<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#"><rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/brzozowski-pamietnik/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Brzozowski, Stanisław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pamiętnik</dc:title>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2021-11-29</dc:date>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. </dc:description>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/brzozowski-pamietnik/</dc:identifier.url>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Stanisław Brzozwski zm. 1911</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1982</dc:date.pd>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stanisław Brzozowski, Pamiętnik, Nakładem Antoniny Brzozowskiej, Kraków 1913.</dc:source>
      <dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pamiętnik</dc:subject.genre>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Elżbieta</dc:contributor.editor>
  <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
  <dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pyzikiewicz, Zuzanna</dc:contributor.technical_editor>
  <dc:contributor.consultant xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Konsultacja i pomoc w tłumaczeniach z rosyjskiego: Dorota Kowalska</dc:contributor.consultant>
  <dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć-Gryz, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor><dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Świetlik, Maria</dc:contributor.technical_editor>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/Planty_krakowskie.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Planty krakowskie, Edward Trojanowski (1873-1930), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6500</dc:relation.coverImage.source>

<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/brzozowski-pamietnik.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6418-4</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/brzozowski-pamietnik.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6419-1</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/txt/brzozowski-pamietnik.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6420-7</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/epub/brzozowski-pamietnik.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6421-4</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/mobi/brzozowski-pamietnik.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6422-1</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.legimi>Humanistyka</category.legimi>
<category.thema.main>DND</category.thema.main>
    <category.thema>DNC</category.thema>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    </rdf:Description></rdf:RDF><powiesc>

  

<nota_red>
<akap>Informacja o dokonanych zmianach</akap>
<akap>I. Poprawiono błędy źródła:
bardzej > bardziej; 
(...) Balzac i Walter Scott, Dostojewski, Carlyle --- wielcy pracownicy pióra XVIII wieku > (...) Balzac i Walter Scott, Dostojewski, Carlyle --- wielcy pracownicy pióra XIX wieku;
(...) linia, która prowadzi do Sorela i Mereditha, jest do dziś dnia zapoznana, jak gdyby nie istniała ona. W porządku rzeczy > (...) linia, która prowadzi do Sorela i Mereditha, jest do dziś dnia zapoznana, jak gdyby nie istniała ona w porządku rzeczy;
10. II. > 10 I;
pubilcyści > publicyści;
przyjemnonością > przyjemnością;
modernisto > Modernismo;
intelekualizuje > intelektualizuje;</akap>
<akap>II. Wprowadzono uwspółcześnienia w następującym zakresie:</akap>
<akap>Zmiany leksykalne, w tym ortograficzne:
anti-romantyczny > antyromantyczny;
pathos > patos;
imanentną > immanentną;
puhar > puchar;
wytłomaczyć > wytłumaczyć.
</akap>
<akap>Pisownia małą/wielką literą, np.:
meredithowskiego > Meredithowskiego;
Przybyszewszczyzna > przybyszewszczyzna;
Inkwizycji > inkwizycji;
Spinozyzm > spinozyzm;
Heglizm > heglizm.
</akap>
<akap>Pisownia łączna/rozdzielna, np:
w prost > wprost;
niema > nie ma;
napewno > na pewno;
dla tego > dlatego;
z przed > sprzed;
z pośród > spośród;
w obec > wobec.
</akap>
<akap>Pisownia joty, np.:
introdukcyi > introdukcji;
studyum > studium;
historyi > historii;
teoryi > teorii;
poezya > poezja;
racyonalizm > racjonalizm;
objektyw > obiektyw;
aluzya > aluzja.
</akap>
<akap>Udźwięcznienia/ubezdźwięcznienia, np.:
przemódz > przemóc;
blizki > bliski;
strzedz > strzec.
</akap>
<akap>Fleksja, np.:
obecnem > obecnym;
tem > tym;
samem > samym;
jakiem > jakim;
niemi > nimi;
mem > mym. 
</akap>
<akap>Składnia:
niedowierzanie do samej sobie > niedowierzanie samej sobie; 
wypełniają one równie szczelnie pewne granice, jak fakty, zwane materyalne > wypełniają one równie szczelnie pewne granice, jak fakty zwane materialnymi;
(...) na moich czytelników, tj. tę część społeczeństwa, która dotąd przeważnie i ku memu nieszczęściu jedynie bodaj mnie czyta, będę robił wrażenie (...) > (...) na moich czytelnikach, tj. tej części społeczeństwa, która dotąd przeważnie i ku memu nieszczęściu jedynie bodaj mnie czyta, będę robił wrażenie (...);
oskarżenie cynizmu > oskarżenie o cynizm.
</akap>
<akap>Inne zmiany:
frazeologia: w gruncie > w gruncie rzeczy;
stopniowanie: najelementarniejsze > najbardziej elementarne.
Gdy wydaje się nam niesłusznem lub przynajmniej dowolnem twierdzenie, że katolicyzm jest najbardziej bezpośrednią i głęboką formą, w jakiej żyje obecnie w naszej kulturze świat klasyczny, kultura grecko-rzymska, niech zważy (...) > Gdy wydaje się komuś niesłuszne lub przynajmniej dowolne twierdzenie, że katolicyzm jest najbardziej bezpośrednią i głęboką formą, w jakiej żyje obecnie w naszej kulturze świat klasyczny, kultura grecko-rzymska, niech zważy (...);
Zasadniczy punkt jest stosunek intelektu do płci. > Zasadniczym punktem jest stosunek intelektu do płci;
p. t. > pt.;
t. j. > tj.;
n. p. > np.
</akap>

<akap>Interpunkcja została uwspółcześniona zgodnie z obowiązującymi zasadami.
</akap>
  <akap>Objaśnienia szczegółowe autorstwa Ostapa Ortwina (1876--1942) zostały włączone w tekst jako przypisy źródła (tj. przypisy redakcyjne). Zostały również wprowadzone poprawki w miejscach wskazanych w wydaniu źródłowym jako ,,ważniejsze omyłki druku".</akap>
  </nota_red>
  
  

<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela> Stanisława Brzozowskiego jest zapisem ostatnich dni życia znanego pisarza i krytyka, zmarłego w 1911 roku. Pośmiertne wydanie zostało przygotowane przez żonę, Antoninę Brzozowską, a redakcją zajął się Ostap Ortwin, przyjaciel autora. Tekst zawiera notatki i refleksje dotyczące lektur i fascynacji intelektualnych Brzozowskiego; zdaje także relację ze stosunków towarzyskich panujących w środowisku literackim, w którym się on obracał.</akap>




<akap><tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela> został po raz pierwszy opublikowany w 1913 roku w Krakowie.</akap>


</abstrakt>






<autor_utworu>Stanisław Brzozowski</autor_utworu>

<nazwa_utworu><tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela></nazwa_utworu>

<naglowek_rozdzial>1910</naglowek_rozdzial>





<nota><akap>10 XII</akap></nota>

<akap>Niewątpliwie jest to dla mnie czas krytyczny: młodość przeszła doszczętnie i nastał czas, w którym nie wolno już zapowiadać, lecz trzeba dawać rzeczy mogące istnieć, mające chociażby pewne tylko prawa do istnienia. I jednocześnie coraz jaśniej występują wszystkie braki w przygotowaniu, wszystkie zaniedbania. Rozpacz jest rzeczą łatwiejszą, niż spokojne i zimne spojrzenie na rzeczy tak, jak są one. Bardziej niż wszelkie braki kultury ciąży i jest groźniejszy wewnętrzny rozstrój woli, wzrastający brak odwagi. Do pewnego stopnia on to, szukając dla siebie usprawiedliwienia, stwarza poczucie owych braków, chociaż byłoby rzeczą śmieszną wprost przeczyć, że są one straszliwe.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638179525189-2904327580"/><motyw id="m1638179525189-2904327580">Literat, Twórczość, Poezja, Poeta</motyw>W ,,<tytul_dziela>Revue Bleue"</tytul_dziela><pr><slowo_obce><tytul_dziela>Revue Bleue</tytul_dziela></slowo_obce> --- tygodnik polityczny i literacki w Paryżu, założony w r. 1863.</pr> notatka o Meredicie<pe><slowo_obce>Meredith, George</slowo_obce> (1828--1909) --- angielski powieściopisarz i poeta.</pe>. Stwierdzają, że i angielska krytyka uznaje ,,że nie zostawił on dzieła w rodzaju <tytul_dziela>Miserables<pe><slowo_obce><tytul_dziela>Miserables</tytul_dziela></slowo_obce> (fr.) --- <tytul_dziela>Nędznicy</tytul_dziela>, powieść Victora Hugo, opublikowana w roku 1862.</pe></tytul_dziela> Wiktora Hugo<pe><slowo_obce>Hugo, Victor</slowo_obce> (1802--1885) --- francuski pisarz, poeta, dramaturg i polityk.</pe>". Jest to jedno z tych zdań, które wywołują we mnie przygnębienie --- tak trudno zrozumieć samą możliwość ich powstania. Wszystko trzyma się tu na tym, że Meredith, według określenia krytyków ,,<tytul_dziela>Revue Bleue",</tytul_dziela> był romantykiem. W. Hugo, wielki romantyczny pisarz, i Meredith, romantyczny pisarz --- stąd porównanie. Weźmy stronicę Mereditha i stronicę W. Hugo, zarówno prozy, jak i poezji, i starajmy się zrozumieć, gdzie tu jest wspólny grunt. Wartości, do jakich dążył W. Hugo, i te, do jakich dążył G. Meredith, są całkiem z różnych płaszczyzn, należą, jeżeli się wyrazić można: do całkiem różnych formacji psychicznych. Nie mogą być rozmieszczone na jednym i tym samym planie, nie ma żadnej skali różnic i podobieństw, która by je objęła. I jaki sens w twierdzeniu, że Meredith był romantykiem. Doprawdy, chciałoby się zapomnieć, że te terminy kiedykolwiek istniały, i myślę, że najrozumniej byłoby w syntetycznym opracowaniu literatury unikać ich i dążyć do nowych klasyfikacji. Tego rodzaju artykuły odbierają ochotę do myślenia: czy warto, jeżeli mogą być mówione takie rzeczy? Kto zajmuje się krytyką? A przecież tu jest teren do walki z nieustannym fałszerstwem duszy i umysłu. <tytul_dziela>Richard Feverel</tytul_dziela><pr><slowo_obce><tytul_dziela>The Ordeal of Richard Feverel</tytul_dziela></slowo_obce> --- jedna z główniejszych powieści Jerzego Mereditha (1859), znakomitego powieściopisarza angielskiego, którego dzieła zdobywają sobie teraz dopiero z wolna, ale statecznie, coraz liczniejsze koła wielbicieli. (Wydanie <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela> pochodzi z roku 1913) [red. WL].</pr> według ,,<tytul_dziela>Revue Bleue"</tytul_dziela> też jest tylko romantyczną powieścią o miłości. Sama myśl tej powieści, wprowadzająca nas w świat zagadnień Meredithowskich, zginęła. Ojciec chciał stworzyć w synu coś zabezpieczonego od namiętności, wyższego niż natura, i powieść Mereditha jest stwierdzeniem tego samego zasadniczo antyromantycznego stanowiska wszystkich jego utworów: nic wyższego niż prawda, niż życie być nie może. Nie można go zastąpić niczym, nie można znaleźć żadnego pozażyciowego stanowiska. Głęboka mądrość <tytul_dziela>Lasów Westermainu</tytul_dziela><pr><slowo_obce><tytul_dziela>Lasy Westermainu</tytul_dziela></slowo_obce>, (ang.) <slowo_obce><tytul_dziela>The Woods of Westermain</tytul_dziela></slowo_obce> --- dłuższy poemat Mereditha, cytowany przez Brzozowskiego w <tytul_dziela>Głosach wśród nocy</tytul_dziela>, w rozdziale <tytul_dziela>O wychowawczym znaczeniu literatury angielskiej</tytul_dziela>. (<tytul_dziela>Poems by George Meredith</tytul_dziela>, vol. 1. London. Constable Company Ltd. 1909. str. 73). [red. WL].<tytul_dziela/></pr> i ich piękno są już tu --- ale naprawdę nieraz można myśleć, że każdy francuski pisarek uważa zawsze siebie za pewien rodzaj <slowo_obce>Roi Soleil<pe><slowo_obce>Roi Soleil</slowo_obce> (fr.) --- Król Słońce, przydomek Ludwika XIV, króla Francji i Nawarry w latach 1643--1715.</pe></slowo_obce> intelektualnego świata. Jedyną pożyteczną rzeczą notatki jest dla mnie wzmianka, że Carlyle<pe><slowo_obce>Carlyle, Thomas</slowo_obce> (1795--1881) --- szkocki pisarz społeczny, historyk i filozof historii.</pe> zwrócił uwagę na <tytul_dziela>Feverela</tytul_dziela>. Naturalnie, zupełnie błędnie ta Angielka wówczas zbagatelizowała moje zestawienie Carlyle'a i Mereditha. Carlyle wywarł na Mereditha wpływ niewątpliwy i <wyroznienie>nawet</wyroznienie> nie sądzę, by można było zrozumieć budowę Meredithowskiego świata, nie oparłszy się na Carlyle'u jako na pewnego rodzaju introdukcji.<end id="e1638179525189-2904327580"/></akap>

<akap>Inna rzecz, że Meredith zdołał zattycyzować<pe><slowo_obce>attycyzować</slowo_obce> --- od: <slowo_obce>attycyzm</slowo_obce>, styl retoryczny charakteryzujący się prostotą, jasnością i powagą.</pe> Carlyle'a, nadać mu Platoński wdzięk, sharmonizować ten świat wulkanów i gorączki. Nawet myślę, że można by studium nad umysłem Mereditha prowadzić w tym kierunku: rozpatrywać tworzenie się jego umysłowej samoistności jako pracę nad uzdrowieniem Carlyle'a, nad usunięciem tego, co występuje u Carlyle'a jako <wyroznienie>patos wyjątkowości</wyroznienie>.</akap>

<akap>Meredith bowiem należał do umysłów, które obchodziły się bez pierwiastka katastroficznego w swym myśleniu. I tu znowu Francuz ze swym romantyzmem i Wiktorem Hugo! --- Pierwiastek katastroficzny odgrywa nieskończenie wielką rolę w składzie myśli każdego romantyka. Aby logika, <wyroznienie>jego</wyroznienie> logika, zyskała władzę nad życiem, aby nagle nabrały znaczenia obiektywnego stany dotychczas subiektywne, romantyk, człowiek naszej kultury, musi apelować do czegoś, co wywoła przewrót, co przerwie wieczną immanentną tkaninę życia, roztworzy nowe <slowo_obce>a capite<pe><slowo_obce>a capite</slowo_obce> (łac.) --- od głowy, z głowy, z góry; tu: rozdział, etap.</pe></slowo_obce>.</akap>

<akap>Meredith myśli bez tego <slowo_obce>a cap<pe><slowo_obce>a cap</slowo_obce> (łac.) --- skrócona forma <slowo_obce>a capite</slowo_obce>.</pe></slowo_obce>. Sam zawikłany styl jego jest wynikiem dążenia, by uniknąć takiego terroryzmu, by nigdzie nie narzucać swej subiektywnej dowolności. W tym pięknym umyśle wszystko jest wynikiem jednego i tego samego prawa: jest to istotnie organizm duchowy, w którym panuje własna harmonia. Dlatego tak przykro widzieć, że może to być tak całkiem niezrozumiane.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Starać się, aby ani jeden dzień nie przechodził bez wzniesienia się myślą do zasadniczych celów i zadań. Nazbyt już wielką władzę ma nade mną zasada ,,wyrównania", nazbyt łatwo niweluje mnie powszedniość, tj. miejsce przecięcia wszelkich punktów widzenia --- punkt ich neutralizacji absolutnej.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638180026870-429050070"/><motyw id="m1638180026870-429050070">Książka, Filozof</motyw>Pierwsze wrażenie pierwszych kilkunastu stronic Bradleya<pr><slowo_obce>Bradley, Francis Herbert</slowo_obce> --- notatka ta odnosi się do książki myśliciela angielskiego, Francisa Herberta Bradleya (1846--1924), pt. <tytul_dziela>Appearence and Reality</tytul_dziela>, którą autor w grudniu 1910 studiował. [red. WL].</pr> raczej odstręczające. Koncept o kochance ma w swym stylu coś, co nie wróży dobrze. Ale to naturalnie należy już do dziedziny niemal histerycznej; myślę jednak, że jest i coś innego w tym wrażeniu. Czy nie znajdę już człowieka lub czy nie znajdę siły --- by być <wyroznienie>direkt</wyroznienie><pe><slowo_obce>direkt</slowo_obce> (niem.) --- bezpośredni, wyrażony wprost. </pe> w metafizyce --- zawsze z ukosa. Pierwszy rozdział Bradleya niewątpliwie, że jest zupełnie udany, jeżeli chodzi o to, by wznowić poczucie obecności problematu przez <wyroznienie>nowe</wyroznienie>, a więc z natury rzeczy dziś wyrafinowane przedstawienie sprawy, przez pominięcie argumentów <slowo_obce>commonplace<pe><slowo_obce>commonplace</slowo_obce> (ang.) --- utarty, oklepany.</pe></slowo_obce>. To styl; filozoficzny, ale na pewno styl, nie tylko w znaczeniu dowolności --- lecz także w znaczeniu musu = swobody = natury. Zagadnienia stają się obecnymi, widzenie staje się obecnym tylko przy pewnych warunkach, odpowiadających rodzajowi i poziomowi kultury. Warunki te muszą polegać właśnie na tym, aby im bardziej ogólna była prawda, im bardziej <slowo_obce>terre à terre<pe><slowo_obce>terre à terre</slowo_obce> (fr.) --- przyziemny, mało poetycki, dosłowny.</pe></slowo_obce> --- tym prawdopodobniejsza droga prowadziła do niej. Umysł ceni w gruncie rzeczy tę drogę, a w żadnym razie obejść by się bez niej nie umiał.<end id="e1638180026870-429050070"/></akap>

<akap>Krytyka dlatego jest tak beznadziejnie droga i tak beznadziejnie bezcelowa, że musi coraz nowe przyjmować pod uwagę płaszczyzny i punkty widzenia dla swych klasyfikacji. Np. w jaki sposób dochodzimy do bezpośredniego życia własnego, w jaki sposób powstaje osobiste zainteresowanie, widzenie czy problem.</akap>

<akap><begin id="b1638180187673-3259535887"/><motyw id="m1638180187673-3259535887">Czyn, Praca</motyw>Nie zrażać się, nie zrażać się, że nie ma żadnej perspektywy, sensu i pożytku przede mną, że działanie wydaje się tylko dziwactwem osobistym i manią. Nie zrażać się, ale starać się wyjść z tego stanu. --- Módl się. Módl się przez wzniesienie umysłu codziennie, choćby na chwilę, do dziedziny, gdzie stają się widocznymi twoje zagadnienia. Staraj się, by były one bliższe ci, byś nie potrzebował czerpać z ich obecności upokarzającej otuchy, że oto są one w tobie. Aby to w <wyroznienie>tobie</wyroznienie> nie było jako moment oddzielny --- order czy dyplom parweniusza<pe><slowo_obce>parweniusz</slowo_obce> --- dorobkiewicz, nieudolnie naśladujący ludzi bogatych. </pe>. Miej ciągłą obecność własnych zainteresowań.<end id="e1638180187673-3259535887"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Mój Boże: dlaczego tak pracowano nad tym, aby zniszczyć mój umysł. Nie powstrzymuj goryczy, ani też nie oddawaj się jej. Staraj się zrozumieć działanie własnej natury myślowej --- odbudować jej swobodę --- nie umiesz prawie wcale pisać swobodnie. Szukaj. Szukaj nie z tą myślą, że natura jest to coś łatwego, coś, co przychodzi bez trudu. Nie, natura --- to stan myśli, zespół celów, miar i ideałów, przy zbieżności (?) których wszystkie zdolności nasze są zatrudnione i rozwijają się, ale sam ten zespół jest dziełem konstrukcji i woli.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Nie ulega wątpliwości, że estetyka <wyroznienie>Przybyszewskiego</wyroznienie><pe><slowo_obce>Przybyszewski, Stanisław</slowo_obce> (1868--1927) ---  młodopolski pisarz, poeta i dramaturg.</pe> sprzyjała niechlujstwu umysłowemu. Przy niej powstał stan rzeczy tego rodzaju, że można było <wyroznienie>nie wiedzieć</wyroznienie>, co się chce napisać, i nie tracić nadziei, że naga dusza <slowo_obce>выведетъ<pe><slowo_obce>выведетъ</slowo_obce> (ros., daw. pisownia sprzed reformy 1918 r.) --- wywnioskuje, zrozumie, wydedukuje.</pe></slowo_obce>, jak powiadają moskale<pe><slowo_obce>moskal</slowo_obce> a. <slowo_obce>Moskal</slowo_obce> (daw., pogard.) --- Rosjanin.</pe>.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638180422199-2643962215"/><motyw id="m1638180422199-2643962215">Praca, Bóg, Książka, Literat</motyw>Nie powinienem dopuścić, aby znajomość literatury rosyjskiej zmarnowała się. Trzeba doprowadzić do końca pracę nad Uspienskim<pe><slowo_obce>Uspienski, Gleb</slowo_obce> (1843--1902)<slowo_obce/> --- prozaik rosyjski.</pe>.</akap>

<akap>Starać się opracować <wyroznienie>młodość</wyroznienie> Renana<pe><slowo_obce>Renan, Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski pisarz, historyk, badacz historii religii, orientalista, filolog i filozof.</pe> --- bez uwzględnienia na razie dalszych etapów, więc może aż po <tytul_dziela>Avenir de la science<pe><slowo_obce>L'Avenir de la science</slowo_obce> (fr.) --- (pol. <slowo_obce>Przyszłość nauki</slowo_obce>) ostatnie dzieło Renana, opublikowane w 1890 r., poświęcone filozofii nauki i religii.</pe></tytul_dziela> i nie dalej, co najwyżej <tytul_dziela>L'Averroès</tytul_dziela><pr><slowo_obce><tytul_dziela>Averroès et l'Averroïsme</tytul_dziela></slowo_obce> --- znane dzieło Renana (1852). [red. WL].</pr>. Daje się to zupełnie pomyśleć i wykonać.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Renan, Sainte-Beuve<pe><slowo_obce>Sainte Beuve, Charles-Augustin</slowo_obce> (1804--1869) --- francuski pisarz i krytyk literacki.</pe>, Hegel<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof, twórca nowoczesnego systemu idealistycznego.</pe>, Balzac<pe><slowo_obce>Balzac, Honoré de</slowo_obce> (1799--1850) ---  powieściopisarz francuski, jeden z najważniejszych twórców współczesnej powieści europejskiej.</pe>, niewątpliwie nabrałbym otuchy, gdybym zdołał ich opracować. Przemóc to niedołęstwo, które rozpościera się we mnie. Módl się. Modlitwa jest obecnością w dziedzinie praw i celów, zatopieniem się w tych sferach, gdzie istnieją prawa i cele. Tam jest granica. Stamtąd możesz myśleć o Bogu bez bałwochwalstwa.<end id="e1638180422199-2643962215"/></akap>

<akap>Staraj się żyć modlitwą, a nie polemiką i przeciwstawieniem. Siła ginie w tym tarciu i nie rodzi się pewne światło.</akap>

<separator_linia/>

<akap><wyroznienie>Blake</wyroznienie><pe><slowo_obce>Blake, William</slowo_obce> (1757--1827) --- angielski poeta, pisarz, rytownik, malarz, drukarz i mistyk.</pe> ma dla mnie znaczenie niezrównane. Jest on dla mnie wielkim świadkiem. Dość pomyśleć o nim, by od razu wydobyć się na poziom wysokiej myśli.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638180565603-292021489"/><motyw id="m1638180565603-292021489">Poezja, Piękno, Obraz świata, Historia, Artysta</motyw>Stan duszy powstający przy czytaniu pierwszego tomu poezji <wyroznienie>Swinburne'a</wyroznienie><pe><slowo_obce>Swinburne, Algernon Charles</slowo_obce> (1837--1909) --- angielski poeta, dramaturg, powieściopisarz i krytyk.</pe>. Świat przedstawia się w kształtach piękna najrozmaitszych epok, nie możemy wyrzec się żadnego z tych kształtów --- są one wszystkie razem na jednej płaszczyźnie i powstają pomiędzy nimi stosunki, porównania. Nie ma żaden z tych światów władzy nad nami bezwzględnej, nie jest naszym światem i mając ich tyle, nie mamy jakby żadnego. Dlatego też istnieje w tej poezji pierwiastek ciemnego, zdławionego żaru. Miłość piękna, wielkość życia i jednocześnie przemijanie, jakby bez śladu, bez powietrza. Jednocześnie ten sam moment jest naszym bogactwem, rozporządzamy wszelkim pięknem, nie wyrzekamy się żadnego. Bogactwo niewątpliwie już tylko artysty, gdyż u Goethego<pe><slowo_obce>Goethe, Johann Wolfgang von</slowo_obce> (1749--1832) --- niemiecki poeta, dramaturg, prozaik, uczony, polityk i wolnomularz.</pe> --- jeżeli nie u rzeczywistego, to u Goethego pomyślanego, że tak powiem, jako idea Platońska --- życie osobiste posługuje się całą historią jako swym organem i tworzy w niej swój organizm. Tu historią panuje, poprzedza życie, nie dopuszcza do ustalenia się żadnego sensu, żadnego własnego nie ,,artystycznego" kształtu. Pierwsze wrażenie to jednak tylko.<end id="e1638180565603-292021489"/></akap>

<akap>U <wyroznienie>Arnolda</wyroznienie><pe><slowo_obce>Arnold, Matthew</slowo_obce> (1822--1888) --- angielski poeta i krytyk kulturalny.</pe>: <slowo_obce>гонорность<pe><slowo_obce>гонорность</slowo_obce> (ros.) --- dosł. poczucie honoru, honorowość; w kulturze rosyjskiej postawa kojarzona z przesadną drażliwością, podkreślaniem swojej odrębności itp.</pe></slowo_obce> --- jak przetłumaczyć ten wyraz. Świat sobie i ja sobie. Pluralizm nietykalskiego. I pomimo wszystko właściwie <wyroznienie>on</wyroznienie> może jest bliższy mi niż kto inny, z tej właśnie mało zachęcającej strony. Pomimo wszystko <wyroznienie>sytuacyjnie</wyroznienie> <wyroznienie>pokrewieństwo</wyroznienie> z Carlyle'em bardzo wielkie.</akap>

<separator_linia/>

<akap><wyroznienie><begin id="b1638180840677-3503267661"/><motyw id="m1638180840677-3503267661">Religia, Filozof</motyw>Newman</wyroznienie><pe><slowo_obce>Newman, John Henry</slowo_obce> (1801--1890) --- angielski duchowny anglikański, a po konwersji rzymskokatolicki, kardynał, filozof, teolog i pisarz.</pe> niewątpliwie ulega jakiemuś procesowi we mnie. Nie wydaje mi się paradoksem, gdy powiem, że w skali Meredithowskiej Byron<pe><slowo_obce>Byron, George Gordon</slowo_obce> (1788--1824) --- angielski poeta i dramaturg.</pe> i Newman (John Henry --- byłby oburzony i zgorszony), są możliwymi etapami jednego i tego samego procesu. <tytul_dziela>Amazing Marriage<pr><slowo_obce><tytul_dziela>Amazing Marriage</tytul_dziela></slowo_obce> --- tytuł jednej z powieści Jerzego Mereditha. [red. WL].</pr></tytul_dziela>, <tytul_dziela>Katolicyzm w Anglii</tytul_dziela><pr><slowo_obce><tytul_dziela>Katolicyzm w Anglii</tytul_dziela></slowo_obce> --- esej z II tomu <tytul_dziela>Essays critical and historical</tytul_dziela> J. H. kardynała Newmana, pt. <tytul_dziela>Catholicity of the anglican church</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> może być istotnie rozpatrywany jako wynik arystokratycznego egotyzmu, jako wytwór tej samej psychologii: nadmiaru bogactwa. U Moore'a<pe><slowo_obce>Moore, Thomas</slowo_obce> (1779--1852) --- poeta irlandzki.</pe> rozmowa czyjaś (nie pamiętam --- ach tak, Waltera Scotta<pe><slowo_obce>Scott, Walter</slowo_obce> (1771--1832) --- szkocki adwokat, powieściopisarz i poeta.</pe>) z Byronem. Walter Scott twierdzi, że jeżeli Byron się nawróci, katolicyzm prawdopodobnie skusi go najprędzej.<end id="e1638180840677-3503267661"/></akap>

<akap><wyroznienie>Byronizm</wyroznienie>, <wyroznienie>newmanizm</wyroznienie> z punktu widzenia Carlyle'owskiej fenomenologii Anglii, złe sumienie bogactwa, arystokracji nieumiejącej rozkazywać, a niemogącej, niechcącej --- ale przede wszystkim niemogącej (psychicznie) zrzec się rozkazywania, myśleć o sobie w innej formie. Trzeba pamiętać o tym.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638180966390-2240725326"/><motyw id="m1638180966390-2240725326">Religia</motyw>Religia twoja nie powinna być nawróceniem. Strzeż się, strzeż się tego i tamtego błędu. Katolicyzm niewątpliwie, ale <wyroznienie>ani momentu</wyroznienie> nie wolno ci uronić.<end id="e1638180966390-2240725326"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638181111812-691379712"/><motyw id="m1638181111812-691379712">Poezja, Obraz świata</motyw>Aby dobrze zrozumieć poezję angielską takich ludzi jak S. T. Coleridge<pe><slowo_obce>Coleridge, Samuel Taylor</slowo_obce> (1772--1834) --- angielski poeta, prekursor romantyzmu, jeden z tzw. ,,poetów jezior".</pe>, Blake, Keats<pe><slowo_obce>Keats, John</slowo_obce> (1795--1821) ---  angielski poeta romantyczny.</pe>, Meredith, Shelley<pe><slowo_obce>Shelley, Percy Bysshe</slowo_obce> (1792--1822) --- angielski poeta i dramaturg, przedstawiciel  romantyzmu.</pe>, <wyroznienie>trzeba</wyroznienie> nie tracić z oczu ani na jedną chwilę przeświadczenia o metafizycznej istocie poezji, trzeba widzieć w niej istotnie <slowo_obce>ποίησις<pe><slowo_obce>ποίησις</slowo_obce> (gr.) --- wytwarzanie, tworzenie.</pe></slowo_obce>, tworzenie życia, nowych faktów duszy ludzkiej, jej nowych organów, nowych bytów duchowych. Tylko taki pogląd broni nas od anegdotyzmu i sentymentalizmu w poezji. Poezja powstaje tam, gdzie <wyroznienie>syntetyczny</wyroznienie> obraz świata, zespół myśli, słowem <wyroznienie>pewien</wyroznienie> byt duchowy, pewna forma idealna człowieczeństwa jest odczuta jako radość i trzyma się mocą swego czaru nad duszą i umysłami, nad całym życiem --- gdy więc pewna idealna forma człowieczeństwa zostaje stworzona, wydobyta z samego wnętrza życia; przy ocenie jej idzie nam o <wyroznienie>tę formę właśnie</wyroznienie>, o jej jakość, zakres, i tylko mocno stojąc na tym gruncie zdobędziemy swobodę od ilościowego niejako punktu widzenia, zrozumiemy, że istotnie jeden fragment poetycki Keatsa może mieć wartość potencjalną, równą wielotomowej twórczości szczęśliwszych poetów. Pamiętać o tym, jeżeli się chce zachować właściwą orientację. Dalej pamiętać, że ten <wyroznienie>pogląd</wyroznienie> --- muszę, pisząc, posługiwać się śmiesznymi przeciwstawieniami --- nie daje się pogodzić z żadnym lekceważenim tego, co jest, ,,zmysłowym czarem poezji". Przeciwnie, ten czar to czyni właśnie poezję głębokim dziełem życia, w magii formy jest jej element twórczy, w życiowym, metafizycznym znaczeniu. Dlatego też nie można nawet mówić o współodpowiedniości formy i treści, o bogactwie treści i ubóstwie formy. <wyroznienie>Poetycko</wyroznienie> treść jest formą, by być poezją, treść musi się stać radosnym faktem życia, a jest tym bardziej sobą, im bardziej całe życie obejmuje. Każdy element obojętności istniejący w nas, mogący istnieć w chwili poetyckiego ujęcia, uszczupla głębokość poezji, jest połączony z jej uszczerbkiem. <wyroznienie>Poezja musi być pojmowana jako twórcza autodefinicja człowieka</wyroznienie>.<end id="e1638181111812-691379712"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>12 XII</akap></nota>

<akap>Przystępuje się najzupełniej spokojnie do analizowania takich zjawisk jak ,,rozum", ,,wyobraźnia", ,,poznanie" i ignoruje się najzupełniej ich społeczno-historyczną strukturę, przeciwnie: uznaje się milcząc za punkt wyjścia, że należą one tak lub inaczej do samej natury człowieka, stanowią moment jego definicji.</akap>

<akap>Gleb Uspienski formułuje właściwości myśli rosyjskiej jako niedowierzanie samej sobie i szacunek krytyczny, niemal nieprzezwyciężony, do myśli cudzych, które są w stanie naszym: ,,<slowo_obce>по шапĸѣ дать<pe><slowo_obce>по шапĸѣ дать</slowo_obce> (ros., daw. pisownia sprzed reformy 1918 r.) --- wygonić, wygryźć (dosłownie: dać po czapce).
(https://phraseology.academic.ru/2979/%D0%94%D0%B0%D1%82%D1%8C_%D0%BF%D0%BE_%D1%88%D0%B0%D0%BF%D0%BA%D0%B5)</pe>"</slowo_obce>. <slowo_obce>Eheu!<pe><slowo_obce>eheu</slowo_obce> (łac.) --- niestety.</pe></slowo_obce> i niewątpliwie czepia się ta choroba nie tylko rasowych Rosjan, lecz wszystkich, co zaznali dobrodziejstw caratu i przede wszystkim szkół rosyjskich, o których tow. Łunaczarski<pe><slowo_obce>Łunaczarski, Anatolij Wasiljewicz</slowo_obce> (1875--1933) --- pisarz i teoretyk rosyjskiego socjalizmu, który wraz z Gorkim odwiedził był Brzozowskiego we Florencji. [red. WL].</pe> jest tak dobrego zdania (,,<slowo_obce>Русская школа не хороша, но
эго ужь оставтѣ!"<pe><slowo_obce>Русская школа не хороша, но
эго ужь оставтѣ!</slowo_obce> (ros., daw. pisownia sprzed reformy 1918 r.) --- Szkoła rosyjska nie jest dobra, ale ego proszę zostawić już w spokoju!</pe></slowo_obce>). <begin id="b1638181297465-3693206389"/><motyw id="m1638181297465-3693206389">Praca, Twórczość</motyw>Niewątpliwie bowiem nie ufam myślom i kierunkom myśli, które przychodzą mi z łatwością. Dlatego piszę nieraz lepiej i głębiej, gdy się muszę spieszyć, bo wtedy nie mogę się krępować i wtedy zwycięża instynkt nad nieufnością. Czasami myślę, że nie uda mi się już wyleczyć z tej garbacizny, tym bardziej, że i tu staje na przeszkodzie znowu zapewne Siengalewiczowska<pr><slowo_obce>Siengalewicz, Mikołaj</slowo_obce> --- w latach 1874--1899 dyrektor wyższego gimnazjum w Lublinie, do którego Brzozowski uczęszczał. (Patrz <tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela>, wpis z dnia 5 I). [red. WL]</pr> szczepionka: nieufność do pracy nienarzuconej zewnętrznie, niewiara w nią. Procesy umysłowe odbywać się muszą we mnie <slowo_obce>incognito<pe><slowo_obce>incognito</slowo_obce> (łac.) --- skrycie, tajnie, anonimowo.</pe></slowo_obce> i przez cały czas trwania swego uchodzić za coś podejrzanego. Ani na chwilę niemal dobrego sumienia intelektualnego, gdyż tak urządzono <wyroznienie>mi</wyroznienie> --- i myślę, że mógłbym powiedzieć <wyroznienie>nam</wyroznienie>, samowiedzę kulturalną, że to właśnie, co jest pracą istotną, wydaje się jakimś beznadziejnym oszukiwaniem samego siebie. Trzeba by nie żyć własnymi myślami, nie budować na nich, nie wytwarzać na ich podstawie planów i woli, aby być w zgodzie z tą kulturalną samowiedzą --- a więc musi się być w niezgodzie z nią --- niezgodzie tak głębokiej, że wytwarza się <wyroznienie>niewiara</wyroznienie> w życie osobiste nie jako celowość już nawet, ale wprost rzeczywistość.<end id="e1638181297465-3693206389"/></akap>

<akap>Ale nie o tym chciałem mówić. Chcę, jak zawsze <slowo_obce>incognito</slowo_obce> i pod podejrzeniem, ująć zasadnicze rysy współczesnej literatury i naturalnie, w myśl osobliwego mechanizmu tu opisanego, moje centralne myśli są na obwodzie i posiadają dążności wyłącznie odśrodkowe.</akap>

<akap>Przede wszystkim, czy istnieje jakaś <wyroznienie>idea</wyroznienie> człowieka, właściwa polskiej literaturze XIX wieku. Niewątpliwie p. Koneczny<pr><slowo_obce>Koneczny, Feliks</slowo_obce> ---- aluzja do artykułu dra Feliksa Konecznego, redaktora ,,Świata słowiańskiego", pt. <tytul_dziela>Teoria Grunwaldu</tytul_dziela>. (,,Przegląd Powszechny", 1910, lipiec). Artykuł ten znany był autorowi z przedruku w ,,Widnokręgach" z dn. 10 sierpnia 1910. Z. X--XII. Wzmianka o nim powtarza się jeszcze w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela> we wpisie z dnia 3 II. [red. WL].</pr> ma słuszność i gdzieś tam w XIV, XV wieku istniała taka <wyroznienie>idea</wyroznienie>, istniała zapewne w XVI wieku, istniała i następnie, jeżeli zważyć, że katolicyzm najbardziej zwyrodniały jest jednak ideą ujętą wprost.</akap>

<akap>Gdy mówię wprost, mam na myśli <wyroznienie>brak tego</wyroznienie> właśnie momentu bezpośredniej poznawczej szczerości w literaturze ostatniego stulecia.</akap>

<akap><begin id="b1638181504363-99567893"/><motyw id="m1638181504363-99567893">Naród, Historia</motyw>Nie idzie tu o to, czym jest <wyroznienie>życie</wyroznienie>, <wyroznienie>człowiek</wyroznienie>, <wyroznienie>ale</wyroznienie> o stosunek tego wszystkiego do zagadnienia narodowej niepodległości, istnienia narodowego. Ale naturalnie, <wyroznienie>że</wyroznienie> dzieje się to nie w formie świadomego rozkładu planów i stosunków, lecz w drodze bezwiednego, instynktownego podporządkowania wszystkich czynności umysłowych zagadnieniom specjalnym, historycznie określonym.</akap>

<end id="e1638181504363-99567893"/><separator_linia/>

<akap><begin id="b1638181575768-3797379654"/><motyw id="m1638181575768-3797379654">Poezja</motyw>Przy studiach nad poezją angielską nie można stracić z oczu uwagi, którą znajduję w młodzieńczym szkicu Newmana: <slowo_obce>A right moral state of heart is the formal and scientific condition of a poetical mind<pe><slowo_obce>A right moral state of heart is the formal and scientific condition of a poetical mind</slowo_obce> (ang.) --- <slowo_obce>Odpowiedni stan moralny serca jest formalnym i naukowym uwarunkowaniem poetyckiego umysłu</slowo_obce>. Cytat angielski, wzięty ze studium J. H. Newmana <tytul_dziela>Poetry, with reference to Aristotles Poetics</tytul_dziela>, w <tytul_dziela>Essays critical and historical</tytul_dziela> vol. I. p. 21.  [red. WL].</pe></slowo_obce>. Jest to niewątpliwie aksjomat. I niewątpliwie jest to, zwłaszcza z przytoczeniem źródła, bezwzględna, niezawodna w działaniu, czerwona szmata dla naszych postępowców. Gdyby nie to, że jest im zupełnie obcą i zupełnie obojętną rzeczą, czym jest poezja, jak żyje, skąd czerpie swe źródła i siły, można by powiedzieć, że gdyby im tę samą prawdę przetłumaczyć na inne terminy, widzieliby w niej oni objawienie. Nie mogę teraz analizować Newmanowskiego powiedzenia, ale stanowi ono klucz moich pozycji krytycznych.<end id="e1638181575768-3797379654"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Mój tom o Newmanie<pe><slowo_obce>mój tom o Newmanie</slowo_obce> --- nad tomem o Newmanie pracował Brzozowski od roku, przeznaczając go dla wydawnictwa ,,Symposion". Część rękopisu, obejmującą kilkadziesiąt stronic wstępu i sto kilkadziesiąt tłumaczenia, przysłał był nakładcy z końcem września 1910 r. Z pracy tej widocznie niezupełnie był zadowolony, skoro zamierzał ją zmienić wedle innego planu. [red. WL].</pe> trzeba będzie bezwzględnie cofnąć i zrobić według całkiem innego planu. Niewątpliwie było to zuchwalstwem przypuszczać, że uda mi się ująć w ciągu tak krótkiego czasu życie tak zastraszająco głębokiej jednostki, życie zresztą człowieka, który mówi i myśli wielowiekowym historycznym doświadczeniem.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>16 XII</akap></nota>

<akap>Co zastajemy? Życie poprzednich pokoleń ludzkich i nasz do niego stosunek. To jest punkt wyjścia mojej filozofii i jej założenie, określające metodę, charakter, stosunki do innych kierunków.</akap>

<akap>Stąd roztacza się całkiem inny widok dla krytyki, biografii, historii. Przede wszystkim krytyki.</akap>

<akap>Każdy wybitny, każdy silnie żyjący człowiek <wyroznienie>zmienia</wyroznienie> coś w tych postulatach, które są zawiązkiem wszystkich pewników, całej rzeczywistości ludzkiej. W nim chwytamy na gorącym uczynku to rodzenie się nowych tonów, wartości --- nowych właściwości życia. Krytyka jest <wyroznienie>analizą</wyroznienie> naszego oddychalnego powietrza. Wykrywa ona genezę jego pierwiastków i ich wartość.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Darwinizm kultury: warunki ekonomiczno-biologiczne rozstrzygają o żywotności form ,,słowa wcielonego", ale <wyroznienie>nie ma</wyroznienie> związku zasadniczego, koniecznego pomiędzy nimi a ,,słowem"--- jako twórczością. I tu punkt widzenia <wyroznienie>de Vriesa</wyroznienie><pe><slowo_obce>Vries, Hugo Marie de</slowo_obce> (1848--1935) --- holenderski botanik i genetyk, badacz dziedziczności, twórca teorii mutacji.</pe>.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638181648637-2526774949"/><motyw id="m1638181648637-2526774949">Odwaga, Praca</motyw>Trzeba mieć odwagę, nie wolno ci jej nie mieć. Nie wolno ci nie zarabiać. Skąd to tchórzostwo? Byłem kiedyś odważny i nie traktowałem mojej pracy jako auto-ekspresji, liryzmu, które --- przypadkowo niejako --- dają mi byt. Czymkolwiek bądź jest twój świat umysłowy, musisz z niego uczynić narzędzie walki i pracy! Musi on być twoją podstawą.<end id="e1638181648637-2526774949"/></akap>

<akap>Módl się: naucz się żyć myślą w surowym świecie --- raz na zawsze bez powrotu, bez potrzeby wdzierania się z trudem.</akap>

<akap>Ośmieliłeś się zaważyć na cudzym życiu: masz dziecko. Nie tylko faktem jesteś, lecz i przyczyną --- stwarzasz fakty. Nie wolno ci nie mieć sił. Tu twój najpierwszy sprawdzian. Co ci odbiera siły --- jest trucizną.</akap>

<akap>Niechaj metafizycy wzruszają ramionami: tu jest twój związek z tym, co jest, i <wyroznienie>tędy</wyroznienie> wkracza w twoje życie powaga istnienia. Tylko tędy. <wyroznienie>Tu musisz być rzeczywisty</wyroznienie>.</akap>

<akap>Tu upadłeś: nie umiesz być już dobrym w domu, kiedyś umiałeś. Nie myśl o sobie. Przestań. Zobaczysz, że ci to ulży. Wiesz o tym. Tylko kiedy mieszkasz myślą w sobie, jesteś tchórzem. Naucz się rozwiązywać drobne zadania równowagi domowej. Robiła ci dobrze atmosfera troski o drobiazgi. Dobrze jest mieć taki pierwiastek łatwo dostępnej prawdy, dziedziny, w której zaraz występuje różnica pomiędzy kłamstwem i prawdą. Staraj się to odzyskać.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Troska codzienna w życiu myśliciela i poety bywa źródłem natchnienia, a przynajmniej pewnej drogocennej strugi krwi w tym natchnieniu. Stąd ją miewał Balzac, stąd Dostojewski<pe><slowo_obce>Dostojewski, Fiodor Michajłowicz</slowo_obce> (1821--1881) --- rosyjski pisarz i myśliciel.</pe>.</akap>

<akap>Ciche tryumfy szlifierstwa, stałe i spokojne, cierpliwe i żmudne, czy nie czujecie ich w patosie <tytul_dziela>Etyki<pe><slowo_obce>Etyka</slowo_obce> --- definicja patosu <tytul_dziela>Etyki</tytul_dziela> Barucha Spinozy, filozofa niderlandzkiego (1632--1677). [red. WL].</pe></tytul_dziela>.</akap>

<akap>Na czymś życiowym musi być zawsze wsparta myśl i związki tu mogą być bardzo dziwne.</akap>

<akap>Nie złorzecz trosce.</akap>

<akap>Uczciwość myślowa jest najtrudniejszą rzeczą. Człowiek o wiele łatwiej zdobywa się na wszystko inne, niż na zrozumienie, że myśli tylko to, co myśli, i tak, jak myśli, że nie ma sposobu wydobycia czegoś więcej z własnego procesu myślowego, niż z natury wewnętrznej treści naszego życia i całokształtu jego stosunków do poprzedzających nas i współczesnych nam procesów życiowych on zawiera.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>18 XII</akap></nota>

<akap><begin id="b1638182054382-1183873139"/><motyw id="m1638182054382-1183873139">Praca, Twórczość</motyw>Nie powinienem tyle rozmyślać nad przyczynami braków mojej organizacji umysłowej. Jest to nowy nałóg u mnie i niewątpliwie w związku ze straszliwym osłabieniem czynników twórczych. Przyczyny te to brak wzorów w otoczeniu, jakichkolwiek bądź przykładów i wskazań, a mnóstwo najróżnorodniejszych czynników i dezorganizujących, i osłabiających wolę.<end id="e1638182054382-1183873139"/></akap>

<akap><begin id="b1638182163310-449531973"/><motyw id="m1638182163310-449531973">Książka, Młodość, Filozof</motyw>Rodzice moi byli oboje, w różnej postaci, rozbitkami szlacheckiego rozkładu: z tradycjami zamożności i majątku, bez tradycji pracy, z osłabionym lub zanikającym poczuciem rzeczywistości, celów i uczuć ogólnych. Myślę, że może wyzwoliłoby mnie raz na zawsze jasne wypowiedzenie tego wszystkiego, ale nie czuję się teraz do niczego zdolnym. Żadna książka nie daje mi uczucia asymilacji natychmiastowej, przyrastania myśli i duszy. Właściwie oprócz Sorela<pe><slowo_obce>Sorel, Georges Eugene</slowo_obce> (1847--1922) --- francuski myśliciel społeczny, socjolog i filozof, teoretyk narodowego syndykalizmu.</pe>, tylko o Meredicie, Blake'u i Bergsonie<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, główny twórca intuicjonizmu.</pe> mogę twierdzić z bezwzględną pewnością, że fenomen miał miejsce. Z dni młodzieńczych, pamiętam dni z Buckle'em<pe><slowo_obce>Buckle, Henry Thomas</slowo_obce> (1821--1862) --- brytyjski filozof, historyk kultury i socjolog.</pe>, Michajłowskim<pe><slowo_obce>Michajłowski, Nikołaj</slowo_obce> (1842--1904) ---  socjolog, publicysta i krytyk literacki.</pe>, Haecklem<pe><slowo_obce>Haeckel, Ernst</slowo_obce> (1834--1919) --- niemiecki biolog, filozof i podróżnik, zwolennik darwinizmu.</pe>. Potem silnie zaciężyła na mnie książka Bierdiajewa<pe><slowo_obce>Bierdiajew,  Nikołaj Aleksandrowicz</slowo_obce> (1874--1948) --- rosyjski filozof, jeden z największych myślicieli prawosławnych XX wieku.</pe> o Michajłowskim <tytul_dziela>Проблемы идеализма<pe><slowo_obce><tytul_dziela>Проблемы идеализма</tytul_dziela></slowo_obce> (ros.: Problemy idealizmu) --- Brzozowski naprawdopodobniej miesza dwie publikacje Nikołaja Bierdiajewa. W 1902 r. wydano zbiór artykułów Problemy idealizmu (https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9F%D1%80%D0%BE%D0%B1%D0%BB%D0%B5%D0%BC%D1%8B_%D0%B8%D0%B4%D0%B5%D0%B0%D0%BB%D0%B8%D0%B7%D0%BC%D0%B0_(%D1%81%D0%B1%D0%BE%D1%80%D0%BD%D0%B8%D0%BA)), w którym znajdował się artykuł Bierdiajewa dotyczący etyki, <slowo_obce>Этическая проблема в свете философского идеализма</slowo_obce> (Problem etyczny w świecie idealizmu filozoficznego, https://azbyka.ru/otechnik/Nikolaj_Berdyaev/sub-specie-aeternitatis/3).
Książka o Michajłowskim nosiła tytuł <slowo_obce>Субъективизм и индивидуализм в общественной философии. Критический этюд о Н. К. Субъективизм и индивидуализм в общественной философии. Критический этюд о Н. К. Михайловском</slowo_obce> i ukazała się w 1901 r. w Sankt-Petersburgu. (http://www.odinblago.ru/subiekt_individ/)</pe></tytul_dziela>. Zapoczątkowały one fazę intensywnego wżycia się w idealizm niemiecki. Pamiętam taką chwilę z <tytul_dziela>Schellingiem</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Schelling, Friedrich Wilhelm Joseph von</slowo_obce> (1775--1854) --- niemiecki filozof, wybitny reprezentant klasycznego idealizmu. Chodzi prawdopodobnie o książkę Kuno Fischera <tytul_dziela>Friedrich Wilhelm Joseph Schelling</tytul_dziela> (Volume 6 di Son: Geschichte der neuern Philosophie, Bassermann, 1872).</pe> Kuno Fischera<pe><slowo_obce>Fischer, Kuno Ernst Berthold</slowo_obce> (1824--1907) ---  niemiecki filozof i historyk filozofii.</pe> w kawiarni Udziałowej<pe><slowo_obce>kawiarnia Udziałowa</slowo_obce> --- warszawska mleczarnia-kawiarnia, działająca od końca XIX w. do zakończenia I wojny światowej; miejsce spotkań artystów, satyryków i literatów.</pe>, podczas oczekiwania na posłańca ulicznego z zaliczką z redakcji czy księgarni, gdy literalnie, może jak nigdy przedtem ani potem, doznałem wrażenia wyjścia z ciała, z siebie. Pamiętam także pewną godzinę jazdy z Otwocka do Warszawy. Godzinę, która raz na zawsze wyzwoliła mnie od naturalizmu. Potem do Sorela nie miałem już tak silnych przeżyć. Musiałbym skontrolować, w jakiś sposób, wrażenia przy czytaniu 4. i 5. tomu <tytul_dziela>Literatur Słowiańskich<pe><slowo_obce>Literatury Słowiańskie</slowo_obce> --- chodzi prawdopodobnie o dzieło Adama Mickiewicza (1798--1855), pt.<tytul_dziela> Literatura słowiańska: wykłady w Collège de France</tytul_dziela>.</pe></tytul_dziela> we Lwowie<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q36036"></ref> w 1905 r. Więcej zaufania mam do myśli przy czytaniu przedmowy Thodego<pe><slowo_obce>Thode, Henry</slowo_obce> (1857--1920) ---  
 niemiecki historyk sztuki.</pe> do <tytul_dziela>Świętego Franciszka</tytul_dziela><pr><slowo_obce>Święty Franciszek</slowo_obce> --- Thode zaopatrzył w przedmowę <tytul_dziela>Fioretti</tytul_dziela> św. Franciszka w przekładzie niemieckim, wydanym u E. Diederichsa w Jenie. Franciszek z Asyżu, właśc. wł. Giovanni di Pietro di Bernardone (1181 lub 1182--1226), założyciel zakonu franciszkanów, misjonarz, mistyk średniowieczny, święty Kościoła katolickiego. <tytul_dziela>Kwiatki Świętego Franciszka </tytul_dziela>(wł. <tytul_dziela>I fioretti di san Francesco</tytul_dziela>) to zbiór krótkich opowiadań o życiu św. Franciszka i jego towarzyszy. [red. WL].</pr>.<end id="e1638182163310-449531973"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>19 XII</akap></nota>

<akap><tytul_dziela><begin id="b1638182327036-2095441151"/><motyw id="m1638182327036-2095441151">Ojczyzna, Pozycja społeczna</motyw>Democratic Vistas<pe><slowo_obce>Democratic Vistas</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Democratic Vistas</tytul_dziela>, jeden rozdział z prozaicznych pism Walta Whitmana, poety północnoamerykańskiego, wydanych pod zbiorowym tytułem <tytul_dziela>Specimen days and collect</tytul_dziela>. Stanowi on ciekawy komentarz do twórczości Whitmana, w którym kreśli on ideał demokratycznej przyszłości Stanów Zjednoczonych. [red. WL].</pe></tytul_dziela> Whitmana<pe><slowo_obce>Whitman, Walter</slowo_obce> a. <slowo_obce>,,Walt"</slowo_obce> (1819--1892) --- amerykański poeta i prozaik, jeden z prekursorów współczesnej literatury amerykańskiej.</pe> --- przygnębienie gniecie duszę przy czytaniu. Gdzie miejsce dla nas, dla Polski, w tych perspektywach, gdzie pewność i wreszcie: gdzie potrzeba samej tej pewności? List Whitmana do rosyjskiego tłumacza, poczucie powinowactwa dwóch ogromów przyszłości. Smutek! Smutek! Nie można bez zastrzeżeń oddać się człowiekowi, zaufać mu. --- A śmieszność myśli, która się boi człowieka, przyszłości jego. Przed laty mówiłem bezlitośnie o Krasińskim<pe><slowo_obce>Krasiński, Zygmunt</slowo_obce> --- <slowo_obce>o Krasińskim mówiłem bezlitośnie</slowo_obce> prawdopodobnie podczas swych wakacyjnych wykładów w Zakopanem, w r. 1905. Zygmunt Krasiński (1812--1859), jeden z największych poetów polskiego romantyzmu. [red. WL].</pe> --- dzisiaj nadszedł jego odwet. Polska dla Whitmana to tylko feudalizm w jego pojęciu i przecież <wyroznienie>tak jest</wyroznienie> właściwie. Trzeba myśleć, trzeba przekonywać siebie, trzeba przypominać, że Polska to także warunek nieupośledzonej przyszłości 20 milionów, które miały, mają lub będą miały nieszczęście urodzić się Polakami.<end id="e1638182327036-2095441151"/> Ale to już inna perspektywa. Nie ma tu miejsca na oceaniczną bezbojaźliwość --- przeciskać się trzeba szczelinami. Stąd współczucie dla Sorela: i on ma na sobie przeszłość zorganizowaną, rozczłonkowaną, raz na zawsze niezmienną, żyć musi w jej warunkach. To nie zmienia rzeczy, że Whitman<pr><slowo_obce>Whitman</slowo_obce> --- o Whitmanie pisał Brzozowski, jak tu się wyraża, ,,niesprawiedliwie i sucho" w <tytul_dziela>Legendzie Młodej Polski</tytul_dziela> w rozdziale XII (<tytul_dziela>Dusza samotna</tytul_dziela>). [red. WL].</pr> się łudził, <wyroznienie>choć nie</wyroznienie> do tego stopnia, jak to przypuszczałem, pisząc o nim niesprawiedliwie i sucho, jest on mądrzejszy, bardziej ,,<slowo_obce>dix-huitième siècle"<pe><slowo_obce>dix-huitième siècle</slowo_obce> (fr.) --- osiemnasty wiek.</pe></slowo_obce>, niż myślałem --- naturalnie to znaczy, że ma w sobie więcej tego elementu, niż myślałem, nie znaczy, aby go ten element określał --- ale jego złudzenia nic nie znaczą. Fakt jest, że pomiędzy każdym z nas i błogosławieństwem myśli leży nieszczęście, rzecz określona, ciasna i uboga. Kasprowicz<pe><slowo_obce>Kasprowicz, Jan</slowo_obce> (1860--1926)  --- polski poeta, dramaturg, krytyk literacki i tłumacz.</pe> i Whitman --- istotnie to określa. Biedny, oślepły słonecznik i szeroka, żywa, nieogarniona, widząca dusza oceanu w wichrze i słońcu. Biedny oślepły słonecznik!</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>20 XII</akap></nota>

<akap><begin id="b1638182534945-530220800"/><motyw id="m1638182534945-530220800">Poeta</motyw>Naturalnie, kiedy teraz myślę o Anglii XVIII wieku, wiem, że jest to środowisko Blake'a i dlatego <wyroznienie>widzę</wyroznienie> je w jego świetle, a jest rzeczą niezmiernie trudną zdać sobie sprawę, gdzie <wyroznienie>kończy się</wyroznienie> wpływ tak określony. Ataki na Taine'a<pe><slowo_obce>Taine, Hippolyte</slowo_obce> (1828--1893) --- francuski filozof, psycholog, historyk sztuki i literatury oraz krytyk literacki. </pe>: jak gdyby twierdził on, że można z danego środowiska, danego momentu, danej fazy,  <wyroznienie>wydedukować</wyroznienie> poetę: --- co za nonsens! Taine tylko uczył, <wyroznienie>jak</wyroznienie> analizować <wyroznienie>danego</wyroznienie> poetę na momenty, w celu wyzyskania literatury dla charakterystyki życia przeszłości dziejowej.<end id="e1638182534945-530220800"/></akap>

<akap>Askenazy<pe><slowo_obce>Askenazy, Szymon</slowo_obce> (1865--1935) --- polski historyk, twórca lwowskiej szkoły historycznej.</pe> <slowo_obce>contra<pe><slowo_obce>contra</slowo_obce> (łac.) --- przeciw, przeciwko.</pe></slowo_obce> Taine!</akap>

<akap><begin id="b1638182627418-1523025960"/><motyw id="m1638182627418-1523025960">Polityka, Naród</motyw>Spodziewam się. Pojęcie człowieka, <wyroznienie>wizja</wyroznienie> życia w jego powadze i demonizmie nie na rękę sprytnym u dostawcy optymizmu narodowego.</akap>

<akap>Naturalnie --- do Askenazych<pr><slowo_obce>Askenazy</slowo_obce> --- aluzja do pięknego zresztą studium prof. Szymona Askenazego o Tainie, pomieszczonego w jego <tytul_dziela>Studiach historyczno-krytycznych</tytul_dziela>, a napisanego w przededniu śmierci Taine'a, jeszcze zimą 1892 r. Jedynie w rozdziale IV tego studium znaleźliśmy kilka luźnych, wytykających Taine'owi zbytek pesymizmu, uwag, wobec których aluzje Brzozowskiego mogłyby mieć uzasadnienie. (Patrz <tytul_dziela>Studia historyczno-krytyczne. Wydanie drugie</tytul_dziela> --- przejrzane i poprawione. Kraków. 1893. Str, 332, 334 i 341). [red. WL].</pr> należy najbliższa przyszłość. Ponad realnym, krwawym życiem, rozdartym na przeciwieństwa, płynie wartki prąd uczuć, różnych motywów jednakowych u wszystkich. PPS<pe><slowo_obce>PPS</slowo_obce> a. <slowo_obce>Polska Partia Socjalistyczna</slowo_obce> --- polska partia polityczna o charakterze niepodległościowym, socjalistycznym i pracowniczym, założona w 1892 r.</pe>, ND<pe><slowo_obce>ND</slowo_obce> a. <slowo_obce>Narodowa Demokracja</slowo_obce>, a. <slowo_obce>endecja</slowo_obce> --- polski ruch polityczny o ideologii nacjonalistycznej, powstały pod koniec XIX wieku.</pe>, PD<pe><slowo_obce>PD</slowo_obce> --- prawdopodobnie literówka autora, chodzi  raczej o SD (socjaldemokrację), lewicowy ruch społeczny wywodzący się z ruchu robotniczego.</pe>, wszystkie te grupy wytwarzają skłonność optymistycznego szacowania przeszłości i współczesności. Naturalnie ten <wyroznienie>optymizm</wyroznienie> musi być niezróżniczkowany; wtedy czyni zadość wszystkim.<end id="e1638182627418-1523025960"/></akap>

<akap>I w jaki sposób Sz. Askenazy może cenić Taine'a wobec tego? Tylko ciekawe, dlaczego w ogóle go tyka.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>21 XII</akap></nota>

<akap>Czytając Sainte-Beuve'a trzeba zwracać uwagę na powiedzenia ogólnikowe, myśli napotkane po drodze. Jest to charakterystyczne dla typu pisarskiego, do którego on należy. Ludzie ci żyją w pewnej rzeczywistości i, nie myśląc o niej, wypowiadają ją. Sainte-Beuve jest w takim stosunku do kultury francuskiej: nie tyle ważne są --- o ile są one w ogóle --- ogólne umyślne definicje tej kultury przez niego, ile raczej jej życie w nim samym; jest ona wewnętrznym prawem jego umysłu, zasobem nie tylko miar, ale i ustalonych faktów. Tak, pisząc o Carrelu<pr><slowo_obce>Carrel, Armand</slowo_obce> --- Sainte Beuve pisze o Armandzie Carrelu w <tytul_dziela>Causeries du Lundi</tytul_dziela>, t. VI (wyd. Garnier-Frères); zacytowaną uwagę o stylu zawiera ustęp na str. 97--8 tejże książki. <slowo_obce>Ces termes abstraits et doctrinaires étaient alors reçus, et je ne les relève chez un des bons écrivains de l'école historique que parce que les chefs de cette école et lui-même se montraient alors de plus sévères contre les écrivains qui appartenaient à l'école qu'on appelait d'imagination, et qu'ils se considéraient par rapport à ceux-ci comme infiniment plus classiques. Mais employer ces termes désagréables et ternes, c'était aussi une manière bien sensible de ne pas être du siècle de Louis XIV</slowo_obce> (<slowo_obce>Te abstrakcyjne i doktrynalne terminy zostały następnie zaakceptowane i odnotowałem je u jednego z dobrych pisarzy szkoły historycznej, ponieważ przywódcy tej szkoły i on sam byli wtedy bardziej surowi wobec pisarzy należących do grupy, którą nazywali oni szkołą  wyobraźni, i uważali samych siebie --- w stosunku do przedstawicieli tej szkoły --- za nieskończenie bardziej klasycznych. Ale używanie tych nieprzyjemnych i nudnych określeń było również bardzo subtelnym sposobem na to, by nie uchodzić za kogoś z wieku Ludwika XIV</slowo_obce>).<akap>Armand Carrel (1800--1836), publicysta francuski, wraz z Mignetem i Thiersem, główny w r. 1830 redaktor opozycyjnego pisma ,,<tytul_dziela>National</tytul_dziela>", nieubłagany przeciwnik rządu i wyznawca zasad republikańskich, który bystrością umysłu i nieposzlakowanym charakterem górował w publicystyce swego czasu. Wydał również pisma zbiorowe Couriera. (patrz przypis w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela> z dnia 6 II). Jego <tytul_dziela>Oeuvres politiques et litteraires</tytul_dziela> wydali Littre i Paulin w 5 tomach w r. 1858. [red. WL].</akap></pr>, mówi on z powodu częstego użycia przez niego wyrazów oderwanych, doktrynerskich, że to nie jest styl Ludwika XIV<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q7742"></ref><pe><slowo_obce>Ludwik XIV</slowo_obce> (1638--1715) --- Ludwik XIV Wielki (fr. Louis XIV, Louis le Grand), Król Słońce (fr. <slowo_obce>le Roi-Soleil</slowo_obce>), król Francji i Nawarry w latach 1643--1715.</pe>, równie dobrze, jak nie jest stylem barwność, nieskrępowany patos etc. Na czym polega więc ten styl? Na tym, że była to żywa harmonia, fakt zrównoważony, ale fakt --- nie systemat<pe><slowo_obce>systemat</slowo_obce> (daw.) --- system.</pe>. Fakt, a więc abstrakcyjna suchość doktryny politycznej nie była w zgodzie z jego rzeczywistością; zrównoważony, a więc życie, aby tu istnieć, musiało stać się zdolnym do istnienia, pozyskać prawa. Stąd wypływają wszystkie właściwości zasadnicze. Styl wyklucza wszystko, co każe nam wierzyć w nagłą i ostateczną przemianę w naturze ludzkiej --- jednocześnie wyklucza, nieuspołecznioną, nie ,,<slowo_obce>châtiée</slowo_obce>"<pe><slowo_obce>châtiée</slowo_obce> (fr.) --- ukarana, ujarzmiona.</pe> naturę. W tym świetle trzeba rozważać tę literaturę.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638182812471-3957032187"/><motyw id="m1638182812471-3957032187">Praca, Książka</motyw>Gdybym miał wolę, zająłbym się tego rodzaju pracą: niezależnie od wszystkiego, co muszę pisać, by żyć --- zacząłbym powoli i spokojnie opracowywać Goethego, nie spiesząc się, ale nie odkładając, posuwając z wolna, ale stale z dnia na dzień znajomość jego pism, zrozumienie jego wewnętrznego życia bez przesady w drobiazgowości, ale z precyzją psychologiczną niezostawiającą nic w stanie frazeologicznie plastycznym. W ten sposób mógłbym stworzyć książkę, która organicznie wchłonęłaby i zaasymilowała całe moje życie duchowe, wszystkie właściwości mojego ja.</akap>

<akap>Niewątpliwie mam dużo do powiedzenia na usprawiedliwienie mojej nieczynności, apatii i przygnębienia, i to właśnie jest fatalne, że mam tyle obiektywnie słusznych racji. Co po tej słuszności?</akap>

<akap>Twoją psią służbą jest pracować, czy masz ochotę czy też nie, czy widzisz cel pracy czy bez celu.<end id="e1638182812471-3957032187"/></akap>

<akap>Skakanie przez kij. Skacz. Nie rezonuj!</akap>

<akap>Goethe --- wiem, ile jest nudy, martwoty do przezwyciężenia, ale on ją też przezwyciężał. A niewątpliwie wyrasta on coraz bardziej.</akap>

<akap>Mój Boże! Jak mały, jak żakowsko<pe><slowo_obce>żakowski</slowo_obce> --- studencki, uczniowski.</pe> naiwny jest w 5/6 swych poruszeń osobistych Byron. Osobista poezja. Tak i nie!</akap>

<akap>Bo gdyby nie to, że Byronowski egotyzm w poezji jest inny niż <wyroznienie>ego</wyroznienie> Byrona w życiu, nie moglibyśmy znieść jego rzeczy --- chociaż jeszcze nie wiem, co zostanie, co zostałoby, gdybyśmy śmieli, gdybym śmiał i gdybym umiał patrzeć jasno, widzieć szczerze i mówić bez przesady. Gorzkie to złudzenie krytyka.</akap>

<akap><begin id="b1638183026583-2601711268"/><motyw id="m1638183026583-2601711268">Kondycja ludzka, Filozof</motyw>Ten Brzozowski mówi tylko o spirytyzmie, powiada Zofia Nałkowska<pe><slowo_obce>Nałkowska, Zofia</slowo_obce> (1884--1954)  ---  polska pisarka, publicystka i dramatopisarka.</pe>. Ona <wyroznienie>wie</wyroznienie> na pewno, <wyroznienie>wie</wyroznienie> jasno, czym jest człowiek!</akap>

<akap><slowo_obce>Requiescat<pe><slowo_obce>requiescat</slowo_obce> (łac.) --- fragment wyrażenia <slowo_obce>requiescat in pace</slowo_obce> (<slowo_obce>niech spoczywa w pokoju</slowo_obce>).</pe></slowo_obce>. Kłaść <wyroznienie>nacisk</wyroznienie> na podświadome, byle nie używać słów, które kaleczą wolnomyślne uszy.</akap>

<akap>Jakie nieustraszone są te badawcze dusze.</akap>

<akap>Co mi po tym wszystkim? Po co to piszę? Już przeszła, skończyła się młodość. Wiek dojrzały zastał bez sił, obciążonego przeszkodami, źle przygotowanego. Już nie ma atmosfery marzeń. Śmierć może czekać lata, ale potencjalnie, <slowo_obce>in idea<pe><slowo_obce>in idea</slowo_obce> (łac.) --- w zamyśle.</pe></slowo_obce>, stoi za ramieniem.</akap>

<akap>Co chcesz, co umiesz, co możesz robić? A nade wszystko to lub tamto --- tyle lub mniej robić musisz.</akap>

<akap>Wszystkie myśli są tak jasne, tak zdumiewająco, aż do niepotrzebności własnej, jasne, gdy je wyłuskać --- to jest oczywiste!</akap>

<akap>Naturalnie.</akap>

<akap>Ale tej oczywistości <wyroznienie>nie widzi</wyroznienie> nikt.  Śmieszna tragedia filozofa w Polsce.</akap>

<akap>Filozof! Kiedyś wyparłem się tego tytułu.</akap>

<akap>Drażnili mnie ci młodzieńcy lwowscy. Nie jestem istotą ucywilizowaną, muszę żyć poza kontrolą --- a społecznie.<end id="e1638183026583-2601711268"/></akap>

<akap>A zresztą istotnie ten E... nie jest filozofem, jeżeli nim mam być ja. <slowo_obce>Vice versa<pe><slowo_obce>vice versa</slowo_obce> (łac.) --- odwrotnie, na odwrót, wzajemnie.</pe></slowo_obce>.</akap>

<akap>Ale co ma robić filozof w Polsce? Skąd, dokąd, po co? Ciekawa historia. Całe życie niemal człowiek <wyroznienie>ma myśli</wyroznienie>, którymi można by się przejąć, gdyby była po temu sytuacja. Trzeba więc szukać <wyroznienie>dla nich sytuacji</wyroznienie>, wmawiać w siebie, że się ją ma.</akap>

<akap>Ale jedni drugim psują zabawę.</akap>

<akap>Jest to już stadium wyższe.</akap>

<akap>Stadium pierwsze, normalne prof. Twardowskiego<pe><slowo_obce>Twardowski, Kazimierz</slowo_obce> (1866--1938) --- polski filozof, psycholog i logik, twórca lwowsko-warszawskiej szkoły filozoficznej.</pe> --- bezsytuacyjna myśl normalnie, porządnie wyłożona. <slowo_obce>Eccolo<pe><slowo_obce>eccolo</slowo_obce> (wł.)--- tu: oto jest,  proszę bardzo.</pe></slowo_obce>! Filozofia jako wstęp do umiejętnego pisania referatów.</akap>

<akap>Warszawskie formacje jeszcze rozpaczliwsze.</akap>

<akap>Cóż np. Mahrburg<pe><slowo_obce>Mahrburg, Adam</slowo_obce> (1855--1913) --- polski filozof, psycholog, teoretyk nauki, pisarz i działacz pedagogiczny.</pe>? Myśl równie bezsytuacyjna, ale sprzyjająca czemu?</akap>

<akap>Twardowski ma referaty, to jest grunt, ale co ma Mahrburg?</akap>

<akap>I° myśl bezsytuacyjna, ale stwierdzająca, że Mahrburg ma słuszność, a <wyroznienie>więc bijąca</wyroznienie> Struvego<pe><slowo_obce>Struve, Henryk</slowo_obce> a. <slowo_obce>Gąsiorowski, Florian</slowo_obce> (1840--1912) --- polski filozof, psycholog, tłumacz i estetyk.</pe>, Masoniusa<pe><slowo_obce>Masonius</slowo_obce> --- prawdopodobnie chodzi o Muzoniusza Rufusa (Gaius Musonius Rufus), rzymskiego filozofa neostoickiego (ur. ok. 30 r. n.e.), pozostającego pod wpływem filozofii cynickiej i skupionego mocno na praktyce. Uważał filozofię za użyteczną, o ile potrafi przejawić się w praktyce. </pe> etc.</akap>

<akap>II° bezsytuacyjna, ale mogąca się podobać postępowemu kościółkowi --- to jest wszystko.</akap>

<akap>U Masoniusa nikt nie dojdzie.</akap>

<akap>U Abramowskiego<pe><slowo_obce>Abramowski, Edward</slowo_obce> (1868--1918) --- polski myśliciel polityczny, filozof, psycholog i socjolog. </pe> niewątpliwie jest już faza II.</akap>

<akap>Faza III. Myśl musi wyrastać z sytuacji --- ale jaka jest ta sytuacja, czy może mieć myśl? To się rozwiązuje łatwo, gdy się jest obywatelem Stanów Zjednoczonych, ale w <wyroznienie>Polsce</wyroznienie>?</akap>

<akap>A przecież moje życie jest przegrane, jeżeli się z tym nie uporam.</akap>

<akap>Gdybym to wiedział mając lat 20, nawet 25.</akap>

<akap>Mógłbym to wiedzieć. I naprawdę nie moja to wina, że nie wiedziałem. Moja także, ale nie tylko moja, może nawet przeważnie nie moja.</akap>

<akap>Ale winien tego?</akap>

<akap>Tu istotnie winien czy nie winien: kulka w łeb.</akap>

<akap>Tow. Daszyński<pe><slowo_obce>Daszyński, Ignacy</slowo_obce> (1866--1936) --- polski polityk socjalistyczny, publicysta i pisarz polityczny.</pe>: <wyroznienie>Ten ma sytuacyjne</wyroznienie> myśli, ale myli się w określaniu swojej sytuacji. Postępuje logicznie i jak ona mu każe, tylko, że ona jest inna, niż on sądzi.</akap>

<akap>Aha! Tu jest węzeł.</akap>

<akap>Przede wszystkim trzeba mieć ową sytuację. I znowu nieprawdą jest, że jej nie mam. Mam, ale nie mogę sobie dać rady z nią.</akap>

<akap><begin id="b1638183274392-2018512658"/><motyw id="m1638183274392-2018512658">Literat, Twórczość, Praca</motyw>1. Dlatego, że polega ona na duchowym spleceniu autohipnoz i krzyżujących się działań hipnotycznych między pisarzem i publicznością. To ważne. Pisarz pisząc <wyroznienie>określa dla siebie</wyroznienie> swą publiczność, będzie ona dla niego już zbiorem ludzi, którzy czytali, przyjęli i uznali to, co on napisał. To może być złudzenie obiektywnie, subiektywnie ten fakt powstaje i działa. Dlatego własna przeszłość pisarska jest tak bardzo wnikliwym, wszędobylskim przeznaczeniem.</akap>

<akap>2. Wiem i mogę, i umiem <wyroznienie>mniej</wyroznienie>, niż wierzyłem, pisząc dotąd.</akap>

<akap>Trzeba by <wyroznienie>szczerze</wyroznienie> rozczarować publiczność i siebie co do tych 2 punktów i wychować siebie do publiczności, <wyroznienie>która by</wyroznienie> znała moje prawdziwe myśli, prawdziwą wiedzę, wtedy mógłbym sytuacyjnie pisać.</akap>

<akap>Ale sytuacyjnie myśleć! Boże, Boże! Trudna to naprawdę rzecz być dzisiaj Polakiem, chcieć myśleć, chcieć pracować.<end id="e1638183274392-2018512658"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638183366382-3817818199"/><motyw id="m1638183366382-3817818199">Pozycja społeczna, Lud, Robotnik</motyw>Gostomski<pe><slowo_obce>Gostomski, Walery</slowo_obce> ---  znany literat i krytyk warszawski, w przejeździe do Rzymu, odwiedził w tym czasie autora w jego mieszkaniu florenckim. W ustępie tym autor nawiązuje widocznie do rozmowy, jaką miał ze swym gościem. O odwiedzinach tych wspomina mi Brzozowski w liście znacznie późniejszym (z dn. 26 01 1911).
<akap>,,Mówił mi --- dodaje --- że pisał z powodu <tytul_dziela>Legendy</tytul_dziela> do ,,Sfinksa", ale to, co mówił, było nudne i bez znaczenia. Naturalnie, że jeżeli nikt nie zajął się filozoficzną stroną <tytul_dziela>Legendy</tytul_dziela>, to tym bardziej <tytul_dziela>Idee</tytul_dziela> muszą być dla piszącego intelektu polskiego zjawiskiem zupełnie komicznie izolowanym". [red. WL].</akap></pe> i lud wiejski.</akap>

<akap>Powiem teraz (<slowo_obce>esprit d'escalier<pe><slowo_obce>esprit d'escalier</slowo_obce> a. <slowo_obce>l'esprit de l'escalier</slowo_obce> (fr.) --- trafna riposta, która przychodzi na myśl, kiedy jest już za późno.</pe></slowo_obce>), na czym polega różnica pomiędzy ludem wiejskim a klasą robotniczą. Że ten pierwszy <wyroznienie>zaspokaja</wyroznienie> się obierzynami naszej myśli, że <wyroznienie>przestajemy myśleć</wyroznienie> odpowiedzialnie, gdy myślimy dla niego, tj. nie myślimy, nie piszemy dla siebie. I dlatego Gostomscy lubią lud wiejski.</akap>

<akap>Od dawna czułem, że tu, właśnie tu, w ,,wiejskim ludzie" jest mój specyficzny wróg.<end id="e1638183366382-3817818199"/></akap>

<akap>Mój! Bo w gruncie rzeczy nie dbam o nic, tylko o to, co jest myślą i jej wypowiedzeniem.</akap>

<akap>Gdzie to się kończy, kończy się moje czucie.</akap>

<akap>Więc w każdym razie nie ,,wiejski lud". Albo tak, lecz dla tych, co umieją myśleć sytuacyjnie <wyroznienie>z niego</wyroznienie>, nie ,,dla niego".</akap>

<akap>Obierzynki sentymentalne.</akap>

<akap>Ile kłamstw sprzysięgło się dziś na myśl polską. Żeromski<pe><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> (1864--1925) --- polski prozaik, publicysta, dramaturg.</pe>?<pr><slowo_obce>Żeromski, Stefan</slowo_obce> --- o Żeromskim patrz jeszcze <tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela>, wpisy z dnia 21 I i 26 I. Sądzę, że stosunek Brzozowskiego do ostatniej fazy Żeromskiego twórczości był co najmniej chwiejny i to nie zawsze na jej korzyść. Dyskusję na ten temat kilkakrotnie przeprowadzaliśmy ze sobą ustnie, pisemnie i pośrednio przez osoby trzecie. Do niej to właśnie czyni Brzozowski aluzję. Ze swej strony starałem się Brzozowskiego nawrócić przeciwko Żeromskiemu. Nie zdaje mi się bowiem, aby sąd o twórczości tego pisarza, stanowiącego dziś dla postępowych i socjalistycznych kół polskich pewnego rodzaju tabu i <slowo_obce>palladium</slowo_obce> autoubóstwienia, musiał być zależny od poglądów społecznych i politycznych. Przeciwnie, mam to głębokie przekonanie, że na ustrój duchowy radykalnej młodzieży naszej obojga płci charakter i ton twórczości Żeromskiego wywiera wpływ rozkładczy, działając nań jak toksyna, co przecież nie może przyczyniać się do pozytywnego wzrostu i skutecznego napięcia tzw. rewolucyjnych kół w Polsce, które pod względem wstecznej formacji umysłowej i zacofanych metod myślenia wloką się dziś prawie na tyłach wszystkich innych obozów, istni maruderzy cywilizacji europejskiej, niepoprawne upiory romantyzmu. Że Żeromskiego można by uważać za najgłębiej, najsilniej, najodważniej czującego spośród żyjących pisarzy współczesnych --- przeczyć nie odważyłbym się, ale klasycznie typowy, w spazmach, szlochach i sercowych palpitacjach rozmiłowany <wyroznienie>feminizm</wyroznienie> tego czucia i <wyroznienie>histeryczną erotykę</wyroznienie> jego rewolucjonizmu, tak daleką od męskiej gospodarki duchowej, a tak niebezpiecznie bliską efektownym pozom melodramatycznego heroizmu, mam prawo uważać za składnik w budowie zwycięskiej, dojrzałej, hartownej kultury narodowej co najmniej --- niepożądany. [red. WL].</pr> Niewątpliwie: nie tylko myli się, ale i kłamie --- nie jest szczery, ale pomimo to on jest dziś najgłębszy, najsilniejszy, najodważniej czujący.</akap>

<akap>Tu Ortwin<pe><slowo_obce>Ortwin, Ostap</slowo_obce> (1876--1942) --- właśc. Oskar Katzenellenbogen, polski dziennikarz i krytyk literacki, przyjaciel Brzozowskiego; redaktor <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela> i autor części przypisów do tego tekstu.</pe> nie ma racji.</akap>

<akap>Tym bardziej Zrębowicz<pe><slowo_obce>Zrębowicz, Roman</slowo_obce> --- poeta, redaktor czasopisma literackiego ,,Krokwie", na łamach którego publikowane były teksty Stanisława Brzozowskiego.</pe>. Zrębowicz, który chce mieć Cyprjana Norwida<pe><slowo_obce>Norwid, Cyprin Kamil</slowo_obce> (1821--1883) ---  polski poeta, prozaik, dramatopisarz, eseista, grafik, rzeźbiarz, malarz i filozof.</pe> bez katolicyzmu --- ale dość.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>23 XII</akap></nota>

<akap><begin id="b1638183525088-1260256888"/><motyw id="m1638183525088-1260256888">Religia</motyw>Dawid<pr><slowo_obce>Dawid, Władysław</slowo_obce> --- przyjaciel autora, znany filozof i pedagog warszawski, były wydawca i redaktor tamtejszego ,,Głosu", później ,,Przeglądu społecznego" i ,,Społeczeństwa", których Brzozowski był jednym z najpłodniejszych współpracowników. Wspomina też o nim kilkakrotnie w różnych miejscach niniejszego <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> zwracał mi uwagę, że <wyroznienie>religia</wyroznienie> jest zawsze współodpowiednikiem <wyroznienie>siły</wyroznienie> życiowej. Jest to zupełnie zgodne z moimi pojęciami w tej sprawie. Sądziłbym, że należałoby jeszcze uwzględnić i wyjaśnić stosunki zachodzące pomiędzy tymi momentami a erotyzmem i twórczością artystyczną. Spostrzeżenia nad tym, co może być nazwane --- jeżeli w ogóle można posługiwać się tego rodzaju uogólnieniami --- ,,narodowym charakterem polskim", doprowadzają nas do potwierdzenia tych poglądów. W samej rzeczy obojętność religijna, brak energii politycznej, ekonomicznej i niezdolność do tego, co może być nazwane <slowo_obce>vie passionelle<pe><slowo_obce>vie passionelle</slowo_obce> (fr.) --- życie namiętne, emocjonalne. </pe></slowo_obce>, idą tu w parze. Byłoby dobrze istotnie przestudiować chociażby <tytul_dziela>Ogród fraszek</tytul_dziela><pr><slowo_obce>Ogród fraszek</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Ogród fraszek</tytul_dziela> Wacława Potockiego (1621--1696). Autor musiał niedawno właśnie studiować, książkę tę bowiem sprowadziwszy sobie w marcu 1910 w wydaniu kompletnym prof. Brücknera, pisze o niej w liście do swego nakładcy: ,,szczególniej Potocki był dawnym moim marzeniem i widzę już, że lepszej książki, gdy chodzi o odświeżenie mowy, przysłać mi pan nie mógł. [red. WL].</pr> z piórem w ręku, mając na uwadze te punkty widzenia.<end id="e1638183525088-1260256888"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>24 XII</akap></nota>

<akap>Przekonanie, że nasza epoka ma charakter wybitnie rewolucyjny, niestały, krytyczny jest połączone z niebezpieczeństwami dla naszej kultury osobistej i równowagi umysłowej. Łatwo bowiem wyrasta stąd pokusa niestałości i chwiejności w poglądach, a szczególniej braku jasności w pojęciach. Jestem pewien, że znaczna część osób z kół postępowych nie posiada jasnych i określonych wyobrażeń o najznaczniejszej części przedmiotów i zagadnień.</akap>

<akap>Niedobrze jest, że gardzę zazwyczaj przykładami z powszedniego życia: np. jest rzeczą nielogiczną, nieracjonalną przypisywać szczególne znaczenie miejscu, gdzie się przeżyło coś szczęśliwego lub znaczącego dla nas; niewątpliwie jest prawdą, że wszystkie miejsca są jednakowe, póki jedno nie zostało wyszczególnione przez przeżycie nasze; tu jednak zostało ono już wyszczególnione. Chwytamy w tej drobnostce na gorącym uczynku samą naturę racjonalizmu: uważać przeżycie i nie-przeżycie za równoznaczne; życie za zasadniczo zbędne; faktycznie jest ono, lecz mogłoby i nie być --- nic by się przez to nie zmieniło.</akap>

<akap><tytul_dziela><begin id="b1638183684735-2124974116"/><motyw id="m1638183684735-2124974116">Książka, Obraz świata, Kondycja ludzka</motyw>Ecce homo<pe><slowo_obce>Ecce homo</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Ecce Homo: Jak się staje, czym się jest</tytul_dziela> (niem. <tytul_dziela>Ecce Homo: Wie man wird, was man ist</tytul_dziela>), ostatnia książka Friericha Nietzschego, opublikowana w 1908 r.</pe></tytul_dziela> Nietzschego<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich</slowo_obce> (1844--1900) --- niemiecki filozof, filolog klasyczny, prozaik i poeta. </pe>, <tytul_dziela>Réflexions sur la violence</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Enquête sur la monarchie</tytul_dziela><pr><slowo_obce>Réflexions sur la violence, Enquête sur la monarchie</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Enquête sur la monarchie</tytul_dziela>, dzieło Charles'a Maurrasa, teoretyka francuskiego rojalizmu, duchowego następcy Józefa de Maistre'a. <tytul_dziela>Réflexions sur la violence</tytul_dziela>, dzieło Jerzego Sorela. [red. WL].</pr> --- wszystkie te książki są nacechowane głęboko przynależnością do jednej i tej samej epoki, do jednego i tego samego wieku w życiu kultury europejskiej. Jest bowiem niewątpliwe, że, <slowo_obce>toutes précautions gardées<pe><slowo_obce>toutes précautions gardées</slowo_obce> (fr.) --- z zachowaniem wszelkiej ostrożności. Być może autor chciał użyć znanego wyrażenia fr. <slowo_obce>toutes proportions gardées</slowo_obce> (z zachowaniem wszelkich proporcji).</pe></slowo_obce>, analogia ta wyraża rzeczywistość. Analiza tego faktu tu zajęłaby mi zbyt dużo czasu. Zresztą konkretny wypadek wystarczy do zaznaczenia i ogólnej linii. Najogólniejszym rysem kultury zachodniej Europy w ciągu XIX stulecia jest niewątpliwie to, że nie ma ona organicznego systematu, że jednostki nie wrastają w świat rzeczy, lecz dążą do tworzenia rzeczy, określania ich lub też określają je, ale zawsze z siebie. <wyroznienie>Ego</wyroznienie> jest tu już zawsze momentem znamiennym. <slowo_obce>Too much ego in their cosmos<pe><slowo_obce>Too much ego in their cosmos</slowo_obce> (ang.) --- <slowo_obce>(...) too much Ego in your Cosmos</slowo_obce> (za dużo Ego w twoim Wszechświecie) to słowa Hansa Breitmanna, pochodzące z książki Rudyarda Kiplinga (1865--1936) <tytul_dziela>Life's Handicap</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Życiowe niepowodzenia</tytul_dziela>).</pe></slowo_obce>. Zapomniałem, gdzie to czytałem, bodaj że u G. K. Chestertona<pe><slowo_obce>Chesterton, Gilbert Keith</slowo_obce> (1874--1936) --- brytyjski pisarz.</pe> lub Wellsa<end id="e1638183684735-2124974116"/><pe><slowo_obce>Wells, Herbert George</slowo_obce> (1866--1946) ---  brytyjski pisarz i biolog, pionier gatunku <slowo_obce>science fiction</slowo_obce>.</pe>. Ale nie o to idzie. Nastał moment, gdy naiwność romantyczna została utracona. Epoki <slowo_obce>à la</slowo_obce> Louis XIV, <slowo_obce>grand siècle<pe><slowo_obce>grand siècle</slowo_obce> (fr.) --- wielkie stulecie, chodzi o XVII wiek. </pe></slowo_obce>, ew. może jedyny przykład wielki od XVI wieku czegoś podobnego, nie zdawały sobie sprawy, że służą życiu, które poprzez ich procesy umysłowe ustalało swoją równowagę --- nie zdawały sobie sprawy niewątpliwie tylko do pewnego stopnia. Z biegiem czasu jednak niezależność od jakiegokolwiek życia, które jest zawsze alogiczne --- zawsze zacieśnia, określa --- stała się podstawą, ale teraz krytyka przeanalizowała i wywróciła na nice to złudzenie. Fakty myślowe są płodne poprzez życie; by być płodnymi, fakty myślowe muszą <wyroznienie>należeć</wyroznienie>, i to w pewien specyficzny sposób należeć, do życia, przynajmniej już zdolnego istnieć. Stąd problemy higieny osobistej u Nietzschego, higieny dziejowej u Maurrasa<pe><slowo_obce>Maurras, Charles</slowo_obce> (1868--1952) --- francuski myśliciel polityczny i filozof, monarchista, krytyk demokracji. </pe>, ale tacy ludzie jak <wyroznienie>Sorel</wyroznienie> nie poprzestają na <wyroznienie>trwaniu</wyroznienie> (właściwie i Nietzsche nie) --- ale tu mi nie idzie o ścisłość w tym kierunku. Musi on dążyć do tworzenia <wyroznienie>faktów myślowych</wyroznienie>, które sprzyjają tworzeniu się zespołów życiowych, zdolnych żyć i zwyciężać, a zgodnych z jego zasadniczym <wyroznienie>postulatem</wyroznienie>. Ten postulat może być w bezpośredniej sprzeczności lub tylko inkogruencji<pe><slowo_obce>inkogruencja</slowo_obce> --- niezgodność, niestosowność.</pe> z <wyroznienie>faktami myślowymi</wyroznienie>, które na razie tworzymy. Konsystencja i konsekwencja logiczna zostają tu zabezpieczone w innej drodze. Jest to, co St. Mendelson<pe><slowo_obce>Mendelson, Stanisław </slowo_obce> (1857--1913) --- polski polityk i publicysta, działacz ruchu robotniczego.</pe> nazywa słusznie makiawelizmem<pe><slowo_obce>makiawelizm</slowo_obce> --- postawa cyniczna; koncepcja polityczna stosująca zasadę ,,cel uświęca środki".</pe> Sorela.<pr><slowo_obce>jest to to, co St. Mendelson nazywa słusznie makiawelizmem Sorela</slowo_obce> --- o makiawelizmie Sorela Brzozowski napomyka również w <tytul_dziela>Ideach</tytul_dziela> (Bergson i Sorel): ,,Sorel nie makiawelizuje, choć ma on do tego skłonność i jest to jeden z braków tego pięknego umysłu, wytworzonych w nim przez zapoznanie się i walkę z retorami, gdy rozstrząsa on z głęboką bezstronnością teorie i hasła, najdalej od siebie stojące itd". [red. WL].</pr> Jednak jest to rozumny człowiek, ktoś, kogo nie można porównać z tym całym światem Perlów, Konów, Kulczyckich, Haeckerów<pe><slowo_obce>Perl, Kon, Kulczycki, Haecker</slowo_obce> --- Feliks Perl (1871--1927), Feliks Kon (1864--1941), Ludwik Kulczycki (1866--1941) i Emil Haecker (1875--1934) związani byli w tamtym czasie z polskim ruchem socjalistycznym.</pe>, którzy umysłowo są bankrutami i w znacznej mierze idą do stronnictw skrajnych, jako tych, w których niewiedza, niechęć myślenia, niechlujstwo kulturalne uchodzić mogą za protest.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Jedyny Blake ze swoim: ,,abstrakcyjne myśli należą do oszustów"!</akap>

<akap><begin id="b1638183989287-1309079090"/><motyw id="m1638183989287-1309079090">Konflikt</motyw>Jest ciekawe, jak istotnie zawiera w sobie Blake cały program wieku. Irzykowski<pe><slowo_obce>Irzykowski, Karol</slowo_obce> (1873--1944) --- polski krytyk literacki i filmowy, poeta, prozaik, dramaturg, teoretyk filmu, tłumacz.</pe> znowu będzie się irytował, ale Irzykowski uważa za metodę destrukcję logiczną lub nawet wprost myślową.</akap>

<akap>Jest to nazbyt ogólne stanowisko: <wyroznienie>ważne</wyroznienie> jest to, co stawia opór spójności myślowej i jedności perspektywicznej, co nie daje się objąć w jednym i tym samym planie.</akap>

<akap>To może być nawet wielki punkt widzenia, ale musi płynąć z bogactwa życia, z nadmiaru szczegółów, faktów, konkretnych danych i wartości. U Hebbla<pe><slowo_obce>Hebbel, Friedrich</slowo_obce> (1813--1863) --- niemiecki dramaturg i poeta.</pe> tak być mogło do pewnego stopnia, ale Irzykowski nieraz utożsamia dwie różne rzeczy: 1) proces jest tak bogaty, że z krzywdą swoją zostaje zamknięty. To nieuniknione i słuszne. 2) I proces nie zaczyna się, ponieważ brak mu momentów, sprzeczności między nimi, dialektycznego obrotu kół i promieni. Tak u Irzykowskiego --- dlatego jego twórczość jest kompromitacją jego programu i dlatego, pomimo wszystko, <wyroznienie>on musi</wyroznienie> trzymać się racjonalizmu, bo w jego skrofułach<pe><slowo_obce>skrofuły</slowo_obce> (daw.) --- skrofuloza, gruźlica węzłów chłonnych szyi.</pe> jest pokusa mistycyzmu podrzędnego stopnia. Nie można zastąpić braku życia żadną formułą, ale też brakiem formuły załatać się to nie da.<end id="e1638183989287-1309079090"/></akap>

<akap>To jest właśnie moment dramatyczny. Ważny jest tylko proces życiowy. Nic go nie zastąpi. <wyroznienie>Ale czym jest on</wyroznienie>? Tu wracamy do punktu wyjścia, do pokrewieństwa: Nietzsche, Sorel, Maurras, ale i Laforgue<pe><slowo_obce>Laforgue, Jules</slowo_obce> (1860--1887) --- francuski poeta, symbolista.</pe>. Barrès<pe><slowo_obce>Barrès, Maurice</slowo_obce> (1862--1923) --- francuski powieściopisarz, eseista, polityk i teoretyk nacjonalizmu.</pe>, Irzykowski --- ale i Browning<pe><slowo_obce>Browning, Robert</slowo_obce> (1812--1889) --- angielski poeta i dramatopisarz.</pe>.</akap>

<akap>Meredith --- doznaję wrażenia, że to inna sprawa: prawie jak u Goethego, i choć mniej demonicznie skalista, mniej uniwersalna, świeższa i szczersza to forma. Jak określić?... Dość łatwo. W każdym punkcie i w każdym momencie, w każdym drobnym szczególe postępować w myśl <wyroznienie>nieobniżania</wyroznienie> poziomu, niepowracania do żadnej sytuacji poprzedniej, lecz żyć czynnie i pogodnie, poza typem, nie <wyroznienie>tworząc apokalipsy</wyroznienie>. Nie jestem w stanie nie przyznać, że pomimo wszystko, co czują, tak piękni ludzie, jak drogi mój Witold Klinger<pr><slowo_obce>Klinger, Witold</slowo_obce> --- przyjaciel Brzozowskiego i dawny jego kolega z lat szkolnych w gimnazjum niemirowskiem, profesor filologii klasycznej na wszechnicy w Kijowie, który po śmierci przyjaciela wydał cenne i ważne dla poznania moralnego wizerunku zmarłego studium pt. <tytul_dziela>Stanisław Brzozowski jako człowiek</tytul_dziela> (Kraków, 1912). Druga wzmianka o nim w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela> we wpisie z dnia 13 II [red. WL].</pr> (daj Boże mu szczęścia i natchnienia, światło niech będzie zawsze w jego myśli, a ciepło nie opuszcza jego serca) --- <wyroznienie>Meredith</wyroznienie> był <wyroznienie>głębszym</wyroznienie>, bardziej religijnym, bardziej po myśli Bożej człowiekiem niż Tołstoj<pe><slowo_obce>Tołstoj, Lew</slowo_obce> (1828--1910) --- pisarz rosyjski.</pe>.</akap>

<akap>Tak jest i nie powinienem tracić tej wiary. W niej własna moja uczciwość umysłowa, nadzieja światła i zdrowia.</akap>

<akap>Mój Boże! Mój Boże! Cztery tomy Mereditha po 9 franków --- 36 fr., kiedy zdobędę się na to, by to mieć --- a to jest przeszkodą, przecież pisałbym o nim i napisał; --- ale moje stanowisko jest tak <slowo_obce>à part<pe><slowo_obce>à part</slowo_obce> (fr.) ---  oprócz, z wyjątkiem, tu: z boku.</pe></slowo_obce>, tak ani mazowieckiej, ani krakowskiej, tym mniej już łyczakowsko-holzapflowskiej<pe><slowo_obce>łyczakowsko-holzapflowski</slowo_obce> --- Rudolf Maria Holzapfel (1874--1930) to austriacki psycholog i filozof urodzony w Krakowie, pierwszy człon odsyła natmiast do Lwowa (Cmentarz Łyczakowski) i, prawdopodobnie, lwowskiej szkoły filozoficznej.</pe> natury, że tylko surowa i bezwzględna ścisłość i zupełność informacji mogą i muszą zapewnić posłuch dla mojego zdania.</akap>

<akap>Ale pomimo wszystko jesteś winien, ty sam tysiąc razy, bo nie umiesz wyrzec się zainteresowań nie w porę.</akap>

<akap>Cierp więc i módl się: to jest: myśl ze spokojem o prawach.</akap>

<akap>O prawach, które, gdy są ogarnięte spokojnie, są już pod tobą --- i wtedy świat istotnie staje się twoim wielkim ciałem, organizmem twojego życia i <wyroznienie>dusza twoja, skoro tylko zdoła czynną</wyroznienie> być poza typem, a odważnie, porusza rzeczy globu.</akap>

<akap><wyroznienie>Gaultier</wyroznienie><pe><slowo_obce>Gaultier, Jules de</slowo_obce> (1858--1942) --- filozof francuski, znany ze swojej teorii bowaryzmu (stałe poczucie niezadowolenia, stan permanentnego braku satysfakcji).</pe> więc tu zbliża się ze swą <slowo_obce>Ironie universelle</slowo_obce><pe><slowo_obce>ironie universelle</slowo_obce> (fr.) --- uniwersalna ironia, powszechna ironia; prawo ,,uniwersalnej ironii" jest u Gaultiera związane z bowaryzmem. Być może Brzozowski pomylił się i ma na myśli inny tekst Gaultiera, <tytul_dziela>La fiction universelle</tytul_dziela> z 1903 roku.</pe> i może <tytul_dziela>Bowaryzmem<pe><slowo_obce>Bowaryzm</slowo_obce> --- fr. <tytul_dziela>Le Bovarysme, la psychologie dans l’œuvre de Flaubert</tytul_dziela>, dzieło Gaultiera z 1892 r. lub tego samego autora fr. <tytul_dziela>Le Bovarysme: essai sur le pouvoir d'imaginer</tytul_dziela> z 1902 roku.</pe></tytul_dziela>, ale tylko Meredith żyje w tym powietrzu, w tych gwiazdach i na tym szczycie.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>25 XII</akap></nota>

<akap><begin id="b1638184371703-3825837454"/><motyw id="m1638184371703-3825837454">Książka, Konflikt, Praca</motyw>W książce Dawida<pr><slowo_obce>książka Dawida</slowo_obce> --- wzmianka o książce J. Wł. Dawida, pt.: <tytul_dziela>Inteligencja, wola i zdolność do pracy</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> ważne są dla mnie te stronice, gdzie ukazuje on, że <wyroznienie>moc</wyroznienie>, zdolność, siła wykonania, stanowią właściwą podstawę, naturę naszej świadomej woli. Pozostaje to w związku z uwagami poprzednimi, ale ma także znaczenie dla mojej teoriopoznawczej analizy pracy. Ma znaczenie i dla innych jeszcze zagadnień i spraw. Np. wciąż jeszcze mnie irytuje błazeńska uwaga Feldmana<pe><slowo_obce>Feldman, Wilhelm</slowo_obce> (1868--1919) --- polski wydawca i krytyk literacki. </pe> o mojej analizie teatru Wyspiańskiego<pe><slowo_obce>Wyspiański, Stanisław</slowo_obce> (1869--1907) --- polski dramaturg, poeta, malarz, grafik, architekt i projektant.</pe>. Idzie tu o tego rodzaju związek. Taki W. F. bezwzględnie nie czuje rzeczywistości faktów duchowych, tj. nie zdaje sobie sprawy, że wypełniają one równie szczelnie pewne granice, jak fakty zwane materialnymi. Są, czym są, czym jedynie mogą być --- pewną sumą w pewien sposób, a więc nie w inny, zorganizowanego, zużytego życia. Brak mi tu terminologii, choć tak dawno już myślę o tych przedmiotach.<end id="e1638184371703-3825837454"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><wyroznienie><begin id="b1638188091890-2242734221"/><motyw id="m1638188091890-2242734221">Kondycja ludzka</motyw>Heglizm</wyroznienie>. Jest zasadniczą prawdą heglizmu to, że ujmuje on w <wyroznienie>sposób abstrakcyjnie aprioryczny</wyroznienie> pewne elementarne i głębokie momenty istnienia ludzkiego. Irzykowski, gdyby nie poprzestawał na uprzedzeniach fragmentarycznych, musiałby to zrozumieć. Zarzuca on heglizmowi to, że całe życie ludzkie przedstawione jest w tym układzie myśli jako pewien samorealizujący się i samostwarzający się właściwie plan. Zwróćmy jednak uwagę na następujące fakty. Każda postać życia, każda postać działalności ludzkiej, staje się warunkiem określającym wszystkie inne fakty życia; będą one odtąd musiały rozwijać się, mieć miejsce nawet, jeżeli nie pod jej wpływem, to w każdym razie w jej obecności. Każda postać działalności, każda forma życia, każdy fakt życia staje się momentem wszystkich innych. Gdy teraz zważymy, że pośród tych wszystkich innych są fakty różnych stałości, ciągłości, zdolności trwania, przekazywania zdobyczy, zaborczości, utrwalania się --- spostrzeżemy, że mamy w nich coś bardzo analogicznego do ustalającej się dynamicznie jedności rozwoju. Wreszcie: każdy fakt życiowy staje się momentem wszystkich innych, nawet gdy istnieje między nimi sprzeczność, jeden i drugi są w tej samej naturze ludzkiej i ta musi od pierwszego przejść do drugiego, ale pierwszy (schematyzujemy tu ) --- określał ją, był nią, ma teraz ona określać samą siebie w kierunku drugiego. --- Ona jest materiałem tego drugiego, sumą jego szans, ale ona była określona przez pierwszy, więc właściwie każdy stosunek negatywny musi ustąpić pozytywnemu --- jest jego postacią: <wyroznienie>i dlatego pomimo</wyroznienie> różnic nie ma różnicy między rozumnym i rzeczywistym.<end id="e1638188091890-2242734221"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><wyroznienie><begin id="b1638188110362-1271550324"/><motyw id="m1638188110362-1271550324">Religia, Kondycja ludzka</motyw>Katolicyzm</wyroznienie>. Jeszcze więcej prawd tego rodzaju. Bóg wszechobecny: każdy fakt życia, najbardziej przelotny, określa życie, jest nim raz na zawsze, więc jest utrwalony w tym, co w zestawieniu z jednostką, z chwilą, jest trwaniem, pewnym sensem trwania i nie tylko czasem, ale źródłem samego czasu: samą potęgą życia ludzkiego. <wyroznienie>Więc</wyroznienie>, <wyroznienie>żyjąc</wyroznienie>, musimy mieć tę prawdę przed oczyma.</akap>

<akap><wyroznienie><begin id="b1638188344705-3454805516"/><motyw id="m1638188344705-3454805516">Spowiedź</motyw>Spowiedź</wyroznienie>. <wyroznienie>Nie ja</wyroznienie> sam rozstrzygam, <wyroznienie>gdyż ja</wyroznienie> jestem zawsze tylko pewną postacią życia, ale właśnie samo życie --- przypadkowość księdza jest tu równoważnikiem nieskończonej wielorakości gatunku. Spowiedź przedśmiertna --- ostatnie słowo, jakby z samym gatunkiem ludzkim. <wyroznienie>Piekło</wyroznienie> jako idea: niezniszczalność czynów. Może nawet jeszcze głębiej: <wyroznienie>bezpowrotność</wyroznienie> do łączności z ludzkością po pewnych czynach, z bezwzględnej izolacji zła bezwzględnego. <wyroznienie>Trójca</wyroznienie> --- wytłumaczyłem w <tytul_dziela>Ideach</tytul_dziela><pr><slowo_obce>Idee</slowo_obce> --- o dogmacie Trójcy patrz w <tytul_dziela>Ideach</tytul_dziela>, roz. o Loisym (Stanisław Brzozowski, <tytul_dziela>Alfred Loisy i zagadnienia modernizmu katolickiego</tytul_dziela>, w: <slowo_obce>idem</slowo_obce>, <tytul_dziela>Idee.
Wstęp do filozofii dojrzałości dziejowej</tytul_dziela>, Kraków 1910. [red. WL].</pr>: zerwanie z antropomorfizmem, dogmatyzmem, jedyna forma czucia życia jako życia, tj.: jako czegoś, co w każdej chwili <wyroznienie>ma być</wyroznienie>, co nie jest i nie może być w żadnym pojęciu zamknięte.<end id="e1638188344705-3454805516"/><end id="e1638188110362-1271550324"/></akap>

<akap>Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że gdyby można było --- gdyby sam katolicyzm nie sprzeciwiał się takiemu zakreśleniu granic --- traktować katolicyzm jako wyłącznie ludzkie dzieło, trzeba byłoby przyznać, że zawiera on sumę najgłębszych, najszerszych i najbogatszych prawd, że jest niezwalczony.</akap>

<akap>Nie może być porównania pomiędzy nim, jako filozofią, a jakąkolwiek bądź inną.</akap>

<akap>Ale katolicyzm występuje nie jako filozofia, nie jako nauka nawet o nadprzyrodzonym, lecz jako <wyroznienie>nadprzyrodzony</wyroznienie>, <wyroznienie>nadludzki fakt</wyroznienie>.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Plemię papuzie! Do obrzydliwości powtarzane frazesy o nadczłowieku --- <wyroznienie>tu stoi</wyroznienie> przed wami rzecz żywa i mówi w każdej chwili: jesteście czymś więcej, niż tym, co wy uważacie za człowieka, a nawet za nadczłowieka.</akap>

<akap>Nie każe nam poprzestawać na teorii, ale <wyroznienie>tworzy nadludzkie</wyroznienie><wyroznienie> fakty</wyroznienie>, bo wierzący: Newman, Pascal<pe><slowo_obce>Pascal, Blaise</slowo_obce> (1623--1662) --- francuski matematyk, fizyk, inżynier-wynalazca, filozof, teolog i literat.</pe>, Bernard<pe><slowo_obce>Bernard</slowo_obce> --- być może wspominany tu jest Bernard Bolzano (1781--1848), czeski  matematyk, filozof, historyk, logik i teolog, albo Claude Bernard (1813--1878), francuski lekarz fizjolog.</pe>, setki tysięcy innych <wyroznienie>żyją</wyroznienie> i żyli w dziedzinie niemożliwości dla nich ziszczonej.</akap>

<akap>To samo tu twarde prawo. Jest się lub nie jest. Ma się lub nie ma w sobie <wyroznienie>tego życia</wyroznienie> i takiego życia.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Francja XVII wieku nieustannie powraca w moich myślach. Dlaczego? Być może w znacznej mierze dlatego, że jest to na pewno świat inny od wszystkiego tego, co dzisiaj naszą inteligencję zajmuje, że tu <slowo_obce>a priori</slowo_obce> jestem już zabezpieczony: mógłbym odpocząć. Nie potrzebowałbym zwalczać pokus polemicznych, nie byłoby ich. Być może, także instynkt trafnie mi mówi, że jest to przedmiot nieprzekraczający zasadniczo moich zdolności. Myśl, racjonalizm, logika, analiza, dedukcja, kompozycja myślowa tu przemagają. Namiętność jest opanowana, jest jednak. Może też i <slowo_obce>vis medicatrix naturae<pe><slowo_obce>vis medicatrix naturae</slowo_obce> (łac.) --- uzdrawiająca moc natury, słowa przypisywane Hipokratesowi (gr. νόσων φύσεις ἰητροί).</pe></slowo_obce>: przedmiot ten stałby się dla mnie leczniczą szkołą myśli. Musiałbym znowu wrócić do dawnych nałogów myśli, gdy byłem jeszcze niewprawnym, naiwnym, ale sumienniejszym niż kiedykolwiek, pisarzem. W <tytul_dziela>Ideach</tytul_dziela> spłaciłem dług wdzięczności Przybyszewskiemu<pe><slowo_obce>dług wdzięczności Przybyszewskiemu</slowo_obce> --- 
,,W <tytul_dziela>Ideach</tytul_dziela> spłaciłem dług wdzięczności Przybyszewskiemu", patrz przedmowa do <tytul_dziela>Idei</tytul_dziela>, str. XV--XVIII. [red. WL].</pe> --- może więcej niż to: uległem pokusie sentymentu i patosu stylowego --- może także pewne powiedzenie M. Limanowskiego<pr><slowo_obce>Limanowski, Mieczysław</slowo_obce> (1876--1948) --- geolog, syn Bolesława Limanowskiego, przyjaciel autora i jeden z tej szczupłej garstki obrońców, która miała odwagę go bronić, a nie tchórzliwie umywać ręce. [red. WL].

</pr> popchnęło mnie. W każdym razie ta sprawa ma i inne strony. <wyroznienie><begin id="b1638188666804-253029080"/><motyw id="m1638188666804-253029080">Literat, Filozof, Twórczość</motyw>Niewątpliwie</wyroznienie> Przybyszewski <wyroznienie>był</wyroznienie> tym dla mojej filozoficznej walki ze sobą, com powiedział. Można przypuszczać, że i bez niego miałoby miejsce zasadniczo to samo. <wyroznienie>Miałoby</wyroznienie> --- tu zaś <wyroznienie>tak właśnie</wyroznienie> rzeczy miały miejsce. --- Nie było bez niego, lecz z nim, ale, powtarzam: <wyroznienie>było</wyroznienie> i co innego. Jeżeli na filozofa miał on wpływ ożywiający --- to pisarzowi w wielu względach zaszkodził: zanadto przejąłem się myślą, że pisanie, tworzenie, jest to <wyroznienie>wyrażanie siebie</wyroznienie>, nie zaś tworzenie jasnych i zdolnych trwać w słowie przedmiotów myślowych. <end id="e1638188666804-253029080"/><wyroznienie>Taine</wyroznienie>, który przed okresem przybyszewszczyzny był moim mistrzem w pisarstwie, niewątpliwie utrwalił we mnie pojęcie pisarstwa o tym właśnie charakterze. Prawda, umiałem na razie tworzyć tylko przedmioty <slowo_obce>à la</slowo_obce> Taine, ale byłbym się wyzbył tej ograniczoności. Natomiast na cały szereg lat, aż po te dni ostatnie, utraciłem z oczu w ogóle te perspektywy, cele wysiłku pisarskiego. <wyroznienie>Przedmiot</wyroznienie> przestał być kategorią w mym pisaniu, tak jak nie jest on nią dzisiaj u żadnego wybitniejszego pisarza polskiego młodszej generacji. Tylko Reymont<pe><slowo_obce>Reymont, Władysław Stanisław</slowo_obce> (1867--1925) --- właśc. Stanisław Władysław Rejment,  polski pisarz, prozaik i nowelista.</pe>, Sieroszewski<pe><slowo_obce>Sieroszewski, Wacław</slowo_obce> (1858--1945) --- polski pisarz, podróżnik, badacz, etnograf i działacz niepodległościowy.</pe>, szczególniej ten ostatni, mogą być rozważani z tego punktu widzenia. Biedny i pomimo wszystko szlachetny jako umysł i silny jako tendencja artystyczna J. A. Kisielewski<pe><slowo_obce>Kisielewski, Jan August</slowo_obce> (1876--1918) --- polski dramatopisarz, krytyk teatralny i eseista.</pe>, miał wyczucie swojej odrębności, ale miał za mało siły moralnej, by dojść do całkowitego rozumienia, zbyt łatwo wierzył, że dość jest powiedzieć: ,,ja jestem klasykiem", że dość jest chcieć być klasykiem!</akap>

<akap>Wydaje mi się niewątpliwe, że dla zrozumienia romantyzmu XIX stulecia trzeba <wyroznienie>znać dobrze</wyroznienie> kulturę XVII stulecia, a następnie już z niesłychaną przenikliwością badać kulturę XVII stulecia fakt po fakcie, pozbywszy się przedtem wiary w uznawane i ustalone, otoczone rozgłosem, konstrukcje. Trzeba też --- o ile w ogóle nie uda się zniweczyć naukowo samego tego terminu <wyroznienie>romantyzm</wyroznienie> --- wyodrębnić romantyzm XIX stulecia od form pokrewnych, które są lub też nie są zazwyczaj oznaczone przez to miano. <begin id="b1638188847487-3713858822"/><motyw id="m1638188847487-3713858822">Konflikt</motyw>Taka Zofia Nałkowska, osoba, która, gdyby chciała się uczyć, gdyby znała fakty i gdyby naturalnie zdobyła się na odwagę odzyskiwania powolnego sumienności intelektualnej, będzie naprawdę wierzyć, że W. Feldman wie w ogóle, <wyroznienie>o czym</wyroznienie> mówi, gdy rzuca ona na los szczęścia swoje ,,ale", ,,a przecież" <slowo_obce>ex re<pe><slowo_obce>ex re</slowo_obce> (łac.) --- z okazji, z powodu.</pe></slowo_obce> moich usiłowań stworzenia klasyfikacji romantyzmu. Niewątpliwie, że to odbiera chęć do pracy.</akap>

<akap>Romantyzm dla W. F. dla Z. N., dla całej poczciwej polskiej publiczności, to sprawa prosta: od <tytul_dziela>Obermana</tytul_dziela><pr><slowo_obce><tytul_dziela>Oberman</tytul_dziela></slowo_obce> --- znana powieść francuskiego autora, Étienne'a Eivert de Senancourta (1770--1846), wyd. w r. 1804. [red. WL].</pr> do Micheleta<pe><slowo_obce>Michelet, Jules</slowo_obce> (1798--1874) --- historyk, pisarz i filozof francuski. </pe>, od Hoffmanna<pe><slowo_obce>Hoffmann, Ernst Theodor Amadeus</slowo_obce> a. <slowo_obce>Hoffman, E. T. A.</slowo_obce> (1776--1822) --- właśc. Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann, niemiecki poeta, pisarz, prawnik, kompozytor, krytyk muzyczny, rysownik i karykaturzysta.</pe> do Stendhala<pe><slowo_obce>Stendhal</slowo_obce> (1783--1842) --- właśc. Marie-Henri Beyle, francuski pisarz, prekursor realizmu.</pe>, od Mériméego<pe><slowo_obce>Mérimée, Prosper</slowo_obce> (1803--1870) --- francuski dramaturg, historyk, archeolog i pisarz.</pe> do Leroux<pe><slowo_obce>Leroux, Gaston</slowo_obce> (1868--1927) --- francuski pisarz i reporter.</pe> lub Novalisa<pe><slowo_obce>Novalis</slowo_obce> (1772--1801) --- właściwie Georg Philipp Friedrich Freiherr von Hardenberg, niemiecki poeta i prozaik.</pe>, od Fr. Schlegla<pe><slowo_obce>Schlegel, Friedrich von</slowo_obce> (1772--1829) --- niemiecki poeta, krytyk literacki, językoznawca i filozof.</pe> do Gautiera<pe><slowo_obce>Gautier, Théophile</slowo_obce> (1811--1872) --- francuski pisarz, poeta, dramaturg, krytyk literacki, teatralny i krytyk sztuki.</pe>, od Mickiewicza<pe><slowo_obce>Mickiewicz, Adam</slowo_obce> (1798--1855) --- polski poeta, działacz polityczny, publicysta, tłumacz, filozof, działacz religijny i mistyk.</pe> do Murgera<pe><slowo_obce>Murger, Henri</slowo_obce> (1822--1861) --- francuski pisarz.</pe>, od Mazziniego<pe><slowo_obce>Mazzini, Giuseppe</slowo_obce> (1805--1872) --- włoski prawnik, dziennikarz, demokrata i bojownik o wolność w okresie zjednoczenia kraju.</pe> do Heinego<pe><slowo_obce>Heine, Heinrich</slowo_obce> (1797--1856) --- właśc. Harry Chaim Heine, niemiecki poeta, prozaik i publicysta.</pe>, od Baudelaire'a<pe><slowo_obce>Baudelaire, Charles</slowo_obce> (1821--1867) --- poeta i krytyk francuski, prekursor symbolizmu i dekadentyzmu.</pe> do Carlyle'a, od Słowackiego<pe><slowo_obce>Słowacki, Juliusz</slowo_obce>  (1809--1849) --- polski poeta, dramaturg i epistolograf.</pe> do Feuerbacha<pe><slowo_obce>Feuerbach, Ludwig</slowo_obce> (1804--1872) --- niemiecki filozof.</pe> i od Shelleya do Kl. Brentana<pe><slowo_obce>Brentano, Clemens</slowo_obce> (1778--1842) --- niemiecki pisarz.</pe> --- to dla nich wszystko proste i łatwe do ujęcia. Dźwięki raczej niż słowa, rzeczy całkiem nieobecne. Ileż tu odcieni rzuca się w oczy przy pierwszym objęciu wzrokiem niedokładnie znanej, a więc uboższej, mniej różnorodnej wielorakości.<end id="e1638188847487-3713858822"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Romantycy --- to ludzie, którzy wierzą, że <wyroznienie>ich ja</wyroznienie>, ich sposób <wyroznienie>czucia</wyroznienie> jest sprawdzianem zasadniczym.</akap>

<akap>Ale jakiego czucia?</akap>

<akap>Co znaczy być sprawdzianem?</akap>

<akap>Byron poprzestaje na swoim czuciu. Novalis z <wyroznienie>niego</wyroznienie> wysnuwa świat. Nie zdołam dzisiaj mówić o tym. Z umysłu chcę się powstrzymywać od zapisywania obecnie myśli ogólnych. Gdybym mógł, gdybym mógł kształcić się tylko przez rok, przez jeden tylko rok, nie teoretyzowałbym wcale. Dla każdego pisarza romantycznego tworzyłbym odrębny kwestionariusz i potem dopiero szukał punktów zbieżności i przecięcia.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638188949638-3976995595"/><motyw id="m1638188949638-3976995595">Praca, Książka</motyw>Mój Boże, mój Boże! Dlaczego nie mogę pracować, jakbym mógł, bo mógłbym. Zmieniłbym <wyroznienie>charakter</wyroznienie> polskiej literatury na całe pokolenia i byłbym szczęśliwy, ale muszę żyć w ciągłym braku książek i dręczyć się wyrzutami sumienia, gdy się kształcę zamiast pisać. Teraz, przed 6 tygodniami, był mi potrzebny Molière<pe><slowo_obce>Molière</slowo_obce> (1622--1673) ---  właśc. Jean Baptiste Poquelin, francuski komediopisarz.</pe>. S... z Wiednia<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1741"></ref> mieli go wysłać. To rzekomo kulturalni ludzie, mogliby wiedzieć, co to jest praca pisarza --- ale Molière ciągle jest w ,,drodze". Czy przyjdzie? Kiedy przyjdzie? Nie będę już miał dla niego moralnie miejsca w mym mikrokosmie, ale nie było przykładu, aby ktokolwiek z moich znajomych, przyjaciół, zwrócił uwagę na moje najusilniejsze prośby, gdy idzie o książki. Komu dziś może być potrzebny Molière! Oczywiście, to mój kaprys. Czym jest Molière z punktu widzenia ,,wagnerianizmu"<pe><slowo_obce>wagnerianizm</slowo_obce> --- od nazwiska niemieckiego kompozytora, Richarda Wagnera (1813--1883). </pe>. Gdybym miał siłę po temu, gdybym miał czas po temu, rozpocząłbym kampanię przeciwko hegemonii niemiecko-modernistycznych punktów widzenia w Polsce.<end id="e1638188949638-3976995595"/> Ta mieszanina rokoka i brutalności, bezdziejowości, pedantyzmu, braku smaku. Bo tu nie chodzi o Kanta<pe><slowo_obce>Kant, Immanuel</slowo_obce> (1724--1804) --- niemiecki filozof oświeceniowy, profesor logiki i metafizyki.</pe>, Hegla, Goethego, nie chodzi o niemiecką literaturę. Czy istnieje niemiecka kultura już teraz? Nie wiem i nie użyłem (?) tego wyrazu. Ale to, co przelewa się dzisiaj przez łyczakowskie, zwiedeńszczone, zberlinizowane głowy, nie jest ani niemiecką, ani kulturą. <wyroznienie>Goethe</wyroznienie>! E... znajduje, że proza Goethego jest źle pisana po niemiecku, i to szczerze. --- Więc po co Molière? Mój drogi Boże! La Bruyère<pe><slowo_obce>La Bruyère, Jean de</slowo_obce> (1645--1696) --- francuski eseista i moralista.</pe> i Pascal, Montaigne<pe><slowo_obce>Montaigne, Michel de</slowo_obce> (1533--1592) --- francuski pisarz i filozof-humanista.</pe> i Molière --- jest przecież jeszcze ten świat. Możesz żyć z tymi ludźmi, jeszcześ nie zaprzedał duszy dymiącemu się bezładowi sentymentów, zachcianek melodramatycznych, antropomorficznych, jeszcze czujesz i cenisz jasność!</akap>

<akap><slowo_obce>Memento<pe><slowo_obce>memento</slowo_obce> (łac.) --- ostrzeżenie, przestroga.</pe></slowo_obce>! Umacniaj stosunki z tym światem; wrośnij weń. Narzuć go samemu sobie i Polsce. Ten stan rzeczy trwać nie może. Szkoda Nałkowskiej.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Pamiętam minę Dawida, gdym mu mówił, że chcę pisać o S. T. Coleridge'u. To luksus. Naturalnie. Literatura w ogóle jest to luksus, jeśli się wierzy w politykę, ale literatura, subtelnie, dokładnie, z miłością znana literatura, to jedna z najniezawodniejszych dróg, prowadzących do wyzwolenia od brutalnie głupich i deprawujących zabobonów politycznych.</akap>

<akap>E... nie zadawałby tak bezwzględnie, zaraz, bez wahania i zwłoki, pytania, co myślą koła postępowe, z jakich kół, gdyby literatura nie była dla niego wielkim ,,<slowo_obce>abstractum</slowo_obce>"<pe><slowo_obce>abstractum</slowo_obce> (łac.) --- tu: abstrakcja.</pe>, gdzie krzyżują się mgliste możliwości. Wyobrażam sobie, jak byłby zgorszony Dawid, gdybym chciał drukować za dawnych czasów w ,,Głosie"<pe><slowo_obce>,,Głos"</slowo_obce> --- ,,Głos. Tygodnik Literacko-Społeczno-Polityczny", polski tygodnik wydawany od 1886 do 1905 roku w Warszawie.</pe> o Coleridge'u albo o Lambie<pe><slowo_obce>Lamb, Charles</slowo_obce> (1775--1834) --- angielski pisarz i poeta.</pe>, albo o Benie Jonsonie<pe><slowo_obce>Jonson, Ben</slowo_obce> (1572--1637) --- właśc. Benjamin Jonson, angielski dramaturg, poeta i aktor.</pe>, albo o Burtonie<pr><slowo_obce>Burton, Robert</slowo_obce> (1577--1640) --- polihistor angielski, autor dzieła <tytul_dziela>The Anatomy of Melancholy</tytul_dziela> (Oxford, 1621). Patrz Taine Hipolit, <tytul_dziela>Histoire de la littérature anglaise</tytul_dziela>, T. I. Str. 374 i n. [red. WL].</pr> od <tytul_dziela>Melancholii</tytul_dziela> , albo o T. Brownie<pe><slowo_obce>Browne, Thomas</slowo_obce> (1605--1682) --- angielski lekarz, pisarz i uczony.</pe>.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Mój Boże, daj mi wytrwać!</akap>

<akap>Teraz niewątpliwie nawet najzacniejszy, drogi mój Ortwin, jest zły na mnie, że czas trawię, i ja sam umiem patrzeć na siebie Jego oczami i jeszcze innymi, surowiej potępiającymi tę ,,perwersję", jak mówi E. A. Poe<pe><slowo_obce>Poe, Edgar Allan</slowo_obce> (1809--1849) --- amerykański poeta, nowelista, krytyk literacki i redaktor.</pe>, a przecież te moje zwłoki, nieprodukcyjne godziny, dnie, tygodnie, to znowu rosnąca przyszłość moja. Musiałem nie tylko odświeżyć duszę, ale ją i wyplątać --- nie tylko wywikłać ją, ale i zaopatrzyć w narzędzia, dodać odwagi. A tak mi ciężko i tak mi smutno.</akap>

<akap>Z kim jestem i dla kogo pracuję? Mój Boże drogi, daj mi tylko <wyroznienie>jasne</wyroznienie> przekonania w tym względzie: umacniam je sobie co wieczór, podmurowuję --- rano spłukały je już fale, piasek lotny schłonął i tylko śmiech, śmieszność, niezadowolenie, brak wiary w siebie.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638189321323-2516809548"/><motyw id="m1638189321323-2516809548">Książka</motyw>Myślałem, że książka <wyroznienie>Boswella</wyroznienie><pr><slowo_obce>Boswell, James</slowo_obce> (1740--1795) --- pamiętnikarz szkocki. [red. WL].</pr>o Johnsonie<pe><slowo_obce>Johnson, Samuel</slowo_obce> (1709--1784) --- brytyjski pisarz i leksykograf. Mowa o dziele <tytul_dziela>The life of Samuel Johnson by James Boswell</tytul_dziela>, 2 t. London. Published by J. M. Dent Co. O książce tej pisze mi Brzozowski w liście z 26 stycznia 1911 r.: 
,,Leżąc w łóżku, przeczytałem książkę cudowną: życie dr. Samuela Johnsona, napisane przez Boswella, olbrzymie dzieło, które czyni nas raz na zawsze osobistymi znajomymi człowieka niemal sokratycznego. Biografia nigdy nie dała tak żywego poczucia indywidualności; nie wiem, czy to jest tłumaczone, ale w Angli to jedna z najpopularniejszych książek". [red. WL].</pe> przygnębi mnie, że ukaże mi niezmordowaność bajeczną, nieznającą słabości --- ale drogi Boswell. Johnson żyje i będzie mi odtąd towarzyszył.<end id="e1638189321323-2516809548"/> Pełen słabości, zwątpień, tak bardzo nie po dzisiejszemu bliski. Soczysta to była gleba, ten wiek XVIII, nie wstydziliśmy się jeszcze wtedy, że jesteśmy określonymi ludźmi, nie łączyliśmy zaniedbania, wystygłego cynizmu dla powszedniej rzeczywistości z dumą bezwzględnego <wyroznienie>nie</wyroznienie>, zbawcy, <wyroznienie>nie</wyroznienie>, ,,czynnika ekonomicznego", ,,tendencji dialektycznej", ,,prawa przyrody". Cała brutalność powstająca samorodnie i nieuchronnie w duszy żyjącej poza ciepłym zrośnięciem z pewną naiwną obyczajowością, w duszach nieznających <wyroznienie>ludzkiej</wyroznienie> strony religii, chociażby nawet <wyroznienie>boska</wyroznienie> nie należała do rzędu omijanych i zwalczanych frazesem --- występuje w konsekwencji politycznej, nieubłagalności radykalizmu. Zaniedbany wewnętrznie, mało wrażliwy, nieznający przywiązań, nieceniący i niepotrzebujący sztuki, posiada <wyroznienie>dużo zalet</wyroznienie> jako polityk. To są wartości w polityce, w dziennikarstwie, dlatego nie ma przymierza z tymi ludźmi. To klęska i szarańcza intelektualna, nieprzyjaciel prawdy zawsze subtelnej,  sztuki zawsze bezinteresownej, filozofii, której obym umiał pozostać teraz już przynajmniej wierny.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638189398397-3950783853"/><motyw id="m1638189398397-3950783853">Poezja, Poeta</motyw>Poezja Blake'a jest jednym z wyjątkowych wypadków w dziejach ducha ludzkiego. Trzeba tylko ufać własnemu entuzjazmowi, aby widzieć, że <wyroznienie>Blake</wyroznienie> jest nie tylko natchnionym narzędziem podmuchów nieskończoności, lecz jasnym i głęboko świadomym własnych celów umysłem. Jest to dziwna struktura, której plan, całość można widzieć jedynie w świetle błyskawicy, ale to jest u nas; u samego Blake'a moment spokoju, jasnej pewności, odgrywał o wiele większą rolę. Bez wątpienia nie jest to <wyroznienie>umysł</wyroznienie> jasny według rozpowszechnionego typu planów i jasności, ale nie trzeba utożsamiać odczucia obcości, zadziwienia z naszej strony, z brakiem stałych i świadomych własnych praw, pierwiastków w umyśle samego twórcy.<end id="e1638189398397-3950783853"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>26 XII</akap></nota>

<akap><begin id="b1638189529427-3959579611"/><motyw id="m1638189529427-3959579611">Obowiązek, Historia</motyw>Krytycznie zastanawiając się nad życiem własnym, moglibyśmy odnaleźć w nim moment, gdy przestaliśmy uważać życie nasze za wykonywanie pewnych obiektywnych obowiązków, naśladowanie pewnych obiektywnie istniejących wzorów i dorównywanie im i gdy zaczęła się organizować <wyroznienie>skłonność</wyroznienie> widzenia --- we własnym naszym zwolnionym od tego rodzaju warunków, sprawdzianów <wyroznienie>ja</wyroznienie>: --- punktu centralnego. <end id="e1638189529427-3959579611"/>Wiek XVIII był momentem takiego narastania kaprysów. W tym jest jego wdzięk i to trochę sztuczne, trochę <slowo_obce>pervers<pe><slowo_obce>pervers</slowo_obce> (fr.) --- perwersyjny, zdeprawowany, zepsuty.</pe></slowo_obce>, kokieteryjne dzieciństwo, które jest tak pociągające dla pewnych umysłów. Mam tu na myśli XVIII wiek francuski.</akap>

<akap>Zaciekawia mnie coraz bardziej Wieland<pe><slowo_obce>Wieland, Christoph Martin</slowo_obce> (1733--1813) --- niemiecki poeta i prozaik.</pe>.</akap>

<akap>Powinienem jednak pamiętać, że moje wyobrażenia o XVIII stuleciu zostały uformowane niewątpliwie pod kształtującym wpływem epokowych charakterystyk <tytul_dziela>Fenomenologii<pe><slowo_obce>Fenomenologia ducha</slowo_obce> --- (niem. <tytul_dziela>Die Phänomenologie des Geistes</tytul_dziela>), jedno z najważniejszych dzieł filozoficznych Hegla, opublikowane w 1807 roku.</pe></tytul_dziela> Heglowskiej, które działają na mnie tak silnie, że Sainte-Beuve zgadza się z Heglem (<slowo_obce>sans le savoir<pe><slowo_obce>sans le savoir</slowo_obce> (fr.) --- nie wiedząc o tym, nieświadomie.</pe></slowo_obce>) i naturalnie wspiera jego działalność w moim umyśle.</akap>

<akap>Pragnąłbym mieć już u siebie znów <tytul_dziela>Réflexions<pe><slowo_obce>Réflexions</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Réflexions sur la violence</tytul_dziela>, dzieło Sorela z 1908 r.</pe></tytul_dziela> Sorela i znów je przeczytać.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Lasserre<pr><slowo_obce>Lasserre, Pierre</slowo_obce> (1867--1930) --- znany autor dzieła <tytul_dziela>Le romantisme français</tytul_dziela>. Mowa o nim kilkakrotnie w <tytul_dziela>Legendzie Młodej Polski</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> tytułuje cały szereg rozdziałów swej książki: ruina --- ruina jednostki, społeczeństwa. To pewne, że <tytul_dziela>La ruine de la Cité<pe><slowo_obce>La ruine de la Cité</slowo_obce> (fr.) --- ruina miasta.</pe></tytul_dziela> tak mógłby być sformułowany charakter najogólniejszy i najbardziej zasadniczy myśli naszej. Ale nie zdajemy sobie z tego sprawy, a to właśnie ze względu na konsekwencję, z jaką katastrofy te się odbywają. Krytyka systematycznie i dogmatycznie oceniająca wydaje się nam czymś nie tylko dla nas niedostępnym, ale i niemożliwym <slowo_obce>Unding<pe><slowo_obce>Unding</slowo_obce> (niem.) --- coś niedopuszczalnego, nonsens, absurd.</pe></slowo_obce>; krytyka dzisiejsza, krytyka operująca tylko pojęciem przyczynowości (że tak wyrażę jej rys podstawowy), filozoficznie jest <wyroznienie>cechą stanu rzeczy</wyroznienie>, w którym społeczeństwo moralnie nie istnieje w tej dziedzinie umysłowości, która zajmuje się krytycznym rozważaniem literatury i sztuki.</akap>

<separator_linia/>

<akap>W <tytul_dziela>The Friend</tytul_dziela><pr><slowo_obce>The Friend</slowo_obce> --- zbiór esejów, poświęconych zagadnieniom politycznym, moralnym i religijnym, w dwóch seriach. Pełny tytuł brzmi: <tytul_dziela>The Friend. A series of essays to aid in the formation of fixed principles in politics, morals and religion, with literary amusements interspersed by Samuel Taylor Coleridge</tytul_dziela> (wyd. 1818). (Brzozowskiemu dzieło to było znane z edycji The York library. London. George Bell <slowo_obce>and sens</slowo_obce>. 1904). Streszczoną przez niego uwagę znaleźliśmy w części I (<tytul_dziela>Essays: Introductory</tytul_dziela>) na str. 65. Brzmi ona w przekładzie: ,,Dlaczego ludzie dają się uwodzić chwili obecnej? Oczywiście z tego powodu, ponieważ wyobrażenia ich są w jednym wypadku niewyraźne, w innym żywe, ponieważ wszelkie zmącone wyobrażenia budzą w nas niepokój i ponieważ niepokój zdolny jest nas popchnąć do przestępstw, które nie tylko żadnej nam nie rokują rozkoszy, lecz nawet nie wpłyną na usunięcie naszego niepokoju. Taka to zaiste jest ciężka kara przez naturę związana z przestępstwami nałogu, polegająca na tym, że w miarę słabnięcia motywów wzrastają podniety. Żadna rzecz, nawet światło samotnego kagańca w oddali, nie kusi zamglonego umysłu ku sobie; ale własny jego poza nim niepokój napiera nań, jakby żelaznym bodźcem przeznaczenia. Cóż tedy jest lub może być zabezpieczeniem, lekiem, przeciwdziałaniem, jeśli nie przyzwyczajenie umysłu do jasnych, wyraźnych i zrównoważonych pojęć o wszystkich możliwych przedmiotach wyobrażenia i zachowanie w ten sposób uczuć głębokich, już z samego przyrodzenia towarzyszących owym ciemnym ideom, do moralnego udoskonalenia istoty ludzkiej i do pielęgnowania tych uczuć, pomimo, a raczej nawet wskutek swej niejasności niezbędnym --- zachowania ich zatem dla rzeczy, które już sama ich wzniosłość czyni nieokreślonymi, zarówno jak je wzniosłymi czyni ich nieokreśloność, rzeczy dotyczących zatem idei bytu, formy, życia, rozumu, praw sumienia, swobody, nieśmiertelności, Boga. Łączenie z przedmiotami naszych zmysłów pojęć niejasnych, w następstwie zaś żywych uczuć, które zawdzięczamy tylko niematerialnym i nieznikomym rzeczom, jest dla serca profanacją, przesądem zaś dla umysłu". W odsyłaczu do tego ustępu Coleridge sam zaznacza, że nie wyraża się tu tak jasno, jakby tego pragnął. [red. WL].</pr> S. T. Coleridge czyni uwagę, która zrazu wydała mi się nieco dziwna, chociaż od razu zrozumiałem, że jest w jakiejś mierze słuszna. W tej chwili jednak oświetliła mi się ona. Tak się dzieje z myślami, przypuszczam, że nie tylko u mnie (czytałem tę książkę i ten rozdział jakieś dwa miesiące temu). --- Uwaga polega na następującym (mniej więcej): tylko niejasne myśli stają się przedmiotem naszej czci, działają na uczucie i wolę i powinniśmy dążyć do wyjaśnienia wszystkich myśli, które mogą być całkowicie wyjaśnione --- aby w ten sposób mieć tylko czcigodne. Przyszła mi do głowy ta myśl z powodu zastanowienia nad tym, że często operujemy <wyroznienie>myślami</wyroznienie>, których nie analizujemy <wyroznienie>umyślnie</wyroznienie> w danym rozumowaniu, chcąc zabezpieczyć pewien charakter uczuciowy wynikowi. Np. <wyroznienie>bitwa</wyroznienie>, gdy idzie o Napoleona. Ale uwaga S. T. C-e'a sama przez się jest wielkiej doniosłości, zasługuje na to, by stać się jedną z trwałych <wyroznienie>metod</wyroznienie>, metodologicznych punktów widzenia w krytyce literatury i kultury.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638189701852-3713907603"/><motyw id="m1638189701852-3713907603">Poezja, Ojciec</motyw>Poezja i radość: Coleridge twierdzi, że <wyroznienie>radość</wyroznienie> jest pierwiastkiem zasadniczym w poezji, <wyroznienie>nie ma poezji bez radości</wyroznienie>; czy więc wszystko w życiu może być radością? --- Nie. Nie wynika to bynajmniej --- ale <wyroznienie>uświadomienie</wyroznienie> może być radością, niezależnie od tego, co sobie uświadamiamy. I to może istotnie formułuje warunki poezji. Istnieje w S. T. Coleridge'u i dionizyjski --- mocny nawet ton, ale jak wszystko u niego lub prawie wszystko: zgnębiony, jakby zepchnięty. Bo w tym dziwnym umyśle --- <wyroznienie>miej się na baczności</wyroznienie> --- myśli przeszkadzają sobie wzajemnie. Nie przez bogactwo. To paradoks, ale przez brak woli dostatecznie wszechstronnej i głębokiej. Biedny Tomasz Quincey<pe><slowo_obce>Quincey, Thomas de</slowo_obce> (1785--1859) --- angielski pisarz i myśliciel epoki romantyzmu, autor <tytul_dziela>Confessions of an English opium-eater</tytul_dziela> oraz licznych esejów filozoficznych, teologicznych, krytycznych i ekonomicznych. [red. WL].</pe> porównywał szczerze S. T. Coleridge'a z Goethem<pr><slowo_obce>porównanie S. T. Coleridge'a z Goethem</slowo_obce> --- porównanie to znajduje się u Tomasza Quinceya w jego <tytul_dziela>Reminiscens of the English Lake Poets</tytul_dziela> w rozdziale pierwszym, poświęconym Coleridge'owi, na str. 84. (Everyman's Library <slowo_obce>edited by</slowo_obce> Ernest Rhys. London. J. M. Dent). Dotyczący ustęp brzmi w przekładzie: ,,Jako współczesny dzielił on tę samą wadę, pochodzącą z tej samej po części przyczyny, z jednym z jeszcze bardziej i powszechniej od Coleridge'a czczonych, ale daleko mniej potężnym i umysłowo szerokim bóstwem owych czasów. Mam na myśli Goethego: On również chromał i to chromał na brak uczuć patriotycznych wśród okoliczności znacznie więcej wymagających i budzących patriotyzm. Niewiele dbał on o Weimar --- jeszcze mniej o Niemcy, od Coleridge'a stał zaś o tyle niżej, że Coleridge w rzeczywistości zmuszał się do poddawania się wszystkim uczuciom, jakie świat obchodzą, lubo ich nie żywił, gdy tymczasem Goethe wyrzekł się tych uczuć zarówno w czynach, jak w słowach swych i pismach. Zarówno jeden, jak i drugi przestali istnieć: obu zarówno hołdują ci, co ich znali, jak i tłumy, które ich nie znały. Ale uwielbienie dla Coleridge'a jest wieczne i z roku na rok staje się żywsze, kiedy laury Goethego więdną z każdym pokoleniem, aż przyjdzie czas, kiedy potomność stanie wobec zdetronizowanego bóstwa, zdziwiona, na czym polegała zagadka tego bałwochwalstwa przodków dla bożyszcza próżnego i bez podstawy". [red. WL].</pr> na niekorzyść tego ostatniego. Jak mało ma w świecie intelektualnym Goethe przyjaciół. Ojciec mój nie lubił go, ale mvślę, że go nie znał. --- Biedny mój ojciec --- ofiara własnej szlachetczyzny, chaosu woli i myśli!<end id="e1638189701852-3713907603"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>28 XII</akap></nota>

<akap>Niebezpieczeństwo przy czytaniu starych pisarzów polega na tym, że łatwo godzimy się z pewnym powierzchownym rozumieniem ich. Wystarcza nam, że wiemy, co <wyroznienie>chcieli</wyroznienie> oni powiedzieć, i nie troszczymy się, w jakim to stosunku zostaje do rzeczywistości. Od razu przystępujemy do ich czytania z poczuciem historycznej odległości: nie uważamy ich za źródła aktualnego poznania. Jest bardzo trudno pozbyć się tego wyjałowiającego czytanie uprzedzenia: nasza apercepcja<pe><slowo_obce>apercepcja</slowo_obce> --- postrzeganie, zrozumienie i przyswojenie sobie treści na podstawie wcześniejszego  doświadczenia i wiedzy; (filoz.) świadomość samego siebie.</pe> jest od razu tak subtelnie, głęboko ukształtowana przez to założenie, że wszystko, co nas dochodzi z tych książek, napotyka mniejszy opór, ale zarazem posiada mniejszą wagę. Dlatego też jest zupełnie prawdopodobne, że gdy w życiu umysłowym jakiegoś człowieka przeważa ten typ czytania, z wolna wyrabia się w nim pewien niedostrzegalny już dla niego, a przenikający go na wskroś, rys powierzchowności. Rys ten może udzielać się całemu życiu umysłowemu, tj. rozpostrzeć się i na te dziedziny, które nie są bezpośrednio z czytaniem związane. W ten sposób tłumaczyłbym psychologicznie różnicę pomiędzy historykiem literatury i krytykiem, i niewątpliwą rozbieżność w ich sposobie widzenia nawet wtedy, gdy jeden z nich wkracza w dziedzinę należącą właściwie do drugiego.</akap>

<akap><begin id="b1638189969123-3884419202"/><motyw id="m1638189969123-3884419202">Piękno, Prawda</motyw>Na razie jednak uwaga ta przyszła mi na myśl przy czytaniu G. Bruna<pr><slowo_obce>Bruno, Giordano</slowo_obce> (1548--1600) --- właśc. Philippo Bruno, włoski filozof hermetyczny oraz teolog, dominikanin, humanista, poeta. ,,(...) przy czytaniu G. Bruna teorii platonicznego zachwytu pięknem". Giordano Bruno. <tytul_dziela>Opere italiane. II. Dialoghi morali. Con note di Giovanni Gentile</tytul_dziela> (Bari 1908. W wydawnictwie <tytul_dziela>Classici della filosofia moderna</tytul_dziela>. A cura di B. Croce e G. Gentile). Patrz str. 330, 340, 374--376, 383 tegoż dzieła. [red. WL].</pr> teorii platonicznego zachwytu pięknem. Piękno zrazu robi wrażenie, potem przetwarza i doprowadza do uczestnictwa w swej istocie. Jest niewątpliwą rzeczą przecież, że mamy tu nie tylko piękną myśl, <wyroznienie>ale i bezwzględnie</wyroznienie>: myśl mającą wartość poznawczą, prawdę.<end id="e1638189969123-3884419202"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>29 XII</akap></nota>

<akap>Zasada Irzykowskiego niezaniedbywania drobnych ,,nie architektonicznych" przyczyn i tłumaczeń posiada wielkie znaczenie metodologiczne. Weźmy np. historię filozofii --- jest rzeczą niewątpliwą, że te pojęcia, które dzisiaj są dla nas szczytem wyszukania i dziwactwa prawie, ukazywały się pewnym ludziom w pewnym czasie jako najprostszy lub nawet jedyny opis rzeczywistości --- były utożsamione z rzeczywistością. Gdybyśmy teraz szukali przyczyn tego <wyroznienie>utożsamienia</wyroznienie>, strzec się należałoby wysuwania na pierwszy plan wyłącznie tylko ,,uroczystych" motywów.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638190096773-2053777581"/><motyw id="m1638190096773-2053777581">Książka, Literat, Wspomnienia, Ojciec</motyw>Pamiętam kiedy po raz pierwszy spotkałem się z nazwiskiem Samuela Johnsona. Kupiłem na rynku niemirowskim<pe><slowo_obce>Niemirów</slowo_obce> --- miasto na Podolu (obecnie na Ukrainie), w którym Brzozowski uczył się i  zdał maturę.</pe> (tzw. ,,tołkuczce"<pe><slowo_obce>tołkuczka</slowo_obce> --- rodzaj bazaru.</pe>) rosyjskie, Tyblenowskie, wydanie dzieł Macaulaya<pe><slowo_obce>Macaulay, Thomas Babington</slowo_obce> (1800--1859) --- brytyjski pisarz, historyk i polityk. </pe> --- brakowało w nim jednego tomu. Jeszcze teraz dość dobrze uprzytomniam sobie ogólne sympatyczne wrażenie, pozostawione przez promieniejącą ciepłem postać Olivera Goldsmitha<pe><slowo_obce>Goldsmith, Oliver</slowo_obce> (1728--1774) --- irlandzki lekarz i pisarz.</pe>. Pamiętam, jaką aureolą otoczone były w mej wyobraźni te mansardy autorskie, w których żyli utrzymywani przez księgarzów jak biali niewolnicy pisarze angielscy XVIII wieku. Nie były to fałszywe uczucia, przeciwnie, powinny one były być rozwijane we mnie. Pisarz powinien kochać swój zawód obyczajowo, powinien być zainteresowany tym wszystkim, co bytowo zrośnięte jest z jego sposobem życia. Nie zdaje mi się, aby na złe wyszło to pisarzom, którzy mieli tego rodzaju właśnie ciepłe, żywe przywiązanie do swego stanu; zdrowszy to o wiele nastrój (?)..... szczerszy i głębszy, moralniejszy i właściwie trudniejszy do zrealizowania niż abstrakcyjne idealizowanie <wyroznienie>misji</wyroznienie> pisarskiej. Uważam to za jeden z sympatyczniejszych dla <wyroznienie>mnie</wyroznienie> osobiście rysów mej własnej umysłowości, że posiadałem --- i pomimo niezliczonych fałszów, koturnowości i wykrzywień, które zeszpeciły me życie, nie utraciłem go --- posiadam współczucie i szacunek dla tych właśnie pisarzów, którzy w ten sposób zdrowo i silnie czuli się w pisarskiej skórze. Balzac i Walter Scott, Dostojewski, Carlyle --- wielcy pracownicy pióra XIX wieku, ale w moim życiu przez długie lata wszystko było deptane, zacierane przez atmosferę domową, przesyconą sceptycyzmem, wygodnisiostwem materialnym, brakiem jakiejkolwiek bądź dyscypliny. W tym właśnie roku, który teraz wspominam, pamiętam wieczory nieskończenie przeciągające się, gdy ojciec zaciągał mnie i brata do gry w winta<pe><slowo_obce>wint</slowo_obce> --- gra w karty podobna do wista.</pe>: pamiętam jego spojrzenie, z jakim krążył on koło mnie nielitościwie nie zważając, czy czytam, piszę, nie zważając na to, że tak wymownie ,,nie widziałem" jego zabiegów. Było mi go żal i nie mogłem się oprzeć: wyrzucałem sobie i to, że siadałem do gry, i to, że siadałem niechętnie. Pamiętam, w tym roku po raz pierwszy ,,zrealizowałem", jak mówi Newman, co znaczy materializm i niewiara w nieśmiertelność duszy i już od 2 lat napastowały mnie wątpliwości --- a właściwie silne ataki strachu i rozpaczy związanych z przedmiotami religijnymi. Teraz już nie umiem wywołać ich z pamięci. Wiem jednak, że na pewno cierpiałem, chociaż także na pewno już wiedziałem, że byłoby to rzeczą interesującą cierpieć. Ale myślę, że było dużo szczerości i siły w tych przeżyciach. Zdaje mi się, że najsilniej uczuciowo doznawałem tych stanów latem między 15. a 16. rokiem mego życia, to jest zapewne w 1893--1894 roku. Wspomnienia, od których zacząłem, związane są z rokiem 1895. W tym roku niewątpliwie zapoznałem się do pewnego stopnia z Darwinem<pe><slowo_obce>Darwin, Charles</slowo_obce> (1809--1882) --- brytyjski przyrodnik i geolog, twórca teorii ewolucji.</pe>, tj. przeczytałem kilka rozdziałów z <tytul_dziela>Pochodzenia gatunków<pe><slowo_obce>Pochodzenie gatunków</slowo_obce> --- <tytul_dziela>O powstawaniu gatunków</tytul_dziela> (ang. <tytul_dziela>On the Origin of Species</tytul_dziela>), monografia Darwina wydana w 1859 r., przedstawiająca podstawy teorii ewolucji.</pe></tytul_dziela>. Zrozumiałem ogólną myśl i charakter jego stanowiska. Pierwszą silną konsekwencją (chociaż dzisiaj nie umiem sobie zdać sprawy z przebiegu) było osłabienie uczuć patriotycznych --- kosmopolityzm. Zdaje się, że nie mylę się, gdy sądzę, że i Stanisław Dybczyński, ten z moich kolegów, do którego pod pewnymi względami najmocniej byłem przywiązany, w ten sposób też przeżył pierwszą znajomość z darwinizmem. Darwinista stało się u nas kategorią towarzyską: klasyfikowaliśmy ludzi w myśl ich domniemanego stosunku do tej teorii.<end id="e1638190096773-2053777581"/></akap>

<akap>Myślę, że byłem zakochany w Dybczyńskim, i teraz, czytając dzienniki i listy Byrona, doznawałem wrażenia niejednokrotnie, że znam ja przecież tego rodzaju dąsy i fochy myślowe. Dybczyński stoi mi przed oczami,  gdy myślę o Byronie. Sądzę, że był to istotnie niepospolity młodzieniec.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638190426738-1242362203"/><motyw id="m1638190426738-1242362203">Książka, Ojciec, Nauczyciel</motyw>Ojciec<pr><slowo_obce>ojciec</slowo_obce> --- między ustępem drugim a trzecim opuszczamy ustęp rękopisu, zawierający w 7,5 w. pewne szczegóły o stosunkach ściśle prywatnej natury w domu rodzicielskim autora za jego lat dziecinnych. Nie uważaliśmy za stosowne obojętne te zresztą szczegóły podawać już obecnie do wiadomości czytelników. Podobnej treści dwa ustępy, jeden zawierający 7 wierszów rękopisu, drugi dwa tylko, opuszczamy we wpisie z dnia 21 I w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> mój raz jeden --- biedaczysko --- musiało to być w jednym z jego rozczuleń poobiednich --- kupił mi za jakieś 40 rubli książek, jakie mu wepchnął księgarz --- ale szkoda, że nie umiałem wtedy korzystać z tych książek, jakie były w ojca mojego zbiorze. Mogłem był z nich wynieść o wiele żywszą znajomość polskiej historii i literatury. Dziś skarbem byłby dla mnie Szajnocha<pe><slowo_obce>Szajnocha, Karol</slowo_obce> (1818--1868) --- polski pisarz, historyk i działacz niepodległościowy.</pe>, Siemieński<pe><slowo_obce>Siemieński, Lucjan</slowo_obce> (1807--1877) --- polski poeta, pisarz, publicysta, krytyk literacki i tłumacz.</pe>, Bartoszewicz<pe><slowo_obce>Bartoszewicz, Kazimierz</slowo_obce> (1852--1930) --- polski historyk, publicysta, satyryk, wydawca i kolekcjoner sztuki.</pe>, Bobrzyński<pe><slowo_obce>Bobrzyński, Michał</slowo_obce> (1849--1935) --- polski historyk, współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, prawnik i konserwatywny polityk.</pe>, Baliński<pe><slowo_obce>Baliński, Michał</slowo_obce> (1794--1864) --- prawdopodobnie chodzi o Michała Balińskiego, polskiego historyka, pisarza, publicystę i działacza oświatowego.</pe>, wówczas nie umiałem z tego korzystać. Nie umiałem w tym okresie wyczuć żadnego związku między Polską a moimi nowymi ideami. Przeciwnie: idee odprowadzały mnie coraz dalej od polskości i postępy mierzyłem tą odległością. Ale gdyby był ktoś naprawdę zainteresował się moimi myślami i troskami --- może mógłby był pozyskać wpływ. Właściwie jako <wyroznienie>umysłem</wyroznienie> interesował się mną tylko mój nauczyciel rosyjskiej literatury, który i dzisiaj jeszcze podobno mnie wspomina --- Filip Andrejewicz Werowski --- a także mam wrażenie, że o wiele wcześniej jakiś artystyczny interes musiałem wzbudzać w Wasyliewie, nauczycielu w Lublinie<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q37333"></ref>.<end id="e1638190426738-1242362203"/> Psychologia tego ostatniego zajmuje mnie teraz często; myślę, że gdybym miał wytrwałość --- zaczynam wierzyć, że <wyroznienie>mam</wyroznienie> pomimo niegodziwego wychowania i rabunkowej gospodarki --- więcej talentu, niż skłonny byłem ostatnio mniemać i to może właśnie powieściopisarskiego, a raczej duszotwórczego <slowo_obce>à la</slowo_obce> R. Browning talentu --- mógłbym z tej postaci stworzyć coś trwałego. Nawiasem: Browning, niewątpliwie on jest mi bliski. Daj mi Boże siły i wytrwania, pozwól nie myśleć o drobnych ukłuciach, o braku sympatii, o gorzkiej samotności, a może przecież zrobię coś jeszcze, co w moich własnych oczach da mi trwałe zadowolenie, nie chwiejne poczucie siły, to znowu zupełne unicestwienie dumy.</akap>

<akap>Browning, Blake, Hegel, przecież <wyroznienie>czuję</wyroznienie>, a nawet wiem, <wyroznienie>że mam</wyroznienie> o tych ludziach dużo do powiedzenia, że ich znam, że są to dla mnie <wyroznienie>żywi ludzie</wyroznienie>. Lemański<pe><slowo_obce>Lemański, Jan</slowo_obce> (1866--1933) --- młodopolski poeta, satyryk i bajkopisarz.</pe>! Krytyk też jest twórcą. Głęboko stwarza swój świat --- ale u nas za dużo jest <wyroznienie>krytyki</wyroznienie>. Wiem, że mam mnóstwo braków --- ale przecież nie może być moim złudzeniem, że jako pisarz-myśliciel nigdy nie jestem zasadniczo w złej wierze. To nie może nie być wyczuwane. Gdybym mógł rok czasu przeżyć, mając wszystkie książki, jakichbym pragnął, i spokój, nie napisałbym może dużo, ale napisałbym jakieś kilkadziesiąt stronic, które dałyby moją miarę.</akap>

<akap>Wstydź się. Wstydź się naprawdę. Ale taka jest prawda: długo i bardzo, śmiesznie długo <wyroznienie>jątrzy</wyroznienie> się we mnie każdy dowód złej woli wobec moich pism --- i to chyba nie jest złudzenie, chociaż przemawia to na moją korzyść, że <wyroznienie>boli mnie</wyroznienie> to właściwie, co godzi w moją filozofię i krytykę, tj. to, o czym wiem na pewno, że jest pracą. Chciałbym być pewnym tego uczucia, byłoby to zdrowie na dnie słabości, ale nigdy nie można wyczuciom tego rodzaju ufać.<pr><slowo_obce>polemika z Janem Lemańskim </slowo_obce> --- pośrednia polemika z Janem Lemańskim możliwe, że wymierzona jest przeciwko tegoż zgoła osobliwym, zbyt symplistycznym poglądom na rolę krytyki w <tytul_dziela>Liście do szanownego krytyka estetycznego albo do historyka literatury</tytul_dziela>, zamieszczonym w jednym z rozdziałów <tytul_dziela>Kamienia filozoficznego</tytul_dziela> pod tytułem <tytul_dziela>Cudzysłów</tytul_dziela> (Lwów 1911), na str. 95 i 96. ,,Różnica między krytykiem estetycznym --- głosi tu Lemański --- a artystą jest ta, że artysta nie leni się wystąpić, że ma wiarę w siebie, że wierzy w swoje istnienie i śmiało powiada: żyję; sądźcie mnie, gańcie lub chwalcie. Krytyk boi się tego wystąpienia; boi się domniemanej zgany, bo wierzy w swoje niepowodzenie raczej niż w zwycięstwo, bo tchórzy; bo kryje się w cień, chcąc ukryć własnego ducha ubóstwo, ukryć swoją pasożytniczość, swoją niezdolność". ,,Artysta każdy jest dalszym ciągiem całego szeregu artystów poprzednich, tak jak estetyczny krytyk każdy jest dalszym ciągiem całego szeregu nieudolności poprzednich". ,,Krytycy estetyczni i historycy literatury --- to ludzie tchórzliwi, samolubni, ambitni, lecz nieudolni". Książkę Lemańskiego pt. <tytul_dziela>Kamień filozoficzny</tytul_dziela> autor mógł mieć w ręku od dwóch dni zaledwie, jak stwierdziliśmy w zapiskach nakładcy. W każdym więc razie miał czas ją przeglądnąć. Uwzględniając jednak pewien ton urazy osobistej Brzozowskiego w tym ustępie, spowodowany ,,dowodami złej woli wobec jego pism", prawdopodobniejszym wydaje się być, że polemika ta jest zarazem odpowiedzią na nietaktowny wiersz Lemańskiego, zamieszczony osobliwszym zbiegiem okoliczności zapewne przez niedopatrzenie redakcji w tym samym zeszycie lwowskich ,,Widnokręgów" (z 10 VIII 1910), w którym znalazła się również rozprawa Brzozowskiego pt. <tytul_dziela>O znaczeniu wychowawczym literatury angielskiej</tytul_dziela>. Wiersz ten, pt. <tytul_dziela>Erudyta</tytul_dziela>, pomieszczony na dobitek tuż przed jego rozprawą, był stąd właśnie znany Brzozowskiemu, który musiał go uważać poniekąd za paszkwil przeciwko sobie zwrócony, a to z powodu złośliwego nagromadzenia w nim szeregu nazwisk tych właśnie autorów, którymi on niejednokrotnie się zajmował w swoich pismach. Drugi ustęp utworu tego, opartego zresztą na równie nieuzasadnionej idyosynkrazji do krytyki literatury, co pogląd w <tytul_dziela>Cudzysłowie</tytul_dziela> wyrażony, pozwolimy sobie tu zacytować: <strofa> Co stworzyli Fichci, Hegle, / Kanci, Comci --- umiem biegle. / Wszystkie zagraniczne ,,gajsty"/ Znam: Ibseny, Marksy, Kleisty, / I Amiele i Sorele: / Wszystkich, wszystkich na proch mielę. / Wiem, co płonie, a co tli się/ W Goethem, w Heinem, w Nowalisie; / Co w Shakespearze, w Macauleyu, / W Millu, w Keatsie i w Shelleyu, / Wiem, co Dante rzekł, Carducci; / Wiem, czego Machiavel uczy. / Nikt nie żywił się tak niczem, / Jak ja Fryderykiem Nietschem. / Wiem, co Budda, co Mahomet; / Co jest Krishna, co Bafomet; / Wiem, co pisał Tomasz z Kempis; / Wiem, kto kocha zło, kto tępi; / Wiem, gdzie zła, gdzie dobra rola, / Jak jaki Savonarola... / Tak, lecz moje własne dzieło --- / Moje własne --- licho wzięło. </strofa>

<akap>Jeżeli o powyższych pisarzach Lemański powziąwszy wiadomość dopiero z dzieł Brzozowskiego miał istotnie na celu w utworze tym ośmieszyć erudycję tego właśnie autora, to konkluzja, jaką o charakterze erudycji tej wypowiada, świadczyłaby tylko, że poza skorowidzem nazwisk dzieła te były dla niego krainą na wszystkie spusty szczelnie zamkniętą. Analogiczną wzmiankę o Lemańskim zawiera <tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela>, wpisy z dn. 31 XII i 10 II. [red.WL].</akap></pr></akap>

<akap><begin id="b1638190635495-2469613789"/><motyw id="m1638190635495-2469613789">Zdrowie</motyw>Bo nigdy nie prowadzi <wyroznienie>do dobrego tego rodzaju zgłębianie</wyroznienie>: myśleć tylko o zdrowiu, o jego prawach, zatapiać się myślą w surowe prawa zdrowia myślowego i życiowego: ambicja nie da się stłumić, powinno się ją wyzyskać w tym kierunku. Nie zaszkodzi cieszyć się ze słabych chociaż oznak zdrowia, jeżeli się ma o tym ostatnim pojęcie prawdziwe. Nie trzeba się bać tego rodzaju wewnętrznego snobizmu. Pani czy panna How czy Hove miała rację: <wyroznienie>Chesterton</wyroznienie><pr><slowo_obce>Chesterton</slowo_obce> --- G. K. Chesterton ((1874--1936), współczesny pisarz angielski z ostatniej doby, o którym kilkakrotne wzmianki znajdują się już w <tytul_dziela>Ideach</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Głosach wśród nocy</tytul_dziela>. W jednym z listów do mnie ze stycznia 1910 pisze o nim Brzozowski;

<akap>,,Przeczytałem cudowną książkę o R. Browningu G. K. Chestertona. Od czasu Taine'a nikt nie zrobił na mnie takiego wrażenia jasnością kompozycji. Zwróćcie uwagę na to nazwisko, myślę, że lada dzień Chesterton będzie jedną z najciekawszych znakomitości literackich. Czytam jego szkice. Są i powieści".</akap>

<akap>W kilka tygodni zaś później, w marcu, pisze:</akap>

<akap>,,Chesterton, o którym wam pisałem, wydał dwie duże książki krytyczne, o Dickensie i o B. Shaw. Ostatniej nie czytałem. Pierwsza jest świetna, choć wolę rzecz o Browningu. Wydał on też parę powieści filozoficzno-humorystycznych. Jedną z nich: <tytul_dziela>Człowiek, który był czwartkiem</tytul_dziela> przeczytałem. Przepyszna w założeniu i strasznie zepsuta". [red. WL].</akap></pr> ma przykrą manierę, ale mówi on nieraz w formie paradoksów rzeczy głębokiej prawdy. Teraz myślę o jego obrazie próżności w zestawieniu z dumą.<end id="e1638190635495-2469613789"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><wyroznienie>Snobizmem</wyroznienie> jest teraz znaczna część mojego zadowolenia z czytania Bena Jonsona --- ale nim dojdę do końca I tomu, niewątpliwie będę miał już głębsze i uczciwsze związki i zainteresowania w jego świecie.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>30 XII</akap></nota>

<akap>Czy Byron tylko pozował, przeciwstawiając <wyroznienie>Pope'a</wyroznienie><pe><slowo_obce>Pope, Alexander</slowo_obce> (1688--1744) --- czołowy poeta angielskiego oświecenia.</pe> swojej generacji poetów? Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba przede wszystkim <wyroznienie>znać</wyroznienie> Pope'a, a znać nie znaczy to czytać, jak miałem to niedawno sposobność zanotować w tym dzienniku, pisząc o <wyroznienie>historycznym i krytycznym</wyroznienie> sposobie czytania. W ogóle pewien pseudoklasycyzm i banicja umysłowa związana z nim ustąpić muszą i ustępują wszędzie prócz głów niedobitków radykalizmu jeszcze pasożytujących na naszej nędzy. Kogo np. dziś obchodzi, czy Swift<pe><slowo_obce>Swift, Jonathan</slowo_obce> (1667--1745) --- irlandzki pisarz, autor wielu utworów satyrycznych.</pe> był pseudoklasykiem. Z prawdziwą niecierpliwością czekam chwili, gdy w <tytul_dziela>Everymans Library<pe><slowo_obce>Everyman's Library</slowo_obce> --- wydawnictwo publikujące literaturę klasyczną, głównie z kanonu zachodniego, założone w 1905 w Londynie.</pe></tytul_dziela> zostanie wydrukowana i stanie się przez to dostępna dla mnie proza krytyczna <wyroznienie>Drydena</wyroznienie><pe><slowo_obce>Dryden, John</slowo_obce> (1631--1700) --- angielski poeta i dramatopisarz.</pe>. Szczególniej, właśnie pewna grupa umysłów, pisarzów pozostających niejako na pograniczu, jak Dryden, jak Monti<pe><slowo_obce>Monti, Vincenzo</slowo_obce> (1754--1828) --- włoski poeta, prozaik, dramaturg i tłumacz.</pe> nawet, nie mówiąc już o Alfierim<pe><slowo_obce>Alfieri, Vittorio</slowo_obce> (1749--1803) --- włoski pisarz i dramaturg. </pe>, bezwzględnie stawiają w mej myśli opór przeciwko schematycznemu klasyfikowaniu i przechodzeniu do porządku. Więc i Pope. Ale pomijam już to, pomijam, że powinniśmy nauczyć się odnajdywania osobistości poza przedmiotowymi nieosobistymi sposobami wypowiadania. Przecież taki Swift po prostu wibruje namiętnością, przeraża skoncentrowaniem i intensywnością osobistości. Jakim przepysznym okazem ludzkiej natury, jaką wspaniałą indywidualnością jest Dr. S. Johnson, dzięki nieocenionemu Boswellowi, który w rzeczy samej ma prawo do mojej przynajmniej wdzięczności, nie o wiele mniejsze niż Saint-Simon<pe><slowo_obce>Saint-Simon, Louis de Rouvroy, duc de</slowo_obce> (1675--1755) --- francuski żołnierz, dyplomata i pisarz.</pe> --- mówię o <slowo_obce>ducu<pe><slowo_obce>duc</slowo_obce> (fr.) --- książę.</pe></slowo_obce> --- jak Cellini<pe><slowo_obce>Cellini, Benvenuto</slowo_obce> (1500--1571) --- włoski rzeźbiarz, złotnik, pisarz i medalier.</pe>, Gozzi<pe><slowo_obce>Gozzi, Carlo</slowo_obce> (1720--1806) --- włoski dramatopisarz.</pe>, i w każdym razie, choć z dala tegoż rzędu co Balzac. Ale tu o Byronie. Otóż: czy Byron był w tym samym znaczeniu romantykiem, co np. Shelley lub Coleridge. Nie. Shelley jest bliski Coleridge'owi. Byron prawie całkowicie obcy. Również Blake'owi. Byłoby dobrze doprowadzić do jasności to określenie romantyzmu, które teraz zarysowało się którejś nocy w moim umyśle. Ma ono analogię z Paterowskim<pe><slowo_obce>Pater, Walter</slowo_obce> (1839--1894) --- angielski pisarz, krytyk sztuki i wykładowca akademicki.</pe> --- ale <wyroznienie>jest inne</wyroznienie>. Jest inne, ponieważ kwestionuje w tych punktach, które dla Patera były stałe. Pater <wyroznienie>podkreśla interes treści, pierwiastek ciekawości</wyroznienie>, jako moment rozstrzygający. Sądzę, że intelektualizuje on. Nie w tym stopniu, w jakim mogą mniemać ludzie niezdający sobie sprawy z tego, <wyroznienie>jak</wyroznienie> życiowym, w jakie doświadczenia wnikającym jest intelektualizm <wyroznienie>Paterowski</wyroznienie>, co dla niego jest faktem, elementem doświadczenia. Niewątpliwie faktami są dla niego, nie tracąc swego żaru, swej chemicznej, silnie działającej na duszę natury, takie przeżycia, jak tęsknoty moralne, nostalgie, wartości poznawcze prawdy, dążenie do niej: <wyroznienie>wszystko to</wyroznienie> w charakterze przeżycia jest zarazem faktem i to połączenie bardzo silnej osobistej kultury wzruszeniowej z tego rodzaju stanowiskiem sprawia, że styl Patera jest tak malaryczny, że są w nim dreszcze, gorączka podskórna, błogie pragnienie, niepokojąca duszna rozkosz --- słowem, że wszystko tu jest po wierzchu i tylko myślą, w głębi jest to świat chory, gorączkowy, okrutny i zły. Jest tu niewątpliwy dla mnie ten pierwiastek. Benson<pr><slowo_obce>Benson, Arthur Christopher</slowo_obce> (1862--1925) --- pisarz angielski, autor książek o D. G. Rossettim (1904), Walterze Paterze (1906), zbiorku studiów pt. <tytul_dziela>English Men of Letters</tytul_dziela> (1905) i in. --- <tytul_dziela>Portret Watteau</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Sebastian Storck</tytul_dziela>, dwa rozdziały z <tytul_dziela>Portretów fikcyjnych</tytul_dziela> Waltera Patera. [red. WL].</pr> (biograf W. P. ) i, zdaje się, <wyroznienie>Shadwell</wyroznienie><pe><slowo_obce>Shadwell</slowo_obce> --- być może Lancelot Cayley Shadwell (1882--1963), angielski poeta i pisarz; ewentualnie specyficzny sposób przywołania Patera, który urodził się w Shadwell.</pe> nie umieli ocenić portretu <wyroznienie>Watteau</wyroznienie><pe><slowo_obce>Watteau, Antoine</slowo_obce> (1684--1721) --- właśc. Jean-Antoine Watteau, francuski malarz, rysownik i rytownik.</pe>, nie chcieli zrozumieć. Tu już prawie dostojewszczyzną pachnie. Istnieje tu sadyzm dziwnej odmiany: w odbarwianiu z krwi i wzruszenia postaci tej, która pisze. Potem <tytul_dziela>Sebastian Storck<pe><slowo_obce>Sebastian Storck</slowo_obce> --- wspominana w przypisie powyżej książka Bensona.</pe></tytul_dziela>. <wyroznienie>W ogóle jest</wyroznienie> to seria, którą trzeba analizować inaczej, pamiętając o Dostojewskim lub chociażby o <wyroznienie>Baudelairze</wyroznienie>. Chciałem wymienić Nietzschego, ale postanowiłem unikać go, póki nie poddam się nowej konfrontacji z jego pismami. Jestem w fazie <wyroznienie>umyślnego</wyroznienie>, ale pozornie tylko umyślnego, krytycyzmu wobec niego. To zjawisko pozornej umyślności jest dla mnie charakterystyczne: zanalizowałem je w jakimś fragmencie <tytul_dziela>Starej kobiety</tytul_dziela><pr><slowo_obce>Stara kobieta</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Stara kobieta</tytul_dziela> na dłuższy czas przed śmiercią autora planowana pierwotnie pt. <tytul_dziela>Mór</tytul_dziela> jako odrębna od równocześnie tworzącego się cyklu <tytul_dziela>Dębiny</tytul_dziela> niezależna powieść, której pełny tytuł miał ostatecznie brzmieć <tytul_dziela>Książka o starej kobiecie</tytul_dziela>. Z powieści tej w spuściźnie pozostał jedynie fragment, złożony z prologu, dwóch pierwszych rozdziałów, stanowiących pewną zamkniętą dla siebie całość i urywka rozdziału trzeciego. Kilka charakterystycznych wzmianek o tej pracy znajduję w korespondencji autora ze mną.

<akap>,,Powieść pod tytułem <tytul_dziela>Mór</tytul_dziela> zmieniła się w dwie, jedną pod tytułem <tytul_dziela>Książka o starej kobiecie</tytul_dziela>, a druga w pewien rodzaj polskiego <tytul_dziela>Sartor Resartusa</tytul_dziela> o nieokreślonym na razie tytule". (2 grudnia 1909). ,,<tytul_dziela>Mór</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Książka o starej kobiecie</tytul_dziela>) może być sensacyjna --- gdyż właściwie jest gwałtownym atakiem na idealizm w polityce, na entuzjazm i kult rozpaczy, kultury porażki życiowej, a więc dostaje się wszystkim ,,świętościom"--- a wiele rzeczy ,,potępionych", ,,reakcyjnych" ukazuje swoją <slowo_obce>rationem essendi</slowo_obce>. Sądzę, że jest naszym obowiązkiem walczyć całą siłą z tą psychiką klęski i rozbicia; i tworzyć przeciwwagę na gwałt! Podnosić choćby brutalnie ,,pozytywną wartość życia, zdolności do niego". (List ze stycznia 1910). [red. WL].</akap></pr>, ale właśnie jako nazbyt i całkowicie osobisty będzie on usunięty. Szczere dążenia i uczucia występują, jako udane i jako takie, zyskują władzę, dostęp, legitymację wewnętrzną. Więc, gdy Pater mówi o ciekawości pomnażającej świat treściowo, ma on na względzie i te treści, które zazwyczaj uważane są za coś o tyle głębszego od ciekawości, że gdy tu następuje <wyroznienie>zmiana</wyroznienie>, nie ma czasu i siły psychicznie myśleć, że tu jest coś nowego jako fakt, jako poznanie, bo zmienia się nie tylko poznanie, ale sam poznający. Ale <wyroznienie>Pater</wyroznienie> chciał <wyroznienie>żyć</wyroznienie> w znaczeniu baudelairowskim, dajmy na to --- i to w sutannie (?) Spinozy<pe><slowo_obce>Spinoza, Baruch</slowo_obce> (1632--1677) --- filozof niderlandzki, z zawodu rzemieślnik optyczny.</pe>. Jak to się może przedstawić? (Strzec się mereżkowszczyzny<pe><slowo_obce>mereżkowszczyzna</slowo_obce> --- od nazwiska Dmitrija Siergiejewicza Mierieżkowskiego (1865--1941), rosyjskiego pisarza, poety, krytyka literackiego, historyka, filozofa i tłumacza.</pe>).</akap>

<akap><begin id="b1638190960691-2361073043"/><motyw id="m1638190960691-2361073043">Kondycja ludzka, Twórczość</motyw>Otóż romantyzmem jest dla mnie <wyroznienie>twórczość</wyroznienie> zainteresowująca <wyroznienie>przeważnie tożsamość twórcy</wyroznienie>: klasycyzm nie kwestionuje tej <wyroznienie>tożsamości</wyroznienie>.</akap>

<akap>Z tego punktu widzenia <wyroznienie>Byron</wyroznienie> wyrażał <wyroznienie>stan duszy</wyroznienie>, umożliwiający romantyzm --- kwestionował <wyroznienie>to</wyroznienie>, co stawiało opór indywidualnym procesom i nadawało raz na zawsze określone znaczenie życiu ludzkiemu --- ale <wyroznienie>poza tym, samego procesu</wyroznienie> romantycznego, twórczości zmieniającej w nim samą treść człowieka, życie ludzkie, nie można odnaleźć w tym znaczeniu, co np. u Blake'a, Coleridge'a, nawet Wordswortha<pe><slowo_obce>Wordsworth, William</slowo_obce> (1770--1850) --- angielski poeta, prekursor romantyzmu w literaturze brytyjskiej, jeden z tzw. ,,poetów jezior".</pe>, nawet Lamba. <wyroznienie>Romantycznym był jego temat, on sam</wyroznienie>, ale twórczość jego podobniejsza była do procesów umysłowych Pope'a, Montiego, Alfieriego, potem Włochów XVI stulecia, niż do współczesnych. Co myśleć o tym powiedzeniu Norwidowskim: <wyroznienie>Sokrates poetów</wyroznienie><pr><slowo_obce>Sokrates poetów</slowo_obce> --- ,,Byron Sokratesem jest poetów, umiał albowiem żywioł poetyczny w życie i w czyn wprowadzić z wiedzą tego, co czyni, a poparł to myślą, pieśnią, energią czynności swojej --- owocem, przez nią otrzymanym, i śmiercią wreszcie. --- Ecce poeta!" (Cyprian Kamil Norwid. <tytul_dziela>O Juliuszu Słowackim</tytul_dziela>. Kraków. Książnica naukowa i artystyczna. 1909. Lekcja pierwsza. Str. 15). [red. WL].</pr>? Nie pozwolić, by w umyśle moim <wyroznienie>Norwid</wyroznienie> stał się martwą, frazeologiczną fikcją. Analizować. Tu jest obecnie jedno z dojrzałych moich zadań.<end id="e1638190960691-2361073043"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>31 XII</akap></nota>

<akap><begin id="b1638191344543-3242415885"/><motyw id="m1638191344543-3242415885">Religia</motyw>Z pewnością mylnie dotąd układałem plany opracowania Newmana<pr><slowo_obce>plany opracowania Newmana</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Wybór dzieł kardynała J. H. Newmana</tytul_dziela> opracował Brzozowski, jak wiadomo, dla wydawnictwa ,,Symposion". Fragmenty tego wyboru z przedmową tłumacza, skreśloną w dwóch odmiennych redakcjach, wchodzą w skład XIX tomu tego wydawnictwa. Patrz przypisek do wpisu z dnia 12 XII w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. [red. WL].</pr>, mylnie, gdyż --- zawsze ulegam instynktownie działającym a zakorzenionym, gdyż wyrobionym przez nieustanne spostrzeżenia dnia powszedniego, przez cały tryb polskiego życia --- pojęciom o życiu. Chrześcijaństwo, katolicyzm, kościół, religia, są w naszym życiu obecnym sprawami istniejącymi bezwzględnie na zewnątrz literatury, filozofii, nauki, wszystkiego, co stanowi kulturę. Możemy mówić o stosunkach kultury do chrześcijaństwa, kościoła etc. --- ale gdy mamy do czynienia z typami życia, w których związek ten jest organiczny, gdy mamy do czynienia z typami, w których zostaje zrealizowana cała potężna idea chrześcijaństwa, kościoła, jest to dla nas świat, w którym nie umiemy się orientować. Newman uważał <wyroznienie>kościół</wyroznienie> za <wyroznienie>sumę</wyroznienie> życia ludzkości, z niego brało źródło wszystko, co jest życiem, wszystko, co jest człowiekiem. Kościół bvł jego definicją człowieka, gdyż tylko fakt kościoła odpowiadał mu na pytanie: czym jest człowiek we wszechświecie, jak możliwe jest coś takiego jak życie ludzkie. Toteż gdy w moim artykule --- dopiero w 2--3 miesiące po przeczytaniu go nauczyłem się go cenić --- i jeżeli jest słuszne, jak myślę, że tego rodzaju powolne dojrzewanie myśli, wrażeń, jest cechą rzetelności myśli --- <wyroznienie>Newman</wyroznienie> w stosunku do mnie działa zawsze w ten sposób.<end id="e1638191344543-3242415885"/> Nie zdaję sobie sprawy przy czytaniu, co zachodzi we mnie, a nawet, że coś zachodzi, ale po długim czasie odnajduję w sobie myśli, które dopiero po analizie i zastanowieniu wykazują swój rodowód z dzieł Newmana. Nie jest to już powierzchowne życzenie mieć i znać Newmana w zupełności. Teraz już wiem, że gdy dyskutuje on o kwestiach angielskiej organizacji kościelnej, angielskiego życia umysłowego, to nie zmienia to nic w tej niezawodnej prawdzie, że właściwie zajmuje się on tylko w sposób dojrzały, wyrobiony, a więc subtelnie konkretny --- całkowitym zagadnieniem człowieka. Teraz więc już nie jestem w stanie traktować poezji <wyroznienie>Newmana</wyroznienie> ani tych jego pism o kulturze uniwersyteckiej, których nie znam, jako czegoś przypadkowego. Myślę, że strasznie skrzywdziłbym ten umysł. Kościół był dla niego prawem życia umysłu ludzkiego, ale nie będzie rzeczą słuszną przedstawić samą tylko jego pracę nad wyjaśnieniem i upodstawowaniem tego prawa, pomijając jego wyniki, przykłady jego chrześcijańskiej kultury <slowo_obce>in concreto<pe><slowo_obce>in concreto</slowo_obce> (wł.) --- w praktyce, w tym przypadku, konkretnie.</pe></slowo_obce>. Także trzeba zająć się jego studium o Cyceronie<pe><slowo_obce>Cyceron, Marek Tulliusz</slowo_obce> (106--43 p.n.e.) --- łac. Marcus Tullius Cicero, rzymski pisarz, mówca, polityk, dowódca wojskowy, filozof i prawnik.</pe>.</akap>

<akap>B. B. i jego T. z pogardą mówili o Cyceronie. Ile potrzeba czasu, by zrozumieć, jak trudną, rzadką, jak głęboko ważną i jak przedziwnie moralną rzeczą jest ,,<slowo_obce>urbanité</slowo_obce>"<pe><slowo_obce>urbanité</slowo_obce> (fr.) --- światowość, obycie.</pe>, wytworna uprzejmość myśli. Newman wiedział, że chrześcijaństwo ze swoim ,,<slowo_obce>moi est haïssable</slowo_obce>"<pe><slowo_obce>moi est haïssable</slowo_obce> (fr.) --- ,,ja" jest nienawistne. Cytat z <tytul_dziela>Myśli</tytul_dziela>, 7, 456 (1669 r.) Blaise'a Pascala.</pe>, obcinaniem dzikich pędów starego Adama, jest w gruncie rzeczy attyckie, humanistyczne; chrześcijaństwo, a przynajmniej <wyroznienie>katolicyzm</wyroznienie>, jest najrzetelniejszą, o wiele rzetelniejszą i o wiele zupełniejszą niż renesans, spuścizną klasycznej starożytności. Ile głupstw i to głupstw, które stają się nietykalnymi, obarcza umysły nasze. Lemański jednak będzie i nadal wyrzekał na krytykę, uważał ją za zbyteczną, szkodliwą, niepłodną.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Trzeba, nie odkładając, zacząć czytać <tytul_dziela>Pastora<pe><slowo_obce>Pastor</slowo_obce> --- właśc. <tytul_dziela>Il pastor fido</tytul_dziela>, dramat pasterski włoskiego pisarza Battisty Guariniego z w. XVII, który dla tego rodzaju literackiego był szczytem i arcywzorem. [red. WL].</pe></tytul_dziela> i, o ile się da, Sarpiego i Pallavicina<pr><slowo_obce>Sarpi Paolo, Pallavicino Ferrante</slowo_obce> --- pisarze włoscy z XVII wieku. Zapisana tu <slowo_obce>pro memoria</slowo_obce> notatka o tych pisarzach ma prawdopodobnie związek ze studiami autora nad pierwocinami romantycznego składu duszy, które urobiły w znacznej mierze oryginalne poglądy jego na genezę i istotę romantyzmu. Kreśląc tę notatkę odczuwał zdaje się potrzebę zajęcia pewnego stanowiska wobec toczącej się właśnie we Włoszech polemiki, o której donosił mi w jednym z późniejszych listów w sposób następujący (z 26 I 1911):

<akap>,,Tu we Włoszech toczy się polemika --- tzw. Croce-Carducciańska, właściwie o zasadach, metodach i podstawach krytyki. Erudycja <slowo_obce>contra</slowo_obce> filozofia. Właściwie jest to wynik raczej osobistej i przypadkowej antypatii Carducciego do niechlujnego typograficznie i stylistycznie sposobu pisania czy drukowania swych rzeczy przez Francesca de Sanctis. Właściwie bowiem dla postronnego różnice między dwoma tymi wielkimi nieboszczykami znikają w masie powinowactw. Po śmierci jednak rysy indywidualne i nawet przypadki biograficzne urastają w dogmaty. Polemika mogłaby być bardzo ciekawa, gdyby Croce miał godnych przeciwników, ale ci, co mogliby mu dużo trudności stworzyć --- młodzi, z różnych filozoficznych kierunków, Prezzolini, Papini, Amendola etc. uważają, że Croce jest zbyt wielkim skarbem kulturalnym, a występuje przeciwko niemu rozmaita mieszanina karierowiczów, politykantów i masonów, więc lepiej trzymać się na stronie. Działalność Crocego jest godna podziwu. Wydał on 3-tomowy system filozofii, który jeżeli nie w dziejach filozofii, to w dziejach heglizmu i literatury włoskiej, duży ślad pozostawi. Obok tego wydał tom krytycznych studiów, w których rewolucjonizuje poglądy na literaturę włoską XVII wieku, marinizm etc. Niewątpliwie pisze on tu rzeczy, które nawet na pojmowaniu polskiej literatury czasu baroku odbić się muszą. (Nawiasem, czy dobrze znacie <tytul_dziela>Prometeusza</tytul_dziela> Shelleyowskiego, ja bowiem doszedłem w ciągu pracy nad nim do stwierdzenia powinowactw niewątpliwych z <tytul_dziela>Pastor Fido</tytul_dziela> i literaturą sielankowo-dramatyczną XVII stulecia włoskiego)". ,,Polemikę spowodował pośrednio piemoncki profesor Thover czy Thouver (nie mogę zapamiętać jego dość dziwnego nazwiska), który wydał książkę pt. <tytul_dziela>Pastore, gregge e zampogna</tytul_dziela>. Broni w niej tezy, że Włochy od Dantego dopiero w Leopardim miały samorodnego poetę; resztę zalicza do erudycji poezji uczonej. Przede wszystkim godzi w Carducciego, którego niewątpliwie krzywdzi, równie jak wielu innych, ale książka dość głęboka i nieprzeciętna. Zazdroszczę Włochom wielu dyskusji, które zostały tu wytoczone na poziomie u nas bezwględnie niemożliwym. Bądź co bądź tu człowiek znający Hegla, klasyków filozofii i swojej literatury jest zjawiskiem dość powszednim."</akap>

<akap>(Właściwe nazwisko autora wspomnianej wyżej książki włoskiej jest Enrico Thovez). [red. WL]. </akap></pr>. <wyroznienie>Trzeba</wyroznienie> zdobyć prawa zabrania głosu w tej sprawie, najważniejszej dzisiaj może dla nas.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638191583582-17720589"/><motyw id="m1638191583582-17720589">Książka, Wspomnienia</motyw>Przy przerzucaniu zapisanych kartek wpadło mi w oko nazwisko <wyroznienie>Michajłowskiego</wyroznienie>; jak pięknie byłem młody, gdym go czytał. Nie zmieni już nic tego faktu, że dużo najświeższych moich wzruszeń, najmłodszych, najszczerszych moich myśli zrosło się z tymi nazwiskami. Zresztą krzywdzimy tych ludzi. <wyroznienie>Pisariew</wyroznienie><pe><slowo_obce>Pisariew, Dmitrij Iwanowicz</slowo_obce> (1840--1868) --- rosyjski krytyk literacki i publicysta.</pe> wart jest niemniej niż <wyroznienie>Stirner</wyroznienie><pe><slowo_obce>Stirner, Max</slowo_obce> (1806--1856) ---  właśc. Johann Kaspar Schmidt, filozof niemiecki, główny teoretyk indywidualizmu.</pe>, zapewne dużo więcej. Michajłowskiego można czytać obok Proudhona<pe><slowo_obce>Proudhon, Pierre-Joseph</slowo_obce> (1809--1865) --- francuski polityk, ekonomista, socjolog i dziennikarz.</pe>, Carlyle'a. Bielinski<pe><slowo_obce>Bielinski, Wissarion Grigorjewicz</slowo_obce> (1811--1848) --- rosyjski pisarz, filozof, krytyk literacki.</pe>, Dobrolubow<pe><slowo_obce>Dobrolubow, Nikołaj Aleksandrowicz</slowo_obce> (1836--1861) --- rosyjski filozof, publicysta, krytyk literacki.</pe>, Czernyszewski<pe><slowo_obce>Czernyszewski, Nikołaj Gawriłowicz</slowo_obce> (1828--1889) --- rosyjski filozof, socjalista.</pe>, mniej niewątpliwie genialni, mniej świetni myślowo (może teraz krzywdzę Bielinskiego), nie mniej zasługują na uwagę i studia niż eseiści angielscy lub francuscy. A drogi mój Gleb Uspienski. Stałoby się to z krzywdą mej duszy, gdybym dał ich sterroryzować i zapomniał o tych pierwszych moich nauczycielach. Pamiętam jeszcze wrażenie przy czytaniu <tytul_dziela>Ojców i dzieci<pe><slowo_obce>Ojców i dzieci</slowo_obce> --- powieść Iwana Turgieniewa, wydana w 1862 roku.</pe></tytul_dziela> Turgieniewa<pe><slowo_obce>Turgieniew, Iwan Siergiejewicz</slowo_obce> (1818--1883) --- rosyjski pisarz, przedstawiciel rosyjskiego realizmu krytycznego.</pe>. Co za książka! Nie znam rzeczy tak harmonijnie tragicznej i ludzkiej w literaturze tego rodzaju. Ale wtedy, w 15. roku, wydawało mi się, że po raz pierwszy spotkałem się z mową dorosłych ludzi.<end id="e1638191583582-17720589"/> <slowo_obce>The brain<pe><slowo_obce>the brain</slowo_obce> (ang.) --- mózg, umysł, rozum.</pe></slowo_obce>, jak mówi Meredith --- po raz pierwszy spotkałem się z tym żywiołem we mnie, w czytaniu. Dotąd myśl to było <wyroznienie>coś</wyroznienie>, czego ja nie znajdowałem sam przez się w sobie, coś uroczystego, nudnego; i pokornie znosiłem ten stan rzeczy. Nagle książka z <wyroznienie>myślą</wyroznienie>, która mówiła to właśnie, co mnie interesowało, poruszała się we mnie i poza mną jednocześnie. Potem <tytul_dziela>Zbrodnia i kara<pe><slowo_obce>Zbrodnia i kara</slowo_obce> ---  powieść Fiodora Dostojewskiego, opublikowana w 1866 roku.</pe></tytul_dziela>; nie wierzyłem oczom, że to jest napisane, że mogą istnieć stronice tak przyspieszające sam proces wewnętrznego istnienia. Zdaje się, że nie zrozumiałem <tytul_dziela>Idioty<pe><slowo_obce>Idiota</slowo_obce> --- powieść Fiodora Dostojewskiego, opublikowana w 1869 roku.</pe></tytul_dziela> ani <tytul_dziela>Biesów<pe><slowo_obce>Biesy</slowo_obce> --- powieść Fiodora Dostojewskiego, opublikowana w 1873 roku.</pe></tytul_dziela>, ani <tytul_dziela>Podrostka<pe><slowo_obce>Podrostek</slowo_obce> a. <tytul_dziela>Młodzik</tytul_dziela> --- powieść Fiodora Dostojewskiego, opublikowana w 1875 roku.</pe></tytul_dziela>. <tytul_dziela>Braci Karamazow<pe><slowo_obce>Bracia Karamazow</slowo_obce> --- powieść Fiodora Dostojewskiego, opublikowana w 1880 roku.</pe></tytul_dziela> nie mogłem dokończyć. Ale <tytul_dziela>Преступленіе и наказаніе</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Преступленіе и наказаніе</slowo_obce> (ros., daw. pisownia sprzed reformy 1918 r.) --- <tytul_dziela>Zbrodnia i kara</tytul_dziela>.</pe> umiałem czytać ze 20 razy i wiem, że bylem zaczął czytać którąkolwiek książkę tego pisarza, już jej nie rzucę --- póki jej nie pochłonę całej, zawsze z gorączką wewnętrzną, poruszeniem całej istoty, zawsze odnajdując, że ci ludzie się znów zmienili, że zmieniły się akcenty ich mowy. Balzac ma podobną władzę nade mną, ale nie w tym stopniu; myślę nawet, że Dickens<pe><slowo_obce>Dickens, Charles</slowo_obce> (1812--1870) --- angielski powieściopisarz.</pe> mógłby pozyskać najprędzej wpływ równie silny, i teraz będę miał sposobność się o tym przekonać. Nieodwołalnie postanowiłem przestudiować gruntownie wszystko, co on napisał. Sądzę także, że, bylem się zmusił, W. Scott może mi dać dużo szczęścia, zdrowia duchowego i zadowolenia --- ale trzeba mieć te książki. Saint-Simona chcę czytać i pewno będę. Są w Polsce ludzie, mający 25--30 lat i sądzący, że znają dobrze, nawet świetnie, literaturę. Czytam Hoffmana obok dwóch Johnsonów (właściwie Ben był bez h).</akap>

<separator_linia/>

<akap><wyroznienie>Bruno</wyroznienie>: --- był on na szczęście głębszy, niż popularny przesąd go przedstawia; w istocie był on przecież platonikiem, idealistą --- wierzył w ducha, w żadnym razie nie prekursor Haeckla i wszystkich tych chamów masonerii i niewiary.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638191810126-3430561122"/><motyw id="m1638191810126-3430561122">Sztuka, Twórczość, Literat</motyw>Nie wiem, jak jest w malarstwie, muzyce, innych gałęziach twórczości --- wiem, jak jest w literaturze --- w tych wszystkich formach, które tworzą w słowie. Tu zależność od epoki, związek z nią, są przerażająco subtelne, wnikają w najwątlejsze rozgałęzienia, w sieci całkiem niedostrzegalnych żyłek i tkanek. Irzykowski! Nie chce on widzieć po prostu faktów. Gdy chcemy tworzyć w <wyroznienie>słowie</wyroznienie>, ukazuje się ono nam zawsze, jako to, czym jest ono w znanym nam społeczeństwie. --- Słowo <wyroznienie>ma znaczenie</wyroznienie> wynikające z życia, jakie nas otacza, i gdy chcemy nadać mu znaczenie obce, odmienne, niespotykane w tym życiu, jest to praca prawie nadludzka, może niewykonalna. Twarda to i oporna materia. Znaczenie ,,słowa" wrasta w nas przez sam proces życia --- <wyroznienie>jest ono</wyroznienie> tym dla nas, czym je to życie uczyniło.<end id="e1638191810126-3430561122"/> Proszę: spróbujcie napisać teraz komedię <slowo_obce>à la</slowo_obce> Ben Jonson, dramat <slowo_obce>à la</slowo_obce> Massinger<pe><slowo_obce>Massinger, Philip</slowo_obce> (1584--1640) --- angielski dramaturg.</pe>, <slowo_obce>à la</slowo_obce> Racine<pe><slowo_obce>Racine, Jean-Baptiste</slowo_obce> (1639--1699) --- francuski dramaturg, główny przedstawiciel późnobarokowego klasycyzmu. </pe>, o <wyroznienie>ile</wyroznienie> jesteście głębokim i szczerym człowiekiem, nie zdołacie stworzyć nawet zadowalającego pozoru. Łatwą rzeczą byłoby życie, gdybyśmy mogli być tak <wyroznienie>vogelfrei</wyroznienie><pe><slowo_obce>vogelfrei</slowo_obce> (niem.) --- czysty i wolny.</pe><slowo_obce/>. Niestety, zastajemy istotnie świat, zastajemy siebie, ale w innym znaczeniu, niż to Avenarius<pe><slowo_obce>Avenarius, Richard</slowo_obce> (1843--1896) --- niemiecki filozof, twórca empiriokrytycyzmu.</pe> przedstawia. Człowiek kulturalny nie może nauczyć się <wyroznienie>myśleć</wyroznienie> biologicznie o swoim życiu, o samym sobie, jako o czymś nie tylko poważnym, ale niezmiernie rzeczywistym, w sensie, jaki uwydatnić chce J. H. N.<pr><slowo_obce>J. H. N. </slowo_obce> --- John Henry Newman. [red. WL].</pr>, gdy mówi, że ma tylko siebie i nie może siebie odrzucić, bo nie miałby czym zastąpić. <begin id="b1638191973627-1337454831"/><motyw id="m1638191973627-1337454831">Historia, Kondycja ludzka</motyw>On sam już niewątpliwie rozszerzał to i na życie zbiorowe (tekst, w którym mówi on o wyrzekaniu na swoją epokę jako słabości) i trzeba się przeniknąć tą myślą, a jest trudno ją nawet dobrze zrozumieć: --- że nie możemy odrzucić swojej epoki, nie możemy odrzucić historii --- historii ludzkości jako ostatniego i najgłębszego dzieła, gdyż nie mielibyśmy ich czym zastąpić. <wyroznienie>To tylko ma człowiek</wyroznienie>. <wyroznienie>Słowo</wyroznienie> nie ma absolutnych pozahistorycznych znaczeń. Jest to zawsze ułomny i ograniczony twór życia: ułomny i ograniczony nawet, gdy rozważamy je jako dzieło całego gatunku, ale <wyroznienie>jedyny</wyroznienie>. Rzeczywistość człowieka jest <wyroznienie>względna</wyroznienie>, niegotowa, nieskończona, nie ma żadnej gotowej, skończonej, zamkniętej rzeczywistości.<end id="e1638191973627-1337454831"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Przy rozważaniu Bradleya i jego ,,absolutu" nie tracić z oczu tych punktów widzenia. Jest bowiem ciekawe, że często stają się podziemne, zapadają gdzieś najważniejsze w danym momencie punkty widzenia.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638192011060-734487753"/><motyw id="m1638192011060-734487753">Konflikt</motyw>Dr Biegeleisen<pr><akap><slowo_obce>Biegeleisen, Bronisław</slowo_obce> --- dr Biegeleisen w pierwszym artykule swym o <tytul_dziela>Legendzie Młodej Polski</tytul_dziela>, pomieszczonym w lwowskich ,,Widnokręgach" (Z. VIII z 25 VI 1910), wyraził żal między innymi z tego powodu, że Brzozowski nie korzystał z Bradleya krytyki pragmatyzmu. ,,Stanowisko jego --- pisze tam --- w tej kwestii nie byłoby tak chwiejne i niezdecydowane, jak w <tytul_dziela>Legendzie</tytul_dziela>. Uwaga ta skłoniła Brzozowskiego w każdym razie, zdaje się, do zaznajomienia się z cytowanym w artykule dra Biegeleisena dziełem Bradleya, które tenże po polsku fałszywie tytułuje <tytul_dziela>Pozór i rzeczywistość</tytul_dziela>, a o którym wspomnieliśmy już w przypisku do wpisu z dnia 10 XII w  <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. Z powodu artykułów dra Bron. Biegeleisena o <tytul_dziela>Legendzie</tytul_dziela> w późniejszych zeszytach ,,Widnokręgów" zapytuje mnie Brzozowski w jednym z listów (29 IX 1910):</akap>

<akap>,,W jaki sposób funkcjonuje głowa Biegeleisena? Dawno nie czytałem rzeczy tak nudnej, zarozumiałej i beztreściowej. Och, miły Boże! Po co ci ludzie zadają sobie tyle trudu; stary Nałkowski odgraża się, że będzie pisał przeciwko <tytul_dziela>Legendzie</tytul_dziela>, ale nie wiem nic na pewno, gdzie i w jakiej formie; teraz mu przeszkadzają <tytul_dziela>Idee</tytul_dziela>". [red. WL].</akap></pr> kazał mi czytać Bradleya. Być może będzie to z mojej strony niesprawiedliwe i jest ryzykowne, ale robi to takie wrażenie, jak gdyby wyszukał on właśnie nazwisko, którego ja nie wymieniłem. Brak wszelkiej wspaniałomyślności w tym, co ludzie piszą o moich pracach, jest zjawiskiem powszednim. Lange<pe><slowo_obce>Lange, Antoni</slowo_obce> (1862--1929) --- polski poeta, tłumacz, filozof, krytyk literacki, dramatopisarz, powieściopisarz i publicysta.</pe> i Chlebowski<pe><slowo_obce>Chlebowski, Bronisław</slowo_obce> (1846--1918) --- historyk i krytyk literatury, geograf.</pe> są wyjątkami. Trząsłem się całym ciałem i w nocy dostałem ataku spazmatycznego po artykule Chlebowskiego. Niewątpliwie był to czyn. Heine chwali jakiegoś cesarza, który posłał Lutrowi<pe><slowo_obce>Luter, Martin</slowo_obce> (1483--1546) --- niemiecki reformator religijny, teolog i inicjator reformacji. </pe> puchar wina. Chlebowski zrobił coś podobnego<pr><slowo_obce>Chlebowski zrobił coś podobnego</slowo_obce> --- pamiętny artykuł prof. Bronisława Chlebowskiego (1846--1918), o <tytul_dziela>Legendzie Młodej Polski</tytul_dziela>, był wydrukowany w warszawskiej ,,Książce" z 15 lutego 1910, Z. II. Stanowi on przełomowy i ważny moment w dziejach stosunku oświeconej opinii publicznej w Polsce do Brzozowskiego. Antoni Lange poświęcił tej książce przedtem już ciepłą wzmiankę w jednym z zeszytów warszawskiego ,,Świata" z początku r. 1910 w sprawozdaniu z ruchu literackiego za r. 1909. Były to pierwsze, jedyne i dość późne głosy publiczne o <tytul_dziela>Legendzie</tytul_dziela>, które po czterech miesiącach od pojawienia się dzieła przerwały wreszcie głuche a pocieszne milczenie, jakie w zakłopotaniu i wstydliwie zachowywała krytyka nasza i publicystyka, bezradne wobec <tytul_dziela>Legendy</tytul_dziela> wtedy jeszcze, gdy dokoła niej huczało już w całej Polsce wśród jej czytelników. [red. WL].</pr>. Niech Bóg mu da wszystko dobre. I myślę właśnie, że to jest coś więcej niż piękny zwrot.<end id="e1638192011060-734487753"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638192104613-204248930"/><motyw id="m1638192104613-204248930">Konflikt</motyw>Gdy przenikniemy się Myersowskimi<pe><slowo_obce>Myers, Frederic W.H.</slowo_obce> (1843-- 1901) --- angielski poeta, eseista, literaturoznawca i badacz zjawisk paranormalnych.</pe>, Bergsonowskimi pojęciami o naturze ludzkiej, inne znaczenie przybierają te wszystkie rzeczy. Ciekawe, dlaczego faktycznie <wyroznienie>wolno</wyroznienie> bez kompromitacji <wyroznienie>nie myśleć</wyroznienie> o takich pisarzach jak Myers. Myers już co najmniej jest dziś takim nowatorem jak w swoim czasie Bruno. Ale tacy Nałkowscy nawet zbudowaliby dla niego stos. ,,Ten Brzozowski", mówiła Z. R. Nałk. ,,rozmawia tylko o spirytyzmie". To mówiła poetka, osoba o kulturalnym naprawdę zakroju natury, po rozmowie, w której starałem się ukazać jej świat poetycki Mereditha i Browninga, niewątpliwie dotąd dla niej obcy.<end id="e1638192104613-204248930"/></akap>

<akap>Nie powinienem być tchórzem i napisać o Myersie<pr><slowo_obce>Myers</slowo_obce> --- o F. H. Myersie wspomina Brzozowski w jednym z listów do mnie z marca 1910 r.:

<akap>,,Bezwzględnie też godne uwagi i zastanowienia są wyniki tzw. ,,psychicznych badań" i szczególniej wreszcie dzieło Myersa <tytul_dziela>Osoba ludzka</tytul_dziela>. Zdaje się, że trzeba raz na zawsze przestać lekceważyć telepatię i tego rodzaju zjawiska. Rezultat osiągnięty daje przynajmniej jedno: uniemożliwia jakąkolwiek assocjonistyczną, intelektualistyczną, mechaniczną psychologię.</akap>

<akap>Wzmiankę o Myersie spotkamy jeszcze we wpisie z dnia 3 I w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. [red. WL].</akap></pr>.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638192145807-2557865245"/><motyw id="m1638192145807-2557865245">Historia, Kondycja ludzka</motyw>Wiek XIX, stulecie nadziei nadludzkich i wiar poronionych. Nie umiemy żyć jeszcze po oswojeniu się z faktami, że tak jest, że nie ma żadnego sposobu, by życie ludzkie stało się czymś innym niż życie. W tym wieku nie umiano myśleć o życzeniach jako niedających się urzeczywistnić. Mieć odwagę to znaczyło wierzyć, że każde życzenie jest do urzeczywistnienia. Znaczyło to stworzyć system racjonalnej nadziei dla każdego życzenia. Być rozczarowanym to znaczyło nie wierzyć w żaden z tych systematów, to znaczyło widzieć tylko spalenisko tych wmówień, usiłujących przekonać, że człowiek może być czymkolwiek bądź zechce, bez ograniczeń. Dzisiaj jest trudno wywlec duszę ze wszystkich tych subtelnych ścieżek i powikłań błędu. To, co jest najbardziej elementarne, staje się dostępne jedynie jako szczyt sztuczności. Schemat tymczasowy: od XVI stulecia jest już pewne, że człowiek, o ile jest on reprezentowany przez europejski Zachód, wyszedł poza granicę, obręb wszelkich dotychczasowych form. Na razie przynajmniej u pewnych natur przemaga uczucie tryumfalnego lub rzecz rzadka: i bardziej drogocennego --- zdrowego, tj. obywającego się bez chorób (?), a podniecającego i podnoszącego duszę aż na szczyt radości --- oczekiwania<end id="e1638192145807-2557865245"/>. Szekspir <slowo_obce>in idea</slowo_obce>. U innych przemagają międzycząstkowe pierwiastki oczekiwania, interesy są ześrodkowane na pewnej dziedzinie, wtedy daje się to pogodzić z przywiązaniem do pewnych określonych form. Wreszcie bywają wypadki, gdy przeważa poczucie zguby istniejącego. <wyroznienie>Machiavelli</wyroznienie><pe><slowo_obce>Machiavelli, Niccolò</slowo_obce> (1469--1527) --- prawnik, filozof, pisarz społeczny i polityczny, historyk i dyplomata florencki.</pe> z pewnych punktów najtragiczniejszy: <wyroznienie>niemożność brania udziału w tym nowym życiu</wyroznienie>. Co tak wzniosło Anglię: wiara w <wyroznienie>dokonane organicznie</wyroznienie> odrodzenie zbiorowe (reformacja) --- (bez przeciwieństwa na razie z innymi faktami, przeciwnie: jako jedno i to samo). Zawsze ulubieńcy dziejów, dalej typy (?), gdy już rozdwojenie i rozdarcie wystąpiły silnie --- życie stało się ciekawe, pełne intelektualnych rozkoszy i niebezpieczne (modlitwa czy prośba do przypadku Leonarda<pe><slowo_obce>Vinci, Leonardo da</slowo_obce> (1452--1519) --- właśc. Leonardo di ser Piero da Vinci --- włoski renesansowy malarz, rzeźbiarz, architekt, inżynier, odkrywca, matematyk, anatom, wynalazca, geolog, filozof, muzyk, pisarz.</pe>). Niebezpieczeństwo nie tylko zewnętrzne, lecz i moralne; tragiczna dusza Michała Anioła<pe><slowo_obce>Buonarotti, Michał Anioł</slowo_obce> (1475--1564) --- właśc. Michelangelo di Lodovico Buonarroti Simoni, włoski rzeźbiarz, malarz, poeta i architekt.</pe> --- nie bądź tchórzem, napisz, co o nim myślisz, za podstawę biorąc tylko literaturę, poezje, listy. W tym niebezpieczeństwie ci, co nie mają moralnej jego natury, a są uzbrojeni wobec zewnętrznych. Benvenuto Cellini --- niezrównany, awanturnicy, którzy już mają w sobie romantyzm --- nadzieję, chimerę --- Campanella<pe><slowo_obce>Campanella, Tommaso</slowo_obce> (1568--1639) --- włoski filozof, teolog i poeta.</pe>; Bruno, porównaj z <wyroznienie>Pikiem</wyroznienie><pe><slowo_obce>Pico, Giovanni della Mirandola</slowo_obce> (1463--1494) --- włoski filozof, humanista, teolog, filolog, matematyk, astronom, przyrodnik, retor i poeta.</pe> (nie wiem, jak wypadnie, źle, słabo, z czwartej ręki znam Pica). Wreszcie <wyroznienie>Galileusz</wyroznienie><pe><slowo_obce>Galileusz</slowo_obce> (1564--1642) --- właśc. Galileo Galilei, włoski astronom, astrolog, matematyk, fizyk doświadczalny, inżynier-wynalazca i filozof.</pe> --- nauka zostaje wywikłana z awanturniczej przedsiębiorczości --- to różnica między Galileuszem a Baconem<pe><slowo_obce>Bacon, Francis</slowo_obce> (1561--1626) --- angielski filozof, eseista, polityk oraz prawnik.</pe>. Z wolna wyrasta świat stały, coraz bardziej określony. Wiek XVII --- porządek państwowy staje się warunkiem, wśród którego myśl musi istnieć. Różne formacje --- Kartezjusz<pe><slowo_obce>Kartezjusz</slowo_obce> (1596--1650) --- właśc. René Descartes, francuski uczony: matematyk, fizyk i filozof. </pe>, Hobbes<pe><slowo_obce>Hobbes, Thomas</slowo_obce> (1588--1679) --- angielski filozof i myśliciel społeczny.</pe>, Spinoza, w formie organicznej wiek Ludwika XIV, wielki wiek Francji. Trzeba dalej snuć tę analizę, ale dziś już przestaje ona mnie bezpośrednio ożywiać, a tu zapisuję myśli tylko <slowo_obce>sub specie<pe><slowo_obce>sub specie</slowo_obce> (łac.) --- pod pozorem, pod postacią.</pe></slowo_obce> poruszenia duchowego, niejako materiał erudycji.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Bezwzględne samopoznanie jako tożsamość poznającego i poznawanego --- do tego dąży wszelka dialektyka, ale linia, która prowadzi do <wyroznienie>Sorela</wyroznienie> i <wyroznienie>Mereditha</wyroznienie>, jest do dziś  dnia zapoznana, jak gdyby nie istniała ona w porządku rzeczy.</akap>



<naglowek_rozdzial>1911</naglowek_rozdzial>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>2 I</akap></nota>

<akap><begin id="b1638215509695-1356017053"/><motyw id="m1638215509695-1356017053">Natura</motyw>W studiach greckich <wyroznienie>W. </wyroznienie><wyroznienie>Patera</wyroznienie> przewija się przez całość książki pewna zasadnicza i silna myśl filozoficzna: człowiek zrazu rozpławia własne swe życie w naturze, żyje podziemnym życiem dojrzewającego ziarna, pęczniejących soków roślinnych, strumieni wody: jego wzruszenia i myśli stają się tym pozornie nieludzkim, kosmicznym, szerszym niż człowiek życiem. Ale z wolna ujawnia się coraz bardziej ludzka natura --- antropomorfizm ukryty staje się jawny. Świat kosmicznych symboli wrasta w pień doryckiego posągu samotnej ludzkości, która nie znajduje i nie może znaleźć niczego, co by prowadziło ją poza nią istotnie. Tylko nieuświadomione, nieopanowane życie duszy i uczucia posiada naiwną świeżość fal kosmicznych, pulsowania natury; gdy życie to dojrzewa do świadomości, znika ten czar. Jest niewątpliwie, że wiąże się to z osobistą naturą wewnętrznych potrzeb i tęsknot Waltera Patera, z tym, co można by nazwać jego sakramentalną nostalgią. --- <tytul_dziela>Child in house<pe><slowo_obce>Child in house</slowo_obce> --- <tytul_dziela>The Child in the House: An Imaginery Portrait</tytul_dziela>, książka Waltera Patera opublikowana w 1923 roku.</pe></tytul_dziela> --- to, co mówi Benson. Znaczenie obrzędów w <tytul_dziela>Mariuszu<pe><slowo_obce>Mariusz</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Mariusz (Epikurejczyk)</tytul_dziela> (ang.  <slowo_obce>Marius the Epicurean</slowo_obce>), <slowo_obce>magnum opus</slowo_obce> Waltera Patera, powieść z czasów Marka Aureliusza, w której rozpatruje zagadnienia etyczne na tle przeciwieństwa epikureizmu i stoicyzmu. [red. WL].</pe></tytul_dziela>. O sakramentalnym poglądzie na naturę nie znam silniejszej stronicy niż wr <tytul_dziela>Sir Percivalu</tytul_dziela> <wyroznienie>Shorthouse'a</wyroznienie><pr><slowo_obce>Shortouse, Henry Joseph</slowo_obce> (1834--1903) --- powieściopisarz angielski, autor powieści <tytul_dziela>John Inglesant</tytul_dziela> (1882), <tytul_dziela>Blanche Lady Falaise</tytul_dziela> (1891, ) <tytul_dziela>Sir Percivala</tytul_dziela> i innych. [red. WL].</pr>.</akap>

<end id="e1638215509695-1356017053"/><separator_linia/>

<akap><begin id="b1638215602927-693219376"/><motyw id="m1638215602927-693219376">Praca, Żona</motyw>Jest w moim życiu pisarskim czas, do którego wracam zawsze z miłą pamięcią i modlę się, tj. siły życiowe skupić usiłuję przez rozpamiętywanie praw i faktów życia, by danym mi było wrócić znowu do tego stanu. Był to czas pracy cięższej niż kiedykolwiek, ale jakie zdrowie, jakie mięśniowe niemal dobre sumienie było wtedy w moim prawie wyrobniczym mozole. Może pamięć dlatego tak wraca, że był to pierwszy czas mojego życia z Tobą, Toniu<pe><slowo_obce>Tonia</slowo_obce> --- Antonina Kolberg, żona Brzozowskiego.</pe> moja droga, która nigdy nie zrozumiesz, czym jesteś dla mnie, gdyż nigdy nie chcesz zrozumieć, kim ja jestem. O! Ja teraz nie myślę o talencie. Mój Boże, za to ci przynajmniej (?) jestem wdzięczny, że duma moja jest niezależna od faktu, iż umiem układać zdania, że nie potrzebuję ciągle, nieustannie myśleć o swoim pisarstwie, że nie mam zmysłu dla drobnej polityki podnoszenia swej wartości na giełdzie opinii. Nie. Ale ja jako człowiek. Mnie jest potrzebna praca i poczucie, że jest ona wydajna, i gdy tego nie mam, jestem niczym, ale gdy nachodzą na mnie dni niepłodności, nikt nie znajduje instynktu, który by mu wskazał, co ma mówić, jak się ma zachować wobec mnie. Wtedy jestem sam, czuję się na wieki przeklętym i nie umiem oprzeć się mniemaniu, że nawet Tonia patrzy na mnie z litością, jak na chore zwierzę, które właściwie mogłoby być dorżnięte. Ja nie znoszę tej dobroci. Tej litości. To mnie zabija. Ja nie znoszę tego, że mówi mi się: ,,nikt nie może od ciebie wymagać więcej". Ode mnie trzeba wymagać, żądać i wynagradzać uśmiechem i pogodnym brzmieniem głosu, ale za nic nigdy nie rezygnować, gdyż ja się męczę bezczynnością, bo ja to odczuwam jako obiektywny sąd, że już jestem złamany, że ktoś słyszał trzask kolumny pacierzowej i że choć jeszcze nie wiem, już nie wstanę. Humoru pracy codziennej, ożywczej, rzeźkiej. Wyrobić go znów, nie stracić, to modlitwa moja. Kant z walki z chorobą swoją stworzył swą wielkość --- miał wroga --- naturę w swoim organizmie; heroizm ma wszędzie miejsce --- właśnie trzeba go znajdować w tych jego postaciach. Johnson, Michał Anioł, wszyscy oni potężni, wydobywali pracę z otchłani organicznej niechęci, niemocy, dźwigali ją. Nie ma twórczości ani pracy w spokoju --- jest to zawsze gorączka z zenitem i nadirem<end id="e1638215602927-693219376"/><pe><slowo_obce>nadir</slowo_obce> --- punkt na niebie przeciwległy zenitowi.</pe>.<begin id="b1638215783451-507616214"/><motyw id="m1638215783451-507616214">Kondycja ludzka, Żona, Praca</motyw> To jest określenie człowieka --- jego natura. Tak się zachwycasz Bergsona filozofią, a nie chcesz zrozumieć, że to właśnie jej prawda, ten rwący się, rozsypujący się w popiół i ohydę ogień, to ciągłe poczynanie, nigdy dna, nigdy przystani, wieczny bezład i wieczna walka z rumowiskami, to jest człowiek. Jeszcze nie zginąłeś, jeszcze nie straciłeś prężności myśli --- teraz skup siły. Zrób Machiavellego, Bruna, Vica<pr><slowo_obce>Zrób Machiavellego, Bruna, Vica</slowo_obce> --- mowa o wyborach dzieł tych pisarza, projektowanych dla biblioteki Symposionu. (Patrz <tytul_dziela>Głosy wśród nocy</tytul_dziela>, str. 35).

<akap>,,Cieszę się nie mniej od Was --- pisał mi Brzozowski jeszcze w jesieni 1909 r. --- że mam w perspektywie możność zrobienia tej rzeczy z Wrońskim --- a niemniej z Machiavellego i Bruna". ,,Symposion stał się przedmiotem moich marzeń --- myślę, że już nie mógłbym w żadnej innej formie zrobić tak wiele rzeczy niewątpliwych, niż tu mi się uda". ,,Cieszę się niezmiernie, że te rzeczy wyjdą u nas i myślę, że biblioteczka będzie miała ogromne znaczenie kulturalne".</akap>
<akap>Giambattista Vico (1668--1744), włoski filozof i historiozof. [red. WL].</akap></pr>, byś <wyroznienie>Ty</wyroznienie> był z tego zadowolony, urośniesz znowu dla siebie jako pracownika --- wtedy dasz radę Słowackiemu<pr><slowo_obce>Dasz radę Słowackiemu</slowo_obce> --- do monografii o Słowackim przygotowywał się Brzozowski już od 1908 r. Patrz <tytul_dziela>Głosy wśród nocy</tytul_dziela>, str. 84. [red. WL].</pr>, opuści cię tchórzostwo. Ale gdyby było możliwe, gdyby było możliwe, żeby Tonia zrozumiała, co ona jeszcze ze mnie zrobić może; ona jedna. Całą duszę mam poszarpaną, ona jest najstalszym punktem mych przywiązań, jedynym faktem mego życia, który mnie nie zawiódł.<end id="e1638215783451-507616214"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>3 I</akap></nota>

<akap>E*** wiele razy zapytywał mnie, czy nie byłoby dobrze, aby ktoś młody przedstawił całokształt mojej działalności na zasadzie szczegółowej znajomości wszystkiego, com napisał. Czy byłoby dobrze? Pytanie to trudno zrozumieć. Nie mogę rozstrzygać, czy to byłoby ciekawe, pożyteczne dla czytelnika, ale dla mnie miałoby to znaczenie wewnętrznie nawet, tj. dla dalszej mojej pracy --- wielkie.  Potrzebuję i nieustannie stwierdzam to --- takiego kompendium moich myśli i usiłowań,  a zrozumienie, że jest w moich rozproszonych kartach jedność i całość najskuteczniej broni mnie od zniechęcenia. Ale na próżno byłoby czegoś podobnego się spodziewać. To, co jest myślą w moich pismach, najmniej zajmuje. Nikt właściwie nie powiedział słowa, które miałoby pod tym względem znaczenie --- pochwała obejmująca z zewnątrz nie zastąpi wniknięcia w organizm myśli, przejęcia się jego prawami. Gdy przerzucam stronę po stronie różne pisma, różne moje artykuły, widzę, że były to i są <slowo_obce>disiecta membra<pe><slowo_obce>disiecta membra</slowo_obce> (łac.) --- rozrzucone, rozsiane członki, części. </pe></slowo_obce>. W studium o Żeromskim<pr><slowo_obce>studium o Żeromskim</slowo_obce> --- studium <tytul_dziela>O Stefanie Żeromskim</tytul_dziela> wydał Brzozowski w r. 1904 w osobnej książce jako przedruk z warszawskiego ,,Głosu". (Warszawa. 1905. Nakład G. Centnerszwera i Sp.). [red. WL].</pr> są stronice (<wyroznienie>o duchu</wyroznienie>) , które są kontynuacją wątków myślowych, wykładanych w <wyroznienie>,,Filozoficznym"</wyroznienie><pr><slowo_obce>Filozoficzny</slowo_obce> --- W ,,Filozoficznym" (Przeglądzie) drukował Brzozowski w r. 1903 studium pt. <tytul_dziela>Co to jest filozofia</tytul_dziela>, w r. 1904 rozprawę o <tytul_dziela>Etyce Spinozy</tytul_dziela>. --- <tytul_dziela>Filozofia czynu</tytul_dziela>, studium --- drukowane w r. 1903 w Bibliotece samokształcenia, wchodzi obecnie jako rozdział II w skład <tytul_dziela>Idei</tytul_dziela> i składa się z trzech Części: 1. Filozofia w jej rozwoju kulturalnym, jej zadania obecne i widoki na przyszłość. 2. Czym jest rzeczywistość? 3. Świat nauki i świat filozofii. Jest rzeczą ciekawą i na ogół dość smutną, że na stanowisko w studiach tych zajęte całkiem samodzielnie i niezależnie od kilka lat później wszczętego prądu umysłowego na Zachodzie nikt wówczas, jak i dotychczas jeszcze spośród pisarzy filozoficznych w Polsce nie uważał za stosowne zwrócić uwagę i je ocenić, lubo dokoła pokrewnych poglądów, importowanych już z zagranicy i opatrzonych marką modnego towaru obudził się prawdziwie jarmarczny zgiełk wśród cisnącej się ciżby wyznawców ,,sezo-nowego na świat poglądu". [red. WL].</pr>. W takich warunkach istotnie pisałem, że najistotniejsze moje myśli nigdy nie mogły być podane bezpośrednio jako treść. Ani Dawid<pr><slowo_obce>Dawid, Feldman, Kucharski</slowo_obce> --- redaktor ,,Głosu" i ,,Przeglądu społecznego". Wilhelm Feldman, znany redaktor ,,Krytyki". Kucharski był redaktorem Biblioteki samokształcenia, w której Brzozowski współpracował. Ostry i obelżywy epitet, poprzedzający nazwisko Kucharskiego, uważaliśmy za odpowiednie pominąć. [red. WL].</pr>, ani Feldman, ani ..... Kucharski nie wydrukowaliby czegoś podobnego.  To wszystko było zawsze nie tyle pod progiem mojej świadomości, ile raczej pod progiem bezideowości i anty literackości polskich redaktorów, szukało sposobności, by się wychylić w świat naturalnie chyłkiem, z bojaźnią, że jeżeli będzie tego za dużo, cierpliwość się wyczerpie.</akap>

<akap><tytul_dziela><begin id="b1638215997259-1322596562"/><motyw id="m1638215997259-1322596562">Czyn, Filozof</motyw>Filozofia czynu<pe><slowo_obce>Filozofia czynu</slowo_obce> --- książka Brzozowskiego, opublikowana w 1903 roku.</pe></tytul_dziela> np. --- była ona tak absolutnie ignorowana, tak z góry poklepana po ramieniu przez Feldmana, że ja sam przestałem uważać ją za coś istniejącego. Po latach bez przeglądania jej czytałem ją w książce i widzę, że nie jest ona gorsza od rzeczy, które drukują się w zbiorach przez takich autorów, jak James<pe><slowo_obce>James, Henry</slowo_obce> (1843--1916) --- amerykańsko-brytyjski pisarz, krytyk i teoretyk literatury.</pe>, Schiller<pe><slowo_obce>Schiller, Friedrich von</slowo_obce> (1759--1805) --- niemiecki poeta, filozof, historyk, estetyk, teoretyk teatru i dramaturg. </pe>. W <tytul_dziela>Legendzie<pe><slowo_obce>Legenda</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Legenda Młodej Polski. Studia o strukturze duszy kulturalnej</tytul_dziela>, książka Brzozowskiego, opublikowana w 1909 roku.</pe></tytul_dziela> i w <tytul_dziela>Ideach<pe><slowo_obce>Idee</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Idee. Wstęp do filozofii dojrzałości dziejowej</tytul_dziela>, książka Brzozowskiego, opublikowana w 1910 roku.</pe></tytul_dziela> jest cały rój myśli     dopominających  się o kontynuację: naturalnie znowu zginęły one w apatii filozoficznej. Nie jest to żaden zaszczyt,  ale rzeczywiście, nie ma dziś w piszącej Polsce poza mną nikogo, kto by czuł właściwe znaczenie zagadnień filozoficznych. Dlatego nikt nawet przy dobrej chęci --- a tej nie ma prawie wcale --- nie może współczuć z całością mojego wysiłku. Tacy ,,filozofowie", jak Halpern<pe><slowo_obce>Halpern, Ignacy Izydor Myślicki</slowo_obce>  (1874--1935) --- polski filozof, historyk i popularyzator filozofii.</pe>, jak Segał<pe><slowo_obce>Segał, Jakub</slowo_obce> (1880--1943) ---  polski psycholog, filozof, estetyk.</pe>, mogą poprzestawać na swoich trocinach książkowych, bo poza tym mieszanina dekadencji    i oportunizmu życiowego pozwala im przez całe życie nie przekonać się ani razu, że ich cała gadanina filozoficzna nie ma żadnej treści, jest nudnym, nieharmonijnym konstruowaniem pojęć, tak, aby dały one nowy i akademicko dopuszczalny --- nawet dobra jest pewna ,,rewolucyjność" --- deseń. --- Külpe<pe><slowo_obce>Külpe, Oswald</slowo_obce>  (1862--1915) --- niemiecki psycholog i filozof.</pe> ma też swojego Kanta. <end id="e1638215997259-1322596562"/>Niechęć bezwzględna rodzi się z takich faktów. Kant nie zdołał więc nawet osiągnąć tego --- by jego, który zrobił wszystko, by powiedzieć tylko to, co myślał i jak myślał, Kant, który jest wzorem przejrzystości, byle się go tylko nie chciało ,,konstruować" i ,,mentorować" mu podczas czytania, ale przyjmować go w całości --- nie osiągnął tego nawet, by mu nie przekręcano jego myśli. Co może być istotnie wspólnego między Külpem --- a Kantem! Tu same portrety rozstrzygają. Mało rzeczy znam tak cudownie wytwornych  jak ręce i oczy Kanta --- <slowo_obce>nec plus ultra<pe><slowo_obce>nec plus ultra</slowo_obce> a. <slowo_obce>non plus ultra</slowo_obce> (łac.) --- nic ponadto, ani kroku dalej.</pe></slowo_obce> subtelności. Goethe --- spotkałem to zdanie u Chamberlaina<pr><slowo_obce>Chamberlain, Houston Stewart</slowo_obce> (1855--1927) --- znany pisarz niemiecki, autor głośnych dzieł: <tytul_dziela>Die Grundlagen des XIX Jahrhunderts; Richard Wagner; Goethe; Inmanuel Kant, die Persönlichkeit ais Einführung in das Werk</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> --- powiedział prawdę: istotnie wchodzimy do <wyroznienie>jasnego</wyroznienie> pokoju, czytając Kanta. Ale naturalnie kiedyś, o ile ten dziennik mój będzie czytany i analizowany, krytyka będzie widziała w tym, co piszę, dowód mojego upodobania do paradoksów, sadzenia się na oryginalność, i naturalnie żadna siła temu nie zaradzi. Kto wyperswaduje Anglikom, że niezrozumiałość Browninga stała się dziś w znacznej mierze tylko nałogową formułką, że w każdym razie Browning zawsze dokładnie i bardzo silnie wiedział, co chce wypowiedzieć, tylko to, co on chciał wypowiedzieć, stanowiło zawsze doświadczenie, myśl, przeżycie, trudno dostępne. E*** będzie całe życie narzekał na brak książek i czasu i nigdy nie zdołam go przekonać, że Kant i Goethe, w całości przestudiowani, daliby mu, o ile w ogóle ją mieć może, skalę miar, których dzisiaj szuka on w pojedynkę i gorączkowo. To samo W*** z Francuzami. Jest istotnie organiczna niechęć i niemoc kulturalna w epoce: rozproszona ciekawość, nieuporządkowane ambicje --- nie pozwalają wytworzyć się psychice, zdolnej dźwigać kulturę osobistą. Każda nowa ambicja tworzy w nas nowy rozkład wartości, nowy plan, nowe stopniowanie hierarchiczne --- na chwilę naturalnie --- a ponieważ ci, którzy rozbudzili w nas tę ambicję, są w tym samym stanie i my sami też działamy na innych, w ten sposób tworzy się ruchome piaskowisko myśli i uczuć. Polityka zgartuje<pe><slowo_obce>zgartywać</slowo_obce> (daw.) --- zgarniać.</pe> to szuflami, do szczętu brutalizując wszystko, co wymaga subtelności --- własnej swej hierarchii, spokoju.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Jeszcze przed dwoma laty uważałem aforyzmy wstępne (z podręcznika ekonomii) Vilfreda Pareto<pe><slowo_obce>Pareto, Vilfredo</slowo_obce> (1848--1923) --- włoski ekonomista i socjolog.</pe> za dowcipne paradoksy, teraz są one dla mnie tym, czym są: gorzką i niezaprzeczalną mądrością. Pareto jest jednym z najciekawszych umysłów naszej epoki. Gdyby zapytano mnie, kogo uważam za umysł nowoczesny, za umysł wyrażający nastrój i strukturę duchową naszych czasów, wymieniłbym: <wyroznienie>Pareta</wyroznienie>, <wyroznienie>Chestertona</wyroznienie>, <wyroznienie>Sorela</wyroznienie>, <wyroznienie>Maurrasa</wyroznienie>, <wyroznienie>Crocego</wyroznienie><pe><slowo_obce>Croce, Benedetto</slowo_obce> (1866--1952) --- włoski filozof, krytyk literacki, publicysta i polityk.</pe>, <wyroznienie>Seillière'a</wyroznienie><pe><slowo_obce>Seillière, Ernest-Antoine</slowo_obce> (1866--1955) --- francuski pisarz, dziennikarz i krytyk. </pe>, <wyroznienie>Loisy'ego</wyroznienie><pe><slowo_obce>Loisy, Alfred</slowo_obce> (1857--1940) --- francuski katolicki ksiądz, profesor i teolog.</pe>, <wyroznienie>Bergsona</wyroznienie>, <wyroznienie>James</wyroznienie>a, <wyroznienie>Barrèsa</wyroznienie>, <wyroznienie>Wellsa</wyroznienie>, <wyroznienie>Kiplinga</wyroznienie><pe><slowo_obce>Kipling, Rudyard</slowo_obce> (1865--1936)  --- angielski prozaik i poeta.</pe>, może Shawa<pe><slowo_obce>Shaw, George Bernard</slowo_obce> (1856--1950) --- irlandzki dramaturg i prozaik.</pe>, ale ,,nowoczesny" sam przez się nie jest aprobatą dla nowoczesnego kształtu umysłów bezwzględnie fałszywych --- <wyroznienie>Maeterlinck</wyroznienie><pe><slowo_obce>Maeterlinck, Maurice</slowo_obce> (1862--1949) --- belgijski dramaturg, poeta, eseista.</pe>, <wyroznienie>Pascoli</wyroznienie><pe><slowo_obce>Pascoli, Giovanni</slowo_obce> (1855--1912) --- włoski poeta i filolog klasyczny. </pe>; Rolland<pr><slowo_obce>Rolland, Romain</slowo_obce> (1866--1944)--- autor przełożonej obecnie już na polski powieści francuskiej pt. <tytul_dziela>Jan Krzysztof</tytul_dziela>, nagrodzony w roku bieżącym przez Akademię francuską (rok publikacji <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela>). [red.WL].
</pr> jest umysłem na wpół sfałszowanym, lecz takim, że czuje się dość silnie żal tej straty. France<pe><slowo_obce>France, Anatole</slowo_obce> (1844--1924) --- właśc. Jacques-Anatole-François Thibault, poeta, powieściopisarz i krytyk francuski.</pe>! Czym był kiedyś France dla mnie. Od France'a do Mereditha --- z tego rozwoju mógłbym być zadowolony --- tak samo jak z tego, co od Guyau<pe><slowo_obce>Guyau, Jean-Marie</slowo_obce> (1854--1888) --- francuski filozof, etyk i pisarz.</pe> prowadzi do Sorela, ale Guyau nigdy nie był dla mnie bezwzględnie mistrzem i źródłem. Avenarius i Taine byli czymś całkiem innym. Tym zaś nigdy nie będę bluźnił. Zawdzięczam im nieskończenie wiele. Powinienem, jest to moim obowiązkiem, napisać książkę w obronie Taine'a<pe><slowo_obce>Taine</slowo_obce> --- ,,Powinienem, jest to moim obowiązkiem, napisać książkę w obronie Taine'a". W cyklu monografii, którego projekt wyłonił się w kilka tygodni później u Brzozowskiego, jak o tym będzie jeszcze niżej w przypisach mowa, zamierzał autor jeden tomik poświęcić Taine'owi. ,,Jeden z tematów do moich tomików --- pisał w liście z 26 I 1911 --- byłby Taine i jego ostatni krytycy. W zasadzie całą siłą <slowo_obce>pro</slowo_obce> Taine'a". [red. WL].</pe>.</akap>

<akap><begin id="b1638216833169-3191091051"/><motyw id="m1638216833169-3191091051">Religia</motyw>Oprócz innych rozróżnień, jakie mogą być wykryte i ustalone w fakcie tak bogatym, skomplikowanym i posiadającym tak długą i różnostronną historię jak chrześcijaństwo --- niewątpliwie na szczególną uwagę zasługuje następujące. Chrześcijaństwo wprowadza nas w świat stosunków, zachodzących pomiędzy nami, Bogiem, życiem przyszłym --- <wyroznienie>jest właściwie światem</wyroznienie> posiadającym całą nieskończenie głęboką budowę i prawa: niczego w nim nie brakuje, gdyż jest to istotnie świat żywy, więc rozwija się on w naszej myśli i ktokolwiek bądź przeniknie się prawdą jednej chociażby tylko zasady, byle tylko <wyroznienie>istotnie wżył</wyroznienie> się w nią, rozwinie z niej wszystkie inne, cały świat chrześcijaństwa jest zawarty organicznie w każdej z jego prawd cząstkowych. Jednocześnie ten świat najgłębiej działa wewnątrz dusz naszych i przekształca tak myśl naszą i wolę, by wyrastało z nich postępowanie odpowiadające podstawowym i zasadniczym warunkom naszego kulturalnego społecznego życia. W epokach idealnych, a raczej w <wyroznienie>ideale</wyroznienie>, oba te fakty, obie te strony żyją we wzajemnej harmonii, żadna z nich nie wyszczególnia się i nie wyodrębnia. Chrześcijaństwo jako świat metafizyczny, jako prawda nadprzyrodzona jest organem wychowawczym, na zewnątrz ujawnia się w doskonałości wszystkich form życia, które wola w ten sposób wychowana wytwarza. Można niewątpliwie widzieć w tego rodzaju rozumieniu tych rzeczy bardzo zasadniczą i jak gdyby nieszczędzącą niczego, rujnującą samą możność odrodzenia, krytykę chrześcijaństwa, gdyż nadprzyrodzoność, to bądź co bądź źródło i sprawdzian, zostają tu wchłonięte przez tutejsze ziemskie, świeckie życie kultury. Ale nie jest to bynajmniej jedyny sposób myślenia, wyrastający z tego punktu widzenia. Przeciwnie, głęboka harmonia między ziemskim i niebiańskim faktem chrześcijaństwa jest jakby stwierdzeniem jego prawdy. Chrześcijaństwo występuje jako naturalny żywioł życia człowieka, ale przecież głosi ono jego odkupienie. Jeżeli widzimy, że wrasta ono tak bez reszty w ziemskie życie, to nie jest to dowód, że chrześcijaństwo jest tylko ludzkie, lecz że człowiek jest chrześcijański, nadprzyrodzony, że nie może być myślany inaczej.<end id="e1638216833169-3191091051"/> Cała zasadnicza postawa Feuerbachowska jest naiwnością. Cóż bowiem, że chrześcijaństwo jest faktem ludzkim, tylko ludzkim, że nie ma w nim ani jednego atomu, który by nie był z człowieka --- przecież znaczy to i to także, że nie ma w człowieku pierwiastka, który by nie był ,,nadprzyrodzony", wpleciony w przędzę dzieł i zamyśleń Bożych. Człowiek samopoznaje się w chrześcijaństwie, gdyż Bóg, który go stworzył, stworzył go według tej samej prawdy, którą mu objawił. To dla dogmatyków. Ale kulturalnie dwa te fakty rozszczepiają się. James zawsze troska się, czy aby nie <wyroznienie>za dużo</wyroznienie> tej nadprzyrodzoności, ascezy, świętości; tyle jej trzeba, aby wyrastała wola --- ale nie więcej. Tu jest dogmatyzm Jamesa --- dogmatyzm niespójny. I podczas gdy chamy z ,,Nowej Reformy"<pe><slowo_obce>,,Nowa Reforma"</slowo_obce> --- dziennik ukazujący się w latach 1882--1928 w Krakowie.</pe> zarzucają mu, że przechylał się w stronę ,,grubego" spirytyzmu, nie widzą, że o ile ten spirytyzm był <wyroznienie>gruby</wyroznienie>, to dlatego, że jest on jednak wypływem koniecznym naturalizmu i <wyroznienie>F. H Myers</wyroznienie> jest umysłem zasadniczo tego typu co jakiś Helmholtz<pe><slowo_obce>Helmholtz, Hermann von</slowo_obce> (1821--1894) --- niemiecki lekarz, fizyk, fizjolog oraz filozof. </pe>, Hertz<pe><slowo_obce>Hertz, Heinrich</slowo_obce> (1857--1894) --- niemiecki fizyk, odkrywca fal elektromagnetycznych.</pe>, Clifford<pe><slowo_obce>Clifford, William Kingdon</slowo_obce> (1845--1879) --- brytyjski matematyk i filozof.</pe>; w tym właśnie leży to, co mnie odstręcza od niego filozoficznie. Ideowo idzie tu zawsze o podporządkowanie człowieka <wyroznienie>faktowi</wyroznienie>. Fakt jest niemniej fetyszem, gdy działa w postaciach energii, ruchu, funkcjonalności matematycznej, jak i wtedy, gdy ma do rozporządzenia dziedziny i formy działania ukazywane przez Myersa. Dlatego, pomimo że będę w ten sposób podkopywał się pod nieistniejące jeszcze bastiony przeciwników i na moich czytelnikach, tj. tej części społeczeństwa, która dotąd przeważnie i ku memu nieszczęściu <wyroznienie>jedynie</wyroznienie> bodaj mnie czyta, będę robił wrażenie opętanego walczącego w próżni, muszę przecież zdobyć się na zimną krew --- i dokonać jeszcze i tego donkiszotyzmu.</akap>

<akap>Wracając do tych dwóch momentów w chrześcijaństwie --- nie wierzę w chrześcijaństwo bez elementu niebiańskiego, takie, jakie zarysowuje się S. Minocchiemu w jego ataku na <wyroznienie>Tyrrella</wyroznienie><pe><slowo_obce>Minocchi i Tyrrell</slowo_obce> --- Włoch S. Minocchi i Anglik G. Tyrrell, wybitni przedstawiciele modernizmu katolickiego. G. Tyrrell jest autorem polemicznego dzieła, przeciwko kardynałowi Mercierowi wymierzonego pt. <tytul_dziela>Medievalism</tytul_dziela>, oraz słynnej książki pt. <tytul_dziela>Through Scylla and Charybdis</tytul_dziela>, którą Brzozowski znał w oryginale, gdyż cytuje ją w <tytul_dziela>Głosach wśród nocy</tytul_dziela> na str. 17. Czytelnik nieznający języka angielskiego korzystać może z przekładu niemieckiego w wydaniu E. Diederichsa w Jenie pt. <tytul_dziela>Zwischen Scylla und Charybdis</tytul_dziela>. Tamże wydana została również w przekładzie niemieckim wybitna książka włoskiego modernisty G. Prezzoliniego pt. <tytul_dziela>Wesen, Geschichte und Ziele des Modernismus</tytul_dziela>. Giuseppe Prezzolini jest autorem dobrze informującego dziełka <tytul_dziela>Cos'è il Modernismo</tytul_dziela>? (1908). Znakomitą i ze stanowiska prawowiernie katolickiego wyczerpująco i krytycznie nowy prąd religijny w katolicyzmie przedstawiającą książką jest dzieło niemieckiego profesora dogmatyki, dra Antoniego Gislera pt. <tytul_dziela>Der Modernismus</tytul_dziela>. (1912. Verlagsanstalt Benziger Co. A. G.). Z <tytul_dziela>A much abused letter</tytul_dziela>, dzieła G. Tyrrella, o którym Brzozowski na tym miejscu jako sobie nieznanym wspomina, pozwalamy sobie tu przytoczyć jeden ustęp, zawierający idee z kręgu zagadnień religijnych przez Brzozowskiego niejednokrotnie tak w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>, jak i gdzie indziej poruszanych. Pewne pokrewieństwo poglądów nie da się bowiem zaprzeczyć.
<akap>,,Musimy przyjąć, że Credo (kościoła) zawiera wyniki doświadczeń religijnych sporej części ludzkości i długiego jej okresu, że przedstawia obraz absolutu --- obraz wiarą ogarnianego świata nadprzyrodzonego, jako też stosunków człowieka do wszechświata --- i że obraz ten posiada pewną praktyczną prawdziwość jako prawidło postępowania i o tyle czyni dopuszczalnym dowód z doświadczenia. Nie powinniśmy uważać Creda za rodzaj prawdy naukowej i znaczenia jego doszukiwać się za pomocą etymologicznego rozbioru każdego wyrazu, przeoczając przy tym różnice, jakie stworzyła praktyka i związek rzeczy; musimy je raczej rozpatrywać w jego całokształcie jako symbol wrażenia, jakie nieskończoność o sobie samej w świadomości tak znacznego i ważnego odłamu ludzkości wszczepiła. Trójca, Stworzenie, upadek, wcielenie się w człowieka, ofiara śmierci, zmartwychwstanie, niebo i piekło, aniołowie i szatani, Najświętsza Panna i święci, wszystko to są kamyki jednej mozaiki, wszystko jest ściślejszym określeniem wiekuistej Dobroci, w której świetle człowiek wolę swą, swe skłonności i postępki kształtować musi, jeśli pragnie życie swe wieść religijnie i przystosować samego siebie do najwyższych rzeczywistości. Jako wyraz jest Credo niewątpliwie pełne skrzywień, przesady i omyłek; jego prawda tkwi niewywikłana (<slowo_obce>inextricably</slowo_obce>) z błędem pospołu jak złoto w rudzie; atoli ruda może być bogatsza, niż kiedykolwiek to danym było człowiekowi odnaleźć, a czyste złoto musi dlań być niedostępne, dopóki istotą ludzką pozostaje. Tylko poprzez wielobarwne szkliwo różnych postaci takiego Creda przedostaje się bezbarwne światło Boże do nas, aby nami kierować; tylko poprzez takie właśnie szkliwo możemy spoglądać wzwyż ku źródłu tego światła, które z konieczności przyoblekamy w kształty i barwy tego medium, przez jakie je oglądamy". <tytul_dziela>A much abused letter. </tytul_dziela> London 1907, str. 78 --- 80; 102). [red. WL].</akap></pe>. Nie wiem, czy M. ma słuszność i czy Tyrrell jest tak wyłącznie ..... (?); tak, to jego <tytul_dziela>Much abused letter<pe><slowo_obce>A much abused letter</slowo_obce> --- książka Tyrrella z 1906 roku.</pe></tytul_dziela> musi być ciekawą rzeczą --- jeżeli tak, to mam słuszność mówiąc, że on i Loisy podzielili się dwoma biegunami myśli J. H. Newmana. Jakąż głęboką prawdę wypowiedział M. Arnold: J. H. Newman, tacy jak on ludzie, takie jak jego umysły dzisiaj muszą nas wprowadzać w stan zadumy, jak wobec cudu, jak wobec faktu wyższej, niż nasza, a harmonijnej natury. Nie jest dla mnie paradoksem nastrój, który pomimo wszelkich niepodobieństw materialnych łączy Shakespeare'a<pe><slowo_obce>Shakespeare, William</slowo_obce> (1564--1616) --- angielski poeta, dramaturg, aktor.</pe> i Newmana w tym samym podziwie dla niekaleczącego niczego w duszy naszej harmonii. To jest może ta ,,metodologia" ewangelii, o której J. H. Newman mówi gdzieś, w którymś z kazań <slowo_obce>en passant<pe><slowo_obce>en passant</slowo_obce> (fr.) --- przelotnie, mimochodem.</pe></slowo_obce>. To także jest odkupienie człowieka. Jest to bluźnierstwo prawie, ale Blake i J. H. Newman mieli to wspólne poczucie, że Chrystus musi się stać swobodą całego człowieka, całej jego myśli we wszystkich jej aspiracjach poznawczych, estetycznych, poetyckich, etycznych --- w całości jego niewyczerpanej natury. I naturalnie Newman cofnąłby się przerażony (chociaż kto śmie twierdzić --- Newman istotnie może zniechęcić do wszystkich mych ,,psychologów"; niech będzie błogosławiona ta jasna chwila, gdy go zacząłem czytać) w zetknięciu z Blakiem. --- Zresztą mniejsza o to: ja rozumiem siebie, gdy to piszę. <wyroznienie>Widzę</wyroznienie>, widzę plastycznie granice słuszności tej natury. Anglia to kraj tylko dzielnych kupców, mówi W. Feldman o narodzie, który dał nam szczęście wznoszenia duszy przez stosunek z Blakiem, S. T. Coleridge'em, Lambem, Carlyle'em, Newmanem. Newmanem z pewnego punktu przede wszystkim. Tylko Browninga, Mereditha i jednak --- <slowo_obce>mea culpa<pe><slowo_obce>mea culpa</slowo_obce> (łac.) --- moja wina.</pe></slowo_obce> --- Blake'a, i jednak Coleridge'a nie wyrzekłbym się dla Newmana, ani Carlyle'a --- niechby (?) --- a jeszcze Dickens, a Thackeray<pe><slowo_obce>Thackeray, William Makepeace</slowo_obce> (1811--1863) -- brytyjski pisarz, dziennikarz i satyryk.</pe>, a D. G. Rossetti<pe><slowo_obce>Rossetti, Dante Gabriel</slowo_obce> (1828--1882) --- angielski poeta, malarz i tłumacz.</pe> --- a tylu, których jeszcze nie znam. Mój Boże, mój Boże, daj mi przecież siły i odwagi, pozwól, niech ta świetność i głębia nie przerażają mnie, lecz stworzą we mnie słowo, bym mógł o nich mówić spokojnie i z niegasnącym światłem.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>4 I</akap></nota>

<akap><begin id="b1638217648600-2038214996"/><motyw id="m1638217648600-2038214996">Praca, Twórczość, Artysta, Książka</motyw>Wczoraj skończyłem I tom mojej powieści<pr><slowo_obce>I tom mojej powieści</slowo_obce> --- mowa o I tomie <tytul_dziela>Dębiny</tytul_dziela>, wydanym pod tytułem <tytul_dziela>Sam wśród ludzi</tytul_dziela>. Po wyjściu książki w trzy miesiące później pisze autor o niej w liście z 21 IV 1911:

<akap>,,Bardzo się lękam o los tej książki, zwłaszcza póki II część jej nie dopełni i nie wytłumaczy; obecnie mam wrażenie, że nerwy i arterie wloką się po ziemi w sposób zgoła nieestetyczny". [red. WL].</akap></pr>. Były już chwile, gdy byłem zrozpaczony, wydawało mi się bowiem, że wszystkie te postacie są nieuleczalnie papierowe i nie obchodzą mnie ani trochę. Ale wczoraj nastąpiła znowu ta rzecz tak trudna: ustalił się obieg krwi pomiędzy mną a dziełem. Są rzeczy, które miały racje być wypowiedziane. Chciałbym dziś wejść w inne widzenie życia, ale nieprawdą będzie, gdy będą mówili, że ta powieść nie posiada własnego swego ujęcia życiowej rzeczywistości. Wolałbym, by to ujęcie było inne, a raczej jest już ono we mnie dziś inne, ale moje pisanie pozostaje zawsze poza mną i wyraża to, co jest moją przeszłością. Można by stąd nawet wyprowadzić zarzut przeciwko niemu, że uwstecznia mnie ono, i przeważnie jestem skłonny wierzyć w coś podobnego nie tylko u samego siebie, ale i w ogóle. U ludzi żyjących silnym moralnym życiem, to jest przeistaczających się, <wyroznienie>artyzm</wyroznienie> jest zawsze powrotem lub zatrzymaniem: coś, co było już nami lub choćby nawet jest, ale w każdym razie coś, co nie jest czystym dynamizmem tworzenia własnej istoty, leczenia jej, przebudowania --- utrwala się tu. Artyzm zależny jest od pierwiastków, które zmieniają się najwolniej, od wzruszeń i czuć, i ich połączeń z naszą auto-sympatią, stanowiącą moment popędu do auto-impresji. Gdy więc zaczynamy pisać, ożywia się w nas i uzyskuje przewagę nad nami nie <wyroznienie>wola</wyroznienie> --- lecz <wyroznienie>natura</wyroznienie>: natura staje się wolą. W tych więc momentach jest już i etyczne usprawiedliwienie artyzmu. Chroni on od jednostronności, wolą w niej staje się nawet <wyroznienie>wbrew nam</wyroznienie> samym to, czego byśmy nie chcieli, nie śmieli uczynić wolą. Samowiedza nasza się zaostrza i o ile tylko prąd życia jest w nas silny, wychodzimy z tego powstrzymania silniejsi, głębiej i szerzej wierni samym sobie. Stąd jednak i ta właściwość, że <wyroznienie>jestem</wyroznienie> bezsilny wobec tego, com napisał. Nie mogę wracać. Jest każda rzecz tylko <wyroznienie>raz dla mnie</wyroznienie>. Stan i usposobienie, niewątpliwie wykluczające doskonałość, ale Blake nie był w stanie nigdy poprawić swych rzeczy. Mam nadzieję, że nadejdzie i w moim życiu okres tworzenia spokojnego, ale będzie to nie wcześniej, aż gdy wżyję się całkowicie w <wyroznienie>prawdę</wyroznienie>. Wtedy, gdy już dokona się proces przeniknięcia wzajemnego etyki, psychofizjologii (rozumiem samego siebie, gdy to piszę), będę mógł pisać inaczej. Teraz na próżno byłoby marzyć o estetyce innego typu. Muszę jeszcze iść śladami Dostojewskiego.<end id="e1638217648600-2038214996"/></akap>

<akap>Browning dlatego jest tak pożyteczny dla mnie, że jest spokrewniony z Dostojewskim, a przecież o wiele bardziej zabezpieczony. To zabezpieczenie niekoniecznie jest wyższością. W każdym razie zastanowienie się nad tym, gdzie jest granica między tymi dwoma twórcami, jest konieczne.</akap>

<akap>Krytyk dzisiejszy jest jak Sokrates<pe><slowo_obce>Sokrates</slowo_obce> (ok. 470--399 p.n.e.) --- grecki filozof starożytny.</pe>, tylko że zamiast małego ateńskiego światka --- ma całą ludzkość.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>5 I</akap></nota>

<akap><begin id="b1638218101057-2963430328"/><motyw id="m1638218101057-2963430328">Sztuka, Nauka</motyw>Jedną z przyczyn lekceważenia przez naszych współczesnych literatury francuskiej XVII wieku i analogicznych epok kulturalnych jest hegemonia <wyroznienie>formy, stylu , sposobu wypowiedzenia</wyroznienie> nad treścią. Jest niezaprzeczalne bowiem, że my uważamy, skłonni jesteśmy uważać za pewnik, że istnieje pewne <wyroznienie>co</wyroznienie> wypowiedzenia, czysta treść, niezależna od tego, jak jest wypowiedziana i ujęta. A jednak wręcz przeciwne twierdzenie jest i słuszniejsze, i kulturalnie zdrowsze, zbawienniejsze jako wychowawcza zasada. <wyroznienie>Jak</wyroznienie> --- forma zachowania się ludzi w stosunku wzajemnym, obejmująca i całą dziedzinę stylu, jest kategorią powszechną. Wszelkie <wyroznienie>co</wyroznienie> daje się zredukować do tej kategorii, jest tu tylko pewną <wyroznienie>postacią</wyroznienie> życia, zachowania, funkcją. Stąd może ryzykowne jest wykluczać z filozofii takie nawet umysły, jak M. Arnold. Przeciwnie myślę, że pisma Arnolda dla nikogo nie są tak konieczną szkołą, jak właśnie dla dzisiejszych <slowo_obce>sans le savoir</slowo_obce> fanatyków naukowej kultury, muzułmanów determinizmu naukowego, czcicieli faktu etc. <wyroznienie>Nagie co</wyroznienie> powstaje tam, gdzie dziedziny naszego życia i zachowania nie wydają się nam pięknymi, swobodnie wypływającymi z naszej istoty, przynoszącymi nam zaszczyt, ujawniającymi jakieś godne miłości i zachwytu strony naszych osobistych uzdolnień. Gdy życie posiada te wszystkie cechy, możemy być pewni, że nastąpi przesunięcie się środka ciężkości od literatury ku nauce. <wyroznienie>Newman</wyroznienie> raz na zawsze oswobodził mnie od tych przesądów dzisiejszego mechanicznego barbarzyństwa.<end id="e1638218101057-2963430328"/></akap> <sekcja_swiatlo/>

<akap><separator_linia/><begin id="b1638218148075-3565672932"/><motyw id="m1638218148075-3565672932">Piękno</motyw>Pojąć nie mogę, jaką rolę odgrywa w umysłowości Wellsa ta jego <slowo_obce>the beauty<pe><slowo_obce>the beauty</slowo_obce> (ang.) --- piękno.</pe></slowo_obce>, o której mówi z takim naciskiem. Sama umysłowość nie zasługuje bynajmniej na lekceważenie. Powinniśmy przede wszystkim dokładnie analizować tak bliskie nam umysły. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie Wellsa są jakby nie brudni, ale brudnawi, że jest to człowiek nieuznający zasadniczych barw, czystych tonów w etyce. Nie o to chodzi, że tym ludziom może zdarzyć się coś brudnego, lecz że w tej ogólnej atmosferze nie będzie to wydawało się rzeczą mającą znaczenie. ,,Wszystko jest plamą"--- jest to panteizm oportunizmu, komfortu --- i religia świata centralnie ogrzewanego. Wszystko to jest konsekwentne, ale <slowo_obce>the beauty</slowo_obce>? Zdaje się, że kiedyś już rozumiałem ten punkt. Krytyk musi być bardzo czujnym i <wyroznienie>nie ufać</wyroznienie> pamięci. Pamięć nie zachowuje stanów życiowych --- ale wyniki tylko. Wynik nie wystarcza. W krytyce ma znaczenie tylko to, co jest stwierdzeniem obecnego, żywego stanu duszy, pewnej skomplikowanej, błyskawicznej syntezy. Trzeba jeszcze raz będzie bardzo uważnie przeczytać ważniejsze rzeczy Wellsa.<end id="e1638218148075-3565672932"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Waham się, czy praca nad panią Du Deffand<pr><slowo_obce>Du Deffand</slowo_obce> --- Pani Du Deffand gromadziła za czasów Ludwika XV w swym salonie literackim towarzystwo najwybitniejszych osobistości ówczesnego świata paryskiego. Stałymi gośćmi byli tam Voltaire, Montesquieu, d'Alembert i in. Pozostałe po niej kilkutomowe zbiory listów należą do najciekawszych dokumentów obyczajowych wieków ,,oświecenia" ważnych dla ustalenia i oceny wpływów salonowego, estetycznego życia towarzyskiego na kształtowanie się budowy duchowej nowoczesnego pisarza, literata i artysty. [red. WL].</pr> nie jest to czas stracony, a raczej czy będę miał dość spokoju nerwowego do wykonania tej pracy i zużytkowania jej. Od dawna już pociąga mnie wiek XVIII i nigdy nie odważam się zanurzyć się na dobre w jego atmosferze. Zdaje się, że tym razem przemogę skrupuły, które w gruncie rzeczy są subtelną formą lenistwa.</akap> <sekcja_swiatlo/>

<akap><separator_linia/><begin id="b1638218314556-461395462"/><motyw id="m1638218314556-461395462">Nauczyciel, Literat, Wspomnienia, Pamięć, Ojciec</motyw>Pisać zacząłem bardzo wcześnie; pamiętam, że w II klasie gimnazjalnej wprowadziłem w zdumienie <wyroznienie>Gorieła</wyroznienie> (?), nauczyciela łaciny, gdy odkrył on pomiędzy moimi kajetami gruby zeszyt, przeznaczony na spisywanie moich przekładów z łaciny. Niewątpliwie w karierze nauczyciela rosyjskiego należą do rzadkości fakty, aby uczeń sam z siebie zdradzał jakiekolwiek upodobania osobiste, spontaniczne, do jakiegokolwiek bądź z przedmiotów wykładanych. Jest tu rzeczą ustaloną, że Sofokles<pe><slowo_obce>Sofokles</slowo_obce> (ok. 496--406 p.n.e.) --- jeden z największych tragików starożytnej Grecji.</pe>, Homer<pe><slowo_obce>Homer</slowo_obce> --- grecki pieśniarz wędrowny (aojda), epik, śpiewak i recytator, żyjący w VIII wiek p.n.e.</pe>, Plato<pe><slowo_obce>Platon</slowo_obce> (424/423--348/347 p.n.e.) --- filozof grecki, twórca platonizmu.</pe>, ale nawet <slowo_obce>Пушкин<pe><slowo_obce>Puszkin, Aleksander</slowo_obce> (1799--1837) --- rosyjski pisarz, wybitny przedstawiciel romantyzmu.</pe>,  Лермонтовъ<pe><slowo_obce>Lermontow, Michaił</slowo_obce> (1814--1841) --- rosyjski pisarz, prozaik, dramaturg. </pe></slowo_obce> są tylko lekcją, czymś, co jest zadawane i napotyka raczej opór i lenistwo. Jako ew. przedmioty zajęcia nie wchodzą te rzeczy w rachubę --- a w każdym razie zasadą pedagogiczną jest, że z natury są one niezajmujące, niezdolne pociągać. Nic nie może być bardziej demoralizującego niż ten rys. Żadne wysiłki rusyfikatorskie w Królestwie, a ogólnego sykofantyzmu<pe><slowo_obce>sykofantyzm</slowo_obce> --- donosicielstwo.</pe> w całym państwie, nie przynoszą tyle krzywdy, ile ta apatia. Naturalnie jest ona związana z systemem i nie mam zamiaru tego kwestionować, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że groźne są nie jaskrawe i w gruncie rzeczy rzadkie fakty skandalicznej opresji, która systemem panującym staje się tylko w razach wyjątkowych, jak w gimnazjum lubelskim <wyroznienie>Siengalewicza</wyroznienie> (nie powinien on być zapomniany i powinien zostać w historii), ile raczej ta urzędowa nuda, która z wolna zatruwa umysły, przyzwyczajając je do tego przekonania, że własna działalność myślowa jest czymś nienormalnym, ,,nawet niewymaganym". --- Pamiętam, jak naiwnie zdziwił się mój kolega <wyroznienie>Nikołajew</wyroznienie>, że ktoś może zajmować się poważnie, osobiście kwestiami logiki. ,,W gruncie rzeczy wszelka wiedza jest indukcyjna" mówiłem, wtedy darwinista, ,,jeżeli człowiek jest wynikiem ewolucji --- wiedza, którą nawet cały gatunek ludzki znajduje w sobie gotową, była nabyta indukcyjnie przez zwierzęcych przodków --- ". ,,Nu --- jeżeli ty o takich rzeczach będziesz myślał ---! ---", a byliśmy wtedy w ósmej klasie i N. musiał mieć lat 20! W czasie epizodu z kajetem i tłumaczeniami usiłowałem pisać wiersze i bazgrałem je ciągle na lekcjach, a że zawsze były ,,patriotyczne", łatwo mogłem stać się ,,męczennikiem": korepetytor mój, Kruszewski, wziął ode mnie jako <slowo_obce>curiosum<pe><slowo_obce>curiosum</slowo_obce> (łac.) --- rzecz osobliwa, dziwactwo.</pe></slowo_obce> zeszycik z kilkoma takimi utworami. Zdaje się, że miały one zbyt mało sensu i rymu nawet dla mego wieku (11 lat). Pisałem wtedy i tragedię, zdaje mi się na temat Orestesa<pe><slowo_obce>Orestes</slowo_obce> (mit. gr.) --- w mitologii greckiej syn Agamemnona i Klitajmestry; pomścił ojca, zabijając matkę i jej kochanka.</pe> --- lecz już w jakimś 20. wierszu miałem na scenie tyle trupów, że nie wiedziałem, co z nimi robić. W dwa lata potem pamiętam początek dramatu --- o rokoszu Zebrzydowskiego<pe><slowo_obce>Zebrzydowski, Mikołaj</slowo_obce> (1553--1620) --- wojewoda krakowski i marszałek wielki koronny; jeden z przywódców tzw. rokoszu Zebrzydowskiego a. rokoszu sandomierskiego (1606--1607), buntu przeciwko faworyzowaniu jezuitów i cudzoziemców oraz królewskim zakusom wprowadzenia władzy absolutnej.

</pe>. Jakiś strażnik królewski przemawiał tak do rokoszanina: ,,...A milcz, ty ogonie byczy!". Ale prócz tego ogona nie zostało mi już nic w pamięci. W rok później napisałem pierwszą <wyroznienie>krytykę</wyroznienie>, rozbiór <wyroznienie>Estei</wyroznienie><pe><slowo_obce>Esteja</slowo_obce> a. <slowo_obce>Kisielnicka, Józefa </slowo_obce>(1859--1941) --- polska pisarka i działaczka społeczna.</pe> <tytul_dziela>Kartek z życia kobiety<pe><slowo_obce>Kartki z życia kobiety</slowo_obce> --- powieść Kisielnickiej, opublikowana w 1890 roku.</pe></tytul_dziela>, zdaje się bardzo pochlebną. Prowadziłem wtedy także dziennik, którego zaniechałem, gdyż ojciec mój czytał go i kilka razy wspomniał z ironią (zasłużoną aż nadto zapewne) jakiś szczegół (zdaje się ,,mój sceptycyzm religijny"). Może jednak był to tylko dogadzający mi pretekst, a przyczyną zaniechania był brak wprawy, lenistwo i choroba całej mej młodości: rozrzutne niechlujstwo zainteresowań umysłowych.<end id="e1638218314556-461395462"/></akap> <sekcja_swiatlo/>

<akap><begin id="b1638218640014-1536065021"/><motyw id="m1638218640014-1536065021">Filozof</motyw><separator_linia/>Berkeley<pe><slowo_obce>Berkeley, George</slowo_obce> (1685--1753) --- irlandzki filozof, myśliciel i misjonarz. </pe> niewątpliwie może być przedmiotem żywego, nie akademickiego, studium. Wystarczają po temu całkowicie już te momenty, które znam: 1.  <wyroznienie>bierność</wyroznienie> idei, 2. tworzenie nie może być ideą; 3. nie może istnieć wystarczający samemu sobie system idei (materia). A przecież ciągle jeszcze pozostaje ogólnym wyobrażeniem i przedostaje się do ogółu tylko to, że Berkeley zaprzeczał istnieniu świata zewnętrznego, więc wszystko było dla niego tylko myślą. Jaka siła zmusza Jowialskich<pe><slowo_obce>Jowialski</slowo_obce> --- bohater komedii Aleksandra Fredry (1793--1876) pt. <tytul_dziela>Pan Jowialski</tytul_dziela>; symboliczny stary gawędziarz, zamęczający otoczenie powtarzaniem tych samych historii.</pe> do gadania o filozofii, podczas gdy bajeczki i figliki (pręciki?) najzupełniej im wystarczają. Właściwie w Polsce Jowialski jest straszniejszy od inkwizycji hiszpańskiej i swymi rozczłapanymi pantoflami wydeptuje on skuteczniej samą chęć nowinek niż najdrapieżniejszy fanatyzm. I wszystko w zgodzie z ,,papką i czapką"<pe><slowo_obce>papką i czapką</slowo_obce> --- wyrażenie <slowo_obce>czapką, papką, chlebem i solą ludzi sobie niewolą</slowo_obce> oznacza jednanie sobie przyjaciół gościnnością, ale i zmuszanie ich do rewanżu.</pe>. <end id="e1638218640014-1536065021"/>Och Fredro<pe><slowo_obce>Fredro, Aleksander</slowo_obce> (1793--1876) --- polski komediopisarz, pamiętnikarz i poeta.</pe>! Istotnie jest to skarbnica polskości. Kiedyś, pamiętam (byłem jako chłopiec nieznośnie uprzykrzony w wysiłku ciągnięcia swych myśli za włosy i sztucznego dorabiania im wąsów i łysiny), Wojciechowi Rostworowskiemu<pe><slowo_obce>Rostworowski, Wojciech</slowo_obce> (1877--1952) --- polski ziemianin, prawnik, pisarz, publicysta i senator w II RP.</pe>, zdaje się, przedkładałem, że Fredro jest wyższy nad Molière'a. Czym był dla mnie Molière wówczas! I właściwie, czym jest on dla nas dzisiaj. Ale Fredro nigdy nie przedostał się aż do tej dziedziny, w której kwestionowany jest sam człowiek, nie miał on zasadniczej (jako poeta) żywej idei człowieka. Molière bliski był tej głębiny lub nawet dosięgnął jej. Teraz zacznę znów go czytać i myśleć o nim, prędzej więc przypomina mi Fredrę to, co wiem o Goldonim<pe><slowo_obce>Goldoni, Carlo</slowo_obce> (1707--1793) --- włoski komediopisarz związany z Wenecją.</pe>. Chciałbym odświeżyć sobie <wyroznienie>ideę</wyroznienie> Hebblowską o komedii i komizmie.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>10 I</akap></nota>

<akap><begin id="b1638275745979-852590516"/><motyw id="m1638275745979-852590516">Religia, Prawda</motyw>Gdy wydaje się komuś niesłuszne lub przynajmniej dowolne twierdzenie, że katolicyzm jest najbardziej bezpośrednią i głęboką formą, w jakiej żyje obecnie w naszej kulturze świat klasyczny, kultura grecko-rzymska, niech zważy, że rysem wyróżniającym myśl katolicką od innych postaci myśli jest to, że najkonsekwentniej <wyroznienie>uznaje ona</wyroznienie> życie nasze, życie konstruktywne ludzkości, kościoła za organ prawdy. By dojść do jakiejkolwiek bądź łączności z bytem, <wyroznienie>jednostka musi wżyć się</wyroznienie> w ludzkość jako konstrukcję, jako formę, <wyroznienie>mającą  w sobie</wyroznienie> więcej niż cokolwiek bądź innego w świecie z archetypu, formy bezwzględnej. Spencer<pe><slowo_obce>Spencer, Herbert</slowo_obce> (1820--1903) --- angielski filozof i socjolog.</pe>, buddyzm Lafcadia Hearna<pe><slowo_obce>Hearn, Lafcadio</slowo_obce> (1850--1904)   --- właśc. Patricio (Patrick) Lafcadio Tessima Carlos Hearn, pisarz tworzący w języku angielskim i japońskim.</pe> etc., etc., <wyroznienie>wszystko to</wyroznienie> są usiłowania  znalezienia prawdy w drodze niezależnej od udziału w konstruktywnym życiu ludzkości. Dlatego też pozornie tylko istnieje <wyroznienie>rzeczywistość</wyroznienie> w tych systematach, rdzenny nihilizm założeń musi przemóc. Stosując Blake'owski patos do rozważań kościoła --- można by twierdzić, że odłączamy się od katolicyzmu w momencie, gdy zaczynamy szacować dodatnio lub przynajmniej względnie bardziej dodatnio <wyroznienie>obojętność</wyroznienie> wobec jakiegoś elementu wszech konstrukcji dziejowej niż samą tę działalność. Dlatego raz jeszcze miałem słuszność w dyspucie z Irzykowskim , raz jeszcze mam słuszność, że zwrot od katolicyzmu do jakiejkolwiek bądź ze znanych mi form myśli i czucia jest upadkiem: zarówno buddyzm, jak spinozyzm, heglizm czy comtyzm. Lista <slowo_obce>perpetua</slowo_obce><pe><slowo_obce>perpetua</slowo_obce> (łac.) --- wieczna, nieskończona.</pe>. To jest bezwzględne, ale prócz katolicyzmu: kultury jest katolicyzm: droga do świata nadprzyrodzonego. I ta jest dla mnie zamknięta.<end id="e1638275745979-852590516"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Nasi zwolennicy wschodu, wielbiciele buddyzmu etc., ulegają charakterystycznemu nieporozumieniu: uważają oni za zasadniczy moment zachodniej kultury, myśli, zachodniego patosu, zainteresowanie w świecie jako przedmiocie użycia (uważając empiryczne poznanie za pewną jego postać) --- temu zainteresowaniu przeciwstawiają wschodnią obojętność --- jako swobodę, szerz<pe><slowo_obce>szerz</slowo_obce> (daw.) --- szerokość, rozległość.</pe> duszy ---; od czasu Kanta, co najmniej, ale właściwie od czasów Grecji, Rzymu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q220"></ref> --- rysem zachodnim jest <wyroznienie>zainteresowanie bezwzględne</wyroznienie> w świecie jako przedmiocie naszego czynu, jako stworzonym przez nas dziele. Nie to bezwzględnie jest potrzebne, byśmy <wyroznienie>żyli</wyroznienie> w takim lub innym gotowym świecie, lecz byśmy <wyroznienie>tworzyli</wyroznienie> świat, tworzyli jak największy zakres rzeczywistości uczłowieczonej. Wskutek pomieszania tych dwóch różnych punktów widzenia --- zachód tak mało jest zrozumiany, swojski u nas. Ale herbaczewszczyzna<pr><slowo_obce>Herbaczewski, Józef Albin</slowo_obce> (1876--1944) --- literat krakowski, obecnie współpracownik ,,Rydwanu", wydał już po śmierci Brzozowskiego bardzo hałaśliwą i mocno pretensjonalną książkę <tytul_dziela>I nie wódź nas w pokuszenie (szkicowane wizerunki dusz współcześnie wybitnych na tle myśli dziejowej)</tytul_dziela>, w której w sposób co najmniej żakowski przedrzeźnia się twórczości Wyspiańskiego i Brzozowskiego, głosząc zarówno apodyktycznie, jak gołosłownie powrót do romantycznego stanu natury. Poglądy jego były Brzozowskiemu znane, zdaje się, jeśli się nie mylę, z osobistego z nim zetknięcia się w Florencji. W tym czasie bowiem nie były one jeszcze z trybuny publicznej wygłoszone. Osobista znajomość wystarczała widocznie Brzozowskiemu do trafnej oceny umysłowości Herbaczewskiego. Wzmianki o nim powtarzają się jeszcze w innych miejscach <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> jest nieprzenikalna dla tej myśli. Swoboda jako niesprawiająca cierpień anemia duszy, cherlactwo woli, żebractwo myśli, skrofuły jako religia. Herbaczewski jest karykaturą, ale karykaturą typową.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Blondel<pe><slowo_obce>Blondel, Maurice</slowo_obce> (1861--1949) --- francuski filozof, przedstawiciel modernizmu katolickiego.</pe> w pierwszej części swego dzieła ustalił niewątpliwie kilka prawd fundamentalnych. Nie sądzę, aby wyraz immanentyzm<pe><slowo_obce>immanentyzm</slowo_obce> --- w teorii poznania pogląd sprowadzający doświadczenie do doświadczenia wewnętrznego podmiotu poznającego.</pe> oddawał dobrze charakter najogólniejszy i zasadniczy jego myślowego wysiłku. Ważną prawdą z liczby tych, o których dzisiaj myślę, jest jego potencjalna krytyka Schopenhauera<pe><slowo_obce>Schopenhauer, Arthur</slowo_obce> (1788--1860) --- filozof niemiecki, przedstawiciel pesymizmu w filozofii.</pe> --- dyletantów <slowo_obce>à la</slowo_obce> Pater i ówczesny --- tj. z czasu, gdy Blondel pisał <tytul_dziela>L'action<pe><slowo_obce>L'action</slowo_obce> --- <tytul_dziela>L'action. Essai d'une critique de la vie et d'une science de la pratique</tytul_dziela>, dzieło Blondela opublikowane w 1893 roku.</pe></tytul_dziela> --- <wyroznienie>Barrès</wyroznienie>. Blondel i Barrès prawdopodobnie musieli byś jednocześnie młodymi ludźmi i w stylu Blondela znać myśli i wątpliwości, ciężkie dylematy i rozdwojenia dialektyki wrastającej w uczuciowość --- stan duszy pokolenia, dla którego Kant (przeżyty jak przez Kleista<pe><slowo_obce>Kleist, Heinrich von</slowo_obce> (1777--1811) --- niemiecki pisarz, dramaturg, poeta i publicysta.</pe>), Renan, Taine, ogólne wyniki biologicznego zacietrzewienia były chlebem dla duszy.</akap>

<akap><wyroznienie>Juliusz Laforgue</wyroznienie> pozostanie niewątpliwie najwybitniejszym wyrazem młodej myśli i młodej duszy, wzrastającej w takich warunkach. To nawet jest jego patetyczne znaczenie dla nas i jeszcze na długo. Blondel walczył niewątpliwie w dobrej sprawie, ale walczył głęboko i skuteczną bronią sumiennej przebudowy myśli, więc na powierzchnię jego praca nie przedostawała się niemal całkowicie. Ale to pewne, że <wyroznienie>dyletantyzm, o ile</wyroznienie> w ogóle zachowuje on sumienie myślowe, został tu raz na zawsze rozbity i uniemożliwiony. Prawda, której ostrze jest skuteczne w tym kierunku, polega na tym, że <wyroznienie>nic</wyroznienie>, <wyroznienie>co</wyroznienie> może być kiedykolwiek dla kogokolwiek bądź treścią świadomości, nie może być wolne od <wyroznienie>etycznych</wyroznienie> zobowiązań dla tej jednostki. Nie ma <wyroznienie>świata</wyroznienie> etycznie nieobowiązującego, lecz przeciwnie --- uniewinniającego, gdyż każda zawartość świadomości jest zawsze 1) wynikiem ogólnego życia ludzkości kulturalnej, 2) wynikiem naszego stosunku do tej ludzkości. <wyroznienie>Heglizm</wyroznienie> może być uważany jako propedeutyka, jako inicjacja w stosunku do <wyroznienie>drugiego</wyroznienie> punktu, wyzwala on nas od iluzji, związanych z nieprzygotowaniem osobistym, chorób i mirażów niedojrzałości i <wyroznienie>dojrzewania</wyroznienie>. W każdym razie dopóki świat nie wydaje ci się rozumnym, jest to twoja wina. Ale heglizm utożsamiał nazbyt łatwo punkt drugi z pierwszym, a są one różne i niekoniecznie wynika stąd, że uznajemy <wyroznienie>niedojrzałość</wyroznienie> i niesłuszność naszej subiektywnej krytyki wszech procesu --- <wyroznienie>dobroć</wyroznienie> bezwzględna tego wszechprocesu. <wyroznienie>Byronizm</wyroznienie> jest stanowiskiem doskonale scharakteryzowanym w Meredithowskim epigramie o <wyroznienie>Manfredzie</wyroznienie><pe><slowo_obce>Manfred</slowo_obce> --- wiersz Mereditha.</pe>, ale argumenty przeciwko Byronowi nie są argumentami na rzecz zrównania historii i bezwzględnego rozumu. Naturalnie książka Blondela będzie i nadal u nas nieznana; wszech-Feldman, wszech-Zofia Nałkowska, wszech-Lemański i wszech-Irzykowski będą w dalszym ciągu świadomie i bezwiednie bronili stanowiska absolutnej równowartościowości frazesu i bezwzględnego równouprawnienia języków. I to jest odmiana katolicyzmu niewątpliwie, ale raczej z jego fazy dowodzącej pięknej konsekwencji katastrof (Norwid).</akap>

<separator_linia/>

<akap>Każdy myślący Polak musi dziś czuć to samo: myśli nasze butwieją w ciągu jednej nocy. Nie znoszą zetknięcia z powietrzem i ziemią --- tym powietrzem i tą ziemią, jakie są z naszej i ojców naszych zasługi --- jedynym naszym gruntem. --- Czy więc istotnie nie wszystko jedno?</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638276205961-3443625641"/><motyw id="m1638276205961-3443625641">Samotność</motyw>Rozpacz wkrada się przez każdą szczelinę; rozpacz i zniechęcenie. Nie mam w tej chwili żadnej łączności z życiem --- jestem sam, a chociaż wiem, że mogę wywierać wpływ, ta abstrakcyjna wiedza nie chce się zrealizować, stać poczuciem. Słaby jestem człowiek, lada mnich średniowieczny był w porównaniu ze mną bohaterem, a my mówimy o przyzwyciężeniu tej etyki. Błazeństwo kodisowszczyzny, Niemojewskich<pe><slowo_obce>Niemojewski, Andrzej Jan</slowo_obce> (1864--1921) --- młodopolski poeta, pisarz i publicysta,  religioznawca oraz społecznik.</pe>, wiecznie gadającej Izy<pr><slowo_obce>Moszczeńska-Rzepecka, Iza</slowo_obce> (1864--1941) --- pani Moszczeńska, znana literatka z Warszawy. [red. WL].</pr>, poczciwego Radlińskiego<pe><slowo_obce>Radliński, Ignacy</slowo_obce> (1843--1920) --- polski religioznawca, filolog klasyczny, historyk, krytyk biblijny i orientalista.</pe>, który ma całkiem niezasłużoną minę Sylena<pe><slowo_obce>Sylen</slowo_obce> (mit. gr.) --- w mitologii greckiej jedno z bóstw przyrody.</pe> czy może Sokratesa.<end id="e1638276205961-3443625641"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Czasami pewne postacie żyją intensywnie we mnie na chwilę; wczoraj miało to miejsce z Sokratesem.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Meredith rozwiązuje zagadnienie, jak pogodzić <wyroznienie>idealizm</wyroznienie> poetycki, idealizm nieustępujący w rozległości perspektywy Dantejskiemu lub Shelleyowskiemu, bez pojęcia celu ostatecznego, bez wszelkiej eschatologii, apokalipsy etc. Sorel rozwiązuje to samo zadanie w dziedzinie myśli oderwanej i etyki. Sorel, jak się zdaje, nie rozumie własnego swego znaczenia w filozofii i nie docenia swej pracy w prawdziwie wzruszający sposób.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Gdy się ma śmiałość, jak czyni to Lemański<pr><slowo_obce>Lemański</slowo_obce> --- patrz przypis powyżej o Lemańskim. Złośliwa aluzja do buddaistycznego stanu umysłowości Lemańskiego zaciekawia głównie z tego powodu, że dziwnie trafnie wyznaczyła ona ze zdumiewającą wprost bystrością kierunek, w jakim znacznie później dopiero miała pójść twórczość Lemańskiego, która kołując dotarła w ostatnim momencie wreszcie do nieuniknionej dla siebie ostoi w kwietystycznej filozofii Buddy i Laotsego, wykładając między innymi zasady księgi Tao-Te-King w sonetach, co prawda, pod względem formalnie estetycznym mistrzowsko budowanych. [red. WL].</pr>, zarzucać całej kategorii pisarzów brak twórczej pracy nad wyrobieniem sobie własnego moralnego świata --- trzeba <wyroznienie>dać dowody</wyroznienie>, że się ten świat posiadło. Dowodem jest rodzaj widzenia artystycznego. Autor <tytul_dziela>Wioseczki<pe><slowo_obce>Wioseczka</slowo_obce> --- utwór inicjujący tom <tytul_dziela>Kamień filozoficzny. Nowele, satyry, groteski</tytul_dziela>  Lemańskiego z 1911 roku.</pe></tytul_dziela> nie jest bliski stanu, w którym wszystek pył jego myśli stał się Buddą --- mam ochotę odpowiedzieć. Nie mogę zaprzeczyć, że mnie jeszcze zawsze rozstrajają ataki tego rodzaju. Ale mniejsza. Nie stoicka nietykalność, lecz przyzwyciężanie ran odczutych. Byle na to starczyło sił.<begin id="b1638276890607-49750319"/><motyw id="m1638276890607-49750319">Poezja, Natura</motyw></akap>

<separator_linia/>

<akap>Lubię wsłuchiwać się w ton pierwszych utworów ludzi, którzy później wyrośli nad miarę swoich pierwszych zapowiedzi. Gdyby <wyroznienie>Blake</wyroznienie> zozstawil tylko swoje <tytul_dziela>Poetical Sketches<pe><slowo_obce>Poetical Sketches</slowo_obce> --- pierwszy zbiór poezji i prozy Blake'a, napisany w latach 1769--1777.</pe></tytul_dziela>, znalazłoby się może dla niego miejsce w lepszych i obszerniejszych antologiach poezji angielskiej, ale zapewne nie troszczylibyśmy się wiele o niego --- a przecież <wyroznienie>ten</wyroznienie> umysł, który stworzył ten zbiorek, <wyroznienie>był</wyroznienie> <slowo_obce><wyroznienie>in</wyroznienie> <wyroznienie>potentia</wyroznienie><pe><slowo_obce>in potentia</slowo_obce> (łac.) --- potencjalnie, możliwie.</pe></slowo_obce> już glebą późniejszych dzieł. Teraz nietrudno znajdować symptomaty. Porównanie <tytul_dziela>Poetical sketches</tytul_dziela> i młodzieńczych utworów Wordswortha nastręcza sposobności dla wielu uwag, ale myśl nasza pracuje pod predyspozycją wiedzy, jaką skądinąd o Wordsworcie i Blake'u posiada. <wyroznienie>Blake</wyroznienie> niewątpliwie, w czterech szczególniej pierwszych poemacikach o czterech porach roku, o wiele intensywniej intelektualizuje przyrodę: przychodzi on do niej z silną, osobiście wibrującą myślą i w zetknięciu z nią zjawiska stają się od razu czymś mocno zdecydowanym, ujmuje on je od razu w perspektywie myśli, a nie tego życia, jakim żyją one w przyrodzie, pozostawione samym sobie. Wordsworth o wiele bardziej wsłuchuje się. Opis dąży i u Wordswortha do pewnego stanu duszy, ale dzieje się to tu powolnym rytmem. Dusza jak gdyby dochodzi do pewnych stanów jedynie przez to, że stara się oddać sprawiedliwość, dorównać szerszemu życiu. Od razu przemaga w porównaniu do Blake'a stopień zainteresowania czystą zewnętrznością. Blake jest o wiele więcej zajęty sobą. Rytm od obrazu do wzruszenia, myśli, stanu woli i znów do obrazu, obieg krwi jest nieskończenie szybszy i bogatszy. Szczęście ma tu ton pełny, silny, słoneczny. Umysł jest silnym poczuciem tego szczęścia, własnej swej energii. Sam przez się umysł Wordswortha jest nieskończenie mniej zainteresowany samym sobą, nie czuć w nim w przybliżeniu nawet tego rodzaju namiętności osobistej. Życie jako takie jest raczej melancholijną możliwością, ale z wolna zarysowują się na jego powierzchni obrazy, widzenia --- te wywołują pewne poruszenia, wreszcie, gdy umysł przesyci się naturą, staje się interesujący, jako taki, jako zdolny do tej harmonii dla samego siebie. Kontemplacja jest tu czymś bardziej wartościowym, niż to, co jest bliżej osobistego centrum. Czegoś w rodzaju <slowo_obce>pieśni</slowo_obce> Blake'a o ,,miłości" nie znajdziemy tu. Przyroda Blake'a zresztą jest przyrodą wibrującą namiętnością osobistą. Na ogół dzieła <tytul_dziela>Poetical Sketches</tytul_dziela> są o wiele bardziej interesujące niż młodzieńcze utwory Wordswortha, nieskończenie większą i absolutnie mówiąc: <wyroznienie>dużą</wyroznienie> dają one rozkosz rozważane już tylko jako utwory poezji bez względu na Blake'a i historyczne znaczenie.<end id="e1638276890607-49750319"/></akap>

<akap>Swedenborgizm<pe><slowo_obce>Swedenborg, Emanuel</slowo_obce> (1688--1772) --- szwedzki naukowiec, filozof i mistyk. </pe> jest dla mnie niedostrzegalny w <tytul_dziela>Poetical Sketches</tytul_dziela> --- natomiast pewne naiwne doktrynerstwo społeczne i, jeszcze podziemny, potencjalny ogień demokratycznego rewolucjonizmu.</akap>

<akap>Ten właśnie rys myśli, który wydaje się mi najważniejszy, najbardziej charakterystyczny, jest najtrudniejszy do uchwycenia.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638277289350-2642279095"/><motyw id="m1638277289350-2642279095"></motyw>Czymkolwiek bądź jest świat, jakkolwiek bądź ma on być przez nas określony, trzeba pamiętać, że nasze najbardziej skrupulatne, najbardziej metodycznie przestrzegane negacje, nie zmienią tego, że każde określenie, każda postawa jest i będzie:</akap>

<akap>1) Stanem historycznym pewnej zbiorowości ludzkiej;</akap>

<akap>2) Stanem etycznym pewnej indywidualności i to zarówno w tym znaczeniu, że są one:</akap>

<akap>a) wynikiem pewnej przeszłości dziejowej i</akap>

<akap>a1) wynikiem pewnego etycznego wytężenia, jak i w tym, że są one</akap>

<akap>b) podstawą dla dalszych historycznych działań;</akap>

<akap>b1) momentem określającym dalszy nasz rozwój etyczny.</akap>

<akap>W żadnym razie nie zmienimy i nie unikniemy tego, że gdy wplatamy w pasmo naszych rozumowań taki moment ontologiczny --- wprowadzamy właściwie czynnik, działający w pewien sposób na nasze postępowanie historyczne i etyczne, ale pragniemy, aby sam rodzaj tego działania pozostał nierozwikłany. Wydawca i komentator Blake'a --- Ellis<pr><slowo_obce>Ellis, wydawca i komentator Blake'a</slowo_obce> --- mowa o książce <tytul_dziela>The poetical works of William Blake</tytul_dziela><slowo_obce> edited and annotated by</slowo_obce> Edwin J. Ellis. Wzmianka o nim powtarza we wpisie z dnia 12 I w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> określa głęboko materię jako<slowo_obce> ,,dark activity of the mind</slowo_obce>"<pe><slowo_obce>dark activity of the mind</slowo_obce> (ang.) --- mroczna działalność umysłu.</pe>.<end id="e1638277289350-2642279095"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><wyroznienie>Soreliana</wyroznienie>. Są to moje uwagi, których nie mogę jednak uważać za moją własność. Są to nierozwikłane, na wpół bezwiedne, założenia myśli Sorelowskiej.</akap>

<akap>Cokolwiek bądź możemy powiedzieć o świecie, będzie to zawsze wynik pewnej historii wypowiedziany w terminach pewnej literatury (pojmując przez tę ostatnią całą twórczość językową).</akap>

<akap>Gdy usiłujemy wytłumaczyć człowieka przez jakąkolwiek bądź teorię świata, do którego należy człowiek i jego historia, nie możemy uczynić nic innego, jak tylko starać się zapewnić nieograniczone znaczenie pewnej historii i pewnej literaturze. Są to problematy obyczajowości i smaku. Metafizyka rozwikłana rozkłada się przede wszystkim na estetykę i etykę; czy może raczej biografię i historię etyczną.</akap>

<akap>W każdym razie świat ma tu przestać być tajemnicą.</akap>

<akap>Jeżeli może istnieć jakaś teoria świata, to tylko dlatego, że stanowi ona moment bardziej złożonego kompleksu --- pewnego zespołu faktów psycho-życiowych; by ten zespół trwał, musi on zabezpieczać swe trwanie. Więc pojmując, jak zabezpiecza się trwanie i ciągłość różnych kompleksów ludzkich, określamy metafizycznie te określenia, które usiłowały zawrzeć w sobie całą metafizyczną istotę świata.</akap>

<akap>Sorel twierdzi, że ,,jego racjonalizm" przeszkadzał mu w zrozumieniu wartości pierwszych prac B(ergsona).</akap>

<akap>Sorel niekoniecznie trafnie przypisuje to racjonanalizmowi. Idzie o to, że na jego myśli ciąży usiłowanie etycznej, heroicznej natury --- <wyroznienie>tworzenia</wyroznienie> życia, czyniącego zadość naszym wymaganiom. Nikt tak tragicznie nie pojął zagadnienia ciągłości dziejowej jak Sorel, właśnie dlatego, że zburzył on kołysankę tak lub inaczej pojętej ciągłości automatycznej.</akap>

<akap>Ale możemy iść głębiej.</akap>

<akap>Myślimy pojęciami, określamy myśląc, czym mają być dla nas przedmioty, ale przedmiotów nie ma, są tylko momenty kompleksów psycho-życiowych. W logice zachodniej tkwi postulat <wyroznienie>tworzenia</wyroznienie> samych tych kompleksów. Samorząd człowieczeństwa.</akap>

<akap>Sorel nie mógł wyrzec się wiary w wartościowość tej idei.</akap>

<akap>Czy jest to idea konieczna?</akap>

<akap>Odpowiedź musi tu być wyborem i czynem. Ale kto ośmieli się odpowiedzieć bez obawy bombastu<pe><slowo_obce>bombast</slowo_obce> --- przesadny patos stylistyczny, nienaturalność językowa.</pe>?</akap>

<akap><begin id="b1638277539012-201149913"/><motyw id="m1638277539012-201149913">Prometeusz</motyw>Naturalnie Prometeusz<pe><slowo_obce>Prometeusz</slowo_obce> (mit. gr.) --- w mitologii greckiej jeden z tytanów, który ulepił człowieka z gliny pomieszanej ze łzami i podarował mu ogień.</pe>-Feldman --- ale nie każdy ma jego męstwo.<end id="e1638277539012-201149913"/></akap>

<akap><wyroznienie>Tu jest punkt Pascalowski dzisiaj</wyroznienie>.</akap>

<akap>Czy człowiek może sobie sam wystarczyć? Czy sobie wystarcza? Ach mój Boże, mój Boże, człowieka, który by miał dar Sofoklesowski ,,stanowczego widzenia życia i widzenia w całości". Arnold określił Sofoklesa doskonale, ale sam dążył do tego tylko, by widzieć życie ,,<slowo_obce>whole and steadily</slowo_obce>"<pe><slowo_obce>whole and steadily</slowo_obce> (ang.) --- całościowo i nieprzerwanie. </pe>. Empiriokrytycyzm<pe><slowo_obce>empiriokrytycyzm</slowo_obce> a. <slowo_obce>,,drugi pozytywizm"</slowo_obce> 
 --- pozytywistyczny nurt filozoficzny z przełomu XIX i XX wieku.</pe> <wyroznienie>uznaje</wyroznienie> trwanie gatunku za dowód stałości prawd przyrody. Jeżeli przyznać prawa <wyroznienie>postulatu</wyroznienie> tego rodzaju, to raczej postulat z Pascalem, Newmanem niż Petzoldem.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>11 I</akap></nota>

<akap><wyroznienie>Swedenborg</wyroznienie> prawdopodobnie na zawsze już pozostanie zjawiskiem problematycznym. Niewątpliwie sprawa jest utrudniona przez to, że był on jednocześnie niepospolitym myślicielem i uczonym, ale myślicielem przede wszystkim, któremu należy się więcej niż wybitne miejsce w historii filozofii między Spinozą, Leibnizem<pe><slowo_obce>Leibniz, Gottfried Wilhelm</slowo_obce> (1646--1716) --- niemiecki filozof, prawnik, dyplomata, historyk i bibliotekarz.</pe>, Kantem, reformatorem religijnym szczerym i głębokim i jednocześnie jednostką o ponad normalnym życiu psychicznym. Niewątpliwie także, czv na skutek nacisku, wywieranego przez to ponad normalne życie i jego fakty na świadomość racjonalizującą --- trudno orzec --- ale prawdopodobnie osłabł w nim krytycyzm w stosunku do wszystkiego, co ukazywało się na powierzchni jego duszy w formie konkretnego obrazu, faktu o stanie zabarwienia uczuciowym, i alegorie, fantazje sentymentalno-poetyckie wplatały się w ten sposób w wydarzenia z ponad normalnego życia. Gdy dołączymy do tego nieustanny wysiłek komentatorski, filozoficzny i reformacyjny, spostrzeżemy, jak skomplikowana i różnorodna tkanina psychiczna tworzy wątek jego pism. Może też przedwczesne jest pesymistyczne twierdzenie, od którego rozpoczynam, ale badacz musiałby tu mieć olbrzymi takt, zresztą postępy psychologii ponadnormalnej mogą nas wyposażyć w metody, które uczynią zadanie o wiele łatwiejszym i prostszym.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>12 I</akap></nota>

<akap>Rozpacz jest łatwiejsza od spokoju. Jasność myśli jest istotnie rzeczą najtrudniejszą i zarówno psychologicznie, i moralnie, jak metafizycznie, nie umiemy żyć, jak nie umiemy myśleć bez pomocy pojęć stanu ostatecznego. Albo niemożliwy ideał statyczny, albo bezkierunkowość. Można by upatrywać rys znamienny w tym, że zarówno Sorel, jak Carlyle, są nieprzychylni Platonowi. Emersonowi<pe><slowo_obce>Emerson, Ralph Waldo</slowo_obce> (1803--1882) --- amerykański poeta i eseista.</pe> dużo wybaczam za stronice o Platonie. Nie rozumiem, jak można się oprzeć czarowi tej istoty. Świętochowski<pe><slowo_obce>Świętochowski, Aleksander</slowo_obce> (1849--1938) --- polski pisarz, publicysta, filozof, historyk i działacz społeczny.</pe> raz na zawsze zmalał dla mnie, zszarzał, ukazał robespierrowską<pe><slowo_obce>robespierrowski</slowo_obce> --- od nazwiska Maximiliena de Robespierre'a (1758--1794), francuskiego adwokata i mówcy, jednego z przywódców rewolucji francuskiej.</pe> węziznę<pe><slowo_obce>węzizna</slowo_obce> (przen.) --- ciasnota.</pe> serca, piersi i umysłu, gdy wygłosił swoje znane martwe zdania o Platonie. Takim sekciarzem nie może być człowiek o rodzaju umysłu Świętochowskiego, bez poważnych braków w charakterze. Co nas mogą dziś obchodzić teorie Platona jako teorie --- mamy jego umysł, cudowny kraj o jedynym tu tylko spotykanym świetle i powietrzu. Platon dla mnie jest faktem zmysłowym. Mam co do pewnych faktów kulturalnych te wyczucia. Katolicyzm jest dla mnie pewnym połączeniem barwy i architektury, mgnienie oka, błysk myśli trwającym widzeniem kolumn w pewnym świetle --- nie umiem go określić: jest bogate, ma w sobie tony od złota do cieniów fioletu i purpury, jednocześnie chłód i światło, wszystko w jednym odczuciu, które zestraja myśl w tonie czyniącym ją dojrzałą dla taktów o katolickiej strukturze.</akap>

<akap><begin id="b1638349101587-1271564500"/><motyw id="m1638349101587-1271564500">Książka, Religia</motyw>Gdyby mnie kiedy stać było: napisałbym książkę, niemożliwą zdaje się dla mnie, o katolicyzmie, bez obaw i trosk, czy byłoby to zgodne z kościołem, książkę swobodną, widzącą wartość i piękno bez obawy; będzie to nie całkiem ta sama myśl. Mówiliśmy dziś o wytępieniu tygrysów i lwów. Było dla mnie jasne, że <wyroznienie>będzie</wyroznienie> to strata, że wartość życia zostanie przez to zmniejszona. Nie chcę powiedzieć, że katolicyzm zdaniem moim powinien być wytępiony. Gdy czytam: <slowo_obce>écraser l'infâme<pe><slowo_obce>écraser l'infâme</slowo_obce> (fr.) --- zmiażdżyć niesławne, zdeptać bezecne. Słowa Voltaire'a (1694--1778) z  <tytul_dziela>Traktatu o tolerancji</tytul_dziela> (1767): <slowo_obce>Écrasez l'infâme!</slowo_obce> (Zdeptajcie bezecne!). Hasło wskazujące na potrzebę walki z nietolerancyjnym fanatyzmem typowym dla religii wyznaniowej.</pe></slowo_obce>, budzi się we mnie opór. Ale niezależnie od tych pytań, od pytań pożytku, szkody, ukazać budowę, prawo wewnętrzne życia, przepych tego organizmu. Nędza, nędza ludzi, którzy mogą tu mówić o Spinozie. Spinoza otworzył wielki świat, Hegel większy, Goethe jeszcze większy. Katolicyzm jest wspanialszy niż to wszystko. Szerszy, potężniejszy, zawiera więcej możliwości.<end id="e1638349101587-1271564500"/></akap>

<akap><begin id="b1638349635229-3303869697"/><motyw id="m1638349635229-3303869697"></motyw><begin id="b1638349667371-2892838937"/><motyw id="m1638349667371-2892838937">Konflikt, Samotność</motyw>--- A przecież, a przecież nie uda mi się ukryć, że poza tym wszystkim jest rozpacz! Nie jestem katolikiem, nic nie wiem, mam pewną sumę antypatii i sympatii, ale wiem, że wszystkie one pozostawiają mnie w świecie ludzkim. Nic poza tym. Nic, <wyroznienie>prócz pewności</wyroznienie>, że, tak lub inaczej to nie wystarcza. Ale w tym momencie jest mi to raczej obojętne. Tylko już nie jak Renanowi lub France'owi. W tej chwili <wyroznienie>poczułem</wyroznienie>, że w zestawieniu z Lambem są oni parweniuszami. Nikogo nigdy nie przekonam o tym fakcie. Wszech W. F. napisze, że jest to paradoks, chęć dziwactwa --- wymieni szereg dzieł i w opinii Orkanów<pe><slowo_obce>Orkan, Władysław</slowo_obce> (1875--1930) --- właśc. Franciszek Ksawery Smaciarz (Szmaciarz), polski pisarz.</pe> i Z. Nałkowskich zmiażdży mnie. Ostatecznie moi życzliwi będą zdania, że <wyroznienie>to ja</wyroznienie> przedstawiłem Lamba tak interesującym z mej własnej łaski i nadmiaru. A przecież to jest tylko prawda, prawda, która może mieć też swych fanatyków, ale nie u nas. Może Antoni Lange jest jedynym człowiekiem ze znajomych moich, dla którego ta sprawa, tego rodzaju sprawa, nie byłaby obojętna. Źle robię myśląc tak rzadko o Langem. Jest on jednym z tych ludzi, o których myśleć jest dobrze, gdyż dusza myślącego zyskuje przez to zawsze. I znowu nie wiem, z kim go porównać. Jeden Ortwin. Ale Ortwin jest w innym rodzaju. Już zbyt silny może dla mnie. Mądrość Langego jest cichsza, bardziej uniżona. Brat Kobylańskiego, Adolf Goldberg, zostawił we mnie wspomnienie prawie równie dobre. Wspomnienie, którym można żyć. Rozpamiętując go, myśląc, co by zrobił wtedy lub wtedy, stajemy się lepsi. To są dobre znajomości. Ale poza tym wszystkim, jest zawsze jeden i ten sam fakt smutku i braku nadziei.<end id="e1638349667371-2892838937"/></akap>

<end id="e1638349635229-3303869697"/><separator_linia/>

<akap>Dlaczego Ellis sądzi, że Marek Aureliusz<pe><slowo_obce>Aureliusz, Marek</slowo_obce> (121--180) --- Marcus Aurelius Antoninus, cesarz rzymski, pisarz i filozof.</pe> uwierzyłby w każde słowo Blake'a? Nie umiem tego zdania pojąć, nawet się domyślić kierunku. Co prawda, nie znam Marka Aureliusza --- tylko z drugiej ręki.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>13 I</akap></nota>

<akap><begin id="b1638349761633-2343211027"/><motyw id="m1638349761633-2343211027">Filozof</motyw>Dzisiejsza <tytul_dziela>,,Voce"</tytul_dziela><pr><slowo_obce><tytul_dziela>Voce</tytul_dziela></slowo_obce> --- tygodnik florencki, organ utalentowanej i zasłużonej już grupy pisarzy włoskich z Prezzolinim i Papinim na czele. Patrz niżej przypis do wpisu z dnia 21 I w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>, tudzież <tytul_dziela>Głosy wśród nocy</tytul_dziela>, str. 32. [red. WL].</pr> ma artykulik o martwym punkcie w filozofii Benedetta Crocego. Artykulik właściwie mało znaczący. Zresztą, co znaczy martwy punkt w filozofii? Żadna filozofia nie wystarcza samej sobie, nie może, nie powinna? Byłoby to zamachem na najgłębszą prawdę --- konieczności każdej jednostki ludzkiej. Filozofia jest organem w ustroju duchowego życia jednostki, jest <wyroznienie>jej</wyroznienie> filozofią; ale obok niej potrzebujemy poezji, nauki, charakteru, religii. Goethe zawsze wzór: dobrze jest o nim myśleć!<end id="e1638349761633-2343211027"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Pierwsze dwa utwory Bena Jonsona od razu wskazują, jak o wiele trudniej było mu <wyroznienie>przebaczać</wyroznienie> niż Shakespeare'owi. Jest to także kryterium siły. Jedno z wielu. Sam Jonson ma w sobie zbyt wiele z <wyroznienie>Macilente</wyroznienie><pr><slowo_obce>Macilente</slowo_obce> --- jedna z postaci dramatu Bena Jonsona (1573--1637) pt. <tytul_dziela>Every Man out of His Humour</tytul_dziela>. [red. WL].</pr>: w złą godzinę wywołał tę postać.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>14 I</akap></nota>

<akap>Człowiek żyjący takim jak ja życiem może z łatwością łudzić się co do stopnia głębokości sądów i ocen swych, dotyczących czy to ludzi, czy to faktów. Można uznać za głos instynktu wynik naszych rozumowań, a szczególniej wynik pożądany --- pożądany nie w interesownym praktycznym znaczeniu, lecz jako dowód samoistości, głębokości, jakiej dosięgły w naturze naszej przekonania. Pomimo to, zdaje się, nie błądzę, gdy twierdzę, że nigdy nie podzielałem kultu dla Napoleona, że o ile istniał we mnie sentymentalizm co do tego punktu, to właśnie działał on w kierunku narzucenia mi poczucia wielkości tej postaci. O tym, że teoretycznie uważam tego rodzaju szacowanie za słuszne, nie potrzebuję mówić, ale teraz wsłuchać się usiłuję w głos bezpośredni uczucia, zdaje się, nie zawahałbym się ani na chwilę w uznaniu całą duszą, że tacy np. ludzie jak  Blake, jak Meredith, jak Balzac, jak Taine, jak Kant, jak Carlyle, jak Browning, jak Renan, są ważniejsi, godniejsi szacunku i zainteresowania. Ale niezależnie od tego Napoleon jest dla mnie postacią niemal komiczną. Naturalnie nie w estradowo-wodewilowym sensie. Nie wzrusza mnie, nie zadziwia, co najwyżej ogłusza. Bismarck<pe><slowo_obce>Bismarck, Otto von</slowo_obce> (1815--1898) --- niemiecki polityk, premier Prus, kanclerz Rzeszy zwany Żelaznym Kanclerzem. </pe> zawsze wydawał mi się o całe pokłady człowieczeństwa potężniejszy. Tak samo Wielopolski<pe><slowo_obce>Wielopolski, Aleksander</slowo_obce> (1803--1877) --- polityk, naczelnik Rządu Cywilnego Królestwa Polskiego.</pe>, tak samo Cromwell<pe><slowo_obce>Cromwell, Oliver</slowo_obce> (1599--1658) --- polityk angielski, główna postać angielskiej wojny domowej, lord protektor Anglii, Szkocji i Irlandii.</pe> --- prawdopodobnie. Ciekawe, jak godzi się buddyzm, teozofizm, krańcowy spirytualizm --- ale także krańcowy radykalizm naszej inteligencji z napoleonizmem. Herbaczewski, jak zawsze, tak i tu, jest karykaturą, trafiającą nimal w sedno.</akap>

<akap><tytul_dziela><begin id="b1638349988915-860111861"/><motyw id="m1638349988915-860111861">Obraz świata, Kondycja ludzka</motyw>Abstract Human<pe><slowo_obce>The Human Abstract</slowo_obce> --- wiersz Blake'a, opublikowany w zbiorze <tytul_dziela>Songs of Experience</tytul_dziela> (1794 r.).</pe></tytul_dziela> Blake'a i jego <tytul_dziela>To Thirzah</tytul_dziela><pr><slowo_obce><tytul_dziela>The Human Abstract</tytul_dziela> i <tytul_dziela>To Tirzah</tytul_dziela></slowo_obce> --- dwa drobne utwory poetyckie z Williama Blake'a <tytul_dziela>Songs of Experience</tytul_dziela> (1794). [red. WL].</pr>, całe zresztą <tytul_dziela>Songs oj Experience<pe><slowo_obce>Songs of Experience</slowo_obce> --- zbiór wierszy Blake'a z 1794 roku.</pe></tytul_dziela> zastanawia mnie przeciwieństwem pomiędzy lekkością, jakby niedbałym i powierzchownym traktowaniem formy --- a rozrzutną potęgą myśli. W istocie jest tu cała rewolucja duchowa i kulturalna. Cały świat zarysowuje się tu  jakby istotnie na widnokręgu dziecięcej wiadomości i spowiada się od razu ze swych najpotężniejszych rozdźwięków. Fourierowskie<pe><slowo_obce>Fourier, Charles</slowo_obce> (1772--1837) --- francuski socjalista utopijny, twórca jego odmiany zwanej furieryzmem.</pe>, uduchowione tylko i uszlachetnione, widzenie odrodzonej natury i głębokie samopoznanie źródeł i przyczyn najwewnętrzniejszych, najbardziej ukrytych, nie mniej głęboko ujętych, <slowo_obce>sit venia verbo<pe><slowo_obce>sit venia verbo</slowo_obce> (łac.) --- niech mi będzie wolno powiedzieć.</pe></slowo_obce>, jak zasadnicze fakty ducha przez Kanta --- widzenia oskarżającej świat nędzy i światło odkupienia. Wreszcie to wszystko w tym przepysznym dialogu między Bogiem a ziemią --- w dwóch poemacikach otwierających serię. A wiersz <tytul_dziela>Do Tirzy</tytul_dziela> --- gdzie znaleźć równie przekonaną pewność --- tak bez przymusu beztroskliwą --- gdzie znaleźć człowieka, który by mógł stworzyć widzenie złotogrzywego ducha lwiego rodu? Ale tu z wiersza o <wyroznienie>Tirzie: łzy</wyroznienie>, sentymentalny nawrót ku sobie, bojaźń <wyroznienie>o swoje ja</wyroznienie>, jak jest ono ujęte przez płciowość zadomowioną, łzawą, jako granica zacieśniająca nas we wszystkich kierunkach twórczości. A zmysły wyraźnie ujęte jako <wyroznienie>kategorie</wyroznienie> twórczości, nie jako organy biernej informacji. Świat musi najpierw mieć zapach, by miało powód istnieć powonienie. I my to tworzymy zapach, barwę, dźwięk, są to nasze <wyroznienie>organiczne dzieła</wyroznienie>, <wyroznienie>psychicznie</wyroznienie> absolutnie stworzone przez nas, wynalezione. <wyroznienie>Blake</wyroznienie> jeszcze setkę lat będzie paradoksem. Czy np. jakikolwiek stopień geniuszu krytycznego może skłonić p. Biegeleisena<pr><slowo_obce>Biegeleisen, Bronisław</slowo_obce> --- (patrz przypisek wyżej) wraz z bratem drem Leonem redaguje w tym czasie we Lwowie dwutygodnik ,,Widnokręgi", którego kilka zeszytów było Brzozowskiemu znanych. Ton, charakter i kierunek pisma, które zresztą w sierpniu jeszcze drukowało artykuł Brzozowskiego <tytul_dziela>O znaczeniu wychowawczym literatury angielskiej</tytul_dziela>, nie szły widocznie po linii jego postulatów, jak wnosić wolno z uszczypliwej uwagi o założycielach i redaktorach ,,Widnokręgów". Pewne zniecierpliwienie okazywane wobec pisma zmieni się niebawem po otrzymaniu jego najbliższych zeszytów w stanowisko wręcz nieprzyjazne głównie z powodu polemiki dra Bronisława Biegeleisena z <tytul_dziela>Ideami</tytul_dziela>, a jeszcze bardziej wskutek artykułów Irzykowskiego, zaczepiających przygodnie tylko, co prawda, i mimochodem nie bez wyrywania ich z całości systemu, zasadnicze poglądy Brzozowskiego na irracjonalny bieg dziejów, na potrzebę zajęcia czynnej postawy wobec świata i konieczność świadomego budowania historycznej płaszczyznv działalności w łonie społecznej organizacji pracy. Szczegóły dotyczące zachowania się Brzozowskiego wobec tych nieszkodliwych zresztą, bo niewchodzących w sedno zagadnienia, ataków na podstawy konstrukcji jego ideologii podajemy poniżej w przypiskach do wpisu z dnia 2 II w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> a raczej obu ich, do zrozumienia <wyroznienie>Blake'a</wyroznienie> --- przecież musieliby oni natenczas zwątpić o filozofii mankieta, kołnierzyka i na czysto przepisanego referatu.<end id="e1638349988915-860111861"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>15 I</akap></nota>

<akap>Jest to ciekawy odcień naszej psychiki: tchórzostwo wobec form. Ile razy zestawiam Blake'a z kardynałem Newmanem, doznaję uczucia obawy związanej zawsze z przeświadczeniem popełnionej niewłaściwości. ,,<slowo_obce>Awfull</slowo_obce>"<pe><slowo_obce>awfull</slowo_obce> (ang.) --- okropny, straszny.</pe><slowo_obce/> jednak był i sam kardynał, poufałość z nim nie daje się pomyśleć nawet po długim i możliwie zupełnym zżyciu się z jego dziełami. Mogę sobie wyobrazić o wiele łatwiej swobodę w stosunku do Pascala pomimo całej namiętności i energii. Tu jest coś innego. Tak lub inaczej, chcę czy nie chcę się do tego przyznać, działa system wartości uznanych i uznających zarazem: hierarchia, dziejowość. Newman jest egotystą, ale nie jest nigdy sam, nie chce być sam, każde jego zdanie ma korzenie, sięgające głęboko w myśl poprzedzającą go. Dalej to, co można nazwać ,,<slowo_obce><wyroznienie>le</wyroznienie> <wyroznienie>châtié</wyroznienie></slowo_obce>"<pe><slowo_obce>le châtié</slowo_obce> (fr.) --- tu: hiperpoprawność, sztywność, surowość.</pe><slowo_obce> </slowo_obce>jego stylu, osoby. Nic ze zjawiska natury. Kulturalność Newmana jest znowu rysem, który przestał być u niego cechą psychologiczną --- lecz stał się wartością religijną, <wyroznienie>jest on</wyroznienie> na wskroś przeduchowiony, tworzy <wyroznienie>sam siebie</wyroznienie><wyroznienie> w żywiole duchowo</wyroznienie> ostającym się --- sumienia i spełnianej prawdy.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Jest w samej rzeczy powinowactwo pomiędzy wyrafinowaniem wrażliwości artystycznej a systematami deterministycznymi, materialistycznymi itp. <wyroznienie>Trzeba</wyroznienie> mieć prawo uważać zjawisko za nieistotne, za nierzeczywiste, aby czuć się zwolnionym wobec niego, jako konkretnego faktu, od wszelkich zobowiązań. Gdy widzimy w nim tylko pozór, <wyroznienie>....</wyroznienie> je i możemy wyssać z niego całą zmysłową treść. --- Jest to nieuniknione i raz jeszcze stwierdza, jak niezmienne są prawa kulturalnej krystalizacji. Trzeba wierzyć, że <wyroznienie>zmysłowe</wyroznienie> --- o ile <wyroznienie>zmysłowe</wyroznienie> nie ma żadnego teoretycznego ani etycznego sensu --- jest kolorową skrą w nicości, by móc oddać się całkowicie wrażeniom jako całościom zwalniającym, by mieć prawo zabłąkać się w każdej chwili, w każdej barwie, jak w świecie z baśni, który nie prowadzi nigdzie. Tak u Lafcadia. Ale Lafcadio zna, czuje noc bezosobistą, ma szerokie aksamitno-czarne, faliste <wyroznienie>ja</wyroznienie> poza sobą. Pater jest zrośnięty ze sobą i boi się nocy --- a wie, że zabłąkać się naprawdę nie zdoła, i chciałby, by chwila zmysłowa mogła być <wyroznienie>przeżyta</wyroznienie> jako chwila i jako nieśmiertelność, chciałby być wyzwolony przez wrażenie, w fakcie, dlatego jest on obrzędowcem i sakramentalnym, nie w szerokim i silnym, lecz raczej w ironicznym i żałosnym, pomniejszającym go znaczeniu. Jest woń krwi w kielichu i w ofierze jego bogom jest zła wola, nic dziwnego, że tego rodzaju człowiek mógł upatrywać, a nawet znaleźć, młodość w cyrenie<pe><slowo_obce>cyrena</slowo_obce> --- prawdopodobnie nawiązanie do Arystypa z Cyreny (ok. 435--356 p.n.e.), filozofa greckiego, założyciela szkoły cyrenaików. Arystyp cenił życie wygodne i światowe.</pe>.</akap>

<akap>Ale ty, który to rozumiesz i śmiesz go sądzić. Czym sam ty jesteś? Już ci nie przychodzi nawet pod pióro --- coż mówić o sumieniu czystym. Szukający jęcząc --- <slowo_obce>cherche en gémissant</slowo_obce><pe><slowo_obce>cherche en gémissant </slowo_obce> (fr.) --- szukający jęcząc, szukający wśród jęków.</pe> --- to nie prowadzi nigdzie. Szydź, wędrowcze. <wyroznienie>Masz</wyroznienie> w sobie odpowiedź i wiesz to, ale tj. <slowo_obce>враги человъка домашні его</slowo_obce> <pe><slowo_obce>враги человъка домашні его</slowo_obce>(ros., daw. pisownia sprzed reformy 1918 r.) --- wrogami człowieka są jego domownicy.</pe>, on sam jako subiekt-obiekt swych rodzimych sentymentów, jako tchórzliwa litość, by dusza nie dostała kataru.</akap>

<akap>Ach, mój Boże, mój Boże, jeszcze mam możliwość w sobie, jeszcze wolno mi mieć nadzieję.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>18 I</akap></nota>

<akap><begin id="b1638350973291-3305685804"/><motyw id="m1638350973291-3305685804">Literat, Twórczość</motyw>Skąd czerpią życie postacie stworzone przez poetów i powieściopisarzy? Rozmawialiśmy o tym z Ortwinem we Florencji<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2044"></ref>. Mój Boże, jakbym pragnął móc wyjść i spotkać się z nim, z Irzykowskim, i zasiąść w jakiejś kawiarni, którą wnet przysłoni sprzed oczu dym myśli, gęstszy niż papierosów i cygar, wchłaniający gwar wraz z twarzami, szczelny, panujący podnieceniem. Ale mniejsza. Skąd czerpią życie? Niewątpliwie z naszego trwałego zainteresowania. Rodzaj tego zainteresowania, trwałość jego --- dalej środki, za pomocą których jest rozbudzone, wreszcie wyniki, jakie pozostawia w nas ono --- oto różne punkty widzenia, umożliwiające obszerną i obiektywną klasyfikację. <wyroznienie>Życie</wyroznienie> postaci ma za swe źródło podniecenie naszej myśli, podniecenie, które znajduje w sobie podnietę do trwania, odnawiania się. <wyroznienie>O ile dzieje się</wyroznienie> to bezpośrednio, o ile zainteresowanie jest ciągle uczuwane i nigdy nie potrzebuje pomocy woli, przyjemności nawet, ale refleksyjnej --- mamy do czynienia z tym darem, który posiada np. Sienkiewicz<pe><slowo_obce>Sienkiewicz, Henryk</slowo_obce> (1846--1916) --- polski nowelista, powieściopisarz i publicysta.</pe>, w najwyższym stopniu. U bardzo wielkich pisarzów, jak Balzaca, Stendhala, fenomen nie ma miejsca, tu musi <wyroznienie>myśl</wyroznienie>, jej interes, interes, który nie jest uświadomiony bezpośrednio, <wyroznienie>trzymać</wyroznienie> budowę i technikę, chronić ją od luk, przerw. U <wyroznienie>Dickensa</wyroznienie> jest ściągłość współczującej ciekawości. Zarówno myśl, jak i bezpośrednie odczucie buntują się często. U. Thackeraya mamy pewne monotonne, ale miłe, ciepło intelektualne.<end id="e1638350973291-3305685804"/></akap>

<akap>Rodzaje zainteresowania, o ile rozważamy je jako przyczyny charakteryzacji życia, wymagają subtelnych rozważań. Należy przede wszystkim bacznie śledzić, czy <wyroznienie>ma miejsce</wyroznienie> utożsamienie nasze z postaciami czy też rzecz obywa się bez niego. U Dickensa utożsamienie jest powierzchowne, gdyż polega na niemej solidarności wobec czegoś, co zagraża. U Mereditha fenomen wręcz przeciwny, tu tworzy się z nas <wyroznienie>myśl</wyroznienie> bohaterów, ich struktura umysłowa i sekret poetycki polega na tym, aby stworzyć stany uczuciowe, bezpośrednio przejmujące, a zawierające w sobie <slowo_obce>in potentia</slowo_obce> dzieje całego mózgu, aby wplątać nas i wetkać niedostrzegalnie w samokrążenie myśli. Opisy przyrody służą u Mereditha często przeważnie w tym celu. Nie jestem teraz w stanie śledzić wszystkich zawikłań tej myśli.</akap>

<akap>W czytelniku powieści wytwarza się pewne odrębne posłuszeństwo, pewien osobliwy, praktycznie określony, choć trudny lub niepodobny do ujęcia w teorii, takt. Jest to stan duszy bardzo różny. Godzi się on nieraz z wielką bardzo domieszką dowolności, tj. czytelnik zdaje sobie sprawę, że iluzja powstaje tu za jego przyzwoleniem. Zdaje mi się jednak, że <wyroznienie>bezpośredni tragizm</wyroznienie> wyklucza tego rodzaju stan rzeczy. Możliwy jest on tam tylko, gdzie istnieje pewna domieszka ironii, i subtelne uwagi Ch. Lamba o prawdzie gry aktorskiej mogą znaleźć zastosowanie i do tych zagadnień. Pewnego rodzaju fenomeny powieściowego złudzenia powstają tylko przy świadomym przyzwoleniu czytelnika i wymagają tej świadomości. To go zabezpiecza. Pozwala mu uwierzyć w świat o innych, niż nasze, współczynnikach przeobrażeń psychicznych i prawach motywacji. Stylizm i egzotyzm mogą grać tu rolę czynnika wywołującego, tłumaczącego <wyroznienie>świadome</wyroznienie> przyzwolenie. W formie tej można zbliżyć się do tragizmu.</akap>

<akap>Powieściopisarz nieapelujący do świadomego przyzwolenia musi działać za pomocą innych środków: ciekawości i współczucia, lirycznej hipnozy.</akap>

<akap>Cel jest osiągnięty, gdy w momencie intensywnej identyfikacji ujmiemy, nie zdając sobie sprawy, <wyroznienie>prawo</wyroznienie> krystalizacji danej jednostki, jej barwę psychiczną, żywą zasadę jej jedności, prawo rządzące jej fenomenami i gdy to prawo stanie się dzięki magii słowa jakością naszego wzruszenia. Jeżeli to zostało osiągnięte, jeżeli wzruszenie jest dostatecznie silne, jeżeli ma ono korzenie w głębszej naturze człowieka, powstaje to, co się nazywa kreacją indywidualności, żywy człowiek stworzony przez sztukę.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Krytyk i biograf mają do czynienia z tym i samymi zagadnieniami, ale pracują w innych warunkach. Pracują na podstawie <wyroznienie>intelektualnej</wyroznienie> pewności, że ich przedmiot był życiem, ale muszą też być zależni od natury tej pewności. Pisarz, który by pisał biografię Blake'a w terminach jego mitu lub Bergsona w terminach jego filozofii, <wyroznienie>gdyby to było wykonalne nawet</wyroznienie>, utraciłby grunt tego teoretycznego przekonania.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Styl Chestertona jest jednak wielką wadą tego pisarza. Trudno go czytać, nawet gdy go się musi podziwiać.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638351826840-528904830"/><motyw id="m1638351826840-528904830">Literat</motyw>--- Czytam Harrisa<pe><slowo_obce>Harris, Frank</slowo_obce> (1856--1931) --- pisarz irlandzki.</pe> o Shakespearze. Nie przeczytałem jeszcze nawet pierwszej części, ale już widzę to przynajmniej, że Harris ma przed oczyma pewną żywą i ludzką postać: że Shakespeare jest dla niego człowiekiem i to człowiekiem, którego on zna i rozumie, rozumie, w jaki sposób funkcjonuje ten umysł. Gdy idzie o Shakespeare'a, już to nawet ma wielkie znaczenie. Zazwyczaj Shakespeare reprezentuje pewien mgławicowy stan duszy, na który składa się wynikająca z naszej słabości mitologizmu chwiejność i obłuda. Nie jest hańbą, nie jest winą, jest nawet rzeczą dodatnią, a przynajmniej zrozumiałą, że się nie rozumie Shakespeare'a.  To przeświadczenie, że się tu ma prawo nie rozumieć, zostaje skwapliwie wyzyskane przez wszystkie leniwe i obłudne siły naszego estetyzującego intelektu. Tu mogą święcić tryumfy, bez konieczności psychologicznego sprawdzenia, wszystkie nasze estetyczne zabobony. Zazwyczaj nawet bardzo dzika teoria ,,twórczości" musi wylegitymować się przez zarysowanie chociażby tez fantastyczne, jak wygląda taka twórczość jako przeżycie psychiczne. Ale od czegóż Shakespeare, Dante<pe><slowo_obce>Alighieri, Dante</slowo_obce> (1265--1321) --- włoski poeta, filozof i polityk.</pe>, Homer, najlepiej jednak Dante albo Shakespeare (oczywiście wedyjskie hymny<pe><slowo_obce>wedyjskie hymny</slowo_obce> --- hymny pochwalne w hinduizmie.</pe> mają jeszcze więcej zalet, ale nie posiadają niestety, jak dotąd, w zbrutalizowanym i zamerykanizowanym Zachodzie, dość powagi): nie wiemy, <wyroznienie>jak się to dzieje</wyroznienie>, jak się to dokonywa, ale się dokonywa i dzieje, np. w głowie Shakespeare'a lub Dantego. Ponieważ nasze głowy nie dorównują tym wyjątkowym, więc --- <wyroznienie>ma się tu fakty</wyroznienie>, które posiadają wszystkie przywileje rozciągliwości. Nie umiem sobie wyobrazić <wyroznienie>takiego</wyroznienie> procesu myśli, ale Shakespeare myślał tak.<end id="e1638351826840-528904830"/></akap>

<akap>S. T. Coleridge niewątpliwie zadał mocny cios temu stanowisku, chociaż jednocześnie --- taki już jest paradoksalny fatalizm jego myśli --- on sam świadomiej niż ktokolwiek inny tworzył mit Shakespeareowski. Dla S. T. Coleridge'a Shakespeare był ,,słonecznym okiem"<pr><slowo_obce>dla S. T. Coleridge'a Shakespeare był ,,słonecznym okiem"</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Lectures and Notes on Shakspeare and other english poets by Samuel Taylor Coleridge</tytul_dziela>. (<slowo_obce>Now first collected by</slowo_obce> T. Ashe. London, 1908. George Bell and Sons). Część I. <tytul_dziela>Lectures on Shakspeare and Milton</tytul_dziela>. (Są to wykłady Coleridge'a, wygłoszone w zimie 1811 i 1812 w sali<slowo_obce> of the London Philosophical Society</slowo_obce>). [red. WL].</pr> Plotyna<pe><slowo_obce>Plotyn</slowo_obce> (204/205--270) --- filozof starożytny, twórca neoplatonizmu. Słoneczne oko Plotyna: <slowo_obce>Οὐ γὰρ ἂν πώποτε εἴδεν…</slowo_obce> (gr.), <slowo_obce>Oko nie zobaczy słońca, póki samo nie stanie się słoneczne</slowo_obce> (Plotyn, <tytul_dziela>Enneady</tytul_dziela> I 6); ciąg dalszy brzmi: <slowo_obce>dusza nie zobaczy piękna, póki sama nie stanie się piękna</slowo_obce>.</pe>, ucieleśnioną intuicją, nieskończonym potwierdzeniem, ale właśnie, aby dowieść sobie, że Shakespeare był tym wszystkim, burzył on mit żywiołowego Shakespeare'a, który <wyroznienie>sam</wyroznienie> nie wiedział, co tworzy. Dla S. T. Coleridge'a Shakespeare przynajmniej dla samego siebie był rzeczywistością psychiczną.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638352261616-2356326749"/><motyw id="m1638352261616-2356326749">Prometeusz</motyw>Właściwie dramat Prometeusza jest między <wyroznienie>bezwzględną samo-twórczą swobodą</wyroznienie> i koniecznością, istnieniem. Shelley przekrzywia oś --- czyniąc Jowisza<pe><slowo_obce>Jowisz</slowo_obce> (mit. rzym.) --- w mitologii rzymskiej bóg nieba, burzy i deszczu, władca nieba i ziemi, ojciec bogów.</pe> okrutnym.<end id="e1638352261616-2356326749"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>21 I</akap></nota>

<akap><begin id="b1638352437274-2136680090"/><motyw id="m1638352437274-2136680090">Poeta</motyw>Światopogląd takiego poety jak Shelley naraża na niebezpieczeństwa pedantyzmu każdego, kto chce go zdefiniować. Pamiętając o tym, jednak musimy starać się o możliwie najwyższy stopień określoności. Zawsze wydawało mi się, że w umyśle Shelleya idee Platońskie stawały się czymś nowym i nieprzewidzianym, że przeobrażały się one w zmysłowe i namiętne siły. Jeżeli na miejsce Boga Berkeleya postawimy namiętności i upodobania artystycznej natury ludzkiej, zdobędziemy klucz  do budowy umysłowej poety.<end id="e1638352437274-2136680090"/></akap>

<akap>Wątpię, abym mógł z tymi środkami, jakie mam i będę miał pod ręką, dopracować się do żywego widzenia indywidualności Shelleya. Dowden<pe><slowo_obce>Dowden, Edward</slowo_obce> (1843--1913) --- krytyk angielski, biograf i wydawca listów Shelleya. [red. WL].</pe> jest ,,<slowo_obce><wyroznienie>respectable</wyroznienie></slowo_obce><wyroznienie/>"<pe><slowo_obce>respectable</slowo_obce> (ang.) --- poważny, szanowany, porządny, zacny.</pe>, ,,<slowo_obce><wyroznienie>very nice</wyroznienie></slowo_obce>"<pe><slowo_obce>very nice</slowo_obce> (ang.) --- bardzo ładny, bardzo dobry, bardzo miły.</pe>,   <slowo_obce/><slowo_obce/>a wszelkie wybory listów są wyborami.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638352492195-3173358075"/><motyw id="m1638352492195-3173358075">Filozof, Literat</motyw>Nie powinienem dać w siebie wmówić, że tego rodzaju krytyka jak moja, jak ta, do której jestem zdolny, nie ma racji bytu. Moja krytyka wyrasta z filozofii, jest przede wszystkim i bardziej, niż czymkolwiek innym, <wyroznienie>metodą filozoficzną</wyroznienie>. Nie <wyroznienie>filozofia</wyroznienie> metodą krytyki literackiej, lecz krytyka metodą filozofii. Kto rozumie moje stanowisko filozoficzne, nie może być zdumiony. Krytyka <wyroznienie>wciąga</wyroznienie> do współpracy właśnie historycznie ukształtowane życie ludzkości. Tu jednak chciałem zaznaczyć co innego. Manzoni<pr><slowo_obce>Manzoni, Alessandro</slowo_obce> (1785--1873)  --- jeden z najwybitniejszych nowszych pisarzy włoskich. Zrazu wolterianin, następnie żarliwy wyznawca katolicyzmu i twórca nowego kierunku włoskiej liryki religijnej w zbiorze <tytul_dziela>Inni sacri</tytul_dziela>. Jego tragedie, zrywając z formami szkoły francuskiej, były pierwszym wzorem narodowego dramatu we Włoszech, a znakomita powieść <tytul_dziela>I promessi sposi, storia milanese del secolo XVII</tytul_dziela> pierwszą włoską powieścią w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. [red. WL].</pr> od dawna wydaje mi się ważnym przedmiotem studiów. W samej rzeczy, włoski romantyzm różnił się głęboko od niemieckiego, naszego, angielskiego, i gdy odwoływał się do tradycji narodowej --- odwoływał się nie do żywiołowego życia duchowego mas bezhistorycznych, lecz właśnie do wysokiej i głęboko świadomej kultury. Manzoni usiłuje stworzyć <wyroznienie>demokratyczną</wyroznienie> literaturę, styl bliższy życiu i sercu. Stworzyć. Nie ma tu złudzeń ludowości. Ale na razie wiem bardzo mało o Manzonim.<end id="e1638352492195-3173358075"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><tytul_dziela>Spirit of the age</tytul_dziela><pr><slowo_obce><tytul_dziela>Spirit of the age</tytul_dziela></slowo_obce> --- tytuł dzieła pisarza angielskiego, Williama Hazlitta (1778--1830), wydanego w r. 1825, a poświęconego portretom literackim współczesnych jemu pisarzy, między innymi Benthamowi, Godwinowi, Coleridge'owi, Walterowi Scottowi, Byronowi, Southeyowi i Wordsworthowi. (W zbiorze <tytul_dziela>The World's Classics</tytul_dziela> tom LVII). [red. WL].</pr> --- czy nie możemy sobie wyobrazić momentu, w którym Shelley i kardynał Newman byli bliscy niemal aż do tożsamości w swym widzeniu świata? Chociażby już w chwili czytania owej <tytul_dziela>Kehamy</tytul_dziela><pr><slowo_obce>Kehama</slowo_obce> --- <tytul_dziela>The curse of Kehama</tytul_dziela>, fantastyczny poemat Roberta Southeya, angielskiego poety ze ,,szkoły jezior", osnuty na tle podań hinduskich. Wzmianka o Lambie opiera się na znanym Brzozowskiemu liście Lamba do Southeya, w którym o poemacie tym Lamb pisze: ,,<tytul_dziela>Kehama</tytul_dziela> jest niewątpliwie potężniejsza, jednakowoż nie czuję w niej tych silnych podstaw, jakie są w <tytul_dziela>Roderyku</tytul_dziela>". (<tytul_dziela>Roderick, the last of the Goths</tytul_dziela>, poemat opiewający zniszczenie państwa Wizygotów przez Arabów). ,,Wyobraźnia moja zapada się tu i chwieje w bezmiernych przestworzach niezbadanych dotąd systemów i wierzeń: wypadam poza granice swych starych sympatii, a moje poczucie moralne prawie doznaje urazy. Nie mogę, względnie ze zgrozą tylko musiałbym uwierzyć w tak rozpaczliwe stanowisko wobec Wszechmogącego, w takie zaprzeczenie wiary w ognisko centralne im silniejsze, tym bardziej bolesne do wyrażenia. Jowisz oraz jego boska rodzina, chwiejący się pod razami olbrzymów, nie robi tego wrażenia, gdyż nadzieje duszy, mogę przyznać, nie upadają w takiej walce. Ale twoi wschodni wszechwładcy mają charakter zbyt nienaruszalnych arcytypów, aby można z nimi igrać bez drżenia. Tak zwanych atrybutów nigdy nie łączy się z Jowiszem. Wspominam jedynie o tym, co zmniejsza moją rozkosz odczuwania czarodziejskiego wpływu <tytul_dziela>Kehamy</tytul_dziela>, nie zaś o tym, co zmniejsza jego siłę: wyznaję to z drżeniem; ale <tytul_dziela>Roderyk</tytul_dziela> jest miłym poematem". (<tytul_dziela>The letters of Charles Lamb. Edited by Russell Davis Gillman</tytul_dziela>, 128. <tytul_dziela>To Robert Southey</tytul_dziela>, May 1815. W egzemplarzu, stanowiącym własność Brzozowskiego, znalazłem ustęp powyższy zakreślony). [red. WL].</pr>, której wciąż nie znam i której np. <wyroznienie>Lamb</wyroznienie> już nie był w stanie, nie chciał czy nie umiał, odczuć. Czym są nasze najbardziej zaostrzone przeciwieństwa, zamknięte w granicach naszej generacji --- w porównaniu do ludzi innych pokoleń, epok, ludzi nawet, z którymi teoretycznie czujemy się spowinowaceni. Postaw np. kardynała de Retza<pe><slowo_obce>de Retz</slowo_obce> (1613--1679) --- właśc. Jean-François Paul de Gondi, kardynał Retz, arcybiskup Paryża w latach 1654--1662, mecenas literatów i artystów.</pe> lub Campanellę obok Newmana i Shelleya --- a cóż dopiero jakiegoś Egipcjanina, Persa, Hindusa. Właściwie można nabrać lekceważenia dla kulturalnych konstrukcji naszego wnętrza --- gdy się zrozumie tragiczną władzę tego ostatniego.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638352722361-3788560204"/><motyw id="m1638352722361-3788560204">Książka, Praca, Twórczość</motyw>Moja powieść<pr><slowo_obce>moja powieść</slowo_obce> --- patrz przypisek do wpisu z dnia 4 I w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. W trakcie pisania <tytul_dziela>Samego wśród ludzi</tytul_dziela> budziły się w autorze rozliczne skrupuły co do współmierności strony artystycznej dzieła z szeroko zakreślonymi zamierzeniami jego fundamentu myślowego. Wątpliwościom tym daje kilkakrotnie wyraz w korespondencji ze mną, nieraz nawet insynuując mi na czysty tylko swój domysł ujemny sąd o tej swej surowej i pełnej skupionej powagi robocie.

<akap>,,Lękam się, że Was przeraża powolność <tytul_dziela>Sam wśród ludzi</tytul_dziela> --- pisze w marcu poprzedniego jeszcze roku --- ale pamiętajcie, że ja tu zakładam grunt (w I księdze) dla całej wielkiej machiny, że chcę, aby w tej książce nie było łataniny w takiej ilości, jak w <tytul_dziela>Płomieniach</tytul_dziela>. Sądzę, że w tej części nie wszystko jest słabe i że jako całość robi ona pewne ogólne wrażenie artystyczne --- tak przynajmniej sam sobie pochlebiam".</akap>

<akap>,,Z <tytul_dziela>Samego</tytul_dziela> usuwam --- pisze w miesiąc później --- drugą księgę i prowadzę dalej rzecz całkiem dramatycznie, więc turbacja Wasza, niewypowiedziana zresztą, została na dystans wyczuta i pomimo co teraz o tym myślicie, to będzie lepsze niż <tytul_dziela>Płomienie</tytul_dziela>".</akap>

<akap>Powieść kształtowała się wówczas dopiero i jak widzimy druga jej księga przybierała zrazu w myśli autora formy odmienne niż ta, w jakiej ostatecznie pod tytułem <tytul_dziela>U drogowskazów zwidziska</tytul_dziela> w całość weszła. W ogólnych zarysach dalszą jej budowę nakreślił autor, tak jak mu się wówczas ona przedstawiała, w krótkości na kartce z 30 marca 1910 r.</akap>

<akap>,,<tytul_dziela>Sam wśród ludzi</tytul_dziela> da dwa tomy --- pięć ksiąg. 1. Korzenie i gałęzie. 2. Ś. p. Idea 3. Słupy ogniste. 4. Ginącemu światu. 5. Bez pyłka ziemi. Ideą zasadniczą jest, że Roman nieustannie łudzi się widząc w rozkładzie świadomości szlacheckiej w sobie jakąś siłę swoją, ale dzięki temu, że ten rozkład przeżył w sposób ostry i raczej odrażający, jest czujny i przenikliwy wobec innych. --- Księga III jest właściwie beletrystyczną krytyką romantyzmu polskiego. Raz jeszcze proszę Was --- dodaje autor --- nie sądźcie tej rzeczy na podstawie tego, co jest wydrukowane. Będzie ona rosła w tonie i treści ciągle od księgi do księgi".</akap>

<akap>Wydrukowane zaś były wówczas nie wszystkie nawet jeszcze rozdziały księgi pierwszej. Równocześnie zaś komponował już autor drugą swą powieść, wspomnianą wyżej <tytul_dziela>Książkę o starej kobiecie</tytul_dziela>, o której napomyka w liście z maja 1910 r. pisząc:</akap>

<akap>,,Wstrzymałem ją na razie na skutek gwałtownego ataku pesymizmu co do wartości mojej beletrystyki i skoro rzecz się Wam o tyle podoba, że jesteście, jak to widzę, i Wy osobiście chętni jej drukowi, znika przeszkoda z rzędu tych, które nieraz tygodniami czynią mnie niezdolnym do prowadzenia tej lub innej pracy". W związku z tym dodaje w sprawie <tytul_dziela>Samego wśród ludzi</tytul_dziela>: ,,o część wydrukowaną tej rzeczy mam najsilniejsze obawy, teraz rzecz będzie potężniejsza powieściowo".</akap>

<akap>Czy i o ile w zamysłach autora ostał się w dalszym ciągu nakreślony powyżej układ powieści, osądzić się nie da przy braku jakichkolwiek świadectw rękopiśmiennych. Projektowany tytuł dla drugiej księgi utrzymał się następnie już tylko jako podtytuł jednego z jej rozdziałów. --- Na księdze drugiej skończyła się też powieść ,,<tytul_dziela>Sam wśród ludzi</tytul_dziela>", rozłożona pierwotnie na dwa tomy. Z drugiego jej tomu, mającego stanowić część drugą cyklu <tytul_dziela>Dębiny</tytul_dziela> pod tytułem <tytul_dziela>Ląd nieznany</tytul_dziela> pozostał jedynie urywek rozdziału pierwszego zatytułowany: <tytul_dziela>Ja bezimienne i bogowie</tytul_dziela>, a stanowiący początek księgi trzeciej, której autor dał w rękopisie zmieniony nagłówek: <tytul_dziela>L'humanité, Paraklet i prorocy</tytul_dziela>. (Był on po śmierci autora drukowany w felietonie lwowskiej ,,Gazety wieczornej" w r. 1911).</akap>


<akap>W niniejszym ustępie <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela> autor notuje sobie kilka dorywczych uwag, tyczących się widocznie dalszych już rozdziałów powieści, do której, jak się z tego okazuje, miały być wprowadzone postacie historyczne z dziejów zjednoczenia Włoch, jak Garibaldi, Mazzini i Cavour. O Mazzinim były już nawet wzmianki z fikcyjnymi cytatami listów jego w pozostałym, wspomnianym wyżej fragmencie pierwszego rozdziału. Najbliższa akcja powieści toczyć się zatem miała w atmosferze spiskowej na powierzchni zetknięcia się emigracyjnych kół polskich z politycznymi sferami włoskimi w przededniu Wiosny Ludów, w każdym razie po r. 46., skoro tu mowa o papieżu Piusie IX, a przed rokiem 49., sądząc po wzmiance o następcy tronu, niechybnie Wiktorze Emanuelu, który w tym roku był już królem. Prawdopodobnym miejscem akcji miał być Turyn, Genua, Genewa, Londyn i Rzym, na dalszym planie zapewne Paryż. Rewolucyjne związki ówczesnej ,,młodej Europy" pociągały od dawna wyobraźnię Brzozowskiego. Psychospołeczne studia nad romantycznymi prądami literatury zmuszały do wytężonego również zajęcia się romantyką w dziedzinie dążeń i działań politycznych. Brzozowski pragnął w powieści swej przeprowadzić ścisły rozbiór i krytykę utopijnego idealizmu politycznego na tle rzeczywistych procesów dziejowych w połowie ubiegłego stulecia. Stąd zapewne pomysł wprowadzenia postaci historycznych, polityków i mężów stanu, którzy pozostawali w bliskiej styczności wprawdzie ze światem ,,czystej", oderwanej idei rewolucyjnej, ale z płodnego fermentu umieli wydobywać realne pierwiastki ku organizowaniu sił społecznych na potrzeby świadomej przebudowy prawno-politycznych ustrojów w celach gruntowania nowoczesnych zrębów życia zbiorowego na podwalinach narodowych. Stąd zrozumiała sympatia do Cavoura i trafny wybór środowiska włoskiego. Tu znaleźć mógł autor łatwo wzory twórców i budowniczych nowożytnego państwa narodowego i przeciwstawić je architekturze błękitnych zamków na lodzie, a zarazem na żywych okazach przyjrzeć się bogatej skali marzycielskiego typu umysłowości, który w ówczesnej Europie zachodniej w zakresie życia politycznego przeżywał swój okres radykalnego przesilenia.</akap>

<akap>Były to zadania artystyczne, które sobie Brzozowski od dość dawna wyznaczył i do których rozwiązywania z wolna, ale statecznie, zdążał. Już bowiem z początku r. 1908, kreśląc pobieżnie w jednym z listów do nakładcy (13 I 1908) pierwsze zarysy powieściowej koncepcji <tytul_dziela>Dębiny</tytul_dziela>, które, co prawda, pod względem wątku i osnowy fabuły uległy później całkowitemu przeobrażeniu, pisze:</akap>

<akap>,,Jest dla mnie rzeczą prawie niezrozumiałą, dlaczego dotąd powieściopisarze w ogóle tak mało zajmują się przekształceniami typu działacza historycznego. W Europie nawet aż nazbyt mało znanymi są przełomy pomiędzy ludźmi sprzed r. 1830 a działaniami po tej epoce, potem wielki kryzys psychiczny roku 48., zmieniający całą psychikę inteligencji europejskiej. A są to przedmioty pełne wewnętrznego dramatyzmu. Takie postacie jak Filipa Buonarrotiego, Blanquiego, Mazziniego, przerastają nieskończenie potęgą ziszczonej jedności duchowej typy stworzone nawet przez takich mistrzów jak Balzac i Stendhal. U nas w Polsce sprawa przedstawia się jeszcze gorzej: już poglądy nasze na kolejność pokoleń i typów wewnątrz własnego naszego społeczeństwa odznaczają się zdumiewającą płytkością, a o zrozumieniu kolejności tej z losami zachodu nie ma nawet mowy. Marzeniem moim jest moimi pracami powieściowymi wypełnić w pewnej mierze choćby tę lukę. Nowa moja powieść ma być jednym ogniwem tego łańcucha, ogniwem oczywiście skądinąd stanowiącym samoistną całość literacką. Ma ona obejmować lata 1840--1878, osnowę jej stanowić będzie kronika rodzin szlacheckich połączonych przez związki krwi, a przedmiot jej to przekształcenie psychiki polskiego szlachcica na tle ogólnej europejskiej historii. Rok 48., 49., 63. stanowiłyby oddzielne wielkie momenty zwrotne powieści".</akap>

<akap>,,Nęci mnie od dawna pokazać choć rąbek Paryża tej epoki, gniewają mnie nawet nieustanne zachwyty nad tężyzną renesansu, nad Florencją Medyceuszów. Paryż tej epoki był ciekawszy od wszelkiej Florencji i głębszy. Proszę przypomnieć sobie: obok siebie emigracja polska, Heine, Marx, świat Balzaca, Saint-Simoniści, Fourierzyści, Proudhon etc.". A dalej szkicuje: ,,Blanqui, Mazzini, Proudhon, La Mennais ukazywaliby się jako drugoplanowy świat powieści".</akap>

<akap>Kreśląc obrazy koczowniczej, z gruntu wysadzonej, po wszystkich zakątkach europejskich rewolucji za sztandarem zbawienia tłukącej się psychiki romantycznej, autor szukał zarazem oparcia w przedstawicielach rządnej, zwartej, ześrodkowanej woli twórczej a konstruktywnej, u których myśl i idea były tylko organizatorską sprężyną aktów dziejowych. W tę stronę też ówczesne studia swe zwracał, mając niewątpliwy zamiar spożytkować je w pracy nad dalszym ciągiem powieści.</akap>

<akap>,,Ach czasu, czasu! --- pisze mi w marcu 1910 --- Jaką by można było napisać książkę na temat <tytul_dziela>Psychologia władzy</tytul_dziela> lub lepiej <tytul_dziela>Anatomia i fizjologia władzy</tytul_dziela> --- w sposób zupełnie przedmiotowy można by poopisywać mechanizmy i automatyzmy myśli politycznej, wykazać, że władza może tylko organizować wolę gotową, stopnie jego złudzeń i to wszystko nie <slowo_obce>in teoria</slowo_obce>, ale dajmy na to w szeregu szkiców. I mężów stanu takich jak Richelieu, Metternich, Talleyrand, potem ludzi, którzy władają przez wpływ na opinię, strukturę tworzenia opinii, więc dajmy na to Mazzini, jakiś agitator angielsko-irlandzki, La Mennais. Potem typy pośrednie mężów stanu posługujących się opinią lub eksploatujących ją jak Cavour, Bismarck, Napoleon I. Potem historia zamistyfikowanych mistyfikatorów jak Napoleon III. Potem dajmy na to psychologia caratu od Katarzyny do Mikołaja II. Potem psychologia takich ,,liberałów", ,,przyjaciół ludzkości" jak Gladstone. Ile dobrego mogłaby zrobić taka praca, ale to przecież jest minimum 500--600 tomów lektury! --- a jednak wyznam, że jest to jedna z moich pokus". [red. WL].</akap></pr> na całe okresy czasu staje się dla mnie rzeczą trudną do zniesienia. Zdaje się jednak, że w porównaniu z <tytul_dziela>Płomieniami<pe><slowo_obce>Płomienie</slowo_obce> --- powieść Stanisława Brzozowskiego z 1908 r.</pe></tytul_dziela> stanowi ona krok naprzód. Znowu wystrzegać się muszę myśli, co też mogą prawdopodobnie mówić o tej powieści ,,rodacy", jak oni ją będą widzieć, ale zamknąć się w niej, zamknąć możliwie najszczelniej.</akap>

<akap>Nieuniknione jest i będzie oskarżenie o cynizm. Nie wybaczą mi ani Jadwigi, ani Gertrudy. A przecież są to postacie traktowane <slowo_obce>modo geometrico<pe><slowo_obce>modo geometrico</slowo_obce> (łac.) --- geometrycznie; używa się raczej wyrażenia  łac. <slowo_obce>more geometrico</slowo_obce> (na wzór geometrii).</pe></slowo_obce>.</akap>

<akap>O zgorszeniu nie może być mowy.</akap>

<akap>Przeciwnie, zarzutem jest brak pierwiastka <slowo_obce>della voluttà<pe><slowo_obce>della voluttà</slowo_obce> (wł.) --- rozkosz, przyjemność, zmysłowość.</pe></slowo_obce>. Natalia Trawka i Flavel odgrywają wielką rolę. Scena między nią a księżną milcząca w oranżerii. Domenico Giava --- obok. Ten dygnitarz zakonu Jezusowego.</akap>

<akap>Następca tronu. To są tony sympatii. Z nich trzeba wydobyć silny ton Swiftowski. Ten rozdział ma wielkie znaczenie, jeden z kluczów. Klotylda w Rzymie.</akap>

<akap>Pius IX <pe><slowo_obce>Pius IX </slowo_obce> (1792--1878) --- właśc. Giovanni Maria Mastai Ferretti, papież w latach 1846--1878.</pe>--- <wyroznienie>Nie bać się</wyroznienie> i być swobodnym.</akap>

<akap>Tak samo z Garibaldim<pe><slowo_obce>Garibaldi, Giuseppe</slowo_obce> (1807--1882) --- włoski rewolucjonista, żołnierz i polityk, działacz i bojownik na rzecz zjednoczenia Włoch.</pe>.</akap>

<akap>Mazzini mnie niepokoi, gdyż nie chciałbym go ani skrzywdzić, ani pozostawić w stanie papierowym. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że go nie lubię. Myślę, że nie lubię także Garibaldiego.</akap>

<akap>Co do Cavoura<pe><slowo_obce>Cavour, Camillo Benso di</slowo_obce> (1810--1861) --- włoski polityk, mąż stanu, premier Sardynii i Włoch. </pe> nie mam tych wątpliwości: sympatia jest tu bliska i łatwa dla mnie. Cattaneo<pr><slowo_obce>Cattaneo, Carlo</slowo_obce> (1801--1869) --- publicysta włoski, wybitny uczestnik ruchu rewolucyjnego, republikanin, który jako zwolennik idei federacyjnej odmówił swego udziału w zjednoczonym parlamencie i nie złożył przysięgi na wierność królowi. [red. WL].</pr>? Nie znam go. Myślę, że był naprawdę uczciwie <slowo_obce>born</slowo_obce>é<pe><slowo_obce>borné</slowo_obce> (fr.) --- uparty, ograniczony, nudny, jednostronny.</pe> poza czystym intelektem. Tu miał jednak więcej krwi i mięśni niż Ferrari<pe><slowo_obce>Ferrari, Giuseppe</slowo_obce> (1811--1976) --- wolnomyślny filozof i historyk, profesor na wszechnicy w Turynie i Mediolanie po r. 1859. Jako członek parlamentu piemonckiego zaliczał się do zaciętych przeciwników aneksyjnej polityki Cavoura i bronił idei federacji. Był deputowanym do końca życia (1876). [red. WL].</pe>, choć Ferrari jest o tyle świetniejszy.<end id="e1638352722361-3788560204"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Renan mnie ciągnie. Gdybym miał jego dzieła --- napisałbym o nim dobre studium. <wyroznienie>Papini</wyroznienie><pr><slowo_obce>Papini, Giovanni</slowo_obce> (1881--1956) --- młody filozof włoski, przywódca grupy Leonarda, wydającej w Florencji tygodnik ,,Voce", redaktor biblioteki filozoficznej ,,Cultura dell'anima" o tendencjach zbliżonych do naszego ,,Symposionu". Brzozowski miał sposobność osobistego zetknięcia się z Papinim. Ofiarowano mu również współpracownictwo w ,,Voce", o czym znajduję wzmiankę w liście do mnie z 3 maja 1910 r.

<akap>,,Będę teraz próbował --- pisze --- rozpocząć w miejscowym tygodniku ,,Voce" kampanię o polskiej literaturze, ale czy dam sobie radę z włoszczyzną, nie wiem. Wstrzymał mnie dotąd inny wzgląd, mianowicie nie chciałem przez druk artykułów ściągnąć do redakcji pisma życzliwych informacji o mojej osobie: przypadkiem jednak dowiedziałem się, że <slowo_obce>ex re</slowo_obce> mojego długiego pobytu tutaj, tam już interesowano się mną i wszelkie relacje od różnych rodaków zdołały wyrobić tylko dość żywe zainteresowanie intelektualne: a ponieważ pismo niezmiernie dzielne ma jednak pewne upodobanie do excentrytetów, więc z tej strony przeszkód nie będzie, zresztą będę pisać <slowo_obce>incognito</slowo_obce>: ale powtarzam, że wątpię, czy dam sobie z językiem radę: pisanie byłoby rozkoszą, ponieważ filozoficznie panuje między mną a redakcją niemal jednomyślność całkowita". (List z 3 V 1910). [red. WL].</akap></pr> wtedy w części miał tylko słuszność. Mojej izolacji i ogołocenia nie umiałby sobie on wyobrazić.</akap>

<akap><begin id="b1638352880707-1536248922"/><motyw id="m1638352880707-1536248922">Wspomnienia, Matka, Żona</motyw>Jak szczęśliwy mogłem być jeszcze w tych czasach, gdy czytałem po raz pierwszy <wyroznienie>Renana</wyroznienie> dialogi, dramaty, inne pisma filozoficzne w Otwocku<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q745059"></ref><pe><slowo_obce>Otwock</slowo_obce> --- miasto w województwie mazowieckim, siedziba powiatu otwockiego.</pe>. Matka moja jest nieszczęśliwa, to niezaprzeczalne. Nieszczęśliwa tak tragicznie, że boli sama myśl o niej, że nie wystarcza sił, by ją sobie wyobrazić. Czuję to wszystko. Moi biografowie (będę ich miał, to już nieuniknione i zresztą dla mnie obojętne) będą mówili o mojej obłudzie. To nie będzie całkiem słuszne. Szczerze cierpię. Od czasu gdyśmy się rozstali w ciągu roku 1901, przed dziesięciu laty, nie myślałem o niej nigdy bez bólu. Jednocześnie nie zrobiłem tysiąca rzeczy, które zrobić byłem powinien. Niektóre z nich były w mojej mocy.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Gdy rodzice w 1897 roku przyjechali do Warszawy<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q270"></ref>, los mój był postanowiony. Już był tylko wybór formy zguby i ta trwała aż do roku 1901. Gdybym nie był spotkał Toni, najprawdopodobniej fizycznie bym nie żył, a może wyrósłbym na zbrodniarza i zgnił w kryminale, w szpitalu wariatów. Przy matce nigdy nie zacząłbym pisać --- a raczej nigdy bym nie doszedł do poważnego traktowania pisania. Myśl była tu czymś komicznym. Czymś, o czym nie można było mówić w jej spojrzeniu, nie czując się zażenowanym --- to mi pozostało. Dlatego mój biograf, który mnie potępi, niech raczej podziękuje Bogu, że nie był mną.</akap>

<akap><wyroznienie>Ostatecznie</wyroznienie> nie samo moje postępowanie, lecz jego forma gorączkowa, nerwowa, zohydzona przez śmieszne ubóstwo, <wyroznienie>jest</wyroznienie> tu najboleśniejsza. Poza tą formą, ja tylko się broniłem. Matka nigdy nie postępowała tak despotycznie z Feliksem<pe><slowo_obce>Brzozowski, Feliks</slowo_obce> --- brat autora.</pe> jak ze mną, bo wiedziała, że on jest nerwowo odporniejszy. Ja przecież nie mam do niej żalu, przeciwnie, <wyroznienie>jestem ja</wyroznienie> winien, ale twierdzę, że nie mogłem nie być winien. .....<pr><slowo_obce>.....</slowo_obce> --- w miejscach wykropkowanych opuściliśmy ze względów wymienionych wcześniej razem 9 wierszy. [red. WL].</pr></akap>

<akap>A jednak wiem, że nigdy nie zaznam chwili wolnej od wyrzutów sumienia, że jest to słuszne. Tylko tak się już splątało, zwikłało wszystko, że nie wiem nic --- czy mam chęć poprawy, skruchy? Nie wiem. Wiem że cierpię, że <wyroznienie>nie chcę</wyroznienie> cierpieć, więc staram się nie myśleć. To jest w tej chwili najprawdziwsze o tym.<end id="e1638352880707-1536248922"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>22 I</akap></nota>

<akap>Starając się zachować spokojną ocenę faktów, zastanówmy się, czym była polska literatura rzeczpospolitej niepodległej, pojęta jako manifestacja natury ludzkiej i źródło głębokiej wiedzy o człowieku. Lękam się, że <wyroznienie>ani</wyroznienie> jedno nazwisko nie wytrzyma najwyższej miary, że co najwyżej <wyroznienie>Skarga</wyroznienie><pe><slowo_obce>Skarga, Piotr</slowo_obce> (1536--1612) --- polski jezuita, teolog, pisarz i kaznodzieja, czołowy przedstawiciel kontrreformacji.</pe> ma prawo do bezwzględnego uznania w swoim zakresie, bo Kochanowski<pe><slowo_obce>Kochanowski, Jan</slowo_obce> (ok. 1530--1584) --- polski poeta renesansowy, tłumacz.</pe> nie zastąpi ani Shakespeare'a, ani Dantego, ani zapewne nawet Spensera<pe><slowo_obce>Spenser, Edmund</slowo_obce> (ok. 1552--1599) --- angielski poeta i humanista.</pe> lub Ariosta<pe><slowo_obce>Ariosto, Ludovico</slowo_obce> (1474--1533) --- poeta włoski, autor poematu <tytul_dziela>Orland szalony</tytul_dziela>.</pe> czy Tassa<pe><slowo_obce>Tasso, Torquato</slowo_obce> (1544--1595) --- włoski poeta renesansowy.</pe>. <wyroznienie>Ale jeżeli</wyroznienie> już, to najwyżej może rościć sobie prawo do miejsca obok tych ostatnich.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638353345693-2213287076"/><motyw id="m1638353345693-2213287076">Poezja, Prometeusz</motyw>Jak zimnie i płytko intelektualną wydaje się nam cała ,,mitologizująca" twórczość Shelleya w zestawieniu z Blake'em. Mamy tu właściwie zawsze do czynienia tylko ze wzruszeniami, wrażeniami zmysłowej przyrody, które stają się potęgami intelektualnego świata, dzięki zasadniczym właściwościom tej transpozycji --- berkeleizmu i platonizmu, która stanowiła filozoficzny światopogląd Shelleya. <tytul_dziela>Prometeusz<pe><slowo_obce>Prometeusz</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Prometeusz rozpętany</tytul_dziela> (ang. <tytul_dziela>Prometheus Unbound</tytul_dziela>), poemat Shelleya.</pe></tytul_dziela> musi rozczarować każdego, kto podda czar analizie. Czar tego poematu nie jest zdrowy: nie jest to męska radość myśli. W gruncie rzeczy Shelley, który bronił bukolików<pe><slowo_obce>bukolika</slowo_obce> --- sielanka, idylla. <tytul_dziela>Bukoliki</tytul_dziela> to dzieło rzymskiego poety Wergiliusza (70--19 p.n.e.).</pe> i idyllików<pe><slowo_obce>idyllik</slowo_obce> --- autor idylli, sielanki.</pe> z czasu upadku --- nie całkiem był bezinteresowny. Jest to po części i jego własna sprawa. Nie sądzę, aby można było mówić z zupełną ścisłością o poezji przestrzeni. Nie wiemy, w jaki sposób została ona tu wytworzona. Gdyż psychika jest tu bierna. Charakterystyczną już jest zaczarowana wędrówka Azji<pe><slowo_obce>Azja</slowo_obce> (mit. gr.) ---  w mitologii greckiej jedna z okeanid.</pe> i jej siostry do jaskini Demogorgonu<pe><slowo_obce>Demogorgon</slowo_obce> (mit. gr.) --- mitologiczny byt, opisany przez Boccaccia (1313--1375) jako ojciec wszystkich bogów, mający jednak cechy podobne do księcia ciemności.</pe>. Ale to jeden tylko rys. Trudno zdać sobie sprawę z <wyroznienie>praw</wyroznienie> tego świata. Naturalnie nie idzie o <wyroznienie>żadne</wyroznienie> poznawcze zgodne ,,z rzeczywistością" prawa, tylko o to, że nie jestem pewny, czy świat ten jest jednolity, czy nie powstał on przez nie całkiem organiczne sumowanie właściwości, z których każda oddaje tylko pewną stronę natury Shelleya, jego wymagań i interesów. W <tytul_dziela>Prometeuszu</tytul_dziela> w każdym razie grunt nie jest pewny pod nogami.</akap>

<akap>Naturalnie trzeba być przygotowanym, że będzie to uważane za nowy dowód moich reakcyjnych instynktów, jeżeli moje <wyroznienie>Shelleyowskie</wyroznienie> studia nie doprowadzą mnie do bardziej pocieszających wyników.</akap>

<akap>Można twierdzić wszystko, co się podoba, o <tytul_dziela>Prometeuszu</tytul_dziela> <wyroznienie>Shelleya</wyroznienie>, za wyjątkiem tego, że jest to dramat. Nie tylko w znaczeniu bardziej formalnym, ale wprost, istnieje tu jakby anty-dramatyczny, dominujący ton. Proszę rozważyć np. to, co się dzieje z Azją i Panteą<pe><slowo_obce>Pantea</slowo_obce> (mit. gr.) --- ,,wszechbogini".</pe> --- coś w nich się dzieje, nachodzi na nie: tak samo jak i na cały świat. Dlaczego w tym właśnie momencie? Dlaczego w ogóle? Trudno o słabsze upozorowanie nawet związku, budowy. Niewątpliwie utwór powinien być rozważany porównawczo: z <tytul_dziela>Pastor fido</tytul_dziela>, z Marinim<pe><slowo_obce>Marini</slowo_obce> a. <slowo_obce>Marino</slowo_obce>, <slowo_obce>Giambattista</slowo_obce> (1569--1625) --- włoski poeta, główny przedstawiciel włoskiego baroku.</pe> itp. Warto pamiętać, że zmysłowość, lubieżność w odczuciu amorka (?) seicentystów<pe><slowo_obce>seicentysta</slowo_obce> --- wł. <slowo_obce>secentista</slowo_obce> a. <slowo_obce>seicentista</slowo_obce>, przedstawiciel kultury Seicento (XVII wieku).</pe>, nie jest znowu tak obca Fourierowskiemu prądowi i typowi rewolucyjnej myśli. Powinowactwa z furieryzmem są u Shelleya nieustanne. To naturalnie nie będzie się wydawało bluźnierstwem: przeciwnie. Dla mnie to ponowne odczytanie <tytul_dziela>Prometeusza</tytul_dziela> było wielkim rozczarowaniem, na które me byłem przygotowany. Myślowo jest to utwór całkowicie bezpłodny, nie wychodzimy poza ogólniki; ani jednej głębszej intuicji. Pozostaje Shelleyowska przyroda, odurzająca i fałszywa. Jak strasznie niżej stoi <tytul_dziela>Prometeusz</tytul_dziela> w zestawieniu z <tytul_dziela>Nie-Boską<pe><slowo_obce>Nie-Boska komedia</slowo_obce> --- dramat romantyczny Zygmunta Krasińskiego (1812--1859), opublikowany w 1835 roku.</pe></tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kordianem<pe><slowo_obce>Kordian</slowo_obce> --- dramat romantyczny Juliusza Słowackiego, opublikowany w 1834.</pe></tytul_dziela> --- nie mówię o III części <tytul_dziela>Dziadów<pe><slowo_obce>Dziady</slowo_obce> --- cykl dramatów romantycznych Adama Mickiewicza, opublikowany w latach 1823--1860.</pe></tytul_dziela>. Ale przecież nawet z <tytul_dziela>Kainem<pe><slowo_obce>Kain</slowo_obce> ---  wierszowana tragedia Byrona, opublikowana w 1821 roku.</pe></tytul_dziela> nie można go porównywać. Co zaś już mówić o Ajschylosie<pe><slowo_obce>Ajschylos</slowo_obce> (525--456 p.n.e.) --- jeden z najwybitniejszych tragików ateńskich.</pe>. Chora to poezja, chora myśl, słaba dusza. Oczywistością jest, że świat S. T. Coleridgea, <wyroznienie>poetycki</wyroznienie> świat zrealizowany w nielicznych utworach, jest zjawiskiem zgoła innej potęgi. <wyroznienie>Cecchi</wyroznienie><pr><slowo_obce>Cecchi jest blagierem</slowo_obce> --- aluzja do pierwszych stronic książki włoskiego literata, Emila Cecchiego (1884--1966), <tytul_dziela>Rudyard Kipling</tytul_dziela>, wyd. Quaderni della Voce pod red. G. Prezzoliniego. Druga o nim wzmianka we wpisie z 26 I w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. [red. WL].</pr> jest blagierem. Powtarza on, a nawet wymyśla, ograne, stęchłe zestawienia, które dezorientują.<end id="e1638353345693-2213287076"/></akap>

<akap>Nie należy mieć litości --- trzeba być brutalnym w prawdomówności.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638353585302-1382741196"/><motyw id="m1638353585302-1382741196">Książka</motyw>Czytałem także wczoraj <wyroznienie>po raz drugi</wyroznienie> <tytul_dziela>Sułkowskiego</tytul_dziela> Żeromskiego<pr><slowo_obce>czytałem także wczoraj po raz drugi Sułkowskiego Żeromskiego</slowo_obce> --- podobny sąd o <tytul_dziela>Sułkowskim</tytul_dziela> znajduję w liście do mnie z 26 I 1911:

<akap>,,<tytul_dziela>Sułkowskiego</tytul_dziela> Żeromskiego przeczytałem po raz drugi i zostałem istotnie przytłoczony rzeczywistością, że to jest rzecz nieusprawiedliwiona i w przykry sposób słaba. Ale i <tytul_dziela>Kamień filozoficzny</tytul_dziela> Lemańskiego mnie nie zachwycił".</akap>

<akap>(Lekki przytyk do mnie jako referenta działu wydawniczego księgarni, której nakładem ta książka Lemańskiego wydana została). [red. WL].</akap></pr> . Nimem wziął tę książkę do ręki, przerzucałem dwa Zrębowiczowskie wybory pism Norwida. Naturalnie dzięki temu <tytul_dziela>Sułkowski</tytul_dziela> wypadł jeszcze fatalniej, chociaż nie sądzę, aby można było skrzywdzić tę rzecz najostrzejszym sądem. Czy jest możliwe, aby Żeromski łudził się? Co znaczy ta opętana ,,Muzyka" w pewnych momentach? Czy istotnie przypuszcza on, że ,,to" ma być nową formą, w ogóle formą?</akap>

<akap>Pomimo wszystko, co mam do zarzucenia Micińskiemu<pe><slowo_obce>Miciński, Tadeusz</slowo_obce> (1873--1918) --- młodopolski pisarz i poeta.</pe>, jest wprost coś żałosnego, że w tym samym czasie obok takiej <tytul_dziela>Teofano<pe><slowo_obce>Teofano</slowo_obce> --- <tytul_dziela>W mrokach złotego pałacu, czyli Bazylissa Teofanu: tragedia z historii Bizancjum X wieku</tytul_dziela>,  dramat autorstwa Tadeusza Micińskiego z 1909 roku.</pe></tytul_dziela> może ukazywać się <tytul_dziela>Sułkowski. </tytul_dziela></akap>

<akap>--- Ani jednej żywej postaci, marionetki poruszane niezręcznie i niemające własnej historii.<end id="e1638353585302-1382741196"/></akap>

<akap>Ani widzenia dusz, ani tragicznej myśli o epoce. Tego samego rzędu rzecz jak owe bajki Sieroszewskiego, w których kretyniczne zwierzęta leśne i domowe z pewnością opłacają składki na PPS.</akap>

<akap>W porównaniu z <tytul_dziela>Różą</tytul_dziela><pr><slowo_obce>w porównaniu z Różą...</slowo_obce> --- o <tytul_dziela>Róży</tytul_dziela> Józefa Katerli (Stefana Żeromskiego) wydane zostało w r. 1910, nakładem czasopisma Zjednoczenie, osobne studium Brzozowskiego pt. <tytul_dziela>Skarga to straszna</tytul_dziela>. [red. WL].</pr>, nawet z <tytul_dziela>Dumą<pe><slowo_obce>Duma</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Duma o hetmanie</tytul_dziela>, dzieło Żeromskiego z 1908 roku.</pe></tytul_dziela>, upadek. Ani jednej stronicy, do której chciałoby się wrócić. Nic, zupełnie nic.</akap>

<akap>Myśli są u <wyroznienie>Żeromskiego</wyroznienie> tylko po to, by budzić echa. Nie służą do poznania, ale wywołują wzruszeniowe następstwa.</akap>

<akap>W rezultacie nie mamy ani świata, ani osób, tylko cienie sugestionujące uczucia cieniom; a ci jego Włosi. Ta najnudniejsza w świecie Agnesina<pe><slowo_obce>Agnesina</slowo_obce> --- księżniczka Agnesina, bohaterka dzieła Stefana Żeromskiego pt. <tytul_dziela>Sułkowski</tytul_dziela>.</pe>.</akap>

<akap>Naturalnie jednak <tytul_dziela>Sułkowski</tytul_dziela> będzie miał kilka wydań: to dobrze. Nawet --- niechby Żeromski miał choć żyć z czego, nie jak polski pisarz, ale będzie uważany za literaturę --- poezję w wielkim stylu.</akap>

<akap>Od czegóż Feldman, publiczność, która szanuje fakty dokonane własnych swych baranich zacietrzewień.</akap>

<akap>Nudno i smutno; najzupełniej bezcelowo.</akap>

<akap>Jasne jak słońce, że trzeba myśli, filozofii, entuzjazmu i fanatyzmu myślowego i jednocześnie takie już znużenie, takie straszliwe znużenie.</akap>

<akap>Ci panowie z <wyroznienie>Kasy</wyroznienie> Mianowskiego do 25. nie przysyłają swej kwartalnej ,,pomocy"<pr><slowo_obce>pomoc z Kasy Mianowskiego</slowo_obce> --- mowa o zasiłku, przyznanym Brzozowskiemu, już bardzo po niewczasie, przez warszawską Kasę Mianowskiego.</pr>.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>26 I</akap></nota>

<akap><begin id="b1638353777119-1600499285"/><motyw id="m1638353777119-1600499285">Historia, Obraz świata</motyw>Wiek XVIII był właściwie stuleciem czystej towarzyskości. Była ona żywiołem zasadniczym, w którym rozstrzygały się najważniejsze sprawy. Niewątpliwie w tym świecie toczyły się walki o byt również śmiertelne, ale broń była osobliwa. Ginęło się wskutek niepowodzenia towarzyskiego typu. Dało to połączenie miękkości i perfidii. Można zrozumieć, że dziwny dywanowy fałsz tego życia, w którym istotnie uśmiech, szept za wachlarzem zabijał, mógł doprowadzić J J. Rousseau<pe><slowo_obce>Rousseau, Jean-Jacques</slowo_obce> (1712--1778) --- filozof, pedagog, teoretyk muzyki.</pe> do szaleństwa. Tu jest jeden z punktów, co do którego zgodzić się nie mogę z Ortwinem<pr><slowo_obce>zgodzić się nie mogę z Ortwinem</slowo_obce> --- Tołstoja z Rousseau zestawiałem w rozmowie z Brzozowskim ze względu na wspólny im obu optymistyczny kąt patrzenia na przyrodzoną istotę człowieka. W poglądach swych bowiem obaj oni wychodzą z założenia, że jednostka ludzka z natury swej jest bezwzględnie dobra i że jej dobrą wolę psuje tylko i wypacza zły wpływ kultury, przymus społeczny i władza państwowa. Obu ich tedy zarówno, zdaniem moim, uważać wolno za utopijnych głosicieli powrotu do stanu natury, dla których historia społeczeństw i narodów jest tylko jedną, wielką pomyłką. Naprawić zaś tę pomyłkę byłoby obowiązkiem reformatorów, opartych na ,,człowieczeństwie" nawróconej do swego przyrodzonego stanu duszy ludzkiej, która samowładnie na gruzach zgniłej kultury ma wyłonić z siebie odrodzony świat ducha i złoty wiek ludzkości rozpocząć.

<akap>Nie przeoczając niewątpliwej odrębności typów umysłowych, jakie obaj ci pisarze przedstawiają, bynajmniej oczywista nie zaprzeczam, że wobec prostolinijności i prymitywności tołstojowskiej, Rousseau jest naturą bogatszą, bardziej złożoną, o klimacie gorętszym i roślinności bujniejszej, na wyższym poziomie kulturalnym rozkwitłej: jest zatem bliższy i zrozumialszy umysłom, wychowanym w atmosferze zachodnioeuropejskiej. Zapewne, że i źródła, i drogi procesów psychologicznych, stanowiących tło ich działalności pisarskiej, są odmienne. Nie wyklucza to jednak zasadniczo jednakich przesłanek i założeń w ich dedukcjach myślowych. Pod tym względem sądzę, że pogląd mój na nich da się obiektywnie utrzymać, pomijając zresztą to, że podmiotowo połączeni są oni we mnie we wspólnej przeciwko nim obu idyosynkrazji. [red.WL].</akap></pr>. Rousseau jest i nam potwornie bliski. To nie Tołstoj. Pod żadnym względem. Ale wracając do XVIII wieku --- to stulecie wytworzyło przepysznych magnatów życia, ludzi, których nigdy nie można było zaskoczyć w stanie towarzyskiej bezpłodności, którzy promieniowali nieustannie energią i byli nie do zwyciężenia. To Sheridan<pe><slowo_obce>Sheridan, Richard Brinsley</slowo_obce> (1751--1816) --- irlandzki poeta, dramatopisarz i polityk.</pe>, to Mirabeau<pe><slowo_obce>Mirabeau, Honoré Gabriel Riqueti de</slowo_obce> (1749--1791) --- wpływowy polityk i pisarz francuski.</pe>, to zapewne Burke<pe><slowo_obce>Burke, Edmund</slowo_obce> (1729--1797) --- irlandzki filozof i polityk, twórca nowoczesnego konserwatyzmu.</pe>, do pewnego stopnia, to Beaumarchais<pe><slowo_obce>Beaumarchais, Pierre-Augustin Caron de</slowo_obce> (1732--1799) --- francuski dramaturg, pisarz i muzyk.</pe>. To jest dla mnie najpiękniejszy typ ludzki tego stulecia.<end id="e1638353777119-1600499285"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Tołstoj powiada, że <tytul_dziela>Król Lear<pe><slowo_obce>Król Lear</slowo_obce> ---  tragedia Williama Shakespeare’a, prawdopodobnie napisana w roku 1605.</pe></tytul_dziela> nie może się nikomu podobać, kto nie jest w stanie pewnej sugestii. Ale przecież cała sztuka, cały artyzm jest zawsze pewnym rodzajem algebry wzruszeniowej, wyzwalającej sugestię. Powiedzieć, że to jest <slowo_obce>sugestia</slowo_obce>, nie znaczy jeszcze nic powiedzieć. Można mieć zaufanie do pewnych sugestii, chcieć ich. To się nazywa ciągłością kultury. Nie lubię Tołstoja, nie uważam go za odważnego człowieka; jestem prawdopodobnie oschłą, o ciasnej skali wzruszeń i sympatii, naturą, ale nie rozumiem, a właściwie nie szanuję, <wyroznienie>odwagi</wyroznienie> nieintelektualnej, odwagi, która powstaje na gruncie odpowiadającego naszym wzruszeniom czy wymaganiom intelektualnego obrazu świata.</akap>

<akap>W gruncie rzeczy do Tołstoja, do jego najpiękniejszych z zewnątrz wystąpień --- w rodzaju <tytul_dziela>Не могу молчать</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Не могу мοлчать</slowo_obce> (ros.) --- <tytul_dziela>Nie mogę milczeć</tytul_dziela>, traktat Tołstoja z 1908 roku. </pe> stosuje się to, co S. T. Coleridge powiedział o trudności myśli: Łatwiej jest wisieć na haku.</akap>

<akap>Swoją drogą tylko zaślepiony, zamknięty w swoim własnym stanie duszy, poeta mógł nie rozumieć powinowactw. Czyż nie był w najpiękniejszych chwilach Tołstoj właśnie królem Learem i czy nie jest to najbardziej sprawiedliwy punkt widzenia, gdy traktujemy jego pisma jako monologi tamtego potężnego widma.</akap>

<separator_linia/>

<akap>W tej chwili nie mogę jeszcze ocenić, jak <wyroznienie>bardzo</wyroznienie> wiele zawdzięczam Harrisowi. Książka ta należy do dojrzewających z wolna po przeczytaniu.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Carlyle nie interesował się i nie widział powodu, dlaczego miałby interesować się Shelleyem; o Keatsie znam tylko jego bezwzględne powiedzenie o odgrzewaniu zdechłego psa. Ale co do Byrona mówi, że ,,pomimo" wszystko było w nim coś, pewna siła. W samej rzeczy, widzenie świata Teufelsdröcka<pr><slowo_obce>Teufelsdröck</slowo_obce> --- bohater powieści Tomasza Carlyle'a <slowo_obce>Sartor resartus, or life and opinions of Herr Teufelsdröck</slowo_obce>. [red. WL].</pr> i widzenie świata don Juana mają pewne powinowactwa. Keats rzuca przekleństwo z wyżyn idealizmu na bawiący się własną siłą cynizm. Shelley mówi, że hrabia Maddolo<pe><slowo_obce>Maddolo</slowo_obce> --- hrabia Maddolo, postać z poematu Shelleya <tytul_dziela>Julian and Maddalo. A conversation</tytul_dziela>.  Dotyczący ustęp poematu brzmi: <strofa> <slowo_obce>The sense that he was greater than his kind/ Had struck, methinks, his eagle spirit blind/ By gazing on its own exceeding light.</slowo_obce> </strofa> [red. WL].</pe> uwierzył w swą wyższość nad ludźmi, że ta wiara mu przesłoniła świat. Odnajdujemy tu więc rdzeń: Byron jest mniej zarażony ideologizmem, jego sentymentalizm posiada formę bardziej męską i to do pewnego stopnia tłumaczy go w oczach Carlyle'a.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Shelley wierzył w absolutną samostwarzającą się swobodę: Browning nieustannie walczył z zagadnieniem tak pojętej indywidualności i jej możliwością istnienia pomimo to w świecie, w jakimś znaczeniu, jednym.</akap>

<akap>Myślowo tu jest związek.</akap>

<akap>Ale Cecchi<pr><slowo_obce>Cecchi ułatwia sobie sprawę</slowo_obce> --- patrz poprzedni przypis o Cecchim i powołaną tam książkę o Kiplingu, str. 5--11. Str. 1--7, w. 3 z góry. [red. WL].</pr> ułatwia sobie sprawę. Frazeologia w krytce niemal nieunikniona, a <wyroznienie>przecież</wyroznienie> trzeba dojść do całkowitej swobody od niej.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638354037078-3741483114"/><motyw id="m1638354037078-3741483114">Praca, Twórczość, Literat, Konflikt</motyw>Ale, mój Boże, jak dotrwać? Nie może przecież Połoniecki<pe><slowo_obce>Połoniecki, Bernard</slowo_obce> (1861--1943) --- nakładca szeregu ostatnich dzieł Brzozowskiego. [red. WL].</pe> z nadludzką cierpliwością opłacać koszty mojego dojrzewania umysłowego.</akap>

<akap>Kogo zaś obchodzi u nas ta praca? Nie widzi jej nikt nawet. Polskim literatom ja byłem potrzebny jako ewentualny argument metafizyczny na rzecz wielkości własnej. Irzykowski miał słuszność: ja nie wiem, co myślę, ale na pewno coś myślę, bo Brzozowski byle chciał się mną zająć, to zaraz potrafi to wytłumaczyć.</akap>

<akap>Byle chciał!</akap>

<akap>Właśnie, że w stopniu nawet nieusprawiedliwionym zanika, prawie zanikła ta chęć. Napracowałem się i najeździli się na mnie aż do przesytu różni jeźdzcy. Mam już dosyć.</akap>

<akap>Widzenie świata Berenta<pe><slowo_obce>Berent, Wacław</slowo_obce> (1873--1940) --- polski powieściopisarz i tłumacz okresu modernizmu.</pe>, światopogląd Nałkowskiej, głębokość Żeromskiego. Nie --- nędzą polskiej literatury, jej potępieniem, jest <wyroznienie>brak myśli</wyroznienie>. Ani jednej myśli w całym tym ruchu. Nic, co by w zostało tu po męsku, w sposób określony i dobitny, pomyślane i przeżyte.</akap>

<akap>Ci ludzie wiedzą, że istnieje zawsze pewna potencja uczucia, gestykulującego wzruszenia; myśl była potrzebna im tylko <wyroznienie>o tyle</wyroznienie>, o ile wywoływała uczuciowe echa.<end id="e1638354037078-3741483114"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>28 I</akap></nota>

<akap>Świat, do którego wprowadzają nas nowele Bandella<pe><slowo_obce>Bandello, Matteo</slowo_obce> (1485--1561) --- włoski dworzanin i pisarz.</pe>, niełatwo jest dostępny. Miłość jest tu nieustannie działającym interesem życia: jednocześnie jest ona faktem fizycznym, fizjologicznym, widzianym tak jasno, że nie możemy nawet użyć wyrazu cynizm dla karczemności (?) tonu (?). Działa ona i to działanie jest uznawane, ale jakby bez-psychicznie. Ten Włoch wie, że w rozwoju tego faktu są fazy na wskroś uczuciowe i myślowe, monoideizm<pe><slowo_obce>monoideizm</slowo_obce> --- opanowanie umysłu przez jedną nadrzędną ideę.</pe> erotyczny, uznaje on bez wahania konsekwencje tego stanu rzeczy, tj. bezwzględną niemal władzę miłości, ale te psychiczne ogniwa pośrednie nie interesują go. Istnieje dla niego jakby sam gest, jednocześnie trywialny i wspaniały. Humor zdaje się być nieobecny, przynajmniej w głębszych formach. Nie możemy odnaleźć żywego centrum tego świata: odbudować w sobie jego uczucia. Jednocześnie oschle okrutnego i władającego. Namiętności niesentymentalnej. To właśnie więc. Namiętność jest tu przyjęta jako fakt natury. Bandello przyjmuje ją, ale się z nią lirycznie nie utożsamia. Intelektualnie, ale tylko intelektualnie, jest wobec niej swobodny. Niewątpliwie musiał on być drogi Stendhalowi i Mériméemu. Jednak jest on inny od nich. <wyroznienie>Ego</wyroznienie>, nasz twór XVIII i XIX wieku, choć już zakładane były w jego stuleciu podstawy, nie istnieje w jego pismach świadomie. Nie sądzi on namiętności i nie buntuje się przeciwko jej niewoli. Nie utożsamia się z nią, tj. nie <wyroznienie>dostarcza</wyroznienie> intelektualnych argumentów sile, która, gdy działa, umie sobie tworzyć własny intelekt i własną logikę. Nie kosztuje go to powstrzymanie się od sentymentalizmu; on nie wie --- a przecież mógłby, bo petrarkizm<pe><slowo_obce>Petrarca, Francesco</slowo_obce> (1304--1374) --- jeden z pierwszych włoskich poetów.</pe> i anty-petrarkizm --- że się powstrzymuje. Dlatego tu nie ma metodologicznie tworzonego chłodu. Życie jest masywne. Ogarnia ta jego masa samego Bandella, ale nie przez mózg, lecz właśnie przez namiętność. Dlatego, chociaż osobiście czytam nowele te z pewnym przymusem, nie należy się tego wyrzekać. Jest to trudno dostępny dla mnie, ale cenny kulturalnie, stan duszy. Tędy się wnika głęboko w kulturę włoską, w duszę europejską sprzed sentymentalnej epoki.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638354409176-3150538941"/><motyw id="m1638354409176-3150538941">Polityka, Lud, Wspomnienia</motyw>W moim artykule o rosyjskiej rewolucji i narodowych demokratach polskich, drukowanym w ,,<tytul_dziela>Русскомъ Богатствҍ</tytul_dziela>"<pe><slowo_obce>Русское Богатство</slowo_obce> (ros.) --- ,,Rosyjskie bogactwo", miesięcznik społeczno-polityczny, wychodzący w Sankt-Petersburgu w latach 1876--1918.</pe> i uważanym przez I. Daszyńskiego i <tytul_dziela>C-ie</tytul_dziela> za zdradę z mojej strony, jest pomiędzy innymi ostry i rzeczywiście, można by myśleć, więcej niż ryzykowny, niedający się usprawiedliwić, ustęp o ,,oświacie ludowej". Bywały już chwile, gdy czyniłem sobie wyrzuty z tego powodu. Właściwie jednak rzeczy  mają się gorzej i tragicznej, i wszystkie moje frazesy nie wyczerpały goryczy, jaka jest w faktach. Trucizna musi być w słowach, jeżeli jest w procesie. Oświata ludowa jest życiem umysłowym na cudze konto, jest kombinacją obłudy, tchórzostwa myślowego, zanikiem twardej woli obywatelskiej i politycznej. Wierzy się w lud. W istocie nie wierzy się tylko w siebie. Ale wierząc w lud zyskuje się mistyczny grunt dla nadziei programów politycznych, za które myśl nie pozwoliłaby nam przyjąć odpowiedzialności jako za własną działalność. Tam, gdzie widzimy niemożliwość i braki, tam wysuwa się mglista myśl, że na tym właśnie przecież polega posłannictwo ludu, że on dokonać zdoła rzeczy, których my nie umiemy nawet pomyśleć. Wolno więc nam jest mieć wiarę dziejową, nie mając woli. Temu ludowi my dostarczamy wiedzy i myśli. Ta wiedza ma być tylko pierwszym przedwstępnym krokiem. Może to nie być więc uznawana przez nas wiedza. Twórczość ludu z tej fazy wydobędzie prawdę. Na razie to nie jest prawda dla nas nawet. I tak wolno nam mieć wiarę, nie mając prawdy, nie troszcząc się o nią. Wolno żyć poza dążeniem do prawdy, do krytycznie wytkniętego i sprawdzonego celu i zachowywać przeświadczenie dodatniości własnej, więcej: przodownictwa i poświęcenia. To są czynniki psychiczne, z których wyrastają dziś nudy oświatowe. To jest przyczyna, że dzisiaj znowu wydaje się to drogą prowadzącą z rozbicia. Jest tu możność wyzwolenia się od odpowiedzialności, a zachowania samoocen, do których prawo nam daje tylko odpowiedzialność skutecznie i czynnie podejmowana. Historyk fałszów, które żarły i trawiły, zatruwały i niszczyły życie myślowe naszego narodu, samą jego istność wewnętrzną, które zagrażają samemu naszemu istnieniu, nie powinien, nie może, zapomnieć o oświacie ludowej.<end id="e1638354409176-3150538941"/></akap>

<akap><tytul_dziela><begin id="b1638354547405-32054602"/><motyw id="m1638354547405-32054602">Książka, Poezja, Poeta</motyw>Adonais<pe><slowo_obce>Adonais</slowo_obce> --- elegia Shelleya na śmierć Johna Keatsa, opublikowana w  1821 roku.</pe></tytul_dziela> <wyroznienie>Shelleya</wyroznienie>: tu wszystkie chwiejności światopoglądu stały się wartościami artystycznymi. Może to najbezwzględniej piękny utwór P. B. Shelleya. W <tytul_dziela>Cenci<pe><slowo_obce>The Cenci</slowo_obce> --- dramat Shelleya z 1819 roku.</pe></tytul_dziela> należy wyzyskać <wyroznienie>problematy</wyroznienie>, które uczyniły Beatrice<pe><slowo_obce>Cenci, Beatrice</slowo_obce> --- bohaterka dramatu Shelleya <tytul_dziela>The Cenci</tytul_dziela>.</pe> i starego potwora interesującymi dla poety. Uwaga Lamba o Marlowe'owie<pe><slowo_obce>Marlowe, Christopher</slowo_obce> (1564--1593) --- angielski dramatopisarz i poeta.</pe> i jego upodobaniu do <wyroznienie>niebezpiecznych</wyroznienie>, zakazanych stron życia. Tu nie o zakazaność idzie, lecz o ponad moralność, o nietzscheańskie osamotnienie. Jest to dla nas ważne <wyroznienie>jako możliwe</wyroznienie> światło, co do dalszego przebiegu rozwoju poety. Może jednak on jeszcze sobie tego nie uświadamiał i pisał <slowo_obce>Aufklärungsdrama<pe><slowo_obce>Aufklärungsdrama</slowo_obce> (niem.) --- dramat oświeceniowy.</pe></slowo_obce>. Zdaje się niezawodny wpłvw <wyroznienie>osoby Byrona</wyroznienie>.<end id="e1638354547405-32054602"/></akap>

<akap><tytul_dziela>Epipsychidion<pe><slowo_obce>Epipsychidion</slowo_obce> --- dzieło Shelleya z 1821 roku.</pe></tytul_dziela> piękne i godne, by Przybyszewski to przetworzył. Jak Novalisa. Nie przekład, lecz coś lepszego. Zawsze jednak nieunikniona pieczara i idylla. Wątpliwsze niż <tytul_dziela>Adonais</tytul_dziela>, chociaż oddzielne miejsca najsilniejsze ze wszystkiego, com u Shelleya znalazł. Porównanie z <wyroznienie>Novalisem</wyroznienie> byłoby wdzięczne.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>2 II<pr><slowo_obce>Irzykowski</slowo_obce> --- w ustępach tych Brzozowski reaguje na artykuły Irzykowskiego, pomieszczone w grudniowych i styczniowych zeszytach lwowskiego czasopisma ,,Widnokręgi". W artykułach tych (<tytul_dziela>Dostojny bzik tragiczności</tytul_dziela> i<tytul_dziela> W kształt linii spiralnej</tytul_dziela>), zwłaszcza w drugim z rzędu Irzykowski, zwalczając, zresztą słusznie, pewne śmiesznostki, przesady i nałogi naszego świata literackiego, mimochodem zaczepił Brzozowskiego, jakby go głównie obciążyć chciał odpowiedzialnością za te zboczenia, czysto literackiej, estetycznej, salonowej raczej natury. Błąd Irzykowskiego tkwił przede wszystkim w tym, że pojęcia i poglądy Brzozowskiego związane ściśle z socjologicznym rozbiorem prądów umysłowych i literackich, z bio-socjologiczną oceną myśli i teorii, w których Brzozowski widział nie tyle, jak Irzykowski to mylnie parafrazuje, ,,jałowe odbicia obszerniejszego wysiłku duszy", ale zawsze wyrazy szerszych i głębszych interesów klasowych i narodowych, Irzykowski przenosił na teren wyłącznie książkowych zagadnień. Odrywał on je w ten sposób ze splotu i całokształtu zasadniczego ujęcia ideowego, skutkiem czego pewne podstawowe Brzozowskiego chwyty, jak irracjonalizm (raczej antyinteligentyzm niż antyintelektualizm ), romantyzm i historyzm doznawały gwałtownego wypaczenia, zmieniając się w pewne dowolne figury myślowe, ,,koło których ludzkość się kręci" jak tancerze w kotylionie na sali balowej wedle manewrów wodzireja lub figurki na szachownicy pod ręką partnera.
Ataki te dotknęły Brzozowskiego do żywego, jak świadczą powołane wyżej ustępy <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela>, pisane świeżo pod ich wrażeniem. W papierach Brzozowskiego znalazłem list, pisany do mnie w tym czasie, poruszający również tę Jego wówczas bolączkę, którego jednak autor, z przyczyn niewiadomych, nie wyekspediował. Z listu tego przytaczam tu wyjątki, dotyczące tej polemiki.
,,Piszę do Was, bo jestem zły i o ile się nie wygadam, będzie to mi truło myśli i robotę. ,,Widnokręgi" przysłały mi dwa Nry z artykułem Br. Gałczyńskiego, bardzo przyzwoitym i miłym i artykułami Irzykowskiego, które doprowadziły mnie do wściekłości. Irzykowski zapowiada polemikę, ale dziś już mówi o ,,moich błędach" i nazywa mnie ,,arcyirracjonalistą". Pisze, że racjonalizm posługuje się irracjonalizmem. Jeżeli tak, to wypada mu pośpiesznie wrócić nie do Hegla, lecz nawet do Mojżesza i wyrzec się Darwina; jeżeli bowiem racjonalizm posługuje się irracjonalizmem, tj. życiem, musiał on istnieć od początku jako wyższy niż życie rozum, gotowy i zupełny. A więc Mojżesz, Platon, bo nawet wątpię, czy Hegel. Irzykowskiemu nie do twarzy walczyć ze mną uszczypliwymi definicjami i to na kredyt. Na kredyt pozycji niepodobnej do utrzymania, ani genetycznie, ani teoriopoznawczo, ani psychologicznie. Niech próbuje. Ja, o ile będzie pisał w osobiście uszczypliwym tonie, zniewolony będę jego wystąpienie ignorować. Natomiast kły mi rosną do polemiki <slowo_obce>en grand</slowo_obce> z kierunkami, do porządnej rzezi teorii, stanowisk, doktryn, pojęć".
,,Dalej zirytował mnie Irzykowski, stawiając mnie tuż obok Feldmana. Jeżeli Feldman jest czymś, ja jestem niczym i odwrotnie. Mówię tu o krytyce. Od kogoś innego by mnie to nie obeszło, od Irzykowskiego mnie boli. Jużem napisał do niego list, ale go nie wyślę. Niech idzie między posthuma: nawiasem, od 2 miesięcy piszę <tytul_dziela>Pamiętniki</tytul_dziela>, pisane z celem druku, ale pośmiertnego. W formie dziennika z rekapitulacją, gdy jest nastrój.
Musiałem przed kimś żółć na Irzykowskiego wylać, bo inaczej wytrysłaby ona w jakimś odsyłaczu, a publicznie jest dla mnie Irzykowski nietykalny.
Chcę teraz posłać parę rzeczy ,,Widnokręgom", lubo Biegeleisen gnębi mnie dystynkcją. Gdy czytam go, widzę bardzo biały kołnierzyk i dużo fiksatuaru.
Ten Twardowski*). On także stoi na stanowisku, ,,że referat posługuje się wszystkim", ponieważ na początku c. k. Uniwersytetu jest umiejący pisać porządnie referaty i przy końcu powinien być urzędnik umiejący pisać referaty.
(*Brzozowski łączy tu przez nieznajomość stosunków miejscowych p. dr. Bronisława Biegeleisena ze szkołą filozoficzną prof. Twardowskiego na wszechnicy lwowskiej. Popełnia przez to błąd faktyczny, gdyż p. Biegeleisen nie jest wychowankiem tej szkoły, która zatem za jego ewentualne ,,grzechy" nie może ponosić odpowiedzialności.)
W postscriptum tego listu dodaje Brzozowski:
,,Po namyśle odpisałem Irzykowskiemu. Poślę Wam ten artykuł wraz z korektami, jeżeli uznacie za odpowiednie, dajcie go T. Dąbrowskiemu z prośbą o wydrukowanie. Ale zróbcie, jak chcecie.
W papierach pośmiertnych znalazłem również niewysłany wówczas rękopis artykułu polemicznego w odpowiedzi Irzykowskiemu napisanego, który tutaj <slowo_obce>in extenso</slowo_obce> przytaczam, jako częściową bodaj autoobronę Brzozowskiego zza grobu na ataki, które z pewnością nie byłby pominął milczeniem, gdyby go przedwcześnie śmierć nie była zaskoczyła, zwłaszcza, że następnie ponowiły się one jeszcze ze strony Irzykowskiego, w stopniu znacznie wzmocnionym w jego <tytul_dziela>Aforyzmach o czynie</tytul_dziela>.
,,Nie sądzę właściwie, aby w przeciętnych warunkach polemika przyczyniała się do wyjaśnienia rzeczowego stanu zagadnień, o które polemizującym pisarzom chodzi; szczególniej zaś nie sądzę, aby mogła być ona pożyteczna u nas, gdy idzie o zagadnienia filozoficzne. Nasza filozofia jest tak nikłą roślinką, że przede wszystkim troszczyć się nam potrzeba o to, by istniejące potencjalnie raczej kierunki rozwijały się; dziś jeszcze przedwczesną jest walka o pokarm i światło, gdyż wątłe te i ledwo zaczynające istnieć organizmy zużyć są w stanie i przyswoić sobie tak niewielkie ilości pokarmu, że zbraknąć im go nie może. Właściwie nasi filozofowie więcej jeszcze powinni by się troszczyć o rozwijanie i wypowiadanie własnych swych stanowisk, niż o to, co myślą domniemani czy rzeczywiści współzawodnicy. Ile razy przynajmniej czytam mniej lub więcej surowe czy też przychylne, lecz wytykające mi niejasności w moich pracach, sądy, czuję, że istotnie zagadnienie przemaga jeszcze tak dalece w mojej myśli nad wynikiem, że tego rodzaju krytyka jest uzasadniona, nawet, gdy ten lub inny krytyk jej uzasadnić nie umie. W tym wypadku jest właściwie jeszcze więcej racji, by prowadzić dalej swą pracę i w ten sposób najskuteczniej przyczynić się do wyjaśnienia metody i stanowiska, wykazania ich granic i faktycznej zdolności do życia. Zdolność do życia rozstrzyga ostatecznie: tej zaś nie dają jeszcze zwycięstwa polemiczne ani też nie odejmują jej porażki.
Takie nawet stanowisko wobec polemiki nie usprawiedliwia jednak milczenia, gdy prowadzić ono może do utrwalenia nieporozumień. Karol Irzykowski w ostatnich swych artykułach drukowanych w ,,Widnokręgach" mówi w kilku miejscach o mnie i mówi w sposób, który, jak sądzę, w błąd wprowadzić może czytelników, którzy pojmują pewne wyrazy w innym znaczeniu, niż to, jakie posiadają one w ścisłym dochodzeniu filozoficznym. Nazywa mnie Irzykowski ,,naszym arcy-irracjonalistą"; przyznam się, że nie pojmuję tonu tej ironicznej definicji. Działalność moja w dziedzinie filozofii jest zawsze tak wyłącznie teoretyczna: posługuję się w niej tak całkowicie dyskusją, i to nieoszczędzającą czytelnikom trudności dyskusją, że może byłoby sprawiedliwiej nie stosować do mnie pod tym przynajmniej względem owego teatralnego ,,arcy". O ile wiem, żaden gramofon nie wygłosił moich artykułów o ,,złudzeniach racjonalizmu" i o ,,sentymentalizmie"; pozostały one skromnie w książce, która nikomu się nie narzuca i to w tym stopniu, że treść ich, jak widzę, jest do dziś dnia Irzykowskiemu obca. Rozumiem jednak, że człowiekowi, który dostrzegł szkodliwy błąd, wolno jest posługiwać się przeciwko niemu wszelką bronią. Irzykowski zaś jest pewien, że odkrył nie tylko moje błędy, ale nawet ich źródło. Szkoda tylko, że już dzisiaj nazywa je błędami, gdy polemikę odkłada na przyszłość. Wystawia on w ten sposób weksel, którego realność ja kwestionuję.
Irzykowski twierdzi, że nie irracjonalizm posługuje się racjonalizmem, lecz przeciwnie racjonalizm irracjonalizmem. Byłbym ciekaw, w jakiż też sposób będzie on tego dowodził, gdyż w drodze tego dowodzenia musi on nie tylko stoczyć walną polemikę z rozmaitymi i to najżywotniejszymi kierunkami nowoczesnej psychologii, etyki, teorii poznania, nie tylko musi zrewolucjonizować dość silnym uznaniem cieszące się poglądy biologiczne i historyczne, nie tylko musi napisać nową historię Europy, lecz także rozstać się z własnymi swymi i to bardzo zasadniczymi stanowiskami. O ile wiem na przykład w biologii był dotąd Irzykowski raczej darwinistą w rozległym przynajmniej znaczeniu tego wyrazu; teraz widocznie wraca on na stanowisko bliższe Mojżeszowi. Jeżeli bowiem racjonalizm posługuje się irracjonalizmem, to naturalnie nie życie jako irracjonalny, aracjonalny proces wytworzyło jako jedną z swych kreacji rozum i jego formy bardziej wyrafinowane, lecz przeciwnie rozum to posłużył się życiem dla swoich własnych celów. Nie życie też i walka z jego nieprzewidzianościami stworzyły rozum ludzki, lecz rozum to, racjonalizm posługiwał się życiem tym i jego warunkami co najwyżej już jako sposobnością dla swego działania.
Irzykowski powie mi, że dla niego życie jest procesem pozapsychicznym w zasadzie, że jest to fakt, na powierzchni którego wyłania się świadomość i rozum. Mniejsza już o to, że teoriopoznawczo bardzo ciekawą jest rzeczą ten fakt istniejący o własnej sile; ale nie będę się o to spierał; wystarczy mi, że w takim razie życie jest faktem pozapsychicznym, który tworzy jako swój przypadek świadomość i rozum, a więc coś pozarozumnego rozumem się posługuje. Otóż to właśnie, odpowie mi Irzykowski, na tym zasadzają się prawa rozumu, że raz pojawiwszy się usiłuje on poddać swej władzy ten obcy mu fakt. Pięknie. By jednak coś takiego jak to poddanie władzy nastąpiło, musi ono być czyjąś wolą, musi czyjaś działalność zostać wprawiona w ruch, stać się pożądaną. By stać się działalnością, racjonalizm musi być aktem woli. Irzykowski musi tu obalić woluntarystyczną psychologię, musi rozstać się z Machem nawet, którego cenił do niedawna, musi znaleźć się w osamotnieniu wśród nowoczesnej filozofii i znaleźć się w sąsiedztwie z reprezentującymi prymat dogmatu prałatami potępiającymi modernizm. Prócz bowiem dogmatycznych antymodernistycznych katolickich myślicieli trudno dzisiaj o pisarzów reprezentujących konsekwentny intelektualizm w psychologii teorii poznania, etyce*). (*Z umysłu nie mówię o heglizmie ani klasycznym, ani tych jego postaciach, które zostały wytworzone pod wpływem myśli Hegla jak np. Giov. Gentile, Benedetto Croce. Heglizm bowiem to coś całkiem innego niż racjonalizm Irzykowskiego). Dla Macha przecież twórczość naukowa, twórczość, której wynikiem staje się po odpowiednim logicznymi literackim opracowaniu to, co bywa nazywane rozumem, jest stwierdzeniem doświadczalnym darwinizmu; rozum musi być stworzony, wynaleziony przez życie, zanim zacznie istnieć. Jeżeli Irzykowski chce jednak utrzymać się na swym stanowisku , musi zakwestionować etyczną wartość doświadczenia, tworzenia nowych elementów poznania i rozumu. Doświadczenie dostarcza środków, racjonalizm wytyka cele, skądże je czerpie? Ma w sobie; na jakiej więc fazie doświadczenie wystarcza do stworzenia absolutnego wzoru? Neoplatonicy, chrześcijanie mają na to odpowiedź. Logos, słowo wcielone, Bóg-człowiek jest wzorem i normą, raz na zawsze. Rozumiem, że Irzykowski nie jest ograniczony w wyborze i Bab był boskim wzorem; dlaczegóż nie miałby być znany Irzykowskiemu jakiś inny boski intelekt. Jeżeli ja występuję przeciwko racjonalizmowi i to ze względów etycznych także, jeżeli twierdzę, że tylko żywe życie tworzy wartości i żadna określona wartość ideałem być nie może, jeżeli twierdzę, że rozum jest narzędziem, którego nie wolno się pozbywać, bez poznawczych praw po temu, ale tylko irracjonalizm życia, jego twórczość wytwarza nam kierunki i cele, to czynię to właśnie dlatego, że racjonalizm prowadzi nieuniknienie do ubóstwienia pewnej dziejowej treści, do antropomorfizmu. Nim Irzykowski mi wykaże, w jaki sposób może istnieć rozum jako coś niezależnego od sumy pewnego doświadczenia dziejowego, może lepiej będzie, aby powstrzymał się od ironii i uszczypliwości. Irzykowski powie mi, że racjonalizm jest to forma, metoda opracowywania wszelkich treści; teoriopoznawczo i historycznie jest to ryzykowne, ale przede wszystkim nie przyda się to Irzykowskiemu na nic. Istotnie racjonalizm jest metodą takiego opracowania całego znanego nam doświadczenia, by dało się ono wyrazić w formie systematu logicznie powiązanych twierdzeń. Dzisiejsze pojęcie nauki nie może pogodzić się z tym, aby nawet jako środek, jako prawidło obowiązywało nas tylko to w naszym doświadczeniu, co daje się wyrazić w taki literacko gładki sposób. Prawidła nasze czerpiemy z całego doświadczenia, ze wszystkich jego faktów, niezależnie, czy się dadzą przedstawić jako spójna całość, a to właśnie dlatego, że odkryliśmy teoriopoznawczo etyczną wartość pierwiastka pałubicznego, że jak mówi sympatyczny dotąd Irzykowskiemu (wypada się z nim rozstać: zdecydowany irracjonalista) H. G. Wells: życie składa się z nałogu i przygody. Co jednak jest doświadczeniem, faktem dla nas? Oto to, co istnieje jako element, warunek naszego działania na tym poziomie życia, jakie chcemy prowadzić. Co określa ten poziom? To, że my go chcemy prowadzić: suma więc naszych upodobań, pragnień. Co rozstrzyga jednak o wyborze? To, co wybieramy sami, my sami jako życie. Nie rozum, gdyż jest on tylko formą, w jakiej może istnieć dla nas doświadczenie osiągnięte i to bynajmniej nie całe, nie każde doświadczenie, lecz życie właśnie jako pożądanie, wola, dążenie, które wytworzyło wszelkie doświadczenia. Zdaje się więc, że mam prawo być ciekawym tych wywodów, na których podstawie Irzykowski mówi już dziś o moich błędach. Ale tajemnica tego jest inna. Irzykowski się boi ukrytych dążeń mego irracjonalizmu, naturalnie boi się on mego ,,krypto-katolicyzmu". Zdawałoby się jednak, że ten antyseptyczny stosunek do poznania nie licuje z człowiekiem, który niegdyś myślał o zakładaniu pisma, ,,które mogłoby nawet doprowadzić do samobójstwa całego komitetu redakcyjnego". Zresztą katolicyzm i irracjonalizm są to dwie różne sprawy. Czy Irzykowski chce przysięgać na wszystko, co jest na indeksie? Jest tam dużo głupstw. Czy przeraża go, że obok Bergsona jest Le-Roy, a od tego krok do Tyrrella? A czy zna on racjonalistycznych teologów z lóż masońskich? Dzisiaj tu na Zachodzie ludzie swobodni walczą z nimi przede wszystkim; dla Benedetta Croce (a to nawet intelektualista) najgroźniejszy nieprzyjaciel to ,,<slowo_obce>mentalità masonica</slowo_obce>".
Pozwolę też sobie zaprotestować i to nie w moim nawet wyłącznie interesie przeciwko zestawianiu moich dochodzeń co do romantyzmu z działalnością pana Feldmana. Irzykowski niesłusznie krzywdzi Feldmana, dla którego wszystko, co ja piszę, jest nie tylko obce, lecz właściwie psychicznie nawet nie istnieje; na widnokręgu świata pana Feldmana nie ma miejsca nawet dla moich zagadnień; takie zestawienie więc może być dla niego przykrym, gdyż osobistym przypomnieniem zasady, że życie jest snem lub nawet z czegoś mniej realnego jeszcze niż sen utkanym". [red. WL].</pr></akap></nota>

<akap><begin id="b1638354680996-2755620154"/><motyw id="m1638354680996-2755620154">Konflikt, Historia</motyw>Oto może (łagodnie) choroba duchowa Irzykowskiego. Przystępuje on do każdej sprawy z punktu widzenia zapoznającego, że dla tworzącego tę sprawę najważniejszą jest <wyroznienie>rzeczą, aby była ona</wyroznienie> stworzona. Gdy Irzykowski ją rozważa, jest ona już. Wtedy koncentracja ta wydaje mu się dowolnością, niesłusznym upraszczaniem, uprzywilejowywaniem pewnej przypadkowości. Najważniejsze wydaje się dla niego <wyroznienie>zawsze to</wyroznienie>, aby sprawa była dła niego interesująca, nowa lub by mogła być przez niego przedstawiona w sposób nowy, niepraktykowany dotąd, interesujący. Stąd jego nudne i wstrętne muchołapstwo duszy. Basta. Dość o Irzykowskim.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>3 II</akap></nota>

<akap>Irzykowski jest ślepy i głupio zły. Pisać Polakom, że historia <wyroznienie>sama się robi</wyroznienie>, że wskutek tego plany historyczne, o jakich pisałem ja, a przede wszystkim już w swoim mądrym, głębokim i męskim artykule p. Koneczny<pr><slowo_obce>o mądrym, głębokim i męskim artykule p. Konecznego</slowo_obce> --- artykuł pt. <tytul_dziela>Teoria Grunwaldu</tytul_dziela>, patrz przypis do wpisu z dnia 12 XII w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. [red. WL].</pr>, jest rzeczą niepotrzebną, jest wszczynaniem kwestii sztucznych --- to już szczyt ograniczoności. A ci panowie z ,,Widnokręgów" z tą samą dobrą miną dobrze wychowanych chłopczyków przełknęli artykuł Konecznego i drukują teraz kwasy starokawalerskie Irzykowskiego. To wydaje się im bezstronnością, równowagą myślową, powagą. Bóg wie wreszcie. Żadną miarą nie umiem sobie wyobrazić wnętrza głowy Biegeleisenów. Historia się robi sama. Nie sama, lecz przez olbrzymie machiny woli wytężonej przeciwko nam. Nie mogę pisać nawet dla siebie o tym. Pragnę zapomnieć o istnieniu Irzykowskiego; jest to prawdziwa zmora. Jeżeli zwariuję, on i Herbaczewski będą moimi widmami prześladowczymi.<end id="e1638354680996-2755620154"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>6 II</akap></nota>

<akap>Gdy spotkam ***, będzie mi on znowu deklamował o niepospolitości umysłu Irzykowskiego. Mój Boże, jak mam już was dosyć, was wszystkich niepospolitych, ciekawych, wybitnych, prawdziwie oryginalnych. Jak kurz to przesłania słońce, dusi i nie daje oddychać.</akap>

<akap>Nie ma niepospolitego umysłu bez woli prawdy --- a Irzykowski, a ***, a wszyscy dzisiejsi z młodopolskiej kultury --- nie wiedzą nawet, jak to wygląda. Nie rozumieją oni, że prawda poznania daje spokój i stanowczość i że tylko fałszywy umysł ma tu coś do powiedzenia. Naturalnie związek ten tak się właściwie przedstawia, że myśl, która daje woli naszej, charakterowi naszemu spokojną pewność, zaufanie --- jest prawdą i to jest jedyne ludzkie jej określenie. Ale właśnie musi być ten charakter, ta wola --- inaczej myśl Tersytowska<pe><slowo_obce>Tersytowska</slowo_obce> (mit. gr.) --- Tersytes jest bohaterem <tytul_dziela>Iliady</tytul_dziela>. Często pojawia się w późniejszej literaturze jako charakterystyczny typ zarozumiałego i tchórzliwego demagoga; rdzeń imienia oznacza bezczelność, arogancję, złośliwość i  tchórzliwość.</pe>, która nigdy nie znajduje spokoju i sądzi, że ta jej ruchliwość to właśnie niezaspokojoność, bezwzględność, nieustraszoność dążenia do prawdy.</akap>

<akap>Trzeba ignorować --- ignorować, jakby nigdy nie istniał ów brzuchomówczy, świegotliwy element Tersytowski. Trzeba coraz pogłębiać fundamenty i coraz wyżej wznosić wały, mury, palisady i strażnice.</akap>

<akap>Być samym. Bez chęci nawet i żalu, by było inaczej. Nie polemizować. Pisać w stylu konstatowania i kształtowania rzeczywistości, zupełnie nie dostrzegając biegeleiseniady, irzykowszczyzny, Zofii Nałkowskiej i <slowo_obce>tutti quanti<pe><slowo_obce>tutti quanti</slowo_obce> (wł.) ---  wszyscy bez wyjątku, wszyscy razem.</pe></slowo_obce>.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Naturalnie, *** nie wytrzymał i sprowadził sobie Weiningera<pr><slowo_obce>Weininger, Otto</slowo_obce> (1880--1903) --- o Weiningerze, autorze głośnej w owych czasach książki <tytul_dziela>Płeć i charakter</tytul_dziela>, zamierzał Brzozowski pisać studium dla wydawnictwa ,,Literatura i sztuka" (nakładem Hasklera) w Stanisławowie. Wspominał o tym w jednym z listów w maju 1910 r., napomykając i o samym autorze, którego dzieło, dość krytycznie się o nim wyrażając, wówczas byłem zmuszony tłumaczyć:

<akap>,,Co do Weiningera współczuję Wam tym bardziej, że ja tymi czasy zajmować się nim muszę dla Hasklera, który sobie wybrał go z podanych tematów: ale inna to rzecz pisać o nim, a inna tłumaczyć i to istotnie robota ciężka, chociaż ja właściwie mniej surowo niż Wy samego Weiningera oceniam, a przekład książki może w każdym razie wzmoże trochę i u nas zainteresowanie filozoficzne". [red. WL].</akap></pr>. Po co, naprawdę, tym wszystkim dyletantom życia filozofia. I te frazesy, te niepowstrzymane potoki frazesów. Boże, daj mi wzmacniać dnia każdego moją biedną wolę.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638354913421-3816414977"/><motyw id="m1638354913421-3816414977">Wspomnienia, Praca, Twórczość, Ojciec</motyw>Nie daj się zahipnotyzować, że prace twoje są bezużyteczne, że nikogo nie obchodzą, nie trać z oczu, że tylko wielka systematyczność, tylko nagromadzenie wielkiego materiału konkretnego i opracowywanie go zawsze z punktu widzenia, z jakiego jest on dla ciebie ważny i interesujący, może zapewnić znaczenie i zdolność trwania oraz rozwoju twoim studiom. Cóż stąd, że taki <wyroznienie>Macaulay</wyroznienie> pozornie uniemożliwia samym tonem, stylem swej osoby stosowanie do niego miary, dajmy na to, religijnej. Wiesz, że religia odsłania ostateczne tajemnice człowieka --- nie lękaj się paradoksalności, lecz bądź stanowczy i charakteryzuj niedrżącą ręką. Nie zapominaj, nie zapominaj nigdy, że pomimo wszystko istotnie w każdej chwili wolnej usiłowałeś wznieść głowę ponad piaskowiska porywające ci duszę i myśli --- i badać, poznawać. To jest duma, to jest godność twoja. Urodziłeś się myślicielem i nie zastałeś miejsca dla tego typu ludzi w społeczeństwie. Od wczesnych dni dzieciństwa pojono cię automatycznie, uporczywie przeświadczeniem o ,,nierealności" twoich instynktów. Odebrano ci dobre sumienie w tym, w czym mieć je mogłeś. Miałeś i umiesz jeszcze mieć upartą, niezłomną prawie, wolę i nie masz przeświadczenia, dobrego samopoczucia tej woli. Tak żyłeś przez długie lata. Przez długie lata dojrzewał w tobie charakter, któremu byłeś wierny, ale jako występkowi, jako brakowi charakteru. W ten sposób wypaczona dusza nie wyprostowuje się już nigdy. Jesteś garbaty moralnie i fizycznie. Teraz przynajmniej nie daj się zatrwożyć. Dzień po dniu zbieraj fakty, ucz się tworzyć je z własnego wnętrza, rozszerzaj łączność swą i pokrewieństwo z całym pracowitym i mężnym gatunkiem. Nie dbaj, gdy cię będą posądzać, że czynisz to przez próżność, chęć popisania się nowymi nazwiskami. Miałeś tę wadę, masz ją w stopniu mniejszym. Nie jest to wada nazbyt trująca, lepiej byłoby, żeby nie była ona osłabła, jeżeli wraz z nią osłabnąć miał naiwny pociąg do zdobywania nowej wiedzy. Wola musi dźwignąć wszystko, czego już instynkt, pociąg i namiętność nie dźwigają. Nie pomoże, gdy będziesz mówił o wielkości umysłu europejskiego, musisz nakreślić jego dramat, nakreślić w stu, w ilu zdołasz, patetycznych, ale myślowo tylko --- rozdziałach. Musisz ukazać całą dramatyczną nieprzewidzianość, cały polimorfizm prawdy, rozkochać w niej umysły jak w poszukiwaniu przygód.</akap>

<akap>Mój Boże! Gdybym młodość spędził poznając ten dramat --- dramat istnienia Michała Anioła, Leonarda, Galileusza, Kartezjusza, Bacona. Ojciec przecież widział, jak kurczowo zaciskały się palce na każdej książce, na literaturze Scherra<pe><slowo_obce>Scherr, Johannes</slowo_obce> (1817--1886) --- niemiecki historyk i pisarz.</pe>, na XVIII wieku Schlossera<pe><slowo_obce>Schlosser, Julius von</slowo_obce> (1866--1938) --- austriacki historyk sztuki.</pe>, na Julianie Schmidcie<pe><slowo_obce>Schmidt, Heinrich Julian</slowo_obce> (1818--1886) --- niemiecki dziennikarz i historyk literatury.</pe>, na Brandesie<pe><slowo_obce>Brandes, Georg</slowo_obce> (1842--1927) --- duński filozof i krytyk literacki.</pe>, na każdym tomie, który przynosił mi wieści. Dlaczego mnie tak zostawiono, dlaczego skazano na ugorowanie, na bezpłodną fermentację --- całe warstwy, całe zakresy mej duszy.</akap>

<separator_linia/>

<akap><wyroznienie>Turgieniew</wyroznienie> --- na zawsze powinno to być święte dla mnie imię. Ojciec dał mi Spasowicza<pe><slowo_obce>Spasowicz, Włodzimierz</slowo_obce> (1829--1906) --- polski prawnik, działacz społeczny, krytyk literacki i publicysta.</pe> (miałem 14 lat), to nie był najgorszy podarunek --- nie skorzystałem tak, jakbym mógł, ale skorzystałem ze studiów o <tytul_dziela>Hamlecie</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Hamlet</slowo_obce> --- tragedia Williama Szekspira, napisana na przełomie XVI i XVII wieku.</pe>, Byronie. Te zaś o Syrokomli<pe><slowo_obce>Syrokomla, Władysław</slowo_obce> (1823--1862) ---  właśc. Ludwik Władysław Franciszek Kondratowicz, polski poeta i tłumacz.</pe>, Polu<pe><slowo_obce>Pol, Wincenty</slowo_obce> (1807--1872) --- polski poeta i geograf.</pe> niewątpliwie głęboko wryły się w duszę i <wyroznienie>zrobiły dużo</wyroznienie> --- dużo dobrego, myślę. --- Ale pamiętam tę noc w zajeździe. Przyjechaliśmy wtedy do Niemirowa<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q5738311"></ref> po raz pierwszy podać prośbę o przyjęcie do gimnazjum i papiery, znaleźć mieszkanie. W nocy przed odjazdem pisałem głupi, błazeński list do W. Rostworowskiego z refleksjami o Kalince, którego ledwie parę stronic przeczytałem. Tylko jeden tom leżał wśród kurzu u Romualdów w salonie: II część bodaj drugiego tomu. I wtedy też ojciec zaczął mówić o <wyroznienie>Kremerze</wyroznienie><pe><slowo_obce>Kremer, Józef</slowo_obce> (1806--1875) --- polski filozof, estetyk, encyklopedysta i historyk sztuki.</pe>, myślę, że go nie czytał nigdy, a jednak mówił tym swoim zwykłym, na wpół drwiącym, na wpół skrępowanym przez coś, tonem, gdy mówił o filozofii. Było niemożliwie już dużo <wyroznienie>cantu</wyroznienie><pe><slowo_obce>cantu</slowo_obce> (łac.) --- <slowo_obce>cantus</slowo_obce>: poezja, muzyka, piosenka.</pe> w jego biednej głowie, a takimi rzeczami, takim tonem robił mi on dużo krzywdy. Jest to nasza specjalność ten polski ton --- szacunku, który nie szanuje --- nie ma czym. Biegun przeciwległy życiu, bez sugestii <slowo_obce>à la</slowo_obce> Tołstoj. Turgieniew i Bazarow<pr><slowo_obce>Bazarow</slowo_obce> --- bohater powieści Turgeniewa <tytul_dziela>Ojcowie i dzieci</tytul_dziela> (1862). [red. WL]. </pr> --- tu wnieśli życie ze sobą. Jest to wielka rzecz ten Bazarow.</akap>

<akap>Jakeśmy rozprawiali o nim, jakeśmy rzucali sobie wzajemnie w twarz <slowo_obce>Рудина<pe><slowo_obce>Рудин</slowo_obce> (ros.) --- <tytul_dziela>Rudin</tytul_dziela>, powieść Turgieniewa z 1856 roku.</pe></slowo_obce> --- ja --- Stanisław Dybczyński --- co się z nim stało? --- <slowo_obce>Рудин</slowo_obce>! Mój Boże, pamiętam, gdy Dybczyński pytał się mnie z głęboką zasępioną miną, czy właściwie, moim zdaniem, Anna Karenina<pe><slowo_obce>Anna Karenina</slowo_obce> --- bohaterka powieści Lwa Tołstoja pt. <tytul_dziela>Anna Karenina</tytul_dziela> (1875--1877).</pe> należała do <wyroznienie>demimondu</wyroznienie><pe><slowo_obce>demimond</slowo_obce> (daw.) --- półświatek.</pe>. Zadecydowałem, że nie, choć <tytul_dziela>Anny Kareniny</tytul_dziela> jeszcze nie czytałem, a o <slowo_obce>demimondzie</slowo_obce> jakież miałem pojęcia!</akap>

<akap>Przeklęta rzecz niektóre wspomnienia. Podłość i jeszcze raz podłość pewnych scen. A przecież było to rozprzężenie konieczne, pamiętam fakty, ale nie zdołam ocenić krzywdy, jaką wyrządziłem sobie w tym ostatnim roku. A przecież, gdym się włóczył z Nikołajewem, K.... M.... po szynkach<pe><slowo_obce>szynk</slowo_obce> (daw.) --- podrzędna restauracja lub bar z alkoholem.</pe> i tych strasznych norach, które dziś przerażają we wspomnieniu, właściwie jak maniak rozmawiałem o Bucklea'ch i Draperach<pe><slowo_obce>Draper, John William</slowo_obce> (1811--1882) ---  amerykański uczony, filozof, przyrodnik i historyk.</pe> --- jak szydził biedny Zieńkowski<pe><slowo_obce>Zieńkowski, Wasilij</slowo_obce> (1881--1962) --- rosyjski filozof. </pe>. Niewielką ma wartość czystość fizyczna. Zachowałem ją faktycznie. Byłem z pół setki razy dla towarzystwa, po pijanemu, ze zwierzęcej ciekawości w domach rozpusty i odgrywałem tam rolę Pierrota<pe><slowo_obce>Pierrot</slowo_obce> --- postać z komedii <slowo_obce>dell'arte</slowo_obce>.</pe>-obserwatora, śmieszną i ohydną. Ale najstraszniejsza była ta noc, gdy trzynastoletni Adaś wyszedł za nami ze stancji i wślizgnął się do tej jaskini. Nas było przy tym czterech osiemnastoletnich młodzieńców i patrzyliśmy z filozoficznym spokojem na dowody dojrzałości obiecującego pupila. To nie powinno być przebaczone. Jeżeli żyje ten człowiek, ma prawo żądać od nas satysfakcji, najwyższej, niepodobnej satysfakcji. T. zginął na <slowo_obce>delirium tremens<pe><slowo_obce>delirium tremens</slowo_obce> (łac.) --- silna psychoza, występująca u nałogowych alkoholików fazie abstynencji.</pe></slowo_obce>, K. pewnie poszedł za nim. N. --- jest pewno gdzieś urzędnikiem. A ja? Zrobiliśmy sobie obaj wówczas ciężkie krzywdy. Analiza, skąd to zjawisko? Ten fakt Adasia, jego <slowo_obce>coup d'état<pe><slowo_obce>coup d'état</slowo_obce> (fr.) --- zamach stanu, przewrót.</pe></slowo_obce>. Mój Boże, tego się biedny pan Jan pewno i nie domyślał. Biedne, biedne stare dzieci, ci dzierżawcy W*** --- owi szatani kusiciele w opinii mej matki. Ach, Mamo! Jak to wszystko dzisiaj przedstawia się małe, bezbronne, śmieszne. To byli ojcowie rodzin, ojcowie, którzy mieli wychować pod ciężarem niebywałego ucisku pokolenie mężów. Biedne, zahukane Prometeusze! A przecież. Pamiętam, jak to czytało się Sienkiewicza, pamiętam rozmowy o Wilhelmie III<pe><slowo_obce>Wilhelm III</slowo_obce> (1770--1840) --- właśc. Fryderyk Wilhelm III, król pruski z dynastii Hohenzollernów, członek koalicji antryfrancuskiej, prowadzący wojny z Napoleonem.</pe>, tym właśnie Mariuszu<pe><slowo_obce>Mariusz, Gajusz</slowo_obce> (157--86 p.n.e.) --- łac. Gaius Marius, polityk rzymski okresu republikańskiego, wielokrotny konsul, dowódca wojskowy i reformator armii rzymskiej.</pe>, o jego ,,napoleońskiej" roli co do Polaków, pamiętam deklamacje, płacz ojca. Te same łzy, które i ja mam już na poczekaniu --- nawet bez kieliszka jak mój staruszek. A strach Białowskiego! A przede wszystkim zwłaszcza matka sama. Płacz i śmiech --- ani odrobiny żelaza w tym wszystkim. Grzegorz Winogrodzki<pe><slowo_obce>Grzegorz Winogrodzki</slowo_obce> ---  kolega szkolny i uniwersytecki Brzozowskiego.</pe> pewno widzi to inaczej --- ale on był zawsze idylikiem.<end id="e1638354913421-3816414977"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Publicysta, czy jest to Skarga lub Savonarola<pe><slowo_obce>Savonarola, Girolamo</slowo_obce> (1452--1498) --- dominikanin, florencki reformator religijno-polityczny.</pe>, czy Burke albo Blanqui<pe><slowo_obce> Blanqui, Louis Auguste</slowo_obce> (1805--1881) --- francuski działacz i przywódca rewolucyjny, utopijny socjalista. </pe> lub Mochnacki<pe><slowo_obce>Mochnacki, Maurycy</slowo_obce> (1803--1834) --- polski działacz i publicysta polityczny, pianista, uczestnik i kronikarz powstania listopadowego.</pe>, zawsze stara się (i w znacznej mierze automatycznie to osiąga) przedstawić samą rzeczywistość tak, aby pewna forma działania wydawała się nie tylko jedynie zbawienna, wartościowa, ale wręcz jedynie rzeczywista. Wola tu urabia apercepcję przede wszystkim w samym publicyście --- a następnie już działając przez słowo żłobi dla siebie kanały i drogi w duszach i umysłach współczesnych. Przede wszystkim, gdy idzie nam o krytykę, dbać musimy oto, w jaki sposób powstała i utrzymuje się ta wola. Zdanie <wyroznienie>Martineau</wyroznienie><pe><slowo_obce>Martineau, James</slowo_obce> (1805--1900) --- filozof brytyjski. </pe> (zapewne Jamesa, nie Henriety<pe><slowo_obce>Martineau, Harriet</slowo_obce> (1802--1876) --- pisarka, dziennikarka i filozofka brytyjska. </pe>) cytowane przez R. Inge'a<pe><slowo_obce>Inge, William Ralph</slowo_obce> (1860--1954) --- teolog anglikański.</pe> w jego książce o angielskiej mistyce<pe><slowo_obce>książka o angielskiej mistyce</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Studies of English Mystics</tytul_dziela>, książka Inge'a z 1906 roku.</pe>, dostarcza nam tu metodologicznego klucza. W gruncie klucz to jest przez Newmana z przedziwną czarującą subtelnością raz na zawsze przysposobiony. Mickiewicz u nas (a całe chrześcijaństwo zawsze i wszędzie) był tej metody w krytyce i filozofii, w całym królestwie ducha --- a więc myśli i czynu --- zwiastunem i głosicielem. <slowo_obce>Qui facit veritatem</slowo_obce><pr><slowo_obce>Qui facit veritatem</slowo_obce> (łac.) --- fragment cytatu z Ewang. św. Jana, rozdz. 3. wers. 21. <slowo_obce>Qui facit veritatem, venit ad lucem</slowo_obce>: <slowo_obce>Kto czyni prawdę, idzie do światłości, aby się pokazały uczynki jego, iż w Bogu uczynione są.</slowo_obce> [red. WL].</pr>. I on --- tylko. Ale Martineau dołącza pytanie: <wyroznienie>jak</wyroznienie> ją pełni, jak często, w jaki sposób, co znaczy pełnić, słowem: postępuje według najrdzenniejszych i istotnie drogocennych praw umysłu angielskiego. Freeman<pe><slowo_obce>Freeman, Edward Augustus</slowo_obce> (1823--1892) --- historyk angielski.</pe> pisał <tytul_dziela>Growth of English Constitution<pe><slowo_obce>Growth of English Constitution</slowo_obce> --- <tytul_dziela>The Growth of the English Constitution from the Earliest Times</tytul_dziela>, książka Freemana z 1872 roku.</pe></tytul_dziela>, ale dla filozofa pokusą jest inne zadanie: <slowo_obce>growth of English mind<pe><slowo_obce>growth of English mind</slowo_obce> (ang.) --- rozkwit, rozwój angielskiego umysłu.</pe></slowo_obce> i może, jako podtytuł: lekcja logiki poglądowej lub też: jak zbudowana jest dusza ludzkości. O potędze --- i to właśnie filozoficznej, metafizycznej obrazu, jaki roztoczyłoby rozpatrywanie tego rodzaju --- Polacy i nie tylko Polacy nie mają wyobrażenia, a nie mnie widać danym będzie wnijść do tego królestwa. <begin id="b1638355503811-1524999418"/><motyw id="m1638355503811-1524999418">Choroba</motyw>Znów choroba nieoczekiwana i paraliżująca. Co się stanie z nami, z biedną myślą i biedniejszą jeszcze rodziną moją? To także należy do mojego <slowo_obce><wyroznienie>facit</wyroznienie><pe><slowo_obce>facit</slowo_obce> (łac.) --- 3 os. czasu teraźniejszego łac. czasownika <slowo_obce>facĕre</slowo_obce> (robić). Zwyczajowo używa się formy czasu przeszłego <slowo_obce>fecit</slowo_obce>: zrobił, wykonał (napis na dziełach sztuki obok podpisu artysty), być może Brzozowski w ten sposób nawiązuje do wcześniejszgo cytatu z <tytul_dziela>Biblii</tytul_dziela>.</pe></slowo_obce>. Ale trzeba mieć odwagę, a wtedy wrośnie i ta choroba jako władza w jakości umysłu i dzieła. Tylko że odwagi nie staje i żal myśli niedosnutych. Dość o tym. Milcz i służ. Ale myśli moje daleko... jak daleko odbiegły. Pierwotnie myślałem o <wyroznienie>Courierze</wyroznienie><pe><slowo_obce>Courier, Paul-Louis</slowo_obce> (1772--1825) --- pisarz i publicysta francuski, słynny z pamfletów politycznych, wymierzonych przeciwko dworowi, szlachcie i duchowieństwu w epoce restauracji Burbonów, zapalony miłośnik hellenizmu, niesforny poprzednio oficer armii napoleońskiej. Brzozowskiemu znany był, zdaje się, tylko pośrednio z lektury Sainte-Beuve'a, który pisał o nim w <tytul_dziela>Causeries du Lundi</tytul_dziela> (tom 6. ed. Garnier-Frères), skąd także powziął był Brzozowski wiadomość o Armandzie Carrelu, wydawcy czterotomowych pism Couriera (1834). Patrz przypis do wpisu z dnia 21 XII w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>. Jednotomowy wybór pism Couriera, wystarczający do zapoznania się z tym publicystą, wydał Charles Simond w bibliotece <tytul_dziela>Les prosateurs illustres français et etrangers</tytul_dziela>. (Paris. Louis Michaud). [red. WL].</pe> i teraz ze zdumieniem widzę, że pozornie tylko był to <wyroznienie>ekskurs</wyroznienie><pe><slowo_obce>ekskurs</slowo_obce> (daw.) --- dygresja, dodatek do dzieła.</pe>. Tacy publicyści jak Courier są straszni, bo wola działa w nich jako artyzm, jako rozpławiony w artystycznym, niewzbudzającym podejrzenia, widzeniu, temperament. Ale tu dopiero <slowo_obce>Qui facit</slowo_obce> i Martineauwskie kategorie i punkty widzenia. Pedantyzm? Tak, w ręku pedanta. W ręku filozofa, poety, wejrzenie w głąb dziejów, duszy francuskiej.<end id="e1638355503811-1524999418"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>10 II</akap></nota>

<akap><begin id="b1638355630051-1459790689"/><motyw id="m1638355630051-1459790689">Choroba, Córka, Żona, Cierpienie</motyw>Podłe uczucie obawy śmierci. Trudno zorientować się, gdzie zaczyna się czysty strach osobisty. Pomimo wszystko myślę, że w stanie duszy, który mnie dręczy, odnajduję tylko obawę o Irkę<pe><slowo_obce>Irka</slowo_obce> --- córka Brzozowskiego.</pe> i żonę, i żal po przerwanym życiu myśli. Nie sądzę, aby było coś więcej. Staram się zajrzeć głęboko w duszę własną i nie znajduję w tej chwili <wyroznienie>tej słabości</wyroznienie>. Ale pragnę żyć, ale lękam się choroby, ale doprowadza mnie do rozpaczy mechaniczna, bezmyślna siła, która mnie dławi.<end id="e1638355630051-1459790689"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>12 II</akap></nota>

<akap>Browning --- jak łatwo sformułować, jak szybko, niedostrzegalnie zsycha się dusza. Bezużyteczność wszystkiego, nie zostaje nic z natchnień, nie zostaje nic dla nas --- dla własnej naszej duszy. Cóż z tego, że jest to na zewnątrz utajone w możliwościach, które mogą się rozbudzić. Można znienawidzieć wszystko, co jest czuciem, jego wspaniałością i wysubtelnieniem. Tak to oddziela się i opada jak łuska. Dochowanie wiary samemu sobie --- w czym? W postanowieniu, w kierunku życia. Frazes. Frazes demagoga. Jest potrzebna taka wierność. Ale jak zapewnić trwanie chwili drogocennej, widzeniu, wzniesieniu się duszy, jak je wrzeźbić w duszę, sprawić, by były w niej? Każdy człowiek ma takie chwile, w każdym człowieku jest potencjalnie pełny cykl ludzkiego istnienia, ludzkiego --- a wszystkie kosmologie i metafizyki to epizody biografii, to czyjś puls przyspieszony, czyjś błysk oczu --- to wszystko w człowieku. Każdy ma w sobie Boga --- stworzenie świata --- upadek --- odkupienie --- całą tragedię bytu, która okolona jest przez ciemną noc, niemającą znaczenia ani nazwy w ludzkim życiu. Co nie jest biografią --- nie jest w ogóle. Co sobie przypisuje ponad biograficzne, ponad konkretnie indywidualne znaczenie, jest właściwie <wyroznienie>mniej</wyroznienie> rzeczywiste. <tytul_dziela>Apparent Failure<pe><slowo_obce>Apparent Failure</slowo_obce> --- wiersz Roberta Browninga.</pe></tytul_dziela> Browninga --- trzeba długo i sumiennie myśleć o tego rodzaju utworach. Trzeba wżyć się w nie, w ich powagę dla poety, aby zrozumieć, jakim błogosławieństwem dla Anglii była jego twórczość.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Młodszość cywilizacyjna Polaków, pisał Szujski<pe><slowo_obce>Szujski, Józef</slowo_obce> (1835--1883) --- polski historyk, publicysta, poeta i prozaik.</pe>. Boże miłosierny, siwieją już włosy, starość odbiera rzeźkość i sprężystość wiązaniom członków i wciąż nie młodszość --- ale lekkomyślna, zuchwała niedorosłość. Zuchwalstwo jest bezpłodne w myślowym świecie. Warchoł niewidzący grozy, przekrzyczeć usiłujący tragizm nieunikniony --- nie dojdzie nigdy do źródła prawd płodnych. Bezreligijność myśli polskiej jest zdolna doprowadzić do rozpaczy. Tu wypowiada się jakby instynktownie wyczuty brak wszelkiego związku z długotrwałymi, powszechnie dojrzewającymi sprawami życia gatunkowego. Nie chcemy mierzyć samych siebie wielką miarą.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638355903885-2426158581"/><motyw id="m1638355903885-2426158581">Samotność</motyw>Jak strasznie i beznadziejnie jestem sam. Moi uczniowie, mój Boże, mój Boże, najbardziej już sam jestem wobec moich ,,zwolenników". Znaleźć siły --- by nazwać w potężnych symbolach --- wszystkie choroby i zdradliwe obłudy polskiej natury --- ukazać je świadomości w silnym i jasnym dziele.<end id="e1638355903885-2426158581"/></akap>

<akap><begin id="b1638355921852-2450462366"/><motyw id="m1638355921852-2450462366">Praca, Twórczość</motyw>Kroniki dramatyczne, <tytul_dziela><wyroznienie>Rozbiory</wyroznienie></tytul_dziela> --- <tytul_dziela><wyroznienie>Napoleonidzi</wyroznienie></tytul_dziela><pr><slowo_obce>Rozbiory --- Napoleonidzi</slowo_obce> ---,,<tytul_dziela>Kroniki dramatyczne</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Rozbiory</tytul_dziela>, --- <tytul_dziela>Napoleonidzi</tytul_dziela>, r. 31--63, to mogłoby być moje dzieło". Od roku mniej więcej Brzozowski marzył o cyklu utworów dramatycznych, które by w kształty żywe wcielały jego idee historiozoficzne, coraz pełniej krystalizujące się w ciągłych rozmyślaniach nad tragedią dziejów polskich. W maju 1910 r. zwierzał się z tym w liście do swego nakładcy:

<akap>,,Nie wiem --- pisał --- czy pod wpływem czytania poetów angielskich czy też istotnie <slowo_obce>anch'io sono pittore</slowo_obce>, co parę lat budzi się coś we mnie, teraz znów przepływają mi fale myśli po mojemu obrazowych, a że na ogół pochlebiam sobie, żem pewnej dojrzałości dosięgnął i nie liczę, aby duch sam sobie za mnie myślał i układał, więc sądzę, że tym razem będzie z tego coś poważniejszego, niż dotąd. Od dawna już czuję, że cała moja robota życiowa będzie w znacznej mierze stracona, jeżeli nie uda mi się wniknąć głębiej w organizm naszej przeszłości i dowieść nie argumentami, lecz konkretnym przedstawieniem jej, że ma ona inne znaczenie, niż to, które się w niej z innych punktów widzenia dostrzega. Jest dla mnie prawdą filozoficzną, że nie tylko wybieramy sobie swą historię, lecz tworzymy ją, ilekroć dzięki naszym myślom stają się czymś innym jej te lub inne wątki: niewątpliwie ta wielka myśl działała nieustannie na dnie twórczości Wyspiańskiego, ale jego organizacja artystyczna była tak przedziwnie skomplikowana, takie tworzyła zakręty czarnoksięskie dla jego ciekawości artystycznej, że niewątpliwie (niech mnie bóstwa śmieszności strzegą przed myślą porównywania siebie z nim) twarda i umysłowa budowa własnego dzieła dochodziła do niego samego jakby z ukosa. Żeromskio też w <tytul_dziela>Hetmanie</tytul_dziela> miał podobne aspiracje, ale właściwie padł, bo chciał mieć w natchnieniu myśl dziejową, której nie znał lub lękał się w życiu. Chcę próbować kilka takich dramatów, z których ostatni z 6 byłby <tytul_dziela>Wielopolski</tytul_dziela>. Ale obecnie wchodzi w rachubę tylko pierwszy, <tytul_dziela>Królowa Jadwiga</tytul_dziela>. Niewątpliwie domyśli się Pan, gdzie tu jest ten sam, co i w <tytul_dziela>Wielopolskim</tytul_dziela> centr dramatyczny. Idzie o małżeństwo Jadwigi i o jego znaczenie polityczne dla całej przyszłości, a jednocześnie w najstraszniej krwawym sensie tragiczne osobiście, gdyż zawierające w sobie pierwiastek aż przeniewierstwa wartościom osobistym: wreszcie moment, że ta wola, która tu takiej ofiary się domagała i narzuciła ją, była sama już w narodzie rozszczepiona i choć stawała jako coś bezwzględniejszego niż prawo, sama dla siebie prawem być już nie umiała". [red. WL].</akap></pr> , r. 31--63 to mogłoby być moje dzieło. Miej odwagę chcieć, miej odwagę dążyć, miej odwagę trwale, uporczywie, jednolicie myśleć.</akap>

<akap>Wola pisarza, opanowująca całą jego naturę, wrastająca w samo dno instynktów, od korzeni przeistaczająca i opanowująca naturę samą popędów, zmysłowego czucia --- jest początkiem i źródłem stylu w wielkim znaczeniu. Miej odwagę --- męstwo nieustannego przepajania każdej chwili myślą, nie toleruj w sobie żadnego obojętnego momentu, lecz staraj się dopracować łączności każdego atomu duszy z wielkim prawem. Niech to będzie twoją nieustanną religią.</akap>

<akap>Moi przyjaciele! Wiecznie zadowolony, ćwierkający***. Skąd wrosło w te wszystkie umysły przekonanie, że życie powinno być <wyroznienie>przyjemne</wyroznienie>, przyjemne dla nich, i że gdy nie jest, ma to jakiekolwiek znaczenie godne obiektywnego opracowania.</akap>

<akap>Wnet wciąga się w dyskusję społeczeństwo, Polskę, byt, dlatego tylko, że <wyroznienie>tu</wyroznienie>, w tej lub innej indywidualnostce, nastąpiła przerwa ,,w odczuwaniu przyjemności".<end id="e1638355921852-2450462366"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638356013505-3276614269"/><motyw id="m1638356013505-3276614269">Praca, Twórczość, Książka</motyw>Gdy czytam książki krytyczne, filozoficzne, pisane przez poważnych pisarzów angielskich lub francuskich, jak np. teraz R. Inge o mistykach angielskich, a przede wszystkim rozdziały o Wordsworcie, Browningu, doznaję uczucia, a właściwie widzę dokładnie, że byłbym w stanie pracować na tym poziomie. Przez to określenie ,,na tym poziomie" rozumiem, że posiadam aparat ogólnego przygotowania kulturalno-literackiego, wystarczający, by nadać mojemu głosowi ważkość i konsystencję zewnętrzną, zabezpieczające prawo do mównicy. Zdaje mi się bowiem, że myślowo byłbym w stanie dać więcej, sięgnąć głębiej już dziś nawet na obcym terytorium. Ciężkie i smutne nieraz godziny przeżyte z <tytul_dziela>Grammar of Assent<pe><slowo_obce>Grammar of Assent</slowo_obce> --- <tytul_dziela>An Essay in Aid of a Grammar of Assent</tytul_dziela>, dzieło Newmana z 1870 roku.</pe></tytul_dziela> Newmana, jego <tytul_dziela>Apologią<pe><slowo_obce>Apologia</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Apologia pro vita sua</tytul_dziela>, dzieło Newmana z 1864 roku.</pe></tytul_dziela> i listami przyniosły mi nieskończenie wiele pożytku. W obcowaniu z tym potężnym dobroczyńcą dusza moja zyskała pewne powinowactwo ze spokojem, tak całkowicie jej dotąd obce. Nie potrafię wypowiedzieć, jak nieskończenie wiele zawdzięczam Newmanowi. Cierpię, że nie mogę mieć wszystkich jego dzieł. Jego książki są dla mnie jakby żywym, nieskończenie przekonywującym, opanowującym światłością głosem. Czytanie ich już jest zlewem światła i spokojnie ufającego rozumu. Być może nie dojrzeję nigdy do momentu, w którym potrafię spokojnie opowiedzieć, co zaszło w głębokich warstwach mego umysłu i woli za wpływem Newmana. Lubię jak zaklęcie te trzy litery J. H. N. --- są one dla mnie jakby przypomnieniem. Nie sądzę, aby Plato przedtem był dostępny dla mnie, nie sądzę, aby dostępne dla mnie były ciche, głębokie, oceaniczne i międzygwiezdne regiony poezji. Wszystko to zawdzięczam Newmanowi. Ani Meredith, ani Browning, których nazwiska łączą się w mej myśli z tym trzecim w jednym uczuciu kultu, nie byliby podziałali tak trwale ani tak głęboko. Nie zdobyłbym się na gorętszą sympatię dla Wordswortha, dusza Coleridge'a nawet, którego wspólne nam --- aż do przerażenia --- słabości natury czynią mi tak bliskim, którego nie wolno mi zdradzić, gdyż jest mi bratem całych godzin upadku i wyczerpania --- Coleridge nawet, pomimo że te ciemne węzły zapewniać by mu się zdawały cieplejsze rozumienie --- nie stałby mi się tak bliski, gdyby <tytul_dziela>Grammar of Assent</tytul_dziela> nie wyposażyła mego umysłu w męski organ tolerancji. Tolerancja i sympatia stają się łatwo centrami rozkładu i dezorganizacji, jeżeli myśl musi je krzywdzić. Newman --- J. H. N. uchronił mnie od tego niebezpieczeństwa.<end id="e1638356013505-3276614269"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638356153985-1007863157"/><motyw id="m1638356153985-1007863157"></motyw><begin id="b1638356303176-3743320055"/><motyw id="m1638356303176-3743320055">Wspomnienia, Wiara</motyw>Pierwsze ogólne założenia mojej krytyki zostały wytworzone przez studia Taine'a i miłość do niego. Miłość, która znowu wyszła z nienaturalnego i występnego z mej strony zaćmienia. Potem był okres, gdy Nietzsche najsilniej ciążył nad myślą krytyczną. Nietzsche i oddzielne intuicje, natchnienia. Sorel wywiódł mnie z tego stanu. Sorel, Bergson i Carlyle, ale etyczne jądro, pojęcie jaźni, osobowości --- szczyt, gwiazda wykreślająca prawa tych wysiłków --- była tu wciąż przesłonięta obłoczkiem, obłoczkiem, który powstawał z poczucia, że jest luka między postulatem myśli a jej organem, że nie umiem własnego postulatu realizować, lecz muszę liczyć na pomoc elementu lirycznego i nawet --- niestety (<slowo_obce>mea culpa</slowo_obce>, choć było to zawsze w znacznej mierze bezwiednim, ale było jeszcze nawet w <tytul_dziela>Legendzie</tytul_dziela>) demagogicznego. Dlatego z taką przyjemnością myślę o dojrzalej części <tytul_dziela>Idei</tytul_dziela>, dlatego jestem tak przywiązany do tego tomu, że jest on pierwszy, w którym ta hańba i ta skaza są już nieobecne. To zawdzięczam Newmanowi i to uważam za stwierdzenie, jak bezwzględnie zdrowy, harmonijnie silny był ten cudowny umysł. M. Arnold miał widzenie jego wyjątkowości. Niech błogosławione będzie imię nauczyciela mego i dobroczyńcy. Prawie lękam się, że go znieważam przez to powiązanie mojej biednej duszy z jego światłością. Nie śmiem pisać więcej, nie śmiem snuć w słowach tego wątku --- modlitwom jego przyszłość moją, duszę moją składam, ducha opiekuńczego o wstawiennictwo proszę, o rozumiejące miłosierdzie i ożywiającą siłę. Wierzę w Jego istnienie, wierzę, że żyje on w błogosławionej dziedzinie potężnej budowy, wierzę w moc wstawiennictwa, w błogosławioną siłę modlitwy i obcowania. Nie śmiem ja wznosić za niego moich modlitw. Stoję w milczeniu z rozwartą duszą. Modlę się o siłę, o zdolność wytrwania i o dobrotliwy wzgląd na dwoje dusz tak bezbronnych. Nie śmiem pisać, raz jeszcze czuję do głębi prawdę, straszliwą prawdę słów, które jutro --- nędzo, nędzo i słabości --- wydadzą mi się może uniesieniem. Źle, słabo może, ale wierzę, wierzę w tej chwili. Nikła jest ta wiara, może zelżywe<pe><slowo_obce>zelżywy</slowo_obce> (daw.) --- obraźliwy.</pe> jest jej samo istnienie. Nie mam innej. Tak wyzuta z prawdy jest moja dusza, z prawdy i odwagi wytrwania przy niej, tak wielka jest przemoc zimnych godzin, zelżywych chwil sceptycyzmu --- a przede wszystkim życia mojego, życia tak pełnego błędu i słabości. Ani postanowień nie chcę tu pisać, ani modlitw. Wierzę w cichą przemianę na dnie duszy, w obecność siły, która przeobraża, leczy i wyzwala. Nic nie mogę napisać więcej --- już przemaga znużenie i przesłania jasność. Teraz mogłyby już tu być tylko słowa.<end id="e1638356303176-3743320055"/><end id="e1638356153985-1007863157"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>13 II</akap></nota>

<akap><wyroznienie>Pałubizm</wyroznienie><pe><slowo_obce>pałubizm</slowo_obce> --- od tytułu powieści Karola Irzykowskigo, <tytul_dziela>Pałuba</tytul_dziela>, opublikowanej w 1903 roku.</pe>. Irzykowski też przesunął się po obrzeżu pewnego osobliwego mistycyzmu i jeżeli nie rozwinął go, jeżeli poprzestał na zdradzającym go poniekąd gorącym zobrazowaniu świata Machowskiego<pe><slowo_obce>Mach, Ernst</slowo_obce> (1838--1916) --- austriacki fizyk, filozof i historyk nauki.</pe>, to nie sądzę, aby było to skutkiem samej tylko wyłącznie jego wstrzemięźliwości, która powściągnęła liryzm. On zapewne tak to sobie wyobraża i tłumaczy. Każde słowo, każde wypowiedzenie wypowiada, ukazuje, uwydatniając i naturalnie jednocześnie wykluczając, upraszczając, fałszując. Te dwie strony słowa są dwiema jedynie w abstrakcji, w żywej rzeczywistości to jest jedna i ta sama właściwość, ten sam proces. Irzykowski widzi --- stara się widzieć tylko tę wykluczającą, fałszującą stronę. Widzi, że poza granicami słowa pozostaje świat nienazwany. Niewątpliwie ma on tu słuszność, gdyby nie to, że u niego ta nienazwaność, niespójność, odpadkowość z kolei stają się wykluczającą inne postacią rzeczywistości. Nie zdaje on sobie sprawy, że utrwala zawsze to, co nie stało się jeszcze myślą, lub nią być przestało: odpadki, skostnienia, niedojrzałości składają się na ten świat, jego zdaniem, prawdziwszy. Trudno chyba o drugi równie wybitny przykład, by ktoś uczynić zdołał siłę swą z tego, co jest słabością, z niezdolności decyzji, woli, stanowczości, jasnego życia, by ktoś umiał stworzyć grunt z braku zrozumienia i współczucia dla wielkich upraszczających i syntetyzujących interesów życiowych ludzkości. Dlatego tak trudno jest mi pisać o Irzykowskim, studium o nim musi być albo bez wartości, albo też nad miarę może dopuszczalną w krytyce --- okrutne. Gdy się jednak zna naturę pisarskiego umysłu, można się obawiać, że prędzej czy później zajdzie coś takiego, co wytworzy we mnie impuls nie do przezwyciężenia, i wtedy wypowiem się z głębi piersi. Nie lubię Irzykowskiego.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638356669896-79637250"/><motyw id="m1638356669896-79637250">Matka</motyw>Matka moja jest najsilniejszym charakterem ludzkim, jaki spotkałem w życiu. Tak ustalonej w samym organizmie, tak bezwzględnej, bez wysiłku sięgającej po każdy środek, zarówno najniewinniejszy, jak najprzewrotniejszy --- zimnej woli trudno sobie wyobrazić. Paradoks i tragedia tej duszy polegają na tym, że ta straszna siła działa w próżni i działając w ten sposób przepoiła się nią, stała się prawdziwie demoniczną potęgą wrogą życiu, niszczącą je w samych korzeniach. Obcowanie z tą kobietą zostawia w duszy pustkę ogołoconą ze wszystkiego --- rozpaczliwą. Jej myśli, to, co ona mówi, wnętrze jej odbijające się w słowach, odruchach --- robią wrażenie nagiej zwartej ściany, która <wyroznienie>idzie</wyroznienie> --- idzie wprost na nas; jest to jakby grób, który wali się na nas. Po pewnym czasie jest się już zahipnotyzowanym, zdolność oporu zostaje zmniejszona; wszystko, co jest w nas chęcią życia, interesem życiowym, staje się w naszych oczach winą: szukamy usprawiedliwienia dla każdego czynnego, ciągnącego nas ku życiu, poznawaniu, tworzeniu stanu duszy. Nigdy nie wyleczę się z tego, co wytworzył, wyziębił, zniszczył we mnie wpływ Matki. Charakteryzuje to ***, że chciał on pisać do Matki, ponieważ, ,,on miał na nią pewien wpływ". Rzeczywiście nieraz myślę z uczuciem, składającym się ze zdumienia, niedowierzania, prawie strachu, o tym, jak właściwie myślą pewni ludzie. Na pewnym poziomie lekkomyślność staje się czymś prawie tajemniczym. *** --- wpływ na moją matkę! Istotnie. I *** chce pisać dramaty: w samej rzeczy tu stwierdza on głębokość swego widzenia charakterów. Kiedyś, gdy te słowa będą czytane, będzie widział w nich moją przewrotność --- niesłusznie. <end id="e1638356669896-79637250"/>Nie mamy prawa narzucać ludziom odrębności intelektualnych --- ale mam prawo i ja przecież do swobody zostania ze sobą, do widzenia i nazywania rzeczy. Ale umysł jest zawsze banitą, ,,<slowo_obce>hors de lui</slowo_obce>"<pe><slowo_obce> hors de lui</slowo_obce> (fr.) --- poza nim, na zewnątrz niego; poirytowany albo wściekły.</pe>. *** może z całą naiwnością ignorować całe warstwy wypracowanych myśli, trwałych uczuć, właściwości woli --- nie dostrzegać ich i ślizgać się z rozczulającym uśmiechem, nieustannie potrącając o coś bolesnego i krwawego. To jest naiwność, szczerość, dzieciństwo. Ale biada, nawet oszczędzając to ,,dziecię", rozumieć je w milczeniu dla siebie tylko i ulżyć sobie choć przez wypowiedzenie tego rozumienia. Zresztą ja tu zaprawiam się w szczerości. Chcę, aby dalsze karty były coraz szczersze, bezwzględniejsze, zarówno, gdy idzie o moje wnętrze, jak i o innych ludzi. Mam ich dość, tych moich ,,naiwnych", oddanych przyjaciół. Dwóch ludzi, którzy żyją w kontakcie ze mną, i trzeci wyjątkowy, bo w oddaleniu, wierzy --- Ortwin, Rafał Buber<pr><slowo_obce>Buber, Rafał</slowo_obce> --- adwokat krajowy i członek partii socjalistycznej we Lwowie, wierny przyjaciel i opiekun Brzozowskiego, jego mąż zaufania i czcigodny obok posła Andrzeja Moraczewskiego obrońca w słynnym krakowskim procesie partyjnym o szpiegostwo. [red. WL].</pr> i Witold Klinger --- oto właściwie moi przyjaciele. Rafał Buber ma tyle dobroci i miękkiego wyczucia ran, że często samo jego spojrzenie już leczy z długich tygodni i miesięcy samotności i rozgoryczenia. Nie wiem, tak naprawdę nie wiem, czym zasłużyłem, abym w szlachetnym sercu tego człowieka zajmował tyle miejsca. Ostap Ortwin --- tu poprzestanę na tym wspomnieniu. O nim chcę pisać dużo w tych czasach. O nim i o Klingerze, i o Buberze zresztą. *** jest jeszcze chłopcem --- dzieckiem, i przez fatalną kulturę towarzyską --- szkodzi sobie nieustannie i uraża. Uraża nieraz w sposób trudny do zrozumienia. Chrześcijaństwo jest dobrą rzeczą już jako towarzyska szkoła. Myślę, że i żydowstwo pewnie też. Ale dyletantyzm galicyjskich ćwierć-żydów jest gruntem, na którym nawet rośliny szlachetniejsze nabierają właściwości ciężkich do zniesienia --- jak ciężkich. Eudajmonizm<pe><slowo_obce>eudajmonizm</slowo_obce> a. <slowo_obce>eudemonizm</slowo_obce> --- pogląd etyczny, zgodnie z którym najwyższym dobrem i celem człowieka jest szczęście.</pe> już przez to samo nie może być podstawą etyki, że najfatalniej bankrutuje jako zasada, jako nastrój decydujący w wychowaniu. Wychowanie jest obok miłości płciowej dziedziną, w której <wyroznienie>etyka</wyroznienie> jako taka, a więc do pewnego stopnia niezależna od <slowo_obce>status quo<pe><slowo_obce>status quo</slowo_obce> (łac.) --- stan prawny lub polityczny w danej chwili.</pe></slowo_obce> obyczajowości, prawa, wykazuje swą sprawczość. Myślę, że w dziedzinie stosunków erotycznych, jak i w dziedzinie pedagogicznej, wychowania rodzinnego --- przekonanie o ,,prawie do szczęścia" zostaje zdemaskowane bardzo szybko jako najfatalniejszy, arogancki, szkodliwy błąd. Ale naturalnie, by to widzieć --- trzeba chcieć mieć oczy. *** jest jeszcze w fazie okularów.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638357029682-3791777333"/><motyw id="m1638357029682-3791777333">Praca, Twórczość, Książka, Literat, Filozof</motyw>Z planów moich<pr><slowo_obce>z planów moich, które powinienem wykonać</slowo_obce> --- Brzozowski w tych memorandach szkicuje dyspozycję studiów, które sobie wyznaczył w najbliższym czasie do napisania. Miał to być cykl monografii, poświęconych rozmaitym zagadnieniom i autorom, z których każda miała odrębną dla siebie całość stanowić, a wszystkie razem wejść w skład objętej wspólnym mianem biblioteki. Projekt tych studiów autor poruszył w liście do mnie z dnia 26 stycznia 1911, pisząc:

<akap>,,Nie chcę i nie śmiem pisać do Was o moich pracach: w istocie jednak rzeczy tak stoją, że mogę pracować tylko nad tym, do czego w danym momencie czuję absolutne parcie. Po części było tak zawsze, a teraz choroba, która zmieniła mnie tak, że moralnie, jeśli nie fizycznie, nie poznalibyście mnie, uczyniłaby mnie wobec tych powiewów ,,ducha" jeszcze bardziej nieodpornym i bezwzględnie im poddanym".</akap>

<akap>,,Jedyną rzeczą, która przychodzi mi łatwo i szybko, jest proza krytyczna, polemiczna: pisanie artykułów, rozpraw na mniej więcej ściśle określone tematy. Otóż proponowałbym, byście wydali szereg mniejszych rozmiarem prac po jakieś 80--100 stronic, z których każda zawierałaby w całości jakąś inną, nową rozprawę krytyczną, polemiczną lub filozoficzną. Tomiki mogłyby mieć wspólny tytuł lub też być zupełnie każdy dla siebie".</akap>

<akap>,,Pisałbym w tej formie chętnie o Micińskim, o Tyrrellu i modernizmie katolickim; o pragmatyzmie; o Shakespearze Franka Harrisa, krytyka, który rewolucji dokonał w poglądach na Szekspira i którego książka należy do najgenialniejszych rzeczy, jakie zostały w literaturze krytycznej dokonane; słowem w kwestiach możliwie ciekawych, byle palących".</akap>

<akap>,,Jeden z tematów do moich tomików byłby Taine i jego ostatni krytycy. W zasadzie całą siłą <slowo_obce>pro</slowo_obce> Taine'a. Tematów znalazłoby się jak grzybów".</akap>

<akap>,,Starałbym się wybrać od razu tematy mocno interesujące i utrzymywać sposób pisania w stylu pamfletowym. Byłyby to <slowo_obce>toutes distances gardées</slowo_obce> moje <slowo_obce>Unzeitgemässen</slowo_obce>". ,,Naturalnie zrozumiecie, że wyraz pamflet nie ma u mnie znaczenia aktualności politycznej. Filozofia i literatura, ale zaktualizowane w stylu po części Czepielowskim". ,,Znam swój temperament pisarski i wiem, że tego rodzaju robocie podołam z przyjemnością w godzinach, w których do niczego nie jestem zdolny".</akap>

<akap>W dwa tygodnie później, mniej więcej zatem w czasie pisania powołanych wyżej stronic <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela>, skreśla Brzozowski w osobnym liście szczegółowy plan projektowanych tomików.</akap>

<akap>,,Zaczynam wykonywać plan i załączam tytuły niektórych projektów moich.</akap>

<akap>Nie ręczę za kolejność: pierwsze dwie rzeczy nie mają tytułu ustalonego, ale treścią ich jest: 1) Aktualna literatura polska, pewien rodzaj ,,o potrzebie idei", ale w stylu naszej epoki, 2) Aktualny stan filozofii, już nie naszej, naturalnie: znowu o charakterze zarówno polemicznym, jak i konstruktywnym. Tytuły się znajdą i w pierwszych tych rzeczach niejako grunt całej serii, jej uzasadnienie i program. Jakem pisał: staram się o wykład żywy, możliwie frapujący, a zdaje mi się, że w obu kwestiach mam dużo rzeczy nowych, nietykanych dotąd przeze mnie i w ogóle nie bardzo tykanych.</akap>

<akap>Dalsze mają fizjognomię bardziej określoną (mówię o tytule):</akap>

<akap>2) Umysł Heinego czy dramat myśli Heinego, czy coś w tym rodzaju, czy miejsce Heinego w dziejach myśli, ale tytuł będzie bez pedantyzmu.</akap>

<akap>4) Stirner i Thoreau (to pewno przed Heinem).</akap>

<akap>5) Henryk Kleist (to mogłaby być, jeśli mi się uda, duża sensacja).</akap>

<akap>6) D'Annunzio i zagadnienia kultury włoskiej. D'Annunzio już jest epizodem zamkniętym we Włoszech, a usytuowanym tak, że zmusza do ukazania zasadniczych momentów poprzedniej umysłowości włoskiej, jak i tych prądów , które położyły kres wpływowi tego poety. Tu mam rzeczy bardzo ciekawe, wprowadzające nas bardzo głęboko w duszę nowoczesną, nie tylko włoską: mamy kryzys naturalizmu w filozofii i nowe kierunki (Croce, Gentile, grupa Leonardo), mamy kryzys socjalizmu włoskiego, a dzięki pracom Michelsa i niespodziewanie mądrej książce, którą napisał <slowo_obce>chiacchierone</slowo_obce> Arturo Labriola, dzięki mistrzowskim i pierwszorzędnym, jak wszystko, co on pisze, uwagom Pareto z licznych artykułów w <tytul_dziela>Journal des Economistes</tytul_dziela> i jego włoskim homonimie, dzięki pracom Pantaleoniego (nazwisko fatalne, ale jedna z najoryginalniejszych głów), jak zawsze: Crocego, możemy tu dać mnóstwo treści na innym terytorium dla mnie niedostępnej.</akap>

<akap>7) Kipling.</akap>

<akap>8) Sorel, tym razem nie jako socjalista, lecz jako samoistny i głęboki myśliciel, w dziedzinie etyki i wszystkiego, co z nią związane, jako spadkobierca Kanta, Carlyle'a --- obok krytyka rozmaitych Ruskinów, Tołstoizmów, charakterystyki takich myślicieli jak Wells itd.</akap>


<akap>9) Carlyle, Renan i Michelet, jako rozdział z dziejów myśli XIX stulecia.</akap>

<akap>10) James, pragmatyzm, psychologia religii.</akap>

<akap>11) Znaczenie życia religijnego. Pewien rodzaj mojego ,,<slowo_obce>Religion innerhalb der Grenzen der reinen Vernunft</slowo_obce>". Jasne wypowiedzenie się, które staje się dla mnie konieczne, a zobaczycie, że nie ,,skleszałem", choć niestety ,,zabobon o Bogu" jest u mnie nieuleczalny.</akap>

<akap>Wszystkie inne plany moje pozostają bez zmian, ale ta seria byłaby dla mnie potężnym środkiem ugruntowania mego światopoglądu, który, wybaczcie brak skromności, wydaje mi się dzisiaj w stanie bliskim dojrzałości. Myślę, że się nie łudzę, że tematy te przy dość niskiej cenie, niewielkim rozmiarze gwarantowałyby poczytność, a zapewniam Was, że gruntowność nie ucierpi na pewnej lekkości formy i że mogę się mylić, lecz uważam, pracując teraz, że jako krytyk i pisarz filozoficzny, poczyniłem postępy". [red. WL].</akap></pr>, które powinienem wykonać. Powinienem, pamiętając o tym, com tu zapisał wczoraj i co jest niewątpliwie trzeźwą prawdą, którą tylko zmęczenie, pewne lenistwo, nuda i zniechęcenie wytwarzane przez moją gorzką i drogocenną zarazem samotność --- mi przesłaniają. Mogę już dzisiaj pisać tak, żeby to, co piszę, wytrzymywało miarę najkulturalniejszej publiczności europejskiej. Dlatego też powinienem mieć odwagę szczerości bezwzględnej. Mówić jasno, gdzie kończy się moje przygotowanie, określać jego granice, królewsko ignorować świat Feldmanów, Garfeinów-Garskich<pe><slowo_obce>Garfein-Garski, Stanisław</slowo_obce> (1867--1928) --- polski filozof.</pe> i Irzykowskich. Pisać własną terminologją, własnymi stanowiskami, robiąc dla nich miejsce w świecie. Jestem filozofem. Nikt inny nie bvł nim w innym znaczeniu tego-słowa niż to, w jakim ja jestem. Wiem, że mam, do końca życia będę miał, mistrzów. Byłoby to oznaką dezorganizacji umysłu, gdybym przestał myśleć ze czcią o Newmanie, Platonie, Kancie, Heglu, Berkeleyu --- nieskończenie wielu innych. Ale w tym świecie i ja jestem. Czuję, że umiem samoistnie żyć w tym powietrzu. Jest to wielkie szczęście. Samotność ukazuje w tym momencie swe drogie oblicze. Cichego szczęścia, spokoju, pokornego istnienia w bycie Twoim, Panie.</akap>

<akap>Wracam do planów.<end id="e1638357029682-3791777333"/></akap>

<akap>Określić dokładnie rodzaj i granice moich informacji i napisać o umyśle Heinego. <tytul_dziela>Sartor Resartus</tytul_dziela> tu powinien być kluczem --- a konsekwencje i analizy, intuicje i przeniknięcia powinny sięgać śmiało i nie uspakajać się, póki się nie osiągnie światła. Teraz nie przebaczę już sobie żadnej rzeczy, która zamknięta zostanie w mroku. Ani patos, ani ironia.</akap>

<separator_linia/>

<akap><wyroznienie>Aktorstwo w pisaniu</wyroznienie>. Jak nadużyliśmy słowa jako <slowo_obce>naturlautu<pe><slowo_obce>naturlaut</slowo_obce> (niem.) --- zgodnie z naturą; dźwięk natury.</pe></slowo_obce>. Do niemożliwości. I tu <wyroznienie>Heine</wyroznienie> może dostarczyć gruntu, ale uwydatnić powinowactwo z Nietzschem --- tylko wydobyć na jaw piękne i okrutne dziewictwo duszy Nietzschego. Ten rys, za który kochać nie przestanę, i biada wszystkim, co go zdradzą. Za tę czystość jego, za skandynawską śnieżną nieprzystępność duszy, za granit i fiord kontemplacji. <wyroznienie>Za to</wyroznienie> jedno powinien on być czczony. Jaka szkoda, jaka szkoda, że znał on i dał się uwieść tej ,,dziewce" Wagnerowi. Źle z każdym, kogo nie boli wagnerianizm Nietzschego. Nienawidzę Wagnerowskiej frazeologii. Jest to mój wróg osobisty. O Schopenhauerze nie mogę dzisiaj mówić. Prawie wszystko konkretne zapomniałem. Jeszcze nie umiałem czytać konkretnie. Dobrze byłoby go czytać tuż przy Heinem --- ale nie odwlekaj. Napisz dumną przedmowę --- a będziesz wracał i uzupełniał.</akap>

<akap>Dalej <wyroznienie>Stirner</wyroznienie> i Thoreau<pe><slowo_obce>Thoreau, Henry David</slowo_obce> Thoreau (1817--1862) --- amerykański pisarz, poeta i filozof.</pe>. Ach tak! Ciągnie do przejechania się po niemczyźnie, po hipnozie wszystkich Irzykowskich tego świata. Ten Stirner nadaje się do tego. Ach, nie oszczędzać go. Tłuc ze wszystkich stron. Ukazać ohydę i bezkształtność w zestawieniu z latyńskim światem, brudnowatość w zestawieniu ze stu-zmysłową i leśną duszą Thoreau. Trzasnąć w łeb srebrną trąbą, rogiem odważnego poszukiwacza skał, źródeł i męstwa, Stevensona<pe><slowo_obce>Stevenson, Robert Louis</slowo_obce> (1850--1894) --- szkocki powieściopisarz, poeta i reportażysta podróżnik.</pe>, przywalić granitowym złomem, wśród którego ruiny, jak cud, w coś wszczepiły korzenie niezapominajki, dzikie głogi polne --- Norwida. Cudowne piękno duszy polskiej. Tej duszy, którą dzisiaj zdradza wszystko. Boże mój, Boże mój, pozwól mi pracować, pozwól skupić siły. Daj jeszcze żyć dla Polski.</akap>

<akap>Z rozkoszą, dumą --- bezwzględnością po Stirnerze zawadzić Feuerbacha. Bokiem jeszcze tylko i zawsze śmiertelnie, nie w osobę, ale w zmorę tego narodu-wroga. Carlyle, Emerson, Renan, Newman --- cios ostateczny. Potem Kleist --- tu mężnie i z dumą. Miecz pochylić. Tarczę pod skrwawioną głowę. Nic z Nowaczyńskiego<pe><slowo_obce>Nowaczyński, Adolf</slowo_obce> (1876--1944) --- polski pisarz, dramaturg, satyryk, poeta, publicysta, eseista i krytyk.</pe>. Głębokiej duszy Niemiec się pokłonić. Skrzyżować miecz przed cieniem Bismarcka. Ukazać widmo w grozie. Wieźć je po szańcach. Na Wawelu je postawić. Tam rzucić wyzwanie żelazną mową. Niech się obudzą. Śmią krytykować Wyspiańskiego --- Irzykowski, Herbaczewski <slowo_obce>et<pe><slowo_obce>et</slowo_obce> (łac.) --- i.</pe></slowo_obce> C-ie. Sz. ma pewne zastrzeżenia. T. nie wie, ,,czy Wyspiański patrzył na świat historycznie". Kańczuga<pe><slowo_obce>kańczug</slowo_obce> --- bicz z plecionego rzemienia.</pe> na rozzuchwalone plemię. Na zadomowioną małość duszy polskiej.</akap>

<akap><wyroznienie>Kipling</wyroznienie> i <wyroznienie>D'Annunzio</wyroznienie><pe><slowo_obce>D'Annunzio, Gabriele</slowo_obce> (1863--1938) --- włoski, poeta, dramaturg, prozaik, polityk oraz lotnik wojskowy.</pe>. Głęboko można tym korytem wpłynąć w duszę nowoczesną. D'Annunzio --- i Włochy. Ukazać próby nowego odrodzenia. Cień Mazziniego. Carducci<pe><slowo_obce>Carducci, Giosuè</slowo_obce> (1835--1907) --- włoski poeta i historyk literatury.</pe>. --- Żelazna dusza Crispiego<pe><slowo_obce>Crispi, Francesco</slowo_obce> (1818--1901) --- włoski polityk i prawnik.</pe>. Boże, daj siły, daj siły.</akap>

<akap><wyroznienie>Carlyle, Michelet i Renan</wyroznienie> --- krótkie charakterystyki i wywody.</akap>

<akap><wyroznienie>Jerzy Sorel</wyroznienie> --- jako mistrz moralnego życia epoki, jego sumienie.</akap>

<akap><wyroznienie>Poezja Wordswortha</wyroznienie> i nauka moralna Kanta --- wykazać powinowactwa i różnice, ugruntować religijne pojęcie poezji.</akap>

<akap>Wreszcie moje studium o filozoficznym znaczeniu pojęcia Boga, a raczej coś całkiem nieobjętego przez ten tytuł --- obronę religijnego życia, atak na optymistycznego filistra<pe><slowo_obce>filister</slowo_obce> --- człowiek ograniczony, pozbawiony aspiracji, o fałszywej moralności.</pe>, szlachcica i żyda. Jowialskiego i Papkina<pe><slowo_obce>Papkin</slowo_obce> --- bohater komedii <tytul_dziela>Zemsta</tytul_dziela> (1834 r.) Aleksandra Fredry;  kłamliwy, błazeński i tchórzliwy samochwała.</pe>. Daj się przejechać, Panie --- a do gruntu po tym tałatajstwie, spłukać głupotę i miałki wrzask z polskiego życia. Nie dawać pardonu<pe><slowo_obce>pardon</slowo_obce> (daw.) --- przebaczenie.</pe> rozkochanym w sobie skrofułom. Narcyzowatości nóg wykrzywionych przez chorobę angielską nie szczędzić. Walić z ramienia w szpetotę. Bić śmiechem. Tańczyć na pobojowisku. Sprawić stypę. Z czaszki Feldmana pić za zdrowie wiecznie żywej duszy polskiej. Irzykowskiego padlinę na pożywienie chartom, które szczują zajęczo kręte omamienia dzisiejszej kultury niemieckiej.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Sekret, sekret poliszynela.</akap>

<akap><wyroznienie><begin id="b1638357664671-2625870466"/><motyw id="m1638357664671-2625870466">Literat</motyw>Literat polski instynktem</wyroznienie> czuje, że literat niemiecki jest rozwinięciem tego typu, który w nim bez jego winy jest umęczony. Tu bolączka patriotyzmu. Ale kto was trzyma. Odstępowałbym was tuzinami Pressom, Blattom. Och, Boże! Niemcy dziś znowu nie mają kultury. Są znowu w stanie sprzed Goethego. Znowu lokajstwo wszystkich stylów --- tylko dziś zarozumiałe. Lokaj się dorobił. Jest baronem na Sadowej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1013904"></ref><pe><slowo_obce>Sadowa</slowo_obce> --- miejscowość w Czechach, znana z powodu bitwy, która miała tu miejsce 3 lipca 1866 podczas wojny prusko-austriackiej.</pe> i Sedanie<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q184371"></ref><pe><slowo_obce>Sedan</slowo_obce> --- miejscowość i gmina we Francji, w regionie Grand Est, w departamencie Ardeny; znana z powodu bitwy, która miała tu miejsce 1 i 2 września 1870 roku podczas wojny francusko-pruskiej.</pe>. Styl niemieckich modernistów, wszystkich tych Schaukalów<pe><slowo_obce>Schaukal, Richard von</slowo_obce> (1874--1942) --- poeta morawsko-austriacki.</pe> etc., etc. I to chce pisać o Francji, rezonować o Włoszech, czuć dziewicze rycerstwo angielskiej poezji. Ibsen<pe><slowo_obce>Ibsen, Henrik</slowo_obce> (1828--1906) --- dramatopisarz norweski.</pe> niech wam wystarczy. Ibsen właśnie. Ani go za dużo, ani za mało. Pomimo że jest tak wielki. Pomimo <tytul_dziela>Kronpretendentów<pe><slowo_obce>Kronpretendenci</slowo_obce> --- norw. <tytul_dziela>Kongs-Emnerne</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Pretendenci do tronu</tytul_dziela>), dramat Ibsena z 1863 roku.</pe></tytul_dziela>, <tytul_dziela>Gynta<pe><slowo_obce>Gynt</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Peer Gynt</tytul_dziela>, dramat Ibsena z 1867 roku.</pe></tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dzikiej kaczki<pe><slowo_obce>Dzika kaczka</slowo_obce> --- norw. <tytul_dziela>Vildanden</tytul_dziela>, dramat Ibsena z z 1884 roku.</pe></tytul_dziela> --- pomysłu: <wyroznienie>Zbudźmy się</wyroznienie> i tego --- skąd mu to --- cudownego dialogu Hilde i Solnessa<pe><slowo_obce>Hilde i Solness</slowo_obce> --- bohaterowie dramatu Ibsena z 1892 roku pt. norw. <tytul_dziela>Bygmester Solness</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Mistrz Solness</tytul_dziela> a. <tytul_dziela>Budowniczy Solness</tytul_dziela>).</pe> --- <slowo_obce>Raubvogel</slowo_obce><pe><slowo_obce>Raubvogel</slowo_obce> (niem.) --- ptak drapieżny.</pe>! <wyroznienie>Poezja</wyroznienie>! A ja wciąż nie mam tych pośmiertnych 4 tomów. Nigdy nie uwierzę, aby *** nie był w stanie wydostać ich dla mnie. Ale oni wolą uczynić ofiarę z życia. Panie --- broń mnie i dziecka mego od sentymentalistów.<end id="e1638357664671-2625870466"/></akap>

<akap><begin id="b1638357771334-2386523476"/><motyw id="m1638357771334-2386523476">Córka</motyw>Dlatego <wyroznienie>wojna</wyroznienie> 1) płaczliwemu tonowi Ireny<pr><slowo_obce>Irena</slowo_obce> --- córeczka autora. [red. WL].</pr>, 2) jej zwyczajowi prezentów, 3) jej manii troskliwości, choćby o nas, 4) powolności mówienia. Rozwijać stanowczość, geometryczną precyzję, stalowość, fechmistrzowstwo duszy.<end id="e1638357771334-2386523476"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>14 II</akap></nota>

<akap><begin id="b1638357813202-561931918"/><motyw id="m1638357813202-561931918">Książka, Obraz świata, Kondycja ludzka</motyw>Znaczenie <tytul_dziela>Lorda Jima</tytul_dziela><pr><slowo_obce>Lord Jim</slowo_obce> --- tytułowy bohater powieści pisarza angielskiego Conrada (Józefa Korzeniowskiego, 1857--1924) znanej u nas z przekładu Emilii Węsławskiej, wydanego w warszawskiej Bibliotece dzieł wyborowych. Fragment studium o tym pisarzu zawiera pośmiertny tom pism Brzozowskiego <tytul_dziela>Głosy wśród nocy</tytul_dziela>. [red. WL].</pr>. Zabija go utrata własnego szacunku, poczucia własnej godności. Od tej chwili ginie dla niego cały olbrzymi świat, który materialnie go otacza, w którym bierze on udział. Problem przybiera tu postać bardziej skomplikowaną, nowoczesną, wskutek tego, że ten świat materialny azjatycko-tropikalny jest niewspółmierny z naszą etyką i wobec niego nasza etyka, nasze sumienie, bezwzględne nakazy, stanowiące samą istotę naszej osobowości, są tylko postulatem, czymś względnym, przypadkiem, który walczy dopiero o swoje istnienie. Ten świat został tu schłonięty przez wir sumienia biednego lorda Jima, dla którego, jak dla Makbeta<pe><slowo_obce>Makbet</slowo_obce> ---  główny bohater dramatu Williama Szekspira o tym samym tytule.</pe>, według głębokich słów S. T. Coleridge'a, wszystko stało się wewnętrznym i ta ruina wewnętrzna z kolei stała się ruiną życiową. Bezwzględnie dla samego Conrada<pe><slowo_obce>Conrad, Joseph</slowo_obce> (1857--1924) ---- właśc. Józef Teodor Konrad Korzeniowski, angielski pisarz i publicysta.</pe> tu jest problem, co do którego się waha on. Jego głęboki nihilizm jednak czuje się czymś innym wobec ,,orientalizmu" i cofa się przed nim. Teraz staje się dla mnie ciekawym pytaniem psychologicznym dedykacja jakiejś powieści Conradowskiej Wellsowi jako monografiście<tytul_dziela> Kippsów</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Kipps</slowo_obce> --- powieść Wellsa z 1905 roku.</pe>. Kipps --- to lord Jim, który nie wyjechał. To lord Jim, który nie wie, z jakiej otchłani wydobyły się jego niewystawiane na próbę zachodnie pojęcia ,,o postępowaniu" etc. Ale Wells jest raczej zdania, że pewien amorfizm moralny, który nie dopuszcza do tego, aby jakieś załamanie życiowe stało się ostateczne --- jest raczej pożyteczny. Ludzie muszą być brudnawi i muszą się nauczyć, że to nie powinno prowadzić ani do rozpaczy i samopotępienia, ani do ugrzęźnięcia w brudzie. <tytul_dziela>Tono-Bungay</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Tono-Bungay</slowo_obce> --- powieść Wellsa z 1909 roku.</pe>, <tytul_dziela>Kippsy</tytul_dziela>, współczesne, opisowe powieści Wellsa przynoszą ze sobą ten ton bezosobowej wyrozumiałości. Życie jest procesem w tak niesłychanym stopniu przekraczającym zakres naszej osobistej kontroli, że nie możemy uważać odpowiedzialności osobistej za hipotezę czyniącą zadość wszystkim stronom rzeczywistości. I tu także stosować się daje ów sceptyzm instrumentu: gdyż ostatecznie <wyroznienie>ja</wyroznienie> zachodnie jest hipotezą, instrumentem czynnym, etycznym, tak jak pojęcia matematyki, przyrodoznawstwa są hipotezami teoretycznymi. Ciekawość moja więc dotyczy tego, czy Conrad dedykuje myślicielowi czy też artyście, powieściopisarzowi, który w samej rzeczy wypracował nową formę obyczajowej powieści --- formę nie dającą się zaklasyfikować ani z Balzakowską, ani z Zolą<pe><slowo_obce>Zola, Émile</slowo_obce> (1840--1902) --- francuski eseista, dziennikarz, krytyk sztuki i pisarz.</pe>, ani z Rosjanami (pomimo pewnych powinowactw, które mogą uwieść).<end id="e1638357813202-561931918"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>15 II</akap></nota>

<akap><begin id="b1638357986461-2867546443"/><motyw id="m1638357986461-2867546443">Filozof</motyw>Muszę jednak właściwie sztucznie hipnotyzować się, by utrzymać wolę pisania. Teraz myślę np. o rzeczy o Heinem. Już naprzód widzę wszystkie nieporozumienia, całą złą wolę, która udawać będzie z taką maestrią, że usiłowała rozumieć. A przede wszystkim moi tzw. zwolennicy. Jest dla mnie rzeczą pewną, że człowiek 0 pewnych zdolnościach i o szczerej woli myślenia i poznawania byłby w stanie z dotychczasowych moich prac wyłuskać już całą organiczną moją filozofię. W tym kierunku jednak nie można zauważyć żadnych symptomatów. Bez końca i bez końca te same schematyzmy i frazeologia. Jak mi to obrzydło, jak strasznie już obrzydło to paradoksalne rzemiosło filozofa i analityka kultury w Polsce. To nierozumienie samego poziomu w mojej pracy, to bagatelizowanie jej w samych pochwałach, a przede wszystkim sami ci chwalący. Co jest pomiędzy mną a nimi? Dziesięć lat, dziesięć lat obiecuję sobie nieustannie, że wreszcie natrafię na żywy nurt, który wyniesie mnie na swobodną przestrzeń. ***! Czy choćby na jedną chwilę rozumie on, czym jest dla mnie niemożność działania? Dość, już dość, gdyż trucizna tych refleksji nie da się ubezwładnić przez wypowiedzenia.<end id="e1638357986461-2867546443"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>20 II</akap></nota>

<akap><begin id="b1638358034469-1338471858"/><motyw id="m1638358034469-1338471858">Filozof, Konflikt</motyw>Biegeleisen<pr><slowo_obce>Bigeleisen</slowo_obce> --- w ustępie tym autor reaguje na pierwszą część artykułu dra Bronisława Biegeleisena, omawiającego książkę Brzozowskiego <tytul_dziela>Idee</tytul_dziela>. Była ona pomieszczona w XXIII zeszycie lwowskich ,,Widnokręgów" z 10 lutego 1911 i zajmowała się nie tyle <tytul_dziela>Ideami</tytul_dziela> Brzozowskiego, ile zagadnieniem czasu u Bergsona, co było tym dziwniejsze, że <tytul_dziela>Idee</tytul_dziela> bynajmniej nie opierają się na zasadniczych poglądach Bergsona, wychodzą z założeń całkiem odmiennych, znacznie silniej uwydatniają wpływy Marksa, Kanta, Proudhona, Nietzschego, Sorela lub choćby Feuerbacha i częściowo Avenariusa, większa część zaś studiów, w skład <tytul_dziela>Idei</tytul_dziela> wchodzących, powstała zgoła niezależnie od mody bergsonowskiej, na grubo przedtem, zanim Bergson stał się głośnym, i zanim Brzozowski, co prawda pierwszy w Polsce, zaczął się nim interesować. Krytyka bergsonowskiej intuicji czasu, przeprowadzona choćby nawet istotnie w sposób niezbity i przekonywający, nie tylko zgoła zachwiać nie może podstawowych założeń i wątków myślowych Brzozowskiego, ale w ogóle porusza się już <slowo_obce>a priori</slowo_obce> na całkiem innej płaszczyźnie zagadnień. Cóż dopiero krytyka, której się zdaje, że podkopuje fundamenty <tytul_dziela>Ewolucji twórczej</tytul_dziela> przeciwstawiając bergsonowskiej analizie pojęcia czasu fizykalną zasadę względności czasu i ostwaldowski czas dyssypatywny w zjawiskach katalizy chemicznej! Argumenty swe, mające rzekomo doszczętnie zatrzeć wykazywaną przez Bergsona różnicę między pojęciem czasu, mniejsza o to czy astronomicznego czy dyssypatywnego, w nauce a konkretnym, psychologicznym przeżywaniem czasu, dr Biegeleisen z małymi zmianami dosłownie powtórzył w ostatnich czasach znów z tryumfem w studium swym <tytul_dziela>Uśmiechy Sfinksa</tytul_dziela>. (Warszawski ,,Sfinks", za czerwiec i lipiec 1913). Całe szczęście jednak, że nie zdaje się, aby Bergson ze wstydem musiał ustąpić z placu boju przed dr. Biegeleisenem, którego polemika ujawnia całkowitą nieczułość na istotną, jakościową różnicę między abstrakcyjnym ujmowaniem czasu w nauce, choćby nie był on jednorodny, niezmienny i wspólny dla wszystkich zjawisk, a tym, co jest trwaniem w świadomości człowieka. Ani w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela>, ani w listach Brzozowskiego nie znajdujemy wzmianki o drugiej części artykułu dr. Biegeleisena o <tytul_dziela>Ideach</tytul_dziela> drukowanej w zeszycie ,,Widnokręgów" z 15 marca 1911 r., a zatytułowanej <tytul_dziela>Metoda dzieła</tytul_dziela>, lubo metod ujmowania zagadnień przez Brzozowskiego (choćby zasadniczej metody materializmu dziejowego) zgoła nie dotyka, a zajmuje się przeważnie stosunkiem filozofii do nauki, poruszanym w <tytul_dziela>Ideach</tytul_dziela> tylko w jednym z trzynastu studiów, pisanym jeszcze w 1903 r., zatem w czasie, kiedy i Brzozowski o Bergsonie jeszcze nic nie wie, i w Europie jest o nim jeszcze głucho. Natomiast w ostatnim Brzozowskiego liście do mnie z 21 kwietnia 1911, na dziewięć dni przed śmiercią pisanym, znajduję jeszcze taki ustęp:


<akap>,,Pisała w kartce S. P., że powinienem się cieszyć, ponieważ moimi książkami zajmują się pisma naukowe i literackie. Jakież to są w Polsce pisma naukowe? Biegeleisen z ,,Widnokręgów" przecież nie jest zdolny sprawić żadnej emocji --- zauważyłem tylko, że Irzykowski jest w stanie chronicznej irytacji i nie wszystko, co pisze on, jest nawet sprawiedliwe. Zresztą oddzielne tylko numery ,,Widnokręgów" mnie dochodzą. [red. WL].</akap></pr> właściwie zasługiwałby na solidną odprawę. Jest on bardzo przekonany o poważnym znaczeniu jego argumentu z czasem dyssypacyjnym<pe><slowo_obce>dyssypacyjny</slowo_obce> --- dyssypacja: rozpraszanie energii.</pe>. Jest to dość śmieszne. Czas dyssypacyjny jest niewątpliwie inną niż czas astronomiczny postacią unormowania stosunków między <slowo_obce>durée<pe><slowo_obce>durée</slowo_obce> (fr.) --- trwanie.</pe></slowo_obce> w nas a <wyroznienie>różnymi</wyroznienie> <slowo_obce>durée</slowo_obce> poza nami. Należy on jednak do tego samego typu konstrukcji, co i czas astronomiczny. Różność tych konstrukcji jest tylko pięknym potwierdzeniem (ale już bliskim powierzchni, drugorzędnym) widzenia rzeczy Bergsona. Chłopięta ze szkoły Twardowskiego nazbyt są przeświadczone, że wiedza bywa solidna tylko u nich. ,,Grzeszy niewiadomością" wyraża grzeczne przypuszczenie pan Biegeleisen o Bergsonie. Filozof może nie znać wszystkich faktów --- choć powinien znać ich jak najwięcej, ale jego zadanie zaczyna się dopiero na podstawie tej znajomości, jako wyczerpująca i wszechstronna eksperymentacja wewnętrzna. W tej specyficznie filozoficznej dziedzinie Biegeleisen jest całkowicie bezsilny i nieustannie zdaje mu się, że ten lub ów fakt jest ostatecznym argumentem przeciwko jakiemuś widzeniu rzeczy, dlatego tylko, że nie umie wykonać ani jednej orientacji filozoficznej, że fakty tkwią w nim martwo, że, słowem, filozofia jest dla niego równie obca jak literatura, poezja, historia, polityka. Być może, że ma on jakąś wartość w jakiejś dziedzinie. Nie umiem sobie jednak wyobrazić, jak ta dziedzina wygląda. Nudzi mnie ten mój akademicki i uroczysty krytyk. Brr!.. Wizja pralni, kołnierzyków, mankietów --- całej galicyjskiej anglomanii. <slowo_obce>Respectability<pe><slowo_obce>respectability</slowo_obce> (ang.) --- szacunek, poważanie, respekt.</pe></slowo_obce>! Niech was diabli wezmą!<end id="e1638358034469-1338471858"/></akap>

<akap>Pan Brzozowski, pisze Biegeleisen --- uważa stanowisko Bergsona za dowiedzione. Niewątpliwie --- choć nie w ten szkolarsko-prawniczy sposób, w jaki rozumuje czarno-żółta głowa redaktora ,,Widnokręgów". Bo Bergson może tu pozostać poza dyskusją. I wcale w innej drodze można dojść do tych samych stanowisk, trzeba dojść, jeżeli się jest filozofem, tj. myśli się całokształtem swego moralnego doświadczenia. Właściwie nieustannie rzeczy toczą się o to: w jaki sposób jakakolwiek treść intelektualna może wyrażać byt pozaludzki, być z nim zrównana. Jeżeli idzie panu Biegeleisenowi o autorytety --- stary Berkeley wystarcza. Ci panowie mają przed oczyma zaledwie mały zakątek umysłowego świata, jedynie pewną dziedzinkę poznania naukowego. Ona im przesłania wszystko dla braku doświadczeń wewnętrznych i tej potrzeby, która prowadzi do ich zdobywania. Gdy wchodzą oni do filozofii --- przestają być artystami, poetami, obywatelami, historykami, ludźmi. Potem, załatwiwszy się w odpowiadający takiemu zacieśnieniu karykaturalny, biurokratyczny sposób z filozofią, wracają do życia.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Poezja Shelleya istotnie jest fenomenem trudnym do scharakteryzowania. Wątpię, czy istnieje tu coś poza stopniem niejasnej tendencji. Ani Wordsworth, ani Coleridge nawet, ani Lamb (pomimo ciasnej sfery), ani tym bardziej Blake nie mogą być porównywani pod względem głębokości i jedności z Shelleyem bez wielkiej dla tego ostatniego ujmy.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Trzeźwa, analizująca myśl dokładnie zdaje sobie sprawę, jak przypadkowo, historycznie i zewnętrznie uwarunkowanym jest tworem taka kategoria klasyfikacyjna jak romantyzm. Zewnętrzna historia tego terminu, byle tylko z odrobiną w głąb sięgającego krytycyzmu oraz zmysłu i zainteresowania psychologicznego przeprowadzona --- byłaby niewątpliwie najlepszym wstępem do filozoficznych roztrząsań. Historia prawdziwa, rzetelna, odtwarzająca proces jest celem znowu tego przejściowego filozoficznego stadium. Ale czy to wszystko przeszkadza mi ujmować myśli własne w rozumowaniu i rozmyślaniu o romantyzmie --- tj. czy przeszkadza to mi wszystko nadawać ten tytuł moim myślom?</akap>

<akap>Chory jestem, nie mogę, nie chce mi się pisać.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638358368009-2107486101"/><motyw id="m1638358368009-2107486101">Literat</motyw>Balzac dąży w swych powieściach do wzbudzenia i utrzymania interesu dla rozwoju namiętności, traktowanych niezależnie od wszelkich sentymentalnych domieszek. Nie idzie mu o współczucie ani o wzbudzenie tego samego tonu, lecz o jasnowidzenie intelektualne ukazujące namiętność w całym jej pozaetycznym, pozaracjonalnym charakterze. Osiąga on to, wzbudzając w nas i utrzymując poczucie tej rzeczywistości, która jest przez namiętność zagrożona. Interes dla tej rzeczywistości daje ciągłość tym powieściom, skupia uwagę. Teologia i socjologia Balzaca są elementem integralnym jego artyzmu. Ciekawy musi być stan umysłu krytyków , zdolnych wyobrazić sobie, że taki jak Balzac pisarz może wprowadzać do swego dzieła elementy absolutnie poza organiczne. Ale przyjmują oni rezultat --- styl Balzaca, i przyjąwszy, myślą, że teraz mogą usuwać tony, z których ten styl się składa.<end id="e1638358368009-2107486101"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>Nigdy syntetycznego ujęcia --- nigdy historycznej perspektywy --- nigdy idei oświetlającej wielkie dziedziny faktów. Któż jeżeli nie Irzykowski powinien był spostrzec, że dramaty Kleista, Hebbla (<tytul_dziela>Bernauer<pe><slowo_obce>Bernauer</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Agnes Bernauer</tytul_dziela>, dramat Hebbla z 1851 roku.</pe></tytul_dziela>) są doskonałą antytezą <tytul_dziela>Samuela Zborowskiego<pe><slowo_obce>Samuel Zborowski</slowo_obce> --- dramat Słowackiego, napisany w latach 1844--45.</pe></tytul_dziela>, ale Irzykowski woli pisać<pr><slowo_obce>ale Irzykowski woli pisać ,,lombard paradoksów", kuźnię bluźnierstw</slowo_obce> --- aluzja do <tytul_dziela>Aforyzmów o czynie</tytul_dziela>, znanych Brzozowskiemu z ,,Widnokręgów" (zeszyty XXIII, XXIV i XXV). [red. WL].</pr> ,,lombard paradoksów", kuźnię bluźnierstw i inne głupstwa, nad którymi unoszą się tumany kurzu i moli. O Galicjo!</akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>11 marca</akap></nota>

<akap>Muszę zapisywać myśli w miarę, jak ukazują się one. Przekonałem się, jak łatwo one giną. Ale zmęczony jestem i w ciągu pisania ginie mi barwa, ton, ciepło. Poprzestać muszę na suchej notatce.</akap>

<akap><wyroznienie><begin id="b1638358435376-3570958454"/><motyw id="m1638358435376-3570958454">Kobieta</motyw>Kobiety Tomasza Hardy'ego</wyroznienie><pr><slowo_obce>Hardy, Thomas</slowo_obce> (1840--1928) --- powieściopisarz angielski ze starszego pokolenia, przedstawiciel szkoły naturalistycznej i mistrz tzw. z niemiecka <slowo_obce>Heimatkunst</slowo_obce>, czerpiący swe tematy przeważnie z motywów zetknięcia się mieszkańców wsi z wyższą kulturą miejską. Z jego dawniejszych powieści najwybitniejsza <tytul_dziela>Far from the Madding Crowd</tytul_dziela> (1874), z nowszych <tytul_dziela>A Laodicean; or The Castle of the De Stancys</tytul_dziela> (1880), <tytul_dziela>Jude the obscure</tytul_dziela> 1895) i inne. [red. WL].</pr>. Zasadniczym punktem jest stosunek intelektu do płci. Intelekt nie chce utożsamić się z płcią. <wyroznienie>Sue</wyroznienie><pe><slowo_obce>Sue</slowo_obce> --- bohaterka <tytul_dziela>Judy nieznanego</tytul_dziela> Hardy'ego.</pe> w<tytul_dziela> Judzie</tytul_dziela> spogląda z przerażeniem, nieufnością na własne swe <wyroznienie>ja</wyroznienie> płciowe. <wyroznienie>Eustacja</wyroznienie><pe><slowo_obce>Eustacja</slowo_obce> --- bohaterka dzieła <tytul_dziela>The Return of the Native</tytul_dziela> Hardy'ego (1878 r.).</pe> pragnęła uwierzyć w swą umysłową naturę, pociąg do interesującego kulturalnie, interesującego jednak właśnie dlatego, że jest ona w stanie niepokoju i rozdwojenia. <wyroznienie>Laodiceanka</wyroznienie><pe><slowo_obce>Laodiceanka</slowo_obce> --- Paula Power, bohaterka  <tytul_dziela>A Laodicean, or, The castle of the De Stancys</tytul_dziela> Hardy'ego.</pe> spełnia obowiązek, udziela satysfakcji. Coś podobnego i w Lady Constantine<pe><slowo_obce>Lady Constantine</slowo_obce> --- bohaterka <tytul_dziela>Two on a Tower</tytul_dziela> Hardy'ego.</pe> (?). Mistrz kobiecej psychologii, głębszy niewątpliwie od Strindberga<pe><slowo_obce>Strindberg, August</slowo_obce> (1849--1912) --- szwedzki pisarz, twórca dramatów, powieści, esejów i utworów poetyckich, malarz i fotograf.</pe>.<end id="e1638358435376-3570958454"/></akap>

<sekcja_asterysk/>

<nota><akap>5 kwietnia</akap></nota>

<akap>Coleridge mówi o Sir Tomaszu Brownie, że był on bezwiednym spinozystą; podobny pogląd wygłasza Saint-Beuve o Montaigne'u. Spinozyzm polega, jak sądzę, na tym, że uważamy kulturę w najogólniejszym znaczeniu tego wyrazu za wynik nieznanej nam wartości, że jest ona dla nas skutkiem i formą istnienia niepoznawalnej istoty; sam punkt widzenia zarówno Heglowski, jak Vica, Newmana, mój etc. uznaje wszelkie wartości i wszelkie właściwości wartości za wyniki i formy istnienia kultury. Swedenborg mówi: --- Biada każdemu, kto na początku kładzie naturę. Stosunek do Boga jest sumą i istotą wszystkich tych stosunków, stanowisk, sił, dążeń, które tworzą kulturę. Kultura jest wyjściem poza człowieka aktualnego, by go przetworzyć spoza niego. Nadludzkie tworzy człowieka i określa go. Cała przyroda trzyma się na nadprzyrodzonym. Są to nie poglądy, lecz głębokie i niezaprzeczalne fakty. <begin id="b1638358532674-100527435"/><motyw id="m1638358532674-100527435">Bóg</motyw>Stosunek do Boga musi zawierać w sobie moment, który nie pozwala mu stać się częścią, a choćby tylko sumą, człowieka aktualnego. Nie może on być pojęciem. Bóg --- pojęcie jest tym samym, co natura. Takie jest znaczenie Trójcy. Czy to widział w ten sposób S. T. Coleridge? Chcąc zrozumieć tajemnicę Trójcy powinniśmy ją wyprowadzić z istoty współżycia ludzkiego. Bóg jest podstawą i źródłem wszystkich stosunków międzyludzkich. Czy wyprowadzić w ten sposób ten dogmat znaczy to odebrać mu walor religijny? Bynajmniej. Życie ludzkie jest religią, jako fakt i usiłowanie zrozumienia go, uświadomienia, ujęcia tworzy religię jako myśl, wiarę, świadomość. Człowiek jest tak zbudowany, że dążąc do poznania siebie odnajduje Boga. Ale wtedy Bóg jest czymś tylko <wyroznienie>ludzkim</wyroznienie>? Nadzwyczajne. Jak gdyby prawda była pozaludzka. Poznając siebie człowiek poznaje budowę bytu, budowę prawdy, wrasta w nią myślą, tak jest w nią wpojony istnieniem.<end id="e1638358532674-100527435"/></akap>

<separator_linia/>

<akap>W powieściach Hardy'ego są komediowe charaktery, ale nie ma naokoło nich komediowego nastroju. To, co czyni je komediowymi, staje się w odczuciu autora poważną rzeczą. Ciąży na nim. Meredith współczuje ze zwycięstwem, solidaryzuje się z nim. Hardy z dźwigającymi barkami. Jest w nim pewna cyklopiczność <slowo_obce>Geist der Schwere<pe><slowo_obce>Geist der Schwere</slowo_obce> (niem.) --- duch ciężkości z <tytul_dziela>Tako rzecze Zaratustra</tytul_dziela> Nietzschego (1883 r.).</pe></slowo_obce>.</akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1638358698961-1093536991"/><motyw id="m1638358698961-1093536991">Piękno</motyw>Wells nie ufa doskonałości. Zarówno w poznaniu, jak w etyce. Stąd jego powiedzenie o Chrystusie. Stąd pewna <slowo_obce>bloatwise<pe><slowo_obce>bloatwise</slowo_obce> (ang.) --- prawdopodobnie ang. <slowo_obce>bloated</slowo_obce> (nabrzmiały, nalany, wzdęty).</pe></slowo_obce>(?), obrzękłość w jego powieściach. Jego ludzie są z tłuszczu, mają na sobie i naokoło siebie jego pot i kurz. I w tym wszystkim ,,<slowo_obce>beauty</slowo_obce>". To jest, nie wiadomo dlaczego podoba się to, niemające właściwie niczego, co by usprawiedliwiało to podobanie, to astmatyczne, zadyszane, brudnawe istnienie. W Twainie<pe><slowo_obce>Twain, Mark</slowo_obce> (1835--1910) ---właśc. Samuel Langhorne Clemens, amerykański pisarz i satyryk.</pe> niezrównanie więcej zdrowia. Doznaję wrażenia, że słyszę samo brzmienie głosu, intonację tego ,,<slowo_obce>beauty</slowo_obce>" wymawianego przez Wellsa i że jest w tym coś bezradnie zmysłowego, lubieżnego bez namiętności, zadziwionego przez zachód słońca wśród trawienia i łączącego te dwa fenomeny w jedno na wpół-cielesne odczucie.<end id="e1638358698961-1093536991"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><slowo_obce>I know, I know<pe><slowo_obce>I know, I know</slowo_obce> (ang.) --- wiem, wiem.</pe></slowo_obce> Newmana nie jest dowolnym zwrotem literackim --- zresztą u Newmana nie ma tego rodzaju dowolności, jego pisarstwo jest doskonałym, ścisłym wyrazem myśli. <slowo_obce>I know, I know</slowo_obce> jest sformułowaniem niezrównanym faktu trudnego do uchwycenia, lecz niezaprzeczalnego, stanowiącego najgłębszą podstawę naszej istoty. Na dnie naszej duszy jest światło. Pozostaje ono w łączności ze słońcem niegasnącym i <wyroznienie>wie</wyroznienie> o tym, <wyroznienie>wie</wyroznienie>, że wie prawdę o każdej rzeczy, która się jej ukaże, gdyż jedynymi rzeczami, jedynymi rzeczywistościami są decyzje woli, fakty, a raczej akty --- czyny moralne. Wiemy, że wiemy całą prawdę o nich i widzimy każdą różnicę, każde odstąpienie, zboczenie, uchylenie od tej prawdy, ale ująć ją wprost, sformułować <slowo_obce>in abstracto<pe><slowo_obce>in abstracto</slowo_obce> (łac.) --- w ogólności.</pe></slowo_obce> i <slowo_obce>ex professo<pe><slowo_obce>ex professo</slowo_obce> (łac.) --- ze znajomością rzeczy.</pe></slowo_obce> nie jesteśmy w stanie.</akap>

<akap><slowo_obce><begin id="b1638358853692-3846318987"/><motyw id="m1638358853692-3846318987">Religia</motyw>I know, I know</slowo_obce> Newmana --- to znakomite określenie tego, co tak wspaniale zresztą wypowiedział Pugno w <tytul_dziela>,,Voce"</tytul_dziela> o świadomości religijnej, a raczej o budowie duchowej natur religijnych.</akap>

<akap>Nie zapomnieć, nie utracać z oczu tego <slowo_obce>I know, I know.</slowo_obce></akap>

<akap>Każda wiara w zbawienie człowieka musi być uniwersalna. Katolicyzm jest nieuchronny.</akap>

<akap>Nieuchronnym, w samej idei człowieka zakorzenionym, faktem jest kościół. Człowiek jest niezrozumiałą zagadką bez kościoła. Życie ludzkie jest szyderstwem i igraszką, jeżeli kościoła nie ma.<end id="e1638358853692-3846318987"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><tytul_dziela>Mental ,,hinterland"<pe><slowo_obce>mental,,hinterland"</slowo_obce> (ang.) --- głębia mentalna, duchowa.</pe></tytul_dziela> H. G. Wellsa nie zapomnieć i nie stracić z oczu. W gruncie rzeczy nie myliłem się --- jest to przecież coś spowinowaconego z owym ,,<slowo_obce><wyroznienie>it</wyroznienie></slowo_obce>"<pe><slowo_obce>it</slowo_obce> (ang.) --- to.</pe> Marka Twaina.</akap>

<akap><begin id="b1638358896512-1593132802"/><motyw id="m1638358896512-1593132802">Polityka</motyw>Dość ciekawy punkt widzenia w polityce przy czytaniu Wellsa. Każda klasa ma swój sposób życia i wynikające z niego zaspokojone lub niezaspokojone potrzeby. To stanowi nieuniknioną jej ograniczoność, ale poza obrębem tych granic może istnieć, i <slowo_obce>in potentia</slowo_obce> istnieje, zdolność i wola konstrukcji społecznej. Konstrukcja ta jest jedynym właściwie przedmiotem polityki. I ona tylko wchodzi w rachubę. Zdolność lub niezdolność konstruktywna jest tym, co kwalifikuje lub dyskwalifikuje polityczne klasy. Najczęściej jednak uważa się wprost <wyroznienie>inny</wyroznienie>, niż nasz klasowy, habitus<pe><slowo_obce>habitus</slowo_obce> --- ogół cech osobnika składających się na wygląd i zachowanie.</pe> za źródło wszystkich klęsk i braków naszego ustroju politycznego i bezwiednie uważa się sam brak tylko tego habitusu lub posiadanie habitusu sympatycznego za zdolność polityczną i źródło nadziei.<end id="e1638358896512-1593132802"/></akap> 
  
  
  <naglowek_czesc>Posłowie</naglowek_czesc>

<akap>Wydany w połowie r. 1910 zbiór studiów społeczno-filozoficznych, objęty tomem <tytul_dziela>Idee</tytul_dziela>, miał być wedle pierwotnego zamysłu autora zaokrąglony i zreasumowany pewnego rodzaju autobiografią intelektualną, artykułem konkludującym pt. <tytul_dziela>Dzieje pewnego umysłu</tytul_dziela>, w którym Brzozowski pragnął skreślić ,,własną --- jak pisał --- naturalnie wyłącznie filozoficzną teoretyczną autobiografię". ,,Ale przy próbach wykonania okazało się --- donosił w liście z 14 kwietnia 1910 r.--- że to rozrosłoby się pewno w wielki tom, trudny do napisania. Sądzę więc --- pisał --- że dobrze będzie poprzestać 1) na przedmowie, 2) na zakończeniu, zawierającym coś w rodzaju mojego <tytul_dziela>Discours sur la méthode<pe><slowo_obce>Discours sur la méthode</slowo_obce> (fr.) --- <tytul_dziela>Rozprawa o metodzie</tytul_dziela>, traktat filozoficzno-matematyczny, opublikowany przez Kartezjusza (1596--1650) w roku 1637. </pe></tytul_dziela>".</akap>

<akap>Porzucona na razie myśl autobiografii widocznie nie całkiem jednak poszła w niepamięć. Odżyła na nowo w innej formie, wyłaniając z siebie niniejszy <tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela> w długich miesiącach najbliższej zimy, kiedy twórczość autora, skazana długotrwałą chorobą na przymusowy wypoczynek, musiała sobie w pisaniu dziennika szukać tymczasowego bodaj surogatu systematycznej, ześrodkowanej pracy literackiej. Że zrazu <tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela> miał pełnić głównie tę zastępczą tylko rolę w okresie czy momentach pewnego osłabienia wytężonej dotychczas twórczości, świadczyłaby przede wszystkim ta okoliczność, że ciągłość jego urywa się i ustaje zaraz w tym miesiącu następnego roku, w którym po dłuższej przerwie zaczyna się znów ożywiać praca ściśle literacka. (Studium o Karolu Lambie i Józefie Konradzie w <tytul_dziela>Głosach wśród nocy</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Głosy wśród nocy</slowo_obce> --- <tytul_dziela>Głosy wśród nocy. Studia nad przesileniem romantycznym kultury europejskiej</tytul_dziela>, dzieło Brzozowskiego z 1912 roku. </pe>). Świadczyłaby zresztą o tym i sama treść <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela> oraz jej charakter. Składają się na nią bowiem w przeważnej części luźne uwagi i dorywcze zapiski, wybłysłe z chwilowej inspiracji rzuty i odruchy myśli, kreślone zazwyczaj na marginesach książek, równocześnie studiowanych, dotyczące głównie pisarzy, których lekturę autor właśnie uprawia. Z rzadka tylko tu i ówdzie te ściśle rzeczowe poglądy i rozpatrywania przerywa wynurzenie osobiste autora, a i tych treścią są przede wszystkim projekty, plany i zarysy prac zamierzonych w najbliższej przyszłości, wycieczki polemiczne, zwrócone przeciwko głosom postronnym o pracach dotychczasowych, lub wreszcie rozrachunki ze zwalczanymi przez siebie stanowiskami i prądami umysłowymi w Polsce. Zapisując te okruchy impulsywnie napływających myśli ,,<slowo_obce>sub specie</slowo_obce> poruszenia duchowego", ratował je w ten sposób Brzozowski od grożącego im rozpłynięcia się bez śladu, wniwecz, pod mgłą oddalenia, chronił przed łatwym w tego rodzaju wybuchowej eksploatacji twórczej, jakiej typ przedstawiał, zapomnieniem, gromadził jako tymczasowy, przygotowawczy materiał do dalszego rozsnucia, rozwinięcia i pogłębienia w pracach późniejszych. Miał zresztą pełną świadomość, że te ,,nieprodukcyjne godziny, dnie, tygodnie, to zarazem rosnąca przyszłość jego", to nieprzerwany wytrwały okres statecznej konsolidacji wewnętrznego dojrzewania i twardnienia, okres, w którym duszę nie tylko odświeżał, zasilał i karmił, ale i wyplątywał z tysiąca matni, rozprostywał, wzmacniał, uodporniał i uzbrajał w doskonalsze narzędzia i organy. Tym zaś droższym i cenniejszym musiał mu być każdy nowy węzeł, załom i przyrost procesu myślowego, każde świeże zatknięcie nowego punktu orientacyjnego wzdłuż zasadniczych linii wytycznych, że ani na chwilę nie przestawał czuć pod zdaniami, jakie kreślił, ciepłego tętna żywej rzeczywistości duchowej, że, zdając sprawę z rzeczy głęboko, szczerze, surowo i poważnie przeżywanych, miał zarazem prawo przeżyciom swym przypisywać obiektywne znaczenie prawd, zdobywanych długą i ciężką pracą myśli za całe pokolenie, którego przedstawicielem i przodownikiem mógł się śmiało mienić. Czuł bowiem i wiedział, że ,,nie chodzi mu o jego teorie osobiste, lecz o sprawy życia i śmierci umysłów, urabiających się i kształcących z nim razem w Polsce". Stąd właśnie czerpał asumpt i uprawnienie do kreślenia tych notatek, ,,w formie dziennika--- jak mi pisał --- z rekapitulacją, gdy jest nastrój", a byłyby się one niewątpliwie w miarę postępu zbliżały z biegiem czasu coraz bardziej do pierwotnie projektowanaj formy autobiografii intelektualnej i ogarnęły całokształt burzliwych dziejów jego umysłu, których szkic w przedmowie do <tytul_dziela>Idei</tytul_dziela> starał się był zarysować. Na razie jednak stosunkowo najmniej <tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela> zawiera tych retrospektywnych wspomnień z przeszłości, ograniczając się zresztą w tym zakresie do autobiograficznych faktów wczesnej młodości. Zdaje mi się atoli<pe><slowo_obce>atoli</slowo_obce> (daw.) --- wszakże, jednak.</pe>, że na samym dnie dążności rekapitulacyjnych spoczywał właściwy, utajony zamiar poruszenia i wyświetlenia całego przebiegu tej fatalnej sprawy z przedostatniej doby życia, która tak tragicznym brzemieniem zaciążyła mu na losach i duszy.</akap>

<akap>Przygotowując na życzenie Wdowy po ś. p. Brzozowskim <tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela> ten do druku, w zasadzie postanowiliśmy w myśl woli autora, na pierwszej karcie rękopisu wyrażonej, drukować tekst cały bez jakichkolwiek zmian, skróceń lub opuszczeń. Pod tym względem nie uczyniliśmy również wyjątku dla tych ustępów <tytul_dziela>Pamiętnika</tytul_dziela>, które zawierają ostre, gwałtowne, nieraz może przykre ataki na szereg osobistości ze świata nauki, literatury czy polityki, i nazwiska ich podawaliśmy bezwzględnie w pełnym brzmieniu. Wywołać to może niewątpliwie zdziwienie w dobie, w której konwenans towarzyski zapanował w polskich sferach literackich niepodzielnie, a szczere sądy i opinie wypowiada się możliwie szeptem tylko i przy drzwiach zamkniętych. Wbrew tym konwenansom wychodziliśmy z założenia, że Brzozowski za życia w atakowaniu licznych swych przeciwników, nieraz bardzo możnych, żadnymi względami nigdy się nie krępował, występując do walki, która była jego żywiołem, zawsze z otwartą przyłbicą i zawsze godząc w imiennego współzawodnika. Co prawda w odwecie odpłacono mu to później, zbiorowo już i bezimiennie, z grubo lichwiarskim naddatkiem.</akap>

<akap>Nie wymienialiśmy natomiast w tekście obojętnych nazwisk takich osób, odznaczając je początkową literą, które na widowni publicznej znane być nie mogą i z którymi Brzozowski zetknął się tylko wskutek ściśle prywatnej znajomości. W dwóch ustępach, które w objaśnieniach wskażemy, opuściliśmy kilka wierszy z dziecinnych wspomnień autora, jako nienadających się na razie do druku. Jeden epitet zaś, zbyt obelżywy, wyeliminowaliśmy z tekstu. W kilku miejscach autor sam posługuje się inicjałami tylko, zamiast nazwiskami. Są one jednak zbyt przejrzyste i dotycząc osób, o których niejednokrotnie w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela> jest mowa, nie potrzebowały uzupełnienia.</akap>

<akap>Odczytanie rękopisu przedstawiało znaczne trudności, wymagało dużo pracy i czasu. Obejmuje on zaledwie pięćdziesiąt dwie i pół stronicy zwykłego nieliniowanego kajetu w ceratowej oprawie formatu 17/2/27 cm. Zapisany jest jednak gęsto drobnym, sianym, Brzozowskiemu właściwym i charakterystycznie nieczytelnym pismem, unikającym zamykania i kropkowania liter, a zasadzającym się często na wiązaniu samych niezróżnicowanych, jednorodnych kresek. Godzinami trzeba było nieraz ślęczeć nad jednym słowem i raczej odgadnąć je na podstawie znajomości słownictwa i innych dzieł autora niż odcyfrować. Przy tej robocie, zarówno jak i przy wertowaniu biblioteki Brzozowskiego celem częściowego bodaj zrewidowania lektury, o którą <tytul_dziela>Pamiętnik</tytul_dziela> potrąca, był mi wielce pomocny p. Michał Budnicki, tłumacz studiów Sorela <tytul_dziela>O sztuce, religii i filozofii</tytul_dziela>, za co Mu imieniem Wdowy na tym miejscu składam podziękowanie.</akap>

<akap>Mimo wysiłków nie udało nam się jednak w kilkunastu miejscach odcyfrować pojedynczych słów tekstu i miejsca te pozostawiamy wykropkowane, o ile były zgoła nie do odczytania, znaczymy je zaś pytajnikiem w nawiasie, jeżeli pozostawała pewna wątpliwość co do trafności interpretacji.</akap>

<akap>Do tych ustępów tekstu, które zdaniem naszym wymagały pewnego komentarza, podajemy poniżej objaśnienia, jakie wydawały nam się potrzebne do pełnego ich zrozumienia. Informacji faktycznych nie podawaliśmy o tych dziełach i pisarzach, o których czytelnik mógł był już z poprzednich pism autora lub z ogólnych podręczników literatury europejskiej powziąć wiadomość. Korzystaliśmy natomiast ze sposobności, aby w odpowiednich miejscach zużytkować korespondencję autora z ostatnich czasów, o ile mieliśmy możność nią rozporządzać, przytaczając <slowo_obce>in extenso<pe><slowo_obce>in extenso</slowo_obce> (łac.) --- dokładnie, w całości.</pe></slowo_obce> ważniejsze jej ustępy, poruszające tematy, przedmioty i zagadnienia, którym autor równocześnie w <tytul_dziela>Pamiętniku</tytul_dziela> uwagę swą poświęcił.</akap><nota><akap>Ostap Ortwin</akap></nota>



<naglowek_rozdzial/>
  
 <uwaga/>
 

<naglowek_rozdzial/>

<akap/>


<akap/>
  
 
</powiesc></utwor>