- Cierpienie: 1 2
- Kondycja ludzka: 1
- Koniec świata: 1
- Niebo: 1
- Obraz świata: 1
- Ziemia: 1
- Śpiew: 1
Zmodernizowano interpunkcję oraz zapis zgodnie z obowiązującymi zasadami, np.: naprzekór > na przekór; snu chciwe oddechy gdy płucom wydarto > snu chciwe oddechy, gdy płucom wydarto; rwiemy i ziemię padając, drzemy w agonii rękoma > rwiemy i ziemię padając drzemy w agonii rękoma
Poprawiono błąd źródła: krzyczą sygnały: > krzyczą sygnały.
Tadeusz BorowskiGdziekolwiek ziemia…Nocna elegia
1
przeryty dróg wąwozami, wyschłymi jak rzek łożyska.
Stalowy, niski klosz nieba fioletem nocy się błyska
i drży od świetlnych eksplozji milionów odległych gwiazd.
5W czarne rzucone przestrzenie po niewidzialnych orbitach
cyrklem wyrżniętych w eterze kołują gwiazdy ogniste.
Jak nietoperze upiorne głąb przerzynają ze świstem,
nie mogąc się wyrwać z węzłów dziwacznie splątanych elips.
Z wysiłkiem eter borują i w męce krzyczą sygnały.
10Umarłe oczy przestrzeni niezdrowym blaskiem zaległy:
kiedyż się elips sprężyny ze świstem stali odegną,
a gwiazdy przed siebie runą, rwąc wodospadem przestrzeń?
CierpienieSamotność i męka świecenia, męka wiecznego obrotu
tężeje jak ból w kręgosłupie. Gwiazdy falami krzyczą.
15Wstrząsane niebo wszechświata falami światła przebiega
i drży jak skóra żołnierza, gdy się podrywa z okopu.
Na próchniejącym globie od lat milionów oślepłym,
przeżarci rtęcią księżyca, upiornie trupią poświatą
krążymy po drogach wykutych jak ślepcy ręce podnosząc.
20W żyły nam wżera się cisza i bryzga brunatną krwią,
która tężeje w dziwaczne kontury krzaków, w łamane
ostre kratery i zbocza, ssąc nocne zatrute powietrze.
Pod niebem z lodu wykutym jak gdyby w śnie lunatycznym,
w przemożnym rytmie jak oddech, stawiając nogę przy nodze
25od lat tysięcy krążymy ziemią tylekroć zdeptaną.
Załomy cieniów i ostre, stężałe w martwym grymasie
płaszczyzny rtęci badamy ostrożnie palcami stóp,
idąc przez ziemi most nad rwącym nurtem eteru.
Zarysy gór, rozkład blasków, w księżycu niepewnych jak sen,
30i sen, snu chciwe oddechy, gdy płucom wydarto powietrze,
kreślimy dłonią na piasku, na przekór wiatrom i deszczom.
Namokłe ziemi okruchy w faliste linie zwijamy
jak z papirusów czytając zamierzchłe znaki kabały
[2].
W rękach ważymy grudy, z gór odzieramy kamienie,
35krwawią się dłonie, drży serce jak nocny świetlisty ptak,
kiedy się prężąc do skoku sznury z eteru kręcone
rwiemy i ziemię padając drzemy w agonii rękoma.
Oto niebo jak strop fabrycznej hali drgającej od maszyn
biegnie kosmiczną falą, napina się z chrzęstem jak łuk,
40i ziemię sobą zaciska, gniewną walczącą pięścią.
dźwigamy oczy z wysiłkiem, wznosimy wzroku kolumny,
dzierżące nieba kopułę, ogromne ciążenie gwiazd,
a w płucach ucisk nieznośny, a piersi ciężar przygniata,
45na wylot przeżarta rtęcią z serca wypływa nam krew.
Oto wszechświata ciężar, walący się na nas lawiną,
dźwigamy i ręce wznosimy w niebo, zmarszczone jak brew.
Z globu, co spróchniał w eterze, milionom odległych gwiazd
jak żagiew
[3] płonącą rzucamy ludzki, samotny śpiew