<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/brzozowski__legenda_mlodej_polski/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Brzozowski, Stanisław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Legenda Młodej Polski</dc:title>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ślusarek, Małgorzata</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Staroń, Justyna</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Esej</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/legenda-mlodej-polski</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stanisław Brzozowski, Legenda Młodej Polski, Studia o strukturze duszy kulturalnej, wydanie drugie, nakł. Księgarni Polskiej Bernarda Połonieckiego, Lwów 1910</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Stanisław Brzozowski zm. 1911</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1982</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-21</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/legenda-mlodej-polski.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0113-4</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/legenda-mlodej-polski.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1185-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/legenda-mlodej-polski.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2140-8</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/legenda-mlodej-polski.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3109-4</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/legenda-mlodej-polski.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4195-6</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.legimi>Humanistyka</category.legimi>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7147.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Cynie, Józef Mehoffer (1869-1946), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7147/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>DNL</category.thema.main>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    <category.thema>DS</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
  
  <powiesc>
<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Legenda Młodej Polski</tytul_dziela>  to jedno z najważniejszych dzieł Stanisława Brzozowskiego, monumentalna rozprawa krytyczno-kulturalna, w której autor mierzy się ze współczesną mu świadomością kulturalną, literacką i historyczną.</akap>


 
<akap>Brzozowski rozważa relację epoki Młodej Polski z epoką romantyzmu, omawia społeczny wymiar sytuacji polskiej i europejskiej, ocenia myślenie o sztuce oraz pokazuje bezpośrednie powiązania między istnieniem i funkcjonowaniem kultury a historią. Przepowiada również kres Młodej Polski, rozprawia się z jej założeniami i podsumowuje epokę.</akap>


 
<akap><tytul_dziela>Legenda Młodej Polski</tytul_dziela> powstawała w latach 1906--1909, po raz pierwszy została wydana w 1909 roku.</akap>


 

<akap>Stanisław Brzozowski, choć parał się też powieściopisarstwem (<tytul_dziela>Płomienie</tytul_dziela>), pozostaje czołowym krytykiem literackim i filozofem epoki Młodej Polski. Jego koncepcje filozoficzne opierały się przede wszystkim na kulcie pracy, czerpał z myśli socjalistycznej, komunistycznej i materializmu, w późniejszych latach skłonił się ku myśli chrześcijańskiej.</akap>


</abstrakt>
    
<autor_utworu>Stanisław Brzozowski</autor_utworu>

<nota_red>

<akap>Informacja o wprowadzonych zmianach</akap>




<akap>Uwspółcześnienia w zakresie:</akap>


<akap>1. fleksji, np.:</akap>

<strofa>
zmiana końcówek w N. i Msc.: którem > którym, całem > całym, dziejowem > dziejowym, niemi > nimi;/
zmiana fleksji: wątka > wątku, medalów > medali, tancerzów > tancerzy./
błędnie odmienione nazwiska: Carlyle'm > Carlyle'em itp.
</strofa>



<akap>2. pisowni joty, np.: tradycyi >tradycji, historyi > historii, subjektywizmu > subiektywizmu, formacya > formacja, systemizacyi > systemizacji, hypostazujemy > hipostazujemy, hypotetycznej > hipotetycznej itp.</akap>


<akap>3. pisowni łącznej i rozdzielnej, np.:</akap>

<strofa>
* rozdzielna: coby > co by, nazwaćby > nazwać by, nazewnątrz > na zewnątrz, któreby > które by, mimowoli > mimo woli, naogół > na ogół, wogóle > w ogóle, naprzykład > na przykład, możnaby > można by, codzień > co dzień, jednodzienny > jedno dzienny, niełatwiejszej > nie łatwiejszej, niema > nie ma;/
* łączna: po za > poza, zachodnio-europejskich > zachodnioeuropejskich, z pod > spod itp.
</strofa>

<akap>4. pisowni wielką i małą literą, np: europejczykami > Europejczykami, zachodzie > Zachodzie, kościół > Kościół.</akap>
<akap>Kościół w znaczeniu wspólnoty konsekwentnie wielką literą.</akap>

<akap>6. ubezdźwięcznień, np.: módz > móc, strzedz > strzec, zcharakteryzować > scharakteryzować itp.</akap>
  
<akap>7. składni: w zakresie zmiany łączliwości przyimka ,,mimo" (B. > D.), np.: </akap> 

<strofa>
(...) ten wisi w powietrzu i nie wrośnie w ziemię, mimo wszelkie kombinacye myślowe. > 
  (...) nie wrośnie w ziemię, mimo wszelkich kombinacji myślowych. 
</strofa>


<akap>Poza tym wyjątkiem całkowicie zachowano składnię i stylistykę autorską.</akap>

<akap>8. Zmiany leksykalne, w tym ortograficzne, np.:
- wytłomaczona > wytłumaczona, feodalnej > feudalnej, tłómaczyć > tłumaczyć, Jakóbowi > Jakubowi, giestu > gestu, ewangieliczne > ewangeliczne.</akap>

<akap>9. Inne zmiany, np.: t. j. > tj, ś. p. > śp., i t. p. > itp. (zapis skrótów).</akap>




<akap>Interpunkcja została zmodernizowana zgodnie z obowiązującymi zasadami. </akap>
  <akap>np.:  
  (...) życie nasze myślowe staje się jakimś kalejdoskopem a my sami igraszką mirażów > 
  (...) kalejdoskopem, a my sami (...);
I wiecznie i wiecznie ci, co przeżyli wszystkie nieszczęścia i niczego się z nich nie nauczyli (...) > 
  I wiecznie, i wiecznie ci, co przeżyli (...);
(...) charakteryzuje się zazwyczaj w jej życiu duchowym przez rozpadnięcie poprzedniego dotychczasowego obrazu świata, lub zmianę w jego wartości. >
(...) obrazu świata lub zmianę (...).</akap>
  
<akap>Przecinki ,,retoryczne", to jest niewynikające z podziałów składniowych, zostały w niektórych przypadkach usunięte bądź zastąpione przez pauzy.</akap>
  



<akap>II. Poprawiono błędy źródła:</akap>




<akap>1. Każda kultura powstała jako metoda przeobrażenia duszy jednostek w ten sposób, by stały się one zdolne do wykonywania pewnych danych przez naturę procesu społecznego czynności. > (...) metoda przeobrażenia dusz jednostek (...) [<tytul_dziela>I. Nasze ,,ja" i historia</tytul_dziela>].</akap>


<akap>2. Historię ludzie tworzą i oto jest moment, w którym zawiązują się pęki, dojrzewać mające stulecia. > (...) zawiązują się pąki (...) [<tytul_dziela>III. Polska zdziecinniała</tytul_dziela>].</akap>


<akap>3. Czy zdołają przekuć samych siebie --- i na wskroś pojedynczy, w twardych i samowiednych twórców zbiorowego życia, założycieli kultur, od podstaw usiłujących zawładnąć całym nowoczesnym światem swobodnych robotników. >
Czy zdołają przekuć samych siebie --- ci na wskroś pojedynczy (...) [<tytul_dziela>III. Polska zdziecinniała</tytul_dziela>].
</akap>


<akap>4. Komu stwardniałe, za hipostazowane wytwory współżycia ludzkiego przesłaniają współczesne, aktualne, oczywiste współżycie, kto szuka ,,prawdy", ,,poznania" w skamieniałościach życia minionego, w dziedzinie gotowego już bytu, ten jest teologiem, chociażby ze zwalczania dogmatów oficjalnej religii uczynił swoje powołanie. 
  > 
  (...) stwardniałe, zahipostazowane wytwory (...) [<tytul_dziela>IV. Mity i legendy</tytul_dziela>]</akap>



<akap>5. (...) bizantyńskie cesarstwo w oczach swego ostatecznego już strupieszenia i upadku >
 (...) bizantyńskie cesarstwo w czasach swego ostatecznego już strupieszenia i upadku [<tytul_dziela>IV. Mity i legendy</tytul_dziela>]
</akap>


<akap>6. stworzyć trzeba myśl polską, organ samych sobie tylko ufających,
na samych sobie tylko wobec wszechświata wspartych Polaków > 
  stworzyć trzeba myśl polską, organ samym sobie tylko ufających, na samych sobie tylko wobec wszechświata wspartych Polaków [<tytul_dziela>V. Duszy nie potrzeba!</tytul_dziela>]
</akap>


<akap>7. Zapomina się, że jest ona tylko formą, w jakiej twórca opanowane przez siebie życie odczuwa, szuka się je nie przez opanowanie życia, lecz przeciwnie przez odwrócenie się od niego jako obciążonego klątwą czasu. > 
 Zapomina się, że jest ona tylko formą, w jakiej twórca opanowane przez siebie życie odczuwa, szuka się jej (...) [<tytul_dziela>VI. Polskie Oberamegau</tytul_dziela>]</akap>
  
<akap>8. Książka niniejsza postawiła sobie za zadanie --- sprawdzenia wszelkich pojęć i miar, jakimi się dziś w Polsce posługują. >
Książka niniejsza postawiła sobie za zadanie --- sprawdzenie wszelkich pojęć i miar (...) [<tytul_dziela>VI. Polskie Oberamegau</tytul_dziela>]
</akap>
  
<akap>9. Wyższość ta polegała właściwie na nieobecności w społeczeństwie polskiej, ani w tradycji polskiej świadomego siebie mieszczaństwa przemysłowego. > 
  Wyższość ta polegała właściwie na nieobecności w społeczeństwie polskim (...) [<tytul_dziela>VI. Polskie Oberamegau</tytul_dziela>]
</akap>
  
<akap>10. Nie w naszej mocy jest sprawić, aby los nie był dla nas tak tragicznie ciężki: toteż nie na tym polega potwierdzenie życia, aby niebezpieczeństwo zaprzeczać, nie widzieć go, lecz przeciwnie na tym, by każdy akt myśli polskiej wytężony był w kierunku siły, zdolnej niebezpieczeństwu opór stawić. > 
  (...) aby niebezpieczeństwu zaprzeczać (...) [<tytul_dziela>VI. Polskie Oberamegau</tytul_dziela>]
</akap>
  
<akap>11. (...) pomimo demoralizującego wpływu parlamentarnych przywódców, którzy tak dalece są przeciwnymi wszelkich ,,action directe", że strzegą się nawet bezpośredniej, własnej pracy myśli. >
  (...) pomimo demoralizującego wpływu parlamentarnych przywódców, którzy tak dalece są przeciwnymi wszelkim ,,action directe", że (,,,) [<tytul_dziela>VI. Polskie Oberamegau</tytul_dziela>]
</akap>

<akap>12. Jest to zasada głębokiej, utajonej w jego dziełach poetyckiej etyki: uważa on za szpetotę moralną sprzeniewierzenia się swym nieuchwytnym, jedynym chwilom --- nie poprzestawaniu na nich > 
  Jest to zasada głębokiej, utajonej w jego dziełach poetyckiej etyki: uważa on za szpetotę moralną sprzeniewierzenia się swym nieuchwytnym, jedynym chwilom --- niepoprzestawanie na nich [<tytul_dziela>IX. Nieboska dni naszych</tytul_dziela>]
</akap>
  
<akap>13. Proces wytwarzania ,,prawdy" jest tylko cząstką bardziej ogólnego procesu wytwarzania charakteru. Dlatego też tylko ludzie zajmujący się ,,nauką" w wulgaryzowanej jej formie mogą twierdzić wbrew faktom, iż w wewnętrznej strukturze nauki francuskiej, niemieckiej lub angielskiej nie istnieją żadne różnice. > 
  (...) ludzie zajmujący się ,,nauką" w zwulgaryzowanej jej formie (...) [<tytul_dziela>IX. Nieboska dni naszych</tytul_dziela>]
</akap>

<akap>14. Symbolizm jest metodą artystycznego oddziaływania, metodą niezmiernie skuteczną. Pozwala on nam za pomocą obrazu wytwarzać tożsamość integralnego przeżycia w twórcy a tym, na którego twórczość działa. > 
 (...) wytwarzać tożsamość integralnego przeżycia w twórcy z tym, na którego twórczość działa. [<tytul_dziela>Naturalizm, dekadentyzm, symbolizm</tytul_dziela>]
</akap>

<akap>15. Glebę tę odnajdziemy w wszystkim, co jest w danej epoce głębokie > 
  Glebę tę odnajdziemy we wszystkim, co (...) [<tytul_dziela>Dusza samotna</tytul_dziela>]</akap>

<akap>16. (...) świat jest tylko refleksem rzucanym przez wzruszenie. Przestaje on być tą obcą, twardą mocą, z którą musi pasować się nasza praca, a stać się bezoporną, wyrzuconą poza wszelkie prawo tajnią, na której tle każdy kaprys zawsze może wyolbrzymieć. > 
  (...) Przestaje on być tą obcą, twardą mocą, z którą musi pasować się nasza praca, a staje się (...) [<tytul_dziela>Czciciele tajemnic</tytul_dziela>]
</akap>

<akap>17. U nas dzisiaj ludzie sądzą, że dość jest upodobać sobie w swoim przypadkowym wpleceniu w losy społeczeństwa, który walczy i o ideał i o sam fakt życia --- aby stać się przez to artystą homeryckiego szczepu. > 
  (...) przypadkowym wpleceniu w losy społeczeństwa, które walczy i o ideał, i o sam fakt życia (...) [<tytul_dziela>Sam na sam z klęską</tytul_dziela>].</akap>

</nota_red>


<nazwa_utworu>Legenda Młodej Polski</nazwa_utworu>


<podtytul>Studia o strukturze
duszy kulturalnej</podtytul>




<motto>
<strofa>No! Io non sono morto./ Dietro me --- cadavere/ Lasciai la prima vita!<pe><slowo_obce>No! Io non sono morto (...) la prima vita!</slowo_obce> (wł.) --- Nie! Nie jestem umarły. Za sobą trupem pozostawiłem pierwsze życie (z prologu do <tytul_dziela>Gambi et Epodi</tytul_dziela> Carducciego).</pe></strofa></motto><motto_podpis>Carducci</motto_podpis>






<motto><strofa>Trovan mi duro/ E io lo so:/ Pensar li fo!<pe><slowo_obce>Trovan mi duro (...) Pensar li fo!</slowo_obce> (wł.) --- Uważają mnie za trudnego. Wiem o tym: każę im myśleć.</pe></strofa>


</motto><motto_podpis>Alfieri</motto_podpis>






<dedykacja><akap>Myśli rodzące się i pojawiające jak pokusa ---
myśli, co wkradają się, jak wróg, który mąci spokój ---
myśli, co wiodą precz i każą się rozstawać z drogimi
jak sad dzieciństwa widnokręgami ---</akap>





<akap>(Ilekroć wykradać się trzeba chyłkiem starym nawyknieniom, omijać pewne słowa, stawiać się im hardo, by nie zajrzały głębiej w oczy, nie odnalazły słabości);</akap>




<akap>Chwile rozstania z duchowym światem, pustki, zsychania się wewnętrznego ---</akap>




<akap>Chwile najstraszniejsze, gdy dusza zawisa w próżni,
a osaczy ją świat nienawiścią ---</akap>




<akap>Wam, których wierna, drogocenna przyjaźń była
mi podtrzymaniem, gruntem, do którego dążyło słowo
niewypowiedziane, jak ziarno do swojej gleby;</akap>

<akap>którzy byliście mi pewnością, że mnie ten grunt nie
zawiedzie;</akap>









<akap>Wam --- przyjaciele --- moi --- a przede wszystkim</akap>




<akap>Tobie, najwierniejszej i najbliższej z przyjaciół ---</akap>




<akap>(wszystko, co żyć jeszcze może we mnie, jest z Was
i przez Was, drodzy, z Ciebie i przez Ciebie --- jedyna)</akap>










<akap>więc mając Was wszystkich na myśli, wszystkich,
których twarze mam przed sobą, gdy to piszę, którzy
poczujecie, czytając, żem o Was myślał;</akap>




<akap>poświęcam i przypisuję tę książkę --- Tej, która
jest, była i będzie niezawodna --- cierpliwa --- jedyna.</akap></dedykacja>





<nota><akap>Florencja, 26. lipca 1909</akap></nota>




<naglowek_rozdzial>Spis rzeczy</naglowek_rozdzial>





<akap>I. <wyroznienie>Nasze ,,Ja" i historia</wyroznienie>: Świadomość kulturalna uważa swoje życie wewnętrzne za proces samoistny i wystarczający samemu sobie: polega on na przyswajaniu sobie
wartości i treści wytwarzanych przez dzieje; wartości te wytworzone przez historię posiadają swoją własną dziejową logikę;
przyswajając je sobie, wprowadzamy do naszego wnętrza całe
dzieje; dramat historyczny Europy w nas się rozgrywa. Charakter zachodniej kultury polega na dążeniu do świadomego
wytwarzania samej psychiki, samej historii. Psychika nagromadzająca w sobie wartości wytworzone przez dzieje Europy nie
może znaleźć dla siebie wyzwolenia jak tylko przez zawładnięcie tym procesem dziejowym, który całą kulturę europejską,
Europę psychiczną wytwarza. Społeczeństwo świadomej i wyzwolonej pracy jest wzorem dziejowym, ku któremu ciąży mocą
swej wewnętrznej logiki kultura. Świadomość kulturalna rozwija
się dziś w kierunku wyzyskiwania pracy dziejów na rzecz bezdziejowego subiektywizmu. Tak powstaje sprzeczność zasadnicza kultury nowoczesnej: nie może ona być wyrównana przez
żaden automatyczny rozwój --- krytyka ciągłości kulturalnej ---
ale wymaga heroicznego zwrotu woli: heroizmu dziejowego
jako planu życia.</akap>




<akap><wyroznienie>II. Kryzys romantyzmu</wyroznienie>: Samotna jednostka,
nieznajdująca dla siebie miejsca w życiu klas posiadających,
do których należy jako działacz kulturalny ,,Młodej Polski".
Romantyzm jako stan świadomości, wytwarzanej w społeczeństwie, lecz niezdolnej do wytwarzania samego społecznego
życia. Zwrot współczesnej krytyki francuskiej przeciwko romantyzmowi. Sama krytyka ta powstaje w granicach romantyzmu, tj. chciałaby przyjąć psychiczny rezultat życia, a odrzucić samą naturę tego życia. Romantyzm jako wynik nieuchronny życia dziejowego, w którym prawo jest nieobecne.
Głęboka krytyka romantyzmu musi być krytyką społecznego
ustroju. Wartość wewnętrzna świadomości romantycznej zależna
jest od procesu życiowego, który ją stworzył. Ubóstwo psychiczne <wyroznienie>Młodej Polski</wyroznienie> jako wynik nicości wewnętrznej
tego polskiego <slowo_obce>status quo</slowo_obce>, przeciwko któremu była <wyroznienie>Młoda
Polska</wyroznienie> buntem. Usiłowania przywrócenia ciągłości tradycji
przez ,,obłaskawienie" ruchu młodopolskiego i zapoznanie
dziejowego znaczenia lat 1904--1906<pe><slowo_obce>lata 1904--1906</slowo_obce> --- tzw. rewolucja 1905 roku, seria wystąpień robotniczych w Rosji i w Królestwie Polskim.</pe>. Ciągłość tradycji jako
ciągłość dobrowolnej i idealizowanej niewoli. Liryzm helotów.
Intelekt taroczkowy<pe><slowo_obce>taroczkowy</slowo_obce> (neol.) --- zdatny głównie do gry w karty (konkretnie: w taroka).</pe>.</akap>




<akap><wyroznienie>III. Polska zdziecinniała</wyroznienie>: Za organ narodowego czucia i myślenia służą nam warstwy bierne i bezsilne.
Pragnienie spokoju i wygody jako postulat dziejowy, założenie
filozofii. Epikureizm pogodnego dogasania. Polska tragiczna:
zbudzenie się dziejowej siły. Problem dziejowy to przymierze
i żywa łączność między myślą klasy robotniczej a włościaństwem. Jesteśmy na takiej głębokości, że myśleć trzeba o zasadniczym zwrocie w całym dziejowym życiu. Krytyka tradycji.
Katolicyzm jako system myśli i jako fakt dziejowy. Jezuityzm
jako formacja dziejowo-kulturalna. Stosunek dziejów Polski
do Zachodu. Nasza tragiczna --- wreszcie obłudna izolacja.
Chrześcijaństwo. Prawo i łaska. Chrześcijaństwo jest w całkowitej sprzeczności z socjalizmem. Kościół katolicki jako chrześcijaństwo prawdziwe. Katolicyzm jako powszechność izolacji.
Kościół Milusińskich. Katolicyzm Sienkiewicza. Polska, odcięta
od świata, rodzina. Klasycyzm Polski zdziecinniałej.<tytul_dziela/></akap>




<akap><wyroznienie>IV. Mity i legendy</wyroznienie>: Filozofia bezwzględnego tworzenia. Krytyka języka. Słowo, wytwór dziejów, ukrywa
je przed nami, staje się źródłem wszelkiego dogmatyzmu,
wszelkiej metafizyki. Metafizyka --- mistycyzm wyrywają nas
ze związku z dziejami obecnymi; maskują własną naszą twórczość; oddają nas we władzę historii minionej. Wyzwolenie
dziejowe. Twórcza istota społeczeństwa. Irracjonalizm zasadniczy. Filozoficzne znaczenie historii. Idea prawa. Krytyka
naturalizmu. Przesilenie w teorii poznania. Samowiedza i dojrzałość człowieka odczute jak jego zniknięcie. Granice pragmatyzmu. Krytyka empiriokrytycyzmu. Filozofia Sorela. Vico.
Idea mitów dziejowych. Tworzenie i jego logika. Ocalenie naszego twórczego ja; ja głębokie. Filozofia Bergsona. Młoda
Polska na zasadniczym rozdrożu świadomości kulturalnej.</akap>

<akap>V. <wyroznienie>Duszy nie potrzeba!</wyroznienie>: Świadomość
heroiczna klasy robotniczej jako zadanie. Zabobon gotowego
świata. Polska bezskrzydłych. Poezja i prawda polskich klas
posiadających. Skok w próżnię. Fikcje świata istniejącego bez
ludzkiego męstwa. Racjonalizm jako atrofia woli i odwagi.
Irracjonalizm słabości.</akap>




<akap><wyroznienie>VI. Wyprzedaż starych zabawek</wyroznienie>: Rozkład świadomości kulturalnej i tworzenie się świadomości heroicznej. Moment przesilenia. Ucieczka świadomości rozszczepionej. Parodia swobody; etapy dekadentyzmu. Bunt psychiczny konsumentów. Psychologia i filozofia śp. zasługi.
Wyzwolony dekadent i robotnik. Filozofia heroicznego prawa,
bezwzględnego samostwarzania się ludzkości.</akap>






<akap><wyroznienie>VII. Polskie Oberamergau</wyroznienie><pe><slowo_obce>Oberammergau</slowo_obce> --- gmina w Bawarii, w Niemczech, słynąca z misteriów pasyjnych, organizowanych co 10 lat od roku 1634. Dla Brzozowskiego nazwa ta służy jako symbol naśladowania męki, chęć usprawiedliwiania się męką od pracy.</pe>: Skandal kulturalny. Patriotyczne grabarstwo: polski romantyzm jest literaturą zaginioną, apokryficzną. Romantyzm i ,,Młoda Polska".
Psychologia na wspak odwrócona. I. Przemilczany i przegadany Norwid. Styl i dusza. Dziejowość bezwzględna i samotna,
niewzruszona wiara. Transcendentalizm Norwida: Dzieje jako
swoboda. Cywilizacja chrześcijańska. Katolicyzm Norwida: filozofia łaski. Dziejowe znaczenie sztuki. II. Tragizm dziejowego
wpływu. Ciągłość pracy i teatralizm wyobraźni. Złudzenia perspektywy teatralnej. Praca dziejowa emigracji. Emigracja i Zachód ówczesny. Filozofia dziejowego ducha. Mickiewicz i psychika europejska. Złudzenia polskiej swobody. Monsalwat. Towiański i komuna duchowa Romina. Odwrócenie zasadniczych
dążeń romantyzmu w psychologii i myśli Młodej Polski. Młoda
Polska i Krasiński. Hamlet i Chrystus. Obłuda umęczonej psychiki. Kultura bezpłodności dziejowej i psychologicznej izolacji.
Nieprzemijająca prawda romantyzmu. Romantyzm i bezwzględne
tworzenie. Praca życia Słowackiego. Znaczenie piękna. Romantyzm i światopogląd tragiczny. Zadania twórczości polskiej.</akap>




<akap><wyroznienie>VIII. Rozbrojenie duszy</wyroznienie>: Bezdziejowość
współczesnej psychiki polskiej: jej metamorfozy i maski. Widmo
bezdziejowego świata. Dziejowa rzeczywistość jako jedyny
grunt bezwzględnego tworzenia. Bankructwo fetyszyzmu naukowego. Wyzwolenie nauki żywej. Proudhon. Złudzenie naukowości. Metafizyka jaźni wolnej od życia. Ibsen pocieszyciel.
Duchowe znaczenie biologii. Nowaczyński. Psychologia bezwzględnego gestu. Tworzenie od biologicznych głębin. Polska
bezcielesna. Jaźń i biologia.</akap>




<akap><wyroznienie>IX. Nieboska dni naszych</wyroznienie>: Upiór i maszyna. Patos kultury zachodniej i filozoficzne wyznania wiary
rozbitków. Idea klasy robotniczej. Fikcje demokracji. <wyroznienie>Młoda
Polska</wyroznienie> i Europa psychiczna. Postulaty samoistności narodowej. Historia i tożsamość. Miriam jako inicjator kultury zachodniej. Psychologia ponaddziejowego absolutu. Czyste przeżycie. Sztuka i dusza Hamsuna. Indywidualność królewska
i psychologiczne atomy. Metafizyczne znaczenie piękna. Geneza estetyzmu: krytyka metafizyczna czystej sztuki. Pater
i Miriam. Trochę zwierzęcej młodości.</akap>




<akap><wyroznienie>X. Naturalizm, dekadentyzm, symbolizm</wyroznienie>:
Literatura francuska II cesarstwa; koncepcja sztuki i psychologia Flauberta. Świadomość kulturalna i dzieje. Emil Zola
i wiara w naukę. Bezwzględna rzetelność psychiki: twórczość
Baudelaire'a. Psychologia symbolizmu. Bezwzględnie kształtowana psychika: Laforgue, Barrès. Granice literatury francuskiej.
Absolutne wypowiedzenie; kult psychiki zawsze gotowej.</akap>




<akap><wyroznienie>XI. Humor i prawo</wyroznienie>: Wychowawcze znaczenie kultur obcych. Psychologia abstrakcyjnej dziejowości.
Engels i Guliwer. Humor jako religia narodowa, jego dziejowe
założenia. Dickens. Filozofia konkretnego czasu. Humor jako
heroizm konkretności. Pochwała śmiechu. Apologia śmieszności. Humor jako tworzenie bezwzględne. Zachodnie bajki
Stevensona. Humor jako platonizm; jako dobre sumienie bezwzględnego indywidualizmu. Morze jako wychowawca. Meredith. --- Dusza kultury włoskiej. Filozofia wszechobecnego
prawa. Vico. --- Leopardi. --- Carlyle i Carducci. Dusze narodów. My i Europa.</akap>




<akap><wyroznienie>XII. Dusza samotna</wyroznienie>: Religijne znaczenie
twórczości Kasprowicza. Jej momenty. Liryzm Norwida. Kilka
słów o Whitmanie. Bezwzględne znaczenie liryzmu. Poezja
Staffa.</akap>




<akap><wyroznienie>XIII. Czciciele tajemnic</wyroznienie>: Psychologia
mistycyzmu. Mistycyzm i empiryzm. Mistycyzm naukowy. Neomistyka jako wola chaosu. Poezja Micińskiego. Epicki stan
dusz i rozlewność mistyczna. Goethe.</akap>






<akap><wyroznienie>XIV. Sam na sam z klęską</wyroznienie>: Epopeja
klęski. Psychologia klęski bezwzględnej. Życie pozostawione
sobie. Żeromski i sztuka zadomowiona. Złudzenia obojętności
dziejowej. Reymont. Poezja Orkana. Psychologia twórczości
Żeromskiego. Siedlisko wewnętrznej klęski. Złudzenia artystycznego wyzwolenia. Wyrzeczenie się woli dziejowej. <tytul_dziela>Duma
o Hetmanie</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Dzieje grzechu</tytul_dziela>.</akap>




<akap><wyroznienie>XV. Stanisław Wyspiański</wyroznienie>: Walka z bezdziejowością. I. Psychologia utworów młodzieńczych. Śmierć
za życia i estetyzm. Myśl jako zjawisko estetyczne. Rozszczepienie wewnętrzne. Moment <wyroznienie>Klątwy</wyroznienie>. Psychologia zwierciadeł.
II. Tworzenie symbolicznego czynu. Myśl jako gest. Czyn
w teatrze. Czyn jako linia. Dusza bezdziejowa i naród: strach
przed zoologią dziejów. III. Znaczenie <tytul_dziela>Achilleidy</tytul_dziela>. Przyjęcie
odpowiedzialności za czyn irracjonalny i konkretny. Usiłowanie
wyjścia poza logikę indywidualną. <tytul_dziela>Skałka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Bolesław</tytul_dziela>.
Wyznanie <tytul_dziela>Powrotu</tytul_dziela>.
Znaczenie trwałe twórczości Wyspiańskiego. Tworzenie
się Europy żywych, swobodnie stworzonych narodów. Książka
niniejsza.</akap>







<naglowek_rozdzial>I. Nasze ,,ja" i historia</naglowek_rozdzial>


<nota><akap><wyroznienie>Świadomość kulturalna uważa swoje życie wewnętrzne za proces samoistny i wystarczający samemu sobie: polega on na przyswajaniu sobie wartości i treści wytwarzanych przez dzieje; wartości te wytworzone przez historię posiadają swoją własną dziejową logikę; przyswajając je sobie, wprowadzamy do naszego wnętrza całe dzieje; dramat historyczny Europy w nas się rozgrywa. Charakter zachodniej kultury polega na dążeniu do świadomego wytwarzania samej psychiki, samej historii. Psychika nagromadzająca w sobie wartości wytworzone przez dzieje Europy nie może znaleźć dla siebie wyzwolenia jak tylko przez zawładnięcie tym procesem dziejowym, który całą kulturę europejską, Europę psychiczną wytwarza. Społeczeństwo świadomej i wyzwolonej pracy jest wzorem dziejowym, ku któremu ciąży mocą swej wewnętrznej logiki kultura. Świadomość kulturalna rozwija się dziś w kierunku wyzyskiwania pracy dziejów na rzecz bezdziejowego subiektywizmu. Tak powstaje sprzeczność zasadnicza kultury nowoczesnej: nie może ona być wyrównana przez żaden automatyczny rozwój --- krytyka ciągłości kulturalnej --- ale wymaga heroicznego zwrotu woli: heroizmu dziejowego jako planu życia.</wyroznienie></akap></nota>




<akap>Byłoby rzeczą ciekawą i pożyteczną zdać sobie
sprawę, jakiego rodzaju pojęcia i wyobrażenia kojarzą
się dziś w umyśle przeciętnego Europejczyka z wyrazem ,,kultura", ,,kultura nowoczesna". Sam wyraz nie
schodzi z ust i mimo woli nasuwa się reminiscencja
z Carlyle'a<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe>, iż wszelkie sprawy życia rozstrzygają się
w ciszy, że hałaśliwa uwaga oznacza najczęściej zanik
jakiejś funkcji, niezdolność całkowitą do wypełniania
czynności i prac, o których się mówi. Kiedy rozważa
się styl, strukturę myślową dzieł i pisarzy, do których określenie ,,kulturalny" stosowane jest dziś najczęściej, nabiera się dość dziwnego wyobrażenia o tym,
jakiego rodzaju pojęcia mają nasi współcześni o warunkach i naturze wielkich procesów historycznych.
W samej rzeczy, <begin id="b1330457679634-521014776"/><motyw id="m1330457679634-521014776">Piękno</motyw>typem ,,kulturalnego" w nowoczesnym stylu umysłu są ludzie w rodzaju Rèmy de
Gourmonta<pe><slowo_obce>de Gourmont, Rémy</slowo_obce> (1858--1915) --- francuski poeta, pisarz i krytyk, przedstawiciel symbolizmu. Pisownia 
,,Rémy de Gourmont" jest błędna; spopularyzował i stosował ją tłumacz de Gourmonta, Ezra Pound (winno być: ,,Remy").</pe>, Anatola France'a<pe><slowo_obce>France, Anatole</slowo_obce> (1844--1924) --- właśc. François-Anatole Thibault, francuski poeta, pisarz i dziennikarz. Laureat literackiej Nagrody Nobla (1921). Najsłynniejsze dzieła France'a to: <tytul_dziela>Zbrodnia Sylwestra Bonnard</tytul_dziela> (1881), <tytul_dziela>Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką</tytul_dziela> (1892) oraz <tytul_dziela>Bogowie łakną krwi</tytul_dziela> (1912).</pe>, Oscara Wilde'a<pe><slowo_obce>Wilde, Oscar</slowo_obce> (1854--1900) --- irlandzki pisarz, poeta i dramaturg. Słynął z ekstrawaganckiego i amoralnego trybu życia. Najsłynniejsze dzieła: <tytul_dziela>Portret Doriana Graya</tytul_dziela> (1890), <tytul_dziela>Wachlarz Lady Windermere</tytul_dziela> (1892), <tytul_dziela>Kobieta bez znaczenia</tytul_dziela> (1893), <tytul_dziela>Mąż idealny</tytul_dziela> (1895), <tytul_dziela>Bądźmy poważni na serio</tytul_dziela> (1895).</pe>, Patera<pe><slowo_obce>Pater, Walter Horatio</slowo_obce> (1839--1894) --- angielski krytyk literacki i pisarz, znawca antyku i renesansu, uprawiał krytykę impresjonistyczną.</pe>, Jerzego Simmla<pe><slowo_obce>Simmel, Georg</slowo_obce> (1858--1918) --- niemiecki socjolog, filozof, eseista i teoretyk kultury. Twórca mikrosocjologii, prekursor socjologii codzienności. Autor m.in.: <tytul_dziela>Filozofii pieniądza</tytul_dziela> (1900), <tytul_dziela>Socjologii</tytul_dziela> (1908) i <tytul_dziela>Filozofii kultury</tytul_dziela> (1916).</pe> itp. Cechuje ich wszystkich
jedna wspólna właściwość: oto wykorzystanie wielkich doświadczeń dorobków dziejowych dla celów
indywidualnych; cechuje ich taki stosunek do całego
zasobu myśli, uczuć, wartości wytworzonych przez
ludzkość, jak gdyby całe zadanie historii redukowało
się do tego, by wytworzyć w umyśle danej jednostki
obraz świata harmonijny, piękny lub zaciekawiający.<end id="e1330457679634-521014776"/></akap>


<akap>Kulturą nazywa się dzisiaj przetwarzanie pracy
dziejowej ludzkości i jej dorobku na czyniące zadość
aspiracjom indywidualnym subiektywne sny o życiu
umysłów giętkich i wyrafinowanych.</akap>




<akap><begin id="b1330457814247-2418359338"/><motyw id="m1330457814247-2418359338">Sztuka, Wychowanie</motyw>Zadajmy sobie trud przeanalizowania dokładnie
i szczerze procesów psychologicznych oznaczanych
przez nas jako nabywanie kultury, a przekonamy się,
że mają one na ogół charakter ucieczki intelektualnej,
oddalenia się od tego, co stanowi treść naszego nowoczesnego życia. Wydaje się rzeczą niezaprzeczalną,
że potrzeby życia czynnego, w którym bierzemy udział,
odgrywają bardzo małą i przeważnie negatywną rolę
w tym procesie. Nikt nie zechce twierdzić, że nowoczesna literatura i sztuka powstają pod naciskiem impulsów bezpośrednich, dążeń mających za zadanie zabezpieczyć istnienie i trwanie danej grupy ludzkiej.
Niewątpliwą zaś jest rzeczą, że wszystko, co wartość
kultury przez nas odziedziczonej stanowi, w ten
właśnie zostało wytworzone sposób. Swój intelekt,
swoją wrażliwość zdobył człowiek, walcząc o swe
istnienie: są to dorobki społecznej walki o byt. Dziś
nabywamy je, oddalając się od tego zasadniczego stanowiska życiowego, które je wytworzyło.<end id="e1330457814247-2418359338"/> Przyswajanie
sobie wyników działalności, pracy, walki dziejowej,
olbrzymiego twórczego życiowego procesu historii nie
jest związane ze zdolnościami i dążeniami czynnymi
lub też pozostaje w całkowitej z nimi sprzeczności.
Stąd wynika paradoksalne ukształtowanie nowoczesnej
psychiki kulturalnej: opanowujemy wyniki pracy dziejowej, stając się niezdolnymi do brania w niej udziału,
przyswajamy sobie wartości kulturalne, zatracając te
właściwości życiowe i psychiczne, które są konieczne
do ich wytwarzania. Dlatego też nowoczesny kulturalny umysł --- to w tej lub w innej formie <wyroznienie>rezultat
dziejowej pracy zamieniony w bezwyjściową przygodę indywidualną.</wyroznienie></akap>




<akap>Utożsamiając ten typ nowoczesnego kulturalnego
człowieka z twórcą kultury, nasz proces nabywania
kultury z procesem jej wytwarzania, wykrzywiamy
w sposób niezmiernie skomplikowany i charakterystyczny wszystkie pojęcia o naturze życia i pracy dziejowej, tracimy zdolność pojmowania samej istoty tego
procesu, który wytworzył wyniki cenione przez nas
i przyswajane. <wyroznienie>Jerzy Sorel<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe></wyroznienie> wykazuje, że na tym
zasadza się wewnętrzna sprzeczność <wyroznienie>Renana<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe></wyroznienie> jako
historyka: nie umie on zdać sobie sprawy, co skłoniło ludzkość, poszczególne społeczeństwa i jednostki
do wytwarzania kosztem ofiar dorobku kulturalnego,
który ujęty jako całość nie prowadzi nigdzie. Nowoczesny człowiek kulturalny --- to jednostka przystosowująca do swoich intelektualnych i emocjonalnych
potrzeb wyniki dziejowej pracy, która była nieustannym podporządkowywaniem jednostek celom często
nam dziś dopiero widocznym, a samym pracownikom
nieznanym. Stąd sprzeczność. Każda kultura powstała
jako metoda przeobrażenia dusz jednostek w ten sposób, by stały się one zdolne do wykonywania pewnych danych przez naturę procesu społecznego czynności. Każda kultura to to system narzędzi samozachowania, którego wynikiem miało być takie albo inne
uzdolnienie czynne. Życie czynne, rzeczywisty proces
społeczny to punkt wyjścia: podporządkowując się
jego wymaganiom, przygotowując się do nich, biorąc
w nich udział, jednostki i pokolenia wytwarzały pewne systematy wartości. Oderwane od tego procesu,
pojęte jako coś niezależnego, zmieniają wartości te
swój charakter: stają się fermentem rozkładającym
nasze zdolności czynne. Renesans, reformacja, filozofia XVIII wieku --- to były wyniki olbrzymich
procesów dziejowych: walki i prace wydobywały z siebie to historyczne powietrze, którym my dzisiaj uczymy
się oddychać, gdy chcemy rozumieć ,,style", ,,duchy
czasów". To, co było charakterem, staje się dla nas
sztucznym temperamentem, modyfikacją naszej wrażliwości.</akap>




<akap>Żyjemy i chcemy żyć w środowisku umysłowym
i moralnym, stworzonym kosztem olbrzymiej pracy
i utrzymywanym jedynie dzięki niezmiernym a nieprzerwanym wysiłkom, jak w żywiole, stanowiącym własność przyrodzoną człowieka. Traktujemy kulturę, wynik niezmiernie złożonego procesu społeczno-biologicznego, rezultat olbrzymiej pracy człowieka --- jako
stan wrażliwości, coś zastanego, coś, co jest samo
przez się. Zaszczepiamy w duszy swej <wyroznienie>roślinność</wyroznienie>,
która żyć może tylko na glebie posiadającej te właśnie pierwiastki, jakich się pozbywamy. Kultura utrzymuje się przez te właśnie procesy, od udziału w których uchylamy się, zwracając się ku niej. Świat historyczny, w którym żyjemy, świat pracy i walki stworzył wszystko, co istnieje dzisiaj jako kultura; my
chcemy brać udział w rezultatach i wyzbywamy się
warunków, z którymi ściśle rezultaty te są złączone.
<wyroznienie>Jules Gaultier</wyroznienie><pe><slowo_obce>Gaultier, Jules de</slowo_obce> (1858--1942) --- francuski filozof i eseista, jeden z głównych zwolenników nietzscheanizmu oraz twórca teorii bowaryzmu (nazwa pochodzi od tytułu powieści Flauberta <tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela>), przez który rozumiał postawę rozczarowania wywoływanego przez sprzeczność pomiędzy fikcyjno-wyidealizowaną wizją własnej osoby a rzeczywistością i związaną z tym ciągłą potrzebę okłamywania samego siebie.</pe>, jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy francuskich --- określa romantyzm
jako nieporozumienie, polegające na tym, że wytworom
psychiczno-dziejowym, związanym ściśle z pewnymi warunkami i postawami dziejowo-życiowymi --- nadaje się znaczenie bezwzględne. Powiedziałbym więcej. Proces,
który doprowadza nowoczesnych ludzi do nabycia kultury, to jest do przyswojenia sobie wyników pracy dziejowej, jest ściśle związany z procesem psychologicznym,
rozkładającym w nich wszystkie zdolności do czynnego
udziału w tej pracy. To sprawia, że kulturą nazywa się
dzisiaj w Europie pewien gatunek <wyroznienie>intoksykacji</wyroznienie>
psychologiczno-historycznej, bowaryzm --- jak nazywa
to Gaultier, rozszczepienie ideologiczne --- jak mówi
Sorel<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe>.</akap>




<akap>Powiedzą mi jednak: utrzymanie wątku kulturalnego, ciągłości kulturalnej, niemożliwym jest przecież
bez przyswojenia sobie przez każde nowe pokolenie
dorobku kulturalnego dotychczasowej historii. Należy
być niezmiernie ostrożnym przy posługiwaniu się tymi
pojęciami ciągłości, rozwoju kulturalnego, postępu etc.
Zawierają one w sobie mnóstwo sprzeczności i w tej
formie, w jakiej przeciętnie są używane, nie wytrzymują krytyki; nie wytrzymuje jej zasadniczy dla nowoczesnych frazesów o postępie moment <wyroznienie>automatyzmu</wyroznienie>. Mówimy o procesie kulturalnym, rozwoju
itp. jako o czymś, co trwa samo przez się, samo
przez się się utrzymuje. Otóż oczywiście to ,,samo
przez się" jest złudzeniem. Rzekomy automatyzm
jest <wyroznienie>działalnością</wyroznienie> ludzką, działalnością wymagającą dla swego trwania i rozrostu pewnych warunków
psychologicznych i dziejowych. <wyroznienie>Jerzy Sorel</wyroznienie> wielokrotnie wykazał, że pojęcie automatyzmu, poczucie
automatycznie dokonywającego się postępu, związane
są jak najściślej z pomyślnym rozwojem ekonomicznym danego kraju, społeczeństwa, danej epoki. Ideologowie przypisują sile własnych wytworów te powodzenia związane z rozrostem i utrzymaniem się danej ekonomicznej kultury. Hegel<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, przedstawiciel klasycznego idealizmu; twórca całościowego systemu filozoficznego, składającego się z logiki, filozofii przyrody i filozofii ducha, odległy inspirator marksizmu. Napisał m.in. <tytul_dziela>Fenomenologię ducha</tytul_dziela> (1807) i <tytul_dziela>Naukę logiki w trzech tomach</tytul_dziela> (1812--1816).</pe>wypowiedział tu decydujące słowo: prawdą świadomości panującej jest świadomość służebna. Stosunek prawdziwy danej grupy ludzkiej do przyrody i do całokształtu życia określony jest
przez jej rozwój ekonomiczny, lecz w świadomości kulturalnej stosunek ten odbija się zupełnie inaczej.</akap>




<akap><wyroznienie>Warstwy kulturalne uważają swoje
perypetie w nabywaniu kultury, swoje
przejścia ideologiczne, stany dusz, za
właściwy rdzeń dziejów.</wyroznienie> Psychologia warstw
kulturalnych jest zawsze bardzo skomplikowanym wynikiem zmian, zachodzących w strukturze społeczeństwa: ale warstwy te sądzą, iż psychologia ta rozwija
się z samej siebie, samą siebie wytwarza i przekształca.
Historycy literatury i krytycy ulegają nieustannie temu
błędowi, nieustannie tworzą całkiem fikcyjne połączenia, ustalają prawdziwie mitologiczne związki genealogiczne. Nie piszemy tu jednak krytyki fikcji, jakimi
historia literatury żyje. Konsekwencje dotyczące tego
przedmiotu nasuwają się same przez się, gdy się zanalizuje założenia, z których rodzą się tego rodzaju fikcyjne stanowiska i metody. Fikcje te i złudzenia są tylko
poszczególną postacią, poszczególnym wynikiem złudzeń
bardziej ogólnych i zasadniczych, które nazwać by można <wyroznienie>złudzeniami kulturalnej świadomości</wyroznienie>.
Świadomość uważana jest za coś wystarczającego samej sobie: czyż może być coś pierwotniejszego niż to, co jest punktem wyjścia wszystkich naszych dzieł, czynów --- nasza psychika, nasze ja --- myślą ludzie nowocześni. Człowiek nowoczesny łudzi się niezmiernie.
Wszystko, co w naszym ja ma kształt określony, co
się da ująć --- jest wynikiem, rezultatem procesu dokonywającego się poza naszymi plecami, jak mówił <wyroznienie>Hegel</wyroznienie> w swej <wyroznienie>Fenomenologii</wyroznienie>, książce, która,
mówiąc nawiasem, powinna być studiowana przez każdego, kto pragnie w myśli swej być niezależnym od
wszystkich tych samowmówień, omamień mitologicznych, fetyszystycznych przesądów, w jakie gardząca
Heglem myśl nowoczesnych kulturalnych ludzi wpada
nieustannie. Ja nasze jest zawsze wynikiem, produktem: wytwarza się ono poza naszymi plecami, wytworzone zostało w przeważnej części przed naszym na
świat przyjściem. Gdy teraz usiłujemy na gruncie tego
naszego ja pracować tak, jak gdyby stwarzało ono
aktami swojej woli samo siebie z nicości, gdy usiłujemy żyć, opierając się na nim, jak na opanowanej
przez nas podstawie, wpadamy w cały szereg sprzeczności i powikłań. Rozpatrujemy naszą psychikę jako
świat, podległy własnym swoim prawom, w sobie
zamknięty. Psychika ta, o ile jest ujęta w jakieś
kształty względnie określone, zależna jest od wszystkich tych zakresów życia, z których pochodzą składające się na nią elementy. Gdybyśmy nawet zdołali
przeprowadzić zasadę całkowitego uniezależnienia się
od otoczenia, to i wtedy jeszcze wszelkie perypetie
wewnętrzne naszej psychiki byłyby tylko momentem
z wielkiego dramatu nowoczesnej europejskiej historii, gdyż nie ma w psychice tej i nie może być nic,
co by nie zostało wytworzone jako przeżycie grup ludzkich, walczących o istnienie w warunkach, których przekształcenia tworzą właśnie tkankę europejskich dziejów.
<begin id="b1321222929785-2180950497"/><motyw id="m1321222929785-2180950497">Historia</motyw>Historia wytworzyła nas: --- marzyć o uniezależnieniu się od historii jest to marzyć o samounicestwieniu, o rozpłynięciu się w eterze feerii i baśni.<begin id="b1330504764592-2400656379"/><motyw id="m1330504764592-2400656379">Historia</motyw>Jest
naszą istotą właśnie to, że jesteśmy Europejczykami, żyjącymi w tym, a nie innym momencie. --- Nasze ja --- to nie jest coś
stojącego na zewnątrz historii, lecz ona sama; nie ma
możności wyzwolenia się od niej, gdyż nie ma w nas
włókna, które by do niej nie należało. <end id="e1330504764592-2400656379"/>Gdy więc łudzimy się, że w naszym wnętrzu jesteśmy samotni
i niezależni, wyrywamy z właściwego związku to, co
tylko w związku tym pojmowane być może. Gdy usiłujemy odgadnąć tajemnicę człowieka za pomocą introspekcji, refleksji filozoficznej --- dokonywamy zawsze tylko próby systemizacji<pe><slowo_obce>systemizacja</slowo_obce> --- dziś popr.: systematyzacja.</pe> wytworów historii. Nasza metafizyka jest zawsze mitologią społeczną, przypisuje bowiem samoistne znaczenie momentom społecznego istnienia. Od czasów <wyroznienie>Vica</wyroznienie><pe><slowo_obce>Vico, Giambattista</slowo_obce> (1668--1744) --- włoski filozof, historiozof i myśliciel społeczny; prekursor nowoczesnego historyzmu i teorii rozwoju społecznego. Dzieje społeczeństwa rozpatrywał jako proces przebiegający przez trzy cykle: od epoki bogów, przez epokę bohaterów, po epokę ludzi. Autor <tytul_dziela>Nauki nowej</tytul_dziela> (1725).</pe> powinno było
stać się to przekonanie o wszechobecności historii,
o jej zasadniczym metafizycznym znaczeniu, podstawowym założeniem wszelkiej filozoficznej myśli. Nic paradoksalniejszego nad złudzenie metafizyków, mistyków, którzy z lekceważeniem mówią o historii, zagadnieniach dziejowych i usiłują ponad nią, niezależnie
od niej zrozumieć byt, wieczną tajemnicę itp.; nie
są oni w stanie znaleźć nigdzie ani okrucha gruntu
pozahistorycznego: każda myśl, każda wartość jest
wytworem historii: poza wszelką psychiką i jej formami jest to, co ją tworzy: <wyroznienie>walka zbiorowa
ludzkości o życie swe i utrzymanie</wyroznienie>. Dzieje
ludzkości są dla nas niezaprzeczalną i ostateczną
rzeczywistością konkretną: w nich to człowiek
styka się z tym, co jest pozaludzkie i swoje przeznaczenie stwarza. Gdy usiłujemy przeznaczenie to zrozumieć niezależnie od historii, hipostazujemy<pe><slowo_obce>hipostazować</slowo_obce> --- od: <slowo_obce>hipostaza</slowo_obce>: przypisywanie pojęciom abstrakcyjnym rzeczywistego bytu.</pe> tylko momenty tej ostatniej i zamieniamy je w istności niezawisłe. <wyroznienie>Gdy usiłujemy wyzwolić się od historii, padamy ofiarą historii niezrozumianej.</wyroznienie> I historią niezrozumianą, mitologią dziejową, jest zawsze każda metafizyka, wszelka ponad- czy
pozahistoryczna koncepcja życia. Na to już nie ma
rady: --- <slowo_obce>,,notre moi le magnifique<pe><slowo_obce>notre moi le magnifique</slowo_obce> (fr.) --- nasze wspaniałe ja.</pe>"</slowo_obce> tak jest wplątane
w pasmo dziejów, że nie uda się nam go z tej tkaniny wyplątać. Podoba się nam to, czy też nie: jesteśmy tym, czym jesteśmy --- tj. wytworami pewnej
historii. Nie uda nam się wyjść poza nią. Możemy
zmieniać tylko maski, formy, nie zmienimy samej zasadniczej treści. Rzeczywistość nasza określona jest całkowicie przez historię, jest tą historią. Łudząc się, że
tak nie jest, tracimy własne życie, bo kto myśli, że od
historii uciekł, ten już padł jej ofiarą, tego ona wlecze już, urabia, kształtuje, a on te wyciskane przez nią
stygmaty --- tłumaczy jako runy<pe><slowo_obce>runy</slowo_obce> --- tu: znaki tajemnego pisma.</pe> swej poza czasem
przebywającej duszy. Tam dopiero zaczyna się możność swobodnego spojrzenia, gdzie są okopy ludzkiego
obozowiska: trzeba całą historię objąć, wziąć w pierś
własną, by w jej imieniu móc samemu sobie, światu ---
rzucić groźne i istotne: po co? Dopóki tylko w sobie,
w ukształtowaniu przypadkowym własnej świadomości
szukamy absolutnego sensu, nie wychodzimy poza granice tego odłamu dziejów, który wysnuł, wyprządł całą
naszą psychikę. Wszystkie błędy i złudzenia nowoczesnej myśli są różnymi formami i konsekwencjami tego
zasadniczego błędu: --- nadawania pozahistorycznego znaczenia momentom historii, uznawania za klucz bytu tego,
co jest tylko momentem i wynikiem dziejów ludzkości.<end id="e1321222929785-2180950497"/></akap>




<akap>Ewolucjonizm<pe><slowo_obce>ewolucjonizm</slowo_obce> --- (z łac. <slowo_obce>evolutio</slowo_obce>: rozwinięcie) kierunek w filozofii i naukach społecznych zainicjowany przez biologiczną teorię ewolucji Karola Darwina i system filozoficzny Herberta Spencera, ukształtowany w 2. połowie XIX w. Jako główne założenie przyjął koncepcję zmienności i postępowego rozwoju całej rzeczywistości. Przedstawicielami ewolucjonizmu byli: L.H. Morgan, L. Hobhouse, Th. Huxley, E. Haeckel.</pe> à la Spencer<pe><slowo_obce>Spencer, Herbert</slowo_obce> (1820--1903) --- angielski filozof i socjolog; obok Comte'a jeden z twórców socjologii, przedstawiciel organicyzmu i ewolucjonizmu w naukach społecznych. Autor 10-tomowej syntezy wiedzy ludzkiej --- <tytul_dziela>Programu systemu filozofii syntetycznej</tytul_dziela> (1862--1893).</pe> i Haeckel<pe><slowo_obce>Haeckel, Ernst Heinrich</slowo_obce> (1834--1919) --- niemiecki filozof, biolog, podróżnik, propagator darwinizmu. Stworzył pierwsze kompletne drzewo rodowe wszystkich organizmów.</pe>, idealizm
abstrakcyjny, indywidualizm, materializm, iluzjonizm,
estetyzm à la Wilde<pe><slowo_obce>Wilde, Oscar</slowo_obce> (1854--1900) --- irlandzki pisarz, poeta i dramaturg. Słynął z ekstrawaganckiego i amoralnego trybu życia. Najsłynniejsze dzieła: <tytul_dziela>Portret Doriana Graya</tytul_dziela> (1890), <tytul_dziela>Wachlarz Lady Windermere</tytul_dziela> (1892), <tytul_dziela>Kobieta bez znaczenia</tytul_dziela> (1893), <tytul_dziela>Mąż idealny</tytul_dziela> (1895), <tytul_dziela>Bądźmy poważni na serio</tytul_dziela> (1895).</pe> --- wszelkie postacie romantyzmu ---
wszystko to są tylko różne wzory, wysnute na tkance
nowoczesnej świadomości przez proces dokonywający
się poza jej plecami: --- nowoczesne dzieje Europy.</akap>


<akap>I rzecz oczywista, sprawa komplikuje się tylko,
gdy ta tak wytworzona i zmistyfikowana świadomość
z kolei zwraca się do tych dziejów i usiłuje je wysnuć
z siebie. Te Münchausiady<pe><slowo_obce>Münchausiada</slowo_obce> --- właśc. münchhauseniada, termin ukuty na podstawie tytułu powieści Rudolfa Ericha Raspe ---
<tytul_dziela>Niezwykłe przygody Barona Münchhausena</tytul_dziela> (1785) na określenie nieprawdopodobnych i fantastycznych historii.
</pe> historyczne czynią dla
nas raz na zawsze nieczytelnymi wszelkie publikacje
epigonów naszego romantyzmu na temat historii, polityki, życia społecznego. Gdy bowiem zwracamy się
ku ponadindywidualnym formom działania i myśli, niedogodności zamistyfikowanej świadomości kulturalnej
występują szczególniej dobitnie. Znika możliwość względnej chociażby, chociażby czysto hipotetycznej izolacji
psychicznej: podstawa naszej działalności --- psychika ---
nie tylko jest wynikiem dokonanego poza nami procesu, lecz przekształca się nieustannie, zależnie od głęboko poza nią i pod nią działających przyczyn. Dalej.
Rezultaty naszego, opartego na tak chwiejnym gruncie
działania wnikają w świat jeszcze bardziej od nas niezależny. Mitologia wprowadzona w czyn kończy się
niepowodzeniem, ale zamistyfikowana świadomość przekształca samo to niepowodzenie, stwarza sobie widmo
wroga, w walce z którym niby to ulega, dalej walkę
tę w myśli swej prowadzi<pa>Na tej właściwości świadomości idealistycznej oparli założenie swej komedii <tytul_dziela>Dobrodziej Złodziei</tytul_dziela> Irzykowski i Mohort, ale sami później zaplątali się w gąszczu pomysłów pasożytniczych i obcych.</pa>. W biografii każdego typowego idealisty europejskiego XIX stulecia możemy
z łatwością odnaleźć scharakteryzowane tutaj momenty.
Niepowodzenia same stają się więc potwierdzeniami
z punktu widzenia zamistyfikowanej świadomości: złudzenie tylko staje się szczelniejszym. Dorobek kulturalny XIX stulecia został w znacznej mierze uwarunkowany przez tego rodzaju właśnie perypetie. Nie należy ani na chwilę zapominać o tym.</akap>




<akap><begin id="b1330505747714-1351105175"/><motyw id="m1330505747714-1351105175">Wolność, Historia</motyw>Idzie wciąż o to, aby zrozumieć, że zapanować
nad życiem, stać się swobodnymi, możemy jedynie przez
zrozumienie i opanowanie tych sił, które stworzyły naszą psychikę. Idzie o całkowite przeniknięcie się tą myślą,
że historia nie jest czymś, co stoi na zewnątrz nas, względem czego możemy zajmować dowolne stanowiska.<end id="e1330505747714-1351105175"/></akap>
<akap>Psychika związana jest z bytem jedynie i wyłącznie przez ten proces życiowy, który ją wytworzył: gdy
uważa samą siebie za istnienie niezawisłe od tego procesu, traci możność zapanowania nad nim. Sen o swobodzie staje się istotną<pe><slowo_obce>istotny</slowo_obce> --- tu: rzeczywisty.</pe> niewolą. Gdy dumnie zamykamy
się w granicach naszego ja, poddajemy się ślepo tym
siłom, które je stworzyły i przekształcają. Ja nasze ---
to wytwór, związany mniej lub więcej ściśle z całym
rozwojem kultury nowoczesnej. Gdy najbardziej nawet
zacieśniamy własne życie, nie zmieniamy tego faktu, że
jest ono uwarunkowane przez pewną fazę, pewien moment ogólnej historii europejskiej. Żadna z tych faz
nie jest zamknięta w sobie: każda pozostaje w związku
z całością i przez całość tę jedynie zrozumiana i wytłumaczona być może. Ja nasze pełne jest czarów i zaklęć: to, co uważamy za naszą własność, jest darem potęg przekształcających nasze istnienie. Rzeka historii europejskiej przecieka przez nasze wnętrze. Nie uda
się nam zrozumieć samych siebie, wyzwolić samych
siebie, jeżeli nie sięgniemy aż do dna tego procesu.
Kto chce istotnie być panem swoich losów, świadomie
przeżyć i tworzyć swoje życie, musi sięgnąć aż do tych
głębin, w których rodzą się siły, określające bieg i kierunek wielkiej dziejowej rzeki.</akap>






<akap>Pociąga to niezmierne ważne konsekwencje.</akap>




<akap>Psychika nasza, świadomość nasza, są wytworem
nowoczesnej europejskiej historii: tym są <wyroznienie>w istocie
swojej, czym czyni je bieg tej historii</wyroznienie>, ich udział w niej. Stąd więc wtedy tylko swobodnymi
być byśmy mogli, gdybyśmy w samej rzeczy władali
tymi siłami, które nasze ja określają. Nasze ja, jego
treść, wskazuje nam jedną tylko możliwą drogę do swobody, drogę, która prowadzi poprzez zapanowanie nad
procesem stanowiącym istotę nowoczesnej europejskiej
historii. W tej tylko głębinie chwytamy i ujmujemy nagą
wolność naszą: nasze ja właściwe przebywa aż na dnie
pod nurtem historii; na każdej innej powierzchni ujmujemy samych siebie poprzez kształty wytworzone przez
bieg zdarzeń, utożsamiamy się z nimi, stajemy się bałwochwalcami. Zapanować nad samym sobą, siebie samego tworzyć, być artystą i twórcą własnego przeznaczenia, siebie samego znać i posiadać w ten tylko sposób może nowoczesny Europejczyk: taką jest siła fatalna, tkwiąca w naszym pozornie osobistym, izolowanym, prywatnym ja. I taką jest klątwa czy błogosławieństwo nowoczesnej europejskiej kultury, że nie może
już ona ustalić się na żadnym innym poziomie, że logika wewnętrzna ciągnie ją ku tym głębinom, w których wykuć i ująć siebie musi prawdziwa, panująca nad
losem własnym, nad duszą swą i jej drogami samowładza ludzka. Ciężar gatunkowy europejskiej psychiki
nie pozwoli jej ustalić się na żadnym innym poziomie:
jeżeli tego nie rozumiemy, padamy ofiarą zapoznanych,
niezrozumianych praw dziejowego ciążenia.</akap>




<akap>Nie zastanawiamy się nad zagadnieniami najistotniejszymi, które dlatego właśnie, że tak istotne --- nieustannie nam towarzyszą; zapominamy, jak straszliwe
wprost znaczenie tkwi w samym pojęciu naszego <wyroznienie>ja</wyroznienie>,
w ja jako formie. Oto pewna ukształtowana w pewien
specjalny sposób psychika przyjmuje samą siebie za
podstawę działania. Działa i gdy jej czyny wracają do
niej, przełamawszy się w pryzmacie całego otaczającego
ją życia, musi uznać je za swoje. Co to znaczy? Oto
ani mniej ani więcej, jak to, że każde <wyroznienie>ja</wyroznienie> zostaje uznane
za pana całego przyczynowego splotu życia. Świat cały,
mówi francuski filozof <wyroznienie>Le-Roy<pe><slowo_obce>Le Roy, Édouard</slowo_obce> (1870--1954) --- francuski filozof i matematyk; propagator filozofii Bergsona, przedstawiciel katolickiego modernizmu.</pe></wyroznienie>, jest naszym ciałem.
<wyroznienie>Ja</wyroznienie> z tego punktu widzenia jest zadaniem: psychika ma
się stać odpowiedzialnym i niezależnym władcą świata,
kształtować ma życie jak swą własność. W działaniu
swoim na niej się opieramy, działanie to zaś przeistacza się zależnie od tego, co zeń świat uczyni i to przeistoczone działanie wraca ku nam jako dzieło, nasza odpowiedzialność. Rysem znamiennym nowoczesnej europejskiej kultury jest to, że opiera się ona na tak pojętej indywidualności, że przyjmuje ona cały bezmiar
tkwiący w samym pojęciu <wyroznienie>ja</wyroznienie>, że usiłuje to ja zrealizować.</akap>




<akap>To wyznacza zasadniczy, podstawowy kierunek europejskiej historii. Ja tu jest nie złudzeniem, lecz czymś
istotnym. Kultura europejska --- to usiłowanie zmierzające
ku utożsamieniu pojęcia <wyroznienie>jaźni</wyroznienie> i <wyroznienie>człowieka</wyroznienie>, to
podniesienie człowieka do godności swobodnego, rzeczywistego sprawcy swoich losów.</akap>




<akap>Ja każdego z nas wplecione jest w proces, który
obejmuje całokształt europejskiej kultury i historii: nie
będziemy wolni, nie będziemy sobą, jeżeli całej kultury
tej nie opanujemy w jej korzeniach, jeżeli władać się
nią nie nauczymy, jak posłusznym nam dziełem. To,
co Hegel uważał za podstawę, jest celem i zadaniem. <wyroznienie>Człowiek musi zawładnąć tak życiem, aby nie było w nim, w jego własnej duszy nic prócz tego, co on sam
świadomie zamierzył i stworzył</wyroznienie>. Hoene-Wroński<pe><slowo_obce>Hoene-Wroński, Józef Maria</slowo_obce> (1776--1853) --- właśc. J. Hoene (nazwisko Wroński przybrał później), filozof, matematyk, astronom, ekonomista, fizyk i prawnik, przedstawiciel mesjanizmu polskiego.</pe> sformułował istotnie w terminach teologicznych rys najbardziej zasadniczy, wyróżniający Europę
Zachodnią od wszelkich innych kultur: człowiek dąży
tu do tego, by stać się własnym, świadomym stwórcą,
by samego siebie swobodnie i świadomie tworzyć.</akap>




<akap>Psychika samą siebie swobodnie utrzymująca i rozwijająca --- oto niewątpliwie określenie pojęcia ja, jego
istota.<begin id="b1330509110659-2187429726"/><motyw id="m1330509110659-2187429726">Walka</motyw> Lecz w jaki sposób <wyroznienie>psychika</wyroznienie> utrzymuje się,
narzuca światu poza nią istniejącemu swoje prawa?
Tu przechodzi linia graniczna pomiędzy nowoczesną
filozofią a filozofią Hegla<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, przedstawiciel klasycznego idealizmu; twórca całościowego systemu filozoficznego, składającego się z logiki, filozofii przyrody i filozofii ducha, odległy inspirator marksizmu. Napisał m.in. <tytul_dziela>Fenomenologię ducha</tytul_dziela> (1807) i <tytul_dziela>Naukę logiki w trzech tomach</tytul_dziela> (1812--1816).</pe>. Dla Hegla świat był zasadniczo tej samej co i psychika natury. Psychika ujmowała jego istotę, poznając. Opanowanie świata było
procesem logicznym. Dla nas inaczej stoją te sprawy.
Utrzymanie się psychiki wobec świata ukazuje się w zasadzie jako rezultat walki.<end id="e1330509110659-2187429726"/> Psychika związana jest ściśle
z życiem. Zwycięska psychika ukazuje się nam jako
wynik nie logicznego, lecz biologicznego procesu. Racjonalizm posługuje się irracjonalizmem jako narzędziem. Stworzyć formy życia, w których <wyroznienie>ja</wyroznienie> byłoby
swobodne, stworzyć formy życia zdolne utrzymywać
się wobec naporu wrogiego świata, z całkowitą samowiedzą i samowładzą ostawać się wobec niego i ponad
jego skłębienie siebie wydźwigać --- tak oto przedstawia
się sprawa. Pomiędzy myślą a światem nie ma przedustawnej harmonii. Człowiek musi sam stworzyć sobie
swój posłuszny świat. <wyroznienie><begin id="b1321226602969-408233140"/><motyw id="m1321226602969-408233140">Praca</motyw>Praca ukazuje się jako
jedyny fundament myśli.</wyroznienie> Myśl żyje w świecie,
o ile utrzymywana jest na jego powierzchni przez wysiłek życia. Sama przez się nie ma żadnej władzy.<end id="e1321226602969-408233140"/> Tu występuje nieubłagana surowość nowoczesnego stanowiska. Samo przez się nasze <wyroznienie>ja</wyroznienie>, jako forma psychiki, jest bezsilne. Istnieje, o ile jest utrzymywane na gruncie pracy. Jeżeli z pracą tą nie jest związane bezpośrednio, zależnym jest od niej, od jej przypadkowych wymagań i konstelacji. <wyroznienie>Ja</wyroznienie> jest swobodne jedynie jako psychika człowieka swobodnie stwarzającego swoje podstawy bytu wobec wszechświata. Jedynie jako <wyroznienie>ja</wyroznienie> swobodnie rządzące swoją pracą, realizuje ono swoja swobodę, staje się niezależnym od warunków stwarzanych przez przypadkowe konstelacje procesu ekonomiczno-dziejowego, w takich tylko warunkach <wyroznienie>ja</wyroznienie> stwarza i utrzymuje samo siebie, nie zaś jest wytwarzane w głębiach nieopanowanej historii, poza własnymi plecami. Psychika --- to podstawa samoistnych czynów i odpowiedzialności; by mogła ona wytrzymywać ten ciężar, musi istotnie sama sobie wystarczać wobec wszechświata, musi być formą życia, zdolną utrzymywać samą siebie. Jeżeli psychika jest tylko wynikiem przypadkowego ukształtowania życia historycznego, poprzedzającego ją i współczesnego jej, jeżeli wpleciona jest w proces niezawisły od niej i przekształcający ją --- jest rzeczą jasną, że wpadać ona będzie w kolizje, gdy zechce sama siebie uznawać za podstawę działania.</akap>




<akap>Każda psychika zawiera w samej sobie logikę swych postępków; gdy logika ta nie jest w stanie wytrzymać nacisku świata, psychika wytwarza sobie obrazy świata sztuczne, mające za zadanie uzasadnić ją we własnych oczach. Współczesna literatura przynosi niezmiernie charakterystyczne przykłady prawdziwych <wyroznienie>zdziczeń</wyroznienie> duchowych, powstających stąd, że psychika wytworzona przez pewne specjalne ukształtowanie społeczno-historyczne --- usiłuje stworzyć sobie obraz
świata, w którym mogłaby samej sobie wystarczać,
samą siebie utrzymywać. Myśl nowoczesna utrzymuje
się na podstawie bezmiaru dokonywanej nieustannie
pracy; gdy usiłuje wytłumaczyć sobie, że stoi o własnych siłach, powstają obrazy świata przerażające wprost
swą fantastycznością. Będziemy mieli sposobność zająć
się bliżej poszczególnymi zjawiskami tego typu. Tu wracamy do zajmującego nas przedmiotu, do zagadnienia,
jakim warunkom musi uczynić zadość kultura nowoczesna.</akap>




<akap>Wszelkie określenia i schematy mają oczywiście
wartość względną. Dla naszych celów możemy jednak
przyjąć następujące określenie kultury. --- Kulturą nazywamy systemat wymagań, przez których spełnienie
nadajemy trwałość naszym właściwościom psychicznym, utrwalamy je poza sobą. Tak w epoce renesansu trwałym wydawało się to, co stanowiło przedmiot upodobań męża, zdolnego siłą lub chytrością
utrzymać się w walce wszystkich przeciwko wszystkim
na powierzchni historycznego życia. Być przedmiotem
upodobania ludzi zdolnych wywrzeć wpływ na wypadki
państwowe --- oto co nadawało znaczenie trwałe wartościom kulturalnym i psychicznym. Stać się cechą,
zdolną wytrzymać miarę ,,dworskości" --- oto co znaczyło być podniesionym do stopnia kultury w epoce
Ludwika XIV. Stać się cząstką kultury znaczyło to
zawsze stać się pierwiastkiem w życiu typu istnienia,
ukazującego się w danym momencie jako trwały. Gdy
dziś szukamy typu, który by wytrzymywał tę miarę,
ukazuje się nam jako konieczny warunek: zdolność
samoistnego utrzymywania swego życia wobec wszechświata. Kulturalną wartość będą posiadały stany psychiczne niezbędne dla istnienia takiego typu. Trwałość
kulturalną nadajemy naszej psychice jedynie przez takie
jej przeistoczenie i zużycie, aby stała się jednym z momentów istnienia typu utrzymującego się wobec wszechświata swą własną pracą. Trwałość kulturalną ma to,
co jest niezbędnym momentem w życiu takiego typu.</akap>




<akap>Zrozumiejmy bliższe znaczenie tego określenia.</akap>




<akap>Aby dany typ mógł istnieć, musi on być zdolnym
wytwarzać <wyroznienie>swobodnie</wyroznienie> to wszystko, co jest koniecznym do rozwinięcia nie mniejszej <wyroznienie>ilości poddanej
ludzkiej woli energii</wyroznienie>, niż ta ilość, jaką wytwarzają dzisiejsze, opierające się na reglamentacji z góry społeczeństwa. <begin id="b1330511440907-2037447316"/><motyw id="m1330511440907-2037447316">Praca, Erotyzm</motyw>Poziom swobodnej pracy nie
może ustępować poziomowi pracy skrępowanej, jeżeli
swoboda pracy ma być możliwa jako fakt ekonomiczny.
Nie dość na tym, aby swoboda ta stała się możliwa
jako fakt ekonomiczny --- niezbędne dla niej warunki
biologiczne i psychiczne muszą stać się pożądanymi,
muszą stać się podstawą biologicznego samodoboru,
muszą jednym słowem wejść w skład ideału erotycznego ludzkości. Rola erotyzmu w naszym życiu umysłowym, zwłaszcza zaś w wytworach zbiorowej kulturalnej myśli jest niezmiernie ważna i bywa na ogół
słabo rozumiana. Można, jak sądzę, twierdzić, że znaczenie kulturalne w wielkim stylu może pozyskać tylko
taki sposób pojmowania życia, który odpowiada jednocześnie i wymaganiom praktycznym nowego typu, tj. może się stać dla niego regułą ekonomicznego zachowania się i działa w sposób zgodny z wymaganiami najszczęśliwszego rozwoju na jego instynkty i potrzeby
erotyczne. Jeżeli życie erotyczne człowieka upływa
w sposób niezgodny z jego sposobem pojmowania
świata, jeżeli świat jego pracy nie jest światem jego
miłości, rozterka ta prędzej czy później zburzy harmonię danej kultury.<end id="e1330511440907-2037447316"/> Stosunki te są niezmiernie skomplikowane: niewątpliwą jednak jest rzeczą, że przy
ocenie każdego systematu kultury należy badać jego
stosunek do świata erotycznego życia człowieka. Nasza polska literatura odznaczała się i odznacza zdumiewającym brakiem zmysłu dla tego rodzaju zagadnień. Będziemy mieli sposobność przekonać się, jak
niezmiernie cennym i ważnym dla zrozumienia twórczości jest zaznaczony tutaj przez nas punkt widzenia.
Tu raz jeszcze powtarzamy, że utrwalonym w znaczeniu istotnym może być tylko taki typ istnienia, który
jest w stanie samoistnie ostać się wobec wszechświata,
tj. taki, który zdoła nie tylko wyrobić w sobie warunki niezbędne dla swobodnej, kierującej samą sobą
pracy, lecz tak dalece zrośnie się z nimi, że stanowić
będą one moment jego erotycznego ideału. W takim
tylko wypadku świat prawny i naukowy danego typu
będzie jednocześnie jego światem estetycznym.</akap>




<akap>Nie należy ulegać złudzeniu, że w przeszłości kultura powstawała przez podporządkowanie się jednostek
wzorom gotowym i danym. <begin id="b1330511563376-48325665"/><motyw id="m1330511563376-48325665">Bunt</motyw>Kultury ukazują się nam
jako wystarczające sobie całości wtedy tylko, gdy zostały już stworzone. Każdy świat kulturalny w momencie swego powstania był czymś nowym, niebywałym, bezzasadnym, chaotycznym, grzesznym: powstawał
wraz z narodzeniem jakiegoś nowego typu istnienia,
typu, który był zaprzeczeniem poprzednich, buntem
wobec nich, zerwaniem ciągłości. Kultura klasyczna
XVII wieku we Francji, ów wzór tradycjonalizmu
przyświecający Brunetiére'om<pe><slowo_obce>Brunetière, Ferdinand</slowo_obce> (1849--1906) --- francuski historyk literatury i krytyk, w badaniach nad rozwojem literatury korzystał ze zdobyczy nauk przyrodniczych.</pe> i Lemaître<pe><slowo_obce>Lemaître, Jules</slowo_obce> (1853--1914) --- francuski publicysta i pisarz, stosował krytykę impresjonistyczną, pisał dramaty i opowiadania.</pe>'om, była też
w momencie swoich narodzin zerwaniem tradycjonalnego wątku i odstępstwem. Przedstawiciel tej nowej
kultury sprzeniewierzał się ideałom feudalnej dumy i niepodległości, był odstępcą od czcigodnych sędziwych tradycji i obyczajów. To samo działo się w każdym momencie kulturalnych narodzin. <end id="e1330511563376-48325665"/>Dziś tylko większym niż kiedykolwiek jest przedział do wypełnienia:
wszystkie dotychczasowe typy kulturalne żyły i rozwijały się na gruncie niesamodzielnej, utrzymującej je
pracy. Pomimo to, ten jeden tylko pozostał niewątpliwie kierunek. <wyroznienie>Wola kultury</wyroznienie> tę jedną ma tylko
przed sobą drogę: tworzenia i hodowania psychiki
swobodnych, samoistnie stwarzających całe swe życie,
cały gmach swego istnienia pracowników.</akap>




<akap>Użyłem wyrazu <wyroznienie>,,wola"</wyroznienie>. Gdy się czyta dzisiejsze
prace historyczno-społeczne, doznaje się wrażenia, że
jest ona nieobecna i niepotrzebna. Deprawujący i usypiający mit nieustannego, automatycznego postępu ---
przesłania nam tę prawdę, że wszystko, co kiedykolwiek było i jest wartością kulturalną, zostało stworzone przez wysiłek, że aby nowy świat kultury powstał, musi on stać się przedmiotem dążeń, celem, ku
któremu zmierza i wytęża się wola pokoleń. W danym
wypadku zaś mamy do czynienia z koniecznością dokonania świadomego i celowego skrętu w swym życiu
psychicznym. To, co jest automatyzmem w życiu warstw
kulturalnych, skierowuje bowiem ich myśli i dążenia
w zgoła innym kierunku. Literatura, sztuka, filozofia,
ideologia w ogóle powstają dzisiaj za sprawą pierwiastków niezwiązanych z żadną określoną funkcją, z żadnym określonym typem społecznym. Pierwiastki te
w psychice swej przynoszą struktury najrozmaitszych
minionych typów kulturalnych; niezwiązane z żadnym
określonym kierunkiem działalności i wystawione na
działanie zmieniającego się bez ich wdania się otoczenia, zawisają one wprost w powietrzu bez żadnego oparcia. Nie znajdują naokoło siebie żadnego trwałego typu
istnienia, nie znajdują w swoim życiu żadnej celowej
konieczności: życie wydaje im się dowolną grą psychicznych przypadków, pewnym rodzajem <slowo_obce>creatio ex
nihilo<pe><slowo_obce>creatio ex
nihilo</slowo_obce> (łac.) --- tworzenie z niczego.</pe></slowo_obce>, powoływanym do istnienia przez psyche. Psyche --- ten twór mozolnie zrodzony pod naciskiem
najróżnorodniejszych konieczności historii --- uchodzić
zaczyna za historii tej swobodną twórczynię. Dowolność, przypadkowość istnienia, właściwa żyjącym jakby
w porach dzisiejszego społeczeństwa przedstawicielom
kultury, zostają odczuwane jako typ właściwy życia
ludzkiego. To, co nazywa się w języku tego rodzaju
elementów twórczością kulturalną, jest właściwie całkowitym przeciwstawieniem tego stosunku do życia,
który zawsze i wszędzie kulturę wytwarzał. Zamiast
podporządkowywania przypadkowej psychiki indywidualnej wymaganiom trwałego typu życiowego --- mamy
podporządkowywanie wytworów historii subiektywnym
wymaganiom przemijającej indywidualności. Tworzyć
znaczy to tu przystosowywać treść życia do wymagań
naszej indywidualnej wrażliwości, znaczy to przemieniać życie i jego pracę w sen mile nas kołyszący,
w ponętną i zajmującą bajkę. Świat cały istnieje tylko
po to, aby miały w sobie co odbijać bańki mydlane.
Nie jest w naszej mocy zmienić warunków, w jakich
powstaje dziś ideologia, ale nie trzeba przeceniać kulturalnego znaczenia powstających tu ruchów, strzec
się należy narzucających się tu perspektyw, zachować
świeżość głowy wobec wytwarzanej tu odurzającej
atmosfery. Rzeczy trwałe mogą powstawać tu tylko
przypadkowo lub pod wpływem niezwykle <wyroznienie>silnej,
heroicznej woli</wyroznienie>. Idzie o to, aby woli tej ułatwiać powstanie, aby usuwać przynajmniej psychologiczne, intelektualne przeszkody, jakie zagłuszają prawie
każdy jej pierwiastek. Idzie o to, aby zrozumieć życiowe znaczenie procesów, przykuwających do siebie
uwagę swą hałaśliwością.</akap>




<akap>Inną jest rzeczą kulturę tworzyć, a inną rozumieć
i tłumaczyć to, co już stworzone. Każdy świat kulturalny
powstawał nie z logicznej analizy poprzedniego, lecz
z zupełnie nowego wątku, z zaprzeczenia tego, czym
żył poprzedni. Każdy był przed powstaniem swym nagim barbarzyńcą, każda nowa kultura ukazywała się
zrazu jako zaprzeczenie poprzedniej, wydawała się samej sobie zaprzeczeniem kultury, wartości. Tworzyć
nową kulturę znaczy to tworzyć nowy typ życia. Narastając, walcząc o swe istnienie, wyłoni on z siebie
to, co gdy będzie dokonane, ukaże się jako systematyczna całość, rozumny organizm wartości, a co w momencie powstania wydaje się zaprzeczeniem wszystkich
tych form, w jakich wyobrażają sobie życie umysły
wychowane na zakończonych, przeminionych kulturach. Toteż przy ocenianiu kulturalnej wartości danej
myśli, danego kierunku --- badamy nie intelektualną
jego logiczność, lecz życiową wydajność: zastanawiamy
się nad tym, do jakiej formy życia on należy i jaka
jest podstawa trwania tej formy, tj. zastanawiamy
się nie nad tym, czy odpowiada ten kierunek naszym
upodobaniom, nałogom, przesądom, lecz czy zdoła on
utrzymać i rozwinąć sam siebie wobec świata, czy
zdoła ostać się wobec życia. Czy znaczy to, że mamy
wypierać się samych siebie, że mamy wyrzekać się
własnej duszy dla tak lub inaczej pojętej doktryny?
Bynajmniej. Znaczy to tylko, że mamy walczyć
o utrwalenie tego, co cenimy w sobie, znaczy to, że
mamy pracować nad tym, aby zapewnić trwanie temu,
co wydaje się nam w nas najcenniejszym. Widzieliśmy,
że w ten sposób powstawała każda kultura, każda kultura wynikała z takiego przetworzenia subiektywnych
właściwości, że stawały się one momentami trwałej
historycznie formy życia. Nasza psychika współczesna
jest wynikiem dotychczasowej europejskiej historii i jej
wytworem, stać się może ona elementem kultury o tyle
tylko, o ile powstanie i dojrzeje typ życia, panujący
nad tymi siłami, których gra stworzyła dotychczasowe
europejskie dzieje. Jest tylko jedna droga, prowadząca
do ocalenia kulturalnych wartości: polega ona na takim ich przetworzeniu, aby stały się organami panowania nad światem rządzącej sobą niepodległej pracy.</akap>





<akap>Należeć do trwałego świata, stanowić jego moment organiczny --- takim było zawsze określenie kultury, twórczości kulturalnej. Kulturą stają się właśnie
nasze cechy indywidualne jedynie, gdy są oparte na
takim trwałym gruncie. Dzisiaj zadanie nasze jest szczególnie trudne, gdyż świat kultury, na którym jedynie
oprzeć się możemy, nie istnieje, nie można nawet powiedzieć, że powstaje. Nie uciska on nas z zewnątrz,
w sobie samych zbudować i ugruntować musimy, założyć siłą woli podstawy trwałe i niezapadające się
pod nogami. Odpowiedzialność wobec historii --- oto
jest rys zasadniczy każdej mającej doniosłość kulturalną działalności. Wrogiem najgroźniejszym jest dziś
życie <wyroznienie>bez historycznego planu</wyroznienie>, miękki i bezkostny subiektywizm. Brak kulturalnej, historycznej
woli, brak męstwa, odległych historycznych perspektyw
--- oto cechy, rzucające się w oczy nowoczesnej europejskiej psychice kulturalnej. Tym kanałem wycieka najszlachetniejsza krew naszej myśli. Kultura dzisiejsza to
w znacznej mierze system złudzeń i iluzji, przesłaniających ten istotny stan rzeczy: --- to system ucieczek przed historią. Niewiara w historię, bezsiła dziejowa --- oto treść, przybierająca najróżnorodniejsze
formy. Jedną z najniebezpieczniejszych jest optymistyczna wiara w przyszłość powstającą automatycznie:
zabija ona to, co jest najniezbędniejsze --- heroizm
woli, i to dziś, gdy jest on dla nas, nieposiadających
nad sobą żadnej istniejącej obowiązującej formy --- jedynym gruntem. Fundament nasz i sklepienie nasze
w nas tylko przebywają, nie ma ich poza nami.</akap>







<naglowek_rozdzial>II. Kryzys romantyzmu</naglowek_rozdzial>

<nota><akap><wyroznienie>Samotna jednostka, nieznajdująca dla siebie miejsca w życiu klas posiadających, do których należy jako działacz kulturalny ,,Młodej Polski". Romantyzm jako stan świadomości, wytwarzanej w społeczeństwie, lecz niezdolnej do wytwarzania samego społecznego życia. Zwrot współczesnej krytyki francuskiej przeciwko romantyzmowi. Sama krytyka ta powstaje w granicach romantyzmu, tj. chciałaby przyjąć psychiczny rezultat życia, a odrzucić samą naturę tego życia. Romantyzm jako wynik nieuchronny życia dziejowego, w którym prawo jest nieobecne. Głęboka krytyka romantyzmu musi być krytyką społecznego ustroju. Wartość wewnętrzna świadomości romantycznej zależna jest od procesu życiowego, który ją stworzył. Ubóstwo psychiczne Młodej Polski jako wynik nicości wewnętrznej tego polskiego status quo, przeciwko któremu była Młoda Polska buntem. Usiłowania przywrócenia ciągłości tradycji przez ,,obłaskawienie" ruchu młodopolskiego i zapoznanie dziejowego znaczenia lat 1904--1906. Ciągłość tradycji jako ciągłość dobrowolnej i idealizowanej niewoli. Liryzm helotów. Intelekt taroczkowy<pe><slowo_obce>taroczkowy</slowo_obce> (neol.) --- zdatny głównie do gry w karty (konkretnie: w taroka).</pe>.</wyroznienie></akap></nota>




<akap>Podczas czytania prac Burckhardta<pe><slowo_obce>Burckhardt, Jacob</slowo_obce> (1818--1897) --- szwajcarski historyk kultury, sztuki, literatury, eseista, znawca renesansu i baroku. Autor <tytul_dziela>Kultury Odrodzenia we Włoszech</tytul_dziela> (1860).</pe> i Symondsa<pe><slowo_obce>Symonds, John Addington</slowo_obce> (1840--1893) --- angielski poeta i krytyk literacki. Jako historyk kultury zasłynął studium <tytul_dziela>The Renaissance. An Essay</tytul_dziela> (1863).</pe> o włoskim renesansie przychodziła mi do głowy myśl,
jak przedstawiłby się nasz okres ,,Młodej Polski", gdybyśmy wobec niego zajęli tak rozległe, historyczne,
opisowe stanowisko. Zginęłoby mnóstwo złudzeń subiektywnych, ale na ogół mielibyśmy więcej szans dla
sformułowania obiektywnego, sprawiedliwego sądu.
Gdy się wżyjemy w warunki dziejowe, wśród których
powstawało i rozwijało się włoskie odrodzenie, czuje
się wprost w sobie tę moc fatalną, która ciążyła tu
na duszach, kształtowała je, tworzyła ich charakter i tragizm. Ginie osobista wina lub zasługa, giną nawet
sympatie i antypatie: wydaje się, że cała epoka była
jedną wielką duszą, a momenty jej życia, oddzielne
jego kierunki, ukazują się nam jako Savonarola<pe><slowo_obce>Savonarola, Girolamo</slowo_obce> (1452--1498) --- florencki kaznodzieja dominikański, reformator religijno-polityczny, dominikanin, męczennik, święty Kościoła rzymskokatolickiego.</pe>, Machiavelli<pe><slowo_obce>Machiavelli, Niccolo</slowo_obce> (1469--1527) --- włoski dyplomata z Florencji, historyk, prawnik i pisarz okresu renesansu, autor traktatu o sprawowaniu władzy i cechach skutecznego politycznie władcy (<tytul_dziela>Książę</tytul_dziela>, 1513).</pe>, Juliusz II<pe><slowo_obce>Juliusz II</slowo_obce> (1443--1513) --- właśc. Giuliano della Rovere, papież w latach 1503--1513, poszerzył granice państwa kościelnego, był patronem sztuk pięknych.</pe>, Michał Anioł<pe><slowo_obce>Michał Anioł</slowo_obce> (1475--1564) --- właśc. Michelangolo di Ludovico Buonarotti Simoni, malarz, rzeźbiarz, poeta i architekt włoskiego renesansu; najsłynniejszym jego dziełem jest <tytul_dziela>Sąd Ostateczny</tytul_dziela> z Kaplicy Sykstyńskiej.</pe>, Botticelli<pe><slowo_obce>Botticelli, Sandro</slowo_obce> (1445--1510) --- właśc. Alessandro di Mariano Filipepi, włoski malarz epoki odrodzenia, przedstawiciel szkoły florenckiej; malował obrazy i freski na tematy mitologiczne i religijne. Jest autorem takich dzieł jak: <tytul_dziela>Narodziny Wenus</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Primavera</tytul_dziela> czy fresków w Kaplicy Sykstyńskiej.</pe>, Ariost<pe><slowo_obce>Ariost</slowo_obce> (1474--1533) --- właśc. Ariosto, Ludovico, włoski poeta, satyryk i komediopisarz, autor poematu <tytul_dziela>Orland szalony</tytul_dziela>.</pe>.
Z samych urządzeń i stosunków wydobywa się pewna
logika, która wołać zdaje się o taką lub inną ludzką
postać; i ukazują się nam w tragicznym świetle Włoch,
ginących wśród szamotania się z zamierzchłej przeszłości w przyszłość do dziś dnia nierozwikłaną rwących.
się sił --- protagoniści dziejowego dramatu. I dziś wydaje mi się, że i u nas Kasprowicz<pe><slowo_obce>Kasprowicz, Jan</slowo_obce> (1860--1926) --- poeta, krytyk literacki, dramaturg, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, tłumacz. W twórczości związany był z kilkoma nurtami młodopolskimi: od naturalizmu (<tytul_dziela>Z chłopskiego zagonu</tytul_dziela>), przez symbolizm, katastrofizm i ekspresjonizm (<tytul_dziela>Hymny</tytul_dziela>) do prymitywizmu (<tytul_dziela>Księga ubogich</tytul_dziela>).</pe>, Przybyszewski<pe><slowo_obce>Przybyszewski, Stanisław</slowo_obce> (1868--1927) --- pisarz, dramaturg, poeta, twórca manifestu Młodej Polski (<tytul_dziela>Confiteor</tytul_dziela>), jeden z pierwszych ekspresjonistów w literaturze europejskiej, skandalista, członek cyganerii krakowskiej, redaktor krakowskiego ,,Życia", artystyczny przywódca Młodej Polski. Pisał m.in.: powieści (<tytul_dziela>Dzieci szatana</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Homo sapiens</tytul_dziela>), dramaty (<tytul_dziela>Śnieg</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Matka</tytul_dziela>), poematy prozą, eseje, wspomnienia.</pe>,
Wyspiański<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>, Żeromski<pe><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> (1864--1925) --- pseud. Maurycy Zych, Józef Katerla; prozaik, dramaturg, publicysta. Współtwórca i pierwszy prezes Związku Zawodowego Literatów Polskich, w 1924 założył oddział polskiego Pen Clubu. Główna tematyka jego pisarstwa to krzywda społeczna, zacofanie cywilizacyjne warstwy chłopskiej, etyczny obowiązek walki o sprawiedliwość i postęp, więź z tradycją walki narodowowyzwoleńczej, tematy historyczne związane z powstaniami, walka z rusyfikacją. Stworzył swoisty dla swego pisarstwa wzór bohatera, samotnego inteligenta-społecznika, który podejmuje zmaganie o dobro ogółu, a odrzuca przy tym szczęście prywatne. Napisał m.in.: <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Przedwiośnie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Rozdziobią nas kruki, wrony</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Różę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Syzyfowe prace</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Urodę życia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wierną rzekę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ludzi bezdomnych</tytul_dziela>.</pe>, Staff<pe><slowo_obce>Staff, Leopold</slowo_obce> (1878--1957) --- poeta, eseista, tłumacz. Uznawany za przedstawiciela współczesnego klasycyzmu, łączony z parnasizmem i franciszkanizmem. Należał do trzech epok literackich, w refleksyjno-filozoficznej poezji łączył spontaniczną afirmację życia z postawą sceptyka-humanisty, nobilitował codzienność; tomiki poetyckie: <tytul_dziela>Sny o potędze</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Uśmiechy godzin</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Martwa pogoda</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wiklina</tytul_dziela>, symbolistyczne dramaty, przekłady.</pe>, Irzykowski<pe><slowo_obce>Irzykowski, Karol</slowo_obce> (1873--1944) --- polski pisarz, dramaturg, krytyk literacki i filmowy. Autor licznych szkiców, np. <tytul_dziela>Słoń wśród porcelany</tytul_dziela> (1934), <tytul_dziela>Dziesiąta muza</tytul_dziela> (1924), <tytul_dziela>Czyn i słowo</tytul_dziela> (1913) oraz powieści psychoanalitycznej <tytul_dziela>Pałuba</tytul_dziela> (1903).</pe> są tak zrośnięci z logiką samego życia naszego społeczeństwa, że
daliby się z niej wprost wydedukować. Jest to niewątpliwie złudzenie, ale częściowo tylko: nie tłumaczy ono
samo przez się nic, ale opiera się na wyczuciu rzeczywistego istotnego związku pomiędzy elementami naszego poznania. Nadaremnie jednak kusilibyśmy się o zajęcie czysto historycznego stanowiska. Logikę ogólną życia aktualnego tworzy nasz względem niego stosunek;
jest to nieuniknione i dość, gdy zdajemy sobie z tego
sprawę.</akap>








<akap>Gdy zadajemy sobie pytanie, kto był właściwym
twórcą ruchu młodopolskiego, jego protagonistą, jaki
typ społeczny doszedł w nim do swego wyrazu ---
odpowiedź nasza musi być całkiem jasna. Typem tym
była osamotniona jednostka, nieznajdująca dla siebie
w ramach istniejącego społeczeństwa zadania ani stanowiska, pochodząca z warstw posiadających lub psychicznie od nich zależna. Odrywanie się jednostki tej
od społecznego podłoża, jej dojrzewanie do samotności,
usiłowanie przełamania tej samotności, stworzenia naokoło siebie nowej rzeczywistości, próby uzasadnienia
swego stosunku do świata, oparcia na tym stosunku
jakiejś akcji, jakiegoś dziejowego czy choćby tylko indywidualnego planu --- oto są zasadnicze momenty
przejść psychicznych, których wyrazem była i jest
twórczość Młodej Polski. Dla jednostek, biorących w tym ruchu udział, proces ten trwa do dziś dnia,
wciąga coraz to nowe osoby i grupy, usiłuje dziś, nie
zmieniając swej natury, wejść jako moment w życie
tego samego społeczeństwa, od którego, wyodrębniając
się, rozpoczął się i powstał. Właściwe wypadki 1904--1906
roku zmieniły tak dalece atmosferę umysłową u nas,
z taką plastycznością zarysowały stosunki, zachodzące
pomiędzy oddzielnymi warstwami, iż moment Młodej
Polski takiej, jaką ona była przed wielkim wstrząśnieniem, przeminął. Niewinność została utracona. Zachować swój <slowo_obce>status quo ante<pe><slowo_obce>status quo ante</slowo_obce> (łac.) --- stan wcześniejszy, stan sprzed zmiany.</pe></slowo_obce> ruch może tylko
kostniejąc, wchodząc w świadomie albo bezwiednie kompromisy, wsiąkając w rodzime bagienko. Dotyczy to
Młodej Polski jako formacji umysłowej, kierunku; oddzielne jednostki, oddzielni twórcy zbyt są
zaabsorbowani przez dzieło swoje, przez jego z fatalną
siłą rozwijającą się logikę wewnętrzną, aby istniała dla
nich możliwość bezpośredniego reagowania na przeistoczenia życiowe. Kogo lata 1904--06 zastały panem
swego duchowego świata, tym nie zdołały one wstrząsnąć zbyt silnie: być może przyspieszyły tylko krystalizację.</akap>




<akap>Gdy teraz charakteryzuję w rysach ogólnych psychospołeczną genezę ruchu, czynię to bez bezpośrednio polemicznych celów. Pragnę nie tyle przeciwstawiać się oddzielnym myślom i ludziom, ile raczej określić ogólną atmosferę i wpłynąć, o ile to możliwe, na
jej dalsze przeistoczenie.</akap>




<akap>Przede wszystkim chciałbym zaznaczyć swoje stanowisko względem pewnego zestawienia, które nasuwa
się samo przez się. <tytul_dziela>Déracinées<pe><slowo_obce>Déracinées</slowo_obce> --- właśc. <tytul_dziela>Les Déracinés</tytul_dziela>. Książka została wydana w Paryżu w 1897 r., polskie tłumaczenie ukazało się w 1904 jako <tytul_dziela>Wyrwani z gruntu ojczystego</tytul_dziela> w Warszawie, w Drukarni Aleksandra Tadeusza Jezierskiego.</pe></tytul_dziela> Barrésa<pe><slowo_obce>Barrès, Maurice</slowo_obce> (1862--1923) --- francuski pisarz, polityk, teoretyk francuskiego nacjonalizmu, członek Akademii Francuskiej.</pe> są mi
dobrze znani. Wiem, że niejednemu z czytelników nawinie się to przypomnienie, gdy czytać będzie o wspomnianej samotnej jednostce. Nie będę walczył przeciwko
samemu terminowi. Tak jest, ruch Młodej Polski był
usiłowaniem znalezienia gruntu pod nogami, wrośnięcia w żywą sprawę, zlania się z nią, zapuszczenia korzeni w istotny<pe><slowo_obce>istotny</slowo_obce> --- tu: rzeczywisty.</pe> czarnoziem. Dzisiejsi francuscy krytycy
romantyzmu, <wyroznienie>Piotr Lasserre<pe><slowo_obce>Lasserre, Pierre</slowo_obce> (1867--1930) --- francuski krytyk literacki, eseista i dziennikarz.</pe></wyroznienie> przede wszystkim,
którym zajmowano się i u nas, powinni by zastanowić
się nad jedną rzeczą. Cała niemal wartościowa literatura, produkowana przez społeczeństwa dzisiejsze, jest
romantyczna; --- otóż, czy nie jest utopizmem ze strony
krytyków przypuszczać, że społeczeństwo, nie zmieniając swojej natury, nagle zacznie produkować inną literaturę, tj. zacznie wytwarzać inne procesy psychiczne
jedynie dzięki wdaniu się krytyki. Czy istotnie tak już
całkiem pozbawieni woli byli Flaubert<pe><slowo_obce>Flaubert, Gustaw</slowo_obce> (1821--1880) --- francuski pisarz, wybitny realista, uważany też za jednego z pierwszych przedstawicieli naturalizmu. Dzieła:<tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Madame Bovary</tytul_dziela>, 1857), <tytul_dziela>Salambo</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Salammbô</tytul_dziela>, 1862), <tytul_dziela>Szkoła uczuć</tytul_dziela> (<tytul_dziela>L'Education sentimentale</tytul_dziela>, 1869), <tytul_dziela>Kuszenie św. Antoniego</tytul_dziela> (<tytul_dziela>La Tentation de Saint Antoine</tytul_dziela>, 1874).</pe>, Taine<pe><slowo_obce>Taine, Hippolyte Adolphe</slowo_obce> (1828--1893) --- francuski filozof, historyk, krytyk i teoretyk kultury; członek Akademii Francuskiej; jeden z głównych przedstawicieli pozytywizmu. Twierdził, że w podejściu do analizy dzieła sztuki należy uwzględnić trzy aspekty: rasę, środowisko i moment historyczny.</pe>, Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe>,
Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe> --- zaliczeni przez Seillière'a<pe><slowo_obce>Seillière, Ernest</slowo_obce> (1866--1955) --- francuski pisarz, dziennikarz i krytyk literacki.</pe> do czwartej generacji romantycznej, czy jedynie fałszywej dyscyplinie
umysłowej i moralnej przypisać można charakter twórczości Chateaubrianda<pe><slowo_obce>Chateaubriand, François-René de</slowo_obce> (1768--1848) --- francuski pisarz, dyplomata, polityk, wywodzący się z arystokracji. Uważany za twórcę romantyzmu w literaturze francuskiej, autor poetyckiej apologii chrześcijaństwa <tytul_dziela>Duch wiary chrześcijańskiej</tytul_dziela> (1802).</pe>, dajmy na to Micheleta<pe><slowo_obce>Michelet, Jules</slowo_obce> (1798--1874) --- francuski filozof i historyk, profesor m.in. Sorbony i Collège de France. Głosił poglądy liberalne i antyklerykalne; sympatyzował z Polską, opublikował m.in. tekst <tytul_dziela>Kościuszko, legenda demokratyczna</tytul_dziela> (1851).</pe>, Stendhala<pe><slowo_obce>Stendhal</slowo_obce> (1783--1842) --- właśc. Marie-Henri Beyle, francuski pisarz doby romantyzmu, który wyprzedził swoją epokę i tworzył w nurcie realistycznym, kreował doskonałe portrety psychologiczne bohaterów, analizował ich namiętności na tle społeczno-obyczajowym. Najsłynniejsze powieści to: <tytul_dziela>Czerwone i czarne</tytul_dziela> (1830) i <tytul_dziela>Pustynia parmeńska</tytul_dziela> (1839).</pe>
albo Baudelaire'a<pe><slowo_obce>Baudelaire, Charles Pierre</slowo_obce> (1821--1867) ---
 francuski poeta, krytyk sztuki, tłumacz Edgara Allana Poe, prekursor symbolizmu i poezji nowoczesnej, parnasista, dekadent. Uznawany za jednego z tzw. ,,poetów przeklętych". Jego twórczość była kontrowersyjna, samego autora oskarżano o niemoralność ze względu na podejmowaną tematykę w swych utworach: dewiacje, rzekome popieranie satanizmu, prostytucja, życie marginesu społecznego itd. Najsłynniejszym dziełem Baudelaire'a są wydane w 1857 r. <tytul_dziela>Kwiaty zła</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Les fleurs du mal</tytul_dziela>), znane również pod innym polskim tytułem --- <tytul_dziela>Kwiaty grzechu</tytul_dziela>.</pe>, czy nie wchodzi tu w grę coś innego? Czy kierunek nie był tu wytwarzany przez samą
,,materię psychiczną", produkowaną przez życie społeczno-dziejowe?</akap>




<akap>Osobiście jestem tego zdania. Wydaje mi się, że
istnieje tu tylko wybór formy, postaci, kierunku <wyroznienie>romantyzmu</wyroznienie>, ale że sam romantyzm jest koniecznością, ugruntowaną w samej naturze procesu, dokonywającego się w naszych społeczeństwach, w samej
ich budowie wewnętrznej. Czy istotnie tak całkowicie
wyzbył się romantyzmu, przezwyciężył go, uleczył się
z niego <wyroznienie>Maurycy Barrés<pe><slowo_obce>Barrès, Maurice</slowo_obce> (1862--1923) --- francuski pisarz, polityk, teoretyk francuskiego nacjonalizmu, członek Akademii Francuskiej.</pe></wyroznienie>, którego wpływ na styl
i poglądy <wyroznienie>Lasserre'a<pe><slowo_obce>Lasserre, Pierre</slowo_obce> (1867--1930) --- francuski krytyk literacki, eseista i dziennikarz.</pe></wyroznienie> jest tak widoczny? Czy nie
należałoby sobie przypomnieć tej subtelnej ironii, z jaką
się zwraca w <wyroznienie>Appel au Soldat<pe><slowo_obce>Appel au Soldat</slowo_obce> --- Druga część trylogii Maurice'a Barrès'a <tytul_dziela>Le Roman de l'énergie nationale</tytul_dziela> wydanej w 1900, obok <tytul_dziela>Les Déracinés</tytul_dziela> (1897) i <tytul_dziela>Leurs figures</tytul_dziela> (1902).</pe></wyroznienie> babka de <wyroznienie>Saint-Phlina</wyroznienie> do swego wnuka: to dziwne --- mówi --- twoi
przodkowie mieszkali tu i nie troszczyli się tak bardzo
o dialekt, ty zaś robisz z mówienia gwarą jakąś uroczystość. Czy pamiętacie powrót do domu <wyroznienie>Zielonego Henryka</wyroznienie> Gottfrieda Kellera<pe><slowo_obce>Keller, Gottfried</slowo_obce> (1819--1890) --- szwajcarski pisarz, reprezentant realizmu mieszczańskiego, autor powieści edukacyjnej z autobiograficznymi elementami <tytul_dziela>Zielony Henryk</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Der grüne Heinrich</tytul_dziela>, 1845, wyd. pol. 1955).</pe>, tej epopei
kapitulującego romantyzmu? Marnotrawny syn wkłada
tajemniczy sens w czynności, jakie porzucił; dekadent
odkrywa nagle rodzinę, subordynację wojskową, jakikolwiek plan życia, którego mu brak, i idealizuje to
swoje odkrycie. Ileż to już razy idealizował i apoteozował nawrócony romantyk porzucony ład domowy
i porzuciwszy buntownicze sztandary, zatykał na okopach swego ducha ścierkę, serwetkę albo fartuszek!
Cały romantyzm pełen jest tego rodzaju rewelacji.
Ileż to jeszcze odkryć tego rodzaju dokona u nas tak
łatwo się rozczulający Adolf Nowaczyński<pe><slowo_obce>Nowaczyński, Adolf</slowo_obce> (1876--1944) --- dramatopisarz, publicysta, satyryk, działacz polityczny i społeczny, związany z Narodową Demokracją. Używał przydomku Neuwert. Autor m.in. <tytul_dziela>Małpiego zwierciadła</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wielkiego Fryderyka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Facecji sowizdrzalskich</tytul_dziela>.</pe>. Z wielu
idylli i utopii romantycznych sielanka prawnego ładu
na tle mieszczańskiego społeczeństwa jest najbardziej
zdyskredytowana. Gdy romantyzm upada, gdy przestaje szukać naokoło siebie rzeczywistości wytrzymującej miarę jego krytyki, poprzestaje on zazwyczaj na byle jakiej rzeczywistości.</akap>




<akap>Sprawa wymaga zastanowienia. Na czym polega
romantyzm? Na tym, że człowiek usiłuje stworzyć
świat, w którym jego ja nie byłoby bezsilnym widzem,
chce stworzyć świat posłuszny naszej woli, odpowiadający naszej myśli, psychice. Obiera za punkt wyjścia
psychikę taką, jaką ukształtowało w nim społeczeństwo, wytworzoną w nim przez nie --- gdy usiłuje żyć
na zasadzie tej psychiki, nie kłamiąc przed samym
sobą, spostrzega, że jest to niemożliwe, że otaczająca
go rzeczywistość nie odpowiada temu postulatowi.
Psychika musi kapitulować, zrzec się samej siebie,
podporządkować się nieuznawanemu przez nią ładowi
rzeczy, brać udział w życiu społecznym, nie zważając,
że nie czuje się z nim aż do dna solidarną --- albo
też musi ona wstąpić na drogę buntu. Bunt psychiki
przeciwko społeczeństwu, które ją wytworzyło --- oto jest romantyzm. Romantyzm --- o ile psychika, walcząc
przeciwko społeczeństwu, przyjmuje samą siebie za
podstawę tej walki, gdyż ona sama jest właśnie cząstką
tego społeczeństwa, jego kwiatem. Romantyzm to bunt
kwiatu przeciwko swym korzeniom. <wyroznienie>Flaubert</wyroznienie><pe><slowo_obce>Flaubert, Gustaw</slowo_obce> (1821--1880) --- francuski pisarz, wybitny realista, uważany też za jednego z pierwszych przedstawicieli naturalizmu. Dzieła:<tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Madame Bovary</tytul_dziela>, 1857), <tytul_dziela>Salambo</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Salammbô</tytul_dziela>, 1862), <tytul_dziela>Szkoła uczuć</tytul_dziela> (<tytul_dziela>L'Education sentimentale</tytul_dziela>, 1869), <tytul_dziela>Kuszenie św. Antoniego</tytul_dziela> (<tytul_dziela>La Tentation de Saint Antoine</tytul_dziela>, 1874).</pe> przeklina burżuazyjne społeczeństwo, ale wzdryga się na
myśl, że jego siostrzenica Karolina mogłaby wyjść za
mąż za człowieka nieposiadającego majątku. Oto jest
brzydkie słowo. Romantyk pragnie, aby jego piękne
<wyroznienie>ja</wyroznienie> mogło dzięki swoim właściwościom psychicznym istnieć w społeczeństwie jak w stanie natury, tj. żyć
na tle potężnego organizmu cudzej pracy, nie biorąc
w niej udziału, pojmując życie jedynie jako rozwijanie, wyrażanie, potęgowanie swych psychicznych właściwości. Czy cała ta psychika nadaje się w czymkolwiek do tej pracy, czy jest jej potrzebna? Tego pytania nie zadaje sobie romantyk. Nie zadaje sobie pytania, czy jego psychika, zwolniona od biologiczno-ekonomicznych konieczności, uchodzić może za miarę życia. Kwiatowi wydaje się, że żyć to znaczy pachnąć.
Nie zdaje sobie sprawy, zapomina romantyk, że w dzisiejszym społeczeństwie iść za głosem swojej psychiki
może człowiek niezależny od konieczności pracy, czyli
żyjący na fundamencie cudzej pracy. Na fundamencie
cudzej pracy została wytworzona cała świadomość
kulturalna. Warunki istnienia tej świadomości zależą
od tego, czy zdoła się ona na tym fundamencie utrzymać. Raz jeszcze stwierdzają się słowa Hegla<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, przedstawiciel klasycznego idealizmu; twórca całościowego systemu filozoficznego, składającego się z logiki, filozofii przyrody i filozofii ducha, odległy inspirator marksizmu. Napisał m.in. <tytul_dziela>Fenomenologię ducha</tytul_dziela> (1807) i <tytul_dziela>Naukę logiki w trzech tomach</tytul_dziela> (1812--1816).</pe>: ,,świadomość panująca zależy od świadomości służebnej". Świadomość kulturalna musi zachowywać się tak, aby fundament cudzej pracy istniał i rozwijał się nieustannie;
nadaje ona sobie pozory samodzielności, lecz zależna
jest od <wyroznienie>warunków</wyroznienie> od niej niezależnych, od konieczności procesu produkcji. Proces ten daje miejsce tym lub
innym określonym formom kulturalnej psychiki: szlachcie lub duchowieństwu na przykład, psychika zaś śni
o poddanym swojej władzy świecie. Ale obraca się
ciężkie koło losu. Proces ekonomiczny innych wywyższa niewolników, uważających się za wodzów: poprzednia psychika zawisa w powietrzu, usiłuje walczyć ze światem; jutro nową czeka ten sam los.</akap>






<akap>Psychika kulturalna, zależna od dokonywającego
się poza nią w sposób niedostępny dla jej woli procesu ekonomicznego --- musi nieustannie zawisać w powietrzu, walczyć ze zdradziecką rzeczywistością. Romantyzm jest jej losem i oto mamy nową formę romantyzmu: teoretyków literatury, którzy pragnęliby, aby los i kierunek życia, zawisły od procesu ekonomicznego,
stał się zależnym od nich. Romantyzmu generacja
szósta należy tutaj: Piotr Lasserre, Ernest Seillère,
Lemaître<pe><slowo_obce>Lemaître, Jules</slowo_obce> (1853--1914) --- francuski publicysta i pisarz, stosował krytykę impresjonistyczną, pisał dramaty i opowiadania.</pe> --- ich polscy naśladowcy. Pragną ci panowie
rzeczy ani odrobinę nie łatwiejszej do osiągnięcia niż
te cele, jakie stawiali sobie romantycy; pragną oni,
aby społeczeństwo, rozwijające się w drodze automatycznie powstających przekształceń, obciążone tradycjami społecznymi należącymi do innych zgoła struktur, nie wywoływało, wyrzucając całe warstwy poza
dotychczasowe ich warunki bytu, rozterek wewnętrznych. Kto chce, aby w nowoczesnym społeczeństwie
kapitalistyczno-przemysłowym, uwikłanym w cały
wszechświatowy organizm ekonomiczny, psychika społeczna powstawała i kształtowała się w myśl praw, dających się pomyśleć w jakimś społeczeństwie hierarchicznie feudalnym, ten podstawia swoją utopię, swoją
fantazję społeczną, na miejsce rzeczywistości, ten postępuje w myśl metod, które się tak surowo wytyka
biednemu Janowi Jakubowi Rousseau<pe><slowo_obce>Rousseau, Jean Jacques</slowo_obce> (1712--1778) --- francuski pisarz oraz filozof, wybitny przedstawiciel oświecenia, encyklopedysta; postulował powrót do natury, odrzucał zdobycze cywilizacji, w tym pojęcie własności prywatnej; swój model człowieka idealnego, dobrego, wychowywanego w naturze przedstawił w dziele z 1762: <tytul_dziela>Emil, czyli o wychowaniu</tytul_dziela>. W <tytul_dziela>Umowie społecznej</tytul_dziela> zawarł poglądy na demokratyczną wizję państwa, będącą fundamentem współczesnej myśli politycznej.</pe>. Kto przypuszcza
dalej, że stosunki pomiędzy procesami życiowymi, zachodzącymi w społeczeństwie, dają się pomyśleć na
wzór retoryczno-logicznej kompozycji, ten pisze romans utopijny (forma literacka tak umiłowana przez
wszystkich ,,humanistów"). I w samej rzeczy romanse
krytyczne na temat tradycjonalizmu lub stoickiego
anarchizmu, gdy są pisane przez ludzi tak wykształconych i rozumnych jak Seillère i Lasserre, stanowią
lekturę przyjemną i pouczającą. Romantyzm jednak innych jeszcze posiadał i posiada wrogów. Jeżeli Lasserre zarzuca mu to, że jest buntem, to istnieją ludzie,
którzy mają mu za złe, iż ten bunt pozostaje wyłącznie
romantycznym tj. rozgrywa się w dziedzinie psychiki
i wyobraźni. <slowo_obce>Enfoncés les romantiques</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>Enfoncés les romantiques!</slowo_obce> --- dosłownie: romantycy złamani/pogrążeni! Okrzyk wzniesiony przez studenta walczącego na jednej z barykad w Paryżu w czasie rewolucji lipcowej w 1830, która kończy okres restaurowanej monarchii Burbonów, kojarzonej przez młodzież z przestarzałym już wtedy we Francji romantyzmem, światopoglądem pokolenia rodziców.</pe> zawołał stawiając z łoskotem na posadzkę literackiego salonu swą
strzelbę 29 czerwca 1830 roku <wyroznienie>Ludwik August
Blanqui</wyroznienie><pe><slowo_obce>Blanqui, Louis Auguste</slowo_obce> (1805--1881) --- francuski komunista i utopista, działacz polityczny, brał udział w rewolucji 1830 i 1848, twórca tzw. blankizmu, która to doktryna głosiła, że do walki zbrojnej i zmiany systemu może prowadzić działalność spiskowa, autor sformułowania ,,dyktatura proletariatu", które później wykorzystał Marks.</pe>. Istnieją książki, w których ,,feminizm romantyczny", ,,romantyka ekonomiczna Saint-Simonistów" ,,romantyka polityczna" Lamartine'a<pe><slowo_obce>Lamartine, Alphonse Marie Louis de</slowo_obce> (1790--1869) --- francuski poeta, polityk liberalny; tradycyjnie uznawany za prekursora francuskiego romantyzmu; członek Akademii Francuskiej.</pe> i Mazziniego<pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski rewolucjonista, przywódca demokratyczno-republikańskiego nurtu <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, walczył o wolność w antyaustriackiej partyzantce razem z Garibaldim, założył organizację Młode Włochy (1831) i Młoda Europa (1834), należał do masonerii.</pe>, Lammenais'go<pe><slowo_obce>Lamennais, Félicité Robert de</slowo_obce> (1782--1854) --- francuski pisarz i ideolog, na początku opowiadał się za ultramontanizmem, później został propagatorem odnowy Kościoła katolickiego, by w 1841 zerwać z Kościołem. Autor książki <tytul_dziela>Słowa wieszcze</tytul_dziela>.</pe>, zostały poddane surowej krytyce,
która do dziś dnia zachowała całą swą wartość. Pisał
je <wyroznienie>Proudhon<pe><slowo_obce>Proudhon, Pierre Joseph</slowo_obce> (1809--1865) --- francuski myśliciel społeczny, polityk, dziennikarz, twórca anarchizmu indywidualistycznego; krytykował kapitalizm, państwo i Kościół.</pe></wyroznienie>, mistrz, którego pora by już z zapomnienia wydobyć. Istnieją książki, w których złudzenia ,,romantyczne" demokracji nowoczesnej przeanalizowane są głębiej niż u Barrèsa i Lasserre'a. Wyszły
one spod pióra <wyroznienie>Sorela</wyroznienie><pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe>, a bez znajomości pism
jego nie można dzisiaj z pożytkiem pracować w żadnej
dziedzinie nauk o kulturze. Seillère i Lasserre, pomimo
głębokich różnic, jakie zachodzą skądinąd pomiędzy
nimi, zgadzają się w zasadniczym określeniu romantyzmu. Romantyzm jest to dla nich podporządkowanie
umysłu uczuciom; jest to odwrócenie hierarchii czynności i zdolności psychicznych. Formuła ta oddaje
usługi przy analizie utworów literackich, gdy jednak
usiłujemy ją przemyśleć, napotykamy dość rychło
zagadnienia, które czynią bardzo problematycznym
zwycięstwo Lasserre'a nad romantyzmem. Podporządkowanie intelektu postulatom uczuciowym --- czy
jest to bezwzględnie rzecz zdrożna? W czym może
człowiek znaleźć w ogóle cel i sens życia, jeżeli wyeliminować stronę uczuciową? Jules Gaultier ma zupełną słuszność, gdy mówi, że istnieje w romantyzmie
<wyroznienie>element</wyroznienie> niezaprzeczalnej, wyższej prawdy: że zasada, iż psychika ludzka, jej wymagania, są ostatecznym sprawdzianem życia, nie jest tak całkowicie pozbawiona sensu. Spróbujmy przemyśleć tylko zasadę
wręcz przeciwną, a otrzymamy życie jako proces dokonywający się niezależnie od człowieka, nieliczący
się z nim, jako pewien rodzaj porywającego go i wciągającego w swe tryby fatalizmu. Gdy mamy fakt rozdwojenia, rozszczepienia pomiędzy psychiką ludzką
a życiem, w jakie jest ona pogrążona, nie należy przypuszczać, że słuszność absolutna leży po jednej tylko
stronie. Prawdziwe położenie może być tragiczniejsze:
ani psychika nie jest w stanie stworzyć dla siebie rzeczywistego, odpowiadającego jej wymaganiom życia,
ani otaczające ją, potępione przez nią życie nie jest
<wyroznienie>godne</wyroznienie>, aby świadomie, odpowiedzialnie było przez
myślącego człowieka przeżyte. Kto widzi w zrzeczeniu
się odpowiedzialności za niewytrzymujące miary myśli
życie społeczne bunt przeciwko życiu społecznemu
w ogóle, ten przyjmuje jako dogmat, że <wyroznienie>społeczeństwo</wyroznienie> musi być niezależnym od człowieka, żywiołowo i niezależnie od jego woli dokonywującym się procesem. W krytyce, która jest obroną porządku
społecznego przeciwko romantycznej świadomości, samo pojęcie <wyroznienie>prawa</wyroznienie> jest całkowicie nieobecne. Już to
samo jest charakterystyczne: społeczeństwo nie jest
dziedziną odpowiedzialności ludzkiej; jest faktem, który
trzeba przyjąć. ,,Przyjęcie determinizmu" określa swoje
stanowisko filozoficzne <wyroznienie>Barrès</wyroznienie>. Charakterystyczne
i pouczające jest także to, że cała rozprawa zamknięta
jest w ciasnych literacko-szkolnych ramach. Idzie tylko
o <wyroznienie>pedagogiczną</wyroznienie> reformę, o poprawę błędu, za
który odpowiedzialność spada na J.J. Rousseau. Można by pomyśleć, gdy czyta się Lassere'a, że gdyby nie
ten jeden człowiek, nie istniałby cały romantyzm. O procesie dziejowym, ponad którym i z którego wykrystalizował się romantyzm, ani słowa. To mogłoby zaprowadzić autora zbyt daleko. Zagadnienie kultury nowoczesnej
nie na tym polega, aby warstwy kulturalne przystosowywały swą psychikę do dokonywającego się żywiołowego procesu, lecz aby stworzyć <wyroznienie>prawo</wyroznienie>, tj. stan
rzeczy, w którym kierując się swoją świadomością, jej
wymaganiami, człowiek przez to samo spełniałby swą
rolę w wielkiej zbiorowej walce ludzkości przeciwko
żywiołom. Nieobecność prawa --- tak można by scharakteryzować stan rzeczy, którego poszczególnym wyrazem tylko jest świadomość romantyczna. <wyroznienie>Świadomość romantyczna jest tylko pewną poszczególną postacią bardziej ogólnego
faktu, jest jednym z wyników oddarcia, oddzielenia procesu powstawania świadomości od procesu życia i walki o jego zachowanie.</wyroznienie> Człowiek myślący nie był nigdy człowiekiem stykającym się bezpośrednio z przyrodą. Uważał
się zawsze zaś za takiego, uważał swoje oddarte od
pracy i utrzymywane przez cały skomplikowany zbiorowy wysiłek życie za typ<pe><slowo_obce>typ</slowo_obce> --- tu prawdop.: wzorzec.</pe> ludzkiego istnienia, uważał
więc swoje stosunki do tego świata cudzych wysiłków
za stosunki do świata pozaludzkiego, swoją utrzymującą się na powierzchni wielkiego, zbiorowego dziejowego procesu --- psychikę za siłę utrzymującą się o własnej mocy. Walki i przejścia wewnętrzne psychiki stały
się dla niej typem pracy, typem działalności, utrzymującej ludzkie istnienie na powierzchni bytu. Procesy
logiczne i etyczne, czyli czysto wewnętrzne sprawy ludzkiego psychicznego życia nabierały znaczenia zwycięstw
bytowych, poznania swego bytu, opanowania go. Gdy
Hegel dostrzega w logicznym procesie istotę bytu, zamyka on tylko i reasumuje cały wielki okres myśli
ludzkiej; jest on istotnie jedynym konsekwentnym filozofem. Jest rzeczą niezmiernie trudną zrozumieć w <wyroznienie>całej pełni</wyroznienie> rozpatrywaną tu sprawę. Idzie tu o znacznie głębiej sięgającą przebudowę świadomości niż ta,
jaką usiłują przeprowadzić współcześni krytycy romantyzmu. <wyroznienie>Świadomość ma właściwie znaczenie
tylko dla biologicznego procesu, w obrębie którego powstaje, tylko dla życia, które ją wyłoniło.</wyroznienie> Nadając jej absolutne pozażyciowe znaczenie, widząc w jej wytworach określenie niezależnego od nas bytu, zapoznajemy całą jej życiową
naturę, całą istotę ludzkiego życia. Gdy napotykamy
jakąś formę świadomości, zapytać powinniśmy się, w jaki
sposób utrzymuje się na powierzchni chaosu to życie,
które ją stworzyło. Myśl nasza zapoznaje to zagadnienie, nie dostrzega go: sądzi ona, że ustalając ład wewnętrzny w swej psychice, systematyzując w sposób stały
i jednostajny swoje wartości i pojęcia, zapewnia ona
samej sobie podstawy trwania we wszechświecie. Usunąć zagadnienie, rozwiązać je, czyli zaprowadzić w swym życiu stan taki, w którym nie ma sprzeczności pomiędzy
oddzielnymi dążeniami i myślami: tak przedstawiają się
świadomości jej zagadnienia bytowe.</akap>










<akap>Nie wychodząc ze swego wnętrza, łudzi się ona,
że świat obiegła: świat bowiem przecież to <wyroznienie>właściwie</wyroznienie> treść naszej psychiki. Problemy bytowe są w istocie rzeczy naszymi indywidualnymi problemami. Nie
jest w stanie zrozumieć perypetii, poprzez które
prowadzi ,,świadomość romantyczna", ,,świadomość
współczesna" --- w ogóle, jeżeli się nie zrozumie, że
wewnętrzne przeżycia nasze ukazują się myśli w formie
zmian zachodzących w obiektywnym, na zewnątrz istniejącym świecie. Przekształcenia w indywidualnej psychice
ukazują się jako utrata przez świat wartości, jej pozyskanie --- jako odnalezienie ducha w świecie, przekonanie
się, że świat jest materią: te stany duszy ciążą nad nami,
jak rzeczywistości, jako wynik pewnego poznania, coś
bytowego. Człowiek znajdujący się w pewnym specyficznym stanie psychicznym nie rozumie, że ten świat,
który on przecież dostrzega, widzi, zastaje, który jest
niewątpliwy, jedyny --- nie istnieje w tej formie dla
innych ludzi: że pozornie tylko oznaczają oni za pomocą jednych i tych samych wyrazów --- jedne i te same
rzeczy, że w istocie rzeczy mamy do czynienia nie
z różnymi wynikami poznania, lecz z różnymi uwarunkowaniami społeczno-psychicznych wartości. Toteż dopóki krytyka zostaje zamknięta w dziedzinie ,,kulturalnej" świadomości --- wszystkie jej punkty widzenia są
zazwyczaj jałowe. Dają się one najczęściej sprowadzić
do dwóch zasadniczych typów: logiczno-poznawczego
i etycznego. Albo się przeciwstawia danemu widzeniu
i pojęciu świata inne, i w taki sposób rozpatruje się
jako błąd logiczno-poznawczy to, co jest różnicą w samym stosunku do życia i traktuje się jako pomyłkę,
zboczenie to właśnie, co jest najistotniejsze, <wyroznienie>indywidualność</wyroznienie> dążącą do zrozumienia swego stanowiska w życiu; albo też przeciwstawia się ścierającym
się w duszy zagadnieniom jakąś postać dobrej woli ---
miłość bliźniego, samozaparcie, zbyteczność dla celów
ogólnych wyrafinowania umysłowego. <begin id="b1330539852195-1785911702"/><motyw id="m1330539852195-1785911702">Polak</motyw>Poczyniliśmy takie postępy na drodze tego etycznego wyparowywania
problematów, iż sumienie intelektualne, uczciwość wobec
własnych zagadnień, są w nowoczesnej Polsce rzeczą
niemal nieznaną. Niczego tak chętnie nie składa Polak
na ołtarzu Ojczyzny --- jak pracy swej wewnętrznej.<end id="e1330539852195-1785911702"/>
Gdy chodzi o wykazanie pogardy i lekceważenia dla
najgłębszych problematów myślowych --- ,,sumienie obywatelskie" przemawia w nas niezwykle głośno. Wobec
zagadnień myśli i wymagań szczerości umysłowej każdy
przeciętny Polak ma już nie tylko odwagę, ale wprost
<wyroznienie>czelność</wyroznienie> cywilną. Bij go w łeb --- mawiał Szczepanowski. Pokutuje w całej szlachecko-romantycznej psychice przekonanie, iż da się ona utrzymać wbrew
wymaganiom myśli. <wyroznienie>Intelektualna wierność
samemu sobie jest niezbędnym warunkiem
umysłowego życia</wyroznienie>: kto nie jest odpowiedzialnym
sprawcą swych myśli, kto bez wewnętrznego uzasadnienia jedną dla drugiej porzuca --- w kim sprzeczności
myślowe nie wzbudzają piekącej potrzeby usunięcia ich,
ten jako ja myślące nie istnieje: w tym w ogóle unicestwiona została najbardziej zasadnicza wartość ludzka.
Gdy się rozważa, z jaką łatwością i z jaką naiwną beztroskliwością posługują się u nas ludzie niedającymi
się pogodzić założeniami, dla jak błahych powodów
poświęcają swą prawość umysłową, doznaje się wrażenia, że nie istnieje ona u nas wcale, że zatracony
został sam zmysł prawdy. Brak tej konsekwentnej
i wytrwałej woli w myśleniu jest fatalny wobec tej bytowej formy, jaką przybierają nasze wewnętrzne zagadnienia. Nasze przekształcenia duchowe ukazują się nam
jako zmiany w <wyroznienie>istocie świata</wyroznienie>; gdy przestajemy
czuć swój choćby tylko poznawczy związek z tymi
obrazami bytu, życie nasze myślowe staje się jakimś
kalejdoskopem, a my sami igraszką mirażów, błąkających się bez celu i związku po powierzchni życia.
Istnieją już w literaturze przykłady całkowitego opanowania duszy przez zmienną grę dorywczych, przypadkowych wahań. Na tym właśnie zasadza się znaczenie
zmysłu prawdy, że reprezentuje on wolę, pierwiastek
czynny, że w nim ujawnia się prawdziwa etyczna, czynna
natura naszego duchowego życia. Psychika nasza, świadomość nasza, przywiązuje wagę do rezultatów, zatrzymuje się ona na poznawczych obrazach świata, na etycznym samopoczuciu; wszystko to są już wyniki: cała
świadomość nasza jest wynikiem procesu życiowego,
w którym bierzemy udział. Poprzez walki poznania,
rozterki wewnętrzne, do tego właściwie dążymy; do
zrozumienia, czym jesteśmy jako <wyroznienie>cząstka życia</wyroznienie>, co
czynimy w życiu. Świadomość nasza i ukazująca się
nam, jako dany gotowy świat, jej zawartość --- to wynik
biologicznego historycznego procesu: samo poznanie
właściwie polega nie na tym, by zrozumieć, w jaką harmonijną całość da się zawrzeć nasza świadomość, lecz
czym jesteśmy jako żywi ludzie wobec zbiorowego życia ludzkości. Świadomość kulturalna rozważa zawsze
jako dany świat swoją własną, wytworzoną przez biologiczno-dziejowy proces zawartość. Żyje jak w stanie
natury w świecie stworzonym przez olbrzymi wysiłek;
pragnie stąpać, jako po trwałym gruncie, po tym, co
jest wynikiem olbrzymiego, nieznanego jej, skomplikowanego życia. Gdy gmach ten chwieje się na skutek
zmian, jakie w tym potężnym procesie zachodzą, świadomość rozpada się i rozwiera. Romantyzm <wyroznienie>jest
koniecznym wynikiem tego stanu rzeczy
i wyjście z niego prowadzi jedynie
poprzez krytykę rzeczywistą świadomości,
poprzez zrozumienie, że jedynym gruntem
naszym jest udział nasz w zbiorowej walce
człowieka z otaczającym go, pozaludzkim
światem i żywiołowymi siłami, śpiącymi
w ludzkiej piersi, odziedziczonymi przez
człowieka z czasów jego przedhistorycznego, zwierzęcego istnienia.</wyroznienie> Zrozumieć potrzeba, że świadomość ma tyle tylko znaczenia, ile ma
go ten życiowy proces, który ją wytworzył i nią się
posługuje. <begin id="b1330540026196-254144449"/><motyw id="m1330540026196-254144449">Walka, Kłamstwo</motyw>O tyle tylko posiadamy pewny grunt, o ile
życie nasze jest momentem w zbiorowej walce człowieka z żywiołami: kto jest niczym w tej walce, kto
nie jest momentem walki o utrzymanie i rozszerzanie
biologicznych i technicznych zdobyczy człowieka, ten
wisi w powietrzu i nie wrośnie w ziemię, mimo wszelkich kombinacji myślowych. Tylko tworząc narzędzia dla
walki człowieka z żywiołem, rozszerzając zakres jego
środków porozumienia międzypsychicznego, zachowania się biologicznego: słowem, tylko wzmagając potęgę,
zdolność i chęć życia człowieka, jesteśmy czymś rzeczywistym: w przeciwnym razie życie nasze jest fałszem,
a nasza myśl próbą przedstawienia tego fałszu za
prawdę. <wyroznienie>Fałsz zaś woła o to, dopomina się
o to, aby go zniweczono, starto z oblicza
ziemi</wyroznienie>, mówi Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe>.<end id="e1330540026196-254144449"/>Nie istnieją rzeczy obojętne, nie
istnieją myśli czysto teoretyczne: wszystko, co tylko
zaprząta świadomość ludzką --- wylegitymować się winno
przed prawem. <wyroznienie>Każda myśl jest formą stosunku międzyludzkiego</wyroznienie>, każda staje się podstawą,
motywem, powodem okolicznościowym dokonania lub
zaniechania czynów, takiego lub innego ukształtowania
całego naszego czynnego stanowiska; każda jest momentem w potężnym dramacie ludzkości walczącej o byt
swój, usiłującej żyć i życie świadomie pokochać. Moment, w którym jednostka zaczyna się wyodrębniać od
jakiegoś środowiska kulturalnego, charakteryzuje się
zazwyczaj w jej życiu duchowym przez rozpadniecie
poprzedniego dotychczasowego obrazu świata lub
zmianę w jego wartości. Jest rzeczą bardzo ważną zdać
sobie sprawę, jak bogata była <wyroznienie>zawartość</wyroznienie> tego
opuszczonego światopoglądu, jak bogata była ta zawartość świadomości, która tu fermentować i przeistaczać się zaczyna. Ważną niezmiernie rzeczą jest zrozumieć, jakiego rodzaju proces doprowadził do wyodrębnienia się jednostki spod władzy ustalonych wartości
i pojęć. Zdaje mi się, że pod tym względem ruch młodopolski w szczególnie nieszczęśliwych powstał warunkach. Pierwszym punktem wyjścia była ta <wyroznienie>obłudna
nicość</wyroznienie>, która nadaje sobie miano zachowawczo-narodowego światopoglądu u nas. Żyć bez troski w ciele
olbrzymiego, kulturalnego organizmu nowoczesnego
świata, starać się jak najmniej ustąpić ze swoich nałogów, nawyknień, nie zadać sobie ani jednego głęboko
pomyślanego zagadnienia, życie swe użyć na dopełznięcie do takiej lub innej kariery, na jej podstawie
założyć ognisko domowe i trwanie tego całego upokarzającego, zabójczego stanu rzeczy --- nazywać Polską --- ładem społecznym --- oto był punkt wyjścia. ---
Życie niezwiązane z żadną odpowiedzialną, samoistną gałęzią działalności, przemysł rozpatrywany jedynie jako źródło pensji, polityka jako środek kariery, nauka jako przywilej uwalniający od wysiłku i dający dostęp do mniej lub więcej chlebodajnych zawodów, a więc brak jakiegokolwiek szczerego stosunku do wielkich prac
ludzkości, mętne poczucie, że zapał bywa szkodliwy,
przeświadczenie, że żaden Darwin<pe><slowo_obce>Darwin, Charles Robert</slowo_obce> (1809--1882) --- angielski przyrodnik, twórca teorii ewolucji biologicznej, zwanej darwinizmem, która tłumaczy przemiany ewolucyjne regulowane doborem naturalnym i walką o byt. Autor książek: <tytul_dziela>Podróż na okręcie ,,Beagle"</tytul_dziela> (1839), <tytul_dziela>O powstawaniu gatunków</tytul_dziela> (1859), <tytul_dziela>O pochodzeniu człowieka i o doborze płciowym</tytul_dziela> (1871).</pe> ani Marks<pe><slowo_obce>Marks, Karol</slowo_obce> (1818--1883) --- niemiecki działacz rewolucyjny i filozof, twórca marksizmu, światopoglądu głoszącego materialistyczny i rewolucyjny pogląd na świat. W 1848 napisał razem z Engelsem <tytul_dziela>Manifest partii komunistycznej</tytul_dziela>.</pe>, Helmholtz<pe><slowo_obce>Helmholtz, Hermann Ludwig Ferdinand von</slowo_obce> (1821--1894) --- niemiecki fizyk, fizjolog i filozof. W fizyce znany jest z zasady zachowania energii i prac z zakresu elektromechaniki i termodynamiki. Opracował teorię akomodacji oka oraz teorię widzenia barw.</pe>, albo Spencer<pe><slowo_obce>Spencer, Herbert</slowo_obce> (1820--1903) --- angielski filozof i socjolog; obok Comte'a jeden z twórców socjologii, przedstawiciel organicyzmu i ewolucjonizmu w naukach społecznych. Autor 10-tomowej syntezy wiedzy ludzkiej --- <tytul_dziela>Programu systemu filozofii syntetycznej</tytul_dziela> (1862--1893).</pe> bezpośrednio tej atmosferze domowej i publicznej lichoty nie zaszkodzi, ani nie pomoże, że
w każdej kombinacji wypadków zawsze jakaś tam pensja,
jakiś tam dochód pozostanie, że wobec tego trwa w dalszym ciągu nieprzedawnione prawo <slowo_obce>liberum veto<pe><slowo_obce>liberum veto</slowo_obce> (łac.) --- wolne ,,nie pozwalam".</pe></slowo_obce>
wobec nauki i myśli: wszystko to składało się na atmosferę jedyną w swoim rodzaju. Atmosferę, która przecież przez lat <wyroznienie>trzydzieści</wyroznienie> była oficjalną, obowiązującą, wpływową w całej literaturze polskiej. Oprócz
<wyroznienie>Świętochowskiego<pe><slowo_obce>Świętochowski, Aleksander</slowo_obce> (1849--1938) --- publicysta, literat, filozof, historyk, działacz społeczny doby pozytywizmu. Założyciel tygodnika ,,Prawda", prowadził działalność społeczno-oświatową.</pe></wyroznienie> nie mieliśmy w tym czasie
pisarza, na którym nie wycisnęłaby ona swojego pomniejszającego, zaściankowego piętna. Tu wszystko
zależało od dobrej woli: dziś się było członkiem sodalicji, jutro darwinistą; dziś bełkotało się coś o zachowaniu energii, jutro mówiło się o nieomylności papieskiej. Panowało głębokie przekonanie, że co się
z kultury podoba, co się do nawyknień nada --- to się
przyjmie, resztę zaś odrzuca się jako niepotrzebną naleciałość. Tak we wszystkim: w sztuce, w nauce, w literaturze, w kwestiach społecznych, zawsze się czuje, wchodząc w tę sferę, że tu istnieje <wyroznienie>specyfik</wyroznienie>, czyniący najniezbędniejsze na całym świecie cechy umysłu i woli całkiem
zbytecznymi, niewłaściwymi nawet. Logika była intruzem, głębokie przekonanie śmiesznością; a wreszcie miano cały lamus historycznych wspomnień, który wytaczano
przeciwko każdemu, kto ten błogi stan rzeczy zmącił.</akap>






<akap>Byłoby przesadą twierdzić, że polski neoromantyzm
przeżył świadomie tak charakterystyczny dla neoromantyki zachodniej kryzys walki przeciwko pozytywizmowi, naturalizmowi, hegemonii nauki przyrodniczej.
Nie wątpię, że indywidualnie wybitniejsi z pisarzy
młodopolskich mieli z tym problematem do czynienia:
na ogół jednak czuje się w atmosferze intelektualnej
Młodej Polski, że odziedziczyła ona polskie niezżycie
się, nieoswojenie się z nauką, z wymaganiami intensywnego, samowiedniego życia umysłowego. Podobnie
nie można twierdzić, aby polska neoromantyka była, jak to miało miejsce niekiedy na Zachodzie, reakcją <wyroznienie>indywidualistycznej</wyroznienie> psychologii oderwanych od
swego podłoża jednostek z mieszczaństwa i w ogóle
z warstw posiadających przeciwko <wyroznienie>klasowej myśli
proletariackiej</wyroznienie>, czy też takim formom ideologii
politycznej, które za myśl tę pragną uchodzić.</akap>




<akap>Zróżniczkowanie społeczeństw zachodnioeuropejskich, ich antagonizm wewnętrzny, sam dominujący nad
wszystkim twardy mus ekonomicznego życia --- wszystko
to uchodziło aż do roku 1905 u nas za przesadę lub zmyślenie, słowem coś, względem czego można zachować swą
rodzimą, zasadniczą względem wszystkiego nonszalancję.
Chcę, to zrozumiem; nie chcę, to nikt mnie nie zmusi. Prawo w jego nowoczesnym pojmowaniu było czymś równie
zawisłym od kaprysu łaski pańskiej, jak nauka. I w buntach młodej Polski przeciwko określoności w dążeniach
społecznych, ścisłości w myśleniu, przebija się niewątpliwie nie tyle nasz skrajny indywidualizm, ile raczej
ukrywający się poza tym mianem nasz rdzennie polski
intelekt taroczkowo-bezikowy<pe><slowo_obce>taroczkowo-bezikowy</slowo_obce> (neol.) --- słowo utworzone od nazw dwóch gier karcianych, taroka i bezika.</pe>. Młoda Polska była buntem, oderwaniem się od społeczeństwa! Przyjrzyjmy się
temu społeczeństwu, które dzisiaj w imię tradycji ideału,
rozumu, jasności, Bóg wreszcie wie w imię czego, przeciwko <wyroznienie>anarchii w twórczości</wyroznienie> protestuje. Jest,
staje nam przed oczyma: w łachman królewski wielkiej umarłej się stroi, kajdanami nam na rękach brząka,
sińcami nam błyska. Wiesław Wrona udrapował się
na powieszonego Wójcika. Do przewidzenia. Sukmaną
Kościuszki gotów był się przesłaniać każdy z lubelskich
szlachciców, którym w 1794 r. tak żal było pańszczyźnianego chłopa, inwentarza i zboża. Cała Połaniecczyzna siada jak wygnana królowa, najżałośniejszym, męczeńskim głosem dopomina się dla siebie o szacunek.</akap>




<akap><begin id="b1330593727369-54078865"/><motyw id="m1330593727369-54078865">Polska, Pieniądz</motyw>Ile razy trafisz Polskę posiadającą w rentę, ona
odkrzyknie, jak widmo spod Maciejowic.<end id="e1330593727369-54078865"/> Te metamorfozy, jezuickie transformacje, to chleb powszedni
naszych dziennikarzy, naszych patriotycznych publicystów. Dość tego. Wasze kajdany! Przykuci jesteście
nimi do żłobu, z którego jecie. Polska pracująca,
Polska proletariatu, Polska chłopskiej ciemnoty, Polska tworzących naszą myśl i sztukę nędzarzów, ten cały
gnący się pod ciężarem pracy łamiącej barki polski
świat --- to wasza miska soczewicy: za prawo eksploatowania go oddacie wszystko. Oddacie! Oddaliście już
dawno. Gdy spracowany, skatowany olbrzym prostuje
się, gdy z piersi jego rwie się groźny pomruk --- wy
wtedy w płacz: cicho bądź, bo zginiemy. Bo zginiemy
my, którym przecież żyć na cudzych barkach pozwalają. Wasza ojczyzna? To jest splot warunków, w których wam z cudzej pracy żyć pozwalają. Wam wszystkim, którym posiadanie, tytuł jakikolwiek bądź profesji,
wykształcenia, czelności, daje możność darcia tego
,,czerwonego sukna<pe><slowo_obce>czerwonego sukna</slowo_obce> --- metafora z <tytul_dziela>Potopu</tytul_dziela> Henryka Sienkiewicza.</pe>". Póki jest co szarpać, co drzeć,
póki jest łup, o który można walczyć, skamlać, łasić
się --- jest ojczyzna: gdzie się to kończy --- tam zaczyna się wasza nicość. I dlatego takim przeklętym
blaskiem, taką złowieszczą łuną zaświeciły wam w oczy
te lata 1904--1906. Ojczyzna ocalała: jeszcze jest.
Jeszcze zginają się barki nad naszą ziemią, jeszcze pracują ramiona, gną się karki, jeszcze przypływa renta, zarobek, dochód, miesięczna pensja. Jeszcze jest Polska.
Polski już nie ma w obliczu praw ludzkich. Prawa
ludzkie wykreśliły ją z pocztu żywych istnień. To,
które wam żyć pozwala, prawo własności, żelazne prawodawstwo kapitału i renty, strąciło Polskę w noc.
Tam ona trwa. Tam, kędy nie sięga prawo spisane
przez was i tolerujący was świat. Istnieje jeszcze prawo
życia. Wielki zakon<pe><slowo_obce>zakon</slowo_obce> (daw.) --- prawo.</pe>, który stanowi sobie sam człowiek,
szponami palców wydzierając istnienie swe z żelaznego
łona natury, tam, gdzie to prawo przemawia: dzisiaj
podziemne, głuche, groźne, jak ryk wulkanu, jak ten
huk, który poprzedza trzęsienie ziemi, prawo, które
<wyroznienie>wykuwa samo siebie</wyroznienie> wobec żywiołu --- tam milczą wszystkie inne. Już nie stworzy pisane słowo, nakaz dyplomatyczny, tego, co tam w głębinie umarło.
I tam żyje Polska nie urojona, istotna: Polska, której
co dzień na nowo z potu i krwi rodzącym się ciałem
pozwalają się wam żywić --- wam, sępy i kruki. Pod
waszym ciężarem, pod ciężarem bagnetów, ochraniających
i <wyroznienie>wasze</wyroznienie> też nad nią władanie, gnąc się i drżąc w śmiertelnym trudzie, tworzy ona własne swoje jutro.
I o tym wiecie wy, że gdyby nie istniała Polska, fakt
stworzony tą mocą, której jedynie słucha szydząca
swą ślepotą i głuchotą ze słów i gestów natura --- nie
istniałoby już tyle nawet ojczyzny, ile ojcom narodu
potrzeba jej na jedno dzienny żer. <wyroznienie>Polska --- to jest
organizm polskiej pracy walczącej o swoje trwanie wobec przemocy ludzi i oporu rzeczy.</wyroznienie> Kto nie jest ścięgnem i mięśniem w tym
olbrzymim ciele, blaskiem jego oczu, drgnieniem jego
myśli, kto sam przed sobą i w obliczu świata, który
zna tylko zwyciężający przyrodę wysiłek człowieczy,
nie może odpowiedzieć, w co włożył pot swego wysiłku, czym zasilił kruszące się w nadmiernej walce
ciało, kto z Polski tylko żył i był jej przeszkodą, ten
niechaj przynajmniej ma odwagę swego stanowiska
Polska tradycji jeszcze żyje, jeszcze dyszy, podparła
swoją siedzibę szubienicami, przysypała krew i ogień
piaskiem i darnią. Żyjcie. Ale nie mówcie nam przynajmniej o łańcuchach: nimi przykuto was do Polski,
która się męczy i pracuje, pilnujcie, by się nie zbudził
olbrzym. Strażą jesteście, pierwszą, najczujniejszą strażą.
Młoda Polska! Oto wyciągacie dzisiaj ręce, aby przygarnąć plon. Już wołacie, ukazując na Żeromskiego<pe><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> (1864--1925) --- pseud. Maurycy Zych, Józef Katerla; prozaik, dramaturg, publicysta. Współtwórca i pierwszy prezes Związku Zawodowego Literatów Polskich, w 1924 założył oddział polskiego Pen Clubu. Główna tematyka jego pisarstwa to krzywda społeczna, zacofanie cywilizacyjne warstwy chłopskiej, etyczny obowiązek walki o sprawiedliwość i postęp, więź z tradycją walki narodowowyzwoleńczej, tematy historyczne związane z powstaniami, walka z rusyfikacją. Stworzył swoisty dla swego pisarstwa wzór bohatera, samotnego inteligenta-społecznika, który podejmuje zmaganie o dobro ogółu, a odrzuca przy tym szczęście prywatne. Napisał m.in.: <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Przedwiośnie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Rozdziobią nas kruki, wrony</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Różę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Syzyfowe prace</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Urodę życia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wierną rzekę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ludzi bezdomnych</tytul_dziela>.</pe>,
Wyspiańskiego<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>, Kasprowicza<pe><slowo_obce>Kasprowicz, Jan</slowo_obce> (1860--1926) --- poeta, krytyk literacki, dramaturg, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, tłumacz. W twórczości związany był z kilkoma nurtami młodopolskimi: od naturalizmu (<tytul_dziela>Z chłopskiego zagonu</tytul_dziela>), przez symbolizm, katastrofizm i ekspresjonizm (<tytul_dziela>Hymny</tytul_dziela>) do prymitywizmu (<tytul_dziela>Księga ubogich</tytul_dziela>).</pe>, na polskie malarstwo:
to nasze. Nie! Młodą polską sztukę, młodą literaturę
stworzyła garść zbuntowanych przeciwko wam nędzarzów: oni pracowali, z głodu mrąc, wyście żyli ich
szkalowaniem. Obliczyć przynajmniej te od <wyroznienie>wiersza</wyroznienie>,
które wpłynęły za pamflety, za paszkwile na Młodą
Polskę --- potem będziecie mówić: to nasze. Nic waszego w tym nie ma. Wam się przynależy tylko ta
wzgarda, którą dzieła ich oddychają, tylko ta gorycz,
która dusze twórców truła, tylko te braki, jakie w nich
są: <wyroznienie>wyście</wyroznienie> je stworzyli. Wyście byli pleśnią i grzybem,
który wznoszone budowy rujnował. Wasze są braki
i ułomności --- bo ile razy współczuciem dla was, żalem, litością dla waszej małości i nędzy zabiło serce,
tyle razy zgrzeszyła myśl, osłabł artysta, tyle razy
sprzeniewierzyła się dusza wielkiej, pracującej Polsce.
Każdy, kto zdaje sobie sprawę z tej potężnej siły bezwładu, jaką rozporządza u nas <wyroznienie>Polska zdziecinniała</wyroznienie>, każdy, kto wie, jak potężnych sprzymierzeńców
posiada ona w niewyrobieniu naszej struktury umysłowej, w lichości naszych nawyknień kulturalnych, powinien użyć wszystkich sił, aby nie dopuścić do rozpoczynającej się tu asymilacji. ,,Młoda Polska" pobłogosławiona przez króle kierowe naszej literatury, wcielona do tego narodowego pasjansu, jaki sobie opinia
nasza rozkłada, byłoby to zmarnotrawieniem zużytej
energii, byłby to nowy cios zadany męskości i stanowczości myśli w Polsce. Polska Zagłobów i Benetów chce upiec tu dwie pieczenie przy jednym ogniu:
chce pogrzebać za jednym zamachem bunt dusz i rwanie się ku życiu nowych sił społecznych. Nieporozumieniem były lata 1904--06, nieporozumieniem była
cała Młoda Polska, jest jedna tylko niepodzielna Polska uwiądu starczego. Niestety. Nieporozumienia są
istotnie, niemożliwe już do zagładzenia. Lata ostatnie
wykazały już, że istnieje tylko jedna siła zdolna objąć całkowity rząd nad dążeniami i interesami narodu, jedna
siła, która jest w stanie ugruntować społeczne podstawy narodowego życia, nie na takim lub innym
zbiegu wypadków, lecz na samej mocy własnej wobec
życia, jedyna wreszcie, która nie oddziela zagadnienia
samoistności politycznej od zagadnień rozwoju i postępu kultury. Tylko uświadomiony klasowo proletariat polski domaga się jednocześnie jak najintensywniejszego skupienia i wyzyskania wszystkich sił wytwórczych kraju, spotęgowania jego technicznej, ekonomicznej energii, podniesienia warunków umysłowego
rozwoju, wytworzenia wreszcie całego aparatu kulturalnego, niezbędnego, aby człowiek mógł w Polsce
jak najwyższym organizmem ekonomiczno-technicznym
władać, siebie podnosić do wyżyn umysłowo-moralnych, umożliwiających swobodną na tym poziomie
pracę i wreszcie, aby tę twardą i czynną swobodę swą
nauczył się cenić i kochać. Tylko proletariatowi potrzebna jest nowoczesna kultura w całym tym zakresie,
tylko on niczego się w tej kulturze nie lęka, tylko dla
niego wreszcie nie istnieje rozdwojenie pomiędzy interesem narodu i stanem posiadania. Swobodne, rozumnie rządzące sobą życie narodowe jest jego ideałem,
niepodległość polityczna niezbędnym do oddychania
powietrzem. Proletariat polski jest dziś wreszcie jedyną
klasą posiadającą własną swą, wspólną wszystkim zaborom tradycję. <begin id="b1330594702592-1311053809"/><motyw id="m1330594702592-1311053809">Polska, Walka klas</motyw>Rzeczywistość Polski w ten jeden
tylko może być pojmowana sposób: organizm rwącej
się do życia pracy lub z niewoli tego organizmu, z jego
skrępowania czerpiący byt swój stan posiadania.<end id="e1330594702592-1311053809"/> Szukacie prawdy. Nie znajdziecie innej prócz tej: wrosnąć w to olbrzymie stające się ciało, sprawić, aby
zrosły się jego członki, aby poprzez wszystkie rozlała
się jego wola: oto jedyne przeznaczenie. Ta tylko
droga pozostała lub wieczny pobyt w krainie majaków, albo też wreszcie powrót w zapowietrzone, zatrute ogniska ,,domowe". To jedno Młoda Polska
stwierdziła: niczym z tego, czym oszukać się usiłuje
Polska posiadająca, żyć dusza nowoczesna nie jest
w stanie. Co wyniosła <wyroznienie>Młoda Polska</wyroznienie> z panującej
w polskich warstwach posiadających atmosfery? Nic ---
prócz niewyrobienia umysłowego i psychicznego z poczuciem pustki, która niedostrzegalnie dusze dławi;
nic prócz osamotnienia, odcięcia od wszystkiego w świecie, od przeszłości, przyszłości, dnia dzisiejszego.Nie
było chyba podobnie bezradnej samotności, jak ta, w jakiej się znalazła dusza Młodej Polski. W Polsce wynaleziono sposób tracenia wiar nawet niepozyskanych.
Polska nauczyła się przeżywać wszelkie załamania
się myśli nowoczesnej, nie przeżywając jej wzlotów,
wszystkie porażki nowoczesnego człowieka kładły się
tu na duszę śmiertelnym pokostem. I niech mi tylko
nie mówią o cenzurze! Cenzura tylko mogła nie dopuszczać nowej myśli: prasa polska ją zawsze z rozkoszą szkalowała. Cenzura nie dopuszczała wieści o tajemnie pod ziemią wrącym życiu: nie ona stworzyła
literaturę, w której świat cały zamknięto w czterech
ścianach prywatnego, deskami od życia odgrodzonego
partykularza<pe><slowo_obce>partykularz</slowo_obce> (daw.) --- prowincjonalna miejscowość, odcięta od ośrodków życia umysłowego.</pe>. Wróg stworzył warunki zewnętrzne naszego upośledzenia kulturalnego --- nie on je idyllizował. Wróg zabijał, ciemiężył polską pracę we wszystkich
jej formach, przecinał wszystkie tętnice, poprzez które
dopływała do niej gorąca krew z Zachodu, ale nie on
stworzył przeklęty nastrój tryumfującego, miałkiego rozsądku, idyllę słodkiego pod osłoną bagnetów dobrobytu, cnót domowych, wiodących do niezawodnego
na pohańbionym ciele skutej, mordowanej pracy, bytowania. Nie on wytworzył ten patriotyzm, przychodzący
po przepiciu jak czkawka, patriotyzm toastów i rozrzewnień, buńczucznych wspomnień i roztropnego pełzania.</akap>




<akap>Żyć, póki można i jak można --- to była cała
mądrość. Wszystko: cała przeszłość, teraźniejszość,
praca ludu, dopływy kulturalne z Zachodu --- wszystko
--- nawet sama niewola, przetwarzały się w podstawy
domowego dobrobytu. Usłanie zacisznego gniazdka
wbrew wszystkiemu i mimo wszystko --- to był dominujący fakt życiowy, podstawowa troska: niech tam sobie,
co chcą, mówią, myślał pan Benet, a przecież co mam ---
to mam, <slowo_obce>beatus qui tenet<pe><slowo_obce>beatus qui tenet</slowo_obce> (łac.) --- szczęśliwy, kto posiada.</pe></slowo_obce>, i nie ma takiej rzeczy, z której by rozsądny człowiek nie mógł ulepić maluteńkiej
sobie, skromniutkiej, ale pewnej kariery. I stąd ten zdrowy
śmiech, ten szczeropolski złoty humor. Cały świat tam
się biedzi, gdzieś się rwie, a ja tu sobie siedzę na uboczu: myślę, że można tak, można inaczej. Po co się
przejmować --- nauka, Kościół, postęp, zacofanie,
wszystko to dobre, o ile się przyda, o ile zdołam dla
siebie, dla swoich, dla rodziny, coś z tego wysnuć.
Wszystko kocham --- o nic nie dbam. Z rodu kurki
czubate! Niczemu się nie oddam w niewolę, żadnej
idei, dogmatowi: wszystko jest dobre, o ile na dobre
wychodzi. Gdziekolwiek gniazdko można usłać, ścielę
je: na kominie fabrycznym, wieży kościelnej, na strażnicy ideowej; wszystko jedno. To tylko jest właściwe:
rodzina posiadająca coś, mniej lub więcej wygodna
wegetacja; wszystko inne, cały świat, chlubne wspomnienia i dzisiejsza hańba --- wszystko to się przemieli na chleb powszedni. Wszystko w swoich granicach. Byle ów dobrobyt, dobrobyt fikcyjny nieraz,
w nadziejach tylko istniejący, nie został zachwiany. On
jeden jest niewątpliwy. Żaden Hume<pe><slowo_obce>Hume David</slowo_obce> (1711--1776) --- szkocki filozof, historyk i eseista. Pierwszy nowożytny empirysta, krytykował pojęcie przyczynowości.</pe> ani Nietzsche<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich Wilhelm</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, pisarz. Krytykował chrześcijaństwo oraz kulturę zachodnią. Głównym hasłami wywoławczymi poglądów Nietzschego są: apollińskość i dionizyjskość, teoria wiecznego powrotu, ideał nadczłowieka, nihilizm i śmierć Boga, dwa typy moralności --- panów i niewolników. Wywarł ogromny wpływ na kulturę i filozofię XX--wieczną. Główne dzieła: <tytul_dziela>Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm</tytul_dziela> (1872), <tytul_dziela>Ludzkie, arcyludzkie</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> (1883--85).</pe> nie
zdobyli się nigdy na tyle sceptycyzmu, ile go ma wobec
wszystkich idei, wszystkich nauk, wobec literatury i sztuki,
świata całego, przeciętna polska matka domu i dobra
gospodyni, kochana, najzacniejsza Marynia Połaniecka<pe><slowo_obce>Marynia Połaniecka</slowo_obce> --- główna bohaterka powieści Sienkiewicza<tytul_dziela> Rodzina Połanieckich</tytul_dziela> (1894).</pe>; nawet Galliani, Mandeville, nie posiadają takiej
obojętności, takiej <slowo_obce>jenseits von Gut und Böse<pe><slowo_obce>Jenseits von Gut und Böse</slowo_obce> (niem.) --- tytuł dzieła Nietzschego <tytul_dziela>Poza dobrem i złem</tytul_dziela> (1886).</pe></slowo_obce>, obojętności wobec wszelkich, niewpływających na gratyfikację, zagadnień świata moralnego, jak ta, która cechuje przeciętnego polskiego, pracującego na utrzymanie domu ojca rodziny. Ten świat --- to najszczelniejszy z izolatorów: na dnie duszy, gdy się w nim wyrosło, pozostaje zawsze coś jak przypuszczenie, że to
wszystko jest tylko wymyślone --- cała ta Europa,
kultura, sztuka, rozwój społeczny, że niczego tam nie ma
a jest szczelnie zamknięty pokój, ćwierkający świerszcz
i wreszcie <slowo_obce>,,das ewig weibliche"</slowo_obce><pe><slowo_obce>das Ewig-Weibliche [zieht uns hinan]</slowo_obce> (niem.) --- to, co wiecznie kobiece, pociąga nas wzwyż (ku niebu); cytat z <tytul_dziela>Fausta</tytul_dziela>, cz. II J.W. Goethego.</pe> polskiej bezmyślności.</akap>



<!--TRIM:3-->

<naglowek_rozdzial>III. Polska zdziecinniała</naglowek_rozdzial>

<nota><akap><wyroznienie>Za organ narodowego czucia i myślenia służą nam warstwy bierne i bezsilne. Pragnienie spokoju i wygody jako postulat dziejowy, założenie filozofii. Epikureizm pogodnego dogasania. Polska tragiczna: zbudzenie się dziejowej siły. Problem dziejowy to przymierze i żywa łączność między myślą klasy robotniczej a włościaństwem. Jesteśmy na takiej głębokości, że myśleć trzeba o zasadniczym zwrocie w całym dziejowym życiu. Krytyka tradycji. Katolicyzm jako system myśli i jako fakt dziejowy. Jezuityzm jako formacja dziejowo--kulturalna. Stosunek dziejów Polski do Zachodu. Nasza tragiczna --- wreszcie obłudna izolacja. Chrześcijaństwo. Prawo i łaska. Chrześcijaństwo jest w całkowitej sprzeczności z socjalizmem. Kościół katolicki jako chrześcijaństwo prawdziwe. Katolicyzm jako powszechność izolacji. Kościół Milusińskich. Katolicyzm Sienkiewicza. Polska, odcięta od świata, rodzina. Klasycyzm Polski zdziecinniałej.</wyroznienie></akap></nota>

<akap>Istnieje u nas kategoria umysłów, która z <wyroznienie>dobroci</wyroznienie>,
wyrozumiałości uczyniła jedyny kulturalny sprawdzian.
Dobre, cenne, słuszne jest to, co nas nie rani, co
nami nie wstrząsa, nie razi naszych nałogów i przyzwyczajeń. Szukają oni w myśleniu nie prawdy, lecz
względności, domagają się od świata, by miał dla nich
wyrozumienie, sądzą, że zakon życia, cel istnienia
ludzkości nie może, nie powinien ich skołatanymi
istnieniami targać. Los nie oszczędza ich; widzą, jak
na społeczeństwo, do którego należą, sypią się razy,
widzą, jak zrywa się ono i rozpaczliwie, po omacku,
krwią własną znacząc swoje ślady, drogi dla siebie
szuka, słyszą, jak głuchym jękiem dopomina się o myśl
i słowo. Słyszą i widzą i właśnie dlatego twierdzą, że
mają prawo domagać się od myśli pociechy. Pociechy
i ukojenia --- nie prawdy. Na głos jęczą, ukazują rany
na ciele i duszy narodu, krwawe, straszliwe stygmaty,
kopce wzniesione z męczeńskich prochów i u stóp tej
góry nieszczęścia, tego strasznego zwaliska, pod którego ciężarem szamoce się i zmaga życie, błagają:
litości, mówcie nam same miękkie, pocieszające rzeczy.
Niech słowo twoje będzie nam litościwe, bo bezlitościwy jest los. Istnienie nasze to staczanie się w przepaść, myśl niechaj będzie nam odpocznieniem. <begin id="b1317585982673-347176395"/><motyw id="m1317585982673-347176395">Robotnik, Chłop</motyw>Patrz,
patrz, co dnia giną nasi najlepsi, w ciemnocie, głodzie
dusz i głodzie ciał zstępuje w śmierć, walczy z nią
rozpaczliwie, ostatni nasz twór dziejowy --- nasza klasa
robotnicza. Kadzidłem kościelnym, jak umarłego, ukołysać usiłujemy masę wieśniaczą. Niechaj śpi, niech
jej śpiewają dzwony kościelne: w imię nędzy i głodu
naszych robotników, ciemnoty naszych chłopów, w imię
tych trudności, jakie budzące się w nich życie napotyka,
w imię szubienic, na których konają rycerze, w imię
tej ciszy, która powstaje nad ich mogiłą, w imię braku
prawdy wierzącej w siebie w naszym społeczeństwie,
w imię tortur, na jakie skazani są nasi artyści, w imię
zaniku sił myślowych u nas --- oszczędzaj nas, oszczędzaj nas --- kimkolwiek bądź jesteś a chcesz pisać w Polsce. Pamiętaj, że przeszłość nasza skończyła się katastrofą i rozbiciem, pamiętaj, że nie wiemy, czym będzie przyszłość, pamiętaj, że nie mamy chleba dla
naszych robotników, prawdy dla naszych dzieci, że
nie możemy nic, nie chcemy nic, że nas zabija życie:
bądź dla nas dobry i nie mąć nam spokoju. Powitamy
i my wtedy ciebie braterskim sercem, boś i ty bratem
nam w niedoli.<end id="e1317585982673-347176395"/> Wszyscy spleceni bądźmy miłością
i wyrozumieniem. I kiedy noc każda spycha nas o jeden krok znów ku wspólnej mogile, kiedy tarcice
rozpadają się w naszej tratwie, nie jątrzmy przynajmniej naszych ran, w miłości i zgodzie mówiąc o rzeczach pocieszających, stoczymy się słodko na dno.
W braterstwie i miłości, nie dostrzegając zagłady, ulegniemy jej i niechaj ostatnie słowo dwóch ostatnich
Polaków będzie pełne pogody i szlachetnego optymizmu: kochajmy się bracia i <slowo_obce>sursum corda</slowo_obce><pe><slowo_obce>sursum corda</slowo_obce> (łac.) --- w górę serca.</pe>!</akap>





<akap>I wiecznie, i wiecznie ci, co przeżyli wszystkie nieszczęścia i niczego się z nich nie nauczyli, domagają się,
aby w imię tej niedoli, którą wraz z innymi gotowali,
być dla nich, dla wszystkich, dla samych siebie wyrozumiałym. Ci, co żyją z tłumienia myśli polskiej, protestują, gdy idzie ona naprzód w ostrej, śmiałej, żywej samokrytyce, siebie samej nie szczędząc. U nas
lichy dziennikarski skryba, żyjący z wykrzywiania i wykoślawiania myśli twórczej, powołuje się na majestat
cierpienia narodowego, gdy się dowodzi mu, że i on,
i jemu podobni są jednym z ciężarów, które zmagający
się z wrogim nurtem pływak --- myśl polska, pozawieszane ma u nóg i rąk. Nie, żadne na świecie kazamaty, żadna szkoła apuchtinowska<pe><slowo_obce>szkoła apuchtinowska</slowo_obce> --- Aleksandr Apuchtin był kuratorem warszawskiego okręgu szkolnego w latach 1879--97, kiedy to zasłynął jako rusyfikator szkolnictwa; stosował represje wobec nauczycieli i uczniów oraz metody policyjne w szkołach.</pe> nie sprawi, aby
fałsz, świadomie i celowo nieraz ręką polską pisany fałsz,
stał się prawdą, żaden ucisk nie uczyni eksploatowanego zyskownie nieuctwa zasługą obywatelską. Pisarze, którzy byliby tłumicielami ducha w najszczęśliwszym społeczeństwie --- nie stają się dzięki stanowi
wojennemu pożałowania godnymi ofiarami u nas,
zwłaszcza jeżeli swą pracę pisarską, swoje pełne dobrych intencji partactwo, umieją w sposób zdumiewająco roztropny wyzyskać i sprzedać. Nie, po stokroć
nie, w najnieszczęśliwszym narodzie nieuk nie staje się
powołanym przewodnikiem --- żaden jenerał Skałłon<pe><slowo_obce>Skałon, Gieorgij Antonowicz</slowo_obce> (1847--1914) --- rosyjski generał-gubernator warszawski.</pe>
i oberpolicmajster Meyer nie są w stanie uczynić pochwały godnym pisania o filozofii przez ludzi niemających o niej pojęcia, o literaturze przez ludzi, którzy
może ze względu na smutny nasz stan kariery urzędniczej nie zrobili --- ale pomimo to gustu do swobodnej
pracy myśli, do bezinteresownego życia, ducha nie nabrali.<begin id="b1317591037350-860305518"/><motyw id="m1317591037350-860305518">Literat, Twórczość</motyw>Są pisarze, których można by nawet ukrzyżować,
nie czyniąc przez to prac ich godnymi czytania --- ale

zupełnie już niewiarygodnym i niezasługującym na
uwzględnienie byłoby żądanie jakiegoś faryzeusza-grafomana, który pragnąłby, aby chwalono i oszczędzano
jego utwory, ponieważ i on mieszkał w Jerozolimie
w czasie ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Nie, po tysiąckroć nawet pomnożone niedole Polski nie uczynią
Jaksy Marcinkowskiego<pe><slowo_obce>Jaxa-Marcinkowski, Kajetan</slowo_obce> (1788--1832) --- poeta uważany za grafomana.</pe> poetą, Stanisława Kozłowskiego<pe><slowo_obce>Kozłowski, Stanisław Gabriel</slowo_obce> (1860--1922) --- pisarz, dramaturg, który główną inspirację do swych utworów czerpał z historii.</pe>
dramaturgiem, a nawet doszczętne zniszczenie Warszawy
nie pozwoliłoby mi na jedną choćby chwilę powątpiewać, że naród, który wydał Wyspiańskiego<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>, może pozwolić sobie jeszcze na stu Kozłowskich i pomimo to
posiadać własny swój teatr, i chociażby Teodor Jeske-Choiński<pe><slowo_obce>Jeske-Choiński, Teodor</slowo_obce> (1854--1920) --- pisarz, publicysta, krytyk. Największą popularność przyniosły mu powieści historyczne, głosił katastroficzny pogląd o zmierzchu cywilizacji. Dzieła: <tytul_dziela>Gasnące słońce. Powieść z czasów Marka Aureliusza</tytul_dziela> (1895), <tytul_dziela>Ostatni Rzymianie. Powieść z czasów Teodozjusza Wielkiego</tytul_dziela> (1897).</pe> pisał <tytul_dziela>Ostatnich Rzymian</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Gasnące słońce</tytul_dziela>
itd. nawet w najbardziej zaprzepaszczonym zakątku
tajgi jakuckiej, to i wtedy pomimo to czytać ich nie
należy, zajmować się nimi nie warto, a myśleć zbyt
długo z goryczą wobec faktu, że istnieją <tytul_dziela>Dzieje
grzechu</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, jest nieusprawiedliwioną przesadą. Bezwzględnie zaś nieumotywowany jest wniosek,
że wobec nieszczęść narodu można milczkiem grzebać
Wyspiańskiego, pobłażliwie tolerować jego królewski
cień, jak dopust boży przyjmować trwalsze od spiżu
dzieło Żeromskiego<pe><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> (1864--1925) --- pseud. Maurycy Zych, Józef Katerla; prozaik, dramaturg, publicysta. Współtwórca i pierwszy prezes Związku Zawodowego Literatów Polskich, w 1924 założył oddział polskiego Pen Clubu. Główna tematyka jego pisarstwa to krzywda społeczna, zacofanie cywilizacyjne warstwy chłopskiej, etyczny obowiązek walki o sprawiedliwość i postęp, więź z tradycją walki narodowowyzwoleńczej, tematy historyczne związane z powstaniami, walka z rusyfikacją. Stworzył swoisty dla swego pisarstwa wzór bohatera, samotnego inteligenta-społecznika, który podejmuje zmaganie o dobro ogółu, a odrzuca przy tym szczęście prywatne. Napisał m.in.: <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Przedwiośnie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Rozdziobią nas kruki, wrony</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Różę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Syzyfowe prace</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Urodę życia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wierną rzekę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ludzi bezdomnych</tytul_dziela>.</pe>, mordować latami Przybyszewskiego, zabijać, niszczyć, lekceważyć wszystko, co cenne,
twórcze i żywe, a natomiast na kształt relikwii pielęgnować każdy rupieć. Głód i nędza zlokautowanej<pe><slowo_obce>lokaut</slowo_obce> --- niewpuszczanie pracowników do zakładu pracy.</pe>
Łodzi nie czyni, zaiste nie --- polskich fabrykantów
pomazańcami cierpienia; straszliwa tragedia szarpiącej
się ze śmiercią, pracującej, tworzącej Polski nie
uświęca w niczym jej pasożytów i grabarzów. I chociażby dziesięciu nowych Apuchtinów kark skręcić
miało na zrusyfikowaniu Królestwa, działalność galicyjskiej rady szkolnej nie przestanie być skrytobójstwem na duszy narodu popełnianym. Choćby stu
Miłkowskich życiem przypłacić miało zuchwałą chęć
wzniecenia ognia Prometeuszowego w kapłańskiej szacie --- nie uczyni to arcybiskupa Popiela ojcem ojczyzny, chociażby noc ciemnoty, którą roztacza Kościół
nad naszym włościaństwem, stała się jeszcze ciemniejszą, nie stanie się Kościół ten życie budzącym słońcem.
Nie --- zaiste nie --- ale pozostanie wrogiem i przeszkodą. I nie stanie się literatura Tarnowskiego<pe><slowo_obce>Tarnowski, Stanisław</slowo_obce> (1837--1917) --- hrabia, krytyk i historyk literatury, jeden z głównych przedstawicieli konserwatystów krakowskich, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezes Akademii Umiejętności. Do jego zainteresowań należała historia literatury doby odrodzenia i romantyzmu oraz metodologia historii literatury.</pe> pomnikiem duszy narodowej, chociażby istotnie liczba
zmarnowanych, zaprzepaszczonych duchów i dzieł polskich dzięki niej wzrosła w trójnasób. I chociażby
ostatni egzemplarz dzieł Hoene-Wrońskiego <pe><slowo_obce>Hoene-Wroński, Józef Maria</slowo_obce> (1776--1853) --- właśc. J. Hoene (nazwisko Wroński przybrał później), filozof, matematyk, astronom, ekonomista, fizyk i prawnik, przedstawiciel mesjanizmu polskiego.</pe>miał
zbutwieć --- nie uczyni to wydawania przez Akademię
Krakowską bizantyńskich ojców Kościoła pożytecznym
przedsięwzięciem tak, jak nie sprawiłoby nawet ostateczne zaginienie <tytul_dziela>Króla Ducha</tytul_dziela> lub rzadkich druków Norwida<pe><slowo_obce>Norwid, Cyprian Kamil</slowo_obce> (1821--1883) --- poeta, dramatopisarz, prozaik, tworzył także grafiki i obrazy. Twórczość Norwida, początkowo niedoceniana, na nowo została odkryta przez Miriama Przesmyckiego i udostępniana drukiem od roku 1901. Uznawany za jednego z czterech największych twórców doby romantyzmu. Dzieła: cykl liryków <tytul_dziela>Vade-mecum</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Promethidion. Rzecz w dwóch dialogach z epilogiem</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ad leones!</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pierścień Wielkiej Damy, czyli Ex-machina Durejko</tytul_dziela>.</pe> żadnych zmian w poetyckiej wartości dzieł zgasłej Deotymy<pe><slowo_obce>Łuszczewska Jadwiga, pseud. lit. Deotyma</slowo_obce> (1834--1908) --- pisarka, poetka. Prowadziła salon literacki, w którym zasłynęła jak improwizatorka; co do jej talentu zdania są podzielone. Autorka powieści dla młodzieży, m.in <tytul_dziela>Panienka z okienka</tytul_dziela> (1898).</pe>. Tak bowiem już jest, że nawet protest
ostatecznego nędzarza nie zawiesi działania praw Newtonowskich, jeżeli są prawdą. Żadna moc na świecie
i żadne politowanie nie zmieni złośliwego nowotworu
w pożyteczny organ, nie uczyni z postępowego paraliżu drogi wiodącej do doskonałości psychicznej i cielesnej. Żadna na świecie moc nie sprawi, aby trwałym
i zdolnym do życia stało się to, co żyć nie jest w stanie: naród, który upierałby się czynić tradycję swą
z tego, co jest chorobą myśli i woli, który przechowałby wszystko, co samo przez się rozpada i o zapomnienie woła, naród, który by przez pietyzm czynił
z pamięci swej archiwum absurdu, sam stałby się
absurdem. Śmiecie nawet w muzeum przechowane nie
stają się cenną rzeczą, co w momencie narodzin duszy nie miało, nie nabierze jej nigdy. <slowo_obce>Impedimenta</slowo_obce><pe><slowo_obce>impedimentum</slowo_obce> (łac.) --- bagaż, przeszkoda.</pe>
nazywali Rzymianie bagaże: naród, który czci i wielbi
przeszkody rozwoju, sam stanie się w końcu dla życia swego przeszkodą; i dlatego też badać u nas
każdy twór ducha trzeba stupudowym młotem, bić
weń ciężarem, jakim wali w nas los: co nie wytrzyma
próby, niech od razu ginie. Gdy się ma iść przez cieśninę, górskie przebywać potoki, nie czyni się przewodnikami kulawych, a nie staje się paralityk powołanym do kierownictwa strażą ochotniczą dzięki temu
tylko, że go już dziesięćkroć z płonącego domu wyniesiono. Dlatego też i ostatnie lat kilka utworom i pisarzom zawsze i o każdej porze wartości pozbawionym jej nie nadało i zapewnić mogę, że pomimo całej grozy wywłaszczenia nie udało mi się wyszukać
głębokiego pojmowania duszy ludzkiej w powieściach
Marii Rodziewiczówny<pe><slowo_obce>Rodziewiczówna, Maria</slowo_obce> (1864--1944) --- pisarka pisząca zwłaszcza o życiu poleskiego ziemiaństwa, prowadziła aktywną działalność społeczną. Twórczość: <tytul_dziela>Straszny dziadunio</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dewajtis</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Lato leśnych ludzi</tytul_dziela>.</pe> i chociaż skłonny jestem mniemać, że list pisany przez Sienkiewicza<pe><slowo_obce>Sienkiewicz Henryk, pseud. Litwos</slowo_obce> (1846--1916) --- powieściopisarz, nowelista, publicysta, działacz społeczny, laureat Nagrody Nobla za całokształt twórczości. Twórca obrazów niedoli chłopa, niedoli powstańczej, nostalgii, zajmował się tematyką zarówno współczesną, jak i historyczną. Dzieła: <tytul_dziela>Szkice węglem</tytul_dziela> (1880), <tytul_dziela>Ogniem i mieczem</tytul_dziela> (1884), <tytul_dziela>Potop</tytul_dziela> (1886), <tytul_dziela>Pan Wołodyjowski</tytul_dziela> (1887--88), <tytul_dziela>Krzyżacy</tytul_dziela> (1900), <tytul_dziela>Quo vadis</tytul_dziela> (1895--96), <tytul_dziela>Rodzina Połanieckich</tytul_dziela> (1895), <tytul_dziela>Bez dogmatu</tytul_dziela> (1891), <tytul_dziela>W pustyni i w puszczy</tytul_dziela> (1911). W 1900 z okazji 25-lecia twórczości w darze od narodu otrzymał pałacyk w Oblegorku pod Kielcami.</pe> do Wilhelma
był dużym upokorzeniem narodowym, to i ten cios
jednak nie pogłębił psychologii <tytul_dziela>Quo Vadis</tytul_dziela> i po nim,
jak i przed nim nie udaje mi się na żaden sposób
postawić tego autora obok Stendhala<pe><slowo_obce>Stendhal</slowo_obce> (1783--1842) --- właśc. Marie-Henri Beyle, francuski pisarz doby romantyzmu, który wyprzedził swoją epokę i tworzył w nurcie realistycznym, kreował doskonałe portrety psychologiczne bohaterów, analizował ich namiętności na tle społeczno-obyczajowym. Najsłynniejsze powieści to: <tytul_dziela>Czerwone i czarne</tytul_dziela> (1830) i <tytul_dziela>Pustynia parmeńska</tytul_dziela> (1839).</pe>, Balzaka<pe><slowo_obce>Balzac, Honoré de</slowo_obce> (1799--1850) --- francuski prozaik okresu romantyzmu, nazywany ,,mistrzem realizmu". Autor cyklu powieściowego <tytul_dziela>Komedia ludzka</tytul_dziela> (m.in. <tytul_dziela>Ojciec Goriot</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Stracone złudzenia</tytul_dziela>), pokazującego życie społeczne, polityczne i obyczajowe we Francji od czasów rewolucji francuskiej do rządów Ludwika Filipa.</pe>, Dickensa<pe><slowo_obce>Dickens, Charles</slowo_obce> (1812--1870) --- angielski pisarz, jeden z czołowych twórców powieści społeczno-obyczajowej 2. połowy XIX w. Autor m.in.: <tytul_dziela>Klubu Pickwicka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Olivera Twista</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dawida Copperfielda</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Magazynu osobliwości</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Wielkich nadziei</tytul_dziela>.</pe>, Mereditha<pe><slowo_obce>Meredith, George</slowo_obce> (1828--1909) --- angielski powieściopisarz i poeta epoki wiktoriańskiej.</pe>, Dostojewskiego<pe><slowo_obce>Dostojewski, Fiodor Michajłowicz</slowo_obce> (1821--1881) --- rosyjski powieściopisarz, uznany za mistrza 
realistycznej i psychologicznej prozy. Dzieła: <tytul_dziela>Zbrodnia i kara</tytul_dziela> (1866), <tytul_dziela>Idiota</tytul_dziela> (1868), <tytul_dziela>Biesy</tytul_dziela> (1871-72), <tytul_dziela>Bracia Karamazow</tytul_dziela> (1879--80).</pe>, Tołstoja<pe><slowo_obce>Tołstoj, Lew</slowo_obce> (1828--1910) --- rosyjski prozaik, dramaturg, myśliciel, krytyk literacki, publicysta. Jego dzieła wywarły duży wpływ na literaturę światową i rozwój myśli moralnej na początku XX wieku. Jeden z najwybitniejszych realistów, łączył wnikliwą obserwację z własnymi poglądami na rzeczywistość. Dzieła: <tytul_dziela>Wojna i pokój</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Anna Karenina</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sonata Kreutzerowska</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Żywy trup</tytul_dziela>.</pe>, Żeromskiego, i to samo przeświadczenie, które mówi mi,
że mimo bezgranicznego upokorzenia Włoch w XVII
i XVIII wieku, nędzarz i samotnik neapolitański, Vico<pe><slowo_obce>Vico, Giambattista</slowo_obce> (1668--1744) --- włoski filozof, historiozof i myśliciel społeczny; prekursor nowoczesnego historyzmu i teorii rozwoju społecznego. Dzieje społeczeństwa rozpatrywał jako proces przebiegający przez trzy cykle: od epoki bogów, przez epokę bohaterów, po epokę ludzi. Autor <tytul_dziela>Nauki nowej</tytul_dziela> (1725).</pe>,
był najwybitniejszym myślicielem swej epoki, każe mi
mniemać, że chociażby Anglia stała się tak nieszczęsną, jak my, a my tak szczęśliwymi, jak ona, na stosunek zachodzący między Carlyle'em<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe> a Stanisławem
Tarnowskim<pe><slowo_obce>Tarnowski, Stanisław</slowo_obce> (1837--1917) --- hrabia, krytyk i historyk literatury, jeden z głównych przedstawicieli konserwatystów krakowskich, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezes Akademii Umiejętności. Do jego zainteresowań należała historia literatury doby odrodzenia i romantyzmu oraz metodologia historii literatury.</pe> lub R. Browningiem<pe><slowo_obce>Browning, Robert</slowo_obce> (1812--1889) --- angielski poeta i dramaturg epoki wiktoriańskiej; jego twórczość ma charakter intelektualno-refleksyjny; autor poematu <tytul_dziela>The Ring and the Book</tytul_dziela>.</pe> a Lucjanem Rydlem<pe><slowo_obce>Rydel, Lucjan</slowo_obce> (1870--1918) --- poeta, dramaturg doby Młodej Polski; do jego ślubu z Jadwigą Mikołajczykówną nawiązywał Wyspiański w <tytul_dziela>Weselu</tytul_dziela>.</pe>
to by nie wpłynęło. Tylko jest pewne, że społeczeństwo tak potężne, jak angielskie, czyni mniej niebezpieczny błąd, nie widząc dystansu między Carlyle'em
dajmy na to a Macaulayem<pe><slowo_obce>Macaulay, Thomas Babington</slowo_obce> (1800--1859) --- brytyjski historyk, pisarz, polityk; najważniejsze dzieło --- <tytul_dziela>Dzieje Anglii od wstąpienia na tron Jakuba II</tytul_dziela>.</pe> lub nawet Millem<pe><slowo_obce>Mill, John</slowo_obce> (1806--1873) --- angielski filozof, logik, ekonomista, politolog; zwolennik utylitaryzmu i empiryzmu, autor tzw. kanonów Milla, czyli zasad rozumowania indukcyjnego. Dzieła: <tytul_dziela>Utylitaryzm</tytul_dziela>, <tytul_dziela>System logiki dedukcyjnej i indukcyjnej</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Zasady ekonomii politycznej</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Liberalizm</tytul_dziela>.</pe>, niż my,
przypuszczając, iż dożywotnio powinien mieć prawo
do wzmagania chaosu w naszej narodowej kadzi każdy,
komu się Stańczykowski kaduceusz w ręce dostanie.
<begin id="b1330796178198-2633845132"/><motyw id="m1330796178198-2633845132">Naród, Nauka, Sztuka</motyw>Każdy, kto staje się organem myśli, musi być traktowany jej miarą; każdy, kto staje się narzędziem życia
narodowego --- badanym być musi, czy funkcje swoje
spełnia. Funkcja bowiem życiowa musi być spełniona
i nie jest obojętne, w jakiej mierze to się dzieje: dlatego też tę jedną posiadamy miarę wobec dzieł i myśli:
czy są one zdobyczą naszego życia, czy trucizną i przeszkodą.<end id="e1330796178198-2633845132"/> Prawda to nie jest jakaś wiecznie cierpliwa babunia --- to jest właśnie zwycięstwo i tryumf w śmiertelnej walce o życie. Naród polski chce nie zmiłowania, nie pociechy, lecz zwycięstwa: chce być nie rezydentem u bogatego krewniaka --- losu, lecz własnym swoim
panem. Żyć chce w słońcu, myślą swoją los własny
stwarzać, siłami swoimi kierować. <end id="e1317591037350-860305518"/> Przestańcie słuchać
wrzawy, nie zważajcie na to, co się mówi, czy nie
czujecie, że coś się <wyroznienie>robi</wyroznienie>, że w milczeniu dojrzewa,
nabrzmiewa, tężeje jakieś narodowe jądro? Dzieją się
dziś rzeczy olbrzymie w ludzie, zmienia się psychologia i struktura polskiej wsi, narodził się potężny, świadomy działacz historii w polskim robotniku. Przecież
to jest nowy, na niczyje oczy niewidziany, niebywały
fakt. <wyroznienie>Młoda Polska</wyroznienie> niezawodna, jak to, że pomimo
wszystko każdy najlichszy lojalny trójpolak poczuł
obecność w społeczeństwie polskim tak twardej, tak
rzeczywistej, jak przyroda pozaludzka i międzyludzki
żywioł dziejów, zmagającej się z nimi za bary --- mocy.
Krytyka literacka pojęć, uczuć, nastrojów? --- nie czujecie, jaka <wyroznienie>krytyka rzeczy</wyroznienie> dokonywa się w samym

życiu: wykuwa się, powstaje nowy typ Polaka, dziś
jeszcze nieokreślony. Każda chwila tu stanowi, czym
będzie: może jeszcze być wszystkim. Sprawcie, niech
myśl, urodzona w miejskiej klasie robotniczej, zawładnie polskim włościaństwem, niech skojarzy się z ziemią, przepoi jej oddechem, skąpie w słońcu, rozszerzy,
uspokoi, stężeje, a stanie się rzecz niebywała: nowy
lud, nowa moralność, prawo, kultura. Nie lękajcie się
orać zbyt głęboko, trzeba dojść aż do tej oto głębi;
nie lękajcie się sięgać zbyt wysoko: jesteście w samej
piersi narodu --- z niej wszystko powstało; tu jest
miejsce sądzić bogi, idee, wartości; tu jest trwała
opoka. Nie --- mimo całej czci dla Wyspiańskiego,
mimo pewności, że jest w nim coś z Ajschyla i Danta,
mimo uwielbienia dla Żeromskiego, podziwu dla Norwida --- nie w nich, nie w żadnej literaturze szukajcie
,,koncepcji polskiej", skończcie z tym mesjanizmem
estradowym, z tym całym polskim Oberamergau<pe><slowo_obce>Oberammergau</slowo_obce> --- gmina w Bawarii, w Niemczech, słynie misteriów pasyjnych, organizowanych co 10 lat od roku 1634. Dla Brzozowskiego nazwa ta służy jako symbol naśladowania męki, chęć usprawiedliwiania się męką od pracy.</pe>. Tu --- oto tu, między fabrycznym młotem a chłopskim pługiem, między proletariuszem --- robotnikiem a polską,
chłopską wsią <wyroznienie>zaczyna się</wyroznienie>, poczyna Polska. Tu
jest koncepcja nie z bibuły i druku, lecz z ciała i krwi,
tu jest młoda Polska, która oto już jest, żyć usiłuje
wobec pozaludzkiego i międzyludzkiego żywiołu. Ona
jest, o siebie, o przyszłość, o to, czym będzie, walczy.
To nie marzenie --- to żywa prawda: naród się stwarza, szuka dla siebie myśli, wyrazu, powstaje w naszych
oczach z miazgi bezkształtnej ten poprzez wieki trwać
mający twór, nowy fakt dziejowy; nie urojenie, nie
myśl --- lecz życie, nasze życie, które może, gdy zdołamy, nadać trwanie temu, co stworzyć potrafimy, jeżeli stworzymy coś, co się wobec tego faktu w jego
łonie ostoi. Historię ludzie tworzą i oto jest moment,

w którym zawiązują się pąki, dojrzewać mające stulecia.
<wyroznienie>Młoda Polska</wyroznienie> zaiste to nie ta, o której szczebiocze kawiarnia, to ta, którą czuł, nosił w piersi ten największy z duchów polskich, całej jednej epoki, Wyspiański: poeta tak --- ale nade wszystko twórca świadomości, wielki prawodawca narodowy, mąż, który
rok temu zgasł, a już jest w jakiejś niezmierzonej dali,
obok tych, co w życiu narodów, nieprzelotnych pokoleń zaważyli, to ta nade wszystko, która jest ciałem
a walczy, aby posiąść ducha, aby siebie w całej swej,
niebywałej nowości, cudownym po raz pierwszy narodzeniu zrozumieć, utrwalić i posiąść.</akap>




<akap>To, czy myśl tę posiądzie ona, czy ją stworzy sobie --- to jest jedyna sprawa, nie ma żadnej innej,
o której mówić by dziś warto. <begin id="b1317924539411-3647719195"/><motyw id="m1317924539411-3647719195">Książka</motyw>Literatura nasza lat
ostatnich, literatura Wyspiańskich, Żeromskich, Kasprowiczów<pe><slowo_obce>Kasprowicz, Jan</slowo_obce> (1860--1926) --- poeta, krytyk literacki, dramaturg, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, tłumacz. W twórczości związany był z kilkoma nurtami młodopolskimi: od naturalizmu (<tytul_dziela>Z chłopskiego zagonu</tytul_dziela>), przez symbolizm, katastrofizm i ekspresjonizm (<tytul_dziela>Hymny</tytul_dziela>) do prymitywizmu (<tytul_dziela>Księga ubogich</tytul_dziela>).</pe>, Przybyszewskich<pe><slowo_obce>Przybyszewski, Stanisław</slowo_obce> (1868--1927) --- pisarz, dramaturg, poeta, twórca manifestu Młodej Polski (<tytul_dziela>Confiteor</tytul_dziela>), jeden z pierwszych ekspresjonistów w literaturze europejskiej, skandalista, członek cyganerii krakowskiej, redaktor krakowskiego ,,Życia", artystyczny przywódca Młodej Polski. Pisał m.in.: powieści (<tytul_dziela>Dzieci szatana</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Homo sapiens</tytul_dziela>), dramaty (<tytul_dziela>Śnieg</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Matka</tytul_dziela>), poematy prozą, eseje, wspomnienia.</pe> (tak jest, wbrew protestom stu tysięcy Zagłobów, silnych w pięści Rochów
Kowalskich) sama pragnęła być sądzona tą miarą.
Sama uznawała się nie za zabawkę, nie za pokrzepienie umierających (lud nasz wydziera im spod głowy
poduszkę), lecz za organ prawdy, zakon życia. Życiem
zajmować się tylko należy: życie rośnie, zmagając się
z sobą. Książka ta jest bojową, walczy ona z żywymi
formami: umarłym, konającym, nieuleczalnym rada by
jak najmniej poświęcać miejsca. Tu na wstępie więc
Polsce dobrowolnie dziecinniejącej i zdziecinniałej wypisuję ostrzeżenie. Zadaniem książki tej jest zbadać,
w jaki sposób literatura przyczynić się może do zwycięstwa świadomości klasy robotniczej nad całym naszym ludem pracującym, w jakiej mierze przyczynić
się może do przekształcenia Polski całej w wielki, samoistnie i samodzielnie rządzący sobą organizm pracy.

To jest cel i zadanie.<end id="e1317924539411-3647719195"/> Polska zdziecinniała szepce dziś
coś o upadku romantyzmu. Niech pada. Pragnę realnej walki o rzeczywiste ludu polskiego nad sobą panowanie, pragnę, aby jasna myśl stała się jedyną Polski
pracującej kierowniczką. Chcę jasności i przepowiadam
tym, co szeplenią dziś o niezrozumiałości ,,modernizmu",
,,neoromantyzmu", ,,mitów" Wyspiańskiego, że oni to
pod osłonę mroku i cienia uciekać się będą.</akap>




<akap>Na jasności, konsekwencji i sile zależy nam przede wszystkim, nam, którzy pragnęliśmy, aby <wyroznienie>myśl polska</wyroznienie> stała się narzędziem Polski pracującej nad
sobą, aby rozwiały się mgły i powstał ten jeden tylko
fakt: wobec pozaludzkiej nocy, wobec ucisku historii
naród pracowników, siebie tylko wobec wszechświata
mających, siłę tylko własną, myśl tylko własną i wolę
ponad sobą, własne, wykute w głębi dusz szczerze
ludzkie prawo, aby stała się Polska pierwszym organizmem samorządnej pracy, ojczyzną prawdy, klasycznym krajem samorządu człowieka. Marzę. Rzeczywistość widziałem. Stała nam wszystkim przed oczyma.
Na sobie tylko, na własnym męstwie, na wierze w zwycięstwo pracy nad żywiołem wsparty był proletariat
polski w ciągu dwu lat. Z narodowego ciała więzy
rwał, o rozkucie duszy narodowej się dopominał. Co
rzeczywiste --- nie ginie. Siła ta trwa pod popiołem,
zbroi się i rośnie; czy czekać chcecie znów, aż przyjdą
lata, gdy życie krwią płacić będzie za naszą ospałość?
To jest zasadniczy, jedyny fakt: świadomość klasy
pracującej uczynić duszą kraju, na niej wesprzeć gmach
kultury --- niech wychowuje, hartuje --- zbroi. Jest
czyn nad miarę ludzką --- czyn do spełnienia. Narodzić się może naprawdę ta <wyroznienie>literatura</wyroznienie>, która będzie
siłą dziejową. Tylko śmieć, tylko nie cofać się, nie
drżeć, tylko raz na zawsze skończyć z atmosferą samozachwytu i słabości. Świadomość klasy pracującej,
powiecie mi, jakie to ciasne, gdzie dusza, gdzie jaźń,
gdzie walka płci, absolut? Świadomość klasy robotniczej! I zarysowują się wam obrazy szare, nudne, szeregi martwych stronic z ekonomii. Chcecie wiedzieć,
czym jest ten ciasny, klasowo obcy wam, zatrważający świat.</akap>




<akap>Ja nie umiem tworzyć pięknych słów. Myśl każdą
sam przed sobą uzasadniam, ważąc ją długo. Przebyłem wiele dróg, po których dzisiaj myśl błądzi, zbadałem setki sylogizmów<pe><slowo_obce>sylogizm</slowo_obce> --- schemat rozumowania logicznego, wyprowadzający wniosek z dwóch przesłanek; tu: rozumowanie.</pe>: cała ta książka --- to jest
pamiętnik tych wędrówek. Możecie jej nie czytać.
Wolno wam o niej milczeć. Wolno wzgardzić. Ale na
prawość waszej własnej myśli zaklinam was, nie przeciwstawiajcie jej stęchłych frazesów, nie mówcie mi
komunałów, w których nigdy nie było krwi.</akap>




<akap>Świadomość klasy robotniczej to nie jest żadna
specyficzna polityczna forma, żadna specjalna doktryna:
to jest ruch żywych ludzi, dążących do przekucia społeczeństw nowoczesnych w organizmy samowładnie rządzącej sobą pracy, do wyzbycia się wszystkiego, co
pracą nie jest, niczym rozwoju biologiczno-ekonomicznego ludzkości nie wzmaga, a na powierzchni życia
się utrzymuje <wyroznienie>i warunki tego swego utrzymania się uważa za istotę społeczeństwa, zadanie ludzkości, sens bytu</wyroznienie>. Myślimy dziś myślą
tych ludzi, ich głowami: myśl nasza unosi się ponad
pracą, nie wrasta w jej ciało, nie odtwarza jej kształtu.
Człowiek musi dokonać wielkiej przebudowy myśli:
urodziła się ona na zależnej od pracy, posługującej
się nią, lecz niepracującej powierzchni --- stać się
musi wzrokiem samym, widzeniem, rozumem i wolą

pracujących. Zbliża się moment, w którym znajdzie
się człowiek sam oko w oko z bezmiarem i zrozumie, że sam z siebie musi wydobyć cel swego istnienia,
miłość do niego, prawo swego życia, niezłomną wolę,
która je wykona. W złą godzinę wybrano się mówić
o romantyzmie. Idzie istotnie czas klasycznej, wielkiej
jasności: czas pełnoletności człowieka, pełniącego
własną swą wolę, w słońcu własnej swej myśli wydźwigającego ponad otchłanie swobodny swój byt. Ale
wątpię, aby o tej jasności mówili ci, dla których
H. Sienkiewicz jest klasykiem.</akap>




<akap>Jasność Wasza!</akap>




<akap>Znamy jej źródła i granice. Ciemnym był za czasów Augusta II ten, komu się jakieś wizje apokaliptyczne dziejowego sądu i zatraty po głowie snuły,
jasnym ten, kto wbrew wszystkim <slowo_obce>mane tekel fares</slowo_obce>
widział jak na dłoni, czuł tłustą i świecącą gładzizną
brzucha, że mimo wszystko żyje się przecież.</akap>




<akap>Czy zastanawialiście się, co i jak czują ginące
narody? Czy sądzicie, że istotnie, jak w powieści Sienkiewicza, przychodzą znaki i widma ostrzegawcze?
Przeciwnie. Jasność, pogoda, słodycz rozlewają się
w duszach. Już nie trzeba myśleć, nie trzeba pracować. Na widnokręgu nie ma żadnych zagadnień: wszystko
jest zrozumiałe, dostępne, przejrzyste. Ostatecznie nie ma
takich warunków, w których człowiek nie widziałby
przed sobą możliwości przeżycia tych lat, które mu
zostały. Chyba by ziemia pod nogami zapadła. I gdy
ziemia zdaje się zapadać, gdy zaczynają się pojawiać
znaki, że może ona przestać wydawać kupony, listy
zastawne, pensje miesięczne --- wtedy istotnie wydaje
się, że wszystko ginie. Gdy to przechodzi, gdy znowu
natura powraca do swoich praw, jest rzeczą oczywistą,
że pomimo wszystko przeciętna kulturalna polska rodzina wyżyć zdoła, przeciętnie wychowa dzieci, które
znów, byle tylko różne formy renty nie zanikły, przeciętnie dalej żyć będą --- czyli perspektywa całkiem
jasna i niezamącona. Nic nie przedstawia się tak jasno
i przejrzyście, jak przyszłość bezużytecznych warstw
i ludzi: czas niczego od nich nie zażąda, oni jemu nic
nie dadzą. Stąd nastrój pewności siebie, jasności,
spokoju, nastrój pokrzepionych serc, wiara, że choćby
tam nie wiem co, Marynia do Krzemienia wróci. Nazywa się to dziś plemienną mocą; jest tylko starczą
beztroskliwością. I wielką musi być istotnie siła w żywych warstwach narodu, jeżeli się jej parcie przedostaje nawet przez tę martwą atmosferę. Atmosferę tę
znamy od dawna i dławiła ona kraj całe trzydziestolecie. Powstała ona dzięki tym, którym nie wolno
było nic z tego, co ma związek z głębokimi, idącymi
w przyszłość sprawami: nie wolno im było widzieć,
myśleć, chcieć; oni sami zaś zrobili odkrycie, że im
i tak dobrze: wczuli się i wżyli w tę swoją prywatną
jasność. Nie zazierała tu żadna zagadka, bo nikt się
o nic nie pytał --- o tym mieli myśleć starsi --- tam,
gdzie załatwia się wszystko --- a wy tu sobie żyjcie
na pogodnym osiedleniu, w tym oto ,,prywiślańskim"
kraju. Stosunki całkiem helleńskie: wszystko przetworzone w jedną bez wydarzeń chwilę. I gdy się spłaciło daninę cieniom, można było wyznać, że chwila
jest słoneczna. Ludzie, którzy studiowali Grecję na
dywanowych deseniach i podziwiali w obrazach Siemiradzkiego<pe><slowo_obce>Siemiradzki, Henryk</slowo_obce> (1843--1902) --- malarz tworzący w nurcie akademizmu; malował obrazy o tematyce mitologicznej, antycznej, religijnej i historycznej.</pe>, byli przekonani, że wszyscy oni reprezentują jeżeli nie Helladę, to przynajmniej zachodnią
kulturę: że jest Olimpem, a przynajmniej już Wersalem
ta tyjąca w słońcu Atlantyda kapłonów<pe><slowo_obce>kapłon</slowo_obce> --- wykastrowany kogut.</pe>.</akap>





<akap>I znowu rzecz godna podziwu. W razie ataku na
beztroskliwość, lekkomyślność, próżniactwo wywoływano wnet krwawe i żałobne mary: widmo Rejtana
strzegło progu każdej polskiej spiżarni i każdej narodowej alkowy. Wnet więc powołanie na niesprawiedliwość losu, gorzka łza kapiąca na wąsy, że oto nam
nie wolno nic --- a wnet potem spiżarniana nirwana
istnienia, któremu myśleć o przeszłości, przyszłości,
teraźniejszości, o czymkolwiek bądź wreszcie Apuchtin,
Hurko, etc. nie pozwala --- istnienia, w którym wolno
tylko optymistycznie tyć --- poza przestrzenią i czasem. Jednocześnie więc było się ofiarą i miało jej
majestat i przebywało się nadal na sienkiewiczowskim
Olimpie. Z miłości dla tego nieszczęśliwego kraju zmieniano swoje istnienia w nim w jedną wielką mesjaniczną synekurę<pe><slowo_obce>synekura</slowo_obce> --- intratne stanowisko, które nie wymaga dużych nakładów pracy (z łac. <slowo_obce>sine cura</slowo_obce>: bez troski).</pe>. Nacierające zagadnienia odpierano tym,
że my je wspaniale rozwiążemy, gdy już nam to będzie wolno. Tym się pocieszano. Świat tam na Zachodzie stawał się coraz dziwniejszy i bardziej skomplikowany, ale my byliśmy wyżsi ponad to wszystko.
Dzięki pomocy Hurki, Apuchtina, Iwanowskiego tryumfowaliśmy nad ,,postępem". Do nas on nie przenikał,
chyba całkiem już zdezynfekowany, nieszkodliwy. Można więc było mówić o sile tradycji, która taki opór
stawia wszystkim nowoczesnym aberracjom<pe><slowo_obce>aberracja</slowo_obce> (od łac. <slowo_obce>aberratio</slowo_obce>) --- zbłądzenie, odchylenie od zwyczajnego stanu umysłowego.</pe>. I tak powstała ta psychologia Polaka, który swoją przymusową niedojrzałość przekuł we własnych oczach w pewien gatunek wyższości, który z niewoli swej i bezwładu uczynił olimpijski spokój i naprawdę uwierzył,
że w jego wyjałowionej głowie wszystko jest tak powietrzne i błahe nie dlatego, że świat rzeczy poważnych pozostał poza granicami jego woli i działania,
lecz dlatego, że w ogóle nic trudnego i głębokiego nie

istnieje. To pewna, że tak nigdy nie czuł i nie myślał
żaden w przyszłość idący naród. Kto jutro swoje tworzy, ten go nie zna, na tego następuje ono i wali
się czarną ścianą czasu, ten widzi braki i luki, wołające o zapełnienie, ten żyje wśród rzeczy niegotowych,
czuje się za coś odpowiedzialnym, coś ryzykuje. I niewątpliwie istnieje u nas i dziś ta potężna, nieokreślona
cyklopiczna wola; jej to hart jest prawdą tego szychu,
który Polska Sienkiewiczowska za siłę swą wydaje.
Istnieją dziś w polskiej duszy siły, milczące poprzez
zaciśnięte zęby, bez słowa i bez gestu chwytające każdy okruch życia, stokrotnie poczynające dzieło, które
im wróg z rąk wyrywa. Siły, które nie potrzebują mowy, by w siebie wierzyć, nie potrzebują przysiąg. Rozumieją one same siebie <wyroznienie>bez słów, i nie
chce rozumieć, kto ich nieraz wbrew słowom, które co innego głoszą, nie odgadnie</wyroznienie>. Tam, gdzie stykając się piersią w pierś z nieznanym, chłop polski stwarza podwalinę przyszłości,
której nie zna, tam, gdzie na straconym posterunku
ginie walcząc z złą wolą, nędzą, ciemnotą --- jakiś
siłę rycerzy i wyznawców mający w piersi lekarz prowincjonalny, nauczyciel ludowy, tam, gdzie słuchając
frazesów tłumaczonej broszury, robotnik polski rozumie nagle jasnym, krótkim, ślepiącym oczy łzami widzeniem, że stał się cud i jego zaprzepaszczone, zaprzedane życie zajaśniało od jakichś świtań, a los ludzkości w jego piersi kołace, tam, gdzie artysta chwyta
za skrzydła nieznane, nakazuje mu żyć i mówić
barwą, słowem, tonem --- tam wszędzie, gdzie styka
się piersią w pierś moc ludzka stwarzająca siebie
z wielkim nieznanym czynu, co dopiero ma być dokonany, tam gdzie się rodzi życie, więc jest ból i męka, tam jest Polska, jest siła, przyszłość. Przyszłość, która zawsze to jedno ma oblicze --- męstwa, biorącego się za bary z nieznanym losem. Gdzie nie ma już walki,
pasowania się, wysiłku, natężenia woli, myśli, mięśni
--- tam istotnie jasne już i skończone jest wszystko.
Wieczne odpocznienie! I brzmi ono modłami tysiąca
kościołów!</akap>




<akap>Jesteśmy katolikami i zagadnienia, które świat cały
szarpią, załatwione są dla nas w symbolu wiary.</akap>




<akap><begin id="b1317943185819-2237178972"/><motyw id="m1317943185819-2237178972">Religia</motyw>Katolicyzm jest dziwną budową.</akap>




<akap>Kto nie usiłował wżyć się weń, nie zna jego tajemnic, jego czarów. Przeciętny Polak-katolik mało lub
wcale nic nie wie o tym, jak głębokim umie być katolicyzm, gdy się w nim szuka głębokości. Pierwszym
pozorem, rzucającym się w oczy, jest subordynacja,
brak krążenia krwi i ducha --- martwota. Posłuszeństwo hierarchiczne, podporządkowanie laików duchowieństwu, są to najbardziej uderzające rysy kościelnej budowy. Ale w granicach tego posłuszeństwa Kościół posiada swoje kaplice dla samotników, krypty dla
myślicieli, baszty dla rycerzy: to, co orle, i to, co podziemne w ludzkiej duszy, znajduje tu schronienie. Istnieją
całe systematy głębokich filozoficznych, artystycznych
koncepcji świata, które uzasadniają to posłuszeństwo
Kościołowi, ale jednocześnie pozostawiają myśli indywidualnej bezgraniczny niemal przestwór dla spekulatywnych dociekań, intensywnej kultury ducha.</akap>




<akap>Nigdzie chyba na całym świecie stosunki pomiędzy
katolicyzmem jako religią ludową a katolicyzmem jako
głęboką dyscypliną moralną, obejmującą całe życie człowieka, pomiędzy katolicyzmem maluczkich i katolicyzmem doktorów, nie ułożyły się w sposób tak straszliwie
demoralizujący, jak u nas. Nie wątpię, że pośród naszego duchowieństwa mogą istnieć jednostki o wybitnej
wiedzy teologicznej, to pewna, że w życiu umysłowym
oświeconych laików katolicyzm nie odgrywa niemal
żadnej roli. Francuska literatura XIX stulecia posiada
szereg pierwszorzędnych myślicieli i twórców, którzy
pracowali istotnie dla pogłębienia katolicyzmu lub też
przynajmniej tworzyli pod jego natchnieniem i kierownictwem. Pomimo wszystkich drwin na temat katolicyzmu Balzaka<pe><slowo_obce>Balzac, Honoré de</slowo_obce> (1799--1850) --- francuski prozaik okresu romantyzmu, nazywany ,,mistrzem realizmu". Autor cyklu powieściowego <tytul_dziela>Komedia ludzka</tytul_dziela> (m.in. <tytul_dziela>Ojciec Goriot</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Stracone złudzenia</tytul_dziela>), pokazującego życie społeczne, polityczne i obyczajowe we Francji od czasów rewolucji francuskiej do rządów Ludwika Filipa.</pe>, Barbeya d'Aurévilly<pe><slowo_obce>Barbey d’Aurevilly, Jules Amédée</slowo_obce> (1808--1889) --- francuski pisarz, poeta, dziennikarz i krytyk literacki; autor powieści i nowel (zbiór <tytul_dziela>Diable sprawy</tytul_dziela>).</pe>, Baudelaire'a<pe><slowo_obce>Baudelaire, Charles Pierre</slowo_obce> (1821--1867) ---
 francuski poeta, krytyk sztuki, tłumacz Edgara Allana Poe, prekursor symbolizmu i poezji nowoczesnej, parnasista, dekadent. Uznawany za jednego z tzw. ,,poetów przeklętych". Jego twórczość była kontrowersyjna, samego autora oskarżano o niemoralność ze względu na podejmowaną tematykę w swych utworach: dewiacje, rzekome popieranie satanizmu, prostytucja, życie marginesu społecznego itd. Najsłynniejszym dziełem Baudelaire'a są wydane w 1857 r. <tytul_dziela>Kwiaty zła</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Les fleurs du mal</tytul_dziela>), znane również pod innym polskim tytułem --- <tytul_dziela>Kwiaty grzechu</tytul_dziela>.</pe>, Villiers de I'Isle Adama<pe><slowo_obce>Villiers de L'Isle-Adam, Auguste de</slowo_obce> (1838--1889) --- francuski pisarz tworzący w nurcie naturalizmu, poeta-symbolista.</pe>, było w ich stosunku do Kościoła
wiele szczerej i głębokiej powagi. Wydaje mi się, <wyroznienie>że
nie można sobie wyobrazić ich życia duchowego bez katolicyzmu</wyroznienie>. Polscy postępowcy
posługują się niezmiernie uproszczoną metodą, gdy
chodzi o tego rodzaju sprawy. Kiedy napotykają fakt
katolicyzmu u wybitnego człowieka --- wietrzą w tym
obłudę, udanie, w ostateczności zaćmienie umysłowe.
Przysłowiowa wprost ignorancja oddaje im tu niepospolite usługi. Dość zbadać, jak wielkie zainteresowanie
wywołują w kołach najbardziej wykształconej europejskiej inteligencji dyskusje i polemiki na temat modernizmu<pe><slowo_obce>modernizm katolicki</slowo_obce> --- nurt w filozofii i teologii przełomu XIX i XX w., głoszący m. in. historyczny, więc zmienny charakter dogmatów Kościoła katolickiego; stanowisko to potępił papież Pius X.</pe>, aby przekonać się, jak wiele jeszcze życia pozostało w wielkim starym ciele. W literaturze polskiej
istnieją bardzo głębokie i ciekawe próby pogłębienia
lub ugruntowania katolickiego światopoglądu. Wydaje
mi się wielkim nieporozumieniem, gdy słyszę o panteizmie Cypriana Norwida<pe><slowo_obce>Norwid, Cyprian Kamil</slowo_obce> (1821--1883) --- poeta, dramatopisarz, prozaik, tworzył także grafiki i obrazy. Twórczość Norwida, początkowo niedoceniana, na nowo została odkryta przez Miriama Przesmyckiego i udostępniana drukiem od roku 1901. Uznawany za jednego z czterech największych twórców doby romantyzmu. Dzieła: cykl liryków <tytul_dziela>Vade-mecum</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Promethidion. Rzecz w dwóch dialogach z epilogiem</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ad leones!</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pierścień Wielkiej Damy, czyli Ex-machina Durejko</tytul_dziela>.</pe>. Dla mnie jest Norwid jednym z najbardziej i najgłębiej katolickich umysłów
stulecia, najniezaprzeczalniej katolickim z pośród wszystkich naszych poetów. W związku z katolicyzmem snuł
swoje koncepcje Hoene-Wroński<pe><slowo_obce>Hoene-Wroński, Józef Maria</slowo_obce> (1776--1853) --- właśc. J. Hoene (nazwisko Wroński przybrał później), filozof, matematyk, astronom, ekonomista, fizyk i prawnik, przedstawiciel mesjanizmu polskiego.</pe>, nie zrywał z nim co
najmniej Cieszkowski<pe><slowo_obce>Cieszkowski, August</slowo_obce> (1814--1894) --- herbu Dołęga, filozof, działacz społeczny, ekonomista, współtwórca mesjanizmu polskiego.</pe>. Koncepcje religijne Mickiewicza

zostaną może i u nas dokładniej poznane, gdy zajmie
się nimi jaki francuski lub włoski modernista.</akap>





<akap>Z radością widzę, że przynajmniej kończy się okres
obowiązkowej ignorancji co do Towiańskiego i że wyjątki z jego pism włączone zostały do wielkich wypisów, wydawanych w Warszawie (Wiek XIX, stulecie
myśli polskiej --- niewątpliwie jedno z najpożyteczniejszych chyba obecnie przedsięwzięć wydawniczych). Co
do przekonań religijnych naszych poetów i ich ścisłego
określenia panuje umyślny i obłudny półzmrok. Dla
jednych zgorszeniem jest sam fakt jakichkolwiek przekonań religijnych (w dzisiejszych czasach postępu!),
innym niebezpiecznym wydawało się wszystko, co dotyczyło religii, a nie odbywało się pod kontrolą Kościoła)<pr>Pisma doniosły, że Stanisław Wyspiański umarł jako
członek Kościoła katolickiego: analiza jego poezji nie stawia żadnych przeszkód uznaniu w nim człowieka o katolickim w zasadzie światopoglądzie. Musimy sobie raz na zawsze zdać
sprawę z tego, że katolicyzmu, jako konstrukcji umysłowej,
lekceważyć nie można. Kto przypuszcza, że tak łatwą jest rzeczą zwalczać środkami przeciętnej ewolucjonistyczno-pozytywistycznej doktrynki tak subtelny, jak katolicki, światopogląd filozoficzny, ten nie zadał sobie fatygi nigdy ani katolicyzmu przemyśleć, ani zapoznać się z nim z pierwszorzędnych, poważnych
źródeł.</pr>.</akap>








<akap_cd>Żadne pogłębienia i uzasadnienia nie są polskiemu katolikowi potrzebne: to już należy do księdza.
Polak wie, że msza się odprawia, że żona i służba
chodzą do spowiedzi, że jest święcone i że przed śmiercią trzeba będzie o tym wszystkim pomyśleć. Ignorancja co do właściwego przedmiotu wiary, dziejów
Kościoła i jego organizacji wprost nieprawdopodobna:
a przecież ten martwy fakt przynależności do Kościoła
pozwala nie myśleć o całym szeregu kwestii, pozwala
zbywać niczym, ot przeżegnaniem się lub zdjęciem czapki
przy spotkaniu księdza, omijaniu kościoła. Czego nie
zabija, od czego nie uwalnia ten jeden gest? <begin id="b1330801471855-3421741643"/><motyw id="m1330801471855-3421741643">Polak, Religia</motyw>Oto nie
muszę już kłopotać głowy różnymi filozofiami, truć
sobie duszę wątpliwościami: przecież tam w kościele
co dzień na mszę dzwonią. I co dzień po wszystkich kościołach odbywa się msza żałobna za setki tysięcy myśli
nierozbudzonych, sumień na wieki pogrzebanych. <slowo_obce>Ite
missa est<pe><slowo_obce>Ite
missa est</slowo_obce> (łac.) --- idźcie, msza jest [skończona]; słowa kończące mszę św. w Kościele rzymskokatolickim.</pe>!</slowo_obce> Wracajcie dziateczki do swych zatrudnień,
idźcie wszyscy razem, lichwiarz, sędzia, złodziej, adwokat, prostytutka. Coś tam wy robicie w życiu, siebie,
przyszłość własną w błoto spychacie. Nic to. Msza
się odprawia. Tu załatwiają się wszystkie wasze z wszechświatem zatargi. I tak od odcienia do odcienia dochodzimy do absolutnego względem katolicyzmu indyferentyzmu, do punktu widzenia ,,lud nasz potrzebuje
wiary".<end id="e1330801471855-3421741643"/> I tak nie wiedząc, czym jest ta wiara, nie chcąc
o tym myśleć lub lekceważąc ją, o ile idzie o nią samą,
nasza inteligencja ochrania w ,,katolicyzmie" jakiś skarb
ludowy. --- Jestem w stanie pojąć punkt widzenia głęboko myślącego katolicyzmu; zna on wszystkie arkana,
wszystkie rozgałęzienia potężnej nauki, żyje pod jej
sklepieniami, i choć widzi, że katolicyzm maluczkich jest
czymś bardzo odmiennym, pociesza się, że to jest tylko
pierwszy stopień: ta jednak polska beztroskliwa połaniecczyzna, która ukuła sobie religię po prostu z niechęci
myślenia, zastanawiania się nad czymkolwiek, która rezygnuje ze wszystkiego, byle się jej dobrze spało, jest
rzeczą wzbudzającą głęboką wzgardę i obrzydzenie.</akap_cd>




<akap>Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe> napisał głęboki, wstrząsający pamflet o <wyroznienie>jezuityzmie</wyroznienie>. Jezuityzm pojmowany bywa u nas powierzchownie. Widzimy w nim tylko działalność jednego
zakonu, jego złej woli, przewrotnej dyscyplinie przypisujemy rozmaite popełnione i niepopełnione winy.
Jak zawsze w takich wypadkach, zakon jezusowy jest
kozłem ofiarnym, eksponentem naszych własnych grzechów: <wyroznienie>jezuityzm tkwi w nas samych, wszyscy jesteśmy mniej lub więcej jezuitami</wyroznienie>.
Istnieją różne odcienie jezuityzmu: fakt moralny w istocie pozostaje niezmiennym. W zasadzie polega jezuityzm na eksploatowaniu wyników, osiągniętych przez
formy życia i działania potępiane, odrzucane, nieuznawane przez nas. Jezuityzm w powstaniu swym był wyzyskaniem zdobyczy nowoczesnej myśli i sztuki nowoczesnego rozwoju ludzkości dla celów z rozwojem tym
niezgodnych, wręcz mu wrogich. Odrzuca on pracę
i trud, odpowiedzialność i mękę, sam mękę tę potęguje,
lecz przyswaja sobie wynik, czyni przedmiot użycia
i wygody dla swych wiernych z rezultatu pracy, dokonywanej poza ich obrębem, wyklinanej przez nich.
Jezuityzm powstał jako usiłowanie wyzyskania dla
celów Kościoła zdobyczy nowoczesnej myśli ludzkiej,
twórczości artystycznej i literackiej. Jest on wyrafinowaną formą eksploatacji duchowej: zatrzymuje bowiem
wynik i odrzuca trud, co go stworzył; formą znieprawienia duchowego: czyni bowiem stanem nieodpowiedzialnego posiadania, bezmozolnego użycia, to, co człowiek wytrwałą i tragiczną pracą wywalczył. Jest to
najzupełniejsze zaprzeczenie idei prawa: przedmiotem
łaski staje się tu wytwór pracy, zachowany zostaje
plon, przeklętą działalność. Jezuityzm oznacza kapitulację moralną katolicyzmu: od tego momentu Kościół
przestaje być samoistnym organizmem moralnym, staje
się pasożytem, od tego momentu przestaje on żyć
własną prawdą i poprzestaje na znieprawianiu prawd,
poza nim zdobytych. Jezuityzm nie jest przypadkiem:
powstanie jego w pewnym momencie dziejów chrześcijaństwa i katolicyzmu było koniecznością. Musimy
to zrozumieć, jeżeli nie chcemy poprzestawać w swych
pracach i zamierzeniach kulturalnych na tej powierzchni, jaką nam przyjęty jako <slowo_obce>force majeure<pe><slowo_obce>force majeure</slowo_obce> (fr.) --- siła wyższa.</pe></slowo_obce>
katolicyzm pozostawia, lecz jeżeli w samej rzeczy pracować chcemy dla <wyroznienie>stworzenia całkowitej kultury, jasnej, całe życie narodu obejmującej świadomości</wyroznienie>. Jest to tym konieczniejsze, że
dzięki modernizmowi wpływ zagadnień katolickich i zainteresowanie dla nich niewątpliwie wzrastają. Kościół
całkowicie szczerze potępia modernistów; pomimo to
są oni jego przednią strażą: rozszerzają jego posiadłości i wpływy w dziedzinie intelektualnego i kulturalnego
życia. Nie ma w tym świadomej i celowej perfidii. Nazbyt często przypisuje się makiawelizmowi jednostek
to, co jest jedynie działaniem samej logiki, samej siły
ciążenia urządzeń. Polityka Kościoła, jego zachowanie
się w sprawach kultury uwarunkowane są przez jego
budowę, przez sam typ zbiorowego życia, urzeczywistnionego w Kościele. <wyroznienie>Kościół jest systematycznym rozwinięciem typu współżycia ludzkiego, nieopartego na wytwórczości</wyroznienie>. Kościół wytwórczość ignoruje: jest ona dla niego nie
przyczyną, lecz skutkiem. Dobra materialne i kulturalne
napływają, Kościół nimi zarządza, rozdziela je; w ten
sposób umożliwia życie, staje się jego źródłem. Jeżeli życie to w dalszym ciągu dobra te stwarza, to i to
wydaje się wynikiem spływającej z góry łaski. Jest to
logiczne i nieuniknione.</akap>




<akap><begin id="b1327183249716-840900249"/><motyw id="m1327183249716-840900249">Religia</motyw>Dzisiaj przeciwstawia się nazbyt często Kościołowi
jakieś ewangeliczne chrześcijaństwo pierwotne: ,,chrześcijaństwo prawdziwe". Jest to złudzenie: --- <wyroznienie>prawdziwym</wyroznienie> jest właśnie to chrześcijaństwo, jakie widzimy.
Chrześcijaństwo, rozwinięte w fakt społeczny --- to właśnie Kościół katolicki. Inne formy chrześcijaństwa są
tylko mniej pełne. Zrozumiemy to z łatwością, jeżeli
zamiast zatrzymywać się na ideologicznej powłoce,
wejrzymy w sam zasadniczy fakt budowy społecznej,
stanowiącej zrąb Kościoła.<end id="e1327183249716-840900249"/> Zarazem posłuży to do wyjaśnienia jeszcze innej ważnej sprawy. Mówi się u nas
często o socjalizmie jako o chrześcijaństwie prawdziwym. Jest to niedorzeczność. Chrześcijaństwo jest organizacją społeczną opartą na spożyciu, socjalizm
będzie świadomym, samorządnym organizmem pracy,
będzie systematem celowej i swobodnej wytwórczości
i zbudowanego na niej społeczeństwa opanowanego
przez świadomych i swobodnych robotników; tym jedynie może być socjalizm, lub też nie jest on i nie
będzie niczym, rozpłynie się w potoku słów i mgle
złudzeń, które gorączkować mogą ludzi, lecz są całkowicie i absolutnie obojętne, nieistniejące z punktu
widzenia milczącej i głuchej na wszystko, co nie jest
pracą i wysiłkiem pozaludzkiej przyrody, i o tym również dobrze jest pamiętać, bo pewna mieszanina idylli
socjalizmu i chrześcijaństwa, rewolucji, ewangelii i <slowo_obce>café
chantant'u<pe><slowo_obce>café chantant</slowo_obce> (fr.) --- dosł. śpiewająca kawiarnia; początki tego typu kawiarni sięgają XVIII wieku, ale największą popularność zyskały na przełomie XIX i XX wieku. Słuchano w niej piosenek i oglądano skecze.</pe></slowo_obce> unosi się dziś w powietrzu jako szeroka
synteza społecznych dążeń i aspiracji. Bardziej niż jakiekolwiek inne społeczeństwo, potrzebujemy idei kościstych i mocno określonych. Pamiętać zawsze trzeba
to, co mówił Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe>: ,,Sankiulotyzm<pe><slowo_obce>sankiulotyzm</slowo_obce> ---
 poglądy sankiulotów, czyli żarliwych stronników rewolucji francuskiej; przen. radykałowie, ekstremiści.</pe> jest buntownikiem,
urodził się on i żyje w stanie otwartego buntu: nie
może on nam dać przykładu posłuszeństwa, tak samo
rzeczy stoją względem niektórych innych cnót i to
kardynalnych, wydaje się, że znikły one ze świata,
i często powtarzam sobie, że dobrze jest, iż jezuityzm
i inne skandale przesądu trwają do dziś dnia, aż do
czasu, dopóki nie przyswoimy sobie tradycji utraconej
szlachetności i nie uczynimy z niej swego posiadania,
biorąc w rachubę oczywiście nowe warunki. Jezuityzm,
papież ze swą potrójną tiarą i całe lądy chimerycznej
starzyzny będą musiały wówczas zniknąć: rola ich będzie całkowicie skończona. Nie wyjdziemy z naszego
domu łachmanów<pr><slowo_obce>Exodus from Houndeditch</slowo_obce> --- objaśnia francuski
tłumacz <wyroznienie>Barthélemy</wyroznienie>, oznaczał dla Carlyle'a konieczność wyzwolenia się spod władzy wszystkich umarłych wierzeń. Cyt. według przekładu francuskiego <tytul_dziela>Pamphlets du dernier
jour</tytul_dziela> pp. 412--413.</pr>, dopóki nie zawładniemy naprawdę
tym, co rzeczywiście posiadamy. Wtedy będą stare
łachmany prawdziwą zarazą i podlegać będą spaleniu
w ogniu rewolucyjnym; będzie to tylko sprawiedliwe.
Ale dopóty nie ruszycie się z miejsca --- póki nie odszukacie w popiele tego, co było w łachmany zaszyte,
jak złoto i cenne metale. Takim bowiem jest konieczny
bieg ludzkich rzeczy". --- Katolicyzm jest typem <wyroznienie>zachowania kulturalnego</wyroznienie>: odnajdywać go będziemy na swojej drodze, póki nie wyjdziemy naprawdę
z tego błędnego koła, tworząc nowy typ zachowywania i tworzenia kultury, przekazywania dóbr kulturalnych. Tak postawione jest zagadnienie; ująć je
trzeba w całej istocie. Ten tylko zostaje się w historii,
tworzy w niej, kto umie uczynić z życia swego organ
rzeczy trwałych. Kto zaś sam siebie nie utrwala, ten
przerabiany jest w trwały wynik przez tych, którzy
posiadają dzięki dyscyplinie życia i tworzenia moc nad
przyszłością. Kto nie troszczy się o zagadnienia budowania, ten już sam idzie na budulec, na wapno i spój, ale zaiste nie wie, co z niego wyrasta. O tym już wiedzą ci, którzy mają wolę. <slowo_obce>Come l'uom s'eterna<pe><slowo_obce>Come l'uom s'eterna</slowo_obce> (wł.) --- jak człowiek zdobywa nieśmiertelną sławę. Fragment XV pieśni <tytul_dziela>Piekła</tytul_dziela> z <tytul_dziela>Boskiej Komedii</tytul_dziela>; Dante spotyka pana Brunetto Latini i mówi do niego <wyroznienie>m'insegnavate come l'uom s'eterna</wyroznienie> --- <wyroznienie>uczyłeś mnie, jak czynić człowieka nieśmiertelnym</wyroznienie>, Latini był jedną z ważniejszych postaci w życiu Dantego, poeta darzył go ogromnym szacunkiem.</pe></slowo_obce> --- tak
można by określić całą treść pojęcia kultury. Tylko
jako ostający się wobec natury, wobec wewnętrznych
parć życia fakt, trwa człowiek; kto życia swego w diamencie tym nie pisze, kto poprzestaje na własnym
swym odczuciu, ten może być zbuntowanym przeciwko
życiu niewolnikiem; twórcą i prawodawcą nigdy się nie
stanie. Co dzień spotykam na swojej drodze czcigodne,
wiekami wznoszone budowy --- znak widzialny niezmierzonego mozołu, bezimiennego samozaparcia i samoutwierdzenia wobec wiecznie milczących, twardych,
groźnych mocy. Tylko szept myśli swej ma człowiek
za świadka, a stać mu się ona ma opoką, zdolną wytrzymać napór sił, które zawsze czyhają zewsząd na
każdy nasz błąd: poprzez szczelinę każdą wciska się
w nasz okręt wrogi, mroczny żywioł i ciągnie na dno.
Wolą swą, myślą i pracą człowiek musi sam siebie
wobec przyrody oszańcować: <wyroznienie>wrogiem naszym
wszystko nieopanowane, samemu sobie
pozostawione w nas i poza nami; wrogiem
naszym jest wszelki stan natury: nagi żywioł i naga dusza. Prawa chcemy, twardego, jasnego, na wskroś przez wolę ludzką przenizanego gmachu</wyroznienie>. Nie poznawać
swe przeznaczenie, ale je stwarzać, takim jest utajone
w głębi istoty naszej prawo życia. <begin id="b1330806131633-906147398"/><motyw id="m1330806131633-906147398">Religia</motyw>Katolicyzm jest najtrwalszym z dzieł, stworzonych przez nowoczesnego
człowieka. Kto chce stać poza nim, komu sumienie
stać w nim nie pozwala, ten powinien o tym pamiętać.
Dla kogo katolicyzm jest najtrwalszym z naszych dziś
żyjących błędów, ten mieć powinien w sobie grozę
myśli, by błędem wobec nieznanego, co zawsze jest
i o swoim istnieniu mówi ruinami, nie okazał się cały
nowoczesny człowiek.<end id="e1330806131633-906147398"/> Nie, zaiste nie --- nie jest swoboda łatwą do zniesienia rzeczą: --- nie jest absolutnym od wszystkiego, co nas przerasta, zwolnieniem.
Musem jest, twardym, bezlitosnym musem: --- nie ze
snów, ale z czegoś, co twardsze jest od żelaza, wiecznie groźne i wiecznie milczące, z czegoś, co nie jest
nigdy naszym ja, naszą duszą, naszą myślą, lecz zawsze
obcym nam, na granicy naszej mocy szczelnie oblegającym nas wrogiem --- zbudowany jest świat! W nim
wyżyć i trwać --- jest to swoboda: wszystko inne jest
już variété<pe><slowo_obce>variétés</slowo_obce> --- przedstawienie złożone z piosenek, monologów, tańców, popisów akrobatycznych.</pe> --- mądrością dzieci, tancerzy i skoczków,
skrybów słów pisanych na piasku --- tłumu istot, które
myślą, że sumując pusty wrzask, sam wszechświat przekrzyczą, a wyjaławiając dusze swe, sam czas wygłodzą
i do kapitulacji skłonią --- ludzi, dla których świat
jest maskaradą miłości własnej, ambicji, zazdrości --- Bóg wie czego, którzy śnią, że tworzą świat nowy,
ponieważ na stu mityngach uchwalili zniesienie starego
i ośmieszyli go w setce kupletów. <wyroznienie>Nie to, czego
nie chcesz, lecz jak umiesz chcieć, nie
od czego się uchylasz, ale co tworzysz,
jak i co budujesz i co o twoich budowach
sądzi wiecznie obecna i coś swojego tworząca pozaludzka moc</wyroznienie> --- oto są zagadnienia.
Dekorator, który setki razy zmieniał krajobraz na
swym teatrze zawiedzie się --- zapewniam was --- gdy
uwierzy, że jest panem i twórcą milczącego naokoło
człowieka i nad nim pejzażu. Są prawa teatru, są i inne
prawa; i poza sceną waszej myśli, na której doskonałość waszego ja samą siebie podziwia --- są zawsze
gotowe wpełznąć na gruzy, zaniedbane przez myśl
i wolę ludzką --- meduzy, owe węże, które stały się
jedyną przyszłością; jedynym potomstwem Laokoona
jest ten świat pozaludzkich zjaw, którego obecność
czuł głębokim dreszczem, w krótkich bolesnych widzeniach St. Wyspiański<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>, człowiek, który słyszał, jak
groźnie milczy za murem ludzkich twierdz wiecznie
pozaludzka, obca moc żywiołów, który czuł już hańbę
prochów, deptanych stopą obcego, nieznanego im życia.</akap>




<akap>Mówicie wszyscy dziś o różnicy pomiędzy pierwotnym chrześcijaństwem a katolicyzmem, lecz na tym
właśnie zasadzało się chrześcijaństwo, że było ono
braterstwem w dobrej woli, sojuszem ludzi bezsilnych,
opuszczonych, nie troszczących się o nic, co jest poza
nimi<pr>Na miłosierdzie Boskie, tylko nie myśleć o chrześcijaństwie w kategoriach tego idyllicznego paszkwilu na ducha
ludzkiego, w którym jest tyle właśnie z chrześcijaństwa, ile
jest z żywej Polski w <tytul_dziela>Rodzinie Połanieckich</tytul_dziela> --- każdy
już zgadł, że mówię o <tytul_dziela>Quo vadis</tytul_dziela>. Zaklinam każdego, kto
cierpi nad tym, że to nasza myśl wydała to arcydzieło lekkomyślności i beztroskliwego fałszu, niech weźmie do ręki choćby
Norwidowskiego <tytul_dziela>Quidam</tytul_dziela>, a myślę, że owieje go coś jak
duchowy zapach owych wieków, coś z ich powietrza i zrozumie, że nasza literatura i Sienkiewicza zniesie i żyć będzie.</pr>.</akap>


<akap>Z nich wyrósł katolicyzm, jest ich dziełem, synem ich jest Loyola<pe><slowo_obce>Loyola, Ignacy</slowo_obce> (1491--1556) --- hiszpański święty, ksiądz, założyciel zakonu jezuitów; kanonizowany w 1622.</pe>; Święta Inkwizycja, zakon psów
pańskich św. Dominika --- wszystko to byli wierni,
dobrzy słudzy Kościoła, takiego Kościoła, jaki wyrósł,
jaki musiał wyróść z rojeń i zrzeszeń ,,czcicieli Baranka". Tak, i że wyrosło z nich przynajmniej to, to
tylko dzięki temu, że <wyroznienie>poza ich świadomością</wyroznienie>
trwał i istniał żywy i chcący żyć, kłębiący się od namiętności, pożądań i walki ludzki świat. Kto nie stwarza rzeczy trwałych, ten jest przetwarzany, lecz kto
wie, że jest poza nim, pod nim wielkie i potężne życie i na jego powierzchni, jak na pogrzebanej Pompei, sny własnej samotności roi, ten niechaj zważy, by
nie stało się zadość jego dumie, by nie stał się on
kamieniem grobowym na mogile żywcem pogrzebanego życia. A myśmy widzieli przecież jego twarz
śniadą, dumną i śmiałą, owianą dymem prochu, widzimy jeszcze zwalisko, z pod którego groźna, skrwawiona dłoń wydobywa się spod ciężaru złomów, słyszymy, jak w głuche noce czyjeś potężne serce, jak
młot, jak dzwon bije. Tam jest fundament, tam kładą
się w muł żywioły ludzkie, jak kamienie --- przebywa
i tworzy się zmagająca się z żywiołem wola: <slowo_obce>haec est
petra<pe><slowo_obce>haec est
petra</slowo_obce> (łac.) --- on jest skałą.</pe></slowo_obce> wielkiego ludzkiego nie Kościoła już, a <slowo_obce>civitatis
hominum<pe><slowo_obce>civitatis
hominum</slowo_obce> (łac.) --- państwa, społeczeństwa ludzi.</pe></slowo_obce> ojczyzny, trwałego domu, w którym tylko
człowiek, pan żywiołów rządzi. Tu jest walka o pełną
władzę człowieka nad sobą, o jasne, słoneczne prawo --- nie ma kompromisów. Chrześcijaństwo powstało jako
zrzeszenie opuszczenia i bezsiły; stworzyli je ludzie,
którzy utracili wszystko: ojczyznę zewnętrzną i wewnętrzną, którzy czuli się prochem, wystawionym na
przypadek wiatru, gliną, lepioną przez ślepą, wrogą
przemoc. Nie rozumieli życia; porozpadały się starożytne społeczeństwa i światy wewnętrzne, przez nie
zrodzone. W obrębie olbrzymiego państwa rzymskiego,
pod osłoną praw, wszędzie obecnych, zimnych, niedostrzegalnych, jak powietrze, tworzyli się ludzie nierozumiejący procesu, w którym brali udział, niepojmujący tego olbrzymiego fundamentu społecznego,
który ich dźwigał, zawieszeni jak gdyby w próżni. Czuli
się bezsilnymi, widzieli okrucieństwo życia, i gdy przyszła do nich wieść, że są braćmi, synami Boga, który
przyjdzie i weźmie ich jak swoich, że nie potrzeba im
nic czynić, jak tylko kochać się wzajemnie i czekać
dnia, który pochłonie niezrozumiały świat, a ich ocali --- była ona dla nich wyjściem z mroku. Było to wyjście jedyne, jakie zrozumieć mogli. Byli bezsilni, bezradni: nie potrzebowali mieć inicjatywy w niczym,
zrzec się mogli wszelkiej odpowiedzialności za pracę
życia, mogli poprzestać na skupieniu się z innymi, równie osieroconymi pyłkami i wierzyć. Chrześcijaństwo
to było właśnie zrzeszenie ludzi bez praw, bez przyrody, bez przedmiotu badań poza sobą, bez żadnych
zadań poza własną duszą. Wszystko inne było jak
miraż, który zgasi Pan, jak złudzenie, majak obłoczny,
który się rozpierzchnie, gdy przyjdzie sędzia z twarzą
białą jak słońce. I oto ich nowe życie nadziei i wiary
było łaską; życie i pulsowanie duszy stworzonej przez
długie wieki zapoznanej kultury, reminiscencje, nagłe
przebłyski myśli, sam dar mowy, wszystko to był cud
i łaska. Łaską było życie. Mniejsza o to, jak je podtrzymywano: jedni żebrali, inni pracowali, inni byli
bogaci --- wszystko to była łaska --- nie zdobycz
ludzkiej pracy na przyrodzie, lecz dar Boży. Całe życie
ukazywało się jako coś podarowanego, coś wytworzonego poza człowiekiem, bez jego udziału, coś, co
trzeba tylko przyjąć. Taką była prawda ich położenia,
przeżyli oni ją tylko, tworząc chrześcijaństwo. Myśl
ich odbijała zupełnie plastycznie stosunek ich do całego ówczesnego świata<pr>To, co nazywamy dorobkiem kulturalnym ludzkości, to,
co ukazuje się nam jako <wyroznienie>rozum</wyroznienie> ludzki, jego treść --- jest
utrwalonym przez mowę wynikiem przeżyć różnych, ściśle
określonych grup ludzkich. <wyroznienie>Ciągłość abstrakcyjną
stwarzamy my sami</wyroznienie>; --- nie istnieje ona jako rzeczywistość, jest naszym dziełem, jak jej najbardziej rzucający się w oczy zewnętrzny równoważnik --- podstawa jednostajnej
chronologii --- czas historyczny. Nad wyraz pięknie wyłożył
to w swym nieskończonym dziele <tytul_dziela>Di un secolo al altro</tytul_dziela>,
nasz nieodżałowany, wielki mistrz <wyroznienie>Antonio Labriola</wyroznienie>. Żyjący (cisną się doprawdy pod pióro słowa klasycznej formuły
pozdrowienia ,,oby żył wiecznie") nauczyciel nasz <wyroznienie>Jerzy
Sorel</wyroznienie> poprowadził dalej i głębiej pracę Labrioli. Przewyższa
go on siłą intuicji, głębią ujęcia, rozległością wiedzy, ustępuje
mu w jasności wykładu; chociaż dla każdego, kto oswoi się
z przesyconym życiem na gorącym uczynku schwytanej myśli --- stylem Sorela --- mdłym musi stać się wszelki inny sposób
pisania. Sorel nie buduje architektonicznych całości literackich,
ale buduje samą myśl w głowie czytelnika, stwarza jakby nowe komórki i włókna mózgowe, rozbudza procesy myślowe,
,,tworzy powołania", jak sam on się wyraża. Nie wykłada on.
Stoi w żywym punkcie myśli i sam bezpośrednio z wewnątrz
nią kieruje, jednocześnie wyposaża on nas w nową wiedzę i w wytwarzający ją i ujmujący organ. Czytanie jego pism jest
nieustannym wzrostem intelektualnym; on to najdoskonalej
dziś włada metodą, przechodzącą od wyników myślowych do
samego procesu życia, które je stworzyło. Jego historia <wyroznienie>Jehowy</wyroznienie>, naszkicowana w <tytul_dziela>Systéme historique de Renan</tytul_dziela>, historia w ogóle żydostwa --- to arcydzieła nowoczesnej
nauki historycznej. Stąd wysnuwa się wniosek: prawdziwie płodną jest nie krytyka pojęć, lecz krytyka form życia, które je
tworzy, badanie stopnia i rodzaju ich żywotności. Sorel nie
szematyzuje: tworzy on naokoło każdego tworu życiowego
cały szereg kwestionariuszy; wie on, że życie nie jest procesem logicznym, posiada zmysł dla jego irracjonalnych połączeń i poruszeń, ten zmysł kulturalnych środowisk, moralnej
atmosfery ich, na którym całkowicie zbywało takiemu olbrzymowi, jak Karol Marks. Dzięki Sorelowi też materializm dziejowy zmienił całkowicie swe oblicze. Posiadając gruntowną
wiedzę matematyczną, źródłową znajomość świata starożytnego, fachową znajomość historii chrześcijaństwa i spraw Kościoła,
rozległą i różnostronną kulturę filozoficzną (Vico, Hegel,
Cournot, Bergson), wszechstronne wykształcenie ekonomiczne
(prócz Marksa, przeszedł on szkołę Pareta, prócz klasyków zna
przedstawicieli szkoły historycznej, szkołę Le Play), niezmierne
oczytanie w literaturze socjalistycznej, gruntowne, jedyne dziś
rozumienie całej rozciągłości pracy myślowej <wyroznienie>Proudhona</wyroznienie>,
orientując się w świecie sztuki i literatury, nieustannie pracując nad zagadnieniami prawa, ekonomii, metodologii, filozofii,
jest Sorel jedną z najwszechstronniej i najgłębiej pracujących
głów nowoczesnych. Długie lata jeszcze --- czuje to piszący --- nie będzie pomiędzy Sorelem a światem czytelników stosunku
prócz tego, który scharakteryzował Goethe: <slowo_obce>sollt was zulernen</slowo_obce>.
Za każdym razem, gdy powracam do wielokrotnie już przestudiowanych książek Sorela, czuję się szczęśliwszym, coraz
pełniej obejmuję i dostrzegam bezmiar pracy, dokonywanej
przez tego wielkiego myśliciela i głębokiego człowieka.</pr>. Nie widzieli oni świata,
który ich dźwigał, który stwarzał ich życie duchowe
i stosunki, w jakich żyli. Pomimo to istniał przecież ten
świat, był prawdą ich wobec pozaludzkiej nocy, a nie
widzeniem ich serc, zmorą ich dusz. On trzymał ich
na powierzchni bytu: w przyrodzie istnieli oni jako
wytwór pewnej określonej historii. Imperium Rzymskie
stanowiło ich fundament. I gdy przekształcał się ten
świat, musiały zmienić się ich myśli, sama posłana
im od Boga prawda. Usiłowali oni zachować swą
wiarę, swe zasadnicze stanowisko; zawsze było tak,
że życie wytwarzane było poza nimi, dopływało do
nich, było im darowywane jako łaska, spadało na
nich jako dopust. Ale łaską stawało się to życie,
gdy było już wytworzone, aby zaś było ono, trzeba
było je wytworzyć: sami oni wytwarzali je. I ponieważ, aby coś mieć, człowiek musi to wykuć sam
w świecie głuchym na objawienia serca, więc nie od
ich woli zależało, czym będą w tym twardym świecie,

w którym wytwarzane jest życie: tam byli oni robotnikami, celnikami, żołnierzami, dostojnikami państwa.
Świat ten zmieniał się i coraz inne narzucał role wyznawcom Chrystusa: wykuwali oni sami swe nieszczęście lub sławę, a zdobywszy je, korzyli się przed własnym dziełem, jak przed błogosławieństwem lub karą.
Wytworzone przez nich życie wracało do nich jako
dar boży. Gdy gmina chrześcijańska objęła całe narody, musiał zmienić się jej wewnętrzny charakter; już
tylko <slowo_obce>de nomine</slowo_obce><pe><slowo_obce>de nomine</slowo_obce> (łac.) --- z nazwy.</pe>podział dóbr doczesnych był darem Bożym, w gruncie rzeczy należał on do twardego
tutejszego świata.</akap>





<akap>Szybko rozrósł się przedział między ogółem wiernych i duchowieństwem zawiadującym ich życiem
duchowym. Życie duchowe stało się własnością duchownych, oni mieli klucz rozumienia życia, stwarzanego przez innych. Życie Kościoła zależne było
od tego, aby wszystko, co zostanie pozyskane jako
zdobycz ludzkości, zostało ujęte, przepracowane,
utrwalone przez jego hierarchię --- aby istotnie Kościół był świadomością, wytwarzaną przez życie. Było
to niemożliwe. Cała organizacja ta pozostawała w stanowczej sprzeczności z samą istotą życia. Kościół
był zrzeszeniem wiernych, wyniesionych ponad rzeczywiste, ,,historyczne" życie. Życie to było rozpatrywane nie jako zdobywanie prawdy, nie jako nowy,
tworzący rzeczy niebywałe proces; lecz co najwyżej jako pewien rodzaj emblematu<pe><slowo_obce>emblemat</slowo_obce> --- tu prawdopodobnie: symbol.</pe>. Metody opracowywania myśli nie miały nic wspólnego z procesem
życia: polegały one na logicznym zestawieniu myśli
zdobytych przez życie. Samo pochodzenie ich było
ignorowane. <begin id="b1330852405281-3815754225"/><motyw id="m1330852405281-3815754225">Prawda, Życie</motyw>Sam proces logicznego opracowywania
danych już treści ukazywał się jako źródło poznania.
Na długie wieki myśl została uznana za pozażyciową,
ponadhistoryczną sprawę. Logika straciła związek z biologią. Poznanie stało się kontemplacją. Było to nieuniknione. Jeżeli zapoznaje się, że wytwórcza działalność człowieka, jego byt ekonomiczno-społeczny jest
jego prawdą, jego bezpośrednim zetknięciem się
z nieznanym, jeżeli przeocza się rzeczywiste, z walki
społeczeństwa z pozaludzkim żywiołem wyrastające pochodzenie duszy, znika cały rzeczywisty proces, poprzez
który człowiek duszę swoją stwarza --- pozostaje zaś
ona sama. <end id="e1330852405281-3815754225"/>Musi ona uznać siebie, treść swoją, wypracowaną w wielkim, zbiorowym trudzie za coś niezmiennie danego, objawiającego się i obnażającego w procesach czysto poznawczych: mistycznych lub logicznych. Proces porządkowania treści staje się jej zdobywaniem --- poznaniem. Sama treść --- bytem, wyrazem jego --- prawda. Rzecz ustalona, zamknięta
w umysłach duchowieństwa zstępować tylko miała do
ogółu żywych.</akap>




<akap>Oczywiście, Kościół nie był w stanie zapanować
nad całością życia: nie tylko był zmuszony uznać dwie
sfery, dwie prawdy, ,,duchowną" i ,,świecką", ale przestał opanowywać nawet specjalnie ,,duchowne" procesy,
rodzące się w społeczeństwie. Gdy powstawały w obrębie istniejącego już Kościoła grupy, które na nowo przeżywały dramat osamotnienia i skupienia w braterstwie
wiary --- łaskę spłynąć mającego na nie życia, Kościół oficjalny albo zmuszał je do posłuszeństwa, albo
niweczył; w każdym razie rezultaty ich działalności,
rozszerzenie wpływu chrześcijańskiej myśli --- przyswajał
on sobie. Posiadanie pozahistorycznej, pozaekonomicznej, pozabiologicznej prawdy --- samo stało się pozycją ekonomiczno-historyczną. Myślenie stało się procesem antyhistorycznym, antyekonomicznym, antybiologicznym. Kościół miał swoją własną ekonomię,
swoją własną politykę: interesy tej ekonomii, tej polityki decydowały o kształcie prawdy. Węzeł pomiędzy
życiem twórczym a Kościołem został zerwany. Kościół
stał się organizacją polityczno-ekonomiczną, całkiem
w dobrej wierze utożsamiającą znaczenie posiadanej
przez się ,,prawdy" z interesami swego utrzymania. Całkiem w dobrej wierze: swoje bowiem niezależne od
wytwórczości trwanie, swój sposób życia, przeciwny
wręcz istotnemu położeniu człowieka wobec wszechświata Kościół uznaje za organ prawdy, za metodę jej
sprawdzania. Życie nasze --- to sprawdzian naszej myśli; jeżeli jest ono wrogie prawdziwemu stosunkowi
człowieka do wszechświata, wytwory jego będą fałszem,
tj. myślami, z którymi człowiek, jako gatunek, idzie ku
swej porażce. Fałszem katolicyzmu jest, że życie oddarte od wytwórczości, nie troszczące się o nią, ma
decydować o istnieniu człowieka we wszechświecie,
utrzymywać go w nim. Organizacją życia na takich zasadach, jak gdyby było ono nie procesem tworzenia
rzeczy nowych, lecz wysługiwania się na rzeczy istniejące --- jest kręgosłupem tego gmachu fałszu, który
jest gmachem wiary dla większości naszego narodu.
Wysłużyć ani wyprosić nie można tego, czego nie ma.
Stworzyć sobie musi człowiek świat, w jakim żyje, stworzyć całkowicie: nie znalazłby ani okrucha poza sobą
gotowego, przydatnego dla siebie istnienia.</akap>




<akap>Gdy w swoich zamierzeniach kulturalnych nie liczymy się z wytwórczością utrzymującą człowieka na
powierzchni istnienia, gdy usiłujemy ominąć ją, wynieść się ponad nią, budować bezpośrednio na samej
naszej psychice, psychika ta z wolna i niedostrzegalnie
przeobraża się, staje się tym, czym ją uczyni wielki,
dziejowo-twórczy proces, czym uczyni on nas, biorących w nim przez sam fakt istnienia udział, udział chociażby tej muchy, co pomaga ciągnąć wóz ładowny,
a choćby nawet ciernia, tkwiącego w nodze, lub zakażającego krew pasożyta. I dalsza niezbłagana logika
sprawia, że nasze niezależne od dziejowego procesu
życie myślowe zależnym staje się od naszego pozadziejowego gnuśnienia. Życie wytwarza zawsze całą
treść psychiczną; nie ma i nie może w niej być nic
innego prócz tego, co życie wytworzy. Gdy myśl jest
wytwarzana przez sfery, niebiorące udziału w pracy
i tworzeniu: treścią jej staje się skamieniała bezczynność i pustka. Dzisiaj katolicyzm oficjalny jest takim
martwym ciężarem, leżącym na życiu. Mówi się, że jest
on tym, co nas łączy z Zachodem; połączenie to prowadzi od jednych pobielanych grobów do innych: są
to korytarze pomiędzy kryptami, pełnymi zaduchu i zgnilizny. Nic nie istnieje jednak, nie tworząc skutków: fałsz
i błąd nagromadzają samym swym trwaniem coraz
nowe pokłady fałszu. Ustalony i trwający fałsz zabija
prawdę: w życiu naszym martwy ciężar katolicyzmu
zagłusza całe obszary psychiczne i społeczne. Katolicyzm ma nam wyjaśniać zagadnienia naszego, a przynajmniej cudzego życia. Gdy przed oczyma naszymi
pada z wyczerpania pomywaczka podłóg, wydaje się
nam, że jej zżarte przez brud, ług, mokre ścierki życie
nabiera znaczenia, zostaje usprawiedliwione, gdy jej
nędzne ciało pokropi ksiądz i, o ile jest zapłacony, na
cmentarz odprowadzi. To uspokaja, uspokaja wobec
wszystkiego. Wieże kościelne są konduktorami<pe><slowo_obce>konduktor</slowo_obce> (daw.) --- przewodnik elektryczny, tu: piorunochron.</pe>, chroniącymi nas przed burzą sumienia. Katolicyzm to pozwala każdej prywatnej, odosobnionej komórce ludzkiej
karmić się potężnym światem kultury i pracy, jak gdyby
był on tym tylko właśnie: darowanym przez Boga żerowiskiem dla bogobojnych polskich rodzin. Katolicyzm
jest w naszym życiu czynnikiem izolacji kulturalnej,
dziejowej, społecznej: pozwala on nam wegetować
w świecie, który cały na wskroś jest dziełem pracy
i twórczości, tak, jak gdyby był to powstający samoistnie substrat <pe><slowo_obce>substrat</slowo_obce> --- podłoże, (filoz.) tworzywo czegoś.</pe> rodzinnego odżywiania. Twór ucisku
zaborców i własnej słabości, izolowania, pozahistoryczna, pozaspołeczna polska rodzina --- to socjologiczne podłoże Polski zdziecinniałej styka się tu
w swoich instynktach i potrzebach z Kościołem, pomniejszając go do swych mikroskopijnych, jednogodzinnych rozmiarów i tworzy swój własny uśmiechnięty
polski jezuityzm czapki i papki<pe><slowo_obce>czapki i papki</slowo_obce> --- por. starop. przysłowie: Czapką, papką i solą ludzie ludzi niewolą.</pe>: najpłytszą chyba i dlatego najfałszywszą ze wszystkich formacji kulturalnych, stwarzanych przez produkujący jezuityzm, jak swą
specyficzną toksynę, katolicyzm porenesansowy, katolicyzm wykrystalizowany i ustalony od czasu soboru trydenckiego<pr>Nie piszę traktatu teologicznego, nie mam więc powodu
właściwie zastrzegać się, że krytyka katolicyzmu nie ma u mnie
żadnego <wyroznienie>wyznaniowego</wyroznienie> charakteru, nie jest dokonywana
z punktu widzenia ani protestantyzmu, ani żadnej innej odmiany chrześcijaństwa, ani wolnej myśli wreszcie: jeżeli już
mam mówić o swoich subiektywnych odczuciach, to wyznam,
że ze wszystkich tych teologii --- katolicka wydaje mi się najszczerszą i najgłębszą. Katolicyzm przynajmniej twierdzi, że jest
rozdawcą łaski, ponieważ reprezentuje tradycję ludzkości --- inne postaci teologii, które są tak samo wynikiem prób zorganizowania myśli na niezależnych od produkcji podstawach,
na osobistym stosunku do <tytul_dziela>Biblii</tytul_dziela>, osobistym stosunku do nauki
(czyli sumy myślowych zdobyczy ludzkości, mających znaczenie jedynie jako narzędzie i oręż ludzkiej wytwórczości) --- ,,ustalającej się na powierzchni wytwarzanych przez naukę
i postąp dóbr solidarności" --- są nie bardziej szczere, lecz
mniej głębokie. Katolicyzm jest jedyną próbą historycznego
światopoglądu, ucieleśniającego się w instytucjach i faktach kulturalnych --- to jest jego trwałą i wielką zasługą. Właśnie
dlatego, że twierdzę, iż powinny dziś narody, tj. wielkie organizmy dziejowej pracy, sięgać po całkowitą władzę nad swym
świadomie stwarzanym historycznym życiem, właśnie dlatego,
iż pragnę, aby widziano całą wielkość i trudność zadania --- uważam za jałowe bagatelizowanie katolicyzmu przez formy
dziejowej pracy o wiele powierzchowniejsze, mniej wypróbowane. Tylko niski rozwój tych form sprawia, że nie uległy
one temu samemu co i katolicyzm typowemu zwyrodnieniu,
które nastąpiłoby u nich prędzej i byłoby trudniejsze do zniesienia.</pr>. Żyjąc jako niebiorące udziału w twórczej
dziejowej pracy, lecz niemogące się uniezależnić się
całkowicie od jej wpływów ciało, katolicyzm musiał
wytworzyć tę taktykę dziejowego wyzysku, którą oznaczamy mianem jezuityzmu. Przyjmuje się nie prawdę,
lecz jej przyjemne i pożyteczne konsekwencje --- nie
wielką sztukę, wynik tragicznego życia, lecz jej pozory, ,,umilające życie" zewnętrzne zdobycze, nie pracę
ekonomiczną, lecz dochody, nie kulturę --- lecz komfort.
Kościół staje się ofiarą niezbłaganych, w samej jego
organizacji zawartych praw ciążenia. Jezuityzm przekształcił, znieprawił i znieprawia całą naszą tradycję
kulturalną. Jemu to zawdzięczamy ten beztroskliwy
i pomadkowy świat helleński, który dzisiaj na całym
świecie poważnie przyjmowany jest na wiarę --- jedynie chyba przez ,,klasyczny" intelekt Henryka Sienkiewicza. Rola jezuityzmu w stosunku do kulturalnych
zdobyczy renesansu --- bywa zazwyczaj pojmowana
nazbyt ciasno. Najbardziej rzuca się w oczy jezuicki
wpływ w architekturze: istniał on we wszystkich dziedzinach życia kulturalnego. Jezuityzm to nie zakon, to
formacja umysłowa --- to zasadnicza nieszczerość w całym naszym kulturalnym życiu. <wyroznienie>Europa pragnie
używać swej własnej kultury, ale nie chce
się uznać odpowiedzialną za jej wytwarzanie</wyroznienie>. Kultura wytwarza się w jakiejś grzesznej, potępionej dziedzinie przez skazanych na dożywotnie galery potomków Kaina; potomstwo Abla używa tylko
owoców, składa z nich ofiary i co najwyżej gotowe
jest stwarzającym całe jego snujące się poprzez wieki
kłamstwa życie --- Cyklopom dobrotliwie wybaczyć.
Ostatecznie w obliczu tego świata, który milczy, ale
przenigdy nie kłamie --- kłamstwo nie może trwać samo
przez się, musi istnieć dźwigająca je prawda. Jest
więc ona i żyje w cielsku naszej starej Europy: nie
mógłby bez niej istnieć długo i sam jezuityzm --- ale
tragedią jest, że on, on sam jeden tylko, on wielokształtny i poprzez wielorakie formy wciąż niezmienny
--- jest reprezentantem świadomego życia, że ludzkość
własną swą prawdę w formie kłamstwa otrzymuje,
jako kordiał<pe><slowo_obce>kordiał</slowo_obce> (daw.) --- wzmacniający trunek lub lekarstwo w płynie.</pe> i powietrze do oddychania.</akap>




<akap>U nas w Polsce taki stosunek do świata kultury,
jakby istniał on sam przez się, a nasze ja miało
co najwyżej znaleźć do niego dostęp --- dosłużyć się,
dopościć, dorąbać, dokłaniać, docierpieć --- tkwi głębokimi korzeniami w naszym historycznym życiu.
Rycerz nie wytwarza świata: on go --- co najwyżej
broni --- a potem w promieniu swego miecza uważa
za dzieło swoje. <begin id="b1330857864185-1712692887"/><motyw id="m1330857864185-1712692887">Rycerz, Polak</motyw>Byliśmy ,,przedmurzem" Europy. Poza
naszymi plecami snuła ona swoje pracowite dzieło:
broniliśmy go. Rycerz uważa męstwo za siłę dźwigającą go w świecie: ono stwarza. Miecz przecina węzły
--- nie zmusi mnie nikt, abym z życia, które osłaniam,
przyjmował więcej, niż chcę. Co nie po mojej woli
--- odrąbię. I pierwszą z historycznych form psyche
polskiej --- była wsparta na sobie, nieznająca przyrody,
prawa, nauki, pracy --- odwaga. Rycerz temu samemu
ulega złudzeniu, co i nieznający świata ani historii
--- Syn Boży: --- nie stwarza on życia, on je osłania
--- a ono w myśl własnych swoich praw się toczy
i na mogile jego własny swój, nieznany mu świat
wznosi. Od wspólności ze światem kultury i pracy
myśl polska się przede wszystkim heroicznym czynem
odrąbała. <end id="e1330857864185-1712692887"/>Warneńczyk<pe><slowo_obce>Władysław III Warneńczyk</slowo_obce> (1424--1444) --- z dynastii Jagiellonów, król Polski od 1434, król Węgier od 1440, syn Władysława Jagiełły i Zofii Holszańskiej, zginął podczas wyprawy prowadzonej przeciwko Turkom, w bitwie pod Warną.</pe>, Zawisza<pe><slowo_obce>Zawisza Czarny z Garbowa</slowo_obce> (ok. 1370--1428) --- jeden z najsłynniejszych polskich rycerzy, walczył w bitwie pod Grunwaldem, wzór cnót rycerskich, wzięty do tureckiej niewoli, został tam zamordowany.</pe>, Żółkiewski<pe><slowo_obce>Żółkiewski, Stanisław</slowo_obce> (1547--1620) --- herbu Lubicz, magnat, hetman polny koronny od 1588, hetman wielki i kanclerz od 1618, wojewoda kijowski od 1608. W 1610 pokonał wojska rosyjskie w bitwie pod Kłuszynem i zajął Moskwę; zginął w bitwie z Turkami pod Cecorą; jego prawnukiem był król Polski Jan III Sobieski.</pe>, Jan III<pe><slowo_obce>Jan III Sobieski</slowo_obce> (1629--1696) --- król Polski od 1674. Brał udział w zwalczaniu powstania Chmielnickiego w 1648, w walkach z Tatarami, Szwecją, Moskwą i Turcją. Poprzez ślub z Marią Kazimierą zbliżył się do dworu. Po śmierci Michała Korybuta Wiśniowieckiego został wybrany na króla Polski. Chciał załagodzić stosunki polsko-tureckie, ale w 1683 podpisał traktat przyjaźni z Austrią i rozbił wojska tureckie w bitwie pod Wiedniem.
Słynął jako wybitny wódź i mecenas sztuki.</pe>
są wytycznymi postaciami tego dramatu. Król Duch
dziejów polskich od XVII wieku zwał się już w Europie Don Kichotem. W innym miejscu miałem już
sposobność zauważyć, jak niezbędnie się dopełniają
rycerz i kapłan. Ku Aleksandrowi Borgia<pe><slowo_obce>Aleksander VI</slowo_obce> --- właśc. Rodrigo Borgia (1430 lub 1431--1503), papież od 1492; oceny jego pontyfikatu są skrajne, jest uznawany za jednego z najgorszych papieży w historii.</pe>, ku następcom maga Symona<pe><slowo_obce>mag Symon</slowo_obce> --- legendarna postać, od której imienia utworzono termin ,,symonia", oznaczający kupczenie godnościami kościelnymi.</pe> szły z Polski śmiertelne przysięgi,
krwawe zapamiętania. Zbyt bolesna to sprawa. Polskie
rycerstwo stało się polskim ziemiaństwem: ,,karmiło
świat". Pot poddanych złotym ziarnem ku Gdańskowi
płynął galarami po Wiśle. Związek z twórczym życiem nie stawał się przez to istotniejszym. <begin id="b1327191984378-3853503515"/><motyw id="m1327191984378-3853503515">Szlachcic</motyw>Szlachta
obrastała w dobrobyt: swoje istnienie w naturze,
twardej pracy jedynie podległej, przypisywała wciąż
waleczności swej, wierze, złotym wolnościom wreszcie. Polski indywidualizm! Przestańmy już gadać
o tym. Polski indywidualizm to tylko polskie odosobnienie, to tylko Polska wbrew wszystkiemu, co wygodę chwili zamąca --- uparta samowola. Siedząc na
tłustym połciu ziemi --- szlachcic ufał swojej szabli,
pyskatości swej i sprytowi. Rozum, jako konstrukcja
władających przyrodą urządzeń --- był mu niepotrzebny. Nie wchodził w rachubę. Był przyjmowany, jako
rękodajny, o ile się podobał. Nie ma narodu tak mało
poszanowania mającego dla indywidualności twórczej,
twardą pracą wykuwającej sobie rozumienie świata,
władzę nad nim, jak my właśnie. Każdy gotów tu

uznawać cudzą formę indywidualnego kaprysu, byleby
ogólna podstawa, całej klasie wspólna beztroskliwa
wygoda nie została zagrożona. Oddawszy się od
świata, szlachcic polski zaczął się od niego gruntownie
odsypiać. <slowo_obce>Nullum nisi hungaricum</slowo_obce><pe><slowo_obce>Nullum nisi hungaricum</slowo_obce> (łac.) --- nic poza węgierskim, dokładniej: <slowo_obce>nullum vinum nisi hungaricum</slowo_obce> --- nie masz wina nad węgierskie.</pe> i ojcowie
jezuici skutecznie pomagali.<end id="e1327191984378-3853503515"/> Kultura była zamorską
nowinką, czymś, czym można w razie potrzeby sobie
i innym oczy ćmić: nie była własnym, tu stwarzanym
dziełem. Polskie nieszczęście stało się nową postacią
izolacji; z jej wszystkich form powstał nasz dziwny,
dwuznaczny do Europy stosunek: treścią i podstawą
jest zawsze to, że żyjemy w świecie ludzkiej historii
i pracy, nie rozumiejąc go, korzystając z jego wyników,
przystosowując się zewnętrznie do nich, lecz nie wżywając się weń całą istotą. To cała nasza tradycja historyczna sprawiła, że nie odczuliśmy i nie odczuwamy całego znaczenia tego pomniejszenia, jakiemu
życie nasze ulega nieustannie: --- inne głębsze sposoby pojmowania życia były w Polsce zawsze dziełem
mniejszości, oddzielnych jednostek, którymi tradycja
lubi się pysznić. Tradycję kształtują przeżycia dziejowe
warstw kierowniczych: <wyroznienie>pierwszym zaś przeżyciem historycznym, w którym występował u nas świadomie nowoczesny, na wytwórczości i prawie wyrastającym z niej
oparty człowiek --- była akcja proletariatu polskiego w latach ostatnich</wyroznienie>. W poprzednich kryzysach górował typ, który z natury już
musiał szukać siły Polski w tym, co było jej tragizmem dziejowym: --- w jej odosobnieniu od nowoczesnej, choć bezwiednie, ale niezaprzeczalnie kierowanej przez rozrost wytwórczości, tj. przez podbój
świata pozaludzkiego, żywiołu przez człowieka --- historii. Czy nie był cały romantyzm Polski heroiczną
i męczeńską próbą przewartościowania tego odosobnienia w twórczą, dominującą siłę, <wyroznienie>przeskoczenia duchem</wyroznienie> historii, ekonomii, prawa przyrody?</akap>




<akap>Z drugiej strony, <begin id="b1330858858459-3414571750"/><motyw id="m1330858858459-3414571750">Rodzina</motyw>jak opornie i powoli przedostaje
się tu do tradycji każdy okruch pracy dokonanej
przez reprezentującą nowoczesność mniejszość. Jak
prędko w ostatnim okresie Wokulski stał się Połanieckim, który i na organizmie nowoczesnego ekonomicznego życia umie zbudować swoją izolowaną od
wszystkiego, ,,nieprzemakalną" wobec kultury rodzinę.
Fatalne słowo wyrzekł Sienkiewicz w tym tytule. Tak
jest, atmosferę kulturalną, myśl dominującą wytwarzał
w tym okresie Polak, przeżywając tę jedyną sprawę,
która pozostała w jego mocy: --- tworząc rodzinę.
Cały świat poza tym faktem, to tylko podłoże; cały
świat istotny zamykał się w czterech ścianach budującej
swoje szczęście i niepytającej, skąd ono idzie --- rodziny
Połanieckich. Niepotrzebnymi stały się wszystkie skomplikowane myśli, niezrozumiałymi zbyt potężne uczucia; wszystko przykrojone zostało do miary dominującego, zasadniczego faktu. Nauka --- o ile temu faktowi
służy, sztuka, o ile go upiększa, religia, o ile go osłania, poza tym nic, cztery białe ściany. I każdy znajduje
w przeżyciu swojego sąsiada przeżycia swoje własne
takie same jasne, jednodniowe: --- świadczące więc
o wspólnej świadomości. Wspólnota złudna. Korzeniami swymi tkwią rodziny w pełnym antagonizmów
świecie: jedna życiem swym zabija bezwiednie drugą.<end id="e1330858858459-3414571750"/>
Legł przecież czyjś głód w osnowę szczęścia dziedziców na Krzemieniu. Maszko stracił swój jasny dom,
bo ktoś go zyskał (ale to może dlatego, że miał on
tylko fałszowane portrety przodków). Rodzina, utrzymująca się w świecie, poza nią wytwarzanym --- przez
kogo i jak, nie pytajmy o to: --- oto wykładnik światopoglądu. Pracę myślową nad pozostałymi problematami zastępowały dzwonek kościelny, opłatek i wielkanocne jajko. Nie byli ci Milusińscy w stanie uwierzyć,
że istnieje jakiś inny świat. Sądzili, że życie było w gruncie rzeczy zawsze takie samo, tak samo proste i bezzagadnieniowe. Nie dostrzegali dziejów, w jakich żyli,
nie troszczyli się, co szepce noc poza ich czterema
ścianami, co najwyżej martwili się, że ktoś ich niezasłużenie gnębi; więc jeszcze bardziej kulili się w swych
domostwach i pokrzepiali serca myślą, że kiedyś już
także było źle, a jednak Kmicic zdołał mieć z Oleńką
dużo dzieci, a chociaż Hektor Kamieniecki zginął, to
przyszedł Salwator, który Polskę zbawił pod Wiedniem
i pozostawił dziedzictwo dla tak strasznie i niezaprzeczalnie świetnych saskich czasów: takeśmy wtedy wybrnęli z Potopu, myśli Milusiński, siedząc na dnie bagniska, w które już wcześniej, bodaj, że od zygmuntowskich czasów, zaczął wrastać. I Milusińscy byli pewni,
że i oni nadal będą brać udział w tej zbawiennej pracy.
Byle Kmicic pojął Oleńkę, a pan Stach Marynię --- wszystko da się przetrwać: cały pozostały świat to już
tylko tło tej zasadniczej sprawy. Pan Połaniecki umiał
doskonale dziedzictwo Wokulskich wyzyskać i sfałszować. Wokulski chciał żelaznym wiązaniem pracy cały
kraj objąć, podważyć, wciągnąć w wielki proces niezbłaganego wykuwania panującego nad przyrodą człowieka: chciał być przede wszystkim wytwórcą, wychowawcą ekonomicznej energii. Połaniecki zrozumiał, że
i w tych żelaznych przęsłach on potrafi usłać gniazdko:
polski mieszczanin rychło przestał się czuć organizatorem, producentem i pionierem. Produkcja zeszła na
drugi plan, szczęśliwe spożycie stało się kardynalną
sprawą, osią uczuciowości i ideologii. Przemysł dla
Połanieckich nie przełamał wewnętrznej izolacji. Kapitalizm sam przez się, gdy się nie wytwarza w jakim
kraju z wolna i samoistnie, lecz przenika od razu w stanie dojrzałym i wciąga w swoje obroty klasy już ukształtowane, zewnętrznie tylko zmienia ich psychologię.
Fakt zasadniczy izolowanej polskiej rodziny pozostał
ten sam: zmieniło się tylko tło, i na jakiś czas stało
się kwestią mody, aby w polskiej powieści mąż i ojciec
rodziny <wyroznienie>strasznie</wyroznienie> gdzieś pracował i przychodził do
domu z rękami zwalanymi sadzą, farbą chemiczną, słowem czymś takim, czemu pani Marynia mogła była
przyglądać się z zachwytem: patrzcie, z jakich to brzydkich rzeczy wydobywa ten człowiek szczęście rodzinne --- no i czy nie jest on genialny, czy nie zbawi on kraju?</akap>




<akap>Pragnę, aby było zrozumiane, że nie idzie mi
w całym tym wywodzie o luźną polemikę, lecz o skonstatowanie dominującego nad całym naszym życiem
kulturalnym socjologicznego faktu. Jest ważną rzeczą,
przy określaniu jakiegoś systemu wierzeń, pojęć, wartości --- zrozumieć, z jakim faktem, z jakim procesem
życiowym pozostają one w związku? Możemy nazwać
proces ten lub fakt typem <wyroznienie>ideogenetycznym</wyroznienie>
danej kultury. Typem ideogenetycznym kultury odrodzenia był człowiek wyzwolony z więzów średniowiecznej organizacji społecznej i usiłujący utrzymać się
na wzburzonej powierzchni politycznego życia. Typem
ideogenetycznym Polski zdziecinniałej stał się Polak,
usiłujący założyć swą rodzinę w świecie rozpatrywanym
jedynie jako środowisko, w którym rodzina założona
być może, ma i powinna. Królestwo różni się tu od
Galicji pod tym tylko względem, że w tej ostatniej serwilizm urzędniczy i polityczne matactwo służą też jako
metody, sposoby ugruntowywania rodziny, jako jej korzenie, tkwiące w świecie. Tam nawet, gdzie Polak tego
typu usiłował przezwyciężyć to stanowisko, wnosił on
w tę pracę wszystkie wyrobione pod wpływem scharakteryzowanego tu procesu nawyknienia i instynkty:
brak metod zdolnych służyć w celowej pracy na dalszą,
poza zakres rodzinnego trwania obliczoną metę.</akap>




<akap>Natomiast wszystko, co dało się pogodzić i o ile
dało się pogodzić z niewzruszonym, niezamąconym
spokojem w czterech ścianach, mogło być w tych granicach przyjęte: wrogiem i niebezpieczeństwem stawała
się konsekwencja, samoistność życia umysłowego, wszystkie zasadnicze, tworzące kulturę namiętności i męskie
umiłowania. Powstał pewien rodzaj dobrodusznego,
niechlujnego eklektyzmu, sceptycyzmu niezwalczonego
w stosunku do wszystkiego, co sferę tak ograniczonego
istnienia przekracza. Proces życia, w którym tkwiła
polska rodzina, nie zatrzymywał się oczywiście, chociaż zapoznawała go ona: przeciwnie ona sama służyła mu, brała udział w wielkim, niezrozumiałym dla
niej dziele. Ale tego nie obejmował, to z całą stanowczością wykluczał ten pogodny, jasny, spiżarniany,
milusiński światopogląd. Dziś jeszcze epigoni zdziecinniałej Polski sądzą, że uda im się zamurować otchłanie krwi i ducha i dalej gruchać w swoim gołębniku.</akap>




<akap>Jest to wykluczone jednak.</akap>




<akap>Nastał czas twardy i surowy. Być może, sami
Milusińscy dziwią się, wspominając --- nie uda im się
już powrócić do dawnej natury. W całym organizmie
narodowym czuć parcie nowych sił; jak dotychczasowym typem ideogenetycznym był Polak, ścielący gniazdko na złość światu, tak teraz rodzi się może nowy

typ Polaka usiłującego światem zawładnąć, w granicach swego życia rządzić nim. Sumują się przesłanki
jakiegoś nowego a olbrzymiego faktu: jeżeli zdoła on
sam siebie ująć w całości --- będzie nim polski
wytwórca, polski świadomy robotnik, obejmujący w odpowiedzialne władanie kraj cały, przekształcający Polskę w samoistny organizm swobodnie rządzącej sobą
pracy. Oddzielne momenty tego faktu stają się i szarpią naokoło nas: --- trzeba, aby stał się on całością,
poznał sam siebie, aby objął go i zagorzał w nim
jeden duch.</akap>




<akap>Czym była, czym może być wobec tego potężnego zadania <wyroznienie>Młoda Polska</wyroznienie>?</akap>




<akap>Młoda Polska sama była faktem, faktem odosobnienia, w jakim się poczuli synowie odciętej od świata rodziny Milusińskich.</akap>




<akap>Była ona ich buntem. Przeciwstawiali się oni
Polsce zdziecinniałej, lecz sami czym byli? Dziećmi jej,
krwią z jej krwi. Każdy z nich znalazł się sam z sobą,
a poczuli się zbiorowością tylko w imieniu tej swej
samotności. Rozwinęli się w otoczeniu, gdzie wszystko,
<wyroznienie>co ludzkie</wyroznienie> w dzisiejszym, nowoczesnym znaczeniu,
było nieobecne. Stąd było ich życie umysłowe nieustannym odkrywaniem. Człowiek był im cudem, jego
dzieła objawieniem, własna dusza --- niespodzianką. I ten
swój młody pęd --- to odkrywanie jako snów i marzeń --- strzępów twardej ustalonej rzeczywistości --- musieli uznać za typ życia.</akap>




<akap>Każde zaprzeczenie ma w sobie naturę tego <wyroznienie>tak</wyroznienie>,
od którego się oddziela: to przecież byli synowie rodziny Połanieckich --- nie istniała więc dla nich przyroda, ekonomia, dzieje istotne ludzkości. Jedyną rzeczą,
którą znali, był świat, z którego wyszli, zabity szczelnie

deskami ,,Olimp" Sienkiewiczowski i własne przebudzenie pełne oszołomień. Ile etapów do przebycia,
zanim ci samotni spośród samotnych, bezsilni z bezsilnych nauczą się widzieć, pojmować twardą rzeczywistość. Rzeczywistością ich było to wierzące w siebie, naiwne kłamstwo polskich rodzin, bytujących, jak
żyjątka w limburskim serze, w nowoczesnym świecie.
Młoda Polska oddzieliła się od tej podstawy, swoją
samotność przeciwstawiła jej trwaniu. Jej samotność --- to była zrazu izolacja człowieka, który w świecie nawet trwałej rodziny założyć nie potrafi, stąd wnioskuje,
że nawet tyle nie ma w świecie rzeczywistości, ile jej
na przeprowadzenie tego celu potrzeba: proces ideogenetyczny, rządzący tu --- to pojedyncza jednostka,
usiłująca w wielkim nowoczesnym świecie tylko myśleć, tylko marzyć, potrzebująca tyle tylko oparcia, ile
go potrzeba, aby mogło istnieć niezrealizowane marzenie.</akap>




<akap>Czy zdołają przekuć samych siebie --- i na wskroś
pojedynczy, w twardych i samowiednych twórców zbiorowego życia, założycieli kultur, od podstaw usiłujących zawładnąć całym nowoczesnym światem swobodnych robotników.</akap>





<akap>Faktem, jaki ich stwarza, jest bankructwo --- oni
nawet rodziny Połanieckich nie założą. --- Zwycięzcami świata stać się mają lub niczym


<pr>Dla uniknięcia nieporozumień chciałbym zaznaczyć
swoje stanowisko wobec ważnej i nadzwyczaj lekkomyślnie
traktowanej kwestii. Mówię o rodzinie i miłości. W całym
toku wykładu mówiłem o rodzinie wyłącznie, o ile jest ona
tylko <wyroznienie>ośrodkiem spożycia</wyroznienie>, utrzymującym się tak lub
inaczej na powierzchni pracy. Jestem zdania mianowicie, że
tylko rodzina wytwórców, tj. rodzina świadomych robotników, może stać się w dzisiejszym społeczeństwie narzędziem,
przekazującym najistotniejsze dorobki biologiczne i moralne
potomstwu. Świadomym robotnikiem nazywam każdego, kto
może wylegitymować swoje istnienie rolą, jaką spełnia w technicznym i biologicznym procesie walki człowieka z przyrodą.
Sądzę jednak, że tylko w społeczeństwie, w którym typem dominującym jest świadomy robotnik mięśniowy --- pracownikom
intelektualnym uda się uzyskać odpowiednią samokontrolę,
ścisłą i jasną samowiedzę prawną. Sądzę, że <wyroznienie>rodzina robotnicza</wyroznienie>, a nie zaś rodzina przypadkowa osieroconej i bezsilnej jednostki, nade wszystko zaś nie histeria płciowa, uniezależniająca życie erotyczne od rodziny, stać się może podstawą przyszłości. Uważam rodzinę monogamiczną za jedną
z najważniejszych zdobyczy kulturalnych. Głęboko jestem
przeświadczony o prawdzie twierdzeń Sorela i Proudhona, że
w historii naprawdę twórczymi stają się tylko te warstwy
i grupy, które posiadają stanowczą i silną moralność płciową.
Uważam etykę płciową za jedną z najbardziej zasadniczych
kwestii życiowych, za punkt, który wymaga niesłychanej oględności: tak łatwo jest tu bezwiednie przyczynić szkody nieobliczalne. Widziałem w ruchu proletariatu warszawskiego
i łódzkiego przeciw prostytucji jeden z najtrafniejszych i najszczęśliwszych wyrazów instynktu klasowego. I rzeczą charakterystyczną wydało mi się zgorszenie, jakie wywołał on nie
tylko u wulgarnych dekadentów, ale i u niektórych zupełnie
poważnych przedstawicieli <wyroznienie>Młodej Polski</wyroznienie>. Przypomina się powinowactwo, jakie zachodzi zawsze, według Sorela, pomiędzy kulturą miejską, demokracją i prostytucją.</pr>.</akap>


<naglowek_rozdzial>IV. Mity i legendy</naglowek_rozdzial>

<nota><akap><wyroznienie>Filozofia bezwzględnego tworzenia. Krytyka języka. Słowo, wytwór dziejów, ukrywa je przed nami, staje się źródłem wszelkiego dogmatyzmu, wszelkiej metafizyki. Metafizyka --- mistycyzm wyrywają nas ze związku z dziejami obecnymi; maskują własną naszą twórczość; oddają nas we władzę historii minionej. Wyzwolenie dziejowe. Twórcza istota społeczeństwa. Irracjonalizm zasadniczy. Filozoficzne znaczenie historii. Idea prawa. Krytyka naturalizmu. Przesilenie w teorii poznania. Samowiedza i dojrzałość człowieka odczute jak jego zniknięcie. Granice pragmatyzmu. Krytyka empiriokrytycyzmu. Filozofia Sorela. Vico. Idea mitów dziejowych. Tworzenie i jego logika. Ocalenie naszego twórczego ja; ja głębokie. Filozofia Bergsona. Młoda Polska na zasadniczym rozdrożu świadomości kulturalnej.</wyroznienie></akap></nota>


<akap>Życie istotne i życie urojone --- nieprawdaż, nic
łatwiejszego nad przeprowadzenie takiego rozgraniczenia: --- tu rzeczywistość, tam marzenie. Praca kamieniarza, ubijającego bruk i stan duszy poety, który ponad jego głową snuje niedostrzegalny, niepozostawiający w przestrzeni śladu szlak marzeń. I stąd też łatwo
przewidzieć znaczenie ironicznego tytułu książki: legenda. Atak więc znowu na bezczynność i oczywiście
znowu szereg hymnów o niezaprzeczalnej, twardej,
mięśniowej pracy. Wniosek przedwczesny. W wyraz
,,legenda" nie wkładam żadnej ironii, posługuję się
nim jak terminem naukowym, dla oznaczenia pewnej metody, pewnego kierunku zużytkowywania i opracowywania swego wewnętrznego życia, swych stanów
psychicznych. Zakładamy sobie przede wszystkiem tę
sferę badania. O psychikę nam idzie. Nie zajmujemy
się pochodzeniem przepływającego przez nas, a raczej
stanowiącego nas potoku życiowego, nie zajmujemy
się choćby dlatego, że z punktu widzenia tego potoku --- wszelka genealogia jest już czymś wtórnym, jest już
metodą, opracowaniem, strukturą. Wszystko, co przybiera postać twardej, niezmiennej rzeczywistości: zarówno świat fizyczny, jak nasze ja, zarówno społeczeństwo, jak i wymarzone istoty, o których mówi
nam religia i sztuka, są już stwardnieniami, krystalizacjami, wytworami --- a ściślej, pewnymi stałymi metodami, typami ujmowania i wartościowania tego stwarzającego wszystkie ujęcia, treść chwytaną i formę, co
chwyta --- potoku. Więc tu nie ma jeszcze ojczyzny,
nie ma proletariatu, nie ma sztuki, nie ma zasadniczej
różnicy między rzeczywistością przeżyć kamieniarza
i przeżyć poety. I te, i tamte są. Przeminąwszy, zostawiają ślad w życiu naszym, zabarwiają nurt, którym
popłyną wszystkie inne. Nie wywabi się już z życia, nie
wyrwie z samego jego przęsła zarówno marzenia bezsennej nocy, jak i nałogu, pozostawionego przez twardy, monotonny mus pracy.</akap>




<akap>Jesteśmy więc znowu u starego, solipsystycznego<pe><slowo_obce>solipsyzm</slowo_obce> --- (z łac. <slowo_obce>solus ipse</slowo_obce>: ja sam); stanowisko filozoficzne, według którego istnieje tylko ,,ja" poznające (względnie, w wersji słabszej: tylko istnienie własnego ,,ja" można ponad wszelką wątpliwość udowodnić).</pe>
punktu wyjścia? Bynajmniej nie jałowszego, niż te teoriopoznawcze igraszki. Idzie tu nie o zaprzeczanie
rzeczywistości, lecz o analizowanie jej natury. Nikt poważnie myślący nie przywiązuje żadnego znaczenia do
prób dedukowania rzeczywistości z myśli. Przeciwnie,
sama myśl, samo poznawanie, zwłaszcza w swoich
analitycznych, logicznych formach jest późnym i powierzchownym produktem procesu życiowego. Idzie
o co innego. <begin id="b1330935403313-2029097987"/><motyw id="m1330935403313-2029097987">Słowo</motyw>Idzie o zburzenie pojęć o pozażyciowym,
gotowym bycie.</akap>




<akap>Złudzenie takiego bytu tworzone jest i utrzymywane w znacznej bardzo mierze przez słowo, przez
przekonanie, że odpowiada mu coś niezależnie, na zewnątrz --- obiektywnie istniejącego.
Słowo jest organem koordynacji procesów życiowych, przeżywań różnych jednostek: jest ich wytworem społecznym. Rzeczywiste jego korzenie tkwią
w tych procesach życiowych, w tych wstrząśnieniach
i ustaleniach zbiorowego życia, które zrodziły słowo,
jako nagły i przelotny lub stale powracający sygnał.<end id="e1330935403313-2029097987"/></akap>




<akap>Słowo, jako medium społecznej koordynacji, ukazuje
się naszym przeżyciom jako coś starszego i głębszego
od nich, jako pozaspołeczne dno, ponadludzki firmament istnienia. Powstaje złudzenie, że wyraża ono coś
pozażyciowego, pozaludzkiego, odrębnego od ludzkiego
współżycia i głębszego niż ono. Słowo --- organ ludzkiego współżycia zapanowuje nad nim, jego treść
ukazuje się jako podstawa współżycia, niezależna od
niego, przed nim istniejąca. Świat zewnętrzny, obiektywnie istniejące, niezależne od współżycia, od zmiennego potoku przeżywań, kompleksy stałe --- czy to
oznaczamy je mianem przyrody, czy Boga lub materii --- wszystko to są za wdaniem się mowy dokonane hipostazy<pe><slowo_obce>hipostaza</slowo_obce> --- przypisywanie pojęciom abstrakcyjnym rzeczywistego bytu.</pe> konkretnych koordynacji współżycia ludzkiego.</akap>




<akap>Byłoby jednostronnym przepisywać mowie powstawanie mitów, widzieć w niej jedyny lub najgłębszy
czynnik mitotwórczy. Mitologizm sięga głębiej korzeniami w psychikę ludzką, w sam rdzeń współżycia
ludzkiego. Mowa nie tyle mity stwarza, ile raczej je
ustala, przechowuje; jest ona czynnikiem konserwatywnym, przekształca ona w trwałą, niezależną od ludzi rzeczywistość własne ich przeżycia; ona czyni
z mitu, formy twórczości, czynnego współżycia --- dogmat teologii. Teologią zaś nazywam pewien specjalny
stan duszy ludzkiej, teologiem nazywam człowieka,
który usiłuje wydobyć ,,prawdę" przez systematyzowanie i analizowanie hipostaz zamarłego ludzkiego życia
i tworzenia. Teologia obywa się doskonale bez pojęcia
bóstwa. Teologami <slowo_obce>par excellence</slowo_obce><pe><slowo_obce>par excellence</slowo_obce> (fr.) --- w całym tego słowa znaczeniu, w najwyższym stopniu.</pe> są dzisiejsi naturaliści, materialiści. ewolucjoniści. Komu stwardniałe, zahipostazowane wytwory współżycia ludzkiego przesłaniają współczesne, aktualne, oczywiste współżycie, kto
szuka ,,prawdy", ,,poznania" w skamieniałościach życia
minionego, w dziedzinie gotowego już bytu, ten jest
teologiem, chociażby ze zwalczania dogmatów oficjalnej religii uczynił swoje powołanie
<pr>Charakterystyczną niezmiernie jest rzeczą, że w filozoficznych pracach modernistów katolickich postępowe, nowoczesne pojmowanie języka, zrozumienie dogmatyzującej roli,
jaką odgrywa on w umysłowym życiu --- zajmuje bardzo wybitne miejsce. Trzeba pamiętać, że kardynał <wyroznienie>Newman</wyroznienie> zajmował pod tym względem już stanowisko bardzo dobitne
i z duchem nowoczesnej myśli zgodne. Dzisiaj <wyroznienie>Henri Bergson</wyroznienie> i w tej dziedzinie jest mistrzem, którego szkole poddać
się musi każdy umysł, pragnący stać na poziomie współczesnej
europejskiej kultury. Gdy piszę to, z prawdziwą rozpaczą myślę, że wszystko to znowu zostanie poczytane za mój paradoks,
za chęć popisania się czymś oryginalnym, że znów jakiś pan
Józef Kotarbiński przeciwstawi temu wszystkiemu swą filozofię z <wyroznienie>Uriela Acosty</wyroznienie>, a przecież tu na Zachodzie przenikają te rzeczy po prostu w krew i nerwy kół wykształconych,
przecież już przeciętni --- byle nie polscy --- dziennikarze w stylu
swym, sposobie pisania zdradzają wpływ <wyroznienie>Bergsonowskiej</wyroznienie>
krytyki języka. Trzeba przyznać, że na ogół moderniści katoliccy przyczynili się niezmiernie do pogłębienia przeciętnej
kultury filozoficznej inteligentnych kół europejskich, zmusili
oni szerokie kręgi europejskiej publiczności do przedyskutowania i przemyślenia najistotniejszych zagadnień psychologii,
filozofii, teorii poznania. Ludzie, którzy uczą się myśleć na
pracach Newmana, którzy przemyślą jego przetłumaczoną niedawno na język francuski <tytul_dziela>Grammaire de l'assentiment</tytul_dziela>, są
raz na zawsze zabezpieczeni od wulgarnych złudzeń naiwnej
myśli, nieustannie na każdym kroku wikłającej się w samorzutnie stwarzanym fetyszyzmie pojęciowym. Gdy po pismach
modernistów, Newmana, Tyrrela, Blondela, le-Roy przechodzi
się --- dajmy na to --- do protokołów obrad niemieckiego kongresu socjaldemokratycznego --- smutnych doświadcza się wrażeń. Pani Róża Luksemburg sformułowała niedawno pogląd, że aż do zwycięstwa proletariatu --- myśl socjalistyczna
nie może czynić postępów poza Marksa. Straszne jest zaniedbanie umysłowe kół, w których tego rodzaju karykaturalne
twierdzenia są możliwe i nie ośmieszają na zawsze tych, co
je wygłosili. Przypominają się najzjadliwsze wycieczki Chamberlaina przeciwko ewolucjonistycznej teorii poznania, która
wyprowadza automatycznie z ciemnoty wiedzę prawdy. Pracy
więc, której myśliciele wszystkich kierunków dokonywują sami
nad sobą, zrzekają się marksiści typu R. Luksemburg --- (a nie
jest p. Luksemburg w tym swoim twierdzeniu ani odosobnioną,
ani oryginalną) --- na rzecz dziejowej dialektyki. Rozwój ekonomiczny myśli za nich. Jerzy Plechanow z głęboką pogardą
traktuje ,,chaotyczne" pisma Sorela. Jest to całkiem szczere.
Struktura umysłowa Plechanowa jest całkiem niewspółmierną
z umysłem, posiadającym tak wybitnie postępowe wyszkolenie,
jak Jerzy Sorel, jedyny dziś pisarz socjalistyczny, którego
miejsce w historii myśli ludzkiej jest zabezpieczone.</pr>.</akap>





<akap>Pomimo tej niewątpliwie zachowawczej roli języka,
społeczeństwo, które posiadałoby jako jedyną swą moc
zachowania, jako jedyną siłę skupienia to tylko, co
jest już zintelektualizowane, zawarte w słowie, byłoby
w stanie takim, w jakim znajdowało się bizantyńskie
cesarstwo w czasach swego ostatecznego już strupieszenia i upadku. I tu, jak zawsze, gdy idzie o głębokie
zagadnienia kultury i dziejów, monumentalna myśl nieocenionego <wyroznienie>Vica</wyroznienie><pe><slowo_obce>Vico, Giambattista</slowo_obce> (1668--1744) --- włoski filozof, historiozof i myśliciel społeczny; prekursor nowoczesnego historyzmu i teorii rozwoju społecznego. Dzieje społeczeństwa rozpatrywał jako proces przebiegający przez trzy cykle: od epoki bogów, przez epokę bohaterów, po epokę ludzi. Autor <tytul_dziela>Nauki nowej</tytul_dziela> (1725).</pe> oddać nam może niezmierne usługi.
Społeczeństwo istnieje jako fakt emocjonalno-uczuciowy,
jako różnorodnie uczuwany ślepy mus koordynacji
naszych czynów. To wielkie ciemne <wyroznienie>ja</wyroznienie> zbiorowe tkwi
w każdym z nas poza obrzeżem logicznej, dostępnej
dla jasnego sformułowania, świadomej naszej myśli.
Istnieje jako pewien rodzaj uczuciowego musu. Nienadaremnie Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe>, a za nim Sorel<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe> stwierdzają, że w pojęciu ojczyzny pozostaje zawsze jakieś mistyczne, mitologiczne jądro: <slowo_obce>irreductibile quid</slowo_obce><pe><slowo_obce>irreductibile quid</slowo_obce> (łac.) --- coś nieredukowalnego.</pe>. Społeczeństwo istnieje
w naszym wnętrzu <wyroznienie>jako irracjonalna więź</wyroznienie> i ta
właśnie irracjonalna, wyczerpana dziedzina ma znaczenie, gdy idzie o przyszłość. Rozum nasz to suma
doświadczeń przebytych i zaklasyfikowanych. Rozstrzyga o
naszej przyszłości to, co istnieje w nas jako zdolność nabywania nowych doświadczeń, a więc siła nowych wobec nieznanego, nieobjętego przez doświadczenie dotychczasowe --- decyzji, zamierzeń, czynów. Tu,
w tej dziedzinie popędu, w tym ciemnym królestwie
motywów, które rozstrzygają o naszej woli, a same
siebie poznają jasno dopiero, gdy uwarunkowany przez
nie czyn dokonany zostanie --- muszą istnieć podstawy i podwaliny naszego społecznego istnienia. Społeczeństwo, które nie istnieje jako na wpół instynktowny, niewyrozumowany, irracjonalny stan dusz swoich członków, niczego już nie dokona, znajduje się w stanie
rozkładu. Dlatego też trzeba być bardzo ostrożnym
w wyprowadzaniu wniosków co do stanu społecznego
skupienia, odporności i żywotności danego społeczeństwa; --- obierając za podstawę zracjonalizowaną powierzchnię kulturalnego życia danego społeczeństwa,
popełniać możemy niezmierne wprost błędy. Pamiętać
też trzeba, że związki pomiędzy życiem intelektualnym
a tą irracjonalna dziedziną są bardzo skomplikowane,
różnorodne i w każdym razie nie identyczne z czysto
intelektualnymi, logicznymi stosunkami. Dana myśl
może niejednokrotnie wyładowywać działania, dążące
do wprost sprzecznych z nią rezultatów. Gdy chodzi
o ocenę jakiegoś systematu myśli i wartości --- trzeba
umieć rozróżniać tę życiową czynną logikę --- od prostolinijnej logiki pojęć. Ta ostatnia bywa, gdy idzie
o historyczne, życiowe ocenianie myśli i obrazów
świata, zgoła nieprzydatna. Gdy się rozważy to, wydają
się typowo intelektualistyczne polemiki naszych postępowców przeciwko wszechpolakom zgoła nieczytelnymi --- i niejednokrotnie nasuwa się pytanie, czy naiwność ta da się pogodzić z dobrą wiarą. Ludzie, którzy znają np. prace ideologów francuskiego bloku o Tainie lub kwiatuszki polemiki włoskich reformistów
z syndykalistami lub w ogóle sposób, w jaki traktowani
bywają przez patentowanych ,,postępowców" pisarze
,,reakcyjni", wiedzą, jak wspaniale umie nieubłagana
racja stanu partii kryć się poza pozorami całkiem
wzruszającej niewinności umysłowej. Schlebianie prostactwu umysłów niewyszkolonych, niedostrzeganie odcieni, wymagających dla ich rozróżniania specjalnego
przygotowania, przekonanie o nieomylności każdego
wyborcy, który z nami w ten lub inny sposób iść się
zgadza --- nieustanny cichy apel do nieuctwa i chamstwa --- oto są elementy niezbędne demagogicznej
sztuki pisania. Z punktu widzenia psychologii, z punktu
widzenia konkretnego życia --- społeczeństwo jest to
spontanicznie, instynktownie ustalająca się koordynacja
czynnych usposobień współżyjących ze sobą jednostek;
jest to wielki irracjonalny fakt życiowy.</akap>




<akap>Badania natury tego faktu są bardzo mozolne:
w każdym razie jednak prawa, rządzące nim, nie mogą
być utożsamione z logicznymi prawami myśli. Ten
zbiorowy, irracjonalny fakt stanowi właściwe podłoże
wszelkich kultur, siła danego społeczeństwa w nim
spoczywa, siła danej kultury, danego systematu myśli
i wartości tkwi w znaczeniu, jakie mają one dla niego.
Proszę pamiętać zaś, że nie chodzi tu o żadną jaźń
zbiorową, o żadną świadomość ponad-indywidualną,
o żadne mistyczne, w znaczeniu ,,do źródeł duszy polskiej"<pe><slowo_obce>Do źródeł duszy polskiej</slowo_obce> --- tekst publicystyczny opublikowany w 1906 przez Tadeusza Micińskiego.</pe>, ,,Monsalvatu", źródło deklamacji. Chodzi o rzecz
bardzo realną, o coś realniejszego od rzeczy, gdyby
bowiem tego coś nie stało, przestałoby istnieć dla
Polaków cokolwiek bądź, co rzeczą może być nazwane:
zaczęła się by zaś ta noc, o której mówi Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe>, że
,,w niej już nie będzie czynów". Nie jest już moją
winą, iż życie jest głębszą rzeczą, niż to sobie wyobrażają polscy postępowcy, którzy mogą od tej pory
szczebiotać, że skompromitowany raz na zawsze
w oczach socjalistów kokietować usiłuję z nacjonalizmem.</akap>




<akap><begin id="b1330937702082-805117591"/><motyw id="m1330937702082-805117591">Samotność</motyw>Najdrożsi moi, zapewniam was, że umiem ocenić
przywilej, który posiadam, przywilej mianowicie, że
mogę, muszę, chcę --- tłumaczcie sobie, jak chcecie --- nie liczyć się z opinią żadnej grupy ludzi w Polsce, że
mogę całkowicie i jedynie wsłuchać się w to, co myśl
moja pozna z praw, rządzących głębszym i rzeczywistszym od wszelkich grup życiem zbiorowym, a raz
posiadłszy przywilej ten i zrozumiawszy jego siłę, nie
wyrzeknę się go, chociażby grupy wyszły poza dzisiejszy, Bakajowski<pe><slowo_obce>Bakajowski</slowo_obce> --- od nazwiska Michała Bakaja, byłego pracownika carskiej Ochrany, który w roku 1906 przekazał Włodzimierzowi Burcewowi, redaktorowi emigranckiego rosyjskiego czasopisma <tytul_dziela>Byłoje</tytul_dziela>, listę agentów. Znajdował się na niej również Stanisław Brzozowski. Za życia pisarza sprawa, mimo powołania w Krakowie sądu honorowego, nie została rozstrzygnięta; w zachowanych dokumentach Ochrany jego nazwisko nie pada.</pe> okres swego o mnie mniemania. <end id="e1330937702082-805117591"/>Tak,
i nie zmieni nic tego faktu, że natura społecznego
węzła taką jest, jak tu ją przedstawiam, a polskim postępowcom nie pomoże nic przekonanie, że to samo
twierdził Carlyle, a przecież można o nim w polskiej
prasie nie pisać. Nie, nie pomoże to nic w tym, jak
i w innych wypadku, bo oto wchodzi w grę widmo,
na wieki dla wszystkich ,,paplających" niedostępne:
twarda, niezmienna natura życia. <slowo_obce>So und nicht anders<pe><slowo_obce>So und nicht anders</slowo_obce> (niem.) --- Tak, a nie inaczej.</pe></slowo_obce>,
a reszta w <wyroznienie>Pamfletach dnia ostatniego<pe><slowo_obce>Pamflety dnia ostatniego</slowo_obce> --- Thomas Carlyle, <tytul_dziela>Latter-day pamphlets</tytul_dziela>, London: Chapman and Hall, 1850.</pe> Carlyle'a</wyroznienie>. I choćbym chciał nawet pocieszyć polskiego
postępowca, że o książce tej Marks<pe><slowo_obce>Marks, Karol</slowo_obce> (1818--1883) --- niemiecki działacz rewolucyjny i filozof, twórca marksizmu, światopoglądu głoszącego materialistyczny i rewolucyjny pogląd na świat. W 1848 napisał razem z Engelsem <tytul_dziela>Manifest partii komunistycznej</tytul_dziela>.</pe> i Engels<pe><slowo_obce>Friedrich Engels</slowo_obce> (1820--1895) --- niemiecki filozof i socjolog, ideolog komunizmu, wydawca pism Marksa.</pe> wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe> źle
pisali, to nie przyda się i to mu na nic, bo spory
między ,,rzeczywistościami" --- a w obliczu czasu, póki
on będzie istniał dla człowieka, rzeczywistością nie
przestanie być ani Marks, ani Carlyle --- nie dotyczą
w niczym istot, które świerzb językowy mają --- tak --- niezawodnie, i pewną zdolność w naśladownictwie tych
form językowych, za pomocą których ludzie wyrażają
myśli, lecz zdolności pomyślenia choćby jednej jedynej
sprawy rzeczywistej --- nie, przenigdy nie. Tak oto jest.
Różne style przepłyną jeszcze przez głowę polskiego
postępowego ,,inteligenta", ale nie wniknie w nią nigdy
żadna rzeczywistość, i chociaż kupi on sobie i studiować zacznie dzieła Vica, Newmana<pe><slowo_obce>Newman, John Henry</slowo_obce> (1801--1890) --- błogosławiony Kościoła katolickiego, angielski filozof, teolog, kardynał; zmienił wyznanie z anglikańskiego na katolickie, jest twórcą koncepcji rozwoju dogmatów w doktrynie katolickiej, beatyfikowany przez Benedykta XVI w 2010. Stanisław Brzozowski przełożył jego <tytul_dziela>Przyświadczenia wiary</tytul_dziela> (1915).</pe>, Bergsona<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe>, Sorela,
Carlyle'a, Durkheima<pe><slowo_obce>Durkheim, Émile</slowo_obce> (1858--1917) --- francuski socjolog i filozof; profesor w Bordeaux i na paryskiej Sorbonie, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli socjologizmu.</pe> --- nie przyda się to na nic --- pomiędzy głową a koniuszkiem pióra zniknie cała
treść i pozostanie to, co było --- pusta samowola, która
sądzi, że gdy frazeologię swoją tak lub inaczej przykroi --- samą rzeczywistość zmieni.</akap>




<akap>Pozostanie jednak to, co jest i było: społeczeństwo jest ugruntowane w żywych siłach jednostkowych
lub nie ma go wcale; istnieje ono jako pewna właściwość woli lub tych dziedzin życiowych, z których rodzi się wola; w każdym zaś razie jest ono wcześniejsze, istotniejsze, niż wszystkie w słowie wyrażone i do
godności bytu podniesione doświadczenia zbiorowe.
Ma tu miejsce niezmiernie charakterystyczne zjawisko.
Pojedyncze rozumujące <wyroznienie>ja</wyroznienie> znajduje na zewnątrz siebie
wytwory poprzedniej historii --- i wydają mu się one tą
głębszą, potężniejszą rzeczywistością, z którą czuje się
ono związane. Słowo --- byt niezawisły, czyli słowo-hipostaza przesłania samą społeczną czynną rzeczywistość, z której wyrosło ono i wyrasta. Z niego,
z całej hierarchii utrwalonych przez nie i wykrystalizowanych w ,,byty niezawisłe" istot wywodzi swą społeczną przynależność świadoma myśl. ,,Bogowie",
,,przyroda", ,,materia", ,,ewolucja" --- wszystko jedno,
jak nazywają się te istności, w każdym razie zawsze
ma miejsce to samo: coś pozaludzkiego ukazuje się
jako głębsza od społeczeństwa podstawa jego istnienia. Samo życie społeczne zostaje rozpatrywane jako
zależne od tych bytów, rozgrywające się na ich powierzchni, a więc ,,pod kierownictwem opatrzności",
w ,,myśl praw przyrody", ,,idąc za kolejnym porządkiem faz ewolucji". W ten sposób zostaje przez słowo,
przez jego wszechsięgający wpływ przekształcone całe
nasze życie. Będąc organem społecznego porozumienia --- utrwala ono, jako byty niezawisłe, jako ,,rzeczy", stałe formy społecznej koordynacji czynnej czy
wzruszeniowej. Wewnętrzna struktura społeczna, rozczłonkowanie funkcji społeczeństwa zostają wyrzucone
przez myśl na zewnątrz, jako ten trwały szemat, ten
kościec, na którym rozmieszczamy nasze osobiste
czucia i doświadczenia. Całkiem dokładnie określają
rosyjscy neomarksiści (z którymi zresztą nie zgadzam
się w dalszych wywodach z tego założenia) Bogdanow<pe><slowo_obce>Bogdanow, Aleksandr</slowo_obce> (1873--1928) --- właśc. Aleksander A. Malinowski, rosyjski filozof, ekonomista, działacz polityczny i socjolog białoruskiego pochodzenia.</pe>, A. Łunaczarski<pe><slowo_obce>Łunaczarski, Anatolij</slowo_obce> (1875--1933) --- rosyjski filozof, publicysta, teoretyk kultury, działacz polityczny; później członek Akademii Nauk ZSRR, zwolennik organizacji państwowej opieki nad dziećmi.</pe> --- stosunek psychiki do świata
fizycznego jako stosunek doświadczenia osobistego do
doświadczenia społecznie zorganizowanego<pr>Rozbieżność pomiędzy moim punktem widzenia a zapatrywaniami wymienionych w tekście myślicieli rosyjskich
polega na tym, że nie analizują oni pojęcia ,,społecznie zorganizowane", lecz na nim poprzestają, że tworzą oni sobie
z tego społecznego doświadczenia pewien rodzaj bóstwa. Niedostrzegalnie przerasta ono u nich w ,,panpsyche". Z mitologią tą nie mam nic wspólnego. Z uznania świata zewnętrznego
za wynik społecznego współżycia wynika to tylko następstwo,
że współżycie ludzkie jest faktem pierwotnym, że jedynie
przez jego analizę posuwamy naprzód sprawę poznania. Dlatego też nie pojmuję, jak można dostrzegać różnicę pomiędzy
materializmem dziejowym jako socjologią a jakąś tam niezależnie i na zewnątrz niego istniejącą filozofią. Jeżeli społeczne
współżycie człowieka nie jest źródłem zrozumienia wszystkich
wartości psychicznych i intelektualnych, które ukazują się nam
jako świat naiwnego postrzegania, świat religii, moralności,
nauki, sztuki --- materializm dziejowy jest pomyłką. To nie
znaczy, abym ja twierdził, jak to zdaje się myśleć o mnie
p. Józef Kotarbiński, że człowiek czy ludzkość wymyślili czy
wytworzyli morze itp. Czym jest morze poza ludzkim wzrokiem, wrażliwością, wzruszeniem, intelektem, doświadczeniami naszych instrumentów itp. --- to może wiadomym jest
p. Kotarbińskiemu: dla mnie jest pewnym, że nie ma w tym
kompleksie zbiorowego ludzkiego doświadczenia, oznaczanym
mianem morza, żadnego okrucha treści nie nabytej przez ludzki
gatunek w jego biologicznej i dziejowej walce. Rozpatrywanie
nawet tak ,,zmysłowo pewnych" kompleksów, jak morze, las,
pole etc. jako wytworów ludzkiego współżycia jest niezbędne
właśnie w krytyce i historii sztuki: artysta bowiem jest tym
punktem, w którym urastają dla nas, dla ludzkości te zbiorowe
wartości o jakiś nowy ton, punktem, w którym to ich narastanie zostaje jasno sformułowane. Gdyby p. Kotarbiński choć
trochę rozumiał Taine'a (<slowo_obce>halucination vraie</slowo_obce>) --- byłby oszczędził
sobie napisania swojego o mnie artykułu. Nie pisać o rzeczach,
do których się nie jest przygotowanym, jest rzeczą względnie
łatwą, ale krytyka, cudzą pracę zawodowo zaśmiecająca, żyć
przecież z czegoś musi.</pr>. Dzięki
takiemu zobiektyzowaniu świadomość zastaje naokoło
siebie, pod sobą, poza sobą, jakiś świat pozaspołecznych, ponadspołecznych czy podspołecznych istot.
Ustalone doświadczenie zbiorowe ukazuje się jako byt,
uciska ją swym nieludzkim ciężarem: --- Bóg czy materia, świat nadprzyrodzony czy przyrodniczy --- ukazują się jako zasadnicza rzeczywistość, świat ludzki
musi poprzestać na tym skromnym miejscu, jakie mu
te byty pozostawiają, załatwiać swoje sprawy pod ciężarem, na powierzchni tych niezmiennych, gotowych rzeczy. Prawa czynnej postawy kończą się u tej granicy, gdzie zaczyna się sfera tych zahipostazowanych
bytów: --- cała ekonomia ludzkiej myśli ulega tu nad
wyraz charakterystycznemu przestawieniu planów. Wynik staje się przyczyną i gruntem.</akap>




<akap>Może mi ktoś powiedzieć, że w tej formie dokonywa się zachowanie osiągniętych wyników. Niezawodnie. Nie wydaje mi się jednak forma ta jedynie możliwą, a co najważniejsza<pe><slowo_obce>co najważniejsza</slowo_obce> --- dziś popr.: co najważniejsze.</pe>, rozkłada się ona dzisiaj
i ginie w naszych oczach. Proszę wziąć do ręki jakąkolwiek z nowoczesnych przeciętnych książek teoriopoznawczych: Macha<pe><slowo_obce>Mach, Ernst</slowo_obce> (1838--1916) --- austriacki fizyk i filozof; profesor na uniwersytecie w Grazu, Pradze, Wiedniu; zajmował się mechaniką (zasada Macha), aerodynamiką, termodynamiką i optyką, jest twórcą empiriokrytycyzmu, nurtu filoz. postulującego usunięcie z nauki czynników i pojęć metafizycznych i subiektywnych poprzez sprowadzenie tekstu naukowego do skrótowego opisu zjawisk danych w bezpośrednim, ,,czystym" doświadczeniu.</pe>, Poincarégo<pe><slowo_obce>Poincaré, Henri Jules</slowo_obce> (1854--1912) --- francuski matematyk, astronom, fizyk i filozof; członek francuskiej Akademii Nauk, profesor na Sorbonie, autor prac z różnych dziedzin matematyki, zajmował się m.in. topologią kombinatoryczną i równaniami różniczkowymi.</pe>, jakiegoś z neokantystów, proszę przeanalizować proces, z jakim mamy
tu do czynienia. Przyroda, materia etc. --- zostają zredukowane do pewnych form ludzkiej działalności; ale
sam człowiek był z punktu widzenia naturalizmu, tj.
filozofii uznającej za byt przyrodę --- cząstką tej przyrody i on więc jest zredukowany wraz z całą przyrodą
do roli kompleksu czuć. Nie ma więc ani przyrody,
ani człowieka. Cóż pozostaje? Jakaś wisząca w powietrzu psychika właściwie już nie ludzka, gdyż człowiek jest to pewne już tylko upostaciowanie jej --- lub też coś jeszcze mniej określonego. Dopóki człowiek nie przestanie ulegać złudzeniom bytu, tj. właściwie wierzyć, że społeczne własności jego słowa,
treść jego słowa --- istnieją same przez się poza nim,
poza społeczeństwem --- analiza teoriopoznawcza
doprowadzać nas będzie zawsze do teoretycznego nihilizmu lub właściwie do pewnego stanu mglistego
rozpływania się myśli, pojęć, stanowisk. Jest rzeczą
konieczną pamiętać o tym: w życiu każdej kulturalnej,
samoistnie myślącej jednostki istnieje jakiś moment,
w którym ginie w niej w ten sposób wszelka bytowa
rzeczywistość. Ponieważ zaś rzeczywistość ta ukazywała się jednostce jako podstawa społeczeństwa, grunt,
na którym utrzymują się i utrwalają społeczne związki,
w życiu umysłowym jej wraz z bytem zapada się społeczeństwo, zapada się więc i ona sama jako coś
określonego; ginie wszelki plan życia, wszelka różnica
między realnym gruntem działania a mgłą marzeń.
Taki moment w rzeczywistości lub <slowo_obce>in potentia<pe><slowo_obce>in potentia</slowo_obce> (łac.) --- w mocy, możliwości.</pe></slowo_obce> tkwi
w strukturze umysłowej Młodej Polski. Był w niej
moment, kiedy własne życie wewnętrzne stawało się
wykolejoną, pozbawioną planu, gruntu, kryterium --- możliwością. <slowo_obce>Alles war erlaubt</slowo_obce><pe><slowo_obce>Alles war erlaubt</slowo_obce> (niem.) --- Wszystko było dozwolone.</pe>. Naokoło duszy rozpościerało się błędne koło majaków. Wrócimy do tego punktu. Tu idziemy dalej.</akap>



<akap>Nasze dotychczasowe wywody wyjaśniły, że mamy
w tym wszystkim do czynienia ze wzmiankowanym
wyżej przestawieniem planów. <wyroznienie>Społeczne życie i
nasze jest pierwotną, pierwszą, jedyną,
bezpośrednio daną nam rzeczywistością,
wszystko inne jest już jej wynikiem</wyroznienie>.</akap>




<akap>Obecnie pragmatyści zbliżają się do tego punktu
widzenia. Wszystko, co stanowi treść naszej myśli,
wszystkie nasze pojęcia, cała nasza ,,teoria" --- wszystko
to są narzędzia naszej praktyki. Czynność nasza
wytworzyła to wszystko: są to jej perspektywy i plany.
Na heidelberskim kongresie filozoficznym<pe><slowo_obce>heidelberski kongres filozoficzny</slowo_obce> --- odbył się w 1908.</pe> --- pragmatyzm zetknął się z prawowierną szkolną filozofią. Moralny wynik kongresu jest oczywisty dla wszystkich:
w zetknięciu z każdą formą bytowej filozofii (wszystko
jedno, czy byt przedstawiany jest jako Bóg, czy jako
materia, jako mozaika elementów i charakterów, nieokreślone ,,zastanie" faktów, spekulatywna forma czystej
jaźni) --- pragmatyzm tryumfować musi. I tryumf ten
można powitać z radością --- jest to zwycięstwo czynnego, wytwórczego współżycia ludzkości nad różnymi
formami klerykalnego, teologicznego ducha. Pomimo
to jednak pragmatyzm nie wydaje mi się najwyższą
formą nowoczesnej myśli filozoficznej. Gdy się zestawia założenia pragmatyzmu z wynikami badań i dociekań Jerzego Sorela<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe> --- ukazują się nam wszystkie
nierozwikłane zagadnienia i sprzeczności utajone w tezach pragmatyzmu. Wszystko, co służy działalności,
co umożliwia działanie --- stwierdza swą żywotność,
swą rację bytu. To twierdzenie służy za punkt wyjścia
dla apologetycznych zastosowań pragmatyzmu, w ten
mniej więcej sposób posługują się nim moderniści
katoliccy<pr>Za ciekawy przykład może posłużyć takie oto rozumowanie Jamesa. Uważamy, mówi on, teorie fizyków za prawdziwe, gdyż otwierają one dostęp naszym czynnościom do pewnych form rzeczywistości. Ale spirytyści twierdzą, że pewnego rodzaju przekonania co do duchów i ich działania są
niezbędne, aby wejść w kontakt z duchami. Teorie fizyczne
są prawdziwe, gdyż umożliwiają nasze fizyczne działanie
w świecie, teorie spirytystyczne mogłyby być uznane za prawdziwe na tej samej podstawie jako klucz do innej kategorii czynności.</pr>. Sprawa jest dość subtelna. Prawdziwą jest
każda myśl, która umożliwia działanie. Ale co teraz
rozstrzyga, że działanie miało miejsce. Widzimy przecież, świat i nasze działanie jedynie przez pryzmat naszej myśli, jeżeli myślę, że dostępne mi są pewne
właściwości czterowymiarowej przestrzeni, że dokonywam w tej przestrzeni pewnych działań: wiara moja
jest praktyczna w swoim własnym, stwarzanym przez
nią samą zakresie. Tu leży wielkie niebezpieczeństwo
pragmatyzmu --- jeżeli nie posuniemy się dalej, to
nie wyszliśmy właściwie poza aforyzmy Pascala
o ,,automatyzmie duchowym", poza jego ,,<slowo_obce>prenez de
l'eau bénite, abrutissez vous<pe><slowo_obce>prenez de
l'eau bénite, abrutissez vous</slowo_obce> (fr.) --- weźcie błogosławioną wodę, otępiajcie się.</pe></slowo_obce>". Odcień różnicy jest,
ale odcień tylko. Ch. Peirce<pe><slowo_obce>Peirce, Charles Sanders</slowo_obce> (1839--1914) --- amerykański filozof i naukowiec, jeden z twórców pragmatyzmu; profesor Uniwersytetu Harvarda i Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, wszechstronnie uzdolniony, zajmował się psychologią, geodezją, matematyką, chemią i statystyką.</pe> mówił, że próbą rozumowań było zawsze powodzenie naszych działań. Ale
co nazwiemy powodzeniem? --- Moje lub twoje powodzenie indywidualne? Jest rzeczą aż nazbyt oczywistą, że tu nie ma dostatecznej przestrzeni dla ujawnienia się praktycznych następstw danej myśli. <wyroznienie>Jedynie rozpatrywana jako część historycznego doświadczenia zbiorowości ludzkiej dana myśl ujawnia swą praktyczną
sprawność</wyroznienie>. Utrzymanie się życiowe, rozwój grup
społecznych, społeczne następstwa i skutki idei, systematów ideologicznych --- oto jedyny sprawdzian. Jeżeli
chodzi o kryterium prawdy, to możliwe jest to tylko
jedno: prawdą jest ten zespół myśli, którym posługując się, zbiorowość ludzka zdołałaby zapanować nad
pozaludzkim światem, raz na zawsze utrwalić nasz
ludzki świat <wyroznienie>Kosmos</wyroznienie><pe><slowo_obce>kosmos</slowo_obce> --- gr. ład.</pe> --- wbrew Chaosowi w nas samych i poza nami.</akap>




<akap>Formuła ta przypomina może te, jakimi się zamyka pomnikowa <tytul_dziela>Krytyka Czystego Doświadczenia<pe><slowo_obce>Krytyka Czystego Doświadczenia</slowo_obce> --- Richard Avenarius, <tytul_dziela>Kritik der reinen Erfahrung</tytul_dziela>, Lepizig 1888.</pe></tytul_dziela> Ryszarda Avenariusa<pe><slowo_obce>Avenarius, Richard Heinrich Ludwig</slowo_obce> (1843--1896) --- filozof niemiecki, jeden z twórców (obok E. Macha) empiriokrytycyzmu, autor <tytul_dziela>Ludzkiego pojęcia świata</tytul_dziela>.</pe>, ale właśnie zestawienie to posłuży do wydobycia niezmiernie ważnych
różnic. Formuła Avenariusa pomyślana jest w kategoriach biologicznego rozwoju. Biologia obejmuje tu
społeczeństwo. Henryk Bergson<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe> wykazuje, że nie mamy
prawa podporządkowywać przekształceń, jakim ulega
umysłowość ludzka, prawom rządzącym rozwojem instynktu u zwierząt. Wykazał on, że podczas gdy zmiany
postępowe w życiu psychicznym zwierząt --- związane
są z przekształceniami samego ustroju, z przekształceniami budowy narządów nerwowych, postępy inteligencji ludzkiej innego są typu. Zwierzę przystosowuje się do otoczenia, zapanowuje nad nim, przekształcając się pod jego wpływem, zmieniając się organicznie. Medium panowania człowieka nad przyrodą
jest technika. <slowo_obce>Homo faber<pe><slowo_obce>homo faber</slowo_obce> (łac.) --- człowiek twórca, zręczny; określenie pochodzące od Bergsona i Schelera, początkowo odnoszone do człowieka pierwotnego, tworzącego narzędzia niezbędne do przeżycia.</pe></slowo_obce> --- tak proponuje zmienić
znaną formułę <slowo_obce>homo sapiens</slowo_obce> Bergson. Człowiek
zapanowuje nad przyrodą, stwarzając sobie sztuczne
środowisko. To jest właściwy typ, forma jego rozwoju.
Avenarius, Mach, Petzoldt utożsamiają wciąż rozwój
historyczny z biologicznym: stosunki pomiędzy biologicznym rozwojem człowieka a jego dziejową działalnością są bardziej skomplikowane. Nie może tu być
mowy o zwykłym zapanowaniu nad światem --- przez
przystosowanie się do niego. Formuły biologicznego
rozwoju w rodzaju Avenariusowskiej lub Petzoldtowskiej posiadają inne jeszcze bardziej zasadnicze braki.
O znaczeniu przeżywanych przez nas zmian rozstrzyga
rozwój. Życie jest procesem, któremu ulegamy. Co
więcej, fikcyjnie zostaje scharakteryzowane całe środowisko, w jakim procesy te się odbywają. Gdy czyta
się Avenariusa<pe><slowo_obce>Avenarius, Richard Heinrich Ludwig</slowo_obce> (1843--1896) --- filozof niemiecki, jeden z twórców (obok E. Macha) empiriokrytycyzmu, autor <tytul_dziela>Ludzkiego pojęcia świata</tytul_dziela>.</pe>, doznaje się wrażenia, że intelekt, system C --- każdego pojedynczego człowieka pozostaje
bezpośrednio w stosunku ze światem pozaludzkim.
<wyroznienie>Struktura społeczna jako zasadnicze
medium, w którym myśl się wykrystalizowuje, nie wchodzi tu całkowicie w rachubę.</wyroznienie> Społeczeństwo pojmowane jest jako fakt
współżycia i współdziałania umysłów, z których każdy
pogrążony jest bezpośrednio w świecie pozaludzkim.
Odnajduje się tu pomimo wszystko idylliczne niezrozumienie prawa i ekonomii: właściwe wszystkim czcicielom natury. Widzieliśmy, że świat zewnętrzny, niezależnie od tego, w jaki sposób zostaje bliżej określony --- jest zawsze hipostazą samego społecznego
życia, jego wytworem. Natura Avenariusa, pomimo iż
pojmuje on ją w czysto funkcjonalny, matematyczny
sposób, nie stanowi bynajmniej od tej zasady wyjątku.
Faktem pierwotnym są rzeczywiste, bezpośrednie, żywe
stosunki między współżyjącymi ludźmi, jest społeczeństwo jako życiowy fakt, wszystko inne jest już wytworem i wynikiem. Zrozumienie charakteru swojej
działalności, swojego życia jako cząstki, pierwiastku
całego życia danej społecznej grupy, zrozumienie swej
społeczno-historycznej rzeczywistości jest jedyną drogą
wiodącą do samopoznania. Kto usiłuje ustalić związek
bezpośredni pomiędzy swoim wspaniałym ja a czymś
starszym, głębszym od społeczeństwa --- wiązać może
życie swe jedynie z jakąś istnością, utrwaloną przez
mowę: czyli chcąc wyjść poza społeczeństwo żywe --- pada ofiarą martwego; chcąc wyjść poza rzeczywistość
obecną, pada ofiarą mgły, zrodzonej przez rzeczywistość zamierzchłą. Takim jest znaczenie wszelkich
prób bezpośredniego ugruntowania duszy indywidualnej w bycie: --- mniejsza o to, jak nazywamy ten byt:
duszą świata, rozwojem, ideą, wolą itp. Nie należy
o tym ani na chwilę zapominać: --- albo samopoznanie w społeczeństwie żywym, albo też samozatracenie w omamieniach stwardniałych stanów dusz, które unosiły się niegdyś ponad społeczeństwami, dziś nieżyjącymi.</akap>




<akap>Zwracam uwagę, że mówię tu o <wyroznienie>indywidualnych</wyroznienie> próbach ustalenia związku pomiędzy jednostkową duszą a ponadspołecznym sensem bytu, o próbach bezpośredniego wyrzucenia swojej psychiki na
ponadhistoryczne, ponadspołeczne tło bytowe. Mówię,
słowem, o procesach psychicznych, prowadzących do
powstawania metafizycznych, mistycznych systematów;
charakteryzuję to, co by nazwać można metafizycznym
stanem duszy. Rozpatrujemy więc tu pewien moment
w życiu tak zwanej kulturalnej indywidualności, zjawisko powstające tylko w bardzo zróżniczkowanych,
posiadających znaczną przeszłość środowiskach kulturalnych. Jeżeli przesadą byłoby twierdzić, że metafizyczna, systematyczna, konstruktywna praca odgrywała
znaczną rolę w działalności <wyroznienie>Młodej Polski</wyroznienie>, to
niezaprzeczalne natomiast jest, że metafizyczny stan
duszy, jako stałe ognisko trudnych do pochwycenia,
gdyż pozbawionych samokontroli i samowiedzy nastrojów i usposobień umysłowych, zabarwia w ten lub
inny sposób całą niemal twórczość <wyroznienie>Młodej Polski</wyroznienie>, przede wszystkim zaś jej wysiłki w kierunku teoretyzowania. Trzeba z całą dokładnością zbadać zjawisko: brak bowiem karności myślowej, brak kultury
myślenia czyni u nas walkę z zastarzałymi narowami myśli bardzo trudną. Naiwność ich i bezwiedność czyni je niemal niedostępnymi dla krytyki. Idzie tu o to, aby powyszukiwać, powykrywać wszystkie te
tajemne przejścia i szczeliny, poprzez które wycieka
z naszego myślenia prawość intelektualna, męska wola,
poprzez które wciska się i zalewa szańce jasnej myśli
czarna woda gnuśnoty i bierności.</akap>




<akap>Rzecz prosta: intelektualnymi środkami nie da się
zastąpić tego, co jest samym źródłem życia; gdzie już
sama siła planowego działania, sam heroiczny pierwiastek podporządkowywania swego życia wielkim,
poza nas wybiegającym zadaniom zostały utracone,
tam już nic ich nie zastąpi. Tu jest właśnie ten irracjonalny, najgłębszy związek psychiczny społeczeństwa. Istnieje on wszędzie, gdzie odnajdujemy wolę,
panującą nad indywidualnymi przeżyciami. Heroiczna
wola artystycznej skończoności reprezentuje go u Baudelaire'a<pe><slowo_obce>Baudelaire, Charles Pierre</slowo_obce> (1821--1867) ---
 francuski poeta, krytyk sztuki, tłumacz Edgara Allana Poe, prekursor symbolizmu i poezji nowoczesnej, parnasista, dekadent. Uznawany za jednego z tzw. ,,poetów przeklętych". Jego twórczość była kontrowersyjna, samego autora oskarżano o niemoralność ze względu na podejmowaną tematykę w swych utworach: dewiacje, rzekome popieranie satanizmu, prostytucja, życie marginesu społecznego itd. Najsłynniejszym dziełem Baudelaire'a są wydane w 1857 r. <tytul_dziela>Kwiaty zła</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Les fleurs du mal</tytul_dziela>), znane również pod innym polskim tytułem --- <tytul_dziela>Kwiaty grzechu</tytul_dziela>.</pe>. Społeczna natura naszej psychiki bynajmniej
nie wypowiada się w naszych świadomie uznawanych
społecznych przekonaniach. Rozstrzygające jest to, czy
istnieje w nas taka dziedzina, w której trwałość, wartość tego, co robimy, przemaga nad naszymi czysto
indywidualnymi odczuciami, czy istnieje w nas siła, pracująca w naszym wnętrzu i reprezentująca interesy niezależne od naszego istnienia. Gdzie tej siły nie ma,
tam nie ma już żadnej społecznej energii. Siły tej nie
stwarza się przez ustalenie tej lub innej teorii, ale teoria stwarza dla istniejącej już i szukającej dla siebie
dróg mocy --- plan, płaszczyznę działania. Brak wszelkiego historycznego, ponadindywidualnego planu, niemożliwość konstrukcji dziejowej --- oto są pod tym względem wyniki logiczne tych przesłanek, które krążą jako
najbardziej rozpowszechnione pojęcia, więcej --- nałogi
myślowe, w atmosferze intelektualnej współczesnej
Europy. W jednej z powieści Dostojewskiego<pe><slowo_obce>Dostojewski, Fiodor Michajłowicz</slowo_obce> (1821--1881) --- rosyjski powieściopisarz, uznany za mistrza 
realistycznej i psychologicznej prozy. Dzieła: <tytul_dziela>Zbrodnia i kara</tytul_dziela> (1866), <tytul_dziela>Idiota</tytul_dziela> (1868), <tytul_dziela>Biesy</tytul_dziela> (1871--72), <tytul_dziela>Bracia Karamazow</tytul_dziela> (1879--80).</pe> mówi
ktoś o tym, że jest tak ,,jak gdyby nikt nigdy nie miał
już posadzić drzewa" --- w pojęciach i stanach duszy
współczesnej kulturalnej Europy wszędzie czuje się
pod drżącymi, chwiejnymi przęsłami abstrakcji noc,
w której gasną już raz na zawsze wszystkie postanowienia. ,,My żyjemy <wyroznienie>cieniem</wyroznienie> przeszłości --- pisał Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe> --- czym będzie żyła przyszłość?"</akap>




<akap>Cieniem przeszłości! --- Tak jest. Poimy krwią
naszych najistotniejszych przeżyć widma przeszłości,
a pod naszymi stopami, tuż obok we wnętrzu naszych
społeczeństw dokonywają się procesy i zmiany, które
mogłyby się stać zawiązkiem zwycięstwa człowieka.
Dokonać dzieła syntezy, stopić w jedno mamy trawioną przez niemoc, lecz niezawodną wolę kultury
z bezwiednym lub na wpół bezwiednym procesem ekonomiczno-społecznym, dokonywującym się w narodowej
miazdze, uczynić z tych wszystkich drgnień woli polskiej jeden potężny organizm, ustalić w nim duszę
żywą, roztoczyć potężny plan bohaterskiego i twórczego życia przed łamiącą się, samotną myślą --- oto
są postulaty najbliższe, najistotniejsze zadania myśli
naszej i kultury. Ustąpić pod ciosami analizy i krytyki
musi wszystko, co nie pozwala nam widzieć jasnej,
oczywistej jak słońce prawdy życia. Tak już odwykliśmy od jasnej, klasycznej szczerości w myśleniu, że
czymś dziwnym wydaje się nam, gdy pryskają myślowe
złudy i gdy widzimy jako prawdę naszą --- samych
siebie, żywych ludzi, wplecionych w wielkie zbiorowe
życie narodu --- a przecież, gdy się już tylko analitycznie bada wytwory myśli współczesnej, widzi się,
że nieuchronnie, jak sylogizm, zbliża się to wyzwolenie: społeczne, zbiorowe życie ukaże się człowiekowi
jako jego pierwsza, najistotniejsza rzeczywistość. Powiedzą mi: przecież w klasycznej ,,ojczyźnie" starożytnego świata, świat pozaludzki, ponadspołeczny odgrywał ważną rolę. Istotnie, metodą dyscypliny społecznej było zawsze takie zorganizowanie życia umysłowego narodu, aby wżywając się i wmyślając w ponadspołeczny świat, jednostka stawała się przez to
właśnie zdolną do udziału w narodowym życiu. Jest
rzeczą ważną, abyśmy zrozumieli <wyroznienie>różnice</wyroznienie> pomiędzy
takim życiowo automatycznie ustalonym stosunkiem
a indywidualnymi próbami wzniesienia się, wybicia
ponad społeczeństwo w dziedzinę czystego, wiecznego
,,bytu". Żaden historyk kultury nie uzna, że mocą jednego i tego samego procesu dochodził do stosunków z ponadspołecznym światem Grek homerycki,
współczesny Platona lub gnostyk II, III wieku. <wyroznienie>Sorel</wyroznienie><pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe> w swoim <tytul_dziela>Procesie Sokratesa</tytul_dziela> uwydatnia
niezmiernie ściśle ten moment, w którym ponadspołeczny świat staje się przedmiotem indywidualnych poszukiwań. Gdy Dante objął świat średniowieczny jako
swą indywidualną, artystycznie opanowaną własność,
był on już ponad nim: --- w zasadzie nowoczesna
indywidualność, człowiek renesansu --- są już tu
obecni.</akap>




<akap>Zagadnienie, które tu rozpatrujemy, jest niezmiernie ważne: zdaniem naszym tu leży centralny punkt
wszelkich dzisiejszych filozoficznych dyskusji. <begin id="b1330945574499-142542485"/><motyw id="m1330945574499-142542485">Prawo</motyw>Nasz
punkt widzenia da się może najdokładniej określić
przez zaznaczenie, że myśl nowoczesna nie może dojść
do jasności z samą sobą --- na skutek zapoznania
centralnego znaczenia <wyroznienie>idei prawa</wyroznienie>. Naturalnie wymaga to dalszych wyjaśnień.<end id="e1330945574499-142542485"/></akap>




<akap>Nasza myśl, nasze wyobrażenie o świecie, ogółem
mówiąc nasza świadomość służy za podstawę naszego
działania. Działanie nasze wpływa na życie innych
ludzi, zmienia warunki ich istnienia, chociażby tylko
wewnętrznego na razie, przez wprowadzanie do ich
życia psychicznego pewnych nowych myśli, wartości
etc. Opieramy się na naszej świadomości tak, jak gdyby
była ona bytem, obejmującym istnienie i życie innych
ludzi, podporządkowujemy naszej świadomości, opierając się na niej, życie poza nami. Stąd wysnuwa się
wniosek, że aby stanowić pewną podstawę działania,
aby umożliwić działanie zgodne z naszą wolą, nie wymykające się spod kontroli naszej myśli --- świadomość nasza musi wypracować w sobie formy, zdolne
objąć istotną, pozaświadomościową podstawą działania
to życie, w które wpada nasz każdy czyn, w którym
sam nasz proces życiowy pozostawia skutki. Na czym
ma się oprzeć w pracy swojej nad ustaleniem tych
form myśl nasza? --- na innych świadomościach? Są
one w tym samym, co i nasza położeniu --- stanowią
również grunt, wymagający utwierdzenia. W jakich warunkach świadomość, psychika stają się czymś realnym? Gdy opieramy się na jakimkolwiek elemencie
poznawczym, na jakimś pojęciu o świecie --- nie wychodzimy poza zakres świadomości: materia, energia, ewolucja, idea Heglowska, wola Schopenhauera<pe><slowo_obce>Schopenhauer, Arthur</slowo_obce> (1788--1860) --- filozof niemiecki; głosiciel skrajnego pesymizmu i prekursor filozofii życia, inspiracje czerpał z filozofii Kanta, głosił woluntaryzm poznawczy. Dzieła: <tytul_dziela>Świat jako wola i przedstawienie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>O wolności ludzkiej woli</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Erystyka czyli Sztuka prowadzenia sporów</tytul_dziela>.</pe>,
nieświadome Hartmanna<pe><slowo_obce>Hartmann, Eduard von</slowo_obce> (1842--1906) --- filozof niemiecki; twórca teorii pesymizmu historiozoficznego, głosił istnienie nieświadomego, które stanowi twórczy pierwiastek woli w świecie.</pe> --- wszystko to są pewne
treści świadomości, pewne jej wytwory. Tu ona sama,
która wszystko to stwarza, uzasadnić musi własne
swoje prawo opierania się na samej sobie --- niezależnie od tego, jaką treść w sobie posiada: --- w jakiej mierze jakakolwiek bądź treść świadomości może
stać się podstawą niewymykającego się spod kontroli myśli działania, które przecież skutki swe spowodywać<pe><slowo_obce>spowodywać</slowo_obce> (neol.) --- forma ciągła czasownika ,,powodować": powodować ciągle, raz za razem.</pe> będzie nie w świadomości samej, lecz w tym
właśnie życiu, co jest poza nią. Oto pytanie.</akap>




<akap>Świadomość jest wytworem życia, jego cząstką.
Jedynie tworząc życie stałe, zdolne utrzymać się wobec
pozaludzkiego świata, działamy we właściwym znaczeniu tego wyrazu, jedynie stając się podstawą takiego
działania, świadomość nie mistyfikuje samej siebie, nie
przeistacza się w bezsilne złudzenie, towarzyszące procesowi, obcemu nam i niezależnemu od nas, lubo przeistaczającemu samą ludzką naturę, sam rdzeń ludzkiego
życia. Działanie nasze musi stać się elementem życia
poza nami: formy świadomości naszej muszą być
więc tego rodzaju, by to życie objąć były w stanie.
Zasadniczą formą świadomości musi się stać idea ludzkości, prowadzącej zbiorową walkę z żywiołem istnienia. Tylko to, czym jest dana jednostka jako uczestniczka tej walki, jest jej rzeczywistością: --- o tyle tylko
psychika jej jest czymś więcej niż złudzeniem, o ile
prowadzi ona do działań, potęgujących zbiorową siłę
ludzkości wobec pozaludzkiego żywiołu. Ludzkość,
walcząca o swe istnienie, stwarzająca je i utrzymująca
nieustannym wysiłkiem wobec wszechświata --- oto
jest zasadnicza idea --- podstawa wszystkich innych,
jest to podstawa naszego zbiorowego ludzkiego prawa,
jedynie stwarzając je, wywalczając je --- mamy je.
Nie ma go nigdzie poza własnym naszym, zwycięskim
wobec żywiołu wysiłkiem. <wyroznienie>Podstawą całego naszego ludzkiego gmachu jest siła naszego
gatunku wobec wszechświata: o ile siła
ta staje się poddanym naszej myśli narzędziem, o ile świadomość nasza zawładnąć
zdoła tym podstawowym, utrzymującym ją
irracjonalnym faktem, o tyle bardziej człowiek żyje w atmosferze swojego własnego,
stworzonego przez się prawa.</wyroznienie> Trzeba jednak
zawsze pamiętać, na czym właściwie opierają się nasze świadomościowe budowy. Podstawą naszą jest
człowiek, jako istota zdolna własnym swym wysiłkiem stwarzać grunt swego istnienia w przyrodzie
i o tyle kochająca to swoje pełne trudu życie, aby
mieć i wychowywać dla niego dzieci.</akap>




<akap>Takim jest najgłębsze kryterium wszelkich kulturalnych ruchów i zamierzeń: --- czy prowadzą one do
takich zmian w psychice ludzkiej, że na ich podstawie
będzie możliwa praca na tym samym co najmniej
poziomie technicznym, jak i przedtem, i czy sprzyjają
one takiemu ukształtowaniu życia płciowego, aby nie
zagrażało ono niezbędnym dla utrzymania pracy na
tym poziomie właściwościom. Niezbędne do utrzymania pracy na danym poziomie właściwości są utrwalone właściwie wtedy dopiero, gdy wejdą w skład erotycznego ideału danej grupy ludzkiej. Ideał ten bowiem
niezależnie od wszystkiego innego normuje podstawy
<wyroznienie>spontanicznego</wyroznienie> rodzinnego wychowania, tę atmosferę kulturalną, która żłobi i kształtuje psychikę dziecinną. Gdy praca nasza staje się w naszych oczach
tak wartościowa, że chcemy, aby dla niej żyły nasze
dzieci, jesteśmy świadomymi pracownikami, uczestnikami zbiorowej walki, nie zaś jej narzędziem. Świadomość nasza zyskuje tu trwały grunt: działa ona, opierając się na prawie; regułą działania staje się wzgląd
na to, czym będzie ono dla zbiorowej walki z żywiołem, czym będzie dla organizmu żyjącej naokoło nas
pracy. Nie to, co człowiek o sobie myśli, lecz czym
jest jako uczestnik tej zbiorowej pracy --- jest jego
rzeczywistością: każdy nasz proces życiowy ma swój
charakter prawny; prawo przenika nas na wskroś, ani
na chwilę nie wymykamy się jego wszechobecności.
Stające się, bojujące prawo ludzkie --- oto ta rzeczywistość, do której jak najbardziej zbliżać się powinna
stanowiąca plany działania i życia świadomość. <wyroznienie>Prawo jest typem i wzorem rzeczywistości
dla nas.</wyroznienie></akap>



<akap>Znika tu wszelki subiektywizm filozoficzny. Jesteśmy. Jedno ściśle określone znaczenie ma każda
chwila naszego życia; prawo --- oto twarda, określona,
niezmienna nasza rzeczywistość. Tylko jako <wyroznienie>ja</wyroznienie> prawa --- ja nasze jest czymś istotnym --- tylko stosunki między
określonymi prawnie (określonymi nie w żadnym kodeksie oczywiście, lecz w zmieniającej się nieustannie
miazdze gatunkowego życia) --- indywidualnościami
stosunki są istotnie tym, czym są. Zlać świadomość
swą z prawem, żyć prawem --- jest osiągnąć tę jednolitość życia, do której tęskni cała myśl naszej epoki.
Tym jestem, czym jestem: w sobie wykuwam to, co
pozostaje: --- nie wykrada mi własnej mej rzeczywistości ułuda, każdym drgnieniem duszy biorę udział
w rzeczywistym, nieustannym boju, każde moje przeżycie ma swoją niezaprzeczalną wartość, jest cząstką
nieskończenie ważnej, jedynej walki: w każdej chwili
rozstrzygam coś i decyzja moja trwa w życiu. Wszystko
staje się jedynym i stanowczym, tragicznie prawdziwym:
epicka rzetelność walki staje się duchowym powietrzem; otacza nas znowu klasyczna jasność. ,,Znowu"
jest tu fałszywym słowem. Ta jasność klasyczna w tej
formie nie istniała poza nami w przeszłości: to myśl
nowoczesna stworzyła ją w swym obcowaniu ze starożytnym światem. Klasyczna starożytność była tylko
jednym z narzędzi nowoczesnego samopoznania: --- w rzeczywistym starożytnym świecie rozkład planów
kulturalnych, struktura psychiki kulturalnej były całkiem inne niż w nowoczesnej myśli, która zastanawiając się nad starożytnymi społeczeństwami, uczyła
się pojmować i poznawać na tym odległym wzorze
właściwą prawdę --- anatomię ludzkiego współistnienia. Poczucie, że mamy tu do czynienia ze światem
zamkniętym w sobie, pozwalało rozpatrywać społeczeństwa i kultury starożytne z dość znaczną bezinteresownością intelektualną. Tam, gdzie dzięki specjalnym warunkom bezinteresowność ta powstać nie mogła,
byt społeczeństw starożytnych pozostał pełen obiektywnych i subiektywnych zagadek. Jak trudno na przykład jest wyrobić sobie jasne pojęcie o świecie
żydowskim. Świat klasyczny był szkołą myślenia o zagadnieniach społecznych i kulturalnych w sposób niezależny od postulatów specjalnie określonej historycznej świadomości. Świadomość badacza stała na zewnątrz tego świata i mogła śledzić, jak powstawały
formy tej zamierzchłej, minionej świadomości z samego życia. Jako fakt pierwotny ukazuje się tu samo
życie danej grupy ludzkiej, z jej życia, z prawnych
i obyczajowych stosunków wyrastają jej pojęcia o świecie zewnętrznym. Pojęcia o świecie zewnętrznym ukazują się tu jako wytwór prawno-społecznej rzeczywistości. Człowiek w ten sposób myśli świat, aby skutecznymi i trwałymi wydawały mu się prawno-obyczajowe formy życia, ustalone w jego społeczeństwie.
Świat intelektualny i świadomościowy istnieje tu jako
synteza metod pedagogicznych, stanowiących tę atmosferę, która samym swym działaniem urabia psychikę
obywatela danego społeczeństwa. Wiemy, że w rzeczywistości było inaczej, wiemy, że świat wierzeń
przesłaniał starożytnym ludziom ich rzeczywiste, społeczne istnienie, że prawo było dla nich wynikiem
i konsekwencją religii, ale dla człowieka nowoczesnego zmieniają się rozkład i stosunki tych perspektyw: on, nie związany przez te zamierzchłe wierzenia,
widzi na pierwszym planie, jako zasadniczą rzeczywistość, grupę ludzką, która żyjąc, walcząc o swoje istnienie, wytwarza przez sam proces swego życia swój intelektualny, ideologiczny świat. Dlatego też studia nad
starożytnością klasyczną powinny stanowić konieczny
pierwiastek w dalszym rozwoju materializmu dziejowego. Świat dziejowo-społeczny, wytwarzający swoim
rozwojem, samym procesem swego życia pewną psychikę --- bywa zawsze pojmowany w tym zabarwieniu,
w jakim ukazuje się on tej psychice. Tu, w świecie
starożytnym, łatwiej nam dokonać <wyroznienie>tego wyzwolenia</wyroznienie> od ideologicznych przeobrażeń, które stanowi
punkt wyjścia materializmu dziejowego. Badania te wykazałyby, jak wielką metodą jest materializm dziejowy,
na jak niewzruszonych przesłankach opiera się on
i jak całkowicie nic wspólnego nie ma z tym ewolucyjno-ekonomicznym fetyszyzmem, który dzisiaj najniesłuszniej w świecie przywłaszczył sobie miano marksowskiego pojmowania życia i historii. Klasyczne
pojęcie współżycia jako zasadniczego faktu, panującego nad wszelkimi wytworami umysłowymi, nad religijnymi wierzeniami, teoriami naukowymi, filozoficznymi hipotezami: pojęcie prawa stwarzanego przez człowieka jako pierwszej rzeczywistości, która nas otacza,
są to wydobyte przez zetknięcie nowoczesnej myśli ze
starożytnym światem wielkie wychowawcze wzory, ale
aby mogły stać się one czymś więcej, musimy w ten
sposób pojąć jako swoje dzieło, swoje prawo --- otaczającą nas rzeczywistość społeczno-kulturalną: musimy opanować ją tak, aby nasza świadomość żyła
w niej, jak w swojej przejrzystej, zależnej od siebie
atmosferze. I niewątpliwą jest rzeczą, że dojrzewa, dorasta pośród nas ten twardy i jasny, klasyczny świat,
świat bojującego prawa, świat świadomie i swobodnie
stwarzanego kulturalnego życia.</akap>




<akap>Widzieliśmy, na jakim fundamencie opiera się
cała kultura, widzieliśmy, że jest nim sam irracjonalny,
nie podlegający żadnym formom fakt życia; nie umiemy
wytwarzać życia, nie znamy tych tajemniczych związków, jakie istnieją pomiędzy jego właściwościami. Myśl
musi tu posłusznie i czujnie iść za faktami, tak jak
powstają one. Podstawą społeczeństwa wobec pozaludzkiego świata jest <wyroznienie>technika</wyroznienie>, ale technika ta ma
znaczenie o tyle tylko, o ile są ludzie zdolni pracować na jej poziomie, prowadzić tę pracę na wyższe
szczeble i utrzymywać swoje życie tak określone, jako
stałą zdobycz gatunku przekazywać ją i wszczepiać
dzieciom. Podstawę społeczeństwa stanowi proces życiowy, odpowiadający wskazanym tu warunkom i określeniom: dlatego też tylko to, co jest ustalone jako
zdobycz i właściwość klasy pracującej, posiada istotną
trwałość. Najgłębsze znaczenia posiadają dziś przekształcenia, dokonywujące się w tej klasie: zasadniczym faktem nowoczesnej historii jest dojrzewanie
klasy robotniczej, przekształcanie jej w społeczeństwo
swobodnych robotników, zdolnych samoistnie pracować na osiągniętym poziomie technicznym, zabezpieczyć dalsze postępy techniki wraz z zachowaniem własnych swych, niezbędnych do utrzymywania życia na tym
poziomie cech i zdolności<pr>Marks nigdy nie wyjaśnił związku, jaki istnieje między
techniką a strukturą moralną i umysłową klasy pracującej na
danym technicznym poziomie. Brak zrozumienia dla obyczajowej strony życia, dla jego irracjonalnego narastania stanowi zasadniczą lukę w umysłowości tego wielkiego człowieka.
Proudhon był pod tym względem głębszy od Marksa, znał on
lepiej konkretne życie i choć plątał się tam, gdzie chodziło
o szerokie uogólnienia, głębiej niż Marks sięgał w sam proces przekształcenia klasy robotniczej. Dość jest obok prac
Marksa przeczytać <tytul_dziela>Confessions d'un révolutionnaire</tytul_dziela>
aby dostrzec ten świat Proudhonowskich zagadnień, niezmiernie doniosłych a zapoznanych przez Marksa.</pr>.</akap>




<akap>Za podstawę prawa może być uznany tylko człowiek, którego życie pozostaje w bezpośrednim związku
z wielkim procesem zbiorowej walki gatunku: tylko
człowiek, w którym sumują się bezpośrednio osiągnięte
życiowe postępy, w którym wytwórczość żłobi niezbędne dla niej biologiczne podłoże. Tylko człowiek,
nie opierający się wobec wszechświata na niczym prócz
swojej własnej pracy, prócz swego własnego życia,
tylko człowiek wysiłkiem własnym utrzymujący na
danym poziomie ludzką potęgę techniczną --- jest właściwym <wyroznienie>subiektem<pe><slowo_obce>subiekt</slowo_obce> --- tu: podmiot.</pe></wyroznienie> prawa. Dopóki technika i niezbędna dla utrzymania jej na danym poziomie organizacja pracy nie stały się swobodnie przyjmowanym
i uznawanym prawem samych pracujących, dopóki
prawo nie stało się zrębem całego ich życia psychicznego, całej obyczajowości, póki nie stało się tak
pojęte prawo tym w ich życiu, w czym widzą oni
dumę i piękno, postępy techniczne władają człowiekiem, narzucają się mu, lecz nie są przez niego opanowane, nie stanowią jego własności, jego swobodnego dzieła. Socjalizm to jest przede wszystkim proces życiowy, dokonywający się w samych pracujących;
tylko ta strona socjalizmu jest istotnie trwała i głęboka: nowy człowiek musi tu powstać, sam siebie
porodzić i wychować, stworzyć w sobie wszystkie organy społecznego i kulturalnego życia. Rzeczywistość
nasza to stosunek do tego wielkiego procesu: co procesowi temu nie służy, powiększa tylko ciężar przytłaczający zmagające się z samym sobą i ze światem
życie. Tym jesteśmy w istocie swej, czym jesteśmy
wobec tego procesu: rzeczywistość nasza zostaje określona przez to stające się i walczące o siebie prawo.
Kulturalna świadomość wszystkich narodów musi ulec
przebudowie: musi stać się zasobem środków umysłowych, pozwalających swobodnym robotnikom posługiwać się daną techniką i prowadzić ją naprzód, zasobem męstwa, pozwalającego im przyjmować i stwarzać to
dumne życie, zasobem piękna, przemawiającego do ich
serc i zmuszającego je siebie i ten tragiczny świat kochać. Kultura musi stać się atmosferą, urabiającą
i podtrzymującą swobodnych bojowników ludzkiego
nad światem zwycięstwa, stać się musi jednolitym, na wskroś ludzkim dziełem: --- dzisiaj jedność jest tylko
formalna, istnieje jedynie w abstrakcyjnej konstrukcji
ideologa --- kultura dzisiejsza to ścieranie się wyników, wytwarzanych przez różne, niejednokrotnie wprost
sprzeczne, w każdym razie obce sobie procesy życiowe.
Tkwią w niej zabytki dawno zamierzchłej historii, wytwory życia społeczeństw odmiennych od siebie przedostają się nieustannie do swych odnośnych sfer działania. Psychika ludzka stworzyła cały skomplikowany
świat pojęć, wartości, mających właściwie znaczenie
tylko w związku z życiem, które je zrodziło. Teraz unoszą się one nad nami, jakby były niezawisłe
od człowieka, domagają się przystosowania do siebie,
świadomość kulturalna wynaturza się, traci swą powagę życiową, ulegając coraz to innym metodom życia, które uderzają w nią jak rzeczywistości. Świat żydowski, grecki, rzymski, średniowieczny, objawienia
mistyków, fikcje teologów, polityków, pojęcia nauki
z różnych jej okresów --- wszystko to ukazuje się
jako <wyroznienie>oblicze bytu</wyroznienie>. Przytłoczona, zdławiona tym
ciężarem przemyka się świadomość wątłymi strumyczkami kazuistyki; przesłaniają jej te ciężary, te obce
ciała jedyną rzeczywistość, jaką jest dzisiejsze życie,
które ją otacza: --- zbiorową, nieustanną walkę z żywiołem. Na próżno marzyć o ustaleniu kultury czysto
umysłowymi środkami: katolicyzm zrobił wszystko, co
było do zrobienia w tym kierunku; dał nam kulturę
jako posiadanie ludzi, oddartych od procesu wytwórczości --- od biologicznej i ekonomicznej walki, jako
posiadanie ludzi, których jedynym zadaniem było utrzymywać tę umysłową tradycję, wychowywać w sobie
te cechy, jakie są niezbędne do jej utrzymania. Katolicyzm stworzył pod tym względem budowę godną
najwyższego podziwu, i wszelkie próby zachowania
i rozwijania kultury jako jakiegoś pozażyciowego, intelektualnego dorobku są tylko różnymi postaciami tej
samej zasadniczo organizacji, której monumentalny
wzór przedstawia nam Kościół katolicki. Z punktu widzenia dostatecznie rozległego, cały dzisiejszy moment
kulturalny może być rozpatrywany jako <wyroznienie>rozkład
katolicyzmu</wyroznienie>. Katolicyzm zakreślił plan tej wielkiej zbiorowej kultury ludzkiego gatunku, który nie
przestanie nigdy ciążyć nad człowiekiem, jak zadanie.
Katolicyzm pojął, że indywidualne życie jest zawsze
związane z życiem ludzkiego gatunku, że nie może być
odrywane od zbiorowego, powszechnego procesu, zrozumiał, że indywidualna świadomość jest zawsze wytworem historii, i że w związku z historią jedynie
samą siebie poznać i zrozumieć może. Na tym zrozumieniu zasadniczej historyczności psychiki ludzkiej zasadza się wyższość filozoficzna katolicyzmu nad protestantyzmem i wszelkimi teologiami wolnej myśli.
Gdzie abstrakcyjna indywidualna myśl przeciwstawia
się historycznej budowie katolicyzmu, tam zwycięstwo
musi pozostać zawsze po stronie katolicyzmu. Zasadniczym i tragicznym brakiem katolicyzmu było przekonanie, że człowiek styka się z pozaludzkim światem
i utwierdza w nim swoje istnienie poza produkcją, było
przeoczenie, że praca, wytwórczość są jedynymi organami prawdy człowieka, że są one jedyną drogą, poprzez którą wychodzi on poza siebie, ustala się w tym,
co nim nie jest. Stąd miejscem, gdzie <wyroznienie>rozlega się
głos głębszy, niż człowieczy, głos absolutnej powagi, jest linia zetknięcia pracy
z żywiołem</wyroznienie>: tu tworzy się trwała tradycja. Katolicyzm, dzięki historycznym przesłankom, z jakich wyrósł, musiał umieścić swoje kryteria, swoją zasadę powagi <wyroznienie>w ciele myślącym</wyroznienie>: skutki widzieliśmy już
w poprzednim rozdziale. To martwe ciało i jego martwa dialektyka wytworzyły jednak tę wspólnotę umysłową, pod której ciężarem gnie się myśl. W założeniu cała świadomość gatunku ludzkiego stanowi pewną jedność, pierwiastki należące do niej działają na
siebie. Na czym polega jednak ta jedność? Zasada
pozażyciowej powagi tradycji katolickiej posiada władzę nad mniejszością i to mniej czynnych umysłów:
nie jest w stanie być z natury swej organem życia.
Wytwory kultur najróżnorodniejszych przelewają się
ciężko w bezplanowej świadomości nowoczesnej, jedność jest zadaniem, istotnie cały gatunek ludzki prowadzi wielką zbiorową walkę o istnienie: walka to
nasza najgłębsza rzeczywistość; jeżeli kiedyś ustali się
jedność, obejmująca w sobie kultury narodowe, powstanie ona ze stosunków pomiędzy narodowymi grupami pracy: --- świadomość pracującego człowieka
stanowić może dla niej jedyną podstawę.</akap>



<akap>Dzisiaj za kulturę uważa się ustalenie stosunków
między indywidualną psychiką a światem wytworów
minionej historii: z własną naszą działalnością umysłową stykamy się w ten sposób: wytworzone nawet
przez nas samych pojęcia ukazują się nam jako coś
istniejącego poza nami, poznawanego tylko przez nas.
Rzeczywistość nasza jest poza tymi martwymi stosunkami: tkwi ona w stosunku do świata walki i pracy.
Nic nie wydobędziemy żywego ze stosunków z światem skamieniałej psychiki. Wżywając się w nią, przystosowując się do niej, przeżywamy w istocie ten sam
proces, który stanowił istotę klerykalnego typu życia.
Kultura jest wciąż jeszcze klerykaturą, obrzędem odprawianym ponad niewypowiedzianie rzeczywistym życiem. Boć rzeczywistym nie przestaje ono być ani na
chwilę; każdej chwili wejść w nie możemy i zapewniam, nie od tego jest to zależne, czy będziemy
głosowali na socjalistycznych posłów --- w tym momencie, gdy walczyć zaczniemy w samych sobie o zwycięstwo człowieka nad żywiołem, gdy zbudzi się w nas
opór przeciwko porywającej nas swoim ciężarem, niby
lawina --- historii, utajonej w naszym ja --- nie będziemy zabezpieczeni wprawdzie od pomyłki (jedna
jest tylko przeciw pomyłkom przystań, o której pisał
Leopardi: <slowo_obce>lieta --- no, ma sicura</slowo_obce><pe><slowo_obce>lieta --- no, ma sicura</slowo_obce> (wł.) --- zadowolona/radosna, nie ale pewna; tytuł V rozdziału: G. Leopardi, <tytul_dziela>Dialogo di Federico Ruysch e delle sue mummie</tytul_dziela> (1824).</pe>), ale staniemy
się uczestnikami żywego boju, żywej walki: bo każdy
okruch żywiołu, bezwiedności przezwyciężonej --- jest
zwycięstwem. Nie jest zamkniętym, skończonym nasze
życie, póki żyjemy --- giną w nas bezpłodnie akty,
wybory, porywy, marzenia --- gdy skojarzymy to nasze czynne ja z walką pracy, usiłującej zawładnąć całym aparatem nowoczesnej techniki i wykuć w sobie
wolę, zdolną nim władać, każdy moment nasz będzie
miał znaczenie żywe, walka będzie klęską albo zwycięstwem --- czymś <wyroznienie>jedynym</wyroznienie>, męstwu naszemu, stanowczości raz na zawsze powierzonym. Życie nasze,
ja nasze to jest posterunek, gdy my go opuścimy --- <wyroznienie>utraci go już cała ludzkość na zawsze</wyroznienie>.
Poczucie walki i odpowiedzialności --- <wyroznienie>epicki stan
duszy</wyroznienie> niezbędne są do moralnego zdrowia.</akap>





<akap>Dzięki <wyroznienie>Bergsonowi</wyroznienie><pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe> i <wyroznienie>Sorelowi<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe></wyroznienie> zmieniły się
całkowicie poglądy na zagadnienie swobody. <wyroznienie>Swoboda nie jest zagadnieniem teoretycznym</wyroznienie>
(<slowo_obce>nichts zum Erkennen, alles zum Erobern, kein Erkenntnis --- eine That</slowo_obce><pe><slowo_obce>nichts zum Erkennen, alles zum Erobern, kein Erkenntnis --- eine That</slowo_obce> (niem.) --- właśc. <slowo_obce>nichts zum Erkennen, alles zum Erobern, kein Erkenntnis --- eine Tat</slowo_obce> --- nic do rozpoznania, wszystko do zdobycia, żadne poznanie --- czyn.</pe>), <wyroznienie>lecz zadaniem praktycznym: można je rozwiązać tylko czynem.</wyroznienie>
Od czasu pomnikowych prac <wyroznienie>Bergsona</wyroznienie> determinizm
bytowy, dogmatyzm --- należą raz na zawsze do przeszłości, do rzędu przesądów i zabobonów filozoficznych.</akap>




<akap>Tu w zasadniczych liniach mogę streścić tę argumentację.</akap>




<akap>Obrazy świata, jakie wytwarza nasza myśl, są zawsze pewnego rodzaju planami działania, są to jak
gdyby szematy instrumentów, którymi umiemy się posługiwać. Słowo utrwala tu szematy<pe><slowo_obce>szemat</slowo_obce> --- dziś: schemat.</pe>, nadaje im społeczną, niezależną konsystencję. Obrazy świata obejmują zawsze i społeczeństwo, do którego należymy:
ono też stanowi jeden z naszych instrumentów, którymi musimy się posługiwać, działając. W społeczeństwie tym dostrzegamy i samych siebie. Doświadczenie społeczne, praktyka życiowa pouczają nas o społecznie ważnych, pożytecznych i szkodliwych sposobach działania, gdy myślimy o sobie i posługujemy
się słowem, utrwalonymi przez nie pojęciami, możemy
posługiwać się tym i tylko ustalonymi charakterystykami. Ja nasze staje się w naszych oczach przedmiotem sądów społecznych, czymś, co istnieje na zewnątrz nas, w tej ponadindywidualnej dziedzinie, którą utrwala
mowa. Sami dla siebie stajemy się cząstką jakiegoś
mechanizmu; prawidła, określające jego funkcje, określają i nas samych w naszych własnych oczach. W ten
sposób plan działania odrywa się od życiowej podstawy, która go zrodziła i zaczyna istnieć jako coś
samoistnego, jako ,,przyroda", obejmująca nas, życie
nasze, społeczeństwo. Ale ten tak uniezależniony od
nas świat jest naszym dziełem: choć obejmuje on
istoty żywe i nas samych, jest on dziełem życia, jego
narzędziem: życie samo jest poza nim, i kategorie
determinizmu przyrodniczego nie nadają się do określenia istoty życia, istoty naszej własnej. Determinizm
stworzony jest przez nas samych. Ja nasze, pomyślane
jako fakt zewnętrzny, ustalony pojęciowo --- jest dziełem głębokiego, twórczego ja: nie daje się ono wyczerpać przez ja pierwsze, uważane za jedyne przez
socjologów, psychologów, przeciętnych moralistów,
prawników, statystyków; jest ono źródłem tego wszystkiego, kipiącym i wrącym głębiej pod ustaloną, zaklasyfikowaną powierzchnią duszy, jest nieustanną, żywą
twórczością. Trzeba przypomnieć, że twórczość to nie
jest kaprys; to nie jest bezwzględna nieokreśloność,
lecz przeciwnie, <wyroznienie>wrastanie rzeczy nowych
w stworzone już poprzednio</wyroznienie>, tworzenie to nie
podleganie snom --- lecz <wyroznienie>rodzenie</wyroznienie> rzeczywistości:
rodzenie w najbardziej dosłownym znaczeniu: <wyroznienie>tworzenie to rozszerzanie biologicznej naszej istoty</wyroznienie>. Tworzenie treści nowych, <wyroznienie>indeterminizm</wyroznienie> zasadniczy, są podstawą samego determinizmu;
aby naprawdę powstać, ostać się --- każda nowa treść
musi wniknąć w to, co już zastaje ustalonym, wróść
w to ustalone, opanować je: <wyroznienie>determinizm oznacza jakby stopień, na który wspiąć się
musi każdy nowy, twórczy akt życia</wyroznienie>
<pr>Gorąco polecam wszystkim czytelnikom podziwu godne
dzieło Bergsona <tytul_dziela>Evolution créatrice</tytul_dziela>. Pozwalam sobie zaznaczyć, że poglądy genialnie uzasadnione w tej książce
były przeze mnie głoszone od roku 1904. Niewątpliwie nie zestawiam swoich szkiców z epokową pracą wielkiego filozofa,
powołuję się zaś na nie tylko w celu ustalenia ciągłości myśli
w dotychczasowych moich pracach. Z prawdziwym i może
wybaczalnym zadowoleniem miłości własnej spotykam u takich
mistrzów, jak Bergson i Sorel, te same poglądy, które ja formułowałem nieśmiało w tak nieskończenie lekceważonych
przez popularyzatorów dawno przezwyciężonych stanowisk
filozoficznych artykułach ,,Głosu" i ,,Przeglądu Społecznego".</pr>.
Poczucie odpowiedzialności za rzeczy nowe, które
przez nas mogą być dokonane --- twórczość słowem
w najściślejszym znaczeniu tego wyrazu --- jest istotą
życia. Życie jest procesem twórczym, usiłującym ostać
się wobec innych procesów, niezależnych od niego lub
wrogich.</akap>


<akap>Bergson<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe> w zgodzie z nową biologią --- widzi
w życiu nie ewolucję --- dalszy ciąg świata martwego,
lecz zerwanie ciągłości: walkę. Natura martwa to proces zmierzający w kierunku wręcz przeciwnym niż
ten, w jakim zmierza życie. Ewolucja od atomu do
Herberta Spencera<pe><slowo_obce>Spencer, Herbert</slowo_obce> (1820--1903) --- angielski filozof i socjolog; obok Comte'a jeden z twórców socjologii, przedstawiciel organicyzmu i ewolucjonizmu w naukach społecznych. Autor 10-tomowej syntezy wiedzy ludzkiej --- <tytul_dziela>Programu systemu filozofii syntetycznej</tytul_dziela> (1862--1893).</pe>, dialektyka, obejmująca à la Engels<pe><slowo_obce>Friedrich Engels</slowo_obce> (1820--1895) --- niemiecki filozof i socjolog, ideolog komunizmu, wydawca pism Marksa.</pe>
ziarno owsa, mgławice społeczeństwa --- wszystko to
są teologie, utrwalone przez słowo. Życie jest to twórczość w opornym środowisku: --- determinizm oznacza zawsze jakiś poziom ustalonego zwycięstwa, ale
w głębi życia trwa ta sama wola --- ku nowemu,
która żyje i w naszym wnętrzu: --- nie złudzenie to,
<wyroznienie>lecz sam płomień życia</wyroznienie>, najgłębsza prawda. Gdzie
ten płomień już zgasł, gdzie pod determinizmem nie
wre żaden <wyroznienie>irracjonalny</wyroznienie> twórczy pęd, tam już
i sprawa życia została przegrana. <wyroznienie>Życie tkwi zawsze w zdolności przeciwstawiania
nieznanemu --- nieznanego.</wyroznienie> Przecież już w biologii nikt nie wierzy w czysto mechaniczne powstawanie
przypadkowych zmian, które następnie utrwala lub
usuwa dobór. <wyroznienie>Wynalazczość organiczna jest
jedną z właściwości zasadniczych życia.</wyroznienie>
Poznaliśmy już poprzednio te warunki, nad którymi musi zapanować nasza twórczość --- aby ostać
się w rzeczywistości społecznej --- widzieliśmy, że
musi ona wejść w skład życia, przeciwstawiającego
światu pozaludzkiemu co najmniej ten sam poziom
mocy technicznej (jak to życie, które już niezależnie
od naszej twórczości istnieje) i posiadającego właściwości niezbędne do utrzymania się na tym poziomie
działalności techniczno-ekonomicznej.</akap>


<akap>Tylko stając się cząstką takiego zwycięskiego życia --- twórczość nasza jest naprawdę twórczością.</akap>


<akap>Sorel<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe> stworzył niezmiernie cenne pojęcie społecznego mitu dla oznaczenia obrazu myślowego, zdolnego stać się ośrodkiem przyciągającym nie dla ustalonych, zmechanizowanych form działania, lecz właśnie dla twórczości. <wyroznienie>Obraz taki ukazuje nam
jako plan akcji, jako epopeję walki i zwycięstwa --- taką postać działania, w której
nasze twórcze, wynalazcze dążenia posiadałyby moc istnienia wobec świata.</wyroznienie> Warunki,
jakim ma czynić zadość nasza twórczość, zostają tu
zogniskowane w dobitnych, syntetycznych rysach, w promieniującym ku nam micie zwycięstwa nad światem:
zestawiając siebie z nim, myśląc o sobie w jego kategoriach, wychowujemy siebie do zwycięstwa.</akap>




<akap>Takie znaczenie mitu przypisuje <wyroznienie>Sorel</wyroznienie> teorii katastroficznej Marksa<pe><slowo_obce>Marks, Karol</slowo_obce> (1818--1883) --- niemiecki działacz rewolucyjny i filozof, twórca marksizmu, światopoglądu głoszącego materialistyczny i rewolucyjny pogląd na świat. W 1848 napisał razem z Engelsem <tytul_dziela>Manifest partii komunistycznej</tytul_dziela>.</pe>, a dziś --- <wyroznienie>idei strajku powszechnego</wyroznienie>: --- klasa robotnicza uświadamia sobie
w tych obrazach, czym ma się stać, aby zapewnić
zwycięstwo tym dążeniom, jakie ma w sobie.</akap>




<akap>Teoria mitów Sorela jest jednym z bardzo, nadzwyczaj nielicznych <wyroznienie>przyczynków do logiki tworzenia</wyroznienie>: daje ona nam metody myślenia o rzeczach,
które mają być przez nas dokonane, pozwala w ten
sposób świadomie wychowywać i samych siebie do
ich wykonania<pr>Organ rosyjskiej socjaldemokracji <wyroznienie>Wpieriod</wyroznienie> potępił Sorela za jego teorię mitów, nazywając ją reakcyjną. Sorel
daje nam genialny wprost zarys logiki koncepcji społecznych,
publicysta rosyjski sądzi, że określeniem ,,reakcyjny" unicestwi
ten subtelny i głęboki twór myśli. <tytul_dziela>Mit społeczny</tytul_dziela> Sorela należy do rzędu prawdziwych kreacji filozoficznych. Sądzę, że
dla bardzo wielu umysłów stać się może ta teoria prawdziwym
dobrodziejstwem, czynem wyzwalającym. Socjaldemokracja
rosyjska, gdyby zdawała sobie sprawę z tego, że myślenie
w <wyroznienie>mitach</wyroznienie> jest koniecznością dla każdej zbiorowej akcji społecznej, mogłaby co najwyżej powiedzieć, że dla proletariatu
rosyjskiego lub jego intelektualnych przewodników mit, a raczej legenda automatycznego postępu jest jeszcze niezbędna.</pr>.</akap>



<akap>Mit wprowadza pierwiastek czynny, heroiczny do
samej naszej myśli, jest organem niezbędnym <wyroznienie>filozofii, która nie chce, już według orzeczenia Hegla<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, przedstawiciel klasycznego idealizmu; twórca całościowego systemu filozoficznego, składającego się z logiki, filozofii przyrody i filozofii ducha, odległy inspirator marksizmu. Napisał m.in. <tytul_dziela>Fenomenologię ducha</tytul_dziela> (1807) i <tytul_dziela>Naukę logiki w trzech tomach</tytul_dziela> (1812--1816).</pe>, być sową, wylatującą o zmierzchu</wyroznienie>. W myśli Nietzschego<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich Wilhelm</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, pisarz. Krytykował chrześcijaństwo oraz kulturę zachodnią. Głównym hasłami wywoławczymi poglądów Nietzschego są: apollińskość i dionizyjskość, teoria wiecznego powrotu, ideał nadczłowieka, nihilizm i śmierć Boga, dwa typy moralności --- panów i niewolników. Wywarł ogromny wpływ na kulturę i filozofię XX--wieczną. Główne dzieła: <tytul_dziela>Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm</tytul_dziela> (1872), <tytul_dziela>Ludzkie, arcyludzkie</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> (1883--85).</pe> mity odgrywały wielką
rolę, w naszej literaturze mamy cały szereg tego rodzaju kreacji z czasów romantyzmu: pojęcie mitu jako
formy myślowej jest niezbędne przy analizie teatru
<wyroznienie>Wyspiańskiego</wyroznienie>. W krytyce naszej ocenił już przed
wielu laty znaczenie mitu zasłużony pionier postępowości w myśleniu i czuciu --- <wyroznienie>Cezary Jellenta<pe><slowo_obce>Jellenta, Cezary</slowo_obce> (1861--1935) --- pierwotnie Napoleon Hirschband, pisarz, krytyk literacki, publicysta; redaktor ,,Ateneum".</pe></wyroznienie>.</akap>



<akap>Tu musimy rozpatrzyć jeszcze bliżej sprawę tę
w jej ogólnej filozoficznej formie.</akap>




<akap>Mit powstaje w pewnych specjalnych warunkach
i musi czynić im zadość. Nasze mity emigracyjne miały
za zadanie utrzymać czystość przekonania i siłę woli
w ludziach, odciętych od życia, dla którego chcieli
pracować. Dziś mit polski musi zawierać w sobie ideę
klasy robotniczej, wychowującej samą siebie do samoistnej pracy na stopniu dzisiejszej techniki, wyrabiającej
w sobie trwalszy od stali hart moralny, przekuwającej
całe społeczeństwo w organizm samorządnej pracy
i organizm ten przeciwstawiającej najeźdźcom, musi
zawierać powstawanie nowej, jasnej, przez rodzenie
się i życie swobodnej pracy powstającej samowiedzy,
oto granice, w których musi być zamknięty obraz epickiego boju, zapanować mający niepodzielnie nad
polskimi umysłami i wchłaniać mający wszystkie ich
twórcze porywy i tęsknoty.</akap>




<akap>Mit społeczny to budowanie życia w przyszłości,
to przyszłość ta, stwarzająca samą siebie.</akap>




<akap><wyroznienie>Ja</wyroznienie> głębokie Bergsona wyrzuca w przestrzeń duchowy obraz swojego zwycięstwa i obrazem tym samo
siebie utrzymuje i stwarza. Nie mając tego obrazu,
myśleć by mogło o sobie tylko w szematach rzeczywistości już dokonanej i zamierzchłej --- czyli nieustannie zatracać samo siebie. Swoboda, aby być swobodą,
musi wchłonąć w siebie cały determinizm, zapanować
nad nim. Nasza psychika jest wytworem życia --- całego dzisiejszego na danym poziomie techniki i na
podstawie danej, określonej historii utrzymującego się
społeczeństwa. <wyroznienie>Ja</wyroznienie> głębokie musi mieć plan działania,
pozwalający zapanować nad samymi siłami, wytwarzającymi społeczeństwo, warunkujące naszą określoną
psychikę, musi wykuć w sobie moc, która pozwalałaby
mu brać udział w tworzeniu społeczeństwa bardziej
rzeczywistego niż obecne, a obejmującego w sobie tę
twórczość, dla której w obecnym nie ma miejsca.</akap>




<akap>Ale nasi myśliciele sądzą, że łatwiej jest zaprzeczać istnieniu społeczeństwa i utrwalać swą swobodę
w naszym ignorującym je śnie.</akap>




<akap>By ujrzeć, uświadomić sobie swą twórczość, musimy powiązać ją z jakimś umysłowym kształtem: --- gdy nie opieramy się na prowadzącym nas ku rzeczywistym czynom micie, musimy paść ofiarą jednego
z tych ukształtowań minionej kultury, z których składa
się atmosfera umysłowa. Gdyby świat był dziełem
czystej, przez samowolę działającej jaźni, gdyby społeczeństwo składało się z posiadających nadprzyrodzoną
moc nad światem magów, gdyby życie było tylko
czyimś snem, kontemplacją, nasze ja mogłoby swobodę
swą znajdować nie wychodząc z siebie. Dziś --- tłumacząc <wyroznienie>ja</wyroznienie> nasze za pomocą wytworów myśli i kultury, należących do innych epok, osiągamy istotnie to
tylko jedno, że własne nasze ja staje się legendą, którą
można opowiadać, o której można marzyć.</akap>




<akap>Kto nie powiąże dziś u nas swego życia z Polską
robotniczą, polską pracą, dźwigającą samą siebie z niewoli, kto nie będzie myślał, pracował, żył dla tej
Polski --- społeczeństwa swobodnych robotników, zdolnych kierować samoistnie swą pracą na najwyższym
możliwym dziś poziomie techniki, zdolnych znieść pełną
samowiedzę tego swego twardego życia, wydobyć
z niego świat poezji i piękna --- temu życie upłynie
na snuciu legend, na karmieniu krwią swą widm
i cieniów.</akap>




<akap>Młoda Polska --- to jest właśnie ten mit ojczyzny
swobodnej pracy, najdojrzalszego prawa, najpromienniejszej myśli: to jest to pobojowisko, na którym każdej chwili może stanąć myśl, dusza, cała istota każdego z nas, by w słońcu walki kuć dla swych najgłębszych tęsknot, dla swej wewnętrznej swobody nie
baśniowe, lecz rzeczywiste z ciała i krwi zwycięstwo.
Praca dla Polski swobodnych robotników, albo bezpłodne przemijanie: życie pełne znaczenia i treści,
życie twórcze i zwyciężające --- lub beznadziejne błąkanie się wśród rozkradających dusze upiorów.</akap>




<akap>Tak stoi kwestia.</akap>



<!--TRIM:3-->

<naglowek_rozdzial>V. Duszy nie potrzeba!</naglowek_rozdzial>

<nota><akap><wyroznienie>Świadomość heroiczna klasy robotniczej jako zadanie. Zabobon gotowego świata. Polska bezskrzydłych. Poezja i prawda polskich klas posiadających. Skok w próżnię. Fikcje świata istniejącego bez ludzkiego męstwa. Racjonalizm jako atrofia woli i odwagi. Irracjonalizm słabości.</wyroznienie></akap></nota>


<akap>Myślę, że nigdy i nigdzie świat nie wydawał się
tak raz na zawsze zamkniętym, skończonym, wykluczającym wszelką inicjatywę osobistą, twórczość. Nie
dlatego, aby tak od razu przytłaczać miała i dławić za
gardło rozpacz. Nie. Tej się nie dostrzegło zrazu.
Przeciwnie, wszędzie i u wszystkich rzucała się w oczy
pewność siebie i pogoda. Zdawało się, że każdy posiadł tu jakąś tajemnicę, mocą której raz na zawsze
już rzeczy polskie toczyć się będą jak najszczęśliwszym,
jak najrówniejszym torem --- prosto w słońce. Każdy,
kto rodził się w tych czasach, niech zajrzy w przeszłość,
jaką naokoło siebie wczesną młodością zastał. Czy
nie było tak, jak gdyby wszyscy oni --- ci nasi ojcowie i starsi bracia --- przed chwilą właśnie zawarli
układ z losem i teraz sami w sobie uśmiechają się
do tej swojej tajemnicy, wiedząc, że w gruncie rzeczy
nie ma już powodu szarpać się, rozpaczać, przejmować się nad miarę. Niewątpliwie, było to wynikiem
sztucznej, przez stłumienie publicznego życia wytworzonej atmosfery. Trosce publicznej nie wolno się
było objawiać. Troska publiczna nie mogła istnieć
jako fakt zewnętrzny. I nie dawał się uczuć nawet jej

brak. Nie czuć było wewnętrznego niepokoju. Było to
coś głębszego, niż brak publicznego uzewnętrznienia:
sama z sobą i sama w sobie myśl polska żyła w zamkniętym, ustalonym widnokręgu, uważała, iż jest gotowa na wszystko, całkiem dojrzała, że byle tylko
znikła zewnętrzna przeszkoda --- wystąpi ona na widownię w pełnej zbroi, jak Minerwa. Tu już idzie
o samą strukturę psychiczną; cały sposób pojmowania
życia dziejowego, dziejowej twórczości został wykrzywiony. Prawda zaczęła się wydawać czymś istniejącym,
gotowym, czymś, co może i powinno być tylko poznane: --- nie wytwarzano tu własnej samowiedzy, nie
miano dla niej zastosowania. Związek pomiędzy życiem czynnym, praktyką społeczną a myślą, był zerwany. Prawda ukazywała się jako coś, w czym osobista inicjatywa, twórczość pełna duchowych niebezpieczeństw, rzutów w nieznane --- nie biorą żadnego
udziału. Istniały różnice zdania co do tego, gdzie przebywa --- na czym polega ta prawda, ale sam sposób
pojmowania jej, sam naiwny i optymistyczny dogmatyzm były właściwością powszechną. Od H. Sienkiewicza<pe><slowo_obce>Sienkiewicz Henryk, pseud. Litwos</slowo_obce> (1846--1916) --- powieściopisarz, nowelista, publicysta, działacz społeczny, laureat Nagrody Nobla za całokształt twórczości. Twórca obrazów niedoli chłopa, niedoli powstańczej, nostalgii, zajmował się tematyką zarówno współczesną, jak i historyczną. Dzieła: <tytul_dziela>Szkice węglem</tytul_dziela> (1880), <tytul_dziela>Ogniem i mieczem</tytul_dziela> (1884), <tytul_dziela>Potop</tytul_dziela> (1886), <tytul_dziela>Pan Wołodyjowski</tytul_dziela> (1887--88), <tytul_dziela>Krzyżacy</tytul_dziela> (1900), <tytul_dziela>Quo vadis</tytul_dziela> (1895--96), <tytul_dziela>Rodzina Połanieckich</tytul_dziela> (1895), <tytul_dziela>Bez dogmatu</tytul_dziela> (1891), <tytul_dziela>W pustyni i w puszczy</tytul_dziela> (1911). W 1900 z okazji 25-lecia twórczości w darze od narodu otrzymał pałacyk w Oblegorku pod Kielcami.</pe> aż do marksisty-socjaldemokraty, wszyscy
w Polsce byli i za nielicznymi wyjątkami są przekonani,
<wyroznienie>że można raz na zawsze zabezpieczyć
się wobec zagadnień życia</wyroznienie>. Były i są różne
trudności, jakie ta lub owa prawda mogła napotkać
w rozszerzeniu się na świat cały. Nawet H. Sienkiewicz oczekuje dla swojej Polski <wyroznienie>czegoś od jakiegoś</wyroznienie> postępu. Niewątpliwie było to, w każdym razie,
że w zasadzie swej świat już jest skończony, że nie
może zajść w nim nic naprawdę i głęboko nowego,
że wola rzeczy nowych, nieprzewidzianych, inicjatywa,
ja, twórczość --- wszystko to są sprawy całkowicie
nieistniejące, czysto subiektywne złudzenia. Różniono
się i pod tym względem w sposobach argumentacji,
ale i tu istota sprawy pozostawała zawsze i wszędzie
ta sama: <begin id="b1331043136318-1587560597"/><motyw id="m1331043136318-1587560597">Przeznaczenie</motyw>ktokolwiek bądź myślał, że ma jeszcze coś
do stworzenia w świecie, przypuszczał, że dla każdego
człowieka życie jest właściwie nowe, łudził się tylko,
powinien był co najprędzej wyjść z tego dziecinnego
okresu i zrozumiawszy, na czym polega raz na zawsze
ustanowiony plan-wyrok i świat-kierat, do
końca dni swoich już całkiem automatycznie wykonywać swą nudną, niepotrzebną, opatrznościową funkcję.
<end id="e1331043136318-1587560597"/>Każdy Polak w głębi duszy był przekonany, że reprezentuje nieskończenie doskonały, zdolny do wszelkich
powodzeń <wyroznienie>typ istnienia</wyroznienie>. Można było przypuszczać, że trzeba i powinno się iść naprzód, ale tego,
że się jest u początku dobrej drogi --- nie podawał
w wątpliwość nikt. I do dziś dnia, czy nie myśli
w głębi duszy każdy z nas, że w tej lub innej formie
posiada coś, co pozwala mu ze spokojem, jeżeli nie
z lekceważeniem, spoglądać na olbrzymie przetworzenie duszy i myśli ludzkiej w całym potężnym, pracowitym świecie.</akap>



<akap>A jednocześnie rzeczy europejskie, tu na Zachodzie,
tak pełne zastrzeżeń, tak nieustannie kwestionowane,
poddawane krytyce zmieniają się w talizmany i amulety, gdy przeniesione zostaną na nasz grunt. Spencer<pe><slowo_obce>Spencer, Herbert</slowo_obce> (1820--1903) --- angielski filozof i socjolog; obok Comte'a jeden z twórców socjologii, przedstawiciel organicyzmu i ewolucjonizmu w naukach społecznych. Autor 10-tomowej syntezy wiedzy ludzkiej --- <tytul_dziela>Programu systemu filozofii syntetycznej</tytul_dziela> (1862--1893).</pe>
i Haeckel<pe><slowo_obce>Haeckel, Ernst Heinrich</slowo_obce> (1834--1919) --- niemiecki filozof, biolog, podróżnik, propagator darwinizmu. Stworzył pierwsze kompletne drzewo rodowe wszystkich organizmów.</pe>, Darwin<pe><slowo_obce>Darwin, Charles Robert</slowo_obce> (1809--1882) --- angielski przyrodnik, twórca teorii ewolucji biologicznej, zwanej darwinizmem, która tłumaczy przemiany ewolucyjne regulowane doborem naturalnym i walką o byt. Autor książek: <tytul_dziela>Podróż na okręcie ,,Beagle"</tytul_dziela> (1839), <tytul_dziela>O powstawaniu gatunków</tytul_dziela> (1859), <tytul_dziela>O pochodzeniu człowieka i o doborze płciowym</tytul_dziela> (1871).</pe> i Draper<pe><slowo_obce>Draper, Henry</slowo_obce> (1837--1882) --- amerykański astronom, przyrodnik, lekarz; profesor uniwersytetu w Nowym Jorku, pionier spektrografii, jako pierwszy sfotografował widmo gwiazdy z liniami absorpcyjnymi, konstruował instrumenty pomiarowe, teleskopy, astrografy.</pe> są nietykalni jak święci
urzędowi: przypisuje się im najrozmaitsze całkiem
cudowne własności, mocą szczególnego przywileju
mają oni jeszcze u nas rozwiązywać te zagadnienia,
które na całym świecie wyrosły już nad nich. I tak
ze wszystkim. Szukaliśmy w świecie kultury nie metod czynnego, społecznego życia, lecz właśnie zabezpieczających przeciw rozpaczy i zwątpieniu talizmanów: --- i do dziś dnia na myśli naszej jej zdobycze
stają się nie narzędziem lub orężem, lecz świętością,
relikwią, fetyszem. Inną zaś rzeczą jest bronić samego
siebie od zagłady duchowej, a inną --- żyć. Kto jest
samoistnym twórcą życia, ten wie, że nieustannie
i ciągle wola jego potrzebna jest w świecie, że nieustannie
coś wymaga jego decyzji, że nie ma gotowego świata,
lecz jest zmieniająca swe formy, ale wieczna walka.
Myśl polska dziś jeszcze podobna jest bardziej do kapliczki, w której trzeba dbać o to tylko, aby ogień nie
wygasł, niż do warsztatu, w którym ceni się i szanuje narzędzia, ale nie zachowuje się ani na chwilę
dłużej niż potrzeba złamanego dłuta, nie przypuszcza
się, że pietyzm może zastąpić koła wygryzione przez
rdzę. I w warsztacie istnieje pierwiastek szacunku dla
obiektywnego świata: może właśnie tu tylko istnieje
ten szacunek, ale nie przypuszcza się tu, by cały jego
sens tkwił w tej lub innej maszynie, która już jutro
może okazać się złą pośredniczką pomiędzy naszą
wolą a tym, co nami nie jest, nie przypuszcza się,
aby człowiek nie miał już nic do wydarcia światu:
tu wiadomym jest, że ważniejszym niż wszystko inne
jest czujna i odważna wola, niezmordowana chęć nowych walk i nowych zwycięstw.</akap>




<akap>Dogmatyzm jest powszechnym zjawiskiem, ale jest
on związany ściśle ze słabym tętnem życia. U nas życie zostało wykoszlawione w dziwaczny i okrutny
sposób: nie mogło ono wyzyskiwać własnych swych
doświadczeń. Życie rzeczywiste zmieniało się, powstawały nowe formy działalności, ale wszystko to działo
się jakby bez udziału myśli. Nie można było ustalić
nigdzie ciągłego związku między myślą a praktyką:
stąd myśl mogła przypisywać sobie skutki, w których
wytwarzaniu nie brała udziału, a z drugiej strony bardzo poważne zmiany w budowie społecznej nie wywoływały żadnych następstw w świadomości. Życie
szło tu istotnie samo przez się, nie obciążając niczyjej
odpowiedzialności, i ten brak odpowiedzialności, brak
osobistej, kierującej woli stawał się cechą zasadniczą
umysłów. <wyroznienie>Postulatem myśli polskiej było,
aby gdziekolwiek bądź i jakkolwiek bądź, ale pomyślnie dla niej wszystkie
zagadnienia zostały raz na zawsze rozwiązane, aby było rzeczą pewną i postanowioną, jak i dlaczego trzeba żyć.</wyroznienie></akap>




<akap>Nie było zgody co do określenia źródła tej pewności, ale istnienie jego nie było podawane w wątpliwość: dla jednych była to jakaś kultura łacińska, dla
innych Kościół, dla jeszcze innych nauka, postęp lub
ewolucja ekonomiczna; w każdym razie istniało już
jakieś ustalone poza nami i ponad nami prawodawstwo,
jakaś opieka.</akap>




<akap>Są u nas ludzie, którzy śnią o możliwości wysokiego rozwoju kulturalnego, pomimo braku samoistności politycznej. Całkowite poczucie stwierdzanej dzień
po dniu bezsiły wobec bezprawia --- odbija się na całym duchowym życiu. Musimy zdać sobie z tego sprawę,
musimy to zrozumieć, gdyż ukazują nam tę wytworzoną
przez ucisk niedojrzałość jako jakąś specyficzną właściwość duszy polskiej, jako jej wyższość ponad zagadnienia, które roznamiętniają i poruszają do głębi
żyjące samodzielnie narody. Zabijać wszystkie samoistne instytucje, wróg poraża coś głębszego, niż one
same, znieprawia, osłabia wolę, hoduje stan paraliżu
psychicznego, wytwarza przepaść pomiędzy zadomowioną prywatną <wyroznienie>psyche</wyroznienie> polską a tragiczną dziedziną, w której ważą się wielkie odpowiedzialności, rozstrzygają w daleką przyszłość prowadzące sprawy.
Struktura psychiki polskiej uległa w znacznej mierze
temu rozkładowemu wpływowi: zaginęła lub osłabła
sama zdolność odczuwania ciosów wymierzanych przez
przemoc, brak w sercu i myśli miar, które zdołałyby
objąć cały ogrom klęski. Gdy myślę o pewnych właściwościach naszej zbiorowej psychiki, przypomina mi
się zawsze ten telegrafista z powieści Wellsa<pe><slowo_obce>telegrafista z powieści Wellsa</slowo_obce> --- Herbert George Wells, <tytul_dziela>Wojna światów</tytul_dziela>, pol. wyd. I: Spółka Wyd. J. Rowiński i A. Sobieszewski, Warszawa 1907. Powieść SF o inwazji Marsjan na Ziemię.</pe>, który
układał olbrzymie plany zwycięskiej walki przeciw marsyjczykom<pe><slowo_obce>marsyjczykom</slowo_obce> --- dziś popr. Marsjanom.</pe>, a jednocześnie nie był w stanie myśleć konsekwentnie choćby tylko o własnym swym, bezpośrednim bezpieczeństwie. Tu komplikuje się sprawa. Siła, zdolna przetrwać niezmiernie wiele, istnieje niewątpliwie w Polsce, a nie zna ona samej siebie i my jej
nie znamy. W każdym zaś razie przebywa ona poza
dziedziną tzw. myśli; tkwi w samym procesie życiowym, w samej fizjologii, że tak powiem, polskiej pracy:
sama rodzina polska, tak niezdolna do stworzenia historycznych podstaw narodowej myśli jest, nie jako
myśl, lecz jako rzeczywistość, światem pełnym swej
własnej, zapamiętałej energii. Polska nie zna samej
siebie od strony swej mocy: posiada ona już bardzo
znaczną wytrwałość w życiowej walce i bardzo małą
tej wytrwałości świadomość. Brak jej organów zbiorowego czucia, myśl nie potęguje tu energii, lecz przeciwnie pojawia się raczej tylko tam, gdzie energia ta słabnie. Energia ta nie umie nawet siebie w myśli
utrwalić i przekazać: --- czy istotnie polska posiadająca, nawet pojedyncza, oddarta od zbiorowej pracy
rodzina tylko to miała do powiedzenia światu, co zostało sformułowane w <tytul_dziela>Rodzinie Połanieckich</tytul_dziela>:
tylko pogoda, zdolna uczynić znośnymi dla samej siebie nie tylko parcie świata, ale i liche sobkostwo własne: --- nic więcej? Dzisiaj Skałłon<pe><slowo_obce>Skałłon</slowo_obce> --- właśc. Gieorgij Antonowicz Skałon (1847--1914) generał-gubernator warszawski i głównodowodzący wojsk Warszawskiego Okręgu Wojskowego w latach 1905-1914, odpowiedzialny za liczne represje w r. 1905.</pe> jednym pociągnięciem pióra wstrzymał naukę 5500 z trudem i wysiłkiem doprowadzonych do szkoły średniej dzieci. ---
W domu tych rodzin polskich padnie niejedno <wyroznienie>słabe
słowo</wyroznienie>, ale drgnienia woli narodowej, słabo, źle
uświadamiane, zdolność wytrwania, postawienia na
swoim --- wszystko to przerastać będzie niewątpliwie
natężeniem swym najsilniejsze, Skargowskim choćby
stylem pisane protesty. Będzie w tym wszystkim prawda
tak twarda i niezawodna, że niemal <wyroznienie>zoologiczna</wyroznienie>:
wszystko, co jest elementarne, fizjologiczne, posiada
w Polsce niezmiernie wielką siłę; Polak nie wie jeszcze, w swej świadomej myśli, jak twardo już umie
walczyć ze światem: --- pora już tylko, by to twarde,
silne życiowe jądro przedarło powłokę niedojrzałości
myślowej, aby świadomość zbiorowa przestała się wyrażać w formach marnotrawiących, osłabiających wyniki
bezwiednego życiowego procesu, pora, by jako jedyna
ukazała się samej sobie Polska zawziętej, zapamiętałej
woli życia i niestrudzonej, niesłabnącej pod ciosami,
przeciwnie, wciąż krzepnącej i coraz głębiej zapuszczającej korzenie --- pracy. Ten stan rzeczy bowiem,
w którym myśl jest wytwarzana przez to, co jest bezsilne, zahukane lub chociażby mężnie --- ale tylko ginące, posiada pewne niebezpieczeństwa. Gdyby to, co stanowi organizm polskiego życia, stało się organizmem
polskiej myśli --- stanowilibyśmy dziś jedną z najbardziej zwartych, w sobie zaufanych, jedną z najbardziej
heroicznych, najmocniej ciążących nad wolą kultur narodowych. Bezskutecznymi są próby tworzenia z czystego ducha: ale ten okres już dla nas przeminął,
duch ma tylko wstąpić w żywe, istniejące ciało, przestać być pasożytem, poznać swą rzeczywistość. Świadoma myśl polska ma przed sobą dzisiaj tę jedyną
drogę: stać się <wyroznienie>organem stwarzającej samą
siebie i utrzymującej się nieustannym wysiłkiem woli polskiej mocy</wyroznienie>, i budować na
tym niepodlegającym żadnym wywłaszczeniom fundamencie: <wyroznienie>kiedy polskość stanie się synonimem spotęgowanej, czynnej i twórczej
energii</wyroznienie>, kiedy atmosfera polska przesycona będzie
pierwiastkami, zapewniającymi techniczną, ekonomiczną,
życiową wyższość każdemu polskiemu robotnikowi ---
i to od najniższych aż do najwyższych dziedzin
pracy --- wtedy Polska będzie ugruntowana na wieki
w pierwiastku urągającym wszelkiej przemocy, wszelkim przewrotom, wszelkim burzom. Mowa polska
niech się stanie tajemniczym zaklęciem i talizmanem,
zapewniającym nieprzerwane krążenie energii, męstwa,
mądrości i wytrwania, niechaj się stanie nie tylko wyrazem tęsknoty, ale przywilejem w walce życiowej dla
całej, rozprószonej po świecie pracy polskiej: --- a wtedy
ta moc, która istnieje już w ciemnych procesach życia,
pozna samą siebie w słońcu i będzie Polska tak wieczna
i trwała, jak zwycięstwo wspartego na własnej pracy
człowieka. Niechże się stanie to polskie słowo istotnie mocą, której słuchają żywioły, niech zawrze w sobie świat tajemnych źródlisk, ożywiających codziennie
borykającą się z losem, powstająca po każdej klęsce ---
krwawą, straszliwie pragnącą żyć wolę. W tej olbrzymiej, codziennej walce o chleb powszedni życia i myślenia, o oddech każdy --- tkwi Polska, niechże pozna
się ona w tym przyziemnym, codziennym trudzie,
niech się stanie dla niego siłą. O rzeczach najmożliwszych do spełnienia mówimy tu, o rzeczach, które nie
przekraczają miary ludzkiej woli. Wola polska miała
już takie nagłe zwroty: bywało już jej na imię: Konarski<pe><slowo_obce>Konarski, Stanisław</slowo_obce> (1700--1773) --- właśc. Hieronim Konarski (Stanisław to imię zakonne), pijar, pedagog, reformator szkolnictwa, pisarz polityczny, poeta; zaliczany do prekursorów polskiego oświecenia, założyciel Collegium Nobilium w 1740. W <tytul_dziela>O skutecznym rad sposobie</tytul_dziela> nakreślił błędy ustrojowe, skrytykował <slowo_obce>liberum veto</slowo_obce> i przedstawił pomysł na reformę państwa.</pe>, Śniadeccy<pe><slowo_obce>bracia Jan i Jędrzej Śniadeccy</slowo_obce> --- 
Śniadecki, Jan (1756--1830) matematyk, astronom, geograf, filozof; profesor i rektor Uniwersytetu Wileńskiego, zwolennik empiryzmu i zdecydowany krytyk romantyzmu, twórca polskiej terminologii matematycznej i astronomicznej;

Śniadecki, Jędrzej (1768--1838) chemik, lekarz, filozof; profesor Uniwersytetu Wileńskiego i Akademii Medyko-Chirurgicznej w Wilnie. Twórca i propagator polskiej terminologii chemicznej, autor pierwszego polskiego podręcznika do chemii. Ojciec Ludwiki Śniadeckiej.</pe>, Staszic<pe><slowo_obce>Staszic, Stanisław</slowo_obce> (1755--1826) --- ksiądz katolicki, działacz oświeceniowy w zakresie polityki i gospodarki, pisarz, publicysta, uczony. Jeden z inicjatorów reform Sejmu Wielkiego, prezes Towarzystwa Przyjaciół Nauk, zasłużony dla rozwoju gospodarki. Dzieła: <tytul_dziela>Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Przestrogi dla Polski</tytul_dziela>, <tytul_dziela>O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski</tytul_dziela>.</pe>, Świętochowski<pe><slowo_obce>Świętochowski, Aleksander</slowo_obce> (1849--1938) --- publicysta, literat, filozof, historyk, działacz społeczny doby pozytywizmu. Założyciel tygodnika ,,Prawda", prowadził działalność społeczno-oświatową.</pe>. <wyroznienie>Tu idzie
o wielki akt samozachowania duchowego</wyroznienie>, o stworzenie żywego zakonu pracy --- <wyroznienie>i akt ten
w tych i przez tych przede wszystkim powinien być dokonany, którzy pragną być
narodu myślą</wyroznienie>. Inne narody żyć mogą z rozdwojoną, rozszczepioną świadomością: --- my potrzebujemy jednolitej: --- <wyroznienie>stworzyć trzeba myśl polską, organ samym sobie tylko ufających,
na samych sobie tylko wobec wszechświata wspartych Polaków</wyroznienie>. Życie nasze woła
o taką myśl, ginie i schnie jej głodem, powita ją jak
wyzwolenie. To, co staje na przeszkodzie --- to słabość nasza, to myśl tych, co żyją na powłoce skutej
przez obcą przemoc, biczowanej przez nią pracy. <begin id="b1331119638520-2491813641"/><motyw id="m1331119638520-2491813641">Własność</motyw>Ktokolwiek bądź w Polsce dzisiaj żyje dla swojej własności, myśli, że ma coś własnego prócz pracy swojej,
posiada tylko niewolę i z niej czerpie życie; każdy akt
jego woli i myśli są znieprawione i zatrute przez na wpół bezwiedny, na wpół świadomy, nałogowy udział
w wielkiej zbrodni. Nie ma dziś Polski, jest tylko jej
rozbiór: i własność polska to pakt z rozbiorem, to
rozbiór codzienny i spowszedniały. W Polsce nie ma
miejsca na właścicieli, na spożywających: --- tu jest
zastęp oporu i pracy --- więcej nic.<end id="e1331119638520-2491813641"/> Nie ma dla
nikogo ocalenia przed zmarnieniem duchowym, jak
tylko to jedno: --- wytworzyć w sobie twardy zakon uczestnictwa w zbiorowej walce o przyszłość,
w niezmordowanym wydobywaniu codziennym wysiłkiem własnym jej podstaw. Temu prawu służyć, w nim
żyć, z niem stopić całą swą istotę: --- być w każdym
momencie życia swego związanym z tym wielkim niesłabnącym bojem --- oto jedyna droga. Nie ma dla
niczego, co w Polsce pozostało z narodu, zbawienia,
jak tylko w walce. Los nasz nie został nigdzie rozstrzygnięty: --- spoczywa on w nas samych, w naszej
piersi, rodzi się z nas każdej godziny. Prawdy naszej na próżno szukamy poza sobą, z siebie, z życia swego narodu wydobyć ją musimy. Myśl narodu uciemiężonego
budować przyszłość swą może na tym tylko, co od
woli wroga jest na zawsze niezależne, przemocy nie
podlega, na tym, co jest wolne od przypadkowości
i samowoli. Wola nasza tam, gdzie styka się ona bezpośrednio ze światem pozaludzkim i w walce z nim
życie swoje stwarza --- oto jedyna dziedzina raz na
zawsze zabezpieczona. Tu nie zdoła wtargnąć przemoc,
jeżeli jej sami wrót nie otworzymy. Wszelka forma
działania, zależna od pewnego społecznie usankcjonowanego stanu posiadania jest w ręku tych, którzy posiadają w swojej mocy wszelkie sankcje. Wyjęci spod
praw ciemięskiego świata tylko na tym, co od woli
niczyjej niezawisłe --- na pracy naszej, samej tylko
pracy, wsparci --- przetrwać zdołamy wszystko. A przede wszystkim w dziedzinie myśli i słowa, w dziedzinie
swobody wewnętrznej nie wolno nam liczyć się z niczym, co jest <wyroznienie>ochranianym przez nieprzyjaciela prawem: w każdej chwili prawo to
zwróci się przeciwko nam, obnaży swoją
naturę, ukaże się jako posterunek obcej
przemocy</wyroznienie>. Pierwszym aksjomatem polskiej mądrości
politycznej powinno być przekonanie, że ci, których
byt zależnym jest od form prawnych, sankcjonowanych przez zorganizowaną siłę społeczną --- są, muszą
być wspólnikami tej siły; przeciwstawić się jej, stawić
jej oporu nie potrafią, w swojej zaś przeciwko niej
opozycji pójdą tylko do tej linii, poza którą mogłoby
zacząć się niebezpieczeństwo dla ich przywilejów.
<wyroznienie>Własność polska obchodzi nas tylko jako
organ samowychowania polskiej pracy.</wyroznienie>
Tylko rola, jaką odgrywa ona w produkcji narodowej,
jest jej podstawą prawną. Gdy stać będziemy konsekwentnie na punkcie widzenia interesów polskiej pracy,
napotkamy zawsze te interesy własności, które są interesem narodu, a nie własności. Myśl, świadomość
narodowa opierać się mogą tylko na rzeczywistym
prawie: <wyroznienie>kto i ile</wyroznienie>, chociaż jest reprezentantem przywileju, spełnia świadomie lub bezwiednie funkcję wytwórczą --- objęty zostanie przez myśl, liczącą się
tylko z rozwojem i rozrostem polskiej pracy<pr>Jest bardzo ważną rzeczą, abyśmy o tym nie zapomnieli: dzięki właśnie politycznemu skrępowaniu, dzięki konieczności stawiania oporu niemożliwym do zniesienia warunkom
bytu, narzucanym przez ucisk --- polskie warstwy posiadające
zarysowują się same przed sobą w utopijnych barwach. Na
rachunek ciemięzcy idzie cała ich klasowa, eksploatatorska natura, na ich własny rachunek --- wszelkie zdławione przez życie
aspiracje pojedynczych przedstawicieli klasy lub jej ideologów.
Polscy humaniści --- Świętochowski, Prus, Orzeszkowa --- byli utopistami polskiego mieszczaństwa, polskiej średniej i drobnej
własności ziemskiej. Nawet polscy agrariusze zdobyli się na
swego utopistę w osobie p. Weissenhofa. Ktokolwiek więc
będzie opierał się na tych literackich i artystycznych typach
i obrazach jako na wykładnikach rzeczywistości, ulegnie z konieczności tym błędom i złudzeniom, które sprawiają, że cała
działalność polskich postępowych zrzeszeń, o ile nie ma ona
na celu <wyroznienie>bezpośredniej kulturalnej twórczości</wyroznienie>,
jest tak przeraźliwie chwiejna, gdy zaś idzie o ogólne wskazania polityczne --- świadomie lub bezwiednie obłudna. W każdym razie nie tu można szukać trwałego gruntu pod budowę
nieliczącej się z chwilowymi konstelacjami myśli polskiej. Jeden z głębszych i ciekawych pisarzów naszych p. <wyroznienie>Tadeusz
Ulanowski</wyroznienie> w jednym ze swych odczytów: <tytul_dziela>Mieszczanin
polski</tytul_dziela> kreślił, o ile ocenić mogłem ze sprawozdań dziennikarskich --- obraz społeczny, w którym polskie mieszczaństwo, reprezentowane przez Wokulskiego, odgrywało rolę moralnej podstawy pod budowę gmachu przyszłości. Zdaje mi
się, że minął czas, w którym tego rodzaju próby mogłyby
wydać rezultaty chociażby takie, jak te, które dał saint-simonizm we Francji. W saint-simonizmie mieliśmy do czynienia
z pewnego rodzaju samowychowaniem przedsiębiorczości kapitalistycznej. Miało to miejsce w czasach, gdy konkurencja
wszechświatowa nie uczyniła raz na zawsze kapitału zależnym
od innych, niemających nic wspólnego z jakimikolwiek ideologicznymi względami --- warunków. Utopizm został pobity
przez automatyczny rozwój kapitału i kapitalista dzisiejszy,
o ile chce spełnić w ogóle jakąkolwiek bądź rolę --- tj. przede wszystkim utrzymać się na powierzchni ekonomicznej ---
musi przede wszystkim liczyć się z wymaganiami, narzucanymi
mu przez nieopanowany i w każdym razie niezawisły od jego
woli proces. Chwilowe napięcie polityczne, przejęcie się ideą
bojkotu towarów pruskich wytworzyły w przemijającej psychologii polskiego mieszczaństwa pewne cechy, które mogą
wprowadzić w błąd umysły, nieprzyzwyczajone do poddawania swych konstrukcji kontroli sprawdzianów ekonomicznych.
Przyłącza się tu niewątpliwie zamiar polemiczny wykazania,
że narodowa demokracja nie odzwierciedla nawet charakteru
polskiego mieszczaństwa. Gdy idzie o to, sprawa przedstawia
się w sposób nieco bardziej skomplikowany, i zdaje się w interesie szczerości należy się jasno wypowiedzieć. <wyroznienie>Narodowa
demokracja różni się tym od organizacji postępowych, iż opierając się na różnych elementach klas posiadających, prowadzi politykę samoistności narodowej.</wyroznienie> Można powiedzieć,
że właśnie dlatego, iż już dziś zagadnienie Polski jest dla narodowej demokracji zagadnieniem politycznym, mogą dla niej
istnieć tylko pierwiastki, posiadające byt jurydyczny wobec
dzisiejszej świadomości prawno-politycznej. (<wyroznienie>Naturalnie
przyczynowy związek jest tu wręcz przeciwny</wyroznienie>).
Tylko jako stronnictwo opierające się na na dzisiejszym prawno-społecznym ustroju, narodowa demokracja może figurować
choćby tylko w opinii swojej jako <wyroznienie>polityczna reprezentacja narodu</wyroznienie>. Dalsze jej losy są ściśle uwarunkowane przez tę podstawę: musi ona mieć na względzie kulturalne wymagania włościaństwa, a raczej pierwiastków zapewniających przeważny wpływ nad włościaństwem ogólnym interesom klas posiadających: stąd jest ona nieraz kulturalnie
bardziej reakcyjna, niż nawet zdawałby się tego wymagać
przeciętny poziom naszego mieszczaństwa. Mieszczaństwo wypiera się ND i wstydzi; politycznie jednak Narodowa Demokracja czyni raczej więcej niż mniej, niż to, co jej klasowa natura
naszego mieszczaństwa czynić w ogóle pozwala. Mieszczaństwo
nie tylko nie jest zdolne do jakiejkolwiek inicjatywy, ale lęka się każdego ruchu --- opierając się na nim, można prowadzić jedną tylko politykę: <wyroznienie>kapitulacji bez zastrzeżeń</wyroznienie>. Narodowa Demokracja maskuje to swoje tragiczne położenie i aby to czynić mogła, musi zachować oparcie w reakcyjnej masie drobnomieszczaństwa i wielkochamstwa (wszystko to, co żyje z bezpośredniej eksploatacji mających ziemię lub bezrolnych włościan --- producentów). Stąd jej reakcyjność kulturalna (schlebiająca niechlujnym i leniwym instynktom umysłowym ideologów partii) jest faktyczną podstawą politycznej mocy. Postępowe ,,zrzeszenia", ,,związki"
,,pseudopartie" --- zwolnione przez zwycięstwo Narodowej
Demokracji od konieczności kompromitowania się, stwarzają
sobie pozycję z wytykania tych czynów Narodowej Demokracji,
które są wynikiem ogólnego jej położenia. Mieszczaństwo
polskie, które jest położenia tego sprawcą, usiłuje samo siebie
okłamać i platonicznie współczuje niewymagającym od niego
żadnej inicjatywy politycznej postępowcom. Narodowa Demokracja ma w naszych oczach tę przynajmniej zasługę, że podtrzymuje postulat politycznej samoistności, że w formach reakcyjnych, ale szczerze i głęboko reprezentuje instynkt odporności narodowej. Narodowa Demokracja jest mi wrogiem, ale wrogiem, a nie złudzeniem. Jest rzeczywista i wymaga rzeczywistości, by się jej przeciwstawić było można. Polski postęp,
jako polityka (nikt nie podaje w wątpliwość jego zasług kulturalnych), jest utopią i czymś gorszym: demagogią, wyzyskującą jako przywilej swoją polityczną nieudolność. W rozwoju
naszej samowiedzy politycznej jest to moment wsteczny,
absolutnie destrukcyjny, moment wiecznej niedojrzałości, pragnącej się narzucić jako stan trwały. Rzeczywistościom --- rzeczywistość tylko przeciwstawiać można: --- i dlatego raz jeszcze powtarzam: tylko opierając się na Polsce pracującej można
stwarzać dzisiaj narodową samowiedzę. Czy dziś Polska ta
może mieć swą politykę i jaką może być ona, to już nie należy do rzeczy. Politykę narodowo-demokratyczną usiłowaliśmy
przedstawić jako konieczność dziejowego położenia polskich
klas posiadających. Nie myślimy, aby błędy polityczne były
tak zgubne, a szczególniej, aby tak zgubne były pewne, że tak
powiem, usterki w deklamacji (a wielka część zarzutów przeciw Narodowej Demokracji podnoszonych do tej należy dziedziny), sądzimy natomiast, że ważną jest rzeczą, aby samowiedza kulturalna nie opierała się na tak kruchych i wątłych
podstawach, jak na lata choćby obliczone konstelacje polityczne.
Tu idzie nam o tę samowiedzę tylko i dla niej nie znajdujemy
żadnej innej podstawy, prócz tej, którą najściślej oznaczyć
można w ten sposób: <wyroznienie>świadoma klasa robotnicza
organizuje całe moralne i umysłowe życie
narodu, broni jego samoistności na zewnątrz,
umacnia, rozwija i kształtuje wewnętrzne
jego życie</wyroznienie>. Tylko na tym, co wytrzymuje miarę dalekiej
przyszłości, co samo w sobie ma pewność, że przyszłość tę
zrodzi, budować można myśl, która wychowywać ma zdolne
do walki i zwycięstwa pokolenia.</pr>. I to
rozstrzyga. Tylko jako organ pierwiastków, opierających na pracy całe swe istnienie, tylko jako ich spojrzenie w przyszłość i przed siebie, myśl polska nie
wprowadzi do swego dzieła fermentu niewoli, który
im głębiej w organizmie nurtuje --- tym pełniej przyswaja sobie znamiona duszy narodowej, narodowego
charakteru, tradycji.</akap>



<akap>Jest rzeczą pewną, że nie istnieje ona dzisiaj
w Polsce, nie istnieje właściwie nigdzie i poza nią --- ta samowiedza rządzącej sobą, zdolnej sobą rządzić
pracy: --- to jest coś, co ma się narodzić, co narodzić się <wyroznienie>musi</wyroznienie> z nas, jeżeli człowiek nie ma się okazać bankrutem wobec własnej myśli. Z wolna, z wolna,
powiecie mi, samo przez się, przez samą walkę swą
stworzy sobie tę myśl klasa robotnicza, ona jedna ---
zdoła ją zaszczepić całemu społeczeństwu.</akap>




<akap>Lecz my, żywi ludzie, czym mamy być w tym
wszystkim? Hamletem, cieniem, niczym? --- pytał
Norwid<pe><slowo_obce>Norwid, Cyprian Kamil</slowo_obce> (1821--1883) --- poeta, dramatopisarz, prozaik, tworzył także grafiki i obrazy. Twórczość Norwida, początkowo niedoceniana, na nowo została odkryta przez Miriama Przesmyckiego i udostępniana drukiem od roku 1901. Uznawany za jednego z czterech największych twórców doby romantyzmu. Dzieła: cykl liryków <tytul_dziela>Vade-mecum</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Promethidion. Rzecz w dwóch dialogach z epilogiem</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ad leones!</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pierścień Wielkiej Damy, czyli Ex-machina Durejko</tytul_dziela>.</pe>. Albo myślowo umrzeć, albo tworzyć życie,
wytrzymujące miarę myśli. Tworzyć myśl narodu,
a więc zbiorowości, zdolnej stać o własnych siłach,
trwać, rosnąć poprzez wieki. Naród! Czym może być
ten zwycięski, tryumfujący nad przemocą, nad żywiołem, z piersi własnej czerpiący swoje prawa, swoją
wolę życia, miłość istnienia --- twór zbiorowy? ---
Tym tylko: organizmem samowiednej, rządzącej sobą
pracy. Więc albo zginąć, albo stać się duszą tego ciała.
Dla żywej duszy nie ma tu wyboru. Lecz aby ujrzeć
tę swoją jedyną rzeczywistość, musi myśl wyzwolić się
od tego wszystkiego, co ją przesłania, musi zwątpić
o wszystkim, co tą rzeczywistością nie jest, a w mękach osamotnienia zachować tyle siły, by z własnej,
osierociałej istoty tę rzeczywistość na tyle przynajmniej stworzyć, by stała się ona dla nas <wyroznienie>psychicznie</wyroznienie> widzialna. Myśl nie napotyka tu nic gotowego;
pozostawiona była sama sobie, przytłoczona pokładami martwych pozorów, zdolnych jeszcze po skonie
swym łudzić jakąś czcigodną postawą, nakazywać po
sobie żal, jakby nie były to wiecznie jałowe kłamstwa,
lecz to macierzyste łono, z którego powstaje życie.
Każdy samoistny krok myśli był i jest bólem i męką:
nie tylko wołały poza nią głosy: po cóż mnie opuszczasz, ale przed sobą widziała tylko zwartą i nudną
obojętność: --- tu jesteś niepotrzebna. Dopominały
się o władzę nad nią wszystkie kłamstwa, nie potrzebowały od niej niczego żadne ,,prawdy". Takie oto było
położenie rodzącej się Młodej Polski. Duszy nie potrzeba,
twórczości nie potrzeba, indywidualności i odwagi nie
potrzeba! Na miły Bóg! --- Nigdy chyba i nigdzie nie
było tak bardzo, tak śmiertelnie potrzeba tych wszystkich rzeczy! Polska bez Wyspiańskiego<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>, bez Żeromskiego<pe><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> (1864--1925) --- pseud. Maurycy Zych, Józef Katerla; prozaik, dramaturg, publicysta. Współtwórca i pierwszy prezes Związku Zawodowego Literatów Polskich, w 1924 założył oddział polskiego Pen Clubu. Główna tematyka jego pisarstwa to krzywda społeczna, zacofanie cywilizacyjne warstwy chłopskiej, etyczny obowiązek walki o sprawiedliwość i postęp, więź z tradycją walki narodowowyzwoleńczej, tematy historyczne związane z powstaniami, walka z rusyfikacją. Stworzył swoisty dla swego pisarstwa wzór bohatera, samotnego inteligenta-społecznika, który podejmuje zmaganie o dobro ogółu, a odrzuca przy tym szczęście prywatne. Napisał m.in.: <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Przedwiośnie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Rozdziobią nas kruki, wrony</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Różę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Syzyfowe prace</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Urodę życia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wierną rzekę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ludzi bezdomnych</tytul_dziela>.</pe>! --- Za nic, za żadną cenę --- nie chcemy wracać do takiej Polski. Zaginęła ona już na wieki, dzięki tym wielkim i śmiałym nie wróci, a ich przecież witało to samo: nie potrzeba.</akap>




<akap>Więc naprzód, i nie dawajcie posłuchu, gdy mówią wam, że wszystko jest przewidziane. Przewidziane,
przewidywane nie istnieje. Was właśnie potrzeba, was
młodych, nowych, śmiałych, niezmordowanych, was,
którzy tworzyć będziecie nad Polski ciemnym wysiłkiem --- epicką atmosferę bohaterstwa, sławy i boju.
Boju z samym sobą i światem. Przyrodę całą posiąść
ma Polak, mieć w piersi, nad nią panować: wrosnąć
myślą, sercem, wolą --- w sam byt. Duszy tu potrzeba
nade wszystko --- młodej, odważnej duszy, naprzód
idącej w nieznane, sobie i woli swej ufającej, pragnieniem lotu tworzącej swe skrzydła.</akap>



<naglowek_rozdzial>VI. Wyprzedaż starych zabawek</naglowek_rozdzial>

<nota><akap><wyroznienie>Rozkład świadomości kulturalnej i tworzenie się świadomości heroicznej. Moment przesilenia. Ucieczka świadomości rozszczepionej. Parodia swobody; etapy dekadentyzmu. Bunt psychiczny konsumentów. Psychologia i filozofia śp. zasługi. Wyzwolony dekadent i robotnik. Filozofia heroicznego prawa, bezwzględnego samostwarzania się ludzkości.</wyroznienie></akap></nota>


<akap>Hegel<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, przedstawiciel klasycznego idealizmu; twórca całościowego systemu filozoficznego, składającego się z logiki, filozofii przyrody i filozofii ducha, odległy inspirator marksizmu. Napisał m.in. <tytul_dziela>Fenomenologię ducha</tytul_dziela> (1807) i <tytul_dziela>Naukę logiki w trzech tomach</tytul_dziela> (1812--1816).</pe> uważał swą fenomenologię za całkowitą
i wyczerpującą historię zasadniczych postaw ludzkiego
poznania, zanim dojdzie ono do całkowitego i równoważnego ujęcia samej siebie w życiu idei. Fenomenologia ta nie utraciła bynajmniej swego znaczenia; jeżeli nie wyczerpał w niej Hegel życia myśli, jeżeli
szczególniej sama podstawa filozofii Heglowskiej, stanowisko człowieka i jego myśli w bycie, utraciła dla
nas znaczenie, to nie zmienia jednak faktu, że została w tym pomnikowym dziele objęta niemal cała
kultura nowoczesnej ludzkości, że do dziś dnia możemy odnaleźć w paragrafach tej książki scharakteryzowane i przez to samo przezwyciężone wczoraj zaledwie narodzone sposoby pojmowania świata. Fenomenologia Hegla przywracała swobodę życiu myśli,
rozpławiając jako jej momenty, wytwory, stanowiska
własne jej stwardniałe i uznawane przez nią za byty
niezawisłe pojęcia i treści. Cokolwiek bądź epoka jakaś
znajduje w swym życiu myślowym jako byt, jako niezmienną i niezależną od nas rzeczywistość, jest zawsze
wynikiem jej własnego lub poprzedzającego ją życia,
i samej siebie nie rozumie ona, póki nie pojmie, w jaki
sposób stworzona została przez życie ludzkie ta niecofnięta rzeczywistość. W ten tylko sposób intelektualnie przynajmniej powracamy do samych siebie, odzyskujemy siebie. Każdy moment historyczny, każda
struktura społeczna wytwarzają naokoło siebie, nad
sobą, całe systematy bytów i rzeczy. Powinno się właściwie dotąd prowadzić pracę nad jakąś epoką historyczną, póki zasadnicza ludzka struktura społeczna nie
zarysuje się przed nami jako tło wszystkich tych poznań, prawd, sprawiedliwości, ideałów, które ją przesłaniają. Wtedy dopiero wiemy naprawdę, z czym mamy
do czynienia. To zawsze bowiem jest <wyroznienie>najgłębszą</wyroznienie>
rzeczywistością dla człowieka: ludzkie zbiorowe życie,
utrzymujące się wobec wszechświata, wiecznie nieludzkiego, wiecznie innego, niż my, nacierającego na nas
całym ciężarem swej obcości.</akap>




<akap>Tu nie idzie nam o historię, lecz o coś bliższego
nam i przez to trudniejszego, najtrudniejszego do zbadania: o nas samych, o głęboki, szczery, niezaprzeczalny fakt naszego istnienia, o to nasze życie, które
jest równie niezaprzeczalne jak śmierć, która położy
kres znanym przynajmniej i poznawalnym naszym czynom. O to idzie nam, czym jesteśmy --- nie wobec
choćby najdawniejszych, najbardziej ustalonych myśli,
nie wobec słów, które mają choćby jak najbardziej
niezaprzeczalny obieg --- ale wobec tego, co nigdy
nie jest ludzkim słowem, ale bardzo głuchą, bardzo
rzetelną i niedającą się zwieść nocą poza nami. Ona
to wszak rozpostrze nad nami swe milczenie tak, jak gdyby
nie istniały nigdy żadne słowa, pogłębiające krytyczne
artykuły, całkiem interesujące paradoksy i inne postacie <wyroznienie>czegoś</wyroznienie>, co wydaje się nam ważnym --- nam ale,
nie jej, ona to wtedy przynajmniej --- w tej godzinie ---
odnajdzie w nas coś rzeczywistego, coś, co było w nas
samych nieznanym nam --- a tak samo rzeczywistym,
jak u mitycznych pierwszych ludzi, życiem. Tak i wtedy
jasnym się staje, że oto coś całkiem samotnego, głębokiego, dzikiego i spokrewnionego z ostrym niepodobieństwem prawdy --- było i w nas, którzy strawiliśmy życie wśród tego lub innego rodzaju nie fałszów
już nawet --- ale zabawek, zabawek dla starych i raz
na zawsze nie naiwnych dzieci --- pasjansów i innych
gier, które pozwalają nie zstąpić w tę dziedzinę, gdzie
styka się bardzo bezpośrednio to coś, co jest nami,
z tym, co raz na zawsze i nigdy nami nie jest i nie
będzie, ale pomimo to właśnie tak bardzo jest, jest,
chociaż wszystko, co my powiemy: --- materia, energia, Bóg, eter, nieskończoność, jest zawsze tylko z nas
i <wyroznienie>poza nas</wyroznienie> nie prowadzi. Różne formy antropomorfizmu.</akap>




<akap>Nie uda się nam niewątpliwie wyczerpać wszystkich tych ,,metamorfoz", jakim ulegać może w tej
oto epoce, i to u nas, nasze własne, usiłujące zgłębić
siebie, albo wprost przeciwnie oddalić się od siebie,
nigdy siebie nie napotkać, życie. Fenomenologia nasza nie może być zupełna, wiemy, że zawsze się znajduje jakaś nowa, trudna do przewidzenia lub przewidziana, lecz niechcąca tego widzieć seria masek. Ileż
to z tych mających dopiero nastąpić, narodzić się
w Polsce objawień, pogłębień duszy nowoczesnej ---
wala się tu na Zachodzie w kontramarkarniach<pe><slowo_obce>kontramarkarnia</slowo_obce> (daw.) --- szatnia.</pe> kultury:
domina i maski, których nikt już nie wynajmie. (<wyroznienie>Rakaka</wyroznienie> --- jak powiada pani Bahrewiczowa, przeczytawszy artykuł p. Nalepińskiego; po lekturze prac p.
Bełcikowskiego nawet pani Bahrewiczowa nic nie mówi).
Poprzestaniemy na najbardziej zasadniczych, typowych
wypadkach. Zresztą, gdy wskazana zostanie droga,
zdoła po niej iść każdy, kto zechce. My czynimy tu
wszystko, aby wykazać, że innej drogi tu nie ma i być
nie może: --- ale rozumowanie i dowód skutkują tylko
tam, gdzie istnieje prawość umysłowa. Tej zaś jest
dziś bardzo mało w Polsce. Przeświadczeniem bardzo
powszechnym jest, że właściwie wszystko, co się myśli,
szczególniej w kwestiach ogólnych --- jest rzeczą obojętną, że to nie ma żadnego widzialnego wpływu;
wpływ ten istnieje i to bardzo niewątpliwie, ale ujawnia się on w bardzo odległej --- w każdym razie nie
dzisiejszej i nie jutrzejszej przyszłości. Wystąpi on
w tym życiu, które rozwinie się na powierzchni świata,
co schłonie nasze kości --- leży on poza zakresem
naszych sprawdzianów. Nasze sprawdziany to nasza
świadomość. Czy może być inaczej? --- powiecie mi:
cóż może tu rozstrzygać prócz przeświadczenia? Jakiego przeświadczenia? --- zapytam. Skąd powstaje
ono, co czyni, w jaki sposób samo siebie utrzymuje?
Ale jest to właśnie przeświadczenie bezczynne. Jedyną
rolą jego jest to, że jest i coś uznaje lub odrzuca. Na
jakiej podstawie? Czym stwierdziło ono swoje prawo
rozstrzygania, czym wykazało, że istnieje nie tylko dla
siebie, ale i dla tego, co na zawsze już ludzkim przeświadczeniem nie jest, a o co rozbijają się one, póki
nie stworzy człowiek sobie duszy z twardego, magicznego kruszcu? Nazywamy to subiektywizmem. Przetłumaczymy to na nasz język: --- oto ludzie, niebiorący udziału w życiu wytwórczym, ani niekierujący
rzeczywistymi sprawami społecznymi, ani w ogóle nieczyniący <wyroznienie>nic w świecie</wyroznienie> żywiołu, swoje <wyroznienie>ja</wyroznienie>, swoje
odczucie uznają za miarę rzeczy, za sprawdzian życia.
Nie mogą inaczej. Tak jest. Nie przeczymy temu, ale
skoro tak jest, jak powiedzieliśmy --- zadajmy sobie
trud zbadać, jak będzie działać życie umysłowe tych
ludzi? Co będzie dla nich prawdą? Skąd różnica pomiędzy prawdą --- a tym, co nią nie jest? Widzieliśmy,
że można, określiwszy proces życiowy, z którego wykrystalizowuje się myśl katolicyzmu --- wydedukować
z właściwości tej określonej postaci życia --- wszystkie
jego dogmaty, poznać w ten sposób ich istotę: ---
bynajmniej nie znaczy to jeszcze zniweczyć. Człowiek
jest głębszy, niż wszelka myśl, wszelkie wypowiedziane
przezeń zdanie: odnaleźć poza myślą życie, ukazać
je --- znaczy to ujawnić jej treść najgłębszą. <wyroznienie>Człowiek żyjący i umierający raz na zawsze
w pewien</wyroznienie> sposób: czy nie jest to najtragiczniejsza,
najpełniejsza w treść rzeczywistość. Postarajmy się więc
stosować i tu tę samą metodę. Czym jest literatura,
poezja, krytyka literacka, czym są te wszystkie rzeczy
jako życie, z jakiego i jak określonego życia powstają one? A szczególniej z jakiego procesu życiowego powstaje to, co nazywamy dziś u nas młodą literaturą? --- Bierzemy oczywiście nie żaden poszczególny wypadek, lecz sam istotny typ, który posłuży
nam za szkielet do dalszych określeń. <begin id="b1329813660407-498594827"/><motyw id="m1329813660407-498594827">Literat</motyw>Twórcą literatury jest po większej części człowiek, który albo nie
znalazł dla siebie w całym zakresie życia społecznego
żadnej działalności, albo też nie odnalazł siebie w swojej działalności i, nawet jeżeli bierze udział w praktycznym życiu, to dla jego ,,twórczości", ,,literatury",
,,świadomości istotnej" --- jest to sprawa obca. W istocie więc żyje on na powierzchni praktycznego, społecznego, rzeczywistego życia, jak na jakiejś obcej, zewnętrznej dla siebie powłoce. Jest to fakt najbardziej
zasadniczy. Znaczenie jego jest całkiem jasne: wszystkie znane, dostępne formy działalności ukazują się
jednostce, tworzącej literaturę, jako mniej lub więcej
bezwartościowe, w każdym razie jako niewyczerpujące jego wartości osobistej. Stąd cały szereg bardzo
typowych i zasadniczych określeń.<end id="e1329813660407-498594827"/> Z punktu widzenia
tej formy życia, której wyrazem jest literatura --- życie praktyczne, społeczna rzeczywistość ukazują się,
jako coś w każdym razie odmiennego, innego, niewspółwymiernego. Na razie może nie być nawet jasno
uświadomionym stosunek wartościowy tych dwóch
sfer. Konstatujemy fakt zasadniczy: świadomość i życie jednostki są rozdarte, świadomość pragnęłaby pod
pewnymi przynajmniej względami innego życia. Pomimo to czuje jego powagę. Życie to obowiązek. Pozostająca po spełnieniu obowiązku sfera duszy wytwarza sobie swój zwiewny świat --- marzenia. Literatura jest tu ozdobą, życie surową prawdą. Faktem pozostaje, że człowiek pod pewnymi przynajmniej względami czuje się niewolnikiem, bierze udział w życiu,
które tylko do pewnego stopnia jest mu pożądane.
Przyjrzymy się trochę bliżej, dlaczego bierze on
udział w tym życiu? Odkryjemy z łatwością przyczynę: --- musi on skądś czerpać środki do życia;
zdobycie ich --- to sfera obowiązku; obejmuje ona
nader różne rzeczy: praca technika, lekarza, nauczyciela, poborcy podatkowego, prokuratora, urzędnika
policji, kupca --- wszystko to są postacie obowiązku.
Życie istotne, wytwarzające żywe skutki --- zostaje tu
zmechanizowane, bo niezatrudnione przez nie władze
i tęsknoty --- tworzą sobie swój własny świat marzenia, ozdoby, ocalającego piękna. Odcienie mogą tu
być bardzo różne, zależnie od tego, w jakiej mierze
<wyroznienie>poczucie</wyroznienie> prawne zostaje zaspokojone przez bezpośrednie, praktyczne życie i jaki jest zakres tego poczucia. Obchodzi nas tu sam fakt rozdwojenia: ---
świadomość nie jest świadomością życia, jakie wytwarza człowiek, jest ona poza nim ponad nim. Stąd
koniecznym staje się rozdział samych wartości: <wyroznienie>prawdy
i wyobraźni</wyroznienie>. Literatura jest na razie mniej prawdziwa. Prawdziwym jest <wyroznienie>życie</wyroznienie>. Ale nietrudno przekonać się, że jest to równowaga <wyroznienie>niestała</wyroznienie>. Owo
prawdziwe życie jest niezawisłe od nas, <wyroznienie>musimy</wyroznienie>
w nim brać udział. Prawda ta jest więc nam narzucana. Czy jest to aby prawda? Jeżeli jest ona tak całkowicie nam obca, na czym polega jej władza nad
nami? Na przymusie, a więc na braku swobody.
W twórczości jesteśmy swobodni, zatem gdybyśmy
byli nieustannie twórcami, nudna, przymusowa prawda
znikłaby. Nie jest to więc już prawda, ale upadek.
Gdy nie ma bezpośredniego stosunku pomiędzy myślą,
życiem duchowym człowieka a jego położeniem ekonomicznym, to ostatnie i związane z nim konieczności
będą przechodziły mniej więcej przez takie fazy: surowej prawdy, prawdy szarej, ale koniecznej, ciężkiego obowiązku, musu, tyranizującej rzeczywistości,
prozy życia, filisterskiej<pe><slowo_obce>filisterski</slowo_obce> --- mieszczański.</pe> empirii, upadku ducha, złudzenia, przesłaniającego rzeczywistość, czystego niebytu itd. Jednocześnie zaś twórczość artystyczna
będzie przybierała w naszych oczach takie mniej więcej formy: ozdoby życia, wyzwalającego marzenia
czystej swobody, nieskrępowanego życia naszej duszy,
wyższej prawdy, istotnego poznania, obcowania z bytem, absolutu. Skala pozornie bardzo rozległa, ale
istota procesu pozostaje ta sama wciąż: człowiek żyje
na podstawie świata, bez którego obejść się nie może,
lecz którego nie rozumie, nie ceni, tj. żyje na podstawie wytwórczości, która w zasadzie pozostaje mu
obcą. I oto zachodzą dalej bardzo ciekawe rzeczy.
Twórca literatury żyje zawsze mniej lub więcej z dóbr
już wytworzonych: --- gdy odrzuca on, jako nierzeczywiste, swoje życie, które prowadziło do zapewnienia mu pewnej części tych dóbr, gdzieś tam i kiedyś przez kogoś wytworzonych, nie zdaje sobie on
sprawy, jaką sferę życia zamknął w swojej negatywnej ocenie. Uogólnia on zresztą bardzo łatwo tę
ocenę. Powstaje mniej więcej tego rodzaju zasada:
ponieważ bezwartościowymi są te sposoby życia i działania, które zapewniają nam posiadanie i spożywanie
dóbr, wytworzonych przez innych, więc bezwartościowym i nieprawdziwym jest sam proces wytwarzania tych
dóbr. Artysta odrzuca jako nudny przymus, zmorę ---
to, co zapewnia mu spożycie, ceni tylko sen, powstający na podstawie tak utrzymanego i zapewnionego
życia. Wytwórczość, praca wydają mu się tylko drogą,
wiodącą do spożycia, odrzuca więc on ją, jako nieistotną, nierzeczywistą. Robotnik wydaje mu się ,,opętańcem Mai", ,,fanatykiem empirii". I oto mamy zasadnicze nieporozumienie naszego momentu kulturalnego. Idzie tu o wyrównanie przepaści między psychologią spożywcy a psychologią wytwórcy. Spożywca miał zawsze co najwyżej uczynić zadość pewnym
warunkom, aby mieć zapewnione spożycie, miał zasłużyć na nie, wytwórca musi je wytworzyć. I gdyby
nikt niczego nie wytwarzał, nie mógłby już nikt na
nic zasłużyć. Przez rozpowszechnienie typu myśli spożywcy, samo wytwarzanie pojmowane było jako pewien rodzaj zasługiwania. Tylko zasługiwanie i nic
więcej. Zmienia się to wszystko, gdy wytwórca chce
<wyroznienie>sam dla siebie</wyroznienie> tworzyć życie, nie otrzymywać go
z góry; jako na zdobycz własną patrzy on na nie,
jako na swe wydarte pozaludzkiemu, żelaznemu światu
prawo. Nie zasługa już i nie łaska, w każdym razie
nie odpowiedź na czysto psychiczne sposoby dosłużenia się; nie, coś wydartego siłą, wolą ludzką, coś,
czego nie byłoby bez człowieka --- oto jak określa
się dziś życie. I w ten to proces wpada nowoczesny
Hamlet i zapewnia, że nic, co jest ludzkim, nie jest
rzetelną zasługą, że aby żyć naprawdę, żyć tak, jak to czyni
on --- Hamlet --- trzeba nie kalać się żadnym przymusem,
żadnym zetknięciem duszy z tym, co nią nie jest
I Hamlet z litością spogląda na szamocących się robotników: --- dlaczegóż nie mówią tym ludziom o jaźni, mogliby żyć tak, jak ja, swobodnie jak ja. Czy
nie słyszeliśmy tych Hamletów, czy nie zabierają oni
do dziś dnia głosu, coraz pewniejsi, że żadna z form
mieszczańskiego, urzędniczego etc. życia --- żadna
stała kariera --- zasługą nie są, nie wytrzymują tej
miary, jaką oni stosować chcą wobec rzetelnych zasług. Nie wiedzą, że stała się rzecz co najmniej tak
dziwna, jak ta, którą zwiastował Zaratustra<pe><slowo_obce>Zaratusztra</slowo_obce> (ok. 628 p.n.e.--ok. 551 p.n.e.) --- legendarny perski prorok, twórca monoteistycznej religii nazwanej od jego imienia zaratusztrianizmem; przypisywane jest mu autorstwo <tytul_dziela>Gaty</tytul_dziela>, najstarszej części <tytul_dziela>Awesty</tytul_dziela>. Pojawia się też w dziele <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> Fryderyka Nietzschego</pe>. Oto nie ma
już śp. zasługi. Nikt nie prowadzi książek służbowych człowieka; nikt, jak tylko on sam w bardzo
rzeczywistym podkładzie własnego swego życia: biologiczno-technicznej, ekonomiczno-prawnej jego istocie,
że kto nie tworzy rzeczy nowych, zdolnych żyć ---
ten nie zasługuje już zaiste na nic, bo to jedno tylko
jest, co tworzy dla siebie w sobie i poza sobą sam
człowiek. Nie zasługa już, spływająca nań z nadziemskiej dziedziny, ale ta rzecz tutejsza, święcie ludzka:
<wyroznienie>prawo</wyroznienie>. Tak i nie inaczej --- ale nie ma istoty dalszej
od zrozumienia prawa, niż wykolejony, zbuntowany
przeciwko samemu sobie konsument. Nie trzeba tego
pojmować w ten sposób, że sumienie i świadomość
buntują się przeciwko swemu bezużytecznemu istnieniu
na barkach innych. Nie. Taki sposób widzenia sprawy,
po większej części niezmiernie jałowy, raczej wmówiony, niż szczery --- zawdzięczający swe powstanie
rożnym autosugestiom moralizatorskim --- nie odgrywa tu prawie żadnej roli. Żadnej roli --- przede wszystkim właśnie u natur psychicznie bogatych,
które czują się przynajmniej <slowo_obce>in potentia</slowo_obce> zawsze
czynnymi. Ale oto rzecz dziwna --- bo oto tym poszukującym czynu sama możliwość dokonania go musi
być dostarczona, wytworzona poza nimi. Sprawa jest
niezmiernie charakterystyczna. Życie przedstawia się
człowiekowi z warstw wytwarzających myśl jako pewna skomplikowana rzeczywistość psychicznie-społeczna, jako pewien zasób zadań do wykonania,
uczuć do przeżycia --- słowem jako pewna gleba
duchowa, z której oni wydobyć muszą własne
swe psychiczne i moralne istnienie. Ta gleba właśnie poczyna się im wydawać bezpłodną: nie znajdują naokoło siebie ani jednego sposobu przeżycia
własnego życia, który by ich pociągał, przemawiał im
do przekonania, wydawał się wartościowym. Życie
własne, nim nawet nim żyć zaczną --- ukazuje się
im jako jakaś niezależna od ich woli, narzucona im,
nie spowodowana przez nich, bezwartościowa rzeczywistość, jako coś, co wprawdzie wypełnia im treść
istnienia, ale nie jest z nich, nie do nich należy. Świadomość dochodzi do przekonania, że to coś, co wytwarza życie, źle wywiązuje się ze swej roli, zaczyna
powątpiewać o prawomocności tego <wyroznienie>coś</wyroznienie>, o jego istnieniu. Znamy rzeczywiste stosunki, jakie tu zachodzą,
stosunki, które raz na zawsze zrozumieć potrzeba,
jeżeli się nie chce swym istnieniem pomnażać i tak
olbrzymiej, przytłaczającej masy fałszu i pozoru. ---
Życie --- wiemy to --- nie jest to coś gotowego, to
nie żadna gotowa rzeczywistość, lecz walka i praca,
nieustanne wydzieranie żywiołom każdego okrucha,
każdego momentu ludzkiego istnienia. W walce z przyrodą i z sobą zdobywa się życie --- w wielkim biologicznie-technicznym procesie wytwórczości; dana, <wyroznienie>zastana</wyroznienie> rzeczywistość to jest właściwie zbiorowość zasobów, warunków, form społecznie możliwego istnienia --- na barkach nie przez nas dokonanej pracy,
na powierzchni, stworzonej przez olbrzymią, nieustanną
wytwórczą działalność, w której my nie bierzemy
<wyroznienie>świadomie</wyroznienie> udziału. Te to formy życia na tle pracy
nie przez nas dokonanej --- ukazują się nam jako życie, gotowe już do pewnego stopnia, czekające na to,
byśmy je przeżyli, a <wyroznienie>raczej</wyroznienie>, aby <wyroznienie>ono przeżyło nas
po swojemu</wyroznienie>. Gdy wydaje się nam ono bezwartościowym, nie myślmy, żeśmy już poznali i osądzili
świat rzeczywisty człowieka, jego rzetelne, nie dopuszczające złudzeń, twarde istnienie. Bynajmniej. Nie
zetknęliśmy się jeszcze ani na chwilę z tą głębiną, nie
wiemy, czym jest ona. Znamy życie na tle gotowego,
dokonanego już świata pracy, świata uczłowieczonego
już, nie znamy tego istotnego życia, które w walce
z wiecznie pozaludzkim żywiołem --- ten nasz świat
stwarza. Gdy uznajemy za bezwartościowy, za nieistotny
ten świat, w którym żyliśmy, nie powiedzieliśmy nic jeszcze o świecie głębokim, gdy wydaliśmy sąd o życiu na
tle gotowej pracy, na podstawie stworzonego poza naszymi plecami przez nieustanny ludzki wysiłek --- świata,
nie powiedzieliśmy nic jeszcze o stwarzającym to wszystko w walce z żywiołem człowieku. To wszystko głębokie, istotne, dźwigające nas pozostawało poza obrębem naszych przeżyć, naszych wartościowań, naszych
sądów. Człowiek dotychczasowy nawet wtedy, gdy żył
sam jako wytwórca, myślał o sobie, o stwarzanym przez
własną pracę, przez własny wysiłek świecie i życiu, jak
spożywca; jak ktoś, co zastaje gotowy świat, gotowe
prawo, gotową prawdę i nie wytwarza tego wszystkiego, lecz usiłuje tylko uczynić zadość tym warunkom,
od których zależy przyswojenie tych wszystkich gotowych rzeczy. Proszę zważyć, że mówię: ,,nawet wtedy,
gdy sam żył jako wytwórca". Nie idzie więc tu o kazanie przeciwko parazytyzmowi<pe><slowo_obce>parazytyzm</slowo_obce> --- pasożytnictwo.</pe>, lecz o zrozumienie
przewrotu, jaki dokonywa się w strukturze myśli ludzkiej, w zasadniczych podstawach naszej świadomości.</akap>




<akap>Zwracam uwagę: nowa forma świadomości, budowa myśli musi być stworzona. Samo przez się nie powstaje nic. Nie rozstrzygnie tej sprawy sam rozwój
stosunków ekonomicznych. Dotychczas rzekomi przedstawiciele klasy pracującej myślą o sprawie, której
służą, w kategoriach starej świadomości: praca ducha musi być dokonana, muszą przyjść ludzie, którzy
w bolesnej osobistej walce zrywać będą z nawyknieniami dotychczasowej myśli, pasować się ze zwątpieniem, które ukazywać im będzie własną ich pracę nie
tylko już jako błąd, ale wprost jako coś <wyroznienie>niemożliwego</wyroznienie>, coś co nie może istnieć, mieć rezultat. Trzeba
bowiem zerwać ze wszystkimi dotychczasowymi formami myślenia o istniejącym, myślenia o rzetelnej życiowej treści, zawisnąć jak gdyby w próżni <wyroznienie>nieistnienia</wyroznienie>, i nie stracić odwagi, iść naprzód i pracować,
aż się odsłoni jedyna rzeczywistość: zbiorowe ludzkie
życie, stwarzające pracą swą świat, wszystko, czym żyć
ma, co mu jest niezbędne do trwania i rozwoju. Tu
jest istotnie potrzebny <wyroznienie>heroizm myśli</wyroznienie>, nieustanna,
nieustraszona prawość czynu. Widzimy całą paradoksalność zadania: z rozkładu dotychczasowego świata,
dotychczasowego sposobu myślenia, widzenia, czucia
rzeczywistości --- ma się narodzić rzeczywistość rzetelniejsza, głębsza od poprzedniej. Dwie strony procesu splecione tu są w jedno, są jednym. Nieustannie
psychologia i logika rozkładu przesłaniają nam psychologię i logikę po raz pierwszy dochodzącej do samowiedzy, ujmującej własne istnienie w swym samopoznaniu --- pracy. Dla przeżywającego osobnika nie ma
tu dwóch stron: jest tylko szereg zmian w sposobie
czucia, myślenia; zmian, które, z pozoru biorąc, nie
dotyczą nawet osobnika. Zmienia się nie on --- lecz
jak gdyby niezależna od niego, zastana, gotowa rzeczywistość. Świadomości nie wskazuje tu nic, że to
wszystko ma pewien określony związek. Zmiany zdają
się zachodzić na różnych płaszczyznach, jedne z nich
ukazują się jako teoriopoznawcze trudności i zagadnienia, inne jako pewne subtelne drgnienia wrażliwości
artystycznej, nowe odcienie w świecie artystycznego
widzenia i piękna, inne wreszcie jako pewne przesunięcia w rozkładzie wartości. Nie ma jak gdyby jednolitego, życiowego procesu: jest szereg zróżniczkowań
i przeobrażeń w wielopłaszczyznowym świecie kultury.
Zmiany te zachodzą gdzieś poza nami, konstatujemy
je, niektóre z nich nas niepokoją, inne przeciwnie pociągają ku sobie, wywołują uczucie zachwytu, dumy.
Samą logikę procesu, kościec stały --- stwarza dopiero
zrozumienie życiowego faktu. Wtedy dopiero klasyfikuje się to wszystko i ukazuje się głęboką łączność
między stylem Anatola France'a<pe><slowo_obce>France, Anatole</slowo_obce> (1844--1924) --- właśc. François-Anatole Thibault, francuski poeta, pisarz i dziennikarz. Laureat literackiej Nagrody Nobla (1921). Najsłynniejsze dzieła France'a to: <tytul_dziela>Zbrodnia Sylwestra Bonnard</tytul_dziela> (1881), <tytul_dziela>Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką</tytul_dziela> (1892) oraz <tytul_dziela>Bogowie łakną krwi</tytul_dziela> (1912).</pe>, liryką Kasprowicza<pe><slowo_obce>Kasprowicz, Jan</slowo_obce> (1860--1926) --- poeta, krytyk literacki, dramaturg, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, tłumacz. W twórczości związany był z kilkoma nurtami młodopolskimi: od naturalizmu (<tytul_dziela>Z chłopskiego zagonu</tytul_dziela>), przez symbolizm, katastrofizm i ekspresjonizm (<tytul_dziela>Hymny</tytul_dziela>) do prymitywizmu (<tytul_dziela>Księga ubogich</tytul_dziela>).</pe>,
teorematami<pe><slowo_obce>teoremat</slowo_obce> --- pojęcie z zakresu logiki oznaczające twierdzenie pochodne w obrębie systemu dedukcyjnego, wyprowadzone za pomocą wnioskowania dedukcyjnego z aksjomatów tego systemu.</pe> Macha<pe><slowo_obce>Mach, Ernst</slowo_obce> (1838--1916) --- austriacki fizyk i filozof; profesor na uniwersytecie w Grazu, Pradze, Wiedniu; zajmował się mechaniką (zasada Macha), aerodynamiką, termodynamiką i optyką, jest twórcą empiriokrytycyzmu.</pe> lub Poincarégo<pe><slowo_obce>Poincaré, Henri Jules</slowo_obce> (1854--1912) --- francuski matematyk, astronom, fizyk i filozof; członek francuskiej Akademii Nauk, profesor na Sorbonie, autor prac z różnych dziedzin matematyki, zajmował się m.in. topologią kombinatoryczną i równaniami różniczkowymi.</pe>. Nietzsche<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich Wilhelm</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, pisarz. Krytykował chrześcijaństwo oraz kulturę zachodnią. Głównym hasłami wywoławczymi poglądów Nietzschego są: apollińskość i dionizyjskość, teoria wiecznego powrotu, ideał nadczłowieka, nihilizm i śmierć Boga, dwa typy moralności --- panów i niewolników. Wywarł ogromny wpływ na kulturę i filozofię XX--wieczną. Główne dzieła: <tytul_dziela>Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm</tytul_dziela> (1872), <tytul_dziela>Ludzkie, arcyludzkie</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> (1883--85).</pe> wchodzi
tu w tajemne powinowactwa ze zjawiskami, które nie
miały w sobie nic z protestu, nic z pragnienia, przeciwnie pełne były skupienia i spokoju, zamknięcia
w sobie. Ukazuje się, że istotą tego wszystkiego jest
rozkład świadomości, psychiki żyjącej w gotowym
świecie, poznającej gotowy świat, odczuwającej zastaną,
niezmienną, istniejącą rzeczywistość. Gotowy świat ginie
i pociąga wraz z sobą przystosowane do siebie ukształtowania psychiczne: nie ma już nic, jak się zdaje ---
nic prócz tego, co było zawsze rzeczywistością, która
stwarzała widmo gotowego świata: twardej, nieustającej pracy, walczącego z żywiołem zbiorowego życia.
Mamy tu jakby dwa bieguny polaryzacji psychicznej;
z jednej strony wszystko dąży do rozpławienia, rozpuszczenia, rozrzedzenia wszelkiej dotychczasowej rzeczywistości, tej, do której się dostosowywała psychika,
z drugiej strony dochodzi do samopoznania praca,
rzeczywista praca, która wykuwała samą tę treść, jaką
później w ten lub inny sposób przerabiała na swoją
zastaną, daną, zasłużoną własność, psychika kulturalna. Mamy tu dwa prądy i widzimy, jak wielkim
wysiłkiem jedynie możemy skierować myśl naszą i duszę ku temu drugiemu, który sam tylko prowadzi
ku jedynie rzetelnym źródłom wszelkiej rzeczywistości
i wszelkiego życia. Rzeczywistość, nigdy niepoznana, rzeczywistość własnego działania ma być poznana
i ujęta przez tych, którzy właśnie przeżyli rozkład
wszelkiej dotychczasowej rzeczywistości, znaleźli się
sami z sobą w niekrępującej pustce: stali się widmem
i marzeniem, a mieli zrozumieć, że ostatecznie dla nich
rzeczywistym jest ich ciało, tłukące się w nim życie
i jego wysiłek przeciwko na zawsze obcemu. Przewrót
musi się dokonać w momencie, kiedy jesteśmy najmniej przygotowani do jego wykonania, i ważną jest
rzeczą, abyśmy nauczyli się rozróżniać te dwa kierunki,
dwa biegunowo przeciwne sobie prądy. Każde stanowisko, każdy moment duchowego życia może tu nas
wprowadzić w błąd, na każdym kroku możliwe są
upadki w swobodę od wszelkiej treści, od wszelkiej
prawości, od wszelkiej prawdy. Najgłośniej mówi
o sobie ta swoboda. Jest moment, kiedy nie pozostało już z poprzedniego świata nic, nic z nas samych,
o ileśmy do tego świata należeli. Moment czystej
samowoli. W tej chwili możemy zrozumieć, że nie
mamy nic wobec żywiołu, że prysły wszelkie postacie
naszej duchowej tożsamości z ,,bytem", naszej duchowej wobec niego zasługi, że żadna forma ,,ducha" tu
nie jest wystarczającą podstawą. Tu waży się zagadnienie. Nasuwa się wniosek, że jeżeli żadna forma ducha
nie jest podstawą obowiązującą i pewną, każda jest lub
może się stać prawem życia; lub też inny, w którym
jest prawda, że jako obca żywiołowi, żywa siła tkwimy
w nim i <wyroznienie>nie duchem, lecz siłą</wyroznienie> zdobywamy na nim
wszystko, że wnętrze świata nie otwiera się na żadne
sezamowe zaklęcie, że jest ono dla psychiki bezpośrednio nieprzenikalne, że jedynie siła nasza, praca,
tworzą dla nas oparcie i drogi, wyrywają każdy strzęp
istnienia, stwarzają nasz świat i nasze na nim życie ---
wśród chaosu.</akap>




<akap>Tu ma wielkie znaczenie fakt, że literatura jest
wytwarzana przez ludzi oddartych całkowicie od wytwórczego procesu. Człowiek mimo woli zawsze obiektywizuje warunki swego istnienia, wyrzuca poza
siebie, jako świat, stosunki zachodzące pomiędzy własnymi przeżyciami. Rozkład danej rzeczywistości ukazuje się mu jako powstanie nowej rzeczywistości,
jako poznanie przynajmniej właściwej natury świata.
Tak więc stwierdzonym zostaje, że świat nie jest ani
materią, ani w ogóle przyrodą, poddaną ścisłym prawom, lecz czymś nieskończenie posłuszniejszym w stosunku do naszej duszy. Zostaje ,,poznane", że właściwie dusza nasza stwarza świat. Nie ma już żadnych
stałych warunków, określających, jak i kiedy psychika
przyswaja sobie gotową rzeczywistość, poznaje ją, zapanowuje nad nią. Nie ma stałej rzeczywistości, jest
tylko psychika, która w sobie samej znajduje podstawy pewnego wyniesionego ponad wszelkie formy
i warunki życia. W ten sposób za normę, typ
istnienia zostaje uznane przypadkowe utrzymywanie się
jednostki na powierzchni, wytwarzanej nie przez nią,
przeoczanej przez nią całkowicie ,,rzeczywistości",
uczłowieczonego przez olbrzymi i nieustanny wysiłek
chaosu. Porzuciwszy, uznawszy za bezwartościowe,
nierzeczywiste, kłamliwe --- wszystkie stałe formy
istnienia na powierzchni, wytwarzanej bez jej udziału
pracy, jednostka odrzuciła jako złudzenie całą ,,rzeczywistość". Obecnie pozostała sama. Sama --- oczywiście w świecie, który i nadal nie przestał być stwarzany przez zbiorową pracę. Wszystko to znikło.
Istnieje tylko ja, które sądzi, że jego wewnętrzne perypetie wydźwigują to olbrzymie, stwarzane przez pracę
ludzkości całej dzieło. Wszystko to jest pozorem tylko,
fantasmagorią, co najwyżej emblematem, poza którym
ja nasze, nasza wisząca w próżni psychika ma odnaleźć siebie. W ten sposób sennym marzeniem jaźni
nieprzebudzonej staje się niezmierny świat pracy i wysiłku. Nie jest to jedyne stanowisko możliwe tutaj.
Ten sam zasadniczy stosunek do życia i społecznej,
zbiorowej pracy, do całej historii i obecnego mozołu
ludzkości może przybierać bardzo różne formy. Można by napisać cały traktat <wyroznienie>o polimorfizmie mieszczańskiego rozbicia</wyroznienie>. Tak na przykład do tego
samego zasadniczo typu --- należy takie stanowisko.
To, co uważaliśmy za rzeczywistość, było naszym złudzeniem, złudzeniem właściwym pewnemu specjalnemu
punktowi widzenia, temperamentowi etc. Wszystko, co
może stanowić treść ludzkiego przeświadczenia, ukazywać się jako rzeczywistość, jest zawsze złudzeniem tylko,
zależnym od punktu widzenia, usposobienia. Świat
cały znika, pozostaje tylko galeria amatorów psychiki,
dyletantów istnienia: --- żyją oni według swego upodobania i stwarzają w ten sposób to, co uchodzi za
rzeczywistość. Kwestia gustu i stylu --- nic więcej.
Wyłącznie gest --- jako powiada metafizyczny pan Lorentowicz.
</akap>
<akap>
Rzym, Grecja, Izrael, renesans, nasz żelazny świat,
wszystko to są złudzenia różnych temperamentów, wyobraźni. Czy trudno to odcyfrować? Istnienie jest tu
pojęte tak, jak je przeżywa epikurejczyk, dyletant, niezwiązany, niezrośnięty duszą z żadną pracą. Żyje on
w społeczeństwie, jak w próżni, jak wydziedziczony
spadkobierca Aladyna, interesuje się rzeczywistościami,
o ile odpowiadają one jakiemuś jego upodobaniu: wierzy więc, że upodobania stwarzają istotnie cały ludzki
świat, historię, życie.
</akap>
<akap>Pojąć tu potrzeba, że tu dochodzi do głosu nie
punkt widzenia, lecz <wyroznienie>prawda</wyroznienie>, że tu nie ma mowy
o moim osobistym przekonaniu, o niczym osobistym,
ale że po prostu tak jest, jak ja tu to mówię.

Świat gotowy ---
to zawsze warunki życia na tle dokonanej poza nami
technicznej, dziejowej, życiowej pracy. <wyroznienie>To rezultat
życia i pracy, uznany przez nas za coś, co
dla nas istnieje.</wyroznienie> Każda forma gotowego świata
to tylko hipostaza jakiegoś życia, rozważanego niezależnie od pracy, od wysiłku, od tego wszystkiego,
co tworzy, dźwiga i utrzymuje ponad zawsze obcą
otchłanią nasz ludzki kosmos, który o tyle jest tylko,
o ile go nieustanny, zbiorowy wysiłek z chaosu tworzy. Nigdy zanadto nie możemy strzec się form,
które wiodą nas wstecz ku stanowiskom dogmatyzującego spożycia. Prawda jedyna --- samowiedna myśl
stwarzającego wszystko, co ludzkie, wysiłku --- nie
istnieje jeszcze w świecie: tworzyć ją dopiero potrzeba, zakładać jej podstawy. Więc bezlitośnie ścigać
trzeba we wszystkich jej formach --- myśl dawną,
myśl o gotowym świecie. Świat gotowy --- gdzież on
jest dla nas? --- ten świat gotowy z Polską? --- My
chyba to już najwyraźniej czujemy, że nic nie ma
żadna zbiorowość ludzka prócz siebie samej, męstwa
własnego, własnej wytrwałości i pracy. Kto mówi
o gotowym świecie, o jakimkolwiek bądź gotowym
świecie, usypia nas, rozprasza uwagę; trzeźwymi zaś
mamy być --- my przede wszystkim, osaczeni przez
wrogów, oblegani przez potężne życie poza nami.
Tylko tworząc górującą ponad wszystkim prawdę,
tylko opierając się na myślach, do których świat dopiero jutro dojrzeje --- zapewniamy sobie własną
atmosferę kulturalną. Od was, od was zależy --- pisarze polscy, twórcy myśli polskiej, oracze gleby ducha,
aby naród nasz posiadł pierwszy w świecie prawdziwie
nowoczesną, swobodną, jasną samowiedzę.</akap>




<akap>Ode mnie nie chcecie przyjąć tej prawdy? --- Nie
zważajcie, kto mówi, albo przeciwnie, strzeżcie się
ukrytej zdrady, badajcie każde zdanie po siedemkroć,
a wszczepi się w was tym mocniej niewątpliwa jego
słuszność. O mnie myśleć możecie, co chcecie. W tej
chwili wiem ja --- ścigany, zniesławiony, wyklęty, że
nie przeminie żadna z głoszonych tu myśli. Prawdą
są, wejdą w krew --- zostaną. Zostaną --- choć nie
mam środków bronienia tej mojej dziś --- jutro waszej
prawdy. Oto jest ogniowa próba właśnie. <begin id="b1331207253322-9746942"/><motyw id="m1331207253322-9746942">Książka, Prawda</motyw>Zasadnicze,
podstawowe myśli tej książki przetrwają mimo wszystko. I dlatego ostrożnie z tą książką: --- wy, wszechmocni, mogący zabić ją milczeniem. Milczcie. Prawda
drogi swoje znajdzie --- ale to zważcie, że ktokolwiek
wystąpi przeciwko zasadniczemu twierdzeniu tej pracy,
poniesie porażkę. ,,Ziemia jest sprawiedliwa --- mówi
Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe> --- gdy się rzuci w nią ziarno i śmiecie, przyjmie ona i to, i tamto, wyhoduje z ziarna złoty kłos,
a i ze śmiecia potrafi też wydobyć w milczeniu właściwy użytek". Więc powtarzam, nie pomogą nic krętactwa i jednodniowe szalbierstwa przeciwko tej książce.
Chociażby ona nawet zginąć miała, myśl zostanie; odnajdzie ją każdy, kto na nowo będzie szukał w Polsce prawdy.<end id="e1331207253322-9746942"/></akap>




<akap>Nie ma --- powtarzam raz jeszcze --- innej podstawy człowiek, prócz walki swojej, zbiorowej walki
ludzkiego gatunku z żywiołem: znaczenie myśli każdej,
każdego pojęcia, w rzeczywistości na tym polega, jakie
formy współżycia i pracy ukrywają się poza nimi,
czym są one dla ludzkiej zdolności pracy, ludzkiego
męstwa i woli wytrwania. Życie jest zawsze dla nas
najgłębszą prawdą: ludzkie, zbiorowe, na pracy wsparte,
wiecznie wytężone życie. Nie żaden określony bóg,
nie materia, nie dusza, wszystko to są już wytwory
i wyniki. Życie zbiorowe je wytworzyło --- ono jest
ich istotną głęboką prawdą. Dopóki nie umiemy jasnym, jurydycznym węzłem powiązać samych siebie ze
światem zbiorowego ludzkiego wysiłku --- żyjemy
w gotowym świecie, chociażbyśmy widzieli w każdej
rzeczywistości --- dzieło duszy. Dusza nasza, myśl
nasza --- są tak samo wytworem pracy i historii, jak
i każda inna postać gotowej rzeczywistości; i ona też
nie istnieje sama przez się; nigdy w żadnym jej określeniu nie uda się nam znaleźć pierwiastku, który nie
byłby wypracowany przez zbiorowe życie ludzkiego
gatunku.</akap>




<akap>Wszystkie widma gotowego świata: wszystko, co
zamienia treść ludzkiej psychiki w dźwigającą gatunek
podstawę --- są to zabawki, brzękadełka. Niech igra
nimi, kto ma czas.</akap>




<akap>Należymy do mordowanego narodu; zabijają nas
nieustannie, kaleczą naszą przyszłość, wydrzeć usiłują
samą duszę: my nie mamy czasu. Prawda, tylko prawda,
jasna, jak stal, błyszcząca w słońcu. Zarządźmy hurtową wyprzedaż starego rupiecia; ujrzymy to, co jest: rzeczywistość naszą, zrzeszenie wszystkich sił
polskich, walczących o przyszłość swą, pod strasznym
uciskiem historii, która nie przygotowała narzędzi
pracy, obciążyła nas nawyknieniami, niemającymi
nic wspólnego z zakonem pracy: --- wykuć musimy
sami w sobie siłę. Być Polakiem musi się stać dla
człowieka przywilejem, rzeczywistą mocą. Słowo polskie zwiastować ma myśli, do których nikt w świecie
jeszcze się nie dopracował. To musi się stać. Musi,
bo wy to uczynicie, pisarze polscy, wszystkie umysły
polskie, cała przednia straży narodu. Od woli waszej,
tylko od waszej woli --- to zawisło. Nikt nie może
przeszkodzić Wam w poznaniu, rozumieniu prawdy,
uczynieniu z niej jedynego prawa, jedynego celu całego waszego wewnętrznego istnienia: --- tworzyć trzeba
samowiedzę bohaterskiej, rządzącej sobą pracy polskiej,
być jej mową, myślą, sumieniem, krwią jej serca, sokiem jej nerwów.</akap>


<akap>Oto jedyna droga.</akap>

<akap>Gdziekolwiek bądź szukać będziecie, nie znajdziecie innej.</akap>





<naglowek_rozdzial>VII. Polskie Oberamergau<pe><slowo_obce>Oberammergau</slowo_obce> --- gmina w Bawarii, w Niemczech, słynie misteriów pasyjnych, organizowanych co 10 lat od roku 1634. Dla Brzozowskiego nazwa ta służy jako symbol naśladowania męki, chęć usprawiedliwiania się męką od pracy.</pe></naglowek_rozdzial>


<nota><akap><wyroznienie>Skandal kulturalny. Patriotyczne grabarstwo: polski romantyzm jest literaturą zaginioną, apokryficzną. Romantyzm i ,,Młoda Polska". Psychologia na wspak odwrócona. I. Przemilczany i przegadany Norwid. Styl i dusza. Dziejowość bezwzględna i samotna, niewzruszona wiara. Transcendentalizm Norwida: Dzieje jako swoboda. Cywilizacja chrześcijańska. Katolicyzm Norwida: filozofia łaski. Dziejowe znaczenie sztuki. II. Tragizm dziejowego wpływu. Ciągłość pracy i teatralizm wyobraźni. Złudzenia perspektywy teatralnej. Praca dziejowa emigracji. Emigracja i Zachód ówczesny. Filozofia dziejowego ducha. Mickiewicz i psychika europejska. Złudzenia polskiej swobody. Monsalwat. Towiański i komuna duchowa Romina. Odwrócenie zasadniczych dążeń romantyzmu w psychologii i myśli Młodej Polski. Młoda Polska i Krasiński. Hamlet i Chrystus. Obłuda umęczonej psychiki. Kultura bezpłodności dziejowej i psychologicznej izolacji. Nieprzemijająca prawda romantyzmu. Romantyzm i bezwzględne tworzenie. Praca życia Słowackiego. Znaczenie piękna. Romantyzm i światopogląd tragiczny. Zadania twórczości polskiej.</wyroznienie></akap></nota>



<akap><begin id="b1331209732554-3279264143"/><motyw id="m1331209732554-3279264143">Nauka, Pamięć</motyw>Dzięki wielkiej ilości uczonych i pisarzy, zajmujących się fachowo badaniem literatury naszej, dzięki
miłości, z jaką pielęgnują tradycję polską warstwy,
które z ochraniania tej tradycji czynią swe sowicie
opłacane posłannictwo narodowe, polski romantyzm,
twórczość nasza zwłaszcza z lat 1830--1850 znane są
nam nie o wiele dokładniej, niż jakaś zamierzchła
literatura, z której pozostały tylko fragmenty i rękopisy. Trzeba specjalnych poszukiwań dla zapoznania
się z dziełami tak bliskiej i tak nieskończenie ważnej
przeszłości.<end id="e1331209732554-3279264143"/> Gdyby użyto pieniądze, wydawane przez
akademię na ogłaszanie drukiem prac rozmaitych
uczonych, o tyle tylko interesujących, że należą do
sodalicji mariańskiej<pe><slowo_obce>Sodalicja Mariańska</slowo_obce> --- katolickie stowarzyszenie skupiające osoby świeckie, których zadaniem jest połączenie życia w duchu chrześcijaństwa z nauką.</pe>, profesorów, których uczucia
rojalistyczne przyprawiają o prawdziwe zaburzenia językowe<pr>Z broszury hrabiego Jerzego Mycielskiego o malarzu
polskim XVIII stulecia Aleksandrze Kucharskim przytaczam
taki kwiatuszek: ,,Tam również w tzw. <slowo_obce>Appartements
de la Reine</slowo_obce> wisi dotąd inny portret Marii Antoniny z roku
1788 przez panie Lebrun w całej postaci, w sukni z szafirowego aksamitu, o białym przodzie, z królewskim spokojem zamykającej książkę, właśnie co czytaną, tam wreszcie oglądać można
owo arcydzieło pędzla artystki --- ów tryumf macierzyństwa
na płótnie (sic), Marię Antoninę w czerwonej aksamitnej sukni,
sobolami obszytej, siedzącą w fotelu i pieszczącą się z trojgiem
dzieci: --- Madame Royale, pierwszym delfinem i późniejszym
Ludwikiem XVIII". Broszurę p. hr. Mycielskiego poznałem
dzięki pewnej interesującej się Polską Angielce; pytała mnie
ona, dlaczego, chociaż rozumie po polsku, nie jest w stanie
pojąć, o co p. Mycielskiemu chodzi. Musiałem jej tłumaczyć,
że nie jest to właściwie polski język, lecz pewien rodzaj c.k.
gwary krakowskich profesorów; że wreszcie p. hr. Mycielski
był wzruszony, myśląc, jaką śmiercią skończyła córka drogiej jego polskiemu sercu Marii Teresy <slowo_obce>,,qui pleurait toujours et
prenait en pleurant, et toute en larmes demandait davantage".</slowo_obce>
Taż sama pani pytała mnie o dobre polskie wydanie pism
Hoene-Wrońskiego: odpowiedziałem jej, że nie mamy nawet
złego, że natomiast Hoene-Wrońskim, polskim romantyzmem
filozoficznym, zaczynają się interesować rosyjscy mistycy i myśliciele, reprezentujący współczesny rosyjski ruch religijny; ---
można więc spodziewać się, że po pewnym czasie ukażą się
zupełne wydania rosyjskie Wrońskiego, Bukatego, Cieszkowskiego, Królikowskiego, Trentowskiego i za paręset lat, gdy
już polskie i francuskie oryginały zaginą --- będzie je można
na nowo z rosyjskiego przetłumaczyć.</pr>, na przedruki polskich pisarzy
z epoki romantyzmu, emigracji --- sprawa byłaby już
załatwiona, nie ma więc powodu tłumaczyć się specjalnymi przeszkodami. Jedną z najważniejszych przeszkód jest antynarodowy duch krakowskiej Akademii,
jest opieka, jaką nad naszą przeszłością roztaczają
wszechwładni w Galicji, gdy o sprawy kulturalne idzie,
stańczycy<pe><slowo_obce>stańczycy</slowo_obce> --- krakowscy konserwatyści z przełomu XIX i XX w., skupieni wokól czasopisma ,,Teka Stańczyka".</pe>. Przy obecnym stanie rzeczy jest romantyzm
polski --- wciąż jeszcze wielkim nieznajomym: --- posiadamy o nim pojęcia zupełnie fragmentaryczne, brak
nam szczegółów, brak wiążących w jedno oddzielne
dzieła i indywidualności ogniw. Na ogół mało są
dostępne materiały, które pozwoliłyby nam wżyć
się w atmosferę duchową, w której powstawała twórczość naszych romantycznych pisarzy. Niedokładnie
znane są prądy i antagonizmy społeczne, krzyżujące
się w otoczeniu Mickiewicza, wpływy, jakim podlegał
Słowacki, Towiański<pe><slowo_obce>Towiański, Andrzej</slowo_obce> (1799--1878) --- mistyk, filozof, prawnik; założyciel sekty skupiającej wyznawców jego mesjanistycznych poglądów --- Koło Sprawy Bożej, która wywarła duży wpływ m.in. na Mickiewicza.</pe> i wywołany przez niego ruch,
przewroty psychiczne w życiu oddzielnych indywidualności, które uległy wpływowi tego wielkiego człowieka,
wszystkie te niezmiernie ważne i tak ciekawe zagadnienia --- pojmowane są powierzchownie: przystępuje
się na ogół z uprzedzeniem i <wyroznienie>bez dobrej wiary</wyroznienie>
do poznania tej szlachetnej i czcigodnej postaci. Nad
wyraz szablonowo znanymi i pojmowanymi są stosunki wybitnych naszych pisarzy z osobistościami
i prądami kulturalno-społecznymi Zachodu. By dobrze
romantyków polskich rozumieć --- trzeba zżyć się
przynajmniej z tego rodzaju postaciami jak Lamennais<pe><slowo_obce>Lamennais, Félicité Robert de</slowo_obce> (1782--1854) --- francuski pisarz i ideolog, na początku opowiadał się za ultramontanizmem, później został propagatorem odnowy Kościoła katolickiego, by w 1841 zerwać z Kościołem. Autor książki <tytul_dziela>Słowa wieszcze</tytul_dziela>.</pe>,
Mazzini<pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski rewolucjonista, przywódca demokratyczno-republikańskiego nurtu <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, walczył o wolność w antyaustriackiej partyzantce razem z Garibaldim, założył organizację Młode Włochy (1831) i Młoda Europa (1834), należał do masonerii.</pe>; kto zadał sobie trud porównać ducha, ożywiającego wykłady Mickiewiczowskie i te, jakie równocześnie wygłaszali Michelet<pe><slowo_obce>Michelet, Jules</slowo_obce> (1798--1874) --- francuski filozof i historyk, profesor m.in. Sorbony i Collège de France. Głosił poglądy liberalne i antyklerykalne; sympatyzował z Polską, opublikował m.in. tekst <tytul_dziela>Kościuszko, legenda demokratyczna</tytul_dziela> (1851).</pe> i Quinet<pe><slowo_obce>Quinet, Edgar</slowo_obce> (1803--1875) --- francuski historyk, filozof, pisarz; profesor literatury Collège de France; przyjaciel Mickiewicza.</pe>? Nie chodzi tu przecież o pustą ciekawość, lecz o zrozumienie <slowo_obce>in concreto</slowo_obce> stosunku ówczesnej romantycznej myśli polskiej
do pokrewnych jej zachodnioeuropejskich prądów ---
nic ważniejszego, niż zrozumieć, gdzie kończą się pokrewieństwa, a zaczynają różnice. Mickiewicz przecież
nie zgodziłby się na wszystkie twierdzenia Quineta
z jego <tytul_dziela>Revolutions d'Italie</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Les Révolutions d’Italie</slowo_obce> --- Edgar Quinet, <tytul_dziela>Les Révolutions d’Italie</tytul_dziela>, Chamerot, Paris, 1848--1851.</pe>, na sam zasadniczy kierunek myśli tego pisarza, i Michelet, który
musiał nosić w zawiązku przynajmniej późniejsze
swe dzieła o <wyroznienie>Rewolucji</wyroznienie>, <wyroznienie>Odrodzeniu</wyroznienie>, nie
wszystko musiał aprobować z pierwszych nawet kursów Mickiewicza; on, który wprowadził Vica<pe><slowo_obce>Vico, Giambattista</slowo_obce> (1668--1744) --- włoski filozof, historiozof i myśliciel społeczny; prekursor nowoczesnego historyzmu i teorii rozwoju społecznego. Dzieje społeczeństwa rozpatrywał jako proces przebiegający przez trzy cykle: od epoki bogów, przez epokę bohaterów, po epokę ludzi. Autor <tytul_dziela>Nauki nowej</tytul_dziela> (1725).</pe> do Francji, musiał mieć zastrzeżenia co do archeologii i filologii
i samego sposobu wyzyskiwania ich w <wyroznienie>kursach</wyroznienie>.
Wyznawca <wyroznienie>prawa</wyroznienie> jako idei przeciwstawiającej się
teorii łaski musiał widzieć niebezpieczne zbocze, ku
któremu pochyla się wszelki mesjanizm; późniejszy
demaskator Napoleona, burzyciel jego legendy, nie
mógł już wtedy bez bolesnego rozszczepienia widzieć
tego przeobrażenia, jakiemu ulegała ta postać w krwawym sercu naszego poety. Ile było w tym sympatii
dla cudzoziemca i wygnańca, ile francuskiej, nieco obrażającej pobłażliwości, ile wreszcie umyślnego lub zwyczajnego niezrozumienia. Są to kwestie wymagające
opracowania --- zawiłe i trudne; łatwiej jest dać raz
jeszcze podobiznę trzech medali i poprzestać na
zdawkowych frazesach. W podobny sposób wymagają
sumiennej rewizji wszystkie fakty i dokumenty z historii naszego romantyzmu, a znaczna część tych faktów i materiałów jest jeszcze całkowicie nieznana.
Nie można więc dziwić się, że w ocenie i pojmowaniu
całokształtu romantyzmu polskiego muszą na każdym
kroku zdarzać się luki, niedokładności faktyczne; gorzej jeszcze, że ten stan zawieszenia między jawą i marzeniem, ta bezkonturowość obrazu romantyzmu naszego wpływają ujemnie na sam nasz do niego stosunek. Niepewność faktycznego materiału, poznawanie
fragmentaryczne działają na wyobraźnię, niepokoją ją,
pozwalają domyślać się dalszych, nieustalonych związków i pogłębień: --- wszystko to sprawia, że myśl
nasza wobec romantyzmu znajduje się w stanie jak
najbardziej sprzyjającym powstawaniu wszelkiego rodzaju legend, ,,głębszych syntez", ,,metafizycznych ujęć".</akap>




<akap>W danej chwili zajmuje nas romantyzm przede wszystkim w tej formie, w jakiej został on ujęty i zrozumiany przez myśl <wyroznienie>Młodej Polski</wyroznienie>. Na ogół Młoda
Polska poczuła się spadkobierczynią romantyzmu,
wskrzesicielką jego tradycji. W jaki sposób to zrozumiała? Na czym zasadzało się pokrewieństwo? Stosunek jest bardzo charakterystyczny: można powiedzieć, że ciągnęło Młodą Polskę do romantyzmu to,
co było jego fatalizmem, odosobnienie, odcięcie od życia. Romantycy usiłowali je przemóc, wyrównać wysiłkiem ducha przedzielającą ich od życia przepaść.
Cały romantyzm polski zawarty jest w symbolicznym
rzucie Kordiana z wierzchołka Alp na ziemię ojczystą:
wszyscy oni byli nieustannie wytężeni, naprzód podani
ku ziemi, ku złączeniu się z realnym, krwistym życiem,
walczyli nieustanie z pustką i padali jej ofiarą, gdy
myśleli, że ją przemogli, tworząc całe duchowe gmachy, które zastąpić już miały swobodne, bezpośrednie
obcowanie z organizmem narodowym. <wyroznienie>Młodą Polskę</wyroznienie> olśniewały te właśnie duchowe konstrukcje. <begin id="b1331215141008-3357087383"/><motyw id="m1331215141008-3357087383">Upiór</motyw>Romantycy usiłowali przemóc w sobie upiora. Młodej
Polsce upiór właśnie był głębią i prawdą. Tam widmo
--- duch --- było losem --- wrogiem, tu celem. Stać
się duchem, przestać być człowiekiem --- to wyglądało
na usprawiedliwienie. W ogóle romantyzm służył Młodej Polsce jako prawzór jej i uzasadnienie. Ponieważ
<wyroznienie>niemoc</wyroznienie> była klątwą tamtych wielkich, więc stała się
ona w oczach tych dzisiejszych ich zasługą. Ich samotność: --- męczeństwo i klęska --- stała się dzisiaj
szczytem i dumą; każda porażka --- zwycięstwem.
I tak przeżywano ich dramat w odwrotnym kierunku<end id="e1331215141008-3357087383"/>:
wydawało się więc, że sami romantycy siebie niedostatecznie znali. Każdy czuł się powołanym do tłumaczenia Słowackiemu i Mickiewiczowi, jak wielkimi byli
olbrzymami. Powstał pewien gatunek histerycznego

kultu (odmów pacierz --- lecz na wspak), na ogół można by tu mówić o powtórnym pogrzebaniu romantyzmu: zjawisko ciekawe i zasługujące, byśmy się
z nim bliżej zapoznali. Musimy tu oczywiście poprzestać na zasadniczych rysach, lecz sama sprawa zyskuje
przez to na wypukłości.</akap>




<akap>Z umysłu<pe><slowo_obce>z umysłu</slowo_obce> --- tu: umyślnie, celowo.</pe> rozpoczynam od pisarza, który został
przez Młodą Polskę istotnie odkryty, jak dotąd po to,
by po długich latach przemilczenia sprawdzonym zostało, że przegadanie jest od niego stokroć złośliwsze i niebezpieczniejsze.</akap>





<naglowek_podrozdzial>1.</naglowek_podrozdzial>



<akap>To, co okazuje się nam jako styl artysty i pisarza, jako jego ustalony i zamknięty świat, jest zawsze
wynikiem długiego i głębokiego procesu duchowego;
tym, co miało naprawdę znaczenie, jest ten proces
właśnie: geniusz i talent utajone są zawsze w samym
życiu, są postacią życia natężonego i rozległego. Krytyka nazbyt łatwo zatrzymuje się na <wyroznienie>powierzchni</wyroznienie>
zastygłej i zakończonej fizjonomii, nazbyt łatwo sądzi,
że w tym, co z zewnątrz jest dostrzegalne jako różnica --- zamknięta jest istotnie siła żywa indywidualności twórczej. Sądy polskiej krytyki o Norwidzie<pe><slowo_obce>Norwid, Cyprian Kamil</slowo_obce> (1821--1883) --- poeta, dramatopisarz, prozaik, tworzył także grafiki i obrazy. Twórczość Norwida, początkowo niedoceniana, na nowo została odkryta przez Miriama Przesmyckiego i udostępniana drukiem od roku 1901. Uznawany za jednego z czterech największych twórców doby romantyzmu. Dzieła: cykl liryków <tytul_dziela>Vade-mecum</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Promethidion. Rzecz w dwóch dialogach z epilogiem</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ad leones!</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pierścień Wielkiej Damy, czyli Ex-machina Durejko</tytul_dziela>.</pe> należą, jak mi się zdaje, do tego właśnie typu; sądzę,
że proces wykrystalizowywania się stylu Norwida czyli
sam Norwid żywy --- jest do dziś dnia niemal całkowicie obcy komentującym go i podziwiającym wielbicielom. To, co znamy z Norwida, jest właściwie zewnętrzną linią skamienienia jego duchowego życia tak,
jak tężało ono pod uciskiem całkowitego osamotnienia: samo życie wewnętrzne, zatajone pod tą kamienną
maską, jest dotychczas mało rozumiane. Znamy z Norwida właściwie postawę, gest, nie to, co żyło poza
postawą. I może trudno sobie wyobrazić bardziej całkowity antagonizm, niż ten, jaki istnieje pomiędzy rozumieniem Norwida, a tym, co dzisiaj za kult jego uchodzi. Dobitnie można to w ten sposób określić, że
<wyroznienie>forma śmierci, jaką tragizm losu Norwidowi narzucił, stała się dla nas treścią
jego dzieła</wyroznienie>, to jak go świat zabijał --- istotą jego
życia. Z Norwida wzięliśmy maskę pośmiertną, i ten
jej odlew gipsowy ukazujemy jako żywą twarz poety.
A może niewielu jest poetów i pisarzy, dla których
w tym stopniu byłoby takie utożsamienie niezrozumieniem ich. Treścią bowiem dramatu Norwida jest to, że żyć
nie mógł, nie mógł żyć tym życiem, jakie miał w sobie,
że cały bieg jego żywota był tylko nieustanną samoobroną, mężnym wysiłkiem nieuronienia niczego ze
świata, jaki miał w sobie. Gdy jednak szuka się duszy
Norwida w samym tym negatywnym fakcie, gdy się
go odnajduje tylko w geście oporu, jaki stawiał światu,
gdy się wielkość jego widzi nie w tym, czym był on
w swoim wnętrzu, w swym samotnym przeświadczeniu,
lecz w tym, że to przeświadczenie samotnym, zamkniętym pozostało, grzebie się ten wielki umysł ponownie. W naszej opinii literackiej grasuje dziś mnóstwo
niezmiernie dziwnych przesądów: jakiś rezultat wysoce
złożonych procesów psychicznych bywa uznawany za
ich istotę. Ponieważ odosobnienie, poczucie samotności było istotnie udziałem Michała Anioła<pe><slowo_obce>Michał Anioł</slowo_obce> (1475--1564) --- właśc. Michelangolo di Ludovico Buonarotti Simoni, malarz, rzeźbiarz, poeta i architekt włoskiego renesansu; najsłynniejszym jego dziełem jest <tytul_dziela>Sąd Ostateczny</tytul_dziela> z Kaplicy Sykstyńskiej.</pe>, Leonarda
da Vinci<pe><slowo_obce>Vinci da, Leonardo</slowo_obce> (1452--1519) --- włoski malarz, rysownik, rzeźbiarz, architekt, anatom, teoretyk sztuki i uczony, uważany za archetyp człowieka renesansu.</pe>, Nietzschego<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich Wilhelm</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, pisarz. Krytykował chrześcijaństwo oraz kulturę zachodnią. Głównym hasłami wywoławczymi poglądów Nietzschego są: apollińskość i dionizyjskość, teoria wiecznego powrotu, ideał nadczłowieka, nihilizm i śmierć Boga, dwa typy moralności --- panów i niewolników. Wywarł ogromny wpływ na kulturę i filozofię XX-wieczną. Główne dzieła: <tytul_dziela>Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm</tytul_dziela> (1872), <tytul_dziela>Ludzkie, arcyludzkie</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> (1883--85).</pe>, Norwida --- wszystkich niemal
twórczych duchów, które dochodziły do niego, ulegając
swojemu własnemu życiu psychicznemu, idąc jego szlakiem, zostaje uznane, że samotność stanowi cechę zasadniczą twórcy. Twórca dochodzi do samotności poprzez duszę własną, tu chciano by dojść do duszy
poprzez izolację. Ponieważ każda wykrystalizowana
treść kulturalna ukazuje się swojemu twórcy jako konieczny, nieodzowny pierwiastek życia, jako coś, bez
czego życie nie dałoby się dla niego pomyśleć, ponieważ świat przez niego stworzony ukazuje mu się jako
treść, mająca w samej sobie całkowitą rację swojego
istnienia --- a więc jako coś mającego w samym sobie
trwanie, postać wieczności --- wieczność <wyroznienie>sama</wyroznienie>, naga
forma pozaczasowości, w jakiej ukazuje się nam wartość
jako taka, staje się przedmiotem poszukiwań. Zapomina się, że jest ona tylko formą, w jakiej twórca
opanowane przez siebie życie odczuwa, szuka się jej
nie przez opanowanie życia, lecz przeciwnie przez odwrócenie się od niego jako obciążonego klątwą czasu.
Za kanon twórczości zostają uznane metody wyparowywania z siebie wszelkiej twórczej treści. To samo
z kontemplacją, jaźnią --- z wszystkimi formami,
które są dla nas dostępne jedynie poprzez treść
życia, poprzez walkę naszą z nim, pracę nad nim,
a które ukazują się zamistyfikowanej świadomości jako
jakieś absolutne źródła wszelkiej treści.</akap>




<akap>Twórczość Norwida pada nieustannie ofiarą takich nieporozumień.</akap>




<akap>Norwid był człowiekiem kochającym potężne,
wielowiekowe twory --- narody --- to spostrzeżenie
Cezarego Jellenty<pe><slowo_obce>Jellenta, Cezary</slowo_obce> (1861--1935) --- pierwotnie Napoleon Hirschband, pisarz, krytyk literacki, publicysta; redaktor ,,Ateneum".</pe> jest do dziś dnia jedyną prawdziwą
i głęboką myślą, wypowiedzianą o Norwidzie. Norwid
w oczach dzisiejszych jego wielbicieli --- to uosobienie myśli pozaczasowej, bytowej --- był świadomością rdzennie i przede wszystkim historyczną. Ze
wszystkich naszych poetów posiadał on najgłębszy
zmysł dziejowości. Historia była dla Norwida nie czymś
przypadkowym, zewnętrznym w stosunku do prawdy ---
lecz jej niezbędnym organem. Gdy Norwid przezwyciężał swe nieszczęście, nie uznawał on <wyroznienie>pozahistorycznego</wyroznienie> stosunku między myślą osobistą, pojedynczą, a pełnią wieczną --- Bogiem. Poznanie, widzenie prawdy nie było dla niego w momentach najgłębszych procesem indywidualnym, stosunkiem czysto
abstrakcyjnym. Nieszczęściem Norwida było to, że
mając w sobie poczucie, zrozumienie konieczności
dziejowego życia --- musiał całe życie myśleć i działać
jako jednostka. Miał on w piersi swej potężny dziejowy organizm --- naród --- a brakowało mu ziarn
piasku pod stopami: głowa, w której myślą samowiedną stało się życie wieków, tłukła się o twardy kant
tapczana w noclegowym przytułku. Tu była tragedia:
problem osobisty, nieszczęście osobiste, mocne postanowienie wytrwania w swej wierze, zachowania jej,
to przesłania nam samą tę wiarę. Istota twórczości
Norwida z niej przecież wypływa i jedynie na jej podstawie może być rozumiana. Centralną ideą Norwida
jest naród stwarzający swego ducha i poprzez tego
ducha stwarzający, przetwarzający sam siebie. Ma on
olbrzymią wizję swobody dziejowej. W opowiadaniu
<wyroznienie>Stygmat</wyroznienie> ukazuje on nam narody starożytne jako
wyniki i wytwory tych przyrodniczych warunków, pośród których rozwijały się i żyły. Tak las urabiał
i tworzył Germanina, step --- koczownika. Tyle łez
i krwi wylano --- mówi Norwid --- a nie było jeszcze
właściwych narodów, właściwego człowieka; w innym
miejscu zwraca się ku ,,społeczności chrześcijańskiej"
i wyrzuca jej, że żyje właściwie na gruzach starożytnego świata, że nie stworzyła dotąd swego własnego
gmachu --- nowoczesnej, na idei ,,odkupionego", swobodnego człowieka opartej kultury, która byłaby istotnie dziełem człowieka, budową przezeń wzniesioną,
a nie zaś stygmatem, wyciśniętym na jego życiu przez
zewnętrzne konieczności przyrody. Ten <wyroznienie>element
swobody</wyroznienie> własnego samoutwierdzenia cechuje dla
Norwida wieczne, głębokie znaczenie sztuki.</akap>




<akap>Pracując, człowiek zmaga się, pasuje z przyrodą,
ale na barkach zwyciężonego wroga oprzeć on musi
siebie, własne samowiedne dzieło, aby praca była <wyroznienie>jego
pracą</wyroznienie>, a nie zaś zewnętrznym, ciążącym nad nim musem. --- Praca musi przerastać w sztukę, ujmować się w niej, oddychać poprzez nią swobodą i stąd, z tego
wierzchołka rozlewać ją poprzez tętnice. W <tytul_dziela>Promethidionie</tytul_dziela> zawarł Norwid w kilku wierszach swe najgłębsze myśli o konieczności związku sztuki z pracą,
o nieustannym przerastaniu czynności zawodowych,
rękodzielniczych w świat artystycznej twórczości.
W związku ze stanowiskiem, którego wyrazem jest
<tytul_dziela>Stygmat</tytul_dziela>, myśli te nabierają olbrzymiego znaczenia.
Dopóki cała budowa życia ludzkiego jest wyłącznie
wynikiem walki z tymi przyrodniczymi warunkami,
wśród których żyje i rozwija się dany naród, dotąd
nie ma tam właściwie miejsca na swobodę, sztukę,
człowieka. Przyroda wrasta bezpośrednio w życie
ludzkie: narody wyrastają z niej jak jej krzewy, jak
kolonie i pnie polipów. W tym świetle ukazywały
się niewątpliwie Norwidowi narody i kultury starożytności. Człowiek, samowiedne i odrębne <wyroznienie>ja</wyroznienie>, jest
tu późnym przybyszem, synem rozkładu właściwie
i zmierzchu. Los narodu, jego głęboka, ciemna, przez
konieczność wyhodowana zbiorowa dusza ciąży nad
jednostką jak kamienne, dokonane przeznaczenie. Ma
ono swoją własną, jakby przez samą siłę ciążenia
wykreśloną, drogę. Byt zbiorowy toczy się jak lawina,
porywa z sobą jednostki. Są one wobec niego bezsilne, myśl ich skonstatować tylko może tę bezsiłę:
bezwzględną pustkę wśród narodu, który jest nieludzkim, nieprześwietlonym przez myśl, nieprzepojonym przez swobodę dziełem żywiołu, samotność poza narodem.</akap>




<akap><tytul_dziela>Kleopatra i Cezar<pe><slowo_obce>Kleopatra i Cezar</slowo_obce> --- tragedia autorstwa Cypriana Kamila Norwida, datowana na ok. 1870--1872, z późniejszymi poprawkami.</pe></tytul_dziela>, unoszeni przez wielkie, zastygłe
już, obce sobie ciała Egiptu i Rzymu, przeżywają
swój stosunek w tej bladej próżni międzyplanetarnej,
czują i widzą, że los ich dokonał się poza nimi,
unosi ich i wlecze z sobą, że mogą oni tylko wymienić między sobą myśli i uczucia, które dotąd są
w ich władzy, dotąd tylko ustalają między nimi związek, póki stoją oni ponad życiem, póki poprzestają
na tym bladym, ślizgającym się po życiu jak księżycowe światło po granicie --- upiornym bytowaniu.
Jako żywi ludzie są oni we władzy ciemnych przeznaczeń, które ich życie osobiste wyprzędły. Rzym
i Egipt ścierają się ze sobą, biją o siebie jak dwie
bryły w jakimś obcym myśli i duszy świecie. Blada
myśl widzi tylko, że jej jednostkowe życie jest wszczepione raz na zawsze w te uderzające na siebie, ślepe i nieme ciężary.</akap>




<akap>Gdy teraz w próżni tej, jaka powstaje przez zagładę narodu, <wyroznienie>osamotniona</wyroznienie>, świadoma jednostka
usiłuje znaleźć dla samej siebie, dla swojej świadomości podstawy, ukazuje się jej jako jedyne wybawienie, jedyny ratunek --- powstanie narodu, życia zbiorowego, już nie jako ślepego, dźwiganego przez samą
konieczność natury ponadjednostkowego ciała, lecz
jako swobodnego dzieła człowieka. Naród zaginiony
może odrodzić się jedynie wtedy siłami jednostek, jeżeli nie będą one już tak wobec zbiorowego życia
bezsilne --- jak owe ślizgające się po głuchych światach, zbłąkane niby dwa widma w międzygwiezdnej
pustyni dusze Kleopatry i Cezara. Jednostka musi pozostać bezsilnym świadkiem dokonywającego się fatalizmu, jeżeli swoboda nie jest w stanie wszczepić się
w sam rdzeń istnienia, rodzić i dźwigać od wnętrza
nieślizgające się po powierzchni życia marzenia i myśli,
lecz pełnokrwiste i rzeczywiste kształty samego życia.
I tu występuje przed nami związek myśli Norwida
o tym, że nie było jeszcze właściwych narodów, z naszą historyczną, polską tragedią.</akap>




<akap>Narody zaginione, narody śmiertelne --- to były
tylko ślepe twory przyrodniczej konieczności: siła była
w niej, a nie w nich; poza człowiekiem, którego życie kształtowała. Odrodzić się może naród jedynie
jako świadome dzieło człowieka, jego własny twór,
zwycięstwo jego swobody nad ślepą i niemą koniecznością. Znajdujemy tu tę samą myśl, którą tak często
powtarza Krasiński<pe><slowo_obce>Zygmunt Krasiński</slowo_obce> (1812--1859) --- dramatopisarz, poeta i prozaik, przedstawiciel polskiego romantyzmu (jeden z tzw. trójcy wieszczów). Najwybitniejsze dzieło, <tytul_dziela>Nie-Boską komedię</tytul_dziela>, prozatorski dramat romantyczny o rewolucji, przedstawiający racje i winy obu walczących stron, opublikował mając zaledwie 23 lata (1835). Twórca radykalnej odmiany mesjanizmu polskiego. Najważniejsze dzieła: <tytul_dziela>Nie-Boska komedia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Irydion</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Psalmy przyszłości</tytul_dziela> oraz listy.</pe>, że od czasu Chrystusa żaden naród nie umarł. To samo rozgraniczenie znajdujemy
u Cieszkowskiego<pe><slowo_obce>Cieszkowski, August</slowo_obce> (1814--1894) --- herbu Dołęga, filozof, działacz społeczny, ekonomista, współtwórca mesjanizmu polskiego.</pe>, Hoene-Wrońskiego<pe><slowo_obce>Hoene-Wroński, Józef Maria</slowo_obce> (1776--1853) --- właśc. J. Hoene (nazwisko Wroński przybrał później), filozof, matematyk, astronom, ekonomista, fizyk i prawnik, przedstawiciel mesjanizmu polskiego.</pe>. Związane ono
było z rozpowszechnionymi w tym czasie w polskich
i europejskich umysłach pojęciami o historycznym
znaczeniu chrześcijaństwa, o całokształcie dziejowego
życia ludzkości.</akap>




<akap>Jest rzeczą ważną, abyśmy zrozumieli teraz pewną
dość trudno dostępną wobec współczesnej naszej, fetyszyzmem przyrodniczym przesyconej kultury umysłowej właściwość stanowiska Norwida. Przede wszystkim
zaś musimy podnieść to, co stanowi zdaniem naszym
nieprzemijający pokład umysłowy naszego romantyzmu:
swoboda jest stanem dojrzałym samowoli. Samowola
utrzymuje się w niej i zwycięża. Dla Engelsa<pe><slowo_obce>Friedrich Engels</slowo_obce> (1820--1895) --- niemiecki filozof i socjolog, ideolog komunizmu, wydawca pism Marksa.</pe> swoboda
jest produktem konieczności, jest poznającą samą siebie tożsamością. Dzisiejsza myśl tragiczniej wyobraża
sobie położenie człowieka w przyrodzie. Człowiek jest
sam wobec chaosu i nie ma stać się tego chaosu logicznym wynikiem, lecz siebie, swą irracjonalną treść
ocalić wbrew niemu. Człowiek nie jest dalszym ciągiem
ewolucji, lecz przeciwnie zerwaniem wątku, przeciwstawieniem się mu. Gdy zaczyna się on --- wszystko
przedludzkie staje się wrogiem, siłą, której trzeba się
przeciwstawić. Demoralizująca mitologia Engelsa pozostaje w zasadniczej sprzeczności zarówno z wymaganiami myśli filozoficznej, jak i ze zwyciężającymi zarówno w biologii (Réné Quinton np.), jak i w fizyce
i chemii poglądami. Aby swoboda pozostać mogła
swobodą --- musi ona być wynikiem zwyciężającego
świat irracjonalizmu, musi być twórczynią swojego
własnego kosmosu. Przyroda jest narzędziem swobody,
ciałem, które stwarza ona sobie poprzez pracę: wrasta
ona w przyrodę i kształtuje ją, nie zaś wyrasta z niej
<pr>Por.: Mój dialog o <wyroznienie>Nietzschem</wyroznienie> (Staudacher, Stanisławów 1907).</pr>.
Praca jest procesem urabiania sobie przez swobodę
swego ostającego się wobec żywiołu ciała. Rzeczywiste, na tle przyrody w walce z nią rozgrywające się
życie zbiorowe ludzkości jest właśnie tworzeniem swobody; poza tym życiem pozostałaby ona jako ślepa
i głucha, nieznająca siebie, bezsilna samowola, jako
nagi obłęd. Dla Norwida jest swoboda aktem duchowym, zdobywa się ją poza bezpośrednim życiem,
w życiu wewnętrznym, jest ona momentem w dramacie, rozgrywającym się między człowiekiem i Bogiem.
Tu na tym szczycie osiągnięta wstępuje ona dopiero
w rzeczywiste, historyczne ciało. Na tym właśnie zasadza się przełomowe znaczenie dziejowe Chrystusa.
Chrystus stworzył, powołał do życia swobodę; teraz
wstąpić ma już ona tylko w ciało historii, porodzić
swój nowy, własny, na przezwyciężeniu konieczności
oparty świat dziejowy. Jest to niezmiernie ważne:
swoboda dojrzewa tu, dochodzi do samowiedzy, tworzy swój duchowy organizm nie w samym życiu, lecz
w pozaświatowej dziedzinie --- między duchem a Bogiem --- jest zdobyczą pozadziejową człowieka wiecznego. Dzieje, kultura --- życie historyczne --- nie jest
żywiołem, w którym swoboda wykuwa samą siebie:
dokonana, osiągnięta swoboda spływa w świat dziejów, wciela się weń, ale właściwie <wyroznienie>jest</wyroznienie> już poza nim.
Zadanie dziejowe zostanie dla Norwida dopełnione
wtedy tylko, jeżeli swoboda ludzka zawładnie dziejowym, rzeczywistym ludzkim życiem, ale sama przez
się jest ona rzeczywistością transcendentną, aktem pozaświatowym. Duch ludzki istnieje dla Norwida poza
dziejami, przynajmniej <slowo_obce>in potentia</slowo_obce>, <wyroznienie>noumenalnie</wyroznienie> daje się od nich <wyroznienie>logicznie</wyroznienie> myślowo przynajmniej uniezależnić. (<wyroznienie>Myślowo</wyroznienie> dla człowieka ---
a <slowo_obce>realiter</slowo_obce> może dla Boga: --- to jest może całkiem
demoniczny, ekstatyczny pierwiastek wiary Norwida:
Bóg mój odnajdzie mnie poza narodem, bez narodu,
takim, jakim byłbym w narodzie aż do szczytu wyzwolonym; zbawienie indywidualne --- to historia zastąpiona przez cud). Jednocześnie zaś czuje on, czuje
całą tą krwawą pustką, jaką nosi w sercu --- że nie
tylko dzieje potrzebują ducha, ale że i jemu są one
koniecznie potrzebne. Dlatego właśnie tak trudnym do
uchwycenia jest ten odcień, że transcendentalizm Norwida nie występuje prawie samoistnie, przeciwnie kładzie on nacisk na to, że wyzwolenie, odkupienie człowieka dokonane ma być w świecie dziejów. Nie jest
to jednak immanencja zasadnicza jako stanowisko,
lecz raczej rozszerzenie transcendentalizmu na świat
cały. Ważnym jest, że wiara Norwida w historyczną
przyszłość ma pozahistoryczne źródła, że nie wypływa
ona z jego stosunku do rzeczywistej, otaczającej ją historii, lecz jest wynikiem stosunku jego do Boga, jest
stanem duszy, niezależnym od rzeczywistości dziejowej,
jej doświadczeń. I niewątpliwie o to właśnie chodziło.
Wiara Norwida musiała mu dać punkt oparcia przeciwko ,,mamiącemu światu". Trzeba było mieć ponad
historią punkt oparcia dla dążącej do odrodzenia narodu --- swobody ducha: trzeba było wypracować
punkt widzenia, pozwalający uznać istniejącą --- mimo
zagłady politycznej narodu --- rzeczywistość dziejową
za nieistotną, pozorną: znaleźć punkt oparcia dla nowej, wyższej rzeczywistości, z którą byłoby zrośnięte
odrodzenie Polski.</akap>




<akap>Cała tragedia i wielkość myśli emigracyjnej były
w tym: musieli ci wygnańcy, oderwani od rzeczywistego życia w kraju, z własnego ducha wydobyć założenia, pozwalające wbrew otaczającej ich rzeczywistości mieszczańskiej Europy --- wierzyć w to, że byt
narodu nie został utracony, że zaprzeczony przez powierzchowne prawa życia jednej epoki, posiada on podstawy swe w samej istocie człowieka, w samym
jego dziejowym, ziemskim przeznaczeniu. Ludzie ci
mieli za jedyną rzeczywistość duszę własną i musiała
dla nich Polska stać się momentem niezbędnym życia
ducha, zadaniem, bez którego dopełnienia życie świata,
wszechświatowego, wszechludzkiego ducha nie wypełni
swoich przeznaczeń. Musieli oni ugruntować Polskę
w jedynie dostępnym im świecie ideologicznym, w świecie kulturalnych treści: musiała ona wypływać jako
wniosek z założonego głębiej, niż dzieje, sylogizmu.
,,Uczucia moje --- pisze Norwid --- jeden Bóg może
zniszczyć --- a położyłem w nim nadzieję". Sama
istota Boga musiałaby się zmienić, on sam musiałby
sobie zaprzeczyć, aby zachwiana była wiara poety.
Podstawy jej wsparte są o te dwa ponaddziejowe, pozadziejowe bieguny: --- człowieka wiecznego --- Boga.
Przebywa wiara ta w życie narodu w świecie ponadrzeczywistym, świecie absolutu. Jest to ścisłe. Ale treść
tej wspartej o absolut wiary, tego ponaddziejowego
przekonania jest w istocie swojej historyczna. Absolut
Norwida --- to diamentowa podstawa, na której wznosi
się jego Jeruzalem: --- życie narodu, pojęte jako niezatracalna całość, jako żywy i pełny kształt prawdy.
I rzeczą pewną, że istotna jest tu treść, a nie duchowa
forma, że formę tę treść wypracowała z siebie, aby
zyskać bezwzględną odporność, moc niezłomną bezwzględnego trwania --- wbrew naporowi urągających
wierze lub --- rzecz straszniejsza --- niewspółwymiernych z nią, ignorujących ją codziennych zdarzeń. Tu
jest paradoksalne, tragiczne zaostrzenie antagonizmu:
tym, co zachowuje w duszy Norwida taką abstrakcyjną,
niezmienną stałość, jest <slowo_obce>ens realissimum<pe><slowo_obce>ens realissimum</slowo_obce> --- pojęcie zaczerpnięte z <tytul_dziela>Krytyki czystego rozumu</tytul_dziela> Kanta (z zakresu teologii transcendentalnej) oznaczające istotę najrealniejszą (najwyższą, najdoskonalszą).</pe></slowo_obce>, istnienie najbardziej konkretne --- naród. Żyje on jak z geometrycznym aksjomatem, jak z pozażyciową kontemplacją --- z obrazem, najsilniej działającym na nasze życie osobiste, najbardziej natężającym wszystkie nasze
aspiracje czynne. Całe to wytężenie ku życiu --- skamienieć ma, stać się bazaltową kolumną --- dźwigającą
niezmienną, niewymagającą już czynu dla umocnienia
samej siebie w swym przeświadczeniu --- wiarę. Stężało ono, to całe natężenie czynnego ducha, w tę kolumnę, o której mówi Norwid, ,,że na lazurowym utwierdzeniu stoi". Jego stanowisko wobec życia, jego
tragiczna sytuacja określają się najzupełniej w tym wyrażeniu: ,,prawdę stawiał on na swoim grobie". Na
swoim grobie. Był on już więc dla niej niepotrzebny:
istniała ona wieczna i niezmienna, chociaż on sam nie
władał nawet ziarenkiem piasku. Byt narodowy ---
utwierdzony był ponad osobistą niemocą. Był niezależnie od jednostkowych losów --- cząstką tych gwiazd
spokojów, w które zatapiał się duszą, wrastał poeta.</akap>




<akap>Wspomnieliśmy już gdzie indziej, że niesłusznym jest
oznaczanie stanowiska Norwida jako panteizmu. Mamy,
tu do czynienia znów z tym samym, nad wyraz subtelnym i niezmiernie ważnym rysem. Historyczny Bóg
dla Norwida musi być określoną, zamkniętą w sobie
wartością --- niezależnie od przetworzeń świata i ludzkości. Musi być taka niezależna od świata, wyższa niż
świat, milcząca ostoja --- aby mógł na niej poeta
oprzeć swoją wiarę. Ten Bóg jest winien odwetu i spłaty
długu potomkowi Sobieskich --- nie może być nieodpowiedzialnym, niezrośniętym z żadnym kształtem, żadną poszczególną postacią --- Bogiem Spinozy<pe><slowo_obce>Spinoza, Baruch</slowo_obce> (1632--1677) --- holenderski filozof pochodzący z żydowskiej rodziny z Portugalii. Przedstawiciel racjonalizmu, twórca systemu filozoficznego mającego u podstaw jedną, wieczną i wszechogarniającą substancję, nazwaną naturą lub Bogiem.</pe> i Hegla<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, przedstawiciel klasycznego idealizmu; twórca całościowego systemu filozoficznego, składającego się z logiki, filozofii przyrody i filozofii ducha, odległy inspirator marksizmu. Napisał m.in. <tytul_dziela>Fenomenologię ducha</tytul_dziela> (1807) i <tytul_dziela>Naukę logiki w trzech tomach</tytul_dziela> (1812--1816).</pe>.
Jednocześnie zaś świat nie jest obojętnym, na zewnątrz
Boga wyrzuconym, bezpłodnie trwającym wśród bezdusznych przetworzeń --- martwym bytem. Bóg nim
włada: jest on jakby nieskończenie pełnym, gotowym
już ideałem świata --- ku któremu świat ciąży. Bóg
jest światem przemienionym na wartość: siła ciążenia
stała się tam siłą wzlotu. Dlatego wydaje się, że Bóg
jest tylko w świecie, że treść świata wyczerpuje go,
bo jest w nim wszystko, co jest w świecie i każdy
element świata i w nim żyje tak, jak gdyby czerpał
go ze świata, z jego przetworzeń wiecznie milczący
i niezmienny, bo na wskroś sobie wystarczający
Bóg. --- ,,Pan i mistrz --- a rzekłbyś, że uczeń" --- mówi
Norwid. Istnieje Bóg Norwida jako raz na zawsze wytknięty cel świata, jako rękojmia, że cel ten istnieje,
że jest na czym wesprzeć zabijaną przez bezducha
chwili duszę.</akap>




<akap>Ten sam stosunek odnajdujemy w zapatrywaniach
Norwida na zasadnicze zagadnienie myśli katolickiej:
problem łaski i zasługi. Łaska jest dla niego jakby
w tym, że zasługa jest możliwa: --- zarazem jest jakby
naprzód już ustalonym kształtem zasługi, jej wieczną
formą. Świat, który ma być dokonany przez człowieka,
istnieje już bez człowieka i spływa nań w miarę, jak
go człowiek tworzy. Życie ludzkie, ludzkie wytworzone
przez człowieka dzieje, gmach stworzonej przez swobodę społeczności i kultury --- to jest właśnie ta łaska, która już na wieki jest w Bogu, ale którą człowiek sam zasłużyć musi. Nie mógłby jej zasłużyć,
gdyby jej nie było: sam jednak wyrzeźbić ma on naczynie, w które ona spłynie. Wydaje mi się to stanowisko Norwida jednym z najciekawszych i najgłębszych tworów myśli katolickiej. Katolickim jest ono
bowiem na wskroś. Katolickim jest w tym znaczeniu,
że łączy życie historyczne z wiarą w zbawienie człowieka; katolickim i w tym znaczeniu także, że podstawy życia ustalone są poza życiem, że tworząc życie
swoje człowiek jak gdyby odzyskuje tylko coś, jak
gdyby odnajduje utajonego ,,w bezkresnej Boga piersi" człowieka wiecznego.</akap>




<akap>Swoboda ludzka, osiągnięta, zdobyta przez Chrystusa, nie jest stanem bezhistorycznym; uczestniczymy
w niej, tworząc, zdobywając ją w dziejach, tworząc
rzeczywiste, narodowe, chrześcijańskie życie, którego
dotąd nie było. Uczestnictwo w Chrystusowej swobodzie jest jednocześnie pracą dziejową, nie zaś niezależnym od historii osobistym stosunkiem człowieka
do niezmiennego, pozadziejowego Chrystusa.</akap>




<akap>Sztuka jest dla Norwida jakby sprawdzianem, że
swoboda-Chrystus istnieje w dziejach. Jest ona rzeczywistym duchów obcowaniem: powstaje ona tam, gdzie
człowiek czuje się w rzeczywistości swej, jak w kształcie swej swobody, gdzie sama walka z koniecznością
ukazuje się jako akt twórczości, wszczepiającej się
w żywioł. Gdy to, co człowiek zdobywa poprzez
pracę, wraca do niego jako wyzwolenie, gdy czuje on
pracując, że zwyciężona przyroda wydycha ku niemu
jego swobodę, gdy swoboda wywalczona zaczyna go
otaczać jako powietrze, spływać z gwiazd, wznosić się
z rozoranej ziemi, gdy rzemiosło staje się mu wynikiem sztuki, aktem swobody, nie zaś musem ślepej
konieczności --- swoboda żyje w historii, społeczność
chrześcijańska istnieje. Społeczność chrześcijańska ---
ma istnieć. Nieistnienie jej, nieziszczenie się jej niezgodne byłoby z człowiekiem wiecznym. Istnieć więc
może i będzie Polska, gdy stanie się ciałem społecznym
odkupionych Polaków; gdy praca przestanie być poniewolnym musem, a stanie się najniższym, najzewnętrzniejszym organem sztuki --- tego absolutnego ciała,
tworzonego przez swobodę ducha. Brzydota, brak sztuki
w życiu --- to oznaki niewoli, to stygmaty, wtłoczone
przez konieczność. Dlatego Norwid widzi jakby symbol niewoli, fałszu, wewnętrznego i zewnętrznego ,,zmartwienia" w samej ,,krzywiźnie polskich stodół", dlatego
martwą wydaje mu się wiara, niewcielająca się w kształty
życia, niewładająca nimi --- dlatego woła o sztukę,
jako czyn duchowy, jako o umocowany w duchu kształt
polskiej Jeruzalem, Polski --- swobodnej przerastającej
w sztukę pracy. --- Polska ta, ujmująca samą siebie
w sztuce, a wrastająca w ziemię ramionami pracy, unosząca tę swoją glebę istnienia w świat bezwzględnej
swobody: --- ziemia stająca się duchem i duch rodzący
z siebie ziemię i niosący ją w piersi swej ku wiecznemu ognisku duchów --- to była wiara Norwida. Zatapiał się on w niej jak w swoim osobistym, tylko
widzeniu serca zwierzonym, skarbie duchowym, czerpał
z niego spokój, który pozwalał mu czuć, że istotnie
nie życie go zabija, lecz on żyć nie raczy. Ten jego
stosunek do świata, zapatrzenie w wieczny spokój
wiary, spojrzenie ku Polsce jakby poprzez śmierć
i spoza życia --- wszystko to składa się na jego styl
tak trudny do określenia, jedyny. Wydaje mi się, że
krzywdzi się Norwida zestawiając go z Villiers de l'Isle
Adamem<pe><slowo_obce>Villiers de L'Isle-Adam, Auguste de</slowo_obce> (1838--1889) --- francuski pisarz tworzący w nurcie naturalizmu, poeta-symbolista.</pe> albo Poem. To, co wydać się może pokrewieństwem, jest rysem czysto zewnętrznym: pokrewieństwo to --- w geście wobec życia, geście --- który
był u Norwida tylko wynikiem utajonego głębokiego
życia. Istotą twórczości Norwida była jego historyczna
wiara, wynikiem zewnętrznym --- zamknięta w sobie, patrząca na świat z wielkiego oddalenia pobłażliwa, to znowu
pogardliwa, pogardliwa tak bardzo, że odrzucająca wraz
z gniewem samo przebaczenie --- postawa wobec życia.
Postawę tę uznano właśnie za treść i zaczęto pojmować Norwida jako jakiegoś na Ajschylowską miarę
zakrojonego <wyroznienie>dandy</wyroznienie>, jak gdyby cały sens jego twórczości nie w tym się zawierał, że wiarę swoją w pustce
wobec życia chronił, lecz w tym, że życiu nie wierzył.
Z człowieka, który wziąwszy w sobie ducha narodu,
gdzieś w międzyplanetarnej próżni dziejowej jak z równymi gadał z duchami narodów i wieków --- uczyniono jakiego transcendentalnego George'a Brummela<pe><slowo_obce>Brummell, George Bryan</slowo_obce> (1778--1840) --- znany jako <slowo_obce>Beau Brummell</slowo_obce> (Piękny Brummel), autorytet w zakresie męskiej elegancji w Wielkiej Brytanii oraz bliski przyjaciel księcia-regenta Jerzego IV. Przypisuje się mu wprowadzenie do mody współczesnego garnituru, noszonego z wiązanym krawatem.</pe>
Norwidyzmem stało się zachowywać się wobec własnej
polskiej rzeczywistości tak, jak gdyby należała ona do
obcego, nic nieznaczącego życia, do zaprzeczającego nas <wyroznienie>Boga Pozorów</wyroznienie>.</akap>




<akap>Zdaje mi się, że ścisłą prawdą będzie, gdy powiem,
że najbliższymi w tych czasach Norwidowi umysłami
są Kazimierz Mokłowski<pe><slowo_obce>Mokłowski, Kazimierz</slowo_obce> (1869--1905) --- architekt, związany z ruchem socjalistycznym, reprezentant stylu eklektycznego w architekturze.</pe> i Stanisław Witkiewicz<pe><slowo_obce>Witkiewicz, Stanisław</slowo_obce> (1851--1915) --- pisarz, malarz, architekt, teoretyk sztuki, upowszechnił styl zakopiański, współredaktor ,,Wędrowca", ojciec Witkacego.</pe>: równy
tragizmem mu, choć nie spokojem ten jeden tylko skald
i druid Stanisław Wyspiański<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>. W Micińskim<pe><slowo_obce>Miciński, Tadeusz</slowo_obce> (1873--1918) --- poeta, dramaturg, prozaik okresu modernizmu, prekursor polskiego ekspresjonizmu i surrealizmu. Dzieła: <tytul_dziela>Nietota</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kniaź Patiomkin</tytul_dziela>, <tytul_dziela>W mrokach złotego pałacu, czyli Bazylissa Teofanu</tytul_dziela>.</pe> --- który
piekła i nieba Norwidowskie nieustanną tęsknotą i rozpaczą przemierza --- samo napięcie <wyroznienie>patosu</wyroznienie> kryje
tragizm. Natężenie uczucia przesłania mu całość tragedii: żyje w niej, nie obejmie jej w sobie.</akap>




<akap>Stosunek zaś przeciętnej młodopolskiej myśli do
Norwida jako do poety pozaspołecznego absolutu,
,,rytmującego milczenie" jest całkowicie typowym dla
Młodej Polski wobec romantyzmu. Romantyzm był
przezwyciężeniem rzeczywistości w tym sensie, że rzeczywistością było dla tych wygnańców oddarcie od
kraju i niemoc: dlatego świat ich był poza światem,
poza życiem. Światem, z którym zmagali się oni,
który przezwyciężali, od którego ucisku wyzwalali się,
była niemożność żyć szerokim pełnym życiem rzeczywistej społeczności polskiej. Teraz, gdy uznaje się
za istotę ich tę postawę wobec świata i postawę tę
odtwarza się w sobie w niezmiernie innych warunkach,
powstaje zjawisko zdumiewające. W imię romantyzmu
odrywa się duszę od tej samej rzeczywistości, ku której romantycy dążyli, w imię romantyzmu zdąża się
ku temu samemu osamotnieniu duchowemu, które romantycy chcieli przemóc; romantycy usiłowali przetworzyć życie odciętych od kraju jednostek w życie
narodu: teraz zamienia się samo życie dziejowe w marzenie, sen, wzruszenie, subiektywizm bezsilnych samotnych dusz. Jeżeli romantyzm był Golgotą --- to to jest Oberammergau<pe><slowo_obce>Oberammergau</slowo_obce> --- gmina w Bawarii, w Niemczech, słynie misteriów pasyjnych, organizowanych co 10 lat od roku 1634. Dla Brzozowskiego nazwa ta służy jako symbol naśladowania męki, chęć usprawiedliwiania się męką od pracy.</pe>.</akap>





<naglowek_podrozdzial>2.</naglowek_podrozdzial>





<akap>Do tych samych wyników dojdziemy, gdy zestawimy inne zakresy twórczości romantycznej z ich nowoczesnymi pogłębieniami. <wyroznienie>Zawsze staje się tu
celem i ideałem to, co w istocie rzeczy
było stygmatem</wyroznienie>, wyciśniętym na romantykach
przez nieszczęście: --- nie ich obiektywna praca, lecz
kształt ich subiektywnego załamania się pod ciężarem.
Byłoby w ogóle ważną rzeczą i ciekawą wyjaśnić stosunek pomiędzy tym, co nazwałbym dramatyczną hipnozą a ciągłością pracy. Na umysły współczesnych
i następnych pokoleń działa często silniej, niż sama
rzeczywista praca twórcy, poety, myśliciela --- jego
postawa wobec życia, gest, ton. Jest to zrozumiałe:
wyniki i znaczenie pracy nie leżą na powierzchni, stają
się one jasnymi i oczywistymi dla pracującego jedynie,
który napotyka je na swojej drodze jako pozostawioną mu przez przeszłość pomoc lub przeszkodę: ---
o wiele silniej i dobitniej zarysowuje się znaczenie danego działacza nie w tej formie, w jakiej przedstawia
się ono z punktu dziejowej solidarności wysiłku i tworzenia, lecz tak, jak zastygło ono w uderzonej przez
nie wyobraźni widza. Wytwarza się złudzenie, że wielcy
twórcy nie tym byli, co uczyniło z nich twórców, tj.
zmagającymi się z rzeczywistymi przeszkodami, rzeczywistym oporem losu pracownikami --- lecz tym,
co widzieć z nich może tak lub inaczej ukształtowana
bierna wyobraźnia. Roztacza ona naokoło nich właściwą sobie próżnię trwania, zawieszonego ponad wysiłkiem i pracą, i krwawe, pracowite życie przeistacza
w widowisko manifestującej samą siebie na niestawiającej oporu scenie --- jaźni. To, co było pracą, staje się
rolą, życie --- dramatycznym widzeniem. W każdym
historycznym wpływie istnieje zawsze ten pierwiastek:
najsilniej ulegają wpływowi w znaczeniu dramatyzującej
hipnozy ludzie najmniej zdolni prowadzić dalej pracę
tych, których wpływowi ulegają. Logika pracy zaś
i logika roli są zupełnie różne; pierwsza wymaga
walki z przeszkodą: samo zwycięstwo ma coś w sobie
z chropawej powierzchni, z jaką ścierał się pracujący,
rola wymaga efektowności. Świat służy tu jedynie za
scenę, za środek ujawnienia osobistości, ma być
dla niej przeźroczystym. Chcąc więc pełniej odczuć
dramatyzm postaci, z wolna przestawiamy ją z twardego,
rzeczywistego świata w środowisko nieuciskającego,
posłusznego eteru, mającego za zadanie tylko przenosić poprzez wieki patos duszy, dramatyczność czucia. Sama przeszkoda zostaje przedramatyzowana: zamiast zrozumieć, że taka, jaką była właśnie, a więc
bezimienna, nieokreślona, chaotyczna, ważyła ona na
losie twórcy, czynimy z niej godną naszego protagonisty partnerkę dramatu, obdarzamy ją od razu dobitnym, określonym znaczeniem. Z rzeczy istotnej, uderzającej na dusze jako to właśnie, co jest najstraszniejsze --- nieznane, czynimy dramatyczną, najdramatyczniejszą --- miarę sił naszych --- dekorację. Sądzimy, że pogłębiamy w ten sposób życie i postać,
a właściwie wypuszczamy z nich krew, czynimy pozór
z tego, co było jedyną i twardą prawdą. Sądzimy, że
gdy uchwycimy to unoszące się ponad życiem i pracą
dramatyczne powietrze, gdy oddychać będziemy jak
najprzeźroczystszym eterem --- tym, co było śmiertelnym tchnieniem łamiących się, druzgotanych piersi ---
zrozumiemy samą jaźń twórców, najwewnętrzniejszą
ich duszę. I że żyć tak, jak oni, znaczy to wyciskać
z naszego codziennego życia --- ich gest, na wieki
utracony, to znaczy zamieniać własną naszą rzeczywistość --- nasze niedokonane zadanie w postument,
na którym rozegrać można ich dramat, który staje się
tylko naszym <wyroznienie>grymasem</wyroznienie>. Ponieważ oni pracowali,
nasze życie ma się stać dekoracją i gdy wydaje się
nam, że rzeczywistość nasza źle te funkcje spełnia, że
jest dekoracją niedostatecznie jasno, dramatycznie malowaną --- sądzimy, że głębszym jest jeszcze, niż tych
przeminionych --- nasze cierpienie, nasza samotność
bardziej, niż ich, istotną. Oni łamali się z wiecznie bezimiennym, milczącym i gniotącym losem, nam świat
nie chce stać się posłusznym teatrem; co chwila wypada z roli, z tej roli, którą oni wypisywali krwią
i potem. Świat nie chce słuchać naszego gestu tak,
jak słuchał ich pracy: jesteśmy więc chyba o jedną
co najmniej kondygnację głębiej pogrążeni w duchowym piekle. Młoda Polska czuje się skłonna tłumaczyć okolicznościami łagodzącymi to, co było samoistnie rzetelnie ludzkim twórczym życiem romantyzmu,
a co wydaje się jej brakiem konsekwencji i uświadomienia. Ci dawni żyli nie jak bohaterowie naszego
dramatu, lecz jak pracownicy, walczący z własnym losem: --- na każdym kroku więc napotyka myśl nowoczesnego maga opłakane następstwa faktu, że ci ludzie przeciwstawiali losowi tylko pierś i duszę ---
a nie wyuczoną rolę. Wtedy tylko myśl nasza obejmuje granice naszej istoty, gdy czuje gniotące ją brzemię, gdy na całej powierzchni swej, by istnieć --- musi
stawiać opór i walczyć. Granice życia --- to bowiem
zawsze linia oporu, nigdy spokój, nigdy posiadanie.
Prawdą twórcy jest zawsze to, jak sam siebie utrzymywał i stwarzał, nie zaś jak siebie oglądał i posiadał. To, co istnieje w twórcy jako świadomość, jest
zawsze stosunkowo późnym, mniej głębokim; sztywnością śmierci raczej, niż parciem życia. Życie najistotniejsze jest nie tam, gdzie się <wyroznienie>ma</wyroznienie> już świadomość,
lecz tam, gdzie się ją wytwarza, wydobywa, wyrywa
z głębin kipiącego żywiołu. Gdy zaś my usiłujemy
z naszego zawsze nowego, zawsze innego życia ---
wydobyć jakąś świadomość minioną, gdy staramy się
umyślnie tak żyć, aby ona dała się na powierzchni
naszego istnienia utrzymać, uczymy się żyć tak, jak
nigdy nie żył twórca, tj. ponad własną pracą, własnym losem. Najgłębszą rzeczywistością, jaką miał
w sobie Mickiewicz, był entuzjazm czynny, wiara, siła
woli. Gdy dążył on całą siłą duszy ku życiu, jakie pragnął tworzyć --- życie, o ile nie zlewało się z tym
jego pędem, było mu przeszkodą lub środkiem. Kształt
indywidualny życia, jego własna wewnętrzna logika
były tu pojmowane tylko jako to, czym są one dla
usiłującego dźwignąć martwą bryłę entuzjazmu. Życie
myślowe było tu podporządkowane dwom zasadniczym
zadaniom: przede wszystkim musiał być utrzymany
sam poziom natężenia moralnego wśród emigranckiej
gromadki, następnie zaś natężenie to musiało być
przeniesione na cały kraj, całe społeczeństwo. Takie
,,poczynanie z ducha" nie było bynajmniej czymś wyjątkowym ani problematycznym z punktu widzenia
panujących w pierwszej połowie XIX stulecia pojęć.
Zasadniczym momentem, odróżniającym pojęcia te od
zapatrywań, które przeważać zaczęły wśród umysłów
kulturalnych po roku 1848, było to, że na pierwszy
plan wysuwało się nie normalne stałe życie społeczne,
lecz społeczeństwo w stanie przesilenia. Nastrój społeczny w czasie rewolucji, gorączkowa atmosfera, pod
której wpływem całe życie i jego kierunek zdają się
zależeć od takiego lub innego postanowienia, od aktu
woli, przetwarzały się w umysłach historyków i publicystów w pewien rodzaj samodzielnej istności, w bóstwo utajone w piersi ludu. Spirytualistyczne i idealistyczne pojmowanie dziejów w pierwszej połowie zeszłego stulecia polegały właśnie na tego rodzaju mitologii rewolucyjnej. Życie społeczne w czasie spokoju
rozpatrywane było jedynie jako proces przygotowawczy, jako czas dojrzewania ducha, istotą był sam duch,
to zatracający siebie wśród wydarzeń, to znowu dochodzący do samopoznania. Olbrzymie, jedyne w swoim
rodzaju poematy historyczne Micheleta<pe><slowo_obce>Michelet, Jules</slowo_obce> (1798--1874) --- francuski filozof i historyk, profesor m.in. Sorbony i Collège de France. Głosił poglądy liberalne i antyklerykalne; sympatyzował z Polską, opublikował m.in. tekst <tytul_dziela>Kościuszko, legenda demokratyczna</tytul_dziela> (1851).</pe> powstały z takiego właśnie nastroju, takiego stanowiska względem
życia. Założeniem jest dusza zbiorowa, stwarzająca
swoje losy --- fikcja uczuciowa, tak łatwo zapuszczająca korzenie w umysłach w czasie rewolucyjnym, gdy
zdaje się, gdy przede wszystkim wierzy się i pragnie
się wierzyć, że przyszłość cała zależy od takiego lub
innego postanowienia, od zwycięstwa tego lub innego
stronnictwa. Pojęcia, jakimi operują tacy historycy
jak Michelet lub Louis Blanc<pe><slowo_obce>Blanc, Jean Joseph Louis</slowo_obce> (1811--1882) --- francuski polityk, historyk, pisarz polityczny, mason, jeden z przywódców rewolucji lutowej 1848; prekursor spółdzielczości.</pe>, tacy pisarze, jak Mazzini<pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski rewolucjonista, przywódca demokratyczno-republikańskiego nurtu <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, walczył o wolność w antyaustriackiej partyzantce razem z Garibaldim, założył organizację Młode Włochy (1831) i Młoda Europa (1834), należał do masonerii.</pe>
lub Börne<pe><slowo_obce>Börne, Ludwig</slowo_obce> (1786--1837) --- właśc. Löb Baruch, niemiecki dziennikarz, publicysta, związany z organizacją Młode Niemcy, stworzoną na wzór Młodych Włoch powołanych przez Mazziniego.</pe> nie mogą być zrozumiane bez związku z tą
rzeczywistością psychiczną, która je zrodziła. Nie są
to wytwory chłodnej myśli poznającej, lecz najniezbędniejsze, żywiołowo powstające fikcje walki. W momencie walki nie zajmujemy się genezą właściwości
naszego przeciwnika, nie analizujemy go jako przedmiotu poznania: walczący ujmuje siebie i rzeczywistość
<slowo_obce>en bloc</slowo_obce><pe><slowo_obce>en bloc</slowo_obce> (fr.) --- w całości, ogółem.</pe> w wielkich syntetycznych obrazach. Anglia,
Niemcy, Rzym, Kościół --- to nie są dla Micheleta wielkie
kompleksy faktów, są to jakby osoby, zbiorowe dusze;
w pewnych chwilach cały naród, cała instytucja, cały
kierunek myśli staje się w jego oczach wielką postacią, jedną wrogą wolą, również jak jedną wszechpotężną wolą staje się sprawa, z którą on się utożsamia. Walczący nie analizuje tego, co zdoła wykonać po
zwycięstwie: zwycięstwo jest dla niego celem absolutnym; wszystko, co ma związek z nim --- nabiera
tego samego charakteru bezwzględności. Interesuje go
tylko to, co ma związek z walką i zwycięstwem: ---
wszystko inne jakby nie istnieje. Spirytualistyczna filozofia historii operuje pojęciami, który wykrystalizowały
się z takich wzruszeń i uproszczonych chwil boju i kryzysu. Myśl polskiej emigracji stykała się na Zachodzie
nieustannie z tego rodzaju poglądami na historię i życie. Odpowiadały one jej własnemu położeniu życiowemu i stwarzały złudzenie, że sama emigracja nie
jest niczym wyjątkowym. Jeżeli ona dążyła do odzyskania ojczyzny, do odrodzenia jej z ducha, to w takim samem położeniu znajdowały się emigracje włoska, niemiecka, mniejszości opozycyjne wszystkich narodów i krajów. A przecież mniejszości te wywierały wpływ przeważnie na tworzenie się świadomości kulturalnej. Idealizm
dziejowy nie był teorią, był stanem duszy, atmosferą,
wytwarzaną przez życie i doświadczenia osobiste najbardziej wartościowych pierwiastków i grup inteligencji
europejskiej. Dzisiaj, kiedy w znacznej mierze osłabły
lub całkiem zanikły wzruszeniowo-popędowe skojarzenia, wywołane przez takie pojęcia, jak swoboda,
idea narodowa, duch ludzki itp., trudno nam zdać
sobie sprawę z psychicznej natury tych konstrukcji
myślowych. Gdy przypisujemy im znaczenie wyłącznie
poznawcze, nie rozumiemy ich istoty. Były one czymś
zgoła innym: aktami życia. Inteligencja, która wytwarzała te pojęcia, widziała w samej sobie twórczynię
sił dziejowych; od jej postanowień miały zależeć poruszenia mas ludowych i ich przyszłość; we własnym
życiu psychicznym widziała ona rodzenie się i dojrzewanie prądów dziejowych; jej własne przeżycia
wychodziły poza nią; rzutowała je ona na olbrzymie
tła. Było to naturalne. Tylko wierząc w takie znaczenie własnego życia, tylko wierząc, że posiada ono
taką utajoną moc społeczną, inteligencja mogła zachować przekonanie o swoim czynnym znaczeniu, zachować w sobie moc i zdolność czynu. Dla ludzi,
którzy obracali się w kołach europejskiej inteligencji
postępowej, takie mitologiczne twory myśli, jak dusza
Europy, duch narodu, duch świata były rzeczywistościami: gdy bowiem emocjonalne i popędowe życie,
osobiste doświadczenia życiowe jakiejś grupy ludzi
związane są z jakimiś stale powracającymi abstrakcjami
myślowymi, abstrakcje te stają się czymś niemal konkretnym, osobiście doświadczonym, przeżytym. Rzeczywista ludzkość istniała dla kół, wytwarzających myśl
nie w samym swym konkretnym, z dnia na dzień nieustannym wysiłkiem utrzymującym się życiu, lecz w stanach duszy, wzruszeniach i myślach przodujących inteligentnych kół i jednostek. Życie umysłowe emigracji
naszej rozwijało się na tym ogólnym tle. Emigracja
musiała ocalić, ugruntować Polskę jako własne przeżycie wewnętrzne, jako własne przekonanie, akt woli
i wiary, i jednocześnie tak ocaloną Polskę w życiu
stworzyć. Z tych jej zadań wynikała cała jej praca
myślowa, jej pojęcia, metody i punkty widzenia. Dzisiaj pojmują niektórzy z tych, co nagle dokonali odkrycia Mickiewicza, literaturę i ideologię emigracyjną
tak, jak gdyby były one pewnym rodzajem wyższego
odrębnego --- narodowego poznania. Jest to zarówno
niesłuszne, jak i niebezpieczne. Cała twórczość naszej
emigracji wydaje się nam czymś tak całkowicie jedynym wtedy tylko, gdy rozpatrujemy ją bez związku
z całym ówczesnym nastrojem kulturalnym. Zachodzi
tu bardzo ciekawe zjawisko: te same procesy myślowe,
te same personifikacje mistyczne narodów, epok itp.
które, spotykane w pismach naszych poetów i myślicieli, budzą oddźwięki uczuciowe i odzyskują do pewnego stopnia swe pierwotne życie, pozostawiają nas
zimnymi lub przynajmniej nie wzruszają nas w tej samej mierze, gdy napotykamy je na kartach pisarzy
innych narodowości. Stąd powstaje wrażenie, że nasza
romantyka była zjawiskiem innego rzędu, że nie tknął
się jej czas<pr>Często ma miejsce zjawisko wręcz przeciwne: ludzie,
co rozczarowali się do własnego romantyzmu, są pobłażliwsi, gdy
idzie o pojęcia i uczucia romantyczne innego narodu; w ogóle
sądy nasze o zjawiskach życia duchowego są zawsze raczej
wyrazem naszych przeżyć, niż wynikiem ściśle poznawczego
stosunku.</pr>. Niewątpliwym jest, że nawet gdy się
mówi o powinowactwie pomysłów i uczuć Lamennais'ego lub Mazziniego i Mickiewicza, nie mierzy się
jedną i tą samą miarą tych mężów. Dla nas jest nie
tylko Lamennais, ale i Mazzini pisarzem, słowa
Mickiewicza brzmią nam jak spoza czasu; frazeologia Lamennais'ego i Mazziniego wydaje się nam przestarzała i budzi wątpliwości co do głębokości samych
przeżyć<pr>Nic nie przeszkodzi niewątpliwie ,,obywatelskiej" naszej prasie fałszować i nadal każde moje zdanie; i jakiś nowy
lub wreszcie ten sam p. Emil Haecker może napisać, że ja
nazwałem Mazziniego frazeologiem. Jest się raz na zawsze
bezsilnym wobec ludzi, którzy nie cofają się przed <wyroznienie>fałszywym podaniem treści, celowym utajeniem pewnych szczegółów lub sfałszowaniem tekstu</wyroznienie>.
Tu tylko zaznaczam, że w kraju, gdzie za jedyną postać czci,
oddawanej wielkim uchodzi ślepota psychologiczna, każdy, kto
pragnie ustalenia szczerych, na poznaniu opartych stosunków
między przeszłością i teraźniejszością --- wydaje się bluźniercą.</pr>. Tego rodzaju niepoddawane krytyce odczucia subiektywne umożliwiły ugruntować się przesądom
i nałogom, pozwalającym lub wprost nakazującym wyrywać działalność myślową emigracji naszej ze związków, jakie łączyły ją z ówczesnymi pokrewnymi jej
europejskimi prądami umysłowymi. To wyrwanie jej
z tych związków miało tym zgubniejsze następstwa,
że <wyroznienie>odrębność rzeczywista</wyroznienie> naszej myśli romantycznej i emigracyjnej nie mogła być <wyroznienie>zrozumiana</wyroznienie>
i określona przy takim pozahistorycznym pojmowaniu jej. W ten sposób cały szereg zagadnień mających całkiem pierwszorzędne znaczenie dla naszego
umysłowego życia nie doszedł wprost do świadomości.
Tylko dokładne wżycie się w strukturę psychiczną epoki,
w cały skład ówczesnej kultury, jednym słowem tylko
zrozumienie <wyroznienie>języka historycznego</wyroznienie>, w jakim myśleli romantycy, pozwala nam dokładnie zdać zdać sobie
sprawę z tego, na czym polegała specyficzna polskość
ich sposobu ujmowania dziejowych i kulturalnych zagadnień. Nie może tu być mowy o mniej więcej choćby
tylko wystarczającym rozpatrzeniu wszystkich stosunków i problematów; poprzestać muszę na wyznaczeniu
zasadniczych linii i planów myślowych.</akap>




<akap>Można twierdzić, że na ogół we wszystkich zasadniczych procesach duchowych, których wynikiem była
twórczość romantyków naszych, powracał jeden i ten
sam głęboki rytm. Chodziło przede wszystkim o stworzenie dla samych siebie atmosfery psychicznej, pozwalającej zachować swą samoistność duchową pośród
otaczających emigrację prądów i kierunków zachodnioeuropejskiej kultury; trzeba było z tej tak ocalonej
atmosfery własnej wydobyć ogólnie narodowego polskiego ducha, polską wiarę. Oddzielne jednostki, gromadka oddartych od życia i związku z własnym społeczeństwem ludzi --- musiały tu stworzyć <wyroznienie>dzieło niemożliwe</wyroznienie>, stworzyć to, co może być wynikiem tylko
pracy całego narodu: własną świadomość narodową.
Mamy tu do czynienia z procesem, który da się w ten
sposób przedstawić szematycznie. Życie umysłowe Zachodu stawia naszym twórcom i pracownikom cały
szereg postulatów: aby ostać się wobec myśli społecznej francuskiej, niemieckiej metafizyki --- muszą oni
w samych sobie mieć rozwiązanie zagadnień, stawianych lub rozstrzyganych przez te kierunki myśli; i rozwiązania te muszą ukazać się im jako specjalnie polskie dzieło. Muszą oni w polskiej tradycji, polskiej
historii, szukać treści i właściwości, które pozwoliłyby
wierzyć, że <wyroznienie>dzieje polskie i ich wynik stanowią odpowiedź na niepokojące Europę
najistotniejsze problemy</wyroznienie>. Europa stawia tu
zagadnienia, dzieje Polski muszą na nie odpowiedzieć:
takim jest założenie duchowe całej pracy duchowej
naszej emigracji. Gdy zrozumiemy to założenie, jasnymi staną się dla nas i wyniki: tylko przez zrozumienie rzeczywistych warunków pracy można dojść do
szczerego z nią współczucia. Łatwiej jest ujawniać
swój podziw przez przypisywanie tym, którzy stają się
jego ofiarą, właściwości, jakie z tego lub innego powodu cieszą się w danym środowisku uznaniem. Tego
rodzaju uczuciowe fałszerstwo uchodzi za wyraz patriotyzmu w krytyce. Książka niniejsza postawiła sobie za zadanie --- sprawdzenie wszelkich pojęć i miar,
jakimi się dziś w Polsce posługują. Idzie mi tu o zrozumienie romantyków jako kulturalno-historycznego
zjawiska. Nie można zaś zrozumieć, nie określając.
Gdy z ustalonym powyżej założeniem przystępujemy
do rozpatrzenia działalności romantyków, spostrzegamy, jak dalece była ona uwarunkowana przez te,
przez los określone, tragiczne warunki. Jedno i to
samo prawo myślowe odnajdujemy zarówno w filozofii Cieszkowskiego<pe><slowo_obce>Cieszkowski, August</slowo_obce> (1814--1894) --- herbu Dołęga, filozof, działacz społeczny, ekonomista, współtwórca mesjanizmu polskiego.</pe>, jak i w poglądach społeczno-historycznych Mickiewicza lub założeniach filozofii mistycznej i teatru Słowackiego. Na ogół sprawa przedstawia się w ten sposób: wyniki kultury zachodnioeuropejskiej uwarunkowane były przez proces, którego
sens prawdziwy polegał na wyzwoleniu umysłowych reprezentantów i kierowników procesu wytwórczego spod władzy feudalno-klerykalnych form społecznych. Proces
ten, którego zakończenie leży w niezbyt bliskiej zapewne przyszłości przed nami --- nie posiadał naówczas
swojej pełnej samowiedzy. Pomimo to stanowił on
realną podstawę całego ruchu: jego wyniki umysłowe
stanowiły jeden z momentów zasadniczych ówczesnej kulturalnej psychiki. Psychika uważała samą siebie za twórczynią życia, wierzyła, że posiada w sobie wszystko, co
jest niezbędne do tworzenia życia i kierowania nim. Było
w tym dużo złudzeń, ale nie wszystko było złudzeniem.
Jednym z momentów tej psychiki była swoboda badania
i to przede wszystkim badania zwróconego ku poznaniu przyrody. Psychika uznawała te postulaty poznawcze za samoistny czyn rozumu. Nie było to ścisłe:
nauka i jej pojęcia, nauka o przyrodzie przede wszystkim --- wszystko to pozostaje w związku z rozwojem
techniki nowoczesnej i nowoczesnych form ekonomicznego życia. Jest to niewątpliwe --- ale niewątpliwym
jest i to, że wymagania naukowego myślenia stanowiły realną wartość tej nowoczesnej psychiki europejskiej. Podobnie rzecz się ma z postulatami prawnymi:
i one też rozwinęły się w Europie w związku z procesem wytwórczym i dzięki walce wytworzonych przez
ten proces pierwiastków społecznych przeciwko przestarzałym formom. Chociaż znowu postulaty te uchodziły za dzieło czystej myśli --- myśl ta nie błądziła,
czując ich głęboką konieczność, czując, że nie może
się ich wyrzec, że posiadają one pewien własny swój
specyficzny ciężar, że raz stworzone stawiają one każdemu atakowi nieprzemożony opór. Myśl polskiej emigracji nie czuła tego oporu, nie pozostawała bowiem
w żadnym związku z tą rzeczywistością społeczną, która
ukrywała się poza logiką myśli: --- dla niej było to
wszystko dziełem samego ducha, sama zaś rzeczywistość historyczna tegoż ducha wynikiem. Pierwszym
rysem zasadniczym polskiej ideologii romantycznej jest
pewna specjalna swoboda wobec tego, co stanowi treść
myślową pokrewnych jej europejskich dążeń. Mickiewicz nie jest w stanie zrozumieć, że filozofia niemiecka
<wyroznienie>nie tworzy w próżni</wyroznienie>, ale w formie tworzenia opracowuje dane jej przez historię zagadnienia, że idzie
tu nie o samowolę myśli, lecz o przyjęcie odpowiedzialności za pewną określoną historię, o samowiedne opanowanie pewnej określonej tradycji i kultury. Przecina więc on prostym aktem woli zagadnienia, w których w formie problematu logicznego ujmowany był jakiś problem dziejowo-społeczny, nie dający się wykreślić z pocztu rzeczywistości dziejowych
przez postanowienie czystej samowoli. Te sprawdziany
naukowe i społeczne, których ucisk krępuje ideologów niemieckich i francuskich, nie działały w tej samej
mierze na polskich romantyków. Uważali oni ten swój
luźny związek z tradycją naukową, mętniejsze poczucie
rzeczywistości ekonomicznej, za rys specjalnie polski,
a ponieważ pozwalał on im nie dostrzegać trudności,
z którymi walczyli przedstawiciele myśli Zachodu, więc
widzieli oni w tym wyższość polskości, jej specjalną
misję. Wyższość ta polegała właściwie na nieobecności
w społeczeństwie polskim, ani w tradycji polskiej świadomego siebie mieszczaństwa przemysłowego. Romantycy Zachodu czuli bezwiednie pod sobą, jako swój
grunt lub jako rzeczywistą przeszkodę, ukonstytuowane
lub konstytuujące się społeczeństwo mieszczańskie. Polska myśl wisiała pod tym względem w próżni i brak
oporu ze strony życia, czyli właściwie brak samej podstawy, na której oprzeć by się mogła --- odczuwała
jako swoją swobodę. Gdy się czyta obok siebie kurs
<wyroznienie>Literatur</wyroznienie>, dzieła Micheleta i Quineta<pe><slowo_obce>Quinet, Edgar</slowo_obce> (1803--1875) --- francuski historyk, filozof, pisarz; profesor literatury Collège de France; przyjaciel Mickiewicza.</pe> --- rzuca się
to natychmiast w oczy. Pozornie mamy tu te same
słowa i poglądy: w istocie tło życiowe jest zupełnie
różne. Poza Micheletem mamy zawsze społeczeństwo
wstrząsane do głębi przez własne swe życie, społeczeństwo potrzebujące nauki, czujące związek swój z przyrodą, gdyż od trzech wieków już, choć bezwiednie, myślące pod naciskiem przemysłu, mamy więc fakt życiowy, posiadający pewne granice, mający w sobie
twardy i rzeczywisty, wypracowany w ciągu dziejów
kościec. U Mickiewicza nic podobnego: swoboda tu
nie napotyka przeszkód, ale gdy szukamy jej podstaw,
znajdujemy samo tylko ukrzyżowane serce poety, wyrywające się w ekstazie ku krajowi. Kraj sam przez
się istnieje tylko jako plazma miłości: sam duch Mickiewicza kształtuje go, określa, zmienia dowolnie sam
sens jego przeszłości. Mało jest książek tak całkowicie
wzniosłych, jak kursy Mickiewiczowskie, ale nie rozumie się ich, póki nie pojmuje się ich tragicznego charakteru. Nie jako myśl, lecz jako akt woli istnieje ta
książka, nie jako program działania, plan myślowy,
lecz jako wytężenie serca. Rzeczywistość jest nie w przedmiocie, lecz w osobie, w samym Mickiewiczu. Jest to
nie samopoznanie narodu, lecz akt wiary Mickiewicza
w naród. Celem i zadaniem tych wykładów było ---
wykazać samemu sobie i słuchaczowi, że myśl europejska ma granice, że poza granicami jej właśnie rozpoczyna się misja Polski. Granicami myśli europejskiej była Europa sama. Wyższość Polski nad nią to
było właściwie to, że nie żyła ona jeszcze samoistnie
na europejskim poziomie. Na przykładzie wystąpi to
wyraźniej. Mickiewicz mówi np. jako o przedstawicielach samoistnego ducha polskiego o konfederatach
barskich, księdzu Marku itp. Ma on niewątpliwie słuszność, widząc w nich obrońców samoistnego życia;
nie zmienia to jednak w niczym stosunku, jaki zachodzi pomiędzy konfederatami barskimi a np. tragicznymi indywidualnościami włoskiego odrodzenia, hugenotami
francuskimi i angielskimi purytanami, bohaterami holenderskiego mieszczaństwa. Nie dosyć jest stwierdzić,
że dany typ życia czuje swą odrębność wobec innych:
trzeba jeszcze zbadać, na czym on polega, jakie są
jego podstawy w życiu. Jest rzeczą jasną, że w zestawieniu z nowoczesną Europą konfederaci reprezentowali tylko wolę samoistnego życia: żyć na poziomie
nowoczesnego życia <wyroznienie>samoistnie</wyroznienie>, tj. nie dzięki przypadkowi, lecz na podstawie opanowania zagadnień, stawianych przez ten poziom, nie zdołaliby oni. Świat
nowoczesny nie istniał dla nich. Świat ten jako twarda
rzeczywistość, zdobyta przez ludzką pracę, nie istniał
w ogóle dla Polski, jaką znał Mickiewicz. Chcieć żyć,
znaczyło to właśnie zdobyć ten świat, uczynić zeń
swoje posłuszne narzędzie. Mickiewicz, który w filozofii Hegla<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, przedstawiciel klasycznego idealizmu; twórca całościowego systemu filozoficznego, składającego się z logiki, filozofii przyrody i filozofii ducha, odległy inspirator marksizmu. Napisał m.in. <tytul_dziela>Fenomenologię ducha</tytul_dziela> (1807) i <tytul_dziela>Naukę logiki w trzech tomach</tytul_dziela> (1812--1816).</pe> widział martwą doktrynę tylko, nie zdawał
sobie sprawy z tego zagadnienia. Siłą, jaką rozporządzał on realnie na emigracji, była wiara, i w jego
oczach wiara zdolna była do wszystkiego. Nie dostrzegał on, że to, w czym widział on swobodę od ograniczoności współczesnego zachodniego świata, było też
<wyroznienie>beztreściowością kulturalnej świadomości
polskiej</wyroznienie>. Że problem nie na tym tylko polega, czy
Polacy zachowają wiarę w swą samoistność wobec
Europy, lecz czy zdołają na podstawie tej wiary stworzyć typ życia, utrzymujący się jako samoistny twór
na powierzchni historycznego świata. Problem ten
przedstawiał mu się całkowicie idealistycznie: myśl polska w osobie swych przedstawicieli poznała granice,
braki i rozdarcia europejskiego świata, zdoła więc
stworzyć świat wyższy, który będzie miał już z góry
w sobie rozwiązanie tych zagadnień, z którymi świat

europejski się zmaga. Oczywiście raz zdobyta wiara
ta przybierała w umyśle poety postać teoretycznego
poznania: nadzieje emigranckiej duszy odnajdywał on
jakby na dnie tradycji plemiennej. Niemniej jednak
takim było życiowe pochodzenie i znaczenie tych
myśli: --- było to heroiczne ocalenie wiary, ale nie
metoda tworzenia i opanowywania rzeczywistości. ---
Człowiek żyje według Mickiewicza w świecie, odbijającym bezpośrednio jego <wyroznienie>przejścia etyczne</wyroznienie>: siła
woli i wiary była tu wszechpotężna, moc moralna
była dźwignią, stwarzającą rzeczywistość. Sprawa jednak
przedstawia się inaczej. To, co przeżywa w granicach
własnej psychiki dany typ życiowy, nie rozstrzyga jeszcze o jego panowaniu nad światem. Zwycięstwa moralne stają się zwycięstwami dziejowymi poprzez
stworzenie takiej lub innej siły, stawiającej światu opór.
Problem polega nie tylko na tym, aby zachować wiarę
w Polskę, ale by stworzyć Polskę jako realną moc dziejową. Z punktu widzenia świadomości, szukającej przed
sobą drogi --- zagadnienie to formułuje się mniej więcej w ten sposób: stworzyć Polaka-człowieka, najskuteczniej panującego nad siłami przyrody i jak najcelniej grupującego i koordynującego swe wysiłki społeczne. Przeistoczenie świadomości polskiej w narzędzie ułatwiające rodzenie się i dojrzewanie tego typu
jest właśnie zadaniem myśli polskiej. Pracy tej usiłowała emigracja dokonać w swoim zakresie: stwarzała
ona warunki psychiczne, umożliwiające i podtrzymujące wiarę i wolę narodową w samej emigracji, utrzymywała przekonanie, że świat nie jest zamknięty, zakończony, że istnieją w nim jeszcze niedokonane zadania, istnieje więc jeszcze miejsce dla nowych prac,
nowych wysiłków, ukształtowań społecznych. Emigracja
usiłowała skojarzyć, sprząc sprawę polską ze sprawą
przyszłości świata, starała się zdobyć moc moralną,
której posiadanie czyniłoby istnienie Polski koniecznym.
Ujmowała ona zagadnienia w warunkach stworzonych
przez jej tragiczne położenie. Dzisiaj praca polska,
wszystkie polskie usiłowania historyczne ześrodkowują
się w samym kraju. Podstawą wszelkiej działalności
są te przekształcenia, jakim ulega polska rzeczywistość:
mówiliśmy już wielokrotnie, jak przedstawia się nam
dzisiaj zasadnicze zagadnienie polskie. Sądzimy, że to
zagadnienie w swojej dzisiejszej formie odpowiada całkowicie kierunkowi myśli Mickiewicza. Rodzi się właśnie typ Polaka, zdolnego żyć na najwyższym poziomie,
stworzonym przez europejską kulturę. Powstawanie
tego typu, jego walka, dojrzewanie, przekształcanie
polskiej kultury w organ jego panowania nad światem
i własnego samorządu --- oto droga, po której musi iść
myśl polska. Musi ona stać się świadomością swobodnych, zdolnych do samoistnej pracy na najwyższym
poziomie technicznym robotników. Mickiewicz starał
się czuć i myśleć w centrum spraw i sił żywych; dziś
żyłby niezawodnie dla tej oto sprawy: dawałby jej
najprostszy i najszczerszy wyraz. Dziś zaś uważa się
za spełnienie posłannictwa Mickiewiczowskiego, gdy
się myśli jego ówczesnymi myślami, czyli gdy się odchyla swe serce od życia czasu, gdy czyni się to,
czego on nigdy nie czynił. Szuka się prawdy nie
w związku z życiem, nie przez przejęcie się nim, lecz
w odwróceniu się od życia ku myślom i uczuciom,
związanym z całkiem innymi warunkami. Przenoszenie
dzisiaj w naszą obecną rzeczywistość Mickiewiczowskich myśli jest przetwarzaniem psychologii usiłującego utrzymać się we wszechświatowym procesie wytwórczym narodu w psychologię gromadki, oddartej
od wytwórczości, od kraju, od właściwego życia. To,
co było wtedy bohaterstwem, jest dzisiaj ucieczką myślową, złudzeniem, kłamstwem i obłudą. Dla emigracji ówczesnej zadaniem było zachować wiarę w swą
samoistność wobec naporu obcych prądów myślowych,
obcego życia, zadaniem dzisiejszych polskich pracowników jest stworzyć nie panującą nad zwątpieniem
wiarę --- lecz panującą nad rzeczywistym życiem ---
myśl polską. Emigracja musiała wierzyć w siebie wbrew
nauce mieszczańskiego, korzącego się przed faktem
dokonanym świata, polska myśl musi dziś uczynić
z nauki organ polskiej pracy, wcielić ją w organizm
stwarzającej samą siebie swobody polskiej. Dla emigracji najważniejszą była wiara i wola; dziś poprzestawać na woli i wierze, to nie wiedzieć, że życie domaga się o pracę dokonywaną, o samo dokonanie. 
Nie o to chodzi tylko, aby Polak chciał być samoistnym, ale o to, aby rwący się ku samoistności
polski lud pracujący posiadał organy dla tej swojej
woli. Zagadnienia dzisiejsze są konkretne, gdyż powstają wśród rzeczywistości: przeciwstawiać im dawniejsze, romantyczne punkty widzenia, znaczy to traktować z tą dumną niewiarą, z jaką romantycy odpychali zimne widmo zabójczego świata --- własne życie polskiego narodu, znaczy to traktować jako ,,paryski bruk" --- rodzinną glebę. Zadanie polskiej myśli ---
to stać się świadomością <wyroznienie>samoistnego</wyroznienie> panowania
nad światem pracy polskiej, to znaczy stać się sumieniem woli, zdolnej pracować swobodnie na najwyższym poziomie technicznym. Gdy zamiast wykuwania tej myśli --- hodujemy w sobie reminiscencje
romantyzmu, stwarzamy myśl, obcą wszelkiej technice,
opanowaniu jej, mogącą służyć tylko ludziom znajdującym się poza organizmem pracy. Pracujemy w kierunku wprost przeciwnym zadaniom życia, zamieniamy romantyzm w truciznę: z niego, który usiłował
stworzyć moc, zdolną przetrwać bezczynność przymusową, czynimy szkołę bezsiły i bezczynu. Kto za zadanie i wyższość myśli polskiej uważa heroiczne wytrwanie w niepojmowaniu nowoczesności, w beznaukowości myślenia, w uporczywym niedostrzeganiu, że typem przodującego narodowi postępowego Polaka jest
nie umęczony inteligent, lecz stwarzający własną pracą
swe podstawy życiowe i walczący o swe prawo robotnik, ten staje się głosicielem emigracji na wewnątrz.
I jest rzeczą niewątpliwą, że w oświetleniu Młodej
Polski --- romantyzm stał się pretekstem, mającym nadać wartość męczeństwa narodowego życiowej bezsilności. Przez pośrednictwo romantyzmu, pod jego sztandarem szczepi się dzisiaj estetyczną apatię wobec życia,
przekuwa się w obowiązek narodowy, w misję kulturalną --- sztucznie hodowaną niemoc; w ideał przekształca się niezdolność bezpośredniego rozumienia,
widzenia, czucia, pod osłoną Mickiewiczowskiego imienia zakłada się <wyroznienie>Monsalvat<pe><slowo_obce>Monsalvat</slowo_obce> --- zamek świętego Graala pojawiający się w legendach o Parsifalu i Lohengrinie.</pe></wyroznienie> --- schronisko egotystów,
nastrojowców i snobów. Najważniejsza jest wiara --- woła
Mickiewicz, najważniejsza jest wiara --- powtarzają dzisiejsi
jego wielbiciele: muszę tak sobie wyobrażać świat,
abym zawsze zachował wiarę w siebie --- niezależnie od
tego, co czynię i kim jestem. Postulatem dzisiejszego,
romantycznego kultu jest zasada: polski inteligent winien tak wyobrażać sobie świat, by mógł swoje bezczynne istnienie uważać za dźwignię narodowego bytu.
Tak uczył romantyzm. --- Tak nie uczył romantyzm:
widzieliśmy już to. Romantyzm był <wyroznienie>ocaleniem
wiary wśród realnej męki</wyroznienie>. Dziś zamienia się
w widowisko pasyjne dla własnej dumy co dnia odnawiane: --- własne swe bezpłodne istnienie. Nie mogę
nic zdziałać --- a jednak wierzę --- wołał romantyzm.
Widzicie, <wyroznienie>jak wierzę: --- przecież nic nie
robię</wyroznienie> --- powtarzają dzisiejsi epigoni. Tam była Golgota --- tu Oberammergau; tam męczeństwo, tu chęć
wykręcenia się ,,męką" od pracy.</akap>




<akap>Zwracam uwagę, że gdy mówię o dzisiejszych epigonach romantyzmu --- nie mam na myśli tych, którzy
bronią twardo i uporczywie konieczności niepodległości narodowej, czynnej wiary w samoistność polską.
Jestem z góry przygotowany, że będą usiłowali nadać
takie znaczenie moim słowom, wiem, że dla krytyków
pewnego typu kłamstwo, sfałszowanie tekstu, gdy
idzie o obowiązek partyjny, czy koteryjny, nie są niczym --- a więc wiem, że żadne postawienie kropki
nad ,,i" nie uchroni tej książki przed potwarzą. Idzie mi
tylko o uniemożliwienie nieporozumień dla ludzi dobrej
wiary. Otóż epigonami polskiego romantyzmu nazywam tych, którzy sądzą, że każde polskie zacofanie,
polskie próżniactwo etc. --- są też organami polskiej
samoistności. --- Uprawia się w Polsce na wielką
skalę grę na <wyroznienie>niby</wyroznienie> ze światem. Przyjmuje się naukę,
kulturę, klasowość, rewolucyjność do pewnego stopnia;
pragnie się mieć prawo do posługiwania się tym wszystkim, ale bez tych konsekwencji, które są nam niemiłe. Podnosi się następnie tę niezdolność do konsekwentnego myślenia, tę zasadniczą nieszczerość wewnętrzną --- do godności jakiejś podstawowej zasady logicznej. Chce się nauki, dopóki jest wygodna --- gdy
nią przystaje być --- apeluje się do samoistności. Tak
się dzieje ze wszystkim. Gdy romantycy przeciwstawiali swoje duchowe <slowo_obce>credo</slowo_obce> światu, czynili to w imię
swej tragedii; my dzisiaj romantyzmem nazywamy
<slowo_obce>credo</slowo_obce> naszej wygody umysłowej. Cierpienie romantyków nie uczyniło błędów, przyjmowanych przez nich,
prawdą, ale sprawiło, że błąd intelektualny nie stawał
się w nich fałszem moralnym, dziś czyni się z ,,romantyzmu" kokietowanie z prawdą. Polski ,,neomesjanista",
przyjmując jakąś prawdę naukową --- czyni to tak, jak
gdyby tu zależnym było <wyroznienie>tak</wyroznienie> lub <wyroznienie>nie</wyroznienie> od jego dobrej
woli. Panuje w pewnych zakątkach myśli polskiej nastrój tak wrogi prawdzie, iż nawet poza twierdzeniami
intelektualnie słusznymi kryć zdają się dążenia, nic
wspólnego z wolą prawdy niemające. Trzeba raz zrozumieć, że samoistność narodowa --- to nie jest schowanko, w którym skryć się można i zataić przed koniecznościami myśli, pracy, prawdy --- lecz właśnie
konieczność samoistnej pracy --- nakaz szczerości. Kto
chce być samoistnym, ten wie, że sam poniesie następstwa każdego swego zaniedbania. Romantycy usiłowali swe oderwane od kraju życie --- ocalić twardą
pracą nad sobą: proszę wziąć do ręki pisma Towiańskiego<pe><slowo_obce>Towiański, Andrzej</slowo_obce> (1799--1878) --- mistyk, filozof, prawnik; założyciel sekty skupiającej wyznawców jego mesjanistycznych poglądów --- Koło Sprawy Bożej, która wywarła duży wpływ m.in. na Mickiewicza.</pe> --- a po nich ,,komunę duchową" Romina, ogłoszone w roku 1908 wezwanie Micińskiego. Różnica
zarysowuje się niezmiernie twardo. Zakon jest koniecznością, gdy chodzi o wspólne, czynne życie, oparte nie
na pracy wśród świata, lecz na wyrabianiu i utrzymywaniu pewnych zdolności duchowych. Takim zakonem
była Towiańszczyzna. Wszędzie rzuca się w oczy u Towiańskiego mocna wola utrwalenia w organizmie duchowym każdej zdobyczy moralnej: usiłuje on wytworzyć takie współżycie, aby każda zdobycz moralna,
każde nowe natężenie woli i wiary nie zaginęły już
dla tego, kto się ich dopracował, by stały się dorobkiem całej gromady. Chodziło o wytworzenie wewnętrznej atmosfery, zdolnej znieść ucisk wrogiego świata
--- gdy się czyta <wyroznienie>Komunę</wyroznienie>, widzi się, że i tu idzie
także o atmosferę wewnętrzną. Pozornie mamy więc
tu do czynienia z jednym i tym samym zjawiskiem.
Lecz różnice są głębokie: Towiański nie widział bynajmniej w rozdźwięku między <wyroznienie>ja</wyroznienie> naszym i światem
naszej wyższości: każda właściwość psychiczna musiała
dowieść, że żyć zdoła, że zdoła wrosnąć w ciało, wytrzymać jego parcie: gmina Towiańskiego to było poddanie subiektywizmu jednostki zbiorowemu kryterium ---
to było roztoczenie nad duszami <wyroznienie>nacisku</wyroznienie>, pod
którym ostać się mogło tylko, co rzetelne; u Romina idzie
o atmosferę nie wzmożonej kontroli, lecz usuniętego
przeciwieństwa: tu nie hartuje się ni zbroi rycerz, lecz
leczy się z ran obrażonego egotyzmu każdy, kogo
dzisiejszy świat kaleczy. Idzie tu o bezbolesne przetrwanie życia, o uchronienie swojej ukrzyżowanej wyższości. Dla Towiańskiego każda ,,wyższość", która
nie zdołała świata wznieść do siebie --- była niemal
winą: dopiero przez wcielenie się w świat sama przed
sobą stwierdzała swe prawa. Towiański nakazywał
każdy ideał, każdą ekstazę ,,przeć przez ciało" --- tj.
stwierdzać, czy istnieje ona, czy może istnieć jako ,,stan
czynny". Samo przez się odchylenie się od świata psychiki dla Towiańskiego było przedmiotem wątpliwości,
było nie przywilejem, lecz kwestią, zagadnieniem, czymś,
co dopiero ma stwierdzić, uzasadnić swoje prawa. Towianizm stwarzał nad duszami jednostek atmosferę
wzmożonej, spotęgowanej odpowiedzialności historycznej: był on próbą wyższej miary niż samo życie; komuna Romina --- to sanatorium i cieplarnia Hamletów, to szczepienie hamletyzmu --- Prometeuszom.</akap>




<akap>Trzeba zwrócić uwagę, gdy się roztrząsa zasadnicze właściwości, podstawowe idee nowoczesnej literatury polskiej --- na pewien rys, dość trudny do określenia, posiadający jednak głębokie znaczenie. Brak
w niej szczerego, głębokiego poczucia konieczności życiowej, poczucia, że życie samo w sobie jest procesem uciążliwym, że musi ono stwarzać każdy poddany
sobie okruch istnienia w środowisku nieliczącym się
z nim i nieprzygotowanym na nie. Istnieją tu dwa
przeciwieństwa: łatwy spokój --- bierny optymizm lub
też nie dostrzegający samego trudu życia, szybujący po
nad nim --- duch. <tytul_dziela>Pan Jowialski<pe><slowo_obce>Pan Jowialski</slowo_obce> --- komedia Aleksandra Fredry, wystawiona po raz pierwszy w 1832.</pe></tytul_dziela> i <tytul_dziela>Król-Duch</tytul_dziela>
spowinowaceni są ze sobą, wyrastają z jednego i tego
samego dziejowego podłoża. Myśl polska nie powstawała i nie rozwijała się w związku z samoistną walką
narodu polskiego z żywiołem. Żywioł pozaludzki i żywioł wewnątrz nas burzący się i nieokiełznany nie
istnieją właściwie dla polskiej myśli. Istnieją jak gdyby
na wpół tylko, jako coś, z czym dojść można do jakiegoś nie opartego na żadnym zwycięstwie porozumienia.
Zarówno przyroda, jak i namiętność --- tragizm, demonizm wewnętrzny nie mają pełnych praw w polskiej
literaturze. Polski intelekt jak gdyby nie posiada środków do ujęcia ich w ich niezależnej od myśli rzeczywistości. Są to odcienie trudne do uchwycenia, lecz
istotne. W polskiej literaturze przy jej dotychczasowym
charakterze nie daje się pomyśleć ani Hebbel<pe><slowo_obce>Hebbel, Christian Friedrich</slowo_obce> (1813--1863) --- niemiecki dramatopisarz, propagatorem jego twórczości w Polsce był Karol Irzykowski. Dzieła: <tytul_dziela>Judyta</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Maria Magdalena</tytul_dziela>.</pe>, ani Balzak<pe><slowo_obce>Balzac, Honoré de</slowo_obce> (1799--1850) --- francuski prozaik okresu romantyzmu, nazywany ,,mistrzem realizmu". Autor cyklu powieściowego <tytul_dziela>Komedia ludzka</tytul_dziela> (m.in. <tytul_dziela>Ojciec Goriot</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Stracone złudzenia</tytul_dziela>), pokazującego życie społeczne, polityczne i obyczajowe we Francji od czasów rewolucji francuskiej do rządów Ludwika Filipa.</pe>, ani Kleist<pe><slowo_obce>Kleist von, Heinrich</slowo_obce> (1777--1811) --- niemiecki poeta, dramaturg i nowelista tworzący na przełomie klasycyzmu i romantyzmu; uważany za twórcę niemieckiej noweli psychologicznej. Dzieła: <tytul_dziela>Rozbity dzban</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Zaręczyny w San Domingo</tytul_dziela>.</pe>, ani Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe>, ani Machiavelli. Jak gdyby
myśl polska nie dojrzała jeszcze do tego stopnia, na
którym człowiek pozostaje sam na sam z sobą i z żywiołem, gdy staje się już jasnym, że wszystko zawsze
pociąga następstwa i że w mocy naszej jest tylko to, co
istnieje jako własna nasza, z żywiołu wewnętrznego wydobyta i opór stawiąca żywiołowi pozaludzkiemu siła.
Myśl polska unosi się ponad własnym losem i nie może
wstąpić w jedyne rzetelne ciało swojego istnienia. Mówiłem już o czynnikach, izolujących myśl polską w ciągu
samoistnych dziejów narodu. Rycerz i szlachcic-ziemianin czuli się zależnymi tylko od siebie: żyli jakby zawieszeni w powietrzu męstwa i beztroskliwości --- nie
w twardym żywiole pracy. Do dziś dnia ta legenda
samowoli ukazuje się nam jako polskie pojęcie swobody. Swobody tu nie ma. Nie dojrzano tu jeszcze do
niej. Swoboda to życie stwarzające własne swoje podstawy: przepracowuje się ona poprzez obcy sobie
żywioł, mężnieje i tężeje, przemagając jego opór; gdy
staje w słońcu, ma w sobie siłę, która siły obcego żywiołu przezwyciężyła: nie zaprzecza ona ich istnienia,
gdyż ma pod sobą ich nieustanne rwanie się, powstrzymuje je nieustannym, zwycięskim naprężeniem. <wyroznienie>Siłą
panującą nad siłami --- jest swoboda:
czymś określonym, mającym granice.</wyroznienie> Bezgraniczną i nieokreśloną jest tylko swoboda myśli
i uczuć, niezwiązanych z życiem. Rycerz może myśleć
co chce o przyrodzie i o sobie, byle był mężny; dopóki pracuje poddana gromada, szlachcic może rozstrzygać, co przyjmie i co odrzuci jego pańska łaska
z wyników ludzkiej pracy. Przypadkowość, unoszona
przez konstelację warunków dziejowych, nieopanowanych przez nią, niedostrzegająca własnej swej zależności --- póki jej warunki trwać pozwalają --- oto realne
znaczenie szlacheckiej, wyniesionej ponad dobro i zło
samowoli. I jeżeli dziś zapytuje p. Berent<pe><slowo_obce>Berent, Wacław</slowo_obce> (1873--1940) --- prozaik i tłumacz z okresu Młodej Polski. Dzieła: <tytul_dziela>Próchno</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ozimina</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Żywe kamienie</tytul_dziela>.</pe> --- kto był
twórcą dziejowym indywidualizmu nietzscheańskiego
i chce zasługę tę rewindykować na korzyść polskiej
szlachty, to jest to właśnie o tyle umotywowane,
o ile i samowola Nietzschego<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich Wilhelm</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, pisarz. Krytykował chrześcijaństwo oraz kulturę zachodnią. Głównym hasłami wywoławczymi poglądów Nietzschego są: apollińskość i dionizyjskość, teoria wiecznego powrotu, ideał nadczłowieka, nihilizm i śmierć Boga, dwa typy moralności --- panów i niewolników. Wywarł ogromny wpływ na kulturę i filozofię XX-wieczną. Główne dzieła: <tytul_dziela>Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm</tytul_dziela> (1872), <tytul_dziela>Ludzkie, arcyludzkie</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> (1883--85).</pe> jest stosunkiem do życia
przypadkowych, nieposiadających żadnych podstaw
w organizmie wytwórczym, wyrzuconych <wyroznienie>poza nawias wszelkiego panowania nad światem</wyroznienie>
--- jednostek. Z tą szkodliwą bajką --- trzeba skończyć.
Polski indywidualizm to owoc tragizmu naszej historii:
<wyroznienie>naszego odwróconego na wspak feudalizmu</wyroznienie>. Polski indywidualizm to upokarzająca samowola,
czyniąca sprawy kultury i twórczości dziejowej zależnymi od widzimisię jednostek, które sądzą, że istotnie
ich przypadkowa i nieumiejąca żyć w przyrodzie wola
może cokolwiek bądź stanowić w tym oto twardym i bardzo
rzeczywistym świecie. Ten ma swobodę, kto zdobywa
pracą zwycięstwo nad żywiołem poza sobą i w sobie;
dla tych, co tej pracy nie przebyli --- sama natura swobody jest niezrozumiała: wydaje im się, że oni mogliby nie ulegać koniecznościom walki. Brak zrozumienia dla twardych sił poza nami, brak współczucia głębokich namiętności i wzruszeń dla wszystkiego, co zagraża spokojowi, co ukazuje się jako poważne i nieprzebaczające jądro życia, nienaukowość
w myśleniu, niezdolność do wzniesienia się do tragizmu
w czuciu --- takie są zasadnicze rysy tej szlacheckiej psychologii, gdy się ją obedrze z frazeologicznego pierza.
Nie istnieje tu niepowrotne, niepowetowane: człowiek
może przecież zawsze cofnąć swą decyzję, wrócić do
siebie, do jakiegoś wiecznie spokojnego siebie: szlachecka psychika nie jest w stanie pojąć, że każda
chwila nasza wiąże nas raz na zawsze z czymś, co
nigdy już nie stanie się od nas zależnym, nigdy już
nie przestanie istnieć jako moment stworzonego przez
nas przeznaczenia.</akap>




<akap>Te zasadnicze rysy w przeduchowionej, wyolbrzymionej postaci odnajdujemy w polskiej psychice porozbiorowej. Teraz staje pomiędzy polską myślą a życiem
cień olbrzymiej krzywdy. Każdy Polak, zaczynając myśleć --- czuje się wierzycielem losu. Tymczasem los
nie uznaje długów: nie uznaje niczego, prócz tego, co
jest siłą zdolną tworzyć życie. Nieszczęście nie stwarza przywilejów wobec życia. Polska nie jest nigdy
dla myśli naszej zjawiskiem historyczno-przyrodniczym,
zależnym od skomplikowanych warunków. Myśl nasza
nie zajmuje wobec tego przedmiotu rzetelnie badawczego stanowiska. Polska żyje w dziedzinie nadprzyrodzonej. Jest to słuszne. Każdy obraz, który wprawia w ruch naszą wolę, wytęża zdolności czynne, zogniskuje wzruszenia --- musi być myślany w ten
sposób. Nie jest bowiem cząstką rzeczywistości ,,danej"
--- lecz momentem tej, która w nas i przez nas staje
się, stać się ma, usiłuje. Należy do dziedziny absolutnego poznania, jak mówi Bergson<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe>: poznaje się w nim
bowiem rzeczywistość, która stwarza samą siebie; jest
to samopoznanie w czynie, samoujęcie ducha. ---
Ważną jest jednak rzeczą poznać naturę tego obrazu,
tego bohaterskiego rzutu, jego skojarzenia czynne.
Ważną jest rzeczą zrozumieć, jakiego rodzaju akty
wyzwala on. Tu sprawa się komplikuje. W poezji romantycznej Polska była ogniskową ideą, która dźwigała życie moralne wygnańców. Należało jej dochować wiary, nie dać się złamać nieszczęściu --- zaprzeczyć rzeczywistości, niepozostającej w związku sprawczym z tym obrazem --- celem. Polska istniała tu
jako <wyroznienie>idea</wyroznienie>: władała ona wolą, nie tą jednak, która
życie stwarza, lecz tą, która życiu opór stawia. Romantyzm musiał oprzeć swe pojmowanie Polski na
wyodrębnieniu jej od ,,mechaniki" --- że tak powiem,
życia. Była ona dla niego obrazem czynnym, władała
samą wolą: świat, w którym wola ta miała się urzeczywistnić --- nie wchodził, nie mógł wchodzić tu w rachubę. Nie istniał organizm ekonomiczny jako łamiący
się z przyrodą zbiorowy wysiłek, istniała natomiast ---
aż nazbyt naocznie ekonomiczna organizacja Europy,
niemająca nic wspólnego z aspiracjami emigrantów.
Nie istniały namiętności jako żywe siły, rodzące właśnie z siebie, z swego irracjonalnego parcia samą moc
życia, istniały natomiast jako pokusa, odwracająca duszę
od owej jedynej idei. Polska była tu dziełem ducha,
stojącego ponad życiem, zwyciężającego przez odwrócenie się od życia, niedocenianie go. Patriotyzm romantyczny był tworem duchowym, mającym za zadanie utrzymywać entuzjazm i wiarę --- wbrew samemu
procesowi życia. Na skutek tego działał on rozkładowo
na to, co jest w życiu pierwotne i na to, co jest wyzyskującym te pierwotne siły i powstającym z nich
,,mechanizmem" woli, zarówno na nieskrępowaną irracjonalną siłę namiętności, jak i na celową inżynierię
życia, na to, co stanowi sam krwisty fakt życia, jak
i na jego techniczne, ekonomiczne uzdolnienia. Dzisiaj
zadaniem naszym jest właśnie przewartościowanie wartości w tej dziedzinie: zespolenie Polski, jako idei
czynnej, jako mitu, z żywiołową, bezpośrednią naturą
życia i jego ekonomicznym, celowym wytężeniem. Idea
Polski musi się stać czynnikiem życiowego potwierdzenia; inaczej patriotyzm świadomy będzie u nas zawsze połączony z osłabieniem bezpośredniej energii życiowej: pracować będzie przeciwko sprawie, której
służy. <wyroznienie>Młoda Polska</wyroznienie> miała w atmosferze epoki,
w tragicznym tchnieniu miast nowoczesnych, w biologicznym demonizmie, który stanowi punkt wyjścia
twórczości Przybyszewskiego<pe><slowo_obce>Przybyszewski, Stanisław</slowo_obce> (1868--1927) --- pisarz, dramaturg, poeta, twórca manifestu Młodej Polski (<tytul_dziela>Confiteor</tytul_dziela>), jeden z pierwszych ekspresjonistów w literaturze europejskiej, skandalista, członek cyganerii krakowskiej, redaktor krakowskiego ,,Życia", artystyczny przywódca Młodej Polski. Pisał m.in.: powieści (<tytul_dziela>Dzieci szatana</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Homo sapiens</tytul_dziela>), dramaty (<tytul_dziela>Śnieg</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Matka</tytul_dziela>), poematy prozą, eseje, wspomnienia.</pe> i kładzie swoje piętno
mniej lub więcej dobitne i zasadnicze na całej najnowszej twórczości naszej, elementy, które zdawały się
prowadzić w kierunku stworzenia Polski jako idei
współżycia ludzi, własną swobodną wolą dźwigających
swe zbiorowe istnienie ponad otchłanią żywiołu. Zdawało się, że zostanie zażegnane tu przeciwieństwo między nowoczesną kulturą a polskością, lub że przynajmniej samo zagadnienie zostanie postawione w sposób męski. Romantyzm nasz wywarł pod tym względem wpływ dezorientujący na ewolucję Młodej Polski:
ukazywał on zawsze jako jakieś głębsze od życia --- duchowe zwycięstwo to, co było ucieczką przed trudnościami zadania, kłamstwem wobec duszy własnej.
Przedstawiciele Młodej Polski sądzą, że pogłębiają romantyzm, czcząc jak bóstwa wszystkie te upiory, z którymi romantycy walczyli. Romantycy usiłowali ocalić
w sobie Polskę jako swoje duchowe zwycięstwo nad
otaczającą ich Europą, Młoda Polska szukała w romantyzmie krainy, w której można by o Europie, tj.
o naszym w niej życiu, o poziomie dzisiejszej pracy ---
zapomnieć. Dla romantyków była to kuźnica mocy,
dla dzisiejszych epigonów schronisko dobrowolnego
rozbicia. Romantycy walczyli z rozbiciem, Młoda Polska hodowała w sobie z pietyzmem stan duszy rozbitka. Rzecz ciekawa, spośród wszystkich naszych pisarzy romantycznych --- Zygmunt Krasiński<pe><slowo_obce>Zygmunt Krasiński</slowo_obce> (1812--1859) --- dramatopisarz, poeta i prozaik, przedstawiciel polskiego romantyzmu (jeden z tzw. trójcy wieszczów). Najwybitniejsze dzieło, <tytul_dziela>Nie-Boską komedię</tytul_dziela>, prozatorski dramat romantyczny o rewolucji, przedstawiający racje i winy obu walczących stron, opublikował mając zaledwie 23 lata (1835). Twórca radykalnej odmiany mesjanizmu polskiego. Najważniejsze dzieła: <tytul_dziela>Nie-Boska komedia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Irydion</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Psalmy przyszłości</tytul_dziela> oraz listy.</pe> najmniej
był studiowany i czytany w tym okresie. Sądzę, że
można zauważyć pomiędzy nim a przedstawicielami
Młodej Polski pewną tajoną, ale istotną antypatię.
Wynika ona stąd, że psychologia Krasińskiego jest niezmiernie bliska a spowinowacona z psychologią współczesnego polskiego dekadenta. Krasiński bardzo wcześnie wstąpił na drogę przeobrażenia w swoje zwycięstwa swych słabości i niemocy. Wszyscy romantycy
walczyli ze światem w imię swego subiektywizmu, ale
i Mickiewicz, i Towiański, i Norwid, i Słowacki stwarzali w sobie subiektywizm, który godzien byłby w ich
oczach zwyciężyć świat. W ostatnich latach swego
życia Słowacki bliski był stanu, dla którego nie ma innego imienia, jak świętość wewnętrzna, a przynajmniej
nastrój świętości. Inaczej Krasiński. Zabezpieczył on
swoje wnętrze za pomocą nie tyle duchowej pracy nad
sobą, ile raczej dialektyki przekształcającej obraz świata.
Gdy romantykom, np. Mickiewiczowi --- rzucała się
w oczy rozbieżność między tym, w co wierzyli oni
a stanem świata, starali się oni stworzyć w sobie siłę, zdolną przetrwać to przeciwieństwo lub wyrównać je
bólem i ofiarą. Nieustanna praca nad sobą, krwawe
wyrzekanie się słabości były fundamentem ich wiary.
Życie wewnętrzne Krasińskiego --- jako zdobywanie
nowych wartości moralnych skończyło się bardzo wcześnie, właściwie przed napisaniem <tytul_dziela>Nie-boskiej</tytul_dziela>. Przez cały
czas swojej twórczości późniejszej przeciwstawiał się
Krasiński światu jako zamknięty wewnętrznie system
duchowy. Całe jego życie umysłowe polega na usiłowaniach stworzenia przez kombinacje myślowe takiego
stosunku między nim a światem, takiego obrazu świata,
aby on, <wyroznienie>Krasiński</wyroznienie>, miał wobec niego słuszność. To
właśnie odstręczało od Krasińskiego pisarzy młodopolskich. Sami oni przeżywali <wyroznienie>ten sam</wyroznienie> zasadniczy
proces, jaki tu ujęliśmy u Krasińskiego. Krasiński był
dla nich samopoznaniem, a oni potrzebowali ucieczki
przed sobą. Proces psychiczny Krasińskiego to usiłowanie uzasadnienia przed samym sobą stanowiska bezczynnej i bezsilnej jednostki myślącej. Opiera się ona
na kłamstwie, że ukształtowana przez historię psychika
przez samo swoje trwanie może stać się źródłem siły
i życia. To zasadnicze kłamstwo duchowe jest chorym
punktem całego stanowiska Młodej Polski wobec romantyzmu. Zagadnienie Młodej Polski polegało na tym,
czy zdoła ona przemóc punkt widzenia kulturalnej psychiki, by zająć stanowisko bezpośrednio w walce z żywiołem stwarzającej swoje życie pracy. Krasiński całe
życie ulegał własnej niechęci i niemocy przezwyciężenia tego stanowiska bezsilnej historii. Dlatego nazbyt
jasno wyczuwa się u niego obecność samego zagadnienia: nowoczesna świadomość nie może go tu nie
wyczuć. Romantyzm służył Młodej Polsce właśnie jako
ucieczka przed zagadnieniem: szukała ona w nim iluzji,
że psychika dziejowa we własnych swych granicach
może być czynna na zewnątrz. Ale czyny psychiki romantycznej były uwarunkowane przez jej położenie:
to były istotnie jedyne jej dostępne czyny. Młoda Polska była w innym położeniu. Czynem, jakiego domagały się od niej dzieje, było stworzenie myśli polskiej,
odsłaniającej realne, z żywiołu wyłaniające się i walczące z nim życie, stworzenie głębokiej, cały zakres
życia i pracy obejmującej świadomości narodowej,
sprzymierzenie Polski z przyrodą i walczącą z nią
ludzkością nowoczesną. Zamiast tego stwarzała ona
legendę o polskim czynie, niezależnym od tych dziedzin, gdzie walczy z przyrodą polska praca, gdzie wyrabiają się zasadnicze, decydujące o irracjonalnej, żywiołowej mocy narodu popędy i namiętności. Romantyzm był dążeniem wygnańców ku narodowi, dla Młodej Polski ,,emigracja" wewnętrzna była oazą, gdzie
można odpocząć od realnego narodu, od wszelkiej
realności. Pisałem kiedyś, że cały romantyzm da się
zawsze zamknąć między tymi dwoma postaciami: Hamletem i Chrystusem. Wydawało mi się wówczas, że
Chrystus jest symbolem, obejmującym całą swobodę
człowieka. Dzisiaj zdaję sobie sprawę, że swoboda
jest tu pojęta niezależnie od ekonomiczno-technicznego
opanowania pozaludzkiego żywiołu, jest to swoboda
w obrębie własnego ja. Cokolwiek bądź życie przyniesie,
Chrystus jest wzorem wewnętrznego zwycięstwa: nie
utraci on nigdy jedności wewnętrznej. Chrystus jest
ideałem człowieka żyjącego wśród żywiołowo stwarzanej historii, podległego jej, jest ideałem, o ile pozostawić na stronie ekonomiczną walkę człowieka z przyrodą --- wytwórczość. Dlatego nad polskim romantyzmem panuje ta postać. Problem dla romantyków
postawiony był właśnie w ten sposób: przezwyciężyć
w sobie Hamleta --- stworzyć Chrystusa. Hamlet sądzi,
że krzywda poniesiona przezeń --- daje mu <wyroznienie>prawo</wyroznienie>
sądzenia i potępiania. Sądzi, że ma on słuszność bezwzględną, że ma prawo stać poza życiem. Romantycy spostrzegli wkrótce, że nie jest tak łatwą rzeczą
dochować wiary samym sobie, jeżeli się nie chce uczynić z wyodrębnienia od życia czynnika własnego
upadku --- śmierci duchowej. Życie ich stało się pracą
nad sobą, wyrabiającą w nich fundament, na którym
mogliby oprzeć <wyroznienie>swoje prawo do wiary</wyroznienie> w Polskę. Rozumieli oni, że aby móc opierać się na swym
<wyroznienie>wewnętrznym przekonaniu wbrew</wyroznienie> światu,
trzeba zasłużyć we własnych oczach na prawo takiego
polegania na sobie. (Niechaj nikt nie każe nam dzisiaj
szukać filozofii jaźni u Ibsena<pe><slowo_obce>Ibsen, Henryk</slowo_obce> (1828--1906) --- dramaturg norweski. Początkowo tworzył utwory oparte na motywach historycznych, legendach i sagach skandynawskich, później podjął tematykę społeczno-obyczajową w duchu realizmu i naturalizmu oraz symbolizmu. Dzieła: <tytul_dziela>Grób Hunów</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nora czyli dom lalki</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dzika kaczka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kobieta morska</tytul_dziela>.</pe>. Zagadnienia indywidualności stawiane były u tego poety z punktu widzenia jednostki, która indywidualność utraciła lub nie
miała jej nigdy: u Mickiewicza, Towiańskiego, Słowackiego tak, jak u Mazziniego<pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski rewolucjonista, przywódca demokratyczno-republikańskiego nurtu <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, walczył o wolność w antyaustriackiej partyzantce razem z Garibaldim, założył organizację Młode Włochy (1831) i Młoda Europa (1834), należał do masonerii.</pe>, mamy do czynienia
z doświadczeniami indywidualności istotnie stwarzającej swą treść moralną: to byli ludzie przezwyciężający
romantyzm --- Ibsen był jego <wyroznienie>bankrutem</wyroznienie>). Usiłowali oni nie <wyroznienie>zachować</wyroznienie> tę słuszność, którą Hamlet
uważa za swój stan posiadania, lecz stworzyć ją: rozumieli, że ma słuszność nie ten, kto cierpi, lecz ten,
kto zdolny jest zbawić. Inaczej dziś. Dzisiaj samo cierpienie stało się stanem społecznym, racją bytu. Jeżeli
świadomość romantyczna idzie od hamletyzmu do bezwzględnej swobody wewnętrznej, to świadomość młodopolska dąży do cierpienia, uwalniającego od walki o istotną swobodę, cierpienie tu staje się tą górą dumy,
na którą wwiódł Chrystusa demon, gdy go kusił. Powiedzieć można, że dla Młodej Polski krzyż jest
ucieczką przed pługiem, poprzez Golgotę dochodzi
ona do krużganków hamletycznej Elsynory<pe><slowo_obce>Elsynor</slowo_obce> --- nazwa zamku, położonego nieopodal miejscowości o tej samej nazwie w Danii (właśc. Helsingør), w którym rozgrywa się akcja <tytul_dziela>Hamleta</tytul_dziela>.</pe>. Chrystus
jest tu maską, stanem przejściowym, Hamlet punktem
wyjścia i celem, romantycy --- Mickiewicz, Słowacki,
Norwid --- dostarczycielami tego dialektycznego rynsztunku, jaki wykuwał sam dla siebie w swej ciężkiej
samotności męczennik hamletyzmu --- Krasiński.</akap>




<akap>Nie jest łatwą rzeczą uniknąć tych niebezpieczeństw, na jakie musi być narażona myśl posługująca się formułami bardzo ogólnymi. Niebezpieczeństwo to jednak związane jest z samym charakterem
pracy tego rodzaju jak nasza. Na ogół zawsze trzeba
pamiętać, że żadna formuła nie stwarza woli, co najwyżej ułatwia orientację. Żadna teoria ani doktryna
nie jest w stanie wywołać życia: wszystkie one są zawsze tylko narzędziem dążeń, które niezależnie od nich
muszą już same przez się istnieć. Nic nie jest tak dalekie ode mnie, jak zamiar tworzenia szkoły czy sekty:
idzie mi o wyznaczenie punktów widzenia, niezdolnych
oczywiście do stworzenia same przez się --- żadnej rzeczywistości, lecz pozwalających ująć rzeczywistość istniejącą. Idzie tylko o to, abyśmy się nauczyli myśleć, czuć,
chcieć w kategoriach twórczego, polskiego życia. Inteligencja nie jest w stanie stwarzać życiowego dążenia pierwotnej, niewyrozumowanej życiowej siły, ale jest w stanie potęgować siłę tę, gdy istnieje już ona, lub marnotrawić ją. Dzisiaj koordynacja polskiej energii dokonywa
się raczej mocą instynktu, niż przez pośrednictwo świadomej woli. Polska myśl, polska kulturalna uczuciowość pozostają niezmiernie w tyle poza polską życiową rzeczywistością. Gdyby polska myśl pozostawała
już w takim stosunku do nowoczesnej struktury umysłowej, w jakim pozostaje polska praca do techniki
i ekonomii, stanowiących materialne podłoże nowoczesności, życie nasze umysłowe posiadałoby tę samą
męską zwartość i siłę, jakie cechują nasze życie praktyczne w wielu już dziedzinach. Stosunek między wewnętrzną psychiczną naturą życia a jego praktyczną
walką ze światem nie jest zaś tak luźny, jak się to
niekiedy wydaje. Niewątpliwie ortodoksalny materializm
dziejowy nazbyt sztywnie i prostolinijnie ujmuje te sprawy: życie wewnętrzne nie jest tak <wyroznienie>bezpośrednio</wyroznienie>
zależne od techniki i ekonomii, jak to się wydaje ludziom, zapatrującym się na historię poprzez szemaciki bajecznego nieuka Lafargue'a<pe><slowo_obce>Lafargue, Paul</slowo_obce> (1842--1911) --- francuski filozof marksistowski, socjalistyczny działacz i teoretyk, lekarz; jeden z założycieli Francuskiej Partii Robotniczej, zięć Marksa.</pe>. W każdym razie
jednak szerokie i głębokie znaczenie posiadać może
tylko taki ruch psychiczny, który jest zdolny wywrzeć
wpływ na ekonomiczne i techniczne wyrobienie społeczeństwa. Polska myśl nowoczesna ma tu przed sobą
istotnie olbrzymie zadanie do spełnienia. Nie idzie tu
o jakąś ekonomiczną ani polityczną propagandę. Tego
rodzaju zjawiska są zawsze płytkie i pociągają co najwyżej chwilowe polityczne następstwa: idzie o przeniknięcie się życiem Polski pracującej i walczącej ze
światem, idzie o to, aby słowo przynosiło jej --- jej
własną moc, skondensowaną i promieniującą. Literatura i sztuka odbijać będą zawsze głębokie poruszenia
psychiki: idzie tylko o to, jaka będzie ta psychika.
Romantycy nasi nie zdawali tej sprawy na los przypadku, przeciwnie, tworzyli oni w sobie i wychowywali duszę, która miała działać przez słowo. Iść za
ich wzorem, to znaczy traktować własną dzisiejszą naszą
psychikę w ten surowy i głęboki sposób, w jaki romantycy pracowali nad swoją. Oni tworzyli psychikę,
zdolną wewnętrznie dochować wiarę swej idei, dziś
idzie o co innego jeszcze. Psychika nasza dopiero
wtedy ma znaczenie, gdy jej zwycięstwa nad sobą opierają się na zwycięstwach nad światem. Dzisiejsza polska świadomość wtedy tylko stanie się samoistnym
i zdolnym do życia organizmem, gdy obejmie tę dziedzinę, w której człowiek walczy z żywiołem. Chodzi
o to, aby polska samoistność nie opierała się jedynie
na uczuciu, na wierze, lecz --- aby stworzyła sobie
swój własny organizm. Samoistnym w duchowym znaczeniu jest dzisiaj tylko ten naród, który zdołał wytworzyć w swej myśli system wartości, obrazów, wzruszeń, pozwalających mu prowadzić walkę ekonomiczną
na najwyższym poziomie technicznym --- własnymi siłami rozwijać tę technikę, stwarzać warunki niezbędne
dla jej zachowania i wzrostu, naród, który posiada we
własnej swej myśli --- moc wychowawczą, prowadzącą
jednostkę na ten poziom psychologicznego i biologicznego rozwoju, jaki niezbędny jest dla utrzymania
i wzrostu ekonomiczno-technicznego organizmu i do
dalszego rozwoju tej właśnie wychowawczej mocy.
Myśl narodu --- a nie zewnętrzna konieczność jest
w kulturach samoistnych źródłem ekonomicznego,
technicznego i biologicznego postępu. Miłość natężonego życia, wysokiego napięcia świadomości --- życia
pełnego wysiłku --- są jedyną trwałą rękojmią psychiczną postępu. Romantycy usiłowali zachować myśli
polskiej te właściwości, jakie wydawały się istotnymi z punktu widzenia <wyroznienie>etycznych</wyroznienie> problemów
emigracji. Chodziło o stworzenie ducha narodowego,
tj. idei, która zogniskowałaby w sobie całe życie
wewnętrzne narodowej elity. Ekonomia, nauka, technika
ukazywały się tu jako konsekwencje tych prac najwyższych, prac, w których artystyczne uniesienie i etyczne
samowychowanie były głównymi, wzajemnie wspierającymi się metodami. Życie zmieniło się dla nas. Wiemy,
że w życiu ciągłym społeczeństw momenty kryzysu
i uniesienia mogą tylko to ujawnić, co jest przygotowane przez poprzedzającą stałą pracę. Przez rewolucję
i natchnienie możemy uzyskać tyle tylko swobody,
ileśmy jej uprzednio bezwiednie zdobyli. Swoboda nie
jest dla nas stanem przyrodzonym człowieka, jest rezultatem, mozolnie i z trudem zdobywanym. Swobodnym jest tylko ten, kto, idąc za wskazaniem własnej
woli --- tworzy siłę, zdolną stawiać opór siłom żywiołu.
Tylko jako twórca świadomej, celowo działającej siły
jest człowiek swobodnym --- wobec rzetelnego, siłę
tylko uznającego świata.</akap>




<akap>Gdy dzisiaj szukamy podstaw dla siebie, rozglądajmy się, jakiego rodzaju siły są w naszym ręku.
Istnieć swobodnie może dziś tylko takie społeczeństwo,
które posiada tak unormowane życie płciowe, że dawać życie może silnym, zdolnym do natężonej pracy
ludziom, tylko społeczeństwo, stwarzające atmosferę
niezbędną dla rozwoju tych cech psychicznych, które
stanowią o możliwości powstania i rozwoju organizmu
ekonomicznego, wytrzymującego tę miarę, jaką stosuje samo współzawodnictwo z istniejącymi już organizmami gospodarczymi. To miałem na myśli, gdy
mówiłem, że Polska musi się stać ideą, potwierdzającą życie. --- Nie ma to nic wspólnego z optymizmem,
który jest zawsze ideową maską bierności. Optymizmem nazywa się w Polsce sprzyjającą pogodzie umysłu ograniczoność. Nie w naszej mocy jest sprawić,
aby los nie był dla nas tak tragicznie ciężki: toteż
nie na tym polega potwierdzenie życia, aby niebezpieczeństwu zaprzeczać, nie widzieć go, lecz przeciwnie na tym, by każdy akt myśli polskiej wytężony
był w kierunku siły, zdolnej niebezpieczeństwu opór
stawić. Życie polskie tak przecież ten problem rozwiązuje: myśl iść tu powinna tylko szlakiem życia.
Powinna! Widzę już zarzuty, że usiłuję gwałcić życie
dla systemu. Bynajmniej. Żyć, to znaczy siebie bronić
i utrwalać wobec żywiołu. Nie idzie o czysto zewnętrzną
walkę o byt. Myśl dzisiaj głębiej już pojmuje te sprawy.
Już tylko w głowach żyjących teoriami sprzed lat
30 straszy przesąd, niwelujący subiektywizm nasz, dążenia nasze do roli cienia tylko, towarzyszącego procesowi, dokonywającemu się niezależnie od naszej świadomości i woli. Po pomnikowych pracach <wyroznienie>Bergsona<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe></wyroznienie> <slowo_obce>Essai sur les données immédiates de la conscience,
Matiére et mémoire, Evolution créatrice<pe><slowo_obce>Essai sur les données immédiates de la conscience,
Matiére et mémoire, Evolution créatrice</slowo_obce> --- pol. wyd.: <tytul_dziela>O bezpośrednich danych świadomości</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Materia i pamięć</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ewolucja twórcza</tytul_dziela>.</pe></slowo_obce> --- psychologiczny paralelizm --- owo nieuświadomione założenie
wszelkiego subiektywizmu, bankructwa i bezsiły ---
należy raz na zawsze do przezwyciężonych przesądów
metafizycznych. Najgłębszą formą rzeczywistości jest
właśnie życie jako pęd, dążenie --- jako to, co gdy
zostaje w nas uświadomione i owartościowane --- wypowiada się jako marzenie, tęsknota. To nie jest cień,
ślizgający się po zwartej, martwej bryle, to jest rodząca
się siła, siła, która samą siebie stwarza. Tworzenie się,
a nie zaś rozwijanie się czegoś dokonanego, jest obrazem, odpowiadającym stanowi rzeczy. Nie ma zamkniętego świata: jest życie, które szuka, samo siebie tworzy. Nie mamy więc prawa dokonywać na samych
sobie zdrady, redukując to, co jest w nas rodzącym
się życiem, do roli odbicia tylko, złudzenia. Wszystko,
co ukazuje się nam jako tęsknota, uczucie, marzenie ---
chce być życiem. Sami wyrzekamy się siebie, gdy poprzestajemy na odczuciu jako formie przeżycia tej rodzącej się treści: sami pozbawiamy własne życie przyszłości, redukując je do roli jedynie naszego wewnętrznego stanu. Łudzimy się, że jest to konieczne, że sama
istota bytu wyznacza nam tę jedynie rolę. Każdy pogląd jednak, który uważamy za istotę bytu --- jest właściwie naszym planem życia. Jeżeli my z tego planu
wykluczamy znaczenie naszej duszy, jej zwycięstwo,
jest to naszą słabością. Gdy duszę swą uważamy za
zjawisko tylko, towarzyszące istotnemu procesowi,
kształtującemu życie, urabiającemu je --- znaczy to tylko,
że nie znamy, nie widzimy żadnych dróg działania, że
nie chcemy być działającymi<pr>Bergson mówi, że o charakterze każdej treści (<slowo_obce>image</slowo_obce>)
decyduje, na jakiej płaszczyźnie zostanie ona przez nas umieszczona: czynnymi, rzeczywistymi w pełnym znaczeniu stają się
te treści, które kojarzą się bezpośrednio z ruchowymi postawami naszego ciała. O spirytualizacji naszego wnętrza decyduje więc jego związek z życiem czynnym.</pr>. I rzecz dziwna, jak wspierają się i kojarzą te dwa sposoby widzenia rzeczy. ---
Raz mówi się nam, że życie kształtuje się samo, bez
udziału świadomości, że świadomość dlatego właśnie
ma prawo do bezgranicznej swobody. Życie jest dziełem żywiołu, świadomość może być czystym duchem;
widzimy więc, że to uduchowienie oznacza możność
poddawania się swym wzruszeniom, bez troski, czy
potrafimy je przekuć w istotną, zdolną trwać i stawiać
opór, siłę. I nagle dowiadujemy się, że tamten twardy,
niemy świat jest złudzeniem, że prawdą jest ten świat
czysto subiektywnego, niepracującego ducha. W każdej głębszej dyskusji polskiej o sztuce spotykamy tę
obłudną dialektykę dwojących się myśli. Zrzeka się
panowania nad światem dusza, aby uwolnić się od
pracy, potem raz uwolniona to swoje luźne istnienie
czyni istotą życia. Jest to prawdziwie doskonała kazuistyka lenistwa. Romantycy chcieli przekuć swą duszę
w świat, jakim go pojmowali. Światem tym była owa
fikcyjna dusza Europy: w niej chcieli ustalić Polskę.
Dzisiaj --- najpierw się pozostawia świat ślepemu fatum,
potem w dziedzinie przypadkowego marzenia spala się
duszę na błękitne dymy, wreszcie zaczyna się wierzyć,
że ponieważ w dziedzinie marzeń nie ma oporu --- więc
odnosi się tam istotne zwycięstwa. Chcesz trwać, stań
się siłą! Siłą jest już i dzisiaj Polska. Dlatego tylko
trwa.</akap>




<akap>Chcesz trwania dla duszy swej, stwórz ją sam
w sile, skojarz ją z tym, co siłę naszą stwarza. Polska
duchowa to jest ten całokształt myśli, obrazów, wzruszeń, które unoszą się ponad polską walką. Staną się
one czymś rzeczywistym, jeżeli z nich właśnie Polska
ta będzie czerpać miłość do życia i zdolność zwyciężania w nim. <wyroznienie>Przezwyciężyć własną bezsiłę
historyczną jest pierwszym obowiązkiem
względem duszy własnej.</wyroznienie> Romantycy nie zrzekali się siły, szukali oni tej, jaka była im dostępna.
Dusza, która gardzi siłą --- nie wierzy w samą siebie,
nie wierzy bowiem, aby mogła istnieć inaczej, niż jako
buntujące się przeciw życiu marzenie.</akap>




<akap>Naukowy paralelizm psychofizyczny jest dzieckiem
romantycznego rozdwojenia. Nie darmo Fechner był epigonem niemieckiej romantyki, beletrystą à la Hoffmann,
Jean Paul<pe><slowo_obce>Jean Paul</slowo_obce> (1763--1825) --- właśc. Johann Paul Friedrich Richter; niemiecki pisarz, jeden z prekursorów romantyzmu niemieckiego; autor wierszy z elementami ironii i satyry oraz opowieści niesamowitych.</pe>. I tu, i tam jako założenie przyjmuje się,
że człowiek nie czerpie ze swego życia wewnętrznego
sił do swej życiowej walki, do pozytywnego zwyciężania w niej. Co najwyżej jest świat świadomości pociechą, ułatwia znoszenie życia. <wyroznienie>Dlatego romantyk jest istotą zbyt mało uczciwą, aby
była tragiczną, wartość jej przebywa
poza życiem, które zmaga się z losem ---
unosi się ona w dziedzinie bezcielesności.</wyroznienie> Tragedia wymaga szczerego samopotwierdzenia wobec losu, wymaga uczciwego stosunku do samego siebie. Tragicznym jest tylko ten, kto się sam
sobą czuje, a nie zaś tylko samego siebie znosi. Kto
może na samego siebie patrzeć z góry lub z jakiegoś
niedosięgalnego wnętrza, ten los swój już oddał na
pastwę niemej, ślepej siły przekształceń, ten istnieje
już tylko jak jak pewien rodzaj liryzmu, towarzyszącego niezawinionym przekształceniom.</akap>




<akap><begin id="b1331460270650-1688771568"/><motyw id="m1331460270650-1688771568">Artysta</motyw>Gdy Słowacki nadaremnie usiłował wżyć się w tragedię i zawsze był ponad losem swych postaci jako
nieumierające marzenie --- pieśń --- odbija to jego stanowisko dziejowe i coś więcej może: --- wielokrotnie
już tu poruszaną właściwość polskiej historii. Swoboda istnieje tu dopiero jako marzenie. Słowacki wierzy w zwycięstwo, które sprawi, że cała historia Polski --- stanie się przygotowaniem tego zwycięstwa, stanie się faktem, pełnym duchowego znaczenia --- religijnym objawieniem. Ale on wierzy w to zwycięstwo,
nie zaś walczy o nie. Piękno jest tu wystarczającym
argumentem. Jeżeli zdoła się przeobrazić dzieje Polski w treść duchową --- piękną, będzie ona już ocalona w zachwycie artysty. Mamy tu zawsze typowo romantyczne postawienie sprawy. Słowacki nie zrzeka
się zasadniczo walki i pracy. On pracuje i walczy
w tym materiale, jaki dała mu historia, cały jego rozwój i jego własne samowychowanie uczyniły go naturą najwyłączniej i najzupełniej artystyczną. Piękno
było jego kategorią życia. Zostać wiernym Polsce, ocalić
ją w sobie --- znaczyło to dla niego --- przetworzyć ją
w piękno. Słowacki musiał mieć przed sobą całe dzieje
Polski jako wizję artystyczną. W dziejach tych nie mogło być pierwiastków absolutnie wyłączających piękno.<end id="e1331460270650-1688771568"/>
Źródłem całej metafizyki Słowackiego było to jego
usiłowanie, jego <tytul_dziela>Genesis z Ducha</tytul_dziela> z tych wyrosła przesłanek. Duch jest tą mocą, która trwa tak samoistnie, bezwzględnie jak piękno w widzeniu artysty.
Piękno czerpie trwanie swe z samego siebie. Duch jest
dla Słowackiego mocą, która może być tylko poprzez
piękno poznana. Z punktu widzenia Słowackiego ---
życie nie jest, nie może być tragiczne, żaden los nie
może zniweczyć <wyroznienie>swobodnej</wyroznienie> tożsamości piękna,
tego, co istnieje, stwarzając i utrzymując samo siebie
--- jako duch. Piękno jest formą tego istnienia: kres
istnienia, samo jego zamierzenie, wizja jego rzutu stają
się źródłem i początkiem wiecznie odnawiającego się
trwania. Piękno jest kołem magicznie zabezpieczającym
nienaruszoność bezwzględnego, bezzasadnego indywidualizmu: najczystsza samowola stwarza tu sobie swój
własny element! Ujrzeć coś jako piękno, znaczyło to
dla Słowackiego to samo, co oznacza dla umysłu
abstrakcyjnego --- powiązanie jakiegoś szczegółu z zasadą uznawaną za niezawodną. W tej formie Słowacki
umacniał swoje przekonanie, że Polska nie może, nie
mogła zginąć. Jego filozofia była tylko próbą przetłumaczenia na język abstrakcyjny tej konkretnej, życiowej
--- absolutnie zindywidualizowanej wiary.</akap>




<akap>Dla Słowackiego duch nie był obcym sile: przeciwnie, był siłą najpotężniejszą, jej bezwzględnym, prężnym ośrodkiem. Nie wierzył on wprawdzie w ducha
zrzekającego się władzy nad światem, ale pomimo
wszystko zbyt <wyroznienie>ciasno</wyroznienie> stawiał zagadnienie siły, miał
nazbyt mało poczucia obcości naszej wśród żywiołu,
nie rozumiał nigdy straszliwych słów <wyroznienie>Ducha Ziemi</wyroznienie>
z <tytul_dziela>Fausta</tytul_dziela> Goethego<pe><slowo_obce>Goethe von, Johann Wolfgang</slowo_obce> (1749--1832) --- niemiecki poeta okresu ,,burzy i naporu", przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego, twórca nowego typu romantycznego bohatera. Dzieła: <tytul_dziela>Cierpienia młodego Wertera</tytul_dziela> (1774), <tytul_dziela>Król olch</tytul_dziela> (1782), <tytul_dziela>Herman i Dorota</tytul_dziela> (1798), <tytul_dziela>Faust</tytul_dziela> (cz. I 1808, cz. II 1831), <tytul_dziela>Powinowactwo z wyboru</tytul_dziela> (1809).</pe>: <wyroznienie>du gleichst dem Geist, den du
verstehst --- nicht mir</wyroznienie><pe><slowo_obce>du gleichst dem Geist, den du
verstehst --- nicht mir</slowo_obce> --- właśc. <slowo_obce>Du gleichst dem Geist, den du begreifst, Nicht mir!</slowo_obce> --- Równyś duchowi, coś go pojąć zdolny, nie mnie!</pe>. Słowacki nie wierzył, aby duch
mógł mieć absolutnie pozaludzkie formy i koleje, aby
świat pojmowany jako nieustanne tworzenie się, wytężanie się, analogiczne do tego, które istotę naszego
ducha stanowi --- mógł mieć metafizyczne punkty i linie
rozwiązań (w sferze możliwości) całkowicie poza człowiekiem. Przezwyciężył on poetycką siłą wizji antropomorfizm racjonalnej myśli, ale nie przezwyciężył
samego antropomorfizmu. Ludzki irracjonalizm sztuki
przesłaniał mu irracjonalizm absolutny jedynie konsekwentnej metafizyki absolutnego tworzenia. Dla tego
też jego metafizyka heroizmu --- gdy się ją rozważa
w przeciwstawieniu do różnych postaci dogmatycznego
racjonalizmu --- opadała w swych konsekwencjach,
stawała się apologetyką romantyzmu: miała utajony
w sobie ferment słabości.</akap>




<akap>Dla Słowackiego świat był niepoznaną przez nas
duszą. Sądził on, że duch nasz może siebie w świecie
odnaleźć, rozpoznać. Nieobecność ducha, pozorna martwota świata były dla niego tylko złudzeniami, ślepotą
lub przemijającą fazą w życiu walczących, lecz absolutnie niezniszczalnych duchów. Twórczość mitologizował Słowacki, podobny w tym do Blake'a<pe><slowo_obce>Blake, William</slowo_obce> (1757--1827) --- angielski poeta, malarz, rytownik doby romantyzmu; zaliczany do tzw. poetów wyklętych.</pe>. Własna
twórczość ukazywała mu się jak najprawdziwsza, najgłębsza istota świata. Ujmował ów problem twórczości
w ontologiczny, bytowy, platoński sposób. Jest to niezmiernie charakterystyczne: wierzy się w twórczość
najczęściej, przestając ją za istotną twórczość --- rodzenie
bezwzględnie nieprzewidzianego --- uważać, zaczynając
widzieć istnienie w tym, co mamy stworzyć. Bergson
najkonsekwentniej z wszystkich dotychczasowych filozofów ujął zagadnienie tworzenia, jego prawdziwą ---
niedostępną dla logiki pojęć istotę. Aby myśleć o tworzeniu, trzeba myśleć w kategoriach <wyroznienie>nieistniejącego</wyroznienie>, to myślenie nieistniejącego uczynić siłą, wiodącą do stworzenia go. W ten sposób myśląc to<pr>Piszę tu umyślnie ,,myśleć to", a nie ,,myśleć o tym":
sądzę, że ta forma wyraża lepiej zasadniczo czynny charakter
myśli.</pr>,
co mamy stworzyć, jako nasze <wyroznienie>pożądane, ukochane dzieło</wyroznienie> wzywamy się świadomością w naszą głębszą, niż świadomość irracjonalną iściznę i to
jest jedyna forma myślenia o twórczości, to nagłe
bezwzględnie swobodne, niewyrozumowane ciśniecie
się naprzód całą naszą istotą w próżnię: zawiśnięcie
w sferze samowoli i dźwignięcie z niej ku sobie
świata. Ja logiczne staje się tu tylko rusztowaniem
dźwigni. To, co się pragnie stworzyć, staje się siłą,
która samą siebie stwarza. Tak tworzyli w sobie romantycy Polskę mimo braku mechanizmu siły ---
przez to, że kochali oni ją; żyła ona w nich jako siła
czynna, zawiązek życia, nie zaś martwy przedmiot żalów, <slowo_obce>caput mortuum</slowo_obce><pe><slowo_obce>caput mortuum</slowo_obce> (łac.) --- martwa głowa; przen. coś bezwartościowego.</pe> procesowania się z światem o utracone w przeszłości posiadanie. Jedyną siłą ich była
wiara w siebie jako dusze czynne, jako ogniska tworzenia: tę ocalali oni w sobie, tworząc Polskę jako
heroiczny obraz władający wytężeniem ducha.</akap>




<akap>Dziś dopomina się o stworzenie Polska jako zwycięska, panująca nad światem siła, Polska uczonych,
robotników, artystów. Polska --- nie marzenie i tęsknota
wygnańców, nie usprawiedliwienie niemocy, lecz dumny
i pełny siły kształt życia, potęgującego samo siebie miłością ku sobie, myślą o sobie --- Polska jako obraz potęgujący realną, umiejącą zwyciężać, rozumiejąca świat
siłę, stwarzający i utrzymujący ją w każdym Polaku.</akap>




<akap>Nauka i technika --- wysoka kultura materialna,
są to wszystko siły przychodzące z zewnątrz, do których
myśl przystosowuje się tak lub inaczej. Polska jest do
dziś dnia stanem uczuciowym, kojarzącym się z rozmaitymi organizacjami pracy i woli. Nauka, odpowiadające jej podstawy ducha, konieczności natężonej
pracy ekonomiczno-technicznej --- wreszcie głęboko
samoistnego, osobistego życia --- wszystko to przyszło
do Polski z zewnątrz. Są to do dziś dnia raczej zewnętrzne warunki niż własne nasze dzieło. Literatura
ignoruje te dziedziny duszy. Przyjmuje ona świat nowoczesnej kultury jako materialne podłoże uczuć. Jest
to stanowisko powierzchowne. To tylko posiada dana
psychika, co zdolna byłaby ona w sobie wytworzyć.
Psychika nowoczesnego człowieka, stwarzającego własnym wysiłkiem kulturę materialną, utrzymującego się
własną wolą na jej poziomie, jest jedyną pewną podstawą dla wszystkich innych naszych psychicznych upodobań i wartości kulturalnych. Tylko to ostoi się jako
trwały fundament w duszy narodowej, co zostanie przez
nią wplecione, wpojone raz na zawsze w ten zwycięski
typ ludzkiego istnienia. Nasze subiektywne <wyroznienie>ja</wyroznienie> wtedy
tylko pozostaje sobie wierne, gdy czuje się sprawcą
świata, w jakim żyje, gdy po podźwignięciu tego świata,
po dokonaniu tego dzieła --- kocha w sobie to, co
kochało uprzednio. Wtedy miłość staje się naprawdę
twórczynią własnej rzeczywistości, irracjonalna tożsamość samowoli zostaje zachowana. Ku głębinom życia trzeba iść i z ich mrocznego czucia, z tego skłębienia wytężeń, w którym człowiek styka się bezpośrednio ze światem, uderza weń jako siła w siłę ---
wydobyć się z własną, wierną sobie duszą: to właśnie
znaczy tworzyć, zachowywać własne ja. Ten tylko ma
prawo mówić o sobie ja, kto swój irracjonalny <wyroznienie>pęd
ku sobie</wyroznienie> umie przeprowadzić poprzez mroczny
świat siły, wykuć zeń zwycięski posąg swojej duszy,
ostać się wobec nacierającego zewsząd chaosu.</akap>




<akap>Ten twardy glob nie jest macierzystym duchem
gotowym przyjąć, wcielić naszą duszę --- nie, to jest
uczłowieczony już, ułagodzony obraz bezwzględnej
obcości. Widziana, poznana rzeczywistość jest już dokonanym, zbiorowym dziełem ludzkości. Chcecie istnieć,
stwórzcie z duszy swej moc, zdolną trwać w tej rzeczywistości. Wydaje się wam surową i bezwzględną:
strzeżcie się gardzić nią; zbiorowa praca ludzka stoi tu
przed wami, jeżeli dacie jej tylko waszą wzgardę --- ona
pomimo to istnieć nie przestanie, gdy nie przestaną
istnieć pracowici, mężni, wytrwali. Strzeżcie się widzieć
w niej bóstwo, które za was pracy dokona. Istotnie
będzie trwała ta rzeczywistość i bez was, ale będzie
w samej rzeczy obcą wam; to, co jest wasze, najbardziej wasze, waszej istocie tylko właściwe --- nie wniknie w nią, jeżeli nie zdołacie wprowadzić duszy waszej
w to spiżowe ciało: jeżeli wy nie uczynicie tego, nie
zatroska się o to nikt. Kto chce być cieniem, jak cień
przeminie. Ale życiem włada tylko ten, kto umie rozkazywać jego siłom, stawać się siłą. Tak. Kto się urodził i wychował w jakimś narodzie, nie zdoła już samego siebie twórczo przeżyć poza nim, albo ocali
w nim duszę własną, lub zniknie. Ale naród sam nie
jest wielkim, z konieczności zwycięskim fatalizmem. Ma
stać się siłą lub nie będzie go. Polska musi się stać
zwycięską, utrzymującą się o własnej mocy rzeczywistością, musi samą siebie w tej postaci poznać, zrozumieć,
ukochać --- inaczej --- życie myślowe nie będzie organem narodowego zwycięstwa. <begin id="b1331462123930-94596977"/><motyw id="m1331462123930-94596977">Prawda, Siła</motyw>Kto nie jest w stanie
duszy swojej przekuć w jakiś kształt zdolnej trwać
w nowoczesnym świecie i stwarzać ten świat --- siły,
niechaj pamięta, że słabość może istnieć jako pomyłka,
ale słabość dobrowolna, słabość jako ideał, bezżyciowość --- jako cel życia --- są wrogiem i przeszkodą.
Zbyt wielu chce szukać prawdy jako czegoś, co może
istnieć bez siły, wbrew sile. Kto nie ma w sobie żadnej
siły, dla tego każda prawda stanie się osłaniającym
niemoc kłamstwem. Siła jest tą cząstką życia, którą
władamy, kto nie miałby w sobie żadnej siły, nie
mógłby żyć. Żyje się nie tym, co się myśli, nie bezsilną
prawdą --- lecz tworzeniem siły. Nie ma w ogóle żadnej
abstrakcyjnej, oddartej od siły --- prawdy. <end id="e1331462123930-94596977"/>Marzenie
o bezsilnej, niepotrzebującej siły <wyroznienie>prawdzie</wyroznienie> zrodziło
się w głowach retorów podbitych, upadających społeczeństw i choć potem służyło nieraz jako pokrzepienie --- to jedynie mocą tych irracjonalnych instynktów,
które dojrzewały pod powłoką tego racjonalizmu. ---
Romain Rolland całkiem słusznie ukazuje nam w niemieckim idealizmie pierwszych dziesięcioleci zeszłego wieku
wielki akt zaufania zbiorowego instynktu do samego
siebie. W postaci <wyroznienie>idei</wyroznienie> --- konkretne Niemcy uczyły
się kochać same siebie, w tej szkole uczyły się ubóstwiać własną swą cierpliwą wolę. Jeżeli chcecie, możecie powiedzieć, że panteizm był tu logiczną formą
bezczelnego samouosobienia. Tylko wyraz bezczelny
nie powinien tu być pojmowany jako obelga. Pojmuję
go w tym znaczeniu, w jakiem rozumiał go Fryderyk
Schlegel<pe><slowo_obce>Schlegel von, Friedrich</slowo_obce> --- (1772--1829) niemiecki filozof, poeta, uczony, brat Augusta Wilhelma; główny przedstawiciel i teoretyk wczesnego romantyzmu niemieckiego, wniósł duży wkład w rozwój językoznawstwa.</pe> --- nieoceniony, jedyny Schlegel! --- gdy pisał
o wytwornym cynizmie Lessinga<pe><slowo_obce>Lessing, Gotthold Ephraim</slowo_obce> (1729--1781) --- niemiecki pisarz, krytyk literatury i teatru oraz teoretyk epoki oświecenia w zakresie literatury, twórca dramatu mieszczańskiego.</pe>, gdy mówił, że właściwie cały naród rzymski wraz ze swym senatem,
cezarami, imperatorami --- był jednym wielkim cynikiem. W ogóle dla wyrażania konkretnych psychologicznych intuicji nadają się tylko wyrazy, z którymi
wiążą się negatywne etyczne i estetyczne odcienie. ---
Wyrazy dodatnie są tak nudne i wyświechtane przez
głupotę jak nieśmiertelny biały koń Lafayette'a.</akap>




<akap>Gdy ktoś nie dowierza samemu sobie, swej odwadze, swemu pędowi naprzód, swej sile --- mówić zaczyna o prawdzie. Trafny instynkt powodował Hebbla<pe><slowo_obce>Hebbel, Christian Friedrich</slowo_obce> (1813--1863) --- niemiecki dramatopisarz, propagatorem jego twórczości w Polsce był Karol Irzykowski. Dzieła: <tytul_dziela>Judyta</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Maria Magdalena</tytul_dziela>.</pe>
w jego nieufności do pisarzy mających za dewizę ---
<slowo_obce>Vitam impendere vero!</slowo_obce><pe><slowo_obce>Vitam impendere vero!</slowo_obce> (łac.) --- życie poświęcić dla prawdy, z <tytul_dziela>Satyr</tytul_dziela> Juwenalisa, dewiza J. J. Rousseau.</pe> Ludzie zwyciężeni przez życie
i chcący to zataić, ludzie o bankrutującym talencie,
myśliciele --- niewiedzący, po co myślą --- wszyscy oni
dążą do prawdy. Coś chorego czuje się tu, coś co
chce zwyciężać, apelując do wspaniałomyślności, do
tchórzliwego instynktu masy. <slowo_obce>Wille zur Schwäche</slowo_obce> ---
wola słabości --- jak znakomicie formułuje to Irzykowski<pe><slowo_obce>Irzykowski, Karol</slowo_obce> (1873--1944) --- polski pisarz, dramaturg, krytyk literacki i filmowy. Autor licznych szkiców, np. <tytul_dziela>Słoń wśród porcelany</tytul_dziela> (1934), <tytul_dziela>Dziesiąta muza</tytul_dziela> (1924), <tytul_dziela>Czyn i słowo</tytul_dziela> (1913) oraz powieści psychoanalitycznej <tytul_dziela>Pałuba</tytul_dziela> (1903).</pe>.</akap>




<akap>Życia silnego, pełnego życia --- które panuje nad
potężnym światem --- tego szuka każdy, kto czuje się
jeszcze twórcą --- siły szuka --- ale swojej siły.</akap>




<akap>Siła istnieje dziś w myśli polskiej jako rzecz obca;
a przecież istnieje ona niezaprzeczalnie, musi istnieć
w polskiej rzeczywistości --- i to jest jedyna nasza podstawa. Nie chcieć myśleć w kategorii siły, znaczy to
właściwie nie myśleć. Nasza, posłuszna nam siła --- to
jest właśnie ostateczne kryterium prawa. Prawo, istniejące niezależnie od siły, istnieje jedynie jako postulat
przyjmowany przez obce mu moce. Prawo zaś to nie
jest cudze przyzwolenie --- to jest własne, własną mocą
stwarzane życie. Siła nie jest obcą prawu, stanowi ona
rdzeń, z niej rodzi się ono. Kto nie jest w stanie życia
swego tworzyć, temu nie przywróci tej mocy nikt,
niczyje uznanie --- żadna uchwała trybunału narodów.
Nie bezsilna wiara i nie cierpienie są drogą życia, lecz
życie samo. Kto chce żyć, musi wydobywać z siebie
kształt życia, zdolny stawiać opór światu.</akap>




<akap>Przed każdą duszą ludzką ukazuje się to zagadnienie: mocą czego żyjesz, w czym chcesz samą siebie
ocalić. Duszy własnej nie chcecie zdradzić --- twórzcie
więc kształt życia, który by ją miał w sobie, a był
wobec sił --- siłą, wobec naporu świata --- zwycięzcą.</akap>




<akap>Tylko nie szukajcie tu zbawiającej formuły. Nie
mam jej. To nie jest formułą, gdy się mówi, że życie
jest jedyną siłą życia, że jedyną mocą Polski jest parcie
sił, które nieustannie życie własne stwarzają. Myśleć
tym procesem, jego pędem i oporem, myśleć tą kształtującą samą siebie, narastającą masą, powolnym wznoszeniem się polskiego lądu --- to nie jest także formuła.
Tak jest. Wierzę, że istnieje pewna rzeczywistość w pojęciu o ciągłości dziejów i zasadniczych ideach filozofii
historii. Istnieje pewna zbiorowa, <wyroznienie>stwarzająca się</wyroznienie>
rzeczywistość, która odpowiada mniej więcej temu, co
historiozofowie nazywali duchem historii, ideą ludzkości. Tylko nie jest to żadna idea opatrznościowa,
żaden zawieszony ponad ludzkością wyrok czy plan.
Tak można to sformułować, o co mi tu idzie. Aby żyć
samoistnie, dana grupa ludzka musi być zdolna sama
przez się, mocą własnego swego życia --- utrzymywać
się na najwyższym poziomie techniczno-ekonomicznego
rozwoju, osiągniętego w danym momencie przez człowieka; musi to twarde swoje wysilenie kochać. Naród,
który czyni swoją tradycją, swoim ideałem, życie na
tym poziomie --- ma w sobie samym ostoję swego
trwania. Instytucje nie w naszym są ręku, jedyną niemal siłą zależną od nas jest literatura: --- niechże przynajmniej ona działa w tym kierunku, niech sprawi, by
być Polakiem znaczyło to: posiadać w swej świadomości maksimum uzdolnień do natężonego wytwórczego życia, znaczy to: kochać namiętnie, uporczywie
i twardo to swoje wytężone istnienie. Kultura myśli,
energia woli, niezłomna miłość natężonego życia,
wstręt do życia poza prawem, poza udziałem w zwycięskim, twórczym pochodzie, wstręt do myśli bezkrytycznej, zrośnięcie się z <wyroznienie>metodami</wyroznienie> nauki jak z instynktem, ze sztuką jak z niezbędnym żywiołem moralnego życia --- oto są momenty tej zwycięskiej duszy,
którą tworzyć ma literatura, jeżeli chce w dzisiejszych
warunkach spełnić to zadanie, jakie spełnili swoje,
w swoim czasie, romantycy.</akap>



<!--TRIM:3-->

<naglowek_rozdzial>VIII. Rozbrojenie duszy</naglowek_rozdzial>

<nota><akap><wyroznienie>Rozbrojenie duszy: Bezdziejowość współczesnej psychiki polskiej: jej metamorfozy i maski. Widmo bezdziejowego świata. Dziejowa rzeczywistość jako jedyny grunt bezwzględnego tworzenia. Bankructwo fetyszyzmu naukowego. Wyzwolenie nauki żywej. Proudhon. Złudzenie naukowości. Metafizyka jaźni wolnej od życia. Ibsen pocieszyciel. Duchowe znaczenie biologii. Nowaczyński. Psychologia bezwzględnego gestu. Tworzenie od biologicznych głębin. Polska bezcielesna. Jaźń i biologia.</wyroznienie></akap></nota>

<akap>Klasyfikacja czysto zewnętrzna dzieł i kierunków
kultury narażona bywa na zasadnicze i głębokie nieporozumienia: pod tożsamością rodzaju i formy ukrywa
się nieraz z przedziwną przebiegłością instynktu zasadnicza różnica treści. Karton naśladuje żelazo, glina
spiż: pod presją wypadków tylko lub w błyskawicznym, jak prąd elektryczny, rozkładającym aliaże<pe><slowo_obce>aliaż</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>alliage</slowo_obce>) --- przest. stop, mieszanina; przen. połączenie różnych właściwości, pojęć, cech.</pe> tchnieniu myśli, zapadają i giną formy, które nas jeszcze
przed chwilą łudziły, nikną w niewytrzymałej, niepłodnej miazdze. Poznać trzeba naturę samej tej miazgi psychicznej, jej tęgość i twardość rzeczywistą, jeżeli się
chce rozumieć istotne znaczenie rzucających się w oczy
i łudzących pozorami zjawisk. Dusza zbiorowa działa
długi czas siłą bezwładu, z hipnotycznym uporem
wykonywa pewne ruchy i czynności, do których samorodnego, istotnie odpowiedzialnego wytwarzania
staje się coraz mniej zdolną. Mechaniczna prawidłowość
nałogu maskuje przed nią samą wewnętrzną zmurszałość: z wolna nurtują w niej i zbierają się fermenty
słabości i niemocy, nieprzeciwstawiające się bezpośrednio wymaganiom życia, przeciwnie niezdolność samoistnego tworzenia pewnych życiowych form, wykuwania pewnych wartości dojrzewa jak najpomyślniej
w cieniu rutynicznego dla nich szacunku. Poszanowanie chroni tu od pracy, opłaciwszy je jak myto,
czujemy się zabezpieczonymi od groźnego zetknięcia
z zagadnieniem. Zaprzeczenie jakiejś społecznej formy
wymaga zastanowienia i siły: szanując ją zewnętrznie
i mechanicznie, możemy już bezpiecznie rozkrzewiać
w sobie to wszystko, co czyni nas niezdolnymi do
prawdziwego dźwigania jej. W cieniu rutynicznego kultu
wyrasta i dojrzewa biologiczna niezdolność wydobycia
z siebie tego właśnie, co tego kultu jest przedmiotem.
Powtarzając nieustannie frazesy o przynależności naszej
do kultury Zachodu, uwalniamy się od zastanowienia
nad zagadnieniem, co się dzieje w nas z siłami psychicznymi, których wynikiem jest ta kultura. Pod powłoką pietyzmu dla ,,europejskości", ,,kultury łacińskiej"
itp., pod powłoką pocieszającego przekonania, że jesteśmy zachodnim, konstrukcyjnym społeczeństwem ---
wylęga się w nas swoisty, sielankowy, sentymentalny,
obłudny nihilizm --- dojrzewa psychologia życiowej niedojrzałości, zanika samo pojmowanie mężnej, odpowiedzialnej woli i rzecz najdziwniejsza, ta rozkładowa
psyche, ta tafla zastoju --- ukazuje się nam jako jakiś
szczyt. Gdy się zanalizuje różne formy, jakie przybiera
tak zwana postępowa myśl polska, odnajdziemy w niej
zawsze tajną łączność z tą psychiką niemocy i niewoli.
Bo nie trzeba się łudzić: niewola wyhodowała w nas
już całe mnóstwo organicznych trucizn; narzuciła ona
nam bezwład i zaszczepiła poczucie nieodpowiedzialności: żyjemy na tle kultury Zachodu --- ale nie zdajemy sobie sprawy z tego twardego trudu zbiorowego, z jakiego ta kultura wyrasta. Zbuntowani wobec przemocy utraciliśmy poczucie i zrozumienie karności
wobec samych siebie, wobec wielkiego zbiorowego
dzieła kultury. Byłoby obłudą nie wyznać, że w psychologii naszej zanika rozumienie tych wysiłków,
tego
nieustannego ohamowania popędu, przezwyciężenia zachcianki, bez których żadne samoistne społeczeństwo
istnieć nie może. Kultura nowoczesna, nowoczesne kulturalne społeczeństwo, to wynik ciężkiej walki człowieka z żywiołem, to zwycięstwo woli nad niespójną
i chaotyczną naturą zarówno w nas, jak i poza nami,
to samoopanowanie i ujarzmienie własnej psychiki, zorganizowanie jej. I moralna struktura społeczna, wewnętrzna siła narodów trzyma się tą wewnętrzną organizacją, tą wnikającą w życie jednostek zbiorową wolą.
Nowoczesna kultura nawet w takich swych czysto duchowych tworach, jak nauka, poezja, sztuka --- jest
całkowicie związana z tym twardym dziełem ludzkości,
którego stroną zewnętrzną są społeczeństwa, przeciwstawiające pozaludzkiemu żywiołowi coraz potężniejsze
organizmy skupionej, świadomej ludzkiej energii. Czy
nie jest rzeczą jasną, że w dumnych rysach angielskiego indywidualizmu, w straszliwym wprost natężeniu
myśli i świadomości takiego Mereditha<pe><slowo_obce>Meredith, George</slowo_obce> (1828--1909) --- angielski powieściopisarz i poeta epoki wiktoriańskiej.</pe> lub Browninga<pe><slowo_obce>Browning, Robert</slowo_obce> (1812--1889) --- angielski poeta i dramaturg epoki wiktoriańskiej; jego twórczość ma charakter intelektualno-refleksyjny; autor poematu <tytul_dziela>The Ring and the Book</tytul_dziela>.</pe>
są wartości, pochodzenie swe zawdzięczające <wyroznienie>całemu
bez wyjątku organizmowi</wyroznienie> angielskiej mocy,
całemu aparatowi ujarzmionej przez zbiorową wolę
wielkiego narodu siły. Wartość swobody psychicznej
mierzy się tą potęgą, którą ta swoboda włada, tym
rozczłonkowaniem żywiołu, który w niej tętni, zasila
ją swą krwią i dumą. Żyjące nowoczesną kulturą społeczeństwo to dzieło twardej, natężonej woli, to gwałt
nad całą bierną, leniwą naszą naturą. Polska kulturalna psychika utraciła poczucie łączności tych wysiłków. Kultura wydaje się jej jakimś stanem beztroskliwego zawieszenia ponad żywiołem i koniecznościami
nieustannego pasowania się z nim. Mamy tu do czynienia z wymykającymi się, zdradliwymi stanami duszy.
Kto chce nowoczesnej kultury, musi chcieć psychiki,
zdolnej ją wytwarzać, a nie zaś używać tylko pewnych
jej wyników. Kto chce samoistności narodowej, musi
chcieć rozwinięcia u nas tych zdolności i wytężeń woli,
bez których żadne samoistne społeczeństwo dziś istnieć
nie może. My dzisiaj zachowujemy sobie prawo bezwzględnej krytyki --- wobec praw, urządzeń, obyczajów,
idei innych narodów: nie widzimy, że w ten sposób
wyzyskujemy własny stan niewoli. Myślimy jak ludzie
zawieszeni w próżni, gdyż myśli nasze nie wywierają
wpływu na nasze własne zbiorowe, samoistne życie.
I im bardziej na lewo przesuwamy się wśród naszych
kierunków kulturalnych, tym bardziej uderza i przemaga to <wyroznienie>demoralizujące pieczeniarstwo negacji</wyroznienie>, ten Piłatowy gest umycia rąk wobec odpowiedzialności, spadających na tych, co samoistnie ciężar społecznego istnienia dźwigają. Stanisław Wyspiański<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe> całe życie walczył z tą bezkostną, wykrętną psychiką bezwładu i niewoli. Myśl nasza nie ma prawa
zapominać, skąd wyrasta, nie ma prawa łudzić się, że
przemija bez skutku. Społeczeństwo nasze musi samo
w sobie zachowywać i przestrzegać tego, co jest najistotniejszym organem samoistności. Myśl nasza nie
może być dziełem dobrowolnej degradacji. Nic mnie tak
nie razi i nie, boli, jak to lekceważenie, ta przedrwiwająca niechęć, z jakimi spoglądają polskie <wyroznienie>samoistne</wyroznienie>, <wyroznienie>swobodne</wyroznienie>, zatomizowane dusze na dzieło
zbiorowego życia innych narodów. Nie umieją wyczuć straszliwego wysiłku, gorączkowej pracy, olbrzymiego piękna moralnego, kryjącego się pod zewnętrzną,
odstręczającą powłoką nowoczesnych kultur. Nie
umieją spojrzeć bezinteresownym, braterskim spojrzeniem na te potężne, tragiczne żywoty, zwane Francją,
Anglią, Włochami, Niemcami nowoczesnymi. Z jakichś
niebosiężnych wyżyn zdają się padać słowa potępienia
na codzienny trud i mozół milionów. Wzruszeniem ramion zbywają się podziwu godne --- przez wieki
wznoszone instytucje. Obawa mimowolna przeszywa
wobec tych sądów: kto tak lekceważy trud życia, ten
jest do podjęcia go, do zrozumienia nawet niezdolny.
I jak łatwo spada ta obłudna maska wyższości, jak
łatwo przejrzeć poza nią można wewnętrzne zdyskwalifikowanie dziejowe, zanik konstruktywnych władz
duszy, hierarchii wewnętrznej struktury. Nikt nie obliczy krzywd, jakie wyrządza przesłaniająca ten stan
rzeczy utopijna, mistyczna czy radykalna retoryka.</akap>




<akap>Zdaniem Jerzego Sorela<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe> --- poglądy okultystyczne,
teozoficzne itp. znajdują rozpowszechnienie w pewnych kołach kulturalnych, gdyż stwarzają złudzenie
aparatów potęgi, dostępnych w innej drodze, niż ta,
jaką otwiera samo życie, posługujące się coraz potężniejszymi i intensywniejszymi systematami techniki.
Okultyzm roztwiera przed imperialistycznymi dążeniami
jednostek perspektywy mocy niezależnej od tego znaczenia, jakie przypada wykonywanym przez nie czynnościom i rozwijanym przez nie zdolnościom w społeczno-ekonomicznym organizmie wytwórczym i w biologicznym postępie gatunku. Moc niezależna od psycho-biologicznych właściwości, od całej pozytywnej,
twórczej treści życia jest właściwym kamieniem filozoficznym, którego poszukiwania kryją się poza różnymi
formami ruchów i dążeń, wytwarzanych przez wykolejoną psychikę kulturalną. Ta to siła wprawia w ruch
rozmaite neoreligijne sekty, sztuczne wysiłki zmierzające ku odtworzeniu w sobie prostoty zamierzchłych
czasów. W nienawiści do zwycięskiej, a przynajmniej
świadomie tragicznej indywidualności renesansu, w sentymentalnym <slowo_obce>par force<pe><slowo_obce>par force</slowo_obce> (fr.) --- przemocą, gwałtem.</pe></slowo_obce> prymitywizmie tkwi to dążenie
do usprawiedliwienia stanów rozbicia, porażki. Tę
samą zasadniczą dążność odnajdziemy w różnych formach ,,etycznego" ruchu, niezależnego od twórczości
i wytwórczości doskonalenia się moralnego: ona kryje
się poza metafizycznymi aspiracjami, usiłującymi przemienić świat w coś takiego, co podlega ludzkiej woli
i sankcjonuje ją niezależnie od biologicznego rozwoju
i technicznej mocy. Psychologia ta jest niezmiernie
skomplikowana i posiada całkowicie proteuszową zdolność przekształceń. Odnajdujemy ją jako właściwe podłoże prądów i kierunków, pozornie nic wspólnego pomiędzy sobą niemających lub wręcz sprzecznych. Postaramy się to wykazać w zastosowaniu do naszego
polskiego kulturalnego życia. Spostrzeżemy, że stany
dusz naszych społecznych okultystów, krańcowych spirytualistów dziejowych nie różnią się zasadniczo od
psychiki wyznawców automatycznego postępu i tego złośliwego zboczenia umysłowego, które zrodziło się
z całkowitego wypaczenia myśli Karola Marksa i jest
oznaczane mianem ortodoksalnego materializmu dziejowego. Na dnie tego wszystkiego odnajdujemy zawsze
tę samą rozmiękłą psychikę --- psychikę wewnętrznie
już wobec siebie i świata rozbrojoną. <wyroznienie>Proudhon<pe><slowo_obce>Proudhon, Pierre Joseph</slowo_obce> (1809--1865) --- francuski myśliciel społeczny, polityk, dziennikarz, twórca anarchizmu indywidualistycznego; krytykował kapitalizm, państwo i Kościół.</pe></wyroznienie>,
wielki moralista i psycholog XIX wieku, w swoim źle
rozumianym, głębokim dziele <tytul_dziela>Wojna i pokój</tytul_dziela><pe><slowo_obce><tytul_dziela>Wojna i pokój. Badanie podstawy i systemu prawa międzynarodowego</tytul_dziela></slowo_obce> --- tytuł fr. <tytul_dziela>La Guerre et la Paix, recherches sur le principe et la constitution du droit des gens</tytul_dziela>, Paris: Dentu 1861.</pe> ukazał
nam cały systemat tych zagadnień, o których tu mówimy.
Heroizm wytwarza całą kulturę; psychika pokojowa, psychika żyjąca w oswojonym świecie, w którym wszystkie
zagadnienia rozwiązywane są przez bezosobistą metodę
bez apelu do osobistej woli, osobistego instynktu, irracjonalnego męstwa, jest zaprzeczeniem właściwie tej kultury, w której żyje. Kultura ukazuje się jej jako olbrzymi aparat indywidualnego szczęścia, jako coś istniejącego mechanicznie, pewien gatunek centralnego ogrzewania. Kultura zaś trzyma się zdolnością podporządkowywania własnego <wyroznienie>ja</wyroznienie>, heroicznym poddaniem się
wymaganiom dzieła, <wyroznienie>irracjonalnym</wyroznienie>, gdyż nieliczącym się z jednostką wytężeniem ducha i życia. Psychologia żołnierza, a więc człowieka traktującego swe
życie jako posterunek, psychologia bojownicza i przedsiębiorcza, oparta na przenikającym wszystko poczuciu
odpowiedzialności --- jest zasadniczą siłą rozwoju i utrzymania kultury. Wojna była dla Proudhona --- wielkim
wychowawczym wzorem heroizmu, grozą, niepozwalającą mu zagłuchnąć. Zagadnienie pokoju przedstawiało
się dla Proudhona jako pytanie, czy ludzkość zdoła zastąpić tę dźwignię męstwa i honoru, czy zdoła stworzyć kulturalny surogat<pe><slowo_obce>surogat</slowo_obce> --- namiastka, produkt zastępczy.</pe> wojny jako dziejowej szkoły.
Na sumieniu Marksa<pe><slowo_obce>Marks, Karol</slowo_obce> (1818--1883) --- niemiecki działacz rewolucyjny i filozof, twórca marksizmu, światopoglądu głoszącego materialistyczny i rewolucyjny pogląd na świat. W 1848 napisał razem z Engelsem <tytul_dziela>Manifest partii komunistycznej</tytul_dziela>.</pe>, na jego kulturalnej odpowiedzialności ciążą jako niewyrównana wina jego odezwania się
o Proudhonie. Zwłaszcza artykuł Marksa napisany po
śmierci wielkiego francuskiego myśliciela, artykuł, w którym zbywa on Proudhona kalamburami, świadczy, że
całe szeregi problemów pozostały poza granicami tego
wielkiego umysłu. Polityczne i społeczne zacofanie Niemiec wycisnęło swoje piętno i na autorze <tytul_dziela>Kapitału</tytul_dziela>;
dzisiaj pora wyzwolić się od przesądów i uprzedzeń,
pora zapoznać się z Proudhonem rzeczywistym, człowiekiem, którego wielka wychowawcza rola nie zaczęła
się jeszcze. Dzisiaj na każdym kroku odnajdujemy myśli
jego u pisarzy i filozofów, którzy nie znają jego dzieł.
Sorel konstatuje, że istnieje styczność pomiędzy przenikliwymi analizami Bergsona<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe> a intuicjami wielkiego samouka. Gdy się wyzwoli Proudhona od przypadkowych
sprzeczności, od wahań, niejasności terminologicznych ---
ukaże się nam jego myśl jako jedna z najgłębszych
i najbogatszych w treść szkół duchowych, jako szkoła,
śmiem powiedzieć, przez którą każdy przejść powinien.
Nie tu miejsce na rozwijanie tych myśli; --- tu obchodzi nas ta tylko strona zagadnienia: całe szeregi doktryn i przesądów są dzisiaj tak mocno zakorzenione
dlatego jedynie, że odpowiadają zasadniczemu dążeniu --- polegającemu na tym, aby przedstawić jako zbyteczne irracjonalne, indywidualne męstwo, heroizm duszy, indywidualność ludzką w najgłębszym znaczeniu
tego wyrazu. Sprawozdawcy filozoficzni zaznaczali niejednokrotnie jako jedną z najbardziej oryginalnych odrębności prac teoriopoznawczych <wyroznienie>Poincarégo<pe><slowo_obce>Poincaré, Henri Jules</slowo_obce> (1854--1912) --- francuski matematyk, astronom, fizyk i filozof; członek francuskiej Akademii Nauk, profesor na Sorbonie, autor prac z różnych dziedzin matematyki, zajmował się m.in. topologią kombinatoryczną i równaniami różniczkowymi.</pe></wyroznienie>, że
znakomity ten myśliciel rozpatruje różne gałęzie nauki
jako różne formy działalności ludzkiej, z których każda
posiada swoje własne narzędzia, tj. swoje własne pojęcia. Pomiędzy pojęciami tymi mogą zachodzić głębokie różnice, mogą one być całkowicie niewspółwymiernymi pomiędzy sobą. Ginie w ten sposób pojęcie jedności nauki --- tak drogie wszystkim powierzchownym
umysłom; natomiast wysuwa się spoza dotychczasowych fikcji i fetyszyzmów naukowych jedność osoby
ludzkiej, człowieka posługującego się tymi wszystkimi
narzędziami poznawczymi. <wyroznienie>Jedność</wyroznienie> powraca ku temu,
kto jest jej przyrodzonym właścicielem. Człowiek włada
nauką, wytwarza ją, jest ona jego życiową funkcją.
Dogmatyczna jedność nauki kryje w sobie zawsze zerwanie z życiem, oderwanie się od niego, podporządkowanie się mechanizmowi. Pojęcie jedności nauki, jak
to wykazał między innymi Sorel w swych <tytul_dziela>Les illusions
du progrès<pe><slowo_obce>Les illusions
du progrès</slowo_obce> --- Georges Sorel, <tytul_dziela>Złudzenia postępu</tytul_dziela>, przeł. Emil Breiter, Kraków: G. Gebethner i Sp. Warszawa: Gebethner i Wolff 1912.</pe></tytul_dziela>, zostało wytworzone właściwie poza
pracą właściwych uczonych. Należy ono do postulatów, z jakimi zwracają się ku nauce umysły, otrzymujące ją jako coś gotowego. Koordynacja nauk nie
była nigdy przedmiotem dążeń umysłów badawczych
i twórczych. Jest to potrzeba ,,konwersacji salonowej"
lub ,,wulgaryzacji demagogicznej". Głębokie rozdarcie
między sztuką i nauką pochodzi stąd właśnie, że nauka
przedstawia się artystom jako niwelujący indywidualności mechanizm, jako jakiś absolutnie nietwórczy,
bezosobisty typ życia psychicznego. Nowoczesne pojęcia o nauce zrywają ten przedział, jaki istnieje między tą postacią działalności a całokształtem ludzkiego
życia. Nauka jest pewną postacią życia, jest konstruowaniem środowiska podległego woli ludzkiej. Byłoby
rzeczą ważną wykazać, że te wartości psychiczne, które
rozstrzygają o powodzeniu w nauce --- ta rzetelność
duchowa wobec własnej pracy, sumienność postrzegania, nieustanna samokontrola duszy, oddanie się
przedmiotowi --- zostają wypracowane w samym życiu,
że logika i metodologia naukowa są jakby kwintesencją cech, zdobytych w moralnym, codziennym trudzie
pokoleń. Znika dziś racjonalizm naukowy, dochodzi
natomiast do samopoznania samo wytwarzające naukę
życie. Teoria poznania Poincarégo --- niweczy uroszczenia pedantów, ale jest całkowicie w zgodzie z wielopłaszczyznowym życiem duchowym Goethego<pe><slowo_obce>Goethe von, Johann Wolfgang</slowo_obce> (1749--1832) --- niemiecki poeta okresu ,,burzy i naporu", przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego, twórca nowego typu romantycznego bohatera. Dzieła: <tytul_dziela>Cierpienia młodego Wertera</tytul_dziela> (1774), <tytul_dziela>Król olch</tytul_dziela> (1782), <tytul_dziela>Herman i Dorota</tytul_dziela> (1798), <tytul_dziela>Faust</tytul_dziela> (cz. I 1808, cz. II 1831), <tytul_dziela>Powinowactwo z wyboru</tytul_dziela> (1809).</pe>. Osobistość ludzka, jej wewnętrzne bogactwo, jej męstwo
w zrywaniu z dotychczasowymi pojęciami i konstruowaniu nowych metod, nieustanne poczucie walki z żywiołem, konieczność ryzyka i wytrwałości --- wszystko
to, co stanowi cechę zasadniczą wartości moralnej
jednostki, jest również niezbędne w nauce. Nauka przestaje być czymś automatycznie wytwarzanym --- staje
się cząstką pracy człowieka nad samym sobą, jedną
ze stron wielkiego, jedynego dzieła, jakiem jest tworzenie coraz świadomiej, odpowiedzialniej i pełniej
żyjącej <wyroznienie>indywidualności ludzkiej</wyroznienie>. Jako kult
nauki przedstawiane było w demagogicznych katechizmach ,,myśli niepodległej", w traktatach moralnych
autotresury członka partii i wyborcy --- <wyroznienie>zrzeczenie
się samoistności duchowej, własnego
w głębi duszy utajonego poczucia, że
każde ja jest czymś jedynym, niezastąpionym, posterunkiem zdanym własnemu swojemu heroizmowi</wyroznienie>. Racjonalizm łudził nas widmem świata, w którym ryzyko, męstwo
stają się niepotrzebnymi, gdzie można żyć, nie licząc
już na siebie: bezwiedne bankructwo charakteru, podkopanie tego, co jest jego źródłem poczucia nieustannej, niezastąpionej, indywidualnej odpowiedzialności.
Mieczysław Limanowski nieustannie mówi u nas o tym
tragicznym podkładzie prawości naukowej, o wysokim
napięciu indywidualności etycznej jako rysie niezbędnym w psychologii prawdziwego badacza. Polski płyciuteńki racjonalizm postępowy, polska socjaldemokratyczna parodyjka marksizmu --- to są wszystko objawy narodowej dekadencji, to są symptomaty zaniku
tego elementarnego poczucia, że tylko własnym, wytężonym wbrew wszystkiemu, co staje na przeszkodzie, męstwem, zdołamy się wydobyć na poziom samoistnego
narodowego życia. Racjonalizm roztapia nas w jakimś
bezosobistym procesie, bój, walka --- to są pierwiastki
<slowo_obce>par excellence</slowo_obce> indywidualizujące. Uczyć się musimy
spoglądać na świat okiem zdobywczym: wydrzeć mu
musimy własny los, przyszłość naszą. Coś z żołnierza
powinno być zawsze w każdym Polaku, coś bezwzględnego, niezależnego od niczego, co jest zewnętrzne, na
zawsze zdanego sobie. Żądne prawo nie powstaje niezależne od siły: i siłę też, gotową do zerwania ze
wszystkim, do przeciwstawienia się wszystkiemu, hodować i utrzymywać musimy w naszej zbiorowej psyche.</akap>




<akap>Tylko warszawska lekkomyślność albo krakowska
perfidia mogą dopatrywać się w tym, com powiedział
powyżej, jakiegoś ataku <wyroznienie>na naukę</wyroznienie>. Za naukę uważane
jest u nas w Polsce wszystko to, co może służyć
w antyklerykalnej polemice. Z tą koncepcją istotnie nie
mamy nic wspólnego, ale natomiast sądzę, że jeżeli
nauka jest najściślej związana z męskim, odpowiedzialnym traktowaniem własnego swego życia, to i odwrotnie da się powiedzieć, że lekceważąc naukę, sprzeniewierzając się jej --- sprzeniewierzamy się własnej godności moralnej. Nauka określa nam warunki i formy
celowego, posłusznego ludzkiej woli działania, sprzeniewierzając się jej zrzekamy się kontroli nad własnymi czynami, zrzekamy się odpowiedzialności za przyszłość
własnych naszych czynów. <wyroznienie>Naukowość określa
zawsze konkretny kształt prawości naszej</wyroznienie>: dochowując jej wiary, dochowujemy jej właściwie tylko samym sobie. Ta koncepcją nauki, która
dzisiaj przemaga, która przemagać będzie coraz bardziej, potęguje właśnie naszą odpowiedzialność w stosunku do intelektualnego życia. Nauka przestaje być
mechanicznym poznawaniem pozaludzkiego świata:
staje się cząstką biologicznego procesu, mocą którego
sam człowiek siebie przeobraża i stwarza. Braki naukowych nawyknień w myśleniu są w istocie rzeczy
brakami moralnymi i każdy, kto poważnie myśli o naszej kulturalnej przyszłości, musi zdać sobie sprawę, że
nasza obojętność na ścisłość i prawość naszej myśli,
nasze sentymentalne rozleniwienie psychiczne są cząstką niewolniczej, nieodpowiadającej za własne losy,
nieumiejącej już myśleć, chcieć, czuć w rozległym
dziejowym rytmie niewolniczej psychiki. <wyroznienie><begin id="b1330115337401-1328751360"/><motyw id="m1330115337401-1328751360">Nauka</motyw>Naukowość
to jest świadome stwarzanie, zrealizowanie własnej woli</wyroznienie>; obojętność wobec nauki
to obojętność wobec tego, co z woli naszej wyrasta.<end id="e1330115337401-1328751360"/>
Sztuka stwarza biologiczne ideały danej grupy: polska
twórczość artystyczna dla błahych efektów rozkłada
mozolnie zdobywane nawyknienia myśli: działa jak
ferment, niszczący podstawy i metody samokontroli.
Bezwiedne, irracjonalne męstwo stanowi grunt charakteru, dźwigającego kulturę i naukę: oznacza ono odwagę, która gotowa trwać wtedy nawet, gdy wyczerpią
się wszystkie znane jej środki, gdy znikną wszystkie
perspektywy osobistego powodzenia. Gdy wyczerpię
wszystko, co jest na zewnątrz mnie i co mojej woli
podlega, mam jeszcze siebie --- tak brzmi to hasło.
Nasza kultura bezwiedności w innym zmierza kierunku:
nic nie każe mi widzieć, czym jestem, mogę marzyć
o czym zechcę, jak zechcę --- tak dałoby się określić
to źródło niewolniczego liryzmu. Polski liryczny irracjonalizm to właściwie ta sama postawa duchowa,
która wypowiada się w postępowym racjonalizmie.
Tam wypowiada się zaufanie do poznanego mechanicznego procesu, tu do żywiołowego, nieokreślonego stawania się. Życie pojmowane jest tu tak, aby bezpłodne,
bezczynne, sentymentalne trwanie polskich ,,samotników"
było jakąś specjalnie polską, nam tylko znaną metodą dziejowego czynu. Tu i tam wsiąka się w moczar
nieodpowiedzialności, tu i tam rozpoczyna się narkoza:
znika jedyna konkretna rzeczywistość, my sami, nasze
dzisiejsze położenie jako zwierzony nam posterunek dziejowy, jako pozycja, której mamy bronić i którą powinniśmy umocnić i rozszerzyć. Mgła bezwiedności,
stan dusz rodzący się z ich wyhodowanej przez przemoc i pielęgnowanej przez własne lenistwo bezdziejowości przesłania nam straszliwy obraz rzeczy: prawdę
naszego położenia. <wyroznienie>Zużywamy tradycję naszą,
by z niej wysnuć otuchę dla samych siebie, ułudę estetyczną, mającą ozdobić
,,subiektywne" przepływanie dni, lat, życia, nie myślimy o sobie jako rzeczywistych twórcach przyszłości, żołnierzach
historycznej sprawy.</wyroznienie> Zużywamy czas i życie
na orientowanie się wśród przemijających konstelacji
politycznych, na zwrot na prawo ku Rosji, zwrot na
lewo ku Austrii, nie umiemy zająć jasnego, dobitnego
stanowiska wobec naprawdę wielkich dziejowych zagadnień. Nie stać nas na sam wysiłek w kierunku twardej, niewzruszonej, na wieki obliczonej woli i wiary. Zalatują nas krótkotrwałe, o małym tchu prądy z Europy,
denerwuje oczekiwanie z dnia na dzień ,,socjalistycznego" przewrotu, nie umiemy otrząsnąć się tego wszystkiego, zrozumieć, że socjalistyczna apokalipsa zamieniła się w zachodniej psychologii w straszaka na burżuazję, w usprawiedliwienie własnej oportunistycznej
bierności, że to wszystko są symptomaty tylko bardziej
głębokich zagadnień, nurtujących stare europejskie społeczeństwa, że musimy sięgnąć głębiej, niż to wszystko.
<wyroznienie>Potrzeba nam nie programu dla obliczonego na lata lub dziesiątki lat stronnictwa, lecz wiary, która zdołałaby jednym
duchem objąć wiekuisty proces.</wyroznienie> Potrzeba nam nie
uzasadnienia dla takiej lub innej partii, lecz siły duchowej
dla całego narodu. Świadomość nasza musi głębiej
sięgać; szerzej obejmować, dalej mierzyć. Młodą Polskę stać było na drobne zuchwałostki --- tu idzie
o wielkie męstwo, męstwo zamierzeń obliczonych na
pokolenia. Nie spodziewajmy się znaleźć nigdzie gotowych rozwiązań, ale nie dajmy się zahipnotyzować
istniejącym widnokręgom. Kultura zachodnia nie mówi
nam nic o niezmiennym bycie: daje nam odbicia
dziejowych przeżyć europejskich narodów. Że w ich
przeżyciach nie znalazło się miejsca dla jakichś form
duchowego, kulturalnego życia --- to nie znaczy, że są
one niemożliwe. Społeczeństwo nasze jest samoistną
indywidualnością kulturalną: stworzyć musimy sobie
to, co nam jest niezbędne. Wszystko, co wie i co ma
człowiek, jest dziełem męstwa i wytrwałości. Każdy
twór dziejowy był czymś niebywałym, zanim powstał.
Nie na to mamy się oglądać, co istnieje, co istniało,
lecz tworzyć niebywałe: wolną, niepodległą Polskę,
kraj bohaterskiej tragicznej pracy, najgłębszej samowiedzy; musimy rozpłomienić taki ogień duchowy, aby
wychodziły zeń dusze jedynego hartu, musimy wytworzyć świadomość, rozwiązującą zagadnienia, które świat
rozdzierają, musimy uczynić przynależność do naszego
narodu --- przywilejem i godnością. Rozbrojona, rozhartowana dusza polska musi zrozumieć, że świat i własna historia są przeciw niej, że ma tylko siebie,
że w sobie musi się skupić, zaciąć. Świat europejski
przebywa godzinę wielkiej niespójności myślowej: zmienia skórę; nie poddawać się przelotnym sugestiom
nam przystało, lecz sięgać do głębi zagadnień, tworzyć ich rozwiązania, wyprzedzać i górować. Samoistność nasza kulturalna za tę tylko jest do nabycia
cenę. Niechże ta nasza narodowość stanie się nam
samym nie tylko przywiązaniem, lecz i mocą. Dusza
nasza, to liryczne medium, w którym przetwarzają się
w żal, płacz, marzenie, przewalające się nad nami losy
--- otrząsnąć się musi z bezwładu. Każde ja jest miejscem przejścia wieków, w każdym ja jest dziejowy posterunek. Każdy Polak w całym swym życiu stoi na
granicach, których ma bronić; niechajże wie, że nie
może zbyt głęboko sięgać jego myśl, zbyt daleko wytężać się jego wola. Każda dusza urobiona jest przez
wieki i chce czy nie chce, wieki tworzy.</akap>





<akap>Wychowana przez niewolę bierność, poczucie bezsiły wytwarzają naokoło jednostki pustkę, martwy przestwór, pośród którego czuje się ona całkowicie odosobnioną od wszystkiego, pozostawioną samej sobie
wraz ze swą dziejową psychiką, oddartą od bezpośredniego związku z twórczością. Samotność ta maskuje się
sama przed sobą, sama dla siebie stwarza dumne, demoniczne legendy i oszałamia samą siebie zakresem
własnej swej obojętności. Trzeba pewnej psychologicznej wprawy, aby ujrzeć leniwe, gnuśne zamulenie duszy
poza dumą gestu, aby zrozumieć, że ci wyniesieni
ponad społeczeństwo samotnicy, te negujące empirię
,,nagie dusze", ,,czyste jaźnie", to są szczątki rozkładającego się społecznego istnienia. Negacja metafizyczna jest tu maską przesłaniającą niemoc, zobojętnienie, znużenie. Neguje się zakresy życia, na które nie umie się wywrzeć żadnego wpływu. Samotna, bezwzględnie zamknięta w sobie indywidualność polska
to produkt życia historycznego, w którym wszystkie
drogi zdają się być zamkniętymi przed dziejową świadomą wolą. Mniejsza o to, jakie metafizyczne czy mistyczne uzasadnienie wytworzy sobie ten zasadniczy
fakt: natura jego jest taka. Wolna, nieskrępowana dusza, wynurzająca się z tajemniczego <slowo_obce>mare tenebrarum<pe><slowo_obce>mare tenebrarum</slowo_obce> (łac.) --- morze ciemności.</pe></slowo_obce>
wyrasta w gruncie rzeczy z Polski taką, jaką ona dziś
jest. I dość wniknąć głębiej, aby przekonać się, że tak
jest istotnie. Polski absolut korzeniami swymi tkwi
w tej właśnie glebie, gruntem, z którego on wyrasta
i czerpie swoje soki, jest polska tradycja kulturalna,
nieopanowana i nieprzemyślana oczywiście. Analizę
swego środowiska kulturalnego, pracę, zmierzającą do
wytworzenia całkiem jasnego względem rzeczywistości
społecznej stosunku, zastępuje gest indywidualistycznej
pogardy. Gest ten jednak nie uwalnia nas od zależności. Psychika nasza wyrosła z tego dziejowego środowiska. Gdy nie usiłuje go zrozumieć, staje się zależną
od tych przypadkowych form, jakie w niej dana treść
przybrała. Jako życie twórcze bezwzględnej jaźni ukazują się różne formy spontanicznego rozkładu odziedziczonej, zastanej, przypadkowej kultury. Zamiast konsekwentnej pracy mamy konsekwentne zaczadzenie psychiczne. Dana treść, dana forma psychiki kulturalnej,
by wystarczać we własnych oczach samej sobie, przetwarza cały świat, przesłania go odurzającym dymem.
I rzecz charakterystyczna: najróżniejsze formy psychiczne,
najbardziej sprzeczne postulaty, czują swą bezwiedną
solidarność. Ludzie, wygłaszający najbardziej odległe
twierdzenia metafizyczne, nie przeciwstawiają się sobie.
Wzajemna pobłażliwość, poczucie wspólnej nieodpowiedzialności umysłowej, to postulat najbardziej zasadniczy. Tak nie czuli i nie zachowywali się względem
siebie nigdy rzeczywiści twórcy wielkich kulturalnych
kierunków. U nas dzisiaj nikt <wyroznienie>nie wie</wyroznienie>, do jakiego
stopnia obowiązuje go własna myśl, nie chce tego
wiedzieć. Poza różnicami gestów i stanowisk ukrywa
się wspólne dla wszystkich, zbiorowe muliste dno.
Tu bowiem o to tylko chodzi: ten kulturalny chaos,
który wytwarza się przez połączenie resztek polskich
tradycji, nałogów umysłowych i dziejowych z bezładnym dopływem wartości kulturalnych innych narodów,
zostaje wyzyskany przez oddzielne jednostki co najwyżej w kierunku wytworzenia z tego materiału konsekwentnych stanowisk indywidualnych. Wyzyskać historyczną treść, aby być psychicznie w zgodzie z samym sobą --- oto zadanie. Poza tym procesem ukrywa
się jako jego istota bezładne zbiorowe życie. Polska
nie trawi już ani własnej kultury, ani obcych wpływów.
Co najwyżej wchodzi w różne chemiczne związki. ---
Dumą naszą jest, gdy dokonywa się w nas jakaś jedyna w swoim rodzaju chemiczna reakcja, jakiś niebywały dotąd rozkładzik, niesłychanie skomplikowana
kombinacja. Wytworzyliśmy sobie całą sofistyczną tkaninę, broniącą przed nami samymi naszych stanowisk.
Tkanina o oczkach dialektycznych tak gęstych, że prawie niepodobna się w niej nie zaplątać. Z Zachodu pobraliśmy to przede wszystkim, co wydaje się nam argumentem na korzyść bezwiednie, jak instynkt, działających w nas postulatów. Ta to właśnie nasza bezgraniczna słabość kazała nam uwierzyć w <wyroznienie>surowość</wyroznienie> rzeczywistą Ibsena<pe><slowo_obce>Ibsen, Henryk</slowo_obce> (1828--1906) --- dramaturg norweski. Początkowo tworzył utwory oparte na motywach historycznych, legendach i sagach skandynawskich, później podjął tematykę społeczno-obyczajową w duchu realizmu i naturalizmu oraz symbolizmu. Dzieła: <tytul_dziela>Grób Hunów</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nora czyli dom lalki</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dzika kaczka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kobieta morska</tytul_dziela>.</pe>. Nie chodzi tu o wpływ rzeczywisty, lecz o coś ważniejszego może: o tożsamość
procesu psychicznego, tożsamość nie tyle rzeczywistą,
ile ideową. Ibsen jest tu ideałem, typem, ku któremu
zmierzają w sposób wysoce niedołężny dokonywające się
w nas procesy psychologiczne. Jerzy Plechanow<pe><slowo_obce>Plechanow, Gieorgij</slowo_obce> (1856--1918) --- rosyjski publicysta i działacz socjalistyczny, narodnik, od 1903 należał do mienszewików, teoretyk i propagator marksizmu.</pe> w swojej rozprawie o Ibsenie zwraca uwagę, że fanatyzm
Branda<pe><slowo_obce>Brand</slowo_obce> --- Henrik Ibsen, <tytul_dziela>Brand: poemat dramatyczny</tytul_dziela>, przeł. N.M.J., Warszawa: skł. gł. w Księgarni Stefana Dembego 1903.</pe> jest właściwie beztreściowy; jest to czysta forma,
upiór fanatyzmu. Zarzucono rosyjskiemu pisarzowi, że
wymaga od poety politycznego programu. Zdaje mi
się, że spostrzeżenie to prowadzi nas w innym kierunku. Mamy tu do czynienia z pewną stroną typowego stosunku Ibsena względem dziejowo-społecznego
procesu. <wyroznienie>Sama treść tego procesu jest obojętna</wyroznienie>, jest to w ogóle jakieś zbiorowe życie, oganiające życie jednostek. Na pierwszy plan wysuwa się
sam stosunek tego nieokreślonego życia do jednostek.
Stosunek ten wyraża się w ten sposób, iż każde świadome indywidualne życie zostaje skazane albo na
zgubę, albo na sprzeniewierzenia się sobie. Dramaty
Ibsena są wszystkie oparte na tym tragizmie rozkładu,
na tragizmie wpływającym z nieobecności swobodnego,
świadomego życia. Ja ludzkie jest złudzeniem albo bankructwem. W innej pracy powrócę do rozpatrzenia tej
sprawy u samego Ibsena. Tu konstatuję tę ogólną
naukę, która z niego zdaje się wypływać. ,,Masz tak
żyć, abyś na tle zbiorowego życia kultury wytworzył swoje własne <wyroznienie>ja</wyroznienie>". ,,Twarda i śmiała nauka",
nieprawdaż? Pozór to tylko. Weininger się myli. Ibsen
jest bliższy Novalisa i Schlegla (młodego), niż Kanta.
Zajrzyjmy nieco głębiej. Ibsen przeciwstawia Branda
Peer Gyntowi<pe><slowo_obce>Peer Gynt</slowo_obce> --- 
Henrik Ibsen, <tytul_dziela>Peer Gynt: poemat dramatyczny w pięciu aktach</tytul_dziela>, przeł. Marya Kreczowska, Kraków: G. Gebethner i Sp. Warszawa: Gebethner i Wolff 1910.</pe>. Ale Brand sam, to tylko Peer Gynt bez
talentu: hołduje on złudzeniu systematycznemu i konsekwentnemu --- podczas gdy Peer Gynt rozprasza się
w wielobarwnym. <wyroznienie>Sprawdzianem jaźni nie jest
zgoda jej samej z sobą</wyroznienie>: życie nie jest tak proste, nie jest czystym egzaminem konsekwencji psychologicznej i indywidualnej. Zadanie życia nie jest przez
to wyczerpane, że się wytwarza z danej kulturalnej treści całość, usprawiedliwioną we własnych swych oczach.
Ibsen tak właśnie jest u nas pojmowany. Mieć indywidualność, to znaczy z pojęć i uczuć odziedziczonych
przez historię, z wpływów innych kultur, z własnego,
rzeczywistego, niesprawdzanego stanowiska wobec świata
wytworzyć sen konsekwentny, zgodny z samym sobą.
Idzie tu o nadanie heroicznego pozoru bezwiednemu
wspólnictwu w dokonywającym się poza nami i w nas
procesie dziejowym. Ibsen sam czuł wewnętrzną sprzeczność. Czuł, że jego surowy samosąd jest jeszcze kompromisem. Czuł się nieszczerym wobec naiwnych i głębokich praw życia. Psyche, świadomość --- organ
krwistego życia --- zmienia je w zależny od siebie sen.
Być w zgodzie z własnym <wyroznienie>ja</wyroznienie>, ale nasze <wyroznienie>świadome ja</wyroznienie> to zawsze tylko rezultat, to droga i narzędzie.
Gdy opieramy się na nim, przyjmujemy jako niezmienne to, co to ja wytworzyło, nasze konkretne, fizjologiczne, istotne ja. Gdy poprzestajemy na życiu zgodnym z naszym <wyroznienie>ja psychicznym</wyroznienie>, zrzekamy się już
rzeczywistego życia, zrzekamy się życia swobodnego,
przeżytego w słońcu. I to jest tragizm stosunku Ibsena
do kobiety. Życie erotyczne to życie, w którym wchodzimy w grę nie jako psychika, lecz jako wytwarzający
tę psychikę żywioł. Gdy poprzestajemy na pewnych
formach psychiki, przyjmujemy właściwie te postacie
żywiołu, które je wytworzyły. Przestajemy żyć: trupiejemy. I Ibsen czuł, że wobec kobiety i miłości jest
oszustem, że wprowadza w grę pierwiastki fałszywe:
że pełnemu życiu przeciwstawia dialektykę psychologiczną. Stąd jego głębokie: <wyroznienie>,,gdy się zbudzimy
pośród umarłych"</wyroznienie>. Jest rzeczą charakterystyczną,
że wszelka postać romantyki, indywidualistycznego
spirytualizmu wydaje się jakąś obłudą, kłamstwem
i oszustwem wobec erotyzmu i jakby niedojrzałością
wobec śmierci. Głęboki instynkt artystyczny podyktował Jacobsenowi<pe><slowo_obce>Jacobsen, Jens Peter</slowo_obce> (1847--1885) --- duński pisarz i biolog, przedstawiciel naturalizmu wzmocnionego analizą psychologiczną. Dzieła: <tytul_dziela>Niels Lyhne</tytul_dziela> (1880), <tytul_dziela>Pani Fønss</tytul_dziela> (1882).</pe> jego zakończenie <wyroznienie>Nielsa Lyhne</wyroznienie>.
<begin id="b1331470269875-2600833826"/><motyw id="m1331470269875-2600833826">Ciało, Erotyzm</motyw>Romantyk sprzeniewierza się organizmowi w sobie, tej
głębokiej prawdzie moralnej, która kryje się poza
faktem naszego ciała. I bunt ciała jest nieraz brutalną
i pozornie amoralną lub umyślnie immoralną formą,
w której wyraża się protest <wyroznienie>prawdy życia przeciw obłudzie lub samoomamieniu romantyzmu</wyroznienie>. U nas spirytualistyczna tradycja, nałogi
przyzwoitości są najskuteczniejszą gwarancją seksualnego niechlujstwa. Niechlujstwo to idzie tu w parze
niekiedy ze szczerym ascetyzmem.<end id="e1331470269875-2600833826"/> Dowodzi to silnej
i męskiej intuicji pisarskiej w Nowaczyńskim<pe><slowo_obce>Nowaczyński, Adolf</slowo_obce> (1876--1944) --- dramatopisarz, publicysta, satyryk, działacz polityczny i społeczny, związany z Narodową Demokracją. Używał przydomku Neuwert. Autor m.in. <tytul_dziela>Małpiego zwierciadła</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wielkiego Fryderyka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Facecji sowizdrzalskich</tytul_dziela>.</pe>, iż wyczuł
pewien związek między naszym płaczliwym sentymentalizmem a niezdolnością dziejową. Stąd miłość jego
do krewkiej, rubasznej przeszłości. W pogardzie dla
cielesnej strony istnienia tkwi głębokie poczucie <wyroznienie>niewoli, odzwyczajenia się od samej myśli,
że wartość ma konkretne nasze --- życie</wyroznienie>.
Ciało nasze --- określa niezrównany H. Bergson<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe> (<tytul_dziela>Matière et mémoire</tytul_dziela>) --- ,,to jest zawsze to, co właśnie przeminęło", to nasza bezpośrednia przeszłość. Bergson
dowiódł, że konkretny czas, konkretne <wyroznienie>przetwarzanie samego siebie</wyroznienie> jest typem rzeczywistości.
Przestrzeń i świat w niej roztoczony jest zawsze widzeniem, rzuconym w danym mgnieniu na to, co jest.
Płaszczyzna naszego czynu to rzeczywistość jako przedmiot czynu w momencie możliwego. <begin id="b1331470293811-3122843728"/><motyw id="m1331470293811-3122843728">Ciało</motyw>Ciało nasze, jako
cząstka tego świata, jest całokształtem pozyskanych
przez nas sił wobec świata, jest tym, czym żeśmy się wobec
świata, jako siła czynna, uczynili --- jest to więc prawda
naszego ducha, rozpatrywanego jako możność działania, moc naszej wartości.<end id="e1331470293811-3122843728"/> Nowaczyński jest pisarzem
bardzo wielkiej miary, i nie zdajemy sobie sprawy, jak
wzrośnie jego znaczenie w przyszłości. Opieram to
przekonanie nie na sztywnych i wypracowanych jego
dramatach, nie na tym, co uchodzi za oznakę jego
spoważnienia. Voltaire<pe><slowo_obce>Voltaire</slowo_obce> (pol. Wolter) (1694--1778) --- właśc. François-Marie Arouet. Francuski pisarz, filozof, historyk, publicysta doby oświecenia. Parał się wszelkimi gatunkami literackimi, od epopei (<tytul_dziela>Henriada</tytul_dziela>), przez tragedie sceniczne (<tytul_dziela>Edyp</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Mahomet</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Meropa</tytul_dziela>) po naukowe prace historyczne. Największą jednak poczytność zyskały jego drobne utwory, szczególnie zaś dowcipne, zawierające bezkompromisowe, trzeźwe sądy o świecie powiastki filozoficzne (<tytul_dziela>Kandyd, czyli optymizm</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Prostaczek</tytul_dziela>) oraz utwory publicystyczne. Stał się wzorcową postacią europejskiego intelektualisty.</pe> ostatecznie też pisał martwe
tragedie i nieskończenie nudną <tytul_dziela>Henriadę</tytul_dziela>. Użyłem tego
zestawienia umyślnie. Nowaczyński mógłby być wielką
i głęboką siłą. Mówiono nam niedorzeczności o ,,satyryku bez ideału". W Nowaczyńskim było coś lepszego niż ideał (mianem tym oznacza się u nas poszanowanie dla przesądów jakiejś koterii). W nim
tkwiło jako instynkt palące poczucie kłamstw naszej
kultury. Nowaczyński ma w głębi duszy ukryte bezwiedne
widzenie zbiorowego życia, pełnego natężenia, kipiącego namiętnością, przetwarzającego silne temperamenty
w źródła energii myślowej. Jest on obcy instynktem,
naturą ludziom, tkwiącym bezsilnie w gnuśnym łożysku
gnijącej historii i przetwarzających na spirytualizm to
swoje szlamowate istnienie. W ludziach szuka Nowaczyński tego, co jest pierwotne: instynktu, popędu, siły ---
całej najgłębszej, kipiącej filozofii. Instynktem czuł on,
że kultura, w której żywe siły życia są czymś obojętnym i wrogim, jest formą martwoty. W tym poczuciu tkwi siła Nowaczyńskiego, jego głęboka indywidualność. Każde jego zetknięcie z współczesnym polskim światem działało jak oszałamiające wprost wstrząśnienie. W świecie upiorów, szarlatanów, frazesowiczów, pedantów, pojawił się ktoś, co nagle ukazywał
całą życiową szpetotę naszego zakłamanego, skrępowanego istnienia. Każde zetknięcie wytwarzało tu tyle
zderzeń i załamań, że sam Nowaczyński nie ogarniał
<wyroznienie>całości</wyroznienie> kontrastu. Zaatakowani zaś nie pojmowali
wprost, jak można wymagać od nich, aby ich życie ---
ich fizyczne <wyroznienie>życie</wyroznienie> miało w sobie godność i piękno.
O tym się wspomina <slowo_obce>ex re</slowo_obce><pe><slowo_obce>ex re</slowo_obce> (łac.) --- z okazji, z powodu.</pe> Grecji --- ale nie myśli się
nigdy. Nie myśli się, że miarą kultury jest forma życia
przez nią wytwarzanego, że człowiek jest istotą żywą,
organizmem, że musi swe życie kochać, cenić, być
z niego fizycznie dumnym, aby podstawy biologiczne
ludzkości nie były zagrożone. Obojętność na życie
jako proces fizyczny jest ostatnim wynikiem ogólnego lekceważenia własnej swej rzeczywistości. Społeczeństwo pragnące żyć, zdolne do życia, musi być samo
dla siebie biologicznym ideałem. Brak szczerych i głębokich, erotycznych pierwiastków w kulturze danego
narodu jest zawsze w związku z zanikiem dziejowego
zmysłu. Społeczeństwo dziejowo-twórcze wytwarza
w samym sobie atmosferę, w której istnieje pewien
pierwiastek upojenia. Gdzie on nie istnieje, oznacza
to, że nie ma form życia, które ukazywałyby się danemu społeczeństwu jako ideał. Odwrócenie erotycznego ideału, skierowanie go ku różnym rozbitkom,
dla których miłość kobiety jest litością, o którą żebrzą,
jest symptomatem groźnym: idzie on zawsze w parze
z zanikiem rzeczywistej, odpowiadającej za życie męskości. W współczesnym zobojętnieniu za miłość, w zaniku jej jako silnej namiętności, w lekceważeniu i banalizowaniu spraw erotycznych (treść ukrywająca się
poza pojęciem ,,wolnej miłości"), w histerycznym majaczeniu o ,,walkach płci" itp., ukrywa się wciąż ta
sama zasadnicza treść: mamy do czynienia z zanikiem
odpowiedzialnych, dziejowo-twórczych typów życia.
Miara, jaką ktoś mierzy swą miłość, jest miarą biologiczną własnej jego wartości. Kto nie ceni w sobie
czegoś jedynego, wyjątkowego --- ten z niedowierzaniem będzie słuchał o miłości jako silnej i głębokiej namiętności, aż do czasu, gdy ją napotka. <begin id="b1330118854068-3981445887"/><motyw id="m1330118854068-3981445887">Miłość</motyw>Gdy
jednak w jakiejś kulturze szczepi się lekceważenie
miłości, to jest to znak nieomylny, iż w kulturze tej przemagają ludzie bezwiednie lub świadomie lekceważący
samych siebie. Niewiara w miłość jest najgłębszą formą
zaniku religijnych, głębokich sił w człowieku lub społeczeństwie. Niewiara w miłość --- to niewiara w to, aby
życie samo mogło być czymś godnym, to zasadnicze
przekonanie, że jest ono procesem, który obejmuje nas,
ale miary wartości nie wytrzymuje. Lekceważenie miłości to głębokie, utajone poczucie swej niemocy
wobec życia, to poczucie śmieszności nieodłącznej w naszych oczach od przejęcia się naszą istotą. Śmiesznym
wydaje się nam, aby nasze <wyroznienie>ja</wyroznienie>, abyśmy tacy, jakimi
jesteśmy, mogli stać się ideałem życiowym, przedmiotem zachwytu innego człowieka. <slowo_obce>In abstracto<pe><slowo_obce>in abstracto</slowo_obce> (łac.) --- w ogólności, ogólnie.</pe></slowo_obce> już czujemy się poniżej życia, jego gatunkowej nawet miary.<end id="e1330118854068-3981445887"/>
To jest rzeczywiste podłoże, z którego wydobywa się
jak obłok odurzający nasze ja metafizyczne. Życie historyczne spycha społeczeństwo nasze w coraz głębsze bagniska, typ Polaka pozostaje coraz bardziej w tyle poza
wymaganiami nowoczesnej kultury, ale bądź co bądź
istnieje pewna treść psychiczna, z której można wytworzyć mniej więcej powiązany sen istnienia. Indywidualizm Ibsenowski stał się szkołą historycznego rozbicia: chodzi przecież tylko o to, aby, mniejsza o to
jaka, jaźń pozostała wierną sobie i nie dała się zreabsorbować mniejsza o to jakiemu zbiorowemu procesowi. Ibsen był tu przykładem dowolnym. Zasadniczym jest pęd naszej psychiki w kierunku odosobnienia; mniejsza o to już, z jakiego materiału utka ona
swą dialektyczną sieć. Zasadniczym faktem jest, że
wzrastającą niemoc wobec życia, nieznajomość jego
nawet, <wyroznienie>ja</wyroznienie> nasze traktuje jako swój wzrost, jako postęp
swój na drodze absolutnego zindywidualizowania. Odwrotną stroną tego procesu jest <wyroznienie>głębokie tchórzostwo</wyroznienie>, ukrywające się poza pozorami zuchwalstwa.
Gdy chodzi o przekucie swych dążeń w jasno określone stanowisko, o definitywne wypowiedzenie się
w danej sprawie, nasi indywidualiści są niezrównanymi mistrzami wykrętności. Pominąć jednak można
wszelkie wypadki indywidualne. Idzie znowu o istotę
sprawy. Ta zaś polega na tym, co już zaznaczaliśmy
niejednokrotnie. Samotna, unosząca się ponad życiem
psychika jest wytworem naszego położenia dziejowego:
jest to psychika w zasadzie swej bezczynna i bezsilna.
Bezgraniczny indywidualizm jest tu tylko upoetyzowaną niewolą. Nic nie mam prócz własnej duszy;
znaczy to, że proces dziejowy, który mnie wytworzył,
nie podlega dziś mojej władzy, że naród, jako czynna,
przekształcająca samą siebie zbiorowość, jest na zewnątrz
mojego działania; że nie umiem wyobrazić siebie w roli
czynnego, żywego jego członka, twórcy żywych dzieł;
ale jest przecież, istnieje moje ja, w nim mam się
zamknąć. Świat zewnętrzny istnieje tylko o tyle, o ile
go uznam. Mam więc myśleć o świecie tak, aby moje
<wyroznienie>ja</wyroznienie> pozostało wiernym sobie. Gdy dzisiaj nam mówią,
że sztuka wyrasta z przeszłości, że z niej powstaje
ponad odmętem dzisiejszych walk i przetworzeń ---
to właściwie kryje się pod tymi teoriami. Naszej tradycji, naszej psychiki dziejowej wystarczy jeszcze na
to, aby generacje całe artystów snuły z nich indywidualne sny. Złudzenie. Indywidualny sen wymaga indywidualności. Indywidualność zaś wyrasta z głębokiego stosunku do życia. Tu zaś na początku indywidualizmu mamy straszliwe zubożenie życia. Indywidualność powstaje tu przez zerwanie związku z ciągłością
zbiorowego życia, z którego powstała, odrywa się
od niego, odcina. To, co ukazuje się jako indywidualność, jest właściwie przypadkowością niemocy. Przypadkowe ukształtowania duszy narodowej ukazywać
się zaczynają samym sobie jako wystarczające całości:
poza nimi jednak jest to, co je wytworzyło. I nietrudno się o tym przekonać. W momentach, gdy życie
żąda prawdy, nudą tchną wszystkie polskie książki
współczesne. Coś nieruchomego, gnuśnie bezczynnego przedziera się poprzez purpurę tragizmu, łkanie
liryki, brak widnokręgu, nieprzewidywalności. Istnieje
pewne demoralizujące <slowo_obce>a priori<pe><slowo_obce>a priori</slowo_obce> (łac.) --- z założenia.</pe></slowo_obce>, z którym przystępuje
się do pisania tych rzeczy i do ich czytania. Jest jakaś
nieuchwytna granica w samym przejęciu się nimi.
Czytelnik i pisarz wiedzą, że poza książką jest życie
codzienne, rządzące się inną logiką, niż ta, jaka obowiązuje w pismach. Literatura wychodzi jakby z założenia, że wszystkie jej twierdzenia i jej zaprzeczenia
pozostaną w jej własnej sferze. Nie chodzi tu <wyroznienie>o treść</wyroznienie>,
ale <wyroznienie>o gest</wyroznienie>. Przyjrzyjmy się temu słówku. Wytrwało
się ono, jakby mimowolne wyznanie, panu Lorentowiczowi<pe><slowo_obce>Lorentowicz, Jan</slowo_obce> (1868--1940) --- krytyk teatralny i literacki, publicysta, prezes Polskiego Pen Clubu (1924--26).</pe>, pisarzowi, ograniczonemu w sposób istotnie
typowy. Co znaczy gest w życiu umysłowym? Znaczy
to zużytkowanie treści kulturalnej w sposób niemający nic wspólnego z rzetelną pracą życia, znaczy to
wyzwolenie się od surowych wymagań życia, w którym każda chwila raz przeżyta ciąży już na wszystkich
innych, wrasta w nie jako ich niezmienna już część
składowa. Gest pozornie przezwycięża czas. Jest
sam dla siebie. Wystarcza samemu sobie. Co to jednak znaczy? Znaczy to, że imponuje świadomości,
która się przezeń wyraża. Czy jednak świadomość
ta wystarcza samej sobie? Na czym trzyma się ona?
Gdy zajrzymy głębiej w treść sprawy --- przekonamy się, że idzie tu o współzawodnictwa płciowe. Panowanie gestu w sztuce, literaturze, myśli --- jest to
hegemonia estradowej kokieterii w życiu narodu. Nasz
polski indywidualizm dzisiejszy związany jest w sposób
wprost upokarzający z tak określonymi granicami. Nad
życiem umysłowym, oderwanym od dziejowej pracy,
panować zaczyna wszechwładnie erotyka --- nie jako
namiętność, ale jako pewien gatunek seksualnej ambicji. Kryteria tak uwarunkowanej psychologii wrastają
głęboko w nasze wnętrze, panują nad samym przebiegiem naszych procesów psychologicznych. I to jest
właśnie to upokarzające, pomniejszające <slowo_obce>a priori</slowo_obce>, które
ciąży nad naszą współczesną świadomością literacką.
Właściwie idzie tylko o to. Tak jest <slowo_obce>in concreto<pe><slowo_obce>in concreto</slowo_obce> (łac.) --- w określonej, danej sytuacji.</pe></slowo_obce> określona sfera, którą oznacza się szumnie mianem ,,wieczności", ,,absolutu", ,,czystej jaźni". Praktyka życiowa
pozostaje poza jej granicami. I czuje się bezwiednie,
że praktyce tej nie grożą nigdy żadne niebezpieczeństwa ze strony tego, co dzieje się w tej zaczarowanej
sferze. Wszelkie negacje i potwierdzenia, tragedie
i uniesienia duszy --- pozostają tam. Odwaga i skupienie, samotność i uspołecznienie --- wszystko to
gesty tylko. Tu nie ma miejsca na odwagę myśli.
Ta rozpoczyna się tam, gdzie rozpoczyna się rzeczywista, odpowiedzialna, dziejowa działalność. Istnieje
naprawdę w dziedzinie myśli to, co wpływa na samą
siłę życia, na charakter i zakres jego silnej i głębokiej
erotyki, co zmienia lub umacnia biologiczną miłość
do samego siebie, prawną i wychowawczą świadomość
narodu. Wierzę, że dla najbliższych generacji wstrętnym
będzie nasz kabaretowy indywidualizm, nasza kabotyńska<pe><slowo_obce>kabotyński</slowo_obce> (z fr.) --- efekciarski, komediancki.</pe> mistyka, że przejdą one do porządku dziennego
nad szeregiem zagadnień, z którymi dzisiaj trzeba walczyć. Pragnę, aby jak najprędzej niezrozumiałą i zbyteczną stała się ta moja książka. Tymczasem zaś raz
jeszcze powtarzam, że głębiej niż ktokolwiek pragnę
swobodnej i męskiej literatury u nas. Ale swoboda
nie ma nic wspólnego z tolerancją ,,ekscentrytetów",
jak mówi Nowaczyński, dla samych siebie, a męstwo
nie jest podobne w niczym do nieobowiązującego,
estradowego zuchwalstwa. Poczucie estradowych desek
pod nogami --- to jest rękojmia śmiałości dla tych niezależnych duchów. Ono to pozwala im gardzić nauką,
to znowu ją pobłażliwie przyjmować. Estrada nie odpowiada przed nikim, nawet przed samą sobą. Zwierciadło jest nieskończenie cierpliwe wobec gestu. I ,,gesty" naszych indywidualistów przepływają, nie zmieniając nic w ich własnej choćby woli. Nie przez negowanie jakichś zagadnień życia, lecz przez świadome
względem nich stanowisko utrwalamy swoją wobec
nich swobodę. To, co istnieje w nas jako <wyroznienie>bezwiedne</wyroznienie>, jest właściwie bezładnym, nie opanowanym przez
nas dorobkiem dziejowym, przesądem niesprawdzonym, jako bezwiedne trwa w naszej duszy historia nie
opanowana, ukształtowana w sposób przypadkowy.
I jakąż starzyzną, jakimż nieprzewietrzanym rupieciarstwem tchnie każde odezwanie się tych rzekomo
wolnych duchów, gdy zniewoleni zostaną w ten lub
inny sposób wypowiedzieć się wobec życia. Podstawą
polskich metafizyk jednodniowych jest zastarzałe polskie nieuctwo, niedbała i leniwa uprawa polskich mózgów. Ciasnota widnokręgów umysłowych, graniczące
ze zdziczeniem zobojętnienie przesłaniają się same
przed sobą bezwzględnym gestem pogardliwej negacji.
Zaprzecza się istnienia zagadnień, o których się nie
wie. Lekceważąco strąca się w nicość naukę, instytucje społeczne, technikę, przemysł i wreszcie, gdy przyciśnięte do muru absolutne <wyroznienie>ja</wyroznienie> musi przeciwstawić coś
własnego tym wszystkim zaprzeczonym światom, występuje ono z czymś naiwnym, przestarzałym, dziecinnym. Artur Górski<pe><slowo_obce>Górski, Artur</slowo_obce> (1870--1959) --- pseud. Quasimodo; pisarz, krytyk literacki, propagator idei odnowy romantycznego mesjanizmu, autor manifestu literackiego <tytul_dziela>Młoda Polska</tytul_dziela>, współredaktor tygodnika ,,Życie".</pe> zaczyna szczebiotać coś o potrzebie różnych zawodów, podziału pracy. Nowaczyński
będzie pisać panegiryki na cześć handlu. Przykładów
znaleźć by można bez liku. Jest to nieuchronne. Życie
umysłowe, oderwane od swojej zasadniczej orientacji
wytwarzania podstaw świadomego dziejowego działania i kierujących nimi wartości, życie umysłowe, które
nie zakłada sobie za cel świadomego opanowania całokształtu życia narodowego --- musi wyrodnieć w ten
sposób. Bogactwo indywidualności jest tu bogactwem
deseni pleśni na rozkładającej się spuściźnie dziejowej.
Czy nie czujecie wszyscy, że głęboko jest cierpliwym
jednak życie?</akap>




<akap>Ernest Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe> w swej historii Izraela, mówiąc
o upadku Babilonu, widzi jedną z jego przyczyn w hegemonii literatów, kunsztarzy<pe><slowo_obce>kunsztarz</slowo_obce> (daw.) --- sztukmistrz, trefniś.</pe>, szarlatanów. Dziś, powiada on, wymagania życia przemysłowego są zbyt
silne, aby można było obawiać się podobnego zaniku tradycji naukowej. Istotnie stan kulturalny nowoczesnej Europy daje się scharakteryzować w ten sposób. Świadomość kulturalna jest wytwarzana przez
różne grupy ludzkie, żyjące w warunkach niezmiernie
różnych i często wysoce sztucznych. Stąd na każdym
kroku spotykamy w obrębie jednej i tej samej kultury
głębokie rozdarcia, jak gdyby oddzielne, stwardniałe
światy psychiczne. Poza obrębem jednak wszystkich
tych grup pozostaje spajająca je, żelazna wola struktury ekonomicznej. Głębocy myśliciele współcześni
usiłują odnaleźć poza obrębem tej struktury jakieś
inne, głębsze źródło spólności kulturalnej i można
twierdzić, że w poszukiwaniu takiego ideowego, psychicznego wiązadła szukać należy przyczyny zwrotu
wielu szczerych i głębokich umysłów do krańcowego
nieraz nacjonalizmu. Rzeczą pewną jest, że kulturalne
działanie nie może powstać bez poczucia związku z żywą,
rozwijającą się poprzez wieki całością. <wyroznienie>Mechaniczne
powiązanie</wyroznienie>, jakie daje zewnętrznie pojęta struktura
ekonomiczna, nie wystarcza tu. Przeciwnie, głębsza analiza odnajduje zawsze głębsze biologiczno-psychiczne
związki pod samymi wiązaniami ekonomii. Zewnętrzne
pojmowanie ekonomicznego musu jako jedynej siły
spajającej społeczeństwa pozostaje w związku z bezprzykładną jałowością kulturalną socjaldemokratów. U nas karykatura marksizmu kojarzy się doskonale
z charakteryzowaną powyżej estradową psychologią.
Jednostki są <wyroznienie>wolne</wyroznienie> w swej ideologicznej przypadkowości, za którą odpowiada dialektyka klasowa. Nie tu
jest miejsce na systematyczną krytykę teoretycznych
zabobonów współczesnej socjaldemokracji. Nie mają
one nic wspólnego ze sprawą wyzwolenia klasy robotniczej i zasadniczymi ideami <wyroznienie>Karola Marksa</wyroznienie>. ---
W bardzo ogólnych rysach da się sformułować to, co
jest ważnym dla zajmującego nas przedmiotu w ten
sposób. <wyroznienie>Wszechświatowy rozwój ekonomiczny stwarza warunki istnienia, wśród
których żyć musi każdy pragnący istnieć
samoistnie naród.</wyroznienie> Istnieć samoistnie zdoła dany
naród tylko wtedy, o ile zdoła swą historyczną psychologię przystosować do tak określonych wymagań,
tj. o ile zdoła uczynić z niej siłę wychowawczą, wytwarzającą ludzi, zdolnych żyć natężonym życiem danego ekonomicznego poziomu, o ile zdoła ze swej
psychologii historycznej uczynić siłą sprzyjającą przetworzeniu go w samoistny, utrzymujący się o własnych
siłach w nowoczesnym <slowo_obce>milieu</slowo_obce><pe><slowo_obce>milieu</slowo_obce> (fr.) --- środowisko, otoczenie.</pe> wszechświatowym ekonomiczny organizm. Pamiętajmy zaś, że psychologia
wytwórcy, jego hart moralny, czynny entuzjazm, wola,
nowoczesny, zdolny współzawodniczyć z postępami
techniki intelekt --- to siły pierwszorzędnego znaczenia.
Psychika polskiego robotnika, polskiej klasy pracującej
jest właściwym terenem, na którym odbywa się walka
o naszą samoistność. Tu jest nasza podstawa. Automatyzm ekonomicznego rozwoju jest mitologiczną karykaturą myśli <wyroznienie>Marksa</wyroznienie>, nie o automatyzm ten idzie ---
lecz o warunki, jakie on stwarza. Warunki, którym
musi uczynić zadość samo życie, jego twórczość. Spuszczać się na automatyczny bieg rzeczy, jest to nie rozumieć prometeistycznej myśli, która cechowała wielkiego myśliciela. Marks pozwala nam określić tylko
warunki, rozstrzygające o naszym zwycięstwie lub
klęsce, o wartości naszego życia. Praca nasza, w najgłębszym znaczeniu tego wyrazu dziejowa kulturalna
praca, rozstrzygnąć może jedynie, czym będzie Polska
w tym żelaznym, nieustannie rozrastającym się, potężnym świecie.</akap>






<naglowek_rozdzial>IX. Nieboska dni naszych</naglowek_rozdzial>


<nota><akap><wyroznienie>Upiór i maszyna. Patos kultury zachodniej i filozoficzne wyznania wiary rozbitków. Idea klasy robotniczej. Fikcje demokracji. Młoda Polska i Europa psychiczna. Postulaty samoistności narodowej. Historia i tożsamość. Miriam jako inicjator kultury zachodniej. Psychologia ponaddziejowego absolutu. Czyste przeżycie. Sztuka i dusza Hamsuna. Indywidualność królewska i psychologiczne atomy. Metafizyczne znaczenie piękna. Geneza estetyzmu: krytyka metafizyczna czystej sztuki. Pater i Miriam. Trochę zwierzęcej młodości.</wyroznienie></akap></nota>





<akap>,,Nie --- to nie może być prawdziwą Francją ---
mówi Jan Krzysztof w słynnej powieści Romain Rollanda<pe><slowo_obce>Rolland, Romain</slowo_obce> (1866--1944) --- francuski pisarz, muzykolog, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1915, autor biografii słynnych artystów: Michała Anioła, Beethovena, Tołstoja. Dzieła: <tytul_dziela>Jan Krzysztof</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dusza zaczarowana</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Colas Breugnon</tytul_dziela>.</pe> do przedstawiciela francuskiej inteligencji. ---
To wszystko, czym wy żyjecie, nie jest nią --- ona jest,
chociaż wasze istnienie zdaje się temu przeczyć. Trudno
tylko ją znaleźć --- takeście ją schowali". Ma się nieraz ochotę wobec całego chaosu nowoczesnego europejskiego życia, wobec zewnętrznych wypadków zarówno, jak i rozgłośnych kulturalnych prądów jednej
chwili, hałaśliwych upodobań, grzmiących programów ---
wobec samego wiru psychicznego, jaki czuje się poza
tym wszystkim, krzyknąć: nie, to nie jest Europa.
A pomimo to Europa nie jest czczym słowem. Przekleństwem czasu naszego wydaje się to właśnie, że
podczas gdy materialna zależność, wiążąca pomiędzy
sobą najbardziej odległe sfery i dziedziny życia wzrasta
nieustannie, zanika jednocześnie grunt, na którym
mogłaby wyrastać równie szeroka, równie rzeczywista,
lecz świadoma solidarność moralna. Działalność każdej grupy ludzkiej, gdy trwa dostatecznie długo, gdy
posiada dostateczną energię, zmienia w mniej lub więcej
rozległym zakresie, mniej lub więcej głęboko warunki
życia i działania wszystkich innych grup. Środowisko,
w które wrasta dziś każda grupa ludzka, każda pojedyncza dusza ludzka, coraz wyłączniej staje się wynikiem krzyżujących się, komplikujących się wzajemnie
wytężeń ludzkiej woli, ludzkiej działalności. Zmienia się
ono nieustanie, z dnia na dzień, z godziny niemal
na godzinę, gdyż miliony nic niewiedzących o sobie
indywidualnych wysiłków samym swym żywiołowym
istnieniem zmieniają je i komplikują nieustannie. Choć
nie wiemy o tym, każdej chwili i nieustannie jakiś
potworny mechanizm czeka na takie lub inne nasze
postanowienie. I w każdym razie, nawet biernie pozwalając upływać naszym chwilom, rozstrzygamy o czymś,
zmieniamy w jakimś nieuchwytnym i często tajemniczym stopniu stosunek naszej woli do powszechnego
mechanizmu, szanse naszej swobody wobec konieczności,
która jest dziełem cudzej, obcej nam swobody. Grzmią
koła, warczą transmisje, obraca się potworna maszyna
i im potężniejszym jest to rozpasanie żywiołowej
ludzkiej woli, tym niklejszą staje się ona sama wobec
własnego swego dzieła i wydawać się zaczyna cała
nasza zachodnia kultura jakąś straszliwą, porywającą
nas katastrofą. Jest tak potężna i przemożna, że nie
można już się jej oprzeć: trzeba lecieć, pędzić wraz
z nią. Zwęża się zakres wyboru, ginie poczucie odpowiedzialności, i jako podstawa straszliwego, żelaznego
aparatu woli ukazuje się nowoczesny Europejczyk ---
istota coraz bardziej usiłująca woli własnej wyprzeć
się, uciec przed nią, pragnąca życie swe zamienić w subiektywne, liryczne przeżywanie obiektywnego, niezależnego losu. Poprzez zbyt liczne stronice pism Wellsa
prześwieca groźna wizja tego stanu rzeczy. W miarę, jak
potęguje się wprawiany przez samego człowieka w ruch
--- mechanizm władzy jego nad sobą, w miarę jak
coraz intensywniej zmienia on sam warunki swego
istnienia --- wzrasta niechęć i niemoc do opanowania
tej coraz straszliwiej potężniejącej poza nami woli.
Wiemy, iż przełamuje się ona w jakimś nieskończenie
skomplikowanym środowisku, zostaje pomnożona przez
coraz to wzrastający wynik coraz to bardziej skomplikowanych zrównań, które zmieniają nie tylko natężenie poruszanych przez nią sił, ale sam ich kierunek.
Wiemy, iż pomimo tej wzrastającej nieobliczalności naszych czynów nie możemy wycofać naszej odpowiedzialności, że niezależnie od naszej woli całkiem mechanicznie wzrasta znaczenie każdej przeżywanej przez
nas i tak lub inaczej zużytkowanej chwili. I coraz bardziej położenie nasze daje się zdefiniować w ten sposób: z minuty na minutę wzrasta szybkość i natężenie
tego potężnego ruchu, który nas porywa i o którym
nie wiemy, po co i dokąd dąży, chociaż sami go tworzymy. Gdy się przygląda z tego punktu widzenia życiu
kulturalnemu epoki --- nabiera ono niemal demonicznego charakteru. Wydaje się, że o to właśnie idzie, aby
coś tu dojrzanym nie zostało; wydaje się, iż nieświadomość, bezwiedność staje się coraz szczelniejszą, systematyczniejszą, a przedstawiciel zbiorowej woli, której
potęga jest nieobliczalna, jest istotą coraz mniej zdolną
zdobyć się na jakąkolwiek bądź wolę. <begin id="b1330125581809-3454196412"/><motyw id="m1330125581809-3454196412">Maszyna</motyw>Od strony materialnych swych podstaw kultura nowoczesna jest jakimś skomplikowanym skłębieniem machin, które zahaczają wzajemnie o siebie, uderzają o siebie potwornymi skrzydłami, wyrywają sobie wzajemnie swe żelazne członki, druzgocą je. Jest to jakaś gotycka architektura automatów, apokaliptyczna walka stalowych
i żelaznych potworów, które niweczą się wzajemnie,
w dziwny, bajeczny sposób zrastają się z sobą i zdaje
się, że cały nasz glob stanie się tylko polem walki
ścierających się z sobą demonów. Przedpotopowe potwory stały się żelazem i stalą, uderzają na siebie
elektrycznością i ogniem. W skłębieniu ich potwornych cielsk, w cieniu ich skrzydeł, pod gradem sypiących się z nich ruin coraz bardziej do maszyny podobnym stać się ma sam sprawca tego pandemonium,
człowiek.<end id="e1330125581809-3454196412"/> Gdy zamiast zastanawiać się nad tą sprawą
z tej strony, wniknąć w nią usiłujemy od strony świadomości --- dzieje się rzecz nie mniej dziwna: co nie
jest maszyną tu, staje się upiorem. Dusza usiłuje wymknąć się własnemu swemu dziełu --- mechanizmowi,
stwarzanemu przez się i nieustannie komplikowanemu,
usiłuje go zaprzeczyć we własnych swych oczach, nie
widzieć go. Zbiorowa nieobecność, kłamliwe i systematyczne alibi lub nieludzki huk warczących rozpędowych kół --- między tymi dwoma ostatecznościami
ginie, znika, wymyka się nam dziejowa wola. Pozostaje
tłum coraz bardziej rozprószonych, coraz bardziej nieufających sobie wzajemnie jednostek lub grup ich. W głębi
dusz nawet, w samym wewnętrznym życiu --- oddzielne
sfery myślenia i czucia izolują się wzajemnie, usiłują o sobie nie wiedzieć, okłamać jedna drugą, przemycić coś przed
sobą. Poza olbrzymim cielskiem cywilizacji ukazuje się
nieraz jako jej władca leniwy żak, usiłujący uwolnić
się od kary przez zniszczenie dzienniczka swojej konduity. ,,Dlaczego kłamiemy dzisiaj wszyscy" --- pytał
się Dostojewski<pe><slowo_obce>Dostojewski, Fiodor Michajłowicz</slowo_obce> (1821--1881) --- rosyjski powieściopisarz, uznany za mistrza 
realistycznej i psychologicznej prozy. Dzieła: <tytul_dziela>Zbrodnia i kara</tytul_dziela> (1866), <tytul_dziela>Idiota</tytul_dziela> (1868), <tytul_dziela>Biesy</tytul_dziela> (1871--72), <tytul_dziela>Bracia Karamazow</tytul_dziela> (1879--80).</pe>. Bywają chwile, gdy zdaje się, że jedynym cementem, spajającym współczesne kulturalne
życie, jest potrzeba wzajemnego pobłażania dla indywidualnych i zbiorowych złudzeń. Ciężar życia, które
staje się coraz uciążliwsze, gdyż bardziej natężone ---
staje się jakąś winą, którą zwalają na siebie wzajemnie narody, grupy, klasy, stany społeczne. <wyroznienie>Wzrastający niepomiernie i bezwiednie zakres
ludzkiej odpowiedzialności i zadań,
które ma dźwignąć wola, ukazuje się
wszystkim bez wyjątku niemal uczestnikom potężnego dzieła jako spadająca
na nich z czyjejś winy krzywda.</wyroznienie> Sprężyną
niemal najsilniejszą działalności umysłowej staje się
to wyszukiwanie winowajcy, swarliwe przewalanie z jednych barków na drugie tego coraz bardziej rosnącego
ciężaru. Wydaje się, że nikt nie ma odwagi wziąć na
siebie odpowiedzialność wobec bezwładności i lenistwa
za ten bezmiar pracy i wysiłku, który dźwigać musi
ludzkie plemię. Jakieś Eldorado biernego używania
zarysowuje się niewyraźnie na dnie dusz i zestawiając z nim twardy i mozolny żywot, pytają się one,
kto sprawił to piekło, kto winien? Całe życie umysłowe gatunku wydaje się jakąś potworną grą w chowanego i jakiś Rabelais<pe><slowo_obce>Rabelais, François</slowo_obce> (ok. 1484--1553) --- francuski pisarz satyryczny, lekarz, humanista, duchowny; autor arcydzieła francuskiego renesansu, powieści <tytul_dziela>Gargantua i Pantagruel</tytul_dziela>.</pe> naszej doby mógłby nakreślić obraz Panglossa<pe><slowo_obce>Pangloss</slowo_obce> --- imię utworzone z gr. <slowo_obce>pan</slowo_obce>: wszystko i <slowo_obce>glossa</slowo_obce>: język, mowa; nauczyciel Kandyda, tytułowego bohatera powiastki filozoficznej Woltera.</pe>, który wreszcie chwyci samego
siebie na gorącym uczynku wytwarzania własnego
dumnego losu i jednym wybuchem potężnego, lazarońskiego śmiechu zgasi tę całą opętaną fantasmagorię mięśni i żelaza. Nie można powtarzać dość często, że swobodnym stanie się, może się stać tylko taki
typ człowieka, który sięgnie jako po swą odpowiedzialność i po swój ideał po ten właśnie twardy i nadludzki sposób życia. Ale w atmosferze kulturalnej rodzenie się tego typu przesłania mgła, powstająca z zaznaczonych powyżej dążeń apokaliptycznej ciuciubabki.
Ktoś musi być winien; konieczność świadomego wysiłku jest powszechną krzywdą i czyjąś winą --- tak
brzmią hasła. Życie odczuwa się dziś głównie w formie, że ktoś czy coś nie daje nam żyć i pierwszym
naszym dążeniem jest odgadnąć, znaleźć, kogo mamy
ubezwładnić, gdzie i kogo sparaliżować. Nienawidzące
się wzajemnie atomy woli, lekceważące się wzajemnie
myśli, przemycane i ukrywane przed samymi sobą
stany dusz --- oto rzucające się w oczy rzeczywistości
psychologiczne chwili. Gdy się szuka szerokiego planu
działania, potężnej i współczesnej, tj. <wyroznienie>dzisiejszym stanem życia zdolnej władać wiary</wyroznienie>,
wydaje się samo usiłowanie paradoksalnym. Wiara wydaje się dziś tylko środkiem, który uwalnia od tego
życia, pozwala zmniejszać jego ciężar. Wiarą nazywa
się dziś pewien indywidualny sposób uzasadnienia
własnego rozbicia. Gdziekolwiek rozlega się dziś głębszy głos --- nawoływać zdaje się zawsze do <wyroznienie>jakiegoś odstępstwa</wyroznienie> wobec stworzonego przez
człowieka świata. Propagowane są dziś tylko różne
postacie załamania woli. Na próżno. Kto nie zdoła żyć
świadomie na poziomie przez pracę i wolę ludzką
osiągniętym, zostanie usunięty przez tych, co żyją na
tym poziomie bezwiednie. Swoboda musi zawładnąć
całym aparatem woli zmechanizowanej, zahipnotyzowanej, bezwiednej --- inaczej nie utrzyma się na jej
poziomie. Na tym właśnie zasadza się straszliwy i upajający --- <wyroznienie>napoleoński</wyroznienie> patos kultury zachodniej:
zająć wszystkie posterunki życia świadomą swobodną
wolą, przyjąć za cały żelazny świat odpowiedzialność,
uczuć się jego świadomym <wyroznienie>ja</wyroznienie> i sprawcą, uczuć kulturę
woli i nieustannego natężenia nie jako naszą krzywdę
i czyjąś tam winę --- ale jako naszą dumę, jedyny żywioł naszego istnienia, wolę naszą, godność i prawo.
Świadomość klasy robotniczej na tym właśnie zasadza
swą przyszłość <wyroznienie>i o tyle tylko ma ją w sobie</wyroznienie>,
o ile dokonać zgoła tego dzieła, o ile wykuje i wychowa w sobie tak czującą, tak pragnącą psychikę.
I ktokolwiek bądź staje w poprzek tego procesu, ktokolwiek bądź osłabia jego tragiczne natężenie, jest <wyroznienie>wrogiem klasy robotniczej</wyroznienie>, sprzeniewierza się tkwiącemu w niej posłannictwu i zadaniu. Ruch klasy robotniczej rozpatrywany z tej strony posiada całkiem
inne znaczenie, niż to, jakie mu się nadaje zazwyczaj.
Jest to tworzenie się nowej arystokracji, powstawanie
nowego typu człowieka, zdolnego objąć świadomy ster
dziejów. Różni się on głęboko od demokratycznych
dążeń, z którymi splatają go jednodniowe interesy polityki. Czyni on bowiem zależnym swe dojście do władzy od pewnych psychicznych i moralno-prawnych własności. Najdojrzalsza, najsamodzielniejsza część proletariatu nowoczesnego niewątpliwie czuje i myśli dziś
w ten sposób pomimo demoralizującego wpływu parlamentarnych przywódców, którzy tak dalece są przeciwnymi wszelkich ,,<slowo_obce>action directe</slowo_obce><pe><slowo_obce>action directe</slowo_obce> (fr.) --- bezpośrednie, natychmiastowe działanie.</pe>", że strzegą się nawet
bezpośredniej, własnej pracy myśli. Myśli zniwelowana, demokratyczna fikcja <wyroznienie>lud</wyroznienie>, coś, czego określeniem jest nie mieć żadnej wyszczególniającej treści ---
reprezentanci zaś tylko reprezentują. Świadomość polityczna jest z zasady świadomością wyjałowioną, musi
bowiem przelewać się, nie napotykając przeszkód, nie zahaczając o żaden opór, przez wszystkie mózgi ---
musi być pewnym bezbarwnym, beztreściwym <slowo_obce>abstractum</slowo_obce><pe><slowo_obce>abstractum</slowo_obce> (łac.) --- to, co oderwane, odcięte.</pe>. Posiada ona swoje własne postulaty: życie musi
być dla niej sprawą jasną, aby jego istota mogła być
wyłożona w dostępnych dla każdego terminach, musi
być sprawą łatwą, aby każdy wyborca czuł się do
niego powołanym. I ta demokratyczna fikcja fałszuje
na swój sposób wszystkie zdobycze nowoczesnej świadomości, wszystkie pogłębienia zarówno myśli naukowej, jak i intuicji artystycznej, i na miejsce jedynego
odpowiadającego prawdzie obrazu życia jako tragicznej walki człowieka z żywiołem w sobie i poza sobą,
ukazuje fikcję spirytualistyczną życia, stwarzanego przez
uchwały myśli. Materializm dziejowy został sfałszowany dzięki koniecznościom przystosowania go do
walk demokratycznych: z metody badania stał się
tylko pewnym rodzajem socjalistycznego esperanto.
Przyzwoitość bowiem nakazuje, aby postulaty polityczne
stronnictwa były wyrażane zawsze w języku ,,ekonomicznej konieczności". Idzie tu zawsze o przekład tylko
tekstu nakreślonego w myśl zgoła innych metod.</akap>





<akap>Nie zajmujemy się tu specjalnie materializmem
dziejowym, nie możemy uzasadniać w sposób szczegółowy naszych zapatrywań. To tylko chcemy podkreślić, że z metody rozumienia i organizowania kultury
uczyniono materializm dziejowy doktryną, uwalniającą
od konkretnej znajomości dziejowego i kulturalnego
życia. Obchodzi to nas tu z tego względu, iż ta dążność jest u nas tylko jedną z wielu form pewnego
bardziej ogólnego zjawiska. Europejska współczesna
dziejowa rzeczywistość traktowana jest dziś przez umysły polskie nie jako pewien zdobyty, ustalony poziom
życia, nie jako dzieło wielowiekowej pracy, wymagające zrozumienia i szacunku, nie jako coś rzeczywistego
i niezaprzeczalnego przede wszystkim, ale jako pewien
gatunek moralnego lub umysłowego błędu, jako złudzenie, przemijający pozór. I rzecz charakterystyczna:
stanowisko to nie wypowiada się wyraźnie, istnieje
ono raczej jako pewna uczuciowa przesłanka, niż jako
jasno sformułowane i przemyślane przekonanie. Można by je tak sformułować, że usiłujemy uwolnić się w ten
sposób od postulatów szerokiego i pogłębionego życia --- negując je. Idzie jednak o rodzaj tej negacji,
jeżeli mówimy, iż Europa jest błędem, iż te wymagania, z jakimi zwraca się dzisiejsze europejskie środowisko kulturalne do każdej jednostki pragnącej żyć
świadomym życiem, są nieuzasadnione, działają nie
wychowawczo, lecz wręcz przeciwnie, powinniśmy zastanowić się nad zagadnieniem, które stąd wynika. Jeżeli Europa nie jest dziś pewnym fundamentem dziejowym, na czym opieramy my swoją wiarę w przyszłość? Gdy jednak tak tragicznie postawimy pytanie,
spostrzeżemy, że w ten sposób nikt z nami nie zechce
prowadzić dyskusji. Idzie bowiem w tej całej <wyroznienie>sentymentalnej</wyroznienie> krytyce Europy zgoła o coś innego, niż
o jasno przemyślany, historyczny pogląd. Mamy tu do
czynienia z pewnym bardzo swojskim i wygodnym stanem uczucia raczej niż myśli. Stanem uczucia, którego
zanalizowanie pali wstydem: zużytkowujemy bowiem
w nim jako swój przywilej to, co jest wynikiem naszej niewoli, naszej głębokiej dziejowej nędzy. Dzięki
temu, iż nie dźwigamy jako samoistne społeczeństwo
ciężaru dziejowego życia na dzisiejszym poziomie, zatraciliśmy zmysł dziejowej przyczynowości, głębokiej
łączności różnych sfer życia. Przyzwyczailiśmy się rozważać nowoczesną kulturę jako rezultat. Rezultat, z którego bierzemy tyle, ile nam potrzeba dla naszych zredukowanych, przykrojonych na upokarzającą, nieletnią
miarę potrzeb społeczeństwa, niewładającego samym
sobą, jednostek, które czynią ze swych aspiracji dziejowych niemal wyłącznie indywidualny użytek. ---
Dlatego nie umiemy myśleć wyłącznie o kulturze jako o wielkim zbiorowym dziele, nie czujemy jej od tej czynnej jej strony. Sądzimy, że gdy poprzestajemy na
pewnych jej stronach, a odrzucamy inne --- dowodzimy
tym samym swej wyższości, swej swobody wobec kulturalnych zjawisk. Nie możemy wżyć się w głęboki
tragizm tej prawdy, iż życie nasze dzisiejsze wśród
europejskiego środowiska jest rzeczywiste, pomimo
iż my jako samoistna polityczna całość nie bierzemy
w nim udziału, że nie uda nam się nigdy ani powstrzymać nieustannego narastania i potęgowania się
europejskiego środowiska, ani uczynić nieistniejącymi
tych zmian, jakie pod jego wpływem w nas zachodzą.
Myślimy o sobie samych <wyroznienie>niehistorycznie</wyroznienie> i tę
naszą niehistoryczność przenosimy do naszych poglądów na inne społeczeństwa. Nie umiemy w nich wyczuć tej zbiorowej samoistnej woli, którą w nas
zabijają. Przeciwstawiamy ich życiu naszą przymusową
niedojrzałość i jedną z najgłębszych i najtajniejszych
sprężyn naszego umysłowego życia jest nieuświadomione dążenie przedstawienia niedojrzałości tej jako
wyższości. Utrwalamy w ten sposób i systematyzujemy
własne nasze niewyrobienie dziejowe. I wszystkie te
negacje Europy bezwiednie lub świadomie dążą tylko
do tego, aby usprawiedliwić odczuwaną przez daną
jednostkę niedojrzałość woli i myśli, zwykłą ignorancję itp. cechami wyższości. Wszystko to są wykrętne sofistyczne sposoby uzasadnienia naszej przymusowej bezczynności politycznej, naszej, nie całkiem
niezawinionej niedojrzałości kulturalnej i naszej, całkiem już naszą winę stanowiącej, gnuśnej, obojętnej
bierności. I to jest straszliwe. Podczas gdy jesteśmy
z dnia na dzień coraz szczelniej wciągani w mechanizm
ogólnej europejskiej kultury ekonomicznej, podczas gdy
psychika nasza zmienia się pod czysto mechanicznym
uciskiem, bezładnym i chaotycznym oddziaływaniem
europejskiego środowiska --- sami przed sobą okłamujemy się, że zachowujemy wobec Europy jakieś zabezpieczające nas, uprzywilejowane stanowisko. Liryczne
urojenia naszych poetów, mistyczne bredzenia naszych
historiozofów, zaślepienie naszych polityków --- wszystko
to są różne postacie jednego i tego samego zjawiska.
Przeciwstawiamy Europie naszą wzrastającą niedojrzałość i przeistaczamy naszą niechęć natężonej pracy
w całkiem niewzruszoną, aksjomatyczną pewność, że
ten brak jest właściwie pełnią. W ten sposób powstaje
jakieś uroczyste zaczadzenie, które nie pozwala ujrzeć
prawdziwego stanu rzeczy, prawdziwych zagadnień. 
<wyroznienie>Chemicznie</wyroznienie> rozkładani i przeobrażani przez otaczające nas środowisko nie umiemy uświadomić sobie
zmian, które w nas zachodzą i tworzymy sobie całe
mitologiczne systemy, które pozwalają nam i nadal
zachować ten stan uniewinniającej nieobecności. Mówimy jak nigdy chyba przedtem o polskiej ,,kulturze",
podczas gdy Poznańskie, Galicja, Królestwo, Polska
emigracyjna stają się coraz bardziej obcymi sobie, nie
rozumiejącymi się typami dziejowymi. Są to zagadnienia, których nie chcemy widzieć. Panuje u nas
niepokojąca bojaźń historycznego realizmu, niechęć
widzenia, co właściwie dzieje się z nami. Istnieją
u nas, w każdym kulturalnym Polaku, dwie co najmniej
psychiki. Jedna, która żyje taką lub inną kulturą
europejską, wytwarza sobie w niej pewien pozahistoryczny stan posiadania i druga, zrośnięta uczuciowymi
węzłami z pewnym polskim, tak lub inaczej określonym środowiskiem. I rzecz dziwna: ustala się pewien bierny to między tymi dwoma sferami
życia. Nie wstępują one w żaden czynny stosunek,
przeciwnie tworzą pewien <slowo_obce>status quo<pe><slowo_obce>status quo</slowo_obce> (łac.) --- aktualny stan rzeczy.</pe></slowo_obce>. Polska staje
się psychicznym zaciszem, w którym wypoczywa się po
trudach europejskiej kultury, Europa broni nas od
duchowej śmierci. Zachowujemy czułą wyrozumiałość
na swojskie zacofanie, mamy się bowiem gdzie przed
nim schronić myślą. Zachowujemy swobodę wobec
zbyt ciężkich wymagań kultury --- mamy bowiem
w głębi duszy zawsze jakąś idylliczną ,,sielską-anielską"
ucieczkę. Tak z wolna staje się dla nas ojczyzna schronieniem naszej niedojrzałości, braku woli, upadku ducha. Kultura jest u nas stanem indywidualnym, to zaś
sielankowe schronienie stanem zbiorowym, gruntem,
na którym porwani przez różne prądy współczesnego
europejskiego życia Polacy spotykają się i rozumieją,
i nie widzi się, że w ten sposób coraz bardziej staje
się prawdą, iż nie my posiadamy kulturę europejską,
ale ona nas posiada, działa na nas z zewnątrz chemicznie --- my zaś jako coś własnego posiadamy tylko
bierność naszą, bezwład nasz, nieprzystosowanie, i usiłujemy dowieść przed sobą, że poza tym stanem rozdwojenia duszy kryje się jakaś głęboka tajemnica narodowa. Trudno znaleźć słowa dla określenia i wypowiedzenia tego stanu rzeczy. Jest to piekło, jakie
czuł Krasiński<pe><slowo_obce>Zygmunt Krasiński</slowo_obce> (1812--1859) --- dramatopisarz, poeta i prozaik, przedstawiciel polskiego romantyzmu (jeden z tzw. trójcy wieszczów). Najwybitniejsze dzieło, <tytul_dziela>Nie-Boską komedię</tytul_dziela>, prozatorski dramat romantyczny o rewolucji, przedstawiający racje i winy obu walczących stron, opublikował mając zaledwie 23 lata (1835). Twórca radykalnej odmiany mesjanizmu polskiego. Najważniejsze dzieła: <tytul_dziela>Nie-Boska komedia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Irydion</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Psalmy przyszłości</tytul_dziela> oraz listy.</pe>, który posiadał prawdziwy dar jasnowidzenia dziejowego rozkładu. Życie dokonywające się
w społeczeństwie, nieustanne przeistoczenie naszej zbiorowej psychiki stanowi nie <wyroznienie>treść</wyroznienie>, ale tło jedynie naszego świadomego życia. Myśl nasza nie usiłuje opanować tego procesu, ona zeń tylko wyrasta, zamienia
go w swoje własne, czysto subiektywne przeżycie. <slowo_obce>Liberum veto</slowo_obce><pe><slowo_obce>liberum veto</slowo_obce> (łac.) --- wolne ,,nie pozwalam"; przywilej szlachecki, pozwalający jednemu posłowi zerwać obrady sejmu.</pe> sentymentu, bezgraniczny indywidualizm
subiektywnego odczucia sprawiają, że nasze własne
dziejowe życie odbywa się poza nami. My odczuwamy
je tylko, usiłujemy wydobyć zeń swój własny, oryginalny, schlebiający naszej miłości własnej sen. Reagujemy na życie wyłącznie estetycznie: to jest pewna<pe><slowo_obce>to jest pewna</slowo_obce> --- dziś: to jest pewne.</pe>, że
każda sytuacja da się odczuć. Podczas gdy coś nieustannie dzieje się z nami, coś nas przeistacza, my poprzestajemy na subiektywnym odczuwaniu. Wśród łamiących się i odbijających wzajemnie przeobrażeń lirycznych ginie sam tragizm dziejowy. Myśl staje się jakby
tylko pewnym rodzajem muzycznej transpozycji stanów
psychicznych, których nikt nie bada. Czym jest to coś,
co nas porywa i niesie, tego się nie sprawdza, nad
tym się nie zastanawia nikt. Jedni ufają temu dziejowemu procesowi, który nas przeistacza, inni sądzą, że
nasza bierność wobec niego jest wyrazem samoistności
i swobody, inni wreszcie myślą, że istnieje tylko subiektywne odczuwanie życia, że historii nie ma, ponieważ oni jej nie widzą. Nie zmienia to samej istoty
rzeczy: nie uznajemy w naszym własnym rzetelnym
poczuciu samych siebie za odpowiedzialnych członków
europejskiej grupy narodów, nie czujemy, nie myślimy
o sobie jako o samoistnej, dziejowej jednostce.</akap>





<akap>Ulegamy fikcjom, stworzonym przez warunki, w jakich nasze życie się rozwija. Zbiorowy, historyczny,
beznarodowy postęp jest jedną z nich. Widzieliśmy już
podstawy tego złudzenia. Automatycznie, niepowstrzymanie rozwija się ogólne środowisko dziejowe, ale
znaczy to tylko, że nieustannie komplikują się te wymagania, którym musi czynić zadość naród, pragnący
żyć samoistnym życiem. Samą jednak zdolność swą
do tego życia musi on wydobyć z siebie --- nie da mu
jej automatyczny rozwój warunków. Każdy naród posiada swoją własną atmosferę nawyknień, tradycji, w samym języku zamkniętych wartościowań i doświadczeń:
każdy naród stanowi pewną organiczną całość. Uzdolnienia czynne jednostki, jej wola, nawyknienia są ściśle
związane z tą całością. Silnie ugruntowane w jednostce jest to, co zrosło się z jej bezwiednym, emocjonalnym, popędowym podłożem: to zaś jest zawsze
wynikiem wychowawczym samej atmosfery narodowej.
Wymagania rozwoju zmieniają warunki, do których naród musi się przystosowywać. Naród, który nie wydobywa z siebie, swej tradycji, nawyknień, obyczajów
tego, co jest bezpośrednio niezbędne do życia na danym poziomie, uwstecznia się w swym rozwoju. <wyroznienie>Przoduje taki naród, który bezwiednie samym procesem swego życia stwarza w
swych jednostkach te popędy właśnie,
te nawyknienia, te wartościowania, których wymaga życie na danym poziomie</wyroznienie>
Europa jest to nie pojęcie geograficzne, jest to pewien
poziom życia. Kto nie zdoła żyć na nim, zrośnie się
z niższymi formami życia, stanie się dziejowym materiałem, nie twórcą. Historia zaś jest pracą, nie poprzestaje ona na aktach wiary. Nie idzie tu o mesjanizm narodowy, o jakąś ocalającą dumę narodową metafizykę --- lecz o wyrobienie w sobie pewnych uzdolnień, pewnych właściwości psychicznych. Idzie o metodę,
kierunek, natężenie pracy kulturalnej, idzie o zrozumienie,
że twórczym, postępowym jest to wszystko, co dąży do
przetworzenia naszej kultury w atmosferę, sprzyjającą wyrastaniu i rozwijaniu się tych cech psychicznych i moralnych, których wymaga życie na dzisiejszym poziomie.
Wszystkie społeczeństwa łamią się z tym zagadnieniem:
wszystkie one walczą o takie przetworzenie własnej kultury. Na powierzchni ich unoszą się stany dusz, opierających się nadmiernie ciężkim zadaniom. Ciągłą, cichą pracę
zagłuszają wybuchy buntu i protestu. Nie dajmy się zwieść
temu: pod tą powierzchnią kryje się głębokie życie,
pod powłoką wypowiadającej się narodowej świadomości, świadomości ,,rozczłonkowanej", jak wyrażał się
Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe>, trwa i wzrasta głębokie, nie znające siebie, czujące tylko swój wysiłek, nie zaś nieustanne zwycięstwo,
życie. My musimy pamiętać, że jesteśmy w innym położeniu: <wyroznienie>nasza świadomość narodowa jest
tym, co nas spaja</wyroznienie>, jest tym, co jest najbardziej
w naszej mocy. jeżeli świadomość ta będzie czymś
pozostającym na zewnątrz tych wymagań, jakie stawia
życie, jeżeli nie obejmie całego natężenia dzisiejszej
kultury, zrośnięci będziemy z sobą w tym, co nas osłabia, nie zaś w tym, co jest naszą mocą. Życie ekonomiczne będzie stawiało nam wymagania, które zaspokajać będziemy przy pomocy obcych kultur, życie narodowe kojarzyć się będzie z uwstecznionymi dziedzinami duszy. Jak nieskończenie słaba i tchórzliwa wydaje się z tego punktu widzenia nasza ,,buntownicza"
literatura Młodej Polski. Poza dumnymi słowami
o zadaniach literatury ukrywa się tchórzliwe hołdowanie umysłowym nałogom, słabostkom, absolutna prawie niezdolność jasnego, męskiego wypowiadania się
wobec historycznych zagadnień. Gdzie znajdziecie odpowiedź na pytanie o stosunku naszym do chrześcijaństwa, do katolicyzmu, do demokracji, do zagadnień
wyzwolenia pracy? <wyroznienie>Młoda Polska</wyroznienie> żyje na ciele
swego społeczeństwa, wplecionego w wielki dziejowy
organizm przekształcającej się Europy, żyje w epoce,
która wprost gnie się i łamie pod ciężarem coraz nowych zagadnień, w epoce, która jest cała pogrążona
w jakimś głębokim, chemicznym niemal procesie przeistoczenia i ani razu nie usiłowała jasno i bezwzględnie
zorientować się chociażby tylko w tym potwornym
chaosie. Coś jest i coś się zmienia, to coś dostarcza
nam indywidualnych przeżyć: oto wszystko. Można powiedzieć, że całe zagadnienie zostało <wyroznienie>bezwiednie</wyroznienie>
postawione w ten sposób. Polska jest niezmiernym
eksperymentem estetycznym: zetknięcie naszej struktury psychicznej z nowoczesną, coraz bardziej nam obcą
kulturą musi wytwarzać stany dusz coraz bardziej nieprzewidziane, jedyne. I trwa to spalanie dusz w fajerwerki liryzmu, ale z wolna ginie samo zasadnicze przeżycie, z którego powstał ten subiektywizm niemocy:
pierwsze indywidualne, nieprzewidziane zetknięcie z życiem, ten zapas doświadczeń, które zmieniły całą Europę
w niezrozumiałe <wyroznienie>coś</wyroznienie>, rozpościerające się naokoło samotnych dusz; dzisiaj dochodzi się do tego wyniku
bez doświadczeń. Zajmuje się od razu, <slowo_obce>a priori</slowo_obce> wobec
świata stanowisko pogodnego nierozumienia, duszę wypełnia nuda; doprawdy nie ma mniej indywidualnych,
bardziej pozbawionych treści istot --- niż ci najmłodsi
indywidualiści. Tu czuje się już brak powietrza, graniczący z uduszeniem, czuje się po prostu, że ci ,,poza
dobrem i złem" ,,rozrzutni" --- szukają, szukają, ziewając, jakichkolwiek przeżyć. I jak zawsze, ,,katastrofy
dziejowe" odbywają się z taką konsekwencją, że stają
się niedostrzegalnymi, niweczą sam zmysł, za pomocą
którego mogłyby być ujęte. Własna bezdziejowość
nasza ukazuje nam bezdziejowość wszędzie: widzimy
bowiem w zjawiskach kultury to tylko, co jest związane z naszym do nich stosunkiem. Trzeba czuć żywą,
stwarzaną przez nas historię przed sobą, aby czuć,
rozumieć, widzieć historię poza sobą. Dziejowe zniechęcenie stwarza wręcz przeciwne skutki, wytwarza
sztuczną próżnię koło dzieł kultury, izoluje je, odrywa
od warunków, w których powstały. W ciągu ostatniego
dziesięciolecia zapoznaliśmy się z całym szeregiem wybitnych utworów literatury i sztuki, ale pomimo to
nigdy chyba nasz stosunek do piśmiennictwa europejskiego nie był tak przypadkowy i chwiejny. Obcować
z dziełami jakiejś kultury można jedynie poprzez zrozumienie jej wewnętrznej struktury i procesu dziejowego, który ją stworzył. ,,Amorficzne" nagromadzenie
na jednej płaszczyźnie abstrakcyjnej myśli ludzkiej, pojęć i wartości, wyrwanych z życia różnych epok i narodów, jest jedną z najzjadliwszych form oświeconego
barbarzyństwa. Nikt zaś mi nie zaprzeczy, że w tej
właśnie formie tkwią w naszej świadomości kulturalnej
przyswajane w ciągu ostatnich lat zdobycze. To, cośmy
powiedzieli powyżej, tłumaczy to już dostatecznie. Żywszy dopływ wartości kulturalnych z Zachodu był dziełem tej samej przypadkowej, oderwanej od dziejowego
wątku jednostki, która była typowym przedstawicielem
i aktorem ruchu młodopolskiego. Teraz ona, oderwana
i wyrzucona poza życie, zasadniczo pozahistoryczna,
znalazła się wobec skarbca europejskiej kultury. Wynik
był nieuchronny: cała kultura została przetworzona
w pozahistoryczne przeżycie, w samopoznanie absolutu.
O tym, co jest tym samopoznaniem, decydowała jednostka, mająca za jedyny sprawdzian tę pozahistoryczność
właśnie. W czym ona już historii, związku z własnym
swym położeniem, z własnym swym społecznym życiem nie wyczuwała, tam rozpoczynał się absolut. Gdzie
budziła się niemiła reminiscencja, gdzie dana indywidualna idiosynkrazja reagowała na specyficznie wrogi
element historyczności, tam oczywiście mogła być mowa tylko o empirii, brutalnym materializmie faktu.
Miriam<pe><slowo_obce>Przesmycki, Zenon</slowo_obce> (1861--1944) ---
 pseud. Miriam; poeta, krytyk literacki, tłumacz, reprezentant parnasizmu, redaktor warszawskiego ,,Życia" i ,,Chimery", odkrywca i wydawca utworów Norwida.</pe> i ,,Chimera"<pe><slowo_obce>,,Chimera"</slowo_obce> --- czasopismo literacko-artystyczne, wydawane (z przerwami) w Warszawie w latach 1901--07; uważane za organ prasowy modernistów, redaktorem był Przesmycki-Miriam.</pe> wprowadzili nas w kontakt z wieloma mało znanymi u nas twórcami, ale uczynili też
wiele, aby zarówno ci, jak i inni twórcy stali się czynnikami i ośrodkami dziejowego wykolejenia. Nie było
w Polsce człowieka gorzej przygotowanego do roli
inicjatora kultur niż Miriam, który w sobie niehistoryczność specjalnie i systematycznie hodował. Trzeba zaś
pamiętać, że Miriam jest u nas wyjątkowo wykształconym człowiekiem, że zna on niezmiernie wiele dzieł,
poza którymi nie umie wyczuć ich indywidualnej, dziejowej duszy. Dla niego istniała przynajmniej jako fakt
ta historia która następnie unicestwiała się w jego pozbawionym historycznego wymiaru intelekcie. Dla przeciętnego polskiego modernisty historia, to jest ten kraj
,,<slowo_obce>ubi leones</slowo_obce><pe><slowo_obce>ubi leones</slowo_obce> (łac.) --- [tam] gdzie [mieszkają] lwy; starożytne wyrażenie oznaczające nieznane kraje.</pe>", gdzie na każdym kroku czyha szatan
ewentualnego ośmieszenia się <slowo_obce>quaerens, quem devoret</slowo_obce><pe><slowo_obce>quaerens, quem devoret</slowo_obce> (łac.) --- [<slowo_obce>tamquam leo rugiens circuit</slowo_obce>,] <slowo_obce>quaerens quem devoret</slowo_obce> --- [jak lew ryczący krąży,] szukając kogo by pożarł; <tytul_dziela>Wulgata</tytul_dziela>, 1 P 5, 8; o diable.</pe>.
Zachód więc i jego kultura służyły przeciętnej młodopolskiej jaźni za repertuar form, w jakich mogła ona
wyrazić, ocalić swoje pozahistoryczne trwanie. Najczęściej więc uciekała się Młoda Polska do takich postaci
i dzieł, w których z tych lub innych powodów ,,pozaczasowość" występowała szczególniej dobitnie. Stąd
nasuwa się dla nas konieczność rozpatrzenia form,
w jakich ukazuje się zagadnienie stosunku życia do
sztuki w literaturach Zachodu, zbadania przede wszystkim <wyroznienie>dziejowych</wyroznienie> źródeł pozaczasowości i pozadziejowości w literaturze. Uczynimy to w następnym rozdziale, w którym rozpatrzymy tworzenie się pojęć literackich w nowoczesnej Francji, gdyż większość haseł,
rozpowszechnionych w dzisiejszych środowiskach kulturalnych i artystycznych i bynajmniej nie tylko u nas,
związana jest z prądami literackimi, które rozwijały
się we Francji za czasów drugiego cesarstwa i trzeciej
republiki. Zwracam w ogóle uwagę młodych naszych
krytyków, że wszechstronne zbadanie kultury umysłowej i artystycznej francuskiej z czasu drugiego cesarstwa stanowić może przedmiot niezmiernie pouczających i ciekawych studiów dla analityka kultury. Coraz
ważniejszą rzeczą staje się wykrycie, jakiego rodzaju
doświadczenia i przeżycia dziejowe ukrywają się poza
rozpowszechnionymi w atmosferze kulturalnej i unoszącymi się w niej w formie pozaczasowych tworów
czystej myśli --- pojęciami i wartościami. Sądzimy, że
przeciwstawienie następnie w dalszym rozdziale pewnych innych form głęboko i intensywnie kulturalnego
odczuwania i pojmowania dziejowego życia wyjaśni nam
lepiej, niż wywody <slowo_obce>in abstracto<pe><slowo_obce>in abstracto</slowo_obce> (łac.) --- tu: abstrakcyjne.</pe></slowo_obce>, wielostronność i skomplikowanie zagadnień. Tu jednak wracamy jeszcze do
przerwanego na chwilę wątku. Zdaje się zresztą, że
zagadnienie na tym właśnie polega, a przynajmniej to
stanowi jego stronę przede wszystkim wchodzącą w rachubę, gdy idzie o twórczość artystyczną, czym jest
nasze życie wewnętrzne, nasze ja w stosunku do dziejowego, zbiorowego życia, w którym bierzemy udział.
Istnieje co do tego punktu głębokie rozdarcie w nowoczesnym życiu psychicznym. Te stany dusz, które
odczuwamy artystycznie, zdają się mieć wyłącznie subiektywne znaczenie, te stany dusz zaś, w których wyraża się nasza łączność z dziejami, zdają się posiadać
w sobie coś wybitnie i specyficznie antyartystycznego.
Roztwiera się tu próżnia między niezdrowym abstrakcyjnym patosem, koturnowością duszy a bezsilnym,
padającym ofiarą historycznej ironii liryzmem. Dziejowe
nasze znaczenie jest poza nami, wyrasta ono z krzyżujących się i plączących oddziaływań wzajemnych. Nie
wiemy, czym jesteśmy jako ogniwa dziejowego procesu; gdy usiłujemy zawrzeć dziejowe znaczenie naszych
przeżyć w ich odczuwaniu, modyfikujemy je w myśl
jakichś abstrakcyjnych poglądów; gdy oddajemy się
konkretnej swobodzie wewnętrznej --- nie wiemy, dokąd
ona nas niesie. Swoboda ta jest tylko biernym poddaniem się przepływającemu przez nas i porywającemu
naszą duszę prądowi. Wyraża się w tym ciągle ten sam
stan rzeczy: dziejowe życie jest dla nas czymś ciążącym z zewnątrz, naginającym nas do siebie jak abstrakcja, własne nasze życie nie jest ujmowane w kategoriach dziejowości. Dzieje robią coś z nami. Osobiście,
świadomie nie czujemy się ich twórcami. Możemy tylko
odczuwać ten ich przebieg, nie zdając sobie nawet
sprawy z tego, że jest przebiegiem, że poza nas wychodzi. Istnieje dzisiaj pewne modne słówko ,,przeżycie" --- grasuje ono w krytyce i teorii literatury, psychologii itp. Wypowiada się w nim scharakteryzowana
powyżej dążność. Idzie tu zawsze o roztopienie konstruktywnych sił duszy w drganiach, które nie wiedzą
o sobie ani skąd idą, ani dokąd --- ale po prostu są.
Wytworzył się pewien odrębny styl artystyczny, który
tak głęboko wrósł w samo usposobienie chwili, że nie
jest odczuwany jako styl, jako pewna formacja dziejowo-kulturalna. Musimy przyjrzeć się temu zagadnieniu.
Wiąże się ono dość ściśle z odrębnym i jedynym
w swoim rodzaju urokiem twórczości poetyckiej <wyroznienie>Knuta
Hamsuna<pe><slowo_obce>Hamsun, Knut</slowo_obce> (1859--1952) --- właśc. K. Pedersen; norweski pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1920, autor powieści psychologicznych i egzystencjalnych; podczas II wojny światowej kolaborował z hitlerowcami. Dzieła: <tytul_dziela>Głód</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Misteria</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pan</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Błogosławieństwo ziemi</tytul_dziela>.</pe></wyroznienie>. Weźcie do ręki <tytul_dziela>Misterię</tytul_dziela> i przeczytajcie głębokie filipiki przeciwko Wiktorowi Hugo<pe><slowo_obce>Hugo, Victor Marie</slowo_obce> (1802--1885) --- francuski pisarz i polityk, czołowy przedstawiciel romantyzmu, członek Akademii Francuskiej; tworzył powieści (<tytul_dziela>Katedra Marii Panny</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nędznicy</tytul_dziela>), poezję, dramaty (<tytul_dziela>Cromwell</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Hernani</tytul_dziela>) oraz pisma polityczne.</pe>,
Gladstone'owi, Tołstojowi<pe><slowo_obce>Tołstoj, Lew</slowo_obce> (1828--1910) --- rosyjski prozaik, dramaturg, myśliciel, krytyk literacki, publicysta. Jego dzieła wywarły duży wpływ na literaturę światową i rozwój myśli moralnej na początku XX wieku. Jeden z najwybitniejszych realistów, łączył wnikliwą obserwację z własnymi poglądami na rzeczywistość. Dzieła: <tytul_dziela>Wojna i pokój</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Anna Karenina</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sonata Kreutzerowska</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Żywy trup</tytul_dziela>.</pe>; wmyślcie się następnie
w czar poezji Hamsunowskiej. Te polemiczne jego wywnętrzenia ułatwiają nam rozumienie samej artystycznej indywidualności poety. Występuje Hamsun przeciwko różnym formom pewnego zasadniczego przekonania, polegającego na tym, iż życie jednostki, niezależnie od tego, czym jest ono dla niej --- może mieć
jakieś głębsze znaczenie, że może ono być pewnego
rodzaju obrzędem, że wartość jego może być niezależna od jego treści. W Wiktorze Hugo, Gladstonie,
Tołstoju zwalcza on ten wspólny rys zesztywnienia
duszy, majestatyzmu, brak bezinteresowności wobec
siebie. I na tym przecież polega własna jego poezja,
że każda chwila staje się dla niego pewnym rodzajem
muzycznego absolutu, że każda organicznie samą siebie uzewnętrznia jako pewien własny, wystarczający
sobie świat. Jest to zasada głębokiej, utajonej w jego
dziełach poetyckiej etyki: uważa on za szpetotę moralną sprzeniewierzenia się swym nieuchwytnym, jedynym chwilom --- niepoprzestawanie na nich. Jest to
zawsze ucieczka przed życiem. W każdej chwili bowiem
żyjemy całością naszego życia, każda chwila zawiera
w sobie naszą pełnię. Mieć odwagę do wszystkich
swoich chwil, czuć ich głęboką, irracjonalną jedyność,
to jedynie znaczy żyć swobodnie. I wszelkie inne życie jest nie tylko kłamliwe, lecz z tego absolutnie
artystycznego punktu widzenia --- słabością. To samo
dążenie wypowiada się w polityczno-społecznych aforyzmach, wypowiadanych przez jedną z postaci <wyroznienie>Nowizny</wyroznienie>, <wyroznienie>Redaktora Lyngego</wyroznienie>. Hamsun przeciwstawia się ostro każdemu usiłowaniu zaważenia <wyroznienie>nie
tym, czym się jest w sobie</wyroznienie>, ale tym znaczeniem, jakie się zyskuje przez powiązanie swego życia
z pewnymi uczuciowymi, ideowymi fetyszami. Życie
każde czerpie całą moc z siebie, z tego, co samo dla
siebie uczynić zdoła. Zamiast jednak tego konkretnego życia, jego szczerych wartościowań, rządzą pewne
ustalone miary, pewne wskazane typy czucia i myślenia. Litość, braterstwo międzyludzkie, idee logicznie
uzasadnione, etycznie wzniosłe, to są właśnie takie
ośrodki zatamowanego, niesprawdzanego życia. Gdy
usiłujemy powiązać życie nasze z jakąś zasadą logicznie niezwalczoną lub przytłaczającą swym etycznym
majestatem --- apelujemy do tego właśnie typu życia,
spod którego nikt się wyłamać nie zechce. Chcemy
opierać się na tym, że na tych punktach powszechna
irracjonalna śmiałość życia została otamowana i ten
to apel do środków psychicznej głuchoty, to zręczne
operowanie terrorem logicznym, etycznym, narodowym
jest zasadniczą niemoralnością z punktu widzenia Hamsuna. Czy znaczy to, że zrywa on wszystkie związki
między ludźmi? Nie. Cenne jest to, co jest cenione
przez żywych ludzi, co rodzi się z ich samorodnej,
nieprzymuszonej swobody. Hamsun jest wielkim mistrzem głębokiej szczerości, nie szczerości jako zasady,
jako straszaka, nakazu, gdyż rodzi się ona u niego
nie jako abstrakcyjne hasło, ale jako atmosfera, otaczająca zdrowe, swobodne, niesfałszowane życie. Życie samo jest jedyną mocą, w swej, głębszej od planów, irracjonalności. Nie dlatego żyje się i ginie dla
czegoś, że jest to wartością, ale dlatego jest coś wartością, że jest tak przez ludzi odczuwane. To jest
pański, śmiały, dumny rys twórczości Hamsuna. Pod
jego marzycielstwem zatopionym, zasłuchanym w przemijających światach chwil --- czuje się tę tragiczną, sprężystą, niebezpieczną siłę. Każde przeżycie tego człowieka ma w sobie samym wartość i poza poddaniem
się urokowi chwil odnajdujemy dumną i tragiczną wolę,
gotową zawsze czynem stwierdzić, że ta chwila jest dla
niej istotnie wszystkim. Styl Hamsuna pozornie tylko
rozbija życie psychiczne jednostki na oddzielne przeżycia, właściwie tragiczna jedność indywidualna przez
niewielu pisarzy odczuwana jest tak silnie, jak przez
autora <tytul_dziela>Pana</tytul_dziela>. Gdy przeminie dzisiejsze zaślepienie ---
będzie zrozumiane, że Hamsun w o wiele wyższym
stopniu niż Ibsen<pe><slowo_obce>Ibsen, Henryk</slowo_obce> (1828--1906) --- dramaturg norweski. Początkowo tworzył utwory oparte na motywach historycznych, legendach i sagach skandynawskich, później podjął tematykę społeczno-obyczajową w duchu realizmu i naturalizmu oraz symbolizmu. Dzieła: <tytul_dziela>Grób Hunów</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nora czyli dom lalki</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dzika kaczka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kobieta morska</tytul_dziela>.</pe> jest mistrzem nowoczesnego indywidualizmu. W Ibsenie mamy do czynienia zawsze z rozkładającą się <wyroznienie>psychologią</wyroznienie> idealisty starego typu.
Jego indywidualizm należy do kategorii obrzędowych,
reprezentatywnych, u Hamsuna mamy do czynienia
z bardziej nowoczesnym odczuwaniem całej głębokości
życia. Indywidualista Ibsenowski wierzy w siebie lub
musi w siebie wierzyć, musi sam siebie uzasadnić,
indywidualista Hamsunowski <wyroznienie>żyje sobą</wyroznienie>, własnym,
irracjonalnym, jedynym życiem i z niego wyrastają mu
wszystkie punkty widzenia, wartości. Przeżycie Hamsuna to jest <wyroznienie>życie</wyroznienie>, oczyszczone ze wszystkich wprowadzonych przez wolę i myśl szematyzacji, życie szukające tylko siebie. Coś całkiem innego krzewi się
dzisiaj w Polsce pod mianem przeżycia. Postacie Hamsunowskie nie uciekają przed niczym w życiu, idą
one przed siebie, zachodzą w śmierć, w żywioł bezwzględnego tragizmu poprzez samego siebie, umierają
za swoje irracjonalne ja, tak jak się umiera w melodramatach za ideę. Nie umierają za siebie, ale przyjmują śmierć, zgubę tam, gdzie jest ona konsekwencją. 
Są to królewskie, rycerskie istnienia. U nas inaczej się
mają rzeczy. Przeżycia Hamsunowskie są nieprzewidzianym wynikiem, rzetelną konsekwencją niegwałconego, nieszematyzowanego życia, u nas są one właśnie pewnym gatunkiem szematu, poszukiwanie bezładności stało się planem. Każda rzecz przeżyta być
może w rozmaity sposób, przy każdym więc zetknięciu
się z losem ja nasze cofa się, skręca. Przeżycia nasze
osiąga się za cenę nieustannego sprzeniewierzenia się
tragizmowi. Zawsze można każdą rzecz przeżyć w jakiś
sposób i gdy wynikiem jakiegoś jednego przeżycia jest
nasze załamanie się, apelujemy do bezplanowości życia i zmieniamy perspektywę w ten sposób, że nasza
miłość własna zostaje ocalona. Postulatem dumnej
poezji Hamsuna --- jest tragiczna odpowiedzialność za
każdy okruch życia, w naszym bezgranicznie indywidualnym przeżywaniu idzie o to, aby za samego siebie
nigdy nie odpowiadać. Hamsun rozszerza na całość
życia zasadę indywidualnego tworzenia, u nas rozszerza się na własne wnętrze nawet nieodpowiedzialność
materialnego stawania się. <wyroznienie>Coś się zawsze przeżywa</wyroznienie>, tak formułuje się nasze stanowisko. I tu występuje dobitnie różnica między Ibsenem a Hamsunem.
Stanowisko Ibsena dopuszcza mitologizowanie, idzie tu tylko o dochowanie wierności jakiemuś nieokreślonemu
<wyroznienie>sobie</wyroznienie>. To <wyroznienie>sobie</wyroznienie> ma zawsze pochodzenie kulturalne,
intelektualne. Ja Hamsuna poznaje siebie żyjąc i przyjmuje odpowiedzialność za ten swój irracjonalnie tworzony, nieznający siebie jako całość świat. To właśnie
jestem ja, to irracjonalne stawanie się moich przywiązań, marzeń, cierpień, miłości, tego wszystkiego, czego
nie umiem ująć w słowie, a co jednak czuję. Hamsun
to człowiek tej duchowej formacji, która wydała R.
Kiplinga<pe><slowo_obce>Kipling, Rudyard</slowo_obce> (1865--1936) --- angielski pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1907. Autor książek dla dzieci i młodzieży: <tytul_dziela>Księga dżungli</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kim</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Puk z Pukowej Górki</tytul_dziela>, często poruszał kwestię imperializmu brytyjskiego.</pe> i pomimo wielu różnic są pomiędzy tymi dwoma
pisarzami wielkie powinowactwa. Mamy u nich do czynienia z instynktownym wprost zerwaniem z nawyknieniami
spirytualistycznej psychologii, z pogłębieniem i rozszerzeniem twórczości na cały rzec by można zoologiczny obszar
życia, na całą tę dziedzinę, w której wydobywa się psychika z samego procesu organicznego życia. Widzimy ją,
jak powstaje ona z tysiącznych strumieni i rozlewa się naokoło nas tworząc świat, który nas otacza. Chwytamy ją
w tym jej przejściu właśnie, w tym jej rodzeniu się z zetknięcia i działania na siebie żywiołowego chaosu poza nami
z tą cząstką zorganizowanego żywiołu, który jest nami. Tu
nie ma już patosu tego odkrycia, które z takim przejęciem się wygłasza Nietzsche<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich Wilhelm</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, pisarz. Krytykował chrześcijaństwo oraz kulturę zachodnią. Głównym hasłami wywoławczymi poglądów Nietzschego są: apollińskość i dionizyjskość, teoria wiecznego powrotu, ideał nadczłowieka, nihilizm i śmierć Boga, dwa typy moralności --- panów i niewolników. Wywarł ogromny wpływ na kulturę i filozofię XX-wieczną. Główne dzieła: <tytul_dziela>Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm</tytul_dziela> (1872), <tytul_dziela>Ludzkie, arcyludzkie</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> (1883--85).</pe> --- tu stanowi to głębokie
poczucia życia, <slowo_obce>arrière fond<pe><slowo_obce>arrière fond</slowo_obce> (fr.) --- tło.</pe></slowo_obce> samej twórczości. Tak pojęte życie staje się mocno umiejscowione, nabiera
krystalicznej jedności absolutu. Samo nasze istnienie
zostaje tu wprowadzone w związek z przeżyciem każdej
chwili. Ciało, organizm są tu pojmowane jako <slowo_obce>principium individuationis</slowo_obce><pe><slowo_obce>principium individuationis</slowo_obce> (łac.) --- filoz. zasada jednostkowienia.</pe>. Ciało nasze, według klasycznej analizy Bergsona<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe>, to niedająca się zastąpić
przeszłość nasza: zanurzając się w samą organiczną
głębię rodzącej się świadomości, przeżycie nasze umiejscawia się właściwie w pewnej przeszłości indywidualnej, staje się istotnie naszym przeżyciem. Przeżycia
polskich duszoznawców są bardziej spirytualistyczne.
U Hamsuna mamy do czynienia z przepojeniem jedyną
w swoim rodzaju, przybierającą postać niemal biologicznego natężenia --- wolą, tu wola jest nieobecna.
Ten marzyciel ma w sobie coś z drapieżcy, jest coś
z pirata w jego beztroskliwości, u nas przeżycie na tym
właśnie się zasadza --- że nigdy z niego nie zrodzi się
wola. Psychika, wyjałowiona z woli, z biologicznego
napięcia ku czynowi --- rozsypuje się na mozaikę przeżyć. Wszystko tu musi skończyć się na liryzmie: wola
zanika nawet w swych intelektualnych postaciach, nic
nigdy nie staje się tragizmem choćby w znaczeniu tylko
umysłowego wyboru. Pod pretekstem zmodernizowania
psychologii hoduje się niemoc woli i obłudę myśli. 
Poprzestajemy na przeżyciu, gdy nie wiemy, jakie znaczenie ma jakieś zjawisko życia i czy w ogóle ma znaczenie, gdy nie wiemy, czy nie okaże się jakieś nieznane
nam znaczenie w czymś, w czym my go znaleźć nie
umiemy. Dawać same przeżycia stało się u nas postulatem bezgranicznej niemrawości pisarskiej, przewodnią
zasadą, w myśl której piszą się utwory, w których coś
z kimś się dzieje i nie wiadomo, co też o tym mam
myśleć, tak dalece nie wiadomo, że w końcu ginie w ogóle
sam ktoś, a nawet i samo coś staje się wątpliwe ---
a pozostaje szereg stronic, o których pisarz myśli, że
skoro są napisane, coś jednak znaczyć mogą, a w każdym
już razie apelować da się do tytułu przeżyć
<pr>Czytałem np. w <tytul_dziela>Kurierze Warszawskim</tytul_dziela> nowelę tak
zdolnego pisarza jak Wacław Grubiński, do której całkowicie
można by zastosować te uwagi. Chorobie tej ulegają pisarze
o wiele bardziej wyrobieni; są niewątpliwie rzeczy tego typu
w tomie <tytul_dziela>Na krawędzi</tytul_dziela> Władysława Reymonta i nie ma chyba
pisarza w Polsce, u którego nie dałoby się zauważyć takich
momentów, w których znika całkowicie kontrola artystycznej
woli, gdzie zaczyna się jakaś dziwaczna i paradoksalna automistyfikacja.</pr>. <wyroznienie>Przeżycia</wyroznienie> są fikcją estetyczną, uwalniającą od pracy intelektualnej i artystycznej kompozycji, od studiów nad epoką,
znajomości życia, są literackim odbiciem nakreślonego
powyżej stanu rzeczy.</akap>




<akap>Znajdujemy się w samym punkcie przecięcia krzyżujących się kierunków i zagadnień. Wybrałem przykład
Hamsuna, pozwala on nam bowiem uchwycić pewne
zasadnicze a subtelne odrębności psychiczne. U Hamsuna pierwiastek najbezwzględniejszego indywidualizmu,
tych ostatecznych iglicowych punktów duszy, gdzie
zdaje się ona chybotać nad absurdem i niemożliwością,
nie zostaje nigdy zatracony. I ważną rzeczą jest, abyśmy
zrozumieli, iż nie w tym dumnym wzniesieniu się w sferę
tworzenia, a więc wyłamania nieprzewidzianości, zawiera
się słaby punkt <wyroznienie>Młodej Polski</wyroznienie>. Bynajmniej. Problem
piękna ukazuje się dzisiaj z punktu widzenia nowoczesnej, pogłębionej o całą skalę przezwyciężonego
mechanizmu (ten termin obejmuje w mojej intencji
całą tzw. pozytywistyczną filozofię, cały systemat pojęć,
oznaczanych mianem pozytywistycznego naturalizmu,
psychologizmu, determinizmu) filozofii twórczości w całkiem nowym znaczeniu. Ukazuje się on jako dziedzina,
w której człowiek sam siebie stwarza, dziedzina absolutnej swobody. Znaczenie procesów artystycznych jest
bardzo wielkie, ale wtedy tylko, gdy są one badane
w sposób bardzo szczegółowy. W dziedzinie twórczości
człowiek tworzy siebie, opierając się na tej tylko zasadzie, iż takim lub innym chciałby być. Nic tu nie rozstrzyga prócz tej właśnie samowoli. Powiedzą mi, że
tym, co rozstrzyga o tym wyborze, jest cała ziszczona
już poprzednio istota człowieka, ale jest to zarzutem
z punktu widzenia tylko tych, co pojmują swobodę
jako swobodę od siebie. Ale sprawa tu obchodzi nas
z innego punktu widzenia. Życie stawia całe szeregi
zagadnień czysto praktycznych, którym człowiek musi
uczynić zadość, aby żyć. Czyni im zadość jednak, gnąc
się i wynaturzając pod ich ciężarem. Sztuka stwarza typ
człowieka, dla którego takie właśnie życie jest radością,
człowieka, który jest w stanie dźwignąć cały ciężar życia,
jakim jest ono i na jego podstawie oprzeć swoją swobodną chęć, by to życie nadal trwało. To jest ideał
twórczości w sztuce: tworzenie obrazu człowieka, który
wyzwala tych, co go stworzyli, bo samo jego istnienie
zmienia ich życie z katorgi w swobodne, choć twarde
zmaganie się. Ocalają oni swą tożsamość w ciężkich
pracach życia, wyprowadzają samych siebie na szczyt
przezwyciężonego istnienia. Znaczenie twórczości tej
mierzy się zakresem przezwyciężonej przez nią konieczności: szczytem twórczości jest wyzwolenie całkowite, stworzenie typu, obrazu życia panującego nad
wszystkimi zagadnieniami. Nie trzeba sobie wyobrażać, że powstaje ta twórczość w jednym skończonym
obrazie. Bynajmniej. Różni artyści wydobywają różne,
nie wiedzące o sobie fragmenty tego zwycięstwa. Każdy,
kto ukazuje jako piękno jakąś cząstkę twardego dzisiejszego życia, jakiś jego jeden punkt widzenia, który
tylko w takim życiu może być osiągnięty --- tworzy
naokoło nas w pewnym stopniu tę atmosferę samowychowującej się swobody. W tym stopniu bowiem
uczymy się swe życie kochać, uczymy się przyjmować
jako naszą wolę --- twardą walkę z nim. Gdy wielu
artystów pracuje, tj. żyje swym życiem z tą myślą,
aby z siebie, ze swego rzetelnego życia duszy wydobyć piękno, tj. <wyroznienie>stany</wyroznienie> duszy, mające w samym
swym istnieniu swą rację bytu --- z wolna tworzą się
elementy, z których krytyk, i to jest jego twórcza rola,
może wydobyć mniej lub więcej całkowitą syntezę,
może pogłębić linie psychiczne twórczości, aż złączą
mu się one i zleją w niebywałe dotąd dzieło: w życie
na danym dziejowym poziomie jako przedmiot dumy
człowieka, jego woli, jako ten szczytowy punkt, w którym realizują się najdumniejsze określenia swobody,
w którym dźwiga ona samą siebie z niebytu i samym
obrazem swym siebie tworzy. Widzimy z łatwością, gdzie
leży tu niebezpieczeństwo. Piękno może stać się nie
żywiołem panującej nad życiem swobody, lecz ucieczką
chroniącej przed nią niemocy. I rozstrzyga o tym jedna,
jak ostrze noża wąska linia. To samo piękno, które
może ukazywać się twórcy jako cząstka życia dostępnego na tym jedynie, dźwiganym z takim wysiłkiem
poziomie --- może przybrać charakter nie rodzącej się
woli potwierdzenia życia, lecz pocieszającej samą siebie
rezygnacji. W pięknie poeta zapomina o tym życiu,
które to piękno właśnie stwarza. Ująwszy samego siebie w nim, zaprzecza życiu, które go do niego doprowadziło. Schopenhauer<pe><slowo_obce>Schopenhauer, Arthur</slowo_obce> (1788--1860) --- filozof niemiecki; głosiciel skrajnego pesymizmu i prekursor filozofii życia, inspiracje czerpał z filozofii Kanta, głosił woluntaryzm poznawczy. Dzieła: <tytul_dziela>Świat jako wola i przedstawienie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>O wolności ludzkiej woli</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Erystyka czyli Sztuka prowadzenia sporów</tytul_dziela>.</pe> jest niewątpliwie dopełnieniem kulturalnym estetyzmu: mamy u niego, zarówno
jak i u Waltera Patera<pe><slowo_obce>Pater, Walter Horatio</slowo_obce> (1839--1894) --- angielski krytyk literacki i pisarz, znawca antyku i renesansu, uprawiał krytykę impresjonistyczną.</pe> np., tę sama postać niesumiennego stosunku kontemplacji do życia. Życie wytwarza
treść kontemplacji: treść ta odrywa się od życia, zamyka w sobie i ze swego zawieszonego w słońcu
trwania wyrzeka się życia, nie wiedząc, że natężenie
i praca, które doprowadziły do wytworzenia pewnej
treści, muszą trwać, aby istniała ta treść nadal. Każda
estetyczna kontemplacja zawiera w sobie bezwiednie
cały system historycznej apologetyki. Stąd narzucają
się pewne wnioski. Znaczenie danego estetyzmu zależy
od charakteru tej dziejowej rzeczywistości, z której pochodzi zamieniona przez estetów w stan kontemplacji twórczość. Jeżeli rzeczywistość ta posiada sama w sobie dostatecznie dużo mocy, estetyzm jest zjawiskiem kulturalnym, które będzie istnieć jako pewna sfera wychowawczych i normujących wpływów. Tę rolę odgrywa
on niewątpliwie w Anglii. Inaczej się mają sprawy, gdy
sama twórczość związana jest z jakimś ostrym, przesileniowym stanem rzeczywistości historycznej, gdy to
<wyroznienie>szukanie racji swego istnienia</wyroznienie> w sztuce,
o którym mówiliśmy --- staje się zagadnieniem pierwszorzędnej wagi. W takim razie bowiem będziemy mieli
do czynienia z całkowitym wyeliminowaniem tego, co
stanowiło wartość twórczości. Sztuka miała tu dać siłę,
pozwalającą zachować męstwo wobec życia, odkryć
sens w straszliwej walce. Miała ona zwrócone ku życiu oblicze i sam obraz piękna miał tu wychowywać,
wyzwalać, ziszczać. Zamiast tego dochodzi ona i doprowadza do przeświadczenia, że życie, które ją wytworzyło, nie ma i nie może mieć znaczenia, że jedyne
znaczenie jest w niej, że dochodzi się do niej nie walcząc
z życiem, lecz odwracając się od niego i ignorując
je. Swoboda zostaje tu skradziona życiu i wyjałowiona,
ze zwycięstwa zamieniona w stan bezbolesnego trwania,
życie pozostawione jest ślepej konieczności. Taka jest
różnica pomiędzy estetyzmem Waltera Patera<pe><slowo_obce>Pater, Walter Horatio</slowo_obce> (1839--1894) --- angielski krytyk literacki i pisarz, znawca antyku i renesansu, uprawiał krytykę impresjonistyczną.</pe> a estetyzmem Miriama<pe><slowo_obce>Przesmycki, Zenon</slowo_obce> (1861--1944) ---
 pseud. Miriam; poeta, krytyk literacki, tłumacz, reprezentant parnasizmu, redaktor warszawskiego ,,Życia" i ,,Chimery", odkrywca i wydawca utworów Norwida.</pe>, jeżeli pozostawić na stronie olbrzymią różnicę w wyrobieniu smaku i talencie.</akap>




<akap>Dalsze wyniki są już niemal jasne. Widzieliśmy, na
czym zasadza się tragedia naszego położenia. Jesteśmy
przetwarzani przez potężny proces dziejowy: na próżno
usiłowaliśmy znaleźć w samym procesie tym jakąś
odpowiedź, która uwolnić mogłaby nas od pracy, od
całkowicie samoistnego rozwiązywania zasadniczych
zagadnień życiowych. Proces ten jest tylko nieustannym
komplikowaniem się środowiska, w którym narody
europejskie żyć muszą. Każdy naród musi sam z siebie wydobyć się umysłową, abstrakcyjną, ale konkretną,
udzielającą się życiu samemu, działającą na nie, rozlewającą się w nim jak krew, odpowiedź, po co i jak
chce żyć na tym poziomie. Musi mieć odpowiedź tę
w swej atmosferze kulturalnej, aby działała ona wychowawczo jak coś zrozumiałego samo przez się na
każdą jednostkę. Należy zwrócić uwagę na jedno jeszcze: jest dzisiaj rzeczą modną mówić o międzynarodowości nauki i sztuki. Jest w tym bardzo wiele złudzeń, które powstały stąd, że się rozważało zawsze
działalność intelektualną warstw kulturalnych w oderwaniu od całego społeczno-biologicznego procesu dziejowego. Bardziej przenikliwa analiza wykazałaby zawsze, że nawet w samych metodach naukowych, w samym upodobaniu do takich lub innych symbolów pojęciowych można odnaleźć związek nie tylko z historią
nauki w danym kraju, ale z nawyknieniami moralnymi
rozpowszechnionymi w nim, z całym stylem życia. Tu
analiza ta zaprowadziłaby mnie zbyt daleko: wypowiadam na razie jej wynik jako moje przekonanie. <wyroznienie>Metodologia</wyroznienie> naukowa --- a proszę nie mieć na myśli
przy tym śmiesznego logicznego widma jakichś <slowo_obce>in abstracto</slowo_obce> istniejących norm i typów --- pojęta jako zbiorowość środków umysłowej kontroli nad procesem
psychicznym, mającym doprowadzić do poznania --- odbija bardzo wiernie w danej grupie społecznej nawyknienia itp. zapewniające woli panowanie nad życiem.
Proces wytwarzania ,,prawdy" jest tylko cząstką bardziej ogólnego procesu wytwarzania charakteru. Dlatego też tylko ludzie zajmujący się ,,nauką" w zwulgaryzowanej jej formie mogą twierdzić wbrew faktom, iż w wewnętrznej strukturze nauki francuskiej, niemieckiej lub
angielskiej nie istnieją żadne różnice. Jeszcze bardziej
stosuje się to do literatury i sztuki. Każde pojęcie,
każda wartość artystyczna czy filozoficzna są momentami w życiu narodu, w którym zostały wytworzone.
Tylko wtedy, gdy wrosną w życie danego narodu, gdy
staną się integralną cząstką jego moralnego istnienia ---
można mówić o ich kulturalnym przyswojeniu. Dzisiaj
stan rzeczy jest tego rodzaju, że staramy się czynić
zadość wymaganiom stawianym przez coraz bardziej
skomplikowane warunki życia za pomocą zapożyczeń
z obcych kultur i łudzimy się, że to jest jakaś mechaniczna, czysto zewnętrzna strona życia. I istotnie życie
to pozostaje czymś obcym naszej uczuciowości, ulega
mu ona tylko, przeżywa je w wyżej scharakteryzowany
sposób, tworzy ponad nim estetyczne widzenia, pozwalające znieść ten stan rzeczy. Widzenia artystyczne
stwarzane przez Młodą Polskę w pierwszym jej rozpędzie były wynikiem zetknięcia pojedynczych dusz z grozą
zbiorowego położenia. Z samej grozy tej umiano wydobyć element dumnego piękna, umiano stworzyć pierwiastki, które zawierały w sobie niejasne wizje wydobywającej się z dna tego chaosu swobody. Świadomość jednak towarzysząca temu wysiłkowi wynaturzała
go: zmieniła kraj twórczego piękna z przekształcającej
czynnie, wychowującej, zmieniającej <wyroznienie>samą biologiczną wartość</wyroznienie> człowieka i społeczeństwa wizji ---
w indywidualną ucieczkę duchów, w stan usypiającej
samą siebie kontemplacji, zawieszonej nad piekłem
życia, które je stworzyło.</akap>




<akap>Od sześciu lat na różnych polach i różną bronią
walczę z tym fatalnym przekształceniem. Poznałem
własnym doświadczeniem, jakimi są istotne warunki
kulturalnej pracy u nas. A nie mówię tu o warunkach
zewnętrznych --- ale o stanie narzędzi, którymi trzeba
pracować. Narzędzi tych brak na każdym kroku. Trzeba
stwarzać sam grunt, na którym chce się orać, trzeba
uzasadniać, doprowadzać do stanu świadomości same
błędy, które się chce zwalczać. Narzędziem zasadniczym
była i jest w mojej pracy filozofia. Od sześciu-siedmiu
lat usiłowałem w niej wywalczyć, zrazu dla siebie, później w miarę sił i wpływu dla kulturalnego ogółu
wyzwolenie od przesądów i błędów, tłumiących samą
możność powstania u nas samoistnej świadomości
kulturalnej. W poszukiwaniu tym ulegałem sam złudzeniom, które dziś we mnie samym wzbudzają nieraz zdziwienie. To pewne jednak, że znaczna ilość tych moich
błędów i pomyłek pochodziła stąd, żem zbyt poważnie traktował te preteksty, za pomocą których współcześni moi usuwali ze swego widnokręgu myśli i zagadnienia, które uważałem za najważniejsze. Człowiek,
który chciałby w Polsce walczyć z samymi tylko ideami --- nie napotkałby niemal oporu: idee jako takie
nie obchodzą nikogo. Gdy się zaś wchodzi w dziedzinę
głębokiej i świadomej myśli filozoficznej --- indyferentyzm staje się powszechny. Gdy się więc coś o czyjejś pracy pisze, nie ma się zamiaru w niczym przyczynić się do rozwiązania samych zagadnień: mówi się cokolwiek bądź, aby mieć pozór samoistności. Mniejsza
o to wszystko zresztą. Dzisiaj mam już poza sobą te
doświadczenia, wiem jak straszliwie ciężko jest dopracowywać się u nas do stanowisk, stanowiących wprost
niezbędne przygotowanie tylko do zrozumienia zagadnień kultury dzisiejszej. Gdy z doświadczeniami tymi
zestawiam tę nonszalancką pewność siebie, która w dalszym ciągu cechuje u nas najmniej mających do tego
prawa pisarzy, wydaje mi się, że jedyną nadzieją
polskiej kultury umysłowej jest przyjście nowej generacji młodych umysłów --- które ujmą zagadnienie
Młodej Polski od innej może strony, które za punkt
wyjścia wezmą może realne, zoologiczne niemal widzenie Polski dzisiejszej wśród Europy i będą dążyły
z całą bezwzględnością, chociażby brutalną, do wydźwignięcia, podniesienia samej biologicznej wartości
Polaka. Pamiętajmy bowiem, że jeden i ten sam zasób
sił zmienia swe znaczenie zależnie od tego, w jaki sposób
są one skoordynowane i nikt z nas nie wie, jaką siłą
byłaby cała dziś pracująca i rozpaczliwie targająca się
Polska, gdyby posiadała ona zbiorową i prawdziwie
nowoczesną, tj. koordynującą dzisiejsze wysiłki i rozwiązującą dzisiejsze zagadnienia, wiarę w siebie.</akap>


<!--TRIM:3-->


<naglowek_rozdzial>X. Naturalizm, dekadentyzm, symbolizm</naglowek_rozdzial>


<nota><akap><wyroznienie>Literatura francuska II cesarstwa; koncepcja sztuki i psychologia Flauberta. Świadomość kulturalna i dzieje. Emil Zola i wiara w naukę. Bezwzględna rzetelność psychiki: twórczość Baudelaire'a. Psychologia symbolizmu. Bezwzględnie kształtowana psychika: Laforgue, Barrès. Granice literatury francuskiej. Absolutne wypowiedzenie; kult psychiki zawsze gotowej.</wyroznienie></akap></nota>


<akap>Literatura francuska drugiej połowy zeszłego stulecia stanowi bardzo wdzięczny i pouczający przedmiot
studiów dla badacza, pragnącego się wyćwiczyć w wykrywaniu typowych stosunków między społecznie
i historycznie uwarunkowaną psychiką a wartościami
i kierunkami artystycznymi. Być może nawet niewłaściwym jest tu wyraz: stosunek. Mamy bowiem do czynienia nie tyle z dwoma różnymi rzeczywistościami,
ile raczej z dwoma momentami jednego i tego samego
zasadniczego procesu. Jest to złudzeniem krytyków,
pomiędzy innymi tych, którzy prowadzą dziś we Francji kampanię antyromantyczną, że kierunek literacki
jest dziełem wyłącznie jak gdyby tylko samokontroli,
pedagogii artystycznej. Krytyka gotuje tu sobie wszystkie
rozczarowania, na jakie narażona jest pedagogia; i tu,
i tam materia psychiczna wypracowywana jest w głębszych dziedzinach życia niż te, na jakie rozpościera
się wpływ krytycznej i pedagogicznej działalności. ---
Gdy się przez czas pewien rozpatruje zjawiska i kierunki literackie z punktu widzenia tej psychiki społecznej, z której one wyrastają --- nasuwa się przekonanie o całkowitej niemal nieprzydatności ustalonych
określeń i klasyfikacji literackich. Klasyfikacje w dziedzinie literatury dokonywane były i są zazwyczaj na
zasadzie zewnętrznych powinowactw. Różnice i pokrewieństwa głębszej struktury psychicznej są często zupełnie inne. Posłużyliśmy się w nagłówku utartymi
terminami; rozpatrzenie sprawy wyjaśni, jakiego rodzaju
rzeczywistości odpowiadają tym terminom.</akap>




<akap>Analiza twórczości Flauberta<pe><slowo_obce>Flaubert, Gustaw</slowo_obce> (1821--1880) --- francuski pisarz, wybitny realista, uważany też za jednego z pierwszych przedstawicieli naturalizmu. Dzieła: <tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Madame Bovary</tytul_dziela>, 1857), <tytul_dziela>Salambo</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Salammbô</tytul_dziela>, 1862), <tytul_dziela>Szkoła uczuć</tytul_dziela> (<tytul_dziela>L'Education sentimentale</tytul_dziela>, 1869), <tytul_dziela>Kuszenie św. Antoniego</tytul_dziela> (<tytul_dziela>La Tentation de Saint Antoine</tytul_dziela>, 1874).</pe> jest niezmiernie ważna
dla każdego, kto chce głębiej wniknąć w psychologiczną istotę pewnych zasadniczych postaw i literackich
punktów widzenia z drugiej połowy XIX stulecia.
U Flauberta znajdujemy niemal wszystkie te postawy
w stanie rozwiniętym lub zaczątkowym. Tu poprzestajemy na zaznaczeniu tych tylko rysów, które mają
głębsze znaczenie dla naszych ogólnych celów. Kto studiuje uważnie listy i dzieła Flauberta, spostrzega, że
zajmujący tego pisarza problem ,,obiektywizmu sztuki"
ukazuje się nie zawsze w jednej i tej samej postaci.
Wydaje mi się, że można tu rozróżnić trzy zasadnicze
formy: 1) artysta stwarza świat, odpowiadający jego
zasadniczym stanom duszy, przesyca go, że tak powiem,
sobą, roztapia się w nim --- i ten tak przepojony indywidualnością artysty świat odrywa się od subiektywnego podłoża, zaczyna żyć własnym swym życiem,
rozwija się w myśl własnej swej logiki. Jak Bóg Malebranche'a<pe><slowo_obce>Malebranche, Nicolas</slowo_obce> (1638--1715) --- francuski filozof związany z myślą kartezjańską, przedstawiciel okazjonalizmu.</pe> artysta działa tylko <slowo_obce>par la volonté générale; volonté particulière</slowo_obce><pe><slowo_obce>par la volonté générale; volonté particulière</slowo_obce> (fr.) --- przez wolę ogólną; wola poszczególna</pe> jest tu wykluczona tak jak cud, wdanie się opatrzności --- w dalszym rozwinięciu metafizyki Malebranche'a przez Renana<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe>; 2) artysta oddaje zajmującą go dziedzinę życia
z obiektywizmem uczonego; 3) artysta jest ponad
światem, bawi się swoim widzeniem, samą swą sprawnością w oddaniu go (<slowo_obce>illusion à décrire</slowo_obce><pe><slowo_obce>illusion à décrire</slowo_obce> (fr.) --- iluzja do opisania.</pe>). W <tytul_dziela>Pani
Bovary</tytul_dziela>, w <tytul_dziela>Salammbô</tytul_dziela> --- mamy do czynienia z przewagą
artystyczną pierwszego punktu widzenia; w <tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela> --- szczególniej --- dwa ostatnie punkty widzenia
zawarte są w pierwszym. <tytul_dziela>L'Éducation sentimentale</tytul_dziela> pisana jest pod przeważnym wpływem drugiego
stanowiska; trzecie przeważa w <tytul_dziela>Kuszeniu św.
Antoniego</tytul_dziela> --- w trzech opowiadaniach, a szczególniej w <tytul_dziela>Coeur Simple</tytul_dziela>. Flaubert prowadzi nie tylko
do <wyroznienie>Zoli</wyroznienie>, lecz i do <wyroznienie>Élémira Bourges'a<pe><slowo_obce>Bourges, Élémir</slowo_obce> (1852--1925) --- francuski pisarz, autor powieści erudycyjnych, pisanych wykwintnym stylem, nasyconych alegoriami; <tytul_dziela>Zmierzch bogów</tytul_dziela>.</pe></wyroznienie>, do <wyroznienie>Mallarmégo<pe><slowo_obce>Mallarmé, Stéphane</slowo_obce> (1842--1898) --- francuski poeta, krytyk literacki, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli symbolizmu, uważany za prekursora liryki współczesnej, ze względu na nowatorstwo swej twórczości.</pe></wyroznienie> i jednocześnie do <wyroznienie>Anatola France'a<pe><slowo_obce>France, Anatole</slowo_obce> (1844--1924) --- właśc. François-Anatole Thibault, francuski poeta, pisarz i dziennikarz. Laureat literackiej Nagrody Nobla (1921). Najsłynniejsze dzieła France'a to: <tytul_dziela>Zbrodnia Sylwestra Bonnard</tytul_dziela> (1881), <tytul_dziela>Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką</tytul_dziela> (1892) oraz <tytul_dziela>Bogowie łakną krwi</tytul_dziela> (1912).</pe></wyroznienie>
i <wyroznienie>Laforgue'a<pe><slowo_obce>Laforgue, Jules</slowo_obce> (1860--1887) --- francuski poeta-symbolista, inicjator wiersza wolnego.</pe></wyroznienie>. To nie znaczy to, abym tu mówił
o genetycznym oddziaływaniu: jest to bardzo nieciekawe najczęściej. --- Idzie mi o powinowactwa psychologiczne --- o tożsamość lub analogię struktur. Nietrudno spostrzec, że trzy wymienione powyżej stanowiska różnią się bardzo zasadniczo między sobą.
Można powiedzieć, że dwa ostatnie są wynikiem rozkładu pierwszego, dwoma formami jednego i tego samego upadku. Sztuka staje się formą świadomości
towarzyszącej życiu, które nie jest jej dziełem, nie jest
od niej zależne. Życie nie jest wartością z punktu widzenia jej twórczości: nie dochodzi się poprzez nie do
sztuki i piękna. Sztuka nie jest unoszącą się nad życiem
chwałą, rodzącym się z niego blaskiem. Artysta bierze
udział w życiu, które nim włada. Nie może on zmienić życia, nie może on zmienić faktu, że przepływa
ono i przez jego wnętrze --- beztęczowym potokiem,
ciężką i nudną falą powszedniości. Jego psychika, jego
konkretne wzruszenia, pożądania, czucia, całe jego konkretne ja wytwarzane są przez proces, któremu podlega on tylko, lecz który mu jest zasadniczo obcy.
Życie jest zależnością od czegoś, co nie wytrzymuje
miary świadomości, którą samo wytwarza. Świadomość
nie czuje się na siłach nic zmienić. Już nie roi romantycznych snów o swojej wszechwładzy, przeciwnie czuje,
że to obce jej, pogardzane przez nią życie ma ją
w swej mocy, tworzy jej podłoże, że tkwi ona w nim
mocnymi korzeniami. Jej marzenia, sny odrywają się
od życiowego pnia, wypływają ku słonecznej powierzchni, ale to ich wyzwolenie --- to śmierć, korzenie
życia pozostają w tym samym grząskim ile. Sztuka
oddziela się od życia, lęka się, aby <wyroznienie>coś</wyroznienie> osobistego
nie przedostało się do jej dziedziny. To, co człowiek
czyni w życiu, to, co przeżywa jako członek konkretnego społeczeństwa, pozostać ma pozą progiem sztuki,
jeżeli ma ona zachować swą godność. Sztuka jest ocaleniem godności poza życiem. To, co przeżywa jej
twórca --- jest zawsze nieartystyczne, zawsze niegodne
istnieć w swobodnym widzeniu sztuki. I nie zmienia
to bynajmniej stanu rzeczy, że taki obiektywizm jest
zawsze złudzeniem. Idzie nam tu bowiem o ujęcie samego procesu wartościowania życia, samego sądu
o nim, tego irracjonalnego zajęcia wobec niego postawy, które stanowi <slowo_obce>a priori</slowo_obce> stylu artysty. Zasadniczo sprawa na tym polega, że artysta traktuje to, co
jest przedmiotem jego twórczości, tak, jakby to nie
było jego przeżycie. Ustala się tu całkowita niewspółwymierność tych dwóch płaszczyzn: życia i sztuki. Gdy
wchodzi on w świat sztuki, bezwartościowymi stają się
dla niego punkty widzenia, które rządzą nim w życiu.
Nieufność do życia stanowi tu punkt wyjścia; jeżeli
się je tu przyjmuje, to jedynie jako przedmiot badania
lub igraszki naszej samowoli. Jest to coś, co jest nam
narzucone, lecz co nie ma nad nami władzy uznawanej przez nas wartości. Istnieje ono dla nas i w nas,
ale jakby nie przez nas. Życie przeżywa, zużywa człowieka i nie jest jego dziełem, lecz koszmarem, zmorą,
halucynacją przymusową, złudzeniem, z którego nie
możemy się wyzwolić. W najlepszym już razie jest to
jakaś faza, etap, coś, co musi być przebyte --- tak zapatruje się na nie Zola<pe><slowo_obce>Zola, Émile</slowo_obce> (1840--1902) --- francuski pisarz, główny teoretyk i przedstawiciel naturalizmu; opublikował 20-tomowy cykl powieści <tytul_dziela>Rougon-Macquartowie</tytul_dziela>, przedstawiający pełny obraz epoki (<tytul_dziela>Nana</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Germinal</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ziemia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Klęska</tytul_dziela>). Autor najważniejszego artykułu krytycznoliterackiego przedstawiającego teorię oraz estetykę naturalizmu <tytul_dziela>Powieść eksperymentalna</tytul_dziela>.</pe>. Życie musi być przeżyte, musimy je poznać, zrozumieć, dlaczego zużywa nas ono,
włada nami. W tej postaci ukazuje się życie w jego
powieściach, porywa ono jednostki, dzielnice miast,
tłumy, zbiorowiska, upaja je sobą, wytwarza stany
mrocznej hipnozy, w której sam człowiek staje się
sobie tragicznym przeznaczeniem, aż wreszcie niweczy
ono, ściera tych porwanych, wypływa poza nich. Nie
wytrzymali oni jego mocy: zniszczeniem stało się dla
nich to, co było zrazu ich radością i siłą; nagle to
samo życie, które zdawało się być naturalnym uzewnętrznieniem się jednostki, roztwiera się pod jej stopami jak przepaść. Dlatego właśnie, że żyła, żyła naiwnie na powierzchni czegoś, czym nie władała, że tylko
ulegała życiu --- musi zginąć każda pojedyncza postać, forma życia. Rzeczywistość ukazuje się Zoli jako
proces, w którym jednostki biorą udział bierny raczej,
niż czynny. Życie nie należy do człowieka, chwyta go
ono, unosi na swych falach, na jedną chwilę stawia
na jakimś lirycznym szczycie; przepełnia jego serce
swym śpiewem: oto jedno jesteście ty i odwieczny
chaos. Ja ludzkie czuje się panem swego położenia,
władcą głębokich i potężnych sił, lecz ten sam rytm,
który wyniósł je na ten szczyt, zawiera w sobie jego
zagładę i rozwierają się huczące fale, i samo <wyroznienie>ja</wyroznienie> znika,
jako ich kształt chwilowy i przelotny. Zola nie analizował tego swojego stosunku do rzeczywistości: nie
był on dla niego dziejowym wyrazem pewnej struktury
społecznej, lecz czymś obiektywnym. <wyroznienie>Poczucie zależności jednostek od procesu społecznego, który je zużywa, lecz nie zabezpiecza
trwania wyników ich działalności, brak
prawa</wyroznienie> --- przetwarzają się w dziełach Zoli w pewien
rodzaj amorficznego liryzmu, w ciężki i grząski panteizm. Każda chwila przeżyta przez jednostkę odrywa
się od niej, pozostaje w tej ogólnej sumie skutków,
która stanowi życie danej zbiorowości. Nie ma jednak
żadnego stałego stosunku pomiędzy charakterem działalności jednostki --- a następstwami, jakie pociąga dla
niej samej to życie i działanie. Środowisko społeczne
nie może być dziś rozpatrywane ani w kategoriach
biologiczno-przyrodniczych, ani w kategoriach prawnych dla artysty, który widzi zjawiska konkretne i indywidualne, nie zaś abstrakcyjne typy. Środowisko to
przybiera charakter fantastycznej machiny, która chwyta
w swe zęby jednostkowe losy i w sposób całkowicie
nieobliczalny kształtuje je. --- Absolutna zdradliwość
środowiska społecznego, czyhająca w nim nieustannie
zagłada są tu rysami najbardziej rzucającymi się w oczy.
Społeczeństwo nieustannie wymaga mnóstwa czynności
tego rodzaju, że wykonanie ich musi prowadzić w ten
lub inny sposób do biologicznego uwstecznienia, do
systematycznego zniszczenia spełniającej daną czynność jednostki. <wyroznienie>Społeczeństwo dzisiejsze nie posiada najmniejszej lojalności wobec
typów i form życiowych, które sam proces jego wytwarza</wyroznienie>: nakłada ono na najliczniejsze
warstwy obowiązek choroby, zdegenerowania, przedwczesnej śmierci, ciemnoty. Poeta w Zoli widział to
z niezrównaną, zastraszającą, klasyczną jasnością. Zola-ideolog nie zdawał sobie sprawy z całej tragicznej
głębokości swego widzenia świata. Problem społeczno-dziejowy przeistaczał się w jego oczach w problem
naukowy. Jest to w dzisiejszych czasach pomieszanie
typowe: trudno dociec, jakie znaczenie ma w ogóle wyraz ,,naukowy" w oczach przeciętnej kulturalnej umysłowości. Problem naukowy, ściślej <wyroznienie>techniczny</wyroznienie>,
ukazuje nam, w jaki sposób możemy wytworzyć tę
lub inną zmianę w ściśle określonym zakresie rzeczywistości. Gdy idzie o sprawy społeczne, ulegamy często
złudzeniu, że dadzą się one rozpatrywać na tym samym
poziomie. Istnieją przecież ludzie, mówiący o socjologicznych prawach, które pojmują oni w ten sposób,
jak gdyby rzeczywistość socjologiczna była przedmiotem badań tego samego typu, co i rzeczywistość przyrodnicza<pr>Myśliciele tego typu powołują się często na <wyroznienie>Vica</wyroznienie>
jako jednego ze swych poprzedników. Na szczęście zaszczyt
ten nie jest zasłużony przez wielkiego filozofa. Vico nie jest
poprzednikiem ani Spencera, ani de Greefa, ani Lester Warda ---
ani w ogóle nikogo z tej plejady umysłów nieraz dużej miary,
lecz pracujących według fałszywych metod i ulegających dogmatycznym stwardnieniom bezkrytycznej myśli. Przeciwnie,
Vico właśnie może stanowić szkołę dla wszystkich tych, co
pragną się wyzwolić spod władzy naturalizmu i socjologicznego zboczenia, tylko naturalnie należy go czytać szczerze, tj.
z zamiarem przemyślenia jego pism, a nie zaś w celu wyłowienia tej lub innej cytaty: jest bowiem rzeczą pewną, że w ten
to ostatni sposób czytuje się dzisiaj wyłącznie klasyków.
Zwłaszcza celują w tym nowocześni niemieccy eseiści, którzy
nieustannie są opanowywani w swym pisaniu przez dążność
znalezienia dla studiowanego przez nich pisarza jak najbardziej paradoksalnej maski: powstają stąd rzeczy tak karykaturalne, jak książeczka Kassnera o Diderocie.</pr>.</akap>




<akap>Problem społeczny zaś jest zasadniczo innego
rzędu, niż te wszystkie, jakimi zajmuje się i może
zajmować się przyrodoznawstwo ścisłe. Idzie tu bowiem
nie o opanowanie ,,sił" znanych lub poznanych po raz
pierwszy, lecz o coś całkiem innego. Tu pytaniem
zawsze jest samo istnienie siły i jej kierunek. Problem
społeczny nie mieści się formalnie w kategoriach poznania. Nie o poznanie tu idzie i nie o techniczne wyzyskanie jego rezultatów. Żadne poznanie braków kapitalistycznego społeczeństwa nie doprowadzi do usunięcia ich, jeżeli nie ma sił, zdolnych opanować wytwórczość społeczną i kierować nią bez udziału kapitalisty-przedsiębiorcy. Problem brzmi więc: czy klasa robotnicza jest zdolna zawładnąć całym procesem wytwórczym,
kierować nim samoistnie. Nie o poznanie tu idzie, lecz
o istnienie lub nieistnienie, o stworzenie i samowychowanie pewnego typu ludzkiego. Dla Zoli rzeczywistość społeczna była rzeczywistością w tym samym
znaczeniu, co i przyroda: chodzić mogło wobec niej
tylko o poznanie i zastosowanie wyników tego poznania. Był Zola racjonalistą do głębi duszy i niezaprzeczalnym romantykiem. Stany psychologiczne ukazywały mu się w formie bytów obiektywnych. Proces poznania, proces klasyfikacji i idealizacji myślowej
ukazywał się mu jako rzeczywisty proces społeczny.
Gdy myślał o ocaleniu społecznym, ukazywało się mu
ono jako zrozumienie ,,prawa" życia i zużytkowania
tego poznania. Tu idzie nam tylko o ten rys. Twórczość Zoli wyrasta z przeświadczenia, że <wyroznienie>znane</wyroznienie> mu
lub <wyroznienie>poznawalne</wyroznienie> dla niego życie jest daną zastaną
przez świadomość rzeczywistością, nie dziełem historycznym człowieka, lecz czymś istniejącym tak, jak
przyroda. Prawo jest tu nieobecne. Nie istnieje krytyka
świadomości. Ta ostatnia obiektywizuje swoje własne,
umotywowane przez strukturę społeczną stany i nadaje
im znaczenie niezależne, głębsze od samego społeczeństwa. Przyroda Zoli, jego prawa życia, dziedziczność ---
są to wszystko fetysze, stworzone przez unoszoną na
powierzchni zbudowanego bez jej udziału życia ---
świadomość. Nie wyszliśmy tu poza granice świadomości romantycznej. Ciągle jeszcze mamy do czynienia
tu ze świadomością, przypisującą trwałe bytowe znaczenie własnym stanom psychicznym, które powstają
i istnieją jedynie na tle bardzo złożonego procesu
zbiorowego. Stany te są interpretowane w rozmaity
sposób: typ interpretacji pozostaje zasadniczo bez zmiany i żadna głębsza i istotna zmiana zajść w nim nie
może, dopóki nie zostanie przezwyciężona sama natura
świadomości kulturalnej, dopóki na miejsce świadomości, zastającej taki lub inny gotowy świat, nie wystąpi świadomość wytwarzania i pracy, twardego i zdobywanego w nieustannym łamaniu się z żywiołem prawa.
Gotowy świat --- to ideologiczne odbicie tego typu życia,
który został uchwycony w mało czytanej dziś książce:
<tytul_dziela>Jérôme Paturot à la recherche de la position sociale</tytul_dziela><pe><slowo_obce><tytul_dziela>Jérôme Paturot à la recherche de la position sociale</tytul_dziela></slowo_obce> --- właśc. <tytul_dziela>Jérôme Paturot à la recherche d'une position sociale</tytul_dziela>, powieść satyryczno-obyczajowa autorstwa Louise'a Reybauda (1799--1879), francuskiego pisarza i polityka.</pe> zniknie wraz z samym Paturotem.
U Zoli Paturot był lirykiem i wierzył w te ciężkie
emanacje złudzeń, które unoszą się ponad dzisiejszą
demokracją. Świadomość kulturalna, świadomość romantyczna czuje, że bierze udział w narzuconym jej,
niezależnym od niej procesie; treść swą, wytwarzaną
przez układ życia --- uznaje za sam byt i na podstawie
jej formułuje swój sąd o ,,nieuniknionym istnieniu",
,,o granitowych jego prawach". Zola wierzył, że <wyroznienie>byt</wyroznienie>
jest i ma być poznany, w tym poznaniu widział swe
zadanie i prawo wewnętrzne. U innych ten sam zasadniczo stosunek przebierał inne formy. W Zoli siłą
dominującą było nie postrzeganie bezpośrednie, lecz
pewien stan ,,<wyroznienie>mistycznego</wyroznienie>" widzenia, wyłaniający
się z logicznego opanowania pewnego zakresu życia.
Gdy zdołał on powiązać w jedną logiczną całość
szczegóły takiego zakresu zjawisk, same zjawiska przeistaczały się w jego oczach: zostawały one uposażone
niedostrzegalnie w pewną, właściwą im grawitację. Życie postaci Zoli jest ujawnieniem tylko siły ciążenia, jaką
nadaje im to lub inne stanowisko w logicznym systemacie ogólnego widzenia poety. Logika i namiętności
logiczne były intelektualnym źródłem optymizmu Zoli.
Zadowolenie klasyfikatora i architekta było tym stanem uczuciowym, który pozwalał mu znosić ,,zastaną"
i odtwarzaną rzeczywistość. Gdy wyobrażamy sobie artystę o odmiennej --- aż do całkowitego przeciwieństwa --- strukturze psychicznej, ten sam zasadniczy typ
stosunku świadomości do życia społecznego ukaże
się nam w formie rażąco zmienionej. Gdy czytamy listy i dzienniki <wyroznienie>Baudelaire'a<pe><slowo_obce>Baudelaire, Charles Pierre</slowo_obce> (1821--1867) ---
 francuski poeta, krytyk sztuki, tłumacz Edgara Allana Poe, prekursor symbolizmu i poezji nowoczesnej, parnasista, dekadent. Uznawany za jednego z tzw. ,,poetów przeklętych". Jego twórczość była kontrowersyjna, samego autora oskarżano o niemoralność ze względu na podejmowaną tematykę w swych utworach: dewiacje, rzekome popieranie satanizmu, prostytucja, życie marginesu społecznego itd. Najsłynniejszym dziełem Baudelaire'a są wydane w 1857 r. <tytul_dziela>Kwiaty zła</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Les fleurs du mal</tytul_dziela>), znane również pod innym polskim tytułem --- <tytul_dziela>Kwiaty grzechu</tytul_dziela>.</pe></wyroznienie>, odnajdujemy w nich
rys, który może wydać się wobec legend, jakie krążą
o tym wielkim poecie, jako nieprawdopodobne i paradoksalne zmyślenie. <wyroznienie>Rysem tym jest posunięta
do bardzo wysokiego stopnia, heroiczna
wprost prawość wewnętrzna</wyroznienie>. Doświadczam
nieraz wrażenia, zestawiając stany duszy filozofa, myśliciela społecznego, działacza z psychiką artysty, że
wchodzi tu w grę nie tylko różnica formy umysłu, ale
jak gdyby pewien odcień moralny, że w zestawieniu
z życiem psychicznym takiego artysty jak Baudelaire ---
wszystkie inne wymienione powyżej postacie opracowywania własnych przeżyć, zachowania się wobec nich,
zawierają <wyroznienie>w sobie jak gdyby trudno pochwytną domieszkę pierwiastku nieuczciwości</wyroznienie>. Wrażenie to niepokoiło mnie już od dawna. Po
wielokrotnym przemyśleniu wywoływanych przez nie zagadnień doszedłem do przekonania, że odpowiada ono
w bardzo znacznej mierze istotnemu stanowi rzeczy.
Filozof, myśliciel itp. posiadają zawsze możność
przeistoczenia swej psychiki w własnych swych oczach,
wiążą ją oni z jakimś ogólnym planem i zarysowuje
się ona im na jego tle. To, czym są, co czują --- schodzi do poziomu <wyroznienie>czysto subiektywnych</wyroznienie> stanów, czegoś, co prawie nie istnieje. Dla Baudelaire'a
jego rzeczywiste stany duszy --- były <wyroznienie>niezniszczalne
psychicznie</wyroznienie>. Nie był on zdolny wymknąć się własnej swej duszy --- tej właśnie, jaką jest, konkretnej
i czuciowej, zmysłowej i teraźniejszej --- jakimś podziemnym korytarzem. Tkwił on w swej własnej psychice --- jak w materiale przekazanej mu, jedynej pracy. Gdybyśmy zechcieli szczerze przemyśleć własne
nasze życie, przekonalibyśmy się, jak niezmiernie rzadką
i trudną jest taka odwaga i nieznająca ucieczki przed
sobą szczerość. Szczególniej w kołach ludzi ,,postępu"
istnieje bajeczna, wszystkie pozory naiwnego instynktu
mająca obłuda. To, co się czuje, czego się doświadcza ---
jest niczym. Ważnym jest, co się pomimo tych subiektywnych stanów robi, tj. przeważnie co się wypowiada,
co się podtrzymuje jako oficjalny dogmat kierunku,
partii. Gdy człowiek tego typu styka się z poetą takim,
jak Baudelaire --- ten ostatni musi paść ofiarą bezwiednej, automatycznej wprost nieuczciwości. Gdy artysta mówi o czymś, mówi, <wyroznienie>co</wyroznienie> on doświadczył, u myśliciela na pierwszy plan wysuwa się --- za pomocą
jakiej myśli można się uniezależnić od doświadczenia.
W zestawieniu z romantykami poprzednich generacji
stanowi Baudelaire surową szkołę artystycznej i wewnętrznej uczciwości. Istniało dla niego doświadczenie
wewnętrzne, przeżyte --- takim, jakim było, jakim
byłoby, gdyby gatunek ludzki nie miał już nigdy niczego
doświadczyć. Baudelaire nie mistyfikował nikogo swym
katolicyzmem. Był on katolikiem bardzo wysokiego
typu. Nie mistykiem, nie symbolistą --- lecz właśnie
<wyroznienie>tylko katolikiem</wyroznienie>. <begin id="b1330204851122-1996166981"/><motyw id="m1330204851122-1996166981">Religia</motyw>Katolicyzm opiera się na
przekonaniu, że życie każdego pojedynczego człowieka
jest cząstką nieustannej walki, jaką prowadzi ,,odkupiona" ludzkość przeciwko szatanowi i grzechowi.
Nic tu nie jest obojętne. Nie o to idzie, co człowiek
myśli o sobie, ani o to, co inni myślą o nim na podstawie jego zewnętrznych czynów; idzie o to, co przeżywa on sam w sobie --- poza wszelką kontrolą, w swej
niedostępnej dla nikogo samotności. Katolicyzm łączy
pojęcie najgłębiej pomyślanego uniwersalizmu z poczuciem nieskończonej wagi, nieskończonej rzeczywistości każdej indywidualności, każdej pojedynczej duszy. Każda dusza stanowi przecież równoważnik najwyższej i najpełniejszej rzeczywistości: Chrystusa, który
ją odkupił. Nie intencją wiążącą nas z powszechnym
życiem, nie unoszącym się ponad psychikę naszą rozumieniem, nie zewnętrznym czynem, ale <wyroznienie>najsamotniejszą istotą naszych dostępnych tylko
dla naszego sumienia --- przeżyć --- bierzemy udział w walce o odkupienie, zwycięstwo człowieka</wyroznienie>.<end id="e1330204851122-1996166981"/> Te cechy katolicyzmu sprawiły, że tylu wielkich pisarzy nowoczesnej Francji ---
Balzac<pe><slowo_obce>Balzac, Honoré de</slowo_obce> (1799--1850) --- francuski prozaik okresu romantyzmu, nazywany ,,mistrzem realizmu". Autor cyklu powieściowego <tytul_dziela>Komedia ludzka</tytul_dziela> (m.in. <tytul_dziela>Ojciec Goriot</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Stracone złudzenia</tytul_dziela>), pokazującego życie społeczne, polityczne i obyczajowe we Francji od czasów rewolucji francuskiej do rządów Ludwika Filipa.</pe>, Baudelaire, Barbey d'Aurévilly<pe><slowo_obce>Barbey d’Aurevilly, Jules Amédée</slowo_obce> (1808--1889) --- francuski pisarz, poeta, dziennikarz i krytyk literacki; autor powieści i nowel (zbiór <tytul_dziela>Diable sprawy</tytul_dziela>).</pe>, Villiers de l'Isle
Adam<pe><slowo_obce>Villiers de L'Isle-Adam, Auguste de</slowo_obce> (1838--1889) --- francuski pisarz tworzący w nurcie naturalizmu, poeta-symbolista.</pe>, Hello<pe><slowo_obce>Hello, Ernest</slowo_obce> (1828--1885) --- francuski pisarz katolicki, autor książek i artykułów o filozofii, teologii i literaturze.</pe> --- znaleźli w nim siłę, pozwalającą
im być w swym życiu wewnętrznym, w pojmowaniu
człowieka tak sumiennie przenikliwymi, tak głęboko
i mężnie sięgającymi w życie dusz, iż pisma ich stanowią dla wszystkich --- dla tych też, co nie podzielają
ich wiary --- szkołę męskości w walce o prawdę. Najzbyteczniej w świecie rozważa się tę sprawę w ten
sposób, iż katolicki pisarz ma się raz na zawsze znajdować w stanie duszy i myśli, mogącym służyć za
wzór budujący. Z tego punktu widzenia, zwłaszcza gdy
się zbudowanie zacieśni do demoralizującego poziomu
pism specjalnie ,,moralnych", łatwo jest wyszydzać katolicyzm Baudelaire'a lub Barbeya d'Aurévilly. <wyroznienie>Katolicyzm oznacza tu dla mnie pewną postać kultury</wyroznienie>, pewien zasadniczy stosunek do własnych swych przeżyć i doświadczeń. Znaczenie jego
z interesującego nas tu punktu widzenia --- polega na
tym, że nie pozwala on nam rozgraniczać sfer <wyroznienie>subiektywnego odczucia</wyroznienie> i rzeczywistego, dziejowego czynu. Nieskończenie jedynie ważnym jest całe
nasze życie, cała nasza indywidualność. Z tego punktu
widzenia rozważać mamy całe nasze życie duchowe;
na tym właśnie polega katolicyzm --- jako postawa
psychologiczna. Dlatego też gdy mówimy o katolicyzmie Baudelaire'a, mamy na myśli ten właśnie nieskończenie sumienny stosunek do własnych przeżyć, jaki
cechował go jako artystę. Tym, czym były --- miały
być ukazane przez słowo. Słowo miało wyrzeźbić, wytrawić kształt tak doskonale ścisły, jak ten, który
ukazuje się wewnętrznemu oku skruszonego, posiadającego ,,żal doskonały" --- grzesznika. Każdy szczegół
jest tu drogocenny, posiada bowiem nieskończoną
wartość krwi Chrystusowej. Każdy, kto zapozna się
z martyrologią życia Baudelaire'a, jego osamotnieniem, nędzą, będzie musiał przyznać, że bezwzględnie
nieobce heroizmowi było jego wytrwałe dążenie do
artystycznej doskonałości. Każdy stan duszy miał dla
niego jedyną wartość i słowo miało go oddać nie
w przybliżeniu --- lecz w tej właśnie jedyności. Nic
bowiem nie jest przeżywane w przybliżeniu, lecz zawsze
w sposób jedyny całkowity i na zawsze niezmienny.
Gdy zestawia się styl Baudelaire'a ze stylem romantyków, dostrzega się od razu, że tu mamy do czynienia
z człowiekiem odczuwającym głęboką stanowczość nie
przebaczającego życia. Aforyzm <wyroznienie>Th. Gautiera</wyroznienie><pe><slowo_obce>Gautier, Théophile</slowo_obce> (1811--1872) --- francuski pisarz, prekursor parnasizmu, wprowadził do literatury sformułowanie Victora Cousina <wyroznienie>sztuka dla sztuki</wyroznienie>.</pe> ,,<slowo_obce>l'inexpressible n'existe pas</slowo_obce><pe><slowo_obce>l'inexpressible n'existe pas</slowo_obce> (fr.) --- to, co niewyrażalne, nie istnieje.</pe>" stał się dla Baudelaire'a czymś więcej, niż wyznaniem wiary artystycznej.
U Lamartine'a<pe><slowo_obce>Lamartine, Alphonse Marie Louis de</slowo_obce> (1790--1869) --- francuski poeta, polityk liberalny; tradycyjnie uznawany za prekursora francuskiego romantyzmu; członek Akademii Francuskiej.</pe>, Musseta<pe><slowo_obce>Musset de, Alfred</slowo_obce> (1810--1857) --- francuski poeta i dramatopisarz doby romantyzmu, członek Akademii Francuskiej; autor autobiograficznej powieści <tytul_dziela>Spowiedź dziecięcia wieku</tytul_dziela>.</pe>, Wiktora Hugo, Micheleta<pe><slowo_obce>Michelet, Jules</slowo_obce> (1798--1874) --- francuski filozof i historyk, profesor m.in. Sorbony i Collège de France. Głosił poglądy liberalne i antyklerykalne; sympatyzował z Polską, opublikował m.in. tekst <tytul_dziela>Kościuszko, legenda demokratyczna</tytul_dziela> (1851).</pe>, Lamennais'go<pe><slowo_obce>Lamennais, Félicité Robert de</slowo_obce> (1782--1854) --- francuski pisarz i ideolog, na początku opowiadał się za ultramontanizmem, później został propagatorem odnowy Kościoła katolickiego, by w 1841 zerwać z Kościołem. Autor książki <tytul_dziela>Słowa wieszcze</tytul_dziela>.</pe> istnieje niewyrozumowane, <slowo_obce>a priori</slowo_obce> przeświadczenie czy nadzieja, że ostatecznie znaczenie ich
osobistego życia może nagle zmienić się, iż wartość
aktów i uczuć nie jest stała, że można coś przebłagać,
rozczulić lub przekonać w bycie. Jest to właściwa całemu demokratycznemu sposobowi czucia wiara w nieodpowiedzialność, sprawiająca, iż demokracja jako taka
nie wydała i nie wyda nigdy klasycznego pisarza, do
dna uświadomionego artysty. Być demokratą w myśleniu, znaczy to budować na przypadkowości oderwanej
od wszelkich konieczności, wszelkich treściowych określeń duszy i tacy ,,mistycy" jak Maeterlinck<pe><slowo_obce>Maeterlinck, Maurice</slowo_obce> (1862--1949) --- belgijski pisarz piszący po francusku, czołowy przedstawiciel symbolizmu w sztuce, twórca dramatu symbolicznego, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1911. Dzieła: <tytul_dziela>Księżniczka Malena</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ślepcy</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Peleas i Melisanda</tytul_dziela>.</pe> lub Miciński
są właściwie nieustannie hipnotyzowani przez tłum
w swym myśleniu, taki wirtuoz jak Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe> umie uczynić swoje zastrzeżenia dialektyczne, swoje najwyższe
finezje pułapkami i przynętami na kołyszącą się
i chwiejną duszę tłumu. O, jakimże arystokratą, patrycjuszem w swym pisaniu był w porównaniu z autorem
<tytul_dziela>,,Dialogów filozoficznych"</tytul_dziela> --- Proudhon<pe><slowo_obce>Proudhon, Pierre Joseph</slowo_obce> (1809--1865) --- francuski myśliciel społeczny, polityk, dziennikarz, twórca anarchizmu indywidualistycznego; krytykował kapitalizm, państwo i Kościół.</pe>, i można się
zawahać, zanim się zwolni od zarzutu demagogizmu ---
Nietzschego<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich Wilhelm</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, pisarz. Krytykował chrześcijaństwo oraz kulturę zachodnią. Głównym hasłami wywoławczymi poglądów Nietzschego są: apollińskość i dionizyjskość, teoria wiecznego powrotu, ideał nadczłowieka, nihilizm i śmierć Boga, dwa typy moralności --- panów i niewolników. Wywarł ogromny wpływ na kulturę i filozofię XX-wieczną. Główne dzieła: <tytul_dziela>Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm</tytul_dziela> (1872), <tytul_dziela>Ludzkie, arcyludzkie</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> (1883--85).</pe>, gdy zestawia się go z wielkim mistrzem
uczciwości myślowej, Sorelem<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe>. Demokratyzm w myśleniu to przenoszenie centrum swoich myśli poza siebie,
w coś, co siebie nie zna i jest nieokreślone. Dla Baudelaire'a nic podobnego nie istnieje. Ujmuje on to, co
stanowi znaną mu z przeżyć treść psychiki kulturalnej
współczesnych swoich i określa ją jako stan upadku
i grzechu. Nie usiłuje on stworzyć dla samego siebie,
czy dla innych pocieszenia; daje to, co widzi i tak, jak
widzi. Przezwycięża panujący nad psychiką kulturalną,
bezwzględnie niemęski --- optymistyczny przesąd, iż
to, co stanowi treść tej psychiki, musi mieć w każdym
razie jakieś bliższe lub dalsze --- ale <wyroznienie>dodatnie</wyroznienie> --- znaczenie, że zawsze i wszędzie stanowi ta psychika fazę
postępu, jeden z jego momentów. Sentymentalny ten
dogmat jest jedną z najważniejszych przyczyn, których
działaniu należy przypisać zdumiewające wyjałowienie
myśli w kołach, uznających same siebie za <wyroznienie>par force</wyroznienie>
i mocą definicji <wyroznienie>postępowe</wyroznienie><pr>Odsyłam zgorszonego czytelnika do książki G. Sorela <tytul_dziela>Les illusions du progrés</tytul_dziela> i do I rozdziału znakomitego małego podręcznika Vilfreda Pareto <tytul_dziela>Di Economica politica</tytul_dziela>, Milano 1906 --- wreszcie do pism Al. Herzena, który kiedyś zajmie
pośród wszechświatowych klasyków miejsce tuż obok Montaigne'a.</pr>. Jest bardzo ważną
rzeczą <wyroznienie>nie wierzyć</wyroznienie>, iż wszystko, co myślimy i czujemy, musi mieć dodatnie znaczenie. Kto nie umie żyć,
nie opierając się na uczuciowej pewności swego ostatecznego usprawiedliwienia przez nieuchronny postęp,
ten --- na pewno --- nie zetknie się nigdy w życiu
umysłowym i moralnym --- z rzeczywistością. Sentymentalna wiara w postęp jest dzisiaj najszkodliwszą
w kołach tzw. inteligencji formą obłudy moralnej
i nierzetelności umysłowej. Sądzę, że każdy, kto przebywał tę niebezpieczną chorobę --- musi z uczuciem
trudno uchwytnego wstydu --- czytać listy Baudelaire'a,
tj. być obecnym przy pracy człowieka, wydobywającego
na jaw prawdę bez wiary w jakąś mistyczną moc, która
nadać może nieokreśloną wartość temu trudowi. Baudelaire trudzi się sam z sobą, dla siebie i wobec siebie.
Znajduje się on wobec własnego poczucia artystycznego
w tym stanie, w tym stosunku, w jakim pozostaje
względem swej niedającej się oszukać pracy robotnik.
Tylko, że tu znika sama zewnętrzna, materialna kontrola
wyniku. Jedynym sprawdzianem jest własne przeświadczenie: jest to właśnie ten milczący heroizm bezwzględnej rzetelności, który stanowi jeden z najważniejszych
momentów psychiki, zdolnej znieść swobodę własną.
<wyroznienie>Nic wielkiego nie powstało i nie powstanie nigdy w świecie bez tej rzetelności.</wyroznienie>
Nie żyjemy w świecie tego, co się nam wydaje i nie
w świat naszego wydawania się, mniemania i złudy
pada każda przeżyta przez nas chwila, lecz przeciwnie
wrasta w świat nieskończenie twardy, w którym wszystko
się żłobi, pozostaje i pozostawia bardzo realne skutki. 
Kto sam w sobie nie posiada tego adamantowego
pierwiastku, tej diamentowej pewności, kto jest we
własnym wnętrzu miękkim falowaniem marzeń i nastrojów, ten nie zdoła dźwignąć ciężaru świadomej odpowiedzialności, świadomego życia. Baudelaire znał
tylko kulturalną, oderwaną od wytwórczości, świadomość i ta zastygła w jego prawdomównej sztuce jako
wielokształtny świat grzechu i kłamstwa. Gdy od Baudelaire'a przechodzimy do poetów, oznaczanych mianem
symbolistów, spostrzegamy z łatwością, na czym polega
różnica pomiędzy nimi a autorem <tytul_dziela>Kwiatów grzechu<pe><slowo_obce>Kwiaty grzechu</slowo_obce> --- obwcnie upowszechnione jest tłumaczenie tytułu <tytul_dziela>Les fleurs du mal</tytul_dziela> jako <tytul_dziela>Kwiaty zła</tytul_dziela>.</pe></tytul_dziela>. Oto dla symbolistów ta sama bezsilna, <wyroznienie>kochająca sama siebie</wyroznienie>, choć nieznająca swych podstaw
psychika jest zagadką. Nie znają oni jej znaczenia,
znaczenia własnego swego życia, ale to właśnie dowodzi, że jest ono tajemnicą. Psychika jest tylko symbolem, znakiem, przeczuciem, prawdziwe jej znaczenie
leży --- poza nią, prześwieca tylko w momencie natchnienia. Sama przez się nie posiada określonego charakteru, oznacza ona coś, co leży poza nią, coś, co pozostaje nieokreślonym. Tajemnica świata w poezji symbolistów jest właściwie bardzo charakterystycznym wytworem przypadkowej, niepozostającej w żadnym
określonym związku z życiem dziejowo-społecznym
psychiki kulturalnej. Treść świadomości, o ile nie służy
za podstawę dla ściśle określonego działania --- staje
się zależna od perypetii wzruszeniowego życia. Dzięki
wzruszeniu całkiem obojętny widok nabiera jakiegoś
głębokiego charakteru, wydaje się, że prowadzi on gdzieś
głębiej poza siebie lub też wypływa ku nam z jakiejś
nieznanej dali. Wzruszenie przemija i znowu szarzeją
barwy, sztywnieją kontury, symbol obumiera w naszych
oczach, opada na poziom przeciętnej, opuszczonej przez
ducha rzeczywistości. Niezwiązany z żadnym określonym i <wyroznienie>odczuwanym</wyroznienie> jako <wyroznienie>wartościowe</wyroznienie> działaniem, obraz świata staje się jak gdyby tylko refleksem
naszych wzruszeń, medium naszego liryzmu. W miarę
naszych przypływów i dogasań jest cały świat to pełnym treści, to pustym; to szepcze z niego mowa naszych wzruszeń --- to jest on wobec nas martwy
i głuchy. Dla świadomości, która chwyta tylko te przeobrażenia świata, te różne postacie ,,bytu", wydaje się,
iż sam przez się świat jest tylko znakiem, tylko sugestią czegoś, co kryje się poza nim. To coś jest nieokreślone. Charakter tego bowiem głębszego znaczenia
nie jest związany z żadną intelektualną treścią, lecz zależy od naszych wzruszeń i uczuć, nie daje się ująć
w żadne myślowe kategorie. Świat więc jest tylko pierwszą powierzchnią tajemniczego życia, kryjącego się
poza nim; gdy poprzestajemy na tej powierzchni, na
poznaniu jej zewnętrznego kształtu, właściwe znaczenie,
właściwa prawda pozostają niedostępne dla nas. Odsłaniają się one dla tych, co umieją wejść po tamtej
stronie konkretnego świata w bezpośredni kontakt,
w żywy stosunek z pulsującym, nieuchwytnym życiem.</akap>




<akap>Jasnym jest już chyba, jaka jest życiowa, konkretna
podstawa tego kierunku duchowego, może właściwiej
byłoby powiedzieć: tego usposobienia. Mamy tu do
czynienia z psychiką, która nie przywiązuje żadnej
wartości do tego, co może uczynić w świecie, która
żyje na tle nowoczesnego skomplikowanego społeczeństwa, jego nieustannym wysiłkiem stwarzanej kultury ---
życiem przeważnie wzruszeniowym. Obraz świata, cała
intelektualna treść świadomości --- wszystko to ma
znaczenie jedynie o tyle, o ile wchodzi w związek
z jakimś głębokim wzruszeniem. Wykuty potężnym
wysiłkiem świat staje się tylko narzędziem dźwięczącej
duszy: jako dar elfów, gnomów przyjmuje ona twór
ludzkiego dziejowego wysiłku. Wzruszeniowość staje
się właściwym łącznikiem pomiędzy człowiekiem i istnieniem. Oczywiście świadomość nie zdaje tu sobie
sprawy z właściwej natury duchowej tych zjawisk, którym nadaje bytowe znaczenie. Wzruszenie nie jest tu
pojmowane jako konkretne, określone wydarzenie psychiczne; władza jego nad życiem jest tym bardziej wyłączna i całkowita, iż wypełnia ono całą zawartość
duszy. Pole świadomości staje się dziedziną, w której
ukazują się i znikają zabarwione i przekształcone przez
wzruszenia obrazy świata. Dla świadomości istnieje
samo to przeistaczanie się, rozpalanie się i ugasanie
obrazów. Doznaje ona wrażenia, że obcowała poprzez
nie z czymś nieskończenie głębokim, głębszym, istotniejszym i pierwotniejszym, niż społeczeństwo i określone przez stosunek do niego indywidualne istnienie.
Ludzkość, społeczeństwo, indywidualność własna ---
wszystko to zostaje zredukowane do roli podścieliska,
umożliwiającego to obcowanie z istotą świata. Nie dość
na tym. Życiem właściwym są te momenty, w których
cała psychika jest zatopiona w tym wyolbrzymionym
przez wzruszenie widzeniu; to są momenty, w których
ona poznaje i ujmuje prawdę. Wszystko inne, cały
społecznie określony byt indywidualny jest tylko wyrazem i skutkiem nierozbudzenia duszy --- nie istnieje
właściwie. Życie indywidualne, określone, konkretne
jest jakby niedojrzałym symbolem. W ten sposób krąg
zostaje zamknięty. Całe społeczne życie, cały zbiorowy
proces ludzkości walczącej o swoje istnienie i w walce
tej wytwarzającej swą psychikę --- zostają wyrzucone
poza nawias, wyeliminowane. Pozostaje sama psychika
wstrząsana przez wzruszenia, przeistaczana przez nie
i te swoje emocjonalne transformacje uznająca za wyraz
bytu. Społeczna rzeczywistość, zignorowana przez świadomość symboliczną, bierze pomimo to niewątpliwie
udział w wytwarzaniu tej świadomości. Społecznie
uwarunkowana jest zarówno <wyroznienie>intelektualna treść</wyroznienie>
świadomości, dostarczająca jej wyobrażeń przekształcanych w symbole, jak i wzruszeniowość stanowiąca
czynną istotę symbolicznego procesu poznawania, myślenia, tworzenia. Symbolizm jako zjawisko społeczno-psychologiczne może być określony przez tę hegemonię wzruszeniowości nad umysłem i wolą. Wzruszenia
odgrywają tu rolę sprawdzianu poznawczego. Świadomość czynna stwierdza znaczenie swoich pojęć, wyobrażeń, swojego obrazu świata, opierając na nim plan
działania. Tu działanie jako czynnik umysłowego życia
nie istnieje; świat nie jest materią czynu, zadaniem: jest
wielką istnością, roztwierającą swe wewnętrzne życie
przez wzruszenia. Wzruszeniowy oddźwięk, budzony
przez myśli i wyobrażenia decyduje, czym staną się
one dla twórcy. Zajmujemy się tu nie oceną estetyczną
dzieł, wytworzonych przez dany kierunek, lecz charakterystyką i analizą struktury społeczno-psychicznej samego kierunku. Pod tym względem dochodzimy tu do
całkiem określonych wyników. Symbolizm, jako podstawa myślowa, jest sposobem odczuwania życia właściwym jednostkom, które nie są w stanie znaleźć dla
siebie żadnego świadomego działania, żadnej prawnej
podstawy, jednostek, dla których życie wewnętrzne,
niezwiązane z żadnym działaniem, jest jedynym wyrazem rzeczywistości, całą jej istotą. Żyją one na tle nowoczesnej kultury, jakby tylko zewnętrznie należąc do
niej. Otacza je ona nie jako wspólne dzieło, lecz raczej jak jakaś zaczarowana kraina, baśń fantastyczna.
Z drgnień własnej duszy, przypadkowych, uwarunkowanych przez nieuchwytne, skomplikowane wpływy
nowoczesnego świata, tworzą symboliści sobie coś
w rodzaju tego języka wieszczbiarskiego, mocą którego
usiłowała psychika starożytna odczytywać przyszłość.
Strzępy rzeczywistości owiane przez wzruszenia ukazują
się im jak fragmenty jakiegoś wszystko ogarniającego
widzenia --- przeczucia. Symbolizm jest metodą artystycznego oddziaływania, metodą niezmiernie skuteczną.
Pozwala on nam za pomocą obrazu wytwarzać tożsamość integralnego przeżycia w twórcy z tym, na którego twórczość działa. Ta strona sprawy nie obchodzi
nas tutaj. Zajmujemy się symbolizmem jako kierunkiem, postawą życia duchowego. I z tego punktu widzenia jest rzeczą niezaprzeczalną, że jest on jednym
z najniebezpieczniejszych wrogów, jakich posiada dziś
prawość i męskość myślenia i woli. Ginie tu właściwie
samo pojęcie prawdy, a co więcej ginie ono w sposób
tak niedostrzegalny, że to jej rozpłynięcie się nie jest
i nie może być nigdzie ujęte, nie występuje jawnie.
Istnieją stanowiska myślowe, występujące przeciwko
pojęciu jakiejkolwiek obiektywnej prawdy, ale czynią
to one w sposób określony i nawet po usunięciu pojęcia prawdy pozostaje nietknięta istotna część tych
założeń psychicznych, które stanowiły jej podstawę.
Inaczej w symbolizmie: tu rozkładowi ulega właśnie
ta podstawa psychiczna. Psychika staje się czymś mglistym, biernym, nieopanowanym. Gdy pozostawimy na
stronie logiczne i w ogóle intelektualne wyznaczniki
prawdy, spostrzeżemy, że nie one stanowią jej istotę,
że tkwi ona raczej w czynnych, z wolą związanych,
pierwiastkach naszego duchowego życia, że najgłębszym
może jej rdzeniem jest poczucie ciągłości i tożsamości
życia, tj. poczucie, że każde przeżycie, każdy czyn,
każde poszczególne zachowanie się danej jednostki pozostaje w ten lub inny sposób w jej życiu, że raz przeżyta dana chwila posiada już dla danej jednostki raz
na zawsze niezniszczalne znaczenie, że, słowem, rozdzielone przez czas przeżycia, momenty nie są czymś
samoistnym względem siebie, lecz że istnieje w życiu
pewna czynna ciągłość, która zostaje przez każdą chwilę
przez nas przeżytą --- w ten lub inny sposób określona. <wyroznienie>Ta jednoznaczność przeżyć stanowi
istotę psychiczną zmysłu prawdy.</wyroznienie> Jesteśmy
istotami samoistnymi, a nie zlepkami oddzielnych wydarzeń, przeżyć, tylko o tyle, o ile czynimy z tej <wyroznienie>jednoznaczności odpowiedzialność naszą</wyroznienie>. --- Naturalnie nie idzie tu o żadną samowolę
z naszej strony. Życie pozostawia ślad w nas, stwarza
warunki dla następnych naszych czynów --- jest to nieuchronne. Jest to fakt niezmienny i niezależny od naszej woli. Gdy ignorujemy ten fakt, stwierdzamy tylko
nieobecność samoistności w naszym życiu, brak jej
poczucia. Życie zmienia nas, wytwarza w nas różne
stany, nastroje: myśl nasza usiłuje dla każdego z nastrojów tych, dla każdego z tych stanów stworzyć
uzasadnienie. Występują tu dwa stanowiska całkiem
wyraźne w swej diametralnej przeciwstawności: każdy
moment życia stwarza nowe warunki dla naszego działania, jesteśmy nieustannie odpowiedzialni przed własną
istotą za całe nasze życie. Tu nie ma nowy o żadnym
odgadywaniu znaczenia przeżyć. Mają one zawsze
wszystkie, jedno tylko ściśle określone znaczenie. Można
się mylić w jego rozpoznaniu, ale, dopóki się nie
zrzekamy swej woli, wiemy, że każde przeżycie nasze
jest czymś bardzo określonym, że ciąży ono na nas
jako coś zakończonego, gotowego, jako jeden z momentów przyjętej, stworzonej już odpowiedzialności.
Wyzwolenie się z pęt tej odpowiedzialności może być
wynikiem jedynie bardzo rzetelnej i ciężkiej pracy duchowej. To jest stanowisko, jakie napotkaliśmy u Baudelaire'a; odnajdujemy je u wszystkich prawdziwie wielkich i głębokich natur. Stanowisko symbolizmu jest
wręcz przeciwne. Wszystko, cokolwiek bądź przeżyję ---
<wyroznienie>może</wyroznienie> mieć <wyroznienie>jakiś</wyroznienie> sens, <wyroznienie>jakieś</wyroznienie> znaczenie. <wyroznienie>Żyć</wyroznienie>
symbolicznie to znaczy odnajdywać nieokreślone znaczenie, myśl głęboką poza wszelkim przeżyciem, jakie
zostanie w nas wytworzone przez zbiorowy proces życia. Świat nie jest tu żadną twardą rzeczywistością, jest
on czymś, co się nam śni, życie i wytwory życia,
prawdy są tylko widzeniami śniących. Nie chcę tu stawiać
zagadnienia, czy możliwe są umysły tak zorganizowane,
że nie mogą one wprost inaczej odczuwać życia. Zajmuję się tylko pytaniem, czym jest ten kierunek jako
szkoła myśli i na to znajduję tę tylko odpowiedź: chorobą myśli i woli, fermentem, rozkładającym wszelką
samoistność czynną, wszelką uczciwość intelektualną.
Prawda, świat, kultura --- są to wszystko dzieła zbiorowej, walczącej z żywiołem pracy ludzkiej. Dla tej
pracy wszystko ma określone znaczenie: dokonane jest
to, co zostało dokonane, zaniedbanie nie staje się czynem. Świadomość kulturalna, żyjąca na tle dokonanej
pracy jak w feerycznym, utrzymywanym przez złe
i dobre wróżki królestwie --- pozostaje absolutnie bezczynna, doświadcza tylko świata stwarzanego przez
wolę, przychodzi on do niej jak sen, śni się jej istotnie. Zna ona tylko działanie tych widzeń na jej wzruszeniowe życie, sądzi, że świat istnieje jako kształt tego
falowania wzruszeń i uczuć, które ma w sobie. Różne
obrazy świata mogą wytwarzać te same lub analogicznie wzruszeniowe echa. Symbolizm nie określa więc
żadnych stałych praw. To, co istnieje --- jest nieokreślone, jest jedyną wielką tajemnicą, przemawiającą do
nas poprzez różne postacie, tony, formy. Wydaje się,
że mamy do czynienia z jakimś bardzo szerokim
ujęciem duchowego życia. Jest to szerokość i rozległość
całkowicie złudna. Symbolizm nie jest w stanie ustalić
wobec życia powinowactw głębszych, niż te, jakie stwarza koncertowa sala. Świat zaś nie jest koncertem, nie
jest w ogóle muzyką, ani pasją, ani dytyrambem: ---
czymś całkowicie innym... Wzruszenie samo przez się
nie włada światem: --- stać się musi siłą. Siła tylko
dokonywająca czynów, które uzewnętrzniają się w trwałych dziełach, przeciwstawiająca się siłom pozaludzkim,
jest <wyroznienie>mową</wyroznienie>, na którą to, co jest poza człowiekiem,
odpowiada. Symbolizm wyeliminowuje ze świata siłę,
przenosi nas ze świata na wyspę Prospera: w wyspę
tę zamienia tragiczną dziedzinę ludzkich czynów, mroczny i surowy grunt historii. Tu też odnajduje on swe
powinowactwa, zamienia całą przeszłość w ciągnące
się poprzez wieki marzenie, rozróżnia tylko niejako
kondygnacje i pogłębienia snu. Symboliczna krytyka
i historia twórczości wytrawia z nas poczucie rzetelnego wysiłku, jakim zdobyte zostało wszystko, co stanowiło kiedykolwiek bądź treść świadomości ludzkiej,
czyni z wielkiej, <wyroznienie>czynnej</wyroznienie> idei jedności dziejowej, jedności, która, powtarzam, jest <wyroznienie>zadaniem, a nie rzeczywistością</wyroznienie>, coś wiecznie istniejącego. ---</akap>




<akap>Dla symbolizmu świat i człowiek są wieczni,
istnieją nieustannie poza czasem; właściwie istnieje
tylko coś jednego --- samopoznający się absolut; na
całej przestrzeni dziejów krytyka wyszukuje analogie
pozwalające twierdzić, że sama historia jest złudzeniem,
że istnieje ona w momentach tylko, w których nie wznosimy się do absolutu. Trwanie rozciągniętej w czasie
historii jest złudzeniem, stwarzanym przez upadek z wyżyn absolutnego, pozaczasowego samopoznania. Wiemy,
co stanowi istotę tego samopoznania. Gdy jakakolwiek bądź treść kultury stopi się w naszej psychice
z silnym wzruszeniem, gdy zapanuje ona nad całym,
zacieśnionym przez natężenie wzruszenia polem naszej
świadomości, gdy stanie się ona ośrodkiem podświadomych skojarzeń, wydaje się nam ona czymś bezwzględnym, niewzruszonym, jedynym. Symboliczne zjednoczenie dziejowe oznacza właściwie tylko to, że
różne kultury mogą stać się w ten sposób ośrodkiem
jednego i tego samego wzruszeniowego życia. I w ogóle
symboliczna synteza różnych światopoglądów to tylko
mniej więcej oznacza: gdy człowiek przestaje dążyć do
czegokolwiek bądź w świecie, gdy poprzestaje na emocjonalnym życiu i z punktu tego życia rozważa pojęcia, myśli, wyobrażenia, znikają różnice między stanowiskami i poglądami, powstaje jedność biernego odczuwania, jedność <wyroznienie>fizjologii ludzkiej</wyroznienie>. I symbolizm ten właściwie jest w zasadzie hegemonią psychofizjologii, posługującej się różnymi kulturalnymi
treściami jako zewnętrzną formą swojego życia. W ogóle trzeba o tym pamiętać, że w naszym życiu duchowym te dwie dziedziny: historia i fizjologia są do
pewnego stopnia dwoma biegunami naszej wewnętrznej
krystalizacji. <wyroznienie>Gdy przestajemy być świadomymi uczestnikami twórczości dziejowej, stajemy się igraszką mistyfikującej nas fizjologii.</wyroznienie> Gdy przestajemy tworzyć
z siebie, z własnych naszych popędów, instynktów, z całej naszej psychofizjologicznej istoty coś, co stać się
może momentem kultury jako zbiorowego dziejowego
dzieła --- psychofizjologia nasza staje się ośrodkiem,
grupującym naokoło siebie w myśl własnych swoich
praw i potrzeb pierwiastki kulturalne. Niewątpliwie wydaje się to brakiem taktu, że śmiem mówić o fizjologii
z powodu przeduchowionej twórczości symbolicznej. Uduchowienie jednak oznacza tu to tylko, że wzruszeniowość
nasza reaguje na bardzo subtelne, wyrafinowane bodźce
umysłowe; nie zmieniało jednak w niczym samego zasadniczego typu życia, o którego scharakteryzowanie tu chodzi.</akap>




<akap>Zastrzegając się znów przeciwko nazbyt sztywnemu pojmowaniu naszych szematów, podajemy tu tego
rodzaju zarys klasyfikacji. <wyroznienie>Romantyzmem</wyroznienie> nazywamy świadomość kulturalną, wytworzoną przez dziejowo-społeczny proces, którego natury świadomość nie
rozumie, chociaż uznaje samą siebie za podstawę i normę czynnego, społecznego, kulturalnego życia. <wyroznienie>Naturalizm</wyroznienie> jest pewną postacią romantyzmu: uznaje on
bowiem za normę społecznego życia, za fakt obiektywny swoje poczucie zależności wobec procesu społecznego, który uchyla się spod kontroli i inicjatywy
świadomości. <wyroznienie>Dekadentyzmem</wyroznienie> nazywamy świadomość kulturalną, zdającą sobie sprawę, że na jej podstawie zbiorowe życie oprzeć się nie da, czującą, że treść
dostarczana jej przez proces dziejowy jest symptomatem rozkładu, ale pomimo to niezdolną ani odczuwać
co innego niż to, co odczuwa, ani zawładnąć procesem społecznym, stwarzającym te odczucia. <wyroznienie>Symbolizmem</wyroznienie> wreszcie nazywamy stan świadomości, wytwarzającej dla siebie, dla swego wzruszeniowego życia, wystarczający wymaganiom jego <wyroznienie>system ekspresyjny</wyroznienie>
z każdej kulturalnej treści, z każdego narzuconego jej
przez życie dziejowe przeobrażenia. Tu może będzie
na miejscu wskazać pewne odcienie myśli, z pozoru
spokrewnione z oznaczanym tu przeze mnie mianem
symbolizmu stanowiskiem. Wyrastają one niewątpliwie
z tego samego podłoża dziejowo-kulturalnego, lecz pomimo to różnią się dość znacznie w swych dalszych
konsekwencjach. Oczywiście i tu nie możemy objąć
wszystkich dróg, które krzyżują się w danym punkcie
duchowego życia; zaznaczamy tylko te spośród nich,
które z tego lub innego powodu mają znaczenie dla
ogólnych zadań naszych roztrząsań. Mało istnieje w nowoczesnej literaturze pisarzy o tak <wyroznienie>skondensowanym</wyroznienie> znaczeniu psychologicznym jak to, które cechuje
wszystko niemal, co wyszło spod pióra <wyroznienie>Juliusza
Laforgue'a</wyroznienie>. Wydaje mi się, że jest on najgłębszym
z tych wszystkich myślicieli i poetów francuskich, którzy starali się ująć i przezwyciężyć paradoksalne zagadnienie współczesnej świadomości kulturalnej. Widzieliśmy, na czym polega problem. Świadomość sama
przez się ma znaczenie jako przewodnik i środek
orientacyjny pewnego procesu biologicznego. Dzięki
warunkom, w jakich wykrystalizowuje się świadomość
kulturalna, dzięki położeniu ekonomiczno-społecznemu
warstw tzw. myślących, powstało paradoksalne biologiczne zjawisko nowoczesnej świadomości. Paradoksalnym jest ono wskutek głębokiej nieodpowiedniości,
jaka zachodzi pomiędzy tym, co świadomość tu uważa
za swój świat, swoje otoczenie, w jakim żyje, a tym,
co jest istotnie jej otoczeniem. Środowiskiem biologicznym naszej świadomości jest współczesne skomplikowane społeczeństwo, cały ten bezmiar zbiorowej
pracy, która dźwiga ją ponad żywiołem. Świadomość
ignoruje ten stan rzeczy i w swym mniemaniu styka
się bezpośrednio z ,,<wyroznienie>przyrodą</wyroznienie>": widzi tak lub inaczej w samej sobie podstawę działania bezpośrednio
sięgającego w byt... Dzięki temu żyje ona w społeczeństwie jakby w stanie nieustannego somnambulizmu. Nie rozumie skutków własnego swego działania,
nie pojmuje, skąd płyną działające na nią, wstrząsające
nią lub z wolna przeobrażające zdarzenia i zmiany.
Wszystko to widzieliśmy już uprzednio. Laforgue zajmuje stanowisko niezmiernie ciekawe. Silnej niż ktokolwiek przeżył on rozdarcie świadomości, poczucie
bezsilności jej wobec świata, ,,przeznaczenie", które nią
włada. Zrozumiał jednak i dalsze konsekwencje tego
stanowiska. To wszystko, co przeżywa w samej sobie
świadomość, cały jej wewnętrzny dramat nie ma właściwie
wpływu na to, czym stajemy się my sami, jako cząstka
zbiorowego życia. To rzeczywiste nasze, związane z świadomością życie idzie swymi drogami i nie zależy od
tych patetycznych gestów, tragicznych załamań i pogłębień, poprzez jakie przechodzi świadomość. Chociaż Hamlet nie wierzy w realność żadnego czynu,
śmierć jego jest bardzo prawdziwa i raz na zawsze nie
do poprawienia, i tak ze wszystkim: niezależnie od
akompaniamentu romantycznej świadomości życie
ciągnie nas swoimi drogami i Laforgue daje właśnie
ten akompaniament hamletyzującej metafizyki i ironiczną, nieoglądającą się na zgodę lub niezgodę naszej
świadomości, na jej protesty, bunty, łkania uporczywość życia. To, co jest niedorzecznym i potwornym
z punktu widzenia świadomości, staje się jednak i ludzie, którzy żyli myślą jak lunatyczne Pierroty, umierają jednak naprawdę rzetelnie i raz na zawsze. I wszystko jest tak samo <wyroznienie>naprawdę</wyroznienie>, choć myśl nie może
się zdecydować, co to właściwie ma znaczyć. Wrażliwość Laforgue'a, jego indywidualny, jedyny w swoim
rodzaju ton polega właśnie na nieustannej obecności
wszystkich tych przeciwieństw. Jest więc jednocześnie
i bunt, i płacz świadomości za światem, i śmiech z donkiszotującej świadomości, i westchnienie więcej niż pobłażliwej miłości ku niej, i szyderstwo, które nie wiadomo w co godzi: złudę psychiki czy w niepoprawność życia. Wszystkie te odcienie żyją w każdym zdaniu i dlatego też każde zdanie jest tu całym dramatem,
którego wynik ostateczny ginie wam nieustannie
w oczach. Gdy śmierć ścina Pierrotowi głowę, spada
ona z papierowym szelestem niby maska i krew przysycha tak do różu, że niepodobna jej rozpoznać. Maskarada zwycięża samą śmierć i wybucha ponad nią śmiechem, w którym dźwięczą łzy, że wszystko to jednak jest
prawdziwe, choć tak nierzeczywiste. Jest tu i przeczucie,
że żywioł może mieć słuszność, i ironia wobec tej nowej
postaci romantyzmu, i tęskne spojrzenie ku światu
lampionów i masek, przezierających się w styksowej
fali, i miedziane kroki przeznaczenia, i trzepotanie
wachlarzy z sentymentalną historią o pasterzu i pasterce. Serce jest tu tak zamaskowane, że sam los się
myli i łudzi się, że nic nie rozdeptał i gdy nagle dobiega dziecięcy płacz, niby ton skrzypiec, ściska on
serce jedynym, nieskończenie ludzkim połączeniem
błazeństwa i bólu. Gdy się objęło całe bogactwo tego
prawdziwego cudu subtelności, niesłychanie brutalnym
wydawać się nam zaczyna <wyroznienie>dyletanckie żołdactwo</wyroznienie> Maurycego Barrèsa<pe><slowo_obce>Barrès, Maurice</slowo_obce> (1862--1923) --- francuski pisarz, polityk, teoretyk francuskiego nacjonalizmu, członek Akademii Francuskiej.</pe>. Trzeba przyjąć determinizm,
pogodzić się z nim. Pierrot stał się tu pachołkiem
oprawcy --- konieczności. Dla Barrèsa rzeczywistość
pozostaje tym samym, czym jest dla Laforgue'a: procesem niezależnym od świadomości; świadomość ma
zrezygnować ze swego ja, swego jałowego buntu,
wsiąknąć w wielki zbiorowy proces, który ją wyłonił.
Nie potrzebuję mówić, jak wiele romantyzmu jest
w tej Barrèsowskiej walce z romantyzmem. Dla Barrèsa
rzeczywistościami stają się pewne przeciwstawienia
świadomości romantycznej. Istnieje dla niego jako rzeczywistość pewien jednolity, zbiorowy proces, wytwarzający świadomość, wystarcza go uznać i zająć w nim
miejsce. Pruscy oficerowie w 1870--71 roku, czytając Hartmanna<pe><slowo_obce>Hartmann, Eduard von</slowo_obce> (1842--1906) --- filozof niemiecki; twórca teorii pesymizmu historiozoficznego, głosił istnienie nieświadomego, które stanowi twórczy pierwiastek woli w świecie.</pe> i Schopenhauera<pe><slowo_obce>Schopenhauer, Arthur</slowo_obce> (1788--1860) --- filozof niemiecki; głosiciel skrajnego pesymizmu i prekursor filozofii życia, inspiracje czerpał z filozofii Kanta, głosił woluntaryzm poznawczy. Dzieła: <tytul_dziela>Świat jako wola i przedstawienie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>O wolności ludzkiej woli</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Erystyka czyli Sztuka prowadzenia sporów</tytul_dziela>.</pe>, dla odpoczynku notowali swe filozoficzne aforyzmy ostrogami po zwierciadłach, mozaikach, inkrustacjach mebli: jakaś porcelanowa pasterka rozkochała się w pruskim bucie i z tego
związku wbrew naturze narodził się patos Barrèsowski. Jest to marzenie rzeczy kosztownych i jedynych,
zmiażdżonych przez koła wozu, o tym, jak z kolei
one miażdżyć będą; nie marzenie nawet, ale jakieś
stopienie się myślą, sercem z gwałcącym procesem.
Pan Mitarski<pe><slowo_obce>Mitarski, Wilhelm</slowo_obce> (1879--1923) --- polski malarz, krytyk artystyczny, tłumacz (Flauberta, Kiplinga), autor artykułów zamieszczanych w ,,Czasie", ,,Krytyce", ,,Museionie".</pe>, który porównywał u nas Wyspiańskiego<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>
z autorem <tytul_dziela>Du Sang, de la Volupté, et de la Mort</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Du Sang, de la Volupté, et de la Mort</slowo_obce> (fr.) --- O krwi, o pożądaniu i o śmierci.</pe> ---
powinien by się namyśleć: należy on do stendhalizujących --- niechże przeczyta choćby przedmowę Barrèsa
do nowego wydania listów Stendhala<pe><slowo_obce>Stendhal</slowo_obce> (1783--1842) --- właśc. Marie-Henri Beyle, francuski pisarz doby romantyzmu, który wyprzedził swoją epokę i tworzył w nurcie realistycznym, kreował doskonałe portrety psychologiczne bohaterów, analizował ich namiętności na tle społeczno-obyczajowym. Najsłynniejsze powieści to: <tytul_dziela>Czerwone i czarne</tytul_dziela> (1830) i <tytul_dziela>Pustynia parmeńska</tytul_dziela> (1839).</pe>, a zrozumie, że
Wyspiański był duchem zgoła innego napięcia, całkiem innej, niezrównanej próby. Ostatnią formą bezsiły jest autohipnoza, mocą której wydaje się rozwiązaniem zdeptać dobrowolnie siebie. W stylu Barrèsa czuje się nieustannie trzask i zgrzyt, głuchy jęk deptanej subtelności. Powtarza on wobec samego siebie,
własnego wychowanego na Renanie<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe>, Baudelairze<pe><slowo_obce>Baudelaire, Charles Pierre</slowo_obce> (1821--1867) ---
 francuski poeta, krytyk sztuki, tłumacz Edgara Allana Poe, prekursor symbolizmu i poezji nowoczesnej, parnasista, dekadent. Uznawany za jednego z tzw. ,,poetów przeklętych". Jego twórczość była kontrowersyjna, samego autora oskarżano o niemoralność ze względu na podejmowaną tematykę w swych utworach: dewiacje, rzekome popieranie satanizmu, prostytucja, życie marginesu społecznego itd. Najsłynniejszym dziełem Baudelaire'a są wydane w 1857 r. <tytul_dziela>Kwiaty zła</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Les fleurs du mal</tytul_dziela>), znane również pod innym polskim tytułem --- <tytul_dziela>Kwiaty grzechu</tytul_dziela>.</pe>, Stendhalu, Tainie ja, gest Napoleona wobec Volneya<pe><slowo_obce>Volney,Constantin François</slowo_obce> (1757--1829) --- właśc. C.F. de Chassebeuf de, francuski filozof, pisarz; członek Akademii Francuskiej, twórca <wyroznienie>katechizmu obywatelskiego</wyroznienie>, mającego źródła w prawie natury i utylitaryzmie.</pe>. Nie
na zrzeczeniu się samoistności, lecz na samoistnym,
świadomym tworzeniu kultury, na tworzeniu form życia, które są w stanie uczynić dziełem swobody dzisiejszy automatyczny i bezwiedny proces zbiorowego
istnienia, zasadzać się może jedyne wyzwolenie.</akap>




<akap>Tu jednak wychodzimy już poza granice rozpatrywanych tutaj zagadnień. Zajmowaliśmy się różnymi postaciami odczuwania życia i świata przez świadomość
oddartej od wytwórczości jednostki. Wykazaliśmy, że
podstawą przeanalizowanych tu przez nas pojęć i kierunków artystyczno-myślowych jest świadomość kulturalna, wytwarzana przez zbiorową pracę, unosząca się
na jej powierzchni i niezdolna jej pojąć. Romantyzm,
naturalizm, dekadentyzm, symbolizm ukazały się nam
jako różne formy jednego i tego samego zasadniczego
faktu: historyczno-społecznej bezsiły. Są to wszystko
postacie świadomości, właściwe formom życia, utrzymującym się na powierzchni zbiorowego dziejowego
procesu, lecz niezdolnym powiązać swe istnienie z życiem zbiorowości jasnym, jurydycznym węzłem, niezdolnym zrozumieć to życie, które je dźwiga, a tym bardziej zaś zstąpić do tych głębin, w których samo
to życie tworzy się i przeistacza. Wytwory tego tak
określonego stanowiska życiowego ciążyły nad naszą
młodą myślą lat ostatnich i to oczywiście bynajmniej
nie jako ważne <wyroznienie>zagadnienia</wyroznienie> psycho-społeczne, lecz
jako cały system ustalonych poznań i wartości. Różne
postacie i formy tej automistyfikacji kulturalnej były
traktowane jako przeniknięcia w głąb ,,<wyroznienie>bytu</wyroznienie>". Cała
ta mitologia literacka była dla wstępującego w życie
szkołą, wypaczającą raz na zawsze stosunek myślowy
do świata kultury. Zatraceniu ulegała zdolność ujmowania i widzenia własnej swej niepowracającej rzeczywistości. I u nas mieliśmy do czynienia z buntem
,,przypadkowych" jednostek. Miały one przed sobą
dwie drogi: albo zrozumieć, w jakiej formie i na jakim poziomie można dzisiaj jedynie zawładnąć życiem i przezwyciężyć własną przypadkowość --- albo
też uczynić ze swojej przypadkowości właśnie i bezsiły rację swego istnienia, nowy typ życiowy. Rozpatrzone tu przez nas wartości i kierunki literackie
wpływem swym utrudniały, uniemożliwiały zrozumienie prawdziwego stanu rzeczy; dostarczały dogmatów --- przemieniających sposób czucia i myślenia bezsilnej jednostki w pewien rodzaj wystarczającego sobie
światopoglądu. Przychodziły zaś one z całą aureolą
wielkich talentów i olbrzymiego bogactwa kultury:
umacniały więc one młode umysły w tym, co było
ich <wyroznienie>własnym instynktem</wyroznienie>, utrudniały zrozumienie tej wielkiej prawdy, że żyć duchowo, to znaczy
<wyroznienie>iść po linii największego oporu</wyroznienie>. Zawsze,
a szczególniej dzisiaj, kiedy świadomość kulturalna,
utrzymywana jakby mocą czaru na barkach realnego
świata, ma stać się świadomością stwarzającą kulturę.
Ona, która pada ofiarą fizjologii, używającej kulturalnego dorobku, ma wrosnąć w fizjologię wytwarzającą
ten dorobek. Tu musi mieć miejsce przezwyciężenie
wszystkich przekazanych przez tradycję instynktów.
Specjalnie zaś u nas jednostki, które przeciwstawiały
się rozleniwiającemu i usypiającemu wpływowi Polski
zdziecinniałej, lecz w samym buncie swym pozostały
jej synami i wychowańcami, jednostki, które miały
ujrzeć przed sobą straszliwe zadanie dźwigania od podstaw samych kultury narodowej i utrzymania jej na
poziomie ludzkości nowoczesnej, zetknęły się jako
z pierwszym niemal prądem wyzwalającym z szeregiem teorii, wartości, dzieł, które wszystkie prowadziły
do uznania biernego uczestnictwa świadomości w niezależnym od niej procesie dziejowym za typ życia duchowego. Pozostać w granicach swej świadomości,
przeistoczyć tak pojęcia o świecie, aby świadomość ta
wystarczała samej sobie, stało się zadaniem pracy duchowej wiodącej ku sztuce. Mniejsza o to, jaka jest
treść świadomości, wystarcza, aby stała się ona, stać
się mogła podstawą <wyroznienie>oryginalnej</wyroznienie> działalności pisarskiej; wypowiadać, mniejsza o to, co --- ale w sposób oryginalny --- tak brzmi pierwszy postulat estetycznej dialektyki. Odbił się w tym cały zasadniczy charakter literatury francuskiej, na której ukształtowała się
umysłowość mającego tak wielkie znaczenie dla ustalenia się samowiedzy estetycznej <wyroznienie>Młodej Polski</wyroznienie> ---
Miriama<pe><slowo_obce>Przesmycki, Zenon</slowo_obce> (1861--1944) ---
 pseud. Miriam; poeta, krytyk literacki, tłumacz, reprezentant parnasizmu, redaktor warszawskiego ,,Życia" i ,,Chimery", odkrywca i wydawca utworów Norwida.</pe>. Kto chce wyczuć <wyroznienie>ducha</wyroznienie> francuskiej literatury, musi przeczytać bodaj kilka tomów <tytul_dziela>Causeries de Lundi</tytul_dziela> Sainte Beuve'a. Literatura jest samoistną
wobec życia dziedziną, czymś, co jest samo w sobie
i dla siebie. Życie dąży własnymi swymi drogami, wytwarza nowe ukształtowania psychiczne, nowe sposoby
i formy odczuwania świata. Wszystkie one mają jednakowe prawa wobec literatury --- o ile tylko mogą być
wypowiedziane bez zbyt wielkiego wstrząśnienia ustalonych tradycji literackich. Literatura jest tu uduchowieniem, rozszerzeniem ,,towarzyskości" --- ,,dworu" ---
,,salonu". --- Życie społeczne w głębokim i prawdziwym znaczeniu jest źródłem stylu i oryginalności ---
tak mniej więcej daje się określić typowo francuski
sposób widzenia tej kwestii. Metafizyka symbolizmu,
pozaczasowość, wieczność przystosowały tylko ten
postulat do nowego stanu rzeczy. By stać się przedmiotem literatury, musiała niegdyś dana treść być opracowana w sposób odpowiadający tonowi, panującemu
na dworze lub w wytwarzających opinię salonach, potem
w sposób odpowiadający ,,rewolucyjnemu entuzjazmowi
i sentymentalizmowi" dążącej do przewrotu inteligencji. Życie towarzyskie i jego wymagania wywarły
wpływ decydujący na ukształtowanie umysłowości i literatury francuskiej. Życie towarzyskie było bowiem
we Francji od czasów ukonstytuowania się scentralizowanej monarchii biurokratycznej terenem, na którym
rozstrzygały się walki o wpływy, władzę, karierę. Towarzyskość była tu kulturalnym, umysłowym narzędziem walki o byt. Każda zdolność stawała się zdolnością w prawdziwym znaczeniu tego wyrazu dopiero
przełamawszy się w tym pryzmacie towarzyskiego życia. Ta władza ,,towarzyskości", hegemonia jej stwarzała grunt podatny dla poglądów uniezależniających
literaturę od rzeczywistości dziejowo-społecznej. Retoryka wymagania stylu --- miały we Francji znaczenie
życiowe niemal już same przez się. To, co nie mogło
być wypowiedziane w Wersalu za Ludwika XIV, w wytwarzających opinię salonach XVIII wieku, nie mogło
stać się motywem postanowień, chociażby istniało
w życiu w sposób rzucający się w oczy. Literatura,
pojęta jako usystematyzowanie, podniesienie do stanu
świadomości nawyknień i wymagań towarzyskości, stawała się niejako sprawdzianem życia. Życie, o ile nie
znajdowało dla siebie zgodnych z panującym tonem
form wypowiedzenia, nie istniało jako motyw czynny,
jako rzeczywistość społeczna. Nie trzeba zaś łudzić się,
że tradycja ta została zerwana. Bynajmniej. Do dziś
dnia można znaleźć we wszystkich dziedzinach umysłowego życia Francji wpływy tego stanu rzeczy.
Bunty przeciwko retoryce tworzą tu tylko nowe formy
retoryki i w każdym razie w pewnym momencie ten
typ ideogenetyczny odzyskuje swoje prawa. Gdy jakieś potrzeby życiowe, nowe namiętności itp. zerwą
tamy stawiane przez pewien dotychczas panujący ton,
styl retoryczny, zaczynają one same działać w ten
sam sposób. Gdy Sainte Beuve w swej dowcipnej
sylwecie <wyroznienie>Malebranche'a</wyroznienie> stara się wyprowadzić
jego system metafizyczny z jego stylistycznych uzdolnień, mamy w tym do czynienia z czymś głębszym,
niż zwykły paradoks. Nowoczesna literatura francuska
na pierwszy rzut oka wydaje się nieskończenie odmienną od swych klasycznych tradycji i wzorów.
Poezja symboliczna nie bez głębokiej racji mówi
nieraz o indywidualizmie jako swym zasadniczym
charakterze, ale zasadniczy --- najgłębszy typ umysłowości zachował jednak i tu swą władzę. Wypowiedzenie i jego potrzeby są tu czymś decydującym
w stopniu o wiele wyższym, niż w jakiejkolwiek innej
literaturze. Do swojego własnego wewnętrznego życia
dochodzi francuski pisarz najczęściej poprzez styl, poprzez uświadomienie sobie, że żaden z dotychczasowych stylów mu nie wystarczy; retoryka staje się
formą, w której uświadomione zostają najgłębsze
odrębności. To nie znaczy bynajmniej, abym odmawiał
szczerości tej literaturze: staram się scharakteryzować
tylko jej metody --- nie więcej. Pewne jest to jedno,
że dla pisarza francuskiego zagadnienie jego indywidualności jest rozstrzygnięte, gdy znajdzie on dla siebie wystarczającą formę wysłowienia. Być wypowiedzianym, znaczy to według tych pojęć pozyskać pełne
obywatelstwo w duchowym świecie. To, co daje się
wypowiedzieć, stwierdza tym samym już swe istnienie,
swą zasadność. Gdy jednostka przetworzy <wyroznienie>swój</wyroznienie>,
<wyroznienie>mniejsza o to jaki</wyroznienie>, stosunek do gotowego świata
na własny ton, styl literacki --- zagadnienie jest rozwiązane. Społeczeństwo, historia znikają tu i pozostaje
jednostka i świat, jako nieokreślony przedmiot wypowiedzeń, idzie o to, by wycisnąć zeń wypowiedzenie
niebywałe. Wydobyć ze świata i z samego siebie oryginalne wzruszenie, coś, co da nam nowy styl, będzie nowym sięgnięciem w głąb ,,absolutu" --- oto
cel wytknięty artystycznej pracy nad samym sobą, zadanie samowychowania. Od początku jednostka przestaje tu być odpowiedzialnym twórcą dziejowego dzieła,
związki pomiędzy nią a społeczeństwem, jako jej odpowiedzialnością, zostają przecięte. Społeczeństwo staje
się tylko podłożem, na którym ustalają się takie lub
inne stosunki między jednostką a absolutem, tj. rozwijają się takie lub inne sposoby ,,wypowiedzenia".
I ta to hegemonia oddartego od życia słowa, ten to
bizantyński antropomorfizm retorów stał się u nas
punktem wyjścia metafizyczno-mistycznej frazeologii,
która przesłoniła <wyroznienie>Młodej Polsce</wyroznienie> rzeczywistość
własnych jej zadań, prawdziwe znaczenie własnej jej
twórczości.</akap>





<naglowek_rozdzial>XI. Humor i prawo</naglowek_rozdzial>


<nota><akap><wyroznienie>Wychowawcze znaczenie kultur obcych. Psychologia abstrakcyjnej dziejowości. Engels i Guliwer. Humor jako religia narodowa, jego dziejowe założenia. Dickens. Filozofia konkretnego czasu. Humor jako heroizm konkretności. Pochwała śmiechu. Apologia śmieszności. Humor jako tworzenie bezwzględne. Zachodnie bajki Stevensona. Humor jako platonizm; jako dobre sumienie bezwzględnego indywidualizmu. Morze jako wychowawca. Meredith. --- Dusza kultury włoskiej. Filozofia wszechobecnego prawa. Vico. --- Leopardi. --- Carlyle i Carducci. Dusze narodów. My i Europa.</wyroznienie></akap></nota>



<akap>Wells mówi w jednej z ostatnich swoich książek
z prawdziwie zastanawiającym entuzjazmem o ,,<wyroznienie>humorze</wyroznienie>". Rzadko kiedy jesteśmy w stanie zrozumieć
prawdziwe znaczenie jakiejś myśli lub jakiegoś stanu
duszy, gdy stanowią one cząstkę zasadniczej struktury
kulturalnej jakiegoś obcego nam, a posiadającego wielką
przeszłość poza sobą narodu. Im głębiej tkwi w organizmie kultury dana myśl lub stanowisko duchowe,
tym niedostępniejsze są one dla cudzoziemca. Psychologia zaznajamiania się z obcymi kulturami jest
w ogóle bardzo ciekawą rzeczą; widzimy często w obcej
kulturze to, czego nam najbardziej brak w naszej
własnej, czujemy jej dobrodziejstwa, nie czujemy ograniczeń. Przychodzi ona do nas jako świat gotowych
już wartości, świat, w którym psychika nasza może
swobodnie wyszukiwać te tony, których najbardziej
potrzeba jej w życiu. Obca kultura jest zawsze dla
nas światem wyzwolenia duchowego, oderwania się
od życia i dlatego ukazuje się ona nam w innym zupełnie świetle niż nasza własna. Tu nas nie uciska,
nie gnębi powolność dojrzewania, tu jesteśmy w stanie
wyczuć wielką jedność zasadniczą poza najgwałtowniej zwalczającymi się wzajemnie antagonizmami.
Gdy wżyjemy się np. głębiej w historię zjednoczenia
Włoch, ukazuje się nam głęboka solidarność, jaka łączyła, bezwiednie dla nich samych, uczestników potężnego tego dramatu. Cavour<pe><slowo_obce>Cavour, Camillo Benso di</slowo_obce> (1810--1861) --- hrabia, włoski polityk, mąż stanu; przywódca liberałów piemonckich, pierwszy premier zjednoczonego Królestwa Włoskiego.</pe>, Mazzini<pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski rewolucjonista, przywódca demokratyczno-republikańskiego nurtu <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, walczył o wolność w antyaustriackiej partyzantce razem z Garibaldim, założył organizację Młode Włochy (1831) i Młoda Europa (1834), należał do masonerii.</pe>, Garibaldi<pe><slowo_obce>Garibaldi, Giuseppe</slowo_obce> (1807--1882) --- włoski żołnierz, rewolucjonista, uważany za bohatera narodowego, przywódca walk o wyzwolenie i zjednoczenie Włoch, generał.</pe>, Gioberti<pe><slowo_obce>Gioberti, Vincenzo</slowo_obce> (1801--1852) --- włoski filozof i polityk, teolog, ksiądz; ideolog <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>.</pe>, Ricasoli<pe><slowo_obce>Ricasoli, Bettino</slowo_obce> (1809--1880) --- baron, włoski polityk, działacz <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, premier Włoch w latach 1866--67.</pe>, Crispi<pe><slowo_obce>Crispi, Francesco</slowo_obce> (1819--1901) --- włoski polityk, w latach 1887--91 i 1893--96 premier; prowadził ekspansję kolonialną w Afryce.</pe> itp. stoją w naszej myśli obok
siebie, dźwigając wspólnie wielki ciężar narodowego
odkupienia. To samo ma miejsce wobec każdej epoki.
Ma miejsce wreszcie wobec całych narodów. Uczymy
się pojmować naród jako wielkie zbiorowe dzieło pokoleń, uczymy się kochać i rozumieć te wielkie całości.
Ulegamy tu często złudzeniom: przypisujemy znaczenie obiektywnej, rzeczywistej jedności własnym stanom poznawczym, utożsamiamy własny nasz proces
psychologiczny rozumienia, klasyfikowania z surową
i twardą pracą dziejowego życia, podstawiamy myśli
na miejsce twórczości dziejowej, operujemy złagodzonymi dysonansami i spotęgowaną harmonią. Pomimo to jednak jest coś istotnego w tych naszych
stanach psychicznych. Sprawiedliwość oddalenia nie
całkiem jest złudzeniem i można powiedzieć, że nasze
doświadczenia w dziedzinie obcych kultur są i powinny być korygowane przez doświadczenie realnej
pracy u siebie i odwrotnie: uczymy się, gdy wracamy
z obcego nam świata dokładniej, lepiej rozumieć całość
własnego naszego gmachu. Tylko u siebie, tylko przez
własne życie nabywa się poczucia realnego wysiłku,
poznaje się rzeczywistość przezwyciężanej przez ludzką
wolę historycznej siły ciążenia; ale zetknięcie z obcymi
kulturami wyrabia w nas zmysł całości, zdolność ujmowania wielkich dziejowych planów. Gdy zbywa nam na
życiu własnym, plany te wydają się jakimiś nadprzyrodzonymi potęgami, geniuszami, które rządzą ludzkim
losem; gdy zbywa nam na szerokim widnokręgu, przestajemy rozumieć własną, nawet dokonywaną przez nas
pracę. Zrozumienie intelektualne wyradza się w powierzchowny, szematyczny optymizm; otacza nas światem utkanym z samej myśli --- a więc niestawiającym istotnego oporu. Wydaje się nam, że dość znaleźć
plan dla naszego życia, połączyć je z nim myślową
linią, a przez to samo potoczy się ono lekko i niezawodnie jak po relsach<pe><slowo_obce>relsy</slowo_obce> --- daw. szyny (por. ang. <slowo_obce>rails</slowo_obce>).</pe>. Wydawać się może, że jest
to nieuchronne, że istnieć może taki tylko olimpijski
spokój punktu widzenia Syriusza albo ślepe i nieme
parcie jakiegoś dogmatyzmu chwili; albo ,,morlockizm"<pr>Patrz Wells: <tytul_dziela>Podróż w czasie</tytul_dziela>. Ciekawy przykład
przesuwania perspektyw dziejowych mamy u Engelsa. Z jednej
strony mamy u niego <slowo_obce>patos</slowo_obce> spinozystyczny wynikający z kontemplacji wielkich procesów dziejowych, pochłaniających jednostkowe wysiłki, porywających z sobą wszystko, później
mamy spojrzenie ku obecności jako możliwemu momentowi
takiego procesu: tu wszystkie dramaty chwil, antagonizmy,
rozdarcia --- stają się w tej perspektywie minimalnymi (Por.
<tytul_dziela>Listy do Sorgego</tytul_dziela>), sam Engels wydaje się jakimś dobrotliwym
olbrzymem, patrzącym z pobłażaniem na ,,koziołki" historii.
Powiedzieć by można, że <tytul_dziela>Podróż Guliwera</tytul_dziela> jest komentarzem do zrozumienia pism Engelsa. Pewne zagadnienia
wydają się temu pisarzowi sprawą nadludzkich konieczności,
inne maleją mu do roli igraszek.</pr>
dziejowy albo bezoporne unoszenie się w abstrakcji.</akap>






<akap>Gdy zaczynamy rozumieć prawdziwe znaczenie tego
zagadnienia, rozumieć jego głębokość, odsłania się
nam prawdziwe znaczenie ,,<wyroznienie>humoru</wyroznienie>". Spostrzegamy,
że jest to coś więcej niż forma literacka, że mamy tu
do czynienia z pewnym rodzajem głęboko nowoczesnej <wyroznienie>religii narodowej</wyroznienie>, że jest to stan duszy,
pozwalający bez kłamstwa, zacieśnienia i obłudy brać
<wyroznienie>świadomy</wyroznienie> udział w stwarzaniu nowoczesnego życia,
stan duszy, potęgujący nasze usposobienie czynne i niekaleczący jednocześnie w niczym naszej swobody umysłowej. Kto chce przekonać się, jak skomplikowanymi
i głębokimi są prawa, rządzące przekształceniami wzruszeń ludzkich, niech zapozna się z historią i strukturą moralną humoru. Studium takie stanowiłoby zarazem wstęp do głębokiego zapoznania się z wewnętrzną duszą literatury i kultury angielskiej. Biblia
i głębsze od niej pokłady psychiczne religii północy,
Shakespeare<pe><slowo_obce>Shakespeare, William</slowo_obce> (1564--1616) --- angielski dramaturg, aktor, reformator teatru, aktor i poeta. Autor około 200 utworów, przetłumaczonych na najważniejsze języki nowożytne i inscenizowanych na całym świecie. W latach 1590--1610 przebywał w Londynie; od 1594 był członkiem kompanii Sług Lorda Szambelana (potem: Sług Królewskich), dysponującej własnym teatrem The Globe. Najważniejsze dzieła: <tytul_dziela>Ryszard III</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sen nocy letniej</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Romeo i Julia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Hamlet</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Otello</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Makbet</tytul_dziela>.</pe> i purytanizm, Swift<pe><slowo_obce> Swift, Jonathan</slowo_obce> (1667--1745) --- irlandzki pisarz, duchowny anglikański; wybitny przedstawiciel i autor jednej z najbardziej znanych książek oświecenia, <tytul_dziela>Podróży Guliwera</tytul_dziela>, fantastyczno-przygodowej powieści i satyry na społeczeństwo angielskie.</pe> i Milton<pe><slowo_obce>Milton, John</slowo_obce> (1608--1674) --- pisarz angielski; twórca najsłynniejszego poematu epickiego nowożytnej Anglii: <tytul_dziela>Raju utraconego</tytul_dziela>.</pe>, walka o panowanie nad morzem i głębokie poczucie rodzinnego
życia, nowoczesny przemysł i tęgi opór tradycji feudalno-rodowej: --- wszystko to tkwi w tym zdumiewającym stanie duszy, którego głębokość odsłania się
nam nagle i niespodziewanie i wtedy staje się dla nas
jasnym wiele z tego, co przedtem zastanawiało nas
w literaturze angielskiej jak zagadka. Gdy na przykład
roztwierają się niespodziewanie między wierszami powieści Dickensa <pe><slowo_obce>Dickens, Charles</slowo_obce> (1812--1870) --- angielski pisarz, jeden z czołowych twórców powieści społeczno-obyczajowej 2. połowy XIX w. Autor m.in.: <tytul_dziela>Klubu Pickwicka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Olivera Twista</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dawida Copperfielda</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Magazynu osobliwości</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Wielkich nadziei</tytul_dziela>.</pe>perspektywy w nieskończoność, gdy
poprzez płacz i śmiech jego postaci, poprzez ich
powszednie banalne rozmowy i gesty dojdzie do nas
nagle jakby błysk miecza archanioła z Miltonowskiej
epopei, jakby tchnienie tęsknoty wiecznego upadku
i wygnania, to nie jest to czysto zewnętrznie wpleciona w przęsło powieści reminiscencja, lecz odsłania
się ten sam głęboki religijny szacunek dla życia ludzkiego, dla bezwzględnie zindywidualizowanych duchowych procesów, jaki cechuje dumny arystokratyczny
artyzm zmarłego niedawno mistrza Jerzego Mereditha<pe><slowo_obce>Meredith, George</slowo_obce> (1828--1909) --- angielski powieściopisarz i poeta epoki wiktoriańskiej.</pe>.
Widzicie wszystkie dziwactwa tych Dickensowskich postaci, ich gesty zewnętrzne, ich całą tak bardzo dzisiejszą ograniczoność, znacie postacie ich dusz, ich
ukształtowanie; wiecie, jak wzrastały one i rozumiecie
dobrze, że żadna z nich nie jest jakimś ostatnim
słowem ludzkiej natury, żadna nie jest specjalnie <slowo_obce>ad
hoc<pe><slowo_obce>ad
hoc</slowo_obce> (łac.) --- doraźnie, bez wcześniejszego przygotowania.</pe></slowo_obce> stworzonym, uroczystym, metafizycznym reprezentantem gatunku. Przeciwnie, każda z nich jest uwarunkowana i ograniczona w pewien najzupełniej specjalny
sposób, tak znamy wszystkie brodawki na jej twarzy,
wszystkie garby i narośle jej duszy, wszystkie śmiesznostki jej kostiumu, jej codziennego zachowania się,
że jej losy wydają się nam czymś zewnętrznym względem nas samych. To jest historia co najwyżej człowieka zbierającego stare akty sądowe lub człowieka
uwięzionego za długi i tu idzie tylko o jakiegoś antykwariusza, tam znowu o człowieka, który, gdy jest
wzruszony, wyciąga chustkę od nosa, jakiej nikt już
oprócz niego nie używa. Zawsze więc idzie o jakąś
bardzo powszednią realność i tylko o nią, o jakiś
całkowicie względny, bardzo przypadkowy szczegół
konkretny. A przecież, gdy ginie taka śmieszna, przypadkowa jednostka o wiecznie rozwiązujących się sznurowadłach od trzewika, jest to zawsze ujawnieniem
potężnego dramatu pomiędzy tym wszystkim, co zawiera się w kształt, mający znaczenie dla człowieka,
a wiecznie bezkształtnym lub po swojemu kształtującym morzem żywiołu, o którym nie wie nikt, co
robi ono z naszych umarłych. To właśnie codzienne,
powszednie, zawsze uwarunkowane, ograniczone nasze
życie jest rozrachunkiem raz na zawsze dokonywanym
pomiędzy tym, co ukazuje się nam jako czas --- zakres
naszej władzy --- a czasem, jaki jest poza nami, poza
człowiekiem. To nasze zawsze tak nieuroczyste w momencie przeżywania, jak gdyby niegotowe, niedojrzałe życie --- oto jest nasza prawda wobec tego, co
jest poza nami. Tym właśnie jesteśmy. Każda nasza
chwila ryje się w życiu gatunku; tak, jakżeśmy ją przeżyli, przeżyła ją ludzkość w nas, w naszym wnętrzu.
Nie ma bowiem organu prócz nas samych i nie ma
przedziału pomiędzy tym, co przeżywamy prywatnie
dla samych siebie, a tym, co przeżywamy dla ludzkości.
To życie, które przez nas przepływa, przez nas tylko
ukształtowane być może; tym już raz na zawsze będzie,
czym je my uczynimy. Religijne znaczenie życia ludzkości kojarzy się dziś w naszych wyobrażeniach z jakimiś osobliwymi, ,,operowymi" momentami. Złudzenie! Każda chwila przeżyta przez nas jest już przeżyta
raz na zawsze tak a nie inaczej, zużytkowana, ustalona wobec tego, co jest poza człowiekiem, wobec
sumującego w sobie wszystko tak, jak było, niemogącego kłamać życia gatunku. Każda nasza chwila jest
przeciwstawieniem się głębinie. Nie odstraszy się losu
staromodnym krawatem, chustą w kraty, tabaczkowym
frakiem: to właśnie, co jest w nas samych, to niegotowe, niedojrzałe, nieprzystrojone jeszcze w szemat
uszlachetniający lub poniżający --- to jesteśmy my.
Mylimy się, sądząc, że możemy sobie żyć na co dzień
w ukryciu przed losem, zbywając go zastrzeżeniem,
że to nie wchodzi w rachunek, a od czasu do czasu
tylko wstępować na estradę i przeżyć na benefis absolutu jakiś bezwzględnie interesujący, popisowy kawałek.
Niestety, ,,absolut" jest o wiele bliższym nas: --- tu
się właśnie mieści, w naszym własnym, tak powszednim
zazwyczaj i mało oryginalnym ciele; tu jest on i nieustannie, chwilę za chwilą, czynimy w nim coś istotnie
bezwzględnie --- raz na zawsze. Postacie Dickensowskich powieści nie są mniej rzeczywiste, niż ci Żydzi,
do których zwracali się autorowie ksiąg ,,proroków" ---
nie dalsi są oni, ani bliżsi tworzącej piersi Bożej.</akap>





<akap>Wszędzie i zawsze, każde drgnienie naszego osobistego życia wnika w samą istotę ludzkiego tworzenia;
uwiecznia się w nim każda chwila i tu jest jej sąd ostateczny; jest bezwzględnie, jest, jakąśmy ją uczynili, taka
już pozostanie i nie uczyni się już jej niebyłą. Prawda,
bezwzględna prawda ludzkiego istnienia nie jest związana bynajmniej wyłącznie z jakimiś ,,historycznymi"
czy też ,,metafizycznymi" chwilami: takie, jakim jest,
jest całe życie <wyroznienie>bezwzględnie</wyroznienie>. Absolutnym znaczeniem człowieka jest suma tego, co przeżył on: to
jedno i to już nieuchronnie. Niepodobna uczynić nieprzeżytym, co przeżytym zostało. Niepodobna żyć,
przeskakując chwilę: czas cały, jak jest, tętni naszą
odpowiedzialnością. Żaden wzgardliwy sąd o tym, co
stanowi naszą codzienną rzeczywistość, nie wykreśli
jej ze spiżowej prawdy czasu, który nie wraca, w którym każda chwila jest tylko raz --- tak już niezmienna
i groźna --- jak tercyna Dantego. Nic nie wstrzyma
czasu: nieustannie przeżywamy coś, co już tak a nie
inaczej potem istnieć będzie jako niezmienny moment
zbiorowej walki ludzkiego gatunku. To, co ukazuje się
nam jako puste widmo czasu, jest właściwie samą
tą walką, nieustannym wytężeniem i jeżeli prawdą jest,
że życie ludzkie jest sprawą nieskończenie ważną dla
człowieka, każda chwila taka, określona właśnie, jak
przez nas przeżyta została, posiada w sobie istotny
majestat religijnego aktu
<pr>Gdy pisałem to, nie znałem jeszcze głębokiej, czcigodnej książki Maurycego Blondela <tytul_dziela>l'Action</tytul_dziela>, Paris, Alcan 1893 (w handlu księgarskim wyczerpana). W pierwszych jej rozdziałach tezy tu podtrzymywane wyłożone są z siłą, przypominającą niejednokrotnie <tytul_dziela>Myśli</tytul_dziela> pokrewnego Blondelowi duchem
Pascala.</pr>. --- Człowiek --- kapłan bezwiedny, pisał Norwid<pe><slowo_obce>Norwid, Cyprian Kamil</slowo_obce> (1821--1883) --- poeta, dramatopisarz, prozaik, tworzył także grafiki i obrazy. Twórczość Norwida, początkowo niedoceniana, na nowo została odkryta przez Miriama Przesmyckiego i udostępniana drukiem od roku 1901. Uznawany za jednego z czterech największych twórców doby romantyzmu. Dzieła: cykl liryków <tytul_dziela>Vade-mecum</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Promethidion. Rzecz w dwóch dialogach z epilogiem</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ad leones!</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pierścień Wielkiej Damy, czyli Ex-machina Durejko</tytul_dziela>.</pe>. ,,Jeżeli to, co się rozkłada,
trwa --- pisał Bergson<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe> --- jest to możliwe jedynie
dzięki solidarności z tym, co się nieustannie tworzy". ---
Pusty, bierny czas trwa jedynie przez związek swój z wysiłkiem. Teoria wartości Marksa<pe><slowo_obce>Marks, Karol</slowo_obce> (1818--1883) --- niemiecki działacz rewolucyjny i filozof, twórca marksizmu, światopoglądu głoszącego materialistyczny i rewolucyjny pogląd na świat. W 1848 napisał razem z Engelsem <tytul_dziela>Manifest partii komunistycznej</tytul_dziela>.</pe> <wyroznienie>może</wyroznienie> ponieść
klęskę w dyskusji czysto ekonomicznej, zawiera jednak
w sobie głęboką i genialną intuicję metafizyczną: krytykę druzgocącą drogiego felietonistom Artura Schopenhauera<pr>Z biegiem czasu zostanie uznana niezaprzeczalnie
prawda, że Marks był przede wszystkim potężnym, intuicyjnym umysłem filozoficznym: ale tego się nie zrozumie, póki
krążyć będzie bajeczka o filozofie Engelsie, który był
pierwszorzędnym publicystą, ale absolutnie nie wchodzi w rachubę jako filozof.</pr>. W tym zrozumieniu, że <wyroznienie>czas</wyroznienie> jest formą
naszego stosunku do powszechnego życia, że jest ono
w nas tak, jak on, wszechobecne, widzieć należy punkt
wyjścia wszystkich płodnych intuicji i roztrząsań filozoficznych. <wyroznienie>Czas nie jest pozorem</wyroznienie>, jest formą,
w jakiej ukazuje się nam zbiorowa ludzka swoboda
wobec tego, co człowiekiem nie jest. Może to, com
powiedział, zdołało już dać pewne wyobrażenie o tym,
jak dalece miałem słuszność, nazywając ,,humor" głęboko religijnym w nowoczesnym znaczeniu stanem
duszy. Fryderykowi Schleglowi<pe><slowo_obce>Schlegel von, Friedrich</slowo_obce> --- (1772--1829) niemiecki filozof, poeta, uczony, brat Augusta Wilhelma; główny przedstawiciel i teoretyk wczesnego romantyzmu niemieckiego, wniósł duży wkład w rozwój językoznawstwa.</pe> przewijała się po głowie ta myśl w okresie jego rozrzutnej, półboskiej
młodości, w tej przedziwnej epoce, gdy Jena ciężarna była jakimś potężnym mitem, który wchłonął
w siebie intuicję Goethego<pe><slowo_obce>Goethe von, Johann Wolfgang</slowo_obce> (1749--1832) --- niemiecki poeta okresu ,,burzy i naporu", przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego, twórca nowego typu romantycznego bohatera. Dzieła: <tytul_dziela>Cierpienia młodego Wertera</tytul_dziela> (1774), <tytul_dziela>Król olch</tytul_dziela> (1782), <tytul_dziela>Herman i Dorota</tytul_dziela> (1798), <tytul_dziela>Faust</tytul_dziela> (cz. I 1808, cz. II 1831), <tytul_dziela>Powinowactwo z wyboru</tytul_dziela> (1809).</pe>, Schellinga, etyczny patos
Fichtego<pe><slowo_obce>Fichte, Johann Gottlieb</slowo_obce> (1762--1814) --- niemiecki filozof idealistyczny, krytyczny następca myśli Kanta, twórca teorii wiedzy oraz nowego typu idealizmu subiektywnego, tzw. filozofii czynu.</pe>, Arystofanesowską<pe><slowo_obce>Arystofanes</slowo_obce> (ok. 445 p.n.e.--ok. 385 p.n.e.) --- grecki komediopisarz; uważany za jednego z twórców komedii staroattyckiej. Dzieła: <tytul_dziela>Rycerze</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pokój</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Lizystrata</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Chmury</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ptaki</tytul_dziela>.</pe> bezczelność, słodycz bez
kresu Novalisa<pe><slowo_obce>Novalis</slowo_obce> (1772--1801) --- właśc. Friedrich Leopold von Hardenberg, niemiecki poeta i prozaik z okresu wczesnego romantyzmu.</pe>. Doświadcza się dziwnych wzruszeń,
przerzucając karty wydanych przez Minora młodzieńczych pism Schlegla. Coś potężnego i upajającego
przedziera się poprzez słowa, dyszą one jakąś nierozczłonkowaną, usiłującą ująć, poznać samą siebie
wiedzą i rozumie się cały tragizm słów Newmana<pe><slowo_obce>Newman, John Henry</slowo_obce> (1801--1890) --- błogosławiony Kościoła katolickiego, angielski filozof, teolog, kardynał; zmienił wyznanie z anglikańskiego na katolickie, jest twórcą koncepcji rozwoju dogmatów w doktrynie katolickiej, beatyfikowany przez Benedykta XVI w 2010. Stanisław Brzozowski przełożył jego <tytul_dziela>Przyświadczenia wiary</tytul_dziela> (1915).</pe>, że
życie ludzkie bywa nieraz zbyt krótkim dla zrealizowania w słowie i pojęciu zasadniczej, nieustannie
obecnej i odczuwanej jako obecna --- prawdy. Tu
bardziej niż kiedykolwiek czuje się, iż duszą filozofii
jest wierność samemu sobie, jest tworzenie organów
trzepocącej się na dnie duszy, ożywiającej nas swym
ciepłem wizji umysłowej. Tu tkwi ona w nieskończonych możliwościach, ukrytych w tym zasadniczym stopieniu w jedno indywidualności z powszechnością.</akap>




<akap>Znaczenie życia naszego jest w nim samym, takim
właśnie, jakim jest, a nie zaś takim, jakim je
mieć byśmy chcieli. Nieskończenie łatwo ulegamy
złudzeniu, iż <wyroznienie>bezwartościowe jest nierzeczywiste</wyroznienie>. Sądzimy, że prawdziwe znaczenie naszego
życia zawarte jest w tym etycznym, filozoficznym, estetycznym itp. sądzie, jaki wydajemy o samych sobie.
Na miejsce rzeczywistości własnej, rzeczywistości konkretnego życiowego procesu, który dokonywa się w nas
i w którym bierzemy udział, przedstawiamy szereg logicznych, estetycznych <wyroznienie>tytułów</wyroznienie> i wydaje się nam,
że gdy zdołamy, we własnych choćby tylko oczach,
ustalić pewien stosunek między nami a tymi definicjami i rubrykami, sens naszego życia został już przez
to samo określony. Sens życia naszego to nie to, co
my myślimy o sobie --- nie nasz stosunek do zamkniętych w sobie, wystarczających samym sobie, estetycznych, logicznych itp. określeń i systemów ---
lecz nasz nieustanny, ciągły, konkretny udział w życiu
takich samych niedokończonych, stających się, a właściwie tworzących siebie istot. Względność nasza jest
naszym absolutem. Gdy nadajemy swemu życiu jakieś
bezwzględne, nieskończenie słuszne znaczenie, wymykamy się samym sobie i przesłaniamy przed samymi
sobą prawdę naszą obrzędem. Humor jest stanem
duszy religijnym, a niweczącym obrzędowość: jest
wyzwoleniem życia od wewnętrznego popa, przed którym można się wykłamać. Jest on wielką szkołą,
uczącą nas poprzestawać na naszej ,,względności"
i przyjmować za nią całkowitą, bezwzględną odpowiedzialność, przeżywać samych siebie tu --- w piersi
własnej --- a nie w jakimś historiozoficznym, metafizycznym czy estetycznym niebie. Gdy burza pochwyci na morzu wątły statek, niczym wydaje się męstwo serc i siła mięśni wobec żywiołu: niczym, czymś
bezwzględnie znikomym, bezwzględnie niewystarczającym jako przeciwwaga huczącego orkanu. Gdyby
jednak majtkowie i wioślarze sądzili, że ocaleniem ich
może stać się tylko coś bezwzględnie tu wystarczającego, przekonaliby się, że ocean nie liczy się z logicznymi doskonałościami. Tacy, jakimi są oni --- są oni
tu bezwzględnie, są absolutni wobec naporu fal
i szumu wichru. Nigdy niegotowy, zawsze niedojrzały,
stający się, rwący się, poczynający człowiek jest swą
bezwzględną osłoną wobec bezmiaru i żyje tylko tym,
że swoją względność śmiało i bezwzględnie przeciwstawia nacierającemu chaosowi. Poza własną swą piersią, własną swą istotą nie znajdzie żadnej rzeczywistości, jeżeli tą pierwszą i zasadniczą wzgardzi. Nie
zniknie ona przez to, że nie będzie on jej widział;
nie, godzinę za godziną, chwilę po chwili będzie nim
to właśnie, co sam on w sobie zlekceważył i jako
rzecz lekka zaważy on na nieprzebaczających szalach.</akap>




<akap>Myśleć, czuć swoją względnością, nie przeinaczać
jej, nie kłamać sobie, przezwyciężyć nałóg myślenia
o sobie w kategoriach zamkniętych --- oto szkoła
humoru. Gdyby człowiek mógł sobie wystarczać, nie
byłoby już życia. Życie --- to jest właśnie to śmiałe
i nieustraszone, uporczywe zmaganie się wszystkich
niewystarczających, tak lub inaczej ograniczonych, nie
monumentalnych istot ludzkich groźnemu, pozaludzkiemu światu. Nie tam, gdzie mnie już nie może dosięgnąć śmiech, ale tu, gdzie otacza on mnie jak żywioł i atmosfera --- żyję i jestem. Biada człowiekowi,
który nie czuje się nigdy już śmiesznym. Jest już więc
doskonały, ma bezwzględną słuszność, przestał żyć,
nie chce już stać się niczym innym. (Kto nie jest
w stanie dźwignąć się na skrzydłach własnego śmiechu, ten przerzucany jest jak martwy ciężar przez
śmiech cudzy. Gdy czujemy się pełnymi majestatu
w sobie, zawsze nasuwa się obawa, że coś poza nami
uprawia z nami jakąś całkiem cyniczną grę w piłkę. Podrzucany na prześcieradłach Sanszo-Panszo<pe><slowo_obce>Sanszo-Panszo</slowo_obce> --- właśc. Sancho Pansa, postać z powieści <tytul_dziela>Don Kichote</tytul_dziela> Miguela Cervantesa.</pe> myślał zrazu,
że to zaczyna się jego wniebowstąpienie). Dotąd tylko
żyjemy, póki jesteśmy materią, obiektem --- możliwego śmiechu. Śmiech nie zaprzecza, nie zabija; samego siebie można ująć jedynie poprzez śmiech:
męstwo nasze jest w nim. Śmiano się nie na jednym
z niezdobytych bastionów. Cienie i upiory tylko nie
znają śmiechu. Tacy, jakimi jesteśmy, czujący, że każdej chwili stracić możemy wszelkie prawo do istnienia, śmiechu godni, w tym śmiechu broniący samych
siebie, jedynej naszej rzeczywistości, która właśnie
dlatego, że sama z siebie się natrząsa, ginąć nie chce,
chce ginąć jak najpóźniej, ustępując sile, nie słabości
własnej --- stoimy wobec żywiołu, zmagamy się z nim.
Nie broni nas żaden majestat, tylko własne męstwo,
własna siła. Kto, by być mężnym, potrzebuje uroczystego ku sobie spojrzenia, samouwielbienia, monumentalności, ten już podziwem swym zakreślił swoje
granice, a te są zawsze wobec nieskończoności, uderzającej na nas, niedorzecznie śmieszne. Życie nie potrzebuje i nie znosi słuszności, stwarza ją, więc jej
nie ma: chce trwać i walczyć jako uporczywa, niecofająca się przed niczym --- niedorzeczność. Nasze ja
to nie jest wzór absolutny, ale także nie jest rzecz
absolutnie lekceważenia godna. Jest pełne ograniczeń,
ale jest dla nas jedynym dostępem do wszelkich możliwości: szczelnie określoną, fantastycznie powyrzynaną furtką w nieskończoność. Takie, jakim jest ---
jest naszą jedyną prawdą, jedyną rzeczywistością wobec
wszechświata. Śmieszną rzeczywistością. O, tak --- ale
złudą i pozorem, bierną materią bynajmniej. Takim,
jakim jestem --- jestem, ale to moje ograniczone ja
jest całym moim bytem; więc biada, gdy ktoś usiłuje
je traktować jak nierzeczywistość: tu, w tym niedoskonałym konkrecie przebywam cały: nie ma mnie poza
nim. Śmieszny i ograniczony --- ale samym śmiechem
zwiastujący swą prężność --- kształt siły. <slowo_obce>Habeas corpus</slowo_obce><pe><slowo_obce>Habeas corpus</slowo_obce> (łac.) --- żebyś miał ciało; praw. ustawa zabraniająca aresztowania obywatela bez nakazu sądu.</pe>! Nie wstydź się mieć ciało. Nie na chmurach
przebywamy, nie na łonie absolutu --- ale tu właśnie
jako ta zdumiewająca cielesno-psychiczna rzeczywistość. Nie swoboda więc, jako absolutnie wyzwolone
od walki samowolne tworzenie, ale siła; siła, ograniczona, lecz rzeczywista, raz jeden tylko istniejąca.
Nie widmo --- nie wzór z tablicy praw, lecz coś, co
na niezupełności swej, na ograniczeniu polegać, opierać się musi, musi umieć przeciwstawiać się i zwyciężać. Gardzi człowiekiem, kto nie umie go czcić poprzez śmiech. Tylko kłamstwo, złudzenie, pozór --- są
zawsze poważne. Dusza dostojna: to uduchowienie
wroga swobody i piękna ,,ducha ciężkości" --- (<slowo_obce>Geist
der Schwere</slowo_obce>). Młoda Polska nie kochała śmiechu.</akap>




<akap>Nowaczyński<pe><slowo_obce>Nowaczyński, Adolf</slowo_obce> (1876--1944) --- dramatopisarz, publicysta, satyryk, działacz polityczny i społeczny, związany z Narodową Demokracją. Używał przydomku Neuwert. Autor m.in. <tytul_dziela>Małpiego zwierciadła</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wielkiego Fryderyka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Facecji sowizdrzalskich</tytul_dziela>.</pe> go miał i przeląkł się go: nie życia
tylko, nie następstw swej satyrycznej działalności, ale
także i siebie samego. Młoda Polska nie chciała mieć
śmiechu, bo nie miała sama w siebie wiary. Starała
się zawsze siebie nie widzieć. Alibi szukała w sztuce,
metafizyce, pisaniu. Nie miano tu odwagi przeciwstawić samych siebie twardemu światu i tworzono dwa
kłamstwa, pozornie sprzeczne, właściwie wspierające
się wzajemnie. Jedno uroczyste: indywidualność niezdolna do walki --- a więc nietykalna, absolutnie nieruchoma; nie człowiek --- przenigdy, ale wizja absolutu, czysty duch, jaźń na pustyni etc.; drugie lisio
uśmiechnięte, pobłażliwe, wytwornie ironiczne: to
czym się jest --- miły Boże --- to tylko empiria, coś
co właściwie nie istnieje --- <wyroznienie>tylko</wyroznienie> życie. Rzecz ciekawa, ta sama rzeczywistość czuła się lekceważenia,
co najwyżej pobłażania godną --- i właśnie dlatego
musiała być uznana za absolut, wyniesiona poza świat.
<slowo_obce>Habeas corpus</slowo_obce>! Tu przede wszystkim nie chciano mieć
ciała. Żyć myślą tu, gdzie się cieleśnie żyje --- a więc
z konieczności działa: co znowu?! W zaświaty! W zaświaty! Młoda Polska --- jakże niekłamanie śmieszne
zjawisko na tle nieustannie potężniejącej Europy. To
ciągłe paplanie o smutkach dusz, rozpaczach, te kokietujące demonizmy... to wszystko jest śmiechu godne.
Tak jest. Ta oto gromadka miała tworzyć wiarę narodu, chciała ją tworzyć gdzieś tam w chmurach,
tam, gdzie bezsilne ja grzmiało jak nieskończoność,
a słaby człowiek bił czołem w proch i spisywał jako
objawienie to, w co nie zdołałby uwierzyć sam,
gdyby miał słowa własne ugruntować przed sobą...
To nie ja piszę --- lecz coś pisze we mnie, to jest
przeważające tutaj stanowisko. Gromadka kilkudziesięciu ludzi tworzyć miała siłę dziejową, wiarę narodową, własną zbrojną i zwycięską narodową duszę.
To miała być prawda, czy też tylko uroczysty nastrój?
Śmieszna prawda! --- bez nauki, bez środków materialnych, wobec ciemięstwa obcych, obłudy i obojętności swoich. A przecież. Każda siła, gdy się poczyna,
jest niczym wobec świata, w który ma się wszczepić.
Byleby tylko chciała być sama wobec siebie rzeczywistością. Trzeba mieć odwagę przyjąć własną, poczynającą się ze śmiechu godną rzeczywistość. Śmiesznym i bezsilnym był Luter<pe><slowo_obce>Luter, Marcin</slowo_obce> (1483--1546) --- niemiecki reformator religijny, współtwórca luteranizmu, jednego z nurtów protestantyzmu, doktor teologii. Pierwszy tłumacz Biblii na język niemiecki, autor dzieł <tytul_dziela>Mały katechizm</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Duży katechizm</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wyznanie o wieczerzy Pańskiej</tytul_dziela>. Początek działalności reformacyjnej Lutra związany jest z ogłoszeniem 95 tez krytykujących sprzedawanie odpustów na rzecz budowy Bazyliki św. Piotra zainicjowane przez papieża Leona X.</pe>, majestatycznym usiłował być
Leon X<pe><slowo_obce>Leon X</slowo_obce> (1475--1521) --- właśc. Giovanni de'Medici, papież od 1513; mecenas sztuki, popadł w konflikt z Lutrem, którego sprowokował zainicjowaniem sprzedaży odpustów, następnie go potępił i nałożył ekskomunikę.</pe>, usiłował on zniweczyć swego przeciwnika
poczuciem popełnianego przezeń nietaktu. Każdy początek dziejowy jest zawsze brutalnym pogwałceniem
smaku, żadna z ustalonych form nie może poznać się
w tym, co jest zaczynaniem. Trzeba mieć odwagę
,,złego smaku", ,,nietaktowności", ,,śmiesznego" zerwania ze światem, który tak przedziwnie zdaje się
sobie wystarczać --- w takich właśnie chwilach. Wszystko, co się poczyna, jest poza prawem, poza prawdą,
poza pięknem, majestatem; to wszystko przyjdzie,
kiedy dojrzeje, do starości chylić się zacznie dzieło. 
Gdybyż w Polsce przestali mówić pomazańcy, ludzie
majestatyczni, senni, dostojni, ociężali: gdyby pojawiło się prężliwe, młode, nielękające się śmieszności,
umiejące się śmiać życie. Groźną rzeczą i pełną zapowiedzi jest śmiech --- oznaką rzeczywistości. Czy nie widzisz, że śmieję się? --- znaczy to: mocno tkwię
w swojej skórze, znam wszystkie swe braki i nie
przeszkadzają mi się one poruszać, szpetota moja
nie znika --- ale przestaje być argumentem przeciwko
życiu, które pomimo wszystko w niej i z niej śmiać
się umie. Śmieję się; więc biada temu, kto mnie tknie:
tu właśnie przebywam, w tym organicznym bycie, zrosłem się z nim, jestem nim; śmiech jest duchowym
synonimem prężności. Nie śmieją się dziś, nie umieją
się śmiać w Europie. Nie ma śmiechu we Francji, ani w Niemczech, które hodują w sobie <slowo_obce>par force</slowo_obce>
manię wielkości. Jest tak, jak gdyby się nic już nie
miało zacząć. Jak gdyby wszystko było już wyreżyserowane przez wielką firmę dziejowych ,,<slowo_obce>Pompes funèbres</slowo_obce><pe><slowo_obce>pompes funèbres</slowo_obce> (fr.) --- zakład pogrzebowy.</pe>". Nie śmieje się klasa robotnicza: nie dają jej
poznać całego młodego zuchwalstwa jej sprawy. Nie
dlatego się zwycięża, że się jest doskonałym. Doskonałość niczego nie pragnie. Zwyciężają ci, co najwięcej mają odwagi dla siebie i od siebie żądać. Klasa
robotnicza nie zdobędzie się na swoją poezję, póki
czynić ją będą wykonawczynią jakiejś teologii. Pomazańcy pańscy nie śmieją się nigdy, są oni sztywni
i uroczyści jak marionetki. W wielkim Engelsowskim
teatrze jest proletariat zwyciężającą marionetką, wysuwaną na pierwszy plan przez mechanizm praw niezależnych od niczyjej woli. Tu jest miejsce tylko na
spinozystyczny śmieszek ironii lub na jakieś bezwzględne przerażenie, które wyzwala się w śmiechu,
tak dobrze znanym Dostojewskiemu<pe><slowo_obce>Dostojewski, Fiodor Michajłowicz</slowo_obce> (1821--1881) --- rosyjski powieściopisarz, uznany za mistrza 
realistycznej i psychologicznej prozy. Dzieła: <tytul_dziela>Zbrodnia i kara</tytul_dziela> (1866), <tytul_dziela>Idiota</tytul_dziela> (1868), <tytul_dziela>Biesy</tytul_dziela> (1871--72), <tytul_dziela>Bracia Karamazow</tytul_dziela> (1879--80).</pe>. Wielki ruch dziejowy nie może poprzestać jako na zasadniczym swym
objawie na groźnym, miarowym rytmie walącego nieprzepartą masą tłumu. Wiara w konieczność zwycięstwa wyjaławia; wierzyć trzeba w siebie --- a nawet nie
zdawać sobie sprawy z tej wiary, nie czuć jej jako
czegoś odrębnego. Jest to niebezpieczny symptomat,
gdy ktoś usiłuje wszystko udowodnić, mieć słuszność.
Słuszność dowiedziona --- to zawsze apel do gotowej,
już istniejącej, usystematyzowanej treści. To, co ma być
stworzone, dowiedzione być nie może: zrywa bowiem
zamknięte koło tożsamości. Argumentem twórczości
jest sama twórczość i nic prócz niej samej. Humor
jest postawą duchową, pozwalającą nam myśleć o samych sobie nie w kategoriach słuszności, lecz tworzącego się życia. Jest on niewykluczającą tworzenia, rodzenia rzeczy nowych postacią koordynowania wysiłków. Wyprowadza on nas poza szranki podmiotowości --- a jednocześnie nie zamraża w żadnym gotowym, wykrystalizowanym już przedmiocie. Życie nie
staje się tu logicznym czy estetycznym lub etycznym
planem. Humor przełamuje platonizm wartości, a zachowuje jej moc zespalającą, zespala on sam wysiłek
jako taki, nie zaś jakiś przepisany rezultat. Czymkolwiek bądź jesteś i będziesz wobec życia --- stanowi to
twoją jedyną siłę. Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe> pisze <tytul_dziela>Sartora Resartusa</tytul_dziela>, niemal autoparodię, Nietzsche<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich Wilhelm</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, pisarz. Krytykował chrześcijaństwo oraz kulturę zachodnią. Głównym hasłami wywoławczymi poglądów Nietzschego są: apollińskość i dionizyjskość, teoria wiecznego powrotu, ideał nadczłowieka, nihilizm i śmierć Boga, dwa typy moralności --- panów i niewolników. Wywarł ogromny wpływ na kulturę i filozofię XX-wieczną. Główne dzieła: <tytul_dziela>Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm</tytul_dziela> (1872), <tytul_dziela>Ludzkie, arcyludzkie</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> (1883--85).</pe> --- <tytul_dziela>Zaratustrę</tytul_dziela> --- dytyramb.
Carlyle nie potrzebował swej rzeczywistości przeinaczać, by czuć się siłą, nie potrzebował osamotnienia,
bo czuł się twórcą <wyroznienie>wewnątrz dziejowo zawikłanego losu</wyroznienie>, nie ponad nim. Nie chciał baśni
o samym sobie, lecz rzeczywistości. Rzeczywistość
twórcza, jakże pozna ona siebie --- aby twórczości
właśnie, niebywałego, nieznanego nie zatracić? Poznanie posługuje się tylko dokonanymi już formami, jakże
myśleć, czuć w nich niedokonane? Jest ono tym właśnie, czemu te formy zaprzeczają, co lekceważą one, co
jest wobec nich przedmiotem szyderstwa i śmiechu.
Przyjąć trzeba wyzwanie, poznać się właśnie w tym
śmiechu form, w nich wzgardliwym migotaniu nad nami,
aż z wolna staje się rzecz cudowna. Szyderskie promienie --- gdy się ma odwagę skierować je we własne
serce, w sam żywy <wyroznienie>centr</wyroznienie> naszej istoty, w nieznające
samo siebie święte świętych --- wrastają w nas, z nas
zaczynają promieniować i śmiech form, co w nas godził, z nas teraz wybucha i wznosi nas ponad formy.
W ten sposób tylko dokonywa się realny psychiczny
skok w konkretne, choć nieznane, w ten tylko sposób
urabiają się organy czucia dla tego, co jest w nas najistotniejsze, i dlatego właśnie po raz pierwszy zjawione, nieprzewidziane. Wszystko inne staje się z konieczności nie samopoznaniem, lecz baśnią. Baśń o samych sobie ta lub inna --- czy nie jest to typ współczesnego psychicznego życia? Nadejdzie z nas lub
spoza nas coś, co nas porwie, przeinaczy, ukaże
nam własną istotę, powoła na tron nieznanego królestwa. Cała nasza metafizyka pułapką jest najczęściej
na ptaka Roka<pe><slowo_obce>ptak Ruk, Rok, Ruch</slowo_obce> --- olbrzymi ptak, który może przesłonić słońce i zmienić dzień w noc, pojawia się w mitologii perskiej. Występuje w jednej z <tytul_dziela>Baśni tysiąca i jednej nocy</tytul_dziela> --- atakuje statek Sindbada Żeglarza.</pe>, który unieść ma z sobą gdzieś w nieznane nowoczesnego Sindbada. Być może zresztą, że
i teraz przeżywamy jakąś cudowną baśń, jak ów młodzieniec w przedziwnym Hoffmannowskim złotym wazonie, nie umiemy jej tylko poznać, przebudzić się,
czy też zasnąć do jej poznania. Zawsze jednak tym
jesteśmy: oczekującymi na dobrą wróżkę. Okres dojrzałości R. Burnsa<pe><slowo_obce>Burns, Robert</slowo_obce> (1759--1796) --- szkocki poeta, prekursor romantyzmu, twórca liryki patriotyczno-ludowej, należał do grona poetów wiejskich.</pe> datuje Carlyle od tej chwili, gdy
przestał on czekać na jakiś ,,gotowy" świat. Dlatego
mają dla mnie dziś jakąś platońską, leczniczą dla dusz
wartość --- opowiadania R. L. Stevensona<pe><slowo_obce>Stevenson, Robert Louis</slowo_obce> (1850--1894) --- szkocki prozaik i poeta, autor reportaży, przedstawiciel neoromantyzmu w literaturze. Dzieła: <tytul_dziela>Wyspa skarbów</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Porwany za młodu</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dziwna historia dra Jekylla i Mra Hyde'a</tytul_dziela>.</pe>. Stevenson
wznowił formę literacką bajki arabskiej i przeniósł ją
tylko na Zachód: --- i tak mimowiednie zawarł w samej formie całą krytykę i samowiedzę kultury. Patos
Zachodu czuje się tu mocą przeciwstawienia; przeciwstawienia, które tkwi w samej formie tylko, w głębokości wewnętrznego stylu. Zachód pomyślany w formie Wschodu skrzy się tu w całej samoistności, i gdy
Miciński każe tej biednej Teofano mówić o indyjskiej
mądrości sprzed lat 10000 --- spoglądam na mały
tomik klubu samobójców, na Kima i tracę ochotę do
poważnej dysputy, i tylko mocą dziwnych skojarzeń
widzę nagle przed sobą poczciwą kawiarnię krakowską.
Jest, powtarzam, głęboka mądrość poza uciesznymi
opowieściami, prawdziwie platońska ironia utajona
jest w ich kompozycji i będę miał już na zawsze bardzo słabe mniemanie o filozoficznych uzdolnieniach
każdego, kto nie będzie gotów każdej chwili rzucić
Wundta<pe><slowo_obce>Wundt, Wilhelm</slowo_obce> (1832--1920) --- niemiecki psycholog, filozof, fizjolog, twórca psychologii eksperymentalnej, zajmował się etnopsychologią (psychologią ludów), profesor uniwersytetu w Heidelbergu i Lipsku.</pe>, Corneliusa<pe><slowo_obce>Cornelius, Hans</slowo_obce> (1863--1947) ---
 niemiecki filozof, łączył filozofię pozytywistyczną w duchu Avenariusa z neokantyzmem.</pe> albo Petzolda --- dla odczytania
na nowo któregoś z tych krystalicznych tomików. Bohaterem bajki jest zawsze głęboko nowoczesny, a więc
pozbawiony woli, a szukający swojej jaźni człowiek,
wpleciony w nowoczesny, skomplikowany, intensywnie żyjący świat. Dumne ja, oczekujące na tajemniczą
moc, co uskrzydli je i porwie, spogląda nieskończenie z góry na ,,filistra": powinno ono wiedzieć, że
tu właśnie ma przed sobą --- cząstkę swego bóstwa. 
Baśniowość to nieodpowiedzialność przyjęta; przeklęte, szare filisterskie życie jest tą wróżką właśnie,
która dokonywa zaklęć i czarów nad samotnymi, oczekującymi cudu duszami. Kto chce baśni, zamienia swą
duszę w teatr złudzeń i oddaje prosperową laskę znienawidzonemu panu życia --- <slowo_obce>bourgeois</slowo_obce><pe><slowo_obce>bourgeois</slowo_obce> (fr.) --- burżuj, mieszczuch.</pe> --- filistrowi.
I najczęściej jest tak, że sama jaźń mistyczna spleciona
jest w jedno ze swym impresariem magikiem, który
zmienia światło w lirycznej latarni cudów. Stevenson
z przedziwną maestrią igra tymi przeciwstawieniami,
ukazuje on nowoczesny, żelazny --- drapieżny świat
jako prawdziwego władcę, w którego ręce składają
swe losy wszyscy, którzy od życia oczekują nie odpowiedzialności i pracy, lecz cudu. Surowa i głęboka
prawda rozbrzmiewa poprzez srebrzysty, dziecinny
śmiech tych książek: --- wszędzie, gdziekolwiek bądź
jesteś --- siebie masz tylko, własną siłę, własną odwagę inicjatywy i czynu. Jeżeli nie pojmiesz tego, nie
wesprzesz się na sobie --- oddasz się we władzę nie
cudu, lecz istniejącego poza tobą życia. ,,Gdziekolwiek bądź jesteś, wyprostuj się w obliczu Boga i czyń",
czyń, jak gdyby nigdy żaden czyn nie ginął, jak gdyby
nie ginął żaden akt woli. Idąc na dno, zalewany przez
falę --- w obliczu śmierci i szumiącego zapomnienia ---
myśl tak, jak gdyby ostatnia wola twoja miała być
hasłem i rozkazem wobec nieskończoności; do ostatniej chwili, która będzie twoja --- ty, który jesteś, czuj
się sprawcą --- bądź. Książki te pisane są dla rozrywki, jak bajki --- a są chwile, że wobec uśmiechniętej mądrości tego Szkota rozpływa się cała tragiczna mgła otaczająca postacie Ibsena<pe><slowo_obce>Ibsen, Henryk</slowo_obce> (1828--1906) --- dramaturg norweski. Początkowo tworzył utwory oparte na motywach historycznych, legendach i sagach skandynawskich, później podjął tematykę społeczno-obyczajową w duchu realizmu i naturalizmu oraz symbolizmu. Dzieła: <tytul_dziela>Grób Hunów</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nora czyli dom lalki</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dzika kaczka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kobieta morska</tytul_dziela>.</pe>, że ponad
nimi wszystkimi: Rosmerem, Borkmanem, rzeźbiarzem z epilogu --- dźwięczy oceaniczny śmiech tego
pisarza. I to jest rzecz najważniejsza.</akap>




<akap>Ta utajona filozofia na wpół dziecinnych książek
Stevensona nie może być przypisana jemu samemu
osobiście. Stanowi ona cząstkę tego, co można by nazwać w odróżnieniu od <wyroznienie>nieświadomego psychofizjologii, nieświadomym kultury</wyroznienie>.
Gdy wydaje się, że utwory tego poety dominują nad
sentymentalizmem tak wybitnych twórców jak np. Ibsen,
Maeterlinck, Gorki, Żeromski<pe><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> (1864--1925) --- pseud. Maurycy Zych, Józef Katerla; prozaik, dramaturg, publicysta. Współtwórca i pierwszy prezes Związku Zawodowego Literatów Polskich, w 1924 założył oddział polskiego Pen Clubu. Główna tematyka jego pisarstwa to krzywda społeczna, zacofanie cywilizacyjne warstwy chłopskiej, etyczny obowiązek walki o sprawiedliwość i postęp, więź z tradycją walki narodowowyzwoleńczej, tematy historyczne związane z powstaniami, walka z rusyfikacją. Stworzył swoisty dla swego pisarstwa wzór bohatera, samotnego inteligenta-społecznika, który podejmuje zmaganie o dobro ogółu, a odrzuca przy tym szczęście prywatne. Napisał m.in.: <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Przedwiośnie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Rozdziobią nas kruki, wrony</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Różę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Syzyfowe prace</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Urodę życia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wierną rzekę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ludzi bezdomnych</tytul_dziela>.</pe> --- to dzieje się to nie
dzięki indywidualnemu talentowi Stevensona. Wydaje
się nam niezaprzeczalnym, że talentem nie dorównywa
on żadnemu z wymienionych tutaj pisarzy: wyższość
jego jest wyższością angielskiej kultury, angielskiego
organizmu narodowego. Chwila trzeźwej analizy przekona każdego nieuprzedzonego krytyka, że tak prozaiczne przedmioty, jak okręty, znajdujące się w posiadaniu danego narodu, ich ilość itp. nie są rzeczą
obojętną dla estetyki. Nowoczesny, spojony mocą techniki i przemysłu świat istnieje w umysłach pisarzy
polskich lub rosyjskich jako system pojęć oderwanych: --- dla Stevensona, Wellsa, Kiplinga<pe><slowo_obce>Kipling, Rudyard</slowo_obce> (1865--1936) --- angielski pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1907. Autor książek dla dzieci i młodzieży: <tytul_dziela>Księga dżungli</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kim</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Puk z Pukowej Górki</tytul_dziela>, często poruszał kwestię imperializmu brytyjskiego.</pe> jest to obraz
konkretny, mocno zakorzeniony w ich wrażliwości,
spowinowacony z jej rytmem. Żelazna mowa tego
świata, jego nieustanne, nierozumujące wytężenie, to
jedno ze źródeł, jeden z tonów zasadniczych angielskiego humoru. To przekonanie, że żaden ludzki czyn
nie ginie, które stanowi jeden z rysów zasadniczych
rozpatrywanego tu stanu duszy, jest właściwie wynikiem
stwierdzanej przez nieustanne doświadczenie mocy angielskiego organizmu ekonomicznego. Angielska literatura wyrosła w o wiele bliższym, niż jakakolwiek inna
z literatur europejskich, związku z działalnością ekonomiczną narodu. Typ pisarza nie był tu tak oddalony
od typu działacza, przedsiębiorcy ekonomicznego, jak
to miało miejsce we Francji, Niemczech, u nas. Literatura angielska myśli i czuje istotnie stalowym organizmem nowoczesnej wytwórczości. Pisarz angielski
ma w sobie jako cząstkę swej bezwiednej tradycji poczucie związku ze światem ekonomicznej energii. Być
może stało się to przez pośrednictwo żeglugi i morza.
Morze jest nieustanną epopeją towarzyszącą każdemu
momentowi angielskiego życia: dzięki niemu też może
uzyskały swe estetyczne samopoczucie wartości czysto
ekonomiczne. Ekonomia istnieje w literaturach francuskiej, niemieckiej jako coś znajdującego się właściwie poza życiem psychicznym: w Anglii jest ona
odczuwana jako zbiorowe dzieło, za które cząstka odpowiedzialności spada na każdą jednostkę. I nie idzie
tu nawet o wytwórczość jako taką, lecz o stan duszy
wytwórcy; stan duszy ten jest tutaj podłożem psychicznym, z którego rodzą się najbardziej intensywne,
wyrafinowane formy i postacie artyzmu. Człowiek
czuje tu swą samoistność wobec żywiołu: dumny patos poezji Browninga<pe><slowo_obce>Browning, Robert</slowo_obce> (1812--1889) --- angielski poeta i dramaturg epoki wiktoriańskiej; jego twórczość ma charakter intelektualno-refleksyjny; autor poematu <tytul_dziela>The Ring and the Book</tytul_dziela>.</pe> lub Swinburne'a<pe><slowo_obce>Swinburne, Algernon Charles</slowo_obce> (1837--1909) --- angielski pisarz, łączący idee prerafaelitów z poglądami romantycznymi, popularyzator twórczości Baudelaire'a, głosiciel poglądów republikańskich.</pe> urodził się w poczuciu, że świat ludzkich wartości jest dziełem odwagi
i mocy, narzuconym żywiołowi i utrzymywanym wbrew
jego naciskowi. Raz jeszcze powtarzam, że morze było
tu zapewne tą wizją, która pozwalała stanom dusz
niezbędnym w życiowej walce przerastać w świat artystycznego tworzenia i poznania. Człowiek w literaturze
angielskiej rozpatrywany i odczuwany jest zawsze jako
działacz, jako odpowiedzialny ośrodek energii. Ludzkość jest tu zawsze oblegana przez żywioł, czy czuje
to jako obecność grzechu jak u Miltona, czy jako ekonomiczną konieczność jak u statystów; istoty rzeczy
to nie zmienia; bankructwo woli jest tu odczuwane
jak szpetota. Religijna, tragiczna powaga zawarta jest
w każdym postanowieniu; istnieje wobec wypaczeń
woli, jej zaniku to odczucie, jakie cechować mogło
starożytnych rzeźbiarzy wobec ułomności cielesnych.
W zestawieniu z pięknem innych narodów, ,,piękno"
angielskie zdaje się posiadać jakąś odrębność jakby
rasy. To nadaje charakter dziwnej głębokości samemu
sposobowi ujmowania zjawisk psychicznych: angielski
powieściopisarz ukazuje nam poza oddzielnym przeżyciem całą strukturę społeczno-dziejową. Zdolność
do samoistnego, czynnego życia jest tu linią rozgraniczającą; gdzie tej zdolności nie ma, same wzruszenia
estetyczne nie powstają. Potężny organizm zbiorowej
energii stanowi tu niepoddawane w wątpliwość tło;
jest to wielkie angielskie <slowo_obce>a priori</slowo_obce>. <slowo_obce>A priori</slowo_obce> to zmienia nazwy, ale istota jego pozostaje ta sama: polega
ona na poczuciu wielkiej zbiorowej energii, która
wchłania w siebie wytężenia woli i działania jednostek,
nie pozwala im zginąć. Ta wielka siła czynna potrzebuje nieustannego dopływu żywych wysiłków: zdoła
ona wszystko zużyć. To zaufanie do <wyroznienie>nieprzewidzianości</wyroznienie>, wiara w czynne bogactwo życia, poddanie się jego pędowi --- to rys najgłębszy przecież
może tego wielkiego wychowawcy, jakim był Shakespeare. I gdy <wyroznienie>Blake<pe><slowo_obce>Blake, William</slowo_obce> (1757--1827) --- angielski poeta, malarz, rytownik doby romantyzmu; zaliczany do tzw. poetów wyklętych.</pe></wyroznienie> uznaje zasadniczo moralne znaczenie wyobraźni --- wyrasta on z głębokich korzeni
angielskiej duszy. To samo zagadnienie stanowi oś
ogniskową tej mistyki --- a właściwie tej potężnej, jedynej w swoim rodzaju religii indywidualnej, którą
odnaleźliśmy i ukazali na dnie <wyroznienie>humoru</wyroznienie>. Myśl musi
ogarnąć nieprzewidziane, tworzyć świadomość, kształty
dla twórczości; wyobraźnia tworzy organy, mocą których najbardziej skomplikowane, nowe, jedyne postacie, zjawiska życia mogą ująć zawsze siebie, porwać,
wydźwignąć. Grzech rodzi się dla Blake'a z niedostateczności uświadomienia, grzechem staje się cząstka
naszej istoty, której nie umieliśmy, nie śmieliśmy poznać, grzech to wynik bierności, bezwładu samowiedzy.
Natężenie życia jest zasadniczą, najgłębszą wartością:
tylko dla pracy i inicjatywy roztwiera się świat. ---
Gdziekolwiek bądź jesteś, wstań i twórz, oto zasada.
<wyroznienie>Grzechem zasadniczym jest życie bezpłodne</wyroznienie>: na szczycie woli, nieustannego wytężenia
całej istoty sam człowiek --- jako całość --- jako
twórcza energia staje się żywiołem, wielką siłą, utkaną
z tysiąca sprzeczności, rozdartą a przecież jednolitą
wobec uderzającego na nią pozaludzkiego świata. Do
żywiołu dochodzi się tu poprzez najwyższe natężenie
twórczości, nie przez kontemplacyjny zanik woli. Shakespearowski patos na tym właściwie polega, że nie
wyklucza on, nie niweluje żadnej postaci twórczości:
jest to stan duszy, który nie zabija, nie wytrawia żadnej formy życiowej płodności. Głębszym od wszystkiego jest zaufanie do życia, do wszystkiego, co je
dźwiga. Życie nie wymaga tu żadnych usprawiedliwień;
tworzy je wszystkie, w swoich granicach przyjmuje
i ponad nie wyrasta. Nieprzewidziane, po raz pierwszy mające być życie, głębsze jest od wszelkich przewidywań planującej myśli. Jedynie poprzez <wyroznienie>twórcze
wyczerpanie</wyroznienie> własnej istoty, poprzez wydobycie
z siebie całego swego czynu, poprzez maksimum natężenia i energii --- dochodzi człowiek do tego stanowiska, które ukazuje się gdzie indziej jako bierne
rozpłynięcie w żywiole. Żywioł to jest właśnie rzetelny stosunek do swojej siły, jedynie jako <wyroznienie>siła</wyroznienie> pojąć możemy twardą istotę świata. Wszechogarniająca
solidarność wysiłku towarzyszy tu życiu psychicznemu
na najwyższych jego stopniach. Nie tracić nigdy odwagi wobec osobliwości zagadnień, nie podlegać sugestiom i tęsknotom banalności wśród nieskończenie zindywidualizowanych postaci czucia i myślenia,
mieć męstwo osobliwości i odrębności własnej i nie
zatracać poczucia spełnianej pracy dlatego tylko, że
jest ona do żadnej innej <wyroznienie>niepodobna</wyroznienie> --- oto są
rysy charakterystyczne, wyróżniające wysokie formy
<wyroznienie>indywidualizmu</wyroznienie> angielskiego od analogicznych
zjawisk kulturalnych, z jakimi mamy do czynienia
w innych literaturach. Natężone, do najwyższego uświadomienia doprowadzone życie psychiczne nie jest związane tu z tak charakterystycznym dla indywidualistów
złym sumieniem, poczuciem buntu. Izolacja myślowa,
stwarzana przez zagłębienie się w niepodobną do
żadnej znanej, absolutnie nieprzewidzianą, absolutnie
zindywidualizowaną pracę myśli nie jest tu odczuwana
jako zerwanie wspólnoty życia: ustala się ona sama
przez się, przez szczerość i rzetelność wysiłku, nie przez
pokorne wykonywanie ustalonego, przyjętego planu.
Popularność, przystępność myśli nie ciąży tu jak wyjaławiający nakaz. Taka twórczość jak Browninga lub
przede wszystkim Mereditha nie dałaby się pomyśleć
w innej atmosferze. Jedynym prawem, któremu ulega
twórca, są wymagania samego przedmiotu, poznawanej
i uświadamianej przez niego treści życia. Nie odbiera
mu to odwagi, że te sprawdziany i przedmioty, ta najwewnętrzniejsza logika jego pracy są niedostępne dla
tych, co nie dopracowali się do tego stopnia rozwoju.
Wydziera on myśli własnej całą jej tajemnicę, chociażby była ona na razie dla niego tylko dostępna.
Nie działa tu przesąd, że odcienie myśli, które nie
dają się wypowiedzieć w sposób ogólnie dostępny,
niewymagający specjalnej pracy, nie istnieją. Intensywna kultura nie wydaje się tu wyłamaniem z powszechnego życiowego związku, i chociażby nikt prócz
samego poety nie był w stanie skontrolować jego
twórczości, nie przestaje on czuć, że spełnia dzieło
istotnej pracy, a nie pada ofiarą paradoksalnego wyrafinowania, wyjątkowej struktury własnej psychiki.
Każdy, kto wie, jak dotkliwie mści się obawa, iż nasze
intensywne, niemieszczące się w ustalonej terminologii
życie duchowe jest społecznie obojętne, bezużyteczne,
zrozumie znaczenie tych uwag. Styl artystyczny <wyroznienie>Mereditha</wyroznienie> nie może być zrozumiany, jeżeli nie
wżyjemy się w tę tak rzadką postać intelektualnego
męstwa, które nie traci zimnej krwi wobec coraz dziwniejszych, coraz bardziej zindywidualizowanych nie
tylko już zagadnień --- ale i rozwiązań; męstwa, które
nie wyczuwa tego swego całkowitego wydobycia się
poza ustalone myślowe drogi jako zerwania z powagą samego życia, lecz przeciwnie, spełnia jako cząstkę
zbiorowej, gatunkowej pracy to swoje coraz bardziej
wyodrębniające się od dotychczasowości dzieło. Trudno
obliczyć krzywdy, jakie wyrządza sugestia, że rzeczywistymi są tylko myśli, które dają się wyrazić w sposób ogólnie dostępny, typowy. Tym, co wyróżnia
w moich oczach umysły najwyższej rasy, jest ten spokój, to <wyroznienie>dobre sumienie</wyroznienie>, powtarzam raz jeszcze,
z jakim pracują one w <wyroznienie>bezwzględnie żywym</wyroznienie>,
a więc jedynie rzeczywistym, absolutnie konkretnym,
a więc niedającym się zszematyzować, nielogicznym.
Niezależnie od przekonań, jakie wypowiadają tego rodzaju ludzie, działają oni własnym przykładem, zarażają swym umysłowym męstwem, nieskończenie konkretną treściowością swego myślenia. Newman<pe><slowo_obce>Newman, John Henry</slowo_obce> (1801--1890) --- błogosławiony Kościoła katolickiego, angielski filozof, teolog, kardynał; zmienił wyznanie z anglikańskiego na katolickie, jest twórcą koncepcji rozwoju dogmatów w doktrynie katolickiej, beatyfikowany przez Benedykta XVI w 2010. Stanisław Brzozowski przełożył jego <tytul_dziela>Przyświadczenia wiary</tytul_dziela> (1915).</pe> czy
Meredith, Browning<pe><slowo_obce>Browning, Robert</slowo_obce> (1812--1889) --- angielski poeta i dramaturg epoki wiktoriańskiej; jego twórczość ma charakter intelektualno-refleksyjny; autor poematu <tytul_dziela>The Ring and the Book</tytul_dziela>.</pe> czy Sorel<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe> --- rozpoznajemy tu
wspólny rys, czujemy, iż osiągnięty został tu stopień
nowej dojrzałości. Wpływa się na życie myślowe innych
nie przez to, że narzuca się im nowe kategorie, nowe
szematy, <wyroznienie>lecz że rozbudza</wyroznienie> się w nich nowe,
konkretne widzenie świata, nowe rzeczywistości myślowe, tworzy się w nich nowe postacie życia, rozszerza się ich ,,biologiczną" (w najgłębszym znaczeniu tego wyrazu) kompetencję. Inicjacja myślowa
staje się konkretnym życiowym procesem, traci swój
pedancko-mistyczny charakter, staje się jakby najwyższą formą gimnastyki, gimnastyką twórczą, która
tworzy nowe organy. Praca umysłowa wymaga pogodnego zaufania do samej siebie: na szczytach zaś
właśnie, gdzie myśl nasza staje się najpłodniejsza,
opuszcza nas to zaufanie. Poczucie wyodrębnienia budzi w nas strach, który przezwyciężyć usiłujemy gorączką, gniewem, patosem: samo wyodrębnienie wydawać się zaczyna nam jakimś przywilejem, więcej ---
powiedziałbym, <wyroznienie>jakąś nadprzyrodzoną potęgą</wyroznienie>.
Nietzsche na każdym kroku dostarczyć nam tu może
przykładu: angielska kultura odznacza się przedziwnym
zharmonizowaniem intelektualnego spokoju z bezwzględną samoistnością. Tu jeszcze raz odnajdziemy
stwierdzenie tej myśli, że nie ma abstrakcyjnej, powszechnej logiki, że życie myślowe każdego narodu
zachowuje w charakterze swym łączność z głębokimi
właściwościami jego historii, z zasadniczymi rysami
jego praktycznego społecznego życia. Walcząc o swoje
utrzymanie, o swoje osobiste życie, rozszerzając jego
zakres --- Anglik czuje swój związek ze zbiorowym
życiem. Wie on i czuje, że życie to rośnie jedynie
przez pomnażanie sił i zdolności, że każda nowo nabyta ludzka zdolność, nowy typ działania są wzbogaceniem zbiorowej energii i że nie ma innej drogi służenia mu, niż właśnie takie indywidualne wytwarzanie
mocy. Nie w tym, co ludzi upodabnia, lecz w tym,
co ich różniczkuje w niezliczonych tworzących się nowych formach życia, tkwi zbiorowa moc. Bezgranicznie
społecznym jest taki sposób odczuwania życia, w którym tworzenie się, zdobywanie nowych właściwości,
a więc konieczne wyodrębnianie się nie jest pojmowane jako proces antyspołeczny. Zależnie od głębokości pojmowania, jest humor szkołą umożliwiającą powstawanie oryginalności pobłażania lub też
filozofią najwyższego męstwa, spokojnego przyjmowania ciężarów twórczego, a więc wyodrębniającego życia. W życiu i w literaturze odnajdziemy go na wszystkich tych poziomach i niejednokrotnie u jednego
i tego samego pisarza w naszych oczach przechodzi
on wszystkie te skale. Ta jego postać wydaje mi się
najważniejsza (gdyż odsłania jego stopień szczytowy),
w której ukazuje się on nam jako nowoczesny równoważnik platonizmu. Dokonanym tu zostaje rozłączenie
tych dwóch pojęć: wartości i typu; powstaje stan
duszy, który można by nazwać konkretną logiką lub
etyką bezwzględnego tworzenia. W miarę, jak rośnie
jedna z tych sił, narasta i druga. Nie zdołamy rzecz
prosta wyczerpać całej treści odsłaniających się tu perspektyw. <wyroznienie>Humor</wyroznienie> --- jest widzeniem świata, zawiera
on w sobie całą treść życia ujętą w pewien charakterystyczny sposób. Męstwo nie opiera się tu na żadnej metafizycznej pewności rezultatu: cały zbiorowy
wysiłek ludzkości jest nie wykonaniem czegoś, co jest
już <wyroznienie>ideowo</wyroznienie> metafizycznie gotowe, lecz tworzeniem,
a więc ryzykiem, które samo w sobie jedynie ma swe
rękojmie. Każdy twórczy proces życia jest zasadniczo
niegotowy. To, co w nim jest twórcze, nie da się wyprowadzić z żadnego uświęcającego planu, musi więc
zachować męstwo, czerpiąc z samego siebie bez
żadnej bytowej, absolutnej aprobaty. Gdy szukamy
znaczenia naszego poza nami --- nie odnajdziemy
nigdzie tego gotowego, spokojnego absolutu; życie
samo jako takie jest <wyroznienie>czymś, co się staje</wyroznienie>. Wszystkie logiczne, etyczne, estetyczne wartości są tylko
pewnymi perspektywami, wytwarzanymi przez życie,
ono samo tworzy je --- więc nie mieści się w nich.
Sprawdzianem ostatecznym jest ono samo jako bezwzględnie irracjonalna, stająca się, niegotowa siła.
Zrozumiejcie cały ciężar punktu widzenia. Jako zbiorowa siła walczy ludzkość z nacierającym na nią chaosem, narzucić mu usiłuje swoje istnienie. W imię
czego? Każde pojęcie, każda dokonana wartość jest
już wytworem tego życia: wobec żywiołu jest ona
sama żywiołem tylko, równie jak on ślepym, gdyż
wszelkie widzenie, wszelkie światło zawarte jest wewnątrz ludzkiego świata. Żadna <wyroznienie>treść</wyroznienie> nie może być
przyjęta jako podstawa, cały świat ,,idei" trzyma się
na ślepym dążeniu, nie one nadają mu wartość, lecz
ją z niego czerpią. Cały bezmiar pracy, dążenia zawieszony jest nad próżnią na własnej swej, nigdy niegotowej woli. Chciałbym tu osiągnąć ten jeden tylko rezultat: naszkicować możliwie wiele płaszczyzn tego
złożonego stanu duszy, wzbudzić poczucie jego skomplikowania i bogactwa. Czy pojmujecie teraz związek
pomiędzy Miltonowskim religijnym bohaterskim poczuciem zbiorowej ludzkiej walki i odpowiedzialności
a współczuciem Dickensa, ogarniającym cały bezmiar
nieustannego samotnego cierpienia, bezgranicznego,
niepodobnego do przezwyciężenia sieroctwa, co się
ukrywa poza ,,społecznym" życiem, między nienawiścią Thackeraya<pe><slowo_obce>Thackeray, William Makepeace</slowo_obce> (1811--1863) --- angielski pisarz, dziennikarz tworzący w duchu realizmu, autor powieści ukazujących XIX-wieczne społeczeństwo angielskie: <tytul_dziela>Targowisko próżności</tytul_dziela>; autor baśni dla dzieci <tytul_dziela>Pierścień i róża</tytul_dziela>.</pe> do tępego, wystarczającego sobie samozadowolenia, a Carlyle'owską demoniczną satyrą
i dumną wolą Shelleya<pe><slowo_obce>Shelley, Percy Bysshe</slowo_obce> (1792--1822) --- angielski poeta, dramatopisarz, romantyk; mąż Mary Shelley.</pe> niepoddania się niczemu
prócz indywidualnego widzenia piękna; między Newmanowską walką przeciw racjonalizmowi w obronie
oryginalności wewnętrznego życia a Browninga poezją wykuwających same siebie mocą własnej wizji,
własnej dumy duchowych posągów i jedyną w swoim
rodzaju odsłaniającą nam proces narastania dusz i ich
działania na siebie --- sztuką Mereditha.</akap>




<akap>I tu znowu do tego kryształowego świata Meredithowskiego artyzmu jak do stubramnych Teb prowadzą
niezliczone drogi. Każda zaś z nich zdąża do wspólnego
promieniującego ogniska. Krytyka włoska i francuska po
śmierci wielkiego pisarza, którego oby jak najprędzej zaczęto czytać w Polsce --- (niestety zaś ze śmiercią nieodżałowanego Stanisława Lacka<pe><slowo_obce>Lack, Stanisław</slowo_obce> (1876--1909) --- pierwotnie Izrael Lack; poeta, krytyk literacki, tłumacz żydowskiego pochodzenia, autor szkiców o Wyspiańskim; tłumacz Kierkegaarda, Poego i in.</pe> zszedł ze świata wymarzony wprost odtwórca Meredithowskich finezji) ---
zastanawiała się nad pewnymi zagadkowymi wypowiedzeniami tego niezrównanego co do <wyroznienie>uświadomienia</wyroznienie> własnych procesów i metod twórczych artysty
o naturalizmie i idealizmie w sztuce. Tylko Meredith
samo zagadnienie stawiał w sposób wykluczający
możność takiego przeciwstawienia. I naturalizm, i idealizm opierają się jako na swym założeniu na pojęciu <wyroznienie>gotowego</wyroznienie>, skończonego świata. Meredith mówi
zaś w jednej ze swych powieści, że nie wiadomo właściwie, co jest rzeczywistością: czy <wyroznienie>fakt</wyroznienie>, czy raczej
wysiłek do opanowania tego faktu. Znajdujemy się
od razu w samym centrum sprawy. W powieści dążył
zawsze Meredith do odtworzenia tego, co jest najgłębszą prawdą ludzkiego życia. Życie to zaś nie może
być pojmowane ani jako wykonywanie pewnego idealnego wzoru, ani jako proces, dokonywający się
w pewnym określonym środowisku i uwarunkowany
przez nie. To środowisko bowiem jest zawsze określone, pojmowane w sposób zależny od samego życia;
jako środowisko ukazuje się nam pewien system naszych wyobrażeń. Gdy więc umieszczamy dane jednostki w jakimś określonym, opisanym przez nas środowisku, obciążamy już w charakterystyczny sposób
ich życie psychiczne; szablonizujemy je. ,,Środowisko"
ukazuje się każdemu człowiekowi w różny sposób
zależnie od momentów jego życia: <wyroznienie>wyrasta</wyroznienie> ono
jako obraz psychiczny z jego psychologicznych procesów. Na początku jako założenie mamy zawsze
grupy działających na siebie procesów psychologicznych, które wytwarzają swym życiem zarówno zmienny
obraz środowiska, jak i typy wartości moralnych. Mereditha zajmuje sam ten proces wykrystalizowania się
wszelkich ,,danych", ,,gotowych" rzeczywistości z wiecznie niegotowych, krzyżujących się procesów psychicznych. Jego powieści odsłaniają przed nami tę najsubtelniejszą tkankę życia. Nie ma tu danych punktów widzenia, gotowych założeń, gdyż wszystko to staje się
w naszych oczach. Los postaci wyrasta z nich samych,
z ich życia --- a nie z jakiejś szematyzującej teorii
autora. Gdy się wżyjemy w sposób pisania Mereditha,
ukazuje się nam każdy inny sposób ujmowania życia
jako nieuzasadniony dogmatyzm. Nic nie jest tu stałym: miasto, ulica, dom, pieniądz --- wszystko to ukazuje się różnym ludziom w różny sposób i tu u Mereditha zostaje to wszystko roztopione w tym nieskończenie złożonym procesie stawania się: ludzie
tkają, żyjąc, los swój, wyniki życia jednych stają się
założeniami dla drugich. Widzimy u Mereditha cały
konkretny proces, który prowadzi do takiego lub
innego wypowiedzenia się, wypowiedzenie to wpada
w życie innego człowieka, narzuca mu to, co jest właściwie takim samym, jak jego własne, niegotowym, indywidualnym przeżyciem, jako pewną niezależną rzeczywistość. Własne nasze ja dochodzi do nas poprzez słowo
innych jako coś logicznie zamkniętego, przesłania nam
własne nasze konkretne stawanie się. Meredith z przedziwną wytrwałością obnaża wszystkie krzyżujące się
te nici, ukazuje rodzenie się wzruszeń, narzucane przez
nie komplikujące perspektywy: buduje swój świat nieskończenie skomplikowany zarazem i nieskończenie
przejrzysty. Można powiedzieć o nim, że doszedł on
do swojej maestrii przez całkowite przyswojenie sobie
psychologicznego artyzmu francuskich klasyków XVII
wieku. Ma on tę samą, co i oni, żądzę jasności wobec
człowieka, tę samą tragiczną wizję jego samotności
w granicach własnego ja, ale Francuzi klasyfikowali,
dawali systematykę i anatomię typów, Meredith daje
ich genezę. Molière<pe><slowo_obce>Molière</slowo_obce> (1622--1673) --- właśc. Jean-Baptiste Poquelin; największy francuski komediopisarz, aktor, dyrektor teatru. Autor sztuk klasyfikowanych jako "wielkie komedie", widowisk farsowych, komedii heroicznych i komediobaletu. Dzieła: <tytul_dziela>Szkoła żon</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Świętoszek</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Don Juan</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Skąpiec</tytul_dziela>.</pe> tworzy swój świat ze ścierających
się z sobą, wewnętrznie zasklepionych charakterów.
Meredith ukazuje, jak narasta ta nieprzenikliwość wzajemna. Można powiedzieć, że dopiero po przeczytaniu
<tytul_dziela>Egoisty</tytul_dziela> rozumie się całą głębię geniuszu Molièra,
można powiedzieć, że Meredith daje nam Shakespearowski świat w Molierowskiej formie. Siła angielskiej
kultury polega na stopieniu pojęć zbiorowego i indywidualnego życia, na tym, że tu nikt nie lęka się
jak najdalej sięgającej samoistności, gdyż głęboko jest
tu uczuwana prawda, że jedyną uspołeczniającą mocą
jest rzetelność wysiłku. Szkic Carlyle'a<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe> o Goethem<pe><slowo_obce>Goethe von, Johann Wolfgang</slowo_obce> (1749--1832) --- niemiecki poeta okresu ,,burzy i naporu", przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego, twórca nowego typu romantycznego bohatera. Dzieła: <tytul_dziela>Cierpienia młodego Wertera</tytul_dziela> (1774), <tytul_dziela>Król olch</tytul_dziela> (1782), <tytul_dziela>Herman i Dorota</tytul_dziela> (1798), <tytul_dziela>Faust</tytul_dziela> (cz. I 1808, cz. II 1831), <tytul_dziela>Powinowactwo z wyboru</tytul_dziela> (1809).</pe>,
w którym wyraża angielski mistrz swój podziw dla
poety, że zwolniony od zewnętrznej konieczności nie
przestał w swym życiu duchowym iść po linii największego oporu, jest najlepszym komentarzem do
tego, o czym tu nieustannie mówiłem.</akap>




<akap>Gdy teraz po pismach Carlyle'a weźmiemy do ręki
dzieła Dantego, Machiavellego, Vica<pe><slowo_obce>Vico, Giambattista</slowo_obce> (1668--1744) --- włoski filozof, historiozof i myśliciel społeczny; prekursor nowoczesnego historyzmu i teorii rozwoju społecznego. Dzieje społeczeństwa rozpatrywał jako proces przebiegający przez trzy cykle: od epoki bogów, przez epokę bohaterów, po epokę ludzi. Autor <tytul_dziela>Nauki nowej</tytul_dziela> (1725).</pe>, Mazziniego<pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski rewolucjonista, przywódca demokratyczno-republikańskiego nurtu <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, walczył o wolność w antyaustriackiej partyzantce razem z Garibaldim, założył organizację Młode Włochy (1831) i Młoda Europa (1834), należał do masonerii.</pe>, Carducciego<pe><slowo_obce>Carducci, Giosuè</slowo_obce> (1835--1907) --- włoski poeta, krytyk literacki, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1906, profesor uniwersytetu w Bolonii.</pe>, De Sanctisa<pe><slowo_obce>De Sanctis, Francesco</slowo_obce> --- (1817--1883) włoski krytyk literatury, profesor uniwersytetu w Neapolu, jeden z głównych teoretyków literatury włoskiej w XIX w.</pe>, Leopardiego<pe><slowo_obce>Leopardi, Giacomo</slowo_obce> (1798--1837) --- włoski poeta i filozof doby romantyzmu, uważany za jednego z najważniejszych klasyków XIX-wiecznej literatury.</pe>, ukaże się nam inny świat, lecz odrębność ta jest tego rodzaju, że pozwoli nam wyraźniej ująć najgłębsze z poruszonych tu zagadnień
i myśli. I o to tylko naturalnie nam chodzi. Człowiek
występuje tu jako twórca prawa, budowniczy społecznego gmachu. Musi on znać, wiedzieć określone znaczenie swej działalności, miejsce jej w zbiorowym
dziele. Musi czuć, że tworzy tylko to, co chce i że
sposób, w jaki jego działanie wpływa na losy innych,
odpowiada ogólnemu planowi tego społecznego gmachu, w którym pragnie żyć. Sądzę, że każdy, kto bez
uprzedzeń zapozna się z zasadniczymi dziełami literatury i myśli włoskiej, dojdzie do przekonania, które
w ten sposób da się sformułować: --- idea prawa lub
poczucie jego nieobecności i wynikające stąd konsekwencje psychiczne jest centralnym punktem całego
duchowego życia dotychczasowych Włoch. Swoisty
i odrębny charakter literatury i umysłowości włoskiej
daje się wytłumaczyć nieustanną obecnością w ich
widnokręgu duchowym wielkiego wzoru społecznego,
spiżowej wizji Rzymu. Katolicyzm, walka papiestwa
o wpływ polityczny, tak fatalna dla historycznego życia Włoch, umocniły i ugruntowały w duszy włoskiej
tę olbrzymią skalę widzenia wobec spraw ludzkich.
<wyroznienie>Skala</wyroznienie> ta określała zawsze nawet w okresie najstraszliwszego upadku charakter, gest myśli włoskiej.
Dekadencja ich nawet miała wszechświatowy rozmach.</akap>




<akap>Myśl musiała żyć tu całe wieki ponad rzeczywistością: tworzyła sobie ponad nią swój świat doskonale
opanowany, architektonicznie skończony. W XVII wieku
nawet --- w epoce bezgranicznie smutnej --- Vico, który
górował wprawdzie nad całą swą epoką, ale był niewątpliwie umysłem rdzennie i na wskroś włoskim, tworzy
filozofię, która do dziś dnia stanowi pod pewnymi względami niezastąpioną szkołę dziejowego myślenia. Myśl
włoska, o ile nie zatracała swej samowiedzy, czuła się organem prawa: dumna, przenikająca na wskroś ludzkie stosunki jednostka jest podstawą psychiczną włoskiej twórczości. Czy nie ona to właściwie tworzy przedziwny świat
Ariostowskiej<pe><slowo_obce>Ariost</slowo_obce> (1474--1533) --- właśc. Ariosto, Ludovico, włoski poeta, satyryk i komediopisarz, autor poematu <tytul_dziela>Orland szalony</tytul_dziela>.</pe> ironii ,,w którym --- jak mówi Francesco
De Sanctis --- rozkłada się średniowiecze i rodzi się nowoczesność". Każda prawda, każda nowa myśl są tu zawsze rozpatrywane (i to najciekawsze, że dzieje się to
najczęściej bezwiednie) z jurydycznego punktu widzenia.
Każda treść ludzkiej myśli jest podstawą postępowania,
postępowanie indywidualne zahacza o losy innych ludzi;
myśl więc nasza zawsze i bezwzględnie zawiera w sobie
moment społeczny, jest zawsze w istocie już swej momentem współżycia. Stany dusz estetyczne, teoretyczne
maksymy, hipotezy i stanowiska naukowe --- wszystko
to jest momentem życia zbiorowości ludzkiej. Społeczeństwo ,,<slowo_obce>civitas</slowo_obce>" jest nieustannie obecne w naszym
życiu; jest ono podstawą, fundamentem. Jest złudzeniem właściwym naturalistycznym przesądom i zabobonom 2. połowy XIX wieku przypuszczać, że
istnieje jakaś pozaspołeczna dziedzina umysłowa.
Wszystkie wytwory myśli są zawsze stanami, momentami zbiorowego życia: prawo jest wszechobecne, nie
opuszcza ono nas w żadnej dziedzinie. I dzisiaj na
dnie nowoczesnych dążeń teoriopoznawczych odnaleźć można niejasne, zarodkowe próby uświadomienia
tego prawdziwie klasycznego stanowiska. Dojrzewa
dziś w głębi myśli na linii przedłużenia roztrząsanych
dziś zagadnień jakaś nieskończenie krzepka filozofia.
Pojęcie, poczucie zbiorowości ludzkiej stawać się będzie
coraz bardziej ogniskowym punktem całego kulturalnego życia. Dochodząc do świadomości, Włoch dotychczasowy czuł się, rozumował jako twórca prawa.
To stanowiło patos jego duszy i bezwiednie jak instynkt działającą logikę jego myśli, jej strukturę wewnętrzną. Bezsiła polityczna sprzyjała utrwaleniu się
tej zasadniczej postawy duchowej. Myśl nie odpowiadała za życie; prawo było tą nieustanną, broniącą swej
wewnętrznej ciągłości konstrukcją logiczną, nie konkretnym wykrystalizowywaniem się form; dzięki temu
wielkie architektoniczne linie zarysowywały się z ponadżyciową jasnością. --- Pod złomami i okruchami
prawodawstw obcokrajowych, wprowadzanych przez
przypadek najazdu i przemocy --- pisał rówieśnik
Vica, głęboki historyk <wyroznienie>Giannone<pe><slowo_obce>Giannone, Pietro</slowo_obce> (1676--1748) --- włoski historyk i prawnik doby oświecenia; zwolennik rozdzielenia Kościoła od państwa, ekskomunikowany i uwięziony.</pe></wyroznienie> --- zawsze trwa
granitowy, niezniszczalny zrąb prawodawstwa rzymskiego. Coś podobnego można powiedzieć o całej
psychice Włoch, aż do ostatniej doby. Rzecz jednak
godna uwagi i wysoce charakterystyczna: póki Rzym
jako stolica wyzwolonych Włoch istniał jedynie w sercu
patriotów, dusza włoska rosła wewnętrznie na forum.
Dziś, gdy forum to jest <slowo_obce>de nomine<pe><slowo_obce>de nomine</slowo_obce> (łac.) --- z nazwy, nominalnie.</pe></slowo_obce> w ręku narodu ---
sama idea prawa uległa zachwianiu. Benedetto Croce<pe><slowo_obce>Croce, Benedetto</slowo_obce> (1866--1952) --- włoski estetyk, krytyk literacki, filozof, polityk liberalny, przedstawiciel XX-wiecznego włoskiego idealizmu.</pe>,
najznakomitszy dziś umysł włoski, nazywa najściem
Hyksosów<pe><slowo_obce>Hyksosi</slowo_obce> --- grupa ludów, która opanowała Egipt w okresie ok. 1650--1540 p.n.e.</pe> zwrot w myśli włoskiej, datujący od roku
1870 i ma tu na myśli nietykalny u nas fetyszyzm
myśli mieszczańskiej --- naturalizm, pozytywizm, materializm, ewolucjonizm. Studia nad myślą włoską
mogłyby stanowić jedyną w swoim rodzaju i niezmiernie cenną szkołę. Uczymy się tu rozpatrywać wszystkie zagadnienia z <wyroznienie>plastycznie prawnego</wyroznienie>, że
tak powiem, punktu widzenia. Podstawową ideą jest
zbiorowość ludzka, przekształcająca się nieustannie poprzez myśl. Każda forma psychiki staje się podstawą
działania, kształtuje w ten lub inny sposób zbiorowe
życie, <wyroznienie>jest momentem stającego się, przekształcającego prawa</wyroznienie>. Prawo jest zasadniczą
postawą myśli ludzkiej, jej <wyroznienie>najgłębszym typem</wyroznienie>. Nauka, filozofia, religia etc. są to wszystko formy
wtórne, pochodne; zasadniczym określeniem życia duchowego człowieka jest to, że stanowi ono zawsze
moment w stawaniu się, w budowaniu prawa. Sądzę,
że do dziś dnia myśl ta nie jest rozumiana i że dziś
jeszcze powinniśmy, możemy pod tym względem wrócić do szkoły <wyroznienie>Vica</wyroznienie>. Jeżeli jednak u Vica myśl ta
występuje najsamowiedniej, to żyje ona jako ukryta
dusza, jako instynkt w całej wielkiej literaturze włoskiej
od <wyroznienie>Dantego</wyroznienie> do <wyroznienie>Carducciego</wyroznienie> i sądzę, że powierzchowna znajomość tej literatury, niedocenianie jej, pozbawia całą kulturę europejską niezmiernie cennych
pierwiastków. Przede wszystkim zaś studia nad literaturą i kulturą włoską mogłyby doprowadzić do bardzo ciekawych i ważnych wyników co do powstawania i uwarunkowania społecznego stanowiska i punktów widzenia myśli, prądów religijnych, stylów artystycznych. W swym pomnikowym studium o rozwoju
literatury narodowej we Włoszech Giosuè Carducci
ukazuje nam pulsowanie prawno-dziejowej świadomości
poza naukowością Galileusza<pe><slowo_obce>Galileusz, Galileo Galilei</slowo_obce> (1564--1642) --- włoski astronom, filozof, fizyk; twórca podstaw eksperymentalno-matematycznych metod badawczych w przyrodoznawstwie; profesor matematyki na uniwersytecie w Pizie; zwolennik idei Kopernika.</pe>, mistycyzmem naturfilozoficznym Giordana Bruna<pe><slowo_obce>Bruno, Giordano</slowo_obce> (1548--1600) --- włoski filozof, humanista; łączył różne kierunki filozoficzne, naukowe i religijne, przedstawiciel renesansowej filozofii przyrody, zwolennik poglądów Kopernika; spalony na stosie przez inkwizycję.</pe>, artystycznym panironizmem Ariosta<pe><slowo_obce>Ariost</slowo_obce> (1474--1533) --- właśc. Ariosto, Ludovico, włoski poeta, satyryk i komediopisarz, autor poematu <tytul_dziela>Orland szalony</tytul_dziela>.</pe> etc. Znakomity, pod wieloma względami niezrównany krytyk włoski Francesco de Sanctis
uczy nas ujmować przekształcenie świadomości prawno-dziejowej w powstawaniu stylów i form wrażliwości
artystycznej; pod tym względem pisma jego stanowią
klasyczną szkołę krytyki. Świadomość, wrażliwość danego pisarza, danej grupy pisarzy jest dla niego
zawsze momentem, ukształtowaniem zbiorowego, prawno-dziejowego życia, ukazuje nam on, jak z tego życia
wyrasta epos, dramat, liryka, idylla, ballada, muzykalizm
liryczny; --- tu można odpocząć po darwinistycznej
parodii ,,genezy literackich gatunków" Brunetiere'a<pe><slowo_obce>Brunetière, Ferdinand</slowo_obce> (1849--1906) --- francuski historyk literatury i krytyk, w badaniach nad rozwojem literatury korzystał ze zdobyczy nauk przyrodniczych.</pe>.
Jest rzeczą niewątpliwą nie tylko to, że każdy stan
świadomości posiada swe biologiczno-jurydyczne znaczenie, lecz i to, że tylko przez zanalizowanie świadomości z tego punktu widzenia dochodzimy do jej zrozumienia. Nie istnieją pozaspołeczne, samotne stany duszy: ,,samotność" jest formą społecznie-dziejowego odczuwania i myślenia. Społeczne, historyczne powstawanie samotności, rozkład historii w głębi dusz odtworzone są w poezji Leopardiego, w jego <tytul_dziela>Myślach</tytul_dziela>
i notatkach w sposób stwierdzający to, co mówię tu
o charakterze zasadniczym włoskiej literatury.</akap>




<akap>W ogóle Leopardi jest nadzwyczajnie cennym przedmiotem badań niezależnie od swej olbrzymiej artystycznej wartości. Jest to jakby cmentarzysko kultury
włoskiej, jej świadome, wizjonersko chwytane na gorącym uczynku, odcień po odcieniu analizowane obumieranie w duszach. W samotnej duszy Leopardiego
ścierały się olbrzymie formacje dziejowe, w tej głowie (jak w młodzieńczej duszy Krasińskiego<pe><slowo_obce>Zygmunt Krasiński</slowo_obce> (1812--1859) --- dramatopisarz, poeta i prozaik, przedstawiciel polskiego romantyzmu (jeden z tzw. trójcy wieszczów). Najwybitniejsze dzieło, <tytul_dziela>Nie-Boską komedię</tytul_dziela>, prozatorski dramat romantyczny o rewolucji, przedstawiający racje i winy obu walczących stron, opublikował mając zaledwie 23 lata (1835). Twórca radykalnej odmiany mesjanizmu polskiego. Najważniejsze dzieła: <tytul_dziela>Nie-Boska komedia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Irydion</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Psalmy przyszłości</tytul_dziela> oraz listy.</pe>) przepaliła się dusza całych epok. Od rycerskiego katolicyzmu
przeszedł on do pogańskiego heroizmu, by raz jeszcze
świadomie przeżyć zgon upadającego Rzymu. Chrześcijaństwo, a raczej katolicyzm zbankrutował w nim;
cofnął on się wstecz duszą aż do momentu, kiedy
klasyczny świat ginął. Żył on myślą istotnie na rumowisku historii; w tym samotniku czuć śmierć wieków, czuć, że jego rozpacz jest sieroctwem olbrzymich załamań, że został on osierocony przez wielowiekową, potężną historię. Na pierwszy rzut oka wydaje się ta poezja zastygłym światem, z wolna jednak
dostrzegamy, że pokłady lawy przywaliły tu i utrwaliły
momenty drogocennej mądrości, szacownego męstwa.
Rysy oddzielne świadczą tu, że trzeba było całego
średniowiecza i całego Rzymu, katolicyzmu i klasycznej starożytności, aby w tym sercu zwęglić się to wszystko mogło w ten zdejmujący czcią świat ruin.</akap>




<akap>I nasuwa się mimo woli porównanie z Norwidem<pe><slowo_obce>Norwid, Cyprian Kamil</slowo_obce> (1821--1883) --- poeta, dramatopisarz, prozaik, tworzył także grafiki i obrazy. Twórczość Norwida, początkowo niedoceniana, na nowo została odkryta przez Miriama Przesmyckiego i udostępniana drukiem od roku 1901. Uznawany za jednego z czterech największych twórców doby romantyzmu. Dzieła: cykl liryków <tytul_dziela>Vade-mecum</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Promethidion. Rzecz w dwóch dialogach z epilogiem</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ad leones!</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pierścień Wielkiej Damy, czyli Ex-machina Durejko</tytul_dziela>.</pe>.
Kto głębiej i szerzej sięgał z tych dwóch? Trudno rozstrzygnąć. Leopardi głębiej zajrzał w duszę pojedynczego człowieka, ostrzej widział samotność człowieka
w przyrodzie, namiętniej ścinał się w sobie Lukrecjusz
<pe><slowo_obce>Lukrecjusz, Titus Lucretius Carus</slowo_obce> (ok. 97 r. p.n.e.--ok. 55 r. p.n.e.) --- rzymski poeta, filozof; zwolennik postawy epikurejskiej.</pe>i Hiob<pe><slowo_obce>Hiob</slowo_obce> --- bohater biblijnej Księgi Hioba, ciężko doświadczony przez los na skutek zakładu między Bogiem a diabłem zawartego w celu wypróbowania jego wiary.</pe>. Norwid dźwigał w samotności świat konstrukcji i czynu: miał w sobie wiarę pełnego historycznego człowieka. Leopardi czuł się beznadziejnie
samotnym; właściwym równoważnikiem Norwida we
Włoszech jest Vico. Leopardi, to już jakby konsekwencja tylko praw przez Vica wykrytych, wydobytych
niewątpliwie z analogicznych osobistych przeżyć. Stany
dusz, ukazujące się nam zrazu jako wyniki czysto indywidualne, prowadzą nas niezmiernie głęboko w przeszłość. Historia jest tu <wyroznienie>widzialna</wyroznienie> w pojedynczych
duszach. Trzeba oślepnąć, by jej tu nie widzieć. Moim
przyjaciołom, którzy zarzucają mi ,,hegelianizm", ,,manię
konstruowania" --- przepisałbym kurację włoską, to
przekonałoby ich, że dzisiejszy ,,empiryzm" jest też
konstrukcją, jest perspektywą ślepych uliczek historii.
<wyroznienie>Croce<pe><slowo_obce>Croce, Benedetto</slowo_obce> (1866--1952) --- włoski estetyk, krytyk literacki, filozof, polityk liberalny, przedstawiciel XX-wiecznego włoskiego idealizmu.</pe></wyroznienie> po śmierci Carducciego pisał, że żyje w jego
pismach wielowiekowa dusza, że odnaleźć w nich
można echo siekier latyńskich kolonistów, którzy karczowali lasy na stokach Apeninów. Carducci --- mówił Morello --- zachowuje wobec chrześcijaństwa prawdziwie włoskie stanowisko: chrześcijaństwo młodsze
jest od duszy włoskiej, istniała ona przed nim i może
istnieć bez niego, nie zrywając bynajmniej ciągłości
swej tradycji. Olbrzymie dostojeństwo zawarte w słowach <slowo_obce>civis romanus</slowo_obce> nie całkiem zamarło w duszy
włoskiej. Powierzchownemu badaczowi rzuca się ono
w oczy jako skłonność do patosu, teatralność gestu
i wymowy, ale gdy sięgnie się głębiej, dostrzega się,
że pozostało jeszcze w tej umysłowości wiele starożytnego spiżu, że właściwym oddechem jej, zatajoną
duszą jest myśleć, chcieć i czuć tak, jakby się było
prawodawcą rodzaju ludzkiego. Tu dobiegamy do
zaznaczonego rozgraniczenia: przeciwstawienia tak rozległe są zawsze ryzykowne, nie można jednak bez
ich pomocy myśleć o wielkich i znaczących grupach
zjawisk. To, cośmy określili jako humor i pokrewne
mu stany duszy, było niezmiernie złożoną formacją
psychiczną, której wynikiem jest czynne zużytkowanie
każdego stanowiska, każdego położenia. Nie pytaj, co
stanie się z twoim czynem --- czyń --- tak określało
się to stanowisko, chceszże być ty, zawsze niegotowy,
ograniczony, stający się --- miarą bezkresnego świata?
Tu mamy do czynienia z punktem widzenia diametralnie przeciwnym. Myśl twoja każda i każdy twój
czyn zaważą na losie ludzi, należących wraz z tobą
do wielkiej, przeciwstawiającej się przyrodzie --- zbiorowości. Myśląc i czyniąc, budujesz zawsze zbiorowe
życie, jesteś jego twórcą; czy wiesz, co tworzysz, czy
pragniesz istotnie, aby było to, co z twego czynu
wyniknie? Działanie nasze musi należeć w naszych
oczach do wielkiego, ogarniającego zbiorowość i wytrzymującego miarę naszej myśli planu. Działamy jedynie jako świadomi budowniczowie życia, jako
twórcy prawa. Bez tej podstawy jesteśmy raczej pionkami, obiektami dokonywającego się przez nas działania, nie zaś jego świadomymi sprawcami. Zdaje mi
się, że to, co mówię tu, wyjaśnia, w jakim stosunku
pozostaje plastyka włoskiej duszy z tym poczuciem
prawnym. --- Życie to jest ujmowane poprzez opanowany przez myśl kształt: architektonicznie. Gdy weźmiemy do ręki i zaczniemy czytać jedne po drugich
pisma prozaiczne Carducciego, Carlyle'a i Vica, wystąpi to, o co mi chodzi, bardzo wyraźnie. Plan życia
panujący nad duszą Anglika nie jest ograniczony przez
żaden kształt. Stój, czyń i walcz: po to tu jesteś, abyś
czynił --- mówi Carlyle. I w stylu Carlyle'a czuje się
to nierozumujące, nie tworzące planów, nie opierające się na planach wytężenie. Brzmi tu niby ryk
wichru, grzmot, trzask łamiących się masztów, dzika
pieśń walczących z żywiołem marynarzy, komenda
kapitana. Inaczej u Carducciego. I tu jest wytężenie
pod każdym słowem, pod każdym zagięciem zdania
czuje się sprężystą siłę, nie bezcielesną abstrakcyjną
myśl. Okresy i zdania mają w sobie pancerność sali
Donatella w <wyroznienie>Bargello</wyroznienie> florenckim<pe><slowo_obce>Palazzo del Bargello we Florencji</slowo_obce> --- zbudowany w 1255, służył jako siedziba trybuna ludowego. Od 1859 w pałacu ma swoją siedzibę Muzeum Narodowe (Museo Nazionale del Bargello), w którym zebrano imponującą kolekcję renesansowych rzeźb, m.in Donatella.</pe>, co najwyżej
można skonstatować, gdy przechodzi się od wcześniejszych do najpóźniejszych pism Carducciego, tę różnicę między nimi, jaka zachodzi między <wyroznienie>świętym
Jerzym</wyroznienie> Donatella a <wyroznienie>Perseuszem</wyroznienie> Celliniego. Groźny kształt jest mniej wysadzony z wewnątrz
jakby przez stan serca, bardziej wyrzeźbiony z zewnątrz przez myśl: jest to różnica drugorzędna jednak.
Zasadniczą cechą jest plastyczność, rzeźba, pełna
mięśni, ruchu, życia: nie mniej jednak już zastygła,
przeciwstawiająca się światu jako określony kształt.
Carlyle'owska proza usiłuje przekrzyczeć, przemóc
żywioł, jest w niej ruch skrzydeł, zmagających się
z wiatrem, pęd i szum; tu mamy gotowy, zamknięty
w sobie organizm. Niezręczne, zawikłane okresy Vica
nagle zdradzają w sobie dziwny majestat; spoza
tego lub owego słowa wyjrzy ku nam cień liktorów<pe><slowo_obce>liktor</slowo_obce> --- urzędnik w starożytnym Rzymie.</pe>.
Jest to proza kurialna, nie rozkazuje mięśniom, lecz
myślom, nie krzyczy ani grzmi --- stwierdza, ma
w sobie spiż zapewniający trwanie, nie potrzebuje się
borykać z wichrem. Nie ma w niej berserkierskiego
śmiechu, słychać jakby miarowy krok legionów. Tak
w stylu wielkich pisarzy tętnią wiekowe echa; wielowiekowe dzieje przezierają spomiędzy zdań i słów: poza pismami Carlyle'a wyczuwam zawsze okręt, morze, śpiewających hymn wygnańców --- kolonistów.</akap>




<akap>W Anglii świadomość kształtowała się pod wpływem nieustannego poczucia potężnej, zbiorowej mocy,
która zdoła każdy indywidualny wysiłek wyzyskać, zużyć: rozstrzygało tu to zaufanie ku potężnej jak żywioł angielskiej ojczyźnie. Włoska świadomość ukształtowała się w ponadżyciowym zawieszeniu, kształtował ją opór stawiany przez kulturalną tradycję
zniszczeniu; to tłumaczy nam najdobitniejsze różnice
w tych dwóch stanowiskach. Ale ważnym dla nas jest
ich rys wspólny: jedno i to samo poczucie, jeden
i ten sam stan duszy ogarnia życie narodowe, wytwarzające w codziennej walce sam materialny fakt istnienia i jego najwyższe umysłowe szczyty. Jednostka
może tu czuć i myśleć w rytmie wielkiej całości; myśl
nie tworzy bolesnych przerw, niebezpiecznych osamotnień. Moralna łączność z całością wnika w stany
dusz, z których wyrasta najbardziej intensywna kultura: duch krąży tu w całym zbiorowym ciele. Jednostka nie ginie w niwelującym objęciu masy i nie olbrzymieje w sztucznym, wyjaławiającym osamotnieniu. Ma
być sobą, z siebie wydobywać to działanie, do jakiego
jest zdolna, jej indywidualność jest jej terenem pracy.
Myśl nowoczesna taka, jaką znamy ją przeważnie
u nas, powstała pod wpływem izolujących lub zrywających naturalne łączności stanów dusz i interesów.
Do warstw postępowych dochodzi ona w tym ukształtowaniu, jakie nadają jej potrzeby demokracji nowoczesnej. Demokracja zaś polityczna jest z konieczności
bezpłodnym kulturalnie stanem dusz. Wyeliminowuje
ona z psychiki to wszystko, co jest specjalne, co nadaje właściwe życiowe znaczenie jej ukształtowaniom.
Jako cząstka demokratycznej masy jednostka musi
posiadać zrozumiałe dla innych stany duszy. Tylko to,
co daje się wyrazić, wypowiedzieć w sposób niewymagający żadnego psychicznego przygotowania, posiada znaczenie jako demokratyczny środek działania.
Stąd myśl zostaje tu oddarta od życiowych swych podstaw, przestaje być wynikiem zawsze niezmiernie złożonego życiowego procesu, staje się czymś dostępnym dla każdego. Staje się pozażyciowym stanem duszy. I demokracja jest tym właśnie. Stwarza ona naokoło dusz fikcyjne środowiska. Społeczeństwo trzyma
się w przyrodzie mocą nieustannego, skomplikowanego mozołu, mocą nieustannej biologicznej i technicznej walki, mocą zatem specjalnych, określonych
właściwości moralnych i biologicznych. Trzyma się
mocą praw, znanych tym, co w swym czynnym życiu
stykają się z twardą powierzchnią pozaspołecznego
żywiołu i stwarzają siłę. Trzyma się ono mocą nieskończenie skomplikowanego organizmu obyczajowo-prawnego, mocą specjalnych, z mozołem utrzymywanych i wydźwiganych własności woli. Stosunek do
dziejowej tradycji, do świata religijnych wierzeń, cały
nieskończenie skomplikowany organizm psychiki ludzkiej, wypracowany w walce z żywiołem w sobie
i poza sobą, jest wewnętrznym prawem społeczeństwa, które musi być zachowane. Prawo to broni samo
siebie oporem, jaki stawia obyczajowość eksperymentom prawodawców; ale polityczne walki demokracji
przesłaniają to istotne kulturalne życie nowoczesnych
społeczeństw i myśl zwłaszcza popularna odbija w sposób zgoła niewspółmierny z własnym ich znaczeniem
życiowym hałaśliwe stany duszy demokracji politycznej
jako takiej. Członek demokracji, w myśl tego, com
powiedział, uczy się myśleć o samym sobie niezależnie od tego, co go właściwie w życiu dźwiga,
od swoich obyczajów, uczuciowych nawyknień, potrzeb, niezależnie od wszystkiego, co w nim jest
głęboko osobiste. Wyeliminowuje z siebie to, co jest
jego biopsychologiczną podstawą wobec żywiołu: zaczyna myśleć jak człowiek przepływający wszechświatowy chaos na wyborczej kartce. Ta wprawiona w stan
bezwzględnego wyjałowienia psychika zaczyna wierzyć
w swą wszechmocność, zaczyna wierzyć, że kategorie
jej umysłu odbijają sam niezmienny byt. Dogmatyczny
naturalizm i inne upokarzające zabobony tej przyczynie zawdzięczają swą oporność. Demokracja stwarza
system umysłowych fikcji, przesłaniających rzetelne,
nieskończenie konkretne, kulturalne życie. Jest ona
bezpłodna, gdyż wyeliminowuje to właśnie, co stanowi rzeczywisty i nieustanny proces życia. Francja
w swojej historii umysłowej ulega już od trzech wieków
hipnozie sztucznych pozażyciowych stanowisk. Wersal,
salony XVIII wieku, demokracja nowoczesna mają
ten wspólny rys, że tworzą myśl w środowisku nic
wspólnego niemającym z procesem, mocą którego
myśl jest możliwa. Dlatego tak niezmiernie trudno jest
przedostać się do Francji żywej: typem życia francuskiego pisarza jest przystosowywanie swej wytworzonej pod wpływem bogatego, konkretnego życia
psychiki do potrzeb fikcyjnego środowiska. Na naszym
zaś życiu umysłowym Francja nie przestaje ciążyć,
ale dla nas właśnie te dogmatyczne fikcje pozażyciowych francuskich środowisk stają się samą, przed
chwilą właśnie poznaną rzeczywistością. Trzeba pamiętać, że społeczeństwo trwa mocą nieustannie spełnianych, mozolnych trudów fizycznych, że jego siła to
jest ta moc, która pozwala przezwyciężać żywioł
w sobie przede wszystkim milionom dusz: to nieskończenie konkretne życie zaparcia i wysiłku stanowi istotę społeczeństwa, naszą zbiorową rzeczywistość. Nasze ,,umysłowe" stany dusz wyrastają z tego
zbiorowego życia. Wysokie abstrakcje nauki pozostają
w bardzo odległym związku z właściwą istotą życia. Nie te pojęcia życia, które ułatwiają tworzenie się politycznych, demokratycznych zrzeszeń, ale te, które
odbijają samo skomplikowane, w walce z żywiołem
powstające i utrzymujące się rozczłonkowanie życia,
posiadają prawdziwie życiowe znaczenie. Prawda, to
nie jest coś, co może być poznane przez każdego
człowieka we wszelkich warunkach; prawda --- to jest
treść świadomości, stan duszy pozwalający człowiekowi tworzyć dzieła trwałe i ostające się wobec przyrody. Nie abstrakcyjny stan duszy popularyzatora,
nie wyjałowiona psyche demokratycznego tłumu, lecz
żywe życie duchowe zbiorowości ludzkiej jest organem
prawdy. Psychika nasza trzyma się w pozaludzkim
chaosie mocą wielowiekowego procesu, który ją wytworzył, mocą wielomilionowego wysiłku, który ją
dźwiga. Tylko poprzez związek swój z tymi wielkimi
żywotami dochodzi ona do rzeczywistości własnej.
Nadchodzi czas, gdy pojęcia te wtargną do całkiem
elementarnych traktatów teorii poznania i logiki; wtedy
odkryć będzie można, że coś podobnego głosił Mickiewicz. Aby jednak tę prawdę z niego wyłuskać, trzeba
było wżyć się w głębokie prądy nowoczesnej filozofii.
Nasi zaś entuzjaści Mickiewicza wolą łączyć w sobie przestarzałe frazesy popularnych francuskich książek, broszur popularyzacyjnych, z przekonaniem, że
Mickiewicz odkrył coś bardzo głębokiego, co w świecie życia do niczego nie służy, ale za to w świecie
ducha wytwarza niepospolite frazesy. W najbliższym
czasie postaram się wykazać, że są w <tytul_dziela>Kursie literatur</tytul_dziela> istotnie myśli, mogące nam ułatwić rozstrzyganie niektórych trudności, z którymi dzisiaj ma do
czynienia głęboka myśl filozoficzna. Leżą one właśnie
na tej linii: stosunek do historycznego zbiorowego
życia jest podstawą, sprawdzianem rzeczywistości każdej psychiki. Tu starałem się wykazać, że analogiczne
stany dusz istnieją i w innych kulturach: miałem też
na myśli wydobyć na powierzchnię jeszcze jeden rys.
Rys ten dotyczy momentu niedostatecznie uwzględnionego, zignorowanego niemal przez Mickiewicza. Mam
tu na myśli ekonomiczno-biologiczną konieczność. Samo życie zbiorowe nie jest ostatecznym sprawdzianem;
i ono nie trwa w próżni, lecz w obcym, sile tylko
ustępującym świecie.</akap>




<akap>Mówiliśmy już o tej sprawie i tu możemy opierać się na wyjaśnionych uprzednio założeniach. Życie
zbiorowe musi być zdolne do samoistnej pracy na
możliwie najwyższym poziomie technicznym. Samoistność polega tu na tym właśnie, aby sama atmosfera
duchowa i kulturalna danego społeczeństwa działała
na jednostki wychowawczo w tym kierunku, usposabiała je umysłowo i moralnie do odpowiadającego
tym postulatom zorganizowania życia. Gdy się to rozumie, pojmuje się, że zwiększa szanse zachowania
się, utrzymania polskiej tradycji, kto usiłuje przekuć
ją, przetworzyć w danym kierunku, że przeciwnie każdy
element działający w kierunku przeciwnym, każdy
nowy ferment bezwładu i apatii jest nowym ciężarem, wlokącym zbiorowość naszą na dno. Mickiewiczowski postulat zbiorowego życia, łączności
z narodem jest dziś <wyroznienie>obłudnie</wyroznienie> pojmowany jako
usprawiedliwienie własnej bierności; iść za siłą ciążenia historii, znaczy to wykonywać myśl wieszcza. Dla
usprawiedliwienia tych sofizmatów deklamuje się o syntezie człowieka wschodniego z zachodnim. Pisarze
Młodej Polski mają dar mówienia o wszystkim w ten
sposób, aby nigdy nie było wiadomo, czy myślą oni
coś w danym razie, czy piszą sobie ot tak dla stylu.
Bardzo więc być może, że i człowiek wschodni pana
Górskiego<pe><slowo_obce>Górski, Artur</slowo_obce> (1870--1959) --- pseud. Quasimodo; pisarz, krytyk literacki, propagator idei odnowy romantycznego mesjanizmu, autor manifestu literackiego <tytul_dziela>Młoda Polska</tytul_dziela>, współredaktor tygodnika ,,Życie".</pe> w myśli jego nie oznacza nic konkretnego:
niejednokrotnie przecież już krzywdziłem naszych pisarzy, traktując ich jak żywych ludzi, którzy mówią,
by wyrazić jakieś swe przekonanie i poznanie, gdy
tymczasem chodzi często o linię gestu. Jak się rzecz ma
z tym wschodnim człowiekiem i jakaż to jest ta tajemnicza synteza? Jestem sceptykiem na punkcie
Wschodu: wschodnia indywidualność jest taka sama
jak nasza, posiada ona jednak bardzo małą władzę
nad życiem, znosi jego zbiorowy proces raczej, niż
świadomie stwarza. Nie usiłuje też zrozumieć samej
siebie przez zrozumienie swej roli w zbiorowym procesie, lecz sądzi, że <wyroznienie>treść</wyroznienie> psychiczna wtłoczona w nią
przez dzieje jest czymś absolutnym, bezwględnym: jest
to stanowisko indywidualności życiowo bezsilnej. Człowiek Zachodu --- to człowiek świadomie stwarzający
swe życie. I w człowieku Wschodu, i w człowieku Zachodu ma miejsce osobista biologiczno-psychologiczna
praca, mająca ich uzdolnić do typowego w każdej
z tych kultur stosunku do zbiorowego życia. Człowiek
Wschodu uczy się znosić i wyzwalać przez wyrzeczenie się każdego konkretnego kształtu; człowiek Zachodu, i to w znacznej mierze przez sztukę właśnie, tworzy w sobie psychikę indywidualną, która pozwoliłaby
mu całe swe dziejowe życie świadomie stwarzać. Zgody
i syntezy między tymi dwoma prądami być nie może.</akap>




<akap>Kwestia zaś dla Młodej Polski jest interesująca
z innego punktu widzenia. Synteza owa ma znaczyć
właściwie: Mickiewicz wykazał, że bezczynne, przetwarzające swą własną tradycję i zachodnią kulturę na
subiektywne, pozbawione sprawdzianu sny jednostki
posiadają dziejowe znaczenie, gdy pozostają w związku
z tradycją narodową. Każda indywidualność musi zawsze
pozostawać w związku z tradycją własnego narodu,
gdyż zawsze z niej wyrasta; znaczenie jej jednak zależy od tego, co czyni. Czy przetwarza daną narodową
tradycję w kierunku zgodnych z wymaganiami, ciążących nad życiem narodów sprawdzianów, czy też w kierunku wręcz przeciwnym. Żadne żonglowanie Wschodem i Zachodem, żadna omdlewająca alabastrowość
stylu nie zmieni tego stanu rzeczy. Tworzenie indywidualności, zdolnej panować nad natężonym zachodnim
życiem, dźwigać je, lub też dobrowolne degradowanie
własnego środowiska kulturalnego. Młoda Polska szuka
dziś u Mickiewicza usprawiedliwienia dla swej ukształtowanej pod wpływem francuskich pojęć estetycznych
i własnego rozbicia psychiki. Chce dzisiaj z kart <tytul_dziela>Kursów</tytul_dziela> i ,,Trybuny Ludu" wyczytać, że jej w próżni
bezdziejowej wyrosła, w kierunku bezdziejowości stylizowana psychika jest właściwą podstawą narodowego
życia i narodowego czynu. Synteza Wschodu i Zachodu
to posługiwanie się własną przeszłością i zachodnią
obecnością jak opium i morfiną. Kultura ma dostarczyć treści marzeń. Marzenie staje się sprawdzianem:
to, co je mąci, psuje jego jednolitość, natężenie, ton,
jest przeciwne wymaganiom kultury; ,,jednostronny
Zachód dąży ku absurdowi". Jednostronny Zachód!
Potęga pracy i to właśnie indywidualnej, duchowej
pracy dokonanej w ciągu ostatniego tylko stulecia
przytłacza tu swym ogromem. Wymagania <wyroznienie>moralne</wyroznienie>,
jakie musi sobie stawiać każdy pracownik umysłowy,
rosną z dniem każdym: z dniem każdym coraz bardziej tragicznie osobistą rzeczą staje się myślenie,
coraz bardziej urzeczywistnia się ideał Zachodu, indywidualność ludzka spoglądająca na całą kulturę
jako na swe dzieło, a więc wznosząca się ponad nią,
przeciwstawiająca swą coraz wielostronniejszą duszę pozaludzkiemu światu, chwytająca powstawanie życia w całym jego bogactwie. A jednocześnie od samych podstaw życia dźwiga się jego materialny wytwórca. To
jest właśnie dumne zjawisko epoki: poza demokratyczną fikcją <wyroznienie>dojrzewają</wyroznienie> nowe formy życia; powstają nowe narody, jako wielkie, zbiorowe, wolną pracą
dźwigane <wyroznienie>wobec przyrody dzieła</wyroznienie>. Iść drogami Mickiewicza to ujrzeć duszę tego procesu, wyrwać ją z gąszczu zjawisk i rzucić przed oczy zdumionych europejskich narodów jak słupy ogniste ich
własne dusze. To byłby dar Polaka: my, którzy narodem się nie staniemy, jeżeli nie nauczymy się władać
samym procesem życia, jeżeli w samych sobie nie wydźwigniemy dziejowej woli, nie uczynimy z niej prawa,
jeżeli samych siebie nie przekujemy w członków swobodnego, tragicznego społeczeństwa polskiej pracy ---
my, którzy musimy poza fikcjami polityki wniknąć
w sam żywioł, sam miąższ życia, budować, dźwigać
dusze, sprzymierzać je w tajnym sprzysiężeniu, nie
w partii, nie w zakonie, lecz w samym codziennym
mozole --- powinnibyśmy zrozumieć i wyczuć, jak rosną
nowe dusze narodów, zrozumieć Europę w jej głębokości i pięknie. To byłby na dzisiaj Mickiewiczowski
czyn europejski, i czyn ten musi być dokonany, musimy nauczyć się Europę szczerze i do głębi kochać,
rozumieć to, czego ona sama w sobie nie rozumie,
zrosnąć się z nią nierozerwalnie tą miłością i zrozumieniem. Tak bowiem będzie działać na nas w naszym duchowym życiu Europa, jak my ją pojąć
zdołamy. Musimy się ją dźwignąć ponad nią, ująć ją
w jej niejasno stwarzanym jutrze. To jutro to grunt
dla naszych dusz, w nie trzeba zapuścić kotwicę
woli, w nim ostać się, dla niego stać się koniecznym. A praca ta jest do dokonania: nowoczesna, wystarczająca samemu życiu myśl rodzi się dopiero ciężko
i powoli. Tworzący własne życie człowiek nie należy
do siebie. Co więcej, gdy szuka, w czyim ręku jest
ostateczna władza nad życiem, gdy ginie mu ona
w oczach, czuje on się opuszczonym, beznadziejnym
na zawsze. Albo tworzy sobie nowe, najbardziej zdumiewające, gdyż na wzór maszyny pomyślane bóstwa
lub też wreszcie sądzi, że ponieważ nic nim nie kieruje, żyć więc bez kierunku --- znaczy to być wolnym; i śniąc o najwyższym wyzwoleniu od samej woli,
staje się przypadkową igraszką sił przez niego samego
bezwiednie stwarzanych. Ta zasadnicza myśl: --- człowiek jako świadomy sprawca i kierownik swych losów, wytwarzający świadomie swą kulturę i kształtujący poprzez nią swą przyszłość, zabezpieczający ją ---

ta jedyna, nie myśl już, lecz zapoznana, nieuświadomiona rzeczywistość, przejmuje nas lękiem. <wyroznienie>Rzeczywistość</wyroznienie>! Tak jest przecież bowiem: sam człowiek
tworzy swą historię. Tworzy ją bezwiednie i przypadkowo, na czym polega więc to przekonanie, że nie
zdoła świadomie tworzyć tego, co nieustannie bezwiednie wytwarza? Czy istotnie narodziny samowiedzy
zwiastują ludzkości zgubę, bo wiary w to, że człowiek
jest tylko narzędziem, tylko wykonawcą jakichś poza
nim ustalonych planów odzyskać się nie da. --- Czy
więc pozostała nam tylko ta nadzieja, która prowadzi
poprzez wyparcie się ujrzanej samowiedzy, czyż swoboda oznaczać ma tylko moment wyboru, nie wiary
już, lecz autohipnozy, dokonanej gdzieś na szczytach
ostatecznej samotności i rozpaczy --- jak to marzył
sobie Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe> --- śnił w chwilach przerażenia Dostojewski<pe><slowo_obce>Dostojewski, Fiodor Michajłowicz</slowo_obce> (1821--1881) --- rosyjski powieściopisarz, uznany za mistrza 
realistycznej i psychologicznej prozy. Dzieła: <tytul_dziela>Zbrodnia i kara</tytul_dziela> (1866), <tytul_dziela>Idiota</tytul_dziela> (1868), <tytul_dziela>Biesy</tytul_dziela> (1871--72), <tytul_dziela>Bracia Karamazow</tytul_dziela> (1879--80).</pe>. Zagadnienia tak postawione należą raczej do
dziedziny dialektyki literackiej: w rzeczywistości bowiem rozwiązanie wyrasta jako fakt życiowy. Człowiek nowoczesny rodzi się w Europie --- choć o tym
świat wątpiących Piłatów, obłudnie posągowych Aureliuszów, zmieniających całe życie gatunku w jakąś
krwawą krotochwilę Lucjanów zdaje się nie wiedzieć,
wiedzieć nie chce --- z natury rzeczy nie może. Kultura nowoczesna --- choć żyje w pojedynczych głowach --- jest wytworem zbiorowym, <wyroznienie>rzeczą</wyroznienie>: co
może wiedzieć rzecz o właścicielu? Rzecz ukazywała
się dotąd właścicielowi jako niezależna potęga, rządziła nim; teraz zmieniają się role. Myślimy dzisiaj
o człowieku, kulturze, życiu w kategoriach dramatu,
który rozgrywał się w XIX stuleciu w świadomości
kulturalnej. Szematycznie da się on przedstawić w następujących trzech fazach: 1) świadomość kulturalna
wierzyła, że uda jej się zapanować nad życiem, stworzyć zależne od jej woli, a przynajmniej odpowiadające jej woli, uznawane przez nią istnienie zbiorowe;
2) świadomość spostrzega, że życie jest zależne od
czynników niepodlegających jej woli, przekonywa się
o istnieniu nieidealistycznej rzeczywistości i wstępuje
z nią w taki lub inny stosunek, kapituluje wobec niej
lub też przemyca pod jej firmą swe dawniejsze własne
aspiracje, punkty widzenia, wartości, wierzy jednak
zawsze, że na gruncie tak lub inaczej <wyroznienie>uznanej</wyroznienie> przez
nią rzeczywistości --- możliwe jest ustalenie ludzkiego
życia. 3) ta uznana, niezależna rzeczywistość bankrutuje, okazuje się, że nie jest tak stała, jak myślano,
staje się widocznym, że zawsze poznawana jest pewna
już idealistycznie zabarwiona i przeistoczona rzeczywistość i stąd wysnuwany jest wniosek, że nie ma żadnej pewnej, obiektywnej podstawy w działaniu ludzi
ani w ich świadomości, ani w ich ,,niezależnej rzeczywistości", pozostaje absolutna samowola jako jedyny
wynik całego procesu. I znowu wynik ten bywa odczuwany w sposób niezmiernie różnorodny: jako ostateczne bankructwo i osamotnienie, jako wyzwolenie i radosna wiedza jutra --- itp. Skala jest dość rozległa, ale treść dziejowa pozostaje niezmienna.</akap>




<akap>Pierwszemu z tych stanowisk odpowiada filozofia
idealistyczna, romantyzm artystyczny, romantyzm demokratyczny (Kant, Fichte<pe><slowo_obce>Fichte, Johann Gottlieb</slowo_obce> (1762--1814) --- niemiecki filozof idealistyczny, krytyczny następca myśli Kanta, twórca teorii wiedzy oraz nowego typu idealizmu subiektywnego, tzw. filozofii czynu.</pe>, Mazzini<pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski rewolucjonista, przywódca demokratyczno-republikańskiego nurtu <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, walczył o wolność w antyaustriackiej partyzantce razem z Garibaldim, założył organizację Młode Włochy (1831) i Młoda Europa (1834), należał do masonerii.</pe>, Wiktor Hugo<pe><slowo_obce>Hugo, Victor Marie</slowo_obce> (1802--1885) --- francuski pisarz i polityk, czołowy przedstawiciel romantyzmu, członek Akademii Francuskiej; tworzył powieści (<tytul_dziela>Katedra Marii Panny</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nędznicy</tytul_dziela>), poezję, dramaty (<tytul_dziela>Cromwell</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Hernani</tytul_dziela>) oraz pisma polityczne.</pe>, Michelet<pe><slowo_obce>Michelet, Jules</slowo_obce> (1798--1874) --- francuski filozof i historyk, profesor m.in. Sorbony i Collège de France. Głosił poglądy liberalne i antyklerykalne; sympatyzował z Polską, opublikował m.in. tekst <tytul_dziela>Kościuszko, legenda demokratyczna</tytul_dziela> (1851).</pe>) --- drugie stanowisko jest bardziej skomplikowane: mamy tu materializm, pozytywizm, aż do filozofii naukowej i empiriokrytycyzmu, w sztuce naturalizm, parnasizm, w polityce między innymi marksizm
ortodoksalny --- trzecie stanowisko --- to współczesne
nam przesilenie.</akap>




<akap>Rozpatrzmy tu niektóre momenty procesu, na tle
którego powstały te perypetie. Świadomość kulturalna
żyje na tle olbrzymiego procesu wytwórczego, w którym nie bierze udziału, jest ona wynikiem skomplikowanej, zbiorowej pracy i zapoznaje naturę gruntu,
z którego wyrasta; przeciwnie, uważa swoją treść nie
za przeżycie, powstające w pewnych specjalnych warunkach, lecz za istotę historii i świata. Życie przedstawia
się dla niej w dwóch zasadniczych grupach: 1. stanów
psychiczno-umysłowych, które podlegają jej wpływom
lub stawiają jej opór; 2. całego właściwego społecznego istnienia, które wytwarza te stany, ale dla świadomości kulturalnej w tym jej stadium jest tylko konsekwencją tego, co zajdzie w pierwszej grupie, w której ona działa i przebywa. Życie twórcze i rodzinne,
cały biologiczno-ekonomiczny proces walki człowieka
z żywiołem ukazuje się jako konsekwencja przekształceń uczuciowych i ideologicznych oddartej od tego
procesu mniejszości. Działając, świadomość idealistyczna napotyka opór tego procesu, ale przypisuje
go ideologicznym czynnikom. Od roku 1848 świadomość pozornie czyni krok naprzód: zaczyna widzieć
tę oporną rzeczywistość, ale ukazuje się ona jej zawsze
jako coś innego, niż to, czym jest istotnie: <wyroznienie>związek
wewnętrzny nie został przywrócony</wyroznienie>. Przyrodniczo pojęta rzeczywistość społeczna jest hipostazą<pe><slowo_obce>hipostaza</slowo_obce> --- pojęcie abstrakcyjne traktowane jako byt rzeczywisty.</pe> uczucia obcości, wniesionego w życie zbiorowe
przez izolowaną świadomość romantyczną. To, że życie rzeczywiste ludzkości jest pracą i ma swoje wewnętrzne konieczności, to, że ten utrzymujący się własną
siłą trud nie ulega podmuchom stojącej zewnątrz myśli,
zostaje wytłumaczone jako <wyroznienie>absolutna niezależność</wyroznienie> rzeczywistości od człowieka. Mamy więc niezłomne prawa natury, prawa ekonomiczne, rozwój
ekonomiczny. Człowiek ma ,,<wyroznienie>tylko poznać</wyroznienie>" tę
rzeczywistość i działać na zasadzie tego poznania. Całe
nieludzkie, sztuczne osamotnienie myśli, wykrystalizowane w tępe zadowolenie z siebie filistra, cała pogarda dla głębokich sił życia właściwa dorobkiewiczom teorii jest w tych postulatach najniedorzeczniejszego z fetyszów, przyrodniczo pojętej ,,socjologii".
Możemy jednak nie iść głębiej i pozostać w granicach
,,kulturalnej świadomości" --- wystarczy to do zrozumienia jej sztuczności. Zapewniwszy sobie podstawę
,,poznania", świadomość staje się w oczach swych
zdolną do działania, zapoznaje to tylko, że to, co wydaje jej się ,,niezależną od człowieka" rzeczywistością,
jest zawsze wynikiem działania biorących udział w życiowym procesie ludzi, a więc czymś zmiennym. Świadomość uznaje poznany przez się rezultat nieustannego
mozołu za grunt swego działania i z pedancką sztywnością, z bakalarskim okrucieństwem narzuca życiu
to, co ona zdołała z jego krwawego trudu pojąć. Socjologia nowoczesna jest teologią na użytek karierowiczów i zdeklasowanych. Sama intencja ,,przyrodniczego" traktowania tych spraw jest symptomatem absolutnej dyskwalifikacji badacza do pojęcia czegokolwiek bądź z istotnej natury społeczeństwa. Mamy tu
w formie do gruntu antypatycznej, oschłej i wyjaławiającej wszystkie złudzenia poprzedniego stanowiska. 
Świadomość kulturalna uważa za byt swoje własne
przeżycia, wierzy w prawzorowość własnych swych
procesów. Nowe rozczarowania wywołują nowe, nie
przekraczające wciąż jednak zasadniczej powierzchni
wnioski. Działanie jest niemożliwe --- nie ma bowiem
pierwiastków działania. Aryjczyk wymiera --- konkluduje Gobineau<pe><slowo_obce>Gobineau de, Joseph Arthur de</slowo_obce> (1816--1882) --- francuski pisarz, filozof, dyplomata; autor tezy o wyższości rasowej Germanów, stąd uważany jest za twórcę doktryny rasizmu.</pe>; prawda w ogóle jest fikcją, istnieją tylko
różne formy fikcji, niektóre bywają zbawieniem ---
myśli Renan; fikcje zawsze są ciekawe, dodaje France<pe><slowo_obce>France, Anatole</slowo_obce> (1844--1924) --- właśc. François-Anatole Thibault, francuski poeta, pisarz i dziennikarz. Laureat literackiej Nagrody Nobla (1921). Najsłynniejsze dzieła France'a to: <tytul_dziela>Zbrodnia Sylwestra Bonnard</tytul_dziela> (1881), <tytul_dziela>Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką</tytul_dziela> (1892) oraz <tytul_dziela>Bogowie łakną krwi</tytul_dziela> (1912).</pe>,
ponieważ zaś wiemy, że wszystko to są iluzje,
wszytko: religia, ojczyzna, praca (por. co mówi o tym
Mr. Bergeret), łatwo nam będzie pogodzić się, wyszedłszy niejako na tamtą stronę złudzeń w tę dziedzinę, w której jesteśmy nic nierozumiejącymi, niewinnymi dziećmi, ślepymi jak u Maeterlincka; nic nie
jest prawdą, <wyroznienie>wszędzie</wyroznienie> może być absolutny początek, myśli Nietzsche<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich Wilhelm</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, pisarz. Krytykował chrześcijaństwo oraz kulturę zachodnią. Głównym hasłami wywoławczymi poglądów Nietzschego są: apollińskość i dionizyjskość, teoria wiecznego powrotu, ideał nadczłowieka, nihilizm i śmierć Boga, dwa typy moralności --- panów i niewolników. Wywarł ogromny wpływ na kulturę i filozofię XX-wieczną. Główne dzieła: <tytul_dziela>Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm</tytul_dziela> (1872), <tytul_dziela>Ludzkie, arcyludzkie</tytul_dziela> (1878), <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> (1883--85).</pe>; wszystko może mieć jakiś sens ---
mówią symboliści; i tu znowu przeżycia kulturalnej
świadomości stały się dla niej światem. Ten to proces
przekształceń świadomości <wyroznienie>bezczynnej</wyroznienie> w najgłębszym znaczeniu, świadomości utrzymywanej i odtwarzającej poza nią wytwarzane konfiguracje przesłania
nam wyniki rzeczywiste tego tak bogatego w treść
XIX wieku.</akap>




<akap>Atmosfera współczesna scharakteryzowana może
być w ten sposób, że na powierzchni nieustanego mozołu i walki ukazują się jako przedstawiciele człowieka ludzie, albo stwierdzający, że żadną podlegającą
im rzeczywistością nie rozporządzają i uznający świat
za wyraz dowolności, albo też ludzie, utożsamiający
swoje perypetie psychiczne, wytwarzane i przeżywane
na tle gotowego, <wyroznienie>dostarczanego</wyroznienie> im świata za
treść życia: albo niemożność działania, albo działanie urojone. Cały ten dramat odbywa się w granicach świadomości, zamkniętej i niezdolnej przemóc
swego osamotnienia, wrosnąć w sam proces pracy,
rozpławić dumę intelektualnego posiadania w twardym
i trwałym męstwie zbiorowego wysiłku. Stan duszy
ludzkości pracującej, twórczej, oto jest rozstrzygająca
rzeczywistość duchowa; stan duszy ludzi, którzy żyją
gotowym już życiem, jest istotnie sprawą obojętną lub
przynajmniej drugorzędną. Świadomość kulturalna nie
może przemóc widma gotowego świata, żyje ona nieustannie złudzeniem, że w jej wnętrzu dokonywa
się przeistoczenie <wyroznienie>rzeczywistości</wyroznienie>. Przypadkowe
ukształtowanie tradycji dziejowej, przetwarzające się
pod przypadkowymi wpływami obcych kultur, oto
jest istota procesu, który rozstrzyga w jej oczach
o wszystkim. Pora już zrozumieć, że mamy tu do
czynienia jedynie z perypetiami psychologicznymi pewnego życiowego typu i to typu, który samego życia
nie wytwarza, przyjmuje je tylko. Niepodobna czysto
intelektualnymi środkami przemóc tego stanowiska;
jedynie zmiana życia, świadoma i wytrwale zwrócona
ku jego źródłom wola może wyzwolić myśl spod
tej hipnozy fikcji. Świadomość, która nie czuje się
jasno określoną formą działania we własnym narodzie, która nie jest w stanie zdać sobie sprawy, jaką
rolę w życiu swego narodu spełnia, w jaki sposób
przyczynia się do przetworzenia zbiorowego narodowego życia w wystarczający sobie organizm, nie
będzie w stanie zrozumieć nic ani w sobie, ani naokoło siebie, ani u siebie ani na obczyźnie. Psychika
nasza jest wytworem narodowego życia, zapewnić jej
władzę nad światem, a właściwie samą rzeczywistość
możemy jedynie to przez tę <wyroznienie>zbiorowość</wyroznienie>, z której
nasze życie zostało wysnute. Kto sądzi, że umie się
obyć bez narodu, objawia tylko brak głębszej oryginalności. Wszystko, co głębokie w nas, istotne, twórcze, <wyroznienie>wiąże nas z grupą</wyroznienie>, w której wytkane zostało: życie narodowe jest jedynym medium zachowania własnej indywidualności. Zrozumieć to, wejść duszą
całą w tę potężną walkę i pracę, która o przyszłości
naszej rozstrzyga, zrozumieć, że wrastając w to życie,
wrastamy w samo twórcze dno duszy naszej: złączyć
całą naszą wolę z tą codzienną pracą wznoszenia narodowego lądu, zrozumieć, że ta <wyroznienie>abstrakcyjna Europa</wyroznienie>, abstrakcyjne społeczeństwo, abstrakcyjna
przyroda, które nam zrodzenie tej prawdy przesłaniają,
są wytworem tylko odciętych od życia, żyjących w fikcyjnych otoczeniach dusz, zdobyć się na energię codziennego zespolenia ze zbiorowym trudem, wytworzyć w sobie ogarniającą go świadomość, to jest jedyna droga do wydobycia duszy z dzisiejszej mielizny. Łatwo jest mówić o kulcie Mickiewicza i jednocześnie żyć rzeczywistą myślą poza jego spuścizną;
ale usiłować przemyśleć <wyroznienie>jego metodą</wyroznienie> dzisiejsze
życie, wydobyć własne nasze rozwiązanie z dzisiejszego świata zagadnień, tak zorientowane względem
naszej rzeczywistości dziejowej, to jest inna sprawa.
Kto zaś z wyznawców Mickiewicza myśli i pracuje
w taki sposób? <wyroznienie>Rzeczywiste</wyroznienie>, konkretne zadania
rozwiązuje się na podstawie najrozmaitszych, czysto
przypadkowych szablonów europejskich; a w zakątku
duszy hoduje się obłudne usprawiedliwienie, że nasze
niedołężne i niewolnicze hołdowanie europejskim doktrynom chwili nie stanowi bynajmniej dowodu przeciwko samodzielności naszej, bo my mamy Mickiewicza, który <wyroznienie>po to</wyroznienie> nam dzisiaj służy, aby ukazać jako
naszą samoistność wzrastające nasze zacofanie. Dlatego
szkodliwą i obłudną jest książka Górskiego<pe><slowo_obce>Górski, Artur</slowo_obce> (1870--1959) --- pseud. Quasimodo; pisarz, krytyk literacki, propagator idei odnowy romantycznego mesjanizmu, autor manifestu literackiego <tytul_dziela>Młoda Polska</tytul_dziela>, współredaktor tygodnika ,,Życie".</pe> i wszystkie pokrewne jej próby. Trzeba raz zająć stanowisko
jasne wobec tego oszukiwania samych siebie. Być wyznawcą Mickiewiczowskiej myśli, znaczy to myśleć
o dzisiejszych zagadnieniach życia w kategoriach <wyroznienie>narodowego</wyroznienie> istnienia, znaczy to tworzyć konkretną
narodową moc dziejową, a więc <wyroznienie>coś rzeczywistego</wyroznienie>, coś, co rozwiązuje te zagadnienia, z jakimi
dzisiaj łamie się człowiek: to, co dzisiaj uznane jest
za kult Mickiewicza, jest tylko mesjanistycznym snobizmem. Pierwszym czynem jest tu właśnie otrząśnięcie się spod wpływu osamotniających, izolujących hipnoz świadomości kulturalnej, jest zrozumienie, że
nasz stosunek do codziennej, nieustannej walki narodu, tj. wszystkiego, co jest w Polsce stwarzającą
swą podstawę pracą, <wyroznienie>jest naszą</wyroznienie> najgłębszą rzeczywistością. Nasza kultura była zawsze stwarzaniem takich form życia, aby na powierzchni pracującej biernej masy istnieć mógł <wyroznienie>typ życia</wyroznienie> swobodnego od
pracy, wierzącego w siebie. I oto mamy oko w oko
dwa zasadnicze fakty naszej epoki: żaden już z żyjących na powierzchni dokonywanej pracy typów nie
jest już w stanie, nie będzie już nigdy w stanie wierzyć w swą wartościowość i jednocześnie pracująca
masa przestaje być bierną, nie posiada jednak <wyroznienie>organu umysłowego</wyroznienie>, który by pozwolił ująć jej
własne swe, jedyne zadanie, posłannictwo i dzieło.
Myśli ona o sobie, o swoim nowym życiu w kategoriach rozkładających się typów przeszłości. To jest
wielkie niebezpieczeństwo epoki. Sięgnąć trzeba głębiej, poza zagadnienie dnia: ująć tę wielką sprawę ---
potrzeba nowoczesnej, głębokiej, całe życie ujmującej wiary. Starałem się wskazać, jakie organy może
znaleźć ten proces w istniejących formach tradycji
narodowej. Angielski humor, łacińskie prawo stać się
mogą formami, w których zdoła ująć sam siebie ten
nowy proces: są to już gotowe metody duchowej
pracy. Czy ośmieli się kto twierdzić, że w tym kierunku została wyzyskana spuścizna romantyków? Żyje
się pewną tradycją tylko <wyroznienie>pracując</wyroznienie>, tylko idąc zawsze
po linii największego oporu, po linii wyznaczanej ,,żywym" przez każdogodzinne wymaganie życia. <wyroznienie>Naród</wyroznienie>
nie wyrasta z samotnych marzeń, to proces właśnie
realnego pasowania się z żywiołem. Walka z żywiołem, z własną oporną naturą <wyroznienie>jest współżyciem</wyroznienie>
naszej woli z tym, co jest starsze od niej i co ją wyłoniło. Pracując w świecie poza nami lub w sobie, usiłujemy wymóc na żywiole, aby zniósł nasze dzieło,
usiłujemy <wyroznienie>w sposób stanowiący właśnie
istotę pracy, jej niezastąpioność</wyroznienie>, porozumieć się z nim. I w procesie pracy porozumienie
to ustala się, psychika nabiera tych cech, które zapewniają jej powodzenie wobec żywiołu, przepaja się
<wyroznienie>nieuchwytnie pozaludzkim</wyroznienie> i to jest geneza wszystkich zasadniczych pojęć o świecie. --- W codziennej, wielomilionowej pracy naród wytwarza sobie
sam świat, w jakim żyje, ten świat przepojony jest
samym procesem pracy, magizmem woli i serca: on
tworzy samą naszą podstawę psychiczną, konkretne
dno wszystkich abstrakcji, do niego wraca wszystko,
co w naszym życiu jest istotne. Naród jest istotnie
ośrodkiem wszelkiej rzeczywistości, organem obcowania z nią: otacza on nas i dźwiga; wola nasza w nim
tylko ma podstawę w świecie. Z niego bowiem wyrosła i poza nim jest niezrozumiała. Wyzwolenie pracy
może być tylko wyższym stopniem dojrzałości woli;
może być tylko <wyroznienie>rozbudzeniem narodu</wyroznienie> we
wszystkich gałęziach polskiego procesu życiowego,
zespoleniem się w nim całej polskiej myśli, woli, całego żywego wytrwania.</akap>



<!--TRIM:3-->


<naglowek_rozdzial>XII. Dusza samotna</naglowek_rozdzial>

<nota><akap><wyroznienie>Religijne znaczenie twórczości Kasprowicza. Jej momenty. Liryzm Norwida. Kilka słów o Whitmanie. Bezwzględne znaczenie liryzmu. Poezja Staffa.</wyroznienie></akap></nota>

<akap>Zestawienie twórczości Norwida<pe><slowo_obce>Norwid, Cyprian Kamil</slowo_obce> (1821--1883) --- poeta, dramatopisarz, prozaik, tworzył także grafiki i obrazy. Twórczość Norwida, początkowo niedoceniana, na nowo została odkryta przez Miriama Przesmyckiego i udostępniana drukiem od roku 1901. Uznawany za jednego z czterech największych twórców doby romantyzmu. Dzieła: cykl liryków <tytul_dziela>Vade-mecum</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Promethidion. Rzecz w dwóch dialogach z epilogiem</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ad leones!</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pierścień Wielkiej Damy, czyli Ex-machina Durejko</tytul_dziela>.</pe> i Wyspiańskiego<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>
z poezją Jana Kasprowicza może doprowadzić do
bardzo ciekawych wniosków, dotyczących stosunku
między katolicyzmem a pierwotnymi formami religijnego życia. Może to w ogóle stanowić interesujące zagadnienie, w jakiej mierze katolicyzm jest w stanie
wytwarzać swoje własne stany uczuciowe i wzruszeniowe, w jakiej mierze może on się obywać bez dopływu ,,pozahistorycznej", nieplastycznej uczuciowości.
Byłoby rzeczą pożądaną, aby umysły dojrzałe przestały się u nas zajmować wyłącznie powierzchownymi
i odpadkowymi formami myśli katolickiej i starały się
zrozumieć ją w tym, co jest dla niej najistotniejsze.
Z punktu widzenia czysto poznawczych i kulturalnych
interesów jest pożądane, aby katolicyzm, ten zdumiewający twór zbiorowej pracy narodów, był badany
w sposób nie mniej poważny, niż to się czyni z czysto
indywidualnymi, mniej trwałymi ukształtowaniami.
Dopóki nie rozumie się roli, jaką odgrywa w życiu
elity umysłowej francuskiej i po części włoskiej katolicyzm, dotąd niezrozumiałymi pozostaną dla nas
bardzo liczne i ciekawe zagadnienia życia kulturalnego
najbliższych nam czasów. Psycholog kultury ma prawo
żądać, aby poświęcano katolicyzmowi, jego poznaniu
i rozumieniu nie mniej trudu, niż się go zużywa, gdy
chodzi o odtworzenie kultury religijnej starożytnej
Grecji np. Jest to tym pilniejsze, że czysto kulturalne
rozumienie katolicyzmu ustala się dziś coraz bardziej w intelektualnie rozwiniętych i dojrzałych kołach Europy. Nikomu nie wyda się tu dziwnym np., gdy się powie, że Goethe<pe><slowo_obce>Goethe von, Johann Wolfgang</slowo_obce> (1749--1832) --- niemiecki poeta okresu ,,burzy i naporu", przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego, twórca nowego typu romantycznego bohatera. Dzieła: <tytul_dziela>Cierpienia młodego Wertera</tytul_dziela> (1774), <tytul_dziela>Król olch</tytul_dziela> (1782), <tytul_dziela>Herman i Dorota</tytul_dziela> (1798), <tytul_dziela>Faust</tytul_dziela> (cz. I 1808, cz. II 1831), <tytul_dziela>Powinowactwo z wyboru</tytul_dziela> (1809).</pe> lub Hegel<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, przedstawiciel klasycznego idealizmu; twórca całościowego systemu filozoficznego, składającego się z logiki, filozofii przyrody i filozofii ducha, odległy inspirator marksizmu. Napisał m.in. <tytul_dziela>Fenomenologię ducha</tytul_dziela> (1807) i <tytul_dziela>Naukę logiki w trzech tomach</tytul_dziela> (1812--1816).</pe> mogą być rozpatrywani jako próby stworzenia dla siebie indywidualnymi siłami ,,atmosfery katolickiej", wyhodowania w sobie katolickiej struktury umysłowej. Zdaje
mi się takie pogłębienie pojęć tym konieczniejszym,
że katolicyzm zawiera w sobie ten specyficzny ,,pathos"
historyczny, ten rys konstruktywny, o którego zrozumienie iść powinno każdemu, dla kogo wyrazy ,,kultura przyszłości", ,,nowa kultura" są czymś więcej, niż
czczym słowem. Starałem się wyjaśnić już uprzednio
tę stronę sprawy, powracam tu jednak do niej, gdyż
poezja Kasprowicza pozwoli nam może ująć ją z odmiennego nieco punktu widzenia. Jest to tym ważniejsze, że liryka Kasprowicza należy niewątpliwie do
trwałych i nieprzemijających naszych wkładów do
skarbu kultury ogólnoeuropejskiej. Pewien moment
duszy ludzkiej, pewna jej postawa znalazły tu jasny
i pełny wyraz. Nie dziwię się bynajmniej, że istnieją
już podobno w Niemczech ,,gminy" Kasprowiczowskie.
U nas jest Kasprowicz podziwiany --- jeżeli na stronie
pozostawić garść artystów --- tym specyficznie polskim, niwelującym podziwem, który jest jedną z najskuteczniejszych postaci uchronienia swego życia wewnętrznego od bezpośredniego kontaktu z treścią podziwianych dzieł i twórców. W ten sposób odżegnują
się od Chrystusa ci, którzy go ustami wyznają. Podziw
i uznanie wyłączają w Polsce rozumienie w wyższym
chyba jeszcze stopniu, niż nienawiść lub niechęć. Jest
to pewien rodzaj myta, które raz opłaciwszy, inteligencja nasza pragnie na zawsze wolną być od wszelkich
,,zabiegów dusznych". Jednym tchem wymieniamy dzisiaj nazwiska Kasprowicza, Wyspiańskiego, Żeromskiego<pe><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> (1864--1925) --- pseud. Maurycy Zych, Józef Katerla; prozaik, dramaturg, publicysta. Współtwórca i pierwszy prezes Związku Zawodowego Literatów Polskich, w 1924 założył oddział polskiego Pen Clubu. Główna tematyka jego pisarstwa to krzywda społeczna, zacofanie cywilizacyjne warstwy chłopskiej, etyczny obowiązek walki o sprawiedliwość i postęp, więź z tradycją walki narodowowyzwoleńczej, tematy historyczne związane z powstaniami, walka z rusyfikacją. Stworzył swoisty dla swego pisarstwa wzór bohatera, samotnego inteligenta-społecznika, który podejmuje zmaganie o dobro ogółu, a odrzuca przy tym szczęście prywatne. Napisał m.in.: <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Przedwiośnie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Rozdziobią nas kruki, wrony</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Różę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Syzyfowe prace</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Urodę życia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wierną rzekę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ludzi bezdomnych</tytul_dziela>.</pe>, nie dostrzegając, że są to trzy różne światy
ducha, trzy różne, w sobie zamknięte formy samowiednego życia, że właściwie nie można przebywać
w światach tych jednocześnie, że stawiają one nam
różne i bynajmniej niełatwe do pogodzenia żądania,
że człowiek, który szczerze zrośnie się duszą ze światem Kasprowicza, nie będzie w stanie wżyć się jako
w swój świat duszy w twórczość Żeromskiego, a dostęp do poezji Wyspiańskiego byłby dla niego jeszcze
trudniejszy. Ale powierzchnia duszy odbierająca dziś
wzruszenia artystyczne jest już znakomicie wyćwiczona:
wie ona, że to wszystko nie na serio, że to obowiązuje tylko do pewnej głębokości, że tam gdzieś głębiej jest ktoś czy coś, co już potrafi wszystko po
swojemu wyzyskać, ze wszystkiego się po swojemu
wycofać. I tacy to wewnętrznie zabezpieczeni wielbiciele, koneserzy stylów odczuwają jako brak taktu,
gdy się przystępuje do dzieł wielkiego poety z całą
stanowczością i powagą, gdy się je bada nie jako
formy pewnej powierzchownej gry, nazywanej dzisiaj
sztuką, lecz jako to, czym one są --- tj. jako postacie życia raz na zawsze utrwalone, mające w sobie
całą grozę tragicznie zamkniętego losu. Świat cały
jest dla Kasprowicza jedynie postacią obcowania jego
duszy z Bogiem, jedynie mową, w której odbywa się
wieczny dialog. --- Dusza i Bóg to są właściwie istniejące tu dwa bieguny; świat przyrody i świat dziejów
to już nawet nie teren zetknięcia tych dwóch wiecznych potęg, lecz coś mniej jeszcze samodzielnego: to
jakby kształty tylko, przejściowe symbole życia pulsującego między Bogiem a duszą. Nie może być najmniejszej wątpliwości, że mamy tu do czynienia nie
z literackim wmówieniem, nie z poetycką fikcją, lecz
z istotną i głęboką formą życia duchowego. Taka jest
prawda psychiczna Kasprowicza. Gdy się zbada i rozpozna <wyroznienie>logikę</wyroznienie>, z jaką rozwija się ona w jego twórczości, gdy się spostrzeże, że dzieła jego to tylko
różne momenty, różne płaszczyzny, różne oświetlenia
jednego i tego samego głębokiego, zasadniczego przeżycia, znikają wszystkie wątpliwości: --- twórczość
Kasprowicza jest zjawiskiem tak samo samobytnym
i istotnym, jak życie i działanie Świętego Franciszka
z Asyżu<pe><slowo_obce>św. Franciszek z Asyżu</slowo_obce> (1181/82--1226) --- włoski duchowny katolicki i mistyk, założyciel zakonu franciszkanów; propagował ubóstwo zakonne.</pe>, Pascala<pe><slowo_obce>Pascal, Blaise</slowo_obce> (1632--1662) --- francuski badacz nauk ścisłych, filozof i mistyk; zajmował się indukcją matematyczną, zjawiskiem ciśnienia atmosferycznego, hydrostatyki, rachunkiem prawdopodobieństwa oraz różniczkowym; bronił rozdziału wiary od rozumu; pogląd ten wyłożył w wydanych pośmiertnie <tytul_dziela>Myślach</tytul_dziela>.</pe>, Kierkegaarda<pe><slowo_obce>Kierkegaard, Søren Aabye</slowo_obce> (1813--1855) --- duński filozof, poeta, teolog; prekursor filozofii egzystencjalnej w chrześcijańskiej odmianie, kontynuował niektóre myśli zaczerpnięte z św. Augustyna, Pascala i Schellinga. Dzieła: <tytul_dziela>Bojaźń i drżenie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Albo-albo</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Okruchy filozoficzne</tytul_dziela>.</pe>. Wymieniłem tu umyślnie wielkie imię włoskiego świętego, gdyż musi się
ono nasunąć każdemu, kto wżyje się dostatecznie głęboko i szczerze w świat duchowy poezji Kasprowicza<pr>Nasuwa mi się pewna uwaga: mało jest dzieł w naszej
literaturze, które byłyby w takim stopniu przepojone wewnętrzną, głęboką <wyroznienie>dobrocią</wyroznienie>. Gdy się nie chce samego siebie
skrzywdzić ich niezrozumieniem --- trzeba to mieć na uwadze,
gdyż wzajemna <wyroznienie>nieżyczliwość</wyroznienie> tajona i bezwiedna jest
jedną z cech naszego współczesnego umysłowego życia. Bardzo
często surowość intelektualna i niezbłagana logika są tylko
formami zewnętrznymi głębokiej, nieuświadomionej złości.</pr>.
Pomimo całego oficjalnego uznania, jakie go otacza ---
najgłębsza, duchowa wartość jego poezji nie jest jak
gdyby nawet przeczuwana. Cały podziw, cały wpływ,
całe działanie wychowawcze zostają przekute na walory estetyczne. Poezja Kasprowicza jest czymś więcej:
jest potężnym źródłem odnowienia, oczyszczenia duszy. Nikt nie zdoła przewidzieć, jakie wyniki mogłaby wydać, zetknąwszy się z szerokimi warstwami ludowymi, <wyroznienie>wróciwszy</wyroznienie> do nich. I może nie bez powodu nasuwają mi się, gdy myślę o niej, wszystkie
utajone prądy religijnej uczuciowości, które tętniły pod
powłoką wczesnego włoskiego renesansu, te rozdarcia,
powinowactwa, które sprawiają, że ten sam żar, który
wybuchał w ikonoburczych krucjatach <wyroznienie>piagnonów<pe><slowo_obce>piagnoni</slowo_obce> (wł.) --- płaczący; nazwa zwolenników Girolamo Savonaroli; określenie pochodzi od płaczących na jego kazaniach kobiet.</pe></wyroznienie>
przeradzał się w sztukę i kształt w duszy Michała
Anioła<pe><slowo_obce>Michał Anioł</slowo_obce> (1475--1564) --- właśc. Michelangolo di Ludovico Buonarotti Simoni, malarz, rzeźbiarz, poeta i architekt włoskiego renesansu; najsłynniejszym jego dziełem jest <tytul_dziela>Sąd Ostateczny</tytul_dziela> z Kaplicy Sykstyńskiej.</pe>, był ożywiającym i trawiącym ogniem w piersi
Botticellego<pe><slowo_obce>Botticelli, Sandro</slowo_obce> (1445--1510) --- właśc. Alessandro di Mariano Filipepi, włoski malarz epoki odrodzenia, przedstawiciel szkoły florenckiej; malował obrazy i freski na tematy mitologiczne i religijne. Jest autorem takich dzieł jak: <tytul_dziela>Narodziny Wenus</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Primavera</tytul_dziela> czy fresków w Kaplicy Sykstyńskiej.</pe>. Zdaje mi się, że cały świat zagadnień
związanych z imionami Franciszka z Asyżu, Savonaroli<pe><slowo_obce>Savonarola, Girolamo</slowo_obce> (1452--1498) --- florencki kaznodzieja dominikański, reformator religijno-polityczny, dominikanin, męczennik, święty Kościoła rzymskokatolickiego.</pe>, świat zagadnień dotyczących wzajemnego stosunku
religii i sztuki tkwi w założeniach psychicznych poezji Kasprowicza. Przeczytajcie to, co mówi Gebhardt
o zgorzkniałości i dziwactwach ostatnich lat Botticellego, i weźcie potem do ręki książkę <wyroznienie>O bohaterskim koniu</wyroznienie>, szczególniej te tak niepokojące
polską krytykę stronice o Fragonardzie. Stronice te
napisał ten sam człowiek, który przez błonia życia
idzie śpiewający z jedyną wierną towarzyszką, śmiercią.
Kto w tych jego kartach nie wyczuje tego samego zasadniczego akcentu, ten akcentu tego w ogóle nie słyszał, nie wie, na czym on polega, skąd idzie.</akap>




<akap>Powracam do zaznaczonego porównania.</akap>




<akap>Savonarola był głębokim, płomiennym buntem całego włoskiego społecznego piekła przeciwko samemu
sobie, przeciwko całemu stanowi rzeczy, którego momentem ono było. To włoska nędza rozpalała ten żar,
który zwracał się przeciwko wszystkiemu, co beztroskliwie znosiło istnienie, chłonęła całą słoneczność
Ariostowskiego<pe><slowo_obce>Ariost</slowo_obce> (1474--1533) --- właśc. Ariosto, Ludovico, włoski poeta, satyryk i komediopisarz, autor poematu <tytul_dziela>Orland szalony</tytul_dziela>.</pe> świata w ogniu rozżarzonego sumienia. A jednocześnie sam ten żar trawił i oczyszczał:
on tworzył dumę i tragizm w młodej duszy Michała
Anioła<pe><slowo_obce>Michał Anioł</slowo_obce> (1475--1564) --- właśc. Michelangolo di Ludovico Buonarotti Simoni, malarz, rzeźbiarz, poeta i architekt włoskiego renesansu; najsłynniejszym jego dziełem jest <tytul_dziela>Sąd Ostateczny</tytul_dziela> z Kaplicy Sykstyńskiej.</pe>, on przepalał duszę Botticellego, tak że wreszcie
odnajdowała ona poza gorzkim potokiem skruchy dziecięcą szczerość, rzewność, a wraz z nią odrodzone,
nowe <wyroznienie>tak</wyroznienie>, z głębi dziecinnej duszy dźwigające znów
zagrożone zrazu piękno. Wszystko stawało się bezwinnym; lecz gdy chwiał się ten postument, gdy łamała
się kolumna, zmieniała się znów perspektywa: nieskończona, uświęcająca wszystko dobroć przeradzała się w nieskończoną, niwelującą wszystko wzgardę. I to jest tajemnica przejścia od widnokręgu Marii Egipcjanki do
perspektywy huśtawkowej Fragonarda. Kto nie rozumie, że tego rodzaju przejścia są najwyższymi, nieodpartymi dowodami szczerości, ten niech wyrzeknie się
rzemiosła krytyka. Rzecz prosta, że nie używam tych
porównań dowolnie. Problem piękna i sztuki wobec
bezmiaru nędzy i cierpienia stał się zaczynem religijnego życia Kasprowicza<pe><slowo_obce>Kasprowicz, Jan</slowo_obce> (1860--1926) --- poeta, krytyk literacki, dramaturg, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, tłumacz. W twórczości związany był z kilkoma nurtami młodopolskimi: od naturalizmu (<tytul_dziela>Z chłopskiego zagonu</tytul_dziela>), przez symbolizm, katastrofizm i ekspresjonizm (<tytul_dziela>Hymny</tytul_dziela>) do prymitywizmu (<tytul_dziela>Księga ubogich</tytul_dziela>).</pe>. Sztuka jego jest w nieustannym związku z perypetiami wewnętrznego odkupienia: w niej oddychają jego chwile dziecinnej radości,
gorzkiego zapamiętania, straszliwe chwile, kiedy Bóg
milczy, i momenty bezgranicznego zaufania, łaski, przebaczenia. Niech wiara zgaśnie w sercu --- a czystość,
dla której wszystko jest czyste, zmieni się w spopielałą obojętność zużycia i cynizmu. Wszyscy, co żyli
głębokim i samoistnym religijnym życiem, znają te
chwile całkowitej, beznadziejnej spiekoty duszy. Rwąca
rzeka wzruszeń i uniesień, cichy strumień pokory, zatoka przebaczenia i spokoju --- przepłynęły gdzieś,
zapadły w podziemia; straszy tylko wyschłe łożysko,
dno piaszczyste i jałowe, bezpłodne i samotne, jak
szkielet. Życie popłynęło kędyś, skryło się w czeluściach serca, pozostała trupia samotność, niewiara martwej kości, iż kiedyś pulsowała krew, dzwoniło serce.
Czy istotnie przemawiał niegdyś Bóg do duszy, czy
stała ona nad nim jak na brzegu morza, sam na sam
z jego nieskończonym życiem, czy istotnie falą była
płynącą tam, gdzie gorze i pała na widnokręgu przenajświętsze serce, czy istotnie przepływało tętno Boże
poprzez pierś naszą, czy w samej rzeczy patrzyliśmy
śmiertelnymi oczami w bezmiar życia? Stoimy teraz
na powierzchni martwego świata, który jest nam obcy,
jak zastygła na wieki skorupa. Nic nas z nim nie łączy, nie łączy nas nic z nikim i niczym: patrzymy
w świat pustymi oczami Jorickowej czaszki, w martwej ciszy rozlega się <wyroznienie>puk, puk</wyroznienie> gwoździ wbijanych
na Golgocie, dobiega wrzask przekupniów i hecarzy.
Hamlet, Ofelia, miłość, wszystko to trwa --- trwa,
gdyż jest w gruncie rzeczy tylko bezużyteczną, samotną walką wszystkiego przeciwko wszystkiemu,
walką, gdzie nie ma zwycięzcy ani zwyciężonego, jest
tylko bezcelowe zagryzanie się wzajemne lub, jeśli kto
woli, również bezcelowe gżenie się miłosne tworów
jednego dnia.</akap>




<akap>Te momenty odpływu duszy są nieodłącznie związane z momentami przybierania duchowych fal. Kto
serce swe uczyni organem nieskończoności, musi być
przygotowany na te chwile, gdy leży ono jak zapomniany przez ocean żwirek na piaszczystym wybrzeżu.
Są to dwie strony jednego i tego samego procesu.
Aby móc tak z całym poza nami światem, z całym
jego życiem, ze wszystkim, co tworzy on z nami
i w nas, obcować jak z wielkim życiem, którego
fale unoszą nas ku szczytom, nurzają w głębinie,
trzeba świadomością i duszą wyjść poza interesowność naszego ja, trzeba samego siebie rozpławić
w wielkiej, przez współczucie rozszerzonej duszy. <wyroznienie>Ja</wyroznienie>
poezji Kasprowiczowskiej zostało wytworzone przez
głęboko współczujące, przyzwyczajone żyć i czuć poza własnymi granicami serce. Nie trzeba brać na serio
teatralnego wiersza ,,byłeś mi niegdyś bożyszczem" itp.
Tłum, który przestał być bożyszczem, był tu właściwie tylko postumentem własnego ubóstwiającego samo
siebie <wyroznienie>ja</wyroznienie>. Indywidualizm religijny poety jest właściwie
rozszerzeniem i pogłębieniem społecznym duszy. Jest
zwycięstwem szczerego ludzkiego współczucia, głębokiej dobroci nad pierwiastkami czysto osobistej dumy,
stanowiącymi podstawę agitacyjnego altruizmu. Dzisiejszy <wyroznienie>Kasprowicz</wyroznienie> religijny jest dojrzałym owocem jego okresu podkreślanej, zaznaczanej tendencyjnie ludowości. Może byśmy już raz przecie wyzwolili się od ohydnej maniery rozpatrywania głębokich
przejść duchowych z punktu widzenia powierzchownych, koteryjnych haseł. <wyroznienie>Ja</wyroznienie> maleje w oczach głęboko
żyjącego człowieka, maleje wszystko, co może ono
uczynić i czego może się doczekać, dusza wychodzi
poza osobiste życie, wysiłek budowania i wznoszenia.
Można brać i nadal w życiu udział nawet własnym
czynem, ale duszą stoi się poza nim i ze wszystkiego
pozostaje to jedno tylko głębokie tętno życia, i świat
cały wraz z naszą ograniczoną osobistością jest tylko
symbolem, momentem tych podziemnych wzruszeń.
Nasze głębokie ja staje się jednym z biegunów ---
całe pozostałe życie skupia się na drugim. Wydarzenia, czyny, dzieła same przez się nie mają tu już
znaczenia: całe znaczenie ich jest w tym głębokim
tętnie, które je ogarnia. Mniejsza o to, co wywołuje
wzruszenie: ból, rozpacz, radość. Są tylko one, tylko
dusza nasza, pogrążona w nich i cały świat jako jej
olbrzymie, tętniące serce. Jest on tylko sprawcą, źródłem naszych wzruszeń, z niego wypływają one
i wracają ku niemu, niosą go w sobie, rozpławiają,
zastygają w nim. Jest tylko dymiące serce, jego wzruszenia, cierpienia i miłość, radości, tęsknoty i szały
rozpostarte są w próżni jak struny. Bóg i dusza ---
dwa umocowania tętniących strun; przepływa przez
nie pieśń, faluje od bieguna do bieguna; rwą się
struny --- to Bóg znikł jak słońce w falach oceanu,
dusza wre, sama z sobą się zmaga i kłębi. To znowu
on jeden --- jedyny w wiecznej chwale, w niedosiężnym
majestacie, gdzieś poza krańcami istnienia. Korzy się
dusza. Płynie tym powietrznym, ponadżyciowym szlakiem jesienny smutek, nędza chłopska, rozpacz miast, płacz dzieci. Dusza wpada w grząskie moczary, blady
Bóg patrzy z widnokręgu jak chore słońce; na próżno
wyciąga się ku niemu ramiona, i jemu zimno w tej
strasznej szarudze, jego świetność ginie w liściach
drzew, jęk wichrów z jego piersi: umiera Bóg, jak ta
ginąca dusza, więc wzbiera w niej żal nad jego straszną
nędzą, poznaje winę swą i grzech. Ten wielki Bóg
płacze jak zagłodzone chłopskie dziecię w zapartej
chacie, a moczar życia trzyma, więzi duszę. Żal, piekąca hańba, rozpacz bezpowrotu, całe serce ginie Bożym bólem --- i oto chyli się nad duszą bezpamiętna
dobroć jak wierny przyjaciel, brat nieznający zdrady,
matka, co łez wylanych nie pamięta. Kto da moc zapomnienia, gdzie zdoła je znaleźć dusza, obarczona
winą, która nie ma granic? Ślepi ją ten blask niepamiętającego przebaczenia, znieść nie może jego białych skrzydeł. Wstyd przeszywa na wskroś, przygważdża
ku ziemi, rozdeptuje duszę na proch, drga w każdym
zmiażdżonym wspomnieniu. Wszystko raczej, niż ta
straszna męka. Być musi kraj wiecznego potępienia,
tam, gdzie już milczy Bóg, gdzie płacz jego nie sięga,
gdzie można żyć sam na sam z rozpaczą. I tu
na martwym wzgórzu przybijają do krzyża wieczne
odkupienie: tak, tak! --- Zbawicielu, tak, taki --- ty, co
nie pomnisz zdrady, tak, tak! --- poprzez ciało i kość.
Sama już teraz będę, na wieki tylko z sobą. Na grobie
Bożym siędę, na nagim wirchu. Szumi samotnością
wicher, odziera liście z drzew, przelatuje nad martwym
szczytem, nie daje mu ukojenia, pali gorączką, gna
w obłęd.</akap>




<akap>Umarł Bóg, jest tylko samotna, opętana dusza.
Rwie struny, nikt jej nie słucha, bluzga krwią, drze na
strzępy pamięć. Na próżno, na próżno! Sama przed sobą
gna przez nagie pola, pada bez tchu i wtedy, gdy już
leży bezsilna, kiedy męka strawiła już pamięć grzechu
i bólu, kiedy nic już nie ma, wypływa z ostatniej jakiejś głębiny płacz. Skąd płacz w spalonej duszy?
Szemrzą łzy jak strumień na wiosnę: dźwiga się dusza, uśmiecha się sama do siebie przez łzy, rodzi
się z własnej piersi Bóg beztroskliwie dziecinny, słodki
jak kwiat, jak ta radość, która nie zna czasu, jak
wieczny, nic niewiedzący uśmiech, kwitnie jak drzewo
migdału, cały jest w kwieciu i woni, łagodnym wietrze,
srebrzystym szepcie strumieni, bezskrzydlnym locie
obłoków. Jak młody sad kwitnących jabłoni jest ten
Bóg i na klęczkach, w skrusze, pełznie ku niemu szczęśliwa, pragnąca tak wiecznie słodko się kajać dusza.
Tak słodko wspominać grzechy, tak jak wino upaja
to wonne przebaczenie. Już nie ma granic między
słodką niemocą tej skruchy a radością grzechu: pulsuje szczęście poprzez cały przestwór, bezwinność wstępuje w samo ciało grzechu, w upojenie rozkoszy,
w taniec Salome --- wszystko stało się bezmiarem, poprzez który płynie bezwinna, niepamiętająca o niczym
lubież. Występuje z granic radość, rży jak koń, tarza
się, wybucha śmiechem, świat cały pragnie spalić,
Boga samego obdarzyć swym nadmiarem: świat cały
jest płomiennym śpiewem, pachnącym szałem. Odrywa
się od duszy ten groźny jak słońce nad pustynią świat,
ślepy, bezlitosny, płomienny, wre jak lawina życia
i ognia, porywa chucią, przepala, unosi, zostawia zwęglone, umarłe ciało i sam swą dumą, swą rozkoszą,
swym szaleństwem pijany pali się --- jej kat, jej ślepy
los, głuchy ból. Po cóż trwamy my --- ty i ja --- nad
chatami, które mór dławi, po co świecimy swym przepychem niedoli? Niechajże skończy się to wszystko,
niech zaginie ta zorza i niechaj pozostanie to jedno:
--- fujarki płacz nad opuszczonym, przepalonym światem. Ginie to wszystko, gdzieś dogasa jak ostatni węglik klątwa, milknie jak oddech starca modlitwa; ---
gdzież Bóg, gdzie dusza? --- Samotny człowiek ---
wyrzucony przez fale czeka, rychłoli mu położy na
ramieniu dłoń --- śmierć: już czas --- a wy tam ostańcie, żyjcie, jeżeli zdołacie, żyjcie, kochajcie się, weźcie
co wasze, każdy sam za siebie. Mnie nie potrzeba
nic --- idę sobie poprzez błonia --- z towarzyszką
śmiercią --- śpiewający.</akap>




<akap>Ze wszystkimi nami robi coś życie, kędyś nas
niesie, rodzi zbrodnie, cnoty, nieszczęścia, godziny radości, wielkie, pyszne gniewy, dumne zamiary, gnącą
barki pracę, jałową pustkę bezpotrzebnych dni, wzajemne bezcelowe okrucieństwo. Jeden drugiego ku ziemi
gnie, spycha, depce po trupie. To życie. Ale poza
nim jest to, co czuje to wszystko --- ludzkie, dymiące krwią serce. Poza krańcami ludzkiego rojowiska
roztoczyło swoją samotność. Tu nie potrzeba nic, niczego budować, szarpać się, gryźć wzajemnie; kogo
ogarnie wzruszenie, skruszy, uczyni tętniącym sercem,
tylko ten jest tu bratem. Żyć, tworzyć życie, panować nad nim, to są sny. Życie to ślepy los, który
gna człowieka. Nikt go nie wstrzyma. I po co? Niechaj trwa, niechaj żyją, pracują ludzie, jak muszą. Tu
już niczego się nie wymaga, tu się tylko czuje, cierpi,
kocha. Człowiek tu jest sam z sobą, z duszą własną,
jej samotnią --- Bogiem. Otacza on jak niebo, grzebie
w sobie jak ziemia, opasuje, chroniąc od małości,
jak płomień. Tu już nie zmąci nikt tej jedności --- samo
siebie tylko mające serce ludzkości żyje tu. Tam w świecie wali w nie praca jak młot, trawi, dręczy beznadzieja, przygniata głuchy ciężar czasu. Samo życie,
które wytwarza wzruszenie, znika, pozostaje tylko ono
samo: --- ból, znużenie, ekstaza samotności, wyzwolenie. Świat to tylko tło tych wzruszeń, tło, z którego
zdają się one wyrastać i pochylać ku nam, jak olbrzymie cienie, ognie, które grożą, błogosławiące obłoki.
To wszystko, ten cały świat --- to jest tylko tętniące
słowo naszej duszy. Jest tylko ona, sama, na poły
rozszczepiona: ja --- i Bóg, dwa bieguny jednego i tego
samego wzruszenia, które schłonęło świat, ludzkość,
a teraz pozostało jako łuna, jako olbrzymi, rozdzierający wieczną ciemność krzyk. Kto woła i kto słucha? Bóg i dusza. Błyskawica przenosi wzruszenie,
jest ono w piersi niezmierzonej Boga, to znowu godzi w nią z naszego serca jak strzała, wydziera się
ku niej jak modlitwa. To dusza, która wydźwignęła Boga,
wieczna jak on, szamoce się i grozi, bluzga krwią,
buntuje się, błaga, to znowu on łyska gniewem, gromi
piorunem, spływa dżdżem łaski, wskrzesza rześkim,
wiosennym tchnieniem. Motywy tych przejść, próby
zobiektywizowania ich, sądy Boże, potępienia, akty
łaski --- to wszystko jest mniej ważne, nieraz to martwy kruszec, ciśnięty w płomienie, mącący Jego jasność, zarysowujący się w wiecznym ogniu przypadkową, mirażową smugą. Siła i głębia Kasprowiczowskiej twórczości to wyolbrzymione w samotności
ludzkie serce, rwące się w kawały gdzieś ponad światem, tryskające słupami ognia, strugami łez. Serce,
które rodzi swój świat z siebie, skarży się przed sobą
słońcem, co zachodzi nad polami, widmami wierzb,
opuszczoną chatą, łka dzwonem kościołów, koi się
ciszą. Staje się krajobrazem, wsią, lasem, wiejskim pogrzebem, ale wszystko to --- to zawsze ono, samotne,
olbrzymie, potrzaskane, cyklopowe serce. Ono i jego
groźny, wielki cień, jego widmo, początek i kres, jego
dziecię i jego ojczyzna, samotny tak jak ono; jak ono,
rwące się w męce i bólu, zacichający w tęsknocie ---
sobowtór duszy Kasprowicza, towarzysz jej, jej Bóg.
A w dole jest świat krzywd, które trzeba dźwignąć,
grzechów, których trzeba dokonać. By żyć, musi być
ślepym i głuchym cały ten twardy, kamienny, zapamiętale spychający się w zatracenie, pożerający się wzajemnie świat. Tu życie jest tylko bezsilną, wymęczoną
poprzez świat duszą taką, jaką wyszła z opętania zagryzających się zjawisk. Można by określić stanowisko
Kasprowicza, jego poezji słowami: <wyroznienie>liryzm jako
kult</wyroznienie>. Życie rzeczywiste, takie, jakim ono jest w swoim
twardym świecie, jest i trwać będzie niezależnie od
woli poety. Przestał on wiązać swą duszę z jakąś poszczególną formą życia: nie znaczy to, że życie mu
jest obce. Znaczy tylko, że nie wierzy on, aby dusza
mogła zapanować nad kipiącym chaosem, aby mogła
znaleźć sobie w życiu pewne i trwałe stanowisko, aby
nie pociągnęła jej w czym fatalność, która jutro nasze zwraca przeciwko <wyroznienie>dzisiaj</wyroznienie>. Życie trwa i wpleciona
w nie psychika cierpi jego bólem, jego rozpaczą, upaja
się jego potęgą, jego zapamiętałą, na wszystko ślepą
wolą zniesienia i wytrwania. To, co człowiek czyni,
jest konieczne: nie on tam włada. Ale jego czyn, życie
to, w którym bierze on udział, budzi w jego niezwiązanej z żadnym kształtem duszy --- całą symfonię
wzruszeń. Dusza ukazuje się tu jako czuciowość, wzruszeniowość, wzruszeniem staje się cała psychika ludzka,
nieznajdująca siebie w stworzonym przez zbiorowy
mus życiu. Ta nieobjęta przez społeczeństwo, znosząca je tylko, dźwigająca je lub podlegającą mu dziedzina duszy, wyzwala się w poezji jak w ponadspołecznym, ponadludzkim żywiole, rozżarza się jak łuna
nad społeczeństwami. Swoboda, nieistniejąca jako
czyn --- ocala tak samą siebie jako wzruszenie: porozdzierani przez tysiączne sprzeczności w życiu ludzie
jednoczą się w wielkim, łkającym ponad całym życiem
wzruszeniu. Poezja jest tu jakby żywą hostią dusz, sakramentem zjednoczenia, kultem, jak powiedzieliśmy
wyżej. Kultem zasadniczo naszych czasów, tych, które
właśnie są, tej ciężkiej, żelaznej godziny. Historia nie
przez nas została założona; włada ona nami, jesteśmy
w nią tak wpleceni, że ulegamy jej, buntując się nawet
przeciwko niej: cała nasza, chociażby nawet zbuntowana psychika, jest jej dziełem. Nie możemy żyć poza obrębem historii, na każdym naszym czynie, na
każdej naszej chwili ciążą wszystkie te zakresy życia,
wszystkie te jednostkowe i zbiorowe losy, z którymi
splotły nas dzieje, zanim rozpoczęliśmy nasze indywidualne istnienie. Nie jesteśmy w stanie sprawić, aby
te związki przestały istnieć, wszystko w naszej duszy,
wszystko, co jest w niej konkretne, co może być ujęte
i nazwane, wysnute zostało przez zbiorowość, do
niej się zwraca siłą własnego ciążenia. Wyjść usiłujemy poza społeczeństwo, wyrzekamy się tego, co
nas wiąże: ciążą na nas te czyny, których moglibyśmy
dokonać. Dzień nasz każdy, każda nasza decyzja,
każda chwila naszej bierności: wszystko to należy do
tego życia, w którym wszystko jest nieustanną walką
i krzywdą. Jedność nasza własna rozpada się na kawały, i pożerają się one i niszczą nieustannie: zabijamy i krzywdzimy każdej godziny. Tkamy i my to
życie grzechu i zbrodni, krzywdy, niedoli, samotności,
wiecznego niezrozumienia, jakie nas otacza. Nie możemy go nie stwarzać, dokądkolwiek pójdziemy, pójdzie ono z nami, istnieć będzie jako nasz czyn. Społeczeństwo i życie są zbiorową winą, ale winą nieuchronną --- nie możemy się od niej uchylić. W niej
jest nasze życie, nią jest nasza dusza, nie ma nas poza
nami. Wstecz czy wprzód, ku sobie czy ku ludziom:
ona jest wszędzie: czy przyjdzie jej kres, czy prowadzi
ona ku jakiemuś wyzwoleniu, zwycięstwu? Dziś mamy
tylko to, co jest: życie --- nieuchronną, wielką winę
i duszę, która nie ma ucieczki ani w życiu, ani w śmierci;
trwać musi ona wszczepiona w ludzkie rojowisko.
Sama w sobie jest bezsilna: nie może przeszkodzić,
aby nie powstawała nad społeczeństwami jak chmura,
rozdzierana przez płacz, przez błyskawice gniewu,
a chociażby jak obłok cichego odpocznienia, pachnących marzeń. Tak rodzi się ta poezja. Jest do dna duszy naszą; ktokolwiek powie, że jej nie potrzebuje ---
skłamie. Muszą w każdym istnieć dziś wybuchy samotnego liryzmu: chcecie wykreślić z życia płacz, który
przeciąga nad mrącymi ulicami miast, chorowity uśmiech
dzieci i kobiet trawionych przez nędzę, gdy zaświta
dzień wiosenny. To wszystko jest bezsilne, ale życie
nieopanowane przez wolę, a raczej życie, wolą swą
i świadomość z głębi czucia rodzące, musi się gdzieś
schronić. Kto ośmieli się zresztą twierdzić, że człowiek
może w ogóle tak samego siebie posiadać, aby żyć
mógł bez liryzmu? Nie jest to moje zdanie. Nawet
w walczącym, heroicznym obozowisku musi być moment, w którym ponad dzieło swe wzbija się zbiorowa
dusza, wśród ciszy sama przed sobą łka, skarży się,
wielbi. Liryzm jest potokiem życia, gdy płynie, źródłem, z którego może powstać czyn: jeszcze nie napotkał przeszkody lub się o nią złamał, ale jest jeszcze. 
Gdy nie ma już w duszy nic ciekłego, gdy nie szumią
już w niej żadne fale, może ona jeszcze stoczyć ostatni
bój o siebie, ale nie pójdzie już poza siebie, poza
swój samotny posąg. Liryzm jest źródłem heroizmu:
nie dokona już niespodziewanych, nieznanych dzieł
ani jednostka, ani zbiorowość, jeżeli nie przychodzą
już w nich momenty samotnego zatopienia w sobie,
wielkiej ciszy duszy. Jutro nasze, czyn nasz --- muszą gdzieś być w czasie, gdy trwa nieznające ich dzisiaj. Często przebywa ono tam, to nasze jutrzejsze
wytężenie, gdzie jakieś wielkie wczoraj samym sobą,
smutkiem swym, samotnością się upaja. Kto nie czuje
się w niczym wobec dnia dzisiejszego bezsilnym, kto
nie czuje się w niczym niewolnikiem twardej mocy chwil
obecnych --- ten niech nie uważa tego za moc: ---
to zanik życia. Kto całego siebie w swoim dziś poznaje, ten już nie ma jutra. Liryzm to jest dusza niedzisiejsza, nieobjęta przez obecność, dokonywany
czyn --- to sam potok życia, z którego wychyli się
nasze jutro, nasze ja jutrzejsze. To wszystko dzisiaj
jest w naszej, nieznającej siebie samotności, w wietrze, który szumi, w duszy naszej, która z nim ulata,
rozpościera się nad nami, nieznająca ani jutra, ani
dzisiaj, grająca jak surma, wyjąca jak wicher, jak organ
bijąca w sklepienia. Liryzm jako religia, jako posłannictwo, przeznaczenie, natura --- to jest twórczość Kasprowicza. Liryzm --- nieokolicznościowe oplatanie zdarzeń, faktów girlandą uczucia, powojem sentymentu ---
lecz liryzm-dusza, w której rozpławiły się już zdarzenia,
stały się muzyką, tonem, rytmem, płaczem. Liryzm
nie uznaje tu już świata, ma go w sobie; inaczej byłby
liryzowaniem tylko. Kasprowicz jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli czystego liryzmu.</akap>




<akap>Wydaje mi się jego poezja o wiele głębsza od
twórczości Whitmana<pe><slowo_obce>Whitman, Walt</slowo_obce> (1819--1892) --- amerykański poeta, eseista i publicysta, jedna z najważniejszych i najbardziej wpływowych postaci w literaturze amerykańskiej, w swoich utworach łączył postawę humanisty z realizmem i transcendentalizmem; nazywany ojcem wiersza wolnego, autor budzącego kontrowersje tomiku <tytul_dziela>Źdźbła trawy</tytul_dziela> (1855).</pe>. Być może wchodzi tu w grę
jakaś moja osobista idiosynkrazja<pe><slowo_obce>idiosynkrazja</slowo_obce> (med.) --- uczulenie.</pe>. Wydaje mi się jednak, <wyroznienie>że liryzm zasadniczo zwycięski,
tryumfujący jest zbytnim ułatwieniem
sobie życia</wyroznienie>. Zwycięstwo wtedy tylko jest rzetelne,
gdy jest określone, pełne swej realności, epickie; liryzm może tu wydobyć się na powierzchnię, ale podstawy własnej nie stanowi. Liryzm to dusza niezatrudniona, dusza sama z sobą; cóż wiedzieć ona może
o oporze, jaki stawia świat, o jego twardej zawartości?
To wszystko nie istnieje dla niej, gdy jest ona sama
z sobą. Tu nie ma zwycięstwa, tu jest <slowo_obce>parti pris</slowo_obce><pe><slowo_obce>parti pris</slowo_obce> (fr.) --- uprzedzenie, z góry powzięta opinia, której nie chce się zmienić.</pe>
optymizmu; ten liryzm, to wrzask miedzi nad rozpędzonym, hałaśliwym tłumem. Ten Mesjasz ma coś
z Barnuma<pe><slowo_obce>Barnum, Phineas Taylor</slowo_obce> --- (1810--1891) amerykański impresario, przedsiębiorca cyrkowy; założyciel Barnum and Bailey Circus.</pe> --- wolę Kasprowicza. Zwycięstwo człowieka ma zawsze kształt, tkwi w dokonanym dziele,
które opływa naokół bezkształtna, szemrząca dusza.
Zwycięstwo amorfizmu, wieczne, bezkształtne zwycięstwo jest niewypróbowaną, nieznającą swoich granic, ale
i swej rzeczywistości mocą. Whitmana nazywa jeden
z jego biografów katolikiem, mając na myśli rozlewność
jego duszy, nieznającej żadnych wyłączeń, żadnych
bezwzględnych, nieprzezwyciężalnych przedziałów i granic. Jest to katolicyzm jednak à la Wiktor Hugo<pe><slowo_obce>Hugo, Victor Marie</slowo_obce> (1802--1885) --- francuski pisarz i polityk, czołowy przedstawiciel romantyzmu, członek Akademii Francuskiej; tworzył powieści (<tytul_dziela>Katedra Marii Panny</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nędznicy</tytul_dziela>), poezję, dramaty (<tytul_dziela>Cromwell</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Hernani</tytul_dziela>) oraz pisma polityczne.</pe> i w ogóle spostrzeże może kiedyś krytyka, że podziwiany
dziś jako coś niebywałego, jedynego, Whitman ma wiele
punktów styczności z Wiktorem Hugo i że żyje w nim
najsilniej nie to bynajmniej, co jest w wielkim poecie
największe. Jest to Hugo nieplastyczny przede wszystkim. Plastyka Wiktora Hugo miewała w sobie nadmierną wypukłość teatru, była dekoracją --- nie rzetelnym, opanowanym kształtem --- ale stawiała ona bądź
co bądź opór lirycznemu optymizmowi, tej zawsze niebezpiecznej nieco, fałszywej i nieco powierzchownej
formie liryzmu. Gdy Whitman rozsyła pozdrowienia
i błogosławieństwa Paryżowi, Europie, wszystkim stanom, całemu światu, wydaje się nam trochę zbyt łatwą
ta geograficzna ekstaza; w każdym zaś razie przychodzi nam na myśl ów heroiczny motyl Norwida,
który był pewny, że ciągnie poza sobą rydwan świata.</akap>




<akap>I tu powracamy do zestawienia, od którego zaczęliśmy naszą charakterystykę. Liryzm nie jest obcy Norwidowi, ale ma on u niego specyficzne zabarwienie,
jest on jakby milczeniem i dumą potężnej katedry.
Liryzm rodzi się tu jak milczenie dzieła, jego potężny
patos: dusza tu utwierdza się w wierze, nie czuje się
ona samotną poza wzniesionym przez zbiorową pracę
światem, dźwiga go z siebie, jest cała w jego ucisku,
w dźwigającym sklepienie wysiłku; liryzm jest tchnieniem całości, zwiastującym odzielnym kamieniom, że
trwa i stoi gmach. Katolicyzm, jako uczucie, polega
na nieustannym obcowaniu z całością: prochy i kości
pomarłych dźwigają kamienie, płynie ku nim spod
stropu pieśń, zwiastuje, że życie przyjęło ich śmierć
i trwa z niej i nad nią. Nic tu nie ginie: samotność
jest właśnie tym oporem, tym ciężarem, który przezwyciężyć, dźwignąć trzeba. Każdy zmaga się z sobą,
aby trwała całość, całość wrasta w pojedyncze dusze,
zawisa nad nimi granitową opoką, życie gatunku
wznosi się nad jednostką i dźwiga ją z siebie, rozpościera się nad każdym uczuciem niby wiecznotrwałe
przeznaczenie. Błogosławieństwo dusz zmarłych wita
tu rodzącą się wolę, czekają nas wielkie cienie na załomach własnej naszej samotnej drogi, w głębi duszy
napotykamy je, z samego dna naszego psychicznego
istnienia wyrastają nam nieznane pomoce, jest przecież cały ten świat, z którego ja nasze wyrasta, <wyroznienie>glebą
dusz</wyroznienie>, wzniesionym przez nie lądem. Stratą niepowetowaną dla ludzkości byłoby, gdyby istota katolicyzmu,
wytworzona przezeń budowa psychiczna, patos historyczny i wszechludzki miały zostać utracone... Jest to
wielkie zbratanie w dziele. Dusze dźwigają wielki gmach,
w którym żyją, a jednocześnie, prócz zrzeszonego wspólnego wysiłku, ustala się między nimi wielka wspólnota
uczuciowa: krążą między filarami oddechy, ciepłe
jak uściśnienie rąk, kołacą w nich drżące o siebie nawzajem serca. Nastrój męski i hartowny, a nie zimny,
dźwigający a braterski --- jedno z najdumniejszych dzieł
człowieka, z najpełniejszych tworów jego historii. Gdyby
<wyroznienie>prawo dojrzałej woli</wyroznienie> stać się mogło tym, czym
tu jest hierarchia --- byłby katolicyzm stanem duszy
zbiorowej, dopuszczającym możliwość nieograniczonego
wzrostu. Istnieje w nim obok ustosunkowania prac
i wysiłków nieprzeciwstawiające się konstruktywnemu
pierwiastkowi, niewyłączające go zbratanie uczuciowe
Współczucie wiąże tu ludzi jako uczestników wielkiej
budowy, <wyroznienie>miłość</wyroznienie> nie ukazuje się tu jako chęć uwolnienia od trudu. Liryzm Kasprowicza jest zjednoczeniem w uczuciu poza dziełem, poza społeczeństwem,
poza historią. Rzeczywistość dławi ludzi, zmusza do
nieustannej walki, utrzymuje ich w stanie rozterki,
gorączkowego szamotania się --- tu stają się oni jedną
wielką, czującą duszą, oddychają sobą niezależnie
od tego, co czynią w życiu. Dusza staje się tu morzem zalewającym gród pracy, mozołu i męki, ścierającej się z sobą pychy, zaciekłego dźwigania; ponad
całym tym światem rozpościera ona swą samotność.
Wielki żywioł bierze w swą pierś, całe ludzkie, na nim
wbrew niemu budowane istnienie; nie dostrzegając
różnic, niesie ku szczytom myśli i potęgi, jest samą tą
straszną górą płaczu, olbrzymią falą cierpienia; rozdzierają ją błyskawice, krwawe oblicza migocą w falach;
i ponad to wszystko łka samotna i ciemna, potężna
i opuszczona dusza ludzkości. Tym tylko jest, tym samotnym, bijącym w ślepy przestwór słupem: <wyroznienie>w sobie</wyroznienie>
ma wszystko, komuż się poskarży, przed kim się zbuntuje lub ukorzy, gdy jest sama? Dzisiejsza samotność
Kasprowicza ma w sobie wszystkie twory historii.
Tu huczy i łka, grzmi i płacze, śpiewa i modli się
tworząca wszystko dusza ludzkości. Historia została tu
wchłonięta <wyroznienie>w ciemny żywioł ludzkiej woli
i duszy</wyroznienie>, żywiołem krwawiącym się w mroku, rozrywającym własną pierś jest ta poezja. Tu nie można
mówić o żadnych dogmatycznych, historycznych określeniach, tu rozstąpił się, rozwarł sam grunt historii.
Dusza zawisła jak cierpiący żywioł nad ciemną otchłanią. Jesteśmy na jednym ze szczytów: poprzez słowo
i jego nieuświadomiony antropomorfizm, mimowolny,
zadomowiony optymizm ludzkiej mowy --- mało kto
tu dochodził. W tej głębinie tworzył Beethoven. Stanisław Przybyszewski<pe><slowo_obce>Przybyszewski, Stanisław</slowo_obce> (1868--1927) --- pisarz, dramaturg, poeta, twórca manifestu Młodej Polski (<tytul_dziela>Confiteor</tytul_dziela>), jeden z pierwszych ekspresjonistów w literaturze europejskiej, skandalista, członek cyganerii krakowskiej, redaktor krakowskiego ,,Życia", artystyczny przywódca Młodej Polski. Pisał m.in.: powieści (<tytul_dziela>Dzieci szatana</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Homo sapiens</tytul_dziela>), dramaty (<tytul_dziela>Śnieg</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Matka</tytul_dziela>), poematy prozą, eseje, wspomnienia.</pe> miał słuszność --- słowo polskie
stało się tu czymś pierwotnym, ponadhistorycznym:
wzięło w siebie słońce kultury, rozpławiło je w sobie
i tak spotężniałe wróciło aż w samą głąb ludzkiego,
pierwotnego żywiołu. Tu się jest w obecności tych
potęg, które zaczynają się poza człowiekiem.</akap>




<akap>Ważną jest rzeczą pamiętać, że tłumaczyć daną
twórczość --- nie znaczy to zaprzeczać ją, że określić
nie znaczy to chcieć uczynić zbytecznym. Dusze jednostkowe tkwią korzeniami swej psychiki w jednej
i tej samej dziejowej glebie. Glebę tę odnajdziemy we
wszystkim, co jest w danej epoce głębokie, a więc
silnie i samoistnie żyje. Żyć świadomością poza życiem, które nas otacza, jest dla dzisiejszego człowieka
koniecznością. Konieczność ta jednak nie zawsze w ten
sam sposób załamuje się w różnych indywidualnościach.
Życie ponad rzeczywistością społeczną, ponad konkretnym, faktycznym procesem dziejowo-społecznym
nie jest uznaniem czystej samowoli. Bezwzględna samowola duszy byłaby bezwzględną beztreściowością
i wyjałowieniem. Dusza samotna rodzi się z konfliktu
między rzeczywistym, pełnym człowiekiem, a więc formacją zupełnie określoną a również określoną rzeczywistością zbiorową, wznosi ona i osamotnia w drodze całkiem określonego konkretnego procesu, walki.
Dusza osamotniona bez walki musiałaby być duszą
pozbawioną znaczenia. Są wypadki jednak, w których
sam proces walki rozgrywa się już jakby ponad życiem. Mam tu na myśli jednego z najszlachetniejszych
twórców <wyroznienie>Młodej Polski</wyroznienie>, Leopolda Staffa<pe><slowo_obce>Staff, Leopold</slowo_obce> (1878--1957) --- poeta, eseista, tłumacz. Uznawany za przedstawiciela współczesnego klasycyzmu, łączony z parnasizmem i franciszkanizmem. Należał do trzech epok literackich, w refleksyjno-filozoficznej poezji łączył spontaniczną afirmację życia z postawą sceptyka-humanisty, nobilitował codzienność; tomiki poetyckie: <tytul_dziela>Sny o potędze</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Uśmiechy godzin</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Martwa pogoda</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wiklina</tytul_dziela>, symbolistyczne dramaty, przekłady.</pe>. Konstrukcje bywają zazwyczaj zawodne: pomimo to jednak jest coś z prawdy w twierdzeniu, że Staff jest
jakby przeciwieństwem i uzupełnieniem Kasprowicza. 
Nie jest on już w żadnym razie synem ziemi; żyć zaczął w regionach nadpowietrznej psychiki, unoszącej
się ponad życiem myśli, ale i tu zaczął on <wyroznienie>żyć</wyroznienie>, a więc
<wyroznienie>być źródłem czynnych i stwarzających
odpowie dzialność --- nieprzewidzialności</wyroznienie>. Myśl i marzenie były mu organami, pewnym
rodzajem astralnego ciała, poprzez nie usiłował on
osiągnąć coś dla siebie, stworzyć, ostać się. Staff jest
jednym z tych umysłów, które rodzą się na tle bogatej i późnej kultury; przesłankami i punktami wyjścia
są dla umysłów tych bardzo już wysubtelnione, późne,
szczytowe stany duszy zbiorowej. Punktem wyjścia
twórczości Staffa jest ten moment, w którym myśl
kulturalna zdaje sobie sprawę, że różne rzeczywistości,
ideały, typy, postacie życia są dziełami ludzkości,
czymś, co stworzyła ona i co jej nie wyczerpuje. Twórcza myśl Staffa zrodziła się po tamtej stronie już
tej wiedzy, więc uczuciowością jej, naturą było to,
co dla generacji Renanów<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe>, Taine'ów<pe><slowo_obce>Taine, Hippolyte Adolphe</slowo_obce> (1828--1893) --- francuski filozof, historyk, krytyk i teoretyk kultury; członek Akademii Francuskiej; jeden z głównych przedstawicieli pozytywizmu. Twierdził, że w podejściu do analizy dzieła sztuki należy uwzględnić trzy aspekty: rasę, środowisko i moment historyczny.</pe>, u nas może dla
generacji Antoniego Langego<pe><slowo_obce>Lange, Antoni</slowo_obce> (1861 lub 1863--1929) --- pseud. Napierski, pisarz, tłumacz, krytyk literacki, publicysta pochodzenia żydowskiego. Autor przekładów m.in. E.A. Poego, Baudelaire'a, Tennysona, Rimbauda, Petőfiego.</pe> --- że wymienię tu jeden z rzadkich w Polsce europejskich umysłów ---
było przeświecającym poprzez pracę, często przerażającym wynikiem. Takie przeobrażenia, transfiltracje
myśli, wyników kultury w wrażliwość, bezpośrednią,
uczuciową naturę jednostek są zjawiskiem nieustannym, dokonywającym się całkowicie <wyroznienie>spontanicznie</wyroznienie>. Staff zaczął żyć więc poza określonymi formami,
poza określoną rzeczywistością w atmosferze eterycznej swobody. Zachodzą tu zawsze nieporozumienia.
Ta swoboda, bardzo skomplikowany wynik twardej,
zbiorowej pracy życia, uważa się za jego twórczynię,
sądzi, że ona reprezentuje życie najbardziej dojrzałe,
najbardziej samowiedne --- w każdym zaś razie ---
życie samemu sobie wystarczające.</akap>




<akap>Znamy już genealogię tej swobody: nie jest tu
już ona dla nas czymś nowym. Jest ona poczuciem,
że nie ma formy życia w otaczającej rzeczywistości
społecznej, którą uznawalibyśmy i moglibyśmy uznać
za wartościową, <wyroznienie>szlachetną</wyroznienie>. Nie moglibyśmy żyć
żadną postacią istniejącego życia, <wyroznienie>stać się nią</wyroznienie>. Nieobecne w życiu prawo wytwarza ponad życiem pustkę,
w której przeciwstawia się ono niewytrzymującej
jego miary rzeczywistości. Jest to pustka całkowitej
negacji, nie potęga --- sama przez się: niemoc. Prawo
<wyroznienie>nieżycia</wyroznienie> --- tj. zrzeczenie się wszelkiej władzy
nad rzeczywistością wydaje się nam wyzwoleniem.
Ale prawo to jest heroiczna walka z rzeczywistością,
wystarczającą samej sobie, uznającą samą siebie. Tu
mamy zaprzeczenie, które istnieje tylko dlatego, że
pomimo wszystko trwa ono, to zaprzeczane życie.
Nie prawo więc i zwycięstwo, lecz wynik bezprawnej
rzeczywistości, stan od niej zależny: skrępowana i bezsilna, choć nieugięta <wyroznienie>rycerskość duszy</wyroznienie>. Ta pustka
negacji, swobody, w której istnieje tylko myśl, marzenie, sama przez się jest wytworem dziejowym. Gdy
żyjące w niej <wyroznienie>ja</wyroznienie> uważa się za wystarczający sobie,
samoistny, indywidualny system, łudzi się: samotność
ta --- to gwiaździste wygnanie. Życie człowieka to nie
sam na sam z myślą, lecz sam na sam, walka piersią
o pierś z losem, który ustępuje tylko rzeczywistemu,
określonemu wysiłkowi. ,,Być czymś" jest w świecie
Staffa zawsze pomniejszeniem, nigdy chlubą. Jest to
wierne odbicie stanu rzeczy, w którym sława jest nieobecna, tego charakterystycznego dla drugiej połowy
XIX stulecia stanu i nastroju, którego znamienną cechą jest nieobecność świadomego, dumnego z siebie,
rycerskiego charakteru w historii świata, w którym
honor nie wyrasta z działania i nie dźwiga go z siebie.
Świadomość kulturalna, kulturalne ja przestały się uważać za sprawców istnienia, przestały widzieć formy
godne życia w utrzymujących się na powierzchni stworzonego świata typach. --- Życie stało się niepoznającym się w żadnych kształtach, głębszym od nich żywiołem jak u Kasprowicza, swobodą w międzyplanetarnej próżni jak u Staffa. Ariel-duch ludziom przychylny --- trafnie określił Jan Sten<pe><slowo_obce>Sten, Jan</slowo_obce> (1871--1913) --- właśc. Bruner Ludwig; chemik, krytyk literacki, pisarz.</pe>; w swym powietrznym państwie roi on tryumfy i zwycięstwa, to
znów, pochyliwszy się nad życiem, cofa się przerażony. Świat jest dla niego cudowną przygodą: i to
jest dziwną kompensatą jego nadpowietrznej walki, że
jego słoneczne sny stają się, wpadłszy w pierś bezsłonecznych wędrowników, ich zwycięstwem, ich wyzwoleniem, ich życiową mocą. Są one jakby dar z królestwa duchów: ciemne, z krwi zrodzone, niewierzące
sobie, zbłąkane myśli spotykają tu jakby jasne, prześwietlone już i z krainy słońca wracające duchy własnych czynów. Gdy na barkach zwyciężonego losu człowiek rzeczywisty, bojownik więc i tułacz, wysłać chce
swobodne tchnienie w świat, napotyka ono na słonecznym szlaku pieśń Staffa. Czekała ona, by wstąpić
w ciało zwycięstwa. Nie jest to rzecz czystego przypadku,
nie jest to nawet wynik istniejącej niezależnie od pojedynczych ludzi kulturalnej współzależności, jest w tym osobista zasługa Staffa. Swój nadpowietrzny subiektywizm
traktuje on w sposób obiektywny: usiłuje wydobyć
<wyroznienie>formę z każdego przeżycia</wyroznienie>, widzenia, snu. Pozostawiony sam z sobą w pustce nie zatracił woli;
nie ma jej na czym wesprzeć, nie zdołał wpleść swego
życia w wielki plan dziejowy; lecz pomimo to sam
dla siebie --- <wyroznienie>chce i walczy</wyroznienie>. Nie wystarcza mu, że
coś zostało przeżyte. To coś musi się stać jego przeżyciem: czymś całkiem określonym. Staff podlega
przeistoczeniom i zachwianiom duchowym, ściśle związanym z jego stanowiskiem. Każde przeżycie może go
pociągnąć na nową drogę, ale wszedłszy raz na nią,
usiłuje on swój świat ugruntować, tworzy sobie z niego
swój powietrzny mit. Przypadek jest punktem wyjścia,
ale wewnątrz przypadku panuje prawodawstwo określone i strzeżone przez wolę. Dlatego jest Staff twórcą
lirycznych ,,mitów", tj. lirycznych w tym znaczeniu,
że odpowiadają przypadkowym, muzycznym zachwianiom duszy. Każde jednak wstrząśnienie staje się ośrodkiem boju, usiłuje ugrupować naokoło siebie cały świat
intelektualny, stwarza swoją własną małą epopeję na
szczytach odosobnionej, samotnej duszy. Staff przeżywa
swe przygody jak możliwe boje z losem; stąd powstaje
możność tych zjednoczeń: tworzy on dusze walk, powietrzne architektury, stacza sam wobec siebie turnieje.</akap>




<akap>Czy nie wydaje się, że istotnie łączy jakaś predestynacja tego młodego poetę z tym, co pisał niedawno: ,,stary, samotny słonecznik"? Jedna i ta sama
klątwa włada ciemnym losem Cyklopa i słoneczną
beznadzieją powietrznego ducha.</akap>







<naglowek_rozdzial>XIII. Czciciele tajemnic</naglowek_rozdzial>



<nota><akap><wyroznienie>Psychologia mistycyzmu. Mistycyzm i empiryzm. Mistycyzm naukowy. Neomistyka jako wola chaosu. Poezja Micińskiego. Epicki stan dusz i rozlewność mistyczna. Goethe.</wyroznienie></akap></nota>



<akap>Prawdziwego mistyka o określonej i wyraźnej fizjonomii duchowej nie mamy dziś w literaturze polskiej. Wydaje mi się, że nie ma go i we współczesnym
piśmiennictwie europejskim. Istnieje natomiast pewnego rodzaju rozlewność mistycyzująca: postać psychicznego życia dość trudna do uchwycenia i dla prawości umysłowej niezmiernie niebezpieczna. Istotę tego
zjawiska stanowi nie jakieś twardo określone, dane
jako rzeczywistość objawienie psychiczne, lecz właściwie niechęć obcowania z własnym swym życiem duchowym jako z czymś rzeczywistym --- aktorstwo
duszy, usiłowanie wyśliźnięcia się samemu sobie.
Mistyk nowoczesny to człowiek, który zawsze usiłuje
być ,,gdzie indziej", czuć się ,,kimś innym", myśleć
,,inaczej", żyć, nie pozostawiając w samym sobie śladu,
poza obrębem własnej wewnętrznej sprawczości, to
człowiek, który nie chce przyjąć samego siebie, któremu każda rzeczywistość własna wydaje się monotonna, nudna, bezbarwna. Różnice między tym neomistycyzmem i mistyką są niezmiernie zasadnicze i dobitne. Mistyka rzeczywista jest postacią życia, posiada
ona swój własny świat, swoje własne kryteria prawdy.
Nie jest ona uwolniona od specyficznego prawa ciążenia stanów, jakim ulega, jej ja nie jest nieokreśloną
możliwością, lecz rzeczywistością, której władzę nad
sobą czuje mistyk silniej może, niż ktokolwiek. Mistyka
różni się zdaniem naszym od metafizyki tym właśnie, że pewna historycznie uwarunkowana psychika
usiłuje nie tylko zrozumieć samą siebie niezależnie od
historii, lecz i żyć pozahistorycznie. Mistyka powstaje
tam, gdzie treść pewnych określonych form wiary,
przekonań wchodzi w bezpośredni związek z psychofizjologiczną organizacją człowieka, gdzie wzruszenia
intelektualne wyładowują lub zażegnują całe procesy
psychofizjologiczne. Istnieje niewątpliwie związek pomiędzy mistyką a życiem płciowym: na ogół można by
powiedzieć, że mistyka powstaje ze skojarzenia przeżyć czysto intelektualnych z wtórnymi przejawami natury płciowej. Własne ciało ukazuje się mistykowi
w świetle jego wierzeń jako dziedzina mających daleko i głęboko poza nim swe źródła dramatów i kryzysów mistycznych. Własne przeistoczone przez świadomość procesy psychofizjologiczne, stany mięśniowe,
dające uczucie wznoszenia się, lotu, histeryczne wyzwolenia i opresje, wszystko to staje się narzędziem
obcowania bezpośredniego z ,,prawdą".</akap>




<akap>Każda psychika wypracowana jest przez historię
i może być opanowana i pojęta jedynie w związku z tą
historią. Gdy staje się ona dla nas bytem niezawisłym,
nasze bezpośrednie, psychofizjologiczne życie jest jedyną dziedziną, w której może ten absolutny byt się
przejawiać. Gdy, jak to się dziać musiało, na skutek
wielkiego wpływu, jaki wywierała <tytul_dziela>Biblia</tytul_dziela> na życie duchowe chrześcijan, wytwory pewnej przeminionej historii stają się wyrazem niezmiennej istoty świata dla
umysłów, oderwanych od czynnego życia, muszą zdarzać się momenty, w których treść w ten sposób wyhodowana w duszy zlewa się z jakimś głębokim osobistym przeżyciem organicznym, wypełnia całą sferę
świadomości i staje się jak gdyby źródłem, z którego
samo życie płynie. Gdy zaś raz w ten sposób nasze
własne życie zostanie wyrzucone poza nas, tworzy ono
w nas coraz głębsze i stalsze łożyska dla spływających
ku nam lub podnoszących się z głębi naszej istoty objawień. Gdy następnie człowiek, w którym takie przeistoczenie zostało dokonane, styka się z ludźmi znającymi zewnętrznie, pojęciowo tę rzeczywistość, która w nim
w ten sposób żyje, powstaje wrażenie, że przeżywa on
coś w świecie, o którym inni wiedzą tylko, że jest.
Mistyczna droga poznania wydaje się stwierdzeniem
prawdy pojęć abstrakcyjnych, środkiem wzbogacającym je w nową treść. Na ogół więc możemy określić
mistycyzm jako opanowanie mniej lub więcej zupełne
psychofizjologicznego organizmu jednostki --- a przede wszystkim tej dziedziny jej życia, która pozostaje
w mniej lub więcej bezpośrednim związku z wzruszeniowością płciową --- przez pewną treść historyczną.
Życie, własny jej organizm tracą w oczach jednostki
swą samodzielność, jednostka nie dostrzega ich, posługuje się nimi na wpół bezwiednie dla wywołania stanów, które ukazują się jej jako objawy absolutnego
życia tej treści, która w ten sposób nad nią panuje.</akap>




<akap>Organizm służy tu jako medium, wyzwalające
pewne stany intelektualne, znika on w oczach jednostki poza tymi stanami: żyją tylko one: Chrystus,
słowo, własne nasze ponadżyciowe Ja. Dzięki takiej
strukturze psychicznej świadomość mistyczna jest
lub przynajmniej bywa ściśle określona. Każde objawienie posiada całkiem odrębną fizjonomię, jest jak
najzupełniej zindywidualizowane; jest w samej rzeczy
bowiem ściśle określonym przeżyciem, faktem w najściślejszym znaczeniu tego słowa. Mistyka jest też postacią empiryzmu; kto łudzi się, że istnieje empiryzm
bezwzględny, niechaj zestawi empiryzm świadomości
naukowej z empiryzmem świadomości mistycznej. W zasadzie są to zjawiska współrzędne: opierają się na różnych założeniach, lecz żadne z nich nie mogłoby istnieć
bez tych założeń. Dla nauki rzeczywistością jest świat
techniki danego momentu: nowy fakt dla niej to jakaś
nowa forma funkcjonowania stykających się ze światem pozaludzkim instrumentów<pr>,,Co dzień staje się jaśniejszym, że nauka ma za cel zbudować ponad przyrodą (<slowo_obce>superposer</slowo_obce>) ,,<wyroznienie>warsztat" (<slowo_obce>atelier</slowo_obce>) idealny</wyroznienie>, ułożony z narzędzi funkcjonujących ze ścisłością matematyczną i mających za zadanie odtwarzać z wielkim przybliżeniem zmiany zachodzące w ciałach przyrodniczych" --- G. Sorel, <tytul_dziela>Les illusions du progrès</tytul_dziela> p. 275. Por. powiedzenie H. Poincarégo ,,iż postulatem nauki jest jednoznaczność zapisów naszych instrumentów". Por. także idee filozoficzne Proudhona oraz autora niniejszej książki <tytul_dziela>Przyroda
i poznanie</tytul_dziela> (,,Przegląd społeczny" 1907) przedruk
w tomie prac moich pt. <tytul_dziela>Idee</tytul_dziela>.</pr>
Nowy fakt dla mistyka to nowe drgnienie jego opanowanej przez pewne
idee organizacji psychofizjologicznej. Organizacja psychofizjologiczna, opanowana przez pewną ideę, instrumentacja danego momentu kulturalnego, usystematyzowana przez myśl --- oto dwa zasadnicze typy empirycznego poznania. Natura założeń jest w nich różna,
niemniej jednak istnieją one w obu wypadkach. Istnieje
zresztą niewątpliwie mistycyzm naukowy, jest on formą
bardziej złożoną tylko mistycyzmu innych typów. Sądzę nawet, że w utajonej formie istnieje on jako przeżycie towarzyszące pracy głębokich badaczów, przez
karną myśl jednak bywa spychany w dziedzinę podświadomego. Wybucha on tam, gdzie uczony zaczyna <wyroznienie>wierzyć</wyroznienie> w naukę, w <wyroznienie>swą</wyroznienie> naukę, gdzie występuje on
w jej imieniu z życiowymi postulatami. Mamy do czynienia z przeżyciami tego typu niewątpliwie u Ernesta
<wyroznienie>Macha<pe><slowo_obce>Mach, Ernst</slowo_obce> (1838--1916) --- austriacki fizyk i filozof; profesor na uniwersytecie w Grazu, Pradze, Wiedniu; zajmował się mechaniką (zasada Macha), aerodynamiką, termodynamiką i optyką, jest twórcą empiriokrytycyzmu.</pe></wyroznienie> np., gdy mówi on o analizie (bardzo błędnej)
formy naszego ja jako o źródle możliwego przewrotu
moralnego. Pojęcie naukowe przestaje wtedy działać jak
instrument stworzony w pewnych specjalnych warunkach
i od nich zależny. --- Staje się ono stanem życiowym
i uczuciowym: uczuciowe napięcie tego stanu przesłania
nam ściśle zdefiniowany zakres konsekwencji danego pojęcia lub twierdzenia. Bez mistyki naukowej nie dałyby
się pomyśleć usiłowania stworzenia naukowej moralności, naukowej teorii postępu itp. Uczucie władzy,
wywieranej przez daną metodę lub pojęcie na myśl wyszkoloną, staje się w oczach uczonego siłą samych tych
metod lub pojęć: one same wyrastają do poziomu promieniującej energią rzeczywistości. Wsiąkają w nie wszystkie te uczuciowe stany, które towarzyszyły pracy rozwikływania trudności; w ten sposób zmieniają się te pojęcia w potężne, starsze od człowieka, głębsze od niego
istności. Ewolucjonizm byłby zagadką psychologiczną
nie do wytłumaczenia, gdyby nie ta naukowa mistyka. 
Idzie tu przecież o wyrzucenie na zewnątrz nas samego
poznawczego procesu, systematyzującej pracy naszego
umysłu. Ewolucjonizm Spencera<pe><slowo_obce>Spencer, Herbert</slowo_obce> (1820--1903) --- angielski filozof i socjolog; obok Comte'a jeden z twórców socjologii, przedstawiciel organicyzmu i ewolucjonizmu w naukach społecznych. Autor 10-tomowej syntezy wiedzy ludzkiej --- <tytul_dziela>Programu systemu filozofii syntetycznej</tytul_dziela> (1862--1893).</pe> może być nazwany
<wyroznienie>antropocentryzmem samouctwa</wyroznienie>: proces porządkowania nabytej wiedzy zostaje tu uznany za istotę
bytu. Nie byłoby to możliwe bez pośrednictwa mistycyzmu naukowego, tj. bez pośrednictwa życia uczuciowego,
towarzyszącego badaniu lub nabywaniu wiedzy. Różnica
pomiędzy ewolucjonizmem Spencera a ,,ewolucjonizmem" Hegla<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, przedstawiciel klasycznego idealizmu; twórca całościowego systemu filozoficznego, składającego się z logiki, filozofii przyrody i filozofii ducha, odległy inspirator marksizmu. Napisał m.in. <tytul_dziela>Fenomenologię ducha</tytul_dziela> (1807) i <tytul_dziela>Naukę logiki w trzech tomach</tytul_dziela> (1812--1816).</pe> polega na głębokich różnicach w charakterze
ich wzruszeniowego życia. Hegel walczył o swoją prawdę osobistą, o ideę, która nadałaby sens jego umysłowemu i moralnemu życiu, był naturą o wiele bogatszą i różnostronniejszą niż Spencer; stąd i jego filozofia jest w zestawieniu ze Spencerowską świątynią
grecką (z epoki schyłku może) w porównaniu jakby
do kwakierskiej sali kazań. Istota procesu polega zawsze na tym, że w pewnym momencie uczucie wkracza na miejsce ściśle intelektualnej analizy. W ten sposób możemy ogólnie określić mistycyzm jako wtargnięcie naszych stanów organicznych i uczuciowych
w przęsło naszego intelektualnego życia, jako podstawienie uczuć ,,pewności", ,,wyzwolenia" na miejsce
ściśle określonych, logicznych, naukowo-technicznych
lub historyczno-społecznych konsekwencji danego uogólnienia, danej myśli, danego ukształtowania psychiki.
Zawsze więc mistyka przerywa właściwą, określoną,
ściśle uwarunkowaną kolejność działań, zawsze jest usiłowaniem takiego zachowania się wobec wyników kulturalno-historycznej zbiorowej lub jednostkowej działalności, jak gdyby były one bezpośrednim wtargnięciem
,,bytu" w życie pozahistorycznej, bezwzględnej psychiki.
Mistyka nadaje znaczenie absolutne, nieuwarunkowane
pewnym naszym wytworom umysłowym i zmienia życie historyczne, którego są one wynikiem, w bezpośrednie obcowanie absolutnej duszy, absolutnej myśli z bytem. Absolutna myśl nie jest bynajmniej nieobecna
u Spencera; jest to myśl, <wyroznienie>dla której</wyroznienie> istnieje cały
jego kosmogenetyczny proces. Hegel sięga głębiej, jest
konsekwentniejszy, ale właśnie naiwność filozoficznego
nieuświadomienia, stanowiącego założenie ewolucjonizmu à la Spencer, uchodzi za oznakę naukowości.
Naukowością nazywa się bowiem w filozofii brak krytyki i całkowita bezbronność wobec naukowego mistycyzmu. Mistyk jest człowiekiem, w którego duchowym
życiu historia zostaje zawieszona; znika ona. Zostaje
samo ja, sam na sam z Bogiem, prawdą, materią; a właściwie Bóg sam z sobą, materia sama z sobą; proces ewolucji sam z sobą i dla siebie. Zawsze osamotnienie to
i podnoszenie się z konkretnego dna duszy psychicznych treści powstaje dzięki opanowaniu wyników myśli
i pracy dziejowej przez uczuciowość, zawsze mistyk
zrywa prawno-historycznie określoną wspólnotę z ludźmi. Na miejsce historycznego kompleksu stosunków
prawno-historycznych, określających wzajemną zależność działalności różnych ludzi, występuje jedność mistyczna, dążąca do roztopienia w sobie indywidualnych
przegród, rozlania się na wszystko. Słusznie mówią
historycy o mistyce racjonalizmu francuskiego XVIII
wieku lub o mistyce rewolucji. Niewątpliwym jest, że
momenty erotyczne odgrywały wielką rolę w obu tych
strukturach psychicznych. Wydaje mi się niewątpliwym,
że fikcje i nastroje salonowego sentymentalizmu torowały drogę filozofii oświecenia. Wszystko, cała
Europa była jedną sielanką. Polska i Neapol 1799 roku
były przykładami, jak niewinnie umiały przelewać krew
te filozofujące pasterki. Nie wiem, dlaczego mówi się
zawsze tylko o wrześniu 1793<pe><slowo_obce>wrzesień 1793</slowo_obce> --- 25 IX 1783 to data podpisania traktatu rozbiorowego między Polską a Królestwem Prus.</pe> roku jako o bankructwie filozoficznych snów o naturze. Rozbiór Polski,
potoki krwi, jakimi uświęcano tę zbrodnię, trup
Maria Pagano<pe><slowo_obce>Pagano, Francesco Mario</slowo_obce> (1748--1799) --- włoski prawnik i pisarz; po tym, jak bronił domniemanych spiskowców przeciwko Ferdynandowi IV, został pozbawiony profesury, aresztowany i skazany na wygnanie. Do Neapolu powrócił w 1799, gdzie przyczynił się do opracowania konstytucji republiki, a po jej upadku został stracony.</pe>, admirała Caraccioli<pe><slowo_obce>Caracciolo, Domenico</slowo_obce> (1715--1789) --- markiz di Villamaina; włoski polityk-reformator, od 1786 sekretarz stanu Królestwa Neapolu.</pe>, pogrom inteligencji przez lazarońskie czarne seciny --- wszystko
to należy w równej mierze do tego samego, ambrą
woniejącego, buduarowego ,,oświeceniowego odrodzenia". Cała historia kultury nowoczesnej wymaga gruntownej rewizji; wyzwolić się potrzeba spod władzy
niedostrzegających rzeczywistego psychicznego życia
przesądów racjonalistycznych. Musi istnieć w mistyku
i naokoło niego atmosfera, pozwalająca mu wierzyć
w swą prawzorowość, nie dostrzegać indywidualnych
różnic. Jego indywidualność przetwarza się w jego
oczach w bezosobowe światło, które ma rozlać się na
jak najszerszy zakres. Ten stan duszy może łączyć się
z bardzo różnymi ukształtowaniami psychiczno-historycznymi. Na ogół żadna chyba z dotychczas znanych
form historycznego działania, propagandy nie obywała
się bez domieszki pierwiastku mistycznego. Możemy
tu zaznaczyć różnicę, jaka zachodzi pomiędzy tym
a pozornie pokrewnym stanem duszy. Mistyk staje się
zaborcą, rozpłynąwszy się najpierw w pewnej historycznej treści, w pewnym ,,świecie". Nie zdaje on sobie sprawy ze swej indywidualnej, przeciwstawiającej
się światu odrębności: nie on ma dokonać czegoś,
zawładnąć czymś, co mu jest obce i co on ma poddać
sobie mocą siły, lecz przeciwnie, <wyroznienie>coś</wyroznienie> ma zwyciężyć przez niego, coś, co już schłonęło jego <wyroznienie>ja</wyroznienie>, ma schłonąć świat cały. Mistyk odmawia prawa czemukolwiek
poza sobą, bo sam swoje prawo zatracił: nie on działa,
lecz coś, co jest bezwzględne, wobec czego wszelkie
prawa milkną. Mistyk nie ma poczucia odpowiedzialności, a więc i ryzyka: przeciwnie to, w czym on się
rozlał, stopił, spłonął, wyniesione jest ponad wszelkie niebezpieczeństwa i przeszkody: tu panuje pewność
i ekspansja absolutna. Na tym właśnie polega różnica
pomiędzy mistycyzmem, a stanem duszy epickim, o którym pisaliśmy w jednym z poprzednich rozdziałów.</akap>




<akap>Epicki stan duszy opiera się na indywidualnym, osobistym, przeciwstawiającym się światu i przyjmującym
odpowiedzialność męstwie. Człowiek tu działa jako <wyroznienie>ja</wyroznienie>,
osoba, narzuca swoją wolę, stwarza swój świat, gruntuje prawo. Mistyczną jest świadomość socjaldemokracji wszelkich odcieni, epickim stan dusz reprezentowany przez generalną konfederację pracy we Francji, francuskich syndykalistów; epickim chcielibyśmy
uczynić stan dusz naszej klasy pracującej, tych wszystkich, kogo obejmuje rzeczywista, nie legendarna Młoda Polska. Epicki stan duszy, tj. przeświadczenie
o swoim nieustannym, odpowiedzialnym udziale w wielkim heroicznym dziele, wydaje mi się jedyną podstawą, na której można wspierać jakąkolwiek bądź
działalność kulturalną. Dla epickiej świadomości to
właśnie, co mamy do zrobienia, nasze ściśle określone zadanie, ściśle określona indywidualna działalność mają najwyższe znaczenie. Epicka świadomość
jest jak najściślej związana z poczuciem prawa, wyrasta ona ze świadomości prawnej. Nasze <wyroznienie>ja</wyroznienie>, nasza
działalność są elementem prawa, nie są więc czym
innym, niż się świadomości prawnej wydają. Określenie przez świadomość prawną jest w granicach
ludzkości bezwzględne; zawiera bowiem jako swą
przesłankę zwycięską walkę z żywiołem. Prawo od początku zrośnięte jest z poczuciem epickim: określenie
prawne stwarza świadomość, zdolną ostawać się, utrzymywać się wraz ze swymi określeniami wobec przyrody. <wyroznienie>Nie przyroda, lecz prawo jest kategorią rzeczywistości</wyroznienie>, przeprowadza w świadomości granicę między prawdą a złudzeniem, między
przeżyciem subiektywnym a obiektywnym istnieniem.
Wszystko, co istnieje, utrzymywane jest przez epicką walkę
z żywiołem. Nasza działalność jako ściśle określony,
przez nas jedynie mogący być dokonany czyn epicki, jako
ściśle i wszechstronnie określony moment zbiorowej
walki, jest dla nas podstawą wszelkiej rzeczywistości<pr>Powtarzam raz jeszcze: za <wyroznienie>byt</wyroznienie> uważa dana grupa
społeczna, dana formacja kulturalna takie usystematyzowanie
doświadczenia, które uzasadnia w oczach świadomości pojęcia
prawne, określenia świadomości prawnej danej grupy. Oczywiście te ostatnie wyrastają z samego życia, a nie są dowolnym wymysłem intelektualnym.</pr>.
Pojęcie rzeczywistości zlewa się tu z pojęciem najwyższej wartości: rzeczywistością wydaje się zawsze
ta forma naszego działania, która nam zdaje się zapewniać zachowanie wartości<pr>Cechą zasadniczą świata nauki, a właściwie naukowego
mistycyzmu, jest obojętność względem ludzkich stanów wartościowych: stwierdza to ustaloną przez nas w tekście zasadę
ogólną: nie dopuszczać do wmieszania się w pasmo badań
i rozmyślań --- pierwiastków subiektywnych jest zasadniczą
regułą działalności uczonego. Świat naturalizmu, ewolucjonizmu,
materializmu, pozytywizmu, świat bez człowieka jest hipostazą
metodologicznych stanowisk. Od lat czterech lub pięciu nieustannie wykazuję, że wszystkie te ,,systemy" z filozofią, tj.
kulturą samowiedzy, nic wspólnego nie mają.</pr>. Gdy to, co czynimy,
czym jesteśmy jako członkowie pewnego społeczeństwa,
nie jest na wskroś przepojone przez poczucie prawa, nie
możemy myśleć o sobie w kategoriach epickich i ta lub
inna postać mistyki wtarga w nasze życie. I rzecz charakterystyczna: ja, które jako takie nie zdołało w sobie
ujrzeć kształtu prawa, staje się teraz organem tak lub
inaczej pojętego bóstwa, poprzez nie promieniuje wzór
absolutny, emanuje prawda itd. Taka jest logika rzeczy ludzkich, że kto do prawa nie dorósł, wyrasta
w swych oczach ponad nie. Mistycyzm powstający żywiołowo i jak gdyby automatycznie jest wytworem
koniecznym żyjącej poza prawem świadomości.</akap>






<akap>W otaczającej nas atmosferze umysłowej napotykamy inną postać mistycyzmu, różną od rozpatrywanej dotychczas. Cechuje ją nieokreśloność, przęsła historyczno-prawnej, określonej świadomości nie
są tu przerwane przez żywiołowe parcie, lecz sieć
świadomości rozluźnia się, ustępując miejsca nie wynurzającemu się, określonemu stanowi mistycznemu,
lecz nieokreślonej możliwości niezdefiniowanych objawień. Powstaje ten mistycyzm wskutek bezwiednego
lub umyślnego wyśliźnięcia się świadomości prawnej,
jest wyrazem słabości bezwzględnej, która nie wie, czy
jest w ogóle do czegokolwiek bądź zdolna i z żadną
formą nawet złudzenia wiązać się nie może. Chce żyć
bez prawdy, tj. nie ponosząc nawet we własnym wnętrzu następstw swego życia, swoich czysto myślowych
choćby tylko decyzji. Jest to rozpaczliwe dezerterstwo
poza życie w świat absolutnego cienia, absolutnego
kłamstwa i ułudy. Ta postać mistycyzmu nie obca jest
Maeterlinckowi, kokietował z nią Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe>, ginie pod jej
wpływem Mereżkowski<pe><slowo_obce>Mereżkowski, Dmitrij</slowo_obce> (1865--1941) --- rosyjski pisarz, historyk, filozof i krytyk literacki; jeden z pierwszych rosyjskich symbolistów.</pe>, nie są w stanie doprowadzić
do form względnie ciekawych jej polskie chłopięta.</akap>




<akap>W kulturalnej formie ,,proteguje" ten mistycyzm
właśnie Miriam<pe><slowo_obce>Przesmycki, Zenon</slowo_obce> (1861--1944) ---
 pseud. Miriam; poeta, krytyk literacki, tłumacz, reprezentant parnasizmu, redaktor warszawskiego ,,Życia" i ,,Chimery", odkrywca i wydawca utworów Norwida.</pe>, a pada jego ofiarą Miciński. Pragnąłbym jak najdobitniej scharakteryzować tę formę życia
psychicznego. Mistycyzm konkretny był zawsze określoną postacią życia: pewna treść psychiczna przerywała
tu wszystkie tamy i szańce, zalewała całą duszę jednostki, wchłaniała w siebie całą zawartość, nie pozostawiając żadnej treści niezależnej od siebie: wszystko tu
redukuje się do tej jedynej siły, poza którą nie ma życia. Mistyk może nie być w stanie określić za pomocą
pojęć i logicznych wywodów, czym jest dla niego świat,
życie, ale czuje on, że one są czymś bardzo rzeczywistym, wie on, czym one nie są, ma w sobie miarę
wszystkich rzeczy. Inaczej tutaj. Na pierwszy plan wysuwa się tajemniczość nieokreślona: nie wiadomo, czym
jest świat, wiadomo, że nie jest niczym określonym.
Przeciwko każdemu tak wysuwa się cały aparat rozumowań, zmierzający do rozpławienia go w jakimś
,,wydaje się", ,,być może". Cały świat staje się takim
,,być może". ,,Być może" staje się cała nasza działalność. Mistycyzm nieokreśloności to jest nieustanna
koalicja wszystkich niespójnych sił duszy przeciwko
wszelkiemu aktowi woli, jest to dialektyka chaosu.
Gdy jakakolwiek forma woli i działania wydobywa
się na powierzchnię, zwracają się przeciwko niej
wszystkie nieobjęte przez nią, bierne pierwiastki naszej
istoty. I na tym nieustannym zawieszaniu duszy między możliwościami zasadza się tu cała tajemnica.
Wobec każdego określenia życia, wobec każdej czynnej postawy mistycyzm nieokreśloności występuje ze
swoim ,,świat może być czymś nieskończenie innym,
niż przypuszczasz, niż zakładasz to w swoim czynie".
I to wieczne ,,coś innego", wiecznie nieokreślone, rozpławiające w sobie wszelką konkretność zadania, metody, pracy --- nazywa się dzisiaj tajemniczością istnienia. W poezji Tadeusza Micińskiego zarysowuje się ten
proces niezmiernie wypukłe właśnie dlatego, że istnieją
w tej poezji pierwiastki dążące w kierunku woli, prometeistycznego stanu duszy, że cała twórczość poety
jest coraz beznadziejniejszym zmaganiem się tego rzetelnego duchowego pierwiastku z chaotycznym rozpławieniem duszy. Miciński usiłował walczyć o swe własne ludzkie <wyroznienie>ja</wyroznienie>, usiłował je ująć, jak nagi miecz, znaleźć siebie, oprzeć się na sobie, lecz w momencie, gdy
stawała przed nim rzeczywista, określona prawda, żal
mu się robiło wszystkich innych sposobów istnienia,
płakał mu na dnie duszy jakiś tęczowy cień, zamiast
przeżywać siebie, wolał on dramatyzować życie swe
takim, jakim mogłoby być ono; zamiast epickiej
jasności powstawała migocąca wśród mroku możliwości nieziszczalna, na wieki nieprawdziwa legenda. 
Było w Micińskim poczucie całkowitego odosobnienia
,,straceńców", a więc konieczności odnalezienia własnej rzeczywistości swej, były dumne zamiary zmierzenia się z Bogiem przeszłości, ale gdy samotnik zostawał się sam na sam z sobą, z wolą swą, zanim jeszcze jasno zrozumiał, że w każdym okruchu duszy ludzkiej toczy się zawsze jeden i ten sam zacięty bój o panowanie człowieka nad żywiołem, o stworzenie w nim
własnej swobody, że każda iskierka duszy jest posterunkiem obleganym przez chaos, że w każdym momencie i zawsze począć można twardą walkę o istnienie nasze, już mu pukał do samotni ktoś opuszczony,
proszący o litość, chaos łudził widmem szerszej niż ta
ludzka swoboda, wsączał się do serca liryzmem duszy,
rozdzieranej przez konieczność czynu, a więc <wyroznienie>jedyności</wyroznienie> postanowień i zamiast tworzyć swe życie, Miciński
zaczynał marzyć o tym, co też może ono lub mogłoby znaczyć. Odnaleźć w swym życiu znaczenie, to znaczy wejść w pakt z chaosem, rozpłynąć się w nim: los
odwieczny wszystkich gnostyków (i u gnostyków też
trzeba szukać klucza od psychologii Micińskiego), którzy zawsze przeciwstawiając woli świat, włączają tę wolę
jako bierne uczucie, jako intelektualny moment do
swego systematu. Tylko że systemat nie trwa zbyt
długo: trwał on tyle, ile moment natchnienia, czasami
jedna metafora zawiera tu w sobie całą teorię i teodyceę, która wraz z nią przemija i gaśnie. Gnostycy
usiłowali zawsze odnaleźć intelektualne zaklęcia przeciw losowi: formułę, mogącą służyć do bezpiecznego
przebycia groźnych dzielnic piekła. Miciński szuka zaklęć, które by zaspokoiły wiecznie szarpiący mu duszę
ból: kim jesteś, co czynisz w świecie. Tą zmorą, którą
usiłuje on w ten sposób odżegnać, jest własne jego ja,
własna jego myśl, która raz przecież chciałaby się
zetknąć z rzeczywistością i pracą. I na próżno karmi
ją Miciński Indiami, Żmudzią, Egiptem, Bóg wie czym
wreszcie, ona wciąż idzie za nim i z nim niezaspokojona pędzi go jak wiecznego Żyda<pe><slowo_obce>jak wiecznego Żyda</slowo_obce> --- aluzja do legendy o Żydzie Wiecznym Tułaczu, przemierzającym świat od czasu śmierci Chrystusa.</pe> poprzez wszystkie zakątki kultury i historii, jego, który samego siebie we własnym ciele, we własnym uwarunkowano
społecznym bycie ujrzeć nie chce. Stąd powstaje to
dziwne skojarzenie bólu i erudycji, liryzmu i ornamentyki, to nieustanne migotanie perspektyw, odkrywanie
gwiazd w każdym pyłku, bezpłodne przemijanie całych
światów. Ja Micińskiego rozporządza olbrzymią historyczną erudycją i wrażliwością, pozwalającą mu wyczuć, wysnuć z siebie najrozmaitsze formy duchowego
istnienia. Ale nie ono panuje nad historią, lecz ona
w nim jak gdyby gnije i wyziewami swymi je upaja.
Ten czad historyczny, dur najróżniejszych tradycji zasnuwa wreszcie całą powierzchnię myśli, zaciera się
wszelka różnica między myślą, która powstała w duszy
poety a oddźwiękami, jakie budzi ona w coraz to
innych labiryntach. Wśród wielu możliwości historycznych, jakie powstają z dna duszy, ginie nawet ta
cząstka samowiedzy, która rozpoczęła plan pisarski.
Ja Micińskiego niedostrzegalnie dla niego samego zmienia się i rozkłada w ciągu pisania. Zaczyna pisać jak
Polak, który mógłby być Słowackim swego czasu,
z wolna przekształca się w chaldejskiego maga, który
śni o Polsce, mag ginie w jakiejś bardziej jeszcze
mgławicowej postaci duszy, ta znowu wykrystalizowuje
się w stan mistyka XI wieku i wreszcie sam poeta
nie wie, czy nie jest jaką panteistyczną pamięcią świata,
czuciem pozaosobowym, ponadosobowym, zawieszonym ponad epokami. I gdyby nie rytm i nie rym,
rozpłynęłoby się to wszystko w jakimś żywiole, który
nie jest ani myślą, ani historią, lecz jakimś poszukiwaniem duszy, w co się też ma wcielić. Twórczość Micińskiego może trwać i być interesującą dzięki istniejącemu w niej, choć coraz bardziej omdlewającemu pierwiastkowi walki duchowej i bardzo bogatej, starannie pielęgnowanej wiedzy historyczno-kulturalnej. Miciński skrzętnie
gromadzi ten chaos, którego ofiarą pada następnie.</akap>




<akap>Ten sam stan duszy panuje do pewnego stopnia
nad umysłami całej generacji pisarzy Młodej Polski.
Biorąc pióro chcą oni zawsze <wyroznienie>dowiedzieć</wyroznienie> się, co
myślą, czego chcą właściwie. Wypowiedzenie ma tu nadać
kształt tym możliwościom tajemniczego świata, który
śpi w ich głowie. Tajemniczy świat jest zazwyczaj bardzo nieciekawy: poeta jest niczym, chciałby być wszystkim; o tym wszystkim ma pojęcie bardzo zaściankowe, jego zagłodzony intelekt pada pod naciskiem
tak nielicznych skojarzeń żywiołowych, że z nich nawet przyzwoitego chaosu wytworzyć się nie da. Zamiast Bizancjum<slowo_obce> putrefactio mundi</slowo_obce><pe><slowo_obce>putrefactio mundi</slowo_obce> (łac.) --- zgnilizna świata.</pe>: zwykły złoczowski
śmietniczek; zamiast kronik o Teofano --- sztambuch
panny Mici. I jeden za drugim rodzą się całe tuziny,
mendle<pe><slowo_obce>mendel</slowo_obce> (daw.) --- 15 sztuk.</pe> utworów pisanych przez ludzi, którzy tyle tylko
mają do powiedzenia, że życie ich nie ma sensu,
a może mogłoby mieć jakieś znaczenie, gdyby stało
się coś, o czym nie można powiedzieć nic określonego, gdyż świat jest nazbyt tajemniczy; i poczciwa
krytyka zaczyna pisać o bladej twarzy myśliciela, zapatrzonej w krwawe ślepia sfinksa. I tak będzie trwało
dalej, póki poczciwe c. k.<pe><slowo_obce>c. k.</slowo_obce> --- cesarsko-królewski, stały epitet określający władze i urzędy Austro-Węgier.</pe> namiestnictwo na sfinksy
jakiej taksy nie nałoży. W życiu bowiem tej kochanej
Galicji sfinks stał się ostatecznie całkiem przeciętnym
domowym zwierzęciem. Waruje, aportuje, łasi się,
biega po zaliczki, a w piękne dni da się oprowadzać
na różowej wstążeczce, jak to czynił śp. Gerard de
Nerval<pe><slowo_obce>Nerval de, Gérard</slowo_obce> (1808--1855) --- właśc. G. Labrunie; francuski poeta, krytyk literacki, przedstawiciel romantyzmu, członek paryskiej cyganerii.</pe> z homarem. Człowiek, który nie ma do rozporządzenia przynajmniej pół tuzina sfinksów, musi
być ostatecznym nędzarzem; i w Krakowie są przekonani, że Karol Irzykowski<pe><slowo_obce>Irzykowski, Karol</slowo_obce> (1873--1944) --- polski pisarz, dramaturg, krytyk literacki i filmowy. Autor licznych szkiców, np. <tytul_dziela>Słoń wśród porcelany</tytul_dziela> (1934), <tytul_dziela>Dziesiąta muza</tytul_dziela> (1924), <tytul_dziela>Czyn i słowo</tytul_dziela> (1913) oraz powieści psychoanalitycznej <tytul_dziela>Pałuba</tytul_dziela> (1903).</pe> wyłącznie dlatego napisał <tytul_dziela>Pałubę</tytul_dziela>, że mu sfinks --- jeśli miał go w ogóle ---
zdechł na motylicę. W porównaniu z takim całkiem
już dorożkarskim zaprzęgiem Miciński jeździ jak jakiś
magnat z apokalipsy. Wszystkie bestie dziejowego
i czarodziejskiego świata paradują tu jak na sądzie
ostatecznym. Wygląda to jak wielki powietrzny pościg
czarownic nad Polską. I niekiedy z kurzawy chaotycznych kształtów dobiega głos, świadczący, że tam
biesy igrają wśród chmur z sercem istotnie wielkiego
poety. Z bólem widzimy, że magiczne zaklęcia,
jakimi usiłuje wydrzeć poeta duszę swą demonowi
zaginionych światów, spisuje on istotnie serdeczną
krwią i rzuca na wiatr, na wieczne zaprzepaszczenie
te swoje odpisy, cyrografy. On, który mógłby --- gdyby
uwierzył, że jego prawda jest w tym osamotnieniu, że
nie jest to klątwa ani zguba, lecz tylko ten iglicowy
punkt, na który sama z sobą waży się wola --- wejść
w żywy świat, wolą własną stwarzającego swą przyszłość człowieka, szuka nadaremno wiary, która pozwoliłaby mu raz na zawsze zrzec się goryczy wyboru,
męki stanowienia. Cała historia, cała w ciągu wieków wypracowana świadomość ukazuje się Micińskiemu jak jakaś fantastyczna baśń przez nie wiedzieć
kogo, nie wiedzieć komu opowiadana; baśń, w której
gąszczach i zakrętach można zginąć, zabłąkać się, skryć
przed samym sobą. Historię jako powiązaną całość
tworzy wola; gdy ta ginie, rozpryskują się zamierzchłe
dusze, myśli, wierzenia, uczucia, niby fantastyczne klejnoty. W każdym z nich grają barwy, mienią się błyski
i światła: myśl nasza rozpryskuje się wraz z nimi,
ginie wśród tych opętanych ogni i przepychów. Jest
to zjawisko konieczne. Podstawy jego tkwią w samych założeniach kulturalnej, poza prawem żyjącej
świadomości. Gdy świadomość, ja usiłuje określić siebie, może to uczynić jedynie w kategoriach jakiegoś
systematu wyobrażeń. Na czym jednak polega siła tych
wyobrażeń? Na uznaniu ich przez świadomość. Określenie okazuje się więc złudnym; świadomość nie wyszła poza siebie, pozostaje ona wobec możliwych
określeń, możliwych znaczeń jako absolutna, przypadkowa samowola. Samowola nie uświadamia samej
siebie, lecz działa jako migotliwa chwiejność i zmienność możliwych określeń i znaczeń, jako zasadniczy
brak stałości w zjawiskach naszego umysłowego życia. Nie odczuwamy jej jako naszej samowoli, lecz
jako samowolę samych kulturalnych treści; nie my
bawimy się historią, ale ona się nami bawi.</akap>




<akap>Występuje to niezmiernie dobitnie u Mereżkowskiego;
na pewien moment zapanowuje nad jego myślą ten
lub ów światopogląd, potem ustępuje miejsca innemu
i myśl staje się tylko pobojowiskiem jednakowo możliwych, jednakowo logicznych światopoglądów. Jeżeli
bowiem myśl oddziela się od działania, od określonego życia w konkretnym historyczno-społecznym
świecie, to nie ma przypuszczenia, które nie dałoby się
uzasadnić w sposób całkowicie logiczny i z punktu
widzenia czystej teoretyzującej myśli przekonywający. Dla
czysto teoretycznej, poza życiem stojącej myśli wszystkie hipotezy są jednakowo możliwe: hipoteza szatana jako dziejowego działacza nie jest ani odrobinę
mniej dopuszczalna od hipotezy atomizmu lub Heglowskiej filozofii. Mereżkowski skłonny jest widzieć
w tym swoim zawieszeniu między nieograniczoną wielością hipotez skutek nieustraszoności duchowej, która
żadnej hipotezy <slowo_obce>a priori</slowo_obce> nie wyklucza, żadnymi ograniczeniami swego wyboru intelektualnego nie zacieśnia. 
Istotna jednak psychologia tego zjawiska jest całkiem
inna. I tu mamy do czynienia ze zjawiskiem ściśle
związanym z zagadnieniem prawa. Życie niezwiązane
z żadną formą działania, zasadniczo nieokreślone, całkowicie luźne wytwarza tu dla siebie usprawiedliwienia. Nieokreśloność staje się atrybutem wzniesionego ponad historię bytu. Być niczym w świecie dziejowo-społecznym, w świecie wytwarzania i walki, nie
czuć prawa w swym rzeczywistym, życiowym stanowisku,
w swym istotnym stosunku żywego człowieka do żywych ludzi, oto jest forma istnienia, która tu stwarza
naokoło siebie atmosferę, mającą jej zastąpić prawo, nie
pozwalającą dostrzec jego braku. Wszystko co określone, stanowcze, w określony sposób czynne, jest niższością, gdyż istotą świata jest tajemnica; zadaniem duszy jest poddanie się tym nieznanym, nieistniejącym jeszcze, lecz możliwym objawieniem. Siedlisko
swoje obiera świadomość w świecie, którego jedyną
właściwością jest to, że nie ma w nim stałych zadań,
że nic nie ma w nim stałej wartości, że w każdej
chwili wszystko może nagle stać się czymś zupełnie
innym i każdy z nas może okazać się zaczarowanym
królewiczem, spadkobiercą Aladynowej lampy.</akap>





<akap>Mistycyzm powstawał zawsze przez podstawianie
promieniowania uczuciowości na miejsce ściśle określonych, intelektualnych konsekwencji. Zastrzegając się
przeciwko określoności świata, neomistyk zachowuje
dla siebie prawo takiego eksperymentowania ideami, wyobrażeniami itd., aby mógł zatrzymać się na
każdym układzie wierzeń, który na jakiś moment pozyska tę moc uczuciowej irradiacji<pe><slowo_obce>irradiacja</slowo_obce> --- złudzenie optyczne, za sprawą którego jasny przedmiot umieszczony na ciemnym tle wydaje się większy.</pe>. Idzie tu o wytworzenie stanu uczuciowego, wzniesienie ponad życie,
ponad prawo, ponad wszystkie określone stosunki.
Świat wierzeń, wypracowanych przez kulturę treści, odgrywa rolę repertuaru magicznych zaklęć, zdolnych
wytworzyć ten skutek, ześrodkować na sobie to spotęgowane poczucie siły. Mistycyzm rzeczywisty powstawał z pewnej określonej formy działania: tu życie
jest zawieszone, beztreściowe; i ta jego beztreściowość
służy jako ekran, na który rzucają swe cienie chwiejne
i przypadkowe kompleksy naszych stanów duchowych.
Przy braku wszelkich związków z czynnym, wytwórczym życiem, te uczuciowe rozżarzenia mogą mieć
całkiem przypadkowe przyczyny. Konflikty erotyczne,
drobne upojenia miłości własnej, wzruszenia estetyczne
przy zetknięciu z dziełami sztuki, wszystko to wytwarza na jedną chwilę jakieś metafizyczne ognisko irradiacji. Światopoglądem staje się ten układ wierzeń, pod
których wpływem dobrze się nam pisze, wierzeń,
które dostarczają nam pięknego porównania, rzadkiego
epitetu, wyszukanego rymu. Świat musi się stać środowiskiem absolutnie przepuszczalnym dla ciasnych,
najluźniejszych uczuciowych zachcianek. Całe życie duchowe, twórczość myślowa zostają pojmowane jako
promieniowanie uczuć: świat jest tylko refleksem rzucanym przez wzruszenie. Przestaje on być tą obcą,
twardą mocą, z którą musi pasować się nasza praca,
a staje się bezoporną, wyrzuconą poza wszelkie prawo
tajnią, na której tle każdy kaprys zawsze może wyolbrzymieć. Aby zachować dla siebie możność wewnętrznego życia poza prawem, wyjmujemy spod prawa
świat cały. Logika życia i logika myśli zostają <slowo_obce>outlaw<pe><slowo_obce>outlaw</slowo_obce> (ang.) --- praw.; (o osobie:) wyjęty spod prawa, (o działaniu) uznane za nielegalne.</pe></slowo_obce> i każde polskie źle opierzone ja zyskuje nad nimi
we własnych oczach władzę cezaryczną. Zresztą spotyka się i poza Polską ludzi, którzy w poważnym traktowaniu Newtona lub Darwina<pe><slowo_obce>Darwin, Charles Robert</slowo_obce> (1809--1882) --- angielski przyrodnik, twórca teorii ewolucji biologicznej, zwanej darwinizmem, która tłumaczy przemiany ewolucyjne regulowane doborem naturalnym i walką o byt. Autor książek: <tytul_dziela>Podróż na okręcie ,,Beagle"</tytul_dziela> (1839), <tytul_dziela>O powstawaniu gatunków</tytul_dziela> (1859), <tytul_dziela>O pochodzeniu człowieka i o doborze płciowym</tytul_dziela> (1871).</pe> widzą pewien rodzaj
niższości duchowej i stawiają Hofmannsthala<pe><slowo_obce>Hofmannsthal von, Hugo</slowo_obce> (1874--1929) --- austriacki poeta i dramatopisarz, odnowił tragedię klasyczną, autor licznych librett.</pe> wyżej niż
Goethego<pe><slowo_obce>Goethe von, Johann Wolfgang</slowo_obce> (1749--1832) --- niemiecki poeta okresu ,,burzy i naporu", przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego, twórca nowego typu romantycznego bohatera. Dzieła: <tytul_dziela>Cierpienia młodego Wertera</tytul_dziela> (1774), <tytul_dziela>Król olch</tytul_dziela> (1782), <tytul_dziela>Herman i Dorota</tytul_dziela> (1798), <tytul_dziela>Faust</tytul_dziela> (cz. I 1808, cz. II 1831), <tytul_dziela>Powinowactwo z wyboru</tytul_dziela> (1809).</pe>, gdyż ten ostatni nazbyt dbał o naukę, nauka
zaś to jest to, co wie każdy i o co artysta troszczyć
się nie potrzebuje. Wiemy, jaki istnieje związek między
tymi odruchami: nauka to systemat naszych czynnych
zarządzeń, mających znaczenie wobec pozaludzkiego
świata. Nauka i prawo pozostają w bezpośrednim
związku. Gdy czujemy się bezsilnymi w społeczno-wytwórczym życiu, szukać musimy pozanaukowych
form ustosunkowania naszego ja z wszechświatem.
Nauka nie jest rzeczywista w tym znaczeniu, że wyraża istotę bytu, lecz rzeczywistość jej na tym polega,
że systematyzuje ona technikę danego społeczeństwa,
tj. zbiorowość jego działań ostających się wobec
wszechświata. Filozoficzne, metafizyczne, religijne systematy nęcą neomistyków możliwością ustalenia pozahistorycznego, pozaprawnego, pozanaukowego stosunku między naszym ja i bytem. Ja nasze jako jedyne
utwierdzenie w bycie posiada swą przynależność do
pewnej prawno-społecznej, historycznie ukształtowanej
organizacji, utrzymującej się wobec żywiołu. Wszystko
tu jest ściśle określone i uwarunkowane; opanowanie
świata przez naszą myśl jest możliwe jedynie w drodze
zrozumienia tego wysoce skomplikowanego organizmu,
jedynie na zasadzie zrozumienia historii, która ja nasze wytworzyła, a więc tylko poprzez ogarnięcie całego społeczno-dziejowego, naukowo-przyrodniczego dorobku ja nasze może mówić o swym samoistnym życiu wobec pozaludzkiego świata.</akap>




<akap>Goethe był jedną z najbardziej zbliżonych do tego
ideału indywidualności twórczych. Nie jestem w stanie
zrozumieć, jak można przypisywać tak wyjątkowe znaczenie Whitmanowi i systematycznie nie korzystać z wychowawczego wzoru Goethego. Cokolwiek bądź uczyni
ze mną potężne życie, będzie to dobre --- oto dominujący
ton Whitmanowski. Goethe traktuje swoje ja jako architektoniczną, subtelną i skomplikowaną całość, zapanować usiłuje nad życiem nie przez rozpławienie tej
architektury, lecz przez opanowanie jej z wewnątrz:
nauka, sztuka, religia zostają tu przetworzone w organy
plastycznej, kształcącej woli. Czyni on z wytworów kultury, z jej całości własność swą, uczy się oddychać poprzez
cały organizm historii. Każdy powinien przynajmniej raz
na rok zamykać się z jego pismami. Był chyba tajemniczym bardziej, niż dla kogokolwiek bądź świat dla tego
człowieka. Stykał się on z pozaludzką nocą całą powierzchnią życia, wszystkimi wieżycami myśli, całym fundamentem woli: słyszał szemranie chaosu ze wszystkich
ludzkich posterunków. Świat jest tajemniczy: atak, zawsze wrogi, zawsze oporny, zawsze obcy, dłoni i mięśniom jedynie ustępujący. Trzeszczą w jego uścisku żebra,
jak Jakubowi, gdy walczył z Panem. Tajemnica! --- Tam
tylko ona mówi, gdzie człowiek już padł; wiecznie
oblega nas ona. Ten zna tajemniczość świata, kto wytężył wszystkie moce ludzkiego działania, myśl swą
doprowadził do najwyższej jasności, tam bowiem tylko
słychać napór i huk obcego, gdzie wszystko ludzkie
jest już opanowane, na wyżynach czynu, na okopach
pracy, tam, gdzie człowiek znaną już sobie moc wyczerpał, a teraz rzuca jako ostatnią stawkę swe nowe
odgadnienie, nowy czyn --- nowe, nigdy nie widziane
dzieło. Tam stykamy się sam na sam z żywiołem, my
jego cząstka, tam poza naszą myśl wypływa nasze
tworzenie, człowiek kładzie jako tarczę dla nieznanych
mocy to, czego jeszcze nie ma w sobie. Tu na szczycie
woli rodzi się nieprzewidziane, cud: tu jest <wyroznienie>tajemnica
tworzenia</wyroznienie>.</akap>


<!--TRIM:3-->


<naglowek_rozdzial>XIV. Sam na sam z klęską</naglowek_rozdzial>

<nota><akap><wyroznienie>Epopeja klęski. Psychologia klęski bezwzględnej. Życie pozostawione sobie. Żeromski i sztuka zadomowiona. Złudzenia obojętności dziejowej. Reymont. Poezja Orkana. Psychologia twórczości Żeromskiego. Siedlisko wewnętrznej klęski. Złudzenia artystycznego wyzwolenia. Wyrzeczenie się woli dziejowej. <tytul_dziela>Duma o Hetmanie</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Dzieje grzechu</tytul_dziela>.</wyroznienie></akap></nota>

<akap>Czy wyobrażacie sobie pieśń o Ilionie, śpiewaną
przez wywiezionych w niewolę rapsodów trojańskich?
Jakim przeobrażeniom uległby ten świat, gdyby każda
postać, zanim jeszcze powstać miała ze słów pieśni,
skazana była na nieuchronną, nikogo nieszczędzącą
zgubę, gdyby wyobraźnia nie mogła powołać do życia
żadnej drogiej sercu postaci, żadnego wydarzenia, żadnego kształtu życia objąć rozkochanym wzrokiem, aby
jej nie przeszyła nieskruszona pamięć przenikliwym
czuciem, iż zaginęło to wszystko na wieki, że szczęście,
sława, duma, wielkość tu w pieśni trwają jeszcze, ale
przepadły już w świecie twardych faktów? Im serdeczniej, pełniej chciałoby się żyć, im różnostronniej i potężniej pragnęłoby się kochać, tym dotkliwiej czułoby
się ból wieczystej utraty. Mało istnieje w nowoczesnej
sztuce artystów o tak subtelnej, zróżniczkowanej i głębokiej miłości życia, jak ta, którą tętni każda stronica
pism Żeromskiego<pe><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> (1864--1925) --- pseud. Maurycy Zych, Józef Katerla; prozaik, dramaturg, publicysta. Współtwórca i pierwszy prezes Związku Zawodowego Literatów Polskich, w 1924 założył oddział polskiego Pen Clubu. Główna tematyka jego pisarstwa to krzywda społeczna, zacofanie cywilizacyjne warstwy chłopskiej, etyczny obowiązek walki o sprawiedliwość i postęp, więź z tradycją walki narodowowyzwoleńczej, tematy historyczne związane z powstaniami, walka z rusyfikacją. Stworzył swoisty dla swego pisarstwa wzór bohatera, samotnego inteligenta-społecznika, który podejmuje zmaganie o dobro ogółu, a odrzuca przy tym szczęście prywatne. Napisał m.in.: <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Przedwiośnie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Rozdziobią nas kruki, wrony</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Różę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Syzyfowe prace</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Urodę życia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wierną rzekę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ludzi bezdomnych</tytul_dziela>.</pe>. W nieskończenie zmiennych, przelotnych, krótkotrwałych i niepowracających drgnieniach
chwyta on pulsujący nieustannie zachwyt życia: świat
przyrody i świat psychiczny stał się tu jedną, nieogarnioną wibracją wzruszeniową. Cud życia jest obecny
tu wszędzie, nawet poza martwotą zatraconych, dążących
w zagładę już tylko chwil podeptania i nędzy. Dusza
tu wnika we wszystko, wrasta w każdy szczegół: cały
świat kształtów i cały świat myśli istnieje tu jako
forma wielkiego, obejmującego wszystko wzruszenia
życia. Życie samo stało się tu czuciem, serce nie może
znieść ostrego natężenia ekstazy. Upojenie jest tu wszędzie: ostry, bezrozumny szał życia, najgłębszy, obejmujący wszystkie gamy zachwyt, przywiązanie do samego
siebie. Życie tworzy, wyłania wszystko. Z niego jest
cały świat rzeczy, myśli, woli, tu wchłania ono na nowo, reabsorbuje cały ten wyłoniony świat: --- staje
się wzruszeniem. Z każdego elementarnego czucia rodzi się tu, wytryskuje cała ta wzruszeniowa pełnia
i wszędzie też czai się ból, że to właśnie, cała ta
swobodna, niedorzecznie wystarczająca sobie głębia,
ten czar muzyczny życia zostały utracone; że śnią się
one tylko jak baśń wspomnień, która po nocach wygnańców budzi. W każdej chwili dusza jest tu rozdarta
przez ból rozłąki, utraty, zanim samą tę chwilę powita. Od dawna już zwracam uwagę na tę właściwość
indywidualności artystycznej Żeromskiego; wydaje mi
się jednak, iż zbyt słabo dotąd uwydatniłem głębsze
duchowe procesy, których wynikiem jest ten indywidualny sposób ujmowania świata i że sens procesów
tych na tym właśnie polega: pieśń Ilionu śpiewa tu
niewolnik. Głęboko i namiętnie kocha życie poeta,
który nadaremnie w sobie i naokoło siebie szuka
punktów widzenia, myśli, czuć niewysnutych z wiodącego ku śmierci i zgubie wątku. Życie stało się tu
organem zguby, jej mową, i nadaremnie Żeromski
usiłuje pogodzić miłość życia z wiarą w jego wartość,
namiętne roztopienie w nim z twardą, prześwietloną
wolą, która życia chce, bo nim rządzi. Mimo woli nasuwa się tu niejednokrotnie jako patetyczny komentarz demoniczna Hebblowska<pe><slowo_obce>Hebbel, Christian Friedrich</slowo_obce> (1813--1863) --- niemiecki dramatopisarz, propagatorem jego twórczości w Polsce był Karol Irzykowski. Dzieła: <tytul_dziela>Judyta</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Maria Magdalena</tytul_dziela>.</pe> Judyta: to straszne skłębienie sromoty, entuzjazmu, woli, instynktu i wykrętu.
Zachodzą, jak się zdaje, bardzo głębokie, a często
<wyroznienie>umyślne</wyroznienie> nieporozumienia co do pojmowania społeczno-psychicznej struktury twórczego świata poety,
świata, który dzisiaj po <tytul_dziela>Dziejach grzechu</tytul_dziela> odsłonięty został przez Żeromskiego do najgłębszych
chyba pokładów. Zatrzymano się na pierwszej powierzchni ostatniej powieści Żeromskiego, ujrzano
w niej społeczną tragedię zarysowaną w samej fabule;
nie zdano sobie sprawy z czegoś innego, co wydaje
mi się najważniejszym. Nie znalazł poeta w całym zakresie czucia i myślenia, w całym zakresie życia naszego, jakie zna, ani jednego momentu, ani jednego
drgnienia, które nie wiodłyby w zatracenie, które by
nie były napiętnowane rozszczepieniem pomiędzy wolą,
,,która chce" i wolą, która ,,jest chciana", że posłużę
się tu formułą czcigodnego <wyroznienie>Blondela<pe><slowo_obce>Blondel, Maurice</slowo_obce> (1861--1949) --- francuski filozof o orientacji chrześcijańskiej, reprezentant modernizmu katolickiego i twórca filozofii działania.</pe></wyroznienie>. Życie trwa
jako upajająca się sobą namiętność, jako nieprzezwyciężony nałóg, trwa i toczy się niepowstrzymane, choć
ochronione przez wolę. Żyjemy, spychając siebie i innych w nicość. Każdy akt życia jest grzechem; nie ma
na czym oprzeć pewności, że człowiek powinien żyć,
że utrzymuje go przy życiu coś prócz ślepej żądzy,
upokarzającego odurzenia --- samym sobą. Ośmielono
się mówić o sadyzmie Żeromskiego, dopatrywano się
go w pewnych pojedynczych opisach i scenach: nie
zrozumiano, że tam, gdzie życie nic prócz hańby
i zguby gotować się nie zdaje, sama miłość życia
w najniewinniejszych nawet swych objawach zawiera
w sobie jadowity pierwiastek szczęścia wiodącego
w upodlenie, namiętności stopionej w jedno z sromotą,
tej siły bezwstydu, o której mówi Karamazow. ,,Jeżeli
kto jest choć trochę moralnym szlachcicem" --- mówi
Żeromski w <tytul_dziela>Dziejach grzechu</tytul_dziela> i brzmi to jak
wyzwanie. Jeżeli na niczym nie można oprzeć prawa
do życia, jeżeli nikt nie może powiedzieć, że stwarza
życie, za jakie chciałby przyjąć odpowiedzialność ---
nikt --- oprócz Płaza-Spławskiego oczywiście --- to
czym trzyma się życie, jaką siłą? --- Ewa pozostaje
do końca niewinną --- mówią mi. Boże miły! Cóż
jest w tym, że człowiek kocha życie, sam fakt życia
w jego nieskończenie pierzchliwych momentach, czy
nie ma pewnej <wyroznienie>świętości</wyroznienie> w takiej miłości samego
życia, czy nie jest to pierwiastkiem niezbędnym wszelkiej świętości umieć zachować w duszy taki zakątek,
z którego rozlewa się dziecinna, słodka miłość życia?
I oto to najnaiwniejsze, najpierwotniejsze uczucie staje
się zawiązkiem hańby i grzechu. Widzimy, jak nieuchronnie ze wszystkiego wyrasta grzech, zguba, hańba
i zaprzepaszczenie: wszystkimi swymi drogami ku nim
zmierza życie. To osobiste, to własne, to tylko nasze,
trzepocące się na dnie piersi jak ptak życie okazuje
się jakąś zbiorową własnością. Przeżywając tylko siebie, nic nie robiąc, jak tylko żyjąc, tworzy się groźny,
brzemienny w nieszczęście, grzebiący sławę pokoleń ---
los zbiorowy. I klęska, straszliwa klęska wyrasta ze
wszystkiego, i widzimy, że nie tylko niezawiniona
krzywda, lecz i nasza wina budują ten gmach naszego
życia, nad którym ciążą jak przekleństwo te słowa:
<wyroznienie>dzieje grzechu</wyroznienie>. Dzieje grzechu --- wszystko, co
myślicie, czujecie, czynicie --- całe wasze bieżące życie --- wasz epos dzisiejszy. Ci, co mówili o sadyzmie,
nie zastanawiali się nad tym, jakie zagadnienie poruszali (nie poruszali zresztą żadnych zagadnień: ---
szczuli). Nie dostrzegali, że w tym głębokim wyczuciu bezmiernej odpowiedzialności za każdy moment
życia, zlewającym w jedno z ekstatycznym ukochaniem
życia <wyroznienie>pasyjne</wyroznienie> oddanie się mu, tkwi nie tylko tajemnica tego cudownego zjawiska, jakim jest styl artystyczny Żeromskiego, ale także jeden z najbardziej
charakterystycznych i zasadniczych rysów nowoczesnej
świadomości moralnej w ogóle. Nie może ona oczekiwać, nie oczekuje zbawienia znikąd --- z siebie musi
je wydobyć. I nie to już mamy na myśli, że nie spodziewamy się żadnej pozaludzkiej, ,,nadprzyrodzonej"
pomocy, lecz rzecz o wiele bardziej nowoczesną, choć
mniej na zewnątrz efektowną --- <wyroznienie>głębszą</wyroznienie>. Zmienił
się sam wewnętrzny stosunek między różnymi dziedzinami psychicznego życia. Życie zmysłowe, wzruszeniowe nie jest już jakąś na wpół tylko ludzką dziedziną, która ma być kształtowana, regulowana z góry
przez postanowienia i zwroty zachodzące w intelektualnych, abstrakcyjnych zakresach myśli i woli. Hierarchia wewnętrzna tego typu była odbiciem pewnej
hierarchii społecznej: rozdarcie, rozszczepienie pomiędzy
<wyroznienie>myślą</wyroznienie> a pozostałą psychiką odtwarzało tu tylko
różniczkowanie społeczne. Ludzie myślący, kierujący,
należący do warstw w ten lub inny sposób rządzących
losami innych wytwarzają właściwie tylko myśl, która
organizuje życie poza nimi. Jaki stosunek zachodzi
pomiędzy ich życiem a tą wytwarzaną przez nich
myślą i wolą --- jest prawie obojętne. Są tu oni właściwie tylko instrumentami, wytwarzającymi rozum
i wolę. Życie przeciwstawiało się i przeciwstawia dotychczas w ten sposób wszechświatowi, że wypełnia
ono swymi czynami i wysiłkami pewien systemat koniecznych dla istnienia społecznego zadań. Ważnym
jest, że te konieczności <wyroznienie>poznawane</wyroznienie> są jakby poza
życiem, że sam proces poznawania jest uznawany za
coś <wyroznienie>odrębnego</wyroznienie> od samego konkretnego życia, że
pozostaje on w odległym tylko związku z wzruszeniem,
odczuciem, przeżyciem bezpośrednim. Poznanie i poznawane przez nie konieczności mogą tu jakby nie
być niczyją osobistą miłością, rodzić się w jakiejś ponaduczuciowej, pozaosobistej sferze jako pewien rodzaj automatycznie utrzymującej się dyscypliny społecznej. Rzeczą niewątpliwą jest, że związek pomiędzy
tą ponadpsychiczną dyscypliną a życiem psychicznym
jednostek nie może być zupełnie zerwany, ale może
on być w wysokim stopniu skomplikowany i trudny
do ujęcia. Pewnym jest tylko, że muszą być siły,
zdolne wytwarzać owe automatyczne formy, siły,
zdolne je czynem wypełniać. Psychika w każdym razie musi być zdolna do wytworzenia zarówno prawodawczej, jak i wykonawczej woli: ostatecznie więc siły
jej tkwią w niej samej. Gdy usiłuje ona zgłębić rozterkę wewnętrzną, musi ona uświadomić sobie, że znikąd nie spłynie jej ratunek, jeżeli ona sama go nie
stworzy: rozum, wola, obowiązek muszą być stworzone przez tę samą psychikę, która czuje w sobie
grzech, ciemnotę, rozpacz. Z całym bólem swym, wyrzutem wewnętrznym pozostaje ona sama z sobą
i w sobie zamknięta, z siebie musi wydobyć zbawienie.
Gdy grzech, beznadzieja zniszczą, wytrawią miłość życia, nie pomoże już jej nic. Musi ona kochać siebie
nawet na dnie, jeżeli nie ma zaginąć, musi zachować
pomimo wszystko naiwną, nierozumującą miłość
istnienia, przywiązanie do niego, zdolność radości. Ten
świat zagadnień tkwi tu poza słóweczkiem ,,sadyzm".
Kto swego życia nie pogłębił aż do tego poziomu,
gdzie styka się ono bezpośrednio z całym tragizmem
istnienia, kto żyje na tle pewnych społecznych form
i im się powierza, dla kogo istnieje jakiś zastany przez
psychikę i <wyroznienie>niezawiniony</wyroznienie> świat, świat, który może
ona przyjmować z ciekawością, obrzydzeniem, rozkoszą (wszystko jedno ostatecznie jak, w granicach niewinnego zastania), ten nigdy nie będzie w stanie zrozumieć różnicy między takim poetą jak Żeromski a takim --- choćby bardzo utalentowanym --- pisarzem jak
Reymont<pe><slowo_obce>Reymont, Władysław Stanisław</slowo_obce> (1867--1925) --- jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy, twórca powieści i nowel, czołowy twórca okresu Młodej Polski. Jego prozę cechuje realizm z elementami naturalizmu. Laureat literackiej Nagrody Nobla z 1924 za <tytul_dziela>Chłopów</tytul_dziela>. Dzieła: <tytul_dziela>Ziemia obiecana</tytul_dziela> (1899), <tytul_dziela>Komediantka</tytul_dziela> (1896), <tytul_dziela>Fermenty</tytul_dziela> (1897).</pe>.</akap>




<akap>Znamy świat, do którego należy Reymont i Sieroszewski<pe><slowo_obce>Sieroszewski, Wacław</slowo_obce> (1858--1945) --- pseud. Wacław Sirko; pisarz, działacz polityczny i niepodległościowy, podróżnik, etnograf.</pe>; <wyroznienie>świat Żeromskiego nie istnieje</wyroznienie>:
istnieje tu dusza ludzka usiłująca sama siebie wydźwignąć i zbawić lub przynajmniej modląca się o zbawienie. Istnieje niezmiernie bogata, najbogatsza w Polsce
organizacja czuciowo-wzruszeniowa, usiłująca w życiu,
jakie wyczuć może, odnaleźć siłę, zdolną uczynić życie polskie wartością pewną samej siebie. Świat Żeromskiego jest w tworzeniu tak, jak Polska. Żeromski dla nas dzisiaj jest czymś więcej niż pisarzem, od
którego oczekuje się książek; żąda się od niego wyzwalających, wewnętrznych czynów. Na duszy jego zawisł cały świat dusz: ma on za nie odpowiedzialność.
Nie może być tu mowy o przyjmowaniu za podstawę
kontemplacji przypadkowych ukształtowań. Tak mi
się przywidziało --- ten pierwszy paragraf <slowo_obce>magna
charta<pe><slowo_obce>Magna
Charta [Libertatum]</slowo_obce> --- Wielka Karta [Swobód], akt wydany w Anglii w 1215 przez króla Jana bez Ziemi, zawierający liczne przywileje dla wasali; tu w znaczeniu przenośnym.</pe></slowo_obce> praw artysty i niewolnika w Polsce tu nie wystarcza. Żeromski to jest życie nasze własne, łączy
nas z nim konieczność rozwiązania zagadnień, bez
których rozwiązania żyć nie można, których wyrzekając się --- żyć nie wolno. On żyje nie na powierzchni tego lub innego ,,danego" świata, lecz w tych
głębinach, gdzie przebywa sama z sobą psychika
wszelkie światy dźwigająca. On nie odtwarza tego, co
można <wyroznienie>dziś zobaczyć</wyroznienie>. On jest w tej dziedzinie,
gdzie życie niezwiązane niczym samo w siebie wnika,
zastanawia się, sądzi. Książki jego nie są dla nas ,,obrazem" rzeczywistości --- należą do zgoła innej kategorii.</akap>




<akap>Jest wynikiem dziwnego nieporozumienia, że w ogóle o tym potrzeba mówić. Nie idzie tu bynajmniej
o siłę talentu, lecz o głębokość, o poziom duchowej pracy. Można Reymonta zestawić z Sieroszewskim
albo Sienkiewiczem<pe><slowo_obce>Sienkiewicz Henryk, pseud. Litwos</slowo_obce> (1846--1916) --- powieściopisarz, nowelista, publicysta, działacz społeczny, laureat Nagrody Nobla za całokształt twórczości. Twórca obrazów niedoli chłopa, niedoli powstańczej, nostalgii, zajmował się tematyką zarówno współczesną, jak i historyczną. Dzieła: <tytul_dziela>Szkice węglem</tytul_dziela> (1880), <tytul_dziela>Ogniem i mieczem</tytul_dziela> (1884), <tytul_dziela>Potop</tytul_dziela> (1886), <tytul_dziela>Pan Wołodyjowski</tytul_dziela> (1887--88), <tytul_dziela>Krzyżacy</tytul_dziela> (1900), <tytul_dziela>Quo vadis</tytul_dziela> (1895--96), <tytul_dziela>Rodzina Połanieckich</tytul_dziela> (1895), <tytul_dziela>Bez dogmatu</tytul_dziela> (1891), <tytul_dziela>W pustyni i w puszczy</tytul_dziela> (1911). W 1900 z okazji 25-lecia twórczości w darze od narodu otrzymał pałacyk w Oblegorku pod Kielcami.</pe> --- są to artyści bardzo dużej
miary. Ale Żeromski z innej jest głębi. Żeromski
i Wyspiański<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>; Żeromski i Przybyszewski<pe><slowo_obce>Przybyszewski, Stanisław</slowo_obce> (1868--1927) --- pisarz, dramaturg, poeta, twórca manifestu Młodej Polski (<tytul_dziela>Confiteor</tytul_dziela>), jeden z pierwszych ekspresjonistów w literaturze europejskiej, skandalista, członek cyganerii krakowskiej, redaktor krakowskiego ,,Życia", artystyczny przywódca Młodej Polski. Pisał m.in.: powieści (<tytul_dziela>Dzieci szatana</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Homo sapiens</tytul_dziela>), dramaty (<tytul_dziela>Śnieg</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Matka</tytul_dziela>), poematy prozą, eseje, wspomnienia.</pe>, tak! Tu
istnieje duchowa współwymierność: tu ściera się dusza z wiecznym zagadnieniem człowieka i jego przeznaczeniem. Pisarze pierwszej grupy na takim oto
mniej więcej stoją stanowisku. Istnieje społeczeństwo,
do którego i ja należę; posiada ono pewien zasób doświadczeń, wzruszeń, form, typów życia: trzeba to
wszystko uporządkować, ukazać społecznej myśli,
wskazać perspektywę istnienia. W tej perspektywie
mogą zachodzić u różnych pisarzy bardzo wielkie
różnice, ale zasadniczym pozostaje fakt: w ten lub
inny sposób pisarz ufa automatyzmowi życia, albo się
nad nim nie zastanawia (jak Reymont --- mimo wszelkich prób pogłębienia, które wykolejają go tylko stylistycznie), albo formułuje sobie to zaufanie i na jego
podstawie daje obraz wytwarzanego przez społeczeństwo i poznawanego przez pisarza życia. Sprawa jednak przedstawia się inaczej, gdy centralnym staje się
właśnie zagadnienie, skąd, z jakich źródeł płynie samo
życie społeczeństwa, jaka moc je wytwarza, czym jest
ona, czy mam ja oto ją w sobie, a jeżeli nie mam
jej --- to skąd mi wiara, że jest ona poza mną. Życie
samo całego społeczeństwa polskiego stało się dla
Żeromskiego, Wyspiańskiego --- zagadnieniem osobistego ich sumienia. Dlaczego chcesz, aby był ten wielki
zbiorowy fakt: --- Polska? --- Skąd czerpiesz tę swoją
wolę, na czym opierasz? --- Mówi się o <wyroznienie>homeryzmie</wyroznienie>.
Homer miał przed sobą i w sobie odpowiedzi na te
zagadnienia, był świadomością społeczeństwa, dla którego kształty życia zlewały się z wartością. U nas dzisiaj ludzie sądzą, że dość jest upodobać sobie w swoim przypadkowym wpleceniu w losy społeczeństwa,
które walczy i o ideał, i o sam fakt życia --- aby stać
się przez to artystą homeryckiego szczepu. Niewiedza,
nieświadomość, nierozbudzenie nie są siłą. Życie jest
irracjonalnym faktem, nie można go wyrozumować.
Ale samo poczucie, że się stoi mocno wobec świata,
na sobie tylko wspartym, że się bierze osobiście czynny
udział w walce człowieka o zwycięstwo, gdy społeczeństwo jest pierwotnie proste, ma pewne szanse, że nie
zawodzi. W naszym zawikłanym życiu, gdzie wszystko,
zdaje się, jest zdane na los przypadku, gdzie prawo
jest nieobecne, samo zaufanie nie wystarcza. Tu nie ma
miejsca na Homera.</akap>




<akap>Homera chcecie znaleźć dziś w Polsce lub w Europie.
Tak od razu na ulicy znaleźć to, co może być tylko
wynikiem odnalezionej wiary społecznej, społeczeństwa, rozkochanego w swych urządzeniach, obyczajach, nierozumiejącego, że mogłoby być innym. Zapewne, jeżeli istnieje społeczeństwo, czyniące zadość
takim wymaganiom --- to jest nim nasza dzisiejsza
Polska. Tu właśnie mamy prawo czuć, że rytm ogarniający nasze życie jest rytmem rosnącej wielkości,
tu właśnie samo życie stało się żywiołem, szczęśliwym
dojrzewaniem bohaterstwa i piękności --- a sława
jest rozlana naokoło dusz jak powietrze. To właśnie
odróżnia poetów pierwszorzędnych od tych, co mają
mniej lub więcej talentu, że względem pierwszych nie
może przyjść nawet myśl, że mogliby być czymś innym.
Nie opracowują oni z mniejszym lecz większym powodzeniem daną treść, lecz są ze swą treścią twórczą
czymś jednym, są w tak nierozerwalnie ścisłym stosunku z historią współczesną sobie, że <wyroznienie>forma ich
twórczości</wyroznienie> jest formą duchowego przesilenia, że
tak oni wznoszą całość z momentów duszy, jak tworzy się ona w samych dziejach. Bo pamiętać potrzeba,
że forma artystyczna jest w istocie swej zawsze wynikiem społecznego owartościowania indywidualnych
treści, że forma artysty odbija zawsze stan <wyroznienie>wartości
w narodzie</wyroznienie>. Głupcem jest, kto żąda, by Dante pisał jak Homer, aby Ibsen<pe><slowo_obce>Ibsen, Henryk</slowo_obce> (1828--1906) --- dramaturg norweski. Początkowo tworzył utwory oparte na motywach historycznych, legendach i sagach skandynawskich, później podjął tematykę społeczno-obyczajową w duchu realizmu i naturalizmu oraz symbolizmu. Dzieła: <tytul_dziela>Grób Hunów</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nora czyli dom lalki</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dzika kaczka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kobieta morska</tytul_dziela>.</pe> miał do życia stosunek Shakespeare'a, kto wymaga od Dostojewskiego<pe><slowo_obce>Dostojewski, Fiodor Michajłowicz</slowo_obce> (1821--1881) --- rosyjski powieściopisarz, uznany za mistrza
realistycznej i psychologicznej prozy. Dzieła: <tytul_dziela>Zbrodnia i kara</tytul_dziela> (1866), <tytul_dziela>Idiota</tytul_dziela> (1868), <tytul_dziela>Biesy</tytul_dziela> (1871--72), <tytul_dziela>Bracia Karamazow</tytul_dziela> (1879--80).</pe>, aby zdobył się na Mickiewiczowskie, słoneczne opanowanie
dziejowych demonizmów. Gdzie istnieje przestrzeń
między tematem a artystą, treścią a opracowaniem,
tam mamy do czynienia z odtwarzaniem przypadkowych wartości, a nie z ich świadomym tworzeniem.
Można żądać od Reymonta, aby inaczej napisał <tytul_dziela>Ziemię obiecaną</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Fermenty</tytul_dziela>, czuje się, że mógł
je inaczej napisać i pozostać tym samym Reymontem, czuje się, że jest w nim wprawdzie coś niezmiennego, ale to niezmienne coś czy ktoś działają w granicach <wyroznienie>rozwiązanych już uprzednio ludzkich problematów</wyroznienie> i właśnie dlatego może
tu być mowa o dowolnym, przypadkowym oświetleniu.
Nie o artyzm tu chodzi. Żeromski pisze bardzo nierówno, miewa bardzo słabe stronice, popełnia olbrzymie błędy, ale jest on zrośnięty nie z wykonaniem
danej treści, lecz z <wyroznienie>nią samą</wyroznienie>. Świat jego zbudowany jest nie ze spostrzeżeń, lecz z czynów serca
i sumienia. Nikomu nie przyjdzie do głowy, że Żeromski mógłby inaczej ująć <tytul_dziela>Dzieje grzechu</tytul_dziela>,
<tytul_dziela>Bezdomnych</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, to są rzeczy bezpośrednio wydarte z własnych jego trzewi. Mógł on ich
nie napisać --- a z jakiejś jednej krwawej jego karty
krytyk, jeżeli jest istotnie krytykiem z powołania, wyczyta duszę tych dzieł. Przy pisaniu ich był on sam
z tym ognistym spojrzeniem milczącego świata, o jakiem mówi Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe>, które czuł na sobie Gogol. Miał
sam sobie na coś odpowiedzieć tak, by mu to wystarczyło w życiu i śmierci. Daleko od Homera --- nieprawdaż? Ale kto nie rozumie, że w nowoczesnych
społeczeństwach <wyroznienie>walka o jasny i czyniący
zadość żądaniom duszy świat</wyroznienie> jest właśnie
postacią duchowego bohaterstwa, że niemożliwość eposu jest jednym z zasadniczych rysów naszej kultury, ten naturalnie i z samego Homera zrozumiał nieskończenie mało. Homerycki świat jest też
swojego rodzaju objawieniem, pisał Dostojewski. Jest
to świat, którego ewangelia zlała się z plastycznym
istnieniem. Charakter eposu wymaga, aby poeta nie
miał duchowych wartości prócz tych, które znajdują
się w konkretnych postawach narodowego życia i aby
wartości tego poety wystarczały istotnie dziejowemu
widnokręgowi odnajdującego się w nim narodu. U Żeromskiego czuje się obecność w nim samym męki
o bohaterski, wartościowy świat. Czuje się, że szuka
on życia, które byłoby odpowiedzią na całą jego
szamocącą się pracę: --- po to żyłem i ginę, <wyroznienie>by to
było</wyroznienie>. Kto tego nie czuje, ten nie umie już obcować
z duszą poety poprzez książkę. To nie są opowieści
dla ludzi, którzy wiedzą, czym jest życie, którzy już
przestali tworzyć, dla których już świat tak lub inaczej umilkł. To są głębokie wtargnięcia w samo nasze wnętrze, przeistoczenia go, niebywałe, po raz pierwszy stworzone apele duszy, zwiastowania, nakazy.
Można było czytać listy apostoła Pawła tym samym
duchowym okiem, jakim się czytało listy Cycerona,
ale nie czytało się wtedy tego, co napisał Paweł.
Można było czytać pieśni Barszczan<pe><slowo_obce>Barszczanie</slowo_obce> --- Konfederaci Barscy, uczestnicy szlacheckiego związku zbrojnego skierowanego przeciw rosyjskiej interwencji w Polsce, działającego w latach 1768--1772.</pe>, o których mówi
Mickiewicz, tak samo, jak się czytało poezje Trembeckiego, Krasickiego, Naruszewicza, ale nie rozumiało się z nich nic. To samo z Żeromskim: czyta
się go rozbudzoną duszą albo wcale. Mówi mi ktoś:
tacy pisarze, jak Żeromski, piszą dla pewnych kół,
tacy jak Reymont dla wszystkich, dla narodu. Złudzenia. Żeromscy piszą dla tych, co świadomie dźwigają narodowe losy, duszą łamią się o naród,
a więc właśnie dla narodu: inni dla wszystkich, co
żyją na tle stwarzanego przez naród życia, dla wszystkich przypadkowych istnień, stwarzających liczby w tabelach statycznych, ale nie naród. Naród to nie liczba:
to duchową potęga, która może żyć w piersi jednego
człowieka, a wystarczy, aby nie zginęła, to bezwiedny
i milczący związek dusz nieustannie przeciwstawiających całą swą przeszłość wszechświatowi, usiłujący
ją wznieść na szczyt. Nie fakt życia --- ale tworzenie
wartości czyni członkiem narodu i nie przyjmowanie
byle jakiej rzeczywistości, lecz dźwiganie dziejowej
treści do poziomu wystarczającego duszy i żywiołowi --- jest narodowym życiem, myśleniem o narodzie.
Nie uniknie się tragizmu, jeżeli się tylko żyje prawdziwie głębokim życiem. Sam proces twórczości
dźwiga nieuchronnie ku samotnemu szczytowi, na którym trzeba walczyć o dziejowe istnienie w sobie.</akap>





<akap>Mało istnieje poetów o tak <wyroznienie>klasycznie przejrzystym typie rozwoju twórczego jak
Władysław Orkan<pe><slowo_obce>Orkan, Władysław</slowo_obce> (1875--1930) --- właśc. Franciszek Ksawery Smreczyński, pierwotnie Smaciarz; pisarz młodopolski, całą twórczość poświęcił ukazaniu obrazu biednej polskiej wsi podkarpackiej i Podhala. Dzieła: <tytul_dziela>Komornicy</tytul_dziela>, <tytul_dziela>W roztokach</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Drzewiej</tytul_dziela>.</pe></wyroznienie>. Dlatego jego twórczość pozwoli mi ukazać, że tu nie idzie o żadne moje konstrukcje, ale o głębokie konieczności, utajone w samym naszym dziejowym położeniu. Ocala od nich
tylko niedojrzałość, ale to wątpliwa kwalifikacja na
homerydę. Jeżeli zaś o homeryckości mogłaby być
mowa, to właśnie <slowo_obce>ex re</slowo_obce><pe><slowo_obce>ex re</slowo_obce> (łac.) --- z powodu, z okazji.</pe> Orkanowskiej powieści <tytul_dziela>W Roztokach</tytul_dziela> można by użyć tego wyrazu. A raz jeszcze; powtarzam, że kiedy przeciwstawiam tu tę powieść
<wyroznienie>Reymontowskim</wyroznienie> <tytul_dziela>Chłopom</tytul_dziela> --- to nie idzie
mi o krytykę estetyczną, bo na tę tu nie mam miejsca,
lecz o duchową strukturę. Bardzo możliwą jest rzeczą,
że Reymont rozporządza nieco bogatszą od Orkana
skalą spostrzeżeń, że ma w pamięci więcej gestów,
więcej odcieni barw, zapachów, załamań głosu etc.,
że wskutek tego świat jego jest <wyroznienie>szczegółowo bogatszy</wyroznienie>: nie zmienia to jednak istoty rzeczy. Epickim nazywa się nie stan duszy przypadkowej opisowości, nie <wyroznienie>sztuczne</wyroznienie> ograniczenie się do zakresu przedmiotu, lecz roztopienie całego swego duchowego życia
w danym społecznym świecie, tak, aby jego ogarniające nas życie chłonęło w sobie całą naszą istotną,
a nie <slowo_obce>ad hoc</slowo_obce><pe><slowo_obce>ad hoc</slowo_obce> (łac.) --- doraźnie.</pe> stylizowaną duszę. Reymontowski stosunek do polskiej wsi składa się z różnych pierwiastków. Mamy tu jego empiryczną zdolność zaciekawienia się samymi zjawiskami niezależnie od ich znaczenia, jego typowo bezdziejową duszę, która oddała
mu tak niepospolite usługi w wyczuwaniu wszystkich
niesformułowanych jeszcze instynktów naszego przekształcającego się, wytwarzającego nowe, nieznające
przeszłości, zbyt świeże, by miały myśleć o przyszłości, typy: świat drobnych karierowiczów, urzędniczków, pośredników z <tytul_dziela>Fermentów</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ziemi obiecanej</tytul_dziela>.
Mamy dalej jego silny zmysłowy stosunek do przyrody (wystarczy przeczytać jego <tytul_dziela>Burzę</tytul_dziela>, aby poznać,
jak wielka jest jego siła). Te cechy zamykają Reymonta
w odciętym od przeszłości i przyszłości postrzeganiu;
jego świadomościowe zachcianki w kierunku pogłębienia --- o ile nie płyną z rzeczywistego, fizjologicznego niemal strachu przypadkowości własnego przemijania --- pochodzą ze źródeł intelektualnych. W <tytul_dziela>Chłopach</tytul_dziela> Reymont umyślnie starał się powstrzymywać
od tego rodzaju wycieczek i dał jaskrawy i silny obraz
chłopskiego temperamentu, obraz, w którym <wyroznienie>nieprzemyślenie rzeczywiste</wyroznienie> tragizmu i niebezpieczeństwa, jakimi grozi wsi cały istniejący poza
jej obrębem świat, występuje w masce epickiego obiektywizmu. <tytul_dziela>Chłopi</tytul_dziela> Reymonta byliby epopeją, gdyby
można było już przedstawić samo życie wsi naszej jako wystarczającą sobie dziejową całość, całość,
która by swoim kształtem już i istnieniem tłumiła tragizm, była wcieleniem wartości. Tu tragizm się nie
zbudził i dlatego wieś ta odbija się nie w zwycięskiej
historycznej świadomości, lecz w <wyroznienie>przypadkowym
spojrzeniu</wyroznienie> nieznającej swych historycznych podstaw psychiki aktualnej. W innym zupełnie położeniu
znalazł się wobec swoich <tytul_dziela>Roztok</tytul_dziela> <wyroznienie>Orkan</wyroznienie>. Jego artystyczne ja wyrosło w tym świecie: znalazł go on
w sobie samą siłą artystycznej anamnezy<pe><slowo_obce>anamneza</slowo_obce> (z gr. przypomnienie) --- filoz. u Platona oznacza przypomnienie sobie tego, co już zostało poznane w uprzednim życiu.</pe>. Dusza
jego --- to właśnie ten skrawek ziemi z jego ludźmi:
i z tego świata wydobył Orkan <wyroznienie>formy</wyroznienie> swej osobistej
myśli. Gdy chce on sobie odpowiedzieć na pytanie,
czym jest śmierć i życie człowieka, cisną mu się tu
zrodzone obrazy. Nie potrzebuje <wyroznienie>o niczym</wyroznienie> zapomnieć, aby wejść w ten świat. Przeciwnie, rozszerza mu
się i pogłębia wraz<pe><slowo_obce>wraz</slowo_obce> (daw.) --- naraz, jednocześnie.</pe> duszą własną: jest on w nim jako
własna żywa treść, tak jak świat jakiejś greckiej osady
w duszy starożytnego poety. Rakoczy mógłby w kategoriach tego świata przeżyć wszystkie walki duszy:
rozumie on <wyroznienie>duchowe życie</wyroznienie> ukryte pod kształtami,
w które Reymont lęka się włożyć coś ze świadomości
własnej. Dlatego życie duchowe Reymontowskich chłopów jest stylizowaną na bezduchowość obserwacją,
u Orkana widzimy <wyroznienie>rodzenie się duszy</wyroznienie> w chatach! Czytając go, pojmuje się powstawanie ludowej
poezji, ludowych przysłów; dusze jego postaci są
zawsze głęboko zindywidualizowane i nie ulega on
pokusie stylizowania ich na prostotę. Orkan jest w <tytul_dziela>Roztokach</tytul_dziela> jak całkowity żywy człowiek między ludźmi:
u Reymonta pracuje subtelna technika pisarska. Psychika Reymonta czuje mus ,,schłopienia", Orkan nie
czuje żadnego musu, jest swobodny. Wieczyste zagadnienia zła i dobra, miłości i śmierci wcielają się
tu w żywe kształty; i właśnie dlatego, że świat Orkanowski jest jego światem, własną jego treścią, nie może
on dla <wyroznienie>artystycznego efektu</wyroznienie> wyprzeć się swego
głębokiego bólu, grozy, jakie go zdejmują na myśl,
co jutro przyniesie tej jego najbliższej, najpierwszej
ojczyźnie. Nie zapomina on w niej o wszechświatowym
tragizmie, lecz wziąwszy ją w serce, szuka dla niej dróg
i przyszłości w żelaznym świecie. Dusza jego łamie
się troską, szuka sił, rozwiązań: szczery stosunek do
swego świata poetyckiego stał się osobistą dziejową
tragedią. Rakoczy stał się czymś więcej niż obrazem ---
przeznaczeniem. Gdy się zważy prostotę i słoneczną
jasność tej artystycznej myśli --- <wyroznienie>strach zdejmuje</wyroznienie>
o ciężar, jaki wziął ten poeta na duszę. On sam stał
się Frankiem Rakoczym, który ma wywalczyć swemu
narodowi moc i przyszłość. --- Tu nie może być mowy
o żadnym zatraceniu się w stylizacji, jasny Orkanowski świat jest nieprzebaczającym sprawdzaczem: wyczyta on swemu poecie wszystko z oczu, jak owi nędzarze odgadli wszystko, gdy tylko zobaczyli Rakoczego przed sobą.</akap>




<akap>Orkan wszedł w tragedię dziejową i nie mogło
być inaczej: kto dziś usiłuje wmówić, że ma swój
jasny, beztroskliwy, artystyczny świat, nie zastanawiał się
nad tragiczną istotą tworzenia. Żeromski czuje właśnie, że wszelkie życie, sam fakt życia jest zawsze tworzeniem czegoś, co pozostaje i bada całym, żądnym
wybawienia sercem, czym jest to tworzenie, jego nieprzebaczający, niepowstrzymany proces w dzisiejszej
Polsce <tytul_dziela>Bezdomnych</tytul_dziela>. Nie może być większego
nieporozumienia, niż to, które widzi w stylu Żeromskiego, w jego artystycznym widzeniu zależność od
jakiejś specjalnej doktryny społeczno-politycznej. Przeciwnie to, co jest w utworach Żeromskiego wynikiem
jego teoretyzującego przekonania, ginie, rozpływa się
pod naciskiem tych właśnie fal psychicznego bezpośredniego wyczuwania, w jakich się się wyraża jego
indywidualność twórcza. Ani teorie Bodzanty, ani programy higieniczno-społeczne Judyma, ani marzenia
i rozpacze myślowe Gintułta nie określają zasadniczego,
najgłębszego stosunku Żeromskiego do świata. Przeciwnie, on sam pragnąłby może, aby tak było, pragnąłby znaleźć myślą i wolą punkt widzenia, poziom,
na którym byłby już sercem wobec życia bezpieczny.
Sam uświadamia sobie, że nie może tego dokonać.
Gintułt, trup Wyganowskiego wyrażają tu coś bardzo istotnego. Myśl, której śni się bezpieczeństwo
wobec życia, jest obłędem lub kłamstwem. Przed nieprzebaczającym życiem nie ma ucieczki; jest ono wszędzie, jest wszystkim dla człowieka. Nic nie zmieni
tego faktu, że życie nasze, jakimkolwiek bądź jest ono ---
jest cząstką zbiorowego życia, że tkwią w nim jego
najodleglejsze skutki i konsekwencje. W każdym momencie przeżywamy coś za cały ogół, dla niego; życie ogółu jest w każdym najbardziej osobistym naszym przeżyciu. Żeromski w ten sposób ujmuje życie ---
to nadaje jego stanom duszy dziwne nadosobiste, nadludzkie natężenie, to sprawia, że każda chwila zawiera
w sobie skondensowane misterium. Ci, którzy widzą
w tym ujęciu życia jakieś <slowo_obce>parti pris</slowo_obce>, nie chcą sumiennie wniknąć w głąb tego stylu, przychodzą do
niego z zewnątrz. Żeromskiego to cechuje właśnie, że
jego wzruszeniowość nie da się zamknąć w żadnym
automatycznie zacieśniającym dusze widnokręgu. Czujemy zazwyczaj bardzo ściśle ograniczonym, przystosowanym do naszego społecznego położenia <wyroznienie>sensorium</wyroznienie><pe><slowo_obce>sensorium</slowo_obce> (łac.) --- ośrodek nerwowy, do którego trafiają zewnętrzne wrażenia, zanim zostaną poddane postrzeganiu, siedziba odczucia.</pe>. Sensorium to nie jest w stanie wyczuć jako
<wyroznienie>winy</wyroznienie> naszej samego naszego normalnego istnienia;
służy ono tej właśnie formie, nie sięga głębiej. Żeromski nauczył się czuć sercem jedynego na całej
ziemi Winrycha. Ten nie miał już gdzie się ukryć, widział jasno, że tak czy inaczej wszystko pada zawsze
na człowieka, a sam osunął się aż na dno ludzkiej
nędzy w tym odruchu: nie zabijajcie mnie, w tym przytuleniu się do końskiej szyi. <wyroznienie>To nie może mnie
spotkać, mnie podobnych i bliskich</wyroznienie> ---
leży na dnie wszelkich odczuwań rzeczywistości lub
nierzeczywistości w sztuce; to leży na dnie protestów
przeciwko ,,pesymizmowi". Wszyscy ci protestujący
sądzą, że mają jakiś dom, jakieś zabezpieczenie w bezdomnej Polsce. Małe ich klasowe, kulturalne, <wyroznienie>zaasekurowane</wyroznienie> ja --- przeciwstawia się tragicznemu widzeniu tej twórczości, która zrodziła się z wdeptanej
Winrychowej mogiły, z tego uścisku, jakim objął
poeta <wyroznienie>maciejowickie</wyroznienie> pobojowisko. Czy odtąd
zrodziła się moc, zdolna przezwyciężyć los Polski,
cały los, gdyż i Maciejowice były przecież skutkiem, nie przyczyną? Widzieć je mógł już Żółkiewski z cecorskich pól, widział je Skarga, który też przesadzał,
bo każdego po wyjściu z kościoła lub sali sejmowej
czekał jakiś dom, jakaś odrobina zdrowego szczęścia
i niezamącony pogląd zdrowego, nieprzesadzającego ---
dla całego narodu, a nie dla garstki wizjonerów ---
myślącego rozumu. Nieuprzedzeniem nazywa się w Polsce nie męczeńskie stopienie się duszą z losem własnego plemienia --- lecz zdolność zamknięcia się w granicach takiego lub innego klasowego spokoju. Żeromski nie jest idealistą <wyroznienie>Mazziniowskiego</wyroznienie><pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski rewolucjonista, przywódca demokratyczno-republikańskiego nurtu <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, walczył o wolność w antyaustriackiej partyzantce razem z Garibaldim, założył organizację Młode Włochy (1831) i Młoda Europa (1834), należał do masonerii.</pe> pokroju: jest zawsze pewna nieszczerość w tego rodzaju
ascetyzmie. --- Żeromski kocha życie, kocha je, jak
Winrych --- ale czuje, że nie ma czym tej swej miłości
osłonić, nie ma żadnego: dla mnie i mnie podobnych
wystarczy, my sobie damy radę. To znalazł Sienkiewicz i jest pomimo wszystko coś z tej sienkiewiczowskiej racji stanu nie tylko u Reymonta, ale i u Sieroszewskiego. I u Sieroszewskiego czuje się obecność
polskiego rodzinnego optymizmu, który umie wyrzec
się schronienia, ale nie myśli, czym ono jest, ma
w sobie jego kształt, jego czucie. Z tego punktu widzenia nie obchodzi nas to nic, że można inaczej odczuwać życie --- niż Żeromski, nie wystarcza, że inni istotnie inaczej czują i widzą. Tak jest. Ale czym jest
dla nich to widzenie? Żeromski szuka siły wewnętrznej w samym życiu, szuka w sobie, w nieustannym
pogłębianiu swego wewnętrznego życia, poczucia, zlania się z potęgą. Nie wystarcza tu umysłowa konstrukcja. --- Ideały, idealistyczne plany działania opierają się na przekonaniu, że w naszym ręku jest władza nad życiem; Żeromski całą duszą wszczepiony jest
w sam żywiołowy proces życia: czuje on, <wyroznienie>czym</wyroznienie> jest
samo życie, czuje utajone w nim ciążenie ku zgubie.
Nie wystarczy mu żaden pogląd na życie, żadna teoria. Znajdujemy się tu na poziomie nowoczesnej, dojrzałej świadomości: życie ludzkie samo z siebie musi
wydobyć ostrą moc, nadającą znaczenie wszystkim
jego intelektualnym konstrukcjom. Intelekt nie tworzy siły, on ją konstatuje. Tworzy się ona w dziedzinie irracjonalnego, w dziedzinie, z której wytryska
wola i gdzie wyrabiają się jej narządy. Znikają przegrody między życiem ,,zmysłowym" a życiem duchowym. Uczymy się dzisiaj odnajdywać źródła ducha
w bogatym, różnostronnym, zmiennym prądzie przeżyć, bezpośrednio związanych z naszymi najgłębszymi,
,,cielesnymi" sprawami. W twórczości Żeromskiego
roztwiera się ta biologiczna niemal już głębia ducha.
I to jest rzecz niezmiernie ważna. ,,Spirytualizm" polskiej literatury polega na niechęci widzenia. Gdy zaś
ignorujemy jakąś dziedzinę życia, nie unicestwiamy jej,
lecz żyjemy w niej <wyroznienie>w sposób</wyroznienie> nie znoszący światła.
I nie idzie tu o żaden ascetyzm moralny; życie jest
bardziej złożone i nie da ująć w żadną formułę.
Świat przeżyć płciowych jest dziedziną, w której mają
swe źródła nieraz najbardziej zasadnicze bankructwa
i upadki duchowe, zdrady człowieka względem samego
siebie. U nas moralizatorska obłuda i operetkowe lekceważenie przesłaniają dostęp nieuprzedzonej myśli do
tych spraw. Żeromski w swej twórczości pada ofiarą
kulturalnego niewyrobienia, jakie ciąży na tej dziedzinie życia; lecz obok tego ogólnego czynnika działa
w jego twórczości inny, bardziej indywidualny. Brak
w umysłowości Żeromskiego płaszczyzny swobodnego,
definitywnego myślenia, nie czuje się on nigdzie wyniesionym ponad niebezpieczeństwo nieopanowanego
stawania się. Mści się to na wszystkich zagadnieniach
jego twórczości: zagadnienie i rozwiązanie są tu jakby narzucone, całe życie myślowe wtłoczone jest
w podświadomą, ,,bezpańską" sferę. Tu sięgamy w głąb
samą tragizmu tej twórczości. I tu, jak zawsze, nie należy oddzielać pewnej dziedziny wzruszeniowego życia
od jego całokształtu. Dziwny, dumny, skrępowany
i ukradkiem wybuchający, mający w sobie coś upokarzającego patos erotyczny Żeromskiego jest tylko pojedynczą postacią bardziej zasadniczych ukształtowań.
Aby być wolnym w dionizyjskiej dziedzinie, trzeba
posiadać całkowite poczucie swej ,,boskości". --- Żeromski dochodzi do stanów dionizyjskich z utajoną
obawą. Jest w nim coś ze stanu duszy Spartańczyka,
który w ekstazie swej czułby powinowactwo pewne
z wolnością przysługującą helotom<pe><slowo_obce>heloci</slowo_obce> (gr. <slowo_obce>heilotes</slowo_obce>: jeniec)--- nazwa jednej z warstw społecznych w starożytnej Sparcie, do której należeli potomkowie podbitych mieszkańców Mesenii i Lakonii; nie mieli żadnych praw, uprawiali ziemię Spartan, płacąc daninę w naturze.</pe>. Dotykamy tu spraw
ciężkich i wysuwających się spod analizy, ale tylko
w ten sposób zdobędziemy dostęp do najgłębszego
rdzenia twórczości Żeromskiego. Tak jak Żeromski
nie czuje, nie może czuć człowiek, który walczy, który
czuje, że rodzi z siebie stanowczą i rozstrzygającą wolę.
Żeromski nie czuje się w związku z żadnym światem,
poddanym ludzkiej psychice. Psychika wyłania z siebie
życie, które zmienia się i przeistacza zależnie od własnych swych, obcych nam praw. Rodzi ona z siebie
nieznane, nie może powstrzymać tego procesu, ani też
nad nim zapanować. Decyzje woli zawisają w próżni
lub też idą na podwaliny skutków naszym postanowieniom wrogich. Wyspiański odczuwał dzieła swoje
jako czyny tragiczne, ściągające tragiczną odpowiedzialność; stanowisko wewnętrzne Żeromskiego jest
inne. Wyspiański przyjmował <wyroznienie>winę</wyroznienie>, Żeromski --- duszę swą łamie pragnieniem jakiegoś ostatecznego uświęcenia: na próżno bowiem szuka w duszy jakiegokolwiek bądź <wyroznienie>względnego</wyroznienie> choćby pierwiastka mocy.
Na niczym nie może się oprzeć: życie płynie, pociągając go z sobą; dusza jego własna porwana jest przez
przeistaczający proces. Ginie tu sama podstawa decydującego myślenia, utrzymującej wbrew żywiołowi tożsamość swoich postanowień swobody. Twórca czuje
jakby swoją winę w tym, że życie zamienia mu się
w przemijanie bezcennych, bezpowrotnie ginących indywidualnych chwil. To stwarza osobliwość stylu Żeromskiego, na dnie upojeń jedynością tkwi poczucie
winy wobec wszystkiego; jest on już we własnym wnętrzu swym wobec wszystkiego bezprawny, jakby żyć
miało prawo wszystko, tylko nie on; samo tworzenie
staje się tu jakąś tajemniczą winą. Przypomina się tu
scena z Wyspiańskiego, gdy do Laodamii<pe><slowo_obce>Laodamia</slowo_obce> (mit. gr.) --- żona Protesilasa, uczestnika wojny trojańskiej, który zginął z ręki Hektora. Uzyskawszy zgodę Hadesa, powrócił na jedną noc do Laodamii, a ta popełniła samobójstwo, by dołączyć do ukochanego.</pe> zbliża się
pieśniarz; tylko że tu stan duszy jest mniej określony.
Dumna, a raczej usiłująca znaleźć dumę w upojeniu
psychika czuje się nagle niewolnicą, nie umie już rozróżnić, co w niej jest ocaloną swobodą, a co lubieżnym przywiązaniem do byle jakiego życia, karamazowską siłą bezwstydu. Pręży się jak młody adiutant przed wodzem sugestia woli, przysięga, że stworzy moc rozstrzygania, a na dno duszy jak ptak postrzelony spada tęsknotą za tą chwilą, tą oto właśnie,
która ginie jak kwiat pod kopytem konia<pr>Stosunek namiętności, lubieżnego przywiązania do życia zastanawiał niejednokrotnie i Wyspiańskiego: ,,trzeba ci
takich jak my beztroskich", i ,,prawie boskich" mówi Parys
do ojca w <tytul_dziela>Akropolis</tytul_dziela>. ,,Dośrodkowa" karamazowska siła jest
tym dnem psychicznym, z którego wyrasta wola. U Żeromskiego
to kwitnące dno duszy spala się wstydem, że <wyroznienie>wola</wyroznienie> zeń nie
powstaje, nie usprawiedliwia go, a jednocześnie każda chwila
opiera się całą mocą własnego czaru rozszczepieniu, jakie wola
wnosi z sobą.</pr>. Siebie
tylko mająca psychika czuje się winną za wszystko,
za cały splot życia, w którym bierze udział: winną aż
do całkowitego zaniku, wytrawienia poczucia <wyroznienie>prawa</wyroznienie>.
Przywiązane do swojego życia <wyroznienie>ja</wyroznienie> nazbyt łatwo uznaje
tu swe wilcze kły i jednocześnie przywiązanie to jest
rzeczą świętą. Gdzie granica? Wyspiański przecinał
węzeł aktem heroicznej samowoli: przyjmował grzech
czynu. U Żeromskiego nie ma tej decyzji. Nie wierzy
on w bezgrzeszne poświęcenie i nie może przyjąć
twardej filozofii <tytul_dziela>Skałki</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Bolesława</tytul_dziela>. Potrzebny by mu był czyn nie gwałcący niczego w duszy.
Zwieść usiłuje sam siebie Żeromski, że poprzestałby
na samym powodzeniu. Jest to hipnoza, która pryska.
Właściwie <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela> przesądzają tu sprawę. <wyroznienie>Czyn
dla Żeromskiego jest psychiczną niemożliwością</wyroznienie>; na tym zasadza się jego stosunek
do życia. Lack w swoich refleksjach z powodu <tytul_dziela>Popiołów</tytul_dziela> spostrzegł tę właściwość. Czyn u Żeromskiego nie wrasta w świat zrodzonych przez wolę następstw; nie, opada on z powrotem jako nieprawdopodobne zerwanie ciągłości w wzruszającą się, czującą psychikę i <wyroznienie>skutek realny</wyroznienie>, własna logika czynu ginie w tym
wrażeniu, w tym oddźwięku grozy i zdumienia. Lack
pomylił się tylko w jednym: widział on w stosunku
do ludzi czynu kult powodzenia właśnie; rzeczy zaś
mają się całkiem inaczej. Opór, jaki stawia cała psychika Żeromskiego koniecznej i zdecydowanej jednostronności woli, przesłania mu sam proces woli. Czyn
jest tu widmem, upiorem --- wywołanym przez hipnozę; trzyma się on na hipnotyzującej, świadomej
woli pisarza: jest czynem, a nie ma mocy w sobie. Świat Żeromskiego jest to świat bez woli, poprzedzający ją i rozkładający ją w sobie; jest to świat bezsilnej psychiki; czyn wpada tu i ginie; i dlatego świat
Żeromskiego jest światem nie ciągłości czynnej, lecz
biernej żywiołowości. Czyny powstają w niej i w nią
wpadają; nie tworzą jednak własnej logiki. Teraz dopiero uczymy się rozumieć tragiczną głębokość tego
stylu. Problem Żeromskiego ogarnia jego samego,
jego sztukę. Własna jego twórczość jest hipnozą, wydobywającą kształt własny z psychicznego stawania
się. <wyroznienie>Sztuka</wyroznienie> dokonywa się w Żeromskim --- wraca
do niego, roztapia się w ogólnym amorfizmie<pe><slowo_obce>amorfizm</slowo_obce> (z gr.) --- bezpostaciowość, bezkształtność.</pe>. Nie
jest niczym ostatecznym, przyjętym przez wolę; jest
czymś, co się odbija w ruchomej fali, fali która szumi
i odbija, ale niczemu nie jest w stanie dochować wiary.
Sam kształt woli został tu zniszczony; nie istnieje
ona jako pojęcie nawet; przeistaczającym duszę upojeniem, marzeniem odbijającym się w marzeniu jest
sama sztuka. Sztuka i twórczość giną w pewnych
chwilach dla Żeromskiego. Wyczytać to możemy
z właściwości jego kompozycji. <wyroznienie>Wmawia</wyroznienie> on sam
w siebie, że jego widzenia, postacie mają prawo istnieć:
musi je on uzasadniać przed samym sobą. Nie przełamywa w nim sztuka zasadniczego poczucia <wyroznienie>bezprawia</wyroznienie>. Czuje się w tej twórczości demonizm, władający samym pisarzem; bywa mu ona świętym szałem, lecz
poczucie świętości znika, pozostaje gorzkie osłupienie
szaleństwa. Jest to może jedyny w swoim rodzaju wypadek: <wyroznienie>ten świat</wyroznienie> sztuki Żeromskiego. Łączą się tu
elementy wprost sprzeczne: głębokie poczucie odpowiedzialności za życie wyradza się w pewien rodzaj
nieodpowiedzialności wobec samego siebie za sztukę.
Życie jest straszliwą przemocą spełnianą na duszy:
<wyroznienie>ja</wyroznienie> nasze jutrzejsze nic nie będzie wiedziało o naszym
<wyroznienie>ja</wyroznienie> dzisiejszym, chociaż zrodzi się ze świata, które to
nasze bezcenne ja tej chwili zniszczy. Nie ma żadnej
ciągłości pomiędzy <wyroznienie>chwilą</wyroznienie> a <wyroznienie>chwilą</wyroznienie>, a każda zawiera w sobie cały świat. Zginąć on musi bezpowrotnie z całym swym czarem; życie nasze to ta nieustanna zdrada wobec samych siebie dokonywana,
nieustanny mord duszy w ciemnościach. To jest zasadnicza wizja życia Żeromskiego: życia, które obejmuje sztukę. Czymże więc jest ona? Ostatnim nawrotem ku sobie ginącego świata, pogłębieniem tęsknoty.
Nie przełamuje ona fatalizmu. Groza wobec życia
przeradza się w nierozumiejące przywiązanie do każdej
chwili, każdego bezsilnego szczegółu. Każdy okruch
duszy, ginąc, przeistacza się w rozełkany, rozkochany
w sobie świat. Groza wyżarła wszelkie usprawiedliwienia życia, pozostała sama żądza wytrwania w nim,
nie żądza, lecz <wyroznienie>upojenie wewnętrzne</wyroznienie>, bijące
z każdego momentu istnienia: dziedziczna żądza szczęścia wobec absolutnej bezsiły.</akap>




<akap>Gdy porównywamy twórczość Żeromskiego z zjawiskami kulturalnymi, nastręczającymi się ze względu
na jakieś powinowactwo, zaczyna nas po pewnym
czasie niepokoić dziwny jakiś rys. Czy np. można mówić o Żeromskim tak, jak mówi się o Stendhalu<pe><slowo_obce>Stendhal</slowo_obce> (1783--1842) --- właśc. Marie-Henri Beyle, francuski pisarz doby romantyzmu, który wyprzedził swoją epokę i tworzył w nurcie realistycznym, kreował doskonałe portrety psychologiczne bohaterów, analizował ich namiętności na tle społeczno-obyczajowym. Najsłynniejsze powieści to: <tytul_dziela>Czerwone i czarne</tytul_dziela> (1830) i <tytul_dziela>Pustynia parmeńska</tytul_dziela> (1839).</pe> lub o Dostojewskim: czujemy, że zachodzi tu jakaś niezmiernie zasadnicza różnica. Brak Żeromskiemu jakby
jakiegoś ostatecznego ujęcia własnej indywidualności: ---
i nie o samowiedzę tu chodzi. Stendhal pisał, ,,że nie
wie, kim jest" i cała jego twórczość nacechowana jest
właśnie przez to dziwne połączenie naiwności i wyrafinowania, machiawelizmu i dziecinnej wprost nieodporności; idzie tu o coś innego. Wydaje się, że
<wyroznienie>wola</wyroznienie> może istnieć na dnie bezpośredniego, bezwiednego życia. Stendhal, Dostojewski nie znają siebie, łudzą się co do siebie, lecz pomimo to dźwigają tę
swoją niepoznaną indywidualność jako określające ich
tak lub inaczej stanowisko wobec niezmiennego, niepowrotnego życia. U Żeromskiego nie ma tego właśnie
momentu. Własna jego indywidualność spada w otchłań
jak jakaś kaskada psychiczna. Własne jego ja jest rozwijającą się w nim katastrofą. Cały tragizm naszego
dziejowego położenia odbija się w tym takcie. Ja ---
świadome ognisko czynów, przeciwstawianych żywiołowi ukształtowań psychicznych --- zostało utracone.
<wyroznienie>Losy Polski dokonywają się w Polakach,
ale Polacy ich nie tworzą</wyroznienie>: trzeba poprzestać
na jakim bardzo ograniczonym widnokręgu, aby móc
ujść tej świadomości. Poeta, którego głębia uczucia
porwało aż na dno, stwierdza samą swą strukturą artystyczną głęboką grozę położenia. Psychika polska
nie ma już tego nawet schronienia, które zamyka się
w granicach własnego naszego wnętrza. Nasze życie
duchowe nie wyrasta już z nas samych, <wyroznienie>lecz jest
w nas urabiane</wyroznienie>, dokonywa się w nas. Dusza nasza jest jak topielec z ciężarem u nóg: wlecze on nas
w coraz głębsze wiry, w coraz beznadziejniejsze grzęzawiska. My to nazywamy rozwojem.</akap>




<akap>Widzę naokoło siebie ludzi hodujących w sobie
dziecięcą naiwność widzenia. Stańmy się jako dzieci,
byśmy mogli zostać artystami --- takim jest hasło.</akap>




<akap>Bezwiedność stała się ideałem: ach, przyjąć swoją
duszę, jakąkolwiek bądź jest ona, jak kwiat. Niechaj
kwiat kwitnie: zadaniem artysty jest dać z dziecięcą
naiwnością, z anielskim poddaniem się --- swoje
przeżycie. Przemówić. Utrwalić w sztuce tę duszę nie
chcącej nic widzieć niewoli.</akap>




<akap>Dla tych, co nie chcą rozumieć, myśleć --- nie ma
rady. Dla chcących widzieć nie może być rzeczy tragiczniejszej, niż ten oto rys stylu Żeromskiego: ---
dusza moja jest coś, co się <wyroznienie>dokonywa</wyroznienie> nie we mnie
już nawet, bo <wyroznienie>mnie</wyroznienie> tu nie ma, bo ja sam jestem
czymś, co porywa, niesie z sobą ten rwący potok. I to
jest właśnie to, co dezorientuje w Żeromskim: ta tragiczna, przesycająca wszystko nieodpowiedzialność.
Myśli tu nie są myślami, tragizm --- tragizmem, nic
bowiem nie jest ostatecznym. Brak w tych dziełach
jakiejkolwiek bądź ustalonej wydajności. Nic tu nie tworzy <wyroznienie>przeznaczenia</wyroznienie>, wszystko wywoływa wrażenie
tylko i wrażenie to znowu tworzy swoje wrażeniowe
odbicie. Wszystko zostaje zamknięte we wzruszeniu
i nie przekracza granic jego, nie kondensuje się w myśl
ani akt woli.</akap>




<akap>Dlatego nie można mówić o światopoglądzie Żeromskiego. Nie ma tu <wyroznienie>woli przeciwstawiającej
się</wyroznienie> żywiołowi i czującej, że tworzy coś ostatecznego.
Tu wszystko jest wzruszającym się, cierpiącym żywiołem.</akap>




<akap>Dostojewski<pe><slowo_obce>Dostojewski, Fiodor Michajłowicz</slowo_obce> (1821--1881) --- rosyjski powieściopisarz, uznany za mistrza
realistycznej i psychologicznej prozy. Dzieła: <tytul_dziela>Zbrodnia i kara</tytul_dziela> (1866), <tytul_dziela>Idiota</tytul_dziela> (1868), <tytul_dziela>Biesy</tytul_dziela> (1871--72), <tytul_dziela>Bracia Karamazow</tytul_dziela> (1879--80).</pe> całe życie walczył z demonizmem.
Czuł w sobie <wyroznienie>dziejową bestię i nie chciał</wyroznienie>,
nie mógł się jej wyrzec, wiedział bowiem, że każdy
naród musi sam z siebie wydobyć swą siłę, że musi
on przyjąć duszę rosyjską, wrosnąć w nią, jeżeli chce
coś zdziałać.</akap>




<akap>Słodcy Francuzi mówią nam o <slowo_obce>pitié russe<pe><slowo_obce>pitié russe</slowo_obce> (fr.) --- rosyjska litość.</pe></slowo_obce> <slowo_obce>ex re<pe><slowo_obce> ex re</slowo_obce> (łac.) --- z okazji.</pe></slowo_obce>
Dostojewskiego. Istotnie o to właśnie chodziło. Dostojewski zajmował się nieustannie problematem zbrodni
i nieustannie bronił stanowiska odpowiedzialności
zbrodniarza. W <tytul_dziela>Biesach</tytul_dziela> <wyroznienie>podkreśla</wyroznienie>, że lekarze nie
znaleźli w Stawroginie cech <wyroznienie>obłędu</wyroznienie>. Idzie tu bynajmniej nie o stanowisko <slowo_obce>tout comprendre, c'est tout
pardonner<pe><slowo_obce>tout comprendre, c'est tout
pardonner</slowo_obce> (fr.) --- wszystko zrozumieć to wszystko wybaczyć.</pe></slowo_obce>. O coś innego zgoła. Dostojewski przyjmuje
tu moralną odpowiedzialność za całe straszliwe dzieje
Rosji, przyjmuje rzeczywistą Rosję jako <wyroznienie>konkretny
dziejowy kształt własnej duszy</wyroznienie>. To jestem
ja i to jest moje --- ten cały świat krwi i zbrodni:
z tego my wydobędziem przyszłość. To jest właśnie
to podźwignięcie żywiołu przez wolę, o którym mówiłem<pr>Pozwolę sobie załatwić tu pewną sprawę osobistą.
P. Emil Haecker napisał, że ja wziąłem mojego Nieczajewa
(z <tytul_dziela>Płomieni</tytul_dziela>) od Dostojewskiego. Pan Haecker albo nie czytał
<tytul_dziela>Biesów</tytul_dziela>, albo nie umie w ogóle czytać (tzn. rozumieć), albo
spekuluje na analfabetyzmie swoich czytelników. W <tytul_dziela>Biesach</tytul_dziela>
Dostojewski przedstawił Nieczajewa jako <wyroznienie>Piotra Wierchowieńskiego</wyroznienie>. Kto zechce wziąć do ręki <tytul_dziela>Biesy</tytul_dziela> i przeczytać je, zrozumie, że moje twierdzenia co do p. Haeckera
są całkiem słuszne i grzeszą tylko <wyroznienie>zbytecznym umiarkowaniem</wyroznienie>.</pr>. U Żeromskiego nie tak się mają rzeczy: jego
wola jest unoszona przez żywioł. Jej czyny i postanowienia wpadają we wzruszeniowy potok i giną w nim.
Wola rozpływa się w lirycznym oddźwięku.</akap>




<akap>Stanowisko to tworzy samo dla siebie usprawiedliwienia. Jednym z nich jest <wyroznienie>pasyjny</wyroznienie> charakter sztuki
Żeromskiego. ,,Cokolwiek się zdarzy, niech uderza we
mnie". Tak, ale na czym stoi sam wyzywający gromy?
Sam on jest właśnie tylko w tym patosie spadania.
Znaleźć musimy <wyroznienie>głębsze</wyroznienie> źródło tego stanu rzeczy.
Zdaje mi się, że przynosi tu wskazówkę <tytul_dziela>Duma
o Hetmanie</tytul_dziela>. Jest w niej dla mnie jedna tylko
prawdziwie <wyroznienie>twórcza</wyroznienie> z głębi duszy --- a nie <wyroznienie>maestrii słowa</wyroznienie> płynąca karta. Wizja <wyroznienie>Batorego</wyroznienie>,
jego dziwny zagadkowy uśmiech.</akap>




<akap>Cała Cecora nie przeważa wrażenia tego uśmiechu.</akap>




<akap>Tragedia jest w nim.</akap>




<akap>Tu bowiem jest zdradzona przez <wyroznienie>uczucie</wyroznienie>, przez
ryjące się w Chrystusowość lenistwo duszy i jej niewiarę --- <wyroznienie>wola</wyroznienie>.</akap>




<akap>Norwid<pe><slowo_obce>Norwid, Cyprian Kamil</slowo_obce> (1821--1883) --- poeta, dramatopisarz, prozaik, tworzył także grafiki i obrazy. Twórczość Norwida, początkowo niedoceniana, na nowo została odkryta przez Miriama Przesmyckiego i udostępniana drukiem od roku 1901. Uznawany za jednego z czterech największych twórców doby romantyzmu. Dzieła: cykl liryków <tytul_dziela>Vade-mecum</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Promethidion. Rzecz w dwóch dialogach z epilogiem</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ad leones!</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Pierścień Wielkiej Damy, czyli Ex-machina Durejko</tytul_dziela>.</pe> pisał kiedyś przedziwny list o <wyroznienie>Lenartowiczu<pe><slowo_obce>Lenartowicz, Teofil</slowo_obce> (1822--1893) --- rzeźbiarz i poeta okresu romantyzmu, piszący wiersze utrzymane w stylistyce ludowej, nazywany ,,lirnikiem mazowieckim", wysoko ceniony przez Norwida. Samouk wykładający we Włoszech literaturę słowiańską.</pe></wyroznienie>, który chce się <wyroznienie>cierpieniem</wyroznienie> wymknąć
tragicznej konieczności stanowienia, określonej myśli
i woli.</akap>




<akap>Ten list to najgłębszy komentarz twórczości Żeromskiego.</akap>




<akap>To jest znaczenie owego ,,cokolwiek się zdarzy".</akap>




<akap>Związek psychologiczny pomiędzy <tytul_dziela>Dziejami
grzechu</tytul_dziela> --- a <tytul_dziela>Dumą o Hetmanie</tytul_dziela> ukazuje się
tu nam w innym całkiem oświetleniu. Polska opinia
widziała w <tytul_dziela>Dumie o Hetmanie</tytul_dziela> pewien rodzaj rehabilitacji ze strony autora zuchwałej i ,,gorszącej powieści". Dla nas inaczej przedstawia się ta sprawa.
<tytul_dziela>Dzieje grzechu</tytul_dziela> odsłaniają nam głęboki tragizm
duszy Żeromskiego, <tytul_dziela>Duma o Hetmanie</tytul_dziela> --- tę intelektualną, duchową winę, która oddaje poetę w moc
tego tragizmu, uniemożliwia wyzwolenie spod jego
władzy. <tytul_dziela>Duma o Hetmanie</tytul_dziela> ukazuje nam to <wyroznienie>załamanie</wyroznienie> duszy, które oddaje ją bezbronną w ręce losu:
w niej zabita zostaje właśnie ta <wyroznienie>wola</wyroznienie>, której brak
uderza nas w tej twórczości. Żeromski nie jest w stanie przezwyciężyć bezwolności, gdyż zamiast myśli
przyjmuje sentymentalną ułudę. Zrzeka się krytycznego
stosunku względem dziejowej podstawy, z której wyrasta jego psychika i dlatego życie jego wewnętrzne
pada ofiarą fatalizmu niweczącego swobodę. Naturalnie: dzisiaj wobec rozpanoszenia się nieszczerości
i frazesu --- twierdzenia te wydadzą się paradoksami.
Są one jednak kluczem do zrozumienia twórczości
Żeromskiego i to do zrozumienia jej w tych właśnie
rysach, które czynią ją tak tragicznie znamienną. Jeżeli
<tytul_dziela>Dzieje grzechu</tytul_dziela> są tragicznym samopoznaniem
współczesnej duszy kulturalnej, to <tytul_dziela>Duma o Hetmanie</tytul_dziela>
jest objawem woli, która i nadal chce grzeszyć. To
Bodzanta, który chce i <wyroznienie>nadal</wyroznienie> sobie kłaniać; niechże
jednak nie czyni tego w obecności <wyroznienie>Ewy</wyroznienie>. <tytul_dziela>Dzieje grzechu</tytul_dziela> były artystycznym czynem, <tytul_dziela>Duma o Hetmanie</tytul_dziela> jest frazeologią, jest kompromisem, dobrowolnym cofnięciem się przed myślą, zrzeczeniem się twórczości na rzecz kunsztu. Jedyną głęboką rzeczą jest
wzgardliwy uśmiech Batorego. Własna to męska myśl
Żeromskiego zostaje tu opuszczona i szczebiotem, udającym pancerność, gdzieś w jakimś ukrytym zakątku
zamknąwszy się sama z sobą, gardzi. Stosunek do
ukształtowanej przez historię psychiki kulturalnej
jest, jak mieliśmy się sposobność przekonać w ciągu
niniejszej pracy, tym ogniskowym punktem, w którym rozstrzyga się sprawa zasadniczego charakteru
i znaczenia danej postaci duchowego życia. Psychika
wytworzona przez dzieje stanowi podstawę dalszego
dziejowego działania. Gdzie mamy do czynienia
z rzeczywistym, czynnym stanowiskiem, tam psychika
przeistacza się pod ciężarem czynnych zagadnień. Musi
ona stać się podstawą czynnego, zwycięskiego stanowiska, musi wydobyć z siebie narządy panowania nad
światem: w ten sposób jedynie zapewnia samej sobie
trwanie. Jest to jedyne możliwe stanowisko, jedyna
postać czynnej, męskiej wierności samemu sobie. W myśli
naszej panuje pod tym względem zdumiewające złudzenie. Psychika ma tu dojść do zwycięstwa przez
samą <wyroznienie>niechęć</wyroznienie> zmienienia czegokolwiek bądź w sobie: ma dotąd cierpieć, aż <wyroznienie>świat</wyroznienie> uzna ją taką, jaką
jest. Ponieważ nie może stać się podstawą skutecznego, zwycięskiego życia, tłumaczy to, że jej niedojrzałość dziejowa jest wyższością. Dusza polska jest
wyższa ponad dzieje, wyższa ponad naturę ludzką: ma
dochować wiary tej swojej anielskości. I u Żeromskiego wali się Żółkiewski do nóg upiora Samuela.
Zawsze mit ukrzyżowanego szlachcica. Zawsze legenda
polskiej nadludzkiej swobody szlacheckiej. Żeromski
mówi <wyroznienie>o polskim cudzie</wyroznienie> bezgranicznego poświęcenia. Nie ma form dziejowych, które mogłyby istnieć
bez nieustannego poświęcenia, które je utrzymuje; ale
znaczenie dziejowe poświęcenia zależne właśnie jest od
wartości tych form, które są przez nie dźwigane. Polskie poświęcenie zastępujące wszelkie formy jest tylko
rozpaczliwym wysiłkiem stworzenia w jednej chwili
tego, co tworzone musi być nieustannie. Naród, który
nie tworzy trwałych, panujących nad przyrodą form
bytu, który nie tworzy w sobie wytrwałej, celowej
woli, rozbraja własną duszę. Raz pora, abyśmy zdali
sobie sprawę, że polski bezgraniczny indywidualizm
jest formą zaniku dziejowego życia, że apoteozując
ten stan rzeczy, apoteozujemy tylko własną niechęć wygrabiania w sobie dziejowej woli.</akap>





<akap>Żeromskiego <tytul_dziela>Duma o Hetmanie</tytul_dziela> służy utopijnym instynktom polskiej inteligencji. Dochodzi w niej
do głosu zasadniczy dogmat dzisiejszej bezdziejowej,
niewolniczej psychiki --- <wyroznienie>że życie dziejowe da
się oprzeć na każdej podstawie</wyroznienie>, że wszelkie
ukształtowanie duszy może posłużyć za podstawę zbiorowego istnienia. Zatraconym zostało u nas samo pojęcie odpowiedzialnego, historycznego istnienia. Nie
rozumiemy, że droga do swobody prowadzi przez
podporządkowanie naszego ja wymaganiom zwycięskiej,
trwałej działalności. Wydaje się nam, że jest w tym
jakieś wyrzeczenie swobody, wydaje się, że stanowiskiem jedynie nieuwłaczającym naszej godności jest
domagać się, aby świat był takim, aby w nim nasze
<wyroznienie>ja</wyroznienie> mogło istnieć, nie zadając sobie żadnego przymusu.
Nasze <wyroznienie>ja</wyroznienie> żyje dziś w ten sposób, gdyż odcięte ma
wszelkie drogi działania dziejowego: i tę to niewolniczą nieodpowiedzialność uważamy za równoznacznik
najwyższej swobody. Ludzie giną za to swoje niezdolne
do dziejowego istnienia ukształtowanie psychiczne. Męczeństwo nie zastępuje pracy. Żadne wytrwanie i samozaparcie nie zastąpi zdolności utrzymywania się
swobodną pracą na poziomie nowoczesnego życia,
żadne współczucie z ginącymi nie uwalnia pisarza od
obowiązku tworzenia nowoczesnej, wiernej wymaganiom myśli duszy zbiorowej. Istnieje w <wyroznienie>Polsce organizm nowoczesnej, szamoczącej się w niewoli pracy</wyroznienie>: on to stanowi naszą jedyną podstawę;
inteligencja polska żyje na powierzchni stwarzanej
przez ten wysiłek. Żyje na tej postawie i swoje w ten
sposób istniejące w przyrodzie duchowe siły zużytkowuje w kierunku tworzenia i rozwijania psychiki i nadal niezdolnej do życia. Trzeba wiedzieć, co znaczy
mieć indywidualność; znaczy to wyrobić sobie we
własnych oczach <wyroznienie>prawo</wyroznienie> do swej psychiki, znaczy
to sprawdzić, czym jest ona w procesie ludzkiej walki
o istnienie. Gdy się zaś tego nie czyni, gdy się nie
odróżnia <wyroznienie>swobody od bezwładnego</wyroznienie> unoszenia
się --- tworzy się nad duszą narodu atmosferę utrudniającą zrozumienie własnych sił i zadań. Polski subiektywizm estetyczny jest stanem duszy, żyjącej poza
historią. <wyroznienie>Ja</wyroznienie> posiada tylko ten, kto wyrobił sobie
w duszy własnej narzędzie skutecznej, dziejowej pracy.
Inaczej jest <wyroznienie>ja nasze</wyroznienie> tylko subiektywnym odczuwaniem procesu urabiającego nas bez nas i wbrew
nam; jest tylko jednym z momentów <tytul_dziela>Dziejów
grzechu</tytul_dziela>.</akap>




<akap>Idzie tu o <wyroznienie>historyczną</wyroznienie> wartość naszej duchowej pracy nad sobą, a nie zaś, jak to się roi polskim dekadentom, o ,,jakobińską zasadę szczęścia mas".
Twórca jest człowiekiem urabiającym świadomie własne
życie psychiczne, wykuwającym w sobie formy zwycięskie. Samotność sztuki w ten tylko może być pojmowana sposób. Artysta jest to człowiek świadomie
i swobodnie podnoszący duszę swoją aż do tego poziomu, na którym staje się ona trwałą, ostającą się
wobec dziejów formą. Goethe<pe><slowo_obce>Goethe von, Johann Wolfgang</slowo_obce> (1749--1832) --- niemiecki poeta okresu ,,burzy i naporu", przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego, twórca nowego typu romantycznego bohatera. Dzieła: <tytul_dziela>Cierpienia młodego Wertera</tytul_dziela> (1774), <tytul_dziela>Król olch</tytul_dziela> (1782), <tytul_dziela>Herman i Dorota</tytul_dziela> (1798), <tytul_dziela>Faust</tytul_dziela> (cz. I 1808, cz. II 1831), <tytul_dziela>Powinowactwo z wyboru</tytul_dziela> (1809).</pe> jest tu wzorem dla każdego, kto szuka jakiejś realnej treści poza frazesami
o wielkości sztuki. Życie zwycięskie, organizujące świat
w jasną całość jest życiem dojrzałym do godności
sztuki. Ale u nas ma się co innego na względzie: byle
jakie życie może stać się przedmiotem wypowiedzenia;
wypowiedzenie jest bezwzględnym celem. Kult sztuki
tu, to życie uwolnione od sprawdzania, to zdanie się
na łaskę siły dziejowego ciążenia. Tylko kto panuje
na życiem, wystarcza sztuce --- tak można by streścić
artystyczny kanon. Żeromski, gdy jest twórcą, <wyroznienie>czuje</wyroznienie>
tę powagę sztuki, czuje straszliwy ciężar wewnętrznego
jasnowidzenia, królewską mękę całkowitej szczerości.
Sztuce nie wystarcza chęć, nie zatrzymuje się ona na
szlachetnym zamiarze: dusza ludzka jest w niej wobec samej siebie jako jedyne źródło swej mocy, jako
jedyna nadzieja. Żeromski odsłania to wewnętrzne,
nieograniczone bogactwo duszy polskiej, widzi, że ten
jedyny nasz świat ginie i <wyroznienie>nie chce</wyroznienie> nawet jasno
ujrzeć jako swojej odpowiedzialności tego tragizmu.
Dusza moja to przecież cząsteczka tylko tego ginącego piękna --- porwana jest przez jego zgubę: tak
określa się najgłębsze jego stanowisko. Czy widzisz,
czy widzisz? --- ukazuje on sam sobie psychiczne
cudy --- to wszystko zaginie już na zawsze, nie wróci
to już nigdy w życiu i sam ten mój straszny, piękny
żal przeminie. Polska tradycja duchowa jako treść
życia bezsilnych dziejowo warstw i jednostek --- oto
geneza tej sztuki. Bezsilnymi jednak czyni je własna
wola. Za życie uznały one uczuciowe zatapianie się
w sobie, nie chcą poddać samych siebie <wyroznienie>musowi</wyroznienie>
pracy <wyroznienie>o siłę</wyroznienie> dla własnej treści i jako usprawiedliwienie tworzą sobie historiozoficzne poematy <wyroznienie>o cudzie polskiej</wyroznienie> psychiki, stwarzającej sobie własny
świat z próżni. Strachem przejmuje ten stan dusz polskich, gdy się powraca do niego myślą z Zachodu.
Jak hipnoza przesłania nam prawdziwy obraz dzisiejszego życia. Żeromski obowiązany jest widzieć.
Powinien on zrozumieć cały żywiołowy, kosmiczny
tragizm życia ludzkości, zrozumieć, że historia nie
może uznawać prawa nieopartego na biologicznych,
psychologicznych rzeczywistościach. Powinien zrozumieć, jak strasznie <wyroznienie>ciężkim</wyroznienie> jest dzisiejsze istnienie
człowieka; jakiej długiej i wytrwałej pracy nad sobą
wymaga wytworzenie w sobie, utrwalenie w kulturze
własnej, nowoczesnej, zdolnej swobodnie dźwigać ciężar dzisiejszego życia i kochać to życie woli. Z Batorym, z rozumem i wolą nie współczuje nikt. Współczucie dla wszystkich prócz tych, co rzetelnie pracują.
Świadoma, sięgająca po odpowiedzialność wola ma
zawsze przeciwko sobie całą ,,Chrystusową" Polskę.
<wyroznienie>Cierpienie</wyroznienie> jest łatwiejsze od pracy: nie wymaga
ono tworzenia w sobie nowych wartości, zrywania
z pewnymi okręgami dusz. Cierpmy tak długo, aż
świat stanie się tak szlachetny, że ludzie będą żyli
w nim bez wysiłku mocą samego swego duchowego
piękna. Wtedy znajdzie się miejsce i dla Polski na
uduchowionym globie. Kiedyż nareszcie znajdzie się
artysta, który nauczy nas współczuć z mężnymi, pełnymi woli, sięgającymi po odpowiedzialność? Kiedyż
nareszcie stanie się jasnym, że zrzeczenie się samowiedzy, rozumu, woli jest szpetotą? Ten rozum, ta
wola istnieją w narodzie, dzięki nim istniejemy, ale nie
umiemy, nie chcemy zżyć się z tym nowym, rodzącym
się organizmem. Życie wykolejonej, bezsilnej inteligencji przesłania nam ten potężny, dźwigający nas wysiłek. Wszystko działa dzisiaj w kierunku utrwalenia
tego stanu rzeczy. Istnieją całe systematy chytrze, choć
bezwiednie kombinowanych złudzeń, które zabezpieczają inteligencję polską przed zetknięciem się z istotnym, niedającym się oszukać światem. Wszystkie
słowa i pojęcia zostały przekształcone w sposób określony przez ten zasadniczy punkt widzenia. W twórczości Żeromskiego możemy ukazać cały splot tych
wyniszczających ten organizm artystyczny pasożytniczych ukształtowań.</akap>





<akap>Zasadnicze stanowisko określimy: życie jest tu
tragicznym procesem porywającym i przekształcającym
wszystko; nie ma wobec niego schronienia. Wszystko
w nas dąży do zagłady, a jednak to straszne życie
to jedyna nasza nadzieja; z niego tylko powstać możemy. Błogosławiona więc jest miłość życia, przywiązanie do niego, chęć wytrwania przy nim. To jest
tragiczne założenie: i gdyby twórczość rozwijała się
konsekwentnie, ukazywałaby powstawanie, rodzenie
się mocy; ukazywałaby, jak rodzi się ona w ciemnych, ślepych, odstręczających, nieraz gwałcących duszę postawach. Wszystkie rozdarcia duszy mogłyby tu
znaleźć miejsce, ale na to trzeba było jednej rzeczy ---
trzeba było mieć <wyroznienie>męstwo</wyroznienie> woli, męstwo szukania
jej. I Żeromskiego stać byłoby na to, gdyby nie to,
że ulega on natychmiast utajonym w jego psychice
pokusom. Gdy mianowicie wyczuje on <wyroznienie>brutalną</wyroznienie>
moc, wnet sama <wyroznienie>brutalność</wyroznienie> przesłoni mu pierwiastek siły. Ważnym stanie się dla niego to, że ta
siła rani jego uczuciowość; patetyczny oddźwięk przesłoni samą treść, która ten oddźwięk budzi. Na tym
zasadza się ten niemęski, z przerażenia i pociągu składający się stosunek Żeromskiego do bezwzględnych,
drapieżnych stron ludzkiego istnienia. Jego <wyroznienie>ja</wyroznienie> zamknięte jest w granicach bezsilnej kulturalnej psychiki,
dusi się jej bezsilnością, gwałci ją w sobie, lecz nie
może jej przemóc.</akap>




<akap>Ta bezsiła przeistacza się w męczeńskie posłannictwo. Wytrwać, za wszelką cenę wytrwać, wyrzec się
wszystkiego i wytrwać. Tak uświęcona we własnym
mniemaniu psychika zaczyna czuć się bogatą. Przeistacza się jej cierpienie w altruistyczne posłannictwo.</akap>





<akap>Ona bezsilna dźwiga we własnym mniemaniu ciężar
życia.</akap>




<akap>To wzmaga jej zaufanie do siebie. Teraz może
przyjąć samą siebie: zatapiać się w kontemplacji własnej subtelności.</akap>




<akap>Tak estetycznie spotęgowana i rozwinięta roić
zaczyna szersze sny. W kontemplacji niczego nie trzeba
się wyrzekać, można przyjąć całą treść swą, jaką jest
ona. Zdaje się ona być zdolna do nieskończonego
promieniowania i powstaje sen historiozoficzny o życiu, które byłoby takim wolnym od przymusu promieniowaniem duszy; i wreszcie rodzi się jakaś metafizyka falowania psychicznego; świat przeobraził się
w jakąś wielką przypadkowość psychiczną, w pewien
rodzaj muzykalnego antropomorfizmu.</akap>




<akap>Ja, którego zanik widzieliśmy, jest tu już niepotrzebne: świat i życie jest falowaniem psychicznych,
nie powtarzających się cudów. Sztuka stwarza nad tym
morzem jakby niebo. Fale duszy odbijają się w eterze
sztuki i te odbicia znów odbijają się w falach.</akap>




<akap>Na różnych przekrojach spotkamy różne ugrupowania tych momentów; treścią ich jest zawsze to
jedno --- hipnoza bezsiły i zguby. Poczucie zatracenia roztacza naokoło siebie własną atmosferę, grupuje naokoło siebie władze duszy i przeistacza się
wreszcie w pewien rodzaj wystarczającej sobie, estetycznej metafizyki.</akap>




<akap>Własne duchowe zagadnienia --- stają się w tej
perspektywie jednym z momentów tej bezosobistej
kontemplacji i gdy zagadnienie życia przyciśnie do
muru poetę, z wolna, niedostrzegalnie stanie się ta
własna jego tragedia tylko fenomenem; ponad cierpiącym, szamocącym się, tragicznym <wyroznienie>ja</wyroznienie> wyrośnie inne,
sztuczne i sam poeta zginie gdzieś wobec siebie. Wygląda to tak, jakby ktoś tonący widział w lustrze, co
dzieje się z nim i sam siebie uważał za odbicie lub
za przywidzenie: tamten z lustra powinien tu coś poradzić.</akap>




<akap>I tak stoi dziś tragedia Żeromskiego.</akap>




<akap>Nie stać nas nawet na to, byśmy <wyroznienie>ja</wyroznienie> o sobie
mogli mówić. Jesteśmy czymś, z czym dzieje się coś
strasznego.</akap>




<akap>Z czymś się to dzieje, a więc nie z nami i sama
zguba zamienia się tu w wyzwolenie.</akap>




<akap>Świat zagadnień --- ale bez woli, która je stawia,
stanowisk, ale bez osoby, która je zajmuje.</akap>




<akap>I cały ten straszliwy stan rzeczy nie staje się
ostatecznie tragizmem, gdyż zawisa w próżni, jak
gdyby skarga płynąca powietrzem i zasłuchująca się
we własnym swym echu. Sorel<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe> pisał, że założeniem
epopei jest przeświadczenie, iż opiewane w niej czyny
powrócić mogą każdej chwili: naród stwierdza tu
swoją tożsamość w sławie. Ale założeniem tej twórczości jest klęska, jej niepowstrzymany, rozwijający się
fatalizm. Słowo, które wypływa z piersi, gdy wróci
znowu do serca, nie zastanie już tej samej duszy. Dusza, która mówi i słucha, ginie, rozkłada się własny
jej żal nad sobą, własne rozkochanie w sobie zawisają nad groźną otchłanią. Wszystko tu ginie, staje się
bezprzyszłościową przeszłością. Ja moje dzisiejsze to
nie zawiązek jutra, to coś, co tylko się zdaje, gdyż za
chwilę stanie się cząstką niepowracającej przeszłości,
a sama przeszłość ta trzyma się tylko na takiej chwili,
która tym tylko jest: złudzeniem, na którym trzyma
się złudzenie. Ten człowiek, który dziś opowiada nam
i samemu sobie o swoich i naszych strasznych losach, jutro zaginie na zawsze, stanie się sam cząstką
swej własnej opowieści i wraz z nim znikną jego
myśli, postanowienia. Myśl jest tu cząstką estetycznego
fenomenu: nie z niego rodzi się tragiczne poznanie,
lecz przeciwnie, on wchłania w siebie poznającego. Tu
nie tworzy się w słowie zakon życia, lecz przeciwnie
słowo wchłania w siebie życie i zmienia je w płacz,
który dogasa. Naród polski pozornie tylko jest tym,
co mówi tu, i tym, co słucha. Nim słowo od duszy do
duszy doleci, już <wyroznienie>coś</wyroznienie>, co żyło w momencie jego narodzin, przestaje istnieć na wieki i w słowie już tylko
zamiera. I tak dokonywa się reabsorbcja życia przez
słowo: to, co mamy jeszcze przeżyć, ukazuje się
jako materiał dla estetycznego fenomenu przyszłości,
aż wreszcie dokona się to wniebowstąpienie Polski
w sztukę. Ciało stanie się słowem, które wsłuchując
się w swe własne ostatnie łkania, zagaśnie, pogłębiając
płacz swój i grozę coraz nowym echem. I twórczość
Żeromskiego to ta rozpaczliwa walka echa z czasem,
który głos duszy porywa i rozbija o czarne ściany na
wieki głuchego przerażenia: strasznej nocy, pośród
której dusza, która gaśnie, łka niemożnością przekazania
chociażby tylko sobie samej znanego wspomnienia
bólu, szaleństwa, wielkości.</akap>




<akap>Proszę zrozumieć całą utajoną w tym stanie rzeczy
sprzeczność. Żeromski nie jest <wyroznienie>idealistą</wyroznienie>: cały jego
artyzm wyrasta z nowoczesnego stanowiska, że <wyroznienie>irracjonalna</wyroznienie> moc życia, jego konkretna rzeczywistość
jest najgłębszą nie tylko istotą człowieka, ale i wartością, źródłem wszystkich wartości. Logiczne, etyczne
wartości pozornie tylko wystarczają sobie, właściwie
opierają się na życiu, z którego wyrastają, ich wartość
jest w nim. Światem estetycznych, etycznych itp.
wartości jest dla Żeromskiego świat polskiej historycznej kultury. Świat ten może mieć życiowe znaczenie
jedynie dla typów społecznego istnienia, które utrzymują się dzisiaj jedynie podporządkowując ogólną
zgubę swym osobistym klasowym interesom. Żeromski nie wierzy ani w szlachecką, ani w mieszczańską
Polskę. Utrzymuje jednak jako swój grunt psychiczny
<wyroznienie>świat duchowy</wyroznienie>, który jest świadomością odpowiadającą temu tylko życiowemu typowi. Chce on utrzymać ducha tego typu, odrzucając jego rzeczywistość.
Cały zaś artyzm jego stwierdza, że samo życie, całe
życie jest źródłem ducha, jego podstawą. Światem jego
więc staje się rozkładanie i zguba tego podłoża, z którym zrósł się psychicznie. Rozkładanie i zguba nieuchronne. Męka i groza tego położenia przesłaniają
Żeromskiemu jego znaczenie dziejowe. Tworzy on sam
dla siebie mesjaniczne usprawiedliwienie.</akap>




<akap>Tu jest przełomowa linia.</akap>




<akap>Tragicznym stać się może tylko życie twórcze,
przyjmujące własne swe konsekwencje.</akap>




<akap>Konsekwencją stanowiska Żeromskiego jest nieuchronność zguby.</akap>




<akap>Pod ciężarem tego przeświadczenia wyrasta jego
świat idących w zagładę cudów psychicznych; i oto
nagle poeta traci swą własną podstawę, wyrzeka się
jej. Ogarnia go złudzenie upadku: siła ciążenia staje
mu się wzlotem. Żeromski nie ma prawa posługiwać
się stanowiskami myśli romantycznej: przezwyciężył
on ją, dowiódł <wyroznienie>swym widzeniem</wyroznienie>, że jest ona
nie tylko bezsilna, ale nie wytrzymuje <wyroznienie>miary wartościowania</wyroznienie>, jaką wnosi on własnym swym widzeniem świata. Gdy powraca on do tych stanowisk,
<wyroznienie>gdzie myśl rodzi z siebie życie</wyroznienie>, zatraca znaczenie własnego swego dzieła.</akap>




<akap>Musi on wiedzieć, <wyroznienie>kim</wyroznienie> jest.</akap>




<akap>Czy stanowiskiem jego jest, że każda myślowa
forma życia jest zwężeniem życia i dlatego, gdy życie
łamie ją, czyni to ono w myśl najgłębszego prawa?</akap>




<akap>Czy też życie jest niższe od myśli, jest formą
upadku?</akap>




<akap>Konkretnie:</akap>




<akap>Proces dziejowy, który grzebie dawną Polskę, to
jest rodzenie się głębszego, szerszego, potężniejszego ---
<wyroznienie>naszego</wyroznienie> świata.</akap>




<akap>Gdzie jest Żeromski?</akap>




<akap>W tym świecie? Czy też w zniweczonej Polsce?</akap>




<akap>Ani tam, ani tu.</akap>




<akap>Zrósł się on z formacją duchową, która czuje, iż
życie grzebie jej świat, z którego wyrosły wszystkie jej
<wyroznienie>wartości</wyroznienie>. Nie jest w stanie formacja ta ani walczyć
skutecznie przeciw nowoczesnemu życiu, ani wrosnąć
w nie. I to jest tragizm. Bo w tym nowoczesnym
świecie jest też i rodząca się, rzeczywista już dziś
Polska, i tworzyć to znaczy żyć jej życiem. Polska tu
walczy, zmaga się, brak jej nowoczesnych narzędzi
walki i pracy, każdy dzień, każdy moment jej istnienia jest męką. Męka ta jest momentem, który łudzi,
daje urojenie tożsamości. Jest ona utożsamiana z męką
grzebanej nieustannie kulturalnej świadomości polskiej.
Wypacza to zaś wszystkie perspektywy.</akap>




<akap>Życie, które walczy, rośnie samą swą męką,
przyjmuje jej poznanie jako podstawę dla woli; życie,
które ginie, czuje, że ginie z nim samo poznanie to,
że zaczyna działać dla niego ostateczna swoboda idących na dno.</akap>





<akap>Ta swoboda zwolnionej od sprawdzianów przez
zgubę duszy przesłania swobodę wypracowującą własne
podstawy, borykającą się z rzeczywistym oporem.</akap>




<akap>Tylko życie jest naszym gruntem: a więc musimy
tworzyć zwycięskie, ostające się wobec nowoczesnego
świata formy życia, kuć jego broń.</akap>




<akap>Życie nasze ginie, a więc ginie wszystko nasze,
cały świat naszych dusz --- oto co czuje Żeromski.</akap>




<akap>A więc zginiemy całkiem, doszczętnie, jeżeli nie
wrośniemy w nowe, zwycięskie życie; ale jest ono dziś
<wyroznienie>obce</wyroznienie>, stawia zadania <wyroznienie>twarde</wyroznienie> dla naszych dusz
dotychczasowych. Rozum zostaje opuszczony.</akap>




<akap>Bo przecież tak piękna jest ta gotowa już polska
kultura, iż może zrodzić z siebie <wyroznienie>cud</wyroznienie>. Dwie są drogi:
albo upajania się czarem przeszłości, kultury przeminionej, albo tworzenie dla nowego życia polskiego
duszy, która mu zapewnić zdoła istnienie. To, co wejdzie w duszę tę z drogiej nam kultury --- zostanie
ocalone. Sam Żeromski czuje, iż czar tej kultury nie
jest mocą dziejową, że pozostaje on we wnętrzu naszej psychiki. A psychika działa tylko jako <wyroznienie>twarde
życie --- nie sama przez się</wyroznienie>.</akap>




<akap>Tak --- ale ta droga do swobody prowadzi nie
przez sentymentalne zamknięcie się w sobie, lecz przez
rozszerzenie duszy, przez zrywanie z przeszłością, pogłębianie jej. Tu cierpienie nie mówi samo przez się,
wrasta ono w dokonaną pracę i w niej milczy. Ale
polski sentymentalizm nie rozumie, co znaczy ból przemilczany; więc raczej zamknąć się w świecie przez
własną myśl skazanym na zgubę, cierpieć i cierpieniem
pogłębiać piękno tego ginącego świata.</akap>




<akap>Zamknąć się duszą w przezwyciężonych przez duszę stanowiskach i wyrównywać <wyroznienie>męką</wyroznienie> coraz bardziej
rosnący przedział pomiędzy myślą naszą własną a naszym
stanem duszy. Żyć duszą wbrew myśli swej i odczuwać postępy samopoznania jako przyrost męki --- to
są istotnie polskie formy duchowego życia.</akap>




<akap>To jest rys odbierający światowi duchowemu Żeromskiego tę <wyroznienie>wartość</wyroznienie> ostateczną, która czyni z poety
przedstawiciela ludzkości. Myśl tu żyje w rozterce
z wolą. I ta rozterka wewnętrzna staje się podłożem
uczuciowości, która nieustannie samo widzenie myśli
pogłębia i tworzy nie zwrot w kierunku duchowego
życia, lecz nową otchłań męki.</akap>




<akap>Rzeczywistością naszą jest nie stan dusz myślących Polaków, nie sposób, w jaki reaguje w głębi
dusz tych polska tradycja na rozrost nowoczesnego
świata, lecz wrastanie dzisiejszej Polski w ten świat:
jej potrzeby, konieczności nieustanne jej myśli i woli.
Dlatego jedna jest tylko droga dla nas: poszukiwanie
siły, tworzenie jej; jest zrozumienie, że konieczności
nowoczesnego świata stwarzają dla nas postulaty moralne, że jedynie czyniąc im zadość, potęgując zdolności czynne polskiego życia --- służymy samoistności
narodowej, walczymy o przyszłość dla naszej <wyroznienie>tradycji</wyroznienie>. Nie uczuciowe wymaganie tradycji, lecz wymaganie woli zmagającej się ze światem wykreślają cel
i kierunek naszej myśli. Jesteśmy bardzo czuli na
,,krzywdy" wyrządzone tradycji, bardzo obojętni na
<wyroznienie>los żywej pracy</wyroznienie>: tu poprzestajemy na męce
i współczuciu. Ale pierwszym naszym obowiązkiem
jest żyć w myślowym naszym wnętrzu wymaganiami
tego pracującego świata, rozumieć, że to jest nasza
rzeczywistość. Zrozumiejmy, że uczuciowy kult <wyroznienie>tradycji</wyroznienie> jest tylko formą naszego duchowego lenistwa. Dla jednych jest tradycja <wyroznienie>symbolem</wyroznienie> ich
przewodnictwa, ich ekonomicznego uprzywilejowanego
istnienia: jest to optymizm historyczny. Dla innych
jest ona symbolem <wyroznienie>uczuciowego</wyroznienie> zabezpieczenia
przeciwko konieczności własnej duchowej pracy, rozdzierania duszy, przekuwania jej w <wyroznienie>formy</wyroznienie>, zdolne
opór stawiać wymaganiom życia. Ten polski pesymizm
historyczny i wszystkie krzewiące się na jego podstawie utopizmy --- to wytwór bezczynnych, wyrzuconych
poza świat wytwórczy jednostek, świat polskiej bezsilnej, wychowanej przez niewolę w formach protestującej nieodpowiedzialności inteligencji.</akap>




<akap>Żeromski <wyroznienie>poznaniem</wyroznienie> artystycznym wyszedł
poza ten świat, ale w nim tkwi uczuciem i dlatego
jego twórczość jest dotychczas zjawiskiem, rozwijającym się wbrew niemu samemu, wbrew jego świadomości.</akap>




<akap><tytul_dziela>Duma o Hetmanie</tytul_dziela> ujawnia te sprzeczności w sposób wprost zdumiewający.</akap>




<akap>Żeromski postawił sobie ogromne historyczne zagadnienie. W XVII wieku los dwóch narodów, a właściwie całej masy narodów żyjących na polsko-rosyjskim terytorium zależny był od tego, czy Polacy
zdołają poddać swój subiektywizm, obcy światu, na tle
którego on wyrósł --- rozumnej woli, gruntującej podstawy ich w tym świecie.</akap>




<akap>Zborowski symbolizuje tu tę buntującą się <wyroznienie>niewolnicę</wyroznienie>-psychikę. Batory --- dziejową wolę.</akap>




<akap>Zagadnienie zostało postawione i Żeromski nie <wyroznienie>chciał</wyroznienie> go rozwiązać. Nie chciał, bo uznawszy w Batorym <wyroznienie>rozum polski</wyroznienie>, nie miał prawa go opuszczać.
Uczynił zaś to właśnie, zawiesił wszystko na pytajniku.
Czy gdyby Polacy wejrzeli na skruchę ,,Samuela" swą
polską łaską --- nie stałby się cud dziejowy?</akap>




<akap>Wieczna polska niedojrzałość, chęć oszukania samego siebie: Szujski, Wielopolski, każdy, kto reprezentował w Polsce <wyroznienie>dziejową</wyroznienie> wolę, przeszli to piekło
buntującego się obłudnie uczucia. W poemacie Żeromskiego wszystko ginie w nieokreśloności: sam poeta
<wyroznienie>nie chce</wyroznienie> zobaczyć, co stwarza, nie chce określić swego stanowiska. Pora by wreszcie zrozumieć było,
że kto wyrzeka się wyników myśli własnej, nie chce,
nie może być swobodny. Nie można bowiem żyć przeciwko ludzkości, żyć przeciwko sobie. I kult cierpienia
to właśnie zawiera w sobie niebezpieczeństwo, że
w miejsce tragizmu walczącej z losem woli podstawia
ujawniający się jako cierpienie opór nałogu przeciwko
myśleniu, uczucia przeciwko poznaniu. Twórczość Żeromskiego tym się właśnie odznacza, że wzrost tragicznego poznania przysłonięty tu jest przez sentymentalny opór świadomości.</akap>




<akap>Ten ostatni jest na pierwszym planie i polska
krytyka do dziś dnia nie widziała, <wyroznienie>nie chce</wyroznienie> widzieć
kryjącej się poza tym pozorem, nieznanej jeszcze samemu twórcy --- prawdziwej twarzy Żeromskiego.</akap>





<naglowek_rozdzial>XV. Stanisław Wyspiański</naglowek_rozdzial>



<nota><akap><wyroznienie>Walka z bezdziejowością. I. Psychologia utworów młodzieńczych. Śmierć za życia i estetyzm. Myśl jako zjawisko estetyczne. Rozszczepienie wewnętrzne. Moment Klątwy. Psychologia zwierciadeł. II. Tworzenie symbolicznego czynu. Myśl jako gest. Czyn w teatrze. Czyn jako linia. Dusza bezdziejowa i naród: strach przed zoologią dziejów. III. Znaczenie <tytul_dziela>Achilleidy</tytul_dziela>. Przyjęcie odpowiedzialności za czyn irracjonalny i konkretny. Usiłowanie wyjścia poza logikę indywidualną. <tytul_dziela>Skałka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Bolesław</tytul_dziela>. Wyznanie <tytul_dziela>Powrotu</tytul_dziela>. Znaczenie trwałe twórczości Wyspiańskiego. Tworzenie się Europy żywych, swobodnie stworzonych narodów. Książka niniejsza.</wyroznienie></akap></nota>




<akap>Walka wewnętrzna z bezdziejowością, usiłowanie
przezwyciężenia jej w sobie, zrozumienia, na czym
polega <wyroznienie>psychiczna</wyroznienie> natura narodowego rozbicia,
wypalanie rozżarzonym żelazem z duszy własnej stygmatów beznarodowego, nieczynnego istnienia, rozpaczliwe dźwiganie się ku zjednoczeniu duchowemu
z potęgą historyczną narodu --- ten straszny samosąd,
krwawe zmaganie się stanowią istotę zasadniczego procesu duchowego poety, z którego wyłaniały się jego
dzieła. Na tym zasadza się wielkość Wyspiańskiego,
że toczył on z bezdziejowością rozpaczliwą walkę, że
dzień po dniu, etap po etapie pasował się w sobie
z psychiką prywatnego człowieka-niewolnika, że
walczył z tą pozahistoryczną psychiką, która ciąży
nad całą twórczością polską jak bezwiedne fatum
wewnętrzne. Niewola weszła w duszę i przeżywając
samych siebie, ulegając swobodnemu, żywiołowemu
pędowi psychiki naszej, żyjemy jako własną naturą ---
rozkładem dziejowości, straszliwą siłą ciążenia ku narodowej nicości. ,,Dumne" rysy naszych indywidualności rysami są istotnie sklepienia i murów historycznego gmachu, linią jego przyszłego załamania się.
Mowa nasza wewnętrzna, mowa naszej nieskrępowanej
natury, to szmer rozpadania się i rozluźniania: stajemy
się sobą, bo całość ginie. Praca twórcza Wyspiańskiego<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> --- (1869--1907) polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, inscenizator, reformator teatru. W literaturze związany z symbolizmem, w malarstwie tworzył w duchu secesji i impresjonizmu. Przez badaczy literatury został nazwany ,,czwartym wieszczem". Tematyka utworów Wyspiańskiego jest bardzo rozległa i obejmuje dzieje legendarne, historyczne, porusza kwestie wsi polskiej, czerpie z mitologii.</pe>
to walka z tym procesem, walka pełna złudzeń, nieobca upadkom, gorączkowa --- i dlatego właśnie taką
straszną czcią przejmująca każdego, kto ją przemyśli. Tu była rzeź wewnętrzna, tu spiżową stopą deptano
lękliwy liryzm, tu okutą dłonią brano za włosy duszę
i gdy wyczuwamy w pismach poety echo wewnętrznego buntu, szept pokus, które odwieść go usiłują od
twardego dzieła --- jest to dla nas nowa rękojmia
rzetelności. Wyspiański nie komponował walki, lecz
istotnie duszę swą przetwarzał, i sama niezupełność
pracy, luki w niej, niespójności --- wszystko to nabiera nowego znaczenia, gdy rozpatrujemy te dzieła
z tego punktu widzenia. Groza bezwiednie, naiwnie
przyjmowanego przez nas położenia zarysowuje się
w tej krwią znaczonej, łamanej linii zwycięstw i osłabień. Co znaczy żyć dziejowo? --- tworzyć dzieje?
działać? --- dlaczego jest naokoło życie i ja jestem,
a oto tu we mnie, w piersi mojej naród się zatracił?
gdzie, w czym jest? --- jak go ująć w sobie, odtworzyć, wskrzesić przede wszystkim w tym własnym
wnętrznym poczuciu, że jest on we mnie? --- czym
jest ten bunt wewnętrzny przed koniecznością żelaznego
okiełznania duszy? --- czy nie jest to bunt jakiegoś
wyższego, ponaddziejowego sumienia? --- czy warto,
czy godzi się być narodem? --- co jest poza granicą
historycznych gmachów, w nieludzkiej dziedzinie meduz Laokonowych wężów? Czy nie lepszym jest wyrzeczenie, niż przelewanie krwi Achillesów i Hektorów
na ofiarę Tersytowemu trwaniu? Jak stłumić mowę
nocy, gdy się ją raz zasłyszało, gdy się wyszło już
duszą poza okopy historii? jak przymusić opierającą
się w imię świętości duszę? wiec ją w wirowisko
i rzeź? Jak zlać się z naiwnym, instynktownie niewinnym, mającym śmiałość grzechu życiem? Gdzie znaleźć słuszność? Czy jest ona poza życiem? --- czy
nie jest to wszystko, całe to zmaganie się wewnętrzne ---
wędrówką Odysa, który gdzieś w zaraniu życia wyrzekł się czynu i teraz błąka się ponad ludzkim pobojowiskiem jak hamletyzująca, wszechwiedząca ---
myśl, która <wyroznienie>kształtu</wyroznienie> swego tylko nie ma, nie może się wcielić, lęka się wcielenia i czuje, że pomimo
wszystko nie żyła? Wydaje się, że od <tytul_dziela>Meleagra</tytul_dziela>
aż do <tytul_dziela>Powrotu</tytul_dziela> mamy do czynienia z jednym tragicznym dziełem. I tak jest istotnie; najgłębszą spuścizną Wyspiańskiego jest tragiczny żywot twórcy, przeświecający przez jego utwory. Poeta może się niekiedy
łudził, sam siebie usiłował <wyroznienie>zwieść sztuką</wyroznienie> --- artystycznym interesem odtwarzania. Krytyka Feldmanów<pe><slowo_obce>Feldman, Wilhelm</slowo_obce> (1868--1919) --- krytyk i historyk literatury polskiej, publicysta, redaktor miesięcznika krakowskiego ,,Krytyka", a także dramaturg i prozaik; autor <tytul_dziela>Współczesnej literatury polskiej</tytul_dziela>.</pe> i Stenów usiłowała zwieść naród, który czuł, iż
dzieje się tu coś innego: właściwie od początku do
końca na scenie obecny jest tylko sam <wyroznienie>Wyspiański</wyroznienie>.
Teatr Wyspiańskiego to wewnętrzna walka duszy i gdy
się wżyjemy w to zbiorowe dzieło --- wyczuwać będziemy dokładnie, gdzie poeta usiłował sam siebie
uśpić, gdzie łudził się, że już zdobył spokój, roztopił
ból w widzeniu i nagle nowym, głębszym wzrokiem
odkrywał, że to obce, artystyczne widzenie --- to własna
męka, która o jeden stopień dojrzała, za gardło chwyta
i żąda, żąda jedynego uspokojenia: poczucia, że przeżytym zostało coś, co ma w sobie dziejową pełnię,
że narodziło się w duszy poczucie pozwalające nie
zastanawiać się nawet nad tym, jak to mogłoby
być --- aby narodu nie było, ale wprost czuć w sobie
uśmiechem, łzą, szumem duchowym kłosów --- jestem
w narodzie, żyję w nim i on we mnie; jesteśmy. Tego
poczucia Wyspiański nie zdobył i krytyka, która twierdzi coś przeciwnego, nie rozumie absolutnie nic, nie
chce rozumieć, chce tylko napisać artykuł, felietonizuje.</akap>




<akap>Duszą przylatującą na <tytul_dziela>Dziady</tytul_dziela>, bijącą krwawymi
skrzydłami o sklepienie teatru, szukającą wyzwolenia ---
wcielenie w żywe narodowe czucie --- był sam Wyspiański. Wy i ja tu jesteśmy --- poeta i słuchacze:
przeszłość cała nad nami, niekłamiąca, nieprzebaczająca obecność w nas, słowo polskie łka tu między
nami i broczy --- czy jesteśmy? --- czy czujemy się
narodem, wy i ja, czy czujecie wolne, narodowe życie
we mnie? Tłum bił oklaski, wołał: czujemy --- dusza
poety w krwawym swym wnętrzu odpowiadała: nie
wierzę. Nie mogła przełamać tej niewiary, skruszyć czaru
nieistnienia: i walka trwała dalej; walka o siebie ---
o to własne duchowe poczucie --- o odnalezienie
w sobie twardych, niezaprzeczalnych narodowych mocy
--- o taką stałość, która daje nagłe zapomnienie, iż
samo pytanie powstać mogło. Bo w teatrze, w sztuce
nie wygrywa się politycznych bojów; i nie hasłem do
powstania było <tytul_dziela>Wyzwolenie</tytul_dziela>, lecz tym właśnie ---
zapuszczeniem ołowianki<pe><slowo_obce>ołowianka</slowo_obce> --- sonda obciążona ołowiem.</pe> w duchowe głębiny, wewnętrznym pasowaniem się, rwaniem tęsknoty ku temu,
by było u nas, i w nas przede wszystkim --- jak
wszędzie, by było rzeczą zależną od rezultatów walki
dziejowej, jakim będzie życie Polski, ale rzeczą niewątpliwą, wewnętrznie naoczną jej istnienie. I wiem,
że każdy dziś umie wydąwszy policzki mówić, że on
właśnie tak naiwnie w sobie Polskę czuje --- ale wiemy także, czym to jest: to darcie czerwonego sukna
na indywidualność sławy i wielkości. Polska literatura
poza Wyspiańskim <wyroznienie>to niezrozumienie samego zadania, z jakim walczył poeta --- to
głos tej właśnie rozhistorycznionej
duszy, którą on w sobie stłumić, zdeptać
usiłował, to biernie przyjmowana niedojrzałość, mieniąca się w subiektyzmach, liryczna nicość, muzyka rozkładu</wyroznienie>;
to sobkostwo duszy pojmowane jako samowiedza narodu, to nieraz na wpół świadome eksploatowanie stanowiska, na którym zatarła się różnica między złudzeniem i prawdą, to Norwidowskie życie bez sprawdzianu.
O <wyroznienie>sprawdzian</wyroznienie> ten Wyspiański walczył i nie zdobył go, lecz przeszył duszę bólem jego braku, strasznym pragnieniem poprawy, skruchą za igranie słowem,
za czad marzeń, pychę abstrakcji, i tym pozostał jego
teatr: wyciąganiem rąk ku odnalezieniu życia w sobie,
strasznym uderzeniem w dzwon, walącym o ziemię
przerażeniem, że w gruzy idą bez świadka dziejowe
gmachy, że samo słowo przestało być organem żywej jedności, a stało się tumanem wzajemnego mirażu, że my wszyscy nie wiemy, czym jesteśmy, kto
nas pędzi, gdzie jest siła zdolna wstrzymać wewnętrzne
osuwanie się, staczanie się po pochyłości. Wyspiański
<wyroznienie>tę siłę</wyroznienie> właśnie usiłował z siebie wydźwignąć i gdy
miał ją, nagle ginęła mu ona, ukazywała się w mamiącym udaniu historycznej pozy naśladującej moc,
to znowu cofał się sam przed nią, gdy naciskała mu
na duszę całą swą prostotą. Dusza rozsubiektywizowana, przyzwyczajona do nieogarnionej swobody tolerujących się wzajemnie złudzeń, opierała się, sięgała aż do istotnych, poprzedzających dzieje samotnych
źródeł, z nich biła płaczem, kołysała rozpływającą
się morską mądrością żywiołowej wielokształtności ---
i to właśnie świat tragiczny poety; jego istota. Teatr
jako swobodny samorząd zbiorowej duszy nie mógł
też powstać: tu widzenia przeciągały nad widzami,
szukały w nich oparcia, szukały tego centralnego
ogniska, z którego bije piorunem narodowa wola
i centr nie ustalał się nigdzie. Teatr stawał się liturgią,
to znowu mirażem, czasem postumentem chwilowej
niezdrowej ambicji i najgłębszym pozostało to straszne
pytanie: co ja tu robię z wami i co wy robicie ze
mną? Ten jęk z głębi duszy, ach! --- choć nad trumną
moją milczcie --- czy nie rozumiecie, że ja idę w śmierć
bez pewności o rzetelnej prawdzie polskiego słowa?
I wydaje się, że <tytul_dziela>Powrót Odysa</tytul_dziela> jest czymś w rodzaju
lbsenowskiego epilogu: <wyroznienie>gdy się zbudzimy pośród umarłych</wyroznienie>. Walka marzenia z wolą, opór
marzeń, samowola poetyczności zwieść usiłująca żądzę poezji gruntującej swą swobodę --- to była istota
procesu. --- I dzisiaj, gdy się mówi o zamkniętej ideowej spuściźnie Wyspiańskiego, za jego ,,słowo", za
jego testament uznaje się to właśnie --- <wyroznienie>poetyczność</wyroznienie> wyłamującą się spod żelaznej woli, usiłującą
zwieść pozorem, roztopić duszę w biernych uczuciach,
zaćmić wolę gestem. Fałszuje się dziś Wyspiańskiego ---
tak, jak fałszowało się i fałszuje romantyków, udusić się usiłuje go kadzidłami, sprawia się nad jego
grobem tryumf masek. Temu stanowi rzeczy przeciwstawić trzeba swe <slowo_obce>veto</slowo_obce>, nie lękać się rzeczywistości,
zrozumieć, że gdy maskaradowy tłum udający naród
usiłuje wieńcem laurowym uczynić z tragicznego ducha --- wodza szalbierstwa i szychu<pe><slowo_obce>szych</slowo_obce> --- metalowa nitka do wyszywania, pozorująca, że tkanina jest złota.</pe> --- jedyną odpowiedzią może być: kłamiecie. Od czasu <tytul_dziela>Wesela</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Wyzwolenia</tytul_dziela> straciliśmy prawo głosu. Twórczość poety
to była walka <wyroznienie>o prawo do słowa</wyroznienie>; cała twórczość ta to królewski jęk: nie mam go, nie mam korony i berła! I wtedy chór dzienników usiłuje zaprzeczyć: nie. Ty masz, ty dzierżysz narodowe słowo,
rządzisz, panujesz. Konrada maski wloką w apoteozie:
kłamiemy, kłamiemy --- jak wszędzie. Krytyk, który
stwierdza prawdę rzeczy, <wyroznienie>który korzy się przed
rzetelną męką</wyroznienie> i właśnie dlatego nie chce, by była
ona sfałszowana --- krytyk, który przeciwstawia swój
protest chórowi hańbiących pochwał --- to tylko właśnie czyni: nie pozwala przeistoczyć poety w nową postać, nową metamorfozę <wyroznienie>Chochoła</wyroznienie>. Kto rozumie
Wyspiańskiego --- ten wie, że cała jego twórczość jest
bolesnym dopracowywaniem się narodowej duszy, że
stoi się tu u zawartych <wyroznienie>w głębi własnej duszy</wyroznienie>
wrót narodu, że w nas samych obudzić się ma Apollo
Salvator<pe><slowo_obce>Apollo
Salvator</slowo_obce> (łac.) --- Apollo Zbawca.</pe> i że w nas samych trwa męka, pasowanie się,
praca, wydzieranie duszy omamieniom, że tu nie ma
miejsca na tryumfalne frazesy. Gdy artysta odsłania
rany wewnętrzne, żrącą chorobę duchową, gdy ukazuje ją w nas i sobie --- oddaniem czci jest wejście
w siebie, praca i poprawa. Ale u nas entuzjaści
z urzędu, zawodowi uprawiacze krzepiącego lenistwo
nonsensu --- uproszczone mają o tym wszystkim
pojęcia: wysłuchaliśmy <tytul_dziela>Wyzwolenia</tytul_dziela> i siądziemy na
koń; czapkami zarzucimy świat cały. Na koń narodzie! Na koń! Wtedy trzeba mieć odwagę powiedzieć,
że twórca <tytul_dziela>Wyzwolenia</tytul_dziela> w dalszych swych dziełach ---
z tymi oto zmagał się zagadnieniami: czy warto, czy
godzi się być narodem? Czy ja umiem żyć, czuć, jak
członek narodu, czy ja chcę być narodem? Artysta
miał odwagę samowiedzy, miał odwagę zaglądać w swą
duszę, on lękał się, czy zdoła żyć w narodzie, wahał
się, czy chce tego. Ludzie, którzy tej strasznej męki
nigdy nie przeżyli, bo za działanie uważali --- uleganie
swym wybujałym w próżni zachciankom, ludzie, którzy
za swobodę uważają bezkrytyczne uleganie marzeniom,
kapitulację woli wobec nałogu i kaprysu, którzy za
swobodę uważają nieskrępowanie --- <wyroznienie>helotyzm duszy</wyroznienie> --- sądzą, że właściwie <tytul_dziela>Wesele</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Wyzwolenie</tytul_dziela> są tylko czymś w rodzaju ułańskiej przygrywki: ---
trębacza czczą oni w Wyspiańskim, nie poetę. Polskę trzeba odnaleźć w sobie --- ja jej szukam i w pomroce duszy mej własnej odnaleźć nie mogę --- mówi
Wyspiański. --- My tobie damy Polskę, tyś ją nam
dał, my ją dajem tobie --- hosanna, hosanna! --- woła
tłum. Wyspiański: to nie tryumf! Słyszycie --- to nie
obchód narodowy w Sokole --- to noc żałoby i pokuty
wśród prochów, to płacz spowiedzi u królewskich
kości, to szukanie po omacku wśród żalu i płaczu ---
to wnętrzna odbudowa duszy. --- Ale dziś w Polsce wyobrażają sobie, że i na Golgocie tańczono z radości, że
przecież już raz ten świat został odkupiony --- a teraz
już rozpocząć można prawdziwie wyzwolony kabaret.</akap>




<akap>Istnieją w twórczości Wyspiańskiego dwa procesy psychiczne, dwa wzajemnie sprzeczne prądy:
z jednej strony poeta walczy o wytworzenie w sobie
stanów duszy, które godne byłyby stać się cząstką
zbiorowej świadomości, które stałyby na <wyroznienie>wysokości
sztuki</wyroznienie> --- usiłuje on sam siebie podnieść, dźwignąć
do wysokości jedynego myślenia, które pozostaje ---
tj. sztuki; z drugiej strony mamy sztukę jako równoważne wypowiadanie mniejsza o to jakich stanów
duszy. Każdy stan duszy niezależnie od tego, jakie
stanowisko zajmuje w całokształcie tragicznej walki
poety, zdaje się wystarczać samemu sobie jako przedmiot artystycznej kontemplacji. Artyzm wyrasta tu
jako unieruchomiejąca, niwelująca pokusa na wszystkich poziomach i ten niwelacyjny, indyferentystyczny
charakter artyzmu przesłania niejednokrotnie prawdziwie tragiczne oblicze poezji Wyspiańskiego; w analizach, a raczej gadaninach komentatorów wysuwa się na pierwszy plan. Trzeba nieustannie rozróżniać i rozgraniczać w dziele Wyspiańskiego, nie można brać
w jednakowej cenie wszystkiego, co do tego dzieła
należy. Rozróżniać trzeba przypadkowe, czysto indywidualne cechy od istotnego procesu: w ten tylko sposób można przyczynić się do pogłębienia wpływu Wyspiańskiego. Ukaże się nam wtedy niejedno: np. pewne charakterystyczne cechy teatru Wyspiańskiego
jako ściśle związane z tą psychiką, którą Wyspiański
usiłował w sobie zwalczyć i jestem przekonany, że
właśnie wpływ Wyspiańskiego na teatr jako artystyczną formę groziłby prawdziwymi niebezpieczeństwami istocie jego dzieła, że natomiast wpływ Wyspiańskiego rozpocznie się w tej chwili, gdy każdy
z nas zechce w <wyroznienie>dziedzinie swej pracy</wyroznienie> prowadzić tę samą walkę oczyszczenia i wychowania duchowego, jaką prowadził on w swym ujawniającym się
poprzez teatr życiu duchowym. Nade wszystko zaś
pamiętać trzeba, że spuścizna duchowa Wyspiańskiego
to przede wszystkim wyznaczenie kierunku duchowej walki, a nie zaś system przekonań, myśli, jakiś
rodzaj filozofii narodowej. Niczego podobnego u Wyspiańskiego nie znajdujemy i strzec się trzeba złudzeń, gdyż sztuka utrwala jako istniejące światy chwilowe stanowiska, często zapadnięcia się i zboczenia
walczącej woli.</akap>




<akap>Nie może tu być naturalnie mowy o przybliżonym
chociażby tylko wyczerpaniu znaczenia twórczości Wyspiańskiego; idzie mi tylko o uwydatnienie punktów
widzenia, które uważam za rozstrzygające. Ze strasznym
widmem bezhistorycznego ,,osobistego" życia spotkał
się już Wyspiański od razu w pierwszych swych dramatach. Jest rzeczą niewątpliwą, że
<tytul_dziela>Meleager</tytul_dziela>,
<tytul_dziela>Protesilas i Laodamia</tytul_dziela> wyrażają coś osobistego, że wiążą się one z pozostałą twórczością o wiele
ściślej, niż to się zazwyczaj przypuszcza. Nade wszystko
zaś nie należy tworzyć z pośród dzieł Wyspiańskiego
sztucznej grupy dramatów greckich. <tytul_dziela>Protesilas</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Meleager</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Achilleis</tytul_dziela>, greckie sceny z <tytul_dziela>Akropolis</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Powrót
Odysa</tytul_dziela> --- są to wszystko utwory powstałe na różnych
płaszczyznach duchowych. Sądzę, że świat tragiczny
<tytul_dziela>Protesilasa</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Meleagra</tytul_dziela> innym podlega prawom niż świat <tytul_dziela>Achilleidy</tytul_dziela>, że z innych znowu
widnokręgów wysnuty został <tytul_dziela>Powrót</tytul_dziela>, że w ogóle
twórczość Wyspiańskiego zmieniała w ciągu samego
procesu swą strukturę, że nagle moment czysto malarski lub muzyczny, wybujała metafora przedzierały
się na pierwszy plan, gąszczem swym przesłaniały wewnętrzną pracę ducha. W tych nagłych wpleceniach
w pasmo czysto duchowe motywów innego pochodzenia można się zupełnie zabłąkać, jeżeli się zechce szukać
w nich głębszego sensu i naturalnie sens ten odkrywać.</akap>




<akap>Wydaje mi się, że <tytul_dziela>Meleager</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Protesilas</tytul_dziela>
należą do najliryczniejszych utworów Wyspiańskiego,
tj. że przy tworzeniu ich kierowała poetą chęć wypowiedzenia przede wszystkim czegoś o sobie i z siebie. <tytul_dziela>Meleager</tytul_dziela> jest tragedią osamotnionej, odciętej
od gromady jednostki. Altea pali głownię, gdy syn
w uniesieniu swego życia, swojej miłości podnosi rękę
na jej brata. Stare gromadzkie życie, z którego wyszła,
z którego wyrosła jednostka, posiada istotnie w swej
mocy jej los. To, co stanowi ją we własnych jej
oczach, każda płaszczyzna jej samopoznania, każda
forma jej działania, wszystko to związane jest z życiem
gromady, do niej należy. Ja samodzielne jest w stanie samo siebie wyżyć i rozwinąć tu jedynie na tle
zbiorowego życia, z którego wyrosło, w związku
z nim. Gdy Altea pali głownię, gdy związek ten zostaje zerwany, społeczne znaczenie jednostki w jej
własnych oczach unicestwione, czuje ona, że to własna
jej, <wyroznienie>najgłębsza</wyroznienie> istota ginie rzeczywiście w tych płomieniach, że dusza jej staje się teraz martwym przypadkiem bez żadnego związku z ludźmi i naturą. Raz
na zawsze ukazuje się tu poecie ta głęboka prawda,
że nie ma nic w naszej indywidualności takiego, co by
nie było jednocześnie narodowym, historycznym. Naród
jest związkiem psychiki z bytem: bytowe znaczenie jej
jest w nim, z niego wyrasta. Nie może ona odnaleźć
<wyroznienie>życia</wyroznienie> dla siebie poza nim. Wszystko, co wydaje się
pierwotniejszym od narodu, jest faktycznie późniejszym
od niego. Wszystkie ,,bytowe" kategorie są momentem
narodowego dziejowego życia --- lub też przeciwnie
momentami wynarodowienia, etapami rozkładu narodowej duszy: ale ona jest najgłębszą formą rzeczywistości, z jaką pozostajemy w bezpośrednim stosunku.
Takim przypadkiem, wystawionym na łup śmierci duchowej, ukazuje się sam sobie po spaleniu głowni Meleager. Gdy zostaje zerwany związek pomiędzy nim
a zbiorowością, czuje on, jak zamierają jedna za drugą
wszystkie władze duszy: poprzez zbiorowość tę tylko
wzrastały one w ciało istnienia; gdy zbiorowość ta
ginie dla jednostki, ginie ona sama we własnych swych
oczach. Poznajemy bowiem, wyznajemy, czujemy siebie
w formach społecznego istnienia; jednostka absolutnie
bezwzględnie bezhistoryczna nie byłaby w stanie świadomie istnieć: nie daje się absolutnie pomyśleć. Z życiem własnym ja ludzkie związane jest poprzez zbiorowość, gdy to pośrednie ogniwo ginie, <wyroznienie>ja</wyroznienie> nie jest
w stanie znieść ciężaru gatunkowego istnienia: własne
utajone w nim życie wydaje się siłą ślepą, demonicznie bezcelową i szyderską. Zdaje się, że to, cośmy
powiedzieli, wystarczy, aby wykazać, jak bardzo
współczesnym jest archaiczny Meleager. To, co występuje w nim jako oddalenie od nas --- ,,styl archaiczny" --- nie jest bynajmniej konsekwencją tylko przez
wirtuozostwo wybranej formy. U natur tak głębokich
jak Wyspiański forma pozostaje zawsze w związku
z najistotniejszym charakterem przeżyć. Mówiąc ogólnie,
formę zyskuje stan duszy, gdy nabiera on w naszych
oczach wartościowego, tj. pozaosobistego znaczenia.
<wyroznienie>Forma</wyroznienie> <tytul_dziela>Meleagra</tytul_dziela>, jego struktura artystyczna mówi
nam, czym stawały się w momencie jego tworzenia
stany duszy Wyspiańskiego, przekraczając granice jego
osobistego życia. Forma w głębokim znaczeniu tego
wyrazu --- forma wewnętrzna, jak nazywał ją Hebbel<pe><slowo_obce>Hebbel, Christian Friedrich</slowo_obce> (1813--1863) --- niemiecki dramatopisarz, propagatorem jego twórczości w Polsce był Karol Irzykowski. Dzieła: <tytul_dziela>Judyta</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Maria Magdalena</tytul_dziela>.</pe> ---
to zawsze sposób, w jaki odczuwamy życie duchowe
zbiorowości, to stosunek, jaki istnieje w naszym głębokim, nierozumującym przeświadczeniu między rozgrywającym się w naszych przeżyciach losem indywidualnym a duszą zbiorową. Gdy tworzył Wyspiański <tytul_dziela>Meleagra</tytul_dziela> --- rozgrywało się w jego odczuciu
życie jego własne pod martwym spojrzeniem, które
umie tylko widzieć, jak się człowiek w swej złudzie
życiowej plącze i w niej ginie. Wszyscy ci ludzie przeżywają tu siebie wzajemnie, nie wiedząc o tym, nie widząc: własne bezwiedne ich dzieło panuje nad nimi
jak Diana (ta nieszczęsna Diana, która miała w oczach
młodocianych krytyków dowodzić ,,hellenizmu" Wyspiańskiego), i śmierć tylko, tylko zwiastujące ją osamotnienie i znużenie, jest tu jedynym wyzwoleniem.
Nie ma dla człowieka losu poza gromadą, a gromada
jest tylko twórczynią złudzeń, nieprowadzących nigdzie
poza nią, zrywających się u krawędzi grobu, w który
wstępuje każdy sam --- nierozumiejący i niezrozumiany. Psychologicznie <wyroznienie>tu</wyroznienie> może jest związek pomiędzy
<tytul_dziela>Legendą</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Meleagrem</tytul_dziela>. W <tytul_dziela>Legendzie</tytul_dziela> zaziera poprzez
te drzwi, które rozwiera śmierć, poprzez uczyniony
przez nią wyłom świat pozaludzki w życie ludzkiej
gromady: z niego, z tego, co w tym pozaludzkim
świecie wyroi, wyśni Wanda --- czerpie ona poczucie
mocy. Człowiek żyje, wierząc, że stany jego duszy, wytężenia gromadzkiego żywota przełamują zaporę, jaka
odgradza świat ludzkiej duszy od pozaludzkiego, wiecznego ,,nie-my". Atmosferę własnego swego zbiorowego istnienia wyrzuca świadomość nasza w pozaludzkie, charakterem swoim wypełnia cały otaczający
ją świat. W ten sposób utrwala jako coś istniejącego
to, co ją przejmuje i nadaje wzruszeniom swym niezawisłe istnienie, wytwarza nad sobą skupienie energii i z niego czerpie ją w chwili niebezpieczeństwa. Żyje ona tymi swymi wytworami, ale dokonawszy ich
mocą tego, czego dokonać mogła w społecznym istnieniu, zstępuje w bezwzględność śmierci, w coś, co
jest niezależnie od tego, co nasza myśl o tym sądzi.
Własny świat nadprzyrodzony zmienia tu swój sens:
staje się teraz wyrazem dzikiej nieujarzmioności zabijającego nas świata: i wyprawiają nad trupem
Kraka swe igrzyska pozaludzkie dziwy; groza i pośmiewisko nad ludzkim istnieniem czyhają nad myślą,
co w mniemaniu własnym wyrastała już z samego dna
żywiołu. Gromadę swą i jej żywot ma człowiek jako
jedyne schronienie w bycie, poza ich granicami ślepnie
nasza dusza, staje się igraszką istniejących nieprawdopodobieństw. U samego wstępu twórczości poetyckiej,
od pierwszych dzieł Wyspiańskiego odnajdujemy zasadnicze, historyczne założenie jego poezji. Tylko, że
nie odsłoniło się jeszcze całe ich znaczenie samemu
poecie: --- są one w nim jako ton jego wzruszeń,
styl ujęcia artystycznego; są bez jego osobistego wdania się; władają nim jak umarły los w <tytul_dziela>Meleagrze</tytul_dziela>.</akap>




<akap>Poezja ukazuje jako tło swe wielką, niezachwianą
jasność myśli. Czyja jest myśl? Życia, które było, pozostawiło po sobie jasność śmierci. Widzieć jeszcze
możemy siebie w świetle oczu, które zgasły. Poeta
myśli, widzi organami zbiorowej świadomości; czy
zbiorowość ta żyje jeszcze? --- to go nie obchodzi;
on przebywa w dziedzinie formy i widzenia, chociażby
forma ta istniała jedynie w polu wzrokowym na wieki
zgasłego narodowego ducha. Wszystko jedno, spełnijmy
zadanie poety. Czy nie dość jest dla piękna, by było
widziane? Mniejsza o to, kim jest ten, kto je widzi.
Jak powstała, skąd pochodzi widząca dusza artysty? ---
mniejsza o to. Istnieje jej pole widzenia, płaszczyzna
piękna, świat zawieszony w widzeniu, utrzymującym
samo siebie poczuciem własnego piękna. Tu żyć mogą,
poruszać się, ginąć postacie świadomego życia:
w tym stworzonym przez widzenie i zawieszonym
w nim świecie jest ich ojczyzna. Sztuka dla Wyspiańskiego to zrazu kraj czystego widzenia: istnieje ona
jako kształt duszy, wydźwignięty przez własne piękno,
kraj zmarłego świata, otoczony przez dziwne tragiczne
milczenia, spoza których świeci poprzez mrok głęboka, ciemna purpura. Z tego mroku dobiega nas
wstrząsający jasnym i umarłym polem huk, ton głęboki i podziemny. I nagle bucha krew poprzez usta
wybladłym postaciom: z płaszczyzny plotynowskiej
kontemplacji bije w niebo słup krwi spod Termopil,
bije o skrzydła losu serdeczna muzyka, Laodomia wyciąga ramiona ku światowi przeszłości --- tam chcę
żyć! Tam z wami jest moja dusza i płynie ku niej poprzez milczące morze łódź Charona --- łódź śmierci,
obraz ciążący nad całą twórczością Wyspiańskiego,
powracający w niej nieustannie, jak jakaś najgłębsza
tajemnica. Czyja dusza jest już cała w widzeniu, ten
należy już do tej dziedziny, w którą zapadło widzenie.
Tylko ze śmiertelnej łodzi rozpościera się w świat
ludzki perspektywa czystego, nieobowiązującego spozierania<pr>Raz jeszcze powtarzam: tak stoją rzeczy bynajmniej
nie w młodzieńczych tylko utworach Wyspiańskiego. Polski
dorobek dziejowy, polska, <wyroznienie>ukształtowana</wyroznienie> przez historię
i <wyroznienie>niewolę</wyroznienie> psychika jako wystarczająca sobie całość --- oto
co stanowi sensorium naszych artystów, podstawę myślową
naszych metafizyków, jądro rozumowań naszych politycznych
doktrynerów. <wyroznienie>Swobodę</wyroznienie> niewyrzekania się tego stanu rzeczy, bronienie go wszelkimi sofizmatami --- ma się na myśli
dziś, gdy się mówi u nas o swobodzie tworzenia. Swobodą
tą nazywa się możność pozostania wiernym własnej bierności
wbrew wymaganiom własnej duszy i myśli. Swobody tworzenia się bronią ci, którzy nigdy żadnego okrucha nowej psychiki nie stworzyli; poprzestali na tworzeniu nowych wykrętów dla własnego bezwładu.</pr>.
Żyć ciężko, widząc chwałę, a nie mając chwały,
żyć poza światem, w którym żyje dusza. Dusza własna
zawisa nad nami jak zimne widowisko --- ale jest
przecież życie, byle jakie, ale <wyroznienie>dzisiejsze</wyroznienie>. Laodamia odrzuca pieśniarza. Nie wystarcza widzenie piękna,
serce pragnie żyć w nim: gdy jest zaginione, lepsza
śmierć.</akap>




<akap>Komu sztuka staje się nie tworzeniem życia, lecz
ucieczką przed nim, kto szuka w niej kraju, w którym bezczynna psychika samej sobie wystarcza, umarł
już lub wybrał gorszą od śmierci --- śmierć za życia,
zaprzepaszczenie duszy przez kłamstwo. Tu, na tym
urwisku, które nie prowadzi nigdzie, można zatapiać
się w widzenia światów pogrzebanych, w ich kraj wysyłać przedśmiertne łabędzie tęsknoty, ale wiedzieć
trzeba, czym jest to widzenie: tak wolno patrzyć tylko
na śmierć przygotowanym, pojednanym z nią. A że
wam też --- woła Wyspiański w <tytul_dziela>Wyzwoleniu</tytul_dziela> --- gdy
mowa o śmierci dobrowolnej, na myśl przychodzi tylko
samobójstwo. Sztuka jako śmierć: pożegnałem się
z myślą o szczęściu; stoję w Charonowej łodzi, życiu
daleki, niedostępny już chyba dla żadnej życiowej
winy. Tu powstaje sztuka --- widzenie tych, co wybrali śmierć, obcość życiu, którym się nie włada, by
widzieć tym niewłasnym już, obcym pożądaniu wzrokiem los ludzki tak, jak w obliczu śmierci na wieki
zastyga, raz na zawsze już staje się milczącym i jasnym.
Z powodu dzieł Wyspiańskiego krytycy nasi powtarzają najuporczywiej frazesy o wieczności sztuki; niechże dokładnie zrozumieją, o co tu rzecz idzie. Życie,
gdy uświadomi sobie, odczuje swą wartość, zostaje we
własnych swych oczach wysunięte poza czas, poza
przemijanie: przestaje istnieć jako ciekłe zjawisko, zaczyna istnieć jako znająca, ujmująca siebie wartość ---
piękno. Piękno wytwarzane jest przez zbiorowość
ludzką, przeżywającą formy działania i istnienia, w których świadomość ogółu zlewa się całkowicie z rzeczywistością. Żyjąc wartościowym życiem, zbiorowość
wytwarza piękno: rodzi się ono jako niezamierzony
wynik pełnego życia, jako jego słoneczna atmosfera.
Nie szuka się piękna; samo słowo może nie istnieć:
rzecz spada jak dojrzały owoc z drzewa, niewymuszona, nieprzewidziana, konieczna. Wieczność wydobywa się tu z samej życiowej rzeczywistości; wchodzi
się w nią poprzez życie. Gdy życie jest takie, że wydaje się, że innym być by nie mogło, przeżywamy
,,wieczność", tworzymy ,,piękno". Nie są to pozażyciowe cele i zamiary, lecz właśnie szczyty życia
które tylko w nim i poprzez nie napotkane być
mogą. Nie śniła się żadna wieczność Tycjanowi, Shakespearowi: żyli oni bogatym życiem swej epoki,
piękno dojrzewało w nich i chwile ich stawały się
wiecznymi, gdyż były przez nich przeżyte, gdyż należały do ich pełnego sobą przemijania. Nikt silny nie
szukał <wyroznienie>nowego piękna</wyroznienie>: szukano dla siebie pełnego i silnego życia, i przez to właśnie powstawało
piękno. Piękno to zawsze treść pewnej epoki, pewnego
jej odłamu, przeżyta przez silną, zdolną upoić się sobą
indywidualność. I <wyroznienie>nowe</wyroznienie> piękno, które dziś powstaje,
nawet piękno parnasczyków lub estetów, powstaje
z nowych form życia i aby je zrozumieć, trzeba poznać naturę życia, które je rodzi. Sam na sam z wiecznością bez życiowych osłon obcują tylko polscy
krytycy, którzy posługują się twarzą Jehowy zamiast
zwykłego lusterka do golenia. Nie każdemu jednak
dane jest tak za pan brat oglądać Boga żywego, żyć
z nim w takiej poufałości, że mówi on do nas nawet
nie z krzaka ognistego, lecz ze szpalt niemieckich
felietonów, stronic książek i to często bardzo nieciekawych książek. Jakkolwiek bądź jest, trudno zrozumieć, jak mogła twórczość Wyspiańskiego dać powód
do dalszego i to spotęgowanego powstawania frazesów o wieczności, pozadziejowości sztuki, frazesów,
których zżarta przez mole treść rozpada się przy pierwszym rzeczywistym zetknięciu z tragicznym duchem
poety. Gdy szuka się <wyroznienie>niezależnego</wyroznienie> od życia
piękna, gdy szuka go się poza życiem --- znaczy to, że
się nie znajduje wartościowych form w życiu samym, iż
się stwierdziło, że to życie, jakie jest dla nas dostępne,
do piękna podniesione być nie może. Piękno jest
wtedy darem, pozostawionym nam przez umarłych;
oni umieli je wytworzyć, dla nich było ono życiem,
my staramy się wydobyć z dusz jego odbicie, blask
gwiazdy, co zgasła, nim doszły do nas jej promienie.
<wyroznienie>Usiłujemy nie żyć, aby duszom naszym
pozwolić się ułożyć, ukształtować tak,
by powstały w nich pogrzebane formy.</wyroznienie>
Piękno rodzi się tu z zawieszenia życia, z zatamowania wszystkiego, co bezpośrednie: życie zmienia
się w takie celowe zestrajanie duszy, aby powstało
z niej piękno --- już nie samoistny wytwór życia, lecz
kształt specjalnie, umyślnie w sztucznie wygładzonym
zwierciadle psychiki wyczarowany. Twardowski to
wyzywa cień Barbary. Shakespeare, Michał Anioł<pe><slowo_obce>Michał Anioł</slowo_obce> (1475--1564) --- właśc. Michelangolo di Ludovico Buonarotti Simoni, malarz, rzeźbiarz, poeta i architekt włoskiego renesansu; najsłynniejszym jego dziełem jest <tytul_dziela>Sąd Ostateczny</tytul_dziela> z Kaplicy Sykstyńskiej.</pe>,
Botticelli<pe><slowo_obce>Botticelli, Sandro</slowo_obce> (1445--1510) --- właśc. Alessandro di Mariano Filipepi, włoski malarz epoki odrodzenia, przedstawiciel szkoły florenckiej; malował obrazy i freski na tematy mitologiczne i religijne. Jest autorem takich dzieł jak: <tytul_dziela>Narodziny Wenus</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Primavera</tytul_dziela> czy fresków w Kaplicy Sykstyńskiej.</pe> żyli swym życiem i z życia tego wyrastała
ich sztuka, gdy my teraz wyodrębniamy ich ,,styl"
i usiłujemy widzieć przezeń życie, czynimy coś zupełnie innego niż to, co czynili oni, tworząc. Oni znajdowali ten styl, szukając życia, żyjąc; my dochodzimy do stylu tego, lekceważąc własne życie, redukując je do roli gleby, która ma wytworzyć taką
a nie inną florę. Samobójstwo duchowe leży na dnie
każdego estetyzmu, gdy jest głęboki i tragiczny: powstaje on jakby wskutek odwrócenia łożyska, jakim płynie krew naszego życia; karmimy nią to, co nami
nie jest; życie staje się magią, wywoływaniem upiorów,
których oczyma pragniemy na świat spojrzeć, by zobaczyć piękno. Pod powierzchnią istniejącego rzekomo mocą własnego piękna widzenia coś niewypowiedzianego dzieje się z osobą ludzką. Człowiek został zamordowany, by żyć mógł upiór; gorzej, człowiek został zdeptany we własnych oczach i gdy chce
sam dojść do głosu, okazuje się, że aby patrzyć na
świat okiem zmarłych bogów, potargał w duszy własnej swobodny ład i głos jego, gdy za życie chce
mówić, brzmi niewolą, kłamstwem i histerią. Gdy
artysta jest silny, opanowuje tę najgłębszą klęskę, na
widownię wywleka okaleczałą i zdziczałą duszę; ukazuje ją w świetle obojętnej, zimnej, nieosobistej formy
i tworzy efekty nowoczesnego, okrutnego piękna. Ten
styl karmiony krwią serdeczną, niby tresowany rycerski sokół, którego żywi młody paź kawałami własnego serca na pamiątkę dumnej pani, do której ptak
należał, ta niesamowita, mająca naokoło siebie zawsze
atmosferę i zapach świeżej krwi, zwabiającej upiory
dusza --- mówią do nas z kart poezji Dante-Rosettiego
Swinburne'a, czasami Hofmannsthala. U Wyspiańskiego
inaczej mają się rzeczy; rzeczy zawsze mają się inaczej,
gdy w grę wchodzi człowiek, umiejący patrzeć na
duszę własną jako na własną odpowiedzialność. Wyspiański <wyroznienie>znał</wyroznienie> prawdę swoich stanowisk i gdy sztuka
odsłaniała mu widowisko życia tak obojętne, zimne,
zakończone, jakby już ze świata umarłych oglądane,
nie było to dla niego niezawinioną właściwością artystycznego, stworzonego świata, lecz czynem i wszystkie
konsekwencje tego czynu musiały się ujawnić. Poeta
zaczął żyć świadomie w Charonowej łodzi --- pogrzebał
osobisty swój ludzki żywot, zanim zaczął życie heroiczne twórcy. To wszystko było już utajone w formie jego pierwszych dramatów, w ich archaicznym
stylu. Archaizm ten to było życie widziane z nieskończonej odległości śmierci. Piękno --- więc jasna samowiedza swej wartości, swobodnego panowania nad
życiem; piękno, to spojrzenie rzucane ku życiu bez
trwogi, nie lękające się niczego, co w nim napotkać
może, tak mocno jest ugruntowane w swym zwycięstwie. Gdzie miał znaleźć Wyspiański naokoło siebie
w Polsce żywej podstawy tej nieustraszoności? Nie
uważa na razie, że ich nie znalazł, stwarza naokoło
siebie tę atmosferę jasności i prawdy --- odpycha się
od brzegu żyjących, nie myśli może o tym: skoro nie
można żyć pięknie z żywymi, wyrzec się trzeba życia,
tworzyć tak, jak gdyby go nie było. Życia nie ma,
jest tylko poezja. Na razie istnieje dla poety w tej tylko
formie własny heroizm; wraz z Laodamią wstąpił on
w kraj śmierci, by w nim nie oglądając się na to, co
życie dać może, osiągnąć jasność widzącej prawdy,
poezji. Polski wulgarny estetyzm sądzi, że tworzy się
wieczną sztukę, zaniedbując, lekceważąc wszystko, co
przeszkadza jasności, niezbędnej do wykluwania się
w nas poematów, sonetów, impresji, utożsamia atmosferę sztuki z atmosferą wylęgarni. Tu widzimy w nieco innym świetle tę sprawę. Sztuka to jest samowiedza zbiorowości, tworzyć narodowi sztukę to znaczy
myśleć tak, jak gdyby miał on swoje losy w ręku,
jak gdyby myślało się samą mocą, dopominającą się
o pełną samowiedzę. Archaizm pierwszych utworów
Wyspiańskiego jest w zasadzie już tym samym sądem
o rzeczywistości polskiej, jaki wypowiedział następnie
poeta w <tytul_dziela>Weselu</tytul_dziela>. Tak dalece <wyroznienie>tylko</wyroznienie> kunsztem literackim był styl tych utworów. Sądem jest ten styl.
Sądem głoszącym twardą prawdę: losy wasze odbijają się poza wami, nie ma w was organu prawdy,
nie ma w was samowiednego życia. Samowiedza wasza
patrzy na was z wyżyn. Czy naród polski żyje, żyć
będzie? Nie wiem. Jest poezja. Ta jest w mojej mocy,
jest moją sprawą; tworzę w niej pełną jasność.</akap>




<akap>By mógł się narodzić poeta, umrzeć musiał człowiek, węzłem ,,lubości" spleciony z życiem, w którym
nie ma podstawy dla dzisiejszego, bezpośrednio rodzącego się piękna. To tylko oznacza archaizm. Nic więcej. Z tego stanu duszy rodzi się <tytul_dziela>Klątwa</tytul_dziela>. Z tego
stanu duszy; ale w ciągu tworzenia dzieje się coś
z poetą. Rozoranej ziemi moc uderza mu do głowy,
nazbyt mocno chwyta za serce ,,tutejszość", duch
umarły, czysty duch piękna, jasnego spozierania staje
się tu i ówdzie upiorem, wchodzi w pierś ludzką,
w niej szuka, grozi, rozpacza. Mieni się nam ta tragedia w oczach, zmienia się nieustannie, choć pozornie pozostaje ta sama: jakieś nieopanowane, nieskrępowane przez widzenie życie krąży w żyłach postaci,
wybucha ciemnym, niesamowitym ogniem. To widowisko ze szczytów śmierci, jej sępim wzrokiem ujrzane
--- staje się głosem krwi bijącej w niebiosa. Są chwile,
gdy cofa się przed widmem w spokój swój artysta:
na próżno! Już i jego dusza szarpie się w ciemnym,
opętanym chórze. Dogania i w śmiertelnym przytułku
zdradziecka współwina, duch się do boju rwie, dźwiga
ziemię: on to pędzi ku chatom jak ten straszliwy
żywy słup ognia. Krwią się stał i piorunem. Bóg mówi słowo. Jakie? --- pyta się widz --- czytelnik --- albo raczej on się nie pyta --- on jest tresowany --- to
sztuka, rzecz, o której się potem felieton pisze i styl
archaiczny. Ale pytanie jest, choć ginie wśród ognia
i dymu. Za blisko pochylił się nad ziemią duch, chwyciła go, wrósł w nią, szarpie się jej ślepą męczarnią.
Bóg mówi słowo poprzez sztukę --- ale komu, jakie, gdzie? Kogo wołać, komu nakazywać, grozić,
kogo prosić z tej oto Charonowej łodzi? Co czynię
ja tu --- niezależny od życia --- więc w myśli swej
wszechpotężny? --- co mam myśleć? W <tytul_dziela>Klątwie</tytul_dziela> mamy
świat prawie tak w sobie zamknięty, jak w <tytul_dziela>Meleagrze</tytul_dziela>
grecki lub w <tytul_dziela>Legendzie</tytul_dziela> --- lechicki. Siebie tylko ma
gromada wobec wszechświata, siebie i własne zmagające się z ciężarem, wieczną krzywdą życie, z siebie, z piersi własnej zaczerpnąć musi duszę, zdolną ratować z ucisku. Moce poświęcenia i wytrwania wystarczą
tu: Młoda niemniej ma w sobie dzikiego heroizmu,
niż Wanda, ksiądz ma rdzennie chłopi upór w swej
wierze w twarde prawa, spisane w kościelnych księgach. Świat pozaludzki <tytul_dziela>Legendy</tytul_dziela> to dla tamtej walczącej gromady źródło energii, wyrzuconej przez nas
poza siebie, ponad siebie, i umie z niej gromada
brać moc, potrzebną do walki --- trzeba tylko śmieć.
I tu Młoda śmie przecież, ale w co obraca się, czym
staje się tu śmiałość? Świat pozaludzki służyć ma jako
źródło czynów służących życiu zbiorowości, która go
wytworzyła w walce z życiem. Takie pojęcia ma może
o nim ów pustelnik --- pojęcia tylko. Dzisiaj zeschła
już ta gałąź. Życie zbiorowe przestało stwarzać swą
własną atmosferę duchową nad sobą, przychodzi ona
już gotowa i spisana w twardych księgach. Ta gromada należy już do ludzkości: jej tragizm związany
jest z dzisiejszą postacią losu; nieznane działa na nią
poprzez dziejową atmosferę. Proszę zrozumieć, o co
tu idzie. Nasi krytycy nie chcieli zrozumieć, jak straszliwie głęboko, właśnie że mimo woli, postawił sprawę Wyspiański. Katolicyzm wrasta w życie tej gromady
jako narzucony jej, a martwy kodeks przynależności
do ludzkiego dziejowego świata: gmatwa się ona
i ginie w tej obcej, narzuconej sieci. Czy znaczy to, że
chcę wyzyskać <tytul_dziela>Klątwę</tytul_dziela> na rzecz jakiejś bezmyślnej antyklerykalnej propagandy? Zbyt tania to byłaby satysfakcja. Sprawa jest głębsza. <tytul_dziela>Klątwa</tytul_dziela> ukazuje nam, jak katolicyzm staje się tragedią w polskiej wsi, jak bezwzględnie druzgocze on dusze. Jest to ukazane z tą samą jasnością, jak podobne stosunki w <tytul_dziela>Meleagrze</tytul_dziela>.
Wydźwiga tu świat pozaludzki dusze ponad gromadę,
wyrywa je z niej, spala w abstrakcji. Teraz czym my
jesteśmy wobec tego? Serce poety się rwie, dymi się
i jego krew w tym widziadle. Więc gdzie odpowiedź?
Czy jest ona w dumnym przyjęciu ofiary? --- trzeba, by
trwał ten związek dusz naszych z Zachodem, co mówię, z moralną budową świata? --- ale czym jest wtedy to Boże słowo? Komu przyświadcza? Czy pali tylko
nasze rozumienie ksiąg, czy niszczy bezwzględnie
grzesznika? --- Czy może przeciwnie buntem jest w imię
,,słowiańskiej anarchii" --- o której mówi dziewka
,,ludzie nie gady". --- A pustelnik odpowiada --- może,
może? --- Może, może --- istotnie łączy nas ta obca
mowa kościoła z czymś większym, niż ten ciasny,
z glebą zrośnięty żywot? --- A przecież w nim, w tym
rozkołysanym kłosami jest nasza najbliższa prawda:
i mowa ziemi jest najbardziej dostępnym dla rolnika
głosem nadludzkiego świata? --- Gdzie jest Wyspiański,
gdzie jest widz? --- w świecie czystej sztuki. --- Mamy
więc odpowiedź: <wyroznienie>poczucie braku własnej
wiary dziejowej, własnej myśli obejmującej życie, zrozumienia go --- ukrywał
się poza estetyzmem</wyroznienie>. Poprzestajemy na sztuce,
bo nie chcemy zrozumieć, nie chcemy myśleć.</akap>




<akap><wyroznienie>Co ty myślisz</wyroznienie> o tym --- o tym, coś ukazał
właśnie?</akap>




<akap>Ja nie wiem: ja widzę.</akap>




<akap>--- Ale czym jest to dla ciebie? --- Nie wiem, nie
chcę wiedzieć.</akap>




<akap>Tylko <wyroznienie>własna</wyroznienie>, obejmująca życie wiara przełamać może klątwę izolacji. Trzeba mieć wiarę obejmującą własne nasze życie na tle społeczeństwa
i społeczeństwo wobec bezkresu; ta to jest głownią
Altei.</akap>




<akap>Wyspiański zaczął tworzyć pod ciężarem poczucia,
że wiary tej nie ma: ale sam ten brak ukazał mu się
jako fakt zewnętrzny, jako obca martwota świata.
W <tytul_dziela>Klątwie</tytul_dziela> wyczuł, że w tym martwym świecie pogrzebane jest żywe jego serce. Czym więc jest to? ---
ale odpowiedź ginie, ginie w tym zapatrzeniu we
własne szamotanie się. Poeta woła, krzyczy --- ale
jemu samemu się zdaje, że on słucha tylko. Kimże
jesteś ty słuchający? Wy, co słuchacie ze mną: dumni,
uczeni, pewni siebie --- co stwarza wasz spokój? niechęć myśli, niechęć widzenia, że to <wyroznienie>wy właśnie
macie sobie odpowiedzieć, czym jest dla
was raz na zawsze życie</wyroznienie>. Tu właśnie, w naszej
piersi tętni absolut --- życie wasze, tak jedyne i bezwzględne, jak wszystko, co niezależnie od tego, czym
się wydaje, jest, jest do głębi. Trzeba wejść w siebie
i myśleć, zrozumieć coś za siebie i dla siebie --- ale
Wyspiański widzi, widzi świat, w którym szamoce się
własna jego <wyroznienie>niedecyzja</wyroznienie>, a że widzi --- więc mu
się zdaje, że ją przezwyciężył, a że sądzi tak o tym,
więc przestaje się o to tragicznie troszczyć. Tragizm
Wyspiańskiego, granice jego świata zarysowują się
przed nami: zamienia mu się życie w widzenie, jak
żyć nie mógł, nie mógł --- bo wola była w widzeniu
zahipnotyzowana. Wyjął on duszę swą z piersi i roztopił w sztuce: potem chciał, aby sztuka mu odpowiedziała na to, co sam on miał myślą stworzyć.
Zamiast myśleć i rozwiązywać zagadnienia, widział on
swą bezsilną walkę, swe stawanie u wrót myśli.</akap>




<akap>I <tytul_dziela>Klątwa</tytul_dziela> jest pierwszym krokiem na tej drodze.
Tak, jeżeli o to chodzi, to jest to poezja. Nie ulega
to najmniejszej wątpliwości, można to z tej strony badać pod wszelkimi względami. Próbę felietonu to wytrzyma. To, co robimy, pisząc, czytając <tytul_dziela>Klątwę</tytul_dziela>, jest
poezją, dobrze jest wiedzieć, jak się nazywa to, co
robimy, znać swą profesję. Znał ją jenerał Chłopicki<pe><slowo_obce>Chłopicki, Józef Grzegorz</slowo_obce> (1771--1854) --- generał, walczył w wielu wojnach, m.in. w wojnie polsko-rosyjskiej (1792), powstaniu kościuszkowskim (1794), wojnach napoleońskich. Był wodzem naczelnym powstania listopadowego, przygotował i poprowadził polskie oddziały w wygranej, ale krwawej bitwie pod Grochowem (25.02.1831).</pe>,
wiedział, co jest strategia, sztuka militarna, subordynacja. I robił to. Na polu Grochowa, jak na saskim
placu. Tam byłby się wódz naczelny przekonał, że
mylny zrobił manewr. Tu także: pułk zostanie wyrąbany, ale strategia pozostanie. I nagle zmieniają się
widnokręgi, ginie znaczenie słów, subordynacja, taktyka --- giną te słowa. Jesteś ty, który masz wolę;
krew leje się, ginie życie pokoleń, a ty czym jesteś?
Zbiorowość polska bez własnej prawdy, bez własnej
jasnej samowiedzy --- zostaje zaskoczona przez krwawe
widmo. Wali się na scenie krwią zbroczony upiór żołnierza, zrywa się ból i gniew, płacze, grozi, przeklina:
czym wy jesteście, co wy robicie? Teatr, poezja, krytyka, symbolizm? Naród, naród ginie, co wy robicie
z przyszłością narodu, która przyjdzie --- wasze dzieło?
To jest czar, co ja robię --- woła Chłopicki, może powiedzieć Wyspiański. Czar! Raz jeszcze głębiej trzeba
przeniknąć w założenie psychiczne tej nad wyraz indywidualnej, skomplikowanej twórczości, zrozumieć
naturę ,,czaru", zaklęć, które władzę mają nad tą duszą. Nie trzeba tracić przede wszystkim z oczu tego
zasadniczego punktu, którego już dotknęliśmy. Poeta
dokonać ma czegoś w sobie: on za siebie ma coś postanowić, ma zrozumieć, czym jest on i jego życie,
wplecione w dzieje narodu. Nie widzi dla nich przyszłości: wyszedł myślą poza naród, cóż pozwala mu
żyć bez narodu? Jakąż jest tu wytrzymująca krytykę
własna jego wiara --- myśl? Wierzy w naród. Na jakiej podstawie? Jak myśli on sobie życie Polski na tle
wszechświata? Tak czy inaczej trzeba tu oprzeć się na
granicie własnej woli; trzeba myśleć, aż dotąd, póki
myśl nasza sama dla siebie nie znajdzie spokoju.</akap>




<akap>Założenia początkowe twórczości Wyspiańskiego
były jasne: przyjmował on swój świat psychiczny jako
wystarczający sobie, zamknięty systemat piękna bez
władzy nad życiem. Było to stanowisko może nie całkowicie świadome, ale przynajmniej rozwinięte w stylu.
W <tytul_dziela>Klątwie</tytul_dziela> jasność ta burzy się, w <tytul_dziela>Warszawiance</tytul_dziela> wystrzela buntem. Nie wyjdzie nikt z sali. Duch zbrojny
Grochowa, duch legionów stoi u wrót teatru, kto wy
jesteście? Widzowie. Widzowie polskiej tragedii. Więc zdobądźcie się na tę śmiałość: życie nasze jest widowiskiem, w które patrzy umierająca dusza narodu. Nie
przyjmujecie tego stanowiska, burzy się przeciwko
niemu wasza dusza. Gdzież więc jest ta podstawa wasza? Czym jesteście wy tu, gdzie rozwija się, żyje dziejowa potęga, <wyroznienie>Słowo</wyroznienie>? Chcecie nim władać: musicie
stworzyć jego treść, wydobyć z siebie wolę i myśl,
pewne, iż żyją, walczą, tworzą wobec wrogiej przyszłości.
Zwycięstwo nie od nas zależy: ale do nas należy pracować, aż się dokopiemy do tej głębiny, gdzie zaczyna się kontakt z rzeczywistością. Wyspiański tego
kontaktu nie czuje, nie wie, <wyroznienie>kim jest, co myśli</wyroznienie>,
nie wie, jakie znaczenie mają jego myśli: mogą istnieć
w dziedzinie poezji. Ale jakiej? Tej, której podstawy
stworzył, rozwijając ją w bezdziejowej, zrozpaczonej
próżni. Wiara jego jest wiarą, która nie może żyć,
która utraciła rzeczywistość. A więc rzeczywistości
nie ma. I to jest polska tragedia. Ale jeżeli tak, dlaczego piecze ból, gdy dzwoni kajdanami dziewica
w <tytul_dziela>Warszawiance</tytul_dziela>? Bo tam na scenie w tłumie stał
sam poeta; pracę myśli, pracę woli przesłania mu
widzenie. On sam ma poznawać, tworzyć władające
światem myśli, ale on stoi bezsilny wobec zadania.
W kastelu<pe><slowo_obce>kastel</slowo_obce> --- właśc. kasztel: zamek, warownia.</pe> myśli urządził sobie scenę; zamiast myśli
daje tragedię własnego niemyślenia, nieposuwania
się naprzód. Jeżeli czyni postępy, to w kontemplacji
tego swego bezczynu. Nie szukajcie już u niego żywej
prawdy: organem tworzenia stała się tu kontemplacja,
jak myśl nie chce myśleć, wola chcieć, poznanie poznawać. I gdy kontemplacja ta zrywa się nagle jakby
zbudzona, zmienia ona w podstawy myśli swoje nieprzygotowanie, w podstawy woli swoją niedojrzałość.
Poeta chciał, aby wiara w nim wyrosła, a on ją tylko
zobaczył. Pan Adam Siedlecki ma słuszność: ta epoka
nie chce nic otwierać, decydować. Trzeba to pojąć,
aby nie pójść na lep niedorzeczności, jakie wypisują
o Wyspiańskim wielbiciele, czyniący mu swym uwielbieniem krzywdę. Myśl działa u Wyspiańskiego w sposób wynaturzający i wynaturzony: sam on nie <wyroznienie>wie</wyroznienie>,
nie chce wiedzieć, czy jest to myśl, jaką on <wyroznienie>ma</wyroznienie>,
czy też tylko myśl, <wyroznienie>jaką on widzi</wyroznienie>. Jest to więc
myśl omijająca sprawdziany, nieuznająca ich, nieczująca ich pod sobą. W każdej chwili zawisa ona
nad sobą: to, co było wiarą, staje się dowolnością
polskiej historii. Ale też i samo myślenie pada ofiarą
dowolności, nie ma w sobie dostatecznie sił dla oparcia się wobec kaprysu. I nie wiemy, czy poeta myśli,
czy też to czar, co wciąż trwa i on sam tego nie wie.
Konrad chwyta swój świat duszy jako tarczę i niesie
ją przeciwko światu, ale po chwili już nie jest to dla
Wyspiańskiego myśl, lecz <wyroznienie>gest myśli</wyroznienie>, coś, co ma
wywoływać jej wrażenie w teatrze. I nie wiemy: czy
to myśliciel mówi, który tworzy teatr, czy też tylko
w teatrze istnieje rola myśliciela. Nie można igrać
z myślą własną. Nie można uczynić myśli z jej braku.
Nie można tego, co sami mamy dokonać, zwalać na
polską tragedię: <wyroznienie>jeżeli my nie wywalczymy
sobie jasnej wiary</wyroznienie>, jeżeli my nie wydobędziemy
dla samych <wyroznienie>siebie prawdy</wyroznienie>, to jest to nasza wina:
bo grunt prawdy poznanej, zrozumianej, stwarza sam
w sobie człowiek i nie może domagać się prawdy od
nikogo, od społeczeństwa, historii. Tej fikcji trzeba
zaniechać: idei jasnej, wykończonej, własnej, Wyspiański nie zostawił. Wszedł on do sztuki, zwątpiwszy
o życiu, tj. zwątpiwszy o możności wydobycia wystarczającej prawdy. Wyspiański artysta patrzy, jak Wyspiański na próżno myśli. Są to więc już myśli, które
mają wypisane na sobie to piętno, myśli, które mają
tragicznie się załamać, a więc konkretny kształt tego
załamania jest tu względnie obojętny. Ta myśl tu nie
tyle tłumaczy, poznaje, rozumie, ile raczej reprezentuje tragiczną niemożliwość, ograniczoność tego wszystkiego. Jest to myśl nietworząca podstaw sztuki, ale
raczej istniejąca <wyroznienie>dla niej</wyroznienie>. Sztuka jest zawsze wobec
niej wolna, zawisa nad nią: na czym więc się opiera?
Na to nie znaleźlibyśmy odpowiedzi, gdyż taki jest
tragizm tego stanowiska, że gdy Wyspiański zaczyna
widzieć właściwy stan rzeczy, samo to widzenie Wyspiańskiego, który tworzy, zamienia się z wolna w gest
Wyspiańskiego, który jest widziany. Tu mamy wyjaławiający czynnik tej twórczości: każdy, kto chce mówić
o myśli Wyspiańskiego, o metafizyce Wyspiańskiego,
powinien zdać sobie sprawę z natury tego osobliwego,
wypaczonego duchowego procesu. O myśli w ścisłym
znaczeniu tego słowa nie może być mowy, gdyż Wyspiański nie wyrobił w sobie samego organu stanowczych myślowych decyzji. Zawsze ginęła mu myśl ---
a pozostawało jej odbicie w perspektywie bezwolnej
bezużyteczności myślenia, wysiłku. I to odbicie wchłaniało w siebie samą rzecz, i proces myśli stawał się
tworzeniem ,,wizerunków" myśli nie istniejących, gestów, które ją tylko oznaczały: często myśl zrazu głęboko osobista, tragiczna stawała się gestem, ale często
także gest, myśl widziana i przyjęta dla swej tragiczności udawać zaczyna w samym wnętrzu poety
myśl istotną: w każdym zaś razie jesteśmy tu zawsze
na tym niebezpiecznym pograniczu.</akap>




<akap>Proces ten właściwy jest całej nowoczesnej strukturze psychologii artystycznej w Polsce: wszędzie tu mamy do czynienia z usiłowaniem życia tak, jakby się miało
światopogląd bez światopoglądu, jakby się miało wiedzę
bez poznawania. Artysta łudzi się sam, że sam siebie
oszuka: ponieważ tworzy on swój świat, więc sądzi, że
może w nim, w tym nowym świecie sztuki stworzyć
myśl, której nie wypracował, wolę, której w sobie nie
wyrobił. Że, słowem, fikcyjny świat sztuki dać zdoła coś,
co on sam w sobie powinien był własną pracą stworzyć. Nic łatwiejszego, jak stworzyć postać deklamującą o niższości kultury europejskiej, o zbyteczności
metod naukowych, o okrucieństwie dzisiejszego społecznego życia, ale nie znaczy to, że przez to już autor stał się uczonym, filozofem, mężem stanu lub
czymś wyższym nad to wszystko. Polska hegemonia
artysty była usiłowaniem narzucenia życiu, samemu
sobie fikcyjnych widnokręgów, ,,subiektywnych" artystycznych widzeń. Można przedstawić tragizm człowieka, który rozwiązał zagadnienie nauki, zagadnienie
polityki i pomimo to nie zdołał na tym poprzestać.
Dla odczucia tragizmu tego człowieka wystarczy, byśmy
uwierzyli, że on reprezentuje to, co mówi o nim poeta.
Ale poeta przez to nie wychodzi poza swój właściwy
uprzedni widnokrąg, myli się, jeżeli sądzi, że go przekroczył: <wyroznienie>jego psychika posiada tę samą
treść, co poprzednio i ta treść ma to samo znaczenie</wyroznienie>. Nie wie on nic o tym, co jest
poza widnokręgiem tej psychiki. Niezmiernie typowym
zaś jest proces podstawiający na miejsce tworzenia
sąd o tworzeniu jako takim. Jest to zawsze sąd w granicach tej psychiki, jaka znana jest poecie: nie zwiększa on jego kompetencji. Chęć zastąpienia myśli, prawdy przez kontemplację prawd, jakie by się znać mogło, poznania rzeczywistego przez wiedzę istniejącą
jako fikcyjny gest sztuki, chęć zastąpienia własnej
wewnętrznej pracy przez kontemplację pracy, która
mogłaby być dokonana, jest zjadliwą chorobą współczesnej myśli polskiej. I Wyspiański nie jest od niej
wolny; wyzwolić się od niej nie może, sama walka
o to wyzwolenie staje się widowiskiem, zamiast przebudowania duszy powstaje widzenie jego ewentualnych
wyników. Takim jest przekleństwo zwierciadeł. Jedna
tylko droga prowadzi tu do wyzwolenia: trzeba poddać swe życie wewnętrzne sprawdzianom poznania
i pracy: trzeba żyć wytwarzaniem w własnej swej duszy prawdy, wyrabianiem jej w sobie. <wyroznienie>Psychika
nasza</wyroznienie> musi utrzymać się wobec świata poznawczym,
surowym procesem, a nie poczuciem własnego piękna,
tragizmu, oryginalności. Kto pozwala sobie żyć <wyroznienie>fikcyjnym znaczeniem swej psychiki ---
sam staje się fikcją</wyroznienie>. Życie ujrzał Wyspiański
w surowym zwierciadle śmierci, beznadziejności własnego stanu duchowego. Gdy ściągnęła go własna
twórczość z tych mrocznych wyżyn, uległ on złudzeniu, że można przełamać tragizm, który był w samym
widzeniu, treścią widzianego, że zwierciadlane odbicie zdoła przemóc czar i klątwę zwierciadła, stać się
życiem. Na początku tej twórczości, w jej założeniach
jest groźne rozszczepienie woli, jej rozdarcie. Psychika
ta pozostaje w swej głębinie martwa i chce zmienić
się, nie przełamując bierności zasadniczej. <wyroznienie>Słowo</wyroznienie>,
kultura dziejowa Polski, są tu nie żywym organizmem
życia, lecz czymś, co się odbija i co jest odbijane:
mirażem lub tragiczną rzeczywistością załamującą się
w zatoce śmierci. Poeta stworzył <wyroznienie>bezwiednie</wyroznienie> sam
ten czar, to przekleństwo. I teraz on, twórca, czeka
wyzwolenia od odbicia.</akap>




<akap>Zadanie postawione jest tu w sposób rozpaczliwy:
jak można, nie tworząc życia, wznieść się na wyższy
jego stopień? jak może pojawić się w obawie coś,
czego nie ma w twórcy<pr>Naturalnie wydadzą się te moje analizy urąganiem pamięci Wyspiańskiego; w zasadzie jest mi to obojętne, gdyż
nic nie zdoła zabić we mnie przeświadczenia, iż myślę o nim
zawsze z czcią i miłością. Miłość tę czuję, mam w niej źródło
siły: w najcięższych chwilach czerpię moc z myśli o samotnym i męczeńskim życiu Wyspiańskiego, o torturach tego spalania się duszy w umęczonym ciele. Ale dlatego właśnie, że
je mierzę siłą przywiązania, widzę to męczeństwo w jego konkretnym kształcie: dbam o jego treść, a nie o ,,sobaczą łzę"
plamiącego uwielbienia. Męczymy się wszyscy w Polsce: nie
jest to żaden argument. Czytelnik żąda od nas pracy, nie
cierpienia. Życie twórcze Wyspiańskiego to było właśnie tragiczne rozdarcie artysty jako dziejowego typu: może pisząc
<tytul_dziela>Powrót Odysa</tytul_dziela>, rozumiał Wyspiański --- dlaczego Mickiewicz
zaniechał artyzmu. Po Wyspiańskim nie powinno być mowy
o ,,artyzmie" jako wyższym od życia wyzwoleniu dziejowym.
Tymczasem częściej, niż kiedy, spotyka się dziś polskie niewiniątka o umyślnie niechcących widzieć, dziecinnych oczach.
Coraz niedorzeczniej rozpościera się fikcyjne myślenie, fikcyjne życie duchowe, gra na niby ze światem. Jest tylko jeden
w Polsce męczennik, którego cierpienia nie obchodzą nikogo:
jest to umęczony w nas wszystkich intelekt. Poznawanie,
metoda, ścisłość stały się dziś jakimś upokarzającym występkiem, czymś, czego trzeba się wstydzić. Szuka się nie myśli
zdolnej zorganizować jakiś zakres życia --- ale myśli mogącej
wywołać wrażenie. Wrażenie w nas oczywiście. Ponieważ zaś
ta psychika, której wrażenia decydują, pozostaje bez zmiany ---
więc też nasze wywołujące wrażenie ,,paradoksalności" myśli
są bardzo stare, nudne, niepotrzebne, nieprzewietrzane. Umysł,
zamiast żyć, usiłuje sam siebie hipnotyzować maskaradami.
Coraz bardziej jałowieje w tej próżni. Bardziej niż kiedykolwiek aktualna jest <tytul_dziela>Pałuba</tytul_dziela> Irzykowskiego. Kraj cały żyje dziś
myślami, które się rozbiły w strasznej próbie i nie chce się
do tego przyznać. Ohydna nagonka na Wilhelma Feldmana
i jej perypetie doskonale ilustrują rozpaczliwy stan rzeczy.
Nie potrzebuję mówić, co myślę o istocie tej sprawy. Książka
ta mówi aż nazbyt wymownie, jak dalece obcym jestem temu
wszystkiemu, co podoba się redaktorowi ,,Krytyki" za myślenie uważać. Tu jednak nie o to idzie. W osobie Feldmana
chce się zabić stan duszy polskiej inteligencji, który odbił się
w młodej polskiej literaturze i w stosunku do wypadków 1904--1906. Tego stanu dusz nie mam zamiaru bronić: stanowi on
anachronizm; powinniśmy dążyć do wyzwolenia się od niego
jak najenergiczniej i najbezwzględniej. Ale tu nie o to idzie,
aby usunąć same podstawy literackiego i artystycznego subiektywizmu, rewolucyjnego utopizmu i dyletantyzmu, lecz o to, by
z subiektywizmu buntu uczynić <wyroznienie>subiektywizm</wyroznienie> służalstwa;
na miejsce ostrego rozkładu wytworzyć powolne gnicie. <wyroznienie>Cała
ta psychika</wyroznienie>, o którą tu idzie, jest wytworem rozkładu i bankructwa naszego <slowo_obce>status quo</slowo_obce>, naszych warstw historycznych
i ich ideałów. Zawierała ona w sobie element buntu przeciwko
sobie samej. Bunt ten niepokoi wszystkich, co uczynili sobie
z dziejowego położenia Polski <wyroznienie>podstawę</wyroznienie> osobistego i klasowego istnienia. Chciałoby się polską młodą literaturę oswoić.
Bunt i protest pewnych pisarzy przeciwko Feldmanowi jest
w Polsce odruchem talentów, które nauczyły się już ,,jadać
z ręki". Dlatego też niezrównaną bezczelnością jest uporczywe,
zawistne zaglądanie w kieszeń p. Feldmana. Jestem i pozostanę przeciwnikiem działalności W. Feldmana i dlatego, że
pragnę zachować prawo bezwzględnej krytyki i analizy względem jego pism, pozwalam sobie tu oświadczyć, że w osobistym
moim z nim stosunku i jego zerwaniu <wyroznienie>rola dodatnia</wyroznienie> była
całkowicie po Jego stronie. Poza tym sądzę, że istotnie młoda
dusza Polski wyjść musi z okresu subiektywizmu, negacji ---
stać się musi pozytywnie-twórczą: musi łatwą śmiałość buntu
zamienić na <wyroznienie>istotne męstwo</wyroznienie> pracy tworzącej nowe myśli
i nowe formy życia. Nie chcą sobie chyba ludzie w Polsce zdać
sprawy z tego, jak głębokie przekształcenia dokonywają się
dziś w nowoczesnej europejskiej myśli, w całym europejskim
sposobie ujmowania życia. Kto posiada myśl prawdziwie czujną,
widzi, że rodzi się epoka niezmiernie konkretnego realizmu
dziejowego. Narody zaczynają pojmować, że bytowe, abstrakcyjne teorie są zawsze wytworem dziejów, a nie zaś odsłaniają coś głębszego od nich. Naród staje się <wyroznienie>organem</wyroznienie> stosunku myśli z bytem --- tworzenie wielkich, silnych narodów
jedyną drogą, która prowadzi do powstawania swobodnej, silnej indywidualności. Taki francuski rojalista jak <wyroznienie>Maurras</wyroznienie>
ma prawo uważać się za bardziej konsekwentnego indywidualistę niż Nietzsche. U Bonalda, de Maistre'a --- odnajdujemy
myśli, które śmiałością rzeczywistą przytłaczają Stirnera lub
Bakunina. Podczas gdy w Polsce rozkoszują się płytką i jezuicką
krytyką Taine'a przez <wyroznienie>Aularda</wyroznienie>, w Europie Taine wywiera
wpływ głębszy, niż kiedykolwiek. Śmiałością i swobodą jest nie
zuchwalstwo w zaprzeczaniu, nie ciągnięcie samego siebie za
włosy w świat abstrakcji, <wyroznienie>lecz zdolność tworzenia
trwałych i wielkich skutków w konkretnym,
dziejowym środowisku</wyroznienie>. Jeżeli naród nasz nie zdobędzie sobie podstaw istnienia --- wszystkie wysiłki psychiczne
zginą. Dlatego p. Balicki wypowiedział wielką prawdę: trzeba
mieć w sobie sumienie narodowe, zanim się ma przekonania.
Naród jest naszą podstawą w bycie. Rzeczywistość nasza to
konkretny naród Polski w w konkretnej Europie. Psychologia
jednostki żyjącej w abstrakcyjnym bycie stanowiła przedmiot
całej tej książki, ale pragniemy zjednoczenia wszystkich żywiołów rzeczywistej pracy w tym wysiłku stworzenia dla narodu naszego trwałej podstawy w dziejach, wyrobienia w nas
samych, w całej narodowej masie, zdolności historycznego
życia jak najbardziej natężonego. Jest tu wrogiem ten, kto
usiłuje zareabsorbować żywe siły narodu w procesie biernego
rozkładu warstw myślących tylko o swoim utrzymaniu, kto
wydaje dzisiejsze i jutrzejsze życie na łup bankrutów historii.
Nie naród trupów i nie naród-fikcja --- lecz straszliwie ciężkie
zdobywanie obiektywnych podstaw i wytwarzanie subiektywnych,
psychicznych zdolności --- oto nasza droga. Mam nadzieję, że
tu jest moja ostatnia wycieczka w krainę, gdzie kwitnie <slowo_obce>industria del vuoto</slowo_obce>, tak jak <tytul_dziela>Płomienie</tytul_dziela> były przeprowadzeniem linii granicznej pomiędzy terenem mojej pracy a dziedziną schlebiającej samej sobie, bezczynnej psychiki polskiej.
Pora zrozumieć, że tylko ten naród istnieje samoistnie w znaczeniu kulturalnym, który wyrabia własnymi siłami <wyroznienie>środki
wychowawcze</wyroznienie> wznoszące jednostki na poziom dzisiejszego dziejowego życia. Ci sami ludzie, którzy sądzą, że Miszuka Kaniowskiego podyktował mi Bakaj, posługują się w swym
czynnym życiu umysłowym --- odpadkami rosyjskiej najpłytszej
literatury i jeżeli są samodzielni, to dlatego, że pod tą powłoką kryją już plotki własne i z rodzinnej ignorancji zaczerpnięte, porównania nawet z tą literaturą niewytrzymujące zacofanie.</pr>? Tego zagadnienia Wyspiański nie przemógł nigdy: obraz, odbicie --- chłonęły
samą walkę; stawała się ona przez to równie, jak one,
dowolną, niemal nierzeczywistą. Dlatego, gdy się chce
szukać stanowiska Wyspiańskiego wobec świata --- trzeba sięgać aż do tego korzenia. Sama przez się
psychika jako widzenie, obraz jest bezsilna; ważnym
jest, jakie życie nią włada; ale gdy Wyspiański chciał
zrosnąć się z tym życiem, przekonywał się, że posiada ono jako narzędzie tę właśnie tylko psychikę <wyroznienie>i że
do życia ona nie wystarcza</wyroznienie>, nie jest <wyroznienie>prawdziwa</wyroznienie>. Więc ponieważ nie czuł w sobie organu życia,
cofał się do spozierania, do zatapiania wszystkiego w tej psychice właśnie, z którą zerwał. To jest fatalne,
błędne koło. Tylko tworzenie organów myślowych,
wystarczających wymaganiom życia, tylko twarde dążenie do poznania i prawdy wyzwala. Kto nie tworzy
wystarczających życiu stanowisk --- musi paść ofiarą
niewystarczających, kto zrozumiał ich iluzoryczność ---
stać się musi jakby pokutującą duszą w opuszczonym
przez myśl własną gmachu.</akap>







<akap><wyroznienie>Lelewel</wyroznienie> mówi u Wyspiańskiego do księcia Adama
Czartoryskiego:</akap>





<poezja_cyt>
<kwestia><strofa>
Jest wyższa Wola. Siła, co zwala męże/
a nowe wskrzesza. Wstaną i świetne pawęże<pe><slowo_obce>pawęż</slowo_obce> (daw.) --- tarcza.</pe>/
wzniosą na blank<pe><slowo_obce>blanki</slowo_obce> --- zwieńczenie muru obronnego, dające osłonę strzelcom.</pe>, od kędy blask zabłyśnie nowy./
Czas będzie --- przyjść ma on --- wróż piorunowy,/
co w nas odrodzi czystość serc --- precz my do trumny!/
W walkach się naród skrzepi: nadto dumny ---/
przeleje strugi krwi --- krew się oczyści./
<zastepnik_wersu>. . . . . . . . . . . . . . . . . .</zastepnik_wersu>/
Jest Przeznaczenie, które nami rządzi... aż się ziści/
tajnych wyroków czas... tajemnica,/
która tu właśnie nasze obłędy/
stłumi.../
<wers_cd>Jest czyn,</wers_cd>/
który umysły roztargnione zwiąże,/
co najbardziej zaważy na wydarzeń szali/
pan jeszcze nie rozumie.../
<wers_cd>dokąd w słowach dążę...</wers_cd>/
Już to już --- oto słowa.../
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DEMBIŃSKI</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>(w przerażeniu)</didaskalia>

 



<kwestia><strofa>
Armaty Moskali!!
</strofa></kwestia>





</poezja_cyt>












<akap>Mamy tu w zawiązku jeden z momentów ogniskowych całej twórczości poetyckiej i myślowej Wyspiańskiego.</akap>




<akap>Myśli i czyny jednostek wpadają w życie zbiorowości, zostają objęte, zużyte przez wielki dziejowy
proces. Życie narodowe czerpie moc z prądów i zamiarów, które wydają się niepodobnymi<pe><slowo_obce>niepodobny</slowo_obce> --- tu: niemożliwy.</pe> do pogodzenia, gdy ukazują się na płaszczyźnie myślowej samych
działających. Mierzą oni je bowiem swoją logiką. Logika
zaś tych potężnych tworów, o których mówi de Maistre<pe><slowo_obce>Maistre, Joseph Marie de</slowo_obce> (1753--1821) --- francuski filozof i pisarz polityczny, konserwatysta, zwolennik ultramontanizmu, przeciwnik rewolucji francuskiej i filozofii oświeceniowej.</pe>,
,,że życia jednostek są ich minutami", jest inna. Naród
zużywa jako motywy, pobudki, jako cząstkowe dopełniające się tarcia te siły, które z punktów widzenia jednostki wydawały się całościami. Naród zwycięski i rozwijający się <wyroznienie>tworzy moc, wielką jedność
z prądów i wysiłków, z których każdy
dążył do zniesienia, zniszczenia całkowitego kierunków rywalizujących</wyroznienie>. Cała nowoczesna myśl dąży w tym kierunku przekroczenia logiki indywidualnej, racjonalizmu na rzecz życia
wielkich dziejowych całości. Kardynał Newman<pe><slowo_obce>Newman, John Henry</slowo_obce> (1801--1890) --- błogosławiony Kościoła katolickiego, angielski filozof, teolog, kardynał; zmienił wyznanie z anglikańskiego na katolickie, jest twórcą koncepcji rozwoju dogmatów w doktrynie katolickiej, beatyfikowany przez Benedykta XVI w 2010. Stanisław Brzozowski przełożył jego <tytul_dziela>Przyświadczenia wiary</tytul_dziela> (1915).</pe>, pragmatyści, Schiller i Bergson<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego.</pe>, Sorel<pe><slowo_obce>Sorel, Georges</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski filozof społeczny, myśliciel i socjolog; twórca i ideolog rewolucyjnego syndykalizmu.</pe> i neopozytywiści
francuscy itp. działają na myśl naszą pod tym względem w tym samym kierunku. Od razu jednak zwrócimy
uwagę na cechę zasadniczą: prądy przeciwne, dążenia
ścierające się, indywidualne, wzajemnie wykluczające
się racjonalizmy zostają pogodzone, podniesione do
godności wyższej, ponadracjonalnej prawdy, jedynie
w piersi <wyroznienie>zwycięskiego narodu</wyroznienie>. Ten pierwiastek
zwycięstwa, dążenia ku niemu, ciążenia w przyszłość
musi tu istnieć w rozprószonych, pojedynczych stanowiskach. <wyroznienie>Nie wiedząc o tym, muszą one być
cząstką jednego i tego samego potężnego, zwycięskiego życia zbiorowego</wyroznienie>.</akap>




<akap>U Wyspiańskiego myśl przyjmuje inny odcień. Naród polski był mu zagadką, nad którą ważą się czyny.
Jeżeli zwycięży on --- wydobędzie on je wraz z sobą
na słońce: ale przyszłość nasza zależy od tego zwycięstwa. Cała przeszłość i my sami wisimy ponad
tą żywiołową plazmą przeznaczenia, <wyroznienie>nieznani samym sobie, nieokreśleni</wyroznienie>. Cała historia nasza
jest zawieszona ponad nieokreślonym, nieznanym życiem: i to zawieszenie jest właściwą sceną duchową,
na której rozgrywają się dramaty Wyspiańskiego. Zbadać musimy psychologiczną naturę tego stanowiska,
jeżeli nie chcemy zapoznać najtragiczniejszego rysu tej
twórczości. Ja nie wiem, czy my mamy przyszłość, czy
myśli polskie znaczą się i piszą w piersi tego olbrzymiego Boga, który tu na ziemi myśli narodami. Ja nie
wiem, czy jestem, czy wy jesteście, czy jest przeszłość; wszystka to zawieszone nad krwawym morzem
Polski, wśród nocy. Czy wy wstaniecie z dna krwawego morza potężni, którzy nadacie byt mnie i wielkim
duchom, które tu zawieszam nad wami, czy po wiekach duch mój usłyszy tu jeszcze słowo polskie, czy
zdołacie na mnie nim zawołać? To jest tragedia:
wzięła ona w pierś cały ten teatr i ślepa stoi wśród
błyskawic dziejowego Boga. W tym duchowym regionie
dzieje się tu wszystko. Tak przeobraziła się straszliwie
Charonowa łódź zimnej, czystej sztuki. Ale <wyroznienie>ona</wyroznienie> to
jest w przeobrażeniu i musimy ją tu ukazać.</akap>




<akap>Myślowy świat jednostki bytowe, ostateczne znaczenie zyskuje dopiero poprzez te historyczne formy, w których tworzeniu bierze udział, w które wrasta. Życie
dziejowe rozstrzyga o prawdziwym znaczeniu naszych
myśli i działań, które były myśli tych wyrazem. Nie
wie się nigdy, co się właściwie zakłada, mówi <wyroznienie>Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe></wyroznienie>.
Tragedia rozgrywająca się między Polską a groźnym
światem, który jest poza nią --- rozstrzygnie o tym,
czym jesteśmy my wszyscy i nasze myśli, nasze porywy i czyny. Właściwie więc poza nami jest nasze
własne działanie i utajone są same jego sprawdziany.
<wyroznienie>Nie my rozstrzygamy</wyroznienie>, kim będziemy, kim jesteśmy. Widzimy, jak powraca, pogłębia się ta sama
rysa. Czyn nasz jest właściwie promieniowaniem: wysyłamy światło i nie widzimy go. Wola nasza nie
włada kierunkiem promieni, nieznanym nam jest bowiem współczynnik przełamania. Nieokreśloność wrasta
w duszę, a raczej umacnia tylko istniejące już pierwiastki. Treść czynu, rezultat pracy dziejowej nie od
nas zależy, jest właściwie zawsze symbolem tylko to,
czego chcemy w stosunku do tego, co z tego chcenia
wyrasta. Myśl poprzestaje na symbolu: zawiesza ona ponad światem swoją wolę działania, niewykonany czyn,
myśl o nim, jego możliwość. Za życia poeta staje się
sam w sobie jakby jednym z tych królewskich trupów,
które broczą krwią, grożą, sądzą z witrażów. <wyroznienie>Własna
twórczość jest tu ujmowana przez pośrednictwo artystycznej idei</wyroznienie>: Wyspiański widzi własną duszę, tworzącą teatr, poezję, jako dziejowy
czyn. Widzi i dlatego powraca tu już poprzednio scharakteryzowany stosunek, <wyroznienie>myśl jest tu</wyroznienie> właściwie symbolicznym <wyroznienie>znakiem myśli dziejowej</wyroznienie>. Ktoś stać
tu ma nad narodem, jak król duch, groźny, tragiczny
trup i łyskać myślami. <wyroznienie>Treść tych myśli jest
ujmowana</wyroznienie> poprzez tę koncepcję: ma być
tragiczny blask diademu, groźny ciężar
berła. Jest to niewątpliwie rys charakteryzujący sposób myślenia Wyspiańskiego. Ten tylko punkt widzenia
wyjaśnia nam połączenie jedyności tragicznego pierwiastka z liryczną dowolnością. Była głębsza i demoniczniejsza, niż się to myśli --- tragedia w umiejscowieniu <tytul_dziela>Wyzwolenia</tytul_dziela>: chcę rządzić polską duszą; tak ---
a jakim byłby tragiczny los poety, który chciałby
Polskę przez teatr dźwignąć? Gdy Wyspiański myślał,
<wyroznienie>widział on właściwie, jak jego tragiczny
sobowtór myśli</wyroznienie>. Nie zdawał on sobie sprawy
w momencie myślenia, że gdy wkłada on tę lub inną
ideę w usta swej postaci, to wypowiada pewne <wyroznienie>poznanie</wyroznienie>, a raczej myślał, wkładając coś w usta swej
postaci, sądził, że to ona się porusza, gdy sam coś
stanowił. <wyroznienie>To połączenie stanowczości gestu
z dowolnością treści</wyroznienie>, które cechuje znaczną część
wypowiedzeń Wyspiańskiego, w ten sposób się tłumaczy. Być może w najgłębszych chwilach rozumiał
on, że gest ma tu oznaczać potęgę, wolę --- a myśli
i słowa są tylko linią tego gestu. Tą lub inną. Myśl
Wyspiańskiego nie wyraża się nigdy <wyroznienie>przez słowo</wyroznienie>:
nie myślał on słowami, myślał napięciami woli i wzruszeniem, wyrażającymi się barwą, ruchem, dźwiękiem<pr> Co do analizy ,,wrażliwości" artystycznej Wyspiańskiego,
odsyłam do książeczki mojej wydanej nakładem <wyroznienie>M. Arcta</wyroznienie>:
<wyroznienie>St. Wyspiański jako poeta</wyroznienie>. Tę stronę zagadnienia,
ale tę tylko, ukazuje ona dokładnie.</pr>.
<wyroznienie>Myślał teatrem</wyroznienie> i gdy chciał coś sam sobie powiedzieć: <wyroznienie>czuł w sobie zbiorowe</wyroznienie> wzruszenie,
które dopominało się o wyraz, który byłby tonem,
barwą, ruchem i wyrastającym z nich wzruszeniem.
Teatr był <wyroznienie>formą</wyroznienie> czynu Wyspiańskiego; ale jego stanowisko czyniło <wyroznienie>zeń formę gestu</wyroznienie>. Jest rzeczą
konieczną zrozumieć całkiem ściśle, o co mi tu idzie:
teatr Wyspiańskiego wyrażał samą intencję myśli,
symbolizował ją. <wyroznienie>Intencja myśli, a nie własna</wyroznienie>,
raz na zawsze ściśle określająca wolę myśl jest pierwiastkiem tego psychicznego świata. Mazzini<pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski rewolucjonista, przywódca demokratyczno-republikańskiego nurtu <slowo_obce>risorgimento</slowo_obce>, walczył o wolność w antyaustriackiej partyzantce razem z Garibaldim, założył organizację Młode Włochy (1831) i Młoda Europa (1834), należał do masonerii.</pe>, dajmy na
to, oddaje całe życie tworzeniu Włoch, samemu tworzeniu, konkretnej, myślowej i politycznej pracy. U Wyspiańskiego <wyroznienie>ofiara</wyroznienie> życia jest w założeniu równie bezwzględna: ale w samym jego wewnętrznym życiu dokonywa się dziwne przeistoczenie. <wyroznienie>Zamiast konkretnych</wyroznienie> myśli, mogących tę oto konkretną Polskę objąć
<wyroznienie>praktyczną</wyroznienie>, a więc tłumaczącą, objaśniającą wiarą,
powstaje obraz poety dźwigającego Polskę. Ważna jest
idea dźwigania. Konkretna myśl staje się tu <wyroznienie>jednym
z wielu znaków</wyroznienie>, za pomocą których można tę ideę
wyrazić. Czyn staje się tu od razu własnym swoim królewskim upiorem. Istota procesu polega na tym, że zamiast <wyroznienie>przetworzenia psychiki własnej
w realną, konkretną moc</wyroznienie>, zdolną wykonywać
konkretne dziejowe prace, mamy przeistoczenie własnej <wyroznienie>psychiki</wyroznienie> takiej, jaką jest, w <wyroznienie>środek ekspresji</wyroznienie> dla idei czynu. Tę samą bierność wobec własnej
psychiki, historycznej tradycji, jaką odnaleźliśmy <wyroznienie>w zasadzie</wyroznienie> u Żeromskiego<pe><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> (1864--1925) --- pseud. Maurycy Zych, Józef Katerla; prozaik, dramaturg, publicysta. Współtwórca i pierwszy prezes Związku Zawodowego Literatów Polskich, w 1924 założył oddział polskiego Pen Clubu. Główna tematyka jego pisarstwa to krzywda społeczna, zacofanie cywilizacyjne warstwy chłopskiej, etyczny obowiązek walki o sprawiedliwość i postęp, więź z tradycją walki narodowowyzwoleńczej, tematy historyczne związane z powstaniami, walka z rusyfikacją. Stworzył swoisty dla swego pisarstwa wzór bohatera, samotnego inteligenta-społecznika, który podejmuje zmaganie o dobro ogółu, a odrzuca przy tym szczęście prywatne. Napisał m.in.: <tytul_dziela>Popioły</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Przedwiośnie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Rozdziobią nas kruki, wrony</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Różę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Syzyfowe prace</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Urodę życia</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Wierną rzekę</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Ludzi bezdomnych</tytul_dziela>.</pe> (nic nie znaczą tu <wyroznienie>walczące</wyroznienie> z tą psychiką tytaniczne wysiłki Żołnierza-Tułacza, <tytul_dziela>Popiołów</tytul_dziela>; <wyroznienie>wyzwala tu jedynie stworzenie psychiki nowej</wyroznienie>: od tego tylko się
wyzwalamy, co <wyroznienie>umiemy</wyroznienie> zastąpić, wyzwolenie przez
zaprzeczenie jest fikcją), spotykamy tutaj. Tylko tragedia ma tu bardziej czynne napięcie.</akap>




<akap>Mamy tu do czynienia z niezmiernie ważnym zagadnieniem. <wyroznienie>Polska tradycja</wyroznienie> dziejowa w tej formie, w jakiej działa ona u nas na umysły, jest bardzo
złym przygotowaniem dziejowo-biologicznym do zwycięskiej walki na dzisiejszym poziomie. <wyroznienie>Polska historia</wyroznienie> rozwinęła się na gruzach polskiej woli. Szlachecka rzeczpospolita była bankructwem rozumu, odstępstwem od twardej woli ekonomicznej i politycznej.
Po upadku rzeczypospolitej mamy do czynienia ze stanem rzeczy tragiczniej skomplikowanym. <wyroznienie>Tradycja
polskiego czynnego patriotyzmu</wyroznienie> zrosła
się znowu z formami dziejowego czynu, który polegał
na męczeńskim i bohaterskim spalaniu się, nie zaś na
konstruowaniu i wznoszeniu. Stąd istnieje straszliwa
rozbieżność między <wyroznienie>metodami</wyroznienie> myśli i działania,
prowadzącymi do trwałych wyników w <wyroznienie>świecie dziejów</wyroznienie> a formami myślenia wzruszeniowego, wiążącego
nas z narodową tradycją. <wyroznienie>Psychika polska</wyroznienie> myśli o sobie nie jako <wyroznienie>o biologicznej sile, mającej
wznieść</wyroznienie>, wybudować swój świat, lecz jako o czymś,
co ma się ostać mocą własnego wzruszeniowego promieniowania. Nie potrzebuję uwydatniać zasadniczej
różnicy, jaka zachodzi między tymi dwoma punktami
widzenia. Tylko przeciwstawiając się światu jako siła
i tworząc swe własne biologiczne narzędzie, przeistaczając się <wyroznienie>w wiarę władającą nowoczesną
myślą i wolą</wyroznienie>, nasza psychika dziejowa przemóc
może to tragiczne osamotnienie, w jakim znajduje się
ona we własnym naszym wnętrzu. Sprawy tak stoją,
że wśród naszej ukształtowanej przez nowoczesną kulturę myśli bezczynna dziejowa psychika polska ukazuje się nam samym jako <wyroznienie>forma biologicznie
bezsilna</wyroznienie>; i rzecz dziwna, ustalają się tu dziwne
kompromisy. Albo ten stan rzeczy fałszuje całą naszą
myśl, gdyż usiłujemy bezsiłę tę przedstawić jako moc,
albo tworzymy sobie cały świat nowoczesnej myśli,
niezahaczający o ten specjalnie narodowy zakątek, albo
z samego rozdarcia czynimy nową formę biernego
cierpienia. Rysem bezwzględnie dodatnim narodowej
demokracji było usiłowanie radykalnego przeistoczenia
tego stanu rzeczy --- do dziś dnia jednak <wyroznienie>głęboko
narodowa i nowoczesna psychika jest postulatem</wyroznienie>. Mówi się dzisiaj o wyzyskaniu myśli Wyspiańskiego i pojmuje się to jako <wyroznienie>naśladowanie</wyroznienie>
<wyroznienie>specjalnej formy jego twórczego umysłu</wyroznienie>.
Jest to dążność bezwzględnie wyjaławiająca i szkodliwa.
Wykażą zrozumienie tragedii Wyspiańskiego ci, co
wykuwać będą w poezji, filozofii, historii, polityce
formy zwycięskiego działania dla polskiej myśli i woli.
Trzeba wyjść poza Wyspiańskiego, jeżeli się chce Wyspiańskiego zrozumieć. To, co dziś uchodzi za rozumienie Wyspiańskiego, jest tylko powierzchowną hipnozą. Wyjść zaś poza Wyspiańskiego to znaczy zrozumieć, że <wyroznienie>tylko jako treść psychiczna ludzi,
zdolnych prowadzić zwycięską walkę na
dzisiejszym poziomie życia i tworzyć trwałe
formy, tylko jako treść duchowa biologicznie i społecznie zwyciężającego, ostającego się na poziomie nowoczesności typu</wyroznienie>, może ostać się polska tradycja, polskie ,,słowo".
Związani jesteście czcią dla polskich ,,świętych", <wyroznienie>twórzcie w imię łączności tej zbiorową potęgę</wyroznienie>,
jeżeli nie chcecie, by wszystko, co kiedykolwiek przez
Polaków było dokonane, zaginęło raz na zawsze. Rozumieć Wyspiańskiego <wyroznienie>to znaczy tworzyć tę
potęgę, poddać wymaganiom woli duszę
własną, uczynić to</wyroznienie>, co w jego poezji pozostało
<wyroznienie>symbolicznie wyrażoną intencją</wyroznienie>. --- Tu zawiązuje się wola, lecz nie ma nic z wykonania. Trzeba
wejść w żywy świat, trzeba żyć w myśli i duszy własnej, przebudowując ją. Wyspiański ze szczytów śmierci
patrzył w <wyroznienie>tragiczną</wyroznienie> walkę, jaką prowadziło widmo-sobowtór, niemające <wyroznienie>realnych</wyroznienie> oręży; patrzył w tragiczną walkę wyjaławianej przez artystyczny temperament woli. Pierwszym czynem musiałoby tu być wytworzenie nowego duchowego świata, lecz świat istniejący zwyciężał wolę własnym czarem: wola pozostawała
symboliczną. <wyroznienie>Czar artystyczny świata</wyroznienie> Wyspiańskiego powstał z intelektualnej porażki. Myśl wyszła poza ten świat, osądziła go: wola nie zdołała jej
poza jego zakres wyprowadzić. <wyroznienie>Dlatego czuje się
poeta w swym własnym świecie bezcielesnym</wyroznienie>; własna treść psychiczna otacza go jak trupi
zwłok, jak święta relikwia: jest jak duch, który może
się ukazywać, lecz nie działać.</akap>




<sekcja_asterysk/>

<akap>,,To, co nas łączy w naród, jest naszą siłą", ale
ta łącząca siła, psychika nasza do życia nie wystarcza,
tak zarysowuje się dla Wyspiańskiego zagadnienie. <tytul_dziela>Wyzwolenie</tytul_dziela> jest dobitnym wyrazem tego stanu rzeczy.
Tym, co Konrad przeciwstawia maskom, jest bezcielesny, nieprzemyślany instynkt, jest myśl powstająca
z zaprzeczenia i rezygnacji --- <wyroznienie>bez własnej treści</wyroznienie>.
Świat <tytul_dziela>Wyzwolenia</tytul_dziela> to jest ten sam świat z <tytul_dziela>Wesela</tytul_dziela>,
uwolniony tylko spod władzy <wyroznienie>Chochoła</wyroznienie>. Ci ludzie
pozostali tymi samymi, mają tylko <wyroznienie>chcieć</wyroznienie>; chcieć
dla siebie zbiorowego istnienia, życia, zwycięstwa, Polski.
Wspomniałem uprzednio o <wyroznienie>narodowej demokracji</wyroznienie>.
<tytul_dziela>Wyzwolenie</tytul_dziela> zarysowuje dokładnie stan duszy, który
sam przez się jest tylko <wyroznienie>postanowieniem wejścia myślą w rzeczywistość</wyroznienie>. <tytul_dziela>Wyzwolenie</tytul_dziela> to dopiero
intencja, gest myślenia rzeczywistością: sama rzeczywistość nie jest tu przemyślana, istnieje jedynie jako
intencja przyjęcia. Jakąkolwiek bądź jest rzeczywistość
narodowa, dzisiejsza Polska --- ona stanowi moją
podstawę: do tego redukuje się zasadnicza myśl <tytul_dziela>Wyzwolenia</tytul_dziela>. Poza to stanowisko Wyspiański <wyroznienie>nie wyszedł</wyroznienie>, przeciwnie, cofnął się myślą poza nie i usiłował uzasadnić, że miał prawo, że powinien był ten
tragiczny krok, który wykonał tylko w intencji, symbolicznie, wykonać. Tym, co stanowi tragiczny rys
w narodowej demokracji, jest to samo postanowienie
<wyroznienie>przyjęcia</wyroznienie> za podstawę <wyroznienie>rzeczywistości polskiej, jaką jest ona</wyroznienie>. Wnet jednak zarysowuje się
fatalne załamanie: jaką jest ona? Co to znaczy? Linia
rzeczywista prowadzi nas na <wyroznienie>granice siły polskiej</wyroznienie>, jaką jest ona wobec świata. Siłę tę trzeba poznać, zrozumieć. Co nie jest siłą, nie jest rzeczywiste;
jest rzeczywistym tylko, o ile jest siłą. Gdy Wyspiański
usiłuje określić tę siłę --- ma tylko znaną mu dziejową
tradycję jako moc związującą. Usiłuje <wyroznienie>rzucić ją naprzód</wyroznienie>, usiłuje pchnąć związaną przez nią masę na przebój przeciw światu. Jesteście <wyroznienie>narodem</wyroznienie>, ale nie
poprzestawajcie na tym poczuciu, bo ono ginie ---
<wyroznienie>walczcie</wyroznienie>. Wyspiański reprezentuje tu całkiem dokładnie <wyroznienie>moment narodzenia się nowej świadomości, woli do twardego, realistycznego
zmagania się</wyroznienie>. Reprezentuje grunt, z którego narodowa demokracja zeszła, a na który musi wrócić,
grunt, na którym skupić się musi cała siła, cała myśl
polska. Ale grunt ten zaznaczony jest tu symbolicznie,
jest nim to, co jest rzeczywistym życiem, rzeczywistą siłą.
Znamy określenie tej rzeczywistości: <wyroznienie>organizm
pracującej Polski wobec świata</wyroznienie>. Wejść
w ten organizm, myśleć jego potrzebami, przetwarzać
wiążącą go moralną moc --- tradycję polską --- w narzędzie jego wyższości, tak zarysowuje się sprawa. Tak
właśnie. O to tu idzie: o tworzenie biologicznych,
ekonomicznych zdolności i sił, <wyroznienie>o poleganie na
tym tylko, co jest tą siłą, o zrozumienie,
że wzruszeniowe promieniowanie ukształtowanej dziejowej psychiki, męczeńskie
spalenie się jej</wyroznienie> --- staje się siłą dziejową jedynie
przez <wyroznienie>biologiczno-ekonomiczną potęgę</wyroznienie>.
W imię narodu i dla narodu --- trzeba mieć wolę.</akap>




<akap>Dzisiejsza narodowa demokracja i przeciwstawiające się jej narodowe kierunki --- są dwoma formami
jednego i tego samego załamania.</akap>




<akap>Narodowa demokracja, przyjmując za podstawę
psychikę tradycyjną, szuka sił, jakimi rozporządza ona:
znajduje je w <wyroznienie>interesach warstw</wyroznienie>, które uważają
<wyroznienie>Polskę</wyroznienie> za swój stan posiadania: stąd siłą staje się
życie polskie, o ile linii tych interesów nie przekracza.</akap>




<akap>Romantyzm narodowy pragnie przekształcić w siłę
niezależną od ekonomii i biologii przywiązanie do
wiążącej uczuciowo tradycji.</akap>




<akap>Tu i tam mamy do czynienia z tym stanem zawieszenia, nierozwinięcia woli, na jakim zatrzymał się
Wyspiański. Z jednej strony przyjmuje się za <wyroznienie>stan
trwały</wyroznienie>, niezmienny, ukształtowanie jakiejkolwiek bądź
rzeczywistości, z drugiej nie rozumie się symbolicznego
charakteru gestu Konrada. Ten świat <wyroznienie>chce</wyroznienie> dopiero
żyć, ale nie ma do życia zdolności; ani odrobinę więcej niż w <tytul_dziela>Weselu</tytul_dziela>.</akap>




<akap>Właściwe znaczenie nierozwiniętego, myślowego
gestu polega na tym mniej więcej: tylko to jest waszym, co jest waszą siłą, poznajcie ją, zrozumiejcie,
budujcie. Twórzcie filozofię, poezję, politykę energii
narodowej.</akap>




<akap>Wyspiański tak dalece intencję swego gestu zrozumiał, <wyroznienie>że cała dusza jego</wyroznienie> cofnęła się w przestrachu przed jego wolą.</akap>




<akap>Jego <tytul_dziela>Achilleis</tytul_dziela> wyrosła z jego zastanowienia,
czy <wyroznienie>warto być narodem</wyroznienie>. Jego <tytul_dziela>Skałka</tytul_dziela> z rozmyślań nad kaleczącą, zacieśniającą, stwarzającą winy
naturą każdego określonego czynu. Popłoch duszy,
artystycznego temperamentu wobec samego <wyroznienie>widma</wyroznienie>
woli czuje się najwyraźniej może w <tytul_dziela>Akropolis</tytul_dziela>.
Noc świętego Jana polskiej psychiki, pełna marzeń,
lękliwych pożądań, trwogi przed rozstaniem się z własną
męką: wszystko to już jest znane, wycierpiane, straszliwe, lecz własne, skupione w sobie, zasłuchane; wola
to nieustanny gwałt nad bierną duszą. W polskiej literaturze mówi się ostatnimi czasy dużo o ,,czynie",
,,swobodzie", lecz sama treść tych pojęć jest jakby
całkiem nieznana. Czyn ukazuje się w postaci jakiegoś swobodnego, nieskrępowanego promieniowania
biernego, psychicznego chaosu; roi się jakaś wola,
niewymagająca żadnych podporządkowań, wyrzeczeń.
Wyspiański czuł naturę woli, lubo nie umiał, nie mógł
jej się poddać. Czuł, że przenosi ona punkt ciężkości
duszy poza nią, że ginie wobec niej anarchiczna samowola trzymających się mocą naszej bierności pierwiastków psychicznych. Wola stwarza wewnętrzną hierarchię, przystosowaną do natury zadań: nie dusza
jako ognisko lirycznych emanacji, lecz nieustanny wewnętrzny mus, nakazany przez naturę dzieła. W <tytul_dziela>Akropolis</tytul_dziela> katedra duszy polskiej marzy, gra wewnętrzną
muzyką w głębokiej nocy, wśród której dokonywają
się poza nią przyszłe jej własne losy. Na czym trzymasz się rozełkany, duchowy cudzie? co cię unosi
wśród fal? Trwoga oblega zamczysko, dreszcz wstrząsa
duchami na myśl o grozie, która czyha, rodzi się
wśród nocy. Polska historia czeka tu, modli się o wyzwolenie, nie walczy o nie, nie pracuje: jest to właśnie
świat psychiki Wyspiańskiego, świat, który trzyma się
mocą ukochania, bezgranicznej miłości, lecz nie jest
w stanie wyjść poza siebie, przestać być marzącą katedrą, stać się ograniczoną biologiczną wolą. Jak zapomnieć, nocy --- o twoich naukach? Stać się narodem, być jako inne. Na szczycie narodowego istnienia
rodzi się dusza, ale jakże ma się <wyroznienie>stać</wyroznienie> ona na nowo,
gdy już raz wyszła z ciemnego, walczącego o swe
utrzymanie, zaciekłego, zwierzęcego dążenia. Myśl polska cofa się przed biologią dziejów. Na próżno sam
Wyspiański usiłuje przekonać siebie w <tytul_dziela>Hamlecie</tytul_dziela>.
Masz być tylko tym właśnie: ogniskiem walczącej bez
argumentów o własne utrzymanie siły. Dusza jego
marzy o krwi, lecz nie ma jej w sobie, nie ma prężących się, gotowych do czynu mięśni. Ściska miecz,
ale kość ręki się kruszy.</akap>




<akap>Weźcie do ręki Kiplinga<pe><slowo_obce>Kipling, Rudyard</slowo_obce> (1865--1936) --- angielski pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1907. Autor książek dla dzieci i młodzieży: <tytul_dziela>Księga dżungli</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kim</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Puk z Pukowej Górki</tytul_dziela>, często poruszał kwestię imperializmu brytyjskiego.</pe> bezpośrednio po wmyśleniu się w świat Wyspiańskiego. Jakąkolwiek z jego książek, choćby <tytul_dziela>Kima</tytul_dziela>, choćby <tytul_dziela>Stalky et Co.</tytul_dziela> Nie
może być większej przepaści. Człowiek tu, swobodny
biały człowiek, to źródło biologicznej energii na
usługach woli. Podstawą swobody jest sprężyste, przedsiębiorcze, nie chcące rezygnować
zwierzę ludzkie.
Czujecie się zgorszonymi? Kipling ukazuje właściwie
<wyroznienie>biologiczną rzeczywistość</wyroznienie>, którą wskazuje
intencja woli Wyspiańskiego. Pamiętajcie, że cały ludzki
świat psychiczny, cały europejski świat stworzony jest
mocą tej właśnie biologicznej zaborczości: ta zdobywcza, drapieżna wola, chęć życia, <wyroznienie>zdolność życia</wyroznienie> stworzyły tę zbiorową duszę, którą my spalamy w marzeniach. --- Przyjmujemy tę prawdę i chcemy w niej żyć: chcemy Polski energicznej i śmiałej, groźnej
i niebezpiecznej, o silnym, wytrwałym temperamencie.
Chcemy być narodem; mieć musimy odwagę życia.
Wyspiański widział, rozumiał ten demoniczny, zoologiczny charakter historii, ale nie miał w sobie nerwowo-mięśniowego, że tak powiem, połączenia z żadną
taką zoologicznie zdobywczą rzeczywistością zbiorową.
Przeczuwał tylko tę siłę w polskim chłopie: ale i to
<wyroznienie>symbolicznie raczej</wyroznienie>, niż konkretnie. Jako jedyne medium swojej woli miał on tradycję dziejową,
marzenie: miał on wydobyć prawdę, niedającą się
wypowiedzieć za pomocą tego medium. Stań się ciałem: twardą, utrzymującą samą sobie wobec żywiołu
biologiczną rzeczywistością.</akap>




<akap>Indywidualność nasza uważa samą siebie za coś
istotnego: <wyroznienie>miarą swoich przeżyć mierzy historię i życie</wyroznienie>; zapomina zaś, że jest to czysto
fikcyjna biologia. To, co dzisiaj uchodzi w oczach kulturalnego, nowoczesnego Polaka za życie indywidualne,
jest szeregiem reakcji, zachodzących między jego wytworzoną przez polską historię psychiką a ideowymi,
kulturalnymi wpływami obcych kultur, które są wytworami życia innych narodów. Ta psychika więc to
rezultat dziejów, rezultat twardej, biologiczno-społecznej
walki. Gdy cofa się ona przed rzeczywistością, która
ją wytworzyła --- <wyroznienie>zawisa w próżni absolutnej</wyroznienie>.</akap>




<akap>Podziwiamy świat <tytul_dziela>Iliady</tytul_dziela>: przyjmujemy jego wytworzone przez dzieje --- piękno. Ale znaczy to właściwie, że przyjmujemy samo to życie, z którego się to piękno zrodziło. To jest problem <tytul_dziela>Achilleidy</tytul_dziela>.
Achilles, Menelaus, Hektor <wyroznienie>doszli do samych
siebie</wyroznienie>, do takich samych siebie, jakimi są w <tytul_dziela>Iliadzie</tytul_dziela>, walcząc o swoje życie, o życie swej grupy naiwnie, nie rozumując. Ale teraz poznali już siebie. Czy
zdołaliby przyjąć się na nowo, przeżyć swe własne życie świadomie? <wyroznienie>Świadomość</wyroznienie> ich wyrosła z ich
życia takiego, jakim było; gdyby go nie przeżyli, nie
mieliby tej świadomości, którą pozyskali idealnie
w pieśni Homera. Czy teraz świadomość ta zaprzeczy
w swym imieniu życiu, z którego wyrosła? Znaczyłoby
to, że zaprzecza samą siebie. Życie nie wstrzyma się
w biegu, nie przestanie płonąć ciałem Afrodyta --- jeżeli świadomość zrzeknie się życia, uczyni to na rzecz
wrogich jej form. Tak! Tu wypowiada się prawdziwie
zachodnia dusza Wyspiańskiego: my, którzy przyjmujemy zachodnią kulturę, żyjemy nią, przyjmujemy twarde,
bojownicze, zaborcze życie zachodnie. Nie czynimy
z kultury fermentu zdrady wobec tych mocy, co tę
kulturę wytworzyły, wytwarzają do dziś dnia, utrzymują. My właśnie, którym zachodnia, rozwijająca się
potężnie historia staje nieraz w poprzek drogi, musimy
walczyć z sobą, by łatwy, sentymentalny bunt nie zniszczył w nas zasadniczych zdolności do życia. Nie
mając instytucji, nie mając państwa, musimy tworzyć i utrzymywać w sobie duszę, zdolną dźwigać,
wznosić państwa i formy zwycięskiego dziejowego
życia. Wola nasza, myśl nasza jest pierwszym terenem, na którym musimy walkę tę przeprowadzić
i osiągnąć zwycięstwo. Wtedy dopiero, na tej podstawie wyrastając, <wyroznienie>myśl nasza będzie czynnikiem siły</wyroznienie>. Młodą Polskę i lata 1904--1906
ochrzcił ktoś <wyroznienie>epoką hegemonii dziecięcej</wyroznienie>.
Nie będę spierał się o określenia. Radzę tylko tym,
komu to określenie do smaku przypada, przypomnieć
sobie to, co pisze mistrz Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki satyryk i eseista, a przede wszystkim historyk i filozof historii, popularyzator i jeden z twórców swoistej historiozofii zwanej heroizmem. Wzbudzał kontrowersje jako społeczny komentator i miał duży wpływ na myśl prawicową w epoce wiktoriańskiej. Dzieła: <tytul_dziela>Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela>.</pe> w <tytul_dziela>Pamfletach
dnia ostatniego</tytul_dziela> o symptomatycznym znaczeniu
tej hegemonii. Mieliśmy przed tymi dwoma ruchami
mnóstwo autorytetów, ale były to autorytety kłamstwa
i złudzenia: wiodły nas one prawidłowym, hierarchicznym szykiem prosto w zgubę. Kraj i naród, w którym
władzą duchową --- że użyję tu <wyroznienie>Comte'owskiego</wyroznienie>
terminu --- może być Sienkiewicz, musi jak najprędzej zdać sobie sprawę, że w samym centrum jego
woli, w kastelu jego myśli zasiadła słabość. Musimy
dokonać wielkiego przesunięcia autorytetu: musimy
go stworzyć, wydźwignąć, <wyroznienie>musimy wytworzyć</wyroznienie>
nowoczesne organy woli i myśli; ale wolę i myśl tę
posiąść musimy. Wierzę w zadanie dziejowe klasy robotniczej, to znaczy <wyroznienie>wierzę</wyroznienie>, że tu istnieje typ ludzki,
który może stać się wzorem prawdziwie nowoczesnej
myśli i woli. Robotnik polski, jak uprzednio polski
artysta, zostali wysunięci mocą samego położenia na
tę płaszczyznę, gdzie się wykuwa dziejowa wola. Nie
przestanę twierdzić, że nie idzie tu, nie może iść
<wyroznienie>o prawa</wyroznienie> do czegoś gotowego, lecz <wyroznienie>o tworzenie
w sobie zdolności, sił i powołań</wyroznienie>. Tak postawione są sprawy mocą naszych dziejów, że polska
klasa pracująca musi dokonać tej niebywałej roli:
musi sama zawiesić nad sobą twarde prawo i sama
bez żadnej kontroli je wykonywać. Ona jedna bowiem
<wyroznienie>reprezentuje</wyroznienie> bezpośrednią biologiczną moc polską, a nie jakieś ugrupowanie interesów.</akap>




<akap>Chciałbym, aby mię zrozumiano dokładnie.</akap>





<akap>Wiem bardzo dobrze, że polski robotnik jako taki
nie jest w stanie sam przez siebie dokonywać cudu.
Ale pamiętajmy, że idzie tu nie tylko o fakt materialnej przynależności z urodzenia do samej klasy: <wyroznienie>idzie
o wybór ideału</wyroznienie>. Robotnik polski, polska klasa
robotnicza jest <wyroznienie>tu</wyroznienie> w tym związku dla mnie tym właśnie: wzorem, ideałem wychowawczym, <wyroznienie>typem dziejowym</wyroznienie>, na którym można oprzeć swe życie duchowe. Gdy mowa o literaturze, o to właśnie iść tylko
może: o stworzenie wzoru zdolnego objąć nasze dziejowe wysiłki, nadać trwały <wyroznienie>kształt</wyroznienie> naszym psychicznym dążeniom i pracom. W szkicu filozoficznym pt.
<tytul_dziela>Epigenetyczna teoria historii</tytul_dziela><pr>,,Przegląd filozoficzny" z r. 1907 --- przedrukowany w tomie <tytul_dziela>Idee</tytul_dziela>, który niebawem ukaże się drukiem, w tym samym
co i niniejsza praca nakładzie.</pr>
mówiłem o tym, że materializm dziejowy może być pojmowany jako przemyślenie historii z punktu widzenia
nie <wyroznienie>interesów</wyroznienie>, lecz narastania, ukształtowania klasy
pracującej. Im więcej myślę, tym bardziej jestem przekonany, że jest to jedyny <wyroznienie>niemetafizyczny</wyroznienie>,
a raczej nieteologiczny, sposób zużytkowania myśli
Marksa<pe><slowo_obce>Marks, Karol</slowo_obce> (1818--1883) --- niemiecki działacz rewolucyjny i filozof, twórca marksizmu, światopoglądu głoszącego materialistyczny i rewolucyjny pogląd na świat. W 1848 napisał razem z Engelsem <tytul_dziela>Manifest partii komunistycznej</tytul_dziela>.</pe>. Tu idzie mi o zastosowanie tego punktu widzenia do naszej tradycji. Polska musi być pojęta jako
tragiczny, biologiczny proces. Musimy zrozumieć <wyroznienie>ją
w tym, co ją stwarzało</wyroznienie>, a nie w tym jedynie,
co ją prowadziło do upadku. Tylko przemyślenie dziejów i myśli naszej z tego stanowiska stworzy nam
szczery stosunek do naszej tradycji, wytworzy i ugruntuje naszą kulturę, wyzwoli nas od rozszczepień, które
wyjaławiają nasze życie umysłowe: skazują naszą literaturę na nieustanne lawirowanie między mechanicznym stosunkiem do życia a mitologizowaniem. Znaleźć potrzeba grunt wspólny dla naszej świadomości
narodowej i tej mocy, którą żyjemy na dzisiejszym
poziomie. Trzeba znaleźć punkt widzenia, rzut w przyszłość, który by ogarnął <wyroznienie>swą siłą rwania się
i pędu</wyroznienie> całą dzisiejszą rzeczywistość, gdyż to jedynie
daje odwagę myśli do przyjęcia tej rzeczywistości, do
zlania się z nią jako ciałem jutrzejszego czynu. <wyroznienie>Polska idea</wyroznienie>, jaką znał Wyspiański, zawieszona była
nad biologicznym, chaotycznym rwaniem się, lecz nie
miała z żywiołem tym wewnętrznego związku. Dla
Polski ideowej jest to pandemonium historii, próba
grobu. Trzeba wbrew niej dochować męczeńskiej wierności. Wyspiański czuje, że musi tu być dokonana jakaś potężna inwersja; lecz sam na nią zdobyć się nie
może, gdyż polska rzeczywistość istnieje dla niego jedynie jako żywioł nieznany, o którym się wie, że
jest, do którego się pragnie mieć zaufanie, lecz którego się nie zna. Wyspiański czuje potrzebę nowoczesnej,
obejmującej dzisiejsze życie, zdolnej władać nim <wyroznienie>samodzielnej narodowej wiary, ale jej nie ma</wyroznienie>.</akap>




<akap><tytul_dziela>Achilleis</tytul_dziela> powtarza tylko wyrok. Myśl musi działać jako narodowa siła. Nie człowiek, ale naród jest
organem żywej prawdy: jego zwyciężająca, rozwijająca
się rzeczywistość --- oto ona.</akap>




<akap>Wiem, że wyda się to ciasnym.</akap>




<akap>Ale posłuchajcie.</akap>




<akap>Twierdzicie, że ten świat, życie wasze w nim jest
tajemnicą, której myśl nasza nigdy nie obejmuje: z całą
siłą i stanowczością potwierdzam to.</akap>




<akap>I o toż to właśnie idzie: iż życie utrzymujące się
na powierzchni tajemnicy tym samym stwierdza, że
w tych granicach właśnie, w jakich jest, jest przez
tajemnicę przyjmowane, że żyje ona w nim, przyjmuje je w swe łona, pulsuje w nim. <wyroznienie>Myśl</wyroznienie>, która
włada tym życiem, która z niego wyrasta, posiada za
sobą najwyższy możliwy sprawdzian. Została przyjęta
przez sędziego narodów, Boga. Wierzę, że tu jest centralna myśl, punkt, z którego wyrasta dzisiejsza nowoczesna świadomość religijna. Nie świadomość jako
fenomen: <wyroznienie>wiara</wyroznienie>. Tak jest; Sorel ma słuszność, mówiąc, że materializm dziejowy jest jedyną metodą, szanującą tajemnicę życia. Świat nie jest mozaiką złudzeń:
jest głęboko na wskroś prawdziwy, jest dziełem Boga,
który zaiste nigdy w błąd nie wprowadza. Życie, zbiorowe życie jest sprawdzianem prawdy, jest jej manifestacją, rzeczą samą, o ile jest ona w człowieku. Myśli, które tętnią w nim krwią czerwoną i uzdrawiającą, natchnienia, które są zaczerpnięciem powietrza,
są prawdą, mają ją w sobie, przepływa ona przez nie.</akap>




<akap>Nie igram słowami: używam, staram się używać
słów najcichszych, tu jednak muszę mówić tylko tymi,
które są jedyne. Jest Bóg, żyje prawda, myśl nasza
wrasta w nią i z niej wyrasta poprzez naród.</akap>




<akap>Gdziekolwiek bądź jesteś, wyprostuj się w obliczu
Boga i czyń. Czyń to, co niesie ci życie: nie lękaj się
życia, twórz jego irracjonalną potęgę. Jej każdy przyrost jest wzrastaniem prawdy, jej najgłębszym życiem.</akap>




<akap>Czy istotnie, gdy Kipling spotyka się oko w oko
z braminem, religijna wyższość jest po stronie tego
ostatniego? Nie jest jeszcze zachodnim człowiekiem,
kto tu zawaha się lub odpowie na korzyść Hindusa.</akap>




<akap>Myśl nasza z naszej wyrasta duszy; życie wytoczyło się z piersi Boga. By być prawdą, myśl musi się usprawiedliwić przed życiem --- wrosnąć w nie. Pragnę
tu zwrócić uwagę na pewną myśl, która dawno już ukazywała mi się w niejasnych zarysach<pr>Staram się, by książka ta zamykała całą moją dotychczasową pracę; były w niej straszne błędy. Gdyby nie to, że
trąci to teatrem, mógłbym tu je wymienić. Tu poprzestaję na
podprowadzeniu pod jeden dach niejako wszystkich swoich
wysiłków. Od artykułu <tytul_dziela>O monistycznym pojmowaniu dziejów</tytul_dziela>
walczę z wszystkimi formami pozahistorycznego dogmatyzmu.
We <tytul_dziela>Wstępie do filozofii</tytul_dziela> mówiłem już o narodach jako
o organach prawdy; nie umiałem wtedy tej myśli rozwinąć.
W książeczce <wyroznienie>O Dostojewskim</wyroznienie> usiłuję przeciwstawić
w Dostojewskim i Towiańskim dwa dążenia do wytworzenia
wiary narodowej. Od czasu artykułów przeciwko Sienkiewiczowi usiłuję wykazać, że nie posiadamy współczesnej świadomości narodowej. Od prologu <tytul_dziela>Warszawa</tytul_dziela> poprzez książeczki o współczesnej powieści i krytyce usiłuję dowieść, że
szukać podstaw dla tej świadomości można jedynie w klasowym
ruchu proletariatu. Tu jednak pojmowałem ten ruch nazbyt
ortodoksalne po Marksowsku. W całym szeregu artykułów usiłowałem wyzwolić się spod władzy dogmatyzmu w tej jego
postaci. W <tytul_dziela>Płomieniach</tytul_dziela>, i potwierdzi to każdy, kto chce
tę książkę przeczytać bez uprzedzeń, usiłowałem przedstawić,
że brak twórczej świadomości narodowej prowadzi do odrywania się jednostek samoistniejszych od narodowej wspólności,
do widzenia życia w abstrakcyjnych, uproszczających dogmatach, do niemożności odnalezienia związku z narodem bez
zrzeczenia się własnej swobody. Przedstawiłem dzieje Kaniowskiego nie jako błąd, lecz jako cenny, dodatni w danych stosunkach proces myślowy: znaczenie tego procesu wyjaśniało mi
się samemu w ciągu pisania. Kto nie chce myśli mojej fałszować,
musi wziąć Kaniowskiego ze wszystkimi jego niepewnościami:
musi <wyroznienie>wreszcie</wyroznienie> brać tylko to, co jest i jak jest. Intencją
moją było dać obraz przebiegu psychicznego, w którym procesy intelektualne odgrywały i muszą odgrywać znaczną rolę.
Uważam za pewnik, że sztuka może i ma prawo ogarnąć procesy myślowe. Powie mi ktoś, że zadanie sztuki polega na
rozbudzaniu wzruszeń, współczucia. O to też chodzi. Pragnę,
by mogła ona wzruszać się i przejmować życiem myśli. Jest
to sztuka dla myślących --- powiedzą oni. --- Wyznam, że chodzi mi, chodzić będzie coraz wyłączniej o tę kategorię.</pr>. Znalazłem ją
jasno sformułowaną u pisarza, którego książka stanie
się dla każdego, kto ją szczerze przeczyta --- źródłem wielkiej i spokojnej siły. Mówię tu o <tytul_dziela>L'action</tytul_dziela> Blondela. Praca, powiada Blondel, jest apelem naszym do
życia poza nami: tworzymy wysiłki, ruchy, by coś
poza nami powstało. Czy nie jest to, jakbyśmy czynili
znaki, na które odpowiada nam wielki świat, które
rozumie on. Rozumie i przyjmuje on to, co jest naszą
pracą; ale z kolei to, co nią jest, ma już w sobie jego
życie. Organizm narodowej pracy to żywa mowa pozaludzkiej a uczłowieczonej prawdy. To więc, co wyrasta z tego ciała, jako obyczaj, pieśń, prawo, ma
w sobie to potężne źródło. Nasz Mickiewicz podaje tu
rękę Blondelowi, surowa Marksowska<pe><slowo_obce>Marks, Karol</slowo_obce> (1818--1883) --- niemiecki działacz rewolucyjny i filozof, twórca marksizmu, światopoglądu głoszącego materialistyczny i rewolucyjny pogląd na świat. W 1848 napisał razem z Engelsem <tytul_dziela>Manifest partii komunistycznej</tytul_dziela>.</pe> myśl staje się
żywą istotą, odzyskuje wielką nieprzymuszoność życia.
Rozumiemy Proudhona<pe><slowo_obce>Proudhon, Pierre Joseph</slowo_obce> (1809--1865) --- francuski myśliciel społeczny, polityk, dziennikarz, twórca anarchizmu indywidualistycznego; krytykował kapitalizm, państwo i Kościół.</pe>, który czuł się posłanym przez
opatrzność zwiastunem prawd, wyrobionych, wypracowanych przez chłopów i rzemieślników jego ojczyzny.
Pragmatyzm, który pojmuje prawdę i poznanie nieco
na wzór gry na loterii, zostaje tu objęty przez wyższą ideę, znika wobec niej jako arogancka i krzykliwa
jednostronność. Probabilizm<pe><slowo_obce>probabilizm</slowo_obce> (filoz.) --- doktryna, która uznaje, że w pewnych dziedzinach nauki lub etyki, kiedy nie można uzyskać wiedzy pewnej, można wówczas przyjąć hipotezy o wysokim prawdopodobieństwie.</pe> Cournota<pe><slowo_obce>Cournot, Antoine Augustin</slowo_obce> (1801--1877) --- francuski ekonomista i filozof; profesor uniwersytetu w Grenoble i Dijon; zastosował metody matematyczne do badań ekonomicznych, sformułował analizę krzywej popytu oraz teorię cen monopolowych.</pe>, krytyka Sorelowska, stara mądrość Vica<pe><slowo_obce>Vico, Giambattista</slowo_obce> (1668--1744) --- włoski filozof, historiozof i myśliciel społeczny; prekursor nowoczesnego historyzmu i teorii rozwoju społecznego. Dzieje społeczeństwa rozpatrywał jako proces przebiegający przez trzy cykle: od epoki bogów, przez epokę bohaterów, po epokę ludzi. Autor <tytul_dziela>Nauki nowej</tytul_dziela> (1725).</pe>, teoria rozwoju idei Newmana, wszystko to zrasta się w jedną wielką myśl,
o której mamy prawo powiedzieć, że widzieli ją w wielkim zarysie Mickiewicz, Norwid, Towiański<pe><slowo_obce>Towiański, Andrzej</slowo_obce> (1799--1878) --- mistyk, filozof, prawnik; założyciel sekty skupiającej wyznawców jego mesjanistycznych poglądów --- Koło Sprawy Bożej, która wywarła duży wpływ m.in. na Mickiewicza.</pe>, Wroński,
Cieszkowski<pe><slowo_obce>Cieszkowski, August</slowo_obce> (1814--1894) --- herbu Dołęga, filozof, działacz społeczny, ekonomista, współtwórca mesjanizmu polskiego.</pe>. Trzeba strzec się jednak tu fatalistycznego odcienia. Trzeba pamiętać, że zwycięstwo narodowe jest tu sprawdzianem, że zatem myśl nasza, póki
jest w naszej piersi jako nasza odpowiedzialność, musi
być w oczach naszych <wyroznienie>pierwiastkiem energii
narodowej</wyroznienie>, tej dzisiejszej, konkretnej, tak jak styl
Kiplinga siły. Wtedy zrozumiemy głęboko narodową
pracę, jaką spełniają u nas ludzie, przez narodową
lekkomyślność ku straszliwej krzywdzie narodu tak
potwornie przeoczani, jak Szujski. Wtedy zrozumiemy
znaczenie tych wszystkich, co starali się i starają
wytworzyć <wyroznienie>poczucie surowej rzeczywistości</wyroznienie> dziejowej.</akap>




<akap>Nade wszystko zaś zrozumiemy, że spuścizna Wyspiańskiego w ten sposób może być streszczona: w imię
tego, co jest dla was religią narodową, twórzcie energię
narodu. Najgłębszą podstawą wszelkiego kultu jest
praca, tworzenie mocy. Niech was nie przeraża chropawa postać życia: ono jest jedynym organem prawdy.
Każda myśl, która zakresu realnego poznania nie rozszerza, rzeczywistej energii biologicznej, ekonomicznej,
politycznej nie pomnaża, jest kłamstwem i złudzeniem,
chociażby przyjmowała postać sentymentalnej czci dla
narodowej tradycji. Bezpłodność poznawcza, bezczynność życiowa i ekonomiczna są zawsze fałszem, chociażby dochodziło się do nich poprzez <tytul_dziela>Monsalwat</tytul_dziela> Górskiego<pe><slowo_obce>Górski, Artur</slowo_obce> (1870--1959) --- pseud. Quasimodo; pisarz, krytyk literacki, propagator idei odnowy romantycznego mesjanizmu, autor manifestu literackiego <tytul_dziela>Młoda Polska</tytul_dziela>, współredaktor tygodnika ,,Życie".</pe>, chociażby znajdowało się je <tytul_dziela>U źródeł
duszy polskiej</tytul_dziela><pe><slowo_obce>U źródeł
duszy polskiej</slowo_obce> --- właśc. <tytul_dziela>Do źródeł duszy polskiej</tytul_dziela>.</pe> Micińskiego, chociażby hodowano je
w Komunie duchowej Romina. Nauka, praca, rozwój
biologiczny, technika są sprawdzianami myśli. Myśli,
które w <wyroznienie>żadnym</wyroznienie> z tych języków nie są rejestrowane, są bardzo wątpliwymi myślami.</akap>




<akap>Życie przepływa koło nich, jak owa łódź duchów
w <tytul_dziela>Powrocie Odysa</tytul_dziela>. Dusza pozostała czuje się
bezcielesną. Jestem przekonany, że wypowiada się tu
głębokie przeżycie Wyspiańskiego. Zabłąkał się między
ułudę, gdyż nie stał się tyranem własnej swojej duszy,
swojej psychicznej Itaki.</akap>




<akap>Myśl jego stała się tylko znakiem myśli, zastępstwem tej, którą mógł on czuć jedynie jako czyn.
Czuł on, że nie ma organu tworzenia rzeczywistości
myślowych --- tych, które pozostają, jak samoistne organizmy. Zrobił rzecz, która nie wystarczała mu, tchnął
ze swego umęczonego ciała płomienną wolę.</akap>




<akap>O zrozumiejcie mnie, wy --- którzy to czytacie: to
co mówię --- przeciw Wyspiańskiemu --- z niego pochodzi; jego to królewska moc dała jedność moim
myślom. Jego duchem to piszę. Zrozumiejcie, że jedno
tylko musi mieć znaczenie testament tego, który był
naszą królewską świadomością w tym okresie. Wstąpcie
w poranione, zepchnięte na dno przez dzieje świata
ciało Polski; wasze myśli i wasze sny są z niego, gdy
wejdą one w Łazarza i Łazarz wstanie, gdy poczujecie,
że rodzi się z waszych dusz siła, znaczyć to będzie,
że Bóg, prawda są w waszych myślach.
Szukajcie zwycięstwa, mocy i potęgi --- dróg, na
których napotkać je można: zwycięskie ciało narodu
jest jedyną prawdą waszego ducha.</akap>




<akap>Tu, w tym centrum jednoczą się myśli.</akap>




<akap>Stara walka między Bolesławem i Stanisławem
biskupem krwawi znów.</akap>




<akap>Jest ten, co włada mocą miecza nad narodem,
krzeszący siłę, choćby wbrew narodowemu sumieniu
jednej chwili.</akap>




<akap>Jest ten, co włada morzem narodowej duszy.</akap>




<akap>Kołysać się oni muszą i ważyć, jak sępy królewskie, ci dwaj duchowi zapaśnicy.</akap>




<akap>Mowa czynu wydaje się nieraz bezwzględnym gwałtem, buntuje się przeciwko niemu, wydaje się zawadą.</akap>





<akap>Potęga zdaje się krwawić duszę, kalać ją, być
grzechem.</akap>




<akap>Myśl, opór stawiając, wydaje się sprawczynią bezsiły.</akap>




<akap>Ktokolwiek tworzy potęgę, może ją tworzyć ---
niech ją tworzy: przyrost energii narodowej stanie się
zawsze źródłem prawdy, choćby był dokonany wbrew
buntowi dusz. Myśl, która tworzy prawdę, tworzy narzędzie potęgi, zabezpiecza jej przyszłe źródła, chociażby miała legnąć od jej miecza. Miejcie odwagę iść
przed siebie, jeżeli wiedzie was poszukiwanie siły narodowej, miłość jego życia. Gdzie ścierają się prawdy
ludzkie, dla których nie ma życia, jak przez grzech ---
tam ostatnie słowo ma ten, co mówi przez rosnącą
z przeciwieństw potęgę --- Bóg narodów.</akap>








<akap>Nauczyłem się myśleć historycznie, studiując zjednoczenie Włoch. Nigdzie chyba tak plastycznie nie
występuje na jaw prawda, że każda wola, która umiała
zdobyć się na <wyroznienie>konsekwentną moc realizacji</wyroznienie>,
stała się wreszcie organem narodowej energii. Giną
tylko myśli, które się <wyroznienie>realizować nie dają</wyroznienie> ani
w poznaniu, ani w biologicznej mocy, ani w technice,
ani w ekonomii. Są to myśli pozorne, maski, z którymi walczył Wyspiański, które analizuje nieustannie
niniejsza moja książka. Pisałem ją i myślałem nad nią
bez przerwy niemal w ciągu trzech lat ostatnich: zmieniałem się nad nią i przez nią i ona zmieniała się.
Nie wiem, czy ja ją, czy ona mnie doprowadziła do
portu. To pewne, że kończąc ją, rozstając się z nią,
czuję w sobie spokój, jakiegom nie miał, gdy zarysowywał się przede mną jej gorączkowy plan. Pozostawiłem w niej ślady wewnętrznego stawania się. Rzeczy
żywe są wynikiem swojej historii: oddaję zaś pracę
tę w świat z poczuciem istoty żywej, która idzie, by
żyć nadal niezależnie ode mnie i poza mną. Wiem już
dziś, że nie ma dla człowieka prawd, jak tylko w życiu.
Każde oderwane pojęcie, każda pojedyncza myśl, są
prawdą o tyle tylko, o ile zdolne są do życiowych
przeistoczeń; co zmieniać się i żyć nie może, jest
niczym.</akap>





<akap>Od dawna już zwracała moją uwagę wyższość niezawodna księdza kaznodziei w porównaniu z pisarzami
świeckimi. Ksiądz czuć może się istotnie przedstawicielem prawdy, która jest poza nim, niezależna od
niego. To daje mu przedziwną skromność, odbierającą
pozory, nawet narzucanie swej indywidualności największym jego śmiałościom. Sądzę, że powinniśmy
wyrobić w sobie coś podobnego: powinniśmy czuć
wielki spokój poza własnym przeżyciem. Książka ta
walczy o taki stan rzeczy; nie ma go w niej, a raczej
rodzi się on w niej dopiero; byłoby łatwą rzeczą rozpostrzeć jego pozór na całej jej powierzchni. Wydawało mi się to jednak niepożądanym.</akap>




<akap>Katolicyzm powracał wielokrotnie w ciągu mojej
pracy: ostatni raz spotkaliśmy się z nim <slowo_obce>ex re</slowo_obce> <tytul_dziela>Klątwy</tytul_dziela>. Tam mieliśmy do czynienia z tym nadzwyczajnym zagadnieniem, którego znaczenie tu dopiero może
być wyjaśnione.</akap>







<akap><wyroznienie>Katolicyzm</wyroznienie> w utworze Wyspiańskiego jest
momentem tragicznego losu, lecz nie jest jego podstawą. Wpływa on na życie ludzkie, jest momentem
<wyroznienie>moralnego</wyroznienie> porządku rzeczy, lecz nie jest sam tym
porządkiem, albo raczej pozostaje to w zawieszeniu.</akap>




<akap>Jest to najwyższe zagadnienie <tytul_dziela>Klątwy</tytul_dziela>, zagadnienie, które powraca w <tytul_dziela>Legionie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Bolesławie</tytul_dziela>,
<tytul_dziela>Skałce</tytul_dziela>, czy wobec samorodnej życiowej prawdy
naszego narodu katolicyzm wypełnił swą rolę, czy
istotnie wprowadził ją w żywy stosunek z prawdami
innych narodów.</akap>




<akap>Tu nas obchodzi naturalnie tylko myślowy stosunek Wyspiańskiego do tego zagadnienia. Stosunek
ten zarysowuje się jako tragiczna walka.</akap>




<akap>Wyspiański czuje i myśli zbyt głęboko, aby nie
zrozumieć, że niezależnie od tego, co myślą jednostki,
jako naród, jako formacja kulturalna, jesteśmy katolikami. Jednocześnie widzi <wyroznienie>ciężki</wyroznienie>, martwy ucisk katolicyzmu na samorodnym pulsowaniu narodowej duszy: nie wchłania on w siebie nieustannego tworzenia
się duszy, tego życia ,,słowa" w narodach.</akap>




<akap>I tu, jak zawsze, myśl Wyspiańskiego wypowiada
się raczej intencjami; w danym razie <wyroznienie>nie są one
nawet całkiem jasne</wyroznienie>. Zdaje się, że katolicyzm,
jako dziejowa, ponadnarodowa formacja, gleba, a zarazem kopuła narodów i jednocześnie najbardziej <wyroznienie>indywidualistyczna z filozofii</wyroznienie>, pozostał dla
Wyspiańskiego wreszcie najgłębszą podstawą myśli.</akap>




<akap>Byłoby rzeczą ryzykowną mówić tu o możliwych
stycznościach jego myśli z tymi prądami, które nurtują
w ciele Kościoła katolickiego.</akap>




<akap>Chciałem zakończyć pracę moją na tym punkcie
właśnie. Myśl nasza domaga się w samej rzeczy stanowiska, które zdolne byłoby obejmować, jednoczyć
w sobie te wielorakie postulaty, jakie wyrastają z kulturalnego życia.</akap>




<akap>Wyrastając z narodu i wracając w naród, myśl
nasza musi znaleźć punkt widzenia, pozwalający jej
<wyroznienie>myślowo</wyroznienie> objąć swą różność i swą jedność jednocześnie z myślą innych narodów, ich życiem.</akap>




<akap>Widzieliśmy, że nasz punkt widzenia ukazuje nam
<wyroznienie>zoologię</wyroznienie> narodową jako <wyroznienie>niezbędną formę
prawdy</wyroznienie>, ale że prawda, która się w tej formie wypowiada, istnieje w polu naszych myśli. <wyroznienie>Prawda pozaludzka</wyroznienie> wrasta w narody, tworząc je. Jest ona
w nich, pod nimi, ponad nimi. Ziemia rodzinna
staje się jakby pierwszą i najgłębszą mową naszą,
której uczymy się rozumieć, żyjąc na niej, w ciągu
wieków. Nie darmo mówi dzisiaj Mieczysław Limanowski<pe><slowo_obce>Limanowski, Mieczysław</slowo_obce> (1876--1948) --- geolog, reżyser teatralny; założył wraz z Juliuszem Osterwą teatr Reduta, pierwszy w Polsce teatr-laboratorium; badacz tektoniki Karpat, Gór Dynarskich i Sycylii.</pe> o strukturze geograficznej ziem polskich jako
momencie narodowego poznania. Gleba nasza, pejzaż,
rośliny, lasy, zwierzęta, wszystko to wrasta w nasze
życie; <wyroznienie>ma w sobie</wyroznienie> pewne jego potencje. Czujemy pod narodami głębokie życie, z którego wyrastają one,
czujemy pod historią głębszą od niej, choć tylko przez
nią przemawiającą do nas podstawę. Żyjąc przez narody, wychodzi ona ponad nie i ogarnia: zazębia się
w każdy najbardziej indywidualny kształt i idzie od
niego w nieskończoność. Teraz, gdy odnajduję w sobie
nieuchronny pociąg do rozpatrywania wszystkich praw
życia w taki uniwersalny i indywidualistyczny zarazem
sposób, zadaję sobie mimo woli pytanie: czy to nie
bezwiednie żyjący pod powłoką świadomości <wyroznienie>ślad
psychiczny</wyroznienie> katolicyzmu; przechowane w głębi podświadomego i niezrozumiane w swoim czasie znaczenie
jego nauki odżywa w nas i domaga się zaspokojenia.
Jeżeli nie istnieje w nas jako wiara, istnieje on w nas
jako kształt potrzeby. Napisałem w jednym z rozdziałów niniejszej książki, że cała epoka nasza może być
pojmowana jako rozkład katolicyzmu; czasami wydaje mi się, że powinienem był napisać: przeistoczenie.</akap>





<akap>To jest pewną rzeczą, że nie to jest prawdą życia,
co my o nim myślimy, lecz to, czym jest ono niezależnie od nas. Jest ono zaś tym właśnie: współdziałaniem, ujawniającym się w walce, aż do zniszczenia
narodów, na tle potężnego, walczącego z żywiołami
życia. Jedynie walcząc z żywiołem rozumiemy go, ale
jest w tym poznaniu, że walka jest formą zrozumienia, porozumienia, myśl, dająca spokojną siłę i łagodząca brutalność męstwa.</akap>




<akap>Pewien bardzo niezależny umysł w ten właśnie
sposób charakteryzuje znaczenie katolicyzmu.</akap>




<akap>Mówi on, że wydaje się mu on formą myśli, odbijającą doskonale biologiczne przystosowanie gatunku
do warunków, w jakich on żyje i rozwija się.</akap>




<akap>Nie trudno zrozumieć, że jest to myśl mająca
wszystkie cechy Pascalowskiego sceptycyzmu: krańcowe
zwątpienie staje się, nie wiedząc o tym, organem wiary.
Przystosowanie się wtedy tylko uwłacza prawdzie,
gdy świat jest pojmowany jako niezależny od prawdy,
obojętny. Jeżeli zaś jest on <wyroznienie>właśnie</wyroznienie> dziełem Boga,
jest słowem?</akap>




<akap>Można by myśleć, że trzeba mieć odwagę tylko iść
za wszystkimi swymi wątpliwościami, a doprowadzą
one nas do punktu, w którym wątpienie to staje się
jakby <wyroznienie>odnajdującym</wyroznienie> drogę poszukiwaniem. To
jest tylko pewną rzeczą: myśl nasza nie zdoła pogodzić
się z faktem, aby sprawdzianem miało być życie oddarte
od walki, od pracy. Ciało pracującej, walczącej z tym,
co pozaludzkie, ludzkości, rozczłonkowanej na wyrastające z wspólnego dna narody --- oto kryterium
prawdy. To jest punkt, od którego nie możemy odstąpić,
gdyż każde uchylenie się byłoby dowolnością. Zbadaliśmy bezpośrednio lub pośrednio wszystkie argumenty,
które mogłyby przemawiać za jakimkolwiek innym
stanowiskiem: ten jeden pozostał nam wynik. Nie
wiemy, w jakich intelektualnych, psychicznych formach
wyrazi się prawda dla najbliższych pokoleń; to pewne,
że droga do niej prowadzi dla nas przez potęgowanie
życia i sił Polski wśród współczesnych narodów Europy.</akap>






<nota><akap>W latach 1906--1909.</akap></nota>




 </powiesc></utwor>