<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/boccaccio-dekameron-prolog/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Boccaccio, Giovanni</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dekameron, Prolog</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Boyé, Edward</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ołtusek, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Renesans</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nowela</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z książki udostępnionej przez Aleksandrę Sekułę.</dc:description>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">www.EnlitED.pl</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jarek Frączek</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tomasz Ż.</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">zielu145</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Grateful</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Anna</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Krawczykowie</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jan Marcinkiewicz</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Łukasz Marek</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">AL</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">yav</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Michał Torbiński</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Walentynaz</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">MrT</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pawel Szymczak</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Elżbieta</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">stefanon</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Mikado</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Matt Stachowiak</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">DeeJay1</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jan Wójcikiewicz</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Anna J.</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">anonim</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">severian</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">tytus wronka</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Agata</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">majkey</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bartosz Stangiewicz</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">DR</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Monika Morawska</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kacper</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Patryk Szczepański</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Patrycja Frąk</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">WikiRadio</dc:contributor.funding>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dekameron-prolog</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Giovanni Boccaccio, Dekameron, tłum. Edward Boyé, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1975.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Edward Boyé zm. 1943</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-03-18</dc:date>

<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>

  <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/9200397_BibliographicResource_3000126284278.jpeg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fragment miniatury przedstawiającej Jeana, księcia Berry, otrzymującego DeKameron od tłumacza, Laurenta de Premierfaita, anonimowy (XV w.), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6434</dc:relation.coverImage.source>

<category.thema.main>FS.WL-N </category.thema.main>
    <category.thema>3MD</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><opowiadanie>
<nota_red>
<akap>Informacja o dokonanych zmianach w całym <tytul_dziela>Dekameronie</tytul_dziela>:</akap>

<akap>Uwspółcześniono interpunkcję oraz dostosowano zapis do standardów WL, np. zbiegi znaków: kropka plus cudzysłów zamieniono na: cudzysłów plus kropka; dodano kropkę po cudzysłowach zamykających wypowiedź, która jednocześnie kończy zdanie; wprowadzono zasadę oddzielania przecinkiem zdań imiesłowowych.
</akap>

<akap>Zastosowano pisownię łączną ,,nie" z imiesłowami przymiotnikowymi.</akap>
<akap>W kilku wypadkach uwspółcześniono pisownię: niesposób -> nie sposób; zwolna ->  z wolna;  dowoli ->  do woli; niemniejszy -> nie mniejszy; córkę waszę -> córkę waszą (ujednolicenie); Żyd > żyd (o wyznawcy: pozostanę nadal żydem).</akap><akap>Korekta tłumaczenia (popr. szyku i składni): zadając kłam ich płci tkliwości > zadając kłam tkliwości ich płci; rzeczy, które opowiadały czy też słuchały ich > rzeczy, które opowiadały czy też których słuchały;</akap>

<akap>Słowa i wyrażenia staropolskie służące archaizacji przekładu opatrzono przypisami.</akap>

<akap>Poprawiono błędy źródła:
wyciągnięliśmy -> wyciągnęliśmy;
mająca -> mającą;
myśśleć -> myśleć;
podniółszy -> podniósłszy;
śwadomy -> świadomy;
wrótce -> wkrótce;
uprzętnięto -> uprzątnięto;
natychmiat -> natychmiast;
poszukiwniu->  poszukiwaniu;
rycecerzem -> rycerzem;
pozykać -> pozyskać;
mężczyzni -> mężczyźni;
bliźnemu -> bliźniemu; bliźnego -> bliźniego;
relikwi -> relikwii;
 szałwi -> szałwii;
zazdrość z głowy twojej nie wybije -> zazdrości z głowy twojej nie wybije;
tę jedną noc tysiącem innym wynagrodzić -> tę jedną noc tysiącem innych wynagrodzić;
(Maso) pokazali im sędziego ->  pokazał im sędziego;
jakby to zrobić? -> jak by to zrobić?;
zakończył prośbę -> zakończył prośbą;
otrzymany do oblubieńca -> otrzymany od oblubieńca;
gdy niczego na świecie bardziej nie pragnęłam -> gdyż (...) nie pragnęłam;
za co mnie chcesz życia pozbawi? -> za co mnie chcesz życia pozbawić?;
jest wielkich grzechem -> jest wielkim grzechem;
przed świtaniem umarł, Folko i Ughetto pospołu (...) -> przed świtaniem umarł. Folko i Ughetto pospołu (...),
który o wszystkim uwiadomiony -> który o wszystkim był uwiadomiony,
(...) karą za grzech popełniony, rzekła. -> (...) karą za grzech popełniony, rzekła:,
(...) gdy będę mogła niejedną jeszcze uroczą godzinkę z tobą spędzić -> (...) gdyż będę mogła niejedną jeszcze uroczą godzinkę z tobą spędzić,
rzekniesz doń w ten słowa -> rzekniesz doń w te słowa,
monarchia zapytał -> monarcha zapytał;
największych rzeczy pokonać jest łatwo -> największych rzeczy dokonać jest łatwo; Gallen > Galen.
</akap>



</nota_red>
<autor_utworu>Giovanni Boccaccio</autor_utworu>


<dzielo_nadrzedne>Dekameron</dzielo_nadrzedne>


<nazwa_utworu>Prolog</nazwa_utworu>







<nota><akap>Zaczyna się księga Dekameron,
w której zawiera się sto nowel
opowiedzianych przez siedem białogłów
i trzech młodzieńców.</akap></nota>



<akap>Ludzka to rzecz współczucie dla nieszczęśliwych; jeśli jest ono
każdemu właściwe, to tym bardziej winno być znane człekowi,
co sam, litości potrzebując, od drugich jej doznawał. Należę do
liczby tych, którzy w potrzebie przyjaźni się nurzają, uczucie to
wielce sobie cenią i niejedną miłą chwilę mu zawdzięczają.
Od najwcześniejszych lat mojej młodości aż po dzień dzisiejszy
szlachetną i wzniosłą miłością jestem ożywiony, bardziej może --- gdybym chciał o tym opowiadać --- niżby tego niska moja kondycja oczekiwać pozwalała. A chociaż zyskiwałem pochwały
i estymę ludzi pełnych ogłady, co o tych sprawach zasłyszeli,
to przecież <begin id="b1394550981515-3771774846"/><motyw id="m1394550981515-3771774846">Miłość, Pożądanie, Cierpienie, Czas, Przemijanie, Wspomnienia</motyw>wiele srogiego bólu miłość ta mi sprawiła; przyczyną
jego było jednakoż nie okrucieństwo miłowanej damy, lecz
zbytni ogień mojej duszy, trafionej niepowściągliwym <wyroznienie>appetitem</wyroznienie><pe><slowo_obce>appetit</slowo_obce> --- dziś: apetyt.</pe>. Żądze te nie pozwalały mi się kontentować tym, co
posiadałem, i przyczyniały mi więcej boleści, niżby należało.
Wpośród tych wielkich cierpień rozmowy z jednym z moich
przyjaciół i pociechy od niego doznawane były dla mnie wsporem<pe><slowo_obce>wspór</slowo_obce> --- wsparcie; podopra.</pe>, bez którego z pewnością bólu mego bym przeżyć nie mógł.
Jednakoż według niezmiennego prawa, ustanowionego zrządzeniem Tego, kto sam jest nieskończony, każda ziemska sprawa
koniec swój mieć musi; tak się też stało z moją, nazbyt płomienną namiętnością, której ani zdrowy rozsądek, ani żadna
rada, ani myśl o czekających na mnie niebezpieczeństwach
i sromie<pe><slowo_obce>srom</slowo_obce> (daw.) --- wstyd. </pe> przełamać i zwyciężyć nie mogły; dopiero wszechmocna
siła czasu powoli ją przytłumiała, tak iż dzisiaj ostało po niej
jeno<pe><slowo_obce>jeno</slowo_obce> (daw.) --- tylko.</pe> uczucie ukontentowania, znane każdemu, komu obcy jest
azard<pe><slowo_obce>azard</slowo_obce> a. <slowo_obce>hazard</slowo_obce> --- tu daw.: ryzyko.</pe> puszczania się na burzliwe namiętności odmęty. Ciężko mi
było na duszy, aliści<pe><slowo_obce>aliści</slowo_obce> (daw.) --- jednak, jednakże.</pe> ból minął i ostały mi się tylko miłe wspomnienia.<end id="e1394550981515-3771774846"/></akap>


<akap>Boleść sczezła<pe><slowo_obce>sczeznąć</slowo_obce> --- umrzeć; obumrzeć.</pe>, lecz żyje i do grobowej deski trwać będzie
pamięć o dobrodziejstwach, okazanych mi przez tych, co gwoli<pe><slowo_obce>gwoli</slowo_obce> (daw.) --- dla, z powodu.</pe>
litości, odczuwanej dla mnie, moim cierpieniem cierpieli. Nie
ma, według mego zdania, szlachetniejszego uczucia niźli uczucie
wdzięczności. Zasługuje ono na najwyższą pochwałę, gdy przeciwnie, jego brak godzien jest jeno wzgardy. Wdzięcznością powodowany, chciałbym w miarę sił moich w zamian za to, co otrzymałem, teraz, gdy już swobodny jestem, pewne ulżenie sprawić,
jeśli już nie tym, co mi dobrodziejstwa okazywali i którzy, być
może, dzięki swej rozwadze lub szczęściu usług mych nie potrzebują, to przynajmniej tym, którym się one na coś zdadzą.
A chocia moja pomoc i wspór niewielkimi by się okazały, wszakoż, zgodnie z swym mniemaniem, winienem je nieść tam, gdzie
się na nie najbardziej czeka i gdzie przez to lepiej ocenione będą
i większą korzyść przyniosą. <begin id="b1394551537836-3880474563"/><motyw id="m1394551537836-3880474563">Kobieta, Melancholia, Mężczyzna, Pozycja społeczna</motyw>Któż zaprzeczyć może, że z taką
pociechą obracać się należy do pięknych dam, którym bardziej
niźli mężczyznom jest ona potrzebna? One to, strachając się
i wstydząc, w swej delikatnej piersi płomienie miłosne skrywają. O ile zaś ów skryty płomień silniejszy jest od jawnego,
wiedzą o tym ludzie, co go doznali. Posłuszne woli i rozkazaniu
ojców, matek, braci i mężów, całe dnie w zamknionych komnatach jak gdyby na próżnowaniu trawią. Chcąc czy nie chcąc,
o wielu rzeczach myśleć muszą, a przecie myśli te nie zawsze
wesołymi się okazać mogą. Niejednokrotnie próżne pragnienia
do ciężkiej melankolii damy te przywodzą; jeśli się jej miłą rozmową nie rozproszy, w ciężkie strapienie może się łatwie<pe><slowo_obce>łatwie</slowo_obce> (daw.) --- dziś: łatwo.</pe> przemienić.</akap>


<akap>Nietrudno się przekonać, że u mężczyzn, którzy miłują, to się
nie zdarza; gdy ich bowiem melankolia i przykre myśli ogarną,
dość mają na to środków, aby się rozweselić i ulgę znaleźć.
Mogą pójść, gdzie chcą, usłyszeć i obaczyć to, na co chęć mają,
polować, ryby łowić, jeździć konno, grze lub handlowi się oddawać. Każde z tych zajęć może umysł zająć i choćby na czas
pewien smutne myśli rozproszyć; później tą lub inną drogą
przyjdzie pociecha i boleść sczeźnie.<end id="e1394551537836-3880474563"/></akap>


<akap><begin id="b1394551672771-3175849383"/><motyw id="m1394551672771-3175849383">Sztuka, Opieka, Kobieta</motyw>Los niesprawiedliwie postąpił, skąpiąc podpory tam, gdzie sił
jest niedostatek, tak jak to widzimy na przykładzie słabych niewiast. Chcąc tedy<pe><slowo_obce>tedy</slowo_obce> (daw.) --- więc, zatem.</pe> choćby w części ten błąd fortuny naprawić
i pomoc tym damom, które miłość poznały, okazać (dla pozostałych wystarczą igły, wrzeciona i krosna), zamyślam powtórzyć
sto nowel, bajek albo przypowieści, jak je pospolicie nazywają<end id="e1394551672771-3175849383"/>,
opowiedzianych w ciągu dziesięciu dni przez zacne grono siedmiu dam i trzech młodzieńców, gdy we Florencji niedawny mór
się srożył; przypomnę takoż kilka pieśni, śpiewanych dla rozrywki przez te białogłowy.</akap>


<akap>W nowelach mych zawierają się różne ucieszne i smutne
przypadki miłosne, a takoż inne zdarzenia przeszłych i dzisiejszych czasów. Damy, które je czytać będą, ukontentowanie
z opisanych wypadków odniosą i otrzymają dobrą radę, czego
unikać należy i za czym iść trzeba. Mniemam, że jedno i drugie
nudy im nie przyczyni, przeciwnie, odegna ją całkiem. Jeżeli tak
się stanie (co oby Bóg sprawić raczył), to niechaj czytelniczki
moje złożą dank<pe><slowo_obce>dank</slowo_obce> (daw., z niem.) --- podziękowanie, wyrazy wdzięczności.</pe> Amorowi, który mnie z pęt swoich oswobodził
i dał mi przez to możność podjęcia trudu, co radość ich ma na
celu.</akap>





<naglowek_rozdzial>Prolog</naglowek_rozdzial>





<nota><akap>Zaczyna się pierwszy dzień Dekameronu,
w którym po wyjaśnieniach autora, dla jakiej przyczyny
osoby, mające następnie wystąpić, zebrały się tutaj
i gawędzą społem, pod przewodem Pampinei rozprawia
się o tym, co każdemu najbardziej przypada do smaku.</akap></nota>



<akap>Ilokrotnie, miłe damy, pomyślę o wrodzonym wam współczuciu, zaraz wystawiam sobie, że dzieło niniejsze będzie miało dla
was smutny i przykry początek. Zaczyna się ono bowiem od
wspomnienia morowej zarazy, strasznej i żałosnej dla każdego,
kto był jej świadkiem albo też jakimkolwiek sposobem o niej
uznał<pe><slowo_obce>uznać</slowo_obce> --- tu: dowiedzieć się.</pe>. Nie chciałbym jednak, abyście przeraziły się, nim czytać poczniecie, i pomyślały, że przez cały czas czytania płakać
i wzdychać będziecie. Niechajże ów smutny początek będzie dla was tym samym, czym dla wędrowców stroma i spadzista góra,
za którą skrywa się miła i piękna równina. Im trudniejsze było wejście i zejście, tym słodsze jest później odetchnienie.</akap>


<akap>Nieskończona radość boleścią się kończy, a po boleści znów
radość nastaje. Po tym krótkotrwałym smutku (mówię krótkotrwałym, bowiem w niewielu słowach on się wyraża) wkrótce
nastąpi wesele i radość, które wam już przyobiecałem. Bez stosownego uprzedzenia, po tak posępnym początku, nie mogłybyście wróżyć sobie później nijakiego ukontentowania. Gdyby to
możliwe było, powiódłbym was tam, gdzie chcę, całkiem inną
drogą niż tą kamienistą ścieżką. Aliści, nie dotknąwszy tego
wspomnienia, objaśnić bym wam nie mógł, jakim sposobem
zdarzyły się te rzeczy, o których czytać będziecie; zatem k'temu<pe><slowo_obce>k'temu</slowo_obce> (daw.) --- do tego; po temu.</pe>
konieczność mnie czysta przywodzi.</akap>


<akap><begin id="b1772574073144-2201966410"/><motyw id="m1772574073144-2201966410">Choroba, Katastrofa, Miasto</motyw>Powiem więc, że w roku od narodzenia Pana naszego, Jezusa
Chrystusa, tysiąc trzysta czterdziestym ósmym, w sławnym
mieście Florencji<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2044"></ref>, klejnot miast włoskich stanowiącym, wybuchła zaraza morowa, sprowadzona wpływem ciał niebieskich
albo też słusznie przez Boga zesłana dla ukarania grzechów naszych. Mór zaczął się na kilka lat przedtem na Wschodzie i spowodował tam wielkie spustoszenia. Powoli, z miejsca na miejsce
się przenosząc, zaraza do krajów zachodnich dotarła. Zapobieżenia ludzkie na nic się wobec niej zdały. Nie pomogło oczyszczanie miast przez ludzi do tego najętych, zakaz wprowadzania
chorych do grodu, różne przestrzeżenia, co czynić należy, aby
zdrowie zachować, ani też pokorne modlitwy, procesje i wszelkie pobożne dzieła.<end id="e1772574073144-2201966410"/></akap>


<akap>Wiosną tego roku mór począł w przedziwny sposób okrutne
spustoszenia czynić. Choroba nie objawiała się u nas tak jak na
Wschodzie, gdzie zwykłym znamieniem niechybnej śmierci był
upływ krwi z nosa. Zaczynała się ona równie u mężczyzn, jak
u kobiet od tego, że w pachwinach i pod pachą pojawiały się
nabrzmienia, przyjmujące kształt jabłka albo jajka i zwane przez
lud szyszkami. Wkrótce te śmiertelne opuchliny pojawiały się
i na innych częściach ciała; od tej chwili zmieniał się charakter
choroby: na rękach, biodrach i indziej występowały czarne albo
sine plamy; u jednych były one wielkie i rzadkie, u drugich
skupione i drobne. Na chorobę tę nie miała środka sztuka medyczna; bezsilni byli też wszyscy lekarze. Możliwą jest rzeczą,
że przyrodzenie<pe><slowo_obce>przyrodzenie</slowo_obce> (daw.) --- tu: natura.</pe> choroby już takim było, albo też, że lekarze nic
nie wiedzieli. Medyków wówczas pojawiło się siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, mnóstwo.</pe>, tak mężczyzn
jak i kobiet, niemających, mówiąc po prawdzie, najmniejszego
pojęcia o medycznym kunszcie. Nikt nie mógł odgadnąć przyczyny choroby ani znaleźć na nią stosownego remedium. Dlatego też jedynie nieliczni z chorujących do zdrowia powracali,
wszyscy pozostali umierali trzeciego dnia, od chwili gdy te znamiona na ciele się pojawiały; przy tym nawet gorączka zazwyczaj nie występowała. <begin id="b1394552223868-710246205"/><motyw id="m1394552223868-710246205">Choroba, Upadek</motyw>Morowa zaraza grasowała z wielką siłą;
od chorych udzielała się łatwo zdrowym, którzy z zarażonymi
przebywali, podobnie do ognia, co łatwopalne przedmioty obejmuje. Aliści zło jeszcze szło dalej; wystarczyło dotknąć się sukien chorego lub jakiejkolwiek rzeczy, którą miał w ręku, aby
się zarazić. To, o czym teraz powiem, może się wydawać rzeczą
zadziwiającą. Gdybym jej na własne oczy nie widział i gdyby
nie świadectwo wielu, sam bym jej nie dał wiary ani poważyłbym się jej tu opisywać. Siła zarazy była tak wielka, że przenosiła się ona nie tylko letko<pe><slowo_obce>letko</slowo_obce> (daw., gw.) --- lekko.</pe> z jednego człeka na drugiego, ale
i tak bywało, że jeśli do przedmiotu, stanowiącego własność
chorego, zbliżyło się jakieś zwierzę, zaraz mór się go chwytał
i w krótkim czasie je uśmiercał. Jakem to już nadmienił, sam
byłem takiego przypadku świadkiem. Strzępy odzieży pewnego
nieboraka, zmarłego z powodu tej choroby, na ulicę wyrzucone
zostały. Do szat podeszły dwie świnie i jęły<pe><slowo_obce>jąć</slowo_obce> (daw.) --- zacząć.</pe> je, wedle swego
obyczaju, ryjami i zębami poruszać. Nie minęła ani godzina,
a zwierzęta, jakby trucizny się najadły, zatoczyły się i padły
nieżywe. Wypadki te wzbudziły w umysłach nieopisaną trwogę
i napełniły je różnymi wyobrażeniami. Wszyscy bezlitośnie tylko o to się starali, aby społeczeństwa<pe><slowo_obce>społeczeństwo</slowo_obce> --- tu: wspólne przebywanie; przestawanie razem.</pe> z chorymi unikać. To
zdawało się powszechnie jedynym ocalenia sposobem. Niektórzy
mniemali, że strzemięźliwość<pe><slowo_obce>strzemięźliwość</slowo_obce> --- dziś: wstrzemięźliwość; powstrzymywanie się od czegoś.</pe> przeciwko zarazie zabezpieczyć
może, dlatego też wszelkiego nieumiarkowania się wystrzegali.
Zgromadzali się w domach swoich, gdzie żyli odcięci od świata
całego. Jadali letkie potrawy, pili powściągliwie wyborne wina
i chuciom cielesnym nie folgując, czas swój na muzyce i innych
dostępnych im przyjemnościach trawili dla zapomnienia o zarazie i śmierci, o których ani słyszeć nie chcieli.</akap>


<akap>Inni zasię<pe><slowo_obce>zasię</slowo_obce> (daw.) --- zaś, natomiast.</pe> całkiem przeciwnie postępowali, twierdząc, że najlepszym lekarstwem na zarazę jest nie myśleć o niej, pić tęgo
i żyć wesoło, śpiewać i żartować, wszystkie swoje pragnienia
zaspokajać i śmiać się z tego, co się wokół dzieje.</akap>


<akap>Tak też i czynili. Dzień i noc włóczyli się po oberżach, pili
na umór, a częściej swywolili w cudzych domach, opuszczonych
przez prawych właścicieli, tak iż każdy mógł je zajmować, rządząc się tam do woli. Jednakowoż i ci, raczej do zwierząt niźli
do ludzi podobni, unikali skrzętnie obcowania z zarażonymi.
Wpośród takich opresyj i takiej żądzy osłabła, a nawet całkiem
sczezła siła tak człowieczych, jak i bożych praw. Jej stróże
i wykonawcy bądź to poumierali, bądź chorzeli albo też tylu
podwładnych utracili, że obowiązków urzędu swego dopełniać
nie mogli. Każdy przeto mógł czynić, co chciał.<end id="e1394552223868-710246205"/> <begin id="b1394552313156-1692269804"/><motyw id="m1394552313156-1692269804">Zapach</motyw>Wielu ludzi wybrało sobie sposób życia pośredni między tymi dwoma, o których
już nadmieniłem. Ci nie ograniczali się w jadle, na podobieństwo pierwszych, nie pili i rozpuście się nie oddawali, żyli jeno
zgodnie z swym gustem a życzeniem. Nie zamykali się w domach, ale chodzili wszędzie, nosząc w rękach kwiaty, zioła
pachnące i różne korzenie, które do nosa przykładali, w mniemaniu, że podobne zapachy siły żywotne w nich skrzepią. Powietrze w tym czasie było bowiem ciężkie, gęste i nasiąkłe
smrodem gnijących trupów, wyziewami chorych i lekarstw.<end id="e1394552313156-1692269804"/></akap>


<akap>Inni wreszcie, bardziej nieużyci<pe><slowo_obce>nieużyty</slowo_obce> (daw.) --- samolubny, niechętny do pomagania innym, nieżyczliwy.</pe> i bezlitośni, twierdzili, że
najlepszym środkiem na zarazę jest ucieczka od niej. Myśląc
tylko o sobie, siła mężczyzn i kobiet opuściło miasto, domy, majętności, krewniaków i przeniosło się do posiadłości swoich, za
bramami grodu leżących, albo też u ludzi obcych schronu szukało. Mniemali widocznie, że gniew Boga, karzącego ludzi za
ich nieprawość, dosięgnie tylko tych, co w obrębie miasta pozostaną, innych zasię oszczędzi, tak jakby cała ludność miasta
na zagładę skazana została i jakby dla niej ostatnia godzina wybiła. Wprawdzie pomarli nie wszyscy z tych, co podobne mniemania żywili, ale i nie wszyscy zarazę przeżyli; owszem, pośród
wszystkich tych stronnictw choroba szerzyła się srodze. <begin id="b1772575064181-2691231392"/><motyw id="m1772575064181-2691231392">Strach, Choroba, Śmierć, Społeczeństwo</motyw>Liczni,
gdy się jeszcze zdrowiem cieszyli, opuszczali w niedoli swoich
krewniaków i przyjaciół i tym dawali przykład drugim, którzy
gdy na nich kolej przyszła, to samo czynili, zdając bliskich na
pastwę losu. Gdyby to jeszcze sąsiad sąsiada bez pomocy ostawiał, gdyby tylko znajomi i krewniacy wystrzegali się wzajemnych odwiedzin! Niestety, powszechna klęska taką trwogę
w umysłach mężczyzn i kobiet sprawiała, że brat opuszczał
brata, wuj siostrzeńca, siostra brata, a często nawet żona męża
swego. Gorzej jeszcze, że ojcowie i matki ostawiali dzieci swoje,
nie troskając się o nie zupełnie, tak jakby obcymi im były.
Wielu spośród mnogich mężczyzn i białogłów, dotkniętych zarazą, mogło tylko u kilku tkliwych przyjaciół albo też u sług
najętych pomocy szukać.<end id="e1772575064181-2691231392"/> Słudzy ci, chciwością powodowani,
otrzymawszy wielką zapłatę, mieli pieczę<pe><slowo_obce>mieć pieczę nad czymś</slowo_obce> (daw.) --- opiekować się czymś a. kimś. </pe> nad chorymi. Aliści
i takich niewielu znaleźć można było; byli to przy tym ludzie
grubi<pe><slowo_obce>gruby</slowo_obce> (daw.) --- tu: prostacki, gruboskórny, nieokrzesany.</pe> i z podobnymi posługami wobec chorych wcale nieobeznani. Umieli jeno podać czasem to, czego chory żądał, a także
po śmierci przybrać go do trumny. Zgarniali wielkie zyski, ale
i sami umierali.</akap>


<akap><begin id="b1394553230173-1270543312"/><motyw id="m1394553230173-1270543312">Obyczaje, Śmierć, Pogrzeb</motyw>Skutkiem tego, że chorych opuszczali krewniacy, przyjaciele
i sąsiedzi i że sług dostać nie można było, weszła w obyczaj
rzecz dotąd niesłychana: białogłowy, choćby najpiękniejsze
i z najlepszych rodów idące, nie wzdragały się, zachorowawszy,
mężczyzn do posług przyjmować, nie wchodząc w to, czyli są
starzy, czy też młodzi, i obnażały przed nimi najwstydliwsze
części ciała swojego. Może być, że te, które później do zdrowia
przyszły, z zwyczaju tego pobudkę do rozpusty wzięły. Siła
umarło z tych, co gdyby pieczę nad sobą mieli, ani chybi by
wyzdrowieli. Przy braku opieki i przy gwałtownym szerzeniu
się zarazy codziennie tyle narodu ginęło, że strach i zgroza brała
nie tylko świadków, ale i tych, co o tym słyszeli.</akap>


<akap>Pośród ludzi przy życiu pozostałych pojawiło się wiele nowych obyczajów, całkiem przeciwnych do tych, co dawniej istniały. Dotychczas zwyczajem było, że w domu zmarłego zbierały się krewniaczki i sąsiadki, które go pospołu z domownikami
opłakiwały; przed domem zasię skupiali się przyjaciele i sąsiedzi oraz liczni współobywatele; do nich później, według godności zmarłego, dołączało się duchowieństwo. Zebrani brali mary<pe><slowo_obce>mary</slowo_obce> --- nosze do transportowania zmarłych.</pe> na ramiona i ze śpiewem, przy blasku gromnic, zwłoki odprowadzali do kościoła, który zmarły wybrał był przed zgonem.
Gdy tylko mór się pojawił, obyczaje te zanikły, ustępując miejsca nowym. Umarłego nie tylko ciżba niewiast nie otaczała, ale
niejeden człek samotnie z tego świata schodził, nie będąc żegnany łzami i wzdychaniami swoich krewniaków. Miast<pe><slowo_obce>miast</slowo_obce> (daw.) --- zamiast. </pe> szlochów
rozbrzmiewały żarty, śmiech i wesołość na stypach.<end id="e1394553230173-1270543312"/></akap>


<akap>Nowy ten obyczaj zwłaszcza dbałym o swe zdrowie białogłowom do smaku przypadł, zadając kłam tkliwości płci ich<pe><slowo_obce>zadając kłam tkliwości płci ich</slowo_obce> --- pokazując nieprawdziwość przeświadczenia, że płeć ich cechuje tkliwość.</pe>. <begin id="b1772575918209-2231168681"/><motyw id="m1772575918209-2231168681">Pogrzeb</motyw>Rzadko się zdarzało, aby szczątki doczesne przez więcej niż dziesięć
albo dwanaście osób do kościoła odprowadzane były. Orszak żałobny składał się przy tym nie z czcigodnych mieszczan, lecz
z zwykłych grabarzy, którzy zwali się służbą moru i za zapłatą
pracowali. Ci, trumnę jak najśpieszniej pochwyciwszy, nieśli ją
zazwyczaj do najbliższego kościoła, a nie tam, gdzie zmarły
pragnął, aby nad jego ciałem modły odprawiono. Czterech albo
sześciu księży, z zapalonymi świecami, a czasem i bez nich, odprowadzało zwłoki do pierwszej napotkanej mogiły i powierzało
je ziemi bez zbytnich modłów.<end id="e1772575918209-2231168681"/> Los ludzi ubogich, a nawet tych,
co w miernym<pe><slowo_obce>mierny</slowo_obce> --- umiarkowany; niewielki.</pe> dostatku żyli, godzien był najżywszej litości. Ci,
pozostawszy z powodu ubóstwa albo też z przyczyny ufności,
jaką w miłosierdziu bożym pokładali, w domach swoich, wpośród sąsiadów, tysiącami co dnia ulegali chorobie, a nie zaznając
znikąd żadnej pomocy, ginęli bez ratunku. <begin id="b1772575966343-2791698894"/><motyw id="m1772575966343-2791698894">Trup</motyw>Wielu dniem i nocą
na ulicach padało, inni umierali w swoich domach, a sąsiedzi
po trupim zaduchu dopiero o ich śmierci się dowiadywali.
Znaczna część mieszkańców, bądź to z obawy zarażenia się, bądź
też z miłosierdzia dla zmarłych, przyjęła obyczaj wynoszenia
zwłok przed dom własnymi rękami czy też przy pomocy grabarzy; kładli je przed progiem, tak że w tych miejscach, zwłaszcza
rankiem, niezliczoną ilość zwłok obaczyć można było. Później
przynoszono mary, a gdy ich brakło, proste deski; zdarzało się,
że na jedne mary dwa albo trzy trupy kładziono, tak iż często
można było obaczyć zwłoki męża obok zwłok żony, szczątki dwu
albo trzech braci, trupa ojca pospołu z trupem syna leżącego.<end id="e1772575966343-2791698894"/>
Za dwoma księżmi, niosącymi krzyże, trzy albo cztery mary niesiono. Duchowni, którzy sądzili, że tylko jednego zmarłego na
miejsce wiecznego spoczynku wiodą, przy grzebaniu sześciu albo
ośmiu trupów musieli być przytomni<pe><slowo_obce>przytomny</slowo_obce> (daw.) --- obecny (przy czymś).</pe>. Umarłym nie okazywano
czci nijakiej, nie odprowadzano ich do grobu z zapalonymi pochodniami ani też nad nimi łez nie roniono. <begin id="b1772576074649-951158896"/><motyw id="m1772576074649-951158896">Trup, Grób, Katastrofa</motyw>Wreszcie k'temu<pe><slowo_obce>k'temu przyszło</slowo_obce> (daw.) --- do tego doszło.</pe> przyszło, że równie o umarłych się troskano, co o zdechłe kozy.
Jawnym się wówczas stało, że powszechna niedola uczy nawet
głupców cierpliwie poddawać się losowi, czego w zwykłych czasach ludzie najmądrzejsi, małymi tylko przeciwieństwami nękani, nauczyć się nie są w stanie. Gdy z powodu mnogości trupów
na cmentarzach poświęconej ziemi nie stało<pe><slowo_obce>nie stać</slowo_obce> (daw.) --- nie starczyć; zabraknąć. </pe>, tak iż nie lza<pe><slowo_obce>nie lza</slowo_obce> (daw.) --- nie można.</pe> już
i myśleć było, aby każdy zmarły miał swoją mogiłę, poczęto kopać głębokie jamy, w które trupy setkami jedne na drugie rzucano na kształt towarów na okręcie. Zwłoki ledwie cienką warstwą ziemi przysypywano, póki jama po brzegi się nie napełniła.<end id="e1772576074649-951158896"/></akap>


<akap>Nie będę się zbytnio szerzył<pe><slowo_obce>szerzyć się</slowo_obce> --- tu: rozwodzić się; szeroko omawiać.</pe> nad szczegółami tej niedoli, co
nasz gród dotknęła; powiem jeno, że zaraza niemniej rozszerzyła się po miejscowościach okolicznych. Nie wspominam o zamkach, bowiem te do małych grodów podobieństwo mają, chcę
natomiast powiedzieć o wsiach, gdzie nieszczęśliwi kmiecie wraz
z rodzinami, pozbawieni pomocy medyków i jakiejkolwiek
pieczy, marli na polach, drogach i w domach nie jak ludzie, ale
jak bydlęta. We wsiach nastąpiło to samo, co i w miastach,
a więc obyczajów rozwiązłość i brak dbałości na obowiązki swoje i sprawy. Ludzie jakby na śmierć każdego dnia czekali i dlatego też nie przykładali nijakiej pilności do uprawy pól, do
utrzymywania trzód i dobytku swego; przeciwnie całkiem, starali się roztrwonić płody swej pracy.</akap>


<akap>Doszło do tego, że woły, osły, owce, kozy, świnie, kury, a także najwierniejszych przyjaciół człeka, psy, wyganiano z obejścia,
tak iż zwierzęta wałęsały się po polach, gdzie niezżęte żyto przepadało. Niektóre bydlęta, napasłszy się do syta na opuszczonych
polach, wieczorem bez pomocy pastucha, niby rozumne istoty do
swych stajen i obór powracały.</akap>


<akap><begin id="b1772576349505-2138909448"/><motyw id="m1772576349505-2138909448">Miasto, Choroba, Śmierć</motyw>Ale ostawmy już wsie okoliczne i do miasta powróćmy. Tutaj z srogiego niebios wyroku, a także z przyczyny ludzkiego
okrucieństwa, w czasie od marca do czerwca więcej niż sto tysięcy osób życie straciło. Ginęli od strasznej zarazy, a także
z braku pieczy i pomocy, skąpionej im przez zdrowych, którymi
trwoga owładła<pe><slowo_obce>owładła</slowo_obce> (daw. forma) --- dziś: owładnęła. </pe>. Dawniej nikt by może nie był pomyślał, że
w Florencji można naliczyć tylu żywych mieszkańców, ile w niej
się później okazało zmarłych. Ileż to pięknych domów, wspaniałych pałaców, przedtem przez mnogie rodziny, przez rycerzy
i znamienite damy zamieszkałych, teraz pustką stanęło! Wymarli w nich wszyscy, aż do ostatniego sługi!<end id="e1772576349505-2138909448"/></akap>


<akap>Ileż to świetnych rodów, nieprzejrzanych bogactw i skarbów
bez dziedziców ostało! Iluż dzielnych mężów, urodziwych kobiet
i młodzieńców, których by Eskulap<pe><slowo_obce>Eskulap</slowo_obce> (mit. rzym.) --- zlatynizowana forma imienia Asklepiosa, greckiego boga medycyny i sztuki lekarskiej.</pe>, Galen<pe><slowo_obce>Galen</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Claudius Galenus</slowo_obce> (ok. 130--ok. 200 n.e.) --- wybitny rzym. lekarz i anatom, a także filozof pochodzenia greckiego; wywarł ogromny wpływ na rozwój anatomii, fizjologii i farmakologii; autorytet medycyny średniowiecza i odrodzenia.</pe> i Hipokrat<pe><slowo_obce>Hipokrates</slowo_obce> a. <slowo_obce>Hippokrates</slowo_obce> (ok. 460--ok. 380 p.n.e.) --- wybitny lekarz grecki, prekursor medycyny; wiedzę lekarską opierał na doświadczeniu, obserwacji i zasadach racjonalnych, oddzielając ją od wierzeń religijnych i przesądów. </pe> za obraz
kwitnącego zdrowia, ani chybi<pe><slowo_obce>ani chybi</slowo_obce> (daw.) --- bez wątpienia. </pe>, poczytali, rano jeszcze obiadowało w społeczności<pe><slowo_obce>w społeczności</slowo_obce> (daw.) --- tu: w towarzystwie.</pe> swych przyjaciół i krewniaków, zasię nazajutrz już wieczerzało pospołu z swymi zmarłymi przodkami.
Ciężko mi jest na sercu, kiedy błądzę myślą pośród tej okrutnej
niedoli, dlatego też wszystko, co mogę, milczeniem pokryję.</akap>


<akap>A owóż w tym czasie, gdy gród nasz prawie całkiem opustoszał (słyszałem o tym później od człeka godnego wiary), zdarzyło się, że we wtorek rano, w starożytnym kościele Santa Maria
Novella<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q51175"></ref> siedem młodych kobiet się zeszło. Wysłuchały mszy
w szatach żałobnych, jakie przystały chwilom takim. Krom<pe><slowo_obce>krom</slowo_obce> (daw.) --- oprócz. </pe> nich
nikogo bez mała<pe><slowo_obce>bez mała</slowo_obce> --- prawie, niemal.</pe> w kościele nie było. Damy te więzami pokrewieństwa, przyjaźni i sąsiedztwa zbliżone do siebie były. Żadna z nich jeszcze dwudziestego ósmego roku życia nie ukończyła, najmłodsza zaś ledwie osiemnaście lat liczyła. Były to białogłowy szlachetnej krwi, dobrych obyczajów, roztropne, skromne
i wdzięczne. Nazwisk ich tutaj nie wymienię, nie chcę bowiem,
aby się w przyszłości wstydzić miały za rzeczy, które opowiadały czy też których słuchały. Obyczaje teraz sroższe nastały i nie
lza<pe><slowo_obce>nie lza</slowo_obce> (daw.) --- nie można.</pe> już zażywać uciech i rozrywek, które podówczas dozwolone
były nie tylko osobom w ich wieku, ale i starszym o wiele. Nie
chciałbym także dać sposobności ludziom zawistnym (gotowym
oczernić najniewinniejszego!), aby swymi niesprawiedliwymi
posądzeniami mogli dobrą sławę tych białogłów splamić. Aby
jednak omyłek uniknąć, pragnę nazwać je imionami, stosownymi do ich natur. Pierwszą, latami starszą, przezwiemy Pampineą<pe><slowo_obce>Pampinea</slowo_obce> --- imię utworzone od  wł. <slowo_obce>pampino</slowo_obce>, tj. liść a. winorośli; oznacza osobę w rozkwicie, pełną wigoru, sił żywotnych.</pe>, drugą --- Fiammettą<pe><slowo_obce>Fiammetta</slowo_obce> ---  imię będące zdrobnieniem od wł. <slowo_obce>fiamma</slowo_obce>: ogień, płomień; oznacza osobę  pełną żarliwości, energii, światła.</pe>, trzecią --- Filomeną<pe><slowo_obce>Filomena</slowo_obce> --- imię utworzone od gr. <slowo_obce>philos</slowo_obce>: przyjaciel, miłośnik oraz <slowo_obce>menos</slowo_obce>: siła, męstwo, umysł; oznacza osobę odważną, rozważną i silną.</pe>, czwartą --- Emilią<pe><slowo_obce>Emilia</slowo_obce> --- imię wywodzące się od nazwy rzym. rodu Aemiliusów (Emiliuszów) oraz łac. <slowo_obce>aemulus</slowo_obce>: rywal; oznacza osobę pilną, ambitną i zdeterminowaną.</pe>,
piąta niechaj się zwie Laurettą<pe><slowo_obce>Lauretta</slowo_obce> --- imię utworzone od nazwy lauru, którego liście symbolizowały w staroż. Rzymie zwycięstwo, chwałę.</pe>, szósta Neifile<pe><slowo_obce>Neifile</slowo_obce> --- imię o znaczeniu: ,,nowa miłośniczka".</pe>, siódmą zasię, nie
bez przyczyny, Elizą<pe><slowo_obce>Eliza</slowo_obce> --- od hebr. Elisheba (a. Eliszewa): ,,Bóg jest moją przysięgą" a. ,,Bóg jest moją mocą", oznacza osobę odważną i lojalną.</pe> zwać będziemy. Tych siedem niewiast, bez
żadnego poprzedniego ułożenia, zeszło się trafunkiem<pe><slowo_obce>trafunkiem</slowo_obce> --- przypadkiem.</pe> w kościele.
Usiadły wkoło, wzdychały długo, a później, skończywszy modlitwy, jęły<pe><slowo_obce>jąć</slowo_obce> (daw.) --- zacząć.</pe> mówić dużo o tym, co się dzieje. Po niejakim czasie,
gdy wszystkie umilkły, Pampinea z takimi słowy do nich się
obróciła:</akap>


<akap_dialog>--- Drogie przyjaciółki! Wiecie równie dobrze jak ja, że nikomu tego naganiać<pe><slowo_obce>naganiać komuś coś</slowo_obce> --- tu: ganić kogoś za coś.</pe> nie można, iż uczciwie praw swoich używa.
Każdy, co na świat przyszedł, ma naturalne prawo podtrzymywać i ochraniać życie swoje. Uznają to wszyscy tak dobrze, że
jeszcze nikomu, jeżeli w obronie własnej drugiego zabił, za występek tego nie poczytano. Jeżeli zaś prawa, dla dobra ludzi
ustanowione, takie rzeczy czynić dozwalają, o ileż więcej wolno nam być winno użyć wszelkich środków dla ochrony życia
naszego? Gdy pomyślę o tym, cośmy robiły dzisiaj i w dni poprzednie, gdy wspomnę nasze rozmyślania i rozmowy, widzę
jawnie, że każda z nas drży o życie swoje. Nie ma w tym, wierę<pe><slowo_obce>wierę</slowo_obce> (daw.) --- doprawdy, zaprawdę.</pe>,
nic dziwnego! Dziwuję się jeno, że my, białogłowy, nie przyjęłyśmy dotychczas stosownych miar w stosunku do rzeczy, co
naszą trwogę tak powodują. Zdaje mi się, iż pozostajemy tu
tylko dlatego, aby liczyć, ilu umarłych na cmentarz niosą,
i patrzyć, czy bracia z tego klasztoru, których niewielu już
pozostało, dobrze służbę bożą w właściwym czasie pełnią,
albo też po to, by żałobą naszych szat wszystkim ukazywać, ile
i jakich nieszczęść nas spotkało. Gdy stąd wyjdziemy, znowu
obaczymy chorych i umarłych, co ich ze wszystkich stron niosą,
ujrzymy takoż różnych łotrzyków, których z miasta za ich
zbrodnie wygnano, a którzy, teraz jawnie z praw szydząc, skoro
ich strażnicy martwi albo chorzy leżą, zuchwale po mieście
się uganiają. Obaczymy również pospólstwo, naszą krwią utuczone, i owych posługaczy moru, wałęsających się wszędzie
i bezwstydne pieśni śpiewających. Słyszymy tylko o tym, że
ten lub ów umarł, a tamten ze śmiercią się pasuje<pe><slowo_obce>pasować się z czymś</slowo_obce> --- walczyć z czymś.</pe>. Gdyby
było jeszcze komu płakać, powszędy<pe><slowo_obce>powszędy</slowo_obce> (daw.) --- wszędzie. </pe> rozlegałyby się szlochy
i jęki. Gdy zasię powracamy do domu i widzimy, że z całej rodziny przy życiu jeno służka ostała, taki strach za gardło chwyta, że włosy na głowie się podnoszą. Dokądkolwiek bym nie
poszła, wszędzie mnie cienie zmarłych gonią, w kształtach
swoich odmienione, z przerażającymi pozory<pe><slowo_obce>z przerażającymi pozory</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z przerażającymi pozorami; <slowo_obce>pozory</slowo_obce> (daw.): wygląd.</pe>, które nie wiem,
skąd się u nich wzięły. Dlatego też w domu, tutaj i wszędzie
ciężko mi jest na duszy, zwłaszcza że, jak mi się zdaje, krom
nas nie ma już tu człeka, w którym by trochę siły żywotnej
ostało. Słyszałam i widziałam, jak często ludzie (nie wiem, czy
jeszcze są przy życiu) zatracają wszelką różnicę między rzeczą
obyczajną a bezecną i jedynie swoim pragnieniem się powodując, dniem i nocą to jeno czynią, na co ochotę mają. Robią to nie
tylko ludzie świeccy, ale i zakonnicy. Przekonani, że nie jest
wzbronione im to, co innym dozwolone być może, znieważają
śluby swoje, chuciom swoim folgują i myślą tym kształtem<pe><slowo_obce>tym kształtem</slowo_obce> (daw.) --- tym sposobem. </pe> życie swoje ocalić. Jeżeli zaś w samej rzeczy tak się dzieje, cóż
my tu czynimy, na co czekamy, o czym myślimy, dlaczegóż niedbalej od innych o utrzymanie życia naszego zabiegamy? Zaliż<pe><slowo_obce>zaliż</slowo_obce> (daw.) --- czy, czy też, czyżby.</pe>
gorszymi być się mniemamy<pe><slowo_obce>gorszymi być się mniemamy</slowo_obce> (daw.) --- uważamy się za gorsze.</pe> czy też sądzimy, że życie do ciał
naszych silniejszym łańcuchem niż u innych jest przytwierdzone, tak iż obawiać się o nie wcale nie trzeba? Wierę, w srogim
błędzie byśmy były, bowiem myśleć tą modłą<pe><slowo_obce>modła</slowo_obce> (daw.) --- sposób. </pe> tylko głupiec może. Zważmy, ilu młodzieńców i kobiet od srogiej zarazy zginęło,
a obaczymy w tym najlepszy dowód naszego błędnego mniemania. Dlatego też, abyśmy, dzięki naszej niedbałości, nie wpadły
w gorszą biedę, której przecież uniknąć możemy, umyśliłam coś;
nie wiem tylko, czy ten środek ratunku wam do smaku przypadnie. <begin id="b1772579645181-3242604184"/><motyw id="m1772579645181-3242604184">Wieś, Miasto</motyw>Mniemam, że najlepiej będzie uczynić to, co wielu już
przed nami czyniło i, ani chybi, potem uczyni, to jest, miejsca
te opuścić. Na równi ze śmiercią unikać będziemy przykładów
bezwstydnych, jeno po prostu z miasta wyjdziemy i udamy się
do którejkolwiek z naszych wiejskich posiadłości, gdzie wśród
wesela i rozrywek, granic obyczajności nie przekraczając, żyć
poczniemy. Rozlegają się tam radosne ptasząt śpiewy; ujrzymy
zielone szczyty i doliny, pola, na których jak morze kołyszą się
zboża, a takoż drzewa różnorodne i niebo odkryte; chocia się
ono i na nas zagniewało, przecie nie skąpi nam przez to swej
wiecznej krasy; trzeba przyznać, że milej będzie wpatrywać się
weń niż patrzeć na puste domy naszego grodu. Krom tego powietrze tamtejsze czystsze jest, a co się tyczy żywności, to znajdziemy tam jej teraz więcej, a przykrości o wiele mniej niż tutaj.
Prawda, że kmiecie podobnie jak mieszczanie umierają, jednakowoż mniej tam ludności i domów, dzięki czemu i mniej się
trupów widzi.<end id="e1772579645181-3242604184"/> Przy tym, zdaje mi się, że nie opuścimy tu nikogo,
bowiem raczej powiedzieć można, iż same opuszczone jesteśmy.
Wszyscy, co nam bliscy byli albo umarli, albo też uciekając od
śmierci, nas odbieżeli<pe><slowo_obce>odbieżeć kogoś</slowo_obce> --- opuścić kogoś; odejść a. odjechać, zostawiając kogoś.</pe>. Żaden wyrzut więc gryźć naszych sumień
nie będzie, jeżeli zamysł swój wypełnimy, jeśli jednak się go
wyrzeczemy, troska, cierpienie, a być może, i śmierć nas spotka.
Tedy<pe><slowo_obce>tedy</slowo_obce> (daw.) --- więc, zatem.</pe>, jeżeli się zgadzacie, weźmiemy z sobą służbę, opatrzymy
się w rzeczy niezbędne i będziemy spędzały czas raz w jednym
miejscu, to znów w drugim, weseląc się w miarę tego, jak nam
okoliczności pozwolą; mniemam, że najrozumniejszym postępkiem to się okaże. Będziemy wiodły takie życie, aż niebo nie
położy kresu temu, co się teraz dzieje, chyba że śmierć nas
wcześniej dopadnie. Sądzę, że oddalić się stąd jest lepiej niż tu
pozostawać i żyć nieobyczajnie, jak to inni czynią.</akap_dialog>


<akap>Pozostałe damy, wysłuchawszy Pampinei, nie tylko zamiar
jej pochwaliły, ale pragnąc go w czyn wcielić, jęły myśleć nad
wszelkimi szczegółami, tak jakby wprost z kościoła miały
w drogę wyruszyć. Wówczas Filomena, nader roztropna białogłowa, w te słowa rzekła:</akap>


<akap_dialog>--- Wszystko, co Pampinea powiedziała, jest rozumne wielce,
aliści nie mamy potrzeby tak się śpieszyć, jak tego pragnąć się
zdajecie. Zważcie, że wszystkie kobietami jesteśmy, <begin id="b1394874992363-813232417"/><motyw id="m1394874992363-813232417">Kobieta, Mizoginia, Mężczyzna, Obyczaje</motyw>a przecież
i dziecku wiadome jest, że białogłowom trudno jest coś przedsięwziąć bez pomocy mężczyzn. Jesteśmy niestałe, bojaźliwe,
uparte i podejrzliwe. Mniemam, że gdy same swoimi przewodnikami będziemy, to społeczność nasza długo trwać nie będzie.
Musimy najpierw za jakimś przewodnikiem się rozejrzeć.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawda jest --- rzekła Eliza --- mężczyźni są naturalnymi przewodnikami białogłów i bez nich rzadko jakiekolwiek niewiast
przedsięwzięcie do pomyślnego końca przychodzi. Ale gdzież
mamy tych mężczyzn szukać? Wiadomo nam, że nasi najbliżsi
prawie wszyscy pomarli lub też rozbiegli się w różne strony,
uciekając nie wiedzieć gdzie od klęski, od której i my salwować<pe><slowo_obce>salwować się</slowo_obce> (z łac.) --- ratować się. </pe>
się chcemy. Przyzwoitość zabrania nieznajomych zapraszać;
zresztą miast wesela i wczasu<pe><slowo_obce>wczas</slowo_obce> (daw.) --- odpoczynek, wypoczynek, rozrywka.</pe> wstyd i przykrość znaleźć byśmy
mogły.<end id="e1394874992363-813232417"/></akap_dialog>


<akap>Gdy damy tak z sobą rozmawiały, weszli do kościoła trzej
mężczyźni. Nie byli to młodzieńcy, bowiem najmłodszy dwadzieścia pięć lat już liczył. Ani przeciwności tego czasu, strata
przyjaciół i krewniaków, ani też lęk o życie własne nie zdołały
w ich sercach ognia miłości przytłumić, a tym mniej zagasić.</akap>


<akap>Pierwszy z nich zwał się Panfilo<pe><slowo_obce>Panfilo</slowo_obce> --- imię utworzone od gr. <slowo_obce>pan</slowo_obce>: wszystko oraz  <slowo_obce>philos</slowo_obce>: przyjaciel, miłośnik; oznacza osobę kochającą wszystkich i wszystko, ale też przez wszystkich kochaną; wszechmiłośnika.</pe>, drugi --- Filostrato<pe><slowo_obce>Filostrato</slowo_obce> --- imię utworzone od gr. <slowo_obce>philos</slowo_obce>: przyjaciel, miłośnik oraz <slowo_obce>stratos</slowo_obce>: armia, wojsko; oznacza miłośnika walki.</pe>, trzeci --- Dioneo<pe><slowo_obce>Dioneo</slowo_obce> --- imię utworzone od imienia gr. tytanidy Dione, matki Afrodyty, bogini miłości i piękna, może też być kojarzone z Dionizosem, gr. bogiem wina, ale również ekstatycznego uniesienia i płodności; oznacza osobę oddaną zmysłowości, miłości, radości życia.</pe>. Byli to ludzie krotochwilni<pe><slowo_obce>krotochwilny</slowo_obce> (daw.) --- tu: skłonny do żartów, obdarzony poczuciem humoru.</pe>, ale i obyczajni. W powszechnym zamęcie jednej pociechy szukali: dam swoich, które
trafunkiem znajdowały się pośród siedmiu białogłów, w kościele
zebranych. Niektóre zaś z nich spokrewnione z trzema mężczyznami były. Pampinea ujrzawszy ich rzekła z uśmiechem:</akap>


<akap_dialog>--- Los sprzyja, widać, naszym poczynaniom, przysyła nam bowiem rozumnych i układnych mężów, którzy naszymi przewodnikami i sługami będą, jeśli tylko na służbę przyjąć ich zechcemy.</akap_dialog>


<akap>Neifile, będąca przedmiotem miłości jednego z przybyłych,
zarumieniwszy się z pomieszania, rzekła:</akap>


<akap_dialog>--- Na Boga! Pampineo, zważ na to, co mówisz! Znam ich
i wiem, że nic złego o nich powiedzieć nie lza<pe><slowo_obce>nie lza</slowo_obce> (daw.) --- nie można.</pe>; poczytuję ich za
zdolnych do znacznie ważniejszych przedsięwzięć niż to oto,
a takoż upewniona jestem, że towarzystwo ich miłe by było każdym damom, piękniejszym i znaczniejszym od nas. <begin id="b1394875227614-1190211812"/><motyw id="m1394875227614-1190211812">Plotka</motyw>Rzecz jednak
w tym, że niektórzy z nich, jak o tym wszystkim wiadomo, niektóre z nas miłują; obawiać się zatem trzeba, że skoro ich zaprosimy, bez ich ani naszej winy ludzie nas osławić<pe><slowo_obce>osławić</slowo_obce> (daw.) --- zniesławić; okryć złą sławą. </pe> mogą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Błahe są to sprawy --- odparła Filomena --- dopóki postępuję
tak jak należy i dopóki sumienie mnie nie dręczy, niechaj każdy
gada o mnie, co mu się podoba, Bóg i prawda będą po mojej
stronie.<end id="e1394875227614-1190211812"/> Jeżeli tylko będą skłonni nam towarzyszyć, to powinniśmy radować się, jak to słusznie Pampinea zauważyła, że los naszym poczynaniom sprzyja.</akap_dialog>


<akap>Pozostałe damy, usłyszawszy te słowa, umilkły i zaraz postanowiły przywołać młodzieńców, opowiedzieć im o swych zamysłach i poprosić, aby im towarzystwa w podróży dotrzymali.
Pampinea, krewniaczka jednego z nich, podniosła się, zbliżyła
się do nich, spoglądających na nie z daleka, z uśmiechem ich powitała, opowiedziała, w czym rzecz, i w imieniu wszystkich dam
poprosiła, aby się zgodzili szczerze i po bratersku do ich kompanii przystać. Z początku młodzi ludzie pomyśleli, że damy
z nich żartują, ale potem przekonawszy się, że wysłanniczka
poważnie mówi, odparli wesoło, że zaproszenie ochotnie przyjmują. Bez zwłoki umówiono się o wszystko, w co należało się
opatrzyć<pe><slowo_obce>opatrzyć</slowo_obce> --- tu: zaopatrzyć.</pe>, wyruszając w drogę.</akap>


<akap>Przygotowawszy wszystko jak należy, posłali uwiadomienie
do tego miejsca, gdzie się udać zamierzali. Następnego dnia,
w środę rano, skoro świt, damy w otoczeniu służebnic swoich,
a młodzieńcy pospołu z sługami opuścili miasto i wyruszyli
w drogę. Przeszedłszy ze dwie mile, dosięgli umówionego miejsca. Leżało ono na niewielkiej górze, oddalonej od dróg i ścieżek, pokryte różnymi krzewami i roślinami, że miło spojrzeć
było na gąszcz zielonych pędów. Na szczycie góry stał dom
z obszernym dziedzińcem pośrodku; wspaniałe komnaty, sale
i krużganki tego domu malowidłami upiększone były. Wokół
ciągnęły się pola i sady, widać było studnie pełne przezroczej
wody i piwnice opatrzone w wina najwyborniejsze, które by
lepiej znawcy niźli skromne białogłowy ocenić umieli. Przybysze z wielkim zadowoleniem znaleźli wszystko gotowe na ich
przyjęcie. Komnaty były ochędożone<pe><slowo_obce>ochędożony</slowo_obce> (daw.) --- wysprzątany.</pe> i przystrojone, łoża pokryte świeżą pościelą; wszędzie rozstawiono świeże kwiaty, jakie
w tej porze roku naleźć można było.</akap>


<akap>Gdy po przybyciu na miejsce wszyscy usiedli, aby wczasu<pe><slowo_obce>wczas</slowo_obce> (daw.) --- odpoczynek.</pe>
zażyć, wesoły i krotochwilny Dioneo rzekł do dam:</akap>


<akap_dialog>--- Raczej wasz zmysł zdrowy i wasza przezorność niźli nasza
wola nas tutaj przywiodły. Nie wiem, coście w myślach swoich
uczynić postanowiły, co się jednak tyczy moich, to ostawiłem je
za bramą miasta, gdym co dopiero koło niej przechodził. Jeżeli
pragniecie śpiewać i weselić się pospołu ze mną, zapraszam was
do tego, zachowując wszelkie względy waszej przystojności należne, jeżeli zaś nie, pozwólcie mi wracać z powrotem do moich
myśli i do nieszczęsnego miasta.</akap_dialog>


<akap>Pampinea, która widać również wszelkich trosk swoich się
pozbyła, odpowiedziała wesoło:</akap>


<akap_dialog>--- Dioneo dobrze mówi. Będziemy żyły wesoło, po to bowiem
z miejsca smutku uszłyśmy. <begin id="b1394875603925-651439760"/><motyw id="m1394875603925-651439760">Władza</motyw>Ponieważ jednak rzeczy bez ustanowionego porządku długo trwać nie mogą, ja więc, która pierwszą pobudkę do rozmów w naszym towarzystwie dałam, zalecam,
gwoli<pe><slowo_obce>gwoli</slowo_obce> (daw.) --- dla; w celu.</pe> zachowania wesołości naszej, abyśmy spośród siebie jakiegoś przodownika wybrali. Wszyscy go będą słuchali i w wielkim go mieli zachowaniu, on zasię starać się będzie o to, aby
nam czas miło upływał. Aby zasię każdy z nas troski i słodycz
powszechnego uważania<pe><slowo_obce>uważanie</slowo_obce> --- tu: szacunek, posłuch.</pe> jednako poczuł i aby przyczyn do zawiści nie było, mniemam, że dobrze by było, gdyby ciężar ten
i zaszczyt co dzień komu innemu przypadał. Pierwszego wybierzemy powszechną głosów elekcją, a ów władca wieczorem
tegoż dnia następcę swego mianuje. Wybrany w czasie swego
panowania będzie miał możność ustanowić do woli, jak i gdzie
dzień spędzić mamy.</akap_dialog>


<akap>Mowę tę powszechny aplauz spotkał i natychmiast jednogłośnie Pampineę królową pierwszego dnia obwołano.<end id="e1394875603925-651439760"/> Filomena,
która słyszała wielokroć o czci, jaką wawrzynowe wyrażają
liście, pobiegła duchem<pe><slowo_obce>duchem</slowo_obce> (daw.) --- szybko; co tchu.</pe> do laurowego krzewu, zerwała kilka gałązek, splotła z nich piękny wieniec i włożyła go na głowę Pampinei. Od tych pór wieniec laurowy, póki trwały te zebrania,
stał się u nich starszeństwa oznaką.</akap>


<akap>Pampinea, która królową się stała, rozkazała przywołać
trzech sług młodych ludzi i cztery służebnice dam i gdy wszyscy
srogie milczenie zachowywali, na ten kształt mówić jęła:</akap>


<akap_dialog>--- Chcę wam wszystkim dobrym przykładem służyć, jak należy dbać o nasz związek, tak aby coraz lepszym się stając, mógł
się utrzymać długo w porządku i wesołości, bez obrazy przystojności i naszej dobrej sławy, i dlatego mianuję sługę Dionea,
Parmena, marszałkiem moim, nakładając nań obowiązek pieczy
nad kuchnią i domem. Sługa Panfila, Sirisco, zostanie skarbnikiem i rachmistrzem. Tiridaro niechaj służy wszystkim trzem
kawalerom, wyręczając Parmena i Siriska, którym nowy urząd
tego już czynić nie pozwoli. Moja pokojowa, Misia, i służebnica
Filomeny, Licisca, będą w kuchni przyprawiały potrawy wedle
Parmena rozkazu. Chimera i Stratilia, służebnice Lauretty
i Fiammetty, będą usługiwały w komnatach naszych dam
i utrzymywały w czystości miejsca zebrań naszych. Każdemu zaś
wiadomym czynię, jeśli łask naszych utracić nie chce, że wzbrania mu się surowie złych wieści przynosić, co bądź i gdziekolwiek by usłyszał.</akap_dialog>


<akap>Wydawszy te rozkazania, ochotnie przez wszystkich przyjęte,
królowa wstała i rzekła wesoło:</akap>


<akap_dialog>--- Wabią nas okoliczne ogrody, świeże łąki i inne przyjemne
miejsca, niechaj zatem każdy uda się tam, gdzie chce. O trzeciej<pe><slowo_obce>o trzeciej</slowo_obce> --- wg rzymskiej miary czasu liczono czas od poranka, godzina trzecia wypadała więc przed południem.</pe> znów się zejdziemy i będziemy pożywali obiad w chłodzie.</akap_dialog>


<akap>Wesołe towarzystwo dam i kawalerów za pozwoleniem królowej udało się tedy do sadu. Poczęto przechadzać się po ogrodzie, wesołą rozmową się bawiąc, równianki<pe><slowo_obce>równianka</slowo_obce> (daw.) --- wianek. </pe> kwiatów wiążąc
i pieśni miłosne nucąc.</akap>


<akap>Gdy nadszedł czas oznaczony, wszyscy powrócili do domu
i przekonali się, jak gorliwie Parmeno z obowiązków nań nałożonych się wywiązywał. Wszedłszy do jadalni, ujrzeli stoły zasłane śnieżnobiałymi obrusami i srebrnymi --- zdało się --- naczyniami zastawione oraz kwiatami janowca przybrane. Królowa
rozkazała podać wody do rąk obmycia; za czym wszyscy zajęli
miejsca, ukazane im przez Parmena. Przyniesiono smakowite
potrawy i wyborne wina; trzech pokojowców usługiwało do
stołu. Wszystko tak znakomicie przygotowane było, że towarzystwo, pełne ukontentowania, żartując i śmiejąc się, z wielką
ochotą jadło. Po obiedzie, gdy ze stołów uprzątnięto, królowa
kazała muzyczne instrumenty przynieść. Niektórzy z młodzieńców (jako i z dam niektóre) pięknie śpiewali i grali, co się zaś
tyczy tańców, to pląsać wszyscy umieli. Dioneo chwycił lutnię,
Fiammetta wzięła wiolę i oboje do tańca zagrali. Królowa służbę na obiad odesłała, a potem z pozostałymi damami i dwoma
kawalerami taniec kołowy powolnym krokiem zawiodła. Później
wesołe i powabne piosenki śpiewać jęli. Na takich uciechach
czas trawili, aż wreszcie królowa dała znak, że już pora na spoczynek. Wszyscy do swoich komnat się rozeszli. Młodzieńcy zastali w swoich pokojach łoża w puchy opatrzone i mnóstwo
kwiatów. Damy także do komnat swoich odeszły i rozdziawszy
się, wczasu zażywać jęły.</akap>


<akap>Gdy dziewiąta godzina nadeszła, królowa powstała, obudziła
damy i kawalerów, twierdząc, że zbyt długi sen w ciągu dnia
zdrowiu szkodzi. Towarzystwo udało się na łąkę, wysoką i świeżą trawą porosłą i od słońca osłonioną. Tutaj w chłodzie lekkiego
wietrzyka wszyscy wkoło na trawie zasiedli, jak przykazała
królowa, a wówczas ona z taką mową się do nich obróciła:</akap>


<akap_dialog>--- Widzicie, że słońce jeszcze na niebie wysoko i że żar jest
dokuczliwy wielce; nic wokół nie słychać krom cykania świerszczy na oliwkach. Nierozsądną rzeczą by było teraz na przechadzkę się wybierać. Tutaj uroczo jest i chłodno! <begin id="b1394876031447-471198328"/><motyw id="m1394876031447-471198328">Gra, Zabawa, Radość, Słowo</motyw>Oto szachy
i szachownice, niech każdy upodobaniu swemu zadosyć<pe><slowo_obce>zadosyć</slowo_obce> --- zadość.</pe> uczyni.
Jeśli jednak posłuchać mnie zechcecie, lepiej będzie grę tę ostawić. Przy grze zawsze jedna strona w nieukontentowanie popada, które przyjemności przecie ani przeciwnikowi, ani przyglądającym się sprawić nie może. Gdy się jednak historie opowiada,
wszyscy chętnie słuchają i skwarny czas dnia szybko przechodzi.<end id="e1394876031447-471198328"/> Nie zdążymy nawet wszyscy po jednej noweli opowiedzieć,
gdy słońce ku zachodowi się schyli. Wówczas pójdziemy, gdzie
chęć będziemy mieli. Nie niewolę nikogo i gotowa jestem ogólnemu życzeniu się nie sprzeciwiać, jeśli jednak moje ułożenie
wam się podoba, to zaraz je w czyn wcielmy, w przeciwnym
razie niech każdy do wieczora czyni to, na co ma ochotę.</akap_dialog>


<akap>Damy i młodzieńcy oświadczyli się wszyscy za opowiadaniem.</akap>


<akap_dialog>--- Skoro tak --- rzekła królowa --- to niechaj w tym pierwszym
dniu każdy, jaką chce, materię do opowieści wybierze.</akap_dialog>


<akap>Później, obróciwszy się łaskawie do Panfila, siedzącego obok
niej po prawej ręce, kazała mu, aby swoją powiastką innym dał
początek. Panfilo, słowom królowej posłuszny, zaczął swoją opowieść wśród natężonej wszystkich przytomnych<pe><slowo_obce>przytomni</slowo_obce> (daw.) --- obecni (przy czymś), zebrani.</pe> uwagi.</akap>







</opowiadanie></utwor>