<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/baczynski-dramat/">
<category.thema.main>DDT</category.thema.main>
<category.thema>3MP</category.thema>
<category.thema>1DTP</category.thema>
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Baczyński, Krzysztof Kamil</dc:creator>
    <dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Dramat</dc:title>
    <dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
    <dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Błochowiak, Kornelia</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Wasiołka, Tomasz</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Wójcik, Anna</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Wasiołka, Tomasz</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
    <dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat współczesny</dc:subject.genre>
    <dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Błochowiak, Kornelia</dc:contributor.editor>
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2015-05-08</dc:date>
    <dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2015</dc:date.pd>
    <dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Wolne Lektury</dc:publisher>
    <dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language>
    <dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl).</dc:description>
  <dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - Krzysztof Kamil Baczyński zm. 1944</dc:rights>
  
  <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7403.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stary rycerz, Odilon Redon (1840-1916), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7403/</dc:relation.coverImage.source>
    <dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/baczynski-dramat/</dc:identifier.url>
    <dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="mobi">https://wolnelektury.pl/media/book/htmlmobi/baczynski-dramat.html</dc:relation.hasFormat><meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8028-3</meta><meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta><dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="mobi">https://wolnelektury.pl/media/book/txtmobi/baczynski-dramat.txt</dc:relation.hasFormat><meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8029-0</meta><meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta><dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="mobi">https://wolnelektury.pl/media/book/pdfmobi/baczynski-dramat.pdf</dc:relation.hasFormat><meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8030-6</meta><meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta><dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="mobi">https://wolnelektury.pl/media/book/epubmobi/baczynski-dramat.epub</dc:relation.hasFormat><meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8031-3</meta><meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta><dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="mobi">https://wolnelektury.pl/media/book/mobimobi/baczynski-dramat.mobi</dc:relation.hasFormat><meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-8032-0</meta><meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta></rdf:Description>
</rdf:RDF><dramat_wspolczesny>
  
  
<abstrakt>
<akap>Zapada zmrok. Jan zapala świecie przy fortepianie i spogląda w noc, nim zaczyna powoli uderzać akordy <tytul_dziela>Etiudy Rewolucyjnej</tytul_dziela> Chopina. Z pozoru ćwiczenie, w rzeczywistości --- echo jego wewnętrznego zmagania. Tak nakreślony przez połączenie słowa, obrazu i dźwięku dramat Krzysztofa Kamila Baczyńskiego z jednej strony ukazuje wrażliwość poety i pełnię jego talentu, z drugiej --- wprowadza odbiorcę w pełnozmysłowy odbiór utworu.</akap>
  <akap>Głównym wątkiem dramatu jest konfrontacja dwóch postaw: pełnej patosu woli walki w obronie ojczyzny i graniczącej z przerażeniem awersji do przemocy. Bohaterowie dramatu, Piotr i Jan, nie tylko toczą spór na temat historii, moralności czy uosabiają konflikt sztuki z wojną. Ich sylwetki stanowią również szkic obrazu epoki, dają okazję do zapoznania się z autobiograficznym aspektem dramatu. Młody i przerażony przemocą Jan stanowi swoiste <slowo_obce>alter ego</slowo_obce> Baczyńskiego, zaś jego przyjaciel Piotr, tęskniący do walki, odzwierciedla postawy twórców, z którymi Baczyński wielokrotnie polemizował. Sam artysta musiał stanąć niegdyś przed pytaniem, w jaki sposób pogodzić współczucie wobec bliźniego z pragnieniem obrony ojczyzny --- rozwiązać konflikt podobny do tego, który trawił Piotra i Jana.
</akap><akap>
Jedyny dramat Krzysztofa Kamila Baczyńskiego nie posiada tytułu ani zakończenia. Zachował się jedynie w rękopisie, wielokrotnie skreślanym i poprawianym przez autora od 1942 roku --- czasu wielkich napięć moralnych i historycznych, które naznaczyły tekst pytaniami o sens życia, odwagi, a także znaczenie prawdziwej siły; pytaniami, które nigdy nie były ani proste, ani jednoznaczne. Utwór wpisuje się zarazem w najlepsze tradycje literatury polskiej; widać w nim nawiązania do stylistyki znanej choćby z takich dramatów Wyspiańskiego jak <tytul_dziela>Wyzwolenie</tytul_dziela> czy <tytul_dziela>Noc listopadowa</tytul_dziela>. Przechowywany w zbiorach Biblioteki Narodowej, stanowi dzieło mało rozpoznawalne, a jednak istotne. Baczyński, autor nazywany głosem całego pokolenia artystów doświadczonych wojną, przeniósł pytania i dylematy rzeczywistości wojennej na poziom ponadczasowy.</akap>
  <akap>Dramat nie ma tytułu. Ma jednak głos --- przejmujący, osobisty, do dziś niepokojąco aktualny.</akap>


<akap>E-book <tytul_dziela>[Dramat]</tytul_dziela> Krzysztofa Kamila Baczyńskiego jest dostępny w formatach EPUB i MOBI oraz jako PDF.</akap>

</abstrakt>


<nota_red>
<akap>Uwspółcześnienie: te wstrząśnięcie &gt; to wstrząśnięcie; o 12 &gt; o dwunastej;  o 4 &gt; o czwartej; jest pół do 4 &gt; jest pół do czwartej.</akap>


</nota_red>




<autor_utworu>Krzysztof Kamil Baczyński</autor_utworu>



<nazwa_utworu>[Dramat]</nazwa_utworu>



<naglowek_akt>AKT PIERWSZY</naglowek_akt>





<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<miejsce_czas>Słychać cichą muzykę: <tytul_dziela>Preludium deszczowe</tytul_dziela> (z kroplą). Kurtyna podnosi się. Okno od sali otwarte na park. <osoba>Jan</osoba> gra na fortepianie, muzyka jego nagle staje się głośna. Jest zmierzch. Obok niego stoi <osoba>Matka</osoba>. <osoba>Jan</osoba> urywa w środku. (Za oknem otwartym posąg biały <osoba>Gladiatora</osoba> z mieczem i tarczą.)</miejsce_czas>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>w roztargnieniu</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Tak, Jasiu, zmierzch ten zaczyna niepokój.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Mamo?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa><begin id="b1746789993572-166193252"/><motyw id="m1746789993572-166193252">Wieczór, Ciemność, Wizja</motyw><wers_cd>Zmierzch, mówiłam, zmierzch to głębokość.</wers_cd>/
<didask_tekst>nagle, jakby wieszcząc</didask_tekst>/
A głębokość każda to już niebem/
jest nad nasze codzienne błądzenie po płaskich/
drogach i jest czasem milczeniem, a czasem trąb wrzaski/
w niej słychać, ale gorsze milczenie, bo za nim/
przestrzeń pełna widziadeł, a ta przestrzeń kłamie,/
czy prawdę zjawia mówić o tym komu?<end id="e1746789993572-166193252"/>/
Nie wie. Choć ja widziałam czasem w blaskach gromu,/
jak się otwierał nieboskłon, a za nim/
szły te martwe i nowe z płaczem lub śpiewaniem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż mówisz, mamo? to nie głos twój! mamo?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie głos mój, mówisz? Ale jest to samo/
ten głos, co ja, i w tobie on przewidzi/
jak wiatru prawda w ślepym. On nie szydzi/
ani dobrocią mówi, tylko tak daleko/
ujrzy naprzód i w przeszłość, że...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>
<wers_cd>Matko, pod powieką</wers_cd>/
miałaś ogień, ja boję się, co to jest, mamo?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>spokojnie</didaskalia>

<kwestia><strofa>
Nic, synu, oczy kłamią.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie, matko, ten twój uśmiech, to wstrząśnięcie ramion,/
ten oczu blask jak płomień w nocy siwej z żalu,/
mamo, powiedz, kto w tobie tak mówił oddalą,/
mamo, powiedz, co tobie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Synu, oczy kłamią,</wers_cd>/
a zresztą <begin id="b1752855373275-599665228"/><motyw id="m1752855373275-599665228">Cierpienie, Starość, Młodość</motyw>nosi każdy jakieś rany znamion,/
jakieś stygmaty, które czasem bolą,/
gdy je przysypią zmierzchem albo solą,/
taką solą spojrzenia, którą każdy młody/
ma, kiedy patrzy w starość, jakby mówiąc: «Odejdź»<end id="e1752855373275-599665228"/>./
Ale to cóż, że powiem, żem widziała nawet/
szatanów pełne wozy czy aniołów ławę,/
czy ptaki jakby krzyże do nieba przybite,/
nigdy ty nie uwierzysz. To przeszłości mitem/
dla ciebie, chociaż przeszłość i przyszłość to samo/
i choć zarówno pali każdą raną/
mnie starą: czy to raną przed laty zadaną,/
czy tą, co będzie w tobie, czy tą, którą skłamią,/
czy tą, co będzie jeszcze, czy jest, ale Bogu/
podoba się tak wszystkich puszczać swoją drogą,/
drogą krzyża, i wtedy dopiero przebity/
pozna każdy, co prawdą, a co było mitem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1752855484755-574784798"/><motyw id="m1752855484755-574784798">Starość, Młodość, Krzywda, Cierpienie, Kondycja ludzka</motyw>Ach, wiem o doświadczeniu, chociaż to tak stare,/
pewno, każdy chce życiem czy życia oparem/
upić się i sam błądzić, i tak krzywdy szuka/
jak szczęścia, i dopiero wtedy na kształt kruka/
mądrego siada i innym powiada,/
że się to tak a tak w życiu układa,/
i sam wie dobrze, że tamci, słuchając,/
już z życiem po cichutku w kości coraz grają,/
i oni dobrze wiedzą, że on im nie kłamie,/
ale idą na nowo i na nowo sami.<end id="e1752855484755-574784798"/>/
Ale to nie to i ty mi nie o tym/
mówiłaś, ja chcę wiedzieć, co to złotem/
czy ogniem tak spłonęło.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>









<kwestia><strofa><wers_cd>Ja? Co ja widziałam,</wers_cd>/
to różne od wszystkiego, od światła i ciała,/
coś jak nad pokoleniem zawieszona łuna/
i coś jak znak przeczucia w burzy czy piorunach,/
<begin id="b1752855599499-258887553"/><motyw id="m1752855599499-258887553">Matka, Syn, Los, Walka, Cierpienie, Miłość</motyw>i wiem, że cierpieć trzeba będzie, ale na to/
matka światu jest dana, by była zapłatą/
za doświadczenie syna i by własnym bólem/
kuła zdrowemu miecze, a chromemu kule,/
by za każdy krok jego od kolebki łzami/
płaciła, a łza każda zamienia się w kamień,/
ale to się kochaniem zwie albo sumieniem,/
czasami przywiązaniem, tak rzadko --- cierpieniem.<end id="e1752855599499-258887553"/>/


<didask_tekst>milczenie</didask_tekst>/
Do widzenia, a nie patrz długo w park i okna zamknij,/
bo już jesień.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<begin id="b1752855703107-2168536044"/><motyw id="m1752855703107-2168536044">Jesień</motyw>Cóż jesień? jesień pora śpiewu.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Lub jesień pora gniewu, cóż, powiem ci: nie patrz/
długo w park, bo ta jesień i ta noc jest ślepa,/
a z ślepoty się czasem rodzą barwne plamy.<end id="e1752855703107-2168536044"/>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Tak dziwnie mówisz dzisiaj, to wieczór przemiany,/
przemiany jakiejś ciemnej, którą widzisz może,/
lecz nie mówisz.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1752855772356-1377930975"/><motyw id="m1752855772356-1377930975">Przemiana</motyw><wers_cd>Przemiana, nim spadnie jak orzeł,</wers_cd>/
długo w niebie kołuje i kręgi nawija,/
lotu kręgi na skrzydła, a potem omija/
czas, ludzi i zdarzenia i spada, gdzie zechce, /
tak jakimś meteorem przez noc i powietrze,/
a potem miażdży małe serca, duże duchy,/
tak jest za wszystkim, a wszystkim --- łańcuchem.<end id="e1752855772356-1377930975"/>/
<didask_tekst>milczenie</didask_tekst>/
Do widzenia i okno zamknij, bo już chłodem /
niesie i wilgoć się pleni ogrodem, /
jeszcze zaziębisz się/
<didask_tekst>cicho</didask_tekst>/
<wers_cd>albo zobaczysz</wers_cd>/
ten kamień krwawy jak upiór rozpaczy.</strofa></kwestia>






<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>Gra preludium cicho, coraz wolniej.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>



<didaskalia><osoba>Jan</osoba>, <osoba>Piotr</osoba></didaskalia>









<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>cicho pobrzękując na fortepianie</didaskalia>



<kwestia><strofa>Jak ona cierpi i nie powie, po co/
przyszła do mnie tak nagle, o zmierzchu, przed nocą,/
i mówi, jakby wieszcząc, ale i ukrywa,/
co widzi, o, zna ona te troski i wie, nieszczęśliwa,/
wszystko naprzód, jak dziś właśnie, i wtedy się budzi,/
jeśli jest noc, a dniem odchodzi ludzi,/
i tak mi czasem łzą czy napomnieniem/
przypomni, żem jest więźniem życia, a więzienie/
[nieba] ma pozór kuli lazurowej/
i tylko rytm ma z serca, czaszkę z całej głowy, /
a w ramieniu najbielszym kości, nad któremi/
modre duchy powietrza sypią garstkę ziemi/
czy zmierzchu, a wraz z piachem/
wyroki niezbadane, jakby kruki strachem/
i ogniami ziejące.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Słychać śpiew <osoba>Piotra</osoba> daleki, z głębi ogrodu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wiodą panny żołnierza przed Boga,/
a ten klęknąć nie umie i pyta:/
«Jak ja teraz poznam, co trwoga,/
kiedym ginąc nikogo nie witał, (bis)/
tylko ciało swoje w blasku widząc/
i przed śmiercią się nawet nie wstydząc»./
Wiodą panny żołnierza przed ciało,/
a on wrócić nie może do niego,/
bo się w prochy rozpadło i spało/
pod postacią drzewa różanego. (bis)/
Więc się żołnierz zasmucił i stanął /
jako pomnik przed raju bramą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Piotr idzie, on to śpiewa, więc jednak ta jesień/
pora śpiewu? nie gniewu?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<didaskalia>wchodzi przez otwarty balkon</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Witaj! Cóż to, Szopen?</wers_cd>/
dziwny śpiewak, ja, gdybym był chłopem,/
nie rozróżniłbym w tej pieśni swojej,/
zresztą, powiem ci: dziwnie się boję/
tej muzyki, bo ona usypia...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Lub budzi,</wers_cd>/
usypiać żalem można bardzo sennych ludzi,/
ale tak myślę, że żal, jeśli prosi/
o niebo, to do nieba --- niektórych --- donosi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>No, ciebie to do nieba i szatan doniesie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
No, dobrze, dobrze: <begin id="b1752856848508-1287622982"/><motyw id="m1752856848508-1287622982">Jesień, Omen</motyw>dziwna jest ta jesień,/
nieprawda? tak się widzi mi, że każdy z ptaków/
odlotnych niesie w sobie krew jakąś czy ogień/
i każdy liść podobny do biblijnych znaków/
wróżących<end id="e1752856848508-1287622982"/>.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
O mój Janie, w tobie jest coś z trwogi,/
ty się boisz tych liści. Ale ja też czuję,/
tylko inaczej: coś jak krew się snuje/
w każdej gałęzi i jak krew coś we mnie/
uderza niepokojem, i coraz jest ciemniej/
i czekająco.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, ja wiem, ty czekasz</wers_cd>/
przebudzenia --- jak mówisz --- zwierzęcia-człowieka.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A tak, który by stanął i sam coś zaśpiewał,/
a nie szukającego pieśni w byle drzewach,/
a nie ramiona w rzekach czującego/
i mającego wszystko w świecie prócz jednego.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A tym jednym jest siła?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
Siła tym jest właśnie.
</strofa></kwestia>






<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Może siła słabości?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>A! cóż to za słowa.</wers_cd>/
Czy ci się czasem lutnia jakaś Dawidowa/
czy Wilde'owska dostała, mistrzu sztuko-słowa,/
cóż znaczy ta dziwaczna myśl, czy tylko słowa?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<begin id="b1748508439065-3380297443"/><motyw id="m1748508439065-3380297443">Siła, Strach</motyw>Siła ludzka. To czuje ten i ten jej szuka,/
któremu mocnym być jest taka sztuka,/
że głosić musi chyba zniszczenie i klęski,/
by zaspokoić jeden lęk swój, lęk niemęski,/
przed słabością, gdy serce przeżarła mu całe,/
wtedy mówi, że mocny i wielki, choć mały,/
i tak ze strachu nawet i zabić też można,/
jeżeli strach od prawa większy.
<end id="e1748508439065-3380297443"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Nieostrożna</wers_cd>/
jest taka mowa, która bluźni człowiekowi,/
bo ludzka rzecz jest siła, chociaż ty w niej widzisz/
lęk przed śmiercią i choć tak bardzo jej się wstydzisz,/
to jednak masz i siłę, i gdy cię poniesie,/
toś gotów jak wyrwidąb drzewa rwać po lesie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ty kpisz.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>O, nie kpię, miły,</wers_cd>/
<begin id="b1752857288694-339773026"/><motyw id="m1752857288694-339773026">Siła, Ciało, Dusza</motyw>bo pierwsza rzecz to chyba mieć fizycznej siły/
pod dostatkiem, a wtedy i dusza przychodzi,/
bo się właśnie ta dusza z ciała tylko rodzi.<end id="e1752857288694-339773026"/></strofa></kwestia>






<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
A jednak...</strofa></kwestia>







<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<didaskalia>nie słuchając</didaskalia>




<kwestia><strofa>I widzę człowieka,/
który na nic nie woła i na nic nie czeka,/
lecz chwyta i zwycięży, ramiona ma mocne/
jak skręty dusiciela, brunatne, miedziane,/
tak w słońcu wyjawiony może nowe zacznie/
elementarne walki, a gdy i przyrodę/
u nóg powali jak drzewo brzozowe,/
chwyci ludzi i słabych jako gruszki strzęsie/
i stanie mocny taki.</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>chłodno</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Wyrzeźbiony w mięsie,</wers_cd>/
mięsem wszczęty, do mięsa dojdzie jak do nieba,/
nawet dziwne, że stać, nie wisieć trzeba/
takiej ludzkiej kiełbasie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kpisz, ale zobaczysz</wers_cd>/
zamki idące w gruzy i hymny rozpaczy,/
jeszcze i sam usłyszysz i może zaśpiewasz,/
bo wtedy rozpacz będzie takim ludo-drzewem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>






<kwestia><didaskalia>do siebie, wzruszając ramionami</didaskalia>



<strofa>Teraz on znów mi jakieś przepowiada burze./

<didask_tekst>do <osoba>PIOTRA</osoba></didask_tekst>/
Dobrze. Koniec tej kłótni./
Czy widzisz te róże/
purpurowe w ogrodzie? Wczoraj była właśnie/
Joanna, nazywała je słodko i jaśniej/
niż zwykłym słowem, mówiła im: «Ptaki,/
kto was tak tu przywiązał, kto was tak rozskrzydlił/
i u domów człowieczych dla ozdoby wieszał?»</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Joanna zawsze piękna! ach, ma ona w sobie/
coś z tych ptaków, choć dobrze zna, co człowiek umie./
O, ty szczęśliwy, ja zazdroszczę tobie/
tej Joanny, ja u niej każdy gest rozumiem./
Ja.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Możeś ty zakochany?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<didaskalia>z gniewem</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Głupiś, dajże pokój.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ale mówiłem przecież tak tylko na boku,/
czemuż się zaraz gniewasz?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<didaskalia>nagle ożywiony</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czy ty wiesz? Od roku</wers_cd>/
mówi mi ten oficer ułanów, że teraz/
wróg na kraj tak naciska, że tak już napiera,/
że wojny patrzeć tylko.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>



<didaskalia>zrywa się</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Wojny!?</wers_cd>/
<didask_tekst>siada z powrotem</didask_tekst>/
<wers_cd>Głupstwa plecie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia>
<strofa>
Różne bywają głupstwa, różne w każdym świecie./
  Ale ja już słyszałem o jednej potyczce/
  na granicy.
</strofa>
 </kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>zaniepokojony</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kto mówił, kto natarł i kiedy?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ano, swoim zwyczajem chcą napytać biedy/
tamci mili sąsiedzi,/
<didask_tekst>ze złością</didask_tekst>/
<wers_cd>ale się nie damy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Że nie damy, pewne.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<didaskalia>z przekąsem</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż, my się mijamy</wers_cd>/
w przekonaniach, ty może nawet byś nie poszedł,/
by nie zabijać braci.
</strofa></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Jan</osoba>, <osoba>Piotr</osoba>, <osoba>Gladiator</osoba>, <osoba>Cienie</osoba></didaskalia>








<didaskalia><begin id="b1748507521392-2492135998"/><motyw id="m1748507521392-2492135998">Muzyka, Artysta</motyw>Robi się ciemno. <osoba>Jan</osoba> zapala świece na fortepianie i staje u okna. Patrzy przez chwilę w noc, a potem siada i powoli, powoli uderza akordy <tytul_dziela>Etiudy rewolucyjnej</tytul_dziela>. Cicho, bardzo powoli, rozdzielając je jak przy ćwiczeniu.<end id="e1748507521392-2492135998"/></didaskalia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jest moc w tym jakaś, ale tak powoli/
ręce idą po płytach i serce tak boli,/
<didask_tekst>po chwili</didask_tekst>/
jakbym każdy ten odgłos spod ziemi wyrywał.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Gladiator</osoba> za oknem porusza się powoli, drgnął raz i drugi, opuszcza ze szczękiem ręce znużone trzymaniem tarczy i miecza.</didaskalia>





<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Kto mnie tu po imieniu wzywał,/
kto mnie z kamienia w życie chce przemienić?/
Czy to ty, synu ziemi, spod ziemi wyrywasz/
urojonego ducha powstałego z cieni/
konających na krzyżach i w turmach<pe><slowo_obce>turma</slowo_obce> --- więzienie. </pe>? A znasz ty/
moją moc, co zza grobu nawet strzeli masztem/
najwynioślejszej z pieśni, dziecinnej i dzikiej?/
To ty, synu zgubiony, szukałeś muzyki/
w tonie mojego cienia?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja tylko trąciłem</wers_cd>/
struny, właśnie bez mocy były, bo mi siłę/
ktoś odebrał. Lecz ktoś ty, odpowiedz.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bez mocy.</wers_cd>/
Czymże mnie nawołujesz grający po nocy?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ktoś ty, odpowiedz, przecież ja tu stałem/
przy oknie. Wtedy byłeś kamieniem, nie ciałem./
Odpowiedz, chyba że chcesz mnie okuć i zmienić/
jeszcze to niebo nocne na niebo-więzienie,/
chyba że lękiem chcesz zabić i wydrzeć/
ostatnią moją wolność.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>

<didaskalia>głośno</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1748508906716-3672141642"/><motyw id="m1748508906716-3672141642">Wolność</motyw>Oto będziesz silny,</wers_cd>/
synu ziemi i nieba, bo mnie już nazwałeś,/
i oto słowem «wolność» ja stanę się ciałem,/
i oto słowem «wolność» wywołam i podam/
tobie piersi najtwardsze, ryjące jak woda/
w skałach, w lochach, w ciemności ryjące jak ogień/
przez ruiny drzewami, a przez smętarz --- drogi.<end id="e1748508906716-3672141642"/>/
Ty graj.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>


<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ty wstrzymaj się, ja nie znam głosu,</wers_cd>/
który przepływa mną jakby z niebiosów/
zerwany grom, nie mogę unieść przez powietrze/
tej muzyki, bo ona mnie jak pył rozetrze,/
ona zabije.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie, ona uleczy,</wers_cd>/
ona jest płomień oczyszczenia. Mieczem/
stanie się w tobie i przez ciebie niosąc/
osiądzie na posągach krwią jak słońca rosą./
Graj.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja nie uniosę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>





<didaskalia>stojąc nad <osoba>Janem</osoba> i unosząc ręce w zaklęciu</didaskalia>



<kwestia><strofa>Stań się krwią i głosem,/
niech ci opadnie ciało i niech stanie/
obok jak głaz, a ty się stań kochaniem,/
a ty się stań cierpieniem i nie zamknij oczu/
tym cieniom, co jak trumny przez wzrok ci się stoczą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>gra coraz głośniej <tytul_dziela>Etiudę rewolucyjną</tytul_dziela></didaskalia>



<kwestia><strofa>
Poczyna się coś bardzo głęboko, aż na dnie sumienia.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Słychać śpiew-jęk.</didaskalia>





<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Oto się pierwsza brama otwiera w więzieniach.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>grając</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Jęk słychać, a ten jęk jest głosem moim.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
To się otwiera znużenia podwoje.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>z jękiem</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Coś pęka, ach, to niebo,/
nie, to harfa nieba.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>To się poczęły narodziny chleba/
niepowszedniego i krwi, co powszednia,/
ale że się poczęły w człowieku jak harfa,/
to jak w harfie głos się nie pogodzi,/
kiedy trącona w dwie struny pęknięte,/
i będzie w niebo iść, to znów odchodzić/
na ziemię, i tak w bólu choć osiągnie świętość,/
będzie muzyką tysiąckroć przeklętą/
przez siebie, bo za głosem idąc i krew niecąc/
z powinności człowieczej będzie jak te ptaki/
kamienne, które z nieba spadają nie świecąc/
i nie śpiewając jak lodowe znaki./
W takie ptaki się zmienia kropla krwi rozlana/
w świadomości najwyższej i każda jak rana /
pali tego, co wielki,/
<didask_tekst>zwraca się do <osoba>Piotra</osoba>, który osunął się w półśnie na fotel</didask_tekst>/
<wers_cd>a temu, co mały,</wers_cd>/
jest płomieniem najwyższym i największej chwały/
przyczyną, bo on w cel bijąc, człowieka/
zabija, jest mu w czasach, epokach i wiekach/
przeszkodą jeno i kukłą drewnianą,/
nigdy, gdy sam jest kukłą --- kukłą taką samą./
<didask_tekst>zbliża się do <osoba>Piotra</osoba> i kładzie ręce na niego w zaklęciu</didask_tekst>/
Więc stań się, jakim stoisz --- prostaczkiem modlitwy,/
prostaczkiem bólom cudzym i prostaczkiem bitwy./
Zabijaj przeto, że sam nie zobaczysz/
poza swoją rozpaczą --- niczyjej rozpaczy,/
bo na tym ci się skończy sen i obcowanie/
z wielkością. Tobie będzie samo zmartwychwstanie/
ciał, nie duchów.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Jan</osoba>, <osoba>Piotr</osoba>, <osoba>Gladiator</osoba></didaskalia>







<didaskalia><osoba>Gladiator</osoba> do <osoba>Piotra</osoba></didaskalia>





<kwestia><strofa>A teraz śpij, bo tobie oczy/
zamknięte na te ruchy powietrza śród nocy/
i nocy śród powietrza./
<didask_tekst>Do <osoba>Jana</osoba></didask_tekst>/
<wers_cd>A ty patrz w zaklęte</wers_cd>/
duchy nocą błądzące i ranami święte,/
duchy tych, co pod ziemię jak korzenie wrośli,/
tych, którzy jak kamienie rozpaczą obrośli/
i najpierw pęd z nich strzeli, potem całe drzewa/
pełne owoców --- każdy owoc śpiewa/
i każdy owoc, gdy dotkniesz, krwią tryśnie/
albo płomieniem, albo czarnym liściem.</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Cienie nocne</osoba> ukazują się z ciemności za fortepianem i powoli, z brzękiem łańcuchów idą przez salę. <osoba>Jan</osoba> gra. Muzyka cicha już przechodzi w marsz stepowy, rozlewny, przypominający pieśni burłackie<pe><slowo_obce>burłak</slowo_obce> (ros. <slowo_obce>бурлак</slowo_obce>) --- robotnik pracujący przy holowaniu statków na linie lub przy wiosłach; znani od XVI w. burłacy byli wykorzystywani w transporcie rzecznym w Rosji do początku XX w.</pe>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>CIENIE</naglowek_osoba>



<didaskalia>śpiewają</didaskalia>




<didaskalia>Głosy niskie, przytłumione. Fortepian uderza rytmicznie jak dzwon.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Ej, rośniem, my rośniem na murach,/
pieśni nasze jak trupy na sznurach,/
pieśni nasze jak trumny pokoleń,/
czarne w niebie i ziemi na dole.</strofa>

<strofa>Ej, wyrośniem cieniami i przejdziem,/
ponad nami nowymi znów wzejdzie,/
ponad nami kamienie przybiją/
nowe cienie, krzyże zawyją.</strofa>

<strofa>Ej, te krzyże jak wilki nad grobem,/
sierścią nocy obrosłe i czarne,/
a jak w ziemi za życia umarłe/
rosną im tylko znanym sposobem.</strofa>

<strofa>Ej, i w nowe się cienie przerodzim,/
tak przejdziemy w pokoleń pochodzie/
i tak zemstę z kamienia znów w kamień/
nieśmiertelnym uczynim konaniem.</strofa></kwestia>




<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Matka</osoba>, <osoba>Jan</osoba>, <osoba>Joanna</osoba></didaskalia>


<didaskalia>Dzień słoneczny, jasny. Ewentualnie nowe meble --- stół, krzesła itp. Liście purpurowe i żółte na drzewie za oknem, kilka leży na podłodze.</didaskalia>







<naglowek_osoba>JOANNA</naglowek_osoba>





<didaskalia>trzyma liść w ręku</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Piękny ten liść. Jest to dłoń świata,/
w której się trzyma blade zadumanie,/
taka dłoń to jest jakby podana zapłata/
przez drzewo --- za zieleni wiosennej kochanie/
i za rośnięcie w ciszy, która nic nie widzi/
poza koleją roku i jej się nie wstydzi,/
nawet czeka za zimą wiosny, a za latem/
takiej dłoni podanej i takiej zapłaty.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Właśnie to wyczekane się budzi i rośnie/
jak świerk z wolna i czeka ramionami na nas,/
i poczęło się właśnie teraz, i jest z nami./
Ta cisza już zostanie, aż zgina kolana,/
kiedy po latach trwogi --- to już nie czuwanie,/
nie czekanie, lecz jakby w ciszy zmartwychwstanie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Mówicie: dłoń. To liść jest dłonią,/
dłonią drzewa, a czasem dłoń to pożegnanie,/
a czasem dłoń to tylko przykrócenie koniom/
pętlicy, czasem daremne wołanie,/
a zresztą z dłoni wróżyć można/
i taka dłoń jest czasem tyle nieostrożna,/
że powie coś.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JOANNA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż powie? może mi wywróżyć</wers_cd>/
o wiosennym zachodzie powstawanie róży/
w płomieniach słońca białych.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż wywróżyć może</wers_cd>/
w ciszy aż tak doniosłej, która się układa/
jak wygładzone księżycami morze/
w gładkość, co nie jest klęska ani zdrada,/
ani znużenie, tylko trwanie sobie,/
sobie i drzewom.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przebudzenie w grobie</wers_cd>/
zdarza się nawet gwiazdom, ale nie słuchajcie,/
co mówię, to takie tylko uleganie w walce/
z przywidzeniami, a ja was tak mrożę,/
jakbym ten liść czerwony składała pod nożem.
</strofa></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia>Ci sami, <osoba>Piotr</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<didaskalia>zdyszany, wpada przez otwarte drzwi balkonowe</didaskalia>



<kwestia><strofa><begin id="b1748507764431-3982038010"/><motyw id="m1748507764431-3982038010">Wojna</motyw>Janie, słuchaj, Janie! Wojna.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>siedzi nieruchomy</didaskalia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>Wznosi na chwilę ręce i opuszcza je powoli na kolana.</didaskalia>



<naglowek_osoba>JOANNA</naglowek_osoba>





<didaskalia>zrywa się z miejsca, cicho</didaskalia>





<kwestia><akap>Na litość Boga! Co się stało? kiedy?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>







<kwestia><akap>A słowo --- stało się słowem złych zrozumień.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<didaskalia>siadając, zadyszany</didaskalia>





<kwestia><akap>Wyszedłem na miasto. Z rana, a tu afisze, hałas, ludzi tłumy. Od razu wiedziałem. Nareszcie się skończyło.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>







<kwestia><akap>Co się skończyło?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<didaskalia>nie słuchając</didaskalia>





<kwestia><akap>Serce mi niemal nie rozsadziło głowy.</akap>

<didask_tekst>ironicznie, do <osoba>Jana</osoba></didask_tekst>

<akap>Widzisz, Jasiu, serce czasem, gdy człowiek jest bardzo wzruszony, wali i tętni w głowie. Ja już nareszcie będę wolny. Nareszcie... tak długo czekałem. Janie! Chodź, chłopie, chodź o dwunastej [na] placu Radnych 4. Chodź. Nareszcie się zacznie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>

<didaskalia>ze smutkiem, trochę kpiąco</didaskalia>



<kwestia><akap>Więc czy się skończyło, czy się zaczęło?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Skończyło się tamto gnicie w ciszy, która uszy wykłuwała, a zacznie się, zacznie się nareszcie życie, walka, marsz naprzód. Zresztą, trzeba bronić kraju, mój kochany. Jeszcze się wahasz?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie, nie waham się, naturalnie pójdę, tak trzeba, tak chcę; ale czemu to mówisz: «a zresztą, trzeba bronić kraju»? Zdaje się, że to dla ciebie problem poboczny, może nawet nie pretekst do walki, a tylko problem poboczny. Walka sama w sobie nie uzasadniona?<end id="e1748507764431-3982038010"/></akap>

<didask_tekst>po chwili</didask_tekst>

<akap>No tak, to zresztą potwierdza to, coś zawsze mówił.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Ach! dajże już z tym spokój. Zbieraj się i chodźmy. Czy nie czujesz tego szalonego pędu naprzód, tego przesunięcia całego okresu czasu?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<didaskalia>drżącym głosem</didaskalia>


<kwestia><akap>Idź, Jasiu, idźcie już, niech to się prędzej skończy.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>JOANNA</naglowek_osoba>

<didaskalia>cały czas stała drżąca, teraz wybucha płaczem i pada na krzesło stojące obok</didaskalia>



<kwestia><akap>Boże, Boże, i ja jeszcze mówiłam coś o ciszy, o porach roku. Oto mam, mam za te głupie radowanie się. Boże, Boże.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>

<didaskalia>gładzi ją po głowie</didaskalia>


<kwestia><akap>No, Joanno, płaczesz, jakby mnie już co najmniej zabili, a tu dopiero mobilizują.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Chodź już.</akap>


<didask_tekst>do <osoba>Matki</osoba> i <osoba>Joanny</osoba></didask_tekst>

<akap>Niechże się panie nie przejmują. Jana, jako ochotnika, przydzielą do jakiejś bezpiecznej służby. W dodatku wiedzą, że to artysta, a do zdolności bojowych takiego pędzichmura nie będą mieli zbyt wielkiego zaufania. Ja zresztą zgłoszę się od razu na front. Od razu. Idziemy, Janku!</akap></kwestia>



<didaskalia>Wychodzą, <osoba>Matka</osoba> obejmuje głowę dłońmi, <osoba>Joanna</osoba> płacze cicho, oparta o stół, i mnie w rękach liść jesienny.</didaskalia>
  <didaskalia> Zasłona.</didaskalia>


  
  
  
<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>

<miejsce_czas>Wieczór. <osoba>Matka</osoba>, <osoba>Joanna</osoba>. Wchodzą <osoba>Jan</osoba> i <osoba>Piotr</osoba>, w mundurach, bez broni. <osoba>Piotr</osoba> w furażerce, bez pasa, <osoba>Jan</osoba> w kasku bojowym, w pasie z ładownicami.</miejsce_czas>




<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>

<didaskalia>zły i nachmurzony, ironicznie</didaskalia>


<kwestia><akap>Oto żołnierz, proszę mu się przyjrzeć tylko: ładownice, pas, hełm bojowy. Pierwsza klasa żołnierzyk, co? I ja do usług, gryzipiórek miejscowy w mundurze galowym.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JOANNA</naglowek_osoba>

<didaskalia>zrywa się z miejsca</didaskalia>


<kwestia><akap>Co to, Janku? Dlaczego taki mundur?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>Jan</naglowek_osoba>

<didaskalia>spokojnie</didaskalia>


<kwestia><akap>Nic nadzwyczajnego, zwykły mundur ochotnika.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JOANNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ale dlaczego ty w hełmie, z ładownicami, a pan Piotr bez niczego?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Już powiedział: gryzipiórek. Przydzielili go do kancelarii tutejszego pułku.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JOANNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No a ty, Janku? a ty?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>

<didaskalia>niepewnie</didaskalia>


<kwestia><akap>Nie wiem jeszcze dobrze, ale tymczasem tak... jakoś...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>

<didaskalia>głośno, dobitnie</didaskalia>


<kwestia><akap>Po prostu idzie na front i tyle...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>Opiera głowę na stole i twarz ukrywa w dłoniach.</didaskalia>



<naglowek_osoba>JOANNA</naglowek_osoba>

<didaskalia>Stoi odrętwiała, bez słowa.</didaskalia>

<didaskalia>Cisza.</didaskalia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>w końcu, cicho</didaskalia>


<kwestia><akap>Kiedy idziesz?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Dziś o czwartej zbiórka przed magistratem. Teraz jest pół do czwartej.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To zaraz już idziesz, Jasiu?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A no zaraz, nie martw się.</akap>

<didask_tekst>cicho, opuszczając głowę</didask_tekst>

<akap>Nic mi się nie stanie.</akap></kwestia>


<didaskalia>Siada na wieku fortepianu.</didaskalia>





<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<didaskalia>stojąc</didaskalia>



<kwestia><akap>I to taki pech. Jego, z tymi humanitarnymi pomysłami, pchają w ogień, a ja, ja, który tak pragnąłem tej walki, tego przełamania, zostaję tutaj jako... pisarz, kancelista, ach!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Heroizm nie znaczy w mundurze przechodzić/
wśród trąb i wśród nieba trzasku,/
heroizm to czasem pisanie na piasku/
palcem --- krzyżyka w rocznicę urodzin./
Heroizm to czasem bez hełmu, a samo/
konanie, gdy konać potrafisz --- to stanie/
za marsz i za życie, za ludzi, co kłamią,/
mosiężno-żelaznym zmartwychpowstaniem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>







<kwestia><akap>Janie, czy nawet nie rozumiesz, że to jakieś fatum, że to klęska dla mnie, i ciągle się bawisz w te wzniosłe morały.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>







<kwestia><akap>Czy stwierdzenie doświadczenia epok jest zawsze morałem?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>







<kwestia><akap>Janie, Janie, czy ty ciągle jeszcze nie rozumiesz, że w tej chwili, kiedy ty, kiedy wy wszyscy osiągniecie to, czego pragnąłem od tylu lat, ja właśnie będę tu, na tyłach, mógł do woli cierpieć od niemożności zaspokojenia?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Los to nie zawsze zawiązane oczy/
i nie zawsze błądzenie --- myślę --- po dnie nocy./
Myślę, że czasem --- taki wypadek unosi /
w rozpacz, choć jest spełnieniem tego, o co prosi/
dobro twoje i możność, <begin id="b1752876063808-277034698"/><motyw id="m1752876063808-277034698">Marzenie</motyw>bo to, co się marzy,/
nie zawsze nazbyt gładko przylega do twarzy,/
kiedy już jest<end id="e1752876063808-277034698"/>; to tak coś, jakby w karnawale/
kupował (pan Piotr choćby) maseczkę na bale,/
a potem się wyjaśnia, choć z początku piękna,/
dobrana do marzenia jak do ręki ręka,/
więc się potem wyjaśnia, że nos w niej za duży /
i że za krótka głowa, że w noszeniu nuży/
i że tysiąc piękniejsza była wymarzona,/
a tak jest jak dla króla bez głowy --- korona.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ach, ty zawsze jesteś przemądry; czy się pod tym chłód
ukrywa dla cierpienia, czy głupota?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<begin id="b1752876176471-3835806871"/><motyw id="m1752876176471-3835806871">Głupota</motyw>Wieczna głupota ludzka to wtedy, gdy człowiek/
idzie, nie rozwierając sam na siebie powiek<end id="e1752876176471-3835806871"/>/
i słyszeć nawet nie chce, że co z niego płynie,/
w słowach jest tylko, ale nie jest w czynie,/
bo obca myśl na swojej wychowana duszy/
nie tylko nie urośnie, lecz duszę rozkruszy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>


<didaskalia>nie zważając już na <osoba>Jana</osoba>, chodzi nerwowo z kąta w kąt</didaskalia>


<kwestia><strofa>Czym ja zostanę, czym, wyrwany z głosu,/
co kazał iść mi tam, a teraz wzbrania,/
co mnie jak liść, jakby ten właśnie/
<didask_tekst>rozgniata liść jedną nogą</didask_tekst>/
odrywa i upuszcza, i tak każe istnieć.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>

<didaskalia>zeskakując z fortepianu</didaskalia>



<kwestia><strofa>
No, czas na mnie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MATKA i JOANNA</naglowek_osoba>


<kwestia><strofa>
Już!?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>


<didaskalia>do siebie</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Już, już się rozpoczyna, a czuję, jak krzyżem/
coś stoi, coś mi stopy jak płomienie liże./
<didask_tekst>do <osoba>Matki</osoba> i <osoba>Joanny</osoba></didask_tekst>/
Żegnaj. Wrócę. Wy wiecie, że myśli mam tyle/
i że nie powiem nic, lecz to, co czuję,/
było zbyt dużym bólem we mnie i w was samych,/
żeby się stało jakimś zapomnieniem/
lub niepojęciem nawet./
<didask_tekst>całuje <osoba>Matkę</osoba> i <osoba>Joannę</osoba>, podchodzi do <osoba>Piotra</osoba></didask_tekst>/
Żegnaj.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIOTR</naglowek_osoba>

<didaskalia>z goryczą</didaskalia>


<kwestia><strofa>
Żegnaj, żołnierzyku!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<begin id="b1748507911893-2111793200"/><motyw id="m1748507911893-2111793200">Konflikt</motyw>Drwisz, a czymże to było, co w tobie gra jeszcze,/
czy ty dla swojej sprawy, jeśli sprawą tobie,/
musisz w jakiś specjalny tylko sposób walczyć,/
co się poczyna w grzechu, a kończy się w grobie,/
czy może ty nie sprawie, ale sobie służysz/
i swoim żądzom złym, a ciebie nuży/
praca taka powolna, gdzie trzeba w pokoju/
budować swoją sprawę tak samo potrzebnie,/
jak zabijając, chyba że tego ci trzeba,/
a nic ponadto, wtedy groza tobie.<end id="e1748507911893-2111793200"/>/
Żegnaj.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>



<didaskalia>Kurtyna.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT DRUGI</naglowek_akt>


<miejsce_czas>Wieczór. Półkula ziemi. Po niej z dwu stron maszerują żołnierze.</miejsce_czas>
  <miejsce_czas> Śpiew.</miejsce_czas>




<naglowek_osoba>CHÓR I</naglowek_osoba>
<naglowek_osoba>GŁOS I</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Raz, dwa, trzy, cztery, raz, dwa, trzy, cztery.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Słowa są sypkim popiołem, kochana,/
niebo otwarte nie nam,/
niebo otwarte pali jak rana,/
nie tam nam wędrować, nie tam.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS I</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Raz, dwa itd.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>


<kwestia><strofa>
Ziemio, czy jesteś wszędzie ta sama,/
stosem kamieni i ciał?/
Kto nam cię, ziemio, zielenią tak skłamał,/
kto cię tak słońcem grzał?/
My sami nocą i z myślą jak młoty/
w żyłach dudniącą jak młot,/
jakże ty, ziemio, odpowiesz nam złotem/
i tym bagnetów kłom?/
W takich ciemnościach aż trzeba cię rodzić/
i tyle ci trzeba snów/
na całopalne ołtarze zawodzić/
i w takim czyhaniu na grób?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS I</naglowek_osoba>





<didaskalia>coraz cichszy</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Raz, dwa itd.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR II</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Matko, jak twe oczy były/
w moim śnie o ziemi naszej,/
może tylko tak się śniły/
dwa anioły czy pałasze?/
Miła moja, gdzie ty czekasz,/
jakim niebom składasz sen?/
--- To tak ziemia do człowieka/
mówi ognia kłem./
Moi bracia, czy was nie ma,/
czy wy wszyscy czarny cień,/
tak jak ja zgubieni w ziemiach/
jakby w księżycu jasny dzień?/
Tak was zbiorę, tak ułożę/
każde serce w nieba dzwon,/
i tak znajdę kraj, a może/
w mej ojczyźnie stary dom.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Żołnierze (<osoba>Chór I i II</osoba>) skłaniają się coraz niżej na ziemię i w końcu kładą się na niej. Cisza. Z daleka słychać terkot karabinu maszynowego. Cisza. Detonacja. Cisza. Detonacja. Cisza. Karabin maszynowy. Rozjaśnia się. Widać, że <osoba>Chór I</osoba> zniknął, został tylko II. Wśród trzech towarzyszy na pierwszym planie <osoba>Jan</osoba>.</didaskalia>






<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>







<kwestia><akap>Zasnąłem gdzieś, maszerując nad ciemną rzeką, gdzie pełno było wielkich drzew, jak obudziłem się w okopie?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>KOLEGA I</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>O bracie, ta rzeka była jeszcze wczoraj, spałeś jak suseł, a teraz już kropią do nas jak w manekiny jarmarczne, do strzelania --- toś się zbudził.</akap></kwestia>


<uwaga>
<akap>[podpisy pod obrazkami: skan 25, 26]</akap>

<akap>K. K. Baczyński: rysunek ofiarowany Zuzannie Chuweń wraz z cyklem poetyckim Wyspa Szczęścia</akap>

<akap>K. K. Baczyński: rysunek ofiarowany Zuzannie Chuweń wraz z cyklem poetyckim Wybrane wiersze oraz tekst napisany przez Baczyńskiego na odwrocie rysunku</akap>


</uwaga>

<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Chwilami to nie wiem, czy się zbudziłem, czy jeszcze śpię, tak jakbym pięć razy się budził z tego samego snu, coraz bliżej rzeczywistości.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>KOLEGA I</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Nawet czuć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co czuć? człowieku!? czyś oszalał?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>KOLEGA II</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie, nie oszalał, ani trochę; czuć po prostu rzeczywistość, bo Henryka wczoraj ustrzelili, ciepło jest, to i czuć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Jak to, Henryk nie żyje!?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KOLEGA I</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A nie żyje. Cóż zrobić. Obie nogi urwało.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Boże, jeszcze wczoraj opowiadał o tej swojej Krysi i dał mi fotografię i jakieś listy, żebym jej zaniósł. Nawymyślałem mu od obłąkańców, a teraz okazuje się, że wiedział, co robi.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>KOLEGA II</naglowek_osoba>


<didaskalia>kpiąco</didaskalia>


<kwestia><akap>No i co? myślisz, że oddasz tej Krysi fotki?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A dlaczego miałbym nie oddać?</akap></kwestia>



<didaskalia>Detonacja.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KOLEGA II</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Nie, dla niczego, ale za trzy godzinki najmniej będzie szturm od tych tam...</akap></kwestia>



<didaskalia>Pokazuje na wprost. </didaskalia>
  <didaskalia>Detonacja. Chwila ciszy.</didaskalia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>wstaje i odchodzi na bok</didaskalia>



<kwestia><akap><begin id="b1748507984957-2773277370"/><motyw id="m1748507984957-2773277370">Konflikt wewnętrzny, Ojczyzna</motyw>Ręce mi drżą. Co to będzie... Im już wszystko jedno, zresztą, muszą ratować siebie, a to ich całkiem usprawiedliwia. Oni już chyba zapomnieli o celu. Ale ja... Ja pamiętam, po co się biję, o! aż nazbyt dobrze pamiętam, ale jak bagnetem tak wprost uderzyć, w brzuch, brr... nie mogę, nie mogę.<end id="e1748507984957-2773277370"/></akap>

<didask_tekst>do kolegów</didask_tekst>

<akap>Kapitan mówił: «To nie brzuch jakiegoś tam Hepce Pepce (to, pojmujecie, miało być nazwisko cudzoziemskie), o, bijesz bagnetem nie w ten brzuch, ale w część całości, która chce cię zniszczyć».</akap>

<didask_tekst>po chwili</didask_tekst>

<akap>Nie wiem, dlaczego, ale to jednak brzuch.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KOLEGA I</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Spróbuj się, bracie, zastanawiać tak wobec Hepce Pepce, to zobaczysz, że zanim dojdziesz do tego, czy brzuch, czy cząstka całości, będziesz gryzł glinę.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>At...</akap></kwestia>

<didaskalia>Macha ręką i siada na ziemi.</didaskalia>
  <didaskalia>Z daleka słychać karabin maszynowy.</didaskalia>
  <didaskalia>Ściemnia się znowu.</didaskalia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>odchodzi na bok</didaskalia>


<kwestia><akap>O! Czy na chwilę nie zamkną mi się myśli! Straszne, straszne myśli we śnie i na jawie, mimo zimna, mimo głodu, ciągle myśli. One mi głowę rozsadzą. Boże --- jeśli jesteś --- zlituj się.</akap></kwestia>




<didaskalia>Ukazuje się bezszelestnie <osoba>Gladiator</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Tobie trwać w cierpieniu, tobie konać/
za nich wszystkich, za martwych i żywych,/
i nie znaleźć nic ponad tę rozpacz,/
jaką daje wieczne zrozumienie,/
i nie ślepnąć ni na jedną chwilę,/
i nie zasnąć snem, co zapomina,/
bo ktoś musi unieść to, co oni /
zagubili w znużeniu i głodzie,/
bo ktoś musi unieść wszystkie myśli,/
z których ludzie się powyzwalali,/
a inaczej te myśli jak duchy/
błądząc, z wolna upiorem się staną/
i wypiją krew, i przetną żyły/
wszystkim snom, co przez człowieka śniły.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>Powoli osuwa się na ziemię.</didaskalia>



<naglowek_osoba>GLADIATOR</naglowek_osoba>




<didaskalia>do trzech towarzyszy</didaskalia>

<kwestia><strofa>
A wam dam zapomnienie, aby/
nieść tych, którzy wiedzą nazbyt jasno,/
i jak rzeka pochłaniać znużeniem,/
i jak rzeka unosić, a wtedy/
dokonacie, tylko ktoś zostanie/
niby serca wasze, które dane/
jemu wszystkie, i tak sam zakrwawi/
i sam zginie, ale was --- wybawi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_akt>AKT TRZECI</naglowek_akt>

<miejsce_czas>Scena I-piętrowa. Na górze dzieje się rzeczywistość, na dole --- identyczny sen. Na dole <osoba>Matka</osoba> w fotelu. Scena I piętra wyobraża półkulę, jak w akcie II, parter --- tak samo, tylko obok <osoba>Matka</osoba> w fotelu. Półmrok z niewyraźnym światłem.</miejsce_czas>


<naglowek_scena>[SCENA I]</naglowek_scena>

<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>półgłosem</didaskalia>



<kwestia><strofa>Tak się zbliża czas, a może minął./
Nic nie wiedząc jeszcze przed godziną,/
niosłam duszę w glinianej skorupie, /
a tu minął czas, a minął w trupie,/
który spadnie, po nim się otworzy/
kołys drzew i zielonawe morze./
<didask_tekst>Cisza.</didask_tekst>/
Już zanosi cisza, już przemija,/
już się lot na okręgi nawija,/
na okręgi huczące przestrzeni,/
na okręgi jak kół zaprzeczenie/
i porównanie Boga./
<didask_tekst>Cisza.</didask_tekst>/
<wers_cd>Przebóg! dołem</wers_cd>/
spada cisza w dno czasu i koło za kołem/
osiada znów na ziemi. Lot nie oderwany,/
lot do ziemi przykuty. Ktoś mnie z głębi wzywa,/
ktoś mi odejść nie daje, imieniem nazywa.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Ściemnia się. Na górze i na dole jednocześnie wchodzi <osoba>Jan</osoba>, sztywny, tyłem. Cały czas dudnienie głuche kotłów, z cichego coraz głośniejsze; łoskot; ustaje; echo głosu odbija od ścian albo głos podwójny.</didaskalia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Mamo! usłysz mnie, ja się tu boję,/
gdy na przecięciu nieba, snu i ziemi/
noc narasta cieniami i płonie od cieni,/
które jest czas zabijać teraz. Ja nie stoję/
o życie ani lęk, że koła mnie połamią,/
ale za duży ciężar, jak na dwoje ramion, /
ale konanie, kiedy tysiąc kona,/
a jeden unieść musi, to zrywa ramiona,/
to je zamienia w krzyże.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>WRÓG</naglowek_osoba>





<didaskalia>Przy łoskocie głuchym wpada, wywiązuje się walka, długa, z pojękiem, z charkotem, z uderzeniami.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>usiłuje na próżno wstać</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Boże, uratuj!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WRÓG</naglowek_osoba>





<didaskalia>Pada.</didaskalia>




<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>Stoi długo, chwiejąc się na nogach, wreszcie pada, wyczerpany.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>On ranny, ranny!</akap></kwestia>






<didaskalia>Zjawia się <osoba>Cień</osoba> na górze i na dole.</didaskalia>



<naglowek_osoba>CIEŃ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<begin id="b1748508723567-2989866132"/><motyw id="m1748508723567-2989866132">Śmierć</motyw>Ale żywy będzie,/
on nie to jedno uniesie, ty już teraz/
masz swój lot rozwiązany, już głos cię nie woła,/
już umierałaś, on cię zawrócił./
Umieraj./
Rozpocznij lot po kręgach nabrzmiałych muzyką/
i wznieś się, jak wznosiłaś się pierwej. Niepokój/
jak kora z drzew odchodzi. Poczynaj głębokość,/
poczynaj dokończenie piór smutnych anioła.
<end id="e1748508723567-2989866132"/></strofa></kwestia>


<didaskalia>Muzyka rozwichrzona, jakby marsz żałobny grany przez pomieszaną orkiestrę.</didaskalia>


  
  
<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A kiedy przyjdzie wiadomość, to będzie wiadomość o śmierci. Koledzy poszli gdzieś daleko, jestem sam. Na pewno wiadomość: zaginiony albo zabity dnia tego i tego, dnia tego i tego. A oni uwierzą: Matka, Joanna. Ach, żeby jakoś dać znać, żeby powiedzieć, ale nie... ta rana, ach, jak piecze. Mundur mokry cały od krwi. Mamo!</akap></kwestia>




<didaskalia>Próbuje się unieść i pada.</didaskalia> 
  <didaskalia>Cicha muzyka na fortepianie: Szopen, <tytul_dziela>Preludium deszczowe</tytul_dziela>.</didaskalia>
  <didaskalia>Scena rozświetla się z wolna niebieskim światłem.</didaskalia>



<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<didaskalia>w malignie, woła</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Idą, idą cienie, ach, jakie usta rozwarte/
czarną chmurą jak gradem; nie ma zapomnienia,/
o! kto otwiera tak niebo, za kartą kartę,/
kto tak czasy otwiera jak czeluść, jak otchłań więzienia./
Widzę cienie żałobne, a każdy jak kamień się toczy,/
stąpa jak martwe kolumny wypalonego kościoła,/
i wszystkie ślepe, a każdy imieniem mnie woła,/
i wszystkie palec jak bagnet utkwiły we mnie na wylot,/
jak stado kruków kołują i przysiadają na wargach/
i wszystkie krew ze mnie piją, a marmur wlewają żyłom./
<didask_tekst>Cisza. Jęk <osoba>Jana</osoba>.</didask_tekst>
/
Teraz gwiazdy dwie: jedna ciemna jak płomień,/
który zgaszony ciemnością i światłem nawet nie jest,/
druga, jak światła odbicie w potrójnych lustrach widziana/
na morzu szumiącym nieba bladym korabiem<pe><slowo_obce>korab</slowo_obce> --- statek.</pe> się chwieje./
Znam je, ach, nadto dobrze, to tak zamknęli ludzie/
dobro i zło w szatana, w anioła, w dwa płomienie/
i żaden już nie umiera, i żaden z grobu nie budzi,/
ale jako dwa sępy szarpią na strzępy ziemię./
O, znam je! one mi teraz --- czując krwi ciemnej strumień ---/
zanucą pieśni, orkanem wydrą nadzieję i rzucą /
w grozę zabitą milczeniem jak ciemne wieka trumien,/
i kiedy wrócę na ziemię i one ze mną wrócą/
i aż do śmierci bramy odwiodą mnie, a porzucą /
nie prędzej, aż serce pęknie.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Robi się zupełnie jasno, światło niebieskie. Spod ziemi wyrasta jasny, ogromny <osoba>Duch</osoba>.</didaskalia>





<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nazywam cię po imieniu: cierpienie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Światło! jak jasno, jakby mnie kto wołał.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nazywam cię po imieniu: cierpienie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Głos słyszę, który powstaje przede mną.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cierpienie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jestem, który mnie powracasz w światło klęski,/
kim jesteś?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1748604865492-1703160321"/><motyw id="m1748604865492-1703160321">Cierpienie</motyw>Ja jestem cierpienie,/
ja jestem z tobą skuty i płynę za tobą,/
jestem w każdym i w każdym czasie miejsce moje,/
bo ja nie sięgam tam, gdzie kończę grobem,/
ale w czasach i ciałach jak pochodnia stoję/
przez wieki, tylko nie znać ani po człowieku,/
który nie czując --- nawet mnie nie nazwie,/
tylko nie znać, bo czasem jestem zapomnienie,/
a gdy takim przypomnę jak ty, wtedy płonę/
i wtedy z cierni ognia nakładam koronę/
takim jak ty, a inni jak lawiny runą/
ciemnością i przez ciemność, abyś ty mógł jaśniej/
zobaczyć i byś głodem nakarmiony wołał, /
i byś się stał jak ciało martwego anioła./
Chodź...<end id="e1748604865492-1703160321"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<begin id="b1748508099674-3166932094"/><motyw id="m1748508099674-3166932094">Przemiana</motyw>Jestem, któryś mnie nazwał, wstaję, z tobą idę,/
prowadź mnie i nie zamknij mi oczu, bo widzisz, /
że mnie nie pęknie serce, na nic mnie nie zamknij/
i na nikogo. Okaż, co mi każe imię,/
którymś mnie nazwał.
<end id="e1748508099674-3166932094"/></strofa></kwestia>
</dramat_wspolczesny></utwor>