcesem.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zamek-kaniowski</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Seweryn Goszczyński, Zamek kaniowski, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2004.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Seweryn Goszczyński zm. 1876</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1947</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-04-03</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/zamek-kaniowski.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0242-1</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zamek-kaniowski.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1301-4</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/zamek-kaniowski.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2256-6</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/zamek-kaniowski.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3238-1</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/zamek-kaniowski.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4324-0</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6751.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Przewrocie nad Dniestrem (Ukraina). Karczma (dawny zamek) - widok od strony wieży z gotyckim krenelarzem i trzema bryczkami z pasażerami przed budynkiem, nieznany, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6751</dc:relation.coverImage.source>
<category.legimi>Fantastyka i sci-fi</category.legimi>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Filipowicz, Kamil</dc:contributor.editor>
    <category.thema.main>NHTR</category.thema.main>
    <category.thema>1DTN</category.thema>
    <category.thema>3MLQ</category.thema>
    <category.thema>FRV</category.thema>
    <category.thema>JWXT</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>

<abstrakt>
<akap>Groza i miłość, zjawiska nadprzyrodzone oraz autentyczna historia buntu splatają się w powieści poetyckiej <tytul_dziela>Zamek kaniowski</tytul_dziela> Seweryna Goszczyńskiego, w której bohaterowie nieustannie balansują na granicy życia i śmierci.</akap>

<akap><tytul_dziela>Zamek kaniowski</tytul_dziela> to wyjątkowy, wielowymiarowy utwór, który jest nie tylko jednym z pierwszych utworów nurtu czarnego romantyzmu w polskiej literaturze (pierwszeństwo ma tu <tytul_dziela>Maria</tytul_dziela> Antoniego Malczewskiego z 1825 r.), ale także jednym z najwcześniejszych polskich tekstów podejmujących tematykę rewolucji. Ze względu na szaleńcze emocje, które miotają bohaterami, jak również krwawe, pełne okrucieństwa sceny <tytul_dziela>Zamek kaniowski</tytul_dziela> należy do romantycznych utworów frenetycznych. Seweryn Goszczyński napisał go w latach 1827--1828, lecz akcja przenosi czytelnika do drugiej połowy XVIII w., w otoczenie dzikiej, ukraińskiej przyrody, gór, lasów, bagien i malowniczych, życiodajnych rzek, w tym przede wszystkim Dniepru. W wyniku opisanych wydarzeń tytułowy zamek zamieniony zostanie w ruiny, których tajemnicę poeta odkrywa przed nami. To mroczna opowieść o miłości, zdradzie i zemście. Literatura pełna gwałtownych uczuć i nadprzyrodzonych elementów, jak <tytul_dziela>Zamek kaniowski</tytul_dziela>, z pewnością potrafi oczarować swoją wyjątkową atmosferą.</akap>

<akap>Nebaba, Kozak, zakochuje się z wzajemnością w Orlice, lecz jego ukochana zostaje zmuszona do małżeństwa z rządcą zamku. W tle pojawiają się siły nadprzyrodzone --- diabły i upiory, które manipulują wydarzeniami. W nocy Nebaba spotyka zjawy, nęka go też dawna kochanka, szalona Ksenia, zdająca się po trosze należeć do świata upiorów. Miejscem akcji jest oczywiście sam zamek mieszczący się w Kaniowie nad Dnieprem, na terenie Prawobrzeżnej Ukrainy, historycznego obszaru będącego niegdyś częścią Rzeczypospolitej Obojga Narodów, po zaborach wcielonego do Imperium Rosyjskiego.</akap>

<akap>Goszczyński miesza ze sobą fikcję oraz fakty. Dzięki utworowi czytelnik może poszerzyć swoją wiedzę historyczną, bowiem tłem dla perypetii głównych bohaterów jest tzw. koliszczyzna, czyli powstanie chłopów ukraińskich przeciwko polskiej szlachcie, duchowieństwu i społeczności żydowskiej w latach 1768 do 1769. Powodem tego zajścia było podniesienie wysokości pańszczyzny, narzucenie tzw. obrządku unickiego (uznania dogmatyki i jurysdykcji Kościoła rzymskokatolickiego nad Kościołami wschodnimi) i postanowienia konfederacji barskiej (1768--1772), która sprzeciwiała się m.in. wtrącaniu się Imperium Rosyjskiego w sprawy polskie i wprowadzeniu równouprawnienia innowierców. Rewolucjoniści pragnęli uczynienia z Ukrainy wolnej domeny rządów hetmanów kozackich i przyznania swobody religijnej. Powstanie zakończyło się rzezią humańską (1768), podczas której buntownicy zamordowali ponad 200 tys. osób, w tym kobiet i dzieci. Symbolicznym aktem barbarzyństwa było wieszanie obok ofiar psów, co miało podkreślić, że w oczach oprawców Polacy i Żydzi nie różnili się od zwierząt. Stłumienie powstania i zemsta na buntownikach ze strony Polaków była równie krwawa i okrutna, na co zwraca uwagę Goszczyński w zamieszczonym na końcu dodatku <tytul_dziela>Kilka słów o Ukrainie i rzezi humańskiej</tytul_dziela> z 1832 r.  </akap>

<akap>Obecnie w ukraińskim Kaniowie nie ma już zamku, jednak istniał on w średniowieczu, a konkretniej od XIV w. (lata budowy obejmują okres 1370--1390) do ok. 1595 roku. Wzniesiony przez Litwinów, rozbudowany przez króla Zygmunta III Wazę, został doszczętnie zniszczony przez hajdamaków (rozbójników działających na terenie Prawobrzeżnej Ukrainy, do których należeli Kozacy zaporoscy, ukraińscy chłopi i zubożali mieszczanie o antyfeudalnych i patriotycznych poglądach) w 1768 roku, o czym można przeczytać w <tytul_dziela>Zamku kaniowskim</tytul_dziela>.</akap>

<akap>Struktura dzieła jest synkretyczna i fragmentaryczna, co charakterystyczne dla literatury romantycznej, a także dla powieści poetyckiej, którą <tytul_dziela>Zamek kaniowski</tytul_dziela> reprezentuje. Gatunek ten odznacza się wyrazistą fabułą, brakiem chronologii i przyczynowo-skutkowego porządku zdarzeń. Tematyka utworu nawiązuje do wydarzeń historycznych, a centralną postacią jest typowy bohater romantyczny, który w tym wypadku jest także bohaterem bajronicznym (Nebaba). To buntownik, indywidualista, człowiek odważny, wolny, dumny i nieustępliwy, zdeterminowany w dążeniu do zemsty. Przejawia też cechy bohatera romantycznego, takie jak wrażliwość, idealizm, refleksyjność, skłonność do poświęceń. Sam Goszczyński inspirował się prekursorami tego gatunku --- Georgem Byronem i Walterem Scottem.</akap>

<akap>Na oryginalną fabułę z pewnością miała wpływ biografia Seweryna Goszczyńskiego, który pochodził z Ukrainy i uczył się w szkole bazylianów w Humaniu. Sam nie stronił od walk --- brał udział m.in. w powstaniu listopadowym. Pisarz należy także do tzw. szkoły ukraińskiej polskiego romantyzmu, za której początek uważa się spotkanie trzech młodych pisarzy w gimnazjum bazylianów w Humaniu --- Goszczyńskiego właśnie, Michała Grabowskiego (1804--1883) oraz Józefa Bohdana Zaleskiego (1802--1886). Do szkoły należeli literaci urodzeni na terenach Prawobrzeżnej Ukrainy. Twórcy ,,szkoły ukraińskiej" często inspirowali się folklorem, historią i krajobrazem tego kraju, zwłaszcza stepami. Zajmowali się także tematyką orientalną i pogańską, ich wizja Kozaka była bajroniczna, a wizja Ukrainy (co prawda, czasem krwawa i mroczna), kreowała mity arkadyjskie i krzewiła patriotyzm. Do najważniejszych twórców należeli (obok trzech już wymienionych) Aleksander Groza (1807--1875) i Michał Czajkowski (1804--1886), a przede wszystkim Antoni Malczewski (1793--1826), który swoją powieścią poetycką <tytul_dziela>Maria</tytul_dziela> (1825) daje początek nurtowi.</akap>

<akap>Paradoksalnie, w dzisiejszych czasach reklamę dla <tytul_dziela>Zamku kaniowskiego</tytul_dziela> stanowi fakt, że wywołał on oburzenie --- przede wszystkim wśród klasyków, np. poeta oświeceniowy Kajetan Koźmian (1771--1856) wyrażał się z pogardą i wstrętem o autorze i jego dziele. Potwierdzało ono swym stylem i wymową przekonanie klasycystów o niebezpieczeństwach, jakie niesie romantyzm (uchodziły za nie: podważanie tradycyjnych norm, promowanie buntu, emocjonalność i irracjonalność, które groziły chaosem w sztuce i destabilizacją moralną). Wśród romantyków Goszczyński zyskał sławę głównie dzięki pianiście i filozofowi Maurycemu Mochnackiemu (1803--1834), który uznał jego dzieło za ,,rzetelną ozdobę literatury polskiej". Po czasie Adam Mickiewicz, w swoich wykładach, które wygłaszał w Collège de France w Paryżu w latach 1840--1844, określił autora <tytul_dziela>Zamku kaniowskiego</tytul_dziela> jako poetę słowiańskiego, który jakby ,,podpalił stary gmach poezji" (Por. A. Mickiewicz, <tytul_dziela>Prelekcje paryskie. Wybór</tytul_dziela>, t. 1, Kraków 1997.).</akap>

<akap>Za niesamowitość i wyjątkowość utworu Goszczyńskiego odpowiadają liczne nawiązania do pogańskich przesądów oraz wierzeń gminu, zestawione z autentyczną historią. Ludowość dla autora ma wydźwięk diaboliczny. W jego ujęciu nie jest ona idealizowana, a wręcz przeciwnie --- ukazana w mrocznym, niemal demonicznym świetle, w którym magia i zabobon przenikają się z brutalną rzeczywistością, tworząc atmosferę grozy i tajemniczości. Taki obraz ludowych wierzeń potęguje ponury nastrój utworu i podkreśla jego unikalny charakter.</akap>

<akap>Co ważne, jest to jeden z najwybitniejszych utworów polskiego czarnego romantyzmu (obok <tytul_dziela>Marii</tytul_dziela> Malczewskiego). Skrywający tajemnicę zamek, mrok, zjawiska nadprzyrodzone, nieokiełznana natura i dzikość, czerpanie z folkloru, okrucieństwo i makabra, a także melancholia i gotycyzm (ponieważ piszący w tym nurcie często inspirowali się średniowieczem) --- to wyznaczniki czarnoromantycznej literatury.</akap>

<akap><tytul_dziela>Zamek kaniowski</tytul_dziela> Seweryna Goszczyńskiego dostępny jest e-book w formatach EPUB i MOBI oraz jako plik PDF.</akap>


</abstrakt>
  
  <uwaga>Skany pierwodruku: https://polona.pl/item-view/57f101f2-9f51-4cfa-b6b0-f06523ce506f?page=4 </uwaga>
<autor_utworu>Seweryn Goszczyński</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Zamek kaniowski</nazwa_utworu>




<naglowek_czesc>Część pierwsza</naglowek_czesc>



<naglowek_rozdzial>1</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1725447214275-3678932909"/><motyw id="m1725447214275-3678932909">Zamek</motyw>Wspaniałe zamku kaniowskiego<pa><slowo_obce>zamek kaniowski</slowo_obce> --- w powstaniu na Ukrainie w r. 1768 zamek kaniowski, również jak kilka innych w tej okolicy, był zburzonym i spalonym przez hajdamaków. Jest podanie, iż żona rządcy, czyli, jak wtenczas nazywano, gubernatora zamkowego, pojmana przez Kozaków i już ranna, potrafiła się jeszcze im wymknąć, a uciekając przed ich pogonią po pokojach i salach zamkowych, coraz słabsza, opierała się o ściany, póki jej nie dognano i nie zamordowano do reszty. Gdzie tylko dotknęła się ścian ręką skrwawioną, zostały ślady; i mówią, że krwawe te znaki nigdy się nie dały zetrzeć i trwały dopóty, dopóki tylko były jakie szczątki murów zamkowych. Te zresztą gruzy dopiero przed kilku laty znikły zupełnie. Kaniów jest małe i liche miasteczko, mieszczanie jednak jego i magistrat mają jeszcze niektóre swobody i przywileje nadane im od królów polskich. Leży w prześlicznym położeniu nad Dnieprem, rozrzucone pośród urwistych brzegów jego.</pa> wieże/
Wznoszą się w chmury jak olbrzyma ramię;/
A dzielnej ziemi powiewa z nich znamię,/
A wielkich granic twarda ich pierś strzeże./
Kaniów<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q925340"></ref><pe><slowo_obce>Kaniów</slowo_obce> --- miasto w środkowej części dzisiejszej Ukrainy, leży nad Dnieprem, ok. 120 km na południowy wschód od Kijowa.</pe>, po jarach, górach rozpierzchnięty,/
Igra jak dzieci pod piastunki okiem;<end id="e1725447214275-3678932909"/>/
<begin id="b1726758972376-3922759254"/><motyw id="m1726758972376-3922759254">Las, Góry, Rzeka</motyw>Dumne, że płyną pod olbrzyma bokiem,/
Poważnie kipią dnieprowych wód męty;/
A lasy, świeże jak powab nietknięty,/
Po górach, dzikich jak rozpaczy czoło,/
Rozległe brzegi obsiadły wokoło.<end id="e1726758972376-3922759254"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>2</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1726769669382-3425688944"/><motyw id="m1726769669382-3425688944">Jesień, Wiatr, Noc</motyw>Wietrzna jesienna zawyła noc z dala,/
Warzą się wiry w zamąconym łożu;/
Wre chmur kłębami i niebo jak fala;<end id="e1726467491368-312731540"/><end id="e1726467477183-3493520611"/>/
Złośliwy obłęd<pa><slowo_obce>Złośliwy obłęd</slowo_obce> --- podług mniemania ukraińskiego ludu nawet zbłądzenie w podróży nie jest dziełem przypadku. Czart, którego tam wszędzie pełno, ściga wędrowców i rozmaitymi sposobami stara się ich w bezdroża uprowadzać; a wicher nocny uważanym jest za pierwsze jego narządzie do obłąkania i najświadomszych nawet położenia miejsca.</pa> igra po rozdrożu.<end id="e1726769669382-3425688944"/>/
Podróżny z cichym szeptaniem pacierza/
Mija rozdoły świstające trzciną:/
W skrwawionych szponach zgłodniałego zwierza/
Dławione bydlę poryka<pe><slowo_obce>poryka</slowo_obce> --- dziś popr. forma: porykuje.</pe> doliną./
Pod szturmem wiatru, co silnie dmie górą,/
<begin id="b1725447320556-794978618"/><motyw id="m1725447320556-794978618">Śmierć, Trup</motyw>Słychać skrzypanie głównej szubienicy:/
Trup się kołysze --- pies wyje ponuro,/
Śmierć snu osiadła w zamku okolicy.<end id="e1725447320556-794978618"/>/
Szablą czasami pobrzękując krzywą,/
Szyldwach<pe>szyldwach (daw.) --- żołnierz pełniący wartę, strażnik.</pe> wisielca wzdłuż płaskiego wzgórza,/
Zwijając wąsy, przechadza się żywo:/
To cisza nocy w myślach go ponurza,/
To szubienicy skrzypnienie ocuci,/
A on wzrok błędny to na trupa rzuci,/
Niby się jego zatrwożył wskrzeszenia ---/
To jak po śmiałość kieruje spojrzenia,/
Gdzie baszt zamkowych opiekuńcza gwiazda,/
Strażniczy ogień, czuwa z wierzchu wieży./
Szelest po krzakach. Czy ptak pierzchnął z gniazda?/
Coś majaczeje<pa><slowo_obce>majaczeje</slowo_obce> --- wyraz miejscowy. Słowo ,,majaczyć" nie ma może odpowiedniego w czystej polszczyźnie; <wyroznienie>migać w dalekości</wyroznienie>, <wyroznienie>ćmić się</wyroznienie>, <wyroznienie>ukazywać</wyroznienie>: tłumaczy jakożkolwiek jego znaczenie. Właściwie polskie ,,majaczyć" co innego wyraża.</pa>, coś po drodze bieży./
Tfu! W imię Ojca... To tumany diable./
Po cieniach nocy wszystko się rozsiało./
Kozak<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q47805"></ref> opatrzył janczarkę<pa><slowo_obce>janczarka</slowo_obce> --- rodzaj strzelby tureckiej.</pa> i szablę,/
I dawną drogą chodził dalej śmiało.</strofa>



<naglowek_rozdzial>3</naglowek_rozdzial>





<strofa>W świetle księżyca, co wyjrzy czasami,/
Mignął ktoś bielą i zagasł tam w krzaku:/
I śpiew dziewiczy przeleciał z wiatrami./
Ten śpiew znajomy budzi dreszcz w Kozaku./
Alboż to dziwno, że słowa dziewczyny/
(Poznać ją można po jej miłej nucie)/
W burzliwym sercu syna Ukrainy<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q212"></ref>/
Ocknęły nagle burzliwe uczucie?/
Oho --- już nie ma Kozaka u wzgórza./
A księżyc znowu mgłami się zachmurza/
<begin id="b1725270205070-398873358"/><motyw id="m1725270205070-398873358">Noc, Wiatr, Gotycyzm</motyw>I noc mokrymi tumanami bije,/
I szubienica skrzypi, i pies wyje,/
I po rozdrożu igrają bałwany,/
I wicher z jękiem dmie w zamkowe ściany.<end id="e1725270205070-398873358"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>4</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1725269895343-3763784446"/><motyw id="m1725269895343-3763784446">Ptak, Zamek, Jesień, Ciemność, Strach</motyw>Luba puszczyka siedzi naperzona./
W szczelinie wieży dawno jęczy ona:/
Że miesiąc ściemniał, wiatry na nią wyły/
I na tak długo odleciał jej miły.<end id="e1725269895343-3763784446"/>/
<wers_wciety typ="1">Wszak to lot jego usłyszała w górze?</wers_wciety>/
Nie; to dziewczyna przychodzi pod wieżę,/
Błądzącą ręką za mury się bierze,/
Plątane nogi pośród nocy stawia./
«Czyś tu, Nebabo?» --- z cichutka przemawia./
«Tu, tu, Orliko!» --- szepnął głos przy murze./
«O, jakżem rada, żem wreszcie przy tobie! ---/
Głośniej i śmielej dziewczyna wyrzekła. ---/
<begin id="b1725270084672-1397978536"/><motyw id="m1725270084672-1397978536">Noc, Wiatr, Zamek, Gotycyzm</motyw>Jakże tu ciemno, jak straszno! Jak w grobie./
Chętnie bym jednak za każdą zręcznością/
I do samego uciekała piekła/
Przed tego Lacha obrzydłą miłością./
Jakże tu wietrzno i straszno, i ciemno!<end id="e1725270084672-1397978536"/>/
Ale mnie dobrze, skoro jesteś ze mną!»/
Kozak tymczasem uchylił swej burki/
I utuloną do boku przycisnął;/
<begin id="b1725264677011-3575612943"/><motyw id="m1725264677011-3575612943">Wiatr</motyw>Bo przykry wicher pośród murów świsnął/
I mgliste jęły podnosić się chmurki.<end id="e1725264677011-3575612943"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>5</naglowek_rozdzial>




<strofa><begin id="b1378565912907-19413309"/><motyw id="m1378565912907-19413309">Ptak, Gotycyzm</motyw>Resztę rozmowy utaja milczenie./
A i na wieży miłe posiedzenie,/
Gdy rozkochane zlecą się puszczyki<pa><slowo_obce>Gdy rozkochane zlecą się puszczyki</slowo_obce> --- rozmowa puszczyków, jak i cała myśl prologu, jest osnuta na wyobrażeniu gminu, iż diabli wybierają noce ciemne i burzliwe do wyprawiania swych pustot i że puszczyki dlatego się śmieją, iż widzą wszystkie harce i dokazywania tych istot, które nasza mitologia gminna wpółstrasznymi, wpółkomicznymi wystawia. Prócz poetyczności pomysłu autor miał i tę pobudkę wprowadzić rozmowę puszczyków w swój czarodziejski prolog, że takowe pożyczania mowy ptakom często się natrafia w pieśniach i dumach ukraińskich, a właśnie jego zamiarem było korzystać ze wszystkich skarbów gminnej poezji naszej.</pa>.</strofa>




<naglowek_osoba>Puszczyk pierwszy</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Skąd ci ten pośpiech i wesołe krzyki?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk drugi</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_wciety typ="1">Patrzaj no, patrzaj, miluchna,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Oczkiem żywym jak blask próchna;</wers_wciety>/
Patrz no i śmiej się: bo twe śmiechy miłe,/
<wers_wciety typ="1">Jak tej matki wrzask przestrachu,</wers_wciety>/
Którą niedawno ostrzegałem z dachu,/
Że chory jej pieszczoszek zalegnie mogiłę!<end id="e1378565912907-19413309"/>/
<begin id="b1378569235814-2918760904"/><motyw id="m1378569235814-2918760904">Diabeł</motyw>Jak diabli przy wisielcu snują się orszakiem,/
Co oni wyrabiają z tym biednym Kozakiem!/
<wers_wciety typ="6"> Cha, cha, cha!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ten zmaczanym snopem trzciny</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Jak na wszystkie strony macha,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2"> Jakie grube mgły rozsiéwa!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">A ten obudza<pe><slowo_obce>obudzać</slowo_obce> --- dziś popr.: budzić.</pe> wiatry dębiny,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Jak biega wkoło, gałęziami smaga;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">A ów mu pomaga,</wers_wciety>/
Jak skrzypi szubienicą! Aż prawie wyrywa.<end id="e1378569235814-2918760904"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk pierwszy</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż to znaczy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk drugi</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1378569846725-3544679675"/><motyw id="m1378569846725-3544679675">Czary, Diabeł</motyw>Czekaj! Widzisz, pod krzakiem coś białe majaczy./
To kochanka Kozaka widzieć go przychodzi;/
<wers_wciety typ="1">I Kozak wie o niej, lecz go diabeł zwodzi;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Co tu kobiecych snuje się postaci,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Głosów podobnych co tu z każdej strony!</wers_wciety>/
Patrz! Posłyszał ją, ujrzał, bieży rozpędzony/
<wers_wciety typ="4">I z oka traci!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Cha, cha, cha!</wers_wciety></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk pierwszy</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż to znaczy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk drugi</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1725270342903-3778595368"/><motyw id="m1725270342903-3778595368">Diabeł, Strach</motyw>A tam znowu, na górze, patrz! Jeździec majaczy:/
<wers_wciety typ="1">Podjeżdża ku szubienicy.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Szyldwach do rusznicy<pe><slowo_obce>rusznica</slowo_obce> --- rodzaj dawnej strzelby, znanej w Europie od XIV w. Później mianem rusznic określano też nowsze rodzaje broni: muszkiety i arkebuzy.</pe>:</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Krzemień klasnął, proch wybuchnął,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Diabeł dmuchnął,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Wszystko z wiatrem uleciało:</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">A przed oczami szyldwacha</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Pożółciało, pociemniało</wers_wciety>/
I tysiąc jezdnych dokoła majaczy!/
<wers_wciety typ="6">Cha, cha, cha!<end id="e1378569846725-3544679675"/></wers_wciety></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk pierwszy</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż to znaczy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk drugi</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1378620082693-2231378906"/><motyw id="m1378620082693-2231378906">Pozory, Kradzież</motyw>Aha! Już Kozak znalazł dziewicę./
<wers_wciety typ="5">Jeździec pod szubienicę.</wers_wciety>/
Patrz! Trup się urwał; patrz, wisi drugi;/
<wers_wciety typ="3">Diabeł skory do posługi.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">W jakiej się pysze</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Wesoły diabeł kołysze,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Jak zabawia towarzysze!</wers_wciety>/
Jakie skoki, jakie śmiechy!/
<wers_wciety typ="6">Cha-cha! Chy-chy!</wers_wciety></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk pierwszy</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż to znaczy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk drugi</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Patrz: jeździec ukradł trupa i pędzi przez błonia,/
<wers_wciety typ="3">Aż mgła wstaje z konia;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Już ledwie, ledwie majaczy!</wers_wciety></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk pierwszy</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż to znaczy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk drugi</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_wciety typ="3">Otumanili<pa><slowo_obce>otumanić</slowo_obce> --- obłąkać, zaćmić zmysły; coś podobnego. Prowincjalizm.</pa> Kozaka,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Poziera spod krzaka:</wers_wciety>/
I szubienica stoi, i diabeł się chwieje;/
<wers_wciety typ="1">Kozak spokojny, a diabeł się śmieje!</wers_wciety>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk pierwszy</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż się stanie z wisielcem, jak kogut zapieje?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk drugi</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_wciety typ="3">Parą się rozwieje.</wers_wciety>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk pierwszy</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A jak trupa nie znajdzie, co szyldwacha spotka?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk drugi</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_wciety typ="3">Zmienić diabła raczy.</wers_wciety>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>Puszczyk pierwszy</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż to wszystko znaczy?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>Puszczyk drugi</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_wciety typ="3">Szatańska pustotka!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="5">Cha, cha, cha!</wers_wciety>/
Szyldwach trupa nie ustrzegł, powieszą szyldwacha.<end id="e1378620082693-2231378906"/>
<end id="e1725270342903-3778595368"/></strofa></kwestia>



<naglowek_rozdzial>6</naglowek_rozdzial>





<strofa>A tam, u dołu, jakie słychać gwary?/
To słodkie słowa rozkochanej pary./
«Cóż on ci prawił, moje ty kochanie./
Kiedym was dzisiaj zeszedł niespodzianie?» ---/
Pytał Nebaba. <begin id="b1378619106469-2775307092"/><motyw id="m1378619106469-2775307092">Kuszenie</motyw>«Jego piosnka stara,/
Tak że już teraz i nie zważam na nią:/
Jaka szczęśliwa byłaby z nas para,/
Jak znakomitą zostałabym panią,/
Gdybym zechciała zostać rządcy żoną./
Prawił jak dziecku. Szczególne gadanie!/
Jakby mię wkoło szanowano, czczono!/
Potem dwór jaki, a jakie ubranie!/
Że zresztą w szczęściu nie mogę być takiem,/
Choćby z najpierwszym złączona Kozakiem»./
--- «I ty go słuchasz, kochana Orliko? ---/
Przerwał Nebaba, a nagłe przerwanie/
Dosyć odkrywa, że wzmianka o panie<pe><slowo_obce>o panie</slowo_obce> --- dzis popr. forma Msc. lp: o panu.</pe>/
O serce jego odbija się dziko. ---/
Lepiej byłoby nie słuchać, Orliko!/
Jednak ty kochasz tylko mnie samego?»<end id="e1378619106469-2775307092"/>/
Tak wrzące, nagłe były słowa jego,/
Że między nimi dosyć czasu minie,/
Nim na odpowiedź zbierze się dziewczynie:/
<begin id="b1726775433457-132307562"/><motyw id="m1726775433457-132307562">Zazdrość, Pocałunek</motyw>«Ach! Ty byś może mniej uwierzył mowie,/
Czy ciebie kocham, niechaj ci to powie!»./
I pocałunek płonącej miłości/
Złożyła, w ogniu, na usta zazdrości.<end id="e1726775433457-132307562"/>/
<begin id="b1726775504299-1487897515"/><motyw id="m1726775504299-1487897515">Groźba</motyw>«Orliko, słuchaj: niech go niebo strzeże,/
Kogo postawi piekło między nami!/
Jutro, dziś jeszcze!... Widzisz, o! te wieże,/
Widzisz, Orliko, ten bór za wodami?.../
A czyliż darmo i ja noszę szablę?/
Jeśli podszepty uwiodą go diable,/
Orliko, słuchaj, i Bóg nie ustrzeże!»<end id="e1726775504299-1487897515"/>/
<begin id="b1726775579753-1704966008"/><motyw id="m1726775579753-1704966008">Upiór, Ogień, Drzewo</motyw>I dla uniesień dzikich przyświadczenia/
W dziewicze usta zionął takie żary,/
Jakimi drzewo wypala dłoń mary,/
Kiedy niewierny przeczy jej zjawienia.<end id="e1726775579753-1704966008"/>/
<begin id="b1726775824684-1775578991"/><motyw id="m1726775824684-1775578991">Uczucie, Zazdrość, Proroctwo, Ptak, Strach</motyw>A chociaż ogniem grały jego żyły,/
Usta pałały i oczy iskrzyły,/
Pozór krwi zimnej w głosie swoim chowa/
I te do pierwszych dodał jeszcze słowa:/
«Takie, jak czujesz, nie zgasną upały!/
Niechże się teraz dotknie ich zuchwały!/
To pieczęć klątwy na skarbach twej twarzy!/
A kto je ruszy, piekło go oparzy!»./
Nagle się dziwnie zaśmiały puszczyki:/
Pieszczone cieniem, stworzenia te rade/
Słyszeć wyroki, co niosą zagładę./
A strach się w sercu obudził Orliki.<end id="e1726775824684-1775578991"/>/
I północ w dzwony zegaru<pe><slowo_obce>zegaru</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lp: zegara.</pe> uderzy,/
I kochankowie poszli, gdzie sen woła,/
I wszystko cicho u drzymiącej<pe><slowo_obce>drzymiący</slowo_obce> --- dziś: drzemiący.</pe> wieży,/
I wszystko cicho pod zamkiem dokoła;/
Chyba niekiedy puszczyk zachychocze,/
Że syny piekła, do pustot ochocze,/
To echo zamku drażnią swym tupotem,/
To znowu, zęby wyiskrzywszy smocze,/
Błądzące ognie udają nad błotem.</strofa>



<naglowek_rozdzial>7</naglowek_rozdzial>






<strofa>Gwiazdo świetna, wesoła jak anioł młodości!/
Gdy na złotym promieniu wiedziesz z sobą lato,/
Jak jej nadzieja, wtedy spoczywasz w ciemności./
Dzisiaj, mglistą jesieni osłoniona szatą,/
Jakże tęsknie opuszczasz niebo Ukrainy,/
Gdzie wszystko jest pięknością niewinnej dziewczyny,/
Gdzie powietrze, pogodne jak blask jej oblicza,/
Czaruje w swych powiewach urokiem jej tchnienia;/
Gdzie wody odbijają światło jej spojrzenia;/
Gdzie pagórki ponętne jak jej pierś dziewicza;/
Gdzie wietrzyk harmoniją pieśni jej powiewa,/
Gdzie kwiaty płeć<pe><slowo_obce>płeć</slowo_obce> (daw.) --- tu: cera, skóra.</pe> jej mają, a jej świeżość drzewa!/
<begin id="b1726780592751-979519246"/><motyw id="m1726780592751-979519246">Słońce, Jesień, Przemijanie</motyw>Czemuż, o smutna gwiazdo, w zachodzie jesieni/
Jak konające oko twój się okrąg mieni?/
Ponury jest twój zachód i wschód twój ponury,/
Kiedy się w chmurę kładziesz, kiedy wstajesz z chmury!/
Pod rosą, co się dzisiaj promieni tak świetnie,/
Jutro, przed ranem jeszcze, ten kwiatek zakrzepnie/
Jak śród zdrajczej pieszczoty piękność uwiedziona./
Ten listek, taki świeży, żalu nie wyszepnie,/
Gdy z rodzinnej gałązki wiatr go raz odetnie,/
I na wywiędłej braci jeszcze dzisiaj skona!/
Żegnam cię więc, o gwiazdo, przed smutnym noclegiem:/
Jękiem listka, co głuchnie nad ogłuchłym brzegiem,/
Wielkim hymnem żurawi, co ciągną ku morzu,/
Rykiem trzody, co rzuca jałowe pastwiska,/
Głuchym szumem, co stęka w zmartwiałych wód łożu,/
Konającym promieniem, co z rosy połyska,/
Gdy raz ostatni drżącą zimny wicher ściska!<end id="e1726780592751-979519246"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>8</naglowek_rozdzial>







<strofa><begin id="b1726780619875-2964505735"/><motyw id="m1726780619875-2964505735">Księżyc</motyw>Otóż i księżyc spod światów posady,/
Jak cień zmarłego słońca, wyszedł blady<end id="e1726780619875-2964505735"/>:/
Żyjącym ogniem igra Dniepru<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q40855"></ref> fala;/
Urwistych brzegów zabielały piaski;/
Jak cienie chmurek majaczą w krąg laski./
Lecz z przeciwnego dnieprowego brzega,/
<begin id="b1725297941665-3218562494"/><motyw id="m1725297941665-3218562494">Ciemność</motyw>Jak nawałnica, gdy się na świat zwala,/
Grożąca ciemność czarny bór zalega:<end id="e1725297941665-3218562494"/>/
A tylko czasem między jego cieniem,/
A tylko czasem nad jego sklepieniem,/
<begin id="b1725297880054-2808540303"/><motyw id="m1725297880054-2808540303">Światło</motyw>Jak płomyk błędny, światło jakieś błyska/
I jaśniej buchnie łuno<pa><slowo_obce>łuno</slowo_obce> --- w dobrej polszczyźnie i w Lindem: łuna lub łona. Autor tak zawsze używa tego wyrazu.</pa> od ogniska.<end id="e1725297880054-2808540303"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>9</naglowek_rozdzial>






<strofa><begin id="b1725297520308-2720686941"/><motyw id="m1725297520308-2720686941">Noc, Wiatr, Cisza</motyw>Gdy ziemia uśnie, księżyc wartę trzyma/
I nocne wiatry oblatują ciszę,<end id="e1725297520308-2720686941"/>/
I sen ciemięzcy czujność ukołysze;/
Bezpieczna wtedy pod jego oczyma,/
Ochoczą młodzież radość przywoływa<pe><slowo_obce>przywoływa</slowo_obce> --- dziś popr. forma: przywołuje.</pe>,/
Gdzie na nią czeka swoboda szczęśliwa./
<wers_wciety typ="1">Poniżej miasta, ponad brzegiem, dołem,</wers_wciety>/
Sędziwe lipy, Dniepru wód strażnice,/
Stoją poważnie z płowiejącym czołem:/
Tam się na huczne schodzą wieczornice/
Rześcy parobcy i hoże dziewice./
A gdy nad jasnym sinych wód rozlewem/
I brzeg zasiędą, i uwieńczą wzgórki,/
<begin id="b1725447967905-2113146048"/><motyw id="m1725447967905-2113146048">Rzeka</motyw>I wiatry Dniepru poślą z cichym śpiewem,<end id="e1725447967905-2113146048"/>/
I wnet uderzą w piszczałki, bandurki<pe><slowo_obce>bandurka</slowo_obce>, <slowo_obce>bandura</slowo_obce> --- instrument strunowy często spotykany w daw. ukraińskim folklorze.</pe>,/
Wierzysz natenczas, że to czarów siła/
Zaklętą ucztę w nocy wyprawiła.</strofa>



<naglowek_rozdzial>10</naglowek_rozdzial>







<strofa><begin id="b1378535477654-1016941216"/><motyw id="m1378535477654-1016941216">Zabawa, Młodość</motyw>Lecz niech piszczałki i bandurki dzwonią,/
Niechaj się płocho rozkochani gonią,/
Niech ziemia tętni, gdy taniec zakręca/
Z lekszej młodzieży uplecione koło,/
Niech na ustroniu dziewczę, skryte połą,/
Bijącym łonem rozgrzewa młodzieńca:/
Tam, pod drzewami, posiedzenie cichsze,/
Tam skłonne serca i kielich godowy/
Kupią<pe><slowo_obce>kupić</slowo_obce> (tu daw.) --- zbierać, gromadzić.</pe> płci obie na ważne rozmowy<end id="e1378535477654-1016941216"/>:/
<begin id="b1378623334004-3462131973"/><motyw id="m1378623334004-3462131973">Zabobony, Wierzenia, Wiatr, Upiór, Gotycyzm</motyw>Tam nieszczęśliwy, znikły we złym wichrze<pa><slowo_obce>Tam nieszczęśliwy, znikły we złym wichrze czerwony upiór...</slowo_obce> --- są to wszystko wyobrażenia ukraińskiego ludu. Według mniemań jego, wiatr kręcący się po polu, który wreszcie po tutejszych nieobejrzanych płaszczyznach nierzadko widzieć, jest coś niezmiernie złego. Opowiadają przykłady ludzi, których wicher ten spotkał na swojej drodze i którzy odtąd nie wiedzieć gdzie zniknęli. Inną razą nóż poświęcony, rzucony w słup kręcącego się wichru, upadł na ziemię w tym miejscu krwią obryzgany. Do tego wyobrażenia stosuje się wiersz w <tytul_dziela>Marii</tytul_dziela> Malczewskiego: ,,Ale bo też na stepie czart harce wyprawiał." Spadająca gwiazda jest, podług ich mniemania, latawiec (rodzaj powietrznego złego ducha). O jego miłostkach z kobietami często posłyszeć można. Myślą także, iż zmarłe bez chrztu dzieci błąkają się w powietrzu, jęcząc i narzekając, póki kto nie ośmieli się ich przywołać i chrztu udzielić.</pa>/
Czerwony upiór, co północną chwilą/
Krew sennych dzieci wydaja z odźwiérka<pa><slowo_obce>z odźwiérka</slowo_obce> --- z odrzwi.</pa>;/
Widma<pe><slowo_obce>widma</slowo_obce> (z ukr. <slowo_obce>відьма</slowo_obce>) --- wiedźma, czarownica.</pe>, oczami wartowana tylą<pe><slowo_obce>oczami wartowana tylą</slowo_obce> --- pilnowana przez tyle oczu.</pe>,/
Co rosę z kwiatów na śmietanę cyrka<pa><slowo_obce>cyrkać</slowo_obce> --- wyraz miejscowy, znaczy: skraplać, tryskać.</pa>;/
Jęcząca w górze nieochrzczona dusza;/
Latawiec, gwiazda, co kobiet wysusza,/
Litość i trwogę budzą na przemiany.<end id="e1378623334004-3462131973"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>11</naglowek_rozdzial>







<strofa>Cyt! «Ho-hop! Ho-hop!» --- odgłos smutny, znany,/
Smutny jak odgłos sowy pośród cienia,/
Coraz wyraźniej, coraz bliżej woła./
«Topielec Ksenia!<pa><slowo_obce>Topielec Ksenia</slowo_obce> --- wprowadzona tu osoba topielicy Kseni jest także myśl pojęta w duchu miejscowych wierzeń i uprzedzeń. Nic się w Ukrainie ważnego nie stanie, czego by nie przepowiedziało nadzwyczajne zjawisko: coś dziwnego, coś tajemniczego. Bunt ukraiński, który tu nazywają koliszczyzną, i szczególniej rzeź humańska (o której, nawiasem wspomnimy, są współczesne i przez świadków pisane poemata i opisy, zapewnie nędzne pod względem sztuki, lecz ważne jako najwierniejszy obraz tej krwawej dramy) miała także być zwiastowaną przez nadprzyrodzone widzenia: między innymi przez dziwną obłąkaną kobietę czy opętaną, która z hukami i niezrozumiałą mową przebiegała sioła Ukrainy. Nie mam ja tu myśli tłumaczyć albo usprawiedliwiać pojęcia autora; zwracam tylko uwagę na miejscowy koloryt obrazu.</pa> Ach, topielec Ksenia/
zbliża się do nas!» --- wołano dokoła./
Razem<pe><slowo_obce>razem</slowo_obce> --- tu: nagle, naraz.</pe> ustały i tańce, i śpiewy:/
Ciasnym okręgiem skupiły się dziewy,/
Wzrok niespokojny zwrócili parobcy/
W stronę, skąd słychać głos ten, ziemi obcy./
«Ho-hop, Nebabo! Ho-hop, atamanie!»<pe><slowo_obce>ataman</slowo_obce> --- dowódca wojsk kozackich.</pe> ---/
Bliżej i bliżej, i bliżej hukanie./
Aż oto razem i straszydło stanie!/
<begin id="b1377158338816-2114387601"/><motyw id="m1377158338816-2114387601">Upiór, Omen, Duch, Szaleństwo, Kobieta, Strach</motyw>Jakby skrzydłami pijanych szatanów,/
Śród takich leci konwulsyjnych tanów./
Postać szkieleta, dzikość ma w spojrzeniu;/
Łachmanów strzępy wiszą po odzieniu;/
W wywiędłe kwiaty, w wypłowiałe wstęgi/
Utkała gęsto warkocz skołtuniony;/
Gwizdnęła, klasła<pe><slowo_obce>klasła</slowo_obce> --- dziś popr. forma: klasnęła.</pe> i z wietrznymi kręgi/
Nagle we wszystkie rzuciła się strony./
«Ho-hop, Nebabo! Ho-hop, atamanie!»/
A jaki wkoło strach i pomieszanie!/
Gdzie tylko zwróci, gdzie się tylko zbliża,/
Jak przed szatanem robią znaki krzyża;/
Bo choć diablica ma postać człowieka,/
Jednak od krzyża ze wstrętem ucieka./
I gnać ją trzeba, bo mu nie najlepiéj,/
Z kim ona blisko, przy kim się uczepi./
«Ho-hop, Nebabo!» --- dokoła huknęła/
I jak tu spadła, tak stąd i zniknęła.</strofa>



<naglowek_rozdzial>12</naglowek_rozdzial>






<strofa>Już to zamkowi lękać się potrzeba,/
Gdy ją zesłało, ciężkiej kary nieba./
Dziwna istota! co z pewnego czasu<pe><slowo_obce>z pewnego czasu</slowo_obce> --- od pewnego czasu.</pe>/
Ciągle przebiega miasto z końca w koniec/
Z hukiem<pe><slowo_obce>huk</slowo_obce> --- tu: wołanie, pohukiwanie.</pe> wędrowca, gdy błądzi śród lasu./
Kto wie, czyli<pe><slowo_obce>czyli</slowo_obce> (daw.) --- tu: czy aby, czy też.</pe> to nie złej wróżby goniec?/
Bo cera u niej od śmiertelnej bledsza;/
Jak myśl rozpaczy, tak się zjawia, znika;/
Dziwna jej żywość, jak radość puszczyka;/
Głos jak psa wycie, kiedy trupy zwietrza./
«Niech Bóg odwróci diablicę przebrzydłą!/
Niech Bóg ustrzeże od niej atamana!» ---/
Przebąkiwała drużyna zmieszana,/
Zmieszana jeszcze, choć znikło straszydło.<end id="e1377158338816-2114387601"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>13</naglowek_rozdzial>





<strofa>Gdzież jest ataman, że w gronie mołojców<pe><slowo_obce>mołojec</slowo_obce> (z ukr.) --- młody, dzielny mężczyzna; Kozak.</pe>/
Na wieczornicę dotąd nie przybywa?/
Gdzie jest ataman? --- każdy zapytywa<pe><slowo_obce>zapytywa</slowo_obce> --- dziś popr. forma: zapytuje; pyta.</pe>./
<begin id="b1377158193146-152900673"/><motyw id="m1377158193146-152900673">Przywódca, Uroda, Mężczyzna</motyw>Ataman: stary w kole starych ojców;/
Jak sam pan polski, przed panem tak hardy;/
Prędki jak połysk, co biegnie żelazem,/
Lecz w swojej zemście jak żelazo twardy;/
Czczony od<pe><slowo_obce>od</slowo_obce> (daw.) --- tu: przez.</pe> swoich zarówno z obrazem:/
Duszą jest dziewcząt i wieczornic razem!/
Ten czamy wąsik, co w drobnym pierścieniu/
Nad różowymi ustami się zwija,/
Ten wzrok, co przy brwiach ciemnych tak odbija/
Jak blask południa przy północy cieniu,/
Ten kształt postawy, co, burką opięty,/
Tak się wydaje w wspaniałym pochodzie/
Jak maszt bajdaku<pa><slowo_obce>bajdak</slowo_obce> --- gatunek łodzi używanej na Dnieprze.</pa>, gdy żagiel rozdęty/
Mknie go z wiatrami po dnieprowej wodzie./
Szczęśliwa, którą zaczepi uprzejmie;/
Szczęśliwsza, którą uściskiem obejmie;/
Szczęśliwsza jeszcze, najszczęśliwsza w świecie,/
Czyją wstążeczkę w sełedec<pa><slowo_obce>sełedec</slowo_obce> a. <slowo_obce>osełedec</slowo_obce> --- Kozacy ukraińscy noszą krótko strzyżoną głowę z długim na boku kosmykiem włosów, który zwykli uplatać w wstążki, miłosne upominki swych dziewic.</pa> zaplecie!<end id="e1377158193146-152900673"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>14</naglowek_rozdzial>






<strofa>Gdzież jest, co robi ataman Nebaba,/
Pierwszy z Kozaków starosty nadwornych?/
<begin id="b1725300031591-2693963592"/><motyw id="m1725300031591-2693963592"></motyw>Siedzi on, cichy, w ciemnościach wieczornych,/
Gdzie wrzawa miasta dolatuje słaba,/
Gdzie na dnie jaru, ścian zamkowych spodem,/
Cicha krynica drzymie pod osiką ---/
<begin id="b1725300200469-2382745174"/><motyw id="m1725300200469-2382745174">Miłość niespełniona, Tęsknota, Wizja</motyw>Tam przyszedł czekać jeszcze przed zachodem,/
Jak się umówił ze swoją Orliką./
Jakkolwiek sercem unosisz się dzikiem,/
Wlecze cię miłość piękną rzęsą jedną,/
Jednym westchnieniem, jednym ócz<pe><slowo_obce>ócz</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lm: oczu.</pe> promykiem.<end id="e1725300031591-2693963592"/>/
Już słońce zaszło, zmierzchłe nieba bledną,/
Ziemia ciemnieje, a Orliki nié ma,/
A zakochany, w oku, w uchu wszystek,/
Tak w okrąg strzela okiem i uszyma,/
Czy wiatr przeleci, czy upadnie listek./
Kochane widmo marzy jego dusza!/
I wiatr przelata, i liść się przerusza,/
Orliki jednak jak nié ma, tak nié ma./
Już po sto razy wzrokiem wypatrzonym/
Witał wstające nad wzgórzem obłoki,/
Już po sto razy rozeznał jej kroki/
W bliskiego zamku zgiełku przytłumionym:/
I zawsze błądził; aż błądząc wokoło,/
Nad ciche źródło schylił ciemne czoło./
I tak głęboko myśli w nim zanurzy,/
Jakby w zwierciedle serca swego burzy./
A tam błękity maluje odbicie/
I obraz jego w odbitym błękicie,/
Jakby go ręka stworzyła malarza./
Łuno<pe><slowo_obce>łuno</slowo_obce> (daw. reg., r.n.) --- dziś popr.: łuna (r.ż.).</pe> tam słońca w zachodzie się mieni;/
Obłędnym blaskiem gasnących płomieni/
Mierzchnące nieba gasi, to rozżarza./
A kochankowi tak czas jakoś idzie,/
Jakby się patrzył na lubą we wstydzie./
W górze liść zwiędły nagiej osiczyny/
Sam na gałęzi posępnie szeleści;/
Tak odumarły od lubej rodziny/
Sędziwy ojciec, bez pociech, w boleści,/
Podobnie zwiędły, samotny podobnie,/
Do grobu dziatek utęsknia żałobnie./
Gęściejszym zmierzchem już się niebo mroczy,/
Mroczy się niebo i na dnie przezroczy/
W bledszym zachodzie zorza zaigrała;/
I przez gałęzie bezlistnej osiki/
Zadrżały w wodzie żywe jej promyki:/
Ach, jakie żywe! To oko Orliki!/
Otóż się jawi i postać jej cała:/
Widzi, jak z góry krok przyspiesza skory,/
A od pośpiechu lica żywiej płoną,/
A od radości częściej bije łono,/
A od powiewu, co plącze kędziory/
I kraśne wstęgi po plecach rozwija,/
Z cienkiego stroju stan smukły przebija./
Już staje obok, już ją oto ściska,/
Aż nagle zorza chowa się w obłoku;/
Widmo zniknęło, ciemność na dnie stoku<pe><slowo_obce>stok</slowo_obce> --- źródło.</pe>:/
I o wiek cały szczęśliwość tak bliska!<end id="e1725300200469-2382745174"/>/
A u Kozaka taka myśl ponura,/
Jakby mu w duszy osiadła ta chmura./
Nie wie dlaczego. Odsunął się w stronę./
Oparł na ręku czoło zamyślone;/
Znowu się rzucił, jakby w nagłym gniewie,/
I razem<pe><slowo_obce>razem</slowo_obce> --- tu: nagle, naraz.</pe> ostygł; czemu wszystko? --- nie wie./
A potem dobył kinżału<pe><slowo_obce>kinżał</slowo_obce> --- dziś: kindżał.</pe> zza pasa,/
Obracał w ręku, igrał z blaskiem jego,/
Próbował ostrza: nie wiedzieć dlaczego.</strofa>



<naglowek_rozdzial>15</naglowek_rozdzial>







<strofa><begin id="b1726782421090-2306539124"/><motyw id="m1726782421090-2306539124">Diabeł, Wiatr, Upiór, Omen</motyw>«Ho-hop, Nebabo!» --- diabeł wichrem hasa./
Niechże cię smołą rozleje krzyż Pański!<pe><slowo_obce>Niechże cię smołą rozleje krzyż Pański!</slowo_obce> --- według wierzeń ludowych przeżegnanie znakiem krzyża miało sprawiać, że diabeł zamieni się w roztopioną smołę.</pe>/
I tu ofiarę zwietrzył nos szatański!/
Poznał ataman po przelocie ptaszka;/
A że mieć z diabłem sprawę nie igraszka,/
Trzeba tu uwieść<pe><slowo_obce>uwieść</slowo_obce> --- tu: zwieść, oszukać, wywieść w pole.</pe> tę szatańską córkę./
Więc się przeżegnał, obwinął się w burkę/
I, przyczajony, czekał pod osiką,/
Aż się wykrzyczy i dalej pomacha/
Lucyferowa opętana swacha<pa><slowo_obce>swacha</slowo_obce> --- swatka.</pa>/
W diabelskim tańcu, z diabelską muzyką./
«Ho-hop, Nebabo!» --- a ona dokoła,/
«Ho-hop, Nebabo!» --- a ona go woła,/
A okiem błyska i martwo, i sino;/
Tak krople siarki z wolnym ogniem płyną./
<wers_wciety typ="1">Masz pułk szatanów, jeszcze ich miej tyle,</wers_wciety>/
Wytropić jego nie jesteś ty w sile!/
Kiedy więc długo hukała, klaskała,/
Z hukiem i klaskiem dalej poleciała./
Uniknął przecie strasznego widzenia,/
Lecz trwożne serce niedobrze coś wróży;/
Orliki nie ma, a wabiła Ksenia./
Wszystko niedobrze.<end id="e1726782421090-2306539124"/> Nie czas myśleć dłużéj/
I dłużej czekać, bo hasłem wiadomem/
Z zamkowych ganków trąba się ozwała/
I strzał wieczorny zamkowego działa/
Zatrząsł Kaniowa okolice gromem.</strofa>



<naglowek_rozdzial>16</naglowek_rozdzial>






<strofa><begin id="b1378623283287-938719402"/><motyw id="m1378623283287-938719402">Święto</motyw>Czy się spodziewać starosty przybycia<pa><slowo_obce>Czy się spodziewać starosty przybycia</slowo_obce> --- Mikołaja Potockiego, dziedzica tych włości.</pa>,/
Czyli<pe><slowo_obce>czyli</slowo_obce> (daw.) --- tu: czy, czy też.</pe> patrona pana rządcy święto<pe><slowo_obce>patrona pana rządcy święto</slowo_obce> --- imieniny rządcy.</pe>,/
Że tak zamkową salę wyprzątnięto?/
Stół ustrojono w kosztowne nakrycia,/
Jasnym go srebrem suto zastawiono;/
A tak jak wielka, przez stołową salę/
To na zwierciadłach, to w rżniętym krysztale/
Jarzące światła rzęsnym<pe><slowo_obce>rzęsny</slowo_obce> --- rzęsisty.</pe> blaskiem płoną./
I sam pan rządca wieczorem, przebrany/
W nową czamarę<pe><slowo_obce>czamara</slowo_obce> (daw.) --- kurtka.</pe>, w pas złotem kapiący,/
Rozkazał, aby strojono torbany<pe><slowo_obce>torban</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>teorban</slowo_obce> --- instrument strunowy, zbliżony do lutni.</pe>,/
By czystą odzież oblekli służący,/
Hojną wieczerzą by zastawić stoły,/
Odeprzeć<pe><slowo_obce>odeprzeć</slowo_obce> --- tu: otworzyć.</pe> lochy warowne żelazem,/
Wytoczyć na dwór kilka beczek razem ---/
Aby ten wieczór wszystkim był wesoły.<end id="e1378623283287-938719402"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>17</naglowek_rozdzial>






<strofa><begin id="b1725301359583-3749808032"/><motyw id="m1725301359583-3749808032">Ślub, Miłość, Polak</motyw>Lecz na cóż tutaj długie tajemnice?/
Młoda Orlika już jest rządcy żoną./
Tylko co ślubne światła pogaszono/
I ksiądz zdjął stułę, i zamknął kaplicę./
Wszyscy się dziwią nad skrytym powodem/
Tak pospiesznego tego rządcy czynu,/
Choć dobrze znana jego miłość stała,/
Ale Orlika! to to dziw dla gminu!/
Co jeszcze dzisiaj przed słońca zachodem,/
Niż zostać Polką --- umrzeć by wolała...<end id="e1725301359583-3749808032"/>/
<wers_wciety typ="1">Za godzin kilka, nad samym wieczorem,</wers_wciety>/
Wysławszy służbę surowym rozkazem,/
<begin id="b1378536897502-2274731983"/><motyw id="m1378536897502-2274731983">Szantaż</motyw>Został się rządca sam z Orliką razem/
I coś poważnym zaczął rozhoworem<pe><slowo_obce>rozhowor</slowo_obce> (z ukr.) --- rozmowa.</pe>./
Prędko i przykro wrzasnął głos Orliki,/
Jakby nagłego przestrachu wrzask dziki./
Rządca wciąż mówił; dziewczyna milczała;/
Ucichł; dziewczyna znowu zaszlochała:/
I słychać było długo, nieprzerwanie/
Mieszane ciągle jej słowa i łkanie,/
I wzdłuż komnaty poważne stąpanie./
I znowu potem groźna rządcy mowa,/
Jak huk stłumiony, rozległa się wnętrzem:/
Prędzej urywał, prędzej chwytał słowa;/
I ucichł, jakby odpowiedzi czeka:/
A gdy dziewczyna, widać, ją przewleka,/
Uderzył krokiem o podłogę prędszym./
I chciał wyjść pewnie, bo klamka zabrzękła;/
A tu Orlika, jak przybita, jękła./
Musi być zadość srogiemu żądaniu,/
Bo wrócił nazad i jak najłagodniej/
Tulił ją długo w ciągłym jej szlochaniu/
I z taką dumą, tak rad wyszedł od niej!<end id="e1378536897502-2274731983"/>/
Chłopak, co spieszył na zamek z torbanem,/
Tak, koło okien przystrojonej sali,/
Ciemno, otwarcie mówił z atamanem;/
Mówił, jak wiedział, jak mu nagadali.</strofa>



<naglowek_rozdzial>18</naglowek_rozdzial>






<strofa><begin id="b1726782835071-2795561866"/><motyw id="m1726782835071-2795561866">Słowo</motyw>Jeśli są słowa, co, jak gromu ciosy,/
Niosą śmierć nagłą w najczerstwiejsze zdrowie:/
Czuł je Nebaba w tej chłopaka mowie./
Jak szatan zgrozy natęża mu włosy!/
Jak we mgle żółtej wzrok jego słupieje!/
Niby dłoń śmierci za serce chwyciła,/
Taki po ciele zimny pot się leje,/
A lodem zda się stygnąć każda żyła./
Usta mu drgają, kolano przyklęka,/
Tylko się wierna za nóż chwyta ręka.<end id="e1726782835071-2795561866"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>19</naglowek_rozdzial>





<strofa>
<begin id="b1725301725003-1438624625"/><motyw id="m1725301725003-1438624625">Ślub, Zabawa, Zamek</motyw>Śród gwarów tłumnych, śród blasku powodzi/
Widać po ruchu tych cieni tysiąca,/
Które maluje ściana pałająca,/
Że już do sali weszli państwo młodzi./
Po skręcie służby, po dźwięku talerzy/
Widać, że młodzi siedli do wieczerzy./
A teraz w kolej puszczono puchary;/
Bo tak powstali z miejsca godowniki<pe><slowo_obce>godownik</slowo_obce> --- gość weselny, biesiadnik.</pe>/
I tak zabrzmiały wiwatne okrzyki,/
Aż echem wieków dzwoni zamek stary./
Ucichło trochę; teraz na przemiany/
Z wesołym śpiewem słychać teorbany.
<end id="e1725301725003-1438624625"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>20</naglowek_rozdzial>






<strofa><begin id="b1726782910826-1563370784"/><motyw id="m1726782910826-1563370784">Wiatr, Rzeka</motyw>I nad dnieprowych sinym wód rozlewem/
Igrają wiatry ze dźwiękiem i śpiewem.<end id="e1726782910826-1563370784"/>/
W kolejne czarki napój się rozléwa;/
Snują się kołem rozpląsane grona./
Aż ziemia z głębi ciężko przyhukiwa,/
Jak zadyszana poważna matrona./
Ataman spieszy, burką obwinięty,/
Jak cień obłoku, gnany od wietrzyka;/
Minął już ulic spadzistych zakręty./
Teraz przez tłumy brzegiem się przemyka,/
Ni go bandurki, co brzęczą do skoku,/
Ani miłosne dumy zatrzymają;/
Z wiatrem u uszu, z ponurością w oku/
Między ciekawą przemyka się zgrają.</strofa>



<naglowek_rozdzial>21</naglowek_rozdzial>





<strofa>Czy to cień jego po rzece żegluje?/
Że mimo częstych, wikłanych obrotów/
Tak nieodstępnie Kozaka pilnuje,/
Jakby co chwila u brzegów być gotów./
To pianę wirów gwałtowniej roztrąca,/
To igra wolniej w odbiciu miesiąca,/
To znów spokojnie na falach się wiesza;/
W prawy bok, w lewy, w przód, w tył drogę miesza,/
A pierś się jego nie ozwie piosenką;/
Z cicha brzmi wiosło i pluska czółenko./
Spomiędzy nurtów, co miesiącem świécą<pe><slowo_obce>miesiącem świécą</slowo_obce> --- lśnią się w blasku księżyca.</pe>,/
Tak się w nierównym polocie wydaje/
Jak cień jastrzębia, gdy nad okolicą/
Krąży za łupem przez podniebne kraje.</strofa>



<naglowek_rozdzial>22</naglowek_rozdzial>





<strofa>Kozak w pochodzie razem<pe><slowo_obce>razem</slowo_obce> --- tu: nagle, naraz.</pe> się zatrzyma;/
Nadstawi ucho i strzeli oczyma:/
Za nim to, za nim złowrogie klaskanie!/
Więc razem w miejscu wstrzyma się i stanie,/
I rzecze z cicha: «Ha! Szatańskie plemię,/
Raz ty ostatni straszysz żywa ziemię!/
Próżno przeklęci piekłem ciebie zbroją,/
Skoro do skroni przyłożę pięść moją;/
Chociażby wszyscy grozili wleźć we mnie,/
Już ja się ciebie nie dotknę daremnie!/
Zaraz tu razem i z tobą ulecą;/
Tylko chodź bliżej, tylko bliżej nieco!»/
Otóż i marsem błysk oczu przymracza,/
Szyderskim śmiechem słodzi twarz surową;/
A tu tymczasem burkę precz odtacza/
I odwiedzioną trzyma pięść gotową.</strofa>



<naglowek_rozdzial>23</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1726783150471-2403374528"/><motyw id="m1726783150471-2403374528">Radość</motyw>Wesele Kseni musi być niemałe,/
Że obleciawszy w okrąg miasto całe,/
Znajduje wreszcie, co tak długo szuka;/
Wesele Kseni musi być niemałe,/
Bo raźniej skacze, bo donośniej huka;/
I kłami piekła dłonie larwy<pe><slowo_obce>larwa</slowo_obce> (daw.) --- tu: straszydło, potwór.</pe> klaszczą,/
I oczy larwy skrzą się piekła paszczą./
Jakże być wielkie musi jej wesele,/
Że bardziej zbliża krok i tak już bliski:/
Wszakże mu ona gotuje uściski,/
Widać w jej ruchach, widać to w jej oku.<end id="e1726783150471-2403374528"/>/
Kozak na wszystko odważa się śmiele;/
Nie zmruży powiek, nie cofnie się w kroku./
<begin id="b1377160382647-1004728466"/><motyw id="m1377160382647-1004728466">Przemoc, Kobieta, Szaleństwo</motyw>Już, opętana, w konwulsyjnym rzucie/
Ma w jego ustach złożyć ust swych czucie,/
Już chwyta szyją<pe><slowo_obce>szyją</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp: szyję.</pe> dłońmi wywiędłemi,/
Już... i, omdlała, leży już na ziemi.../
Tylko pod pięścią skronie zachrupały,/
A na oblicze zdroje krwi buchały./
«Ho-hop, szatanie, bierz teraz, co twoje!» ---/
Mruknął ataman i szedł w drogę swoję<pe><slowo_obce>swoję</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp: swoją.</pe>.<end id="e1377160382647-1004728466"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>24</naglowek_rozdzial>






<strofa>«Tam, tam! Gdzie widać ognie, pod tą puszczą,/
Do niej się kieruj; zawsze, zawsze do niéj!/
Tylko niech prędzej twoje wiosło goni,/
Tylko niech ciszej wody przy nas pluszczą./
Przeprawa trudna, a drogi czas krótki,/
Ciszej, a prędzej!». Tak Kozak ostrzega,/
Kiedy u brzegu wstępował do łódki,/
Kiedy pospiesznie odbijał od brzega./
<begin id="b1726783276392-2696232349"/><motyw id="m1726783276392-2696232349">Woda, Dźwięk, Światło</motyw>Woda dnieprowa poważnie się toczy,/
Częstym całunkiem o pierś łódki pluska;/
Na niespodzianej, na drżącej przeźroczy/
Łamie się księżyc jak ognista łuska.<end id="e1726783276392-2696232349"/>/
Za lotnym dębem<pe><slowo_obce>lotny dąb</slowo_obce> --- przenośnia: szybka łódź z dębowego pnia.</pe> drobne wiry gonią;/
Nadbrzeżne echa dźwiękiem wiosła dzwonią,/
Jakby na zbiegłych żeglarzy wołały./
Szybko za nimi cofa się brzeg cały:/
Głuszej ich wrzawa dolata<pe><slowo_obce>dolatać</slowo_obce> --- dziś: dolatywać.</pe> Kaniowa,/
Częściej po jarach światełko się chowa,/
Już i szum puszczy zawiał im donośnie./
Cóż to za nimi coraz bardziej rośnie,/
Im bardziej z brzegiem umykają góry?/
<begin id="b1378567385429-3939780686"/><motyw id="m1378567385429-3939780686">Zamek, Gniew, Noc</motyw>Zamek to rośnie; zna go wzrok ponury,/
Co jeszcze z łódki popatrzył ku niemu.</strofa>



<naglowek_rozdzial>25</naglowek_rozdzial>





<strofa>O, jak wspaniale za nocy zasłoną,/
Jak rzęsnym światłem okna jego płoną!/
«Niech sobie płoną, niech i rzęśniej płoną!/
Jak mnie dziś, jutro przyjdzie ciemno jemu!/
Jutro, pojutrze zaświta inaczéj:/
Biedny, kto mojej zapragnął rozpaczy!»/
Aż mu się piekłem krew zajęła cała./
Aż mu się czapka od włosów podniosła./
Od jego dreszczu aż się łódź zachwiała./
Aż się obejrzał rybak, co u wiosła ---/
Kiedy te myśli, jak piekła zarzewie,/
Przeszły piorunem przez Nebaby głowę,/
A to gdy światła obaczył zamkowe.<end id="e1378567385429-3939780686"/>/
<begin id="b1726783479587-3203121111"/><motyw id="m1726783479587-3203121111">Gniew</motyw>Już gniew ostyga w kipiącym przelewie:/
Ale jak piekieł mieszkańca zjawienie,/
Choć zniknie, długo powietrze zaraża,/
Tak choć przelotne, gniewu uniesienie/
Gorzkim jątrzeniem długo myśl rozraża<end id="e1726783479587-3203121111"/><pe><slowo_obce>rozrażać</slowo_obce> --- rozpalać, jątrzyć, drażnić.</pe>./
«Lepiej by było, moja pani miła,/
Sto razy lepiej --- jakem ci kochankiem<pe><slowo_obce>jakem ci kochankiem</slowo_obce> --- skoro jestem twoim ukochanym.</pe>! ---/
Abyś lat tysiąc czerepianym<pa><slowo_obce>czerepiany</slowo_obce> --- gliniany.</pa> dzbankiem/
Tę wodę z rzeki dla siebie nosiła;/
<begin id="b1378569694741-3923372839"/><motyw id="m1378569694741-3923372839">Bieda, Los, Chłop, Kobieta, Pozycja społeczna</motyw>Lepiej by było dla twej jasnej doli,/
W grubej siermiędze<pe><slowo_obce>siermięga</slowo_obce> --- chłopska kapota z taniego, niebielonego płótna.</pe> z nieochajnym<pe><slowo_obce>nieochajny</slowo_obce> (z ukr.) --- nieokrzesany, brudny.</pe> chłopem,/
O głodzie, chłodzie pracując w niewoli,/
Krwią się rozpływać nad nie swoim snopem,/
A potem płakać pod skopconym daszkiem/
Rano i wieczór, że twe białe ciało/
Od mrozu, skwaru do krwi popadało ---/
Niż będąc tobą, pobracić się z Laszkiem!/
Niż przespać jednę<pe><slowo_obce>jednę</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp: jedną.</pe> noc pod adamaszkiem!<end id="e1378569694741-3923372839"/>»/
<wers_wciety typ="1">Plusnęły o brzeg rozpędzone wały<pe><slowo_obce>wał</slowo_obce> --- tu: fala.</pe>,</wers_wciety>/
Daleko naprzód chyża wbiegła łódka;/
<begin id="b1377161055224-2371938045"/><motyw id="m1377161055224-2371938045">Zemsta</motyw>Prędko Kozaka dumy się przerwały,/
Prędko mu przeszła rozkosz zemsty krótka./
Szkoda! Bo wiele niosły mu ulżenia/
Jęk, rozwaliny, trupy, krew, pożary,/
<begin id="b1726783638129-3643358575"/><motyw id="m1726783638129-3643358575">Kuszenie</motyw>Są to własności jak zemsty, tak chwały,/
Że najzgubniejsze, najdziksze marzenia/
W cnoty i szczęścia powaby ustroją:/
Tak, gdy chcą uwieść, kuszące nas mary/
Światłem aniołów barwią szpetność swoją.<end id="e1726783638129-3643358575"/><end id="e1377161055224-2371938045"/></strofa>








<naglowek_czesc>Część druga</naglowek_czesc>



<naglowek_rozdzial>1</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1725302743194-2645194475"/><motyw id="m1725302743194-2645194475">Noc, Gwiazda, Cisza, Zamek</motyw>Spał świat głęboko, nocą otulony./
Obchodząc wartą ciemne człeka gniazdo,/
W milczącej cześci<pe><slowo_obce>cześci</slowo_obce> --- dziś popr. forma: czci.</pe> szła gwiazda za gwiazdą;/
Niebo przez chmurne patrzało zasłony:/
Ucichły hasła, łańcuchy drzymały<pe><slowo_obce>drzymać</slowo_obce> --- dziś: drzemać.</pe>,/
Jak martwe widmo milczał zamek biały.<end id="e1725302743194-2645194475"/>/
I młoda para w małżeńskiej komnacie,/
Na łożu pysznym, na snu majestacie,/
Spoczęła mile wśród puchów zatopu/
Osłonionego w drogie adamaszki,/
Co, fałdowane, śród wiatru igraszki/
Spływały na dół ze złotego stropu./
Ucichło wszystko pod zamku sklepieniem,/
Chyba sen tęskny ozwie się westchnieniem/
I wiatr, wysłany od<pe><slowo_obce>od</slowo_obce> (daw.) --- tu: przez.</pe> nocy szyldwachem,/
Smutnym jej hasłem zawyje pod gmachem./
A potem w okrąg milczenie na nowo;/
Tylko łagodnie brzęk miły i głuchy,/
Jakim powietrzne igrające duchy/
Noc ożywiają, gra w ciszę zamkową.</strofa>



<naglowek_rozdzial>2</naglowek_rozdzial>





<strofa>Któż to zatętniał, stuknienież to czyje/
Dało się słyszeć za drzwiami komnaty?/
Nie pierś to lubej żądnym sercem bije,/
Lecz goniec puka od granicznej czaty<pe><slowo_obce>czata</slowo_obce> --- tu: strażnica, posterunek.</pe>./
Dyszy pośpiechem, lica trwogą blade./
«Wstań, panie rządco, ciepłe porzuć łoże:/
Złe ci nowiny w tej chwili przywożę;/
Wstań i posłuchaj, i weź jaką radę./
<begin id="b1726815656341-1306415659"/><motyw id="m1726815656341-1306415659">Rzeka, Ptak, Niebezpieczeństwo</motyw>Oto nadbrzeżne słyszały dziś straże,/
Jak się po Dnieprze pluskały nie kaczki,/
Jak coś nie ptakiem tłukło się w czaharze<pa><slowo_obce>czahar</slowo_obce> --- las drzew rozmaitego gatunku.</pa>:/
Wyraźnie obóz przeprawiał się Szwaczki<pa><slowo_obce>Szwaczka</slowo_obce> --- jest to prawdziwe nazwisko kaniowskiego mieszczanina, który tamże robił powstanie w r. 1768.</pa>,/
Co aż dotychczas cicho stał za wodą./
Niechże się kokosz wywija przed szkodą,/
Kiedy ją oczy jastrzębia obwiodą.<end id="e1726815656341-1306415659"/>/
<begin id="b1726815799116-3937234717"/><motyw id="m1726815799116-3937234717">Zamek, Miasto, Bunt, Niebezpieczeństwo, Walka</motyw>Zamek choć mocny, lecz osada mała,/
Aby przed silnym szturmem się ostała,/
Zwłaszcza gdy razem przyjdzie bronić miasta;/
Chociaż i w mieście złego coś wyrasta,/
Bo już gotują i kosy, i noże:/
A nawet w zamku, kto wie, co być może?/
Zaradzić złemu, jak się tylko zjawia,/
Leć do starosty: on śród Bohusławia/
Poi gromady, rozstrzeliwa baby<pa><slowo_obce>Leć do starosty: on śród Bohusławia poi gromady, rozstrzeliwa baby </slowo_obce>--- Mikołaj Potocki, banita, starosta kaniowski i bohusławski. Jest to jedna z osób żyjących w podaniach gminu. Jego życie, bezprawia, później pokutę opowiadają w tysiącznych szczegółach. Są pieśni o nim, o jego miłostkach i okrucieństwach. Jeszcze teraz można znaleźć starców, którzy go znali osobiście; a powieść ich, lubo nie w tak dalekie przenosi czasy, ale w jakże dalekie od nas obyczaje i zdarzenia! 
Starosta kaniowski leży w Poczajowie i jego ciało pokazują ze szczególną atencją miejscowi księża bazyliani. On to wskutek pokuty za nabrojone w Ukrainie sprawki pyszny ten klasztor wydźwignął i nadał.</pa>;/
Niechaj tu przyśle posiłek, choć słaby./
Leć, nim rozświta, nim się zamek dowié;/
A my tu będziem na wszystko gotowi<end id="e1726815799116-3937234717"/>».</strofa>



<naglowek_rozdzial>3</naglowek_rozdzial>





<strofa>Nie mylne wieści, nie fałszywe trwogi:/
Szwaczki to obóz nie w dobrym zamiarze/
Pluskał po Dnieprze, tłukł się po czaharze./
<begin id="b1726816542297-2802263654"/><motyw id="m1726816542297-2802263654">Rzeka, Wiatr, Jesień, Bunt, Niebezpieczeństwo, Powstaniec</motyw>Gdzie w ciasnym łożu skręconej odnogi/
Wrzący nurt Rosi<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1367245"></ref><pe><slowo_obce>Roś</slowo_obce> --- rzeka w środkowej części Ukrainy, prawy dopływ Diepru.</pe> i błyska, i pluszcze,/
A wiatr pobrzeżną oszczekiwa<pe><slowo_obce>oszczekiwa</slowo_obce> --- dziś: oszczekuje.</pe> puszczę,/
A w niej gwar dziki klekoce ponuro,/
A mgła kłębata, co ciemnieje górą,/
Nad jej sklepieniem w krąg się już rozwlekła ---/
Jakby tam anioł śmierci i zagłady/
Warzył dla ziemi nad płomieniem piekła/
Wszystkie domowych zaburzeń szkarady ---/
Nie darmo czujne pałają ogniska/
I jacyś zbrojni leżą u płomieni,/
Gdy wieńce borów zrywa wiatr jesieni,/
A szron sędziwy na darniach połyska./
Choć leżeć oni zdają się spokojnie,/
Ach, krwi to dzieci i myślą o wojnie!<end id="e1726816542297-2802263654"/>/
<begin id="b1726816604118-2658909536"/><motyw id="m1726816604118-2658909536">Powstaniec</motyw>Noże u pasów, ich czoła w kołpakach;/
Dłonie na nożach, choć oczy uśnięte,/
Do pik utkwionych rumaki przypięte,/
A dniem i nocą siodła na rumakach.<end id="e1726816604118-2658909536"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>4</naglowek_rozdzial>





<strofa>A jeden Kozak na ustawnej straży/
Niezgasły ogień czasami rozżarzy/
I na swą pikę wspiera się bezwładnie./
<begin id="b1726816664796-2920894109"/><motyw id="m1726816664796-2920894109">Dźwięk</motyw>Słucha i patrzy. Nic w tym puszczy mroku/
Nie ujdzie jego ni ucha, ni wzroku:/
Niech strzępek szronu na uschły liść padnie,/
Niechaj ptak klaśnie gałęzią z daleka,/
Niech pies w dalekim futorze<pa><slowo_obce>futor</slowo_obce> --- zagroda na łące lub pośród lasu, w pewnym oddaleniu od wioski.</pa> zaszczeka ---/
Już on to schwycił w gwarnym borów szumie/
I pochwycone wnet rozróżnić umie.<end id="e1726816664796-2920894109"/>/
I znowu oko zwrócił do ogniska,/
I znowu piką poprawił płomienia:/
Kłębią się dymy, czerwony żar pryska,/
Rośnie wał ognia, noc się zarumienia./
Pośród bijącej krwawej łuna<pe><slowo_obce>łuno</slowo_obce> (daw. reg., r.n.) --- dziś popr.: łuna (r.ż.).</pe> fali,/
Jak mgliste duchy, cienie drzew się kładą./
Dalej noc czarna; tylko w ciemnej dali,/
Jakby zaklętą rozsiany gromadą,/
<begin id="b1377168655845-2587815221"/><motyw id="m1377168655845-2587815221">Sen, Noc, Niebezpieczeństwo, Powstaniec, Ciemność</motyw>Bezwładny obóz groźnym snem usypia:/
Tam się błysk stosu ostrza piki czépia;/
Tu wpół dobyty nóż czasem zabłyska/
Jak rozdrażnionej gadziny oczyska./
Gdzieniegdzie znowu spod burki kosmatej/
Sen niespokojny wychylił pół twarzy/
I przez sen widać, co każda z nich marzy,/
To z brwi marszczonych, to z wargi wąsatej:/
Na tej śmiech dziki, klnące słowa na tej./
A tam przyjaciel i wierny, choć panu,/
Koń, ułożony tuż pod pana bokiem,/
Strzeli niekiedy przebudzonym okiem/
Niby kochanie śród świata tumanu./
W samej cichości obraz niespokojny/
Nadzieją mordów kołysanej wojny.<end id="e1377168655845-2587815221"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>5</naglowek_rozdzial>





<strofa>Tam gdzie dąb grubszy i stos pełniej płonie,/
Dwóch tam usiadło; a przy nich dwa konie./
Po tym wytwornym atamańskim stroju,/
Co drogim złotem czasami odbłyska/
Nagłe, nierówne spojrzenie ogniska,/
Po tej postaci złożonej do boju,/
Po wąsie w czarne puszczonym pokręty,/
Po dumie czoła, po oblicza krasie ---/
Mściwy Nebaba zaraz poznać da się./
W milczeniu siedział, burką wpół opięty:/
Spokojnie trzymał lewicę za pasem/
I głownię noża pogłaskiwał czasem./
<begin id="b1377168779459-2560335423"/><motyw id="m1377168779459-2560335423">Broń, Zemsta</motyw>«Nożu mój, nożu! Błyskasz do mnie próżno/
I próżno, widzę, naostrzyłem ciebie;/
Inni swój snopek w naszym polu użną,/
Nim pospieszymy z tobą ku potrzebie;/
I wprzód rdza ciebie, wprzód ja siebie strawię,/
Niżeli w męskiej z niewiarą przeprawie/
Ducha radością, ciebie krwią opławię!»/
Tak mówił Kozak, potrząsając głową;/
I z nocnej rosy otarł noża ostrze<end id="e1377168779459-2560335423"/>:/
Ale wejrzenie nagłe, od słów prostsze,/
Wydaje, komu przyciął tą przemową.</strofa>



<naglowek_rozdzial>6</naglowek_rozdzial>





<strofa>Naprzeciw niego, jak odblask poczwarny/
W chropawym lustrze, siedział Kozak drugi:/
Na pierś obrosłą zwieszał się wąs długi,/
Całe pół twarzy ściągał mu szram czarny;/
A chociaż czoło starością bielało,/
Młody rumieniec zalewał twarz całą;/
A choć ogniste, ledwo iskrzy oko,/
W zatyłej twarzy tak siedzi głęboko./
To Szwaczka, pierwszy śród mieszczan Kaniowa:/
Choć często w ucztach kręci mu się głowa/
I ciałem ciężki, i wiek długi liczy,/
Ale ma piętno rozbojów na Siczy,<pe><slowo_obce>Sicz</slowo_obce> --- warowny obóz Kozaków na jednej z wysp Dniepru.</pe>/
Ale od Lachów z dumy obrzydzony<pe><slowo_obce>z dumy obrzydzony</slowo_obce> --- darzony obrzydzeniem z powodu swej dumy.</pe>/
I dumy Lachów zwie się wrogiem śmiele;/
Więc chętnie stanął na powstańców czele/
I atamanem chętnie okrzykniony./
Zdaje się jednak, że (czy brak zapału,/
Czy że kielichem zbytnie się rozgrzéwa)/
Więcej, niżeli przystoi, spoczywa;/
A tu kozactwo zraża się pomału;/
Częściej i głośniej słychać między tłokiem:/
«Czemu nie idzie w zamek, co pod bokiem?/
Czemu gdy świeżo z Żeleźniakiem<pe><slowo_obce>Maksym Żeleźniak</slowo_obce>, ukr. <slowo_obce>Максим Залізняк</slowo_obce> (ok. 1740--po 1768) --- Kozak zaporoski, hetman hajdamaków, przywódca powstania hajdamackiego, sprowokowanego przez Rosjan dla osłabienia konfederacji barskiej, wraz z Iwanem Gontą prowodyr tzw. rzezi humańskiej w 1768 r., w której zginęło ok. 20 tys. osób.</pe> Gonta<pe><slowo_obce>Iwan Gonta</slowo_obce>, ukr. <slowo_obce>Іван Ґонта</slowo_obce> (1705--1768) --- dowódca nadwornych Kozaków Franciszka Salezego Potockiego, przeszedł na stronę hajdamaków podczas koliszczyzny (1768), umożliwiając rzeź Humania. Pojmany podstępem przez Rosjan, wydany Polakom, był torturowany i został stracony.</pe>/
Zawieść hulankę uśpieli<pe><slowo_obce>zawieść hulankę uśpieli</slowo_obce> (z ukr.) --- zdążyli zorganizować rozruchy i rzezie.</pe> tak rączo/
On tylko gnuśny, myślą się zaprząta:/
Złączyć się z nimi? --- Czemuż się nie łączą?»./
<begin id="b1377168972036-910191985"/><motyw id="m1377168972036-910191985">Pijaństwo, Słowo</motyw>I nic nie wiedzieć, korzyść badań zwykła:/
Bo przez natrętne naglony pytanie,/
Jak zacznie szukać mowy w pełnym dzbanie,/
Uśnie wprzód z tajnią, nim język wywikła.<end id="e1377168972036-910191985"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>7</naglowek_rozdzial>





<strofa>Niewiele tknął<pe><slowo_obce>tknąć się</slowo_obce> --- tu: przejąć się.</pe> się Nebaby żałobą,/
Bo już nadpity dzbanek miał przed sobą;/
Jak nie swoimi popatrzył oczami,/
Poważnym śmiechem kilka razy chrząknął;/
Uderzył w ogień --- gdy prysło iskrami,/
Wpół dosłyszanym językiem przebąknął:/
<begin id="b1378538680999-456514198"/><motyw id="m1378538680999-456514198">Miłość niespełniona</motyw>«Widzisz te iskry? Słuchaj, atamanie!/
Kto chce szczęśliwym zostać przez kochanie,/
Kto zrobić stałym chce serce kobiéce,/
Niechaj się lepiej zakopie w tej dziczy/
I liczy iskry, te wszystkie niech liczy!/
Zapomnij z biesem o twojej Orlice!» ---/
«Już ja się pewno toi nie napiję<pa><slowo_obce>Już ja się pewno toi nie napiję</slowo_obce> --- toja, u botaników: tojad mordownik. Własności jego narkotyczne uważa lud pospolity za lekarstwo na smutki.</pa>,/
Aby mi serce wyzdrowiało chore;/
Ani mi rady potrzebne tu czyje!»/
I szydnym<pe><slowo_obce>szydny</slowo_obce> --- szyderczy, drwiący.</pe> gniewem wzrok Nebaby gore./
«Czy jest na świecie Orlika, czy nié ma,/
Co nam do tego!<end id="e1378538680999-456514198"/> Dla nas bliska zima;/
My puszcz tułacze, Polacy przed nami;/
Patrzaj na burki, patrz koniom na grzywę ---/
Jak twoja głowa, wszystko szronem siwe!/
<begin id="b1725308143539-1751750200"/><motyw id="m1725308143539-1751750200">Bieda, Głód, Groźba, Wiatr, Ptak</motyw>Słuchaj, Kozacy jak sieką zębami!/
Bo, biedni, nawet nie mają i tego,/
Czym ich ataman tak często się grzeje;/
I głód ich strawi, i wicher zawieje,/
I jak po swoich Polacy tu zbiegą./
I sami z głodu, poczekawszy trochę,/
Wlecą w sidełka jak ptaszyny płoche!/
Niż grzać się w zamku czyż to będzie lepsze/
Płynąć bez chęci popod lodem w Dnieprze?/
Albo z gałęzi poglądać w obłoki/
I z każdym wiatrem straszyć w gniazdach sroki?»<end id="e1725308143539-1751750200"/>/
A Szwaczka, ognia poprawiwszy piką,/
Ode dna flaszy bełknął głuchym łykiem/
I nieposłusznym zaczął coś językiem./
Oko Nebaby zasępione dziko./
<begin id="b1726817556055-2461007631"/><motyw id="m1726817556055-2461007631">Gniew, Burza, Obłok</motyw>Kiedy się serce zachmurzy urazą,/
Wzrok wtedy błyskiem, piorunem żelazo!/
I biada chmurze, co chce być przeszkodą!/
Popruta, zbita, rozpłynie się wodą./
A ogień gniewu przejął go aż w szpiku!<end id="e1726817556055-2461007631"/>/
<begin id="b1377169266020-1964370973"/><motyw id="m1377169266020-1964370973">Pijaństwo</motyw>Szwaczka przemówić na nowo się musił<pe><slowo_obce>musić się</slowo_obce> --- silić się.</pe>,/
Lecz znowu słowa zaplątał w języku,/
Tylko poważnym śmiechem się zakrztusił./
Tu oczy z wolna w powiekach zagasły,/
Na obie strony powoli się skłania;/
Aż razem<pe><slowo_obce>razem</slowo_obce> --- tu: nagle.</pe> tułów przewalił opasły:/
Że jeszcze żyje, znać z jego chrapania./
Długo Nebaba po cielsku szerokiem/
Spojrzeniem wzgardy błędne koła pisał;/
Długo szum boru myśl jego kołysał,/
Nim w walce uczuć ozwał się wyrokiem:/
«Trzech diabłów synu, przebrzydły opilcze!/
I tobież dzielną przewodzić młodzieżą?/
Chyba mię sami szatani ubieżą,/
Że cię tu zęby nie skosztują wilcze,/
I w bramy zamku twe pięści uderzą!».<end id="e1377169266020-1964370973"/>/
A jakby żądło piekła go ubodło./
Porwał się nagle i skoczył na siodło.</strofa>



<naglowek_rozdzial>8</naglowek_rozdzial>





<strofa>Nie drzymie szyldwach, płomienie ocuca,/
A wiatr jesienny gałęzie mu zrzuca ---/
I znów, jak usnął, śród drzewa umilka./
<begin id="b1726817688764-2112109206"/><motyw id="m1726817688764-2112109206">Zwierzęta, Dźwięk</motyw>Gdzieś tam daleko śpiewa kur przed świtem;/
Dalej i głuszej słychać wycie wilka<end id="e1726817688764-2112109206"/>;/
Bliżej Roś pluska kręconym korytem,/
Niby sen cichy tej strony kołysze./
Co za świst przykry budzi lasów ciszę?/
Jak dziki wicher ocucony w borze,/
Takim zakipiał cały obóz gwarem;/
Jako gdy wicher zaiskrzy pożarem,/
Tak zaiskrzyły w krąg piki i noże,/
Kiedy na nagłe pogwizdnienie trwogi/
Spłoszony obóz porwał się na nogi./
Jeszcze gwizdnienie: w oka mgnieniu po niem/
Wszystkie kopyta z miejsca zatętniały/
I ciasnym kołem stanął obóz cały,/
Gdzie widmo jezdca<pe><slowo_obce>jezdca</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lp: jeźdźca.</pe> mgli się karym koniem.</strofa>



<naglowek_rozdzial>9</naglowek_rozdzial>





<strofa>«Co to, Nebabo? --- zaraz go poznali,/
Bo któż by z koniem wydał się wspanialéj? ---/
Co to za trwoga?» --- z obawą spytali./
«Chcę was pożegnać, bo już ruszam daléj./
Niechże to dla was nie będzie niemiłem,/
Że trwogi nie ma, a ja ją wzbudziłem./
Lecz jeśli macie i serce, i głowę,/
To nie będziecie na mą głusi mowę»./
Tu go młódź w węższe otoczyła koło,/
Bo się patrzała i słuchała rada,/
Jak męstwem dumne rozpromienia czoło,/
Jak w szczerej mowie śmiałym sercem gada./
«Nie myślę długo przed wami ja prawić,/
Co mię przymusza was, bracia, zostawić» ---/
Zaczął Nebaba. <begin id="b1378620259136-2499338431"/><motyw id="m1378620259136-2499338431">Przywódca</motyw>Wyrosły śród czerni<pe><slowo_obce>czerń</slowo_obce> (tu daw.) --- groźny tłum; pejoratywne określenie pospólstwa, biednej ludności Ukrainy w XVII--XVIII w., jako ludzi nieokrzesanych i skłonnych do buntów i okrucieństw.</pe>,/
Zna jej umysły i wzruszać je umie;/
I tak przystało mówić jego dumie:/
«Atamanowi swemu bądźcie wierni;/
Przy nim tak dobrze można tutaj drzymać<pe><slowo_obce>drzymać</slowo_obce> --- dziś: drzemać.</pe>!/
A ja nie mogę dłużej z wami trzymać/
I ziewać z wami; ja jeszcze skłuć mogę/
Choć kilku Lachów, choć dwór jeden złupić;/
Wtedy mi będzie przyjemniej się upić!/
To was i żegnam, i ruszam w swą drogę»./
Ostra przymówka dopięła zamiaru.<end id="e1378620259136-2499338431"/>/
Mruk dobrej wróżby, podobny do gwaru/
Pierwszego lodu, gdy go łamią fale,/
Obiegać począł zawstydzoną zgraję./
Nebaba ciągnąć mowy nie przestaje:/
«Odstąpić Szwaczki ja nie radzę wcale;/
Gdy tak wygodnie przy tym atamanie ---/
Któż ze mną pójdzie, a z nim nie zostanie?/
Sam więc pospieszę, gdzie mię niosą oczy,/
Żwawszych do dzieła znaleźć towarzyszy;/
Jednak, co powiem, niech z was każdy słyszy/
I gdy mu zda się, niech naprzód wyskoczy./
<begin id="b1378539564325-1857391224"/><motyw id="m1378539564325-1857391224">Krzywda, Zemsta, Wojna, Chłop, Pan</motyw>Komu rózgami ojciec zasieczony,/
Czyja się panu podobała żona,/
Komu najmilsza córka pogwałcona,/
Kogo zbawiono<pe><slowo_obce>zbawić</slowo_obce> --- tu: pozbawić.</pe> lubej narzeczonéj, ---/
Na ojca boleść, na smutek matczyny,/
Na hańbę dzieci, na łaskę dziewczyny/
Tego zaklinam, wołam po imieniu,/
Niechaj wyjedzie i stanie tu przy mnie!»/
I tłum orężny mieszać się poczyna/
Jak zakłócona dmuchem wiatru trzcina./
«Kto w pańskim za to umierał więzieniu,/
Że jak pies podły o głodzie i zimnie/
Dla usług jego przemarnował lata,/
Kogo najdroższa boli przez to strata,/
Kto chce odemścić te krzywdy, te zbrodnie/
I tylko sobie odtąd żyć swobodnie,/
Zaklinam tego na zemstę, swobodę./
Niech idzie zaraz, gdzie ja go powiodę!»/
Tłum wre nieładem, gwar nieładu rośnie:/
Postrzegł Nebaba, jak wybór ochoczy/
W gęstszych szeregach dokoła się tłoczy;/
A więc z tryumfem zawołał donośnie:/
«Teraz, kto tylko mołojca ma duszę,/
Kto się chce ogrzać przy zamku pożarze,/
Kto chce opłukać pikę w polskiej jusze,/
Kto chce zaśpiewać przy pańskim pucharze ---/
Idźcie do zamku! Ja drogę pokażę!».<end id="e1378539564325-1857391224"/>/
<begin id="b1726818107424-1488701237"/><motyw id="m1726818107424-1488701237">Przywódca</motyw>A oko jego, jakby bitwy hasło,/
Nagle w każdego zabłyszczało oku:/
«Wszyscy my, wszyscy do Nebaby boku!» ---/
Wrzące kozactwo dzikim tonem wrzasło.<end id="e1726818107424-1488701237"/>/
Podobny odgłos wędrowca krew ziębi,/
Gdy go wilczyca zwietrzywszy w puszcz głębi,/
Przeciągle wyciem ozwie się ponurem,/
A za nią głodni zalotnicy chórem./
I razem głębie zastękały ziemi/
Pod rumakami ciężko tętniącemi./
I długo, długo wrzało nieprzerwanie,/
A coraz ciszej, i koni chrapanie,/
I chrzęst oręża, i stękanie ziemi;/
A ognie straży konały za niemi,/
A echa puszczy wołały za niemi,/
Kiedy huknęli piosenkę pochodu/
Nowemu wódzcy, co harcował z przodu.</strofa>



<naglowek_rozdzial>10</naglowek_rozdzial>





<strofa>Pośród puszcz gęstwy, pośród jarów cieśni/
Mściwy Nebaba swoje szyki wiedzie./
Jak czuł koń jego, że na wszystkich przedzie!/
Jak w piersiach jezdca<pe><slowo_obce>jezdca</slowo_obce> --- dziś popr. forma: jeźdźcy.</pe> rozigrane serce/
Dzikiej, wojennej wtórowało pieśni!/
Kiedy myślami w przyszłość uniesiony,/
Pożary w każdej dostrzegał iskierce,/
Co błyska za nim, skoro lustro stali/
Od miesięcznego<pe><slowo_obce>miesięczny</slowo_obce> (daw.) --- tu: księżycowy.</pe> oka się zapali;/
Kiedy zwycięskie odgadywał tony/
W dzikich odgłosach wojennego pienia!/
«Stójcie!» <begin id="b1726818251070-2368718535"/><motyw id="m1726818251070-2368718535">Świt, Księżyc, Omen</motyw>Od wschodu dzień się zapłomienia./
Księżyc rumiany niby się krwią zbroczył,/
W posępne chmury, jak do śmierci łoża,/
Na cichych ranku wiatrach się zatoczył,/
I jak złej wieszczby wyszła drżąca zorza.<end id="e1726818251070-2368718535"/>/
«Stójcie! Słów kilka!» Tu zemsty drużyna/
W krąg atamana zawinęła kołem,/
Gdzie się okrągli bezdrzewna równina/
Śród ramion boru i przed boru czołem./
«Baczność! Coś wichrem zaszumiało w lesie./
Jeden to z naszych gęstwą się przerzyna»./
Pilnował skrzydła. Jakież wieści niesie?/
Jego pierś robi, jego biegun<pe><slowo_obce>biegun</slowo_obce> --- tu: koń, wierzchowiec.</pe> w pianie./
Między drzew szumem słyszał otrąbianie./
Czyżby Polacy tak blisko być mieli?/
«Wytrwałość, dzieci! Bądźcie tylko śmieli,/
Naszym to będzie, co mamy przed nami!/
Pod samym miastem ten bajrak<pa><slowo_obce>bajrak</slowo_obce> --- las zarosły śród wąwozów.</pa>, czy wiécie,/
Co się rozrasta pomiędzy jarami?.../
Tam do godziny zmierzchu doleżycie./
Ja później będę, skoro do wieczerzy/
Wezwie nas gwiazda, co w zamku na wieży!/
No! W imię Trójcy! Ruszaj, gdzie kto może!»/
<begin id="b1726818401912-3919124102"/><motyw id="m1726818401912-3919124102">Las, Powstaniec</motyw>Jak w tuman iskier rozdęte płomienie./
Jak śpiących nagle przerwane widzenie ---/
Tak razem zgaśli zwinni jezdcy w borze:/
Tu się w promieni tysiąc rozskoczyli,/
Tu między pniami jeszcze majaczyli,/
A tu i śladu po żadnym już nié ma;/
Niby zaklętych pochłonęły drzewa/
Przed śmiertelnego słabymi oczyma./
Pusto --- sam tylko duch boru powiewa,/
A za nim nagie klaskają konary<end id="e1726818401912-3919124102"/>;/
Pod nimi rumak majaczeje kary,/
A na nim jeździec pręży pilne ucho:/
Z tej strony trąbka zdaje się grać głucho;/
Lecz głuchszy jeszcze słychać dźwięk z tej strony,/
Ranne go wiatry krętym jarem<pa><slowo_obce>jar</slowo_obce> --- wąwóz.</pa> wloką./
Jeździec posłuchał, pomyślał głęboko:/
Jak mu nie poznać! To kaniowskie dzwony/
Szczęśliwą wieszczbą do niego mówiły./
Razem się pomknął w sklepienia milczące,/
Wnet drzew sklepienia czczością się zaćmiły;/
Jeszcze przez chwilę echa w czczości biły./
Lecz go już teraz nie znajdzie i słońce.</strofa>



<naglowek_rozdzial>11</naglowek_rozdzial>








<strofa><begin id="b1726818670715-3439223175"/><motyw id="m1726818670715-3439223175">Zamek, Obyczaje</motyw>Ponuro echa okoliczne trąca/
Zamkowa trąba wieczór witająca,/
Gromadząc zbrojnych na modły wieczorne.<end id="e1726818670715-3439223175"/>/
<begin id="b1726818656907-2021488989"/><motyw id="m1726818656907-2021488989">Gwiazda</motyw>Wielkim kościoła natury sklepieniem/
Już, już gdzieniegdzie lampy wieków płoną.<end id="e1726818656907-2021488989"/>/
<begin id="b1378622975239-2355512302"/><motyw id="m1378622975239-2355512302">Modlitwa, Zamek, Omen</motyw>Odkryto głowy, bronie opuszczono,/
Utkwiono w ziemię spojrzenia pokorne,/
Słów uroczystych słuchano z milczeniem./
«Amen!» I «amen» powtórzono z skruchą./
Echa zamkowe ozwały się głucho:/
«Amen». Ich «amen» tak smutny, niemiły,/
Jakby go po raz ostatni odbiły.<end id="e1378622975239-2355512302"/>/
<begin id="b1725309577668-389543914"/><motyw id="m1725309577668-389543914">Noc, Zamek</motyw>Zagrzmiał ryk działa i skonał wśród boru./
Na wieży ogień zajął się strażniczy,/
Milczący szyldwach ciche kroki liczy./
Po oknach błysły światełka wieczoru./
Mile zamkowa służebna drużyna/
Wieczór --- niestety, ostatni! --- zaczyna./
Jak błysk jej światła, ciche jej wesele,/
Kiedy zasiędzie każda przy swym dziele.<end id="e1725309577668-389543914"/>/
<wers_wciety typ="1">O! co za rozkosz obejrzeć te grona,</wers_wciety>/
Gdy, za prababek, bawiły się pracą:/
Tu gazy blaskiem złota się bogacą,/
Jak biała zima mrozem uiskrzona;/
<begin id="b1726819158767-3183172757"/><motyw id="m1726819158767-3183172757">Kobieta, Praca</motyw>Tam czarodziejka, u krosien schylona,/
Tchu nie da słyszeć, nie zwróci spojrzenia ---/
I trzeba wierzyć, widząc jej oblicze,/
Że blask tych oczu, to tchnienie dziewicze/
Cudowną władzą kwiat wiosny rozplenia./
W tej białych rękach drut jasny i gładki/
Wydaje w mgnieniu różnowzore siatki,/
Niby od wiatrów i z wiatrów tworzone,/
Tak są przejrzyste i lekkie jak one.<end id="e1726819158767-3183172757"/>/
A tutaj okrąg głośniejszej roboty:/
Tutaj burzliwe furczą kołowroty,/
Tutaj wrzeciono ze lnami miękkiemi/
Brzmieje nieznacznie i gwiżdże po ziemi./
<begin id="b1726819204022-3658544365"/><motyw id="m1726819204022-3658544365">Śpiew</motyw>A pienie w prostej, melodyjnej nucie,/
Lube jak pierwsze miłości uczucie,/
Ciche jak łono, co nie zna kochania,/
Tęskne jak pamięć rodzinnej zagrody,/
Pełne z tym miejscem, z tą godziną zgody,/
Sferą harmonii urok ich osłania.<end id="e1726819204022-3658544365"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>12</naglowek_rozdzial>






<strofa>Czy nie po panu zatęskniła pani?/
Że między nimi, a nie kwitnie na niéj/
Ta, co na wszystkich kwitnie w pełni --- radość:/
Słabość w jej oku, w jej obliczu bladość./
Jak chmur odbicie z mokrego dna stoku<pe><slowo_obce>stok</slowo_obce> --- źródło.</pe>,/
Wyziera dusza spoza łez w jej oku./
Cerę, co zgasła, wargę, co pobladła,/
Z milczącą skargą mgła serca osiadła./
<begin id="b1378540415718-930274528"/><motyw id="m1378540415718-930274528">Kobieta, Choroba, Melancholia, Smutek, Przemoc, Seks, Krzywda, Dziewictwo</motyw>Czy się kto kiedy przypatrzył gangrénie?/
Jak utajona, tląc w serca głębinie,/
Na trupim ciele wyjdzie małą plamą,/
Jak coraz szerzej, coraz ciemniej mgleje,/
Aż stosu śmierci dymem twarz odzieje./
Z młodej rządczyni smutkami toż samo:/
Przez nieme wargi, przez ciemne spojrzenia,/
W mgłach coraz grubszych, widać, jak się wloką;/
A choć pierś westchnień, a łez pełne oko,/
Jakby walczyły z nimi pierś i oko,/
To łez nie puszcza, to więzi westchnienia./
Ach! Pierwsza rozkosz tak bardzo nie zmienia!/
Nie gasi jagód, nie mrozi spojrzenia,/
Żałobą duszy czoła nie ubiera,/
Ciężkim westchnieniem piersi nie zapiera;/
Ach! Pierwsza rozkosz w lubego objęciu,/
Kiedy kochana i kocha, dziewczęciu/
Daje czuć duszę życia anielskiego./
Lecz kiedy słabą żądze gwałtu zbiegą/
I co drugiemu sobie wypieszczono,/
W zmierzłej lubości obca rozkosz skradnie,/
Piekło natenczas wciska się tam zdradnie/
I śmierć zapładnia oblubieńcze łono.<end id="e1378540415718-930274528"/>/
Może uważną pracą zaprzątnięta/
Zapomni smutku: usiadła za krosna;/
Może miłosna, może pieśń żałosna/
Posępną dumą utuli natręta,/
Jak się utula pieszczoszek wrzaskliwy./
Dobre dziewczęta rozpoczęły śpiéwy./
<begin id="b1726819425815-3842891140"/><motyw id="m1726819425815-3842891140">Łzy</motyw>Już na źrenicy łezka zabłysnęła:/
Zbiera się, zbiera, toczy i stanęła;/
Jakby z pogodą igrać jej niemiło,/
Jakby ją zimno smutku zamroziło.<end id="e1726819425815-3842891140"/>/
Już dłużej swego ciężaru nie wstrzyma:/
<begin id="b1726819566768-2102381860"/><motyw id="m1726819566768-2102381860">Ciało, Melancholia, Wiatr, Przemiana</motyw>Powstała z miejsca, lecz tak martwa cała,/
I znów stanęła z takimi oczyma,/
Jakby się w izbie obłędu lękała./
Wlecze, mdlejąca, z wolna krok rozchwiany/
I obcym rzutem ciska się do ściany./
U okna przecie. Nadstawiła ucha:/
Niby jej wietrzyk, co przez szyby dmucha,/
Niósł od przyjaźni słowa pociech miłe;/
Powoli widać w poruszeniach siłę,/
Promyk nadziei w spojrzenia światełku,/
Tęcza radości mgliła się z jej czoła./
Źle z nagłą zmianą! Pojrzała<pe><slowo_obce>pojrzeć</slowo_obce> --- dziś: spojrzeć.</pe> dokoła,/
A wszystko przed nią w rozpaczy i zgiełku.<end id="e1726819566768-2102381860"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>13</naglowek_rozdzial>






<strofa>Już po Kaniowie straszna wieść latała:/
Jak się wzburzyła Ukraina cała,/
Jak zdradą Gonty dobyto Humania<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q208499"></ref><pe><slowo_obce>Jak zdradą Gonty dobyto Humania</slowo_obce> --- patrz: na końcu dodatek <tytul_dziela>Kilka słów o Ukrainie i rzezi humańskiej</tytul_dziela>.</pe>,/
Ile tam mordów, ile krwi rozlania;/
Jak samo Lachów zda się ścigać piekło,/
A nigdzie schrony<pe><slowo_obce>schrona</slowo_obce> --- schronienie.</pe> przed czernią<pe><slowo_obce>czerń</slowo_obce> (tu daw.) --- groźny tłum; pejoratywne określenie pospólstwa, biednej ludności Ukrainy w XVII--XVIII w., jako ludzi nieokrzesanych i skłonnych do buntów i okrucieństw.</pe> zaciekłą./
Skoro <begin id="b1726819758936-1693396500"/><motyw id="m1726819758936-1693396500">Wieczór, Światło</motyw>wieczorem powstały tumany<pe><slowo_obce>tuman</slowo_obce> --- tu: mgła.</pe>/
Od nasępionej strony Zaporoża<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q171334"></ref><pe><slowo_obce>Zaporoże</slowo_obce> (ukr. <slowo_obce>Запоріжжя</slowo_obce>) --- kraina w płd.-wsch. części Ukrainy, poniżej porohów Dniepru, zamieszkana przez społeczność Kozaków zaporoskich; Dzikie Pola. Dziś: miasto przemysłowe nad Dnieprem, stolica obwodu zaporoskiego.</pe>/
I mglistą bielą osłoniona zorza/
Z rózgą komety, jak lampa złej doli,/
Gasnąć w obłokach zaczęła powoli<end id="e1726819758936-1693396500"/>;/
<begin id="b1725310610144-2245153798"/><motyw id="m1725310610144-2245153798">Miasto, Strach</motyw>Zdwoił się w mieście przestrach niesłychany:/
Głuszej się zdały bełtać Dniepru szumy,/
Jęczeć okropniej wichry Ukrainy/
I groźniej ciemnieć sklepienia dębiny./
Jak po cmentarzu nieme duchów tłumy,/
Snują się milczkiem po ulicach miasta/
Tłumy mieszkańców trwogą omroczone;<end id="e1725310610144-2245153798"/>/
<begin id="b1378540794675-2723679752"/><motyw id="m1378540794675-2723679752">Omen, Śmierć, Upiór, Trup</motyw>A wieszczba klęski, w którą pojrzysz stronę!/
Tam dziecię pyta: Skąd ten tuman wzrasta/
I w takie kształty miesza się olbrzymie,/
Jak Lucyfera wojsko w piekła dymie?/
Cytnęła matka; wywróżyć się lęka./
Dwóch się przyjaciół zbiegła oto ręka ---/
I zimno śmierci ich uściski ziębi;/
Dwojga kochanków spotkało się oko ---/
I męty śmierci widać w spojrzeń głębi,/
I jęki śmierci z westchnieniem się wloką./
A topielicy skrwawione widziadło,/
W skrwawionej szacie, ze skronią rozpadłą,/
Ciągle Kaniowa przelatuje bruki,/
W dziwniejszych ruchach, z dziwniejszymi huki:/
Jak co się wyrwał z łona ziemi matki,/
Nieprzetoczone<pe><slowo_obce>nieprzetoczony</slowo_obce> --- tu: niestoczony przez robaki, niespróchniały.</pe> unosząc ostatki:/
Bo jak nad trupem krążą nad nią kruki.<end id="e1378540794675-2723679752"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>14</naglowek_rozdzial>







<strofa><begin id="b1378540860138-2813403240"/><motyw id="m1378540860138-2813403240">Modlitwa, Świątynia, Religia, Strach, Lud, Żyd</motyw>Z rękami w niebo płakał lud skruszony/
Śród poświęconych sklepień Wszechmocnego:/
Ściany świątyni wtórzyły płacz jego,/
Księża śpiewali pokutnymi tony./
Kaniowskich dzwonnic jęczały wciąż dzwony,/
W każdym ołtarzu światła wciąż pałały./
Nieocenione słano zewsząd wota/
Z drogich kamieni, ze szczerego złota./
Wielkie ofiary, bo i strach niemały!/
Płakali wierni, płakali niewierni./
Wprzódy niżeli noc barwy poczerni./
Dzieci Solimy<pe><slowo_obce>dzieci Solimy</slowo_obce> --- Żydzi. Kozacy w czasie swoich buntów mordowali również Żydów; czasem jako makabryczny symbol wieszali na jednym drzewie szlachcica, Żyda i psa.</pe> przed arką bożnicy./
Bez płci różnicy, bez wieku różnicy,/
Upadli na twarz, w pogrzebowej bieli,/
Jakby od gniewu Bożego olśnęli,/
I w pyle ziemi czoła ponurzywszy,/
Podnieśli głucho lament żałośliwszy,/
Niżli go słyszał świata wiek daleki/
Na obcych brzegach babilońskiej rzeki./
I łzy Dawida z ich się ócz<pe><slowo_obce>ócz</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lm: oczu.</pe> polały./
Szczere to płacze, bo i strach niemały!...<end id="e1378540860138-2813403240"/>/
<zastepnik_wersu>.........................................................<pe><slowo_obce>...</slowo_obce> --- wers 523 usunięty przez cenzurę w pierwszym wydaniu i nieprzywrócony przez poetę w następnych.</pe></zastepnik_wersu>/
<begin id="b1726820222099-3092307848"/><motyw id="m1726820222099-3092307848">Poeta, Pamięć, Okrucieństwo, Przemoc, Zemsta, Bunt, Powstanie, Chłop, Pan</motyw>Syny mej ziemi, o rodacy mili!/
Wy szczerej wiary nie dacie poecie/
I sami pojrzeć<pe><slowo_obce>pojrzeć</slowo_obce> --- dziś: spojrzeć.</pe> na przyszłość nie chcecie,/
Na ucztę długo tłumionej swobody./
Wasi dziadowie widzieli te gody!/
Dwory ich były smutnymi świadkami,/
Ach, zapomnianej zbyt prędko igraszki./
Kiedy ze stalą, jak z zemsty żagwiami,/
Krew żywej piersi lano w trupie czaszki/
I każdą łezkę na pana wylaną/
Jej dymiącymi kroplami spłacano.<end id="e1726820222099-3092307848"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>15</naglowek_rozdzial>





<strofa>Długo, zbyt długo myślom zostawiona,/
Stała u okna młoda rządcy żona./
Czy nie zły wicher szeptał ci, Orliko?/
Masz w oczach radość, ale radość dziką./
Ciężkieś westchnienie na łono stoczyła:/
Jakby w obawie, aby skrytość cała,/
Którąś w milczeniu tak długim warzyła,/
Wcześnie przestraszyć świata nie zechciała./
«Ho-ha!» Bicz klasnął, brzęknęły łańcuchy,/
Opadły mosty, bruk zagrzmiał, bicz klaska,/
Rośnie po zamku, zbliża się grzmot głuchy:/
«Ho-ha!» Bicz klasnął, stanęła kolaska./
Raduj się, zamku! Rządca wesół wrócił,/
Widać, że drogę prędką jazdą krócił,/
Bo z wszystkich koni tak się opar dymi./
Ale z wieściami powrócił dobrymi./
Skoro pomówił z kaniowskim starostą,/
Wnet wyprawiono dwa oddziały na raz:/
Jeden z nich Szwaczkę miał otoczyć zaraz,/
A drugi ciągnie do Kaniowa prosto./
Pan wojewoda z Gontą kończy dzieło<pa><slowo_obce>Pan wojewoda z Gontą kończy dzieło</slowo_obce> --- wojewoda Stempkowski poskromił bunt ukraiński. Trzeba wyznać, że kary nie ustępowały w srogości zbrodniom przestępców; one rozjątrzyły jeszcze bardziej, niż przestraszyły, lud ukraiński.</pa>;/
Wkoło szubienic stawia tysiącami;/
Opatrzne oko zeszło już nad nami,/
By kres bezbożnej swawoli wytknęło!/
Jemu więc do snu ufnie zdajcie życie/
I w łoża wasze wstępujcie spokojnie,/
Bo w świetle szczęścia oczy otworzycie;/
Zaśniecie z wojną, wstaniecie po wojnie!/
Otóż i nowy goniec pędem zmierza./
Coraz pomyślniej. Przybiega z oddziału,/
Co śledził Szwaczkę u Rosi nadbrzeża:/
Bez hasła bitwy, bez jednego strzału/
Znikł on z obozem, jakby wpadł do ziemi;/
I tak bez śladu, że nasi, zdumiali<pe><slowo_obce>zdumiali</slowo_obce> --- dziś popr. forma: zdumieni.</pe>,/
Już nie wiedzieli, gdzie go szukać daléj./
Aż go odkryto między lasy tymi:/
I wkrótce przyjdzie do rozprawy z nimi./
Lecz męstwu naszych można ufać śmiele,/
Że to spotkanie kres położy wojnie./
Więc dzwony, działa niech głoszą wesele!/
A zamek z miastem zasypia spokojnie.</strofa>



<naglowek_rozdzial>16</naglowek_rozdzial>





<strofa>Już w głuchej nocy opóźnioną porę/
Przyćmiona lampa słabo się rozżarza;/
Tak po miesiącu okna różnowzore/
Błyszczą w kaplicy pośrodku cmentarza./
<begin id="b1726821000817-558668925"/><motyw id="m1726821000817-558668925">Noc, Mąż, Żona</motyw>Łoże małżeńskie zapłonione blado/
Światłem, co mdlało, buchało, znów mdlało,/
Tak się w półcieniach dziko wydawało,/
Jakby to łoże, gdzie umarłych kładą./
Po dniowym trudzie małżonek śpi mocno:/
Zmrużonym okiem po co żona czuje<pe><slowo_obce>czuć </slowo_obce> (daw.) --- tu: czuwać.</pe>?/
Czy jak duch dobry jego snu pilnuje?<end id="e1726821000817-558668925"/>/
<begin id="b1378570576432-651630726"/><motyw id="m1378570576432-651630726">Dźwięk, Strach</motyw>Zegar wybija dwunastą północną./
«Czego to, gdzie to dzwony uderzyły?» ---/
Porwał się nagle rządca przebudzony./
«Zdało się tobie; to zegaru dzwony»./
I oczy rządcy znów się snem zakryły./
Ale poczwara, przeczucie złowrogie,/
Pod snu zasłony złośliwie się wkrada/
I z bezzasadnych cierpień duszy rada,/
Niewieścią w mężu ciągle budzi trwogę./
«Czego to trąby tak nagle zagrały?» ---/
«Ach, Pan Bóg z tobą! Świat jak umarł cały,/
To zabrzęczała mucha obudzona».<end id="e1378570576432-651630726"/>/
I znów od zmysłów popłoszone zgiełku/
Cichnące czucia wróciły do łona;/
<begin id="b1726821284863-1754481745"/><motyw id="m1726821284863-1754481745">Ptak</motyw>Tak zgraja piskląt od kani<pe><slowo_obce>kania ruda</slowo_obce> (łac. <slowo_obce>Milvus milvus</slowo_obce>) --- duży ptak drapieżny z rodziny jastrzębiowatych.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q156250"></ref> spłoszona/
Tuli się ufnie w matczynym skrzydełku.<end id="e1726821284863-1754481745"/>/
Usnął. Rządczyni wciąż mruga powieka:/
Jak góra westchnień ciężkie dla niej łono;/
I serce rwie się, jakby je męczono,/
I pot gwałtownych miotań ją ocieka./
Cóż to tak przykro podrażnia jej oczy?/
Czegóż pot mdłości z jej się lica toczy?/
Jakaż na pierś jej mogiła się tłoczy?/
<begin id="b1726821336024-2429148046"/><motyw id="m1726821336024-2429148046">Szatan, Kuszenie, Zbrodnia</motyw>Czy to nie szatan igra z nią w beześnie,/
By owoc, którym pierś przeklętą płodni,/
Wykołysany jej myślami wcześnie,/
Stanął dojrzały na skinienie zbrodni?<end id="e1726821336024-2429148046"/>/
Jaśniej i jaśniej błyszcząca źrenica/
Razem w powiece pełno się rozświéca./
Podniosła głowę; wyżej, jeszcze wyżéj./
Zyzem<pe><slowo_obce>zyz</slowo_obce> --- dziś popr. forma: zez.</pe> nasamprzód przeszyła śpiącego;/
Potem swe oczy do ócz<pe><slowo_obce>ócz</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lm: oczu.</pe> męża zbliży/
I długo, trwożnie bada ruchów jego:/
Ostrożną ręką serca w piersi bada:/
Na piersi jedna, skryta druga ręka./
Patrzy na oczy, wstaje i usiada./
Znalazła serce, wstaje i uklęka./
Mignęła w ręku błyszczącym żelazem./
Mąż się obudził i zawołał razem<pe><slowo_obce>razem</slowo_obce> --- tu: nagle.</pe>:/
«O, jakże sny mię strwożyły niemiło!/
Jakby się w zamku razem zapaliło,/
Taką mniemałem widzieć błyskawicę./
<begin id="b1378542536798-1868991925"/><motyw id="m1378542536798-1868991925">Sen, Niebezpieczeństwo</motyw>A twoje czego tak błądzą źrenice?/
Ciebie zmieszało moje pomieszanie./
Był to sen tylko. Prawda, sen niemiły:/
Ale te myśli, co mię w dzień kłóciły<pe><slowo_obce>kłócić</slowo_obce> --- tu: niepokoić.</pe>,/
Wróciły na noc. Śpij już, śpij, kochanie»./
A więc usnęli. Biada temu, biada!/
Kto nazbyt ufny w trwożną cnotę ludzi,/
Przy swoim sercu, w swym łożu układa/
Serce zatrute śmiertelną obrazą./
Usnął; a w ręku małżonki żelazo./
Bógże wie, kiedy i gdzie się obudzi!<end id="e1378542536798-1868991925"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>17</naglowek_rozdzial>






<strofa>Pono<pe><slowo_obce>pono</slowo_obce> a. <slowo_obce>ponoć</slowo_obce> --- podobno, prawdopodobnie.</pe>, nie we śnie rządcy biły dzwony,/
Nie we śnie rządcy trąby grały głośno,/
Nie we śnie rządcy płonęły pożary:/
Trudno jest poznać śród nocy zgęszczonéj,/
Ale nad miastem jakieś dymy rosną/
I zasłyszane wrą tam jakieś gwary./
«Czyż zaraz każde ma trwożyć zjawisko?/
Milczenie nocy jest nocy kapłanką,/
Milczenie nocy jest marzeń kochanką,/
W niemym jej łonie próżnych mar siedlisko./
Com wziął za oręż, za tętnienie koni,/
Ani to konie, ani błysk oręży»./
Szyldwach zamkowy, gdy oko snem cięży,/
Tak sobie myślał i usnął na broni./
Lecz zawsze błyska, lecz zawsze coś dzwoni,/
Niby blask stali, niby tętent koni;/
I coś się wznosi podobne do huku ---/
Tutaj przed zamkiem, a tu już po bruku./
Razem zagrzmiało, wrzasło, zabrzęczało:/
<begin id="b1378567979783-3679830616"/><motyw id="m1378567979783-3679830616">Zamek, Walka, Przemoc</motyw>Zginąłeś, zamku! Piekło się zaśmiało!/
Bramy rozbite, straż wycięta w chwili;/
A hajdamacy<pe><slowo_obce>hajdamaka</slowo_obce> (z tur.) --- buntownik, rozbójnik, uczestnik powstań chłopskich na Ukrainie w latach 1730--1770.</pe> w zamek się wtłoczyli/
I w tejże chwili srogość rzezi cała/
Z blaskiem pożaru wkoło się rozlała/
Śród nocnej ciszy: wściekłych wrzasków wrzenie,/
Tętent konnicy, brzęk broni, dział grzmienie,/
Łupanych murów, baszt rąbanych trzaski,/
Krwawe maszkary widne z każdej strony,/
Pożogi wiatrem rozdymanej blaski,/
Czarny sklep<pe><slowo_obce>sklep </slowo_obce> (daw.) --- tu: firmament, sklepienie.</pe> nieba łunem zakrwawiony,/
Dzwony kaniowskie jęczące donośnie ---/
Wszystko to razem wszczęło się i rośnie:/
A głos watażki<pa><slowo_obce>watażka</slowo_obce> --- herszt, przywódca.</pa> ryczy nieprzerwanie<end id="e1378567979783-3679830616"/>,/
Wszakże to nie jest Nebaby wołanie.</strofa>



<naglowek_rozdzial>18</naglowek_rozdzial>





<strofa>Tak drogiej chwili piekło mu zazdrości;/
Żart sobie z jego zrobiło wściekłości,/
Biesiadę w zamku Szwaczce przeznaczyło./
<wers_wciety typ="1">Już wojsko zbiegłe tętniało daleko,</wers_wciety>/
Gdy mu się oko we śnie wytrzeźwiło/
I zabłyszczało pod wąską powieką./
Jakże się ciężko, jak wściekle zadumiał,/
Gdy się sam ujrzał na tę puszczę całą!/
Dziełem to czarów z początku rozumiał:/
Żegnał się, żegnał --- nic nie pomagało./
Teraz, jak było, poznał rzeczywiście:/
I wnet pogonią chciał lecieć za nimi;/
Ale mu śladu nie da zwiędłe liście<pe><slowo_obce>liście</slowo_obce> (daw.) --- tu: listowie.</pe>,/
Więc się drogami puścił pewniejszymi:/
Wprost do Kaniowa. Skrycie tam przybyły,/
Dla wrzącej czerni był to gość zbyt miły./
Bez trudu krwawe uiścił zamysły;/
A wiódł rzecz swoją tak skrycie, tak śmiele,/
Że skoro zorza<pe><slowo_obce>zorze</slowo_obce> (r.n.) --- dziś popr. forma: zorza (r.ż.).</pe> północne zabłysły,/
Już go ujrzano na powstańców czele:/
I bramy zamku pod szturmem rozprysły!/
A tak i na tych, co go odstąpili,/
I na Polakach mści się w jednej chwili.</strofa>



<naglowek_rozdzial>19</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1378570494715-3559649729"/><motyw id="m1378570494715-3559649729">Dźwięk, Walka</motyw>«Hej, dzieci, dalej na pańskie komnaty!» ---/
Ryknęły miedzią<pe><slowo_obce>Ryknęły miedzią atamańskie płuca</slowo_obce> --- ataman krzyknął tak głośno jak wojskowy kocioł, instrument z miedzi, używany jako wezwanie do bitwy.</pe> atamańskie płuca,/
A jak grzmot działa gradem śmierci rzuca,/
Tak czerń rozjadła rzuciła się tłumem/
Z piskiem wściekłości, z głowni skrzących szumem/
Na drzwi, na dachy, na ściany, na kraty,/
A stare echo zawyło z przestrachu,/
Kiedy po całym rozleli się gmachu/
Drzwiami, oknami, wyłomami dachu.<end id="e1378570494715-3559649729"/>/
«A teraz, dzieci, na rządcy pokoje!/
On, widzę, zamknął przed nami drzwi swoje!»/
Ale jak siłą poparli drzwi całą,/
Runęły z dźwiękiem przykrego gwizdnienia ---/
Jakby je żywcem wyrwano z korzenia./
Czemuż ten Kozak, co wprzód skoczył śmiało,/
Jak śmiało skoczył, tak się cofnął z trwogą?/
Cóż to ma znaczyć ta w ciele diablica?/
<begin id="b1377358294225-771537972"/><motyw id="m1377358294225-771537972">Krew, Zbrodnia, Morderstwo, Kobieta, Szaleństwo</motyw>Ona nie słyszy, nie widzi nikogo:/
Takie spokojne jej oko i lica./
Przed nią trup leży w rozrzuconym łożu;/
W ręku nóż trzyma, krew pieni po nożu;/
A na niej całej skrwawiona koszula./
Ona ją bierze, macza w trupa ranę/
I żmie ją niby, i niby wypiera,/
Potem martwego pościelą otula,/
Wymawia z cicha słowa ucinane,/
Zbroczonym płótnem cała się wyciera/
I wolnym krokiem idzie do zwierciadła./
Stanęła z lampą w ręce konającą,/
Spokojna --- tylko oczy się jej mącą.<end id="e1377358294225-771537972"/>/
Czerń rozjuszona właśnie wtedy wpadła,/
Gdy w tej postaci stała u zwierciadła./
<begin id="b1377331374426-3201247911"/><motyw id="m1377331374426-3201247911">Piekło, Oko, Kobieta demoniczna</motyw>I konające potępieńca oczy,/
Gdy je śmierć grzeszna pod swe bielmo toczy,/
Już oblężone katów piekła zgrają,/
Piekielnych krain witane już cieniem ---/
Nic groźniejszego widzieć nie zdołają/
Przed ostatecznym na wieki zgaśnieniem./
Ta wpół kobieta, wpół grobów maszkara,/
Z gasnącą lampą w rękach ubroczonych,/
Jak gdyby z gwiazdą swych dni policzonych;/
Ten Kozak za nią, co jak zbrodni kara,/
Choć piętnem mordu cechowany cały,/
Przecież niewolnie staje osłupiały/
Przed okropnością złoczyńców sumienia;/
Ten blask pożaru; skrwawione tło cienia;/
A ci mordercy, co w głębokiej dali/
Pomiędzy nocą orężem błyskali:/
Prawdziwy obraz pieczar potępienia!<end id="e1377331374426-3201247911"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>20</naglowek_rozdzial>





<strofa>«Dalejże, dzieci! A wam co się stało?»/
Był to głos Szwaczki świeżo przybyłego,/
Gdy pozierano po sobie nieśmiało./
A choć na chwilę stanął i głos jego,/
On by się zaśmiał do diabła samego./
«Ho, ho! Nie wiecie, co to za diablica,/
Nie wiecie tego --- a mój nóż odgadnie./
Patrzcie, jak we krwi skąpał się już ładnie!/
A choć tak we krwi, jeszcze się rozświéca!/
Stójże mi, widmo! Nóż to doświadczony/
I poświęcony, i dobrze ostrzony./
Rzuć go na wicher, co tańczy po drodze,/
A gdzie się kręcił, świeżą krew zobaczysz!/
Jeżeli tylko dotrzymać mi raczysz,/
W Bogu nadzieja, dobrze cię ugodzę!»/
Nóż błysnął, gwizdnął... Po niewieścim jęku,/
Po smutnym lampy rozbryźnionej dźwięku ---/
Głucho i ciemno. Kozacy zdumieli/
Jeszcze krwawego widma nie pojęli,/
Kiedy ryk Szwaczki rozległ się olbrzymi:/
«Podajcie głownię, co się ot, tam dymi!/
Zniknęła larwa, to jej ślad te plamki.../
<begin id="b1377331640391-2964780135"/><motyw id="m1377331640391-2964780135">Ucieczka, Labirynt</motyw>Przyświecaj lepiej... bliżej... tu, do klamki.../
Znać otwierała... wyszła tymi drzwiami./
Już to nie diabeł, co uciekł przed nami!»./
O, zmykaj, zmykaj! W zbrodniach tobie równi/
Ścigają ciebie przy iskrzącej główni<pe><slowo_obce>głównia</slowo_obce> --- dziś: głownia.</pe>./
Skopcony ogniem, krwią ofiar ociekły,/
Toczy się Szwaczka przed rozjadłą zgrają:/
Tu jego usta «łamać drzwi!» wyrzekły /
I tu drzwi nowe z zawias wypadają./
Długo trwać będzie ta igraszka dzika:/
Ci dobrze gonią, ta dobrze umyka./
Zbestwiona pogoń drzwi po drzwiach wysadza:/
Tu już stracili, tu znów krew ją zdradza,/
Skoro o ścianę oprze się jej ręka;/
Tu drzwi łupnęły, tu zasuwa brzęka;/
Tu biegiem skorszym<pe><slowo_obce>skorszy</slowo_obce> --- szybszy.</pe> zbudziła podłogę;/
Tu prawie słychać, jak serce jej bije:/
Tu ją dokona przeznaczenie srogie,/
Niech tylko drzwi te wyprze ramię czyje ---/
Już to ostatni przytułek za niemi,/
Chybaby szatan schował ją do ziemi!<end id="e1377331640391-2964780135"/></strofa>




<naglowek_czesc>Część trzecia</naglowek_czesc>



<naglowek_rozdzial>1</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="2"><begin id="b1726823812153-2373805944"/><motyw id="m1726823812153-2373805944">Poeta</motyw>Gdzież jesteś, duchu Nebaby?</wers_wciety>/
Zjaw mi się znowu; znowu śpiew ci wznoszę.<end id="e1726823812153-2373805944"/>/
<wers_wciety typ="1">Za te nikczemne, świeckie powaby</wers_wciety>/
Mieniałem, wietrznik, duszne me rozkosze:/
<wers_wciety typ="2">I oto z wstrętem przesytu,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Obojego tułacz bytu,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Nie wiem, gdzie się dziś obrócę,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Jak mojej pieśni donucę!...</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Burze serca, burze losów</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Ogłuszyły mię na chwilę!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Losy piorunowały tyle!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Obyłem się z grozą ich ciosów.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">I serce tyle wichrzyło,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Tak kochało, tak mi biło,</wers_wciety>/
Że już omdlało --- czczość, mgłę zostawiło./
<wers_wciety typ="2">W tej czczości, w tym omdleniu</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Świat tobie, memu marzeniu!</wers_wciety>/
Jesteś więc ze mną! Witam cię, o cieniu!/
<wers_wciety typ="1"><begin id="b1726823704476-182035159"/><motyw id="m1726823704476-182035159">Diabeł, Pożar</motyw>A z łomu gruzów, śród morderców gwaru</wers_wciety>/
Wznosi się szatan falami pożaru<end id="e1726823704476-182035159"/>/
I w równi trzyma na wadze zniszczenia/
Rozkosze zemsty i zbrodni cierpienia ---/
Dając mi porę, bym w czasie cofnionym/
Puścił wzrok wieszczy za jezdcem<pe><slowo_obce>jezdcem</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lp: jeźdźcem.</pe> zgubionym:/
Otom go znalazł i oto go wiodę/
Po zasłużoną jego dzieł nagrodę.</strofa>



<naglowek_rozdzial>2</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1726824064561-2423184998"/><motyw id="m1726824064561-2423184998">Las, Świątynia</motyw>Niepomnych czasów nieznana mogiła/
W cieniach gęstego lasu się ukryła./
Nad boki mszyste, nad jej szczyt okrągły/
Odwiecznym cieniem sklepienia się sprzągły/
Ze sklepem<pe><slowo_obce>sklep</slowo_obce> (daw.) --- sklepienie; tu: korona drzewa.</pe> dębu, co z lasów zarośli/
Strzelał swym szczytem widniej i wynioślé/
Niż wieża Ławry<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q242711"></ref> złotem błyskająca<pa><slowo_obce>Niż wieża Ławry złotem błyskająca</slowo_obce> --- Ławry Peczerskiej, klasztoru przy pieczarach, czyli grobach wielu świętych i błogosławionych w Kijowie.</pa>/
Pośrodku dzwonnic kijowskich tysiąca.<end id="e1726824064561-2423184998"/>/
<begin id="b1378571131540-375784214"/><motyw id="m1378571131540-375784214">Drzewo</motyw>Starszy brat sławnej puszczy Łebedyna<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q476688"></ref>,/
Niejednej puszczy plemię on zaczyna;/
Bo burza nieba i czasu wstrząśnienia/
Tak się po jego przesuwały szczycie,/
Jak tej piastunki, co chce uśpić dziécię,/
Zmyślone groźby i głaszczące pienia./
Czy spiekłe lato piorunami sieje,/
Czy płaszcz jesieni mgłami się odyma,/
Czy w nagich borach mroźna iskrzy zima,/
Korona jego ciągle zielenieje;/
Niby mąż wieków w mogile tej leży./
Niby myśl jego, w kształt drzewa odziana/
I bohaterską posoką podlana,/
Piastuje wieniec chwały, zawsze świeży.<end id="e1378571131540-375784214"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>3</naglowek_rozdzial>






<strofa>Nebaba, senny, pod nim odpoczywa:/
Wpółzwiędły trawnik jest kobiercem łóżka,/
Namiot z gałęzi, ze mchu pnia poduszka:/
Przykry świst puszczy piosenkę mu śpiéwa./
A kozackiego wartownik posłania,/
Koń tylko wrony<pe><slowo_obce>wrony</slowo_obce> --- kary (o umaszczeniu konia).</pe>, tręzlami<pe><slowo_obce>tręzla</slowo_obce> (daw.) --- uzda.</pe> podzwania./
<wers_wciety typ="1">Po miejscu wspomnień, po męża postawie</wers_wciety>/
Można by myśleć, że duch bohatyra,/
O którym marzy ukraińska lira,/
Tu, w pełni życia, zmartwychwstał na jawie./
<wers_wciety typ="1"><begin id="b1726824278040-2318459322"/><motyw id="m1726824278040-2318459322">Sen</motyw>Ale śpiącego zajrząc<pe><slowo_obce>zajrzeć</slowo_obce> (daw.) --- tu: zazdrościć.</pe> wspaniałości,</wers_wciety>/
Snu atamana niech nikt nie zazdrości./
Wejrzyj na lice: w ich się ruchu kréśli/
Cała męczarnia skrępowanych myśli.<end id="e1726824278040-2318459322"/>/
Zdawało mu się widzieć ogień z wieży:/
Dosiada konia --- zebrać swój szyk bieży;/
Ale na miejscu Kozaków obozu/
Spotyka stado wilków śród wąwozu!/
Wtem głos Orliki, jakby gdzieś za górą.../
Spieszy ku niemu; światło, co błyszczało.../
To Ksenia w oczy patrzy mu ponuro;/
I kruków kilka w uszy zakrakało./
Zlał go pot rzęsny<pe><slowo_obce>rzęsny</slowo_obce> --- dziś: rzęsisty.</pe>; wymknąć się im sili,/
Aż on harcuje na żelaznym pręcie.../
Tu go przestrachu ocknęło wstrząśnięcie./
Lecz cóż postrzega w przebudzenia chwili?</strofa>



<naglowek_rozdzial>4</naglowek_rozdzial>






<strofa>Człowiek spokojnie siedział sobie z boku:/
Z brody sędziwej lata widać mnogie,/
A że nie widzi, z zapadłego wzroku./
Trzymał na nodze założoną nogę;/
Na niej wsparł lirę i tonów próbował,/
Niby przypomnieć piosnkę usiłował./
Kamrat Nebabie nie bardzo przyjemny./
Więc z góry krzyknie, ku starcowi skoczy:/
<begin id="b1377333625703-1616133027"/><motyw id="m1377333625703-1616133027">Żebrak</motyw>«Dziadu! Kto jesteś? Co robisz w tym borze?»./
Z wolna, drwiąc prawie, odpowiedział ciemny<pe><slowo_obce>ciemny</slowo_obce> --- tu: ociemniały, ślepiec.</pe>:/
«Jak mowa groźna, taka twarz być może;/
Dziękuję Bogu, że mi wydarł oczy»./
I znów spokojnie wziął się do brząkania,/
Jakby wszystkiego zbył tą odpowiedzią./
«Nikt żartem nie zbył mojego pytania!/
Bóg cię tu przyniósł, diabeł nie wyniesie!/
Starcze, kto jesteś? Co robisz w tym lesie?»/
I siłą starca pochwycił niedźwiedzią,/
Ale w krwi zimnej lirnik jednakowy:/
«Puść! Strunę urwiesz, a nie kupisz nowéj./
Gdym już tak bardzo nieprzyjemny tobie,/
Ty widzisz dobrze, jam ślepy na obie<pe><slowo_obce>ślepy na obie</slowo_obce> --- całkowicie ślepy, z obojgiem oczu niewidzących.</pe>:/
To zamiast gniewów i tego hałasu/
Na trakt ubity wyprowadź mię z lasu/
Albo mię przeproś, daj grosz jaki w rękę ---/
A na dobranoc usłyszysz piosenkę». ---/
<begin id="b1378618781640-1424627526"/><motyw id="m1378618781640-1424627526">Kaleka</motyw>«Diabeł, nie ślepiec; w miejscu odpowiedzi,/
Niezlękły groźbą, jak z kamienia siedzi» ---/
Pomyślał Kozak, skrycie się uśmiéchnie,/
Bo już i gniewu uniesienie cichnie.<end id="e1377333625703-1616133027"/>/
«Czemu to, ślepcze, nie masz przewodnika?»/
Już łagodniejszym zapytał się głosem./
Dziad się uśmiechnął. «Hm! --- mruknął pod nosem ---/
U mnie to kostur, co u kogo pika./
W słotę, w pogodę, czy to dniem, czy nocą,/
Całą Ruś przejdę za jego pomocą./
A od Kaniowa aż do samej Smiły/
Wszystkie pod ręką poznam ci mogiły;/
Pień tobie każdy poznam nad mą drogą./
Każdą murawkę, co nastąpię nogą./
Ale kiedym się odbił od kamratów/
I tutaj blisko smacznie odpoczywał,/
<begin id="b1725385261982-3018020755"/><motyw id="m1725385261982-3018020755">Kradzież</motyw>Ktoś mi dziadowskich pozazdrościł gratów/
I skradł kostura. Prawda, był okuty,<end id="e1725385261982-3018020755"/>/
Stanie za szablę. Czyś się już przegniewał?/
Długi gniew grzechem. No, będę ci śpiéwał/
Na zgodę; tylko daj mi dwie minuty,/
Że sobie lirę do głosu nastroję./
O! Wszędzie, wszędzie lubią pieśni moje»./
Nebaba ani zezwala, ni wzbrania./
Więc lirnik zaczął po chwili brząkania.<end id="e1378618781640-1424627526"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>5</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">«Wypłyń, wypłyń zza obłoku!»</wers_wciety>/
I nagle urwał w samym pieśni toku./
«Trzeba, bym wprzódy rzecz powiedział całą./
Historia długa, siądź tu, rzuć ratyszcze<pa><slowo_obce>ratyszcze </slowo_obce>--- spisa, włócznia.</pa>:/
Długa, lecz pewnie twą pochwałę zyszcze./
Gdzie się to działo i z kim się to działo,/
Trudno jest wiedzieć --- niekoniecznie wreście<pe><slowo_obce>wreście</slowo_obce> --- dziś popr.: wreszcie.</pe>./
Może i nie chcesz. Dość, we wsi czy w mieście/
<begin id="b1378621598008-267848708"/><motyw id="m1378621598008-267848708">Kobieta, Szaleniec, Gwiazda, Diabeł, Plotka, Seks, Krzywda</motyw>Była dziewczyna z niepełnym rozumem./
Dawno chodziły wieści między tłumem:/
Że nad jeziorem, w zarosłej ustroni,/
Kiedy się wszyscy w chatach spać pokładą,/
A noc na niebie błyśnie gwiazd gromadą,/
Jasny latawiec<pe><slowo_obce>latawiec</slowo_obce> --- demon; wg wierzeń ludowych spadająca gwiazda to diabeł zstępujący na ziemię, aby uwodzić grzeszne kobiety.</pe> spływa ogniem do niéj./
Wszyscy to pletli, wszystkich to bolało,/
Że o tym cudzie wiedzieli tak mało./
Ale z szatanem niebezpieczna sprawa./
A był tam chłopiec, sztuczka śmiała, żwawa./
Brząknąć w bandurkę, przylgnąć do dziewczyny,/
Wywinąć tańca, coś spłatać --- jedyny./
Jak się rozszalał z drugimi chłopaki,/
Przyrzekł, że diabła na schadzce dostrzeże;/
I dostrzegł. Czegóż nie dokaże taki?/
Każdy to przyznał i ja temu wierzę./
Bo obłąkana drugiego wieczora,/
Zamiast miłego czekać u jeziora,/
Duszą i ciałem chłopaka się trzyma./
Aż niezabawem<pe><slowo_obce>niezabawem</slowo_obce> (daw.) --- niebawem, wkrótce.</pe> i łono się wzdyma.../
I gdy już o tym pełne kumów uszy,/
Ktoś wyjął z wody dziewczynę bez duszy:/
Po żwawym chłopcu ni śladu, ni słychu./
Różnie to różni gadali po cichu;/
Choć najpewniejsza utwierdza pogłoska,/
Że ot, w tym wszystkim moc była czartowska!/
Diablich miłostek mieszać nie wypada./
Ksenia... Ten język zawsze się wygada!.../
Szalona żyje. Ale choć jak wprzódy/
Błądzi pomiędzy i lasy, i wody,/
I na noc całą przed gwiazdami siada ---/
Nikt jej nie śledzi, nikt jej tam nie bada:/
Bo, niechaj z nami zostanie Duch Święty,/
W ciało niebogi wsadził się bezpięty<pe><slowo_obce>bezpięty</slowo_obce> --- diabeł; według wierzeń ludowych diabeł miał kopyta zamiast ludzkich stóp, a zatem nie miał pięty.</pe>.<end id="e1378621598008-267848708"/>/
Ale dojrzano kwitnące paprocie,/
To i jej pieśni słyszano w ciemnocie./
Będę ci śpiewał, jakem nauczony»./
I nucił, w liry uderzając strony<pe><slowo_obce>strony</slowo_obce> (daw. reg.) --- struny.</pe>:</strofa>




<strofa>
«Wypłyń, wypłyń zza obłoku,/
Po błękitnym przeleć niebie!/
Ja, kochanka, wzywam ciebie!/
W lasów ciszy, w nocy mroku./
Ho-hop, ho-hop! Wzywam ciebie!
</strofa>




<strofa>
Głucha ciemność wioskę kryje;/
Zgasł kaganek w oknie chatki;/
Sen zakleił oczy matki:/
Moje serce bije, bije,/
Do twojego serca bije!
</strofa>




<strofa><begin id="b1725386906715-3891171888"/><motyw id="m1725386906715-3891171888">Las, Noc</motyw>O północnej wyszłam porze,/
Na burzliwą nie dbam porę;/
Skoro mi blask luby gore,/
Niechaj zgasną wszystkie zorze!/
Całą noc przesiedzę w borze!<end id="e1725386906715-3891171888"/></strofa>




<strofa>
Kiedy promień twych warkoczy/
Spłynie na obłoki sinie,/
Ziemia złotym dniem opłynie;/
A mnie dusza, a mnie oczy,/
A mnie serce szczęściem spłynie!
</strofa>




<strofa>
Ho-hop, ho-hop!... Ja, kochanka,/
W lasów ciszy, w nocy mroku/
Radam do samego ranka/
Wywoływać cię z obłoku./
Ho-hop! Spłyń do mego boku!
</strofa>




<strofa>W końcu najpiękniej; chcesz, to ci powtórzę:/
<wers_wciety typ="1">Ho-hop, ho-hop!...».</wers_wciety>/
I musiał stanąć. Z ócz<pe><slowo_obce>ócz</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lm: oczu.</pe> Nebaby błysku/
Dawno już widać, co tam w myśli chmurze/
I gromowego jak blisko pocisku./
Zdaje się, brakło ruszenia lub słowa./
Szczęśliwa dotąd, widać, stara głowa./
Ale w tej chwili schwycił go za ramię,/
Że mu, jak szatan, musiał wypiec znamię:/
«Jak mi raz jeszcze to »ho-hop« zawyjesz.../
Słuchaj, przeklęty! Czy już nadto żyjesz?»./
Nie mógł dokończyć, bo rżenie wronego/
Wezwało nagłej obecności jego:/
Skoczył od starca, błysnął w ręku piką/
I prędzej gęstwą przemykał się dziką.</strofa>



<naglowek_rozdzial>6</naglowek_rozdzial>






<strofa>A koń, jak wryty, stanął niespokojny:/
To wzrok zaiskrzy i nozdrze rozszerzy,/
To znowu zarży, kopytem uderzy,/
<begin id="b1725388132327-769872680"/><motyw id="m1725388132327-769872680">Cisza</motyw>Jakby go tchnienie obwiewało wojny./
Nic tu nie widać, nie słychać nikogo;/
Chyba się listek odezwie pod nogą.<end id="e1725388132327-769872680"/>/
«Lecz karosz jeszcze nie trwożył mię próżno:/
Nieostrożnego i Bóg nie uchował;/
Złe się przechodzi pod postacią różną...»/
I do lirnika myśli swe skierował:/
«Trzeba go zbadać, podobno to zdrada,/
Bo choć się dziadem i ślepym powiada,/
Te drwiącym śmiechem wykrzywione usta,/
Jeśli nie diabła, zdradzają oszusta./
Ten głos donośny, sama broda biała,/
Ślepota nawet coś mi się nie zdała./
Patrz, jak usłuchał! A przeciem mu wzbronił!/
Jakby we dzwony swoje »hop« zadzwonił!/
Trza go nauczyć, choć to siwa głowa!/
Niech dla weselszych swoje żarty chowa!».</strofa>



<naglowek_rozdzial>7</naglowek_rozdzial>





<strofa>Już Kozak drogi do drzewa miał mało,/
Kiedy w gęstwinie jeszcze się zaśmiało./
Teraz bezpiecznie szukaj go z latarnią!/
Dokoła pusto: wszystko się ściszyło,/
Jakby lirnika ni liry nie było,/
I kwiat, gdzie siedział, wstał już między darnią./
<begin id="b1377341371372-695846381"/><motyw id="m1377341371372-695846381">Zabobony</motyw>Stał Ukrainiec i w długim podziwie/
Po razy kilka pobożnie się żegnał:/
Jeśli to szatan, żeby go krzyż przegnał;/
Jeśli szpieg, w starca przebrany kłamliwie,/
Żeby mógł znowu dostać go do ręku<pe><slowo_obce>do ręku</slowo_obce> (daw. forma) --- dziś: do ręki.</pe>!...<end id="e1377341371372-695846381"/>/
Lecz gdzie go śledzić, że tak wkoło głucho!/
Ukląkł, przyłożył do mogiły ucho:/
Tętnienie konia słychać w ziemi stęku./
Ha! Myśl szczęśliwa kręci się po głowie:/
Oko najlepiej z tego dębu powie./
Wstał; ale jeszcze uchem wiatru schwytał./
Raz jeszcze okiem gęstwiny zapytał ---/
I pod mszystymi zniknął gałęziami:/
Tu pika błyszczy, kołpak czerwienieje,/
A tu, po dębie, coraz bliżej wierzchu,/
Gdzieniegdzie gałęź<pe><slowo_obce>gałęź</slowo_obce> --- dziś: gałąź.</pe> szeleśnie czasami ---/
Aż oto razem postać zajaśnieje,/
Gdzie sam szczyt drzewa tonie w ogniach zmierzchu.</strofa>



<naglowek_rozdzial>8</naglowek_rozdzial>





<strofa>Darmo Nebaba wodzi orlim wzrokiem/
Nad różnolistnym gęstych puszcz obłokiem,/
Darmo okrąża po polu szerokiem./
Zawsze w pustynie czczości wzrok zapada:/
Ani kurzawy po drożynie dziada./
Jak tylko zajrzeć, wokoło tumany,/
Snują się jary, wstają w piątrach<pe><slowo_obce>piątro</slowo_obce> --- dziś popr.: piętro.</pe> wzgórza;/
Śród nich gdzieniegdzie lasek się zachmurza;/
Błyszczy dnia resztą dach zamku blaszany;/
Błyszczy na prawo Dniepr dołem rozlany./
W błędnej z tysiącznych węzłów plątaninie/
Liczne się drogi na lewo rozbiegły:/
To skrętnym wężem pełzną po wyżynie,/
To się jak wstęga snują po równinie,/
To w paszczach jaru giną niespodzianie ---/
Aż razem znikną w dalekim tumanie./
<wers_wciety typ="1">Tak tu wyraźny ten widok rozległy,</wers_wciety>/
Że zliczysz wszystkie przydrożne figury;/
A oczy lepsze dostrzec nawet mogą:/
Gdzie jaki żebrak ciągnie którą drogą,/
Gdzie koło błyska pośród pyłu chmury./
<begin id="b1726862078694-382797750"/><motyw id="m1726862078694-382797750">Światło, Wieczór</motyw>A dnia ostatkiem zachód pozłocony,/
Pocieniowany lotnymi obłoki,/
Jest jak zwierciadło tej ponętnej strony,/
Z każdym jej cieniem, z wszystkimi uroki!<end id="e1726862078694-382797750"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>9</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1377333818338-1322804848"/><motyw id="m1377333818338-1322804848">Dusza, Góry, Bóg, Obraz świata</motyw>Kogóż ten widok, kogo nie zachwyci?/
Kiedy nad otchłań pognębienia wzbici/
Krążymy po niej spojrzeniem wpół-bożem,/
A bliżsi nieba, czuć wyraźniej możem,/
Żeśmy na samym dwóch sfer pograniczu,/
W swojej kolebki, w ojczyzny obliczu./
Weselsza dusza żywiej tu promieni,/
Jaśniej tu czyta w literach z płomieni,/
Którymi Wieczny w tle chaosu cieni/
Do swej potęgi dziedzictwa ją wpisał;/
Sprzed tronu Boga głośniej tu dolata/
Śpiew, co ją w łonie wieczności kołysał;/
Głuszej tu jęczy płacz niskiego świata;/
Na dół, do ziemi smutku kwef<pe><slowo_obce>kwef</slowo_obce> --- zasłona, woal.</pe> ponury,/
Na dół westchnienie, co zawichrza duszą,/
Łzy, sercu ciężkie, na dół tu ciec muszą ---/
Jak nawałnice i deszcze, i chmury/
Płyną do ziemi od niebieskiej góry.<end id="e1377333818338-1322804848"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>10</naglowek_rozdzial>






<strofa>Co to Nebaba tak myśli głęboko,/
Między gałęźmi oparty bez ruchu?/
Czem tak zasunął<pe><slowo_obce>Czem tak zasunął rozigrane oko</slowo_obce> --- dlaczego zasłonił, zamknął czujne, rozbiegane oczy.</pe> rozigrane oko?/
<begin id="b1378568168726-3273366558"/><motyw id="m1378568168726-3273366558">Drzewo</motyw>Czy dąb, gaduła, szepce w jego uchu/
Smutne powieści o klęskach tej ziemi,/
Gdy pod jej niebem sęp mordu ponury/
Toczył cień trwogi skrzydłami krwawemi,/
A z nim Tatarów napływały chmury?/
O, nieraz może na tym jego szczycie/
Rozwiewały się przestrogi znamiona<pa><akap><slowo_obce>O, nieraz może na tym jego szczycie rozwiewały się przestrogi znamiona</slowo_obce> --- jest to szczegół dochowany tradycją. Podczas ciągłych nabiegów tatarskich, kiedy lud okolicy wiedział, że horda w pobliżu koczuje, dla bezpieczeństwa zostawiał jednego ze swoich na jakiej wyniosłej i panującej mogile lub na wierzchu wysokiego dębu, aby upatrywał Tatarów i dawał znać o zajrzanych wywieszeniem białej chorągwi lub chustki. Lud pracujący po polach, skoro zajrzał bielące znamię popłochu, uciekał w znajome sobie kryjówki. Ukraiński telegraf!</akap><akap>To mi napomina drugi szczegół. Słyszałem od mieszkańców pamiętnego w naszych dziejach miasta Czehryna tak tłumaczony początek zwyczaju, powszechnego w Ukrainie, a zwłaszcza w tej okolicy, zbierania się ludu, szczególniej chłopców i dziewcząt, na środek sioła, który oni nazywają ułycia, ulica, dla śpiewania różnych pieśni, co się nieraz daleko w noc przeciąga. W czasie koczowania hordy w tych stronach lud, wiedząc, jakie klęski ponosi, kiedy na śpiących natrafią Tatarzy, żeby zawsze miał przytomność i gotowość chronić się w razie niebezpieczeństwa, na noc zbierał się razem i dla odpędzenia snu śpiewał narodowe dumy i pieśni. Zwyczaj został, chociaż niebezpieczeństwo, co mu dało początek, minęło. Dalsze wiersze oddają sprawiedliwą zapłatę zasługom cienistych dębów Ukrainy, które w ciągłych zaburzeniach i wojnach zapewne niejednemu chroniącemu się śmierci były pewniejszą opieką niż ściany własnego jego domu.</akap></pa>;/
Niejedno może ta z liści zasłona/
Przed srogą śmiercią uchowała życie.<end id="e1378568168726-3273366558"/>/
<wers_wciety typ="1">Nie; <begin id="b1726862853911-528503222"/><motyw id="m1726862853911-528503222">Młodość, Wspomnienia, Arkadia</motyw>w zadumaniu cichem i głębokiem</wers_wciety>/
Puścił się Kozak swoich dni potokiem./
Po jego myślach młody wiek przegania/
W kwitnących barwach świetnego zarania./
Co za świat w ciszy rodzinnego sioła!/
Gdy dusza grała ogniami jutrzenki,/
A wabna przyszłość, jak wróżka wesoła,/
W kolej nadziei uchylała wdzięki./
Jak wszystko pełne, jak tam wszędzie miło!/
Jak dzień skąpany w jeziorze rodzinnym,/
Cicho, ponętnie w marzeniach świeciło ---/
Przeszłość i przyszłość, szczęście i niedole:/
Życie --- koń wrzący; świat --- kwieciste pole!/
Wzburzenia duszy, cierpkie serca bole,/
Wszystko się topi w uśmiechu dziecinnym:/
Łzę utrapienia łza rozkoszy strąca;/
I struna w tony rozliczne bijąca/
Leniwiej smutne wesołymi zmienia,/
Jak jego umysł, swoje poruszenia.<end id="e1726862853911-528503222"/>/
<begin id="b1726862926934-2025028419"/><motyw id="m1726862926934-2025028419">Święto, Noc, Las, Rzeka</motyw>Albo ten wieczór, ten ogień Kupały!<pa><slowo_obce>Albo ten wieczór, ten ogień Kupały</slowo_obce> --- zwyczaj palenia ogniów w wilią św. Jana (polskie Sobótki) zasięga dalekiej starożytności; on się i w Ukrainie przechował. Nazywają go tu Kupało. Pospolicie, kiedy dziewczęta wiejskie zaczną swój obrzęd, do którego i kąpanie się należy, młodzież płci drugiej wybiera te chwile, żeby na nie niespodzianie napaść; wtedy cicha nocna scena zamienia się w najtłumniejszą; krzyki, śpiewy rozlegają się w powietrzu. W 1826 roku autor widział podobną scenę na rzece Taśminie: tu ona się odbywa przy jednej z najpiękniejszych wód w Ukrainie. Jezioro i wieś Białozor leży blisko Smiły, w rozległych sosnowych lasach: znacznego ogromu szyba, jasna, błękitna, zwierciadlana, błyszczy śród rozstępu siniejących lasów; wieś prawdziwie ukraińska, ogromna, dobrze zabudowana, ludna, mająca zapewne do 2000 samych dusz męskich, rozciąga się prawie wkoło jeziora. Obraz świateł rybackich na jeziorze, wspomniany w tekście, powtarza się tu każdego wieczora i tworzy prześliczną wodną iluminację.</pa>/
Po zwierciadlanej Biełozyria wodzie/
Mkną się rybackie z kagankami łodzie;/
Niebo ciemniało, szyki gwiazd gęstniały,/
Błękitna fala sypała kryształy,/
Szum sosen mruczał piosenkę żeglugi,/
Muzyczną miarą uderzały wiosła:/
Cyt! Płomieniami rozgorzał brzeg drugi/
I wrzawa dziewic zewsząd się podniosła./
We mgnieniu oka ucichli żeglarze,/
Złożyli wiosła: czółna w okrąg płyną;/
Już w oczeretach<pa><slowo_obce>oczeret</slowo_obce> --- trzcina.</pa> syknęły gadziną./
A brzegi kipią w piosenkach i gwarze,/
A tanecznice migającym cieniem/
Snują się ciągle przed wielkim płomieniem./
Wtem zaczajona młódź nagle wypada./
Nebaba huknął: «Zdrada, siostry, zdrada!»/
Już po bałwanie<pe><slowo_obce>bałwan</slowo_obce> --- tu: bożek, drewniany posąg bóstwa.</pe>! Z wianków oberwany,/
Złamany leży. Skończyły się tany,/
Ucięto śpiewy, a mściwe dziewczęta/
Całusem karzą śmiałego natręta.<end id="e1726862926934-2025028419"/>/
A też pustoty!... Gdy wszyscy usnęli,/
Widmo kobiety wysnuło się w bieli.../
<wers_wciety typ="1">Dziką piosenką serce zaśpiewało.</wers_wciety>/
Blask obłąkania strzelił ze źrenicy:/
Kozak na chwilę zniżył skroń ściemniałą,/
Jakby chciał przetrwać, aż ucichną pieśni,/
Aż mu natrętne widziadło się prześni./
Czyż taka pamięć pieszczot miłośnicy?/
<begin id="b1726863398869-435882284"/><motyw id="m1726863398869-435882284">Zbrodnia, Pamięć</motyw>Darmo! Nie ścieraj z czoła mgłę natrętną,/
Nie stawiaj myśli na spojrzenia warcie;/
Raz jeden zbrodni wyciśnione piętno,/
Jak blask fosforu, czyści się przez tarcie.<end id="e1726863398869-435882284"/>/
Choć w całun duszy twe się oko wprządło,/
Zawsze nieczystych miga się w nim żądło.</strofa>



<naglowek_rozdzial>11</naglowek_rozdzial>





<strofa>Inny Nebaba, bo z inną już duszą,/
Pomiędzy borów majaczeje głuszą:/
Grom namiętności mgłę spojrzeń rozświéca,/
Szyderski uśmiech kazi hoże lica;/
Wszystko kipiące, od serca począwszy/
Aż do rumaka, co go, gdzie chce, niesie;/
Jak w duszy jego posępno w tym lesie;/
Jak żądze jego kraj tu coraz nowszy./
Z piąter na piątra<pe><slowo_obce>piątro</slowo_obce> --- dziś popr.: piętro.</pe>, z gór na góry drze się;/
Za każdym krokiem rosną w nim tęsknice,/
Im lasy głuchsze, wyższe okolice./
Aż oto nowa zajaśniała chwila/
I cienie troski ciągle mu umila,/
Jak noc wieczności zorza zmartwychwstania./
Cóż to za dziwna strona się odsłania?<pa><slowo_obce>Cóż to za dziwna strona się odsłania</slowo_obce> --- widok ten jest prawdziwie rysowany z natury; zaraz za miasteczkiem Moszny ciągną się na szerokość może trzech wiorst bagna i trzęsawiska nazywane Irdyń. Najpewniej jest to stare łoże Dniepru. Prawy brzeg tych bagien otoczony jest wysokim pasmem gór, wznoszących się piątrami, rozciągnionych szeroko i okrytych gęstym lasem. W tym miejscu, to jest na pośrednim paśmie, hrabia Woronców, właściciel miejsca, założył pałac i zwierzyniec na 8 wiorst rozciągniony po górach. Pałac otoczony jest zabudowaniami wiejskiego gospodarstwa; wszystkie proste, lecz najgustowniej urządzone, i każdy dziedziniec ze swymi zabudowaniami składa najpiękniejszą fermę angielską. Dziedzińce ubrane w drzewa i krzewy, mury domów w porozpinane gałęzie akacji białej i płaczącej; schody, ganki, balustrady itd. w kwiaty i różnokolorowe pachnące powoje. Lecz samo położenie piękniejszym jest nad wszystko. Z jednego punktu, trochę wyżej za pałacem, jest szczególny widok, prawdziwie nieogarniony. Jest to cypl jednej góry (nie najwyższej jeszcze): pod nogami masz widok pałacu i kwiecistych dziedzińców, schody gór okrytych lasem; dalej, pierwszym planem obrazu są bagna Irdynia zarosłe oczeretem i gdzieniegdzie olchą, za nimi widok miasteczka Moszen; dalej jeszcze rozciąga się Dniepr, jakby siną wstążką: a tam, z drugiej strony, niskie, piaszczyste brzegi, wsie, miasteczka i monastery już połtawskiej guberni. Oko ma zewsząd otwarty widok na promień siedmiu lub ośmiu mil wokoło.</pa>/
Tu, pod nogami, na równi pozioméj,/
Moszen<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q4305354"></ref><pe><slowo_obce>Moszny</slowo_obce> --- wieś w środkowej części dzisiejszej Ukrainy, na prawym brzegu Dniepru, ok. 50 km na płd. wschód od Kaniowa.</pe> spojrzeniem policzone domy,/
Irdyń<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2022709"></ref> drzymiący w spleśniałej głębinie,/
Wiecznie z wiatrami sporne oczerety;/
Jak rozsypane zielone bukiety/
Drzewa i sady, i gaje w dolinie./
Tam błyskający jasnymi zwierciadły<pe><slowo_obce>zwierciadły</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: zwierciadłami.</pe>,/
Tu w gardła jaru jak w otchłań zapadły,/
<begin id="b1725391943781-990486308"/><motyw id="m1725391943781-990486308">Las, Góry, Rzeka</motyw>Dniepr tutaj całkiem skrył się w bór ponury,/
A tu się znowu wylał z bioder góry./
Dalej --- piaszczyste, pozłocone morze;/
Dalej bór spływa po spiczastym szczycie,/
Podobny strzępnej narodowca<pe><slowo_obce>narodowiec</slowo_obce> --- tu: rodak, tutejszy.</pe> kicie./
A jeszcze dalej i dalej, i bliżéj/
Góra po górze, bór idzie po borze;<end id="e1725391943781-990486308"/>/
Tysiącem węzłów, tysiącami krzyży/
Plączą się, mącą, rozchodzą, zbiegają/
Niepoliczoną, nieobjętą zgrają/
Wioski i grody, pustynie i laski,/
Jary i góry, i łąki, i piaski./
A coraz dalej stepy piasku bledsze,/
A coraz dalej lasy błękitnawsze,/
A coraz dalej dymniejsze powietrze/
I nieba niższe --- a mgły, a mgły zawsze./
Ileż uniesień, swobody rozwinie/
Jeden tu widok w jednej tu godzinie!/
Gdzie ten wiatr wieje, gdzie ten obłok dąży,/
<begin id="b1726864612816-797155964"/><motyw id="m1726864612816-797155964">Ptak, Wzrok</motyw>Co tam za strony! gdzie w tumany sinie,/
Wiecznie drzemiące, fala Dniepru płynie?/
<wers_wciety typ="1">Orzeł niech powie, co pod niebem krąży;</wers_wciety>/
On wyżej buja i jego źrenice/
Wyraźniej widzą tamtą okolicę;/
O Zaporożu niechaj on opowié.<end id="e1726864612816-797155964"/>/
Jak tam rozlegle panują koszowi<pe><slowo_obce>koszowy</slowo_obce> --- ataman koszowy, dowódca kosza, tj. oddziału kozackiego.</pe>;/
Jakie tam wiecznie hulanki i wola<pe><slowo_obce>wola</slowo_obce> --- tu: swoboda; samowola.</pe>;/
To samo słońce jak tam rozpromienia/
Porozsiewane gwarne ich kurzenia<pa><slowo_obce>kurzeń</slowo_obce> a. <slowo_obce>kureń</slowo_obce> --- tak nazywają poziome chaty kozackie i strażnicze szałasy, z których dym, nie mając oddzielnego dla siebie otworu, wychodzi całą powierzchnią słomą krytego dachu.</pa>./
A tabun pędzi ze rżeniem na pola,/
A Zaporożec<pe><slowo_obce>Zaporożec</slowo_obce> --- Kozak z Zaporoża.</pe> na swobodnym koniu,/
Jak jego myśli, ugania po błoniu:/
Jak wicher stepu jego pieśń tak dzika./
A tam, po Dnieprze, łódka się przemyka,/
Lekka i chybka, i szybka jak fala/
Leci za nurtem po szklannej<pe><slowo_obce>szklanny</slowo_obce> (reg.) --- dziś popr.: szklany.</pe> równinie:/
Wpadła na poroh<pe><slowo_obce>poroh</slowo_obce> (ukr. <slowo_obce>поріг</slowo_obce>, lm <slowo_obce>пороги</slowo_obce>: próg) --- naturalna zapora skalna na rzece, uniemożliwiająca swobodną żeglugę. Porohy Dniepru dawały obeznanym z nimi Kozakom przewagę nad ich wrogami i ochronę. Od nich pochodzi nazwa kozackiej ostoi, Zaporoża. W latach 30. XX w. w miejscu porohów na Dnieprze utworzono sztuczny zbiornik wodny, zasilający Dnieprowską Elektrownię Wodną.</pe>; ze skał się przewala;/
Zapadła w głębię... przepadła... aż z dala/
Pęka wód kryształ, łódź jak łabędź płynie./
«Przeszło, co było! I co będzie, minie! ---/
Ockniony z myśli ataman zawoła ---/
A co być musi, niechaj się już staje!/
Kozacy tęsknią i ogień goreje!»/
Spuścił się z dębu na skrzydłach sokoła,/
Na szumie wichru przemknął się przez knieje;/
Już pod bajrakiem<pe><slowo_obce>bajrak</slowo_obce> --- las na terenie pociętym wąwozami.</pe> i już hasło daje.</strofa>



<naglowek_rozdzial>12</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1725392790155-589362013"/><motyw id="m1725392790155-589362013">Las, Cisza, Powstaniec</motyw>Poznała hasło kozacza drużyna/
W gęstwie bajraku dotychczas drzymiąca./
Lekkie gwizdnienie biegać w krąg poczyna/
I ciszę zmroku powoli zamąca/
Ale nie głośniej jak szum między drzewy,/
Gdy wstaje chmura nawalnej ulewy./
Prędko spokojnie wszystko się odbywa;/
Bo i pochodu młodzież niecierpliwa,/
I atamana rozkaz wykonywa<pe><slowo_obce>wykonywa</slowo_obce> --- dziś popr. forma: wykonuje.</pe>./
Nie śmie złowiony koń zadzwonić w pęta;/
Nie śmie stal brząknąć do boku przypięta;/
Natrętna innym, gałązka przydrożna/
Kozaczej czapki nie dotknie, ostrożna./
A z jaką ciszą do zbroi się brali,/
Z taką, już zbrojni, z lasu wyjechali.<end id="e1725392790155-589362013"/>/
Czekał ataman kołpakiem omglony;/
Pod atamanem kopał ziemię wrony<pe><slowo_obce>wrony</slowo_obce> --- kary; tu: koń tej maści.</pe>./
Dał znak, mołodcy obwiedli go kołem;/
Podniósł kołpaka, powiódł śmiałym czołem:/
«Panowie bracia, czas nam ruszyć daléj!/
Droga daleka, gwiazda się już pali,/
A zamek czeka z łóżkiem i wieczerzą!/
Więc z Bogiem naprzód! Niech koń w pęcie dłużéj,/
A noże we rdzy niech dłużej nie leżą./
Szlak wiemy<pe><slowo_obce>wiedzieć</slowo_obce> (daw. reg.) --- tu: znać.</pe> dobrze, choć się niebo chmurzy./
Aby dłoń sprawna i pika niekrucha,/
To za godzinę do Dniepru popłynie/
W diable ochrzczona niewiernych psów jucha!/
Naprzód, Kozacy! Spoczniem po godzinie!»./
A nie chcąc dłużej rozwlekać się słowy,/
Pokazał ręką na ogień zamkowy;/
Świstnął i w przód się wysunął aż miło,/
A wojsku chęci we dwoje przybyło.</strofa>



<naglowek_rozdzial>13</naglowek_rozdzial>





<strofa>Niezbyt daleko jeszcze odjechali/
I widać jeszcze przez mroku zasłonę,/
Gdy śpiew się ozwał w międzyleśnej dali./
Zwrócono oczy i uszy w tę stronę:/
Pieśni znajome, ich słowy złożone./
Patrzą, ciekawi, co się dalej stanie,/
Patrzą do lasu: ucichło śpiewanie;/
Aż i dwóch jezdnych, szłapiąc wolnym krokiem,/
Zamajaczyło między szarym zmrokiem,/
Ile w ciemności dopatrzeć się można,/
Kozaczą burką opięci się zdają/
I długie piki, zda się, w ręku mają./
Ale we wszystkim trzeba iść z ostrożna:/
Na znak Nebaby czterech wyskoczyło/
Rozpoznać z bliska, co by to tam było.</strofa>



<naglowek_rozdzial>14</naglowek_rozdzial>





<strofa>Już powrócili; dobrze się sprawiono:/
«To niedobitki, ojcze atamanie!/
Wielkie przy Mosznach było krwi rozlanie<pa><slowo_obce>Wielkie przy Mosznach było krwi rozlanie</slowo_obce> --- w istocie wojska polskie pierwszy raz doścignęły powstańców w pobliżu Moszen, na Irdyniu. Zdarzyło się autorowi, iż będąc w tej okolicy słyszał właśnie na miejscu opowiadanie o tym spotkaniu przez czerńca [tj. mnicha. Red. WL], dozorcę młyna należącego do pobliskiego monasteru i naocznego świadka. Tu Irdyń nie jest tak grząski; w suchą porę daje się przejeżdżać, w większej części zarosły olchami niepospolitej wielkości, gdzieniegdzie tylko biją zdrojowiska i stoją wody. Wszędzie po lasach sosnowych, od Smiły aż do Moszen, były kurzenia hajdamackie i tradycja pokazuje te miejsca. Tu właśnie jest miejsce powiedzieć, jak potrzeba żałować, że nie mamy ani dobrej mapy starożytnej, ani szczegółowej geografii, ani zbiorów żadnych historycznego interesu, choćby historycznej ciekawości. Uczony metropolita kijowski Eugeni za pomocą należącego do siebie duchowieństwa i odezwy do obywateli krajowych zaczął zbierać te drogie zabytki przeszłości, lecz nie wiemy, jaki skutek wezmą jego starania, zależące od osób po większej części lub obojętnych, lub nieznających ceny tych walających się w pyle ich nóg pamiątek. Dziś jeszcze za każdym krokiem napotykają się nierozorane do szczętu mogiły pod trawą i lasem, ostatki zamczysk polowych, i słyszeć można ciekawe o miejscowych wypadkach podania. Ale my to puszczamy mimo oka i ucha: tymczasem wiek mija, pług równa dzieło czasów minionych, pokolenie po pokoleniu wymiera; a my tracimy skarby, których nawet nie znamy wartości.</pa>/
Tabor tam naszych ze szczętem zniesiono:/
A tym dwom jakoś to trzciny Irdynia,/
To okoliczna pomogła pustynia,/
Że się wymknęli, upatrzywszy porę;/
Ale ich serce i dziś na bój gore./
I gdyby można, toby jeszcze radzi/
Tu pohulali. A więc z dobrej chęci/
Proszą, by u nas mogli być przyjęci./
Nam się też zdaje, że to nie zawadzi,/
Przyjm ich, prosimy, do swojej czeladzi»./
Coś pomyślawszy, zezwolił wódz na to:/
Bo dwóch nareszcie ni zyskiem, ni stratą./
Kozacy, radzi z nowych towarzyszy,/
Ruszyli dalej w porządku i ciszy.</strofa>



<naglowek_rozdzial>15</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1725312553696-2517492153"/><motyw id="m1725312553696-2517492153">Ciemność</motyw>Wieczór gęstniejsze<pe><slowo_obce>gęstniejszy</slowo_obce> --- dziś popr. formy stopnia wyższego przymiotnika <wyroznienie>gęsty</wyroznienie>: gęstszy a. gęściejszy.</pe> rozsiewa tumany,/
Brudniejszym niebo obłokiem zaciemia,/
Z ciemniejszym niebem zasępia się ziemia;<end id="e1725312553696-2517492153"/>/
Toczą się szlakiem obłędu bałwany<pe><slowo_obce>bałwan</slowo_obce> --- tu: fala.</pe>./
Chropawym torem, w ślepiącej ciemnocie/
Orężny orszak bacznie się posuwa;/
<begin id="b1377341682378-2101202249"/><motyw id="m1377341682378-2101202249">Wojna, Zamek, Żołnierz</motyw>Daleki ogień, co na przodzie czuwa,/
Dodaje bodźca wojennej ochocie./
To na zamkowej wieży się paliło:/
Kochankom wojny tak go widzieć miło,/
Jakby się w oko dziewczyny patrzyli,/
Gdy je nadzieja rozkoszy umili,/
I dalej hufcem ściśnionym stąpali,/
Ciągłe milczenie zachowując dzikie,/
Nadzieję mordu mając za muzykę,/
Za wtór stęk ziemi i brząkanie stali.<end id="e1377341682378-2101202249"/>/
Cóż się tam dzieje z myślami Nebaby/
Teraz, gdy zemsty dostępuje szczytu?/
Musi mu jaśnieć wszystkimi powaby;/
Teraz to musi w rozkoszy zachwytu.../
Ej, ile można miarkować po czole,/
Po dosłyszanym zazgrzytaniu szczęki ---/
Znośniejsze serca zdradzonego bole,/
Gdyby się pojął, niż te zemsty wdzięki./
Czegoż by marzył po tryumfach noża/
O błędnym życiu w stepach Zaporoża?/
I czegóż w myśli tak brnąć, że pomału/
Jakby w sen zapadł, jakby w śnie się rzucił,/
Gdy pistoletu wystrzał go ocucił./
«Kto tam wystrzelił?» --- wnet groźnie zawoła./
Pilnie patrzono po sobie dokoła ---/
To aż w ostatnich szeregach oddziału./
«Droga tak ciemna, koń się potknął w chodzie./
Przeklęty kurek, źle trzyma na zwodzie,/
Aby go dotknąć, to zaraz i pryśnie». ---/
«Niechaj no każdy pistoletu strzeże!/
Bo czy umyślnie, czy to nieumyślnie,/
Raz ja ostatni w ten przypadek wierzę!/
Nie przetrze oczu, jak plunę któremu!<pe><slowo_obce>Nie przetrze oczu, jak plunę któremu!</slowo_obce> --- ataman grozi, że strzeli do żołnierza łamiącego dyscyplinę (<wyroznienie>plunąć</wyroznienie>: pot. strzelić, por. <wyroznienie>spluwa</wyroznienie>: broń palna, pistolet).</pe>/
<wers_wciety typ="1">Hej, kto wie drogę, niech jedzie przed nami!</wers_wciety>/
Wy z bystrym okiem, biegnijcie stronami;/
A tył oddziału wręczam pod straż temu./
Wróg --- bodaj mara; a wystrzał przestroga!» ---/
«Pozwól się prosić, ojcze atamanie ---/
Pochwycił Kozak, co w tej chwili stanie ---/
Każda mi znana pod Kaniowem droga;/
Niejedne wiozłem tu listy, a wprzody<pe><slowo_obce>wprzody</slowo_obce> a. <slowo_obce>wprzódy</slowo_obce> --- wcześniej, dawniej.</pe>/
Nie raz tu, nie dwa wypasałem trzody./
Wybierz mi oczy, jeszcze i w tę chwilę,/
Na krzyż przysięgam, że o krok nie zmylę». ---/
«Zanadto mowy, lecz kiedyś ochoczy,/
Więc prowadź. Zawsze ku temu ogniowi;/
To nam gospoda.» Tak Nebaba powié,/
A zwinny Kozak przed wszystkich wyskoczy:/
Westchnie --- przez piersi święty krzyż położy;/
A za nim reszta --- i dalej, w czas boży!</strofa>



<naglowek_rozdzial>16</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1725394123402-2304776743"/><motyw id="m1725394123402-2304776743">Las, Noc, Ciemność</motyw>Ciemnymi szlaki<pe><slowo_obce>szlaki</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: szlakami.</pe> wywijając kręto,/
Nad jar głęboki przerżnął się Nebaba./
A już i jasność miesięczna, choć słaba,/
Biła ze wschodu w chmurę nasuniętą/
I widzieć w cieniach wyraźniej zaczęto./
Gęstymi trzciny<pe><slowo_obce>trzciny</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: trzcinami.</pe> szeleści jar na dnie;/
Woda gdzieniegdzie drzymie<pe><slowo_obce>drzymać</slowo_obce> --- dziś: drzemać.</pe> śród bagniska,/
Chwilkę jaśniejszym zwierciadłem zabłyska,/
Gdy drobna gwiazda zza chmur się wykradnie/
I w srebrnych iskrach na jej marszczki<pe><slowo_obce>marszczka</slowo_obce> --- dziś: zmarszczka.</pe> padnie.<end id="e1725394123402-2304776743"/>/
«Patrzcie no! Co to tym wzgórzem ciemnieje?»/
«To powyż<pe><slowo_obce>powyż</slowo_obce> --- powyżej.</pe> jaru podnoszą się lasy». ---/
«Lasy w tych stronach? A ja znam te strony./
Może... słyszycie ten szum przytłumiony?» ---/
«To aż za Dnieprem biesiadują<pe><slowo_obce>biesiadować</slowo_obce> (daw., z rus.) --- tu: rozmawiać, gwarzyć.</pe> knieje». ---/
«Nie, bracia; kłamstwo! To coś jak hałasy»./
<begin id="b1377342603328-2969900324"/><motyw id="m1377342603328-2969900324">Zdrada</motyw>Ale gdzież Kozak, co przed atamanem/
Po błędnej drodze jego hufiec wodził?/
Czy w czarodziejskim kole się ogrodził?/
Czy jak widziadło rozwiał się tumanem?/
Byłże to Polak przykryty kołpakiem,/
By nieostrożnych naprowadzić w siatki?/
Badał i lubo śród przykrej zagadki/
Dreszcz, co oziębia, przebiegał po ciele,/
Żadnym nie zdradził podejrzenia znakiem;/
Tylko zawołał na swoich i śmiele/
Puścił się z góry, jak gdyby skrzydlaty./
Podwójny wystrzał błysnął, zagrzmiał w tyle;/
I jęk śmiertelny ozwał się za chwilę.<end id="e1377342603328-2969900324"/>/
«Stój, atamanie! --- leci jeden z czaty ---/
Zdrada od Lachów! Już nasz jeden zginął;/
Ledwie dał hasło, pod koniem się zwinął;/
Takim go smacznym przywitał nabojem/
Czart zaczajony w kudły naszej burki;/
A teraz z wojskiem połączył się swojem,/
Co już nam odwód przecięło na wzgórki./
Słyszysz --- czy widzisz, co się to zaczyna?»/
Zaledwie skończył złej wieści posłaniec,/
Kozacy na dół runęli nawałą,/
Aż zastękała w dnie jaru głębina;/
A z góry chmurą gromami nabrzmiałą/
Z wolna bagnetów następował szaniec./
<begin id="b1377342824548-1301359186"/><motyw id="m1377342824548-1301359186">Wojsko</motyw>Wpółchmurny księżyc pozierał nieśmiało;/
Rzęsne się błyski sypały z oręża;/
A szyk doborny, koń w konia, mąż w męża,/
W nieprzełamanym i niemym szeregu/
Sunął po jarów górującym brzegu./
Tylko szeleści sztandar rozwiniony<pe><slowo_obce>rozwiniony</slowo_obce> --- dziś: rozwinięty.</pe>,/
Jak gdyby szeptał już naprzód pacierze/
Po duszach, które śmierć za chwilę zbierze;/
A czasem trąbka wrzaśnie w przykre tony.<end id="e1377342824548-1301359186"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>17</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1726865704512-1763815250"/><motyw id="m1726865704512-1763815250">Przywódca, Wojsko</motyw>Jak ta na wstręcie<pe><slowo_obce>wstręt</slowo_obce> (daw.) --- tu: przeszkoda.</pe> zaburzonej fali,/
Co przez dnieprowe porohy się wali,/
Skała śród szumu stoi niezachwiana ---/
Tak się wydaje postać atamana,/
Kiedy zepchnięte nieprzyjaciół siłą,/
Wojsko się jego dokoła stłoczyło:/
«Stójcie! --- zakrzyczał --- podstęp, nie wygrana!/
Prawda, że wrogi stoją nam na tyle,/
A dla nas przykre, co nie w zamku, chwile,/
Lecz tu potrzebne choć bitwy udanie/
I ani możem wątpić o zwycięstwie!<end id="e1726865704512-1763815250"/>/
Znać nie ufają ni w sile, ni w męstwie,/
Gdy tu w tej porze godzą na spotkanie./
Niechajże z tyłu gotują nam tamy,/
A my na górę przed siebie ruszamy./
<begin id="b1725394898329-3250486055"/><motyw id="m1725394898329-3250486055">Noc</motyw>Ciemna noc równie obu wojskom sprzyja,<end id="e1725394898329-3250486055"/>/
Dalej na góry, gdzie przeprawa czyja!»/
Już się wypuścił, aż tu jednym razem/
Burzą wojenną powietrze zawrzało;/
Ryknięto w trąby, brząknięto żelazem ---/
Blade się łuno po nocy rozlało/
I gradem śmierci w okrąg zaświstało./
Spojrzał Nebaba i wstrzymał się w biegu ---/
Tak go gwałtowne objęło zdziwienie;/
<begin id="b1725395451442-1932400041"/><motyw id="m1725395451442-1932400041">Przywódca</motyw>Polacy stoją na oboim brzegu/
I ślą ku niemu ogień bez przestanku;/
A on się widzi w płomienistym wianku./
«Zdajcie się, zdajcie<pe><slowo_obce>zdać się</slowo_obce> --- poddać się.</pe>! Kornym przebaczenie!»/
Na wszystkie głosy Polacy wrzasnęli./
Patrzą po sobie Kozacy zdumieli./
Lecz wódz nie daje do myślenia chwili,/
Więc ich przykładem i mową posili:/
«Nic to, nic, bracia! Damy ład wszystkiemu,/
Zaraz tu wszystkich popędzimy w bagno./
W sercach im zatknąć broń, której tak pragną!/
Nic to, nic, bracia; huknijcie po swemu!».<end id="e1725395451442-1932400041"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>18</naglowek_rozdzial>






<strofa>Czy duch, co lubi wspierać ludzi zbrodnie,/
Śród nocy piekła podniósł im pochodnię/
I do ich serca zagrał swą muzyką,/
Że takie grzmoty ryknęły tak dziko,/
A na świat ciemny, na sklep nieba cały/
Tak niezwyczajne błyski się rozlały?/
Grobowa cichość nastała po wrzawie:/
I oba wojska w posągów postawie,/
Z bezwładną ręką opuściwszy bronie,/
Oczy ku jednej obrócili stronie,/
Jakby na karku nikogo nie mieli:/
I wkrótce dziwniej niż wprzódy huknęli.</strofa>



<naglowek_rozdzial>19</naglowek_rozdzial>





<strofa>Jakaż nagłego postrachu przyczyna?/
Była to właśnie okropna godzina,/
Kiedy wpadł Szwaczka na zamek dobyty,/
A pożar zaczął trawić jego szczyty./
Z jaką radością przyjmie konający/
Cudem odkrytą zbawienia nadzieję,/
Z taką Nebaby wojsko wieść przyjęło,/
Że ich pożarem zamek już goreje./
«Ot, i przypadek sprzyja nam niechcący!/
Teraz się szczerze weźmijcie za dzieło./
Niebo, mołodcy<pe><slowo_obce>mołodec</slowo_obce> a. <slowo_obce>mołojec</slowo_obce> (z ukr.) --- młody, dzielny mężczyzna; Kozak.</pe>, niebo nam pomaga!/
Jeszcze godzina i stała odwaga,/
A na złość liczbie wyjdziemy zwycięsko!/
Patrzcie, jak jedną strwożeni już klęską!/
Hej, dwóch najżwawszych, na lepszych rumakach!/
Skoro staniemy na tym góry grzbiecie,/
Pokłon do zamku od nas poniesiecie!/
Niechaj tam pomną o braciach Kozakach!/
A teraz, kiedy Lach się trzyma słabo,/
<begin id="b1725396898300-369767243"/><motyw id="m1725396898300-369767243">Walka</motyw>Dalej, mołodcy, dalej za Nebabą!»/
I poszli wszyscy na miecze, na spiże/
I znikli w walki zakręceni wirze<end id="e1725396898300-369767243"/>.</strofa>



<naglowek_rozdzial>20</naglowek_rozdzial>





<strofa>Jak gdyby oko zagniewane boże/
Całkiem w płynący ogień się stopiło,/
Z taką wściekłością, z tak rosnącą siłą/
Wrzało nad zamkiem płomieniste morze./
<begin id="b1725441674852-2490910185"/><motyw id="m1725441674852-2490910185">Zamek, Pożar, Ogień</motyw>Pożar, w podziemne zakradłszy się lochy,/
Buchał jak z paszczy kłębami brudnemi;/
W skrytych podkopach zapalone prochy,/
Jak grom więziony, darły wnętrza ziemi./
Leżały wieże, czarne ziejąc dymy,/
Jak obalone piekielne olbrzymy;/
Jak przeklętego Lucyfera skronie/
Pałały dachy w ognistej koronie./
A echo piekieł, umarłych jęczenia,/
A głazy siłą ciskane płomienia ---/
Tańcem i pieśnią tej uczty zniszczenia.<end id="e1725441674852-2490910185"/>/
<wers_wciety typ="1">Wiadomość zrazu głucho się roznosi,</wers_wciety>/
Coraz głośniejszym rozlega się gwarem:/
Nebaba walczy nad pobliskim jarem/
I przez posłańców o posiłek prosi./
«Kto wasz wódz?» --- «Szwaczka». ---/
<wers_wciety typ="1">«Gdzie jest?» --- «Na zabawce.</wers_wciety>/
Przywodzi godne swej woli oprawce»./
<wers_wciety typ="1">Tam, tam, gdzie słychać pośród murów rumu<pe><slowo_obce>rum</slowo_obce> --- rumowisko a. hałas walących się ścian.</pe></wers_wciety>/
Razem przekleństwa i śmiechu hałasy,/
Szwaczka na czele rozjadtego tłumu/
Z uporem w rdzawe szturmuje zawiasy./
Jedna tam słaba kobieta się tai,/
Już najmocniejsi, jacy są w tej zgrai,/
Popróbowali swoich barków siły/
I z wściekłym wstydem wracali od pracy./
Aż Szwaczka krzyknął: «Oto mi Kozacy!/
A was by, gnuśnych, baby wydusiły!/
Jeszczeż no plecy naprężą się stare,/
Bo chcę serdecznie ścisnąć tę maszkarę./
Ale, panowie mołodcy, za karę/
Nikt jej przede mną dotknąć się nie waży!»./
Wtem kark barczysty spod burki odsłoni,/
Podsadzi ramię, razem drzwi podważy;/
Drzewo zazgrzyta, żelazo zadzwoni:/
Przejście swobodne: już wpadną, już po niéj!/
<begin id="b1377343744833-1417749780"/><motyw id="m1377343744833-1417749780">Pożar</motyw>«Giniecie, bracia! Ratuj się, kto umie!» ---/
Okrzyk przestrachu rozlega się w tłumie;/
I wnętrze zamku zawyło przestrachem./
Prysnęły głownie, płomienie buchnęły,/
Wstrzęsło ścianami, zaskrzypiało dachem ---/
I dach przetlały runął między ściany./
Jeszcze okrzyki skonania wrzasnęły,/
Prysnęły głownie, dymy wybuchnęły,/
Wirem się wzniosły ogniste bałwany,/
Chwila --- i wszystko milczy pod pożogą:/
Przetlona głownia cicho dogorywa,/
Cicho dym wstaje, płomień się dobywa ---/
Jakby tam nigdy nie było nikogo!<end id="e1377343744833-1417749780"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>21</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1725441952387-3079837866"/><motyw id="m1725441952387-3079837866">Wojna</motyw>A w garle<pe><slowo_obce>garło</slowo_obce> (z rus.) --- gardło.</pe> jaru jak wrzały, tak wrzały/
Dźwięczące cięcia, ryczące wystrzały/
I zgiełku męży wyjąca muzyka./
Niejeden jeździec zwinął się bez głowy,/
Niejeden leżał pod ciężarem konia,/
Niejedna z ostrzem rozstała się pika,/
Niejeden w bryzgi poszedł miecz stalowy ---/
Nim przepełniwszy bagniste parowy,/
Powódź się wojny rozlała na błonia.<end id="e1725441952387-3079837866"/>/
I któż jest w sile z żyjących na ziemi/
Ogarnąć pięcią<pe><slowo_obce>pięcią zmysłami</slowo_obce> --- dziś popr.: pięcioma zmysłami.</pe> zmysłami słabemi/
Ten taniec mordu, jaki wyprawiły/
Wszystkie uczucia, wszystkie człeka siły/
W jedno uczucie, w rozpacz przerodzone?/
<begin id="b1377344013645-67250705"/><motyw id="m1377344013645-67250705">Wojna, Walka</motyw>Dzięki połyskom, co z pożaru biją,/
Że czasem nocy uchylą zasłonę!/
Większe ciemnościom, że je znów zakryją!/
Noc to okropna, noc to piekieł była;/
Starzy z powieści prawią o niej siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- wiele.</pe>;/
Gdyby nam dzisiaj taka się przyśniła,/
Miękkie sny nasze na długo by struła!/
Jedna jej tylko istota nie czuła.<end id="e1377344013645-67250705"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>22</naglowek_rozdzial>





<strofa>Gdzie wzgórek strzela nad szczyty czaharu<pe><slowo_obce>czahar</slowo_obce> (reg.) --- las mieszany.</pe>,/
Do omglonego podobna widziadła,/
Nad sceną wojny spokojnie usiadła./
Albo to dziecię śmierci i pożaru,/
Albo zbieg będzie ze krwi i płomienia:/
Jaśnie w tym świadczą skrwawione łachmany,/
Skroń rozraniona i włos rozczochrany./
A że ustawnie podnoszą westchnienia/
Tę dłoń, co mocno przyciska do łona,/
Musi być biegiem gwałtownym zmęczona./
Pewnie strwożonej grozi losów cisza/
Lub swej niedoli śledzi towarzysza,/
Bo tak ciekawie poziera dokoła./
«Ho-hop, Nebabo!» Opętanej słowa!/
A w głębi lasu odhuknęła sowa;/
I wilk jej wyciem na powrót odwoła./
Że zrozumiana, jakby z tego rada,/
Dziwacznie suknię i włosy układa/
I wzrok utkwiwszy w bitwę, co na przedzie,/
<begin id="b1726866446820-2336760645"/><motyw id="m1726866446820-2336760645">Śpiew</motyw>Dziwny śpiew tonem dziwniejszym zawiedzie./
Nie ludzkim uszom, śpiew piekłu znajomy<end id="e1726866446820-2336760645"/>,/
Rosnące w jarze zgłuszyły go gromy;/
Za echo --- wojny ozwało się wycie./
Czekaj na gwiazdy kochanej przybycie!/
To nie armaty ogniem śmierci błysły ---/
To twój kochanek rozsiał swe promienie;/
A to nie kule śmiercią obok świsły,/
To było znane miłego gwizdnienie:/
Oto i on sam, cały z ognia, płynie/
W tej chmurze dymu, co mroczy pustynie.</strofa>



<naglowek_rozdzial>23</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1726866540556-1218989345"/><motyw id="m1726866540556-1218989345">Pożar, Piekło, Koniec świata</motyw>Ostatnim rykiem, ostatnim płomieniem/
Buchnął jar wreszcie z rozdartej paszczęki;/
Otchłań bezdenna nieskończonej męki,/
Dusz potępionych syta złorzeczeniem,/
Nie straszniej ryknie przed świata zniszczeniem./
Łuno pożaru, strzelby błyskawica,/
Co ten ofiarny diabłom stos podniéca,/
Blaskiem południa jaśnieje tu prawie<end id="e1726866540556-1218989345"/>;/
Ale w tym zmęcie, w tej dymu kurzawie/
<begin id="b1726866650015-3514512227"/><motyw id="m1726866650015-3514512227">Walka, Przywódca, Bohaterstwo</motyw>Nie można wiedzieć, kto z Lachów, kto z Rusi:/
Tylko jednego poznać każdy musi./
Gdzie kilku razem w śmierci bolach jęczy,/
Tam atamana żelazo połyska;/
Gdzie prze koń jeden, a szereg jak fala/
Cofa się w kręgu płynących obręczy ---/
Tam atamana wrony koń się ciska./
Błyskami wojny cięcia swe zapala;/
Gromami wojny wszystkie zbiega strony!/
Zda się, że z każdą kroplą krwi toczonéj,/
Co mu dłoń poi pałasz ubroczony,/
Serce rozjusza i szablę nastala<pe><slowo_obce>nastalać</slowo_obce> --- utwierdzać, utwardzać.</pe>./
Ale dłoń jedna i jedna odwaga/
Nic nie stanowi albo mało znaczy/
Tam, gdzie za mnóstwem przechyla sią waga:/
Cała tam korzyść --- śmierć z chlubnej rozpaczy./
Z dosyć szczupłego Nebaby oddziału/
Jeden za drugim ubywa pomału.../
Choć przy niewoli, co u Lachów czeka,/
Sama śmierć, widna, jest jeszcze powabną,/
Z boleścią jednak postrzegł on z daleka,/
Jak szyki jego w nacieraniu słabną./
I wzrok mu zaćmił jakiś zamiar dziki,/
I wnet radości błysnął promieniami:/
«Krzepcie się, bracia! --- woła, leci w szyki ---/
Bóg pomoc niesie, zwycięstwo za nami!/
Patrzcie, to nasi! Jak podobni chmurze/
(Patrzcie, przed pożar) suną się po górze»./
Buchnęła walka zagaśnienia bliska/
I serca znowu mordem zakipiały.<end id="e1726866650015-3514512227"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>24</naglowek_rozdzial>





<strofa>Zadrżał ataman. Cóż to za zuchwały/
Natrętną szablą przed oczy mu błyska?/
Dwa razy natarł, dwa razy odskoczył./
Dwa razy koniem wokoło zatoczył ---/
Upatrzył porę, spuścił szablę razem<pe><slowo_obce>razem</slowo_obce> --- tu: nagle.</pe>/
I z atamana spotkał się żelazem./
<begin id="b1378568582886-2137007924"/><motyw id="m1378568582886-2137007924">Walka, Pojedynek</motyw>Ostrze na ostrzu zaiskrzy, zadzwoni;/
Żołnierz w krąg strzeli okiem zadziwionem:/
Aż szabla gwiazdy błysnęła ogonem/
I gdzieś daleko świstnęła mu z dłoni./
Najlepsza tutaj porada przestrachu:/
W pole przed siebie puścił się z kopyta./
«Zmykaj, nie zmykaj, mój ty śmiały Lachu!/
I kary także o drogę nie pyta./
Jeszcze się żaden przed nim nie wysunął!»/
A wiatry w tyle zostawia koń wrony,/
A błyskawice --- pałasz wyniesiony./
Gdyby w biednego żołnierza tak runął.../
I on nie taki trwożny, jak się zdało:/
Na jednym miejscu zwinął koniem śmiało./
Może on nie chce śmierci przyjąć w plecy?/
Bo skądże tutaj nadzieja pomocy?/
Od reszty swoich oba tak dalecy./
Jakiś tu zamiar pokrywa cień nocy./
Lotem spojrzenia ataman dobiega;/
Gwizdnieniem szabli wpół rozdmuchnie Lacha:/
Trzasnął grom skryty --- zajęczała płacha<pa><slowo_obce>płacha</slowo_obce> --- klinga, lama.</pa>/
I po powietrzu tysiącem drzazg miga./
Lach dalej świsnął: a koń atamana/
Aż ziemię zapruł kutymi kopyty<pe><slowo_obce>kopyty</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: kopytami.</pe>;/
Tak lejc go zerwał --- i stanął jak wryty./
A twarz Nebaby, jakby jedna rana,/
Tak ją strzał opluł i szabla strzaskana.<end id="e1378568582886-2137007924"/>/
<begin id="b1726866960351-3013239866"/><motyw id="m1726866960351-3013239866">Krew, Klęska</motyw>A krew kroplista, płynąca zasłoną,/
Zbroczyła czoło, opada na łono,/
Leje się w usta, przepływa przez oczy,/
Gasi spojrzenia, oddechy tamuje ---/
Darmo trze oczy, darmo usty pluje ---/
Rumiane źródło falami się toczy;/
Darmo dłoń kala, darmo suknię broczy:/
To krew niewinnych, nic jej nie zhamuje!/
Co przetrze oczy, co ustami splunie,/
Krwawa zasłona znowu się zasunie:/
Potępionego prawdziwa męczarnia!/
A tu Polaków okrzyk się rozléwa:/
«Nasza wygrana! Posiłek przybywa!»./
Teraz już całkiem wściekłość go ogarnia;/
Opuścił ręce, schylił na dół skronie ---/
Jakby śmierć sama mrozem swych piszczeli/
Przygłaskiwała do wiecznej pościeli.<end id="e1726866960351-3013239866"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>25</naglowek_rozdzial>





<strofa>«To on, on to sam! --- w dobrze znanym tonie/
Cichy się głosek odezwał na stronie,/
A wyraźniejszy, gdy się zbliży trocha ---/
Przyszedł popieścić... On mię zawsze kocha». ---/
<begin id="b1377349392202-2993811456"/><motyw id="m1377349392202-2993811456">Krew, Morderstwo, Kobieta demoniczna</motyw>«Czy i ty!... --- krzyknął, nie mógł skończyć mowy,/
Krew mu ustawnie zalewała usta;/
Przerywanymi tylko jąkał słowy,/
Gdzie się zdradzało zimnej krwi udanie/
I niewstrzymanej złości obłąkanie ---/
Diable!... Kocham cię!... Ta krew... Kseniu... chusta.../
Zsadź mię... przeklęta!... Daj rękę... o droga!.../
Gdzie serce!... Diable!... Gdzie serce, kochanie!»/
I na bełkocie skończył mowę całą./
Jak ostrze noża przykro zaskrzypiało!.../
I jęk śmiertelny wydała przebita.<end id="e1377349392202-2993811456"/>/
Liczne wokoło zagrzmiały kopyta:/
Otoczyli go polskie wojowniki./
Poddaj się, poddaj! Nie pora do piki;/
Już marsz zwycięski muzyka uderza./
Omdlały Kozak z uczuć zaburzenia,/
Z przewlekłej walki, ze krwi upłynienia/
Upadł na ręce pierwszego żołnierza.</strofa>



<naglowek_rozdzial>26</naglowek_rozdzial>





<strofa>
<begin id="b1377349467147-1447023519"/><motyw id="m1377349467147-1447023519">Ruiny, Cisza, Zwierzęta</motyw>Nastała cisza po hałasie wojny:/
Spokojne pola, zamek już spokojny;/
A niedotlałym ogniem oświecony,/
Prosi przechodniów z każdej świata strony./
Uprzejmie kruki, gęstymi gromady/
Krążąc wokoło, wabią do biesiady;/
Pobojowiska radzi godownicy,/
Wilcy, tłumami ciągną z okolicy./
Zniszczenie nawet, co już w zupełności/
Swe panowanie nad zamkiem rozszerza,/
Tyle przestrzega bezpieczeństwa gości,/
Z takim te gody sprawia uciszeniem,/
Że można słyszeć przelot nietoperza;/
Chyba że zechce przyświecić płomieniem,/
To buchnie w żary przetlałym kamieniem.
<end id="e1377349467147-1447023519"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>27</naglowek_rozdzial>






<strofa>Przecie Nebaba żywo wyszedł z boju/
I łakomego brzydkiej śmierci garła;/
A choć mu rana do dna pierś rozdarła/
I w niej krew czarna kipi jak we zdroju,/
I choć posoką umalował skronie,/
I wzrok w strumieniu dymiącym się tonie ---/
Widać po jego spokojnej postawie,/
Że odpoczywa po wojennej wrzawie./
Albo też, jeszcze i dotąd męczony/
Zuchwalstwem rządcy i Orliki zdradą,/
Zboczył, wędrując pomimo tej strony,/
By się nacieszyć obmierzłych zagładą./
<begin id="b1378550363320-3883411258"/><motyw id="m1378550363320-3883411258">Śmierć</motyw>W tymże kołpaku, w odzieży tej saméj,/
Sczerniałej trochę pod krwawymi plamy,/
Siedział na złomkach wpółzgorzałej bramy/
I swoją pikę trzymał na sztych w ręce,/
Jakby miał bliskie odeprzeć natarcie./
A w okrąg niego doborni młodzieńce:/
Jedni, jak gdyby stanęli na warcie;/
Podnieśli piki nad zgorzałą wieżą;/
Tylko cierpliwi, że się ani ruszą,/
Choć płomień zewsząd dogryza im srogo!/
A drudzy w kole gardłem flasze mierzą;/
Tylko że nigdy dopić ich nie mogą!/
Inni znów, bardziej snem zmorzeni, leżą;/
Tylko że wiecznie tym snem leżeć muszą!<end id="e1378550363320-3883411258"/>/
Musi on całą nasycać się duszą,/
Że tak, bezwładny, wpatrzył się przed siebie:/
Pewnie on w cieniach pamiątek się grzebie./
<begin id="b1725443444473-696923657"/><motyw id="m1725443444473-696923657">Wspomnienia, Ruiny, Ptak</motyw>Tu każde miejsce tyle przypomina!/
Gdzie w stosach żaru kurzy się perzyna<pe><slowo_obce>perzyna</slowo_obce> --- zgliszcza po pożarze.</pe>./
Ten plac, bywało, uwieńczały spisy,/
Kiedy swą młodzież zebrał na popisy./
Miejsce, gdzie trup ten, mordem oszpecony,/
Ostatkiem czucia, życia drga ostatkiem,/
Gdy mu natrętne zazierają wrony ---/
Miejsce to uciech nieraz było świadkiem:/
Tu szkło dzwoniło, tu grzmiały okrzyki;/
Za czyjeż zdrowie? Nebaby! Orliki!/
Mściwego samo udręcza wspomnienie./
Aż spod wnętrzności wydobył jęknienie:/
Zemsty czy śmierci? W tym odgadnąć trudno./
Gdzie zwrócił ucho, by dosłyszeć wtóru,/
Co może przypaść do jego czuć chóru ---/
Tu raz ostatni pieścił się z obłudną;/
A dziś, o trupią skłóciwszy się głowę,/
Dwa wilki wycia zawiodły grobowe./
Czegóż te ptaki uderzając w skrzydło/
I gniewnie kracząc, grzebią śród popiołu?<end id="e1725443444473-696923657"/>/
Strawa zapewne warta ich mozołu,/
Bo wygrzebali: człowiek czy straszydło?/
Sczerniałe w ogniu, wpółspieczone ciało;/
Ale Nebabie rozpoznać się dało!/
Nagle ku ziemi czoło mu opadło ---/
I jeszcze naglej wzniosło się do góry./
<begin id="b1377349955587-1807654833"/><motyw id="m1377349955587-1807654833">Trup, Upiór, Potwór, Kobieta</motyw>«Ho-hop, Nebabo!» --- zawył głos ponury/
I spośród ognia wypełza widziadło./
A choć nie wrzeszczy szalonym chychotem,/
Chociaż ją taniec nie zakręca chyży./
Bo jej wnętrzności ciężą wpółwysnute ---/
I teraz jednak, gdzie się tylko zbliży,/
Pląsają iskry wichru kołowrotem./
Wilki przy trupach wyją na jej nutę/
I samo trupów oblicze się zmienia.<end id="e1377349955587-1807654833"/>/
«Wody! Ach, wody!» Popatrzyła Ksenia;/
Głos jej znajomy --- <begin id="b1726867565372-1783908602"/><motyw id="m1726867565372-1783908602">Wzrok</motyw>i kochanka oko/
Na jej się wdzięki rozwarło szeroko:/
Jakby w głąb Kseni pragnęło utonąć/
Albo ją w piekło i siebie pochłonąć.<end id="e1726867565372-1783908602"/>/
Ksenia się zbliża z mniejszą coraz trwogą,/
Oko Nebaby patrzy już mniej srogo;/
Już łono z łonem, już z licami lica,/
<begin id="b1726867586868-1761995060"/><motyw id="m1726867586868-1761995060">Pocałunek, Miłość silniejsza niż śmierć</motyw>Już się i warga z wargą napotyka.../
Pocałowała Nebabę diablica.../
Teraz do reszty rozporze ją pika!/
Nie; cicho siedzi: tylko mu dreszcz mały/
Wyprężył członki, a źrenice zawsze,/
Zawsze patrzały, patrzeć nie przestały,/
Dla Kseni nawet coraz już łaskawsze.<end id="e1726867586868-1761995060"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>28</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1378550671366-1800501588"/><motyw id="m1378550671366-1800501588">Kara, Gotycyzm, Ruiny, Trup</motyw>Na rozburzonym Kaniowa zamczysku/
Długo podróżnym broniący przystępu,/
Długo, ponęta drapieżnemu sępu<pe><slowo_obce>sępu</slowo_obce> --- dziś popr. forma C. lp: sępowi.</pe>,/
Szkielet Nebaby lśnił w grobowym błysku,/
Jak straż zaklęta w pomieszkaniu mary,/
Jak mowny<pe><slowo_obce>mowny</slowo_obce> --- tu: wymowny.</pe> pomnik barbarzyńskiej kary./
Ogień, co wszystko dokoła potrawił,/
Z mołodców jego śladu nie zostawił;/
Poznana tylko z rany i z odzienia,/
Szalona Ksenia leżała na trawie/
Jeszcze w modlącej przed lubym postawie,/
A w strasznej nocy zamku podpalenia/
I topielicy skończyły się pienia.<end id="e1378550671366-1800501588"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>29</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1377350182002-2661978674"/><motyw id="m1377350182002-2661978674">Krew, Ruiny, Zbrodnia</motyw>Gdy duch mój zwiedzał dnieprowe pobrzeże/
I na Kaniowa odpoczął ruderze,/
Jeszcze tam wkoło wyszukał on ślady/
Dnia okropnego ostatniej zagłady:/
Jeszcze po ścianach krew się czerwieniła,/
Gdzie żona, gnana morderców pogonią,/
Mytą w krwi męża chwytała się dłonią:/
Żadna wywabić nie mogła jej siła,/
Na miejscu startej inna wystąpiła,/
Ale nieszczęsne zabójczyni ciało,/
W popiół przetlałe, z wiatrem się rozwiało.<end id="e1377350182002-2661978674"/>/
<begin id="b1726868359673-2823387587"/><motyw id="m1726868359673-2823387587">Przemijanie</motyw>W porosłej miękką murawą uboczy/
Trafił na kołtun Kseninych warkoczy;/
Ale w nim drobny gnieździł się już ptaszek./
Obok leżała z Nebaby ratyszcza<pe><slowo_obce>ratyszcze</slowo_obce> --- spisa, włócznia.</pe>/
Stal od płomienia w ciemny żużel zlana.<end id="e1726868359673-2823387587"/>/
<begin id="b1726868415856-2069509954"/><motyw id="m1726868415856-2069509954">Poeta, Historia</motyw>A błądząc długo śród skostniałych czaszek,/
Odgrzebał torban<pe><slowo_obce>torban</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>teorban</slowo_obce> --- instrument strunowy, zbliżony do lutni.</pe> między gruzem zgliszcza/
I jedną strunę z całego torbana./
Ani lat, ani pogody koleje/
Nie mogły przyćmić złotego jej blasku;/
A wiatr, kochanek, z pobliskiego lasku/
Co noc z nią dawne odśpiewywał dzieje./
I jam polubił chrypliwe jej tony,/
I z jej dźwiękami z czasem oswojony,/
Gdym nieraz badał pilnie i ciekawie/
O całej zamku kaniowskiego sprawie,/
W końcu rozwikłać mogłem tajemnicę:/
Co dało powód do zbrodni Orlice?<end id="e1726868415856-2069509954"/>/
<wers_wciety typ="1">Gdy w ciemnej nocy przez widmy czy czarty,</wers_wciety>/
<begin id="b1377350414635-3245050347"/><motyw id="m1377350414635-3245050347">Szantaż, Miłość, Małżeństwo, Siostra, Poświęcenie, Morderstwo</motyw>Czy jak wieść była, za rządcy namową,/
Zdjęto wisielca (odpowiadał głową,/
Spod czyjej trupa uwieziono<pe><slowo_obce>uwieziono</slowo_obce> --- uprowadzono, zabrano.</pe> warty) ---/
Brat tej dziewczyny był wtedy na straży:/
A serce rządcy do Orliki biło;/
Życie jej brata w ręku rządcy było:/
Lach, nie puszczając pory, co się darzy,/
Hardej dziewczynie daje do wyboru:/
Tytuł swej żony lub srogą śmierć brata ---/
Żadnej przewłoki, żadnego oporu!/
Biedne małżeństwo, gdzie diabeł za swata!/
I tak dla brata miłość poświęciła,/
Rządcy małżeńską zaprzysięgła wiarę;/
A dla miłości inną ma ofiarę:/
Zabiła męża i siebie zgubiła!<end id="e1377350414635-3245050347"/></strofa>



<naglowek_rozdzial>30</naglowek_rozdzial>





<strofa>Mijają lata, z latami zdarzenia./
W ostatnim dymie zgasłego płomienia/
Wróciły w piekło szatany zniszczenia./
Świetnie przejrzały nieba Ukrainy,/
Zabrzmiała śmiało cicha pieśń dziewczyny,/
Czas latem okrył ostatki ruiny./
Gdzie bojowiska czaszkami bielały ---/
Ulewna burza bruzdy tam zorywa<pe><slowo_obce>zorywa</slowo_obce> --- dziś raczej: orze.</pe>,/
W skwarny dzień lata złocą się tam żniwa./
Kwiat się tam z wiosną wykluwa nieśmiały./
<begin id="b1377350529738-557698637"/><motyw id="m1377350529738-557698637">Wojna, Historia, Przemijanie</motyw>Złomki szubienic świecą próchnem z ziemi./
Nad zwycięzcami, nad zwycieżonemi/
Trawą usłana mogiła zapada:/
Tam błędny żebrak do snu pacierz gada./
Piekła za wojną zatrzaśnięto bramę./
Znów tenże pokój i zbrodnie te same!<end id="e1377350529738-557698637"/></strofa>





<naglowek_czesc>﻿Kilka słów o Ukrainie
i rzezi humańskiej<pe><slowo_obce>Kilka słów o Ukrainie i rzezi humańskiej</slowo_obce> --- objaśnienie dopisane przez autora w 1832 r.</pe></naglowek_czesc>

<akap>Jeden z celniejszych naszych poetów miał wyrzec o <tytul_dziela>Kaniowskim zamku</tytul_dziela>: że jest pełen kozackiej haraburdy<pe><slowo_obce>haraburda</slowo_obce> (z ukr.) --- kłótnia, awantura, bijatyka.</pe>, i tym go potępił. Nie dziwię się jego zdaniu, wiedząc, że nie zna Ukrainy; ale dziwię się, patrząc na jego własne godło: kto chce zrozumieć poetę, powinien kraj jego poznać<pe><slowo_obce>Nie dziwię się jego zdaniu, wiedząc, że nie zna Ukrainy; ale dziwię się, patrząc na jego własne godło: kto chce zrozumieć poetę, powinien kraj jego poznać</slowo_obce> --- prawdopodobnie aluzja do Adama Mickiewicza i motta <tytul_dziela>Sonetów krymskich</tytul_dziela>: <slowo_obce>Wer den Dichter will verstehen, Muss in Dichter's Lande gehen</slowo_obce> (Goethe, <tytul_dziela>Chuld Nameh</tytul_dziela>, w: <tytul_dziela>Dywan Zachodu i Wschodu</tytul_dziela>).</pe>. Powyższy zarzut i tym podobne spowodowały mię obeznać cokolwiek publiczność z ludem, który dostarczył bohaterów mojej powieści, tudzież z wypadkami, których ona jest ustępem, a przeto zostać zrozumialszym.</akap>

<akap>Jak charakter człowieka poznajemy z jego czynów, tak charakter narodu maluje się w jego dziejach. Przebiegnę więc w krótkości wiadome życie kozackiego ludu, a rys ziemi, na której mieszka, będzie tłem obrazu.</akap>

<akap>Zajmę się głównie tak zwaną polską Ukrainą; tą częścią ziemi, którą od wschodu Dniepr oblewa, Boh<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q188940"></ref> od zachodu, od północy Wołyń<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q111020750"></ref>, a od południa chersońskie<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q156732"></ref> stepy otaczają.</akap>

<akap>Powierzchnia kilkudziesięciu mil Ukrainy mieści w sobie najmilszą rozmaitość. Lasy i jary płaszczyzn, składających większą część tej prowincji od strony Bohu; skały nadbrzeżne z granitów, jak okolica Humania, Bohusławia<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1936339"></ref> i Korsunia<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q219766"></ref>; sosnowe bory, lesiste wzgórza, całe rzeki w bagnach, jak między Mosznami i Smiłą<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q219595"></ref>, okazałe gromady wód Bohu, Dniepru, licznych stawów i kilku jezior, zaczynające się morze stepów; jednym słowem: piaski i najżyźniejsze w świecie łany, najprzejrzystsze wody i bagna niedostępne, wesołe laski i odwieczne puszcze, ciche doliny i olbrzymie wzgórza; bory nieschodzone i stepy nieprzejrzane zgromadziły się tu jakoby na pojednawczą przyrody ucztę. Nie dziw, że taką krainę uważam za najpiękniejszą może w dawnej Polsce; nie dziw, że taka ziemia wpłynęła na swoich mieszkańców i wypiastowała naród mogący stanąć między najdzielniejszymi. Dosyć słyszeć jego podania, jego dumy historyczne, dosyć obejrzeć pola najeżone mogiłami, aby przystać na moje zdanie.</akap>

<akap>Za Stefana Batorego postrzegamy pierwszy ślad Kozaków. Ognisko ich było przy dnieprowych porohach<pe><slowo_obce>poroh</slowo_obce> (ukr. <slowo_obce>поріг</slowo_obce>, lm <slowo_obce>пороги</slowo_obce>: próg) --- naturalna zapora skalna na rzece, uniemożliwiająca swobodną żeglugę. Porohy Dniepru dawały obeznanym z nimi Kozakom przewagę nad ich wrogami i ochronę. Od nich pochodzi nazwa kozackiej ostoi, Zaporoża. W latach 30. XX w. w miejscu porohów na Dnieprze utworzono sztuczny zbiornik wodny, zasilający Dnieprowską Elektrownię Wodną.</pe>, mieszkanie na obronnych wyspach. Zwali się Zaporożcami, a to miejsce Siczą<pe><slowo_obce>Sicz</slowo_obce> --- warowny obóz Kozaków zaporoskich, zakładany kolejno na różnych wyspach dolnego Dniepru, na Zaporożu.</pe>. Wchodzili do ich składu ludzie rozmaitego plemienia, a żyli dziwnym obyczajem. Nie cierpieli u siebie kobiet; polowanie, rybołówstwo, napady wodą i lądem na pobliskie okolice były ich zabawą i sposobem życia. Przezorny król polski wezwał tych ludzi do swej służby, zawarowal przywileje i nadał kilka miejsc warownych nad Dnieprem, ażeby zasłaniali granice Polski przeciw Moskalom i Tatarom. Za Zygmunta Trzeciego słyną po całej Europie, już to pod atamanem Konaszewiczem<pe><slowo_obce>Petro Konaszewicz-Sahajdaczny</slowo_obce> (1570--1622) --- hetman kozacki, dowodził wojskami kozackimi w wielu bitwach przeciw siłom moskiewskim i tureckim. Zabiegał u królów polskich o zwiększenie limitów i przywilejów kozactwa rejestrowego. Przyczynił się do zwycięstwa Polaków nad Turkami pod Chocimiem; zmarł z ran odniesionych w tej bitwie.</pe>, już jako lisowczycy<pe><slowo_obce>lisowczycy</slowo_obce> --- najemne oddziały lekkiej jazdy, zorganizowane w początkach XVII w. przez Aleksandra Lisowskiego (ok. 1575--1616), wsławiły się brawurą w walkach z Rosjanami, Turkami, Węgrami i in., ale także okrucieństwami i grabieżami na bronionych terenach; po spaleniu Radomska formację rozwiązały polskie władze ok. 1635 r.</pe>, walczący w Moskwie, a za sprawę rzymskiego cesarza w Niemczech. Za tego też króla nietolerancja księży katolickich i nieludzkość panów dają im po raz pierwszy broń w rękę przeciw Polakom. Za Władysława Czwartego wystąpił Chmielnicki<pe><slowo_obce>Chmielnicki, Bohdan Zenobi</slowo_obce> (1596--1657) --- hetman zaporoski, przywódca powstania kozackiego przeciwko Rzeczypospolitej w latach 1648--1657, bohater narodowy Ukrainy.</pe>, który pod Janem Kaźmierzem zatrząsł potęgą Polski. Kozackie państwo składało się wówczas z dzisiejszych guberni czernihowskiej, połtawskiej i charkowskiej za Dnieprem, na tej stronie Dniepru posiadało teraźniejszą gubernię kijowską i część przyległą podolskiej. Hetman Chmielnicki poznał, co z tym ludem zrobić można, i łącząc dumne własne zamiary z jego niepodległością, rozpoczął śmiertelną walkę z Polakami. Pokonało go męstwo naszych ojców, ale nie umieli korzystać ze zwycięstwa. Kozacy rozdzielili się na dwoje. Większa część przyjęła opiekę Moskwy, druga, przeddnieprzańska, została niby przy Polsce. Jeżeli Polacy stracili na tym rozdwojeniu, to prawdziwie Kozacy tylko cierpieli. Opieka Moskwy groziła im co chwila zupełną zagładą. Częste było chwianie się ich hetmanów między Polską a Moskwą: lecz nigdzie dobra nie znaleźli. Nareszcie zjawił się Mazepa<pe><slowo_obce>Iwan Mazepa</slowo_obce> (<slowo_obce>Jan Kołodyński</slowo_obce>, ukr. <slowo_obce>Іван Мазепа</slowo_obce>, 1639--1709) --- hetman Ukrainy Lewobrzeżnej w latach 1687--1709. Nawiązywał sojusze najpierw z carem Rosji Piotrem I, potem z królem Polski Stanisławem Leszczyńskim, w końcu jako sprzymierzeniec króla Szwecji Karola XII został pokonany przez wojska rosyjskie pod Połtawą; zmarł wkrótce po ucieczce do Turcji.</pe>. Nadzwyczajny ten człowiek zdolny był utworzyć naród potężny, gdyby kto losy mógł zwalczyć. Używszy we szwedzkiej wojnie przeciw Piotrowi Pierwszemu jawnie i skrycie wszystkiego, co tylko podstępy i waleczność podały, uległ z Karolem Dwunastym szczęściu cara. Z nim zginęła samoistność kozackiego ludu i wszelkie jego nadzieje. Niektórzy z następców Mazepy widzieli jeszcze zbawienie w Polsce i kusili się ocalić Kozaków odstąpieniem od Moskwy, ale jako zdrajcy, zostali pochwytani i potraceni. Powoli godność hetmana została czczym tytułem; mniemanemu hetmanowi kazano mieszkać w Petersburgu; na koniec państwo kozackie podzielono na gubernie, a siczowych, czyli Zaporożców, zapędzono w liczbie kilkudziesiąt tysięcy nad brzegi Czarnego Morza<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q166"></ref>, gdzie dotąd stanowią obronną linię przeciw Czerkiesom. Zdaje się, że bunt polskich Ukraińców w r. 1768 był ostatnią konwulsją konającego ciała Kozaków. Dzieje tego zdarzenia, jako podstawy mojej powieści, są właściwie głównym przedmiotem niniejszej przemowy.</akap>

<akap>Było to w początkach panowania Stanisława Augusta. Polskę szarpał nierząd możnej szlachty, intrygi Czartoryskich i zewnętrznych dworów wpływy. Garstka prawych obywateli, czujących niedołężność króla i pewną pod nim zgubę kraju, utworzyła w zbawiennych zamiarach barską konfederację. Ocknienie się Polaków zatrwożyło nieprzyjazną im politykę; przedsięwzięto więc wszelkie środki do stłumienia konfederacji. Nienawiść ruskiego pospólstwa ku gnębiącym go panom i spólność wiary z pograniczną Moskwą dzielnie posłużyły do zamiaru przerażenia, a może i wytępienia polskiej szlachty, przynajmniej w ruskich prowincjach, gdzie była największa konfederatów potęga.</akap>

<akap>W połowie r. 1768 przebył Dniepr w okolicy Czehryna<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q161980"></ref> z kilkunastu towarzyszami nieznany nikomu zaporoski Kozak, nazwiskiem Żeleźniak; i zaraz w skutku porozumień się z popami ruskimi i pospólstwem odbyło się poświęcenie nożów, przy nocnym obrzędzie w monasterze Św. Motry, położonym samotnie wśród gór i lasów nad Taśminą<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q960750"></ref>, w powiecie czehryńskim, o mil dwie od miasteczka Aleksandrówki, idąc na północ.<pa><slowo_obce>poświęcenie nożów, przy nocnym obrzędzie w monasterze Św. Motry...</slowo_obce> --- zdaje się, iż nie w jednym miejscu noże poświęcano. Widziałem starą drewnianą kapliczkę, należącą do jednego monasteru w Puszczy Łebedyńskiej, niedaleko miasta Szpoły, gdzie podobną uroczystość odbyto.</pa> Niedaleko wspomnianego klasztoru leży wieś Medwedówka<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q4287360"></ref>, gdzie jarmark następował; było to w święto Makkaweja (Machabeusza). Tłum na taki dzień zebranego pospólstwa sprzyjał zamiarowi rozpoczęcia buntu. Z wozu tedy, śród rynku, pop ruski przeczytał zmyślony, jak mówią, ukaz imperatorowej Katarzyny, który, obiecując wiele dobrodziejstw ukraińskim chłopom, nakazywał im wyczyszczenie pszenicy z kąkolu, to jest wytępienie szlachty, księży i Żydów; przedstawił następnie tenże pop Żeleźniaka jako mianowanego przez imperatorowę księcia smilańskiego i pobłogosławił rozpoczęciu rzezi.</akap>

<akap>W mgnieniu oka wszystko rzuciło się do spis i nożów, a wkrótce Ukraina cała, jakby czekała tylko hasła, zmieniła się w teatr niesłychanych mordów. Ówczesny stan i położenie wojska polskiego nie mogły przeszkodzić tak nagłemu szerzeniu się buntu, zjawienie się kilku wysłańców Żeleźniaka w najodleglejszych miejscach Ukrainy rozniecało pożar dokoła; całe wsie szły na ich wezwanie. Polscy dziedzice nie byli także zdolni oprzeć się pojedynczym usiłowaniem; wszystko chroniło się lub za granicę Ukrainy, lub do Humania, a Żeleźniak z okrzykiem: ,,O! tak, Lasze, po Słucz<pa><slowo_obce>Słucz</slowo_obce> --- rzeka na Wołyniu, która podług Rusinów ma stanowić na wschodzie granicę udzielnego ruskiego państwa.</pa> nasze!"<pe><slowo_obce>O! tak, Lasze, po Słucz nasze</slowo_obce> --- Tak, Polaku (Lachu), po Słucz nasze (włości, ziemie).</pe> swobodnie posuwał się ku zachodowi i bez przeszkody pod Humaniem stanął.</akap>

<akap>Humań, dzisiejsze powiatowe miasto w guberni kijowskiej, było w owym czasie przeciw niećwiczonemu wojsku miejscem dosyć warownym. Siła jego składała się z niewielu żołnierzy polskich, kilkudziesięciu pruskich, którzy tam za kupnem koni przybyli, i kilkuset nadwornych Kozaków Potockiego<pe><slowo_obce>Franciszek Salezy Potocki</slowo_obce> (1700--1772) --- najbogatszy magnat ówczesnej Polski, wojewoda kijowski, właściciel ogromnych dóbr na terenie dzisiejszej Ukrainy, m.in. miasta Humań, gdzie w 1768 r. dokonała się największa rzeź koliszczyzny. Pierwowzór teścia bohaterki poematu <tytul_dziela>Maria</tytul_dziela> Antoniego Malczewskiego.</pe> pod atamanem Gontą; można tu dodać liczne szkoły ks. bazylianów i mnóstwo okolicznej szlachty, zbiegłej do obronnego miasta. Ani wątpić, że z tą siłą zbrojną i swoją ludnością byłby się Humań obronił, gdyby nie następna okoliczność. Szczęsny Potocki, dziedzic Humania, napisał do Gonty, że mu dwie wsie daruje, jeżeli utrzyma jego Kozaków w posłuszeństwie i Humań obroni. Ten list szedł przez ręce pewnego Mładanowicza, zawiadującego dobrami Potockich, który go otworzył, przeczytał, a skuszony sposobnością zyskania dwóch wiosek, zataił obietnicę pana przed Gontą i na siebie wziął całą obronę. Tymczasem Żeleźniak się zbliżał. Przerażenie powszechne, podsycane ciągłymi wieściami najwymyślniejszych okrucieństw, dręczyło zamkniętych w samym warownym Humaniu. Gonta podejmuje się traktowania z Żeleźniakiem i wyjeżdża naprzeciw niego o trzy mile, do miasteczka Sokołówki; Kozacy nadworni postawieni w polu dla zasłony miasta. Niedługo trwała niepewność zamkniętych w Humaniu. Kozacy Żeleźniaka albo, jak ich zowią, hajdamacy, pokazują się od lasku zwanego Greków i stają obozem. Gonta z nimi, a wnet i cały jego oddział przechodzi na stronę hajdamaków. Wtedy dopiero poznał Mładanowicz całą nierozmyślność swego postępku i trudność obrony; ujmuje Gontę obietnicami Potockiego. ,,Już za późno!" --- Gonta odpowiedział. Obsadzono jednak okopy, zwrócono działa nabite ku nieprzyjacielowi; wszyscy z rozpaczy chcą się do ostatniego bronić. Dwa dni przechodzą na nieśmiałych harcach ze strony hajdamaków: gotowe działa trzymają ich w oddaleniu; udają się więc do wybiegu. Gonta posyła do Mładanowicza, aby mu pozwolono wjechać do miasta dla rozmówienia się; pomimo oporu innych Mładanowicz zezwala. Gonta przybywa pod bramy, ale w liczniejszym orszaku, niż była wymowa<pe><slowo_obce>była wymowa</slowo_obce> --- dziś: była mowa.</pe>; puszkarz chciał dać ognia, Mładanowicz połą od sukni nakrył zapał działa, Gonta wjeżdża, a jego towarzysze opanowują natychmiast bramę i pobliskie działa i ułatwiają szturm do miasta całemu korpusowi Żeleźniaka.</akap>

<akap>Pierwszy Mładanowicz padł ofiarą niedołężnego swojego głupstwa z rąk Gonty, który, jak sam wtedy powiedział, robi mu tę przysługę dlatego, że był chrzestnym ojcem jego dzieci.<pa><slowo_obce>Pierwszy Mładanowicz padł ofiarą niedołężnego swojego głupstwa z rąk Gonty, który, jak sam wtedy powiedział, robi mu tę przysługę dlatego, że był chrzestnym ojcem jego dzieci</slowo_obce> --- znałem jeszcze w roku 1830 jedno z tych dzieci chrzestnych Gonty, córkę Mładanowicza. Jej tylko brwi czarne uratowały ją od śmierci, która wtedy całą prawie jej rodzinę zniszczyła. Gonta wziął ją pod swoją opiekę i na trupach rodziców oddał ją za żonę jednemu z Kozaków. Wkrótce małżonka powieszono, a jego następcą został pułkownik polski, Krebs, po którym wdową ją poznałem. Kochana ta od wszystkich kobieta dla przyjemności charakteru, choć w takim wieku, napisała pamiętniki swojego życia; żałować by trzeba, gdyby zaginęły. Są w nich ciekawe szczegóły tyczące się nie tylko rzezi humańskiej, ale wielu pierwszych domów polskich, między które los je rzucał.</pa> Śmierć Mładanowicza była hasłem rzezi. Niespodziewany ten napad rzucił taki popłoch, że wszystko prawie o ucieczce tylko myślało. Szczupła liczba broniących się nie zdołała uniknąć smutnej śmierci. Broniono się jednak. Znaczna część schroniła się do kościoła bazylianów. Dobyli go wkrótce Kozacy. Rektor klasztoru, ksiądz Kostecki, miał mszę właśnie i lud wtedy błogosławił; strzał rusznicy z chóru obalił go u ołtarza. Nie było względu na świętość miejsca; nikogo nie oszczędzono. Wkrótce scena mordu ogarnęła całe miasto. Trzy dni rzeź trwała: szesnaście tysięcy osób miało życie utracić rozmaitymi rodzajami śmierci; dziś jeszcze pokazują pod klasztorem bazylianów miejsce ze studni, gdzie do tysiąca uczniów żywcem wrzucono i zaduszono kamieniami. Po trzech dniach przestrzeń miasta napełniona była we dnie snującymi się jeszcze za rabunkiem mordercami, a w nocy rozlegała się wyciem psów i wilków.<pa><slowo_obce>Po trzech dniach przestrzeń miasta napełniona była we dnie snującymi się jeszcze za rabunkiem mordercami, a w nocy rozlegała się wyciem psów i wilków</slowo_obce> --- cały niemal obraz tych wypadków zamyka się w poemacie pod tytułem: <tytul_dziela>Rzeź humańska</tytul_dziela>. Napisał go niejaki Darowski, który był wówczas uczniem i całą rzeź przesiedział w kopule farnego kościoła. Szanowny ten dla swojej autentyczności zabytek w rzadkich bardzo rękopismach krąży po Ukrainie. Czytałem go w takim wieku, że go jeszcze ocenić słusznie nie umiałem.</pa> Obóz Kozaków ciągle był za miastem, gdzie już Gonta dowodził, księciem humańskim obwołany. Żeleźniak zaś z częścią korpusu poszedł dalej i przez Boh się przeprawił.</akap>

<akap>Tymczasem wojewoda Stempkowski, mianowany regimentarzem z nieokreśloną władzą użycia wszelkich środków, aby stłumić szerzące się niebezpieczeństwo, nadciągnął w te strony. Z polskim wojskiem porozumieli się teraz i Moskale na zgubę hajdamaków, nędzny koniec ich zawodu. Pułkownik moskiewski szedł oddzielnie, udając, że im sprzyja, stanął tuż przy nich obozem i posłał Goncie, niby na znak dobrej przyjaźni, złoty łańcuch, który miał znaczyć zgotowane mu kajdany, przy czym na wieczerzę go zaprosił. Nie zapomniano i o podwładnych. Wieczerza długa, napoju do woli; nazajutrz ujrzeli się hajdamacy okutymi w kajdany śród Polaków i Moskali. Wkrótce nastąpiło wymierzenie kary. Była ona dopełnieniem okrucieństw, jakie hajdamacy nad Polakami wywierali. Rozwożono tych nieszczęśliwych w różne miejsca i rozmaicie wymyślanymi sposoby mordowano. Gontę stracono w Humaniu. Podanie twierdzi, że z nadzwyczajną stałością przeniósł wszystkie męczarnie. Darto z niego pasy, ćwiertowano żywcem, zdjęto skórę z głowy, a on cały czas fajkę palił i książkę czytał, póki mu głowy nie ścięto. Żeleźniak umęczony na Pobereżu, we wsi Serbach za Tulczynem.</akap>

<akap>Tak się zakończyło to pamiętne powstanie, hajdamaczyzną i kolijewszczyzną<pe><slowo_obce>kolijewszczyzna</slowo_obce> (ukr. <slowo_obce>Коліївщина</slowo_obce>), dziś raczej: <slowo_obce>koliszczyzna</slowo_obce> --- chłopsko-kozacki bunt na Ukrainie w 1768 r. przeciwko polskiej szlachcie i Żydom; pochłonął od 100 do 200 tys. ofiar, krwawo stłumiony.</pe> między ludem ukraińskim zwane. <begin id="b1377356574635-2728206712"/><motyw id="m1377356574635-2728206712">Literat, Sztuka</motyw>Z takich to czasów, z takich to ludzi osnułem <tytul_dziela>Kaniowski zamek</tytul_dziela>; teraz pytam: jaki jego duch być powinien?</akap>

<akap>Popełnialiśmy nieraz i dotąd jeszcze popełniamy liczne błędy, stąd tylko, że nie znamy swojego kraju. Nie w samej literaturze czuć się to daje.</akap>

<akap>Zanadto może rozwlokłem przemowę, ale nigdy w chęci bronienia siebie. Zważałem tu głównie na wygodę czytających. Zresztą wiem dobrze, że przemowa i przypisy nie naprawią lada jakiego tekstu. Każdy za siebie.<end id="e1377356574635-2728206712"/></akap>




</liryka_l></utwor>