- Kondycja ludzka: 1
- Księżyc: 1
- Melancholia: 1
- Miasto: 1
- Muzyka: 1
- Pamięć: 1
- Przemijanie: 1
- Ruiny: 1
- Rzeka: 1
- Tęsknota: 1
- Wspomnienia: 1 2
- Światło: 1
Zmodernizowano interpunkcję oraz zapis zgodnie z obowiązującymi zasadami, np.: naukos > na ukos; napłask > na płask; dołem do zbiegu nieba i sinych krawędzi ciemności spadała > dołem, do zbiegu nieba
i sinych krawędzi ciemności, spadała; muzyki rzeka przepływa milczenie staje się > muzyki rzeka przepływa, milczenie staje się; ku domom, toczonym przez > ku domom toczonym przez; tramwajów a linie lamp > tramwajów, a linie lamp.
Tadeusz BorowskiGdziekolwiek ziemia…Ruiny mgieł
1
księżyc pierwszego wieczoru czerwony i światłem wrący
jakby wtopiony w lód. A dołem, do zbiegu nieba
i sinych krawędzi ciemności, spadała smuga fioletu
5skłębionych chmur jakby rzekę jak strunę wyjęto z brzegów
i położono na niebo. Kamienne filary mostu
obrazem się kładły na wodzie i jakby nikły wpół fal,
i tylko żelazne podbicia wisiały nad mrokiem. Zaś górą
pięły się błyski zielone po zawieszonych drutach
10i cicho płynęły światła tramwajów, a linie lamp
wznosiły na ukos auta i milcząc nikły na skręcie
kształtów wzniesionych z mgły i drżących w przewiewie wiatru.
Nad rzeką, nad mostem wygiętym, nad naszą drogą — pamiętasz
księżyc drugiego wieczoru blady i nisko leżący
15pomiędzy domem pokrytym czerwoną cegłą a drzewem
wąskim w koronie, wysokim, kładącym na drogę cień,
przez który szliśmy ostrożnie, stąpając pomiędzy liście
i omijając gniazdo uwite u cienia gałęzi.
I ludzi milczących pamiętasz. Szybko mijali wzdłuż drogi,
20a mnie się zdawało, że w węzły splątany mijamy mrok,
i tylko pieski maleńkie — pamiętasz, jeden kudłaty
przebiegł nam drogę, a drugi — śmiałaś się, że to ten sam
tylko jaśniejszy trochę o długim, pociągłym pysku —
wskoczył w cień drzewa i w domu z mgły zbudowanym zniknął…
25
trzeba obrazy wieczoru nad rzeką, nad naszą drogą
odwinąć znów ku pamięci, by nie zatracić w uśmiechu
nad mgłą, nad refleksem cienia, nad lekkim drżeniem ciemności
grozy i smutku mijania i prostym kształtom nie ufać…
30Pamiętam księżyce wieczorów, odległe, płonące lądy
zastygłe kule eteru
[1] Światłoi każde pamiętam światło,
które się pięło do góry i milcząc, spalało się do dna,
kładąc na domy, na drzewa, na wszelkie kształty przydrożne,
nikły jak przelot ptaka odbłysk żółtawo-blady.
35
i kamień się kruszył pod stopą i tępe, ogromne milczenie
wiało od brył ciemności, dźwięk wyraźniejszy niż krzyk
zapadających się na dno. A jak otwarta żyła
pulsem dymiło niebo i monotonnym echem
40krzyczały gdzieś nocne ptaki i biły skrzydłami o ciemność.
RuinyCiężar od drzew idący, od ruin nad brzegiem rzeki,
od czarnych domów, wykutych z betonu, milczenia i mgły,
przygniatał mi pierś i byłem tylko milczącym kształtem,
jak one mgłą tylko, podatną wszelkim porywom powietrza…
45
i oto znowu idę nad drogą, nad mostem, nad rzeką,
ku głuchym drzewom ciemności, ku domom toczonym przez czerw,
i złudny dłoń chwyta cień, oczy wpinają go w ciemność:
w rozlanym dymie obłoków, w drzew pochyleniu i w światłach
50kontur kładących przelotny, jawi się zarys twych rąk,
lub przechylenie głowy, ostrożne, uważne i ciepły
odbłysk uśmiechu i śpiewne, dalekie spojrzenie spod rzęs…
Przepływa prąd muzyki przez struny, filary mostów
wieczorny przewiewa wiatr i dłonią na płask uderza
55daleko za nasypami, może u bramy parku,
i ciepłem wieje twych ramion i głosy ptaków u liści
jak śmiech twój albo wołanie albo żarliwy szept…
milczenie staje się dźwiękiem i ból mijania odchodzi,
60i człowiek jest pełny po brzegi i wszelka tężeje mgła
tym, co minione wieczorem i tym, co nadejdzie nocą,
i wszelki się śpiew wypełnia, nuta pragnienia gaśnie…
Nad rzeką, nad mostem wygiętym; nad naszą drogą — milczące
drzewa i domy ciemności i patrzaj
[3]: ruiny mgieł…