<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/eurypides-hippolytos-uwienczony/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Eurypides</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Hippolytos uwieńczony</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kasprowicz, Jan</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tomasz Jama</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tomasz Tokarczyk</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.thanks xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dziękujemy panu Tomaszowi Jamie za sfinansowanie opracowania niniejszej publikacji.</dc:contributor.thanks>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Starożytność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tragedia</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl).</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/eurypides-hippolytos-uwienczony</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.sbc.org.pl/dlibra/doccontent?id=17743</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jan Kasprowicz, Przekłady, tom VI, wydał Wojciech Meisels, Kraków 1931.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - tłumacz Jan Kasprowicz zm. 1926</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1997</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2016-03-16</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/eurypides-hippolytos-uwienczony.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0209-4</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/eurypides-hippolytos-uwienczony.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1270-3</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/eurypides-hippolytos-uwienczony.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2225-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/eurypides-hippolytos-uwienczony.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3205-3</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/eurypides-hippolytos-uwienczony.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4291-5</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6808.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fedra i Tezeusz, Léon Bakst  (1866–1924), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6808</dc:relation.coverImage.source>
  <category.legimi>Dramat</category.legimi>
    <category.thema.main>DD.WL-D</category.thema.main>
    <category.thema>DDA.WL-A</category.thema>
    <category.thema>1QBAG</category.thema>
    <category.thema>3CT</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wierszowany_l>
<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Hippolytos uwieńczony</tytul_dziela> --- tragedia Eurypidesa, opisująca zemstę bogini miłości Afrodyty na Hippolytosie, czcicielu dziewiczej bogini Artemidy.</akap> 
<akap>Bogini miłości sprawia, że w Hippolytosie zakochuje się jego macocha, Fedra, która jednak walczy z żądzą, a gdy ta staje się jawna za sprawą nieopatrznego wyznania poczynionego służącej, popełnia samobójstwo. Ojciec Hippolytosa, Tezeusz, po powrocie do pałacu zastaje ciało Fedry oraz jej list, fałszywie oskarżający Hippolytosa o gwałt. Przeklina więc swego syna, wykorzystując daną przez Posejdona obietnicę spełnienia jednego życzenia.</akap>





</abstrakt>
<autor_utworu>Eurypides</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Hippolytos uwieńczony</nazwa_utworu>


<nota_red>
<akap>Uwspółcześnienia:</akap>

<akap>Pisownia łączna/rozdzielna, np.:
niema -> nie ma,
nie zdrowo -> niezdrowo,
nie mądrze -> niemądrze,
poco -> po co,
dla czego -> dlaczego,
zdaleka -> z daleka,
napróżno -> na próżno,
powtóre -> po wtóre,
jabym -> ja bym,
któżby -> któż by,
jakiejby -> jakiej by,
coby -> co by,
z pod -> spod.
</akap>

<akap>Pisownia wielką literą:
amazonki -> Amazonki
</akap>

<akap>Pisownia joty, np.:
Antjopy -> Antiopy,
Troizena -> Trojzena,
Pandjon -> Pandion,
Ojchalji -> Ojchalii,
Heljos -> Helios.
</akap>

<akap>Pisownia spółgłosek dźwięcznych i bezdźwięcznych:
shańbiwszy -> zhańbiwszy,
z pod -> spod
</akap>

<akap>tem, czem -> tym, czym (z wyjątkiem pozycji rymowej)</akap>

<akap>Fleksja: -em, -emi -> -ym,  ymi.</akap>

<akap>Inne:
j. w. -> jw.
Pozejdon, Posejdon -> Posejdon (ujednolicenie)
</akap>

<akap>Poprawione błędy źródła:
Zeusza -> Zeusa,
swtyd -> wstyd
</akap>
</nota_red>

<lista_osob>

<naglowek_listy>OSOBY DRAMATU:</naglowek_listy>

<lista_osoba><osoba>Afrodyte</osoba>, bogini miłości</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Hippolytos</osoba>, syn <osoba>Tezeusa</osoba> i Amazonki <osoba>Antiopy</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Służba</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Chór kobiet trojzeńskich</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Piastunka</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Fedra</osoba>, małżonka <osoba>Tezeusza</osoba>, córka <osoba>Minosa</osoba>, króla Krety</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Tezeusz</osoba>, król Aten, syn <osoba>Ajgajosa</osoba> (<osoba>Egeusa</osoba>)</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Poseł</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Artemis</osoba>, bogini łowów</lista_osoba>

</lista_osob>

<miejsce_czas>Rzecz dzieje się w mieście Trojzenie przed pałacem króla Pitteusza.</miejsce_czas>

<didaskalia>Na scenie jawi się</didaskalia>


<naglowek_osoba>AFRODYTE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Me imię na niebiesiech niepomiernie słynie/
I ludzie znają dobrze kipryjską władczynię./
A jacy są mieszkańcy od ponckich wybrzeży/
Po fale Atlantyku, ten, kto we mnie wierzy,/
Doznaje mojej łaski, zaś poniżon będzie/
Pod słońcem, kto śmie deptać me święte orędzie./
I bóstwa bowiem lubią, jeśli człek jest skory/
Oddawać przynależne niebianom honory./
Wykażę ja tu zaraz prawdę mego słowa./
Hippolit, amazonki syn, Tezeuszowa/
Latorośl, wychowaniec cnego Pitteusza,/
Jedyna śród trojzeńskiej ziemi żywa dusza/
Najlichszą mnie śród bogów mianuje i dumnie/
Miłosnym gardzi łożem. Nie znajdując u mnie/
Radości, Artemidę, siostrzycę Fojbosa,/
Uważa za najpierwszą śród tych, co niebiosa/
Zajmują, i z Zeusa tą córą dziewiczą/
Na łowy, tępić zwierza, wyrusza z swą smyczą ---/
Za wielka to zażyłość dla śmiertelnych ludzi./
Zazdrości przecież we mnie zaszczyt ten nie budzi,/
Bo po cóż? Tylko jeszcze dzisiaj zobaczycie,/
Że zemszczę się za krzywdę swą na Hippolycie./
Rzecz dawna, pójdzie łatwo, nie będzie zawodu:/
Na obchód gdy świąteczny z Pitteusza grodu/
Pojawił się ten młodzian w ziemi Pandiona,/
Ujrzała go cna Fedra, ojca jego żona,/
I straszną się ku niemu rozpaliła żądzą --- /
Przeze mnie to się stało. Jeszcze nim zabłądzą/
Jej kroki do Trojzeny, na znak swej miłości/
świątynię zbudowała śród ateńskich włości,/
Na zboczu Palladyjskim, skąd widać te łany --- /
Przybytek ten, w Kiprydy cześć ufundowany./
Ma zwać się od tej pory na zawsze kościołem/
Bogini Hippolyta... Potem, kiedy społem/
Z małżonką porzuciwszy mury Kekropsowe,/
Tezeusz tu zawitał, aby swoją głowę/
Od klątwy uratować, i roczną pokutę/
Odprawiać jął z daleka od domu za lute/
Wylanie Pallantydów krwi, od onej chwili/
Na próżno się nieszczęsna ta kobieta sili/
Uwolnić się od cierpień: wzdycha, jęczy, ginie/
Z miłości, ale milczy. Jakiej by to winie/
Przypisać, z domowników nie wiada nikomu./
Lecz długo tak nie można kochać po kryjomu:/
Wyjawię Tezejowi i ojciec młodziana/
Zabije, mego wroga. Tak więc wykonana/
Zostanie obietnica, jedna z trzech, którymi/
Obdarzył Tezeusza władca, nad morskimi/
Falami władający, Posejdon. I żona/
Paść musi, acz chwalebnie. Bo juścić mi ona/
I los jej nie oznacza znów tyle, bym miała/
Poniechać swojej zemsty na wrogach, jak chwała,/
Jak cześć moja wymaga... Lecz oto me oczy/
Spostrzegły Hippolyta: Z łowieckiej-ci kroczy/
Wyprawy syn Tezejów. Ustąpię mu z drogi./
Pospiesza tu z nim razem służby orszak mnogi/
I głośną składa pieśnią hołdy Artemidzie:/
On nawet nie przeczuwa, że ku śmierci idzie,/
Że słońce mu przyświeca już po raz ostatni.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za mną, szeregu mój bratni,/
Hymny nam trzeba wznieść/
W cześć Artemidy, w córki Zeusa cześć!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR STRZELCÓW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O pani dostojna, o pani!/
Zeusa ty córo i Latony,/
Z dziew najpiękniejsza,/
Z dziew, zajmujących gmach złocony/
Twego rodzica, nieboskłony/
Zeusa promienne: tobie w dani,/
Tobie jedynej hołd składamy:/
Niech się twa cześć nie umniejsza,/
O Artemido bez plamy,/
O dziew olimpijskich królowo!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ten wieniec tobie składam, zioła woniejące,/
Zerwane, o władczyni, na dziewiczej łące,/
Na którą żaden pasterz nie pognał swych owiec/
I z sierpem nikt nie zaszedł. Nietknięty manowiec!/
Tu tylko skrzętna pszczoła pobrzękuje w wiośnie,/
Dziewicza rosa łan ten orzeźwia, kwiat rośnie/
Jedynie dla wybrańców, co nie wyuczoną,/
Lecz szczerą wstydliwością w swoim sercu płoną --- /
Kto podły, temu wara! Więc, pani niebiosów,/
Racz przyjąć tę ozdobę twych złocistych włosów/
Z mej ręki nieskalanej. Ja jeden na ziemi/
Zażywam takiej łaski, że mogę się z swemi/
Do ciebie zwracać słowy, żeśmy towarzysze,/
Że głos twój, o władczyni, każdej chwili słyszę,/
Choć lic twoich nie widzę! Chciałbym w takiej mierze/
Przez życie przejść, aż grób mnie w swe mroki zabierze.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odwraca się od ołtarza w kierunku domostwa. W tej chwili występuje z <osoba>chóru</osoba> i zachodzi mu drogę</didaskalia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O książę! --- gdyż li boga władcą zwać wypada ---/
Czy raczysz mnie wysłuchać? Dobra moja rada.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I owszem, boć niemądrze postąpiłbym przecie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A wiesz ty, jaki zwyczaj panuje na świecie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie wiem. W jakiej sprawie twa się warga trudzi?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nikt pychy i uporu nie lubi śród ludzi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rzecz prosta, bo i któż by lubił pychę człeka?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Że nikt zaś na uprzejmą grzeczność nie narzeka.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na uprzejmości ludzie nigdy źle nie wyśli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyż bóstwa, powiedz, nie są takiej samej myśli?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy życie ich w ten sposób, jak i nasze, płynie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A jednak pokrzywdziłeś dostojną władczynię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja? Kogo? Strzeż się, proszę, by kłamcą nie zostać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<didaskalia>wskazując na posąg Afrodyty</didaskalia>
<kwestia><strofa>Masz oto przed swym domem cną Kiprydy postać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<didaskalia>bijąc przelotny pokłon posągowi</didaskalia>
<kwestia><strofa>Jam czysty, nieskalany, pozdrawiam ją z dala.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dostojna jej potęga ludzką moc obala.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wszystkim hołd się składa, ludzie to czy bogi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, mędrszyś niż potrzeba! Szczęsnej życzę drogi!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie znoszę bóstw, co w nocy spełniają swą władzę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daj bogom co boskiego, to ci, synu, radzę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<didaskalia>szybko się odwracając</didaskalia>
<kwestia><strofa>Odejdźcie, moi słudzy; do domu pospieszcie,/
Zgotujcie nam śniadanie; dobrze jest nareszcie/
Posilić się po łowach przy obfitym stole./
I konie oporządzić potrzeba; mam wolę/
Pohasać po śniadaniu, zabawa się przyda.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>starego sługi</osoba></didaskalia>
<strofa>Niech dobrze tu się miewa ta twoja Kipryda.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Znika. Scena się opróżnia. Pozostaje</didaskalia>


<naglowek_osoba>STARY SŁUGA</naglowek_osoba>
<didaskalia>przed ołtarzem Afrodyty</didaskalia>
<kwestia><strofa>Nie pójdę-ci ja drogą, jaką chodzą młodzi,/
Co myślą tak, jak o tym mówić się nie godzi/
Człekowi służebnemu, lecz do twej dostojnej/
Świętości się pomodlę, Kiprydo!... Niech wojny/
Nie będzie między wami! Jeżeli, jak słyszę,/
Zbyteczne prawi głupstwa w swej młodzieńczej pysze,/
Ty zamknij na to uszy, boć przecież bogowie/
Winni mieć rozum większy, niż ma człek w swej głowie.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Znika.</didaskalia>

<didaskalia>Z drugiej strony zjawia się</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHÓR KOBIET</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Okeanosa wiecznie świeży zdrój/
Płynie wiadrami z opoczystych ścian,/
Rzeźwością życia nalewając łan./
Tam krok wypoczął mój,/
Tam też mojemu zjawiła się oku/
Dawna ma druha, mocząca w potoku/
Lśniste purpury, by potem,/
Słonecznym oblane złotem,/
Na skalnej suszyć je zboczy./
Od niej to pierwszej jam się dowiedziała,/
Jak cierpi ma pani wspaniała,/
Jaka to boleść ją tłoczy.</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Nie pozwalając wychodzić za próg,/
Do łoża przykuł okrutny ją los./
Przepaska jasny zaciemnia jej włos./
Strasznie zwalona z nóg,/
Trzy dni odtrąca wszelkie dary boże,/
Do ust niczego wziąć już dziś nie może,/
Dar Demetery jej na nic!/
Tak do ostatnich granic/
Złamana, nie widząc słońca,/
Spoglądać musi w milczeniu, jak skrycie/
Ucieka młode jej życie,/
Jak prędko zdąża do końca.</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Jakież to bóstwo, o pani,/
Tak twoje zmysły tumani?/
Któż taką ci daje zapłatę?/
Zali to Pan, czy Hekate?/
Zali to Macierz gór,/
Czy Korybantów chór?/
A może tak cierpisz bez miary,/
Że, poskąpiwszy ofiary,/
Zraniłaś świętą Łowczynię?/
Ona-ć to bowiem, ta królowa boża,/
Przebiegać umie lądy, a i morza/
Ona przepłynie!</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Czyżby miłosna zawieja/
Wtargnęła w gród Erechteja?/
Czyżby od twoich się progów/
Odwrócił potomek bogów,/
Małżonek twój i pan,/
Na żądzę przewrotną zdan?/
A może z twej Krety rodzinnej/
Do tej przystani gościnnej/
Przybyli jacyś żeglarze/
I, straszne z domu przyniósłszy ci wieści,/
Zadali pani mojej te boleści,/
Te męki wraże?</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Dola rodzącej kobiety/
Niejednokrotnie tak nieszczęsna bywa,/
Że drogą, którą kroczy jej nadzieja żywa,/
Spieszy wraz obłęd i szał!/
I ja, niestety,/
Tych samych doznałam losów,/
Lecz na królowę niebiosów,/
Na Artemidę, co grozą swych strzał/
Szafuje według swej woli,/
Duch się mój zdał!/
I nie zawiodły/
Moje żarliwe modły:/
Wyrwała mnie z ciężkiej niedoli!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz patrzcie! Na dworze/
Stara piastunka się jawi!/
Wynoszą, patrzcie! naszej pani łoże!/
Dusza się moja powstrzymać nie może,/
By nie zapytać, co tak gnębi ninie,/
Co tak boleśnie dziś trawi/
Tę naszą biedną kniahinię?</strofa></kwestia>

<didaskalia>Służebnice wnoszą <osoba>Fedrę</osoba>, leżącą na łożu, towarzyszy im i nadzoruje orszak stara</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>po krótkiej pauzie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ach! ta nędza człowieka!/
Ach! ten ból, co go czeka!/
Ach! te straszne choroby!/
Cóż mam czynić tej doby,/
Cóż poniechać ja mam?/
Wyniosłyśmy twe leże/
Na to słońce, na świeże,/
Na rzeźwiące powietrze,/
A tu coraz są bledsze/
Twoje lica! Twe oczy/
W coraz głębszej omroczy!/
Ach! odpowiedz-że nam?/
Wszak ciągnęła cię wola/
Do światłości, do pola,/
Za pałacu bramami/
Pożądałaś być z nami,/
A patrz, teraz na nowo,/
O ty chwiejna ma głowo,/
Chcesz powracać w pokoje!/
Wielce zmienne są twoje/
Pożądania i chęci!/
Coś cię ledwie przynęci/
I odpycha cię wraz!/
Twoje serce, o pani,/
Tego tylko nie gani,/
Co ukryte jest oku:/
To ci tylko uroku/
Jest przepełne i kras!</strofa>
<didaskalia>odwracając się</didaskalia>
<strofa>Tak! Ja sama bez mała/
Chorować bym wolała,/
Niż tak siedzieć, niżeli/
Czuwać obok pościeli/
Chorych ludzi! Wszak wtedy/
Mniej doznaje się biedy --- /
To cielesne li męki!/
A tu z znojem tej ręki/
I znój duszy się para!/
Męczarń, cierpień niemiara/
Oto ludzkie jest życie!/
A gdzież, gdzież zobaczycie/
Kres i wyzwolenie?!/
Są! Lecz mroczne tu cienie/
Ukrywają z daleka/
Przed oczami człowieka/
Oną przystań... Więc ludzie,/
Ulegając ułudzie,/
Wzdyć żądzami wszystkiemi/
Lgną co siły do ziemi/
I to dzięki przyczynie,/
Że im znan jest jedynie/
Żywot ziemski... Zaiste!/
Nikt nie wniknął w te mgliste,/
W te umarłych dzierżawy,/
Więc też błądzi człek prawy,/
Bo niepewne są wieści,/
Co za nimi się mieści.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wyprostujcie mą postać!/
Trudno mi tak pozostać:/
Głowa zbytnio opadła,/
Członków moich wiązadła/
Rozluźniły się w męce./
Wznieście w górę te ręce --- /
I ta chustka na czole/
Zbyt mi cięży... Ja-ć wolę,/
By tych włosów korona/
Na me spadła ramiona.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Męstwa, ciszy, spokoju!/
Nie rzucaj się! Toć w znoju/
Łatwiej wytrwać i trudzie,/
Gdy odważni są ludzie:/
Zresztą na to my przecie,/
Aby cierpieć na świecie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ajaj!/
A niechże mnie tej chwili/
świeży trunek posili,/
Z jasnych krynic czerpany!/
Na kwieciste mnie łany,/
Na murawy ponieście!/
Przy topoli szeleście/
Czemuż spocząć nie mogę?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szał cię opadł, niebogę!/
Snać majaczysz w chorobie!/
Nie my same tu obie,/
Tłum nas słucha! Strzeż-że się!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Być mi w górach! W tym lesie/
Śród tych jodeł, gdzie w zwierza/
Psów zajadłych uderza/
Rozszczekany rój./
Z jakim ja bym zachwytem/
Szczuła sforę! Z dzirytem/
Tessalijskim w tej dłoni/
Za jeleniem w pogoni,/
Jakże ja bym śmigała/
Jego grotem! Jak strzała/
Mknąłby oszczep, rzucony/
Obok włosów korony/
W ten myśliwski bój...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O dziecino ma chora,/
Na co-ć łowy i sfora?/
Żądza twoja się ciska,/
Chcesz górskiego źródliska?/
Za tą bramą jest wzgórze,/
Tam ci wodą usłużę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Artemido, ty pani/
Słonej, morskiej przystani,/
Władająca na torze,/
Który stado twe orze/
Kopytami! O święta!/
Jakżeż ja bym źrebięta/
Chciała kiełzać weneckie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co za myśli zdradzieckie!/
Co za szał to niezdrowy!/
To chcesz w góry, na łowy,/
To znów chętka cię bierze/
Na piaszczyste wybrzeże,/
By dosiadać rumaki!/
Wieszcz-li zgadłby dziś, jaki/
Bóg cię z toru wytrącił,/
Kto twe zmysły zamącił!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co ja biedna zrobiła?/
Co za straszna mi siła/
Wzięła rozum? Zaiste,/
Zły opętał mnie duch!/
Zakryj twarz mi! Rzęsiste/
Pod spuszczoną powieką/
Łzy ja czuję! Łzy cieką/
Z ócz ze wstydu i bólu!/
Zakryj-że mnie, matulu!/
Wstyd mi tego, com rzekła!/
Ach! Prawdziwe to piekła/
Stracić zmysły! Źle z nowa,/
Gdy odzyszcze je głowa!/
Umrzeć juści najlepiej,/
Zanim rozum się skrzepi!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Już zakrywam. Lecz kiedy/
Grób mnie wyrwie z tej biedy,/
Kiedyż ciało me skryje?/
Długo, długo-ć ja żyję,/
Wiem niejedno i powiem:/
Źle ze serca jest zdrowiem,/
Jeśli przyjaźń zawiera,/
Która nazbyt jest szczera,/
Która w duszę zapada/
Zbyt głęboko. Ma rada/
Żyć pod uczuć tych władzą,/
Które zawsze się dadzą/
Czy rozluźniać do woli,/
Czy też ścieśniać! Zbyt boli,/
Nazbyt ciężar ugniata,/
Jeśli człek się tak zbrata,/
Że się troska za dwóch,/
Jak ja dzisiaj. Toć przecie/
Rzecz wiadoma na świecie,/
Że gdy człowiek przesadzi,/
Częściej bólu, a rzadziej/
Dozna szczęścia! I zdrowie/
Też nie wieczny jest zuch ---/
Cierpi na tym... Przysłowie/
Przypomnąć się ośmielę,/
Że gdy czego za wiele,/
To niezdrowo!... W tym właśnie/
Mądry człek mi przyklaśnie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Staruszko, naszej Fedry opiekunko wierna!/
Widzimy, że jej boleść dolega bezmierna,/
Lecz czym jest ta choroba, tego nikt nie zgadnie,/
Więc racz-że nam powiedzieć, wyjaśnić dokładnie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jać sama tego nie wiem --- ukrywa przede mną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyczyna tych tajemnic również ci tajemną?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic zgoła tutaj nie wiem, toć milczy zawzięcie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zmarniała ponad wyraz, zwiędła nad pojęcie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bo jakoż? Dzień już trzeci bez żadnego jadła!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z choroby, czy też myśl ją o śmierci opadła?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiedzieć, lecz to jasne: na śmierć się zagłodzi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mężowi jej --- rzecz dziwna --- wcale to nie szkodzi?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ukrywa przed nim wszystko, mówi, że jest zdrowa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy z ócz jej nie wyczyta, co się w wnętrzu chowa?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zdarzyło się, że teraz poza krajem bawi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ty nie masz potrzeby dotrzeć jak najżwawiej,/
Co niszczy tak jej ciało i umysł rozprzęga?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zrobiłam już, co można i żadna potęga/
Nie zrobi tu nic więcej. Lecz i dziś nie spocznę/
W staraniach najgorętszych... Wy, świadki naoczne,/
Widzicie, jak zabiegam w nieszczęsnej chorobie/
Mej pani... <didask_tekst>do <osoba>Fedry</osoba></didask_tekst> Córko droga! Zapomnijmy obie/
Poprzednie nasze słowa. Popatrz się wesoło,/
Pochmurne brwi te wygładź, rozjaśnij to czoło,/
I ja się zwrócę z drogi poprzedniej, na której/
Nie pięknie-m się sprawiła, biorąc ciebie z góry,/
I lepszą dam ci radę... Jeśli masz z chorobą/
Tajemną do czynienia, pogadają z tobą/
Niewiasty --- są tu obok, a jeśli mężczyzna/
Posłyszeć o tym może, niech się lekarz wyzna/
W tym wszystkim, przywołamy co prędzej lekarza./
Co? Milczysz? Nie trza milczeć! Niech dziecię me zważa:/
Źle radzę, więc mi przygań, lecz słuchać wypada,/
Jeżeli się w mych słowach dobra mieści rada;/
Mów, spojrzyj! Nieszczęśliwa jest istota ze mnie!/
Niewiasty! My się wszystkie trudziły daremnie!/
Jesteśmy, gdzieśmy były! Moich rad nie słucha,/
A wiedz --- chociażbyś była nad morskie bałwany/
Nieczulsza --- ani jeden syn twój ukochany/
Nie będzie gospodarzem w swym ojcowskim domu,/
Jeżeli ty ich zdradzisz, niepamiętna sromu,/
Pragnąca teraz umrzeć!... Tak! Na Amazonę,/
Co dzieciom twoim pana zrodziła, nie płone/
Wzdyć plemię, acz bękarcie --- znasz je, Hippolita/
Nazwisko ma --- ---</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O rety!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Takeś tym przybita?!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zabijasz mnie, matuchno! Ból mi serce ściska!/
Na boga, nie powtarzaj mi tego nazwiska!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A widzisz! Mądra jesteś, lecz ci nie przeleci/
Przez myśl dbać o swe życie i o szczęście dzieci.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja kocham je!... Mną teraz dola miota inna.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A wszak bez krwawej zmazy jest twa dłoń niewinna?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bez zmazy dłoń, lecz w sercu moim plama krwawa!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Azali to jest wroga zawziętego sprawa?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wbrew woli mej i swojej druh do zguby zmusza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy może jaką krzywdę masz od Tezeusza?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bodaj-żeby on krzywdy nie doznał z mej strony!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I cóż cię pcha ku śmierci? Jaki grzech spełniony?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie przeciw tobie grzeszę, więc niech grzeszę sobie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>padając jej do kolan</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ustąpię, gdy mnie zmusisz --- li wówczas to zrobię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co czynisz? Pragniesz zmusić, chwytając za ręce?!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za ręce i za nogi! Mów o swej udręce!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy powiem, jeszcze większe sprawię ci boleści.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Największy ból się dla mnie w twej utracie mieści.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Utracisz mnie! Lecz dla mnie zaszczyt jest w tej doli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O rzeczy więc zaszczytnej pani milczeć woli?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie powiem, aż na cnotę mój występek zmienię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mów! Cnota twa tym większe mieć będzie znaczenie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Odejdź! Puść tę rękę! Błagam cię, na nieba!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie puszczę, póki nie dasz tego, czego trzeba.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, daję ci! Cześć we mnie budzą ręce twoje!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc mów, na ciebie kolej: ja w milczeniu stoję.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O jakież to cię, matko, rozpierały żądze!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy byka masz na myśli? Chyba to, tak sądzę  --- ---</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O siostro nieszczęśliwa, Dioniza żono! ---</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co mówisz, dziecko moje?! Lżysz swe gniazdo pono!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jam trzecia... Tak haniebnie tu ginę, nieboga!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co znaczą twoje słowa? Lęk mnie zdjął i trwoga.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, stamtąd me nieszczęście! Nie od dziś ni wczora!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic nie wiem, chociaż wiedzieć bardzo jestem skora.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach!/
Tyś winna to powiedzieć, co ja rzec mam tobie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie jestem wieszczka, nic ja z zagadką nie zrobię!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co czuje człowiek, powiedz, gdy, jak mówią, kocha?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rozkosze same czuje, lecz i bólu trocha.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ból moim jest udziałem. Dojmuje mi srogo...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co mówisz, dziecko moje? Ty kochasz? I kogo?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A jakie on się zowie, ów syn Amazony?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Hippolytos?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tyś rzekła, nie ja!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O stracony</wers_cd>/
Mój losie!... Co ty mówisz? Gubisz mnie na zawsze!/
Niewiasty! Nie wytrzymam! O dni me najkrwawsze!/
O życie! Gardzę życiem! Wstrętny blasku słońca!/
Umieram!... Idę sobie!... Blisko jestem końca! --- /
Na wieki bądźcie zdrowe!... Że też tak się dzieje,/
Iż człowiek najzacniejszy wybiera koleje/
Występku --- wbrew swej woli! Wie, że to ohyda,/
A idzie!... O, nie tylko bóstwem jest Kipryda ---/
Czymś więcej jest niż bóstwem! Ona, co dziś zniszczy/
I ją, i mnie, i dom ten zmienia w kupę zgliszczy...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyście słyszały, o!/
Czyście słyszały,/
Kobiety,/
Jakie straszliwe, niesłychane zło/
Padło z warg naszej królowej?/
Raczej mi zginąć, niż patrzeć na cały/
Ból twój, co zmysły ci miesza! O rety!/
O gorze! O biada mnie biednej!/
O jakiż to los był gotowy/
Takie ci sprawić męczarnie?!/
Przemarnie/
Gnębi was dola, o ludzie,/
W łzach wychowani i trudzie!/
Zło-ś wyjawiła --- czyż w jednej/
Nie zginiesz chwili? Ach, jaki/
Czekać cię może czas?!/
Dom swój ty gubisz i siebie, i nas,/
Boć już wiadomo, które sobie szlaki/
Wybrała Kiprys, o Krety/
Nieszczęsna córo ty!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<didaskalia>wstaje spokojna i podchodzi ku <osoba>chórowi</osoba>.</didaskalia>
<kwestia><strofa>Trojzeńskie me niewiasty, wy, co zajmujecie/
Najdalszy zrąb ziemicy Pelopsa! Na świecie/
Żyjąca, noc niejedną strawiłam w zadumie/
Nad gorzką nędzą świata i, jak to rozumie/
Mój umysł, wraz wam powiem: więc mi się wydaje,/
Że człek nie z przyrodzenia grzeszne ma zwyczaje,/
Boć przecie ludziom wcale nie braknie rozsądku --- /
Nie! Cała ona sprawa takiego jest wątku:/
My wiemy, co jest dobre, znamy wartość złego,/
A tylko postępujem inaczej. Dlaczego?/
Bo jedni są leniwi, a drudzy przenoszą/
Nad cnotę jakąś rozkosz, zaś człek się z rozkoszą/
Spotyka rozmaitą. A potem te wczasy,/
Te puste pogawędki, to zło, pełne krasy,/
I wreszcie wstyd... A wstydu dwa rodzaje mamy:/
Godziwy wstyd i drugi, co haniebne plamy/
Na domy nasze ściąga, tak, że gdyby chciano/
Właściwie je określić, te dwa wstydy, miano/
Odmienne dać by trzeba temu i tamtemu./
Tak patrzę na te rzeczy i dziś nie wiem, czemu/
Miałby się znaleźć środek, co by moje zdanie/
Przemienił... Nie!... Już przy tym duch mój pozostanie!/
A teraz w własnej sprawie: Kiedy mnie swym grotem/
Zadała ranę miłość, myślałam li o tem,/
Jak znieść to najgodziwiej... Więc powzięłam sobie/
Zamilczeć, nic nie mówić o swojej chorobie,/
Albowiem na języku oprzeć się nie można./
Boć umie karcić bliźnich jego siła zdrożna,/
A sobie zaś największą snać wyrządza szkodę./
Po wtóre znosić chciałam tę moją przygodę/
Z odwagą, chciałam męstwem zmóc ten szał. A wreszcie,/
Po trzecie, gdym spostrzegła, iż serce niewieście/
Nie zdoła się okiełzać, że ma sił za mało,/
By żądzę pohamować, więc mi się wydało,/
Że umrzeć jest najlepiej, i nikt mi nie powie,/
Iż błądzę... Tak! Czci mojej niech będą świadkowie/
Chociażby najliczniejsi, ale hańbić siebie/
Przy świadkach?! Raczej hańbę w mogile zagrzebię!.../
A przy tym, żem kobieta, wiem-ci zbyt dokładnie,/
Iż wieczna zawsze hańba na kobietę spadnie,/
Co łoże swe bezcześci z cudzymi mężami!/
Tą hańbą, tak się stało, pierwsza dom swój splami/
Niewiasta cnego rodu: Bo gdy się dopuszcza/
Występku ktoś z najpierwszych, od razu i tłuszcza/
Rzecz dobrą w tym dostrzega, wielce sobie chwali/
Jakoby jakąś cnotę. Nienawidzę, dalej/
Tych, co są skromne w słowie, dla których obłuda/
Jest wszystkim, tak, że grzeszą, skoro im się uda,/
Kryjomo zdradzieckiego poszukując łoża.</strofa>
<didaskalia>Przed posągiem Afrodyty.</didaskalia>
<strofa>Kiprydo! Wałów morskich ty władczyni boża!/
Że one patrzeć mogą swym małżonkom w oczy,/
Że ścian się nie lękają i tej nocnej mroczy,/
Wspólniczek ich występków, by nie przemówiły!/
Mnie zasię, przyjaciółki, trzeba do mogiły,/
Bo nie chcę, aby mogło wydawać się komu,/
Żem winna sromu męża i mych dzieci sromu./
Swobodnie, z dumnym czołem niech kroczą po ziemi/
Chwalebnych naszych Aten, niech się w nich nie pleni/
Poczucie hańby matki! Najzuchwalszy człowiek/
Nie będzie mógł do góry podnieść swoich powiek,/
Lecz spuści je jak sługa, jeśli ma w pamięci/
Srom matki lub też ojca... Jedno niech się święci/
Na zawsze: tylko to się równa życia cenie,/
Gdy duch jest sprawiedliwy, szlachetne sumienie,/
Bo przyjdzie dzień, co grzesznym postawi zwierciadło/
Przed oczy, jak dziewczynie. Oby tak nie padło,/
Bym ja się kiedy tego doczekać musiała.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Hej! Cnota to dla wszystkich największa jest chwała,/
Czcigodne imię ludziom na zawsze zdobywa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O pani, gdy przede mną stanęła, jak żywa,/
Twa boleść, lęk uczułam od razu i trwogę,/
Lecz całkiem niepotrzebnie. To powiedzieć mogę,/
Bo gdy się ludzie czemu raz wtóry przypatrzą,/
Sąd bywa rozumniejszy, a pomyłka rzadszą./
Cóż stało się dziwnego? Sprawa całkiem prosta:/
Bogini cię nawiedza, swym cię gniewem chłosta ---/
Miłujesz... Żaden dziw to... Wielu innych ludzi/
To samo przecież czyni. Więc skądże się budzi/
Ta chęć utraty życia dla miłości?... Powiedz!/
Na jakiżby to świat nasz zbłąkał się manowiec,/
Jeżeliby ci wszyscy, co kochali kiedy,/
I ci, co kochać będą, musieli z tej biedy/
Umierać! Nie drobnostka to budować tamy/
Przeciwko naporowi miłości. My znamy,/
Że kto się jej poddaje, ten ją znosi łatwo,/
Lecz jeślibyś zuchwale zechciała, ma dziatwo,/
Opierać się jej mocy, źle byś wyszła na tem:/
Pognębi cię, wysmaga, nie wiem jak, swym batem./
W powietrzu ona władnie i w morskiej powodzi/
I wszystko, co tu żyje, li przez nią się rodzi./
Kipryda nam zaszczepia ową żądzę w łonie,/
Co naszym jest początkiem na ziemskim zagonie./
A komu nie są obce starodawne dzieje,/
Kto w pieśni się wczytuje, ten się nie zdumieje,/
Ten wie, jak się --- bywało --- Zeus ongi zapala/
Miłością do Semeli, ten wie, jak Kefala/
Uniosła zakochana Jutrznia złotowłosa/
W dziedzinę swych współbogów. I dzisiaj niebiosa/
Ci wszyscy zamieszkują i, tak mi się zdaje,/
Kontenci są zapewne, iż w te boże kraje/
Zawiodła ich przemożna namiętność... Ty zasię/
Sprzeciwiać chcesz się temu?... Opór nie na czasie,/
Gdyż ojciec spłodził ciebie na tych samych przecie/
Podstawach i ci sami rządzili na świecie/
Bogowie, więc się trzeba poddać pod te prawa./
Co myślisz? Czyż nieznaną mężom jest niesława?/
Czyż nawet i najmędrszy nie widzi, iż łoże/
Bezcześci mu małżonka, a tai, jak może,/
Swą hańbę? I niejeden też ojciec pokrywa/
Miłosne uchybienia swych synów... Boć, żywa/
To prawda, człek rozumny zataja przed światem/
Wszelaką, mówię, brzydkość; nie trzeba, poza tem,/
Na życie swoje patrzeć zbyt ciemno. Nie tędy/
Prowadzą ludzkie drogi: miewa-ci swe błędy/
I dach ten, co nam domy osłania. Z tej doli/
Czy myślisz, że cię jaka potęga wyzwoli?/
Człowiekiem tylko jesteś, więc niech będzie rada/
Twa dusza, jeśli więcej dobrego posiada,/
Niż złego... Daj-że spokój, moja córko miła,/
Tej pysze bezrozumnej! Pychy-ć to jest siła,/
Gdy człek chce być mocniejszy od bogów. Bogowie/
Chcą tego, przeto miłuj. A jeśli masz zdrowie/
Odzyskać, szukaj środków godziwych. Są słowa/
Zaklęcia, czarodziejskie są pieśni: i zdrowa/
Ty będziesz, lek się znajdzie jakowyś... Mężczyzna/
Przepysznie by wyglądał --- każdy mi to przyzna ---/
Jeżeliby go sztuki nie wsparły niewieście.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, Fedro, to, co ona ci mówi, jest wreszcie/
W twej doli może milsze, ale ja cię chwalę,/
Choć chwalba ma w tej chwili nie może ci wcale/
Brzmieć słodko ani twego rozradować serca.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A cóż tu szczęście ludzi i ludów uśmierca,/
Co niszczy byt nas wszystkich, jeśli nie te mowy/
Zbyt słodkie, te pochlebstwa? Pożytek gotowy/
Ma być, a nie przyjemność, z ludzkich rad: nauka,/
Jak zacnie żyć należy. Tego człek niech szuka!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I cóż ta się rozwodzić? Mowa tu jest na nic./
Tu młodzian ów potrzebny. Marniejesz bez granic,/
Co prędzej więc należy rozstrzygnąć, co prędzej/
Właściwy znaleźć środek, by ulżyć twej nędzy./
Tak, gdyby nie ważyło tu się życie twoje/
I ty gdybyś rozumnie znosiła te znoje,/
Czyż doszłoby do tego, aby cię, o pani,/
Namawiać do rozkoszy? Nikt mi nie przygani,/
Bo tutaj się o byt twój walka toczy sroga.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Poprzestań! Zamknij usta! Raz wtóry, na Boga!/
Niech taka mnie z twej wargi nie razi ohyda!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ohyda? Tak, lecz ona bardziej ci się przyda/
Niż cnota. Trzeba działać, by twą dolę lichą/
Naprawić, a nie ginąć z pięknie brzmiącą pychą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na Boga!... Nie!... To prawda! Ale to są rzeczy/
Ohydne! Jeszcze-ć miłość mojej duszy człeczej/
Nie hańbi! Lecz gdy zbrodnię upiękniasz, przesadnie/
Ma noga w omijaną kałużę popadnie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy takiej jesteś myśli, na cóż było grzeszyć?/
Lecz teraz bądź posłuszna! Pragnę cię pocieszyć:/
Są czary w moim domu --- przypomniałam sobie/
Tej chwili --- co ci mogą pomóc w twej chorobie,/
Na srom nie narażając i szkody najmniejszej/
Twym zmysłom nie przynosząc, bylebyś w dzisiejszej/
Opresji nie stchórzyła. Od twego kochanka/
Potrzebny znak --- pęk włosów albo jakaś tkanka/
Z odzieży: zdobyć muszę koniecznie, w ten sposób/
Połączę jednym węzłem dwoje drogich osób.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy maść to, czy też napój? Cóż to są za środki?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pomocy-ć, nie nauki trza, mój skarbie słodki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy abyś nie za mądra? Tego ja się boję.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zanadtoś bojaźliwa! Skąd te twoje lęki?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja nie chcę, byś co rzekła synowi Tezeja.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daj spokój! Już to wszystko dobrze się poskleja.</strofa>
<didaskalia>przechodząc obok posągu Afrodyty</didaskalia>
<strofa>A tylko ty mnie wspieraj, morskich fal królowo!.../
Poza tym wiem ja dobrze, gdzie kierować słowo...</strofa></kwestia>

<didaskalia>znika.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Erosie! Erosie!/
Ty, nawiedzając ludzi,/
Wzrokiem swym budzisz tęsknotę,/
Do serc rozkosze przelewasz im złote!/
Na złe niech ku mnie twa się moc nie trudzi,/
Niech mnie ominą niepomierne żądze!/
Ogień ni gromów tych strzały,/
Tak sądzę,/
Nigdy tej siły palącej nie miały,/
Co one bełty, które rzucać może/
Z rąk Afrodyty/
Żarów niesyty/
Eros, dzieciątko to boże!</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Daremnie, daremnie/
Nad Alfejeskimi brzegami/
I w gajach pityjskich Hellada/
Setki ofiarnych swoich wołów składa,/
Gdy do Erosa, co władnie nad nami,/
My się nie modlim. On-ci to ma klucze/
Od słodkiej łożnicy miłości,/
A tucze/
Straszliwych zniszczeń napływają w gości/
Do naszej biednej, nieszczęśliwej ziemi,/
Jeżeli po niej/
Bóg ten pogoni,/
Tknie się jej stopy swojemi.</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Wszak ona z Ojchalii/
Nieujarzmiona dziewica,/
Której dotychczas w jej lica,/
Żaden nie spojrzał młodzieniec,/
Musiała oddać swój wieniec./
Z grodu Euryta,/
Gdy dom ojcowski się pali,/
W krwi brodząc i kurzem okryta,/
Niby bachantka biegła oszalała./
Śród mordów i jęków fali/
Biegła coraz to dalej ---/
Tak-ci Kipryda ją gnała,/
By rzucić Alkmeny synowi:/
Straszne to zaślubiny!</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Tebańskie wy mury,/
I wy, Dyrcejskie źródliska!/
O, wy to wiecie, jak ciska/
Kiprys swe gromy! Wy wiecie,/
Jak się skradają po świecie/
Jej stopy boże!/
Oto w godzinie ponurej,/
śród grzmotów i łysków w przestworze,/
Na oblubieńcze posłanie upada,/
Rażona pociskiem z góry,/
Matka Bakchusa! Wtóry/
Jest-ci to świadek nie lada,/
Że miłość jest słodka i groźna,/
Krążąca wokół, jak pszczoła.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<didaskalia>nadsłuchująca pod drzwiami</didaskalia>
<kwestia><strofa>Uciszcie się, niewiasty! Zmilknijcie! Już po mnie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż dzieje się w tym domu, że tak drżysz ogromnie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ha! Cicho!... Chcę posłyszeć, co mówią za drzwiami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Już milczę... Coś strasznego zawisło nad nami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O biada mi! O jej!/
Nieszczęsna ja niewiasta! Tyle cierpieć muszę!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakiż to słyszysz głos/
W tej domowinie swej?/
I cóż to ci, niewiasto, tak znów szarpie duszę?/
Jakiż to nowy cios?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zginęłam... Chodźcie bliżej, podejdźcie pod bramę ---/
Te krzyki! Te hałasy! Posłuchajcie same!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli już jesteś tam,/
Sama baczenie miej,/
Co dzieje się w twym domu, co za zgiełk się wszczyna,/
I powiedz, ach! powiedz nam!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, słyszę Hippolita, Amazonki syna,/
Jak rzuca na mą sługę obelżywe słowa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I ja też słyszę gwar,/
Ale w zamieszce tej/
Rozeznać mi się trudno, co się za tym chowa,/
Co znaczy zgiełk, co ku nam przez te drzwi się wdarł.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rajfurką zwie ją, słyszę, i że jest jak złodziej,/
Co żonę swego pana zdradziecko uwodzi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O dniu okrutnych zdrad!/
Zgubionaś!... W doli złej/
Czym pomóc ci? Zdradziła cię służebna! Strach!/
Winę twą zna już świat!/
Ojej!/
Ach! Ach!/
Szkoda twych młodych lat!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zgubiła mnie, zdradziła mimo własnej woli,/
Chcąc znaleźć środek na to, co tak strasznie boli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A teraz co zamierzasz? Znasz-li jaką drogę?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prócz śmierci, nic innego wymyśleć nie mogę --- /
Jedyny to mój lekarz, jedyny obrońca!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Na scenę wpada</didaskalia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O matko moja, ziemio! O wy blaski słońca!/
I cóż ja słyszeć muszę?! Straszliwe wyznanie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>która wpadła bezpośrednio za nim</didaskalia>
<kwestia><strofa>Bo jeszcze kto usłyszy! Cicho, słodki panie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Być cicho, takiej świadom ohydy i zguby?!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>chwytając go za rękę</didaskalia>
<kwestia><strofa>Na gładką twą prawicę zaklinam cię, luby!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Precz! Precz stąd! Puść tę rękę! Nie tykaj odzieży!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>padając na kolana</didaskalia>
<kwestia><strofa>Litości! Na kolanach ta, co w ciebie wierzy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powiadasz, że twe słowa cne są i szlachetne?!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>wstając</didaskalia>
<kwestia><strofa>Nikt wiedzieć nie powinien, o me dziecię setne!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie! O tym, co jest dobre, świat ma wiedzieć cały!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcesz łamać to, co usta twe poprzysięgały?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak! Usta, lecz nie serce! Przysięgi te na nic!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mordujesz swych najdroższych, krzywdzisz ich bez granic.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Najdroższych? Od zbrodniarzy ja zawsze z daleka.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O nie bądź tak surowy! Grzech to rzecz człowieka.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<didaskalia>odwracając się</didaskalia>
<kwestia><strofa>O Boże! Przecz niewiastęś sprowadził na ziemię,/
Na blaski te słoneczne?! Fałszywe to plemię!/
Jeżeliś chciał ród ludzki zaszczepić po świecie,/
Nie trzeba było tego powierzać kobiecie./
Nie! lepiej było złoto przynosić ci w darze,/
Lub miedź albo żelazo składać na ołtarze/
I za to drogą kupna dostawać chłopięta/
Stosownie do ich ceny. Rzecz byłaby święta/
Swobodnie żyć, bez kobiet, w swym domu! [Niestety!/
Dziś hańbę człek na dom swój ściąga przez kobiety!]/
Tu przykład, jakim dla nas złem jest białogłowa:/
Sam ojciec, co ją spłodził i który ją chowa,/
Dodaje jeszcze wiano, chcąc się zbyć tej plagi./
A ten, który ją bierze, mając dość odwagi,/
To ziele jadowite, cieszy się i pieści/
Fałszywym swoim skarbem, przystraja niewieści/
Jej urok klejnotami, w piękne zdobi szaty,/
Nie bacząc, że w ten sposób niweczy bogaty/
Dobytek swego domu. [Dobrze, gdy krewniacy,/
Ci nowi szwagierkowie, jeszcze jacy tacy!/
Z uśmiechem znosi człowiek to gorzkie przymierze./
Lecz jeśli żona zacna, zaś krewieństwo świeże/
Jest podłe, to ich podłość bardziej mu dopieka/
Niż cieszy zacność żony!]. Szczęściem jest dla człeka,/
Jeżeli w jego domu niewiasta zasiędzie/
Nie zła ani też dobra, martwa w każdym względzie./
Przemądre są mi wstrętne. Nie dajcie mi, nieba,/
Kobiety, co ma więcej rozumu, niż trzeba/
Niewieście! Nazbyt mądra z większym Afrodycie/
Oddaje się szelmostwem. Zaś te, którym życie,/
Nie dało zbyt rozumu, nie pójdą do błota/
Tak łatwo jako tamte: chroni je głupota.../
A one powiernice! Ta służba przeklęta!/
Nie! Raczej porozmieszczać im nieme zwierzęta/
W komnatach, by nie miały odpowiadać komu/
I kogo zagadywać... Przedsię teraz w domu/
Haniebne knuje plany haniebna niewiasta,/
A służba je załatwia, wynosi do miasta./
I ty mi oto radzisz, przeplugawy tworze,/
Bym skalał mego ojca nieskalane łoże!/
O, pójdę ja do zdroju i uszy wymyję,/
Co taką rzecz słyszały! Nie! Usta niczyje/
Nie rzekną mi, żem podły! I to już jest dla mnie/
Hańbiące, żem to słyszał. Mówię ci niekłamnie,/
Że moja li pobożność was zbawi!... Kobieto!/
Przysięgę-m lekkomyślnie złożył... Gdyby nie to,/
Wyznałbym wszystko ojcu... Idę i nie wrócę,/
Dopóki nie ma tutaj Tezeja; zarzucę/
Wędzidła na me usta i zmilknę. Lecz potem/
Zobaczę, jakże wy to za ojca powrotem/
Spojrzycie mu w oblicze --- ty i twoja pani./
Już widzę ja twą czelność, o tak znam się na niej!.../
A bodajbyście sczezły! Czyńże mi wyrzuty/
Ktokolwiek chcesz, że jestem aż nazbyt zatruty/
Przemożną nienawiścią do kobiet: przemożna/
Jest także ich nikczemność!... Dopóki ich zdrożna/
Nie skończy się nieprawość, lżyć ich nie przestanę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, opłakane, o!/
O, opłakane/
Są losy/
Nieszczęsnych kobiet!... By usunąć zło,/
Gdzież na to jest środek i rada?/
Któż to rozwiąże? Ukoi tę ranę?/
Wyrok już na mnie wydały niebiosy!/
O ziemio ty moja! O słońce!/
Cóż mi dziś czynić wypada?/
Jakąż wytężyć mam siłę,/
O miłe/
Drużki wy moje, by zbrodnię/
Ukryć przed światem? Czyż godnie,/
Abym znalazła obrońcę?/
Czyż jaki bóg się tu zjawi/
Albo jakowy człek,/
Co by od hańby ohydnej mnie strzegł?/
Zbyt to mnie gniecie! Na śmierć to mnie dławi!/
Nie do zniesienia te ciosy/
Dla najnędzniejszej z żon!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak! Tak! Służebna twoja, miłościwa pani,/
Zawiodła się w swej sztuce, źle wychodzisz na niej!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>piastunki</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Przepodła! Zabójczyni najdroższych ci osób!/
I cóżeś ty zrobiła?!... W ten mnie zniszczyć sposób!/
Niech Zeus, mój rodzic możny, sprzątnie cię swym gromem/
Z powierzchni na wiek wieków! A czyż mi wiadomem/
Nie było, co się stanie? Czym ci nie kazała/
Zamilczeć mojej hańby? Oto moja chwała:/
Nie mogę nawet umrzeć uczciwie. Lecz ninie/
Szukajmy innej rady. Dzięki twej przewinie/
On, wściekły, ojca swego przeciw mnie poruszy/
I świat złorzeczeniami napełni! O, z duszy/
Klnę ciebie i każdego, co nam, niewezwany,/
Wrzekomo dobrze czyniąc, złe zadaje rany.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O pani, lżysz mnie za to, że me plany prysły,/
Że mi się nie udało; ból ci miesza zmysły,/
Lecz pozwól, że i ja ci na to coś odpowiem:/
Chowałam cię i dzisiaj, z bolu nad twem zdrowiem,/
Pragnęłam znaleźć środek, alem cię zawiodła./
Znalazłszy, zyskałabym pochwałę, boć modła/
Na świecie jest dziś taka: mądra-ś, jak niewielu,/
Szczęśliwie jeśliś doszła do swojego celu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Godziwe-ż to są rzeczy, tak skrzywdzić mnie wprzódy,/
Tak zranić mnie, a potem takie prawić cudy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za dużo o tym mówić. Źlem ja postąpiła.../
Jest jeszcze na to środek, moja córko miła.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ni słowa o tym więcej. Złe były twe rady/
I czyn twój był niedobry. Zatrzyj wszelkie ślady/
Za sobą! Odejdź precz stąd! Myśl tylko o sobie!/
Co dla mnie jest potrzebne, już ja sama zrobię.../
Wy zasię, cne mieszkanki trojzeńskiego grodu,/
Spełnijcie moją prośbę jedyną --- zawodu/
Nie doznam: co tu zaszło, o tym ani słowa!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak chroń mnie, Artemido, córko Zeusowa,/
Że nic o tym nieszczęściu nie powiem nikomu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziękuję. Znam ja środek, by od mego domu/
Odwrócić to nieszczęście. Tak jest! Tak się sprawię,/
Że dzieci nie pogrążę w hańbiącej niesławie/
I sama też dla siebie największe stąd zyski/
Wyciągnę: mej ojczyzny kreteńskiej, kołyski/
Rodzimej nie pokalam! Jedno życie skona,/
Bym mogła być w Tezejan oczach niesplamiona.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcesz spełnić coś, co nigdy odwrócić się nie da?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcę umrzeć. W jaki sposób, to już moja bieda.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mów mądrzej!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FEDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A ty lepszą wynaleź mi radę!</wers_cd>/
Kiprydę-ć ja weselę, jeśli życie kładę/
Tej chwili --- jej w ofierze! To są gorzkie sprzęty/
Miłości!... Lecz mym skonem będzie strasznie wzięty/
I inny ktoś, ten właśnie, co w nadmiernej dumie/
Urągał moim losom! Tak, on to zrozumie,/
Oduczy się przemawiać z taką pychą o mnie,/
Nieszczęście mu nakaże zachować się skromnie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemuż mnie gęsty nie urodził las?/
Czemu nie jestem jak skrzydlaty ptak,/
Który gromadą mknie w niebieski szlak,/
Bo tak mu każe Bóg!/
Nad Adrię wówczas leciałabym wraz,/
Do erydańskich smug,/
I z Heliosa cór promiennym gronem/
Gorzkie bym lała łzy nad Faetonem,/
A łzy te, z rzeczną zlewając się falą,/
W złoty się bursztyn krysztalą!</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Gdzie hesperyjski leciałabym gaj,/
Gdzie złote jabłka lśnią się, do tych dziew/
Jać bym frunęła, co słodki swój śpiew/
Szlą nad głębiny mórz;/
Gdzie na swe barki nieb ostatni skraj/
Wziął Atlas, nieb tych stróż;/
Gdzie oceanu pan zamyka drogi/
Wszelkim okrętom, gdzie Zeus chłonął błogi/
Napój miłości! Gdzie bóstwom z rąk ziemi/
Wieczna szczęśliwość się pleni.</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>O białoskrzydły okręcie,/
Ty, coś od Krety wybrzeży/
Niósł moją panią po świeżej,/
Po słonej fali wód,/
Po morskim, spienionym odmęcie!.../
Dobrze jej było w ojczystej dziedzinie,/
A tu w małżeństwie snać ginie/
Ten nieszczęśliwy płód!/
Azali z Krety jeszcze/
Towarzyszyły wam wróżby złowieszcze?/
Azali was przywitały/
Na pełnej chwały/
Ziemi ateńskiej tej chwili,/
Gdyście kotwiczne liny wyrzucili,/
Wysiedli na brzeg Munichos?</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Oto patrzajcie! W jej łonie/
Strasznego gniewu niesyta/
Rozżegła dziś Afrodyta/
Grzesznej miłości żar:/
W bolu nadmiernym tonie!/
Z niepokonanej ponadludzkiej nędzy/
W łożnicę biegnie co prędzej,/
By ciężar strząsnąć z bar:/
Patrzcie, na białą szyję/
Zakłada stryczek, przed hańbą się kryje!/
Cierpiąca ponad miar srodze,/
W lęku i trwodze,/
By nie pokalać swej sławy,/
Wybiera honor i serce od krwawej/
Uwalnia dzisiaj męczarni.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>z wnętrza domu</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ojej! O jej!/
Ratunku! Powiesiła się królowa! Żona/
Tezeja już nie żyje! Stracona! Stracona!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Stało się! O rety! Nie ma naszej pani!/
Znalazła sobie pętlę i zawisła na niej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>jw.</didaskalia>
<kwestia><strofa>Dlaczego nie spieszycie? Dajcie miecz dwusieczny!/
Musimy rozdąć stryczek na tej szyi mlecznej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU (I PÓŁCHÓRU)</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co czynić, przyjaciółki? Iść tam i od sznura/
Uwolnić naszą panią? Niech mi powie która!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JEDNA Z CHÓRU (II PÓŁCHÓRU)</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dlaczego? Czyż tam nie ma dość służebnej młodzi?/
Wiadomo, że skwapliwość zbytnia zawsze szkodzi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIASTUNKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>jw.</didaskalia>
<kwestia><strofa>Połóżcie na posłaniu to nieszczęsne ciało!/
O, gorzko nam w tym domu służyć dziś przystało.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie żyje już nieszczęsna kobieta! Słyszycie?/
Już zwłoki układają!... Skończyło się życie!...</strofa></kwestia>

<didaskalia>Na scenę z wieńcem na głowie, otoczony świtą zbrojnych wchodzi</didaskalia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niewiasty! Czy nie wiecie, co te krzyki znaczą?/
Słyszałem głos służebnych, pomieszan z rozpaczą,/
I bramy nie otwarte, a wszak się godziło,/
Ażeby przywitano świątecznie i miło/
Człowieka, który wraca z pielgrzymki. Czy może/
Staruszek nasz Pitteusz tu zasłabł? Broń Boże!/
(Wiek juścić go pochylił, lecz to los zbyt srogi,/
Ażeby miał już dzisiaj opuszczać me progi).</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie starzec cię opuszcza! Młoda poszła dusza,/
By strasznym przejąć bólem serce Tezeusza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O biada! Czym utracił które z mojej dziatwy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie! Żyją! Ale żywot bez matki niełatwy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Żona? W jaki sposób? Umarła?! Nie żyje!?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak! Sama zarzuciła sobie sznur na szyję.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Spotkało ją co złego? Czy z jakiej zgryzoty?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiemy. Myśmy same przyszły właśnie o tej/
Godzinie opłakiwać, Tezeju, twe losy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>zdzierając wieniec z głowy</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ach! Po cóż te wawrzyny mają wieńczyć włosy/
Pielgrzyma nieszczęsnego! Otwórzcie wierzeje!/
Odsuńcie mi te rygle! Ujrzę, co się dzieje/
W mym domu! Prędzej, służbo! Chcę zobaczyć żonę!/
Przez śmierć jej i me szczęście na zawsze zniszczone!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Otwierają się drzwi środkowe, na marach zwłoki <osoba>Fedry</osoba>, otoczone żałobnicami.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ojej! O jej!/
Co za straszliwy krok!/
Czyn popełniłaś --- niestety! ---/
Co niszczy królewski nasz dom!/
Któż ci dostarczył podniety?/
Jakiż to zmusił cię grom,/
Żeś sama swemu życiu położyła kres?/
Przyczyno naszych łez,/
Któż cię tak strącił w mrok?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O moja dolo! Ach!/
O wy rodzinne me niwy!/
Dziś mnie największe spotyka nieszczęście!/
Na dom mój ciężkie upadły dziś pięście ---/
Wali się cały gmach!/
Duch jakiś mściwy/
Przekleństwo rzucił złe, niewysłowione,/
Że już w mym życiu życie się nie mieści!/
Przed mymi oczy/
Fala się toczy,/
Ogromne morze boleści,/
I ja w tym morzu na wieki już tonę,/
Już się z tych głębin wydostać nie mogę!/
Zali odgadnę,/
Kto cię, mą żonę,/
Pchnął na tę drogę?/
Jakie potęgi sprawiły to zdradne,/
Że niby ptaszę, co wyrwie się z rąk/
I gdzieś już ginie bez śladu,/
Sfrunęłaś nagle do Hadu?/
O bolu bolów! O męko ty mąk!/
Z pradawnych lat/
Grzech na mnie jakiś padł,/
Spełniony przez mego praszczura,/
I stąd dziś ta moja dola!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie sam ty, książę, znosisz tę okrutną zgubę:/
Niejedni potracili swe małżonki lube.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W mogilny zejść mi dół,/
Pomiędzy umarłych cienie,/
Odkąd straciłem towarzystwo twoje!/
Większe, niż sobie, mnie sprawiłaś znoje,/
Zawsze to będę czuł!/
Co za cierpienie,/
Co za nieszczęście, powiedz, ukochana,/
Tę samobójczą myśl zrodziło-ć w duszy?/
Z was, pachołkowie,/
Nikt mi nie powie --- /
Nikt z was językiem nie ruszy?/
Czyście na darmo w domu swego pana?.../
O mój ty losie! O szczęścia pogrzebie!/
Biada mi! Biada!/
Okrutna rana!/
Mam ją przez ciebie!/
Patrzeć, jak dom mój w gruzy się rozpada!/
Giniemy wszyscy już po wieczny czas!/
Gmach cały pustką mi świeci,/
Osierocone me dzieci --- /
Tak, opuściłaś, opuściłaś nas,/
Najlepsza z żon!/
Słońcem oblany skłon/
I miesiąc, świecący nocą,/
Czyż lepszą widział niewiastę?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O ty znękany człowiecze!/
Prawda, zburzone jest domostwo twoje,/
Los twój wyciska łzę, co twarz mi piecze ---/
Ale-ć ja jeszcze o przyszłość się boję!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>zbliżywszy się do zwłok <osoba>Fedry</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Patrz! Patrz!/
Ta ręka ukochana trzyma list! O Boże!/
Czy może coś nowego w tym piśmie? Czy może/
Zanosi jeszcze jaką prośbę na ostatek/
W ożenku mego sprawie i w sprawie mych dziatek?/
O niech się uspokoi twoja biedna dusza!/
Nie stanie druga żona obok Tezeusza,/
Nie wejdzie już w dom jego!... jakież słodko nęci/
Ten odcisk jej pierścienia tu na tej pieczęci!/
Rozłamię ją! Otworzę tę kopertę drogą,/
Zobaczę, jakie wieści być w tym liście mogą!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Ach!/
Świeży znów cios/
Śle na nas Bóg!/
Niczym me życie! I mnie ból ten zmógł,/
I ja podzielę zły los!/
Królewski bowiem zdruzgotany gmach ---/
Nie ma go, nie ma na świecie./
[O dolo! Jeśli można, niech twa dłoń nie zgniecie/
Na wieki tego domu! Słuchaj próśb mych! Wieszcze/
Mam oczy; świeża klęska budzi we mnie dreszcze].</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O gorze mi! gorze! Oto groza nowa!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co jest? Mów, jeślim godna jest twojego słowa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ten list! ten list!/
O pomstę woła do nieba!/
Ratunku! Ratunku mi trzeba!/
Jak się wydobyć z tych zgliszczy?/
Jak zrzucić nieszczęsne to brzemię?/
Ginę już, padam na ziemię!/
W uszach to wszystko mi świszczy ---/
Straszny, straszliwy świst!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Okrutny to początek! Ach, cóż będzie dalej!?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mózg mi się pali,/
Język mnie bodzie,/
Nie mogę powstrzymać już/
Mych warg!/
Słuchaj mnie, grodzie:/
Syn mój Hippolit znieważył mą leżę,/
Niepomny, że Zeus jej strzeże./
Cnych ślubów stróż.../
Trzyś mi życzenia, ojcze Posejdonie,/
Spełnić obiecał!... Nie wchodzący w targ/
Jedno mi spełnij, jeśli żywisz w łonie/
Chęć dotrzymania: W tej samej godzinie/
Niech syn mój tu zginie,/
Niech dnia nie dożyje mój syn!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Odwołaj to życzenie, błagam cię, o panie!/
Żal będzie-ć po niewczasie, gdy syna nie stanie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przenigdy! Ja go z ziemi wydalę rodzinnej/
Ponadto! Los go czeka ten albo też inny./
Posejdon, szanujący przyrzeczenia swoje,/
W Hadesu głąb go strąci, lub tułacze znoje/
Czekają go śród obcych --- sprawa to ubita!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W sam czas twój syn nadchodzi; przyjmij Hippolita/
Spokojnie, uśmierzywszy ten swój gniew, o książę!/
Ty wiesz, co się najlepiej z waszym dobrem wiąże.</strofa></kwestia>

<didaskalia>W otoczeniu świty wchodzi</didaskalia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twe krzyki usłyszawszy, przybiegam do ciebie,/
Mój ojcze! Wprawdzie-ć nie wiem, w jakiej-ś jest potrzebie,/
Lecz rad bym się dowiedzieć! A! Cóż to się stało?/
Małżonka twa nie żyje! Na marach jej ciało!/
Dziw dla mnie to największy! Widziałem ją bowiem/
Przed chwilą, jak najlepszym obdarzoną zdrowiem./
A teraz... W jaki sposób zginęła?... Czyż mogę/
Dowiedzieć się od ciebie, mój ojcze?... Złą drogę/
Wybierasz, jeśli milczysz. Nieszczęść nie wypada/
Milczeniem kryć; wszak dusza ludzka dyszeć rada/
Cokolwiek, a najbardziej ciekawa jest złego./
Źle zatem postępujesz --- i nie wiem, dlaczego? ---/
Gdy wobec swych przyjaciół --- a jam tu dla ciebie/
Czymś więcej! --- chcesz zataić, co cię w smutku grzebie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>nie patrząc na <osoba>Hippotylosa</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>O ludzie, śmieszni ludzie! Całe wy się życie/
Przeróżnych sztuk, przeróżnych wymysłów uczycie,/
Pragniecie wszystko wiedzieć, wciąż coś majstrujecie,/
To jedno wam się tylko nie udaje w świecie,/
Ażeby nierozumnym wlać rozumu krztynę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, wielki byłby mędrzec, zjawisko jedyne,/
Co mógłby do rozumu głupich zmusić ludzi!/
Lecz, zda mi się, nie w porę twój się język trudzi/
Na takie subtelności, mój ojcze! Przesadza/
Twa warga! Tak cię mąci twej boleści władza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>jw.</didaskalia>
<kwestia><strofa>O, czemuż nie istnieje w dziedzinie przyjaźni/
Znak jakiś, aby człowiek mógł jak najwyraźniej/
Przekonać się, kto szczery między przyjacioły,/
A kto z pośród ich grona wyszedł z kłamstwa szkoły./
Języki też powinien człek mieć dwa: najszczerszy/
I zwykły; fałsz drugiego odkrywałby pierwszy/
I my byśmy nie czuli rozczarowań w duszy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy który z mych przyjaciół oszukał twe uszy,/
Szkalując mnie, choć winy-m nie popełnił żadnej?/
Nie mogę wyjść z podziwu! W sposób bezprzykładny/
Zdumiewa mnie twój język. Gdzieżeś podział zmysły?/
Czy wyszły z swoich karbów? Czy się w nic rozprysły?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>jw.</didaskalia>
<kwestia><strofa>O Boże! Dokądże to ludzka czelność sięga?/
Gdzie rada na zuchwalstwo? Gdzież jest ta potęga,/
Co wstrzyma jego napór? Gdy pójdzie tak dalej,/
Gdy jeden się w drugiego będziem prześcigali/
W podłościach w miarę wzrostu pokoleń, o wtedy/
Dla nędznej, dla tak bardzo występnej czeredy/
Nie starczy chyba miejsca, wtedy nową ziemię/
Bogowie muszą stworzyć, by przewrotne plemię/
Osadzać na jej łanach.</strofa>
<didaskalia>Zwracając się nagle do <osoba>Hippolytosa</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Patrzcie! Oto stoi</wers_cd>/
Przede mną mój rodzony, co łożnicy mojej/
Zbezcześcił święte progi! Zmarła świadczy o tem/
Dobitnie, jak plugawym jest mój syn pomiotem.</strofa>
<didaskalia><osoba>Hippolytos</osoba> się odwraca</didaskalia>
<strofa>Ja, przez cię pohańbiony, nie lękam się lica/
Twojego, i ty spojrzyj w oblicze rodzica!/
Dlaczego się odwracasz? Więc tyś to ten święty/
Kochanek bóstw, ten zacny, ten grzechem nietknięty/
Wybraniec? Nie! Chełpliwość mnie twoja nie zwiedzie!/
Nie stracił Bóg rozumu, by ciebie na przedzie/
Postawić! O, tak bluźnić ja się nie ośmielę!/
Ty chwal się, ile zechcesz, gadaj aż za wiele,/
Że żywisz się li strawą roślinną, żeś cały/
Orfejskiej oddan służbie! W spleśniałe szpargały/
Zatapiaj się! Ja znam cię! Od takiego człeka/
Niech każdy jak najdalej uchodzi, ucieka!/
Albowiem pełne usta ma pobożnych zwrotów,/
A zawsze jakąś podłość popełnić jest gotów./
Nie żyje, więc to, myślisz, wybawić cię może?/
To właśnie przeciw tobie świadczy, ty potworze!/
Czym mogą być przysięgi? Czym wszystkie dowody,/
Co miałyby ocalić ten twój żywot młody,/
Nad dowód tej --- nieboszczki! Przytoczysz mi siła/
Przerozmaitych kruczków, powiesz, że się mściła/
Na tobie z nienawiści, albowiem bękarci/
Wrogami dzieci prawych, zełżesz najotwarciej,/
Że złą była szafarką żywota, jeżeli/
Tak łatwo na śmiertelnej legła dziś pościeli/
Jedynie, aby tobie dokuczyć; że dalej,/
Mężczyzna każdy mniej się namiętnością pali/
Od kobiet! A ja-ć powiem: znam ja młodzieniaszki,/
Tak samo nieodporne na żądzy igraszki,/
Gdy miłość ją rozbudzi, jak każda niewiasta./
Nie wpada to nam w oczy u mężczyzn: wyrasta/
Z ich stanu ta im korzyść... Ale dosyć na tym!/
Nie myślę zwalczać słów twych: świadectwem bogatym,/
Świadectwem najpewniejszym jest zmarła. W te tropy/
Opuścisz kraj rodzinny i nigdy twe stopy/
Nie spoczną na ateńskiej, uświęconej ziemi,/
Ni w żadnym innym kraju, co z dzierżawy swemi/
Podlega memu berłu. Gdybym ci to płazem/
Chciał puścić, wówczas Synis istmijski, żelazem/
Przeze mnie powalony, miałby świadczyć prawo,/
Żem pustym jest chełpiszem, a nie tym, co krwawo/
Zapłacił mu za winy, i morskie opoki/
Skirońskie również przeczyćby mogły bez zwłoki,/
Czy kiedykolwiek byłem straszny dla zbrodniarzy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szczęśliwym kogoż język nazwać się odważy,/
Gdy to, co było górą, dzisiaj w proch się kładzie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój ojcze, straszna moc jest w twojej gniewnej zwadzie./
Zbadawszy jednak sprawę, spowitą w twe słowa,/
Zobaczym, że na dnie jej prawda się nie chowa./
Nie umiem-ci szermować zręcznie wobec tłumu./
Lecz w gronie mych rówieśnych nie brak mi rozumu?/
Nie może być inaczej... To, co razi uszy/
Rozumnych, dla motłochu pospolitej duszy/
Rozbrzmiewa najcudniejszą muzyką. A przecie,/
Gdy takie się nieszczęście zdarzyło na świecie,/
Rozwiąże się mój język, bo musi... Rozpocznie/
Od tego, czymś ty zaczął, myślący widocznie,/
Że u mnie twa zasadzka nie znajdzie odprawy./
Widzisz słońce i ziemię? Nie ma tu, łaskawy/
Mój ojcze, dziś człowieka, co byłby ode mnie/
Cnotliwszy, choć przekonać pragnę cię daremnie ---:/
Czcić umiem naprzód bogów, potem żyję w gronie/
Przyjaciół, w których żądza występku nie płonie,/
Co, sami będąc czyści, nigdy chcieć nie mogą,/
Ażeby ich druhowie szli nieczystą drogą,/
I brudnych im też usług nie świadczą, albowiem/
Cny wstyd im nie pozwala. I to jeszcze powiem,/
Że, żyjąc z przyjaciółmi, z daleka czy z bliska/
Jednaki jestem dla nich, nigdy pośmiewiska,/
Przedmiotem ich nie czynię... Jestem i w tej mierze/
Niewinny, w której, ojcze mój, chętka cię bierze/
Przyłapać mnie tej chwili: dotychczas ja nie wiem,/
Co miłość --- jestem czysty; z miłości zarzewiem/
Spotykam się li w mowie, znam-ci jej ponęty/
Li z słuchu i z obrazów, choć wstręt mam w nietkniętej,/
Niepokalanej duszy, bym mógł patrzeć na nie./
Nie wierzysz w to, i owszem! Wyjaw więc swe zdanie,/
Dlaczego miałbym upaść? Czyż ta, na tych marach/
Leżąca, przewyższała w swych niewieścich czarach/
Ród wszystkich innych niewiast? Lub czy wraz z jej łożem/
Mniemałem tron twój posiąść? Rzec tego nie możem,/
Gdyż byłbym bez rozumu! Czyż w swej odpowiedzi/
Zaznaczysz, że i mędrzec rad na tronie siedzi?/
Nieprawda! Chyba tych on pociąga i nęci,/
Co zmysły utracili, ponad miar przejęci/
Pragnieniem samowładztwa. Jeśli o zapasy/
Helleńskie by chodziło, chciałbym po wsze czasy/
Być pierwszym, ale w państwie? Syn twój rad tu będzie,/
Gdy zajmie drugie miejsce, by w przyjaciół rzędzie/
Pracować najgodniejszych. Nic zaś nie przeszkadza/
Tej pracy. Przyjemniejsze poza tym, niż władza,/
Jest własne bezpieczeństwo... Racz wysłuchać jeszcze/
To jedno --- resztę wiesz już: A więc ci obwieszczę,/
Że gdyby mi świadkował taki, jak ja człowiek,/
Lub gdyby ta nie miała zamkniętych już powiek/
Na spór nasz, wówczas dowód miałbyś tu prawdziwy,/
Kto winien. Lecz na Zeusa, który każe mściwy/
Krzywoprzysięstwo wszelkie, na tę świętość ziemi/
Przysięgam, że ni czynem, ni myślami swemi/
Ni chęcią nie dotknąłem się nigdy twej żony./
Niech umrę bezimienny, wzgardzon, zniesławiony,/
[Wywołan z własnych dziedzin, tułacz w świat wygnany]!/
Niech zwłok mych ani morze, ani ziemskie łany/
Nie przyjmą, skoro umrę, jeśli łotr jest ze mnie./
Czy z strachu poszła precz stąd, dociekać daremnie,/
I mnie to nie przystoi... [Słusznie postąpiła,/
Słuszności nie mająca; u mnie zaś jest siła/
Słuszności, a niesłuszność moim jest udziałem].</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dowiodłeś, żeś niewinny w tym nieszczęściu całem!/
Na bóstwa-ś się zaprzysiągł! Trudno nie dać wiary!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy nie jest-że to kuglarz? Nie istne-ć to czary?/
Dobrocią mitygować chce ojcowską duszę,/
Zhańbiwszy go nasamprzód.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A ja wyznać muszę,</wers_cd>/
Iż serce me nad miarę wszelaką zdziwione./
Bo gdybyś ty, mój ojcze, pohańbił mi żonę,/
Będący moim synem, ja bym za tę zbrodnię/
Nie karał cię wygnaniem, a śmiercią!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O, godnie</wers_cd>/
Przemawiasz! Lecz nie umrzesz, tak jak życzysz sobie:/
Dla łotrów dobrodziejstwem w rychłym spocząć grobie./
Wypędzę cię z ojczyzny, na życie tułacze/
Do obcej pójdziesz ziemi! Tym ja cię uraczę!/
To kara najwłaściwsza dla takich nędzarzy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wypędzasz, nie czekając, aż ci czas nadarzy/
Dowodów, żem niewinny? O gorze! mi gorze!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za krańce Atlantowe, za dalekie morze/
Gnałbym cię z nienawiści, gdybym mógł, niezwłocznie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przysięgi, poręczenia, wróżby i wyrocznie/
To na nic? Precz wyrzucasz na mocy bezprawia?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dowody tu zbyteczne! Wszystko mi wyjawia/
Ten list! A jak tam ptactwo szybuje mi w górze/
Nad głową mą, o tym się ja chyba nie zdurzę!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bogowie! Po co milczę, jeśli wy niszczycie/
Człowieka, co was wielbi, co wam oddał życie?/
Nie! On się nie przekona! Nie uwierzy we mnie!/
Nie będę łamał przysiąg! Byłoby daremnie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobijasz mnie, świętoszku, słowy cnotliwemi!/
Dlaczego nie uchodzisz? Precz z ojczystej ziemi!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Dokąd mam się zwrócić? W czyim-że dziś domu/
Gościnę znajdzie człowiek z takiem piętnem sromu?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A może kto i lubi kobiet hańbicieli/
I chętnie się domostwem z zbrodniarzem podzieli?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Serce mi się kraje, łzy wyciska smutek,/
Żem taki w twoich oczach haniebny wyrzutek.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie! Wówczas trzeba było pokumać się z troską/
I łzami, gdyś szedł hańbić łożnicę ojcoską.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przemówcie głosem wielkim, o wy, nieme ściany,/
Powiedzcie, czym naprawdę człowiek pokalany?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, skrzętnie wzywasz świadków, co mówić nie mogą!</strofa>
<didaskalia>wskazując na zmarłą</didaskalia>
<strofa>To dzieło twe dowodem, jakąś chodził drogą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Chciałbym stać przed sobą, w własne patrzeć oczy/
I płakać nad tą nędzą, co mi duszę tłoczy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Samego się uwielbiać było-ć zawsze miło,/
Miast czcić rodziców swoich, jak by się godziło.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O matko nieszczęśliwa! O losie bękarta!/
Nie życzę cię mym druhom, ty hańbo niestarta!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Schwyćcie go, pachołkowie! Słyszeliście przecie,/
Że dawno mu już każę tułać się po świecie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Precz! Wara! Dam naukę, gdy się zbliży który!/
Ty sam, jeśli masz śmiałość, wyrzuć mnie za mury.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeżeli nie posłuchasz, będzie mi najprościej/
Uczynić to bez żadnej dla ciebie litości.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Snać los się mój rozstrzygnął... Wiem, jak to się stało./
Lecz jak to wypowiedzieć, tego nie wiem. Mało/
Jest równie nieszczęśliwych! O najmilsza z bogów,/
Ma druho, towarzyszko śród leśnych rozłogów,/
Na łowach! A więc muszę, ty córko Latony,/
Opuszczać gród ateński, chwałą otoczony!/
Ach! Żegnaj mi, mój grodzie! Żegnaj Erechteja/
Ziemico! Już ostatnia rzuca mnie nadzieja,/
Ostatni raz cię widzę, Trojzeno, przemile/
Dająca w swoich murach spędzać młode chwile ---/
Więc żegnaj!... Do mnie, do mnie, towarzysze młodzi!/
Wszak godzi się pożegnać, odprowadzić godzi/
Za miasto!... Już czystego ty człeka, młodzieży,/
Nie ujrzysz, choć w to własny mój rodzic nie wierzy.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi wraz z świtą</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda, gdy myśleć zaczynam/
O bóstwach, władnących na niebie,/
Wszelakiej zbywam się trwogi./
Lecz dusza ma w smutku się grzebie,/
Na zawsze już tracę nadzieję,/
Gdy widzę drogi,/
Życia ludzkiego koleje:/
Jeden znój!/
Tak się twój/
Codzienny wciąż żywot wlecze,/
O biedny, ścigany człowiecze!</strofa></kwestia>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Bodajby z ręki mi bożej/
Los nie poskąpił tej doli:/
Niech szczęści mi się na ziemi,/
Niech nie znam tego, co boli!/
Zbyt się ja nisko nie nagnę/
Pomiędzy swemi,/
Ale i piąć się nie pragnę;/
Wszystko wraz,/
Czym mnie czas/
Czy dziś, czy jutro obdarzy,/
Niech przyjmę z uśmiechem na twarzy.</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Mózg mi się zmącił nad miarę./
Wszelką straciłam już wiarę,/
Albowiem patrzę, ach! patrzę,/
Jak światło helleńskie najrzadsze,/
Jak on, śród wszystkich wybrany,/
Gniewem ojcowskim ścigany,/
Rodzinne opuszcza już łany!/
O wy ojczyste wybrzeża,/
Górska dąbrowo ty świeża,/
Gdzie z sforą polował na zwierza/
On, łowiec przesłynny,/
Goniący śladem Diktynny!</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<strofa>Nigdy on już nie pogoni/
Z zaprzęgiem weneckich koni/
W wyścigu na brzegach Limny!/
Dom jego ojca dziś zimny/
I głuchy: Nie zabrzmią w nim lutnie,/
Co głos swój tak słały rozrzutnie/
Za progi pałacu i wrótnie!/
Leżysko córki Latony,/
Łan trawy przemiękkiej, zielonej,/
Nie będzie już nigdy wieńczony!/
Twe życie tułacze/
Niejedno dziewczę opłacze.</strofa>

<sekcja_asterysk/>

<kwestia><strofa>I ja oblewać chcę łzami/
Los, co na ciebie dziś padł ---/
Źle z nami!/
O biedna ty matko! Na świat/
Wielkie wydałaś nieszczęście!/
Ach! Pięście/
Rada bym wznieść przeciw bogom/
Za gniew ich niesyty!/
O wy siostrzane Charyty!/
Czemuż ku obcym rozłogom/
Z ojczystej iść ma dziedziny/
Człowiek bez winy?!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ktoś z służby Hippolyta przyspiesza tu kroku ---/
Co tchu do zamku pędzi z przerażeniem w oku.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Na scenę wpada</didaskalia>


<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdzież jest nasz król Tezeusz! Gdzież go spotkać mogę?/
Niewiasty! Jeśli wiecie, pokażcie mi drogę!/
Czy w zamku jest tej chwili? Czy gdzie indziej może?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wychodzi właśnie z domu, patrzaj, jest na dworze!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przynoszę ci wiadomość i w smutku pogrążę/
Was wszystkich, w smutku wielkim: i ciebie, mój książę,/
I grodu ateńskiego szlachetne mieszkańce/
I tych, którzy zajmują ziem trojzeńskich krańce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż stało się? Cóż mają oznaczać twe słowa?/
Na miasta dwa sąsiednie spada-ż klęska nowa?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Już nie ma Hippolyta! Albo też --- słyszycie? ---/
Na włosku, że tak powiem, wisi jego życie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dlaczego? Czyżby jaki wróg mu nie przebaczył,/
Iż żonę mu, jak ojcu, podle uwieść raczył?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przez własny Hippolytos zginął zaprząg, dalej/
Przez klątwę, którąś przesłał władcy morskiej fali,/
Swojemu rodzicowi, na własnego syna.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niebiosa! Posejdonie! Ucieczko jedyna!/
Tyś rodzic mój prawdziwy! Klątwy, którą we mnie/
Zrodziła moja krzywda, nie słałem daremnie/
Ku tobie! Wysłuchałeś!...</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>posła</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Mów, na jakiej drodze</wers_cd>/
Dosięgnął go miecz prawa, iżby pomścić srodze/
Mą hańbę? Jak go zmogła sprawiedliwość boża?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GONIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Staliśmy nad wybrzeżem spienionego morza,/
Zgrzebłami czyszcząc konie, wszyscy zdjęci smutkiem,/
Albowiem wieść nam przyniósł posłaniec, iż skutkiem/
Rozkazów twych już nigdy na ojcowskiej ziemi/
Nie spocznie Hippolytos stopami swojemi./
Za chwilę i on nadszedł, a za nim gromada/
Przyjaciół i rówieśnych, aby krzyczeć ,,biada!"/
Wraz z nami. Ale w końcu przerwie narzekanie/
I powie: ,,Na co płakać? Łez mi już nie stanie./
A ojca słuchać trzeba. Przygotować konie,/
Zaprzęgnąć je da wozu!... Już ja precz pogonię/
Z tej ziemi!" Nie czekając drugiego rozkazu,/
Zerwaliśmy się wszyscy co tchu i od razu,/
O, prędzej, niż kto słowo wypowiedzieć zdoła,/
Przed okiem królewicza zaryły się koła./
I on, schwyciwszy lejce, z rydwanu krawędzi/
W myśliwskich wskoczy butach nań, lecz nim popędzi,/
Ku niebu wzniesie ręce i takiemi modły/
Rozpocznie wzywać Zeusa: ,,Jeśli jestem podły,/
Racz życie mi odebrać, ty Boże! A zasię/
Niech ojciec się przekona dziś czy po niewczasie,/
Po śmierci mej, jak strasznie mnie skrzywdził i jaki/
Zgotował los mi dzisiaj!" I biczem rumaki/
Smagnąwszy, ruszy w drogę, w Epidauru stronę/
I Argu, obok siebie mając zgromadzone/
Swe sługi, tuż przy wozie i cuglach, na dolę/
Spieszące wraz z swym panem. A kiedyśmy w pole/
Wjechali już pustynne, w kraj, który swe wzgórza/
Nadbrzeżne w głębiach morza sarońskiego nurza,/
Spod ziemi jakiś huk się wydobył straszliwy,/
By Zeusa grzmot, co trwogę rozbudza i dziwy./
Od razu konie jęły z strachu strzyc uszami,/
Dziecinna również trwoga wstrząsnęła i nami./
Skąd huk się ten dobywał? I oto swe oczy/
Zwróciwszy przerażone ku skalistej zboczy/
Wybrzeża, smaganego szumną pianą morza,/
Spostrzegliśmy od razu, jak się jakaś boża,/
Niezwykła zerwie fala ku niebu, opoki/
Skirońskie zatapiając w swojej mgle głębokiej./
Z widowni znikł nam Istmos, Asklepiosa skały/
Tak samo gdzieś się oczom zdumionym podziały./
A potem ten kłąb wody, rosnąc coraz szerzej/
I wyżej, runął z hukiem na zbocze wybrzeży,/
Ku czwórce mego pana. W tejże samej chwili/
Wśród bryzgów, wirów, syków bałwan się wysili/
I, z mocą się trzykrotną spiętrzywszy do góry,/
Na brzeg wyrzuci byka. Straszny dziw natury!/
Zaryczał i w krąg ziemia zatrzęsła się z trwogi:/
Snać rykiem odpowiada na ten ryk przesrogi!/
O, nie dla ludzkich oczu bywa widok taki!/
I czwórkę on przeraził. Stropione rumaki/
Zerwały się, lecz pan mój, świadomy rzemiosła,/
Od razu ściągnął lejce i, jak człek od wiosła,/
Potężnie w tył się przegiął i, rzemienie w ręku/
Dzierżący, nie popuścił, ażeby go z lęku/
Nie poniósł straszny zaprząg. Wszystko przecież na nic!/
Rumaki, oszalałe do ostatnich granic,/
Wędzidła gryząc twarde, mkną jak burza dzika,/
Nie troszcząc się o lejce ni dłoń kierownika./
Hamulce nie pomogły ani tęgie spójnie/
Rydwanu. A gdy pan mój popróbował, czujnie/
Patrzący, zwrócić wóz swój na piaszczystą ziemię,/
Zastąpi koniom drogę to potworne plemię/
I zmusi je, by wstecz się cofnęły... A potem,/
Gdy one ku skaliskom strasznym pędzą lotem,/
Byk skrada się za nimi w milczeniu, dopóki/
Rydwanu nie wywróci i strzaska na sztuki,/
Kołami go przyparłszy do kamiennej ściany./
Na drzazgi poszło wszystko, wóz był zdruzgotany:/
Do góry poleciały i buksy i sworznie./
A on, ten nieszczęśliwiec, zawikłan niezbożnie/
W rzemienie lejc splątane, wlókł swą drogą postać/
Po ziemi, nie mogący z więzów się wydostać./
O głazy rozbił głowę, pogruchotał kości./
Jął krzyczeć wniebogłosy: ,,O, trochę litości!/
Nie gubcie mnie tak marnie! Powstrzymajcie kroku/
Wy, klacze, wychowane na moim obroku./
O straszna klątwo ojca! Któż się tutaj zjawi/
I człeka niewinnego od śmierci wybawi?!"/
Niejeden z nas chciał pomóc, ale nazbyt z dala/
Byliśmy... Wtem, patrzymy, z więzów się wyzwala,/
Nie wiedzieć, w jaki sposób, i pada bez siły,/
Bez tchu, zaledwie żywy... Konie pogoniły/
Wraz z strasznym tym potworem między skał krawędzie/
I znikły, lecz gdzie znikły, trudno zgadnąć będzie./
Ja-ć tylko jestem sługą w twoim domu, książę,/
Lecz w to ja nigdy w życiu uwierzyć nie zdążę,/
Iż syn twój mógł być podły. To się nie pomieści/
W mej głowie. Niech się wiesza cały ród niewieści,/
Niech cały las idajski zapełni listami,/
Królewicz się nie splamił i nigdy nie splami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O rety! Świeże znowu nieszczęście mnie boli!/
Nikt losom się nie wymknie, nikt nie ujdzie doli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cieszyłaby mnie wieść twa, gdyż żywię do człeka,/
Którego to spotkało, nienawiść, daleka/
Jest przecież moja dusza wszelkiej bezbożności:/
Czczę bogów i wiem o tym, że to kość z mych kości/
Ten syn mój, więc mi obce jest dzisiaj wesele,/
Lecz swoim go współczuciem również nie obdzielę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POSEŁ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co czynić? Mamy-ż zgodnie z twoimi zamiary/
Sprowadzić tu biedaka? Pomyśl! Gdybyś wiary/
Nie skąpił mi, nie ścigałbyś tak swego syna.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sprowadźcie go, sprowadźcie! Chwila to jedyna/
Przekonać się naocznie, iż zrządzenie boże/
Dowiodło, jak zbeszcześcić śmiał ojcowskie łoże.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Posłaniec</osoba> odchodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nieprzemożone wykonujesz rządy/
Nad wszystkim, cypryjska ty pani!/
Twoi poddani/
Mieszkańcy ziemi i niebieskiej góry,/
Za tobą Eros śpieszy krasopióry./
Przez lądy/
Niedoścignionym mknie lotem/
I poprzez słone, rozśpiewane morze.../
A kogo muśnie swoim skrzydłem złotem/
Ta postać boża,/
Tego miłosny wraz ogarnie szał./
Wszystko, co żyje w pustyniach, śród skał/
I pośród leśnej dziczy,/
Na lądzie i w głębiach wód,/
Wszelki pod słońcem gnieżdżący się płód,/
Człowiek i zwierz,/
Do twych poddanych się liczy:/
Świat cały wzdłuż i wszerz/
Podlega twej władzy, królowo!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<didaskalia>zjawiwszy się niespostrzeżenie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Z zacnego ojca Ajgeja zrodzony,/
Bacz na me słowo!/
Artemis, córka Latony,/
Mówi do Tezeusza:/
Przecz się raduje twa dusza?/
O zaślepiony!/
Bezbożnie zabiłeś syna!/
Rękojmia jedyna/
Kłamne świadectwo twej żony --- /
Dowód niepewny! Pewnikiem twój czyn,/
Którego ofiarą padł syn./
Z wstydu bezmiaru/
Skryć się pod ziemię, w pomroki Tartaru,/
Albo na skrzydłach uciec ci najgodniej/
Od miejsca zbrodni!/
Już nigdy bowiem danym ci nie będzie,/
Ażebyś stanąć mógł w szlachetnych rzędzie./
Wysłuchaj, Tezeuszu, jak jest z twoją dolą./
Choć na nic moje słowa, jeno cię zabolą./
Lecz po to właśnie przyszłam, by pokazać tobie,/
Że syn twój był niewinny, że się może w grobie/
Położyć niezhańbiony. Pragnę ci i żądzę/
Małżonki twej wyjawić, a przy tym, jak sądzę,/
I jakąś jej szlachetność. Ugodzona strzałą/
Bogini, wstrętnej dla mnie i dla tych, co całą,/
Największą widzą rozkosz w dziewictwie, rozsądkiem/
Pragnęła przed miłosnym uchronić się wrzątkiem./
Zgubiła ją piastunka, która się zakręci/
Od razu i synowi twemu, wbrew jej chęci,/
Objawi jej namiętność, zmusiwszy go przy tym,/
By milczał, pod przysięgą. On-ci, należytym/
Kierując się uczuciem, nie uległ namowie./
Przysięgi tej dotrzymał, jako że bogowie/
Są w czci u tego męża --- wiernie jej dochował,/
Choć ojciec taką krzywdę przeciw niemu knował./
Zaś ona, pełna trwogi, aby ktoś jej skazy/
Nie odkrył, te kłamliwe skreśliła wyrazy,/
Mające zgubić syna. I tyś im uwierzył.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O biada!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zraniły cię me głowa! Ale nie uderzył/
Ostatni cios w twe serce! Milcz i słuchaj dalej:/
Nieszczęście jeszcze większe na ciebie się zwali!/
Wiedziałeś, że ci przyrzekł spełnić trzy życzenia/
Twój rodzic. On-ci swoich obietnic nie zmienia,/
Lecz ty, najgorszy z ojców, miast jednego użyć/
Na wroga, tyś się wolał synowi przysłużyć!/
Twój ojciec, władca morza, on nie mógł inaczej/
Postąpić, swych przyrzeczeń zawsze ci on raczy/
Dotrzymać, jak się godzi, szczerze a nie kłamnie./
Zaś ty zbrodniarzem jesteś dla niego i dla mnie,/
Albowiem, nie czekając na święte wyrocznie,/
O czas się też nie troszcząc, co mógłby naocznie/
Przekonać się o prawdzie, rzuciłeś co prędzej/
Przekleństwo, własne dziecko w takiej grzebiąc nędzy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O pani! Chciałbym umrzeć!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zgrzeszyłeś, lecz przecie</wers_cd>/
Jest jeszcze przebaczenie dla ciebie na świecie./
Kipryda to sprawiła, ażeby tak krwawo/
Nasycić swoje gniewy. Jest śród bogów prawo,/
By sobie nie przeszkadzać wzajemnie; jeżeli/
Chce czegoś ten lub tamta, nikt się nie ośmieli/
Krzyżować ich zamiarów... Mówię ci też szczerze,/
Że tylko wzgląd na Zeusa winien w pełnej mierze,/
Iż mogłam, na swą hańbę, tak spoglądać ninie,/
Jak z wszystkich mi najdroższy i najlepszy ginie./
Zgrzeszyłeś, niewiedzący, i to grzech twój maże./
A potem śmierć małżonki, to nieszczęście, wraże/
Dla prawdy, odebrało ci ustne dowody./
Największej ty doznałeś boleści i szkody./
Lecz niemniej i ja cierpię, twojej klęski świadek,/
Gdyż bogów nie raduje szlachetnych upadek./
Na złych my tylko ludzi rzucamy swe gromy,/
Niwecząc ich ze szczętem, ich dzieci, ich domy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PRZODOWNICA CHÓRU</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nieszczęsny ten człowiek, patrz! zbliża się k'nam!/
Włos potargany,/
Na ciele rany/
Śród krwawych plam!/
Jakaś podwójna to klęska,/
Strasznie zwycięska,/
Spadła na dom ten z rąk bożych!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Na scenę służba wnosi z wolna <osoba>Hippolytosa</osoba>; <osoba>Artemis</osoba> staje w tyle, tak, że on jej nie widzi, <osoba>Tezeusz</osoba> z świtą i <osoba>chórem</osoba> po drugiej znajduje się stronie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O jej! O jej!/
Niesprawiedliwe wyroki/
Niesprawiedliwy wydał ojciec mój,/
I oto mięso z mych kości opada!/
Ginę! O biada!/
O biada doli mej!/
Ból się głęboki/
Wrył w moją głowę,/
Męczarnie surowe/
Żrą mózg!/
Stój!/
Dość już! Ach, dość tych rózg,/
Niech spocznie znużone me ciało!/
Ach!/
Strach, mój zaprzęgu, strach!/
I cóż ci się stało/
Żeś mi tak dzisiaj śmiertelnie dogodził?!/
Jam cię tą ręką wodził,/
Ja cię żywiłem tą ręką,/
A ty mi taką odpłaciłeś męką!/
Ach! Ach! Uważać! Na Boga!/
Służbo, litości!/
Nie dotykajcie obolałych kości!/
Dłoń wasza nazbyt jest sroga!/
Któż to prawego dotknął mi się boku?/
Zwolnijcie kroku!/
Ostrożnie podnieść mnie trzeba!/
Złożyć łagodnie/
Potępionego przez nieba,/
Mnie, ściganego klątwy ojcowskiemi!/
O Zeusie! Zeusie! Czy widzisz tę zbrodnię?/
Zali nagroda polega li na tem,/
Że człek najczystszy na ziemi,/
Człek bogobojny,/
Cnotą nad całym górujący światem,/
Takiej się doli doczekałem znojnej,/
Iż muszę ginąć bez śladu?/
I schodzę do Hadu,/
A w nikim się z ludzi/
Wdzięczność nie zbudzi/
Za zbożne to życie moje!/
Ajaj! Ajaj!/
O bole! O znoje!/
Już ja się nie ostoję!/
Puść-że mnie, puść!/
O śmierci, zbawczyni, przyjdź!/
Mają-ż katusze me róść?/
Nie chcę już żyć!/
Miecz obosieczny mi daj!/
Tnij na kawały,/
Niech zginę już cały,/
W snu wieczystego niech już zejdę kraj!/
Nieszczęsna klątwo rodzica,/
Zło, urodzone z pradawnej przewiny!/
Krwią namazane twe lica,/
Krwią, co spłynęła w mym rodzie!/
Nic cię nie wstrzyma w pochodzie?/
Nie spoczniesz ani godziny?/
Dlaczego w swoim pośpiechu/
Dosięgłaś człeka bez grzechu?/
O wy męczarnie, wy bole!/
Jakżeż się dzisiaj wyzwolę/
Z tych mąk?/
Niech mnie nareszcie w swój krąg/
Raz już sprowadza/
Hadu posępna władza!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, w jakim-ż ja nieszczęściu ciebie widzieć muszę!/
Z twej własnej szlachetności płyną twe katusze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach!/
Dech boży mnie owiewa! Czuję przez męczarnie,/
Że z ulgą się jej postać ku mym ranom garnie!/
Ty-żeś to, Artemido, drogie bóstwo moje?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja, z bogiń ci najmilsza, przy tobie tu stoję.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Królowo, patrz! Na jaką zeszedłem ja drogę!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Płakałabym gorąco, lecz płakać nie mogę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twój druh, towarzysz łowów, w twych oczach umiera.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Umiera, lecz ma łaska zawsze dlań jest szczera.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Posągów twoich strażnik, kierownik twych koni.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kipryda to sprawiła, od jej giniesz broni!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wiem teraz, kto tę zgubę przynosi mi w darze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O cześć swoją zazdrosna, za czystość cię karze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie mnie samego gubi, troje przez nią pada.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ty, ojciec, jego żona --- okrutna biesiada!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żałować mam i ojca, którego zgubiła?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Podeszła go jej rady niwecząca siła.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Ojcze! Straszne losy zdarzyły się tobie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak straszne, że wolałbym położyć się w grobie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ta wina bardziej w ciebie godzi, niźli we mnie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Umrzeć zamiast ciebie! Żyć mi już daremnie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wyszły ci na dobre dary Posejdona!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ta klątwa! Ach! Dlaczego z warg mych wyszła ona?!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeżeli nie twa klątwa, twój miecz by mnie zabił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Jakiż bóg ze zmysłów zdrowych mnie ograbił?!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, gdybyż klątwa ludzi dosięgała bogów!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARTEMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daj spokój! Do podziemnych schodzisz teraz progów,/
Lecz wiedz, iż gniew Kiprydy, który się tak miota/
Jedynie tylko za to, że w twej duszy cnota/
Została nieskalana, nie ujdzie podzięki!/
Ja pomszczę cię! Pociskiem niechybnym z tej ręki/
Powalę najdroższego jej z ludzi, zaś ciebie/
Największą czcią otoczę na trojzeńskiej glebie./
Dziewice, zanim pójdą do ślubu, po czasy/
Wieczyste będą swojej pozbywać się krasy,/
Warkocza, aby tobie złożyć go w ofierze./
I łzy żałobne spadną obficie i szczerze,/
Na cześć twą będą pieśni nuciły dziewczęta,/
Nie przebrzmi miłość Fedry, świat to zapamięta,/
Że ona cię kochała... Synu Ajgejowy,/
Ty zbliż się do nieszczęsnej twego dziecka głowy,/
Obejmij ją, uściskaj! Mimo swojej chęci/
Zabiłeś go! Zgrzeszyłeś, lecz niech grzech się święci,/
Gdy taka wola bogów. A ty, Hippolycie,/
Do ojca nie miej żalu! Tracisz oto życie,/
Bo musisz. Teraz żegnaj. W twoje to oblicze/
Spoglądać już nie mogę, z tym się bowiem liczę,/
Że oddech konających znieważa niebiany,/
A widzę, iż niebawem kres ci będzie dany.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Znika.</didaskalia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I ty mi żegnaj, czysta dziewico, na zawsze!/
Z łatwością ci odchodzić, stopy najłaskawsze/
Z łatwością opuszczają tak dawnego druha./
Przebaczam rodzicowi --- druh twój ciebie słucha/
I teraz, tak jak zawsze wiodła go twa rada!/
O Boże! Mrok już ciężki na me członki pada!/
O schwyć mnie, ojcze drogi! Opuszczam te niwy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co czynisz, dziecko drogie? O ja nieszczęśliwy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Już ginę! Już przed sobą widzę śmierci bramy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Odchodzisz? Nie oczyścisz ręki mi z tej plamy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zdejmuję z ciebie, ojcze, krwawą mordu winę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wyzwalasz moją duszę? Powiedz mi, nim zginę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Łowczynię Artemidę biorę tu na świadka!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O dziecię me najdroższe! O dobroci rzadka!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pociechę miej tę samą z twych synów, mych braci.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O duszo przeszlachetna! Któż ci to zapłaci?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bądź zdrów, bądź zdrów na wieki, ty mój ojcze luby!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie umrzesz, wyjdziesz z tego, wszak nie chcesz mej zguby!?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HIPPOLYTOS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wyszedłem już prawdziwie! Wnet mnie śmierć zamroczy./
Już koniec! Ojcze drogi, zasłoń-że mi oczy.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Umiera.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TEZEUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>opuszcza zwłoki na ziemię, przysłania powieki zmarłego, po czym służba bierze mary i zanosi je wraz z zwłokami do zamku.</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ateny święte, Pelopsa dzierżawy!/
Jakiż to człowiek uchodzi wam prawy!/
A ja, któremu smutny żywot idzie,/
Będę pamiętał wiecznie o Kiprydzie!</strofa></kwestia>
<didaskalia>Odchodzi za zwłokami.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>
<didaskalia>odchodząc</didaskalia>
<kwestia><strofa>W nas wszystkich uderzył ten cios/
Niespodziewanie!/
Skargi popłyną w głos/
I spłyną rzeki łez,/
Bo gdzie żałości jest kres,/
Któż płakać przestanie,/
Jeżeli grom/
W najlepszy bije dom?!...</strofa></kwestia>

</dramat_wierszowany_l>
</utwor>