Tadeusz Borowski Gdziekolwiek ziemia… Ekloga czwarta Już się podnoszą świtania, pierścienie Saturna bledną, i czas godny pieśni nadchodzi. Niech mówią usta człowieka. Rzeka odrzuca brzeg, morzem się wzdyma u ujścia, rozwiewa się struna dymu i bezpowrotnie milknie, parują obłoki i ziemie, piaski i mgły skłębione półkolem unosi wiatr za falujący horyzont. I oto linie ognia, które przerżnęły ziemię, i oto ludzki krzyk piersi otwartych ołowiem przewija się za horyzontem, na zboczu kulistym ziemi w muzykę, w rytm i śpiewanie. Ze stepów, dalekich stepów kamienne wychodzą miasta, rzucane są mosty i drogi, dzwonią o cegłę kielnie i sztywne chwieją się piony. Na zbiegu szerokich alej, na skraju gładkich chodników kopuły drzew się podnoszą a kwiaty na skwerach i placach pełne są pszczół i motyli. I gwarne są domy wymiany, kroją i ważą towar, zwierzęta ciągną ciężary i świszczą baty w powietrzu. A ponad miastem jak dym rysuje się z gry obłoków Bestii śmiejąca się twarz. Drzewa powietrzem owite drżą jakby były strunami, i niebo zza widnokręgu jak fala nad ziemią się wznosi, odbłyski przelotne gwiazd i skrzydła ptaków tężeją jak kształty dziwacznych owadów w przejrzystym stwardniałe bursztynie I oto fale nieba łamią się z trzaskiem jak drzewo i oto kamienne ulice pełne są wiatru i mgły, a domy są tylko obrazem, kształt rzeczywisty blednie, i dźwięk i muzyka cichną, w innych rejonach brzmią, gdzie słychać trzepot przepiórek i traw rozwiewanych nucenie… Brukiem łopoczą cienie. Przez zgniłe, zielone mundury przewiewa blask metaliczny i skrzy się jak złomy pirytu. I bronie świecą się trupio, bez dźwięku strzelają armaty, migoczą cienie pocisków i dygoczące na wietrze jak odtrącone liście zsuwają się cienie bomb, i tętni bruk echem desek scenicznych teatru kukiełek. A w oczach tych, którzy żyją, w strzępach, w odbiciach mgły rysują się oczy Bestii, dłonie chwytają karabin, i kształty z mgły i powietrza i oczy z obłoków utkane stają się rzeczywiste, armata huczy i motor, i płoną linie ognia, piersi otwarte ołowiem, i znowu zza horyzontu kamienne wychodzą miasta… Już się podnoszą świtania, pierścienie Saturna bledną, nadejdzie czas godny pieśni i będzie przeklęta pieśń. ----- Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, dostępna jest na stronie wolnelektury.pl. Wersja lektury w opracowaniu merytorycznym i krytycznym (przypisy i motywy) dostępna jest na stronie https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/borowski-gdziekolwiek-ziemia-ekloga-czwarta/. Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Wolne Lektury. Wszystkie zasoby Wolnych Lektur możesz swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać pod warunkiem zachowania warunków licencji i zgodnie z Zasadami wykorzystania Wolnych Lektur. Ten utwór jest w domenie publicznej. Wszystkie materiały dodatkowe (przypisy, motywy literackie) są udostępnione na Licencji Wolnej Sztuki 1.3: https://artlibre.org/licence/lal/pl/ Fundacja Wolne Lektury zastrzega sobie prawa do wydania krytycznego zgodnie z art. Art.99(2) Ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Wykorzystując zasoby z Wolnych Lektur, należy pamiętać o zapisach licencji oraz zasadach, które spisaliśmy w Zasadach wykorzystania Wolnych Lektur: https://wolnelektury.pl/info/zasady-wykorzystania/ Zapoznaj się z nimi, zanim udostępnisz dalej nasze książki. Tekst opracowany na podstawie: Tadeusz Borowski, Gdziekolwiek ziemia. Cykl poetycki, [Warszawa 1942]. Wydawca: Fundacja Wolne Lektury Publikacja zrealizowana w ramach biblioteki Wolne Lektury (wolnelektury.pl). Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego. R Opracowanie redakcyjne i przypisy: Natalia Jaworek, Monika Sałach, Aleksandra Sekuła.