<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#"><rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/doyle-trup-w-oblokach-czyli-historia-maszyny-latajacej-w-powietrzu/">
    <dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Doyle, Arthur Conan</dc:creator>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">nieznany</dc:contributor.translator>
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2021-05-31</dc:date>
    <dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2001</dc:date.pd>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl) na podstawie tekstu dostępnego w serwisie Wikiźródła (http://pl.wikisource.org). Redakcję techniczną wykonała Paulina Choromańska, natomiast korektę utworu ze źródłem wikiskrybowie w ramach projektu Wikiźródła.</dc:description>
    <dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
    <dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/trup-w-oblokach-czyli-historia-maszyny-latajacej-w-powietrzu/</dc:identifier.url>
    <dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
    <dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
    <dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Arthur Conan Doyle zm. 1930</dc:rights>
    <dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Mark Twain, Trup w obłokach, czyli historya maszyny latającej w powietrzu, 1912.</dc:source>
    <dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://pl.wikisource.org/wiki/Trup_w_ob%C5%82okach,_czyli_historya_maszyny_lataj%C4%85cej_w_powietrzu</dc:source.URL>
    <dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
    <dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pozytywizm</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
    <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Trup w obłokach, czyli historia maszyny latającej w powietrzu</dc:title>
    <dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>

<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/trup-w-oblokach-czyli-historia-maszyny-latajacej-w-powietrzu.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5855-8</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/trup-w-oblokach-czyli-historia-maszyny-latajacej-w-powietrzu.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5857-2</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/trup-w-oblokach-czyli-historia-maszyny-latajacej-w-powietrzu.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5858-9</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/trup-w-oblokach-czyli-historia-maszyny-latajacej-w-powietrzu.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5859-6</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/trup-w-oblokach-czyli-historia-maszyny-latajacej-w-powietrzu.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5861-9</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6692.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">C.R.W. Nevinson - Swooping Down on a Hostile Plane, 1917 - Art.IWMART517, Ducksoup, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6692</dc:relation.coverImage.source>
<category.legimi>Kryminał klasyczny</category.legimi>
    <category.thema.main>FS.WL-N</category.thema.main>
    <category.thema>1DDU</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description></rdf:RDF><opowiadanie>

<abstrakt>
<akap>Pericord i Brown dokonali wspólnie wielu wynalazków. Ich umiejętności doskonale się uzupełniają: pierwszy to geniusz twórczy, a drugi --- umysł praktyczny, doskonale rozumie projekty współpracownika i wciela je w życie.</akap>

<akap>Wspólnicy pracują nad kolejnym pomysłem --- maszyną latającą. Prototyp jest już prawie gotów i niebawem można będzie go przetestować. Na ostatnich etapach pracy między wspólnikami pojawia się kwestia sporna: komu należy się patent? Wynalazcy --- autorowi projektu czy mechanikowi --- temu, który skonstruował maszynę?</akap>

<akap><tytul_dziela>Trup w obłokach czyli historia maszyny latającej w powietrzu</tytul_dziela> (oryg. <tytul_dziela>The Great Brown-Pericord Motor</tytul_dziela>) to opowiadanie z dreszczykiem, pióra Arthura Conana Doyle'a, autora <tytul_dziela>Przygód Sherlocka Holmesa</tytul_dziela>.</akap>
</abstrakt>

<autor_utworu>Arthur Conan Doyle</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Trup w obłokach, czyli historia maszyny latającej w powietrzu</nazwa_utworu>

<nota_red>
<akap>Poprawiono błędy źródła: Mark Twain > Arthur Conan Doyle; słyszyc -> słyszyć; śrubę maszynymogąc skorzystać ze steru, skierował Pericord, nie na południe. -> Pericord, nie mogąc skorzystać ze steru, skierował śrubę maszyny na południe.; choy -> chory; bateraymi > bateryami.</akap>

<akap>Uwspółcześnienie, np.: historyja > historia, bateryami > bateriami, funkcyonował > funkcjonował; drżącemi > drżącymi, trupiem > trupim; dla tego > dlatego, nie prawda > nieprawda, poprostu > po prostu, nakoniec > na koniec, możebyśmy > może byśmy, mogły by > mogłyby; akkumulatorami > akumulatorami, blizko > blisko, wyniósł trup > wyniósł trupa; słyszyć > słyszeć.</akap>

<akap>Zostawiono dla zaznaczenia rysu charakterystycznego języka epoki opatrzoną stosownym przypisem formę: Zadawalniająco.</akap>




<akap>Zmodernizowano interpunkcję akapitów narracyjnych i dialogowych zgodnie z obowiązującymi współcześnie zasadami.</akap>



<akap>Poprawki zapisu: (...) a gdzież są skrzydła --- spytał wynalazca? > (...) a gdzież są skrzydła? --- spytał wynalazca; do ,,Biura patentów" > do biura patentów; cent. > centymetrów.</akap>



<akap>Poprawki tłumaczenia: płynami ostrymi > płynami żrącymi; ze szczególnym osobliwym > ze szczególnie osobliwym; (...) a wspólnicy pozostali wreszcie samotni. > (...) wreszcie sami; wyjmując z kieszeni żywności > wyjmując przywieziony prowiant (oryg. laying out some provisions which he had brought with him); posuwał się od Pericorda > odsuwał się od Pericorda.</akap>





</nota_red>





<akap>Był chłodny, wilgotny wieczór marcowy. Przez gęstą, przenikliwą mgłę spowijającą ziemię zaledwie przebijały się światełka latarń ulicznych.</akap>

<akap>Zalane światłem elektrycznym wystawy sklepów niknęły w tej szarej, wilgotnej mgle. Wysokie domy, melancholijnie otaczające ulicę, stały ciemne. Tylko z trzech okien pierwszego piętra jednego z domów biło jasne światło, na które z zaciekawieniem spoglądali nieliczni przechodnie.</akap>

<akap>Mieszkał tam Franciszek Pericord, wynalazca, inżynier-elektrotechnik. Światło w pracowni jego świadczyło o niezmordowanej pracy uczonego. Gdyby kto z przechodniów mógł zajrzeć przez okno do gabinetu, ujrzałby w nim dwóch ludzi, stanowiących silny z sobą kontrast. Jeden z nich, sam Pericord, miał wygląd drapieżnego ptaka; ostre rysy twarzy, czarne włosy. Drugi --- Jeremiasz Brown, przysadzisty, krępy, blondyn o oczach niebieskich, był znanym mechanikiem. Dokonali już wspólnie kilku wynalazków. Jeden --- geniusz twórczy, miał w praktycznym, zrównoważonym umyśle drugiego --- niezbędną podporę.</akap>

<akap>Tego wieczoru Brown pozostał dłużej w pracowni Pericorda, zatrzymany próbą, której wynik miał uwieńczyć powodzeniem całe miesiące wspólnej, ciężkiej pracy.</akap>

<akap>Siedzieli obaj przy stole, poplamionym rozmaitymi płynami żrącymi i kwasami, zastawionym i zarzuconym akumulatorami, bateriami, izolatorami itd. W samym środku stołu, śród najrozmaitszych przyrządów technicznych, wznosiła się nadzwyczaj dziwna maszyna, obracająca się ze szczególnie osobliwym warczeniem.</akap>

<akap>Niezwykłą tę maszynę z gorączkową uwagą obserwowali obaj wspólnicy.</akap>

<akap>Niezliczone mnóstwo metalowych nici łączyło niewielką, czworokątną, metalową skrzynkę ze stalowym kołem, zaopatrzonym z obydwu stron w obręcze. Samo koło było nieruchome, ale obręcze i przymocowane do nich niewielkie drążki obracały się z zawrotną szybkością. Widocznie było, że siła obracająca maszynerię, pochodziła ze skrzynki metalowej. W powietrzu dał się uczuwać słaby zapach ozonu.</akap>

<akap_dialog>--- Panie Brown, a gdzież są skrzydła? --- spytał wynalazca.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie mogłem ich przynieść, gdyż są zbyt wielkie, mierzą przecież 2 metry i 15 centymetrów długości, a 90 centymetrów szerokości. Ręczę jednak, że motor jest dość silny, aby je w ruch puścić.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Są przecież aluminiowe z domieszką miedzi?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niechże pan spojrzy, jak wspaniale działa!</akap_dialog>

<akap>Mówiąc to, Pericord swoją nerwową, suchą ręką przycisnął guzik, dzięki czemu wirujące drążki zaczęły zwalniać swój bieg i wreszcie zupełnie stanęły. Potem przycisnął inną sprężynę i drążki znów się obracać zaczęły.</akap>

<akap_dialog>--- Przy dokonywaniu prób --- objaśniał Pericord --- nie potrzeba zużywać sił fizycznych, można pozostać zupełnie biernym, posiłkując się tylko rozumem.</akap_dialog>

<akap_dialog><begin id="b1622219054099-1248578915"/><motyw id="m1622219054099-1248578915">Konflikt, Idealista, Realista</motyw>--- Wszystko to dzięki memu motorowi --- powiedział Brown.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Naszemu motorowi --- sucho poprawił towarzysz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Naturalnie --- odpowiedział niecierpliwie Brown --- myśl, idea jest pańska, ale samo wykonanie moje. Niech go pan nazwie, jak się panu podoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nazwę go motorem Brown-Pericord --- zawołał wynalazca i w oczach jego błysnęła nienawiść --- pan wykonałeś tylko szczegóły, ale idea jest moja, tylko moja...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak, ale sama idea nie jest w stanie puścić w ruch motoru --- zauważył szorstko Brown.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ma się rozumieć; dlatego uciekłem się do pańskiej pomocy --- przerwał Pericord, bębniąc gorączkowo palcami po stole --- ja wynalazłem, pan wykonałeś moją myśl, budując motor. Tym sposobem nasze zasługi i praca są zrównoważone.</akap_dialog>

<akap>Brown zaciął wargi. Widząc bezcelowość sprzeczki na ten temat, skierował całą uwagę na aparat, który przy każdym obrocie drgał i kołysał się, jak gdyby miał spaść ze stołu.</akap>

<akap_dialog>--- Wspaniale, nieprawda? --- spytał zachwycony Pericord.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zadawalniająco<pe><slowo_obce>zadawalniająco</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr.: zadowalająco.</pe> --- poprawił flegmatyczny Anglik.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To źródło sławy!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To źródło bogactwa!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nazwiska nasze zasłyną, jak nazwiska Mongolfierów<pe><slowo_obce>Bracia Montgolfier</slowo_obce> --- Joseph Michel Montgolfier i  Jacques Étienne Montgolfier, wynalazcy balonu na ogrzane powietrze, tzw. montgolfier.</pe>!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Miejmy nadzieję, że staną obok nazwiska Rotszyldów...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, nie, pan, panie Brown, zbyt prozaicznie się zapatrujesz. Największą nagrodą dla nas będzie uznanie ludzkości.</akap_dialog>

<akap>Brown poruszył ramionami.</akap>

<akap_dialog>--- Co się tyczy sławy, to ja z chęcią odstąpię panu swoją część. Jestem praktyczny materialista. No, a teraz trzeba wypróbować pański wynalazek.<end id="e1622219054099-1248578915"/></akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gdzie? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Właśnie o tym chciałem pomówić z panem. Koniecznie trzeba zachować w tajemnicy sekret wynalazku. W Londynie jest to niemożliwe. Ach, gdybyśmy mieli odpowiednie, odosobnione miejsce.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wypróbujmy aparat za miastem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Właśnie chciałem panu coś zaproponować, a mianowicie: brat posiada niedaleko stąd majątek. Pamiętam, że blisko domu znajduje się obszerna szopa. Brat mój wyjechał chwilowo i klucz od szopy znajduje się u mnie. Wywieziemy tam aparat i wypróbujemy.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Doskonale!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pociąg do Eastborne wychodzi o pierwszej.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Będę na dworcu. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niech pan przywiezie motor, a ja dostawię skrzydła --- powiedział mechanik, wstając. --- Jutro dowiemy się, czy dzieło nasze jest marzeniem, czy też rzeczywiście drogą do bogactwa. Tak więc o pierwszej spotkamy się na Dworcu Wiktoria.</akap_dialog>

<akap>Brown prędko zeszedł po schodach i wkrótce zniknął wśród mgły.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Nazajutrz pogoda była wspaniała, prawdziwie wiosenna. Na błękitnym niebie mknęły lekkie, białe chmurki.</akap>

<akap>Rano około godziny jedenastej, można było widzieć Browna, wchodzącego do biura patentów ze zwojem rysunków i planów pod pachą.</akap>

<akap>W południe wyszedł rozpromieniony, chowając troskliwie do pugilaresu arkusik niebieskiego papieru urzędowego.</akap>

<akap>Na pięć minut przed pierwszą zajechał przed Dworzec Wiktorii. Woźnica wyniósł z powozu dwa olbrzymie pakunki, zawinięte w płótno. Pakunki te, mające wygląd olbrzymich latawców, oddano na bagaż.</akap>

<akap>Pericord czekał już na niego.</akap>

<akap_dialog>--- Czy wszystko w porządku? --- zapytał.</akap_dialog>

<akap>Na zapadłych policzkach jego ukazał się zaledwie widoczny rumieniec. Zamiast odpowiedzi Brown pokazał pakunki.</akap>

<akap_dialog>--- Ja też oddałem aparat i koło do wagonu bagażowego --- objaśnił Pericord. --- Ostrożniej! --- krzyknął, zwracając się do konduktora. --- Niech pan będzie łaskaw najwygodniej umieścić skrzynki, są w nich aparaty bardzo delikatne i drogie. No, a teraz nic nam nie przeszkadza ze spokojnym sumieniem udać się w dalszą drogę.</akap_dialog>

<akap>Po przybyciu do Eastborne cenny motor był zniesiony do omnibusu, na dachu którego umieszczono olbrzymie skrzydła. Po długich poszukiwaniach znaleźli wreszcie stróża, który im otworzył bramę.</akap>

<akap>Dom, do którego dążyli, był to zwyczajny dworek wiejski otoczony budynkami gospodarskimi i tonący w zieleni. Przy pomocy służącego udało się im przenieść bagaż do domu, gdzie umieścili go w ciemnej szopie.</akap>

<akap>Słońce już zachodziło, kiedy powóz odjechał, a wspólnicy pozostali wreszcie sami.</akap>

<akap>Pericord poniósł rolety; zachodzące słońce rzuciło swoje ostatnie promienie w kolorowe, kwadratowe szybki.</akap>

<akap>Brown, wyjąwszy z kieszeni scyzoryk, poprzecinał sznurki okręcające płótna. Ukazały się dwa ogromne, metalowe skrzydła. Troskliwie oparł je o ścianę, potem odpakowali koło, pasy, wreszcie motor. Noc już zapadła, gdy skończyli odpakowywać i doprowadzać do porządku wszystkie przywiezione przedmioty.</akap>

<akap>Zapalili lampę i w dalszym ciągu dopasowywali śruby, pasy, słowem, kończyli ostateczne przygotowania do próby.</akap>

<akap_dialog>--- No, wreszcie wszystko gotowe --- powiedział Brown, przysuwając się do aparatu, aby jeszcze raz uważnie go obejrzeć.</akap_dialog>

<akap>Pericord, milcząc, spoglądał na maszynę, na twarzy jego malowała się duma i nadzieja.</akap>

<akap_dialog>--- Teraz może byśmy coś zjedli --- rzekł Brown, wyjmując przywieziony prowiant.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Potem! --- zawołał Pericord. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, zaraz; ja po prostu umieram z głodu.</akap_dialog>

<akap>Mówiąc to, powolny mechanik z ogromnym apetytem zabrał się do jedzenia, gdy tymczasem jego towarzysz przechadzał się niecierpliwie po pokoju.</akap>

<akap_dialog>--- Który z nas --- przerwał, na koniec, milczenie Brown --- pojedzie aparatem?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja! --- krzyknął Pericord. --- To, co tu zajdzie dziś wieczorem, może się stać zdarzeniem historycznym.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak, ale to jest niebezpieczne --- zauważył Brown --- przecież nie wiemy, jak będzie funkcjonował nasz aparat.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- No, więc cóż?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie ma sensu iść na pewną śmierć.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc co pan myślisz robić? Tak czy owak jeden z nas musi zaryzykować życie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Po co? Aparat może być puszczony, gdy przyczepimy doń jakikolwiek przedmiot.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To prawda --- zgodził się Pericord.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Posiadamy cegły i worek, dlaczego by nie można było przyczepić do aparatu worka z cegłą zamiast pana?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wspaniała myśl!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- No, więc nie traćmy czasu!</akap_dialog>

<akap>Wyszli obaj, niosąc różne części aparatu.</akap>

<akap>Księżyc świecił jasno, od czasu do czasu chowając się za płynące obłoczki. Obaj towarzysze zatrzymali się, nadsłuchując... Wszędzie panowała cisza, tylko z oddali dochodził szum morza i szczekanie psów. Brown zajął się zaś nakładaniem cegły do worka. Pericord zaś skwapliwie znosił do szopy przedmioty, które mogłyby im być potrzebne.</akap>

<akap>Kiedy wszystko było przygotowane, zamknęli szopę. Worek z cegłą ustawili na dwóch kozłach, do których przymocowali na brzegu worka stalowy ster o kształtach rybiego ogona.</akap>

<akap_dialog>--- Trzeba będzie urządzić tak, aby aparat zakreślił koło jak najmniejsze --- mruczał Pericord.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niech pan przyczepi ster z boku poradził Brown. --- No, a teraz wszystko w porządku!</akap_dialog>

<akap>Pericord pochylił się naprzód; jego wyprostowana, chuda figura jak gdyby się skurczyła; nerwowymi i bladymi rękoma gorączkowo przebierał po zielonych drutach. Brown zaś przypatrywał się, jak zawsze spokojnie, nie przejmując się.</akap>

<akap>Maszyna wydała oderwany, suchy dźwięk. Olbrzymie żółte skrzydła rozwinęły się konwulsyjnym ruchem, zwinęły i znów rozwinęły, machnęły szeroko, poruszywszy powietrze w szopie. Przy piątym zamachu skrzydeł worek z cegłą uniósł się nad kozłami, przy szóstym podniósł się, zakołysał, przed siódmym wreszcie wzniósł się w górę. Maszyna uniosła się w powietrze i powoli kręciła się na jednym miejscu, zupełnie jak olbrzymi, niezgrabny ptak, wypełniając szopę świstem i chrapaniem. Dziwny obraz przedstawiał ten ogromny tułów poruszający się w półmroku szopy; to ginął w cieniu, to znowu ukazywał się w smudze światła lampki.</akap>

<akap>Przez chwilę obydwaj milczeli... Wreszcie Pericord nie wytrzymał, podnosząc ręce do góry zawołał:</akap>

<akap_dialog>--- Wzniósł się, wzleciał! Motor Brown-Pericord działa! --- i w porywie radości, jakby oszalały, zaczął tańczyć.</akap_dialog>

<akap>Brown pogwizdywał tylko wesoło.</akap>

<akap_dialog>--- Panie Brown niech pan patrzy, jak prawidłowo działa i jak ster wspaniale prowadzi maszynę. Zaraz jutro trzeba będzie wystarać się o świadectwo w biurze patentów.</akap_dialog>

<akap>Brown się zachmurzył.</akap>

<akap_dialog>--- Patent już jest --- mruknął wreszcie z wymuszonym uśmiechem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Już jest --- powtórzył Pericord. --- Już jest patent? Któż się ośmielił wziąć moje plany?! --- ryknął.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja. Ja to zrobiłem dziś rano. Niech się pan nie irytuje, nie opłaci się denerwować!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pan opatentowałeś motor? Na czyje nazwisko?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na swoje; zdaje się, że mam do tego prawo!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A moje nazwisko w patencie nie jest umieszczone?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie... ale...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ach! Podły --- krzyknął Pericord --- złodzieju, łajdaku... Ukradłeś moją ideę, chcesz podstępnie skorzystać z zaszczytów sławy, która powinna należeć do mnie! Ale ja dostanę ten patent, słyszysz? Choćby mi przyszło przerżnąć ci gardło!</akap_dialog>

<akap>Czarne oczy jego sypały iskrami, ręce zaciskały się konwulsyjnie.</akap>

<akap>Brown, choć śmiały i odważny, odsuwał się od Pericorda, kiedy ten za bardzo się doń przybliżał.</akap>

<akap_dialog>--- Ręce na dół --- zawołał, wyjmując nóż z kieszeni --- potrafię obronić się w razie napadu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co to, groźba?! --- krzyknął, siniejąc z gniewu, Pericord. --- Pan jesteś zdolny zostać mordercą, jak zostałeś złodziejem!... Oddaj mi patent!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! </akap_dialog>

<akap>Pericord skoczył jak dziki zwierz; jego przeciwnik wyrwał się, ale się potknął o pustą skrzynkę i upadł.</akap>

<akap>Lampa zachwiała się, spadła i zgasła. Szopa pogrążyła się w ciemności, tylko słaby promyk księżyca, przebijając się przez wąską szczelinę, drgał na ogromnych skrzydłach.</akap>

<akap_dialog>--- Oddasz patent? </akap_dialog>

<akap>Milczenie. </akap>

<akap_dialog>--- Zwrócisz mi go czy nie?</akap_dialog>

<akap>Milczenie. Żadnego dźwięku oprócz brzęczenia i zgrzytania maszyny.</akap>

<akap>Z sercem ściśniętym trwogą Pericord zaczął w ciemności po omacku szukać wokoło siebie. Na koniec palce jego dotknęły czyjejś ręki. Ręka ta była nieruchoma. Gniew zamienił się w przerażenie. Potarłszy zapałkę, podniósł lampę i zapalił. Brown leżał na ziemi wyciągnięty. Pericord objął go rękoma i uniósł.</akap>

<akap>Teraz poznał przyczynę milczenia przeciwnika. Nieszczęśliwy, padając, przekręcił prawą rękę, w której trzymał nóż i całym ciężarem wbił go sobie w ciało. Śmierć nastąpiła natychmiast.</akap>

<akap>Siadłszy na brzegu przewróconej skrzynki, wynalazca wbił tępy, bezmyślny wzrok w przestrzeń...</akap>

<akap>Nad nim wciąż huczał i syczał ,,Motor Brown-Pericord". Tak przesiedział kilka minut, a może kilka godzin.</akap>

<akap>Tysiące szalonych myśli roiło się w jego rozpalonym mózgu. Był przecież mimowolną przyczyną śmierci towarzysza, ale któż mu uwierzy? Ubranie miał zbroczone krwią... wszystko świadczyło przeciw niemu. Lepiej uciekać... a jeszcze lepiej było by uwolnić się od trupa, aby mając kilka dni czasu, usunąć wszelkie podejrzenia... Wtem dał się słyszeć silny huk i Pericord zerwał się na równe nogi. Worek z cegłami, podnosząc się, zaczepił się za belkę w suficie.</akap>

<akap>Przy uderzeniu zerwał się drut, łączący aparat z maszyną i ta ostatnia spadła na ziemię. Pericord uwolnił koło, motor był cały. Szalona myśl przebiegła mu przez głowę.</akap>

<akap>Teraz maszyna była dlań ciężarem. Miał możność uwolnić się od niej i od trupa...</akap>

<akap>Otworzył wrota szopy i wyniósł trupa towarzysza.</akap>

<akap>Brown leżał pod gołym niebem, oświetlony bladym, zimnym światłem księżyca.</akap>

<akap>Niedaleko znajdował się niewielki wzgórek. Pericord, dostawszy się na wierzchołek, ostrożnie położył trupa na ziemi...</akap>

<akap>Potem wrócił się do szopy i przeniósł stamtąd na pagórek koło, motor i skrzydła.</akap>

<akap>Drżącymi palcami otoczył trupa stalowym kołem, przymocował skrzydła, skrzynkę z motorem, połączył metalowe przewodniczki. W ciągu dwóch lub trzech minut olbrzymie skrzydła drgnęły; potem cały korpus maszyny zaczął się podnosić i wreszcie wzniósł się do góry, oświetlony trupim światłem księżyca.</akap>

<akap>Pericord, nie mogąc skorzystać ze steru, skierował śrubę maszyny na południe.</akap>

<akap>Podnosząc się wyżej i wyżej, olbrzymi ptak posuwał się w stronę morza. Pericord, nie odrywając oczu, patrzył za nim --- za tym czarnym ptakiem z żółtymi skrzydłami, dopóki nie skryły go mgły nad oceanem.</akap>

<separator_linia/>

<akap>W zakładzie dla umysłowo chorych w New Yorku, znajduje się człowiek o dzikim wyglądzie, o którym nikt nic nie wie, kto on jest i skąd się wziął.</akap>

<akap_dialog>--- Delikatne i skombinowane maszyny zawsze prędzej się psują --- mówią lekarze i pokazują elektryczne aparaty i nadzwyczajne statki powietrzne, jakie chory stara się budować w chwilach przytomności.</akap_dialog>

</opowiadanie></utwor>