Tadeusz Borowski Gdziekolwiek ziemia… Imiona rzeki To dziwne i jakby śnione: w głębokich cieniach wieczoru zapadać w wąskie aleje, na ślepych ścianach ciemności wzrok zatrzymywać i szukać czarnych, bezlistnych gałęzi, które na sinym tle nieba jak linie dziwnego pisma położył wiatr i rozwiewa znaki jak struny dymu. Światło dalekich okien, odbłyski gwiazd i blask oczu po korze się wolno ślizgają, cienie od spodu wychodzą i refleks biegnie wzdłuż krat i niknie w oddali alei, a drżenie przebiega jak fala wzdłuż miękkich odcieni nieba, rozdartych u dołu ciemnością kamiennych domów i słupów płaskich jak dekoracje, ostrych i nierzeczywistych… To dziwne, jak gdyby śnione a jakby żywe, bolesne: aleją wieczorną iść, na światła i cienie patrząc jak na wędrowny teatr, być wiatrem i być gałęzią chwianą na nieba tle i niebem być i odcieniem niedostrzegalnym nieba i w kształtach mijać i płynąć jak gdyby prądem rzeki, a każdy kształt jest falą, która samotnie się wznosi i milcząc, samotnie opada… I tylko jedno mieć ciało jak obcej rzeki nurt, które podnosi się falą jak cień, jak gałąź, jak wiatr i mija samotne i nieme i jest tylko błyskiem przelotnym na dekoracji zdarzeń… nachodzi sen i znużenie, przeciąga zimny powiew, drży ciało i usta bledną, a kształty się w snach mieszają i wszystko jest dziwnie obce jak pogmatwane linie pisma, które na niebie drzew gałęziami pustymi powoli rysuje wiatr. To dziwne: aleją iść i nie poznawać znajomych kształtów i zwykłych nazw domu, latarni, kamienia, i twarze widzieć przyjaciół jakby za taflą wody, zamglone i niewyraźne. Usta w pół krzyku rozwarte gdzieś przeciekają, spływają razem z chybotem fali i oczy we mnie wpatrzone, pełne wyczekiwania kłębią i mącą się w bryzgach pękniętej szklanej powierzchni płonącej ogniem fosforu. Fałduje się falą niebo, syk prądu jakby struny pękniętej akord i drżenie… I znowu gałęzie drzew i refleks wzdłuż krat żelaznych i cieniem opada pismo, imiona rzeki mijania. To dziwne, jak gdyby śnione a jakby żywe, bolesne: wieczorną aleją iść i nie poznawać znajomych kształtów i zwykłych nazw i twarzy przyjaciół zapomnieć, a światłem być tylko i cieniem, samotne, nieme mieć ciało i falą być obcej rzeki i tylko mijać i mijać… ----- Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, dostępna jest na stronie wolnelektury.pl. Wersja lektury w opracowaniu merytorycznym i krytycznym (przypisy i motywy) dostępna jest na stronie https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/borowski-gdziekolwiek-ziemia-imiona-rzeki/. Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Wolne Lektury. Wszystkie zasoby Wolnych Lektur możesz swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać pod warunkiem zachowania warunków licencji i zgodnie z Zasadami wykorzystania Wolnych Lektur. Ten utwór jest w domenie publicznej. Wszystkie materiały dodatkowe (przypisy, motywy literackie) są udostępnione na Licencji Wolnej Sztuki 1.3: https://artlibre.org/licence/lal/pl/ Fundacja Wolne Lektury zastrzega sobie prawa do wydania krytycznego zgodnie z art. Art.99(2) Ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Wykorzystując zasoby z Wolnych Lektur, należy pamiętać o zapisach licencji oraz zasadach, które spisaliśmy w Zasadach wykorzystania Wolnych Lektur: https://wolnelektury.pl/info/zasady-wykorzystania/ Zapoznaj się z nimi, zanim udostępnisz dalej nasze książki. Tekst opracowany na podstawie: Tadeusz Borowski, Gdziekolwiek ziemia. Cykl poetycki, [Warszawa 1942]. Wydawca: Fundacja Wolne Lektury Publikacja zrealizowana w ramach biblioteki Wolne Lektury (wolnelektury.pl). Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego. R Opracowanie redakcyjne i przypisy: Maria Bakalarska, Monika Sałach, Aleksandra Sekuła.