<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/boy-obiad-literacki/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Boy-Żeleński, Tadeusz</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Obiad literacki</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wrzesień, Małgorzata</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wrzesień, Małgorzata</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Felieton</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z książki udostępnionej przez Łukasza Jachowicza.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/obiad-literacki</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tadeusz Boy-Żeleński, Obiad literacki, Bibljoteka Boya, Drukarnia Zakładów Wydawniczych M. Arct, s.a., Warszawa [1934]</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Tadeusz Boy-Żeleński zm. 1941</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-02-05</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/obiad-literacki.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0097-7</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/obiad-literacki.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1171-3</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/obiad-literacki.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2126-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/obiad-literacki.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3093-6</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/obiad-literacki.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4179-6</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
  <category.legimi>Publicystyka</category.legimi>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7511.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">French Theater Square, Paris, Camille Pissarro, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7511/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>DNL</category.thema.main>
    <category.thema>1DDF</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><powiesc>
<abstrakt>
<akap>Francja, druga połowa XIX wieku. Najwybitniejsi francuscy intelektualiści --- pisarze, uczeni, filozofowie --- spotykają się, by prowadzić dysputy na wszelkie tematy.</akap>


 
<akap>Komentują bieżące wydarzenia polityczne, kulturalne, najnowsze prądy literackie, filozoficzne myśli oraz nowinki z wielu różnych dziedzin. Ich spotkania odbywają się przy wykwintnych obiadach, którym towarzyszy filozoficzno-intelektualna atmosfera. Tadeusz Boy-Żeleński odtwarza ich świat w zbiorze felietonów <tytul_dziela>Obiad literacki</tytul_dziela> na podstawie <tytul_dziela>Dzienników</tytul_dziela> braci Edmunda i Juliusza Gouncourtów, którzy byli uczestnikami obiadów. Oprócz nich pojawiali się m.in. Saint-Beuve, Gautier, Gavarni, Flaubert, Berthelot i inni. Autor zbioru we wstępie stwierdza, że spotkania te doskonale oddawały intelektualno-towarzyską atmosferę epoki. <tytul_dziela>Obiad literacki</tytul_dziela> po raz pierwszy został wydany w 1934 roku.</akap>


</abstrakt>
<nota_red><akap>Ortografia i interpunkcja zostały uwspółcześnione. Uwspółcześnieniu uległa również pisownia wyrazów z ,,j" np. historja -> historia, monarchja -> monarchia, milijona -> miliona, religji -> religii, feljetony -> felietony, Filadelfja -> Filadelfia, mumje -> mumie; pisownia rozłączna np. nietylko -> nie tylko, możnaby -> można by, oddawna -> od dawna, wogóle -> w ogóle, niecierpi -> nie cierpi; alternacja emi:ymi np. obnażonemi -> obnażonymi, em:ym np. tem -> tym; yj:ij np. represyj -> represji, ambicyj -> ambicji; uwspółcześniona pisownia wyrazów np. wszystkiem -> wszystkim, fizjognomja -> fizjonomia, skolei -> z kolei, zrówanie -> równanie, pendzla -> pędzla, puhar -> puchar, hygieny -> higieny, roskoszach -> rozkoszach, bronzie -> brązie, koszlawe -> koślawe, pocentkowany - pocętkowany. Zapis dat dziennych zmieniony z 2-go grudnia na 2. grudnia.
Charakterystyczne jest pewna bierność ludzi będących raczej ciekawymi świadkami -> Charakterystyczna jest pewna bierność ludzi będących raczej ciekawymi świadkami
Charakterystyczną cechą dziewczyny, która wpadnie w prostytucję, to bezosobowość. -> Charakterystyczna cecha...</akap>

</nota_red>



<autor_utworu>Tadeusz Boy-Żeleński</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Obiad literacki</nazwa_utworu>



<naglowek_rozdzial>Wstęp</naglowek_rozdzial>






<akap>Na wstępie pozwolę sobie w niewielu słowach
podmalować dekorację tych obiadów, oraz zdradzić
sekret kulinarny, wedle którego je przyrządziłem.</akap>




<akap>Najpierw trochę historii.</akap>




<akap>Zamach Stanu 2 grudnia 1851 zamknął nie tylko w polityce, ale i w literaturze pewną epokę, zwłaszcza że spotkał się z postępującą od kilku lat likwidacją romantyzmu. Romantyczną była jeszcze rewolucja lutowa (1848), która na fali wydarzeń wyniosła poetę Lamartine'a<pe><slowo_obce>Lamartine, Alphonse de</slowo_obce> (1790--1869) --- polityk i pisarz francuski, uznawany za twórcę francuskiego romantyzmu.</pe>, czyniąc zeń przez chwilę głowę rządu. Zniesienie niewolnictwa, zniesienie kary śmierci za przestępstwa polityczne, powszechne głosowanie, republika... Niebawem przyszła konfrontacja marzeń z rzeczywistością. Rozkołysane nadzieje ludu stłumiło przerażone mieszczaństwo w potokach krwi w okrutnych dniach czerwcowych
r. 1848; nastąpiła reakcja wojskowa; obiór księcia Ludwika Napoleona<pe><slowo_obce>książę Ludwik Napoleon</slowo_obce> (1808--1873) --- późniejszy cesarz Francuzów (Napoleon III) w latach 1852--1870.</pe> prezydentem republiki zdawał się już zapowiedzią niedalekiej monarchii. Jakoż, ziściła się owa monarchia, w niewiele miesięcy po zamachu grudniowym, przeprowadzonym z zimną bezwzględnością przez tego milczącego człowieka. Zamach zeskamotował<pe><slowo_obce>zeskamotować</slowo_obce> --- zręcznie coś ukryć bądź ukraść.</pe> władzę na rzecz księcia-prezydenta, uprzedzając moment, w którym ów --- po ukończeniu swego czterolecia --- miał ustąpić bez prawa do ponownego wyboru. Zmasakrowano
przeciwników (4 grudnia), rozstrzelano lub deportowano podejrzanych, rozwiązano Izbę, wprowadzono najsurowsze rygory. Dokonany w tych warunkach plebiscyt zalegalizował ogromną większością głosów fakt zamachu: niebawem taż sama ,,wola ludu" awansowała księcia prezydenta na cesarza Napoleona III, z władzą niemal absolutną. Cesarz kneblował prasę, oniemił Izbę, zakazując podawać sprawozdań z przemówień posłów, zastosował w sposobie rządzenia i wychowywania wszystkie środki despotyzmu. Stan ten, mimo pewnych złagodzeń, miał się utrzymać przez lat blisko dziewiętnaście, aż do upadku cesarstwa w r. 1870.</akap>




<akap><wyroznienie>Drugie cesarstwo!</wyroznienie> Ileż obrazów przywodzi nam
przed oczy, sceptyczniejsze od oczu starego Rzeckiego w <tytul_dziela>Lalce</tytul_dziela>. Cesarzowa Eugenia ładna, niezbyt
inteligentna Hiszpanka z obnażonymi ramionami, w krynolinie; obok niej cesarz w źle skrojonym tużurku<pe><slowo_obce>tużurek</slowo_obce> --- długi, dwurzędowy surdut, popularny na przełomie XIX i XX w.</pe>, małomówny sfinks z wywoskowanymi wąsami
i z bródką, polityk nieodgadniony a może tylko niedorzeczny, pracujący bezwiednie a wytrwale dla stworzenia potęgi Prus, która go miała połknąć. Religianctwo bez wiary, propagowane na zimno jako środek władzy; świętoszkostwo cenzury, proces <tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela> a tryumf <tytul_dziela>Pięknej Heleny<pe><slowo_obce>Piękna Helena</slowo_obce> --- operetka Jacquesa Offenbacha (1864).</pe></tytul_dziela>... Dalekie wojny i dalekie afery. Wewnątrz kraju cynizm środków rządzenia, wzgardliwy i obojętny; w powietrzu jakiś
niepokój, mgliste uczucie że leci się w przepaść... ale interesy prosperują, giełda huczy, zbytek się przewala, w <wyroznienie>Lasku</wyroznienie> tłoczą się pojazdy. Wystawę paryską odwiedzają wszyscy monarchowie Europy --- wciąż fety, tryumfy, ponawiane zwycięskie plebiscyty. Ostatni plebiscyt dat pół ósma<pe><slowo_obce>pół ósma</slowo_obce> (daw.) --- siedem i pół.</pe> miliona głosów (na dziewięć blisko milionów głosujących) za cesarstwem: było to w maju r. 1870. W parę miesięcy potem zaczął się generalny krach: --- Sedan<pe><slowo_obce>Sedan</slowo_obce> --- bitwa pod Sedanem, stoczona 1 września 1870, w wyniku której do pruskiej niewoli dostał się cesarz Napoleon III.</pe>, detronizacja, okupacja kraju, wojna domowa, komuna<pe><slowo_obce>komuna paryska</slowo_obce> --- krwawo stłumione powstanie ludności Paryża w dniach 18 marca--28 maja 1871 roku.</pe>...</akap>




<akap>Co robi przez ten czas myśl francuska, odsunięta niejako od odpowiedzialności za sprawy publiczne? Od kilku dziesiątków lat czynny rząd dusz
był w tradycjach literatury. Chateaubriand<pe><slowo_obce>Chateaubriand, François-René de</slowo_obce> (1768--1848) --- francuski pisarz, dyplomata i polityk.</pe> stał
się niegdyś mimowolnym współpracownikiem Bonapartego w odnowieniu religii; później, sławną swoją
broszurą przeważył szalę na rzecz Burbonów, był
ministrem spraw zagranicznych. Balzac<pe><slowo_obce>Balzac, Honoré de</slowo_obce> (1879--1850) --- prozaik francuski, czołowy realista, autor cyklu powieści <tytul_dziela>Komedia ludzka</tytul_dziela>.</pe> pełno polityki wprowadzał w swoje utwory a całe życie marzył o roli politycznej; któryż zresztą współczesny
mu literat nie widział się w marzeniach posłem lub
ministrem? Wiktor Hugo<pe><slowo_obce>Hugo, Victor</slowo_obce> (1802--1885) --- francuski pisarz, poeta, dramaturg i polityk, czołowy prozaik francuskiego romantyzmu, autor m. in. <tytul_dziela>Nędzników</tytul_dziela>.</pe> był parem Francji, wybitnym oratorem, mimo że Jules Simon<pe><slowo_obce>Simon, Jules</slowo_obce> (1842--1896) --- francuski filozof i polityk.</pe> złośliwie
mówił, iż każde jego przemówienie można by ułożyć wierszem.</akap>




<akap>Otóż, tym ambicjom literatury --- jak i parlamentaryzmowi --- zadał dzień 2 grudnia brutalny
i stanowczy cios. Lamartine przestał istnieć; Hugo znalazł się na liście proskrybowanych; osiemnaście lat spędzi na wygnaniu, smagając nienawistne
Cesarstwo pamfletami --- wierszem i prozą. Wróci
aż z upadkiem regime'u. Wygnany toż samo Edgar
Quinet<pe><slowo_obce>Quinet, Edgar</slowo_obce> (1803--1875) --- filozof francuski.</pe>. Michelet<pe><slowo_obce>Michelet, Jules</slowo_obce> (1798--1874) --- francuski filozof i historyk, profesor m.in. Sorbony i Collège de France. Głosił poglądy liberalne i antyklerykalne; sympatyzował z Polską, opublikował m.in. tekst <tytul_dziela>Kościuszko, legenda demokratyczna</tytul_dziela> (1851).</pe> i Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe> stracili katedry. Wszyscy
żyją pod grozą represji. Ówczesna ustawa prasowa
pozostała, jak ktoś powiedział, ,,wzorem dla tych,
którzy chcieliby zniszczyć prasę". Rujnowała pisarzy, szukających ucieczki w dziennikarstwie, bo
pisma, uderzane dotkliwie po kieszeni, same wprowadzały tym gorliwszą cenzurę domową. Prokurator wdzierał się w sferę krytyki literackiej i artystycznej. Prefekci<pe><slowo_obce>prefekt</slowo_obce> --- urzędnik administracji francuskiej.</pe> mieli rozkaz czuwania nad powieściami drukowanymi w felietonach. Dziennikom
literackim i naukowym zabroniono najformalniej
zajmować się nawet przygodnie polityką i ekonomią
społeczną. W sferach <wyroznienie>miarodajnych</wyroznienie> rozważano bardzo poważnie ideę ,,uzgodnienia literatury z całokształtem instytucji cesarstwa"...</akap>




<akap>Cóż więc robi literatura, ta która została w kraju i która, rada<pe><slowo_obce>rad</slowo_obce> (daw.) --- chętny a. zadowolony.</pe> nie rada, musi się przystosować do
istniejących warunków? Częścią zamyka się w ,,wieży z kości słoniowej" --- wyrażenia tego pierwszy raz
użył, zdaje się, Flaubert<pe><slowo_obce>Flaubert, Gustave</slowo_obce> (1821--1880) --- francuski powieściopisarz; uznany za mistrza literatury naturalistycznej, w ramach której sformułował postulat bezosobowości; w 1856 roku zasłynął <tytul_dziela>Panią Bovary</tytul_dziela> opowiadającą o prowincjuszce, która porzuca dziecko, zdradza i doprowadza do bankructwa męża, po czym popełnia samobójstwo. Po publikacji Flaubertowi wytoczono proces, uznając jego książkę za deprawującą.</pe>; --- w kulcie <wyroznienie>formy</wyroznienie>, w doktrynie <wyroznienie>sztuki dla sztuki</wyroznienie>. Trudno ocenić ilościowo,
ile udziału w tych hasłach (które zresztą przetrwały długo, nawet w zmienionych warunkach) miała --- cenzura; ale że miała, to zdaje się nie ulegać wątpliwości. Częścią<pe><slowo_obce>częścią</slowo_obce> --- po części, częściowo.</pe> znowuż zwraca się literatura tam,
gdzie i bez owego przymusu kierował ją duch czasu: --- ku nauce. Jak w dobie romantyzmu literatura kuma się z polityką, tak w dobie pozytywizmu
współżyje ona z nauką.</akap>




<akap>Do tego konkubinatu dojrzewała zresztą od dawna. Poezja ustępuje na drugi plan pod naporem nowej rzeczywistości. Zdobycze techniki, wynalazki, odkrycia, przegrupowania społeczne --- wszystko to
stwarza inny świat --- świat, który tak genialnie
zrozumiał lub przeczuł Balzac. <tytul_dziela>Przyszłość wiedzy</tytul_dziela>,
pisana w latach 1848--1849 przez Renana<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe>, najlepiej wyraża stan dusz, olśnionych wiarą we wszechpotęgę rozumu, nauki, zanim ta wiara ustąpi słodyczom wątpienia. U Augusta Comte<pe><slowo_obce>Comte, August</slowo_obce> (1798--1857) --- francuski filozof, wiodący pozytywista, twórca terminu ,,socjologia".</pe> kult wiedzy
pozytywnej zmienia się w religijny niemal mistycyzm. Poezja robi miejsce prozie, romantyczny dramat teatrowi mieszczańskiemu, natchnienie analizie krytycznej. Powieść, wywodząc się w tym również od Balzaka, nabiera ambicji naukowych, nawet eksperymentalnych.</akap>




<akap>Ale dominującą tendencją chwili jest krytyka.
Jest to dość zrozumiałe. Po tak fenomenalnym wybuchu twórczości, jakiego świadkiem były minione dziesiątki lat, po tylu przewrotach politycznych i społecznych, myśl odczuwa jak gdyby potrzebę
uporządkowania tego wszystkiego. Chce wytchnąć nieco, chce ogarnąć i powiązać fakty, spiąć przeszłość z teraźniejszością, ustalić jakieś prawidła<pe><slowo_obce>prawidła</slowo_obce> --- reguły, zasady.</pe>.
Wyłania się nowa nauka --- <wyroznienie>socjologia</wyroznienie>; kształtuje się nowoczesna historia i nowoczesna krytyka. Ale
ta <wyroznienie>krytyka</wyroznienie> jakże odmienna jest od dawnej; nie
dogmatyczna, nie pouczająca pisarzy jak mają pisać, ale żądna zrozumieć wszystko, co jest, i wszystko objaśnić. Sainte-Beuve<pe><slowo_obce>Sainte-Beuve, Charles-Augustin</slowo_obce> (1804--1869) --- francuski pisarz, krytyk literacki i popularny felietonista, członek Akademii Francuskiej.</pe>, Taine, Renan --- oto typy nowej umysłowości, nowi władcy dusz. A że z tego nawyku oglądania rzeczy ze wszystkich stron, rozumienia najsprzeczniejszych stanowisk,
zaglądania za wszystkie kulisy i prucia wszystkich podszewek, rodzi się sceptycyzm --- to jest nieuniknione. Inteligentny ten i wyrafinowany sceptycyzm stanie się zwiastunem ,,końca wieku"; pojęcie jego
zrośnie się z nazwiskiem Renana, przeciągnie się w osobie Anatola France<pe><slowo_obce>France, Anatol</slowo_obce> (1844--1924) --- powieściopisarz, poeta i krytyk francuski.</pe> w dobę największego promieniowania myśli francuskiej na Europę.</akap>




<akap>Tak więc, gdy błyskotliwy światowy Paryż drugiego Cesarstwa bawi się, nuci Offenbacha<pe><slowo_obce>Offenbach, Jacques</slowo_obce> (1819--1880) --- francuski wiolonczelista i kompozytor, specjalizujący się w operetkach.</pe>, spekuluje, czyta słodkawe powieści Oktawa Feuillet --- garść ludzi czuwa późno w noc przy biurku lub
w pracowni, topiąc życie w wytężonej pracy. Praca
ta, mimo że prowadzona na bardzo rozmaitych polach, schodzi się z sobą w konkluzjach, a nawet w
metodach. Hipotezy naukowe jakiegoś Berthelot<pe><slowo_obce>Berthelot, Marcellin Pierre</slowo_obce> (1827--1907) --- chemik i polityk francuski.</pe> pożyczają skrzydeł od poezji, gdy powieść Goncourtów<pe><slowo_obce>Goncourt</slowo_obce> --- bracia Jules i Edmond (1822--1896), pisarz krytyk i wydawca.</pe> lub krytyka Taine'a<pe><slowo_obce>Taine, Hippolyte Adolphe</slowo_obce> (1828--1893) --- francuski filozof, historyk, krytyk i teoretyk kultury; członek Akademii Francuskiej; jeden z głównych przedstawicieli pozytywizmu. Twierdził, że w podejściu do analizy dzieła sztuki należy uwzględnić trzy aspekty: rasę, środowisko i moment historyczny.</pe>, wyrosłe z cierpliwego badania dokumentów ludzkich, wkraczają w dziedzinę nauki ścisłej. Ale wszyscy oni dławią się po trosze pod reżymem, który, zasadniczo lekceważąc myśl i wiedzę, chce w myśli i wiedzy mieć jedynie wierne --- lub bodaj dyskretnie milczące --- sługi władzy. Nie mogąc się wypisać ze wszystkim, owi literaci, uczeni, potrzebują się wygadać. Stąd potrzeba schodzenia się, wymieniania myśli, utyskiwania wspólnie na to, co ich gnębi. Jeść obiad razem, rzucać przy kieliszku wina teorie i paradoksy, cieszyć się inteligencją własną i inteligencją sąsiada, puszczać w powietrze myśli niby kółka wonnego dymu cygar, po trosze wymyślać na rząd, który, na szczęście, nie mieszał się zbytnio do tego, co się mówiło w zaciszu prywatnym --- to miało we Francji swoje tradycje. Salon sąsiadował tam zawsze z jadalnią, a jadalni takich było w owej epoce sporo.</akap>




<akap>Jedna z najświetniejszych mieściła się w pobliżu
tronu. Gospodynią jej była owa tak niezmiernie popularna (aż po rok 1904, w którym umarła jako
staruszka osiemdziesięciokilkuletnia) --- księżniczka
Matylda. Rodzona bratanica Wielkiego Napoleona,
stryjeczna siostra Napoleona III (o ile Napoleon III
miał w żyłach krew Bonapartych, co do czego podnoszono poważne wątpliwości), piękna, imponująca,
trochę artystka, lubiła się otaczać ludźmi myśli
i pióra. Może to była polityka dworu, aby ich w ten
sposób trzymać na uwięzi? może księżniczka bezwiednie spełniała rolę mediatorki między rządem
a tymi, których niechęć mogłaby, bądź co bądź, być
nieporęczna? Faktem jest, że niezależna, inteligentna i ciekawa, rywalizująca po trosze z cesarzową
Eugenią, księżniczka Matylda umiała dać swemu
salonowi cechę --- och, bardzo niewinnej --- <wyroznienie>frondy</wyroznienie><pe><slowo_obce>fronda</slowo_obce> --- stronnictwo opozycyjne, zwł. zwrócone przeciw królowi.</pe>
intelektualnej.</akap>




<akap>Księżniczka Matylda, która dwukrotnie w życiu
nie raczyła zostać cesarzową, korzystnie rozwiedziona z nababem<pe><slowo_obce>nabab</slowo_obce> --- bogacz.</pe> rosyjskim Demidowem, żyła cnotliwie
ze swoim morganatycznym<pe><slowo_obce>morganatyczny</slowo_obce> --- wchodzący w związek, małżeński bądź nieformalny, z arystokratą lub władcą, lecz nie nabywający z tego powodu tytułów ani uprawnień dla siebie ani dla dzieci z tego związku.</pe> kochankiem, hr. Nieuwerkerke, którego postarała się zrobić --- dla decorum<pe><slowo_obce>decorum</slowo_obce> (z łac.) --- tu: ponieważ tak wypadało (dosł: poczucie stosowności, zwł. w dziele sztuki).</pe> --- intendentem<pe><slowo_obce>intendent</slowo_obce> --- pracownik administracji.</pe> sztuki. W ten sposób, w ręku
tej dostojnej pary skupiała się cała opieka rządu
nad sztukami plastycznymi. Obawiam się, że wpływ
tej cesarskiej amatorki, pilnie malującej akwarelą,
oraz utytułowanego niedoszłego rzeźbiarza --- jakim
był hr. Nieuwerkerke --- wpływ wykonywany bardzo despotycznie --- nie był może najlepszy... ale to
nie moja rzecz. W literaturze nie mogła mieć księżniczka równie czynnej ingerencji. Tolerancja jej posuwała się aż do szanowania nałogu Musseta<pe><slowo_obce>Musset, Alfred de</slowo_obce> (1810--1857) --- francuski poeta; nieszczęśliwa miłość do George Sand wpłynęła na jego twórczość, np. na do pewnego stopnia autobiograficzną <tytul_dziela>Spowiedź dziecięcia wieku</tytul_dziela> z 1836 roku i liryki miłosne.</pe>, któremu zdarzało się przyjść na jej obiad w stanie kompletnego pijaństwa. Flaubert, Sainte-Beuve, bracia
Goncourt, Gautier<pe><slowo_obce>Gautier, Théophile</slowo_obce> (1811--1872) --- przedstawiciel francuskiego romantyzmu, pisarz, poeta, dramaturg i krytyk.</pe> --- to byli jej nadworni. Swoboda
słowa była przy tym stole niemal zupełna. W jednym była księżniczka nieubłagana: w tym, co tyczyło chwały jej wielkiego stryja. Sławny jest bilecik
,,<wyroznienie>p.p.c</wyroznienie>.", którym, po jego ostatnich tomach <tytul_dziela>Początków Francji współczesnej</tytul_dziela>, ta <wyroznienie>Napoleonka</wyroznienie> --- jak ją nazywali najbliżsi --- dała uczuć biednemu Taine'owi, że nie życzy sobie widzieć go więcej na
oczy.</akap>




<akap>Innym takim obiadem, jeszcze liberalniejszym
co do swobód języka, bo czysto męskim, był obiad
tzw. <wyroznienie>chez Magny</wyroznienie><pe><slowo_obce>chez Magny</slowo_obce> (fr.) --- u Magny'ego.</pe>, od nazwiska właściciela restauracji, w której się zbierano. Powstał w drugim dziesiątku lat Cesarstwa; założycielami jego byli bracia
Goncourt, rysownik Gavarni<pe><slowo_obce>Gavarni, Paul</slowo_obce> --- właśc. Sulpice Guillaume Chevailier (1804--1866), francuski rysownik, karykaturzysta i satyryk francuski.</pe> i Sainte-Beuve; filarami Saint-Victor, Berthelot i inni. Schodzili się co
sobotę. Przetrwał ten obiad aż do katastrofy roku
1870, rozprószył się w owej dobie, potem skupił się
na nowo, ale już w innej postaci. Zjawili się inni
w miejsce tych, co ubyli; pod rządami republiki
obiad przeobraził się po trosze w obiad polityczny
pod wezwaniem dziennika <tytul_dziela>Le Temps</tytul_dziela>, i stracił pierwotny charakter czystego gaju Akademosa<pe><slowo_obce>gaj Akademosa</slowo_obce> --- miejsce, w którym znajdowała się akademia platońska.</pe> z wiktem<pe><slowo_obce>wikt</slowo_obce> --- wyżywienie.</pe>.</akap>




<akap>Bracia Goncourt, którzy w <tytul_dziela>Dzienniku</tytul_dziela> swoim
protokółowali wszystko z pasją poszukiwaczy ,,dokumentu", utrwalili niejedną scenę i niejedną rozmowę z tego obiadu <wyroznienie>chez Magny</wyroznienie>, jak zresztą i z innych zebrań. Odczytując te ich relacje, byłem uderzony, jak bardzo obiad ów wyraża ducha epoki.
Już swoim składem osób. Wszystko tam jest,
i wszystko pierwszorzędnie reprezentowane: nauka,
sztuka, krytyka, matematyka, medycyna, powieść,
polityka. Powagę myśli łagodzi na przemian nuta
paryskiego urwisa, z którego coś zawsze przetrwało
w Teofilu Gautier; --- sceptycyzm smakosza zaproszonego na widowisko świata, humor artysty, ostry
wybryk żonglera idei. Charakterystyczna jest pewna bierność ludzi będących raczej ciekawymi
świadkami niż aktorami życia społecznego; --- więcej zrzędzenia niż buntu, raczej dąs niż opozycja,
odcień niesmaku i znużenia swoją epoką. O czymkolwiek jest mowa, nikt nie lęka się użyć właściwego wyrazu; ale zarazem, przy całej pogardzie
dla <wyroznienie>mieszczucha</wyroznienie>, jest tu niejaka mieszczańskość horyzontu, bezwiedny nawyk pewnej postawy społecznej. To jest owa Francja intelektualna, uczona, obżarta myślą, nawykła wszystko brać pod swój mikroskop lub skalpel, która, przymusowo zwolniona
od odpowiedzialności za los kraju, korzysta ze
swoich pracowitych wywczasów<pe><slowo_obce>wywczas</slowo_obce> (daw.) --- odpoczynek.</pe>, i dla której coraz
bliższa już katastrofa, wyrywając ją z zacisza gabinetu lub jadalni, stanie się straszliwym i niepojętym
wstrząsem.</akap>




<akap>Dokumentem owych obiadów pozostał tedy
<tytul_dziela>Dziennik</tytul_dziela> Goncourtów. Ale trzeba mi tu powiedzieć
kilka słów o samych Goncourtach i o ich <tytul_dziela>Dzienniku</tytul_dziela>. Zjawisko niemal jedyne w literaturze, przykład
najściślejszego współpracownictwa dwóch braci,
które pozwoliło im nawet rzecz tak osobistą jak
dziennik prowadzić wspólnie. Edmund (1822 --- 1896), starszy od brata, przeżył Juliusza (1830 --- 1870) o wiele lat i strata ta pozostała dlań nigdy
nie zgojoną raną. Historycy, powieściopisarze, autorzy sceniczni, kolekcjonerzy, estetycy, byli Goncourtowie pod wieloma względami awangardą literatury i sztuki. Dziś jako twórcy raczej zapomniani,
przetrwali przez swoją <wyroznienie>Akademię Goncourtów</wyroznienie>, którą Edmund ufundował w intencji przeciwstawienia
jej oficjalnej martwocie Akademii francuskiej, oraz
przez swój <tytul_dziela>Dziennik</tytul_dziela>, bezcenny zbiór dokumentów,
portretów, anegdot --- półwiecze literatury, sztuki
i obyczajów<pa><slowo_obce>Dziennik, bezcenny zbiór dokumentów,
portretów, anegdot --- półwiecze literatury, sztuki
i obyczajów</slowo_obce> --- bliżej o owym <tytul_dziela>Dzienniku</tytul_dziela> (którego ukazało się
w druku 9 tomów) i jego losach, patrz: ,,Drogi i ścieżki
literatury" w moim zbiorku <tytul_dziela>Śmiech, uśmiech i zgroza</tytul_dziela>.</pa>.</akap>




<akap>Bracia Goncourt prowadzili wspólnie swój
<tytul_dziela>Dziennik</tytul_dziela> od roku 1851 (pierwsza ich książka ukazała się w dzień zamachu Stanu 2 grudnia, i tej
zabójczej konkurencji nie mogli nigdy darować Napoleonowi) do śmierci Juliusza w 1870. Po stracie
brata, Edmund prowadził <tytul_dziela>Dziennik</tytul_dziela> sam; ale w obiadach u Magny brali jeszcze udział obaj. Wracając do domu utrwalali ten czy ów szczegół, jakiś
fragment dyskusji; dali atmosferę tych obiadów,
zaprawną oczywiście własnym kostycznym<pe><slowo_obce>kostyczny</slowo_obce> --- uszczypliwy a. złosliwy.</pe> humorem, swoimi sympatiami i antypatiami.</akap>




<akap>Otóż, przyszło mi na myśl zebrać razem te dość
skąpe ich zapiski i stopić je w jeden obiad-<slowo_obce>monstre</slowo_obce><pe><slowo_obce>monstre</slowo_obce> (fr.) --- potwór; tu: gigant.</pe>.
W trakcie roboty, która mnie bardzo bawiła, pomyślałem: ,,Ci sami ludzie spotykali się raz po raz
i gdzie indziej, u księżniczki Matyldy, u siebie wzajem, rozmawiali tak samo, w tej samej atmosferze;
czemu by i tych rozmów --- o ile są zanotowane u Goncourtów --- nie przenieść <wyroznienie>chez Magny</wyroznienie> i nie
wpleść w ogólny rozgardiasz obiadu? A w końcu
poszedłem jeszcze dalej. Ileż jest w tym <tytul_dziela>Dzienniku</tytul_dziela>
anegdot, powiedzeń, myśli nieraz sprzecznych, jak gdyby dyskutujących z sobą na odległość wielu
kartek lub nawet tomów --- będących w sumie żywym i wiernym odbiciem nastrojów epoki! Czemu by
i tych strzępów nie wprząść w mój dywanik? Tak
więc, tekst rozszerzał mi się stopniowo; wciąż trzymając się litery <tytul_dziela>Dziennika</tytul_dziela> Goncourtów, przekroczył
znacznie ramy autentycznego obiadu <wyroznienie>u Magny</wyroznienie>.
Splecenie biegu rozmów, ułożenie tej mozaiki myśli
dokonane jest na moją odpowiedzialność.</akap>


<sekcja_asterysk/>


<akap>Uczestnicy obiadu u Magny, liczący od czwartego po szósty krzyżyk, są to ludzie częścią znajdujący się na szczycie najchlubniejszej kariery, częścią walczący z powodzeniem o swój udział w sławie. Schodzą się. Sainte-Beuve, wielki krytyk,
liczący wówczas koło sześćdziesiątki, najwcześniej
przybyły, grzeje nogi przy kominku: mały, krótki,
z okrągłą wygoloną twarzą, w swojej czarnej mycce na łysej głowie. Ciężkim krokiem wchodzi ulubiony przez wszystkich <wyroznienie>Théo</wyroznienie> Gautier, niegdyś autor
młodzieńczej i zuchwałej <tytul_dziela>Panny de Maupin</tytul_dziela>, dziś już
po pięćdziesiątce, wielki, barczysty, brodaty, piękny;
wygłasza z olimpijskim spokojem paradoksy, które
później będą się tułały przez wiele dziesiątków lat
po wszystkich literackich knajpach Europy. Wsuwa się, zacierając ręce księżym gestem, Renan, który
świeżo wrócił ze swojej wyprawy na Wschód
szlakami chrześcijaństwa, i któremu niebawem jego
<tytul_dziela>Życie Jezusa</tytul_dziela> miało dać wielką i gorszącą cokolwiek
sławę. Wchodzą kolejno: świetny eseista Saint Victor, żółciowy nieco burczymucha; Berthelot,
trzydziestokilkuletni znakomity już uczony, mający się stać jednym z największych chemików świata; Gavarni, mały, żywy, o ruchliwej niespokojnej
twarzy i oczach na przemian to bacznych i bystrych,
to znów zgubionych gdzieś w zaświatach matematyki. Dalej Soulié<pe><slowo_obce>Soulié, Eudore </slowo_obce> (1817--1876) --- francuski historyk sztuki i konserwator.</pe> (nie Frédéric, ale Eudore); dalej
w binoklach, z poprawną miną ,,guwernera z wielkiego domu" lub profesora przerabiającego lekcje,
Taine, który niebawem, na marginesie najpoważniejszych studiów, miał dać swoje <tytul_dziela>Życie i myśli pana Tomasza Graindorge</tytul_dziela>, drukowane w płochej
<slowo_obce>La Vie Parisienne</slowo_obce>. Dalej Flaubert, spędzający po parę miesięcy w Paryżu, olbrzym z obwisłym płowym
wąsem i wypukłymi oczami, którego debiut powieściopisarski (<tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela>, 1857) wysunął na czoło
walk literackich, czyniąc go, bez jego woli, chorążym realizmu. Dalej Nefftzer, publicysta, założyciel
dziennika <tytul_dziela>Le Temps</tytul_dziela>; Scherer, również głośny publicysta, polityki. krytyk, fanatyczny protestant;
Baudry, ceniony malarz; doktór Robin, anatom, dla
którego stworzono właśnie katedrę nowej nauki, <wyroznienie>histologii</wyroznienie><pe><slowo_obce>histologia</slowo_obce> --- nauka badająca tkanki.</pe>; --- drugi lekarz doktór Veyne; jeszcze kilku
innych, bardziej przygodnych i zmieniających się
gości, wreszcie E. i J. Goncourt, nierozłączni bracia
(rozstali się w życiu tylko dwa razy, na dwadzieścia
cztery godzin), melancholicy<pa><slowo_obce>melancholicy</slowo_obce> --- ,,Myślę --- tak piszą sami o sobie w swoim <tytul_dziela>Dzienniku</tytul_dziela> --- że od początku świata nie było chyba istot tak
zatopionych w rzeczach sztuki i myśli, jak my dwaj. Gdzie tego brak, tam brakuje nam czegoś, jak powietrza do oddychania. Książki, ryciny, sztychy, ograniczają nasz horyzont. Obracać kartki patrzeć --- oto na czym trawimy
życie. <slowo_obce>Hic sunt tabernacula nostra</slowo_obce>. Nic nas nie odciąga,
nic nas nie odrywa. Nie mamy żadnej namiętności, które
wyrywają człowieka a biblioteki, z muzeum, z medytacji
ozy kontemplacji, z sycenia się myślą, linią lub barwą.
Ambicji politycznej nie znamy; miłość to dla nas, wedle
określenia Chamforta, kontakt dwóch naskórków...</pa>), dość zgryźliwi, szanowani przez wszystkich, ale cierpiący od swojej
niepopularności, tworzą tu skrajnie lewe skrzydło we wszystkich sporach natury estetycznej. Oczekiwany jest Turgieniew --- ten większą część życia
spędzi w Paryżu, przyjmowany serdecznie przez
francuskich pisarzy, których potem w swoich znów
niedyskrecjach ,,urządzi" dosyć zjadliwie. Sami
mężczyźni... kobiety strzegły wówczas domowego
ogniska.</akap>




<akap>Siadajmy tedy do stołu i starajmy się być inteligentni. Inaczej lepiej nie siadać. I nie gorszmy się
lada czym.</akap>



<naglowek_rozdzial>Pierwszy obiad</naglowek_rozdzial>




 

<akap>Jeszcze się nie rozsiedli, a Sainte-Beuve już gada.
Ten, ze swoją fenomenalną pamięcią i kopalnią
anegdot, jest w swoim żywiole. Kogóż on nie
znał, czegóż nie pamięta! Znał (powiada) w Boulogne starego bibliotekarza nazwiskiem Isnard, który byt niegdyś nauczycielem u oratorianów w Arras i miał za ucznia Robespierre'a<pe><slowo_obce>Robespierre, Maximilien de</slowo_obce> (1758--1794) --- polityk okresu Rewolucji Francuskiej, członek klubu jakobinów, zwolennik terroru.</pe>. Ów Isnard opowiadał mu, że jego wychowanek, będąc adwokatem
z bardzo małą klientelą, ułożył poemat pt. <tytul_dziela>Sztuka
spluwania i wycierania nosa</tytul_dziela>. Siostra Robespierre'a,
obawiając się, aby brat nie stracił nielicznych klientów w razie ogłoszenia tego utworu, udała się do
pana Isnard z prośbą, aby pomógł temu zapobiec.
Isnard poprosił Robespierre'a o przeczytanie mu
poematu i powiedział: ,,To bardzo, bardzo dobre, ale
trzeba trochę retuszów". Rewolucja zaskoczyła Robespierre'a wśród tych retuszów, i poemat nie ujrzał
światła dziennego.</akap>




<akap>Z rewolucji Sainte-Beuve przechodzi na Micheleta. Twierdzi, że talent jego zasadza się jedynie na
wyolbrzymianiu drobiazgów i na odwracaniu zdrowego sensu do góry nogami; że jego pracowita oryginalność zapożyczona jest z rozmów z Quinetem.
Kiedy wszyscy protestują i kiedy Flaubert sławi
dzieło wielkiego historyka, Sainte-Beuve wpada
w istny szał, wali pięścią w stół --- nie zważając na
bóle w stawach --- i wykrzykuje, że cała histeria
książek Micheleta pochodzi stąd, że miał tylko jedną
kobietę, i jest u niego zahamowaną pożądliwością,
jak u księdza.</akap>




<akap_dialog>--- Michelet --- mówi ktoś --- to historia opiumowana, narkotyczna, denerwująca...</akap_dialog>
<akap_dialog>GONCOURT: --- Urok książek Micheleta, to że
robią wrażenie rzeczy <wyroznienie>pisanych ręką</wyroznienie>. Nie mają nic
banalności druku, są jakby autografem myśli...</akap_dialog>




<akap>Ale już Sainte-Beuve opuszcza Micheleta i szkicuje obraz tego, co musiała cierpieć Maria Antonina
z Ludwikiem XVI, brutalem, chamem, który rzuca
kamieniem na śpiącego wieśniaka, pryka w odpowiedzi jakiemuś dworakowi proszącemu go o szambelanię, i leżąc rano w łóżku, ciska na dygnitarzy
dworu kuleczkami brudu z nóg... Na to Renan odzywa się swoim pieszczonym głosikiem, że nie trzeba być tak surowym dla ,,tych ludzi".</akap>




<akap_dialog>--- Królowie --- powiada --- nie wybierali przecież swojego rzemiosła... trzeba im darować ich
mierność...<end id="e1358582366937-3608673665"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba --- mówi ktoś --- trzeba też pamiętać
o obyczajach epoki. Pewien starszy jegomość opowiadał mi, że za Ludwika XVI ciotkę jego mianowano damą dworu którejś z księżniczek. W dniu,
w którym obejmowała obowiązki, dama, którą luzowała, spytała ją, czy już robiła <wyroznienie>toaletę</wyroznienie>: widząc jej
zdziwienie, wyjaśniła jej znaczenie tego słowa. Każda dama, mająca służbę na dworze, brała przed
objęciem obowiązków jedną, dwie, trzy lewatywy,
tyle ile było trzeba, aby przez cały dzień nie mieć
żadnej przeszkody w służbie...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cóż chcecie! do dziś jeszcze etykieta niemiecka nie pozwala wycierać nosa ani kichać przy panującym...</akap_dialog>




<akap>Tymczasem Sainte-Beuve zwierza jednemu
z Goncourtów do ucha prawdziwy cel artykułu, jaki
poświęca Marii Antoninie; chce, poprzez nią, wbić
parę szpileczek cesarzowej...</akap>




<akap_dialog>--- Historia --- mruczy Goncourt do brata --- jest w ogóle dla pewnych historyków tylko arsenałem szpilek...</akap_dialog>




<akap>Wchodzi, trochę spóźniony, Turgieniew, ,,łagodny jasnowłosy olbrzym z miną dobrodusznego geniusza z bajki, geniusza jakiej góry albo lasu". Piękny
jest z tym błękitem w oczach, z urokiem tego rosyjskiego zapiewania ,,które ma coś z dziecka a coś
z murzyna". Wzruszony owacyjnym przyjęciem,
mówi ciekawe rzeczy o literaturze rosyjskiej, która
wchodzi na drogę studium realistycznego, tak w powieści, jak w teatrze. Mówi o upodobaniu, z jakim
publiczność rosyjska czytuje miesięczniki i dwutygodniki; cytuje, rumieniąc się, ogromne honoraria,
jakie biorą od stronicy druku on i dziesiątek innych
pisarzy. Natomiast książka rozchodzi się w Rosji
słabo i nie przynosi autorowi prawie nic.</akap>




<akap>Mówi dalej, że w Rosji jest tylko jeden człowiek
popularny: Dickens<pe><slowo_obce>Dickens, Charles</slowo_obce> (1812--1870) --- pisarz angielski, często poruszający tematykę społeczną.</pe>; że, od roku 1830, literatura
francuska straciła tam wpływ, wszystko zagarnęły
powieści angielskie i amerykańskie.</akap>




<akap_dialog>GAVARNI<pe><slowo_obce>Gavarni, Paul</slowo_obce> --- właśc. Sulpice Guillaume Chevailier (1804--1866), francuski rysownik, karykaturzysta i satyryk francuski.</pe>: --- Nie lubię twarzy Dickensa. Jest
w nim jakaś olbrzymia paraliżująca próżność, odbijająca się w fizjonomii.</akap_dialog>




<akap>Turgieniew wspomniał nazwisko Heinego<pe><slowo_obce>Heine, Heinrich</slowo_obce> (1797--1856) --- niemiecki porta romantyczny, znany liryk, w późniejszym okresie twórczości często wypowiadający się na tematy polityczne.</pe>; kiedy
zebranie wyraża głośno podziw dla niemieckiego
poety, Sainte-Beuve, który powiada, że go dobrze
znał, wykrzykuje, że to był łajdak, nędznik, po czym,
na ogólny zgiełk wywołany tym sądem, milknie, zasłaniając rękami oczy przez cały czas, kiedy trwają
pochwały.</akap>




<akap>Gautier opiewa fizyczny urok tego poety, mówiąc że za młodu był piękny jak bóg, mimo trochę
żydowskiego nosa.</akap>




<akap_dialog>--- To był --- powiada --- Apollo<pe><slowo_obce>Apollo</slowo_obce> (mit. gr.) --- syn Zeusa i Leto, bóg słońca, sztuki i wróżbiarstwa.</pe> skrzyżowany
z Mefistem<pe><slowo_obce>Mefisto</slowo_obce> a. <slowo_obce>Mefistofeles</slowo_obce> --- postać diabła z <tytul_dziela>Fausta</tytul_dziela> Goethego.</pe>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Doprawdy --- wybucha Sainte-Beuve --- dziwię
się, że wy możecie mówić o tym człowieku. Łajdak,
który wszystko, co o kimś wiedział, pakował do gazet; szarpał wszystkich swoich przyjaciół...</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Przepraszam, ja byłem jego serdecznym przyjacielem i nigdy nie miałem powodu
skarżyć się na niego. Mówił źle tylko o tych, których nie cenił.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nic bardziej uroczego --- powiada ktoś --- niż
francuski dowcip cudzoziemców, takiego księcia de
Ligne, księdza Galiani, Heinego...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A to powiedzenie Heinego --- powiada Saint
Victor: --- ,,Pytamy się, co to są gwiazdy, co to jest
Bóg, co to jest życie... Zasypują nam usta garścią
gliny... ale czy to jest odpowiedź?..."</akap_dialog>




<akap_dialog>--- <slowo_obce>Aber ist das eine Antwort</slowo_obce><pe><slowo_obce>Aber ist das eine Antwort</slowo_obce> (niem.) --- ale czy to jest odpowiedź.</pe>? To nie powiedzenie, to wiersz.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358583084779-501605342"/><motyw id="m1358583084779-501605342">Choroba, Śmiech</motyw>--- Biedny Heine! Do śmierci zachował fason.
Był już sparaliżowany, kiedy go odwiedził lekarz i,
badając go, zapytał, czy potrafiłby gwizdnąć. Chory
dał znak głową że nie: ,,Nawet na najlepszej sztuce Scribe'a<pe><slowo_obce>Scribe, Eugène</slowo_obce> (1791--1861) --- francuski dramaturg i librecista operowy.</pe>", wyjąkał.<end id="e1358583084779-501605342"/></akap_dialog>




<akap>Potem Sainte-Beuve opowiada o Mussecie<pe><slowo_obce>Musset, Alfred de</slowo_obce> (1810--1857) --- francuski poeta; nieszczęśliwa miłość do George Sand wpłynęła na jego twórczość, np. na do pewnego stopnia autobiograficzną <tytul_dziela>Spowiedź dziecięcia wieku</tytul_dziela> z 1836 roku i liryki miłosne.</pe>.
Veron prosił poetę o felieton dla swego pisma.
Musset zażądał 4000 franków, twierdząc, że mu
są koniecznie potrzebne. Veron wręczył mu je
rano; wieczór idzie na obiad do Very'ego, widzi
schody przybrane najpiękniejszymi kwiatami. Pyta,
kto wydaje ucztę. Garson, z podejrzanie rozjaśnioną
twarzą, powiada mu, że pan de Musset. Veron zagląda na górę, widzi cały burdel, któremu wielki
poeta wyprawił ucztę za 4000 franków. Ale kiedy
kobiety przyszły, Musset był już tak pijany, że usnął
gdzieś w kącie...</akap>




<akap_dialog>--- Wiecie, ile osób szło za trumną Musseta?
Najwyżej czterdzieści. A za trumną Heinego sześć
czy siedem.</akap_dialog>




<akap>Na drugim końcu stołu rozprawia Taine. Taine,
ze swoim spojrzeniem kryjącym się za okularami,
ze swą życzliwą uwagą, łatwym i obrazowym wysłowieniem, obfitą informacją, ma coś z owej dystynkcji<pe><slowo_obce>dystynkcja</slowo_obce> --- tu: dystyngowany sposób bycia.</pe>, jakiej nabywają guwernerowie w wielkich domach. Mówi o braku ruchu umysłowego na prowincji francuskiej, w porównaniu z licznymi związkami literackimi w hrabstwach angielskich i miastach niemieckich; mówi o przekrwieniu tego Paryża, który wszystko pochłania, wszystko skupia,
wszystko fabrykuje; słowem, o przyszłości Francji,
która w tych warunkach musi skończyć na udar
mózgu... Na tę pochwałę Anglii, wygłoszoną przez
Taine'a, Sainte-Beuve, powołując się na swoje urodzenie w Boulogne i na babkę Angielkę, zwierza się,
że go mierzi być Francuzem:</akap>




<akap_dialog><begin id="b1358583256482-1690952581"/><motyw id="m1358583256482-1690952581">Stolica</motyw>--- Ja wiem, co ktoś na to powie: że być paryżaninem, to nie znaczy być Francuzem, ale po prostu być paryżaninem; ale zawsze jest się Francuzem, to znaczy jest się niczym... Kraj, gdzie wszędzie natykasz się na policjanta...<end id="e1358583256482-1690952581"/></akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358583301647-1817940352"/><motyw id="m1358583301647-1817940352">Pan</motyw>--- Tak, to straszna rzecz podróżować po Francji, będąc Francuzem. Białe mięso przy <slowo_obce>table d'hôte</slowo_obce>
zawsze wędruje do Anglika. A czemu? Bo Anglik
nie uważa garsona<pe><slowo_obce>garson</slowo_obce> (z fr. chłopiec) --- kelner.</pe> za człowieka, a wszelki służący
gardzi tym, który go traktuje po ludzku.<end id="e1358583301647-1817940352"/></akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358583388322-2765889067"/><motyw id="m1358583388322-2765889067">Grzeczność, Pozycja społeczna</motyw>--- Herzen opowiadał nam o służącym Angliku,
który podziękował za służbę u Francuzów, mówiąc:
,,To nie są eleganccy ludzie. Nie tylko pani, ale pan
mówią do mnie przy stole".<end id="e1358583388322-2765889067"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- To przynosi zaszczyt Francji! Cechą szlachcica jest, że mówi do swego służącego; człowiek
z gminu rozkazuje mu, ale do niego nie mówi.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba! nasz Flaubert, kiedy pracuje, daje rozkaz służącemu, aby mówił do niego tylko w niedzielę, po to aby powiedzieć: ,,Proszę pana, dziś niedziela".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To by była ciekawa książka, tak, to by był
wręcz dokument do historii Francji i ludzkości,
gdyby ktoś zebrał i opisał anegdoty przywiązane do
pewnych typów prowincjonalnych. Co za dziwadła,
co za oryginały; tego nie znajdzie się wśród mieszczuchów paryskich. Ta świeżość, ta czystość komizmu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, życie przelicytowuje powieść. Nikt na przykład nie wymyśliłby żony komendanta żandarmerii, układającej wierszem kazania swego wikarego.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Znałem człowieka, który został merem,
wykazawszy swemu prefektowi<pe><slowo_obce>prefekt</slowo_obce> --- urzędnik administracji francuskiej.</pe>, że jest jedynym
człowiekiem w miasteczku, używającym chustki do
nosa.</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- Boję się, że wpływ literacki Francji
będzie wciąż malał... Od XVIII wieku mamy świetny front, ale nie mamy rezerw. Brak ruchu umysłowego na prowincji jest zastraszający.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dawniej prowincja nie czytała i nie miała
żadnych opinii o autorach i o książkach. Dziś także
nie czyta, ale ma opinie, zaczerpnięte z gazet. Żałosny postęp...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Że nie czyta, to fakt. Prowincja nie sprowadza już książek z Paryża. Mówił mi kiedyś Montalambert<pe><slowo_obce>Montalambert, Charles Forbes René de</slowo_obce> (1810--1870) --- historyk i publicysta francuski.</pe>, który mieszka część roku na wsi, że, kiedy przyjadą do niego sąsiedzi, częstuje ich książkami; nikt ich nie tyka.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Ech, ja żyłem blisko z Lamartinem: wiecie, co on czytał? Wyłącznie Gibbona,
<tytul_dziela>Podróż do Chin</tytul_dziela> lorda Macarthney i <tytul_dziela>Korespondencję</tytul_dziela> Woltera<pe><slowo_obce>Wolter</slowo_obce> --- spolszczone: Voltaire, pseudonim François-Marie Aroueta (1694--1778), fr. pisarza i filozofa epoki oświecenia (autora m.in. powiastki filoz. <tytul_dziela>Kandyd</tytul_dziela>); zwolennika liberalizmu, krytyka wszelkich ideologii, hierarchii kościelnej i zabobonnych wierzeń (uznano go za patrona ateizmu i rewolucji). Voltaire był niezwykle wpływową osobistością swego czasu (korespondował m.in. z carycą Rosji, Katarzyną).</pe>; zawsze tylko te książki, i tylko po to,
żeby zasnąć.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pewien bibliofil, który sprzedał bardzo drogo
swoją bibliotekę, powiadał całkiem serio: ,,Zaleta
moich książek, to że nigdy nie były otwierane".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja znałem człowieka, który, za pierwszego
Cesarstwa, zarobił, w ciągu trzydziestu lat, cztery
miliony na fabrykacji mundurów; człowiek ten nie
umiał pisać; powiadał: ,,Zawsze się znajdzie jakiegoś idiotę, który umie czytać i pisać".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ludzie ambitni na prowincji są przeważnie
tylko instrumentami ambicji swoich żon: kariera
męża jest niemal jedyną rozrywką, jaką tam może sobie sprokurować inteligentna kobieta.</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT: --- Żona prezydenta sądu mówiła
do mnie: ,,Jesteśmy bardzo szczęśliwi, mąż miał
tylko jedno uwolnienie podczas całej kadencji". Pomyśleć, co się zawiera w tym zdaniu!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cały Balzac<pe><slowo_obce>Balzac, Honoré de</slowo_obce> (1879--1850) --- prozaik francuski, czołowy realista, autor cyklu powieści <tytul_dziela>Komedia ludzka</tytul_dziela>.</pe>...</akap_dialog>




<akap>Naraz<pe><slowo_obce>naraz</slowo_obce> (daw.) --- nagle.</pe>, nie wiadomo skąd, wszczyna się wielka
dyskusja o Bogu i o religii, dyskusja, jak powiadają
Goncourtowie, ,,zrodzona w wielkich mózgach z obfitego trawienia". Taine tłumaczy zalety i wygody
protestantyzmu dla wyższych umysłów, dzięki elastyczności dogmatu i dzięki interpretacji, jaką każdy, zgodnie z własnym temperamentem, może dać
swoim wierzeniom.</akap>




<akap_dialog>--- W gruncie (powiada), wszystko to jest sprawa uczucia; jestem przekonany, że natury muzykalne skłaniają się do protestantyzmu, a natury plastyczne do katolicyzmu.</akap_dialog>




<akap><begin id="b1358583643278-1093081251"/><motyw id="m1358583643278-1093081251">Religia, Choroba</motyw>Sainte-Beuve wtrąca, że pogaństwo było zrazu
ładną rzeczą, ale potem zmieniło się w istną zgniliznę, syfilis. Chrystianizm był rtęcią<pe><slowo_obce>rtęć</slowo_obce> --- przed wynalezieniem salwarsanu, syfilis leczono za pomocą rtęci.</pe> na ten syfilis,
ale za dużo jej użyto, a teraz trzeba, żeby ludzkość
leczyła się z lekarstwa...<end id="e1358583643278-1093081251"/></akap>




<akap>Po czym, porzucając wielkie teorie, opowiada
o ambicjach swego dzieciństwa, o uczuciach, jakie
budziło w nim, w Boulogne, za cesarstwa, przejście
armii; o swoich marzeniach, aby zostać wojskowym.</akap>




<akap_dialog>--- Istnieje tylko jedna prawdziwa sława: sława
wojenna! --- wykrzykuje. --- Wielcy matematycy
i wielcy generałowie; oto co uznaję!...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, marzeniem jego --- mruknął starszy Goncourt do brata --- byłoby być pułkownikiem huzarów,
aby mieć dużo kobiet. A prawdziwą jego ambicją
byłoby być ładnym chłopcem; ale rzadko zdarzyło
im się spotkać bardziej chybione powołanie...</akap_dialog>




<akap>Wszczyna się --- z powodu jakiegoś świeżego
artykułu --- bitwa około Woltera. Obaj Goncourtowie, mówiąc o pisarzu i nie biorąc w rachubę jego oddziaływania społeczno-politycznego, kwestionują jego wartość literacką; cytują księdza Trublet, który nazwał Woltera ,,tryumfem miernoty". Przyznają mu jedynie wartość wulgaryzatora, dziennikarza --- wreszcie dowcip, zgoda, ale
dowcip nie wyższy od tego, jaki posiadały wszystkie
inteligentne starsze damy owej epoki... Teatr Woltera? --- wykrzykują --- któż ośmieli się jeszcze
mówić o tym! Jego historia --- kłamstwo; pompatyczna i płaska parafraza najstarszego i najbardziej
konwencjonalnego ,,dziejopisarstwa"... Jego wiedza,
jego hipotezy, to pośmiewisko dzisiejszej nauki!
Wreszcie, jedyne dzieło, przez które wart jest żyć,
jego sławny <tytul_dziela>Kandyd</tytul_dziela>, to La Fontaine<pe><slowo_obce>La Fontaine, Jean de</slowo_obce> (1621--1695) --- francuski poeta klasycystyczny, znany głównie jako autor bajek zwierzęcych.</pe> prozą, skastrowany Rabelais<pe><slowo_obce>Rabelais, François</slowo_obce> (1483-94--1553) --- francuski pisarz, lekarz, były zakonnik; jego satyryczno-fantastyczna epopeja <tytul_dziela>Gargantua i Pantagruel</tytul_dziela> pisana w latach 1532--1564 krytykowała instytucje kościelno-feudalne, dogmaty, średniowieczną metafizykę, budując tym samym podwaliny pod nowoczesną myśl odrodzenia.</pe>... Cóż warte te 80 tomów przy
<tytul_dziela>Kuzynku mistrza Rameau</tytul_dziela>, przy <tytul_dziela>To nie bajka</tytul_dziela> Diderota<pe><slowo_obce>Diderot, Denis</slowo_obce> (1713--1784) --- myśliciel oświecenia, współtwórca <tytul_dziela>Wielkiej Encyklopedii Francuskiej</tytul_dziela>, autor powiastki filozoficznej <tytul_dziela>Kubuś Fatalista i jego pan</tytul_dziela>; teoretyk dramatu mieszczańskiego.</pe>, w których mieszczą się już cała powieść i nowela XIX wieku?</akap>




<akap_dialog>--- Wiecie, spotkałem kuzynkę tego miłego
kuzynka Rameau; to osoba, która powiadała do
mnie: ,,Niepojęty jest ten Girardin, mam jego kilkaset listów, wszystkie kompromitujące, i on nie chce
ich odkupić!"</akap_dialog>




<akap>Wszyscy wsiadają na Goncourtów, a Sainte Beuve oświadcza, że Francja nie będzie wolna, dopóki Wolter nie będzie miał pomnika na najpiękniejszym placu Paryża. I z kolei intonuje pochwałę
Roussa, o którym mówi jak o pokrewnej naturze,
jak o człowieku swojej rasy. Ale pochwałę tę przerywa jakiś brutal, mówiąc:</akap>




<akap_dialog>--- Rousseau<pe><slowo_obce>Rousseau, Jean Jacques</slowo_obce> (1712--1778) --- francuski pisarz oraz filozof; postulował powrót do natury, odrzucał zdobycze cywilizacji, w tym pojęcie własności prywatnej; swój model człowieka idealnego, dobrego, wychowywanego w naturze przedstawił w dziele z 1762: <tytul_dziela>Emil, czyli o wychowaniu</tytul_dziela>.</pe> to lokaj, który się bawi w kredensie swoim........</akap_dialog>




<akap>Wobec tej ostrości słów i myśli Renan jest trochę oszołomiony. Siedzi ze swoją miną zażywnego<pe><slowo_obce>zażywny</slowo_obce> --- tęgi, lecz energiczny.</pe>
proboszcza, prawie milczący, ale ciekawy, pełen zainteresowania, chłonący cynizm słów niby uczciwa
kobieta, która się zaawanturowała na kolacyjkę
w podejrzanym towarzystwie.</akap>




<akap>Znów wraca rzecz do Boga.</akap>




<akap_dialog>--- To zadziwiające --- mruczy Goncourt --- jak przy
burgundzie mówi się zawsze o nieśmiertelności
duszy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak --- odpowiada Sainte-Beuve --- kiedy się już
nie wie, co się gada.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja --- rzecze Renan --- admiruję Jezusa bez zastrzeżeń.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ależ --- wykrzykuje Sainte-Beuve --- w jego
ewangeliach jest mnóstwo rzeczy idiotycznych.
,,Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię".
To nie ma sensu.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A Sakja Muni<pe><slowo_obce>Sakja Muni</slowo_obce> --- przydomek Siddharthy Gautamy, czyli Buddy.</pe> --- wtrąca Gautier; --- gdyby tak
wypić zdrowie Sakja Muni?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A Konfucjusz<pe><slowo_obce>Konfucjusz</slowo_obce> (551--479 p.n.e.) --- chiński filozof, nauczyciel i reformator.</pe>? --- rzekł kłoś.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och, nudziarz.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A czy jest coś głupszego niż Koran?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba --- rzekł Sainte-Beuve, pochylając się do
Goncourta --- trzeba wszystko poznać, a nie wierzyć
w nic. Prawda jest tylko w kobiecie...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Oczywiście, miły sceptycyzm, to jeszcze
summum<pe><slowo_obce>summum</slowo_obce> (łac.) --- to, co największe a. najlepsze.</pe> człowieka. Nie wierzyć w nic, nawet
w swoje wątpienie... Wszelkie przeświadczenie jest
głupie jak... jak papież...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja --- zwierza się tymczasem Gautier doktorowi
Veyne w innej materii --- ja nigdy nie byłem zażarty
na ten rodzaj intymnej gimnastyki... To nie znaczy, abym nie miał kwalifikacji po temu. Zrobiłem
w życiu siedemnaścioro dzieci, wszystkie dość piękne... Można oglądać próbki... Ale zupełnie wystarczy załatwić się z tym raz do roku. Zachowuję przy tym najdoskonalszą zimną krew; mógłbym rozwiązywać równanie matematyczne... A wreszcie, mnie
się to wydaje upokarzające, aby lada klempa mogła
sobie wyobrażać, że człowiek koniecznie chce na nią
wleźć...</akap_dialog>




<akap>I Gautier rozwija teorię, że człowiek nigdy nie
powinien się poddać żadnemu wzruszeniu, że to
jest poniżające, że nigdy nie należy dopuszczać własnej uczuciowości do swego dzieła; uczuciowość, to
jest coś pośledniejszego w sztuce.</akap>




<akap_dialog>--- Tę siłę, którą mam i która pozwoliła mi usunąć serce z moich książek, nabyłem przez stoicyzm
mięśni. Jedna rzecz posłużyła mi za naukę. Oglądałem w pewnym majątku psy, straszliwie złe, zdolne w pięć minut ogryźć żywego osła do kosteczki;
po czym pokazano mi inne psy, tchórzliwe, pełzające
przed człowiekiem, liżące mu buty. ,,To inny gatunek?" --- spytałem. --- ,,Zupełnie ten sam; tylko tamtym daje się mięso, a tym zupkę jarzynową". To
mnie oświeciło; od tego dnia jadłem dziennie sześć
funtów baraniny i chodziłem za rogatki bić się
z murarzami --- kończy z przekonaniem Gautier,
którego poczciwość i miękkie serce są znane.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ale kobieta...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, kobieta!... Ale kobieta nie płciowa, istota
tak młoda, aby nie budziła cienia idei o porodzie,
nic z akuszerii...</akap_dialog>




<akap>Popiera go Flaubert:</akap>




<akap_dialog><begin id="b1358586046709-2262540022"/><motyw id="m1358586046709-2262540022">Pożądanie, Piękno</motyw>--- W ogóle piękność nie jest erotyczna; piękne
kobiety nie są w gruncie stworzone na to, aby je
kochać konkretnie; nadają się jedynie do rzeźbienia
w marmurze. Miłość, to jest coś nieuchwytnego,
podniecającego, co rzadko bywa produktem piękności.<end id="e1358586046709-2262540022"/></akap_dialog>




<akap>Ktoś wtrąca:</akap>




<akap_dialog>--- Znacie powiedzenie aktorki Dorval, która
mówiła: ,,Ja nie jestem ładna, ja jestem gorzej..."</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Pamiętacie Gustawa Planche?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Krytyka z przydomkiem ,,okrutny"?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Właśnie. Sekret jego okrucieństwa tkwił
w tym, że on był impotent. Pewnego razu, u tej
właśnie Dorval, tarzał się po podłodze i jęczał tak
rozpaczliwie, że odźwierny słyszał go ze swej izdebki.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ktoś się dowiedział o jednym z naszych najsławniejszych autorów dramatycznych, że się stał
impotentem; na co ów ktoś rzekł: ,,To dla niego
bardzo szczęśliwie; uwolniony jest od męczarni niepewności".</akap_dialog>




<akap>Naraz ogromny Flaubert wykrzykuje, że nigdy
naprawdę nie posiadał kobiety, że jest właściwie
dziewicą i że wszystkie kobiety, jakie miał, były
tylko ,,materacem dla kobiety jego marzeń". Przez
ten czas, Nefftzer i Taine wszczęli dyskusję nad zawartością etymologiczną słowa ,,konkretny".</akap>




<akap>Sainte-Beuve zaczyna długą historię, jak 24 lutego r. 1848 szedł na randkę z pewną praczką. ,,No
tak, moi panowie, z praczką" --- oświadcza mężnie. Nie mógł się dostać przez most, zapchany tłumem ludu, który krzyczał: ,,Niech żyje armia!"...</akap>




<akap>Soulié<pe><slowo_obce>Soulié, Eudore </slowo_obce> (1817--1876) --- francuski historyk sztuki i konserwator.</pe> przerywa mu, aby opowiedzieć, że podczas rewolucji r. 1848, ktoś, ujrzawszy na moście
jak pies ukąsił swego ślepca, sprzedał wszystkie akcje, mówiąc: ,,To już koniec świata"...</akap>




<akap>W innym kącie stołu Renan, bardzo podniecony, miota się na pustkę poezji Chińczyków, ludów
Wschodu... Przychodzi mu na odsiecz Berthelot,
wielki chemik, ,,jegomość który rozkłada i składa
pierwiastki, rodzaj Pana Boga w szlafroku". Potem
rozlega się głos tego świetnego poety hipotez naukowych, jak, wśród ogólnej rozmowy, rzuca te
słowa:</akap>




<akap_dialog>--- Wszelkie ciało, wszelki ruch, oddziałujące
chemicznie na ciała organiczne, z którymi się znalazły przez sekundę w styczności, wszystko --- od
czasu trwania świata --- istnieje i drzemie, przechowane, sfotografowane w miliardach naturalnych
klisz; i może to jest jedyny ślad naszego przejścia
przez tę wieczność... Kto wie, czy pewnego dnia,
wiedza, przy swoim postępie, nie odnajdzie portretu
Aleksandra Wielkiego na jakiej skale, gdzie przez
chwilę spoczął jego cień?...</akap_dialog>




<akap>Rozmowa zbacza na hipotezy o zaludnieniu planet. Niby wpół napełniony balon, uderza o nieskończoność, a z nieskończoności przechodzi znów na
Boga. Padają formuły silące się go określić. Przeciw plastykom i Latynom, którzy pojmują Boga --- jeżeli istnieje --- jedynie jako starca o ludzkiej twarzy, poczciwego Boga michał-aniolowego z wielką
brodą, Taine, Renan, Berthelot wysuwają koncepcję
heglowską, ukazując w Bogu jakiś bezkresny i mglisty rozczyn, którego światy są jedynie drobinami.</akap>




<akap>I Renan, podniecony, szukając barwnego obrazu owej Wszystkości, po głębokim szukaniu w mózgownicy i po długiem milczeniu wróżącym poród
czegoś genialnego, Renan, najpoważniej i najuroczyściej w świecie, wśród skupionej ciszy słuchaczy,
przyrównywa Boga do... zgadnijcie do czego... (powiada Goncourt) --- do ostrygi i jej wegetatywnego
istnienia. Och, oczywiście ostrygi bardzo wielkiego
formatu...</akap>




<akap>Na to porównanie cały stół parska straszliwym
śmiechem, do którego, po chwili zdumienia tym, co
powiedział, Renan przyłącza się z wdziękiem.</akap>




<akap>Nie wiadomo, czy to ów śmiech <wyroznienie>homeryczny</wyroznienie>
sprowadza rzecz na Homera<pe><slowo_obce>Homer</slowo_obce> --- autor <tytul_dziela>Iliady</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Odysei</tytul_dziela>, żyjący prawdopodobnie ok. VIII w. p.n.e.</pe>, faktem jest, że Homer
znajduje się na tapecie. I oto wszyscy ci obrazoburcy Boga, niszczyciele wiary, rozpływają się --- wciąż powiada Goncourt --- we wstrętnym bałwochwalstwie. Wszyscy ci hiperkrytycy obwieszczają
jednym głosem, że był na początku ludzkości czas,
kraj, dzieło, gdzie wszystko jest boskie ponad wszelką dyskusję, nawet ponad wszelkie rozważanie.</akap>




<akap>I zaczynają się rozpadać nad każdym słowem.</akap>




<akap_dialog>--- Ptaki długoogoniaste! --- wykrzykuje Taine
z entuzjazmem.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Morze nie rodzące winnego grona! Czy to
nie piękne? --- woła swoim dyszkantem<pe><slowo_obce>dyszkant</slowo_obce> --- wysoki, piskliwy głos.</pe> Sainte-Beuve.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W gruncie to nie ma żadnego sensu --- wtrąca
Renan. --- Istnieje pewne stowarzyszenie niemieckie,
które odkryło inny wykład.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jaki?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie pamiętam już --- powiada Renan --- ale
cudowny!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- No i co na to panowie Goncourt, którzy pisali, że starożytność istniała tylko po to, aby profesorowie mieli z czego żyć?</akap_dialog>




<akap>Goncourt nie chce zabierać głosu, bo wie, na
czym się to kończy, ale, drażniony ze wszystkich
stron, odpowiada możliwie najłagodniej, że większą
mu robi przyjemność czytać Wiktora Hugo niż Homera.</akap>




<akap>Na to bluźnierstwo Saint-Victor, ,,robiący dosłownie wrażenie furiata", zaczął ryczeć i wyć, że
to już za wiele, że tego nie można słuchać i że to
jest obraza religii ludzi inteligentnych.</akap>




<akap>Goncourt odpala:</akap>




<akap_dialog>--- To bardzo osobliwe, że w towarzystwie, gdzie
dopuszcza się dyskusję nad wszystkim, nie ma ktoś
prawa powiedzieć swojego zdania o Homerze.</akap_dialog>

<akap>Saint-Victor krzyczy, unosi się. Na to Goncourt
zaczyna krzyczeć jeszcze głośniej, wzburzony (jak
mruczy potem do sąsiada) na tego człowieka nie
bez talentu ale bez zdania, który zawsze schlebia
utartym mniemaniom, lecz spuszcza z tonu, kiedy
mu pokazać zęby.</akap>







<akap>Sainte-Beuve, bardzo przejęty kłótnią, przyzywa
Goncourta do siebie, próbuje go uspokoić, stara się
załagodzić wszystko, proponując z jednej strony jego przeciwnikom założenie klubu homerystów, a jemu znów basując<pe><slowo_obce>basować</slowo_obce> (daw.) --- schlebiać a. przytakiwać.</pe> z drugiej. Wszystko wreszcie
uspokaja się, Saint-Victor podaje Goncourtowi rękę,
którą ten przyjmuje dość opornie.</akap>





<akap_dialog>--- Och, ta grekomania Saint-Victora i Flauberta! --- mruczy Goncourt.--- Flaubert doszedł do tego, że zachwyca się w Partenonie cudowną <wyroznienie>białością marmuru</wyroznienie>, który jest --- powiada --- ,,czarny
jak heban"...</akap_dialog>




<akap>Ktoś rzuca ciekawe szczegóły tyczące uczonych
Y... i Z.... Niemców, którzy nie są zapewne uczeńsi
od innych, ale którzy modzie germanizmu w obecnym świecie naukowym zawdzięczają fantastyczne
kariery.</akap>




<akap>Ów opowiadający znał uczonego Y.... biednego,
skromnego, nieznanego, grającego na fortepianie na
swoim poddaszu jak wszyscy Niemcy. Spotyka go
później w krawacie w różowe groszki, w oszołamiającym garniturze. --- ,,Zmieniłem się, prawda? --- powiada uczony. Ba, przekonałem się, że praca,
wytrwałość, to głupstwo. Profesor Haase wytłumaczył mi, że można dojść do czegoś jedynie przez kobiety... Patrz pan na takiego L...; czym on byłby,
gdyby nie kręcił się w salonach?".</akap>




<akap>Za drugim widzeniem, ten sam uczony, spotkawszy tegoż znajomego, odciągnął go na bok
i spytał nieśmiało, czy myśli, że Niemiec taki jak
on może kiedy nauczyć się, wzorem Francuzów,
mówić pieprzne rzeczy kobietom; że próbował, ale
zawsze to wypadało za ordynarnie, robiło się świństwo niemożliwe do strawienia.</akap>




<akap_dialog><begin id="b1358587497009-1655325002"/><motyw id="m1358587497009-1655325002">Niemiec</motyw>--- Cóż za symptom czasu, powiada Goncourt.
Nauka używająca niskich środków, aby się wybić;
nauka reprezentowana przez dwóch chamów, zrodzonych w kraju prostoty, a silących się na lekkość
i wdzięk francuskiego zepsucia...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W bibliotece widziałem przechodząc człowieka, który czytał: trzymał w ręce dłoń młodej kobiety siedzącej koło niego. Wracałem tamtędy w dwie
godziny później. Czytał ciągle i wciąż trzymał rękę
młodej kobiety w dłoni. To było małżeństwo niemieckie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie, to były <tytul_dziela>Niemcy</tytul_dziela>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Widziałem wczoraj, idąc do biblioteki, rzecz
bardzo zabawną: wielki pies, który się rzucał
z wściekłem szczekaniem na wodotrysk, próbując
rozszarpać strumień wody, płynący ciągle.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358587549181-2670331782"/><motyw id="m1358587549181-2670331782">Zazdrość</motyw>--- Wspaniały symbol naszej choroby narodowej, zawiści. Miałem krewniaka, był bardzo bogaty i bardzo skąpy: otóż, byłby swego czasu grubo
zapłacił, aby widzieć upadek Lamartine'a, którego
wcale nie znał.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pański krewniak był po prostu wyrazicielem
wielkiej burżuazji francuskiej, której sprawiają
cierpienia dzieła stworzone przez poetę, zwycięstwa generałów, odkrycia uczonego. Doprawdy,
można by rzec, że wszelka sława, jaka się skupi we
Francji dokoła nazwiska Francuza, wyrządza
krzywdę każdemu Francuzowi, każdy żółknie po trosze.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak. Gdyby nie było żandarmów, wszelkiego człowieka mającego trochę rozgłosu rozszarpano by na ulicy w biały dzień...</akap_dialog>




<akap>Z kolei doktór Robin opowiada szczegóły doświadczeń na skazańcach, na ciałach ludzi bez głowy, którzy w trzy kwadranse po śmierci podnoszą
rękę jak żywi do piersi w miejsce, gdzie ich uszczypnąć; --- i wiele innych doświadczeń, przemawiających za autonomią mózgu i serca. Ale już rozmowa przeskakuje na Balzaka. Sainte-Beuve atakuje
wielkiego powieściopisarza:</akap>




<akap_dialog>--- Balzac nie jest prawdziwy... --- to człowiek genialny, zgoda, ale to monstrum!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ależ my wszyscy jesteśmy monstra! --- odpala
Gautier. --- Zatem kto odmalował nasze czasy?
Gdzie odnajdziemy nasze społeczeństwo, w czyjej
książce, jeżeli nie u Balzaka? Może w powieściach
pani Sand<pe><slowo_obce>Sand, George</slowo_obce> (1804--1876) --- francuska powieściopisarka; publikowała pod męskim pseudonimem; początkowo pisała w duchu romantycznej egzaltacji, później poruszała tematy społeczne, postulując obronę niższych warstw m.in. w <tytul_dziela>Grzechu pana Antoniego</tytul_dziela> z 1847 roku; przez pewien czas pozostawała w związku z Chopinem.</pe>?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pokażcie mi cokolwiek, czego by nie było
w Balzaku! --- woła ktoś.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mój Boże --- szepce Renan do jednego z Goncourtów --- mnie się pani Sand wydaje dużo prawdziwsza od Balzaka. Tak, tak, u niej namiętności
są bardziej ogólnoludzkie...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A przy tym u Balzaka ten styl! --- krzywi się
Sainte-Beuve --- jakie to wymęczone, pokręcone...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Panowie --- obstaje Renan --- za trzysta lat będą
czytali panią Sand.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ależ taki Hulot --- krzyczy Nefftzer --- to ludzkie,
to wspaniałe!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Piękno to prostota --- odpowiada Saint-Victor. ---
nie ma nic piękniejszego nad uczucia Homera, są
wiecznie młode... Weźmy Andromakę<pe><slowo_obce>Andromacha</slowo_obce> --- w <slowo_obce>Iliadzie</slowo_obce> żona Hektora.</pe>, to bardziej
interesujące niż pani Marneffe!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie dla mnie --- odpowiada Edmund Goncourt.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Znowu!!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pański Homer maluje jedynie cierpienia fizyczne. Malować cierpienia moralne --- oto sztuka!
Mam być szczery? Najmniejszy romans psychologiczny bardziej mnie bierze niż cały pański Homer...
Tak, z większą pasją czytam <tytul_dziela>Adolfa</tytul_dziela> niż <tytul_dziela>Iliadę</tytul_dziela>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Można oknem wyskoczyć, kiedy się słyszy
takie rzeczy --- ryczy znów Saint-Victor. Trzęsie się
i bełkoce:</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To absurd... Jak można... Grecy są poza dyskusją. Wszystko u nich jest boskie...</akap_dialog>




<akap>A Goncourt znów do sąsiada: --- Można przeczyć istnieniu Boga, kwestionować papieża, pyskować na wszystko, ale Homer!... To osobliwa rzecz,
te religie w literaturze...</akap>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Kto z nas zna Homera?... Homera trzeba czytać po grecku. To bardzo dzikie.</akap_dialog>




<akap>Renan powiada, że pracuje nad tym, aby usunąć
ze swojej nowej książki wszelki styl dziennikarski;
próbuje pisać prawdziwym językiem XVIII wieku,
językiem ostatecznym, który starczy na oddanie
wszystkich uczuć.</akap>




<akap_dialog>--- Źle pan robi i nie osiągnie pan tego --- powiada Gautier. --- Pokażę panu w pańskiej książce setkę
słów, które nie będą z XVII wieku. Ma pan nowe
myśli, nieprawdaż; dla nowych myśli trzeba nowych słów!... Może tamtym ludziom wystarczały
słowa, które mieli, zgoda. Nie wiedzieli nic, nie znali
nic, trochę łaciny i trochę greki. Ani litery ze sztuki.
Czyż nie nazywali Rafaela ,,Mignardem swoich czasów"? Ani słowa z historii. Ani słowa z archeologii. Zobaczy pan we wtorek mój felieton o Baudrym: niech go pan spróbuje sporządzić słownikiem
XVII wieku!</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Wiecie panowie, pani Sand chce
coś napisać o synu Jana Jakuba Rousseau w czasie
Rewolucji... To będzie ujęte bardzo szlachetnie...
Cała przejęta jest swoim tematem... Miałem od niej
w ubiegłym tygodniu trzy listy... To wspaniała organizacja artystyczna!</akap_dialog>




<akap_dialog>SOULIÉ: --- E, jest już jakiś wodewil o dzieciach Roussa...</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Pani Sand to największa artystka
naszych czasów, talent najprawdziwszy!</akap_dialog>




<akap_dialog>CAŁY STÓŁ: --- Och!... Ach!... Och!... Ach!...</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Przez ,,prawdziwy" nie rozumiem
realizmu.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Pijmy. Ja piję. No, dalej,
panie Scherer. Zdrowie naszego Hugo!</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- Hugo? Hugo nie jest szczery... Taki
Musset...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Jak to, Taine, pan stawiasz
Musseta ponad Wiktora Hugo?! Ależ Hugo to fenomen! Skradł pod nosem temu rządowi, który jest
przecież wszechmocny, największy sukces naszych
czasów --- popularność... Książka jego wyczerpana
jest od ósmej rano do dwunastej w południe. Wniknął wszędzie: kobiety, lud, wszyscy go czytali. A ja?
Kiedy przeczytałem jego <tytul_dziela>Ody i ballady</tytul_dziela>, pobiegłem
zanieść mu wszystkie swoje wiersze... Panowie
z <tytul_dziela>Globu</tytul_dziela> nazywają go barbarzyńcą... Otóż wszystko,
co zrobiłem, jemu zawdzięczam. W ciągu dziesięciu
lat panowie saint-simoniści z <tytul_dziela>Globu</tytul_dziela> nie nauczyli
mnie nic...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ależ, panie Sainte-Beuve, niedawno pamiętamy, jak się pan miotał jak wściekły na samo jego
nazwisko, mówiąc że Hugo to jest szarlatan, że to
jest pierwszy spekulant literacki! Mówił pan...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mówiłem, mówiłem, różne się rzeczy mówi
i zawsze się ma trochę racji... Krytyka, to mówić
to co człowiekowi przejdzie przez głowę... tylko tyle. Ale cóż, to on nauczył mnie pisać wiersze... Bajeczny temperament. Jego fryzjer mówił mi, że
u niego włosy na brodzie są trzy razy grubsze niż
u każdego innego, że się na nich każda brzytwa
szczerbi. Bajeczny temperament.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Wszyscy jesteśmy z niego.</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- Pozwólcie, panowie, Hugo jest to
olbrzymi ewenement naszych czasów, ale...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE, <wyroznienie>bardzo podniecony</wyroznienie>: --- Niech
pan nie mówi o Wiktorze Hugo. Nie zna go pan.
Jest tu nas tylko dwóch, którzy go znamy: Gautier i ja. To, co stworzył Hugo, jest wspaniałe!</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- To jest, jeżeli się nie mylę, to co
wy dziś nazywacie poezją: odmalować drzewo, wieżę, niebo; słowem, pokazać rzeczy. Dla mnie to
nie jest poezja, to jest malarstwo.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Zdaje mi się, że pan popadasz
w idiotyzm filistrów<pe><slowo_obce>filister</slowo_obce> (pogardl.) --- mieszczuch o ograniczonych horyzontach.</pe>. Żądać od poezji sentymentalizmu... nonsens! Słowa promieniste, słowa nasycone światłem --- oto co jest poezja... Poezja nie ma
dowodzić niczego... Nic, tylko słowa.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Hugo to przykład, jak wspaniałą rzeczą jest
oddalenie dla żyjącej sławy. Wolter w Ferney,
Hugo w Jersey, dwie samotnie, które rymują się
i tworzą jakby echo. Dla genialnego lub choćby
utalentowanego człowieka pokazywać się, znaczy
się pomniejszać.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Hugo znosi wygnanie zupełnie obojętnie; nie
uznaje, aby ojczyzna to była tylko ziemia. Powtarza: ,,Ojczyzna, co to jest? Idea. Cóż to jest Paryż?
Nie potrzebuję go. Paryż to ulica Rivoli, a ja nie cierpię ulicy Rivoli".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cóż to za żelazna siła! Kąpie się w morzu
dwa razy dziennie, chodzi goło, wstaje o trzeciej,
pracuje ciągiem do południa...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wiecie, że Hugo nigdy nie chorował?</akap_dialog>




<akap>Ktoś wspomniał wielką batalię dokoła <tytul_dziela>Hernaniego</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Hernani</slowo_obce> --- dramat Wiktora Hugo (1829); jego wystawienie w teatrze stało się pretekstem do gwałtownego sporu między klasykami a romantykami, określanego jako ,,bitwa o <tytul_dziela>Hernaniego</tytul_dziela>".</pe>. Gautier oświadcza, że na premierze <tytul_dziela>Hernaniego</tytul_dziela> miał nie czerwoną kamizelkę, ale różowy kaftan. Kiedy cały stół się śmieje, on dodaje:</akap>




<akap_dialog>--- Ależ to bardzo ważne. Czerwona kamizelka
wyrażałaby republikanizm, a nie było nic podobnego. Byliśmy tylko średniowieczni. Wszyscy, Hugo także. Republikanin? Ani wiedzieliśmy co to takiego. Jeden Petrus Borel był republikanin.</akap_dialog>
<akap>
I znów, przy likierze, rzecz schodzi na kobiety...
</akap>




<akap_dialog>TAINE: --- Na przykład Angielki...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Och, mówmy o Francuzkach... nie ma nic bardziej uroczego. Jedna, dwie,
trzy, cztery, pięć kobiet... to rozkoszne... I powiedzieć, że przed pierwszym można mieć mnóstwo
takich uroczych... za bezcen... tych nieszczęśliwych...
Bo zarobki kobiet... nędza! Oto rzecz, o której tacy ludzie jak pan Thiers<pe><slowo_obce>Thiers, Louis Adolphe</slowo_obce> (1797--1877) --- francuski historyk i polityk, wsławiony stłumieniem komuny paryskiej.</pe> nigdy nie pomyślą... Trzeba od tej strony przebudować ustrój... To są kwestie...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Nie ma sposobu dla kobiety
utrzymać się. Mała X... z <slowo_obce>Gymnase</slowo_obce>, która ma cztery
tysiące franków rocznie, mówiła mi wczoraj...</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Prostytucja jest naturalnym stanem kobiety. Rzekłem.</akap_dialog>

<akap_dialog>KTOŚ: --- W grucie rzeczy, Malthus<pe><slowo_obce>Malthus, Thomas</slowo_obce> (1766--1834) --- duchowny i ekonomista angielski, jako pierwszy rozważał kwestię przeludnienia.</pe>...</akap_dialog>




<akap_dialog>DOKTÓR VEYNE: --- Malthus to ohyda.</akap_dialog>




<akap_dialog>BERTHELOT: --- Nie tylko Francja ma najmniej dzieci, ale do tego ma najwięcej starców.
W cyfrach wynosi to mniej więcej 100 w stosunku
do 58 w Prusach.</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- Ależ zdaje mi się, że powinno się
mieć dzieci jedynie wówczas, kiedy im można zapewnić byt... Młode dziewczęta, które jadą na guwernantki do Rosji, to okropne!</akap_dialog>




<akap_dialog>KTOŚ: --- Niech żyją bezpłodne żony i kochanki!</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Ależ natura, wielki grecki
PAN<pe><slowo_obce>Pan</slowo_obce> (mit. gr.) --- bóg pasterzy, przedstawiany z koźlimi nogami.</pe>!...</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI, <wyroznienie>nagle</wyroznienie>: --- Czy zauważyliście, że nigdy dziewica, młoda czy stara, nie wydała nic
w sztuce?</akap_dialog>




<akap>Rozmowa staje się bezładna.</akap>




<akap_dialog>--- Dużo się ludzie żenią w tym roku.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zwłaszcza mężczyźni.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Idiota.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Słuchajcie, sentencja. Społeczeństwa zaczynają od wielożeństwa, a kończą na wielomęstwie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Powiem wam ładne słówko podmiejskiego
restauratora. Ktoś mówił mu: ,,Tak, w lecie pan
zarabia, ale w zimie nie ma nic. --- W zimie, proszę
pana, mamy wiarołomstwa".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dzisiejsze małżeństwo bez zalotów, bez
flirtu, brutalne, cyniczne, to prosty gwałt w obliczu
pana mera, z aprobatą rodziców.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mówiono gdzieś o gałęzi pewnej rodziny, popadłej niemal w ubóstwo; na to, pani domu wykrzyknęła: ,,Pojmuje pan, ludzie, którzy od pięciu
pokoleń żenią się z miłości!"...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Rzecz ciekawa, że tego, co mężczyzna kupuje za sto tysięcy franków u kobiety, która sprzedaje mu swoje ciało, mianowicie piękności, nie ceni ani na dziesięć tysięcy u tej, którą bierze za żonę
i która wnosi mu w dodatku posag...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Małżeństwo to instytucja
skazana na śmierć: niedługo w ogóle nie będzie
istniało.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nic lepszego, niż stosunki czysto fizyczne,
połączone z prawdziwą koleżeńską przyjaźnią --- z kochanką.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pewien ksiądz, mój znajomy, powiadał żonie, której mąż zaczynał dla niej stygnąć: ,,Widzisz, moje dziecko, trzeba, żeby uczciwa kobieta
miała leciutki zapaszek kokoty"...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A to powiedzenie pewnego proboszcza o osobie, która rodzi co rok: ,,Ta kobieta to jak konfesjonał, zawsze pełno ludzi".</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Sprzedaję co rok prawo
własności małego tomiku. To mi pozwala dawać
coś nie coś kobietkom... około nowego Roku. Są takie milusie, że nie można, doprawdy...</akap_dialog>




<akap>Tu Sainte-Beuve, rozgrzany wspomnieniami,
robi sobie kolczyki z pęków czereśni. Efekt!</akap>




<akap_dialog>NEFFTZER, <wyroznienie>do Gautiera</wyroznienie>: --- Popełniłeś dziś bezeceństwo. Zareklamowałeś w swoim felietonie
w ,,Monitorze" sztukę Racine'a<pe><slowo_obce>Racine, Jean</slowo_obce> (1639--1699) --- francuski poeta i dramaturg; odniósł sukces <tytul_dziela>Andromachą</tytul_dziela> z 1667 roku.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Ano cóż, mój minister ma tego
ćwieka, że wierzy w arcydzieła. Musiałem nagryzmolić recenzję z <tytul_dziela>Fedry</tytul_dziela>... Zresztą nie rzekłem ani
jednego pochwalnego słówka o Racinie, o tym
człowieku, który robił wiersze jak prosię.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- W gruncie rzeczy, Racine<pe><slowo_obce>Racine, Jean</slowo_obce> (1639--1699) --- francuski poeta i dramaturg; odniósł sukces <tytul_dziela>Andromachą</tytul_dziela> z 1667 roku.</pe>
i Corneille<pe><slowo_obce>Corneille, Pierre</slowo_obce> (1606--1684) --- ojciec tragedii francuskiej, który doprowadził do odrodzenia teatru, przywrócenia antycznej zasady trzech jedności; jego największe dzieła to <tytul_dziela>Cyd</tytul_dziela> (1636) i <tytul_dziela>Andromeda</tytul_dziela> (1650).</pe> zawsze tylko aranżowali wierszem
sztuki greckie, łacińskie, hiszpańskie. Sami z siebie
nic nie wymyślili, nic nie stworzyli.</akap_dialog>




<akap_dialog>SCHERER, <wyroznienie>przerażony, patrząc wkoło przez binokle</wyroznienie>: --- Panowie, wasza nietolerancja... wasza
ekskluzywność... Ostatecznie, jakieś kryteria... Trzeba zwalczać formowanie sądów instynktem. Gust
to jest nic. Jedynie zasada, przede wszystkim zasada....</akap_dialog>




<akap_dialog>KTOŚ: --- Do czarta z zasadą; nic tylko smak,
gust, węch, nos...</akap_dialog>




<akap>Zgiełk. Wśród zgiełku słychać śpiewny głos
Gautiera, który, nie zważając na tok dyskusji, powtarza: --- Ja jestem silny. Podnoszę jedną ręką itd.</akap>

<akap>Taine zmienia temat, intonując z jakiejś okazji
pochwałę mieszczaństwa.</akap>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Mieszczaństwo! Burżuazja! W mieszczaństwie dzieją się potworne rzeczy. Znam sporo rodzin... Oczy sobie trzeba zasłaniać... Lesbos,
to rzecz normalna; kazirodztwo nie wychodzi z domu, a sodomia...</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- Ależ i ja znam dobrze mieszczaństwo, jestem z rodziny mieszczańskiej. A przede wszystkim co pan rozumie pod mieszczaństwem
czy burżuazją?</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Ludzi, którzy mają piętnaście
lub dwadzieścia tysięcy franków renty i nie robią
nic.</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- No więc, zacytuję panu trzydzieści
kobiet z tej sfery, które znam i które są cnotliwe.</akap_dialog>




<akap_dialog>KTOŚ: --- Co pan wie o tym, panie Taine,
w takich rzeczach sam Bóg nie ma pewności...</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- O, na przykład w Angers kobiety
są pod takim dozorem, że nie ma ani jednej, o której by mówiono coś złego.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Ba, w Angers, ależ tam
sami pederaści! Czytaj pan świeże procesy...</akap_dialog>




<akap>Poziom rozmowy obniża się wydatnie. Wielki
czas, aby rozwiązać zebranie.</akap>




<akap>Kiedy wszyscy wstają aby się rozejść, Gautier
podchodzi do Scherera, osobistości najbardziej niemej, i powiada: --- No, panie Scherer, mam nadzieję, że za najbliższym razem pan się skompromituje, bo my się kompromitujemy tu wszyscy; nie
uchodzi, aby pan się przyglądał nam na chłodno...</akap>




<akap_dialog>KTOŚ: --- Nie wydziwiaj, Théo, i tak nasz obiad
jest jednym z ostatnich schronień wolności słowa
i myśli...</akap_dialog>


<naglowek_rozdzial>Drugi obiad</naglowek_rozdzial>






<akap>Wszczyna się rozmowa dokoła świeżej książki,
poświęconej rewolucji francuskiej. Goncourt zżyma się:</akap>




<akap_dialog>--- Och! ta ,,wielka" rewolucja... Kiedy się
bada dokumenty epoki, mdłości zbierają: ale więcej tam jeszcze błazeństwa niż zbrodni. Ta kałuża
mordów cuchnie głupotą. Darmo rewolucja straszy
nas grozą, jest przede wszystkim głupia. Odbierzcie
tym wielkim ludziom, Robespierre'owi, Maratowi<pe><slowo_obce>Marat, Jean-Paul</slowo_obce> (1743--1793) --- polityk z okresu Rewolucji Francuskiej, zabity przez Charlotte Corday.</pe>,
nimb katów, jeden będzie nudnym bakałarzem,
drugi poczwarnym obłąkańcem...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Wiecie, ile Marat miał
po śmierci ołtarzy i nagrobków? Czterdzieści tysięcy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pomyśleć, że taki Carrier<pe><slowo_obce>Carrier, Jean Baptiste</slowo_obce> (1745--1794) --- polityk z okresu Rewolucji Francuskiej, wsławiony okrucieństwem podczas pacyfikacji powstania w Wandei.</pe> mógł zakatrupić
tysiące osób, które miały ojców, braci, synów, żony, i że nikt z tych, co zostali, nawet nie próbował
go zgładzić! Smutna miara ludzkich przywiązań. Szczególna rzecz: jeden był wypadek zabicia
kata --- ręką kobiety, Szarloty Corday<pe><slowo_obce>Corday, Marie Anne Charlotte de</slowo_obce> (1768--1793) --- morderczyni Jean-Paula Marata, polityka z okresu Rewolucji Francuskiej.</pe> --- a i w tym
wypadku ręką kierowała głowa, nie serce.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jedno wielkie świństwo. A taki Mirabeau<pe><slowo_obce>Mirabeau, Honoré Gabriel Riqueti</slowo_obce> (1749--1791) --- polityk i pisarz z czasów Rewolucji Francuskiej.</pe>,
alboż nie kupiono go po prostu? Nie krzyczcie, nie
protestujcie: czytajcie korespondencję pana de Bacourt.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE, <wyroznienie>podniecony</wyroznienie>: --- To Ludwik
XVI<pe><slowo_obce>Ludwik XVI</slowo_obce> (1754--1793) --- król Francji z dynastii Burbonów, ścięty w okresie Rewolucji Francuskiej.</pe> był świnia i wart był gilotyny za to, że handlował sumieniem człowieka genialnego jak Mirabeau<pe><slowo_obce>Mirabeau, Honoré Gabriel Riqueti</slowo_obce> (1749--1791) --- polityk i pisarz z czasów Rewolucji Francuskiej.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, tak, Mirabeau nie podlega drobnomieszczańskim regułom uczciwości.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT, <wyroznienie>podniecony</wyroznienie>: --- Ależ panowie,
w takim razie nie ma już moralności ani sprawiedliwości w historii, jeżeli macie dwie miary i dwie
wagi, jedną dla geniuszów, drugą dla mizeraków.
Sądzę, że potomność będzie demokratyczniejsza
od was.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Potomność to jest pięćdziesiąt lat. Potomność to ludzie, którzy znali kogoś, którzy mówią o nim, opowiadają...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, póki jest jeszcze ciepły --- odpowiada Goncourt i szepce do brata: ,,To niby znaczy, że potomność to on".</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358590262824-3575798863"/><motyw id="m1358590262824-3575798863">Rewolucja, Przemoc</motyw>JULIUSZ GONCOURT: --- Odbierzcie rewolucji
krew, a słowa: ,,Nie, to za głupie!", wciąż będą
wam się cisnęły na usta wobec tej sterty kanibalskich niedorzeczności i ludożerczej retoryki. Trzeba studiować te dokumenty jak myśmy je studiowali. aby uwierzyć, że to się zdarzyło we Francji
niespełna przed stu laty: krwawa dyktatura tałałajstwa, fagasów, lokajów, zawiści, denuncjacji...<end id="e1358590262824-3575798863"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och! och! och!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ależ tak! I co za obłuda, ileż kłamstwa
w tej rewolucji. Napisy, mury, przemówienia, historia, wszystko w tej epoce kłamie. Co za książka
byłaby do napisania pod tytułem: <tytul_dziela>Blagi rewolucji</tytul_dziela>.
Bo gdzież jest sąd oparty na prawdziwej prawdzie?
Czy jest jeden fakt, którego by patriotyzm, partyjne nienawiści, dziennikarstwo nie zmieniły w legendę? Czy wie kto z tych, którzy powtarzają katarynkę o zdobyciu Bastylii, ilu więźniów wróciły
światu te straszliwe lochy? Trzech czy czterech....</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Powiedzcie to staremu Michelet.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Świeżo był u państwa Michelet bal, gdzie
kobiety wystąpiły przebrane za uciśnione narody:
za Polskę, Węgry, Wenecję...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tańczyły przyszłe rewolucje Europy...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Kiedyś byliśmy w Trianon
obejrzeć zacisze królowej Marii Antoniny. Więc to
jest owa zabawka, z której zrobiono kamień oskarżenia przeciw biednej kobiecie! Ależ najmizerniejszy
finansista robił większe zbytki...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cóż chcecie, lud nie rozumuje.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedy rozumuje, jest jeszcze gorzej...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Od roku 1789 Państwo okazało się diablo
zachłanne... Pytam się czasem, czy, pod mianem
wszechwładzy Państwa, przyszłość nie gotuje nam
despotyzmu biurokracji, tyranii gorszej od jakiegoś
Ludwika XIV<pe><slowo_obce>Ludwik XIV</slowo_obce> (1638--1715) --- król Francji z dynastii Burbonów, zwolennik absolutyzmu, określany jako Król Słońce.</pe>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wielkie niebezpieczeństwo dzisiejszego społeczeństwa to oświata. Wszelka kobieta z ludu
chce dać, i daje --- wypruwając sobie żyły! --- dzieciom wyższe wykształcenie, którego sama nie miała, ortografię, której nie zna. Z tego szału niższych
warstw, aby windować dzieci wyżej siebie, aby je
podnosić nad swój poziom --- tak jak się podnosi
na rękach brzdąców podczas ogniów sztucznych --- rodzi się Francja gryzipiórków i biurokratów, w której --- skoro robotnik nie wydaje robotnika, ani
rolnik rolnika --- nie będzie niebawem rąk do
grubszej roboty.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Znałem studenta medycyny, który się stykał
z mętami społeczeństwa, a interesował się tatuażem. Przytaczał mi osobliwe tatuaże, na przykład
<wyroznienie>Wolność, równość, braterstwo</wyroznienie> na brzuchu prostytutki, a na czole galernika: <wyroznienie>Trzeba mieć pecha</wyroznienie>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Równość! oto słowo wypisane dziś na czele
naszego kodeksu, na czele wszystkich instytucji.
A czy może być okropniejsza, niesprawiedliwsza,
bardziej krzycząca nierówność, niż nierówność służby wojskowej? Miej dwa tysiące franków, posyłasz
kogoś, aby zginął za ciebie; nie miej ich, jesteś mięsem armatnim.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nic w tym świecie nie jest jednakie i nic
nie jest równe. Przywilej powinien być absolutną
regułą społeczeństw. Nierówność jest prawem naturalnym, równość najokropniejszą z niesprawiedliwości.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, republika, kłamstwo powszechnego braterstwa, oto najbardziej antynaturalna z utopii.
Człowiek może kochać jedynie istotę, z którą się
styka, albo którą posiada...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Niechby wreszcie i republika, ale taka, która by skupiła naprawdę najtęższe głowy, a nie republika złożona wyłącznie ze wszystkich miernot
i wszystkich ciurów skrajnej lewicy... Albo monarchia, ale złagodzona zmysłem filozoficznym.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Rzecz szczególna, że po rewolucji, przy upadku autorytetu monarchii w całej Europie, przy
rosnącym udziale mas w rządzie, nigdy nie było
większych przykładów despotyzmu jednostki. Weźcie Napoleona III i Bismarcka<pe><slowo_obce>Bismarck, Otto von</slowo_obce> (1815--1898) --- kanclerz Rzeszy Niemieckiej, przywódca obszarników pruskich, dokonał zjednoczenia Niemiec (1871); zwalczał ruch socjalistyczny; prowadził politykę antypolską.</pe>.</akap_dialog>

<akap_dialog>KTOŚ, <wyroznienie>półgłosem</wyroznienie>: --- Dyrektor miejsca kąpielowego powiadał mi, że sprzedaje się krzesła, na
których usiadł cesarz. Więc są ludzie, którzy ubóstwiają miejsce jego hemoroidów<pe><slowo_obce>hemoroidy</slowo_obce> --- choroba odbytnicy.</pe>! I my drwimy
jeszcze z ludów, które oddają cześć ekskrementom
Wielkiego Lamy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W historii ludzkości są tylko dwa wielkie
prądy: nikczemność, która stwarza konserwatystów, i zawiść, która stwarza rewolucjonistów.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Chciałbym społeczeństwa, które by było arystokracją, ale arystokracją talentów,
otwartą dla ludu, rekrutującą się szeroko z inteligencji robotniczych. Marzyłbym o takim rządzie,
który by się starał zabić nędzę, skasował wspólny
dół nędzarzy, uchwalił bezpłatny wymiar sprawiedliwości, mianował adwokatów dla ubogich, opłacanych jedynie zaszczytem, stworzył równość wobec Boga, bezpłatność chrztu, małżeństwa, pogrzebu, który by dał w szpitalu wspaniałą gościnę
chorym, który by stworzył ministerstwo cierpienia
publicznego.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Ach, ta ohyda naszych
przedmieść! Nie pojmuję, jak można nie być na
tronie św. Wincentym á Paulo<pe><slowo_obce>Wincenty á Paulo</slowo_obce> (1581--1660) --- święty Kościoła Katolickiego, ksiądz, założyciel zgromadzeń lazarystów i szarytek.</pe> albo Józefem II.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Uzdrowić to wszystko, to byłby początek --- powtarza Sainte-Beuve kilkakrotnie, po czym z tych
filozoficznych i humanitarnych wyżyn schodzi
szybko na rozmowę o dziewczętach z ludu, które --- powiada --- studiował gruntownie i które mają
w wieku dojrzewania dwa lub trzy lata dzikiego
wieku, szał tańca i miłostek, puszczają się na całego, po czym robią się z nich stateczne żony i gospodynie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Trafne spostrzeżenie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba! Kompetencja Sainte-Beuve'a w tej materii...</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358590962435-1805532168"/><motyw id="m1358590962435-1805532168">Władza, Nauka</motyw>--- Cała lista opozycji przeszła w Paryżu. Pomyśleć, że, gdyby cała Francja była tak oświecona
jak Paryż, bylibyśmy narodem nie do rządzenia.
W gruncie, każdy rząd, który stara się o zmniejszenie ciemnoty, dąży do swego upadku.<end id="e1358590962435-1805532168"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wszystkie arystokracje skazane są na zagładę. Arystokracja talentu zginie przez dziennik,
który rozrządza sławą i rozdaje ją tylko swoim,
organizując rodzaj literackiej demokracji, gdzie naczelne role przypadną reporterom i kuchmistrzom
dzienników. To jedyni literaci, jakich Francja będzie znała za pięćdziesiąt lat.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W dniu, w którym wszyscy mężczyźni będą umieli czytać, a wszystkie kobiety będą grały
na fortepianie, dożyjemy końca społeczeństwa.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zacytuj jeszcze testament kardynała Richelieu<pe><slowo_obce>Richelieu, Armand-Jean du Plessis de</slowo_obce> (1585--1642) --- francuski książę, kardynał, od 1624 roku pierwszy minister Francji.</pe>: ,,Jak ciało, które by miało oczy na wszystkich
członkach, byłoby potworne, tak potworne byłoby
państwo, w którym wszyscy poddani byliby oświeceni. Byłoby w nim równie mało posłuchu, jak
wiele zarozumienia i dumy"...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wiem o młodym proletariuszu, który rzucił
posadę w sklepie, powiadając, że to jest fach, w którym ,,nigdy o człowieku nie mówią". Boję się
o przyszłość epoki, w której wszyscy zapragną kariery próżności i rozgłosu.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedy ktoś ośmielił się spytać na ulicy krawca Armand, co się dzieje z garniturem zamówionym przed dwoma tygodniami, ów odparł: ,,Niech
mi pan nigdy nie mówi o ubraniach na ulicy, jestem krawcem tylko w magazynie".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Synteza dzisiejszego mieszczucha: człowiek,
który się kazał wymalować w mundurze gwardzisty
narodowego --- w balonie!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wiecie, znam subiekta<pe><slowo_obce>subiekt</slowo_obce> (daw.) --- sprzedawca w sklepie.</pe> opłacanego bardzo
drogo, za to, aby udawał ustami świst nowego jedwabiu rozwijając farbowane wstążki.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ktoś mówił, że to, co można by nazwać polorem moralnym robotnika, zależy od schludności
jego rzemiosła. Nie ma robotnika kulturalniejszego
niż cieśla, który może pracować w białej koszuli;
nie ma większego bydlęcia niż farbiarz.</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- Wszystko kandydaci na wyborców! Wybory, powszechne głosowanie, plebiscyty!
Po tylu wiekach, po tak długiej edukacji ludzkości, wrócić do barbarzyństwa liczby, do zwycięskiej
głupoty ślepych mas!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Chcecie cyfry, która oświetla zbytek i nędzę Paryża? Co zimę, zastawia się w lombardzie
trzy tysiące amazonek.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Aubryet opowiadał mi, że wczoraj na ulicy
siedmio- czy ośmioletnia dziewczynka stręczyła
mu swoją czternastoletnią siostrę i ofiarowała się,
że będzie chuchała na szybę w dorożce, tak że
policjant nic nie zobaczy.</akap_dialog>




<akap_dialog>SOULIÉ: --- To wielka blaga melodramatów,
owa ,,dziewczyna z ludu", skorumpowana przez bogatych mieszczan: w istocie zawsze prawie zhańbiona jest przez kogoś z bliskiej rodziny.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Byłem niedawno w gabinecie dyrektora policji. Czy wyobrażacie sobie, że ten gabinet, powiernik tylu straszliwych rzeczy, pełen jest pikantnych obrazków, wyzywających nagości, które pokrywają nie tylko okropną urzędową tapetę, ale
rozkładają się po krzesłach, fotelach, na biurku...
,,Tak, tak --- powiada dyrektor --- kiedy się widzi cały dzień same brzydkie rzeczy, człowiek musi
od czasu do czasu spojrzeć na coś przyjemniejszego".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie mów nic na policję. Czy chcesz wojny?
Powiedział nie pamiętam kto: ,,Kiedy Francja ma
ochotę bić policję, wszelki inteligentny rząd powinien jej dać sposobność bicia sąsiadów".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Uważaliście, że, kiedy się wpuści do rządu
członka Towarzystwa geograficznego, wojna jest
murowana?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zastanawiałem się, w jaki sposób zrodziły się
na świecie organy sprawiedliwości. Przechodziłem
dziś nad Sekwaną, chłopcy bawili się. Największy
rzekł: ,,Trzeba zrobić sąd. Ja będę sądem".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A ta sprawiedliwość, która ma dwa stopnie:
idiotyzm, niedorzeczność! Sprawiedliwość powinna być nieomylna jak papież. Czytałem w tych
dniach wyrok apelacji, który skasował i zdyskredytował najzupełniej wyrok pierwszej instancji.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wiecie co, gdyby tak ksiądz Galiani<pe><slowo_obce>Galiani, Ferdinando</slowo_obce> (1728--1787) --- duchowny, polityk i ekonomista włoski.</pe> wrócił
na świat, wiecie co by powiedział?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ksiądz Galiani, ten z osiemnastego wieku,
ozdoba salonów?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- No?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Powiedziałby: ,,Szukam człowieka, który by
nie robił sobie kariery z tego, że kocha swoich bliźnich, który by nie zakładał szpitali, nie interesował
się nędzarzami, nie rozdawał bonów do łaźni, nie
był członkiem towarzystwa jakiejś opieki nad
czymś, który by nie wygłaszał ani nie pisał tyrad<pe><slowo_obce>tyrada</slowo_obce> --- patetyczny bądź gniewny monolog.</pe> na
rzecz nieszczęśliwych, biednych, cierpiących istot,
naznaczonych nędzą lub hańbą; człowieka, który by
nie był dobry; słowem, szukam egoisty; tak, na
miłość Boga, wołam o takiego, chciałbym spotkać
choć jednego; niech będzie cyniczny, brutalny,
szczery"...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pomiędzy pisarzami nie było nigdy zucha,
który by oświadczył, że ma moralność i niemoralność gdzieś, że troszczy się jedynie o to, aby stworzyć piękną ludzką rzecz, i że, gdyby niemoralność
mogła cośkolwiek przydać jego dziełu, rzuciłby ją
publice śmiało, bez kłamstwa, bez obłudnego głoszenia, że popełnia niemoralność w celu moralnym, bez względu na krzyki, jakie by to mogło wywołać u cnotliwych dziennikarzy konserwatywnych
albo republikańskich.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Blaga! Blaga! Blaga! To znamię dzisiejszych
czasów. <begin id="b1358592194867-38359156"/><motyw id="m1358592194867-38359156">Sport</motyw>Dostaję szumny prospekt o postępach wioślarstwa. To już nie jest przyjemność, rozrywka,
ćwiczenie, słowem wioślarka; nie, to ,,sport nautyczny", instytucja społeczna, która ma swoich
prezesów, sekretarzy, która płodzi mówki na regatach. Słowem, ludzie, którzy chcą przez stowarzyszenie wybić się, zdobyć przy pomocy wioślarstwa odznaczenia, zrobić coś w rodzaju kariery...<end id="e1358592194867-38359156"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wioślarstwo! Ba! Ależ dziś zrobiono ze
wszystkiego środek kariery. Filantropia<pe><slowo_obce>filantropia</slowo_obce> --- działalność dobroczynna.</pe>, ogrodownictwo, wszystko jest kariera. Czytam w dzienniku,
że stworzono <slowo_obce>jury</slowo_obce> dla jedzenia ostryg. Myślicie, że
kandydatom chodzi jedynie o patent na smakosza?
Gdzie tam! On chce tą drogą załapać posadę, albo
co najmniej dostać Legię Honorową.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Im dłużej się żyje, tym bardziej się widzi,
że w naszym świecie lekko traktuje się jedynie rzeczy poważne, a serio jedynie rzeczy błahe.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Na przykład taniec. Czy obserwowaliście
dzisiejsze bale publiczne? Cóż za obrządki! Jest
obecnie w Paryżu czterech renomowanych tancerzy. Najsławniejszy nazywa się Dodoche i jest handlarzem papieru. Drugi jest rzeźbiarzem, trzeci kamieniarzem, czwarty urzędnikiem zakładu pogrzebowego...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Taniec szkieletów!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ci tancerze mają taką reputację, że dla reklamy, za zaszczyt tańczenia z nimi na reducie<pe><slowo_obce>reduta</slowo_obce> (daw.) --- bal maskowy.</pe>,
kobiety płacą im po pięć franków od jednego tańca.
Prawda, że odbijają to sobie: świeżo utarł się obyczaj, że kobietki chodzą żebrać do lóż pierwszego
piętra, do lóż ambasad, tak że sobie ciułają w ciągu nocy do dwustu franków.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI<pe><slowo_obce>Gavarni, Paul</slowo_obce> --- właśc. Sulpice Guillaume Chevailier (1804--1866), francuski rysownik, karykaturzysta i satyryk francuski.</pe>: --- To już nie nasze dawne bale
Chicarda! Ten znał się na swoim fachu, miał oko.
Mogła tam wejść każda kobieta, ale mężczyzn cenzurował. Toteż, w ciągu trzech czy czterech lat,
nie było ani jednej burdy. Raz zaprowadziłem tam
Balzaka. Stał na ławeczce w swojej sukni mnicha
i patrzał swymi małymi błyszczącymi oczkami na
ten zamęt. Po balu była zawsze kolacja w wielkiej
sali. Podczas gdy nakrywano, wszyscy przechodzili
na korytarz i do gabinetów, gdzie się piło szampana. Pewnego razu naga kobieta wyszła z olbrzymiego pasztetu i tańczyła na stole. Wszystko razem, z obiadem --- i kolacją --- piętnaście franków.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Gavarni, powiedz nam co o Balzaku.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI: --- To była figura! Jeździłem z nim
do Bourg, wówczas, wiecie, kiedy z taką furią próbował ocalić Peytela...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Peytel?... Coś, coś mi świta... Ten rejent<pe><slowo_obce>rejent</slowo_obce> (daw.) --- notariusz.</pe>,
którego zgilotynowano za to, że zamordował żonę?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zgilotynowano go; ale czy zamordował, to
jeszcze pytanie. Balzac, który go zresztą widział
tylko raz w życiu, ze skóry wychodził, aby dowieść
jego niewinności.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- No i co Balzac?</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI: --- Musiałem mu powtarzać co
chwilę: ,,Słuchaj, Balzac, tu chodzi o rzeczy serio,
musisz się zachować przyzwoicie przez tych kilka
dni, które jesteśmy tutaj". Zostawiałem go możliwie najmniej samego. Pewnego dnia, kiedym go
musiał opuścić na dwie godziny, odnalazłem go na
rynku, gdzie trzymał za guzik podprefekta, opowiadając mu, jak się dziewczynki zabawiają w pensjonatach.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Szczególne jest, jak Balzac<wyroznienie> balzakizował</wyroznienie>
wszystko, co się o niego otarło: taka na przykład
jego śmierć, czyż to nie czysty <wyroznienie>balzac</wyroznienie>? Natychmiast
po zgonie pisarza, wierzyciele szturmujący dom,
wypychający wdowę za drzwi, rzucający się na
meble, wysypujący na ziemię zawartość szuflad,
rękopisy, papiery, listy, które, wystawione spokojnie na sprzedaż, mogły dać ze sto tysięcy franków!
I to wszystko leżało na ulicy, zbierał kto chciał,
straganiarze zawijali w to masło!</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Kiedyż znajdzie się ktoś, kto
będzie miał odwagę powiedzieć, że Balzac większy
jest od Szekspira?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Za bliski jest, za dostępny...</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI: --- Wiecie, co on raz powiedział na
wieczorze u mnie? Powiedział tak: ,,Chciałbym kiedyś mieć takie nazwisko, być tak znany, tak popularny, tak sławny, tak znakomity wreszcie, żebym miał prawo..." --- Wyobraźcie sobie najpotworniejszą ambicję, jaka wlazła kiedy w mózg
ludzki od czasu jak świat istnieje, ambicję najniemożliwszą, najbardziej niewykonalną, najbardziej
poczwarną, najbardziej olimpijską, taką jakiej nie
miał ani Ludwik XIV ani Napoleon; jakiej Aleksander Wielki nie mógłby zaspokoić w Babilonie;
ambicję wzbronioną dyktatorowi, zbawcy narodu,
papieżowi, panu świata... Balzac powiedział tedy
po prostu: --- ,,... Nazwisko tak sławne, tak znamienite, żeby mi dało prawo p...nia w towarzystwie, i żeby wszyscy uważali to za zupełnie naturalne".</akap_dialog>




<akap_dialog>WSZYSCY: --- Och! och!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tyś był wtedy po trosze jego niańką?</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI: --- Tak... Pewnego dnia nie mogłem wytrzymać, powiedziałem mu: ,,Wiesz, wielki
Balzaku, szkoda, że ty nie masz przyjaciela, ot jakiego głupiego i poczciwego filistra... który by ci
mył ręce, wiązał krawat, słowem, myślał za ciebie
o wszystkim, na co ty nie masz czasu. --- Och!
krzyknął Balzac, takiego przyjaciela przekazałbym
potomności!"</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To rola raczej kobiety...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ech, kobieta! --- macha ręką Gavarni. --- Kto
to jest kobieta? Kobietę stworzył mężczyzna, dając
jej wszystką swoją poezję. Kobieta nie rozumie nic,
a paple o wszystkim... Swego czasu przyszedł mi
do głowy taki pomysł do karykatury. Podpis: <tytul_dziela>Mężczyzna kochany</tytul_dziela>. Kobieta z rękami czule zaplecionymi o szyję mężczyzny, który ją dźwiga z wysiłkiem na grzbiecie. Z kobietą jest tak jak z polowaniem: zając wart jest dwa franki, ale polowanie
jest przyjemne. Lubiłem dawniej te łowy, urok
czegoś nieznanego, przygody... Coś niby łowienie
na wędkę.</akap_dialog>




<akap>Ale już, jakimś zygzakiem, Gavarni przechodzi
na matematykę. Twarz mu się zmienia, przestaje
jeść, głos jego robi się miłosny, dźwięczny, oko
ożywia się... Porywa wszystkich w nowy świat
marzeń i myśli, ze słów jego tryskają błyskawice.</akap>




<akap_dialog>--- Ogłoszę niedługo pierwszy zeszyt swoich badań nad ruchem i szybkością. Ale trudno mi to
ulokować: dla świata jestem rysownikiem, karykaturzystą. Trzeba chytrości: trzeba zacząć od rzeczy
uznanych, a potem dojść do rewolucji.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Chcesz zwalić geometrię?</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI: --- Geometria jest źle nazwana.
,,Mierzenie ziemi"; tu nie o mierzenie chodzi, ale
o poznanie, o danie formuły trwania i natężenia
rzeczy...</akap_dialog>

<akap>Zamyśla się i dodaje: --- Ba! nauka to tęga monomania! Ostatecznie, jeśli zrobię parę litografii
mniej czy więcej, to mi już niewiele doda, ale gdyby tak został po mnie <wyroznienie>teoremat Gavarniego</wyroznienie>, to by
było ładnie, co?</akap>







<akap_dialog>--- Tu obecny przyjaciel Berthelot przepowiada,
że, po stu latach fizyki i chemii, człowiek będzie
wiedział co to jest atom i że z tą wiedzą będzie
mógł do woli regulować, gasić i zapalać słońce, niby lampę naftową. Claude Bernard obiecuje nam
znowuż, że, po stu latach fizjologii, człowiek będzie fabrykował organiczne twory, robiąc konkurencję stwórcy...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Boję się, że w tym momencie
wiedzy dobry stary Bóg z białą brodą zjawi się
z pękiem kluczy i powie ludzkości, tak jak woźny
mówi na wystawie: ,,Proszę państwa, zamykamy"...</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI: --- Codziennie nauka podgryza Boga... Toć zamknięto już piorun starego Jowisza
w butelce lejdejskiej<pe><slowo_obce>butelka lejdejska</slowo_obce> --- pierwowzór kondensatora.</pe>!... Są dane, że kiedyś wytłumaczą naukowo myśl, jak wytłumaczono piorun....
Co to jest za rzecz ,,niematerialna", na którą działa
kopnięcie w zadek?... Nie, nie, nie ma rozdziału
między duszą a ciałem.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE, <wyroznienie>dotykając czoła</wyroznienie>: --- Czy myślicie, że tu jest coś innego niż wydzielina mózgu?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja sądzę, że uczeni są raczej prestidigitatorzy<pe><slowo_obce>prestidigitator</slowo_obce> --- sztukmistrz, iluzjonista.</pe> niż czarnoksiężnicy.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI: --- Nie chcę się chwalić, ale mam
wrażenie, że odkryłem siłę motoryczną, którą będzie się kiedyś sprzedawało w sklepikach i której
będzie można żądać za dwa grosze.</akap_dialog>




<akap_dialog>BERTHELOT: --- Nauka nowoczesna, owa
wiedza, która nie ma ani stu lat życia, nie sądzę
aby przetrwała dłużej niż do końca wieku. Człowiek, znający trzy języki, w których uprawia się
dziś naukę, może jeszcze być <slowo_obce>au courant</slowo_obce><pe><slowo_obce>au courant</slowo_obce> (fr.) --- na bieżąco.</pe>. Ale już
przybywają Rosjanie. Kto z nas umie po rosyjsku?
Niedługo przybędzie Wschód... Całe mnóstwo nieznanych towarzystw naukowych. Dziś dostałem
dyplom z Betlejem: mianują mnie członkiem; widzę z marki<pe><slowo_obce>marka</slowo_obce> (daw.) --- znaczek pocztowy.</pe>, że to w Ameryce, ale to i wszystko...
Już ogłaszają doniosłe prace w Australii. Niedługo nie sposób będzie znać nawet miejscowości towarzystw naukowych... Czyż pamięć wystarczy?...
Obecnie, w moim przedmiocie pojawia się corocznie
osiemset memoriałów w trzech językach: francuskim, angielskim, niemieckim...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Skończy się jak w Chinach, gdzie pierwotna
wiedza zatraciła się zupełnie i skurczyła się do
recept przemysłowych.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Balony, wznosząc się w górę, napotykają
czarne niebo, gdzie nie widać już nic... Wiedza dojdzie do takiego czarnego nieba.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dzisiejsze studia, obserwacje teleskopowe
albo mikroskopowe, to zgłębianie <wyroznienie>nieskończenie
wielkiego</wyroznienie> i <wyroznienie>nieskończenie małego</wyroznienie>, wiedza o gwiazdach albo o mikrozoach<pe><slowo_obce>mikrozoa</slowo_obce> --- drobnoustroje.</pe> powodują u mnie tę samą
nieskończoność smutku. To prowadzi myśl człowieka do czegoś smutniejszego dlań niż śmierć, do
przekonania o tym <wyroznienie>niczym</wyroznienie>, którym jest --- jeszcze
za życia...</akap_dialog>




<akap>Mowa jest o oziębianiu się ziemi. Berthelot obrazowo i dramatycznie przedstawia ostatnich ludzi
kryjących się w kopalniach i mających za całą
żywność anemiczne grzyby.</akap>




<akap_dialog>--- Ale --- powiada Renan, który słuchał bardzo poważnie --- być może, że ci ludzie będą posiadali wielką potęgę metafizyczną....</akap_dialog>




<akap>Cudowna naiwność, z jaką to powiedział, sprawia, że cały stół parsknął śmiechem. Rozmowa wraca do lżejszych tematów, do balów maskowych...</akap>




<akap_dialog>KTOŚ: --- Słyszałem o pederaście, który na redutach zarabiał duże sumy, przebierając się za kobietę. Robił sobie sztuczny biust z cielęciny, którą
gotował i modelował w kształt piersi. Pewnego dnia
był w rozpaczy: w chwili gdy się ubierał, szelma kot
zjadł mu jedną pierś, która właśnie stygła.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Lubię reduty. Wolę reduty niż teatr.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358593707962-1425886460"/><motyw id="m1358593707962-1425886460">Teatr</motyw>GONCOURT: --- Teatr? Jest dziś jeden tylko
możliwy teatr --- mianowicie cyrk. Każdy inny nudzi mnie i drażni. Ten śmiech publiczności, gruby,
głupi! Cyrk, akrobaci, klowni, to jedyny talent, który da się określić matematycznie: tu nie można
udać talentu; albo się spadnie, albo się nie spadnie.<end id="e1358593707962-1425886460"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Teatr powinien być albo eposem, albo fantazją. Sztuka obyczajowa, w porównaniu z dzisiejszą powieścią obyczajową, to nędza, parodia, nic.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Tak; Molier<pe><slowo_obce>Molier</slowo_obce> (1622--1673) --- francuski komediopisarz, założyciel własnej trupy aktorskiej ,,Théâtre Illustre" (1643). Autor m. in. <tytul_dziela>Skąpca</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Świętoszka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Szkoły żon</tytul_dziela>.</pe>, czytając swoje sztuki kucharce, najtrafniej osądził teatr. Stawiał się
po prostu na poziomie publiczności.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAVARNI: --- Pleciesz. I ja gardzę teatrem,
wolę teatrzyk klaunów, ale są dwie sztuki, które
uwielbiam i obie są Moliera: to <tytul_dziela>Mieszczanin szlachcicem</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Pocieszne Wykwintnisie</tytul_dziela>, to są lekcje
filozofii w formie najbardziej dotykalnej, jarmarcznej... Czy popatrzyliście kiedy uważnie nie na
scenę ale na salę? Skoro się to widziało, nie wiem
jak kto ma odwagę mówić do publiczności...
Z książką zapoznaje się człowiek przynajmniej w samotności, ale sztukę teatralną ocenia zgromadzona
masa ludzkości, głupota zgęszczona...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Publiczność! Kiedy grano naszą <tytul_dziela>Henriette Marechal</tytul_dziela>, publiczność gwizdała co dzień. Jednego dnia dano przed naszą sztuką jednoaktówkę Moliera: nie pozwolono aktorom mówić,
wygwizdano Moliera, myśląc że to Goncourci.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Co, teatr! Wystarczyłaby dla publiczności jedna farsa, w której robiłoby się od czasu do czasu małe zmiany. Teatr to jest sztuka tak
ordynarna, tak plugawa... W ogóle, czy nie uważacie, że nasza epoka jest straszna? Bo, ostatecznie,
nie można się wyzwolić ze swojej epoki. Istnieje
moralność narzucona przez dzisiejszego burżuja,
której trzeba się poddać. Trzeba być dobrze z komisarzem policji swego okręgu. Czego ja żądam?
Żeby mnie zostawili w spokoju w moim kącie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Chciałbyś formy rządu z gwarancją trwałości?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Właśnie. Bo co? Byłem bardzo dobrze z Orleanami; przychodzi rok 1848, republika odsyła
mnie na lata całe do lamusa. Potem jakoś się urządzam. Lokuję się w <tytul_dziela>Monitorze</tytul_dziela>, znów zaczynają się
historie, ten facet kręci się na prawo, na lewo, nie wiadomo czego on chce...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Co za facet? Mówisz o cesarzu?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Oczywiście. Słowem, niepodobna nic powiedzieć, nic napisać. Płeć zrobiła się niecenzuralna.
Moja twórczość, to był kształt, plastyka; musiałem
to pochować. Teraz jestem skazany na to, aby sumiennie opisywać mur, a i tak nie mogę powiedzieć
tego, co na murze czasem jest napisane...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Obecny rząd bardziej jeszcze nienawidzi pisarzy, niż republikanów albo socjalistów.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Biblioteka cesarska w Biarritz wynosi 25
tomów...</akap_dialog>




<akap>Rozmowa schodzi na Oktawa Feuillet, jedynego
autora, którego Dwór uznaje. Flaubert mówi z pogardą o niskim sposobie, w jaki Feuillet schlebia
kobietom w swoich utworach, po czym dodaje: ,,To
dowodzi, że on nie kocha kobiet. Ludzie, którzy je
kochają, spowiadają się w swoich książkach z tego,
co wycierpieli dla nich, bo kocha się tylko to, od
czego się cierpi.</akap>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Są autorzy, którzy są antypatyczni niby żywi ludzie. Brzydzi się człowiek nimi
czytając, tak jakby na nich patrzał.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Hugo twierdzi, że prawdziwe nienawiści, to
tylko nienawiści literackie. Nienawiści polityczne
(powiada) to jest nic. Ludzie nie wnoszą w nie tej
samej pełni, co w antypatie literackie, które rodzą
się i z <slowo_obce>credo</slowo_obce> artysty i z temperamentu.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Książka, która nie jest dziełem artysty albo
myśliciela, nie istnieje...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mówicie o Feuillecie, jedynym naszym Nadwornym. A Mérimeé?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Opowiadano mi, że Mérimeé to jest istota
zrobiona wyłącznie z obawy śmieszności i że to pochodzi stąd: kiedy był dzieckiem, jednego razu połajano go, a gdy wyszedł z pokoju, usłyszał, że rodzice śmieją się z jego zabeczanej miny. Poprzysiągł sobie, że nie będą się z niego śmiali, i dotrzymał słowa, wysuszając się do cna...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Przypadkowo znalazła się
w Biarritz nasza <tytul_dziela>Historia społeczeństwa francuskiego za Dyrektoriatu</tytul_dziela>. Cesarzowa bierze tę
książkę, zaczyna czytać i naraz parska śmiechem.
Cesarz zbliża się, pyta; cesarzowa pokazuje mu
słowo: ,,piersiste", zastosowane do kobiet Dyrektoriatu. Cesarz patrzy, odczytuje, sprawdza --- i zamyka surowo książkę. ,,Nie dostaniecie nigdy
Legii", zapewnił nas ktoś, kto nam opowiadał to
zdarzenie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cesarz rosyjski --- wtrąca Turgieniew --- nie czytał nigdy nic drukowanego. Kiedy ma
ochotę zapoznać się z jaką książką albo artykułem, kopiują mu je pismem kancelaryjnym, piękną kaligrafią rondem.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dziś dopiero można ocenić dobroduszną monarchię Ludwika Filipa<pe><slowo_obce>Ludwik Filip</slowo_obce> (1773--1850) --- ostatni król Francji z dynastii Burbonów, panował w latach 1830--1848.</pe>, tego tyrana, którego każdy
mógł bezkarnie kłuć szpileczkami. Woźnice omnibusów, spotykając w <slowo_obce>avenue de Nevilly</slowo_obce> skromny
pojazd królewski, uchylali kapelusza jakby dla ukłonu i pochylając się krzyczeli mu w ucho: ,,Mam
w d.... króla!"</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tacy już jesteśmy, my Francuzi.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pewien Anglik tak określił charakter angielski i francuski. ,,Francuz je zimną cielęcinę na gorąco, Anglik gorącą wołowinę na chłodno".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Z Anglikami to szczególna rzecz. Anglik jest
oszust jako naród, uczciwy jako jednostka. Przeciwieństwo Francuza, który jest uczciwy jako naród,
a filut jako jednostka.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Doszedłem kiedyś, na czym polega niższość
rasy włoskiej. Na tym, że ci ludzie nie mają nerwów. Brak wszelkiej niecierpliwości.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wielka kwestia nowoczesna, dominująca nad
wszystkim, groźna, to antagonizm latyno-germański. Germanin musi pożreć Latyna. A przecież
weźcie z kłębowiska tych dwóch ludzkości próbkę
każdej, inteligencja osobista będzie zawsze po stronie Latyna, bodaj Włocha. Ale czy ta inteligencja
nie jest podobna owemu rzymskiemu słońcu, czysto
artystycznemu, które płodzi jedynie kwiaty a nie jarzyny?</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Co do mnie, jestem Latynem od głowy do serca; kocham tylko sztukę latyńską, literaturę i języki latyńskie, odnajduję ojczyznę tylko wtedy, kiedy się znajdę we Włoszech...
Obojętna byłaby mi może inwazja hiszpańska lub
włoska, ale umarłbym od inwazji niemieckiej lub
rosyjskiej. Nienawidzę północy.</akap_dialog>







<akap_dialog>--- Znamienne wyznanie w ustach Saint-Victora! Bo Latyn skłonny jest z natury do miłości i do
religii; trzeba mu zawsze być na kolanach przed
jakimś bogiem, przed człowiekiem, kobietą, książką, czymkolwiek.</akap_dialog>



<akap_dialog>--- Nie mówcie tak. Zasługą Littrego jest, że, za
każdym razem, kiedy mówił o wiekach średnich,
oddawał sprawiedliwość elementowi germańskiemu,
jaki jest niezaprzeczenie w naszej rasie. Poza dogmatem i wiarą, katolicyzm jest z pewnością najlepszą rzeczą, jaka istnieje; ale trzeba, dla równowagi, aby ponad katolicyzmem element germański mieszał się w nas z latyńskim.</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- We wszystkim co robiłem, uderzała mnie zawsze wyższość inteligencji i pracy
niemieckiej. Tak, panowie, Niemcy, to wyższa
rasa.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och! Och!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, wyższa od nas --- ciągnie Renan zapalając
się. --- Katolicyzm, to jest skretynizowanie jednostki;
wychowanie jezuickie hamuje i dławi wszelką
zdolność sumatywną, podczas gdy protestantyzm
rozwija ją. Chłop niemiecki...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ech, brałem udział w polowaniach w Niemczech, pędzi się tych chłopów aby zbierali zwierzynę, kopiąc ich nogą w zadek.</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Wolę chłopów, których się kopie
w zadek, niż chłopów, których powszechne głosowanie zrobi naszymi panami.</akap_dialog>




<akap_dialog>TURGIENIEW: --- Ze wszystkich narodów Europy, Niemcy, poza muzyką, mają najmniej poczucia sztuki. Ta fałszywa konwencja, która nam
każe odrzucić książkę, im wydaje się szczytem
doskonałości. Przeciwnie Rosjanie, kłamliwi jak
lud, który był długo niewolnikiem, kochają w sztuce prawdę i szczerość.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mówiliście o trwałości rządu. Myślę, że rząd
byłby wieczny, gdyby dał co dzień ludowi fajerwerk,
a mieszczaństwu skandaliczny proces.</akap_dialog>


<akap>Wszczyna się dyskusja polityczna, na którą
Gautier niechętnie macha ręką i milknie, jak czyni
zawsze, gdy rozmowa schodzi na politykę.</akap>







<akap_dialog>--- Ja --- powiada Goncourt --- mam taki wstręt do
polityki, że mógłbym przeżyć całe życie, nie głosując ani razu.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To stan ogólny, wstręt do wszelkich przekonań, obojętność na rzeczy polityczne. Widzi się, że
nie warto umierać za żadną sprawę, że trzeba żyć
jakoś z każdym rządem, choćby najbardziej antypatycznym, wierzyć tylko w sztukę, wyznawać tylko
literaturę. Wszystko inne to kłamstwo i osielstwo.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, czasem nawiedza nas myśl, rzucić Francję, rzucić swoją francuskość, wynieść się gdzieś
zagranicę, aby wskrzesić swobodę mówienia --- niby w Holandii siedemnastego i osiemnastego wieku --- założyć dziennik przeciw temu, co jest, mówić szczerze, złamać tę pieczęć, która zamyka
usta, wybuchnąć krzykiem gniewu i wstrętu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Powiem wam coś zabawniejszego. W roku
1848 Hethel udał się z Lamartine'm do ministerstwa spraw zagranicznych i wziął tekę, myśląc, że
zawiera sekrety polityki europejskiej. Były tam
same adresy dziewcząt i listy od loretek<pe><slowo_obce>loretka</slowo_obce> (daw.) --- kobieta z półświatka.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Ba, kiedy w roku 1817
wydano rozkaz aresztowania Chateaubrianda<pe><slowo_obce>Chateaubriand, François-René de</slowo_obce> (1768--1848) --- francuski pisarz, dyplomata i polityk.</pe>, znaleziono o szóstej rano autora <tytul_dziela>Ducha chrześcijaństwa</tytul_dziela> w łóżku między dwiema dziewczynkami.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ach --- wzdycha Gautier --- gdybym tak
miał rentę, małą, malutką, ale pewną, jakbym ja
uciekł stąd, zaraz... Poszedłbym gdzieś na kraj
świata, gdzie by były rzeki, lasy palmowe, opodal
błękitne morze... W słoneczny dzień estetyzowalibyśmy sobie nad morzem z nogami zanurzonymi
w fali, jak Sokrates albo Platon...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wróciłbyś, wróciłbyś. Nadto zatruty jesteś
atramentem.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Dalibóg, nie. Doprawdy, rumienię się czasem za swoje rzemiosło. Za nędzną sumę, którą muszę zarobić, bo inaczej umarłbym
z głodu, nie mówię ani pół ćwierci tego, co myślę,
i jeszcze ryzykuję za każdym zdaniem, że mogę być
taszczony przed sąd jak Flaubert, jak Baudelaire<pe><slowo_obce>Baudelaire, Charles Pierre</slowo_obce> (1821--1867) --- francuski poeta, krytyk sztuki, tłumacz Edgara Allana Poe, prekursor symbolizmu i poezji nowoczesnej, parnasista, dekadent. Uznawany za jednego z tzw. ,,poetów przeklętych". Jego twórczość była kontrowersyjna, samego autora oskarżano o niemoralność ze względu na podejmowaną tematykę w swych utworach: dewiacje, rzekome popieranie satanizmu, prostytucja, życie marginesu społecznego itd. Najsłynniejszym dziełem Baudelaire'a są wydane w 1857 r. <tytul_dziela>Kwiaty zła</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Les fleurs du mal</tytul_dziela>), znane również pod innym polskim tytułem --- <tytul_dziela>Kwiaty grzechu</tytul_dziela>.</pe>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pewien dziennikarz polityczny pisał, że
proza Flauberta okrywa hańbą panowanie Napoleona III.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- W gruncie rzeczy, Bastylia nie
przestała istnieć dla pisarzy. To już nie jest więzienie z rozkazu ministra, ale sąd trybunału, który jest
na rozkazy ministra wstecznika i głupca. Procedura
inna, ale rezultat absolutnie ten sam.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Człowiek się dławi w życiu literackim
tym, czego nie może powiedzieć ani napisać.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ha, męstwo i chwała cywila, to myśleć za
wcześnie.</akap_dialog>




<akap_dialog>TURGIENIEW: --- Po wydaniu <tytul_dziela>Zapisków myśliwego</tytul_dziela>, odsiadywałem miesiąc w więzieniu. Pewnego dnia spoiłem szampanem naczelnika policji; trącał się ze mną i mówił podnosząc kieliszek:
,,Zdrowie Robespierre'a".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Widziałem świeżo Baudelaire'a w Cafe
Riche. Jadł kolację obok nas, bez krawata, z gołą
szyją, z ogoloną głową, istna tualeta przed gilotyną.
A wszystko to w gruncie bardzo wyszukane... Małe
ręce, wypielęgnowane jak u kobiety... I ta głowa
maniaka, głos ostry jak stal, wymowa siląca się na
kwiecistą precyzję Saint-Justa...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wszystko mu można darować za jego odkrycie Poego<pe><slowo_obce>Poe, Edgar Allan</slowo_obce> (1809--1849) --- amerykański poeta i autor opowiadań, ważny dla rozwoju literatury fantastycznej i detektywistycznej.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Tak, Poe, to rewelacja czegoś,
o czym nasza krytyka nie ma pojęcia. Nowa literatura; literatura dwudziestego wieku; cudowność
naukowa, fabuła przez <wyroznienie>A plus B</wyroznienie>, twórczość mająca
coś z monomanii i coś z matematyki. Wyobraźnia
przez analizę. Rzeczy grają w tym większą rolę niż
osoby. Miłość --- już nieco uszczuplona w dziele
Balzaka przez pieniądz --- tutaj ustępuje miejsca
innym źródłom zainteresowania; słowem, powieść
przyszłości, poświęcona sprawom toczącym się raczej w mózgu ludzkości niż w jej sercu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Heine i Poe, to dwaj ludzie. My wszyscy
przy nich jesteśmy komiwojażery<pe><slowo_obce>komiwojażer</slowo_obce> --- podróżujący przedstawiciel handlowy.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Baudelaire to wielki, bardzo wielki poeta,
ale to nie jest oryginalny prozaik; on zawsze tłumaczy Poego, nawet wtedy, kiedy go nie tłumaczy
i kiedy chce być samym sobą.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ach, nowy dreszcz! Nigdy publiczność nie
dowie się, co to za rozpacz, stronica którą człowiek
z siebie wypruwa i która nie chce się urodzić...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wracając do poprzedniego, trzeba powiedzieć, że i tak literatura dziś jest dość swobodna.
Weźcie wiek XVIII; filozofowie, członkowie akademii, wysługujący się, żyjący z pensji wielkich
dam lub starej Geoffrin...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Z tym wszystkim, i mężczyźni i kobiety
myśleli jakoś żywiej w XVIII wieku niż dzisiaj.
Wystarczy czytać ówczesną korespondencję, aby się
o tym przekonać.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Bo też jak my żyjemy wszyscy! Taine kładzie się spać o dziewiątej, wstaje
o siódmej rano, tkwi do wieczora w bibliotece; wieczorem matka, fortepian... Flaubert jak przykuty
do łańcucha pracy. My z bratem, bez cienia rozrywki, poza jakimś szperaniem u antykwariuszy...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Życie to jest taka praca, tyle zajęcia, taki
trud, że ludzie tacy jak my będą sobie musieli powiedzieć w godzinę śmierci: ,,Czyśmy żyli?"...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A Sainte-Beuve? Pracuje od ósmej rano do
piątej; od piątej do szóstej przechadza się, aby nabrać apetytu. We wtorki zaprasza na obiad swego
sekretarza i jakąś damulkę...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Wolę pracę niż nudę...</akap_dialog>




<akap>Sainte-Beuve opowiada, jak był za młodu
internem u św. Ludwika, mieszkał na najwyższym piętrze i żył tak samotnie, że w ciągu siedmiu
miesięcy nikt nie wszedł do jego izdebki, tylko
matka, i to jeden raz... Od tego czasu odczuwa te
melancholie, te osamotnienia, potrzebuje ludzi, musi mieć w jadalni kobiety, koty..</akap>




<akap>Taine zaczyna mówić o swojej młodości, o długich godzinach spędzonych w nieopalanym pokoiku
przyjaciela, studenta medycyny, gdzie było tylko
łóżko, stół, dwa stołki i szkielet. Medyk ów oddawał się bardzo ciekawym studiom socjologicznym;
umarł mając dwadzieścia pięć lat... W tym pokoiku
(powiada Taine), jak w wielu innych podobnych,
roztrząsano kwestie bardzo rewolucyjne z niesłychaną odwagą, bezwzględnością, energią. Mówiono
wszystko, co może przejść przez głowę młodości
która nie żyje, nie bawi się, nie używa...</akap>




<akap_dialog>--- Tak, to wasze pokolenie młodych nie miało
młodości; wyrośliście zamarynowani w pracy, nauce, analizie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zbroiliśmy się na podbój społeczeństwa...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- No i wyszło z was pokolenie krytyków; niczego nie poznaliście wprost, wszystko przez książki.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wyrasta dziś rasa młodych pożeraczy papieru, z oczami, które znają tylko farbę drukarską, pokolenie literatów bez namiętności, bez temperamentu. ślepych na kobiety, na kwiaty, na
dzieła sztuki, na cudy natury, i myślą że będą pisali książki! Książki wartościowe powstają tylko
jako reakcja na wzruszenia. Na to, aby zrobić
w literaturze coś dobrego, trzeba żeby wszystkie
zmysły były jak wielkie otwarte okna...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dzisiejsza młodzież dzieli się na dwa światy
absolutnie różne, między którymi nie ma możliwego
kontaktu ani zbliżenia: fircyki<pe><slowo_obce>fircyk</slowo_obce> --- człowiek lekkomyślny.</pe> z bezprzykładnie
pustą głową, i obóz pracowników najbardziej zażartych na pracę, jacy istnieli w jakiejkolwiek epoce: generacja odcięta od świata, skwaszona samotnością, gorzka, prawie groźna.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Cała ta teoria wyrzeczeń jest
idiotyczna. Kobieta, zażywana jako środek przeczyszczający, nie niweczy bynajmniej idealnych
aspiracji. Im więcej się wydaje, tym więcej się nabywa... Ja, na przykład, zrobiłem dywersję w romantycznej szkole zdechlaków. A wcale nie byłem
silny wówczas, dopiero stałem się silny przez gimnastykę. Miałem kochankę suchotnicę, przepędziłem
ją. Wziąłem tęgą dziewczynę mojego wzrostu...</akap_dialog>




<akap>Wszczyna się rozmowa o stanie duszy po zaspokojeniu miłosnym. Jedni mówią o smutku, drudzy o uldze. Flaubert oświadcza, że tańczyłby
przed lustrem.</akap>




<akap_dialog>--- Balzac uważał, że w akcie miłosnym filtruje
się czystą substancję mózgową; dramatyzował tę
stratę do niemożliwości! Pewnego ranka przyszedł
do Gavarniego i rzekł: ,,Dziś w nocy straciłem
książkę!"</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ze mną, to szczególne, powiada Turgieniew;
dopiero <wyroznienie>potem</wyroznienie> wchodzę w kontakt ze światem,
z otoczeniem... Rzeczy odzyskują realność, której
nie miały na chwilę przedtem... Czuję się sobą...
stół, który stoi obok, staje się z powrotem stołem...
Tak, stosunki między moim ja a naturą nawiązują
się, odnawiają...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Urocze są te nasze sobotnie obiady. Mówi
się o wszystkim, każdy spowiada się po trochu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czy uważaliście<pe><slowo_obce>uważać</slowo_obce> --- tu: zauważać.</pe> odporność i siłę pokolenia
zrodzonego około roku 1800? Skąd się to bierze?</akap_dialog>




<akap_dialog>DOKTÓR ROBIN: --- Zrównoważenie nerwowe, nieużywanie tytoniu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Raczej, sądzę, wstrzemięźliwość. Nie rób
min, Gautier. Taki Thiers, Guizot<pe><slowo_obce>Guizot, François</slowo_obce> (1787--1874) --- francuski historyk i polityk, premier w latach 1847--48.</pe>, Hugo i inni...
Guizot i Hugo na starość zrobili się dziwkarze, ale
młodość mieli czystą.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Pamiętacie Marka Aureliusza<pe><slowo_obce>Marek Aureliusz</slowo_obce> (121--180) --- cesarz rzymski, jak również filozof i pisarz.</pe>, jak dziękuje Frontonowi<pe><slowo_obce>Fronton, Marek Korneliusz</slowo_obce> (II w. n.e.) --- retor rzymski, nauczyciel cesarza Marka Aureliusza.</pe> za to, że go trzymał
zdała od kobiet aż do męskiego wieku?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, Wiktor Hugo! Kiedyś rzekł do Burty'ego: ,,Przemawiać publicznie, to dla mnie wielki
wysiłek. Jedna mowa tak mnie męczy jak trzy razy
poobłapiać". Po czym, po chwili namysłu, dodał:
,,A nawet cztery".</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Proponuję, żebyśmy się rozeszli
po tym słowie. Nic już dziś piękniejszego nie usłyszymy...</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial>Trzeci obiad</naglowek_rozdzial>





<akap>Mowa jest o malarzu Delacroix<pe><slowo_obce>Delacroix, Ferdinand Victor Eugène</slowo_obce> (1798--1863) --- malarz francuski, czołowy przedstawiciel romantyzmu.</pe>, świeżo zmarłym. Saint-Victor zaczyna go charakteryzować;
nagle wielki krytyk blednie, rzuca mętnym wzrokiem dokoła. Jest nas trzynastu przy stole... tak,
stanowczo trzynastu. ,,Ba, powiada Gautier niepewnym głosem, liczą się tylko chrześcijanie, a tu
widzę sporo ateuszów". Bądź co bądź, Saint-Victor i Gautier sprowadzają, na czternastego, syna
restauratora Magny, młodego uczniaka, przy którym gada się niebawem potworne rzeczy.</akap>




<akap>Jak gdyby dla usprawiedliwienia się, wspomina
ktoś Lessepsa<pe><slowo_obce>Lesseps, Ferdinand de</slowo_obce> (1805--1894) --- dyplomata i przedsiębiorca francuski, kierował budową Kanału Sueskiego, za jego sprawą powstał też Kanał Panamski.</pe>. Lesseps, twórca kanału sueskiego,
człowiek, zdawałoby się, niezłomnej woli, opowiadał świeżo u księżniczki Matyldy, że od wielu
rzeczy w życiu odwróciła go kabalarka, następczyni
słynnej Lenormand przy ulicy de Tournon...</akap>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Wracam z inauguracji kolei algierskich. Wściekły jestem. Wściekły na cywilizację, na inżynierów, którzy mi psują pejzaż swoimi
szynami, wściekły na utylitarystów... (<wyroznienie>do kogoś</wyroznienie>) Ty
to lubisz, ty jesteś cywilizowany... Ale jest nas tu
paru, czterech, trzech --- my jesteśmy chorzy, dekadenci... Nie, raczej prymitywi... nie, to jeszcze nie
to... słowem, osobniki dziwaczne, podejrzane, wariaci. Są chwile, że chciałbym pozabijać wszystko co
jest, policjanta, pana Prudhomme<pe><slowo_obce>pan Prudhomme</slowo_obce> --- postać z satyrycznych rysunków i utworów komediowych Henryka Monnier, symbol głupoty francuskiego mieszczaństwa.</pe>, pana Piou-piou,
całe to świństwo... Zrozum mnie, ja to mówię bez
ironii, ja ci zazdroszczę, ty masz rację, Wszystko
wynika stąd, że ty nie masz poczucia egzotyzmu.
Masz poczucie egzotyzmu? Nie; w tym rzecz. My --- mówię o tych trzech czy czterech --- nie jesteśmy
Francuzi, mamy coś z innych ras. Pełno w nas nostalgii. A kiedy do nostalgii kraju dołączy się nostalgia czasu, jak na przykład u Goncourtów nostalgia XVIII wieku, jak u mnie Wenecja z czasów
Casanovy, och, wtedy już przepadło...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ha, istnieje zepsucie starych cywilizacji,
które każe człowiekowi znajdować przyjemność tylko w dziełach człowieka, a nudzić się dziełami Boga.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358595654388-1486883219"/><motyw id="m1358595654388-1486883219">Ciało</motyw>--- Ja zauważyłem jedno: że zażarci prorocy
nagości, starych cywilizacji atletycznych i gimnastycznych, to są przeważnie koślawi profesorowie
o chuderlawym kadłubie, zakutanym we flanelowe
kamizelki. Nie mówię tego do ciebie, Gautier.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mam nadzieję.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cywilizacje to nie tylko przemiana myśli,
wierzeń, nawyków mózgu, ale może i przeobrażenie
nawyków ciała?<end id="e1358595654388-1486883219"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czytałem opowieść o zdumiewającym odkryciu miasta w Syjamie: miasto, którego ruiny pokrywają dziesięć mil, gdzie są fragmenty posągów
z palcami u nogi na dwanaście sążni<pe><slowo_obce>sążeń</slowo_obce> --- dawna miara długości.</pe>. Fantazja czy
prawda, ale mnie to pogrążyło w marzeniu... Czyżby istniała przed naszą ludzkością jakaś ludzkość
olbrzymsza, ludzie mający dwadzieścia pięć stóp,
pomniki olbrzymów, miasta wielkie jak królestwa?
Czyżby istniała wreszcie poza nami przeszłość o ileż
kolosalniejsza od tej którą znamy?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, historia dopiero się zaczyna: to znaczy
ludzkość, która stworzyła sobie prasę...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pomyśleć, że ludzkość jest jeszcze tak młoda; pomyśleć, że dwudziestu czterech stuletnich
ludzi, trzymając się za ręce, stworzyłoby łańcuch,
który by nas doprowadził do czasów heroicznych,
do Tezeusza...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ludzkość wszystko zastała w stanie dzikim: zwierzęta, owoce, miłość...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W gruncie rzeczy, ludzkość --- i to jej wielka
chwała --- jest wielkim don Kiszotem. Ma przy
swoim boku Sanszę, którym jest rozsądek, ale gubi
go co chwila. Największe wysiłki, najstraszliwsze
poświęcenia ludzkości, były zawsze na rzecz spraw
idealnych. Ot, grób Chrystusa, tylko idea, o którą
cała Europa ruszała się jeszcze wczoraj...</akap_dialog>

<akap>Taine oświadcza, że czterej wielcy ludzie, to
Szekspir, Dante, Michał Anioł, Beethoven --- których nazywa ,,czterema kariatydami<pe><slowo_obce>kariatyda</slowo_obce> --- w architekturze: wspornik w postaci rzeźby kobiety.</pe> ludzkości". --- To wszystko, to jest siła, a gdzie wdzięk? mówi Sainte-Beuve. --- A Rafael<pe><slowo_obce>Rafael</slowo_obce> --- właśc. Raffaello Santi (1483--1520), włoski malarz epoki renesansu.</pe>? --- wtrąca ktoś, kto nie
byłby w stanie odróżnić obrazu Rafaela od obrazu
Rembrandta<pe><slowo_obce>Rembrandt, Harmenszoon van Rijn</slowo_obce> (1606--1669) --- holenderski malarz, rysownik i grafik.</pe>.</akap>




<akap>Potem mówią o zdrowiu starożytnych, o ich
równowadze, o higienie moralnej nowych czasów,
o fizjologicznych warunkach egzystencji za pięćdziesiąt lat. Okazja dla Taine'a, aby stwierdzić, że
zmniejszenie wrażliwości i zwiększenie czynności<pe><slowo_obce>czynność</slowo_obce> --- tu: aktywność.</pe> to
przyszły program.</akap>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Wie pan co, panie Taine, można by mieć grube wątpliwości co do pańskiej tezy.
Od czasu jak ludzkość się rozwija, wciąż rozszerza
sferę swojej wrażliwości. Robi się nerwowsza, histeryzuje się, można powiedzieć, z każdym dniem;
co zaś do owej czynności, której rozwoju pan pragnie, kto wie, czy to nie jest jedna z przyczyn
współczesnej melancholii. Kto wie, czy anemiczny
smutek naszej epoki nie pochodzi właśnie z nadmiaru czynności, z jej straszliwego wysiłku, z jej
wściekłej pracy, z napięcia sił mózgowych do maksimum, z wyuzdania produkcji i myśli?</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358596057901-2538291435"/><motyw id="m1358596057901-2538291435">Rewolucja</motyw>--- Zdziczenie jest potrzebne co czterysta lub
pięćset lat, aby odnowić świat. Inaczej świat umarłby z cywilizacji. Niegdyś, w Europie, kiedy sędziwa
ludzkość w jakiej miłej okolicy była dostatecznie
zanemizowana<pe><slowo_obce>zanemizowany</slowo_obce> --- osłabiony.</pe>, spadały jej z Północy na kark zuchy
na sześć stóp wysokie, które przeinaczały rasę.
Obecnie nie ma już dzikich w Europie; ale robotnicy załatwią ten interes za pięćdziesiąt lat. Będzie
się to nazywało rewolucją socjalną.<end id="e1358596057901-2538291435"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ciekawe spostrzeżenie: lud nie mówi dziś
<wyroznienie>przyszła rewolucja</wyroznienie>, ale przyszła <wyroznienie>likwidacja</wyroznienie>. W tych
czasach giełdy nawet groźba ludu zapożycza się
z gwary giełdowej.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Rewolucja socjalna jest tuż koło nas; a wiecie, jaki jej najczynniejszy element? Dziewka.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pojęcie ,,dziewki" ma w naszej epoce olbrzymie rozpięcie. Dziewczyna z ulicy, a taka Paiva...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Nie mówcie źle o Paivie.
Bywam u niej. Są dziś dwa --- tylko salony, w których bywa literatura: salon księżniczki Matyldy
i salon pani Paiva.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358596199831-2982512813"/><motyw id="m1358596199831-2982512813">Prostytutka</motyw>--- Charakterystyczna cecha dziewczyny, która
wpadnie w prostytucję, to bezosobowość. Nie jest
już osobą, nie jest kimś, ale jednostką w gromadzie.
Poczucie swego ja zaciera się u niej do tego stopnia,
że w domach publicznych dziewczęta biorą bez różnicy palcami z talerza tej lub owej.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Znałem parę wielkich kurtyzan. Wszystkie
robią na mnie wrażenie zwykłych prostytutek. Nie
wnoszą nic innego niż tamte. Czy wiodą się z burdelu czy nie, mam wrażenie, że ich rozmowa, zachowanie się, przymilność, przenoszą nas zawsze
w tę atmosferę. Nie spotkałem żadnej, której zepsucie miałoby wyższą rasę. Odnoszę wrażenie, że dziś
już nie ma kurtyzan i że wszystko co nosi to miano,
to są po prostu dziwki.<end id="e1358596199831-2982512813"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wspomnieliście Paivę. Gautier zna ją dobrze
i od dawna, jeszcze z czasów, kiedy była niczym.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Ta Paiva, to cały romans! Naturalna córka Wielkiego Księcia i Żydówki. Matka
jej, bardzo piękna, zeszpecona ospą, kazała zasłonić
krepą wszystkie zwierciadła w domu, tak że dziewczynka wyrosła nie widząc swojej twarzy, dręczona
myślą, że ma nos podobny do kartofla. Wydano ją
wcześnie za mąż, za francuskiego krawca w Moskwie.
Uciekła z nauczycielem fortepianu, który ją rzucił.
Chora, bez grosza, znalazła się w nędznym hoteliku. Napisała do mnie, żebym przyszedł. Powiedziała:
,,Widzisz, w jakim stanie jestem... Może nie wyjdę
z tego, wówczas koniec. Ale jeśli się wygrzebię, będę miała kiedyś najpiękniejszy pałac w Paryżu, zapamiętaj to sobie". Przyjaciółka jej, modystka,
uzbroiła ją w cały rynsztunek. Byłem u niej w chwili,
gdy miała ruszyć w bój, tualety leżały porozkładane
po meblach, próbowała ich jak żołnierz karabina
przed bitwą. Rzekła: ,,Nieźle jestem wysztyftowana,
ale człowiek nigdy nie jest pewny. Gdybym miała
chybić, wówczas dobranoc". Poprosiła mnie, żebym
jej dał flakon chloroformu; była gotowa otruć się
w razie klapy. Poprosiłem o chloroform znajomego
medyka i dałem jej.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To Paiva mówiła potem: ,,Wszystkie moje
pragnienia przychodziły do moich stóp jak pokorne
psy!"</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, króluje dziś w swoim legendarnym pałacu na polach Elizejskich, stara kurtyzana, malowana, tynkowana, podobna do prowincjonalnej aktorki, z fałszywym uśmiechem i fałszywymi włosami. Częstuje herbatą w renesansowym salonie --- marmury, buazerie, obrazy, emalie, w których utopiła olbrzymie sumy, aby w rezultacie stworzyć
kopię bogatego gabinetu restauracyjnego. Od czasu
do czasu ma się wrażenie, że myśl jej odpływa, aby
się przenieść do gabineciku, gdzie znajdują się żelazne kasy z biżuterią; odgaduje się to z kamiennej
martwoty jej twarzy, czyta się przeszłość, która
przejmuje dreszczem.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I widzi się tego Prusaka, który Paivę utrzymuje...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, przeszedłem i ja przez ten salon. Nuda.
Wszystko musisz podziwiać. Sukienkę muślinową,
która --- powiada Paiva --- kosztuje 37 franków,
i perły na szyi i ramionach za paręset tysięcy. Serwis --- nie mówi się ceny, ale mówi się niedbale,
że w sklepie kosztowałby osiemdziesiąt tysięcy.
I każdy musi wykrztusić komplement, i żadne pochlebstwo, choćby najgrubsze, nie będzie wystarczające. Nuda.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, dziwka, która wyrobi sobie zmysł do interesów, jest potęgą. Panuje, króluje, lekceważy,
pomiata, gardzi. Opanowuje społeczeństwo, obyczaje, chlasta błotem opinię. Posiadła już wyścigi,
teatr...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Stara, bardzo znana aktorka mówiła: ,,Mam
czterdzieści tysięcy renty, starzeję się z godnością".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedyś, na reducie, wyprowadzony z cierpliwości książęcymi minami jednej z tych panujących
małp, którą poznałem pod maską, dotknąłem jej ramienia, mówiąc: ,,Tu, widzisz, w tym miejscu, naznaczą cię kiedyś phallusem z rozpalonego żelaza".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, sądzę, że w niedalekiej przyszłości trzeba będzie wrócić do surowych rygorów policji, które zabronią im, jak w XVIII wieku, miejsca w uczciwych lożach, które będą karciły ich zuchwalstwo,
poskramiały ich bogactwa i sprowadzą je do ich
właściwego miejsca --- do rynsztoka. Wszystko to
przyjdzie, i przyjdzie jeszcze inna rzecz: wielkie
pranie.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Za surowi jesteście. Dużo
można by powiedzieć na pochwałę dziewczyn. Przerywają monotonię, poprawność, porządek społeczny, wnoszą w świat nieco szaleństwa, rozrzucają
banknoty... Dziewczyna, to kaprys wyzwolony, nagi i zwycięski, w tym świecie roztropnych rejentów
i oszczędnych przyjemności.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kaprys? Spotkałem dziś taki kaprys, dawną
znajomą. Pytam, jak się jej powodzi. --- Och, doskonale, mam starego, bardzo bogatego. Wyobraź
sobie, to jest były hebanista: przychodzi do mnie
co poniedziałek, każe mi się rozebrać do naga i zaczyna politurować moje meble. Ja chodzę za nim,
poklepuję go i mówię: ,,Jak ty dobrze politurujesz!"... W końcu go to rozgrzewa... --- Masz swój
kaprys, Goncourt!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Byliśmy kiedyś na balu Opery. Przechadzaliśmy się, starając się odnaleźć coś z naszej starej
Opery: jakiś żart, uśmiech, jakieś kuszące przegięcie <slowo_obce>gratis</slowo_obce>, cień fantazji, intrygi --- coś coby nie
pachniało stufrankówką. Interes, wszędzie interes,interesy aż pod sam strop. Dziewczyna dzisiejsza,
to już nie ta <wyroznienie>loretka</wyroznienie> Gavarniego, która zachowała
na dnie coś z gryzetki<pe><slowo_obce>gryzetka</slowo_obce> (daw., z fr.) --- młoda szwaczka bądź modystka.</pe> i trwoniła nieco czasu na
poryw serca... Zresztą niziny odzwierciadlają jedynie
wielki świat miłości; ten świat, gdzie kobiety z towarzystwa przyzwyczajają się pomału do tego aby
je utrzymywano.</akap_dialog>


<!--TRIM:4-->


<akap_dialog>--- Prostytucja to zemsta ludu na bogaczach...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Artyści nie powinni nic mówić na te panie.
To dziś mecenaski sztuki: zamawiają obrazy, dekorują salony...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Haha! Kiedyś Herbertowi wpadło poradzić
się księżniczki Matyldy, czy ma przyjąć zamówienie
Paivy. Oburzyła się: ,,Malarz tej miary miałby
pracować dla takiej kobiety! Taka łajdaczka bawi
się w protektorkę sztuki!" i w końcu najwyższy argument: ,,Ależ pan nie mógłby do niej zaprowadzić
swojej matki, aby obejrzała pańskie obrazy!"</akap_dialog>




<akap_dialog>SOULIÉ: --- Tak, tak, matki. W końcu sformułowała to księżniczka w ten sposób: ,,Może pan robić dla tych pań, co pan zechce, o ile to jest gratis;
ale z chwilą, gdy wchodzą w grę pieniądze...!"</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Księżniczka zwróciła się z tym do Souliégo,
myśląc że ją poprze, ale ten cynik odpowiedział, że
Rafael<pe><slowo_obce>Rafael Santi</slowo_obce> (1483--1520) --- malarz włoskiego renesansu.</pe> pracowałby dla każdej kobiety swego czasu.</akap_dialog>




<akap_dialog>SOULIÉ: --- Cóż chcecie? Ja nie mam zasad.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Skończyło się na tym, że księżniczka wstała,
oświadczyła iż życzy nam dobrej nocy i wyszła mówiąc: ,,Doprawdy, wobec waszej pobłażliwości, gdybym miała drugi raz się urodzić, chciałabym być
puszczalską, szelmą".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Często uczciwe kobiety mówią o błędach
innych kobiet jak o czymś, co im ukradziono...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cóż za urocza renesansowa kobieta, ta Małgorzata Nawarska w skórze Napoleonki! Ta prostota, szczerość, szorstkość nawet... mieszanina męskości z kobiecą delikatnością... typ księżniczki
XIX wieku.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ona ma prześliczny uśmiech, uroczy uśmiech ludzki, kryjący wiele rzeczy. Trzeba było
widzieć ten uśmiech na jej wargach, kiedy wczoraj mówiła do Sainte-Beuve'a: ,,Och, panie de
Sainte-Beuve, jeśli kiedy przepatrzą nasze korespondencje, okaże się, żeśmy podawali rękę sporej
ilości łajdaków...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Któż temu winien? Można się posługiwać
łajdakami --- powiada La Bruyère --- ale użytek ich powinien być oględny<pe><slowo_obce>oględny</slowo_obce> --- tu: ostrożny.</pe>. Może teraz używają ich bez
umiarkowania?</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Księżniczka sama nie wie, jakie usługi jej salon oddaje Tuilleriom, ile rozbraja
gniewów i nienawiści, jakim jest tamponem między
rządem a ludźmi, którzy mają pióro w ręku... Flaubert i my, gdyby nas nie była kupiła, aby tak rzec,
swoim wdziękiem, swoją uprzejmością...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zatem, księżniczka oburzona jest, jak mówi,
tryumfem tych dziewek, u których zajadają trufle
filozofowie, pisarze, uczeni, a które nie mają na
usprawiedliwienie talentu i nazwiska jakiejś Rachel.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cóż chcecie, tak już jest. Kobiety z towarzystwa rywalizują z nimi, naśladują ich mody...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dwaj moi przyjaciele, których i wy znacie,
byli pewnego wieczora w Maison d'Or. Przyszła
im ochota ożywienia kolacji kobiecym towarzystwem. Dzwonią nadaremno, wreszcie jeden z nich
wychyla się przez schody, aby krzyknąć na Strzelca.
Widzi go zatopionego w książce. Zaciekawiony, pyta go co czyta. ,,Czytam to, co Jego Eminencja kazał mi czytać --- powiada chłopak z poczciwą miną. --- Co za Eminencja? --- Biskup z Nancy, skąd
pochodzę. Powiedział mi: ,,Jedziesz do Paryża, to
siedlisko zguby... Czytaj Tertuliana". Czytam więc
Tertuliana". Ten człowiek czytał Tertuliana na
schodach w Maison d'Or, między dwoma kursami
do rajfurki<pe><slowo_obce>rajfurka</slowo_obce> --- stręczycielka.</pe>. Nigdy wyobraźnia nie wyroi nieprawdopodobieństw, jakie stwarza życie!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Życie w Paryżu. Nieraz myślałem, ile nienapisanych dramatów rodzi jedna noc w Paryżu, ile
miłości, i zbrodni, i śmierci!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Słyszałem kiedyś od pielęgniarki szczegóły
tyczące pogrzebów w Paryżu. Nic tak nie maluje
cynizmu i sknerstwa bogaczy. Opowiadała mi, że
widziała na własne oczy, jak pewnego młodzieńca
z wielkiego domu pochowano w starym kostiumie
pierrota<pe><slowo_obce>pierrot</slowo_obce> --- postać z tradycyjnej francuskiej pantomimy.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czy kto pomyślał kiedy, co za jednostką moralną może być syn właściciela bajzlu, poczęty tuż
po wydaniu przez ojca rozkazu, żeby gościowi doliczono numer gabinetu do rachunku za kolację?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To bardzo skomplikowane.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Paryż się zmienia, Paryż ginie. Kiedyś zabłąkałem się na przedmiejskie bulwary, jakże to
wszystko odmienione. Domy publiczne ze swymi
matowymi i oświetlonymi szybami podobne są do
barów w Nowym Yorku.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A bal w Ermitażu<pe><slowo_obce>Ermitaż</slowo_obce> --- rosyjskie muzeum w Sankt Petersburgu.</pe>! Nie ma już ani jednego
ładnego buziaka. Pieniądz zgarnia wszystko, zrywa
wszystko w kwiecie, zmienia w loretkę każdą ładną
dziewczynę z ludu.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- To już nie Paryż, który znałem. To Filadelfia, Petersburg, wszystko co chcecie, tylko nie Paryż.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I tak Paryż pozostanie prawdziwym klimatem czynności ludzkiego mózgu...</akap_dialog>




<akap_dialog>EDMUND GONCOURT: --- Mnie interesują
tylko paryżanie... Prowincja, chłopi, słowem cała
reszta ludzkości, to dla mnie historia naturalna.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja już mam dość Paryża. W Paryżu jest
się doprawdy tylko trzecią częścią samego siebie.
Osiada w człowieku tyle wrażeń, myśli, idei cudzych, że od czasu do czasu jadę do Bretanii po to,
aby odbudować swoją osobowość i być sobą, zupełnie sobą!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Paryż, chcecie jeszcze coś paryskiego? Słyszałem, że usunięto paru internów<pe><slowo_obce>intern</slowo_obce> --- tu: lekarz odbywający praktyki.</pe> ze szpitala za to,
że sprzedawali skórę z piersi kobiecych introligatorowi, który ma za specjalność oprawianie pornograficznych książek.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- E, pod tym względem Paryż
zawsze będzie niczym wobec naszych sąsiadów zza
morza. Widziałem dziś może odbiorcę tych książek,
monstrum, jednego z ludzi, którzy są na krawędzi
przepaści. Widziałem poprzez niego, niby przez rozdartą zasłonę, okropną głąb, ohydę zblazowanej<pe><slowo_obce>zblazowany</slowo_obce> --- znudzony za sprawą nadmiaru wrażeń.</pe> arystokracji pieniądza, owej angielskiej arystokracji
wnoszącej w sprawy miłości element okrucieństwa,
sycącej się tylko cierpieniem kobiet. Pamiętasz,
Saint-Victor, tobie pierwszemu przedstawiono na
balu Opery tę figurę.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- A, nasz Anglik, w istocie
miły pasażer. Oświadczył mi z prostotą, że w Paryżu nie ma zabawy, że Londyn jest pod tym względem nieskończenie wyższy, że jest tam bardzo przyzwoity zakład mistress Jenkins, gdzie znajdują się
dziewczynki trzynastoletnie i młodsze, którym się
z początku daje lekcje, a potem się je ćwiczy ---
och, te młodsze nie bardzo mocno, ale starsze zupełnie mocno. Można im także wbijać szpilki, nie
bardzo długie, ledwo tycie --- i pokazywał na końcu
paznokcia. ,,Tak, widzi się krew". Młody Anglik
mówił to bardzo spokojnie i dodał: ,,Ja mam gusty
okrutne, ale ograniczam się do ludzi. Swego czasu,
wynająłem z przyjacielem za grube pieniądze okno,
aby widzieć jak wieszają pewną morderczynię. Mieliśmy z sobą kobiety, aby z nimi... no, rozumie pan,
w chwili gdy będą wieszali. Nawet kazaliśmy prosić kata, aby podniósł tamtej trochę spódniczkę
przy wieszaniu. Ale w ostatniej chwili królowa ją
ułaskawiła. To bardzo nieprzyjemne"...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Dziś Saint-Victor zaprowadził
nas do tego przyjemniaczka. Trzydzieści lat, łysy,
skronie wzdęte jak pomarańcze, oczy błękitne jak
stal, skóra cienka z delikatną siecią żyłek, głowa
młodego księdza nawykłego do ekstazy, wytworny,
grzeczny, łagodny. Pokazuje nam kolekcję książek
erotycznych, wspaniale oprawionych...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jest tam Meibomius: <tytul_dziela>Pożytek biczowania
w małżeństwie i miłości</tytul_dziela>, oprawny przez jednego
z pierwszych introligatorów paryskich, z klamrami
przedstawiającymi phallusy, trupie głowy, narzędzia
tortur...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Sam dał introligatorowi rysunki --- powiada. --- Z początku rzemieślnik wzdragał się to wykonać... ,,Wówczas --- mówi --- pożyczyłem mu
swoich książek... Teraz żona jego jest bardzo nieszczęśliwa... On ugania się za małymi dziewczynkami... Ale ja mam swoje klamry".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pokazał nam książkę przygotowaną do oprawy. ,,Na ten tom --- powiadał --- czekam na skórę,
skórę młodej dziewczyny, jeden z moich przyjaciół
wystarał mi się o nią... Garbują ją... Pół roku trzeba garbować... Chce pan obejrzeć książkę? Ale to
nic ciekawego... Chciałbym mieć skórę z dziewczyny żywej... Na szczęście, mam przyjaciela, doktora
Bartsch... wie pan, tego, który jeździ w głąb Afryki...
przyrzekł mi, że przy okazji jakiej rzezi postara się
dla mnie o skórę w tych okolicznościach... z Murzynki".</akap_dialog>




<akap>I rozmowa zstępuje w tajemnice zmysłów,
w przepaście seksualnych dziwactw, potworności.
Kaprysy, perwersje, szaleństwa zmysłowej żądzy ---
badane, roztrząsane, analizowane. Sade, Tardieu<pe><slowo_obce>Tardieu, Auguste Ambroise</slowo_obce> (1818--1879) --- francuski lekarz i specjalista w zakresie kryminalistyki.</pe>...
Miłość leży jak na stole prosektorium, namiętności
przesuwają się jak pod wziernikiem.</akap>




<akap_dialog>--- Daliście prawdziwy kurs naukowy miłości
w XIX wieku!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To byłaby piękna książka do napisania, ale
kto ją napisze? --- <tytul_dziela>Historia naturalna miłości</tytul_dziela>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czy wiecie, że pasy cnoty nie są mitem: fabrykuje się je jeszcze dzisiaj, i to męskie. Mówił mi
to pewien ex-minister. W czasie jego ministrowania
ścigano fabrykanta za wystawienie takiego przedmiotu. Sprawdzono jego książki i stwierdzono nazwiska odbiorców. Między tymi nazwiskami figurował człowiek z towarzystwa, którego żona, w czasie
swojej nieobecności, zmuszała do noszenia takiego
pasa, zabierając z sobą klucz. Ów minister znał tego człowieka i nawet żartował z nim na ten temat.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Okrucieństwo w miłości, fizyczne czy moralne, jest znakiem końca społeczeństw...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Społeczeństwo! W gruncie są tylko dwa
światy: ten, w którym się ziewa, i ten, w którym
pożyczają od ciebie dwadzieścia franków.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pewien lord mizantrop<pe><slowo_obce>mizantrop</slowo_obce> --- osoba nieżyczliwie nastawiona do ludzi.</pe> mawiał: ,,Ludzie są
źli, i kiedy umrę, będę miał przynajmniej tę pociechę, że nigdy nikomu nie wyświadczyłem przysługi".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To byłoby nie lada uwolnienie świata od szykownej głupoty i eleganckiego kretyństwa, gdyby
tak cisnąć jaką machinę piekielną w piękny dzień,
między czwartą a szóstą popołudniu, w <slowo_obce>tout-Paris</slowo_obce><pe><slowo_obce>tout-Paris</slowo_obce> (fr.) --- elita paryska.</pe>, kręcący się dokoła jeziorka w lasku Bulońskim...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedyś, w lasku Bulońskim był taki ścisk powozów, że większość ich musiała wracać bocznymi
alejami. Kto dziś nie ma powozu? Osobliwe społeczeństwo, gdzie wszyscy się rujnują. Nigdy popis
zbytku nie był tak despotyczny i tak demoralizujący.</akap_dialog>




<akap>Doktór Robin mówi o potrzebach pracującego
człowieka, o sztuce kulinarnej, o przyrządzaniu pokarmów. Gdyby ludzie (powiada) żywili się jak
zwierzęta surowym mięsem, trawienie ich byłoby
tak długie jak u zwierząt, i nie zostawałoby im czasu na pracę. Wierzy w to, że udoskonalenie jedzenia przedłuża życie. Wedle niego, w pierwotnych
rasach było bardzo mało stuletnich starców.</akap>




<akap_dialog>--- Słyszałem, że August Comte<pe><slowo_obce>Comte, August</slowo_obce> (1798--1857) --- francuski filozof, wiodący pozytywista, twórca terminu ,,socjologia".</pe> ważył wszystko, co zjadał i wypijał.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak opowiadał ktoś, kto go znał dobrze.
<begin id="b1358600296517-2458869622"/><motyw id="m1358600296517-2458869622">Duch</motyw>Opowiadano też co innego. Znacie wszyscy historię
platonicznej miłości Comte'a dla pani D... Pani D...
umarła i Comte co dzień nosił kwiaty na jej grób.
Żona jego, z którą był rozwiedziony i której nie
płacił, skryła się raz za grobem i udając głos pani
D.... poleciła mu, żeby płacił regularnie żonine alimenty. Twórca pozytywizmu zląkł się jak wszyscy
diabli i nie pokazał się już na cmentarzu.<end id="e1358600296517-2458869622"/></akap_dialog>




<akap_dialog>DOKTÓR ROBIN, <wyroznienie>ciągnie niewzruszony</wyroznienie>: --- Pracuje się dobrze tylko o tyle, o ile się dobrze śpi,
a śpi się dobrze tylko wtedy, kiedy się zjadło porządny obiad. Spójrzcie na mumie egipskie, u których zęby są zupełnie starte wskutek niedoskonałości młynków do mielenia zboża.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czy uważaliście, że oko smakuje potrawy,
zanim się zetkną z podniebieniem. Przesolone potrawy mają swoją barwę.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To dla mnie za subtelne.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Jeść i pić jest dla mnie obojętne; reszta... ledwie przyjemna...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och!</akap_dialog>




<akap_dialog>DOKTÓR ROBIN: --- Dzisiejsza tak częsta
skłonność do apopleksji<pe><slowo_obce>apopleksja</slowo_obce> --- wylew krwi do mózgu.</pe>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja myślę, że wiele apopleksji wynika z dysproporcji między człowiekiem a stanowiskiem: od
zbyt wysokiego stanowiska pękają małe mózgi...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, żyć tak czy inaczej? Co to jest życie?
Dożywotnia używalność skupienia komórek.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Oglądaliśmy kiedyś z Flaubertem katakumby paryskie. Patrząc na te zwały kości, pytaliśmy sami siebie: po co to kłamstwo nieśmiertelności, szkielet?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Aby nam pozwolić znieść życie, Opatrzność
była zmuszona odjąć go nam połowę. Bez snu, który jest czasową śmiercią zgryzot i cierpienia, człowiek nie dotrzymałby aż do śmierci...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie czujesz piramidalnego nonsensu w tym
zdaniu?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Znałem młodą osobę, która mówiła: ,,Jestem
szczęśliwa tylko wtedy, kiedy śpię, albo kiedy tańczę".</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358600403959-955482137"/><motyw id="m1358600403959-955482137">Narkotyki</motyw>--- Natura ofiarowała hojnie człowiekowi wino,
haszysz, opium, tytoń, jako szczęście zapomnienia
o życiu, jako trutki na nudę istnienia.<end id="e1358600403959-955482137"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- A muzyka, czy to nie lekarstwo?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Muzyka działa leczniczo? Czemuż w takim
razie wśród muzyków jest tylu wariatów?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zamkniętych lub nie...</akap_dialog>




<akap_dialog>BERTHELOT: --- Może stąd, że to są ludzie,
którzy czują, a nie myślą.</akap_dialog>




<akap_dialog>KTOŚ: --- Ja w muzyce najbardziej lubię kobiety gdy słuchają...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, muzyka dla kobiety, to msza miłości.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To rzecz, która najbardziej wznosi kobietę
ponad życie, najbardziej przejmuje ją wstrętem do
tego, co rozsądne i realne. Może nie powinno się
uczyć kobiet muzyki, to rodzi w niej zmysł tęsknoty do czegoś, co nie istnieje...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Dla nas obu muzyka mogłaby
nie istnieć. Robimy wyjątek dla muzyki wojskowej.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: ---<begin id="b1358769203489-2570158017"/><motyw id="m1358769203489-2570158017">Muzyka</motyw> Bardzo mnie cieszy to co mówicie. I ja jestem taki sam. Wolę ciszę od muzyki.
Żyjąc od tylu lat ze śpiewaczką, doszedłem jedynie
do tego, że rozróżniam dobrą muzykę od złej, ale
obie są mi absolutnie obojętne.<end id="e1358769203489-2570158017"/> To jest swoją drogą
ciekawe, że wszyscy pisarze naszych czasów są tacy. Balzac nienawidził muzyki. Hugo nie może jej
znosić. Lamartine, który sam jest pianino do wynajęcia albo do sprzedania, nie cierpi muzyki. Jedynie paru malarzy zachowało te gusty...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Teraz --- ciągnął Gautier --- jest moda uprzykrzonego <wyroznienie>glukizmu</wyroznienie><pe><slowo_obce>glukizm</slowo_obce> --- styl naśladujący Christopha Willibalda Glucka (1714--1787), klasycystycznego kompozytora niemieckiego.</pe>. Szerokie frazy, wolne, wolne, niby
muzyka kościelna... Byłem świeżo na <tytul_dziela>Królowej Saby</tytul_dziela>. Gounod<pe><slowo_obce>Gounod, Charles</slowo_obce> (1818--1893) --- francuski kompozytor operowy.</pe> to szczery osioł. Są tam w drugim akcie dwa chóry Żydówek i Sabejek, które paplą przy
studni płucząc sobie zadki. No tak, ładne te chórki,
ale to i wszystko. W tym miejscu cała sala oddycha, i robi ,,ach!" --- taka reszta jest nudna.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A Verdi<pe><slowo_obce>Verdi, Giuseppe</slowo_obce> (1813--1901) --- włoski kompozytor operowy.</pe>?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pytacie mnie, co to jest Verdi w muzyce?
To Dennery, fabrykant melodramatów. Popełnił
w muzyce tylko jeden wynalazek: kiedy słowa są
smutne, on wpadł na to, aby zrobić w orkiestrze
,,tru tru tru" zamiast ,,tra tra tra". Na pogrzebie
nie daje wesołej aryjki. Rossini<pe><slowo_obce>Rossini, Gioachino Antonio</slowo_obce> (1792--1868) --- włoski kompozytor oper (stworzył ich 39).</pe> dałby ją na pewno.
Przecież to Rossini w <tytul_dziela>Semiramidzie</tytul_dziela> każe wchodzić
cieniowi Ninusa na nutę rozkosznego walca. To jest
cały geniusz Verdiego.</akap_dialog>




<akap>Na westchnienie Gautiera, ktoś pyta go, czemu
nie pisze tego, co mówi.</akap>




<akap_dialog>--- W ,,Monitorze"? Ba!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Opowiem wam historyjkę --- odpowiada spokojnie Gautier. --- Pewnego dnia minister Walewski rzekł mi, żebym już zerwał z pobłażaniem i że
mnie upoważnia, abym pisał o teatrze to, co myślę.
,,Ależ, rzekłem, w tym tygodniu grają sztukę pana X..." --- A, odparł żywo minister, może pan
zacznie od przyszłego tygodnia. No i oczekuję
wciąż tego przyszłego tygodnia...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak czy owak, krytyk ulega zawsze jakiemuś naciskowi: raczej przyjmuje sąd publiczności,
niż go jej udziela.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, rzadkie jest, aby fabrykanci opinii
w sztuce i literaturze nie podlegali tyranii głupców.
Przewodnicy smaku publicznego są najczęściej jego
lokajami.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nikt nigdy nie dowie się, do jakiego stopnia
handlarze cudzych myśli i cudzych piór są głupi.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I nigdy autor nie przyzna się przed sobą, że
im bardziej sława jego rośnie, tym więcej talent jego liczy wielbicieli niezdolnych go ocenić...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Człowiek wartościowy zachowuje tę wartość
jedynie pod warunkiem, że zachowa swój instynkt
wzgardy dla opinii.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358769415543-3974117184"/><motyw id="m1358769415543-3974117184">Artysta</motyw>--- Co za ironia! Ludzie inteligentni, genialni,
zabijają się całe życie dla grubego bydlaka zwanego
publicznością, pogardzając w duszy każdym z głupców, który ją składa.<end id="e1358769415543-3974117184"/></akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- <begin id="b1358769494489-491159036"/><motyw id="m1358769494489-491159036">Sztuka, Kłamstwo, Robak</motyw>Czytaliśmy wydawcy naszą
<tytul_dziela>Germinie Lacerteux</tytul_dziela>. W miejscu, gdy Germinie powiada, iż, przybywając do Paryża, miała pełno
wszy, Charpentier oświadczył nam, że, ze względu
na publiczność, <wyroznienie>wszy</wyroznienie> trzeba zmienić na <wyroznienie>robactwo</wyroznienie>.
Do czarta z publicznością, której trzeba zawsze
kryć to, co brutalne, co prawdziwe! Cóż to za delikacik ta publiczność, i co ona ma za prawo żądać, żeby powieść zawsze jej kłamała, żeby jej zasłaniała brzydotę życia?...<end id="e1358769494489-491159036"/></akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT: --- Kiedy szukałem wydawcy na
<tytul_dziela>Panią Bovary</tytul_dziela>, przed Levym poszedłem do pana
Jacottet. ,,Bardzo, bardzo, owszem... powiedział
pan Jacottet --- to bardzo <wyroznienie>cyzelowane</wyroznienie>... ale, rozumie pan, nie może pan mieć pretensji do sukcesów takiego Amédée Achard, któremu właśnie, wydaję dwa tomy; nie mógłbym się zobowiązać wydać tego w tym roku". --- <wyroznienie>Cyzelowane!!</wyroznienie> --- ryknął Flaubert. --- Bezczelność! Niech nas wyzyskują, kradną, ale nie mają prawa nas sądzić. Zawsze miałem uznanie dla pana Lévy, za to, że mi nie pisnął nigdy ani
słowa o mojej książce.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Chcieć dawać nową rzecz publiczności! Wiecie, co powiadał wielki krytyk Janin: że gdyby
,,Revue des Deux-Mondes" zmieniła kolor okładki,
straciłaby dwa tysiące abonentów.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, ten sam Janin mówił raz w przystępie szczerości: ,,Wiecie, jakim cudem przetrwałem
dwadzieścia lat? Tym, że zmieniałem opinie co dwa
tygodnie... Gdybym mówił zawsze to samo, nikt by
się nie interesował moim felietonem, umiano by mnie
na pamięć przed przeczytaniem".</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Janin miał w ogóle dobre powiedzonka. Był czas, gdy go atakowano mocno.
,,Ataki! --- powiadał nam --- nonsens! Co mogą mi
powiedzieć? Że jestem głupi, że jestem stary, że jestem brzydki. To mi jest zupełnie obojętne".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Raz tylko się oburzył, kiedy obwieszczono,
że nie umie pisać po francusku. ,,Ja nie umiem
po francusku? Przecież ja umiem tylko to! Nie
znam historii, nie znam geografii, ale pisać po francusku...? Nic, to za gruby kawał". Zresztą zaraz się
pocieszył. ,,Ech, rzekł, to nie przeszkadza, że cały
Paryż będzie na moim pogrzebie".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I ja go raz zastałem bardzo zmartwionego
atakami brukowców. Ale tłumaczył to sobie tak:
,,Och, mój Boże, to bardzo proste; jest w kraju
pewna suma obelg rocznie do ulokowania: dajmy
na to, dwadzieścia tysięcy. Otóż pod rządem konstytucyjnym, tych dwadzieścia tysięcy obelg rozkłada się na króla, na ministrów itd. Dziś tamte
lokaty odpadły wskutek cenzury, a zostaje ta sama suma obelg: można ją rozłożyć jedynie na kilku pisarzy, takich jak ja".</akap_dialog>




<akap>Turgieniew zadumał się i rzekł: --- Gdybym
przywiązywał wagę do tych rzeczy, chciałbym żeby
wyryto na moim grobie tylko to, co moja książka
zrobiła dla wyzwolenia włościan. Cesarz Aleksander
kazał mi powiedzieć, że lektura mojej książki była
ważnym czynnikiem jego decyzji.</akap>




<akap>Rzecz schodzi na wiekuiste zestawianie rzemiosła malarza z zawodem pisarskim. Ktoś z obecnych
literatów zazdrości malarzom.</akap>




<akap_dialog>--- Błogosławiony zawód w porównaniu z naszym! Tam szczęśliwe funkcjonowanie ręki i oka,
tu męczarnia mózgu. Tam rozkosz, tu udręka.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ech, malarze też mają swoje utrapienia.
Poza modernizmem, którym gardzą, najprawdziwsze talenty, jak Baudry, muszą powtarzać to, co
tężsi od nich już robili. Okres wielkiego malarstwa
jest zamknięty... został już tylko pejzaż...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Byłem świeżo w salonie. Stanowczo, nie ma
już malarstwa ani malarzy. Armia poszukiwaczy
idei czy konceptów. Wszędzie fabuła w miejsce
kompozycji. Inteligencja nie w pędzlu, ale w temacie. Literatura pędzla.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE, <wyroznienie>z irytacją w stronę Goncourtów</wyroznienie>: --- A znów w literaturze za wiele malarstwa. ,,Dusza rzeczy", powiadacie, barwa, ruch...
To niemożliwe... Ja nie wiem, do czego to dojdzie
i jak to będą brali, ale na dziś powinniście zabastować... Ten wasz opis papieża całego na biało...
Nie, nie.</akap_dialog>




<akap_dialog><wyroznienie>Naraz wpada w gniew</wyroznienie>: --- Neutraltynta<pe><slowo_obce>neutraltynta</slowo_obce> --- rodzaj szarego barwnika.</pe>. Co to
jest neutraltynta? Tego nie ma w słowniku. To wyrażenie malarskie. Nie każdy jest malarzem. To tak jak to niebo koloru herbacianej róży; her-ba-cianej róży. Co to ma być herbaciana róża. Jest tylko
róża, to nie ma sensu.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ależ, skoro chcieliśmy wyrazić, że niebo było żółte w odcieniu żółto-różowym herbacianej róży, a wcale nie było różowe jak zwykła róża?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W sztuce trzeba trafić do czytelnika, do odbiorcy --- krzyczy Sainte-Beuve nie słuchając. --- Tak,
trzeba trafić... Do inteligencji wszystkich.</akap_dialog>




<akap_dialog>KTOŚ: --- A jednak jest inna publiczność, nie
publiczność danej chwili...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE, <wyroznienie>z irytacją</wyroznienie>: --- Niby <wyroznienie>potomność</wyroznienie>?
Wierzycie w to? (<wyroznienie>Po chwili</wyroznienie>). Albo ta wasza bohaterka, która czyta Kanta<pe><slowo_obce>Kant, Immanuel</slowo_obce> (1742--1804) --- przedstawiciel klasycznej filozofii niemieckiej; twórca teorii, według której poznanie rzeczy odbywa się poprzez umysł narzucający rzeczom, które same w sobie są niepoznawalne, konkretne formy.</pe>... Wtedy Kant nie był tłumaczony. Gdzież wasza słynna prawda?</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT, <wyroznienie>półgłosem do brata</wyroznienie>: --- Ależ był
tłumaczony, i nie jeden raz...</akap_dialog>




<akap_dialog>JULIUSZ, <wyroznienie>półgłosem</wyroznienie>: --- Nie mówże mu tego,
nie darowałby nam...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Epitet rzadki i dobrze dobrany, to cały pisarz.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER, <wyroznienie>do Goncourtów</wyroznienie>: --- Ale ludzie nieprędko to zrozumieją, bądźcie pewni. Tak, na
sto osób, które czytały waszą <tytul_dziela>Wenecję</tytul_dziela>, dwie ledwo
pochwycą, o co wam chodziło. To stąd, że wielu
ludziom, nawet inteligentnym, brak jest zmysłu
artystycznego. Wiele osób nie widzi. Na dwudziestu
pięciu facetów, którzy tu wchodzą, nie ma ani
trzech, którzy by rozróżniali kolor tapety. Zrobiłem
ten eksperyment na tu obecnym Renanie: kiedy
oświadczył, że plac św. Marka w Wenecji to ohyda
i że sztukę trzeba sądzić ,,elementami racjonalnymi", spytałem go nagle o kolor obicia w jego pokoju... Nie macie pojęcia, jak się zmieszał. <begin id="b1358770671019-3594517116"/><motyw id="m1358770671019-3594517116">Sztuka, Oko</motyw>Trudno,
aby mówić o sztuce, trzeba znać kolor ścian, w których się żyje co dzień: oczy są najlepszym instrumentem odczuwania artystycznego, lepszym niż
,,element racjonalny"... Sądzą was ludzie, którzy nie
widzą, czy ten stół jest okrągły, czy kwadratowy...
Toż samo ze mną. Ganią mnie i chwalą, nie rozumiejąc ani joty z natury mego talentu. Cała moja wartość --- ale o tym nie powiedzą ani słowa ---
to że jestem człowiek, dla którego świat widzialny
istnieje.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Nie wierzcie ludziom, którzy
mówią, że kochają sztukę, a którzy, przez cały ciąg
swego nędznego życia, nie wydali ani dziesięciu
franków na jakiś szkic, rysunek, cośkolwiek malowanego lub rysowanego. Kochankowi sztuka widok jej dzieł nie wystarcza; potrzebuje --- czy jest
bogaty, czy nie --- mieć na własność odrobinę tej
sztuki.<end id="e1358770671019-3594517116"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dziewiętnasty wiek zoperował kataraktę na
oczach ludzkości. Uderzający przykład: Rousseau<pe><slowo_obce>Rousseau, Jean Jacques</slowo_obce> (1712--1778) --- francuski pisarz oraz filozof; postulował powrót do natury, odrzucał zdobycze cywilizacji, w tym pojęcie własności prywatnej; swój model człowieka idealnego, dobrego, wychowywanego w naturze przedstawił w dziele z 1762: <tytul_dziela>Emil, czyli o wychowaniu</tytul_dziela>.</pe>,
twórca poezji opisowej, spędził kilkanaście miesięcy w Wenecji, nie zwróciwszy uwagi na czarodziejstwo ramy i na poezję środowiska, tak jakby był
sekretarzem w małej mieścinie francuskiej.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nauczyć się widzieć, to najdłuższa nauka
w sztuce...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Mam wrażenie, iż umrzemy
z przekonaniem, że nikt nie przeczytał książki ani
nie widział obrazu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Rzecz, która słyszy może najwięcej głupstw
w świecie, to obraz na wystawie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A w muzeum!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jedna rzecz jest nieobliczalna: kwadrat
głupstwa, które rozwija przy <slowo_obce>table-d'hôte</slowo_obce> Rzym
u mieszczuchów.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cytowaliście Janina i jego powiedzenia. Zastanawiałem się kiedyś, ile doskonałych powiedzeń
przepada przez to, że autorami ich nie są sławni
ludzie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Doskonałych, zwłaszcza mimo woli. Ja na przykład znałem człowieka, który rzekł swojej kochance, kiedy zgubiła fałszywy ząb wartości dwustu franków: ,,Może by ogłosić?".</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358770770776-1934197432"/><motyw id="m1358770770776-1934197432">Bogactwo</motyw>--- A ten właściciel ziemski, nasz sąsiad, który
mówił do syna: ,,Jesteś bogaty, mów głośno!"<end id="e1358770770776-1934197432"/></akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358770797952-2100431877"/><motyw id="m1358770797952-2100431877">Matka</motyw>--- A matka młodego Pouthier, która wyrzucała synowi, że niczym nie jest, nic nie robi, nic
nie umie, a zakończyła słowami: ,,W twoim wieku byłam już matką!".<end id="e1358770797952-2100431877"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- A ten jegomość, który chciał wydać córkę
za mąż za człowieka, zdolnego, jak twierdził, dać jej
szczęście i streścił jego zalety tym zdaniem: ,,Doskonale wytłumaczył mi barometr".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Przechadzaliśmy się nad morzem z pewną
kobietą, naszą znajomą, wyrzucaliśmy jej kochanka, który jest jej niegodny. Odparła naiwnie: ,,Cóż
chcecie abym robiła, kiedy się nudzę i kiedy deszcz
pada?"</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Brown, wiecie, ten malarz koni, opowiadał mi ładną historię. Wezwał go Pointel, chrześcijański redaktor ilustrowanego pisma, aby zamówić
u niego drzeworyt. Spytał go, co on robi. ,,No, konie. --- Konie?!... bąknął redaktor. Zaczął chodzić
nerwowo po gabinecie, po czym przystanął na wprost malarza: --- Konie... Konie prowadzą do
dziewczyn. Dziewczyna to śmierć rodziny. Nigdy
nie będzie koni w moim tygodniku"...</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Panowie, przyznaję palmę pierwszeństwa chrześcijańskiemu redaktorowi i zamykam posiedzenie.</akap_dialog>


<naglowek_rozdzial>Czwarty obiad</naglowek_rozdzial>






<akap>Rozmowa wszczyna się dokoła wydarzenia dnia.
książki Renana<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe> <tytul_dziela>Życie Jezusa</tytul_dziela>. Rozlega się charakterystyczny głos Teofila Gautier, głos za wątły jak
na jego ogromne ciało, słowa wlokące się wolno,
jakby senne, ale harmonijne:</akap>




<akap_dialog><begin id="b1358770968562-2129455295"/><motyw id="m1358770968562-2129455295">Chrystus</motyw>--- Przyznam się, że dla mnie to jest trochę niewyraźne. Ten Bóg, który nie jest Bogiem... Ja bym
to napisał inaczej. Pokazałbym Jezusa, syna cieśli
i kupczyni perfum, urwisa który zmywa z domu i gwiżdże na matkę... otacza się chmarą obwiesiów, karawaniarzy, dziwek, spiskuje przeciw rządowi... w końcu krzyżują go czy kamienują i mają ze swego punktu widzenia rację. Ten Jezus to socjalista,
pies na bogaczy, wściekły doktryner, burzyciel rodziny, własności... Topi świat w morzu krwi, wznieca prześladowania, inkwizycje, wojny religijne, grąży cywilizację w mrokach po jasnym świetle politeizmu, niweczy sztukę, niweczy myśl... tak że wieki, które przychodzą po nim, to jest szczere łajno, aż wreszcie parę rękopisów zawleczonych z Konstantynopola i kilka ułamków posągów, odnalezionych w renesansowej Italii, staną się dla ludzkości czymś niby jasny dzień odkryty --- w ciemnej nocy...<end id="e1358770968562-2129455295"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, to byłaby książka --- konkluduje Gautier. ---
To byłoby może fałszywe, ale miałoby swoją logikę.
Można by też postawić tezę wręcz przeciwną i przeprowadzić ją co najmniej równie dobrze. Ale nie
rozumiem książki między jednym a drugim. Zresztą, gdy chodzi o kreację mitów, przewiduję dzień, w którym nowoczesne ludy będą miały boga przyrządzonego z amerykańska, boga który istniał i który będzie potwierdzony świadectwami gazet. Będzie figurował w kościołach, ale obraz jego nie będzie zdany na kaprys artysty, utrwali się go fotograficznie. Tak, wyobrażam sobie boga sfotografowanego i w okularach... W tym dniu cywilizacja
dosięgnie swego szczytu: wówczas będą pływały
po Wenecji parowe gondole.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Byliście na Wystawie? To ostatni cios zadany przeszłości: <wyroznienie>amerykanizacja</wyroznienie> Francji, przemysł
bijący sztukę, parowa wyżymaczka rozpierająca się
kosztem obrazu, nocniki z przykrywką, słowem
wielka federacja Materii.</akap_dialog>




<akap_dialog>BERTHELOT: --- Stany Zjednoczone interesują się naszymi wynalazkami naukowymi jedynie
pod kątem zastosowania. Kto wie, czy nauka, czysta, piękna, abstrakcyjna, gardząca industrializmem, nie jest, jak sztuka, związana z ustrojem arystokratycznym?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W chwili szczerości Amerykanie powiadają czasami: ,,My jesteśmy narodem, który ma najbielszą skórę na całym świecie!" I to przeświadczenie wiedzie ich do tego, aby wszystkie inne białe
narodowości świata traktować jak negrów<pe><slowo_obce>negr</slowo_obce> (daw.) --- Murzyn.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mówcie co chcecie, w tych ludziach jest młodość. Wczoraj jadłem obiad w ambasadzie, siedziałem obok żony posła Stanów Zjednoczonych
w Brukseli, Amerykanki. Cóż za swobodny zdobywczy wdzięk, cóż za diablik młodej rasy, artyzm zalotności i władzy u tych dziewcząt, gdy wyjdą za mąż! Kiedy patrzę na to i na impet wielu paryskich
Amerykanów, mam uczucie, że ci ludzie są przeznaczeni na przyszłych zdobywców świata.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja widziałem na Wystawie rzecz straszliwą:
porcelanowe wieńce z nieśmiertelników. Wspomnienia i żale zmienione w jednorazowy wydatek!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To jest nieśmiertelność w stylu owego amerykańskiego boga.</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT: --- Znałem pewnego ateistę. Poszedł raz z przyjacielem na ryby. Przyjaciel zarzucił wędkę i wyciągnął kamień, na którym było napisane: ,,Nie istnieję. --- Podpisane: Bóg". Na to
ateista mówi: ,,A widzisz!"</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedy niedowiarstwo staje się wiarą, głupsze jest od religii.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jest jakby jakiś nowy pęd religijny...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- O tak, jest. Wczoraj byłem u mego dentysty. Podczas gdy mi czyścił zęby, nachylony nade mną, rzekł nagle: ,,Czy pan styka się czasami
z księżmi? To głupcy! Nigdy nie umieli mi określić,
co to jest Bóg". Tu głos dentysty nabrał brzmień
apostolskich. ,,Bóg nie może być człowiekiem, on
jest zasadą. Tylko jeden filozof powiedział to:
Bacon<pe><slowo_obce>Bacon, Francis</slowo_obce> (1561--1626) --- angielski filozof, przedstawiciel empiryzmu.</pe>. Co się tyczy Marii, to jest powszechne odradzanie się, odbicie Boga. Tego księża nigdy nie
sformułowali, a przecie Apoloniusz tjański<pe><slowo_obce>Apoloniusz z Tiany</slowo_obce> (15--100 n.e.) --- grecki filozof, pitagorejczyk.</pe> widział
ją w ten sposób na wieki przed jej urodzeniem, bo
była odwiecznie"... I tak mówił mój dentysta bardzo długo...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- We wszystkich społeczeństwach od początku świata istniał ateizm klas wyższych, ale nie znałem jeszcze społeczeństwa, które by przetrwało z ateizmem ludzi z dołu, potrzebujących, biedaków...</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358771278000-1057579993"/><motyw id="m1358771278000-1057579993">Bóg, Choroba</motyw>--- Wielkość Boga --- rzekł starszy Goncourt na wpół do siebie --- objawia mi się zwłaszcza w nieskończoności cierpień ludzkich. Liczba chorób przeraża
mnie jeszcze bardziej niż liczba gwiazd.<end id="e1358771278000-1057579993"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Bóg --- zawtórował echowo Juliusz --- to kat
i dręczyciel powszechnego życia, zatruwacz rajów
na ziemi, niebieskiego nieba, pięknego klimatu, zaludniający najpiękniejsze kraje złośliwą gorączką,
dzikimi zwierzętami, bezlikiem insektów...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Któż bierze rzeczy w ten
sposób? Od czego jest się artystą? Nie znam nic
piękniejszego, niż wielkie święto w katedrze św.
Piotra w Rzymie, kardynałowie czytający swoje
brewiarze<pe><slowo_obce>brewiarz</slowo_obce> --- księga zawierająca zbiór modlitw obowiązkowych dla księży.</pe>, rozwaleni w fotelach... Tak, religia katolicka, to w gruncie bajeczna mitologia...</akap_dialog>




<akap>Ktoś mówi o kardynałach, o ich szerokiej ręce
w sprawach miłości; na co Saint-Victor: --- E, dla
nich dogmaty to jak reguły w wiście<pe><slowo_obce>wist</slowo_obce> --- gra karciana, poprzednik brydża.</pe>: trzeba się im
poddać, ale nie przywiązują do nich zbytniej wagi.</akap>




<akap>Po chwili ciągnie dalej: --- Kant<pe><slowo_obce>Kant, Immanuel</slowo_obce> (1742--1804) --- przedstawiciel klasycznej filozofii niemieckiej; twórca teorii, według której poznanie rzeczy odbywa się poprzez umysł narzucający rzeczom, które same w sobie są niepoznawalne, konkretne formy.</pe>, za każdym
razem kiedy chce zbudować system i czuje, że mu
się wali, powiada, że istnieje tylko poczucie moralne, tylko imperatyw obowiązku... Ale to diablo
zimne, diablo suche... Czemu na tej ziemi?... Czemu
śmierć? W gruncie, to jest nieustająca myśl człowieka. I że nikt z umarłych nie zjawi się we śnie,
aby ostrzec żyjących; syn ojca, matka córkę...
Ach, moi drodzy... <slowo_obce>Diis ignotis</slowo_obce><pe><slowo_obce>Diis ignotis</slowo_obce> (łac.) --- bogom nieznanym.</pe>, to był piękny ołtarz w Atenach...</akap>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Bzdury. Wyobrażacie sobie moją
duszę, która zachowała świadomość mego <wyroznienie>ja</wyroznienie>, pamiętającą, że pisywałem w ,,Monitorze" na <slowo_obce>quai Voltaire</slowo_obce> nr. 13...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Zapewne, trudno jest wyobrazić sobie duszę pana Prudhomme<pe><slowo_obce>pan Prudhomme</slowo_obce> --- postać z satyrycznych rysunków i utworów komediowych Henryka Monnier, symbol głupoty francuskiego mieszczaństwa.</pe>, zjawiającego
się w złotych okularach przed obliczem Boga i zaczynającego w ten sposób: ,,Budowniczy światów!..."</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Przyjmujemy doskonale <wyroznienie>nieświadomość przed życiem</wyroznienie>, łatwo tedy przyjąć ją <wyroznienie>po
życiu</wyroznienie>. Oto baśń starożytnych: puchar letejski<pe><slowo_obce>puchar letejski</slowo_obce> (mit.) --- Leta była jedną z rzek krainy zmarłych, a jej woda miała przynosić zapomnienie.</pe>. Ja się
boję tylko tego momentu, kiedy moje <wyroznienie>ja</wyroznienie> wstąpi
w noc, kiedy stracę świadomość, że byłem...</akap_dialog>

<akap_dialog>KTOŚ, <wyroznienie>bardzo nieśmiało</wyroznienie>: --- Ale jest przecież
wielki zegarmistrz!</akap_dialog>




<akap_dialog>INNY GŁOS: --- Och, skoro schodzimy do cechu zegarmistrzów!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Słuchajcie --- ciągnie niewzruszony Gautier ---
przyjąwszy istnienie żyjących stworzeń na słońcu,
człowiek mający pięć stóp wzrostu na ziemi, miałby
750 mil wzrostu na słońcu; to znaczy, że podeszwy
twoich butów miałyby dwie mile, tyle co ma morze
w najgłębszym miejscu. I, stojąc na tych dwu milowych podeszwach, posiadałbyś 75 mil męskości
w stanie naturalnym...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Widzicie --- ciągnie Gautier --- nieśmiertelność
duszy, wolna wola, to bardzo zabawne zajmować
się tym do dwudziestego roku, ale potem to nie
uchodzi. Trzeba postarać się mieć kochankę, która by szanowała wasze nerwy, urządzić się wygodnie
u siebie, mieć ładne obrazy, a zwłaszcza dobrze pisać. Tak, to główne: zdania porządnie odrobione,
trochę metafor... Zwłaszcza metafory, to ozdabia
egzystencję...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Największa siła religii chrześcijańskiej --- mówił z cicha Goncourt --- to że ona jest religią smutków
życia, nieszczęść, zgryzot, chorób, wszystkiego co
utrapia duszę, serce, ciało... Zwraca się do tych, co
cierpią. Przyrzeka pociechę tym, co jej potrzebują,
nadzieję tym, co są zrozpaczeni. Religie starożytne,
to były religie radości człowieka, uczty życia. To
jest różnica taka, jak między wieńcem z róż a chustką do nosa. Religia chrześcijańska służy, kiedy się
płacze...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kobietom. Religia jest u kobiety częścią płci.</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- Och, ten spleen<pe><slowo_obce>spleen</slowo_obce> --- nuda i przygnębienie, wynikające z poczucia beznadziejności życia.</pe>, to choroba związana z naszym zawodem. Trzeba zwalczać spleen
wszystkimi środkami higieny, moralności, metody!</akap_dialog>




<akap_dialog>JULIUSZ GONCOURT: --- Ależ cały nasz talent związany jest z tym chorobliwym stanem nerwów!</akap_dialog>




<akap_dialog>EDMUND: --- Kto wie, może nasz talent to jest
połączenie chorej wątroby z chorym sercem...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ktoś powiedział, że, kiedy Napoleon wyleczył swój świerzb, przestał wygrywać bitwy. Może
to wielka myśl. Ostrość krwi u syfilityka Chamforta
zrodziła jego ostrość myśli...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wszyscy obserwatorzy są smutni i muszą
być smutni. Przyglądają się życiu, nic są jego aktorami, ale świadkami. Nie czerpią z tego życia nic,
co omamia lub upija. Melancholia to ich stan normalny.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jedna z wielkich rewolucji współczesnych
to przeobrażenie śmiechu. Śmiech był dawniej dobroduszny, dziś to istny opętaniec. Komizm dzisiejszy, w swojej chorobliwej nerwowości, to jedna
z odmian epilepsji<pe><slowo_obce>epilepsja</slowo_obce> --- padaczka.</pe>, coś z tańca św. Wita.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Słabość człowieka to jego poczucie przeszłości i przyszłości. Teraźniejszość zawsze trochę
cierpi od wspomnienia albo od nadziei...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kto wie, może talent potrzebuje czegoś chorobliwego, jakiegoś fizycznego ukrzyżowania, jak Heine<pe><slowo_obce>Heine, Heinrich</slowo_obce> (1797--1856) --- niemiecki porta romantyczny, znany liryk, w późniejszym okresie twórczości często wypowiadający się na tematy polityczne.</pe>?...</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- Nie, nie. Te stany apatii, prostracji<pe><slowo_obce>prostracja</slowo_obce> --- stan skrajnego wyczerpania nerwowego.</pe>,
to trzeba zwalczać. To są objawy schyłkowej cywilizacji. Lekarstwa na tę dekadencję trzeba szukać
w Anglii. Trzeba po dziecinnemu imitować angielskie obyczaje: sport, patriotyzm, życie obywatelskie...</akap_dialog>




<akap_dialog>KTOŚ <wyroznienie>krzyczy</wyroznienie>: --- Talent w butach gwardii narodowej!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tej, której Béranger<pe><slowo_obce>Béranger, Pierre-Jean de</slowo_obce> (1780--1857) --- francuski poeta, zasłynął jako autor piosenek i wydatnie przyczynił się do ukształtowania tradycji francuskiej <slowo_obce>chanson</slowo_obce>.</pe> jest Anakreontem<pe><slowo_obce>Anakreont</slowo_obce> (ok. 570--ok. 485 p.n.e.) --- grecki poeta znany z krótkich utworów miłosnych.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE, <wyroznienie>niewzruszony</wyroznienie>: --- Rozmawiałem kiedyś
o tym z Micheletem. On też stwierdzał ten nowoczesny smutek, brak radości, owej radości rabelezjańskiej, radości z której Luter czynił cnotę. <begin id="b1358775192082-2925636099"/><motyw id="m1358775192082-2925636099">Książka, Choroba</motyw>Michelet<pe><slowo_obce>Michelet, Jules</slowo_obce> (1798--1874) --- francuski filozof i historyk, profesor m.in. Sorbony i Collège de France. Głosił poglądy liberalne i antyklerykalne; sympatyzował z Polską, opublikował m.in. tekst <tytul_dziela>Kościuszko, legenda demokratyczna</tytul_dziela> (1851).</pe> przypisuje ten smutek skomplikowaniu współczesnej myśli, trudności wyboru wśród tylu nowych
dróg ducha, szarpaninie wszechstronnych studiów.
On to nazywa zwielokrotnieniem horyzontów naszego mózgu. ,,Ja --- powiadał --- cierpiałem na
straszliwe migreny<pe><slowo_obce>migrena</slowo_obce> --- intensywny, punktowy lub jednostronny ból głowy.</pe>. Lekarz bał się dla mnie szaleństwa, kilka tygodni we Włoszech nie przyniosło mi
żadnej poprawy. Wtedy powiedziałem sobie: ,,Nie
będę więcej czytał książek, będę je sam pisał". Od
tej chwili, wstając rano, wiedziałem dobrze, co mam
do roboty, myśl była zajęta naraz tylko jednym
przedmiotem, byłem uleczony".<end id="e1358775192082-2925636099"/></akap_dialog>




<akap>I znów pada z kąta sakramentalne stówko:
,, A kobieta?"...</akap>




<akap_dialog>--- Szkoda, żeś nie był kiedyś na obiedzie u pani
de Girardin. Usłyszałbyś, co za diatrybę<pe><slowo_obce>diatryba</slowo_obce> --- mowa wyrażająca krytykę lub protest.</pe> wyrżnął
książę de Morny przeciw kobietom. A że nie mają
smaku, a że nie wiedzą, co dobre, że nie umieją być
ani łakome ani rozwiązłe, wszystko w nich tylko
kaprys, upór... Potem wygłosił ten wcale piękny,
jak na męża Stanu, aksjomat, że nieco rozpusty łagodzi obyczaje narodów, a wreszcie --- ku wielkiemu oburzeniu jednej uczciwej kobiety, która się tam
znalazła --- podjął śmiałą i oryginalną apologię wyspy Lesbos, która, jak twierdzi, rafinuje kobietę,
udoskonala ją, dopełnia...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nieźle, jak na ministra...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To punkt widzenia wielce społeczny. Ale ja
nadmieniłbym co innego. Kiedyś zastanawiałem się.
że, biorąc społecznie, kobieta jest zawsze czynnikiem destrukcyjnym dla honoru męża: mam na
myśli honor w jego pojęciu najwyższym, najczystszym, najidiotyczniej idealnym. Kobieta --- w imię
interesów materialnych --- staje się doradczynią,
która popycha do kompromisów, do upodleń, do
wszystkich przetargów sumienia.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- <begin id="b1358775410195-541118691"/><motyw id="m1358775410195-541118691">Kobieta, Ciało</motyw>Et, kobieta niknie. Niedługo będzie zabytkiem. Istnieje jedynie gimnastyka Wenery<pe><slowo_obce>Wenera</slowo_obce> --- Wenus, rzymska bogini miłości.</pe>. Nie ma już salonu, nie ma atmosfery, nie ma towarzystwa. Ciekawa rzecz! Byłem kiedyś u ministra Walewskiego. Nie jestem ostatecznie byle kto.
Otóż, znałem w towarzystwie ze dwustu mężczyzn,
ale nie znałem ani trzech kobiet. I nie ja jeden.
A pod względem fizycznym! Zrobiłem przegląd
w ostatni poniedziałek u cesarzowej: chude to
wszystko, bezmięsne, płaskie, ościste, kościste, cienkie tak, że można stan objąć palcami, nic ciała, ledwie trochę miejsca na miłość.<end id="e1358775410195-541118691"/></akap_dialog>




<akap_dialog>DOKTÓR: --- Przed kilku laty, z powodu epidemii ospy, wezwano mnie do wielkiego domu, gdzie
dwadzieścia młodych kobiet zebrało się, aby się dać
szczepić. Za każdym nowym ramieniem miałem
uczucie, że to pergamin; ale potem, po damach,
przyszła kolej na służące. To co innego: nożyk
wchodził w ciało niby w jabłko pełne soku.</akap_dialog>

<akap>Flaubert zaczyna głośno recytować ustępy
z tragedii Bouilleta o wynalazku szczepienia ospy,
nadziane straszliwymi metaforami.</akap>











<akap_dialog>GAUTIER, <wyroznienie>ciągnąc swoją myśl</wyroznienie>: --- Wszystko
to chlorotyczne<pe><slowo_obce>chlorotyczny</slowo_obce> --- charakterystyczny dla chlorozy, choroby roślin utrudniającej im produkcję chlorofilu.</pe>, o wyglądzie upiornym, niezdrowym, ratuje je tylko ta odrobina inteligencji
w twarzy...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- <begin id="b1358775627140-2167801079"/><motyw id="m1358775627140-2167801079">Kobieta, Artysta</motyw>Inteligencja! Artystom, ludziom takim jak my, trzeba kobiety niezbyt wykwintnej, niezbyt wykształconej, ot, sama wesołość
i naturalność... Taka zawsze potrafi zabawić i rozweselić, niby miłe zwierzątko, do którego można się
przywiązać. Ale kochanka, która otarła się w świecie, liznęła trochę sztuki, trochę literatury, która
zapragnie obcować na równej stopie z naszą myślą,
z naszym poczuciem piękna, która ma ambicję stać
się towarzyszką naszej książki na warsztacie albo
naszych gustów, jest nieznośna jak rozstrojony fortepian i rychło staje się znienawidzona.<end id="e1358775627140-2167801079"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Trudno znaleźć w Paryżu ideał kochanki,
kobietę, która by nie żądała, aby się często golić i nie
wypytywała o książkę w trakcie pisania.</akap_dialog>


<akap>Tu posypał się deszcz aforyzmów o kobietach.</akap>






<akap_dialog>--- Uważaliście, że wiele kobiet ma głos dający
się odmieniać wedle tualety<pe><slowo_obce>tualeta</slowo_obce> --- tu: strój.</pe>: głosy jedwabne, głosy
aksamitne...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedyś, w książce z wypożyczalni, wyczytałem takie zdanie: ,,Kobieta, która nie była ładna, nigdy nic była młoda"... Obok dopisano ołówkiem,
kobiecą ręką: ,,To smutna prawda"...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Urok rzeczy to ich zepsucie; nie dobroć albo
czyste piękno, ale zwłaszcza zepsucie. Kocha się
szalenie kobietę za jej draństwo, za jej niegodziwość, za szelmostwo jej głowy, serca, zmysłów, jak
zwierzynę, która trąci...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pewien lekarz szwajcarski sławny ze swoich
kuracji w chorobach kobiecych, twierdził, że jedynie wtedy może być pewnym wyleczenia, o ile kobieta zgodzi się wziąć go równocześnie za lekarza
i za kochanka. I nie było w tym cienia rozpusty,
po prostu chodziło mu, jako lekarzowi, o doskonałe
poznanie pacjentki.</akap_dialog>




<akap>Ktoś wykłada sąsiadowi swój system: --- Grunt,
to zaprzątać kobietę, którą się kocha; żądać od niej
wszystkiego czasu, wszystkich myśli, narzucać jej
w tym celu drobne zajęcia, na przykład zmuszać ją,
niech wstaje rano, aby pisać listy na siedem czy
osiem stronic. Potem robić jej ciągłe sceny, zabraniać jej przyjmowania znajomych, wymagać wszelkiego rodzaju poświęceń, dąsać się, łajać, burczyć,
przepraszać, potem znowu obrażać, trzymać ją
wciąż na krawędzi zerwania albo pojednania. Bębnić wciąż po jej sercu, aby się nie nudziło...</akap>




<akap_dialog>--- Wczoraj w towarzystwie kobieta dobrej tuszy, niezbyt już młoda, ale jeszcze bardzo powabna,
mówiła żartem, że mogłaby sobie zaprószyć głowę
pięćdziesięciolatkiem. Kiedy wyznanie to obudziło
śmiech dokoła, dodała: ,,Zawsze miałam lekką słabość do starszych panów; nigdy nie lubiłam bardzo
młodych ludzi: to pustka, czczość... A przy tym,
młodzi ludzie to zanadto ruchliwe: ciągle to musi
latać, tańczyć, trząść się na koniu. A że ja byłam
zawsze trochę zażywna<pe><slowo_obce>zażywny</slowo_obce> --- tęgi, lecz energiczny.</pe>, wolałam siedzieć sobie
w dobrym fotelu czy na kanapie, z wyciągniętymi
nogami, z ludźmi, którzy siedzą i rozmawiają".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- U księżniczki znowuż rozmawiano o ludziach,
którzy przypłacili życiem miłość małżeńską. Na to
ktoś wspomniał o małżeństwie krewniaków księżnej
de Noailles, których miłość, długo hamowana, wyładowała się z taką furią po ślubie. Gdy lekarze zabronili im wszelkiej styczności, rozdzielono ich
w łóżku szybą, tak aby się mogli choć widzieć.</akap_dialog>




<akap_dialog>TURGIENIEW, <wyroznienie>który cały czas milczał, zaczyna mówić</wyroznienie>: --- Moje życie, mogę powiedzieć, nasycone jest kobiecością. Ani żadna książka, ani nic
w świecie nie może mi zastąpić kobiety... Jakby
to wyrazić...? Uważam, że jedynie miłość daje pewien kwiat istnienia, którego nie da nic, prawda?...
Ot, będąc młodym człowiekiem, miałem kochankę,
młynarkę z okolic Petersburga, którą widywałem
na polowaniu. Była urocza, taka biała... Nie chciała
nigdy nic przyjąć ode mnie. Aż, jednego dnia, powiedziała mi: ,,Musi mi pan zrobić prezent. ---
A czego chcesz? --- Niech mi pan przywiezie z Petersburga pachnące mydło". Przywiozłem jej mydło. Bierze je, znika, wraca zaczerwieniona ze wzruszenia i szepce, podając mi ładnie pachnące ręce:
,,Niech mi pan ucałuje ręce tak, jak pan całuje
w salonie petersburskie damy". Upadłem jej do
nóg... i wiecie, nie ma momentu w moim życiu, który by był wart tej chwili.</akap_dialog>




<akap_dialog>Zamyślił się. --- Chyba wiersze Puszkina --- dodał.
Kiedy jestem smutny, zgnębiony, dwadzieścia wierszy Puszkina wyrywa mnie z apatii, ożywia mnie.
podnieca, napawa rozczuleniem, podziwem, jakiego
nie obudzi we mnie żaden szlachetny czyn. Tak,
mimo wszystko, literatura...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Właściwie, miłość nic była dotąd studiowana
w powieści naukowo...</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- No, Turgieniew, sięgnij pan jeszcze do swoich damskich wspomnień.</akap_dialog>




<akap>Płowowłosy olbrzym uśmiechnął się i mówił
jakby do siebie:</akap>




<akap_dialog>--- Za młodu zalecałem się do panny, która wyszła za innego. Po ośmiu latach spędzonych w Niemczech, wróciłem do Rosji. Było to w lipcu. Spotkałem tę młodą osobę u jej matki, podczas trzydniowej zabawy, jaką dawała z powodu urodzin córki.
Była sama; męża, chorego hipochondryka, zostawiła w domu. Matka jej była zwariowana na punkcie
zabaw, dom huczał od wesela, tańców... Jednego
wieczora, poprosiłem młodą osobę do mazurki.
,,Zależy panu na tym tańcu? Może byśmy porozmawiali? --- Służę pani".</akap_dialog>




<akap>Wyszliśmy z sali balowej. Obok był szereg pokojów, w których grano w wista; potem inne,
oświetlone tylko blaskiem księżyca, ale wystawione
na to, że co chwila wpadali tam tancerze. Siedliśmy
w jednym z ostatnich pokojów, na otomanie, na wprost wielkiego otwartego okna. Rozmawiamy;
ona, trochę odwrócona ode mnie, patrzy w ogród.
Od czasu do czasu pary tancerzy wpadają do pokoju, kręcą się w tańcu i znikają.</akap>




<akap>Naraz, ona zwraca ku mnie wielkie oczy, oczy
olbrzymie, skośne trochę jak u Chinki. I, nie wiem
jak się to stało, ale w jednej chwili znalazła się na
mnie i była moja... Zostało mi uczucie jej twardych
zębów, warg zimnych jak lód i wnętrza ciała, gorącego jak płomień... Wybiegła z pokoju, pognała do
ogrodu zachwycić powietrza. Nazajutrz dowiedziałem się, że wyjechała. Ujrzałem ją po kilku latach;
nigdy nie śmiałem zrobić aluzji do tego wieczoru.
Czasami pytam sam siebie, czy to prawda...</akap>




<akap>Rozmowa przechodzi na Alfreda de Vigny<pe><slowo_obce>de Vigny, Alfred</slowo_obce> (1797--1863) --- francuski poeta romantyczny.</pe>, który niedawno umarł. Sainte-Beuve rzuca na świeży
grób --- anegdoty. Goncourt powiada półgłosem do
brata:</akap>




<akap_dialog>--- Kiedy słyszę Sainte-Beuve'a, jak swymi
zdańkami muska nieboszczyka, mam wrażenie, że
to mrówki oblazły trupa. Upora się z tą sławą
w dziesięć minut, i ze znakomitego jegomościa zostawi czyściutki szkielet.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mój Boże --- powiada Sainte-Beuve --- nie bardzo
wiadomo, czy on w ogóle był szlachcic; nikt nigdy
nie widział żadnej jego rodziny... To był szlachcic
z roku 1814, w owej epoce nie wglądano w te rzeczy zbyt ściśle. Jest w korespondencji Garricka jakiś de Vigny, który go prosi o pieniądze, ale bardzo
<wyroznienie>szlachetnie</wyroznienie>... wybrał właśnie jego, aby go wyróżnić.
Ciekawe byłoby wiedzieć, czy to przodek hrabiego
Alfreda... Alfred de Vigny to był przede wszystkim
<wyroznienie>anioł</wyroznienie>, zawsze anioł. Nigdy nikt nie widział u niego
befsztyka. Kiedy ktoś go żegnał o siódmej, aby
iść na obiad, on pytał: ,,Jak to! pan już idzie?" Nie
rozumiał nic z rzeczy realnych, realność nie istniała
dla niego... Miał wspaniałe powiedzenia. Po jego
mowie w Akademii przyjaciel napomknął, że mowa była trochę długa. Na to Vigny wykrzyknął:
,,Ależ ja wcale nie jestem zmęczony!". Był przy tym
bardzo niezręczny: do Akademii dostał się dzięki
pewnej kombinacji, z której nigdy nic nie zrozumiał. Kiedy kogoś zalecał do nagrody, gubił go...</akap_dialog>




<akap>Tu, korzystając z chwilowej nieuwagi Gautiera,
Sainte-Beuve i paru bliskich rozważają szanse jego
kandydatury do Akademii.</akap>




<akap_dialog>--- Nie ma żadnych widoków --- powiada Sainte-Beuve. --- Trzeba by mu rok strawić na wizytach, staraniach, nikt z Akademików go nie zna... Rozumiecie... u nich najważniejsze jest, aby widywali
człowieka, aby się oswoili z jego twarzą... Wybory... rozumiecie... to jest intryga... intryga w dobrym
znaczeniu słowa (<wyroznienie>poprawił się</wyroznienie>). No więc --- <wyroznienie>tu liczy
na palcach</wyroznienie> --- będzie miał Wiktora Hugo, Feuilleta,
Remusata... musiałby ich dopilnować... Przez księżniczkę można by mieć takiego de Sacy...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och, jakże przykro było patrzeć wczoraj, jak
nasz Theo nadskakiwał temu de Sacy, jak ten go
traktował niedbale, przez ramię.... Co to jest ta namiętność Akademii, to istna choroba. I biedak zakaszlał się straszliwie, i już dowcipnisie zaczęli szeptać, że on kaszle po to, aby się dostać do Akademii.</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Cóż chcecie! Nic tak nie maluje
wszechpotęgi Akademii, jak powiedzenie jednego
żandarma. Było to w epoce Wystawy; z powodu
wielkiego napływu publiczności, dano mi w sali rękopisów za towarzysza żandarma. Gdyśmy zostali
sami, żandarm wyciąga rękę ku drewnianym oprawom odwiecznych manuskryptów i mówi: ,,Proszę
pana, te wszystkie dzieła są pewno nagrodzone
przez Akademię?"</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Akademie wynaleziono po to,
żeby wolały pana Autran od Gautiera, pana Flurens od Wiktora Hugo, a wszystkich od Balzaka.</akap_dialog>




<akap>Turgieniew słucha tej rozmowy z ojcowską
ironią i opowiada co następuje:</akap>




<akap_dialog>--- Była w ambasadzie rosyjskiej uroczystość
z okazji oswobodzenia chłopów, wydarzenia, w którym, jak wiecie, odegrałem pewną rolę. Hrabia Orłow, który jest moim przyjacielem, na którego ślubie byłem świadkiem, zaprosił mnie na obiad. Nic
jestem może pierwszym pisarzem w Rosji, ale w Paryżu, skoro nie ma innego, przyznacie, że jestem
pierwszy. Otóż, w tych warunkach, wiecie, jak
mnie posadzono przy stole? Miałem czterdzieste
siódme miejsce, siedziałem za popem, a wiadomo, jaką pogardą otoczony jest duchowny w Rosji...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wiecie, co powiedział Royer-Collard, kiedy,
swego czasu, Hugo był u niego z przepisową wizytą? Że czytał jego książki, że jedne mu się podobają, inne nie, ale że nie da mu głosu, bo wchodząc do Akademii, Hugo wniósłby temperaturę, która zmieniłaby jej klimat.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Hugo w Akademii lubił posiedzenia słownikowe, lubił etymologię, zachwycała go tajemniczość trybów warunkowych, przysłówków...</akap_dialog>




<akap>Potem Turgieniew opowiada o swoim wydawcy
moskiewskim, który zaledwie umie czytać i podpisać się. Otoczony jest tuzinem fantastycznych staruszków, swoich lektorów i doradców, którym płaci
po 700 kopiejek rocznie. Co za typy, co za cyganeria!
Szkicuje nam portret pijaka, który, aby mieć na
wódkę rano, ożenił się z dziewczyną publiczną za
20 kopiejek. Pijak ten napisał niepospolitą komedię,
którą Turgieniew wydał.</akap>




<akap>Tymczasem Gautier, rozmawiając w innym kącie stołu, powtarzał miłośnie zdanie, które słyszał
w ustach Flauberta, że ,,z formy rodzi się myśl".</akap>




<akap_dialog>--- Tak, <wyroznienie>z formy rodzi się myśl!</wyroznienie> To najwyższa
formuła, którą powinno by się ryć na ścianach. Forma to myśl, to piękno, to wszystko!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Co to jest piękno? Co to jest piękno w sztuce? --- rzucił ktoś.</akap_dialog>




<akap_dialog>EDMUND GONCOURT: --- Piękno to jest to,
co się wydaje szkaradne niewyrobionym oczom.
Piękno to to, co waszej kochance i waszej kucharce
wyda się instynktownie okropne.</akap_dialog>




<akap_dialog>JULIUSZ: --- Widzieć, czuć, wyrazić --- cała
sztuka jest w tym.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Sztuka to <wyroznienie>uwiecznienie</wyroznienie>, w formie najwyższej, absolutnej, ostatecznej, znikomości jakiejś
ludzkiej istoty lub rzeczy...</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Tak, wszystko gnije i kończy się
bez sztuki. To balsamator umarłego życia: nic nic
osiągnie odrobiny nieśmiertelności, prócz tego, co
ona dotknęła, co opisała, odmalowała lub wyrzeźbiła...</akap_dialog>




<akap_dialog>TAINE: --- Każdy człowiek z talentem jest produktem swego środowiska.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Nic podobnego. Gdzie pan
znajdzie, pytamy, źródło egzotyzmu Chateaubrianda<pe><slowo_obce>Chateaubriand, François-René </slowo_obce> (1768--1848) --- francuski pisarz, dyplomata i polityk.</pe>? To ananas wyrosły w koszarach.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Święta racja. Mózg artysty jest
taki sam w czasach Faraonów, jak dziś. Co się tyczy
mieszczuchów, możliwe, że ich mózg się zmienił,
ale to nie ma znaczenia. Mieszczuch to jest płynna
nicość.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Patrz, jak się Flaubert rozjaśnił na tę definicję. A nasz Flaubert, panie Taine, czy też jest <wyroznienie>produktem środowiska?</wyroznienie> Gdzie jest środowisko tego samotnika?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To prawda, nawet w Paryżu cała moja rozrywka to niedzielny obiad u pani Sabatier.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pani Sabatier! <wyroznienie>Kobieta ukąszona przez węża?</wyroznienie> ,,Prezydentka", jak ją nazywa Gautier?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Muza <tytul_dziela>Kwiatów grzechu</tytul_dziela> Baudelaire'a?</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Ciało w istocie wspaniałe ---
sądzę z rzeźby Clésingera<pe><slowo_obce>Clésinger, Auguste</slowo_obce> (1814--1883) --- rzeźbiarz francuski.</pe>. Ale kobieta? Spędziłem
raz wieczór w jej towarzystwie, nie lubię tej grubej<pe><slowo_obce>gruby</slowo_obce> --- tu: prymitywny.</pe> trywialnej werwy. Można by tę piękną istotę
określić na sposób antyczny: ,,markietanka<pe><slowo_obce>markietanka</slowo_obce> --- wędrowna handlarka lub prostytutka towarzysząca wojsku.</pe> faunów<pe><slowo_obce>faun</slowo_obce> (mit. rz.) --- bożek z koźlimi nogami, przen.: rozpustnik.</pe>".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A jednak trzeba rozrywki, bodaj takiej. Jakiż zapas sił ducha musi mieć pisarz, aby wynieść
swoją myśl ponad życie bieżące, aby jej dać pracować swobodnie i lotnie. Musi się oderwać od przykrości, kłopotów, mąk istnienia; musi się wznieść
aż do tej pogody mózgu, w której się spełnia poczęcie. Wierzcie mi, to nie jest mechaniczna operacja,
jak dodawanie w rachunkach.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Komu to opowiadasz?</akap_dialog>




<akap_dialog>JULIUSZ: --- A dopiero potem! Bo dziś nie wystarczy napisać książkę: trzeba być sekretarzem tej
książki, obnosić swój nowy tom, stać się lokajem
swego sukcesu. Ileż się młody autor nanosi swoich
książek do ludzi, którzy może przetną parę kartek,
albo spuszczą książkę u antykwarza...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Haha! znamy, znamy, nienasycona, rozpaczliwa ambicja literacka, wszystkie gorycze próżności
autorskiej. Dziennik, gdzie nie ma mowy o tobie, rani cię; dziennik, gdzie jest mowa o drugich, przywodzi cię do rozpaczy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, tak, człowiek spostrzega ze smutkiem,
że literatura, zamiast stępić w nim wrażliwość,
przeciwnie rozwija ją, wydelikaca, obnaża. Ta nieustanna praca, jakiej dokonywa na sobie, na swoich wrażeniach, odruchach, ta codzienna i cominutowa autopsja swego <wyroznienie>ja</wyroznienie>, odsłania w końcu najdelikatniejsze włókna, gra na nich w sposób nader
bolesny. Tysiąc sprężyn, tysiąc tajemnic odnajduje
w sobie człowiek, aby cierpieć. Przez studiowanie
samego siebie, zamiast stwardnieć, staje się niby
odarty ze skóry, moralnie przewrażliwiony, tkliwy,
bez ochrony, bez obrony, wciąż krwawiący...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Trzeba mieć sporo męstwa, aby się oprzeć
pokusie felietonu, jego wpływów, jego doraźnych
korzyści.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Uważaliście ten symptom czasu? W księgarniach nie ma już krzeseł. France miał ostatni sklep
z książkami, gdzie były krzesła i gdzie trwoniło się
nieco czasu przy załatwianiu sprawunku. Teraz, kupuje się książki stojący. Zapytanie i cena. Nic więcej. Oto dokąd spekulacja doprowadziła sprzedaż
książki, niegdyś związaną z wałęsaniem się, szperaniem, próżniaczeniem, gawędą...</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT <wyroznienie>do sąsiada</wyroznienie>: --- Nienawidzę wsi.
Pracuję dziesięć godzin na dobę, ale tracę mnóstwo
czasu; czytam, zamyślam się, chodzę na wagary pisząc. Kiedy siądę do pracy w południe, rozgrzewam
się ledwie koło piątej. I, doprawdy, mam poczucie
daremności tej pracy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wyobrażacie sobie --- wykrzykuje --- głupotę
mordowania się nad wytępieniem asonansów albo
powtarzających się wyrazów? Dla kogo? Kto to
zauważy, kto się na tym pozna? I nawet kiedy
książka się uda, nigdy nie macie tego właśnie sukcesu, o który wam chodziło. Czyż nie najbanalniejsze strony <tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela> stworzyły jej powodzenie?
Tak, sukces zawsze przechodzi obok. Forma! Tak.
Ale kto z publiczności zdolny jest ocenić formę?
A zważcie, że forma czyni nas podejrzanymi trybunałom, które są ,,klasyczne"... Klasycy, dobry kawał! Ależ nikt nie czytał klasyków! Nie ma ani
ośmiu literatów, którzy czytali Woltera --- <wyroznienie>czytali</wyroznienie>, rozumiecie? Czy znajdzie się w <wyroznienie>Towarzystwie
autorów dramatycznych</wyroznienie> pięciu ludzi zdolnych wymienić tytuły sztuk Tomasza Corneille<pe><slowo_obce>Corneille, Pierre</slowo_obce> (1606--1684) --- ojciec tragedii francuskiej, który doprowadził do odrodzenia teatru, przywrócenia antycznej zasady trzech jedności; jego największe dzieła to <tytul_dziela>Cyd</tytul_dziela> (1636) i <tytul_dziela>Andromeda</tytul_dziela> (1650).</pe>? Ależ klasycy są pełni obrazów, na jakie dziś by się nikt nie
odważył! ,,Sztuka dla sztuki"! Ależ sztuka dla sztuki nigdy nie znalazła takiej apoteozy jak w przemówieniu klasyka Buffona. ,,Sposób, w jaki wypowiedziano jakąś prawdę --- rzekł Buffon w Akademii --- użyteczniejszy jest ludzkości niż prawda
sama"... Zdaje mi się, że to jest <wyroznienie>sztuką dla sztuki</wyroznienie>...</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER <wyroznienie>mruczy</wyroznienie>: --- Tak, dziewięćset godzin
pracy i rezultat --- trzydziestostronicowa nowela ---
to ów sławny system Flauberta.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT, <wyroznienie>do brata półgłosem</wyroznienie>: --- Czysta
literatura, książka, którą artysta tworzy dla swojej
satysfakcji, to rodzaj skazany na wymarcie. Nie
widzę takich poza Flaubertem i nami. Skoro nasz
tercet umrze, nie wiem, kto nas zastąpi.</akap_dialog>

<akap><begin id="b1359666438310-2835576475"/><motyw id="m1359666438310-2835576475">Prawo, Artysta</motyw>Ale Nogent-Saint-Laurens, który należy do komisji <wyroznienie>własności literackiej</wyroznienie>, sprowadza rozmowę na
ten pasjonujący zawodowców temat. Saint-Laurens
oświadcza, że jest za wiekuistą własnością. Na to
Sainte-Beuve oburza się, wykrzykuje namiętnie:</akap>




<akap_dialog>--- Jesteście dość zapłaceni hałasem, dymem...
sławą. Ależ człowiek, który pisze, powinien mówić:
,,Bierzcie, bierzcie!" --- powinien być szczęśliwy, że
go ktoś chce.<end id="e1359666438310-2835576475"/></akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT, <wyroznienie>który lubi być przeciwnego zdania, mówi</wyroznienie>: --- Ja, gdybym wynalazł kolej żelazną,
pragnąłbym, aby nikt nią nie jechał bez mego pozwolenia.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE, <wyroznienie>z furią</wyroznienie>: --- Nie potrzeba własności literackiej, tak samo jak wszelkiej innej... Nie
trzeba własności... Trzeba, aby wszystko się odnawiało, aby każdy pracował z kolei...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Popatrz na niego --- szepce Edmund Goncourt
do brata --- w tej chwili ma głowę niemal członka
Konwentu --- niwelatora; bije z niego coś z nienawiści Jana Jakuba. On jest nawet trochę podobny
z fizjognomii<pe><slowo_obce>fizjognomia</slowo_obce> (daw.) --- twarz.</pe> do Roussa<pe><slowo_obce>Rousseau, Jean Jacques</slowo_obce> (1712--1778) --- francuski pisarz oraz filozof; postulował powrót do natury, odrzucał zdobycze cywilizacji, w tym pojęcie własności prywatnej; swój model człowieka idealnego, dobrego, wychowywanego w naturze przedstawił w dziele z 1762: <tytul_dziela>Emil, czyli o wychowaniu</tytul_dziela>.</pe>. Pokazał nam w tej chwili
najistotniejszą głąb swojej duszy: stary kawaler rewolucjonista.</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN, <wyroznienie>miękko</wyroznienie>: --- Tak, dzisiejsze pojęcia
własności są zbyt absolutne...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Absolutne? Wprost przeciwnie. Człowiek posiada coś naprawdę jedynie w stanie dzikim. Wszędzie, gdzie jest cywilizacja, rząd, administracja, podatki, serwituty, wywłaszczenie, człowiek nie jest
już pełnym panem swojej własności.</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Ktoś mówił do bretończyka, który
budował sobie dom z kamienia, jak zwykle buduje
się w Bretanii: ,,Czemu pan nie buduje z cegły, to
ładniejsze. --- Cegła trwa tylko osiemset lat", odparł właściciel.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, śmierć dla pewnych ludzi, to nie tylko
śmierć, ale wygaśnięcie własności.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358782105987-2427693024"/><motyw id="m1358782105987-2427693024">Modlitwa</motyw>--- Powiem wam modlitwę pewnego starca, mego znajomego: ,,Spraw, o Boże, aby moja uryna była
lżejsza, aby mnie muchy nie kąsały, spraw, abym
żył tyle, żeby zarobić jeszcze sto tysięcy franków,
spraw, aby cesarz trwał, iżby moja renta szła w górę, spraw, aby trwała hossa na akcje węgla". I jego gospodyni miała rozkaz czytać mu to wszystko
co wieczór i on to powtarzał ze złożonymi rękami!<end id="e1358782105987-2427693024"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pewien czterdziestoletni człowiek mówił:
,,Jest w życiu jedna rzecz rujnująca, nawet dla bogaczy: własność. Prawie wszystkie kłopoty pochodzą z tego uczucia, że człowiek chce się uważać
nie za dzierżawcę, ale za wiekuistego właściciela
stworzeń i rzeczy. To jest pierwsze i najmocniejsze
uczucie w człowieku, ale ja je zabiję w sobie: będę
miał dom, powóz, kobietę, rocznie, miesięcznie ---
będę dożywotnikiem wszystkich uciech życia".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jest w Paryżu człowiek, który ma sto tysięcy franków do wydania dziennie. Zajdźcie do niego: ujrzycie go siedzącego na słomianym wyplatanym krześle, kręcącego młynka palcami naprzeciwko jedynego obrazu, jaki posiada w domu. Z dochodem, dającym władzę niemal boską, człowiek ten ---
Rosjanin zresztą --- umie zrobić tylko tyle: wydać
od czasu do czasu obiad dla członków Jockey-klubu
i wynająć raz na dwa tygodnie za pięćset franków
dom publiczny.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czy zauważyliście, że giełdziarze, bogacąc
się, robią się oliwkowi? Nabierają tonów metalu.
Rzekłbyś że mają pod żółciową barwą skóry refleks
złota.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358782248983-1718749185"/><motyw id="m1358782248983-1718749185">Bogactwo</motyw>--- <slowo_obce>A propos</slowo_obce>: ładne powiedzenie starego Rotszylda. Pytał go ktoś, czemu renta spadła poprzedniego dnia. ,,Alboż ja wiem, odparł, czemu przychodzi
hossa albo bessa? Gdybym wiedział, zrobiłbym majątek".<end id="e1358782248983-1718749185"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- A znacie to jego powiedzenie, godne balzakowskiego Nucingena: ,,Na giełdzie jest moment, że
aby wygrać, trzeba umieć po hebrajsku".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Słyszałem, że kiedyś, z powodu błędu 3 centimów w wykazach prywatnego majątku Rotszylda, siedmiu urzędników strawiło, jak mnie zapewniano, pięć dni i pięć nocy na szukaniu omyłki.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Faktem jest, że panujący składają oficjalnie
wizytę jedynie pieniądzowi. Nigdy nie idą do wielkiego człowieka, idą do człowieka z milionami, jakby on jeden godny był ich przyjąć. I to od trzech
wieków! Ludwik XIV<pe><slowo_obce>Ludwik XIV</slowo_obce> (1638--1715) --- król Francji z dynastii Burbonów, zwolennik absolutyzmu, określany jako Król Słońce.</pe> i Fouquet<pe><slowo_obce>Fouquet, Nicolas</slowo_obce> (1615--1680) --- prokurator generalny i finansista francuski, w 1665 uwięziony przez Ludwika XIV, obawiającego się jego wpływów.</pe>. Ludwik XV<pe><slowo_obce>Ludwik XV</slowo_obce> (1710--1774) --- król Francji z dynastii Burbonów, ożeniony z Marią Leszczyńską.</pe> i Bouret i tak dalej.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Twierdzą, że u Semitów mózg rozwija się tylko do dwudziestego piątego roku, u Aryjczyków
znacznie dłużej.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Powiem wam słówko bardzo znakomitego Żyda. Pod koniec obiadu, przy
którym piło się obficie, przyjaciel zapytał go, czemu, będąc tak bogaty, pracuje jak Murzyn, żeby
być jeszcze bogatszy. ,,Och, wy nie wiecie, co to za
rozkosz czuć pod swoim butem kupę chrześcijan",
odpowiedział wielce znakomity Żyd.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To jednak jest ciekawe, czemu Żydzi dochodzą w ogóle do wszystkiego, a tak łatwo do tego, co
jest ambicją wszystkich --- do pieniędzy?</akap_dialog>




<akap_dialog>DOKTOR ROBIN: --- Dałoby się to może wytłumaczyć tym, że obrzezanie, zmniejszając u nich
rozkosz, zmniejsza i pochłonięcie kobietą.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Żyd Mires mówił w roku 1860 do generała
Turr: ,,Jeżeli, do pięćdziesięciu lat, nie powiesicie
nas, panowie katolicy, nie zostanie wam potem ani
na kupno postronka w tym celu.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Ten sam Mires powiadał
mi, że w szkole żydowskiej, gdzie się chował, nie
dawano nagród za rachunki, bo wszyscy by je dostali.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Skąpstwo dzisiejszych ludzi bardzo bogatych
odkryło nową i ładną hipokryzję: prostotę gustów.
Milionerzy mówią o rozkoszach obiadu w garkuchni
i o przyjemności chodzenia na wsi w sabotach<pe><slowo_obce>saboty</slowo_obce> --- tanie buty na drewnianej podeszwie.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cóż mają począć? Postęp w zakresie komfortu jest tak ograniczony, że, osiągnąwszy pewien
punkt, trzeba się cofać. Nauka...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR, <wyroznienie>który coś dosłyszał</wyroznienie>: --- Trarara! Nauka, postęp!... Postęp zastąpił torturę fizyczną
torturą moralną, łamanie ciała łamaniem mózgu...
Postęp zrobił nędzarzy z tych, którzy mieli jakiś
mająteczek!... Postęp --- co jemu w gruncie zawdzięcza Paryż? Bulwary, wielkie arterie... tak, nie
zostało już ani kącika w nieznanych ulicach, gdzie
można było niegdyś żyć nieznanym i szczęśliwym...
We wszystkim fałszerstwo, namiastka, kłamstwo.
Wiecie, że teraz smakosze noszą ze sobą moździerzyk, aby gnieść pieprz. Kupcy nauczyli się fałszować pieprz, mieszając go z czymś, może z popiołem.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, fałszują wszystko tak, że za niespełna
sto lat będą sobie może pokazywali człowieka, który raz w życiu jadł prawdziwe mięso z prawdziwego wołu.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mnie brzydzi co innego w dzisiejszym świecie. To, że nie ma już ekstrawagancji. Wydarzenia
zrobiły się rozsądne. Nie zjawia się już żaden wariat
opętany wiarą albo sławą, który by mącił trochę
i niepokoił swoją epokę niespodzianym wstrząsem.
Nie, wszystko reguluje się mieszczańskim rozsądkiem, równowagą budżetu. Nie ma szaleńców, nawet
na tronach.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Słowem, trzeba by ci Napoleona, ale pierwszego?</akap_dialog>

<akap_dialog>RENAN: --- Naród to jest bydlę, które się żywi
chwałą; ale, kiedy się przyzwyczaił do tego obroku<pe><slowo_obce>obrok</slowo_obce> --- tu ogólnie: pasza.</pe>,
trzeba mu go dawać co dzień; to robił Napoleon
pierwszy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jest w mojej rodzinie ciekawy dokument
wychowania dzieci za Napoleona. Krewniak mój
uczył syna łaciny, bo wszędzie nią się rozmówi;
grać na skrzypcach, aby, na wypadek gdyby był jeńcem, mógł coś zarobić w ten sposób; i sypiać na
gołej ziemi, aby przywykł do spania na lawecie.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Napoleon! Niedawno robiłem
bilans jednej z imprez napoleońskich. A więc:
trupa aktorów, trupa tancerek, budy z marionetkami, sto kobiet francuskich, lekarze, cyrulicy, aptekarze, pięćdziesięciu ogrodników, szynkarze, destylatorzy, 200. 000 baryłek wódki, 30. 000 łokci błękitnego i szkarłatnego sukna, oto, z czym Napoleon
chciał stworzyć cywilizację w Egipcie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Co tworzy renomę męża stanu? --- Wielkie
błędy na wielkiej scenie. Zgubić wielkie państwo,
znaczy być wielkim mężem stanu. Wielkość człowieka mierzy się ilością gruzów, jakie pozostawia.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Bądź co bądź, pan Thiers<pe><slowo_obce>Thiers, Louis Adolphe </slowo_obce> (1797--1877) --- francuski historyk i polityk, wsławiony stłumieniem komuny paryskiej.</pe> zwiedzający strategicznie brzegi Renu, to Tomcio Paluch w bucie
Napoleona.</akap_dialog>
<akap>
<begin id="b1358782907122-300503144"/><motyw id="m1358782907122-300503144">Nuda, Praca</motyw>Rozmowa schodzi na nudę, która jest zmorą
epoki.
</akap>


<akap_dialog>--- Nuda jest może przywilejem. Głupcy nie
czują, że się nudzą. Może nawet się nie nudzą. Rewolucja co osiemnaście lat wystarczy aby ich rozerwać.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Odraza człowieka do rzeczywistości każe mu
szukać tych trzech ucieczek: pijaństwo, miłość,
praca.</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT <wyroznienie>melancholijnie</wyroznienie>: --- Ostatecznie,
praca, to jeszcze najlepszy sposób oszukania życia...<end id="e1358782907122-300503144"/></akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Może już zaczynam robić się stary, ale wydaje mi się, źe naszej epoce brak jest powietrza. To nie dość mieć skrzydła; trzeba, aby było powietrze... Nie czuję się już współczesny... Tak,
w roku 1830 byłem wspaniały, ale byłem o parę lat
za młody. Nie miałem dość treningu na ten wielki
prąd, nie byłem dojrzały. Byłbym dał z siebie coś
więcej...</akap_dialog>




<akap>I znów rozmowa schodzi na technikę pracy.</akap>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Ja prawie nigdy nie pracuję
w domu, najczęściej w drukarni. Zapach farby drukarskiej podnieca mnie; tylko wtedy mogę pisać.
A także i przymus, że muszę oddać skrypt. Tak,
tam mi się najlepiej pracuje. Tylko tak mógłbym
napisać powieść: podczas pisania składaliby mi ją
po dziesięć, po dwadzieścia wierszy. W korekcie
człowiek zyskuje sąd. Rzecz staje się bezosobista.
podczas gdy rękopis, to jestem ja, to moja ręka...</akap_dialog>




<akap_dialog>JULIUSZ GONCOURT: --- Ja na wsi prawie
zupełnie nie mogę pracować. Czuję się chmurą, która przepływa, liściem, który się porusza, wodą, która
się toczy. Nie jestem już <wyroznienie>myślą</wyroznienie>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja także --- sekunduje mu Edmund. --- Natura
jest dla mnie wrogiem. Wieś wydaje mi się śmiercią. Zieleń, to niby wielki cmentarz, który czeka.
Te rośliny krzewią się, zielenią tym, co umiera. To słońce, które błyszczy roześmiane, jasne, to
wielki fabrykant zgnilizny. Drzewa, niebo, woda.
wszystko robi na mnie wrażenie miejsca na cmentarzu wynajętego ,,na czas", gdzie ogrodnik odnawia po trochu kwiaty na wiosnę i gdzie umieścił basen ze złotymi rybkami...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, nie ma nic mniej poetycznego niż natura i rzeczy naturalne. Urodzenie, życie, śmierć, te
trzy przygody bytu, to są operacje chemiczne. Ruch
animalny organicznego świata, to jest rozkład
i przetwór nawozu. To człowiek rzucił na tę całą
nędzę materii zasłonę, obraz, symbol, uszlachetniające uduchowienie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cóż za blaga twierdzić, że natura jest lekcją
i źródłem dobroci. Dobroć! ależ to jest utwór człowieka i jego najcudowniejsze, najbardziej --- powiedziałbym z przyzwyczajenia --- <wyroznienie>boskie</wyroznienie> dzieło wbrew
naturze.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja, gdybym był bogaty --- powiada Juliusz --- kazałbym sobie sporządzić na lato pejzaż, pejzaż bardzo dobrze namalowany i chłodzony sztucznym
wiatrem.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Znałem jegomościa, który, spytany czy lubi
wieś na wiosnę, odpowiedział: ,,Ależ przeciwnie, na
wiosnę ubóstwiam Paryż; dni robią się dłuższe, to
najlepsza pora, aby oglądać dziewczęta wychodzące
z magazynów". Słyszysz, wujaszku Beuve?</akap_dialog>




<akap>Odpowiadając Gautierowi, ktoś zachwala mu
regularne życie: iść spać o ósmej wieczór, wstawać
o trzeciej rano, pić dwie filiżanki czarnej kawy
i pracować ciągiem do jedenastej.</akap>




<akap><begin id="b1358784667031-2412001631"/><motyw id="m1358784667031-2412001631">Sen, Głód</motyw>Stary Théo przeciąga się i odpowiada: --- Och,
ja bym oszalał! Budzę się z tego, że mi się śni, iż jestem głodny. Widzę czerwone mięsiwa, wielkie stoły z jadłem, bajeczne uczty... Mięso wyciąga mnie
z łóżka.<end id="e1358784667031-2412001631"/> Po śniadaniu --- palę. Wstaję o wpół do
ósmej, w ten sposób schodzi mi czas do jedenastej.
Wtedy wlokę się do fotela, siadam, przyrządzam
papier, pióra, atrament, narzędzie tortury... Nudzi
mnie, zawsze nudziło mnie pisać, a przy tym to takie niepotrzebne!... No i piszę, piszę, jak pisarz publiczny... Nie szybko, ale ciągiem, bo ja, widzicie,
nie staram się <wyroznienie>robić lepiej</wyroznienie>. Napisać stronicę, czy
artykuł, to sztuka od jednego razu, to tak jak zrobić dziecko --- albo jest, albo go nie ma. Nigdy nie
myślę o tym, co mam napisać. Biorę pióro i piszę. Jestem pisarz, muszę znać swój fach. Czuję się przed
ćwiartką papieru niby klaun na trapezie... Grunt że
znam dobrze składnię, siedzi mi mocno w głowie.
Ciskam zdanie w powietrze jak kota, i jestem pewien, że spadnie na cztery łapy. To bardzo proste;
trzeba tylko mieć w palcach składnię. Zakładam
się, że nauczę pisać każdego. Mógłbym otworzyć
kurs pisania felietonu w dwudziestu pięciu lekcjach.
Pokażę wam swój rękopis: ani jednej poprawki,
ani jednego skreślenia.</akap>




<akap_dialog>--- Michelet powiada, że najlepiej pracuje mu się
na korekcie. Mówi, że korekta to jest ,,myśl oświecona". Dziwi się, jak bez tej mechanicznej podniety pisania starożytni mogli biec za myślą we wszystkich jej przeobrażeniach. On umie myśleć tylko
z piórem w ręku.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedy byłem młody --- zwierza się Flaubert --- byłem tak próżny, że, znalazłszy się w publicznym domu z przyjaciółmi, wyszukiwałem najbrzydszą dziewczynę i brałem ją przy wszystkich,
nie wypuszczając cygara z ust. Nie sprawiało mi to
żadnej przyjemności, jedynie dla popisu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedy był młody! --- mruczy Goncourt do
sąsiada. --- Została mu ta dziecinna próżność dotąd.
Byłem świadkiem, jak się pokłócił straszliwie z rzeźbiarzem Jacquart, upierając się, że w czasie podróży egipskiej miał więcej wszy od niego.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wszystko u niego jest ,,<wyroznienie>naj</wyroznienie>": nikt się tak nie
kochał jak on, etc. Ileż razy powtarzał to opowiadanie, jak omal nie utonął gdzieś nad morzem, aby
ucałować psa neufundlanda w miejsce, gdzie jego
ukochana zwykła go całować.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ta jego próżność sprawia, że, przy naturze
bardzo otwartej, nigdy nie jest zupełnie szczery
w tym, co mówi, jak czuje, cierpi, kocha...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie obmawiajcie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, w gruncie obmowa jest najsilniejszym
węzłem towarzyskim.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Och, ja o Flaubercie nigdy nie
powiem nic złego. Pośród literatów, z którymi mieliśmy do czynienia, znam tylko jednego człowieka
zupełnie czystego, w najwyższym znaczeniu słowa ---
to Flaubert, który, jak wiadomo, ma zwyczaj pisać
książki rzekomo niemoralne...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mówicie o próżności: kaduk<pe><slowo_obce>kaduk</slowo_obce> --- licho, diabeł.</pe> wie, gdzie ją
człowiek lokuje. Kiedyś widziałem księcia de Morny, bladego, z trzęsącymi się wargami. Grano w salonie jego bluetkę<pe><slowo_obce>bluetka</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>blouette</slowo_obce>) --- bezpretensjonalny drobiazg muzyczny.</pe>. Z pewnością bardziej był wzruszony, niż w dniu zamachu stanu, drugiego grudnia.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wówczas, kiedy to mówił dyrektorowi policji: ,,Jeśli dostaniecie w ręce Wiktora Hugo... możecie z nim zrobić, co chcecie"...</akap_dialog>




<akap>Rozmowa schodzi na powieść pani Colet<pe><slowo_obce>Colet, Louise</slowo_obce> (1810--1876) --- francuska poetka i pisarka, przez pewien czas związana z Flaubertem.</pe> <tytul_dziela>Ona
i on</tytul_dziela>, gdzie Flaubert jest straszliwie ,,urządzony"
przez ex-kochankę. Nie ma w nim goryczy ani urazy do tej kobiety, która poiła go swoją opętaną miłością.</akap>




<akap_dialog>--- Tak, jest we Flaubercie jakaś soczystość,
która każe mu się lubować w tych kobietach o rozpętanych i egzaltowanych<pe><slowo_obce>egzaltowany</slowo_obce> --- wyrażający uczucia w sposób przesadny.</pe> zmysłach.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jednego dnia dopadła mnie w domu w Rouen,
zażądała wyjaśnień w obecności matki. Matka zawsze zachowała w duszy --- niby ranę zadaną jej
płci --- pamięć twardości syna dla kochanki. (<wyroznienie>Po
chwili</wyroznienie>) --- Tak, to jedyny czarny punki między matką a mną.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ale kochałeś tę kobietę.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358785188944-611558253"/><motyw id="m1358785188944-611558253">Miłość, Nienawiść</motyw>--- Przyznaję, kochałem ją jak wściekły. Kochałem ją tak, że raz byłem bliski zabicia jej; tak
bliski, że w chwili, gdym kroczył ku niej, miałem
jakby halucynację procesu, słyszałem jak trzeszczy
pode mną ławka w sądzie karnym.<end id="e1358785188944-611558253"/></akap_dialog>

<akap>Dodaje, że dziadek jego ożenił się w Kanadzie,
jest w jego żyłach nieco krwi czerwonoskórych
z ich gwałtownością.</akap>





<akap_dialog>--- No i znalazłeś się na ławie oskarżonych, ale
za książkę...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Za książkę, o której biskup Dupanloup mówił do Dumasa: ,,Jak pan znajduje <tytul_dziela>Panią Bovary</tytul_dziela>?
spytał. --- Piękna książka. --- Arcydzieło, proszę
pana, arcydzieło dla kogoś, kto spowiadał na prowincji".</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Okropny jest zawód literata.
Pisze się z przeczuciem, że tyle wysiłków, starań,
pracy nad stylem, uzyska jako nagrodę grzywnę
albo więzienie, a może pozbawienie praw obywatelskich, że się będzie pohańbionym przez urzędników
francuskich zupełnie tak, jakby człowieka przyłapali na plugawym uczynku.</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT: --- Cóż robić: mówiłem już, sądy
nasze są klasyczne, tym samym wstydliwe...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Klasyczne i wstydliwe! Zabawna rzecz --- i nikt, zdaje się, tego nie zauważył ---
że wielki pomnik literacki attycyzmu, wykwintu,
lotnego ducha Aten, słowem Arystofanes<pe><slowo_obce>Arystofanes</slowo_obce> (ok. 446--385 p.n.e.) --- grecki starożytny komediopisarz, autor dzieł takich jak <tytul_dziela>Żaby</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Chmury</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Lizystrata</tytul_dziela>.</pe>, jest zarazem najgrubszym pomnikiem sprośności wszystkich ludów. Łajno jest tam solą attycką<pe><slowo_obce>sól attycka</slowo_obce> --- tradycyjne określenie ciętego, lecz eleganckiego dowcipu.</pe> i łajno jest
tam bogiem śmiechu. Niechże mi kto gada o wybrednym smaku widzów <tytul_dziela>Chmur</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Lizystraty</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Żab</tytul_dziela>!
Dobre sobie! Delikatny smak, to jest deprawacja,
która przychodzi powoli i której nigdy nie znają
młode ludy. Jedynie u ludów zużytych, którym nie
wystarczają już żelazne ławki i wanny z marmuru,
u ludów o ciałach miękkich i znużonych, u ludów
melancholicznych i niedokrewnych, dotkniętych
chorobami starości, niby drzewa owocowe, które za
wiele rodziły...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, człowiek potrzebuje w pewnych momentach wydzielać trywialności języka, zwłaszcza pisarz, ten ubijacz piany z chmur, w którym materia
uciskana przez mózg mści się niekiedy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dla mężczyzny język, którego używa, nie
ma znaczenia, spływa po nim; ale kobietę cynizm
wyrazu, wyuzdanie stów deprawują zawsze.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czy wiecie, że w klasztorach żeńskich wolno mieć kota, ale nie wolno mieć kotki. Kot załatwia swoje sprawy miłosne poza domem, natomiast
boją się, że widok ciąży, porodu, macierzyństwa,
mógłby obudzić ciekawość miłości. Opowiadała mi
to młoda panna, która spędziła dwa lata w klasztorze w Rouen.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Malleville, przyjaciel Mériméego, wykradł
zakonnicę, żył z nią trzy dni: kiedy się dowiedziała,
że jest protestantem, tak się wzburzyła, że się rozchorowała na żołądek.</akap_dialog>

<akap>
Ale znów rozmowa barwi się reminiscencjami<pe><slowo_obce>reminiscencja</slowo_obce> --- wspomnienie bądź (w utworze artystycznym) aluzja do dzieł dawniejszych.</pe>
klasycyzmu.
</akap>



<akap_dialog>--- Ciekawa jest ta pogarda starej Grecji dla
Rzymu z czasu Augusta, dla Rzymu wytwornego,
który jej się wydawał barbarzyński i o którym ani
Lukian<pe><slowo_obce>Lukian z Samosaty</slowo_obce> (120--ok. 190 n.e.) --- sofista, retor i satyryk rzymski.</pe>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och, Lukian, mówmy o Lukianie. Cóż to
za zdumiewająca nowoczesność! Ten schyłkowy
Grek ze zmierzchu Olimpu jakże nam jest bliski
duszą, myślą. Jego ateńska ironia daje przedsmak paryskiej<wyroznienie> blagi</wyroznienie>. Jego dialogi kurtyzan, to
wręcz nasze obyczaje. Jego dyletantyzm artystyczny, jego sceptycyzm, jakże są dzisiejsze. Nawet jego
styl ma nasz akcent. Te słowa mogłyby się rozlegać na bulwarach. Kiedy czytam Lukiana, mam
uczucie, że to dziadek Heinego: greckie wyrazy
wracają w niemieckim narzeczu, przysiągłbym, że
obaj widzieli kobiety z fiołkowymi oczami. Więc co
powiadasz, Lukian?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Powiadam, że ani Lukian, ani Dionizy z Halikarnasu<pe><slowo_obce>Dionizy z Halikarnasu</slowo_obce> (60--po 7 p.n.e.) --- grecki historyk i mówca.</pe>, umiejący tak ładnie mówić o rzeczach
rzymskich, nie ośmielają się wspomnieć rzymskich
pisarzy ani artystów. To pogarda wytwornej cywilizacji dla narodu żołdaków, pogarda, której subtelny
wyraz widzimy u owej kurtyzany, wzdragającej się
podzielić łoże z pyszałkowatym rębajłą. Miałaby
uczucie, że śpi z katem.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Stary Barrière opowiadał nam
kiedyś rzecz przejmującą. Widział, na placu de
Grève, skazańca z krótko uciętymi włosami: w chwili, gdy go obracano twarzą do gilotyny, włosy stanęły mu dęba na głowie zupełnie widocznie. A przecież był to człowiek, który, zapytany po wyroku,
czego sobie życzy, odpowiedział: ,,Pieczyste i kobietę".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Henry Monnier, jako urzędnik ministerstwa
sprawiedliwości, sporządzał kosztorysy kata. Tam
miał za szefa niejakiego Petit, który mu pozował
do typu <wyroznienie>pana Prudhomme</wyroznienie>.</akap_dialog>

<akap>Na to Gavarni opowiada bardzo plastycznie
ceremonię wieszania w Londynie. Pada drobny deszczyk --- zawsze pada deszcz kiedy wieszają ---
pacjent w gumowym palcie i w bawełnianej czapce, pastor anglikański czyta mu coś, podczas gdy
wśród publiczności roznoszą słodycze...</akap>







<akap_dialog>--- Nie wiem czemu, przypomina mi to ślub cywilny, którego raz byłem świadkiem.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Saint-Victor, to coś dla twojego Anglika-sadysty.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mówcie o tym Flaubertowi. Margrabia de
Sade<pe><slowo_obce>de Sade, Donatien-Alphonse-François</slowo_obce> (1740--1814) --- kontrowersyjny pisarz francuski, krytykujący moralność i z upodobaniem przedstawiający przemoc seksualną; od jego nazwiska utworzono słowo ,,sadyzm".</pe>, to jego mania.</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT: --- <begin id="b1358867959041-385754333"/><motyw id="m1358867959041-385754333">Okrucieństwo</motyw>Sade, to ostatnie słowo katolicyzmu. Ale rozumiejcie mnie dobrze. To duch inkwizycji, duch tortury, duch średniowiecznego kościoła, wstręt do natury. Zauważyliście, że w całym
markizie de Sade nie ma ani jednego drzewa, ani
jednego bydlęcia?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Bydlę to on sam i nie mówmy o nim więcej.<end id="e1358867959041-385754333"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Są jeszcze ludzie naprawdę uczuciowi. Na przykład generał Sebastiani, który, kiedy mu przyniesiono wiadomość o zamordowaniu jego córki,
rzekł: ,,Chwileczkę... żeby to nie zaszkodziło memu
zdrowiu"...</akap_dialog>




<akap>Rozmowa schodzi na kolekcję, jaką gromadzi
Flaubert; twierdzi, że mu jest potrzebna dla jego
twórczości. Świeżo wcielił do niej pisemną spowiedź pederasty, który zabił z zazdrości swego kochanka i którego zgilotynowano w Hawrze; spowiedź pełną szczegółów równie intymnych, jak nabrzmiałych namiętnością. Na to Goncourt:</akap>




<akap_dialog>--- Można by zrobić ładne wydawnictwo z takich dokumentów, pod tytułem: <tytul_dziela>Sekretne archiwa
ludzkości...</tytul_dziela></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Bądź co bądź --- mówi ktoś --- wolałbym,
aby nasz obiad mniej był podobny do sekretnego
archiwum. To nie dodaje apetytu...</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial>Piąty obiad</naglowek_rozdzial>





<akap>Śmierć księcia de Morny. Doktor Robin zaczyna mówić o ciężarze mózgu jako o znamieniu inteligencji. Prawidłowy mózg --- powiada --- wały
1350 do 1400 gramów; mózg ważący 1100 jest
prawie zawsze mózgiem idioty. Mózg księcia de
Morny ważył 1600 gramów.</akap>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Ileż w takim razie ważył
mózg Goethego?</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Kto wie, czy mózg jakiego
Rotszylda nie waży tyle, co mózg Aleksandra Wielkiego i czy talenty uważane za niższe --- na przykład finansisty w porównaniu ze zdobywcą albo
z pisarzem --- nie są produktem tych samych i równowartościowych organów?</akap_dialog>




<akap>Wyjątkowo Sainte-Beuve się spóźnił: zanim
przyjdzie, obmawia się po trosze Sainte-Beuve'a.</akap>




<akap_dialog>--- Ileż on faz przeszedł --- powiada ktoś. --- Najpierw uwielbiał Wiktora Hugo: najlepsze wiersze,
jakie napisał, pisane są do --- jego żony. Potem
saint-simonista; potem mistyk, o mało że nie chrześcijanin. A teraz...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Trzeba słyszeć Montalamberta<pe><slowo_obce>Montalambert, Charles Forbes René de</slowo_obce> (1810--1870) --- historyk i publicysta francuski.</pe>, jak mówi o Sainte-Beuvie w jego dzisiejszej fazie. On to
nazywa: ,,fatalnie myślący", materialista --- taki, ,,jacy
zdarzają się tylko wśród lekarzy". Istniał --- powiada dobry Montalambert --- zawsze racjonalizm,
sceptycyzm; ale czysty materializm to rzecz, której się nie spotykało.</akap_dialog>




<akap_dialog>SOULIÉ: --- Trzeba rozróżnić dwóch Sainte-Beuve'ów. Jeden, który pracuje na górze w swoim
gabinecie, parając się najwyższymi sprawami ducha, i drugi przy stole, w towarzystwie swojej kochanki, swojej kucharki i dwóch pomywaczek.
W tym otoczeniu robi się z niego łyk<pe><slowo_obce>łyk</slowo_obce> (pogardl.) --- mieszczanin.</pe>, obcy wszystkim ideom które analizował na górze, ściągnięty do
poziomu babskich plotek i babskiej paplaniny.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: Sainte-Beuve to higrometr<pe><slowo_obce>higrometr</slowo_obce> --- urządzenie do pomiaru wilgotności powietrza.</pe>, wskazuje idee panujące w literaturze, jak kapucyn z budki wskazuje czas na barometrze.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- A jego metody! Byłem raz
świadkiem dyskusji na temat dzieła Thiersa<pe><slowo_obce>Thiers, Louis Adolphe </slowo_obce> (1797--1877) --- francuski historyk i polityk, wsławiony stłumieniem komuny paryskiej.</pe>; wszyscy obecni godzili się, że to historyk bez cienia talentu. Jeden Sainte-Beuve bronił go: ,,To taki sympatyczny człowiek, taki inteligentny... Ma takie
wpływy". I dopieroż opisuje sposoby, w jakie Thiers
buja izbę, jak urabia posłów... To są zawsze metody argumentacji Sainte-Beuve'a. Kiedy ktoś powie:
,,Mirabeau<pe><slowo_obce>Mirabeau, Honoré Gabriel Riqueti</slowo_obce> (1749--1791) --- polityk i pisarz z czasów Rewolucji Francuskiej.</pe> zdradził", on na to: ,,No tak, zapewne,
ale on tak kochał Zofię"... I zacznie malować obraz
jego namiętności. We wszystkich i ze wszystkimi,
zawsze tak samo.</akap_dialog><akap_dialog>JULIUSZ GONCOURT, <wyroznienie>do brata</wyroznienie>: --- To człowiek wszystkich kompromisów. W gruncie rzeczy,
nasza niezależność wobec wszystkiego, co oficjalne,
uświęcone, akademickie, niepokoi go, burzy jego
nawyki, religie, zabobony. Uważa nas za osobliwych
pasażerów, dezynwoltura<pe><slowo_obce>dezynwoltura</slowo_obce> --- swobodne, nieco lekceważące podejście do jakiejś kwestii.</pe> nasza przeraża go po trosze. Nigdy pogląd jego nie jest wolny od czołobitności wobec polityki, nigdy nie zdobędzie się na niezawisły sąd o ludziach władzy...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Byłem kiedyś świadkiem jego pochwały księcia Pasquier. --- Jeżeli umrę przed panem --- powiedziałem mu --- niech mnie Bóg broni przed pańską pochwałą.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- A iluż on rzeczy nie rozumie! Ot,
napisał o mnie artykuł, bardzo miły, bardzo pochlebny, ale nawet nie wspomniał o książce, w którą włożyłem najwięcej siebie, o <tytul_dziela>Emaliach i Kameach</tytul_dziela>. Wmawia we mnie jakieś akcenty miłosne,
sentymentalne, elegijne, którymi się brzydzę. Zapewne, w tych trzydziestu tomach, którem odwalił, musiałem czasem dać burżujom jakąś satysfakcję miłosną: ale dwie prawdziwe struny mojego dzieła,
mego talentu, to błazeństwo i melancholio; obrzydzenie do naszej zas..nej epoki i stąd moja niejaka
emigracja duchowa.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Nostalgia obelisku!</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Właśnie. I tego wujaszek Beuve
nie chwyta. Nie zdaje sobie sprawy, że my czterej --- Flaubert, wy i ja --- jesteśmy wszyscy chorzy: to, co nas wyróżnia, to egzotyzm. Są dwie formy egzotyka: pierwsza daje smak przestrzeni,
Ameryki, pociąg do kobiet żółtych, zielonych, etc.
Bardziej wyrafinowany, wyższy stopień rozpusty
ducha, to egzotyzm poprzez czas: na przykład Flaubert miałby tę ambicję, aby spółkować w Kartaginie, wam nadałaby się jakaś du Barry, mnie by nic
tak nie podniecało jak mumia...</akap_dialog>




<akap_dialog>JULIUSZ GONCOURT: --- Ale skądże wymagać, aby wujaszek Beuve, mimo swojej wzruszającej żądzy zrozumienia wszystkiego, pojął do gruntu
talent taki, jak twój? Owszem, bardzo miłe są te
jego artykuliki, to pisanina bardzo gładka, bardzo
inteligentna, ot i wszystko. Nigdy swoją pisaną
konwersacją nie stworzył człowieka, ani nie dał definicji dzieła w jednym słowie, w jednym zdaniu; nigdy nie wybił w brązie medalu żadnej sławy... I jakim cudem, mimo że chciał być dla ciebie
przyjemny, jakim cudem miałby wejść w twoją
skórę? Cała twoja strona plastyczna jest mu niedostępna. Kiedy ty opisujesz nagość, on w tym widzi rodzaj onanizmu literackiego pod pretekstem
linii... Rzekłeś przed chwilą, że nie chodzi ci o stronę zmysłową. Otóż, dla niego, opis piersi, nogi kobiecej, słowem nagość, nieodłączna jest od świństwa, od podniety fizycznej... Tak, dla niego jest coś
pikantnego w samej Wenus milońskiej...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: Po roku 1852, w czasie białego terroru nad literaturą, w czasie gdy nas i Flauberta wleczono przed sądy, w czasie powszechnego
milczenia, on, można powiedzieć, był uświęconym
sutenerem<pe><slowo_obce>sutener</slowo_obce> --- stręczyciel, mężczyzna czerpiący zyski z czyjegoś nierządu.</pe> rządu. Odwaga i niezależność przyszły
mu z dożywotnią posadą i pensją senatora...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ba, i tak jego opozycyjna mowa senatorska
wyszła z obiadu Magny...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ale ma tyle wdzięku! Ma takie uroczo naiwne powiedzenia! Lekarz powtarzał mi, że kiedy
go odwiedzał z powodu wstrzymania uryny, Sainte-Beuve powiadał mu bardzo serio: ,,Mój Boże, kiedy
byłem mały, nie uczono mnie siusiać!"</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wiecie że Sainte-Beuve widział raz Napoleona pierwszego. Było to w Boulogne. Cesarz właśnie
sikał. Czyż on nie w tej postawie widział wszystkich wielkich ludzi?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie mówcie o nim nic złego! Kiedyś, na wieczorze u księżniczki, Giraud miał robić jego karykaturę. Sainte-Beuve wziął przed tym lewatywę,
aby --- mówił to zupełnie poważnie --- mieć lepszą
cerę.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- <slowo_obce>A propos</slowo_obce><pe><slowo_obce>A propos</slowo_obce> (fr.) --- a jeżeli chodzi o...</pe> lewatywy. Znam lekarza, który ma
kochankę aktorkę. Co dzień w antraktach<pe><slowo_obce>antrakt</slowo_obce> --- przerwa między aktami.</pe> zachodzi
do aptekarza koło teatru; tam, z tym swoim przyjacielem, pracowicie sporządza jedną z owych lewatyw, których sekret zagubił się od czasu Moliera,
i to lekarstwo, w które włożył całą wiedzę i serce,
przynosi ukochanej, niby pudełko cukierków. Co
wieczór.</akap_dialog>




<akap>Jak gdyby już dostatecznie obmówiony, zjawia
się w tej chwili Sainte-Beuve. Czuje się jakoś nieszczególnie. Podchodzi do doktora Veyne.</akap>




<akap_dialog>--- Popatrz-no, Veyne, co to takiego, wysięk
czy co?</akap_dialog>




<akap>I podaje mu rękę do zbadania.</akap>




<akap_dialog>--- Nie, to zwykłe zajęcie stawów, nawet nie
podagra<pe><slowo_obce>podagra</slowo_obce> --- choroba zniekształcająca i powiększająca staw dużego palca u nogi, której towarzyszą okresowe napadowe bóle.</pe>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja nie chcę się kurować, chciałem tylko wiedzieć.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Nędzna machina, to ciało ludzkie.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Ale nie, to bardzo dobrze
skonstruowane.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Dobrze skonstruowane, powiada pan; ale zdaje mi się, że za młodu cieszył się
pan dość lichem zdrowiem?</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Och, za młodu!... Po
pierwsze, prowadziłem życie, które nie było tak zupełnie... normalne. Odżywiałem się licho... niedostatecznie. Był w powietrzu romantyzm, który nie
pozwalał mi jadać do sytości... Miałem wyrzuty sumienia, że zdradzam swoją kochankę... Tak, żywiłem się niedostatecznie... wyrzut sumienia, rozumiecie, to jest tylko słabość fizyczna. Później odmieniłem to, wprowadziłem w życie niejaką łagodną
i pogodną filozofię, trochę wesołości...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wiecie, powiada Saint-Victor, że dziś jest
św. Bartłomieja<pe><slowo_obce>św. Bartłomieja</slowo_obce> --- rocznica paryskiej rzezi hugenotów, która miała miejsce z 23 na 24 sierpnia 1572.</pe>, dzień w którym Wolter stale miewał gorączkę.</akap_dialog>




<akap>I dopieroż Saint-Victor intonuje pochwałę Woltera, głosząc go najszczerszym i najnaiwniejszym
z apostołów. Goncourci protestują --- zgiełk, hałas, krzyki. --- Męczennik, prawie całe życie na wygnaniu... --- Ba, a popularność? --- Tkliwe serce...
sprawa Galasów... --- Ech to było to samo, co sprawa Peytela dla Balzaka. --- Dla mnie to święty! --- ryczy wzburzony Flaubert. --- Ty, który jesteś fizjonomistą, czy nigdy nie popatrzyłeś na usta Woltera? --- Co do mnie, oświadcza Gautier, ja nie
mogę znosić tego człowieka: to klecha, zakrystian,
to <slowo_obce>monsieur Prudhomme</slowo_obce> deizmu: tak, to jest ścisłe
określenie: Prudhomme deizmu.</akap>




<akap>Uspokajają się wreszcie, aby po troszę obmawiać nieobecnego Taine'a.</akap>




<akap_dialog>TURGIENIEW: --- Taine jako zmysł krytyczny... Porównanie nie jest szlachetne, ale pozwólcie
mi panowie porównać Taine'a z psem myśliwskim,
którego miałem. Gonił, przystawał, cudownie wykonywał wszystkie gesty psa myśliwskiego... tylko nie
miał węchu, musiałem go sprzedać.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Taine --- powiada starszy Goncourt --- przysłał nam swoją książkę o Włoszech. Obrobił całe
Włochy w trzy miesiące: obrazy, krajobrazy, towarzystwo --- to towarzystwo tak nieprzeniknione ---
przeszłość, teraźniejszość, przyszłość... Szczęściem,
istnieje wielka pobłażliwość dla lekkomyślności poważnych ludzi.</akap_dialog>




<akap>I znów zaczyna się rozmowa bez końca o Włoszech.</akap>




<akap_dialog>--- Włochy! Wszystko, co jest piękne we Włoszech, kobieta, niebo, pejzaż --- wszystko jest tam
trzeźwo, brutalnie, materialnie piękne. Uroda kobiety to uroda pięknego zwierzęcia. Horyzont jest solidny. Pejzaż bez oparów marzenia. Nic nie ma owej
mglistej dali, znamiennej dla krajów Północy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, kobieta z Południa mówi tylko do zmysłów, oddziaływanie jej nie sięga dalej. Zwraca się
jedynie do naszego apetytu.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Włochy budzą w końcu tęsknotę za szarym niebem. Deszcz wydaje się niemal ojczyzną. Paryż, tylko Paryż!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Moja obserwacja z Rzymu, to że piękną krew
wydaje jedynie nadmierna płodność. Jedynie rasy,
ludy, dzielnice, które nie maltuzjanizują<pe><slowo_obce>maltuzjanizować</slowo_obce> --- tu: ograniczać przyrost naturalny a. tracić część ludności wskutek klęski głodu bądź innych katastrof (nawiązanie do teorii Thomasa Malthusa, (1766--1834), duchownego i ekonomisty angielskiego).</pe>, wyrzucają piękne dzieci w strumień powszechnej płodności.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nasze Południe to nieudane Włochy. Marsylia to jeszcze Włochy. Na afiszu operatora nagniotków widzi się portret Madonny.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jakież pan ma wrażenia z Paryża po powrocie?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Uderzyły mnie gwałtowne zmiany fortun,
śmierci młodych ludzi przepadających gdzieś tak
szybko, tak cicho, bez rozgłosu. Och, bulwar zjada
straszliwie dużo tych dandysów<pe><slowo_obce>dandys</slowo_obce> --- osoba cechująca się elegancją i wyrafinowaniem, często w przesadnym stopniu.</pe>, tych <slowo_obce>viveurów<pe><slowo_obce>viveur</slowo_obce> (z fr.) --- człowiek używający życia.</pe></slowo_obce>.
Spytać o nich po dwóch latach, same katastrofy,
ruiny, samobójstwa, albo też rejterada<pe><slowo_obce>rejterada</slowo_obce> --- ucieczka.</pe> w prowincjonalne pielesze...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wracając do płodności, w ogóle w produkcji
ludzi jest mnóstwo tandety, ludzi robionych ryczałtem, z połową zmysłów, z ćwiercią świadomości.
Można by rzec, że przyszli na świat po jednej z owych wielkich rzezi w średnich wiekach, kiedy rodzili się ludzie niedokończeni, z jednym okiem, albo
z czterema palcami, tak jakby natura, śpiesząc się
pokryć ubytki i dostarczyć na termin, partoliła ludzkość.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1358886012028-1059051563"/><motyw id="m1358886012028-1059051563">Dziecko</motyw>--- Dziecko to osobliwy stwór. Doszedłem, że
serce to jest rzecz, która nie rodzi się z człowiekiem. Dziecko nie wie, co to jest. To organ, który
człowiek zawdzięcza życiu. Dziecko jest tylko sobą,
widzi tylko siebie, kocha tylko siebie i cierpi tylko
przez siebie. To najpotworniejszy, najniewinniejszy
i najbardziej anielski egoista.<end id="e1358886012028-1059051563"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dziecko nie jest złe dla człowieka, jest okrutne dla zwierząt. Człowiek, starzejąc się, staje się
mizantropem<pe><slowo_obce>mizantrop</slowo_obce> --- osoba nieżyczliwie nastawiona do ludzi.</pe> i współczującym dla natury.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To szczególne --- powiada Gautier --- ja się
wcale nie czuję ojcem. Jestem dobry dla swoich
dzieci. Kocham je, ale wcale nie jak swoje dzieci...
Siedzą przy mnie, rosną w moich gałęziach, to
wszystko... Nie czuję się na tyle stary, aby to były
moje dzieci... Czuję się młody, świeży... Nie mogę
uwierzyć w swój wiek...</akap_dialog>




<akap>I znów książki.</akap>




<akap_dialog>--- Czytałem świeżo --- powiada Goncourt ---
wspomnienia spod Solferino<pe><slowo_obce>Solferino</slowo_obce> --- miejscowość włoska, miejsce bitwy stoczonej 24 czerwca 1859 między wojskami francuskimi i piemonckimi a austriackimi.</pe> przez szwajcarskiego
lekarza. Wspaniałe, przejmujące! To piękniejsze,
tysiąc razy piękniejsze od Homera, niż <tytul_dziela>Odwrót dziesięciu tysięcy</tytul_dziela>, niż wszystko. To jest prawda studiowana na żywym życiu, na okaleczonych, na umierających gwałtownie w pełni sił. Odkłada się tę
książkę, przeklinając wojnę.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wspaniały rys do obrazu wojny. Po bitwie
pod Isly, sępy, upite oczami trupów, które wyjadły --- reszta nie była im dość zgniła --- latają,
chwieją się, padają na ziemię na kształt pijaków.</akap_dialog>


 
<akap_dialog>--- Wojna? Chcecie wojny, przejrzyjcie osiemdziesiąt akwafort<pe><slowo_obce>akwaforta</slowo_obce> --- technika graficzna wklęsła, w której grafikę odbija się z płytki, w której rowki zostały wytrawione kwasem.</pe> Goyi<pe><slowo_obce>Goya</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Francisco José Goya y Lucientes</slowo_obce> (1746--1828) --- malarz nadworny królów Hiszpanii: Karola III Burbona, Karola IV Burbona i Ferdynanda VII Burbona; nasycał styl klasycyzmu barokową ekspresją.</pe>. To koszmar. Och, ta straszliwa plansza niby upiór spotkany w księżycową
noc w lesie: człowiek tkwiący na palu zastruganym
z gałęzi, nagi, krwawiący, z nogami skurczonymi od
bólu, z męką konania na twarzy, ze zjeżonymi włosami... I to ramię ucięte gładko, niby ramię posągu...
A potem obróćcie kartę: usta, które wypluwają życie, żywi obrzygujący krwią trupy... I jeszcze obróćcie kartę: Hiszpania naga, żebracza, z nogami
w ściekach ambulansu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, geniusz okropności, to cały geniusz
Hiszpanii. W tych akwafortach wypalonych niby
żarem <slowo_obce>autodafé</slowo_obce><pe><slowo_obce>autodafé</slowo_obce> --- publiczna egzekucja heretyka, zwł. przez spalenie.</pe>, w tych planszach ostatniego wielkiego malarza Hiszpanii jest niemal Inkwizycja...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Brrr! Powiem wam dla odmiany coś weselszego. Jak wam się podoba to spostrzeżenie Violet-le-Duc'a<pe>prawdop. <slowo_obce>Viollet-le-Duc, Eugène</slowo_obce> (1814--1879) --- francuski architekt, historyk sztuki i konserwator zabytków, zajmujący się głównie budowlami średniowiecznymi.</pe>. Wychodziliśmy wczoraj z domu, gdzieśmy
byli na miłym obiedzie. Violet-le-Duc rzekł do mnie:
,,Aby wieczór był gdzieś przyjemny, trzeba aby
pani domu miała kochanka, i aby owego kochanka
nie było na tym wieczorze".</akap_dialog>




<akap>I znów rozmowa przechodzi na kobiety i nie wiadomo jak, wędruje aż na Wschód. Sainte-Beuve
oburza się na zwyczaj epilacji<pe><slowo_obce>epilacja</slowo_obce> --- dziś: depilacja.</pe> kobiet na Wschodzie.
Saint-Victor wtrąca: ,,To musi przypominać księży
podbródek". I dialog kończy się wściekłym atakiem
Sainte-Beuve'a na Wschód, który (powiada) kastruje i kaleczy wszytko.</akap>




<akap><begin id="b1358886412236-1454577310"/><motyw id="m1358886412236-1454577310">Starość, Kochanek</motyw>Potem Sainte-Beuve, który jest melancholijnie
nastrojony, skarży się na starość. Komplementują
go, że nigdy nie był młodszy. On wykłada swoją
teorię, że, począwszy od pewnego wieku, nigdy nie
trzeba prosić młodej kobiety o miłość, ale o jałmużnę miłości; osiągnąć to, aby tolerowała niemłodego
kochanka, aby go nie nienawidziła... Tak, to już
wszystko, o co można prosić... dokończył z westchnieniem.<end id="e1358886412236-1454577310"/></akap>




<akap_dialog>--- Ale czy Sainte-Beuve kochał kiedy? --- rzuca
ktoś niedyskretny.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja, widzicie --- zwierza się bez trudu Sainte-Beuve --- mam w głowie, nie wiem gdzie, tu albo
tu (maca się po czaszce), przegródkę, szufladkę, którą zawsze boję się zanadto otworzyć. Wszystko co
robię, moje prace, moje kupy artykułów, to po to,
aby ją trzymać zamkniętą. Zatkałem ją, zawaliłem
książkami, tak abym nie miał czasu zastanawiać
się, abym nie miał czasu wychodzić z domu... Nie
wiecie, co to jest --- ciągnął z ożywieniem ale zarazem
z głęboką melancholią wydzierającą się z głębi serca --- nie wiecie co to jest czuć, że się nie będzie kochanym, że to jest niemożliwe... dlatego że człowiek
jest stary... że byłby śmieszny... że jest brzydki...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zresztą --- dodaje Sainte-Beuve --- czy wy wiecie, ja nigdy nie spędziłem nocy z kobietą, z powodu mojej pracy. Nie miałem czasu. Poza tym, mój
ideał to włosy, zęby, ramiona, no i reszta. Wszystkie elegancje daruję wam.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Berlioz opowiadał komuś, że, będąc w domu,
w górach, zakochał się, mając dwanaście lat,
w dziewczynie dwudziestoletniej. Potem przeszedł
wiele miłości, romantycznych, dzikich, dramatycznych, ale zawsze, w głębi, miał jakby głuchą pamięć pierwszego uczucia, do którego wrócił z pasją, odnajdując w Lionie swoją młodą dziewczynę,
obecnie siedemdziesięcioczteroletnią. I teraz pisze do
niej, opowiada jej wspomnienia swego dwunastoletniego serca, żyje tylko tą przeszłą miłością.</akap_dialog>




<akap>Rozmowa schodzi na kobietę i miłość, jak zawsze (powiadają Goncourci) rozmowa inteligentnych ludzi przy jedzeniu i piciu. Kiedy smak jej
staje się trochę pieprzny, Turgieniew, z pewnym
zdziwieniem barbarzyńcy, powiada, że co do niego, uprawia zawsze miłość bardzo naturalnie. Pytają go o najżywsze wrażenie miłosne, jakiego doznał w życiu; odpowiada:</akap>




<akap_dialog>--- Byłem bardzo młody, byłem niewinny, ze
wszystkimi pragnieniami, jakie się ma, mając piętnaście lat. Była u mojej matki pokojówka bardzo
ładna, trochę głupia, ale było jej z tym bardzo do
twarzy. Był to dzień wilgotny, miękki, dżdżysty ---
dzień erotyczny. Zaczynało się ściemniać. Naraz,
ta dziewczyna podchodzi prosto do mnie i bierze
mnie --- zważcie, że ja byłem jej panem, a ona moją poddanką --- bierze mnie za włosy na karku
i mówi: ,,Chodź".</akap_dialog>




<akap>To co nastąpiło potem, to było wrażenie podobne do wszystkich innych. Ale to słodkie wzięcie mnie za włosy z tym jednym słowem często
staje mi w pamięci i myślę o tym i zawsze z uczuciem szczęścia.</akap>




<akap_dialog>--- To raz --- powiada ktoś --- a drugi raz?</akap_dialog>




<akap>Turgeniew uśmiecha się do siebie i mówi:</akap>


 

<akap_dialog>--- Wezwano mnie do Rosji, byłem w Neapolu, miałem już tylko pięćset franków. Nie było wtedy
kolei żelaznych. Powrót był kłopotliwy i trudny i,
jak się domyślacie, bez luksusów miłości. Znalazłem
się w Lucernie na moście obok kobiety, która stała
przy mnie: przyglądaliśmy się kaczkom, mającym
plamę w kształt migdału na głowie. Wieczór był
wspaniały. Zaczęliśmy rozmawiać, potem przechadzać się. Tak przechadzając się, zaszliśmy na cmentarz... Flaubert, znasz ten cmentarz?... Nie przypominam sobie, abym był kiedy w życiu bardziej rozkochany, bardziej podniecony, nagły... Kobieta położyła się na wielkim grobie...</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT: --- W górnym Egipcie, w noc
czarną jak atrament, pośród niskich domów, wśród
szczekania psów, które chcą człowieka rozszarpać,
prowadzą cię do chatki nie wyższej od siedemnastoletniego chłopca. Tam znajdujesz leżącą w koszuli na ziemi kobietę, której ciało owite jest siedemkroć wielkim złotym łańcuchem, kobietę, która
ma pośladki zimne jak lód. I wówczas z tą kobietą, nieruchomą i martwą w akcie miłosnym,
doznaje się, wiecie, rozkoszy niewiarygodnej, takiej...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och, Flaubert, mój stary, to czysta literatura!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cóż jest wszystko --- wykrzykuje Flaubert
przyciskając ramię do piersi --- cóż jest wszystko wobec ramienia ukochanej kobiety, którą tuli się na
sekundę do serca, prowadząc ją do stołu?...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To ciekawe --- wtrąca Turgieniew, słuchając z oczami rozszerzonymi, prawie niespokojnymi --- to ciekawe: mnie nie zdarza się przystąpić
do kobiety bez uczucia szacunku, wzruszenia, zdumienia swoim szczęściem.. Wy nie znacie kobiety
rosyjskiej? Szkoda... To by was zajęło... Kobieta rosyjska... jakby ją określić... to połączenie prostoty,
tkliwości i nieświadomego zepsucia...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wujaszku Beuve, czy praca może zastąpić
miłość?</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Et, krytyka... Też nie ma
się czasu nic pokochać... Trzeba przeskakiwać z wieku na wiek... z rodzaju na rodzaj... nie trzeba się
przywiązywać...</akap_dialog>




<akap>Rozmowa przechodzi na rodzaje literackie.</akap>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Są rodzaje, które zdają się
na wymarciu. Komedia wierszem jest skończona.
Albo wiersze są niesceniczne, albo zmieniają się
w prozę. Wszystko teraz pójdzie w powieść. To taka szeroka rama. To rodzaj, który da się nagiąć do
wszystkiego... W dzisiejszej powieści jest kupa talentu.</akap_dialog>




<akap>Po czym dodaje: Grunt, żeby nie za długo pisać
książkę, bo wtedy człowiek przychodzi z nią za
późno.</akap>




<akap_dialog>--- O to, aby nie pisać za długo, troszczy się konieczność zarabiania piórem...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zarabiać piórem! Skoro taki Balzac przez
całe życie widział zbawienie jedynie w teatrze...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A i teatr! Wiecie, co mi powiadał stary Dumas? Że w teatrze można zrobić pieniądze już
tylko przy pomocy trykotów... które trzaskają...
Na tym zrobił fortunę słynny Hostein. Nakazał
swoim baletniczkom. żeby kładły zawsze trykoty,
które trzaskają, i zawsze w tym samym miejscu...
Dopieroż lornetki podrygiwały ze szczęścia... Ale
wdała się w to cenzura... I dziś w handlu lornetkami jest zastój...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zastój? Architekt Chabouillet, który nie łatwo się dziwi, opowiadał mi rozmowę, jaką miał
z dyrektorem teatrzyku<pa><slowo_obce>dyrektorem teatrzyku</slowo_obce> ---
ten sam dyrektor teatru posłużył najwidoczniej za
model Zoli w pierwszym rozdziale <tytul_dziela>Nany</tytul_dziela>.</pa>) na bulwarach. ,,Bardzo
inteligentnie zbudowany pański teatr, powiada mu
architekt. --- To, teatr?... odpowiada tamten. To
nie teatr, to burdel. --- Och, panie... --- Ściśle tak,
jak mam zaszczyt panu mówić. To nie teatr, nie,
proszę pana, i to jest zupełnie proste... Daję swoim
aktorkom 50 albo 60 franków miesięcznie... czemu? bo płacę 30. 000 czynszu. Aktorom płacę też
nie więcej; zgaduje pan, czym sobie dorabiają
wszyscy... Często kobieta łapie mnie, aby mi powiedzieć, że nie może wyżyć z moich 50 franków,
że będzie musiała zaczepiać mężczyzn na sali, aby
wyżyć... Co pan chce, mnie to nie obchodzi... płacę
30. 000 komornego... Zatem, rozumie pan, mój teatr
to nie teatr, ale burdel".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Szczyt wszystkiego, co wynaleziono, to przebrać kobiety po wojskowemu: to znaczy szczepić
szowinizm na erotyzmie. Kobieta, która ma ładny
zadek, nogi nie zanadto koślawe i która ratuje
sztandar francuski, pojmujecie że to jest nieodparte.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cytujecie starego Dumasa. Ja bytem na
premierze Dumasa syna. To już nie sztuka w teatrze, to msza dla wiernych. Przy każdym słowie ---
szmery zachwytu. Autor mówi: ,,Miłość to wiosna,
to nie cały rok". Salwa oklasków. Jeszcze przyciska
pedał: ,,To nie owoc, to kwiat". Podwójna salwa.
I tak ciągle. Nikt niczego nie sądzi, nie ocenia,
wszystko klaszcze z entuzjazmem przyniesionym
z domu i gotowym wybuchnąć.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To też jest talent.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Stary Dumas rozkochany jest w swoim synu.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak! <begin id="b1358887308722-902217340"/><motyw id="m1358887308722-902217340">Ojciec, Syn</motyw>Pewien stroskany ojciec żalił mu się na
nicość swego syna, powiadając: ,,Trzeba by mi takiego syna jak pański!" Na co Dumas: ,,Widzi pan,
takich synów, jak mój, trzeba robić samemu... "<end id="e1358887308722-902217340"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dumas <wyroznienie>junior</wyroznienie> ma sekret trafienia do publiczności, do tej publiczności premierowej, jest jej
poetą; podaje i mężczyznom i kobietom z tego świata, w języku dla nich zrozumiałym, komunał<pe><slowo_obce>komunał</slowo_obce> --- ogólnie znane stwierdzenie, nieposiadające głębszej treści.</pe> ich
serc.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- To fakt, że w sztuce i literaturze mało znam rewolucjonistów urodzonych w nędzy.</akap_dialog>

<akap_dialog>KTOŚ: --- To jest dość ciekawe, że nigdy nikt
nie zrobił zapisu na rzecz pisarza nieznanego mu
osobiście.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nędza to jest rzecz straszna; kiedy raz ukąsiła człowieka, zawsze zostaje mu lęk, aby go nie
ugryzła znowu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wynikiem nędzy jest nie gorycz i nie rozpacz. Nędza łamie sprężynę, kruszy niezależność,
obłaskawia zamiast buntować.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dla mnie straszliwsza jest inna nędza: nędza myśli w bogatych domach budzi czasem litość.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mówicie o nędzy. Wiecie, gdzie się chowają
pieniądze? Bineau, będąc ministrem finansów, zrobił w roku 1852 wywiad, z którego zyskał pewność,
że osiemdziesiąt procent renty jest w rękach kleru.
Żebrzące zakonniczki, które zaczęły z siedmioma
frankami, mają obecnie osiemdziesiąt milionów.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Piekło to dojna krówka.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- <begin id="b1358887971499-412170487"/><motyw id="m1358887971499-412170487">Religia, Pieniądz</motyw>Ciekawe byłoby obliczyć, ile
niebo kosztowało świat...<end id="e1358887971499-412170487"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ze wszystkich religii najpocieszniejsze są religie wielkich ludzi. Są satelici tak nikczemnie przywiązani do religii głośnej pamięci, że robią wrażenie
lokajów nieśmiertelności.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Co to jest ludzka wielkość? Wszelka wielkość, zbudowana przez człowieka i przerastająca
pretensjami jego wymiar, osmuca. Wersal jest przykładem melancholii, jaka zieje z każdej piramidy.
Tylko natura ma prawo robić rzeczy wielkie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Gautier, podobno ty wracasz z Nohant. Czy
to zabawne?</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Jak klasztor braci morawskich.
Przyjechałem wieczór. To daleko od kolei. Wjechałem przez folwark, wypadły na mnie psy, które
mnie przestraszyły... Dano obiad. Dobrze dają jeść.
ale za dużo dziczyzny i za dużo drobiu. Ja tego nie
lubię... Byli malarz Marchal, pani Calamatta, Dumas syn...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A jak się żyje?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Śniadanie o dziesiątej. Skoro wskazówka
wskaże punkt dziesiątą, siada się do stołu. Pani
Sand przybywa z sonambulicznym<pe><slowo_obce>sonambuliczny</slowo_obce> --- charakterystyczny dla lunatyka.</pe> wyrazem
i drzemie przez całe śniadanie... Po śniadaniu wszyscy idą do ogrodu. Gra się w świnkę, to ją ożywia.
Siada i zaczyna rozmawiać. Rozmawia się teraz
najczęściej o kwestiach wymowy: na przykład o sposobie wymawiania <slowo_obce>ailleurs</slowo_obce> i <slowo_obce>meilleur</slowo_obce>. Okrasą rozmowy są koncepty skatologiczne<pe><slowo_obce>skatologiczny</slowo_obce> --- związany z odchodami bądź z wydzielinami ludzkiego ciała.</pe>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ale za to najmniejszego słówka o stosunkach płci. Sądzę, że kto by sobie pozwolił na najlżejszą aluzję w tej mierze, wyleciałby za drzwi.
O trzeciej pani Sand idzie do siebie i pisze do szóstej. Obiad odwala się szybko, żeby dać czas na
obiad pani Marii Caillot; to taka gosposia, rodzaj
<slowo_obce>Petite Fadette</slowo_obce>, którą pani Sand wyszukała sobie
w okolicy, aby grała w jej teatrze. Wieczorem przychodzi do salonu.</akap_dialog>




<akap>Po obiedzie pani Sand kładzie pasjanse, nie mówiąc ani słowa do północy... Drugiego dnia bąknąłem, że, jeśli nie zaczną mówić o literaturze, ja się
wynoszę... Och! literatura! zdawałoby się, że wracają z tamtego świata!... Muszę wam powiedzieć, że
w tej chwili jednym tylko się tam zajmują: mineralogią. Każdy ma swój młotek, nie wychodzi się
bez młotka. Oświadczyłem tedy, że Rousseau był
najgorszym francuskim pisarzem, jaki istniał, i to
nam zapewniło dyskusję do pierwszej w nocy...</akap>




<akap>Bądź co bądź, do pisania urządzone jest to Nohant pierwszorzędnie. Gdziekolwiek by pani Sand
usiadła, już wyrastają spod ziemi pióra, błękitny
atrament, bibułki, tytoń turecki i papier listowy.
I ona używa tego. Bo wiecie może, że ona pracuje
od pierwszej w nocy do czwartej rano... I wiecie,
co jej się przytrafiło. To coś potwornego! Pewnego
dnia skończyła powieść po pierwszej z rana... i zaczęła drugą tej samej nocy... Skrypt, to już jest naturalna funkcja u pani Sand.</akap>




<akap>Poza tym żyje się u niej bardzo dobrze. Na przykład obsługa jest milcząca. Jest w korytarzu skrzynka, która ma dwie przegrody: jedna na pocztę, druga na korespondencję domową. Pisze się wszystko,
czego się potrzebuje, wskazując nazwisko i numer
pokoju. Potrzeba mi było grzebienia. Napisałem
,,Gautier, pokój ten a ten" i swoją prośbę. Nazajutrz o szóstej rano miałem trzydzieści grzebieni do
wyboru.</akap>




<akap>I znów wszczyna się wiekuista sprzeczka podsycana przez Renana: Balzac czy George Sand.</akap>




<akap_dialog>--- Czytajcie <tytul_dziela>Chłopów</tytul_dziela> Balzaka --- wykrzykuje
Edmund Goncourt. --- Nikt nie mówił o Balzaku jako
o mężu stanu, a to jest może największy mąż stanu naszych czasów, jedyny który przejrzał głąb naszej choroby, jedyny który z wysoka ujrzał zwichnięcie równowagi we Francji od roku 1789, obyczaje wyglądające spod praw, fakty spod słów,
anarchię interesów rozpętanych pod pozorami ładu,
nadużycia przywileju zastąpione przez ,,stosunki",
równość wobec praw a nierówność wobec sędziego,
słowem kłamstwo całego programu Rewolucji, który nazwisko i tytuł zastąpił pięciofrankówką i porobił markizami bankierów --- nic więcej. I to powieściopisarz dojrzał to wszystko! <tytul_dziela>Komedia ludzka</tytul_dziela>,
to największy epos świata. I wy mi prawicie o Homerze!</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Bokacjusz powiada gdzieś, że modli
się przed okładką Homera, którego ma w bibliotece i z którego nie rozumie ani słowa. Jest w ekstazie przed grzbietem i przed tytułem książki. U wielu ludzi spotyka się ten szacunek i podziw dla piękna, które nie mówi ich językiem.</akap_dialog>




<akap_dialog>JULIUSZ: --- Ha, w literaturze uświęcone sądy
są święte. W XIX wieku mniej może niebezpieczne
jest atakować krucyfiks, niż piękności tragedii.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wolno we Francji robić skandal w historii.
Można pisać, że Neron był filantropem i że kardynał Dubois był święty człowiek. Ale w sztuce...</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- <begin id="b1359028026055-3256769493"/><motyw id="m1359028026055-3256769493">Sztuka, Ciało</motyw>Toż sztuka nie jest jedna,
a raczej istnieje nie tylko jedna sztuka. Sztuka japońska ma swoje piękności, jak sztuka grecka.
W gruncie rzeczy co to jest sztuka grecka? To
realizm piękna, ścisły przekład z natury, bez cienia
owego idealizmu, który wmawiają jej profesorowie
sztuki. Tors watykański, to jest tors, który trawi po
ludzku, a nie tors karmiący się ambrozją, jak to
chciałby wmówić Winckelmann<pe><slowo_obce>Winckelmann, Johann Joachim</slowo_obce> (1717--1768) --- niemiecki archeolog i historyk sztuki, propagator klasycyzmu.</pe>. To pewna, że
w sztuce greckiej nie ma ani marzenia, ani wyobraźni, ani tajemnicy, słowem nie ma tego źdźbła opium,
tak upajającego, tak drażniąco zagadkowego dla
mózgu widza.<end id="e1359028026055-3256769493"/></akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- <begin id="b1359028095083-1299087331"/><motyw id="m1359028095083-1299087331">Miłość, Język</motyw>Młody Japończyk, którego proszono o przetłumaczenie poezji, zatrzymał się w połowie i wykrzyknął: ,,Nie, to niemożliwe wam to
objawić, wasz język jest taki ordynarny. Mówicie
kobiecie: <wyroznienie>Kocham panią</wyroznienie>. To u nas tak, jakbyście
powiedzieli: <wyroznienie>Pani, chciałbym się z panią przespać</wyroznienie>.
Najwięcej, co my ośmielimy się powiedzieć damie
naszego serca, to że zazdrościmy przy niej miejsca
kaczusi. Kaczusia to nasz ptak miłości".<end id="e1359028095083-1299087331"/></akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Czemu brama japońska czaruje
mnie i bawi moje oko, podczas gdy wszystkie linie
architektury greckiej nudzą to samo moje oko? Co
się tyczy ludzi, którzy twierdzą, że czują piękność
jednego i drugiego, jestem przekonany, że nie czują
absolutnie nic.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- ,,Biada dziełom sztuki, których cała piękność widna jest tylko artystom"...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Co to takiego?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cytat.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Z kogo?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Z d'Alemberta<pe><slowo_obce>d'Alembert, Jean le Rond</slowo_obce> (1717--1783) --- filozof, matematyk i fizyk francuski, współautor <tytul_dziela>Wielkiej Encyklopedii Francuskiej</tytul_dziela>.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Oto jedno z największych głupstw, jakie
kiedy powiedziano.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W literaturze dobrze się robi tylko to, co się
widziało albo przecierpiało.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zaczyna się szukać swojej oryginalności bardzo pracowicie u innych... potem znajduje się ją
w naturalny sposób w sobie... i bardzo blisko siebie...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tortura człowieka myśli to wciąż wzdychać
do Piękna, nigdy nie mając stałej i pewnej jego
świadomości.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1359028196448-3875212529"/><motyw id="m1359028196448-3875212529">Sztuka, Czas</motyw>--- Ba, książka nigdy nie jest arcydziełem, staje
się niem dopiero. Geniusz to jest talent człowieka,
który umarł.<end id="e1359028196448-3875212529"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Biedny Gavarni<pe><slowo_obce>Gavarni, Paul</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Sulpice Guillaume Chevailier</slowo_obce> (1804--1866) --- francuski rysownik, karykaturzysta i satyryk francuski.</pe>, on nie zostawił swojej książki. Cóż za szkoda, że nie spisywał swoich myśli;
to był z pewnością najoryginalniejszy mózg filozoficzny naszego wieku...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pamiętacie, jak nam tu zabawnie opowiadał
o Balzaku?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Balzac --- też człowiek, który już kupił sobie
prawo zostania geniuszem...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Geniuszem powieści. Ale <begin id="b1359028251251-2901891798"/><motyw id="m1359028251251-2901891798">Sztuka, Prawda, Historia</motyw>powieść od czasu
Balzaka nie ma już nic wspólnego z tym, co nasi
ojcowie nazywali tym mianem. Dzisiejsza powieść
tworzy się z dokumentów opowiedzianych albo
pochwyconych z natury, jak historię tworzy się
z dokumentów pisanych.<end id="e1359028251251-2901891798"/></akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Historia to powieść, która się
zdarzyła --- powieść to historia, która mogła się
zdarzyć.</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT: --- Dla mnie fabuła, to rzecz
zupełnie obojętna. Kiedy piszę powieść, chcę oddać tylko barwę, odcień. Na przykład w moim romansie kartagińskim chciałem zrobić coś purpurowego. W <tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela> chciałem oddać ów ton,
ów kolor pleśni, w jakiej żyją stonogi. Fabuła,
koło której rzecz miała się kręcić, obchodzi mnie
tak mało, że, na kilka dni zanim się zabrałem do
pisania, wyobrażałem sobie panią Bovary zupełnie inaczej. To miała być --- w tym samym środowisku, w tym samym tonie --- stara panna nabożna i cnotliwa... Ale potem zrozumiałem, że to
byłaby niemożliwa figura...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mówicie, że powieść to historia! Ależ historia też ulega przeobrażeniu, ona też nie jest tym,
czym była dawniej.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Dzisiejsza koncepcja historii to bankructwo opatrzności. Historia to seria przypadków.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Historia to znaczy historyk. Otóż bywają tak mali historycy wielkich rzeczy, że przywodzą na myśl owe ostrygi, będące świadectwem
potopu.</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Są jednakże prawa rządzące zdarzeniami. Widzę, że pan Berthelot jest też mego
zdania.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1359666499544-2124856665"/><motyw id="m1359666499544-2124856665">Śmierć, Polityka</motyw>--- Czasem rolę opatrzności obejmuje człowiek.
Morderca polityczny, czyż to nie jest człowiek, który uzurpuje sobie prawa Pana Boga?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Taka bomba Orsiniego! Italia wolna ---
i może papiestwo, to znaczy katolicyzm, umrze od
tej bomby.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Morderstwo polityczne to najwyższe napięcie heroizmu obecnych czasów. A kiedy się powiedzie, czy to nie jest oszczędzenie rewolucji przez poświęcenie jednego człowieka?<end id="e1359666499544-2124856665"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- W tydzień po tym zamachu ktoś mówił do
księcia d'Aumale:<pa><slowo_obce>księcia d'Aumale:</slowo_obce> --- Książę d'Aumole, syn króla Ludwika Filipa, zdetronizowanego przez rewolucję r. 1848.</pa> ,,Cesarz zachował się wybornie. --- Jak mój ojciec, odparł książę d'Aumale, za
każdym razem, kiedy go próbowano zamordować;
ale zaczekajcie... nie upłynął tydzień, a mój ojciec
popełnił zawsze jakiś gruby błąd... "</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Opowiadają, że, w czasie audiencji Olliviera, cesarz poprosił go, aby mu powiedział szczerze, co o nim mówią; aby mówił tak jakby nie do
cesarza. Ollivier wzdragał się, ale odpowiedział wreszcie, że mówią, iż cesarz podupada umysłowo. ,,To
się zgadza z moimi raportami", odparł cesarz niewzruszony.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jest pewna wielkość w tym obiektywiźmie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Takim trzeba było być, aby zainscenizować
dzień 2. grudnia.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zwłaszcza czwartego --- mruknął ktoś.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- <slowo_obce>Á propos</slowo_obce>. Wiecie, czemu Veron sprzedał
swoją kolekcję? Pewien jest, że z tym wszystkim
będzie koniec lada dzień, że zaś on uważa się za
jednego z wielkich twórców 2. grudnia, za głowę, na którą naznaczona jest cena, wyobraża sobie, że wszystko u niego będzie rozbite w drzazgi
i dlatego ze wszystkiego się wyprzedał. Ma tylko
łóżko, fotel i walizę.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedyś księżniczka Matylda wróciła z Compiègne i mówiła o cesarzu i jego flegmie. Nic go
z niej nie zdoła wyprowadzić. Raz służący strzyknął
mu wodą sodową za kołnierz: nadstawił po prostu
szklankę z drugiej strony, bez słowa, bez znaku
zniecierpliwienia... To człowiek, który nigdy nie
wpada w gniew, u którego najgwałtowniejsze słowo
jest: <wyroznienie>To nie ma sensu</wyroznienie>... --- ,,Ja, mówiła księżniczka,
gdybym była za niego wyszła, rozbiłabym mu głowę, aby zobaczyć, co tam siedzi..."</akap_dialog>




<akap_dialog>KTOŚ, <wyroznienie>półgłosem</wyroznienie>: --- Znacie historię małżeństwa cesarza? Słyszałem ją od kogoś, kto ją słyszał
od księcia de Morny. Jednego dnia, cesarz zapytał
panny de Montijo z naciskiem, odwołując się do jej
rzetelności, tak jakby się odwoływał do honoru
mężczyzny, czy już kochała kogo serio. Panna de
Montijo odpowiedziała: ,,Oszukałabym cię, sire,
gdybym się zapierała, że moje serce już przemówiło
i to nawet parę razy; ale mogę ci zaręczyć, sire, że
zawsze jestem panną de Montijo. --- A więc, odparł, będzie pani cesarzową".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cesarski mariaż<pe><slowo_obce>mariaż</slowo_obce> (daw.) --- małżeństwo.</pe> w mieszczańskim stylu.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ha, to styl epoki. Wszystko dziś odchodzi od
królów a idzie do ludu, nawet zainteresowania autorów, które schodzi z niedoli królewskich do niedoli prywatnych, od Priama<pe><slowo_obce>Priam</slowo_obce> --- król Troi przedstawiony m. in. w <tytul_dziela>Iliadzie</tytul_dziela> Homera.</pe> do Cezara Birotteau<pe><slowo_obce>Cezar Birotteau</slowo_obce> --- bohater tytułowy powieści Balzaca z roku 1837, właściciel sklepu z perfumami chłopskiego pochodzenia.</pe>.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- <begin id="b1359028775430-543774993"/><motyw id="m1359028775430-543774993">Ojczyzna</motyw>Małe umysły, które sądzą
wczoraj poprzez dziś, dziwią się magii tego słowa
<wyroznienie>Król</wyroznienie>, tego czym ono było przed rokiem 1787. Król
był po prostu religią ludową owego czasu, jak ojczyzna jest religią narodową naszych czasów. I kto wie,
kiedy koleje żelazne zbliżą rasy, zmieszają idee, granice i sztandary, przyjdzie może dzień, że ta religią
XIX wieku wyda się równie ciasna i mała jak
tamta.<end id="e1359028775430-543774993"/></akap_dialog>




<akap_dialog>NEFFTZER: --- Mówicie o królach: posłuchajcie, co mi opowiadał ktoś, kto jadł po Sadowie<pe><slowo_obce>bitwa pod Sadową</slowo_obce> --- stoczona 3 lipca 1866 między wojskami pruskimi a austriackimi, zapewniła Prusom dominację w Związku Niemieckim.</pe>
obiad z królem pruskim. Pod koniec obiadu, król,
płacząc z rozczulenia, wpół pijany rzekł: ,,Jakim
cudem Bóg wybrał taką świnię jak ja, aby wyświnić ze mną taką chwałę dla Prus? "</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1359029325058-1932181384"/><motyw id="m1359029325058-1932181384">Król, Władza</motyw>--- Słyszałem od pewnego cudzoziemskiego generała, że Bismark, mówiąc mu o swoich zamiarach --- jeszcze przed 1866 --- i robiąc aluzję do
króla, powiadał: ,,Zawlokę to ścierwo przed rów,
i będzie musiał przeskoczyć!".<end id="e1359029325058-1932181384"/></akap_dialog>




<akap>Wszczyna się szeroka dyskusja historyczna,
z której okazji pada tradycyjne słowo ,,benedyktyni". Goncourt wzrusza ramionami:</akap>




<akap_dialog>--- Też blaga! Zawsze mówi się ze czcią i podziwem o ich pracach. Zdawało się, że ci ludzie
doprowadzili cierpliwość i sumienność do ostatnich
granic. Otóż, przeglądałem w tych dniach listę rycin ojca Lelong. Niepodobna sobie wyobrazić katalogu równie niedokładnego i powierzchownego. Najmniejsza praca katalograficzna naszych czasów
przewyższa go sto razy wiedzą i ścisłością. Stanowczo, historia, nawet w swoich ubocznych gałęziach,
zaczyna się dopiero w XIX wieku. Benedyktyni to
byli sobie rozkoszni epikurejczycy pracy, traktujący swoje badania niby sjestę między dobrym
obiadkiem a niemęczącym spacerem. Popołudnie
w rabelesowskim opactwie Telemy...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Coś niby dziś panowie Akademicy?</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Akademia! Gdy chodzi
o książki, gdy chodzi o nagrody, przychodzą do
mnie. Nie znają ani jednego nowego nazwiska od
dziesięciu lat. A przy tym Akademia ma jeden śmiertelny lęk, lęk przed cyganerią. Kiedy nie spotykali
kogoś w swoich salonach, nie chcą go. To nie jest
człowiek z ich świata...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Aby zostać czymś, trzeba pochować dwie generacje, generację swoich profesorów i generację
swoich kolegów szkolnych: --- poprzednią i współczesną.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT <wyroznienie>jakby do siebie</wyroznienie>: --- Przeczytać paręset tomów starych autorów, sporządzić fiszki, noty, napisać dzieło o sposobie, w jaki Rzymianie obuwali się lub jedli, to się nazywa erudycja. Z tym
jest się uczonym, jest się Akademikiem, jest się poważnym człowiekiem, ma się wszystko. Ale weź sobie wiek bliski nas, wiek olbrzymi, przetrząśnij górę dokumentów, trzydzieści tysięcy broszur, dwa
tysiące gazet, wydobądź z tego wszystkiego nie monografię, ale obraz społeczeństwa, a będziesz tylko
miłym szperaczem, kolekcjonerem, amatorem, plotkarzem. Dużo jeszcze wody upłynie, zanim francuska publiczność nabierze szacunku dla historii traktowanej w sposób zajmujący...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zarzucają mi --- skarży się w innym kącie
Gautier --- że ja wciąż naciskam pedał w swoich artykułach, że wszystko wypycham na pierwszy plan.
że wciąż chcę robić efekt. A ja doprawdy jestem
nieszczęśliwy: wszystko u mnie wydaje mi się płaskie. Najbardziej kolorowe artykuły zdają mi się
szare jak papier do pakowania. Walę czerwone,
żółte, złote, paćkam jak wściekły, i nigdy nie wydaje mi się błyszczące. Ciskają mi na głowę klasyków, Moliera. Otóż, chcecie wiedzieć moją opinię
o Molierze i o <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela>? To jest dla mnie ohydne. Mówię całkiem szczerze: to pisane jak świnia.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Bluźnierca!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie, ja Moliera nie czuję zupełnie. Jest w jego sztukach zdrowy rozsądek, gruby, plugawy...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- On śmie to mówić o <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela>! --- woła ktoś
zasłaniając twarz.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> --- ciągnie niewzruszony Gautier --- to
szczere łajno... Muszę się panu przyznać, że ja
mam bardzo nieszczęśliwą naturę. Kiedy w dramacie ojciec, odnalazłszy córkę, pociera jej twarz
o guziki swojej kamizelki, mnie to jest absolutnie
obojętne: widzę jedynie fałdy u sukni owej
dziewczyny. Ja jestem natura subiektywna... Mówię panom to, co czuję. Nie napisałbym zresztą tego wszystkiego. Nie trzeba dyskredytować uświęconych arcydzieł. Ale <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> to jest komedia
z jezuickiego kolegium. Och, co za świństwo! Co za
język! Jak to pisane! Ale cóż chcecie, nie mogę powiedzieć tego głośno; pozbawiłbym się chleba. I tak
dostałem dziś list z obelgami, bo ośmieliłem się zestawić <tytul_dziela>Tymona Ateńczyka</tytul_dziela> Szekspira z <tytul_dziela>Mizantropem</tytul_dziela>.</akap_dialog>




<akap>Z Moliera rozmowa przechodzi na cały wiek
XVII, który znajduje się na cenzurowanym:</akap>




<akap_dialog>--- Och, jaki nudny wiek, jaki antypatyczny,
jaki zły język w porównaniu z soczystym językiem
wieku XVIII --- wzdycha Goncourt.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ale La Fontaine<pe><slowo_obce>La Fontaine, Jean de</slowo_obce> (1621--1695) --- francuski poeta klasycystyczny, znany głównie jako autor bajek zwierzęcych.</pe>!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mnie bajka przypomina zawsze sceny wypchanych zwierząt w gabinecie historii naturalnej.</akap_dialog>




<akap>A Gautier ze zdwojoną werwą przypuszcza atak
do <wyroznienie>Króla-Słońce</wyroznienie>, do Ludwika XIV<pe><slowo_obce>Ludwik XIV</slowo_obce> (1638--1715) --- król Francji z dynastii Burbonów, zwolennik absolutyzmu, określany jako Król Słońce.</pe>:</akap>




<akap_dialog>--- Wieprz pocętkowany ospą jak warzecha<pe><slowo_obce>warzecha</slowo_obce> --- rodzaj drewnianej łyżki.</pe>,
i mały... To był istny karzełek ten <wyroznienie>wielki król</wyroznienie>.
Wciąż tylko jadł i fajdał. Pełno łajna w tej epoce.
I ograniczony! Ale cóż! płacił pensje, żeby go opiewano... Fistuła<pe><slowo_obce>fistuła</slowo_obce> --- operacyjnie wykonana przetoka.</pe> w zadku, druga w nosie komunikująca z podniebieniem... Wszystek rosół z marchwią
wypływał mu tamtędy... To są historyczne fakty.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie można słuchać takich potworności! Ludwik XIV, prawdziwe i zdumiewające wcielenie
królewskości! Z siebie samego stworzył jej obraz.
Utrwalił osobę króla tak, jak wielki aktor utrwala
typ w teatrze!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wiecie jak Michelet dzieli panowanie Ludwika XIV: przed fistułą i po fistule.</akap_dialog>




<akap_dialog>GAUTIER: --- Kiedy przeszłość religijna i monarchiczna zniszczeje zupełnie, może ludzie zaczną sądzić przeszłość literacką; może zdarzy się, że
pomieszczą wyżej Balzaka od Moliera, i spostrzegą,
że Wiktor Hugo jest największym poetą francuskim.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czytałem znów Wiktora Hugo. Uderzyła
mnie przepaść, jaka istnieje dziś między artystą
a publicznością. Niegdyś człowiek taki jak Molier
był tylko myślą swojej publiczności, był --- aby tak
rzec --- na jej poziomie. Dziś wielcy ludzie są wyżej, a publiczność niżej.</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT: --- Tak, Hugo to człowiek, w którego
skórze najchętniej człowiek by się znalazł.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie --- odparł Sainte Beuve --- w literaturze nie
chciałoby się nie być sobą.... Chciałoby się przyswoić sobie pewne właściwości kogoś innego... ale zawsze zostając sobą.</akap_dialog>




<akap_dialog>FLAUBERT: --- Ciekawe jest, że u Wiktora
Hugo, który ma ambicję uchodzić za myśliciela,
uderza brak myśli.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie można mówić o myśli ani o braku myśli u niego. Hugo to natura. On, zamiast krwi, ma
w żyłach sok, jak drzewo.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Brak myśli byłby w istocie dziwny przy jego apetycie. Bo najwięcej myśli ma człowiek po
obiedzie. Zdaje się, że żołądek wydziela myśl, niby
rośliny, wypacające natychmiast liśćmi wodę, którą
się je podlało.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ależ poezja...</akap_dialog>




<akap_dialog>NEFFTZER: --- Poezja jest wtedy piękna, kiedy jest idea.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1359029768970-2282994135"/><motyw id="m1359029768970-2282994135">Bóg</motyw>GAUTIER: --- Ty nie mów do mnie. Tyś się pojednał z Bogiem, aby założyć dziennik... Pogodziłeś się ze starym.</akap_dialog>




<akap>Wszyscy się śmieją.<end id="e1359029768970-2282994135"/></akap>




<akap_dialog>--- Wiek XVIII to czas, który lubię najbardziej ---
powiada Sainte-Beuve. --- Nie ma dla mnie piękniejszej epoki, niż pierwszych piętnaście lat panowania
Ludwika XVI. I co za ludzie, nawet drugorzędni:
Chamfort<pe><slowo_obce>Chamfort, Sébastien-Roch de</slowo_obce> (1741--1794) --- francuski literat epoki Oświecenia.</pe>, Rivarol<pe><slowo_obce>Rivarol, Antoine de</slowo_obce> (1753--1801) --- pisarz francuski.</pe>...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Takie <tytul_dziela>Myśli</tytul_dziela> Chamforta to wspaniale zagęszczenie wiedzy życia, gorzki eliksir doświadczenia.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A to powiedzenie Rivarola: ,,Bezbożność to
niedyskrecja"... Hu, hu, to urocze, ciągnął Sainte-Beuve. A ten przyjaciel Talleyranda, którego gdy
umierał, ksiądz spytał go, czy nie bluźnił kiedy
przeciw Kościołowi. Odpowiedział: ,,Księże proboszczu, ja zawsze obracałem się w dobrem towarzystwie". I wszyscy ci ludzie mieli filozofię, którą
my powinniśmy mieć. Nie było mowy o nieśmiertelności duszy, o żadnych takich historiach: żyło
się, jak można najlepiej, czyniąc dobrze i nie gardząc materią. Teraz zażywamy za wiele religii,
bierze się ją w przesadnych dawkach.</akap_dialog>




<akap_dialog>KTOŚ: --- Zważcie, że to mówi autor <tytul_dziela>Port-Royal</tytul_dziela> w siedmiu tomach...</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Autor <tytul_dziela>Port-Royal</tytul_dziela>, który
zarządził, że ma być pochowany cywilnie.</akap_dialog>




<akap>Rozmowa schodzi na Port-Royal i jansenizm<pe><slowo_obce>jansenizm</slowo_obce> --- ruch reformatorski w kościele katolickim, funkcjonujący w XVI- i XVII-wiecznej Francji i Niderlandach, inspirowany pesymistyczną koncepcja natury ludzkiej zapożyczoną od św. Augustyna. Związany z nim był m.in. Blaise Pascal.</pe>.</akap>




<akap_dialog>SAINT-VICTOR: --- Kretyni!</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Fryburg się w tobie odzywa, jezuito.</akap_dialog>




<akap>Na to Renan<pe><slowo_obce>Renan, Joseph-Ernest</slowo_obce> (1823--1892) --- francuski historyk, pisarz, filozof i filolog; zajmował się zwłaszcza filologią orientalną, filozofią kultury oraz historią religii; autor znanego dzieła <tytul_dziela>Żywot Jezusa</tytul_dziela> (1863).</pe> bierze w obronę ,,panów z Port-Royal" i rzuca pogląd, że naprawdę wielcy ludzie to ci, których się nie zna, o których się nie
wie. Przyznaje, że podziwia w Port-Royal ,,inwokację do nieznanych". Powiada w końcu, że szał
produkcji, udzielania się, to jest wykwit naszego
literackiego spodlenia i że istnieje na świecie jedyna rzecz prawdziwa i godna szacunku: świętość.</akap>




<akap>Na to powstaje straszliwy zgiełk, wszyscy mówią i krzyczą naraz, a wśród zgiełku rozlega się
śpiewny głos Gautiera, który, obojętny na dyskusję,
powtarza: ,,Ja jestem silny, podnoszę jedną ręką
etc., i robię metafory, które się trzymają kupy.
W tym jest wszystko". W końcu stół uspokaja się.</akap>




<akap_dialog>GONCOURT <wyroznienie>do brata</wyroznienie>: --- Och, ta nietolerancja
wyznawców tolerancji! Przypomina się powiedzenie Duclosa: ,,Ci ludzie doprowadzą mnie do tego,
że zacznę chodzić na mszę".</akap_dialog>




<akap>Rozmowa wraca do wieku osiemnastego.</akap>




<akap_dialog>--- A ta elegancja w heroizmie! Ot, w jakiejś
bitwie za Ludwika XV, taki margrabia de Saint-Pern, widząc że jego pułk stoi pod gradem pocisków, mówi, sięgając spokojnie do tabakierki: ,,No
i cóż, moje dzieci, to są armaty, strzela to, zabija,
ot i wszystko"...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dzisiejsi wojskowi, choćby najsympatyczniejsi, są na dłuższą metę trochę nieznośni, przez
pewien rodzaj tyranii, przez swój nawyk do komenderowania w rozmowie. I także są męczący
przez nieustanne mówienie o swoim zawodzie,
o tym wielkim zbiorowym ja, którym jest armia
i zawsze armia...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Bądź co bądź, granice sceptycyzmu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Trudno: jesteśmy wiekiem mistrzostwa
w nieuszanowaniu.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1359030165013-2493674768"/><motyw id="m1359030165013-2493674768">Ironia</motyw>--- Jest pewna wielkość w naszym sceptycyzmie. W każdym razie być sceptykiem to licha droga do kariery. Czyż ironia, zrodzona ze sceptycyzmu, nie jest formułą najmniej dostępną dla gruboskórców, tępasów, głupców, dla masy? A przy tym to wieczne przeczenie, wątpienie o wszystkim, uraża złudzenia wszystkich, lub przynajmniej te, które wszyscy afiszują; uraża ich zadowolenie z ludzkości i z siebie.<end id="e1359030165013-2493674768"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pozostałoby wyrazić w literaturze współczesną francuską melancholię: melancholię nie samobójczą, nie bluźnierczą, nie zrozpaczoną, ale melancholię <wyroznienie>humorystyczną</wyroznienie>; smutek, który jest nie bez
słodyczy i który śmieje się ironicznie, kątem ust.
Melancholie Hamleta, Lary, Wertera, Renégo nawet, to są melancholie ludów północnych.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mnie to przeraża. Widzę po prostu jakieś
odrętwienie mózgu i serca Francji, zmaterializowanej, ropiejącej, owrzodziałej... To musi trzasnąć.
Wówczas to nie będzie tylko rok dziewięćdziesiąty
trzeci! Wszystko w tym może zginąć...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Sceptycyzm osiemnastego wieku był elementem jego zdrowia, my, dzieci wieku dziewiętnastego, jesteśmy sceptyczni gorzko, boleśnie...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wiek dziewiętnasty to zarazem wiek prawdy i blagi. Nigdy więcej nie kłamano i bardziej nie
szukano prawdy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W osiemnastym wieku było towarzystwo,
a towarzystwo to jeszcze najlepszy wynalazek człowieka --- zakonkludował Sainte-Beuve.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och, towarzystwo! od dawna już dziennik
zabił salon, publiczność zajęła miejsce towarzystwa.
Ostatni salon, to był salon pani Récamier.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jak mnie ta pani Récamier nudzi! Istna madonna konwersacji!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cała wartość romantyzmu, to że wlał krew
i dał kolor językowi francuskiemu umierającemu
z anemii, ale ludzie, jakich stworzył, to marionetki.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Rok 1830, piękny czas, epoka szlachetnych
szaleństw! Dam wam przykład. Niejaki du Belloy
miał przyjaciela, studenta medycyny na prowincji.
Napisał raz do niego list: medyk, któremu list wydał się smutny, osądził, że przyczyną smutku jest
z pewnością brak pieniędzy. Zebrał ile mógł i zawiózł przyjacielowi do Paryża. Tamten nie potrzebował pieniędzy, podziękował mu serdecznie, zapoznał go ze swoją kochanką i przez kilka dni nie
rozstawali się. Naraz<pe><slowo_obce>naraz</slowo_obce> (daw.) --- nagle.</pe> przyjaciel znikł. Do Belloy,
nie widząc medyka, zachodzi doń; a było to właśnie w dzień premiery <tytul_dziela>Marion Delorme</tytul_dziela>. Zastaje
go w łóżku, ale jak? ogolona głowa, brwi, broda,
wąsy --- potwór. Okazało się, że się zakochał w jego
lubce i że chciał sobie uniemożliwić widywanie jej.
Du Belloy wyciągnął medyka z łóżka i zaprowadził go na <tytul_dziela>Marion Delorme</tytul_dziela>, i omal sztuka nie padła przez niego, bo ile razy odwrócił się, aby demonstrować przeciw protestom klasyków, publiczność parskała śmiechem na widok jego głowy...</akap_dialog>




<akap>Kiedy, pod koniec obiadu, większość obecnych
oddaje się paleniu, ktoś zaczyna filozofować:</akap>




<akap_dialog>--- Istnieje antagonizm między tytoniem a kobietą. Jedno osłabia drugie, do tego stopnia, że ludzie zakochani porzucają tytoń, bo czują lub wyobrażają sobie, że tytoń obniża ich pragnienie lub
możność.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- W sumie miłość jest aktem grubo materialnym w porównaniu z uduchowieniem fajki.</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Nie palić to wielka próżnia w życiu. Człowiek jest zmuszony zastępować tytoń innymi rozrywkami... zbyt naturalnymi... które
nie towarzyszą mu do końca...</akap_dialog>




<akap>Mówi to z uśmiechem żalu i swawolnej melancholii, po czym, nie zmieniając tonu, zaczyna mówić
o samobójstwie jako o nagłym i dobrowolnym opuszczeniu bytu, na sposób starożytnych, zamiast
żeby być świadkiem śmierci każdego ze zmysłów,
każdego z organów --- i żałuje, że nie ma odwagi
się zabić.</akap>




<akap_dialog>--- Pewien jegomość, Włoch, mający sto tysięcy renty, jednego dnia pożegnał przyjaciół, znajomych, świat, uprzedzając, że jedzie w góry umrzeć.
Kazał sobie zbudować dom, wziął do posługi ogrodnika, który mu coś tam pitrasił do jedzenia, i tak,
nie widząc i nie przyjmując nikogo, przebył tam
siedem lat w białym krawacie, na wysokości, gotując się do odlotu.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Były na świecie wszystkie systemy, wszystkie religie, idee. Jakim cudem nie powstała w żadnej epoce, w żadnym zakątku ziemi, sekta mędrców głoszących zagładę życia wobec jego okrucieństwa i niedoli? W jaki sposób nie przyszło nikomu
do głowy głosić koniec ludzkości nie tylko przez
poniechanie płodzenia, ale przez wynalazek najłagodniejszego samobójstwa, jakiegoś gazu rozweselającego, który by zmienił w wybuch śmiechu przejście z bytu do niebytu?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pod koniec osiemnastego wieku, w epoce rewolucyjnej, istniało tajne towarzystwo --- wielki
Condorcet należał do niego --- którego członkowie
nosili w pierścionku dawkę trucizny na nieprzewidziany wypadek, aby umknąć hańbiącego końca.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ale skąd nam wujaszek Beuve podsuwa takie czarne myśli?</akap_dialog>




<akap_dialog>SAINTE-BEUVE: --- Zmęczony jakiś jestem...
Źle pracuję... Zaczynam sypiać w dzień...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Kiedy Sainte-Beuve ma zamiar uciąć sobie
drzemkę w ciągu dnia, mówi swojej gospodyni:
,,Gdyby przyszedł papież, powie pani, że mnie nie
ma w domu, a gdyby zmartwychwstała moja nieboszczka matka, poprosi pani niech zaczeka".</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Wszyscy odczuwamy zmęczenie. Może to
uczucie, że jakiś świat się kończy?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Świat skończy się w dniu, w którym młode
panny przestaną się śmiać ze skatologicznych<pe><slowo_obce>skatologiczny</slowo_obce> --- związany z odchodami bądź z wydzielinami ludzkiego ciała.</pe> żartów.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1359035157776-3878494216"/><motyw id="m1359035157776-3878494216">Ironia</motyw>--- Co zabije dawne społeczeństwo, to nie filozofia ani wiedza. Zginie nie od wielkich i szlachetnych ataków myśli, ale po prostu przez niską truciznę, przez żrący kwas francuskiego dowcipu, ironii.</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Tak, boję się, że koncept zabije u nas wszystkie heroiczne idiotyzmy, a narody,
które ich nie mają, skazane są na śmierć...<end id="e1359035157776-3878494216"/></akap_dialog>



<sekcja_asterysk/>

<akap>Idąc wolno do domu, zostawszy sami, Edmund
i Juliusz znęcają się po trosze nad tym obiadem,
do którego tak są przywiązani.</akap>




<akap_dialog>--- I pomyśleć, że to jest zebranie najniezależniejszych umysłów Francji! Co za ubóstwo własnych, naprawdę własnych myśli! Co za mieszczański lęk przed przesadą!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Omal nas dziś nie ukamienowali, dlatego
żeśmy twierdzili, iż Hebert, którego pism zresztą nikt nie czytał, miał talent. Jako dowód, że nie
miał talentu, Sainte-Beuve wytoczył fakt, że współcześni go nic uznawali!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, to są lokaje utartych poglądów; przesądu, który ma siłę prawa; lokaje Homera albo zasad świętej rewolucji.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nieraz zdarzyło mi się wychodzić z tego
obiadu z bijącym sercem, z wyschniętym gardłem...</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1359035455954-3094393939"/><motyw id="m1359035455954-3094393939">Kłótnia</motyw>--- Et, wszelka dyskusja polityczna sprowadza
się do tego: <wyroznienie>Jestem lepszy od ciebie!</wyroznienie> --- dyskusja
literacka to: <wyroznienie>Mam więcej smaku od ciebie!</wyroznienie> --- a dyskusja artystyczna: <wyroznienie>Widzę lepiej od ciebie!<end id="e1359035455954-3094393939"/></wyroznienie></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Bądź co bądź, przerażające jest, jak bardzo
w każdym sporze my jesteśmy odosobnieni, jak nic
sobie nie zyskujemy stronników.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Może dlatego Bóg sprawił, że nas jest
dwóch...</akap_dialog>




<naglowek_rozdzial>Epilog</naglowek_rozdzial>





<akap>Oblężenie Paryża. W mieście pachnie głodem.
Restaurator Magny dba o swoich znakomitych niedobitków: dziś, na karcie restauracyjnej... bizuny,
antylopa, kangur --- autentyczne, z ogrodu zoologicznego, który stopniowo idzie na rzeź. Wchodzi
Gautier, mizerny a nalany, z piętnem choroby na
twarzy.</akap>




<akap_dialog>--- Powiedz mi, Théo, po coś ty właściwie wracał do tego piekła? Byłeś w Szwajcarii...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czytaj Rabelego, a zrozumiesz. ,,Pieniędzy
brak, cierpienie niezmierzone"... Tak, ta arcygłupia
rzecz, która nazywa się <wyroznienie>golizną</wyroznienie>. Wiesz, jak szybko
topnieje banknot tysiąc frankowy... a to było wszystko, co miałem. Siostry zostały w Paryżu bez grosza... A przy tym... jest coś... Francja... Bez frazesów, ale to tak, jakby matka chora...</akap_dialog>




<akap>Rozmowa kręci się, rzecz prosta, dokoła wypadków dnia, ale Renan znajduje sposób, aby ją skierować na swój ulubiony temat: Francja nie umie
już pisać, język powinien się zamknąć w słownictwie XVII wieku. --- Kiedy (powiada) ma się szczęście posiadać język klasyczny, trzeba go się trzymać: --- właśnie teraz, właśnie w tej chwili trzeba się chwycić języka, który podbił Europę; tam,
i tylko tam, trzeba szukać pierwowzoru swojego
stylu.</akap>




<akap_dialog>--- Ależ o którym pan języku siedemnastowiecznym mówi? O Saint-Simonie<pe><slowo_obce>Saint-Simon</slowo_obce> --- tytuł książęcy Louisa de Rouvroy (1675--1755), żołnierza, dyplomaty i pisarza francuskiego.</pe>? o Bossuecie<pe><slowo_obce>Bossuet, Jacques-Bénigne</slowo_obce> (1627--1704) --- kaznodzieja i biskup francuski, wychowawca Ludwika XIV.</pe>? o pani
de Sévigné<pe><slowo_obce>pani de Sévigné</slowo_obce> --- Maria de Rabutin-Chantal (1626--1696) arystokratka francuska, zaistniała w literaturze dzięki kilkuset listom do córki.</pe>? o La Bruyerze<pe><slowo_obce>La Bruyere, Jean de</slowo_obce> (1645--1696) --- eseista francuski, autor dzieła <tytul_dziela>Charaktery, czyli Przymioty Teofrasta</tytul_dziela>, zawierającego elementy satyryczne.</pe>? Tyle jest języków
w siedemnastym wieku i tak sprzecznych!</akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT: --- Wszelkiego wielkiego pisarza
wszelkich czasów poznaje się tylko po tym, że ma
swój język osobisty; język, którego każda stronica,
każdy wiersz, są jakby sygnowane, tak jakby pod
każdą stronicą był jego podpis. Otóż pan, ze swoją
teorią, skazujesz wiek XIX, i inne, które przyjdą,
na to, aby nie miały już wielkich pisarzy.</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Trzeba oczyścić język. Zepsuli go
nam Taki Chateaubriand<pe><slowo_obce>Chateaubriand, François-René </slowo_obce> (1768--1848) --- francuski pisarz, dyplomata i polityk.</pe>...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pisał dla pana źle, nieprawdaż?</akap_dialog>







<akap_dialog>RENAN <wyroznienie>trzyma się swego</wyroznienie>: --- Język XVII wieku posiada wszystkie wyrażenia, których możemy
dziś potrzebować, nawet w zakresie polityki. Napiszę wam, do ,,Revue des Deux-Mondes", artykuł,
w którym wszystkie słowa będą wyjęte z pism kardynała de Retz.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Chińszczyzna!</akap_dialog>




<akap>Rozmowa wraca do jedynego możebnego dziś
tematu --- do Niemców.</akap>




<akap_dialog>RENAN: --- <begin id="b1359035696985-1773871132"/><motyw id="m1359035696985-1773871132">Niemiec</motyw>Niemcy mają mało przyjemności;
największą, jaką mogą mieć, mieszczą w nienawiści,
w hodowaniu zemsty.<end id="e1359035696985-1773871132"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- To zemsta zapiekła od dawna, od czasu Davouta<pe><slowo_obce>Davout, Louis Nicolas</slowo_obce> (1770--1823) --- wybitny generał napoleoński.</pe>, od czasu wojen Palatynatu...</akap_dialog>




<akap>Renan zaczyna po dawnemu sławić przewagę
myśli i kultury niemieckiej; ten ,,mąż sprawiedliwy"
dochodzi do tego, że usprawiedliwia zbrodniczą formułę Bismarcka <tytul_dziela>Siła przed prawem</tytul_dziela><pa><slowo_obce>Siła przed prawem</slowo_obce> --- kiedy tom <tytul_dziela>Dziennika</tytul_dziela> zawierający wspomnienia
z r. 1870 ukazał się w r. 1890, dał on powód do nader
ostrej wymiany słów między Benonem a Goncourtem.</pa> i oświadcza,
że narody i jednostki, niezdolne bronić swoich posiadłości, nie są godne ich zachować. Berthelot, który oddał cały swój geniusz uczonego na usługi obrony miasta, przytacza rozpaczliwe szczegóły niedołęstwa dowódców. Nefftzer drwi, przygadując swoim
alzackim akcentem. Przywiedziony do rozpaczy,
Goncourt woła:</akap>




<akap_dialog><begin id="b1359035828321-3129612907"/><motyw id="m1359035828321-3129612907">Ojczyzna, Myśl</motyw>--- W takim razie wszystko skończone, pozostaje tylko wychować pokolenie dla odwetu!</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN, <tytul_dziela>pąsowy</tytul_dziela>: --- Nie, nie, nie trzeba odwetu; niech przepadnie Francja, niech przepadnie ojczyzna, istnieje ponad nimi królestwo obowiązku,
rozumu...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie, nie --- krzyczą wszyscy --- nie ma nic ponad
ojczyznę!</akap_dialog>



<akap_dialog>--- Nie --- ryczy jeszcze głośniej Saint-Victor wściekły --- nie estetyzujmy, nie bizantynizujmy, nie dupizujmy, nie ma nic ponad ojczyznę.</akap_dialog>




<akap_dialog>RENAN: --- Poczucie ojczyzny było rzeczą naturalną w starożytności; ale katolicyzm przemieścił
pojęcie ojczyzny, że zaś idealizm jest spadkobiercą
katolicyzmu, idealiści nie powinni podlegać ciasnym
przywiązaniom do ziemi ojczystej, ani uznawać więzów tak mizernie etnograficznych. Ojczyzna idealistów --- wykrzykuje Renan, nie zważając na nerwowe przerywania Berthelota --- jest tam, gdzie im
wolno myśleć.<end id="e1359035828321-3129612907"/></akap_dialog>




<akap_dialog>GONCOURT <wyroznienie>z ironią</wyroznienie>: --- To dla mnie stanowczo za wzniosłe. Chociaż, czasami, w istocie, ogarnia człowieka jakieś zmęczenie Francją, jakaś mętna chęć poszukania sobie ojczyzny, gdzie by artysta
miał myśl spokojną, nie nękaną wciąż głupimi konwulsjami motłochu...</akap_dialog>




<akap>Renan wstaje, przechadza się chwiejnie dokoła
stołu, machając rękami, cytując fragmenty z Pisma
św., i powiadając, że wszystko jest tam.</akap>




<akap>Potem zbliża się do okna, pod którym krąży niefrasobliwy tłum paryski i powiada: --- Oto co nas
ocali, miękkość tego ludu...</akap>




<akap>Jakby w odpowiedzi, rozlegają się z ulicy pojedyncze głosy: ,,Niech żyje komuna!" I potem bliżej,
pod oknem krzyki: ,,Precz z burdelem, gasić gaz!"
I trzeba zgasić światło wśród klątw motłochu, któremu się ubrdało, że widział w gabinecie dziewczynę.</akap>




<akap_dialog>KTOŚ <wyroznienie>mruczy</wyroznienie>: --- To wszystko po to, żeby zatruć burżujom obiad. Oni mają swoje burdele
otwarte...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, teraz musimy być rozsądni, zacni, cnotliwi. Trzeba na przykład zrobić coś z gmachem opery: to nie na nasze środki. Nie będziemy dość bogaci, aby sobie fundować tenorów; będziemy mieli
operę, ot taką, jak gdzieś na prowincji. Tak, będziemy skazani na to, aby być narodem cnotliwym...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Och, och --- rozlega się drwiący głos Nefftzera --- nie bójcie się o heroizm patriotyczny, będą się
na niego licytowali. Nie wiecie może, że już są ludzie, którzy chcą wysadzić Paryż w powietrze. Tak,
znam takiego; redaktor <tytul_dziela>Jutrzenki</tytul_dziela>. Ma wysadzić Paryż przy pomocy sześćdziesięciu beczek nafty. Powiada, że to wystarczy...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Spotkałem dziś Wiktora Hugo. Szedł z wnukiem...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Widziałeś go? Co mówił?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak, co powiedział?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Powiedział: ,,Sądzę, że będzie przezornie pomyśleć o małej aprowizacji".</akap_dialog>




<akap><begin id="b1359035948532-3229887904"/><motyw id="m1359035948532-3229887904">Głód</motyw>Wnoszą comber barani.</akap>




<akap_dialog>--- Na przyszły raz podadzą nam comber z pasterza --- powiada ktoś.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1359035989594-3891780631"/><motyw id="m1359035989594-3891780631">Pies</motyw>--- Nie bójcie się, na razie to jest bardzo piękny
comber z psa.<end id="e1359035948532-3229887904"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- To pies! Powiadacie, że to pies! --- woła Saint-Victor płaczliwym głosem rozzłoszczonego dziecka. --- Garson<pe><slowo_obce>garson</slowo_obce> (z fr. chłopiec) --- kelner.</pe>, prawda, że to nie jest pies?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ależ już trzeci raz je pan tutaj psa...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- To nieprawda, pan Magny jest uczciwy człowiek, uprzedziłby nas... Pies to jest nieczyste zwierzę. Koń, owszem, ale nie pies.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pies czy baran --- mamroce Nefftzer z pełną
gębą, nigdy nie jadłem tak dobrej pieczeni. --- Ale gdyby wam Magny dał szczura... próbowałem... kapitalne... Coś pośredniego między wieprzem a kuropatwą.</akap_dialog>




<akap>Podczas tej rozmowy Renan, który wydawał się
bardzo zaabsorbowany, blednie, zielenieje, rzuca na
stół pieniądz i znika.</akap>




<akap>Nefftzer patrzy za nim i powiada, nie wiadomo
czy myśląc o pieczeni z psa, czy o czym innym:</akap>




<akap_dialog>--- Co zgubiło Francję, to rutyna i retoryka.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tak --- wzdycha Gautier --- klasycyzm...</akap_dialog>


</powiesc></utwor>