<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/asnyk-w-25-rocznice-powstania-1863-roku/">
    <dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Asnyk, Adam</dc:creator>
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-07-09</dc:date>
    <dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1968</dc:date.pd>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl) na podstawie tekstu dostępnego w serwisie Wikiźródła (http://pl.wikisource.org). Redakcję techniczną wykonała Paulina Choromańska, natomiast korektę utworu ze źródłem wikiskrybowie w ramach projektu Wikiźródła.</dc:description>
    <dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
    <dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/asnyk-w-25-rocznice-powstania-1863-roku/</dc:identifier.url>
    <dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
    <dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
   <dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Adam Asnyk zm. 1897</dc:rights>
    <dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Adam Asnyk, Pisma, tom III, wydanie nowe zupełne, w układzie i z objaśnieniami F. Hoesicka, nakładem Księgarni F. Hoesicka, Warszawa 1924.</dc:source>
    <dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://pl.wikisource.org/wiki/Pisma_T._III_%28Adam_Asnyk%29/</dc:source.URL>
    <dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wiersz</dc:subject.genre>
    <dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pozytywizm</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
    <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">W 25 rocznicę powstania 1863 roku</dc:title>
    <dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<developmentStage>0.3</developmentStage>

<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/3297.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Image from page 302 of &amp;quot;Palestine : the physical geography and natural history of the Holy Land&amp;quot; (1841), Internet Archive Book Images@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/3297</dc:relation.coverImage.source>

</rdf:Description></rdf:RDF><opowiadanie>
<autor_utworu>Adam Asnyk</autor_utworu>

<nazwa_utworu>W 25 rocznicę powstania 1863 roku</nazwa_utworu>


<nota_red><akap>Poprawiono błąd źródła: przymierża -> przymierza. Usunięto zbędne cudzysłowy.</akap></nota_red>







<strofa>Ruchliwe fale czasu nie zatarły/
Twych krwawych śladów, o nieszczęścia roku!/
Dotąd w swej grozie posępnej zamarły/
Ciężysz nad nami, i z przeszłości mroku/
Przez lat szeregi kroczysz, widmo blade,/
Wlokąc za sobą, jak całun, zagładę.</strofa>

<strofa>Wieleż to razy ciebie przeklinano/
A z tobą marzeń zdradliwych ponętę;/
Za każdą świeżą z ręki wroga raną/
Zawsze twe imię wracało przeklęte/
I zamrażało żywsze serc porywy/
Krzykiem zwątpienia i bojaźni mściwej.</strofa>

<strofa>Z twoich doświadczeń czerpano nauki/
I niewolnicze wysławiano cnoty,/
Gaszono skrzętnie święty żar, dopóki/
Męskim zapałem tchnęła pierś Heloty,/
Sądząc, że lekiem najlepszym na rany/
Jest gwałt polskiemu uczuciu zadany.</strofa>

<strofa>Za twoje grzechy Polskę z mieczem w dłoni/
Z szat obnażono, jak jawno-grzesznicę,/
I urągano, że praw swoich broni,/
I z ran szydzono, i plwano jej w lice,/
I z czci ją chciano odrzeć do ostatka,/
Jakby to była nie ich własna matka!</strofa>

<strofa>Wszystko to w spadku zostało po tobie:/
Grzeszne ofiary i grzeszniejsza skrucha,/
Bunt tych, co widząc mdlejące już ciało/
Śmieli doradzać samobójstwo ducha,/
I więzy, które mocniej się nam wpiły,/
I łzy palące... i wstyd... i mogiły...</strofa>

<strofa>A jednak pamięć obchodzimy twoją,/
Jak ci, co dawno z niedolą zbratani,/
Nieszczęściu w oczy spojrzeć się nie boją/
I nawet z ciemnej wynoszą otchłani/
Tę nieśmiertelną nadzieję, co zdala/
Pracę pokoleń wiąże i utrwala.</strofa>

<strofa>My obchodzimy twą rocznicę smętną,/
Bo dawnych zwycięstw święcić dziś nie śmiemy:/
Niewolnik, hańby swej noszący piętno,/
W rocznicę chwały ojców stoi niemy,/
A tylko ta mu droga jest i święta,/
W której sam skruszyć chciał krzywdzące pęta.</strofa>

<strofa>My obchodzimy w twem żałobnem święcie/
Najbliższą z naszych dziejowych pamiątek,/
I rycerskiego rapsodu zamknięcie,/
Tego rapsodu, co jak krwawy wątek/
Przebiegał dziejów pogrobowych kartę,/
Zbrojąc wciąż serca pokoleń uparte.</strofa>

<strofa>Boś ty nie przyszedł jako klątwa nieba,/
Ani nie spadłeś jak grom niespodzianie,/
Lecz jak duchowa narodu potrzeba,/
W krwawej wypadków wypłynąłeś pianie,/
Aby ostatnim orężnym protestem/
Zapisać w dziejach nieśmiertelne: jestem!</strofa>

<strofa>Ty byłeś dzieckiem ostatniem epoki,/
Która tradycyę przechowując żywą,/
Z dumnej przeszłości czerpała swe soki,/
I wolnych marzeń snując wciąż przędziwo,/
Ku zmartwychwstaniu stale naprzód biegła,/
Tak jeszcze bliska... a tak już odległa.</strofa>

<strofa>Nad tą epoką jaśniał jeszcze w górze/
Duch niepodległej ojczyzny widomy,/
Jeszcze francuskiej rewolucyi burze/
Świat wstrząsające rozrzucały gromy/
I biła na nią krwawych świateł fala/
Z wojennych ognisk „małego kaprala“.</strofa>

<strofa>To pokolenie, które wówczas wzrosło,/
Dni listopada było niedalekiem,/
I swoich ojców rycerskie rzemiosło/
Z krwią wzięło w spadku, i wyssało z mlekiem/
Żywą tradycyę krótkiej zwycięstw chwały,/
I majestatu Polski zmartwychwstałej.</strofa>

<strofa>W cudownej przed niem spływały legendzie/
Postacie wodzów, strojne w liść wawrzynu,/
Wieszczów krwawiących swe piersi łabędzie,/
I męczenników, rwących się do czynu,/
Więzienia, groby, szubienice, krzyże,/
I śnieżna, mroźna otchłań na Sybirze...</strofa>

<strofa>Więc silniej każde uderzało tętno,/
I klątwa wieszczów na grunt padła żyzny/
Budząc gniew, zemstę i boleść namiętną/
Nad poniżeniem i hańbą ojczyzny./
I wszystkie serca zbroiły się harde/
W niewolniczego żywota pogardę.</strofa>

<strofa>Jeszcze ten łańcuch duszącej niewoli/
Nie zatamował męskiego oddechu,/
Jeszcze męczeńskiej naszej aureoli/
Nie tknęło błoto urągań i śmiechu,/
I pokutnicze nie straciły tłumy/
Ostatnich błysków narodowej dumy.</strofa>

<strofa>Nie było nawet podówczas w zwyczaju/
W dyplomatycznej ślizgać się zabawce,/
W lada koniuszym lub dworskim lokaju/
Zaraz ojczyzny upatrywać zbawcę,/
I tym, co jawnie wyparli się Polski,/
Dawać na kredyt mandat apostolski.</strofa>

<strofa>Kiedy kto z wrogiem chciał wchodzić w konszachty/
I stawiać złote zjednoczenia mosty,/
Nie powiadano w gronie braci szlachty,/
Że to mąż stanu, lecz że zdrajca prosty,/
I nie wróżono nowej szczęścia ery,/
Widząc na piersiach błyszczące ordery.</strofa>

<strofa>Jeszcze przybierać nie umiała Polska/
Postaci gadu, co się u stóp czołga,/
Wolała, żeby w drodze do Tobolska/
Trupy jej synów unosiła Wołga,/
Wolała ponieść ofiary najkrwawsze,/
Niżby się miano wyprzeć jej na zawsze.</strofa>

<strofa>O! wtedy jeszcze nurtem tajnych koryt/
Płynęły na świat idealne mary,/
I nadawały cudowny koloryt/
Tkanej przez losy przędzy życia szarej,/
A na niebiosach jaśniał blask nadziemski,/
Niby wschodzącej znów gwiazdy bethlemskiej.</strofa>

<strofa>Męki wygnania, tęsknoty sieroctwa,/
Tonęły w wielkim mistycznym zachwycie;/
Sny messyaniczne, natchnione proroctwa/
Nad ziemią inne wytwarzały życie,/
Gdzie rzeczywistość znikała z przed oczu/
W gwiaździstem, sennem marzenia przeźroczu.</strofa>

<strofa>Pamiętam dotąd chwile owych wiosen,/
Gdy serca nasze paliła tęsknota,/
A bór nam szumem dębów swych i sosen/
Śpiewał, jak stary pieśniarz Wajdelota,/
Rycerskie pieśni dawnej przodków chwały,/
Które nas czarem swoim upajały.</strofa>

<strofa>Pamiętam dotąd, jak nam szmer strumieni,/
Słowików śpiewy, powiew kwiatów woni,/
I zorza, która błękity rumieni,/
I wszystko wkoło wciąż mówiło o Niej,/
O nieśmiertelnej, co w grobowcu czeka/
Na odwalenie kamiennego wieka...</strofa>

<strofa>A w piersiach naszych z każdą chwilą rosła/
Miłość bezbrzeżna, wyłączna, jedyna,/
Co na swych skrzydłach duszę w błękit niosła,/
Jakby do matki stęsknionego syna,/
Z wiarą, że w górze poza chmur zasłoną/
Ujrzy ją znowu, jasną i zbawioną.</strofa>

<strofa>Myśmy ją wszyscy przed sobą widzieli,/
Cudowną postać w złotej gwiazd koronie,/
W niepokalanej czystości i bieli,/
Ze zmaz obmytą przez anielskie dłonie,/
Z twarzą podobną do Najświętszej Panny/
I blask z swych włosów siejącą poranny.</strofa>

<strofa>Każdy ją wieńczył w własnych rojeń kwiaty/
I jej piękności odczuwał inaczej,/
Każdy w odmienne ubierał ją szaty,/
Lecz nikt nie wątpił, iż po dniach rozpaczy/
Nadpłynie w blasków różanych powodzi,/
I swą pięknością cały świat odmłodzi.</strofa>

<strofa>Więc-eśmy ręce do niej wyciągali/
Wołając: «Zstępuj z błękitów królowo!/
Krzywdy nędzarzów zważ na prawa szali,/
I sprawiedliwość wymierz im na nowo,/
Zawieś miecz pomsty nad fałszem i zbrodnią,/
I bądź ludzkości gwiazdą znów przewodnią.</strofa>

<strofa>My ci pod stopy ciała swe uścielem,/
Abyś stanęła na nich jak na tronie,/
I praw zgwałconych stała się mścicielem,/
Z błogosławieństwem wyciągając dłonie/
Ku tym, co cierpiąc niesłusznie skrzywdzeni/
Wzywają ciebie z czyśćcowych płomieni.</strofa>

<strofa>My nie dla szczęścia swego, nie dla siebie/
Nie pragniem, nawet nie żądamy dożyć/
Chwili, gdy z jutrznią zabłyśniesz na niebie./
Chcemy na zawsze w prochu się położyć/
I za swe wiano wziąć niepamięć wieczną,/
Byleś Ty jasność rozlała słoneczną».</strofa>

<strofa>To wszystko teraz w przepaść się zapadło/
I już przeminął czas rycerskiej służby:/
Z błękitów jasne zniknęło widziadło,/
Umilkły wieszcze natchnienia i wróżby,/
A burza nieszczęść strąciła nam z głowy/
Nawet ostatni wieniec nasz, cierniowy.</strofa>

<strofa>Śpiewne serc głosy, idealne hasła,/
Płomienne słowa, mistyczne zachwyty/
Przebrzmiały, lampa cudowna zagasła,/
Na ziemię runął ideał rozbity.../
I w naszych oczach rozpadło się w gruzy/
Tęczowe państwo romantycznej muzy.</strofa>

<strofa>Prąd czasu innem popłynął korytem,/
Nastała nowa epoka żelazna,/
Która wciąż ziemskim zaprzątnięta bytem/
Niebiańskich widzeń słodyczy nie zazna,/
I tylko w ziemi wnętrznościach się grzebie/
Zajęta myślą o codziennym chlebie.</strofa>

<strofa>Uboga duchem i uczuciem skąpa/
Dokoła cień swój roztacza ponury,/
Ciężko po ciałach swoich ofiar stąpa,/
I chciwą dłonią szarpiąc pierś natury/
Pragnie zasłonę zedrzeć tajemniczą,/
Za coraz nową zdążając zdobyczą.</strofa>

<strofa>Choć na chorągwi kładzie prawdy znamię,/
I ludzkiej wiedzy skarbnicę bogaci,/
Czynami swymi wiecznym prawdom kłamie,/
I fałsz podaje w misternej postaci,/
I jadem zbroi węże i padalce,/
By zwyciężały w strasznej o byt walce.</strofa>

<strofa>Nastała nowa epoka, z obliczem/
Nieubłaganem, lodowatem, chmurnem;/
Jej bóg jest owym, niewzruszonym niczem,/
Pożerającym swe dzieci Saturnem,/
A jej religia, dziką tchnąca grozą,/
Drapieżnej siły jest apoteozą.</strofa>

<strofa>Z nową religią nowi są prorocy,/
Co słabszym niosąc wyrok unicestwień,/
Głoszą królestwo gwałtu i przemocy,/
I ewangelię plemiennych rozbestwień,/
Jako pociechę wskazując w rozbiciu/
Nędzę i nicość, i w śmierci i w życiu.</strofa>

<strofa>Pod ich chorągwie spieszą ludzie nowi/
Widząc, że wiara przeszłości zawiodła,/
Urągać czystych poświęceń duchowi,/
Kruszyć braterstwa i wolności godła,/
Przed złotym cielcem korzyć się tyranii,/
Panmoskwicyzmu, albo pangermanii.</strofa>

<strofa>I u nas przyszło nowe pokolenie,/
Wpatrzone w ziemię z chłodem i rozwagą,/
Pragnące teraz na dziejowej scenie/
Odgrzebać z gruzów rzeczywistość nagą,/
Podstawę bytu, mniej od dawnej chwiejną,/
By na niej znowu budować kolejno.</strofa>

<strofa>W twardej nieszczęścia urobione szkole,/
Zrzekło się marzeń zdradliwych słodyczy;/
Krępuje skrzydła młodości sokole,/
W każdym porywie z siłami się liczy,/
I wchodzi z prądem dziejowym w przymierza;/
Biorąc w rachubę instynkt i moc zwierza.</strofa>

<strofa>Spragnione prawdy, za nią jedną goni,/
Choćby nią miało zatruć czyste zdroje,/
Gdyż pragnie świeżej doszukać się broni,/
Z którąby mogło przyszłe staczać boje,/
A w tej pogoni stopą nieoględną/
Depcze wawrzyny, co na grobach więdną.</strofa>

<strofa>To pokolenie milczące i smutne,/
Daleko myślą od dawnych odeszło;/
Oskarża serca miłością rozrzutne/
I lekceważy ich zasługę przeszłą,/
Nie wiedząc nawet, ile w niej się mieści/
Wielkich poświęceń, cnoty i boleści.</strofa>

<strofa>Myśmy przez piękność, sercami odczutą,/
W dobra i prawdy chcieli wejść krainę,/
A oto kończym nasze dni pokutą,/
Zbyt śmiałych lotów opłakując winę.../
Nie możem jednak bez goryczy patrzeć,/
Widząc, jak chcecie ślad przeszłości zatrzeć.</strofa>

<strofa>Lecz chociaż droga nasza się rozchodzi,/
A chłód wasz lodem spada nam na serce,/
My błogosławim wam, rycerze młodzi,/
Narodowego długu spadkobierce,/
I na trud przyszłych, mozolnych wyzwoleń/
Niesiem życzenia gasnących pokoleń.</strofa>

<strofa>Idźcie! jak światła przystoi czcicielom,/
Oświecać drogi ludzkiego pochodu/
Ku coraz wyższym i jaśniejszym celom./
Szukajcie prawdy dla swego narodu,/
Ażeby przez nią posiąść mógł Helota/
Stracone piękno i dobro żywota.</strofa>

<strofa>Lecz wiedzcie: prawda, której wy szukacie,/
Jest jak Proteusz kryjący się zdradnie,/
Który wciąż swoje odmienia postacie,/
Gdy śmiały nurek w głębi go napadnie,/
I pokolenia ciekawych żeglarzy/
Coraz to nową odpowiedzią darzy...</strofa>

</opowiadanie></utwor>