<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/diderot-dwaj-przyjaciele/">

<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Diderot, Denis</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwaj przyjaciele z Bourbonne</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Boy-Żeleński, Tadeusz</dc:contributor.translator>
<dc:relation.isPartOf xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.wolnelektury.pl/lektura/diderot-to-nie-bajka-zbior</dc:relation.isPartOf>

<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2024-05-15</dc:date>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Wolne Lektury</dc:publisher>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja wydana w ramach biblioteki Wolne Lektury (wolnelektury.pl).</dc:description>

<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>

<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Oświecenie</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">powiastka filozoficzna</dc:subject.genre>

<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/diderot-dwaj-przyjaciele</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Denis Diderot, To nie bajka, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, wyd. M. Arct, Bibljoteka Boy'a, Warszawa [1931]</dc:source>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://polona.pl/item-view/48aecb1d-9944-47e1-88d1-74c0476cf6c5</dc:source.URL>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Tadeusz Boy-Żeleński zm. 1941</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012</dc:date.pd>

<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7846.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Denis Diderot, After Dmitry Levitzky (1735–1822), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7846/</dc:relation.coverImage.source>
    <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.technical_editor>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>

<opowiadanie>


<uwaga>
<akap>Wydanie źródłowe:</akap>
<strofa>
Denis Diderot, To nie bajka..., tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, wyd. M. Arct, Bibljoteka Boy'a, Warszawa [1931] /
https://polona.pl/item-view/48aecb1d-9944-47e1-88d1-74c0476cf6c5
</strofa>
</uwaga>


<nota_red>
<akap>Poprawiono błędy źródła: 
Hastembeck > Hastenbeck;
chcał >  chciał;
</akap>

<akap>Uwspółcześnienia:</akap>

<akap>* pisownia łączna/rozdzielna, w tym pisownia z łącznikiem np.:
niema (=brak) > nie ma;
poco > po co;
jestto > jest to;
poczem > po czym;
możnaby > można by;
</akap>

<akap>* pisownia joty, np.: 
teologja > teologia;
historja > historia;
parafjalny > parafialny;
</akap>

<akap>* fleksja, np.:
tem > tym;
pierwszem > pierwszym;
innem > innym;
zamkniętemi > zamkniętymi;
naturalnemi > naturalnymi;
</akap>

<akap>* inne zmiany pisowni i drobne zmiany leksykalne, np.:
męzki > męski;
irokezki > irokeski;
paznogcie > paznokcie;
ośmnastoletni > osiemnastoletni;
Orest i Pylad > Orestes i Pylades;
Scaron > Scarron;
Cerwantes > Cervantes.</akap>

<akap>Zmieniono składnię większości zdań z orzecznikiem przymiotnikowym w narzędniku, np.: mówiąc o czym innym > mówiąc o czymś innym.</akap>

<akap>Poprawki i zmiany tłumaczenia: narządzał swój worek > pakował swój worek; znaczną część zasług > znaczną część zarobków; przetwory wyobraźni > wytwory wyobraźni; paragrafu > akapitu; <tytul_dziela>O Rozumie</tytul_dziela> > <tytul_dziela>O umyśle</tytul_dziela>.</akap>

<akap>Uwspółcześniono interpunkcję. Wypowiedzi postaci wydzielono w odrębne akapity dialogowe. Rozwinięto skrót p. (=pan).</akap>
</nota_red>

<autor_utworu>Denis Diderot</autor_utworu>

<dzielo_nadrzedne>To nie bajka...</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Dwaj przyjaciele z Bourbonne<pt><slowo_obce>Dwaj przyjaciele z Bourbonne</slowo_obce> --- utwór ten, napisany w r. 1770 jako odpowiedź na <tytul_dziela>Dwóch przyjaciół</tytul_dziela> Saint-Lamberta, wywarł żywe wrażenie w kołach niemieckich studentów (Goethe, <tytul_dziela>Pamiętniki</tytul_dziela>) i wpłynął na powstanie <tytul_dziela>Zbójców</tytul_dziela> Schillera. Diderot napisał to opowiadanie w Bourbonne-les-Bains, niedaleko rodzinnego Langres, gdzie odwiedził przyjaciółkę bawiącą tam z chorą córeczką. Utwór ten przesyła młodociana chora, czyli ,,siostrzyczka braciszkowi", który przesłał jej irokeską powiastkę Saint-Lamberta.</pt></nazwa_utworu>

<akap><begin id="b1719228654614-3032208150"/><motyw id="m1719228654614-3032208150">Przyjaźń</motyw>Było tu dwóch ludzi, których można by nazwać Orestesem i Pyladesem<pe><slowo_obce>Orestes i Pylades</slowo_obce> (mit. gr.) --- 
słynna para wiernych, nierozłącznych przyjaciół, kuzynów, którzy wspólnie się wychowywali, a później razem stawiali czoło niebezpieczeństwom.</pe> z Bourbonne<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q627061"></ref><pe><slowo_obce>Bourbonne-les-Bains</slowo_obce> --- miejscowość w zach. Francji, w ob. departamencie Górna Marna.</pe>. Jeden zwał się Oliwier, drugi Feliks; urodzili się tego samego dnia, w tym samym domu, z dwóch sióstr. Wykarmili się jednym mlekiem; jedna bowiem z matek zmarła w połogu, druga zaś opiekowała się jej dzieckiem. Wychowali się razem; żyli zawsze na uboczu; kochali się tak, jak się istnieje, jak się żyje, nieświadomie; czuli to w każdej chwili, a nigdy może nie rozmawiali o tym. Oliwier ocalił raz życie Feliksowi, który będąc śmiałym pływakiem, omal się nie utopił; ani jeden, ani drugi nie pamiętał tego zdarzenia. Sto razy Feliks wydobył Oliwiera z niebezpieczeństw, w jakie go wtrącał jego gwałtowny charakter; nigdy Oliwierowi nie przyszło na myśl dziękować mu za to; wracali razem do domu, milcząc albo mówiąc o czymś innym.</akap>

<akap>Skoro przyszło im stawać do wojska i Feliks wyciągnął zły los, Oliwier rzekł: ,,Drugi będzie dla mnie". Odbyli czas służby, wrócili razem do domu; czy jeszcze drożsi sobie wzajem niż wprzódy, za to nie mogę ręczyć: o ile bowiem, braciszku, obopólne dobrodziejstwa umacniają przyjaźń świadomą, może nie mają wpływu na uczucia, które byłbym skłonny nazwać przyjaźnią zwierzęcą, instynktowną. W wojsku, w czasie potyczki, kiedy nieprzyjacielska szabla miała rozpłatać Oliwierowi głowę, Feliks wystawił się machinalnie na cios i wyniósł szramę na całe życie. Powiadają, że był dumny z tej rany; co do mnie, nie przypuszczam. Pod Hastenbeck<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q677959"></ref><pe><slowo_obce>bitwa pod Hastenbeck</slowo_obce> (26 lipca 1757) --- starcie zbrojne podczas wojny siedmioletniej, w którym połączone siły zbrojne Hanoweru, Hesji i Brunszwiku zostały pokonane przez armię francuską, co doprowadziło do zajęcia Księstwa Hanoweru przez Francję.</pe> Oliwier wydobył Feliksa z wału trupów, gdzie go porzucono.<end id="e1719228654614-3032208150"/></akap>

<akap>Skoro ich kto pytał, wspominali niekiedy o usługach, jakich który z nich doznał od drugiego, nigdy o tych, które mu oddał. Oliwier mówił o Feliksie, Feliks o Oliwierze, ale nie chwalili się wzajem. Po jakimś czasie pobytu w swoich stronach zakochali się, a przypadek chciał, iż pokochali jedną i tę samą dziewczynę. Nie było mowy o współzawodnictwie; pierwszy, który przejrzał miłość przyjaciela, usunął się: był to Feliks. Oliwier poślubił ukochaną, Feliks zaś, zmierżony życiem, sam nie wiedząc czemu, rzucił się w różne awanturnicze rzemiosła i skończył na przemytnictwie.</akap>

<akap>Wiadomo ci, braciszku, że istnieją we Francji cztery trybunały, gdzie sądzą przemytników: Caen<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q41185"></ref>, Reims<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q41876"></ref>, Valence<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q8848"></ref> i Tuluza<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q7880"></ref>. <begin id="b1719229283801-3464004476"/><motyw id="m1719229283801-3464004476">Sędzia</motyw>Najsurowszy jest trybunał w Reims; przewodniczy tam niejaki Coleau, najbardziej krwiożercza dusza, jaką natura stworzyła. Feliksa ujęto z bronią w ręku i zawiedziono przed straszliwego Coleau, który skazał go na śmierć, jak pięciuset innych przed nim. Oliwier dowiedział się o losie przyjaciela. Jednej nocy wstaje z łóżka, gdzie spoczywał przy żonie, i nic jej nie mówiąc, udaje się do Reims. Zwraca się do sędziego, rzuca mu się do stóp i błaga o tę łaskę, by mógł ujrzeć i uściskać Feliksa. Coleau patrzy nań, milczy chwilę i daje znak, aby usiadł. Oliwier siada. Po upływie pół godziny Coleau dobywa zegarek i mówi:</akap>

<akap_dialog>--- O ile chcesz ujrzeć i uściskać przyjaciela za życia, spiesz się, jest w drodze; jeśli mój zegarek idzie dobrze, przed upływem dziesięciu minut będzie wisiał.<end id="e1719229283801-3464004476"/></akap_dialog>

<akap><begin id="b1719229499586-671101457"/><motyw id="m1719229499586-671101457">Bunt, Ucieczka</motyw>Oliwier, wściekły, zrywa się, wymierza w kark sędziego potężny raz kijem, rozciągając go niemal bez życia, pędzi na miejsce kaźni, przybywa, krzyczy, rzuca się na kata, uderza na strażników, buntuje ludność oburzoną tymi egzekucjami. Kamienie zaczynają latać, Feliks ucieka.<end id="e1719229499586-671101457"/> Oliwier też myśli o ucieczce, ale żandarm przebił mu bok bagnetem, czego w pierwszej chwili nie czuł. Dotarł do miasta, ale nie mógł iść dalej; litościwi woźnice wsadzili go na wóz i złożyli u wrót domu na chwilę przed skonem<pe><slowo_obce>skon</slowo_obce> (daw.) --- zgon, śmierć.</pe>; miał tylko czas powiedzieć:</akap>

<akap_dialog>--- Żono, zbliż się, niech cię uściskam. Ja umieram, ale Feliks ocalony.</akap_dialog>

<akap>Jednego wieczora, kiedyśmy się wybrali, wedle zwyczaju, na przechadzkę, ujrzeliśmy przed drzwiami chaty kobietę słusznego wzrostu i czworo drobnych dzieci u jej stóp. Postawa jej, pełna smutku i energii zarazem, ściągnęła naszą uwagę; ona zauważyła nas również. Po chwili milczenia rzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Oto czworo drobnych dzieci; jestem ich matką, a nie mają już ojca.</akap_dialog>

<akap>Ten dumny sposób wzywania współczucia trafił nam do serca. Ofiarowaliśmy jej pomoc, którą przyjęła z godnością: przy tej to sposobności dowiedzieliśmy się dziejów męża jej, Oliwiera, i przyjaciela jego, Feliksa. Wspomnieliśmy o niej wpływowym osobom i tuszę<pe><slowo_obce>tuszyć</slowo_obce> (daw.) --- mieć nadzieję, spodziewać się; por. otucha.</pe> sobie, że nasze polecenie nie było daremne. Widzisz stąd, iż wielkość duszy i wysokie przymioty moralne zdarzają się w każdym stanie<pe><slowo_obce>stan</slowo_obce> --- tu: warstwa społeczna.</pe> i w każdym kraju; iż niejednemu człowiekowi, który umiera nieznany, brak jedynie szerszej areny i że aby znaleźć dwóch przyjaciół, nie trzeba się udawać aż do Irokezów<pe><slowo_obce>aby znaleźć dwóch przyjaciół, nie trzeba się udawać aż do Irokezów</slowo_obce> --- odniesienie do powiastki Jean François de Saint-Lamberta <tytul_dziela>Les Deux Amis, conte iroquois</tytul_dziela> (Dwaj przyjaciele, opowieść irokeska) z roku 1770, opowiadającej o przyjaźni Tolho i Mouzy, dwóch Indian z plemienia Irokezów, zakochanych w młodej Erimé.</pe>.</akap>

<akap>Życzyłeś sobie, braciszku, wiedzieć, co się stało z Feliksem; jest to ciekawość tak prosta, a pobudka jej tak chwalebna, iż wyrzucaliśmy sobie nieco, żeśmy nie pomyśleli o tym. Aby naprawić ten błąd, wspomnieliśmy zrazu księdza Papin, doktora teologii i proboszcza Najświętszej Panny w Bourbonne; daliśmy wszelako pierwszeństwo wice-delegatowi Aubert, bardzo zacnemu i uczynnemu człowiekowi, który nam przesłał następującą opowieść. Możesz polegać na niej.</akap>

<akap>,,Ów Feliks żyje jeszcze. Wymknąwszy się z rąk sprawiedliwości, rzucił się w okoliczne lasy, których ścieżki i przesmyki poznał w czasie, gdy uprawiał przemytnictwo; kołując, starał się zbliżyć pomału do domu Oliwiera, o którego losie nic nie wiedział.</akap>

<akap>W głębi lasu, w okolicy, gdzie pani przechadzała się niekiedy, mieszkał węglarz<pe><slowo_obce>węglarz</slowo_obce> --- człowiek zajmujący się wypalaniem z drzewa węgla drzewnego.</pe>, którego chata służyła za schronienie przemytnikom oraz za składnicę towaru i broni. Tam to udał się Feliks, nie bez trudu uniknąwszy sideł żandarmów, którzy ścigali go trop w trop. Ten i ów kompan przyniósł wiadomość o jego uwięzieniu w Reims, tak iż para węglarzy uważała go za straconego, kiedy się nagle zjawił.</akap>

<akap>Opowiem rzecz tak, jak ją słyszałem z ust węglarki, zmarłej niedawno temu.</akap>

<akap>Pierwsze ujrzały go dzieci, wałęsające się dokoła zagrody. Gdy przybysz zatrzymał się, pieszcząc najmłodsze, którego był ojcem chrzestnym, inne wpadły do chaty, wołając:</akap>

<akap_dialog>--- Feliks! Feliks!</akap_dialog>

<akap>Rodzice wyszli, powtarzając ten sam krzyk radości, ale nieszczęśliwy tak był wyczerpany głodem i znużeniem, iż nie miał siły odpowiadać i upadł wpół zemdlony w ich ramiona.</akap><akap>Poczciwi ludzie wspomogli go, czym mieli, dali mu chleba, wina, nieco jarzyny; zjadł i usnął.</akap>

<akap>Skoro się zbudził, pierwszym jego słowem było:</akap>

<akap_dialog>--- Oliwier! Dzieci, nie wiecie nic o Oliwierze?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie --- odparły.</akap_dialog>

<akap>Opowiedział, co zaszło w Reims; noc i następny dzień spędził w chacie. Wzdychał, wymawiał imię Oliwiera; przypuszczał, iż znajduje się w więzieniu w Reims; chciał tam pędzić, chciał umrzeć wraz z nim; nie bez trudu para węglarzy odwiodła go od tego zamiaru.</akap>

<akap>Drugiego dnia około północy zarzucił strzelbę, wziął szablę pod pachę i rzekł z cicha:</akap>

<akap_dialog>--- Węglarzu!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co, Feliksie?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Weź siekierę i chodźmy.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dokąd?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dobre pytanie! Do Oliwiera.</akap_dialog>

<akap>Idą, ale gdy wychodzili z lasu, ogarnął ich oddział żandarmów.</akap>

<akap><begin id="b1719229338284-3943128824"/><motyw id="m1719229338284-3943128824">Walka</motyw>Polegam na tym, co mi opowiadała węglarzowa, ale niesłychane jest, aby dwóch ludzi pieszo zdołało stawić opór dwudziestu konnym; widocznie tamci byli rozproszeni i chcieli ująć ofiarę żywcem. Jak bądź się rzeczy miały, walka była gorąca; pięć koni wyszło z niej pokaleczonych, a siedmiu ludzi porąbanych szablą lub siekierą. Biedny węglarz legł martwy, ugodzony kulą w skroń. Feliks wpadł z powrotem do lasu, że zaś obdarzony jest nieporównaną zwinnością, biegał z jednego miejsca na drugie, w biegu nabijał fuzję, strzelał, dawał sygnały gwizdawką. Te gwizdania, te strzały z fuzji, oddawane raz po raz z rozmaitych miejsc, obudziły w żandarmach obawę, iż mają do czynienia z całą zgrają przemytników; jakoż cofnęli się rozważnie.<end id="e1719229338284-3943128824"/></akap>

<akap><begin id="b1719229359716-1763880420"/><motyw id="m1719229359716-1763880420">Trup, Żona, Dziecko, Rozpacz</motyw>Skoro Feliks przekonał się, że są daleko, wrócił na pole bitwy. Wziął trupa węglarza na ramiona i puścił się z powrotem do chaty, gdzie węglarzowa i dzieci spały jeszcze. Zatrzymał się u drzwi, złożył trupa na ziemi i usiadł, oparłszy się o drzewo, twarzą ku drzwiom chaty. Oto widok, jaki czekał węglarkę, gdy wyszła z szałasu!</akap>

<akap>Budzi się, nie znajduje męża obok siebie, szuka oczyma Feliksa, nie ma Feliksa. Wstaje, wychodzi, spostrzega, wydaje krzyk, pada na wznak. Nadbiegają dzieci, widzą, krzyczą; rzucają się na ciało ojca, rzucają się na matkę. Węglarzowa, przywołana do zmysłów hałasem i krzykami dzieci, wydziera sobie włosy, drze paznokciami policzki.<end id="e1719229359716-1763880420"/> Feliks, nieruchomy u stóp drzewa, z zamkniętymi oczami, z głową przechyloną wstecz, mówi gasnącym głosem:</akap>

<akap_dialog>--- Żałujcie mnie!</akap_dialog>

<akap>Nastaje chwila milczenia, po czym rozpacz i krzyki zaczynają się na nowo, Feliks zaś powtarza znowu:</akap>

<akap_dialog>--- Zabijcie mnie, dzieci! Przez litość, zabijcie mnie!</akap_dialog>

<akap>Spędzili w ten sposób trzy dni i noce na rozpaczy; czwartego Feliks rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Kobieto, weź sakwy, włóż chleba, i pójdź za mną.</akap_dialog>

<akap>Po długim kołowaniu przez góry i lasy przybyli do domu Oliwiera; dom ten leży, jak pani wiadomo, na skraju miasteczka, w miejscu gdzie gościniec rozszczepia się na dwie drogi, jedna do Franche-Comté<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q16394"></ref><pe><slowo_obce>Franche-Comté</slowo_obce> --- kraina hist. we wsch. Francji, przy granicy ze Szwajcarią. </pe>, druga do Lotaryngii<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1137"></ref><pe><slowo_obce>Lotaryngia</slowo_obce> --- kraina hist. w płn.-wsch. Francji, granicząca z Belgią, Luksemburgiem i Niemcami.</pe>.</akap>

<akap>Tam to Feliks dowie się o śmierci Oliwiera i znajdzie się między wdowami po dwóch ludziach poległych z jego przyczyny. Wchodzi i pyta żywo żony Oliwiera:</akap>

<akap_dialog>--- Gdzie Oliwier?</akap_dialog>

<akap>Z milczenia jej, ze stroju, z łez zrozumiał, że nie żyje. Zaćmiło mu się w oczach; upadł i rozciął sobie głowę o dzieżkę<pe><slowo_obce>dzieżka</slowo_obce> --- zdrobn. od <slowo_obce>dzieża</slowo_obce>:  duże naczynie służące do rozczyniania ciasta na chleb.</pe> do zarabiania chleba. Wdowy podniosły go. Krew jego barwiła im ręce, kiedy zaś obcierały go fartuchami, on mówił:</akap>

<akap_dialog>--- I wy, ich żony, wy spieszycie mi z pomocą!</akap_dialog>

<akap>Mdlał znowu, wracał do przytomności i powiadał, wzdychając:</akap>

<akap_dialog>--- Czemuż mnie nie poniechał? Po co chodził do Reims? Jak można było mu pozwolić na to?...</akap_dialog>

<akap><begin id="b1719229530947-274577730"/><motyw id="m1719229530947-274577730">Szaleństwo</motyw>To znów, jak gdyby rozum mu się mącił, wpadał w szał, tarzał się po ziemi i darł na sobie odzież. W jednym z takich napadów dobył szabli i chciał się przebić. Kobiety rzuciły się nań, wołając o pomoc. Nadbiegli sąsiedzi, związano go sznurami i puszczono mu krew<pe><slowo_obce>puszczono mu krew</slowo_obce> --- w dawnej praktyce medycznej upuszczanie krwi stosowano  jako środek leczniczy i profilaktyczny.</pe> kilka razy. Szał opadł wraz z wyczerpaniem sił.<end id="e1719229530947-274577730"/> Kilka dni leżał jak martwy, po czym zaczęła wracać świadomość. W pierwszej chwili powiódł oczyma dokoła jak człowiek, który budzi się z głębokiego snu, i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Gdzie jestem? Kobiety, kto wy jesteście?</akap_dialog>

<akap>Węglarzowa odparła:</akap>

<akap_dialog>--- Jestem węglarzowa...</akap_dialog>

<akap>Rzekł:</akap>

<akap_dialog>
--- Ach! tak, węglarzowa... A pani?...</akap_dialog>

<akap>Żona Oliwiera zmilkła. Wówczas zaczął płakać; obrócił się do ściany i rzekł wśród łez:</akap>

<akap_dialog>--- Jestem u Oliwiera... to łóżko --- to łóżko Oliwiera... a kobieta, którą tu widzę, to jego żona! Och!...</akap_dialog>

<akap>Obie kobiety zajęły się nim tak troskliwie, obudziły w nim tyle współczucia, prosiły go tak usilnie, aby żył, przedkładały mu w tak wzruszający sposób, że jest ich jedyną podporą, iż dał się przekonać. Przez cały czas, który pozostawał w tym domu, nie położył się już. Wychodził w nocy, błądził po polach, tarzał się po ziemi, wzywał Oliwiera; jedna z kobiet szła za nim z daleka krok w krok i przyprowadzała go o świcie z powrotem.</akap>

<akap>Wiele osób wiedziało o jego bytności w chacie; wśród nich byli i nieżyczliwi. Wdowy uprzedziły go o niebezpieczeństwie, na jakie się naraża. Było to po południu, Feliks siedział na ławce, z szablą na kolanach, wsparty łokciami na stole, z głową utopioną w dłoniach. Zrazu nie odpowiedział nic. Żona Oliwiera miała siedemnasto- czy osiemnastoletniego syna, węglarzowa piętnastoletnią córkę. Naraz rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Węglarzowa, idźcie po córkę i sprowadźcie ją tutaj...</akap_dialog>

<akap>Feliks miał kawałek łąki, sprzedał ją. Węglarzowa wróciła z córką, syn Oliwiera zaślubił ją. Feliks wręczył im pieniądze uzyskane za łąkę, uściskał ich, poprosił z płaczem o przebaczenie, po czym udali się na gospodarstwo do chaty, gdzie mieszkają jeszcze, zastępując ojca i matkę reszcie dzieci. Wdowy zamieszkały razem; tak dzieci Oliwiera zyskały ojca i dwie matki.</akap>

<akap>Jest blisko półtora roku, jak węglarzowa umarła; żona Oliwiera opłakuje ją jeszcze co dzień.</akap>

<akap>Jednego dnia, kiedy śledziły Feliksa (jedna z nich zawsze miała go na oku), ujrzały, iż zalewa się łzami; wyciągał w milczeniu ręce ku drzwiom, po czym dalej pakował swój worek. Nie rzekły nic; rozumiały zresztą, jak bardzo to rozstanie jest konieczne. Spożyli wszyscy troje wieczerzę w milczeniu. Zapadła noc; kobiety nie spały, Feliks zbliżył się do drzwi na końcach palców. Zatrzymał się, spojrzał w stronę legowiska obu kobiet, otarł sobie oczy rękami i wyszedł. Kobiety padły sobie w ramiona i spędziły resztę nocy, płacząc. Nie wiadomo było, dokąd się schronił, ale nie było tygodnia, aby im nie przesłał jakiejś pomocy.</akap>

<akap>Las, w którym córka węglarzów żyje z synem Oliwiera, należy do niejakiego pana Leclerc de Rançonnieres, bardzo bogatego człowieka, właściciela innej jeszcze wioski, zwanej Courcelles<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q633225"></ref>. Jednego dnia, kiedy pan de Rançonnieres albo de Courcelles, jak pani woli, był na polowaniu, przybył do chatki Oliwierowego syna; wszedł, zaczął się bawić z dziećmi, które były bardzo ładne, i jął je wypytywać. Twarz młodej kobiety, również niebrzydkiej, wydała mu się sympatyczna; męska postawa męża, który miał wiele z ojca, zwróciła jego uwagę. Dowiedziawszy się o przejściach rodziców, przyrzekł postarać się o ułaskawienie Feliksa. Poczynił w tej mierze kroki i uzyskał je.</akap>

<akap>Feliks wstąpił w służbę pana de Rançonnieres, który dał mu miejsce leśniczego.</akap>

<akap>Upłynęło blisko dwa lata, przez które żył w Rançonnieres<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1330206"></ref>, posyłając wdowom znaczną część zarobków, kiedy przywiązanie do pana oraz wrodzona duma wplątały go w pewną sprawę, błahą w założeniu, ale o bardzo przykrych następstwach.</akap>

<akap>Pan de Rançonnieres sąsiadował w Courcelles z panem de Fourmont, radcą trybunału w Chaumont<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q193880"></ref>. Oba domy rozdzielał jedynie kamienny słup; słup ten znajdował się tuż przy bramie pana de Rançonnieres i utrudniał dojazd powozom. Pan de Rançonnieres kazał przesunąć słup o kilka stóp<pe><slowo_obce>stopa</slowo_obce> --- dawna jednostka długości równa ok. 30 cm.</pe> w stronę pana Fourmont; ten odepchnął słup o tyleż ku panu de Rançonnieres; stąd nienawiść, zniewagi, proces między sąsiadami. <begin id="b1719229582322-3441572367"/><motyw id="m1719229582322-3441572367">Konflikt, Walka</motyw>Sprawa o słup graniczny dała początek paru innym, donioślejszym procesom. Tak stały rzeczy, kiedy jednego wieczora pan de Rançonnieres, wracając z polowania w towarzystwie leśniczego swego, Feliksa, spotkał na gościńcu sędziego Fourmont i brata jego, wojskowego. Ten rzekł do brata:</akap><akap>
--- Ej bracie, gdyby tak rozpłatać gębę temu sk...wi, jak ci się wydaje?</akap><akap>Pan de Rançonnieres nie słyszał tego odezwania, ale nieszczęściem usłyszał je Feliks, który zwracając się dumnie do młodego junaka<pe><slowo_obce>junak</slowo_obce> --- odważny młodzieniec, zuch, śmiałek.</pe>, rzekł:</akap><akap>
--- Ejże, panie oficerze, czy w istocie byłbyś dość dzielny, aby się ważyć na spełnienie tego, co wyrzekłeś?</akap><akap>
To mówiąc, kładzie strzelbę na ziemi i dobywa szabli, nie ruszał się bowiem nigdy bez swej szabli. Młody wojskowy dobywa szpady, skacze ku Feliksowi; pan de Rançonnieres nadbiega, rzuca się między nich, chwyta leśniczego. Tymczasem oficer podnosi strzelbę leżącą na ziemi, mierzy do Feliksa, chybia. Ten odpowiada ciosem szabli, wytrąca szpadę z rąk młodego człowieka, pozbawiając go wraz ze szpadą połowy ramienia.<end id="e1719229582322-3441572367"/> I oto proces kryminalny wikła kilka dawnych procesów cywilnych. Wtrącają Feliksa do więzienia, rozpoczyna się surowe śledztwo; w następstwie sędzia traci swą godność i niemal cześć, oficera wykluczają z korpusu oficerskiego, pan de Rançonnieres umiera ze zmartwienia, Feliksowi zaś, ciągle tkwiącemu w więzieniu, przysięga nienawiść cała rodzina Fourmontów. Czekałby go smutny koniec, gdyby miłość nie przyszła mu z pomocą; córka dozorcy rozkochała się w nim i ułatwiła mu ucieczkę; jeśli to nie jest istotna prawda, takie było przynajmniej powszechne mniemanie. Udał się do Prus<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q27306"></ref>, gdzie służy dzisiaj w gwardii. Powiadają, iż cieszy się miłością towarzyszów, a nawet zwrócił na siebie oko króla. Przybrał sobie miano Smutny. Wdowa po Oliwierze powiada, iż zawsze ją wspomaga.</akap>

<akap>Oto, pani, wszystko, co mogłem zebrać o dziejach Feliksa. Dołączam do swego opowiadania list księdza Papin, naszego proboszcza. Nie wiem, co zawiera, ale obawiam się, iż biedny ksiądz, który ma głowę nieco ciasną, a serce dość oschłe, ocenia Oliwiera i Feliksa pod kątem swych uprzedzeń. Zaklinam panią, byś zechciała wspierać się na faktach, o których prawdzie możesz być przekonana, oraz na dobroci własnego serca; ono oświeci cię lepiej niż najtęższy kazuista<pe><slowo_obce>kazuista</slowo_obce> ---  człowiek stosujący <slowo_obce>kazuistykę</slowo_obce>: drobiazgowe rozważanie szczegółowych problemów, najczęściej moralnych lub prawnych, poprzez podciąganie ich pod zasady ogólne, pot.: pokrętne argumentowanie w celu uzasadnienia założonej z góry tezy.</pe> Sorbony, którym nie jest ksiądz Papin".</akap>


<naglowek_listu>List ks. Papin, doktora teologii i proboszcza Najśw. Panny w Bourbonne</naglowek_listu>




<dlugi_cytat><akap>Nie wiem, pani, co p. delegat mógł jej opowiedzieć o Oliwierze i Feliksie, ani też jakiego rodzaju zainteresowanie mogą budzić w pani dwaj opryszki, których każdy krok na tej ziemi zbroczony był krwią. Opatrzność ukarała już jednego, drugiemu zaś użyczyła paru chwil odwłoki, z których lękam się, iż nie skorzysta: ale niech się dzieje wola boża! Wiem, że są tu osoby (i nie dziwiłbym się, gdyby p. delegat był w ich liczbie), które mówią o tych dwóch ludziach jako o wzorze rzadkiej przyjaźni; ale czym jest w oczach Boga najwznioślejsza cnota odarta z uczuć litości, szacunku należnego Kościołowi i jego sługom oraz poddania prawom monarchy? Oliwier umarł w progu swego domu, bez sakramentów; kiedy mnie wezwano do Feliksa w mieszkaniu wdów, nie mogłem zeń wydobyć nic prócz imienia Oliwiera; żadnego znaku religii, żadnego objawu skruchy. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek człowiek ten zjawił się u stopni konfesjonału. <begin id="b1719229756592-3667707186"/><motyw id="m1719229756592-3667707186">Ksiądz, Bieda, Miłosierdzie, Dar, Pieniądz</motyw>Żona Oliwiera to zuchwała istota, która uchybiła mi niejeden raz; dlatego że umie czytać i pisać, sądzi, iż zdoła sama wychować swoje dzieci; jakoż nie ujrzy ich oko ludzkie ani w parafialnej szkole, ani na moich naukach. Niech pani osądzi wedle tego, czy tego rodzaju ludzie zasługują na jej łaskę! Ewangelia zaleca pilnie współczucie dla biednych, ale podwaja zasługę miłosierdzia, kto umie uczynić wybór między nędzarzami, a nikt lepiej nie zna prawdziwie potrzebujących niż wspólny pasterz bogatych i ubogich. Gdyby pani raczyła mnie zaszczycić zaufaniem, umieściłbym może skarby jej miłosierdzia w sposób użyteczniejszy dla biedaków, a zaszczytniejszy dla niej.<end id="e1719229756592-3667707186"/></akap>


<pozdrowienie>Pozostaję z uszanowaniem, etc.</pozdrowienie>


</dlugi_cytat>

<akap>Pani de *** podziękowała delegatowi Aubert za trudy i przesłała wsparcie na ręce księdza Papin wraz z następującym bilecikiem:</akap>

<dlugi_cytat><akap>Bardzo jestem obowiązana wielebnemu ojcu za jego roztropne rady. Historia tych ludzi wzruszyła mnie, wyznaję; zgodzi się ksiądz, że przykład tak rzadkiej przyjaźni może łacno<pe><slowo_obce>łacno</slowo_obce> (daw.) --- łatwo.</pe> uwieść zacną i tkliwą duszę; ale oświeciłeś mnie, ojcze; zrozumiałam, że lepiej użyczyć pomocy cnotom chrześcijańskim a nieszczęśliwym niż cnotom naturalnym i pogańskim. Proszę przyjąć tę skromną sumę, którą przesyłam na pańskie ręce, i rozdzielić ją w myśl miłosierdzia lepiej pojętego niż moje.</akap>

<akap>Mam zaszczyt etc.</akap></dlugi_cytat>

<akap>Można się domyślić, że wdowa po Oliwierze i Feliks nie oglądali ani szeląga<pe><slowo_obce>szeląg</slowo_obce> --- dawna drobna moneta polska z miedzi.</pe> z jałmużny pani de ***. Feliks umarł, a biedna kobieta byłaby zginęła z głodu wraz z dziećmi, gdyby się nie schroniła do lasu, do starszego syna, gdzie mimo podeszłego wieku pracuje i żyje jak może w otoczeniu dzieci i wnuków.</akap>

<sekcja_swiatlo/>

<akap>A przy tym, są trzy rodzaje opowieści... Jest ich o wiele więcej, powiecie... Wybaczcie; ale ja rozróżniam opowieść na sposób Homera, Wergilego, Tassa<pe><slowo_obce>Homer, Wergili, Tasso</slowo_obce> --- twórcy wielkich poematów epickich: <slowo_obce>Homer</slowo_obce> (VIII w. p.n.e.): grecki wędrowny pieśniarz i recytator, twórca najstarszych greckich poematów epickich, <tytul_dziela>Iliady</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Odysei</tytul_dziela>; <slowo_obce>Wergiliusz</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Publiusz Wergiliusz Maro</slowo_obce> (70--19 p.n.e.): rzymski poeta, autor <tytul_dziela>Eneidy</tytul_dziela>, uznawanej za narodowy epos rzymski; <slowo_obce>Torquato Tasso</slowo_obce> (1544--1595): włoski poeta renesansowy, autor sławnego eposu rycerskiego <tytul_dziela>Jerozolima wyzwolona</tytul_dziela>.</pe> i nazywam ją cudowną. Natura ulega w niej wyolbrzymieniu; prawda jest hipotetyczna. Jeżeli opowiadający dobrze zachował typ, który obrał; jeżeli wszystko, i w działaniu, i w odezwaniach, zgadza się z tym typem, wówczas uzyskał stopień doskonałości, jaki się da osiągnąć w tego rodzaju utworze: nie macie prawa żądać od niego więcej. Zapuszczając się w taki poemat, stawiacie nogę w nieznanej krainie, gdzie nic nie odbywa się tak, jak tam, gdzie wy mieszkacie, ale wszystko dzieje się w wielkich wymiarach, jak dokoła was w małych. Istnieje dalej powiastka ucieszna, na sposób La Fontaine'a, Vergiera, Ariosta, Hamiltona<pe><slowo_obce>La Fontaine, Vergier, Ariosto, Hamilton</slowo_obce> --- twórcy lekkich utworów literackich, pisanych dla rozrywki czytelników:
<slowo_obce>Jean de La Fontaine</slowo_obce> (1621--1695): francuski poeta klasycystyczny, znany głównie jako autor bajek zwierzęcych; <slowo_obce>Jacques Vergier</slowo_obce> (1655--1720): francuski poeta, autor pieśni, fraszek, bajek, parodii; <slowo_obce>Lodovico Ariosto</slowo_obce> (1474--1533): włoski poeta renesansowy, autor przygodowego eposu rycerskiego <tytul_dziela>Orland szalony</tytul_dziela>, a także satyr i komedii wierszem i prozą; <slowo_obce>Anthony (Antoine) Hamilton</slowo_obce> (ok. 1645--1719): francuskojęzyczny pisarz i poeta szkockiego pochodzenia, autor błyskotliwych, ironicznych  opowiastek, wierszy, piosenek i listów.</pe>, gdzie pisarz nie zakłada sobie ani naśladowania natury, ani prawdy, ani złudzenia; rzuca się w wytwory wyobraźni. Powiedzcie mu: ,,Bądź wesoły, pomysłowy, urozmaicony, oryginalny, nawet szalony, godzę się; ale porwij mnie szczegółami; niech wdzięk formy przesłania mi wciąż nieprawdopodobieństwo treści". Jeśli pisarz zdołał tego dokazać, uczynił wszystko. Jest wreszcie opowieść historyczna, taka jak nowele Scarrona, Cervantesa, Marmontela<pe><slowo_obce>Scarron, Cervantes, Marmontel</slowo_obce> --- twórcy współczesnego typu powieści: <slowo_obce>Paul Scarron</slowo_obce> (1610--1660): francuski poeta, dramaturg, pisarz, autor powieści łotrzykowskiej <tytul_dziela>Roman comique</tytul_dziela>; <slowo_obce>Miguel de Cervantes</slowo_obce> (1547--1616): hiszpański pisarz renesansowy, autor powieści <tytul_dziela>Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manczy</tytul_dziela>; <slowo_obce>Jean-François Marmontel</slowo_obce> (1723--1799): francuski pisarz, historyk, członek ruchu encyklopedystów, autor głośnej powieści filozoficznej <tytul_dziela>Belizariusz</tytul_dziela> (1767), której bohaterem jest bizantyjski wódz z VI w.</pe>...</akap>

<akap_dialog>--- Do czarta z historyczną powieścią i historycznym powieściopisarzem! To płascy i nudni łgarze...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak, o ile nie znają swego rzemiosła. Taki zamierza cię oszukać; rozgościł się w twoim domu, ma za cel najwierniejszą prawdę; chce, aby mu wierzono; chce zaciekawić, zająć, porwać, wzruszyć, przyprawić o dreszcz i wycisnąć łzy, których to rzeczy nie da się osiągnąć bez wymowy i poezji. Ale wymowa jest poniekąd kłamstwem, a nic przeciwniejszego złudzeniu prawdy niż poezja; i jedna, i druga przesadza, wydyma, potęguje, budzi nieufność. <begin id="b1719229882390-2521906656"/><motyw id="m1719229882390-2521906656">Sztuka, Natura, Prawda</motyw>Jakże się tedy<pe><slowo_obce>tedy</slowo_obce> (daw.) --- więc, zatem.</pe> weźmie taki pisarz do rzeczy, aby cię oszukać? Oto jak. Upstrzy swoje opowiadanie drobnymi okolicznościami tak związanymi z treścią, rysami tak prostymi, tak naturalnymi, a wszelako tak trudnymi do wymyślenia, iż będziesz musiał powiedzieć sobie w duchu: ,,Na honor, to musi być prawda; tego nie da się wymyślić". W ten sposób ocali przesadę wymowy i poezji; prawda natury pokryje ułudę sztuki; autor uczyni zadość dwóm na pozór sprzecznym warunkom: będzie równocześnie historykiem i poetą, prawdomównym i kłamcą.<end id="e1719229882390-2521906656"/></akap_dialog>

<akap><begin id="b1719229815623-1565896617"/><motyw id="m1719229815623-1565896617">Natura, Sztuka</motyw>Przykład zapożyczony z innej sztuki lepiej może uzmysłowi to, co chcę wyrazić. Malarz przedstawia na płótnie jakąś głowę. Wszystkie rysy są silne, wielkie i regularne; całość daje wrażenie rzadkiej doskonałości. Patrząc na tę twarz, odczuwam szacunek, podziw, grozę. Szukam dla niej w naturze wzoru i nie znajduję; wszystko w porównaniu jest słabe, drobne i liche; jest to głowa idealna, czuję to, mówię to sobie. Ale niech artysta ukaże mi na czole tej głowy lekką bliznę, brodawkę na skroni, nieznaczną zadziorkę na dolnej wardze; w jednej chwili z idealnej głowy staje się ona portretem; parę śladów ospy w okolicy oka lub nosa, a ta twarz kobieca nie jest już twarzą Wenery<pe><slowo_obce>Wenera</slowo_obce> a. <slowo_obce>Wenus</slowo_obce> (mit. rzym.) --- bogini miłości i piękna, odpowiednik greckiej Afrodyty.</pe>; to portret którejś ze znajomych dam. Powiem tedy naszym historycznym bajarzom: ,,Portrety wasze są piękne, zgoda; ale brakuje brodawki na skroni, zadziorki na wardze, śladów ospy w okolicy nosa, które by im dały piętno prawdy". Jak mawiał mój przyjaciel Caillot<pe><slowo_obce>Caillot, Joseph</slowo_obce> (1733--1816) --- utalentowany francuski aktor i śpiewak.</pe>: ,,Nieco pyłu na trzewikach i już oto nie wychodzę z garderoby, ale wracam ze wsi".<end id="e1719229815623-1565896617"/></akap>

<poezja_cyt><strofa><slowo_obce>Atque ita mentitur, sic veris falsa remiscet,</slowo_obce>/
<slowo_obce>Primo ne medium, medio ne discrepet imum.</slowo_obce><pe><slowo_obce>Atque ita mentitur, sic veris falsa remiscet...</slowo_obce> (łac.) --- tak zaś nam zmyśla, tak prawdę z fałszem zespolić potrafi,
że się początek ze środkiem, środek zaś z końcem wżdy
zgodzą (Horacy, <tytul_dziela>Sztuka poetycka</tytul_dziela>, tłum.  Marceli Motty).</pe></strofa></poezja_cyt>
<nota><akap>Horatius, <tytul_dziela>Ars poetica</tytul_dziela>, w. 151.</akap></nota>

<akap>A teraz, po odrobinie poetyki, nieco morału; to jest tak na miejscu! <begin id="b1719229971149-1209100392"/><motyw id="m1719229971149-1209100392">Bieda, Przyjaźń</motyw>Feliks był to nędzarz, który nie posiadał nic, Oliwier drugi nędzarz, który nie posiadał nic. Powiedzcie toż samo o węglarzu, węglarzowej i innych osobistościach tej powiastki i wyciągnijcie wniosek, iż zupełna i trwała przyjaźń może istnieć jedynie między osobami, które nie mają nic. Człowiek wówczas stanowi całe mienie swego przyjaciela, jak tamten znów jego.<end id="e1719229971149-1209100392"/> Stąd prawda doświadczenia, że nieszczęście zacieśnia węzły, i temat do jeszcze jednego akapitu w pierwszym wydaniu książki <tytul_dziela>O umyśle</tytul_dziela><pe><slowo_obce>O umyśle</slowo_obce> (fr. <slowo_obce>De l'esprit</slowo_obce>) --- główna książka francuskiego filozofa oświeceniowego Claude'a Adriena Helvétiusa (1715--1771), wyd. w 1758, potępiona jako ateistyczna i publicznie spalona w 1759.</pe>.</akap>

</opowiadanie></utwor>