<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/borowski-ludzie-ktorzy-szli/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Borowski, Tadeusz</dc:creator>
   <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ludzie, którzy szli</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć-Gryz, Aleksandra</dc:contributor.editor>


<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>

<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Świetlik, Maria</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2021-12-31</dc:date>
 <dc:audience xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">L</dc:audience>
  
  <dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). </dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/borowski-ludzie-ktorzy-szli/</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tadeusz Borowski, Pożegnanie z Marią i inne opowiadania, PIW, Warszawa 1971.</dc:source>
  <dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Tadeusz Borowski zm. 1951</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2022</dc:date.pd>
  
  
    <dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>

    <dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
  <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/teresa-zarnower-pozoga.png</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pożoga, Teresa Żarnowerówna (c. 1895-1897 – 1949), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6287</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/borowski-ludzie-ktorzy-szli.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6475-7</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/borowski-ludzie-ktorzy-szli.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6476-4</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/txt/borowski-ludzie-ktorzy-szli.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6477-1</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/epub/borowski-ludzie-ktorzy-szli.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6478-8</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/mobi/borowski-ludzie-ktorzy-szli.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6479-5</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.legimi>Edukacja</category.legimi>
<category.thema>NHWR7</category.thema>
    
    <category.thema.main>DNX</category.thema.main>
    </rdf:Description></rdf:RDF>

  <opowiadanie>
    
    
    

<nota_red><akap>Uwspółcześnienie interpunkcji: rozdzielenie przecinkiem imiesłowów od czasowników.</akap>
    
<akap>Uwspółcześnienie ortografii: zamiana pisowni rozdzielnej "nie" z imiesłowami przymiotnikowymi. </akap></nota_red>





<abstrakt><akap><tytul_dziela>Ludzie, którzy szli</tytul_dziela> to opowiadanie Tadeusza Borowskiego ze zbioru pt. <tytul_dziela>Pożegnanie z Marią</tytul_dziela>. W utworze widzimy codzienność obozową w Auschwitz: pracę, relacje między więźniami, próby zapewnienia sobie rozrywki. Przetrwanie każdego dnia wymaga od nich nie lada wysiłku i starań, przy tym usilnie starają się uczynić go niemal normalnym.</akap>
<akap>To życie toczy się na tle funkcjonowania obozu: przybywają coraz to nowe, wielotysięczne transporty ludzi, którzy trafiają najczęściej do krematoriów, a przy odrobinie ,,szczęścia" --- do pracy w obozie. Dzięki charakterystycznie zbudowanej, powściągliwej narracji obraz ten jest wyjątkowo wstrząsający: czytelnik widzi, jak zacierają się granice między obserwacją a uczestnictwem w życiu Auschwitz, jak bezradność powszednieje.</akap></abstrakt>











<autor_utworu>Tadeusz Borowski</autor_utworu>




<nazwa_utworu>Ludzie, którzy szli</nazwa_utworu>



<akap>Najpierw budowaliśmy na pustym polu, leżącym za barakami szpitala, boisko do piłki nożnej. Pole leżało ,,dobrze" --- z lewa cygański z jego wałęsającą się dzieciarnią, kobietami siedzącymi po ustępach i ślicznymi, wysztyftowanymi<pe><slowo_obce>wysztyftowany</slowo_obce> --- daw. wystrojony, wyszykowany. </pe> na ostatnią nitkę flegerkami<pe><slowo_obce>fleger</slowo_obce> --- sanitariusz szpitalny. </pe>, z tyłu --- drut, za nim rampa z szerokimi torami kolei, wciąż zapełniona wagonami, a za rampą obóz kobiecy. Właściwie nie żaden obóz kobiecy. Tak się nie mówiło. Mówiło się FKL --- i wystarczy. Z prawa od pola były krematoria, jedne za rampą, obok FKL, drugie bliżej, tuż przy drucie. Solidne budynki, mocno osadzone w ziemi. Za krematoriami lasek, którym szło się do białego domku.</akap>




<akap>Budowaliśmy boisko wiosną i jeszcze przed jego skończeniem poczęliśmy siać pod oknami kwiatki i wykładać tłuczoną cegłą czerwone szlaczki naokoło bloków. Siało się szpinak i sałatę, słoneczniki i czosnek. Zakładało się trawniczki z wycinanej koło boiska murawy. Podlewało się to co dzień wodą przywożoną beczkami z obozowej umywalni.</akap>




<akap>Kiedy podlewane kwiatki podrosły, skończyliśmy boisko.</akap>




<akap>Teraz kwiatki rosły same, chorzy sami leżeli w łóżkach, a myśmy grali w nożną. Co dzień po rozdaniu wieczornych porcji na boisko przychodził, kto chciał, i kopał piłkę. Inni szli pod druty i rozmawiali przez całą szerokość rampy z FKL.</akap>




<akap>Raz stałem na bramce. Była niedziela, spory tłumek flegerów i podleczonych chorych otoczył boisko, ktoś po nim uganiał się za kimś i na pewno za piłką. Stałem na bramce --- tyłem do rampy. Piłka poszła na aut i potoczyła się aż pod druty. Pobiegłem za nią. Podnosząc ją z ziemi, spojrzałem na rampę.</akap>




<akap>Na rampę zajechał właśnie pociąg. Z towarowych wagonów poczęli wysiadać ludzie i szli w kierunku lasku. Z daleka widać było tylko plamy sukienek. Widocznie kobiety były już ubrane w letnie stroje, pierwszy raz w tym sezonie. Mężczyźni zdjęli marynarki i świecili białymi koszulami. Pochód szedł wolno, dołączali do niego ciągle nowi ludzie z wagonów. Wreszcie się zatrzymał. Ludzie usiedli na trawie i patrzyli w naszą stronę. Wróciłem z piłką i wybiłem ją w pole. Przeszła od nogi do nogi i wróciła łukiem pod bramkę. Wybiłem ją na korner. Potoczyła się w trawę. Znów poszedłem po nią. I podnosząc z ziemi, znieruchomiałem: rampa była pusta. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek z barwnego, letniego tłumu. Wagony też odjechały. Widać było doskonale bloki FKL. Pod drutami znów stali flegerzy i krzyczeli pozdrowienia dla dziewcząt, które z drugiej strony rampy odkrzykiwały im.</akap>




<akap><begin id="b1638899711504-1815818446"/><motyw id="m1638899711504-1815818446">Śmierć, Morderstwo, Zbrodnia</motyw>Wróciłem z piłką i podałem na róg. Między jednym a drugim kornerem za moimi plecami zagazowano trzy tysiące ludzi.<end id="e1638899711504-1815818446"/></akap>




<akap>Potem ludzie poczęli iść dwiema drogami do lasu: drogą wprost z rampy i tą drugą, z drugiej strony naszego szpitala. Obie wiodły do krematorium, ale niektórzy mieli szczęście iść dalej, aż do Zauny, która dla nich nie oznaczała tylko łaźni i odwszenia, fryzjerni i nowych, pofarbowanych na olejno łachów, lecz również życie. Zapewne życie w obozie, ale --- życie.</akap>




<akap>Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi, ludzie szli --- tą i tamtą drogą. Kobiety, mężczyźni i dzieci. I nieśli tłumoki.</akap>




<akap>Kiedy siadłem do obiadu, lepszego, niż jadałem w domu --- ludzie szli --- tą i tamtą drogą. W bloku było dużo słońca, pootwieraliśmy na oścież drzwi i okna. pokropiliśmy podłogę, aby nie było kurzu. Po południu przynosiłem paczki z magazynu, które były przywożone jeszcze z rana z głównej poczty, z obozu. Pisarz roznosił listy. Doktorzy robili opatrunki, zastrzyki i punkcje<pe><slowo_obce>punkcja</slowo_obce> --- zabieg medyczny polegający na wkłuciu igły pozwalającej na opróżnienie jamy ciała z płynu (np. punkcja zatok), pobranie płynu (np. punkcja lędźwiowa) lub podania substacji. </pe>. Mieli zresztą jedną strzykawkę na cały blok. W ciepłe wieczory siadałem w drzwiach  bloku i czytałem <tytul_dziela>Mon frère îve</tytul_dziela> Pierra Loti<pe><slowo_obce>Pierre Loti</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Julien Viaud</slowo_obce> (1850--1923) --- francuski oficer marynarki i pisarz, znany z dziennika podróży do Maroka oraz powieści i opowiadań, których akcja rozgrywa się w egzotycznych krajach.</pe> --- a ludzie szli i szli --- tą i tamtą drogą.</akap>




<akap>Wychodziłem nocą przed blok --- w ciemności świeciły lampy nad drutami. Droga leżała w mroku, lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów --- ludzie szli i szli. Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo, a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk.</akap>




<akap>Patrzyłem w głąb nocy, otępiały, bez słowa, bez ruchu. Wewnątrz mnie całe ciało drgało i burzyło się bez mego udziału. Nie panowałem już nad nim, choć czułem każde jego drgnienie. Byłem zupełnie spokojny, ale ciało buntowało się.</akap>




<akap>Niedługo potem poszedłem ze szpitala na obóz. Dnie były pełne wielkich wydarzeń. Na wybrzeżu Francji<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q142"></ref> lądowały wojska sprzymierzone. Miał się ruszyć front rosyjski i podejść aż pod Warszawę<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q270"></ref>.</akap>




<akap>Lecz u nas w nocy i w dzień czekały na stacji szeregi pociągów załadowane ludźmi. Odmykano im wagony i ludzie poczęli iść --- tą i tamtą drogą.</akap>




<akap>Obok naszego obozu roboczego był niezamieszkały i niewykończony odcinek C. Gotowe stały tylko baraki i ogrodzenie z naelektryzowanego drutu. Ale nie było papy na dachach, a niektóre bloki nie miały prycz. Przy pryczach trzypiętrowych końskie bloki obozu w Birkenau mogły pomieścić do pięciuset ludzi. Na odcinku C władowano do tych bloków po tysiąc i więcej młodych dziewcząt, wybranych z tych ludzi, którzy szli. Dwadzieścia osiem bloków --- ponad trzydzieści tysięcy kobiet. Kobiety te ostrzyżono do skóry, ubrano w letnie sukieneczki bez rękawów. Bielizny nie dostały. Ani łyżki, ani miski, ani szmaty do ciała. Birkenau leżało na mokradłach u podnóża gór. W dzień doskonale było je widać przez przejrzyste powietrze. Rano tonęły we mgle i zdawały się być oszronione, ponieważ ranki były niezwykle zimne i nasiąknięte mgłą. Ranki te orzeźwiały nas przed upalnym dniem, ale kobiety, które o dwadzieścia metrów na prawo stały od piątej rano na apelu, były zsiniałe od zimna i tuliły się do siebie jak stado kuropatw.</akap>




<akap>Nazwaliśmy ten obóz Perskim Rynkiem. W dnie pogodne kobiety wychodziły z bloków i kłębiły się na szerokiej drodze między blokami. Barwne letnie suknie i kolorowe chusteczki zakrywające gołe głowy sprawiały z daleka wrażenie jaskrawego, ruchliwego, gwarnego rynku. Przez swoją egzotyczność --- perskiego.</akap>




<akap>Z daleka kobiety nie miały ani twarzy, ani wieku. Tylko białe plamy i pastelowe postacie.</akap>




<akap>Perski Rynek nie był obozem gotowym. Komando Wagner<pe><slowo_obce>komando Wagner</slowo_obce> --- chodzi prawdopodobnie o komando (grupę więźniów wyznaczonych do wykonania konkretnej pracy) pracujące dla firmy Wagner, budującej drogi obozowe. </pe> budowało na nim drogę z kamienia, którą ubijał wielki walec. Inni gmerali przy kanalizacji i umywalniach, świeżo zakładanych na wszystkich odcinkach Birkenau<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q7341"></ref>. Jeszcze inni kładli podwaliny pod dobrobyt odcinka: zwozili kołdry, koce, naczynia blaszane i skrzętnie składali je do magazynu do dyspozycji szefa, zarządzającego esesmana. <begin id="b1638899871486-3260841854"/><motyw id="m1638899871486-3260841854">Kradzież</motyw>Oczywiście, część z tych rzeczy natychmiast szła na obóz, rozkradana przez pracujących tam ludzi. Tyle zresztą było pożytku z tych wszystkich kołder, koców i naczyń, że można było je ukraść.<end id="e1638899871486-3260841854"/></akap>




<akap>Wszystkie dachy nad budami blokowych na całym Perskim Rynku zostały pokryte przeze mnie i moich towarzyszy. Nie czyniono tego z nakazu ani przez litość. Kryliśmy bowiem zorganizowaną papą i lepiliśmy zorganizowaną smołą. Nie robiliśmy tego również przez solidarność ze starymi numerami, flegerkami z FKL, które objęły tu wszystkie funkcje. Każdą rolkę papy, każdy kubeł smoły blokowe musiały zapłacić. Kapie<pe><slowo_obce>kapo</slowo_obce> --- więzień, pełniący funkcję dozorcy pozostałych więźniów. </pe>, komandoführerowi<pe><slowo_obce>Komandoführer</slowo_obce> (niem.) --- dowódca komanda więźniarskiego.</pe>, prominentom z komanda. Zapłacić różnie: złotem, żywnością, kobietami z bloku, sobą. Jak która.</akap>




<akap><begin id="b1638899896006-2098183679"/><motyw id="m1638899896006-2098183679">Praca</motyw>Tak samo jak myśmy łatali dachy, elektrycy okładali światło, stolarze robili budy i sprzęty do bud z zorganizowanego drzewa, a murarze przynosili ukradzione żelazne piecyki i murowali, gdzie trzeba.<end id="e1638899896006-2098183679"/></akap>




<akap>Wtedy poznałem oblicze tego dziwnego obozu. Przychodziliśmy z rana pod jego bramę, pchając przed sobą wózek z papą i smołą. Na bramie stały wachmanki, biodrzaste blondyny w wysokich butach z cholewami. Blondyny rewidowały nas i wpuszczały do środka. Później szły same na kontrolę bloków. Niejedna z nich miała swoich kochanków wśród murarzy i cieśli. Oddawały się im w niewykończonych umywalniach albo w budach blokowych.</akap>




<akap>Potem wjeżdżaliśmy w głąb obozu między jakieś bloki i tam na placu rozpalaliśmy ogień i gotowaliśmy smołę. Kobiety natychmiast oblegały nas tłumem. Błagały o scyzoryk, chusteczkę do nosa, łyżkę, ołówek, kawałek papieru, sznurówkę, chleb.</akap>




<akap_dialog><begin id="b1638899912638-2773077285"/><motyw id="m1638899912638-2773077285">Mężczyzna</motyw>--- Wy przecie jesteście mężczyznami i możecie wszystko --- mówiły. --- Tak długo żyjecie w tym obozie i nie umarliście. Na pewno macie wszystko. Dlaczego nie chcecie podzielić się z nami.<end id="e1638899912638-2773077285"/></akap_dialog>




<akap>Rozdawaliśmy im wszystkie drobiazgi, wywracaliśmy kieszenie na znak, że już nic nie mamy. Zdejmowaliśmy koszule dla nich. W końcu zaczęliśmy przychodzić z pustymi kieszeniami i nie dawaliśmy nic.</akap>




<akap>Te kobiety nie były jednakowe, jak wydawało się nam z perspektywy drugiego odcinka, o dwadzieścia metrów na lewo stąd.</akap>




<akap><begin id="b1638899928862-457239250"/><motyw id="m1638899928862-457239250">Matka, Kobieta</motyw>Były wśród nich maleńkie dziewczynki z nieobciętymi włosami, zaplątane cherubinki na obrazie sądu ostatecznego. Były młode dziewczęta patrzące ze zdumieniem na tłum kobiet koło nas i z pogardą na nas, na szorstkich, brutalnych mężczyzn. Były mężatki rozpaczliwie proszące nas o wiadomości o zaginionych mężach, były matki szukające u nas śladu po swoich dzieciach.</akap>




<akap_dialog>--- Nam jest tak źle, zimno, jesteśmy głodne --- płakały --- czy tylko im jest lepiej?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Im jest na pewno lepiej, jeżeli istnieje sprawiedliwy Bóg --- odpowiadaliśmy poważnie, bez zwykłych kpin i szyderstw.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Lecz przecież nie umarli? --- pytały się kobiety, patrząc niespokojnie w oczy.</akap_dialog>




<akap>Odchodziliśmy w milczeniu, spiesząc się do swojej pracy.<end id="e1638899928862-457239250"/></akap>




<akap>Blokowymi na Perskim Rynku były Słowaczki, znające język tych kobiet. Dziewczęta te miały za sobą po parę lat obozu. Pamiętały początki FKL, kiedy trupy kobiet leżały pod wszystkimi blokami i gniły niewynoszone ze szpitalnych łóżek, a kał ludzki potwornymi stosami gromadził się w blokach.</akap>




<akap><begin id="b1638899999094-3700417099"/><motyw id="m1638899999094-3700417099">Kobieta</motyw>Mimo zewnętrznej szorstkości zachowały kobiecą miękkość i --- dobroć. Pewnie miały swoich kochanków i tak samo kradły margarynę i konserwy, aby zapłacić za przywiezione koce albo sukieneczki z efektów, ale...<end id="e1638899999094-3700417099"/></akap>




<akap>...ale pamiętam Mirkę, tęgą, małą dziewczynę w kolorze różowym.</akap>




<akap>Budę miała urządzoną też na różowo i różowe firaneczki w oknie wychodzącym na blok. Powietrze w budzie osiadało różowym refleksem na twarzy i dziewczyna wydawała się jakby osnuta delikatnym welonem. Kochał się w niej Żyd z naszego komanda, który miał zepsute zęby. Żyd kupował dla niej świeże jajka, zebrane z całego obozu, i opakowane miękko rzucał przez druty. Spędzał z nią długie godziny, nie zważając ani na kontrolę esesmanek, ani na naszego szefa, który chodził z olbrzymim rewolwerem przytroczonym do letniego białego munduru. Szefa zwaliśmy słusznie Filipkiem, bo wyrastał, gdzie go nie posiali<pe><slowo_obce>szefa zwaliśmy słusznie Filipkiem, bo wyrastał, gdzie go nie posiali</slowo_obce> --- filip, filipek to dawne określenie zająca, które wzięło się z gwary myśliwskiej.</pe>.</akap>




<akap>Któregoś dnia Mirka podbiegła pod dach, na którym kładliśmy papę. Kiwnęła ręką na Żyda i krzyknęła do mnie:</akap>




<akap_dialog>--- Niech pan zejdzie! Może i pan coś pomoże!</akap_dialog>




<akap><begin id="b1638900026749-3907510123"/><motyw id="m1638900026749-3907510123">Dziecko</motyw>Zsunęliśmy się z dachu po drzwiach bloku. Chwyciła nas za ręce i pociągnęła do siebie. Wprowadziła między prycze i wskazując na barłóg pełen kolorowych kołder i na dziecko leżące pośrodku, rzekła z afektacją:</akap>




<akap_dialog>--- Patrzcie, przecież ono niedługo umrze! Powiedzcie, co ja mam robić? Dlaczego ono tak nagle zachorowało?</akap_dialog>




<akap>Dziecko spało bardzo niespokojnie. Było jak róża w złotym otoku: rozpalone policzki i złota aureola włosów.</akap>




<akap_dialog>--- Jakie ładne dziecko --- szepnąłem cicho.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ładne! --- krzyknęła Mirka --- pan wie, że ładne! Ale ono może umrzeć! Muszę je ukrywać, żeby nie poszło do gazu! Esesmanka może je znaleźć! Pomóżcie mi!<end id="e1638900026749-3907510123"/></akap_dialog>




<akap>Żyd położył jej rękę na ramieniu. Otrząsnęła się gwałtownie i zaczęła łkać. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku.</akap>




<akap><begin id="b1638900039213-3091016374"/><motyw id="m1638900039213-3091016374">Dziecko, Marzenie</motyw>Z daleka widać było wagony idące wzdłuż rampy. Przywoziły nowych ludzi, którzy będą szli. Drogą między odcinkami wracała od wagonów jedna grupa Kanady i minęła drugą, która szła na zmianę. Z lasu podnosił się dym. Usiadłem koło gotującego się kotła i mieszając smołę, myślałem długo. W pewnej chwili złapałem się na myśli, że chciałbym mieć takie dziecko o rumianych we śnie policzkach i rozrzuconych włosach. Roześmiałem się z niedorzecznej myśli i poszedłem na dach przybijać papę.<end id="e1638900039213-3091016374"/></akap>




<akap>Pamiętam również drugą blokową, wysokie, rude dziewczynisko o szerokich stopach i czerwonych dłoniach. Nie miała u siebie budy, tylko parę kocy<pe><slowo_obce>kocy</slowo_obce> --- dziś popr.: koców.</pe> rozłożonych na łóżku i parę zawieszonych na sznurkach zamiast ściany.</akap>




<akap_dialog>--- Niech nie myślą --- mówiła, wskazując na kobiety leżące głowa przy głowie na pryczach --- że człowiek ucieka od nich. Nic im nie mogę dać, ale nic od nich nie zabiorę.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1638900067926-3091721026"/><motyw id="m1638900067926-3091721026">Śmierć</motyw>--- Wierzysz w życie pozagrobowe? --- spytała mnie podczas jakiejś żartobliwej rozmowy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Czasami --- odpowiedziałem powściągliwie. --- Raz wierzyłem w więzieniu, a raz, kiedy byłem bliski śmierci w obozie.<end id="e1638900067926-3091721026"/></akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1638900105317-1866434438"/><motyw id="m1638900105317-1866434438">Kara, Sprawiedliwość, Zbrodnia</motyw>--- A jeśli człowiek zrobi źle, to będzie karany, prawda?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Chyba tak, o ile nie ma jakichś wyższych norm sprawiedliwości niż ludzka. Rozumiesz --- ujawnienie sprężyn, pobudki wewnętrzne, nieważność winy wobec istotnego sensu świata. Czy zbrodnia popełniona na płaszczyźnie może być karana w przestrzeni?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ale tak po ludzku, normalnie! --- krzyknęła.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Powinna być ukarana, to jasne.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A ty byś robił dobrze, jakbyś mógł?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie szukam nagrody, ja kryję dachy i chcę przeżyć obóz.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I myślisz, że ich --- kiwnęła głową w nieokreślonym kierunku --- nie trzeba karać?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Myślę, że ludziom, którzy cierpią niesprawiedliwie, nie wystarczy sama sprawiedliwość. Chcą, żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. To odczują jako sprawiedliwość.<end id="e1638900105317-1866434438"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Tyś jest mądry chłop! Ale zupy to byś sprawiedliwie rozdać nie umiał, żeby nie dać swojej kochance! --- rzekła z ironią i weszła w głąb bloku. Kobiety leżały piętrami na buksach<pe><slowo_obce>buksa</slowo_obce> --- inaczej: prycza. </pe>, głowa przy głowie. W nieruchomych twarzach świeciły się wielkie oczy. W obozie zaczynał się już głód. Ruda blokowa łaziła między buksami i zagadywała kobiety, aby nie myślały. Wyciągała z buks śpiewaczki --- i kazała śpiewać. Tancerki --- i kazała tańczyć. Deklamatorki --- i kazała mówić wiersze.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ciągle, ciągle pytają się mnie, gdzie są ich matki, ojcowie. Proszą, żeby do nich napisać.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Mnie też proszą. Trudno.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ciebie! Ty przyjdziesz i pójdziesz, a ja? Proszę ich
błagam, która ciężarna, niech się nie zgłasza do lekarza, która chora, niech siedzi w bloku! Myślisz, że wierzą? Przecież człowiek chce tylko ich dobra. Ale jak im pomóc, kiedy same pchają się do gazu!</akap_dialog>




<akap>Jakaś dziewczyna śpiewała na piecu modny przebój. Gdy skończyła, kobiety z buks zaczęły klaskać. Dziewczyna uśmiechała się i kłaniała. Ruda blokowa chwyciła się za głowę.</akap>




<akap_dialog>--- Ja już nie mogę dłużej! Przecież to wstrętne --- syknęła i wskoczyła na piec.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Złaź! --- krzyknęła do dziewczyny.</akap_dialog>




<akap>Na bloku zrobiło się cicho. Blokowa podniosła rękę.</akap>




<akap_dialog>--- Cicho! --- krzyknęła, choć nikt nie wymówił słowa. --- Pytałyście mnie, gdzie są wasi rodzice i wasze dzieci. Nie mówiłam wam, bo mi was żal. Teraz wam powiem, żebyście wiedziały, bo i z wami zrobią to samo, jeśli zachorujecie! Wasze dzieci, mężowie i rodzice nie są wcale w innym obozie. Zapchali ich do piwnicy i udusili gazem! Rozumiecie, gazem! Jak miliony innych, jak moich rodziców! Oni palą się na stosach i w krematoriach. Ten dym, który widzicie nad dachami, to wcale nie z cegielni, jak wam mówią. To z waszych dzieci! A teraz śpiewaj dalej --- rzekła spokojnie do wystraszonej śpiewaczki, zeskoczyła z pieca i wyszła z bloku.</akap_dialog>




<akap>Wiadomo, że Oświęcim i Birkenau<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q7341"></ref> szły od złego do dobrego. Najpierw bili i zabijali na komandach nagminnie, potem sporadycznie. Najpierw ludzie spali na podłodze bokiem i obracali się na komendę, potem na pryczach, jak kto chciał, i nawet pojedynczo na łóżkach. Wpierw ludzie stali po dwa dni na apelu, potem tylko do drugiego gongu, do godziny dziewiątej. W pierwszych latach nie było wolno przysyłać paczek, później pozwolono na pięćset gramów, wreszcie --- ile chcesz. Nie wolno było mieć kieszeni, później pozwolono nawet na ubrania cywilne na terenie Birkenau. W obozie było ,,coraz lepiej". Po trzech czy czterech latach. Nikt nie wierzył, że mogło być po dawnemu i był dumny, że przeżył. Im gorzej Niemcom na frondę, tym lepiej jest w obozie. A że im będzie coraz gorzej...</akap>




<akap>Na Perskim Rynku czas cofnął się wstecz<pe><slowo_obce>czas cofnął się wstecz</slowo_obce> --- <wyroznienie>cofnąć się wstecz</wyroznienie> uchodzi obecnie za pleonazm, błąd leksykalny, w którym zachodzi redundancja (zbędność): słowo <wyroznienie>cofnąć się</wyroznienie> zawiera już informację <wyroznienie>wstecz</wyroznienie>.</pe>. Oglądaliśmy znowu Oświęcim z czterdziestego roku. Kobiety pożądliwie chłeptały zupę, której u nas na blokach nikt nie jadł. Śmierdziały potem i krwią kobiecą. Od godziny piątej rano stały na apelu. Zanim je policzono, była prawie dziewiąta. Wtedy dostawały zimną kawę. O trzeciej po południu zaczynały apel wieczorny i dostawały kolację: chleb i dodatki do chleba. Ponieważ nie pracowały, nie przysługiwała im culaga --- dodatek za pracę.</akap>




<akap>Czasem wypędzano je z bloków w dzień na apel nadprogramowy. Ustawiały się ciasno piątkami i jedna za drugą wchodziły do bloku. Rozłożyste blondyny, esesmanki w butach z cholewami, wyciągały z szeregów chudsze, brzydsze, brzuchate i wrzucały do środka oka. Oko --- były to sztubowe trzymające się za ręce. Tworzyły zamknięte koło. Napełnione kobietami oko posuwało się jak makabryczny taniec pod bramę obozu i wsiąkało w oko ogólne. Pięćset, sześćset, tysiąc wybranych kobiet. Szły wszystkie --- tą drogą.</akap>




<akap>Czasami wchodziła esesmanka na blok. Rozglądała się po buksach, kobieta patrząca na kobiety. Pytała, kto chce iść do lekarza? Która jest ciężarna? Dostaną mleko i biały chleb w szpitalu.</akap>




<akap>Wychodziły kobiety z buks i ogarnięte okiem szły pod bramę --- też na tę drogę.</akap>




<akap>Wolny czas --- robiło się, aby dzień zeszedł, bo materiału było mało --- spędzaliśmy na Perskim Rynku u blokowych, pod blokami albo w ustępie. U blokowych piło się herbatę albo szło się przespać na godzinkę do budy na gościnnie użyczonym łóżku. Pod blokami rozmawiało się z cieślami i murarzami. Plątały się koło nich kobiety, już w sweterkach i pończoszkach. Przynieś byle jaką szmatę, to możesz z nimi zrobić, co chcesz. Jak obóz obozem, nie było takiej Kanady<pe><slowo_obce>Kanada</slowo_obce> --- grupa więźniów przebywających w obozie dłuższy czas, zajmujących się rozładunkami transportów, uważana za uprzywilejowaną. </pe> na baby!</akap>




<akap>Ustęp jest wspólny dla mężczyzn i kobiet. Tyle że przedzielony deską. Po stronie kobiet --- tłok i wrzask, u nas --- cisza i miły chłodek od betonowych urządzeń. Siedzi się tu całymi godzinami i prowadzi dialogi miłosne z Katią, małą zgrabniutką sprzątaczką z ustępu. Nikt się nie krępuje i nikomu sytuacja nie przeszkadza. Człowiek już tyle widział w obozie...</akap>




<akap>Tak minął czerwiec. Przez dnie i noce ludzie szli --- tą i tamtą drogą. Od świtu do późnej nocy stał cały Perski Rynek na apelu. Dnie były pogodne i smoła topiła się na dachach. Potem przyszły deszcze i wiał ostry wiatr. Ranki wstawały przenikliwie zimne. Potem wróciła pogoda! Na rampę nieprzerwanie podjeżdżały wagony i ludzie szli dalej. Często staliśmy rano, nie mogąc wyjść do pracy, bo drogi były przez nich zatarasowane. Szli powoli, luźnymi gromadami i trzymali się za ręce. Kobiety, starcy, dzieci. Szli za drutami, zwracając ku nam milczące twarze. Patrzyli ku nam z litością i rzucali nam chleb przez druty.</akap>




<akap>Kobiety zdejmowały z rąk zegarki i ciskały nam pod nogi, gestami pokazując, że możemy wziąć.</akap>




<akap>Orkiestra pod bramą grała fokstroty i tanga. Obóz patrzył na idących. Człowiek posiada małą skalę reagowania na wielkie uczucia i gwałtowne namiętności. Wyraża je tak samo jak drobne, zwykłe odruchy. Używa wtedy tych samych prostych słów.</akap>




<akap>--- Iluż ich już przeszło? Od połowy maja prawie dwa miesiące, licz po dwadzieścia tysięcy dziennie... Koło miliona!</akap>




<akap>--- Nie co dzień gazowali tyle. Zresztą, cholera ich wie, cztery kominy i parę dołów.</akap>




<akap>--- To weź inaczej: z Koszyc<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1958570"></ref> i Munkacza<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q146456"></ref> prawie sześćset tysięcy, co tu gadać, wszystkich przywieźli, a z Budapesztu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1781"></ref>? Ze trzysta tysięcy będzie?</akap>




<akap>--- Nie wszystko ci jedno?</akap>




<akap>--- <slowo_obce>Ja<pe><slowo_obce>ja</slowo_obce> (niem.; gw.) --- tak.</pe></slowo_obce>, ale chyba to się niedługo skończy? Przecież ich wszystkich wytłuką.</akap>




<akap>--- Nie zabraknie.</akap>




<akap>Człowiek wzrusza ramionami i patrzy na drogę. Za gromadą ludzi powolutku idą esesmani, dobrotliwymi uśmiechami zachęcają do marszu. Pokazują, że to już niedaleko i poklepują po ramieniu jakiegoś staruszka, który biegnie do rowu i gwałtownie ściągając spodnie i śmiesznie podrygując kuca w nim. Esesman pokazuje mu oddalającą się gromadę. Staruszek kiwa głową, podciąga spodnie i śmiesznie podrygując, biegnie za nią.</akap>




<akap>Człowiek uśmiecha się ubawiony, widząc innego człowieka, któremu tak śpieszno do komory gazowej.</akap>




<akap>Potem chodziliśmy na efekty smarować na nowo zaciekające dachy. Piętrzyły się tam góry łachów i niewypaproszonych tłumoków. Skarby zabrane tym ludziom, którzy szli, leżały na wierzchu, nieprzykryte od słońca ani od deszczu.</akap>




<akap><begin id="b1638900433234-1937466215"/><motyw id="m1638900433234-1937466215">Kradzież</motyw>Rozpalaliśmy ogień pod smołą i szliśmy na organizację. Jeden przynosił wiadro z wodą, inny worek suszonych wiśni czy śliw, inny cukier. Gotowaliśmy kompot i nieśliśmy na dach, do picia tym, którzy markowali robotę. Inni smażyli boczek z cebulą i zagryzali chlebem z kukurydzy. Kradliśmy wszystko, co było pod ręką, i nieśliśmy na obóz.<end id="e1638900433234-1937466215"/></akap>




<akap><begin id="b1638900444426-1269817268"/><motyw id="m1638900444426-1269817268">Śmierć, Morderstwo, Zbrodnia</motyw>Z dachów doskonale widać było palące się stosy i pracujące krematoria. Tłum wchodził do środka, rozbierał się, a potem esesmani zamykali szybko okna, szczelnie dokręcając śruby. Po paru minutach, które nie wystarczały nawet na porządne zasmarowanie kawałka papy, otwierali okna i drzwi z boku i wywietrzali. Przychodziło <slowo_obce>sonderkomando</slowo_obce><pe><slowo_obce>sonderkomando</slowo_obce> --- grupa więźniów pracująca przy wynoszeniu zwłok z komór gazowych. </pe> i wywlekało trupy na stos. I tak od rana do wieczora --- od nowa każdego dnia.<end id="e1638900444426-1269817268"/></akap>




<akap><begin id="b1638900480922-1443264218"/><motyw id="m1638900480922-1443264218">Śmierć, Morderstwo, Zbrodnia</motyw>Czasami po zagazowaniu takiego transportu przyjeżdżały spóźnione auta z chorymi i pielęgniarkami. Nie opłaciło się ich gazować. Rozbierano do naga i albo Oberscharführer<pe><slowo_obce>Oberscharführer</slowo_obce> --- stopień paramilitarny w SS. </pe> Moll<pe><slowo_obce>Moll, Otto</slowo_obce>  (1915--1946) --- szef krematoriów w Auschwitz-Birkenau, zbrodniarz nazistowski.</pe> strzelał z floweru, albo spychał żywcem do płonącego rowu.<end id="e1638900480922-1443264218"/></akap>





<akap><begin id="b1638900492851-661275142"/><motyw id="m1638900492851-661275142">Kobieta, Piękno, Ciało</motyw>Kiedyś samochodem przyjechała młoda kobieta, która nie chciała odejść od matki. Rozebrano je obie w komorze, matka poszła przodem. Człowiek, który miał prowadzić córkę, zatrzymał się, uderzony cudowną pięknością jej ciała, i w podziwie podrapał się po głowie. Kobieta na ten ludzki, prostaczy gest odprężyła się. Zaczerwieniwszy się chwyciła go za rękę:<end id="e1638900492851-661275142"/></akap>





<akap_dialog>--- Powiedz, co oni ze mną zrobią?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Bądź odważna --- odrzekł człowiek, nie wyswobadzając ręki.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja jestem odważna! Widzisz, nie wstydzę się ciebie! Powiedz!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Pamiętaj, bądź odważna, chodź. Będę cię prowadził. Nie patrz tylko.</akap_dialog>




<akap><begin id="b1638900511395-2930089703"/><motyw id="m1638900511395-2930089703">Śmierć, Morderstwo, Zbrodnia</motyw>Ujął ją za rękę i powiódł, drugą ręką zasłaniając jej oczy. Trzask i woń palącego się tłuszczu i ciepło bijące z dołu przeraziły ją. Szarpnęła się. Ale on delikatnie pochylił jej głowę, odsłaniając kark. W tej chwili Oberscharführer strzelił, prawie nie celując. Człowiek pchnął
kobietę do płonącego rowu i gdy padała, usłyszał jej okropny, urywany krzyk.<end id="e1638900511395-2930089703"/></akap>




<akap>Kiedy napełnił się kobietami wybranymi z ludzi, którzy szli, Perski Rynek, obóz cygański, FKL, otwarto naprzeciwko Perskiego Rynku --- nowy obóz, Meksyk. Był tak samo niezagospodarowany i tak samo instalowano tam budy dla blokowych, światło i wstawiano im szyby.</akap>




<akap>Dnie były podobne do dni. Ludzie wysiadali z wagonów, i szli --- tą i tamtą drogą.</akap>




<akap>Ci w obozie mieli swoje troski: czekali na paczki i listy z domu, organizowali dla przyjaciół i kochanek, intrygowali między innymi ludźmi. Noce zapadały po dniach, deszcze przychodziły po suszy.</akap>




<akap>Z końcem lata przestały przychodzić pociągi. Coraz mniej ludzi szło do krematorium. Ci z obozu czuli z początku pewną pustkę. Potem przyzwyczaili się. Zresztą nadeszły inne ważne wydarzenia: ofensywa rosyjska, powstająca i płonąca Warszawa, transporty z obozu odchodzące co dzień na zachód, w nieznane, na nową chorobę i śmierć, bunt w krematoriach i ucieczka sonderkomanda, zakończona wystrzelaniem uciekinierów.</akap>




<akap>Potem rzucano człowieka z obozu do obozu, bez łyżki, bez miski, bez szmaty do dała.</akap>




<akap><begin id="b1638900547139-2907092741"/><motyw id="m1638900547139-2907092741">Pamięć, Wspomnienia</motyw>Pamięć ludzka przechowuje tylko obrazy. I dziś, kiedy myślę o ostatnim lecie Oświęcimia, widzę niekończący się barwny tłum ludzi uroczyście zdążający --- tą i tamtą drogą, kobietę stojącą z pochyloną głową nad płonącym rowem, rudą dziewczynę na tle ciemnego wnętrza bloku, która krzyczy do mnie niecierpliwie:<end id="e1638900547139-2907092741"/></akap>




<akap>--- Czy człowiek będzie karany? Ale tak po ludzku, normalnie!</akap>




<akap>I jeszcze widzę przed sobą Żyda z zepsutymi zębami, jak przychodzi co wieczór pod moją buksę i podnosząc głowę pyta się nieodmiennie:</akap>




<akap>--- Dostałeś dziś paczkę? Może sprzedasz jajka dla Mirki? Zapłacę markami. Ona tak lubi jajka...</akap>


 </opowiadanie></utwor>