Tadeusz Borowski Gdziekolwiek ziemia… Ruiny mgieł Nad rzeką, nad mostem wygiętym, nad naszą drogą — pamiętasz księżyc pierwszego wieczoru czerwony i światłem wrący jakby wtopiony w lód. A dołem, do zbiegu nieba i sinych krawędzi ciemności, spadała smuga fioletu skłębionych chmur jakby rzekę jak strunę wyjęto z brzegów i położono na niebo. Kamienne filary mostu obrazem się kładły na wodzie i jakby nikły wpół fal, i tylko żelazne podbicia wisiały nad mrokiem. Zaś górą pięły się błyski zielone po zawieszonych drutach i cicho płynęły światła tramwajów, a linie lamp wznosiły na ukos auta i milcząc nikły na skręcie kształtów wzniesionych z mgły i drżących w przewiewie wiatru. Nad rzeką, nad mostem wygiętym, nad naszą drogą — pamiętasz księżyc drugiego wieczoru blady i nisko leżący pomiędzy domem pokrytym czerwoną cegłą a drzewem wąskim w koronie, wysokim, kładącym na drogę cień, przez który szliśmy ostrożnie, stąpając pomiędzy liście i omijając gniazdo uwite u cienia gałęzi. I ludzi milczących pamiętasz. Szybko mijali wzdłuż drogi, a mnie się zdawało, że w węzły splątany mijamy mrok, i tylko pieski maleńkie — pamiętasz, jeden kudłaty przebiegł nam drogę, a drugi — śmiałaś się, że to ten sam tylko jaśniejszy trochę o długim, pociągłym pysku — wskoczył w cień drzewa i w domu z mgły zbudowanym zniknął… Po dniach minionych tylu, znad brzegu granicy zapomnień trzeba obrazy wieczoru nad rzeką, nad naszą drogą odwinąć znów ku pamięci, by nie zatracić w uśmiechu nad mgłą, nad refleksem cienia, nad lekkim drżeniem ciemności grozy i smutku mijania i prostym kształtom nie ufać… Pamiętam księżyce wieczorów, odległe, płonące lądy zastygłe kule eteru i każde pamiętam światło, które się pięło do góry i milcząc, spalało się do dna, kładąc na domy, na drzewa, na wszelkie kształty przydrożne, nikły jak przelot ptaka odbłysk żółtawo-blady. Pamiętam zsychały się drzewa i domy toczył czerw i kamień się kruszył pod stopą i tępe, ogromne milczenie wiało od brył ciemności, dźwięk wyraźniejszy niż krzyk zapadających się na dno. A jak otwarta żyła pulsem dymiło niebo i monotonnym echem krzyczały gdzieś nocne ptaki i biły skrzydłami o ciemność. Ciężar od drzew idący, od ruin nad brzegiem rzeki, od czarnych domów, wykutych z betonu, milczenia i mgły, przygniatał mi pierś i byłem tylko milczącym kształtem, jak one mgłą tylko, podatną wszelkim porywom powietrza… Z krawędzi zapomnienia miniony kształt odwinąłem i oto znowu idę nad drogą, nad mostem, nad rzeką, ku głuchym drzewom ciemności, ku domom toczonym przez czerw, i złudny dłoń chwyta cień, oczy wpinają go w ciemność: w rozlanym dymie obłoków, w drzew pochyleniu i w światłach kontur kładących przelotny, jawi się zarys twych rąk, lub przechylenie głowy, ostrożne, uważne i ciepły odbłysk uśmiechu i śpiewne, dalekie spojrzenie spod rzęs… Przepływa prąd muzyki przez struny, filary mostów wieczorny przewiewa wiatr i dłonią na płask uderza daleko za nasypami, może u bramy parku, i ciepłem wieje twych ramion i głosy ptaków u liści jak śmiech twój albo wołanie albo żarliwy szept… A jednak człowiek jest struną, muzyki rzeka przepływa, milczenie staje się dźwiękiem i ból mijania odchodzi, i człowiek jest pełny po brzegi i wszelka tężeje mgła tym, co minione wieczorem i tym, co nadejdzie nocą, i wszelki się śpiew wypełnia, nuta pragnienia gaśnie… Nad rzeką, nad mostem wygiętym; nad naszą drogą — milczące drzewa i domy ciemności i patrzaj: ruiny mgieł… ----- Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, dostępna jest na stronie wolnelektury.pl. Wersja lektury w opracowaniu merytorycznym i krytycznym (przypisy i motywy) dostępna jest na stronie https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/borowski-gdziekolwiek-ziemia-ruiny-mgiel/. Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Wolne Lektury. Wszystkie zasoby Wolnych Lektur możesz swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać pod warunkiem zachowania warunków licencji i zgodnie z Zasadami wykorzystania Wolnych Lektur. Ten utwór jest w domenie publicznej. Wszystkie materiały dodatkowe (przypisy, motywy literackie) są udostępnione na Licencji Wolnej Sztuki 1.3: https://artlibre.org/licence/lal/pl/ Fundacja Wolne Lektury zastrzega sobie prawa do wydania krytycznego zgodnie z art. Art.99(2) Ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Wykorzystując zasoby z Wolnych Lektur, należy pamiętać o zapisach licencji oraz zasadach, które spisaliśmy w Zasadach wykorzystania Wolnych Lektur: https://wolnelektury.pl/info/zasady-wykorzystania/ Zapoznaj się z nimi, zanim udostępnisz dalej nasze książki. Tekst opracowany na podstawie: Tadeusz Borowski, Gdziekolwiek ziemia. Cykl poetycki, [Warszawa 1942]. Wydawca: Fundacja Wolne Lektury Publikacja zrealizowana w ramach biblioteki Wolne Lektury (wolnelektury.pl). Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego. R Opracowanie redakcyjne i przypisy: Maria Bakalarska, Monika Sałach, Aleksandra Sekuła.