Kochana Mamo!
Zacząłem dzisiaj pisać poema pod tytułem Ojciec zadżumionych[1]. Nagłówek chyba będę musiał zmienić, bo rozniósł się lotem błyskawicy i nasz czołowy émigré[2] już podobno chodzi błędny i obrażony. W ogóle moje nowe poema dziwnie irytują émigrés. Bo, imaginuj sobie, kiedy u Bęc-Walskich rozpocząłem moje czytanie, a zaczyna się to:
„Trzy razy księżyc odmienił się złoty”
hrabia August[3] jął wołać, żebym natychmiast to „trzy” zmienił na jakąś inną cyfrę, a jak nie zmienię, to on mnie, imaginuj sobie, pobije. Ponieważ wątły ostatnio jestem i jak obłok blady, proszę Cię, poradź, co mam uczynić.
Jul.
Powyższy list rozmiaru 13x18 pisany na zżółkłych kartkach drżącym pismem znalazł u siebie w szafie:
K. I. Gałczyński