Konstanty Ildefons Gałczyński Teatrzyk „Zielona Gęś” ma zaszczyt przedstawić: Awanturę w najmniejszym teatrze świata Występują z wielką tremą następujące dramatis personaedramatis personae (łac.) --- osoby dramatu.: * PROF. BĄCZYŃSKI — ogólnie szanowany angelolog * ALOJZY GŻEGŻÓŁKA — młody tapicer * OSIOŁEK PORFIRION — kierownik literacki * FAFIK — najpopularniejszy pies wszechświata * HERMENEGILDA KOCIUBIŃSKA * PIEKIELNY PIOTRUŚ *Scena* przedstawia salę jadalną w pałacu prof. Bączyńskiego na Salwatorze. Podniecenie. PROF. BĄCZYŃSKI / za stołem z pustą karafką / To się bardzo dobrze stało, że nikt nie nalał wody do karafki. Wyrażam zadowolenie. Bo już nawet i woda zaczyna mi szkodzić. A ongiś pijało się i jadało się szalone rzeczy. Eeeech, młodość… / Pogrąża się w zadumie. / GŻEGŻÓŁKA Przepraszam, czy zebraliśmy się tu po to, żeby rzępolić na temat wody w karafce? PROF. BĄCZYŃSKI Jak proszę? Rzępolić? Proszę bardzo! Naturalnie! Naturalnie! Naturalnie, że nie chodzi o wodę w karafce, tylko o szerokie wody, na które nasz teatrzyk musi wypłynąć. FAFIK Musi, ale jakoś dotąd nie wypływa. PIEKIELNY PIOTRUŚ Dlaczego? PROF. BĄCZYŃSKI Ja wiem, dlaczego. Dlatego, że „Zielona Gęś” jest niezrozumiała. I… do jasnej cholery z tą „Zieloną Gęsią”! / Konsternacja na dwadzieścia cztery fajerki. / PROF. BĄCZYŃSKI / przechylając do ust pustą karafkę / Tak. Niezrozumiała. Tego teatrzyku nikt nie rozumie… Zmartwienia i plotki, oto bilans „Zielonej Gęsi”. Same passywa. HERMENEGILDA K. Wolnego, profesorze! Są i aktywa. Niech pan przejrzy roczniki „Przekroju”, a znajdzie pan w nich niejedną „Gąskę”, która summa cum laude wykonała swoją robotę społeczną ku rozpaczy Bęc-Walskich, Ciemnogrodzkich i Kołtuńskich. OSIOŁEK PORFIRION / budzi się ze snu / Śniło mi się, że zostałem przemieniony w księżyc i świeciłem w okno jednej b. ładnej dziewczynie. HERMENEGILDA To nic nie ma do rzeczy. Teraz ja rozmawiam z profesorem. Teraz będzie mowa o parodiach. Bo, niech pan powie, profesorze, czy te setki parodii na nas we wszystkich pismach całego kraju też świadczą o tym, że jesteśmy niezrozumiali? A to, że „Zieloną Gęsią” zajmowali się krytycy tej miary co Wyka, Kott, Mikulski i Bracia Rojek, to też nic? A przekłady na obce języki? PROF. BĄCZYŃSKI Hermenegildo, Hermenegildo, ja cię nie poznaję, Hermenegildo. Mówisz jak gdyby rozsądnie, Hermenegildo, a jeszcze wczoraj byłaś głupia jak bilardowa noga, Hermenegildo. FAFIK Co?! Ja nie pozwolę znieważać kobiety Hermenegildy nawet wstecz! Ja ją kocham. / Rzuca się na Bączyńskiego, spokojnie obgryza mu spodnie, doprowadzając zasłużonego angelologa do stanu kompletnie barokowej dekalesonizacji. / HERMENEGILDA / c.d. / Na czym to ja stanęłam? Właśnie. Na przekładach. Bo fakt, profesorze, że tyle „Gęsi” przetłumaczono np. na język czeski, to też pies? FAFIK / przestaje obgryzać Bączyńskiego i zwraca smutne oko ku Hermenegildzie / Jak się wyraziła obywatelka? Też pies? Czy pani mnie miała na myśli? To ma być kalumnia czy metafora? Jednego i drugiego nie zniosę! Trzymajcie mnie! Ach, ty ficygerno, kociaku śmierdzący, klabzdro, jak również kocmołuchu literacki! Już ja cię urządzę. / Zrywa ze ściany tapetę z pagodami, a z sufitu żyrandol i całkowicie szpitalnie urządza Hermenegildę. / HERMENEGILDA Och! / Następuje ogólne zamieszanie. Pogotowie? Ratunkowe. Straż? Ogniowa. Prasa? Interesuje się. Fotografia Fafika na szpaltach wszystkich gazet. Szum. Ale po niejakim czasie wszystkie szmery, mówiąc radiologicznie, wyciszają się i jak w piosence: Po deszczu znów słońce, Po smutku znów śmiech. / PROF. BĄCZYŃSKI / obejmując okiem cały zespół wraz z zabandażowaną Hermenegildą / A jednak, moi drodzy, proponuję wysłać telegram do Autora z prośbą, żeby się zastanowił. Bo ja rozumiem żart. Żart jest potrzebny jak chleb. Człowiek im wydajniej pracuje, tym większą ma potrzebę żartu i odprężenia. Więc niech będą i żarty w „Zielonej Gęsi”. Ale nie tylko. Nasza epoka jest wielka i odpowiedzialna. Cząstka odpowiedzialności spada na każdego z nas. Chodzi o wielki skarb. Trzeba czuwać przy wielkim skarbie. A wiecie wy, co jest tym wielkim skarbem? / Szmer zaciekawienia. / PROF. BĄCZYŃSKI / zerkając na swoje nogi przystrojone w biel anielską / Moje nogi. Moje zwyczajne ludzkie nogi. Chodzi o to, żeby mi ich już nigdy nie urwała żadna bomba, żaden granat kapitalistycznych grandziarzy. Ja jestem, wiecie, zwykły człowiek i bardzo lubię czasem tak połazić. Kochane nogi! I dlatego… I dlatego poprosimy telegraficznie Autora, żeby, choćby z uwagi na moje nogi, rzadziej błaznował, a częściej starał się pisać jasno, celnie i celowo. Dzień dobry, obywatelko. Pani mnie poznaje? O piątej? Świetnie. Zaraz będzie następujący telegramik: / Pauza. / OSIOŁEK PORFIRION / zakładając okulary do czytania depeszy / Ja nie rozumiem, co to znaczy galzymbrgski. PROF. BĄCZYŃSKI Bo jesteś osioł, jak wynika z afisza. Galzymbrgski niewątpliwie oznacza nazwisko naszego ukochanego Autora. Artystyczna refiguracja, żeby nie rzec deformacja. Taka pocztowa „Zielona gęś”. Uff, jak się zmęczyłem. Fafiku, przynieś, proszę, moją wanienkę. Gdy zmęczenie nęka, nie masz jak wanięka: *ROZBIORĘ SIĘ ŹDZIEBECZKO* *I POKĄPIĘ SIĘ KRZTYNĘ* *WIĘC, FAFUNIU, GWIAZDECZKO,* *SPUŚĆ, CIĘ PROSZĘ, KURTYNĘ* KURTYNA / spada pogodnie jak wigilijny wieczór dzięki mistrzowskiemu pociągnięciu Fafika / 23 października 1949 ----- Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, dostępna jest na stronie wolnelektury.pl. Wersja lektury w opracowaniu merytorycznym i krytycznym (przypisy i motywy) dostępna jest na stronie https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/galczynski-awantura-w-najmniejszym-teatrze-swiata/. Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Wolne Lektury. Wszystkie zasoby Wolnych Lektur możesz swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać pod warunkiem zachowania warunków licencji i zgodnie z Zasadami wykorzystania Wolnych Lektur. Ten utwór jest w domenie publicznej. Wszystkie materiały dodatkowe (przypisy, motywy literackie) są udostępnione na Licencji Wolnej Sztuki 1.3: https://artlibre.org/licence/lal/pl/ Fundacja Wolne Lektury zastrzega sobie prawa do wydania krytycznego zgodnie z art. Art.99(2) Ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Wykorzystując zasoby z Wolnych Lektur, należy pamiętać o zapisach licencji oraz zasadach, które spisaliśmy w Zasadach wykorzystania Wolnych Lektur: https://wolnelektury.pl/info/zasady-wykorzystania/ Zapoznaj się z nimi, zanim udostępnisz dalej nasze książki. Tekst opracowany na podstawie: Konstanty Ildefons Gałczyński, Próby teatralne 3, wyd. Czytelnik, Warszawa 1979. Wydawca: Fundacja Wolne Lektury Publikacja zrealizowana w ramach biblioteki Wolne Lektury (wolnelektury.pl). Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego. Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Wolne Lektury. Opracowanie redakcyjne i przypisy: Ilona Kalamon, Anna Stasiek, Wiktoria Szydłowska.