<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/dziady-dziadow-czesci-iii-ustep-przeglad-wojska/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Mickiewicz, Adam</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Przegląd wojska</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziadow-czesci-iii-ustep</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pigoń, Stanisław</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sutkowska, Olga</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Poemat</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziadow-czesci-iii-ustep-przeglad-wojska</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Adam Mickiewicz, Dziady cz. 1-4, Czytelnik, Warszawa 1974</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Adam Mickiewicz zm. 1855</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1926</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2009-01-12</dc:date>
<dc:audience xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">L</dc:audience>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/1209.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">White object: composition, kevin dooley@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/1209</dc:relation.coverImage.source>
<category.thema.main>DCA.WL-R</category.thema.main>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>

<autor_utworu>Adam Mickiewicz</autor_utworu>

<dzielo_nadrzedne>Dziadów części III Ustęp</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Przegląd wojska</nazwa_utworu>



<strofa><begin id="b1209245655000"/><motyw id="m1209245655000">Rosja</motyw>Jest plac ogromny<pr><slowo_obce>plac ogromny</slowo_obce> --- plac Marsowy, gdzie się odbywały popisy wojsk.</pr>: jedni zowią szczwalnią,/
Tam car psy wtrawia<pr><slowo_obce>wtrawia</slowo_obce> --- wprawia, ćwiczy; termin z języka myśliwskiego.</pr>, nim puści na zwierza;/
Drudzy plac zowią grzeczniej gotowalnią,/
Tam car swe stroje próbuje, przymierza,/
Nim w rury, w piki, w działa ustrojony,/
Wyjdzie odbierać monarchów pokłony. ---/
Kokietka idąc na bal do pałacu/
Nie tyle trawi przed zwierciadłem czasów,/
Nie robi tyle umizgów, grymasów,/
Ile car co dzień na tym swoim placu./
Inni w tym placu widzą sarańczarnię,/
Mówią, że car tam hoduje nasiona/
Chmury sarańczy, która wypasiona/
Wyleci kiedyś i ziemię ogarnie./
Są, co plac zowią toczydłem chirurga,/
Bo tu car naprzód lancety szlifuje,/
Nim, wyciągnąwszy rękę z Petersburga,/
Tnie tak, że cała Europa poczuje;/
Lecz nim wyśledzi, jak głęboka rana,/
Nim plastr obmyśli od nagłej krwi straty,/
Już car puls przetnie szacha i sułtana/
I krew wypuści spod serca Sarmaty.<end id="e1209245655000"/>/
Plac różnych imion, lecz w języku rządów/
Zowie się placem wojskowych przeglądów.</strofa>


<strofa>Dziesiąta --- ranek --- już przeglądów pora,/
<begin id="b1209078201546"/><motyw id="m1209078201546">Rosjanin</motyw>Już plac okrąża ludu zgraja cicha,/
Jako brzeg czarny białego jeziora;/
Każdy się tłoczy, na środek popycha./
Po placu, jako rybitwy nad wodą,/
Zwija się kilku dońców<pe><slowo_obce>dońców</slowo_obce> --- kozaków dońskich.</pe> i dragonów<pe><slowo_obce>dragon</slowo_obce> --- żołnierz lekkiej jazdy.</pe>;/
Ciekawsze głowy tylcem<pe><slowo_obce>tylcem</slowo_obce> --- trzonkiem (nie ostrzem, umieszczonym na przeciwnym końcu piki).</pe> piki bodą,/
Na bliższe karki sypią grad bizunów<pe><slowo_obce>bizunów</slowo_obce> --- batów.</pe>./
Kto wylazł naprzód jak żaba z bagniska,/
Ze łbem się cofa i kark w tłumy wciska.<end id="e1209078201546"/>/
Słychać grzmot z dala, głuchy, jednostajny,/
Jak kucie młotów lub młócenie cepów;/
To bęben, pułków przewodnik zwyczajny,/
Za nim szeregi ciągną się wzdłuż stepów,/
Mnogie i różne, lecz w jednym ubiorze,/
Zielone, w śniegu czernią się z daleka;/
I płynie każda kolumna jak rzeka,/
I wszystkie w placu toną jak w jeziorze.</strofa>

<strofa><begin id="b1209078264140"/><motyw id="m1209078264140">Żołnierz, Rosjanin</motyw>Tu mi daj, muzo, usta stu Homerów,/
W każde wsadź ze sto paryskich języków,/
I daj mi pióra wszystkich buchhalterów,/
Bym mógł wymienić owych pułkowników,/
I oficerów, i podoficerów,/
I szeregowych zliczyć bohaterów.</strofa>

<strofa>Lecz bohatery tak podobne sobie,/
Tak jednostajne! stoi chłop przy chłopie,/
Jako rząd koni żujących przy żłobie,/
Jak kłosy w jednym uwiązane snopie,/
Jako zielone na polu konopie,/
Jak wiersze książki, jak skiby zagonów,/
Jak petersburskich rozmowy salonów./
Tyle dostrzegłem, że jedni z Moskalów,/
Wyżsi od drugich na pięć lub sześć calów,/
Mieli na czapkach mosiężne litery/
Jakby łysinki --- to grenadyjery;/
I było takich trzy zgraje wąsalów./
Za nimi niżsi stali w mnogich rzędach,/
Jak pod liściami ogórki na grzędach./
<begin id="b1215558229035"/><motyw id="m1215558229035">Błoto</motyw>Żeby rozróżnić pułki w tej piechocie,/
Trzeba mieć bystry wzrok naturalisty,/
Który przegląda wykopane w błocie/
I gatunkuje, i nazywa glisty.<end id="e1215558229035"/></strofa>


<strofa>Zagrzmiały trąby --- to konne orszaki/
I rozmaitsze, ułanów, huzarów,/
Dragonów: czapki, kirysy, kołpaki ---/
Myślałbyś, że tu kapelusznik jaki/
Rozłożył składy swych różnych towarów;/
W końcu pułk wjechał: --- chłopy gdyby hlaki<pr><slowo_obce>hlak</slowo_obce> --- (prowinc. z białorus.) dzbanek gliniany, pękaty, z wąską i krótką szyją.</pr>,/
Okute miedzią jak rzęd samowarów,/
A spodem pyski końskie jako haki./
Pułki w tak różnych ubiorach i broniach/
<begin id="b1209078336296"/><motyw id="m1209078336296">Rosja, Koń</motyw>Najlepiej będzie rozróżnić po koniach;/
Bo tak i nowa taktyka doradza,/
I z obyczajem ruskim to się zgadza./
Napisał wielki jenerał Żomini,/
Że koń, nie człowiek, dobrą jazdę czyni,/
Dawno już o tym wiedzieli Rusini:/
Bo za dobrego konia gwardyjaka/
Zakupisz u nich dobrych trzech żołnierzy<pa><slowo_obce>Zakupisz u nich dobrych trzech żołnierzy</slowo_obce> --- konie jazdy rosyjskiej piękne są i drogo kosztują. Koń żołnierski gwardyjski płaci się często kilka tysięcy franków. Człowieka rosłego, miary przepisanej, można kupić za tysiąc franków. Kobietę w czasie głodu na Białorusi przedawano w Petersburgu za dwieście franków. Ze wstydem wyznać należy, iż panowie niektórzy polscy z Białorusi tego towaru dostarczali.</pa>;<end id="e1209078264140"/>/
Oficerskiego cena jest czworaka,/
I za takiego konia dać należy/
Lutnistę, skoczka albo też pisarza,/
A w czasach drogich nawet i kucharza./
<begin id="b1215558435742"/><motyw id="m1215558435742">Kobieta, Mizoginia</motyw>Skarbowe chude, poderwane klacze,/
Nawet te, które wożą lazarety,/
Jeśli je stawią faraona gracze,/
Liczą się zawsze: klacz za dwie kobiety.<end id="e1215558435742"/><end id="e1209078336296"/></strofa>

<strofa>Wróćmy do pułków. --- Pierwszy wjechał kary,/
Drugi też kary, lecz anglizowany,/
Dwa było gniade, a piąty bułany,/
Siódmy znów gniady, ósmy jak mysz szary,/
Dziewiąty rosły, dziesiąty mierzyna,/
A potem znowu kary bez ogona,/
U dwunastego na czole łysina,/
A zaś ostatni wyglądał jak wrona./
Harmat wjechało czterdzieści i osim,/
Jaszczyków<pe><slowo_obce>jaszczyk</slowo_obce> --- skrzynia na naboje.</pe> więcej niźli drugie tyle;/
Wszystkiego dwieście, jak po wierzchu wnosim:/
<begin id="b1209078416718"/><motyw id="m1209078416718">Urzędnik, Rosjanin, Kradzież, Złodziej</motyw>Bo żeby dobrze zliczyć w jedną chwilę/
Śród mnóstwa koni i ludzi motłochu,/
Trzeba mieć oko twe, Napoleonie,/
Lub twoje, ruski intendencie prochu; ---/
Ty, nie zważając na ludzi i konie,/
Jaszczyków patrzysz, wnet liczbę ich zgadłeś,/
Wiesz, ile w każdym ładunków ukradłeś.<end id="e1209078416718"/></strofa>

<strofa>Już plac okryły zielone mundury,/
Jak trawy, w które ubiera się łąka,/
Gdzieniegdzie tylko wznosi się do góry/
Jaszczyk podobny do błotnego bąka/
Lub polnej pluskwy z zielonawym grzbietem,/
A przy nim działo ze swoim lawetem/
Usiadło na kształt czarnego pająka.</strofa>

<strofa>Każdy ten pająk ma nóg przednich cztery/
I cztery tylnych: zowią się te nogi/
Kanonijery i bombardyjery./
Jeżeli siedzi spokojnie śród drogi,/
Noga się każda gdzieś daleko rucha;/
Myślisz, że całkiem oddzielne od brzucha,/
I brzuch jak balon w powietrzu ulata./
Lecz skoro cicha, drzemiąca harmata/
Nagle się zbudzi, rozkazem wzywana,/
Jak tarantula, gdy jej kto w nos dmuchnie<pa><slowo_obce>Jak tarantula, gdy jej kto w nos dmuchnie</slowo_obce> --- tarantule, rodzaj wielkich, jadowitych pająków, gnieżdżących się na stepach południowej Rosji i Polski.</pa>,/
Wnet ściągnie nogi, podchyla kolana/
I nim się nadmie, nim jady wybuchnie,/
Zrazu przednimi kanonierami/
Około pyska długo, szybko wije,/
Jak mucha, co się w arszeniku splami,/
Siadłszy swój czarny pyszczek długo myje,/
Potem dwie przednie nogi w tył wywróci,/
Tylnymi kręci, potem kiwa zadem;/
Nareszcie wszystkie nogi w bok rozrzuci,/
Chwilę spoczywa, w końcu buchnie jadem.</strofa>

<strofa><begin id="b1209078620328"/><motyw id="m1209078620328">Urzędnik, Żołnierz, Rosjanin, Światło</motyw>Pułki stanęły; --- patrzą car, car jedzie,/
Tuż kilku starych, konnych admirałów,/
Tłum adiutantów i ćma jenerałów/
Z tyłu i z przodu, a car sam na przedzie./
Orszak dziwacznie pstry i cętkowany,/
Jak arlekiny: pełno na nich wstążek<pa><slowo_obce>Jak arlekiny: pełno na nich wstążek</slowo_obce> --- orderów rosyjskich, licząc w to różne ich klasy tudzież cyfry cesarskie i tak nazwane sprzążki z liczbą lat służby, jest około sześćdziesięciu. Zdarza się, że na jednym mundurze świeci dwadzieścia znaków honorowych.</pa>,/
Kluczyków, cyfer, portrecików, sprzążek,/
Ten sino, tamten żółto przepasany,/
Na każdym gwiazdek, kółek i krzyżyków/
Z przodu i z tyłu więcej niż guzików.</strofa>

<strofa>Świecą się wszyscy, lecz nie światłem własnym,/
Promienie na nich idą z oczu pańskich;/
Każdy jenerał jest robaczkiem jasnym,/
Co błyszczy pięknie w nocach świętojańskich;/
Lecz skoro przejdzie wiosna carskiej łaski,/
Nędzne robaczki tracą swoje blaski:/
Żyją, do cudzych krajów nie ucieką,/
Ale nikt nie wie, gdzie się w błocie wleką./
Jenerał w ogień śmiałym idzie krokiem;/
Kula go trafi, car się doń uśmiechnie;/
Lecz gdy car strzeli niełaskawym okiem,/
Jenerał bladnie, słabnie, często --- zdechnie.<end id="e1209078620328"/></strofa>

<strofa><begin id="b1209078786125"/><motyw id="m1209078786125">Dworzanin, Urzędnik, Rosjanin, Fircyk, Fałsz</motyw>Śród dworzan prędzej znalazłbyś stoików,/
Wspaniałe dusze --- choć gniew cara czują,/
Ani się zarżną, ani zachorują<pa><slowo_obce>Ani się zarżną, ani zachorują</slowo_obce> --- przed niewielu laty jeden z dworskich urzędników zarżnął się dlatego, iż na jakimś obchodzie dworskim naznaczono mu niższe miejsce, niż podług hierarchii należało. Był to Watel czynownictwa.</pa>;/
Wyjadą na wieś do swych pałacyków/
I piszą stamtąd: ten do szambelana,/
Ów do metresy, ów do damy dworu,/
Liberalniejsi piszą do furmana,/
I znowu z wolna wrócą do faworu. ---/
Tak z domu oknem zrucony pies zdycha,/
Kot miauknie tylko, lecz stanie na nogi/
I znowu szuka do powrotu drogi,/
I jakąś dziurą znowu wnidzie z cicha:/
Nim stoik w służbę wróci tryumfalnie,/
Na wsi rozprawia cicho --- liberalnie.<end id="e1209078786125"/></strofa>

<strofa><begin id="b1209078932562"/><motyw id="m1209078932562">Przemoc, Wojna, Rosja, Zabawa, Żołnierz, Przywódca</motyw>Car był w mundurze zielonym, z kołnierzem/
Złotym. Car nigdy nie zruca mundura;/
Mundur wojskowy jest to carska skóra,/
Car rośnie, żyje i --- gnije żołnierzem. ---/
Ledwie z kolebki dziecko wyjdzie carskie,/
Zaraz do tronu zrodzony paniczyk/
Ma za strój kurtki kozackie, huzarskie,/
A za zabawkę szabelkę i --- biczyk./
Sylabizując, szabelką wywija/
I nią wskazuje na książce litery;/
Kiedy go tańczyć uczą guwernery<pa><slowo_obce>Kiedy go tańczyć uczą guwernery</slowo_obce> --- portret carewicza, następcy tronu, można widzieć w galerii obrazów petersburskiej Ermitażu. Malarz Anglik Dow wystawił go w postaci dziecka w mundurze husarskim z biczem w ręku.</pa>,/
Biczykiem takty muzyki wybija.</strofa>

<strofa>Dorósłszy, całą jest jego zabawą/
Zbierać żołnierzy do swojej komnaty,/
Komenderować na lewo, na prawo,/
I wprawiać pułki w musztrę --- i pod baty./
Tak się car każdy do tronu sposobił,/
Stąd ich Europa boi się i chwali;/
Słusznie z Krasickim starzy powiadali:/
,,Mądry przegadał, ale głupi pobił".<end id="e1209078932562"/></strofa>

<strofa><begin id="b1209078076250"/><motyw id="m1209078076250">Rosja, Pozory, Przebranie</motyw>Piotra Wielkiego niechaj pamięć żyje,/
Pierwszy on odkrył tę Caropedyję./
Piotr wskazał carom do wielkości drogę;/
Widział on mądre Europy narody/
I rzekł: ,,Rosyję zeuropejczyć mogę,/
Obetnę suknie i ogolę brody"./
Rzekł --- i wnet poły bojarów, kniazików/
Ścięto jak szpaler francuskiego sadu;/
Rzekł --- i wnet brody kupców i mużyków<pr><slowo_obce>mużyk</slowo_obce> (ros.) --- chłop.</pr>/
Sypią się chmurą jak liście od gradu./
Piotr zaprowadził bębny i bagnety,/
Postawił turmy, urządził kadety,/
Kazał na dworze tańczyć menuety,/
I do towarzystw gwałtem wwiódł kobiety;/
I na granicach poosadzał straże,/
I łańcuchami pozamykał porty,/
Utworzył senat, szpiegi, dygnitarze,/
Odkupy<pr><slowo_obce>odkupy</slowo_obce> --- arenda, wyszynk wódki monopolowej.</pr> wódek, czyny i paszporty; ---/
Ogolił, umył i ustroił chłopa,/
Dał mu broń w ręce, kieszeń narublował,/
I zadziwiona krzyknęła Europa:/
,,Car Piotr Rosyją ucywilizował"./
Zostało tylko dla następnych carów/
Przylewać kłamstwa w brudne gabinety,/
Przysyłać w pomoc despotom bagnety,/
Wyprawić kilka rzezi i pożarów;/
Zagrabiać cudze dokoła dzierżawy,/
Skradać poddanych, płacić cudzoziemców,/
By zyskać oklask Francuzów i Niemców,/
Ujść za rząd silny, mądry i łaskawy.<end id="e1209078076250"/></strofa>

<strofa>Niemcy, Francuzi, zaczekajcie nieco!/
Bo gdy wam w uszy zabrzmi huk ukazów,/
Gdy knutów grady na karki wam zlecą,/
Gdy was pożary waszych miast oświecą,/
A wam natenczas zabraknie wyrazów;/
Gdy car rozkaże ubóstwiać i sławić/
Sybir, kibitki, ukazy i knuty ---/
Chyba będziecie cara pieśnią bawić/
Waryjowaną na dzisiejsze nuty.</strofa>

<strofa>Car jak kręgielna kula między szyki/
Wleciał i spytał o zdrowie gawiedzi./
,,Zdrowia ci życzym", szepcą wojowniki,/
Ich szepty były jak mruk stu niedźwiedzi./
Dał rozkaz, --- rozkaz wymknął się przez zęby/
I wpadł jak piłka w usta komendanta,/
I potem gnany od gęby do gęby/
Na ostatniego upada szerżanta. ---/
Jęknęły bronie, szczęknęły pałasze/
I wszystko było zmieszane w odmęcie:/
Na linijowym kto widział okręcie/
Ogromny kocioł, w którym robią kaszę,/
Kiedy weń woda z pompy jako z rzeczki/
Bucha, a w wodę sypie majtków rzesza/
Za jednym razem krup ze cztery beczki,/
Potem dziesiątkiem wioseł w kotle miesza; ---/
<begin id="b1209077917281"/><motyw id="m1209077917281">Pieniądz</motyw>Kto zna francuską izbę deputatów,/
Większą i stokroć burzliwszą od kotła,/
Kiedy w nię projekt komisyja wmiotła/
I już nadchodzi, godzina debatów:/
Cała Europa, czując z dawna głody,/
Myśli, że dla niej tam warzą swobody;/
Już liberalizm z ust jako z pomp bucha;/
<begin id="b1215560142517"/><motyw id="m1215560142517">Religia, Wolność</motyw>Ktoś tam o wierze wspomniał na początku,/
Izba się burzy, szumi i nie słucha;/
Ktoś wspomniał wolność, lecz nie zrobił wrzątku,/
Ktoś wreszcie wspomniał o królów zamiarach/
O biednych ludach, o despotach, carach,/
Izba znudzona krzyczy: ,,Do porządku!"<end id="e1215560142517"/>/
Aż tu minister skarbu, jakby z drągiem,/
Wbiega z ogromnym budżetu wyciągiem,/
Zaczyna mieszać mową o procentach,/
O cłach, opłatach, stemplach, remanentach;/
Izba wre, huczy i kipi, i pryska,/
I szumowiny aż pod niebo ciska;/
Ludy się cieszą, gabinety straszą,/
Aż się dowiedzą wszyscy na ostatku,/
Że była mowa tylko... o podatku. ---<end id="e1209077917281"/>/
Kto tedy widział owy kocioł z kaszą/
Lub ową izbę --- ten łatwo zrozumie,/
Jaki gwar powstał w tylu pułków tłumie,/
Gdy rozkaz carski wleciał w środek kupy./
Wtem trzystu bębnów ozwały się huki,/
I jak lód Newy, gdy pryśnie na sztuki,/
Piechota w długie porznęła się słupy./
Kolumny jedne za drugimi dążą,/
Przed każdą bęben i komendant woła./
<begin id="b1215560223373"/><motyw id="m1215560223373">Słońce</motyw>Car stał jak słońce, a pułki dokoła/
Jako planety toczą się i krążą.<end id="e1215560223373"/>/
Wtem car wypuścił stado adiutantów,/
Jak wróble z klatki albo psy ze smyczy;/
Każdy z nich leci, jak szalony krzyczy,/
Wrzask jenerałów, majorów, szerżantów/
Huk tarabanów<pr><slowo_obce>taraban</slowo_obce> --- wielki bęben.</pr>, piski muzykantów ---/
Nagle piechota, jak lina kotwicy/
Z kłębów rozwita, wyciąga się sznurem;/
Ściany idącej pułkami konnicy/
Łączą się, wiążą, jednym stają murem./
Jakie zaś dalej były tam obroty,/
Jak jazda rącza i niezwyciężona/
Leciała obses<pr><slowo_obce>obses</slowo_obce> --- (z łac.) obcesowo, nie bacząc na nic.</pr> na kartki piechoty,/
<begin id="b1215560503045"/><motyw id="m1215560503045">Pies</motyw>Jak kundlów psiarnia trąbą poduszczona/
Na związanego niedźwiedzia uderza,/
Widząc, że w kluby<pr><slowo_obce>w kluby</slowo_obce> --- (z niem.) w ryzy, w kleszcze.</pr> ujęto pysk zwierza;/
<begin id="b1209077818562"/><motyw id="m1209077818562">Nuda</motyw>Jak się piechota kupi, ściska, kurczy,/
Nadstawia bronie jako igły jeża,/
Który poczuje, że pies nad nim burczy;/
Jak wreszcie jazda w ostatnim poskoku/
Targniona smyczą powściągnęła kroku;<end id="e1215560503045"/>/
I jak harmaty w przód i w tył ciągano,/
Jak po francusku, po rusku łajano,/
Jak w areszt brano, po karkach trzepano,/
Jak tam marzniono i z koni spadano,/
I jak carowi w końcu winszowano ---/
Czuję tę wielkość, bogactwo przedmiotu!/
Gdybym mógł opiąć, wsławiłbym me imię;/
Lecz muza moja, jak bomba<pr><slowo_obce>bomba</slowo_obce> --- granat artyleryjski.</pr> w pół lotu,/
Spada i gaśnie w prozaicznym rymie,/
I śród głównego manewrów obrotu,/
Jak Homer w walce bogów, --- ja --- ah, drzymię.</strofa>

<strofa>Już przerobiono wojskiem wszystkie ruchy,/
O których tylko car czytał lub słyszał;/
Śród zgrai widzów już się gwar uciszał,/
Już i sukmany, delije, kożuchy,/
Co się czerniły gęsto wkoło placu,/
Rozpełzały się każda w swoje stronę,/
I wszystko było zmarzłe i znudzone ---/
Już zastawiano śniadanie w pałacu.</strofa>

<strofa><begin id="b1209077503734"/><motyw id="m1209077503734">Pochlebstwo, Urzędnik</motyw>Ambasadory zagranicznych rządów,/
Którzy pomimo i mrozu, i nudy,/
Dla łaski carskiej nie chybią przeglądów/
I co dzień krzyczą: ,,O dziwy! o cudy!"/
Już powtórzyli raz tysiączny drugi/
Z nowym zapałem dawne komplementy:/
Że car jest taktyk w planach niepojęty,/
Że wielkich wodzów ma na swe usługi,/
Że kto nie widział, nigdy nie uwierzy,/
Jaki tu zapał i męstwo żołnierzy./
Na koniec była rozmowa skończona/
Zwyczajnym śmiechem z głupstw Napoleona;/
I na zegarek już każdy spozierał,/
Bojąc się dalszych galopów i kłusów;/
Bo mróz dociskał dwudziestu gradusów,/
Dusiła nuda i głód już doskwierał.<end id="e1209077503734"/></strofa>

<strofa><begin id="b1209077634968"/><motyw id="m1209077634968">Zabawa</motyw>Lecz car stał jeszcze i dawał rozkazy;/
Swe pułki siwe, kare i bułane/
Puszcza, wstrzymuje po dwadzieścia razy;/
Znowu piechotę przedłuża jak ścianę,/
Znowu ją ściska w czworobok zawarty/
I znowu na kształt wachlarza roztacza. ---/
Jak stary szuler, choć już nie ma gracza,/
Miesza i zbiera, i znów miesza karty;/
Choć towarzystwo samego zostawi,/
On się sam z sobą kartami zabawi./
Aż sam się znudził, konia nagle zwrócił/
I w jenerałów ukrył się natłoku<end id="e1209077818562"/>;<end id="e1209077634968"/>/
Wojsko tak stało, jak je car porzucił,/
I długo z miejsca nie ruszyło kroku./
Aż trąby, bębny dały znak nareszcie:/
Jazda, piechota, długich kolumn dwieście/
Płyną i toną w głębi ulic miejskich ---/
Jakże zmienione, niepodobne wcale/
Do owych bystrych potoków alpejskich,/
Co rycząc mętne walą się po skale,/
Aż w jezior jasnym spotkają się łonie/
I tam odpoczną, i oczyszczą wody,/
A potem z lekka nowymi wychody/
Błyskają, toczą szmaragdowe tonie. ---/
<begin id="b1215560584372"/><motyw id="m1215560584372">Błoto</motyw>Tu pułki weszły czerstwe, czyste, białe;/
Wyszły zziajane i oblane potem;/
Roztopionymi śniegi poczerniałe,/
Brudne spod lodu wydeptanym błotem.<end id="e1215560584372"/></strofa>

<strofa><begin id="b1209077427468"/><motyw id="m1209077427468">Zbrodnia, Trup</motyw>Wszyscy odeszli: widzę i aktory./
Na placu pustym, samotnym zostało/
Dwadzieście trupów: ten ubrany biało,/
Żołnierz od jazdy; tamtego ubiory/
Nie zgadniesz jakie, tak do śniegu wbity/
I stratowany końskimi kopyty./
Ci zmarzli, stojąc przed frontem jak słupy,/
Wskazując pułkom drogę i cel biegu;/
Ten się zmyliwszy w piechoty szeregu,/
Dostał w łeb kolbą i padł między trupy./
Biorą ich z ziemi policejskie sługi/
I niosą chować; martwych, rannych społem:/
<begin id="b1209077351375"/><motyw id="m1209077351375">Rosjanin, Żołnierz, Niewola</motyw>Jeden miał żebra złamane, a drugi/
Był wpół harmatnym przejechany kołem;/
Wnętrzności ze krwią wypadły mu z brzucha,/
Trzykroć okropnie spod harmaty krzyknął,/
Lecz major woła: ,,Milcz! bo car nas słucha"./
Żołnierz tak słuchać majora przywyknął,/
Że zęby zaciął; --- nakryto co żywo<end id="e1209077351375"/>/
Rannego płaszczem, <begin id="b1215560767836"/><motyw id="m1215560767836">Jedzenie</motyw>bo gdy car przypadkiem/
Z rana jest takiej nagłej śmierci świadkiem/
I widzi na czczo skrwawione mięsiwo ---/
Dworzanie czują w nim zmianę humoru,/
Zły, opryskliwy powraca do dworu,/
Tam go czekają z śniadaniem nakrytem,/
A jeść nie może mięsa z apetytem.<end id="e1215560767836"/><end id="e1209077427468"/></strofa>

<strofa><begin id="b1209077210984"/><motyw id="m1209077210984">Zbrodnia, Polak</motyw>Ostatni ranny wszystkich bardzo zdziwił:/
Grożono, bito, próżna groźba, kara,/
Jenerałowi nawet się sprzeciwił,/
I jęczał głośno --- klął samego cara./
Ludzie niezwykłym przerażeni krzykiem/
Zbiegli się nad tym parad męczennikiem. ---/
Mówią, że jechał z dowódcy rozkazem,/
Wtem koń mu stanął jak gdyby zaklęty,/
A z tyłu wleciał cały szwadron razem;/
Złamano konia, i żołnierz zepchnięty/
Leżał pod jazdą płynącą korytem;/
Ale od ludzi litościwsze konie:/
Skakał przez niego szwadron po szwadronie,/
Jeden koń tylko trafił weń kopytem/
I złamał ramię; --- kość na wpół rozpadła/
Przedarła mundur i ostrzem sterczała/
Z zielonej sukni, strasznie, trupio biała,/
I twarz żołnierza równie jak kość zbladła;/
Lecz sił nie stracił: wznosił drugą rękę/
To ku niebiosom, to widzów gromady/
Zdawał się wzywać i mimo swą mękę/
Dawał im głośno, długo jakieś rady./
Jakie? Nikt nie wie, nie mówią przed nikim./
Bojąc się szpiegów słuchacze uciekli/
I tyle tylko pytającym rzekli,/
Że ranny mówił złym ruskim językiem;/
Kiedy niekiedy słychać było w gwarze:/
,,Car, cara, caru" --- coś mówił o carze./
Chodziły wieści, że żołnierz zdeptany/
Był młodym chłopcem, rekrutem, Litwinem,/
Wielkiego rodu, księcia, grafa synem;/
Że ze szkół gwałtem w rekruty oddany,/
I że dowódca, nie lubiąc Polaka,/
Dał mu umyślnie dzikiego rumaka,/
Mówiąc: ,,Niech skręci szyję Lach sobaka";/
Kto był, nie wiedzą, i po tym zdarzeniu/
Nikt nie posłyszał o jego imieniu;/
Ach! kiedyś tego imienia, o carze!/
Będą szukali po twoim sumnieniu./
Diabeł je pośród tysiąców ukaże,/
Któreś ty w minach podziemnych osadził,/
Wrzucił pod konie, myśląc, żeś je zgładził<end id="e1209077210984"/>.</strofa>

<strofa><begin id="b1209077038937"/><motyw id="m1209077038937">Rosjanin, Sługa, Niewola, Śmierć</motyw>Nazajutrz, z dala za placem słyszano/
Psa głuche wycie --- czerni się coś w śniegu;/
Przybiegli ludzie, trupa wygrzebano;/
On po paradzie został na noclegu./
Trup na pół chłopski, na poły wojskowy,/
Z głową strzyżoną, ale z brodą długą,/
Miał czapkę z futrem i płaszcz mundurowy,/
I był zapewne oficerskim sługą./
Siedział na wielkim futrze swego pana,/
Tu zostawiony, tu rozkazu czekał,/
I zmarzł, i śniegu już miał za kolana./
Tu go pies wierny znalazł i oszczekał. ---/
Zmarznął, a w futro nie okrył się ciepłe;/
<begin id="b1215561025686"/><motyw id="m1215561025686">Oko</motyw>Jedna źrenica śniegiem zasypana,/
Lecz drugie oko otwarte, choć skrzepłe,/
Na plac obrócił: czekał stamtąd pana!<end id="e1215561025686"/>/
<begin id="b1215561143396"/><motyw id="m1215561143396">Pan</motyw>Pan kazał siedzieć i sługa usiądzie;/
Kazał nie ruszać z miejsca, on nie ruszy,/
I nie powstanie --- aż na strasznym sądzie;/
I dotąd wierny panu, choć bez duszy,/
Bo dotąd ręką trzyma pańską szubę/
Pilnując, żeby jej nie ukradziono;/
Drugą chciał rękę ogrzać, ukryć w łono,/
Lecz już nie weszły pod płaszcz palce grube/
I pan go dotąd nie szukał, nie pytał!/
Czy mało dbały, czy nadto ostrożny ---/
Zgadują, że to oficer podróżny;/
Że do stolicy niedawno zawitał,/
Nie z powinności chodził na parady,/
Lecz by pokazać świeże epolety;/
Może z przeglądów poszedł na obiady,/
Może na niego mrugnęły kobiety,/
Może gdzie wstąpił do kolegi gracza/
I nad kartami --- zapomniał brodacza;/
Może się wyrzekł i futra, i sługi,/
By nie rozgłosić, że miał szubę z sobą;/
Że nie mógł zimna wytrzymać jak drugi,/
Gdy je car carską wytrzymał osobą;/
Boby mówiono: jeździ nieformalnie/
Na przegląd z szubą! --- myśli liberalnie./
<begin id="b1215561210983"/><motyw id="m1215561210983">Chłop, Kondycja ludzka, Pies</motyw>O biedny chłopie! heroizm, śmierć taka,/
Jest psu zasługą, człowiekowi grzechem.<end id="e1215561210983"/>/
Jak cię nagrodzą? Pan powie z uśmiechem,/
Żeś był do zgonu wierny --- jak sobaka.<end id="e1215561143396"/>/
O biedny chłopie! za cóż mi łza płynie/
I serce bije, myśląc o twym czynie:/
Ach, żal mi ciebie, biedny Słowianinie! ---/
Biedny narodzie! Żal mi twojej doli,/
Jeden znasz tylko heroizm --- niewoli.<end id="e1209077038937"/></strofa>

</liryka_l></utwor>