<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#"><rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/buchner-z-rozmyslan-polaka/">
    <dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Buchner, Władysław</dc:creator>
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-07-10</dc:date>
    <dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2010</dc:date.pd>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl) na podstawie tekstu dostępnego w serwisie Wikiźródła (http://pl.wikisource.org). Redakcję techniczną wykonała Paulina Choromańska, natomiast korektę utworu ze źródłem wikiskrybowie w ramach projektu Wikiźródła.</dc:description>
    <dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
    <dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/z-rozmyslan-polaka</dc:identifier.url>
    <dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
    <dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
    <dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Władysław Buchner zm. 1939</dc:rights>
    <dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Władysław Buchner, Z rozmyślań Polaka, Gebethner i Wolf, Warszawa 1926.</dc:source>
    <dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://pl.wikisource.org/wiki/Z_rozmy%C5%9Bla%C5%84_Polaka</dc:source.URL>
    <dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Felieton</dc:subject.genre>
    <dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
    <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Z rozmyślań Polaka</dc:title>
    <dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<developmentStage>0.3</developmentStage><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/3523.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Blue &amp;amp; White [285/365], DaveOnFlickr@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/3523</dc:relation.coverImage.source>

</rdf:Description></rdf:RDF><opowiadanie>

<autor_utworu>Władysław Buchner</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Z rozmyślań Polaka</nazwa_utworu>




<naglowek_rozdzial>Przedmowa</naglowek_rozdzial>


<nota><akap>Gorąca chęć zwalczania przywar naszego społeczeństwa podyktowała mi niniejsze rozmyślania. Byłbym szczęśliwy, gdyby przyczyniły się one choć w najdrobniejszej mierze do usunięcia niektórych naszych wad. </akap>





<akap>AUTOR</akap></nota>




<naglowek_rozdzial>1. Praca</naglowek_rozdzial>

<akap>Stanąłem przy wyrobniku, który na taczkach wywoził piasek z rzeki. </akap>

<akap_dialog>--- Co? Ciężko? --- powiedziałem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wytrzymać można! Człowiek przez osiem godzin tyle piasku wywiezie, ile się da, a potem już tylko odpoczywa. Ale wczoraj pisałem list do córki, która jest w Ameryce, tylko jedną kartkę, a mówię panu, spociłem się, aż woda ze mnie kapała. A pan czem się zajma? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Piszę artykuły do druku. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To ciężko --- rzekł. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wytrzymać można. Człowiek przez osiem godzin tyle myśli i napisze, ile się da, a potem już tylko odpoczywa. Ale wczoraj spakowałem i zniosłem z drugiego piętra dużą walizę i mówię wam, spociłem się, aż woda ze mnie kapała. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>2. Serce </naglowek_rozdzial>

<akap_dialog>--- Powiadam panu, że gdy się jest fabrykantem i ma się pod zarządem kilkuset ludzi, to uczucia serca są wielce szkodliwe. W tym wypadku powinien działać tylko rozum. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niechże pan tego nie mówi. Jako czynnik bezpośredni są uczucia serca w takich razach nie wskazane, ale jako <wyroznienie>domieszka</wyroznienie> mogą panu jedynie ułatwić stosunek z pracownikami. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jako co? Nie rozumiem? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jako domieszka, czyli jako <wyroznienie>serdeczny</wyroznienie> rozum, lub rozumne <wyroznienie>serce</wyroznienie>. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>3. Zły rachunek </naglowek_rozdzial>



<akap><wyroznienie>Giełda</wyroznienie> zrodziła <wyroznienie>Pożądliwość</wyroznienie>; <wyroznienie>Pożądliwość</wyroznienie> zrodziła <wyroznienie>Paskarstwo</wyroznienie>: <wyroznienie>Paskarstwo</wyroznienie> zrodziło <wyroznienie>Głód</wyroznienie>; <wyroznienie>Głód</wyroznienie> zrodził <wyroznienie>Bezrobocie</wyroznienie>; <wyroznienie>Bezrobocie</wyroznienie> zrodziło <wyroznienie>Anarchję</wyroznienie>; <wyroznienie>Anarchja</wyroznienie> zrodziła <wyroznienie>Ogólny Upadek Kraju</wyroznienie>; <wyroznienie>Ogólny Upadek Kraju</wyroznienie> powalił <wyroznienie>Giełdę</wyroznienie> i wszystko, co wokoło niej. </akap>

<akap>Że też <wyroznienie>Giełda</wyroznienie>, której działanie polega wyłącznie na rachubie, nie obliczyła z góry takiego ostatecznego rezultatu? </akap>

<naglowek_rozdzial>4. Głupie zwierzęta </naglowek_rozdzial>

<akap>Agitatorowi wiecowemu znudziła się agitacja wśród ludzi, więc poszedł do zwierząt. </akap>

<akap_dialog>--- Słuchajcie, bobry --- rzekł. --- Nie bądźcie głupie. Jaknajmniejszy wysiłek, a jaknajwiększy lon. Słuchajcie, co wam powiem. </akap_dialog>

<akap>A bobry na to: </akap>

<akap_dialog>--- Odejdź! Nie mamy czasu! Budujemy tamę, ażeby woda nas nie zalała. </akap_dialog>

<akap>Agitator zwrócił się do pszczół: </akap>

<akap_dialog>--- Hej, wy, pszczoły! Woszczarki i miodziarki. Zejdźcie się na wiec. Czy wyście powarjowały, że tak bez przerwy pracujecie? Chodźcie-no, ja wam coś powiem o umowach zbiorowych. </akap_dialog>

<akap>A pszczoły na to: </akap>

<akap_dialog>--- Odejdź! Nie mamy czasu. Tworzymy wosk, ażeby wyrobić nowe plastry. </akap_dialog>

<akap>Agitator udał się do wiewiórek: </akap>

<akap_dialog>--- Wiewióreczki! Przestańcie krzątać się po gałęziach. Dalej, do mnie! Kto to widział, ażeby orać i orać bezustanku? Ja wam objaśnię, co praca, co kapitał. </akap_dialog>

<akap>A wiewiórki na to: </akap>

<akap_dialog>--- Odejdź! Nie mamy czasu! Musimy zbierać orzechy na zimę, inaczej pomrzemy z głodu. </akap_dialog>

<akap>Agitator machnął ręką, uśmiechnął się pogardliwie i rzekł: </akap>

<akap_dialog>--- Głupie zwierzęta. Nie rozumieją prądów nowoczesnych. Wracam do ludzi. Ci potrafią ocenić moje ideje. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>5. Chcesz? </naglowek_rozdzial>

<akap_dialog>--- Proszę ojca --- rzekł chłopczyk. --- Ja chciałbym być drzewem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dlaczego? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Drzewo nie potrzebuje pracować, a jest duże i mocne. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, kochanku. Drzewo ciężko pracuje. W dzień ciągnie z trudem soki z ziemi, w nocy oczyszcza powietrze. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To chciałbym być rzeką. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dlaczego? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Rzeka jest głęboka, długa i szeroka i nic się nie męczy. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, kochanku. Rzeka się męczy. Dołem pcha piachy i szlifuje kamienie, górą dźwiga statki parowe, żaglowe, tratwy i czółna. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- W takim razie czem ja musiałbym być, ażeby tylko leżeć i nic nie robić? </akap_dialog>

<akap>Ojciec nie odrzekł ani słowa. Zaprowadził syna do karczmy, gdzie w kącie legł obdarty, bosonogi pijak. </akap>

<akap_dialog>--- Tym wyrodkiem społeczeństwa musiałbyś być. Chcesz? </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>6. Majówka </naglowek_rozdzial>

<akap_dialog>--- Jak pan mógł, panie dyrektorze, pozwolić, ażeby w ubiegły czwartek przerwano od południa pracę w fabryce, po to tylko, by wszyscy pracownicy mogli udać się z rodzinami na poobiednią zamiejską majówkę? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Panie szefie --- odparł dyrektor --- starałem się wykorzystać dla robotników wyjątkowo pogodny dzień wobec ciągłych deszczów. A zresztą ta poobiednia majówka była przychylnie omawiana w końcu zeszłego, czy na początku bieżącego roku, pomiędzy panem szefem a mną. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To niemożliwe. Szczególniej jeżeli ma pan na myśli styczeń. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dlaczego? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bo przecież wie pan doskonale, że od pierwszego stycznia aż do końca marca bawiłem z rodziną na Rivierze. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>7. Na tamtym świecie </naglowek_rozdzial>

<akap>Nie wiem, czy znanem to jest, iż każdy zmarły, zanim dusza jego dostanie się na tamten świat, musi przejść przez tak zwany zaziemski gabinet badań. </akap>

<akap>W tym to gabinecie znaleźli się niedawno jednocześnie: Francuz, Włoch, Anglik i Polak. </akap>

<akap>Duch, badający zmarłych, zapytał Francuza: </akap>

<akap_dialog>--- Skąd ty masz tak niepomiernie duże serce? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kochałem okrutnie Ojczyznę --- odparł Francuz. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dobrze --- rzekł Duch. --- A skąd u ciebie chrypka? --- zwrócił się do Włocha. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Weseliłem się bez przerwy i śpiewałem bezustanku --- odrzekł Włoch. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dobrze --- rzekł Duch. --- A ty skąd masz takie ogromne ręce? --- zapytał Anglika. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ciągnąłem liny okrętowe, dźwigałem paki, a w wolnych chwilach boksowałem się. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dobrze --- rzekł Duch. --- A ty skąd masz taką spuchniętą głowę? --- zapytał Polaka. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Myślałem przez całe swe życie nad pewną niezmiernie ważną kwestją --- odrzekł Polak. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy może rozwiązywałeś zagadnienia wszechbytu? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To może pracowałeś nad sprawami technicznemi? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc od czegóż ci głowa tak spuchła? --- krzyknął zniecierpliwiony Duch. </akap_dialog>

<akap>A Polak odparł. </akap>

<akap_dialog>--- Od ustawicznego myślenia nad tem, w jaki sposób możnaby otrzymywać jaknajwiększą zapłatę, przy jaknajmniejszym wysiłku. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>8. Cudowny lek </naglowek_rozdzial>

<akap>Pewien Polak modlił się w kościele, błagając Pana Boga o jaki lek na szerzącą się w Polsce nędzę. </akap>

<akap>Prosił tak gorąco, iż zlitowało się serce Boskie i rzekł Pan: </akap>

<akap_dialog>--- Bacz pilnie na ołtarz! Wypiszę tam dla Polaków cudowny środek leczniczy. Gdy go zastosujecie, w lot uczynicie Polskę potężną i bogatą. </akap_dialog>

<akap>Modlący się zwrócił rozradowany wzrok na ołtarz Pański i ujrzał po chwili na tle figury Boskiej, wypisane złocistemi literami jedno zbawcze słowo: <wyroznienie>Praca. </wyroznienie></akap>

<naglowek_rozdzial>9. Różnica </naglowek_rozdzial>

<akap_dialog>--- Czy nie mógłbyś --- odezwał się robotnik do genjalnego inżyniera-konstruktora, pracować tak, jak ja: w znoju i w trudzie, w pocie, w ogniu i w zaduchu, zamiast przebywać w dużej, jasnej sali, kreśląc rysunki na papierku? </akap_dialog>

<akap>Genjalny inżynier nie odpowiedział na razie nic, wyprowadził tylko robotnika po za miasto i rzekł: </akap>

<akap_dialog>--- Spójrz na tę czarną, twardą rolę orną, jak w ciężkim znoju i trudzie mozolnie pracuje, ażeby wydać płód jadalny i spójrz na te chmury w przestworzu, jak lekko płyną i swobodnie. Gdyby chmura nie dała ziemi dżdżu, ziemia uschłaby i przestałaby rodzić. Otóż zrozum, przyjacielu: rola orna nie może być chmurą, ani chmura ziemią. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>10. Kamień </naglowek_rozdzial>

<akap>Wązką drogą polną, obok rowu, szła gromada ludzi. Na środku drogi leżał olbrzymich rozmiarów kamień i aby iść dróżką, trzeba go było ominąć. Czyniąc to, ludzie tratowali rosnące w polu zboże. </akap>

<akap_dialog>--- Czemuż nie chwycicie w kilku, lub w kilkunastu za kamień i nie zepchniecie go do rowu? --- zapytał ktoś. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co też pan bajdurzy po próżnicy, --- odpowiedziano. --- Leżało se to kamienisko dziesiątki lat, niech se ta leży i nadal. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ależ, ludzie kochani. Przecież obchodząc ten głaz i tratując zboże, czynicie szkodę! </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Alboż to zboże nasze? --- odparli i poszli dalej. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>11. Dwa razy dwa </naglowek_rozdzial>

<akap_dialog>--- Dwa razy dwa, to cztery --- wykładał nauczyciel w szkole. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, proszę pana --- odezwał się mały Stasiek. --- Tatuś wrócił wczoraj z wiecu i powiedział nam, że jeden poseł komunista nauczał, iż dwa razy dwa właściciela fabryki, to dziewięć, a dwa razy dwa robociarza, to trzy. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>12. Walka </naglowek_rozdzial>

<akap>I jął Kapitał dusić robotnika tak nieznośnie, iż ten, nie mogąc dać sobie rady, udał się do najuczeńszej Głowy i rzekł: </akap>

<akap_dialog>--- Co mam uczynić, ażeby walczyć skutecznie z Kapitałem? </akap_dialog>

<akap>Najuczeńsza Głowa zapytała: </akap>

<akap_dialog>--- A coś uczynił dotąd? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Strajkowałem. Kapitał przetrzymał. Spaliłem fabryki, Kapitał je odbudował, zabrałem fabryki na własność, poczem zbankrutowałem i musiałem oddać fabryki Kapitałowi. </akap_dialog>

<akap>Najuczeńsza Głowa pomyślała przez chwilę i rzekła: </akap>

<akap_dialog>--- A czy próbowałeś usilną, świadomą celu, a wydajną <wyroznienie>Pracą</wyroznienie>, stać się, co do potęgi, równoważnym Kapitałowi? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jeszcze nie --- odparł robotnik. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To spróbuj --- rzekła najuczeńsza Głowa. --- Kapitał skapituluje przed tobą. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>13. Powód </naglowek_rozdzial>

<akap>Znajomy mój pracuje od lat kilku nad ulepszoną lampą łukową, wciąż bez skutku. Stracił już cały majątek swój, żony i krewnych. </akap>

<akap>Zapytałem go kiedyś: </akap>

<akap_dialog>--- Czy pan posiada odpowiednie przygotowanie naukowe, ażeby sprostać swojemu zadaniu? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przygotowanie naukowe? Nie, panie, nie posiadam. Dla wynalazcy nauka jest zbyteczna. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A czy właśnie brak jej nie jest powodem pańskich niepowodzeń? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- W żadnym wypadku --- odparł. --- Zresztą powód rzeczywisty znany mi. Odnalazłem go w starym kalendarzu. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A jakiż to? </akap_dialog>

<akap>Wyobraź pan sobie, pierwsze próby mojego wynalazku rozpocząłem pod datą trzynastego i to w dodatku w piątek. </akap>

<naglowek_rozdzial>14. Tańce </naglowek_rozdzial>

<akap>Spójrz-no pan do gazety --- rzekł bogaty właściciel wielu fabryk do swego zaufanego. --- Co ten Ford wyrabia? Urządza lekcje tańców dla swoich robotników. Wyobrażam sobie, jakby nasi polscy robotnicy huknęli na nas, gdybyśmy im zaproponowali coś podobnego. </akap>

<akap_dialog>--- Nie wiem? </akap_dialog>

<akap>Jakto? pan sądzi, że nasi robotnicy zgodziliby się na komplety taneczne? </akap>

<akap_dialog>--- To zależy. Niechno pan sprobuje wypłacać im takie tygodniówki i tej wysokości dywidendy, jakie swoim robotnikom płaci Ford, a zobaczy pan, czy i im się nie zechce wesoło w tańcu poskakać. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>15. Tłum </naglowek_rozdzial>

<akap>Gromada ludzi ścigała biednego obłąkańca. Niektórzy szydzili zeń, inni go drażnili, a większość rzucała weń kamyczkami. </akap>

<akap>Wśród dokuczającego tłumu zauważyłem dobrego mego znajomego. </akap>

<akap_dialog>--- Człowieku! --- zawołałem. --- Co czynisz? Czy ty się nie wstydzisz? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gdybym był sam, tobym się wstydził, ale popatrz, jaka nas tu chmara i na ilu się ludzi te trochę wstydu rozkłada? </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>16. Złość ludzka </naglowek_rozdzial>

<akap_dialog>--- Dlaczego pan nie każe usunąć ze swoich zabudowań fabrycznych tej masy gruzu, tych pajęczyn i dlaczego pan nie przeciwdziała wilgoci? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Po co? Tak było za mojego dziadka, tak było za ojca, niech będzie i teraz. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dlaczego pan nie zmienił swych przestarzałych maszyn roboczych na nowe, nie wprowadził pędu mechanicznego, nie rozszerzył okien, nie urządził wentylacji? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Po co? Tak było za mojego dziadka, tak za ojca, niech będzie i teraz. </akap_dialog>

<akap>W dwa lata potem. </akap>

<akap_dialog>--- Dlaczego pan zbankrutował? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przez złość ludzką! Obok mojej fabryki otworzono drugą, tej samej branży, tylko urządzoną zupełnie nowocześnie i dobito mnie. Niecna złość ludzka, nic więcej! </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>17. Oświata </naglowek_rozdzial>

<akap>W znajomej mi księgarni spostrzegłem włościanina, który zdawał się być zakłopotany. </akap>

<akap>Uradowany widokiem kmiotka w oficynie oświaty i kultury, zapytałem: </akap>

<akap_dialog>--- A może wam w czem dopomódz, gospodarzu? Ja tu, choć obcy, ale jak swój. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ano to widać Pan Bóg mi pana zesłał --- odparł chłop. --- Kręcę się ta od godziny po tej zatraconej ulicy i aż do tego sklepu zalazłem. Bo to niby potrza mi ze trzy butelczyny spirytusu i ze dwie alembiku i nikaj nie mogę znaleźć magazynu z tem zacnem towarem. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>18. Zły przykład </naglowek_rozdzial>

<akap>Około pomnika Kopernika w Warszawie przechodziło dwóch posłów Sejmowych z ugrupowań radykalnych. </akap>

<akap_dialog>--- Kto to? --- zapytał jeden. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kopernik, polski astronom i uczony. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A co on za kulę w ręku trzyma? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wszechświat. Od setki lat dnie i noce rozmyśla nad tem zagadnieniem. </akap_dialog>

<akap>Na te słowa pierwszy pan poseł zatrzymał się nagle. </akap>

<akap_dialog>--- Wniosę bezwłocznie nagłą interpelację do rządu, ażeby za pomocą urządzenia mechanicznego, kula, którą ten astronom ma w dłoni, wypadała mu automatycznie z rąk po ośmiogodzinnem dniu pracy. Bo pomyśl, kolego, tylko: Polak, który pracuje bezustannie i to na publicznym widoku, co to za szkodliwy i zaraźliwy przykład dla całego społeczeństwa. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>19. Niezameldowana </naglowek_rozdzial>

<akap>Potrzebny mi był pewien adres warszawski. Udałem się do biura adresowego w Ratuszu, nabyłem właściwy blankiet, wypisałem co potrzeba i podałem panience pod literą P. </akap>

<akap>Szukała mojego adresu bardzo skrupulatnie, przewracała dużo kartek tam i z powrotem, aż podeszła nareszcie do okienka i rzekła: </akap>

<akap_dialog>--- Adresu, żądanego przez pana, u nas niema. Pani, nazwiskiem <wyroznienie>Praca</wyroznienie>, w Warszawie niezameldowana i najprawdopodobniej nigdy tu nie mieszkała i nie mieszka. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>20. Komuniści </naglowek_rozdzial>

<akap>Jakiś przechodzień, zoczywszy dużą szybę w pewnym sklepie, stłukł ją kamieniem. Właściciel sklepu wybiegł na ulicę i zaryczał ze złością do przechodnia: </akap>

<akap_dialog>--- Czemużeś mi to uczynił? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bo jestem komunistą i uważam, że szklarz też żyć musi. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A czy ja mógłbym zostać komunistą? --- zapytał przechodnia właściciel sklepu. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Choćby zaraz --- odparł tamten. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dziękuję --- odparł właściciel sklepu i ile sił zaczął tłuc przechodnia, któremu gęba spuchła, jak bania. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czemużeś mi to uczynił? --- zaryczał bity. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bo jestem komunistą i uważam, że felczer też żyć musi. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>21. W biurze </naglowek_rozdzial>

<akap>Istniało pewne biuro rządowe, a w niem około stu pracowników. Nie działo się im zbyt dobrze, ale też i niezupełnie źle, często bowiem słyszało się w biurze śmiech i wesele. </akap>

<akap>Nagle pewnego dnia, jak nożem uciął. W biurze zapanowała atmosfera posępna. Śmiech i radość ulotniły się. </akap>

<akap_dialog>--- Co się tutaj stało? --- zapytałem jednego z urzędników, widząc skwaszone miny wokoło. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nowa lokatorka zainstalowała się u nas --- odpowiedział i zatruła nam całą atmosferę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A któż to taki i jak się nazywa? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To osoba bardzo bliska naczelnika i jego dwóch pomocników. Nazywa się <wyroznienie>Protekcja</wyroznienie>. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>22. Organizacja</naglowek_rozdzial>

<akap>Mieszkam przy szosie, niedaleko miasta powiatowego i zauważyłem od dni kilku, iż jednostki ze wsi Niedbałowice, położonej w odległości 32 kilometrów od powiatu, bądź pieszo, bądź furmankami, mijają pojedynczo bezustannie moje domostwo. </akap>

<akap_dialog>--- A dokąd wy to tak jedziecie, gospodarzu? --- zapytałem jednego z mieszkańców Niedbałowic. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Do kasy powiatowej z podatkiem. Cała wieś otrzymała nakazy płatnicze i tera wszyscy jadą płacić. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Hm... A czy nie byłoby lepiej, żebyśta się byli we wsi zwołali, oddali zaufanemu wezwania płatnicze i pieniądze i żeby on załatwił wpłatę odrazu za wieś całą? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co też pan za rzeczy gada? A komu by się ta chciało chodzić we wsi od chaty do chaty i zwoływać naród na zebranie? Czy nie lepiej, że każdy sam osobliwie swoje złocisze pięć mil przetarabani i do kasy wniesie? </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>23. Nie wie </naglowek_rozdzial>

<akap>W chwili gdy zamożny właściciel znacznych zakładów przemysłowych kończył swój smaczny obiad i zabierał się do cygara i czarnej kawy, wszedł jego przyjaciel. </akap>

<akap_dialog>--- Napijesz się kawy? --- zapytał gospodarz. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Z przyjemnością. Ho, ho! Doskonała kawa. Ciekaw jestem, czy też twoi robotnicy pili choć raz w życiu taką kawę? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Taką kawę? Albo ja wiem? Ja nie wiem wogóle, czy oni jadają i co jadają? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jakto? Ty nie wiesz, co jadają twoi robotnicy? Czyż to możliwe? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Najzupełniej. W fabryce jestem zbyt zajęty, żebym miał się tem zajmować, a w domu nic mnie ta cała sprawa nie obchodzi. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>24. Solidarność </naglowek_rozdzial>

<akap>Czterech Polaków stało nad belką znacznych rozmiarów. Stali nad nią i kiwali głowami. </akap>

<akap_dialog>--- A wy nad czem tak medytujecie? --- zapytałem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mamy tę belkę przenieść na przeciwną stronę --- odrzekł jeden --- ale nam się to pewnie nie uda. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dlaczego? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ciężka jucha. Każdy z nas już probował i nie mógł uradzić. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A czyście we czterech też probowali? </akap_dialog>

<akap>Ten, który ze mną rozmawiał, spojrzał na mnie, jak na warjata. </akap>

<akap_dialog>--- We czterech? A poco? Szkoda fatygi. Wiadomo --- ciężka. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>25. Przyczyna </naglowek_rozdzial>

<akap>Jegomościa, o którym mówię, zastałem, gdy wyrzynał scyzorykiem litery na ławce w parku publicznym, </akap>

<akap_dialog>--- Co pan robi? --- zapytałem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Uwieczniam się --- odrzekł. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przecież to własność publiczna? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wiem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pan ją niszczy. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Naturalnie. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gdyby tak każdy z publiczności chciał wyciąć swoje inicjały na ławce, nie byłoby wkrótce na czem usiąść. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie przeczę. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc jaka jest przyczyna, że rozumiejąc to wszystko, puszcza pan scyzoryk w ruch? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przyczyna? Bardzo prosta. Oto widzi pan, policjant, który pilnuje tutaj porządku, poszedł na drugą stronę ogrodu i tak prędko stamtąd nie wróci. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>26. Po co? </naglowek_rozdzial>

<akap>Brukowano ulicę. Ten, który układa kamienie, zanim wbił który w ziemię, oglądał go skrupulatnie ze wszystkich stron, boków i kantów. </akap>

<akap_dialog>--- A co tam jest do obejrzenia na tych kamieniach? --- zapytał jakiś jegomość, przyglądający się robocie. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co ma być? niema nic. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To czemu pan tak obraca każdy kamień na wszystkie strony, zanim go pan w ziemię wetknie? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Głupie pytanie. Gdybym nie kręcił kamieni w ręku, jak przekupka śledzie, tobym zrobił trzy razy więcej roboty dziennie, niż robię, a co komu po takim gwałcie i pośpiechu? </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>27. U lekarza</naglowek_rozdzial>

<akap>Jestem doktorem medycyny i zajmuję się wielce postępami wiedzy lekarskiej. </akap>

<akap>W tych dniach zgłosił się do mnie jakiś skromnie odziany człowiek o niezmiernie mądrych oczach i wymienił swoje nazwisko. Był to znany socjolog. </akap>

<akap_dialog>--- Panie doktorze --- rzekł --- czy sprawa transfuzji krwi z osobnika na osobnika zrobiła już znaczne postępy? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zrobiła i to duże --- odparłem. --- Jest to obecnie zabieg niezbyt trudny. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A czy pan, panie doktorze, chciałby się przysłużyć Polsce, jak nikt dotąd jej się nie przysłużył? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ależ z radością --- odrzekłem. --- Takiej sprawie gotów jestem poświęcić resztę życia. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To niech pan doktór myśli dnie i noce nad tem, ażeby wynaleźć sposób przenoszenia na naszych rodaków krwi z pszczół lub mrówek. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>28. Na raucie </naglowek_rozdzial>

<akap_dialog>--- Prześliczną suknię ma pani prezesowa dzisiaj na sobie. Co to za pomysł. Te setki drobnych upięć i zakładek! </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To według modelu przysłanego z Paryża. Ale też kosztowała ta sukienka pracy. Ho, ho! Wzięłam na cały tydzień szwaczkę do domu. Szyła bezustannie dnie i noce. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Musiała się z pewnością porządnie zmęczyć? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- O, tak. Nawet bardzo. W ostatnim dniu, nad ranem, zemdlała przy szyciu. Byłam okrutnie oburzoną. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na tego, który przysłał model tak trudny do wykonania? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- E, co znowu! Na tę szyjącą! Czy to słyszane rzeczy? Szwaczka i mdleje! </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>29. Zdąży</naglowek_rozdzial>

<akap>Sekretarz Dyrekcji dzwoni do lekarza. </akap>

<akap_dialog>--- Panie doktorze! Od dziewiątej do dziesiątej dzisiaj u nas oględziny chorych. </akap_dialog>

<wyroznienie>Głos z telefonu. </wyroznienie>

<akap> --- Wiem o tem. </akap>

<akap_dialog>--- Ale pan dyrektor prosi, ażeby pan w tym samym czasie odwiedził jego chorego synka, który ma katar. </akap_dialog>


<akap><wyroznienie>Głos z telefonu.</wyroznienie> --- Dobrze. </akap>




<akap_dialog>--- Ale czy pan zdąży? </akap_dialog>



<akap><wyroznienie>Głos z telefonu.</wyroznienie> --- A ilu będzie chorych fabrycznych? </akap>

<akap_dialog>--- Zapisanych jest czterdziestu pięciu. </akap_dialog>



<akap><wyroznienie>Głos z telefonu.</wyroznienie> --- Czekaj pan: od 9 do 9¾ chłopczyk pana dyrektora, od 9¾ do 10 czterdziestu pięciu tych z fabryki e... głupstwo... zdążę... Powiedz pan panu dyrektorowi, że stawię się u niego punktualnie. </akap>

<naglowek_rozdzial>30. Co on umie? </naglowek_rozdzial>

<akap>Biuro pośrednictwa pracy poszukuje kilkuset pracowników. </akap>

<akap>Kolej przychodzi na Iksa. </akap>

<akap_dialog>--- Pan bezroboczy? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jest praca dla kowala. Zna się pan na kowalstwie? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! Kuć nie umiem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jest praca dla kosiarza. No, zgoda? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! Kosić nie umiem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jest praca do koni. Chce pan? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! Furmanić nie umiem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jest zajęcie do pilnowania lasu z strzelbą w ręku. No jak tam? Bierze pan? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! Strzelać nie umiem. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- O, z panem to trudna rzecz. A co pan właściwie umie? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Naprawdę, to ja umiem tylko brać zapomogę rządową dla bezroboczych i tego zajęcia nie radbym porzucać. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>31. Nasz podział </naglowek_rozdzial>

<akap_dialog>--- Jaki jest właściwie na całym świecie dział doby pracownika? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- O, to rzecz od dawna ustalona. Doba pracownika dzieli się na osiem godzin pracy, osiem godzin rozrywki i osiem godzin wypoczynku. Coprawda u nas, w Polsce, jest nieco inaczej. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A jak? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Doba pracownika polskiego dzieli się na osiem godzin pracy, dwanaście godzin rozrywki i cztery godziny wypoczynku. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czyż tego wypoczynku Polak nie ma zamało? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- O nie! Brakujące cztery godziny wypoczynku mieszczą się w ośmiu godzinach pracy. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>32. Nienawiść</naglowek_rozdzial>

<akap>Przemysłowiec Zet., ulegając konieczności, wybudował dom mieszkalny dla robotników i zaprosił grono znajomych celem oględzin tego domu. Wśród nich był również generalny dyrektor jednego z najpotężniejszych banków stołecznych. </akap>

<akap_dialog>--- Panie --- rzekł dyrektor banku do przemysłowca. --- To mają być mieszkania dla ludzi? Toć to nory, nie pokoje! Bez słońca, bez światła, bez zieleni, bez kwiatka, bez radości. </akap_dialog>

<akap>A przemysłowiec odparł: </akap>

<akap_dialog>--- Robotnikowi innego mieszkania niepotrzeba. Dla niego słońce, światło, zieleń i kwiatek zbyteczne. Robotnik przebywa cały dzień w fabryce, a w tej norze sypia tylko. </akap_dialog>

<akap>Na drugi dzień dyrektor generalny zawezwał do siebie szefa wydziału i rzekł: </akap>

<akap_dialog>--- Przemysłowcowi Zet. zmniejszać bez przerwy, a niebawem zamknąć zupełnie kredyt. On lada chwila zbankrutuje, bo robotnicy znienawidzą go, jak również i jego fabrykę. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>33. Zasady i czyny</naglowek_rozdzial>

<akap_dialog>--- Cóżeś taki zły? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ano, wyobraź sobie, co za historja. Już trzeci dzień chodzę rano o dziewiątej do tego tutaj sklepu, ażeby załatwić pewien znaczny zakup i ani razu mi się to nie udało. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dlaczego? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- To pryncypała niema, to kasjerka jeszcze nie przyszła, to klucze od składu pozostawiono w domu... </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A co to za sklep? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wytwórnia tabliczek, które w ilości kilkuset sztuk polecono mi porozwieszać w urzędach całego województwa. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jakie to tabliczki? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pouczające. Z napisami wielce kształcącymi, a więc: </akap_dialog>


<dlugi_cytat><strofa>
Czas to pieniądz./
Praca wzbogaca./
W porządku i w ścisłości/
Bogactwo kraju gości. 
</strofa></dlugi_cytat>




<akap>
i tutaj właśnie w tym sklepie, gdzie temi tabliczkami handlują, nie mogę upolować chwili, ażeby je nabyć. </akap>

<naglowek_rozdzial>34. Sposób</naglowek_rozdzial>

<akap>Ludność Polski, nękana przypadłościami, a nie mogąc sobie poradzić, dotarła wreszcie do jednego ze Świętych, prosząc go o pomoc. </akap>

<akap_dialog>--- A co wam tam dolega --- zapytał Święty. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jest tyfus. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na tyfus sposób dam. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jest dyfteryt. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na dyfteryt sposób dam. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jest gruźlica. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Hm, gruźlica, ale i na nią sposób dam. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jest jeszcze jedna ciężka choroba, </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jaka? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niechęć do pracy. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na to sposobu odemnie nie potrzebujecie, sami go posiadacie. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- W czem? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- We własnych rękach. Weźcie do nich kije i wygnajcie z waszego grona wszystkich agitatorów, wszelakich partji, a natychmiast niechęć do pracy zniknie. </akap_dialog>

<naglowek_rozdzial>35. U wrót niebieskich</naglowek_rozdzial>

<akap>Umarł Polak i szedł do nieba. </akap>

<akap_dialog>--- A skąd to? --- Zapytał go Święty Piotr. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Z Polski. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A masz ty jakie zasługi? </akap_dialog>

<akap_dialog>--- Byłem rządny, posłuszny i pracowity. </akap_dialog>

<akap_dialog>--- A to chodźże tu do nas czemprędzej, kochanku --- rzekł Święty Piotr, otwierając szeroko wrota niebieskie. --- Tylko, słuchaj, czyżeś ty się przypadkiem nie pomylił? Czy ty istotnie pochodzisz z Polski? </akap_dialog>



</opowiadanie></utwor>