<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/gajcy-widma/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gajcy, Tadeusz</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Widma</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech </dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Mila, Wioletta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wiersz</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury
(http://wolnelektury.pl) we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/gajcy-widma</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jan Szczawiej, Poezja Polski Walczacej 1939-1945, tom 2, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1974.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Tadeusz Gajcy zm. 1944</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2015</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2018-06-04</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5926.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Blue glass, VV Nincic@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5926</dc:relation.coverImage.source>
  <category.legimi>Poezja</category.legimi>
<coverClass>mpw</coverClass>
<category.thema.main>DC.WL-P</category.thema.main>
    <category.thema>DCC</category.thema>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<liryka_l>
 
<autor_utworu>Tadeusz Gajcy</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Widma</nazwa_utworu>


<podtytul>Poemat</podtytul>

<naglowek_podrozdzial>1</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Czy znasz ten kraj pod soplami sczerniałych gorących gromnic/
skrzypiący dawniej żywicą --- dzisiaj błonami skrzydeł/
nietoperzy ogromnych./
<begin id="b1526836935841-2859086503"/><motyw id="m1526836935841-2859086503">Ojczyzna, Śmierć</motyw>Czy znasz ten kraj,/
gdzie ścieżkami westchnień /
płyną nieżywe/
kwiaty zwęglone i kości zwierząt łąkowych i leśnych.
<end id="e1526836935841-2859086503"/></strofa>

<strofa>Gdzie płaski wypasał krajobraz/
stulone uśmiechy wiosek/
i kwitły długo przy ustach łąki łagodne jak flety ---/
schodzą do jezior z siarki/
i węgla lasy brzozowe./
<begin id="b1526836966472-3278474063"/><motyw id="m1526836966472-3278474063">Ogień</motyw>Stanęły w martwym powietrzu głosy psalmistów letnich,/
kiedy czerwony tulipan ze strzechy wyrósł drzemiącej/
i ronił płatki gorące.
<end id="e1526836966472-3278474063"/></strofa>

<strofa>Miasta pogięte jak muszle na czarnoziemnych wybrzeżach,/
w których się echo strzępiaste wylewa pod strumień wiatru ---/
oto latarnie uliczne w ślimaki skręcone leżą/
i wieże cieką ku ziemi w ceglasty zimny stalaktyt./
Marszczy się skóra globu, lasami zapada i pęka,/
w szczelinach grzmoty podziemne niebo kaleczą niskie,/
ziewają krwiste zachody przy ziemi rozwartym pyskiem/
i czarne słońce zmalało do kształtu serca człowieka.</strofa>

<strofa>Ryby na rzekach z fioletu wypływają brzuchami do góry,/
jawią się niebom obcym geometryczne stygmaty,/
a to zapowiedź złowieszcza,/
bo u serca dzwonów wiszą już nietoperze/
i znaki z morowego powietrza/
jak obłoki wędrują nad światem.</strofa>

<strofa>Ptaki nieznane nikomu po długich roślinach świstu /
spadają w dłonie łun/
jak w sieci listków./
Jabłko ziemi błądzące w zdwojonych mocnych obrotach/
o obręcz blasku ociera sypką sosnową sierść./
Rwie się niebieski bulgot/
i pustkę złą ustokrotnia,/
pustkę o wnętrzu płomienia.</strofa>

<strofa>W płomieniu wklęsłym i szklanym mówią --- śmierć.</strofa>

<strofa>Przymknięte są oczy pożarów, spod których łzy jak katedry ---/
łzy wyściełane wrzosami miękkie i dziwnie ciche ---/
a są to farby żałobne rozłożone w skrzydłach motyli,/
a są to dźwięki bolesnej muzyki.</strofa>

<strofa>Pada śmiertelny deszcz z gromnic wysokich,/
bezpańskie zwierzęta straszą między nocą a dniem,/
ślepną źrenice ludzi pod cięciem puchowej lotki/
ptaków niebieskich przemienionych w złe.</strofa>

<strofa><begin id="b1526837167241-970512969"/><motyw id="m1526837167241-970512969">Dom</motyw>A domy łamią się lekko, domy, w których zamieszkał człowiek,/ 
naszeptujący do kopców cmentarnych u granic.<end id="e1526837167241-970512969"/>/
Ludzie o twarzach z wosku i oczach łagodnej łani/
czekają na gałązkę oliwną, a może/
na gałązkę zwykłego śpiewu.</strofa>

<strofa>Skłębiona puchnie darń,/
skwierczą rozwiane knoty gromnic,/
noce wtulone w skrzydła nietoperzy ogromnych/
kołyszą kraj.</strofa>

<strofa>Ten kraj.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>2. 
Pieśń mimowolna</naglowek_podrozdzial>

<strofa><begin id="b1526837281006-2251256372"/><motyw id="m1526837281006-2251256372">Noc</motyw>Właśnie mnie ciemność wydała nogom, u których po pięć/
palców węszących boleśnie. Jednym podstępnym ukłuciem/
usta rozdarła i mózg mój w białe zmieniła skiby,/
w których się noc przewala zębata, ściśnięta jak pięść.
<end id="e1526837281006-2251256372"/></strofa>

<strofa>A zanim gołąb mnie odbiegł i gałąź wydarli mi ludzie/
z dłoni szerokiej jak taca, abym pozostał szczęśliwy/
wśród nich ---/
tlący na cienkiej łodydze jak lilipuci instrument/
urzekł mnie ptasi skrzyp.</strofa>

<strofa>Nigdy nie było łaskawiej. Mąciłem spokój rzeczy/
ciałem czystym jak kreda, głowę dźwigałem jak kościół,/
odlot drzew żegnałem co dzień nadrzeczny,/
liczyłem wypluski ryb/
na piasku ciężkim od ości.</strofa>

<strofa>Dzwony chłodziły mi szyję weselne albo żałobne,/
a od tego dzwonienia las z wosku na ołtarzach/
w lusterkach trzymanych przez świętych nad głową/
może dla mnie powtarzał,/
może dla cienia mego, który był/
w fałdach mej skóry białej,/
że powalony w własnych krzakach żył/
zrzucę swe ciało.</strofa>

<strofa>Cóż, potem niebo mi obce/
błyskając krawędzią gromu/
zeszło po listku, na którym haft ---/
<begin id="b1526837564071-3756113968"/><motyw id="m1526837564071-3756113968">Diabeł, Młodość</motyw>I wzywałem donośnym głosem,/
obok szatan o rogach złoconych:/
Ach, zatrzymaj mi, ach, zatrzymaj bieg niebieskich lat!
<end id="e1526837564071-3756113968"/></strofa>
<strofa>Przypływ księżyca prowadził./
Wciąż na wieżach ludzie w wieczór/
żałosnymi językami odczytywali gwiazdy, a gniew/
palił im włosy w nieładzie,/
bo powietrze gorące od przeczuć/
tuliło się małe do pięt.</strofa>

<strofa>Sen mój był żółty i straszył/
twarzą jak Tatar:/
<wers_wciety typ="6">Przyszły</wers_wciety>/
wielkie obłoki schylone nad ziemią pędzącą jak światło,/
jak chrust płonęło żelazo i beton bojowych maszyn,/
mosty skakały jak owce przez niebo wtopione w Wisłę,/
wydęły kamienne dziewczyny usta spragnione pokarmu/
i w dzbany parków jak mleko wlewał się ogień i marmur.</strofa>

<strofa>Na próżno człowiek z łbem sępa ręką zakwitał jak laurem;/
schodziły w ziemię latarnie wciąż parskające, za nimi/
wróble z ponurym wyciem, gołębie z płaczem wprost ludzkim,/
i było biało od planet i mroźno niczym od zimy.</strofa>

<strofa>Z gromnicy wysokiej jak sosna wyszedł z pętlicą na krtani/
Traugutt<pe><slowo_obce>Traugutt, Romuald</slowo_obce> (1826--1864) --- polski generał, dyktator powstania styczniowego, stracony przez powieszenie w Cytadeli Warszawskiej.</pe> i wargą poruszał, gestem tłumaczyć chciał;/
łamał się werbel pod krokiem, a on pełen cichego kochania/
wzrokiem pytał: Czy znasz ten kraj...</strofa>

<strofa>Nagły jaszczur w smolistej łusce/
wypadł z nory pod Męką Pańską /
i zanucił dziecięciu jak listek/
--- a tym dzieckiem pewnie byłem ja ---/
o jeziorze, gdzie kąpał się w blasku,/
pełnym siarki, fioletu i darni ---/
A wciąż noce wtulone w ogromne/
skrzydła ---/
kołysały kraj.</strofa>

<strofa>Ten kraj.</strofa>

<strofa>Dalej... sen mnie z nóg zrzucił.../
Wracałem, gdzie dym jak pies leżał/
przed każdym wschodem księżyca./
--- O mieście mówili, że wielkie, o wieży, że jest potężna.</strofa>

<strofa>Tam patrząc na lot jej zazdrośnie/
znowu zacząłem swój głos/
wysilać niby cięciwę --- obok złocony szatan:/
Ach, jeśli nie latom niebieskim --- to pozwól mojej młodości,/
aby przez ciało przebrnęła i twardą zębatą noc!</strofa>

<strofa>Wieczność siedząca za nami ziewała szczęką czerwoną,/
mały anioł po sznurze schodził ku mojej pomocy,/
po pięć palców u stopy ciągle boleśnie węszących/
spoczęło wreszcie. Był dzień,/
w którym przy mięsie ofiarnym Kain<pe><slowo_obce>Kain</slowo_obce> --- pierworodny syn Adama i Ewy, zabił swojego brata Abla (Rdz 4,1--8).</pe> ugodził brata,/
więc kipiał wełniasty step/
w gwiazdach lecących na północ.</strofa>

<strofa>Wtedy ostrożnie mi zdjęto głowę, przykryto całunem/
i gałąź wyrosła w mej ręce, a z nią boskości mej zapach.</strofa>



<naglowek_podrozdzial>3.
Pieśń ostateczna</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Strzaskałeś kroplami głuchymi jak młot/
kuty w powietrzu sarkofag,/
gdziem leżał w kwietnym puchu/
czekający na nową noc,/
kiedy twe ręce spoczną na chlebie i koszach.</strofa>

<strofa><begin id="b1526838997734-1735563730"/><motyw id="m1526838997734-1735563730">Zwierzęta</motyw>Wielekroć gwiazdy stawały nad ciemną równiną,/
mowa splątanych kopyt dudniła w łozach i wierzbach,/
gdy śpiąca rzesza nad wodą wołała: głód!/
Szalały krowy zdziczałe, o ciemność druzgocąc szyje,/
wychodził z lasu pasiasty tygrys do ognisk i sprężał/
mięśnie do skoku.<end id="e1526838997734-1735563730"/> Chłód/
budził leżących --- ręce/
wznosili po trzykroć i oczy,/
wołali: przybądź! i trawą sypali żałobnie włosy,/
i budowali z kamienia ołtarze polne naprędce.</strofa>

<strofa>Nie było kresu tym czasom. Tyś spał/
głowę rzuciwszy na wiosło, gdy zaczął buntować się płomień,/
woda i blade powietrze. Latały ciała żyjących,/
kości ich cienkie i żółte, raczej podobne słomie./
Zatapiał dziąsła zsiniałe w pierś córki śmiejący się ojciec/
i kapłan kryjomo z kielicha krew twą do ust suchych lał.</strofa>

<strofa>Już woda spijała ziemię, już wodę pochłaniał ogień/
i ogień ginął w powietrzu --- ja ciągle leżałem jak martwy,/
czując na zimnych policzkach dotyk żywiołów trzech./
Wąż poparzony się przywlókł, ciałem bezsilnym mi nogi/
okręcił.../
<wers_wciety typ="6"><begin id="b1526839053590-1759614486"/><motyw id="m1526839053590-1759614486">Grzech</motyw>Ufałem --- oto zbudujesz mi arkę</wers_wciety>/ 
i weźmiesz na nią zwierzęta, tylko zostawisz mój grzech.
<end id="e1526839053590-1759614486"/></strofa>

<strofa>Potem mi ziarno przez ptaka/
prześlesz --- i włożę w doniczkę. ---/
Siedem ogromnych nocy i siedem ogromnych dni/
będzie kiełkować, aż wreszcie z nowego wyczytam zodiaku,/
że wolna ziemia mnie czeka, spokojne żywioły wszystkie.</strofa>

<strofa>Nie było tak. Już sam jeden/
leżałem i czułem me oczy/
topiące się głębiej i głębiej w twarzy zlepionej z wosku;/
dogasał ogień na studniach, woda walczyła z lewej,/
a z prawej kapał bezdźwięcznie w łuk przechylony nieboskłon.</strofa>

<strofa>Próżnia zdławiła już dawno węża u moich nóg./
Twardniały w kamień korzenie mchów, tataraków i lilii,/
w uszach mych pęd posępny warczał,/
łagodnie spadała ziemia, księżyc się w tyle przechylił/
i słońca leciała tarcza/
czarna na pół.</strofa>

<strofa>Jeszcze wierzyłem: wyślesz łuk/
tęczy, gdy zbudzić się zdołasz ---/
lecz tyś spał --- a u wiosła niespokojny tłum/
twoich aniołów./
Więc nadzieję żegnając, z warg zwaliłem szeptem,/
który ogromnym wołaniem się rozległ i deptał/
gwiazdy błędnie wiszące/
nad kolumnadą kosmicznych bram:</strofa>

<strofa>Nie złamałeś mej mocy ---/
jestem sam!</strofa>



<naglowek_podrozdzial>4.
Sen drugi</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Biskup w ornacie tajemniczych szelestów pełnym/
głośno śpiewał litanie i świecił aksamitnym obuwiem,/
szły za nim ulubione dwie hieny/
i świecące jak talerze dwa żółwie.</strofa>

<strofa>Chłopcy biegli za orszakiem tym,/
jak za cygańskim wozem,/
chcieli ujrzeć pierścień biskupi, gdzie płyn/
cudowny --- bo z krwi --- bulgotał,/
ale już kobiet pisk zmysłowy/
odrzucił ich na stronę:/
to Dionizos<pe><slowo_obce>Dionizos</slowo_obce> (mit. gr.) --- bóg ekstazy religijnej, sił witalnych natury, wina. Związany z życiem pozagrobowym. Przedstawiany zazwyczaj jako dojrzały, brodaty mężczyzna, albo młodzieniec o długich włosach.</pe> rwał grona na płotach.</strofa>

<strofa>Na rogatkach --- tam fryzjer i rzeźnik/
mówili o czasach zjawiających się im we śnie:/
złe były --- a przeżyje, kto wierzy,/
kto nie wierzy --- nie wypije i nie zje.</strofa>

<strofa>A wierzyła staruszka, której już wiele kanarków/
w klatce zmarło. Ostatni miał ciężkie konanie,/
modliła się nawet za tę duszę małą,/
ale <begin id="b1526839511448-3703429048"/><motyw id="m1526839511448-3703429048">Ksiądz</motyw>najczęściej składała ręce/
miękkie jak włóczka i prosiła: Panie,/
niech wnuk mój zostanie księdzem.</strofa>

<strofa>I został. Panny w tiulach nad nim/
niosły baldakim jak pierzyna pyszny,/
aż z zazdrością patrzała nieładną/
młoda żona z ulicy najbliższej.<end id="e1526839511448-3703429048"/></strofa>

<strofa>Wiele prawdy znał fryzjer i rzeźnik./
Do studenta alchemii, gdzie dzwonek/
był nad drzwiami rzeźbiony jak szyszka,/
przychodziły Erynie<pe><slowo_obce>Erynie</slowo_obce> (mit. gr.) --- boginie zemsty, karzące zwłaszcza przewiny wobec rodziny i rodu, przedstawiane ze skrzydłami i z wężami we włosach,doprowadzające do szału i dręczące tych, których ścigają.</pe> tlenione,/
by na czole mu gorzko napisać:/
Masz pamiętać, bo taki jest rozkaz/
--- w snach go czytał i fryzjer, i rzeźnik ---/
ten przeżyje na ziemi --- kto wierzy,/
kto nie wierzy --- nie wypije i nie zje.</strofa>

<strofa>Pluskały karuzele, łodzie na długich linach,/
mąciły śmiech --- lecz w tym śmiechu/
szatan umywał ręce, jeszcze wodę po nich przeklinał /
i żałośnie płakał jak dziecko.</strofa>

<strofa>Poznał go biskup srogi i powieką obwisłą skinął,/
pełen chrzęstu srebra i haftu przystanął przed nim jak wizją,/
wzrok do nieba podniósł: Ukrzyżuj!/
Wielkim głosem potrząsał jak grzywą.</strofa>

<strofa>Wypędzony więc z miasta jak z raju/
wziął mnie mocno za przegub dłoni/
i na górę wysoką zaniósł.</strofa>

<strofa>Kiedy mi z gliny lepił chleb/
i daremnie skręcał bicze z piasku,/
jak najsmutniej mi w oczy popatrzył/
i palcami jak dzwonki u sań/
wskazał nisko, i spytał: chłopaczku,/
czy znasz ten kraj?</strofa>

<strofa>Ten kraj?</strofa>

<strofa>--- Tam stodoły chude, nocą wozu skrzyp/
i Chrystusik kulawy przy szybie,/
a za szybą już gromnice trzy /
i milczenie żyzne.</strofa>

<strofa>Tam wilgotny i płytki na dłoń/ 
dół dla ciała rozgrzanego południem,/
słońce nawet wątłe jak kłos/
i chleb trudny.</strofa>

<strofa><begin id="b1526839726093-1892096743"/><motyw id="m1526839726093-1892096743">Wróg</motyw>Jeszcze gorzej będzie, gdy żebra/
stodół wyschną, wyparują studnie,/
przyjdzie mór --- przyjdą ludzie w złych hełmach...<end id="e1526839726093-1892096743"/>/
A tu spójrz: chociaż góra bezludna,/
są fontanny i zamki na lodzie,/
kwiatów zagon, owoce kuliste/
i jak tam --- karuzele i łodzie,/
i jak tam --- szał, zabawa i gwizdy.</strofa>

<strofa>Że nie ludzkie, to nic --- tamci kiedyś przestaną/
i niejeden się skusi... będzie raźniej ci wówczas,/
patrz --- Erynia, ma córka, jak muzyka co rano/
zbudzi lokiem grającym, ucałuje cię w usta.</strofa>

<strofa>Będziesz synem mym. Starość/
ciężka dla mnie. Zły biskup,/
który żółwie i hieny jak psy wodzi z orszakiem,/
kazał odejść mi z miasta, gdzie ukryty się błyska/
grom i wkrótce przeleci po żyjących i martwych.</strofa>

<strofa>Jakże rozeznasz wtedy mgły między nocą a dniem?/
Tu tylko będzie wiadome --- komu pozostać dane;/
niemowlęta zrodzone potłucze popiół z marmuru i kamień,/
ciebie? --- Ciebie pożegna, rozniesie jak pianę/
przelot ptaków niebieskich przemienionych w złe.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>5.
Hymn do światła</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Gotowe są mury miasta. Czekają ciemne katedry,/
domy rozpusty i place, na których błędni prorocy/
ścieżki prostują twoje./
Tramwaj już węszy w ulicy, kina szaleją prędzej/
i rzemyk rozplata wodzowi bohater wśród krzyków miłosnych.</strofa>

<strofa>Z trąb zachłannie szerokich wydmuchują orkiestry/
noc głęboką i lamp spokojnych tło./
Gotowe są mury Jerycha. Na miasto ubogie w przestrzeń,/
nim się powietrze rozszerzy w wieczność nadmierną --- zstąp.</strofa>

<strofa>Zstąp na miasto ubogie w ogrody,/
nim padnie wapno z kwiatów i nieświadomych budynków,/
nim szelest snu nie zasypie wołania człowieka/
o dni/
powietrza, ognia i głodu.</strofa>

<strofa>Oto już słyszę niepokój pomników:/
Kopernik wpatrzony w gwiazdę twarz zakrył cieniem kościoła,/
z nocy wychodzą kolumny zbrojne. Ich marsz/
chwieje drzewami ślepymi/
i śpiew długi idzie za nimi:/
Hej, dziewczyno ma, czy znasz ten kraj?</strofa>

<strofa>Gotowe są mury miasta. Ulepiłem już trudny mój sen/
w pustej nocy czekający na szmer/
promienia od gwiazdy słonecznej./
I zanurzony po usta w niej/
słyszę w krwi mej szyderczą wieczność.</strofa>

<strofa>Zstąp na głowy bluźniące, zanim/
grom po trumnach nie przeleci jak wóz,/
i niezdarnemu na zimnym posłaniu/ 
wołać daj:</strofa>
<strofa>--- Oto biskup monstrancją świeci,/
szatan z miasta ucieka, a za nim/
idzie łuna nad ciemny kraj./
Więc jesteś!</strofa>


<naglowek_podrozdzial>6.
Tren na śmierć siostry</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Jest nade mną migotanie witraży./
Dymią książki dłoniom leniwym,/
kolorowe, soczyste pejzaże/
wyciekają jak senna oliwa./
Wyżej cień mój godzinę wydzwania./
Ściana płynie prosta jak struna --- /
będzie pieśń może gorzka i trudna,/
ale pełna smutnego kochania:</strofa>

<strofa><begin id="b1526840309805-3614846148"/><motyw id="m1526840309805-3614846148">Śmierć</motyw>Gdzieś, woskowa panienko,/
gdzieś mi się podziała?/
Ach, niedobre, niedobre żelazo/
odebrało ruchliwość twym rękom/
i języczek jak listek porwało.
<end id="e1526840309805-3614846148"/></strofa>

<strofa>I kosteczki o szpiku miękkim /
wyłamało bez trudu jak słomkę;/
a nie pójdzie z powagą i wdziękiem/
konik z tobą ubrany w żałobę.</strofa>

<strofa>Nie opadną na deski z hukiem/
krople święte, wonne i lekkie/
i nie przyjmie posłanie smutne/
w ciepłą trawę --- nieśmiałej trumienki.</strofa>

<strofa>Cacy, cacy, siostrzyczko snów --- /
w środku miasta na skwerze pustym/
zimny, płytki na dłoń ci dół/
dadzą --- oczom otwartym i ustom.</strofa>

<strofa>Ileż słońc się przetoczy nad tobą,/
ileż rzek się wyleje naraz,/
zanim cisza przystanie jak obłok/
nad ulicą świętego Łazarza.</strofa>

<strofa>A mówili: przeżyje, kto wierzy,/
kto nie wierzy, nie wypije i nie zje./
Śpią zuchwali na szczątkach oręża,/
między nimi i fryzjer, i rzeźnik.</strofa>

<strofa>Niechaj martwi ufają żywym: /
kto nie wierzy --- wszak także utonie,/
[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]</strofa>

<strofa>Nie pocieszyć twych rzęs, pod którymi/
teraz piasku dusznego nadmiar,/
a śpiewałaś: wielbłądy w pustyni/
po dwa serca noszą w swych garbach.</strofa>

<strofa>Jak powiedzieć ci pełniej i smutniej/
o nizinie, gdzie płomień stał ---/
Po twych deskach uderza jak w lutnię/
ziemia nocą ogromna i pyta:/
czy znasz ten kraj?</strofa>

<strofa>Zna go szatan i szeptał z tajemnic.../
głos mu drżał delikatny jak pióro./
O, siostrzyczko mych snów,/
po co więcej ci wiedzieć ---</strofa>

<strofa>Ty wybrałaś dolinę, a mnie każą górą/
znów.</strofa>


<naglowek_podrozdzial>7.
Zwiastowanie, czyli sen proroczy</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Kogut grzebieniem z korali/
nad mą twarzą długą chwilę potrząsał,/
potem rzekł: jestem tutaj przysłany,/
by cię zbudzić i zabrać w niebiosa.</strofa>

<strofa>Potem dziobem gałąź przełamał,/
boskość moją skrzydłem rozwiał rozległym/
i napełnił kosmiczne bramy/
pianiem wielkim i pięknym.</strofa>

<strofa>Obok nas,/
tam gdzie płaski wypasał krajobraz/
stulone uśmiechy wiosek ---/
schodziły ku drogom modre/
krowy, cielęta i owce.</strofa>

<strofa>Śliwy, jabłonie i grusze/
biły w sadach o ziemię mocno/
i melodie przystawały pastusze/
między zmierzchem razowym a nocą.</strofa>

<strofa>Po krawędzi wysokiej szedł /
ceglasty pociąg o kołach wysokich,/
ślizgał się most, toczył się szept /
i jak łokcie latały tłoki./
Wtedy szeptem prosiłem: zostaw /
na to granie, na tę spokojność...</strofa>

<strofa>Zstąpił szatan niedosłyszalnie, bo boso,/
i do lęku mojego podszedł,/
dotknął skroni i wyrzekł: chłopcze,/
jeszcze będzie dana ci wolność.</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Właśnie mnie ciemność wydała nogom, u których po pięć/
palców węszących boleśnie. Zacząłem skarżyć się jękiem,/
gdy mózg mój napełnił jak miedź/
szelest nagły: to matka --- w sukni huczącej na klęcznik/
spadła jak ćma.</strofa>

<strofa>Dłonie rozwiała jak szarfy, a uśmiech blady był,/
gdy dźwiękiem trącała powietrze rozkołysane jej zejściem:/
Synu mój --- uwierz w sny ---/
wielką prawdę znał fryzjer i rzeźnik:</strofa>

<strofa>Ten przeżyje na ziemi, kto wierzy,/
i kto dłoniom własnym zaufa,/
kto nie wierzy, nie wypije i nie zje,/
a zapłaci mu pustka i cisza.</strofa>

<strofa>Kochaj płomień, który niweczy/
i twą ziemię przepala jak kładkę,/
tak się zrodził pochmurny i męski/
bohater.</strofa>

<strofa><begin id="b1526840514754-3588376294"/><motyw id="m1526840514754-3588376294">Broń, Miłość, Ojczyzna</motyw>Kochaj pocisk z niedobrego kruszcu,/
gdy nad włosem ci leci prosty;/
niejednego on przecież nauczył/
miłości.</strofa>

<strofa>I człowieka, w którego godzisz/
mrużąc oko pod blask broni siny,/
on nauczył boleśnie twą młodość/
ojczyzny.
<end id="e1526840514754-3588376294"/></strofa>

<strofa>Synu mój, uwierz w sny: po raz wtóry zapieje kogut,/
a nad miastem proszącym o światło koral łuny ześle wam/
<wers_wciety typ="6">Ten,</wers_wciety>/
Który w dłoniach i wodę, i ogień/
sprawiedliwie waży na dzień.../
<wers_wciety typ="6">ale więcej mówić nie mogę.</wers_wciety></strofa>

<naglowek_podrozdzial>8.
Pieśń wiosenna</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Kora obrasta pnie. Dźwiga się kłos i powój,/
ptaki prowadzą swe małe, kret wychodzi na światło,/
muzyka chmur nad domem/
wisi w gronach soczyście i łatwo./
Już ogrodnik zgiął się jak most,/
koń paruje liczący skiby,/
pęka gałąź i leje się sok/
nad żywym i nieżywym.</strofa>

<strofa>Deszcz wywodzi roślinne kształty/
z szeptu ziaren i owadów chrzęstu/
i na wietrze faluje las./
Z wody ścieka znużony statek,/
jest jak ręka pełna szelestu/
położona ślepo na czas./
Idą dymy z kominów. W nich/
drży nieśmiałe powietrze niebieskie:/
grom zaszczekał wysoko nad rzeką,/
błyskawice obnażyły kły/
nad pobitym i nad zwycięskim.</strofa>

<strofa>Trawa przewierca kamień, asfalt się marszczy na placach,/
korzeń roślinny unosi płytę uliczną i deskę,/
krzak kartofla zakwita na ulicy świętego Łazarza --- /
śpij, wątła, śpij, męski.</strofa>

<strofa>Zwalone są mury Jerycha. Pogięta broń/
jak szkło przebłyska w ruinach. Złomek księżyca w oknie,/
po twarzy cień nietoperzy./
Gdzie pójdziesz --- ciemność cię dotknie,/
daremnie wołasz znów: zstąp!/
Lepiej mężnemu: śpij, mężny.</strofa>

<strofa>Podziemna fala też pluszcze./
Krzyż się bezradnie poruszył/
i ręka wynurza się biała, palce wskazują na sąd,/
a pod nocą zwierzęcą i ludzką/
świecą czaszki toczone jak lustra ---</strofa>

<strofa>kość człowiecza opada na dno.</strofa>

<naglowek_podrozdzial>9.
Nawrót wątku</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Szatan muzyczny piszczel/
palcami przy ustach rozdzwonił,/
kołysały się żebra jak liście,/
chwiał się ząb wyłamany i goleń.</strofa>

<strofa>Robak drobny wąsami poruszał/
i po czaszce wędrował jak globie,/
uśmiechały się oczy i usta/
mej siostrzyczki w trumience obłej.</strofa>

<strofa>Jeszcze raz, tylko raz/
hejnał bajkę zanuci ---/
każda kość będzie grać, każda trawa i korzeń:/
...jechał piękny przez sosnowe morze/
w nikłej łódce/
pod blask./
Więc i inne okręty --- wszystkie z listków i jagód./
Cicho ptaki ze smutku płakały,/
bo na zawsze, bo nie wrócą, gdy odjadą/
pod żaglami z koniczyny i malin./
Nucił piękny, a usta miał modre:/
kajet<pe><slowo_obce>kajet</slowo_obce> (daw., z fr.) --- zeszyt.</pe> rzuć, ze mną chodź,/
to karocę ci zbuduję i otulę w chorągiew,/
i dam welon czarny jak noc...</strofa>

<strofa>Dudnił flet i organy w kaplicy/
wyciągały ramiona jak anioł;/
jeszcze raz zagra kość --- szatan w miasto powróci ---/
szepnął zwiastun i we śnie przystanął.</strofa>

<strofa>Z dymu będzie dom twój i sen,/
a z płomienia wieczność zupełna/
i opowieść inna --- lecz wiedz,/
że muzyka w niej nagła gra.../
Nie anielskie to pienia./
Tak opowieść ta się zaczyna:</strofa>

<strofa>Czy znasz ten kraj...</strofa>


<naglowek_podrozdzial>10</naglowek_podrozdzial>

<strofa>Ryby na rzekach z fioletu wypływają brzuchami do góry,/
ostatni kanarek staruszki wydał śmiertelne westchnienie,/
żółto było od śpiewu jego,/
teraz leży --- sztywne ma pióra ---/
więc się módlmy: wybaw od złego.</strofa>

<strofa>Marszczy się skóra globu, lasami zapada i pęka,/
płacze serdecznie kamień,/
gwiazda się traci na wietrze:/
czarne słońce zmalało do kształtu serca człowieka,/
więc się módlmy: daj zmiłowanie,/
oddal zapowiedź złowieszczą.</strofa>

<strofa>Stanęły w martwym powietrzu głosy psalmistów letnich,/
biskup w żałobnej kapie/
kropidłem widma gasi;/
skrzypią haki szubienic,/
zaraz salwa w ciało zapadnie ---/
więc się módlmy: ześlij nam łaskę.</strofa>

<strofa>Przymknięte są oczy pożarów,/
lasy są drżące jak rzęsy,/
krew już straszy na drogach, żadne stopy jej śladów nie otrą ---/
kwiaty zwęglone --- i kości zwierząt łąkowych i leśnych,/
więc się módlmy: od lęku nadmiaru /
i szatana czułego nas ochroń.</strofa>

<strofa>A domy łamią się lekko /
i znaki ciągną po niebie;/
wciąż na wieżach ludzie w wieczór/
żałosnymi językami czytają gwiazdy, a gniew/
pali im włosy w nieładzie,/
bo powietrze gorące od przeczuć/
tuli się małe do pięt.</strofa>

<strofa>Rwie się niebieski bulgot,/
a przecież w wirze karuzel/
szatan już ogień dojrzał, łzy mu z policzków pociekły ---/
a to są farby żałobne, rozłożone w skrzydłach motyli /
w czarnych skrzydłach albo niebieskich.</strofa>

<strofa>Pada śmiertelny deszcz z gromnic wysokich,/
idzie ciemną niziną śpiewanie,/
ślizga się most, toczy się szept i zmęczone pracują tłoki/
po lesie, po wodzie, po łanie ---/
Nachyl twarzą się ku ziemi,/
tam usłyszysz, tam odnajdziesz.</strofa>

<strofa>Ślepną źrenice ludzi pod cięciem puchowej lotki,/
nie gałązka oliwna z nieba ściętego mrozem,/
lecz podłużny opada jak/
kropla spod paznokcia szatana --- nietoperz.</strofa>

<strofa>Skłębiona puchnie darń,/
więc się módlmy o słoneczny promyk,/
bo wciąż noce wtulone w ogromne/
skrzydła ---/
odpływają od rąk człowieka,/
a za nimi --- czy znasz?</strofa>

<strofa>Ten kraj.</strofa>

</liryka_l></utwor>