<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/cos/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Andersen, Hans Christian</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Coś</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Niewiadomska, Cecylia</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Trzeciak, Weronika</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Baśń</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/cos</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://polona.pl/item/basnie,ODQ5MTQxNzk/4/#info:metadata</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Hans Christian Andersen, Baśnie, tłum. Cecylia Niewiadomska, wyd. Gebethner i Wolff, Warszawa 1931</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - tłumacz Cecylia Niewiadomska zm. 1925</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1996</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2009-07-22</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/cos.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0010-6</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/cos.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1095-2</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/cos.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2050-0</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/cos.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3006-6</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/cos.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4092-8</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
      <dc:relation.isPartOf xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/andersen-basnie</dc:relation.isPartOf>
  
  <category.legimi>Książki dla dzieci</category.legimi>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7476.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Snap the Whip, Winslow Homer, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7476/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>YPCK91</category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><opowiadanie> 

<abstrakt>
<akap>Baśń <tytul_dziela>Coś</tytul_dziela> opowiada o losach pięciu braci, spośród których każdy chciał czymś się zasłużyć.</akap>


 
<akap>Pierwszy został wyrobnikiem cegieł, drugi murarzem, trzeci architektem, czwarty twórcą, a piąty chciał zrozumieć cały świat. Kiedy bracia zmarli, czterech pierwszych pozostawiło po sobie ślady, dzięki którym zostali zapamiętani. Piąty z nich, krytyk i myśliciel, ku swojemu oburzeniu, stanął u wrót nieba w towarzystwie prostej staruszki, która, jego zdaniem, w życiu niczego nie dokonała...</akap>


 
<akap><tytul_dziela>Coś</tytul_dziela> to utwór, który przypomina o tym, jak ważne w życiu jest dzielenie się, pomoc, zwracanie uwagi na drugiego człowieka, a nie tylko podążanie za własnymi zachciankami.</akap>


 
<akap>Hans Christian Andersen to duński autor żyjący w latach 1805--1875, jeden z najpopularniejszych baśniopisarzy. Pisał również powieści, opowiadania, sztuki teatralne i wiersze, ale to baśnie należą do jego najbardziej znanych utworów. Nie chciał jednak, by kojarzono je z twórczością tylko dla dzieci --- kierował je do wszystkich, niezależnie od wieku.</akap>


 </abstrakt>
<autor_utworu>Hans Christian Andersen</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Coś</nazwa_utworu>





<akap_dialog><begin id="b1255426547417"/><motyw id="m1255426547417">Pozycja społeczna, Praca</motyw>--- Nie mam wielkich pretensji --- rzekł najstarszy z pięciu braci --- chcę być człowiekiem pożytecznym, chcę być <wyroznienie>czymś</wyroznienie>. Najskromniejsza nawet praca zasługuje na szacunek, bo coś ludziom przynosi. Ot, na przykład, zajmę się wyrobem cegły, prosta to rzecz, a potrzebna. I już nie będę niczym: choć cegiełki zostaną po mnie na świadectwo, że czasu nie marnowałem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To mi zajęcie! --- zaśmiał się brat drugi. --- Trudno naprawdę znaleźć coś prostszego --- zwyczajna praca wyrobnika, którą maszyna równie dobrze spełniać może. Co do mnie, inaczej myślę; chcę być <wyroznienie>czymś</wyroznienie> rzeczywiście i dlatego obieram rzemiosło murarza. To już zapewne co innego: na takim stanowisku nie zastąpi mnie martwe narzędzie. I przyszłość także piękna, bo na nią zasłużę, wznosząc ludziom trwałe i wygodne domy; zostanę z czasem obywatelem miasta, może jakim starszym w radzie albo w cechu, będę miał własną czeladź, dom, każdy się do mnie odezwie z szacunkiem: --- panie majstrze! To coś znaczy. Człowiek czuje, że jest przecie czymś na świecie.<end id="e1255426547417"/></akap_dialog>


<akap>Trzeci brat lekceważąco wzruszył ramionami.</akap>

<akap_dialog>--- I ty niewiele żądasz, mój kochany --- rzekł z uśmiechem. <begin id="b1255426633316"/><motyw id="m1255426633316">Pogarda</motyw>--- Cóż to jest murarz? Prosty rzemieślnik, nic więcej. Iluż to ludzi w mieście patrzeć będzie na ciebie z góry i uważać cię za coś niższego? Za nic prawie, ot za jakąś tam mrówkę z mrowiska.<end id="e1255426633316"/> Ja mam większe pragnienia, chcę czegoś lepszego, chcę się wznieść wyżej, zostać <wyroznienie>czymś</wyroznienie> naprawdę i dlatego postanowiłem obrać zawód budowniczego. To już jest praca wyższa, umysłowa, i nie każdy jest do niej zdolny. Daje też większe znaczenie temu, kto ją spełniać może. Prawda, że będę musiał przetrwać ciężki termin: włożyć bluzę i czapkę, usługiwać czeladnikom, którzy mi będą jako ,,chłopcu" rozkazywali --- ale to się przecie skończy. Wyobrażę sobie na czas pewien, że wszyscy odgrywamy komedię i basta! A potem pójdę sobie swoją drogą, wstąpię do akademii i otrzymam stopień architekta. To już coś znaczy, znaczy nawet bardzo wiele. Z czasem mogę zostać i wielmożnym panem... Wszyscy się do mnie zwracają o plany, powierzają roboty, a ja nimi kieruję, rysuję, buduję i tak dalej do końca życia. To nazywam być <wyroznienie>czymś</wyroznienie> na świecie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A ja to nazywam: być niczym --- rzekł czwarty. --- Cóż w twojej pracy jest twego własnego? Nauczono cię w szkole zasad, które potem stosujesz znowu podług przepisanych wskazówek, reguł i zwyczaju. Mnie by to nie wystarczało. Ja chcę sam z siebie tworzyć, czy rozumiesz? Stworzyć coś, czego dotąd nie ma jeszcze. Stworzyć nowy sposób budowania domów, nowe kształty, przepisy, ściśle zastosowane do klimatu i innych warunków miejscowych, do materiału, jaki mam pod ręką, do wzrastających wciąż wymagań ludzi. <begin id="b1358174429229-474826751"/><motyw id="m1358174429229-474826751">Szczęście</motyw>To będzie moje dzieło, będzie <wyroznienie>coś</wyroznienie> naprawdę, czego nie było dotąd. A ja będę twórcą!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Oby tylko szczęśliwym --- zauważył piąty brat z niedowierzaniem --- oby cię nie zawiodły nowe materiały i wymagania ludzi, które wzrastają co dzień i co dzień się zmieniają. Widzę, że wszyscy czterej łudzicie się i żaden z was nie będzie niczym. Ale róbcie, jak chcecie. Uprzedzam was tylko, że ja inną obrałem drogę. Takich, co śpieszą do pracy, jest wielu. Każdemu pilno zająć ręce albo umysł i już sobie wyobraża, że jest twórcą i o nic więcej nie dba, nic nie pragnie poznać, zgłębić, zrozumieć, ocenić. Otóż ja przede wszystkim chcę wszystko zrozumieć, poznać, ocenić, skrytykować, wskazać, co w tym jest szkodliwego i niewłaściwego. I myślę, że to właśnie jest najważniejsze na świecie i dlatego ja jeden <wyroznienie>czymś</wyroznienie> będę między wami.<end id="e1358174429229-474826751"/></akap_dialog>


<akap>Każdy z braci postąpił, jak sobie zamierzał, lecz piąty przede wszystkim zwracał na siebie uwagę. --- Mądra głowa! --- mówiono o nim. --- Temu coś przeznaczono i może zajść daleko. Szkoda tylko, że nic nie robi.</akap>


<akap>Ale właśnie z tego powodu uważano go za coś lepszego.</akap>


<akap>Historia to zwyczajna, dawna, jak świat stary i końca nie ma, póki świat istnieje.</akap>


<akap>Lecz posłuchajmy dalej. Wszak to bajka.</akap>


<akap><begin id="b1358174587906-3603923466"/><motyw id="m1358174587906-3603923466">Pieniądz</motyw>Brat najstarszy, który zajął się wyrobem cegły, zrozumiał w krótkim czasie, iż każda prostokątna, różowa cegiełka daje mu grosz zarobku. Mały, miedziany grosik. Ale z wielu groszy powstawał srebrny talar --- piękny, duży talar. Ten miał szczególną własność: kto nim zapukał do drzwi piekarza, rzeźnika, krawca --- wszystkie otwierały się przed nim gościnnie, wszędzie witały go twarze uprzejme, każdy spełniał z ochotą żądanie czy prośbę szczęśliwego posiadacza tego talizmanu. A źródłem tej pomyślności były skromne cegły. Niektóre wprawdzie kruszyły się czasem, ale i takie można było spożytkować.<end id="e1358174587906-3603923466"/></akap>


<akap><begin id="b1255426932808"/><motyw id="m1255426932808">Dom</motyw>Uboga wdowa Małgorzata chciała zbudować sobie chatkę na wysokiej tamie, zabezpieczającej wybrzeże od morza i jego niszczącej potęgi. Poczciwy ceglarz dopomógł jej w tym przedsięwzięciu i podarował wszystkie pokruszone cegły, a nawet wiele całych, gdyż miał dobre serce, choć prostym był człowiekiem. Biedna kobieta prawie własnymi rękami budowała swą chatkę, która też nie odznaczała się pięknością; mała, ciasna, niezgrabna, okna miała trochę krzywe, drzwi za niskie, dach lichy, słomiany, niezbyt mocny i niezbyt prosty, ale zawsze była to chata jej własna, jakie takie schronienie przed słotą i burzą, a widok z niej na morze był wspaniały. Słone fale rozbijały się z szumem o tamę, a kiedy wicher zawył i niósł na wybrzeże wielkie, spienione, ryczące bałwany, padały one czołem u stóp ubogiego domku, niby pokonane, a wściekłe olbrzymy, opryskując białą pianą jego ściany, a niekiedy przerzucając ją przez niską strzechę.</akap>


<akap><begin id="b1358174628430-1977393977"/><motyw id="m1358174628430-1977393977">Przemijanie</motyw>I długo, długo stał domek ubogi, patrząc z wysokiej grobli na morze rozległe, stał jeszcze wtedy, gdy kości człowieka, który nań cegłę wyrabiał, dawno pokryła ziemia.<end id="e1358174628430-1977393977"/><end id="e1255426932808"/></akap>


<akap>Brat drugi został murarzem i dobrze mu się wiodło, gdyż pracował i uczył się wytrwale. Zostawszy czeladnikiem, wziął mały tłumoczek na plecy i z piosenką na ustach wyruszył na zwykłą po świecie wędrówkę. Szedł i śpiewał o swoich zamiarach, pełen wiary w swe siły, pełen zapału młodości i najlepszej otuchy.</akap>


<akap><begin id="b1358174682599-3226917676"/><motyw id="m1358174682599-3226917676">Dom</motyw>Nie zawiodło go życie: został wreszcie majstrem i budował domy w rodzinnym miasteczku. Co to za przyjemność i zadowolenie! Budował je też starannie, uczciwie, z zamiłowaniem; budował tak dobrze, że wszyscy go używali i potrzebowali, że mu powierzano najlepsze roboty. Toteż po wielu latach z jego domów powstała nowa i piękna ulica, ozdoba miasta. A wówczas wszystkie owe kamienice złożyły się na własny domek pana majstra.</akap>

<akap_dialog>--- Jakże to mogły zrobić kamienice? --- zapytacie. --- Ha, zrobiły, --- wiedziano o tym w całym mieście. Ulica majstrowi zbudowała domek.</akap_dialog>


<akap>Nie był on zresztą wielki ani okazały, ot, taki sobie, skromny, z glinianą podłogą, ale wygodny, czysty. A gdy wprowadził młodą żonę do dużego, jasnym słońcem oświetlonego pokoju, zajaśniała gliniana podłoga jak lustro, zalśniły białe ściany, jakby wróżka szczęścia przybrała je w tęczowe wieńce z świeżych kwiatów, rozpromieniło się wszystko dokoła jak w zaklętym pałacu. Bo szczęście zamieszkało w sercach młodej pary i gościło w nich stale. A szacunek otaczał pana majstra; czeladnicy pozdrawiali go uprzejmie i spoglądali z dumą i uszanowaniem na cechową chorągiew, która powiewała ze szczytu jego domu.<end id="e1358174682599-3226917676"/></akap>


<akap>Tak, czuł brat drugi, że jest <wyroznienie>czymś</wyroznienie> na świecie. Ale że był człowiekiem, więc się zestarzał i umarł.</akap>


<akap>Trzeci brat, jak powiedział, obrał zawód budowniczego. Wprawdzie i on musiał przebyć ciężki termin, ale po ukończeniu akademii został od razu panem budowniczym, wielmożnym panem. Bardzo był dumny z tego i zadowolony. Brat jego w rodzinnym mieście wybudował całą ulicę, ale on dał jej nazwę od swego imienia, bo jego dziełem były wszystkie plany tych pięknych, nowych domów i współobywatele chcieli uczcić jego zasługę. Łatwo się też domyślić, że dom najpiękniejszy na tej ulicy był jego własnością, że dzieci jego nazywano paniętami, a żonę --- wielmożną panią. Więc zdobył coś na świecie i coś znaczył --- imię jego na wieczne czasy zostało wypisane na rogu ulicy i do dziś dnia żyje w ustach mieszkańców miasta. Żyje dłużej od niego i żyć będzie, Bóg wie jak długo. Toteż powiedział sobie, umierając: --- Byłem <wyroznienie>czymś</wyroznienie> na tym świecie!</akap>


<akap>A czwarty brat, ów twórca? Ten miał zajść najwyżej, ale na wysokościach łatwo o nieszczęście --- niestety, wkrótce się o tym przekonał i zmarł przedwcześnie. Wyprawiono mu jednak wspaniały pogrzeb z chorągwiami, z muzyką i kwiatami, wypowiedziano aż trzy długie mowy nad jego grobem, w których wychwalano talent i wielkie zamiary zmarłego i postawiono mu na grobie pomnik. Zawsze i to coś znaczy.</akap>


<akap><begin id="b1358174760816-1317833557"/><motyw id="m1358174760816-1317833557">Mądrość</motyw>Piąty brat przeżył wszystkich. I słusznie, bo on przecież miał sądzić o nich, jak sądził wszystko na tym świecie i wypowiadał zawsze wyrok ostateczny. Ludzie podziwiali jego rozum i krytykę i mówili o nim:</akap>

<akap_dialog>--- To otwarta głowa!</akap_dialog>


<akap>Lecz i on umarł w końcu --- nie mogło być inaczej --- i stanął u drzwi raju, do którego dusze ludzkie zbliżają się w porządku, parami. <begin id="b1358174834049-3932798959"/><motyw id="m1358174834049-3932798959">Pogarda</motyw>Obok niego stanęła jakaś pokorna duszyczka i nieśmiało, a z tęsknotą spoglądała na wspaniałe, złociste wrota.</akap>

<akap_dialog>--- Postawiono ją przy mnie, widać dla kontrastu --- szepnął do siebie krytyk --- i to mi się należy: cała wartość moja lepiej się uwydatnia obok takiej lichoty. --- Któż to jesteście, moja kobiecino? --- zwrócił się do sąsiadki. --- Widzę, że bardzo wam spieszno do raju? Ale poczekać trzeba.<end id="e1358174760816-1317833557"/></akap_dialog>


<akap>Duszyczka skłoniła się przed nim do ziemi myśląc, że to sam święty Piotr do niej przemawia.</akap>

<akap_dialog>--- Ja jestem stara Małgorzata z grobli, jaśnie wielmożny panie --- odrzekła z pokorą. --- Z małej chatki na grobli.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Aha. I cóżeś robiła na ziemi, stara Małgorzato z chatki na grobli? --- rzekł krytyk, którego już nudziło długie oczekiwanie.</akap_dialog>


<akap>Staruszka popatrzyła nań z wielką pokorą.</akap>

<akap_dialog><begin id="b1358174923477-353751476"/><motyw id="m1358174923477-353751476">Pokora</motyw>--- Nic takiego nie zrobiłam --- rzekła smutnie --- za co bym się mogła spodziewać, że przede mną te drzwi otworzą, ale Bóg miłosierny, może łaska Jego nie odepchnie ubogiej. Na to tylko liczę.<end id="e1358174834049-3932798959"/></akap_dialog>

<akap_dialog>--- A w jakiż sposób rozstałaś się z ziemią, moja kobieto? --- pytał znów brat piąty, który lubił rzecz każdą zbadać aż do gruntu.</akap_dialog>

<akap_dialog><begin id="b1358175010982-2096825418"/><motyw id="m1358175010982-2096825418">Choroba</motyw>--- Czy ja wiem, w jaki sposób się rozstałam --- odpowiedziała stara po namyśle. --- W ostatnich czasach chora byłam ciągle... a nędza, jaśnie panie? To wszystko człowieka dobija. Ciężko mi było już podnieść się z łóżka i kiedy przyszło nagle wybiec na chłodne powietrze, na śnieg i mróz, musiałam się pewno zaziębić, choć sama nie wiem, kiedy, bo nie miałam czasu pomyśleć o tym wszystkim. Tyle trwogi użyłam w ostatniej godzinie --- ale Bóg łaskaw, łaskaw, wszyscy się uratowali!</akap_dialog>

<akap_dialog><end id="e1358175010982-2096825418"/>--- Kto? Cóż to było za zdarzenie?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na morzu, jaśnie panie. Myślałam, że pan o tym słyszał. Wiadomo, że mieliśmy ostrą zimę tego roku, morze u brzegu zamarzło wybornie i państwo z miasta umyślili sobie urządzić na lodzie zabawę. Mówiono, że ma być ślizgawka i tańce, z daleka słychać było muzykę i wrzawę, słyszałam je w mojej ubogiej izdebce, chociaż nie miałam siły podnieść się z posłania, aby popatrzyć na nich. Na koniec słońce zaszło, ukazał się księżyc, ale blady, bez blasku. Wyjrzałam przez okno: na lodzie zapalono kolorowe światła, migały cienie, słyszałam śmiech ludzki. Wtem spojrzałam na niebo... Daleko, daleko, gdzie się brzeg nieba na wodzie opiera, płynął biały obłoczek z czarną pośrodku plamą. Nie zaraz uwierzyłam swoim oczom, jaśnie panie, choć stara jestem i nie darmo przecież od lat tylu patrzałam na niebo i morze, ale obłoczek płynął, coraz większy, a czarna plama... Znam ją! Zrozumiałam wszystko! Dwa razy w życiu widziałam ją przecież i wiem, co niesie --- burzę i rozbicie, śmierć dla tych, co się tam bawią wesoło.</akap_dialog>


<akap>A na lodzie całe miasto: starzy, młodzi, dzieci, panie i panowie, śmieją się, tańczą, słuchają muzyki, nie wiedzą, co ich czeka. Jak ich ostrzec? Tam nic nie widać --- zresztą zajęci zabawą, nie myślą o nieszczęściu. Gdybym silna była, gdybym mogła tam pobiec... Lecz nogi ciężkie, jak gdyby z ołowiu, ręce mi się trzęsą... Otwieram okno z największym wysiłkiem, chcę krzyczeć --- ale wrzawa mnie zagłusza, słyszę śpiew, krzyki radości, wesela, świst chorągiewek, widzę migotanie świateł --- a biały obłok płynie coraz większy i czarna plama... Już zajął pół nieba.</akap>


<akap>Krzyknęłam z całej mocy --- nikt nie słyszy --- za daleko! Co począć? Czyż mam patrzeć na ich zgubę? Boże, mój Boże! Każda chwila droga, każda chwila im grozi!</akap>


<akap><begin id="b1358175087366-1052701351"/><motyw id="m1358175087366-1052701351">Poświęcenie, Ogień, Pożar, Niebezpieczeństwo, Śmierć bohaterska</motyw>Wtem Bóg miłosierny zesłał mi myśl szczęśliwą: podpalę chatę, niech im znakiem będzie i głosem przestrogi. Cóż znaczy nędzna chata wobec życia tylu ludzi?<end id="e1358174923477-353751476"/></akap>


<akap>Nie miałam zresztą czasu do namysłu. Rzuciłam spiesznie ogień na posłanie i chciałam wyjść z izdebki. Za progiem jednak upadłam na ziemię i już nie mogłam powstać. Niby przez sen widziałam ogniste języki, wybiegające z okien, skaczące po dachu, we drzwiach nade mną. Aż nagle znad morza krzyk się rozległ potężny, wszyscy w mgnieniu oka porzucili zabawę, by śpieszyć na pomoc biednej staruszce, która się spalić mogła. Dobrzy, poczciwi ludzie. Bóg ich ocalił za to, bo kiedy w jednej chwili zaszumiało morze, lód skruszony pękł z trzaskiem, podobnym do strzałów, niebo i ziemia zmieszały się razem w ciemność i burzę --- nikogo już nie było tam na wodzie. I nikt nie zginął --- wszyscy ocaleli. --- Bóg ich ocalił. Dobrzy, poczciwi ludzie!<end id="e1358175087366-1052701351"/></akap>


<akap>Ale już potem nie wiem, co się stało; pewno mnie ratowali, a ja się tymczasem obudziłam już tutaj, przed wrotami raju. Mówią, że czasem i dla biednych ludzi Bóg je otwiera, może się zmiłuje nade mną. Bo gdzieżbym się schroniła? Nawet chatki na grobli już tam na ziemi nie mam.</akap>


<akap><begin id="b1255427516604"/><motyw id="m1255427516604">Zaświaty</motyw>W tej samej chwili zgrzytnął w zamku klucz niebieski, szeroko otworzyły się wrota złociste, a święty Piotr i aniołowie wprowadzili staruszkę do raju. Gdy próg przestępowała, z ubogiej odzieży spadła na ziemię jedna mała słomka... słomka z pościeli, którą podpaliła, aby bliźnim życie ocalić. I oto patrzcie: złociste ździebełko wyrasta w górę, okrywa się liściem i kwiatem szczerozłotym, a żyjącym, świeżym i rośnie, rośnie...</akap>

<akap_dialog>--- To skarby, które z ziemi przyniosła staruszka --- rzeki anioł, zwracając się do piątego brata i ukazując krzak róży złocistej --- to jej czyny, zasługi. Gdzież są twoje?<end id="e1255427516604"/> Nic nie zrobiłeś przez całe życie dla nikogo, ani jednej cegiełki. Jakże możesz żądać nagrody? Wiem, że chociaż byś wrócił na świat i pracował, niewiele by twoja praca warta była, ale przy dobrych chęciach można by ją za coś policzyć --- wrócić jednak nie możesz...</akap_dialog>


<akap>Staruszka z chatki na tamie słuchała, stojąc na progu raju, a teraz odezwała się z prośbą nieśmiałą:</akap> 

<akap_dialog><begin id="b1358176046791-1095583019"/><motyw id="m1358176046791-1095583019">Przemiana, Wdzięczność, Korzyść</motyw><begin id="b1358176152079-3059225762"/><motyw id="m1358176152079-3059225762">Brat</motyw>--- Święty panie aniele, brat tego człowieka podarował mi wszystkie pokruszone cegły, a nawet wiele całych, gdyż miał bardzo dobre serce. Było to dla mnie wielkim dobrodziejstwem, bo z czego bym wystawiła sobie chatkę? Czyżby nie można dziś tych wszystkich cegieł policzyć choć za jedną na dobro tej duszy? Wszakże tutaj jest źródło wszelkich łask i miłosierdzia, a oto dusza, która tego potrzebuje.</akap_dialog>


<akap>Anioł łagodnie spojrzał na staruszkę.</akap>

<akap_dialog>--- Dobrze --- rzekł po namyśle --- twojej prośbie Pan Bóg dzisiaj nie odmówi, to pierwsza prośba twoja, niechże więc tak będzie. Dla dobrego uczynku brata twego, którego uważałeś za najlichszego tu na ziemi i na prośbę tej oto ubogiej kobiety Pan Bóg cię od wrót raju nie odrzuci.<end id="e1358176152079-3059225762"/> Możesz pozostać tutaj i rozmyślać, jakby naprawić swoje ziemskie życie. Dalej jednak pójść nie możesz, dopóki nie spełnisz czegoś, co by dobrym czynem życia twego nazwać.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mógłbym to lepiej wyrazić --- pomyślał sobie krytyk, ale nic nie powiedział, a to jego milczenie już <wyroznienie>coś</wyroznienie> znaczyło na drodze poprawy.<end id="e1358176046791-1095583019"/></akap_dialog>


</opowiadanie></utwor>